PKN ORLEN opublikował wyniki za 3 kwartał 2020 roku

PKN ORLEN w historycznie najtrudniejszym otoczeniu makroekonomicznym dla branży rafineryjnej osiągnął solidne wyniki finansowe. EBITDA LIFO spółki w trzecim kwartale 2020 roku wyniosła 2 mld zł, a zysk netto 0,7 mld zł. Był to głównie efekt wysokich wyników operacyjnych w segmencie Energetyki i Detalu, które łącznie w tym okresie poprawiły wynik EBITDA LIFO o blisko 0,6 mld zł w porównaniu do analogicznego kwartału roku ubiegłego.

Segment energetyczny wypracował EBITDA LIFO na poziomie 1 mld zł, co oznacza wzrost o 98 proc. (r/r). 75 proc. produkcji energii elektrycznej pochodziło z odnawialnych źródeł energii i gazu. Ponad 1 mld zł EBITDA LIFO odnotował również segment detaliczny. Oznacza to wzrost o 12 proc. (r/r). Solidne wyniki, pomimo trudnego otoczenia makroekonomicznego, wypracował także segment petrochemiczny, który w trzecim kwartale br. dodał 0,5 mld zł do EBITDA LIFO całego Koncernu.

Koncern utrzymuje stabilną sytuację płynnościową dywersyfikując źródła finansowania na działania inwestycyjne, w tym: modernizację rafinerii, rozbudowę i unowocześnienie petrochemii, wdrożenie innowacyjnych rozwiązań w obszarze sprzedaży detalicznej oraz rozwój nisko i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania. Jako pierwszy koncern paliwowy w Europie Środkowej zadeklarował redukcję emisji CO2 z obecnych aktywów downstream o 20 proc. oraz ambicję osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2050 roku. Jednym ze źródeł finansowania tego programu będą obligacje z elementami ESG, które Koncern planuje wyemitować jeszcze w tym roku.

– Dywersyfikacja obszarów działalności przez PKN ORLEN umożliwia wypracowanie stabilnych wyników finansowych i dalszy zrównoważony rozwój. Dostosowujemy się do zmieniających się trendów poprzez intensywny rozwój segmentów petrochemicznego, detalicznego, a zwłaszcza energetycznego. To właśnie ten ostatni obszar, który w ostatnich latach ulegał istotnym zmianom, miał ogromny wpływ na wytrzymałość wyniku PKN ORLEN w tym trudnym kwartale. To potwierdza, że przejęcie Grupy Energa było dobrym, w pełni uzasadnionym biznesowo posunięciem. W celu uzyskania pełni synergii w Grupie, dążymy do przejęcia 100 proc. akcji Energii. To pozwoli na pełną integrację aktywów i wygenerowania dodatkowych korzyści dla naszych akcjonariuszy – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W trzecim kwartale 2020 roku PKN ORLEN osiągnął:

  • 23,9 mld zł przychodów ze sprzedaży
    • 2,0 mld zł zysku EBITDA LIFO
    • 0,7 mld zł zysku netto

Ujęcie Grupy ENERGA w konsolidacji Grupy ORLEN zwiększyło wyniki Segmentu Energetyki w trzecim kwartale o 486 mln zł. Łączna zainstalowana moc wytwórcza energii elektrycznej w Grupie ORLEN wyniosła na koniec trzeciego kwartału br. 3.246 MWe, w tym: 1.436 MWe przypadało na Grupę Energa.

Segment detaliczny PKN ORLEN osiągnął rekordowy wynik EBITDA LIFO na poziomie 1 mld zł w efekcie wzrostu marż paliwowych na rynku niemieckim i polskim przy porównywalnym poziomie marż na rynku litewskim. Największą dynamikę wzrostu marży paliwowej osiągnięto w Niemczach przy porównywalnej dynamice w Czechach i Polsce. W stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku liczba punktów gastronomicznych Stop Cafe/star Connect (włączając sklepy convenience) wzrosła o 73 i na koniec września wynosiła łącznie 2181, w tym: 1710 Stop Cafe w Polsce (włączając 592 sklepy convenience), 310 Stop Cafe w Czechach, 131 star Connect w Niemczech, 28 Stop Cafe na Litwie oraz 2 Stop Cafe na Słowacji. Równolegle rozwijano segment detaliczny wdrażając innowacyjne rozwiązania. W sierpniu br. PKN ORLEN otworzył kolejny najnowocześniejszy w Europie format drive-through, który pozwala klientom skorzystać z oferty bez konieczności wysiadania z samochodu na odcinku Wrocław – Poznań. Planowane jest otwarcie dwóch kolejnych tego typu stacji w Warszawie i Wrocławiu. Z kolei w ramach przystosowania europejskiej sieci stacji w Grupy ORLEN do sprzedaży paliw alternatywnych: w trzecim kwartale funkcjonowały 182 punkty tego typu, co oznacza wzrost o 90 (r/r), w tym: w Polsce o 81, w Czechach o 6 i w Niemczech o 3. PKN ORLEN zapowiedział budowę jeszcze w tym roku punktów tankowania wodoru na dwóch czeskich stacjach Benzina – w Pradze i Litvinowie, z których kierowcy będą mogli skorzystać w przyszłym roku. W planach jest także otwarcie kolejnych stacji wodorowych – w Brnie, Pilźnie i w Pradze, na autostradzie D10. Inwestycje te wpisują się w ogłoszone przez koncern osiągnięcie neutralności emisyjnej w 2050 roku.

Segment rafineryjny wypracował wynik EBITDA LIFO na poziomie (-) 370 mln zł, przy czym wynik rafinerii w Płocku, która sklasyfikowana jest jako Super Site wg WoodMackenzie był dodatni i wyniósł 18 mln zł. Był on obciążony m.in. przez spadek marż na lekkich i średnich destylatach, niższy dyferencjał Brent/Ural o (-) 1,1 USD/bbl oraz umocnienie złotówki względem dolara. Dodatkowym czynnikiem były niższe wolumeny sprzedaży benzyny, oleju napędowego i paliwa JET. Pozytywny wpływ na wyniki rafinerii miały m.in. wyższe marże na ciężkich frakcjach rafineryjnych oraz niższe koszty zużyć własnych w wyniku spadku cen ropy. Moce wszystkich rafinerii zostały wykorzystane w 93 proc., a łączny przerób ropy wyniósł 8,2 mln ton. Rafineria w Płocku przerobiła porównywalny (r/r) poziom ropy naftowej w wysokości 4,2 mln ton, pomimo presji rynku na poziom marż rafineryjnych.

W segmencie petrochemicznym w trzecim kwartale br. wolumeny sprzedaży utrzymane zostały na zbliżonym (r/r) poziomie 1,3 mln ton, co przełożyło się na EBITDA LIFO w wysokości 502 mln zł, z czego ANWIL wypracował 106 mln zł. W tym czasie w Polsce sprzedaż wzrosła o 7 proc. (r/r) w efekcie wyższej sprzedaży olefin, nawozów i PCW, a na Litwie o 110 proc. (r/r) w związku ze zwiększonym udziałem rynkowym. Spadek o (-) 16% (r/r) odnotowano jedynie w Czechach głównie w efekcie obniżonego popytu ze strony sektora motoryzacyjnego i budownictwa oraz wpływu postojów remontowych.

Segment wydobycia wypracował rezultat EBITDA LIFO na poziomie 44 mln zł. W Polsce, w trzecim kwartale 2020 roku prace nad zagospodarowaniem złoża Bystrowice (projekt Miocen) weszły w fazę budowlano-montażową. Kontynuowano prace projektowe i formalno-prawne w ramach zagospodarowania złóż: Bajerze i Tuchola (projekt Edge). Na koniec trzeciego kwartału br. rozpoczęto także wiercenie otworu Grodzewo-1 (projekt Płotki). Wykonano prace przygotowawcze i zrealizowano akwizycje danych sejsmicznych Koczała-Miastko 3D w ramach projektu Edge. Ponadto rozpoczęto proces interpretacji danych sejsmicznych: Wilcze 3D (projekt Edge) i Brzezie-Gołuchów 3D (projekt Płotki), realizowano również przetwarzanie regionalnych profili sejsmicznych 2D w projekcie Karpaty. Z kolei w Kanadzie z końcem trzeciego kwartału br. przyśpieszono przygotowanie i rozpoczęto prace zmierzające do wykonania szczelinowana dwóch otworów w rejonie Kakwa.

Koncern utrzymuje stabilną sytuację płynnościową, dywersyfikując źródła finansowania. W ramach zawartego pod koniec lipca br. obrotowego kredytu odnawialnego, PKN ORLEN zabezpieczył finansowanie do kwoty 1,75 mld EUR, które przeznaczone może zostać między innymi na działania inwestycyjne, w tym rozwój nisko i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania, modernizację rafinerii i petrochemii oraz wdrożenie innowacyjnych rozwiązań w obszarze sprzedaży detalicznej. Jeszcze w tym roku PKN ORLEN planuje emisję obligacji o wartości nawet 1 mld zł. Jednym z rozważanych elementów jest wprowadzenie elementów ESG, umożliwiających emisję obligacji opartych na ocenie zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu. Jednocześnie na bezpiecznym poziomie pozostają również strategiczne wskaźniki finansowe. Uwzględniając akwizycję Grupy ENERGA poziom długu netto do EBITDA LIFO został utrzymany poniżej zakładanego w strategii Koncernu maksymalnego poziomu 1,5x. Dźwignia finansowa wyniosła na koniec okresu 28,4 proc., tj. poniżej progu ze strategii na poziomie 30 proc.

W ramach zadeklarowanej przez PKN ORLEN na początku września br. ambicji osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r., koncern przedstawił konkretne cele i narzędzia do jej osiągnięcia. Zgodnie z zapowiedziami, do 2030 roku koncern o 20 proc. zredukuje emisje CO2 z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33 proc. emisji przypadającej na jednostkę wyprodukowanej energii elektrycznej. Cel ten został oparty na filarach biznesowych, w których PKN ORLEN już obecnie posiada szerokie doświadczenie i silną pozycję rynkową, w tym: efektywności energetycznej produkcji, zeroemisyjnej energetyce, paliwach przyszłości oraz zielonym finansowaniu.

PKN ORLEN konsekwentnie dąży do maksymalnej neutralności ekologicznej, efektywności energetycznej i wysokich standardów bezpieczeństwa. Rosnące kompetencje koncernu w obszarze ESG odzwierciedla wyższa ocena ratingowa agencji Sustainaltytics w 2020 r. PKN ORLEN uplasował się na piątej pozycji spośród 86 firm z segmentu Oil & Gas Refining and Marketing (kategoria Refiners & Pipelines). Jednocześnie Koncern awansował do kategorii ocen „Medium Risk” (w 2019 r. znajdował się w kategorii „High Risk”), dla której istnieje średnie ryzyko wystąpienia negatywnych skutków finansowych ze względu na czynnik ESG.

W trzecim kwartale br. kluczowe dla dalszego rozwoju i wzrostu innowacyjności w PKN ORLEN inwestycje przebiegały zgodnie z harmonogramem. Finalizowana jest budowa Centrum Badawczo-Rozwojowego w Płocku, które umożliwi wdrażanie własnych technologii i będzie nowoczesną platformą współpracy pomiędzy PKN ORLEN a światem nauki i biznesu. Trwają prace ziemne na instalacji Visbreakingu, która tuż po uruchomieniu zaplanowanym na koniec 2022 roku pozwoli wytwarzać więcej produktów wysokomarżowych, czyli benzyny i oleju napędowego. Instalacja Polietylenu 3 w czeskim zakładzie Grupy ORLEN w Litvínovie osiągnęła pełną wydajność, złożony został także raport środowiskowy i wybrano również projektanta morskiej farmy wiatrowej PKN ORLEN na Bałtyku.

Kontynuowano również procesy akwizycyjne, które umożliwią rozwój i wzmocnienie konkurencyjnej pozycji PKN ORLEN, nie tylko w regionie, ale w całej Europie i na świecie. Po zgodzie Komisji Europejskiej na przejęcie Grupy LOTOS przez PKN ORLEN w lipcu br., obie spółki w sierpniu br. podpisały porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące realizacji transakcji nabycia akcji gdańskiej grupy, a w konsekwencji przejęcia nad nią kontroli kapitałowej. W tym celu powstał zespół negocjacyjny, w którego zadaniem jest wypracowanie ostatecznego zakresu oraz struktury transakcji. Po zainicjowaniu przejęcia PGNiG 14 lipca br. prowadzone były prace zmierzające do złożenia wniosku koncentracyjnego do Komisji Europejskiej. Równolegle realizowany jest proces due dilligence tej spółki. Umożliwiło to podpisane w trzecim kwartale br. przez oba podmioty porozumienie o zachowaniu poufności. W tym czasie ogłoszone zostało również wezwanie na 100 proc. akcji Grupy Energa, które potrwa do 20 listopada br.

Gastronomia znów przed widmem bankructwa. Proponowana pomoc rządu nie rozwiązuje problemów

Branża gastronomiczna krótko miała możliwość prowadzenia biznesu. Już pierwszy lockdown spowodował spadek obrotów rzędu 80–90 proc., a przez wakacje restauratorom nie udało się odrobić strat. Branża spodziewa się, że nowy lockdown potrwa co najmniej do końca roku, a wiele firm go nie przetrzyma. Rządową pomoc, zaproponowaną w ramach branżowej tarczy antykryzysowej, ocenia jako dalece niewystarczającą. Wątpliwości budzą niejasne zasady postojowego, które de facto ograniczą grupę beneficjentów w porównaniu do poprzednich tarcz. Zabrakło również rozwiązania kwestii czynszów w czasie lockdownu. Ograniczona reakcja rządu przyczyni się do problemów z utrzymaniem miejsc pracy w branży zatrudniającej nawet ponad pół miliona osób.

Wraz ze wzrostem liczby zachorowań rząd tydzień temu zdecydował się na wdrożenie nowych obostrzeń w działalności przedsiębiorców, w tym ponowne zamknięcie restauracji, barów, kawiarni i innych placówek gastronomicznych, które mogą już serwować jedzenie tylko na wynos lub z dowozem. Branża spodziewa się, że nowy lockdown potrwa co najmniej do końca roku.

– Możemy sobie wyobrażać, że to potrwa kilka miesięcy, ale tego ani gospodarka, ani nikt z nas nie wytrzyma. Nie sądzę, żebyśmy wrócili do normalnej pracy i mieli otwarte lokale wcześniej niż od nowego roku, bo wszyscy wiemy, jaki jest grudzień. Są andrzejki, mikołajki, święta, sylwester. Nie sądzę, aby rząd pozwolił nam w tym okresie otwierać restauracje – mówi agencji Newseria Biznes Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska, przewodniczący rady Związku Pracodawców HoReCa.

W ramach nowej, tzw. antykryzysowej tarczy branżowej rząd przygotował pakiet kolejnych ułatwień dla firm najbardziej poszkodowanych pandemią. Wśród nich znalazła się też gastronomia, która będzie mogła skorzystać m.in. ze zwolnienia ze składki ZUS za listopad oraz mikropożyczki do 5 tys. zł. Jest też propozycja wypłaty jednorazowego dodatkowego świadczenia postojowego w wysokości 2080 zł, ale obejmie ona tylko osoby prowadzące działalność gospodarczą, czyli de facto właścicieli punktów gastronomicznych, a nie ich pracowników, czyli – jak było poprzednio – również osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych. Proponowaną pomoc branża gastronomiczna ocenia jednak jako dalece niewystarczającą.

– Forma postojowego zaproponowana przez rząd w jakiejś małej części pomoże, ale to jest o wiele za mało, żeby w dłuższej perspektywie gastronomia i miejsca pracy zostały uratowane – mówi Sylwester Cacek. – Oczekiwalibyśmy zwolnienia ze składek ZUS nie tylko za listopad, ale już za październik, bo część firm nie będzie mieć środków już na październikowe opłaty.

Druga istotna kwestia to wsparcie długoterminowe. Już po pierwszym lockdownie branża oceniała, że wychodzenie z dołka zajmie jej czas co najmniej do końca przyszłego roku, teraz bardziej realny wydaje się rok 2022. Jak podkreśla ekspert, bez długofalowego wparcia finansowego i systemowych rozwiązań prawnych wielu najemców po prostu nie przetrwa na rynku.

– To  chociażby kwestia pomocy w uregulowaniu spraw czynszowych, bo wychodzenie z kryzysu epidemicznego będzie dużo trudniejsze i bardziej długotrwałe niż sama epidemia – ocenia przewodniczący rady Związku Pracodawców HoReCa. – Potrzebne są narzędzia do finansowania długoterminowego, wspierające płynność i możliwość funkcjonowania, stosunkowo tanie, bo jeżeli to będą drogie pożyczki, to nikt nie będzie chciał z nich korzystać. Bez tego będzie ciężko gastronomii, jak i wielu innym branżom detalicznym po tej sytuacji wracać do normy.

Jak podkreśla, w trudnej sytuacji jest aktualnie większość firm działających w branży gastronomicznej. Część zaczęła dopiero podnosić się po wprowadzeniu w 2018 roku ograniczenia handlu w niedziele, gdy na początku 2020 r. uderzyły w nie pandemia COVID-19 i zamrożenie gospodarki.

– Większość restauracji w centrach handlowych przez ostatnie miesiące pracowała na stratach albo na minimalnym zysku. Wiele restauracji miejskich też nie osiągało wyników dodatnich, choć tam sprzedaż wracała szybciej. Najgorsza jest sytuacja w tych restauracjach, które liczyły na turystów zagranicznych. Tam spadki były dramatyczne, nawet w ciągu lata, a sprzedaż wynosiła 20–30 proc. w porównaniu do ubiegłego roku – mówi Sylwester Cacek.

Z danych BIG InfoMonitor wynika, że już w pierwszy lockdown branża weszła z 647 mln zł zaległości, które teraz wzrosły o ponad 48 mln zł. Między marcem a wrześniem liczba zadłużonych firm wzrosła o 198, czyli znacznie więcej niż w ciągu wcześniejszych 12 miesięcy (132). Natomiast przyrost zadłużenia od początku kryzysu wywołanego pandemią wyniósł 7,5 proc. i był większy niż w przypadku ogółu firm (3,7 proc.).

– Teraz mamy drugie zamknięcie gospodarki, od marca praktycznie nie mamy możliwości odrobienia strat, nie mówiąc już o generowaniu zysków. To powoduje, że w zasadzie wszyscy jesteśmy u skraju wytrzymałości – mówi przewodniczący rady Związku Pracodawców HoReCa.

Polski Instytut Ekonomiczny szacuje, że już w pierwszej fali zamknięcie punktów gastronomicznych spowodowało w nich spadek obrotów rzędu 80–90 proc. Po tygodniach zamrożenia restauratorzy mogli wrócić do działalności z uwzględnieniem restrykcyjnych wymogów sanitarnych, ale lipcowe badanie Research & Grow dla BIG InfoMonitor pokazuje, że klienci wcale nie rzucili się tłumnie do ulubionych lokali. 39 proc. w ogóle nie poszło do restauracji w ciągu dwóch miesięcy od ich ponownego otwarcia, a 1/3 bywała w nich rzadziej niż przed pandemią. Wszystko to spowodowało, że restauracje, kawiarnie i bary nie miały kiedy odrobić strat. W efekcie wiele z nich musiało zamknąć działalność.

– Część restauracji nie wytrzymała i zniknęła z rynku, część zawiesiła działalność. Szacuje się, że zbankrutowało ok. 6 tys., a więc na rynku pozostało około 60 tys. różnej wielkości restauracji, stałych i sezonowych. Szacunki dotyczące zatrudnienia w branży są różne. Według GUS jest to ponad 300 tys. pracowników, ale może to być nawet dużo powyżej 500 tys. – mówi Sylwester Cacek.

Według ostatnich dostępnych danych GUS w Polsce jeszcze przed pandemią działało ok. 70 tys. stałych lub sezonowych placówek gastronomicznych. Wśród nich 38 proc. stanowiły punkty gastronomiczne, 28 proc. – restauracje, a 27,6 proc. – bary.

Według przytaczanego przez BIK raportu PMR „Rynek HoReCa w Polsce 2020” w ubiegłym roku polski rynek gastronomiczny był wart 32,6 mld zł. Prognozy sprzed pandemii zakładały, że w tym roku jego wartość urośnie do 34,4 mld zł, ale te są już mocno nieaktualne, bo branża jest jedną z tych, które najmocniej ucierpiały wskutek pandemii COVID-19.

Leczenie udarów mocno utrudnione w czasie pandemii. Mimo że są większym zagrożeniem dla życia niż COVID-19

Udar mózgu to w Polsce przyczyna śmierci ok. 30 tys. osób rocznie i główny powód niepełnosprawności dorosłych Polaków. Jeżeli osoba z udarem szybko trafi na szpitalny oddział, ma szansę tego uniknąć. – Udar mózgu wciąż stanowi większe zagrożenie niż COVID-19 – podkreśla neurolog prof. Adam Kobayashi. W tym roku po raz kolejny wystartowała kampania ALERT UDAROWY, która ma przypomnieć Polakom, jakie są charakterystyczne objawy udaru i jak na nie reagować.

W Polsce rokrocznie udar mózgu jest przyczyną śmierci ok. 30 tys. osób – trzecią najczęstszą po chorobach serca i nowotworach. To też pierwsza przyczyna trwałej niepełnosprawności osób po 40. roku życia.

Udar mózgu to stan zagrażający życiu, w którym liczy się błyskawiczna reakcja. Jeżeli osoba z udarem szybko trafi na szpitalny oddział, ma szansę uniknąć trwałych konsekwencji, niepełnosprawności, a nawet śmierci.

– Pacjent musi w takiej sytuacji wezwać pogotowie. Na szczęście jest ono poinformowane, które oddziały jeszcze przyjmują pacjentów – mówi prof. Adam Kobayashi, kierownik Klinicznego Oddziału Neurologii i Centrum Interwencyjnego Leczenia Udaru Mózgu, Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu. – Przed przyjęciem na oddział tacy pacjenci powinni być badani w kierunku COVID-19. W tej chwili są już testy, które w ciągu kilkunastu minut pozwalają przeprowadzić wstępny screening pacjenta i sprawdzić, czy jest zainfekowany. Trzeba pamiętać, że udar mózgu wciąż stanowi większe zagrożenie niż COVID-19. Śmiertelność w ostrej fazie udaru wynosi kilkanaście do 20 proc., a w przypadku koronawirusa oscyluje wokół 1–2 proc. w skali kraju.

Od tego, jak szybko pacjent z udarem mózgu trafi do szpitala, zależy to, czy uniknie niepełnosprawności, groźnych powikłań albo śmierci, którą kończy się 1/5 takich przypadków. Jak podkreśla prof. Kobayashi, z każdą minutą niedokrwienia w mózgu dochodzi do uszkodzenia kilku milionów komórek nerwowych.

– Metody skutecznego leczenia ostrej fazy udaru mózgu są dwie. Jest to tromboliza dożylna i w jej przypadku okno czasowe, w którym można podać pacjentowi lek, to cztery–pięć godzin od momentu wystąpienia objawów. Drugą metodą jest trombektomia mechaniczna, gdzie okno czasowe jest trochę dłuższe i wynosi około sześciu godzin – tłumaczy. – To jednak nie oznacza, że jeśli pacjent trafił do nas pół godziny po wystąpieniu pierwszych objawów, to mamy jeszcze trzy czy pięć godzin na podanie mu leku. Im szybciej podamy mu lek albo wykonamy trombektomię, tym lepiej dla niego. Pacjenci, którzy będą leczeni w pierwszej godzinie od wystąpienia objawów, rokują lepiej niż ci, u których leczenie jest podejmowane później.

Kluczowe objawy udaru mózgu można zapamiętać, wykorzystując akronim słowa UDAR: U jak utrudniona mowa, D jak dłoń/ręka opadająca, A jak asymetria ust i R – jak reaguj natychmiast 999 lub 112. W przypadku zaobserwowania takich symptomów u siebie bądź innej osoby nie można ich zbagatelizować, zwłaszcza że udar mózgu nie boli, i należy bezwzględnie, jak najszybciej wezwać pogotowie.

– To są najważniejsze objawy udaru, ale oczywiście mogą być też inne, mniej specyficzne, jak np. ból czy zawroty głowy, które występują nagle, drętwienie albo zaburzenia czucia po jednej stronie ciała – wymienia ekspert.

Przy okazji obchodzonego 29 października Światowego Dnia Udaru Mózgu organizacje pacjenckie i towarzystwa naukowe skupione wokół kampanii społecznej STOP UDAROM po raz kolejny startują ze specjalną akcją edukacyjną ALERT UDAROWY. Zaangażował się w nią m.in. aktor Jacek Rozenek, który w ubiegłym roku sam doznał udaru mózgu.

Organizatorzy tegorocznego ALERTU UDAROWEGO przypominają o najważniejszych objawach udaru mózgu i o tym, że w przypadku zaobserwowania ich u siebie lub innej osoby należy bezwzględnie zadzwonić pod numer 999 lub 112 i wezwać pogotowie ratunkowe. Zachęcają, by Polacy przekazywali sobie wiadomość ALERT UDAROWY w formie MMS-ów i przez media społecznościowe.

Do udaru niedokrwiennego mózgu, czyli jego częściowego obumarcia w wyniku zatrzymania dopływu krwi, dochodzi w Polsce statystycznie co 6,5 minuty, czyli u 220 osób dziennie. Błędnie uważa się, że problem dotyczy głównie osób starszych, bo udar może wystąpić u każdego, bez względu na wiek. Ryzyko znacznie zwiększają schorzenia układu sercowo-naczyniowego, takie jak nadciśnienie, choroba niedokrwienna serca, miażdżyca, wysoki cholesterol czy migotanie przedsionków, ale też niezdrowy tryb życia, w tym cukrzyca, otyłość, brak aktywności fizycznej, nadużywanie alkoholu i palenie papierosów.

Udar może też dotyczyć pacjentów, u których dochodzi do uszkodzenia naczyń np. w wyniku urazów mechanicznych. Coraz częściej diagnozujemy pacjentów, u których np. w wyniku wypadków komunikacyjnych dochodzi do rozerwania ścian tętnic szyjnych, co też niesie ze sobą ryzyko udaru mózgu. Z pewnością nie jest to choroba, która omija młodych. Oni doznają udarów rzadziej niż starsi, ale coraz częściej widujemy 30- czy 40-latków – mówi prof. Adam Kobayashi.

Więcej informacji na temat kampanii społecznej STOP UDAROM dostępnych jest na stronie: https://stopudarom.pl/o-kampanii/alert-udarowy/

Koronawirus nie zahamował rolniczych inwestycji. Rośnie sprzedaż ciągników i przyczep rolniczych

Pandemia nie wstrzymała inwestycji rolników w sprzęt. We wrześniu sprzedaż ciągników wyniosła 873 sztuk i była o 123 większa niż przed rokiem. Od początku roku na pola wyjechało 7,4 tys. nowych maszyn, o ponad 20 proc. więcej niż w tym samym okresie 2019 roku. Rośnie też sprzedaż przyczep rolniczych. – Wydaje się, że trend wzrostowy zostanie utrzymany do końca roku. Szacujemy, że rynek wzrośnie o 8–12 proc. w zależności od segmentu maszyn rolniczych – ocenia Michał Spaczyński, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych. Najnowsze badanie nastrojów w branży pokazuje większy optymizm niż to przeprowadzone w kwietniu br.

– Sprzedaż maszyn i urządzeń rolniczych w Polsce nie zmalała, obserwujemy nawet delikatny wzrost. W porównaniu do innych branż nie zostaliśmy dotknięci sytuacją epidemiczną – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Spaczyński. – Pierwsze opady deszczu pojawiły się w maju, przełamały złą passę suszy i chłodu z początku roku. Największe obawy rolników co do tegorocznych zbiorów rozwiały się, potem kolejne deszcze poprawiły sytuację hydrologiczną i zbiory okazały się całkiem dobre. Z cenami również nie było najgorzej, w związku z tym również inwestycje w sprzęt i infrastrukturę na wsi również nie wyglądały tak źle.

W Polsce, jak wynika z danych CEPiK przytaczanych przez PIGMiUR, pandemia nie zmniejszyła inwestycji rolników w maszyny. We wrześniu 2020 roku zarejestrowano 873 szt. nowych ciągników, o 57 więcej niż w sierpniu br. i o 123 więcej niż we wrześniu ubiegłego roku. Ogółem od początku 2020 roku zarejestrowano 7547 nowych ciągników. To ponad 20-proc. wzrost w ciągu roku (6252 szt.). Dla porównania jednak – jeszcze w 2012 roku sprzedano ok. 20 tys. ciągników.

– Do tego rekordowego wyniku nam bardzo daleko i na pewno go w tym roku nie osiągniemy. Szacuje się, że to będzie około 8–9 tys. sprzedanych nowych ciągników w tym roku – wskazuje wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych.

Rośnie też sprzedaż przyczep rolniczych. We wrześniu zarejestrowano ich 439, przy 353 we wrześniu 2019 roku. Od początku roku to już 5342 nowych przyczep, co oznacza 28-proc. wzrost r/r.

– Producenci i dystrybutorzy maszyn rolniczych mają na swoich stanach magazynowych jeszcze maszyny do sprzedania, a więc ten ostatni kwartał będzie okresem wzmożonej pracy i poszukiwaniem klientów, ale nie możemy powiedzieć, że cały rynek i nasza branża jest w zapaści – ocenia Michał Spaczyński. – Szacujemy, że rynek wzrośnie o 8–12 proc. w zależności od segmentu maszyn rolniczych.

Według badania nastrojów branży przeprowadzonego przez izbę na przełomie września i października, nie widać jednak dużego optymizmu. Wiele firm negatywnie ocenia minione półrocze dla branży rolniczej, bardziej pozytywnie widzi za to przyszłość. 31 proc. badanych spodziewa się poprawy koniunktury, a 33 proc. – jej pogorszenia. Mniejsze obawy co do przyszłości widać w planach inwestycyjnych – prawie 42 proc. firm planuje inwestycje (przy ok. 31 proc. w kwietniu), a tylko 23 proc. zamierza zrezygnować z planowanych wcześniej przedsięwzięć (prawie 43 proc. w kwietniu). Wciąż 55 proc. przedsiębiorców twierdzi, że koronawirus będzie miał negatywny wpływ na rozwój branży.

Dane przytaczane przez PIGMiUR wskazują, że w tym roku rolnicy najczęściej kupują maszyny o mocy 71–100 koni mechanicznych (2097) i 101–140 KM (1765).

 Ciągniki o mocy do 130 KM są najpopularniejsze w naszym kraju, co nie oznacza, że również i te większe się nie sprzedają. To wynika wprost z wielkości danego gospodarstwa rolnego – im większe, tym większe zapotrzebowanie na moc maszyn, ale gospodarstw dużych jest w Polsce stosunkowo mało – tłumaczy ekspert.

Na stosunkowo wysoką sprzedaż nowych maszyn rolniczych mają również wpływ fundusze unijne. Łącznie na rozwój obszarów wiejskich w latach 2014–2020 trafiło 13,5 mld euro środków publicznych.

– Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma do przekazania rolnikom jeszcze dużo pieniędzy na modernizację gospodarstw rolnych. Te subsydia mocno wpływają na decyzje zakupowe rolników. Modernizacja gospodarstw rolnych przebiega też w sposób naturalny, następuje wymiana starych maszyn na nowoczesne, które znacząco ułatwiają pracę rolnikowi w gospodarstwie rolnym – mówi Spaczyński.

Inwestycje przyspiesza też zmiana pokoleniowa rolników.

– Młodzi rolnicy chętnie z tego korzystają po to, aby wybrać najlepsze rozwiązanie dla swojego gospodarstwa. Kierują się przede wszystkim tym, aby lżej im się pracowało. Na wsi brakuje rąk do pracy, więc maszyny muszą zastępować człowieka w bardzo wielu pracach i tak też się dzieje. Producenci prześcigają się w swoich rozwiązaniach po to, aby maksymalnie zautomatyzować pracę na wsi – podkreśla wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych.

Centralny Port Komunikacyjny ma przynieść 290 tys. nowych miejsc pracy. Aby zrealizować inwestycję, potrzebne są pieniądze publiczne i inwestor zagraniczny

Centralny Port Komunikacyjny „Solidarność” ma być węzłem transportowym, który zintegruje transport lotniczy, kolejowy i drogowy, a przy tym pobudzi rozwój innowacji, turystyki i przemysłu. – To nie jest zwykły projekt infrastrukturalny, to jest olbrzymi projekt cywilizacyjny – podkreśla Sławomir Majman, wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich. Jak pokazują analizy firmy Kearney dotyczące przyszłego funkcjonowania CPK, jego powstanie pozwoli stworzyć do 2040 roku 290 tys. nowych miejsc pracy i zapewni wzrost łącznej produkcji w Polsce nawet o 90 mld zł rocznie.

Jak wyliczają analitycy firmy Kearney, w 2028 roku CPK „Solidarność” zapewni w gospodarce 238 tys. nowych miejsc pracy. W 2040 roku liczba ta wzrośnie do 290 tys., z czego 217 tys. będzie związanych z lotnictwem, a 73 tys. – z koleją.

Wpływ Centralnego Portu Komunikacyjnego na polską gospodarkę będzie znaczący – mówi Sławomir Majman, wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich SA, organizatora konferencji „Lotnictwo Nowej Generacji 2020”. – Jeżeli ten projekt się uda, to oznacza co roku wzrost PKB o 1 proc., a to jest bardzo dużo. Podkreślam, jeżeli ten projekt się uda. To nie jest zwykły projekt infrastrukturalny, to jest olbrzymi projekt cywilizacyjny, rozpisany na kilka dziesięcioleci.

Na dziesięciolecia przewidziane są też korzyści gospodarcze z jego uruchomienia. Druga część raportu Kearney, obejmująca oddziaływanie na gospodarkę z fazy operacyjnej (pierwsza dotyczyła fazy inwestycyjnej), wskazuje, że już w pierwszym roku funkcjonowania lotniska i części inwestycji kolejowych całkowita produkcja w Polsce wzrośnie o 71 mld zł. Z kolei wartość dodana brutto, czyli dodatkowe zyski przedsiębiorstw, wynagrodzenia pracowników i amortyzacja środków trwałych, zwiększy się o ponad 50 mld zł w 2028 roku. W okresie 2028–2040 te wartości wzrosną odpowiednio do 986 mld zł (wartość produkcji) oraz 780 mld zł (wartość dodana brutto).

– Centralny Port Komunikacyjny jest jedyną szansą dla Polski, aby wygrać bitwę o tranzyt. Najcenniejszą częścią biznesu lotniczego są właśnie przewozy tranzytowe. Obecnie nie mamy argumentów, aby przyciągnąć je na polskie lotniska. A jest to możliwe – świadczy o tym choćby przykład lotniska w Helsinkach, które w ciągu dekady z malutkiego, prowincjonalnego lotniska na skraju Europy stało się jednym z większych hubów pomiędzy Europą a Azją Wschodnią – Koreą, Japonią i Chinami – przekonuje wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich.

Drugi istotny argument to wyczerpująca się przepustowość Lotniska Chopina. Jak podkreśla Sławomir Majman, za 10–12 lat będzie ono niewystarczające, aby obsłużyć tranzytowy ruch lotniczy. I to mimo trwającej rozbudowy stołecznego portu lotniczego. Eksperci Kearney wyjaśniają, że inwestycje zrealizowane w ramach programu CPK pozwolą wygenerować korzyści znacznie przewyższające maksymalny potencjał obecnego Lotniska Chopina.

Zwiększenie ruchu lotniczego i turystyki w Polsce dzięki temu, że jest przyzwoite, duże lotnisko, może zwiększyć także biznes polskich lotnisk regionalnych. Myślę, że przy dobrze wymyślonym lotnisku w Baranowie możliwe jest zdrowe współistnienie, zdrowa synergia między większością lotnisk regionalnych. Kłopot jest z Okęciem i lotniskiem w Łodzi – mówi Sławomir Majman.

Analitycy firmy Kearney jako główne korzyści podają m.in. poprawę dostępności komunikacyjnej kraju i regionu, rozwój turystyki, wzrost mobilności mieszkańców, pobudzanie innowacji i nowych technologii oraz rozwój segmentu cargo, przemysłu, biznesu.

Aby ten projekt został zrealizowany, potrzebne są pieniądze. Unia Europejska nie finansuje projektów lotniskowych, tylko część kolejową, czyli tzw. szprychy zbiegające się w lotnisku mogą liczyć na wsparcie UE. Po pierwsze więc, potrzebne są fundusze publiczne i inwestor zagraniczny. Po drugie, niezbędne jest właściwe podejście, aby ambicje i deklaracje polityczne zostały zastąpione przez wiedzę ekspercką. Czekamy, aż spółka CPK wyłoni twórcę tzw. masterplanu, czyli pomysłu, gdzie, co, jak i za ile, z kim budować, jak wyposażać itd. To nie może być projekt jednej partii, budzący wrogość wszystkich dookoła. To powinien być polski projekt ekumeniczny – zauważa wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich.

CPK, jako członek europejskiego konsorcjum, otrzymało dofinansowanie na opracowanie zielonych, proekologicznych i inteligentnych rozwiązań dotyczących projektowania lotnisk. Wysokość grantu to 12 mln euro, a do Polski trafi ok. 500 tys. euro. Partnerami CPK są m.in. porty lotnicze w Kopenhadze, Rzymie i Wilnie. Dofinansowanie pochodzi z Programu Ramowego Badań i Rozwoju Horyzont 2020 w kategorii: „Budowanie niskoemisyjnej i odpornej na zmiany klimatu przyszłości: Bezpieczna, czysta i wydajna energia”.

Opracowano materiał zdolny do przechwytywania dwutlenku węgla z przemysłowych gazów cieplarnianych. To rewolucja w drodze do zeroemisyjności

Zgodnie z postanowieniami Europejskiego Zielonego Ładu, porozumienia wypracowanego przez Komisję Europejską w 2019 roku, państwa członkowskie zobowiązały się do redukcji emisji gazów cieplarnianych do zera nie później niż do 2050 roku. W realizacji tych założeń może pomóc innowacyjny materiał opracowany na Uniwersytecie w Bayreuth, który pozwala odseparować dwutlenek węgla z mieszaniny gazów.

– Naszemu zespołowi badawczemu udało się zaprojektować materiał, który spełnia jednocześnie dwa zadania. Z jednej strony fizyczne interakcje z dwutlenkiem węgla są wystarczająco silne, aby uwolnić i przechwycić ten gaz cieplarniany z mieszaniny gazów. Z drugiej strony jednak, są na tyle słabe, że pozwalają na uwolnienie CO2 z materiału przy niewielkiej ilości energii – podkreśla Martin Rieß, doktorant w grupie badawczej chemii nieorganicznej na Uniwersytecie w Bayreuth.

Materiał zaprojektowany na Uniwersytecie w Bayreuth może okazać się jedną z kluczowych innowacji na drodze do redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Dzięki zdolności do wychwytywania dwutlenku węgla można go wykorzystać do separowania dwutlenku węgla z gazów przemysłowych, aby ułatwić jego recykling.

Nowy materiał ma znaczącą przewagę nad dotychczasowymi sposobami separacji – nie wymaga przeprowadzania jakichkolwiek reakcji chemicznych i pozwala usunąć cały dwutlenek węgla z mieszaniny gazów. Zamiast tego gaz akumuluje się w zagłębieniach materiału w wyniku interakcji o stricte fizycznym podłożu, a uwolnienie pierwiastka odbywa się przy minimalnym zapotrzebowaniu energetycznym. Po uwolnieniu dwutlenku węgla materiał może zostać wykorzystany po raz kolejny.

Nowatorska metoda precyzyjnej separacji gazów może sprawdzić się zarówno do filtrowania gazów przemysłowych pochodzenia naturalnego, jak i tych powstałych w procesie przemysłowej uprawy roślin bądź produkcji biogazu. Jego wysoka skuteczność absorpcyjna związana jest m.in. z tym, że wyłapuje wyłącznie cząsteczki dwutlenku węgla i przepuszcza wszystkie inne gazy.

– Wszystkie kryteria odnoszące się do oceny przemysłowych procesów separacji dwutlenku węgla zostały całkowicie spełnione przez nasz hybrydowy materiał. Można go produkować w sposób opłacalny i ma znaczący wkład w redukcję przemysłowych emisji dwutlenku węgla, ale także w przetwarzanie biogazu i kwaśnych gazów – przekonuje Martin Rieß.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rozwiązań do zarządzania śladem węglowym w 2020 roku wyniesie 9 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 12,2 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 6,2 proc.

Roboty pomogą osobom niepełnosprawnym w codziennym życiu. Wspomagane sztuczną inteligencją będą mogły nawet je karmić

Roboty monitorują statystyki życiowe pacjentów i ostrzegają pielęgniarki, wprowadzają też automatycznie informacje do elektronicznej karty zdrowia pacjenta. Inne pomagają podczas operacji lub całkowicie zastępują lekarzy. Roboty rehabilitacyjne pomagają zaś osobom niepełnosprawnym w codziennych czynnościach. Zespół naukowców ze Stanfordu opracował nowatorski sposób sterowania ramionami robotów. Inteligentne kontrolery pozwalają na precyzyjne ruchy, które umożliwią np. karmienie pacjentów.

Roboty rehabilitacyjne pomagają osobom ze znacznym stopniem niepełnosprawności uzyskać samodzielność w wykonywaniu codziennych czynności. Inne nie tylko wspomagają niepełnosprawnych, ale służą też do rehabilitacji. Instytut Biomechaniki i Ortopedii na niemieckim Uniwersytecie Sportowym w Kolonii opracowuje np. zrobotyzowane systemy treningowe do stymulacji fizycznej i poznawczej, które oprócz rehabilitacji mają też zapobiegać chorobom. Uniwersytet RWTH w Akwizgranie używa robota, który prowadzi przedramię chorego i ma umożliwić pacjentom po udarze samodzielne wykonywanie ćwiczeń i wzmocnić skuteczności terapii.

Wyzwaniem było dotychczas przystosowanie robotów do bardzo precyzyjnych czynności, jak np. karmienie. To o tyle istotne, że tylko w USA blisko milion osób korzysta z wózków inwalidzkich wyposażonych w robotyczne ramiona, które pomagają im w takich czynnościach jak ubieranie, mycie zębów czy właśnie jedzenie. Zespół naukowców ze Stanfordu opracował innowacyjny system sterowania ramionami robota, który pozwala na precyzyjne dopasowanie ruchu do określonej czynności.

– Z punktu widzenia robotyki jednym z trudniejszych problemów, nad którym trwają prace, jest karmienie. Wymaga bowiem precyzyjnej manipulacji, a przy tym jest to tak fundamentalne zadanie – musimy się codziennie odżywiać – podkreśla Dorsa Sadigh, adiunkt informatyki i elektrotechniki na Uniwersytecie Stanforda oraz członkini Stanford Institute for Human-Centered Artificial Intelligence (HAI). – To również jeden z moich ulubionych problemów, nad którymi pracuję. Korzyści z tego można zobaczyć na własne oczy.

Naukowcy opracowali kontroler, który łączy dwa algorytmy sztucznej inteligencji. Pierwszy umożliwia sterowanie w dwóch wymiarach za pomocą joysticka, wykorzystując przy tym kontekstowe wskazówki, aby określić, czy użytkownik sięga np. po klamkę czy kubek. Następnie, gdy ramię robota zbliża się do celu, uruchamia się drugi algorytm, umożliwiający bardziej precyzyjne ruchy. Inteligentne algorytmy sprawiają, że robot wie, po jaki przedmiot sięgamy, i może sam przejąć kontrolę nad ruchem. Eksperymenty pokazały, że system się sprawdza –  ramię robota wyposażone w widelec precyzyjnie wykonywało żądane czynności.

– Kluczowy wniosek jest taki, że w zależności od pewnych ograniczeń, takich jak kontekst, robot będzie wiedział, że naciśnięcie joysticka w prawo oznacza określoną rzecz, na przykład podniesienie filiżanki – tłumaczy Dorsa Sadigh. – Jeśli go w żaden sposób nie nakierujemy, sam rozpozna najważniejszą rzecz, na którą powinien zwrócić uwagę, zważywszy na aktualną sytuację.

Osoby niepełnosprawne mogą już od kilku lat korzystać z podobnych robotów. Zdecydowana większość, choć pomaga w codziennych czynnościach, innych – bardziej precyzyjnych – nie potrafi wykonać. Ramiona robotów są wyposażone w kilka przegubów. To zaś oznacza, że użytkownik musi przełączać się między różnymi trybami na joysticku. Sam proces jest więc czasochłonny i nie zawsze dokładny. System opracowany przez naukowców ze Stanfordu sprawia, że joystick wydaje polecenia tylko w dwóch kierunkach – góra/dół oraz lewo/prawo, a mimo to, dzięki inteligentnym algorytmom, może płynnie i szybko sterować robotem wieloprzegubowym.

– Roboty współpracujące są już dostępne, ale korzystanie z nich jest wciąż bardzo trudne – podkreśla badaczka. – Typowe roboty pomocnicze obecne na rynku mają sześć–siedem przegubów. Aby sterować każdym z nich, użytkownik przełącza się między różnymi trybami na joysticku, co jest nieintuicyjne, męczące psychicznie i zajmuje dużo czasu.

Kuehne+Nagel zaprasza na darmowe webinarium „Prawo i ubezpieczenia w spedycji”

  • Najpopularniejsze warunki spedycyjne w Polsce i Europie
  • Konwencje oraz inne przepisy regulujące różne formy transportu międzynarodowego
  • Zabezpieczenie przed szkodą
  • Ubezpieczenie cargo

Prawo i ubezpieczenia w spedycji to temat kolejnego, bezpłatnego webinarium organizowanego przez specjalistów Kuehne+Nagel, które odbędzie się 3 listopada o godzinie 14.00.

Sektor transportu składa się z tysięcy podmiotów, które każdego dnia przetwarzają niezliczoną liczbę informacji i dokumentacji. Wspiera gospodarkę i dba o to, aby transakcje handlowe były przeprowadzane zgodnie z obowiązującymi prawami. Spedycja, jako część branży TSL, rządzi się swoimi prawami, które określają warunki, na jakich zawiązywana jest umowa między zleceniodawcą a spedytorem.

Podczas webinarium Iwona Śliwińska i Anna Piasecka, obejmujące stanowisko Legal Counsel w polskim oddziale Kuehne+Nagel wyjaśnią dlaczego stosowanie przez spedytorów ogólnych warunków spedycyjnych zwiększa pewność obrotu i bezpieczeństwa przekazanych towarów. Przedstawią najpopularniejsze warunki spedycyjne obowiązujące zarówno w Polsce, jak i w Europie oraz powiedzą o konwencjach i innych przepisach regulujących różne formy transportu międzynarodowego.

W drugiej części spotkania, uczestnicy webinarium Kuehne+Nagel dowiedzą się, jak zabezpieczyć się przed szkodą i dlaczego warto korzystać z ubezpieczenia cargo.

Webinarium odbędzie się 3 listopada o godzinie 14.00. Liczba miejsc jest ograniczona do 500. Podczas spotkania będzie możliwość zadawania pytań. Każdy zarejestrowany użytkownik otrzyma nagranie sesji live kilka godzin po jej zakończeniu. Na webinarium można zapisać się poprzez stronę internetową: https://register.gotowebinar.com/register/4711655125597951759

Uszczelnienie szarej strefy usług pogrzebowych to 700 mln zł rocznie dla budżetu

W branży usług pogrzebowych funkcjonuje jedna z największych szarych stref. Szacuje się, że prawie połowa zysków nie jest opodatkowana i nie zasila polskiego skarbu państwa. Trudno jest jednak oszacować wartość tego rynku, gdyż większość zakładów pogrzebowych funkcjonuje jako działalności indywidualne. Na rynku istnieje tylko kilka spółek, których dotyczą bardziej istotne obowiązki sprawozdawcze. Większość usługodawców pogrzebowych nieuczciwie rozlicza swoje zyski, a ich indywidualny charakter działania utrudnia śledzenie takich wykroczeń. Dlatego nie wiemy, ile pieniędzy w branży pogrzebowej pozostaje w szarej strefie. Oprócz budżetu państwowego szara strefa dotyka uczciwych przedsiębiorców, którzy – odprowadzając pełny podatek – nie mogą sprostać konkurencji na rynku. Tej praktyce sprzyjają niestety zasady rozliczania zasiłku pogrzebowego z ZUSu.

– Zasiłek pogrzebowy  w Polsce przysługuje w kwocie ryczałtowej, która jest niezależna od faktu udokumentowania tych wydatków. Jest to systemowy bodziec do tego, by te wydatki trafiały do szarej strefy. Obejmuje ona także obszary usług okołopogrzebowych – na przykład wykonywanie pomników i działanie zakładów kamieniarskich, gdzie duża część obrotu także nie jest rejestrowana – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – By ograniczyć szarą strefę i wyrównać warunki konkurencyjne dla uczciwych przedsiębiorców powinien zostać wprowadzony wymóg dokumentowania wydatków na organizację pogrzebu ze środków z zasiłku. Wtedy można by się także pokusić o podwyższenie tego zasiłku. Od marca 2011 roku wynosi on 4000 złotych, ale na przestrzeni tych 10 lat nastąpił spory wzrost cen usług pogrzebowych. Podniesienie zasiłku o około 500 złotych zwiększyłoby koszty ogólne o 200 milionów rocznie. Jednak korzyści dla finansów publicznych z uszczelnienia branży pogrzebowej mogłyby wynieść nawet 700 milionów rocznie. Skarb państwa wciąż byłby na plusie, a osoby odpowiedzialne za organizację pogrzebu dla swoich bliskich miałyby na to większe środki – proponuje Kozłowski.

PKN ORLEN planuje emisję obligacji do 1 mld zł

Jeszcze w tym roku PKN ORLEN planuje emisję obligacji do 1 mld zł. Środki mogą zostać wykorzystane m.in. na bieżące projekty inwestycyjne zgodne z przyjętą strategią osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. Z tego względu Koncern rozważa wprowadzenie do emisji elementów ESG, czyli opartych na ocenie zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.

– Od transformacji energetycznej nie ma odwrotu. Traktujemy ją nie tylko jako wyzwanie, ale i szansę na rozwój. Jako pierwszy koncern paliwowy w Europie Środkowej przedstawiliśmy konkretny plan osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. i skutecznie go realizujemy. Mamy stabilną sytuację finansową, którą wzmacniamy m.in. poprzez dywersyfikację źródeł przychodów. Na bieżąco obserwujemy także rynek i szukamy potencjalnych okazji do pozyskania finansowania na korzystnych warunkach. Zgodnie z zapowiedziami chcemy koncentrować się m.in. na obligacjach zrównoważonego rozwoju, stąd plany wprowadzenia do emisji elementów z obszaru ESG – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Plany PKN ORLEN obejmują emisję obligacji na okaziciela z 5-letnim okresem zapadalności na rynku polskim. Zostałaby ona skierowana do inwestorów instytucjonalnych i przeprowadzona w ramach umowy istniejącego krajowego programu emisji obligacji spółki, którego założenia są obecnie aktualizowane. Jednym z rozważanych elementów jest wprowadzenie elementów ESG, umożliwiających emisję obligacji opartych na ocenie zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.

Przeprowadzenie emisji obligacji będzie uzależnione od podjęcia stosownych zgód korporacyjnych, jak i z zastrzeżeniem wystąpienia odpowiednich warunków na rynku dłużnych papierów wartościowych.

PKN ORLEN konsekwentnie dąży do maksymalnej neutralności ekologicznej, efektywności energetycznej i wysokich standardów bezpieczeństwa. Rosnące kompetencje koncernu w obszarze ESG odzwierciedla wyższa ocena ratingowa agencji Sustainaltytics w 2020 r. PKN ORLEN uplasował się na piątej pozycji spośród 86 firm z segmentu Oil & Gas Refining and Marketing (kategoria Refiners & Pipelines). Jednocześnie Koncern awansował do kategorii ocen „Medium Risk” (w 2019 r. znajdował się w kategorii „High Risk”), dla której istnieje średnie ryzyko wystąpienia negatywnych skutków finansowych ze względu na czynnik ESG.

Zrównoważony rozwój i odpowiedzialny biznes to jednocześnie ważne elementy strategii neutralności emisyjnej spółki do 2050 r. W ramach jej realizacji, na początku września br. PKN ORLEN zadeklarował do 2030 r. redukcję emisji CO2 o 20% z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej. Zgodnie z założeniami, inwestycje realizowane w ramach strategii neutralności emisyjnej będą współfinasowane m.in. poprzez obligacje zrównoważonego rozwoju i zielone obligacje emitowane przez PKN ORLEN na europejskim rynku kapitałowym.

Mieszkania miały być tańsze, ale nie są. Co dalej z cenami nieruchomości?

Po trzech kwartałach liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła o 11 proc., a ich wartość o 5,4 proc. licząc rok do roku. Natomiast ceny mieszkań pozostały niemal bez zmian, choć spodziewano się ich spadku. Większe zmiany dotyczą cen najmu.

– Dla mnie brak spadku cen nie jest niespodzianką ponieważ inwestorzy instytucjonalni mają dużo pieniędzy i gdzieś muszą je lokować – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, prezes Catella Polska. – Nawet jeżeli inwestycje w nieruchomości przynoszą teraz mniejsze korzyści z najmu to perspektywicznie będą budowały wartość.  W przyszłości spodziewam się raczej stabilizacji cen.

Rynek mieszkaniowy jest nadal stabilny, jakby nie odczuł skutków pandemii, choć w marcu i kwietnie przerażenie na rynku było duże. Oczywiście sytuacja jest różna w dużych miastach, w niektórych ceny nieznacznie spadły.

– Rynek mieszkaniowy ożywił się od września, a my odczuliśmy to pozytywnie w przypadku akademików, w październiku nasz akademik w Krakowie był już zapełniony w 95 proc. – wyjaśnia D.Węglicki. – Natomiast sytuacja na rynku wynajmu mieszkań luksusowych zaczęła się dla nas poprawiać o miesiąc później, ale już doszliśmy do poziomów sprzed pandemii.

Możliwe jednak, że rzeczywiste skutki pandemii na rynku nieruchomości poznamy dopiero za kilkanaście miesięcy, ze względu na cykl budowlany, a więc po okresie jaki mija od decyzji o rozpoczęciu budowy do momentu, gdy mieszkania są sprzedawane bądź wynajmowane.

– Bardzo wiele będzie zależało od rozwoju pandemii, nie wiemy kiedy skończy się praca zdalna – komentuje dyrektor Catella Polska. – Tych, którzy kupują mieszkanie, aby w nim zamieszkać nadal będzie wielu, ale większa niepewność dotyczy mieszkań kupowanych pod wynajem.

Wiadomo, że na rynku nieruchomości najbardziej ucierpią galerie handlowe, a największym zwycięzcą okażą się ci, którzy zainwestowali w magazyny.

Inteligentne radio pożyczy sobie nieużywaną częstotliwość

Dla nowych systemów łączności komórkowej, telewizyjnej, radiowej zaczyna brakować częstotliwości. Naukowcy zastanawiają się nad tym, jak „pożyczyć” nieużywane pasmo w momencie, kiedy nie jest potrzebne właścicielowi. Tak powstaje inteligentne radio, które samo potrafi sobie wyszukiwać pasma, uczy się i wyciąga z własnych działań wnioski na przyszłość.

Droga do inteligentnego radia

Systemy radiowe mają coraz więcej użytkowników. Transmisja danych odbywa się nie tylko w ramach telefonii komórkowej, telewizji i radia. Nadawanie i wysyłanie sygnału umożliwia sterowanie i komunikowanie się dronami, kamerami lub platformami do kształcenia studentów na uczelniach. Firmy i instytucje otrzymują zasoby częstotliwości do dyspozycji na stałe. Ale nie wszyscy użytkownicy w pełni wykorzystują swój przydział.

„Kiedy zidentyfikujemy, że w danym paśmie na naszym obszarze nie nadają jego pierwotni użytkownicy, czyli ci, którym zostało ono przydzielone, wówczas moglibyśmy je wykupić i wykorzystać na potrzeby swoich transmisji” – tłumaczy dr inż. Krzysztof Malon z Wydziału Elektroniki Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Zaznacza, że po opracowaniu nowego systemu radiowcy nie mogą rozpocząć pracy na dowolnych częstotliwościach, bez zgody instytucji centralnej. Każda transmisja radiowa musi być zgłoszona.

Opisany przez niego sposób działania to tzw. dynamiczny dostęp do widma. Aby zrozumieć pojęcie widma, należy wiedzieć, że fale elektromagnetyczne rozchodzą się w próżni z tą samą prędkością, za to różnią się częstotliwością i długością. Różne zakresy fal jako całość tworzą właśnie widmo promieniowania elektromagnetycznego. Obejmuje ono szeroki zakres długości fal: od promieniowania gamma do fal radiowych.

Choć jeszcze w Polsce takie „pożyczanie sobie” przestrzeni widmowej do komunikacji jest niezgodne z regulacjami, to na całym świecie trwają prace nad niezbędnymi rozwiązaniami technicznymi i prawnymi, które to umożliwią.

W poszukiwaniu dziur widmowych

Dr inż. Krzysztof Malon zbadał wykorzystanie pasma na terenie WAT. Jak wyjaśnia, instytucje wojskowe również nie mogą nadawać w paśmie, które zostało przydzielone innym. Badanie potwierdziło, że wykorzystanie zasobów wynosiło około kilkanaście procent. Naukowiec pokazał, że analizując przestrzeń czasowo – częstotliwościową na określonym obszarze, można wskazać tzw. dziury widmowe, gdzie nie ma żadnej transmisji.

W swojej pracy doktorskiej dr inż. Malon przedstawił metodę, która umożliwia rozpoznawanie środowiska radiowego. Opracowany przez niego algorytm ocenia poszczególne kanały częstotliwościowe i wskazuje te pasma, które są formalnie zajęte, ale w rzeczywistości nieużywane. Ponadto wskazuje przydatne w komunikacji kanały radiowe.

Badacz zdobył III nagrodę Fundacji Wspierania Rozwoju Radiokomunikacji i Technik Multimedialnych w ogólnopolskim konkursie na najlepszą pracę doktorską z tej dziedziny. Wyniki swoich badań wykorzystuje, uczestnicząc w pracach Europejskiej Agencji Obrony. Eksperci z całej Europy pracują nad stworzeniem inteligentnego radia, które będzie świadome swojego otoczenia i będzie umiało wchodzić z nim w interakcje.

Wykorzystanie widma w nauce i dydaktyce

Jak wyjaśnia dr inż. Malon, uczelnie wykorzystują przyznane pasma częstotliwości w pracach badawczo-rozwojowych. Kiedy inżynierowie tworzą nowe systemy i nowe techniki przetwarzania sygnału, potrzebują dostępu do widma. Dzięki temu mogą na przykład łączyć się z platformami lądowymi lub z dronami.

Osobne częstotliwości są potrzebne do kształcenia studentów w obsłudze radiostacji cywilnych i wojskowych. Często pracują one na częstotliwościach satelitarnych. Studenci uczą się w rzeczywistych warunkach, gdzie wszystko musi odbyć się zgodnie z regułami, także przydział pasma. W podobny sposób działają koła naukowe studentów konstruujących urządzenia radiowe.

Studenci WAT korzystają również z platform edukacyjnych zawierających radia definiowane programowo SDR (ang. Software Defined Radio). Opracowują własne nadajniki i odbiorniki radiowe, a także programują. „Taką platformę można na przykład zaprogramować do odbioru określonej stacji radiowej, wgrywając jedno oprogramowanie, a potem nie zmieniając sprzętu tylko pisząc inne oprogramowanie można ustalić że będzie odbierała sygnał telefonii komórkowej” – tłumaczy dr inż. Malon. Dodaje, że edukacyjna platforma radiowa może działać w wielu pasmach i właśnie dlatego potrzebuje przydziału częstotliwości w określonych zakresach.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

Źródło informacji: Nauka w Polsce

Nowe zasady monitorowania dostaw wyrobów akcyzowych

  • Rada Ministrów przyjęła dziś projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez ministra finansów, funduszy i polityki regionalnej.
  • Wprowadzone zmiany mają uprościć zasady monitorowania wyrobów akcyzowych (e-DD).
  • Powstanie centralna, elektroniczna rejestracja podmiotów akcyzowych.

Upraszczamy zasady monitorowania dostaw wyrobów akcyzowych zwolnionych od akcyzy ze względu na ich przeznaczenie (paliw lotniczych, paliw żeglugowych oraz gazu LPG) na podstawie elektronicznego dokumentu dostawy (e-DD), z użyciem Systemu EMCS PL2.

Jednocześnie wprowadzona zostanie centralna, elektroniczna rejestracja podmiotów akcyzowych. Objęte nią będą podmioty obecnie podlegające obowiązkowi rejestracji w podatku akcyzowym jak i te, których taki obowiązek nie dotyczył, w tym podmioty zużywające wyroby akcyzowe zwolnione od akcyzy ze względu na ich przeznaczenie, m. in. jednostki pożytku publicznego, jednostki samorządu, jednostki organizacyjne wojska, Straży Granicznej, czy Policji.

Ponadto przedmiotowy projekt przewiduje m.in.:

Objęcie monitorowaniem z użyciem Systemu EMCS PL2 (system teleinformatyczny służący do obsługi przemieszczania wyrobów akcyzowych):

  • niektórych dostaw zwolnionych od akcyzy wyrobów węglowych,
  • przemieszczeń eksportowanych i wyprowadzanych poza obszar celny UE przez krajowy urząd celno-skarbowy wyrobów akcyzowych opodatkowanych zerową stawką akcyzy ze względu na ich przeznaczenie,
  • przemieszczeń importowanych wyrobów akcyzowych zwolnionych od akcyzy ze względu na ich przeznaczenie oraz opodatkowanych zerową stawką akcyzy ze względu na ich przeznaczenie.

    Uregulowanie zasad monitorowania z użyciem Systemu EMCS PL2 przemieszczania wyrobów energetycznych rurociągiem, na podstawie e-DD, z użyciem Systemu EMCS PL2.

  • Uregulowanie zasad dokonywania zmiany środka transportu wyrobów przemieszczanych na podstawie e-DD, z użyciem Systemu EMCS PL2.
  • Wprowadzenie możliwości dokonania podziału przemieszczenia poza terytorium kraju wyrobów energetycznych przemieszczanych transportem kolejowym, na podstawie e-AD, z użyciem Systemu EMCS PL2.

Projekt zakłada też przedłużenie do 31 stycznia 2022 r. terminu, w którym będzie możliwe alternatywne stosowanie dotychczasowej papierowej dokumentacji do ww. dostaw wyrobów akcyzowych. Przedłużenie tego terminu wychodzi naprzeciw postulatom przedsiębiorców, którzy w związku z panującą epidemią, potrzebują więcej czasu na dostosowanie swoich systemów informatycznych do zmian w Systemie EMCS PL2 w 2020 r.

ABW rozbiło grupę przestępczą wyłudzającą VAT w obrocie biopaliwami. Szacowane straty wynoszą co najmniej 120 mln zł

13 października 2020 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali kolejnych dwóch członków zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się popełnianiem przestępstw skarbowych i oszustw w zakresie podatku VAT w obrocie biopaliwami oraz praniem brudnych pieniędzy pochodzących z tego procederu. Szacowane straty Skarbu Państwa wynoszą co najmniej 120 mln zł.

W toku śledztwa ujawniono przestępczy mechanizm, polegający na pozorowanych czynnościach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów (WNT) przez polskich przedsiębiorców. Łańcuchy odbiorców były w sposób celowy układane tak, aby część podmiotów pełniła rolę znikających podatników, a część – rolę buforów. Grupa przestępcza podejmowała działania, by wykazywać „legalność” nabycia oleju rzepakowego przez ostatecznych odbiorców. Były nimi trzy zarejestrowane w Polsce spółki.

13 października 2020 r. w Bydgoszczy funkcjonariusze Wydziału Zamiejscowego ABW we Wrocławiu zatrzymali dwie kolejne osoby w tym śledztwie – Marcina Z. i Michała P. oraz przeszukali miejsca ich zamieszkania. Zatrzymani, działając w ramach kolejnej spółki zaangażowanej w przestępczy proceder, brali udział we wprowadzaniu oleju roślinnego na terytorium RP z pominięciem należności publiczno-prawnych (VAT). Spółka, w której byli wspólnikami, była ogniwem w łańcuchu dostawców oleju do innych podmiotów pośredniczących w dostawach, a w części także bezpośrednio do końcowego odbiorcy.

Obu zatrzymanym przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz oszustw w zakresie podatku VAT. Wobec jednego z zatrzymanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji, zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu oraz zakazu kontaktowania się z określonymi osobami. Drugi – na wniosek prokuratury – 15 października 2020 r. został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy.

Prowadzone przez funkcjonariuszy Delegatury ABW w Poznaniu czynności w powyższej sprawie skutkowały również wydaniem przez Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu postanowień o zabezpieczeniu majątkowym na mieniu podejrzanych o łącznej wysokości 527 tys. złotych. Sprawa ma charakter rozwojowy. Dotychczas zarzuty przedstawiono 52 osobom.

kom/ mst/

Wybory prezydenckie w USA: Czy powtórzy się noc paniki giełdowej?

Inwestorzy wolą Trumpa, więc wygrana Bidena może odbić się na notowaniach. A giełdy w USA nadają ton na całym świecie, również w Polsce.

Gdy Donald Trump wygrał poprzednie wybory prezydenckie, byliśmy świadkami krótkoterminowej, ale gwałtownej wyprzedaży na rynkach. Od tamtej pory optyka inwestorów zupełnie się zmieniła i dziś to Joe Bidena obawiają się bardziej.

– To pokazuje jak bardzo inwestorzy mogą się mylić – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Zwłaszcza, że od tej nocnej wyprzedaży mieliśmy wieloletni trend wzrostowy, który był najdłuższy w historii amerykańskiej giełdy.

Inwestorzy wolą to, co znają. Zwłaszcza, że są bardzo zadowolenie ze swoich wyników finansowych. Stąd ich faworytem może wydawać się Trump.

Wprawdzie zarówno Demokraci, jak i Republikanie chcą wprowadzać kolejne pakiety ratujące gospodarkę, a interwencjonizm państwowy bardzo wspiera Fed, to jednak wynik wyborów może okazać się istotny dla konkretnych branż. Wiadomo na przykład, że Joe Biden chce wspierać branże odnawialnych źródeł energii, a Donald Trump popiera przemysł naftowy.

Oprócz samego wyniku wyborów ważny będzie też kształt kolejnych, rządowych pakietów wsparcia amerykańskiej gospodarki, o jaki spierają się aktualnie Demokraci i Republikanie. W dzisiejszej sytuacji pandemicznej inwestorzy wyczekują informacji na ten temat, więc w krótkim terminie mogą być one nawet ważniejsze niż wyniki wyborów.

– Bezpośrednio przed i po nocy wyborczej 3 listopada zmienność cen akcji na giełdach nie powinna być tak duża jak to było 4 lata temu, nawet jeżeli wygra Joe Biden, który ma dużą przewagę w sondażach – komentuje ekspert CMC Markets.

Marketerzy i gracze o potencjale reklamowym w branży

Na to pytanie, które stawia przed sobą wielu marketerów, postanowił odpowiedzieć w najnowszym badaniu zespół ekspertów Havas Media Group. Agencja wzięła pod lupę rynek gamingowy i esportowy w ramach projektu badawczego „CZY MARKETING W GAMINGU DZIAŁA?” Marketerzy i gracze o potencjale reklamowym w branży”.

Celem badania było z jednej strony zrozumienie opinii i postaw marketerów względem przydatności gamingu jako narzędzia, z drugiej zaś, sprawdzenie u źródła, czyli wśród graczy, jak marketing w gamingu jest odbierany i jaki potencjał tkwi w tej, jak się okazuje, ogromnej, ale także bardzo zróżnicowanej wewnętrznie grupie docelowej.

Dla 60% marketerów barierą wejścia w gaming jest brak know-howMarketerzy

Wyniki badania grupy marketerów pokazały wyraźnie dwa główne problemy marketingu w gamingu, czyli jego wizerunek oraz brak know how. Problemy wizerunkowe widać szczególnie w odpowiedzi na pytanie o powody niewykorzystywania marketingu w gamingu przez marketerów w przyszłości – aż 83,3% respondentów wskazało, że w ich przekonaniu gaming nie pasuje do wizerunku firmy, którą reprezentują. Brak know how został z kolei wskazany przez 60% badanych jako główny powód, dla którego nie planowali dotychczas kampanii w świecie gamingu. Na plus wyróżniają się natomiast znajomość różnych form marketingu w gamingu i esporcie oraz ich wykorzystanie. Prym wiodą tutaj sponsoringi i product placementy, czyli tradycyjne formy reklamowe stosowane np. w sporcie, które zna od 81% do 97% badanych. Dla marketerów jest to obszar działania postrzegany jako najbezpieczniejszy, zapewne dlatego, że doświadczenia ze sponsoringów w innych dziedzinach można łatwo przełożyć na gamingowe „podwórko”. Dużo mniej uwagi skupia się na formach unikalnych dla gamingu, takich jak reklamy w grach mobilnych czy advergaming (gry dedykowane markom/produktom), co  kolei potwierdza brak know how u marketerów i obawę przed inwestowaniem w nieznane. Dokładne wyniki obrazuje wykres, na którym czerwone słupki odpowiadają znajomości, a niebieskie wykorzystaniu form marketingu w gamingu wśród marketerów.Formy Marketingu

Respondenci wskazali też czynniki, które ich zdaniem mogłyby pomóc w podjęciu decyzji o współpracy z podmiotami w gamingu i esporcie. Zaliczają się do nich: narzędzie do mierzenia efektywności kampanii (69,7%), benchmarki innych firm (57,6%), estymacje spodziewanych efektów (48,5%) czy chociażby dedykowane badania i wsparcie specjalistów (po 45,5%).Czynniki

Aż 80% społeczeństwa to casual gamerzy

W badaniu gamerów warto zwrócić uwagę na bardzo ważną prawidłowość dotyczącą odpowiedzi na poszczególne pytania – odpowiedzi różniły się znacząco w zależności od stopnia zaangażowania w gaming i esport danego gracza. W związku z tym, badanie zostało pogłębione o dodatkową grupę hard gamerów, co dało możliwość zestawienia ich odpowiedzi z grupą casual gamerów, do której należy 80% społeczeństwa. Casual gamerzy to przede wszystkim gracze sięgający po gry mobilne (85%), ludzie młodzi (53% w przedziale wiekowym 18-35) i dobrze wykształceni (37% ukończyło studia wyższe). Ponad 67% tej grupy deklaruje, że gra w gry codziennie lub kilka razy w tygodniu. Hard gamerzy to z kolei wąska grupa zapaleńców – około 18% wszystkich graczy. W tej grupie główną platformą do grania w gry jest komputer stacjonarny (PC), z którego – codziennie lub kilka razy w tygodniu – w tym celu korzysta 93% badanych. Grupę tę wyróżnia też maksymalne zaangażowanie w oglądanie streamerów i transmisji esportowych – ponad 85% deklaruje, że ogląda takie relacje codziennie lub kilka razy w tygodniu. To zestawienie pokazało dobitnie, jak ważne jest odpowiednie targetowanie reklamy w gamingu i esporcie, znalezienie interesującej grupy odbiorców i przygotowanie dedykowanego do niej komunikatu. To właśnie te aspekty przekładają się na bardzo pozytywny odbiór kampanii reklamowych w gamingu przez graczy. Gamerzy nie są jeszcze nasyceni natłokiem reklam, przez co reagują pozytywnie na markę czy produkt trafiający w ich gusta i zainteresowania. To osoby, które czują wyjątkowość tego wirtualnego świata i chcą, żeby adresowane do nich reklamy też do niego pasowały. Zdecydowanie zwiększa to chęć sprawdzenia produktu, a co za tym idzie jego ewentualnego zakupu. Jedna trzecia badanych w grupie casual i prawie 80% hard gamerów zauważyło zaangażowanie w kampanię reklamową któregokolwiek ze streamerów. Gracze bardzo pozytywnie odbierają tego typu współprace – w grupie casual to 61% badanych, natomiast wśród hard gamerów aż 80%. Czy zatem marketing w gamingu działa? Wyniki badania, szczególnie wśród gamerów, pokazują, że tak. Szczególnie jest to widoczne w sferze podejmowania decyzji zakupowych po obejrzeniu reklamy. W grupie casual czterech na dziesięciu badanych rozważało zakup reklamowanego przez streamera produktu, a co siódmy się na niego zdecydował. W grupie hard wynik w sferze rozważań jest podobny, ale dużo lepszy w kwestii graczy, którzy kupili produkt – zrobił to co czwarty z nich.

Badania przeprowadzono w metodologii CAWI, w okresie czerwiec-sierpień 2020 na trzech osobnych próbach, populacyjnej n=1134 osoby, zaangażowanych graczy (segment hard) n=322 osób oraz na grupie anonimowych marketerów z 32 firm.

Pełną wersję raportu można pobrać bezpłatnie na: raporty-meaningful.pl

Michał Skorupa: Udział fotowoltaiki w Polsce staje się coraz bardziej zauważalny

Coraz więcej osób chce inwestować w energię ze słońca, korzystając z usług profesjonalistów. Firma FOTON Technik wykonała już instalacje fotowoltaiczne dla 15 tys. Klientów. Firma stale się rozwija, proponując swoim Klientom darmową energię ze słońca i wysokosprawne pompy ciepła. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku OZE w Polsce jest najszybszy w historii.  Fotowoltaika obecnie przeżywa swoisty boom wśród Klientów indywidualnych, prywatnych oraz w segmencie biznesowym.

Jednym z przykładów rozwoju sektora OZE jest FOTON Technik, należąca do Grupy innogy. Od powstania w 2016 roku, firma w październiku zrealizowała zlecenie dla 15 tysięcznego Klienta. Aktualnie spółka kompleksowo realizuje instalacje fotowoltaiczne i pompy ciepła na rzecz Klientów w całej Polsce. Należąca do Grupy innogy/EON spółka montuje ok. tysiąca instalacji fotowoltaicznych i pomp ciepła miesięcznie, co przekłada się na ponad 5 megawatów mocy zainstalowanej. FOTON Technik codziennie zyskuje nowych klientów i stale się rozwija, by zapewniać swoim Klientom coraz lepsze usługi.

Jesteśmy obecni na rynku już od 5 lat i stawiamy na rozwój naszego przedsiębiorstwa. Wskaźnikiem jakości naszej pracy, jest zaufanie już 15 tysięcy usatysfakcjonowanych Klientów. Chcemy jak najszerzej docierać do Polaków, aby zaspokajać ich codzienne zapotrzebowanie w energię elektryczną, dzięki zastosowaniu rozwiązań fotowoltaicznych. Stale rozbudowujemy naszą ofertę, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby naszych Klientów.mówi Michał Skorupa, Prezes zarządu FOTON Technik, Grupa innogy.

Głównym czynnikiem, mającym wpływ na aktywny wzrost ilości instalacji fotowoltaicznych w Polsce, jest wzrost świadomości Polaków na temat potencjału energii odnawialnej. Upowszechnianie się wiedzy na temat fotowoltaiki pozytywnie wpływa na stan całej gałęzi OZE i pozwala szybko rozwijać się przedsiębiorstwom z branży.  Popularność małych oraz dużych farm fotowoltaicznych rośnie, co powoduje trwały wzrost dochodów firm zajmujących się zieloną energią.

Fotowoltaika w Polsce stale się rozwija i jest perspektywiczną dziedziną, która w przyszłości może mieć jeszcze większy udział w produkcji energii elektrycznej dzięki dużym elektrowniom fotowoltaicznym. Według opublikowanego w czerwcu raportu IEO „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020”, branża fotowoltaiczna  w naszym kraju jest aktualnie najważniejszym sektorem spośród wszystkich gałęzi OZE. Moc instalacji fotowoltaicznych na pierwszy dzień października wyniosła 2682,7 MW. W ciągu tylko pierwszych 9 miesięcy 2020 roku, moc zainstalowana w fotowoltaice wzrosła dwukrotnie w stosunku do stanu na koniec roku 2019. Z uwagi na tak znaczący rozwój, można przewidywać, że Polska utrzyma się na 5 miejscu w Europie pod względem dynamiki przyrostu mocy zainstalowanych instalacji.

Pandemia uderza w Europę. Co zrobi Europejski Bank Centralny?

Czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego tworzy w tym tygodniu dodatkowy element ryzyka dla rynków finansowych. Przedstawiamy, co naszym zdaniem ogłosi bank centralny i czego oczekujemy od następnego spotkania EBC w grudniu.

Nie spodziewamy się, że w tym tygodniu dojdzie do jakichkolwiek natychmiastowych zmian w polityce pieniężnej EBC. Główne stopy procentowe banku, czyli stopa depozytowa i stopa kredytu refinansowego niemal na pewno pozostaną utrzymane na niezmienionym poziomie. Nie sądzimy też, żeby bank miał zaskoczyć rynek, dając zielone światło dla obniżek stóp czy też ogłaszając rozszerzenie nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP). Istnieje jednak ryzyko osłabienia euro w stosunku do głównych walut, jeśli Rada Prezesów wykorzysta posiedzenie w tym tygodniu jako okazję do przygotowania gruntu pod dodatkowe złagodzenie polityki monetarnej w przyszłości – być może podczas następnego posiedzenia banku centralnego w grudniu.

Od czasu ostatniego posiedzenia EBC we wrześniu liczba nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Europie wzrosła. Niemal we wszystkich większych gospodarkach strefy euro notuje się obecnie rekordowo wysokie poziomy zachorowań. Liczba rejestrowanych dziennie nowych przypadków w początkach tygodnia wzrosła powyżej 50 tys. we Francji (7 razy tyle, ile notowano podczas szczytu pierwszej fali). Włochy (4 razy więcej zakażeń), Hiszpania (2 razy) i Niemcy (2,5 razy) również zmagają się z gwałtownym wzrostem infekcji, którego nie udało im się powstrzymać. W krajach bloku walutowego wprowadzono lokalne strategie walki z wirusem, bardziej rygorystyczne środki na poziomie krajowym mogą zostać zastosowane, jeśli poziomu zakażeń nie uda się opanować. Ponowne nałożenie bardziej restrykcyjnych ograniczeń odzwierciedlają październikowe dane PMI, zwłaszcza indeks dla sektora usług, który spadł do najniższego od pięciu miesięcy poziomu 46,2 pkt.

Wykres 1: Nowe zakażenia koronawirusem [łącznie Niemcy, Francja, Hiszpania i Włochy] (marzec ‘20 – październik ‘20)

Nowe zakażenia koronawirusem
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27/10/2020

W związku z powyższym, uważamy, że EBC przynajmniej podkreśli w swojej komunikacji, że druga fala pandemii stanowi istotne ryzyko „w dół” dla perspektyw i że polityka prowadzona przez decydentów będzie musiała pozostać akomodatywna w celu jego zwalczenia. Prezes Lagarde prawdopodobnie powtórzy też, że bank ma możliwość zwiększenia stymulacji w przyszłości. Według nas może ona zasugerować rynkom, że może się tak stać już podczas następnego posiedzenia w grudniu, kiedy bank opublikuje swoje nowe projekcje makroekonomiczne. Jesteśmy zdania, że tego typu krok objąłby rozszerzenie wartości aktywów skupowanych w ramach PEPP oraz wydłużenie trwania programu być może o około 6 miesięcy. Zgodnie z dotychczasowym planem PEPP ma działać co najmniej do końca czerwca przyszłego roku. Bank może rozważyć również wydłużenie innych programów, w tym rozszerzonej w marcu części programu skupu aktywów (Asset Purchase Programme – APP), która wygasa z końcem tego roku.

Oprócz tego sądzimy, że uwaga decydentów przestanie skupiać się na kursie euro, który był kluczowym tematem dyskusji we wrześniu. Lagarde wyraziła brak wyraźnych obaw w kontekście aprecjacji waluty podczas ostatniego spotkania, a od jego czasu euro tak w parze z dolarem, jak w ujęciu ważonym handlem pozostało mniej więcej stabilne. Na pierwszy plan powinna wysunąć się za to kwestia inflacji, a konkretnie braku presji inflacyjnej w strefie euro, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie spadki inflacji bazowej. Chociaż projekcje inflacji z września uwzględniały okres spadku dynamiki cen, uważamy, że w grudniu prawdopodobnie dojdzie do łagodnej obniżki prognoz. Sądzimy, że nałoży to dodatkową presję na bank, żeby podjął działania przed końcem roku.

Wykres 2: Inflacja w strefie euro (2013 – 2020)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27/10/2020

Jakiekolwiek wskazanie ze strony EBC sugerujące, że bank centralny rozważa kwestię rozszerzenia programu PEPP w grudniu, prawdopodobnie doprowadziłoby do osłabienia euro w relacji do głównych walut w czwartek. Z kolei niezobowiązujący ton, utrzymanie trybu wait-and-see umniejszające potrzebę podjęcia natychmiastowych działań w naszej opinii wsparłoby wspólną europejską walutę.

Decyzje EBC poznamy w czwartek o 13:45, konferencja prasowa odbędzie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

3 kwartał 2020 roku na rynku powierzchni handlowych

  • W III kwartale 2020 roku do użytku oddano 34 tys. m kw. nowej powierzchni handlowej.
  • Małe parki handlowe i centra typu „convenience” rozwijają się bardzo dynamicznie i obserwuje się ciągłe uzupełnianie rynku takimi obiektami.
  • Wraz z jesiennym wzrostem liczby nowych zachorowań na COVID-19 w Polsce, odwiedzalność centrów handlowych zaczęła spadać.
  • Udział sprzedaży przez Internet we wrześniu na nowo wzrósł.

Małe centra handlowe zyskują na znaczeniu

W III kwartale 2020 roku zasoby powierzchni handlowej powiększyły się w ramach wszystkich formatów o 34 000 m kw. Na nową podaż składają się łącznie trzy nowe obiekty: Vendo Park w Częstochowie (8 200 m kw.), Atut Express w Wieliczce (5 000 m kw.) i Castorama w Nowym Sączu (10 200 m kw.). Dodatkowo rozbudowały się dwa istniejące obiekty: Park Handlowy w Babicach Nowych (o 6 500 m kw.), a także Galeria Portius w Krośnie (o 4 000 m kw.).

Małe parki handlowe i centra typu „convenience” rozwijają się w Polsce bardzo dynamicznie, a ostatnie, pandemiczne miesiące jeszcze wyraźniej ukazały zalety tego typu obiektów – mówi Katarzyna Lipka, Cushman & Wakefield.

W III kwartale bieżącego roku zamknięto dwa kolejne obiekty Tesco (w Łodzi i Mielcu), a także cztery centra handlowe Auchan (w Dąbrowie Górniczej, Grudziądzu, Lubinie i Mysłowicach).

W związku z ewolucją rynku handlowego i wyzwaniami, jakie stoją przed wielkoformatowymi marketami spożywczymi, od kilkunastu miesięcy obserwujemy duże zmiany w centrach handlowych, opierających swoją ofertę na hipermarketach spożywczych – mówi Małgorzata Dziubińska, Cushman & Wakefield.

Obiekty handlowe w budowie

Około 360 000 m kw. powierzchni handlowej jest obecnie w trakcie budowy z terminem otwarcia zaplanowanym na lata 2020-2021. Największe budowane obiekty to: wielofunkcyjna Fabryka Norblina w Warszawie (26 000 m kw. powierzchni handlowej), centrum handlowe Karuzela w Kołobrzegu (25 000 m kw.) oraz centrum handlowe Galeria Wiślanka w Żorach (20 000 m kw.).

Ponad połowa budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczona na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 000 mieszkańców. W dalszym ciągu będziemy więc obserwować proces uzupełniania istniejącej podaży mniejszymi obiektami typu „convenience” oraz małymi parkami handlowymi.

Renegocjacje umów i niewielki wzrost poziomu pustostanów

Wielu najemców jeszcze przed jesiennym wzrostem liczby zachorowań renegocjowało warunki umów najmu, oczekując średnio 20% obniżek. Najemcy wykazują też bardzo dużą ostrożność przy podpisywaniu długoterminowych umów najmu, preferując krótkoterminowe zobowiązania na zasadzie pop-upów.

Na koniec sierpnia 2020 roku średni wskaźnik powierzchni niewynajętej w centrach handlowych ośmiu największych rynków w Polsce wyniósł 4,8% (wzrost o 0,7 pp. w stosunku do drugiego półrocza 2019 roku).

W trudnych dla branży handlowej czasach pandemii wielu najemców optymalizuje swoje sieci zamykając nierentowne placówki. Choć badanie poziomu pustostanów przeprowadzone na koniec sierpnia 2020 roku nie wykazuje na razie dużego wzrostu powierzchni niewynajętej w największych aglomeracjach, obecna sytuacja pandemiczna nie napawa optymizmem – mówi Beata Kokeli, Cushman & Wakefield.

Najwięcej powierzchni niewynajętej odnotowano w Poznaniu (6,8%), Krakowie (5,9%) i Konurbacji Katowic (5,3%). W pięciu z ośmiu analizowanych miast poziom pustostanów wzrósł w ciągu ośmiu miesięcy od ostatniego badania, przy czym najwyższy wzrost odnotowano w Szczecinie (o 2,5 pp.) i w Katowicach (o 1,7 pp.). W najbardziej stabilnej sytuacji pozostała aglomeracja Trójmiasta, gdzie wzrost poziomu powierzchni niewynajętej wyniósł jedynie 0,1 pp., a ostateczny wynik 3,9% uplasował Trójmiasto na drugim miejscu wśród ośmiu największych rynków.

Jesienią w galeriach mniejszy ruch

Zgodnie z danymi PRCH odwiedzalność w centrach handlowych po wiosennym lock-downie systematycznie rosła, osiągając rekordowe 90% ubiegłorocznych wartości w ostatnim tygodniu sierpnia. O ile wrześniowe wyniki również przedstawiały się jeszcze bardzo optymistycznie, to od początku października, wraz ze wzrostem liczby nowych zachorowań w Polsce, odwiedzalność centrów handlowych zaczęła spadać i w tygodniach 5-11 i 12-18 października wyniosła 74-78%. Badania pokazują, że klienci nieco chętniej odwiedzają średnie i małe obiekty, natomiast w dużych i bardzo dużych centrach handlowych obserwuje się tendencję do wykonywania szybkich i planowanych zakupów z krótszym czasem przebywania na terenie danego obiektu.

Dane o obrotach w centrach handlowych (PRCH Turnover Index) pokazują, że poziom sprzedaży w sierpniu 2020 roku był niższy o 10,3% r/r w przypadku obiektów dużych (powyżej 40 000 m kw.) i o 7,3% w przypadku obiektów mniejszych (do 40 000 m kw.). W sierpniu największe spadki obrotów zanotowano w przypadku najemców z kategorii „usługi” -69,7% i „rozrywka” -69,0% w stosunku do ubiegłego roku. Wśród najemców „food & beverage” utrata obrotów ukształtowała się na poziomie -15%. Mniejsze spadki zanotowali najemcy z kategorii „zdrowie i uroda” -7,8%, „fashion” -3,4%, i „żywność” -1,4%. Najemcy z kategorii „dom i wnętrze” zanotowali 12,1% wzrost obrotów w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Sprzedaż przez internet znowu rośnie

Od ponownego otwarcia centrów handlowych po wiosennym lock-downie obserwowaliśmy systematyczny spadek udziału sprzedaży przez Internet, który w sierpniu 2020 r. wyniósł już tylko 6,1%, podczas gdy w kwietniu wynosił rekordowe 11,9%. Przed pandemią udział e-commerce w sprzedaży detalicznej ogółem oscylował w granicach 5-6%. Wraz z jesiennym nasilaniem się pandemii obserwujemy powrót konsumentów do zakupów internetowych. We wrześniu 2020 roku udział sprzedaży online wyniósł już 6,8%, czyli o 0.7 pp. więcej niż miesiąc wcześniej. W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszych wzrostów, których wysokość będzie uzależniona od rozwoju sytuacji epidemicznej – mówi Małgorzata Dziubińska, Cushman & Wakefield.

Sprzedaż detaliczna ogółem we wrześniu 2020 roku była wyższa niż przed rokiem o 2,5% (wobec wzrostu o 4.3% we wrześniu 2019 roku). Jednak w porównaniu z sierpniem 2020 roku miał miejsce spadek sprzedaży detalicznej o 2,2%.

Inwestycje w nieruchomości komercyjne w Polsce

Skąd do Polski przychodzą inwestorzy i dlaczego nie są to rodzime firmy, jak w innych krajach Europy Środkowo – Wschodniej?

Ponad 64 mld euro z prawie 40 krajów – tak wygląda mapa inwestycji w polskie nieruchomości komercyjne w ostatnich 22 latach, z czego niewiele ponad 2,5 mld (tylko 3,9%) pochodzi z Polski. Dla przykładu, w okresie od stycznia do końca września wartość transakcji inwestycyjnych w naszym kraju wyniosła aż 4,2 mld euro. Bardzo aktywne były fundusze z Singapuru, Węgier, USA, Czech, i Niemiec. W tym samym czasie, inwestorzy z polskim kapitałem wydali na rynku nieruchomości komercyjnych niespełna 60 milionów, co odpowiadało za 1,4% kapitału zainwestowanego od początku roku.

Każdy „kryzys” przyspiesza zmiany, uwalnia ukryte potencjały konkretnych sektorów gospodarki albo odkrywa ich słabości. Na pewno sprzyja innowacjom, usprawnia organizację firm czy wdrożenie nowych narzędzi technologicznych, ale też wprowadza do gry nowe biznesy i kapitał. Dotyczy to również rynku nieruchomości komercyjnych. Zmieniają się kierunki, skąd przychodzi do nas kapitał inwestycyjny i to, jakie ma motywacje. Czy są w tym obszarze pewne prawidłowości, czy i dlaczego niektóre kraje inwestują u nas częściej, a inne rzadziej lub w ogóle? Dlaczego polskie firmy, które prężnie działają jako deweloperzy w wielu sektorach nieruchomości, decydują się na długoterminowe inwestycyjne lokowanie środków w nieruchomości w niewielkim zakresie, oddając inicjatywę innym gospodarkom – często mniejszym i niekoniecznie bogatszym?

Pierwsi byli Brytyjczycy i Francuzi

Polska zaczęła być postrzegana przez deweloperów jako perspektywiczny rynek nieruchomości na początku lat 90-tych. Pierwszymi firmami, które rozpoczęły komercyjną ekspansję w Polsce, były francuskie i brytyjskie sieci handlowe. Byliśmy czterdziestomilionowym społeczeństwem nowych, „głodnych” konsumentów o dużych aspiracjach i potrzebach. Potem przyszły inwestycje z Niemiec. Pojawiły się też pierwsze nowe centra handlowe – Panorama, Promenada, King Cross i portfel centrów M1. – wspomina Agata Sekuła, Wiceprezes Zarządu JLL w Polsce

Za deweloperami podążyli inwestorzy. Zwrot z kapitału versus ryzyko był atrakcyjny, gospodarka rozwijała się bardzo dynamicznie i jeszcze przyśpieszyła po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku.

W latach 1998-2007 Amerykanie kupili nieruchomości o wartości prawie 2,9 mld euro we wszystkich segmentach rynku (obiekty handlowe, biurowe i magazynowe), z czego najbardziej spektakularnymi transakcjami było przejęcie portfela nieruchomości handlowych Metro Portfolio w 2003 roku za 700 mln euro przez fundusz Apollo, a trzy lata później Casino Portfolio przez GE Real Estate za 555 mln euro. W tym czasie fundusze niemieckie zainwestowały ponad 2,8 mld euro, z czego jedną z największych transakcji o wartości 230 mln euro był zakup warszawskiego Rondo 1 przez Hannover Leasing w 2005 roku. Brytyjczycy z kolei dokonali inwestycji za 1,6 mld euro. Ponownie jedna z największych umów kupna dotyczyła biurowca Rondo 1, który już w 2006 roku znalazł się w rękach funduszu London & Regional. Wartość transakcji została wyceniona na 260 mln euro. Francuzi byli konsekwentnie aktywni głównie w segmencie handlowym, gdzie ulokowali około 1,6 mld euro. Ciekawym przypadkiem jest kilkukrotnie mniejszy od Polski Izrael. W tym okresie firmy z tego kraju zainwestowały u nas bezpośrednio ponad 400 mln euro oraz są udziałowcami w wielu globalnych funduszach aktywnych na polskim rynku. W późniejszych latach na szczególną uwagę zasługuje Atrium European Real Estate, które, obok inwestycji deweloperskich na przestrzeni ostatnich 10 lat, zainwestowało ponad 900 mln euro w zakup m.in. w takich obiektów jak Promenada w Warszawie, Galeria Dominikańska we Wrocławiu, Focus Mall w Bydgoszczy czy Domy Towarowe Wars Sawa Junior w Warszawie. Interesujący epizod w latach 2003-2012 zaliczyli również Australijczycy, którzy wyeksportowali do nas ponad 800 mln euro.

Niemcy postawili na biura

W segmencie biurowym wyraźna jest historyczna dominacja kapitału europejskiego z Niemcami na zdecydowanym prowadzeniu (główni inwestorzy to fundusze: DWS, DEKA, Invesco).

Naturalnym kierunkiem ekspansji była początkowo Warszawa, ale od 2014 roku wyraźnie wzrastało zainteresowanie aktywami biurowymi położonymi również w miastach regionalnych, a głównie w Krakowie i we Wrocławiu. To efekt szybkiego rozwoju sektora usług dla biznesu w Polsce, a w konsekwencji pojawienia się w regionach nowoczesnych obiektów biurowych wynajętych przez międzynarodowe firmy. – tłumaczy Agata Sekuła

… A Republika Południowej Afryki polubiła obiekty handlowe

Jeśli chodzi o centra handlowe, to tu, w latach 2013-2017, największymi inwestorami były firmy z Republiki Południowej Afryki. Pojawienie się tak egzotycznego i odległego kapitału było największym przełomem i nowością na rynku. Fundusze południowoafrykańskie zainwestowały w Polsce w tym czasie ponad 2,15 mld euro i historycznie stanowią czwarte największe źródło inwestycji w sektorze handlowym, mimo że pierwszych transakcji na polskim rynku dokonały dopiero w 2015 roku.

Jednym z powodów zainteresowania Polską ze strony RPA był spadek wartości lokalnej waluty. Inwestorzy szukali więc rynku, gdzie czynsze generowane przez nieruchomości będą denominowane w euro, a polski sektor nieruchomości osiągnął już wtedy skalę i dojrzałość, która przyciągała uwagę największych globalnych funduszy. Ta sama strefa czasowa, mimo tysięcy kilometrów odległości, bardzo ułatwia współpracę i kontakty pomiędzy oboma krajami. – dodaje Agata Sekuła

Pierwszym europejskim rynkiem, gdzie inwestorzy z RPA zainwestowali, była Rumunia.
Fundusz NEPI zaczął budować swoje rumuńskie portfolio w 2009 roku. Wkrótce wartość ich akcji była wyceniana powyżej wartości portfela, co jest niespotykane w tym sektorze. Inwestorzy, niezależnie od branży, obserwują wzajemnie swoje działania i w 2014 do Polski przybyło Rockcastle, które w zaledwie cztery lata zakupiło obiekty handlowe za około 1,2 mld euro. Kolejnym południowoafrykańskim inwestorem, który dostrzegł potencjał polskiego rynku było Redefine – które zadebiutowało w Polsce w 2016 roku, nabywając większościowy udział w Echo Polska Properties – firmie posiadającej i zarządzającej portfelem nieruchomości wybudowanych przez Echo Investment. EPP (notowane na giełdzie w Johannesburgu i Luxemburgu) obecnie jest największym, pod względem powierzchni, właścicielem centrów handlowych w Polsce. – wspomina Agata Sekuła

Od 2018 roku obserwujemy bardziej równomierny rozkład inwestycji z większą liczbą źródeł kapitału, nadal skupionych głównie w Europie. Polski sektor biurowy zaczął również przyciągać inwestycje z Czech, Korei Południowej, Singapuru, Węgier, Rumunii, Filipin, Włoch czy Szwajcarii. To efekt budowania wizerunku rynku jako dojrzałego i oferującego wciąż atrakcyjne stopy kapitalizacji w porównaniu do innych rynków zachodnioeuropejskich.

Azja wybiera logistykę i magazyny

Wzrost atrakcyjności nieruchomości magazynowych w Polsce był rezultatem między innymi rozwoju sieci dróg szybkiego ruchu z widocznym efektem przyspieszenia tego typu inwestycji przed Euro 2012. W tym segmencie jedną z dominujących grup inwestorów są firmy azjatyckie, mimo że pierwsza transakcja sfinalizowana przez fundusze z Azji nastąpiła dopiero w 2015 roku (umowa kupna magazynu Amazon we Wrocławiu).
Cztery państwa azjatyckie – Singapur, Chiny, Korea Południowa i Malezja – odpowiadają za 34% kapitału zainwestowanego kiedykolwiek w polskim segmencie nieruchomości magazynowych. Motywacją Chin jest globalna strategia tamtejszych funduszy, polegająca na inwestowaniu w aktywa związane z transportem i logistyką, czyli w porty, huby przeładunkowe, hale produkcyjne, czy magazyny e-commerce w regionie CEE. – dodaje Agata Sekuła

CEE w natarciu

Ostatnie kilka lat przyniosło ciekawe decyzje inwestycyjne i rosnącą aktywność kapitału z krajów Europy Środkowo – Wschodniej. Najpierw był to czeski CPI, a potem węgierski Wing, który w ubiegłym roku kupił wiekszościowy pakiet udziałów w Echo Investment. W kwietniu tego roku Optimum Ventures, którego właścicielem jest Narodowy Bank Węgier, kupił 61,49% udziałów w spółce GTC. W Polsce węgierskiego właściciela ma też deweloper mieszkaniowy Polnord (Cordia).

Łącznie w polskim sektorze nieruchomości Czesi i Węgrzy sfinalizowali transakcje o wartości ponad 2,6 mld euro i to w znakomitej większości w ciągu ostatnich pięciu lat. To więcej niż Polacy zainwestowali na własnym rynku w ciągu ostatnich 22 lat. – zauważa Agata Sekuła

Co z polskim kapitałem?

Obserwując kierunki napływu kapitału na przestrzeni ostatnich 25 lat, bardzo naturalnie nasuwa się pytanie, skąd bierze się tak niska aktywność polskich inwestorów. Jako JLL doradzamy funduszom z kilkudziesięciu krajów, które konsekwentnie finalizują transakcje sprzedaży lub kupna nieruchomości, a ich apetyty związane z ekspansją w Polsce nie słabną. Nasz rynek wypracował bardzo silną markę inwestycyjną, zapewniając solidne zwroty i gwarantując niskie ryzyko. Nie sposób więc nie zauważyć, że polski kapitał w sektorze nieruchomości komercyjnych jest mało aktywny, biorąc pod uwagę jego skalę i możliwości. – dodaje Agata Sekuła

Powód? Firmom z Polski nie jest łatwo inwestować w nieruchomości komercyjne. Przeszkodą jest wysoki próg wejścia ze względu na brak REIT-ów (specyficzna kategoria funduszy, które umożliwiają inwestorom indywidualnym wygenerować skalę, pozwalającą kupić nieruchomość). Polskie fundusze emerytalne mogą natomiast lokować w nieruchomościach zaledwie niewielki ułamek inwestycji, co również stanowi istotną barierę. Inwestycje w nieruchomości komercyjne są przedsięwzięciem kapitałochłonnym, gdzie ceny za pojedyncze lepsze lub większe nieruchomości kształtują się z reguły na poziomie od kilkudziesięciu do kilkuset milionów euro (nie mówiąc już, że przedmiotem obrotu na polskim rynku często bywają portfele nieruchomości). Transakcje z udziałem polskiego kapitału, choć dość liczne, opiewają na niewielkie kwoty i są obecnie niestety jedynie tłem dla rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce.

W Polsce, mimo wielu postulatów wysuwanych przez sektor prywatny, nadal nie ma możliwości inwestowania w nieruchomości komercyjne przy udziale kapitału indywidualnego. REIT-y byłyby tu ważnym impulsem. Mamy dużą gospodarkę, która tym bardziej teraz powinna dawać więcej możliwości biznesowych w zarządzaniu kapitałem instytucjonalnym oraz lokowania kapitału przez inwestorów indywidualnych. Brak odpowiednich instrumentów, które wspierałyby polskie fundusze, jasno pokazuje, że nieruchomości komercyjne są niedocenianym aktywem w polityce gospodarczej kraju. – podsumowuje Agata Sekuła

Nawet pomimo trudnej sytuacji związanej z COVID-19 do końca września sfinalizowano w Polsce transakcje o wartości 4,2 mld euro. To świetnie ilustruje potencjał polskiego rynku nieruchomości i świadczy o głębokim zaufaniu inwestorów. Perspektywy rozwoju sektora mogą być jednak jeszcze lepsze. Warunek? Dalsza praca nad poprawą klimatu legislacyjnego i lepsza współpraca na linii sektor prywatny – państwo.

Dolar zyskuje

Dobra passa dolara z wczoraj ma dwie przyczyny. Po pierwsze zbliżające się wybory w USA mają coraz wyraźniejszego faworyta. Po drugie dane makroekonomiczne okazały się lepsze od oczekiwań.

Dobre dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Zamówienia na dobra rosną szybciej, niż oczekiwano, ale wzrost ten wcale nie jest imponujący. Trzeba jednak pamiętać, że w sytuacji spowolnienia gospodarczego bardzo szybko zamówienia spadają, gdyż firmy spodziewając się trudniejszej sytuacji, ograniczają zapasy. Wzrost jest zatem zapowiedzią przychylniejszego patrzenia w przyszłość. W górę idą również ceny mieszkań, co jest symbolicznie bardzo ważne w USA. Poprzedni kryzys nabrał siły właśnie na rynku nieruchomości, gdzie spadek cen połączony z utratą pracy spowodował bankructwa wielu Amerykanów.

Krajobraz przed wyborami w USA

Do wyborów prezydenckich w USA pozostał tydzień. Przewaga kandydata Demokratów w wyścigu wciąż jest bardzo wyraźna (powyżej 10%), a jeśli wierzyć sondażom wynik wyborów jest właściwie przesądzony. Biden może liczyć na 207 głosów elektorskich, a Donald Trump zaledwie 83. Żeby mieć świadomość skali tej przewagi warto wiedzieć, że 270 głosów jest potrzebnych, aby uzyskać nominację. Pamiętajmy, że kampania się jeszcze nie skończyła i na ostatnią chwilę może się jeszcze coś wydarzyć. Na razie dolar po dobrych danych z gospodarki i coraz pewniejszym wyniku wyborów zyskuje na wartości względem euro.

Ropa najtańsza od początku października

Ostatni nawrót pandemii ponownie postawił pod dużym znakiem zapytania kwestię popytu na ropę naftową. Nie jest to tylko kwestia zmniejszonej liczby dojazdów, ale przede wszystkim mniejszego zapotrzebowania przemysłu. Widać to chociażby po rosnących zapasach w USA. Wczoraj było to 4,58 mln baryłek. Nie jest to poziom niezdarzający się w warunkach standardowych, ale to wyraźnie więcej niż oczekiwali analitycy. Nie może zatem dziwić, że cena czarnego złota spada.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – saldo obrotów towarowych,
15:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy pracodawca może zmusić pracownika do testu na COVID-19?

Gdy liczba zakażeń koronawirusem rośnie – coraz więcej pracodawców wprowadza w swoich firmach i zakładach pracy dodatkowe obostrzenia, by zadbać o BHP swoich pracowników. Jednym z nich jest wysyłanie pracowników na testy, mające stwierdzić zakażenie koronawirusem lub obecność przeciwciał w organizmie. Praktyka wymuszania na pracownikach testowania się wzbudza jednak niemałe kontrowersje prawne. W środowisku prawniczym zdania na ten temat są podzielone. Z jednej strony przyznaje się rację pracodawcom – wskazując na obowiązek zapewnienia odpowiedniego bezpieczeństwa i higieny pracy. Osoba zakażona stanowi bowiem zagrożenie dla zdrowia innych zatrudnionych osób. Jednak wielu prawników uważa, że wysyłanie pracowników na testy wykracza poza kompetencje pracodawcy i łamie prawa pracownicze. 

– Pracodawca nie ma żadnej podstawy prawnej do takich działań. Jeżeli ma wątpliwości co do zdrowia pracownika, może użyć innych, dostępnych mu środków – na przykład wysłać go do lekarza medycyny pracy. Dopiero on może zbadać pracownika i ewentualnie wysłać go na test – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Dodatkowo pracodawca nie będzie miał wglądu w wynik testu. Na ten temat wypowiedział się także urząd ochrony danych osobowych – który wskazał, że obecnie nie ma podstaw prawnych do żądania od pracownika przejścia takiego testu oraz okazania wyniku. Urząd zwrócił również uwagę, że nawet jeśli pracownik wyrazi zgodę na taki test – to z uwagi na hierarchię w miejscu pracy, dobrowolność tej zgody może być wątpliwa. Zatem zmuszanie pracowników do testu, czy też wyciąganie konsekwencji wobec tych, którzy na pójście na taki test się nie zgodzą, jest bardzo mocno wątpliwe. Dlatego uregulowanie tej sprawy powinno znaleźć się w kolejnej ustawie COVIDowej – wyjaśnia Bocianowski.

Europejski Bank Inwestycyjny – przyszły bank klimatyczny Unii Europejskiej

Instytucje unijne wskazują, że EBI odegra znaczącą rolę w realizacji Europejskiego Zielonego Ładu i wynikającej z niego potrzeby sprawiedliwej transformacji. W najbliższych latach Europejski Bank Inwestycyjny będzie się zmieniał w bank klimatyczny UE.

Czym jest Europejski Bank Inwestycyjny

Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) jest bankiem publicznym, którego udziałowcami są wszystkie kraje Unii Europejskiej. Jako niezależny organ sam podejmuje decyzje w zakresie udzielania i zaciągania kredytów. Celem jego działalności jest finansowanie projektów, które przyczyniają się do realizacji celów Unii Europejskiej, zarówno na terytorium jej członków, jak i poza nią. Współpracuje z innymi instytucjami UE, zwłaszcza z Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i Radą UE.

Bank udziela pożyczek na realizację projektów sektora publicznego i prywatnego głównie w UE, ale także na całym świecie w celu ożywienia gospodarki, tworzenia miejsc pracy i wspierania spójności. Oprócz inwestowania w infrastrukturę, małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) oraz innowacje, bank realizuje też priorytetowe przedsięwzięcia w dziedzinie poprawy klimatu na całym świecie.

EBI posiada trzy organy zarządzające: Radę Gubernatorów, Radę Dyrektorów i Komitet Zarządzający. Działalność Banku kontroluje niezależny Komitet Kontroli i Audytu, a jego finansowanie pochodzi z zasobów własnych oraz z międzynarodowych rynków kapitałowych. Utrzymuje on rating kredytowy AAA, który pozwala mu przyciągać na opłacalnych warunkach fundusze na działalność kredytową. EBI wykorzystuje szeroką gamę instrumentów, a finansowanie, którego udziela, można łączyć z finansowaniem z innych źródeł UE, w tym z budżetu UE.

Zgodnie z celami Unii Europejskiej realizuje działania na rzecz polityki klimatycznej zgodnie z Porozumieniem Paryskim w sprawie zmiany klimatu i z celami zrównoważonego rozwoju ONZ. EBI zobowiązał się przeznaczać 50 proc. swojego finansowania na działania w dziedzinie klimatu, począwszy od 2025 r., co powinno odblokować inwestycje o wartości ponad 1 bln euro (1000 mld euro) w najbliższych dziesięciu latach.

O kredyt z EBI może ubiegać się każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą lub jest zatrudniony w sektorze publicznym i ma projekt, który może przyczynić się do realizacji celów polityki UE. W tym celu należy skontaktować się z EBI drogą e-mailową, za pomocą formularza online lub osobiście w jednym z biur EBI i dostarczyć informacje, dzięki którym bank będzie mógł ocenić biznesplan i sprawdzić, czy projekt spełnia cele kredytowania.

60-lecie istnienia EBI – Polska w czołówce podpisanych umów

W sprawozdaniu finansowym za 2018 r. stwierdzono, że w ciągu 60 lat istnienia (rocznica ta przypadła na rok 2018) EBI stał się światowym liderem w dziedzinach takich jak finansowanie działań związanych z klimatem, innowacjami i infrastrukturą oraz pozostaje wierny swojej głównej misji. Przez te kilkadziesiąt lat EBI udzielił finansowania na łączną kwotę ponad 1 bln euro, która z kolei przyczyniła się do uruchomienia inwestycji o wartości do 3 bln euro.

W 2018 r. EBI udostępnił ponad 64,19 mld euro w środkach finansowych, podpisując 854 projekty, które dotyczyły głównie jego czterech najważniejszych celów w ramach polityki publicznej: MŚP, spółek o średniej kapitalizacji, środowiska, projektów innowacyjnych i infrastruktury.

Zarówno kredyty na działania związane ze zmianą klimatu, jak i finansowanie na rzecz regionów objętych polityką spójności i konwersji przekroczyły wartości docelowe wyrażone liczbą podpisanych umów. Podział geograficzny podpisanych umów w 2018 r. wykazał, że pięciu głównych beneficjentów w UE (Grecja, Cypr, Portugalia, Chorwacja i Polska) otrzymało ponad 50 proc. środków na inwestycji.

Plan inwestycyjny dla Europy

W ramach zaproponowanego przez Komisję Europejską w 2014 r. planu inwestycyjnego dla Europy, grupa EBI i Komisja uruchomiły program gwarancji – Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS) – aby pomóc przezwyciężyć lukę inwestycyjną w UE. Dzięki gwarancjom, EBI umożliwia inwestowanie w bardziej ryzykowne i innowacyjne projekty, które mają na celu dać efekt synergiczny w postaci uruchamiania kolejnych inwestycji. W 2018 r. EFIS przekroczył pierwotny cel inwestycyjny wynoszący 315 mld euro; w rezultacie jego potencjał zwiększono do inwestycji o łącznej wartości 500 mld euro, a okres działania przedłużono do końca 2020 r.

EBI i Europejski Fundusz Inwestycyjny (EFI), czyli partnerstwo publiczno-prywatne specjalizujące się w poprawie dostępu MŚP do finansowania, tworzą grupę EBI. W kwietniu 2020 r. Komisja udostępniła z EFIS 1 mld euro jako specjalną gwarancję, którą EFI zaoferuje na rynku, aby ograniczyć wpływ pandemii koronawirusa na MŚP oraz małe spółki o średniej kapitalizacji. Według szacunków EBI i Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej, działania EFIS przyczyniły się do stworzenia ponad 750 000 miejsc pracy i zwiększenia unijnego PKB o 0,6 proc. Zakłada się, że do końca 2020 r. obie te wartości będą nadal rosnąć.

Europejski Zielony Ład – ważna rola EBI

Bank pełni doniosłą rolę w finansowaniu Europejskiego Zielonego Ładu. Szczególnie pozytywnie oceniana przez Parlament Europejski jest emisja obligacji klimatycznych i zrównoważonych środowiskowo oraz zobowiązanie się Banku do dostosowania do końca 2020 r. wszystkich swoich działań finansowych do zaleceń z porozumienia paryskiego. Uznanie Parlamentu zdobyła też nowa polityka kredytowania energetyki zmierzająca do wykorzystania źródeł energii takich jak gaz ziemny i mająca na celu osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r.

Parlament Europejski wyznacza EBI cele dekarbonizacji sektora transportu w UE do 2050 r. oraz wspierania ochrony różnorodności biologicznej. W przyszłości EBI powinien koncentrować się na sprawiedliwej transformacji i realizacji celów zrównoważonego rozwoju, zwłaszcza w ramach przyszłego instrumentu pożyczkowego na rzecz sektora publicznego InvestEU. Wskazana jest ścisła współpraca między EBI, Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju oraz innymi międzynarodowymi instytucjami finansującymi. Parlament pozytywnie ocenił nową metodykę oceny śladu węglowego EBI oraz jej systematyczne wdrażanie. Jednak zauważył też sfinansowanie kilku projektów sprzecznych z celami porozumienia paryskiego.

Operacje EBI poza UE

Operacje EBI poza UE są głównie objęte gwarancjami wynikającymi z upoważnienia EBI do udzielania pożyczek na rzecz państw trzecich. W marcu 2018 r. Parlament Europejski i Rada przyjęły decyzję o zwiększeniu ogólnej gwarancji o dodatkowe 5,3 mld euro, aby umożliwić finansowanie na kwotę 32,3 mld euro w latach 2014–2020.

Źródło informacji: PAP

Prawie połowa polskich pracowników rozważała zmianę zawodu

Ponad 60 proc. pracowników zmieniłoby profil nauki, gdyby mogli cofnąć czas, a ponad 80 proc. zmieni pracę z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Od kultury do dobrobytu. Co o kulturze organizacyjnej i klimacie miejsc pracy sądzą pracownicy zatrudnieni w Polsce?”. 53,9 proc. przebadanych deklaruje, że poświęcałoby czas na obowiązki służbowe, nawet gdyby mieli niewyczerpaną ilość pieniędzy i nie musieli pracować. Jednocześnie tylko 16,5 proc. badanych odnajduje motywację do pracy w innych czynnikach niż konieczność zarabiania.

Pracujący w Polsce umiarkowanie pozytywnie ocenili istniejący model klimatu i kultury organizacyjnej w swoich miejscach zatrudnienia, na co wskazuje średnia wartość na poziomie 59,41 p. na 100 możliwych w przygotowanym przez PIE Indeksie Kultury Organizacyjnej. Najwięcej punktów (72,74 p.) uzyskał wskaźnik nadużyć władzy, obejmujący kary i represje czy szykany. Zdaniem badanych pracowników nawet mimo pewnej powszechności części takich zachowań, skala nadużyć dokonywanych przez przełożonych nie jest wysoka.Prawie połowa polskich pracowników rozważa zmianę zawodu – raport PIE

Drugim najlepiej ocenianym wskaźnikiem Indeksu były relacje pracownicze (60,32 p.). Badani przyznali wysokie noty poczuciu, że pasują do zespołu. Umiarkowanie rzadko deklarowali doświadczanie nieuprzejmości ze strony kolegów i koleżanek, co związane jest ze stopniem zaufania oraz przekonaniem co do liczenia na wsparcie w razie potrzeby. Jednocześnie wyraźnie niekorzystnie wypadły w ocenach zwłaszcza komunikacja i stopień poinformowania.

Niżej oceniany styl przywództwa (55,15 p.) uzyskał słabszy wynik przede wszystkim ze względu na negatywną ocenę sposobów podejmowania decyzji i delegowania zadań. Jeszcze niższą średnią ocenę (53,66 p.) uzyskał wskaźnik możliwości rozwoju, w którym nisko oceniono przede wszystkim ścieżki awansu i zasady premii, ale też same osiągnięcia zawodowe pracujących. Najmniejszą średnią liczbę punktów (52,96 p.) uzyskał wskaźnik grupowy oddający stopień obciążenia obowiązkami służbowymi. Poza samą i często wskazywaną niewspółmiernością liczby zadań służbowych przypadających na jednego pracownika, wpływ na niewysokie oceny ma niska powszechność stosowania dostępnych narzędzi odciążenia. Dla części badanych o niskiej wartości wskaźnika grupowego przesądziło zachwianie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym oraz negatywny wpływ pracy na zdrowie – tłumaczy Krzysztof Kutwa, analityk zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Prawie połowa polskich pracowników rozważa zmianę zawodu – raport PIE 2

Różnice w ocenie wskaźników Indeksu

Model kultury organizacyjnej najbardziej krytycznie oceniają pracownicy w wieku 35-44 lata, a najmniej – pracujący emeryci i bliscy przejścia w wiek poprodukcyjny. Najgorsze oceny wystawili pracownicy spółek Skarbu Państwa i innych firm w całości lub części państwowych, a najlepsze – administracji publicznej (urzędów i ministerstw). Pracownicy podlegający bezpośrednio prezesowi lub założycielowi firmy postrzegają model kultury organizacyjnej lepiej od pracujących, których przełożonym jest kierownik czy dyrektor.

Im pracownicy gorzej ocenili kulturę organizacyjną, tym częściej rozważali zmianę zawodu oraz wyżej oceniali swoje przygotowanie na ewentualną zmianę ścieżki zawodowej. Zdecydowaną większość (83,5 proc. badanych) do pracy motywuje jedynie konieczność zarabiania pieniędzy. Na motywacje pozafinansowe częściej wskazują kobiety, pracujący poniżej 24. roku życia, a pod względem zajmowanego stanowiska: kierownicy – mówi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Prawie połowa polskich pracowników rozważa zmianę zawodu – raport PIE 3

Za 3 lata z samochodów w pełni elektrycznych może korzystać 18% firm w Polsce

Samochody napędzane ekologicznie, a także alternatywne środki transportu, jak carsharing czy współdzielenie rowerów, to przyszłość polskich i europejskich flot – wynika z nowego „Barometru Flotowego”, opublikowanego przez Arval Mobility Observatory.

  • 18 proc. polskich firm już ma lub zamierza w ciągu najbliższych trzech lat wprowadzić do flot auta elektryczne, a połowa posiada lub rozważa korzystanie z pojazdów z napędem innym niż klasyczny układ zasilany benzyną lub olejem napędowym.
  • Przed pandemią blisko 1/3 polskich firm (31%) oczekiwała, że ich floty będą nadal rosnąć.
  • Już połowa firm w Polsce wdrożyła przynajmniej jeden alternatywny środek transportu dla swoich pracowników. Jedna na pięć firm rozważa wprowadzenie współdzielonych rowerów lub już je posiada.
  • Aż 37% polskich firm deklaruje wykorzystanie narzędzi telematycznych.

Z „Barometru Flotowego” wynika, że z samochodów w pełni elektrycznych za trzy lata może korzystać 18% firm w Polsce (z których 3% już je ma), a w 50% flot mogą pojawić się pojazdy z alternatywnymi technologiami napędu (wsród nich 30% korzysta z nich już teraz). Chociaż te wyniki plasują nas w pierwszej dziesiątce państw zbadanych przez Arval Mobility Observatory, to wciąż plasujemy się poniżej średniej, która wynosi odpowiednio 62% i 34%.

Nasze dane znajdują potwierdzenie w decyzjach zakupowych. Segment aut elektrycznych i hybrydowych wydaje się być odporny na kryzys wywołany pandemią. W ciągu pierwszych trzech kwartałów roku zarejestrowano 60% więcej takich aut niż w analogicznym okresie 2019 r., mimo, że branża motoryzacyjna notuje spadki – mówi Radosław Kitala, Consultant & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska.

Polscy fleet managerowie zapytani o powody, dla których wybierają lub zamierzają wprowadzić alternatywne napędy do flot w swoich firmach, najczęściej wskazywali na ograniczenie emisji zanieczyszczeń. Odpowiedź tę wskazało 26% ankietowanych w przypadku aut osobowych i 16% w przypadku dostawczych. Blisko co piąty respondent (19%) wskazał redukcję kosztów paliwa oraz mniejsze koszty utrzymania pojazdów osobowych (odpowiednio 13% i 14% dla aut dostawczych). To, co odróżnia Polskę od innych badanych państw, to wyraźnie mniejsze znaczenie zachęt podatkowych do zakupu aut z napędami alternatywnymi. Gdy w naszym kraju tę korzyść w przypadku aut osobowych wskazywało zaledwie 13% ankietowanych, gdzie indziej średnio było to 27%.

Chociaż pandemia COVID-19 znacząco wpłynęła na wiele trendów w mobilności, eksperci Arval przewidują, że wkrótce dominujący wcześniej trend zapewnienia mobilności jako usługi, powróci na dobre. Na popularności znów będą zyskiwać nowe formy przemieszczania się. Z badania wynika, że połowa firm w Polsce wdrożyła już alternatywne rozwiązania mobilne dla pracowników. W pozostałych krajach ten odsetek jest jeszcze wyższy (średnio 61%). Trzy rozwiązania, które najczęściej wybierają przedsiębiorstwa, to komunikacja publiczna (24%), wspólne dojazdy pracowników jednym środkiem transportu (20%) i korporacyjny system car sharingu (18%). Co piąta firma w Polsce rozważa wprowadzenie w ciągu najbliższych trzech lat współdzielonych rowerów lub już ich używa.

Kolejny aspekt, na który położyli nacisk autorzy raportu to rosnąca popularność rozwiązań telematycznych. Aż 37% polskich firm deklaruje wykorzystanie takich narzędzi w zarządzaniu firmową flotą. To wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim badaniem. Ten wynik jest również wyraźnie wyższy niż średnia dla pozostałych krajów, gdzie wykorzystanie takiej technologii deklaruje 33% przedsiębiorstw. Dla firm mniejszych, zatrudniających do 100 pracowników, najważniejszym celem inwestycji w rozwiązania telematyczne jest poprawa bezpieczeństwa kierowców – wspomina o tym aż 42% ankietowanych. W przypadku dużych polskich firm, zatrudniających więcej niż 100 pracowników, o bezpieczeństwie wspomina zaledwie 28% szefów flot, a najważniejszym celem wdrożenia elektronicznego nadzoru jest według nich ograniczenie kosztów. Deklaruje to aż 47% badanych, w porównaniu z 37% w mniejszych firmach.

Rośnie grupa firm, które z pełną świadomością wybierają bardziej elastyczną i wygodniejszą mobilność opartą na wynajmie – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska. – To jeden z wielkich flotowych trendów, których w tegorocznym „Barometrze” opisano kilka. Ze szczególną uwagą warto obserwować zmiany napędzane pro-ekologicznym podejściem do biznesu. Auta hybrydowe czy elektryczne dawno pożegnały niszę – to najbardziej przyszłościowy segment rynku. Bardzo interesujący jest także zwrot w kierunku alternatywnych środków mobilności, takich jak rowery czy carsharing. To potwierdzenie, że kierunek obrany przez Arval jest słuszny, a nasze rozwiązania w tych obszarach odpowiadają na zmieniające się potrzeby klientów – dodaje.

Luki wskazane przez NSA wykorzystano w 3 mln ataków. Wśród ofiar polskie firmy i administracja

Co najmniej 3 miliony ataków, z czego ponad 2,5 mln w ostatnich 6 miesiącach, przeprowadzono z wykorzystaniem luk z listy TOP25 opublikowanej przez NSA – informuje firma Check Point. Hakerzy celowali łącznie w 161 krajów, w tym Polskę. Zdaniem ekspertów, głównym celem ataków był sektor rządowy, wojskowy oraz przemysł.

W zeszłym tygodniu Agencja Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych (NSA) opublikowała listę 25 najpopularniejszych publicznie znanych luk w zabezpieczeniach, które są najczęściej wykorzystywane przez hakerów powiązanych z Chinami. Wszystkie 25 błędów bezpieczeństwa jest dobrze znanych i mają zapewnione przez dostawców łaty bezpieczeństwa. NSA wezwało jednak sektor publiczny i prywatny do jak najszybszego zastosowania poprawek lub odpowiednich zabezpieczeń, aby zapobiec atakom. Jak stwierdziła agencja „większość luk na liście NSA można wykorzystać w celu uzyskania wstępnego dostępu do sieci ofiar za pomocą produktów, które są bezpośrednio dostępne z Internetu i działają jako bramy do sieci wewnętrznych”.

Badacze bezpieczeństwa z Check Point przeprowadzili analizę, aby określić wagę zagrożenia opisanego w raporcie NSA. Odkrycia ujawniły, że hakerzy potrafili wykorzystać większość z nich, robiąc to nawet 7 razy częściej w porównaniu z innymi podatnościami w 2020 roku.

Ofiarami 161 państw, w tym Polska

Wskazane przez NSA luki zostały w 2020 roku wykorzystane łącznie w ponad 3 milionach ataków, z czego 2,5 miliona zostało przeprowadzonych w ostatnich sześciu miesiącach.

Kampanie hakerskie były wymierzone w łącznie 161 krajów, a głównym celem w skali globalnej był sektor rządowy i wojskowy (ok 23%). Najczęściej atakowanymi państwami były Stany Zjednoczone. Na podium ulokowały sie również Niemcy i Wielka Brytania.

Ofiarami były również firmy i organizacje pochodzące z Polski, która została sklasyfikowana na 22 miejscu w zestawieniu. Z danych Check Pointa wynika, że ich zabezpieczenia odparły łącznie 23140 ataków, skierowanych głównie w sektor produkcyjny (31%), administrację i wojskowość (20%) oraz sektor finansowy (17%).

Fakt, że luki były wykorzystywane średnio 7 razy częściej w porównaniu z innymi, pokazuje, jak hakerzy koncentrują swoje wysiłki na określonych błędach, o których wiedzą, że są powszechne. Firma Check Point udaremniła w tym roku ponad 3 mln ataków związanych z tymi podatnościami i posiada najwyższy wskaźnik ochrony dla każdej z 25 luk przedstawionych przez NSA. – komentuje zagrożenia Adi Ikan, menedżer działu badań i ochrony sieciowej w firmie Check Point.

Zdolność kredytowa firmy oczami banku i funduszu finansującego MŚP

Nieznaczne łagodzenie polityki kredytowej banków, które NBP prognozował na III kwartał, zapewne nie będzie kontynuowane. W obliczu kolejnej fali pandemii możemy spodziewać się raczej ponownego zaostrzania zasad. Dla dużej grupy firm będzie wiązało się to z odmowną decyzją w kwestii kredytu. Oczywiście zakładając, że w ogóle będą się o niego ubiegać. Czy niespełnianie kryteriów bankowych oznacza jednocześnie przekreślenie szans na zdobycie finansowania w innej formie? Niekoniecznie. Ocena tych samych kryteriów zdolności kredytowej może być inna w przypadku banku, a inna w przypadku instytucji pozabankowych, takich jak fundusze finansujące MŚP w formie dłużnej.

Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym porównuje kryteria oceny zdolności kredytowej przedsiębiorstwa stosowane przez banki oraz przez instytucje pozabankowe.

Badanie zdolności kredytowej firmy polega na ocenie możliwości obsługi zadłużenia w umówionych wcześniej kwotach i terminach. Metody oceny mogą się jednak różnić zarówno między poszczególnymi bankami, jak i między innymi instytucjami. Sektor bankowy podlega regulacjom wydawanym przez KNF. Są one jednak ogólnymi wytycznymi i każdy bank kieruje się własnymi kryteriami określonymi w polityce kredytowej. Dlatego też brak zdolności kredytowej w jednym banku nie oznacza, że firma w ogóle nie uzyska finansowania bankowego. Są jednak kryteria, które występując łącznie, dyskwalifikują firmę w zasadzie w każdym banku. Czy tak będzie również w instytucji pozabankowej?

Fundusze finansujące MŚP podchodzą do oceny przedsiębiorstwa na nieco innych zasadach. Przede wszystkim wykazują się większą elastycznością w spojrzeniu na zdolność firmy do obsługi zadłużenia, gdyż nie są związane regulacjami, którym podlegają banki. Większe znaczenie ma indywidualna ocena danej działalności, w tym również sposób zarządzania i wynikający z tego potencjał do dalszego rozwoju. Fundusze nieco inaczej patrzą na poszczególne kryteria, którymi kierują się banki. W ich przypadku istotniejsza jest metoda jakościowa, badająca indywidualne cechy przedsiębiorstwa. Banki większy nacisk kładą na metodę ilościową, analizującą mierzalne dane i wyniki finansowe. W każdym przypadku, w ocenie zdolności kredytowej pojawia się jednak kilka stałych kryteriów.

Historia biznesowa

Dla banku istotne jest, by była odpowiednio długa. Aby uzyskać kredyt należy wykazać się udokumentowaną historią biznesową i kredytową, najlepiej obejmującą okres przynajmniej 2 lat. Wiele banków działa w tej kwestii zero-jedynkowo, biorąc pod uwagę jedynie okres działania przedsiębiorstwa. W przypadku funduszy bardziej istotne będzie to, jakie doświadczenie biznesowe mają osoby zarządzające i jakie wyniki osiągały zarządzając poprzednimi firmami. Fundusze finansują często zarówno przedsiębiorstwa dojrzałe, jak i start-upy. Najważniejszym kryterium jest realny potencjał na szybki wzrost.

Kondycja finansowa

Odnotowana strata na działalności, spadające przychody lub marże, wysoki poziom zadłużenia czy sezonowość przychodów firmy to czynniki, które dla wielu banków przekreślają możliwość udzielenia kredytu. Fundusz ocenia firmę całościowo, patrząc przez pryzmat jej potencjału i dotychczasowych osiągnięć, a nie krótkoterminowych wyników. Spadek przychodów nie musi oznaczać, że tendencja ta zostanie trwale utrzymana. Może to wynikać na przykład z tego, że poprzedni rok był wyjątkowo dobry i zanotowano jednorazowe, wyższe przychody. Ogólnie rzecz ujmując, fundusze mają możliwość oceny kondycji finansowej w znacznie szerszym kontekście. Wartość poszczególnych wskaźników finansowych nie musi mieć dominującego wpływu na wynik takiej analizy.

Wartość firmowego majątku

To jedno z podstawowych kryteriów oceny zdolności kredytowej, jaki biorą pod uwagę banki. Niski poziom kapitału własnego lub brak majątku trwałego firmy są jednymi z najczęstszych powodów decyzji odmownej w sprawie kredytu. W przypadku funduszu wartość posiadanego przez firmę majątku, nie jest aż tak kluczowa. Wyżej ceniony jest kapitał intelektualny przedsiębiorstwa, jego doświadczenie i know-how, które dają realne szanse na przyszłe zyski.

Otoczenie biznesowe, branża

W związku z kryzysem wywołanym przez pandemię koronawirusa, wiele branż, a zwłaszcza gastronomiczna, eventowa czy hotelarska, trafiły na listę podwyższonego ryzyka. Wiąże się to z tym, że działając w danym obszarze, firma jest narażona na ryzyko utraty zdolności do obsługi zadłużenia na skutek czynników zewnętrznych, charakterystycznych dla określonej branży. Fundusze również kalkulują ryzyko i biorą pod uwagę zagrożenia wiążące się z pewnymi obszarami gospodarki, ale na ogół nie ma branż z góry wykluczanych z finansowania. Są przedsiębiorstwa, które wyróżniają się pozytywnie na tle swojej branży i pomimo ogólnych negatywnych tendencji w sektorze, mogą radzić sobie na tym tle ponadprzeciętnie dobrze.

Zabezpieczenie

Powszechnie stosowanym zabezpieczeniem kredytu jest weksel wystawiony przez kredytobiorcę, jednak samodzielnie nie jest on zazwyczaj wystarczający. Ciekawą opcją jest skorzystanie z gwarancji de minimis BGK, która pokrywa 60 proc. kwoty kredytu, a w wyniku zmian spowodowanych pandemią wartość ta została podwyższona do 80 proc. W pozostałej jednak części zabezpieczenie musi przedstawić kredytobiorca. Fundusze są bardziej elastyczne w kwestii zabezpieczeń. Chętniej przyjmują zabezpieczenia, które dla banku mogą nie przedstawiać wystarczającej wartości, na przykład w postaci zastawu na udziałach czy cesji wierzytelności przyszłych.

Niezależnie od tego, czy firma stara się o kredyt, czy finansowanie pozabankowe, powinna pamiętać, że zasady ich udzielania nie zawsze są takie same. Zależą zarówno od polityki wewnętrznej stosowanej przez instytucje finansowe, jak i zmieniających się warunków makroekonomicznych. Negatywna ocena zdolności kredytowej dokonana przez bank, nie oznacza jednak, że firma nie ma szans na finansowanie pozabankowe. Trzeba mieć świadomość tego, ze istnieją różne opcje, a kredyt nie jest jedynym rozwiązaniem jeśli chodzi o rozwijanie biznesu.

Brexit – pobyt obywateli Wielkiej Brytanii po okresie przejściowym

Od początku 2021 r. obywatele Wielkiej Brytanii oraz członkowie ich rodzin mieszkający w Polsce będą mogli składać wnioski o wydanie nowych dokumentów pobytowych. Będą one potwierdzały korzystanie z uprawnień beneficjenta Umowy Wystąpienia przy przekraczaniu granic i podczas pobytu w Polsce.

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską o północy 31 stycznia 2020 r. na podstawie Umowy Wystąpienia. Dokument ten zawiera przepisy regulujące zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce ustanawiając m.in. okres przejściowy obowiązujący do 31 grudnia 2020 r. W jego trakcie zasady pobytu oraz pracy obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin w Polsce pozostają bez zmian.

Po zakończeniu okresu przejściowego, od 1 stycznia 2021 r. obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin będą posiadać prawo pobytu w Polsce co do zasady na dotychczasowych warunkach jeśli:

– korzystali z prawa pobytu w Polsce zgodnie z prawem UE przed zakończeniem okresu przejściowego (dotyczy to także obywateli Zjednoczonego Królestwa, którzy wjechali do Polski po dacie Brexitu, a przed upływem okresu przejściowego);

– w dalszym ciągu mieszkają w Polsce.

W zakresie wydawania dokumentów pobytowych beneficjentom Umowy Wystąpienia stosowany będzie system deklaratoryjny. Nie będzie obowiązku uzyskania nowego statusu oraz dokumentu pobytowego, jako warunku legalnego pobytu w Polsce. Osoby kwalifikujące się do prawa pobytu na tej podstawie będą natomiast uprawnione do otrzymania dokumentu pobytu zawierającego oświadczenie, że został wydany zgodnie z Umową Wystąpienia.

Biorąc pod uwagę praktyczne względy, Urząd do Spraw Cudzoziemców zaleca aby wszyscy beneficjenci Umowy Wystąpienia uzyskali nowe dokumenty pobytowe. Ich posiadanie ułatwi korzystanie z uprawnień beneficjenta przy przekraczaniu granic i podczas pobytu na terytorium Polski.

Dokumenty pobytowe wydane obywatelom Zjednoczonego Królestwa i członkom ich rodzin do końca okresu przejściowego zachowają ważność przez okres na jaki zostały wydane, nie dłużej jednak niż do 31 grudnia 2021 r.

Od 1 stycznia 2021 r. beneficjenci Umowy Wystąpienia będą mogli składać w urzędach wojewódzkich (właściwych ze względu na miejsce pobytu) wnioski o wydanie nowego dokumentu pobytowego. Dokumenty będą zawierały adnotację odnoszącą do Umowy Wystąpienia: „Art. 50 TUE, Art. 18 ust. 4 Umowy Wystąpienia”.

Szczegółowe informacje dotyczące zasad pobytu obywateli Wielkiej Brytanii po okresie przejściowym można znaleźć na stronie internetowej Urzędu do Spraw Cudzoziemców – www.udsc.gov.pl.

Rynek magazynowy w Szczecinie kusi najemców z sektora e-commerce

Bliska granica z Niemcami, a także ulokowanie w pobliżu ważnych szlaków komunikacyjnych to z pewnością jedne z najważniejszych czynników przy wyborze Szczecina jako bazy logistyczno-magazynowej dla firm rozważających rozwój w regionie zachodniej Polski. Na koniec czerwca 2020 r. na rynku zaobserwowano zwiększoną aktywność deweloperów, która przełożyła się zarówno na nowe transakcje najmu, jak też na decyzję o wejściu na ten rynek nowego azjatyckiego funduszu inwestycyjnego. Firma AXI IMMO postanowiła sprawdzić co wydarzyło się w pierwszej połowie 2020 roku i jakie są perspektywy dla najemców na rynku magazynowym w Szczecinie.

W kontekście zainteresowania inwestorów parkami logistycznymi w regionie Szczecina, po transakcji z 2018 roku, w której Vestas Investment Management kupił od Panattoni Europe centrum dystrybucyjne Amazon w Kołbaskowie o powierzchni 160 000 mkw. w kolejnych kwartałach nie zanotowano nowych zmian właścicielskich. Dopiero w I kwartale 2020 roku, Savills Investment Management w imieniu azjatyckiego funduszu inwestycyjnego zdecydowało się na zakup parku logistycznego Panattoni Szczecin II o powierzchni 69 000 mkw.

Stolica województwa zachodniopomorskiego to idealna lokalizacja dla firm, które planują rozwój swojej działalności w oparciu o kanał e-commerce, a także dla tych prowadzących interesy z Niemcami czy krajami skandynawskimi. Infrastruktura drogowa w okolicach Szczecina, a szczególnie droga ekspresowa S3 zapewnia dobry dojazd do Wrocławia i dalej do Czech. Przykłady dotychczas zrealizowanych inwestycji dla międzynarodowych firm jak Zalando czy Amazon pokazały, że w tej części Polski wciąż jest duży potencjał, który czeka na uwolnienie. Na rynku działa większość deweloperów w tym Panattoni, Mapletree, Exeter, Waimea i 7R.  W regionie obecne są firmy produkcyjne, operatorzy logistyczni, mniejsze i większe firmy e-commerce. Natomiast najemcy zainteresowani rozwojem w tym regionie mogą być spokojni o dostarczenie parków logistycznych, ponieważ deweloperzy zapewnili sobie grunty pod dalszą ekspansję. Z kolei niskie nasycenie parkami logistycznymi powoduje, że rynek ten posiada wciąż duże zaplecze wykfalifikowanych pracowników gotowych do pracy od zaraz,” mówi Karol Osiecki, Associate Director Industrial & Development w AXI IMMO.

Pomimo bardzo korzystnej lokalizacji tj. bliskiej granicy z Niemcami, sąsiedztwa z trójmiejskim rynkiem magazynowym, a także rozbudowanej infrastrukturze drogowej czy funkcjonowaniu portów morskich w Szczecinie i Świnoujściu w całym 2019 roku zaobserwowano spowolnienie działalności deweloperskiej. Sytuacja zmieniła się na zakończenie I połowy 2020 roku, w której oddanie pięciu nieruchomości magazynowych o powierzchni 93 000 mkw. pozwoliło na zwiększenie całkowitych zasobów rynku w Szczecinie do 813 000 mkw.(+14% r/r). W kontekście nowej podaży firma Panattoni w III kwartale rozpoczęła budowę pierwszej fazy parku magazynowego w Goleniowie, a także planuje start nowej inwestycji w Załomiu. Niewielkie zmiany po stronie aktywności deweloperskiej nie wpływają znacząco na współczynnik pustostanów, który od II kwartału 2019 r. utrzymuje się na poziomie ok. 3%, przy średniej krajowej w okolicach 6,8%. Stosunkowo niewielka podaż z niską dostępnością powierzchni dostępnej od zaraz powoduje, że czynsze wywoławcze w okolicach Szczecina zaczynają się od 3,5-3,7 EUR/mkw., natomiast stawki efektywne wynoszą 2,5-2,7 EUR/mkw.

Rynek magazynowy w województwie zachodniopomorskim skupia się na pięciu strategicznych lokalizacjach. Pierwszą i najważniejszą jest Szczecin z położonymi w granicach miasta Dąbiem i Załomem. Struktura najemców zdominowana jest tu przez firmy logistyczne, w tym firmy żeglugowe obsługujące Szwecję. Przejeżdżając drogą S3 na północny wschód dojedziemy do Goleniowa. Lokalizacja ta przyciągająca zarówno firmy logistyczne, jak i firmy produkcyjne. To również tu deweloperzy jak Prologis, Panattoni czy 7R zdecydowali się na budowę nowych centrów magazynowych. Wyjeżdżając ze Szczecina na wschód drogą S10 dojedziemy do Stargardu, który na swoją siedzibę wybrały firmy produkcyjne. Lokalizacja ta cechuje się przede wszystkim dużą dostępnością pracowników oraz tradycjami przemysłowymi. Z kolei w ostatnich latach bardzo głośno było zarówno o Kołbaskowie, jak i Gryfino przez wzgląd na wybór tych miejscowości przez gigantów e-commerce jak Amazon czy Zalando,dodaje Karol Osiecki.

Na koniec czerwca 2020 r. na szczecińskim rynku magazynowym zawarto cztery transakcje o łącznej powierzchni 37 000 mkw. Największymi dwoma było wejście firmy Hultafors do obiektu BTS przygotowanego przez 7R w Goleniowie (22 100 mkw.), a także zajęcie 7 450 mkw. w Waimea Logistic Park Stargard przez najemcę logistycznego.

Polacy chcą uwolnienia niedzielnego handlu. Czasowe zniesienie zakazu z prawie 60% poparciem

Z najnowszego badania opinii publicznej, zrealizowanego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, wynika, że prawie 6 na 10 Polaków opowiada się za czasowym zawieszeniem zakazu handlu w niedziele. Zwolennicy modyfikacji przepisów mają na uwadze głównie bezpieczeństwo epidemiczne w sklepach, a także samą ochronę miejsc pracy. Natomiast przeciwnicy wskazują m.in. na troskę o sprzedawców i kasjerów oraz interesy małych sklepów.

Wyniki badania wyraźnie pokazują, że 58,8% rodaków chce, żeby w czasie pandemii rząd czasowo zawiesił zakaz handlu w niedziele. Natomiast 27,2% ankietowanych jest przeciwnego zdania. Dla 10,1% respondentów ta kwestia nie ma znaczenia, a 3,9% osób nie zajęło stanowiska.

– Polakom ewidentnie brakuje niedziel z handlem. Oczywiście im większe miasto, tym jest to bardziej widoczne, a proponowana zmiana ma mocniejsze uzasadnienie ekonomiczne i społeczne. Ludzie w dużych i średnich miejscowościach często dużo pracują i nie mają tyle czasu, żeby porządnie i w spokoju zrobić zakupy. Z kolei w soboty widzimy, co dzieje się w sklepach i to nas odstrasza – komentuje Krzysztof Zych z firmy analityczno-doradczej UCE GROUP LTD.

Innego zdania jest Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu, który twierdzi, że trudno znaleźć logikę w ewentualnej likwidacji lub zawieszeniu obecnie funkcjonującego ograniczenia. To nie przyczyni się w żaden sposób do poprawy sytuacji zdrowotnej. Dodatkowy dzień handlu spowoduje, że do placówek, zwłaszcza dużych, może przychodzić w tym dniu więcej osób niż w pozostałe dni, a przecież apeluje się o pozostawanie w domach czy unikanie zgromadzeń. Przykładem są Czechy, które właśnie w związku z epidemią zamykają sklepy w niedziele.

– Ludzie widzą, że zakaz nie trzyma się żadnych argumentów realnych, tzn. związanych z interesem konsumenta, gospodarki oraz biznesu handlowego. Ponadto dostrzegają, że pogarsza się koniunktura w związku z pandemią. Uważają więc, że to jest remedium, do którego można bez problemu sięgnąć właśnie w takiej sytuacji – analizuje dr Andrzej Maria Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Z badania również wynika, dlaczego Polacy opowiadają się za czasowym zawieszeniem zakazu handlu w niedziele. Najczęściej chcą tej zmiany z przyczyn bezpieczeństwa (43,8%). Dalej widzimy, że byłby to krok w celu ochrony miejsc pracy (29,5%) i w zakresie ratowania firm (20,3%). Na końcu znajduje się odpowiedź z innych powodów niż wyżej wymieniono (6,4%).

– Warto zauważyć, że Polacy wskazują przede wszystkim na względy bezpieczeństwa. Chcą, żeby w sklepach było mniej ludzi, bo wówczas ruch rozłożyłby się na pozostałe dni tygodnia. To też potwierdza  ostanie badanie firmy technologicznej Proxi.cloud z którego wynika, że ogólnie w galeriach i centrach handlowych ruch najbardziej wzrósł we wtorki i środy. Popyt wyraźnie przesunął się na środek tygodnia, co jest efektem pandemii i samego wprowadzenia ww. zakazu – opisuje ekspert z UCE GROUP LTD.

Natomiast Maciej Ptaszyński zaznacza, że ochrona miejsc pracy wcale nie jest aż tak oczywista.  Przywrócenie handlu w niedziele będzie oznaczało poważne perturbacje gospodarcze dla mniejszych sklepów. Zmiana obowiązującego ograniczenia spowodowałaby utratę zatrudnienia wielu osób, szczególnie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw.

– Zwolennicy zmiany przepisów używają argumentacji sanitarno-zdrowotnej, socjalnej oraz ekonomicznej. To wynika z aktualnej sytuacji i pokazuje też obawy społeczeństwa. Jeden bardziej boi się choroby, drugi – utraty pracy, a jeszcze ktoś inny – pogorszenia się koniunktury gospodarczej, co może skutkować redukcją zatrudnienia – dodaje dr Faliński.

Swoje stanowisko uzasadniają też przeciwnicy czasowego zawieszenia zakazu handlu w niedziele. Ich głównym argumentem jest troska o sprzedawców i kasjerów (42,2%). Ponadto nie chcą zmian ze względu na interes małych sklepów (29,3%) czy z innych powodów niż wymienione (22,7%). Zaznaczają również przyczyny religijne (5,9%).

– Fakt, że najwięcej osób wskazuje na troskę o sprzedawców i kasjerów, nie powinien dziwić. To był jeden z głównych filarów wprowadzenia zakazu. Były też głosy, przynajmniej na samym początku, że niedziela powinna być wolna od pracy, ponieważ jest dniem świątecznym. Jednak tu widzimy, że wątek religijny został dość mocno zmarginalizowany. Krótko mówiąc, pandemia zmieniła priorytety Polaków – dodaje analityk z UCE GROUP LTD.

Jak stwierdza dr Faliński, możliwe jest pogodzenie grupy argumentów za i przeciw zakazowi. W tym celu pracownik powinien mieć z mocy prawa zagwarantowane np. dwie wolne niedziele w miesiącu. A za pracę w takim dniu należałoby zaproponować stawkę dwukrotnie wyższą od standardowej. To byłoby zabezpieczenie interesów sprzedawców i kasjerów. Inni eksperci dodają, że w ostateczności można byłoby wprowadzić większe stawki za pracę wykonywaną w niedzielę, a te koszty przenieść na klientów, którzy chcą robić zakupy właśnie w tym dniu.

– Rząd powinien poważnie podejść do zawieszania zakazu. I czym szybciej to zrobi, tym lepsze i trwalsze będą efekty. A mogą one być podwójne. W sklepach rozładuje się ruch na poziomie ok. 10%, oszczędnie szacując, przez co fizycznych zakażeń koronawirusem może być mniej. Aspekt ekonomiczny też jest nie do pominięcia. Klienci będą mogli wydać więcej pieniędzy, a to teraz gospodarce jest niezmiernie potrzebne – podsumowuje Krzysztof Zych.

Badanie zostało przeprowadzone dla Gazety Wyborczej w dniach 23-26.10.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 056 dorosłych Polaków.

Czy nowe przepisy usprawniają wydawanie pozwoleń na budowę? Deweloperzy odpowiadają

Czy wprowadzona nowelizacja ustawy o prawie budowlanym upraszcza procedury administracyjne i ułatwia deweloperom budowę mieszkań? Czy urzędy powróciły do zwykłego trybu funkcjonowania po przestoju? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Nowelizacja ustawy o prawie budowlanym niewiele zmienia w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Poza wprowadzonymi zmianami w prawie, przy rosnącej liczbie zachorowań najważniejszą kwestią dla branży jest obecnie zapewnienie ciągłości funkcjonowania administracji.

Tomasz Karpiel, dyrektor operacyjny Angel Poland Group

Nowelizacja prawa budowlanego nie wprowadza żadnych przełomowych rozwiązań i ułatwień dla inwestorów. Zawiera natomiast szereg drobnych usprawnień, które mogą okazać się dla nich korzystne. Urzędy na pewno będą potrzebowały czasu na oswojenie się z nowymi przepisami i odpowiednie wdrożenie ich, co pozwoli na przyspieszenie prowadzonych postępowań.

Wśród zmian, które należy ocenić korzystnie jest rozszerzenie katalogu obiektów, których budowa nie wymaga uzyskania pozwolenia na budowę lub zgłoszenia. Należą do nich m.in. obiekty małej architektury. Poza tym, doceniamy doprecyzowanie zapisów dotyczących braku konieczności uzyskania zgody organu administracji architektoniczno-budowlanej na budowę instalacji, zarówno wewnątrz, jak również na zewnątrz budynku czy też wyznaczenie terminów dla przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych na wydanie warunków technicznych przyłączenia do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej.

Zdecydowanie pozytywną zmianą jest wprowadzenie pięcioletniego terminu, po upływie którego nie będzie możliwe stwierdzenie nieważności o pozwoleniu na użytkowanie lub decyzji o pozwoleniu na budowę.

Nowelizacja proponuje również nowe podejście do zawartości wniosku o pozwolenie na budowę. Projekt budowlany, przynajmniej na etapie wniosku o pozwolenie na budowę, został uszczuplony do projektu zagospodarowania terenu oraz projektu architektoniczno-budowlanego. Z dokumentacji projektu budowlanego wydzielony został projekt techniczny, przedkładany dopiero na etapie składania wniosku o wydanie pozwolenia na użytkowanie. W teorii ta zmiana podejścia ma odciążyć urzędników prowadzących postępowania oraz odchudzić opasłe tomy dokumentacji projektów budowlanych, pod którymi uginały się urzędowe półki. Z oceną tego nowego podejścia trzeba się wstrzymać do czasu poznania sposobu egzekwowania nowych wymagań przez urzędników prowadzących postępowania.

Mateusz Bromboszcz, wiceprezes zarządu ds. Prawno-Administracyjnych w Atal

Wprowadzona nowelizacja ustawy o prawie budowlanym zdecydowanie jest potrzebna i korzystnie wpłynie na proces inwestycyjny. Dla deweloperów mieszkaniowych, ale również inwestorów z innych sektorów, wprowadzone zmiany w prawie budowlanym niosą dwie istotne korzyści. Pierwszą jest ustalenie na maksymalnie pięć lat okresu, po którym nie będzie dopuszczalne wzruszenie udzielonego pozwolenia na budowę. Dotychczas nie było to ściśle uregulowane. Z uwagi na niejasne przepisy i często wykluczające się orzecznictwo dochodziło do kuriozalnych sytuacji, w których uchylane były ostateczne i prawomocne decyzje o pozwoleniu na budowę nawet po wielu latach po wybudowaniu budynku i po przeniesieniu własności na rzecz klientów. Drugą, równie istotną zmianą, jest doprecyzowanie obszaru oddziaływania inwestycji. W nowelizacji jasno określono krąg stron postępowania. Mogą nimi być jedynie te podmioty, dla których planowana inwestycja wywołuje ograniczenia w możliwości zabudowy nieruchomości sąsiedniej. Dawniej sposób ujęcia tego tematu pozostawiał pole do interpretacji i był podstawą wznawiania prawomocnie zakończonych postępowań.

Jeszcze na długo przed pojawieniem się zagrożenia ze strony wirusa czynnik administracyjny był największym wyzwaniem dla firm deweloperskich w Polsce. Nadzwyczajna sytuacja związana z pandemią dodatkowo spotęgowała trudności. Ograniczona praca urzędów oraz niepewność w aspekcie administracyjnym przyczyniają się m.in. do znacznego wydłużenia się czasu oczekiwania na wydanie decyzji administracyjnych i zahamowania procesu przygotowania inwestycji, co bezpośrednio przekłada się na poziom oferty oraz koszty prowadzenia inwestycji. Sytuacja nie wróciła jeszcze zupełnie do standardów, do jakich byliśmy przyzwyczajeni przed pandemią.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Deweloperzy długo czekali na tę, największą z dotychczasowych nowelizację prawa budowlanego i z pewnością doceniają intencję ustawodawcy, by usprawnić proces budowlany. Jednakże praktyka pokaże, czy i na ile te zmiany są efektywne, a jak zawsze dużo zależeć będzie od interpretacji urzędników.

Na etapie składania wniosku o pozwolenie na budowę inwestor będzie mógł składać mniej dokumentów, co oznacza w zasadzie jedynie ograniczenie wielokrotnego kopiowania części dokumentów, podczas gdy lepszym pomysłem byłoby umożliwienie składania do urzędu dokumentów w formie elektronicznej. Zgodnie z nowymi przepisami inwestor nie będzie składał projektu technicznego do urzędu a jedynie dwa pozostałe, tj. projekt zagospodarowania terenu i projekt architektoniczno-budowlany. Jednakże aby uniknąć opóźnienia, jakie może nastąpić w wyniku nieskoordynowania projektów, a w konsekwencji wydłużenia procesu inwestycyjnego i co za tym idzie wyższych kosztów, inwestor i tak będzie musiał opracować wszystkie projekty jednocześnie. A ponieważ czas rozpatrywania wniosków o pozwolenie na budowę nie uległ zmianie, usprawnienie wynikające z nowej ustawy jest iluzoryczne.

W ustawie wyznaczono konkretne terminy dla przedsiębiorstw na wydanie warunków przyłączenia do sieci, których przekroczenie spowoduje naliczenie kar. Te zmiany sprzyjają szybszemu przyłączaniu nowych inwestycji do sieci elektroenergetycznych, gazowych, ciepłowniczych, wodociągowych i kanalizacyjnych. To niewątpliwie jest dla deweloperów korzystny kierunek.

Karolina Guzik, menadżer sprzedaży w spółce mieszkaniowej Skanska

Przewidujemy, że nowelizacja ustawy o prawie budowlanym w niewielkim stopniu wpłynie na usprawnienie wydawania pozwoleń na budowę. W tym obszarze najważniejszą zmianą jest wprowadzenie nowej definicji „obszaru oddziaływania obiektu”. Daje to szansę na ujednolicenie dotychczasowej praktyki określania stron postępowania w sprawie pozwolenia na budowę i w tym sensie może usprawnić samo postępowanie.

Nowe przepisy z podziałem dokumentacji projektowej nie mają wpływu na uproszczenie samej procedury. Zmiana ta umożliwi za to szybsze złożenie wniosku o pozwolenie na budowę, bowiem nie trzeba będzie wykonać projektów branżowych już na tym etapie. Niemniej wskazuje się, że w praktyce prawidłowe wykonanie projektu architektoniczno-budowlanego i tak prawdopodobnie będzie wymagało jednoczesnego sporządzenia, przynajmniej częściowo, projektu technicznego. Spowolnienie w działaniach administracji odczuwalne było w różnym stopniu, w zależności od danego urzędu. Sytuacja się normalizuje i miejmy nadzieję, że już tak pozostanie.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Odpowiem krótko: NIE! Do dobrej współpracy z urzędem i sprawnego uzyskiwania decyzji i pozwoleń jest potrzebna dobra wola urzędów i urzędników, a to niestety jest bardzo rzadkie. Największe uproszczenie procedur może zniweczyć opieszałość, zła wola, nadinterpretacja, czy błędna interpretacja przepisów.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu nowelizacja ustawy o prawie budowlanym wpłynie na usprawnienie wydawania pozwoleń na budowę. Pozytywną wydaje się zmiana powodująca, że na etapie składania wniosku o pozwolenie na budowę wymagane jest mniej dokumentów. Natomiast obecnie realnym problemem dla deweloperów mieszkaniowych są ciągnące się procedury administracyjne związane z uzyskaniem pozwoleń na budowę, gdyż urzędy w większości przypadków nie powróciły do zwykłego trybu funkcjonowania ze względu na pandemię.

Sylwester Śniadecki, prezes firmy Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Nowelizacja ustawy wprowadziła nowy podział projektu budowlanego na trzy części: projekt zagospodarowania działki lub terenu, projekt architektoniczno-budowlany i projekt techniczny. W mojej ocenie podział ten jest dobrym krokiem w stronę usprawnienia procedur administracyjnych. Dodatkowo znowelizowano art. 33 prawa budowlanego, gdzie ograniczono liczbę składanych egzemplarzy projektu do 3 sztuk, co pokazuje proekologiczne podejście ustawodawcy. Nowa ustawa porządkuje również spis obiektów, na budowę których wymagane jest pozwolenie na budowę lub zgłoszenie w jasne i jednoznaczne katalogi, dzięki czemu łatwiej jest określić ścieżkę procedury administracyjnej na początkowym etapie prac projektowych. Z zadowoleniem muszę stwierdzić, że Poznań należy do grona miast, które terminowo wydają pozwolenia na budowę, czyli w ustawowym czasie 65 dni. Pomimo wielu zewnętrznych trudności urzędy stanęły na wysokości zadania w czasie pandemii i były w stanie prowadzić bieżące postępowania bez większych zakłóceń. W tej chwili sytuacja naszym zdaniem unormowała się, część uzgodnień możemy uzyskać drogą mailową, co daje nadzieję na postęp w cyfryzacji procedur administracji państwowej.

Jarosław Kozak, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W naszej ocenie nowelizacja prawa budowlanego, która weszła w życie w połowie września br. nie będzie miała istotnego wpływu na inwestycje realizowane przez profesjonalnych deweloperów. Prawidłowa i rzetelna ocena kosztów realizacji i identyfikacja potencjalnych ryzyk i zagrożeń procesu inwestycyjnego wymaga m.in. sporządzenia pełnej dokumentacji technicznej, w tym przede wszystkim szczegółowego projektu wykonawczego.

W naszej ocenie wpływ nowelizacji na uproszczenie procesu budowlanego w budownictwie wielorodzinnym będzie niewielki i może nieznacznie wpłynąć na skrócenie okresu składania dokumentacji związanego z pozwoleniem na budowę.

Niestety administracja nie wróciła jeszcze do zwykłego trybu funkcjonowania. W wielu urzędach wciąż funkcjonuje tryb zdalny, a to znacznie wydłuża terminy.

Magdalena Ratajczak, Project Manager w Nickel Development

Trudno jest w tym momencie ocenić jednoznacznie, czy nowe prawo usprawni pracę deweloperów. Nasze obecne inwestycje są realizowane jeszcze w oparciu o stare zasady, więc tak naprawdę dopiero przekonamy się czy w praktyce będzie jakaś różnica.

Czysto teoretyczna analiza przepisów wprowadzonych ostatnią nowelizacją ustawy o prawie budowlanym prowadzi jednak do takiego wniosku, że uzyskanie pozwolenia na budowę będzie rzeczywiście szybsze, natomiast nowe obowiązki związane ze skompletowaniem dodatkowej dokumentacji potrzebnej do rozpoczęcia budowy niestety zniweczą tę korzyść. Ogólnie rzecz biorąc tempo przeprowadzania procedur raczej nie przyspieszy.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Liczymy na uproszczenie procedur administracyjnych i oczekujemy, że taka praktyka zacznie się utrwalać w przyszłym roku. To bardzo ważne, ponieważ popyt na mieszkania nie maleje, a czas oczekiwania na własne M powinien być jak najkrótszy. Ma to tym większe znaczenie obecnie, w okresie światowej pandemii. Spodziewamy się, że klienci będą chcieli szybciej wprowadzać się do nowych mieszkań.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Wydaje się, że to krok w dobrą stronę, ale dziś jednoznacznie trudno to stwierdzić, gdyż tylko praktyczne zastosowanie może pokazać zalety nowych przepisów. Po przestoju urzędy i administracja starają się pracować lepiej.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Mamy wielką nadzieję, że nowe przepisy usprawnią cały proces. Jednak z rożnych urzędów docierają do nas informację, iż nadal wymagane będą dokumenty w „starej” wersji. Obecnie administracja nadal nie pracuje w zwykłym trybie, spotkania są praktycznie niemożliwe, pisma przetrzymywane są wiele dni na „kwarantannach”. Najistotniejsza w obecnym czasie jest digitalizacja dokumentów, procesów, itp. przez polskie urzędy.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Uproszczenie dokumentacji oraz przyspieszenie wydawania decyzji administracyjnych było jednym z celów nowelizacji prawa budowlanego. Jesteśmy przekonani, że potwierdzi się to w praktyce. Sprawniej będzie następowało także przyłączanie różnych mediów, tj. sieci elektroenergetycznych, gazowych, ciepłowniczych, wodociągowych i kanalizacyjnych do realizowanych inwestycji. To z pewnością ułatwi przeprowadzenie całego procesu budowlanego i umożliwi deweloperom wprowadzenie większej puli mieszkań do oferty.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Nowelizacja ustawy o prawie budowlanym spowoduje, że przez najbliższy rok lub dwa czas wydawania pozwoleń na budowę będzie wydłużony. Urzędy będą potrzebowały czasu na przyswojenie i odpowiednie interpretowanie nowych przepisów. Dodatkowo, sytuacja związana z pandemią nie ułatwia pracy zarówno urzędnikom, jak i deweloperom. Część pracowników pracuje zdalnie, jednak niezbędna dokumentacja znajduje się w urzędzie, przez co nie mają oni możliwości w krótkim czasie przygotować odpowiedniego pozwolenia czy decyzji.

Celem nowelizacji było uproszczenie procesu wydawania pozwoleń na budowę, między innymi poprzez zmniejszenie ilości wymaganej dokumentacji. Jednak żaden projekt budowlany nie może powstać bez udziału wszelkiego rodzaju instalacji – gazowych, wodnych, kanalizacyjnych itp. ponieważ ma to bezpośredni wpływ na architekturę i konstrukcję samego budynku. Wszystkie te elementy są nierozłączne w procesie budowy. W efekcie końcowym nowelizacja będzie wpływać na zmniejszenie ilości dokumentacji składanych do urzędu związanych z danym projektem.

Dla inwestorów obecnie najbardziej problematyczny nie jest sam proces uzyskania pozwolenia na budowę, ale uzgodnienia i decyzje potrzebne do złożenia kompletnego wniosku. Przy realizacji większej inwestycji potrzebna jest także decyzja środowiskowa, na której wydanie czeka się obecnie około roku. Kolejnym długim procesem są wszelkie uzgodnienia związane z obsługą komunikacyjną terenu planowanej inwestycji. Czas oczekiwania na decyzje to zwykle również około roku, a każda próba negocjacji wpływa na kolejne opóźnienia.

Autor: dompress.pl

Elektryfikacja transportu, przemysłu i budownictwa może zredukować emisję CO2 o 60%

Elektryfikacja europejskiego sektora transportu, budownictwa i przemysłu do 2050 roku mogłaby ograniczyć emisję gazów cieplarnianych nawet o 60% – wynika z raportu firmy badawczej BloombergNEF (BNEF), przygotowanego we współpracy z Eaton i Statkraft. Jednak, aby tak się stało, potrzebne są m.in. dynamiczny rozwój odnawialnych źródeł energii oraz zdecydowane działania na szczeblu politycznym.

Ciepło z odzysku i e-samochody

Dostępność energii elektrycznej pokrywa obecnie tylko 10% zapotrzebowania w sektorach transportu, budownictwa i przemysłu. Do ich transformacji konieczne jest m.in. maksymalne zwiększenie liczby wykorzystywanych samochodów elektrycznych i powszechne przejście na elektryczne systemy ogrzewania, takie jak pompy ciepła. Ich funkcje klimatyzacji mogłyby zostać wykorzystane m.in. do chłodzenia centrów danych, maszyn produkcyjnych czy supermarketów. Nadmiar ciepła, odprowadzany do sieci ciepłowniczej, mógłby np. ogrzewać budynki. Umożliwiłoby to redukcję całkowitej emisji CO2 w sektorze energii, transportu, infrastruktury i przemysłu o 68% (w samym transporcie, przemyśle i budownictwie o 60%) do 2050 roku.

Zielone moce wytwórcze

Elektryfikacja transportu, przemysłu i budownictwa spowoduje jednak, że system energetyczny będzie potrzebował nawet o 75% więcej mocy wytwórczych. Aby było to korzystne dla klimatu, dodatkowy popyt powinien być zaspokajany z czystej energii wiatrowej i słonecznej. Konieczna jest więc rozbudowa i wzmocnienie sieci energetycznej  tak, żeby mogła poradzić sobie z większymi ilościami energii ze źródeł odnawialnych oraz zapewnić możliwość jej magazynowania. Dostawcy energii będą musieli oferować bardziej elastyczne taryfy oraz zachęcać do inwestowania w dynamiczne ładowarki elektryczne, inteligentne systemy grzewcze, liczniki czy koncentratory reagujące na zmiany cen i zapotrzebowania na energię.

Raport potwierdza kluczową rolę odnawialnych źródeł energii w nadchodzących latach. Powinny one stanowić podstawę systemu energetycznego, a nie tylko dodatek czy jedną z możliwości. Chociaż w całej Europie proces zmiany przepisów dotyczących sieci energetycznej już się zaczął, do stworzenia warunków sprzyjających rozwojowi innowacji jeszcze daleka droga. Rządy poszczególnych krajów powinny wdrażać bardziej ambitną politykę, wspierać projekty elektryfikacji, angażować samych odbiorców energii i społeczeństwo, motywować do ograniczania emisji generowanej z ogrzewania budynków. Rozwiązania i projekty związane z OZE czy magazynowaniem energii muszą umożliwiać zwrot z inwestycji, aby firmy i konsumenci się do nich przekonali – podkreśla Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Mimo dużego potencjału elektryfikacji w niektórych branżach, m.in. żegludze handlowej, lotnictwie i przemyśle, który wymaga wysokich temperatur (hutnictwo żelaza i stali, produkcja cementu), pozostaną jednak znaczne bariery technologiczne. Według szacunków do 2050 r. nadal będą one w około 40% zależne od energii z paliw kopalnych.

Redukcja emisji gazów cieplarnianych w latach 2020–2050 na przykładzie Wielkiej Brytanii oraz Niemiec.Elektryfikacja transportu, przemysłu i budownictwa może zredukować emisję CO2 o 60%

Przyszłość paliw i paliwa przyszłości

Zgodnie z aktualnymi założeniami, unijny sektor transportu ma zaledwie trzy dekady na redukcję emisji CO2 aż o 90%. Czy polskiej branży paliwowej uda się znaleźć ekologiczny zamiennik dla oleju napędowego i benzyny, które dominują na rynku? Raport EFL „Przyszłość paliw i paliwa przyszłości” nie pozostawia wątpliwości – przed nami rewolucja.

Ile paliwa kupują polscy kierowcy?

Do baków samochodów Polaków trafiło w zeszłym roku 32,5 mln m3 paliw silnikowych. To o 4% więcej niż jeszcze rok wcześniej. Kierowcy najczęściej sięgali po olej napędowy – odpowiadał on za aż 60% wspomnianego wyniku. Drugie pod względem popularności były benzyny silnikowe, które stanowiły 19% sprzedaży.

W 2019 r. na paliwa samochodowe przeznaczyliśmy w sumie kwotę 132 mld zł. Wsparliśmy tym samym funkcjonowanie 7628 stacji paliw. Dla porównania, rok wcześniej na terenie naszego kraju działało o 137 więcej takich obiektów.

Co może zastąpić olej napędowy i benzynę?

Ropopochodne paliwa napędzają obecnie większość aut poruszających się po polskich drogach. Wkrótce będzie musiało się to jednak zmienić – nie tylko ze względu na coraz surowsze zobowiązania ekologiczne, narzucane przez UE. Światowe zasoby ropy naftowej nie są bowiem nieskończone.

Jakie alternatywne paliwa mają szansę na masowe wykorzystanie w Polsce? Raport EFL wykazał, że najwięcej nadziei pokładanych jest w wodorze, który zapewnia najwyższą gęstość energii. Choć jesteśmy jednym z największych producentów tego gazu na świecie, to paradoksalnie w Polsce zarejestrowany jest tylko jeden napędzany wodorem pojazd. Sporo zalet mają również takie źródła energii, jak wspierający krajowe rolnictwo biodiesel, tani w produkcji alkohol czy niegenerujące żadnych zanieczyszczeń sprężone powietrze.

Ważną rolę mogą odegrać także auta na baterie, których potencjał stale rośnie. Jak wykazały dane PSPA i PZPM z pierwszych siedmiu miesięcy br., segment samochodów elektrycznych okazał się nawet odporniejszy na skutki pandemii koronawirusa niż sektor tradycyjnej motoryzacji. Podczas gdy rejestracje „elektryków” wzrosły o 78% w ujęciu rocznym, sprzedaż pojazdów z tradycyjnymi silnikami spadła o 29%.auta elektryczne CNG i LNG stacje LPG stacje wodoru

Metan oprócz LPG

Za ekologiczną alternatywę dla oleju napędowego i benzyny uważany jest również autogaz. W zeszłorocznego sylwestra Polacy mogli go zatankować w aż 7588 punktach. Tym samym nasz kraj przoduje w UE pod względem liczby stacji oferujących LPG.

Może się jednak okazać, że w niedalekiej przyszłości przerzucimy się na CNG lub LNG, czyli sprężony i skroplony gaz ziemny. Ze względu na wysoką temperaturę samozapłonu i zdolność do natychmiastowego ulatniania się w przypadku rozszczelnienia instalacji, jest on bezpieczniejszy niż większość paliw. Dzięki temu auta na metan mogą parkować w podziemnych garażach, w odróżnieniu od tych na LPG.

Pełny raport Europejskiego Funduszu Leasingowego „Przyszłość paliw i paliwa przyszłości” dostępny jest pod linkiem: https://efl.pl/pl/biznes-i-ty/wszystkie/przyszlosc-paliw/

Spadek liczby klientów w centrach handlowych w tygodniu 19-25 października

Na skutek rosnącej liczby zakażonych COVID-19 i wprowadzania kolejnych obostrzeń Polacy ograniczają wizyty w centrach handlowych. Wskaźnik odwiedzalności PRCH Daily Footfall Index w tygodniu 19-25 października w dni handlowe wyniósł średnio 70 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku. To o 10 punktów procentowych mniej niż w tygodniu poprzednim (12-18 października). 

Uwagę zwraca sobotni wynik odwiedzalności. Tego dnia weszły w życie kolejne obostrzenia, a liczba klientów spadła o 35 proc. w stosunku do rezultatu z ubiegłego roku.

W najtrudniejszej sytuacji znajdują się największe obiekty handlowe, w których zatrudnionych jest najwięcej osób. Od początku pandemii osiągają one niższe wyniki odwiedzalności niż małe i średnie nieruchomości komercyjne w porównaniu z rezultatami z ubiegłego roku. W badanym tygodniu zanotowały footfall niższy o 7-9 p.p. od mniejszych obiektów.

Najtrudniejsza sytuacja jest w regionie wschodnim. Tam odwiedzalność w ubiegłym tygodniu była prawie o połowę niższa niż przed rokiem.

„PRCH, które zrzesza ponad 200 największych podmiotów działających w branży nieruchomości handlowych stoi na stanowisku, iż wprowadzanie dodatkowych ograniczeń dla handlu jest nieuzasadnione. Klienci przychodzą obecnie do galerii po to, żeby zaspokoić najważniejsze potrzeby zakupowe, w centrach nie ma tłumów, obowiązują godziny dla seniorów oraz ograniczenia dotyczące liczby osób, które mogą przebywać w sklepie. Dodatkowo branża jest przygotowana do bezpiecznej obsługi klientów. Przygotowaliśmy się do realizacji naszych zadań uwzględniając zmieniającą się sytuację epidemiologiczną, dzięki stosowaniu najwyższych standardów sanitarnych (np. nieograniczony dostęp do środków dezynfekujących, czy regularna i częsta dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi) oraz  szerokim działaniom informacyjno-edukacyjnym kierowanym do klientów.

Centra handlowe ze względu na fakt, że dysponują ogromnymi powierzchniami pozwalającymi na sprawną obsługę klientów,  zapewniają możliwość bezpiecznych zakupów oraz działania z obowiązującymi przepisami.

Warto podkreślić, że już wiosenny lockdown mocno zdestabilizował sytuację finansową wielu podmiotów z branży handlowej, które mozolnie zaczęły odrabiać straty i obecnie muszą zmierzyć się z kolejnymi zagrożeniami. Wprowadzenie kolejnych ograniczeń może zagrozić przyszłości wielu podmiotów z sektora handlowego” – komentuje Radosław Knap, Dyrektor Generalny PRCH.

Dane prezentowane przez PRCH pochodzą z obiektów, których powierzchnia (4,14 mln mkw. GLA) stanowi 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Zbierane są poprzez systemy zliczania klientów bazujących na kamerach w większości 3D zlokalizowanych nad każdym wejściem do obiektu handlowego oraz w wybranych dodatkowych miejscach.

Sektor usług rozwojowych apeluje o ratunek do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii

26 października przedstawiciele Polskiej Izby Firm Szkoleniowych i Prezydium Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych wzięli udział w spotkaniu z Wicepremierem Jarosławem Gowinem, Ministrem Rozwoju, Pracy i Technologii. W trakcie poniedziałkowego spotkania przedstawione zostały postulaty w formie oficjalnego dokumentu. Branża apeluje o wsparcie w utrzymaniu płynności firm i ochronie miejsc pracy.

Sytuacja sektora

Na cały sektor usług rozwojowych składa się ponad 70. tys. podmiotów, w którym funkcjonuje ponad 100 tys. osób, w tym znaczna ich część to osoby samozatrudnione. Wartość sektora, mierzona wartością sprzedaży w skali roku, szacowana jest na 6-10 mld zł. Jeżeli okres pandemii wydłuży się dodatkowo do wiosny 2021 r., będzie to już trzeci okres, w którym edukatorzy nie będą generować przychodów.

Obszar edukacji działającej na potrzeby rynku pracy to branża, która znalazła się wśród pierwszych i najgłębiej dotkniętych skutkami pandemii i ograniczeń związanych z jej zwalczaniem. Już w pierwszych jej tygodniach działalność sektora została całkowicie zamrożona bądź realizowana przez część podmiotów na poziomie nieprzekraczającym 20% normalnej aktywności – tak wynika z danych Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Przy aktualnym stanie pandemii sytuacja wraca ze wzmożoną siłą. Należy liczyć się z falą bankructw i problemów z płynnością firm oraz osobistymi dramatami osób samozatrudnionych, często powiązanych z większymi podmiotami. Ważne przy tym jest to, że oba szczyty pandemii (wiosenny lockdown i obecne obostrzenia) objęły okresy, które w normalnych warunkach są momentami najwyższego popytu na usługi rozwojowe.

Wśród 54% członków Polskiej Izby Firm Szkoleniowych środki bezpieczeństwa wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa spowodowały spadek przychodów – bliski lub równy 100%. Natomiast 22% przedsiębiorstw odczuło obniżenie dochodów na poziomie 50 do 75%.

Większość firm próbuje adaptować się do zmian, 1/3 organizacji próbuje przeczekać najtrudniejszy okres, a 15% szuka szans poza rynkiem usług rozwojowych (13%) lub z niego wychodzi (2%). Pozostali wprowadzają zdalne świadczenie lub przygotowują się do tego. Co szósta firma znacząco zwiększyła skalę lub zakres oferty świadczonej zdalnie. Nie wszystkie rodzaje szkoleń pozwalają jednak na tego rodzaju przekształcenie oferowanych usług ze względu na ich specyfikę.

Potrzeba dywersyfikacji specyfiki różnych branż

Sytuacji nie sprzyja również umieszczanie usług rozwojowych obok eventów, kongresów i innych dużych wydarzeń np. sportowych czy artystycznych. Tymczasem większość usług rozwojowych to działania z udziałem kilku lub kilkunastoosobowych grup realizowanych w bardzo rygorystycznych warunkach sanitarnych, często w miejscu pracy uczestników lub w siedzibie firmy szkoleniowej.

Postulaty

Branża podczas spotkania zadeklarowała pełną otwartość na dialog i wypracowywanie efektywnych rozwiązań. Branża szkoleniowa jest kluczowa dla nowoczesnej gospodarki! Wspiera konkurencyjność i innowacyjność oraz rozwój firm i organizacji – edukatorzy szkolą m.in. z zaawansowanych kwalifikacji i kompetencji cyfrowych, innowacji, kultury organizacyjnej, technologii oraz nowoczesnego przywództwa i zarządzania.

Widzimy wiele obszarów, które pozafinansowo możemy wesprzeć, współpracując z ministerstwami i organizacjami, które pozwolą efektywniej działać przedsiębiorcom. Wierzymy, że nasz sektor ma wysoki wpływ na adaptację osób i firm w okresie pandemii i liczymy, że Premier Gowin, któremu szkolnictwo jest bliskie weźmie to pod uwagę – mówi Piotr Piasecki, Prezes Zarządu Polskiej Izby Firm Szkoleniowych oraz Przewodniczący Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych.

Przedstawiciele PIFS i Prezydium Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych podczas spotkania z Wicepremierem przedstawili postulaty w imieniu całej branży z wyraźnym zaznaczeniem, że uruchomienie programów wsparcia powinno nastąpić jak najszybciej, czyli do końca listopada 2020.

Postulaty zawarte są w 13 punktach i dotyczą różnych obszarów pomocowych:

  1. Możliwość realizowania szkoleń stacjonarnych w pełnym reżimie sanitarnym zgodnie
    z wytycznymi Ministerstwa i GIS, przy których Polska Izba Firm Szkoleniowych i Rada
    Kompetencji SUR współpracowała. Utrzymanie i niezamykanie możliwości świadczenia usług stacjonarnych w grupach do 15 osób. Wiele podmiotów świadczy szkolenia i kursy zawodowe
    z wymaganą obsługa narzędzi, specjalistycznego sprzętu np. szkolenia medyczne, zawodowe, techniczne, w których nie ma możliwości świadczenia zdalnie. PIFS od marca wszędzie, gdzie jest to możliwe rekomendował przejście na usługi zdalne. Firmy z sektora uczestniczą również
    w programach UE, z których niewykorzystane środki są anulowane – nie mogą dokończyć i rozliczyć projektów przez co nie mogą otrzymać płatności za realizowane usługi.
  2. Zwolnienie z ZUS dla przedsiębiorców z PKD 85.5 prowadzących firmy, ich pracowników i trenerów, szkoleniowców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą na okres obowiązywania stref czerwonych, z uwzględnieniem października 2020.
  3. Bezzwrotne dofinansowania dla firm z sektora pod warunkiem utrzymania działalności
    i zatrudnienia – z zastosowaniem kryteriów weryfikacji stosowanych w programie Tarczy PFR.
  4. Dopłaty do wynagrodzeń dla pracowników firm z sektora zgodnie z programem uruchomionym
    w ramach Tarczy np. 40% dopłaty do wynagrodzeń, na okres – jak w pkt.2.
  5. Przestojowe dla osób na działalności gospodarczej, umowach zlecenie i dzieło – min. 3 mies.
    po 3 000 zł (ew. przez okres obowiązywania czerwonych stref).
  6. Bezzwrotne i częściowo umarzalne formy dofinansowania ze środków europejskich, PFR,
    a także gwarancje BGK na inwestycje MŚP sektora
    związane z zakupami sprzętu i narzędzi umożliwiających transformację cyfrową firm i świadczenie usług zgodnych z potrzebami rynku, zmianą modelu biznesowego firm i/lub dostosowanie do sytuacji – cyfryzacja, digitalizacja,
    e-learning. Zgodnie z rekomendacjami Rady ds. Kompetencji Sektora Usług Rozwojowych dotyczącymi potrzeb finansowania digitalizacji sektora (raport z badania i rekomendacje udostępnione PARP oraz MFiPR).
  7. Uruchomienie programu grantów technologicznych dla sektora usług rozwojowych, dzięki któremu można byłoby sfinansować przygotowanie firm i instytucji szkoleniowych do świadczenia usług on-line. Maksymalna wartość grantu wynosiłaby 40 000 złotych.
  8. 12-miesięczne memorandum na rozpoczęcie spłat subwencji PFR dla firm z sektora usług rozwojowych
  9. Likwidacja wkładu własnego dla MSP przy zakupie usług rozwojowych finansowanych z UE
    i innych państwowych (zmiana wytycznych w programach UE, RPO, PARP), ewentualnie zmniejszenie do max. 10% w celu pobudzenia popytu na rynku i w celu wykorzystania wydatkowania obecnych środków z UE.
  10. Uruchomienie powszechnych bonów szkoleniowych na podnoszenie kwalifikacji
    i kompetencji (np. poprzez zakup usług w Bazie Usług Rozwojowych zarządzanej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości).
  11. Wsparcie firm z sektora w restrukturyzacji zobowiązań wobec ZUS i US (np. w przedłużanie terminów płatności, rozkładanie na raty).
  12. Instrumenty wsparcia powinny być dostępne bez warunku o niezaleganiu z zobowiązaniami wobec ZUS i US powstałych począwszy od marca 2020, gdyż to wykluczy większość przedsiębiorców z sektora, którzy w pierwszej kolejności podejmowali działania w celu utrzymania miejsc pracy, wypłat pracownikom i zachowaniu ciągłości działania.
  13. Uruchomienie środków pomocowych wspomagających firmom przebranżowienie się, zmianę profilu działalności, zmiany grupy docelowej klientów itp.

Polska Izba Firm Szkoleniowych to największa organizacja branżowa zrzeszająca firmy szkoleniowe i doradcze z całej Polski. Jej członkami jest ponad 400 firm i organizacji z sektora usług rozwojowych. Są wśród nich mali i duzi, początkujący i doświadczeni, firmy szkoleniowe, uczelnie oraz organizacje pozarządowe, które w swojej działalności zobowiązują się do stosowania Kodeksu Dobrych Praktyk. PIFS jest organizatorem Kongresu Edukacji Pozaformalnej, kampanii społecznej Dni Uczenia się Dorosłych, autorem Standardu Usług Szkoleniowo-Doradczych SUS 2.0 oraz organizacją wspierającą edukację osób dorosłych i ideę uczenia się przez całe życie.

Ceny mieszkań rosną wbrew pandemii. Raport za III kw. 2020

W III kw. 2020 r. nadal nie widać było obniżek cen mieszkań. Z opracowania Barometr Metrohouse i Gold Finance wynika, że w największych polskich miastach, poza nielicznymi wyjątkami, nadal kupujemy coraz droższe mieszkania. Na rynek, po chwilowym załamaniu popytu w II kwartale powrócili też potencjalni nabywcy. Jednak wraz z coraz większą liczbą mieszkań na sprzedaż wydłuża się czas oczekiwania na oferentów.

III kwartał bez spadków cen

III kw. 2020 r. nie jest jeszcze tym momentem, kiedy można mówić o pojawieniu się spadków cen mieszkań. – Analizy cen transakcyjnych, bo tylko takie bierzemy pod uwagę w przypadku rynku wtórnego, pokazują, że nadal z kwartału na kwartał w większości obserwowanych miast kupujemy coraz droższe mieszkania. Popyt na rynku mieszkaniowym, choć niższy niż przed wybuchem pandemii, wskazuje, że zapotrzebowanie na mieszkania utrzymuje się nawet przy dość wysokich oczekiwaniach sprzedających względem ceny, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse, współautor raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance.

Optymizm właścicieli mieszkań na sprzedaż może zostać nieco zburzony z kilku powodów. Przede wszystkim z kwartału na kwartał wzrasta podaż mieszkań z rynku wtórnego, co przy ograniczonym popycie może powodować spadek tempa sprzedaży, ale także coraz większą presję do obniżania cen. Dodatkowa komplikacja wynika z obecnej sytuacji epidemicznej, która nie sprzyja szybkiemu podejmowaniu decyzji o zakupie z uwagi na niepewność związaną z utrzymaniem obecnego standardu życia przez wiele gospodarstw domowych. Do tego należy dodać pojawiające się obawy potencjalnych nabywców o możliwość finansowania zakupu kredytem hipotecznym, bo choć banki poluzowały restrykcje wprowadzone w pierwszej fazie pandemii, nadal wiele branż znajduje się na cenzurowanym.

Na rynku wtórnym przeważają wzrosty

Wśród analizowanych sześciu miast tylko w Krakowie nabywcy kupowali mieszkania tańsze niż przed kwartałem. Średnia cena m kw. w stolicy Małopolski wyniosła 8366 zł (-5,2 proc.). W Gdańsku nabywano mieszkania w zbliżonej cenie do II kw. (7833 zł), we Wrocławiu i Poznaniu kupowane mieszkania były droższe nieco o ponad 2 proc. Natomiast w Warszawie za m kw. płaciliśmy 10661 zł (+6,5 proc.), a w Łodzi 5463 zł, czyli o 8,2 proc. więcej niż w poprzednim notowaniu.Średnie transakcyjne ceny mieszkań na rynku wtórnym

Warto zwrócić uwagę, że w stolicy średnia kwota zakupu mieszkania przekroczyła 550 tys. zł, to znacznie więcej niż w Gdańsku (424 tys. zł) i Wrocławiu (408 tys. zł). Największe mieszkania pojawiają się w transakcjach we Łodzi i Wrocławiu (56 m kw.). O ile w przypadku Wrocławia nie jest to niespodzianką, to takie średnie metraż są zaskoczeniem w Łodzi, gdzie zwykle w transakcjach pojawiały się niewielkie mieszkania dwupokojowe.

W porównaniu do analogicznego kwartału 2019 r. w Warszawie zmieniła się nieznacznie struktura nabywanych mieszkań. Podczas gdy przed rokiem lokale o metrażu 20-35 proc. stanowiły jedynie 7 proc. sprzedaży, to obecnie udział takich transakcji wzrósł do 17 proc. Mniej było natomiast transakcji lokali większych niż 65 m kw. Zmniejszenie popularności tego segmentu lokali widoczne jest też w przypadku lokalnych 5-ciu największych rynków mieszkaniowych w Polsce. Wysokie poziomy cen powodują, że w Warszawie coraz trudniej znaleźć mieszkanie, gdzie cena m kw. jest niższa niż 8000 zł. W III kw. takich transakcji w sieci Metrohouse było 14 proc. podczas, gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 27 proc. W innych największych analizowanych miastach nadal co drugie mieszkanie mieści się w ww. widełkach cenowych. Jednocześnie już 57 proc. transakcji w Warszawie było nawiązywanych po cenach m kw. wyższych niż 10000 zł.

Większa podaż na rynku powoduje, że często na nabywcę trzeba poczekać dłużej niż w poprzednich kwartałach. – W Warszawie wprawdzie czas sprzedaży mieszkań jest identyczny jak przed rokiem (111 dni), ale porównując to do wyniku z II kw. (82 dni) widoczne jest istotne wydłużenie czasu oczekiwania na transakcję, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse. W przypadku koszyka pozostałych 5-ciu największych miast czas oczekiwania w porównaniu do poprzedniego notowania zestawienia wydłużył się o 16 dni (10 dni r/r). Także w przypadku innych lokalizacji widoczne jest wydłużenie czasu oczekiwania na nabywcę do 99 dni. Czas sprzedaży jest pochodną wyceny ofertowej mieszkania na sprzedaż. Przy rozsądnie skalkulowanej cenie popularnego segmentu mieszkaniowego można liczyć na przeprowadzenie szybkiej transakcji.

Nowe mieszkania trzymają cenę

Doniesienia napływające z rynku pierwotnego nie do końca odpowiadają wielu wcześniejszym prognozom. – Spadki cen nowych mieszkań nie są bowiem powszechne. Po podsumowaniu wyników z III kw. 2020 r. okazało się, że w żadnej z sześciu największych metropolii średnie ofertowe ceny 1 mkw. lokali nie spadły. Można było jednak zauważyć zmniejszenie tempa dodatnich zmian cenowych, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert RynekPierwotny.pl. W ujęciu kwartalnym, wspomniane stawki dotyczące sześciu największych rynków pierwotnych zmieniły się następująco:Średnie ofertowe ceny mieszkań na rynku pierwotnym – 6 miast

Na uwagę zasługuje nie tylko przypadek Warszawy, w której po raz drugi z rzędu odnotowano cenową stabilizację. Trzeba też dodać, że od lipca do września br. nowe mieszkania praktycznie nie drożały już we Wrocławiu. Łódź powtórzyła natomiast swój wynik z II kw. 2020 roku (+3,1%), co wystarczyło do zajęcia pierwszej pozycji w rankingu podwyżek. Tempo wzrostu cen ofertowych nowego metrażu niewiele spadło w Poznaniu. Jeżeli zaś chodzi o Gdańsk, to tamtejsza podwyżka była w III kw. 2020 r. dwa razy mniejsza niż poprzednio. Podobny wynik (+2,7%) odnotowano również dla Krakowa. Stolica Małopolski to jedyna metropolia, która wyróżnia się znacznie szybszym wzrostem cen nowych „M” niż kwartał wcześniej.

Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę na zmiany udziału w ofercie najdroższych nowych mieszkań, które kosztują ponad 10 000 zł/mkw. – W Warszawie odsetek takich lokali przestał już szybko rosnąć. Zupełnie inna sytuacja w III kw. dotyczyła Krakowa, Wrocławia oraz Gdańska, czyli miast na terenie których odnotowano największe wzrosty udziału drogich lokali deweloperskich. Pod względem odsetka nowych mieszkań kosztujących ponad 10 000 zł/mkw. Gdańsk prawie dogonił już Warszawę, komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert RynekPierwotny.pl

Rynek kredytów

Trzeci kwartał 2020 r. na rynku kredytów hipotecznych to przede wszystkim stopniowe poluzowywanie przez banki swojej polityki kredytowej w stosunku do drugiego kwartału. – Po ciężkim okresie w pierwszej fazie pandemii, gdzie banki wprowadziły szereg restrykcji, widzimy stabilizację ofert i wyłączanie wcześniej wprowadzonych obostrzeń. Trend łagodzenia polityki kredytowej banków najwyraźniej możemy zobaczyć w zakresie liczenia zdolności kredytowej dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Banki, które wycofały możliwość akceptacji takiego dochodu powoli do niego powracają lub poszerzają listę branż (według PKD), których dochód będą akceptowały, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Gold Finance. Kolejną pozytywną informacją jest obniżenie wymaganego wkładu własnego do wartości sprzed wybuchu pandemii koronawirusa. Wysokość marż i większość elementów kosztowych kredytu hipotecznego nie uległa istotnych zmianom. Oferty bankowe są na podobnym poziomie, jak to było w drugim kwartale 2020 r. Nie wiadomo czy pozytywny trend poluzowywania polityki kredytowej się utrzyma. Kolejne wyniki finansowe banków pokazują, że sytuacja sektora bankowego jest nadal trudna. Banki zaczęły tworzyć odpisy i rezerwy w związku z pogorszeniem się jakości ich portfela kredytowego czyli spłacalności zobowiązań przez klientów. Bankom nie pomagają również najniższe w historii stopy procentowe.

Wartość nowych umów kredytowych w II kwartale 2020 r. (13,47 mld) pozwala stwierdzić, że był to najsłabszy kwartał sprzedażowy od 12-stu miesięcy. Jednak nastroje w III kw. uległy znaczącej poprawie w związku z poluzowaniem polityki kredytowej przez banki oraz wzmożonej akcji klientów na rynku nieruchomości. Według szacunków czynionych na bazie wyników sprzedażowych marek Gold Finance i Alex T. Great można oceniać, że wartość nowych umów kredytowych w III kw. br. przekroczy 15 mld zł.

Targi potrzebują wsparcia, by przetrwać #UratujmyTargi

O umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, a także o rekompensaty w wysokości połowy ubiegłorocznego przychodu dla firm – zwracają się do premiera Mateusza Morawieckiego przedsiębiorcy zrzeszeni w Komitecie Obrony Branży Targowej. Do tej spontanicznej, oddolnej inicjatywy, swój akces zgłosili m.in. przedsiębiorcy „okołotargowi”, którzy od początku pandemii skazani są na faktyczny niebyt. Z powodu odwołania imprez targowych, od ponad pół roku cierpią na brak zleceń, nie wypracowują żadnych dochodów, stojąc dziś na krawędzi upadku. W środę o 11:00 wyruszają w okolicy Urzędu Rady Ministrów na Spacer dla Branży Targowej, by dostarczyć premierowi petycję ze swoimi żądaniami.

Związani przez cały czas swojej zawodowej działalności z branżą targową przedsiębiorcy znajdują się dziś w bardzo trudnej sytuacji.

– Od ponad pół roku, a więc od kiedy trwa pandemia Covid 19, branża targowa praktycznie nie istnieje, a patrząc na nią dziś, już w najbliższej przyszłości czeka ją tragiczny koniec – ostrzegają w skierowanym do premiera Mateusza Morawieckiego Piśmie i przypominają, że ich branża do niedawna traktowana była jako swoiste „oczko w głowie” rządzących, będąc jednym z głównych filarów, także eksportowych, polskiej gospodarki. Sytuacja zmieniła się w marcu. Wtedy to z dnia na dzień organizatorzy branżowych targów musieli je odwołać, przez co pracujące dla nich firmy pozbawione zostały zleceń, a wiec faktycznej możliwości działania i zarabiania. Pomoc z tarcz okazała się zbyt mała, czerwcowe odblokowanie targów – pozorne i właściwie pozbawione znaczenia. Władza pominęła właściwie olbrzymią cześć branży, wykreślając firmy „okołotargowe” z ujętego w tzw. Tarczy Turystycznej wsparcia we wrześniu.

– Targi to flagowy element polskiej gospodarki. Związanych z nim są dziesiątki tysięcy polskich firm i pracowników, którzy – np. jako podwykonawcy – reprezentują takie sektory jak drzewny, meblowy, metaloplastyczny czy informatyczny. Dziś polski przemysł targowy pozostawiony jest sam sobie – piszą w petycji jej sygnatariusze.

Przedsiębiorcy związanego z targami sektora są więc dziś zdeterminowani, by walczyć o przetrwanie. Inaczej ich firmom grozi likwidacja, a całej branży targowej w Polsce – koniec. Zwracają się więc do premiera Mateusza Morawieckiego o:

  • Umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.
  • Otrzymanie rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego przychodu firmy była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.

Autorzy petycji zwracają uwagę, że wszystkie firmy targowe ucierpiały wskutek przesunięcia lub odwołania imprez targowych i każda z nich posiada jednak zobowiązania, związane z podpisanymi wcześniej umowami. Wynajęte hale, zaprojektowane i wyprodukowane stoiska to wartości, których nie mogą teraz odzyskać w postaci wystawionych faktur końcowych. Przedsiębiorcy zrzeszeni w Komitecie przyznają, że ponieśli koszty i nie mogą teraz spodziewać się ich rekompensaty.

– Bez wsparcia, jakiekolwiek projekty dotyczące odrodzenia tego segmentu w gospodarce, stanowić będą zwykłe bajki. Aby cała branża mogła przetrwać, należy w końcu spojrzeć się na nią w sposób odpowiedzialny, oczywiście, jeśli zamiarem rządzących jest to, aby w podobny do jeszcze zeszłorocznego sposób istniała ona i rozwijała się w Polsce – uważają przedsiębiorcy. W przeciwnym razie – ich zdaniem –  wiele z funkcjonujących tu imprez, które wyrobiły sobie markę międzynarodową, zniknie z targowej mapy Polski i przeniesie się do innych części Europy, w czym z pewnością pomoże wsparcie, jakie rządy innych krajów udzielają tamtejszym firmom około targowym. – Słyszymy od przedstawicieli władzy o bliżej niesprecyzowanych formach wsparcia „niefinansowego” bądź o dość enigmatycznych „rozmowach na temat przebranżowienia” – piszą do premiera sygnatariusze petycji, którzy w środę, podczas Spaceru dla Branży Targowej, składają ją w Urzędzie Rady Ministrów.

Wskazują, że zrekompensowanie przestoju firm przez okres kolejnych 12 miesięcy pozwoli im przetrwać oraz wprowadzić programy częściowego przebranżowienia. Jest to jedyny realny sposób na uratowanie mającej ponad 100 lat polskiej branży targowej, która od pierwszego roku transformacji służy polskim firmom jako wystawcom na targach w kraju i za granicą. Podkreślają, że cały przemysł targowy, cała branża, oprócz zaspokajania potrzeb poszczególnych właścicieli firm i pracowników, służy polskiemu przemysłowi i eksportowi. Niebezpieczeństwo upadku tej branży miałoby daleko idące skutki gospodarcze, traktowane całościowo jako wspomożenie eksportu i promocji polskiej na świecie. Branża targowa jest na tyle znacząca i strategiczna dla gospodarki, a jednocześnie mała w porównaniu do innych branż, że problemy związane z Covid-19 bardzo łatwo mogą ją bezpowrotnie zniszczyć – zauważają sygnatariusze petycji, zrzeszeni w Komitecie Obrony Branży Targowej.

Lepsze wystąpienia publiczne – autoprezentacja dzięki odkrytym talentom

Im lepiej znamy swoje talenty, tym bardziej spójni i wiarygodni jesteśmy w relacjach z innymi. Świadomość własnych mocnych stron ułatwia wystąpienia publiczne – zarówno w małym gronie, jak i przed dużym audytorium. W ich poznaniu pomóc może test Gallupa.

Świadomość posiadania talentów oraz tego, w jaki sposób je wyrażamy – daje nam poczucie pewności siebie i własnej wartości. Powoduje też, że nasze komunikaty są spójne – przekazujemy to, co tak naprawdę wiemy o sobie i jak o sobie myślimy. Jednocześnie stajemy się bardziej otwarci, co czyni nas również lepszymi słuchaczami.

Skoro tak, to znaczy, że związek pomiędzy znajomością swoich mocnych stron, a jakością wystąpień jest bardzo duży. Pozostaje więc pytanie o to, w jaki sposób możemy ustalić nasze talenty. Jednym z najbardziej cenionych na świecie narzędzi do takiego właśnie samopoznania jest obecnie tzw. test Gallupa. Model Clifton Strenght Finder zakłada istnienie 34 rozmaitych talentów, które odpowiadają za podstawowe wzorce naszego myślenia, zachowania i odczuwania.

Mocne strony jak prawo jazdy

– Nasze talenty lub mówiąc inaczej, mocne strony, pomagają nam poruszać się w świecie szeroko rozumianej komunikacji – mówi Monika Bartkowicz, współautorka warsztatów autoprezentacji z wykorzystaniem testów Gallupa w firmie szkoleniowej Effect Group. – Kiedy jesteśmy świadomi własnych mocnych stron, nie tylko łatwiej porozumiewamy się z innymi ludźmi, lepiej ich „słyszymy”, ale też stajemy się asertywni i otwarci. W tym znaczeniu można powiedzieć, że nasze talenty to „prawo jazdy”, bo dzięki nim poznajemy zasady komunikacyjnego ruchu – podkreśla trenerka.

Najważniejsze są talenty neuronalne – czyli nasze wrodzone wzorce działania, myślenia i odczuwania. Na poziomie neurobiologicznym są naszymi najmocniej rozwiniętymi połączeniami neuronalnymi. Są jak okulary, przez które patrzymy na świat. To właśnie między innymi z naszych talentów neuronalnych wynika, w jaki sposób zarządzamy własnymi emocjami.

Osoba, która ma talent dowodzenia, w momencie kryzysu szybko przechodzi do działania. Taki talent może pomóc jej niejako „zamrozić” swoje emocje i skutecznie działać, co będzie wpływało bardzo uspokajająco na zespół i ludzi wokół.

Dla odmiany osoba z talentem elastyczności może mieć dużą łatwość przechodzenia z jednej emocji do drugiej. Na co dzień taka cecha może stanowić będzie duży atut, ale w sytuacji kryzysowej, osoba posiadająca taki talent może być postrzegana jako labilna emocjonalnie. Świadomość tego, jak talenty wpływają na nasze emocje, ułatwia wybór i zastosowanie lepiej dobranych  narzędzi wspierających zarządzanie emocjami.

– Talenty, według testu Gallupa, to naturalne wzorce myślenia, odczuwania i zachowania danej osoby, służące jako podstawa rozwoju jej mocnych stron – wyjaśnia Agnieszka Barszcz, trenerka współprowadząca warsztaty. – Są one najczęściej związane z konkretnymi cechami osobowości, która co do zasady (u dorosłej osoby), jest niezmienna w ciągu życia. Większość naszych wysuwających się na prowadzenie talentów pozostaje silna przez całe życie, chociaż niektóre mogą wysunąć się na prowadzenie na skutek ważnych zmian życiowych – podkreśla.

Jednak odkryć talent to jedno, a rozwinąć go w dobrym kierunku, to coś zupełnie innego. Talent może być niezwykle pomocny, ale może również przeszkadzać. To trochę tak jak kreatywność u księgowego. Jeśli księgowy po pracy maluje obrazy, to świetnie – gorzej, jeśli zacznie uprawiać „kreatywną księgowość”.

– Niedojrzałe talenty – nieuświadomione, egocentryczne i nieproduktywne – mogą utrudniać nam komunikację z samymi sobą i naszym otoczeniem. Uświadomienie sobie swoich talentów, praca nad ich rozwojem, pozwala nam na stworzenie „lepszej wersji” nas samych – tłumaczy Monika Bartkowicz.

Wykorzystaj talenty w komunikacji

Wielu z nas paraliżują wystąpienia publiczne, pomimo, iż nasza praca coraz częściej się z nimi wiąże. I nie musi to być wykład przed pełną salą, wystarczy prezentacja przed kolegami, których znamy od lat. O ile pewnych technik da się nauczyć, to jednak może się okazać, że wystąpienie do nikogo nie trafiło, nikogo nie przekonało, a o prowadzącym słuchacze mówią, że „odpłynął” lub „czytał z kartki”. Przekaz nie trafił do odbiorców.

– Lepsza samoświadomość otwiera nową przestrzeń w komunikacji. Posiadanie wiedzy na temat własnych talentów pomaga nam odpowiednio przygotować wystąpienia publiczne, np. wykorzystamy spójne z naszymi talentami czasowniki, czy przymiotniki. A to już duży krok do sukcesu – podkreśla Monika Bartkowicz.

Trening czyni mistrza. Budowanie odpowiedniej relacji z odbiorcami, trafne ułożenie przekazu, odpowiednia mowa ciała – to umiejętności, które nabywa się wraz z treningiem. Im mniej pewnie czujemy się w roli mówcy, tym większą mamy tendencję, by się stresować. Zatem najlepiej ćwiczyć zawczasu i na sucho.

Druga istotna rzecz to poczucie własnej wartości, a tu uświadomione i wytrenowane talenty są wręcz niezbędne. Boimy się tego, co „ludzie o nas pomyślą”. Nasze talenty wpływają na to, co o sobie myślimy, a zatem jak się prezentujemy. Kiedy jesteśmy świadomi własnych „mocnych stron”, nasza prezentacja staje się pewna, mocna i autentyczna. Skoro zdajemy sobie sprawę z własnych zalet, to wiemy ile jesteśmy warci. Wówczas możemy wykorzystać swoje naturalne talenty do sformułowania treści przekazu.

To, nad czym można przejąć kontrolę, to własne myśli dotyczące krytyki oraz znaczenie, jakie jej przypiszemy.

– Sprawni, doświadczeni mówcy nie oczekują, że nigdy się nie pomylą, że nie przytrafią im się niezaplanowane sytuacje, czy że od jednej mowy, choćby bardzo ważnej, zależy ich całe życie. Chcą podzielić się ze słuchaczami swoim postrzeganiem zagadnienia, czyli przedstawić sprawę zgodnie ze swoim „talentem” – mówi Monika Bartkowicz. – Z moich doświadczeń wynika, że kiedy świadomie pracujemy z naszymi talentami, wystąpienia publiczne stają się prostsze a zarazem przyjemniejsze w odbiorze – podkreśla trenerka Effect Group.

Bądź spójny, by trafić w samo sedno

Sprzeczny, czy też niespójny przekaz ma miejsce wtedy, gdy ktoś myśli o sobie zupełnie co innego, niż mówi. I nie chodzi tylko o mowę ciała czy właściwy dobór słów, bo to akurat można opanować. Z niespójnością mamy do czynienia np. wtedy, gdy osoba, która ma wielki talent do krótkich i zwięzłych wypowiedzi, próbuje używać licznych metafor i poetyckiego języka. Może tak robić, jeśli u kogoś zaobserwowała prezentację w takiej właśnie formie i bardzo jej się takie przemówienie spodobało. Problem w tym, że jej talenty leżą gdzie indziej.

– Talenty, których nie jesteśmy świadomi i tak w nas są. Ujawniają się w każdej sytuacji komunikacyjnej – zauważa Agnieszka Barszcz. – A  skoro nie możemy się ich pozbyć, czy zamienić na inne, warto nauczyć się z nimi żyć i wyciągać z nich korzyści.

Świadomość własnych talentów umożliwia prezentowanie siebie w sposób spójny z własnymi potrzebami. To natomiast gwarantuje siłę przekazu. Staje się on wtedy autentyczny i szczery. Zdobywając wiedzę oraz świadomość własnych mocnych stron  stajemy się pewni siebie, spójni, autentyczni. Świadomie też kształtujemy nasze wystąpienia publiczne.

– Jeśli moją mocną stroną jest wpływanie, moje wystąpienia będą żarliwe i skoncentrowane na dokonaniu zmiany u słuchaczy. Jeśli natomiast dominującym talentem jest budowanie relacji, to w prezentacjach publicznych będzie widać fokus na stworzenie relacji z odbiorcami – mówi Agnieszka Barszcz.

I na koniec – pamiętajmy o odbiorcach, do których kierujemy przekaz. Warto wiedzieć z kim mamy do czynienia i jakie talenty mają ci, do których mówimy. Zdając sobie z tego sprawę, możemy przygotować swój komunikat w taki sposób, aby odpowiednimi słowami trafić do wielu ludzi w jednym czasie.

To samo odnosi się zresztą do sytuacji codziennych. Zdarza się, iż czujemy, że choć rozmawiamy z kimś, „nie docieramy” do niego. Wystarczy jednak powiedzieć to samo, tyle że językiem jego „talentu”, a wtedy komunikat trafi w samo sedno.

Stanowisko Rzecznika MŚP do poselskiego projektu ustawy o zwlaczaniu COVID-19

Stanowisko Rzecznika MŚP do poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (druk sejmowy nr 704).

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców ocenia przedmiotową ustawę za potrzebną, lecz niewystarczającą pomoc dla przedsiębiorców poszkodowanych, w związku z wprowadzeniem ograniczeń do prowadzenia działalności gospodarczej przez wiele branż. Dlatego ustawa ta musi być jedynie początkiem systemowego wsparcia dla przedsiębiorstw, poszkodowanych przez epidemie. Zwolnienie z ZUS oraz świadczenie postojowe na jeden miesiąc nie rozwiąże problemów zamkniętych firm.

– W obecnej sytuacji przygotowywane wsparcie musi być także bardzo wyraźnym sygnałem dla przedsiębiorców, że ich los nie jest obojętny sprawującym władzę i nie są proponowane jedynie rozwiązania doraźne. Dlatego poszczególne rodzaje wsparcia nie powinny być przewidywane jedynie na 1 miesiąc, dla wąskiej grupy przedsiębiorców – dodaje Adam Abramowicz.

Proponuje się odejście od zasady wspierania branż, z jedynie określonym kodem PKD a pozostawieniem jedynie warunku limitu spadku przychodów. W przypadku utrzymania ograniczenia co do kodów PKD, należy uwzględnić PKD właściwe dla m.in branży fryzjerskiej czy szkół tańca. W dodatku wsparciem objęci powinni być także przedsiębiorcy, którzy rozpoczęli działalność po 1 grudnia 2019 roku.

Pandemia a Customer Experience. Czego możemy się nauczyć?

Według najnowszego raportu opracowanego przez KPMG[1], aż 79% konsumentów martwi się obecnie o globalną sytuację ekonomiczną. Jednocześnie, wszystkie kraje ujęte w badaniu, w tym roku odnotowały poprawę w kwestii pozytywnych doświadczeń klientów. Niewątpliwie okres pandemii to czas, który dostarcza wielu ciekawych wniosków na temat Customer Experience.

Kontakt z drugim człowiekiem ważny jak nigdy

W czasie pandemii kontakt marek z konsumentami stał się jeszcze ważniejszy. Możliwości nawiązania fizycznej interakcji z pracownikami firmy zostały bowiem mocno ograniczone, a kontakt przeniósł się do innych kanałów, z których klienci korzystają według własnych preferencji. Badania przeprowadzone przez Sitel Group[2] pokazują, że zdecydowana większość konsumentów (79,1%) uważa, że najlepszą pomoc w zakresie obsługi klienta w czasie pandemii koronawirusa są w stanie zapewnić im przedstawiciele firmy (online, przez telefon itp.), natomiast zdecydowana mniejszość (13,5%) upatruje jej w rozwiązaniach digitalowych (np. chatbot). Ponadto, ponad połowa klientów na całym świecie (63%) podczas pandemii koronawirusa rozmawiała z przedstawicielem działu obsługi klienta. To pokazuje, że mimo rozwoju technologicznego, kontakt z drugim człowiekiem nadal jest bardzo ważny. Szczególnie, jeśli chodzi o budowanie pozytywnego Customer Experience w tym nietypowym okresie.

Bezpieczeństwo personalizacji

Personalizacja to już od dawna jeden z najważniejszych trendów w Customer Experience. Jak się jednak okazuje, w nowej rzeczywistości dodatkowo zyskał na znaczeniu. Jak wynika z analiz KPMG[3], jest ona aktualnie najsilniejszym filarem budowania lojalności klientów na 19 rynkach spośród 27 poddanych analizie. Jednocześnie, w obecnej sytuacji prawie wszyscy badani konsumenci (98%) martwią się o swoje dane osobiste i o to, co może się z nimi wydarzyć. Sami jednak chcą, by kierowana do nich komunikacja była spersonalizowana, co potwierdza drugi z wymienionych raportów[4]. Wynika z niego, że dla ponad połowy konsumentów (52,55%) podczas robienia zakupów w tym czasie ważne jest otrzymywanie spersonalizowanych komunikatów. Firmy z jednej strony powinny zatem zadbać o większe bezpieczeństwo informacji, które do nich trafiają, ale z drugiej postawić na jeszcze lepszą personalizację.

Odpowiedzialność rzeczą zmienną

Pandemia koronawirusa wywróciła wiele aspektów naszego życia do góry nogami. Widoczne jest to również w biznesie, który jest szczególnie podatny na wszelkie zmiany polityczne, społeczne czy ekonomiczne. To wymusza na firmach różne działania, często związane z dodatkową odpowiedzialnością za różne aspekty, które wcześniej niekoniecznie należały do ich priorytetów. Można było zaobserwować to na przykładzie rynku elektroniki, na którym po początkowym spadku sprzedaży, wynikającym z zerwania łańcuchów dostaw, padły historyczne rekordy. Według analiz firmy Canalys, w drugim kwartale tego roku (pierwsze miesiące pandemii) na całym świecie sprzedano łącznie prawie 73 miliony komputerów osobistych, co oznaczało wzrost o 9 procent względem analogicznego okresu w roku poprzednim. Ostatni raz taki rozkwit można było zaobserwować na rynku PC prawie 10 lat temu. Rekord ten widać także na przykładzie Polski. Według danych Eurostatu[5], w naszym kraju w okresie od stycznia do lipca tego roku odnotowano wzrost importu laptopów aż o 22% względem analogicznego okresu w roku ubiegłym. W wyniku tego dodatkowa odpowiedzialność spoczęła także na serwisach.

Zewnętrzne firmy zajmujące się opieką serwisową to część dużej machiny rynkowej związanej z nowymi technologiami. Jednak do tej pory były zazwyczaj niejako w cieniu kanałów sprzedaży. W czasie pandemii, kiedy większość dużych sieci została zamknięta z powodu lockdownu, zostaliśmy postawieni na pierwszej linii frontu. To wymusiło na nas jeszcze lepsze dopasowanie się do potrzeb konsumentów i bycie w tych miejscach, gdzie konsumenci oczekiwaliby, że będziemy. Wzrosła chociażby liczba reklamacji składanych bezpośrednio przez konsumentów w serwisie, co odbiło się na większej ilości interakcji na linii klient-serwis. Uważam, że z tego przypadku płynie bardzo ważna lekcja na temat Customer Experience dla każdego biznesu – należy spodziewać się niespodziewanego i być gotowym na to, aby wziąć na siebie dużą odpowiedzialność w każdym momencie – ocenia CEO FIXIT SA.

Bez odwrotu od wirtualnej rzeczywistości

Z przywoływanego wcześniej raportu Sitel Group[6] wynika, że ponad ¾ konsumentów (76,1%) podczas pandemii koronawirusa kupiło online produkty, które zazwyczaj kupowało osobiście (np. produkty spożywcze, artykuły higieniczne itp.). Co więcej, ponad połowa ankietowanych (56,77%) po zniesieniu ograniczeń planuje nadal robić to przez Internet, zamiast fizycznie. Uważają oni, że jest to rozwiązanie wygodniejsze (44,68%) i szybsze (14,24%), wybór asortymentu jest większy (14,24%), a ceny produktów niższe (10,19%). Nie budzi zatem wątpliwości, że nastąpił jeszcze poważniejszy zwrot w kierunku wirtualnej rzeczywistości, bowiem jeszcze więcej działań konsumenckich zostało przeniesionych do świata online.

Konsumenci mają naturalną chęć zobaczenia produktów i poczucia ich na własnej skórze. Marki będą zatem musiały dostarczyć im więcej możliwości cyfrowego obcowania z produktem. Konieczne będą do tego konkretne narzędzia i metody, które przekonają potencjalnego klienta do zakupienia konkretnego produktu lub skorzystania z danej usługi. Firmy będą także musiały jeszcze efektywniej radzić sobie z przetwarzaniem danych. W zależności od branży oznacza to różne wyzwania oraz poszukiwanie ciekawych rozwiązań. O tym, że proces ten już trwa świadczy chociażby przejęcie Segmentu (start-up zajmujący się zarządzaniem strumieniem informacji na temat klientów) przez Twilio (spółka specjalizująca się w przetwarzaniu danych w chmurze) za kwotę 3,2 mld dolarów w październiku tego roku. Wspomniana firma odnotowała wzrost popytu na swoje usługi w czasie pandemii. Zakupiony start-up ma pomóc jej w stworzeniu jeszcze ciekawszej oferty usług. Rynkowa wartość spółki Twilio wynosi obecnie ponad 40 mld dolarów. To najlepszy dowód na to, że od wirtualnej rzeczywistości nie ma już odwrotu.

W naszej firmie już od dawna wykorzystujemy systemy informatyczne do optymalnego, zgodnego z prawem, przetwarzania danych naszych klientów. To pozwala nam chociażby na tworzenie profili grup w celu zapewnienia jeszcze lepszej jakości obsługi. Obecna sytuacja wymusiła natomiast jeszcze wyraźniejszy i nieodwracalny zwrot w kierunku nowych technologii, które mogą pomóc w zarządzaniu Customer Experience. Dla nas jako firmy pracującej w obszarze serwisu i opieki pogwarancyjnej otwiera to nowe możliwości współpracy z producentami. Mam tutaj na myśli chociażby działania w oparciu o technologię rozszerzonej rzeczywistości oraz sztuczną inteligencję – uważa Mariusz Ryło.

Co zatem powinny zrobić firmy?

Przede wszystkim postawić na ludzi, bowiem okazuje się, że kontakt z drugim człowiekiem w obecnej sytuacji jest dla konsumentów szczególnie ważny. Marki powinny także skupić się na zapewnieniu bezpieczeństwa danych klientów, a także jeszcze większej personalizacji. Przede wszystkim jednak muszą być gotowe na dodatkową odpowiedzialność, która już wkrótce może spocząć na ich barkach. Już teraz firmy powinny rozpocząć prace nad wdrażaniem kompleksowych rozwiązań, które przeniosą rzeczywiste doświadczenia klienta w świat wirtualny. Wszystko z dbałością o jak najlepsze Customer Experience.

[1] KPMG. Customer experience in the new reality. Global Customer Experience Excellence research 2020: The COVID-19 special edition. Źródło: https://assets.kpmg/content/dam/kpmg/xx/pdf/2020/07/customer-experience-in-the-new-reality.pdf

[2] Sitel Group. COVID-19 Customer Experience Index Pulse Survey. Understanding Brand Loyalty & Consumer Engagement. Źródło: https://f.hubspotusercontent30.net/hubfs/5196934/CX%20Index%202020/COVID-19-CX-Index-Pulse-Survey-Data-Report-Sitel-Group.pdf

[3] KPMG. Customer experience in the new reality. Global Customer Experience Excellence research 2020: The COVID-19 special edition. Źródło: https://assets.kpmg/content/dam/kpmg/xx/pdf/2020/07/customer-experience-in-the-new-reality.pdf

[4] Sitel Group. COVID-19 Customer Experience Index Pulse Survey. Understanding Brand Loyalty & Consumer Engagement. Źródło: https://f.hubspotusercontent30.net/hubfs/5196934/CX%20Index%202020/COVID-19-CX-Index-Pulse-Survey-Data-Report-Sitel-Group.pdf

[5] Eurostat. Imports of laptops at all-time high in April 2020. Źródło: https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/-/DDN-20201023-2

[6] Sitel Group. COVID-19 Customer Experience Index Pulse Survey. Understanding Brand Loyalty & Consumer Engagement. Źródło: https://f.hubspotusercontent30.net/hubfs/5196934/CX%20Index%202020/COVID-19-CX-Index-Pulse-Survey-Data-Report-Sitel-Group.pdf