Sąd arbitrażowy pomoże w sporach między wynajmującym a najemcą. Ma być szybciej i taniej

0

Robert Kuliga

Rozwiązywanie sporów między właścicielem mieszkania a wynajmującym ma być możliwe bez udziału sądów i adwokatów. Pomoże w tym powołany przez stowarzyszenie „Mieszkanicznik” sąd arbitrażowy. Toczące się przed nim postępowania mają być znacznie krótsze niż przed sądem powszechnym, mniej sformalizowane i tańsze. Koszty z nimi związane to obecnie od 300 do 1300 zł.

Spory mieszkaniowe są delikatną sprawą, więc stowarzyszenie wpadło na pomysł, aby powołać sąd arbitrażowy, który jest pierwszą tego typu inicjatywą w Polsce – informuje agencję Newseria Biznes Robert Kuliga, wiceprezes i członek zarządu Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości Na Wynajem „Mieszkanicznik”.

Rozwiązywanie sporów dotyczących lokali między ich właścicielami a wynajmującymi, podobnie jak inne sprawy sądowe, trwa nierzadko latami. Stowarzyszenie ma nadzieję, że przed sądem arbitrażowym będzie się udawało je rozstrzygać w ciągu maksymalnie pół roku, a najczęściej od 30 dni do trzech miesięcy.

Ten sąd jest związany stricte ze sporami mieszkaniowymi, co, mamy nadzieję, w znacznym stopniu przyspieszy rozwiązywanie wielu nieporozumień, głównie między najemcami a wynajmującymi, ale nie tylko – twierdzi Robert Kuliga. – Będzie tam także możliwość rozstrzygania wszystkich sporów związanych z nieruchomościami.

Aby skorzystać z takiej ścieżki rozstrzygania sporu, nie trzeba być członkiem stowarzyszenia „Mieszkanicznik”. Wystarczy zawarcie w umowie między właścicielem lokalu a wynajmującym postanowienia, że ewentualne nieporozumienia będą tam właśnie rozstrzygane.

Koszty postępowania przed sądem arbitrażowym stowarzyszenia to od 300 do 1300 zł.

Jest to początek funkcjonowania sądu arbitrażowego, więc spodziewamy się, że w przyszłości będziemy mogli tę kwotę obniżyć w zależności od tego, jakiego rodzaju spory będą się pojawiać – precyzuje Robert Kuliga. – Główną zaleta korzystania z tej instytucji jest szybkość rozstrzygania nieporozumień, ale również niższa cena w stosunku do sądów powszechnych.

Procedury są mniej sformalizowane, więc strony sporu nie muszą wynajmować prawnika, co zwłaszcza w przypadku sporów o mniejszej wartości może mieć duże znaczenie.

Rozstrzygnięcia sądu arbitrażowego mogą mieć charakter quasi-polubowny. Wyrok może być podstawą egzekucji komorniczej. Trzeba tylko uzyskać dla niego klauzulę wykonalności w sądzie powszechnym, co trwa zazwyczaj nie dłużej niż trzy miesiące.

Celem działającego od 2012 roku Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości na Wynajem „Mieszkanicznik” jest „ucywilizowanie polskiego rynku najmu, doprowadzenie do sytuacji, w której relacje pomiędzy wynajmującymi a najemcami będą się opierały na jasnych zasadach”. Obecnie organizacja zrzesza ponad 1000 członków, regularnie spotykających się w szesnastu miastach w Polsce i dwóch oddziałach europejskich.

Apartamenty w pobliżu pola golfowego to nowy rodzaj inwestycji. Deweloperzy oferują je nie tylko zapalonym graczom

Piotr Szymański

Polscy nabywcy mieszkań zaczynają doceniać sąsiedztwo pól golfowych. Inwestorzy nie traktują ich już tylko jako atrakcyjnych terenów rekreacyjnych, lecz także dostrzegają w nich potencjał budowlany. Pierwsza taka inwestycja na Mazowszu powstaje w Sobieniach Królewskich.

– Golf niesamowicie się rozwija, mamy najlepsze statystyki pod względem rozwoju na całym świecie podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Szymański, dyrektor klubu golfowego Sobienie Królewskie. – Sport ten w Polsce na razie ma jeszcze dosyć mały zasięg, ale golfistów z roku na rok przybywa, widzimy to u nas, widzimy to też na innych polach. Pojawiają się młodzi ludzie, których ciągnie do golfa, to jest bardzo dobra informacja dla nas.

Golf jest nie tylko ciekawą formą spędzania wolnego czasu. Wielkie i dobrze utrzymane pola stają się też atrakcyjnymi terenami z dużym potencjałem deweloperskim. Przy polach golfowych na całym świecie powstają inwestycje mieszkaniowe. W Polsce tego typu przedsięwzięcia są nowością. Na Mazowszu budowany jest właśnie apartamentowiec w Sobieniach Królewskich.

 Mówimy tu o apartamentach, domach i hotelach  tłumaczy Piotr Szymański. Nasz obiekt oferuje wszystkie te projekty. Obecnie realizujemy III etap budowy apartamentów, do dyspozycji klientów będzie 10 lokali o powierzchni od 50 do 76 metrów. Termin realizacji przewidujemy na III kwartał 2016 roku, budowa w tym momencie jest na etapie zalewania stropów parteru. Budynek jest dwupiętrowy, więc jest to szybka, prosta budowa. Sprzedaliśmy już 40 proc. inwestycji, a klientów jest coraz więcej i u nas, i na innych tego typu obiektach w Polsce. 

W Sobieniach Królewskich, pierwszej tego typu inwestycji na Mazowszu, przyszli mieszkańcy będą mogli korzystać nie tylko z pola golfowego, lecz także z lotniska, szkoły awiacji i czterogwiazdkowego hotelu w zabytkowym kompleksie pałacowym. To w ocenie dyrektora klubu golfowego Sobienie Królewskie atuty, które mogą zostać wykorzystane także przy późniejszej sprzedaży czy najmie tego typu lokali.

– Wśród kupujących dominują oczywiście golfiści, są również piloci – wszystko za sprawą lotniska wraz z zapleczem serwisowym i hangarowym. Kupując mieszkanie, mieszkańcy w pakiecie otrzymują możliwość darmowego hangarowania samolotów oraz korzystania z całego lotniska przez trzy lata. Dla golfistów największym atutem jest to, że dostają do nieruchomości dożywotnie członkostwo w klubie, co wiąże się z niższymi stawkami za grę na polu oraz wieloma przywilejami w domu klubowym, możliwością korzystania z kortów tenisowych, basenu i preferencyjnych stawek w hotelu.

Jak podaje „Magazyn Golfowy”, w kraju jest obecnie kilkanaście mistrzowskich pól golfowych, ale inwestycje deweloperskie realizuje w tej chwili tylko kilka z nich, m.in. we Wrocławiu, Krakowie, Wejherowie czy Olsztynie. Perspektywy dla tego typu przedsięwzięć są jednak obiecujące, bo zainteresowanie zarówno tym sportem, jak i inwestycjami w pobliżu pól golfowych rośnie.

 Zanotowaliśmy olbrzymie wzrosty zainteresowania w ostatnich dwóch latach, co przekłada się na zwiększenie tempa sprzedaży i budowy zwraca uwagę dyrektor Piotr Szymański z klubu golfowego Sobienie Królewskie. – Dzięki temu zainteresowaniu uruchomiliśmy kolejny projekt – sprzedaż działek, gdzie ludzie sami będą mogli budować własne domy. Jest to świetna alternatywa dla domów letniskowych w okolicach Warszawy ze względu na całą infrastrukturę obecną na terenie. Dojazd do działek jest, są media, a obiekty są strzeżone, a to olbrzymi plus dla potencjalnych klientów, którzy są zainteresowani domkami letniskowymi na wypady weekendowe.

Firmy zwiększają wydatki na cyberbezpieczeństwo. Rynek zabezpieczeń wzrósł o 8 proc.

Edyta Kosowska

Wartość rynku usług i produktów związanych z bezpieczeństwem IT w Polsce wzrosła w ubiegłym roku o 8 proc. i przekroczyła 300 mln dolarów – wynika z analizy IDC. W kolejnych pięciu latach wzrost powinien się utrzymywać na podobnym poziomie. Firmy coraz większą wagę przykładają do zabezpieczeń systemów informatycznych i zwiększają swoje wydatki. W niektórych przedsiębiorstwach stanowią one 30 proc. wszystkich nakładów na IT.

– IDC mierzy cały rynek bezpieczeństwa IT w Polsce: usługi, oprogramowanie i urządzenia zabezpieczające. W 2014 roku wartość tego rynku przekroczyła 300 mln dol., wzrastając w stosunku do roku poprzedniego o prawie 8 proc. Przewidujemy, że do 2019 roku rynek będzie wzrastał w tempie średniorocznym około 7 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Kosowska, analityk rynku oprogramowania z IDC.

Jak przekonuje, w segmencie oprogramowania najpopularniejsze są rozwiązania do zabezpieczenia komputerów, czyli antywirusy, antyspam czy programy antyszpiegowskie.

– Wynika to głównie ze struktury przedsiębiorstw w Polsce – ponad 90 proc. to małe i średnie firmy. Właśnie one najczęściej kupują tę podstawową ochronę – wyjaśnia Edyta Kosowska. – W przypadku urządzeń zabezpieczających najbardziej popularne są tzw. UTM-y, które spełniają szereg funkcji, m.in. firewalla czy antywirusa. Ich popularność wynika głównie z tego, że ich instalacja i zarządzanie nimi są stosunkowo łatwe, nie wymagają skomplikowanej instalacji i integracji.

Ubiegłoroczne badanie PwC wskazuje, że liczba ataków rośnie, w porównaniu z 2013 rokiem było ich o 48 proc. więcej.

Kosowska podkreśla, że firmy, nawet te małe, są coraz bardziej świadome tego, że w bezpieczeństwo IT trzeba inwestować. Ataki cyberprzestępców dotyczą już nie tylko wielkich międzynarodowych firm i instytucji rządowych, lecz także mniejszych podmiotów oraz władz samorządowych.

Z badań IDC wynika, że wysokość wydatków na cyberbezpieczeństwo zależy od branży, rodzaju prowadzonej działalności i wielkości firmy. Zupełnie inne potrzeby ma duży bank, a inne firma budowlana czy sklep internetowy.

– Według naszych badań wielkość tych wydatków waha się od 5 do nawet 30 proc. całkowitego budżetu na rozwiązania informatyczne w firmach – wyjaśnia Edyta Kosowska. – Jeśli będziemy mieć do czynienia z małą firmą działającą tylko w internecie, może to być jakaś platforma aukcyjna czy kantor internetowy, to tu wydatki będą zdecydowanie większe niż na przykład w dużym sklepie.

Jak wynika z badania PwC, wydatki polskich firm na cyberbezpieczeństwo wzrosły w ubiegłym roku niemal dwukrotnie w porównaniu z 2013 rokiem i wyniosły średnio 5,5 proc. budżetu przeznaczonego na IT. Kwotowo w badanych firmach nakłady wahały się od 721 tys. do 4,2 mln zł.

IDC prognozuje, że w kolejnych latach wydatki będą rosnąć przede wszystkim w sektorze publicznym oraz w dużych firmach z branży energetycznej.

– W dalszym ciągu rośnie też popyt w instytucjach finansowych, które muszą spełniać szereg wymogów regulacyjnych i ciągle inwestować w bezpieczeństwo – twierdzi Edyta Kosowska.

W skali świata firmy średnie tracą przez cyberataki średnio 3 mln dol. Straty firm dużych to średnio ponad 10 mln dol. – wskazuje PwC.

E-sklepy śledzą swoich klientów podczas zakupów. Analiza zebranych danych pozwala im zwiększyć sprzedaż

Jakub Puczyłowski

Ponad 90 proc. e-sklepów stara się lepiej poznać swoich klientów, śledząc ich zachowanie podczas zakupów. Dostępne narzędzia analityczne pozwalają im w ten sposób pozyskać dane, które wykorzystują do zmiany wyglądu strony i jej funkcjonalności. Najczęściej są to jednak kosmetyczne poprawki. 41 proc. decyduje się na poważną zmianę wyglądu strony rzadziej niż raz na rok.

W ciągu ostatnich 10 lat liczba e-sklepów Polsce szybko urosła z 3 tys. do ponad 20 tys, a wartość handlu w 2014 roku przekroczyła 30 mld zł. Duża konkurencja sprawiła, że przedsiębiorcy zaczęli szukać nowych sposobów na dotarcie do klienta i skłonienie go do ponownych zakupów.

Ponad 90 proc. sklepów internetowych bada zachowania swoich użytkowników na stronie. Większość z nich korzysta z Google Analytics i właściwie ogranicza się to tylko do sprawdzania sesji, jak dużo było użytkowników na stronie oraz ile czasu na niej spędzili. Mniej firm wie, w co ci ludzie klikają i którą część strony oglądają – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Jakub Puczyłowski, jeden ze współzałożycieli Analyzeo, firmy zajmującej się analityką internetową.

Jak wynika z raportu Analyzeo „Analityka internetowa – przyszłość rynku e-commerce”, zdecydowana większość przedsiębiorców uważa, że wiedza na temat zachowania klientów na stronie może przełożyć się na wyniki sprzedażowe. Dlatego 92 proc. firm stara się poznać swoich użytkowników. Najczęściej analizują liczbę wizyt na stronie (87,8 proc.), średni czas na niej spędzony (73,8 proc.) i zakładki, w które najchętniej wchodzą klienci (63,5 proc.).

Ze specjalistycznych narzędzi korzysta 87 proc. firm. Najczęściej są to bezpłatne programy, bo brak kosztów rodzimi przedsiębiorcy cenią najbardziej. Ponad 36 proc. z nich deklaruje, że na optymalizację swojego e-sklepu nie chce przeznaczyć ani złotówki, blisko połowa jest w stanie na ten cel wydać nie więcej niż 500 zł. Tymczasem optymalizacja może poprawić obroty sklepu i zwiększyć liczbę powracających klientów. W Polsce tylko ponad 17 proc. osób decyduje się robić zakupy w tym samym miejscu więcej niż jeden raz.

Od czasu do czasu dobrze jest zmienić layout strony, porównać, jak zachowywała się strona przed i po zmianie, co się podobało wcześniej, a co teraz. Poprzez badania można eliminować wszystkie rzeczy, które się nie podobają, a zostawiać te dobre. W ten sposób można dojść do miejsca, w którym sklep zaczyna dobrze funkcjonować – tłumaczy Puczyłowski.

Polscy przedsiębiorcy rzadko decydują się na zmiany. Blisko połowa wprowadza tylko kosmetyczne poprawki, a 41 proc. decyduje się na poważną zmianę layoutu rzadziej niż raz na rok. Negatywne komentarze były impulsem do zmian tylko dla 12 proc. badanych sklepów. Więcej osób wśród powodów wymieniało zmianę trendów wizualnych (48,6 proc.), analizę zachowań użytkowników (36,4 proc.) oraz niezadowalające statystyki (29,9 proc.).

Niestety, w połowie firm to właściciel projektuje stronę internetową. Nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ często wychodzi z tego kogel-mogel. Zdecydowanie lepiej powierzyć wykonanie tego zadania specjalistom, ponieważ strona to narzędzie, na którym będziemy zarabiać pieniądze i ona musi działać dobrze. Nie może być tak, że klient zgubi się po drodze – przekonuje ekspert Analyzeo.

Równie ważne jest dopasowanie strony do urządzeń mobilnych. Zwłaszcza że od kwietnia Google wprowadził zmiany w swojej wyszukiwarce, a zyskują na nich te firmy, których strony są przystosowane do smartfonów czy tabletów.

Prawie 90 proc. firm deklaruje, że dba o to, aby strona ich e-sklepu była responsywna, czyli dostosowywała się do różnych urządzeń mobilnych – mówi Puczyłowski. – Myślę, że w przeciągu kilku lat nie będzie sklepów do tego nieprzystosowanych. Użytkowników mobilnych jest coraz więcej. Co prawda wciąż mówi się, że mobile generują ruch, a desktopy zysk, ale to się zmienia.

Popołudniowy komentarz walutowy z 26.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 26.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kopacz w ogniu krytyki, PiS przed PO

Z najnowszego raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wynika, że media są zdecydowanie przychylniejsze prawicy. Prawo i Sprawiedliwość zostało nowym liderem zestawienia „Scena Polityczna”, natomiast najbardziej krytykowano Ewę Kopacz.

Afera meblowa, dopalacze, krzyż zasługi dla dyrektora Biedronki czy wizyta we Wrocławiu, podczas której premier została wygwizdana – to tylko część zdarzeń, za które dzienniki ogólnopolskie* oceniały niepochlebnie premier rządu. Aż 35 proc. przekazu na jej temat miało wydźwięk negatywny. Tym samym Ewa Kopacz została najbardziej krytykowanym liderem partii politycznych. Premier nie oszczędzały zwłaszcza takie tytuły jak „Gazeta Polska Codziennie”, „Nasz Dziennik” i „Super Express”.

Bardzo wysoki udział nieprzychylnych tekstów dotyczył po raz kolejny Janusza Palikota (32 proc). Natomiast materiały o pozytywnym wydźwięku dziennikarze pisali głównie w nawiązaniu do Jarosława Kaczyńskiego (8 proc.).Prawo i Sprawiedliwość zostało nowym liderem zestawienia „Scena Polityczna”, natomiast najbardziej krytykowano Ewę Kopacz

Najwięcej ponownie o Kopacz

Najbardziej medialna była Ewa Kopacz (2,2 tys. publikacji), która prowadzi nieustannie od wielu miesięcy. Drugie miejsce należało do Jarosława Kaczyńskiego (1,1 tys.). O Leszku Millerze ukazało się w tym czasie 0,4 tys. publikacji, natomiast na temat Janusza Palikota – 0,3 tys. Dalsze lokaty uzyskali Janusz Piechociński i Zbigniew Ziobro.

Zbigniew Ziobro popularny w social media

W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych widać rosnące znaczenie social media. Liderzy partii politycznych zwiększają aktywność w serwisach społecznościowych. Największy przyrost wpisów i komentarzy odnotował Zbigniew Ziobro (40 proc.), a następnie Ewa Kopacz (23 proc.) oraz Janusz Piechociński (21 proc.).

Natomiast pod względem liczby wzmianek liderem została ponownie Ewa Kopacz. W lipcu w nawiązaniu do niej pojawiło się 25,5 tys. informacji. Drugie miejsce, z ponad dwukrotnie gorszym wynikiem zajął Jarosław Kaczyński (11 tys.).

PiS nowym liderem

Raport „Scena Polityczna” wykazał, że najbardziej medialną partią w prasie zostało w lipcu Prawo i Sprawiedliwość (4,5 tys. materiałów), które jednocześnie odnotowało przyrost na poziomie zaledwie 2 proc. Jednak znacznie mniej (spadek o 17 proc.) dziennikarze pisali o poprzednim liderze zestawienia – Platformie Obywatelskiej, która tym razem zajęła dopiero drugie miejsce. Na podium znalazł się też PSL (1,3 tys.).

PO przegrał z PiS także pod względem ekwiwalentu reklamowego. AVE materiałów dla prawicy wyniosło 102,6 mln złotych. Z kolei dla PO – 88,5 mln złotych.

Przedsiębiorcy przypisują blogom firmowym coraz większe znaczenie

W roku 2011 w żadnej z polskich instytucji nie prowadzono bloga firmowego dłużej niż 4 lata. W 2012 ów próg czasowy przekroczyło już 16% przedsiębiorstw, w 2014 natomiast 29%. Jak wynika z badań polskiej blogosfery firmowej 2014[1], coraz więcej biznesów uważa firmowego bloga za skuteczne narzędzie komunikacji z potencjalnymi i rzeczywistymi klientami.

blog firmowyPrzez lata styl porozumiewania się na linii przedsiębiorstwo – klient ulegał zmianom. Począwszy od utrzymanych w oficjalnym tonie zdawkowych reklam i komunikatów, przez próby spoufalenia, a nawet zaprzyjaźnienia się z klientem, po chęć dostarczania mu wartościowych informacji, w języku marketingu zwanych contentem. Ten ostatni trend prężnie rozwinął się w roku 2014 i nic nie zapowiada jego schyłku. Stosowanie content marketingu stawia obydwie strony łańcucha komunikacji w sytuacji win-win: klient otrzymuje odpowiedzi na nurtujące go pytania wprost od eksperta, firma natomiast dzięki dostarczaniu informacji pracuje na swój wizerunek, a przy okazji w nienachalny sposób prezentuje produkty i usługi oraz wzmacnia świadomość marki u odbiorcy.

Znaczenie bloga w komunikacji z klientem

Według badań polskiej blogosfery firmowej 2009 – 2011, blogi pierwotnie miały służyć przedsiębiorstwom głównie do mniej formalnej komunikacji z klientami. Przez kilka lat tendencja uległa zmianie – od 2012 roku stanowią one narzędzie budowania przez firmę pozycji eksperta. W 2014 23% spośród analizowanych blogów firmowych powstało właśnie z tego powodu. Na drugim miejscu (22%) prowadzący bądź założyciele blogów wskazywali (nie tak do końca) altruistyczną chęć edukowania i pomocy klientom, 18% blogów powstało, by komunikować się z nimi w sposób mniej formalny, 17% – by móc prezentować ofertę firmy w dodatkowym miejscu, 12% natomiast w celu prezentowania treści wychodzących poza tematykę firmową.

Przedsiębiorcy wykorzystują blogi firmowe jako dodatkowy, efektywny kanał komunikacji. Poprzez tłumaczenie wpisów, przykładowo na język angielski, mogą zapoznać ze swoim asortymentem szeroką grupę odbiorców, a dzięki dzisiejszej terytorialnej nieograniczoności, przekonać ich do swoich produktów lub usług – mówi ekspert z Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl

Przedsiębiorstwa przypisują blogom duże znaczenie

W 2014 r. 61,8% z nich określiło bloga w komunikacji firmy mianem „ważnego”, 7,4% „najważniejszego”. Co ciekawe, 10,3% nie potrafiło temu sposobowi komunikacji przypisać odpowiedniej roli – do wyboru była jeszcze „mało ważna” (19,1% badanych) oraz „zupełnie nieważna” (1,5%). W pewnym stopniu dane te pokrywają się z odpowiedzią na pytanie „Czy cele stawiane przed blogiem są realizowane?”. „Raczej tak” – odpowiedziało 63% założycieli blogów firmowych. „Zdecydowanie tak” – 22%. Dokładnie ¾ spośród badanych blogów ma na celu podbudować pozycję firmy jako eksperta, a 65%: budować przewagę konkurencyjną. Być może zakładanie kolejnych blogów odbywa się na zasadzie „oni mają, to my też”?

Regularnie aktualizowany, dostarczający wysokiej jakości treści blog wzmacnia wiarygodność przedsiębiorstwa, budzi zaufanie co do marki, a dzięki możliwości bieżącego komentowania, ułatwia komunikację. W interesie firmy leży jak najszybsza reakcja na wypowiedź klienta, dlatego 7% przedsiębiorstw odpowiada na nie „od ręki”, 29% w ciągu godziny, 1/10 do trzech godzin, a 28% tego samego dnia. Komentarze na blogach firmowych rzadko mają wydźwięk negatywny – w wielu przypadkach stanowią przykład znanego w sieci „trollingu”.

Klasyfikacja polskiej blogosfery firmowej

Co kryje się pod pojęciem „wartościowego contentu”? Biorąc pod uwagę treść blogów firmowych, Dominik Kaznowski w publikacji „Blogi firmowe”[2] wyróżnia 4 podstawowe typy:

  1. Blogi newsowe – w świecie „szumu informacyjnego” starannie wyselekcjonowane informacje na dany temat dla zainteresowanego odbiorcy mają wysoką wartość. Blogi informacyjne aktualizowane są nawet kilka razy w ciągu dnia, przekazują nowinki związane z branżą, w której działa firma.
  2. Blogi opinii – prowadzone zazwyczaj przez osoby charyzmatyczne, które w interesujący sposób potrafią wyrazić swoje zdanie na konkretny temat. Publikowanie bardzo stronniczych wpisów może być dla firmy ryzykowne, z drugiej strony jednak wywołuje dyskusję i zwiększa świadomość charakteru marki.
  3. Blogi zasobowe – kolekcjonują dla czytelników treść określonego typu. Regularnie publikują np. zdjęcia, cytaty, projekty mieszkań, propozycje aranżacji wnętrz, stylizacji, krojów czcionki, bukietów etc. Wartość tkwi w bogactwie i trafności zbioru.
  4. Blogi edukacyjne – publikują głównie wpisy poradnikowe, wypowiedzi ekspertów, odpowiedzi na najczęściej zadawane przez klientów pytania i wszelkie informacje użytkowe. W tej kategorii blogów pojawia się coraz więcej.

W praktyce przedsiębiorstwa łączą kilka rodzajów w jeden, tworząc w ten sposób swoiste zbiorowiska mniej lub bardziej powiązanych z branżą różności. Pisaniem blogów firmowych zajmują się przede wszystkim pracownicy (osoby z działu marketingu, PR, jak również kadra zarządzająca) bądź osoby „z zewnątrz” – wynajęci do tego celu copywriterzy ze znajomością tematu.

Z obserwacji polskiej blogosfery firmowej wynika, iż z tego wciąż rozwijającego się narzędzia komunikacji korzystają firmy o różnorodnych profilach działalności. Ogólnej kategoryzacji w tej dziedzinie dokonał cytowany przez Kaznowskiego Robert W. Bly[3].

Firmy bazujące przede wszystkim na kapitale intelektualnym (prawnicy, architekci, programiści, fotografowie czy nawet pielęgniarki) dzielą się z klientami cenną wiedzą i doświadczeniem, proponując rozwiązanie ich problemów. Instytucje wytwarzające produkty i oferujące usługi, do których łatwo emocjonalnie się przywiązać, tworzą wokół nich historię, opowiadają o funkcjonalności i wskazują płynące z nich korzyści (biura podróży kierują content do miłośników podróżowania, producenci kawy do kawoszy). Według badań, 34% polskich blogów firmowych prowadzą firmy działające w segmencie stylu życia. Przedsiębiorstwa o wiedzy specjalistycznej w wąskiej dziedzinie (np. terrarystyka, tatuatorstwo)  dostarczają informacji grupie zainteresowanych, natomiast te, które działają w branży dynamicznej lub kontrowersyjnej (jak windykacja, ekologia, detektywistyka, erotyka) zawiadamiają o nowinkach i wszelkich zmianach prawnych w danej dziedzinie.

Z blogów często korzystają również osoby samozatrudnione, pracujące na własny rachunek. Dzięki regularnym wpisom dają się poznać odbiorcy, mogą zaprezentować swoje usługi w nie mniej profesjonalny sposób niż przez stronę korporacyjną, a przy tym budować na rynku pozycję ekspertów. Prowadzące blogi firmowe jednostki to często copywriterzy, fotografowie, dekoratorzy, architekci bądź osoby publiczne. Bly jako ostatnie wyróżnia firmy, które świadczą usługi technologiczne i/lub dla biznesu. Przedsiębiorstwa tego typu publikują artykuły dla osób dobrze wykształconych, chcących być na bieżąco z nowymi technologiami i prowadzących własny interes. Pragnąc dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców, często tworzą content po angielsku.

Blog firmy polskiej w języku obcym

Jak mówi ekspert z Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl: Powstaje coraz więcej firm, które świadczą usługi dla klientów indywidualnych bądź firm wyłącznie w Internecie. Dzięki temu, że cały proces odbywa się w sieci, polskie firmy pragną dotrzeć do odbiorców z całego świata, w czym pomaga im tłumaczenie i lokalizacja stron internetowych, oraz oczywiście blogów. Należy pamiętać, że aby czerpać odpowiednie korzyści z bloga w języku obcym, musimy mieć całkowitą pewność co do jakości i poprawności publikowanych tekstów.

Prowadzenie bloga po angielsku wymaga stosowania charakterystycznej dla tego języka retoryki, wypracowania „międzynarodowego podejścia”, a przede wszystkim stuprocentowej poprawności – blog firmowy to jedna z ważniejszych wizytówek firmy w Internecie. Obcojęzyczne wpisy warto konsultować ze specjalistami, którzy wychwycą wszelkie niedociągnięcia oraz dostosują treść do warunków kulturowych, nie umniejszając przy tym wysokiej jakości contentu.

Źródło: Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl

[1] „Badanie polskiej blogosfery firmowej 2014” przeprowadzone przez blogifirmowe.com

[2] D. Kaznowski „Blogi firmowe” [w:] B. Stawarz „Content marketing po polsku. Jak przyciągnąć klientów”, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2015

[3] Kaznowski odwołał się do: Robert W. Bly „Blog Schmog: The Truth About What Blogs Can (and Can’t) Do for Your Business” (2007)

“Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”, czyli w jakim kierunku idą menadżerowie

Prawdziwym menadżerem nie uczyni nazwa stanowiska, a właściwa postawa i świadomość odpowiedzialności związanej z pełnioną rolą. Brzmi łatwo, jednak w praktyce zdecydowanie takie nie jest.

Misją każdej funkcji liderskiej powinno być nie tylko realizowanie celów ogólnofirmowych, ale również indywidualne dbanie o rozwój swoich podwładnych. Największym wyzwaniem każdego menadżera jest bowiem efektywne zarządzanie potencjałem nie tylko biznesowym ale głównie  ludzkim. Lider to przede wszystkim ten, który nigdy nie zapomina o podwładnych, pamiętając że to ludzie budują i małe firmy i największe na świecie korporacje. Z tą świadomością idzie w parze umiejętność wydobycia zdolności swoich podwładnych. Ich dalszego rozwoju oraz właściwego nimi zarządzania. W dobie narastającego niedoboru talentów, kiedy poszukiwani pracownicy stają się coraz cenniejszą wartością do pozyskania i zatrzymania w firmie, ta część kompetencji menadżerskich zyskuje na znaczeniu.

Na naszym rynku wciąż pokutuje stereotyp menadżera, który lubi trzymać wszystko silną ręką i jest za mało otwarty na partnerską rozmowę, – komentuje Agnieszka Jędrejek, ekspert agencji zatrudnienia ManpowerGroup. Profil ten jest obecny głównie wśród wielu polskich firm. Zaciera się natomiast w większych przedsiębiorstwach, w których ramy zachowania i budowania relacji często są ukształtowane odgórnie przez kulturę z której dana organizacja się wywodzi. Styl zarządzania w dużej mierze zależy od tego jaka kultura organizacyjna stoi za liderem, zatem w przypadku firm międzynarodowych kontrasty mogą być znaczące. Dla przykładu struktura azjatycka jest mocno hierarchiczna, co przekłada się na sposób zarządzania i kontaktu na linii szef-podwładni. Z kolei skandynawska kultura organizacyjna, opiera się na partnerskich relacjach i otwartym dialogu, niezależnie od pełnionej roli czy poziomu stanowiska. To zwykle trend w dobrym kierunku, bo bardziej nastawionym na dialog z pracownikiem i rozwój jego potencjału. Taką postawę podtrzymujemy też w ManpowerGroup, widząc jakie efekty w zarządzaniu ona przynosi. Bez wątpienia jednak na obecnym rynku pracy typowy polski szef to taki który po prostu stara się sobie radzić z tym co ma i przejawia dużą kreatywność w poszukiwaniu rozwiązań, – dodaje przedstawiciel ManpowerGroup.

Ważną kompetencją poszukiwaną u kandydatów na menadżerów jest innowacyjność.

Umiejętność ta coraz bardziej zyskuje na znaczeniu, niezależenie od sektora, w który działa dana firma czy konkretnego szczebla menadżerskiego. Jej wykorzystanie zależy nie tylko od chęci danej osoby, ale i skali organizacji w której działa, a także rangi decyzyjności w obrębie danej roli kierowniczej. W przypadku menadżerów zatrudnionych w dużych, dobrze rozwiniętych strukturach korporacyjnych, może przełożyć się na zwiększenie konkurencyjności i optymalizację procesów a tym samym bezpośrednio przyczynić do zwiększenia obrotów przedsiębiorstwa. Z kolei w przypadku mniejszych organizacji menadżerowie pozbawieni są wsparcia w postaci transferów wiedzy ze struktur globalnych, gdzie dobre praktyki i standardy działania miały okazje rozwijać się przez lata. Twarde realia rynkowe stawiają przed nimi wyzwania związane z koniecznością samodzielnego generowania wysokich wyników przy bardzo ograniczonych zasobach, zarówno ludzkich jak i narzędziowych. Tu również innowacyjność staje się koniecznością i główną skuteczną metodą działania na co dzień.

Wyzwaniem na stanowiskach menadżerskich jest również umiejętne połączeniu miękkich i twardych kompetencji, wysoka presja psychiczna, odpowiedzialność za wynik firmy z jednej, a konieczność sprawowania opieki nad podległymi ludźmi z drugiej strony, których oczekiwaniom również należy sprostać. Znaczący wpływ na kształt firmy, niezależnie od jej wielkości wraz z koniecznością sprostania tak wielu oczekiwaniom, przekłada się na otrzymywane na stanowiskach kierowniczych zarobki.

Wynagrodzenia menadżerów mogą kształtować się bardzo różnie w zależności od szeregu czynników, jak np. zróżnicowanie obowiązków, odpowiedzialność na poziomie operacyjnym, posiadane kwalifikacje, wielkość i złożoność zarządzanego zespołu, ale i sektor działania firmy, – wyjaśnia Agnieszka Jędrejek. – Średni szczebel menadżerski w międzynarodowych korporacjach to z reguły wynagrodzenia w granicach od 10 000 do 15 000 zł brutto. W przypadku wyższych stanowisk dyrektorskich wypłacane kwoty są wyższe, a ich wielkość zależy głównie od poziomu decyzyjności w organizacji i jej branży. Inna stawka wyliczona jest dla dyrektora działu a inna dla dyrektora całego departamentu, z którego funkcją wiąże się znacznie większa odpowiedzialność. Istotnym elementem wynagrodzeń menadżerskich są również systemy  premiowe, które mogą być rozliczane w systemie procentowym lub stanowić nawet kilkakrotność rocznego wynagrodzenia, – wyjaśnia ekspert ManpowerGroup.

Efektywne kierownictwo to często klucz do sukcesu, jednak coraz bardziej przewartościowuje się definicja słowa „efektywność”. W dzisiejszych czasach nie chodzi już o to, by w sprawny sposób wyrabiać tzw. „normę”, ale aby wyprzedzać trendy i być kilka kroków do przodu.  Świadomość tego trendu doprowadziła do nadejścia „Ery człowieka”  gdzie największą i najbardziej poszukiwaną  wartością są ludzie, ich możliwości i potencjał.

Na giełdzie nastroje wciąż pesymistyczne

Dynamiczne spadki, jakie w ostatnich dniach przetoczyły się przez światowe giełdy, nie ominęły także warszawskiego parkietu. Panika nie ominęła żadnego z segmentów naszego rynku i w niemal identycznej skali ścięła wartość wszystkich indeksów.

Taka „demokratyczna” przecena z pewnością nie jest sprawiedliwa ani dla poszczególnych spółek, ani dla ich grup. Wyraźnie zadziałała tu więc zasada, że fala unosi wszystkie łodzie, choć należałoby powiedzieć, że tym razem wszystkie zatopiła.

Od pierwszych dni sierpnia do „czarnego poniedziałku” po około 9 proc. w dół poszedł zarówno WIG20, jak i wskaźniki małych i średnich firm. Wśród tych ostatnich, akcje niektórych spółek potaniały po kilkanaście procent, w tym także tych, co do których fundamentów nie można mieć zastrzeżeń i których notowania jeszcze kilka dni wcześniej mocno zwyżkowały, w nadziei na dalszą ich poprawę.

Nastroje na rynku uległy dramatycznemu pogorszeniu, ale jednocześnie mocno spadły wyceny spółek. To oczywiście szansa dla tych, którzy nie ulegają nastrojom, lecz dokonują chłodnych kalkulacji. „Uśredniona” wartość wskaźnika ceny do zysku na akcję w przypadku walorów wchodzących w skład mWIG40 obniżyła się tylko od połowy maja z ponad 20 do prawie 18, osiągając poziom najniższy od półtora roku.

Choć oczywiście, jak to bywa w przypadku silnych korekt, niebezpieczeństwo pogłębienia przeceny zawsze istnieje, a sytuacja na globalnych rynkach przestrzega przed możliwością bardziej trwałego pogorszenia giełdowej koniunktury, trudno nie dostrzegać pojawiających się okazji.

Jeśli zwrócić uwagę na dynamiczny wzrost obrotów, zarówno w trakcie poniedziałkowej mocnej przeceny, jak i wtorkowej sesji, na której po początkowym pogłębieniu wyprzedaży, miała miejsce zmiana kierunku ruchu indeksu średnich firm, widać, że chętnych do korzystania z tej okazji nie brakowało.

Wolumen akcji w tych dniach skoczył do poziomy najwyższego od prawie roku, a konkretnie od połowy września ubiegłego roku, czyli od momentu, gdy mWIG40 ustanawiał lokalny szczyt po imponującym kilkutygodniowym rajdzie. Choć następując po nim spadkowa korekta trwała niemal cztery miesiące, to „kosztowała” utratę jedynie 8 proc. wartości indeksu, a epizod ten był pierwszym sygnałem silnego i zyskownego trendu, trwającego od stycznia do maja tego roku. Mniej więcej taki sam koszt poniósłby inwestor, który zdecydował się kupić akcje średnich spółek w pierwszych dniach tygodnia, gdyby założyć, że indeks zejdzie do poziomu dołków ze stycznia, marca i sierpnia ubiegłego roku, wyznaczających dolne ograniczenie trwającego od sierpnia 2013 r. do sierpnia 2014 r. trendu bocznego, z którego mWIG40 rok temu ruszył do wyznaczenia wzrostowej fali o zasięgu przekraczającym 20 proc.

————

Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.

Lexus ulubioną marką Amerykanów

Amerykańscy klienci ocenili, że Lexus oferuje najwyższą jakość produktów i usług ze wszystkich marek obecnych w Stanach Zjednoczonych. Japońska luksusowa marka pobiła Mercedesa, dotychczasowego lidera, w prestiżowym rankingu American Customer Satisfaction Index Automobiles Report. Świetnym wynikom Lexusa wtóruje bardzo dobry wynik wszystkich japońskich marek, które zostały w tym roku ocenione wyżej niż marki europejskie i amerykańskie.

Na drugim miejscu uplasowały się ex aequo należąca do Hondy Acura, produkowany przez Forda Lincoln oraz tegoroczny wielki przegrany, Mercedes-Benz, zaś trzecią pozycję zajęły Toyota, Subaru i BMW. Największy spadek zanotował Chrysler, który zajął przedostatnie miejsce. Na ostatniej pozycji znalazł się Fiat. Jest to jednak dla niego awans, gdyż włoska marka pojawiła się w rankingu ASCI po raz pierwszy.

American Customer Satisfaction Index Automobiles Report to prestiżowe badanie poziomu zadowolenia klientów branży motoryzacyjnej przeprowadzane od dwóch dekad. Tegoroczne wydanie, obejmujące 27 marek najważniejszych producentów na rynku, opracowano na podstawie wypowiedzi 4294 klientów, ankietowanych przez ponad miesiąc.

CFO dostrzegają wpływ technologii na rozwój organizacji

Wyniki badania przeprowadzonego przez firmę analityczno-doradczą Gartner pokazują, że priorytety dyrektorów finansowych (CFO) uległy przesunięciu z zarządzania kosztami (-15 procent rok do roku), na korzyść inwestycji w technologie (+9 procent rok do roku). Ta zmiana może pozwolić dyrektorom ds. IT (CIO) na zwiększenie budżetu IT.

W gronie 400 respondentów przeprowadzonego pod koniec 2014 roku globalnego badania “Gartner CEO and Senior Business Executive Survey”, reprezentujących wyższą kadrę zarządczą, znalazło się 65 CFO. Roczne przychody większości organizacji, które wzięły udział w badaniu, wyniosły 1 mld dolarów lub więcej.

„W przeszłości, w następstwie kryzysu finansowego z 2008 roku, CFO w zbyt dużym stopniu byli zaabsorbowani zarządzaniem kosztami i w efekcie ignorowali inwestycje w nowoczesne technologie, które wpłynęłyby na poprawę wyników biznesowych”, powiedział Sanil Solanki, Research Director, Gartner.

Zmiana priorytetów CFO obrazuje zwrot w podejściu menedżerów najwyższego szczebla (C-level) do oceny stabilności rynku i wzrost wiary w nowe możliwości biznesowe. Według Analityka Gartner „nadchodzi odpowiedni czas dla CIO, aby przedstawić nową strategię oraz plan finansowy dla IT, opracowane przy współpracy z biznesem, oraz aby skupić się na tym, jak najnowsze osiągnięcia technologiczne (biznes cyfrowy oraz „Nexus of Forces”[1]) mogą być wykorzystane w celu zwiększenia udziału w rynku, wsparcia wzrostu na nowych rynkach i poprawy jakości obsługi klienta”.

Równolegle, CIO powinni również kłaść nacisk na budowanie kompetencji przywódczych oraz wiedzy biznesowej, a nie koncentrować się wyłącznie na umiejętnościach technicznych. Wyniki badań wykazały, że tylko 16 procent CFO uważa CIO za jednego z trzech najważniejszych osób, z którymi pracowaliby nad planowaniem długofalowej strategii biznesowej. „Tego braku współpracy nie można tłumaczyć wyłącznie niedostatecznymi umiejętnościami”, powiedział Sanil Solanki.

CIO powinni pozycjonować się jako strategiczni partnerzy dla biznesu oraz skupić się na trzech kwestiach:

  • Zmiana języka komunikacji – Zamiast skupienia na kwestiach technologicznych, CIO muszą być ekspertami w obszarze strategii przedsiębiorstwa. Powinni wiedzieć, w jaki sposób mierzona jest wydajność w firmie oraz który typ wydajności (operacyjna lub finansowa) jest ważniejszy.
  • Pokazanie stosunku uzyskiwanej wartości do ceny – CIO musi wykazać, że organizacja płaci konkurencyjną cenę za efektywność dostarczaną przez IT. Niezastosowanie się do tego dowodzi, że CIO nie potrafi skutecznie zarządzać IT, nie mówiąc już o innych dziedzinach. CIO musi rozstrzygnąć spór na własną korzyść, co pozwoli realizować kolejne cele. Niemniej jednak usuwa to tylko jedną z przeszkód.
  • Zademonstrowanie, że inicjatywy IT są skorelowane ze strategicznymi celami przedsiębiorstwa.

„Fundamentalną kwestią dla CIO w erze cyfrowej jest pozycjonowanie siebie jako lidera komitetu wykonawczego oraz tego, który wprowadza organizację w cyfrowy świat, poprzez kreowanie wewnątrz organizacji IT silnych liderów rozumiejących biznes, potrafiących kształtować strategie we wszystkich obszarach biznesowych”, powiedział Sanil Solanki.

Szczegółowa analiza jest dostępna w raporcie “2015 CEO Survey: CFOs Tie Tech to Growth, but Downplay the CIO’s role.”

[1] Termin stworzony przez Gartnera, określający konwergencję oraz wzajemne wzmacnianie wpływu mediów społecznościowych, mobilności, chmury obliczeniowej oraz informacji, kreujących nowe możliwości biznesowe.

Mostostal Warszawa wybuduje „Nowy Mokotów”

Mostostal Warszawa podpisał kontrakt z Echo Investment S.A. na budowę
III etapu osiedla mieszkaniowego „Nowy Mokotów” przy ul. Konstruktorskiej
w Warszawie. W ramach projektu powstanie 239 mieszkań i apartamentów
na powierzchni całkowitej ponad 34 tysięcy metrów kwadratowych. Szacowana wartość inwestycji wynosi blisko 64 miliony złotych, a termin jej wykonania planowany jest na III kwartał 2017 roku.

Osiedle „Nowy Mokotów” powstaje przy ulicy Konstruktorskiej, w sąsiedztwie biurowego zagłębia na warszawskim Służewcu Przemysłowym. Trzeci, czyli przedostatni etap inwestycji, zakłada budowę ośmiu sześciokondygnacyjnych budynków, w których powstanie 239 mieszkań i apartamentów. W projekcie przeważają mieszkania 2 i 3 pokojowe, ale na ostatnich piętrach znajdą się również przestronne apartamenty z dużymi tarasami i zielonymi dachami. Wszystkie mieszkania usytuowane na parterze będą miały własne ogródki, a pozostałe loggie i balkony. Mostostal Warszawa wybuduje również podziemny parking, w którym znajdą się komórki lokatorskie i pomieszczenia na rowery. Wszystkie budynki będą w pełni dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych.

„Budowa III etapu osiedla „Nowy Mokotów” to, po podpisanym niedawno kontrakcie
na budowę apartamentów w Krakowie, kolejna inwestycja mieszkaniowa w portfolio Mostostalu Warszawa”
– powiedział podczas podpisywania umowy Jacek Szymanek, Członek Zarządu Mostostal Warszawa.

„Dzięki funkcjonalnemu projektowi, osiedle położone w samym środku biurowej dzielnicy Warszawy, ma szansę stać się oazą spokoju dla powracających do niego mieszkańców. Dlatego przy realizacji kontraktu stawiamy na najwyższą jakość wykonania, stworzenie funkcjonalnych przestrzeni mieszkalnych oraz odpowiedniej infrastruktury, które ułatwią życie i poprawią komfort jego przyszłych mieszkańców.” – powiedział Artur Soczewica, Dyrektor Oddziału Centralnego Mostostal Warszawa.

Osiedle Nowy Mokotów zaplanowano jako autonomiczną jednostkę urbanistyczną
z wewnętrznym układem komunikacyjnym, własną przestrzenią sprzyjającą integracji społecznej, zielenią i lokalami usługowymi. Całość stanowi zamknięty obiekt
z wewnętrznymi ogrodzonymi dziedzińcami.

Rubel znowu pikuje

Wczoraj Ludowy Bank Chin obniżył stopy procentowe, uspokajając trochę sytuację na rynkach. Giełda w Szanghaju nie leci już na łeb na szyję, ale surowce dalej znajdują się na bardzo niskich poziomach. Nie dziwi w tym kontekście Rubel, znajdujący się niemal 20% niżej niż miesiąc temu. Wczorajsze dane makroekonomiczne nie powstrzymały korekty na głównej parze walutowej. Dolar odrobił część strat do euro.

Zgodnie z tym co pisałem wczoraj, analitycy doczekali się obniżki stóp procentowych w Chinach. Ruch nie był duży, gdyż redukcja wyniosła ćwierć punktu procentowego do poziomu 4,6%. Daje to natomiast bardzo ważny sygnał dla rynków. Ludowy Bank Chin wraca do gry i zamierza opanować sytuację. Spora część paniki wywołana była niepewnością co do przyszłych działań LBC. Giełdy zareagowały prawdziwą huśtawką. Główny indeks w Szanghaju w ciągu jednej sesji notował zarówno 3-procentowe spadki, jak i 3-procentowe wzrosty. Obniżka stóp o 0,25% wcale nie rozwiązuje problemów, a wielu analityków czeka obecnie na dalszą dewaluację juana. Dzisiaj osłabiono go o zaledwie 0,09%, jednakże tak mały ruch nie oddaje zmiany wartości waluty w obliczu obniżki stóp procentowych.

Uspokojenie sytuacji na giełdzie w Szanghaju spowodowało również zatrzymanie spadków na surowcach. Nie zmienia to faktu, że obecna sytuacja uderzyła bardzo mocno w kraje zależne od cen surowców. Dobrym przykładem jest rosyjski rubel, który w ciągu miesiąca spadł o 1,25 grosza. Brzmi to niegroźnie, ale to spadek z 6,5 grosza na 5,25 grosza.

Wczoraj poznaliśmy dane z Polski. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami spadło do 10,1%. Wbrew marzeniom polityków nie jest jeszcze jednocyfrowe, jednakże nie dużo już brakuje by ten poziom osiągnąć. Ostatnie bardzo silne spadki są oczywiście efektem prac sezonowych, jednakże jeżeli odnieść obecny rezultat do tego z przed roku czy dwóch widać wyraźną poprawę na polskim rynku pracy. O tej samej godzinie poznaliśmy indeks instytutu IFO w Niemczech. Są to ważniejsze dane ze znacznie ważniejszego kraju i to one zdominowały w tym momencie rynki. Indeks, zamiast w zgodzie z oczekiwaniami spaść o 0,3%, wzrósł o tą samą wartość. W efekcie mieliśmy do czynienia z umacnianiem się euro względem głównych walut. Ruch ten został potem skorygowany, gdyż cały dzień trwała korekta ostatniego wybicia na głównej parze walutowej.

Znacznie lepiej od oczekiwań wypadł indeks zaufania konsumentów. Przy oczekiwaniach na 93,4 pkt osiągnął 101,5 pkt. Reakcja na te dane była bardziej ostrożna, gdyż chwilę wcześniej poznaliśmy gorsze dane z rynku nieruchomości w USA oraz słabszy wstępny odczyt indeksu PMI dla usług. Nie zmieniło to faktu, że publikacja ta pogłębiła całodzienną tendencję do umacniania dolara.

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,
14:30 – USA – zamówienia na dobra.

EUR/PLNKomentarz walutowy 26.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLNKomentarz walutowy 26.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, z którego doszło w piątek do wybicia. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 3,8350. Po powrocie kursu ponad wspomniany poziom 3,9000 kolejnym ważnym oporem są maksima na 3,9350.

USD/PLNKomentarz walutowy 26.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7400 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLNKomentarz walutowy 26.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 26.05.2015 do 26.08.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8900. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.

Marcin Gątarz, Pekao Investment Banking: Nowa Kompania Węglowa nie rozwiąże problemów polskiego górnictwa. Przy spadających cenach węgla trzeba ograniczać wydobycie

Marcin Gątarz z Pekao Banking

Nowa Kompania Węglowa, która ma powstać, jak deklaruje resort skarbu, do końca sierpnia, nie przyniesie przełomu w kryzysie dotykającym polskie górnictwo węgla kamiennego – ocenia Marcin Gątarz z Pekao Banking. Przekształcona spółka dziedziczy bowiem największe problemy starej Kompanii Węglowej, czyli silne i roszczeniowe związki zawodowe oraz zbyt duże wydobycie. Przy niskich cenach węgla na świecie może to oznaczać, że firma nadal generować będzie straty.

Z większym optymizmem patrzą w przyszłość twórcy reformy. Biznesplan Kompanii Węglowej zakłada, że za dwa lata spółka stanie się rentowna i będzie miała 2 mld zł zysku EBITDA. Zapowiadana jest m.in. redukcja zatrudnienia oraz przekazanie czterech najgorszych kopalń do spółki restrukturyzacyjnej. Na trudnym rynku, gdzie ceny węgla systematycznie spadają, takie posunięcia mogą się okazać niewystarczające.

– To, czego dziś mi brakuje w tym projekcie, to zmniejszenie mocy produkcyjnych, czyli tak naprawdę zamknięcie w krótkim czy ewentualnie w nieco dłuższym terminie kopalni, które mogą być w długim terminie nierentowne podkreśla  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk Pekao Investment Banking. Natomiast Nowa Kompania Węglowa nie do końca daje nam to poczucie, że nastąpi racjonalizacja strony podażowej. Bardzo możliwe, że to raczej będzie się odbywało wciąż w ten sposób, że słabe kopalnie będą dotowane chociażby dzięki zastrzykom finansowym ze strony innych spółek, w których udziałowcem jest Skarb Państwa.

To oznacza, że dla Nowej Kompanii Węglowej rząd musi znaleźć pieniądze. W praktyce np. skłonić bogatsze spółki należące do skarbu państwa, by wsparły górnictwo, ograniczając własne zyski i nie przekazując ich do budżetu państwa.

Brak tego finansowania spowodowałby, że prawdopodobnie Nowej Kompanii Węglowej czy Kompanii Węglowej po prostu zabrakłoby w którymś momencie gotówki, bardzo możliwe, że już w najbliższych miesiącach zwraca uwagę Marcin Gątarz. Wydaje się, że to z kolei rodziłoby na tyle duże problemy społeczne, że rozwiązanie w ten czy inny sposób musi się znaleźć. Myślę, że przede wszystkim koniec końców inne spółki Skarbu Państwa będą zmuszone w pewien sposób kontrybuować w tym projekcie.

Jak ocenia analityk Pekao Investment Banking, Nowa Kompania Węglowa to projekt, który mógłby być uzasadniony, jeśli prowadziłby do racjonalizacji wydobycia. Gdy ceny są niskie, węgla powinno wydobywać się mniej, a gdy rosną zyski, powinny być inwestowane, a nie wydawane na podwyżki.

– Jeśli nie zostanie w jakiś sposób rozwiązana kwestia dużego wpływu związków zawodowych na działalność tej spółki, a na to na razie się nie zanosi, to myślę, że to będzie taki argument, który będzie przemawiał do każdego inwestora finansowego czy zagranicznego, żeby nie wchodzić do takiej spółki. Drugi element jest taki, że niełatwo sobie wyobrazić, szczególnie w okresie kolejnych 2-3 lat, jakieś istotne odbicie na rynku węgla energetycznego w Polsce i to wciąż będzie się przekładało na niechęć inwestorów do wchodzenia w tego typu przedsięwzięcia.

Na początku sierpnia cena węgla ARA, czyli kupowanego w portach Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia, spadła do najniższego poziom w tym roku. Tona kosztuje już mniej niż 57 dolarów, gdy jeszcze w grudniu płacono za niego ponad 70 dolarów. Zdaniem analityków nie ma szans na powrót do cen z 2011 roku, gdy za węgiel płacono dwa razy więcej niż dziś. Z czasem można jednak oczekiwać poprawy sytuacji.

 Jeśli nastąpi pewna poprawa wyników w Nowej Kompanii Węglowej dzięki działaniom restrukturyzacyjnym, to niestety nie można wykluczyć, że w tym lepszym środowisku pod względem wyników finansowych powrócą bardziej agresywne żądania pracownicze ubolewa Marcin Gątarz z Pekao Investment Banking. Niełatwo jest też powiedzieć, czy to będzie trwały efekt restrukturyzacji w tej spółce, zważywszy na kwestie pracownicze, które zawsze ciążyły na wynikach. 

Turecki rynek szansą dla polskich firm transportowych?

Aż 3,5 mld euro dodatkowych obrotów w handlu między Unią Europejską a Turcją może dać liberalizacja w transporcie lądowym. W efekcie powstać ma 39.000 nowych miejsc pracy, a konsumentom w UE pozwoli to zaoszczędzić około 145 milionów euro – wynika z badania przeprowadzonego przez Komisję Europejską. Czy na likwidacji prawnych obostrzeń mogą skorzystać również polskie firmy transportowe?

To nie jest łatwy rok dla polskich przedsiębiorców. Wciąż nierozstrzygnięta kwestia niemieckiej płacy minimalnej MiLoG, mniej lub bardziej skuteczne wprowadzanie podobnych rozwiązań przez inne kraje – Francję, Szwecję czy Norwegię – dają się we znaki polskiemu sektorowi transportowemu. Dlatego każda szansa na poprawienie koniunktury cieszy i spotyka się z aprobatą przedsiębiorców, którzy jak kania dżdżu wyczekują dobrych wiadomości z rynku.

Jak podaje jeden z największych anglojęzycznych tureckich dzienników Hurriyet Daily News, za pełną liberalizacją w handlu dwustronnym między europejską wspólnotą a Turcją opowiada się Stowarzyszenie Tureckich Przewoźników (Uluslararası Nakliyeciler Derneği). – Raport przygotowany przez Komisję Europejską ma duże znaczenie dla Stowarzyszenia, gdyż wskazuje zasadność jego roszczeń – twierdzi prezes UND Çetin Nuhoglu. Nuhoglu szacuje, że pełna liberalizacja w sektorze transportu drogowego może przynieść nawet większe zyski. Według badań, które Stowarzyszenie przeprowadziło wspólnie z Uniwersytetem Sabanci, eksport Turcji do UE może wzrosnąć nawet o 5 mld euro, a handel dwustronny o 10 mld euro. Dla Turcji ma to o tyle znaczenie, że w przyszłym roku kraj rządzony twardą ręką przez prezydenta Recepa Erdogana będzie renegocjował z Unią umowę celną. Obecnie tureccy przedsiębiorcy wykonują rocznie 300 tys. transportów do wspólnoty, a udział eksportu do krajów Unii wynosi 43 proc.

Ewentualna liberalizacja może stanowić pozytywny bodziec dla polskiej branży transportowej. – Jeśli dojdzie do liberalizacji zasad transportu drogowego między państwami Unii a Turcją będzie to doskonałą wiadomością dla polskiego sektora TSL. Turcja to ogromny rynek z dużym potencjałem eksportowym. Na liberalizacji skorzystają nie tylko firmy transportowe – uważa Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Potencjalni i obecni już na tureckim rynku polscy przedsiębiorcy powinni być zatem żywo zainteresowani renegocjacją umowy. – Poprawie koniunktury będzie sprzyjać fakt, że tureckie prawo transportowe jest raczej przyjazne polskim firmom. W przypadku standardowych ładunków służby kontrolne nie wymagają wielu dodatkowych dokumentów poza podstawowymi, takimi jak prawo jazdy, dowody rejestracyjne i ubezpieczenia oraz CMR (międzynarodowy list przewozowy). Oprócz powyższych dokumentów w niektórych przypadkach od kierowcy wymagane jest zezwolenie, które wydaje Biuro ds. Transportu Międzynarodowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego – dodaje Bartosz Najman.

Według danych Ministerstwa Gospodarki RP, w ubiegłym roku obroty handlowe między Polską a Turcją wyniosły ponad 5,8 mld dolarów. To o 7 proc. więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2013 roku. Z Polski wyeksportowano towary za łączną kwotę ponad 3,1 mld dolarów. Dominowały wyroby przemysłu maszynowego, pojazdy samochodowe i części do nich, wyroby elektromaszynowe, miedź i wyroby z miedzi, preparaty perfumeryjne, tworzywa sztuczne i wyroby z kauczuku oraz papier.

Do 30 września wykorzystaj zaległy urlop

Nie zawsze istnieje możliwość wybrania urlopu wtedy, kiedy całkowicie nam to odpowiada, niekiedy także nawał obowiązków służbowych lub trudna sytuacja firmy nie pozwalają na wykorzystanie należnego urlop w terminie, jaki nakazuje Kodeks pracy. Warto mieć jednak świadomość, że niewykorzystany urlop nie przepada, i że możemy, a nawet powinniśmy, wykorzystać go jak najszybciej.

Urlop wypoczynkowy – podstawowe informacje

Udzielenie urlopu jest obowiązkiem każdego pracodawcy wobec pracownika, pracownik z kolei nie może się go zrzec. Ponadto jest:

  • coroczny – każdego roku pracownik nabywa prawo do urlopu wypoczynkowego,
  • nieprzerwany – pracownik może wystąpić z wnioskiem by przysługujący mu urlop wypoczynkowy podzielić na części, jednak wówczas jedna część urlopu nie może być krótsza niż 14 dni kolejnych dni kalendarzowych,
  • płatny – za dni, w których pracownik przebywa na urlopie wypoczynkowym, otrzymuje wynagrodzenie jak za normalny dzień pracy.

Urlop przysługuje pracownikowi, który nabył do niego prawo. Zgodnie z Kodeksem pracy pracownik, który po raz pierwszy podejmuje pracę, w roku kalendarzowym, w którym podjął pracę, uzyskuje prawo do urlopu z upływem każdego miesiąca pracy, w wymiarze 1/12 wymiaru urlopu przysługującego mu po przepracowaniu roku. Prawo do kolejnych urlopów pracownik nabywa w każdym następnym roku kalendarzowym – zgodnie z art. 154 kodeksu pracy, wymiar urlopu wynosi 20 dni (dla pracownika zatrudnionego krócej niż 10 lat) lub 26 dni (dla pracownika zatrudnionego co najmniej 10 lat).

Na nabycie urlopu ma także wpływ wykształcenie pracownika – w zależności od tego, jakiego rodzaju szkołę średnią lub uczelnię ukończył, wykształcenie zaliczane jest jako staż pracy (na przykład ukończenie szkoły wyższej liczone jest jako 8 lat pracy).

Zaległy urlop

Jak zostało już wspomniane, nie zawsze uda się wykorzystać urlop w roku kalendarzowym, na który przypadał. Co wówczas? Taka sytuacja została szczegółowo uregulowana w Kodeksie pracy, stanowi także przedmiot orzecznictwa wielu polskich sądów.

Zaległy urlop w Kodeksie pracy

Według artykułu 171 Kodeksu pracy pracodawca ma obowiązek wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, jednak jest to możliwe tylko w przypadku rozwiązania lub wygaśnięcia umowy o pracę. Nie dopuszczalne jest wypłacenie ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy w trakcie trwania stosunku pracy.

Co do zasady pracodawca powinien dołożyć wszelkich starań by pracownik wykorzystał przysługujący mu urlop, gdyż obowiązek udzielenia wolnych dni wynika z przepisów i ma charakter bezwzględnie obowiązujący.

Pracownik powinien wykorzystać zaległy urlop zwłaszcza wtedy, gdy stosunek pracy został rozwiązany i biegnie okres wypowiedzenia, a pracodawca udzieli pracownikowi takiego urlopu. Czas udzielonego wolnego, z wyłączeniem zaległego urlopu, nie powinien być jednak dłuższy niż wymiar określony w artykule 155 (1) Kodeksu pracy, czyli urlop powinien zostać naliczony proporcjonalnie do okresu zatrudnienia.

Kodeks pracy wyznacza termin, do którego zaległy urlop wypoczynkowy powinien zostać wykorzystany – to właśnie 30 września.

Zaległy urlop w orzecznictwie

Sądy pracy z reguły nakazują pracownikom zaakceptowanie terminu wykorzystania zaległego urlopu w terminie, który wskaże pracodawca – niezastosowanie się do takiego polecenia traktowane jest jako naruszenie ustalonej organizacji pracy i zagrożone jest karą porządkową. Orzeczenie o takiej treści wydał między innymi Sąd Najwyższy – wyroku z dnia z dnia 24 stycznia 2006 r. (sygn. akt I PK 124/05, M.P.Pr. 2006/3/119) orzekł, że pracodawca może wysłać pracownika na zaległy urlop, nawet jeśli nie wyraża on na to zgody.
Zaległy urlop a odpowiedzialność karna

Kodeks karny reguluje, choć nie wprost, kwestię nieudzielenia urlopu, w części poświęconej przestępstwom przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową. W art. 218. § 1a ustawodawca wskazał, że:

Art. 218. (…)
§ 1a. Kto, wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Z pewnością uporczywe nieudzielanie urlopu, także zaległego, możemy zakwalifikować do naruszenia praw pracownika, wynikających ze stosunku pracy.

Andrzej Lazarowicz, prezes wfirma.pl

Medicalgorithmics pracuje nad komercjalizacją nowych rozwiązań do telerehabilitacji kardiologicznej

Piotr Żółkiewicz

Działająca na rynku medycznym technologiczna spółka Medicalgorithmics zapowiada wprowadzenie nowych rozwiązań do linii produktów związanych z diagnostyką kardiologiczną PocketECG. Są one nastawione między innymi na generowanie oszczędności w służbie zdrowia, a to powoduje, że instytucje regulujące rynki są bardziej przychylnie nastawione do oferowanych przez spółkę funkcjonalności.

W tej chwili pracujemy nad komercjalizacją rozwiązania do telerehabilitacji kardiologicznej, które skierujemy początkowo głównie do Stanów Zjednoczonych i Australii – informuje agencję Newseria Inwestor Piotr Żółkiewicz, członek rady nadzorczej spółki Medicalgorithmics. – To rozwiązanie, które jest gotowe do certyfikacji, obecnie znajduje się w fazie beta testów. Mam nadzieję, że już za rok od dzisiaj będziemy mogli zobaczyć pierwsze, pilotażowe przychody z tego zupełnie nowego produktu. Będzie on drugą nogą biznesową naszej firmy.

PocketECG, w skład którego wchodzą nowe rozwiązania, obejmuje całą rodzinę produktów związanych z diagnostyką kardiologiczną. Prace nad nimi trwały prawie dwa lata i były prowadzone w ramach działań badawczo-rozwojowych (R&D). Medicalgorithmics, jak podkreśla Piotr Żółkiewicz, jest spółką technologiczną, która w zasadzie nieustannie wykonuje tego rodzaju badania. Większość pracowników była i jest zatrudniona w zespołach R&D.

W Gdańsku funkcjonuje struktura do spraw hardware’u (sprzętu), gdzie projektowane są urządzenia, w Warszawie prowadzi prace grupa koncepcyjna, która analizuje rynek i poszukuje nowych rozwiązań, które wnoszą wartość dodaną dla pacjenta i lekarza, do ogólnej diagnostyki i dają się stosunkowo łatwo skomercjalizować.

Jesteśmy jednak spółką giełdową, musimy więc przede wszystkim dbać o naszych akcjonariuszy – tłumaczy Żółkiewicz. – A poza tym zysk jest absolutnie niezbędnym warunkiem rozwoju. Jeśli go mamy, to możemy pomagać większej liczbie ludzi i wchodzić na nowe rynki.

Rozwiązania spółki mają na celu dostarczanie funkcjonalności powodujących m.in. obniżkę kosztów. Służba zdrowia cierpi obecnie na ogromne niedobory finansowe. Społeczeństwa się bowiem starzeją, a największe koszty związane z opieką medyczną dotyczą ostatniego etapu życia człowieka.

W przyszłości na pewno będziemy mieli do czynienia ze wzmacnianiem się obecnych trendów – uważa Piotr Żółkiewicz. – Technologie takie jak nasza pozwalają zaoszczędzić na inwazyjnych procedurach operacyjnych, bo pozwalają wykryć zaburzenia np. pracy serca na znacznie wcześniejszym etapie. Widzimy, że instytucje regulujące rynki, czyli odpowiedniki Narodowego Funduszu Zdrowia, zaczęły już to dostrzegać i pomagają telediagnostyce w rozwoju. To coś, czego jeszcze pięć lat temu nie było. Obawialiśmy się, czy łatwo nam będzie wchodzić z naszymi rozwiązaniami na nowe rynki zagraniczne. Obecnie otoczenie regulacyjne wyraźnie nam sprzyja.

Medicalgorithmics notuje wysoką dynamikę wzrostu zarówno obrotów, jak i zysku. Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży spółki wyniosły przeszło 29,7 mln zł wobec 15,7 mln zł rok wcześniej. W zeszłym roku firma zarobiła netto ponad 14,5 mln zł, o ponad 30 proc. więcej niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.

Trade Credit: Z naszych nowych produktów ubezpieczeniowych najchętniej korzystają duże firmy. Mamy jednak również klientów o obrotach rzędu 100 mln zł rocznie

Eckhard Horst

Polisy Excess of Loss oraz Top Up to nowe produkty specjalizującej się w zabezpieczaniu transakcji handlowych firmy ubezpieczeniowej Trade Credit. Pierwsza ma ograniczyć koszty klienta, druga objąć ubezpieczeniem ryzyko ponoszone w związku transakcją. Jak mówi prezes firmy Eckhard Horst, z nowych produktów najchętniej korzystają największe firmy.

Różnica między Excess of Loss i tradycyjnym ubezpieczeniem kredytu kupieckiego, krótko mówiąc, polega na tym, że w naszym produkcie klient robi wszystko sam: ocenia ryzyko, windykuje, a my tylko ubezpieczamy takie transakcje – mówi agencji Newseria Inwestor Eckhard Horst, prezes zarządu firmy ubezpieczeniowej Trade Credit. – Na Zachodzie to jest bardzo ważne, bo jeżeli klient wszystko robi sam, to znaczy, że ma dużo mniej kosztów związanych z ubezpieczeniem i nie musi płacić wysokiej składki. I na tym polega duża zaleta tego produktu.

Ubezpieczenie transakcji handlowych metodą Excess of Loss jest specjalizacją Trade Credit. Formuła oparta została na regułach reasekuracji zastrzeżonych niegdyś tylko dla ubezpieczycieli. Daje to klientom działającym w sektorze B2B (business to business, czyli w segmencie przedsiębiorstw) możliwość ubezpieczenia należności przy zachowaniu niezależnej kontroli nad ryzykiem kredytowym i zarządzaniem należnościami.

W wariancie Excess of Loss ubezpieczający ma możliwość swobodnego wyboru parametrów polisy. Charakteryzuje się ona trzema głównymi wartościami: maksymalną sumą ubezpieczenia (odpowiedzialność ubezpieczyciela), franszyzą (wysokość strat, które ubezpieczający ponosi na własny rachunek) oraz składką. Dwa pierwsze określane są przez ubezpieczającego, trzeci precyzuje ubezpieczyciel. Dzięki temu nabywca polisy chroni się przed ryzykiem utraty należności bez potrzeby przestrzegania wielkości limitów kredytowych narzuconych przez ubezpieczyciela lub konieczności akceptowania jego ingerencji w relacje handlowe z nierzetelnym kontrahentem podczas windykacji.

W tej chwili oferujemy już ten produkt, bo niektóre firmy pracują tak, że mają partnerów windykujących dla nich oraz kontakty z wywiadowniami – wskazuje Eckhard Horst. – Mamy już kilku klientów, ale ten główny potok dopiero przyjdzie do nas za kilka lat.

Jak zauważa, po wprowadzeniu nowych produktów na rynek najchętniej korzystają z nich najwięksi odbiorcy.

Obecnie sprzedajemy polisy firmom, które mają obroty w wysokości miliarda, choć mamy też podmioty osiągające 100 mln zł – zauważa Eckhard Horst. – Chcemy jednak ubezpieczać każdego. Fakty są jednak takie, że na razie nie wszyscy wiedzą o możliwości wykupienia ubezpieczenia w takim wariancie.

Drugim wprowadzanym na polski rynek produktem Trade Credit jest ubezpieczenie Top Up. Pozwala ono na pokrycie należności ponad granicę określoną przez ubezpieczyciela kredytu tradycyjnego. Polisa obejmuje dodatkowe ryzyko, wynikające na przykład ze zwiększonego obrotu, które nie może być objęte istniejącą już sumą ubezpieczenia.

Produkt ten polega na tym, że klient ma dalej ubezpieczenie z innym towarzystwem, a my dajemy tylko drugi limit – wyjaśnia Eckhard Horst. – To bardzo korzystne rozwiązanie dla klientów, którzy dzięki niemu mają gwarancję, że ewentualne straty zostaną pokryte w całości.

Obecnie na rynku, jak przekonuje prezes Trade Credit, dominują polisy, które nie dają 100 proc. gwarancji całkowitego pokrycia ryzyka.

Niektórzy nie są zabezpieczeni na 100 proc. i wtedy my dajemy im drugi limit – precyzuje Eckhard Horst. – Jeżeli ktoś ma wskaźnik pokrycia limitu ryzyka w wysokości do 80 proc., to my oferujemy mu brakujące 20 proc. Oczywiście, ta jedna piąta zazwyczaj jest bardziej ryzykowna. Dzięki Top-up klient może być jednak pewien, że całość ryzyka transakcji zostanie pokryta.

Powstało pierwsze Centrum Aktywności Cyfrowej. Do połowy przyszłego roku ma ich być 500

Andrzej Halicki

W Sosnowcu w jednej z placówek Poczty Polskiej otwarto w tym tygodniu pierwsze Centrum Aktywności Cyfrowej, mające ułatwić dostęp do usług administracji elektronicznej. W ten sposób Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce zachęcić Polaków do załatwiania spraw urzędowych online. Na miejscu będzie można skorzystać z ponad stu usług, w tym otworzyć działalność gospodarczą bądź złożyć wniosek o wydanie dowodu osobistego w przypadku jego zagubienia.

– Dzięki Centrum Aktywności Cyfrowej mamy możliwość dostępu do wszystkich usług administracji rządowej i możliwość korzystania z nich w przyjaznym środowisku z pomocą specjalistów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – Bo tak naprawdę chodzi tylko o to, żeby zapoznać się z tymi narzędziami, do których wystarczy komputer. Aby jednak wejść w ten cyfrowy świat, potrzebny jest ktoś, kto nas będzie w niego wprowadzał – dodaje.

W nowo otwartych punktach będzie można korzystać z wszystkich usług oferowanych przez platformę o nazwie ePUAP. W połowie 2016 roku, przy uwzględnieniu pozyskania finansowania, takich punktów ma być nawet 500. W większości w mniejszych miejscowościach, gdzie nie ma urzędów. Projekt ma ułatwić życie mniejszym społecznościom w załatwianiu spraw administracyjnych. Umiejscowienie punktów w lokalach Poczty Polskiej ma natomiast zapewnić petentom asystę ze strony specjalistów z organizacji pozarządowych.

W Centrach Aktywności Cyfrowej będzie można skorzystać z ponad stu usług. Część z nich ułatwi załatwianie formalności przez przedsiębiorców, m.in. otwieranie działalności gospodarczej w systemie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Oprócz tego możliwe będzie zakładanie i potwierdzanie profilu zaufanego, który jest potrzebny do tego, by korzystać z platformy ePUAP.

– Tę pierwszą placówkę otworzyliśmy tutaj, w Sosnowcu, po to, by z daleka wysyłać wnioski i prośby o wydanie dokumentów, uzyskać dowód osobisty, kartę ubezpieczenia zdrowotnego, potwierdzić stan ubezpieczenia społecznego, wysokość emerytury, płatności do urzędu skarbowego czy zaświadczenia z różnych urzędów – wymienia minister administracji i cyfryzacji. – Dostępnych jest około 140 usług, a będziemy pracować dalej nad rozszerzeniem tego katalogu – dodaje.

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz Poczta Polska podpisały porozumienie ws. współpracy w zakresie budowy usług e-administracji. Współpraca Poczty i MAC to część programu Polska Cyfrowa, który ma przyczynić się do upowszechnienia dostępu do szybkiego internetu i e-administracji oraz przyśpieszyć rozwój usług cyfrowych.

– Nasze plany oczywiście są dużo szersze, bo jedna placówka wiosny nie czyni. To jest pierwsze, ale nie ostatnie otwarcie – podkreśla Ireneusz Piecuch, wiceprezes Poczty Polskiej. – Oczywiście wszystkie punkty nie będą wyglądać tak samo, bo będą dopasowane do danych placówek, będzie to również uzależnione od finansowania i środków pomocowych. Mamy jednak nadzieję, że uda nam się ten proces zakończyć do połowy przyszłego roku.

NIK krytykuje GDDKiA za brak myślenia o kierowcach przy planowaniu remontów. Korki to duże straty dla wzrostu gospodarczego

Adrian Furgalski, członek zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie dba o kierowców przy planowaniu remontów – ustaliła NIK. Zarzuty dotyczą wprawdzie tylko oddziału łódzkiego, ale pokazują, że urzędnicy nie zdają sobie sprawy z tego, ile traci gospodarka. Korki na drogach to straty dla wzrostu gospodarczego. Powodują je nie tylko źle planowane remonty, lecz także odraczanie wprowadzania elektronicznego systemu poboru opłat, który ułatwiłby utrzymanie sieci dróg.

Przeczytaj: NIK o zaniedbaniach i naruszeniu zasad polityki antykorupcyjnej w GDDKiA

 

W Polsce nie patrzy się na to, że korek to nie tylko utrudnienie dla kierowców, lecz także konkretne straty dla gospodarki. Korki kosztują nas około 2 proc. PKB rocznie, więc co, jak co, ale na pewno administracja państwowa nie powinna się przyczyniać do tego, że tych korków będzie więcej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adrian Furgalski, członek zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

NIK skrytykowała GDDKiA m.in. za to, że remonty są planowane bez względu na prognozy ruchu i skutki dla kierowców. Furgalski zastrzega jednak, że Izba wskazała na większe nieprawidłowości jedynie w jednym z sześciu skontrolowanych oddziałów Dyrekcji (łódzkim). Podkreśla, że nie wszystkie remonty można przeprowadzić w porze mniejszego ruchu z uwagi na wymagania pogodowe.

Furgalski zauważa, że GDDKiA jest bardzo dużą instytucją, która zarządza niemal 20 tys. km dróg w Polsce. To powoduje, że w drobnych aspektach jej działalności trudno ją kontrolować.

Do tego Dyrekcja jest uzależniona od ustawy budżetowej, a dostępność finansów wpływa na harmonogram ogłaszania przetargów. Dlatego GDDKiA nie ma nad całym procesem inwestycyjnym pełnej kontroli. Furgalski zastrzega, by nie traktować tego jak usprawiedliwienia, ale podkreśla, że największym problemem jest zła organizacja całego systemu zarządzania polskimi drogami.

Jeżeli na najbliższe 10 lat mamy mieć, a mam nadzieję, że rząd te kwoty zaakceptuje, prawie 50 mld zł na remonty i utrzymanie dróg, to nawet jeden procent źle wydatkowany z tych pieniędzy wiąże się z dużymi stratami finansowymi – przekonuje Furgalski. – Problemem naszego kraju jest to, że pieniądz publiczny uznaje się za pieniądz niczyj. Bardzo często wspominam słowa byłej premier Wielkiej Brytanii, która mówiła, że nie ma pieniądza publicznego, to jest pieniądz, który przecież pochodzi od obywateli, w związku z tym sposób jego wydawania powinien być dokładnie kontrolowany.

Przykładem błędu systemowego jest opóźnienie we wprowadzaniu elektronicznego systemu poboru na polskich autostradach dla samochodów osobowych. Choć obiecywała to przed odejściem do Brukseli minister Elżbieta Bieńkowska, to Maria Wasiak, jej następczyni, zawiesiła realizację tego pomysłu. Tłumaczy, że do listopada 2018 r. jest to niemożliwe, bo obowiązuje umowa na system ViaTOLL z firmą Kapsch.

Furgalski zwraca uwagę na to, że niektórych kierowców może to cieszyć, bo oznacza to, że część autostrad pozostaje darmowa. Taka radość jest jednak nieuzasadniona, bo mniejsze wpływy z opłat za drogi przekładają się na niższe środki na remonty.

To wiąże się z brakiem wpływów, które szacujemy corocznie na 800 mln zł, czyli sporo jednak udałoby się za te pieniądze wybudować czy wyremontować dróg krajowych i wybudować obwodnic na drogach krajowych. Dlatego jest to zła decyzja, ale ona tutaj jest nie do przeskoczenia. Do jesieni musimy poczekać na rozstrzygnięcie wyborów parlamentarnych. Mam nadzieję, bo jest taka możliwość, tu nas żadne prawo europejskie nie blokuje, że jednak wrócimy do tego, co obiecała Elżbieta Bieńkowska – mówi Furgalski.

Ekspert dodaje, że problemy ujawnione przez NIK oraz związane z opóźnieniem e-myta są wynikiem również złej struktury organizacyjnej. Po połączeniu dwóch ministerstw resort infrastruktury i rozwoju jest tak duży, że nie jest w stanie skutecznie nadzorować m.in. GDDKiA i PKP PLK. W efekcie te dwie spółki mają dużą niezależność i same realizują politykę inwestycyjną, a to MIR powinien ją wyznaczać.

Resort infrastruktury powinien pilnować tego, w jaki sposób działają te urzędy, a nie interesować się nimi tylko w momencie albo prognozowania i przyjmowania dla nich budżetu, albo potem rozliczania z budżetu i wykonanych inwestycji – twierdzi Furgalski.

Ekspert zwraca uwagę na to, że problem utrzymania dróg to nie tylko polska bolączka. Z tym samym wyzwaniem zmagają się także Niemcy, gdzie wiele starszych autostrad jest w fatalnym stanie. Pomysł wprowadzenia opłat za drogi tylko dla obcokrajowców budzi jednak zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Podobnie jest w Hiszpanii, gdzie zbudowano zbyt wiele tras, i choć są one płatne, to dotknięci kryzysem mieszkańcy tego kraju wybierają te darmowe.

Bank Pocztowy ma za sobą dobre półrocze – wypracował 22,5 mln zł zysku. Nadal zwiększa liczbę klientów

Szymon Midera, prezes zarządu Banku Pocztowego

O 10 proc. wzrosła liczba prowadzonych rachunków osobistych w Banku Pocztowym i sięgnęła 873 tys. Ogólna liczba klientów banku wzrosła do niemal 1,5 mln, a o 30 proc. wzrosła ogólna kwota środków wpłaconych przez klientów na rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe. Bank skupia się przede wszystkim na rozwoju w małych i średnich miastach.

– Osiągnęliśmy wynik 22,5 mln zł netto, o 2 procent lepszy niż w I półroczu ubiegłego roku, jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Na tle rynku wypadamy bardzo dobrze  podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Szymon Midera, prezes zarządu Banku Pocztowego. – To jest nasz cel strategiczny, aby zwrot z kapitału był powyżej średniej rynkowej. Dane po I półroczu pokazują, że jest to możliwe. Mamy bardzo wysoką marżę odsetkową – 3,6 po tych sześciu miesiącach, czyli zdecydowanie powyżej rynku.

Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji, także ocenia te wyniki jako bardzo dobre. Jak podkreśla, widać to szczególnie na tle wyników całego polskiego sektora finansowego, który ostatnio nie jest w łatwej sytuacji. Gdy wynik netto Banku Pocztowego wzrósł o 2,1 proc., cały sektor odnotował w Polsce spadek o 8,2 proc.

– Rozwój Pocztowego i osiągane przez niego zyski na tle innych banków są bardzo dobrą prognozą. Ten bank ma rzeczywiście inną strukturę klientów, inną filozofię działania i dociera do tych miejsc, gdzie konkurencja jest ograniczona. A to dzięki współpracy z Pocztą Polską i byciu częścią jej grupy. Wszystko to jest dobrą podstawę w dążeniu do debiutu giełdowego – podkreśla Andrzej Halicki.

Siłą Banku Pocztowego jest nie tylko ogromna sieć placówek oferujących jego produkty, lecz także ich lokalizacja pozwalająca dotrzeć do klientów znacznie trudniej dostępnych dla innych instytucji finansowych.

– Dalej konsekwentnie będziemy się zajmować mieszkańcami małych miejscowości mówi prezes zarządu Banku Pocztowego. – Bank obsługuje dzisiaj blisko 1,5 mln klientów, niemal połowa z nich mieszka w miejscowościach do 5 tys., a 70 proc. do 50 tys. I to właśnie na takich miejscowościach chcemy się koncentrować. Wiele osób z tych miejscowości, blisko 30 proc., to ludzie bez historii bankowej i bez doświadczeń z sektorem bankowym.

W ciągu ostatnich kilku lat Bank Pocztowy stworzył sieć blisko 300 mikrooddziałów, czyli placówek bankowych funkcjonujących w placówkach pocztowych, czym udowodnił swoje możliwości i umiejętności w tym zakresie.

Bank Pocztowy w planach do 2018 r. ma budowę ok. 200 placówek bankowo-pocztowych, w których połączona zostanie standardowa obsługa pocztowa z akwizycją produktów finansowych, oraz stworzenie sieci ok. 60 placówek agencyjnych w centrach handlowych, w wybranych miastach do 200 tys. mieszkańców.

– Sieć w ramach grupy Poczty Polskiej liczy już blisko tysiąc placówek z ludźmi, którzy zajmują się wyłącznie produktami bankowymi i ubezpieczeniowymi informuje prezes Szymon Midera. Natomiast oferta Banku Pocztowego, możliwość sprzedaży i obsługi klientów banku to ponad 4,6 tys. placówek. Planujemy dalszy rozwój. Na dzisiaj mamy także dwie pilotażowe placówki agencyjne w galeriach handlowych w małych miejscowościach ze strefą samoobsługową poczty. Ten model się sprawdził, jesteśmy zadowoleni z wyników i chcielibyśmy około 60 takich lokalizacji w uruchomić.

Dobre wyniki finansowe Banku Pocztowego związane są z jego sukcesami marketingowymi. Jego oferta okazała się atrakcyjna i pozwoliła zdobyć sporą grupę nowych klientów.

– To był świetny okres dla Banku Pocztowego. Pozyskaliśmy brutto ponad 100 tys. klientów i otworzyliśmy blisko 120 tys. rachunków. W naszej kluczowej obecnie linii biznesowej mamy rekordowe wyniki – blisko 0,5 mld sprzedaży kredytów gotówkowych ocenia Szymon Midera. Cieszy nas bardzo, że ta sprzedaż w coraz większym stopniu jest sprzedażą do bazy własnych klientów. Ponadto od stycznia tego roku zaproponowaliśmy naszym klientom ofertę funduszy inwestycyjnych, osiągając ponad 100 mln zł sprzedaży w pół roku – podsumowuje.

Rośnie polski rynek materiałów budowlanych

Jacek Michalak

Krajowy rynek materiałów budowlanych prężnie się rozwija i staje się coraz bardziej nowoczesny. Pod tym względem jest porównywany do dojrzałego rynku zachodnich sąsiadów. Niektóre segmenty są mniejsze niż kilkanaście lat temu, ale przyczynia się do tego rozwój technologii i nowe metody budowania.

Polski rynek materiałów budowlanych jest bardzo konkurencyjny, bo działa na nim ogromna liczba producentów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Michalak, wiceprezes ds. rozwoju w firmie Atlas. – To jest rynek bardzo podobny do rynku niemieckiego, który jest uważany za najbardziej rozwinięty, o najwyższym poziomie rozwoju technicznego. My w naturalny sposób, będąc sąsiadami Niemców i będąc w tej samej strefie klimatycznej, podążamy za nimi i to jest bardzo dobre.

Jego zdaniem rynek jest już bardzo dojrzały. Świadczyć o tym może m.in. to, że niektóre z segmentów, np. zapraw klejących do płytek ceramicznych, są mniejsze niż jeszcze kilka lat temu.

W pierwszej chwili może się wydawać dziwne to, że uważam to za pozytywne zjawisko – zastrzega Jacek Michalak. – Ale to oznacza, że współczesny wykonawca jest znacznie lepiej wyedukowany i firma w prawidłowy sposób korzystająca z materiałów. Grubość sklejenia jest zdecydowanie mniejsza niż kilka lat temu. Dzisiaj wykonawcy najpierw wyrównują ścianę właściwą zaprawą, a potem dopiero przyklejają płytkę ceramiczną na klej w technice cienkowarstwowej.

Z drugiej strony jest wiele nowych okładzin ceramicznych, które są montowane mechanicznie.

Klejów do płytek ceramicznych jest ciągle dużo, są bardzo różne w zależności od przeznaczenia – zauważa Jacek Michalak. – Ale ogólny wolumen się zmniejszył, gdyż znacznie spadła konsumpcja płytek ceramicznych.

Jak podkreśla, wykonawcy przy wyborze materiałów nie kierują się już wyłącznie ceną, mimo to wciąż są próby psucia rynku przez zaniżanie cen.

Jak wynika z ostatniego zestawienia firmy Polskie Składy Budowlane (PSB), w lipcu br. wzrosły ceny w pięciu kategoriach produktów. Najbardziej zdrożały silikaty (o 3,2 proc.), a izolacje termiczne, pokrycia i folie dachowe, rynny, drewno i materiały drewnopochodne oraz do suchej zabudowy o mniej niż 1 proc.

Według PSB w czterech grupach produktów ceny spadły, a inflacja najbardziej dotknęła izolacje wodochronne (o 1 proc. ). Mniej niż o 1 proc. potaniały gazobetony, materiały ścienne ceramiczne i produkty chemii budowlanej.

Z perspektywy spółki Atlas, jak zauważa jej wiceprezes, zarówno wielkie sieci, wielkopowierzchniowe miejsca sprzedaży, jak i małe sklepy są tak samo istotne.

Z perspektywy firmy zarówno wielkie sieci, wielkopowierzchniowe miejsca sprzedaży, jak i małe sklepy są tak samo ważne. Nie możemy dopuścić do sytuacji, kiedy będziemy mieli tylko wielkie sieci, gdyż w małych miejscowościach nie ma takich obiektów. Oba kanały się rozwijają i są potrzebne – mówi Jacek Michalak.

Według ostatnich danych GUS widać ożywienie w budownictwie. Dynamika produkcji budowlano-montażowej w lipcu wyniosła -0,1 proc., ale jeszcze w czerwcu była na poziomie -2,5 proc. w ujęciu rocznym. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się w ujęciu miesięcznym o 2,2 proc. wobec spadku o 4,2 proc. w czerwcu. Liczba rozpoczętych budów mieszkań zwiększyła się o blisko 15 proc. w porównaniu z 2014 rokiem.

Liczba specjalistów ds. rachunkowości zarządczej w ostatnich czterech latach wzrosła trzykrotnie

Jakub Bejnarowicz

Według danych Instytutu CIMA liczba specjalistów zajmujących się rachunkowością zarządczą w Polce w ciągu ostatnich czterech lat zwiększyła się trzykrotnie. Dynamika wzrostu w najbliższych latach powinna się utrzymać się na podobnym poziomie. Przedsiębiorcy coraz częściej doceniają ekspertów zajmujących się analizą danych finansowych i pozafinansowych dotyczących spółki oraz jej otoczenia i wykorzystują ich wiedzę do rozwoju biznesu. Wyspecjalizowana kadra wpływa na wzrost wartości firmy w długim okresie i sprawdza się szczególnie w czasie kryzysu.

Zmiany w zakresie standardów rachunkowości zarządczej w Polsce idą w dobrym kierunku, ale jest jeszcze dużo pracy przed nami – ocenia Jakub Bejnarowicz, szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Potrzeba podniesienia standardów rachunkowości zarządczej w Polsce już została dostrzeżona przez pracodawców. Mowa tu zarówno o międzynarodowych firmach działających na Wisłą, jak i krajowych przedsiębiorcach. Wyższe standardy pozwalają w długim okresie na zwiększenie wartości prowadzonego biznesu.

Kadra specjalistów ds. rachunkowości zarządczej w Polsce przez ostatnie cztery lata – według naszych danych – wzrosła trzykrotnie i dynamika wzrostu jest wciąż bardzo duża – informuje ekspert.

Polscy specjaliści są bardzo dobrze oceniani przez międzynarodowe firmy działające w Polsce i za granicą. Przedsiębiorcy widzą, że inwestycja w rachunkowość zarządczą jest opłacalna, a zatrudnienie kompetentnego personelu przekłada się na realne korzyści biznesowe.

Pomagają oni analizować dane finansowe i pozafinansowe w szybkim czasie. Wykorzystują narzędzia, które są niezbędne w czasie kryzysu czy spowolnienia gospodarczego, do tego, by ciągnąć biznes do przodu – wyjaśnia szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej. – Analiza takie jak benchmarking, cost-benefit analysis czy analiza wartości kapitału w długim okresie to jest to, z czego korzystają eksperci ds. rachunkowości zarządczej – wylicza.

Równocześnie widoczny jest trend polegający na współpracy ekspertów z zakresu rachunkowości zarządczej ze specjalistami IT. Efektem jest wdrożenie nowych narzędzi analitycznych, których użycie istotnie wspiera podejmowanie decyzji biznesowych zarówno w krótkim, jak i długim okresie.

Bejnarowicz podkreśla, że coraz większa liczba firm korzysta z pomocy wykwalifikowanych ekspertów ds. rachunkowości zarządczej. Wśród nich są m.in. firmy z branży FMCG, sektora outsourcingowego czy konsultingowego.

Instytut CIMA wraz z amerykańskim instytutem AICPA opracował globalne zasady rachunkowości zarządczej, które były konsultowane na całym świecie, w tym również w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bejnarowicz.

Inicjatywa Instytutu zyskała w Polsce wsparcie miedzy innymi ze strony Giełdy Papierów Wartościowych czy przedstawicieli Krajowej Izby Biegłych Rewidentów. W swoje działania specjalistów ds. rachunkowości zarządczej włączają m.in. koncern PKN Orlen oraz sieć spożywcza Piotr i Paweł.

CIMA to międzynarodowy instytut zrzeszający obecnie 227 tys. członków i studentów w ponad 179 krajach świata. W Polsce aktywnie działa w niej przeszło 3 tys. osób. Instytut, przyznając rozpoznawane na całym świecie kwalifikacje, koncentruje się głównie na doskonaleniu umiejętności specjalistów ds. rachunkowości zarządczej, a także na informowaniu o roli informacji zarządczej w procesie kierowania przedsiębiorstwem.

Aplikacje mobilne pomagają zaplanować podróż służbową. Zainteresowanie takimi rozwiązaniami szybko rośnie

Paweł Rek

Przedsiębiorcy chcą, by organizacja podróży służbowych była coraz prostsza. Na rynku jest dostępnych coraz więcej narzędzi do samodzielnej rezerwacji oraz aplikacji mobilnych. Rozwiązania na smartfony i tablety pozwalają m.in. wprowadzać zmiany również podczas trwania podróży i szybko znaleźć poszukiwane miejsce czy sklep.

Innowacje w planowaniu podróży służbowych będą szły głównie w kierunku online. Wzbogacanie oferty turystycznej, która jest dostępna za pośrednictwem narzędzi do samodzielnej rezerwacji albo jest dostępna dla agenta, który w tradycyjny sposób będzie nam te rezerwacje robił, jest bardzo ważne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

W ocenie Reka, coraz więcej podróżnych będzie też korzystać z aplikacji mobilnych. Taki trend jest już wyraźnie widoczny na rynku chińskim.

Duża część podróży rezerwowana jest z wykorzystaniem rozwiązań mobilnych. Przez to, że chińscy podróżni mają bardzo łatwy dostęp do tanich smartfonów, aplikacje mobilne stały się bardzo popularne i zyskują popularność również w Europie. Chcemy być cały czas online, chcemy mieć na bieżąco informacje, chcemy wiedzieć, gdzie na lotnisku znaleźć przejście czy sklep, który nas interesuje – mówi Rek.

Wciąż przybywa aplikacji, które ułatwiają nie tylko planowanie, lecz także sam wypoczynek bądź wyjazd służbowy. Na rynku coraz więcej jest programów mobilnych, które pomagają najtaniej zarezerwować bilet lotniczy i hotel, sprawdzić recenzje pensjonatów lub wyszukać darmowe Wi-Fi.

Przemieszczając się, chcemy coraz częściej czuć się jak u siebie. Stąd wzrost popularności aplikacji informujących o komunikacji publicznej, ruchu w mieście, oraz o najlepszych i najtańszych restauracjach. Według specjalistów dzięki aplikacjom jeżdżenie do nowych miejsc nie będzie wiązać się już z podejmowaniem ryzyka i niepewnością.

To będzie coraz bardziej popularne. Ich wykorzystanie przyspiesza bardzo szybko – mówi Paweł Rek.

To odpowiada na zapotrzebowanie podróżujących. Z badania Amadeusa wynika, że wśród nich duża grupa to osoby nastawione na wykonanie zadania.

Dla nich istotne będzie to, żeby w sprawny sposób przedostać się z jednego miejsca na drugie, załatwić sprawę i wrócić. To oczywiście niekoniecznie muszą być osoby podróżujące służbowo, ale to mogą być ludzie, którzy jadą na jakieś rodzinne spotkanie albo wyjeżdżają w jakimś innym celu – wyjaśnia Paweł Rek.

Z badań Amadeusa wynika, że większość przedsiębiorców (75 proc.) oczekuje zmian w sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Wielu z nich podkreśla, że powinno to być prostsze, szybsze i bardziej przejrzyste w procesie organizacji i wyceny. Chcieliby również, żeby nie było to obciążone formalnościami.

30 proc. firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi, które pomagałby w ich organizacji od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, poprzez rezerwację podróży, aż po jej rozliczenie.

Tomasz Bogus ma zgodę KNF na objęcie stanowiska prezesa Banku BGŻ BNP Paribas

Tomasz Bogus może objąć funkcję prezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, zadecydowała jednogłośnie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) podczas posiedzenia 25 sierpnia 2015 r. Rada Nadzorcza Banku BGŻ BNP Paribas powołała Tomasza Bogusa na stanowisko prezesa 30 kwietnia 2015 roku, po tym jak rezygnację z tej funkcji złożył obecny prezes, Józef Wancer.

„Misja Józefa Wancera na stanowisku prezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas dobiega końca. W trakcie swojej kadencji skutecznie przeprowadził m.in. projekt połączenia Banku BGŻ i BNP Paribas Banku Polska, tworząc nową, silną instytucję. Rozpoczął także przygotowania do połączenia z Sygma Bankiem. Józef Wancer potwierdził tym samym, że dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu potrafi skutecznie realizować najtrudniejsze zadania” – Jean-Paul Sabet, przewodniczący Rady Nadzorczej Banku BGŻ BNP Paribas.

Dodał, że od września stanowisko prezesa Banku BGŻ BNP Paribas przejmie Tomasz Bogus – doświadczony bankowiec z ugruntowaną pozycją na polskim rynku finansowym.

Tomasz Bogus prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas
Tomasz Bogus może objąć funkcję prezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas

Tomasz Bogus jest związany z bankowością od 1991 r. W latach 2009-2014 był prezesem Banku Pocztowego. Pracował również między innymi w mBanku, gdzie odpowiadał za obszar bankowości korporacyjnej i projekt detaliczny MultiBanku. Z wykształcenia jest prawnikiem, ukończył Uniwersytet Łódzki, a także kursy z zakresu zarządzania, między innymi na Harvard Business School w Bostonie w Stanach Zjednoczonych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Wymarzone „M” – przegląd ofert gotowych mieszkań

W których osiedlach kupimy gotowe mieszkania?

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Atrakcyjne, gotowe mieszkania można jeszcze znaleźć w inwestycji Na Romera oraz Słodowiec Park w Warszawie. Budowa tych projektów została juz zakończona. Nabywcy lokali w pierwszym etapie osiedla Kolska od Nowa także będą mogli odebrać klucze jeszcze w tym roku. Powoli zbliżamy się również do ukończenia naszych warszawskich inwestycji przy ul. Księżycowej i Staffa.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Obecnie w ofercie Polnord znajduje się szeroka gama lokali gotowych do zamieszkania. Możemy je zaproponować przede wszystkim w inwestycjach Śródmieście Wilanów w Warszawie, 2 Potoki w Gdańsku, Brama Sopocka w Gdyni, Ku Słońcu w Szczecinie, a niebawem dołączy do nich także szósty budynek osiedla Tęczowy Las w Olsztynie.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Z uwagi na dużą dynamikę sprzedaży, gotowe mieszkania stanowią około 5 proc. naszej oferty. Większość lokali sprzedaje się jeszcze przed oddaniem budynków do użytkowania. Wielu klientów decyduje się na zakup tzw. dziury w ziemi. To właśnie wtedy jest największy wybór lokali, a raty na początku spłaty kredytu są dużo niższe, co pozwala spokojnie czekać na odbiór mieszkania. Bardzo ograniczona ilość gotowych mieszkań dostępna jest w inwestycjach Osiedle Graniczna III i Osiedle Stabłowicka 77 we Wrocławiu oraz w Osiedlu Słoneczne Miasteczko w Krakowie.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Wybierając mieszkanie w krakowskich inwestycjach: Wężyka, Energooszczędnej Borkowskiej, czy w ekskluzywnych Apartamentach Sowiniec, po dopełnieniu wszystkich formalności, do zakupionego mieszkania można się od razu wprowadzić.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Dobrze rozplanowane mieszkania, do których można wprowadzić się zaraz po zakupie mamy w osiedlach Zielona Dolina w Warszawie, Villa Campina w Kaputach k/Warszawy i Rezydencja Redłowo w Gdyni. Swoje mieszkanie mogą od razu urządzać również klienci zainteresowani inwestycją Oaza Piątkowo w Poznaniu. Na ostatnie mieszkania w ramach drugiego etapu budowy osiedla Bliska Wola w Warszawie trzeba będzie zaczekać do przełomu I i II kwartału 2016 roku.

Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

Gotowe mieszkania w cenie od 7800 zł/m kw. posiadamy w inwestycji Oliwa Park w Gdańsku, której atutem są m.in. atrakcyjne tereny zielone z piękną roślinnością. Ukończone mieszkania oferujemy również w sąsiadujących ze sobą inwestycjach Nowy Horyzont i Osiedle Cytrusowe, zlokalizowanych na obrzeżach Gdańska. Już w październiku gotowe do odbioru będą dwa budynki Osiedla Cytrusowego, a w listopadzie zakończy się budowa mieszkań z budynku nr 5 inwestycji Nowy Horyzont. Ceny w tych projektach rozpoczynają się od 4125 zł/ m kw., a wszystkie oferowane mieszkania kwalifikują się do programu MdM.
Również w Gdyni Euro Styl oferuje mieszkania, które jeszcze w tym roku zostaną oddane do użytku. W Osiedlu Nawigator, inwestycji z w pełni rozwinięta infrastrukturą, położoną w dzielnicy Obłuże, przekazany zostanie do użytkowania ostatni budynek. Mieszkania w tym osiedlu można kupić w cenie od 4687 zł/ m kw.

Pod koniec listopada zakończy się też budowa otoczonego zielenią i oferującego piękne widoki osiedla Apartamenty Conrada w gdyńskiej dzielnicy Mały Kack, w którym ceny rozpoczynają się od 5500 zł/ m kw. Inwestycja jest objęta letnią promocją. Klienci, którzy zdecydują się na podpisanie umowy do końca sierpnia, mogą kupić mieszkanie w kwocie nawet o 500 zł za m kw. niższej.

Klienci, którzy nie chcą czekać nawet miesiąca na odbiór lokum, mogą skorzystać z oferty mieszkań Osiedla Morskiego, które mieści się na gdyńskim Pogórzu. Lokale zostały przekazane do odbioru przyszłym mieszkańcom na początku sierpnia br. W ofercie jednak pozostało jeszcze kilka ostatnich mieszkań w cenie od 4829 zł za metr.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Wspólnie z naszym partnerem – firmą Dantex, jeszcze w tym roku dostarczymy na rynek 112 mieszkań w ramach pierwszego etapu projektu Miasto Wola w Warszawie. Jego budowa rozpoczęła się w ubiegłoroczne wakacje, a zakończenie realizacji planujemy na IV kw. br. Obecnie w ofercie pozostało zaledwie 5 lokali. Sukcesywnie rozwijamy ten projekt, czego przykładem będzie wprowadzenie do sprzedaży mieszkań w trzecim etapie inwestycji, zaplanowane na IV kwartał br. Kolejne mieszkania trafią na rynek zdecydowanie wcześniej niż planowaliśmy w momencie uruchamiania projektu.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

Tuż po wakacjach oddajemy klucze w dwóch warszawskich inwestycjach: Ogrody Targówek i Viva Garden. W osiedlu Viva Garden w sprzedaży zostały 2 ostatnie mieszkania o metrażu 43 m kw. w cenie 5800-5900 zł / m kw. z terminem odbioru w październiku br. Inwestycja Ogrody Targówek została w całości sprzedana.

Wanda Dzikowska, menedżer sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Mieszkania gotowe do odbioru posiadamy w każdym z naszych warszawskich projektów: ConceptHouse Mokotów w pobliżu Galerii Mokotów, Capital Art Apartments niedaleko Ronda Daszyńskiego na Woli i w Apartamentach przy Krasińskiego na zielonym Żoliborzu. Większość oferty w tych lokalizacjach została wyprzedana przed zakończeniem budowy. Dostępne są w nich jeszcze ostatnie, większe mieszkania 3- i 4-pokojowe. Na Żoliborzu mamy jeszcze w sprzedaży kawalerkę i lokal 2-pokojowy. Największy wybór mieszkań oferujemy w budynku ConceptHouse Mokotów, gdzie obecnie proponujemy atrakcyjne, promocyjne stawki za metr kwadratowy. W każdej ze wspomnianych lokalizacji oferujemy także lokale użytkowe.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży w firmie Dolcan

Przed końcem bieżącego roku klienci będą mogli odebrać klucze do mieszkań w pierwszym etapie warszawskiej inwestycji Miasteczko Rubikon. To osiedle składające się wyłącznie z MiniApartamentów, w którym w sprzedaży pozostały lokale o metrażach od 22 do 49 m kw. Na początku 2016 roku oddamy klucze w inwestycji Ogrody Ochota II.

Mieszkania gotowe do zamieszkania konsumenci znajdą w naszych osiedlach bezczynszowych. W jednym z nich – Kamyk Zielony – zlokalizowanym przy ul. Kamykowej na warszawskiej Białołęce trwa obecnie promocja. Przy zakupie mieszkania można otrzymać aż 80 m kw. dodatkowej przestrzeni. W osiedlu Czerwona Jarzębina II na Targówku pozostało 6 gotowych do odbioru mieszkań o metrażu powyżej 80 m kw. W samym centrum Warszawy oferujemy ukończone mieszkania w dwóch osiedlach: Ogrody Ochota I i Skierniewicka City na Woli.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Mieszkania, w których można zamieszkać od razu po zakupie mamy w warszawskich inwestycjach Rezydencja ArtEco na Żoliborzu, Zielona Italia we Włochach i w osiedlu Hill Park Apartments na Bielanach, w którym oferujemy dwupoziomowe apartamenty. W inwestycjach Bielany Residence i Apartamenty Mokotów Park nad Jeziorkiem Czerniakowskim mamy jeszcze kilka gotowych apartamentów objętych specjalną ofertą cenową.
W pierwszych dwóch budynkach z 441 mieszkaniami w naszej flagowej warszawskiej inwestycji – Central Park Ursynów – będzie można zamieszkać w IV kwartale tego roku. Kolejne trzy budynki w tym osiedlu z 416 lokalami mieszkalnymi zostaną oddane w III kwartale 2016 roku.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

Budowa drugiego etapu osiedla Tarasy Dionizosa zlokalizowanego w Warszawie przy ulicy Winorośli dobiega właśnie końca. W sprzedaży są jeszcze lokale dwupokojowe o powierzchni od 36 m kw. w cenie od ok. 200 tys. zł. Największe mieszkania, jakie możemy zaoferować to lokale czteropokojowe o metrażu 74 m kw. w cenie ponad 433 tys. zł. Przy zakupie mieszkań w tej inwestycji można skorzystać z dopłat do kredytu w programie Mieszkanie dla młodych.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Gotowe do odbioru mieszkania mamy w trzech inwestycjach. W osiedlu Apartamenty TRIO w Warszawie w ofercie zostały apartamenty o powierzchni od 98 do 152 m kw., a w inwestycji Hubertus na warszawskim Służewcu dostępne są lokale o metrażu od 40 do 178 m kw. w cenach od 6 750 / m kw. W Gdańsku w projekcie Wolne Miasto można nabyć gotowe mieszkania o powierzchni od 37 do 97 m kw. w cenie od 4 600 / m kw.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Przewodnik dla pracodawców zatrudniających obcokrajowców

Polskie firmy coraz chętniej zatrudniają obcokrajowców. Jak wynika z danych wojewódzkich urzędów pracy w pierwszej połowie 2015 roku przedsiębiorcy byli gotowi przyjąć do pracy na zasadach uproszczonych 408 tys. mieszkańców Ukrainy, Rosji, Mołdawii, Gruzji,  Białorusi  i Armenii. 

Rosnące zainteresowanie siłą roboczą spoza granic naszego kraju jak nigdy wcześniej rodzi zapotrzebowanie na wiedzę dotyczącą procedur a także praw i obowiązków wynikających z zatrudnienia imigrantów.

Organizatorzy społecznej inicjatywy „Bezpieczna Praca w Polsce: Migranci na rynku pracy” – Fundacja Wspierania Migrantów na Rynku Pracy EWL we współpracy z  Ośrodkiem Badań Handlu Ludźmi Uniwersytetu Warszawskiego już po raz drugi w tym roku wyszli naprzeciw pojawiającym się na rynku pracy zawiłościom prawnym, wydając bezpłatny „Poradnik dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców”.

O tym jak ważna rolę pełni znajomość przepisów prawnych mówi Jarosław Cichoń z Głównego Inspektoratu Pracy. Przedstawiciel Departamentu Legalności Zatrudnienia zwraca uwagę na wyniki badania uproszczonej procedury powierzania pracy cudzoziemcom na podstawie oświadczeń, przeprowadzonego przez PIP w 2014 roku. Procedura ta jest szczególnie narażona na nadużycia ze strony pracodawców. Do najczęstszych nadużyć zaliczyć można podejmowanie pracy u pracodawcy innego niż ten, który zarejestrował oświadczenie. W 2014 roku stwierdzono 266 takich przypadków, co stanowi kilkakrotny wzrost z porównaniu z rokiem poprzednim (45 przypadków w 2013 roku). Inne przypadki wymienione przez Jarosława Cichonia obejmują rejestrację oświadczenia bez fizycznej możliwości powierzenia wykonywania pracy przez danego pracodawcę, co wiąże się w dużym stopniu z problemem handlu oświadczeniami, a także wykorzystywanie procedury oświadczeń w celu delegowania pracowników z Ukrainy do Polski. Oświadczenia są ponadto wykorzystywane do działalności tak zwanych „mrówek”, przewożących nielegalnie towary przez polską granicę. Niepokojące są również dane z kontroli prawie 18 tysięcy cudzoziemców, z których wizę otrzymało i przekroczyło polską granicę 69 procent, zaś pracę w podmiotach rejestrujących oświadczenia podjęło zaledwie 28 procent cudzoziemców objętych kontrolą.

Aby uniknąć błędów związanych z niedopełnieniem obowiązków po stronie pracodawcy, publikacja „Poradnik dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców” przedstawia rozwiązania, które mają na celu usprawnić znajomość przepisów prawnych po stronie pracodawcy w procesie zatrudnienia.

Poradnik w prosty i przejrzysty sposób wyjaśnia kwestie związane z procedurą przyjęcia obcokrajowca do pracy i procesem zatrudnienia. Jego autorzy przedstawiają odpowiedzi na pytania związane z legalizacją pobytu i  pracy, począwszy od wymaganych dokumentów, form zatrudnienia, przysługujących pracodawcy praw a także ciążących na nich obowiązków – ubezpieczenia, rozliczenia podatkowe – na kontroli legalności i weryfikacji dokumentów kończąc.

Autorzy publikacji duży nacisk kładą również na problem dyskryminacji obcokrajowców w  miejscu pracy, informując o prawach jakie przysługują cudzoziemcowi zatrudnionemu w naszym kraju.

Całość dopełniają informacje dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu. Zasady CSR nabierają szczególnego znaczenia w przypadku zatrudnienia obcokrajowców, gdy rola pracodawcy wobec osób niezaznajomionych ze specyfiką polskiego rynku pracy i praw oraz zasad na ich obowiązujących staje się szczególnie odpowiedzialna.

– „Rekordowa skala rejestrowanych w pierwszym półroczu oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy pokazuje, jak bardzo zmienia się podejście polskich pracodawców do zatrudniania obywateli państw trzecich na naszym rynku pracy” – mówi Zbigniew Wafflard, pomysłodawca projektu „Bezpieczna praca w Polsce”. – „Jest to jednocześnie sygnał dla organów administracji publicznej i organizacji pozarządowych, wymuszający podjęcie zdecydowanych kroków w celu ukrócenia procederu handlu oświadczeniami i nieuczciwego pośrednictwa, które wpływają negatywnie nie tylko na atrakcyjność polskiego rynku pracy, ale również na kondycję polskiej gospodarki. Ograniczenie przypadków wykorzystywania procedury oświadczeń do nielegalnego zatrudnienia pozwoli poprawić sytuację w przeciążonych polskich placówkach konsularnych na Ukrainie i pomoże polskim pracodawcom efektywniej regulować obecne braki kadrowe.”

Podobnie jak w przypadku pierwszej publikacji, wydanej przez agencję EWL w maju bieżącego roku, poradnik został udostępniony w wersji elektronicznej, dostępnej do bezpłatnego pobrania na stronie internetowej projektu „Bezpieczna praca w Polsce” pod adresem http://bezpiecznapraca.info.pl/pl/poradnik-dla-pracodawcow

Kampania jest współfinansowana z Europejskiego Funduszu na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich w ramach projektu „Bezpieczna praca w Polsce„. Wyłączna odpowiedzialność za zawartość powyższej treści spoczywa na jej autorach. Komisja Europejska oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji. Dodatkowe informacje na temat projektu znaleźć można na stronie www.bezpiecznapraca.info.pl.

Sektor finansowy wygra wojnę z hakerami?

Skala ataków hakerskich, ujawniających w sieci coraz bardziej szczegółowe dane klientów instytucji finansowych w połączeniu z dynamicznym rozwojem bankowości elektronicznej powoduje, że przedsiębiorstwa finansowe stają w obliczu utraty reputacji, a w ślad za tym – także pogorszenia wskaźników sprzedaży. O tym wyzwaniu będą dyskutować uczestnicy Kongresu Antyfraudowego, który organizuje Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych. Podczas wydarzenia zaprezentowane zostaną wyniki raportu „Badanie nadużyć w sektorze finansowym i telekomunikacyjnym”, zrealizowanego wspólnie przez KPF i firmę doradczą EY – Partnera Merytorycznego Kongresu. Partnerem Głównym wydarzenia jest Biuro Informacji Kredytowej.

KTO WYGRA STARCIE Z HAKERAMI?

Jak wynika z badania firmy doradczej EY pt. „Megatrendy”, nasilające się cyberataki są obecnie największym zagrożeniem technologicznym. 5 z 10 największych wycieków danych w historii miało miejsce w 2013 i 2014 roku. Amerykańskie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych szacuje, że kradzież danych oraz praw autorskich to koszt pomiędzy 375 a 575 miliardów USD rocznie.

W przypadku banków, coraz większe znaczenie mają ataki phishingowe, czyli podszywanie się przez internetowych oszustów pod instytucje finansowe i wyłudzanie prywatnych danych klientów. To sprawia, że osoby zajmujące się przeciwdziałaniem nadużyciom, w tym cyberprzestępstwom, muszą szukać coraz bardziej innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Nieszczelność systemów informatycznych, którą ujawniają pomysłowi hakerzy kradnący dane, zmusza do ciągłej aktualizacji strategii zarządzania ryzykiem reputacyjnym. Podczas szóstej edycji Kongresu Antyfraudowego przedstawione zostaną najbardziej spektakularne przypadki wyłudzeń online. Eksperci powiedzą także, jak i kiedy ostrzegać przed zagrożeniem cyberatakami, nie tracąc przy tym wiarygodności w oczach obecnych i potencjalnych klientów.

Im wyższa skłonność Polaków do przeprowadzania transakcji na rachunku bankowym za pośrednictwem Internetu, tym szybszy rozwój cyberprzestępczości.

Mimo, że nadal z tradycyjnych oddziałów banków korzysta co trzeci Polak (32,8%), to według realizowanego przez KPF i Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej badania rynku consumer finance, już 38,5% respondentów zadeklarowało korzystanie z e-rachunków. W dużo mniejszym zakresie klienci dokonują transakcji bankowych mobilnie – przy użyciu smartfonu lub tabletu. Ale także ten kanał ma przed sobą obiecujące perspektywy.

NADUŻYCIA KLIENCKIE

Kradzież tożsamości i dokonywanie wyłudzeń na podstawie sfałszowanych danych osobowych należą do najpowszechniej stosowanych nadużyć z udziałem klientów. Uczestnicy Kongresu Antyfraudowego będą dyskutować o możliwościach skutecznej weryfikacji potencjalnych oszustów, np. starając się o kredyt, bez uszczerbku dla procesu sprzedażowego. W kontekście zapobiegania nadużyciom pojawia się też pytanie, jak powinna przebiegać współpraca międzysektorowa, np. między bankami i firmami telekomunikacyjnymi. Celem Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych jest stworzenie platformy wymiany doświadczeń pomiędzy poszczególnymi branżami, nie tylko z rynku finansowego. Dyskusja o nowych zjawiskach fraudowych, odnoszących się do szczególnie wrażliwego na nadużycia sektora finansowego, pozwala też na ostrzeganie przed ewentualnymi nadużyciami.

– Zarówno cyberprzestępczość jak i nadużycia klienckie należą do najistotniejszych problemów z jakimi borykają się ostatnio instytucje finansowe w obszarze nadużyć. Nowym i bardzo interesującym tematem na tegorocznym Kongresie będzie współpraca międzysektorowa, zwłaszcza, że przestępcy w swoich działaniach nie zawężają się wyłącznie do jednej branży. Coraz częściej mamy do czynienia z takimi zjawiskami jak, np. okradanie kont bankowych przy użyciu wyłudzonego duplikatu karty SIM, lub też wykorzystanie tej samej, skradzionej tożsamości do wyłudzenia różnych świadczeń. Paradoksalnie, usługi branży finansowej i operatorów telekomunikacyjnych, czyli dostęp do systemu bankowego i łączność telefoniczna, to także kluczowe zasoby wykorzystywane przez przestępców w ich działalności -mówi Mariusz Witalis, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.

– Dlatego istotnym celem Kongresu Antyfraudowego jest pokazanie jak duże znaczenie ma współpraca firm z pozornie nie mających ze sobą wiele wspólnego sektorów gospodarki. Ważne jest stosowanie zasady dzielić się wiedzą, a nie ukrywać wypadki wyłudzeń -dodaje dr Mirosław Bieszki, Doradca Ekonomiczny KPF.

Szósty Kongres Antyfraudowy jest adresowany przede wszystkim do przedstawicieli rynku usług finansowych, w tym sektora bankowego, branży leasingowej, pożyczkowej, SKOK-ów, ubezpieczycieli, a także przedstawicieli telekomów. Wartością dodaną i wyróżnikiem Kongresu jest pokazanie praktyki biznesowej, zaczynając od zdefiniowania, czym są nadużycia, a kończąc na rekomendacji efektywnych sposobów przeciwdziałania temu zjawisku.

Zakres cyklicznego raportu, przygotowywanego przy współpracy KPF i firmy doradczej EY w ramach projektu badawczego „Badanie nadużyć w sektorze finansowym i telekomunikacyjnym” został w tym roku poszerzony o operatorów telefonii. Wyniki obrazują skalę wyłudzeń na rynku kredytów detalicznych w I półroczu 2015 roku. Raport zostanie udostępniony wszystkim uczestnikom Kongresu Antyfraudowego.

Na Kongres można się rejestrować za pośrednictwem witryny internetowej www.kpf.pl. Wydarzenie odbędzie się 15 października 2015 roku w warszawskim Hotelu Marriott.

Co trzeci Polak codziennie pracuje po godzinach

Mimo lansowanej w mediach idei work-life balance, praca w nadgodzinach nadal jest dość powszechnym zjawiskiem. Jak wynika z sondy przeprowadzonej przez portal rynekpracy.pl, blisko 60% badanych przyznaje się do pracy po godzinach przynajmniej dwa razy w tygodniu. Co więcej, ponad 30% respondentów twierdzi, że codziennie spędza w pracy więcej czasu niż przewiduje to ich umowa o pracę.

Częściej niż dwa razy w tygodniu pracuje w godzinach nadliczbowych około 32% Polaków. Z kolei tylko niecałe 10% przyznało, że ich czas pracy nigdy nie wykracza poza ustawowo określony limit.

Jak często zostajesz w pracy po godzinach?

Jak często zostajesz w pracy po godzinach?
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie sondy przeprowadzonej w 2015 roku

Maria Jodłowska
Sedlak & Sedlak

Rośnie fala „złych” kredytów we franku?

Niedawno wiodące media poinformowały o niepokojącym wzroście wartości niespłacanych kredytów we franku. Te doniesienia opierały się na kwartalnym raporcie, w którym Komisja Nadzoru Finansowego podsumowała sytuację banków. Po dokładniejszym przeczytaniu analizy opublikowanej przez KNF okazuje się, że alarmujący ton wielu komunikatów prasowych, był po prostu nieuzasadniony. Kolejnym argumentem są dane Biura Informacji Kredytowej z marca 2015 r. Sugerują one, że mniej niż 1,50% rodzin posiadających „frankowy” kredyt, nie spłaciło przynajmniej trzech rat.

W marcu spłacalność „hipotek” była taka jak rok wcześniej

Informacje z niedawnego raportu KNF o sytuacji banków mogą wydawać się bardzo niepokojące dla czytelnika, który tylko pobieżnie je przeanalizował. Według najnowszych danych Komisji Nadzoru Finansowego, w I kw. 2015 r. wartość zagrożonych kredytów mieszkaniowych wzrosła o 1,40 miliarda złotych – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Ta kwota robi o wiele mniejsze wrażenie, gdy porównamy ją z całkowitym zadłużeniem mieszkaniowym Polaków (ok. 370 mld zł pod koniec I kw. 2015 r.). Łączna suma zagrożonych kredytów we franku od stycznia do marca b.r. zwiększyła się o 1,00 miliard złotych. Na wzrost wartości zagrożonych kredytów „frankowych” znacząco wpłynął fakt, że jeden z dużych banków pod naciskiem KNF-u musiał dokonać poważnych korekt w księgowości. Kluczowe było też osłabienie złotówki w stosunku do franka. Po tej zmianie kursowej kredyty, które już wcześniej były zagrożone, dodatkowo zwiększyły swoją wartość bilansową.

Według danych KNF-u z marca 2015 r. około 3,3% wszystkich „hipotek” miało opóźnienie w spłacie powyżej 30 dni (patrz poniższa tabela). W stosunku do końca 2014 r. odsetek kredytów mieszkaniowych z ponad miesięcznym opóźnieniem, wzrósł o 0,20 punktu procentowego (z 3,1% do 3,3%). Pod koniec I kw. 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego odnotowała jednak taki sam udział „hipotek” z opóźnieniem przekraczającym 30 dni (3,3%). Można zatem powiedzieć, że w marcu b.r. poziom ogólnej spłacalności kredytów mieszkaniowych był podobny, jak 12 miesięcy wcześniej.

Aż 98 na 100 "frankowców" nie ma większych opóźnień

Aż 98 na 100 „frankowców” nie ma większych opóźnień

Nadzór finansowy nie podaje odsetka kredytów mieszkaniowych, które są rozliczane we franku szwajcarskim i mają opóźnienie powyżej 30 dni. Odpowiednie informacje na ten temat znajdziemy jednak w najnowszym raporcie BIK-u (zobacz: Raport Kredyt Trendy z czerwca 2015 r.). Warto zwrócić uwagę, że Biuro Informacji Kredytowej posiada dane z innego źródła niż nadzór finansowy – zauważa ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Komisja Nadzoru Finansowego opiera się na statystykach przekazywanych przez banki. Biuro Informacji Kredytowej bazuje na danych z własnego systemu komputerowego.

„Biuro Informacji Kredytowej S.A. gromadzi i udostępnia dane o historii kredytowej klientów banków i SKOK-ów, tj. z całego rynku kredytowego w Polsce. BIK jako największy w kraju zbiór danych o klientach indywidualnych i przedsiębiorcach, posiada w swojej bazie informacje o prawie 130 mln. rachunków należących do 23 mln. klientów indywidualnych. Poprzez realizowanie wymiany informacji kredytowej, BIK wspiera bezpieczeństwo sektora finansowego i jego klientów. Biuro wykorzystuje najwyższe standardy gromadzenia i przetwarzania danych oraz działa na podstawie restrykcyjnych przepisów – Ustawy Prawo bankowe oraz Ustawy o ochronie danych osobowych. ”

Najnowsze statystyki BIK-u wskazują, że od stycznia do marca b.r. odsetek „frankowych” kredytów z dużym opóźnieniem w spłacie (> 90 dni), wzrósł z 1,29% do 1,34%. W swojej analizie Biuro Informacji Kredytowej uwzględniało tylko umowy podpisane po 2004 r. (patrz poniższy wykres). Wcześniejsze kredyty rozliczane we franku, generują mniejsze problemy dla banków i klientów.

Źródło: dane Biura Informacji Kredytowej (Raport Kredyt Trendy z czerwca 2015 r.)
Źródło: dane Biura Informacji Kredytowej (Raport Kredyt Trendy z czerwca 2015 r.)

W I kw. 2015 r. niewielkie zmiany dotyczyły także udziału „frankowych” kredytów z opóźnieniem przekraczającym 30 dni (patrz powyższy wykres). Wspomniana wartość wzrosła z 2,19% do 2,27%. Bazując na tej informacji podanej przez BIK, można wyciągnąć dwa ważne wnioski:

  • pod koniec marca 2015 r. około 98 na 100 kredytów rozliczanych we franku szwajcarskim, spłacano bez większych opóźnień (mowa o kredytach zaciągniętych po 2004 r.)
  • kredyty rozliczane w CHF, których banki udzieliły po 2004 r. nadal cechują się lepszą spłacalnością niż pozostałe „hipoteki”

Najnowsze dane na temat spłacalności „frankowych” kredytów zostały zebrane ponad dwa miesiące po styczniowym wzroście notowań CHF. Można jednak przypuszczać, że sytuacja nie pogorszyła się znacząco w kolejnych miesiącach bieżącego roku. Spora obniżka stopy LIBOR – CHF dobrze skompensowała wpływ droższego franka na poziom rat. Część banków na początku drugiego kwartału uwzględniła znacznie niższą stopę referencyjną. To oznacza, że niektórzy „frankowcy” dopiero w kwietniu b.r. zaczęli spłacać raty z obniżonym oprocentowaniem.

Sytuacja osób posiadających zadłużenie we franku, musi być na bieżąco monitorowana przez KNF oraz BIK. Jednak nic nie wskazuje na to, że wysoki odsetek niespłacanych kredytów będzie dodatkowym argumentem za przewalutowaniem po początkowym kursie CHF/PLN i umorzeniem nawet 40% – 50% zadłużenia. Na podobne rozwiązanie nie zdecydowały się nawet władze Węgier. Kredyty hipoteczne węgierskich rodzin zostały przeliczone po kursie EUR i CHF zbliżonym do stawki rynkowej z III i IV kw. 2014 roku, a odszkodowania od banków obniżyły zobowiązanie przeciętnego klienta o 20%. Trzeba pamiętać, że rząd Viktora Orbana rozpoczął masową konwersję zadłużenia, gdy odsetek niespłacanych kredytów walutowych zbliżył się do 25%.

Autor: Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 25.08.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

XXII Konferencja EuroPower Warszawa 25 – 26 listopada 2015 r.

W dniach 25 – 26 listopada 2015 r. w Hotelu Westin w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Konferencji Energetycznej. W wydarzeniu wezmą udział firmy świadczące usługi dla sektora energetycznego, kluczowi przedstawiciele rynku, regulator oraz administracja centralna i samorządowa. Organizatorem konferencji jest firma MM Conferences S.A. a nasz portal z nieukrywaną przyjemnością objął patronat medialny nad tym wydarzeniem.

EuroPower - Konferencja Warszawa

Spotkanie dotyczy najistotniejszych zmian zachodzących na rynku energii, analizy nowych trendów oraz wspólnego poszukiwania modeli biznesowych, pozwalających najefektywniej realizować przyjęte strategie, dostosowane się do nowych regulacji prawnych.

Zakres tematyczny Konferencji współtworzony jest przez Radę Programową pod przewodnictwem dr Leszka Juchniewicza, w skład  której wchodzą m.in.:

  • Mariusz Zawisza, Prezes Zarządu, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo
  • Krzysztof Zamasz, Prezes Zarządu, ENEA
  • Andrzej Czerwiński, Minister Skarbu Państwa
  • Adam Szejnfeld, Poseł do Parlamentu Europejskiego
  • Piotr Łuba, Partner Zarządzający w Dziale Doradztwa Biznesowego PwC oraz Lider Grupy Energetycznej, PwC w Polsce

Decyzją Rady Programowej kolejna edycja zostanie utrzymana w triadzie społeczeństwo, energetyka i gospodarka, co daje możliwość wieloaspektowego oglądu funkcjonowania polskiej gospodarki. Dyskusji poddane zostaną kwestie poruszane aktualnie przez liderów energetyki na całym świecie: koncepcja unii energetycznej w Unii Europejskiej, wzrost efektywności energetycznej, dekarbonizacja polskiej gospodarki oraz koncepcja regulatora polskiego.

Wydarzenie kierowane jest w szczególności do przedstawicieli takich sektorów jak:

  • Energetyka
  • It
  • Kancelarie/doradztwo/consulting
  • Telekom
  • Budownictwo-pomiar
  • Administracja/instytuty/izby
  • Banki

Więcej informacji znajdziecie Państwo na stronie: http://konferencjaeuropower.pl/
Zapraszamy Państwa do zapoznania się z fotorelacją z poprzedniej edycji wydarzenia.

Niespodziewana słabość dolara

Po wczorajszych spadkach, gdzie minęliśmy ważną barierę 3500 pkt na giełdzie w Szanghaju wydawało się, że poziom 3000 pkt jest nieprzekraczalny. Jednak był. Padł dzisiaj. Ze względu na słabsze dane z Chin inwestorzy ucinają ryzykowne pozycje na innych rynkach, powodując i tam spadki. Spadkom na giełdach towarzyszą spadki na surowcach.

Na giełdzie w Chinach dalej spadki. Główny indeks Shanghai Composite, który jeszcze w czerwcu przekroczył 5000 pkt dzisiaj walczy o utrzymanie się powyżej 3000 pkt. W każdym kraju spadki na giełdzie przekraczające 40% od maksimów muszą budzić niepokoje. Tym bardziej w Chinach, gdzie bardzo duży udział w inwestycjach mają inwestorzy indywidualni, nierzadko inwestujący pożyczone pieniądze. Straty dla inwestorów zagranicznych są tym większe, że w ostatnich tygodniach doszło również do dewaluacji juana. Ludowy Bank Chin na razie nie interweniuje, widząc porażkę swoich poprzednich działań. I to właśnie ta nieskuteczność jest obecnie jedną z głównych przyczyn paniki na rynkach. Dotychczas wierzono w to, że Chiny, mając olbrzymie rezerwy i specyficzny ustrój, mogą ręcznie sterować gospodarką. Jak widać nie mogą. Analitycy oczekują w najbliższych dniach nadzwyczajnej obniżki stóp procentowych. Główna stopa w Chinach w dalszym ciągu znajduje się niemal 5% poziomie, co daje bankowi sporo miejsca na obniżkę.

Problemy rozlały się oczywiście również na inne rynki. Większość dużych giełd europejskich traciła wczoraj około 4%. Wczoraj WIG zanurkował o ok. 6%. Jest to głównie wynik ostrożności inwestorów, wolących przyjąć małe straty, ale poczekać na rozwój sytuacji. Na rynkach surowcowych już czuć zmniejszone prognozy popytu ze względu na problemy w Państwie Środka, będącym bardzo dużym importerem większości głównych surowców. Ropa naftowa Crude spadła poniżej 40 USD, a Brent znajduje się poniżej 45 USD.

Warto również zwrócić uwagę na sytuację na EUR/USD. Para ta gwałtownie rośnie. Jeszcze wczoraj osiągnęła 1,17000, po czym powróciła do przedziału 1,15000-1,16000. Oznacza to, że w ciągu niecałego tygodnia euro podrożało względem dolara o około 5 centów. Co było powodem tak silnego ruchu? Wielu inwestorów korzystało z bardzo niskich stóp procentowych w eurolandzie, pożyczając tam środki pod inwestycje/spekulacje w surowce. Ceny surowców notowane są w USD. W rezultacie po spadkach na surowcach inwestorzy, ucinając pozycję, by nie dopuszczać do strat otrzymują dolary, które natychmiast przewalutowują, by spłacić kredyt.

Poranne dane na temat wzrostu PKB w Niemczech nie zaskoczyły analityków. Wyniósł on zgodnie z przewidywaniami 1,6%. Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:00 – Polska – stopa bezrobocia,
10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 25.08.2015
Komentarz walutowy 25.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal do 4,2600. Poziom ten jest nowym oporem.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 25.08.2015
Komentarz walutowy 25.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, z którego doszło w piątek do wybicia. Dla ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 3,8350. Po powrocie kursu ponad wspomniany poziom 3,9000 kolejnym ważnym oporem są maksima na 3,9350.

USD/PLN

Komentarz walutowy 25.08.2015
Komentarz walutowy 25.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7400 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest minimum lokalne na 3,6600.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 25.08.2015
Komentarz walutowy 25.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 25.05.2015 do 25.08.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8900. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7600.

Tygodniowy czas pracy zgodnie z przepisami

Czy w zakładzie pracy, gdzie obowiązuje 40-godzinny tygodniowy czas pracy, równocześnie istnieje konieczność przebywania 8h dziennie w miejscu zatrudnienia? Czy wystarczającym jest, aby w okresie tygodnia czas przebywania w pracy bilansował się i wynosił 40h, spełniając wymóg 11h przerwy między zakończeniem jednej dniówki i rozpoczęciem następnej?

Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Odpowiada Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Zgodnie z art. 129 k.p. czas pracy nie może przekraczać 8 godzin na dobę i 40 godzin w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym. Jednak kodeks pracy przewiduje możliwość wydłużenia czasu pracy w określonych sytuacjach o których mowa w: art. 135 k.p. (szczególny rodzaj pracy), art. 138 k.p. (praca w ruchu ciągłym), art. 143 k.p. (system skróconego czasu pracy), art. 144 k.p. (weekendowy czas pracy). Podkreślenia wymaga, że nie jest dopuszczalne bilansowanie dni pracy z godzinami pracy, np. ustalenie w jednym tygodniu sześciu dni pracy w pełnym obciążeniu po osiem godzin na dobę, a w innym tygodniu pięciu dni pracy z odpowiednim skróceniem dobowego wymiaru pracy, aby po zbilansowaniu okazało się, że w okresie rozliczeniowym tygodniowa norma nie przekroczyła przeciętnie czterdziestu godzin. Musi być więc zachowana pięciodniowa norma tygodniowa w okresie rozliczeniowym (po zbilansowaniu dni pracy). Bilansowaniu muszą podlegać zarówno godziny, jak i dni pracy. Norma tygodniowa to jednocześnie (równolegle) godziny (przeciętnie 40 godzin tygodniowo w okresie rozliczeniowym) i dni (przeciętnie pięć dni tygodniowo w okresie rozliczeniowym).

Trzeba mieć jednak na uwadze, że zwiększenie liczby dni pracy ponad 5 w pewnych tygodniach nie będzie traktowane nadliczbowo. Co do zasady, tydzień (na co wskazuje wykładnia przepisu art. 129 k.p., który używa zwrotu „przeciętnie”) może być wydłużany, ale ważne jest, aby jednocześnie został odpowiednio zbilansowany. Jeżeli zatem w 4‑tygodniowym okresie rozliczeniowym pracownik będzie pracował przez pierwsze dwa tygodnie po 6 dni, a następne dwa tygodnie po 4 dni to czas zostanie zbilansowany bez konieczności naliczania czasu nadliczbowego. Trzeba przy tym pamiętać o minimalnym 35-godzinnym czasie nieprzerwanego wypoczynku w czasie wykonywania pracy.

Podsumowując, nie można swobodnie bilansować godzin pracy, nie mniej są pewne odstępstwa od tej zasady wynikające z kodeksu pracy. Można natomiast w danym okresie rozliczeniowym bilansować dni pracy pamiętając przy tym o prawie do 35-godzinnego nieprzerwanego wypoczynku.

Toyota na 3. miejscu w rankingu „Change the World” magazynu Fortune

Magazyn Fortune przygotował nowy ranking globalnych przedsiębiorstw – zestawienie, które idzie z duchem czasu. Na liście „Fortune’s Change the World” znalazło się 50 firm, które robią interesy na zmienianiu świata na lepsze. Nie chodzi tu o programy odpowiedzialności społecznej czy o dobroczynność, ale o taki model biznesowy, który przyczynia się do rozwiązywania światowych problemów.

Pierwszy seryjny model na wodorowe ogniwa paliwowe – Toyota MiraiW dzisiejszych czasach kapitalizm nie ma dobrej prasy. Obwinia się go o generowanie biedy, rosnące nierówności społeczne, wywołanie światowego kryzysu, nadmierną eksploatację zasobów oraz degradację środowiska naturalnego. Po 2008 roku zarzuty takie nie są już traktowane jak bajania alterglobalistów, lecz padają z ust czołowych ekonomistów, naukowców i polityków. Z ich wypowiedzi wynika, że stary dobry kapitalizm wymaga reformy, jeśli ma się ostać wobec rosnącego niezadowolenia i piętrzących się problemów.

Redakcja Fortune we współpracy z naukowcami i ośrodkami badawczymi opracowała nowy ranking w tym właśnie duchu. Wybrała w nim 50 światowych koncernów, które znalazły sposób na to, by rozwiązywanie największych bolączek współczesności postawić w centrum swojej strategii biznesowej.

Dobrym przykładem jest najwyżej oceniona w rankingu firma motoryzacyjna, Toyota Motor Corporation. Toyota zajęła trzecie miejsce, zaraz za Vodafone i Google. Jurorzy zwrócili uwagę na dwa kluczowe dla firmy rozwiązania technologiczne, które uczyniły z Toyoty wzór dla całej branży: napęd hybrydowy i napęd na wodorowe ogniwa paliwowe.

Toyota Prius

Wyglądała mało okazale i wywołała masę pełnej niedowierzania krytyki ze strony ekspertów i prasy. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jednym z najbardziej przełomowych samochodów w historii. Prius, pierwszy seryjnie produkowany model hybrydowy, zapoczątkował długi proces rozwiązywania problemu ogromnego zużycia paliwa i emisji spalin przez samochody. 18 lat później model pozostaje najbardziej ekonomicznym autem hybrydowym na świecie, a lada moment poznamy czwartą generację. Toyota rozszerzyła swoją ofertę samochodów hybrydowych do 30 modeli, a w jej ślady poszli inni producenci. Dziś w Japonii hybrydy stanowią 30% sprzedaży nowych samochodów. W Stanach Zjednoczonych jest to 3%, a w Polsce 1%.

Toyota Mirai

Kiedy Prius wchodził na rynek, Toyota prowadziła już prace nad następną rewolucją. Efektem dwudziestoletnich przygotowań jest Toyota Mirai, pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe. Auto, które zadebiutowało w Japonii w grudniu ubiegłego roku, to rozwiązanie bez kompromisów. Napędzane jest wyłącznie wodorem i emituje czystą wodę. Może całkowicie obywać się bez paliw kopalnych, gdyż wodór można produkować z wody lub odpadów przy użyciu energii odnawialnej. Ci, którzy już ją przetestowali, są zachwyceni jej ogromnym potencjałem. Do tego grona należą Arnold Schwarzenegger, Shinzō Abe, premier Japonii, oraz Albert II, książę Monako.

Obok Toyoty w rankingu znalazły się jeszcze dwa koncerny motoryzacyjne – chiński producent autobusów elektrycznych BYD (15. miejsce) oraz Ford (42. miejsce).

Cinkciarz.pl otwiera biuro w USA

0

Spółka Cinkciarz.pl, lider internetowego rynku wymiany walut i jednocześnie jedna z najszybciej rozwijających się firm w Europie Środkowo-Wschodniej, otwiera biuro reprezentacyjne w Chicago, w prestiżowej dzielnicy Michigan Avenue.

Cinkciarz.pl sukcesywnie rozszerza działalność na zagranicznych rynkach, konsekwentnie rozbudowując sieć biur reprezentacyjnych.

Na lokalizację swojego biura Cinkciarz.pl wybrał 401 North Michigan Avenue nad brzegiem rzeki w renomowanej części Chicago. Jest to zabytkowa, a równocześnie prężnie rozwijająca się dzielnica biznesowa. Budynek mieści się w sercu kampusu University of Chicago. Z jego okien można podziwiać zachwycający widok na rzekę Chicago i jezioro Michigan.

– Planujemy dotrzeć z usługami do wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych, którzy wymieniają waluty oraz mają dostęp do rachunków online. Potrzeby klientów w tym zakresie są uniwersalne. Jesteśmy przekonani, że chcieliby oni realizować transakcje szybko, wygodnie i bezpiecznie. Ważne są także konkurencyjne kursy. Taką możliwość zamierzamy im przedstawić. Zależy nam również na wzmacnianiu relacji biznesowych z naszymi partnerami w USA. Przygotowujemy się również do zintensyfikowania działań promocyjnych za oceanem – mówi Kamil Sahaj, dyrektor działu marketingu Cinkciarz.pl.

Debiutowi na amerykańskim rynku będzie towarzyszyć wprowadzenie poszerzonej oferty. Wkrótce marka wejdzie na rynek kolejnych usług finansowych. W kwietniu b.r. spółka z grupy kapitałowej, do której należy Cinkciarz.pl, otrzymała Licencję Instytucji Płatniczej. Serwis wymiany walut na mocy umowy agencyjnej będzie mógł z tej licencji korzystać. To oznacza, że za pośrednictwem portalu będzie można nie tylko wymieniać waluty, ale także zlecać przekazy pieniężne i płatności.

Uruchomienie usług dla obywateli USA planowane jest na 2016 r. Ich realizacja będzie możliwa po uzyskaniu odpowiednich licencji w poszczególnych stanach.
Ponieważ ich pozyskanie jest procesem czasochłonnym i skomplikowanym, spółka rozpoczęła już współpracę z najlepszymi kancelariami prawniczymi w Stanach Zjednoczonych. Kryterium wyboru kancelarii była ich skuteczność w procesowaniu podobnych wniosków licencyjnych przed lokalnymi regulatorami.

W chicagowskim biurze spółki pracę znajdą m.in. specjaliści ds. rozwoju biznesu oraz osoby odpowiedzialne za prowadzenie działań z zakresu marketingu i PR.

Według szacunkowych danych, poza terytorium kraju mieszka nawet 21 mln Polaków i osób pochodzenia polskiego. Największa grupa żyje w USA. Liczy ok. 10 mln osób. O przewadze Chicago jako pierwszej lokalizacji spółki Cinkciarz.pl w USA, zdecydowała pozycja trzeciego (po Nowym Jorku i Los Angeles) pod względem wielkości i zaludnienia miasta w Stanach Zjednoczonych. To jednocześnie największe skupisko Polonii. W okręgu konsularnym Chicago żyje ponad 3.2 mln osób polskiego pochodzenia.

Biuro w Chicago to kolejna po londyńskim City znakomita lokalizacja spółki. W październiku 2013 r. Cinkciarz.pl został pierwszą polską firmą finansową, która otworzyła międzynarodowe biuro w Londynie. Tym samym znalazł się w towarzystwie największych banków inwestycyjnych i instytucji finansowych.