PAIH ogłasza nabór firm do Polskiego Stoiska Narodowego podczas ITM Industry Europe 2020

Polskie Stoisko Narodowe to szyld oznaczający solidną markę i doświadczenie, a przede wszystkim bezpośrednie wsparcie polskich przedsiębiorstw przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu. Najlepsze firmy spośród działających w obszarze automatyzacji produkcji, metalurgii i obróbki metali, produkcji nowoczesnych maszyn lub technologii – zostaną zaprezentowane na Polskim Stoisku Narodowym podczas ITM Industry Europe 2020.

ITM Industry Europe to wiodące w tej części Europy targi kompleksowo prezentujące międzynarodową ofertę zgodną z ideą przemysłu 4.0. Wydarzenie od lat jest kluczowym miejscem spotkań i wymiany technologicznych doświadczeń liderów sektora innowacji. Tegorocznym targom, które odbędą się w dniach 3 – 6 listopada na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich w Poznaniu, będzie towarzyszył Kongres Industry NEXT. The New Reality. To pierwsza tego typu platforma dyskusji oraz prezentacji rozwiązań dla przemysłu mierzącego się z konsekwencjami kryzysu wywołanego COVID-19. O tarczy antykryzysowej, uldze na robotyzację oraz rozwiązaniach proinwestycyjnych dla Przemysłu 4.0 dyskutować będą przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej, Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Agencji Rozwoju Przemysłu. Podczas drugiej części Kongresu głos zabiorą zarządzający firmami, które dzięki wdrożeniu robotyzacji oraz automatyzacji procesów – w odpowiedzi na diametralną zmianę warunków prowadzenia działalności – zyskali podwójnie.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom polskich przedsiębiorców – szczególnie w kontekście wyzwań związanych z nową rzeczywistością – Polska Agencja Inwestycji i Handlu ogłasza nabór firm, które wprowadzają innowacyjne produkty lub rozwiązania. Rekrutacja zgłoszeń trwa do 15 października, po czym wyboru firm dokona specjalna komisja, która weźmie pod uwagę przede wszystkim profil działalności oraz atrakcyjność prezentowanej oferty. Co ważne, obszar aktywności zgłaszających się przedsiębiorstw musi pokrywać się z tematyką targów ITM Industry Europe. Wybrane firmy zostaną zaprezentowane na Polskim Stoisku Narodowym PAIH w dniach 3 – 6 listopada br.

Szczegółowe informacje, w tym wniosek oraz wymagane załączniki dostępne są na https://www.paih.gov.pl/20201006/rekrutacja_na_itm_europe
Wykaz firm wytypowanych do udziału w Polskim Stoisku Narodowym zostanie ogłoszony 19 października na stronie www.paih.gov.pl.

Saule Technologies pokazało produkt, który zrewolucjonizuje rynek rozwiązań fotowoltaicznych

Saule Technologies, polska spółka tworząca elastyczne ogniwa fotowoltaiczne na bazie technologii perowskitowej, zaprezentowała lamele – łamacze światła, które mogą zdefiniować przyszłość hi-tech. Prezentacja produktu odbyła się przy współpracy z partnerami – Somfy oraz Aliplast. Spółka zamierza skomercjalizować lamele we współpracy z firmą, która zostanie wyłoniona w przetargu.

Ogniwa słoneczne nawet na fasadach

Saule Technologies, polska spółka tworząca elastyczne ogniwa słoneczne na bazie technologii perowskitowej, oficjalnie wychodzi ze swoją ofertą do europejskiego biznesu. Spółka, która ma już podpisane listy intencyjne na kilkaset tysięcy m2 lekkich konstrukcji dachowych i fasadowych opartych na ogniwach perowskitowych, zaprezentowała kolejny komercyjny produkt oparty na własnym pomyśle: automatyczne lamele – łamacze światła wyposażone w perowskitowe ogniwa słoneczne. Po raz pierwszy zostały one zaprezentowane na torze Silesia Ring. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele kadry zarządzającej z kilkudziesięciu największych polskich firm z branż, takich jak: logistyka, retail, FMCG, telekomunikacja czy nieruchomości. Prezentowany podczas premiery produkt posiadał system automatyzacji i smart sterowania osłoną firmy Somfy i wykonany był na konstrukcji aluminiowej dostarczonej przez Aliplast.

Zaprezentowane przez Saule Technologies lamele mogą także współpracować z instalowaną na dachach stacją pogodową. Dzięki aktualizowanym na bieżąco danym automatycznie zmieniają swoje ustawienie względem pozycji Słońca, by zapewnić użytkownikom budynków komfort cieplny i wizualny niezależnie od pory roku. System pozwala na integrację z niemal każdą automatyką budynkową BMS (Building Management System) i w pełni wpisuje się w trendy smart building czy smart house. Lamele mogą być dostosowane do preferencji konsumentów, począwszy od użytego materiału, jak aluminium, drewno, szkło czy tworzywa sztuczne, przez kształt i szerokość, po kolor. Dodatkowo rozwiązanie zabezpiecza budynek przed przegrzewaniem czy wychłodzeniem, znacząco redukując koszty eksploatacji klimatyzacji i ogrzewania we wszystkich rodzajach budynków.

W przeciwieństwie do tradycyjnych ogniw krzemowych, ogniwa perowskitowe są elastyczne, lekkie, ultracienkie i półprzezroczyste. Ich wytwarzanie nie wymaga wysokich temperatur, co przekłada się na znacząco mniejsze zużycie energii, niższe koszty produkcji i możliwość wykorzystywania jako podłoża rozmaitych powierzchni, nawet folii lub tekstyliów. Ogniwa perowskitowe mogą generować energię ze sztucznego światła i, w odróżnieniu od paneli krzemowych, są wydajne nawet wtedy, gdy promienie słoneczne padają pod innym kątem niż 90 stopni. Dzięki tej przewadze nad ogniwami krzemowymi, a także wspomnianej bardzo małej wadze, można je montować nawet na pionowych elementach elewacji.Foto_Saule_Technologies 2

Rywalizacja o wysoką stawkę

Podczas premiery spółka Saule Technologies poinformowała o organizacji przetargu na licencję produktu na Europę. Jego zwycięzca zyska możliwość sprzedaży rozwiązania na wyłączność na całym kontynencie lub wybranych rynkach. Oferty można składać do 15.01.2021.

– To dla nas wyjątkowy moment. Nasze ogniwa perowskitowe opuszczają laboratorium i możemy zaprezentować światu, jak będą zmieniały otaczającą nas rzeczywistość – powiedział Piotr Krych, CEO Saule Technologies. – Udowadniamy, że polska firma jest w stanie przygotować produkt, który zrewolucjonizuje branżę fotowoltaiczną, spełniając wysokie wymagania klientów B2B utility scale. Nie bez powodu na miejsce premiery wybraliśmy tor Silesia Ring, gdzie w otoczeniu samochodów elektrycznych Porsche Taycan zaprezentowaliśmy nasze rozwiązanie – motoryzację i fotowoltaikę łączy coraz więcej. Zwłaszcza w odsłonie 2.0, pozwalającej dzięki ogniwom perowskitowym czerpać energię elektryczną ze światła niemal wszędzie. Teraz, chcąc wykonać kolejny krok w drodze do komercjalizacji lameli, ogłaszamy przetarg na partnera, z którym już wkrótce sprawimy, że to rozwiązanie pojawi się na elewacjach budynków biurowych, centrów handlowych, magazynów polskich i innych europejskich miast.

– Przygotowywaliśmy się do tej premiery od wielu miesięcy, tworząc system automatyki i smart sterowania, pozwalający na jak największą ekspozycję paneli fotowoltaicznych na światło dzienne – dodał Waldemar Niedziela, Business Developer CBS w Somfy. Łamacze słońca z ogniwami perowskitowymi to kolejny krok w stronę budownictwa zrównoważonego, które opiera się o efektywność energetyczną obiektów budowlanych przy jednoczesnym dążeniu do jak najwyższego poziomu well-being użytkowników przestrzeni biurowych, komercyjnych, a nawet mieszkalnych.

– Wykorzystując nasze kilkudziesięcioletnie doświadczenie, stworzyliśmy dla rozwiązania konstrukcję, która pozwoli przetrwać porywiste wiatry i niesprzyjające warunki atmosferyczne – podsumował Marek Sałaga, Dyrektor Handlowy w Aliplast. Cieszymy się, że nasze wspólne rozwiązanie ujrzało światło dzienne i jesteśmy dumni, że razem z Saule Technologies i Somfy stajemy się częścią rewolucji solarnej, która, mamy nadzieję, zmieni oblicze zielonej energii, nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Zaproszeni do Porsche Experience Center Silesia Ring goście mieli okazję nie tylko wziąć udział w prezentacji rozwiązań Saule Technologies, ale też przekonać się, pod czujnym okiem instruktorów z Porsche Experience, że rewolucja energetyczna to także samochody elektryczne będące w stanie przyspieszyć od 0 do 100 km/h w czasie 2,8 s.

Stopy procentowe wciąż najniższe w historii. Kampania prezydencka w USA na finiszu

Kampania prezydencka w USA jest już powoli na finiszu. Demokraci zyskują na nim wyraźnie, pomaga im epidemia koronawirusa oraz fakt, że nie ominęła ona samego prezydenta Donalda Trumpa.

Debata wiceprezydentów

Po wątpliwym, przynajmniej merytorycznie, widowisku jakim była pierwsza debata prezydencka, nie było dużych nadziei wobec debaty wiceprezydentów. Okazało się to błędnym podejściem, bo wbrew oczekiwaniom było znacznie bardziej merytorycznie niż w pierwszej debacie. Aż szkoda, że to jedyne takie spotkanie. Zaplanowano jeszcze jedną debatę, ale już pomiędzy głównymi kandydatami. Jak nietrudno się domyślić, większość tematów oscylowała pomiędzy koronawirusem a gospodarką. Po debacie dalej rośnie przewaga Demokratów, którzy już drugi raz w tej kampanii wychodzą na wyraźne prowadzenie. Dolar delikatnie traci na wartości, najwyraźniej rynki bardziej preferują kontynuację Republikanów u steru.

Stopy procentowe bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Są one wciąż na poziomie 0,1%, czyli najniższym w historii. Problemem jest jednak relatywnie wysoka inflacja, która w pewnym horyzoncie powinna wymusić podwyżki stóp procentowych. Z drugiej strony nie cichną naciski z obozu rządowego na łagodną politykę monetarną, a być może wręcz ujemne stopy procentowe. Problemem jednak jest fakt, że przedsiębiorców przed inwestycjami na kredyt nie hamują wysokie koszty kredytu, bo te są obecnie najniższe w historii, ale brak pewności, co do sytuacji w kolejnych kwartałach.

Budżet na 2021 rok

Na razie pomimo eskalacji epidemii w Polsce budżet na 2021 rok pozostaje bez zmian. Deficyt na poziomie 82,3 mld zł wydaje się zresztą posiadać pewną rezerwę na walkę z negatywnym wpływem wirusa na gospodarkę. Co ciekawe, na 2021 zakładana jest inflacja w wysokości zaledwie 1,8% przy 4% wzroście PKB. Kolejne miesiące pokażą jak bardzo realne są to założenie. Gdyby doszło do negatywnych korekt może się do odbić na kursie złotego.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Image Power zmierza na NewConnect – debiut w I kwartale 2021 roku

Warszawskie studio Image Power S.A. planuje zadebiutować na NewConnect w I kwartale przyszłego roku. Obecna wycena spółki to ok. 30 mln złotych. Firma pracuje aktualnie nad 11 grami i ma w zanadrzu ogłoszenie kolejnych premier. Docelowo chce wydawać 4-5 produkcji rocznie, wykorzystując doświadczenie zdobyte zarówno w branży, jak i poza nią. Za doradztwo dla spółki odpowiedzialny jest Blue Oak Advisory, a domem maklerskim jest BDM.

Spółka jest już po trzech udanych emisjach. W 2019 roku 25,93 proc. akcji Image Power z serii B nabyła notowana na GPW spółka PlayWay. Większość emisji serii C nabyli dotychczasowi akcjonariusze, a emisję serii D, w kwocie miliona złotych, dwóch inwestorów, w tym firma inwestycyjna z Gdańska. W związku z dużym zainteresowaniem rynku, a także planowanym debiutem, na walnym zgromadzeniu podjęto decyzję o zaplanowaniu emisji akcji serii E. Pozyskane do tej pory środki zostały zainwestowane w produkcję 5 gier oraz pre-produkcję kolejnych. Image Power prowadzi także rozmowy z jednym z funduszy inwestycyjnych, aby dalej skutecznie realizować obraną strategię, chociaż władze Spółki nie wykluczają też skierowania oferty do osób fizycznych, w zależności od ostatecznych warunków.

Debiut na rynku NewConnect to ważny etap rozwoju Spółki i wywiązanie się z obietnicy złożonej inwestorom. Według oceny naszych doradców upublicznienie akcji powinno się odbyć w I kwartale 2021 r. Chcemy zasilić grono tych udanych debiutów z branży gamingowej, dlatego aby osiągnąć stabilne i długoterminowe wzrosty, chcemy intensywnie rozwijać ofertę Spółki, a także kończyć i wydawać kolejne zapowiedziane produkcje. Skupiamy się na kategorii symulatorów, ale realizujemy też inne pomysły, które zaskoczą graczy – zapowiada Marcin Zaleński, przewodniczący rady nadzorczej Image Power.

Spółka zatrudnia kilkanaście osób. Posiada cztery w pełni produkcyjne zespoły wewnętrzne i jeden zespół zewnętrzny. Aktualnie trwają prace nad powołaniem kolejnego zespołu. Image Power współpracuje także z freelancerami oraz z jedną ze Spółek z grupy PlayWay przy produkcji Yacht Mechanic Simulator. Tematyka gry została wybrana na podstawie prywatnych doświadczeń i pasji członków zespołu. Duża część zapowiedzianych gier wykorzystuje motywy, które stanowią hobby przedstawicieli Zarządu oraz zespołu produkcyjnego, takie jak łucznictwo czy off-road.

Image Power w tym roku planuje wydać grę DieselPunk Wars, którego wersja demo została bardzo dobrze przyjęta przez graczy na platformie Steam. Z kolei wersja demonstracyjna Yacht Mechanic Simulator pokazana została 7 października w ramach Steam Festival. Niedługo dla gry zorganizowana zostanie kampania na Kickstarterze. Największe zainteresowanie graczy wzbudza natomiast Ambulance Simulator, którego nowy gameplay przyczynił się do rosnącej wishlisty dla tego tytułu na Steamie. Inne gry z portfolio spółki znajdujące się w produkcji i pre-produkcji to m.in. Archer: The Witch’s Wrath, Offroad Mechanic Simulator, Gaming Constructor Simulator i Eco Warrior.

Połowa firm z sektora MŚP rewiduje budżety flotowe w związku z COVID-19

Niemal 25 proc. małych i średnich firm w Polsce zamierza do końca roku ograniczyć do minimum lub całkowicie wstrzymać zakup nowych samochodów – wynika z badania zrealizowanego w 3. kwartale na zlecenie Carefleet S.A. To bezpośredni skutek pandemii wirusa SARS-CoV-2. Blisko 17 proc. przedsiębiorców, poszukując oszczędności, próbuje zminimalizować także koszty utrzymania już posiadanych pojazdów.

Jeszcze w pierwszym kwartale 2020 r. blisko 18 proc. z ponad 2 milionów podmiotów z sektora MŚP planowało inwestycje w rozwój firmowych flot. Gdyby przedsiębiorcy zrealizowali swoje deklaracje, do mikro, małych i średnich firm w Polsce trafiłoby nawet 800 000 nowych i używanych samochodów. Najnowsze badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research na zlecenie Carefleet S.A. pokazuje, jak bardzo pandemia wpłynęła na rewizję planów i budżetów flotowych w sektorze.(Infografika ) Połowa firm z sektora MŚP rewiduje budżety flotowe w związku z COVID-19

Mniejsze wydatki na zakupy, większe na bezpieczeństwo

Nieco ponad 50 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorców biorących udział w badaniu zadeklarowało, że pandemia wirusa SARS-CoV-2 nie wpłynęła w istotny sposób na rewizję budżetów flotowych w ich firmach. Druga połowa wdraża różnorodne działania związane głównie z ograniczeniem kosztów oraz poprawą bezpieczeństwa kierowców.

– W dobie recesji wiele firm podejmuje kroki, aby zminimalizować koszty działalności. Dotyczy to również szeroko rozumianej mobilności. Jak wynika z badania, 24,3 proc. przedstawicieli firm z sektora MŚP chce do końca roku ograniczyć do minimum lub wstrzymać całkowicie zakup samochodów, a 16,6 proc. próbuje obniżyć koszty związane już z posiadanymi autami, m.in. poprzez zmniejszenie liczby wyjazdów służbowych. To w konsekwencji ma przełożyć się np. na mniejszą liczbę napraw czy niższe koszty paliwa – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A. – Ponadto niemal 5 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP planuje zmianę dotychczasowych nawyków w zakresie finansowania floty, przechodząc od zakupu aut ze środków własnych do leasingu, różnych form abonamentu oraz wynajmu długoterminowego. Z kolei 3,1 proc. ankietowanych zadeklarowało, że zamiast zakupu samochodów nowych, zamierza nabywać auta na rynku wtórnym – dodaje Bartosz Olejnik.

Jednocześnie wraz z tendencją zmierzającą do optymalizacji kosztów zakupu i użytkowania samochodów, przedsiębiorcy deklarują zwiększenie budżetów na poprawę bezpieczeństwa korzystania z pojazdów służbowych, w tym częstsze mycie, ozonowanie czy zakup dodatkowych środków czystości. Takie działania wskazuje ponad 16 proc. respondentów biorących udział w badaniu.

– Dla wielu firm z sektora MŚP samochód to narzędzie pracy, bez którego niemożliwe jest funkcjonowanie firmy, a tym samym zarabianie pieniędzy. Zrozumiałe jest więc, że przedsiębiorcy inwestują dodatkowe środki, chcąc zapewnić bezpieczeństwo kierowcom i utrzymać mobilność floty na dotychczasowym poziomie – mówi Bartosz Olejnik.

Największe zmiany w mikro i małych firmach

Szczegółowa analiza wyników badania, uwzględniająca podział firm ze względu na wielkość zatrudnienia, wykazała, że rewizję budżetów flotowych rzadziej deklarują średnie firmy (50-249 pracowników) oraz osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą – odpowiednio 58 oraz 65,5 proc. przedstawicieli tych grup twierdzi, że pandemia nie spowodowała żadnych istotnych zmian w tym zakresie. W mikroprzedsiębiorstwach (2-9 pracowników) odsetek ten wynosi 44,5 proc., a średnich firmach (10-49 pracowników) – 46,7 proc. Podmioty te z kolei rzadziej niż pozostałe zamierzają ograniczać koszty eksploatacji posiadanych już pojazdów, za to częściej zwiększać budżety na poprawę bezpieczeństwa korzystania z nich.

– Jak pokazują wyniki badania, 13,4 proc. mikroprzedsiębiorstw oraz 15,7 proc. małych firm próbuje zminimalizować koszty flotowe, ograniczając eksploatacje posiadanych pojazdów. Dla porównania na takie działania decyduje się 20,7 proc. osób prowadzących jednoosobową działalność oraz 20,5 proc. średnich firm. Szczególnie widoczne jest to w firmach z branży produkcyjnej – mówi Bartosz Olejnik. – Mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy częściej natomiast deklarują zwiększanie budżetów na działania związane z poprawą bezpieczeństwa korzystania z samochodów służbowych – odpowiednio 17,6 oraz 19,8 proc. – dodaje.

Dodatkowo, jak wynika z badania, 13,8 proc. osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą rozważa korzystanie z samochodów finansowanych w formie wynajmu długoterminowego lub rozwiązań abonamentowych. Z kolei niemal 8,5 proc. małych firm planuje zrezygnować z zakupu nowych samochodów na rzecz pojazdów z rynku wtórnego.

Czy wkraczamy w erę Handlu 4.0? Wyniki 4. raportu Salesforce Research o stanie handlu

  • Pandemia zmusiła handlowców do szybkiej reakcji i weryfikacji planów sprzedażowych.
  • Przedstawiciele handlowi z powodu COVID-19 decydowali się na nowe sposoby sprzedaży.
  • 81 proc. pytanych jasno deklaruje, że wzrosły ich potrzeby w zakresie wykorzystywanych technologii, a to dopiero początek, ponieważ cyfryzacja znacznie przyspieszy.

W nowej edycji raportu „State of Sales” przygotowanego przez Salesforce Research przeprowadzono ankietę wśród 6 tys. specjalistów ds. sprzedaży na całym świecie. Pytano nie tylko handlowców, ale także przedstawicieli i kierowników działów sprzedaży. Firma chciała dowiedzieć się, jak branża handlowa działała podczas pandemii. Okazuje się, że COVID-19 znacząco zmienił strategie oraz przyspieszył decyzje producentów i handlowców dotyczące cyfryzacji.

Nowe okoliczności zmieniły taktyki stosowane dotychczas w handlu. Sprzedawcy dość szybko zareagowali na nową rzeczywistość, dokonując sporych zmian nie tylko wewnątrz swoich organizacji, ale także w przeprowadzanych transakcjach. Zdecydowana większość handlowców (79 proc.) twierdzi, że pandemia zmusiła ich do szybkiej reakcji i zmiany planów sprzedażowych.

Zmiana strategii (klientocentryzm)

Prawie 90 proc. badanych twierdzi, że obecne warunki ekonomiczne zwiększają znaczenie przewidywania potrzeb klientów. Dlatego na znaczeniu zyskuje strategiczne planowanie sprzedaży: – Kiedy zmienia się krajobraz rynku, a oczekiwania klientów rosną, kluczowe staje się funkcjonowanie zaplecza administracyjnego. Nagle pojawia się potrzeba dostosowania do nowej sytuacji, która wymaga szybkiego dostępu do aktualnych i rzetelnych danych związanych ze sprzedażą. Jeśli zmiana wiąże się z dostosowaniem zasobów i procesów, zdecydowanie wymaga wsparcia decyzji analizą w systemach Business Intelligence i rozwiązaniach IT – mówi Adam Sienkiewicz, Customer Development Director z firmy Sagra Technology, dostawcy systemów wspierających sprzedaż.

Aż 88 proc. przebadanych handlowców deklaruje, że operacje sprzedażowe zyskały w ostatnich miesiącach bardziej strategiczne znaczenie. Jednak wszelkie zmiany wcześniej ustalonego planu wymagają zaangażowania wielu działów firmy oraz precyzyjnej koordynacji wszystkich procesów. To właśnie zapewniają systemy wspierające sprzedaż, pomagające optymalizować pracę zespołów handlowych, trade marketingu, inspektorów czy serwisantów. Ułatwiają one także dotrzymywanie terminów i kontrolowanie zasobów. – Handel to system naczyń połączonych, żeby wszystko działało sprawnie, nie mogą pojawiać się zatory informacyjne. Nie jest to nic nowego, zawsze tak było. Pandemia była jak dobry audytor, który pokazał handlowcom, gdzie mają rezerwy i podsunęła rozwiązanie, którym jest IT – wyjaśnia Adam Sienkiewicz.

Nowe warunki, nowe obowiązki

Przedstawiciele handlowi z powodu pandemii COVID-19 decydowali się na nowe sposoby sprzedaży. 79 proc. z nich zadeklarowało, że musieli szybko dostosować się do nowych warunków rynkowych. Nowa rzeczywistość wiązała się z szeregiem zmian – nowymi obowiązkami, nowymi sposobami pomiaru poszczególnych wskaźników czy nowymi sposobami interakcji z klientami. Ponad połowa (58 proc.) sprzedawców spodziewa się, że zmiana ich roli i zakresu obowiązków będzie miała trwały charakter.

Lockdown i praca zdalna spowodowały, że tradycyjne metody monitorowania wyników sprzedaży straciły sens. O ile część procesów, np. związanych z produkcją czy kontrolą jakości musiała być realizowana w zakładzie, spora część przedstawicieli, managerów, pracowników administracyjnych wiosną i latem pracowała zdalnie. Stąd wzrost wykorzystania systemów wspierających sprzedaż i jej analizę. Już 73 proc. przebadanych firm coraz częściej monitoruje działania przedstawicieli handlowych za pomocą dedykowanego systemu IT. Dodatkowo 67 proc. twierdzi, że dyscyplina w ich organizacji dotycząca rejestrowania w systemie wszelkich aktywności jest bardziej rygorystyczna niż rok wcześniej.

Więcej automatyzacji i sztucznej inteligencji

COVID-10 niemal z dnia na dzień zmienił wszystkich sprzedawców w sprzedawców wirtualnych. Już 70 proc. organizacji szkoli swoich przedstawicieli handlowych w zakresie budowania relacji w formie online.

Co więcej, najlepsi handlowcy, aby zgłębić wiedzę o rynku na którym działają, wykorzystują dodatkowe źródła danych. 88 proc. z nich twierdzi, że ważne jest przewidywanie potrzeb klientów. Dlatego informacje, które gromadzą, zawierają min. historię zakupów, spostrzeżenia dotyczące konkurencji czy wyników oceny jakościowych parametrów współpracy. Coraz chętniej doceniają oni automatyzację i sztuczną inteligencję, które wykorzystują te dodatkowe dane, podpowiadając optymalne kolejne kroki w rozwijaniu współpracy.

Wyniki badania nie dziwią Adama Sienkiewicza z Sagra Technology, dostawcy systemów wspierających sprzedaż. – Zdolność firm sprzedażowych do poprawy dokładności prognoz, przyspieszenia cyklu sprzedaży, zaangażowania innych działów, np. marketingu, aby zwiększyć wartości dla klienta, mają ogromne znaczenie dla zespołów operacyjnych. Takie możliwości dają systemy IT, które zasilane bieżącymi i historycznymi danymi dotyczącymi sprzedaży i wieloma innymi informacjami pochodzącymi np. z inteligentnych półek czy z użycia narzędzi AI, są dziś nieodzownym narzędziem nowoczesnej organizacji handlowej. Systemy wsparcia sprzedaży pomagają nie tylko w organizacji podstawowych procesów firmy, ale także w komunikacji między działami.

Większy popyt na technologie AI

Liderzy sprzedaży deklarują, że w porównaniu z rokiem 2019, przyspieszyli realizację swoich planów związanych z transformacją cyfrową (77 proc.). Zdecydowanie głównym powodem była pandemia i nowe okoliczności biznesowe. 37 proc. badanych organizacji już używa sztucznej inteligencji, co stanowi aż 76-proc. roczny wzrost.  Powodem jest z pewnością większy dostęp do tych technologii, ale nie tylko.

– Korzyści z wykorzystania sztucznej inteligencji w handlu to niewątpliwie większe zrozumienie potrzeb klientów, większe możliwości prognozowania czy lepszy dostęp do różnego rodzaju danych i pogłębionych analiz. Jednak te informacje mają znaczenie, jeśli są zgromadzone w jednym miejscu i wykorzystywane we właściwy sposób, np. w systemie CRM działającym w oparciu o wiarygodną bazę danych o klientach – podkreśla Adam Sienkiewicz z Sagra Technology.  81 proc. respondentów twierdzi, że ich potrzeby w zakresie technologii sprzedaży w porównaniu do roku poprzedniego znacznie się zmieniły oraz że zmiany są wdrażane znacznie szybciej. Czy szumne zapowiedzi przełożą się na działania i wkrótce będziemy mieli Handel 4.0? Szanse na to są bardzo duże.

Platforma recyklingu plastiku – francuskie rozwiązanie dostosowuje plastik do potrzeb kupców

Istniejący łańcuch dostaw w recyklingu stanowi poważny problem dla potencjalnych nabywców polimeru z recyklingu. Edouard Garreau, współzałożyciel platformy Polytopoly.com, wyjaśnia, jak cyfrowe połączenie łańcucha dostaw wpłynie na poprawę doświadczeń klientów.

Co roku świat traci miliardy euro rocznie z powodu nieodpowiedniej gospodarki odpadami. Wskaźniki recyklingu znacznie różnią się w zależności od kraju i regionu; w EU wynoszą one około 30%, lecz według OECD tylko 14–18% wszystkich odpadów na świecie przeznacza się do recyklingu. Wskaźniki różnią się też w zależności od polimerów. Politetraftalan etylenu i polietylen o wysokiej gęstości są poddawane recyklingowi w około 10%, lecz polistyren i polipropylen prawie nigdy. Jeżeli polimery te nie podlegają recyklingowi, są spalane, składowane na wysypiskach odpadów lub zanieczyszczają środowisko. W zeszłym roku naukowcy donieśli, że plastik znaleziono nawet w Rowie Mariańskim, najgłębszym miejscu oceanu, na głębokości ponad 10 tys. metrów.

Do niedawna wiele krajów europejskich w znacznej mierze bazowało na eksporcie dużych ilości plastiku nadającego się do recyklingu, jednakże w marcu 2018 r. Chiny nałożyły poważne ograniczenia na jego import, co doprowadziło do restrukturyzacji światowego handlu tworzyw sztucznych. W kolejnych miesiącach wiele europejskich odpadów plastikowych wywożono za granicę, jednak nie wszystkie miejsca przeznaczenia były w stanie odpowiednio obsłużyć wzrost. Tylko w styczniu minister środowiska Malezji zawrócił 150 kontenerów nielegalnych odpadów z 13 krajów, w tym z Francji i Wielkiej Brytanii.

Od 2016 r. eksport plastiku zmniejszył się o połowę w wyniku wprowadzonego zakazu, co napędza rozwój nowego rozwiązania — cyfrowego łańcucha dostaw, który wykorzystuje możliwości na szczeblu znacznie bardziej lokalnym.

Kompleksowe wyzwanie techniczne

Sektor plastiku z recyklingu jest znacznie bardziej złożony niż sektor tworzyw sztucznych pochodzących z surowców pierwotnych. Branżowi giganci BP i Total, którzy prowadzą działalność od dziesięcioleci, ułatwili nabywcom polimerów możliwość bezpośredniego zakupu materiałów pierwotnych. Nieskomplikowany łańcuch dostaw zapewnia niezmiennie solidną jakość.

Gospodarka o obiegu zamkniętym, oparta na materiałach poddawanych recyklingowi, jest wciąż w powijakach i w stanie rozdrobnienia. W Europie działa tylko około 20 dużych graczy na rynku plastiku z surowców pierwotnych, natomiast istnieje ponad 800 podmiotów zajmujących się recyklingiem. Ponadto popyt na plastik z recyklingu utrzymuje się na niskim poziomie, stanowiąc jedynie 6% całkowitego popytu ze względu na przystępne ceny ropy. Z tego względu inwestycje w sektorze były jak dotąd ograniczane do minimum, przez co zmiana nie jest wyraźna, lecz przebiega stopniowo.

Transformację sektora plastiku z recyklingu komplikują dodatkowo wyzwania techniczne. Każdy podmiot zajmujący się recyklingiem plastiku zna trudności związane z gromadzeniem, ponownym rozdrabnianiem, mieszaniem i szukaniem nabywcy. To powolny proces, który dodatkowo komplikuje fakt, że branża jest w niewielkim stopniu znormalizowana. Chociaż większość podmiotów zajmujących się recyklingiem posiada podstawowe analizy dotyczące podstawowych surowców, nabywcy często sami muszą testować potencjalne źródła pod kątem dodatków, gęstości, szybkości płynięcia i zanieczyszczeń, aby znaleźć odpowiednią klasę lub odpowiednie zastosowanie. Zrozumiałe jest, że materiały z recyklingu przeznaczone do kontaktu z żywnością są szczególnie drogie. Z uwagi na potrzebę kompleksowej analizy zdobycie od jednego dostawcy dużych partii plastiku z recyklingu dowolnej klasy jest trudne lub niewspółmiernie drogie. Ponadto, nawet jeżeli nabywca może zabezpieczyć źródło, musi nagłowić się, jak rozwiązać problem jednorazowej logistyki z punktu A do punktu B.

Gospodarka o obiegu zamkniętym oparta na rozwiązaniach cyfrowych

Jeżeli Europa chce zbudować prawdziwą gospodarkę o obiegu zamkniętym, opartą na prężnie rozwijającym się sektorze gospodarowania odpadami plastikowymi, wartym wiele miliardów euro, konieczna jest lepsza współpraca między kluczowymi graczami w celu usprawnienia procesu już na starcie. Dlatego cyfrowe połączenie łańcucha dostaw na jednej platformie będzie stanowiło punkt zwrotny.

Poly to Poly, innowacyjne francuskie przedsiębiorstwo typu start-up działające zgodnie z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym, to jedna firma łącząca na jednej platformie blisko 300 podmiotów zajmujących się recyklingiem polimerów w całej Europie, w celu konsolidacji procesu zamówień. Firma ma własne laboratorium do analizowania i certyfikowania każdego źródła polimerów dostępnego na platformie pod kątem własnych rygorystycznych norm bezpieczeństwa i jakości, a także uregulowań Komisji Europejskiej. Mając pełny wgląd w jakość wyszczególnionych materiałów, Polytopoly.com może łatwo dopasować specjalne wymogi producenta dotyczące klasy, ceny, ilości, jakości i właściwości do różnych rozwiązań dostępnych u różnych podmiotów zajmujących się recyklingiem.

Gromadząc dane o różnych materiałach w jednym miejscu, platforma oferuje również nowy poziom przejrzystości rynku. Platforma automatycznie łączy dane o cenie i jakości, co znacznie ułatwia proces podejmowania decyzji. Wyświetlanie cen uwzględniających dostawę znacznie ułatwia porównanie różnych opcji materiałów z recyklingu w zestawieniu z materiałami pierwotnymi. Poprzez scalenie łańcucha dostaw platforma Polytopoly.com wytycza drogę ku łatwiejszej koordynacji i może wykorzystywać sieć do łatwiejszego wyszukiwania materiałów również z ramienia producentów.

Trafnym przykładem jest producent elementów kompozytowych, który zgłosił się do Polytopoly.com o pomoc w znalezieniu odpowiedniego źródła plastiku z recyklingu do wyrobu materiałów budowlanych. Producent miał dwa podstawowe wymogi. Po pierwsze materiały z recyklingu musiały nadawać się do łączenia z drewnem w określony sposób, tak aby zachować wytrzymałość, lecz równocześnie zapewniać plastyczność w procesie produkcji. Po drugie produkt końcowy musiał mieć specjalne cechy przepuszczalności. Połącznie tych dwóch wymogów stanowiło interesujące zamówienie. Opierając się na wiedzy fachowej laboratorium Poly to Poly, producent mógł przed złożeniem zamówienia przetestować potencjalne źródła materiałów posiadających wymagane cechy.

Oszczędność węgla

Produkcja elementów kompozytowych to jeden ze sposobów na wykorzystanie plastiku z recyklingu, przekładające się na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla i pozwalające uniknąć składowania milionów butelek i innych jednorazowych przedmiotów na wysypiskach odpadów oraz wyrzucania ich do oceanów. Jednak materiał ten można wykorzystać na tysiące sposobów na całym świecie. Dzięki połączeniu łańcucha dostaw oraz uzyskaniu niezbędnej wiedzy fachowej umożliwiającej dopasowanie specyfikacji do źródła dostaw, platforma Polytopoly.com może przyczynić się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla o miliony ton. A każda tona plastiku z recyklingu pozwala zaoszczędzić od trzech do pięciu baryłek ropy. Wreszcie, platforma może również pomóc w ograniczeniu transportu materiałów, ułatwiając kontakt między lokalnymi producentami i dostawcami. To model, który można powielić na całym świecie.

Ostatni spadek cen ropy, który przełożył się na obniżenie cen plastiku z surowców pierwotnych, nie osłabił zainteresowania plastikiem z recyklingu. Wiele problemów wciąż czeka na rozwiązanie, w tym wdrożenie technik recyklingu umożliwiających wykorzystanie polimerów z recyklingu do produkcji wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością. Jednak największym wyzwaniem stojącym przed tym sektorem będzie osiągnięcie korzyści skali i standaryzacja, dzięki którym producenci nie będą musieli martwić się o wiarygodność źródła dostawy lub wybierać między konkurencyjną ceną a zrównoważonym charakterem. Będą mogli mieć jedno i drugie.

Magazyny odpowiadały za 70% wartości transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w 3 kw.

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w trzecim kwartale 2020 roku szacowana jest wstępnie na 1,05 mld euro. Jak podała firma doradcza Savills za około 70% całkowitego wolumenu odpowiadał sektor magazynowy, co obrazuje aktualny sentyment inwestorów zwrócony w kierunku obiektów logistycznych, zwłaszcza dedykowanych sektorowi e-commerce.

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości magazynowych w trzecim kwartale 2020 r., według wstępnych analiz Savills, wyniosła około 740 mln euro, co stanowi zdecydowaną większość całkowitego wolumenu w tym okresie. Firma zaznacza, że udział sektora magazynowego może ulec zwiększeniu po finalnym podsumowaniu danych za trzeci kwartał.

Jednocześnie jest to już teraz najlepszy wynik sektora magazynowego w ujęciu rocznym. Dotychczas najwyższy wolumen na tym rynku odnotowano w 2018 r., kiedy wyniósł on 1,8 mld euro. Wartość transakcji, których przedmiotem były obiekty logistyczne od początku 2020 roku osiągnęła już poziom blisko 1,9 mld euro, co stanowi około połowę całego kapitału zainwestowanego na rynku nieruchomości w tym okresie. Od początku 2020 r. do końca trzeciego kwartału magazyny odnotowały jednocześnie blisko 200% wzrost wartości transakcji inwestycyjnych w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

„Aktywność inwestorów w 2020 r. wyraźnie pokazuje dominację sektora magazynowego. Już teraz wiemy, że ten rok jest rekordowy dla magazynów, które nigdy wcześniej nie odnotowały tak wysokiego wyniku i również na koniec roku mogą pozostać liderem spośród wszystkich segmentów rynku nieruchomości komercyjnych pod względem wartości transakcji inwestycyjnych. Magazyny stały się klasą aktywów pierwszego wyboru wśród inwestorów, co przełożyło się na znaczny wzrost popytu inwestycyjnego, a ten z kolei przyczynił się do kompresji stóp kapitalizacji w przypadku najbardziej pożądanych aktywów” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Całkowity wolumen inwestycyjny odnotowany w trzecim kwartale dla wszystkich sektorów rynku nieruchomości komercyjnych (1,05 mld euro) oznacza spadek o około 12% w stosunku do poprzedniego kwartału i o około 43% w relacji do trzeciego kwartału w roku ubiegłym. Wartość transakcji inwestycyjnych sfinalizowanych od początku 2020 roku do końca trzeciego kwartału szacowana jest na poziomie około 3,98 mld euro, czyli o około 14 pkt. proc. mniej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

 

Według analityków Savills spowolnienie aktywności inwestorów w trzecim kwartale jest efektem pandemii Covid-19. Na wynik w drugim kwartale złożyły się w przeważającej części transakcje rozpoczęte jeszcze w 2019 roku lub na początku 2020.  Relatywnie niski wolumen w trzecim kwartale jest efektem ograniczenia aktywności uczestników rynku podczas lockdownu i wywołanego pandemią spowolnienia gospodarczego mającego bezpośredni wpływ na spadek nastrojów inwestorów.

Sektor biurowy uplasował się na drugim miejscu z wolumenem transakcji w trzecim kwartale wynoszącym około 210 mln euro i 1,54 mld euro w okresie od początku roku. Aktywność inwestorów w segmencie nieruchomości handlowych pozostaje na niskim poziomie. W trzecim kwartale w sektorze tym zainwestowano zaledwie około 90 mln euro, a od stycznia jedynie 535 mln euro, co stanowi tylko 13% całkowitej wartości transakcji i odzwierciedla spadek o 43% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

„Prognozujemy, że tradycyjnie ostatni kwartał roku będzie kluczowy dla całorocznego wolumenu transakcji inwestycyjnych. Szacujemy, że na koniec roku wartość transakcji może przekroczyć 6 mld euro, co przełoży się na spadek o 20-25% rok do roku. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to jednak trzeci najwyższy wynik w historii rynku inwestycyjnego w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce, pomimo wyzwań związanych z Covid-19” – podsumowuje Tomasz Buras z Savills.

Nowe technologie redukują korzyści wynikające z ekonomii skali

Wygląda na to, że w najbliższym czasie w bardzo wielu gałęziach gospodarki możemy się spodziewać rozproszenia struktur rynkowych. Widać to wyraźnie w branżach, w których tradycyjnie powstawały naturalne monopole.

Najlepszym przykładem jest rynek energii. Przez dziesiątki lat uważano, że zbudowanie na danym terenie elektrowni oznacza, że w określonym promieniu budowa drugiej będzie nieopłacalna. Gdyby powstała druga, nierentowne byłyby obie. Elektrownie stawały się więc naturalnymi, lokalnymi monopolistami, co – nawiasem mówiąc – doprowadziło do konieczności daleko idących regulacji rynku energetycznego.

Podobna sytuacja miała miejsce na rynku sklepów wielkopowierzchniowych. W Stanach Zjednoczonych zawsze uważano, że otwarcie pełnowymiarowego hipermarketu ma sens tylko w miejscowościach, które mają co najmniej 20 tysięcy mieszkańców. Charles P. Rumelt w swojej doskonałej książce „Good Strategy / Bad Strategy” opisuje, w jaki sposób ta reguła została złamana przez Walmart. Dzięki innowacyjnym na owe czasy procedurom oraz ekonomii skali sieć do tego stopnia ograniczyła koszty operacyjne, że zaczęła otwierać sklepy w znacznie mniejszych miejscowościach, stając się lokalnym monopolistą.

Te reguły gry zmieniają się wraz z pojawieniem się nowych technologii. Na rynku energetycznym coraz ważniejszą rolę pełnią drobni wytwórcy. Proces ten będzie postępował wraz ze wzrostem wydajności paneli fotowoltaicznych oraz pojawieniem się elektrowni wiatrowych dużej mocy. Giganci rynku e-commerce tacy jak Amazon bez kompleksów rywalizują z Walmartem i innymi dużymi sieciami handlowymi.

Przeniesienie procesów biznesowych do Internetu powoduje, że będą się musiały zmienić struktury przedsiębiorstw. Przede wszystkim swoją przewagę konkurencyjną stracą firmy, które mają rozbudowane struktury regionalne. Do tej pory lokalne oddziały były świetnym narzędziem do pozyskiwania klientów. Obecnie, gdy klientów pozyskuje się przez internet, stają się głównie źródłem kosztów. Wzrastające możliwości w zakresie zdalnej obsługi klienta spowodują, że firmy ograniczą zatrudnienie i skoncentrują obsługę klienta w wyspecjalizowanych centrach.

W kolejce do zmian stoją branże, które do tej pory miały strukturę oligopolu (kilku dominujących dostawców). Drobni producenci zaczną wkrótce atakować koncerny motoryzacyjne. Rozwój komunikacji bezprzewodowej spowoduje, że startupy telekomunikacyjne będą odbierać klientów wielkim telekomom. Koncerny medialne już od dawna tracą na znaczeniu, a korzystają z tego blogerzy oraz inni niezależni twórcy ciekawych treści.

Ekonomia skali jako źródło przewagi konkurencyjnej będzie tracić na znaczeniu, a najszybciej stanie się to w państwach najbardziej rozwiniętych. Trudno o dokładne statystyki, ale według różnych źródeł w USA małe przedsiębiorstwa w 2019 roku wypracowały od 44 proc. do 50 proc. produktu krajowego brutto. Tworzą one miejsca pracy, są niezastąpionym źródłem innowacji, przyczyniają się do aktywizacji zawodowej kobiet czy mniejszości etnicznych.

Bez wątpienia czekają nas zmiany na lepsze. Miejmy nadzieję, że dzięki nim światowe i lokalne struktury gospodarcze staną się bardziej demokratyczne, a podział produktu krajowego bardziej zdywersyfikowany.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Pandemia oszczędza ceny mieszkań za to uderza w rynek najmu

Sprzedający nie odczuwają jeszcze spadku popytu na tyle żeby redukować ofertowe ceny mieszkań. Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych jest na pewno lepsza od oczekiwań sprzed sześciu miesięcy. Popyt na zakup mieszkania z pomocą kredytu hipotecznego jest niewiele mniejszy niż przed rokiem, jednak banki efektywnie hamują kupujących w wyniku czego akcja kredytowa wyraźnie się zmniejszyła. Pandemia szybciej uderzyła jednak w rynek najmu, dlatego III kwartał nie przyniósł pozytywnych informacji.

Na rynku wtórnym lekkie wzrosty cen w trzecim kwartale

Oczekiwania sprzedających mieszkania na rynku wtórnym w trzecim kwartale bieżącego roku były nieco wyższe niż w przypadku kwartału poprzedniego. Tempo wzrostu przeciętnych cen ofertowych na największych rynkach w Polsce wynosiło od 1% do 2,3%. Największa zmiana była zaobserwowana w Krakowie, cena średnia za 1m2 lokalu mieszkalnego osiągnęła w okresie od lipca do września poziom 9 313 złotych, czyli o 212 złotych więcej niż w II kw. bieżącego roku (zmiana o 2,3% kw./kw.). Podobny wzrost o niespełna 2% odnotowano jedynie w Gdyni. W Warszawie ceny ofertowe zmierzały do średniego poziomu 11 tys. zł/m2, a dokładnie w III kw. tego roku średnia cena ofertowa wynosiła 10 956 zł/m2.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w III kwartale 2020 r.

II kw. III kw. zmiana kw./kw.
Warszawa 10 802 10 956 1,4%
Kraków 9 101 9 313 2,3%
Gdańsk 9 265 9 362 1,0%
Gdynia 8 000 8 144 1,8%
Poznań 7 383 7 485 1,4%
Wrocław 7 966 8 095 1,6%

źródło: SonarHome.pl

W samym wrześniu przeciętny poziom cen oferowanych mieszkań w stolicy przekroczył poziom 11 tys. zł/m2. Pozostałe większe zmiany cen miały miejsce jedynie w Gdańsku, Gdyni i Krakowie, gdzie wzrost ceny wynosił od 1 do 1,2% w porównaniu do sierpnia. W Poznaniu i Wrocławiu ostatni miesiąc kwartału nie przyniósł żadnych zmian. Pozytywny wpływ na sytuację na rynku mieszkań, mają rekordowo niskie stopy procentowe oraz wysoka wartość gotówki w obiegu, przez co Ci, którzy źle czują się na rynkach kapitałowych wciąż myślą o przechowaniu wartości pieniądza w nieruchomościach.

Banki wciąż efektywnie blokują popyt na kupno mieszkania z pomocą kredytu hipotecznego. Aktualnie dostępne dane (na dzień 08.10.20r.) dają nam informację o akcji kredytowej do sierpnia bieżącego roku. Zgodnie z danymi BIK liczba udzielonych kredytów w sierpniu wciąż była o 21,5% niższa od tej z ubiegłego roku. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że spadek liczby wniosków (świadczący o wielkości popytu) nie jest aż tak wysoki, przykładowo w sierpniu wynosił jedynie 7%. Oznacza to, że wiele wniosków zostaje rozpatrzonych negatywnie przez banki, a sprzedający dłużej muszą czekać na zawarcie transakcji – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego we wrześniu 2020 r.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego we wrześniu 2020
źródło: SonarHome.pl

Niełatwo jest otrzymać aktualne informacje na temat cen transakcyjnych. W dużej mierze jest to spowodowane opóźnieniem w digitalizacji tych danych w powiatowych rejestrach cen i wartości. Krótko po zakończeniu danego kwartału trzeba bazować jedynie na szacunkach. Dlatego dynamika i kierunek zmiany cen średnich w poszczególnych miastach potrafią się często różnić w zależności od instytucji publikujących raporty cen transakcyjnych (np. NBP; PKO BP; GUS). Co ciekawe różnice dla danych miejscowości potrafią być znaczne i dobrze jest zwrócić na to uwagę. Obecnie, na początku października, jedyne dostępne dane transakcyjne dotyczą II kw. 2020 roku. Śledząc publikacje wspomnianych wcześniej instytucji, mimo znaczących różnic w dynamice zmian cen pomiędzy poszczególnymi raportami, można wyciągnąć jeden spójny wniosek – w większości miast wojewódzkich w II kw. 2020 roku doszło do wzrostu cen mieszkań z rynku wtórnego. Na dane z III kw. br. musimy poczekać przynajmniej do końca listopada.

Pandemia odciska piętno na czynszach najmu

Choć ceny ofertowe mieszkań na ten moment nie spadają, to zmiany są widoczne w przypadku czynszów najmu. Trzeci kwartał nie był łaskawy nawet dla największych rynków w Polsce. Zgodnie z danymi Rentier.io stawki czynszów w III kw. 2020 były niższe od tych sprzed roku niezależnie od wielkości wynajmowanego mieszkania. Największe zmiany dotyczyły mieszkań do 60 m2, ponieważ tych na rynku najmu jest najwięcej. Czynnikiem, który wpływał na spadek kwot, jakie najemcy będą płacili za najem mieszkania był wzrost podaży, który nastąpił po konwersji mieszkań wynajmowanych krótkoterminowo, na te wynajmowane w długim terminie. Ponadto szczyt sezonu, który zawsze przypadał na okres wakacyjny od lipca do września w tym roku nie miał miejsca. Niektórzy studenci wrócili do dużych miast, w głównej mierze Ci pracujący bądź kontynuujący naukę w formie hybrydowej. Dłuższe oczekiwanie na najemcę zmusiło część właścicieli mieszkań do obniżki czynszów już na etapie oferty.

Roczna zmiana stawek czynszów najmu w III kw. 2020 w podziale na wielkość mieszkania

  < 35 m2 35 – 60 m2 > 60 m2
Warszawa -4,0% -5,6% 0,0%
Kraków -5,0% -4,0% 0,0%
Gdańsk -2,3% -4,5% -3,0%
Gdynia -5,3% 5,0% -4,3%
Poznań 4,0% 2,4% -3,1%
Wrocław -5,0% -5,0% -0,9%
Łódź -0,5% 0,2% 8,4%
Średnia -2,6% -1,6% -0,4%

źródło: SonarHome.pl na podstawie danych Rentier.io

 

Powrót do niedziel handlowych pomoże zatrzymać miejsca pracy i odrobić straty wywołane pandemią

Zakaz handlu w niedzielę w obecnej sytuacji gospodarczej hamuje możliwości odrabiania strat zarówno po lockdownie, jak i wynikających z pogarszającej się sytuacji epidemicznej. Dzisiaj każda inicjatywa pobudzająca handel ma ogromne znaczenie, ponieważ może przyczynić się do poprawienia sytuacji w gospodarce i co najważniejsze na rynku pracy, któremu grozi wzrost bezrobocia. Zakończenie okresu wsparcia dla firm z powodu pandemii mocno zweryfikuje sytuację przedsiębiorstw.

Galerie tworzą miejsca pracy. Te mogą zniknąć

W centrach handlowych pracuje ponad 400 tys. osób. Jeśli właściciele popularnych marek nie odrobią strat spowodowanych lockdownem, zaczną weryfikować swoje strategie rozwoju oraz szczegółowo analizować rentowność poszczególnych punktów, co w konsekwencji może spowodować, że znikną tysiące etatów, które dziś obsadzane są głównie przez ludzi młodych, w tym studentów. Skutki odczują zwłaszcza lokalne rynki pracy i to zarówno w małych, jak i dużych miastach.

Centra handlowe stymulują gospodarkę również poprzez zlecanie istotnej części obsługi obiektów podwykonawcom, na co wydawane jest ok. 3,4 mld zł rocznie. Każda z galerii współpracuje z kilkunastoma firmami zewnętrznymi, które zajmują się m.in. utrzymaniem czystości, pielęgnacją terenów zielonych, ochroną czy usługami marketingowymi. Konieczność szukania oszczędności po stronie właścicieli i zarządców galerii, a co za tym idzie zmniejszenie zakresu współpracy z podwykonawcami, może sprawić, że także w tych firmach etaty mogą być zagrożone.

Pomoc dla najemców w częściowym odrobieniu strat

Przywrócenie handlu w niedziele może pozytywnie wpłynąć na obroty najemców szczególnie z tych branż, które dziś najmocniej zmagają się ze skutkami pandemii – gastronomicznej, rozrywkowej czy usługowej. Należy podkreślić, że w dalszym ciągu obiekty handlowe nie odbudowały wskaźników odwiedzalności (footfall) do poziomów sprzed pandemii. Dane z września br. wskazują, że footfall utrzymuje się, na średnim poziomie 81 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku. Największy ruch jest zauważalny w soboty, we wrześniu br. przewyższył on średnio aż o 44 proc. wskaźnik odwiedzalności odnotowany dla średniej z pozostałych dni handlowych tygodnia, co oznacza, że klienci wybierają weekend jako najbardziej wygodny czas na zakupy.

W ostatnie niedziele handlowe – w czerwcu i sierpniu br. footfall był znacząco wyższy niż w pozostałe dni tygodnia, zbliżony do wartości ubiegłorocznych, a w niektórych obiektach nawet do 40 proc. wyższy niż w analogiczne niedziele handlowe w roku 2019. Dane te potwierdzają, że klienci preferują zakupy w weekendy i korzystają z tej możliwości w dodatkowy dzień weekendu.

Bezpieczeństwo klientów

Otwarcie centrów handlowych w niedziele umożliwiłoby ograniczenie sobotnich kolejek i rozłożenie ruchu klientów odwiedzających galerie z dotychczasowych 6, na 7 dni, poprawiając bezpieczeństwo i komfort robienia zakupów w warunkach konieczności zachowania dystansu społecznego .

Wpływ na PKB

Polska odnotowuje największy spadek PKB od 30 lat. Handel jest jednym z filarów rozwoju gospodarczego, a jego pobudzenie poprzez zniesienie zakazu handlu w niedziele miałoby pozytywny wpływ na całą gospodarkę, przyczyniając się do oczekiwanego przez rząd efektu odbicia. Tym bardziej, że udział handlu w wartości dodanej brutto stanowi 17,6 proc. (dane GUS, 2018 r.), a centra handlowe odpowiadają za około 30 proc. handlu detalicznego w Polsce.

RPP bez wpływu na kurs złotego. Trump w grze

Rynki zdołały odmienić swoje nastroje i wymazać wcześniejszy pesymizm wraz ze zmianą stanowiska administracji Białego Domu w stosunku do pomocy fiskalnej. Republikanie szukają łatwych punktów w wyścigu wyborczym, ale Demokraci łatwo nie odpuszczą widząc, że sprzyjają im sondaże. Dużo ruchomych części skupia na sobie uwagę od teraz aż do wyborów 3 listopada, a rynki będą wrażliwe na większość z nich.

Zeszłotygodniowy rajd ryzykownych aktywów posiłkował się nadziejami na uzgodnienie pakietu fiskalnego w USA, ale później rozczarowanie przywiódł prezydent Trump, który nakazał zerwanie negocjacji. Jednak gdy Trump zobaczył negatywną reakcję Wall Street, zaczął szukać sposobu na uspokojenie inwestorów poprzez zgodę na podpisanie samodzielnych ustaw uwalniających finansowanie niektórych projektów pomocowych. Rynki finansowe podążają za zmianami stanowiska Białego Domu, ale inwestorzy zachowują się jak dzieci, które żądają od rodziców słodyczy. Jeśli spotykają się ze sprzeciwem, wpadają w niepohamowaną rozpacz, która jednak może być w momencie przerwana, jeśli wymuszanie przyniesie rezultat. Wczorajsze odbicie indeksów na Wall Street jest dowodem, że wymuszanie zmiany stanowiska prezydenta poskutkowało. Ale tak samo, jak dzieciom, tak i inwestorom, apetyt na słodycze się nie wyczerpuje. Kilkadziesiąt miliardów USD w drobnych ustawach tu i ówdzie to nic w porównaniu z wizją 2 bln USD pakietu fiskalnego. Te pieniądze w końcu się pojawią, ale dopiero po wyborach. Teraz jeszcze za wcześnie, by dyskontować wpływ takiego pakietu na gospodarkę i wpierw rynki będą zajęte oceną scenariuszy wyniku wyborów. Prowadzenie Bidena w sondażach oznacza szanse na większe pieniądze z budżetu, ale przed nami jeszcze 26 dni okazji na zwroty akcji w wyścigu. Wrażliwość rynków pozostaje wysoka, co moim zdaniem nie pozwoli na odnowienie rajdu ryzyka już teraz.

Wahania nastrojów na rynkach zewnętrznych w ograniczonym stopniu dotykają złotego. EUR/PLN kontynuuje dryf blisko 4,48, choć brak wyraźnie negatywnych impulsów daje pretekst, by ściągnąć kursy złotowe niżej. Powtórzę, że od strony czynników fundamentalnych złoty powinien być silniejszy i bliżej 4,40 za euro ale w obecnych warunkach uzasadniona jest podwyższona premia za ryzyko. Wczorajszy komunikat Rady Polityki Pieniężnej nie wywarł wpływu na rynek złotego. Rada podkreśliła poprawę w danych makroekonomicznych, jak również wzrost liczby zachorowań na COVID-19. Powtórzono, że tempo ożywienia gospodarczego „może być także ograniczane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP”. Trzeba poczekać na publikowane później w miesiącu minutes, gdzie być może szerzej rozwinie się rozpoczęta przez jastrzębi dyskusja o potrzebie normalizacji polityki. Jednak komunikat sugeruje, że większość Rady preferuje utrzymanie luźnej polityki i liczyłaby na słabszego złotego, stąd jeszcze przez wiele miesięcy temat normalizacji pozostaje czysto teoretyczny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Revolut zachęci dzieci do oszczędzania

Revolut udostępnił kolejną funkcję Revolut Junior o nazwie Cele (Goals). Nowa usługa ma pomóc dzieciom w zdobyciu umiejętności regularnego odkładania pieniędzy na wymarzone cele. Revolut Junior to zaprojektowana z myślą o nauce finansów przez zabawę, aplikacja, konto i karta dla dzieci w wieku 7-17 lat. Z jej pomocy korzysta w Europie i USA już ponad 200 tysięcy dzieci, które pod czujnym okiem rodziców, poznają przydatne w życiu nawyki finansowe.

Cel w aplikacji Revolut mogą ustawić rodzice, by następnie śledzić postępy dziecka w oszczędzaniu. Może go jednak ustawić również dziecko, w swojej aplikacji Revolut Junior, z określoną kwotą docelową, lub bez. Cel (Goal) może być wspierany wpłatami bezpośrednio przez rodzica lub przez dziecko, z kieszonkowego, lub za nagrody dzięki realizowanym zadaniom (Tasks). Aplikacja umożliwia wiele scenariuszy zarządzania kieszonkowym.

Revolut Junior ma obecnie trzy filary: Kieszonkowe, Zadania i Cele. Trzeci i najnowszy ma sprawić by odkładanie pieniędzy było tak proste jak to tylko możliwe. Dzięki połączeniu motywacji i zabawy dzieci uczą się, że przy odrobinie systematyczności można odłożyć na to o czym się marzy, obojętnie czy chodzi o sportowe buty, nową grę czy hulajnogę. Ciekawy cel, ustalony wspólnie z dzieckiem, da motywację do oszczędzania.

Jak działają Junior Goals?

1. Ustal Cel. Może to zrobić rodzic w aplikacji Revolut lub dziecko w aplikacji Revolut Junior

2. Potwierdź Kwotę. Kwota docelowa może być przypisana Celowi przez rodzica lub dziecko

3. Zasil Cel. Wpłat na Cel może dokonywać zarówno rodzic, jak i dziecko

4. Śledź postępy. Postępy można obserwować zarówno z aplikacji rodzica, jak i dziecka

5. Łatwy dostęp. Rodzic i dziecko mogą przesunąć środki z Celu na kartę dziecka w dowolnym momencie

“Cele, płatności, kieszonkowe i zadania były wśród czterech najczęściej wymienianych przez rodziców funkcji, które widzieli jako przydatne w usłudze Revolut Junior. Budujemy ten produkt na życzenie rodziców, biorąc pod uwagę sugestie dzieci, by oszczędzanie stało się rodzinną nauką i zabawą. Cieszymy się z popularności jaką cieszy się aplikacja i jesteśmy bardzo zmotywowani by ją dalej rozwijać” – mówi Felix Jamestin, szef produktów Premium w Revolut.

Cele Junior są obecnie dostępne w planach Revolut Premium i Metal w Europie i w USA. W lipcu bieżącego roku Revolut udostępnił w aplikacji Junior funkcję Zadania (Tasks), która pozwala rodzicom i dziecku umawiać się na drobne nagrody finansowe w zamian za realizację zadań specjalnych. Dzięki temu, dziecko docenia związek pomiędzy sumiennie wykonaną pracą, a należącą się za nią nagrodą.

Najpopularniejszymi zadaniami w aplikacji Revolut Junior w Polsce są kolejno (opis, średnia kwota nagrody): 1. Czytaj codziennie (ok. 5 zł) 2. Wyrzuć śmieci (ok. 5 zł) 3. Posprzątaj sypialnię (ok. 8 zł) 4. Odkurz pokój (ok. 5 zł) 5. Pozmywaj naczynia (ok. 5 zł)

W top 10 najpopularniejszych zadań znalazły się też kolejno: posprzątaj pokój, nakryj stół, opróżnij zmywarkę, zdobądź piątkę w szkole, koszenie trawy. Tuż za pierwszą dziesiątką uplasowało się wychodzenie na spacer z psem, być może jest to traktowane bardziej jak standardowy obowiązek, niż zadanie specjalne. Największe premie pieniężne zdobyć można było za sprzątanie sypialni, porządki w pokoju oraz koszenie trawy. W Europie, najpopularniejszym zadaniem w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoszech i Hiszpanii było sprzątanie sypialni, a w Rumunii i Francji odkurzenie pokoju. W każdym z ww. krajów, w top 3 zadań znalazło się codzienne czytanie.

Revolut Junior pierwszy raz udostępniony został rodzicom w marcu 2020 roku w Wielkiej Brytanii, następnie w maju w Europie, a w sierpniu w USA. Aplikacja Junior przeznaczona jest dla dzieci w wieku 7-17 lat. Rodzic lub opiekun ma wgląd i kontrolę nad transakcjami dziecka z poziomu swojej aplikacji. Z aplikacji Junior skorzystało już ponad 200 tysięcy dzieci. Revolut planuje uruchomić teraz aplikację Junior w Singapurze, Japonii i Australii.

Przyjazny deweloper, czyli działania CSR w przestrzeni społecznej

Aspekt odpowiedzialności społecznej biznesu odgrywa coraz ważniejszą rolę w polskiej gospodarce. Warto pokazać jego pozytywny wpływ na nasze najbliższe otoczenie urbanistyczne i inwestycje deweloperskie. Sama społeczna odpowiedzialność biznesu odnosi się do przekonania, że firmy powinny mieć pozytywne oddziaływanie na społeczność i szersze partnerstwo, a nie tylko generować zysk. Jeszcze do niedawna Corporate Social Responsibility (CSR) była domeną międzynarodowych korporacji. Obecnie docenia ją także rodzimy biznes, a przedsiębiorcy coraz chętniej angażują się w etyczne działania.

Inwestowanie w CSR to wymiernie korzyści

Coraz częściej przedsiębiorcy prowadzą działalność w taki sposób, aby jednocześnie odpowiadać na potrzeby społeczne i ekologiczne. Wspierają także społeczności lokalne i ochronę środowiska zyskując  przy tym nie tylko na wzroście wartości ich marki, ale także odnosząc szereg innych korzyści,  jak np.: poprawa wizerunku w oczach innych ludzi – kontrahentów, klientów, obecnych i potencjalnych pracowników, czy obniżenie kosztów produkcji dzięki odpowiedzialnemu gospodarowaniu zasobami.

„Korzyści, które uzyskuje J.W. Construction z CSR, z działań na rzecz społeczności lokalnych, to przede wszystkim satysfakcja całego naszego zespołu, ale dla mnie dodatkowo możliwość realizowania hobby z miłości do sportu. Wierzę także, że większa rozpoznawalność firmy przekłada się na zwiększenie zaufania klientów, na czym nam jako deweloperowi, operatorowi hoteli i aparthoteli bardzo zależy. Każda firma, która poważnie myśli o mocnej pozycji rynkowej i chce na nim odgrywać istotną rolę, musi CSR w swoich planach stawiać na równi z zyskiem, przychodami, badaniami i rozwojem” – wyjaśnia najważniejsza osobowość rynku deweloperskiego Józef Wojciechowski, Przewodniczący Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.

Znany z działalności biznesowej, filantrop Józef Wojciechowski zbudował w ciągu ponad 27 lat działalności na rynku deweloperskim imperium, które zrealizowało 66 inwestycji, wybudowało 32.143 mieszkań i 602 domy w Warszawie, Gdyni, Szczecinie, Katowicach, Łodzi, Poznaniu, a także za granicą. J.W. Construction angażuje się także w pomoc osobom wykluczonym. Za pomoc Stowarzyszeniu „Otwarte Drzwi”, które uruchomiło Galerię Apteka Sztuki – przedsiębiorstwo społeczne stanowiące pierwszy w Warszawie zakład aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych, a jednocześnie pełniące funkcję galerii sztuki współczesnej – w 2007 roku deweloper znalazł się wśród laureatów konkursu o tytuł „Dobroczyńca Roku”.

Jednym z naszych wiodących projektów CSR jest wspieranie naszego Ambasadora Andrzeja Bargiela, pierwszego narciarza których zjechał na nartach z K2, w jego kolejnych wyprawach wysokogórskich. O nawiązaniu tej współpracy zadecydowały względy pokrewnych przekonań i wartości: odważny i nowoczesny, a jednocześnie zawsze przygotowany i z respektem dla bezpieczeństwa. Tak jak Grupa Murapol obecną pozycję rynkową zawdzięcza właściwym decyzjom biznesowym – z jednej strony odważnym, pozwalającym wykorzystywać okazje rynkowe, z drugiej stale ważąc ryzyka dnia codziennego. Od lat wspieramy sport profesjonalny, będąc sponsorem drużyn piłkarskich – obecnie Widzewa Łódź, a wcześniej rodzimego klubu TS Podbeskidzie Bielsko-Biała. Angażujemy się również w projekty, mające na celu poprawę infrastruktury sportowej – współfinansowaliśmy utworzenie profesjonalnych tras rowerowych do kolarstwa górskiego – Endurotrails w Bielsku-Białej, które obecnie są jedną z największych atrakcji turystycznych w regionie. Zaangażowaliśmy się także w prace nad II etapem projektu, w którym powstają kolejne ścieżki. To przykłady naszych sportowych działań z zakresu społecznej odpowiedzialności, planujemy kolejne inicjatywy wspierające aktywności fizyczne, które ogłosimy już niebawem” – informuje Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

W pierwszym półroczu b.r. Grupa Murapol podpisała umowy dot. sprzedaży 1 526 mieszkań, wobec 1 696 rok wcześniej. Jest ona jedną z wiodących firm deweloperskich, od 19 lat działającą w obszarze wielorodzinnego budownictwa mieszkaniowego. W swojej dotychczasowej działalności Murapol zrealizował ok. 65 inwestycji, w których powstało 285 budynków z ok. 15,8 tys. mieszkań, zamieszkałych przez 47,3 tys. osób. Obecna mapa inwestycji Grupy obejmuje 16 miast w Polsce, w kolejnym Murapol zakontraktował działkę i przygotowuje projekt deweloperski.

Dobry CSR to swoisty, społeczno-biznesowy ekosystem

Odpowiedzialny społecznie rozwój nieruchomości można zdefiniować jako działania podejmowane w celu zmniejszenia negatywnego wpływu budynków i konstrukcji na zdrowie ludzi i środowisko naturalne, dążąc do efektywnego wykorzystania energii, wody i innych zasobów. To również ochrona zdrowia mieszkańców i poprawa produktywności pracowników, a także zmniejszenie ilości odpadów, zanieczyszczeń i degradacji środowiska. Koncepcja kładzie nacisk na ogólny wpływ na cały cykl życia, a nie tylko na proces budowy. Ogólnie rzecz biorąc, CSR pomaga budować szersze zaufanie do firmy ze strony interesariuszy i społeczeństwa. Mimo, iż często ciężko przeliczyć konwersje tych działań, gdyż byłoby to bardzo kosztowne i czasochłonne, to np.: wypracowując społeczny sukces projektu w jednym z miast, dobre relacje z mieszkańcami na pewno spowodują, że zyskają na tym inne projekty naszej organizacji.

W ostatnich latach coraz częściej pracujemy z projektami z zakresu CSR dla firm deweloperskich, które chcą się pozytywnie wyróżniać na tle konkurencji. Społeczna Odpowiedzialności Biznesu to bardzo ważny, przyszłościowy i rozległy obszar. Prócz zleceń dotyczących doradztwa w opracowaniu i wdrożeniu strategi, pracowaliśmy nad wieloma działaniami punkowymi z konkretnymi zadaniami. Współpraca z lokalnymi społecznościami może przynieść konkretne benefity, jak chociażby to, że bez protestów i konfliktów zyskamy na czasie, a to jeden z najważniejszych parametrów generujących profit. Taka kolaboracja jest także opłacalna dla wszystkich, bo np. zbudowanie profesjonalnego lądowiska dla helikopterów służb ratowniczych wpłynie korzystnie na postrzeganie inwestycji zarówno przez nabywców, jak i lokalną społeczność. Bardzo często taka kooperacja pozwala na rozwiązanie wieloletnich potrzeb infrastrukturalnych np. w obszarze komunikacji. Partycypujący w kosztach deweloper zyskuje na cenie nieruchomości, także beneficjentami będą pobliscy mieszkańcy i włodarze. Zielone osiedla zintegrowane z otoczeniem zyskują na popularności. Innym dobrym przykładem są finansowane – również i przez mniejszych deweloperów – murale. Prócz popularyzacji inwestycji w lokalnym środowisku, odróżniamy budynki, a otoczenie sztuką korzystnie wpływa na postrzeganie samej inwestycji. Pamiętamy też ogrodzone osiedla „twierdze” z lat 90-tych, obecnie zaś klienci szukają modnych, bezpiecznych i otwartych dzielnic jak np. warszawskie Powiśle. Na uwagę zasługuje zaprezentowany niedawno projekt koncepcji miastotwórczego i wielofunkcyjnego osiedla, który może powstać tuż przy stacji metra Kabaty w Warszawie. Ten otwarty, zielony, zachęcający do społecznych interakcji, skupiony wokół nowego parku i miejskiego placu projekt Echo Investment. Dobrze postrzegane jest również wieloletnie zaangażowanie J.W. Construction i Murapol-u w CSR poprzez wspieranie rozwoju uzdolnionych sportowców i tworzenie im warunków do rozwoju. Kryterium koniecznym dla uzyskania dobrych efektów CSR jest podjęcie działań długofalowych i połączenie ich z właściwą komunikacją i PR. Dobry CSR to swoisty społeczno-biznesowy ekosystem działający korzystnie dla wszystkich stron„ – mówi Adam Białas, ekspert rynku i dyr Agencji komunikacji Core PR.

„Projekt na Kabatach wpisuje się w naszą filozofię tworzenia miejsc, które przyciągają ludzi, tzw. „destinations”, miastotwórczych, wielofunkcyjnych kwartałów. Czerpie z charakterystyki miejsca i lokalnego kontekstu. Kabaty są rodzinne, przyjazne i zielone, więc wszystkie te cechy uwzględniliśmy w naszej koncepcji. Chcemy, by było to lokalne centrum spotkań, przyjazna przestrzeń miejska, służąca sąsiadom i nowym mieszkańcom Kabat „– mówi Marcin Materny, członek zarządu Echo Investment.

Echo Investment to jeden z największych na polskim rynku deweloper z bogatym doświadczeniem w głównych sektorach rynku nieruchomości tj.: mieszkaniowym, handlowo-usługowym, biurowym oraz hotelowym. Wyznaczający rynkowe trendy potentat, wykazał w ub. roku 300 milionów zł. zysku netto przy 4,8 miliarda aktywów, firma zrealizowała dotychczas 174 inwestycje, obecnie  1,55 mln m² powierzchni projektów w budowie i przygotowaniu.

Przyjazny deweloper, czyli eco CSR w urbanistyce społecznej

Działający od 18 lat i skupiający 211 firm członkowskich Polski Związek Firm Deweloperskich, to organizacją branżowa dbającą o kondycję rynku deweloperskiego w Polsce. PZFD aktywnie wspiera CSR np. poprzez propagowanie niedrogich projektów eko, które są wdrażane w całym kraju. Dzieląc się doświadczeniami prawnymi, biznesowymi i technologicznymi pomaga deweloperom w zdobywaniu lepszej edukacji i kształtowaniu wspólnej przestrzeni miejskiej.  Od dewelopera do ekobohatera – czyli jak uratować świat i nie zbankrutować, to motto towarzyszące publikacji dla branży budowlanej. Ekoprzewodnik Avengersów pokazuje, w jaki sposób tanio i ekologicznie budować z myślą o ratowaniu naszej planety.

Badania polskich konsumentów pokazują, że firmy powinny głośno mówić o swoich działaniach na rzecz dobra społecznego. Polskie przedsiębiorstwa cieszą się także w tych kwestiach większym zaufaniem, niż międzynarodowe korporacje – to wnioski płynące z Barometru CSR przeprowadzonego przez Dom Badawczy Maison oraz SGS Polska. CSR staje się obowiązkowym elementem strategii sektora nieruchomości, branża deweloperska coraz częściej uwzględnia potrzeby otoczenia, w którym planuje inwestycję, dbając o samopoczucie przyszłych mieszkańców.  Jak wynika z ub. rocznego raportu Forum Odpowiedzialnego Biznesu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”, zainteresowanie przedstawicieli biznesu działaniami CSR z roku na rok jest coraz większe – w analizie odnotowano 10-procentowy wzrost nadesłanych przez firmy dobrych praktyk stosowanych w ich miejscu pracy.

„W procesach CSR obserwujemy także zmiany pokoleniowe, sama znacznie bardziej od pokolenia moich rodziców zwracam uwagę na różne aspekty np. ekologię. Staramy się, aby nasze kolejne inwestycje były bardziej zielone, dopracowujemy przestrzeń społeczną i estetykę obiektów. To też kierunek dobrze widziany przez młodych nabywców lub nastolatków mających wpływ na decyzję zakupową rodziców. Jako jedni z pierwszych w naszym rejonie inwestycyjnym rozpoczęliśmy wykorzystywać przestrzeń dachów, jako swoiste ogrody. Współpraca z lokalnymi społecznościami może nieść wymierne korzyści dla wszystkich stron” – mówi Klaudia Siarkiewicz Prezes Kreator Dom Invest, lidera budowlanego Warszawy Zach.

Na główne wyzwania i korzyści z wdrożenia działań wpisujących się w ideę społecznej odpowiedzialności biznesu, wskazuje raport KPMG w Polsce i Forum Odpowiedzialnego Biznesu pt. „Społeczna odpowiedzialność biznesu: fakty a opinie”. Firmy, zapytane o konkretne wyzwania, które są najważniejsze z ich punktu widzenia, w głównej mierze (50%) wskazywały na ochronę środowiska naturalnego. Drugim wiodącym wyzwaniem z punktu widzenia badanych przedsiębiorstw jest rozwój społeczności lokalnych.

Najczęściej wskazywaną potencjalną korzyścią jest poprawa wizerunku firmy na rynku – ponad połowa badanych uważa, że może być to efekt prowadzenia działań CSR. Kolejnym ważnym benefitem, jaki może odnieść firma, jest wzrost akceptacji przez otoczenie, na co wskazuje ponad jedna trzecia przedstawicieli dużych i średnich przedsiębiorstw. Ponad trzy czwarte (77%) przedstawicieli dużych i średnich firm obecnych w Polsce jest zdania, że prowadzenie działalności biznesowej zgodnie z koncepcją CSR ma korzystny wpływ na wyniki finansowe przedsiębiorstwa. Takie przekonanie nieznacznie rzadziej wyrażają przedstawiciele najwyższej kadry kierowniczej (73% wskazań) niż pozostali pracownicy (81%).

Deweloperzy dbają o CSR, np. odpowiedzialność społeczna jest ważną częścią strategii działalności Grupy Murapol, uzupełnia ją i stanowi inny wymiar wartości. Dla Murapol-u bliski jest etos sportu, dlatego wśród projektów, które wspiera dominują różnorodne aktywności fizyczne. Istotny obszar zaangażowania dewelopera zajmują także przedsięwzięcia skierowane do dzieci i młodzieży, wśród których najdłuższą historię ma Akademia Piłkarska 21, szkółka w ramach której organizowane są treningi sportowe dla adeptów piłki nożnej oraz liczne wyjazdy na turnieje zarówno w kraju, jak i zagranicą. Od 2011 roku Grupa Murapol wraz z Akademią Piłkarską 21 organizuje międzynarodowy turniej piłki nożnej dla najzdolniejszych piłkarzy z juniorskich klubów sportowych – Murapol Cup, który jest jedną z największych imprez piłkarskich dla juniorów w Europie. Innym projektem, także skierowanym do uzdolnionych sportowo dzieci i młodzieży, są Młodzieżowe Nadzieje Olimpijskie – drużyna hokejowa Infinitas KTH z Krynicy Zdroju, której  jest  partnerem.

Firmy budowlane mogą wdrażać CSR na kilka sposobów, takich jak:

  • Poprawiające jakość życia i samopoczucie dobrze zaprojektowane budynki.
  • Wspieranie programów edukacyjnych.
  • Poświęcanie czasu lub innych zasobów na działalność charytatywną.
  • Dobry projekt i budowa przestrzeni publicznych, takich jak oświetlenie, ścieżki rowerowe, krajobraz itd.
  • Odpowiedzialne zakupy (łańcuch dostaw).
  • Minimalizacja odpadów.
  • Wspieranie lokalnych grup społecznych.
  • Praktyki i programy praktyk zawodowych.
  • Wspieranie praktyk zawodowych.
  • Elastyczna praca dla pracowników.
  • Wspieranie rozwoju lokalnej infrastruktury (partycypacja w kosztach np. obszar komunikacji).
  • Plany pracy z domu, karnety na siłownię, dotowany transport publiczny, team building  i inne świadczenia pracownicze.
  • Ulepszone praktyki zatrudniania.
  • Lokalni podwykonawcy i kontrahenci (relacje środowiskowe)
  • Zarządzanie karierą, programy mentorskie i szkoleniowe.
  • Programy motywacyjne dla pracowników.
  • Minimalizacja opóźnień w płatnościach dla podwykonawców w łańcuchu dostaw.
  • Inicjatywy dotyczące efektywności energetycznej (zielone budynki).

Na przykład, jeden z najdłużej działających deweloperów na naszym rynku – Dom Development zainicjował projekt „Dobry sąsiad lepszy niż daleki krewny”, mający na celu przede wszystkim zaangażowanie mieszkańców osiedla i zachęcanie ich do samodzielnych działań. Składowymi projektu były: INTEGRACJA – organizowanie i animowanie spotkań mieszkańców na terenie osiedla. EDUKACJA – w ramach cyklicznych spotkań można było zdobyć podstawową wiedzę z zakresu obowiązkowych szczepień dla zwierząt domowych, porad psychologów dziecięcych czy bezpieczeństwa. DZIAŁALNOŚĆ TRÓJSEKTOROWA – patronat nad projektem objął Burmistrz Dzielnicy Białołęki m.st. Warszawy. W spotkaniach uczestniczyła lokalna policja, straż pożarna i inne służby, które czynnie brały udział w warsztatach. Do działań zaangażował się również sąsiadujący z osiedlem Zespół Szkół.

Budimex Nieruchomości, który jest częścią Grupy Budimex, rozumie odpowiedzialność społeczną  jako działania dobrowolne i wykraczające poza wymagania prawne, które przynoszą pożytek interesariuszom i otoczeniu firmy. Podejmowanie działań odpowiedzialnych społecznie wymaga świadomości, że jest to inwestycja długoterminowa i powinna przynosić korzyści, albo przynajmniej nie czynić szkód przyszłym pokoleniom.

Prowadzona przez nas działalność nie może koncentrować się wyłącznie na wynikach ekonomicznych, istotne jest zintegrowanie aspektów ekonomicznych, społecznych i środowiskowych. Dlatego właśnie szeroko patrzymy na kontekst, w którym działamy. Rozmawiamy, szukamy rozwiązań i pola do współpracy. Staramy się – w zależności od potrzeb i oczekiwań interesariuszy – działać na wielu płaszczyznach. Są to: edukacja, kultura, sport, rozwój, przestrzeń publiczna, zieleń miejska, pomoc społeczna, ekologia czy zdrowie. Mamy za sobą dziesiątki zrealizowanych projektów – tych dużych, ale i małych, bardzo lokalnych (m. in. zrewitalizowane parki i place zabaw, doposażone przedszkola i szkoły, odnowione zabytki, posprzątane brzegi rzeki, zajęcia sportowe, wycieczki rowerowe, wydarzenia dla dzieci i seniorów, dobrostan zwierząt). Bardzo cieszy nas również nasz autorski projekt Dobre sąsiedztwo. Zachęcamy w nim mieszkańców – sąsiadów naszych osiedli – do zgłaszania własnych inicjatyw, dzięki którym ich najbliższa okolica stanie się jeszcze bardziej przyjazna czy dostępna, a społeczność – np. zintegrowana. Mogą to być pomysły dot. infrastruktury bądź zajęć np. sportowych czy edukacyjnych zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Te, które w głosowaniu internetowym otrzymują najwięcej głosów od mieszkańców, są przez nas finansowane. Za nami kilka edycji programu. Pracujemy nad kolejnymi. Jedno jest niezmienne – za każdym razem niezmiernie cieszą nas efekty zrealizowanych pomysłów. – Andrzej Miś, rzecznik prasowy Budimex Nieruchomości.

Budimex Nieruchomości prowadzi działalność deweloperską od 1999 roku. W tym czasie wybudował 17.200 mieszkań, w których mieszka ok. 43.000 osób. Działalność prowadzi w 5 miastach Polski: Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu. Tworząc osiedla mieszkaniowe, dba o to, aby swoją funkcjonalnością służyły nie tylko ich mieszkańcom, ale także społecznościom lokalnym.

Natomiast J.W. Construction od początku swojej działalności przywiązuje wagę do utrzymania równowagi pomiędzy rentownością, a pożytkiem społecznym i działaniami nie nastawionymi na zysk, będącymi celem samym w sobie. Ostatnie, zakrojone na długofalowy rozwój plany CSR’owe, dotyczą zaangażowania w budowę centrum tenisowego w Jachrance pod Warszawą i wspierania finansowego JW Tennis Support Foundation, która powstała z inicjatywy Józefa Wojciechowskiego, właściciela i Przewodniczącego Rady Nadzorczej JWC. Fundacja ma za zadanie realizować ideę promocji tenisa poprzez wspieranie utalentowanej sportowo młodzieży. Nadzorują ją Tomasz Wiktorowski, były menedżer Agnieszki Radwańskiej i Marcin Matkowski, nasz były czołowy tenisista. Deweloper natomiast realizuje działania, na których zna się najlepiej, czyli budowę, na 12,5 ha działce nad Zalewem Zegrzyńskim, centrum tenisa. Będą w nim klasy sportowe i widownia na 2,5 tys. miejsc.

 

„Chcemy sprawić, by był to sport dla najzdolniejszych, a nie najbogatszych. Wierzę bowiem, że wspieranie młodych talentów, to najlepsza inwestycja w przyszłość. W Warszawie powstaje najwięcej inwestycji, chcemy brać udział w rozwoju stolicy, ale i wspierać sportowe talenty” – mówi Józef Wojciechowski. 

Deweloper był jednym z największych sponsorów warszawskiego klubu siatkarskiego ONICO. Spółka wspierała stołeczną drużynę przez wiele lat, a efektem tej współpracy były liczne sukcesy siatkarzy. Wcześniej JWC. był dwukrotnie sponsorem drużyny AZS Politechniki Warszawskiej. Od 19 lat JWC. działa także w branży hotelowej i aparthotelowej. W okresie lockdownu spowodowanego COVID-19, w zamkniętym dla klientów od połowy marca do końca maja – wskutek decyzji władz państwowych – należącym do spółki Hotelu Dana w Szczecinie, Józef Wojciechowski udostępnił nieodpłatnie 100 pokoi dla pracowników służby zdrowia. W porozumieniu z Piotrem Krzystkiem, Prezydentem Szczecina, w obiekcie zakwaterowanych zostało kilkudziesięciu pracowników służby zdrowia: lekarzy, pielęgniarek, ratowników i laborantów na co dzień zmagających się z koronawirusem w szpitalu jednoimiennym przy ul. Arkońskiej. Hotel został odpowiednio przygotowany i wyposażony we wszystkie niezbędne środki ochrony, tak by zapewnić maksymalny poziom bezpieczeństwa medyków i personelu hotelowego.

Historia i rozwój społecznej odpowiedzialność biznesu

Ewolucja CSR jest tak stara, jak handel i biznes korporacyjny. Wyrażenie „społeczna odpowiedzialność biznesu” powstało w 1953 r. wraz z opublikowaniem książki Howarda Bowena „Social Responsibility of Businessmen”. Uprzemysłowienie i wpływ przedsiębiorstw na społeczeństwo doprowadziły do zupełnie nowej wizji. CSR zaczęło obowiązywać w Stanach Zjednoczonych w latach 70. XX wieku, kiedy w 1971 r. koncepcja „umowy społecznej” między biznesem a społeczeństwem została ogłoszona przez Komitet Rozwoju Gospodarczego. Umowa społeczna opiera się na założeniu, że biznes funkcjonuje dzięki „przyzwoleniu” opinii publicznej, dlatego biznes ma obowiązek konstruktywnego zaspokajania potrzeb społeczeństwa. Obecnie jest to często określane jako „licencja na prowadzenie działalności” – to znaczy wniesienie większego wkładu społecznego niż wyłącznie produkty na sprzedaż.

W latach 80-tych i 90-tych XX wieku temat CSR był przedmiotem globalnej dyskusji. Pierwszą firmą, która wdrożyła CSR, był w 1998 roku Shell. W 1990 roku CSR był standardem w branży w firmach takich jak Price Waterhouse Copper i KPMG. W Polsce FOB od dwóch dekad kształtuje, analizuje i promuje CSR. Forum Odpowiedzialnego Biznesu oferuje bezpłatny dostęp do szerokiej bazy publikacji, artykułów i raportów. Publikuje również liczne recenzje najlepszych książek dotyczących miedzy innymi odpowiedzialnego biznesu, zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska. Obecnie skupia 655 zaangażowanych w CSR firm z 27 branż.

Współpracując ze środowiskami naukowymi oraz biznesem dostrzegamy, że z każdym kolejnym rokiem rośnie w Polsce liczba podejmowanych praktyk CSR. Niegdyś domena największych światowych korporacji, dziś jest bliska również wielu przedsiębiorstwom z sektora MSP. Ponadto, ankiety i analizy przeprowadzone wśród studentów potwierdzają, że trend ten będzie się tylko umacniał z każdym kolejnym pokoleniem, które wejdzie na rynek pracy. Czynniki takie jak wzrost świadomości dbania o środowisko, znaczenie wartości społecznych i etycznych czy respektowanie praw człowieka zostały jeszcze wzmocnione w dobie pandemii COVID-19. Firmy i instytucje coraz częściej patrzą kompleksowo na otoczenie, w którym działają, biorą na siebie odpowiedzialność i myślą nie tylko o celach krótkoterminowych i biznesowych, ale również angażują się chętnie w coraz bardziej potrzebne społecznie inicjatywy” – dr Martin Dahl, dziekan Wydziału Ekonomii i Zarządzania na Uczelni Łazarskiego.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku, dziennikarz, dyr. Core PR.

Czy ekologia i biznes idą ze sobą w parze w przypadku polskich firm?

Proekologiczne prowadzenie biznesu odgrywa coraz większą rolę wśród polskich firm. Dostrzegają one nie tylko globalne znaczenie, ale też wymierne korzyści, które przynosi firmie takie postępowanie. Jakie wyzwania stoją w tym zakresie przed przedsiębiorstwami?

Redukcja śladu węglowego, odpowiedzialna gospodarka zasobami i odpadami, czy korzystanie z alternatywnych źródeł energii to tylko niektóre z widocznych na całym świecie trendów, które mogą zagwarantować naszemu społeczeństwu zrównoważony rozwój. Wyzwania dotyczące ekologicznego życia dotyczą nie tylko każdego z nas z osobna, ale również biznesu. O tym, czy ekonomia może działać w służbie ekologii będą rozmawiać goście konferencji Made in Wrocław 2020, wśród których znajdą się przedstawiciele firm takich jak IKEA, Giant Lazer czy Nokia.

Ekologia we wszystkich obszarach biznesu

Stosowanie ekologicznych rozwiązań w biznesie w coraz większym stopniu regulowane jest przez krajowe i międzynarodowe przepisy prawne. Podstawą efektywności tego typu działań jest jednak świadomość firm dotycząca tego, że jej akcje, nawet te o lokalnej skali, mogą przyczyniać się do pozytywnych efektów w zakresie ochrony środowiska i klimatu w skali globalnej. – Ekonomia i ekologia nie tylko mogą, ale naszym zdaniem wręcz muszą iść ze sobą w parze! Mamy tylko jedną planetę, o którą musimy dbać, tak aby nasze dzieci i wnuki mogły normalnie na niej żyć. Biznes nie może być obojętny na ekologię i powinien wprowadzać ją we wszystkich możliwych obszarach swojej działalności. Można to zilustrować rozwiązaniami stosowanymi przez Nokię przy dbaniu o środowisko – takimi jak np.:  wykorzystanie ciepła generowanego przez sprzęt w naszym laboratorium do ogrzewania naszych biur czy rozwiązania stosowane w naszych produktach, celem redukcji emisji szkodliwych gazów cieplarnianych (np. system chłodzenia cieczą 5G AirScale Base Station) – komentuje Taras Lukaniuk, Dyrektor Centrum Technologicznego Nokia.

Wyzwanie i szansa dla biznesu

Przedsiębiorstwa, działające tak na międzynarodową, jak i lokalną skalę stoją dziś przed wieloma wyzwaniami związanymi ze zrównoważonym rozwojem. Odkrywają konkretne korzyści ekonomiczne z nimi związane, ale też stopniowo wykształcają w ramach własnych organizacji i w swoim otoczeniu poczucie odpowiedzialności za realizację ekologicznych celów. – Biznes i ekologia mogą tworzyć ze sobą synergiczne połączenie, jednak ciągle musimy nad tym pracować. Na naszych oczach rozpoczyna się światowa transformacja energetyczna zmierzająca do zeroemisyjności sektora energetycznego. Czeka nas również transformacja biznesu na taki, który potrafi być przyjazny środowisku. Obecny model ekonomiczny nie radzi sobie ze wszystkimi wyzwaniami ochrony środowiska – komentuje Jakub Korczyński, CEO Giant Lazer.

O wyzwaniach stojących dziś przed biznesem w kontekście ekologii będą rozmawiać uczestnicy konferencji Made in Wrocław podczas trzeciego dnia wydarzenia, 22 października 2020 r. Wezmą w nim udział przedstawiciele nie tylko biznesu, ale i środowiska akademickiego. Wśród prelegentów znajdą się prof. dr hab. Krzysztof Jajuga z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, Jakub Korczyński z firmy Giant Lazer oraz Małgorzata Dobies-Turulska reprezentująca spółkę IKEA. Odbędzie się również panel dyskusyjny „Zrównoważony rozwój – lokalne działania, globalny wpływ”, którego gośćmi będą reprezentanci MPWiK Wrocław oraz firm Nokia, IKEA i Ultimo.

Made in Wrocław odbędzie się między 20 a 22 października 2020 r. Bezpłatna, wirtualna konferencja poświęcona wyzwaniom, przed którymi stoi dziś biznes potrwa trzy dni,
a bezpłatne targi odbędą się ostatniego jej dnia – 22 października 2020 r. Rejestracja na oba wydarzenia możliwa jest na www.made-in-wroclaw.pl. Wydarzenie organizowane jest przez Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej i Miasto Wrocław. Partnerami Merytorycznymi Made in Wrocław 2020 są 3M, FANUC Polska, Whirlpool Company Polska Sp. z o.o., GlobalLogic, ITCorner, SoDA oraz MPWiK Wrocław, a patronat strategiczny nad wydarzeniem objęło Hays Poland, CBRE, mBank private banking oraz firma doradcza JP Weber.

7Levels samodzielnie wyda inbento na terenie Japonii

7Levels, krakowski developer i wydawca gier z wieloletnim doświadczeniem, ogłosił samodzielne wydanie gry inbento na konsolę Nintendo Switch w Japonii. Od dnia 08 października 2020 roku tytuł będzie dostępny w przedsprzedaży, natomiast premiera nastąpi dnia 20 października. Cena japońskiej wersji inbento została ustalona na 500 JPY.

Samodzielne wydanie gry na Nintendo Switch w Japonii jest niecodziennym zjawiskiem wśród polskich deweloperów. Pionierski ruch 7Levels był możliwy ze względu na uproszczenie przepisów dotyczących publikowania tytułów w kraju Kwitnącej Wiśni:

– Ze względu na drobne zmiany w zasadach publikowania gier w Japonii, możemy wydać inbento bez konieczności podpisywania umów z zewnętrznymi wydawcami.  Chcemy wykorzystać tę szansę oraz nasze wieloletnie doświadczenie, debiutując na kolejnym dużym rynku jako wydawca. Dzięki pominięciu pośrednika jesteśmy w stanie zapewnić japońskim użytkownikom grę w atrakcyjnej cenie oraz umacniać swoją pozycję poza granicami Polski. – komentuje ruch Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels. 

Spółka posiada gotową japońskojęzyczną wersję tytułu, która została pozytywnie zweryfikowana przez Nintendo. Przypominamy, że “inbento” to gra logiczna przybliżająca historię rodziny kotów. Tytuł ma ponad 120 niezwykłych poziomów podzielonych na 12 różnych światów. Edycja na konsolę Nintendo Switch zebrała wysokie oceny recenzentów, m.in 9/10 od Game Spew i 8/10 od Pure Nintendo, dzięki niezwykłej grafice inspirowanej japońską estetyką oraz subtelnemu stopniowaniu poziomu trudności. 7Levels odpowiada za działania związane z portowaniem, wydaniem, dystrybucją oraz promocją tytułu na Nintendo Switch.

– Stylistyka inbento oraz obecność kotów w grze utwierdzają nas w przekonaniu, iż spodoba się ona japońskim odbiorcom. Liczymy, że niezwykła grafika rozbudzi w nich ciepłe odczucia, które zachęcą do sięgnięcia po ten nietuzinkowy tytuł. – kończy wiceprezes 7Levels.

Przypominamy, że 6 października rozpoczęły się zapisy na 50-100 tys. akcji serii D. Potrwają one do 20 października, a cena emisyjna jednej akcji została ustalona na 32 zł. Pozyskane środki spółka wykorzysta na powiększenie zespołu produkcyjnego, rozwój segmentu działalności wydawniczej oraz dofinansowanie nadchodzącej autorskiej produkcji, której zakończenie produkcji zaplanowane jest na koniec 2021 roku.

Budżet państwa na 2021 r. – struktura i najważniejsze założenia

Budżet państwa to plan finansowy uwzględniający planowane dochody i wydatki państwa na następny rok budżetowy. W Polsce jest on uchwalany przez Sejm w formie ustawy budżetowej, która jest najważniejszym po Konstytucji RP aktem prawnym. To dlatego każdego roku prace nad nią trwają wiele miesięcy i wymagają wielostronnych uzgodnień.
Budżet państwa to plan finansowy centralnych organów władzy publicznej, sporządzany w formie ustawy na jeden rok budżetowy. Plan ten obejmuje przede wszystkim dochody (prognoza) i wydatki (limit) oraz przychody i rozchody (pozycje związane przede wszystkim z transakcjami dłużnymi). Budżet państwa można też rozumieć jako środki pieniężne na realizację zadań państwa. Budżet państwa obejmuje tylko część finansów władzy publicznej.

Za opracowanie ustawy budżetowej odpowiada rząd, który ma obowiązek przedłożenia projektu tego aktu Sejmowi w terminie do 30 września roku poprzedzającego rok budżetowy.

Tworzenie budżetu państwa przypomina planowanie przychodów i wydatków gospodarstwa domowego, tyle że w większej skali. Trzeba zaplanować przychody i koszty, oszacować wynik finansowy i zdecydować, skąd wziąć brakujące pieniądze albo na co wydać nadwyżkę.

Sam proces opracowywania ustawy budżetowej jest czasochłonny i skomplikowany oraz wymaga wielu uzgodnień ze strony wszystkich ministerstw.

Na stronie resortu finansów można przeczytać, że konsultacje dotyczące projektu ustawy budżetowej „to trudne rozmowy”. Powód jest prozaiczny. Ministerstwo Finansów rozstrzyga, które z poszczególnych projektów ministerialnych zostaną zrealizowane. Podjęte decyzje przełożą się na spójny plan finansów państwa.

Członkowie rządu muszą ustalić priorytety wiążące się z zapewnieniem środków obejmujących kluczowe obszary takie jak np.: Program „Rodzina 500+”,modernizacja armii, wydatki na ochronę zdrowia.

Dopiero gdy wspólne stanowisko zostanie uzgodnione i spodziewane wpływy do budżetu zostaną rozdysponowane pomiędzy poszczególne resorty, ustawa trafia do Sejmu.
Na przedłożenie projektu ustawy budżetowej Sejmowi rząd ma czas do 30 września roku poprzedzającego rok budżetowy.

Po uchwaleniu budżetu przez Sejm, projekt ustawy trafia do Senatu i na koniec do Prezydenta. Gdy ustawa zostanie podpisana, stanowi obligatoryjną wytyczną do realizacji wydatków budżetu państwa.

Procedura budżetowa

W praktyce prace nad projektem ustawy budżetowej na kolejny rok ruszają już wczesną wiosną. Najpierw resort finansów opracowuje rozporządzenie w sprawie szczegółowego sposobu, trybu i terminów opracowania materiałów do projektu ustawy budżetowej, czyli tzw. notę budżetową.

Następnie na przełomie maja i czerwca minister finansów pracuje nad założeniami projektu budżetu państwa, które muszą uzyskać akceptację członków Rady Ministrów. Kolejnym krokiem jest przekazanie Radzie Dialogu Społecznego wstępnej prognozy wybranych wskaźników makroekonomicznych.

W lecie dysponenci części budżetowych opracowują i przedkładają Ministrowi Finansów plany rzeczowe zadań do realizacji. Dalej następuje ustalenie kwot limitów wydatków dla poszczególnych części budżetowych na rok (n+1).

Na przełomie lipca i sierpnia dysponenci przekazują szczegółowe plany budżetów w ramach poszczególnych części (zazwyczaj 21 dni od otrzymania pisma przekazującego wstępne kwoty wydatków).

Dopiero w sierpniu Minister Finansów opracowuje wstępny projekt budżetu państwa i przekazuje go Radzie Ministrów.

Kolejny krok to przekazanie Radzie Dialogu Społecznego wstępnego projektu ustawy budżetowej wraz z uzasadnieniem w celu zajęcia stanowiska przez strony pracowników i strony pracodawców (następuje to nie później niż 30 dni przed przedstawieniem rządowego projektu ustawy budżetowej Sejmowi RP).

Najpóźniej 30 września następuje uchwalenie ostatecznego, rządowego projektu ustawy budżetowej przez Radę Ministrów i przedłożenie go wraz z uzasadnieniem do Sejmu.
Jak każda ustawa tak samo ustawa budżetowa przechodzi standardową ścieżkę legislacyjną w parlamencie.

Projekt budżetu jest jedyną ustawą, wobec której prezydent nie ma prawa weta. Jednak w przypadku wątpliwości lub zastrzeżeń prezydent może skierować ustawę budżetową do Trybunału Konstytucyjnego.

Struktura i najważniejsze założenia budżetu państwa na 2021 r.

Ustawa o finansach publicznych (uofp) stanowi, iż budżet państwa wyodrębnia źródła finansowania zadań w trzech sekcjach i określa:

  • kwotę prognozowanych podatkowych i niepodatkowych dochodów budżetu państwa
  • kwotę planowanych wydatków z uwzględnieniem tzw. reguły wydatkowej
  • deficyt budżetu państwa oraz źródła jego finansowania
  • kwotę prognozowanych dochodów budżetu środków europejskich
  • kwotę planowanych wydatków budżetu środków europejskich
  • wynik budżetu środków europejskich
  • kwotę planowanych przychodów budżetu państwa
  • kwotę planowanych rozchodów budżetu państwa
  • saldo przychodów i rozchodów budżetu państwa (tzw. saldo potrzeb pożyczkowych)

Z punktu widzenia interpretacji zapisów zawartych w budżecie państwa, istotne jest rozróżnienie pomiędzy dochodami i przychodami oraz wydatkami i rozchodami. Różnica dotyczy stopnia definitywności. Dochody (np. podatki) są w tym sensie definitywne, czyli ostateczne, że nie podlegają innym rozliczeniom w przyszłości niż decyzje ustawodawcy zawarte w bieżącej ustawie budżetowej. Z kolei przychody (pożyczki, kredyty, sprzedaż obligacji) mają charakter niedefinitywny, czyli warunkowy. Jeśli rząd zaciągnie kredyt lub sprzeda obligacje, to wpływ z tych operacji w danym roku, zwany przychodem, musi być uregulowany w przyszłości w formie spłaty raty kredytu lub wykupu obligacji. Regulacje tych zobowiązań państwa określa się rozchodami a nie wydatkami. Wydatkiem jest natomiast – i to należy wyraźnie podkreślić – jedynie koszt obsługi długu Skarbu Państwa, czyli odsetki, zaś nie same raty kredytu. W budżecie państwa pokazującym tylko dochody i wydatki „nie widać” stanu zadłużenia państwa, czyli nie podana jest kwota długu publicznego, a jedynie koszty jego obsługi.

To rozróżnienie pozwala wyodrębnić tzw. deficyt pierwotny (primary deficit). Deficyt pierwotny jest to ten wynik budżetu, który został by osiągnięty, gdyby kraj nie był zadłużony. Mówiąc inaczej, po stronie wydatków nie byłoby pozycji: koszt obsługi długu publicznego. Porównanie deficytu pierwotnego z deficytem rzeczywistym pokazuje skalę obciążenia gospodarki długiem publicznym z przeszłości. Posłużmy się przykładem. W Małym Roczniku Statystycznym Polski 2020 na stronie 373 znajdujemy sprawozdanie z wykonania budżetu państwa za rok 2019, w którym (dane w mld. zł):

Dochody:—————- 400,5
Wydatki: —————- 414,2
Deficyt rzeczywisty: — 13,7

W celu wyliczenia deficytu pierwotnego pomniejszamy wydatki o koszt obsługi długu publicznego, który w 2019 wyniósł 27,3 mld zł. W związku z tym:

Dochody: ———————————- 400,5
Wydatki: (414,2 – 27,3) —————- 386,9
Wynik pierwotny (nadwyżka) ———- +13,6

Z takiego porównania wyciągamy bardzo ważny wniosek dotyczący oceny kondycji finansów publicznych. Otóż, gdyby w Polsce w 2019 roku nie było długu publicznego (ok. 907 mld.), to wówczas zamiast deficytu w wysokości 13,7 mld. zł, mielibyśmy nadwyżkę na poziomie 13,6 mld. zł.

Prace nad przyszłorocznym budżetem nadal trwają. W projekcie ustawy budżetowej na 2021 r., który jest obecnie rozpatrywany przez Sejm przyjęto: prognozę dochodów budżetu państwa w kwocie 403,7mld zł, limit wydatków budżetu państwa na poziomie 486 mld zł, deficyt budżetu państwa w wysokości 82,3 mld zł, deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii UE) na poziomie ok.6 proc. PKB. Ustawa zakłada wzrost PKB o 4%, poziom stopy bezrobocia na poziomie 7,5% oraz inflacji – 1,8%. Minimalne wynagrodzenie za pracę sięgnie 2 800 złotych miesięcznie. Ponadto, założono dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (definicja UE) na poziomie 64,7 proc. PKB. Warto jednak pamiętać, że w sytuacji gdy relacja długu publicznego do produktu PKB jest równa lub większa niż 60%, niezbędne jest podjęcie działań naprawczych.

W budżecie środków europejskich projekt ustawy budżetowej na przyszły rok zakłada dochody w wysokości 80,5 mld zł i wydatki w kwocie 87,3 mld zł. Deficyt budżetu środków europejskich ma wynieść 6,9 mld zł.

Resort finansów zapewnił, że projekt ustawy budżetowej na rok 2021 został przygotowany z zastosowaniem stabilizującej reguły wydatkowej. Kwota wydatków na 2021 rok została powiększona o połowę prognozowanej sumy skutków finansowych po stronie dochodów i wydatków wynikających z działań nakierowanych na powstrzymanie i przeciwdziałanie skutkom pandemii w 2020 roku.

W projekcie budżetu na 2021 r. zapewniono też m.in.: finansowanie Programu „Rodzina 500+” (41,0 mld zł), zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu 5,3 proc. PKB (wydatki budżetowe wzrosną o ok. 12,9 mld zł, co stanowi dwukrotnie wyższy wzrost niż w roku 2020, waloryzację rent i emerytur od 1 marca 2021 r. wskaźnikiem waloryzacji na poziomie 103,84 proc. (szacowany łączny koszt wynosi ok. 9,6 mld zł).

Budżet przewiduje też: środki na realizację świadczenia „Dobry Start” (1,4 mld zł), finansowanie zadań w ramach Funduszu Solidarnościowego, finansowanie potrzeb obronnych Polski na poziomie zwiększonym do 2,2 proc. PKB, wzrost wydatków w obszarze szkolnictwa wyższego i nauki, finansowanie zadań w obszarze mieszkalnictwa.
Z budżetu finansowane mają być też zadania w zakresie transportu lądowego: infrastruktury drogowej oraz krajowych pasażerskich przewozów kolejowych.

Słownik:

Dług publiczny – tzw. państwowy dług publiczny (PDP) – to dług sektora finansów publicznych, zdefiniowanego w ustawie o finansach publicznych. Fakt istnienia krajowej definicji długu publicznego wynika z unikalnego w Polsce rozwiązania w postaci konstytucyjnego limitu 3/5 relacji długu publicznego do PKB, wprowadzonego Konstytucją RP z 1997 r. Obowiązująca w Polsce konstytucyjna reguła fiskalna oraz towarzyszące jej dodatkowe procedury ostrożnościowe i sanacyjne uruchamiane po przekroczeniu przez relację długu do PKB odpowiednio progów: 50%, 55% i 60% wymagały precyzyjnego ustawowego zdefiniowania sposobu liczenia państwowego długu publicznego oraz zakresu podmiotowego sektora finansów publicznych (zakres ten nie uległ zasadniczym zmianom od 1998 r., a więc od uchwalenia pierwszej ustawy o finansach publicznych).

Dług publiczny (definicja unijna) – to dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (ang. general government) wg europejskiego systemu rachunków narodowych ESA 95) liczony jednolicie we wszystkich państwach Unii Europejskiej (w tym w Polsce). Unijna metodologia liczenia długu publicznego wynika z traktatu z Maastricht zawierającego m.in. kryterium długu i deficytu oraz przewidującego procedurę nadmiernego deficytu (Excessive Deficit Procedure – EDP) w wypadku ich niespełnienia.

Fundusze celowe – instytucje państwowe oraz agencje rządowe, którym państwo przekazało konkretne zadania do realizacji np. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, Fundusz Pracy, Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Instytucje te mają określone w odrębnych ustawach źródła dochodów. Plany finansowe tych instytucji nie wchodzą w skład budżetu.

Makroekonomiczne założenia budżetu – prognoza rozwoju sytuacji gospodarczej, obejmująca np. tempo wzrostu gospodarczego, stopę inflacji, zmiany inwestycji i konsumpcji, tempo wzrostu płac, stopy procentowe, kurs waluty krajowej, relacje miedzy importem a eksportem. Na podstawie tych wskaźników szacowane są dochody państwa.
Wydatki sztywne budżetu – wydatki, z których rząd nie może zrezygnować i których nie może pomniejszyć. Należą do nich przede wszystkim koszty obsługi długu publicznego oraz dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Stabilizująca reguła wydatkowa – zasadniczym celem reguły jest redukcja, a następnie stabilizacja deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych i w konsekwencji – zadłużenia publicznego.

Źródło informacji: Serwis Samorządowy PAP

Nowy Hilux po 3 latach będzie wart 61,3% ceny początkowej – najwięcej w klasie

Nowy Hilux po faceliftingu ma najwyższą wartość rezydualną na tle swoich konkurentów. Takie analizy przedstawiła firma INFO-EKSPERT. Nowa Toyota Hilux, która debiutuje właśnie w polskich salonach, wnosi odświeżony design, bogatsze wyposażenie, mocniejszy silnik 2.8 oraz system multimediów z Apple CarPlay® i Android Auto™.

Nowa Toyota Hilux najlepiej utrzymuje wartość po zakupie na tle swoich konkurentów. Firma INFO-EKSPERT określiła przewidywaną wartość odsprzedaży Hiluxa 2020 po okresie użytkowania 36 miesięcy i 90 000 km przebiegu na 61,3% ceny początkowej.

Toyota Hilux to jeden z najpopularniejszych pick-upów w Polsce, ceniony za legendarną trwałość i niezawodność oraz świetne właściwości terenowe. Hilux aktualnej, 8. generacji wyróżnia się przy tym komfortowym prowadzeniem na asfalcie oraz wysokim standardem wykończenia i wyposażenia na poziomie samochodów osobowych. Terenowy pick-up należy do stale rozbudowywanej gamy modeli użytkowych Toyoty, dla których marka stworzyła specjalistyczną sieć dealerską Toyota Professional.

„To już kolejny model w gamie naszych aut użytkowych, który wyróżnia się wysoką wartością rezydualną. Kilka miesięcy temu nasz kompaktowy van PROACE CITY okazał się liderem swojego segmentu w tej dziedzinie, o czym również poinformowała firma INFO-EKSPERT. Odświeżony Hilux to niezawodne narzędzie pracy i świetny samochód do rekreacji, bardzo ceniony zarówno przez klientów naszych salonów, jak i przez fanów off-roadu szukających wysokiej jakości samochodów terenowych na rynku wtórnym. Nowy model wnosi mocniejszy silnik, bogatsze wyposażenie i odświeżony design, które nasi klienci z pewnością docenią” – powiedział Tomasz Suliga, LCV Manager Toyota Motor Poland.

Odświeżona wersja Hiluxa 8. generacji wnosi bardziej prestiżowy wygląd, bogatsze wyposażenie i nowy, mocniejszy silnik 2.8 o lepszych osiągach na trasie i w terenie. Wśród elementów wyposażenia, które wzbogacają kolejne wersje, znajdują się system Stop&Start, większy niż dotychczas, 8-calowy ekran dotykowy oraz systemy Android Auto™ i Apple CarPlay™, nawigacja, przednie i tylne czujniki parkowania oraz aluminiowe nakładki progowe i światła LED z tyłu. Nowością jest także flagowa wersja Invincible.

Nowa Toyota Hilux 2020 (9) Nowa Toyota Hilux 2020 (1) Nowa Toyota Hilux 2020 (2) Nowa Toyota Hilux 2020 (3) Nowa Toyota Hilux 2020 (4) Nowa Toyota Hilux 2020 (5) Nowa Toyota Hilux 2020 (6) Nowa Toyota Hilux 2020 (7) Nowa Toyota Hilux 2020 (8)Hilux z nowym, 4-cylindrowym silnikiem 2.8 o mocy 204 KM i momencie obrotowym 500 Nm przyspiesza od 0 do 100 km/h w 10 s. Zużycie paliwa przy napędzie 4×4 wynosi od 9,2-11 l/100 km, a średnia emisja CO2 od 242-298 g/km (wg WLTP, w zależności od wyposażenia). Silnik można sparować ze skrzynią manualną lub automatyczną o 6 biegach. W ofercie dostępny jest także dotychczasowy, 150-konny silnik 2.4 w konfiguracji z napędem 4×2 lub 4×4 i z manualną lub automatyczną skrzynią 6-biegową. Nowy Hilux był testowany przez Fernando Alonso podczas jego ubiegłorocznych treningów przygotowujących do Rajdu Dakar.

Demokracja na Białorusi to sprawa Europy

Sytuacja na Białorusi zaostrza się. Brak demokratycznych wyborów i rosnąca opresja obywateli – prowadzona przez prezydenta Łukaszenkę – doprowadziła do krwawo tłumionych strajków, licznych protestów i zawiązania się potężnej siły opozycyjnej. W sytuację zaangażowane są państwa wspólnoty euroatlantyckiej – obserwujemy na Białorusi działanie USA i państw europejskich. W temacie wsparcia i działania na rzecz prodemokratycznych ruchów na Białorusi dużo do powiedzenia ma również Polska, a szczególnie polski biznes. Mimo tego, że nasze kontakty z tym państwem były dotąd dosyć ostrożne i ograniczone. Rewolucja ustrojowa na Białorusi nie odbędzie się z dnia na dzień. Natomiast masowe protesty i sprzeciw władzy to bardzo ważny element, który rozpoczął proces prowadzący do wolnej Białorusi.

– Przez lata Białoruś była postrzegana przez naszą dyplomację i służby jako państwo nieprzyjazne. Oficjalne działania były utrudnione, podobnie jak transakcje biznesowe. Mimo to mali polscy przedsiębiorcy skutecznie odnoszą sukcesy na Białorusi. Do nas należy wspieranie ich w zaistniałej sytuacji oraz otworzenie się na białoruskich przedsiębiorców, chcących robić interesy z polskimi firmami – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Oczywiście najważniejszym zadaniem państw europejskich jest wsparcie wolnych wyborów i nowego prezydenta. Warto jednak pamiętać o roli prywatnego biznesu w budowaniu demokratycznego państwa. Trzeba dać przestrzeń dla białoruskich przedsiębiorców, żeby mogli nawiązywać kontakty na polskim rynku. Ważna jest również pomoc w tworzeniu organizacji społecznych. Z przyjemnością powitamy Białoruś w gronie demokracji europejskich – dodaje Roszkowski.

Najbezpieczniejsze strony banków w Polsce [Raport WebTotem]

WebTotem zbadał bezpieczeństwo stron 33 polskich banków. Wszystkie przebadane banki mają pewne – choćby błache – problemy z bezpieczeństwem. Przedstawiamy pełny raport “Ocena Bezpieczeństwa Teleinformatycznego Banków w Polsce”

Polski rynek bankowości uważany jest za lidera cyfrowej dojrzałości. Użytkownicy z naszego kraju przyzwyczaili się do ultranowoczesnych rozwiązań. Według zeszłorocznego badania Związku Banków Polskich z bankowości internetowej korzysta już niemal połowa Polaków. Dlatego bardzo ważne jest bezpieczeństwo należących do banków stron internetowych. WebTotem, firma zajmująca się bezpieczeństwem sieci, przeanalizowała bezpieczeństwo stron 33 polskich banków.

Analizowane były informacje, które są dostępne publicznie. Przeprowadzony test nie był więc testem penetracyjnym – co oznacza, że WebTotem fizycznie nie próbował ingerować w strony i dane banków.

Wyniki

Żadna strona banku nie jest w stu procentach szczelna.

Średni wynik badanego banku to 61 na 100 punktów, a żaden bank nie osiągnął w badaniu maksymalnego wyniku. Te najlepsze miały jedynie drobne uchybienia, ale każdy miał jakieś problemy z bezpieczeństwem – od nieaktualnych systemów CMS (zarządzania treścią na stronie) – które mogą mieć znane już cyberprzestępcom “dziury” (15 na 33 przebadane banki), po – w jednym przypadku – negatywną reputację domeny w wyszukiwarkach.Najbezpieczniejsze strony banków w PolsceInne istotne problemy to niska prędkość stron (21% domen badanych banków ma powolne strony – co czyni je podatnymi na ataki typu DDOS, gdzie hackerzy próbują przeciążyć daną stronę powodując jej wyłączenie), podatność na wycieki informacji (w 61% badanych banków maile pracowników znaleziono w zewnętrznych serwisach, nad którymi bank nie ma kontroli i hacker może uzyskać do nich dostęp), czy problemy z szyfrowaniem ruchu – 6 z badanych banków nie miało, lub miało nieprawidłowo skonfigurowane protokoły bezpieczeństwa SSL/TLS, co może sprawić, że haker jest w stanie przejąć dane wysyłane przez klienta do banku, lub przez bank do klienta.

– Badanie przeprowadzone przez WebTotem wskazało szereg słabych i podatnych na ataki punktów banków w Polsce, które mogą prowadzić do poważnych strat finansowych, a nawet do nieodwracalnej utraty reputacji, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wydają się nieistotne i trudne do wykorzystania przez hakerów – informuje firma we wnioskach z raportu. Przypomina też, że w 2017 roku doszło do bardzo poważnego ataku hakerów, którzy dostali się do wewnętrznych systemów 20 polskich banków i KNF. Na szczęście pieniądze klientów nie były zagrożone.

Metodyka badania

Celem badania było określenie potencjalnych wektorów ataku na strony, które mogą być wykorzystywane przez hakerów. Firma przeanalizowała 11 parametrów. M.in. aktualność używanego systemu CMS, wydajność strony, reputację domeny oraz szyfrowanie ruchu. Zwrócono też uwagę na otwarte porty, nagłówki bezpieczeństwa html i bezpieczeństwa treści, możliwość wycieków danych czy bezpieczeństwo poczty elektronicznej. Specjaliści zbadali także zgodność ze standardem security.txt, oznaki penetracji strony przez hakerów oraz zgodność z wymaganiami rozporządzenia o RODO.

– Cyberprzestępca może łatwo stworzyć podobną listę kontrolną ustawień bezpieczeństwa i używać jej do kolejnych prób wtargnięcia na stronę. Mamy nadzieję, że wyniki tego badania ułatwią działom bezpieczeństwa informacji w bankach identyfikację podatności, które mogą potencjalnie stać się dostępne dla dzisiejszych cyberprzestępców – wyjaśnia Olzhas Satiyev, założyciel WebTotem.

WebTotem nie ingerował w strony i dane banków, a tylko analizował informacje dostępne publicznie, czyli takie, które może zdobyć każdy użytkownik internetu, bez specjalnych narzędzi. Przy większości badanych punktów wystarczyło wysłać zapytania HTTP i DNS oraz przeanalizować odpowiedzi pochodzące od serwera.

Dobierając banki do badania przyjęto założenie, że serwery banków muszą fizycznie znajdować się na terenie naszego kraju.

Optymistyczny e-commerce – handlu więcej, zaległości mniej

Pandemia wyraźnie zmieniła obraz sektora handlu detalicznego. W czasie ścisłego lockdownu wiele tradycyjnych sklepów zmuszone było zaprzestać lub drastycznie ograniczyć skalę funkcjonowania, więc klienci nie mieli innego wyjścia i zwrócili się w stronę internetowych kanałów sprzedaży. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, mimo koronawirusa w tym roku zaległości handlu detalicznego przyrastały znacznie wolniej niż wcześniej, ale to właśnie e-commerce zanotował rekordową zmianę dynamiki – z 60,7 proc. w 2019 r. do 9,7 proc. w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2020 r.

Miesiące ograniczeń i zakazów, zwiększona troska o własne bezpieczeństwo i niechęć do narażania się na potencjalne zachorowanie podczas wizyty w sklepach stacjonarnych spowodowały zmianę zakupowych przyzwyczajeń Polaków. Handel internetowy i wysyłkowy, do tej pory stale się rozwijający, ale jednak pozostający daleko w tyle za tradycyjnym, nagle dostał skrzydeł. Od poniedziałku (12 października) będzie miał również poważnego reprezentanta na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych – zadebiutuje Allegro, zaliczane do 10 najpopularniejszych platform internetowych na świecie.

Zmiany w podejściu do zdalnych zakupów odzwierciedlają dane GUS. Gdy w związku z ograniczeniem handlu w stacjonarnych sklepach w kwietniu sprzedaż detaliczna w cenach stałych była niższa niż przed rokiem o 22,9 proc., jednocześnie odnotowano wzrost sprzedaży detalicznej przez internet o 27,7 proc. i udziału tego kanału (w cenach bieżących) z 8,1 proc. w marcu do 11,9 proc. w kwietniu.

– Dane Eurostatu pokazują, że w czerwcu, gdy wiele europejskich państw znosiło część ograniczeń, wielkość handlu detalicznego powróciła mniej więcej do poziomu z lutego, a więc sprzed wybuchu pandemii. Jednocześnie utrzymywało się zainteresowanie alteranatywnymi kanałami sprzedażowymi, a e-handel zanotował 17,4 proc. wzrostu względem lutego. Prognozuje się natomiast, że w Polsce w całym 2020 r. sprzedaż w sieci wzrośnie o 30 proc. – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W lipcu konsumenci przyzwyczaili się do nowej sytuacji, a dodatkowo zniesienie cześci ograniczeń spowodowało powrót do tradycyjnych sklepów. Według danych GUS, po czterech kolejnych miesiącach spadków, odnotowano wreszcie wzrost sprzedaży detalicznej w skali roku, a jednocześnie w porównaniu z poprzednim miesiącem dało się już zauważyć spadek wartości sprzedaży detalicznej przez internet w cenach bieżących o 10,3 proc. U dział tej sprzedaży spadł z 7,7 proc. w czerwcu do 6,5 proc. w lipcu.

Nie takie wirtualne zaległości

– Przyrost zaległości firm handlujących w internecie i wysyłkowo w pierwszej połowie roku znaczaco wyhamował, co pokazuje, jak bardzo polepszyła się sytuacja tego sektora. Z rocznej dynamiki przyrostu zaległości w 2019 r. czterokrotnie wyższej niż w całym handlu detalicznym, w tym roku przyrost spowolnił do 10 proc. i jest zbliżony do zmian notowanych dla wszystkich firm handlu detalicznego, obecnie jest to 8,3 proc. – mówi Sławomir Grzelczak.

Rosnącą rolę e-handlu widać też po kwocie zaległości. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, z sumą 268,3 mln zł plasuje się za sklepami z sprzedającymi żywność, napoje i wyroby tytoniowe, których zaległości przekraczają 628 mln zł. Na trzecim miejscu znalazły się sklepy niewyspecjalizowane z kwotą 173,2 mln zł przterminowanych zobowiązań wobec partnerów biznesowych i banków. Łacznie zaległości handlu detalicznego (z pominięciem sprzedaży pojazdów) przeroczyły na koniec lipca 2,5 mld zł, po tym jak od grudnia wzrosły o ponad 192 mln zł.

zaległości ecommerce
Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Co do udziału niesolidnych płatników w grupie firm e-commerce, to utrzymuje się on w granicach 4,8 proc. Nie odbiega to od wskazań dla handlu detalicznego – 4,52 proc.

Dynamika zadłużenia

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor pokazują natomiast, że tempo zadłużania się e-handlu mocno wyhamowało w tym roku i kanały internetowe zbliżyły się w tym względzie do tradycyjnych.

Dynamika zadłużenia firm internetowych
Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Przyrost zadłużenia e-commerce wyniósł między grudniem 2019 r. a lipcem tego roku 9,7 proc., podczas gdy między grudniem 2018 a grudniem 2019 wzrost ten sięgał aż 60,7 proc. W tych samych przedziałach czasowych firmy handlowe także ograniczyły narastanie swoich zobowiązań, ale ta zmiana nie jest już aż tak wyraźna – z 15,8 proc. do 8,3 proc.

Niespełna dziesięcioprocentowy wzrost zadłużenia w e-handlu to naprawdę niezły wynik. Choć należy zaznaczyć, że stacjonarne sklepy zajmujące się sprzedażą detaliczną żywności, napojów i wyrobów tytoniowych, od grudnia 2019 r. do lipca tego roku nawet zmniejszyły kwotę zaległości o 1,4 proc. W ubiegłym roku notowały 17-proc. wzrost.

Jeszcze większą poprawę pokazały tradycyjne sklepy sprzedające sprzęt audiowizualny. Ich przeterminowane zobowiązania wobec dostawców i banków zmalały o ponad jedną czwartą (26,3 proc.), podczas gdy między grudniem 2018 r. a grudniem 2019 r. podwyższyły się o 2,4 proc.

Ale w tym samym czasie, co może być zaskakujące, biorąc pod uwagę wzmożone zainteresowanie uzupełnianiem wyposażenia przez firmy i pracowników zmuszonych przestawić się na pracę zdalną, specjalistyczne sklepy komputerowe zadłużały się jak żadne inne. Między grudniem 2019 r. a lipcem 2020 r. ich zobowiązania wzrosły do 94,4 mln zł, czyli o 124 proc. Wcześniej w ciągu roku dynamika wynosiła 9,5 proc.

– Choć dane GUS mówią o spadku sprzedaży w internecie w sierpniu w porównaniu z lipcem, to jednak przyspieszenie trendu popularyzacji zakupów w sieci jest faktem. Dzięki pandemii rynek handlu internetowego stał się dużo bardziej łaskawy dla obecnych na nim firm. Spowolnienie przyrostu zaległości e-commerce jest tego najlepszym dowodem. Kontrahenci powinni jednak cały czas stosować zasadę ograniczonego zaufania i sprawdzać wiarygodność przedsiębiorców zajmujących się handlem w internecie, szczególnie, że na horyzoncie przed nimi duże wyzwania, którymi są Święta Bożego Narodzenia i wyprzedaże. A nasze dane pokazują, że firmy chcąc zaistnieć na obiecującym rynku e-commerce potrafią podejmować spore ryzyko, nierzadko kosztem partnerów, którzy potem nie otrzymują płatności za dostawy na czas, a nawet wcale – wyjaśnia Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Od botnetów do phishingu – przegląd zagrożeń w 2020 roku

Nikt nie mógł przewidzieć zmian, jakich wprowadzenie we własnym środowisku IT okazało się konieczne w 2020 roku. Dotyczą one nie tylko architektury sieci, ale także zmieniającej się strategii cyberataków, co wpłynęło na to, że charakter zagrożeń stał się bardziej dynamiczny i złożony niż kiedykolwiek wcześniej. Wielu firmom trudno jest przeznaczyć niemałe środki wystarczające na wdrożenie skutecznych rozwiązań ochronnych, ponieważ borykają się z problemami operacyjnymi spowodowanymi nagłym przejściem na model pracy zdalnej. Tymczasem wciąż obfite żniwa zbiera szyfrujące dane i wymuszające okup oprogramowanie ransomware, zaś do jego instalacji i aktywacji innych ataków cyberprzestępcy nadal z powodzeniem stosują socjotechnikę.

W związku z intensyfikacją działań cyberprzestępców na znaczeniu zyskuje posiadanie możliwej do zastosowania w praktyce wiedzy o cyberzagrożeniach. Eksperci z firmy Fortinet przygotowali zestawienie najważniejszych z nich.

Domowe urządzenia jako brama do sieci firmy

W przeszłości zespoły ds. bezpieczeństwa koncentrowały się przede wszystkim na ochronie przed wyciekiem danych użytkowników przechowywanych w firmowym środowisku IT, a także zabezpieczeniu aplikacji i sieci przed niepowołanym dostępem.

Pandemia zmieniła to, a w czasie jej trwania nastąpił gwałtowny wzrost wykorzystania Internetu rzeczy oraz uzależnienia możliwości wykonywania pracy od sieci domowych i urządzeń klasy konsumenckiej, takich jak routery i modemy. Cyberprzestępcy szybko zwrócili na to uwagę – mówi Aamir Lakhani, główny analityk w FortiGuard Labs firmy Fortinet.

Gwałtowne przejście na pracę zdalną sprawiło także, że konieczne stało się zwracanie większej uwagi na bezpieczeństwo urządzeń osobistych (smartfonów, tabletów czy laptopów) wykorzystywanych do łączności z siecią firmową. Dla przestępców stworzyły one wyjątkową szansę na zdobycie przyczółka w sieciach firmowych lub przynajmniej w sprzęcie łączącym się z tymi sieciami. Urządzenia prywatne mogą służyć np. do tworzenia dużych botnetów, następnie wykorzystywanych do przeprowadzania ataków typu DDoS (polegających na próbie uzyskania równoczesnego zdalnego dostępu do usługi z tysięcy komputerów, co skutkuje jej zablokowaniem) lub dystrybucji złośliwego oprogramowania skierowanego przeciwko przedsiębiorstwom.

Atakujący nie tylko coraz lepiej rozumieją niuanse techniczne, ale także mają dostęp do zaawansowanych narzędzi. Sprawia to, że ochrona rozproszonych zasobów przedsiębiorstwa stała się trudniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Na przykład, dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego cyberprzestępcy w pełni wykorzystują dostępne możliwości ataku i skutecznie omijają tradycyjne zabezpieczenia. Ze względu na postęp, jaki dokonał się w zakresie metod i technik ataków, zespoły IT starają się obecnie nie tylko reagować na podejrzane sytuacje, ale także nie dopuścić do zaatakowania wykorzystywanych w domu urządzeń Internetu rzeczy za pomocą ransomware’u czy phishingu.

Coraz bardziej wyrafinowane metody ataków

Ataki z wykorzystaniem oprogramowania ransomware zawsze stanowiły istotny problem dla przedsiębiorstw. W ciągu ostatnich kilku miesięcy stały się one jeszcze powszechniejsze i coraz bardziej kosztowne – zarówno pod względem czasu wstrzymania działalności zaatakowanej firmy, jak i wyrządzonych szkód. Dlaczego zatem zagrożenie tego rodzaju – od tak dawna popularne i skuteczne – ostatnio stało się jeszcze większym problemem?

Ransomware jest teraz jeszcze łatwiej dostępny dla przestępców za pośrednictwem czarnego rynku w sieci Darknet. Pojawiły się też nowe metody dystrybucji. Ransomware-as-a-service zaczął być dostępny jako usługa, niedroga i stosunkowo łatwa do wdrożenia – tłumaczy Aamir Lakhani.

Oprogramowanie ransomware jest wykrywane np. w załączonych do phishingowych maili dokumentach związanych z COVID-19. Do tej kategorii należą np. takie złośliwe narzędzia jak NetWalker, Ransomware-GVZ i szczególnie niebezpieczny CoViper.

Pod koniec pierwszego półrocza br. pojawiło się również kilka doniesień o prawdopodobnie powiązanych ze strukturami rządowymi różnych krajów grupach przestępczych atakujących placówki zaangażowane w badania związane z COVID-19 w Stanach Zjednoczonych i innych państwach. Hakerzy przenosili poufne dane na serwery publiczne i grozili ich upublicznieniem, jeśli nie zostanie zapłacony okup.

Jest to działanie, które zabezpiecza cyberprzestępców na wypadek, gdyby ofiary, zamiast poddać się żądaniom, próbowały samodzielnie odzyskać swoje dane np. z backupu – wyjaśnia ekspert Fortinet.

W miarę jak zagrożenia ewoluują, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo muszą zapewnić sobie dostęp do gromadzonych w czasie rzeczywistym informacji o zagrożeniach. Obejmuje to również śledzenie na bieżąco narzędzi wykorzystywanych przez cyberprzestępców, np. w mediach społecznościowych oraz w Darknecie. Firmom ponadto zaleca się obecnie, aby wszystkie dane były zaszyfrowane na nośnikach oraz podczas ich transmisji przez sieć.

Phishing rozwija się dzięki uczeniu maszynowemu

W ramach oszustw phishingowych zazwyczaj wykorzystywane są działania socjotechniczne do wykradania informacji niczego niepodejrzewającym użytkownikom. Ofiara jest zachęcana do kliknięcia w link lub pobrania załącznika, który zawiera złośliwe oprogramowanie albo wymusza jego instalację.

W przeszłości wiele ataków phishingowych było bardzo prostych i łatwo było im zapobiec. Ostatnio jednak są znacznie bardziej wyrafinowane, bowiem ewoluowały w stronę atakowania najsłabszych ogniw znajdujących się na brzegu sieci biznesowych. Pracownicy w większości firm są obecnie lepiej poinformowani o zagrożeniach pochodzących z poczty elektronicznej i są ostrożniejsi wobec podejrzanych e-maili. Cyberprzestępcy zaczęli więc atakować niezabezpieczone sieci domowe i pracowników zdalnych, którym często brakowało niezbędnego przeszkolenia w zakresie cyberhigieny.

Większość ataków phishingowych bazuje na wykorzystywaniu złośliwego oprogramowania, takiego jak ransomware, wirusy i trojany zdalnego dostępu (Remote Access Trojan), które dają przestępcom zdalny dostęp do urządzeń końcowych i umożliwiają uruchomienie aplikacji wykorzystujących protokół RDP (Remote Desktop Protocol).

Ponadto, wielu hakerów wykorzystuje uczenie maszynowe do szybkiego tworzenia, testowania i rozpowszechniania złośliwych maili, które wywołują u odbiorców niepokój i nerwowe reakcje. Mogą oni analizować skuteczność różnych wersji zawartego w wiadomości tekstu i modyfikować je, aby maksymalizować zyski.

Kluczowe przeglądarki

Specjaliści ds. bezpieczeństwa powinni też zwrócić uwagę na fakt, że do 2020 r. to przeglądarki internetowe były kluczowym narzędziem wykorzystywanym do dostarczania złośliwego oprogramowania i trend ten prawdopodobnie utrzyma się. W związku z przejściem na pracę zdalną obserwowany jest spadek ruchu w sieciach korporacyjnych oraz wzrost ruchu w sieciach domowych. Z tego powodu menedżerowie przedsiębiorstw muszą nie tylko zapewnić zdalnym pracownikom szkolenia niezbędne do zabezpieczenia ich sieci osobistych i biznesowych, ale także wyposażyć ich w dodatkowe narzędzia, które pomogą wykryć i powstrzymać zaawansowane zagrożenia.

Skuteczna ochrona cyberprzestrzeni wymaga ciągłej czujności i zdolności dostosowywania się do zmieniających się zagrożeń. Bezpieczeństwo na stałe powinno być traktowane priorytetowo, a teraz nadszedł czas, aby rozważyć inwestycje w szersze, bardziej zaawansowane i bardziej elastyczne rozwiązania – wskazuje Aamir Lakhani. – Mając to na uwadze, koncentracja na ochronie sieci pracowników zdalnych powinna znaleźć się na szczycie listy rzeczy do zrobienia.

Hanna Mojsiuk nowym Prezesem Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Decyzją rady Północnej Izby Gospodarczej, która obradowała 6 października 2020 na nową, czteroletnią kadencję powołana została Hanna Mojsiuk, dotychczasowa sekretarz  i członkini Prezydium Izby. Hanna Mojsiuk na stanowisku Prezesa zastąpi Jarosława Tarczyńskiego, który nie ubiegał się o reelekcje, ale jednocześnie pozostaje w prezydium na stanowisku Wiceprezesa i sam zarekomendował  Radzie  Hannę Mojsiuk na to stanowisko.

Miło nam ogłosić, że podczas dzisiejszej Rady Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie wybrano nowe Prezydium Izby na kadencję 2020-2024.

  • Prezes Północnej Izby Gospodarczej: Hanna Mojsiuk
  • Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej: Jarosław Tarczyński
  • Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej: Mirosław Sobczyk
  • Sekretarz Północnej Izby Gospodarczej: Magdalena Gajdamowicz
  • Skarbnik Północnej Izby Gospodarczej: Michał Wojtas

Dyrektorem Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie pozostaje dr Piotr Wolny.

Nowe prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie
Nowe prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

– Bardzo dziękuje za zaufanie jakim obdarzyli mnie przyjaciele z Północnej Izby Gospodarczej. To wielkie wyzwanie, któremu postaram się sprostać. Nowe prezydium to wspaniali ludzie, kreatywni przedsiębiorcy, prawdziwa kopalnia wiedzy, której potencjał należy odpowiednio wykorzystać dla wspierania zachodniopomorskiej gospodarki. Nową kadencję zaczynamy z szeregiem planów i inicjatyw, które będziemy wdrażać w życie natychmiast, bo rzeczywistość gospodarcza w czasach pandemii koronawirusa wymaga od nas dynamicznych działań – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

– Jako Prezes Północnej Izby Gospodarczej, wraz z nowym Prezydium Izby  stawiam sobie za cel ulepszenie dotychczasowych obszarów funkcjonowania organizacji oraz rozwój nowych, a tym samym skuteczniejsze wspieranie biznesu w mieście oraz regionie i ściślejsze dopasowanie do potrzeb przedsiębiorców. Najważniejsze z nich to opiniotwórczość, rozwój naszej organizacji poprzez pozyskiwanie nowych członków Izby i partnerów gospodarczych, kooperacja instytucjonalna z jednostkami rządowymi i samorządowymi oraz organizacjami pozarządowymi.  Izba aktywnie działa również na polu międzynarodowym, czego dowodem są  ostatnie konferencje energetyczne i ekologiczne. Takich planów mamy znacznie więcej i będą one wychodzić na przeciw aktualnym tematom gospodarczym i oczekiwaniom członków Izby.  Północna Izba Gospodarcza ma przed sobą również zadania związane z integracją przedsiębiorców z regionu i to działanie również planujemy kontynuować . Cieszę się , że w prezydium pozostaje p. Jarosław Tarczyński , który swoim autorytetem wspomoże działania zarządu – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Ustępujący Prezes Północnej Izby Gospodarczej pozostaje w strukturach naszej instytucji i zapowiada dalszą pracę: – Północna Izba Gospodarcza to tętniący życiem organizm gospodarczy, który zdał swój egzamin w najtrudniejszym dla przedsiębiorców czasie pandemii koronawirusa. Izba działa aktywnie, ma wspaniałych, zaangażowanych członków i nowe prezydium, które zrobi wszystko, by sprostać oczekiwaniom, jakie mają wobec nas przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego. W tej kadencji będę pełnić funkcję Wiceprezesa, brak startu w wyścigu o reelekcję jest moją samodzielną decyzją spowodowaną zobowiązaniami zawodowymi w firmie, w której pełnię funkcję Prezesa. Deklaruję wsparcie dla Pani Prezes – mówi Jarosław Tarczyński, obecnie Wiceprezes Izby.

W najbliższym czasie przygotujemy informację prasową przybliżającą szczegółowo postaci oraz plany nowego zarządu Północnej Izby Gospodarczej. Jesteśmy do Państwa dyspozycji.

Hanna  Mojsiuk,  magister Prawa  Uniwersytetu  Gdańskiego  wydziału Prawa i Administracji, absolwentka  Studiów Podyplomowych Wydziału Ekonomicznego  Politechniki Koszalińskiej, członek Konwentu Wydziału Nauk Ekonomicznych Politechniki Koszalińskiej, członek Stowarzyszenia Prawników Rynku Motoryzacyjnego, członek zarządu  motoryzacyjnej  rodzinnej firmy  Grupy Mojsiuk : Mojsiuk sp. z o.o. sp.k. , Mojsiuk Centrum Blacharsko-Lakiernicze S.A , Mojsiuk Motor Sp.j. , Mojsiuk sp.z o.o. Auto KM sp.k.

Ważna jest dla niej odpowiedzialność  społeczna więc angażuje się w liczne działania charytatywne,  jest inicjatorką wielu wydarzeń w izbie między innymi „Kultury Biznesu” podczas której zbierano  fundusze dla potrzebujących. Autorytetami  największymi są rodzice Irena i Kazimierz Mojsiuk, którzy  od 40 lat  z sukcesem działają  w biznesie i  otrzymali Buławy Nestora Biznesu Północnej Izby Gospodarczej

Były szef brytyjskiego związku futrzarskiego apeluje do Andrzeja Dudy o poparcie zakazu hodowli zwierząt na futro w Polsce

Mike Moser, były prezes British Fur Trade Association, apeluje w liście do prezydenta Andrzeja Dudy o poparcie zakazu hodowli zwierząt na futro w Polsce. Moser odszedł z branży futrzarskiej w 2019 po 10 latach, przyznając, że przemysł futrzarski jest okrutny, a sprzedaż futer powinna być zakazana.

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, zawierający zapis o zakazie hodowli zwierząt na futro, został przegłosowany w Sejmie zdecydowaną przewagą 356 głosów 18 września br. Już dzisiaj, tj. 8 października, Komisja Ustawodawcza w Senacie będzie kontynuować prace nad nowelizacją. W związku z nadchodzącym głosowaniem Senatu w sprawie ustawy rośnie presja, zarówno narodowa, jak i międzynarodowa, na prezydenta Andrzeja Dudę, który nie zaprezentował jednoznacznego stanowiska wobec nowelizacji, aby poparł zakaz hodowli zwierząt na futro.

Mike Moser, były szef British Fur Trade Association i przedstawiciel International Fur Federation, wysłał list do polskiego prezydenta, apelując o poparcie zakazu hodowli zwierząt na futro. Moser odszedł z branży futrzarskiej na początku 2019 roku, tłumacząc, że nie może dłużej wypierać cierpienia zwierząt, z jakim wiąże się ich hodowla na futro. Kiedyś pracujący dla przemysłu, Moser wspiera kampanię #FurFreeBritain, której celem jest wprowadzenie zakazu importu futer do Wielkiej Brytanii. W liście do prezydenta pisze:

“Przez ponad dziesięć lat byłem wysokim rangą przedstawicielem przemysłu futrzarskiego zarówno na arenie międzynarodowej (…), jak i jako szef Brytyjskiego Stowarzyszenia Handlu Futrami (…). Na początku 2019 roku wyłącznie z własnej woli odszedłem z tej branży, ponieważ nie mogłem już dłużej usprawiedliwiać niedopuszczalnych problemów związanych z dobrostanem zwierząt na fermach futrzarskich. Stało się dla mnie jasne, że podczas gdy zarówno nauka o dobrostanie zwierząt, jak i opinia publiczna poszły naprzód, przemysł futrzarski utknął w przeszłości.”

Moser podkreśla, że podczas swojej wieloletniej kariery odwiedził liczne fermy futrzarskie. Widział warunki hodowli norek, lisów, jenotów: “W czasie mojej pracy w tej branży odwiedzałem fermy futrzarskie w krajach na całym świecie, w tym w Polsce. Cokolwiek by nie mówili przedstawiciele przemysłu futrzarskiego, warunki życia tych zwierząt są straszne.”

Do Andrzeja Dudy apelują też Polki i Polacy. Na ul. Chmielnej w Warszawie pojawił się billboard, przypominający prezydentowi jego słowa, zawarte w liście do przyjaciół zwierząt z 2015 roku: “Jako Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej nie podpiszę żadnej ustawy, która pogarszałaby los zwierząt i podpiszę każdą ustawę, która ten los poprawi”.

– Głos Mike’a Mosera, jako byłego przedstawiciela przemysłu futrzarskiego wysokiej rangi, jest bardzo ważny w debacie o zakazie hodowli zwierząt na futro – mówi Paweł Rawicki, prezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Słowa Mosera potwierdzają to, co organizacje prozwierzęce mówią od lat – hodowla zwierząt futerkowych wiąże się nierozerwalnie z ich ogromnym cierpieniem i nie jest możliwym zapewnienie im lepszych warunków dobrostanowych tak, aby było to opłacalne ekonomicznie. Jedynym sposobem na zakończenie cierpienia zwierząt hodowanych na futro jest całkowity zakaz takiej hodowli – dodaje Rawicki.

Według badań przeprowadzonych przez Biostat we wrześniu 2019 roku aż 73% Polek i Polaków uważa, że hodowanie i zabijanie zwierząt dla ich futer jest niedopuszczalne. Silny sprzeciw społeczeństwa wobec hodowli zwierząt na futro potwierdza także sondaż z września br. przeprowadzony przez Rzeczpospolitą, z którego wynika, że aż 68,3% badanych popiera wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt z przeznaczeniem na futro w Polsce.

Wykluczenie Huaweia z budowy 5G może kosztować Polskę niemal 5 mld euro. Wdrożenie sieci opóźni się o trzy lata

Planowane zmiany w polskim prawie, których efektem może być wykluczenie Huaweia z budowy sieci 5G, opóźnią o trzy lata wdrażanie w Polsce nowej technologii. To pociągnie za sobą straty sięgające 4,8 mld euro – oszacowali analitycy z brytyjskiej firmy Assembly Research. Jak wskazali, sankcje nałożone na chińskiego dostawcę wejdą w życie w trakcie recesji wywołanej pandemią COVID-19, a nowe technologie cyfrowe będą odgrywać ważną rolę w wychodzeniu z tego kryzysu.

5G umożliwi tworzenie nowych modeli biznesowych, napędzi innowacje i całą gospodarkę. Ma to zapoczątkować nowy etap cyfrowej rewolucji. Dzięki temu możliwe będzie upowszechnienie na dużą skalę usług takich jak telemedycyna, internet rzeczy, samochody autonomiczne czy inteligentne miasta. Raport Komisji Europejskiej ocenia, że wpływ nowej technologii na europejską gospodarkę do 2025 roku ma wynieść ok. 113 mld euro rocznie.

– Polski rząd zaznacza, że Polska ma ambicję zaliczania się do europejskich liderów w dziedzinie 5G – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Matthew Howett, założyciel i główny analityk Assembly Research, międzynarodowej firmy konsultingowej.

W opublikowanej w 2018 roku „Strategii 5G dla Polski” przytaczane są szacunki Komisji Europejskiej, według których wdrożenie sieci nowej generacji wygeneruje w kraju dodatkowe przychody w wysokości 13 mld euro rocznie do 2025 roku, głównie w takich sektorach jak finanse, motoryzacja i transport publiczny, media i rozrywka, opieka zdrowotna czy energetyka. Przyczyni się to także do stworzenia 570 tys. nowych miejsc pracy.

Polska z powodzeniem realizuje plan wdrażania technologii 5G. Polityka i otoczenie prawne mocno sprzyjają inwestycjom w tę technologię, na jej rozwój przeznacza się duże środki publiczne. Jednak wiele wskazuje na to, że sytuacja zmieni się w związku z projektem nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – wskazuje Matthew Howett.

Projekt zakłada, że Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, czyli organ doradczy działający od dwóch lat przy Radzie Ministrów, będzie oceniać profil ryzyka dostawców sprzętu i oprogramowania, które są istotne dla wdrażania sieci 5G i krajowego cyberbezpieczeństwa. Ocena ma uwzględniać trzy stopnie ryzyka: wysokie, umiarkowane i niskie. Firmy uznane za dostawców wysokiego ryzyka zostaną odcięte od kontraktów, a podmioty korzystające z ich usług i sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu pięciu lat.

W trakcie oceny kolegium weźmie pod uwagę czynniki takie jak m.in. potencjalne zagrożenia „o charakterze ekonomicznym, kontrwywiadowczym i terrorystycznym”, prawdopodobieństwo tego, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO, a także jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych, ochrony praw obywatelskich i praw człowieka. Ten zapis wskazuje na możliwość wykluczenia z polskiego rynku chińskiej firmy Huawei, która jest w tej chwili jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury 5G.

Nowelizacja ustawy o KSC zakłada ograniczenie dostępu do rynku niektórym dostawcom. W szczególności dotyczy to Huaweia, które może zostać zakwalifikowane jako dostawca wysokiego ryzyka, co spowoduje spowolnienie procesu wdrażania 5G w Polsce nawet o trzy lata – przestrzega główny analityk Assembly Research.

Jego firma na zlecenie Huaweia policzyła, ile będzie kosztować polską gospodarkę wprowadzenie nowelizacji ustawy o KSC i wyeliminowanie go z rynku. Jej  zdaniem trzyletnie opóźnienie przełoży się na 4,8 mld euro strat dla całej gospodarki. Operatorzy będą musieli bowiem nie tylko zrezygnować z kupna urządzeń Huawei, ale też usunąć te, które już są wykorzystywane.

Ponad 2,68 mld euro to korzyści strategiczne, operacyjne, konsumenckie i korzyści dla podmiotów trzecich, np. producentów oprogramowania, które zostaną całkowicie utracone. Reszta, czyli 2,17 mld euro, rozłoży się na całą gospodarkę, mówimy tu np. o stratach w produktywności. Korzyści płynące z 5G przepadną na zawsze. To nie jest kwestia odłożenia ich w czasie, odzyskanie tych środków nie będzie już możliwe – wskazuje Matthew Howett.

Analitycy podkreślają, że ograniczenia nałożone na Huaweia wejdą w życie w trakcie recesji wywołanej pandemią Covid-19, a nowe technologie i inwestycje w infrastrukturę cyfrową będą odgrywać ważną rolę w wychodzeniu z tego kryzysu. Dlatego też Polska tym bardziej nie może pozwolić sobie na opóźnienia we wdrażaniu technologii 5G i związane z tym miliardowe straty.

Sytuacja w Polsce bardzo przypomina to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii. Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa jest zbliżony do przepisów, które niedługo zostaną w niej wprowadzone. Oba akty prawne będą miały ten sam skutek w postaci nałożenia na operatorów zakazu kupna nowych urządzeń Huaweia od określonej daty, a także usunięcia aktualnie stosowanych urządzeń tej firmy w ciągu pięciu lat. W obu krajach będzie to wyglądało bardzo podobnie, również pod względem procentowej wartości wpływu na PKB. Podjęcie decyzji o wykluczeniu Huaweia z rynku będzie wiązać się z ryzykiem wypadnięcia z europejskiej czołówki w dziedzinie 5G, do której zarówno Polska, jak i Wielka Brytania chcą się zaliczać – podkreśla główny analityk Assembly Research.

Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do 2025 roku sieć 5G ma być już dostępna w krajach członkowskich UE we wszystkich dużych miastach i na głównych szlakach transportowych. Według sierpniowego raportu MarketWatch rynek technologii 5G za pięć lat będzie wart ponad 1,25 bln dol.

Wczesna edukacja finansowa pomoże przetrwać kryzys gospodarczy w dorosłym życiu. O pieniądzach warto uczyć już w przedszkolu

Ponad 60 proc. rodziców uważa, że dzieci, które od najmłodszych lat uczy się wartości pieniądza, łatwiej radzą sobie z sytuacjami kryzysowymi, jak np. ta wywołana koronawirusem – wynika z badania GfK przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Banku Millennium. Co trzeci jest zdania, że nauka finansów to konieczny element edukacji, a 70 proc. chętnie zapisałoby dzieci na warsztaty finansowe. Duża rola spoczywa jednak na rodzicach, którzy sami mogą uczyć wartości pieniądza.

 Większość rodziców jest zdania, że osoby, które będąc dziećmi, miały kontakt z edukacją finansową, które uczono wartości pieniądza, oszczędzania i przedsiębiorczości, w dobie pandemii lepiej sobie radzą z zaistniałą sytuacją. Edukacja finansowa jest więc poduszką, która umożliwia miękkie lądowanie, gdy pojawiają się jakieś zawirowania natury gospodarczej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Neska, strategic insight manager, ekspert w instytucie GfK.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez GfK na zlecenie Fundacji Banku Millennium, 65 proc. rodziców dzieci w wieku przedszkolnym uważa, że im szybciej rozpoczęta edukacja finansowa, tym większa zaradność finansowa w czasie obecnego kryzysu. Eksperci są zgodni, że im wcześniej dzieci zaczynają rozumieć podstawy świata finansów, tym sprawniej będą się poruszać w nim jako dorośli.

– Edukację finansową warto zaczynać od najmłodszych lat. Wiek przedszkolny jest dobrym momentem, kiedy możemy wprowadzać dzieci w świat finansów. Wtedy dzieci najchętniej się uczą, chcą poznawać świat, obserwują dorosłych i chętnie ich naśladują – przekonuje Paulina Wołosz-Sitarek, członek zarządu Fundacji Banku Millennium.

Rodzice zdają sobie sprawę z wagi edukacji finansowej. Część uważa, że taka nauka powinna rozpocząć się jeszcze w przedszkolu lub w pierwszych klasach szkoły podstawowej.

 Aż 98 proc. rodziców oczekuje, że na którymś etapie życia dzieci będą miały kontakt z jakąś zinstytucjonalizowaną formą edukacji finansowej – zauważa Rafał Neska.

 67 proc. rodziców chętnie zapisałoby dzieci na warsztaty finansowe, a 32 proc. uważa, że nauka finansów to wręcz konieczny element edukacji – wskazuje Paulina Wołosz-Sitarek. – W edukacji finansowej w Polsce są jednak pewne luki, szczególnie dotyczy to dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

Część rodziców zaczyna uczyć dzieci o pieniądzach we własnym zakresie. Dobrym pomysłem jest dawanie im nawet niewielkiego kieszonkowego, dzięki czemu szybciej nauczą się oszczędzać, czy włączanie w dyskusje dotyczące domowego budżetu.

– 90 proc. rodziców próbuje tłumaczyć swoim dzieciom, jak rozsądnie wydawać pieniądze, czyli wyjaśnia, że nie należy ulegać wszystkim zachciankom. Blisko 2/3 idzie krok dalej i angażuje swoje dzieci, przynajmniej od czasu do czasu, w dyskusje dotyczące finansów czy większych wydatków, np. wyjazdów wakacyjnych – wskazuje ekspert instytutu GfK.

W odpowiedzi na luki w edukacji finansowej najmłodszych Fundacja Banku Millennium stworzyła  Finansowy Elementarz, czyli cykl bezpłatnych warsztatów w przedszkolach w całej Polsce wspieranych materiałami edukacyjnymi – książkami i filmami. Dotychczas w ponad 2,2 tys. warsztatów w 630 przedszkolach wzięło udział 53 tys. dzieci. Na czas pandemii, kiedy przedszkola były zamknięte, a rodzice pozostawali w domach, materiały zostały przeniesione również do internetu.

 W odpowiedzi na obecną sytuację pandemii, kiedy wielu z nas musi pozostać w domach, a ciężar edukacji często spoczywa na rodzicach, udostępniliśmy specjalnie dla dzieci wersję animowaną książeczek. Natomiast dla rodziców udostępniliśmy cykl artykułów poradnikowych, w których mówimy o tym, w jaki sposób rozmawiać z dziećmi na temat finansów. Dodatkowo na kanale YouTube Fundacji Banku Millennium udostępniamy rozmowy z dr Małgorzatą Chojak, które mogą stanowić inspirację, jak wdrażać pozytywne nawyki dotyczące zarządzania pieniędzmi – wymienia Paulina Wołosz-Sitarek.

Finansowy Elementarz nie tylko uczy świata finansów, ale też buduje w dzieciach kompetencje przydatne w dorosłym życiu – umiejętność pracy w grupie czy kreatywność.

– Rodzice są przekonani, że cechy, które buduje edukacja finansowa prowadzona przez Fundację Banku Millennium, czyli m.in. przedsiębiorczość i wiara w siebie, ułatwiają dzieciom start w dorosłe życie – przekonuje Rafał Neska.

Polacy zmęczeni nadmiarem informacji o COVID-19. Koronasceptycy są jednak w mediach społecznościowych w zdecydowanej mniejszości

0

Głównymi źródłami wiedzy o COVID-19 i bieżącej sytuacji są internet, media społecznościowe i telewizja, a coraz częściej także znajomi i rodzina. Jednak Polacy są już zmęczeni nadmiarem informacji na temat zagrożenia epidemiologicznego – wynika z badań agencji Dentsu. Mimo to większość z nich nie bagatelizuje znaczenia pandemii i ryzyka związanego z zakażeniami. Mocno widoczny w digitalowych mediach koronasceptycyzm, który bagatelizuje pandemię albo skupia się na teoriach spiskowych, stanowi tylko ok. 8 proc. internetowych treści związanych z koronawirusem.

Badania Dentsu pokazują, że odbiór zagrożenia związanego z pandemią jest zróżnicowany: niektórzy wierzą w teorie spiskowe, inni od tygodni nie wychodzą z domu w obawie przed zakażeniem. 36 proc. Polaków utrzymuje dystans społeczny, ale co piąty w ogóle nie stosuje się do tej zasady. Noszenie maseczek jest ważne zwłaszcza dla osób w wieku 40–59 lat. 47 proc. z nich uważa, że zapobiega to zagrożeniu (w porównaniu do 39 proc. badanych ogółem). Z kolei zdaniem 17 proc. wirus jest zupełnie niegroźny.

– Koronasceptycyzm jest mocno widoczny, choć stanowi tylko około 8 proc. wzmianek powiązanych ze słowem „koronawirus”. Jednak przez swoją polaryzującą naturę i to, że ludzie bardzo poróżnili się wokół wierzeń i przekonań dotyczących pandemii, jest to temat bardzo głośny. Tak więc nawet jeśli tych wzmianek jest niewiele, to wywołują one żywe dyskusje i silne zaangażowanie internautów, przez co stają się bardziej widoczne – tłumaczy agencji Newseria Biznes Jacek Studziński, senior strategy planner w Dentsu.

Od 20 lutego do 17 września w polskim internecie pojawiło się blisko 6 mln wzmianek zawierających słowo „koronawirus”. Szczyt przypadł na połowę marca, kiedy kolejno wprowadzane były stan zagrożenia epidemicznego, zawieszenie zajęć w szkołach i zamknięcie granic. Informacja o polskim „pacjencie zero” pojawiła się 12 marca, a już w kwietniu marginalizacja pandemii była jednym z pięciu głównych wątków w internetowych dyskusjach.

– Teorii spiskowych, które towarzyszą dyskusji na temat pandemii, jest całe spektrum. Dwie najbardziej widoczne w dyskursie online to teoria tzw. plandemii – spisku globalnych korporacji prowadzącego do depopulacji i zniewolenia ludzkości. Drugim jest teoria, że rozbudowa sieci 5G wpływa negatywnie na naszą odporność i potrafi roznosić wirusa. To są dwie najważniejsze, ale poza nimi jest jeszcze całe spektrum teorii pośrednich, np. dotyczących pomiarów temperatury i tego, że bombardują naszą szyszynkę promieniowaniem podczerwonym albo że noszenie maseczki prowadzi do grzybicy płuc – wymienia Jacek Studziński.

Wiedzę na temat pandemii Polacy czerpią najczęściej z internetu. Badanie Dentsu wskazuje, że COVID-19 przełożył się na duży wzrost korzystania z mediów – zarówno digitalowych, jak i tradycyjnych. W marcu informacje dotyczące bieżącej sytuacji z internetu czerpało 90 proc. Polaków, a z telewizji – 78 proc. Po początkowych wzrostach w kolejnych miesiącach nastąpił spadek wykorzystania obu tych kanałów.

– Polacy wiedzę na temat pandemii czerpią najczęściej z internetu, tak jak wiedzę dotyczącą każdej innej kwestii – ocenia Paulina Gadowska, senior research analyst w DDS, należącym do Dentsu. – Na początku pandemii zdecydowanie częściej oglądaliśmy telewizję i zdecydowanie częściej korzystaliśmy z internetu, obecnie widzimy lekki przesyt nadmiarem tej wiedzy.

W tej chwili blisko połowa (45 proc.) czerpie informacje z mediów społecznościowych. Polacy coraz częściej pozyskują wiedzę od rodziny i znajomych (34 proc.). Stabilną pozycję jako kanał informacyjny niemal niezmiennie utrzymuje radio (39 proc.). Coraz częściej jednak wskazują, że mają już dość nadmiaru newsów na temat pandemii.

– Koronawirus trochę nas już denerwuje. Wiemy, że on istnieje, nadal z nami jest, musimy się go obawiać, ale nie chcemy, żeby rządził naszym życiem i decydował o każdym kroku. Dlatego coraz chętniej i coraz śmielej wychodzimy z domu, korzystamy z innych aktywności – mówi Paulina Gadowska.

Jak wynika z badań prowadzonych przez Dentsu na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, ponad połowa Polaków (56 proc.) czuje się dobrze poinformowana o bieżącej sytuacji. Lepiej poinformowani czują się mężczyźni niż kobiety (60 proc. vs. 52 proc.).

– W czasie najtwardszego lockdownu wzrosty oglądalności telewizji, także dzienne, były bardzo wysokie. W tej chwili temat już się trochę uspokoił, trochę jesteśmy przesyceni nadmiarem informacji, ale czujemy się cały czas dobrze poinformowani – wskazuje senior research analyst w DDS.

Samorządy będą prowadzić systemy z cyfrowymi danymi przestrzennymi. Ma to przyspieszyć planowanie i realizację inwestycji

Nowelizacje Prawa geodezyjnego i kartograficznego, a także ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym umożliwiły szybkie i bezpłatne pobieranie niektórych danych przestrzennych oraz nałożyły na gminy obowiązek prowadzenia systemów informacji przestrzennej.  Dzięki temu inwestorzy będą mogli szybko uzyskać odpowiedź na pytanie, jakie akty planowania przestrzennego obowiązują na danym terenie. To z kolei ułatwi zaplanowanie procesu inwestycyjnego opartego na miejscowym planie lub decyzji o warunkach zabudowy.

31 października w życie wejdą zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, które nakładają na samorządy obowiązek tworzenia cyfrowych danych przestrzennych dla aktów planowania przestrzennego (m.in. miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego). Będą one publikowane w ogólnodostępnych zbiorach.

Samorządy mają dwa lata na ich utworzenie. Dzięki temu będzie można uzyskać pełną i jednolitą informację o ustaleniach planistycznych w skali całego kraju. Dotąd niektóre gminy prowadziły zaawansowane systemy informacji przestrzennej, inne publikowały dane planistyczne w ramach geoportali lokalnych lub regionalnych albo w ramach Biuletynu Informacji Publicznej. Uzyskanie potrzebnych informacji było często  bardzo trudne z uwagi na ich niespójność, a czasem także niekompletność i brak aktualizacji danych.

– Nowo otwarte dane na pewno znajdą swoje zastosowanie we wszystkich firmach, które zajmują się terenem, badają go, pozyskują inwestycje, którym zleca się np. przygotowanie inwestycji pod nowe lotnisko, kolej czy magazyny. Jadąc autostradą do Łodzi z Warszawy, widzimy wielkie magazyny, które wyrastają w polu, ktoś musiał tę inwestycję przygotować, ktoś musiał wnioskować o dane, a przez to wszystko się wydłużało. Teraz te dane będzie można pobrać i dokonać ich analizy, więc wszystkie toczące się inwestycje będą mogły być zrealizowane szybciej, a biznes od razu to odczuje – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Hemerling-Kowalczyk, prezes GIAP i członek zarządu Sputnik Software.

Od 31 lipca można pobierać bezpłatnie i online dane topograficzne (mapa numeryczna w skali 1:10 000), ortofotomapę, dane pomiarowe LIDAR, numeryczny model terenu, dane o osnowach geodezyjnych oraz podstawowe informacje o działkach i budynkach (bez danych osobowych).

 Z jednej strony oznacza to ułatwienia dla samorządów oraz usprawnienia w procedurach geodezyjnych, także w pracy geodetów, którzy wykonują pomiary w terenie. Z drugiej strony samorządy muszą bardziej dostosować się do petentów pod względem organizacyjnym, szczególnie w zakresie oprogramowania, z którego korzystają. W efekcie obsługa interesantów ma być łatwiejsza i szybsza – tłumaczy Sławomir Hemerling-Kowalczyk.

Jak podkreśla, Polska zajmuje dalekie miejsce w rankingach obsługi petentów, chociażby pod względem szybkości uzyskania pozwolenia na budowę. Zmiany w przepisach mają skrócić proces uzyskiwania decyzji urzędowych. Skorzystają zarówno firmy, jak i samorządy, np. gmina, która wcześniej musiała wnioskować o wydanie danych do powiatu lub województwa, obecnie może je pobrać online.

Zmienia się jednak rola niektórych instytucji państwowych, np. ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej, które zarządzają mapą numeryczną. To one wcześniej udostępniały te dane odpłatnie, teraz robią to za darmo, więc muszą się zorganizować i przyzwyczaić do nowej sytuacji.

– Uwolnienie niektórych danych przestrzennych to jest pewna rewolucja. Mówi się także o tym, że te dane mają zrewolucjonizować biznes i dzięki nim będzie można wprowadzić na rynek nowe produkty informatyczne. Uważam, że to zbyt optymistyczne prognozy, bo nie jest łatwo zbudować produkt, który będzie oparty na tych uwolnionych danych i stanie się czymś chwytliwym – ocenia prezes GIAP.

Jego zdaniem można tworzyć nowe produkty chociażby dla przemysłu fotowoltaicznego, które pozwoliłyby odnaleźć określony budynek na zdjęciu satelitarnym czy na ortofotomapie i ocenić, czy ma on instalację fotowoltaiczną, czy też nie.

– Wykonanie analizy nieruchomości pod kątem ekspozycji dachu i posiadania instalacji fotowoltaicznej może być atrakcyjnym produktem dla firmy, która potrzebuje informacji o potencjalnych klientach i chce im zaproponować swoje usługi – podpowiada Sławomir Hemerling-Kowalczyk.

Można również szukać działek o danych parametrach i w określonej odległości od autostrady czy lotniska oraz określać ich przydatność pod względem inwestycyjnym. Z kolei porównanie ortofotomapy z danymi wektorowymi pozwoli uzyskać informacje o budynkach, które nie zostały zgłoszone do opodatkowania.

– Są to duże usprawnienia, ale uwolnienie danych może dopiero w dłuższym okresie zaowocować pomysłami na ich różne zastosowania – zaznacza prezes GIAP.

Jak podkreśla, zapotrzebowanie na tego typu informacje jest duże. Tylko w sierpniu z Geoportalu zostało pobranych około 70 TB danych przestrzennych.

Jeszcze w tym roku mają ruszyć pierwsze testy jądrowego napędu termicznego. Może on znacznie skrócić czas podróży na Księżyc

Przestrzeń kosmiczna jest niezbędna dla współczesnego handlu, odkryć naukowych i obrony narodowej. Utrzymanie świadomości kosmicznej w przestrzeni cislunar, czyli przestrzeni między Ziemią a Księżycem, wymaga jednak kroku naprzód w technologii napędu. Program DRACO ma umożliwić testy systemu jądrowego napędu termicznego na orbicie. Pierwsze testy mają ruszyć jeszcze w tym roku, a jeśli się powiodą, mogą całkowicie odmienić eksplorację kosmosu.

Eksperci są zgodni – silnik jądrowy może całkowicie zrewolucjonizować eksplorację przestrzeni kosmicznej. Obecnie sondy potrzebują na dotarcie do wyznaczonego celu wielu miesięcy. Napęd jądrowy pozwoliłby skrócić ten czas do kilku dni, maksymalnie kilku tygodni w przypadku ogromnych odległości. Systemy jądrowe umożliwiają większą elastyczność w misjach kosmicznych. Mogą skrócić czas podróży na Marsa nawet o 25 proc., a co ważniejsze – ograniczyć narażenie załogi lotniczej na promieniowanie kosmiczne. Mogą również pozwolić na szersze okna startowe, a także umożliwią astronautom przerwanie misji i powrót na Ziemię w razie potrzeby.

– Zademonstrowany z powodzeniem system nuklearnego cieplnego silnika rakietowego (NTP) to krok milowy w zakresie napędu kosmicznego, umożliwiający zwinne i szybkie przemieszczanie się na duże odległości w porównaniu z obecnymi podejściami napędowymi – przekonuje dr Tabitha Dodson, główny inżynier Gryphon w zespole wsparcia i ekspert krajowy w systemach NTP.

Amerykańska Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności (DARPA) przyznała właśnie firmie Gryphon Technologies 14 mln dol. na rozwój programu Demonstration Rocket for Agile Cislunar Operations (DRACO), czyli wysokosprawnego jądrowego termicznego układu napędowego o niskim wzbogaceniu uranu.

Systemy NTP działają na zasadzie pompowania ciekłego paliwa, najczęściej wodoru, przez rdzeń reaktora. Atomy uranu rozpadają się wewnątrz rdzenia i uwalniają ciepło poprzez rozszczepienie. Taki proces podgrzewa gaz pędny i przekształca go w gaz, który jest rozprężany przez dyszę w celu wytworzenia ciągu. Rakiety NTP mają większą gęstość energii niż rakiety chemiczne i są dwukrotnie wydajniejsze. W porównaniu z konwencjonalnymi technologiami napędów kosmicznych NTP oferuje wysoki stosunek ciągu do masy, ok. 10 tys. razy większy niż napęd elektryczny i nawet pięciokrotnie większy impuls właściwy niż napęd chemiczny.

Napędy jądrowe mogą całkowicie zmienić eksplorację kosmosu i pozwolą na komercyjne wycieczki statkami kosmicznymi.

– Dokładamy wszelkich starań, aby dostarczać najwyższej klasy rozwiązania techniczne dla najważniejszych wyzwań bezpieczeństwa narodowego w naszym kraju – twierdzi P.J. Braden, dyrektor generalny firmy Gryphon. – DRACO oraz rozwój i demonstracja NTP to znaczny postęp technologiczny w wysiłkach zmierzających do lepszego poznania przestrzeni kosmicznej na linii Ziemia – Księżyc.

Powrót ludzkości na Księżyc planowany jest na 2024 rok.

Onkologia potrzebuje leków o działaniu selektywnym. Polacy są w czołówce opracowywania innowacyjnych terapii rakowych

Osiągnięcie większej skuteczności leków przy jednoczesnej redukcji skutków ubocznych związanych z ich przyjmowaniem jest podstawowym celem naukowców opracowujących innowacje w onkologii. Ogromne nadzieje wiązane są z lekami o działaniu selektywnym, opartymi na rozwiązaniach z zakresu nanotechnologii oraz wykorzystaniu przeciwciał. Duże sukcesy w tej dziedzinie notują polscy naukowcy. – Jesteśmy w światowej czołówce. Ścigamy się z Europą i USA we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań – mówi dr hab. Katarzyna Wiktorska, prof. Narodowego Instytutu Leków.

– Innowacje w onkologii są procesem ciągłym. Cel jest jeden: zwiększyć skuteczność terapii oraz zmniejszyć toksyczność. Wiadomo, że terapie przeciwnowotworowe są bardzo toksyczne dla pacjenta i często ta cecha powoduje, że nie możemy go wyleczyć. Rozwiązania, których się szuka, mają więc również na celu zmniejszyć tę toksyczną właściwość leków przeciwnowotworowych – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Katarzyna Wiktorska.

Badania przeprowadzone przez NIL wraz z naukowcami z Uniwersytetu Warszawskiego wykazały niedawno, że jednoczesne podanie doksorubicyny i sulforafanu w roztworze wodnym w liposomach o średnicy 80 nanometrów pozwala na aż dwukrotne wzmocnienie działania wywołującego zmniejszenie guza nowotworowego, niż gdyby substancje te były podane osobno. Co ważne, doksorubicyna jest już lekiem wykorzystywanym w onkologii, ale gdy nie działa selektywnie, zabija również zdrowe komórki.

– W chemioterapii standardowej innowacją, która się pojawia, jest szukanie nowych cząsteczek, a także terapie kombinowane, które łączą w sobie kilka leków albo lek i nową cząsteczkę. Tu wykorzystanie nanotechnologii jest też nieocenione, ponieważ pozwala ona w sposób celowany prowadzić tę terapię. Innowacją, którą każdy chciałby opracować, jest takie rozwiązanie, które byłoby pozbawione wszystkich efektów niepożądanych. Jednak na razie takiego rozwiązania nie ma i myślę, że ono się nie pojawi – ocenia prof. Narodowego Instytutu Leków.

Wykorzystanie nanotechnologii do osiągnięcia selektywnego działania redukuje efekty niepożądane, bardzo niebezpieczne dla pacjenta poddawanego terapii, takie jak ryzyko uszkodzenia mięśnia sercowego czy supresja szpiku kostnego.

Najbardziej dynamicznie rozwijającymi się gałęziami terapii onkologicznej jest obecnie, zdaniem ekspertki, terapia z wykorzystaniem przeciwciał oraz badania nad edycją genów. Klinika Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowego Centrum Onkologii w Gliwicach zakończyła niedawno badanie kliniczne leku wykorzystującego działanie białka odpornościowego, które rozpoznaje antygen CD30 charakterystyczny dla chłoniaka Hodgkina. Do tego przeciwciała dołączona jest toksyna niszcząca komórki rakowe. Dzięki takiej kombinacji substancji czynnej i przeciwciała lek działa w sposób selektywny. Podanie tego specyfiku o połowę zmniejsza ryzyko nawrotu choroby. Preparat został już zarejestrowany i trafił na najnowszą listę leków refundowanych.

Technologie pozwalające na edycję genów, takie jak CRISPR, umożliwiają natomiast zlokalizowanie i naprawienie wadliwej sekwencji DNA, odpowiedzialnej za występowanie choroby.

– Jeśli chodzi o edycję genów, to na pewno jest to metoda, która nie spowoduje zapobiegania rozwojowi choroby. Nie jest możliwe, żeby tak zmienić genom człowieka czy tak manipulować materiałem genetycznym, żeby wyeliminować wszystkie choroby, które się mogą pojawić. Są wszak choroby zakaźne i szereg różnych chorób, które ewoluują, i nie jest możliwe zapobieganie takiemu procesowi. Należy pamiętać, że ta technika ma też swoje wady. Jest to jednak ingerencja w DNA i może się okazać, że nie w przypadku każdej choroby będzie można zastosować tę technikę – ocenia dr hab. Katarzyna Wiktorska.

Z raportu Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia wynika, że roczne nakłady Narodowego Funduszu Zdrowia na leczenie onkologiczne przekraczają 9 mld zł. Okazuje się też, że polscy naukowcy są cenionymi ekspertami w tej dziedzinie.

– Jesteśmy w światowej czołówce. Rozwiązania, które proponujemy, publikujemy w bardzo dobrych czasopismach i jesteśmy na tym samym etapie zaawansowania prac, co nasi koledzy ze Stanów Zjednoczonych czy z Europy. Można powiedzieć, że trochę ścigamy się z nimi o to, kto pierwszy wprowadzi je na rynek albo przejdzie na kolejny etap badań rozwojowych – zaznacza prof. Narodowego Instytutu Leków.

Według Allied Market Research światowy rynek leków onkologicznych w 2017 roku był wyceniany na 97,6 mld dol. Do 2025 roku ma przekroczyć wartość 176,5 mld dol.

Far From Home rozwija studio i pierwszy autorski projekt

Po oficjalnym zaprezentowaniu spółki w prasie gamingowej, krajowej i zagranicznej, pojawiło się ponad 140 publikacji opisujących grę oraz studio Far From Home. W międzyczasie do zespołu dołączyli kluczowi specjaliści w zakresie marketingu i komunikacji. Spółka osiągnęła też kolejny produkcyjny milestone, kończąc etap draft-demo.

Prasa branżowa okazała niezwykłe zainteresowanie grą już w dzień ogłoszenia produkcji. Project Oxygen, nad którym pracuje spółka, zebrał szereg pozytywnych opinii i został przyrównany do bestsellerów takich jak Metro i Subnautica. Natomiast informacje o spółce pojawiły się między innymi w najważniejszych portalach gamingowych w Polsce i na świecie, takich jak: GamesRadar, Gameindustry.biz czy Gry-Online.pl.

– Szacujemy, że liczba odsłon artykułów w globalnych mediach społecznościowych i poza, przekroczyła 2,2 mln wyświetleń w dniach 22 – 25 lipca 2020 r. Jednym z większych osiągnięć w ogłoszeniu Spółki była publikacja w Official PlayStation Magazine UK, a w szczególności znalezienie się na okładce magazynu, obok takich tytułów jak Cyberpunk 2077, Star Wars: Squadrons czy Marvel’s Avengers. – komentuje Andrzej Blumenfeld, prezes Far From Home. – Całkowity zasięg portali prasowych, w jakich przedstawiono nasze studio oraz nadchodzącą grę Project Oxygen przekroczył miliard unikalnych użytkowników (Unique Monthly Visitors).

Artykuły pojawiły się w szeregu języków z każdego zakątka globu. O Far From Home można obecnie przeczytać w języku angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim a nawet chińskim. Poza Polską wywiady z przedstawicielami Far From Home pojawiły się między innymi w gamesindustry.biz, powerup-gaming.com, 80.lv a także well-played.com.au. Spółka zmierzająca na NewConnect nie umknęła też uwadze czujnej prasy biznesowej, a artykuły pojawiły się w ponad 20 czołowych polskich portalach o tematyce finansowej.

W ostatnich tygodniach Far From Home wzmocnił Zarząd oraz Radę Nadzorczą, pozyskując doświadczonych specjalistów. CMO został mogący pochwalić się licznymi sukcesami w obszarze marketingu Paweł Jawor, natomiast do rady nadzorczej dołączył Przemysław Barankiewicz, wiceprezes CFA Society Poland oraz uznany ekspert w obszarze rynków kapitałowych i standardów raportowania.

– Wsparcie procesów marketingowych wiedzą i kontaktami Pawła już na wczesnym etapie produkcji traktujemy jako element strategii Community Driven Development – o jego doświadczeniu świadczy praca dla takich firm jak Zynga, Techland czy Larian Studios. Natomiast Przemysław jest cenionym autorytetem w zakresie standardów etycznych, ekonomistą i komentatorem rynkowym. W przeszłości pełnił funkcję m.in. redaktora naczelnego Bankier.pl, internetowej odsłony „Pulsu Biznesu” i Chief Digital Officer polskiej części koncernu Bonnier. – podkreśla prezes.

Spółka obecnie rozszerza swój zespół produkcyjny o część artystyczną, która umożliwi osiągniecie najwyższej dostępnej jakości, przy użyciu najnowszej wersji silnika Unreal Engine.

We wrześniu nastąpił pozytywny odbiór Draft – Demo czyli drugiego kamienia milowego projektu. Oznacza to, że produkcja przebiega zgodnie z zakładanym planem – kończy Blumenfeld.

Wrocławskie studio Far From Home zostało założone przez utalentowanych twórców mogących pochwalić się doświadczeniem zdobytym przy znanych produkcjach, takich jak Dead Island, Dying Light, Divinity: Original Sin, czy The Medium. Zespołem kieruje Andrzej Blumenfeld, który pracował m.in. nad Dying Light 2 jako Lead Gameplay Programmer. Studio opracowało wersję prototypową gry, która zyskała aprobatę grupy konsultantów, ekspertów i dziennikarzy, zdobywając tym samym zielone światło na rozpoczęcie preprodukcji. Budżet produkcyjny Project Oxygen wynosi 5 milionów złotych.

Zasięg postów na temat Far From Home w okresie 22-25.07.2020

Data Media Społecznościowe Poza Mediami Społecznościowymi
22 lipca 27 000 710 000
23 lipca 110 000 1 023 893
24 lipca 78 860 101 910
25 lipca 3 700 120 414

Lista wybranych portali, na których zostały opublikowane materiały o Far From Home wraz z liczbą Unikalnych Użytkowników dziennie i miesięcznie

Portal Unikalnych Użytkowników dziennie Unikalnych Użytkowników miesięcznie
GamesRadar+ 1 460 672 35 056 128
Jeuxvideo.com 1 451 600 34 838 400
Wccftech.com 571 567 13 716 608
Gry-Online.pl 403 726 9 689 424
3dnews.ru 367 436 8 818 464
Gameindustry.biz 217 740 5 225 760
Gamasutra 201  740 4 825 760
pcgames.de 190 522 4 572 528
4players.de 140 624 3 374 976
ppe.pl 113 400 2 721 744

 

Transformacja cyfrowa – klientocentryczność i dane to obszary kluczowe dla biznesu

Klientocentryczność to kluczowy element transformacji cyfrowej, dlatego to od obsługi klienta należy zacząć cyfryzację w przedsiębiorstwie – twierdzą członkowie Digital Academy w badaniu przeprowadzonym na potrzeby raportu „13 faktów o transformacji cyfrowej… czyli wszystko co chciałbyś wiedzieć o cyfryzacji, ale bałeś się zapytać | Digital Shapers”. Raport został przygotowany przez firmę doradczą PwC Polska we współpracy z Digital Shapers i Digital Academy, pod patronatem UPC Polska.

Chociaż transformacja cyfrowa była na agendzie wielu firm od lat, to za sprawą pandemii COVID-19 zyskała najwyższy priorytet, ponieważ umożliwia przedsiębiorstwom przetrwanie w nowej rzeczywistości. Warto podkreślić, że cyfryzacja dotyczy wszystkich aspektów działania organizacji, jest procesem złożonym i ciągłym, wymagającym uczenia się, wykorzystywania nowych technologii oraz radzenia sobie z nieznanymi wcześniej wyzwaniami. – Aleksander Kutela, przewodniczący rady Fundacji Digital Poland

31% badanych stwierdziło, że ich firmy w kolejnych 12 miesiącach zamierzają inwestować w nowe technologie więcej niż poprzednio. Co ciekawe, co czwarty badany stwierdził, że tego typu inwestycje zamierza zmniejszyć.

Cyfryzacja to zawsze technologia i świadomość tego jest stuprocentowa. Wszyscy wiedzą, że bez technologii nie ma możliwości przeprowadzenia transformacji cyfrowej, ona z jednej strony wymusza tę transformację, z drugiej strony ją umożliwia. Jednak w procesie cyfryzacji należy szczególnie pamiętać o klientach i pracownikach, którzy są w tym wszystkim najważniejsi. Potwierdzają to członkowie Digital Academy, zdaniem których przeprowadzając transformację cyfrową powinniśmy przede wszystkim skupić się na klientocentryczności, 52% badanych wskazało ten czynnik jako najważniejszy. – Izabela Wisłocka, menedżer w zespole transformacji cyfrowej PwC, lider publikacji

Poza klientocentrycznością, pytani o priorytetowe elementy transformacji cyfrowej badani wskazali na dane (18%) i innowacje (16%). Zdaniem 25% ankietowanych w ich firmach dane wykorzystywane są najpełniej do analizy zachowań klientów. 19% respondentów twierdzi, że pomagają one w podnoszeniu efektywności procesów, a dla 18% stanowią wsparcie w analizie sprzedaży.

Patrząc na wyniki ankiety, ciekawy jest fakt, że aż 38% członków Digital Academy i zdobywców tytułu Digital Shapers planuje zmianę modelu biznesowego w swojej firmie w przeciągu najbliższych 3 lat. To pokazuje otwartość na zmiany i zrozumienie wyzwań, jakie będą się pojawiać przed organizacjami. – Piotr Łuba, partner w PwC, lider konsultingu w Europie Środkowo-Wschodniej

Członkowie Digital Academy odpowiadali także na pytania dotyczące strategii transformacji cyfrowej – 74% z nich przyznało, że w ich firmie taka strategia istnieje i wykracza poza sam obszar IT. Z kolei za najkorzystniejszy sposób na zdobywanie niezbędnych kompetencji w organizacji badani uznali podnoszenie umiejętności pracowników (54%). Patrząc w przyszłość, 50% ankietowanych obawia się, że regulacje dotyczące technologii cyfrowych będą mieć niekorzystny wpływ na ich firmy.

W obecnych czasach transformacja cyfrowa to proces, przed którym nie ma odwrotu. Przyczyniła się do tego dodatkowo pandemia koronawirusa, która trwale zmieniła wiele postaw konsumenckich. Choć specyfika każdej transformacji jest inna w zależności od celów i branży, to efektem tego procesu powinna być taka zmiana organizacji, by mogła ona szybko przystosowywać się do zmieniających się warunków rynkowych i oczekiwań klientów. Wymaga to często długotrwałych zmian i otwartości na ciągłe ustalanie priorytetów. Zebrane w raporcie 13 faktów dotyczących cyfryzacji oraz komentarze ekspertów dla wielu firm mogą być inspiracją i zachętą do rozpoczęcia lub przyspieszenia procesu transformacji cyfrowej dla tych, którzy chcą, by kierowane przez nich organizacje wygrywały na rynku.- Robert Redeleanu, prezes UPC Polska

„13 faktów o transformacji cyfrowej… czyli wszystko co chciałbyś wiedzieć o cyfryzacji, ale bałeś się zapytać | Digital Shapers”

Główną część raportu stanowi 13 tez, czyli kompendium wiedzy o właściwym planowaniu i prowadzeniu cyfryzacji. Poszczególne tezy uzupełnione są o wyniki ankiety przeprowadzonej wśród wspomnianych wyżej członków Digital Academy oraz laureatów Digital Shapers, dodatkowe informacje z Polski i ze świata oraz komentarze ekspertów.

  • Każda transformacja cyfrowa jest inna, ale jej fundamenty są wspólne.
  • Transformacja cyfrowa to ewolucja, a nie rewolucja.
  • Transformacja cyfrowa dotyka całej organizacji, a nie wybranego obszaru.
  • Transformacja cyfrowa wymaga zdobycia poparcia w organizacji, a także otwartości pracowników na zmiany, naukę, współpracę oraz elastyczności w działaniu.
  • Transformacja cyfrowa wymaga pozyskania nowych kompetencji przez organizacje.
  • Transformacja cyfrowa jest związana z ciągłym rozwojem technologii i wymaga wyposażenia organizacji w odpowiednie narzędzia.
  • Nie ma transformacji cyfrowej bez wykorzystania danych.
  • Transformacja cyfrowa nie dotyczy tylko warstwy technologiczno-narzędziowej.
  • Transformacja cyfrowa wpływa na modele biznesowe organizacji oraz jej otoczenie.
  • Transformacja cyfrowa wprowadza nowe sposoby funkcjonowania organizacji.
  • Transformacja cyfrowa przyspiesza i optymalizuje działanie organizacji.
  • Transformacja cyfrowa wymaga zmiany podejścia do ochrony informacji.
  • Transformacja cyfrowa powinna podlegać regulacjom.

Banki w Polsce zwiększają przewagę nad światowymi konkurentami

Kryzys wywołany koronawirusem nie ominął sektora bankowego. Aż 60 proc. banków w skali światowej było zmuszonych ograniczyć godziny pracy swoich placówek lub całkowicie je zamknąć. Z trudną sytuacją znacznie lepiej radzą sobie instytucje finansowe sprawnie funkcjonujące w zdalnym modelu obsługi klientów, którym zaawansowane wykorzystanie kanałów cyfrowych przynosi wymierne efekty. Na tym tle bardzo dobrze wypadają polskie banki – aż 5 z 13 biorących udział zostało zaliczonych w poczet 31 cyfrowych liderów branży – wynika z badania „Digital Banking Maturity 2020. How banks are responding to digital (r)evolution?” firmy doradczej Deloitte.

Digital Banking Maturity 2020 to czwarta edycja największego na świecie badania z zakresu bankowości cyfrowej, które w tym roku objęło 318 banków z 39 krajów. Aby ocenić i porównać stopień digitalizacji banków, eksperci Deloitte sprawdzili trzy elementy: przeanalizowali 1108 cyfrowych funkcjonalności (od otwierania rachunku i podpisywania dokumentów, przez dostępne usługi finansowe i dodatkowe, aż po zakończenie umowy.); zweryfikowali potrzeby klientów, koncentrując się na 26 najpopularniejszych aktywnościach bankowych i preferowanych kanałach; wreszcie – zbadali doświadczenie użytkowników bankowych systemów.

Badanie wyróżnia kilka kategorii, do których przynależą analizowane instytucje. Mianem cyfrowych liderów (champions) określanych jest 31 banków plasujących się w najwyższych 10 proc. zestawienia. Ich pozycji usiłują zagrozić pretendenci / sprytni obserwatorzy (challengers / smart followers), a na końcu stawki plasują się cyfrowi maruderzy (latecomers), którzy z różnych względów mają opóźnienia w cyfryzacji swoich aktywności.

Uderzenie koronawirusa w sektor bankowy

Ostatnie miesiące i kryzys wywołany pandemią zmieniły sytuację rynkową w wielu gałęziach światowej gospodarki. System bankowy nie jest tutaj wyjątkiem, a polska branża finansowa musi się mierzyć z takimi samymi problemami, jak wielcy globalni gracze tego sektora.

W reakcji na kryzys wywołany koronawirusem w pierwszej połowie tego roku polskie banki doświadczyły spadku wskaźnika rentowności kapitału własnego o 4,3 punkty procentowe i marży o 0,3 p.p. Jednocześnie wzrosły relacje kosztów do przychodów (o 2,1 p.p.) i koszty ryzyka (o 0,3 p.p.). O bardzo trudnej sytuacji na rynku bankowym najlepiej świadczy spadek sprzedaży kredytów gotówkowych sięgający 33 proc.

– Sektor bankowy znalazł się w ostatnich miesiącach w niewygodnym położeniu. Wyniki finansowe, które obserwujemy, pokazują skalę problemu. Wraz z wybuchem pandemii skala aktywności banków spadła, wolumen kredytów wyhamował, klienci mieli ograniczone dostęp do placówek banków, a to właśnie tam przede wszystkim odbywała się sprzedaż produktów bankowych. Dodatkowo, banki musiały pogodzić się ze zmniejszonymi przychodami, na co wpłynęły obniżki referencyjnych stóp procentowych. To wszystko zmusiło je do poszukiwania nowych dróg rozwoju i zmiany sposobu funkcjonowania, adekwatnie do dynamicznie zmieniających się okoliczności – mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte.

Cyfrowe lekarstwo

Wyniki badania Deloitte pokazują, że większość przebadanych banków błyskawicznie zareagowało na wprowadzone ograniczenia dotyczące zachowania społecznego dystansu i sprawnie dostosowało się do wzmożonego reżimu sanitarnego. 60 proc. zamknęło lub skróciło czas pracy placówek, 11 proc. zrezygnowało z wybranych metod otwierania rachunków, a 6 proc. w ogóle zaprzestało oferowania nowych rachunków lub ograniczyło dostęp nowych klientów do niektórych produktów.

Jednocześnie wiele z nich zaczęło wprowadzać nowe, cyfrowe rozwiązania, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, którzy byli zmuszeni korzystać z ich usług w zmieniających się warunkach. W tym celu 41 proc. banków zwiększyło limity płatności zbliżeniowych, 34 proc. zdigitalizowało swoje procesy, a co czwarty umożliwił umawianie spotkań w swoich filiach. Rozwinęły się też cyfrowe metody identyfikacji i weryfikacji klientów (23 proc.), a 18 proc. banków udostępniło swoim klientom płatności zbliżeniowe.

– Banki w Polsce od dłuższego czasu przygotowywały klientów detalicznych do cyfrowej transformacji, co było widać po skali digitalizacji naszego rynku w porównaniu z niektórymi innymi krajami. Przyczyniła się do tego także unijna dyrektywa PSD2 dotycząca otwartej bankowości, która ułatwia dostęp do rachunków i płatności klientów. COVID-19 zadziałał jak katalizator, dodatkowo przyspieszając już zachodzące procesy i mobilizując niezdecydowanych do wzmożonej aktywności w tym zakresie – mówi Michael Wodzicki, Partner odpowiedzialny za obszar strategii, lider centrum usług dla bankowości i ubezpieczeń, Deloitte.

Rzeczywiste korzyści wirtualnych aktywności

Zdaniem ekspertów Deloitte, bycie cyfrowym liderem przynosi bankom bardzo wymierne korzyści. Zarówno na świecie, jak i w Polsce widać, że dzięki temu osiągają lepsze wskaźniki relacji kosztów do zysku (mniejszy o 4 p.p. globalnie i o 3,7 p.p. w Polsce) i rentowności kapitału własnego (więcej o 1,9 p.p globalnie i o 1 p.p. w Polsce) niż inne podmioty z tej kategorii. Co więcej, aż 81 proc. cyfrowych liderów to właśnie banki o ustalonej pozycji rynkowej.

– Badanie funkcjonalności oferowanych przez polskie banki pokazuje, że choć nasz sektor bankowy plasuje się ponad średnią globalną, to jednak może się jeszcze sporo nauczyć od najlepszych banków na świecie. Widać to doskonale szczególnie w przypadku zakończenia umowy, gdzie w Polsce jedynie 55 proc. tego typu usług jest dostępnych online, przy wskaźniku dla najlepszego banku na świecie wynoszącym 91 proc., a także w codziennych aktywnościach bankowych, które cyfrowe są w 56 proc. sytuacji w porównaniu do 77 proc. – mówi Daniel A. Majewski, Starszy Menadżer w dziale Doradztwa Strategicznego, Deloitte.

Najlepiej polskie banki wypadają w obszarze otwierania rachunków oraz zarządzania kartami i produktami, a najwięcej zaległości mają w zdalnym wsparciu klienta oraz w dostępności dodatkowych pozabankowych usług. Najszybciej rozwijającym się kanałem jest natomiast bankowość mobilna, a polskie banki zwiększyły swoją przewagę nad światowymi konkurentami w zakresie bankowości internetowej.

Kluczowe doświadczenie użytkownika

Praktyka cyfrowych liderów sektora bankowego pokazuje, że czynnikiem napędzającym satysfakcję klientów jest doświadczenie użytkownika. Jak pokazuje badanie Deloitte, na tym polu polskie banki mają sporo do nadrobienia. Wśród funkcjonalności, gdzie nasz sektor bankowy ma największe zaległości, trzeba przede wszystkim wymienić zakup ubezpieczenia (różnica 24 p.p.), zgłaszanie zagubienia karty (21 p.p.), zamknięcie rachunku (20 p.p.) i łatwość zakupu produktów kredytowych (18 p.p).

– Doświadczenie użytkownika ma kluczowe znaczenie dla postrzegania danej instytucji przez obecnych i potencjalnych klientów. To łatwość i przystępność, a także rzeczywista użyteczność poszczególnych funkcjonalności cyfrowych ma największe znaczenie dla większości osób korzystających z usług bankowych. Dotyczy to nie tylko podstawowej oferty banku, ale także, a może przede wszystkim, zakresu obsługi pozabankowej – czy to w zakresie dodatkowych usług finansowo-ubezpieczeniowych, czy integracji rozwiązań płatniczych innych podmiotów, czy możliwości załatwiania spraw urzędowych. Ta oferta właśnie może mieć największy wpływ na pozycję bankowego lidera przyszłości – mówi Wiesław Kotecki, Partner, lider zespołu Customer Strategy & Applied Design w Deloitte Digital

Nowe przepisy UE o finansowaniu społecznościowym

5 października br. Parlament Europejski zatwierdził porozumienie osiągnięte z Radą w grudniu 2019 r. w sprawie wspólnych zasad wspierania unijnych platform finansowania społecznościowego i ochrony inwestorów.

„Nowe Rozporządzenie PE i Rady UE wprowadzi zmiany wyczekiwane przez operatorów platform crowdfundingu udziałowego, emitentów i inwestorów.

Najgłośniej komentowanym elementem porozumienia jest podwyższenie limitu zbiórki z równowartości 1 mln euro obecnie do 5 mln euro. Przewidujemy, że pomoże ono podjąć decyzję o realizacji kampanii kolejnym podmiotom z nowych branż, a także biznesom szybkorosnącym, dla których emisja akcji do 1 mln euro jest niewystarczająca do realizacji celów. W krótkim czasie z podwyższonego progu będzie w stanie skorzystać wąskie grono podmiotów, jednak na platformie Crowdway.pl promowane były już w okresie 2019-2020 kampanie dla których kwota 1 mln euro stanowiła ograniczenie.

Natomiast istotne jest nie tylko podwyższenie limitu. Część z naszych obecnych i przyszłych emitentów już dziś prowadzi działalność w kilku krajach i mogłaby pozyskać finansowanie także na tych rynkach. Taką szanse otwiera przewidziana w rozporządzeniu możliwość prowadzenia ofert transgranicznych w granicach UE.

Kolejna korzyść to tabela ofert, która ułatwi handel akcjami wyemitowanymi w crowdfundingu udziałowym. Na tę zmianę czekają zarówno inwestorzy, jak i emitenci, którzy nie są zainteresowani wejściem na giełdę w krótkim terminie.

Z kolei zapisy mające na celu ochronę inwestorów, jak na przykład autoryzacja platform czy Arkusz Kluczowych Informacji, dla poszczególnych operatorów będą oznaczały konieczność wdrożenia dodatkowych procedur, jednak przez zwiększenie bezpieczeństwa inwestorów przyczynią się do standaryzacji i profesjonalizacji rynku.

Wprowadzane porozumieniem zmiany będą wymagały szeregu przygotowań po stronie operatorów platform. Prawdziwy przełom nastąpi, gdy przepisy wejdą już w życie i pierwsze projekty z wyższym celem kampanii i możliwością oferowania akcji na terytorium UE zostaną zrealizowane z sukcesem, czyli najwcześniej w 2022 roku.”

Komentarz: Marcel Rowiński, dyrektor operacyjny w Crowdway sp. z o.o. (platforma Crowdway.pl)

Praca za granicą już nie tak popularna

Mimo odczuwanych zawirowań na rynku pracy i niepewności dotyczącej dalszego rozwoju sytuacji epidemicznej, nie obserwujemy zwiększonej gotowości Polaków do wyjazdu za granicę – wynika z badania Monitor Rynku Pracy realizowanego przez Instytut Badawczy Randstad.

Wpływ na taką sytuację ma oczywiście pandemia. Problemy z koronawirusem są zmorą wszystkich krajów świata, wyjazd za granicę nie jest więc ucieczką od tego zagrożenia. W ostatnim czasie znacząco wzrosło u nas przeciętne wynagrodzenie oraz wprowadzono wiele programów socjalnych, co przełożyło się na zwiększenie dochodów gospodarstw domowych. Z tego względu praca poza granicami kraju nie jest już tak intratną alternatywą, jak jeszcze kilka lat temu.

Często wymieniane powody, dla których Polacy byliby gotowi podjąć pracę poza granicami kraju, poza lepszymi zarobkami, mają charakter raczej rozwojowy (m.in. poznanie kultury, lepsze opanowanie języka, zmiana stylu życia), co stanowi o tym, że decyzja o wyjeździe za granicę nie opiera się wyłącznie na kryteriach dotyczących możliwości zarobku.

Patrząc na branże, z których mogą się rekrutować potencjalni migranci zarobkowi widać dwie grupy – osoby dotychczas pracujące w tych sektorach, które mocno ucierpiały przez pandemię (szeroko rozumiana branża rozrywkowa oraz hotelarstwo i gastronomia) oraz z tych, gdzie popyt na prace utrzymuje się na wysokim poziomie, a nawet w ostatnim czasie rośnie (branża IT i telekomunikacji).

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Praca zdalna w Kodeksie pracy – projekt nowelizacji

Ukazał się projekt nowelizacji Kodeksu pracy, którego celem jest kompleksowa regulacja pracy zdalnej w polskim porządku prawnym. Zaproponowana regulacja zawiera podobne albo identyczne rozwiązania do tych zawartych obecnie w odniesieniu do telepracy.

Za najbardziej istotne należy uznać trzy zmiany, które ujęto w projekcie.

Po pierwsze, definicja pracy zdalnej – zgodnie z propozycją, praca zdalna polega na wykonywaniu całkowicie lub częściowo pracy poza siedzibą pracodawcy lub poza stałym miejscem świadczenia pracy, określonym w umowie o pracę lub wskazanym przez pracodawcę.

– Zamiast trzech rodzajów pracy zdalnej w projekcie pozostał jeden, który może być elastycznie dopasowany do sytuacji pracownika i pracodawcy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Agata Miętek, prawnik w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Zmianę należy ocenić pozytywnie, usunięto wymaganą dotychczas regularność przy telepracy, która budziła dużo wątpliwości.

Po drugie, pozostawiono pracodawcy nieograniczoną czasowo możliwość jednostronnego kierowania pracowników do wykonywania pracy zdalnej w przypadku stanu nadzwyczajnego/epidemii oraz gdy jest to niezbędne ze względu na obowiązek pracodawcy zapewnienia pracownikowi bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.

– O ile pierwsza sytuacja nie budzi wątpliwości, zwłaszcza w kontekście ostatnich miesięcy, o tyle druga wydaje się zbyt niejasna, w szczególności w kontekście zasadniczej dobrowolności pracy zdalnej, która wynika z europejskiego porozumienia ramowego w sprawie telepracy – ocenia dr A.Miętek.

Po trzecie, wprowadzono nowe obowiązki pracodawcy i pracownika w przypadku wykonywania pracy zdalnej w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Wśród nich wskazać należy obowiązek pracodawcy do przekazania pracownikowi pracującemu zdalnie nowej karty ryzyka zawodowego  oraz obowiązek przygotowania informacji zawierającej zasady BHP wykonywania pracy zdalnej uwzględniające wpływ tej pracy na wzrok i układ mięśniowo-szkieletowy. Na pracownika nałożono natomiast obowiązek złożenia oświadczenia, że jego stanowisko pracy zapewnia bezpieczne i higieniczne warunki pracy. Zgodnie z projektem, złożenie przedmiotowego oświadczenia jest warunkiem dopuszczenia pracownika do wykonywania pracy zdalnej. Jednocześnie, pozostawiono część obecnie obowiązujących przepisów dot. kontroli pracownika pracującego zdalnie, co powoduje, że proponowana regulacja w odniesieniu do BHP jest niespójna. Wydaje się, że uregulowanie tego obszaru musi być poprzedzone głębszą analizą tak by przyjęte rozwiązania zapewniały atrakcyjność pracy zdalnej (tak by pracodawcy i pracownicy sięgali do nich częściej niż do obecnej regulacji telepracy), ale jednocześnie by zachowana została istota stosunku pracy, w której to pracodawca jest organizatorem procesu pracy i za niego odpowiada.

Udostępniony dokument to połączenie obecnie obowiązującej regulacji dot. telepracy, która powstała 13 lat temu oraz przepisów o pracy zdalnej ze względu na COVID-19, które z kolei powstawały w okolicznościach szczególnych, w których nie było czasu na pogłębioną refleksję.

– W konsekwencji, pomimo kilku usprawnień, projekt nadal nie adresuje wszystkich kwestii kluczowych jak chociażby problematycznej kwestii ponoszenia kosztów pracy zdalnej i kłopotów przy ustaleniu ekwiwalentu pieniężnego należnego pracownikowi za wykorzystywanie swoich narzędzi do wykonywania pracy zdalnej – dodaje A. Miętek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Fundusz Hipoteczny DOM pozyskał 10 mln zł na dalszy rozwój

Fundusz Hipoteczny DOM zawarł ze swoim większościowym akcjonariuszem TOTAL Funduszem Inwestycyjnym Zamkniętym nową umowę objęcia akcji. W ramach tej emisji FH DOM pozyskał 10,8 mln zł na dalszy, stabilny rozwój. – To największa emisja akcji w historii naszej firmy. Pozyskane środki dadzą nam przestrzeń do realizowania ambitnych celów i stałego, długofalowego, bezpiecznego rozwoju – podkreślił Robert Majkowski.

Firma została również doceniona na rynku NewConnect GPW. Na koniec września br. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie zaliczyła Fundusz Hipoteczny DOM S.A. do indeksu NC Focus, czyli grupy spółek z rynku NewConnect o największej wiarygodności i dobrej kondycji finansowej.  Aby zostać zakwalifikowanym do indeksu NC Focus spółki muszą spełnić szereg kryteriów dotyczących wyników finansowych. – Cieszymy się, że nasz stabilny rozwój od roku 2012, gdy debiutowaliśmy na rynku NewConnect GPW, został doceniony – podsumował Robert Majkowski.

Ratingi państw zostały zarażone wirusem drukowania pieniędzy

Agencja S&P nie obniżyła ratingu Polski, podobnie kilka dni wcześniej postąpiła Fitch, choć mamy rekordowy deficyt budżetowy i nie wiadomo jak będziemy wychodzić z długów. W ten sposób powstaje wrażenie, że długi można robić bezkarnie.

Sytuacja zmieniła się niemal wszędzie na niekorzyść i to skokowo. Skokowo wzrosły zwłaszcza deficyty budżetowe państw w relacji do ich PKB. Jednak agencje nie obniżają wiarygodności kredytowej państw. Akceptują, że mamy wyjątkową sytuację związana z pandemią i traktują, że przejściowo interwencjonizm państwowy jest lepszy od wolnego rynku.

– Moim zdaniem agencje są w trudnej sytuacji, mają problem natury dyplomatycznej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nie chcą być krytykowane, że potępiają to, co było konieczne do zrobienia. Jednak będą oceniać czy rządy powrócą do przywracania równowagi budżetowej.

Czy nie byłoby jednak trafniejsze takie zachowanie, że niemal wszystkie państwa dostają obniżone ratingi? Żadne nie byłoby pokrzywdzone, a ocena byłaby bardziej wiarygodna. Czy któraś z trzech wiodących agencji wyłamie się z tej solidarności w braku korekt ratingu?

– Agencje mogłyby co najmniej formułować bardziej zdecydowane zalecenia i wnioski, podkreślając co musi być zrobione, aby rating nie został obniżony – komentuje ekspert XTB. – I jest to ważne, ponieważ istnieje ryzyko, że rządy będą zwlekać z przywróceniem dyscypliny fiskalnej. Zwłaszcza, że polityka banków centralnych zachęca do tego.

Jeszcze przed kilkoma laty byłoby niewyobrażalne, że rząd pożyczy tak wielkie ilości pieniędzy, a Polska tak bardzo zwiększy swój deficyt budżetowy bez konsekwencji w postaci podwyższenia rentowności obligacji skarbowych.

– Agencje ratingowe ryzykują, że staną się niewiarygodne, jednak obecnie nie widać, aby któraś z tych trzech agencji miała zmienić swoją wewnętrzną politykę – dodaje P.Kwiecień.

Oczekiwania kandydatów poszukujących pracy w czasie pandemii

Dynamiczna sytuacja na światowych rynkach i wpływ pandemii na gospodarkę ma swoje odzwierciedlenie także na rynku pracy i w oczekiwaniach kandydatów poszukujących zatrudnienia. Podczas, gdy jeszcze na początku roku, jednym z aspektów warunkujących wybór nowego pracodawcy były benefity pozapłacowe, dziś ich rola słabnie na rzecz poczucia bezpieczeństwa i stabilności zatrudnienia.

Wydarzenia ostatnich miesięcy oraz ich oddziaływanie na gospodarkę i różnorodne rynki to bez wątpienia sytuacja bezprecedensowa. Zmiany widoczne są nie tylko w handlu czy świecie szeroko pojętej rozrywki i sportu, ale także w obszarze potrzeb rekrutacyjnych, możliwości zatrudnienia i employer brandingu. Z jednej strony to firmy musiały w dość błyskawicznym tempie odnaleźć się w nowej rzeczywistości i odpowiedzieć na największe wyzwania związane z prowadzeniem biznesu w bieżących warunkach. Z drugiej natomiast pracownicy bacznie obserwowali działania podejmowane przez organizacje oraz zmiany, jakie na rynku pracy wywołała pandemia. Te z kolei realnie oddziaływały i nadal oddziałują na oczekiwania poszukujących zatrudnienia.

Oczami pracownika

Raport „Preferowany pracodawca, czyli kto” wyłania obraz kandydatów, którzy nie starają się o nową pracę wyłącznie w wybranych firmach. Obecnie nieco ponad połowa respondentów (55 proc. ) deklaruje, że ma preferowanych pracodawców, podczas gdy na początku marca br. było to 63 procent badanych. Kandydaci stawiają przede wszystkim na bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia. Dziś stają się one ważniejsze niż tak popularne dotychczas benefity pozapłacowe, których znaczenie w nowej post-Covidowej rzeczywistości spadło o 8 proc. [1] Z danych z raportu wynika także, że dla kandydatów liczy się dziś szybkość zatrudnienia, podstawowe świadczenia oferowane przez organizację oraz solidne fundamenty i reputacja firmy na rynku. – W niepewnych czasach kandydaci większym zaufaniem darzą znane, istniejące od wielu lat firmy, które postrzegają jako te bardziej stabilne i oferujące bezpieczniejsze miejsca pracy – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska. – Nie bez znaczenie pozostaje dla nich także wsparcie organizacji i bezpośrednich przełożonych w trudnym okresie. W Perfetti Van Melle zawsze jesteśmy blisko naszych pracowników i odpowiadamy na ich bieżące potrzeby – dodaje.

Jasny przekaz

Poszukując pracy kandydaci oczekują dziś od potencjalnego pracodawcy także konkretnej i transparentnej komunikacji. Chodzi przede wszystkim o precyzyjne nakreślenie wymagań, na ten fakt uwagę zwraca aż 71 proc. badanych oraz informację o wysokości wynagrodzenia oferowanego na danym stanowisku, która jest istotna dla 64 proc. respondentów.

Oczekiwania kandydatów to jedna z kluczowych wskazówek dla firm poszukujących profesjonalnych i dopasowanych do potrzeb organizacji pracowników. Pomagają m.in. w zaplanowaniu działań employer brandingowych, które z kolei wpływają na efektywne procesy rekrutacyjne zakończone zatrudnieniem odpowiednich specjalistów.

[1] http://media.pracuj.pl/108890-kandydaci-o-pracodawcach-w-obliczu-covid-19-raport-pracujpl

Zakupy bez kas i kolejek ze SmartCart – samoobsługowym wózkiem z modułem AI

Skoro Amazon – światowy gigant rynku e-commerce – otwiera swoje kolejne samoobsługowe sklepy stacjonarne, coś musi być na rzeczy. Okazuje się, że nawet w czasach tzw. Digital Age, nie wszystko chcemy kupować online. Zakupy w realu są dla klientów często formą wypoczynku, a nawet rozrywki. To czego najbardziej nie lubimy w tradycyjnych zakupach, to kolejki.

Na świecie działa coraz więcej całkowicie bezobsługowych sklepów. Rosnąca potrzeba automatyzacji sklepów to także jedna z kluczowych konsekwencji epidemii koronawirusa na rynku retail. W Chinach powstają sieci całkowicie samoobsługowych kiosków, w których za pomocą smartfona można już dziś kupić podstawowe produkty. Nieco większe placówki bez kasjerów pod marką „Amazon Go” otwiera w USA internetowy gigant. Polska również wpisuje się w ten światowy trend – twierdzi Paweł Bochniarz, Partner w Funduszu ValueTech Seed, inwestującego w innowacyjne pomysły biznesowe z obszaru nowych technologii, na różnych etapach rozwoju.

Rozwiązania do tej pory wprowadzane testowo lub w formie dodatkowej, dziś zaczynają funkcjonować na skalę masową. Potencjał wzrostu jest ogromny. Z pewnością możemy spodziewać się dużego zainteresowania rynku technologiami wspierającymi automatyzację sklepów i to nie tylko w formie kas samoobsługowych, ale i kolejnych odsłon technologicznych tego konceptu – dodaje Paweł Bochniarz.

Szybko i świeżo

Koncept proponowany przez Amazona, doskonale wpisuje się w oczekiwania współczesnych klientów, wyznaczając jasny kierunek, w którym powinny zmierzać sieci handlowe. Kolejne testowe mikro sklepy otwierane przez duże sieci w Polsce, takie jak Carrefour lub Auchan czy przedstawicieli segmentu convenience – Żabkę i BioFamily, potwierdzają, że tradycyjna formuła robienia zakupów również w naszym kraju nie zanika, a ewoluuje.

Popyt rodzi podaż i wygląda na to, że wyścig wśród dostawców rozwiązań technologii dla sklepów autonomicznych zaczął się na dobre.

Standard Cognition z kapitałem startowym w wysokości 50 milionów dolarów pochodzącym od byłego CTO Pandory – Willa Glasera czy bardziej agresywne startupy, takie jak Zippin i Inokyo, podobnie jak Amazon Go, rozwijają technologie oparte o systemy kamer sufitowych i półkowych. Koncept wdrażany przez giganta z Seattle i jemu podobne ma jednak swoje ograniczenia. Koszt i wysiłek związany z zainstalowaniem kamer na całym suficie lub na każdej półce sklepu o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych może być skutecznym hamulcem w procesie transformacji do modelu sklepów autonomicznych. Stawką w grze jest być albo nie być, czego doskonałym przykładem jest polski oddział Tesco. Firma w 2020 roku sprzedała wszystkie swoje placówki handlowe i znika z polskiego rynku.

Technologia z Polski, która uratuje dużych

Klienci pragną robić swoje zakupy wygodnie i szybko, a co za tym idzie bez stania w kolejkach. Realizują to poprzez ucieczkę do mniejszych, osiedlowych sklepów typu convenience lub małych, bezobsługowych sieci typu Amazon Go. Remedium na bolączkę wielkich i średnich sieci handlowych, okazuje się, że z powodzeniem rozwija i wdraża grupa wynalazców z firmy ZeroQs. Polacy stworzyli technologię mobilnych kas samoobsługowych, która pod marką SmartCart wprowadzana jest dziś do kolejnych sieci handlowych na całym świecie.

Szybkie i bezpieczne zakupy

Startup ZeroQs produkuje wózki na zakupy wyposażone w technologię, która za pomocą zainstalowanego skanera kodów kreskowych, kamery i czujnika wagi automatycznie rozpoznaje przedmioty wkładane do koszyka, a dzięki spersonalizowanej aplikacji, analizuje i finalizuje zakup, eliminując potrzebę stania w kolejce do kasy.

– Klient po wejściu do sklepu, za pomocą dedykowanej aplikacji paruje swój smartphone z mobilną kasą samoobsługową SmartCart i rozpoczyna zakupy. Skanuje interesujące go produkty, wkłada do koszyka i wychodzi ze sklepu. Szybko i wygodnie, bez konieczności stania w długich kolejkach, bo płatność jest pobierana automatycznie. Taki sposób robienia zakupów tworzy unikatowy shopping experience – wyjaśnia wynalazca i współtwórca firmy Jarosław Kaczmarczyk.

Nasza technologia jest też o wiele tańsza w implementacji i utrzymaniu w porównaniu do infrastruktury, która musiałaby się znaleźć w sklepie typu Amazon Go. Co więcej, sztuczna inteligencja wykorzystywana w mobilnych kasach samoobsługowych skutecznie wspiera firmy w zarządzaniu ich łańcuchem dostaw – dodaje Kaczmarczyk.

Rozwiązanie, dzięki zastosowanym systemom stanowi również skuteczne narzędzie w walce z plagą kradzieży sklepowych, które przynoszą w skali globalnej straty rzędu 45 mld dolarów[1].

Wózki SmartCart są wyposażone w poręczny, wytrzymały na uszkodzenia ekran dotykowy, na którym wyświetlane są informacje o wybieranych produktach czy aktualnych promocjach. Aplikacja obsługująca zakupy w czasie rzeczywistym zbiera dane o użytkownikach i buduje w ten sposób zasoby Big Data. Twórcy twierdzą, że w przyszłości system będzie umożliwiał personalizację przekazów reklamowych prezentowanych na ekranie wózka, sugerując swoim klientom m.in. zakup kolejnych produktów potrzebnych do ugotowania konkretnej potrawy, czy wskazując miejsce ulokowania poszukiwanego produktu.

Pierwsze wdrożenia

Technologia mobilnych kas samoobsługowych, którą pod nazwą SmartCart opracował i wdrożył zespół z Polski, jest coraz szerzej dostrzegana przez branżę retail. Niektórzy rynkowi gracze twierdzą, że wynalazek przyczynia się do rewolucji w handlu na niespotykaną wcześniej skalę.

Dzięki swojej uniwersalności, rozwiązanie polskich wynalazców można dopasować praktycznie do każdego formatu obecnego na globalnym rynku, a zainteresowanie stworzoną technologią sięga już po za granice Polski.

Technologię SmartCart wdrażają już trzy duże, międzynarodowe sieci handlowe. Szwedzka sieć sklepów meblowych – IKEA, popularna sieć hipermarketów i supermarketów Carrefour oraz największa w Rosji sieć sklepów średnio i wielkopowierzchniowych – X5. Koncept SmartCart od ZeroQs przyciągnął także zainteresowanie polskiej sieci Społem, posiadającej ponad 2,5 tysiąca sklepów.

– SmartCart to przykład rozwiązania, które warto wspierać, ponieważ jest ono wypadkową tego, czego potrzebują klienci i sieci handlowe – mówi odpowiedzialny za wdrożenie – Marcin Olech, były Dyrektor Działu Marketingu, Usług i Technologii Cyfrowych w Carrefour Polska, obecnie Head of Retail & Omnichannel w centrum innowacji The Heart. Klienci zyskują unikatową usługę i będą mogli robić szybkie zakupy. W taki sposób sklepy Carrefour budują swoją przewagę konkurencyjną na rynku – dodaje.

Zamówienia na pierwsze partie mobilnych kas samoobsługowych SmartCart napływają także spoza Polski. Dzięki swojej uniwersalności, rozwiązanie można dopasować praktycznie do każdego segmentu rynku.

Finanse

– Mobilne kasy samoobsługowe od ZeroQs to technologia przyszłości, która już dziś znajduje zastosowanie. Koncept SmartCart rozwijany przez ZeroQs ma ogromny potencjał. Jako doświadczeni inwestorzy nie mogliśmy przejść obojętnie wobec tak skalowalnego produktu – mówi Paweł Bochniarz, Partner w Funduszu ValueTech Seed. – Twórcy ZeroQs: Jarosław Kaczmarczyk i Tomasz Bruliński, doskonale zdiagnozowali potrzebę rynku i stworzyli produkt, który pomaga dużym i średnim sieciom handlowym w transformacji ich biznesu do ery sklepów autonomicznych.

Technologia z Polski została dostrzeżona również przez inwestorów zza Wielkiej Wody. W 2020 roku startup ZeroQs został zaproszony do współpracy przez pochodzący z Doliny Krzemowej akcelerator Plug and Play, zrzeszający młode technologiczne firmy, światowe korporacje i inwestorów. To jeden z czołowych akceleratorów dla startupów na świecie, który uchodzi za kuźnię wielu unicornów.

[1] Źródło: „The Sensormatic Global Shrink Index Results & Executive Summary February 2018