BTFG Audit: Uciekający z Grecji inwestorzy spekulacyjni nie szukają inwestycji w Polsce. Taki kapitał jest mniej korzystny niż bezpośrednie inwestycje

Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit

Nie ma sensu zabiegać o kapitał spekulacyjny, który jest wycofany z ogarniętej kryzysem Grecji uważa Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit. Według niego tego typu inwestorzy równie szybko wydają pieniądze, jak je później wycofują, zwiększając w ten sposób poziom niepewności w gospodarce. Na szczęście Polska nie jest już atrakcyjnym miejscem do tego typu działań.  

Nie sądzę, żebyśmy byli, jako kraj, odbiorcą istotnej części tego kapitału ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit. W ciągu ostatnich 20 lat wydarzyło się już kilka kryzysów i w każdym z tych przypadków wyraźnie było widać, że kapitał jednak wędruje do innych krajów, nie do nas. Polska nie znajduje się na głównym szlaku przepływu kapitałów, co ma swoje wady, ale również i zalety. Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że jeżeli kapitał jest wycofywany, to powoduje to bardzo istotne tąpnięcie na lokalnym rynku finansowym, kapitał jest chimeryczny, może równie szybko przyjść i wyjść, powodując bardzo duże zaburzenia

Prezes firmy doradczej BTFG podkreśla, że Polska potrzebuje innego typu kapitału, inwestycji bezpośrednich, wzmacniających krajową gospodarkę, tworzących miejsca pracy i sprzyjających rozwojowi technologicznemu. I taki właśnie kapitał systematycznie napływa.

– Polska na pewno jest w kręgu zainteresowania wielu istotnych krajów z punktu widzenia finansowego, bo to gospodarka bardzo stabilna – uważa Adam Ruciński. – Może nie widać gwałtownego napływu kapitału, ale dzięki temu nasza gospodarka rośnie stabilnie, nie jest narażona na gwałtowne szoki, co oznacza, że w długim terminie na pewno inwestorzy ją doceniają. Świadczy o tym chyba najlepiej solidna i mocna pozycja polskiej waluty, która jest walutą stabilną i budzącą zaufanie wśród inwestorów. Jeżeli nawet spojrzymy na to, co działo się w Grecji i zmienność złotego, to okazuje się, że ta zmienność jest stosunkowo niewielka.

Stabilność Polska zyskała dopiero w ostatnich latach. Jej zawdzięcza m.in. rekordowo niskie stopy procentowe oraz spadające ostatnio ceny. Od ponad roku zamiast inflacji, z którą przez lata borykała się krajowa gospodarka, można obserwować nieznane wcześniej zjawisko deflacji.

Polska historycznie jest krajem, który dopiero dojrzewa, ale jest coraz częściej postrzegana jako stabilna gospodarka zwraca uwagę Adam Ruciński. Wcześniej byliśmy jednak gospodarką wysokiego ryzyka. To znaczy taką, która musiała zaoferować wysokie stopy zwrotu, by w ogóle kapitał się pojawił. Z jednej strony byliśmy krajem ryzykownym, z drugiej strony nie byliśmy krajem, który dawał tak wysoki potencjalny zysk, dlatego były inne kraje, np. azjatyckie, które bardziej przyciągały inwestorów.

Jak podaje w ostatnim raporcie Narodowy Bank Polski, w 2013 roku napłynęło do Polski 2,2 mld euro inwestycji bezpośrednich, a na koniec tego roku całkowita wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych przekroczyła 160 mld euro.

– Teraz jesteśmy gospodarką bardziej dojrzałą, dlatego charakter inwestycji w Polsce się zmienia podkreśla Adam Ruciński z firmy doradczej BTFG Audit. Jesteśmy krajem, który daje dużą stabilizację, a to w świecie finansów ma znaczenie. Owszem, tracimy kapitał, który chce szybko wejść i szybko zarobić, ale ten kapitał nie jest aż tak interesujący z punktu widzenia stabilizacji polskiej gospodarki.

MAN Polska: załamanie handlu ze Wschodem nie ograniczyło zakupów nowych ciężarówek

Piotr Stański

Polskie firmy transportowe dały sobie radę z kryzysowym spadkiem eksportu na Wschód. Dowodzą tego coraz lepsze wyniki sprzedaży producentów samochodów ciężarowych. Branża podkreśla, że inwestycje transportowców w nowy tabor pozwalają oczekiwać jeszcze lepszych wyników całej gospodarki.

Z badań Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów wynika, że w lipcu zarejestrowano nad Wisłą ponad 1,8 tys. nowych pojazdów ciężarowych, czyli o 43,7 proc. więcej niż przed rokiem. Z tego zdecydowaną większość stanowiły ciągniki samochodowe, których w miesiąc przybyło przeszło 1,2 tys. Mimo że w lipcu zarejestrowano o 12,7 proc. mniej ciężarówek niż w czerwcu, to trzeba pamiętać o tym, że w okresie wakacyjnym tradycyjnie spada aktywność inwestycyjna firm.

–  Wynikami po I półroczu można się tylko chwalić – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Stański, prezes zarządu MAN Truck & Bus Polska. – Biorąc pod uwagę to, że cały rynek europejski dość znacząco rośnie po pierwszych dwóch kwartałach, to jeśli chodzi o samochody ciężarowe w Europie ten rynek jest o około 14 proc. powyżej tego, co mieliśmy szansę oglądać w 2014 roku i dalsze prognozy są także dobre. 

Na rynku dużych samochodów ciężarowych o tonażu przekraczającym 6 ton MAN ma obecnie 16,2 proc. udziału i drugą pozycję w rankingu producentów, co firma uznaje za dobry rezultat. Dobre wyniki firma i cała branży osiągnęła mimo niesprzyjającej sytuacji na arenie międzynarodowej.

– Sytuacja na naszej wschodniej granicy, czyli zarówno stosunki z Rosją, jak i z Ukrainą, zdecydowanie nam nie pomaga – podkreśla Piotr Stański. – Polscy odbiorcy samochodów ciężarowych to głównie firmy, które zajmują się transportem długodystansowym. Cała część Polski od linii Wisły na wschód w dużym stopniu bazowała na kooperacji właśnie z Rosją i Ukrainą. Dzisiaj te możliwości są znacznie ograniczone i w zasadzie trudno mówić o tym, żeby można było się w najbliższym czasie spodziewać jakiegoś powrotu do sytuacji, którą znamy sprzed wielu lat. 

Od początku roku, jak podaje Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów, zarejestrowano w Polsce blisko 13 tys. pojazdów użytkowych o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony. Samych samochodów ciężarowych przybyło od początku roku niemal 12 tys., czyli o 24,8 proc więcej niż w tym samym czasie w 2014 roku. To oznacza, że polskie firmy transportowe mimo radykalnego ograniczenia kursów w kierunku wschodnim z optymizmem oceniają swe perspektywy.

– Wielu firmom udaje się znaleźć alternatywne rozwiązania, innych klientów, innych odbiorców czy inne miejsca – ocenia prezes MAN Truck & Bus Polska. – Dlatego patrząc, jak kształtuje się – choćby w Polsce – rynek samochodów ciężarowych, który jest w zasadzie takim barometrem tego, czego w ogóle gospodarczo należy się spodziewać i co można zaobserwować, można powiedzieć, że sytuacja jest zdecydowanie bardzo dobra. 

Optymizm polskich transportowców udziela się również producentom ciężarówek. MAN, inwestując w prace badawczo-rozwojowe nad nowymi rozwiązaniami i modelami samochodów, zwraca uwagę na potrzeby klientów, także kierowców z Polski, dla których kabina ciężarówki często jest drugim domem.

– W tych pracach nad nowymi rozwiązaniami uczestniczą również nasi odbiorcy – deklaruje prezes Piotr Stański z MAN Truck & Bus Polska. – Powołaliśmy taki zespół, gdzie klienci, również klienci z Polski, spotykają się z naszymi konstruktorami, spotykają się z ludźmi, którzy są odpowiedzialni za design w naszym koncernie, po to, żeby móc wypracować najlepsze rozwiązania, począwszy od aerodynamiki, kształtu, poprzez ekonomikę jazdy, aż po zbadanie tego, która z leżanek sprawdza się lepiej w codziennym użytkowaniu. 

J. Michalak: Grupa Atlas planuje ekspansję poza granice Europy. Będzie to rynek o znacznym potencjale wzrostu sprzedaży

0

Jacek Michalak

Grupa Atlas kończy budowę trzeciego zakładu na Białorusi. Choć z powodu kryzysu na Ukrainie musiała odłożyć ekspansję w Kazachstanie, to w ciągu kilku miesięcy znane powinny być szczegóły ekspansji poza granice Europy. Wiceprezes ds. rozwoju spółki Jacek Michalak zapewnia, że będzie to miejsce o bardzo dużym potencjalne wzrostu sprzedaży. Pozytywne tendencje widoczne są również w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

– Nasze plany inwestycyjne skupiają się wokół Białorusi. W Polsce mamy na ten moment wystarczające zdolności produkcyjne, oczywiście ciągle przeprowadzamy jakieś remonty, modernizacje, ale te duże inwestycje są na Białorusi – mówi Jacek Michalak, wiceprezes ds. rozwoju spółki Atlas.

Plany Grupy Atlas dotyczące wschodnich sąsiadów Polski obejmują budowę zakładu wytwarzającego papę. Realizacja tego projektu jest już na ukończeniu. Na Białorusi inwestycje obejmą także produkcję materiałów do hydroizolacji. Spółka myśli także o innych krajach jako potencjalnych miejscach do otwarcia zakładów produkcyjnych.

Myślimy o ekspansji poza te miejsca, w których jesteśmy. Byliśmy bardzo blisko ekspansji do Kazachstanu, ale sytuacja na Ukrainie to skomplikowała i ten projekt jest w pewien sposób odłożony później – informuje prezes Michalak

Grupa Atlas ma również poważane plany względem ekspansji poza granice Europy. Jak podaje wiceprezes ds. rozwoju łódzkiej spółki, więcej informacji na ten temat pojawi się za kilka miesięcy.

Rozmawiamy o ekspansji na inny kontynent i być może w perspektywie kilku miesięcy będziemy mogli powiedzieć, że startujemy w zupełnie nowym miejscu, dość zaskakującym, na nowym kontynencie. Bez wątpienia szukamy możliwości rozwoju, gdyż ten fragment Europy, w którym się znajdujemy, jest już bardzo rozwinięty i siłą rzeczy duży producent musi poszukiwać nowych rynków zbytu – wyjaśnia Jacek Michalak.

Rozmówca zdradza, że strategia zagranicznej ekspansji spółki dotyczy rynków rozwiniętych mniej niż europejskie. Chodzi o miejsca z dużym potencjałem wzrostu sprzedaży chemii budowlanej.

2015 rok to jest dobry okres dla Atlasa, dobry z różnych względów. W sposób ciągły zwiększamy naszą ofertę produktową, więc siłą rzeczy pojawiają się nowe wyroby i te nowe wyroby w różny sposób adaptują się na rynku i znajdują swoje miejsce – tak ekspert ocenia tegoroczne perspektywy biznesowe spółki.

Grupa Atlas kładzie znaczny nacisk na edukację. Firma ponosi duże nakłady na szkolenia swoich wykonawców i uczy, jak prawidłowo wykorzystywać z materiałów budowlanych. Prowadzone działania przekładają się na wzrost aktywności spółki, zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Mimo że za wschodnią granicą, czyli na Ukrainie i w krajach byłego Związku Radzieckiego, jest trudna sytuacja, to te prognozy są optymistyczne – mówi prezes Michalak.

Na dobrą sytuację Grupy Atlas wypływają wzrostowe tendencje widoczne na krajowym rynku oraz otwarcie nowych kanałów zagranicznych. Jest to związane m.in. ze zwiększoną emigracją Polaków na Wyspy Brytyjskie czy do Irlandii.

Obserwujemy coraz większą sprzedaż naszych materiałów budowlanych właśnie do tych dwóch krajów za sprawą Polaków, ich firm wykonawczych i ich aktywności. Dodatkowo Atlas jest głównym graczem na rynku białoruskim – komentuje rozmówca.

Spółka Atlas została założona w 1991 roku, a dziś jest krajowym liderem na rynku chemii budowlanej. Przychody grupy wynoszą ponad 1 miliard złotych rocznie. Firma zatrudnia około 2 tys. osób.

Przewalutowanie kredytów walutowych na koszt banków może naruszać konstytucję. Polsce grożą duże straty

Bartosz Merczyński

Wprowadzenie przepisów, które kosztem banków złagodzą zasady spłacania kredytów walutowych, może naruszyć konstytucję i podważyć zobowiązania międzynarodowe Polski – uważają prawnicy. To oznacza, że banki mogą zyskać prawo do odszkodowań​ – na bazie polskiego prawa i międzynarodowych umów – w razie wprowadzenia niekorzystnych dla nich ustaw.

Przyjęty przez Sejm projekt ustawy o zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych zakłada, że zadłużony będzie mógł w ciągu najbliższych pięciu lat wystąpić o przewalutowanie kredytu na złote po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej. Będzie ono polegało na wyliczeniu różnicy między wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia danego kredytobiorcy, gdyby kredyt był w złotym, a nie we franku. 90 proc. różnicy ma ponosić bank. To może być niegodne z polskim prawem.

Banki miały pełne prawo udzielać tych kredytów, sądząc i działając w zaufaniu do państwa, że reguły nie będą zmienione w trakcie gry, że po kilku latach nagle nie zostanie wprowadzony instrument ustawowy, który wywraca do góry nogami całą istotę kredytu denominowanego i cały rozkład ryzyka – podkreśla  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Bartosz Merczyński, szef działu procesowego kancelarii Allen & Overy. – W naszej ocenie narusza to art. 2 Konstytucji i może być podstawą do roszczeń.

W jego ocenie, jeżeli Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że ta ustawa jest niezgodna z konstytucją, to banki będą mogły – w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego – dochodzić roszczeń od Skarbu Państwa. Duże zagrożenie wynika również z tzw. BIT-ów, czyli międzynarodowych umów w sprawie popierania i wzajemnej ochrony inwestycji.

Większość z tych banków, które mają portfel kredytów frankowych, to są banki zagraniczne i jeżeli ich akcjonariusze poniosą szkodę polegającą na tym, że w wyniku działań ustawodawcy wartość ich akcji spadnie znacząco, będą oni mogli dochodzić roszczeń odszkodowawczych przed międzynarodowym arbitrażem na podstawie tych umów – wyjaśnia Bartosz Merczyński.

Polska zawarła tego typu umowy m.in. z Hiszpanią, Portugalią, Niemcami, Holandią oraz ze Stanami Zjednoczonymi, czyli państwami, w których siedziby mają akcjonariusze znaczących banków, które są zaangażowane w proces kredytowania we frankach.

Zdaniem eksperta wprowadzenie ustawy będzie sygnałem ostrzegawczym dla inwestorów, którzy biorą Polskę pod uwagę jako siedzibę swoich fabryk czy siedzib.

Inwestorzy zagraniczni, wybierając kraj, w którym inwestują, budują swoje fabryki, w którym zatrudniają pracowników, podejmują swoje decyzje m.in. w oparciu o profil ryzyka regulacyjnego, czy profil ryzyka politycznego danego państwa. Jeżeli są wprowadzane tak gwałtowne zmiany, to Polska może stać się krajem mniej atrakcyjnym – mówi szef działu procesowego kancelarii Allen & Overy.

To zaś może nieść za sobą znacznie gorsze skutki ekonomiczne niż koszty wypłacania odszkodowań z kasy państwa.

Jeżeli w tym kierunku będzie szła polityka, jeżeli Polska będzie stawała się w oczach inwestorów zagranicznych krajem o podwyższonym profilu ryzyka politycznego i regulacyjnego, to takie niespodzianki jak niedawna decyzja koncernu Jaguar Land Rover o zlokalizowaniu inwestycji wartej 7 mld zł na Słowacji, a nie w Polsce będą niestety coraz częstsze – prognozuje Bartosz Merczyński.

Poprawia się sytuacja na rynku mieszkaniowym. Deweloperzy budują na potęgę

Robert Moritz

Coraz lepsza sytuacja na rynku mieszkaniowym skłania deweloperów do zwiększenia skali inwestycji. Na rynku komercyjnym także mają o co walczyć. Szansą są przede wszystkim inwestycje związane z rozbudową nieruchomości dla firm outsourcingowych i usług dla biznesu, budujący muszą jednak większą wagę przywiązywać do otoczenie inwestycji.

Na rynku mieszkaniowym sytuacja jest bardzo dobra. Deweloperzy budują na potęgę, myślę więc, że konkurencja będzie coraz większa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Robert Moritz, prezes zarządu Alty. – Od wielu lat zajmujemy się przygotowywaniem i tworzeniem przestrzeni dla deweloperów i jest to dla nas bardzo dobry okres.

Moritz podaje przykład działki, którą Alta miała w Katowicach, przy ul. Bażantów. W częściach kupował ją od spółki deweloper Murapol. Ostatni fragment działki Alta sprzedała pod koniec lipca za 5,2 mln zł. Cała transakcja z Murapolem była warta ponad 20 mln zł. Prezes zarządu Alty ocenia, że ciągłe zainteresowanie tej spółki gruntami w Katowicach świadczy o dobrej koniunkturze w budownictwie mieszkaniowym.

Widzimy też bardzo duże zainteresowanie takimi samymi produktami w Siewierzu Jeziornie, które oczywiście mają zupełnie inną skalę, ale i dużo większą zyskowność – mówi Moritz.

Dla Alty sprzedaż nieruchomości to element strategii, która zakłada skoncentrowanie się na projekcie budowy pierwszego polskiego miasta zrównoważonego w Siewierzu Jeziornej. Wcześniej Alta sprzedała nieruchomości handlowe w Zabrzu, Ostrzeszowie i Sycowie.

Siewierz Jeziorna to powstające od podstaw miasto, które – zgodnie z teorią miasta zrównoważonego – ma łączyć funkcje mieszkalne, komercyjne i rekreacyjne w najlepszy dla mieszkańców sposób i być całkowicie samowystarczalne. Projekt ma powierzchnię 120 hektarów i powstaje przy północnej granicy aglomeracji śląskiej.

Moritz podkreśla, że przy projektowaniu Siewierza Jeziornej Alta wzięła pod uwagę trendy na rynku nieruchomości komercyjnych.

W wielkich miastach rynek nieruchomości komercyjnych jest bardzo nasycony. Uważam jednak, że deweloperzy mają o co walczyć, muszą jednak przywiązywać wagę nie tylko do jakości nowych biurowców, które są bardzo potrzebne, bo powstają coraz to nowe centra obsługi danych czy outsourcingowe, lecz także do tego, co jest dookoła. W Siewierzu Jeziornie przeznaczyliśmy prawie 14 hektarów na tego typu działalność. Spodziewamy się, że sąsiedztwo zrównoważonego miasta, czyli dobrego miejsca do mieszkania, będzie olbrzymim atutem – ocenia Moritz.

O połowę wzrosła liczba rejestracji aut hybrydowych. Wciąż jednak są rzadkością

Jan Okulicz

W pierwszym półroczu rynek samochodów hybrydowych w Polsce wzrósł o ponad połowę. Nie oznacza to jednak boomu w branży, bo wciąż takich aut jest u nas ok. 10 tys. Jak przekonują eksperci, związane jest to przede wszystkim z brakiem zachęt i przywilejów dla ich właścicieli. Większość polskich samorządów wciąż nie zdaje sobie sprawy z konieczności promowania proekologicznych samochodów, co w niedalekiej przyszłości może zakończyć się surowymi karami nałożonymi przez UE.

Przyszłość aut hybrydowych jest dość problematyczna, bo jako jeden z niewielu krajów europejskich Polska nie wprowadziła żadnych przywilejów, które dodawałyby tym samochodom atrakcyjności – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Okulicz, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Poszczególne rządy dosyć mocno broniły się przed wprowadzaniem ustaw, które by premiowały właścicieli takich samochodów tak, jak to ma miejsce na świecie.

Jak wynika z danych Instytutu Samar, w I połowie roku rynek samochodów hybrydowych wzrósł o 51 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2014 roku. Od stycznia do czerwca 2015 roku zarejestrowano 2458 hybryd, a w tym samym półroczu rok wcześniej było ich tylko 1624.

Według Jana Okulicza mimo dobrych statystyk w Polsce wciąż takich samochodów jest niewiele.

Suma 10 tys. hybryd nie jest przesadzona, bo rocznie sprzedaje się maksymalnie 3-4 tys. takich samochodów – wylicza ekspert. – Właściwie wszystkie marki mają w swojej ofercie samochody hybrydowe lub elektryczne.

Jak podkreśla ekspert, plusem jest to, że rośnie świadomość kierowców. Przy zakupie auta Polacy coraz większą wagę przywiązują do jakości i spalania, zwracają także uwagę na poziom emisji.

Powoli odchodzimy od silników dieslowskich, chociaż olej napędowy jest ciągle tańszy od benzyny. Ludzie pod wpływem informacji prasowych i różnych europejskich i amerykańskich trendów uwierzyli w to, że samochody na paliwa alternatywne mają wartości, które dodają im atrakcyjności. Są ciche, niewiele palą, a w niektórych krajach są jeszcze uprzywilejowane – mówi ekspert.

Na przykład w Norwegii zakup samochodów elektrycznych zwolniony jest z VAT-u, podatku od zakupu czy podatków drogowych i opłat parkingowych. W Rumunii natomiast zakup aut ekologicznych wiąże się z dopłatami rządowymi w wysokości w przeliczeniu na złotówki nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. W Polsce takich zachęt brakuje.

Problemem jest również brak uprzywilejowania właścicieli takich aut w miastach. Dotąd 16 miast wprowadziło różnego typu udogodnienia, ale w ocenie eksperta ich skala wciąż jest niewielka.

– Warszawa jest na niechlubnym końcu rankingu miast, które mają jakieś ułatwienia, bo to tylko możliwość wjazdu na Oś Stanisławowską, czyli Nowy Świat, i Krakowskie Przedmieście. Kraków potrafił jednak stworzyć uchwałę radnych, która pozwala samochodom niskoemisyjnym, czyli przede wszystkim hybrydowym, wjechać tam, gdzie inne nie mogą, czyli na Starówkę, i zaparkować wszędzie za dość nieduże pieniądze – wyjaśnia Okulicz. – Do miast, które się pozytywnie wyróżniają, należy także Szczecin. Opiera się Poznań. Bydgoszcz, Lublin i cała ściana wschodnia jeszcze się jakoś nie mogą z tym problemem uporać, ale myślę, że to tylko kwestia czasu.

Ekspert podkreśla, że polskie miasta nie są gotowe pod względem infrastrukturalnym na szybki wzrost liczby aut elektrycznych. UE stawia jednak pewne wymagania w tym zakresie.

Dyrektywy, które nakładają obowiązek wybudowania określonej liczby stacji ładowania czy stworzenia infrastruktury, traktowane są jako straszak czy zła bajka – ostrzega Jan Okulicz. – Niedługo unijne przepisy, które mówią, że do 2020 roku trzeba będzie wprowadzić taką infrastrukturę, skończą się ściąganiem kar, które Polska będzie musiała zapłacić. To będzie dla nas przykra niespodzianka – dodaje.

Płatność bezgotówkową oferuje tylko 5 proc. małych firm. Rozwiązaniem mogą być terminale mobilne

0

Piotr Waś

Przyszłością bezgotówkowych transakcji mogą być mPOS-y, czyli kieszonkowe terminale, które umożliwiają transakcję za pomocą smartfona lub tabletu. Ich dzierżawa jest tańsza niż klasycznych terminali, dlatego to rozwiązanie korzystne jest przede wszystkim dla najmniejszych przedsiębiorców. Akceptacja płatności bezgotówkowych jest już rynkowym standardem, jednak w Polsce wciąż oferuje ją zaledwie 5 proc. małych firm.

Wprowadzamy na rynek nową kategorię terminali, czyli mPOS-y, które komunikują się ze smartfonami i tabletami, a za ich pośrednictwem pozwalają zrealizować płatność. Przed nami jeszcze długa droga – ten rodzaj terminali dobrze przyjął się we Włoszech, gdzie w półtora roku sprzedaliśmy 60 tys. urządzeń, ale w Polsce także powoli zdobywają popularność – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Waś, country manager Ingenico, odpowiedzialny za Polskę i kraje bałtyckie.

W Europie Zachodniej i USA mobilne terminale cieszą się dużym zainteresowaniem. We Włoszech tylko w ciągu pół roku od ich wprowadzenia na zakup zdecydowało się 45 tys. przedsiębiorców. W tym czasie przeprowadzono ok. 1 mln transakcji. Raport Smart Insight prognozuje, że w 2018 roku będzie działać już 52 mln tych urządzeń, a łączna wartość transakcji przekroczy 5,4 mld dolarów. Również przedsiębiorcy w Polsce otwierają się na mPOS-y, do lipca mogli wziąć udział w programie Warto Kartą i bezpłatnie testować mobilny czytnik kart płatniczych Ingenico iCMP.

Świat widzi w takich urządzeniach przyszłość. Znakomicie sprawdzają się na rynku amerykańskim i azjatyckim, dlatego nie ma powodu, by nie sprawdziły się w Europie – przekonuje Waś. – Dołączają kolejne kraje, oprócz Polski realizujemy projekt na Węgrzech, w Gruzji i Rosji. To ciekawy segment.

Urządzenia typu mPOS łączą się za pomocą bluetooth z urządzeniem mobilnym i w ten sposób umożliwiają przyjmowanie płatności dokonywanych za pomocą kart płatniczych.

Z drugiej strony mówimy o terminalach klasycznych, które komunikują się z siecią np. za pomocą karty GSM i stają się coraz bardziej popularne. Mniej więcej 50 proc. naszej sprzedaży to właśnie takie terminale, używane zresztą w wielu biznesach – zaznacza ekspert Ingenico.

Terminale mPOS są korzystne przede wszystkim dla małych przedsiębiorstw czy osób prowadzących jedno- lub kilkoosobową działalność. Są znacznie tańsze w dzierżawie niż klasyczne terminalne, a ze względu na wymiary sprawdzają się np. w taksówkach czy u osób prowadzących niewielką działalność usługową.

Rynek mobilny będzie bardzo szybko rósł, w tym również mPOS-y. Coraz więcej małych firm używa też terminali klasycznych, przenośnych, zasilanych bateriami umożliwiającymi łączność przez Wi-Fi czy sieci operatorów komórkowych – analizuje Waś.

Jak wynika z badania firmy Polasik Research, zaledwie ok. 5 proc. małych firm akceptuje płatności kartą. Pozostali dużo na tym tracą – według badań Visa Europe nawet co czwartego klienta. Terminale pozwalają również zwiększyć obroty firmy, bo klienci nieograniczani posiadaną przy sobie gotówką są w stanie wydać znacznie więcej.

– W tej chwili rynek rozwijający się w oparciu o małe przedsiębiorstwa będzie rósł znacznie szybciej niż ten klasyczny rynek dużych detalistów, który został już zaadresowany, a na którym populacja terminali właściwie jest w pełni dostępna – podkreśla ekspert.

W wielu krajach stosowane są terminale biometryczne, które umożliwiają przyjęcie płatności np. poprzez odcisk palca. Dobrze przyjęły się natomiast w Afryce i Azji. Do Indii firma Ingenico dostarczyła 31 tys. bezprzewodowych terminali z czytnikami linii papilarnych.

Jeśli kraje europejskie pójdą w stronę biometrii, będą chciały o to oprzeć identyfikacje klientów, to jesteśmy do tego gotowi. Jak na razie nie widzę jednak dużego zainteresowania takimi projektami w Europie – ocenia Piotr Waś.

Z powodu zanieczyszczenia powietrza w Polsce przedwcześnie umiera 45 tys. osób

Andrzej Guła

Zanieczyszczenia powietrza, pochodzące głównie z niskiej jakości pieców do ogrzewania domów, są zabójcze dla człowieka. Z tego powodu przedwcześnie umiera około 45 tys. osób, a około 10 proc. populacji choruje na astmę. W Krakowie odsetek dzieci chorujących na astmę oskrzelową jest prawie trzykrotnie większy niż w innych regionach kraju. Sześć z dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych europejskich miast znajduje się w Polsce.

Niska emisja, czyli zanieczyszczenia komunikacyjne, zanieczyszczenia pyłem zawieszonym, wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi i cały szereg substancji, którymi oddychają Polacy, mają wiele konsekwencji zdrowotnych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Guła, ekspert inicjatywy obywatelskiej Polski Alarm Smogowy (PAS).

To przede wszystkim choroby układu górnych dróg oddechowych, czyli takie schorzenia jak astma. Jak wynika z danych Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP w Polsce 10  proc. populacji choruje na astmę, a 5 proc. – na POChP (przewlekłą obstrukcyjną chorobę płuc – red.). To w sumie blisko sześć milionów osób.

W Krakowie, gdzie skala problemu czystości powietrza jest największa, odsetek dzieci zapadających na astmę oskrzelową jest trzykrotnie większy niż na obszarach dużo mniej zanieczyszczonych. W stolicy Małopolski wynosi 16 proc., w całym kraju – około 6 proc.

Ale niska emisja, jak ostrzega Andrzej Guła, powoduje także poważniejsze schorzenia. To nowotwory wywołane przez wdychanie takich rakotwórczych związków jak benzoalfapiren. Jak szacuje Komisja Europejska, w wyniku poważnego zanieczyszczenia powietrza w Polsce przedwcześnie umiera około 45 tys. osób.

To cena, którą płacimy za nierozwiązany, a bardzo poważny problem szkodliwych związków znajdujących się w powietrzu – wskazuje Andrzej Guła. – Skala zanieczyszczenia jest u nas wciąż bezprecedensowa, dużo wyższa niż to, z czym mają do czynienia mieszkańcy innych europejskich krajów.

Według ostatniego rankingu Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska wśród pierwszych dziesięciu europejskich miast o najgorszej jakości powietrza sześć leży w Polsce (Kraków, Nowy Sącz, Gliwice, Zabrze, Sosnowiec i Katowice), cztery pozostałe to miasta bułgarskie.

Poprawa jakości powietrza była do tej pory chyba najbardziej zaniedbanym obszarem polityki ekologicznej państwa – uważa Andrzej Guła. – Jeśli chcemy skutecznie walczyć z zanieczyszczeniami, to musimy działać kilkutorowo.

Zdaniem eksperta PAS przedsięwzięcia powinny dotyczyć zarówno ograniczenia tzw. niskiej emisji, czyli tego, co wydobywa się z domowych kotłów, jak i zanieczyszczeń samochodowych oraz tych pochodzących z przemysłu. W przypadku takich związków jak wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (np. rakotwórczy mutagen benzoalfapiren) niska emisja jest głównym źródłem zanieczyszczeń, odpowiada za 90 proc. Na drugim miejscu jest transport, a w dalszej kolejności przemysł.

Statystyczny mieszkaniec Krakowa rocznie przyjmuje tyle rakotwórczego benzoalfapirenu, oddychając krakowskim powietrzem, jak gdyby wypalił 2,5 tys. papierosów – podkreśla Andrzej Guła. – W Londynie, który w latach 50. także miał problem z niską emisją, dziś byłoby to 25 papierosów. To pokazuje, jaka przepaść dzieli nas od innych krajów europejskich, które już dawno poradziły sobie z tym problemem poprzez m.in. wprowadzanie regulacji dotyczących emisyjności kotłów i dopuszczenie określonej jakości paliwa na rynek.

Takie narzędzia daje polskim samorządom nowelizacja ustawy Prawo ochrony środowiska. Prace nad nią kończy parlament.

Jujubee chce dołączyć do największych polskich producentów gier. Widzi szansę w dystrybucji cyfrowej

0

Michał Stępień

Obecna od początku sierpnia na rynku NewConnect spółka Jujubee wiąże duże nadzieje ze sprzedażą gier na komputery i konsole przez platformę internetową Steam. Producent nie wyklucza współpracy z dystrybutorami i sprzedaży pudełkowej dużych produkcji, np. gry „Kursk”, ale sam zamierza się nadal koncentrować na kanałach online.

 W tej chwili największy potencjał ma dla nas Steam, czyli sklep cyfrowy, który umożliwia dystrybucję gier na PC i MAC, a także na nowy dla nas rynek, ale także bardzo atrakcyjny i obiecujący, czyli konsole – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Stępień, prezes zarządu firmy Jujubee.

Jujubee ma ambicję dołączyć do czołowych polskich producentów gier komputerowych. Do tej pory katowicka firma była znana przede wszystkim z gier na urządzenia mobilne, a największym hitem były dwie części gry wyścigowej „Flashout”. Obecnie w produkcji jest „Kursk” – gra na komputery i konsole, której fabuła nawiązuje do zatonięcia rosyjskiego okrętu podwodnego o tej nazwie.

Firma planuje wypuścić „Kursk” na rynek pod koniec 2016 r. (w wersji na konsole nieco później). Spółka liczy na to, że będzie to pierwsza w historii firma gra, którą będzie można kupić na fizycznym nośniku w tradycyjnym sklepie. Docelowo Jujubee liczy na do 200 tys. klientów (po połowie na komputery stacjonarne i konsole).

Aktualnie wszystkie gry dystrybuujemy cyfrowo. Z jednej strony to ogranicza koszty, z drugiej strony mamy pełną kontrolę nad produktem. Planujemy jednak wejść także w sprzedaż pudełkową, na pewno na ten temat będziemy rozmawiać ze światowymi wydawcami w sprawie Kurska”, już teraz się z nami kontaktują. Rozmawialiśmy z nimi na targach w Kolonii, mam nadzieję, że wyniknie z tego coś interesującego – mówi Stępień.

Gry na urządzenia mobilne – do tej pory główny produkt Jujubee – są dystrybuowane przez firmowe sklepy z aplikacjami, czyli Play Store dla systemu Android i AppStore dla iOS. To właśnie platforma Apple&HASH39;a, czyli urządzenia takie jak iPhone&HASH39;y i iPady, stanowią dla firmy obecnie główny rynek.

Jak podkreśla Stępień, produkcja gier nie jest prostym biznesem, ale stała się polską specjalnością. Ważne są wyróżniające się produkty, a do ich stworzenie potrzebni są z kolei dobrzy pracownicy.

W naszym przypadki nie ma z tym dużego problemu, ponieważ jesteśmy ulokowani na Śląsku, gdzie jest kilka uczelni kształcących programistów, grafików czy osoby, które chcą pracować w branży gier. Oczywiście konkurujemy o pracownika, ale jak na razie z sukcesami, cały czas nasz team się rozwija i do końca tego roku planujemy zatrudniać jeszcze 20 osób – zapowiada Stępień.

Dodaje, że choć nie jest to najłatwiejszy rynek, to Jujubee radzi sobie na nim bardzo dobrze. Spółka przez dwa ostatnie lata generowała zysk (366 tys. zł w 2013 r. i 451 tys. zł), a w tym roku oczekuje zarobków na rekordowym poziomie. W pierwszym półroczu zarobiła na czysto 112 tys. zł, a druga połowa roku jest zwykle lepsza. Jak wyjaśnia Stępień, dobre wyniki finansowe to podstawa do tego, by w ślad choćby za produkującym „Wiedźmina” CD Projektem Jujubee zaczęło konkurować na światowych rynkach.

Jesteśmy w stanie konkurować z firmami z zagranicy. Sądzimy, że nasze gry, zwłaszcza te, które ukażą się w najbliższym czasie, będą prezentować na tyle wysoką jakość, że spodobają się nawet bardzo wymagającym – twierdzi Stępień.

Mercedes-AMG C 63 Coupé najbardziej sportowa Klasa C wszech czasów

Oto kolejny przełomowy moment w historii marki Mercedes-AMG – najnowsza Klasa C 63 Coupé reprezentuje następny etap technologicznej i wizualnej odrębności. Daleko idące modyfikacje widoczne są tu już na pierwszy rzut oka: poszerzone nadkola, szerszy rozstaw kół i większe koła nadają Coupé muskularną prezencję, a jednocześnie zapewniają warunki dla osiągania wysokich przyspieszeń poprzecznych i wzdłużnych. C 63 Coupé napędza 4-litrowy silnik V8 biturbo o mocy 350 kW (476 KM) lub 375 kW (510 KM), skonstruowany przez inżynierów Mercedes-AMG. W Affalterbach zaprojektowano również wyrafinowane zawieszenie AMG RIDE CONTROL z elektronicznie sterowanymi amortyzatorami, specjalnie zestrojony system wyboru profilu jazdy AMG DYNAMIC SELECT, tylny dyferencjał o ograniczonym poślizgu oraz aktywne poduszki silnika.

Jako najczęściej wybierany model Mercedes-AMG, Klasa C stanowi podstawę sukcesu sportowej marki Mercedes-Benz. Udział wersji Coupé systematycznie rósł od chwili jej premiery w 2011 roku – a kulminacyjnym momentem tej kariery był debiut wariantu C 63 AMG Coupé Black Series.

„Nowa Klasa C 63 Coupé ucieleśnia naszą koncepcję rozwoju: oferuje imponującą dynamikę jazdy i łączy ją z większą efektywnością paliwową” – mówi Tobias Moers, Prezes Zarządu Mercedes-AMG GmbH. „Zmiany te podkreśla muskularny design Coupé. Nasi klienci mogą więc doświadczyć postępu każdym ze swoich zmysłów: widzieć go, słyszeć, czuć, no i oczywiście poprowadzić!”.

Światowa premiera Mercedesa-AMG C 63 Coupé odbędzie się 15 września, w dniu inauguracji targów motoryzacyjnych we Frankfurcie. Pierwsze egzemplarze wyjadą na drogi w marcu 2016 roku.

Dane techniczne modelu w skrócie:

  Mercedes-AMG C 63 S Coupé Mercedes-AMG C 63 Coupé
Pojemność 3982 ccm 3982 ccm
Moc maks. 375 kW (510 KM)
przy 5500-6250 obr./min
350 kW (476 KM)
przy 5500-6250 obr./min
Maks. moment 700 Nm
przy 1750-4500 obr./min
650 Nm
przy 1750-4500 obr./min
Średnie zużycie paliwa (NEDC) 8,6-8,9 l/100 km 8,6-8,9 l/100 km
Emisja CO2 200-209 g/km 200-209 g/km
Klasa efektywności E E
Masa własna (DIN/EC) 1725 kg* / 1800 kg** 1710 kg* / 1785 kg**
Przyspieszenie
0-100 km/h
3,9 s 4,0 s
Prędkość maks. 250 km/h*** 250 km/h***

 

* Pojazd gotowy do jazdy (zbiornik paliwa pełen w 90%, bez kierowcy i bagażu); ** Pojazd gotowy do jazdy (zbiornik paliwa pełen w 90% full, z kierowcą – 68 kg i bagażem – 7 kg); *** Ograniczona elektronicznie; 290 km/h z pakietem Kierowcy AMG

Fascynujący design wizualizuje niezrównane osiągi

Mercedes-AMG C 63 Coupé fascynuje od pierwszego spojrzenia. Ma imponujące proporcje, a wyrazisty design zdecydowanie odróżnia go od modelu Mercedes-Benz – oba samochody dzielą jedynie te same drzwi, dach i pokrywę bagażnika. Mocarny, 8-cylindrowy silnik w połączeniu z szerszym rozstawem przednich i tylnych kół wymagały znacznego przeprojektowania przedniego pasa oraz poszerzenia nadkoli. Coupé w wydaniu AMG jest więc o 64 mm szersze z przodu i o 66 mm z tyłu – wszystko w imię lepszego trzymania się drogi.

Większe nadkola mieszczą szersze ogumienie (do 255 mm na przedniej osi i do 285 mm na tylnej), przyczyniające się do poprawy dynamiki poprzecznej, zapewnienia lepszej trakcji oraz większej zwinności. Równocześnie, aby skutecznie przenieść i skompensować ekstremalne siły generowane w układzie napędowym i jezdnym, w kluczowych miejscach wzmocniono strukturę nadwozia. Model otrzymał też specjalną ramę tylnej osi.

Dłuższą o 60 mm aluminiową pokrywę silnika zdobią dwa charakterystyczne wybrzuszenia, podkreślające muskularne oblicze nowego Coupé. Ekstremalnie szeroki przedni pas wyróżnia się także imponującymi wlotami powietrza i prowadnicami powietrza, które zapewniają odpowiedni „oddech” elementom układu chłodzenia. Nisko poprowadzona, przedzielona „podwójnym ostrzem” osłona chłodnicy w kształcie strzały optycznie obniża środek ciężkości samochodu. Typowy dla maszyn AMG przedni spojler w kształcie litery „A” pełni też funkcję deflektora powietrza dla trzech wlotów powietrza w zderzaku, a splitter pomaga w ograniczeniu zjawiska unoszenia przedniej osi.

Także z profilu Coupé prezentuje się w unikalny sposób – ma duże koła z charakterystycznymi obręczami i specjalnie wyprofilowane progi. Zastosowanie całkiem nowych elementów karoserii zamiast dokładania spojlerów sprawia, że nie ma tu żadnych estetycznych kompromisów – każde połączenie i każdy kontur tworzą harmonijną całość. Widziany z tyłu, C 63 Coupé zwraca uwagę płynnie opadającą linią dachu oraz głębokim przetłoczeniem tylnego błotnika, którego rzeźbę podkreślają zmienne warunki oświetlenia. Nie zabrakło też istotnych detali: typowo dla aut sportowych, boczne lusterka zamontowano nie w rogach przednich szyb, ale na drzwiach.

Tylny pas inspiracje czerpie z Klasy S Coupé, uzupełnia je jednak o elementy charakterystyczne dla świata wyścigów – masywny dyfuzor oraz pionowe otwory w zderzaku, poprawiające przepływ powietrza i aerodynamikę karoserii. Z dyfuzorem zintegrowano dwie podwójne, chromowane końcówki sportowego układu wydechowego AMG, a na klapie bagażnika pojawił subtelny spojler, który nie tylko wygląda elegancko, ale i znacznie zwiększa siłę docisku tylnej osi.

Sportowe akcenty w parze z najwyższą jakością

Starannie dobrane, wysokiej klasy materiały o przyjemnej w dotyku fakturze i precyzyjny montaż sprawiają, że w zakresie postrzegalnej jakości kabina C 63 Coupé reprezentuje standardy niespotykane nawet w pojazdach wyższych klas. Szereg typowych dla AMG elementów podkreśla jej sportowe dziedzictwo. Alternatywą dla standardowych, sportowych foteli obitych mieszanką skóry ARTICO i mikrofibry DINAMICA są siedzenia Performance – zamocowane niżej i z mocniejszym podparciem bocznym.

Topowa wydajność

C 63 Coupé zajmuje szczególną pozycję także pod względem silnika – to jedyny w klasie model zasilany widlastą „ósemką” biturbo. Mercedes-AMG spełnia w ten sposób życzenia tych, którzy oczekują połączenia emocjonującego, niepowtarzalnego dźwięku jednostki napędowej i niesłabnącej siły ciągu.

Model zapewnia niezrównane osiągi: C 63 S Coupé przyspiesza od 0 do 100 km/h w 3,9 s, a C 63 Coupé – w 4,0 s. Coupé jest tym samym ułamek szybsze od limuzyny – dzięki szerszym oponom i skróconym przełożeniom tylnej osi. Maksymalna prędkość została elektronicznie ograniczona do 250 km/h (z dodatkowym pakietem – do 290 km/h).

Silnik V8 biturbo blisko spokrewniony z sercem Mercedesa-AMG GT

4-litrowa jednostka V8 biturbo jest już stosowana w limuzynie i kombi C 63. W wersji z suchą miską olejową służy także do napędu modelu GT. Jej elementem charakterystycznym są turbosprężarki umieszczone między głowicami. Takie rozwiązanie ma szereg zalet, m.in. pozwala zachować kompaktowe wymiary konstrukcji, zapewnia optymalną reakcję na obciążenie i sprzyja obniżeniu zużycia paliwa.

Układ wydechowy z aktywnymi klapami – zmienne brzmienie silnika

Typowe, basowe brzmienie V-ósemki było jednym z głównych kryteriów rozwoju nowej jednostki. Dopasowano je specjalnie do charakteru Coupé. Model standardowo otrzymał specjalny układ wydechowy z automatycznie sterowanymi klapami – ich pozycja zależy od wybranego trybu AMG DYNAMIC SELECT, położenia pedału gazu i prędkości obrotowej silnika. Dźwięk silnika zmienia się od dyskretnego pomruku, dopasowanego do jazdy na długich dystansach, aż do głębokiego, agresywnego ryku. Z opcjonalnym wydechem Performance brzmienie można zmieniać także za naciśnięciem przycisku. Niezależnie od wybranego programu i warunków, układ spełnia wszystkie obowiązujące w Europie normy hałasu.

Szybsza zmiana biegów: 7-stopnowa sportowa przekładnia AMG SPEEDSHIFT MCT

Zamontowana w C 63 Coupé 7-stopniowa przekładnia AMG SPEEDSHIFT MCT imponuje sprawnością i zmiennym charakterem. Niezależnie od tego, czy pracuje w trybie automatycznym, czy też kierowca sam wybiera poszczególne biegi za pomocą manetek przy kierownicy, zmiany przełożeń w górę i w dół następują zauważalnie szybciej niż w poprzedniku. To zasługa jeszcze bardziej sportowego zestrojenia układu napędowego.

Specjalnie opracowane zawieszenie – maksymalna dynamika jazdy

Fascynującą zwinność i wysokie prędkości w zakrętach zapewnia C 63 Coupé również całkowicie przeprojektowane zawieszenie. Z przodu zastosowano oś czterowahaczową wraz ze spotykanymi w wyścigach hamulcami radialnymi. Z myślą o zwiększeniu przyspieszeń poprzecznych model otrzymał specjalne zwrotnice oraz szerzej rozstawione koła. Także tylna oś została zaprojektowana na nowo – wielowahaczowa konstrukcja o większej sztywności imponuje precyzyjnym prowadzeniem kół. Specjalna, zarezerwowana dla wersji AMG rama umożliwiła poszerzenie ich rozstawu. W porównaniu z sedanem powierzchnie styku łożysk kół zostały przesunięte o 25 mm na zewnątrz. Ponadto, zawieszenie Coupé ma sztywniejsze nastawy, nowe piasty i wyróżnia się większym negatywem.

Seryjnie C 63 Coupé przemieszcza się na kołach z 10-ramiennymi obręczami w rozmiarze 9,0 x 18″ (przód) i 10,5 x 18″ (tył) oraz ogumieniem, odpowiednio, 255/40 R 18 (przód) i 285/35 R 18 (tył). W wersji C 63 S Coupé zastosowano 5-ramienne felgi 9,0 x 19″ (przód) i 10,5 x 19″ (tył) z oponami 255/35 R 19 (przód) i 285/30 R 19 (tył).

Zawieszenie AMG RIDE CONTROL z aktywnym tłumieniem pozwala kierowcy wybrać jeden z trzech trybów pracy – od sztywnego, torowego zestrojenia do komfortowego ustawienia na dalekie trasy.

Tylny dyferencjał o ograniczonym poślizgu: optymalna trakcja na torze

By jeszcze bardziej wyśrubować poziom przyczepności i dynamiki jazdy, model C 63 Coupé został zaopatrzony w tylny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu (tzw. szperę). W wersji „S” ma on dodatkowo elektroniczne sterowanie. Oba dyferencjały ograniczają w zakręcie poślizg wewnętrznego koła bez interwencji układu hamulcowego. To pozwala kierowcy na wcześniejsze przyspieszenie na wyjściu z łuku. Ponadto, samochód sprawniej rusza z miejsca i zachowuje się stabilniej podczas hamowania z wysokich prędkości. Kompletnie przeprojektowana tylna oś została specjalnie zaadaptowana na potrzeby wyższej dynamiki jazdy wersji Coupé.

Największą zaletą elektronicznie sterowanej szpery w C 63 S Coupé jest większa czułość i precyzyjniejsza, szybsza kontrola – a w konsekwencji jeszcze wyższa granica przyczepności. Układ ESP® ma trzy tryby działania: całkowicie aktywny, sportowy oraz nieaktywny i w pełni współpracuje z tylnym dyferencjałem w celu zapewnienia najwyższej dynamiki.

Wybór trybu jazdy AMG DYNAMIC SELECT

Kierowca ma bezpośredni wpływ na charakter C 63 Coupé – dzięki AMG DYNAMIC SELECT może wybrać jeden z czterech zróżnicowanych profili, od komfortowego i zorientowanego na ekonomiczną jazdę do wybitnie sportowego. Wystarczy sięgnąć ręką do sterownika po lewej stronie panelu dotykowego. Wariant C 63 S Coupé oferuje dodatkowo piąty, wyczynowy program Race. Tryb Individual pozwala na osobne ustawienia charakterystyki pracy poszczególnych układów.

C 63 S Coupé standardowo z aktywnymi poduszkami silnika

C 63 S Coupé – podobnie jak limuzyna i kombi – jako jedyny model w segmencie jest wyposażony w aktywne zawieszenie silnika. Rozwiązanie to w dalszym stopniu pomaga rozwiązać konflikt między komfortem a sportowymi osiągami. Dynamiczne poduszki na bieżąco dostosowują swoją sztywność do warunków jazdy i wymagań kierowcy. Ich łagodne zestrojenie poprawia komfort dzięki skuteczniejszej izolacji hałasów i wibracji, z kolei sztywniejsze nastawy zwiększają zwinność prowadzenia. Podczas dynamicznej jazdy poduszki same się usztywniają, gwarantując jeszcze precyzyjniejsze reakcje auta na polecenia kierowcy.

Bezpieczeństwo najwyższego kalibru

Coupé zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa. Standardowe wyposażenie modelu obejmuje m.in.: asystenta monitorowania zmęczenia ATTENTION ASSIST oraz układ COLLISION PREVENTION ASSIST PLUS, który zapobiega kolizjom polegającym na uderzeniu w tył poprzedzającego pojazdu. Lista opcji obejmuje wiele innych systemów zwiększających zarówno komfort, jak i bezpieczeństwo podróżujących oraz pozostałych uczestników ruchu.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Czy niskie stopy procentowe pozostaną z nami na dłużej?

W ostatnich tygodniach pojawił się szereg informacji, których interpretacja ogranicza prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych w najbliższych miesiącach. Koszt kredytu jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na koniunkturę na rynku nieruchomości, dlatego też warto bacznie obserwować rozwój sytuacji.

Pierwszy sygnał świadczący o stopniowym wychodzeniu z polityki niskich stóp procentowych nadejść miał ze Stanów Zjednoczonych. Poprawiające się systematycznie dane makroekonomiczne (w tym z rynku pracy, nieruchomości) sprawiały, iż 50% ekonomistów ankietowanych przez Bloomberg wskazywało wrzesień 2015 r. jako miesiąc, w którym stopy procentowe zostaną podniesione. Tymczasem najnowsze komentarze po ostatnim posiedzeniu Fed (inflacja niższa od celu) wskazują na istotne podziały w kwestii zmiany poziomu stóp procentowych. Jeśli dołożymy do tego nagłą dewaluację juana w Chinach, która może pogłębić presję deflacyjną na świecie, to nie dziwi fakt, iż prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych we wrześniu 2015 r. zmalało według ankietowanych ekonomistów do 30%. W tym momencie częściej typuje się już grudzień 2015 r.

Wszystko wskazuje na to, iż również w naszym kraju wizja podniesienia stóp procentowych ulegnie przesunięciu w czasie. Przypomnijmy: w marcu 2015 r. RPP po raz ostatni zmieniła główną stopę procentową obniżając ją do rekordowo niskiego poziomu 1,50 proc. Równocześnie zadeklarowała, że decyzja ta kończy cykl łagodzenia polityki pieniężnej. Od tego czasu prowadzona była polityka stabilizacji stóp procentowych, co z nie zmienia faktu, iż z upływem kolejnych miesięcy coraz głośniej zaczęto zastanawiać się nad terminem pierwszej podwyżki. Do tej pory rynek oczekiwał takiego ruchu w II połowie 2016 r., natomiast po ostatnich danych coraz więcej komentatorów zaczyna widzieć ten moment dopiero w 2017 r. Utrzymaniu niskich stóp procentowych przez dłuższy czas sprzyja szereg czynników i napływających danych, m.in:

  • słabsze od oczekiwanych dane z polskiej gospodarki,
  • przedwyborcze obietnice w sprawie kredytów frankowych i podatku bankowego grożące destabilizacją systemu finansowego i w konsekwencji spowolnieniem gospodarczym,
  • zmiana składu RPP w pierwszych miesiącach 2016 r., do tego czasu najprawdopodobniej nie będą podejmowane decyzje o zmianie stóp procentowych, a w nowym składzie oczekiwanych jest więcej zwolenników luźniejszej polityki pieniężnej,
  • odroczone oczekiwania odnośnie podniesienia stóp w USA,
  • spowolnienie w Chinach i związana z tym dewaluacja juana pogłębiająca presje deflacyjną na świecie oraz wpływająca m.in. na koniunkturę w Niemczech,
  • przecena ropy naftowej.

Stopy procentowe utrzymujące się jeszcze przez kolejnych kilkanaście miesięcy na rekordowo niskim poziomie to bardzo dobra wiadomość dla deweloperów, którzy w ostatnich miesiącach rozpoczęli rekordową liczbę budów. Zyskany czas może się okazać wystarczający, by sprawnie upłynnić wypuszczony właśnie na rynek towar.

Branża doradztwa finansowego po II kwartale 2015 r.

Drugi kwartał 2015 r. upłynął pod znakiem kredytów hipotecznych. Za pośrednictwem firm zrzeszonych w Związku Firm Doradztwa Finansowego udzielono ich na łączną kwotę 3,76 mld złotych, co oznacza 14,3% wzrost sprzedaży w stosunku do poprzednich trzech miesięcy. W okresie przedwakacyjnym Polacy chętniej korzystali z kredytów gotówkowych. Ich łączna wartość wyniosła ponad 521 mln zł.

Rekordowa wartość udzielonych kredytów hipotecznych

II kwartał 2015 r. okazał się pomyślny dla branży doradztwa finansowego, szczególnie w obszarze kredytów mieszkaniowych. Wszystkie firmy znajdujące się w zestawieniu odnotowały znaczący wzrost sprzedaży tych produktów. Ich łączny wolumen wyniósł 3,76 mld zł i był o ponad 14% większy niż w ubiegłym kwartale.

Andrzej Oślizło, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Expander Advisors: – Firmy członkowskie bardzo dobrze radzą sobie na rynku kredytów hipotecznych. II kwartał bieżącego roku zamknęliśmy rekordowym wynikiem na poziomie niemal 3,76 mld zł. To osiągnięcie tym większe, że okres przedwakacyjny nie był spokojny. Niepokój związany z sytuacją gospodarczą Grecji i jej konsekwencjami dla naszego kraju nie zachęcał do zaciągania długoterminowych zobowiązań. Podobny efekt mogła mieć kampania prezydencka i zmiana władzy, która zawsze zwiększa ostrożność kupujących. Utrzymywanie wysokiego wzrostu sprzedaży, nawet mimo wspomnianych trudności, pozwala na prognozowanie kontynuacji tej pozytywnej tendencji przez kolejne miesiące.

Tabela 1: Wartość kredytów hipotecznych sprzedanych przez członków ZFDF w I kwartale 2015 r. i II kwartale 2015 r.

Wartość wypłaconych KREDYTÓW HIPOTECZNYCH (w mln zł)
Lp. Nazwa firmy I kwartał 2015 II kwartał 2015
1 Open Finance
+ Home Broker
1 259,00 1 352,00
2 Expander 975,78 1 129,34
3 Aspiro 373,39 550,11
4 Notus Doradcy Finansowi 480,75 517,81
5 Gold Finance 175,15 183,05
6 Doradcy24 38,90 43,60
Razem 3 302,97 3 775,91
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

 

Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Open Finance: Nadal widzimy duże zainteresowanie ofertą finansowania zakupu nieruchomości przy pomocy kredytu hipotecznego. Głównym czynnikiem napędowym są stopy procentowe utrzymujące się na rekordowo niskim poziomie. Przekłada się to na wyższą zdolność kredytową, dlatego na kupno mieszkania mogą pozwolić sobie również osoby, które wcześniej nie otrzymałyby kredytu. Przyczynia się do tego również stabilizacja cen przy utrzymującej się wysokiej podaży nowych lokali. Zakupy nieruchomości są dodatkowo wspomagane przez państwowe dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych”, dostępne teraz poza rynkiem pierwotnym, również na rynku wtórnym.

Rosnąca sprzedaż kredytów gotówkowych

Doradcy działający w strukturach ZFDF sprzedali kredyty gotówkowe o łącznej wartości ponad 521 mln zł. Według ekspertów, do zwiększenia zainteresowania tymi instrumentami finansowymi przyczyniły się niskie koszty oraz tradycyjny o tej porze roku, sezonowy wzrost popytu związany z wyjazdami wakacyjnymi.

Wartość wypłaconych KREDYTÓW GOTÓWKOWYCH (w mln zł)
Lp. Nazwa firmy I kwartał 2015 II kwartał 2015
1 Open Finance
+ Home Broker
232,00 262,00
2 Expander 86,67 103,47
3 Aspiro 102,41 99,54
4 Gold Finance 42,94 41,68
5 Notus Doradcy Finansowi 12,128 13,48
6 Doradcy24 2,4 1,3
Razem 478,55 521,47
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Open Finance: Od początku roku obserwujemy znaczny wzrost zainteresowania kredytami gotówkowymi. Ich popularności sprzyja dostępność i przystępna cena.

Polacy poszukują alternatywnych form inwestycji

Doradcy stale dywersyfikują portfel oferowanych usług, pośrednicząc także w udostępnianiu produktów inwestycyjnych. W II kw. niezwykle napięta sytuacja w Grecji spowodowała, że część Polaków wstrzymywała się z decyzją o zainwestowaniu swoich pieniędzy. W rezultacie wartość sprzedaży w tym sektorze rynku wyniosła 1,38 mld zł.

Andrzej Oślizło, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Expander Advisors: – Klienci zmienili swoje preferencje i rezygnują z mało opłacalnych, niskooprocentowanych produktów, takich jak lokaty. Według danych NBP, od lutego do czerwca br. wartość depozytów w złotych o okresie do 2 lat zmniejszyła się aż o 5,8 mld zł. Polacy szukają rozwiązań dających szanse na większe zyski. Coraz chętniej interesują się między innymi bardziej złożonymi, ale jednocześnie dość bezpiecznymi, produktami inwestycyjnymi, takimi jak np. produkty strukturyzowane oraz nieruchomościami kupowanymi w celu wynajmu, o czym może świadczyć rosnący udział zakupu mieszkań za gotówkę.

Wartość wypłaconych PRODUKTÓW INWESTYCYJNYCH (w mln zł)
Lp. Nazwa firmy I kwartał 2015 II kwartał 2015
1 Open Finance
+ Home Broker
1 625,00 1 262,00
2 Expander 97,31 113,16
3 Gold Finance 1,65 0,59
Razem 1 723,96 1 375,75
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

Czarny poniedziałek na światowych rynkach

Od mocnego uderzenia zaczął nam się ten tydzień. Główny indeks giełdy w Szanghaju zniżkuje aż o 8,49%, a skala tych spadków jest największa od 27 lutego 2007 r. Czerwień rozlała się na pozostałych giełdach światowych i niestety nie ominęła Polski. WIG20 na dzień dobry stracił 3%. Do depresji inwestorów mogą doprowadzić notowania miedziowego giganta, który traci dzisiaj ponad 13%.

Od spadków sesję rozpoczęły też wszystkie giełdy europejskie. Na otwarciu DAX i CAC40 straciły po 3,2%, a londyński FTSE100 spadł o 2,5%. Na otwarciu poniedziałkowej sesji WIG20 spadł o blisko 3%, osiągając najniższą wartość od lipca 2012 roku. 2107,89 punktów – to poniedziałkowe minimum WIG20 i nowy 3-letni dołek tego indeksu.

Czarny poniedziałek zapoczątkowała silna przecena akcji na giełdzie w Szanghaju. Bezpośrednią przyczyną dzisiejszych spadków jest brak decyzji Ludowego Banku Chin o cięciu stopy rezerwy obowiązkowej, który to ruch jeszcze przed weekendem większość inwestorów uważała niemal za pewnik, w obliczu ubiegłotygodniowych spadków w Szanghaju – komentuje Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

– Indeks PMI dla chińskiego sektora wytwórczego spadł w sierpniu do najniższego poziomu od 77 miesięcy. Te dane w połączeniu z informacjami o silnym spadku cen surowców oraz kosztów transportu morskiego sugerują wręcz załamanie aktywności gospodarczej w drugiej gospodarce świata – dodaje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Co to oznacza dla Polaków?

– Bardzo niskie stopy procentowe zniechęcały część Polaków do trzymania pieniędzy na lokatach. Niektórzy skierowali swój kapitał na giełdę licząc na większe stopy zwrotu. Niestety, kto w połowie lipca zainwestował 10 tys. zł w akcje KGHM-u dzisiaj jest biedniejszy o ok. 1,5 tys. zł. Taki sam efekt przyniosły inwestycje w papiery Tauronu. Blisko 5% straty przyniosłyby także inwestycje w PKO BP i PZU. Połowa kapitału na GPW pochodzi od zagranicznych inwestorów. Jeśli się wycofają, to notowania naszych spółek pójdą mocno w dół. Stracą na tym nie tylko posiadacze akcji, ale cała gospodarka, m.in. z powodu niższych wpływów z podatków, osłabienia kursu walutowego, etc. Sytuacja na giełdzie ma wpływ na koniunkturę. Jeżeli ta osłabnie, to możemy zapomnieć o 3,5% wzroście PKB, spadku bezrobocia i podwyżkach wynagrodzeń – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

Fabryka Przyszłości Wrocław 21-22 października 2015 r.

Trwające już kilka dziesięcioleci masowe przenoszenie produkcji z Europy Zachodniej  do krajów o niższych kosztach – na  Daleki Wschód oraz do krajów Europy Wschodniej jest przyczyną likwidacji wielu miejsc pracy. Rządy i organizacje starają się stworzyć warunki dla reindustrializacji. Jedną z silnie wspieranych inicjatyw jest Przemysł 4.0, którego cel stanowi zwiększenie konkurencyjności przemysłu poprzez zastosowanie nowoczesnych technologii informatycznych, które połączą ludzi i maszyny. Dzięki temu możliwe będzie opłacalne wytwarzanie produktów nawet w pojedynczych ilościach, aby dostosować się do wymagań i oczekiwań indywidualnych odbiorców.

W Polsce wciąż jeszcze istotnym elementem przewagi konkurencyjnej są niższe koszty pracy, dzięki czemu zachodnie firmy uruchamiają tu nowe zakłady produkcyjne. Dziś wiemy jednak, że taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie. Utrzymanie konkurencyjności to temat, nad którym powinniśmy już dziś pracować, tak jak dzieje się to od kilku lat w państwach zachodniej Europy. W stolicy Dolnego Śląska, powstała grupa wspierająca popularyzację idei Przemysłu 4.0, czyli czwartej rewolucji przemysłowej.

Firmy BALLUFF, FANUC, LAPP GROUP oraz WAGO to wiodące przedsiębiorstwa w dziedzinie nowych technologii produkcji i jednocześnie pionierzy w rozpowszechnianiu tej idei w Polsce. Aglomeracja wrocławska jest dynamicznie rozwijającym się obszarem, który jest zorientowany na rozwój przemysłu i technologii. Ideą czterech firm jest integracja środowiska i osób związanych z produkcją przemysłową wokół zagadnienia Fabryki Przyszłości.

Klaster 4.0 ?

Maria Słomińska-Okła z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego, w swoim artykule „Klastry determinantą innowacyjności regionów w Polsce i na Ukrainie” podaje, iż wpływ innowacji na wzrost gospodarczy na poziomie krajów
czy regionów jest coraz większy. Badania potwierdziły, że znacznie więcej interakcji zachodzi na poziomie regionu, niż kraju. Konkurencyjność danego terenu nie jest już determinowana przez pojedyncze firmy, a raczej przez innowacyjność całego regionu.

Współpraca czterech wiodących dostawców automatyki może zainspirować inne firmy o podobnym profilu działalności do włączenia się w nurt prac nad zarówno transferem wiedzy dotyczącej budowy nowoczesnych procesów produkcyjnych jak i rozwojem własnych innowacyjnych pomysłów. Sprzyjać temu niewątpliwie może bliskość geograficzna. Stąd niedaleko jest już do powstania klastra, który jest nowym sposobem myślenia o kreowaniu konkurencyjności międzynarodowej gospodarki. Motorem jego rozwoju jest rozbudowa partnerstwa publiczno-prywatnego, synergia efektów współpracy, działanie z władzami lokalnymi oraz przyjazna rywalizacja przedsiębiorstw multiplikująca efektywność działań.

Efektywne przedsiębiorstwo

Badania i prace rozwojowe prowadzone pod szyldem Przemysłu 4.0 dążą do transformacji sposobu produkcji przemysłowej poprzez budowę  inteligentnych  fabryk, które  będą  wyróżniać się szczególnie wysokim poziomem elastyczności, wydajności zasobów i ergonomii. To organizacja szybszych, wydajnych i umożliwiających konwersję procesów produkcji.

Działania czterech firm rozwijających ideę Fabrykę Przyszłości 4.0 w procesie technologicznym skupione są na:

  • ekonomicznym opomiarowaniu i pozycjonowaniu – powszechna integracja sensorów w produktach i technologii,
  • dużych zbiorach danych – wykorzystywanie danych do modelowania i adaptacji procesów,
  • automatyzacji – decyzyjność i zmiany oparte na danych w czasie rzeczywistym,
  • współpracy maszyny z człowiekiem – pełna kompatybilność ludzi, maszyn i robotów w procesie produkcji,
  • połączeniu z siecią – komunikacja i interakcja w oparciu o internet.

W ramach swojego działania Fabryka Przyszłości organizuje 21-22 października 2015 roku we Wrocławiu konferencję, której celem jest nie tylko propagowanie wiedzy o istniejących i tworzonych technologiach, które będą realizowały ideę Przemysłu 4.0, ale też pokazanie wybranych przykładów projektów zrealizowanych w duchu Fabryki Przyszłości.

VMware mianuje Jean-Pierre’a Brularda na stanowisko Senior Vice President and General Manager na region EMEA

VMware, Inc. (NYSE: VMW), poinformował dziś o wyborze Jean-Pierre’a Brularda na stanowisko Senior Vice President and General Manager na region EMEA. Brulard był dotychczas wiceprezesem regionu południowego obszaru EMEA i odpowiadał za realizację wizji VMware Software-Defined, dostarczając rozwiązania klientom w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA).

Do nowych zadań Brularda, którego bezpośrednim przełożonym będzie Carl Eschenbach – prezes i główny dyrektor ds. operacji, należeć będą koordynacja działań strategicznych i długofalowe planowanie, a także utrzymanie rozwoju i wzrostu zyskowności na wszystkich polach działalności biznesowej VMware, m.in. Software-Defined Data Center, Business Mobility i Cloud Services. Brulard zastąpi na stanowisku Maurizio Carliego, który został mianowany General Managerem VMware w regionie amerykańskim.

„Bogate doświadczenia w dziedzinie zarządzania i w pracy w branży oprogramowania oraz sukcesy osiągnięte podczas kierowania firmą w południowym regionie EMEA sprawiają, że dalsza działalność Jean-Pierre’a będzie miała znaczący wpływ na rozwój VMware w Europe, na Bliskim Wschodzie i w Afryce” – mówi Carl Eschenbach, prezes i główny dyrektor ds. operacji VMware. „Nasza firma nieustannie rozwija ofertę technologii, których głównym zadaniem jest wspomaganie organizacji wchodzących w nową epokę mobilnych rozwiązań w środowisku chmury, więc umiejętności biznesowe Jean-Pierre’a, a także jego efekty polegające na odpowiadaniu na potrzeby klientów, będą kluczowe dla dalszego rozwoju VMware w regionie”.

Jean-Pierre Brulard jest weteranem branży, który może pochwalić się ponad dwudziestopięcioletnim doświadczeniem i współpracą z największymi firmami technologicznymi świata, między innymi Business Objects/SAP, IBM, Sun Microsystems oraz Unisys. Brulard dołączył do zespołu VMware w 2009 roku, a przez ostatnie 6 lat kierował operacjami firmy w południowym obszarze regionu EMEA, doprowadzając do znaczącego rozwoju jej działalności w tej części świata.

„Jestem zaszczycony tym, że mogę stanąć u steru VMware w regionie EMEA i kierować zespołem składającym się z najlepszych specjalistów w branży” – mówi Jean-Pierre Brulard. „VMware to innowacyjna firma, która naprawdę pomaga klientom podnieść wartość biznesową i pomyślnie zmieniać model działalności ich organizacji. To wspaniały moment na bycie częścią firmy VMware, a perspektywa współpracy z naszymi klientami, partnerami i pracownikami w nadchodzących tygodniach, miesiącach i latach napawa mnie entuzjazmem”.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 24.08.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Co się dzieje z walutami? Rynki liczą straty, złotówka trzyma się mocno

Ostatnie dni przyniosły bardzo poważne przetasowania na rynkach. Największe zmiany zachodzą na walutach tych krajów, które są eksporterami ropy naftowej oraz sprzedają wiele towarów do Chin. Dlaczego? Wyjaśnia Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Na rynkach często bywa, że wydarzenie o stosunkowo niewielkim znaczeniu wywołuje później bardzo silne zmiany. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia niespełna dwa tygodnie temu, gdy Ludowy Bank Chin (PBOC) zdecydował się na trzyprocentową dewaluację juana (CNY) w stosunku do dolara amerykańskiego.

Przez ostatnie lata chińska waluta praktycznie tylko zyskiwała na wartości. Było to spowodowane nadwyżką na rachunku obrotów bieżących, zagranicznymi inwestycjami oraz napływem kapitału portfelowego do Chin. Najefektywniejszą miarą wartości waluty jest realny efektywny kurs (REER). Uwzględnia on zmiany wartości juana w relacji do innych walut na podstawie jego procentowego udziału w wymianie handlowe oraz różnicę inflacji pomiędzy badanymi gospodarkami. Gdy spojrzymy na ten wskaźnik, to według australijskiego banku Westpack, CNY realnie wzmocnił się o 50 proc. w ciągu ostatniej dekady.

Przy tak znacznym wzmocnieniu wartości lokalnej waluty, jej niewielkie osłabienie w stosunku do dolara nie powinno wywołać większego niepokoju. Jest jednak kilka powodów, które były przyczyną podwyższonej nerwowości inwestorów. Po pierwsze, dewaluacja nastąpiła tuż po publikacji bardzo słabych danych o eksporcie z Chin. Teoretycznie może to być początkiem słabnącej konkurencyjności Pekinu. Byłoby to zwłaszcza widoczne, gdyby ceny importowanych surowców energetycznych się odbiły.
Niewykluczone także, że niewielka dewaluacja została wymuszona przez odpływ kapitału z Chin. Przez ostatni rok wysokość rezerw walutowych spadła o 350 mld dol. i choć nadal wynoszą one 3.65 biliona dol, to przy utrzymującej się nadwyżce na rachunku obrotów bieżących ich spadek pokazuje, że Państwo Środka może tracić swój blask wśród inwestorów.

Dewaluacja była również odbierana przez niektórych jako słabość Pekinu. Przez wiele kwartałów Chiny stymulowały gospodarkę albo poprzez większe wydatki publiczne, albo łagodniejszą politykę monetarną. Gdy jednak te elementy traciły na sile, skorzystano z dość prostej metody, czyli osłabienia waluty w celu zwiększenia konkurencyjności Chin na arenie międzynarodowej.

Ostatni element, który wywołuje zaniepokojenie sytuacją w tym kraju, to kwestie statystki gospodarczej. Wielu ekonomistów, wbrew oficjalnym danym, otwarcie mówi, że gospodarka rozwija się znacznie wolniej niż w skali 7 proc. rocznie. Dodatkowo ten strach powiększają prywatne badania nad gospodarką. Opublikowany w ostatni piątek indeks PMI dla przemysłu spadł do poziomu 47.8 punktu. Według firm Markit i Caixin, które przeprowadzają badanie, to najsłabszy odczyt od 77 miesięcy.

Wyprzedaż walut rynków wschodzących

Spadek wartości juna i jego konsekwencje wywołały prawdziwą panikę na walutach rynków wschodzących. Ucierpiały zwłaszcza gospodarki tych państw, które dużo eksportują do Chin, a dodatkowo są producentami surowców. W ciągu jedynie dwóch tygodni rosyjski rubel stracił 13 proc. w stosunku do euro i dolara. W tym samym czasie malezyjski ringgit osłabił się do o 7 proc. do dolara.

Obawy o kondycję Chin spowodowały dewaluację walut Kazachstanu i Wietnamu. Presji wyprzedaży nie oparły się również meksykański peso, południowoafrykański rand czy chilijskie peso, które są na wieloletnich minimach w relacji do głównych walut.

Bardzo słabo wygląda też sytuacja liry. Choć Turcja jest importerem surowców, to jednak utrzymujący się wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących i bardzo niestabilna sytuacja polityczna kraju powodują, że lokalna waluta jest na najniższych poziomach w historii.

Złoty bezpieczną przystanią?

W kontekście globalnego zamieszania na rynku walutowym, stosunkowo dobrze wygląda sytuacja złotego. Według rankingu agencji Bloomberg, wśród 33 walut krajów rozwiniętych i rozwijających się, złoty jest szóstą najsilniejszą walutą na świecie. Dane dotyczą okresu od 10 sierpnia, czyli od dnia poprzedzającego dewaluację juana.
Relatywna siła polskiej waluty jest pochodną kondycji gospodarczej oraz geograficznego położenia. Po raz pierwszy od momentu transformacji ustrojowej w 1989 r. nie ma potrzeby importu kapitału do gospodarki. Jej rachunek obrotów bieżących jest zbilansowany, dzięki coraz wyższej konkurencyjności naszych eksporterów oraz spadkowi cen surowców energetycznych. Paradoksalnie pomocny jest także fakt, że praktycznie nie wysyłamy towarów do Chin, co w perspektywie słabnącej kondycji Państwa Środka jest pozytywną informacją.

Do tego nie należy zapominać o stabilnym i relatywnie szybkim wzroście gospodarczym oraz dodatnich realnych stopach procentowych. Nawet w przypadku zacieśniania polityki pieniężnej za oceanem powinny one powodować, że rynek instrumentów dłużnych nadal będzie atrakcyjny dla zagranicznych inwestorów.
To pozwala przypuszczać, że złoty utrzyma stosunkowo dobrą pozycję na rynku w relacji do innych walut państw wschodzących. Oczywiście nie oznacza to jego wzmocnienia przy bardzo silnych spadkach na giełdach zagranicznych, czyli tak zwanym wzroście niechęci do ryzyka. Jednak w przypadku znacznego zamieszania na rynkach będzie on relatywnie silny. Natomiast, gdy sytuacja na światowych rynkach uspokoi się, powinniśmy powrócić do scenariusza stabilizacji. Wtedy euro powinno kosztować mniej niż 4.20 zł

Pokolenie Y nie myśli o emeryturze

Jak prognozują eksperci, do 2025 roku 75% pracowników na świecie będą stanowili przedstawiciele pokolenia Y. W Polsce tzw. millenialsi to obecnie osoby od 18. do 33. roku życia. Cechy charakterystyczne tej generacji to chęć zdobywania wiedzy, poznawanie świata oraz stawianie przed sobą nowych wyzwań. Na rynku pracy są uważani za zdolnych i ambitnych, ale też mało lojalnych i szybko nudzących się rutyną. Pokolenie Y mówi o sobie, że „pracuje po to, aby żyć” i nie snuje dalekosiężnych planów – zwłaszcza emerytalnych. Eksperci alarmują, że to błąd – taka postawa prędzej czy później doprowadzi do „głodowych” świadczeń pobieranych po przekroczeniu wieku emerytalnego.

„Perspektywa emerytury dla przedstawicieli pokolenia Y jest na tyle odległa, że nie zawracają sobie oni głowy planowaniem przyszłości. Niestety, takie podejście może być katastrofalne w skutkach już za kilkanaście lat. 1/3 pokolenia Y pracuje na tzw. umowach śmieciowych i w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Praca na tych warunkach oznacza symboliczne składki na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, ale co za tym idzie – także bardzo niski poziom emerytury. Problem nie dotyczy jednak tylko tych osób, millenialsi pracujący na umowach o pracę w chwili przejścia na emeryturę (za ok. 40 lat), otrzymają świadczenia w wysokości od 25 do 35 procent ostatniej pensji.[1] Liczby, niestety, mówią same za siebie – jeżeli chcemy żyć godnie na jesieni życia, musimy podjąć szereg czynności, które uchronią nas przed „głodowymi” emeryturami i poprawią naszą przyszłą sytuację finansową. Mogą nam pomóc dwa dostępne na rynku narzędzia oszczędzania na emeryturę – Indywidualne Konto Emerytalne oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego” – mówi Karina Trafna, dyrektor sprzedaży Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

IKE to produkt dostępny na polskim rynku od ponad 10 lat. Środki zebrane na IKE mogą być zwolnione z podatku od zysków, są także dziedziczone, mogą więc stanowić finansowe zabezpieczenie również dla spadkobierców lub osób uprawionych, wskazanych przez oszczędzającego. IKZE natomiast to dość nowy produkt – dostępny na rynku dopiero od trzech lat. Jego główną zaletą jest elastyczność – możliwość wypłat odłożonych pieniędzy bez dodatkowych opłat, niskie koszty oraz ulga podatkowa, która w 2015 może wynieść nawet do 1 520,25 zł[2]. Na IKE możemy odłożyć w 2015 roku do 11 877 zł, a na IKZE – do 4 750,8 zł. Są to roczne wpłaty maksymalne, nasze oszczędności mogą też być niższe.

„Pokolenie Y stoi obecnie przed bardzo poważnym wyzwaniem. Stanowi grupę największego ryzyka niskich świadczeń emerytalnych. Warto zatem zatrzymać się na chwilę w pędzącym świecie i zastanowić się – jakbym chciał lub chciała, żeby moje życie wyglądało za 40 lat i zrobić wszystko, żeby ta wizja się spełniła. Możliwości jest kilka, jednak również od nas zależy, jak będzie wyglądała nasza przyszłość na emeryturze i w jakim stopniu będziemy mogli w sędziwym wieku korzystać z uroków życia” – dodaje Karina Trafna z Legg Mason.

Ważna informacja

Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny, a zestawienia w nim zawarte należy traktować jako ilustrację, nie prognozę. Materiał ten nie stanowi oferty w rozumieniu Kodeksu cywilnego ani oferty publicznej w rozumieniu ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, doradztwa inwestycyjnego, innego rodzaju doradztwa, ani rekomendacji do zawarcia transakcji kupna lub sprzedaży jakiegokolwiek instrumentu finansowego. W celu uzyskania szczegółowych informacji o możliwościach skorzystania z ulgi podatkowej i dokładnych wyliczeń korzyści podatkowych prosimy o kontakt z kwalifikowanym doradcą podatkowym. Opodatkowanie zależy od indywidualnej sytuacji podatnika i może ulec zmianie w przyszłości. Podatek ryczałtowy w wysokości 10% pobierany jest od kwoty wypłaty z IKZE (jednorazowej lub w ratach). W przypadku wcześniejszego zwrotu z IKZE, otrzymaną kwotę (wpłaty z uwzględnieniem zysków/straty) należy doliczyć do dochodu przy rocznym rozliczeniu PIT. Wypłaty z IKE są zwolnione z podatku od dochodów kapitałowych pod warunkiem osiągnięcia określonego wieku (60 lat lub nabycie uprawnień emerytalnych po skończeniu 55 lat) oraz odpowiedniego stażu w IKE. Źródło danych – obliczenia własne Legg Mason TFI SA. Legg Mason TFI SA działa na podstawie decyzji z dnia 18.06.1998 r., wydanej przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd.

[1] http://www.zus.pl/bip/prognozy_fus/prognoza_do_2060_MGIPS.pdf

[2] Szacunkowe wyliczenia dla stawki podatkowej 32% dla osób fizycznych przy maksymalnej możliwej wpłacie w 2015 r. – 4 750,80 zł. Korzyść podatkowa dla osoby fizycznej, rozliczającej się wg stawki 18% lub prowadzącej działalność gospodarczą może być innej wysokości. Wyliczenia własne Legg Mason TFI SA. W celu uzyskania szczegółowych informacji i dokładnych wyliczeń korzyści podatkowych prosimy o kontakt z kwalifikowanym doradcą podatkowym. Opodatkowanie zależy od indywidualnej sytuacji podatnika i może ulec zmianie w przyszłości.

 

Kopacz, Kaczyński i Kukiz, który polityk jest najbardziej medialny

Wybory parlamentarne coraz bliżej. Dziennikarze oraz internauci komentują każde działanie liderów kluczowych polskich ugrupowań – Ewy Kopacz, Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza. „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” sprawdził, który polityk jest najbardziej medialny.

Kopacz wyprzedza Kaczyńskiego i KukizaW najnowszym badaniu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” zwyciężyła Ewa Kopacz. Na jej temat w dniach od 13 lipca do 9 sierpnia br. opublikowano 22,9 tys. materiałów. Na drugim miejscu znalazł się Jarosław Kaczyński z wynikiem 9,1 tys. doniesień medialnych. O Pawle Kukizie ukazało się zaledwie 6 tys. informacji.

Kaczyński w ogólnopolskich, Kukiz w regionalnych

Źródła ogólnokrajowe najczęściej pisały o przedstawicielu Prawa i Sprawiedliwości – 74,9 proc. materiałów. Z kolei zdecydowanym liderem w mediach regionalnych został Kukiz. 35 proc. informacji opublikowanych na jego temat pochodziło właśnie ze źródeł lokalnych.

Promocyjnie najbardziej zyskała Ewa Kopacz

Materiały o politykach były warte 240 mln zł. Największy ekwiwalent reklamowy dotyczył premier rządu. AVE publikacji na jej temat wyniosło 115 mln złotych. Najczęściej pisali o Kopacz dziennikarze z redakcji Wiadomosci.gazeta.pl, Polsat News oraz TVP Info. Natomiast doniesienia medialne o Jarosławie Kaczyńskim wyceniono na 81 mln złotych. Polityk głównie pojawiał się w TVN24, Wpolityce.pl oraz Polsat News. Dla Kukiza wynik ten był prawie o połowę mniejszy i wyniósł 45 mln złotych. Wymieniano go przede wszystkim w materiałach Radiobiper.info, TVN24 oraz Wpolityce.pl.

Informacje o Ewie Kopacz mogły dotrzeć do 22 mld czytelników, internautów, słuchaczy i widzów. Kolejny wynik pod względem wskaźnika dotarcia uzyskał Jarosław Kaczyński – z materiałami na jego temat miało szansę się zetknąć prawie 9 mld odbiorców informacji medialnych. Z kolei z publikacjami odnośnie Kukiza – 5 mln osób.

Kaczyński goni Kopacz

W trakcie analizowanego okresu liderem publikacji była jednak Ewa Kopacz. Dziennie dziennikarze przygotowywali w nawiązaniu do niej ponad 760 materiałów. Jedynie 6 i 7 sierpnia Jarosław Kaczyński wyprzedził premier rządu, odnotowując tym samym największy skok aktywności – o blisko 500 informacji. Tak dynamiczny wzrost miał związek z zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy. Doniesienia medialne odnośnie Pawła Kukiza rozkładały się dosyć regularnie. Średnio dziennie publikowano 214 materiałów na jego temat.

Kukiz ma duże poparcie internautów

Pod względem liczby publikacji w social media liderem została Ewa Kopacz. Dużo wpisów i komentarzy pojawiło się także odnośnie Pawła Kukiza – prawie 69 tys. Polityk zdecydowanie dominował na Facebooku. Aż 50 tys. materiałów na jego temat pochodziło właśnie z tego portalu. W nawiązaniu do Kaczyńskiego internauci opublikowali 34,5 tys. wzmianek.

Problemy i wyzwania branży dźwigowej w Polsce

Branża urządzeń dźwigowych dostarcza narzędzia do rozwoju różnych sektorów przemysłu. Niestety jej rozwój jest hamowany przez skomplikowane przepisy, brak wyspecjalizowanej kadry czy słabą innowacyjność. Z jakimi problemami boryka się branża? I jaki jest kierunek jej rozwoju?

Skomplikowane przepisy i wymagania ustawodawcy

Branża dźwigowa obwarowana jest skomplikowanymi przepisami, m.in. wynikającymi z prawa unijnego. Jest to związane głównie z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa pracy przy obsłudze sprzętu. Producenci muszą spełniać szereg norm. Główne wymagania to międzynarodowy certyfikat ISO 9001, zapewniający zachowanie kontroli nad jakością oferowanych produktów. Oprócz tego w zakresie przygotowywania urządzeń do pracy w trudnych warunkach, dostosowuje się je do specyfikacji zawartych w poszczególnych dyrektywach stosowanych dla pracy w warunkach morskich (SOLAS) czy też choćby w rejonach o występowaniu wybuchowej atmosfery (ATEX). Trzeba przyznać, że Polska ma jedne z najostrzejszych dyrektyw w tym zakresie, w porównaniu np. do przepisów brytyjskich. Na ich straży stoi Urząd Dozoru Technicznego – podmiot, który dokładnie kontroluje wprowadzane do sprzedaży urządzenia, wymagając od ich producentów sporządzania szczegółowej dokumentacji.

Brak wykwalifikowanej kadry

Kolejny problem, z jakim styka się branża w Polsce, to brak wystarczającego zaplecza wykwalifikowanych specjalistów. Branża oferuje dobre perspektywy rozwoju zawodowego, co wiąże się również z dobrymi zarobkami. Mimo to, brakuje wystarczającej ilości ekspertów, którzy mogliby przyczynić się m.in. do wzrostu innowacyjności tego sektora.

Brak otwartości sektora na potrzeby klientów

Wraz z rozwojem rynku w wielu obszarach zwiększają się także oczekiwania konsumentów względem oferowanych towarów i usług. Tyczy się to wielu branż, także branży dźwigowej. Klienci są gotowi zapłacić więcej, ale oczekują produktu dopasowanego do ich potrzeb.
Widać to zwłaszcza w coraz liczniejszych zapytaniach ofertowych dotyczących projektowania sprzętu pod konkretne zadania, począwszy od prostych wciągarek unoszących ciężary liczone ledwie w kilogramach, poprzez poruszające się na specjalnych szynach dźwigi umożliwiające unoszenie setek ton, skończywszy na wciągarkach pracujących na pełnym morzu, bądź też głęboko pod powierzchnią ziemi w kopalnianych szybach. Klienci bardzo cenią elastyczność – przyznaje Sebastian Przygoda, Manufacturing Director, Red Rooster Poland.

Zdecydowanie większa część branży prowadzi produkcję taśmową. Każde indywidualne zamówienie niezgodne ze standardem zaburza plany produkcyjne, generując dodatkowe koszty.

Mała ilość innowacji technologicznych

Można powiedzieć, że rozwój technologiczny w branży dźwigowej zatrzymał się 20 lat temu. Powielane są narzędzia i maszyny, brakuje innowacji, które zrewolucjonizowałyby rynek. Z tego powodu oferta wielu producentów niestety nie spełnia wymagań innowacyjności; dalej produkuje się urządzenia taśmowo i na szeroką skalę nie szukając ani stosując rozwiązań, które podniosłyby jakość produkowanych sprzętów.

Wizja przyszłości

Zdecydowanie indywidualizacja produkcji to przyszłość branży dźwigowej, nie tylko w Polsce, ale na świecie. Należy upatrywać odchodzenia od seryjnej produkcji na rzecz wdrażania standardów, pozwalających na dopasowywanie produkowanych urządzeń do konkretnych zastosowań. Zwiększają się także rygory dotyczące bezpieczeństwa pracy czy ograniczenia emisji szkodliwych substancji do środowiska. Przewiduje się, że w przeciągu najbliższych lat branża dźwigowa może przejść może nie rewolucyjne, ale z pewnością widoczne zmiany w zakresie projektowania i wdrażania rozwiązań opartych o technologie dostosowywane do potrzeb poszczególnych klientów.

Wojciech Stisz: Mieszkaniówka na fali sukcesu

W ostatnich miesiącach deweloperzy znaleźli nabywców na tak dużą ilość mieszkań, jak nigdy wcześniej. Szybka sprzedaż wprowadzanych na rynek lokali zachęca firmy do rozpoczynania budowy kolejnych projektów. Oferta rynku pierwotnego w największych miastach rośnie w imponującym tempie. Jak wynika z danych GUS, w pierwszym półroczu br. deweloperzy rozpoczęli budowę aż o ponad jedną czwartą większej ilości mieszkań niż w tym samym okresie rok wcześniej. A rok miniony nie należał do najgorszych pod tym względem.

Popyt na mieszkania jest porównywalny do przedkryzysowego boomu. Skąd tak duży apetyt na nowe lokale? Powód jest wciąż ten sam. W Polsce brakuje mieszkań i długo jeszcze potrzeby lokalowe nie zostaną zaspokojone. W naszym kraju w przeliczeniu na liczbę mieszkańców przypada znacznie mniej mieszkań niż w innych państwach w Europie.

Młodych ludzi do ich zakupu motywuje teraz dobra kondycja polskiej gospodarki i stabilna sytuacja w kraju. Nic nie wpływa negatywnie na nastroje nabywców. Wzrost gospodarczy i dobre rokowania na rynku pracy sprzyjają temu, by osoby, które potrzebują mieszkań chętniej zawierały umowy kredytowe. A przyzwoita stopa zwrotu zachęca do lokowania kapitału w nieruchomości na wynajem.

Średnio 7,5 tys. zł płacimy za metr nowego mieszkania w Warszawie

W ofertach deweloperskich można przebierać, a mimo to, żeby kupić w Warszawie najbardziej rozchwytywane dwu i trzypokojowe mieszkania o najmniejszych metrażach trzeba się śpieszyć. W dobrze zlokalizowanych inwestycjach najtańsze dwójki i trójki, które są obiektem poszukiwań większości kupujących, rozchodzą się w kilka tygodni po wejściu na rynek. Dlatego bez względu na wysokość podaży, w projektach z dobrze pomyślaną strukturą mieszkań, odpowiadającą realnemu zapotrzebowaniu kupujących, deweloperzy nie mają problemu ze zbytem.

A ile płacimy za warszawskie mieszkania? Według danych Narodowego Banku Polskiego, w 2Q 2015 roku nabywcy nowych mieszkań płacili za nie średnio nieco ponad 7500 zł/m kw. To o 2,66 proc. więcej niż przed rokiem.

Obserwatorzy rynku zauważają, że powodzenie mieszkań deweloperskich wiąże się m.in. z ich konkurencyjnością w porównaniu z ofertami z drugiej ręki. Jakość nowych mieszkań jest nieporównywalnie lepsza niż większości lokali oferowanych w budynkach starszej generacji, podobnie jak zagospodarowanie terenu całego osiedla. A przy tym ceny mieszkań używanych nie są w Warszawie niższe.

Na wzrost sprzedaży na rynku deweloperskim wpływ ma też program dopłat do kredytów Mieszkanie dla młodych. W tym w tym roku widocznie wzrosło grono osób zainteresowanych państwowymi subwencjami. A niedługo, kiedy nowelizacja przepisów dotyczących programu wejdzie w życie, będzie można dostać większe dofinansowanie.

Dopłaty do używanych mieszkań

Niebawem z dopłat będą mogli skorzystać również nabywcy mieszkań z rynku wtórnego. Nie we wszystkich miastach oferta używanych lokali, kwalifikujących się do MdM będzie jednak optymalna. W Warszawie, jak obliczają analitycy Emmerson Realty kryteria cenowe programu spełniać będzie tylko ok. 2 proc. mieszkań z drugiej ręki. Będą to głównie lokale należące do najtańszych na rynku, w standardzie adekwatnym do ceny.

Deweloperzy nie obawiając się konkurencji inicjują więc kolejne inwestycje, w których mogą zaproponować mieszkania, przy zakupie których będzie można sięgnąć po państwową dopłatę. W Warszawie największą gamę ofert objętych programem MdM oferuje Białołęka. Jedną z inwestycji, jaka niedawno trafiła do sprzedaży w tej dzielnicy jest kolejny etap osiedla Tarasy Dionizosa, w którym firma Barc Warszawa S.A. zaoferowała 86 lokali w budynku, który powstanie przy ul. Winorośli i Dionizosa.

– Każde z mieszkań w nowej fazie projektu można kupić zaciągając preferencyjny kredyt w ramach programu dopłat. Klienci mogą wybierać wśród lokali o metrażu od 28 do 77 m kw. To oferta skierowana do osób poszukujących swojego pierwszego mieszkania. Ceny kształtują się w przedziale od 5,5 do 5,8 tys. zł za mkw. Największe, czteropokojowe lokale zaprojektowane zostały z myślą o rodzinach wielodzietnych, które wkrótce będą mogły uzyskać aż 30 proc. dopłaty do kredytu – informuje Wojciech Stisz z Barc Warszawa S.A.

Coraz więcej zainteresowanych MdM-em

Kredytem z dopłatą w ramach MdM interesuje się w tym roku coraz więcej osób. W ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosła liczba składanych wniosków o jego przyznanie. W sześciu miastach, gdzie rynek deweloperski rozwija się najszybciej, w pierwszej połowie 2015 roku wpłynęło o ponad połowę więcej wniosków o dopłaty, niż w pierwszym półroczu minionego roku, podaje Reas.

W ciągu półtora roku funkcjonowania MdM z dopłat skorzystało ponad 23 tysiące kredytobiorców. Wniosek o subwencje można składać w kilkunastu bankach, które współpracują z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. W każdym roku wyznaczona jest określona pula pieniędzy przeznaczona na dopłaty. W ubiegłym roku nie została wykorzystana, ale w tym może nawet zabraknąć pieniędzy na dofinansowanie dla wszystkich chętnych, przewidują analitycy rynku. Zainteresowanie rządowym wsparciem może poważnie się zwiększyć wraz ze wzrostem wysokości dopłat.

Autor: Barc Warszawa SA.

Promocja banków spółdzielczych w mediach warta 60 mln złotych

PRESS-SERVICE Monitoring Mediów podsumował obecność medialną banków spółdzielczych w Polsce. Na ich temat w ciągu roku opublikowano 13,4 tys. materiałów o łącznej wartości 60 mln złotych! Liczba kontaktów odbiorców z informacjami mogła wynieść nawet 5,2 mld.

Z analizy materiałów opublikowanych od 1 kwietnia 2014 r. do 30 kwietnia 2015 r. wynika, że banki spółdzielcze były częściej obecne w źródłach o zasięgu regionalnym (58 proc.). Ten rodzaj instytucji stanowi jeden z kluczowych elementów lokalnej przedsiębiorczości. Ze względu na bliskość podmiotów oraz możliwość uzyskania usług na preferencyjnych, indywidualnie dobranych warunkach, co często nie jest możliwe w przypadku banków komercyjnych, które rządzą się odgórnie narzuconymi prawami, placówki spółdzielcze cieszą się dużym zainteresowaniem lokalnych inwestorów, ale także miejscowej społeczności oraz mediów regionalnych. Materiały te przeważnie traktowały o dostępnych ofertach oraz sponsoringu lokalnych inicjatyw kulturowych i edukacyjnych.

Wykres 1. Liczba publikacji regionalnych na temat banków spółdzielczych w każdym z województw w okresie kwiecień 2014 – kwiecień 2015
Wykres 1. Liczba publikacji regionalnych na temat banków spółdzielczych w każdym z województw w okresie kwiecień 2014 – kwiecień 2015

Najaktywniejszym medialnie regionem okazała się Wielkopolska z 798 przekazami. Informacje pochodzące z tego województwa stanowią blisko 10 proc. ogółu publikacji o bankowości spółdzielczej w mediach regionalnych. Tematykę tę poruszano głównie na łamach „Polski – Głosu Wielkopolskiego”, „Gazety Słupeckiej” oraz „Tygodnika Nowego”. Najczęściej autorami publikacji byli Irena Kuczyńska z „Gazety Pleszewskiej”, Paulina Śliwa z „Polski – Głosu Wielkopolskiego” oraz Mirosław Sobkowiak z portalu Obywatelskieinfo.ngo.pl.

Aktywne pod względem liczby publikacji były także województwa: małopolskie (751 materiałów), kujawsko-pomorskie (717), a następnie mazowieckie (657) oraz dolnośląskie (652). Z kolei najmniej doniesień medialnych opublikowano w województwach lubuskim (zaledwie 132) i  opolskim (158).

Dynamicznie w marcu

W ciągu roku odnotowano 4 piki oznaczające znaczny wzrost popularności medialnej banków spółdzielczych. Pierwszy z nich widoczny był w czerwcu 2014 r., kiedy to media rozpisywały się o SKOK-ach i atrakcyjnym oprocentowaniu lokat. Ta informacja znalazła odzwierciedlenie w blisko setce publikacji w mediach ekonomicznych.

– Bardzo istotnym problemem komunikacyjnym jest fakt, że banki spółdzielcze nadal kojarzone są ze SKOK-ami, których wizerunek odznacza się wysokim stopniem ambiwalentności. Pojawiło się kilkaset publikacji nt. złego stanu finansowego Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Jednocześnie ich akcje promocyjne  były zauważalne nawet w dużych, zasięgowych mediach. Instytucje spółdzielcze podejmują próby odcinania się od SKOK-ów, jednak działania te są niewystarczające i zazwyczaj stanowią inicjatywę pojedynczych banków, a powinny być wspólnymi dla całego środowiska, kluczowymi, zorganizowanymi działaniami medialnymi – komentuje Sebastian Bykowski, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów.

Wykres 2. Liczba publikacji regionalnych na temat banków spółdzielczych w podziale na miesiące w okresie kwiecień 2014 – kwiecień 2015
Wykres 2. Liczba publikacji regionalnych na temat banków spółdzielczych w podziale na miesiące w okresie kwiecień 2014 – kwiecień 2015

Najdynamiczniejszy wzrost zainteresowania mediów bankowością spółdzielczą miał miejsce we wrześniu ub.r. Wówczas dziennikarze omawiali tematykę kredytów studenckich i wszelkich możliwości dofinansowania studiów. Liczba publikacji wzrosła o 25 proc. – z 863 informacji do 1084.

Trzeci pik przypadł na styczeń 2015 r. W mediach pojawiło się wówczas kilkaset przekazów dotyczących nowelizacji ustawy o bankowości spółdzielczej.

Ostatni wzrost aktywności dotyczył marca br. – na temat tego rodzaju instytucji finansowych ukazało się prawie 1,5 tys. materiałów. Dziennikarze pisali głównie o możliwości korzystania z bankomatów biometrycznych w niektórych bankach spółdzielczych oraz budowie systemu IPS, stworzonego w celu zwiększenia bezpieczeństwa tych podmiotów. Wśród innych wątków znalazły się m.in. prace nad prawodawstwem, w tym nad ustawą regulującą działalność „BS-ów”.

Najpopularniejsze w internecie

Publikacje o bankach spółdzielczych zostały zdecydowanie zdominowane przez źródła internetowe. Aż 75 proc. stanowiły materiały właśnie z sieci. Taki wynik ma związek m.in. z faktem, że sektor ten inwestuje w rozwój bankowości internetowej i mobilnej, stara się dotrzeć do internautów. Drugim medium, w którym można było najczęściej znaleźć informacje o analizowanych podmiotach, była prasa – 23 proc. Radio i telewizja bardzo rzadko informowały o bankowości spółdzielczej.

Wykres 3. Liczba publikacji na temat banków spółdzielczych w podziale na media w okresie kwiecień 2014 – kwiecień 2015
Wykres 3. Liczba publikacji na temat banków spółdzielczych w podziale na media w okresie kwiecień 2014 – kwiecień 2015

Najczęściej o bankowości spółdzielczej w Internecie

Najwięcej materiałów wzmiankujących o bankowości spółdzielczej opublikowano na portalu Firma.pb.pl. W ciągu roku w serwisie ukazało się 266 publikacji. Miały one jednak niewielki wskaźnik dotarcia w porównaniu z innymi mediami. Kolejne miejsca w zestawieniu pod względem liczby publikacji zajęły Biznes.interia.pl (203), Ibs.edu.pl (192) oraz Finanse.wp.pl (176). Portal finansowy należący do Wirtualnej Polski został liderem pod względem wskaźnika dotarcia. Informacje z tej strony mogły dotrzeć do 1,3 mld odbiorców.

Robert Orzechowski i Zdzisław Surowaniec liderami

Najaktywniejszym dziennikarzem w sektorze bankowości spółdzielczej został Robert Orzechowski. W ciągu roku napisał 69 materiałów, które zostały umieszczone głównie na portalach Nasze-miasto.pl. We wszystkich wzmiankowano o działaniach sponsoringowych Podkarpackiego Banku Spółdzielczego. Wysoki wynik liczby publikacji uzyskali także: Marlena Polok-Kin (62), Paweł Gołębiowski (49) i Mirosław Sobkowiak (33).

Natomiast doniesienia medialne Zdzisława Surowańca cieszyły się najwyższym wskaźnikiem dotarcia spośród najaktywniejszych autorów. Liczba potencjalnych kontaktów z publikacjami autora wyniosła ponad 24,2 mln. Dziennikarz relacjonował m.in. kwietniowe spotkanie wiceministra finansów z przedstawicielami banków spółdzielczych w Stalowej Woli.

Raport został przygotowany na zlecenie dwumiesięcznika „Bank Spółdzielczy” i opublikowany w numerze 3/581 VI-VII 2015.

Wspólny rynek w obrocie nieruchomościami dużą szansą dla polskich pośredników

Jak Europejska Legitymacja Zawodowa, która ma zacząć obowiązywać od 2016 r. pomoże polskim profesjonalistom nieruchomości mieszkającym za granicą? Czy zderegulowany rynek pośredników i zarządców jest niechlubnym wyjątkiem na Starym Kontynencie? W jakim kraju w Europie ponad 90 proc. transakcji jest obsługiwanych przez pośredników?

Rozmowa z Grzegorzem Dobrowolskim, wiceprezydentem Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości i członkiem zarządu CEPI Europejskiej Rady Nieruchomości.

Wspólny rynek jest dużą szansą dla polskich pośredników w obrocie nieruchomościami. Europejska Rada Nieruchomości CEPI na poziomie europejskim reprezentuje interesy 300 tys. pośredników. Czym się obecnie zajmuje?

Przedstawiciele CEPI prowadzą działania wszędzie tam, gdzie kwestie dotyczące rynku nieruchomości, relacji usługodawców i konsumentów odnoszą się w sposób pośredni lub bezpośredni do pracy pośredników i zarządców. Organizacja zajmuje się konkretnymi projektami, które Unia Europejska podejmuje albo kontynuuje. I takim przedsięwzięciem jest m.in. Europejska Legitymacja Zawodowa.

Jak Europejska Legitymacja Zawodowa wpłynie na pracę polskich pośredników w obrocie nieruchomościami? I kiedy zacznie funkcjonować?

Według założeń nowa formuła Europejskiej Legitymacji Zawodowej zostanie wdrożona
w 2016 roku. W jakim zakresie jej wprowadzenie przełoży się na sytuację pośredników i zarządców? Odpowiedź nie jest prosta. Rolą Legitymacji jest usprawnienie systemu, jego unowocześnienie, w pewnym sensie również technologiczne, co umożliwi szybkie uzyskanie dostępu do informacji na temat kwalifikacji zawodowych i pozwoli wyeliminować kosztochłonny tryb autoryzacji dyplomów, nostryfikacji uprawnień. W różnych krajach do kwestii Europejskiej Legitymacji Zawodowej podchodzi się z innym zaangażowaniem. Dla niektórych grup zawodowych funkcjonujących w określonych państwach nie jest to tak istotny problem. Wynika to ze skali rynku wewnętrznego, migracji profesjonalistów i ich obecności na innych rynkach. W przypadku Polski jest to temat bardzo ważny. Mamy sporą grupę młodych ludzi, wykształconych, często kierunkowo, posiadających nierzadko wysoki, w porównaniu z innymi zachodnimi standardami edukacyjnymi, poziom kwalifikacji i wiedzy. Brak zachęty i sprężyny uruchamiającej pewne procesy blokuje ich. Nie wszyscy muszą za granicą zaczynać od przysłowiowego zmywaka.

A jak się ma deregulacja zawodów pośrednika w obrocie nieruchomościami i zarządcy nieruchomości do wprowadzenia Europejskiej Legitymacji Zawodowej?

Europejska Legitymacja Zawodowa to system, którego treść będzie wypełniana na poziomie poszczególnych państw. Ten proces z kolei jest ściśle powiązany ze standardami kwalifikacyjnymi, obowiązującymi w każdym z krajów. Deregulacja w Polsce, a więc brak uprawnień zawodowych, które byłyby w sposób jednoznaczny autoryzowane, nie pozwala nam na włożenie czegokolwiek do tego systemu. Uważam, że los ponad 2 mln mieszkających za granicą Polaków, wśród których jest wielu młodych ludzi, powinien nas interesować. Jeżeli nie potrafimy zachęcić ich do powrotu do kraju, to przynajmniej dajmy im dodatkową szansę na funkcjonowanie w miejscu, w którym obecnie mieszkają.

A jakie są poziomy regulacji w różnych krajach Europy? Czy państwa dążą do regulacji czy może raczej do deregulacji zawodów?

Gdyby wsłuchać się w głosy uzasadniające wprowadzenie deregulacji w Polsce, to często
w sposób autorytatywny padało stwierdzenie, że cała Europa zmierza do deregulacji, że nigdzie poza Polską nie ma tak wielu formalnych barier. A to nieprawda! Każda branża ma swoje wymogi i standardy. Sytuację pośredników i zarządców zbadała CEPI i Komisja Europejska. Z tej analizy wynika, że w 18 państwach mamy do czynienia z systemem regulowanym w różnym stopniu. W żadnym z tych przypadków nie ma pustych przestrzeni, są przynajmniej jakieś linie graniczne. Nie jest prawdą, iż istnieje tendencja do zniesienia barier. Raport Komisji Europejskiej mówi o tym, że tam, gdzie prawa wynikające z innych źródeł w wystarczający sposób chronią interesy konsumentów, to być może należy się zastanowić czy funkcjonujące normy regulacyjne nie dublują się, nie zaostrzają pewnych procedur czy nie są zbędne. Z drugiej jednak strony należałoby sprawdzić, czy tam gdzie te prawa są niedostateczne nie należałoby ich uzupełnić poprzez regulacje, dając w ten sposób dodatkową gwarancję bezpieczeństwa klientowi. I to jest powszechny trend. Nie wyobrażam sobie, aby takie państwa jak Francja, Belgia czy Austria zrezygnowały z utrwalanych przez kilkanaście lat systemów edukacji, egzaminowania i kontroli. To jest struktura, której rozmontowaniem nikt, włącznie z rynkiem, nie jest zainteresowany. Wyrugowanie systemu, czego – jako Polska – jesteśmy nieszczęśliwym przykładem, prowadzi do chaosu. Nienazwanie lub niepełne nazwanie pewnych procesów wprowadza jeszcze większy zamęt, na którym cierpią usługodawcy i usługobiorcy. Miejscem, w którym często będą się teraz spotykać nie będzie już rynek, ale sąd.

Czy istnieje kraj i rozwiązania, na których jako Polska powinniśmy się wzorować?

Krajem, w którym chciałbym funkcjonować jako pośrednik jest Dania. W tym kraju 93 proc. transakcji rynku nieruchomości jest obsługiwanych przez pośredników. To jest pewnego rodzaju proces, kwestia pewnych konwenansów, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Tak, jak dziś już nie próbujemy sami naprawiać samochodów tylko korzystamy z usług fachowców, którzy biorą za to odpowiedzialność. W większości państw europejskich realizacją co najmniej 60 proc. transakcji zajmują się profesjonalni pośrednicy nieruchomości. W Polsce musimy przejść do poziomu, w którym praca pośrednika jest usługą uzupełniającą rynek tak, jak uzupełnia się pewne inne sfery aktywności społecznej. Jeżeli państwa, które mają bardziej stabilną sytuację prawną oraz dłuższą historię budowania państwa prawa, są zainteresowane utrzymaniem pośrednictwa jako usługi dającej pewne gwarancje czy budującej dobry klimat na rynku nieruchomości, to dlaczego nie możemy tego zrobić w Polsce? W naszym kraju jako grupa zawodowa, przedsiębiorcy podejmujemy ryzyko wyłącznie na własny rachunek. I tutaj w razie problemów nikt nam nie może pomóc. Dobrze by było, gdyby jednak nie podstawiano nam nogi.

Polska Federacja Rynku Nieruchomości (PFRN)

Wyniki MLP Group po I półroczu 2015 r.

O 12,4% do 54,2 mln zł zwiększyły się w I półroczu 2015 r. przychody dewelopera powierzchni magazynowych w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku. Docelowa powierzchnia realizowanych i planowanych projektów przez MLP Group sięga aktualnie 735 tys. mkw. powierzchni, a uwzględniając także opcje na planowane inwestycje aż blisko 1,4 mln mkw. Oznacza to możliwość potrojenia obecnej skali działania.

Radosław T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.
Radosław T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w I półroczu 2015 r. uzyskał 54,2 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza 12,4% poprawę w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Na poziomie wyniku netto z działalności kontynuowanej Grupa w pierwszych sześciu miesiącach tego roku wypracowała 29,6 mln zł, czyli na podobnym poziomie jak rok wcześniej kiedy uzyskano 30,0 mln zł. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) na koniec czerwca br. wyniosła 591,5 mln zł. To o 6% więcej niż na koniec 2014 r. i o 10,5% więcej niż na koniec czerwca 2014 r. Natomiast wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 1% względem wyceny na koniec minionego roku do 1,055 mld zł. „Wyniki finansowe osiągnięte przez Grupę w pierwszym półroczu 2015 roku uważamy za bardzo dobre. W pierwszym półroczu br. wykazaliśmy ujemny wynik z aktualizacji wyceny pomimo istotnego wzrostu wartości nieruchomości liczonej w euro.Głównym czynnikiem takiej sytuacji była aprecjacja naszej waluty”- wyjaśnił Radosław T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.

W pierwszym półroczu br. Grupa MLP realizowała projekty inwestycyjne o łącznej powierzchni nieco ponad 40,3 tys. mkw. Z tego 17,8 tys. mkw. dotyczyło kontynuacji inwestycji rozpoczętych jeszcze w minionym roku (projekty zostały już w całości zakończone i przekazane najemcom). Natomiast w pierwszych sześciu miesiącach tego roku zainicjowano budowę kolejnych 22,5 tys. mkw. powierzchni a kolejne 13,4 tys. mkw. znajdowało się w fazie przygotowawczej do budowy. Na koniec czerwca br. Grupa miała 384,9 tys. mkw. wybudowanej powierzchni magazynowej, z czego wynajętych było 95,6%, a wskaźnik pustostanów był na poziomie zaledwie 4,4%.

„Naszym strategicznym celem jest realizacja budynków w aktualnym banku ziemi oraz realizacja budynków w systemie BTS poza aktualnymi parkami w celu dalszej odsprzedaży. Według wielu prognoz Polska ma przed sobą okres coraz szybszego wzrostu PKB. Ponieważ ogólny stan gospodarki i tendencji na rynku magazynowym są ze sobą silnie skorelowane, możemy oczekiwać, że znajdzie to odbicie w popycie na magazyny”- stwierdził Radosław T. Krochta. W ramach zawartych umów najmu oraz umów warunkowych MLP Group ma do wybudowania obecnie ok. 194,2 tys. mkw. powierzchni.

W skład portfela nieruchomości Grupy Kapitałowej wchodzi sześć operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Tychy, MLP Poznań, MLP Bieruń oraz MLP Lublin. Docelowa powierzchnia w tych inwestycjach sięga 735,3 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej. W trakcie budowy jest siódmy park MLP Teresin. W przygotowaniu są także kolejne inwestycje w regionie Wielkopolski, Górnego i Dolnego Śląska oraz Polski Centralnej, w tym m.in. MLP Poznań Zachód, MLP Poznań Południe, MLP Gliwice, MLP Łódź oraz MLP Wrocław. Uwzględniając także te projekty docelowa powierzchnia magazynowa MLP Group sięgnie blisko 1,4 mln mkw.

Jak odkorkować polskie miasta?

W Raporcie „Inteligentny Rozwój Miasta” Przemysław Wojtkiewicz z Integrated Solutions stwierdza, że kluczem do rozwiązania problemu korków jest zastosowanie odpowiednich mechanizmów analizujących natężenie ruchu drogowego w czasie rzeczywistym. Bez nich uruchomienie kolejnych urządzeń czy aplikacji nie przyniesie wymiernych rezultatów.

– Zdarza się, że miasta inwestują w szereg rozwiązań, które choć w zamierzeniu mają ułatwiać życie i usprawniać ruch, w praktyce jeszcze bardziej komplikują całą sytuację. Taki scenariusz to konsekwencja braku analizy. Za przykład mogą posłużyć przyciski dla pieszych. Ich instalacja na każdym skrzyżowaniu, bez wyjątku, opóźnia ruch, a nie go upłynnia – wyjaśnia Przemysław Wojtkiewicz, dyrektor linii Smart City w Integrated Solutions (IS).

W opinii eksperta miasta powinny zainwestować w systemy predykcji ruchu
i stworzenie on-line’owego modelu ruchu. Posiadanie odpowiednich informacji sprawi, że procesy odkorkowania miasta skutecznie wspomogą z kolei takie rozwiązania, jak projekty open data, systemy park & ride, dynamiczna informacja na znakach zmiennej treści, inteligentna sygnalizacja świetlna czy organizacja przejazdu pojazdów uprzywilejowanych.

– System klasy ITS (z ang. Inteligent Transportation System) w oparciu o infrastrukturę ICT (z ang. Information and Telecommunication Technology) może pomóc w odkorkowaniu miast, choćby poprzez zbieranie i odpowiednie przetwarzanie bieżących informacji o wszystkich zdarzeniach, które mają wpływ na ruch w mieście. Przykładem miasta, które można traktować jako inspirację jest Stuttgart, w którym działa Centrum Zarządzania Ruchem. To wspólna inicjatywa wszystkich służb miejskich, medycznych, policji, zarządu dróg i operatorów transportu zbiorowego. Szacuje się, że dzięki Centrum, każdego dnia udaje się zredukować długość korków nawet o ok. 20 kilometrów – podsumowuje Przemysław Wojtkiewicz.

Więcej informacji na temat tego, jak usprawnić ruch w mieście znajduje się
w Raporcie „Inteligentny Rozwój Miasta”. Materiał został opracowany przez Orange, Integrated Solutions, przy wsparciu Fundacji Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych. Raport można pobrać bezpłatnie na stronie www.smartcity2020.pl.

W I półroczu 2015 r. sądy rozpatrzyły 2189 wniosków o upadłość polskich firm

Jak wynika z danych pozyskanych z Ministerstwa Sprawiedliwości, w I połowie 2015 roku do polskich sądów wpłynęło 2 189 wniosków o upadłość, czyli o 4 proc. mniej niż w tym samym okresie roku 2014 (2283 wnioski). Spadła także liczba wydanych przez sądy postanowień o upadłości, było ich 409, czyli o 7 proc. mniej niż w okresie pierwszych sześciu miesięcy 2014 r., kiedy zanotowano 439 bankructw. Od początku 2009 roku, (czyli od czasu, kiedy zaobserwowano wyraźnie wzrastające problemy polskich firm z wypłacalnością) do końca czerwca 2015 r. do sądów wpłynęło 25 929 wniosków o upadłość przedsiębiorstw. Liczby te oznaczają, że poważne zagrożenie dla płynności dotyczyło znacznie większej liczby przedsiębiorstw, niż wynika to ze statystyk o ogłoszonych upadłościach.

Wpływ wniosków o upadłość a ogłoszone upadłości I półrocze 2015  vs. I półrocze 2014
Wpływ wniosków o upadłość
a ogłoszone upadłości I półrocze 2015
vs. I półrocze 2014

Komentuje Grzegorz Sielewicz Główny Ekonomista Coface w Polsce

Niższa liczba wniosków o upadłości przedsiębiorstw w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku potwierdza poprawę sytuacji gospodarczej i otoczenia makroekonomicznego w Polsce, jakiej doświadczają krajowe firmy. Jednak w obliczu podwojenia tempa wzrostu gospodarczego Polski z 1,7 proc. w 2013 r. do 3,4 proc. w 2014 r. i jego stabilizacji w pierwszej połowie tego roku, spadek liczby wniosków upadłościowych o zaledwie 4 proc. wydaje się dynamiką rozczarowującą. Liczba składanych wniosków o upadłości firm wciąż utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, a jej obniżenie w ostatnich statystykach może być głównie przypisane wysokiej bazie odniesienia w roku poprzednim.

Sytuacja dotycząca płynności wielu polskich przedsiębiorstw jest nadal często wynikiem trudnej sytuacji z lat ubiegłych. Niska dynamika konsumpcji prywatnej, która osiągnęła apogeum w pierwszej połowie 2013 r., następnie zawirowania i recesja w strefie euro (główny odbiorca polskiego eksportu), a w także przeciągająca się deflacja, duża konkurencja i konieczność akceptowania niskich marż w wielu branżach, powodują, że poprawa sytuacji gospodarczej będzie następować stopniowo i uwidoczni się z pewnym opóźnieniem.

Upadłość – powoli, jednak coraz częściej – staje się formą ratowania firmy i stanowi element jej restrukturyzacji. Obserwowane przypadki skutecznie przeprowadzonych postępowań naprawczych, czy zrealizowanego z sukcesem układu z wierzycielami dają nadzieję, że instytucja upadłości coraz częściej będzie instrumentem umożliwiającym powrót przedsiębiorstw, które mają potencjał, aby z powodzeniem działać w niełatwych warunkach rynkowych.

Sposób rozpatrzenia spraw upadłościowych, które wpłynęły do polskich sądów w I półroczu 2015.  Źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości, Coface
Sposób rozpatrzenia spraw upadłościowych, które wpłynęły do polskich sądów w I półroczu 2015. Źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości, Coface

Spośród 2189 wniosków, które wpłynęły do polskich sądów w I połowie 2015 r. w blisko 19 proc. przypadków (409) orzeczono o postanowieniu upadłości, z czego 345 spraw zakończyło się ogłoszeniem upadłości w celu likwidacji majątku dłużnika, a 64 – upadłością z możliwością zawarcia układu.

Wniosek o upadłość może złożyć zarówno sam dłużnik w sytuacji swojej niewypłacalności, jak i wierzyciel, wobec którego dłużnik nie reguluje zobowiązań. Prawo upadłościowe precyzyjnie określa przypadki, kiedy może to nastąpić i jakie formalności powinny zostać dopełnione. Sytuacje, kiedy sąd nie orzeka upadłości przedsiębiorstwa spowodowane są różnymi przyczynami, od braków formalnych, przez brak majątku, aż po oddalenie wniosku złożonego w złej wierze.

Największa liczba 756 wniosków (34,5 proc.) została przez sądy oddalona, ze względu na fakt, że:

  • majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarczał na zaspokojenie kosztów postępowania
    (art.13 prawa upadłościowego i naprawczego), co w praktyce oznacza faktyczne bankructwo firmy – takich przypadków było aż 606.
  • opóźnienie w wykonaniu zobowiązań nie przekraczało trzech miesięcy, a suma niewykonanych zobowiązań nie przekraczała 10 proc. wartości bilansowej przedsiębiorstwa dłużnika (art.12).

Drugą (20 proc.) pod względem liczby przypadków grupę stanowiły sytuacje, kiedy sąd decydował o prawomocnym zwrocie wniosku (439) w związku ze złożeniem go w sposób, który nie odpowiada wymogom ustawy (np. nienależycie opłacony lub złożony z brakującymi danymi).

231 razy (10,5 proc.) sądy decydowały o umorzeniu postępowania w sytuacjach, gdy np. składający sam wycofał wniosek o upadłość lub wszyscy wierzyciele żądali umorzenie sprawy lub gdy majątek dłużnika (po wyłączeniu wszystkich zabezpieczeń) nie wystarczał na pokrycie roszczeń.

Wśród 354 przypadków rozpatrzonych w inny sposób (16 proc.) znalazły się m.in. sytuacje, kiedy sąd prawomocnie przekazał sprawę do rozpatrzenia do innego sądu, zgodnie z właściwą rejestracją lub tam gdzie podmiot ma większy majątek (58) lub gdy sąd zdecydował o połączeniu spraw, np. wniosków kilku wierzycieli do wspólnego rozpoznania pod jedną sygnaturą sprawy (107).

18,6% wniosków o upadłość zakończyło się w I półroczu 2015 ogłoszeniem upadłości podmiotu
18,6% wniosków o upadłość
zakończyło się w I półroczu 2015
ogłoszeniem upadłości podmiotu

Wpływ wniosków o upadłość w I połowie 2015 vs I połowa 2014 r. do Sądów Okręgowych wg województw

źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości, Coface

województwo wpływ wniosków o upadłości w 2014 wpływ wniosków o upadłości w 2015 %
mazowieckie 501 546 9%
śląskie 243 281 16%
małopolskie 207 194 -6%
wielkopolskie 233 193 -17%
dolnośląskie 224 170 -24%
pomorskie 134 125 -7%
zachodniopomorskie 109 111 2%
lubelskie 133 110 -17%
łódzkie 148 107 -28%
kujawsko-pomorskie 87 96 10%
podkarpackie 88 72 -18%
warmińsko-mazurskie 65 70 8%
świętokrzyskie 24 42 75%
podlaskie 40 28 -30%
opolskie 30 24 -20%
lubuskie 17 20 18%
ogółem 2283 2189 -4%

 

Wnioski o upadłość najczęściej wpływają do sądów w województwach, w których działa najwięcej podmiotów gospodarczych tj. ma Mazowszu, na Śląsku, w Małopolsce i w Wielkopolsce. W tym względzie statystyki przedstawiające wnioski o upadłość są podobne do tych prezentujących ogłoszone upadłości. Analogicznie sytuacja wygląda w przypadku województw z końcówki tabeli.

Jeśli chodzi o liczbę wniosków o upadłość, sytuacja jest bardzo zróżnicowana w zależności od regionów. Porównując I półrocze 2015 do analogicznego okresu roku poprzedniego, największą poprawę zanotowano w woj. podlaskim (30 proc. spadek). Najgorzej było natomiast w woj. świętokrzyskim (blisko 75 proc. wzrost). Nieciekawie wygląda też sytuacja w woj. śląskim 16 proc wzrostu liczby wniosków o upadłość.

 

Upadłości i wnioski o upadłość – barometr stanu gospodarki, który należy monitorować

Bezwzględne liczby ogłoszonych przez sądy upadłości nie są w Polsce duże, gdyż dane przedstawiają jedynie firmy, wobec których zostało przeprowadzone oficjalne postępowanie upadłościowe. Nie uwzględniają natomiast przedsiębiorców, którzy zakończyli aktywność gospodarczą poprzez likwidację lub zawieszenie działalności, a tych jest znacznie więcej. Liczba upadłości jest jednak ważnym wskaźnikiem sytuacji gospodarczej. Coface monitoruje bankructwa od kilkunastu lat i statystyki potwierdzają, że wskaźnik liczby upadłości doskonale obrazuje okresy koniunktury i dekoniunktury (z zachowaniem kilkumiesięcznego przesunięcia w czasie, wynikającego z okresu trwania postępowań sądowych). Dla przedsiębiorców jeszcze bardziej wartościowym pozostaje jednak bieżące monitorowanie sytuacji odbiorcy, dzięki czemu możliwe jest wychwycenie informacji o złożeniu lub wycofaniu wniosku o upadłość. W zdecydowanej większości przypadków złożenie wniosku o upadłość sygnalizuje poważne problemy dłużnika z zachowaniem płynności i powinno być sygnałem dla kontrahentów do podjęcia natychmiastowych kroków zabezpieczających należności i zrewidowania planów dalszej współpracy.

NIK o podwyżkach wynagrodzeń zarządu w Lasach Państwowych

Prowadzona przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe gospodarka finansowa – której efektem jest stały wzrost kosztów zarządu, wzrost wynagrodzeń oraz zwiększenie nakładów inwestycyjnych – stwarza ryzyko nieosiągnięcia podstawowych celów działania Lasów Państwowych: zachowania i ochrony lasów oraz ekosystemów leśnych, a także utrzymania i powiększania upraw i zasobów leśnych.

Lasy Państwowe upatrują szans na zwiększenie przychodów w sprzedawaniu coraz to większych ilości drewna. Strategia ta nie zawsze okazuje się skuteczna, bo np. w latach 2011 -2013 mimo zwiększenia ilości sprzedanego drewna o 6,5 proc., przychody ze sprzedaży spadły o – 3,8 proc. W roku 2014 przychody ze sprzedaży drewna wzrosły głównie dzięki wyższej cenie za m3 oraz dzięki po raz kolejny zwiększonej wycince drzew.

Mimo spadku przychodów w latach 2011-2013 Lasy Państwowe sukcesywnie zwiększały koszty zarządu, w tym koszty wynagrodzeń, które od 2010 r. wzrosły o ponad 26 proc. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Państwowym Gospodarstwie Leśnym Lasy Państwowe wzrosło o ponad 24 proc. – do 6 980 zł (w Dyrekcji Generalnej o blisko 29 proc. – do kwoty 11 133 zł), niemal dwukrotnie przewyższając wzrost wynagrodzeń w administracji publicznej i gospodarce narodowej oraz w sektorze prywatnym. W 2014 r. płace w Gospodarstwie Leśnym wzrosły o kolejne 3,5 proc. (w sumie od 2010 r. – już o 29,2%). Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Lasach Państwowych w roku 2014 wyniosło 7 229 zł.

NIK ustaliła również, że środki przeznaczone na inwestycje w Państwowym Gospodarstwie Leśnym Lasy Państwowe były relatywnie wysokie, stanowiły ponad 15 proc. wszystkich wydatków Lasów Państwowych i przekraczały w badanym okresie o 11-20 proc. wielkość środków przeznaczonych na hodowlę i ochronę lasów. Dynamika nakładów inwestycyjnych, w porównaniu z 2010 r. wykazywała tendencję wzrostową i wynosiła od ponad 206 proc. w 2011 r. do ponad 245 proc. w roku 2013. Środki przeznaczane przez Lasy Państwowe na ochronę i hodowlę lasów, a więc nakłady kluczowe dla zachowania i ochrony lasów oraz ekosystemów leśnych, a także na utrzymanie i powiększanie zasobów i upraw leśnych, stanowiły w badanym okresie zaledwie 13 proc. kosztów ogółem i były ponad trzykrotnie niższe od kosztów ogólnego zarządu.

Najwyższa Izba Kontroli wskazuje na konieczność poprzedzania procesów inwestycyjnych oceną ich ekonomicznej racjonalności. Ma ona szczególne znaczenie w przypadku takich nakładów, jak np. nakłady na budynki, które w badanym okresie przekroczyły pół miliarda (569 064,9 tys. zł, z czego na budynki mieszkalne – 227 296,9 tys. zł). Niestety dynamika wzrostu środków przeznaczanych przez Lasy Państwowe na ochronę i hodowlę lasu była w badanym okresie wyraźnie niższa od dynamiki wzrostu wydatków inwestycyjnych. Zastrzeżenia NIK dotyczą też utrzymywania w strukturze Lasów Państwowych zakładów, których działalność nie znajdowała uzasadnienia ani z punktu widzenia realizacji zadań Lasów Państwowych, ani rachunku ekonomicznego.

Innowacja w leasingu z dofinansowaniem UE

Jak wynika z danych Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, polscy przedsiębiorcy doceniają leasing: aż 83 % firm z doświadczeniem w obsłudze leasingu uważa ten sposób finansowania za ważny katalizator przedsiębiorczości. Dzięki Raiffeisen Leasing ta zyskująca na popularności forma finansowania dostępna jest również w formie dotowanej z Funduszy Unijnych. Zyskają na tym przede wszystkim przedsiębiorcy szukający środków na innowacyjne projekty.

Finansowanie innowacyjnych przedsięwzięć jest w oczywisty sposób bardziej ryzykowne niż inwestowanie w standardowe projekty. Nowatorskie rozwiązania najczęściej nie mają swoich odpowiedników na rynku, więc trudno jest oszacować szanse na ich powodzenie. Dlatego wśród przedsiębiorców pojawiło się zapotrzebowanie na instrumenty zmniejszające ryzyko udzielenia kredytu na podobne projekty.

Dzięki współpracy Raiffeisen Leasing z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym, polscy przedsiębiorcy zyskali kilka nowych ciekawych możliwości. Gwarancje udzielane w ramach projektu Instrument Podziału Ryzyka (z ang. „Risk Sharing Instrument” – RSI) umożliwiają firmom łatwiejszy dostęp do finansowania leasingiem, między innymi projektów innowacyjnych oraz działalności badawczo-rozwojowej. Program ten polega na gwarancjach Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego na finansowanie dla firm innowacyjnych i realizujących innowacyjne projekty. EFI to wiarygodna instytucja finansowa o najwyższych notowaniach (AAA) agencji ratingowych. Dlatego wydana przez nią gwarancja jest bardzo dobrym zabezpieczeniem kredytowym dla instytucji finansujących.

– Gwarancja EFI jest dodatkowym zabezpieczeniem leasingu, przez co zmniejsza ryzyko, jakim obarczone jest udzielenie finansowania – mówi Marcin Brześciański, manager ds. Produktów Raiffeisen-Leasing Polska S.A. – W razie niewypłacalności przedsiębiorstwa, gwarancja EFI pokrywa 50% niespłaconej części zobowiązania (zarówno kapitał, jak i odsetki). Ryzyko takiej transakcji rozkłada się więc po połowie pomiędzy instytucję finansującą a EFI. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaoferować przedsiębiorcom środki na preferencyjnych warunkach: przy niższym oprocentowaniu, na dłuższy okres, przy niższych wymogach dotyczących zabezpieczeń – dodaje ekspert.

To właśnie dzięki gwarancji z EFI Raiffeisen Leasing dysponuje kwotą aż 60 milionów euro dla pomysłowych przedsiębiorców na przedsięwzięcia obarczone większym ryzykiem. W ofercie dostępne jest preferencyjne finansowanie w ramach RSI dla małych i średnich firm (do 500 osób), nastawionych na innowacje bądź realizujących projekty badawczo-rozwojowe. Przedsiębiorca planujący skorzystanie z RSI musi spełnić co najmniej jedno z dziesięciu kryteriów, np. inwestować w produkcję lub rozwój innowacyjnych produktów, procesów lub usług, bądź też być przedsiębiorstwem „szybko rosnącym”. Dofinansowanie może obejmować technologię, inwestycje lub maszyny i sprzęt.

Dzięki współpracy z Raiffeisen Leasing przedsiębiorca, który zdecyduje się na finansowanie swojego przedsięwzięcia leasingiem, może uzyskać dofinansowanie do rat. Obejmuje ono kapitałową cześć raty już zapłaconej i zafakturowanej, odsetki musi sfinansować z własnych środków. Jeśli stara się o dofinansowanie leasingowanego sprzętu, umowa musi prowadzić do przeniesienia prawa własności, a leasingodawca ma być podmiotem upoważnionym do ponoszenia wydatków kwalifikowanych w imieniu korzystającego z dotacji.

Na mocy umowy z EFI Raiffeisen Leasing uruchomił również inny program ramowy na rzecz konkurencyjności i innowacji. Projekt Competitiveness and Innovation Framework Programme (CIP) również został tworzony z myślą o małych i średnich przedsiębiorstwach. Ma on zachęcać do szerszego i pomysłowego wykorzystania technologii informacyjnych i komunikacyjnych, tym samym wspomagając rozwój społeczeństwa informacyjnego. W programie mogą wziąć udział zarówno działające już firmy, jak i start-upy. Warunkiem jest zatrudnianie mniej niż 10 osób i roczne obroty poniżej 2 mln euro. W ramach leasingu operacyjnego lub finansowego mogą być sfinansowane np. urządzenia, sprzęt IT, a nawet meble (nie mogą to być auta) o wartości nieprzekraczającej 104 tys. zł.

Dla rozwojowych firm z potencjałem najważniejszy więc okazuje się innowacyjny, odkrywczy pomysł. Nawet jeśli standardowe źródła finansowania uznają go za zbyt ryzykowny, ofertowane przez Raiffeisen Leasing programy pomogą sfinansować przedsięwzięcie.

Chińska giełda znów nurkuje

Wracają problemy w Chinach. Spadki na tamtejszej giełdzie pociągnęły za sobą inne parkiety oraz przede wszystkim surowce. 8,5-procentowa przecena musi budzić respekt. Na reakcję na walutach nie trzeba było długo czekać. Inwestorzy od razu rozpoczęli poszukiwanie bezpieczniejszych przystani. Euro po 4,25 zł jeszcze niedawno wydające się fikcją okazało się poranną rzeczywistością.

Tematem numer jeden znów są Chiny. Po serii słabszych danych makroekonomicznych rynki wstrzymywały oddech, ale nie reagowały zbyt emocjonalnie. Co zatem się stało, że dzisiejszego poranka euro kosztuje niemal 4,25 zł? Główny indeks chińskiej giełdy stracił 8,5% na wartości. Dodatkowo wbrew oczekiwaniom analityków nie doszło do obcięcia stopy rezerwy obowiązkowej. W efekcie nałożyły się dwa tematy. Pierwszy to realny problem na giełdzie, za którym od razu podążyły surowce. Drugi to perspektywa, że jednak Chiny nie będą walczyć z rynkiem i nie zamierzają interweniować wszystkimi dostępnymi środkami. W rezultacie pod znakiem zapytania oprócz tego na jakim poziomie znajdzie się giełda jest również kondycja całej chińskiej gospodarki. Spowolnienie w Państwie Środka to coś czego inwestorzy obawiają się naprawdę mocno.

Jak zareagowały rynki na te informacje? Po pierwsze nastąpiła ucieczka od walut krajów rozwijających się. Złotówka i inne waluty naszego regionu szybko powróciły na poziomy, na których nie było ich od dawna. Warto również zwrócić uwagę na główną parę walutową świata. Dolar traci gwałtownie do euro. Powód jest prosty. Szansa, że podczas dużych problemów w Chinach FED zdecyduje się podnieść stopy procentowe jest coraz mniejsza. W rezultacie inwestorzy kupujący dolary w oczekiwaniu na tą zmianę musieli zrewidować swój pogląd. W rezultacie złoty stracił ponad 5 groszy do euro, ale w wyniku ruchów na EUR/USD umocnił się wobec dolara.

W piątek poznaliśmy również dane na temat koniunktury w najważniejszych gospodarkach europejskich. Wstępne odczyty Indeksów PMI dla przemysłu, bo o nich mowa, zostały jednak potem przykryte przez problemy na giełdach. Wynik dla całej Unii Europejskiej był o 0,2 pkt lepszy od oczekiwań. Zawdzięczamy to Niemcom, których gospodarka wraca na właściwe tory, a odczyt przekroczył oczekiwania o 1,5 pkt. Oczywiście w innych krajach nie było tak różowo stąd główny indeks wzrósł o zaledwie 0,2 pkt.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym brakuje istotnych informacji. Nie zmienia to faktu, że po tym co się wydarzyło w Chinach i na rynkach surowcowych nuda jest bardzo wątpliwym scenariuszem na dziś.

EUR/PLNKomentarz walutowy 24.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 24.05.2015 do 24.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650. Ruch w górę przebił ostatnie maksimum na 4,2400 podnosząc je niemal o grosz.

CHF/PLNKomentarz walutowy 24.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 24.05.2015 do 24.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy, z którego doszło w piątek do wybicia. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest 3,8350. Po powrocie ponad wspomniany poziom 3,9000 kolejnym ważnym są maksima na 3,9350.

USD/PLNKomentarz walutowy 24.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 24.05.2015 do 24.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w trendzie bocznym. Opór stanowić będzie linia łącząca maksima lokalne na 3,7400 a następnie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLNKomentarz walutowy 24.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 24.05.2015 do 24.08.2015

Kurs GBP/PLN wybił się z szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest linia łącząca maksima lokalne na 5,8900. W przypadku dalszych spadków najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum na 5,7700.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Enea wypowiedziała LW Bogdanka kontrakt na dostawy węgla

Skład węgla w Elektrowni KozieniceDotychczasowa umowa nie pozwala Enei pozyskiwać paliwa w cenach, które obowiązują dziś na rynkach światowych i na rynku krajowym. W ocenie firmy, wszelkie możliwości renegocjacji warunków umowy zostały wyczerpane. Kolejne rundy rozmów nie przyniosły zadowalających koncern energetyczny rezultatów.

– Nie stać nas na tak drogi węgiel, a warunki handlowe dotychczasowej umowy znacznie odbiegają od aktualnej sytuacji na rynku. To za ile i na jakich warunkach kupujemy paliwo istotnie wpływa na cenę prądu, a my jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczne dostawy taniej energii do 2,5 miliona Klientów. Dlatego wypowiedzieliśmy kontrakt i będziemy szukać nowych sposobów na zapewnienie sobie węgla w optymalnej cenie. Rozwiązanie umowy przyczyni się do długoterminowej poprawy konkurencyjności całej naszej Grupy – podkreśla Paweł Orlof, wiceprezes Enei. – Wiąże nas dalej inna umowa z Bogdanką, dotycząca przyszłych dostaw węgla na potrzeby powstającego bloku 1075 MW, który rozpocznie pracę w 2017 r. – dodaje.

Okres dwuletniego wypowiedzenia umowy rozpocznie się 1 stycznia 2016 r., co oznacza, że umowa wygaśnie 1 stycznia 2018 r.

Piętnastoletni kontrakt na dostawę węgla z lubelskiej kopalni do usytuowanej na południowym Mazowszu największej polskiej elektrowni na węgiel kamienny został podpisany 4 marca 2010 roku. Enea jest głównym odbiorcą produktów kopalni, a Bogdanka największym dostawcą paliwa dla koncernu.

Toyota sprzedała na świecie już ponad 8 milionów samochodów hybrydowych

Toyota po raz kolejny znalazła się na szczycie listy najcenniejszych marek motoryzacyjnych w rankingu BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015. Badanie przeprowadziła firma Millward Brown Optimor, która wyceniła markę Toyoty na 28,9 mld dolarów (26,5 mld Euro). Lexus awansował w rankingu na 10. pozycję, w porównaniu do 11. miejsca w ubiegłym roku. Zdecydowały o tym systematyczne podnoszenie jakości produktów i szeroka gama odnowionych modeli. Wartość Lexusa wyceniono na 4,3 mld dolarów (3,9 mld Euro). Ranking BrandZ™ ukazuje się od 10 lat. W tym czasie Toyota okazała się liderem branży motoryzacyjnej 8 razy. O dominującej pozycji marki decyduje innowacyjność firmy, wynikająca z szeroko zakrojonych badań nad nowymi technologiami, odważna polityka, najwyższa jakość i trwałość jej produktów oraz ogromny wkład we wdrażanie wizji zrównoważonej, świadomej mobilności. W 2014 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe - model Mirai. Nowatorski sedan jest już dostępny w Japonii. Na rynku europejskim i amerykańskim pojawi się w drugiej połowie tego roku. Toyota okazała się pionierem nowej technologii już po raz drugi. W 1997 roku firma wprowadziła na rynek Toyotę Prius, pierwszy seryjny samochód hybrydowy. Od tamtej pory Toyota sprzedała na całym świecie ponad 7 milionów hybryd. Europejscy kierowcy mogą wybierać spośród 15 modeli Toyoty i Lexusa. Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W 2014 roku koncern zwiększył sprzedaż o 2,5% do poziomu 10,2 milionów samochodów, co także pozytywnie wpłynęło na wartość marki w tegorocznym zestawieniu. BrandZ™ Top 100 Most Valuable Global Brands 2015 to jedyne badanie mierzące postrzeganie marki na podstawie wywiadów z około 2 milionami konsumentów w 30 krajach na temat tysięcy marek oferujących produkty klientom indywidualnym. Według autorów raportu postrzeganie marki przez konsumentów ma kluczowe znaczenie w ocenie jej wartości. Ich zdaniem na budowanie marki składają się przede wszystkim: sposób funkcjonowania firmy, jakość dostarczanego produktu, przejrzystość pozycjonowania na rynku i silne przywództwo.Po 18 latach od premiery Priusa liczba sprzedanych hybryd Toyoty przekroczyła 8 milionów1. Ostatni milion sprzedaży firma osiągnęła w ciągu zaledwie 10 miesięcy.

Od premiery Toyoty Prius w 1997 roku japoński producent stopniowo dodaje do oferty samochodów hybrydowych kolejne modele: od miejskiego Yarisa Hybrid, po debiutujący pod koniec tego roku RAV4 Hybrid. Obecnie firma ma w ofercie 30 modeli hybrydowych na ponad 90 rynkach oraz jedną hybrydę typu plug-in.

W ciągu ostatniego roku Toyota wprowadziła na rynek nowe modele, takie jak Esquire Hybrid (w Japonii), Lexus RC300h i Sienta Hybrid. Już niedługo ukażą się nowe wersje Corolli Hybrid, Levina Hybrid (w Chinach) i RAV4 Hybrid. Co roku debiutują kolejne samochody z napędem hybrydowym, a ich oferta na poszczególnych rynkach jest stale poszerzana.

Samochody hybrydowe zmniejszyły emisję CO2 do atmosfery2 o 58 milionów ton3 względem samochodów wyłącznie spalinowych o podobnej wielkości i osiągach. Toyota szacuje, że hybrydy jej produkcji zaoszczędziły 22 miliardy litrów paliwa.

Toyota uważa technologię hybrydową za kluczową w tworzeniu samochodów przyjaznych środowisku w XXI wieku. Rozwiązania wypracowane przez zespoły pracujące nad rozwojem napędu hybrydowego służą także do udoskonalania samochodów konwencjonalnych Toyoty – do poprawy ich osiągów oraz zmniejszania kosztów.

  1. Łącznie z hybrydami plug-in, dane Toyoty
  2. Nie uwzględniając modeli Coaster Hybrid EV i Quick Delivery 200
  3. Liczba zarejestrowanych samochodów x pokonany dystans x rzeczywiste zużycie paliwa w każdym kraju x współczynnik konwersji CO2.

Sprzedaż samochodów hybrydowych Toyoty

Źródło: Toyota Motor Corporation

(Jednostka = 1000 samochodów)

 

  Japonia Ameryka Płn. Europa Pozostałe Globalnie
1997 0.3 0.3
1998 17.6 17.6
1999 15.2 15.2
2000 12.5 5.8 0.7 19.0
2001 18.5 16.0 0.3 0.2 36.9
2002 20.0 20.3 0.8 0.2 41.3
2003 27.2 24.9 0.9 0.4 53.3
2004 68.7 55.9 8.1 1.9 134.7
2005 58.5 150.0 23.4 3.1 234.9
2006 72.4 197.6 36.0 6.5 312.5
2007 82.0 287.8 49.0 10.7 429.4
2008 104.4 255.0 57.8 12.6 429.7
2009 251.1 205.3 54.7 19.0 530.1
2010 392.2 195.9 70.2 31.9 690.2
2011 316.4 185.1 82.8 44.7 629.0
2012 678.0 344.7 106.9 89.5 1219.1
2013 679.1 358.2 152.9 89.0 1279.2
2014 684.2 323.6 171.8 86.5 1266.0
Sty-Lip 2015 389.3 163.2 111.8 45.3 709.6
Razem 3887.8 2789.1 930.1 441.4 8048.4

Skumulowana sprzedaż modeli hybrydowych Toyoty            

(Jednostka = 1000 samochodów)

  Japonia Ameryka Płn. Europa Pozostałe Globalnie
Prius 1553.4 1595.7 279.4 98.7 3527.1
Prius α, Prius v, Prius + 401.6 142.7 32.8 5.3 582.4
Aqua, Prius c 901.5 150.8 29.0 1081.2
Camry Hybrid 49.4 356.9 122.1 528.3
Alphard Hybrid 56.4 1.9 58.3
Auris Hybrid 231.1 9.0 240.1
Yaris Hybrid 172.2 4.0 176.2
Avalon Hybrid 41.1 0.1 41.2
Highlander Hybrid, Kluger Hybrid 3.4 141.1 1.8 146.3
Vellfire Hybrid 28.4 28.4
Sai 92.8 92.8
Estima Hybrid 114.0 0.03 114.0
Crown Hybrid 123.7 123.7
Harrier Hybrid 55.9 55.9
Crown Mild Hybrid 6.5 6.5
Crown Majesta (tylko wersja hybrydowa) 10.5 10.5
Corolla Axio Hybrid 36.3 36.3
Corolla Fielder Hybrid 90.4 90.4
Voxy Hybrid 57.2 57.2
Noah Hybrid 43.6 43.6
Esquire 31.5 31.5
Sienta 3.1 3.1
Lexus LS 600h/LS 600hL 27.1 3.0 4.7 5.1 39.8
Lexus GS 450h/GS 300h 19.6 7.1 15.5 7.3 49.5
Lexus RX 400h/RX 450h 31.4 159.2 93.6 33.4 317.6
Lexus HS 250h 43.6 22.3 0.1 66.0
Lexus CT 200h 49.8 78.8 57.0 56.2 241.9
Lexus ES 300h 46.3 0.5 50.9 97.7
Lexus IS 300h 18.4 19.3 6.8 44.5
Lexus NX 300h 9.9 2.0 14.4 9.7 36.0
Lexus RC 300h 2.4 2.4
Prius Plug-in Hybrid 21.7 42.0 9.9 0.1 73.6

Kalendarium pojazdów hybrydowych Toyota Motor Corporation

Rok Miesiąc Wydarzenie
1995 październik Premiera koncepcyjnego Priusa na Tokyo Motor Show
  listopad Budowa pierwszego prototypu Priusa
1997 marzec Premiera Toyota Hybrid System (THS)
  sierpień Premiera prototypowego pojazdu Coaster (tylko w Japonii)
  październik Premiera modelu Prius
2000 listopad Początek sprzedaży w pełni hybrydowych samochodów w Europie; łączna sprzedaż Priusa przekracza 50 tys. egzemplarzy
2001 czerwiec Premiera modelu Estima Hybrid (tylko w Japonii)
  sierpień Premiera modelu Crown Mild Hybrid (tylko w Japonii)
2002 marzec Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 100 tys. egzemplarzy
  sierpień Łączna sprzedaż Priusa przekracza 100 tys. egzemplarzy
2003 sierpień Premiera Toyota Hybrid System II (THS II)
  lipiec Premiera modelu Alphard Hybrid (tylko w Japonii)
  wrzesień Premiera drugiej generacji Priusa
  listopad Premiera modeli Dyna Hybrid i Toyoace Hybrid (tylko w Japonii)
2005 marzec Premiera modeli Harrier Hybrid (RX 400h) i Kluger Hybrid (Highlander Hybrid)
  październik Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 500 tys. egzemplarzy
  grudzień Początek produkcji Priusa drugiej generacji w fabryce Changchun w Chinach
2006 marzec Premiera modelu GS 450h w Japonii
  kwiecień Łączna sprzedaż Priusa przekracza 500 tys. egzemplarzy
  maj Premiera modelu Camry Hybrid (sprzedaż poza Japonią)
  czerwiec Premiera przeprojektowanego modelu Estima Hybrid (tylko w Japonii)
  październik Początek produkcji Camry Hybrid w fabryce TMMK w Kentucky w USA; premiera Quick Delivery 200 (tylko w Japonii)
2007 maj Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 1 milion egzemplarzy; premiera modeli LS 600h/LS 600hL
2008 luty Premiera modelu Crown Hybrid (początek sprzedaży w kwietniu; tylko w Japonii)
  kwiecień Łączna sprzedaż Priusa przekracza 1  milion egzemplarzy
2009 styczeń Premiera modelu RX 450h (początek sprzedaży w kwietniu)
  maj Premiera trzeciej generacji Priusa
  lipiec Początek produkcji Camry Hybrid w fabryce TMT Gateway w Tajlandii; premiera modelu HS 250h
  lipiec Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 2 miliony egzemplarzy
  październik Premiera modelu Sai (początek sprzedaży w grudniu; tylko w Japonii)
  grudzień Początek produkcji Camry Hybrid w fabryce TMCA Altona w Australii
2010 kwiecień Początek produkcji Camry Hybrid w fabryce GTMC w Chinach
  czerwiec Początek produkcji Auris Hybrid w fabryce TMUK w Burnaston; premiera modelu Auris Hybrid (sprzedaż poza Japonią)
  lipiec Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych TMC w Japonii przekracza 1 milion egzemplarzy
  wrzesień Łączna sprzedaż Priusa przekracza 2 miliony egzemplarzy
  listopad Początek produkcji Priusa trzeciej generacji w fabryce TMT Gateway w Tajlandii
2011 styczeń Roczna sprzedaż Priusa w Japonii w roku 2010 – 315669 pojazdów, największa roczna sprzedaż w historii; premiera CT 200h
  luty Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 3 miliony egzemplarzy
  maj Premiera modelu Prius α
  sierpień Łączna sprzedaż Priusa w Japonii przekracza 1 milion egzemplarzy; premiera Camry Hybrid; Premiera hybrydowych modeli Alphard i Vellfire (początek sprzedaży w listopadzie, tylko w Japonii);
  październik TMEC w Chinach wmurowuje kamień węgielny pod nowy zakład i ogłasza plany produkcji i sprzedaży pojazdów z napędem hybrydowym wyprodukowanych w Chinach wspólnie z FAW Group i GAC ok. roku 2015
  listopad Premiera modelu Prius PHV (początek sprzedaży w Japonii w styczniu, w USA w marcu, w Europie latem 2012)
  grudzień Początek produkcji Priusa trzeciej generacji w fabryce SFTM Changchun w Chinach; premiera modelu Aqua
2012 styczeń Premiera zupełnie nowego modelu GS 450h
  luty Zapowiedź rozpoczęcia produkcji modelu Highlander Hybrid w fabryce Indiana w USA w drugiej połowie 2013 r.; początek produkcji i sprzedaży Camry Hybrid na Tajwanie
  kwiecień Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 4 miliony egzemplarzy
  maj Premiera modelu Yaris Hybrid (Europa)
  październik Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych w Japonii przekracza 2 miliony egzemplarzy
  grudzień Premiera modelu Auris Hybrid (Europa)
2013 Marzec Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 5 milionów egzemplarzy
  Maj Premiera Lexusa IS 300h
  Czerwiec Łączna sprzedaż Priusa przekracza 3 miliony egzemplarzy
  Październik Premiera Lexusa GS 300h
  Grudzień Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 6 milionów egzemplarzy
2014 Marzec Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych w Japonii przekracza 3 miliony egzemplarzy
  Czerwiec Premiera Lexusa NX 300h w Japonii
  Wrzesień Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 7 milionów egzemplarzy
  Październik Premiera Lexusa RC300h; Premiera hybrydowego Esquire (tylko w Japonii)
2015 Styczeń Premiera całkowicie przebudowanego Alpharda Hybrid i Vellfire Hybrid
  Kwiecień Prezentacja RAV4 Hybrid na Salonie Motoryzacyjnym w Nowym Jorku
  Lipiec Premiera Sienty Hybrid; Łączna sprzedaż pojazdów hybrydowych przekracza 8 milionów egzemplarzy

 

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu wchodzi do mniejszych miast

Bartłomiej Zagrodnik prezes zarządu Walter Herz
Bartłomiej Zagrodnik prezes zarządu Walter Herz

Dzięki rozwojowi outsourcingu procesów biznesowych, w miastach regionalnych notowane jest rekordowo duże zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Firmy z tego sektora lokują działalność także w mniejszych ośrodkach miejskich i wchodzą do miast satelitarnych dużych aglomeracji     

Z 1,4 mln m kw. powierzchni biurowej, która obecnie powstaje w Polsce, niemal połowa buduje się poza Warszawą. Tak szybki wzrost podaży biur w miastach regionalnych nie byłby możliwy, gdyby nie rozwój sektora nowoczesnych usług dla biznesu, który jest największym najemcą powierzchni biurowej w ośrodkach pozawarszawskich.

Sektor obsługi biznesu rozwija się w naszym kraju od kilkunastu lat, ale branża nie zgłaszała dotąd tak dużego zapotrzebowania na powierzchnię biurową, jak obecnie. Outsourcing to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki. A o skali popytu na powierzchnię biurową ze strony firm reprezentujących ten segment gospodarki może świadczyć fakt, że w pierwszej połowie bieżącego roku odnotowany został rekordowy wolumen najmu powierzchni biurowej zlokalizowanej poza Warszawą, gdzie branża rozwija się najprężniej.

Rekordowa ilość wynajętych biur w miastach regionalnych

Jak wynika z danych firmy doradczej Walter Herz, w Poznaniu, w którym lokują się firmy z sektora usług dla biznesu, już w połowie bieżącego roku wynajęte zostało więcej biur niż w całym roku minionym. W Krakowie, który jest głównym ośrodkiem outsourcingu w Polsce, do końca czerwca br. poziom najmu osiągnął wartość  obejmującą większość wynajętej powierzchni biurowej w tym mieście w roku 2014. Przy tym zaznaczyć należy, że w stolicy Małopolski notowany jest najniższy współczynnik pustostanów na rynku biurowym w kraju.

Centra BPO/SSC najwięcej osób zatrudniają obecnie w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, aglomeracji katowickiej i w Poznaniu. Niemniej, ostatnio branża mocniej zaznacza swoją obecność również w mniejszych ośrodkach miejskich i wchodzi do miast satelitarnych dużych aglomeracji. Firmy sektorowe rozwijają swoją działalność w takich miastach jak Łódź i Lublin, ale także w Bydgoszczy, Pile, Szczecinie, Toruniu, Olsztynie, czy Rzeszowie.

Co przyciąga firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu do miast regionalnych 

O swój kawałek outsourcingowego tortu próbują zawalczyć również kolejne miasta, takie jak Radom, czy Częstochowa. Czym mogą przyciągnąć inwestorów z sektora nowoczesnych usług dla biznesu?

Zdaniem Bartłomieja Zagrodnika, prezesa firmy Walter Herz, Radom jako miasto satelitarne Warszawy jest optymalną lokalizacją dla usług outsourcingowych m.in. dlatego, że zapewnia wysoko wykształconą kadrę pracowniczą. – Dostęp do odpowiednio wykwalifikowanych pracowników to jeden z podstawowych czynników, decydujących o wyborze lokalizacji przez firmy zajmujące się obsługą procesów biznesowych – zaznacza Bartłomiej Zagrodnik. Prezes Walter Herz zwraca uwagę, że kapitał ludzki jest również mocną stroną Bydgoszczy, która plasuje się w TOP 10 ośrodków outsourcingowych w Polsce i jest w niej aż 13 szkół wyższych.

Edyta Wiwatowska, prezes zarządu Bydgoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego potwierdza, że Bydgoszcz ma silną pozycję, jeśli chodzi o branżę nowoczesnych usług dla biznesu. – Miasto oferuje stabilne środowisko biznesowe oraz dostęp do wykwalifikowanych kadr – zarówno w obszarze IT, jak i w zakresie znajomości języków obcych oraz zagadnień finansowych – w liczbie ok. 2300 absolwentów. O atrakcyjności miasta, w porównaniu z większymi ośrodkami, stanowią konkurencyjne koszty zatrudnienia w powiązaniu z relatywnie niską rotacją pracowników – informuje Edyta Wiwatowska. Prezes zarządu Bydgoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego podkreśla, że najlepszą rekomendacją dla miasta są firmy, których działalność nawiązuje do długoletnich tradycji Bydgoszczy w obszarze telekomunikacji i IT, w tym m.in.: Alcatel – Lucent, Atos IT Services, SDL Poland, Teleplan, czy iQor.

Optymalizacja kosztów prowadzenia biznesu   

Bartłomiej Zagrodnik podziela pogląd, że dla inwestorów z sektora outsourcingu, poszukujących lokalizacji pod biznes, wybór mniejszego ośrodka miejskiego oznacza atrakcyjniejsze warunki związane z zatrudnianiem pracowników. Prezes Walter Herz dodaje, że poza wydatkami na wynagrodzenia, koszty prowadzenia działalności podnoszą również opłaty związane z wynajmem powierzchni biurowej. – W Warszawie wynajem biura wiąże się z opłatą od 11 do 23 euro za m kw. miesięcznie, a  w oddalonym od stolicy o 100 km Radomiu przeciętna stawka wynajmu powierzchni w budynku biurowym klasy A wynosi 9 euro/m kw., a w biurowcu klasy B zaledwie 7, 5 euro/m kw. Różnica jest więc pokaźna – zauważa prezes firmy Walter Herz.

Według danych Walter Herz, w Radomiu nowoczesna powierzchnia biurowa oferowana jest w 14 budynkach, w tym w biurowcu Radom Office Park, wybudowanym przez AIG/Lincoln znajduje się ponad 6 tys. m kw. powierzchni biurowej klasy A. Przygotowywane do realizacji nowe projekty mają dostarczyć kolejne 25 tys. m kw. biur.

Wysoko wykwalifikowana kadra   

Rafał Rajkowski, wiceprezydent miasta Radomia zaznacza, że Radom to przykład miasta, które dzięki bliskości stolicy oraz stale rozwijanej nowoczesnej infrastrukturze biznesowej i działaniom podejmowanym przez władze, przyciąga wielu przedsiębiorców. – To miasto o dużym potencjale outsorcingowym, logistycznym i przemysłowym. Dysponuje coraz większą ilością biur klasy A, B, B+. Obecnie w mieście dostępne jest około 15 tys. m kw. office space i ponad 45 tys. m kw. powierzchni magazynowych – wymienia Rafał Rajkowski. Wiceprezydent Radomia przyznaje, że dużym atutem jest postrzeganie Radomia, jako ośrodka akademickiego. – W mieście funkcjonuje siedem uczelni wyższych, w których liczba studentów przekracza 10 tys. osób. Potencjalni inwestorzy mogą więc liczyć na dostępność młodej, wykształconej i kreatywnej kadry – argumentuje.  Rafał Rajkowski wskazuje, że ważne są również wprowadzane w Radomiu ułatwienia dla biznesu. – W Urzędzie Miasta powstał Wydział Obsługi Radomskiej Strefy Gospodarczej, którego zadaniem jest stwarzanie dobrych warunków dla nowych inwestorów oraz dla już działających firm, których jest w mieście ponad 24 tysiące. To wszystko w połączeniu ze znakomitą lokalizacją w centrum kraju, dostępną drogą ekspresową S 7 oraz drogami krajowymi nr 2,9,12 i uruchomionym w maju br. lotniskiem, czyni Radom miastem atrakcyjnym dla biznesu. Firmy, które poważnie rozważają optymalizację kosztów działalności operacyjnej, a jednocześnie poszukują dobrze zmotywowanych zasobów ludzkich i niskiego poziomu fluktuacji kadr, powinny rozważać ulokowanie swojego biznesu w Radomiu. Tym bardziej, że spotkają tu sprzyjający „klimat inwestycyjny” i przychylność władz miasta – zachęca wiceprezydent Radomia.

Specjalne strefy ekonomiczne 

Radom obejmuje Radomska Podstrefa Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, co pozwala firmom uzyskać pomoc z tytułu nakładów inwestycyjnych i tworzonych nowych miejsc pracy. Strefa ekonomiczna daje firmom większe możliwości również Częstochowie, która podobnie jak Radom dla Warszawy, jest miastem satelitarnym dla Katowic, Łodzi, a nawet Krakowa. Lokalizacją interesują się już firmy, które planują skorzystać z tego, że miasto włączone jest do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i częstochowskiej podstrefy Specjalnej Strefy Ekonomicznej Euro-Park Mielec. Poprawa infrastruktury komunikacyjnej i przygotowywane w Częstochowie tereny inwestycyjne przyciągnęły już pierwszych inwestorów, działających m.in. w segmencie usług IT i obsługi logistycznej.

Krzysztof Matyjaszczyk, prezydent miasta Częstochowy podkreśla, że miasto jest świetną lokalizacją dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu ze względu na niskie koszty powadzenia biznesu. – Szczególnie interesujące dla inwestorów są atrakcyjne tereny inwestycyjne w Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Istotnym jest fakt, że poza ulgami wynikającymi z działalności w SSE, oferujemy firmom ulgi w podatku od nieruchomości. Najnowsza Uchwała Rady Miasta zwalnia z podatku od nieruchomości inwestorów budujących obiekty biurowe w klasie B+  i wyższej – podkreśla prezydent Częstochowy.

Ponadto, jak przyznaje Krzysztof Matyjaszczyk, Politechnika Częstochowska kształci kadry na potrzeby sektora nowoczesnych usług biznesowych. – Wydział Elektryczny rozpoczął współpracę z Centrum Inżynieryjnym TRW w zakresie selekcji i doboru kandydatów, a Wydział Zarządzania utworzył specjalizację Księgowość w Centrach Usług Wspólnych – wymienia prezydent Częstochowy.

Jako przykład dobrze prosperującego w Częstochowie biznesu Krzysztof Matyjaszczyk podaje firmę TRW – Centrum Inżynieryjne, specjalizujące się w projektowaniu samochodowych systemów bezpieczeństwa, prowadzące działalność od 2004 roku oraz Centrum Obsługi Finansowej TRW, założone pod koniec 2006 roku w celu zarządzania kluczowymi operacjami finansowymi i księgowością europejskich zakładów TRW.

Autor: Walter Herz

Zaostrza się konkurencja a ceny najmu na rynku magazynowym spadają

Marcin Żuchniewicz Zastępca Dyrektora w Zespole Powierzchni Magazynowych i Logistycznych w firmie DTZ
Marcin Żuchniewicz Zastępca Dyrektora w Zespole Powierzchni Magazynowych i Logistycznych w firmie DTZ

Na przestrzeni ostatnich kilku lat na polskim rynku magazynowym obserwujemy coraz większy rozdźwięk pomiędzy stawkami czynszów headline, które od dłuższego czasu pozostają na niezmienionym poziomie, a stawkami efektywnymi, które ulegają stopniowemu obniżeniu. Standardem rynkowym stało się już przyznawanie najemcom przynajmniej półrocznych okresów zwolnienia z czynszu, a na rynku zawiera się już transakcje, dla których czynsze efektywne wynoszą mniej niż 2 euro/m kw./miesiąc. Mimo wciąż rosnącego popytu na nową powierzchnię magazynową oraz utrzymujących się niskich wskaźników pustostanów, spodziewamy się, że w najbliższych kilku latach konkurencja o największych najemców w dalszym ciągu będzie się zaostrzać, a efektywne stawki najmu wciąż będą się utrzymywać na znacznie niższym poziomie.

P3 ma w Polsce blisko 0,5 mln mkw. powierzchni logistycznych. Potencjał deweloperski liczony na bazie obecnego banku gruntów P3 w Polsce to prawie 0,8 mln mkw.

Piotr Wąs

Łączna powierzchnia centrów logistycznych w Polsce, które posiada P3 Logistic Parks, to prawie 0,5 mln mkw. Potencjał deweloperski firmy oceniany jest zaś na blisko 0,8 mln mkw. Spółka ma za sobą dobre półrocze. Wynajęła ponad 50 tys. mkw. powierzchni logistycznych. To ponad 20 proc. więcej niż w pierwszym półroczu 2014 roku. W strukturze kontrahentów spółki przeważają firmy z branży logistycznej. Mocno rośnie także sektor e-commerce.

Spółka P3 Logistic Parks w pierwszym półroczu 2015 roku podpisała cztery umowy najmu na łączną powierzchnię ponad 50 tys. mkw. w trzech parkach logistycznych w Polsce.

Jest to na pewno dużo lepszy wynik niż porównywalny okres w ubiegłym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Wąs, dyrektor leasingu i rozwoju w firmie P3 Logistic Parks w Polsce.– Wpływa na to wiele czynników, w tym m.in. fakt dwukrotnego powiększenia naszego portfolio obiektów magazynowych w Polsce.

Obecnie firma posiada w Polsce łącznie cztery centra logistyczne. Dwa z nich znajdują się w regionie warszawskim, odpowiednio w Błoniu i Mszczonowie, kolejny obiekt zlokalizowany jest w Piotrkowie Trybunalskim, a czwarty park logistyczny mieści się w Gądkach, koło Poznania. Spółka ma bogatą bazę najemców, struktura najmu jest jednak mocno zróżnicowana.

– Jak spojrzymy choćby na park w Błoniu, to w porównaniu do parku poznańskiego mamy kilkudziesięciu najemców, podczas gdy w Poznaniu będzie to kilku pojedynczych najemców. Wynika to m.in. ze struktur najmu i historii poszczególnych parków – tłumaczy dyrektor Wąs.

Największą grupę najemców stanowią przedstawiciele sektora logistycznego. Spora jest też grupa użytkowników końcowych, którzy dystrybuują swoje własne produkty. W ostatnim czasie zauważalny jest intensywny rozwój sektora e-commerce. Wiodący kontrahenci wynajmują od firmy P3 powierzchnie logistyczne o powierzchni ponad 40 tys. mkw.

– To grupa w tym momencie czterech bardzo dużych firm, liderów swoich branż. Mowa tu o ID Logistics, Fiege, FM Logistic i PF Logo Concept – wylicza przedstawiciel P3 Logistic Parks.

Pytany o aktualnie negocjowane umowy najmu rozmówca odpowiada, że są to głównie firmy z sektora logistycznego oraz związane z handlem elektronicznym.

Pierwsze półrocze w wydaniu P3 Logistic Parks była bardzo obiecujące. Firma zanotowała ponad 20-procentowy wzrost nowo wynajętej powierzchni w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Jeśli chodzi o wyniki uzyskane w drugim półroczu, to decydujący będzie przełom III i IV kwartału.

– W każdym razie mogę powiedzieć tyle, że to, co mamy dzisiaj w rękach, jest bardzo obiecujące pod względem wolumenu potencjalnych transakcji – informuje.

P3 Logistic Parks posiada w Polsce łącznie niemal 0,5 mln mkw. powierzchni logistycznej, a potencjał deweloperski obejmuje dalsze 0,8 mln mkw. Na początku roku spółka oddała przeznaczony dla firmy ID Logistics obiekt w Mszczonowie (46 tys. mkw. powierzchni). Prowadzone są także rozmowy z kolejnymi kontrahentami.

– Wiąże się to również z przeprowadzonymi niedawno akwizycjami, w ramach których nabyliśmy razem z istniejącymi parkami odpowiednio w Błoniu i Piotrkowie duże obszary, które pozwalają nam na rozwój – wyjaśnia Piotr Wąs.

Nabyte tereny mają obszar odpowiednio 100 ha i 24 ha. P3 Logistic Parks nosi się z zamiarem zagospodarowania tych terenów. Spółka obecnie przygotowuje odpowiednią dokumentację i liczy na to, że wkrótce znajdzie popyt na nowe powierzchnie logistyczne.

Analiza cen mieszkań w największych polskich miastach

O 0,35 proc. wzrosły przeciętnie ceny mieszkań w największych polskich miastach – wynika z analizy notowania Indeksu Cen Transakcyjnych, wskaźnika powstającego na bazie transakcji dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance.

Najnowsze notowanie indeksu to 821,97 pkt, o 0,35 proc. więcej niż rok temu. W skali kraju ceny są stabilne z tendencją do lekkich wzrostów, ale w poszczególnych miastach dochodzi do mniejszych lub większych wahań. Z jedenastu rynków ujętych w analizie, w ostatnim roku ceny wzrosły w siedmiu miastach, a spadły w czterech.
Największą zmianę zaobserwowaliśmy w Bydgoszczy, gdzie kupowane obecnie mieszkanie jest o 6,5 proc. droższe niż rok temu (mowa o medianie ceny metra kwadratowego). Jest to jedyne miasto, w którym zmiana ceny przekroczyła wartość 5 proc. Kilkuprocentowy wzrost odnotowaliśmy także w Krakowie (4 proc.) i Warszawie (3,9 proc.). Niższe niż przed rokiem stawki są za to w Łodzi (o 5 proc.), Poznaniu (o 4,8 proc.), Lublinie (o 2,1 proc.) i Szczecinie (o 1,2 proc.).

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance
Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Pomijając kurorty wypoczynkowe, najdroższym miastem na mapie Polski jest Warszawa. Aktualna stawka za metr kwadratowy mieszkania w stolicy to 7434 zł, podczas gdy rok temu było to 7158 zł. Średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie jest dziś dwa razy wyższa niż w Łodzi, gdzie wg danych z Indeksu Cen Transakcyjnych za metr mieszkania trzeba zapłacić 3708 zł.

Drugim najdroższym dużym miastem w Polsce jest Kraków, gdzie średnio za metr kwadratowy mieszkania płaci się 6,4 tys. zł. W Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu przeciętne stawki to 5-5,5 tys. zł, a w pozostałych miastach poniżej 5 tys. zł.

Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie
Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Zmiana
ceny m/m
Białystok 4 181 zł 1,2% 1,5%
Bydgoszcz 4 385 zł 6,5% 0,7%
Gdańsk 5 195 zł 2,2% -1,6%
Kraków 6 367 zł 4,0% -1,1%
Lublin 4 625 zł -2,1% 1,8%
Łódź 3 708 zł -5,0% -5,8%
Olsztyn 4 404 zł 3,5% -0,1%
Poznań 5 153 zł -4,8% 3,0%
Szczecin 4 416 zł -1,2% 0,7%
Warszawa 7 434 zł 3,9% 0,2%
Wrocław 5 534 zł 0,6% -0,6%
Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Należy jednak pamiętać, że wzrost średnich stawek transakcyjnych niekoniecznie oznacza, że takie same mieszkania stały się droższe, tylko że kupione w tym roku nieruchomości były droższe od tych, kupionych rok temu. Na największych rynkach, gdzie liczba transakcji jest znacząca, to się bilansuje, ale w średniej wielkości miastach może zdarzyć się tak, że oddanie jednej dużej inwestycji deweloperskiej wpłynie na medianę ceny.

Trzeba też zwrócić uwagę, że także w poszczególnych miastach stawki cenowe są bardzo zróżnicowane, tak jak standard czy lokalizacja nieruchomości, bo to te dwa czynniki najbardziej wpływają na cenę. Na rynku wtórnym w Warszawie można kupić mieszkanie za mniej niż 4 tys. zł (choć będzie ono raczej wymagało inwestycji), ale w wielu prestiżowych inwestycjach należy liczyć się z cenami ponad 15 tys. zł za metr kwadratowy.

Komentarz i prognoza

Rosnące powoli ceny idą w parze z wysoką sprzedażą deweloperów. Stoi za tym zwiększony popyt ze strony inwestorów z gotówką w kieszeni, bo liczba kredytów hipotecznych nie rośnie. Inwestorzy są zainteresowani rynkiem mieszkaniowym, bo szukają alternatyw do bankowych lokat, których oprocentowanie jest aktualnie bardzo niskie. Swoje do obecnej sytuacji dodaje też rządowy program Mieszkanie dla Młodych, który obecnie przechodzi zmiany. Od początku września dopłatę będzie można uzyskać także kupując mieszkanie na rynku wtórnym, co sprawi, że będą one dostępne we wszystkich miejscowościach. Dotąd bowiem faworyzowane były tu duże miasta (ze względu na koncentrację działalności deweloperów w nich).

Póki co, oczekujemy utrzymania obecnej sytuacji na rynku. Relatywnie wysoki popyt i brak problemów z podażą powinny utrzymać lekkie wzrosty cen mieszkań w Polsce. Sytuacja taka nie będzie jednak trwała wiecznie, stopy procentowe w końcu wzrosną, a wówczas popyt na mieszkania spadnie i może dojść do lekkiej obniżki cen.

Piotr Kuczyński: Ustawa o frankach to szaleństwo

0
Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion

Przewalutowanie kredytów we frankach zgodnie z ustawą z poprawkami SLD byłoby katastrofalne dla sektora bankowego. – To jest szaleństwo i tyle – stwierdza Piotr Kuczyński, główny analityk DI Xelion S.A. – Wreszcie wszyscy się połapali, że to uderza w budżet – dodaje analityk.

– Przy takim nacisku i przy takim opisaniu sprawy, wydaje się nieprawdopodobne by senat nie powrócił do starej wersji. To ciekawy mechanizm, wyprowadzanie kozy, bo poprzednia wersja też była zła dla sektora bankowego, ale była lepsza niż ta z poprawkami SLD – komentuje Piotr Kuczyński, główny analityk DI Xelion S.A.

Podwyżka płac może pobudzić gospodarkę do rozwoju. Rozpoczyna się szczyt szefów banków centralnych w Jackson Hole

Michał Dybuła, główny ekonomista BGŻ BNP Paribas

W czwartek w amerykańskim Jackson Hole rozpoczyna się doroczne sympozjum szefów banków centralnych z całego świata. Tym razem bankierzy będą się zastanawiać nad tym, czy stosowana w wielu krajach strategia luzowania polityki pieniężnej jest wystarczająca, żeby pobudzić szybko wzrost światowej gospodarki. Lepszą receptą na wzrost może się okazać podnoszenie wynagrodzeń pracowników.

Mimo że organizatorem konferencji jest oddział amerykańskiego zarządu rezerwy federalnej z Kansas City, na obradach nie zamierza pojawić się szefowa Fed Janet Yellen. W ocenie Michała Dybuły, głównego ekonomisty BGŻ BNP Paribas, może być to związane z planowanym na wrzesień posiedzeniem amerykańskiego banku centralnego.

– Nieobecność pani prezes świadczy chyba o tym, że tuż przed tym bardzo ważnym spotkaniem dotyczącym polityki pieniężnej Janet Yellen nie chce wypowiadać jakichś bardziej wiążących słów, bo być może we wrześniu będzie pierwsza od wielu lat podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Amerykański Fed od ośmiu lat prowadzi politykę taniego pieniądza. Stopy procentowe w USA są symboliczne, najwyższa z nich nie przekracza 0,25 proc. Jak jednak wyliczył tamtejszy Departament Handlu w drugim kwartale PKB USA wzrosło o 2,3 proc., licząc kwartał do kwartału. Uczestnicy obrad  w Jackson Hole będą się zastanawiać nad tym, czy gospodarkę można pobudzić w większym stopniu.

– Bankierzy centralni z różnych krajów będą starali się przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czy luzowanie polityki pieniężnej, z którym w niektórych krajach czy gospodarkach mieliśmy lub w dalszym ciągu mamy do czynienia, rzeczywiście może pobudzić wzrost inflacji do tych celów, które bankierzy centralni sobie stawiają, czy też w pewnym momencie ta moc polityki pieniężnej jednak jest niewystarczająca – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Dybuła.

Część ekonomistów jest zdania, że instrumenty jakimi dysponują banki centralne są niewystarczające do pobudzenia krajowych gospodarek. Nawet bardzo rozluźniona polityka pieniężna nie zawsze przynosi spektakularne efekty. Stąd w Jackson Hole można oczekiwać głosów optujących za bardziej radykalnymi posunięciami.

– Przede wszystkim w krajach rozwiniętych, by tę inflację pobudzić, potrzebny jest większy popyt i wyższe wynagrodzenia, czyli te czynniki, które bezpośrednio wpływają na ceny i oczekiwania co do przyszłych cen uważa główny ekonomista BGŻ BNP Paribas. Tutaj spodziewałbym się raczej dość ciekawej dyskusji, natomiast nie sądzę, żebyśmy na tym spotkaniu dowiedzieli się czegoś więcej niż  to, co wyczytamy z danych gospodarczych o Stanach Zjednoczonych w najbliższych tygodniach.

Michał Dybuła uważa, że rynki finansowe mogłyby zareagować jedynie, gdyby padły tam jakieś zaskakujące wypowiedzi, gdyby zasugerowano, że normalizacja polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych będzie przebiegała wedle innego scenariusza, niż się obecnie oczekuje.

Szczerze mówiąc, takiego zaskoczenia się nie spodziewam i wydaje mi się, że w dużej mierze ten scenariusz, czyli początek podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w tym roku i kontynuacja tego cyklu w przyszłym roku, to w dużej mierze jest oczekiwane, to w dużej mierze jest wyceniane i to w tej chwili również ma już wpływ na rynki finansowe nie tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz także w Polsce.