Rynek nieruchomości magazynowych w Polsce w 3 kw. 2019

W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2019 r. w Polsce przybyło prawie 2,0 mln m kw. nowej powierzchni magazynowo-przemysłowej, co jest najwyższym wynikiem w historii. Zgodnie z analizami firmy doradczej Savills, poziom popytu stabilizuje się i powraca do wartości sprzed trzech lat.

Jak wynika z raportu „Market in Minutes – Rynek magazynowy w Polsce” opracowanego przez Savills, po pierwszych dziewięciu miesiącach roku, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej wzrosły do 17,6 mln m kw. W podziale na regiony największym rynkiem pozostaje Warszawa (ponad 4,1 mln m kw.) a na drugie miejsce wrócił Górny Śląsk (ponad 3 mln m kw.) kosztem Polski Centralnej (2,9 mln m kw.).

Najwięcej nowej powierzchni logistycznej powstaje obecnie w Warszawie i okolicach, a także we Wrocławiu i na Górnym Śląsku. Powierzchnia pozostająca w budowie wynajęta jest w ok. 46%. Aktywność deweloperów dostosowuje się do stabilizującego się popytu. Na koniec września 2019 r. w budowie pozostawało 1,8 mln m kw., czyli 13% mniej niż przed rokiem.

Zgodnie z danymi Savills w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2019 roku wynajęto 2,7 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej. Około jedna trzecia popytu przypada na Warszawę i okolice. Największą umowę najmu w trzecim kwartale podpisała firma Raben, dla której w Rudzie Śląskiej firma Prologis buduje centrum operacyjne o powierzchni ok. 50 000 m kw.

Średnia stopa pustostanów dla całego kraju pozostaje na niskim poziomie, jednakże wzrosła do 6,5%, o 2,2 pkt. proc. rdr. i 1,4 pkt. proc. w stosunku do czerwca br. Stawki czynszowe nie uległy istotnej zmianie. W przypadku czynszów bazowych wynoszą one od 2,7 euro do 4,2 euro za m kw. na miesiąc w wielkopowierzchniowych obiektach, dochodząc do 5,25 euro za m kw. na miesiąc w mniejszych modułach zlokalizowanych na terenie Warszawy.

Lata 2017-2018 były dotychczas najlepszym okresem dla polskiego rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych. Zarówno w 2017 jak i w 2018 r. wybudowano ponad 2 mln m kw. i wynajęto powyżej 4 mln m kw. powierzchni. Po pierwszych trzech kwartałach 2019 roku widać, że porównując do analogicznych okresów z przeszłości, rynek powraca do wyników odnotowywanych przed tymi dwoma rekordowymi latami. Według Savills delikatny spadek poziomu popytu jest w dużej mierze efektem wysokiej bazy a wzrost stopy pustostanów wynika z porównania do jednego z najniższych poziomów w historii odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„Za nami dwa rekordowe lata dla rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce, w trakcie których rozwijał się on w niezwykle imponującym tempie. Dane za trzy pierwsze kwartały 2019 r. wskazują na powrót do dynamiki wzrostu sprzed trzech lat, która nadal pozostaje wysoka. Kluczowa dla rynku będzie aktywność najemców w najbliższych miesiącach. Wpływ na to będzie mieć kondycja gospodarki światowej, zwłaszcza naszego zachodniego sąsiada, będącego głównym rynkiem eksportowym dla Polski. Dalszy rozwój branży e-commerce i nadal wysoki poziom konsumpcji prywatnej generujący wewnętrzny popyt pozwalają jednak wierzyć, że w najbliższym czasie czeka nas okres stabilnego wzrostu sektora nieruchomości magazynowo-przemysłowych” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

Co ze stopami w USA? Jutro wybory w Wielkiej Brytanii

Po serii obniżek stóp procentowych w USA zapowiada się dzisiaj spokojne posiedzenie FOMC. Analitycy spodziewają się, że jeżeli nie stanie się nic nadzwyczajnego, stopy procentowe pozostaną bez zmian.

Wybory na Wyspach już jutro

Jutro odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii. Rynki dotychczas podchodziły do tego tematu bardzo spokojnie. Wczoraj wieczorem jednak wyraźnie inwestorom puściły nerwy. W ciągu godziny funt stracił na wartości 3 grosze. Ostatnie sondaże sugerują, że konserwatyści będą mieć samodzielną większość. Oznacza to, że temat brexitu może znowu powrócić. Może to oznaczać opuszczenie Unii już przed kolejnym terminem ostatecznym. Taki scenariusz, patrząc na długość oczekiwania, wcale nie musi być taki zły dla rynków. O ile faktycznie analizy pokazują, że brexit nie będzie korzystnym procesem, o tyle wstrzymanie oddechu w gospodarce, czekając na niego, też dobrze nie wpływa.

Posiedzenie FOMC

Federalny Komitet Otwartego Rynku podejmie dzisiaj decyzję w sprawie sóp procentowych. Analitycy są zgodni, że nie dojdzie do zmiany sóp procentowych. Co ciekawe, patrząc na zmiany notowań kontraktów terminowych, większa, aczkolwiek symboliczna, jest szansa na wzrost stóp procentowych. Realnie za obniżką przemawia obecnie tylko presja ze strony prezydenta Donalda Trumpa. Jeżeli nie dojdzie do zmian, rynki powinny reagować neutralnie. W przypadku obniżki powinniśmy być świadkami gwałtownych spadków dolara.

Turcja pręży muskuły

Po tym, jak prezydent USA zapowiedział sankcje w związku z zakupem przez Turcję rosyjskich systemów obrony, na reakcję Ankary nie trzeba było długo czekać. Tureckie MSZ zapowiedziało odpowiedzi na amerykańskie sankcje. Biorąc pod uwagę, jak ważnym członkiem NATO jest Turcja, jej zbliżanie się z Rosją nie jest mile widziane. Rynki reagują względnie spokojnie, aczkolwiek turecka lira jest wyraźnie w odwrocie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 16:30 – USA – zmiana zapasów paliw,
  • 20:00 – USA – posiedzenie FED w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Wyniki rynku ubezpieczeniowego po III kwartale 2019 r.

Po trzech kwartałach 2019 r., ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym i klientom 30,7 mld zł. Ponad 14 mld zł z tej kwoty dotyczyło ubezpieczeń na życie, a kolejnych 11 mld zł związane było z polisami komunikacyjnymi. Aż o 23 proc. wzrosły odszkodowania za szkody spowodowane żywiołami.

Najważniejsze dane z rynku ubezpieczeń po III kw. 2019 r.

  • 67 mld zł aktywów ubezpieczycieli to środki wspierające gospodarkę i finanse publiczne poprzez krajowe obligacje i inne papiery o stałej kwocie dochodu
  • • 15 mld zł aktywów ubezpieczycieli to środki zainwestowane długoterminowo w akcje spółek z GPW i inne papiery o zmiennej kwocie dochodu
  • • 1 mld zł podatku dochodowego do budżetu państwa
  • • Ubezpieczyciele zebrali prawie 47 mld zł składek, o 1,5 proc. więcej niż rok wcześniej

Każda godzina pracy ubezpieczycieli oznacza ponad 4,5 mln zł odszkodowań i świadczeń dla poszkodowanych. Ubezpieczenia to jednak nie tylko korzyść dla poszkodowanych. To także długoterminowe inwestycje w gospodarkę poprzez środki lokowane w papiery wartościowe emitowane przez państwo – mówi Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

 Najważniejsze liczby:

Rynek komunikacyjny

  • Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto z OC ppm wyniosły 7 mld zł (wzrost o 6)
  • Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto z AC wyniosły 4,1 mld zł (wzrost o 12,6 )
  • 562,8 zł to średnia składka z rocznej umowy OC ppm w III kwartale 2019 To o 3,3 proc. mniej niż rok wcześniej
  • 7656 zł to średnia wartość szkody z umowy OC ppm na koniec III 2019 r. To o 3,1 proc. więcej niż rok wcześniej

Rynek majątkowy (Dział II bez ubezpieczeń komunikacyjnych)

 Najważniejsze liczby:

  • Wartość składek z ubezpieczeń majątkowych (nie licząc komunikacyjnych) wyniosła 13,4 mld zł i była o 8,4 wyższa niż rok wcześniej
  • Największy udział w składce na rynku majątkowym mają ubezpieczenia związane z żywiołami i innymi szkodami rzeczowymi. W sumie po III kw. 2019 r. wydaliśmy na nie 5 mld zł.
Andrzej Maciążek, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń
Andrzej Maciążek, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń

Rosną wydatki na ubezpieczenia związane z żywiołami, ale przede wszystkim rośnie wartość wypłacanych odszkodowań. Na koniec września 2019 ubezpieczyciele wypłacili z tytułu żywiołów 1,2 mld zł, co oznacza kwotę aż o 23 proc. wyższą niż rok wcześniej. Raport PIU pt. „Klimat ryzyka” pokazuje wyraźnie, że w kolejnych latach częstotliwość występowania gwałtownych zjawisk pogodowych wzrośnie. Bez dobrej polityki zarządzania ryzykiem musimy liczyć się niestety także z coraz większymi szkodami z tego tytułu – wyjaśnia Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Rynek życiowy

 Najważniejsze liczby:

  • Wartość składki z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła prawie 16 mld zł (spadek o 3,1 )
  • Wartość świadczeń z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła 14,2 mld zł (spadek o 10,6 )
  • Rynek życiowy w Polsce wciąż się kurczy, ale spadek składki jest w kolejnych kwartałach coraz Nadal wynika on z niższej sprzedaży ubezpieczeń inwestycyjnych i oszczędnościowych. Jednocześnie stabilny pozostaje segment polis stricte ochronnych – mówi J. Grzegorz Prądzyński.

Wyniki finansowe ubezpieczycieli

  • Zysk netto ubezpieczycieli życiowych po III 2019 wyniósł 2 mld zł i był o 5 proc. wyższy niż rok wcześniej
  • Ubezpieczyciele majątkowi zakończyli III 2019 r. z zyskiem 3,9 mld zł, co oznacza wzrost o 6,2 proc., ale 1,3 mld zł z tego wyniku to dywidenda z PZU Życie SA do PZU SA, ujęta już w zeszłorocznym zysku netto ubezpieczycieli życiowych

Wynik techniczny ubezpieczeń na życie wyniósł 2,5 mld zł i był o 5,6 proc. wyższy niż rok wcześniej. Wynik techniczny ubezpieczycieli majątkowych wyniósł 2,1 mld zł i był o 10,7 proc. niższy niż rok wcześniej. Należny od polskich ubezpieczycieli podatek dochodowy na koniec III kw. 2019 r. wyniósł 1 mld zł, a podatek od aktywów – ok. 540 mln zł.

Internetowy skok na milion dolarów – jak oszukać startup i inwestora?

Badacze Check Pointa rozwikłali tajemnicę zaginięcia przelewu o wartości 1 miliona dolarów, za którą stał chiński haker, fałszujący wymianę korespondencji pomiędzy spółką venture capital a izraelskim start-up’em. Do dokonania oszustwa wystarczyły dwie fałszywe domeny, kilkanaście maili oraz odmowa bezpośredniego spotkania pomiędzy ofiarami.

Wyobraź sobie, że jesteś właścicielem startupu i czekasz na pierwszą wpłatę od inwestorów, ale pieniądze nie pojawiają się na Twoim koncie bankowym. Albo wyobraź sobie, że jesteś przewodniczącym spółki venture capital, której wydaje się, że przelała pieniądze jednej ze spółek ze swojego portfolio, ale pieniądze nigdy nie dotarły do miejsca przeznaczenia.

Taki rzeczywisty przypadek został zbadany całkiem niedawno przez zespół reagowania na incydenty firmy Check Point (ang. Check Point Incidence Response Team – CP IRT). Chińska firma venture capital została zawiadomiona przez ich bank, że wystąpił problem z jedną z ich ostatnich transakcji. Kilka dni wcześniej, młody izraelski startup zdał sobie sprawę, że nie otrzymał finansowania w kwocie 1 miliona dolarów. Po szybkiej rozmowie telefonicznej obie strony zdały sobie sprawę, że ich pieniądze zostały skradzione.

Analizując korespondencję mailową pomiędzy stronami okazało się, że niektóre maile zostały zmodyfikowane, a inne nie zostały napisane przez żadną osobę z obu firm.

W tym momencie CEO izraelskiego startupu powiadomił grupę CP IRT celem zbadania sprawy. Coś, co wydawało się z początku zwykłym oszustwem typu BEC (ang. Business Email Compromise – naruszenie maili biznesowych), szybko okazało się być czymś zupełnie innym.

Śledztwo

Zespół Check Point IRT zebrał i przeanalizował wszystkie logi, maile oraz komputery zamieszane w sprawę. Podczas zbierania dowodów, CP IRT natrafiło na 3 wyzwania, na które najprawdopodobniej napotkał każdy zespół reagujący na incydenty bezpieczeństwa.

Skrzynki pocztowe klienta były hostowane na serwerze mailowym GoDaddy, który nie dostarczył jednak żadnych informacji pomocnych w śledztwie. Logi audytowe pokazały jedynie 5 ostatnich logowań na serwer i wszystkie z nich należały do pracowników startupu.

Check Point zdał sobie sprawę, że jeżeli włamanie nastąpiło po stronie izraelskiej, prawdopodobnie nie będzie w stanie określić dokładnych czasów logowania i adresu IP atakującego.

Eksperci musieli wyśledzić oryginalne maile, żeby być w stanie przeanalizować ich nagłówki. Gdy już je odzyskali, zyskali szersze spojrzenie na sprawę i byli w stanie powiedzieć, w jaki sposób hakerzy przeprowadzili atak.

Kilka miesięcy przed momentem dokonania transakcji finansowej, atakujący dostrzegł wątek mailowy zapowiadający wielomilionowe wsparcie startupu i postanowił to wykorzystać. Zamiast tylko monitorować maile poprzez utworzenie reguły autoforwardowania, jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadkach zwykłych BEC, atakujący postanowił zarejestrować 2 domeny o podobnych nazwach.

Pierwsza domena była praktycznie taka sama jak domena izraelskiego startupu, dodano jedynie “s” na końcu. Druga domena przypominała nazwę chińskiej firmy VC, do której również dodano “s” na końcu.

Jak wskazuje Check Point, atakujący wysłał następnie dwa maile z identycznym nagłówkiem co oryginalny wątek. Pierwszy został wysłany chińskiej firmie z domeny przypominającej izraelską, w którym podano się za CEO startupu. Drugi mail został wysłany do izraelczyków z domeny przypominającej domenę chińskiej spółki VC, w którym podano się za menedżera zajmującego się tą sprawą. W ten sposób atakujący miał przygotowany grunt pod ostateczny atak typu Man-In-The-Middle (ang. człowiek-w-środku).

Każdy mail wysłany przez obie strony był tak naprawdę wysłany przez atakującego, który następnie analizował go i decydował, którą część przeredagować, a następnie zmodyfikowana treść była wysyłana z odpowiedniej fałszywej domeny do prawdziwego adresata wiadomości.

Podczas trwania ataku, atakujący wysłał 18 maili do chińskiej strony i 14 do strony izraelskiej. Cierpliwość, dbałość o szczegóły oraz dobre rozeznanie sprawy umożliwiły przeprowadzenie go z sukcesem.

W pewnym momencie ataku chiński właściciel konta i dyrektor generalny izraelskiego startupu zaplanowali spotkanie w Szanghaju. W ostatniej chwili atakujący wysłał do obu stron maile odwołujące spotkanie, a w każdym była inna wymówka, dlaczego spotkanie nie mogło się odbyć.

Bez tego kluczowego maila ze strony atakującego, cała operacja prawdopodobnie by się nie udała. Bardzo możliwe było, że podczas spotkania właściciel konta zostanie poproszony o zweryfikowanie dokonanych zmian na koncie bankowym.

Było to niedopuszczalne ryzyko dla atakującego, więc podjął kroki, aby upewnić się, że tak się nie stanie. To oznacza, że atakujący wiedział co robi i posiadał doświadczenie.

Co zrobić, gdy zdajesz sobie sprawę, że udało ci się ukraść milion dolarów?

Pojechać na urlop? Kupić samochód?

Haker, zuchwale, zamiast zaprzestać komunikowania się, próbował przechwycić kolejną rundę finansowania VC. Co więcej, nawet po usunięciu skutków tego ataku, izraelski dyrektor finansowy nadal otrzymuje co miesiąc jeden e-mail z fałszywego konta CEO, proszącego o wykonanie transakcji przelewem.

Polski eksport ucieka przed recesją na pozaunijne rynki?

Polski eksport radzi sobie wyjątkowo dobrze w obliczu spowolnienia gospodarczego w UE, a przede wszystkim w Niemczech. W okresie styczeń-październik 2019 r. jego wartość wzrosła o 5,3% r/r, do poziomu 196,6 mld euro. Jak zauważają eksperci instytucji płatniczej AKCENTA w rozwoju zagranicznej sprzedaży duży udział mają kraje spoza UE, a nawet samej Europy. Coraz więcej wysyłamy m.in. za Ocean i do Azji.

W pierwszej 20 najważniejszych rynków zbytu polskiego eksportu 5 znajduje się poza UE, a 2 poza Starym Kontynentem. Razem odpowiadają za ponad 10% polskiego wywozu. W grupie tej w ostatnim czasie odnotowano rekordowe wzrosty sprzedaży. Do znajdujących się na 20 pozycji Chin eksport zwiększył się blisko do 30% r/r. , do USA (+11,4%), na Ukrainę (ponad +10% r/r) oraz do Rosji (+9,7% r/r).

Nowe rynki mają wiele do zaoferowania

Eksport na pozaunijne i pozaeuropejskie rynki wyraźnie ożywił się w ostatnim czasie. Widać, że polskie firmy coraz ambitniej i odważniej podchodzą do międzynarodowej ekspansji. Na odległych rynkach jest też ogromny potencjał i przestrzeń do rozwoju. Oczywiście, zaistnienie na nich jest znacznie trudniejsze niż np. w sąsiednich krajach UE. Z drugiej strony, europejski i unijny rynek jest już mocno nasycony i panuje tu ogromna konkurencja. Jednocześnie polskie firmy coraz bardziej tracą przewagę kosztową, dzięki której przez wiele lat udawało się tak szybko i z sukcesem rozwijać zagraniczną sprzedaż. Rynki pozaunijne dla przedsiębiorstw, które osiągnęły już swoje maksimum wzrostu w UE, mogą być idealnym rozwiązaniem – mówi Radosław Jarema, dyrektor AKCENTY w Polsce.

Kolejnym powodem do zainteresowania się odleglejszymi rynkami dla wielu eksporterów może być także osłabienie koniunktury w UE, a szczególnie w niemieckiej gospodarce, dodaje ekspert AKCENTY. Jak pokazują dane GUS w pierwszych 10 miesiącach br. polski eksport do Niemiec nadal rośnie (+3,8% r/r), ale w znacznie niższym tempie niż w ostatnich latach. Na koniec roku 2017 i 2018 polski wywóz notował tam dwucyfrowe tempo wzrostu (odpowiednio 12,2 i 11,1% r/r).

Innym problemem może być też w najbliższej przyszłości Brexit. – Jego konsekwencje eksporterzy odczują bezpośrednio – w potencjalnie utrudnionym dostępie do brytyjskiego rynku, jak i pośrednio – poprzez skutki gospodarcze wyjścia Wielkiej Brytanii z UE – wskazuje ekspert AKCENTY.

Handel światowy rośnie w najwolniejszym tempie od dziesięciolecia; i nie ma nadziei na znaczną poprawę

  • Handel światowy rósł w najwolniejszym tempie od dziesięciolecia w 2019 r. (+1,5%)
  • Nie ma nadziei na znaczną poprawę w 2020 r. (+1,7%).
  • W obliczu rosnącego protekcjonizmu należy uważać na przekierowanie handlu i „handel fantomowy” w 2020 r.

Większa niepewność i wyższe globalne taryfy celne mają niezwykle negatywny wpływ na handel: w 2019 r. wolumen światowego handlu towarów i usług rósł w najwolniejszym tempie od dziesięciolecia (+1,5%). W rezultacie eksporterzy najprawdopodobniej odnotują w tym roku straty w wysokości 420 mld USD – według ostatniego raportu „Handel Światowy” Euler Hermes: “Wojny handlowe: niech siła handlu będzie z Tobą ”.

Chiny (-67 mld USD), Niemcy (-62 USD mld) i Hongkong (-50 mld USD) to główne ofiary recesji w handlu. Chociaż w większości efekty te można tłumaczyć kwestiami kursów walut, to szok eksportowy niewątpliwie objął wszystkie kraje europejskie i inne światowe centra eksportowe. Pośród sektorów największe straty odczuwa sektor elektroniczny (-212 mld USD), sektor metalowy (-186 mld USD) i sektor energetyczny (-183 mld USD).

Najgorsze może jest już za nami, ale nie ma nadziei na znaczną poprawę w 2020 r.

„Nasz autorski Wskaźnik Cyklu Handlowego[1] (TMI – Trade Momentum Index) pokazuje, że najgorsze jest za nami: wskaźnik przestał się pogarszać, ale jego wartość wciąż jest ujemna. Dlatego oczekujemy, że handel w 2020 r. pozostanie w reżimie niskiego wzrostu, nieznacznie przyspieszając do +1,7%, przy czym światowa gospodarka będzie nadal zwalniać (+2,4% po +2,5% w 2019 r.)” – ocenia Ludovic Subran, Główny Ekonomista Grupy w Allianz i Euler Hermes. „Tak zwana „pierwsza faza” porozumienie pomiędzy USA i Chinami, mimo że powierzchowna, może przynieść pewną ulgę. Ale ponowne groźby wprowadzenia taryf celnych i pracowity rok polityczny (szczyty światowe, wybory w USA) w 2020 r. doprowadzą do większej niestabilności, nie pozostawiając nadziei na znaczną poprawę.

Największe zyski z eksportu odnotują Chiny (90 mld USD) i USA (87 mld USD). Jednak ich konflikt handlowy odcisnął swoje piętno: zyski z eksportu w przypadku obydwu krajów będą mniej więcej o połowę niższe niż w 2018 r. Rosnący protekcjonizm w formie amerykańskich taryf celnych na samochody może w następnej kolejności obrać za cel Niemcy i Zjednoczone Królestwo.

Co do sektorów: elektronicznego (-47 mld USD), metalowego (-42 mld USD) oraz maszyn i urządzeń (-27 mld USD) trend generalnie będzie się utrzymywał w 2020 r. Z kolei, sektory: programów i usług IT (62 mld USD), rolno-spożywczy (41 mld USD) i chemiczny (37 mld USD) odnotują umiarkowane zyski z eksportu.

Nowe strategie w celu uniknięcia kolejnych taryf celnych: przekierowywanie handlu i „mroczny handel”

Mali i zwinni eksporterzy najbardziej skorzystali ze zmian kierunków handlu w sytuacji eskalacji napięć handlowych pomiędzy USA i Chinami. Innymi słowy – najwięksi partnerzy handlowi tracą udział w rynku lub zyskują mniej niż średnia (Kanada, Niemcy, Japonia i Meksyk), podczas gdy wielu mniejszych partnerów handlowych (Tajwan, Holandia, Belgia, Brazylia czy nawet Francja) szybko zyskuje na znaczeniu.

Zwycięzcy mogą nie cieszyć się zbyt długo swoim zwycięstwem: np. Wietnam, który skorzystał na konflikcie handlowym, jest w efekcie na „gorącym krześle” (celowniku), ponieważ jego nadwyżka handlowa z USA gwałtownie się zwiększyła.

„Mroczny handel” (oryg. Phantom trade) jest inną konsekwencją wzrostu napięć handlowych pomiędzy USA i Chinami: niektóre chińskie przedsiębiorstwa mogą wysyłać swoje towary na rynki trzecie, takie jak Tajwan i Japonia, a stamtąd następnie wysyłać je do USA, omijając taryfy celne.

Takie przekierowanie pozwala uniknąć taryf celnych i sztucznie zawyża dane dotyczące handlu (ponieważ ten sam towar podróżuje na dodatkowy rynek, zanim dotrze do ostatecznego odbiorcy). Nasza wstępna analiza południowo-wschodniej Azji w oparciu o dane za ostatnie półtora roku półtora roku pokazuje, że Japonia i Tajwan są wykorzystywane jako rynki-odskocznie dla dalszego eksportu maszyn i urządzeń mechanicznych oraz wyrobów elektrycznych” – podsumował Georges Dib, Ekonomista w Euler Hermes.

[1] Obejmuje: dane z analizy wyników poszczególnych krajów, dotyczące: zamówień eksportowych, dane o produkcji dla sektorów zintegrowanych z handlem światowych (np. motoryzacyjny, elektroniczny, chemiczny). TMI może z miesięcznym wyprzedzeniem wyjaśnić 75% zmian zachodzących w światowym handlu towarami.

Jak powinny wyglądać polskie miasta w 2035 r.?

W małych i średnich miastach mieszka około 40 proc. Polaków. Polski Instytut Ekonomiczny opracował dla nich scenariusze rozwoju w ramach raportów „Scenariusze rozwoju małych i średnich miast”. Do głównych wyzwań stojących przed tymi miejscowościami należy depopulacja oraz brak kompleksowych strategii rozwoju, na które cierpi co piąte średnie miasto. 43 proc. średnich ośrodków stanowią miasta nazwane lokomotywami rozwoju rynków lokalnych. Najwięcej z nich znalazło się w województwach: wielkopolskim, śląskim oraz mazowieckim.

W 2018 roku w Polsce istniało 930 miast, w tym 712 małych oraz 202 średnie. Na potrzeby raportów PIE przebadano 205 małych ośrodków miejskich oraz 90 średnich. Grupę 39 średnich miast o najwyższej samoocenie nazwano lokomotywami rozwoju rynków lokalnych. Znalazły się wśród nich m.in. Gdynia, Skierniewice, Ełk i Gliwice.Jak powinny wyglądać polskie miasta w 2035

 

Lokomotywy rozwoju rynków lokalnych mają silną pozycję w regionie, dobrą sytuację ekonomiczną oraz korzystne wskaźniki działalności gospodarczej i sytuacji społecznej – mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Miasta te postrzegają siebie jako otwarte i ładne, a także przyjazne dla mieszkańców i biznesu, co pozwala im optymistycznie patrzeć w przyszłość, mimo nie zawsze ukierunkowanego rozwoju. Aby miasta te mogły zrealizować najbardziej optymistyczny scenariusz przygotowany przez ekspertów PIE, potrzebują zapewnienia stabilnego i przyjaznego otoczenia stwarzającego atrakcyjne warunki życia w mieście, a także szerokie możliwości rozwoju biznesu.

39 proc. średnich ośrodków miejskich określono jako miasta z potencjałem bez silnych wyróżników, z czego aż ¼ jest zlokalizowana w województwie śląskim. Największym z nich był w 2018 r. Sosnowiec (202 036 mieszkańców), a najmniejszym Zambrów (22 166 mieszkańców). Jednym z największych zagrożeń dla reprezentantów tej grupy jest wyludnienie. Choć blisko 2/3 mieszkańców tych miast znajduje się w wieku produkcyjnym, to na każde 100 z nich przypada prawie 30 osób w wieku poprodukcyjnym, co stanowi najgorszy wynik obciążenia demograficznego spośród wszystkich badanych grup miast – dodaje Katarzyna Dębkowska.

18 proc. przebadanych średnich miast w Polsce stanowią ośrodki potrzebujące nowych strategii i pomysłu na rozwój. Są one położone przede wszystkim w centralnej, wschodniej i południowej Polsce, a ponad ¼  z nich stanowią byłe miasta wojewódzkie (Chełm, Elbląg, Przemyśl, Tarnobrzeg, Włocławek). Miasta te postrzegają siebie jako kultywujące tradycje i wyludniające się – mówi Katarzyna Dębkowska. Nie uważają się za innowacyjne, a swoją przyszłość dostrzegają w rozwiniętym zakresie usług. Eksperci PIE widzą w przypadku tych ośrodków konieczność interwencji państwowej, ponieważ to właśnie one są w największym stopniu zagrożone skutkami depopulacji. Szansą rozwoju byłoby dla nich pobudzenie migracji z otaczających je terenów wiejskich czy też deglomeracja funkcji publicznych – dodaje Katarzyna Dębkowska

Scenariusze rozwoju małych miast

43 proc. z przebadanych małych ośrodków określono mianem miast niewykorzystanych szans. Zalecamy im przede wszystkim efektywniejsze zarządzanie gospodarką przestrzenną oraz rozwijanie współpracy międzygminnej pod kątem usług publicznych – mówi Katarzyna Dębkowska. 26 proc. małych miast zdefiniowano jako potrzebujące impulsu rozwojowego. Rekomendujemy im zagospodarowanie porzuconej infrastruktury, a także aktywizację mieszkańców poprzez projekty społeczne. 31 proc. małych miast zdefiniowano jako przyjazne do życia. Eksperci PIE wskazują na potrzebę działań koncentrujących się na podnoszeniu jakości życia w mieście, tworzenie pozytywnego wizerunku miasta oraz zachęcanie do migracji powrotnych. Wszystkim małym miastom zalecamy działania mające na celu przyciąganie inwestorów poprzez specjalne zachęty i zwiększanie konkurencyjności miasta dzięki wspieraniu lokalnego kapitału – dodaje Katarzyna Dębkowska.

Inteligentne zamki otwierają furtkę włamywaczom

Błąd projektowy w inteligentnym zamku dobrze ilustruje problemy, z którymi zmagają się producenci urządzeń Internetu Rzeczy.

Konsultanci bezpieczeństwa firmy F-Secure odkryli lukę w inteligentnym zamku, która pozwala atakującym przejąć kontrolę nad urządzeniem. Brak możliwości aktualizacji oprogramowania zamka oznacza, że nie jest i nie będzie możliwe całkowite naprawienie podatności. Pokazuje to równocześnie, z jakimi trudnościami zmagają się zarówno producenci, jak i użytkownicy coraz popularniejszych urządzeń IoT.

KeyWe Smart Lock to inteligentny zamek używany głównie przez osoby prywatne, który pozwala im otwierać i zamykać drzwi za pomocą aplikacji mobilnej w smartfonie. Konsultanci bezpieczeństwa firmy F-Secure odkryli, że błąd w protokole komunikacyjnym pozwala na przechwycenie hasła używanego do sterowania urządzeniem.

Producent zamka zastosował kilka różnych mechanizmów ochrony użytkowników, jednak błąd popełniony został już na etapie projektowania. Jego wykorzystanie pozwala atakującemu przechwycić i odszyfrować wiadomości wysyłane pomiędzy aplikacją mobilną a urządzeniem, co pozwala na przejęcie kontroli nad oprogramowaniem zamka. Jako że atak jest stosunkowo łatwy do przeprowadzenia, a wyeliminowanie podatności niemożliwe, istnieje realne zagrożenie wykorzystania luki przez włamywaczy – mówi Krzysztof Marciniak z F-Secure Consulting, konsultant bezpieczeństwa który zajmował się analizą zamka. – Atakujący potrzebują jedynie nieco wiedzy technicznej, urządzenia do przechwytywania ruchu Bluetooth Low Energy (do kupienia za około 30 zł) i trochę czasu, by przechwycić komunikację.

Opisany atak jest kolejnym przykładem wyzwań, które napotykają producenci i użytkownicy coraz popularniejszych inteligentnych urządzeń. Przewiduje się, że do 2025 roku 125 miliardów urządzeń będzie podłączonych do Internetu.[i] Upowszechnienie tego rodzaju sprzętu oznacza jednak, że coraz częściej występować będą problemy związane z jego bezpieczeństwem.

W zamku zastosowano mechanizmy zwiększające bezpieczeństwo (między innymi szyfrowanie wiadomości) w celu uniemożliwienia niepowołanego dostępu do informacji. Zabezpieczenia obejmują również hasło, które wykorzystywane jest do sterowania zamkiem. Pomimo tego, badaczom z F-Secure Consulting udało się znaleźć stosunkowo prosty sposób, by ominąć te zabezpieczenia. Jako że nie jest możliwe zaktualizowanie oprogramowania urządzenia, właściciele zamków mogą jedynie wymienić je lub zaakceptować fakt, że mogą stać się ofiarą ataku.

Zabezpieczenia sprawdzają się jedynie wtedy, gdy są odpowiednio zaimplementowane – zwraca uwagę Marciniak. – Projektując tego rodzaju rozwiązania, należy przeanalizować model zagrożeń, które mogą dotknąć użytkowników. Uwzględnić potencjalnych atakujących, najbardziej zagrożone komponenty i inne czynniki wpływające na bezpieczeństwo. To nie jest proste, ale konieczne – zwłaszcza gdy producent nie przewiduje możliwości aktualizacji oprogramowania.

Użytkownikom zalecane jest również rozważanie konsekwencji stosowania inteligentnych urządzeń w swoich domach, a producentom – podjęcie współpracy z ekspertami z zakresu cyberbezpieczeństwa przy projektowaniu nowych produktów.

[i] Źródło: https://www.techradar.com/news/rise-of-the-internet-of-things-iot

W 2030 r. pojazdy autonomiczne, usługi MaaS oraz samochody elektryczne będą codziennością

Do roku 2025 liczba samochodów elektrycznych może wzrosnąć do 25 milionów, a oferta koncernów motoryzacyjnych może obejmować aż 400 modeli. Firmy z branży logistycznej, takie jak DHL, DPD i TNT, modernizują swoją flotę i wymieniają pojazdy spalinowe na elektryczne. Działania te przyczynią się do zmiany wymagań i rozwiązań z zakresu infrastruktury do ładowania w miastach, w tym rozwoju technologii ładowania indukcyjnego. Ulepszona zostanie także technologia produkcji akumulatorów, gdyż coraz więcej firm pracuje nad innowacyjnymi rozwiązaniami zorientowanymi na zwiększenie pojemności i skrócenie czasu ładowania. 

Mobilność jako usługa (Maas)

Z ankiety wynika też, że idea mobilności w sposób radykalny zmieni ukierunkowanie z produktów na usługi. Koncepcja posiadania pojazdu ustąpi rozwiązaniom z zakresu mobilności współdzielonej. Mobilność jako usługa (ang. Mobility As A Service, MaaS) unifikuje różne usługi związane z publicznymi i prywatnymi środkami transportu i jest dostępna na żądanie za pośrednictwem systemu do zarządzania przejazdami i płatnościami.

Dzięki rozwiązaniom do zarządzania przejazdami transport publiczny ma stać się kluczowym elementem zrównoważonego systemu mobilności. Popularność oraz zapotrzebowanie na współdzielone usługi transportowe, takie jak wspólne przejazdy samochodem lub taksówką oraz systemy rowerów miejskich i autobusy, rosną na całym świecie. 77% millenialsów (25-34-latków) zamierza współdzielić pojazd w 2030 r.  Co więcej, 38% respondentów z tej grupy wiekowej uważa, że posiadanie pojazdu spersonalizowanego i w pełni przystosowanego do potrzeb jest jedną z głównych zalet technologii mobilności.

Pojazdy autonomiczne

Do roku 2030 część rynku mobilności jako usługi będzie obsługiwana przez pojazdy autonomiczne. Dla przykładu, w roku tym 15% przejazdów autobusowych ma być realizowana przez autobusy autonomiczne. Respondenci coraz bardziej oswajają się też z wizją przyszłości bez kierowców – 63% badanych spodziewa się, że do 2030 r. będzie korzystać z usług bazujących na pojazdach autonomicznych. Pojazdy te są coraz bardziej bezpieczne i oszczędne, co może zwiększyć wydajność istniejącej infrastruktury i wyeliminować błędy ludzkie.

Sprawne nawigowanie i bezpieczne działanie pojazdów autonomicznych bazuje na precyzyjnych informacjach o lokalizacji pozwalających na podejmowanie decyzji i planowanie tras. Pojazdy te porównują dane otoczenia z zapisanymi w pamięci cyfrowymi mapami zawierającymi informacje na temat warunków drogowych, takich jak szerokość pasów ruchu, umiejscowienie przejść dla pieszych i znaków drogowych oraz danymi gromadzonymi przez czujniki umieszczone na zewnątrz pojazdu. Zastosowanie technologii sztucznej inteligencji pozwoli dodatkowo generować lub uzupełniać proste zbiory danych na potrzeby uczenia maszynowego.

Niektóre firmy i rynki inwestują w sztuczną inteligencję, co tylko dowodzi potencjału tej technologii. W samej Wielkiej Brytanii inwestycje w badania i rozwój pojazdów autonomicznych osiągnęły wartość 100 milionów funtów, a Unia Europejska przeznaczyła 300 milionów euro na badania i innowacje w sektorze pojazdów zautomatyzowanych na lata 2014-2020.

Kompetencje przyszłości. Jakie umiejętności będą pożądane w 2020 roku?

Sztuczna inteligencja, redukcja roli człowieka w procesie wytwarzania dóbr, zaawansowane technologie informatyczne – to realia w jakich przyszło nam funkcjonować. Szybki postęp technologiczny i dynamika rozwoju wymusza zmianę podejścia do pracy i potrzebę ponownego zdefiniowania ról w organizacjach. Umiejętności i kwalifikacje, które posiadali nasi rodzice i dziadkowie, nie są już wystarczające. Zatem, co zrobić, aby odnaleźć się w dzisiejszej niełatwej rzeczywistości?

Według raportu World Economic Forum (2018) aż 75 mln miejsc pracy może zostać wypartych przez zautomatyzowane systemy oparte na algorytmach. Jednocześnie szacuje się, że dzięki rozwojowi nowych technologii około 133 mln osób znajdzie zatrudnienie w zupełnie nowych zawodach. To z kolei rodzi potrzebę ciągłego nabywania wiedzy i zmianę podejścia do innowacji, które należy traktować jak przyjaciela, a nie wroga. Dlaczego? Technologia ma za zadanie ułatwiać nam pracę i upraszczać procesy. Nie jest jednak w stanie w całości zastąpić ludzkiego umysłu. Póki co kreatywność, krytyczne myślenie i rozwiązywanie problemów to domena człowieka. A według raportu PFR i firmy Google -„Kompetencje Przyszłości – jak je kształtować w elastycznym ekosystemie edukacyjnym” są to właśnie główne kompetencje zawodowe, na które powinniśmy postawić w 2020 roku.

Kreatywność i krytyczne myślenie

Nie ma się co łudzić – sama znajomość technologii to za mało. Dzisiejsze biznesy działają szybciej, są bardziej elastyczne i rozproszone geograficznie. Multitasking to codzienność. Podobnie jak posiadanie umiejętności wykraczających poza ramy danego stanowiska. – W tym momencie kreatywność to już nie tylko punkt wzbogacający każde CV, ale konieczność. Dynamiczna praca i codzienne wyzwania wymagają kreatywnego oraz krytycznego sposobu myślenia. Model szkolny, gdzie nauczyciel przekazuje wiedzę, a uczniowie biernie ją przyswajają, nie znajdzie tu zastosowania. Samodzielne myślenie, analizowanie i wyciąganie wniosków, które pomogą podjąć trafną decyzję w krótkim czasie, to podstawa skutecznego działania – mówi Magdalena Kozińska, ekspert firmy HRP.

Zdolność ciągłego uczenia się

Czasy, kiedy nauka kończyła się wraz z odebraniem dyplomu, już dawno za nami. Studia poszerzają horyzonty, inspirują i wyposażają w wiedzę potrzebną na start. – Obecnie ciężko wymienić choć jedną branżę, w której nie trzeba aktualizować już zdobytej wiedzy i być na bieżąco z trendami. Nauka nie kończy się wraz z ostatnim rokiem studiów. Można powiedzieć, że to dopiero początek. Chcąc jak najlepiej wykonywać swoją pracę w zmiennym środowisku, trzeba nastawić się na ciągłe kształcenie. Warto postawić na kursy i szkolenia podnoszące kwalifikacje, które obecnie są niemalże na wyciągnięcie ręki, dzięki takim projektom jak prowadzony przez nas Przepis na Rozwój. A przed nami już jego 3 odsłona, która wystartuje na początku 2020 roku – podkreśla ekspert HRP. – Dofinansowanie z funduszy unijnych daje przedsiębiorcom możliwość podwyższania kwalifikacji pracowników, co finalnie wpływa na wzrost przewagi konkurencyjnej firmy. Dzięki szkoleniom pracownik nie tylko nauczy się nowych rzeczy, ale nawiąże kontakty i otworzy się na pracę zespołową. To bardzo istotna umiejętność, której tak naprawdę młodzi ludzie uczą się dopiero po wejściu na rynek pracy. W szkole i na studiach nadal często stawia się na indywidualizm – stwierdza Magdalena Kozińska.

Kompetencje społeczne

Nowoczesny pracownik działa w bardzo dynamicznym oraz różnorodnym środowisku. Często jest to połączenie nie tylko wielu charakterów, ale i kultur, zwłaszcza w strukturach międzynarodowych. Dlatego tak ważna jest umiejętność współdziałania i efektywnej komunikacji. Różnorodność zespołowa rozumiana jest również jako zbiór odmiennych zdolności i doświadczeń. Zespół, w którym znajdą się przedstawiciele świata nowych technologii, nauk humanistycznych, biznesu czy sztuki jest w stanie wypracować lepsze, bardziej innowacyjne rozwiązania ze względu na połączenie różnych umiejętności i punktów widzenia. Jednak, aby przyniosło to efekt potrzebne jest wzajemne zrozumienie i umiejętność „wejścia w skórę” drugiej osoby, czyli empatia.

– Pracodawcy coraz częściej zwracają uwagę na umiejętności miękkie oraz poziom inteligencji emocjonalnej bez której ciężko jest funkcjonować w zróżnicowanym zespole. Nie bez znaczenia jest tutaj również przedsiębiorczość i wykazywanie się inicjatywą – dodaje Magdalena Kozińska.

Kompetencje społeczne, choć bywają bagatelizowane, w dużej mierze przyczyniają się do sukcesu organizacji. Powinni o tym pamiętać przede wszystkim liderzy, których głównym zadaniem jest motywowanie zespołu do osiągania założonych celów oraz zapewnienie sprawnego przepływu informacji w ramach struktury.

Organy podatkowe coraz częściej sięgają po kary porządkowe w maksymalnej wysokości

Profiskalna polityka, skuteczniejsze kontrole i dokładniejsza weryfikacja przedsiębiorców już teraz sprzyjają zwiększonej liczbie nakładanych kar porządkowych. Kolejne zmiany podatkowe planowane na 2020 r. mogą tylko nasilić ten trend. Organy podatkowe najczęściej wymierzają górną granice kary porządkowej, czyli 2800 zł, mimo wyraźnych wytycznych zdefiniowanych przez sądy.

Ogrom zmian w przepisach podatkowych wprowadzanych na przełomie 2019/2020 roku, już od kilku miesięcy przyprawia o zawrót głowy zarówno księgowych jak i właścicieli firm. Jednocześnie rośnie liczba kontroli niezapowiedzianych oraz sama skuteczność kontroli. Przedsiębiorcy typowani do kontroli nie są przypadkowi, urzędnicy wiedzą dokładnie czego szukają i jakich dokumentów potrzebują. Za brak lub opóźnienie w ich przedstawieniu, organy podatkowe coraz częściej wymierzają kary porządkowe na uczestników postępowań prowadzonych przed organami podatkowymi (tj. stronę, pełnomocnika strony, świadka lub biegłego).

Kiedy organ może wymierzyć karę porządkową?

Organ podatkowy ma prawo nałożenia kary porządkowej tylko w związku z prowadzonym postępowaniem podatkowym lub kontrolnym. Celem kary porządkowej jest dyscyplinowanie uczestników postępowania przez stosowanie wobec nich sankcji administracyjnej wyrażającej się w dolegliwości finansowej. Jak wyjaśnia adwokat Jarosław Ziobrowski z kancelarii Ziobrowski Tax&Law „fiskus może nałożyć karę porządkową m.in. z powodu nieokazania dokumentów  w terminie, niestawienia się na wezwanie, nieuzasadnionej nieobecności podczas czynności kontrolnych, odmowy złożenia wyjaśnień, zeznań, wydania opinii czy okazania przedmiotu oględzin. Katalog czynów został wskazany w art. 262 Ordynacji podatkowej i ma charakter zamknięty, co oznacza, że nie można zastosować kary do innych czynów. Kluczową przesłanką nałożenia kary porządkowej jest „bezzasadność odmowy” okazania lub nie przedstawienie w wyznaczonym terminie dokumentów, jednakże tylko w związku z prowadzonym postępowaniem podatkowym lub kontrolnym.” Zachowanie uczestników w toku postępowania sprawdzającego, a także w związku z innymi czynnościami urzędowymi organów podatkowych nie jest zagrożone karą porządkową (por. wyrok NSA w Katowicach z 7.01.2000 r., I SA/Ka 963/98, ONSA 2001/1, poz. 36). Sankcje mogą zostać nałożone zarówno na stronę jak i pełnomocnika, świadka czy biegłego.

Ile wynoszą kary porządkowe?

Kary porządkowe mają charakter uznaniowy, zarówno co do samego jej nałożenia, jak i wysokości. Podatnicy mogą zostać ukarani karą porządkową maksymalnie do 2800 zł. „Z moich obserwacji wynika iż z roku na rok organy podatkowe coraz częściej sięgają po najwyższe stawki” dodaje Jarosław Ziobrowski. Istotne jest, aby orzeczony środek lub ewentualne zagrożenie nim były skutecznymi argumentami dyscyplinującymi uczestników postępowania. Termin płatności kary porządkowej wynosi 7 dni od dnia doręczenia postanowienia o ukaraniu. Termin ten ma charakter materialnoprawny i nie podlega przywróceniu.

W nawiązaniu do jednego z wyroków NSA, urząd skarbowy nie jest zwolniony z obowiązku uzasadnienia, choćby krótkiego, o wysokości sankcji. Dodatkowo, w wyroku wydanym w 2017 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu stwierdził, że kara porządkowa powinna być taka, aby w świetle wszystkich okoliczności sprawy można było uznać ją za sprawiedliwą, a przedział kary porządkowej stanowił odzwierciedlenie skali uchybień, które mogą mieć różny ciężar gatunkowy (sygn. akt I SA/ Po 591/17).

Postanowienie o nałożeniu kary

Karę porządkową nakłada się w formie postanowienia, na które służy zażalenie. Uzasadnienie prawne powinno zawierać nie tylko wskazanie podstawy prawnej i jej wyjaśnienie, lecz także uzasadnienie wysokości wymierzonej kary porządkowej. Jakkolwiek komentowany przepis nie stanowi typowej normy prawa karnego, to jednak stanowi podstawę nałożenia kary pieniężnej, co obliguje organ stosujący tę karę do uwzględnienia zasady adekwatności kary, skoro ustawodawca zakreślił jej granice. W świetle tej zasady wymiar kary porządkowej, uwzględniający całokształt okoliczności sprawy, powinien być sprawiedliwy i uzasadniony. Jak dodaje adwokat Jarosław Ziobrowski „Uznaniowość organów w zakresie nałożenia kary porządkowej nie może oznaczać dowolności w jej nakładaniu, jak i w decydowaniu o jej wysokości. Nie wystarczy samo powołanie i zacytowanie przepisu przez organy podatkowe.”

Jak odwołać się od kary porządkowej

Na postanowienia, na które ukaranemu przysługuje zażalenie, zgodnie z brzmieniem art. 262 § 1 in fine organ podatkowy może orzec karę porządkową, lecz nie musi tego robić. Ukaranemu przysługują dwa środki prawne: zażalenie oraz wniosek o uchylenie kary porządkowej. Zażalenie zawierające zarzuty przeciwko rozstrzygnięciu wnosi się w terminie 7 dni od dnia doręczenia ukaranemu postanowienia. Właściwy do rozpatrzenia zażalenia jest organ podatkowy wyższego stopnia. Uchylenie postanowienia o ukaraniu karą porządkową jest możliwe tylko wówczas, gdy wnioskodawca wskaże przyczyny usprawiedliwiające m.in. niewykonanie czynności nałożonych wezwaniem. Przyczyny takie muszą być obiektywne i winny wskazywać na faktyczną niemożność spełnienia żądania organu.

Brak jasnego stanowiska

Decyzja w sprawie planowanych na 15 grudnia ceł na import z Chin nie została jeszcze podjęta, co pozostawia drogę otwartą dla szczęśliwego zakończenia, jak i smutnych komplikacji prowadzonych negocjacji. Decyzja Białego Domu (odroczyć, czy nie?) staje się najważniejszą kwestią w tym tygodniu i może przyćmić dzisiejszą decyzję FOMC. Szczególnie, że przyszłość polityki monetarnej Fed silnie jest uzależniona od kierunku, w którym będą podążać negocjacje handlowe USA-Chiny.

Konflikt handlowy USA-Chiny w dalszym ciągu steruje nastrojami na rynkach finansowych. Przy odliczaniu do 15 grudnia, kiedy mają wejść nowe cła na chińskie towary, wrażliwość na wszelkie doniesienia wzrasta, ale jasnego stanowiska nie ma. Od wysoko postawionych doradców Trumpa docierają sprzeczne informacje odnośnie tego, czy jest szansa na odłożenie w czasie zaostrzenia polityki handlowej. Ale póki nie będzie oficjalnego komunikatu (lub prezydenckiego tweeta), każdy scenariusz jest możliwy. Inwestorzy stoją w gotowości, co sugeruje, że wstępna reakcja powinna być silna. Ale z uwagi na to, że w ostatnich miesiącach zbyt często dochodziło do nagłych zwrotów akcji i zaprzeczeń, nikt nie wyrywa się w ciemno. Wyczekiwania ciąg dalszy.

Czeka też Fed i to może być główny przekaz po kończącym się dziś posiedzeniu FOMC. Biorąc pod uwagę, że w okresie między posiedzeniami sytuacja w gospodarce nie uległa istotnej zmianie, Fed powinien podtrzymać tryb „wait-nad-see”. Według ostatnich komentarzy prezesa Fed J. Powella, polityka jest „w dobrym miejscu” i potrzeba „wyraźnej rewizji” perspektyw gospodarczych, aby tę równowagę zaburzyć. A nikt nie ma wątpliwości, że zakończenie sporu handlowego lub jego eskalacja będą katalizatorem dla takiej rewizji, przy czym pogorszenie relacji między USA i Chinami wydaje się bardziej prawdopodobne. Ale nawet pozostawanie w niepewności odnośnie tego, co dalej, wystarczy, by negatywnie rzutować na decyzje przedsiębiorstw (co widać w słabych odczytach ISM) i zmusza Fed od pozostania w stanie alarmowym. Z tego punktu widzenia powrót obniżek jest bardziej prawdopodobny niż jakakolwiek dyskusja o podwyżkach. Powell powinien o tym przypomnieć podczas konferencji prasowej. Interesującym będzie, czy prezes przedstawi warunki, przy których Fed powróciłby do dyskusji o obniżkach? Ustalanie takich drogowskazów nigdy nie było w stylu Fed, ale dla polityki celnej zrobi wyjątek? To by podtrzymało presję na USD, gdyby na koniec tygodnia miało dojść do wprowadzenia nowych ceł.

Pozostał jeden dzień do wyborów w Wielkiej Brytanii i emocje nie odpuszczają. Wysoko ceniony za dokładność w przewidywaniach model predykcyjny od YouGov wskazał na kurczącą się przewagę Partii Konserwatywnej. Według ostatnich szacunków Boris Johnson mógłby liczyć tylko na 28 głosów przewagi wobec 68 prognozowanych poprzednio. Według YouGov zakres wahań ostatecznego wyniku dopuszcza nawet parlament bez rządzącej większości, co by zaprzepaściło plany szybkiego przeprowadzenia brexitu. Funt jest niżej, gdyż inwestorzy – kupujący walutę w ostatnich dniach w nadziei na łatwą wygraną torysów – teraz mają wątpliwości. Ale nie wszystko jeszcze stracone. Boris Johnson może być nawet zadowolony z sondażu, gdyż może on zapewnić mobilizację wyborców Partii Konserwatywnej, którzy nie zamierzali iść do urn, licząc na pewną wygraną BoJo. Rajd funta może wrócić, dodatkowo wspierany odwijaniem transakcji zabezpieczających, na które od wczoraj pojawił się świeży popyt.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jakich prezentów powinniśmy spodziewać się pod choinką w tym roku?

W tym roku na świąteczne prezenty wydamy średnio ponad 500 zł. Najczęściej kupowanymi upominkami będą perfumy, książki i słodycze. Choć nadal większość z nas planuje kupić je w tradycyjnych sklepach, to ponad połowa Polaków inspiracji szuka w internecie. To powinni wykorzystać właściciele e-sklepów. W jaki sposób kupujemy online i jak rozwijać biznes e-commerce, wyjaśnia raport SAP.

W tym roku na zakupy świąteczne wydamy średnio 1 521 zł. To o 5% więcej niż rok wcześniej. Największą część tej kwoty planujemy przeznaczyć na prezenty świąteczne – 547 zł. Pozostałą kwotę wydamy odpowiednio na artykuły spożywcze (524 zł), podróże i spotkania towarzyskie (450 zł). Choć większość naszego budżetu planujemy wydać w tradycyjnych sklepach (68%), to prawie połowa z nas inspiracji zakupowych będzie szukać w internecie. To ważna wiadomość dla rynku e-commerce, szansa na przekonanie konsumentów do zakupu online. (źródło: raport Deloitte „Zakupy świąteczne 2019”)

Perfumy i kosmetyki królują pod choinką

Raport Deloitte mówi zarówno, ile wydamy na bożonarodzeniowe zakupy, jak i co konkretnie kupimy. Niezmiennie do najczęściej kupowanych prezentów należą kosmetyki i perfumy oraz książki. W tym roku wielu z nas planuje obdarować najbliższych również słodyczami. Bardzo podobnie postępowaliśmy rok wcześniej, wynika z badania przeprowadzonego przez Allegro i Mobile Institute. W przygotowanym przez nich zestawieniu na wysokiej pozycji znalazły się również produkty związane z hobby oraz ubrania i biżuteria.

Wybierając prezent dla najbliższych, nie należy się jednak sugerować wyłącznie „kanonem prezentów świątecznych” oraz usilnie dążyć do sprawienia niespodzianki, warto wprost zapytać najbliższych, co chcieliby dostać. Według Allegro do najbardziej pożądanych prezentów w zeszłym roku należały produkty elektroniczne i upominki związane z hobby.

Marki powinny śledzić nie tylko główne trendy zakupowe, ale także oczekiwania indywidualnych konsumentów. Zwłaszcza w okresach ich wzmożonej aktywności, jak przygotowania bożonarodzeniowe. Dzięki temu będą w stanie lepiej przygotować plan sprzedażowy i rabatowy, jak również dedykowane oferty specjalne. Warto pamiętać, że aż 61% Polaków oczekuje personalizacji ofert. -Joanna Kosiorek, SAP Customer Experience Marketing Manager, CEE MU

Co kupujemy online?

E-commerce w Polsce nieustannie się rozwija, pokazuje „Ecommerce Report: Poland 2019” przygotowany przy współudziale SAP. Wartość zakupów, których dokonamy w tym roku za pośrednictwem internetu, przekroczy 50 mld zł. To 25% więcej niż w 2018. Na zakupy w tej formie zdecyduje się aż 24,4 mln Polaków. Oznacza to, że udział e-commerce w PKB wzrośnie do 2,3%.

Najczęściej do wirtualnego koszyka dodajemy odzież i akcesoria – 64%. W drugiej kolejności decydujemy się na zakup książek, filmów i muzyki (54%). Listę najpopularniejszych zakupów internetowych zamykają wydatki na bilety do kin i teatrów (51%) obuwie (44%) oraz kosmetyki (43%).

O tym pamiętaj szykując e-sklep na zakupy prezentowe

Jak widać, zestawienie najczęściej kupowanych prezentów oraz lista najchętniej kupowanych w internecie produktów są niemal identyczne. Właściciele e-sklepów powinni zatem wykorzystać to do pobudzenia swojej sprzedaży w okresie świątecznym. Jednak sam wzrost zainteresowania konsumentów, to nie wszystko. Żeby skutecznie przyciągnąć klientów, trzeba pamiętać o kilku podstawowych rzeczach.

  1. 7 na 10 Polaków (73%) jest skłonnych zerwać z marką, jeśli będzie zbyt wolno reagować na ich zapytania. Zdecydowana większość Polaków wymaga, by firmy odpowiadały na ich zapytania w ciągu maksymalnie 24 godzin. O zasadzie tej trzeba szczególnie pamiętać w okresie bożonarodzeniowym. Wiele osób odkłada zakup prezentów na ostatnią chwilę – aż 20% z nas planuje je po 15 grudnia. W związku z tym oczekuje jak najszybszej reakcji sklepu i nawet najmniejsza zwłoka, może wpłynąć na ich decyzję zakupową.
  2. 87% konsumentów motywuje do zakupów online 24h dostęp do oferty, 84%- brak konieczności odwiedzania sklepów stacjonarnych, 73% – łatwość porównywania ofert różnych producentów. Konsumenci stają się coraz bardziej wygodni. Mało kto z nas lubi odwiedzać szczególnie zatłoczone w okresie przedświątecznym centra handlowe. Przewagą witryn internetowych w stosunku do tych fizycznych jest ich dostępność 24*7, nieograniczony czas na dokonanie wyboru i łatwość porównania ofert. To kolejne argumenty za zakupami online i szansa dla e-sklepów w tym gorącym okresie.
  3. 58% Polaków negatywnie reaguje na SPAM. Fakt, że prawie połowa Polaków inspiracji zakupowych szuka w internecie, to duża szansa dla sprzedawców na dotarcie ze swoją ofertą do potencjalnych klientów. Nie można jednak przesadzić z intensywnością reklam i sugestii wysyłanych do konsumentów. Nie dość, że nasz najważniejszy przekaz może zginąć w gąszczu innych informacji, to nadmiar komunikatów nawet skłonić do rezygnacji z dalszych zakupów w naszym sklepie.
  4. Nie wolno powtarzać błędów. Dotyczy to zarówno kontaktu z klientami, jak te opisane powyżej, jak i wszystkich innych aspektów działalności handlowej. Klient, który więcej niż raz nie otrzymał towaru w deklarowanym terminie lub okazało się, że nie zadziałał mu kod rabatowy, zapewne więcej nie skorzysta z naszej oferty. 46% Polskich konsumentów nie wybacza błędów popełnianych więcej niż dwukrotnie.

Emocje na pierwszym miejscu

Współczesny konsument to nie tylko osoba skupiona wyłącznie na produkcie i jego cenie. Nie można zapominać, że jednym z najsilniejszych bodźców zakupowych są emocje. Trzeba zatem o nie odpowiednio zadbać, zwłaszcza w tak szczególnym okresie, jak przygotowania bożonarodzeniowe.

Produkty i usługi są ważne, ale dzisiaj coraz częściej sprzedajemy doświadczenia z nimi związane. Klient pragnie być zauważony, zrozumiany i doceniony, nie chce być tylko anonimowym wpisem w bazie danych. Jeśli będziemy o nim pamiętali i utrzymywali z nim kontakt, trafiając w jego potrzeby i oczekiwania, sprawimy, że będzie miał dobre skojarzenia z naszą marką. A do lubianej marki ludzie zawsze będą chętnie wracać.
-Joanna Kosiorek, SAP Customer Experience Marketing Manager, CEE MU.

W przyszłym roku ponad pół miliarda smartfonów będzie wyposażonych w chipy sztucznej inteligencji

W erze cyfrowej rozwój technologii na nowo definiuje nie tylko działalność wielu firm, ale także życie konsumentów. Ponad jedna trzecia, czyli prawie 520 milionów wszystkich sprzedanych na świecie w 2020 r. smartfonów, będzie posiadać chipy sztucznej inteligencji. Liczba robotów specjalistyczno-usługowych (Professional Service Robots) przewyższy liczbę tych przemysłowych, a ponad 100 firm w skali globalnej rozpocznie testowanie prywatnej sieci 5G. Eksperci Deloitte w najnowszej edycji raportu „Prognozy dla sektora technologii, mediów i telekomunikacji” przedstawiają trendy, jakie zdominują rynek w najbliższych latach. Według ekspertów, do 2020 r. zacieśni się współpraca pomiędzy poszczególnymi graczami na rynku i w powszechnym użyciu znajdą się innowacje, dotychczas uznawane jedynie za rozwiązania przyszłości.

To już dziewiętnasty rok publikacji globalnego raportu Deloitte, omawiającego najważniejsze trendy wpływające na przyszłość sektora technologii, mediów i telekomunikacji na całym świecie. Raport poświęcony jest następującym kluczowym kwestiom: większym powiązaniom pomiędzy poszczególnymi technologiami, prowadzącymi do zwiększenia skali ich oddziaływania i wartości, a także masowemu zastosowaniu wielu technologii, dotychczas uznawanych za rozwiązania przyszłości.

Nowe horyzonty przed sztuczną inteligencją

Z roku na rok sztuczna inteligencja (AI) jest w coraz powszechniejszym użyciu. Eksperci Deloitte przewidują, że w 2020 r. sprzedanych zostanie ponad 750 milionów chipów sztucznej inteligencji (edge AI chips), których zadaniem będzie wspomaganie uczenia maszynowego na urządzeniu, a nie w zdalnym centrum danych. Lokalne obliczenia pozwolą ograniczyć potrzebę wysyłania dużych ilości informacji do chmury, zapewniając tym samym korzyści w zakresie użyteczności, szybkości, bezpieczeństwa danych i prywatności.

Zdaniem specjalistów Deloitte ponad jedna trzecia z 1,56 miliarda smartfonów, które zostaną sprzedane w przyszłym roku, czyli prawie 520 milionów urządzeń, będzie wyposażonych w chipy sztucznej inteligencji.

Ten rynek w ciągu najbliższych kilku lat mocno się rozpędzi. Chipy sztucznej inteligencji będą miały zastosowanie nie tylko w produkcji smartfonów, lecz również tabletów, urządzeń wearables, czyli inteligentnych zegarków i opasek oraz robotów i kamer. Warto jednak zaznaczyć, że rozwój funkcji uczenia maszynowego będzie napędzany głównie przez telefony nowej generacji. Już dziś stanowią one 70 proc. wszystkich urządzeń wyposażonych w funkcje uczenia maszynowego – mówi Sławomir Lubak, lider obszaru Strategii i Integracji Technologii oraz TMT.

Przykładem wykorzystania chipów AI jest m.in. funkcja rozpoznawania twarzy czy obsługa rzeczywistości rozszerzonej w nowych modelach smartfonów.

Prywatna sieć 5G

Zdaniem Deloitte do końca 2020 roku ponad 100 firm na całym świecie rozpocznie testowanie prywatnej sieci 5G. W instalacje tej technologii i niezbędny do tego sprzęt firmy zainwestują w sumie kilkaset milionów dolarów. Najczęściej prywatna sieć 5G będzie preferowanym wyborem dla organizacji ze środowiska przemysłowego (np. zakłady produkcyjne, centra logistyczne i porty). Technologia ta umożliwi im zdalne sterowanie obiektami, pozwoli uzyskać większą elastyczność i wydajność istniejących procesów oraz zapewni bezpieczeństwo w zakresie ochrony danych. Dla wielu przedsiębiorstw stosowanie technologii 5G będzie oznaczać niespotykane dotąd możliwości rozwoju i osiągania nowych, lepszych poziomów wydajności.

Uważamy, że w połączeniu z innymi technologiami, takimi jak, np. Internet Rzeczy, 5G przyczyni się do fundamentalnej zmiany funkcjonowania przedsiębiorstw na całym świecie. W perspektywie krótkoterminowej będzie prawdopodobnie współistnieć z szeroko rozpowszechnionymi obecnie sieciami, takimi jak Wi-Fi czy sieć przewodowa. Jednak w perspektywie 10-15 lat 5G może stać się preferowanym standardem w wymagających środowiskach, gdzie elastyczność jest kluczowa lub w przypadku instalacji o wysokim zagęszczeniu czujników – mówi Jakub Wróbel, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte

Czas na roboty specjalistyczno-usługowe

Eksperci Deloitte przewidują, że ponad połowa robotów sprzedanych do użytku przemysłowego w 2020 r. będzie miała charakter specjalistyczno-usługowy (Professional Service Robots). Już teraz cieszą się one dużą popularnością nie tylko w logistyce, lecz znajdują też zastosowanie w handlu detalicznym, hotelarstwie czy służbie zdrowia. Maszyny te są zdolne do wykonywania prostych czynności np. w zakresie opieki nad osobami starszymi, usprawniając tym samym pracę wielu ludzi. Przychody wygenerowane z ich produkcji sięgną ponad 16 miliardów dolarów, czyli o 30 proc. więcej niż w 2019 r. Rynek robotów specjalistyczno-usługowych jest napędzany przede wszystkim przez osiągnięcia w dziedzinie usług telekomunikacyjnych, takich jak 5G i chipy AI. Usługi te zapewniają maszynom niezbędną łączność, mobilność i większą wydajność.

Autorzy raportu twierdzą, że choć w 2020 r. sprzedaż robotów specjalistyczno-usługowych przewyższy liczbę kupionych robotów przemysłowych, nie zmniejszy się popyt na te ostatnie. Przeciwnie, prognozowana sprzedaż jednostkowa robotów przemysłowych, które funkcjonują głównie na rynku motoryzacyjnym oraz elektronicznym wzrośnie o 9 proc.
Z pewnością oba typy robotów będą korzystały z nowych rozwiązań technologicznych, a dzięki temu każdy z nich będzie mógł powiększyć skalę swoich możliwości. Warto jednak zaznaczyć, że fabryczna sieć już dziś zapewnia robotom przemysłowym szybką i niezawodną łączność. Dodatkowo, posiadają one więcej miejsca na dodatkowe chipy, a przewodowe połączenie ułatwia im tani i sprawny dostęp do wydajniejszych procesorów zdalnych – mówi Sławomir Lubak.

Już nie science fiction, czyli robotyka domowa

Branża robotyzacji rośnie w siłę z każdym rokiem. W 2019 r. wzrost sprzedaży odnotowały również roboty konsumenckie i rozrywkowe, o 44 i 10 proc. rok do roku. Z badań Deloitte wynika, że te pierwsze stanowią aż 97 proc. wszystkich robotów sprzedawanych każdego roku. Są one przeznaczone do takich zadań jak odkurzanie, koszenie trawnika czy mycie okien. Roboty rozrywkowe to zaś głównie inteligentne zabawki. W przeciwieństwie do robotów przemysłowych, maszyny konsumenckie i rozrywkowe są prostsze i zdecydowanie tańsze. Dostępność tych urządzeń jest właśnie tym, co z roku na rok napędza popyt.

Ten biznes ma wielki potencjał rynkowy. Pojawia się coraz więcej urządzeń, które nie tylko pomagają w wykonywaniu pewnych czynności, ale też przypominają o przyjmowaniu leków, odczytują przychodzące wiadomości czy też informują o aktualnej prognozie pogody. W tych zastosowaniach roboty są dobrym rozwiązaniem wspierającym opiekę nad osobami samotnymi czy niepełnosprawnymi – mówi Paweł Zarudzki, Dyrektor, Lider Zespołu Robotyki i Automatyzacji Kognitywnej.

W roku 2020 i w kolejnych latach będziemy obserwować wzajemne uzupełnianie się wspomnianych technologii i zacieśnianie współpracy pomiędzy poszczególnymi graczami na rynku. Zaobserwujemy też zagęszczenie sieci połączeń między poszczególnymi technologiami (czipy sztucznej inteligencji, roboty, prywatne sieci 5G), które wzmocni wprowadzanie obiecujących innowacji. Tegoroczne prognozy stanowią przydatne wytyczne dla szefów firm TMT, ale również dla tych, którzy z rozwiązań wyposażonych w takie technologie będą korzystać, i którzy z szumu informacyjnego muszą wyłowić informacje istotne dla osiągnięcia sukcesu w nadchodzącym roku.

Fundusz bValue inwestuje w WannaBuy – startup od benefitów pracowniczych

Ponad 12 mld złotych rocznie – tyle wart jest rynek benefitów pracowniczych. Gdyby dodać do tej kwoty premie świąteczne czy jednorazowe bonusy, wartość rynku wzrosłaby o kolejnych kilka miliardów. WannaBuy, za którym stoją seryjni przedsiębiorcy związani z takimi markami jak BeRaw (Purella) czy Panek Carsharing, chce zagospodarować środki, które obecnie trafiają głównie do operatorów kart sportowych oraz firm świadczących prywatną opiekę zdrowotną, budując nową markę HRTech. WannaBuy właśnie pozyskał ponad 1 mln zł od funduszu bValue.

Według raportu Instytutu Staszica, świadczenia pozapłacowe oferuje dziś niemal 90 proc. pracodawców. Ich wartość w Polsce w 2018 roku to aż 12,2 mld zł. Prognozy mówią o dalszym wzroście wydatków.

Nieefektywne narzędzia

Pomysłodawcy WannaBuy zauważyli, że ponad 70 proc. benefitów, które pracodawcy przekazują pracownikom, pozostaje przez nich niewykorzystana. Powody mogą być bardzo różne, ale na pewno jednym z ważniejszych jest słabe dopasowanie świadczeń do potrzeb pracowników. Spółka chce więc umożliwić pracownikom wybór odpowiadających im benefitów. Już teraz oferuje ponad 2 000 produktów w 16 kategoriach.

– Chcemy przebudować rynek benefitów i oddać pracownikom pieniądze, które do nich należą, jednocześnie pracując nad ich motywacją i satysfakcją. Wykorzystywanie zaledwie 27 proc. opłaconych przez firmy świadczeń pozapłacowych wydaje nam się totalnym nieporozumieniem. Wiemy, jak to zmienić – zapowiada Paweł Kornosz, Prezes Zarządu YesIndeed Sp. z o.o., właściciela WannaBuy.

– Niewykorzystane środki z punktu widzenia pracowników przepadają, nie spełniają też pokładanych przez pracodawców nadziei. Jedynym wygranym są oferenci systemów. My postanowiliśmy przede wszystkim zadbać o satysfakcję i motywację pracodawców oraz pracowników – dodaje Kornosz.

Marzenie pracodawców, satysfakcja pracowników

Twórcy WannaBuy podkreślają, że nie są zwykłą kafeterią z większą liczbą dostępnych benefitów. Nie na tym polu chcą walczyć o pozycję lidera.

Spółka pracuje nad rozwiązaniem autonomicznej, samouczącej się grywalizacji opartej o sztuczną inteligencję.

– Sednem naszej propozycji jest nie tylko większa satysfakcja pracowników. Właściwym sensem jest dostarczenie pracodawcom narzędzia do realizacji biznesowych celów, a działom HR oraz kadr narzędzia #HRTech do zwiększania motywacji i zaangażowania pracowników –  wyjaśnia Kornosz.

Spółka ma już za sobą wdrożenia u takich klientów jak AON, Nationale Nederlanden czy Mokate, a jej działaniami objętych jest blisko 17 000 użytkowników i to mimo tego, że dział sprzedaży utworzony został dopiero w październiku 2019 roku.

Perspektywy przed WannaBuy

Pozyskane od bValue fundusze zostaną przeznaczone przede wszystkim na rozwój produktu, w szczególności rozwój modułu grywalizacji, w taki sposób, by pracownicy zaangażowani w grywalizację, jednocześnie realizowali cele spółki.

– Technologia będzie oparta o sztuczną inteligencję oraz data mining, dzięki czemu grywalizacja będzie automatycznie dopasowana do poszczególnych użytkowników – zapowiada Kornosz.

– Atutem WannaBuy jest doświadczony i zmotywowany zespół, który ma możliwości i ambicje odnieść sukces również poza granicami Polski. Przekonała nas dotychczasowa trakcja i umiejętność zdobywania klientów oraz wartość rynku pozapłacowych świadczeń, która w tym roku przebiję kwotę 13 mld zł, czyli będzie niewiele mniejsza niż rynek ubezpieczeń komunikacyjnych w Polsce – podkreśla Leszek Orłowski, dyrektor inwestycyjny bValue.

– Rynek pracownika, walka o talenty i ich utrzymanie a także zmiany pokoleniowe powodują konieczność korzystania z nowych narzędzi w obszarze HR-tech. Żeby pozyskać i utrzymać dobrych i zmotywowanych pracowników nowoczesne organizację są zmuszone szukać nowych rozwiązań, które według nas dostarcza właśnie WannaBuy – podkreśla Maciej Balsewicz, CEO, funduszu bValue.

Dotychczasowa działalność spółki finansowana była z Programów Aktywizacji Sprzedaży prowadzonych w zakresie spółki YesIndeed, która świadczy swoje usługi m.in. dla Danone, Coca Cola Hellenic, Uniqa, Nationale Nederlanden czy Toyota Bank. Twórcy WannaBuy byli wcześniej zaangażowani m.in. w startup Purella, producenta żywności pod marką BeRaw (powiązaną z Ewą Chodakowską). Pełnili także wysokie funkcje menadżerskie w PLL LOT, Pepsi i innych strukturach korporacyjnych. Paweł Kornosz jest również zaangażowany w projekt Panek Carsharing oraz Panek rent a car jako Członek Rady Nadzorczej.

Fundusz bValue był pierwszym wyborem twórców przedsięwzięcia.

– Mamy bardzo dobre doświadczenia z Purella. bValue to fundusz, który oprócz pieniędzy dostarcza ponadprzeciętną wartość i dostęp do sieci kontaktów, a ponadto autentycznie się angażuje, wspierając nas w tworzeniu struktur i procesów, które umożliwiają skalowanie spółki – podkreśla Kornosz.

bValue to jeden z wiodących funduszy early stage VC w Polsce, zarządzający środkami o wartości blisko 25 mln euro, koncertujący się na branżach b2b SaaS, ecommerce, FinTech oraz Cybersecurity. Najczęstszy rozmiar inwestycji to od 200 tys. do 800 tys. euro dla spółek w regionie CEE. bValue kładzie duży nacisk na szybkie skalowanie działalności firm oraz skuteczne wykorzystanie szerokiej sieci kontaktów zarówno inwestorskich jak i branżowych w ramach bValue ekosystem.

Inwestycja w YesIndeed została zrealizowana z funduszu w ramach programu Bridge Alfa realizowanego z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Pierwsze polskie oprogramowanie dla satelity ESA wylatuje na orbitę

Już ponad 100 firm i instytucji z 17 europejskich krajów zgłosiło się do przetestowania swoich technologii kosmicznych na pokładzie satelity OPS-SAT. W przygotowaniu misji Europejskiej Agencji Kosmicznej, której start zaplanowany jest na 17 grudnia 2019 roku, uczestniczyli m.in. specjaliści z warszawskiego GMV Innovating Solutions opracowując i wdrażając pełne oprogramowanie pokładowe. To pierwszy raz, gdy zaprojektowany i wykonany w Polsce tzw. flight software dla satelity ESA zostanie uruchomiony na orbicie.

Ze względu na duże ryzyko i możliwe straty finansowe, firmy kosmiczne dość niechętnie biorą udział w drogich, komercyjnych misjach z nowych i nieprzetestowanych technologii. Jest to jedna z barier, która utrudnia szybki rozwój wielu obszarów sektora kosmicznego, w tym naziemnych systemów kontroli misji (Ground Control Segment). Aby przełamać negatywne nastawienie przedstawicieli branży do eksperymentów na orbicie Europejska Agencja Kosmiczna przygotowała misję wystrzelenia satelity formatu CubeSat, który posłuży jako platforma do taniej weryfikacji nowych rozwiązań technologicznych w warunkach rzeczywistych, na orbicie wokół Ziemi.

Satelita OPS-SAT wyposażony jest w procesor 10 razy mocniejszy od tych używanych obecnie w statkach kosmicznych ESA oraz w zestaw eksperymentalnych podsystemów. Na orbicie biegunowej o wysokości 515 km sprawował będzie funkcję laboratorium do testowania m.in. sposobów kontrolowania satelitów i podsystemów pokładowych. Pozwoli to firmom na demonstrację działania nowych technologii tanim kosztem na pokładzie małego satelity, zanim zostaną zaimplementowane do większych i bardziej kosztownych projektów.

OPS-SAT to bardzo ważny projekt dla GMV oraz polskiej branży kosmicznej. Po raz pierwszy polscy inżynierowie, pracujący w GMV, opracowali i dostarczyli pełne oprogramowanie pokładowe z wszystkimi jego funkcjonalnościami dla satelity Europejskiej Agencji Kosmicznej. Projekt OPS-SAT realizowany jest w ramach General Support Technology Programme (GSTP), programu opcjonalnego ESA umożliwiającego rozwój unikalnych technologii i kompetencji w polskich przedsiębiorstwach. Udział GMV w misji OPS-SAT nie tylko utrwala wizerunek polskiej branży kosmicznej jako zaufanego i kompetentnego dostawcy ESA, ale również pokazuje korzyści z inwestowania przez Polskę w programy opcjonalne Europejskiej Agencji Kosmicznej – mówi Paweł Wojtkiewicz, dyrektor ds. sektora kosmicznego w GMV.

Do zadań warszawskiej firmy w ramach projektu OPS-SAT należało opracowanie pełnego oprogramowania pokładowego misji, a także zaprojektowanie i wdrożenie szeregu systemów dla satelity. Do tych ostatnich należy m.in. ADCS (Attitude Determination and Control System) – jeden z najważniejszych elementów oprogramowania każdego satelity odpowiedzialny za prawidłową komunikację z urządzeniem i kontrolowanie trajektorii jego ruchu po orbicie, a także FDIR (Failure Detection Identification and Recovery), umożliwiający monitorowanie parametrów podsystemów satelity, a w razie wykrycia nieprawidłowości przestawienie go w bezpieczny tryb.

Specjaliści GMV odpowiedzialni byli również za integrację nowego algorytmu kompresji danych POCKET+ oraz przygotowanie i implementację standardu protokołu wymiany informacji MOS (Mission Operation Services).

Każdy satelita kontrolowany jest z Ziemi za pomocą specjalnego oprogramowania i infrastruktury naziemnej (Ground Control Segment). Jednym z kluczowych celów misji jest zademonstrowanie działania MOS w warunkach operacyjnych, w trakcie kontrolowania satelity oraz jego ładunku użytecznego. Jeśli stworzone przez GMV rozwiązanie zadziała, to ma szansę stać się standardem stosowanym we wszystkich satelitach Europejskiej Agencji Kosmicznej i nie tylko, jest to bowiem standard opracowywany przez wszystkie największe agencje kosmiczne na świecie łącznie z NASA. Postawi to GMV w roli wiodącej marki, która jako pierwsza zaimplementowała standard MOS do użytku na orbicie – tłumaczy Krystyna Macioszek, inżynier oprogramowania pokładowego w GMV i koordynatorka projektu.

Satelita zostanie wyniesiony na orbitę z Kourou w Gujanie Francuskiej na pokładzie Soyuz STA/Fregat. Start rakiety zaplanowany jest na 17 grudnia 2019 roku, o godzinie 9:54 (CET). Właścicielem misji jest Europejska Agencja Kosmiczna a satelita będzie kontrolowany z Europejskiego Centrum Operacji Satelitarnych ESOC. Całkowity koszt misji wynosi ok. 2,5 miliona EUR.

System gospodarki odpadami w gminach wymaga poprawy. Potrzeba więcej pieniędzy i nowoczesnych instalacji

Koszty gospodarowania odpadami w gminach rosną, stanowiąc coraz większe obciążenie dla ich budżetów. Samorządy mają też problem z zagospodarowaniem dużych ilości odpadów komunalnych, których nie da się poddać recyklingowi i nie można składować. W Rzeszowie takie odpady trafiają do należącej do PGE Energia Ciepła instalacji, która w procesie termicznego przetwarzania odzyskuje z nich energię i ciepło. Korzystają z nich mieszkańcy i jednostki samorządu. Eksperci podkreślają, że w całym systemie gospodarki odpadami w Polsce potrzebnych jest więcej takich instalacji, żeby rozwiązać problem zalewu śmieci, z którym borykają się gminy.

– Dziś cały system gospodarowania odpadów w Polsce trzeba zbudować od początku. Wszystkie gminy dbają o to, żeby zagospodarowanie odpadów było możliwe w sposób zgodny z prawem i wymogami ochrony środowiska, abyśmy nie stali się przysłowiowym śmietnikiem. Gminy zaczynają rozmawiać ze sobą o możliwości pozyskania środków zewnętrznych na ten cel w kolejnej perspektywie. Myślimy o powołaniu związków międzygminnych, żeby wspólnie rozwiązywać problemy odpadowe – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Ożóg, wójt gminy Ostrów.

Koszty gospodarowania odpadami stanowią istotną pozycję w budżetach gmin. Są z roku na rok coraz wyższe, co wynika m.in. ze wzrostu cen energii, wody, transportu czy paliwa. W części samorządów koszty za odbiór odpadów komunalnych po stronie mieszkańców są też po prostu źle skalkulowane.

– Jest wiele do zrobienia, żeby ceny gospodarki odpadami w gminach nie rosły. Począwszy od samej gminy, która powinna doskonalić swój system zbiórki selektywnej, co w dzisiejszych warunkach nie jest proste, bo często trudno jest zbyć selektywnie zebrane odpady. Trudno też zrozumieć, jak do odpadów zmieszanych trafiają szkło, popiół czy odpady metalowe – to jest już ewidentnie wina systemu zbiórki odpadów, która generuje koszt. Jeżeli zbierzemy metale, szkło i popiół, a płacimy za zmieszane odpady, które są najdroższe w tym systemie, to na pewno nie działa na korzyść gminy – mówi Andrzej Kulig, dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego.

Eksperci podkreślają, że w Polsce zmian wymaga cały system finansowania, zbiórki i gospodarki odpadami, w którym m.in. większą odpowiedzialność powinni wziąć na siebie producenci odpadów opakowaniowych.

– Trzeba podnieść odpowiedzialność producentów za wytwarzane produkty tak, aby one dłużej nam służyły i można było je później poddać recyklingowi. W pewien sposób wspomagał to system kaucyjny, dzięki któremu odpady z rynku łatwiej było zebrać do ponownego recyklingu. Te wszystkie elementy muszą zadziałać razem, żeby ceny w gminach przestały rosnąć – podkreśla Andrzej Kulig. – Niestety dziś za produkty, które powinny być surowcami, zbierający muszą płacić, bo brakuje instalacji poddających odpady recyklingowi. Brakuje też instalacji do termicznego odzysku energii z tych odpadów. Ten obszar gospodarki jest niedoinwestowany, muszą pojawić się w nim pieniądze i nowe technologie.

Jedną z najnowocześniejszych w Polsce tego typu instalacji jest Instalacja Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii (ITPOE) w Rzeszowie należąca do PGE Energia Ciepła. Spalarnia umożliwia przekształcanie odpadów komunalnych w ciepło i energię elektryczną, z której następnie korzystają m.in. jednostki samorządowe i mieszkańcy Rzeszowa.

– Stwarzamy możliwość zagospodarowania tych odpadów, z którymi nic już nie można zrobić. Hierarchia postępowania z odpadami jest taka, że najpierw powinniśmy w ogóle unikać ich generowania, następnie – jeżeli już powstają – poddać je recyklingowi i dopiero na koniec, kiedy nie ma lepszej metody, przetwarzamy je termicznie, uzyskując z nich energię. W tym przypadku służy ona do zasilania miejskiej sieci ciepłowniczej i systemów elektroenergetycznych. Konsumentem tej energii jest miasto, które ma dzięki temu relatywnie tanie ciepło – mówi Grzegorz Gilewicz, dyrektor Oddziału PGE Energia Ciepła, Oddział w Rzeszowie.

Obiekt, który działa od października ubiegłego roku, spełnia wyśrubowane normy ekologiczne UE m.in. w zakresie emisji dwutlenku węgla, które są 10-krotnie niższe niż dla instalacji spalających węgiel kamienny.

– Spalarnia jest objęta pełnym monitoringiem, zarówno technologicznym, jak i emisyjnym. Prowadzimy monitoring ciągły dla bardzo wielu substancji, są pomiary okresowe, czego nie ma w instalacjach do spalania węgla, które również prowadzą proces spalania – wyjaśnia Andrzej Kulig.

Aktualnie ITPOE w Rzeszowie utylizuje ok. 100 tys. ton odpadów, jednak planowana jest rozbudowa instalacji, która niemal podwoi jej wydajność (do 180 tys. ton rocznie). Inwestycja ma się zakończyć w ciągu około dwóch lat od zakończenia formalności i analiz rynkowych.

– Na dziś analizujemy zasadność budowy II linii ITPOE, obliczonej na przetwarzanie ok. 80 tys. ton odpadów rocznie, i mamy nadzieję szybko ją zrealizować. Jest to instalacja oparta na najnowocześniejszej technologii rusztowej, wyposażonej w tzw. fabrykę chemiczną do oczyszczania spalin, czyli w instalację do odsiarczania, odazotowania, odpylania, także do usuwania potencjalnych ciężkich węglowodorów takich jak dioksyny i furany – tłumaczy Grzegorz Gilewicz.

Prezes rzeszowskiego oddziału PGE EC podkreśla też, że korzyścią dla samorządu jest nie tylko relatywnie tanie ciepło, które powstaje w procesie termicznego przekształcania odpadów komunalnych, lecz również miejsca pracy oraz wpływy budżetowe w wysokości około 1,4 mln zł rocznie.

– Planujemy kolejne inwestycje. Oprócz rozbudowy ITPOE o II linię, musimy dostosować nasze instalacje węglowe do dyrektywy IED [w sprawie emisji przemysłowych – red.]. W sumie w ciągu najbliższych czterech lat na remonty, modernizacje i inwestycje zamierzamy przeznaczyć ok. 600 mln zł – mówi Grzegorz Gilewicz.

– W obecnych warunkach rozbudowa instalacji do termicznego przekształcania odpadów z odzyskiem ciepła i wytwarzaniem energii elektrycznej jest niezbędna. Na pewno musi powstać – i to jak najszybciej – określona liczba takich urządzeń, bo mamy w systemie potężną lukę. Dziś nie ma co zrobić z dużą ilością odpadów palnych, których nie da się poddać recyklingowi i nie można ich składować – podkreśla dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego.

Blisko połowa pracowników padła ofiarą mobbingu. Tylko co czwarta firma stara się temu przeciwdziałać

Ponad 60 proc. Polaków doświadczyło nieodpowiedniego traktowania przez przełożonego, a blisko połowa padła ofiarą przemocy słownej. 46 proc. deklaruje, że było mobbingowanych w miejscy pracy – wynika z raportu „Bezpieczeństwo pracy w Polsce”. Zagrożenia psychospołeczne, w tym również mobbing, mają negatywny wpływ na pracowników i ich efektywność. Wiąże się z nimi co trzecia nieobecność w pracy. Mają one także przełożenie na całą firmę, a jedynie 26 proc. pracowników podkreśla, że ich organizacja podejmuje działania na rzecz przeciwdziałania mobbingowi.

 Pracownicy biurowi i pracownicy umysłowo-fizyczni spotkali się w swojej działalności zawodowej z oznakami przemocy ze strony przełożonych. Aż 63 proc. respondentów wskazało, że ich osobiście dotknęło takie zachowanie. Mieli też do czynienia z przemocą słowną – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Obojski, pełnomocnik ds. zarządzania logistycznego w ILS Grupa Inter Cars, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Co też jest zaskoczeniem, prawie 46 proc. respondentów miało odczucie, że było mobbingowanych w swojej pracy.

Tak wysoki odsetek może po części wynikać z niezrozumienia pojęcia „mobbing”. Wprawdzie 80 proc. badanych przyznaje, że spotkało się z takim określeniem, jednak definiowali to jako nękanie, stresowanie pracowników i wymuszanie na nich pewnych działań.

Nie docierali oni jednak do istoty samego mobbingu, którym jest trwałość i uporczywość podejmowanych działań. Pracownicy sobie z tego nie zdawali sprawy – mówi Jan Obojski. – Jeżeli presja na pracownika jest długotrwała, powtarzana, wówczas mamy do czynienia z mobbingiem. Takiego działania dopuszczają się pracodawcy i bezpośredni przełożeni, ale niewielu pracowników zdaje sobie sprawę z tego, że również inny pracownik może go mobbingować.

Według raportu „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” Koalicji Bezpieczni w Pracy 87 proc. podkreśla, że jeśli miałoby wybór, zdecydowałoby się na pracę w miejscu oferującym niższą płacę, ale lepsze warunki psychospołeczne. To właśnie atmosfera pracy i stres są według Polaków głównymi czynnikami, które wpływają na efektywność pracy.

– Mobbing dotyczy całej organizacji – spada efektywność pracy, pogarsza się reputacja firmy, jak również atmosfera wokół całej firmy. 80 proc. badanych wskazało, że chętnie podejmie pracę w firmie o dobrej reputacji, nawet z mniejszym wynagrodzeniem – zaznacza ekspert.

Zła atmosfera w firmie może skłonić pracowników do poszukiwania nowego pracodawcy, a zła reputacja na rynku może zniechęcić kandydatów do pracy. Mobbing może mieć także poważne konsekwencje prawne dla firmy – pracownik może bowiem dochodzić swoich roszczeń, jeśli wskutek uporczywego nękania rozwiązał umowę o pracę lub poniósł z tego tytułu konkretną szkodę. Eksperci podkreślają jednak, że w polskim prawie brakuje kompleksowych narzędzi do walki z tym zjawiskiem. Jednym z warunków skutecznej walki – niezależnym od rozwiązań prawnych – jest edukacja. Tymczasem tylko 26 proc. pracowników przyznaje, że w ich organizacji prowadzono działania na rzecz przeciwdziałania mobbingowi.

Blisko 70 proc. pracowników ocenia, że czynniki psychospołeczne mają duży wpływ na zdolność do poprawnego wykonywania obowiązków zawodowych. Podobny odsetek ocenia, że w swoim miejscu pracy dostrzega potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia. Co dziesiąta osoba wskazuje, że w jej firmie wielokrotnie doszło do wypadku przy pracy spowodowanego stresem, nadmiarem obowiązków albo presją czasu (33 proc. podaje, że raz lub kilka razy). Mimo to zagrożenia psychospołeczne nie zawsze są poruszane podczas szkoleń BHP.

– Już 92 proc. wszystkich respondentów było przeszkolonych z zakresu BHP na swoich aktualnych stanowiskach pracy, natomiast tylko 58 proc. zostało przeszkolonych w zakresie zagrożeń psychospołecznych. Analizując branże, najsłabiej pod tym względem wypadł sektor zdrowia publicznego – ocenia Magdalena Grońska, dyrektor ds. bezpieczeństwa, ochrony zdrowia i zrównoważonego rozwoju w Lafarge w Polsce, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Jedynie 40 proc. pracodawców lub bezpośrednich przełożonych podejmuje w rozmowie tematykę zagrożeń psychospołecznych w miejscu pracy. Czynniki takie jak stres wielu osobom wydają się czymś zwyczajnym w miejscu pracy. Najczęściej stresują się niewystarczającymi zarobkami, nadmiarem obowiązków, presją czasu, odpowiedzialnością zawodową czy obawą przed wyrządzeniem szkody,

– Te czynniki nie działają tu i teraz, nie odzwierciedlają fizycznego uszczerbku na zdrowiu w danym momencie. Możemy je zobaczyć dopiero w okresie długoterminowym poprzez absencję pracowników, spadek efektywności pracy, a w końcu zwolnienia – podkreśla Grońska.

Badanie „Bezpieczeństwo pracy w Polce” podaje, że za niemal 30 proc. wszystkich absencji związanych z chorobą odpowiada siedem czynników psychospołecznych. Stres, nadmierne oczekiwania pracodawców, także mobbing mogą prowadzić do wypalenie zawodowego czy depresji.

– Skutki ekonomiczne w perspektywie długoterminowej najbardziej dotkną pracodawców i budżet państwa poprzez znaczne obciążenie systemu ubezpieczeń społecznych – ocenia Magdalena Grońska. – Mam nadzieję, że raport Koalicji Bezpieczni w Pracy zainspiruje do dyskusji na temat zmian w Kodeksie pracy zarówno pracodawców, jak i przedstawicieli ustawodawcy.

W Europie dostępny jest nowy lek wydłużający życie pacjentów z rzadką i ciężką chorobą płuc. W Polsce nadal czeka na refundację

Tętnicze nadciśnienie płucne to rzadka choroba, która atakuje głównie ludzi młodych. Rocznie rozpoznaje się ją u około 120 osób, w Polsce cierpi na nią szacunkowo ok. tysiąca pacjentów. Nieleczone TNP prowadzi do szybkiej śmierci w ciągu 2–3 lat, dlatego bardzo ważne jest szybkie rozpoznanie i właściwa terapia. Stosowanie refundowanych leków, które są podawane dożylnie lub pozajelitowo, nie jest dla pacjentów komfortowe. W Europie został już jednak zarejestrowany nowy lek podawany doustnie, w tabletkach, który pozwala wydłużyć życie chorych i umożliwia im powrót do normalnej aktywności zawodowej. W Polsce wciąż jednak czeka na refundację.

Tętnicze nadciśnienie płucne to ciężka, śmiertelna choroba, objawiająca się głównie dusznością, ograniczeniem tolerancji wysiłku. W przypadku braku leczenia pacjenci od momentu postawienia diagnozy żyją średnio około 2–3 lat. Dlatego bardzo ważne jest, żeby pacjent z tętniczym nadciśnieniem płucnym był jak najszybciej rozpoznany i skutecznie leczony – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. n. med. Grzegorz Kopeć, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Lekarze pierwszego kontaktu mają problem z rozpoznaniem TNP, gdyż objawy – brak tchu, zadyszka, znużenie i zmęczenie – często wiążą się z przepracowaniem czy brakiem snu albo są mylone z astmą. Choroba pojawia się jednak bez względu na styl życia, atakując głównie młodych, a nieleczona prowadzi do szybkiej śmierci. Połowa pacjentów z TNP umiera w ciągu 2,5 roku.

Do oceny stopnia zaawansowania choroby służy klasa czynnościowa WHO. Pacjenci w klasie IV mają najbardziej uciążliwe objawy – duszność i zmęczenie występuje nawet przy myciu się, jedzeniu, a nawet mówieniu. W klasie III pacjent dostaje zadyszki np. przy wejściu po schodach na pierwsze piętro. Pacjenci w klasie II mają mniej nasilone objawy, a w klasie I choroba jest w ogóle bezobjawowa. Niemniej jednak nawet pacjenci z II czy III grupy mają złe rokowanie – tłumaczy dr Grzegorz Kopeć.

W Polsce leczenie TNP jest refundowane przez NFZ. Stosuje się w nim leki z trzech grup, które są do siebie podobne, ale mają inny mechanizm działania. Dwie z nich to leki doustne, a trzecia grupa to leki podawane pozajelitowo, czyli wziewnie, podskórnie bądź dożylnie. Najlepsze efekty daje połączenie tych leków i synergia różnych mechanizmów ich działania.

 Wszystkie trzy leki możemy podać jedynie pacjentowi w klasie IV, z najcięższą postacią choroby. Natomiast nie możemy tego zrobić w klasie czynnościowej II lub III, a chcielibyśmy i powinniśmy, bo choroba – mimo że nie daje dużych objawów, szczególnie na początku u młodych osób – powoduje bardzo wysokie ciśnienie w tętnicy płucnej. Pacjent w momencie rozpoznania TNP ma już ok. 70 proc. tętnic płucnych pozamykanych przez chorobę, dlatego nie ma czasu na zwlekanie z terapią – podkreśla dr Grzegorz Kopeć.

Naszym celem jest obniżenie wartości tętniczego ciśnienia płucnego. Żeby to osiągnąć, niezbędne jest zastosowanie agresywnego leczenia już od samego początku. Większość pacjentów cierpiących na TNP musi być leczona przez co najmniej rok, przy czym ok. połowa wymaga zastosowania wlewów epoprostenolu, zazwyczaj w ciągu tygodnia od rozpoczęcia stosowania leków doustnych. To pozwala na szybkie uzyskanie normalnych wartości ciśnienia pod względem hemodynamiki, czyli przepływów krwi w sercu  dodaje prof. Hiromi Matsubara, kardiolog, światowej klasy specjalista w leczeniu tętniczego nadciśnienia płucnego.

Stosowanie refundowanych leków, które są podawane dożylnie lub pozajelitowo, we wlewkach – nie jest dla pacjentów komfortowe. Wkłucia są bolesne, a założone do wlewów porty naczyniowe (rurki umieszczone w naczyniu krwionośnym) mogą doprowadzić do infekcji. Takie leki działają jednak silniej, więc chorzy z ciężką postacią TNP wymagają ich stosowania.

Wykorzystanie pewnych leków, jak różnego rodzaju infuzje dożylne, może negatywnie wpłynąć na ogólną jakość życia, lecz po uzyskaniu trwałych efektów leczenia pacjenci mogą cieszyć się dobrym życiem. Większość pacjentów trafia do naszego centrum w zaawansowanym stadium choroby tętniczego nadciśnienia płucnego, które objawia się wysokimi wartościami tętniczego ciśnienia płucnego. Potrzebują oni agresywnego leczenia, lecz naszym podstawowym celem jest ich wyleczenie, przynajmniej pod względem hemodynamicznym. Jeśli obniżymy tętnicze ciśnienie płucne do normalnych wartości, pacjent nie cierpi już na TNP i ryzyko śmierci z tej przyczyny zostaje wyeliminowane – wskazuje prof. Hiromi Matsubara.

Pacjenci w mniej zaawansowanym stadium choroby mogą być leczeni doustnie, tabletkami. Większość chorych preferuje je ze względu na większy komfort terapii, lepszą jakość życia i mniej skutków ubocznych. Taki lek – o nazwie substancji czynnej seleksypag – został już zarejestrowany w Unii Europejskiej. To lek nowej generacji, który może być stosowany u pacjentów w III i IV klasie czynnościowej. W Polsce wciąż jednak czeka on na refundację.

Seleksypag to nowy lek zarejestrowany w leczeniu tętniczego nadciśnienia płucnego. Jest agonistą receptorów dla prostacykliny, czyli ma podobny mechanizm działania jak te leki, które są podawane podskórnie lub dożylnie, ale jednocześnie nie jest aż tak mocny. Według wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego zaczynamy leczenie pacjenta od dwóch tabletek doustnych. Jeżeli nie osiągniemy dobrych efektów leczenia, to powinniśmy dodać właśnie seleksypag, czyli nieinwazyjną formę prostacykliny. Jeżeli natomiast nadal nie ma efektów, wówczas seleksypag trzeba zamienić na epoprostenol czy inne podawanie prostacykliny pozajelitowo – mówi dr Grzegorz Kopeć.

Lekarze podkreślają, że w przypadku TNP komfort leczenia jest bardzo istotny, ponieważ pacjent musi przyjmować leki do końca życia i nie może przerwać terapii, bo mogłoby to znacznie pogorszyć jego rokowania. Seleksypag pozwala poprawić komfort leczenia. Dla pacjentów z TNP to szansa na poprawę jakości życia, wydłużenie go oraz odsunięcie w czasie przeszczepu płuc.

Liczba chętnych do zdawania na prawo jazdy najniższa od lat. Ludzie coraz chętniej przesiadają się do komunikacji zbiorowej

Spada liczba chętnych do zdawania egzaminów na prawo jazdy. Jeśli utrzyma się dotychczasowa dynamika, ten rok zamknie się liczbą około 360–370 tys. wydanych uprawnień do kierowania pojazdami, podczas gdy w ubiegłym roku było ich prawie 418 tys. Będzie to pierwszy tak duży spadek od lat. Trend jest w dużej mierze efektem urbanizacji, wzrostu popularności komunikacji zbiorowej i nowoczesnych form komunikacji, opartych na sharing economy, takich jak współdzielone samochody, rowery czy hulajnogi na minuty.​ Spadek liczby kursantów to jednak problem dla WORD-ów i szkół jazdy, bo oznacza mniejsze wpływy i konieczność ograniczania kosztów działalności.

Malejąca liczba osób chętnych do zdawania egzaminów na prawo jazdy zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie czy Polsce wynika z tego, że coraz więcej osób mieszka w dużych miastach. Mamy koncentrację w rejonach mocno zurbanizowanych, gdzie jest dostępna zarówno komunikacja zbiorowa, jak i nowoczesne formy komunikacji, np. hulajnogi elektryczne, współdzielone samochody, rowery z wypożyczalni. To powoduje, że można się przemieszczać szybko, niekoniecznie posiadając samochód na własność – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kowalczyk, doradca prezesa Polskiego Związku Motorowego ds. elektromobilności.

Statystyki CEPiK pokazują, że od początku tego roku liczba wydanych dokumentów prawa jazdy oscyluje wokół 30 tys. miesięcznie i jest średnio o kilka tysięcy niższa niż w latach poprzednich. Najmniej dokumentów (25 255) wydano w czerwcu br. i ta wartość nigdy jeszcze nie była aż tak niska. Dla porównania w tym samym miesiącu rok wcześniej prawo jazdy uzyskało 34 473 kierowców.

W całym ubiegłym roku prawo do kierowania pojazdami uzyskało w sumie 418 tys. osób. Rok wcześniej było to 414 tys., a w 2016 – 453 tys. Jeśli tegoroczna dynamika się utrzyma, bieżący rok zamknie się liczbą około 360–370 tys. wydanych dokumentów.

Z punktu widzenia osób mieszkających w dużych miastach posiadanie pojazdu jest dzisiaj raczej problemem niż szczęściem. Miasta starają się pozbyć samochodów ze swoich centrów, parkowanie jest bardzo utrudnione. Dlatego dużo wygodniej jest korzystać z rozwiązań, które się pojawiają jeżeli chodzi o komunikację zbiorową, współdzielenie samochodów czy innych pojazdów, jak hulajnogi. W tej chwili samochodów potrzebujemy głównie do celów turystycznych i hobbystycznych – mówi Krzysztof Kowalczyk.

Jak pokazuje ubiegłoroczny raport Straal i fundacji Digital Poland („Mobility as a Service PL”), współdzielone rowery i samochody to dwie najpopularniejsze na polskim rynku formy transportu oparte na sharing economy. Rowery na minuty to rozwiązanie znane 90 proc. Polaków, a współdzielone samochody – 68 proc.

Badania przeprowadzone na zlecenie PwC pokazują, że już w tej chwili 26 proc. Polaków jest skłonnych zrezygnować z własnego samochodu na rzecz współdzielenia pojazdów. Zwłaszcza że taka usługa przestaje być wyłącznie domeną dużych miast. Podobny trend widać też na całym europejskim rynku. Według prognoz PwC w nadchodzących latach carsharing będzie wzrastać w dwucyfrowym tempie, a do 2030 roku współdzielone auta mają już stanowić co najmniej 30 proc. wszystkich samochodów w Europie. Do tego czasu co trzeci przejechany kilometr w Europie będzie realizowany właśnie w formule carsharingu („The five dimensions of automotive transformation”).

Spadająca liczba kursantów na prawo jazdy to problem dla wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego i szkół jazdy, bo oznacza mniejsze wpływy i konieczność ograniczania kosztów działalności.

Ośrodki szkoleniowe i firmy egzaminujące mogą się już zacząć przygotowywać na ten trend spadkowy, oferując kursy doszkalające. W dobie współdzielonych pojazdów roczne przebiegi kilometrowe wykonywane przez kierowców będą dużo mniejsze. Dlatego kierowcy powinni się doszkalać, żeby nie stwarzać niebezpieczeństwa na drogach. A doskonałym do tego miejscem są właśnie ośrodki doskonalenia techniki jazdy, czyli tzw. ODTJ – wskazuje Krzysztof Kowalczyk.

Zakopane to najchętniej wybierane miejsce na sylwestra. Mimo zawrotnych cen w tym okresie

Spośród najchętniej wybieranych miejscowości na powitanie Nowego Roku najdroższym miejscem jest Zakopane. Wysokie ceny nie zrażają turystów, którzy właśnie w zimowej stolicy Polski najczęściej rezerwują hotele. Z kolei, aby za bal sylwestrowy zapłacić najmniej, należy udać się do Łodzi. Polacy coraz częściej ostatni dzień w roku spędzają poza domem. Niektórzy z nich wybierają się na kilkudniowe zagraniczne wycieczki, inni preferują imprezy w klubach. 

Zakopane w okolicy świąt Bożego Narodzenia oraz sylwestra, nigdy nie mogło narzekać na brak przyjezdnych. Jednak od kiedy w miejscowości organizowany jest koncert TVP, zainteresowanie miastem znacznie wzrosło – według danych portalu Sylwestrowo.pl aż o 300 proc.

Zakopane jest zdecydowanie najdroższym miejscem na spędzenie sylwestra. Żadna inna miejscowość nie może się równać kosztami z tym miastem. Pozostałe górskie miejscowości mniej więcej kształtują się na podobnym poziomie – w Karpaczu ceny są mniej więcej takie same jak w Wiśle. Podobnie sytuacja wygląda w nadmorskich miejscowościach. W Trójmieście, Kołobrzegu czy Świnoujściu ceny są do siebie zbliżone – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Goliat, dyrektor marketingu portalu Sylwestrowo.pl.

Sylwestra najlepiej zaplanować ze stosownym wyprzedzeniem, dzięki czemu możemy znaleźć ofertę w nieco korzystniejszej cenie. Ten okres rządzi się swoimi prawami. Nie należy więc liczyć na przeceny czy specjalne okazje. Jest wręcz przeciwnie – im bliżej, tym drożej.

Jeżeli planujemy spędzić i powitać Nowy Rok w tych bardziej popularnych miejscowościach, jest to w zasadzie ostatni moment, aby znaleźć i zarezerwować dobrą ofertę – mówi Mateusz Goliat. – Średni koszt balu sylwestrowego w Zakopanem to 313 zł. Natomiast tam zwykle planujemy dłuższe pobyty. Pięć dni kosztuje minimum 1 tys. zł. W dużych miejscowościach, czy to w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie, te ceny są około 10 proc. niższe.

Według danych dostępnych na portalu Sylwestrowo.pl za bal w stolicy zapłacimy średnio 283 zł, podobnie w Krakowie i Poznaniu – 281 zł, nieco mniej we Wrocławiu – 267 zł. Najtaniej można imprezować w Łodzi – tam koszt balu wynosi średnio 205 zł.

Według przedstawiciela portalu Sylwestrowo.pl w ostatnim czasie zmieniły się imprezowe upodobania polskiego społeczeństwa. Coraz częściej Nowy Rok witamy poza domem. Formy świętowania są różne i zależą od upodobań. Niektórzy wybierają się do klubów, inni decydują się na zagraniczne wycieczki.

Najczęstszą opcją w tym roku jest 5-dniowy pobyt, a zdecydowanie najbardziej popularne miejsce to właśnie Zakopane – mówi Mateusz Goliat.

W 2019 roku za zabawę sylwestrową zapłacimy nieco więcej niż w poprzednich latach. Mateusz Goliat tłumaczy jednak, że nie jest to nic zaskakującego.

Co roku ceny sylwestra wzrastają. W tym roku odnotowaliśmy wzrost na poziomie 4 proc. względem poprzedniego. Gdybyśmy mieli spojrzeć na poprzednie lata, ten wzrost był mniej więcej podobny – zawsze wynosił około 2–3 proc. – tłumaczy Goliat.

Zagraniczne sylwestrowe propozycje także cieszą się sporą popularnością. Ich ceny bywają bardzo zróżnicowane. Niektóre stolice Europy oferują kilkudniowe wycieczki w wyjątkowo przystępnych kwotach.

Oferty zagraniczne zaczynają się już od 99 zł. To jest zupełnie autentyczna cena sylwestra w Pradze w formie wycieczki objazdowej. Zawiera wyjazd do Pragi, zwiedzanie miasta, imprezę plenerową i powrót do Polski. Najbardziej popularnym pakietem są wyjazdy objazdowe do stolic Europy. W Pradze czy w Budapeszcie koszt pobytu od 3 do 5 dni waha się w przedziale od 600 do 1,2 tys. zł za osobę – mówi Mateusz Goliat. – Z drugiej strony zagraniczne oferty mogą też kształtować się na niezwykle wysokim poziomie cenowym. Po drugiej stronie jest chociażby Gruzja, gdzie zapłacimy 5,5 tys. zł za tygodniowy pobyt, włączając w to zwiedzanie i imprezę sylwestrowo-noworoczną. 

Dyski SSD oferują już 4–5 TB miejsca i zawrotne prędkości przesyłu danych. W przyszłym roku technologia zrewolucjonizuje konsole do gier

Pamięci SSD nowej generacji wypierają przestarzałe dyski HDD. Pozwalają znacznie szybciej przetwarzać dane, przyspieszając tym samym działanie komputerów. Oferują przy tym coraz większe pojemności w coraz przystępniejszej cenie. Na rynku można już kupić dyski SSD o pojemności kilku terabajtów, co pozwala na wykorzystanie ich nie tylko prywatnym użytkownikom, lecz także np. w nowoczesnych centrach przetwarzania danych. Producenci wciąż jednak kierują swoje najnowsze pamięci do graczy. SSD wkrótce trafią do konsol nowej generacji, co może oznaczać gamingową rewolucję.

Największego przełomu związanego z wykorzystaniem pamięci SSD mogą spodziewać się gracze, którzy w przyszłym roku zainwestują w konsole kolejnej generacji od Sony i Microsoftu. Przez lata urządzenia tych firm fabrycznie wyposażano w powolne, ale pojemne dyski twarde. Tymczasem PlayStation 5 oraz Xbox Scarlett będą bazować na pamięciach SSD. Dzięki nim uda się kilkukrotnie skrócić czas wczytywania oraz pobierania gier oraz znacząco usprawnić działanie konsol.

– Technologia SSD zmienia się bardzo szybko, podobnie jak cała branża IT. Dlatego intensywnie poszukujemy nowych trendów, aby móc prezentować różne możliwości. Klienci potrzebują szybszych i bardziej niezawodnych produktów, na przykład dla graczy. Oferujemy więc większe pojemności rzędu 2 TB, dysponujemy także technologią 3D TLC, która jest obecnie jedną z najbardziej poszukiwanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jelena Konieczna z firmy Wilk Elektronik.

Pamięci SSD coraz częściej wykorzystywane są także w systemach biznesowych, co wiąże się ze zwiększeniem pojemności tych nośników danych. Firma Seagate opracowała pamięci SSD IronWolf 110 przystosowane do pracy z serwerami danych. Nośniki z tej linii oferują pojemność do 4 TB, a ich współczynnik MTBF wynosi aż 2 mln godzin – ich żywotność jest tak wysoka, że mogą bezawaryjnie działać w urządzeniach takich jak serwery plików.

Samsung eksperymentuje z nośnikami wykorzystującymi technologię Key Value. Prototypowe pamięci odciążają procesor komputera, gdyż część obliczeń związanych z odczytywaniem i zapisywaniem informacji jest wykonywana bezpośrednio na nośniku danych przez jego sterowniki. Koreański producent pracuje także nad wdrożeniem do swoich SSD oprogramowania Fail-In-Place, które znacząco wydłuży żywotność tych nośników. Pamięci opracowane w tym standardzie mają większą przestrzeń magazynową niż ta deklarowana przez producenta. Wykorzystywana jest ona w roli backupu – FIP w czasie rzeczywistym monitoruje wydajność poszczególnych sektorów pamięci i jeśli któryś zaczyna szwankować – jest automatycznie wyłączany, a w jego miejsce aktywuje się część nadmiarowej pamięci.

Z kolei firma GOODRAM eksperymentuje z pamięciami wykorzystującymi interfejs PCI-Express 4.0 x4 z platformy AMD X570, który ma pozwolić na przesyłanie informacji z nadzwyczaj wysoką prędkością. Terabajtowe nośniki IRDM Ultimate X mogą odczytywać dane z prędkością dochodzącą do 5000 MB/s i zapisywać je z prędkością do 4500 MB/s.

– Normalny dysk SSD ma pojemność 500 MB, a nasz produkt – 5000 MB. Jest on przeznaczony głównie dla profesjonalnych graczy, ale nie tylko. Stworzono go również z myślą o zawodowych projektantach, twórcach filmów i grafikach, którzy potrzebują produktu bardzo dobrej jakości, odznaczającego się najwyższą niezawodnością i szybkością – wskazuje ekspertka.

Według analityków z firmy Mordor Intelligence wartość globalnego rynku pamięci SSD w 2018 roku wyniosła 30,33 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do blisko 70 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 14,9 proc.

Po roku firmy mają tylko 10% szans na odzyskanie zaległej płatności

Jak wynika z raportów firm windykacyjnych, o ile po trzech miesiącach wierzyciel ma jeszcze 80% procent szans na otrzymanie swoich pieniędzy od niesolidnego kontrahenta, o tyle po roku ściągalność długu spada do 10%. To alarmujące dane, szczególnie gdy zestawić je z informacjami dotyczącymi zatorów płatniczych. Niektóre źródła podają, że z nieterminowymi płatnościami boryka się już nawet 90% firm, a według danych Związku Przedsiębiorców Finansowych w Polsce i Krajowego Rejestru Długów, obecnie co siódma niezapłacona faktura jest przeterminowana od więcej niż roku.

Jednym ze sposobów na niesolidnych kontrahentów jest dochodzenie swoich praw w sądach powszechnych, jednak od wniesienia pozwu do rozpoczęcia egzekucji komorniczej upływa według Banku Światowego średnio nawet 685 dni. O aktualnej sytuacji na wokandzie sądów powszechnych oraz o arbitrażu online jako szybszej alternatywie rozstrzygania spraw spornych między przedsiębiorcami opowiada Robert Szczepanek, współtwórca ULTIMA RATIO, pierwszego w Polsce elektronicznego sądu polubownego stworzonego przy współpracy ze Stowarzyszeniem Notariuszy RP.

–  Z raportu Doing Business 2019 przygotowanego przez Bank Światowy wynika, że średni czas od wniesienia pozwu do momentu egzekucji wyroku przez komornika wynosi w polskich sądach aż 685 dni. To prawie dwa lata, po których, zgodnie z danymi na temat ściągalności długów, pieniądze są niemal nie do odzyskania – firmy upadają, a dług rozpływa się w powietrzu. Co więcej, w czasie, gdy sąd rozpatruje sprawę, dłużnik może swobodnie obracać naszymi pieniędzmikomentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio, pierwszego w Polsce w pełni elektronicznego sądu polubownego dla firm. – Sytuacje mają teoretycznie zmienić nowe wytyczne, zgodnie z którymi sądy powinny orzekać w sprawach gospodarczych w czasie krótszym niż 6 miesięcy, jednak patrząc na obłożenie polskich sądów, należy przypuszczać, że ciężko będzie w praktyce dotrzymać takich terminów – dodaje Robert Szczepanek z Ultima Ratio.

Według ekspertów alternatywą dla sądów tradycyjnych ma szanse być elektroniczny arbitraż. To sądy polubowne stają się coraz bardziej popularne wśród przedsiębiorców – po pierwsze ze względu na czas jaki upływa od wniesienia pozwu do uzyskania klauzuli wykonalności, po drugie, cenę.

Elektroniczne sądy polubowne, takie jak Ultima Ratio, są dużo tańsze od tradycyjnych – z naszych szacunków wynika, że nawet o 70 procent. Przedsiębiorcy nie muszą tracić cennego czasu by stawić się na rozprawie, nie ma kosztów delegacji, kosztów druku. Sam wyrok zapada nawet w 11 dni od wniesienia sprawy, a, jak pokazują statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości, klauzula wykonalności nadawana jest w około 6 tygodni. Oznacza to, że już niespełna po dwóch miesiącach przedsiębiorcy mogą skorzystać z możliwości komorniczej egzekucji zaległych należności, a tym samym znacząco zwiększyć swoje szanse na odzyskanie całości długu od niesolidnego kontrahenta – podkreśla Robert Szczepanek.

Aby skorzystać z arbitrażu online należy na początku współpracy z kontrahentem uzgodnić zapis arbitrażowy. Takie uzgodnienie może mieć formę paragrafu w umowie. Może też być uzgodnione mailowo lub nawet ustanowione jednostronnie – w ogólnych warunkach sprzedaży, czyli udostępnionym kontrahentowi zestawie zasad współpracy, na podstawie których następuje sprzedaż towarów bądź realizacja usług. Wystarczy standardowy zapis zaczynający się od słów: „Wszelkie spory wynikające z umów sprzedaży, zawartych w oparciu o niniejsze OWS (lub Regulamin) lub w związku z tymi umowami rozstrzygane będą przez Ultima Ratio Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie”. Arbitraż on-line to także coraz częściej spotykana forma rozsądzania konfliktów na świecie. W ubiegłym roku w Chinach takie sądy przeprowadziły ponad 160 tysięcy spraw.

Rynek danych z kosmosu będzie nadal rósł, w ciągu najbliższej dekady o blisko 10 proc. rocznie

Przemysł satelitarny i branża kosmiczna prężnie rosną w siłę. Dane z satelitów są dziś niezbędne do rozwoju wielu technologii oraz stymulują biznes do dalszych innowacji. Według raportu Euroconsult, roczna stopa wzrostu sektora usług opartych na zdjęciach satelitarnych w najbliższej dekadzie będzie co roku wynosiła o ponad 9 proc.

Technologie wykorzystujące precyzyjne i aktualne dane z satelitów cieszą się ogromną popularnością. Korzystają z nich m.in. przedsiębiorstwa z branży energetycznej i infrastrukturalnej, rolnictwa, transportu morskiego, logistyki czy ubezpieczeń. Główne obszary ich zainteresowań to obrazowanie satelitarne oraz analiza danych. Euroconsult, firma konsultingowa specjalizująca się w sektorze kosmicznym, prognozuje na kolejną dekadę dynamiczny wzrost rynku. W 2028 roku jego wartość globalna ma wynieść 12,1 mld dol.

Oczekujemy, że wzrost popytu na satelitarne zdjęcia Ziemi będzie napędzany głównie przez sektor obronny oraz nowe, komercyjne przedsięwzięcia – mówi Alexis Conte, starszy konsultant w Euroconsult. Na rynku pojawią się nowi operatorzy systemów satelitarnych, z tańszymi rozwiązaniami, które przyciągną klientów zainteresowanych zdjęciami o rozdzielczości jednego metra. Jednocześnie przewidujemy, że część przychodów z tego segmentu przesunie się na rynek zdjęć o rozdzielczości 50 cm i mniejszej, zdominowany przez tradycyjne satelity – dodaje.

Wzrost wykorzystania danych satelitarnych w najbliższej dekadzie będzie w dużym stopniu napędzany przez różne projekty administracyjne – rządowe i niższego szczebla. Poszczególne kraje ponoszą coraz większe inwestycje, aby poprawić stan wiedzy na temat Ziemi oraz zmian klimatycznych.

Środowisko pod baczną obserwacją

Znaczący udział we wzroście wykorzystania zdjęć z satelitów będzie miał monitoring naszej planety w kontekście ochrony środowiska. Poszczególne kraje oraz organizacje pozarządowe na całym świecie ponoszą coraz większe wysiłki wspierane finansowaniem w celu powstrzymania globalnego ocieplenia i jego konsekwencji. Oprócz dostarczania aktualnych, precyzyjnych raportów o stanie zdrowia Ziemi, zdjęcia satelitarne pomagają lepiej zrozumieć zachodzące procesy oraz znaleźć rozwiązania potrzebne do powstrzymania degradacji środowiska.

Mogą być one wykorzystywane do śledzenia m.in. wycieków ropy, szkód spowodowanych nadmiernym wylesianiem i urbanizacją, negatywnego wpływu technik wydobywania minerałów, czystości powietrza i wody oraz zanieczyszczenia gleby.

Komercyjne wykorzystanie analiz

Zdjęciami satelitarnymi coraz bardziej interesuje się biznes. Oprócz sektorów związanych z ich użyciem w podstawowej działalności, coraz częściej wykorzystują je także firmy poszukujące analiz rynkowych, związanych z ich otoczeniem lub konkurencją.

Dane z kosmosu oferują ogromne możliwości analityczne, które coraz częściej są wykorzystywane w procesach decyzyjnych przedsiębiorstw – mówi Maciej Litewski, marketing manager z CloudFerro, polskiej firmy, która jest operatorem m.in. europejskich platform CREODIAS i WEkEO oraz niemieckiej CODE-DE, udostępniających dane z monitoringu Ziemi. Zdjęcia satelitarne, w połączeniu z analizą danych i analizą geoprzestrzenną, są bardzo pożądane, np. w monitorowaniu różnego rodzaju zasobów czy w planowaniu projektów inwestycyjnych. W biznesie wiedza jest bardzo cenna, a jej brak ryzykowny, dlatego rynek usług analitycznych bazujących na danych z satelitów z pewnością będzie się nadal dynamicznie rozwijał – wyjaśnia.

Analizy tworzone na podstawie zdjęć satelitarnych coraz częściej wykorzystują różne źródła, a według raportu Euroconsult, liczba możliwości biznesowych dla usług opartych na danych z kosmosu zdecydowanie rośnie. Dziś wszelkie zmiany w terenie można wykryć niemal w czasie rzeczywistym, a odpowiednią informację uzyskać w przystępnej cenie. Dlatego ta droga pozyskiwania danych będzie zyskiwała na popularności.

Zdjęcia satelitarne nie są łatwym obiektem do analizy, która w tym wypadku wymaga dużej mocy obliczeniowej i profesjonalnej infrastruktury IT, a na to mogą sobie pozwolić tylko największe firmy i instytucje. Taka platforma jak  CREODIAS umożliwia nie tylko generowanie, przeglądanie i analizowanie obrazów satelitarnych, ale także oferuje usługi dla podmiotów zainteresowanych profesjonalnym, komercyjnym przetwarzaniem danych satelitarnych – wyjaśnia Maciej Litewski. CloudFerro w ten sposób otwiera drogę do rozwoju mniejszym firmom i startupom, które chcą rozwijać usługi oparte na zdjęciach z europejskich satelitów, ale nie mają środków na rozbudowę własnej infrastruktury.

Rynki przyszłości

Amerykańska agencja badawcza Nothern Sky Research, specjalizująca się w badaniach rynku kosmicznego i przemysłu satelitarnego, niedawno opublikowała prognozę dotyczącą rozwoju tych sektorów w ciągu nadchodzącej dekady. Według niej, jeśli chodzi o podział globalnych przychodów z usług opartych na danych satelitarnych, w 2028 roku, tak jak obecnie na pierwszej pozycji będzie Ameryka Północna, z 37 proc. udziałów w rynku. 20 proc. udziału ma mieć Europa, a kraje azjatyckie – 22 proc.

Odpowiedzialność członka rodziny oraz rozwiedzionego małżonka za zaległości podatkowe podatnika w świetle przepisów Ordynacji podatkowej

Odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe dotyczy nie tylko podatnika i jego sytuacji majątkowej i finansowej, ale może być rozszerzona na członków jego rodziny, także byłych. Przepisy Ordynacji podatkowej przewidują różne reżimy w zależności od sytuacji rodzinnej. Dlatego warto je wcześniej przeanalizować i być ich świadomym. Tylko w takiej sytuacji podatnik może podjąć działania mające na celu ograniczenie ryzyka dla rodziny i ją zabezpieczyć.

Wspólność majątkowa

Zgodnie z treścią art. 26 Ordynacji podatkowej osoby pozostające w związku małżeńskim we wspólności majątkowej odpowiadają majątkiem odrębnym i wspólnym za zobowiązania małżonka. Sytuacja ta dotyczy podatników, płatników i inkasentów. Odpowiedzialność powstaje z mocy prawa z chwilą powstania zobowiązania podatkowego.

Przepis ten ma zastosowanie do zobowiązań podatkowych powstałych po dacie zawarcia małżeństwa. Innymi słowy, ustrój małżeńskiej wspólności majątkowej musi poprzedzać dzień powstania obowiązku podatkowego. Powyższy pogląd jest powszechnie przyjęty w orzecznictwie sądów, choć występują także wyroki odmienne (póki co odosobnione), gdzie sąd wskazuje, że odpowiedzialność za zobowiązania obejmuje cały majątek podatnika i małżonka, niezależnie od daty zawarcia związku małżeńskiego (por. wyrok Sądu Najwyższego z 23 listopada 2011 r., sygn. IV CSK 71/11).

Odpowiedzialność małżonka ma charakter solidarny, co oznacza, że organ podatkowy ma jedną wierzytelność względem podatnika i jego małżonka, a spełnienie świadczenia przez jednego z małżonków zwalnia drugiego i zobowiązanie wygasa.

Majątek wspólny

Małżonek podatnika odpowiada do wysokości majątku wspólnego. Pojęcie majątku wspólnego jest stosunkowo szerokie i nie wszyscy mają świadomość, co wchodzi w jego skład.

Po pierwsze są to pobrane wynagrodzenie za pracę i dochody z innej działalności zarobkowej każdego z małżonków. Bez różnicy w tym przypadku jest wysokość dochodów osiągana przez każdego z nich czy ich źródło. Nawet lepiej zarabiający małżonek będzie musiał pokryć zobowiązania podatkowe drugiej osoby w pełnej wysokości. Kolejnym składnikiem majątku wspólnego są środki zgromadzone na rachunku otwartego lub pracowniczego funduszu emerytalnego każdego z małżonków oraz kwoty na subkoncie ZUS.

Ograniczenie odpowiedzialności

Poza wspólnością majątkową ustawową czy umowną pomiędzy małżonkami może istnieć inny ustrój majątkowy. Wspólność majątkową można ograniczyć, znieść, wyłączyć lub może ona ustać. Decyzje te powinny być jednak podjęte we właściwym okresie, ponieważ determinują one odpowiedzialność tych osób.

Ordynacja podatkowa określa daty graniczne, od kiedy obowiązują ograniczenia odpowiedzialności małżonka. Są to daty:

  • zawarcia umowy o ograniczeniu lub wyłączeniu ustawowej wspólności majątkowej;
  • zniesienia wspólności majątkowej prawomocnym orzeczeniem sądu;
  • ustania wspólności majątkowej w przypadku ubezwłasnowolnienia małżonka;
  • uprawomocnienia się orzeczenia sądu o separacji.

Zatem podatnicy chcący ograniczyć odpowiedzialność członków rodziny znajdujących się w ustroju wspólności majątkowej powinni podjąć wymienione powyżej działania. Oczywiście część z nich zależy od stanu rodzinnego (np. separacja), ale cześć (np. umowa o ograniczeniu lub wyłączeniu odpowiedzialności) może być stosunkowo łatwo przeprocesowana np. przed notariuszem.

Śmierć podatnika

Temat śmierci podatnika czy uznania go za zmarłego nie został uregulowany bezpośrednio w przepisach o odpowiedzialności solidarnej, ale w przepisach o odpowiedzialności jako spadkobierca – w trybie art. 98 § 1 Ordynacji podatkowej w zw. z art. 1030 i nast. Kodeksu Cywilnego. Decydujące w tym zakresie są przepisy Kodeksu Cywilnego o przyjęciu lub odrzuceniu spadku. Zatem w przypadku śmierci podatnika jego sytuacja finansowa i stan rozliczeń z fiskusem powinien być zweryfikowany przez członków rodziny, gdyż może się okazać, że korzystniej będzie ewentualny spadek odrzucić.

Rozwiedziony małżonek

Powyższe przepisy nie odnoszą się do sytuacji rozwodu czy unieważnienia małżeństwa. Została ona uregulowana w art. 110 Ordynacji podatkowej, zgodnie z którym rozwiedziony małżonek odpowiada solidarnie za zobowiązania podatkowe do wysokości wartości udziału przypadającego mu w majątku wspólnym. Zatem odpowiedzialność ta jest ograniczona. Powyższa sytuacja dotyczy zobowiązań, które powstały w trakcie trwania małżeństwa do dnia poprzedzającego rozwód/unieważnienie. Odpowiedzialność jest także ograniczona i nie obejmuje odsetek za zwłokę, kosztów egzekucyjnych czy niepobranych należności lub pobranych, ale niewpłaconych.

Podsumowanie

Zagadnienie odpowiedzialności członków rodziny i rozwiedzionych małżonków jest tematem wrażliwym, ale nie każdy przedsiębiorca w toku prowadzonej działalności zastanawia się nad nim. Konsekwencje podatkowe w tym zakresie mogą być bardzo dotkliwe i odegrać negatywny wpływ na wzajemne relacje rodzinne. Dlatego w przypadku prowadzenia działalności, gdzie podatnik jest odpowiedzialny za rozliczenia podatkowe, powinno się przeanalizować sytuację najbliższej rodziny, tak aby najlepiej zabezpieczyć jej interes. Warto przy tej okazji skontaktować się z profesjonalnym doradcą podatkowym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wschodzące rynki magazynowe atrakcyjniejsze dla inwestorów?

Rosnąca liczba inwestorów instytucjonalnych staje się bardziej otwarta na rozważenie zakupu obiektu magazynowego poza rynkami Wielkiej Piątki.

Przez lata zainteresowanie ze strony inwestorów instytucjonalnych lokalizacjami magazynowymi poza pięcioma największymi regionami pozostawało ograniczone. Jednak wraz z rozwojem infrastruktury drogowej oraz postępującymi trudnościami z rekrutacją pracowników w największych polskich aglomeracjach, nowe lokalizacje stają się coraz bardziej atrakcyjne dla wynajmujących. W rezultacie może się to przełożyć na wyższe wolumeny inwestycyjne na rynkach wschodzących w kolejnych latach, wynika z najnowszego raportu JLL, Hillwood Polska i ManpowerGroup „Small town, big deal”.
Poza pierwszymi oznakami zainteresowania nowymi rynkami, na razie ciężko mówić o nowym trendzie inwestycyjnym, głównie z uwagi na fakt, że nadal większość transakcji w sektorze magazynowym w Polsce dotyczy tzw. Wielkiej Piątki. Nowe lokalizacje powinny być jednak znacznie bardziej atrakcyjne dla inwestorów typu „core+”, którzy poszukują obiektów gwarantujących wyższe stopy kapitalizacji – Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Na ograniczoną płynność inwestycji w lokalizacjach wschodzących wpływa między innymi niewystarczająca skala sektora magazynowego, zarówno pod kątem podaży, jak i rynku najmu. Dla przykładu, pod koniec ubiegłego roku istniejąca powierzchnia magazynowa w Polsce Wschodniej wahała się od 40 500 mkw. w Białymstoku do 158 000 mkw. na Podkarpaciu, w porównaniu do 3,2 mln mkw. w Warszawie czy nawet 300 000 mkw. w Krakowie, który nadal nie jest postrzegany jako główny rynek. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku popytu – zagregowany popyt brutto w 2018 r. obserwowany w Białymstoku, Lublinie, Kielcach, Olsztynie, Opolu i na Podkarpaciu osiągnął 291 000 mkw. w porównaniu do 331 000 mkw. wynajętych tylko w Poznaniu.
Mimo to rosnąca liczba inwestorów instytucjonalnych staje się bardziej otwarta na rozważenie zakupu produktu magazynowego poza rynkami Wielkiej Piątki. Zdarza się, że takie nieruchomości są sprzedawane jako portfel lub część większego portfela. Dla przykładu, pod koniec 2018 roku fundusz KKCG Real Estate kupił w Polsce pięć magazynów typu BTS o łącznej powierzchni ok. 54 000 mkw. Wartość transakcji została oszacowana na ok. 41 mln euro a nieruchomości będące przedmiotem tej transakcji były zlokalizowane poza głównymi lokalizacjami magazynowymi. – Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Większa liczba transakcji inwestycyjnych finalizowanych na rynkach wschodzących powinna być też naturalnym efektem wzrastającej aktywności deweloperów w tych lokalizacjach. Już teraz inwestują tam główni gracze w sektorze magazynowym w Polsce – Panattoni, 7R czy Hillwood Polska, który zbudował centrum logistyczne dla Zalando Lounge o powierzchni 130 000 mkw. w Olsztynku (obok Olsztyna). Budynek ukończony został w pierwszym kwartale 2019 roku i już wtedy trwał proces jego sprzedaży inwestorowi z Korei.

Oprócz stale rozwijającej się infrastruktury drogowej, atutem wschodzących rynków magazynowych jest wysoki potencjał rekrutacyjny. To było ważne przy wyborze Olsztynka na lokalizację centrum logistycznego Zalando Lounge, w którym w ciągu tego roku powstało około 500 nowych miejsc pracy, a według zapowiedzi może powstać drugie tyle. Duże znaczenie ma też dobry klimat inwestycyjny w samorządach wielu mniejszych miast Polski. Hubert Michalak, Prezes Zarządu Hillwood Polska

Inwestorzy z Azji, a szczególnie z Korei Południowej, są szczególnie aktywni na rynku magazynowym w naszym kraju. Co istotne, łączny wolumen transakcji na koniec I połowy 2019 roku był rekordowy, jeśli chodzi o rezultat dla pierwszego półrocza, i zamknął się on kwotą 374 mln euro. To bardzo dobrze ilustruje potencjał polskiego sektora magazynowego i jest pozytywnym sygnałem również dla rynków wschodzących. Inwestorzy stają się coraz bardziej świadomi produktów inwestycyjnych w tamtejszych lokalizacjach, co może przełożyć się na wzrost inwestycji w perspektywie średnio i długoterminowej – Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Transport bez innowacji nie przetrwa dekady

Ponad połowa badanych przedsiębiorców jako kryterium wyboru rozwiązań informatycznych do rozwoju biznesu podaje szybki wzrost przychodów. Na jakim poziomie? Tego przewoźnicy nie mówią. Wśród zaawansowanych narzędzi obecnie najczęściej wykorzystywanych w transporcie jest telematyka. Jednak to nie wystarczy, żeby w ciągu najbliższych kilkunastu lat pozostać w grze. Na jakie procesy digitalizacji warto zwrócić szczególną uwagę i jaka rysuje się przyszłość międzynarodowych przewoźników drogowych?

Szybkość komunikacji, całodobowy dostęp do informacji, wymiana danych, nawigacja satelitarna czy wykorzystywanie Internetu jako platformy biznesowej online, to podstawy na dzisiejszym rynku spedycyjnym. Raport Transport 4.0[1] od PwC. wskazuje, że w najbliższych latach możemy spodziewać się:

  • informatyzacji procesów wewnętrznych branży transportu;
  • platformizacji sprzedaży usług, czyli przeniesienia innowacyjności w sprzedaży na platformy cyfrowe;
  • obecności na rynku cyfrowych gigantów;
  • technologii opartych na telematyce i software jako rozwinięcie digitalizacji.

Co więcej, w perspektywie kolejnych 10 lat nikogo nie powinno dziwić, pojawienie się na drogach pojazdów w pełni autonomicznych i napędów alternatywnych.

Cyfryzacja w firmach transportowych

Sektor TSL daje wiele możliwości, aby z powodzeniem wdrażać nowe rozwiązania informatyczne. Narastająca konkurencja oraz wzrost kosztów prowadzenia działalności przewozowej, doprowadziły do sytuacji, w której przedsiębiorcy poszukują nowych rozwiązań. To digitalizacja ma być kluczem do obniżenia wydatków, zwiększenia atrakcyjności przewoźnika na rynku, a co za tym idzie maksymalizacji jej dochodów. W raporcie „Transport przyszłości”[2] autorzy podają, że, aż 54 proc. globalnych firm transportowych oczekuje zwiększenia przychodów po zastosowaniu cyfrowych narzędzi w swojej firmie.

We współczesnym transporcie wykorzystuje się informatyczne system zarządzania, które automatyzują procesy administracyjne w przedsiębiorstwach oraz wspomagają organizację pracy. Coraz częściej spotykam się u przewoźników z narzędziami optymalizującymi wykorzystanie floty pojazdów. Oceniam, że w najbliższej przyszłości właśnie te systemy będą rozwijane – TMS, czyli systemy zarządzania transportem. Głównie dlatego, że obecnie rynek transportowy boryka się z ogromnym problemem braku rąk do pracy, a te rozwiązania usprawniają wykorzystanie dostępnych zasobów. W sytuacji, gdy permanentnie brakuje wykwalifikowanych pracowników, należy korzystać z takich narzędzi, które automatyzują wszelkie procesy i wspierają na co dzień prowadzenie działalności. Nie można się bać nowych technologii, trzeba jest tylko właściwie stosować – mówi ekspert marki Inelo, Mateusz Włoch.

Być jak uber

W TSL warta uwagi jest tak zwana platformatyzacja, czyli rozwiązanie analogicznych do popularnego UBERA. Jej plusem jest powszechność oraz transparentność usług. Aplikacja jest dostępna dla każdego, a zintegrowane systemy oceny usług pozwalają klientowi wybrać przewoźnika, który najbardziej mu odpowiada oraz omijać tych, których usługi zostały nisko ocenione.

Należy jednak pamiętać, że takie rozwiązanie z jednej strony kuszącą możliwością zwiększenia dochodów, z drugiej jednak może przyczynić się do wystąpienia zjawiska wojny cenowej, co jest obserwowane na rynku przewozu pasażerskiego. Problem pojawia się w przypadku małych przewoźników, którzy dominują na naszym rynku – stworzenie własnej platformy to kosztowna inwestycja, dodatkowo wiążąca się ze sporym ryzykiem niepowodzenia – zauważa ekspert Inelo.

Cyfrowi giganci

Amazon czy też Zalando powstały jakiś czas temu, a swoje pierwsze kroki stawiali w Internecie, oferując usługi online. Takie firmy potrzebują sprawnie działającej logistyki. Stwarza to ogromne szanse dla przedsiębiorstw transportowych. Problemem dla małych firm przewozowych może okazać się konieczność stosowania rozwiązań opartych na software oraz telematyce. Te zaawansowane technologie wymagają znacznych nakładów finansowych.

Na takie inwestycje zazwyczaj decydują się więksi gracze. Średnie i mniejsze biznesy bronią się przed wdrażaniem kosztownych narzędzi. Może się jednak okazać, że bez cyfrowych rozwiązań w ciągu najbliższej dekady po prostu wypadną z rynkumówi Mateusz Włoch.

Zgodnie z raportem PwC, najważniejszymi rozwiązaniami software’owymi w najbliższym czasie będą:

  • Zrobotyzowana automatyzacja procesów (RPA) – technologia wykorzystująca zautomatyzowane boty, które wykonują na komputerach powtarzalne prace administracyjne. Rozwiązanie to ogranicza koszty, a prognozy na lata 2016 – 2022 przewidują 50% wzrost dynamiki obrotów firm, które dostarczają rozwiązania z zakresu RPA.
  • Utrzymanie predykcyjne – pozwala na stałą analizę stanu pojazdów dzięki sensorom zainstalowanych na nich oraz gromadzeniu danych. Możliwa jest konserwacja posiadanego sprzętu w oparciu o zebrane dane bieżące, jak i te historyczne. Utrzymanie predykcyjne może również pozwolić na poprawienie bezpieczeństwa związanego z eksploatacją pojazdów poprzez minimalizację wystąpienia awarii.
  • Inteligentne systemy transportowe (ITS) – rozwiązanie oparte na telematyce wspomagające zarządzanie ruchem miejskim, transportem, przepływem towarów oraz zbieraniem
    i raportowaniem informacji o ruchu drogowym pojazdów. Ich głównym plusem dla firm transportowych jest wspomaganie i lepsze, zdalne zarządzanie flotą pojazdów.
  • Technologie oparte na Blockchain – czyli rozproszonej bazie danych. Jest to rejestr, który trudno modyfikować, charakteryzuje się wysokim poziomem zabezpieczeń i niezawodności oraz ułatwia wyeliminowanie nadużyć w transporcie. Technologia ta na ten moment jest mało popularna, ale już w niedalekiej przyszłości jej udział może znacznie wzrosnąć.
  • Sztuczna inteligencja (AI) – rozwiązania z zakresu AI podobnie jak Blockchain nie są jeszcze mocno rozpowszechnione. Wymagają one sporych nakładów finansowych. Jednak inwestowanie w nie już teraz może w przyszłości znacznie usprawnić zarządzanie flotą, jak i pomóc w planowaniu działalności.

Eksperci Inelo podkreślają, że warto już teraz myśleć przyszłościowo i, planując rozwój firmy w branży TSL, skupić się także na wykorzystaniu dobrodziejstw cyfrowego świata. Z pewnościom innowacyjne rozwiązania to przyszłość transportu, jednak bariery dostępu dla mniejszych przewoźników są mocno zawyżone, co może wprowadzić dużą rozbieżność na rynku pomiędzy dużymi a małymi firmami. Należy śledzić trendy, korzystać z tych rozwiązań, które przyczyniają się do efektywnego i coraz bezpieczniejszego wykonywania przewozów, czym w pierwszej kolejności może być po prostu telematyka.

[1] PwC, TLP, Transport przyszłości – perspektywy rozwoju transportu drogowego w Polsce 2020-2030, 2019

[2] PwC, TLP, Transport przyszłości – perspektywy rozwoju transportu drogowego w Polsce 2020-2030, 2019

Ceny rosną

Kolejne państwa zmagają się z coraz szybciej rosnącymi cenami. Patrząc na poziom stóp procentowych, problem ten raczej sam się nie rozwiąże, tym bardziej przy relatywnie niskich cena ropy.

Ceny rosną

Konsekwencją polityki niskich stóp procentowych jest ryzyko wzrostu cen. Dzisiejsze dane pokazują serię wskaźników inflacyjnych powyżej oczekiwań. Zaczęło się od opublikowanych danych z Chin. Inflacja konsumencka wyniosła tam 4,5% przy jednoczesnym spadku cen producentów, co może sugerować narastanie problemów w gospodarce. Ceny idą w górę również w Czechach i na Węgrzech odpowiednio o 3,1% i 3,4%. Pewnym wyjątkiem jest tutaj Norwegia, która pokazała odczyt niższy od oczekiwań.

Dane z Wysp

Zgodnie z oczekiwaniami analityków tempo wzrostu gospodarki brytyjskiej spadło do 0,7%. Warto zwrócić uwagę, że w dół idzie również produkcja przemysłowa. Spada ona w ciągu roku o 1,3%. Wydawać by się mogło, że po takich odczytach funt powinien spadać. Problem w tym, że ostatnie sondaże mocno sprzyjają brytyjskiej walucie. Jest to o tyle dziwne, że dokładność tych sondaży w jednomandatowych okręgach jest dyskusyjna. Liczba oddanych głosów może się przełożyć bardzo różnie na mandaty, czego dobrym dowodem były ostatnio ponadprzeciętne wyniki szkotów w swoich okręgach.

Kolejny pomysł Greków

Rząd w Atenach ma problemy z szarą strefą, dlatego znalazł nowe rozwiązanie. Jest to przymus wydawania 30% dochodów drogą elektroniczną. Nie jest to wygórowana suma, ale utrudni płacenie gotówkowe, pozwalające często ukrywać dochody. Od niewykorzystania wyznaczonego limitu będzie obowiązywał dodatkowy podatek. Grecy to pomysłowy naród, więc jakieś obejście dla tego rozwiązania z pewnością znajdą.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Chmura nowej generacji – przygotować się należy już dziś

Masowa migracja systemów informatycznych do chmury stworzyła iluzję pełnej dojrzałości tych rozwiązań. Łatwo zapomnieć, że rozwój technologii przetwarzania w chmurze to zjawisko ciągłe, którego tempo wciąż rośnie. Tak naprawdę jesteśmy dopiero na wczesnym etapie wdrażania rozwiązań tego typu. Potwierdzeniem tego spostrzeżenia są wyniki raportu Veeam Cloud Data Management Report na rok 2019, według którego globalni decydenci ds. informatycznych planują wydać średnio 41 milionów dolarów na wdrażanie technologii do zarządzania danymi w chmurze w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W rezultacie trwają prace nad poważnymi zmianami. Infrastruktura przetwarzania w chmurze i centra przetwarzania danych przechodzą do rozwiązań zupełnie nowej generacji.

Wartość danych osiąga masę krytyczną

Przedsiębiorstwa muszą przygotować się na skokowy rozwój w stosunkowo krótkim czasie. Według badań przeprowadzonych przez IDC, do roku 2025 rozmiar globalnej sfery danych wzrośnie do 163 zetabajtów. Te 163 biliony gigabajtów to aż dziesięć razy więcej danych niż w 2016 roku. Rośnie nie tylko ilość, ale także wartość danych. Im ich więcej, tym wyższa ich wartość. Firma Statista szacuje, że do roku 2023 branża wielkich zbiorów danych (Big Data) będzie warta 77 miliardów dolarów. To kolejne zwiększenie liczby wytwarzanych danych sprawi, że przedsiębiorstwa będą bardziej zależne od infrastruktury informatycznej niż kiedykolwiek wcześniej.

Ponieważ firmy przenoszą coraz więcej obciążeń do chmur publicznych, to szukają one sposobów na płynniejsze przenoszenie danych pomiędzy chmurą, a lokalnymi zasobami. Jednym z takich sposobów jest Cloud-Native — strategia, która oddziela platformy danych od podstawowej infrastruktury firmowej w celu stworzenia skalowalnych i elastycznych aplikacji za pośrednictwem chmury publicznej. Zasadniczo sprawia to, że fizyczna infrastruktura staje się nieistotna co umożliwia przedsiębiorstwu uruchamianie aplikacji w dowolnej chmurze i na dowolnym urządzeniu. W większości przypadków podejście Cloud-Native odnosi się do środowisk opartych na kontenerach, przy czym kontenery zapewniają platformę służącą do przygotowania aplikacji Cloud-Native. Kontenery to przenośna jednostka, która może działać na dowolnej platformie i szybko uzyskiwać dostęp do danych, aby zasilać nimi aplikacje. W uproszczeniu, w środowisku kontenerowym aplikacja jest bliżej danych.

Świat zdefiniowany w oprogramowaniu

Biorąc pod uwagę podejście nowoczesnych przedsiębiorstw, stawiające cyfryzację na pierwszym miejscu, rozwiązania informatyczne muszą być wysoce skalowalne i elastyczne, aby zapewnić ciągłość biznesową. Rozwiązania hybrydowe i wielochmurowe sprawdzają się tu idealnie. Podejścia takie jak Cloud-Native czy  „infrastruktura jako kod” w połączeniu z technologiami takimi jak Kubernetes i Kontenery ułatwiają wdrażanie systemów informatycznych. Oznacza to, że dane skalowane są szybciej oraz że można nimi zarządzać sprawniej i dokładniej. Firmy nie są hamowane przez rozwiązania informatyczne – używają ich, aby przyspieszyć swój rozwój.

Minęły czasy, gdy menedżerowie działów IT musieli ręcznie udostępniać infrastrukturę. Podejście „infrastruktura jako kod” eliminuje problem konfiguracji i wdrażania sprzętu. Pozwala firmom stworzyć plan infrastruktury i wdrożyć ją w wielu lokalizacjach. Praktycznym przykładem może być sprzedawca detaliczny chcący otworzyć wiele nowych sklepów. Poprzednio wymagałoby to ręcznej konfiguracji infrastruktury informatycznej dla każdego nowego sklepu i powtórzenia tego procesu dla każdej placówki z osobna. Podejście „infrastruktura jako kod” zapewnia zatem kluczowe korzyści biznesowe. Znacznie obniża czas i koszty związane z udostępnianiem infrastruktury w wielu lokalizacjach przez automatyzację tego procesu. Eliminuje to również możliwość wystąpienia błędu ludzkiego w trakcie tego procesu.

Wraz z coraz częstszym stosowaniem przez firmy podejścia Cloud-Native oraz podejścia opartego na kontenerach, rozwiązania Kubernetes przyniosą wielkie zmiany. W rzeczywistości działają one jak orkiestratorzy i umożliwiają zarządzanie wdrożeniami aplikacji i uruchamianie środowisk kontenerowych w całej organizacji. Zapewnia to przedsiębiorstwom zupełnie nowy poziom elastyczności, a jednocześnie skraca czas wprowadzania produktów na rynek i zwiększa zdolność do reagowania na potrzeby klientów.

Zarządzanie nowymi zbiorami danych

Te stosunkowo nowe technologie i metody można określić jako całościowe zarządzanie danymi w chmurze. Obejmuje to zarządzanie danymi w całej chmurze organizacji oraz przechowywanie danych przez połączenie tworzenia kopii zapasowych, replikacji i odzyskiwania ich po awarii.

Utrzymanie dostępności danych nigdy nie było jeszcze tak ważne, ponieważ firmy są znacznie bardziej uzależnione od swoich infrastruktur cyfrowych. Jako, że ręczne udostępnianie i replikacja środowisk informatycznych jest zastępowane wysoce zautomatyzowanymi i powtarzalnymi rozwiązaniami, organizacje muszą odpowiednio zarządzać danymi. Oznacza to konieczność zainwestowania w solidną strategię zarządzania danymi w chmurze, ciągłego tworzenia kopii zapasowych danych, ich replikacji i odtwarzania. Dane muszą być zarządzane tak samo szybko, jak są tworzone, przenoszone i eksplorowane w celu wydobycia z nich cennych informacji. To nakłada obowiązek odpowiedniego zarządzania danymi na każdą organizację, która chce uzyskać przewagę nad konkurencją wykorzystując swoje dane.

Czym powinien wyróżniać się profesjonalny program kadrowo płacowy?

Istnieje kilka sposobów na wdrożenie ulepszeń do obsługi procesów, związanych z działem HR & Payroll. Jedną z zyskujących popularność opcji jest zastosowanie oprogramowania, zaimplementowanego w modelu SaaS (Software as a Service). Model ten opiera się na chmurze obliczeniowej, w której znajduje się aplikacja. Działania w jej obrębie wykonuje się na komputerach dostawcy usługi, a wyniki obliczeń przekazywane są użytkownikom za pośrednictwem Internetu. Dlaczego warto zainwestować w program kadrowo płacowy, oparty na infrastrukturze SaaS?

Program kadrowo płacowy, który zadziała od pierwszego dnia

Jedną z najważniejszych zalet, jaką powinien charakteryzować się uniwersalny program kadrowo płacowy, jest prostota jego wdrożenia. Nieskomplikowana konfiguracja oznacza szereg wymiernych korzyści finansowych, takich jak minimalna liczba szkoleń i pomocy zewnętrznego helpdesku. Dzięki szybkiej implementacji, przedsiębiorstwo unika również strat, związanych z przestojami administracyjnymi. Program kadrowo płacowy musi również zapewniać niezbędne bezpieczeństwo danych – zarówno wewnętrznych informacji firmy, jak i danych kontrahentów. Program kadrowo płacowy wspiera dział HR & Payroll na różne sposoby. Dzięki obniżeniu kosztów, związanych z utrzymaniem infrastruktury informatycznej, część budżetu może ulec przeniesieniu na inne projekty. Co więcej, przedsiębiorstwo uwalnia się od kosztów związanych z zakupem serwerów i dodatkowego oprogramowania. Przerzucenie procesów na jeden program kadrowo płacowy ujednolica obowiązujące procedury, wydatnie usprawniając firmowy workflow.

Jakie funkcjonalności powinien zawierać program kadrowo płacowy?

Program kadrowo płacowy

Źródło: TETA Air – Rozwiązanie HR stworzone do obsługi kadrowo-płacowej

Niezawodny program kadrowo płacowy powinien zapewniać kompleksową funkcjonalność w kilku kluczowych sektorach funkcjonowania firmy. Całkowity zakres działania powinien obejmować zarówno obsługę wewnętrzną (zatrudnienie, rekrutacja, wypłaty), jak i zewnętrzną (tworzenie rocznych rozliczeń PIT oraz możliwość przepływu do ZUS za pomocą weryfikacji ePUAP).

Każdy pracownik firmy powinien posiadać stały dostęp do istotnych danych na swój temat. Np. ilości pozostałych dni urlopu, terminu kończenia się umowy itp. Równie istotnym aspektem jest możliwość upublicznienia struktury przedsiębiorstwa dzięki czemu każda zatrudniona osoba będzie mogła w kilka chwil ustalić, do kogo powinna zgłosić się z napotkanym problemem.

Program kadrowo płacowy TETA AIR – rozwiązanie, którego poszukiwałeś

Powyższe możliwości to tylko ułamek pełnej funkcjonalności TETA AIR. Ten rozbudowany program kadrowo płacowy umożliwia także zarządzanie grafikiem pracy, harmonogramem urlopów i szkoleń oraz nadzorem nad czasem pracy i nadgodzinami. Co więcej, jeśli danej funkcjonalności nie można zautomatyzować przy pomocy programu TETA AIR, istnieje możliwość skonfigurowania komunikatora i cyfrowego składania wniosków, dzięki czemu czasochłonne wizyty w HR & Payroll przestają mieć miejsce. Przekonaj się sam, co program kadrowo płacowy TETA AIR może przynieść Twojej firmie.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Sprawdź możliwości TETA AIR na naszej stronie: Teta-Air.pl

Źródło: TETA Air – Rozwiązanie HR stworzone do obsługi kadrowo-płacowej

Inflacja w mediach rośnie szybciej niż wydatki na reklamę na świecie

Według prognozy agencji mediowej Zenith, w 2020 roku – pomimo spadku widowni komercyjnej o 1,6% – globalne nakłady reklamowe zwiększą się o 4,3%, co związane jest z przewidywanym na przyszły rok, wzrostem cen mediów o 6,1%.

Prognoza dla polskiego rynku reklamowego

Dynamika wzrostu rynku reklamowego w Polsce rok-do-roku widocznie wyhamowała względem 2018. Należy jednak pamiętać, że zeszły rok, kiedy rynek reklamowy w naszym kraju zanotował wzrost aż o 7,7%, był rekordowy na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Według prognoz Zenith na kolejne lata, telewizja pozostanie medium dominującym, ale to wydatki na reklamę online będą rosnąć najszybciej. Przewiduje się, że reklama w internecie utrzyma w tym roku pozycję numer dwa, z udziałem rzędu 32% oraz dynamiką wzrostu 8,5%. Dynamika wzrostu wydatków na reklamę internetową w 2019 znacznie przekroczy średnią rynkową, do czego przyczynią się przede wszystkim zwiększone inwestycje w reklamę video (+17%), w tym w reklamę video kupowaną programatycznie (+35%). Spośród mediów nie cyfrowych tylko reklama kinowa urośnie w tempie powyżej średniej rynkowej (+4,6%). W przypadku telewizji oraz radia estymacje wzrostu na ten rok zostały obniżone – przewiduje się utrzymanie poziomu wydatków w tych kanałach na podobnym poziomie względem 2018 (telewizja +0,6%, radio +0,4%). W odniesieniu do reklamy OOH prognozy wydatków zostały podwyższone z 1,8% do 2,3%. W przypadku reklamy prasowej prognozuje się spadki na podobnym poziomie względem roku 2018, gdzie wydatki na reklamę w magazynach stopnieją o około -9,7%, a na dzienniki nawet o -10,2%.

Prognoza dla globalnego rynku reklamowego

Ostatnia dekada to dla rynku reklamowego czas intensywnego wzrostu. Dla dużych marek to przede wszystkim ciągła walka o udziały w rynku i zainteresowanie konsumentów przez szeroko zasięgowe kampanie wizerunkowe, dla mniejszych coraz popularniejsze inwestycje, głównie na platformach digitalowych.

Choć od 2010 roku wydatki na reklamę konsekwentnie rosły średnio o 5,1% rocznie, to w odniesieniu do wielkości widowni komercyjnej obserwujemy tendencję odwrotną. Swoich odbiorców jako pierwsza zaczęła tracić prasa. W tej chwili spadek widowni komercyjnej dotyczy także telewizji, której odbiorcy odwracają się w kierunku platform wideo, takich jak Netflix, Amazon Prime Video, HBO czy Disney+. Coraz trudniej dotrzeć do odbiorców także w digitalu, gdzie główną barierą są adblockery. Zgodnie z prawami ekonomii, rosnący popyt i spadająca podaż gwałtownie zwiększają ceny. Według badań przeprowadzonych przez agencję Zenith, liczba odbiorców reklam od 2010 roku zmniejszyła się średnio o 1,3% rocznie, a inflacja w mediach wynosiła co roku średnio 6,5%.

„Czasy, kiedy mogliśmy znaleźć odbiorców w jednym miejscu już dawno minęły. Jednak dzięki technologii możemy docierać do konsumentów bez względu na to, gdzie się znajdują, w trybie online czy offline” – komentuje Anna Bartoszewska, General Manager Zenith.

Wpływ wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami na globalny rynek reklamowy

Nadchodzący rok będzie obfitował w wydarzenia światowej rangi, które odbywają się raz na cztery lata i masowo przyciągają reklamodawców. Według estymacji agencji Zenith, Letnie Igrzyska Olimpijskie, UEFA Euro 2020 i amerykańskie wybory prezydenckie mogą przyczynić się do globalnego wzrostu inwestycji reklamowych o 7,5 mld USD. Prognozowany wzrost o 4,3% wydatków na reklamę w przyszłym roku jest jednak niewiele wyższy niż wynik szacowany na 2019 (4,2%). W normalnych okolicznościach dynamika wydatków w 2020 byłaby znacznie wyższa niż tegoroczne tempo wzrostu, jednak spór pomiędzy największymi rynkami reklamy, czyli Stanami Zjednoczonymi a Chinami, zaburza sytuację gospodarczą na całym świecie. Wynikająca z tego niepewność wśród reklamodawców, którzy są bardziej ostrożni w budżetowaniu, co kosztowało globalny rynek reklamowy 1,1 punktu proc.

„Skutek napięć geopolitycznych, pojawiających się w nadchodzącym roku, osłabi pozytywny wpływ wydarzeń sportowych na budżety reklamowe. Dopiero, gdy wojna handlowa zostanie rozstrzygnięta, możemy liczyć na większy wzrost ogólnej kwoty wydatków, nawet w roku bez cyklicznych wydarzeń sportowych” – dodaje Anna Bartoszewska, General Manager Zenith.

Indie umacniają swoją pozycję

Pomimo sporu handlowego, USA i Chiny nadal są na czele pod względem globalnego wzrostu nakładów reklamowych. Przewiduje się, że rynek reklam w Stanach Zjednoczonych między 2019 a 2022 wzrośnie o 39,1 mld USD, natomiast w Chinach o 10,3 mld USD. Razem będą odpowiedzialne za 56% całej dynamiki wydatków na reklamę w ciągu najbliższych trzech lat. Nic jednak nie trwa wiecznie i także Chiny tracą swoją przewagę na korzyść USA. Po latach bycia gospodarką szybko rozwijającą się, Chiny przechodzą w gospodarkę rozwiniętą, kierowaną przez konsumentów, a rynek reklam staje się bardziej podobny do tych zachodnich. Prognozuje się, że chińskie wydatki na reklamę wzrosną o 4,1% w 2020 r., w porównaniu do 4,8% w Stanach Zjednoczonych.

Na trzecim miejscu plasują się Indie, których wydatki reklamowe powiększą się o 4,3 mld USD między 2019 a 2022 rokiem, przy prognozie wzrostu na poziomie 12,4% w 2020, 12,9% w 2021 i 12,6% w 2022 roku. Indyjski rynek reklam ma duży potencjał do długoterminowego wzrostu, wynosząc zaledwie 0,3% PKB w roku obecnym w porównaniu z 0,6% w Chinach i 0,7% w całym świecie. Zenith prognozuje, że utrzymując takie tempo rozwoju, do połowy lat dwudziestych, Indie wyprzedzą Chiny, stając się głównym źródłem wzrostu wydatków reklamowych w regionie Azji i Pacyfiku, a tym samym obejmą drugie miejsce na świecie.

Wideo online i social media utrzymują stabilne tempo wzrostu

Wideo online i media społecznościowe pozostaną najszybciej rozwijającymi się kanałami reklamowymi w latach 2019-2022, rosnąc średnio o 16,6% i 13,8% rocznie, głównie dzięki ciągłemu wzrostowi konsumpcji na smartfonach. Kino obejmie trzecie miejsce z wynikiem 11,5% rocznego wzrostu, ale nadal będzie stanowiło jedynie 0,9% globalnych wydatków reklamowych w 2022 roku.

Telewizja natomiast w ciągu najbliższych trzech lat zatrzyma się, ponieważ inflacja cenowa zrównoważy spadek globalnej widowni komercyjnej. Ceny drukowanych gazet i czasopism wciąż będą rosły, ale nie na tyle szybko, aby zrekompensować stały spadek odbiorców. W związku z tym, do 2022 roku wydatki na gazety zaczną zmniejszać się o 4,5% rocznie, a na czasopisma o 8,1%.

Rynek samochodów używanych – aktualna sytuacja i prognozy na 2020 rok

W 2019 roku odnotowano znaczący wzrost sprzedaży samochodów używanych przy jednoczesnym spowolnieniu w sprzedaży nowych aut. Skąd te nagłe ruchy w branży motoryzacyjnej? Czy trend ten utrzyma się również w nadchodzącym, 2020 roku? Na te pytania odpowiada Jacek Fijołek, twórca CarForFriend.pl.

Rynek samochodów używanych to dla polskich kierowców źródło pozyskania dobrego auta w przystępnej cenie. Oprócz standardowego zakupu w komisie, nabywcy coraz częściej kierują swoją uwagę także w stronę sklepów i portali internetowych, umożliwiających pozyskiwanie samochodów on-line dopasowanych do ich aktualnych potrzeb. Dzięki zwiększającej się popularności handlu internetowego oraz globalnym czynnikom takim jak nowe regulacje prawne, sytuacja gospodarcza czy rosnący postęp technologiczny, w ostatnim czasie zaobserwowano dynamiczne zmiany zachodzące na rynku pojazdów używanych. Jak zatem wyglądała sytuacja tego sektora w 2019 roku?

Większy portfel i droższe, ale nie nowe auto

Na przestrzeni ostatnich lat widoczny jest wzrost sprzedaży używanych aut sprowadzanych z zagranicy. Jak mówi Jacek Fijołek, twórca CarForFriend.pl, w tym roku na nasz rynek trafiło około miliona tego typu aut. Są one w głównej mierze nabywane przez Polaków do celów prywatnych: „Sprzedaż nowych modeli aut zaczyna spadać z powodu znaczących podwyżek cen, na które wpływają ograniczenia w produkcji pojazdów z silnikami spalinowymi oraz kosztowne dla producentów inwestycje w hybrydy oraz auta elektryczne. W konsekwencji wzrostu tych cen, coraz częściej  kupowane są pojazdy używane, w głównej mierze sprowadzane z zagranicy. Nawet dealerzy nowych aut otwierają u siebie działy sprzedaży pojazdów używanych, aby utrzymać się na rynku, a producenci coraz chętniej stawiają na sprzedaż on-line. Według danych CarForFriend.pl, w tym roku przeważały modele ze średniej klasy rynkowej takich marek jak Ford, Volkswagen, Audi, Opel, Toyota, Nissan czy koreańskie KIA lub Hyundai – odsetek ich sprzedaży wyniósł około 60-70%”.

Jacek Fijołek z Carforfriend.pl zauważa również, iż pomimo spadku sprzedaży nowych modeli samochodów, polscy kierowcy nie oszczędzali przy zakupie… używanych aut: „Warto zaznaczyć, że w tym roku nabywcy sięgali chętniej po SUV’y, niż po modele kombi. Można powiązać to z faktem, iż nasze społeczeństwo się bogaci, a to zjawisko widoczne jest szczególnie w wydawanych przez nabywców sumach na „nowe” używane samochody – dwa czy trzy lata temu tego typu auta były sprzedawane w kwocie na poziomie 20 tys. złotych, a aktualnie kwota ta wynosi ponad 30 tysięcy złotych”.

Chęć wydawania większych sum pieniędzy przez polskich nabywców zauważalna jest również w przypadku wyboru wyposażenia pożądanych aut: „W tym roku klienci bardzo chętnie sięgali także po nowinki technologiczne dotyczące wyposażenia. Jednakże jako firma zajmująca się doradztwem i sprzedażą używanych aut staramy się odwodzić kierowców od takiego szalonego inwestowania w różnego rodzaju nowinki. Nasza postawa wynika z tego, iż niektóre marki bardzo często starają się „skusić” swoich klientów atrakcyjniejszym wyglądem plastików, idą w kierunku chromów lub dodają do samochodu dodatki takie jak otwierane/zamykane dachy czy składane lusterka. Choć część z tych funkcji jest użyteczna, znakomity odsetek tych „ekstra gadżetów” okazuje się być nietrafioną, dość kosztowną inwestycją, która po kilku latach jest bezużyteczna i przestarzała – z racji dynamicznego rozwoju nowoczesnej technologii”.

Profil tegorocznego nabywcy

Kim jest statystyczna osoba kupująca w 2019 roku samochód używany? Jak podkreśla twórca CarForFriend.pl, klientami decydującymi się na zakup czy leasing oferowanych przez firmę aut w 2019 roku byli głównie przedstawiciele klasy średniej: „Według naszych danych, głównymi nabywcami samochodów w tym roku byli między innymi menedżerowie średniego szczebla, pracownicy administracji, lekarze lub osoby pałające się wolnymi zawodami. Co więcej, z racji wysokiej dbałości o legalność i rzetelność transakcji, zaopatrywali się u nas także prawnicy.” Jacek Fijołek wyjaśnia także, że klienci chętnie korzystali z doradztwa, które stanowi pomoc w przypadku braku czasu na odpowiednie i rzetelne poszukiwania konkretnego pojazdu: „Etap poszukiwań stanowi jedną z najbardziej problematycznych części procesu nabywania pojazdu. Na rynku dostępne są tysiące modeli aut, odznaczających się różnorodną specyfiką, co może być dla wielu osób dość dezorientujące. W takim wypadku  odpowiedzią na to jest fachowe doradztwo w wyborze samochodu na każdym etapie procesu zakupowego – od pomysłu po realną decyzję.”

Co dalej?

W jakim kierunku będzie zmierzał rynek samochodów używanych w 2020 roku? Według twórcy sklepu internetowego CarForFriend.pl, z pewnością najbardziej pożądanymi samochodami przez polskich kierowców nadal będą SUV’y, ale także hybrydy i auta elektryczne: „W przyszłym roku sprzedaż aut hybrydowych i elektrycznych z pewnością pójdzie w górę – z racji ograniczenia lub całkowitego zniesienia na nie akcyzy. Aktualnie ich odsetek sprzedaży stanowi 5%, a prognozy na 2020 rok przewidują jego zwiększenie do 15 – 20%.” Oprócz tego, zwiększy się także sprzedaż samochodów używanych w kanale internetowym – „Patrząc na statystyki CarForFriend.pl, w tym roku aż dwukrotnie powiększyła się liczba klientów, którzy zdecydowali się na zakup pojazdu za pomocą znanej nam wszystkim formuły „sklepu internetowego”. Choć w skali globalnej nadal samochody częściej nabywane są w komisie, to patrząc na wyjątkowo dynamiczny rozwój handlu internetowego, możemy za jakiś czas być jedną z wiodących firm sprzedających samochody używane w Polsce.”

A co jeszcze przyniesie nam rok 2020 w branży motoryzacyjnej? Jacek Fijołek zwraca również uwagę na pogłębiający się deficyt kadrowy dotyczący specjalistów zajmujących się naprawą najnowszej generacji samochodów hybrydowych – „Mówiąc o problemach, z którymi będzie musiał się zmierzyć rynek samochodów używanych w 2020 roku, muszę zwrócić szczególną uwagę na trudności w zapełnianiu etatów wykszatłconymi mechanikami i mechatronikami. Choć technologia stosowana w autach idzie bardzo do przodu, w Polsce brakuje ludzi, którzy by za nią nadążali i potrafili zaawansowane technologicznie auta w razie potrzeby naprawiać. W najbliższym czasie możemy się więc spodziewać, że kolejki do specjalistów w tej dziedzinie będą na pewno większe.”

Inwestorzy detaliczni pozytywnie oceniają wpływ krajowej interwencji na rynek CFD

Inwestorzy detaliczni pozytywnie oceniają wprowadzenie statusu klienta doświadczonego na rynku CFD w Polsce, wynika z Badania wpływu interwencji produktowej KNF na inwestorów przeprowadzonego w listopadzie br. przez Izbę Domów Maklerskich. W sierpniu br. Komisja Nadzoru Finansowego przychyliła się do postulatów Izby i wprowadziła w ramach krajowej interwencji status klienta doświadczonego, który umożliwił inwestowanie na rynku CFD z wykorzystaniem dźwigni 1:100, przy zachowaniu ochrony właściwej klientowi detalicznemu. Decyzja KNF ma zapobiec odpływowi klientów do zagranicznych firm nieregulowanych lub niepodlegających przepisom ESMA.

Inwestorzy detaliczni pozytywnie oceniają wpływ krajowej interwencji na rynek CFD

Inwestorzy detaliczni pozytywnie oceniają wpływ krajowej interwencji produktowej na rynek CFD w Polsce. W związku z wprowadzonym statusem klienta doświadczonego ok. 95% klientów nie planuje obecnie zmiany brokera i przeniesienia rachunku do podmiotu zarejestrowanego poza UE, podczas gdy wcześniej takie plany deklarowało ponad 2/3 ankietowanych inwestorów, mówi Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich ds. rynków OTC.

W sierpniu br. Komisja Nadzoru Finansowego przychyliła się do postulatów Izby i wprowadziła w ramach krajowej interwencji status klienta doświadczonego, który umożliwił inwestowanie na rynku CFD z wykorzystaniem dźwigni 1:100, przy zachowaniu ochrony właściwej klientowi detalicznemu.

INWESTORZY DETALICZNI POZYTYWNIE OCENIAJĄ WPŁYW KRAJOWEJ INTERWENCJI NA RYNEK CFD
Jak oceniasz wprowadzony status klienta doświadczonego oraz możliwości inwestowania z większą dźwignią finansową

W listopadzie br. IDM przeprowadziła ankietę wśród klientów krajowych domów maklerskich, inwestorów detalicznych na rynku CFD. Wyniki ankiety potwierdzają, że inwestorzy pozytywnie oceniają wpływ interwencji krajowej na ich możliwości inwestowania. 95% oceniło pozytywnie wprowadzony przez KNF status klienta doświadczonego. 65% klientów wskazało również, że rozważali w sierpniu 2018 r. – po obniżeniu dźwigni przez ESMA – zmianę brokera na podmiot niezarejestrowany w UE. Ankietowani inwestorzy potwierdzają, że w wypadku zmniejszenia dźwigni w przyszłości ponownie rozważą przeniesienie rachunku do brokera poza UE (80% ankietowanych).

Według badań Izby przeprowadzonych wraz ze środowiskami inwestorów w 2018 r., połowa aktywnych i doświadczonych krajowych traderów, po wprowadzeniu interwencji produktowej ESMA, zdecydowała o przeniesieniu swojego rachunku maklerskiego do kraju spoza UE. Z krajowego rynku uciekali najbardziej aktywni klienci – inwestorzy doświadczeni, akceptujący wysokie ryzyko i chcący świadomie skorzystać z wysokiej dźwigni. Negatywne konsekwencje interwencji produktowej były w Polsce odczuwane również poprzez znaczący spadek obrotów krajowych firm inwestycyjnych. Członkowie IDM raportowali do UKNF, że obroty na instrumentach CFD spadły średnio o 50% w pierwszych miesiącach obowiązywania interwencji.

Inwestorzy detaliczni potwierdzają, że status klienta doświadczonego nie pogorszył ich wyników inwestycyjnych, 42% wskazuje na poprawę wyników, a 54% mówi o neutralnym wpływie na wyniki  

Rozwiązania wprowadzone interwencją krajową na rynku CFD odpowiadają potrzebom inwestorów detalicznych i wyzwaniom rodzimej branży maklerskiej. Z jednej strony zwiększają bezpieczeństwo klientów i ich zaufanie do krajowych domów maklerskich pod nadzorem KNF, równocześnie poprawiając konkurencyjność krajowej branży domów maklerskich, mówi Marek Wołos z Izby Domów Maklerskich.

96% ankietowanych inwestorów potwierdza, że status klienta doświadczonego i wyższa dźwignia nie pogorszyła wyników z inwestycji. 54% ankietowanych klientów potwierdziła, że wyniki nie pogorszyły się a 42% wskazuje na poprawę wyników z inwestycji.

Propozycje na świąteczny prezent dla szefowej

Gorączka świątecznych zakupów sprzyja dokonywaniu nieprzemyślanych decyzji. Co więc zrobić, aby nasz wybór był zadowalający dla obdarowanej osoby?

O to przecież właśnie chodzi, żeby osoba dostająca prezent pomyślała “dokładnie to właśnie było mi potrzebne!”. Dlatego z pewnością trudniej jest wybrać prezent dla osoby, którą mniej znamy. Prezent dla szefowej to nie lada wyzwanie. To, jaki prezent ucieszy Twoją szefową, zależy od jej charakteru, ale nie tylko.

Co jeżeli potrzebujemy prezentu dla Pani Prezes?

Od razu na myśl przychodzi nam szyk i elegancja, które to cechy są nieodzownie związane z osobą na wysokim stanowisku, zwłaszcza płci żeńskiej. Z pewnością doskonałym prezentem w takiej sytuacji będzie chociażby klasyczna skórzana aktówka, która niezmiennie kojarzy się z perfekcjonizmem i pracowitością. Podarowanie jej Pani prezes na pewno będzie na miejscu. Ponadto jest to prezent bardzo praktyczny, a w dzisiejszych czasach wszechobecnego konsumpcjonizmu to właśnie takie podarunki święcą triumfy.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale idealny prezent już tak!

Każda firma powinna zadbać o swoich pracowników i docenić ich wkład w pracę. Toteż doskonałym prezentem na różnego rodzaju okazje może być galanteria skórzana. Poza aktówką, świetnym podarunkiem może być chociażby klasyczny portfel skórzany. Ponadczasowość takiego prezentu z pewnością zostanie odpowiednio wynagrodzona.

Dawanie prezentu w pracy wiąże się z dobrym taktem i zapewne tak też zostaniemy odebrani przez ofiarowanego. Niejednokrotnie problem może nam sprawić wybór prezentu dla szefowej. Oprócz typowo praktycznego podarunku, jakim jest aktówka lub elegancki portfel proponujemy zakup na przykład biletu na koncert.

TOP 3 prezentów dla zabieganej i przedsiębiorczej bizneswoman

Skórzany portfel

kochmanski-portfel-damski

Elegancki skórzany portfel to idealny pomysł na praktyczny prezent. Dobrej jakości portfel przyda się każdemu.

Torebka klasyczna lub aktówka

aktowka

Torebka to nieodłączny element damskiej garderoby. Klasyczne torebki są zawsze w modzie.

Bilet na koncert, lub do teatru

Jeżeli dobrze znamy osobę, którą chcemy obdarować to z pewnością będziemy wiedzieli na jaki koncert chętnie by poszła.

Taki spersonalizowany podarunek może sprawić ogromną przyjemność. Każdy lubi przecież być odpowiednio doceniony.

Wybór odpowiedniego prezentu nie jest prostym zadaniem. Jeśli jednak dobrze się do tego przygotujemy i poznamy potrzeby osoby, którą chcemy obdarować, to na pewno będzie nam znacznie łatwiej.

Towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych (TUW-y): jak konkurują z gigantami na rynku ubezpieczeń?

Towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych (TUW-y) już od lat funkcjonują na polskim rynku ubezpieczeń. Sprawdzamy, jak wygląda ich działalność na tle znacznie większych ubezpieczycieli.

Skrót „TUW” jest na pewno dobrze rozpoznawany przez część klientów rodzimych ubezpieczycieli. Wiele osób nie zdaje sobie jednak sprawy, że za tym skrótem kryje się zupełnie odmienna filozofia działania na rynku ubezpieczeniowym.

Towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych (w przeciwieństwie do spółek akcyjnych) nie sprzedają polis w celu osiągnięcia jak najwyższego zysku dla „zewnętrznych” właścicieli. Podstawową misją tych instytucji jest oferowanie jak najlepszych warunków ubezpieczeń wzajemnych dla swoich członków.

Skala działania TUW-ów (jak np. TUZ TUW) wygląda bardzo skromnie na tle ubezpieczeniowych spółek akcyjnych. Tym niemniej, eksperci Ubea.pl postanowili przyjrzeć się wynikom finansowym tych ciekawych instytucji w 2017 roku, 2018 roku oraz pierwszej połowie bieżącego roku.

Ogromna przepaść między spółkami oraz TUW-ami
Analizując zmiany kondycji TUW-ów, warto mieć zawsze świadomość, że wyniki tych instytucji nie mają bardzo dużego wpływu na całą polską branżę ubezpieczeniową. Taki wniosek potwierdzają dane Komisji Nadzoru Finansowego, które eksperci porównywarki Ubea.pl zaprezentowali
w poniższej tabeli.

„Wspomniane zestawienie przedstawia porównanie ubiegłorocznych wyników finansowych ubezpieczycieli działających w formie spółek akcyjnych oraz TUW-ów” – wyjaśnia Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

W 2018 r. TUW-y wykazały łączną składkę na poziomie około 1 mld zł (m.in. po odliczeniu udziału reasekuratorów). W tym samym czasie wynik ubezpieczeniowych spółek akcyjnych był ponad pięćdziesiąt razy większy. Spore wrażenie robi także różnica w wielkości aktywów / sumy bilansowej spółek akcyjnych (ok. 188 mld zł pod koniec 2018 r.) oraz towarzystw ubezpieczeń wzajemnych (ok. 5 mld zł pod koniec 2018 r.).

„Jeszcze bardziej sugestywna jest relacja zysku netto, które osiągnęły TUW-y (91 mln zł w 2018 r.) oraz spółki akcyjne oferujące ubezpieczenia (ok. 6,6 mld zł w 2018 r.)” – wylicza Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Poniższa tabela przedstawia jeszcze jeden ciekawy wskaźnik, czyli rentowność aktywów (ROA). Jest to relacja pomiędzy zyskiem netto oraz wielkością aktywów / sumy bilansowej. Ubezpieczeniowe spółki akcyjne w 2018 r. osiągnęły niemal dwa razy wyższy poziom wskaźnika ROA (3,5%) niż towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych (1,8%).

„Taki wynik świadczy o większej efektywności działania ubezpieczeniowych spółek akcyjnych” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
TUW-y jak konkurują z gigantami na rynku ubezpieczeń

Ostani rok lepszy dla branży ubezpieczeń wzajemnych

Wyniki TUW-ów w powyższej tabeli nie wyglądają zbyt imponująco. Warto jednak docenić, że te instytucje, mimo przytłaczającej przewagi konkurentów, zdołały poprawić swoje wyniki finansowe. Świadczy o tym między innymi zmiana wyniku technicznego towarzystw ubezpieczeń wzajemnych:

  • 2017 r. – 1,2 mln zł
  • 2018 r. – 67,9 mln zł
  • I poł. 2019 r. – 21,6 mln zł

Jeszcze lepiej dla TUW-ów przedstawia się skumulowany zysk netto wszystkich takich instytucji. W ostatnim czasie zmieniał się on następująco:

  • 2017 r. – 31,2 mln zł
  • 2018 r. – 91,2 mln zł
  • I poł. 2019 r. – 55,6 mln zł

Można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych zakończą 2019 r. z zyskiem netto większym niż 12 miesięcy oraz 24 miesiące wcześniej.

TUW-y na pewno nie stanowią dużego zagrożenia konkurencyjnego dla wiodących ubezpieczycieli. Trudno jest im walczyć z większymi konkurentami miedzy innymi pod względem marketingowym. Nie oznacza to jednak, że ich obecność na rynku jest zbyteczna.

Praktyka pokazuje bowiem, że dla części osób szukających polisy oferta TUW-ów jest lepsza od propozycji znacznie większych konkurentów” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Zasłona dymna

EUR/USD jest zamrożony w jednocentowym korytarzu, USD/JPY nie przejawia oznak zmiany nastawienia do ryzyka. Funt czeka na wybory, choć są już pierwsi chętni do dyskontowania wygranej BoJo. Rządzący w USA zdają się przerzucić wysiłek na finalizację USMCA, co na chwilę odsuwa na bok rozmowy z Chinami. Tylko że termin wprowadzenia nowych ceł się zbliża.

Znowu czekamy. Sporo może się wydarzyć w tym tygodniu, co może stać się podstawą do silnych ruchów cen, ale póki nie wiadomo, co konkretnie i kiedy, inwestorzy preferują siedzieć w miejscu. W efekcie zmienność zanika i nie jest to domena tego tygodnia, ale ostatnich kilku miesięcy. Paraliż bierze się z niepewności, jak i czy w ogóle zakończy się wojna handlowa USA i Chin. Mamy obiecaną umowę Pierwszej Fazy, ale do jej podpisania jeszcze nie doszło, a zatem równie dobrze może jej nigdy nie być. Stąd też trudno jest euforycznie dyskontować postępy w negocjacjach, ale też i popadać w panikę. Jeśli inwestorzy zaczęliby wyceniać recesyjny scenariusz ostrej wojny handlowej, mogłoby się to nie spodobać prezydentowi Trumpowi, który przed przyszłorocznymi wyborami potrzebuje dowodów silnej gospodarki i silnego Wall Street. Jest prawdopodobne, że w takim przypadku nagle znalazłaby się chęć do porozumienia. Alternatywnie, jeśli rynki by od razu chciały dyskontować szczęśliwe zakończenie negocjacji, Trump mógłby uznać, że szybujące indeksy giełdowe dają mu margines bezpieczeństwa, by realizować ostrzejszą politykę wobec Chin. W obu przypadkach rynek czeka ruch wahadłowy. Inwestorzy są świadomi tych przeciwstawnych scenariuszy, w których oni są stroną inicjującą. Widzą też, że wartość oczekiwana sprowadza ich do punktu wyjścia. Zatem konieczne jest wykonanie pierwszego ruchu przez negocjatorów, inaczej wyprzedzający trading nie ma sensu.

Od strony FX powód do zastoju jest podwójny. Brak postępów w rozmowach handlowych paraliżuje decyzje banków centralnych. Oczekiwania stabilizacji polityki monetarnej w przewidywalnej przyszłości oznacza brak podstaw do rewizji wyceny wartość walut. Nawet imponujące niespodzianki w danych makro tracą na znaczeniu, jeśli nie będą prowadzić do zmian w polityce monetarnej. Dlatego też w tym tygodniu to nie posiedzenia Fed i EBC są najważniejsze, ale decyzje polityczne: wojna handlowa, wybory w Wielkiej Brytanii.
Nadal panuje cisza w oficjalnych kanałach odnośnie tego, czy USA wprowadzą zaplanowane na 15 grudnia cła na import niektórych towarów z Chin. Im bliżej będziemy weekendu bez informacji o odroczeniu ceł, tym większe będzie przekonanie (i rozczarowanie) inwestorów, że nowe opłaty zostaną nałożone. Pewną sugestią, co nas czeka, jest przyspieszenie prac Kongresu nad finalną ratyfikacją umowy handlowej USA, Meksyku i Kanady (USMCA). Może to oznaczać, że Biały Dom będzie gotowy obwieścić sukces USMCA, zamiast walczyć o szybki finisz rozmów z Chinami, jak również USMCA może być próbą przykrycia negatywnego wydźwięku wprowadzenia chińskich ceł. Obawiam się jednak, że rynki mogą się nie dać nabrać na tą zasłonę dymną.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zapotrzebowanie na nowych pracowników najmniejsze od dwóch lat

W pierwszym kwartale nowego roku 6% polskich pracodawców będzie poszukiwać nowych pracowników, podczas gdy 3% planuje redukować zespoły – wynika z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup na temat prognoz rekrutacyjnych firm. Najłatwiej o nową pracę będzie w budownictwie, produkcji przemysłowej oraz w energetyce, gazownictwie i wodociągach. Najtrudniej w restauracjach i hotelach. Szanse na znalezienie nowej pracy będą najmniejsze od dwóch lat.

Według raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” od stycznia do marca 2020 roku 6% polskich firm planuje rekrutować nowych pracowników, 3% prognozuje redukcje etatów, 86% nie przewiduje zmian, a 5% nie zna planów personalnych na najbliższe miesiące. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, czyli różnica między pracodawcami planującymi wzrost i spadek zatrudnienia wynosi +7%. To wynik niższy o 2 punkty procentowe w stosunku do poprzedniego kwartału oraz o 5 punktów procentowych w porównaniu do pierwszego kwartału minionego roku.

Iwona Janas ManpowerGroup
Iwona Janas – ManpowerGroup

– Choć na tle ostatnich dwóch lat najnowsze plany rekrutacyjne firm nie wyglądają tak optymistycznie, to pracownicy nie powinni obawiać się o utratę posady. Mimo że przedsiębiorstw, które będą powiększać swoje zespoły, jest mniej niż przed rokiem, to jednocześnie mniej firm chce też redukować liczbę pracowników. Znacznie wzrósł natomiast odsetek organizacji, które chcą zachować obecną liczbę zatrudnionych. Takie dane to zapowiedź stabilizacji rynku pracy nad Wisłą – wyjaśnia Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce. – Pracownicy, którzy myślą o zmianie zawodowej powinni uzbroić się w cierpliwość, ponieważ w związku z mniejszą liczbą ofert zatrudnienia, proces poszukiwania i zmiany pracy może się wydłużyć. Po bardzo intensywnych poszukiwaniach pracowników, wiele firm zapełniło wreszcie swoje wakaty, a w najbliższych miesiącach czeka ich mniejsza rywalizacja o kadry. Zmianę może przynieść otwarcie niemieckich granic dla pracowników spoza Unii i migracja przedstawicieli Ukrainy za naszą zachodnią granicę – dodaje Iwona Janas.

Branża budowlana i produkcja przemysłowa najsilniejsze na polskim rynku pracy

W ramach raportu przeanalizowano prognozy zatrudnienia przedsiębiorstw z 10 sektorów rynku. Najlepsze perspektywy czekają na osoby poszukujące pracy w branży budowlanej, ponieważ tam najwięcej firm będzie poszukiwać nowych pracowników (prognoza wynosi +16%). Ze znalezieniem nowego zatrudnienia nie powinny mieć trudności osoby zainteresowane pracą w produkcji przemysłowej (+11%). Mniejsze szanse na zmianę pracy czekają na kandydatów w energetyce, gazownictwie i wodociągach (+8%), w handlu (+7%), a także w transporcie, logistyce, komunikacji (+7%). Najmniej ofert pracy będzie w restauracjach i hotelach (+2%) oraz w rolnictwie, leśnictwie i rybołówstwie (+4%).

Biorąc pod uwagę dane sprzed roku, to plany rekrutacyjne są mniej optymistyczne w 8 z 10 branż. Perspektywy znalezienia nowej pracy pogorszyły się najbardziej w transporcie, logistyce i komunikacji (prognoza jest teraz niższa o 11 pp.), w produkcji przemysłowej (10 pp.) a także w kopalniach i przemyśle wydobywczym (8 pp.). Z kolei zmiana na plus czeka na kandydatów w energetyce, gazownictwie i wodociągach (prognoza wyższa o 6 pp.) oraz w budownictwie (1 pp.).

W ujęciu kwartalnym prognozy pogorszyły się w 7 z 10 sektorów. Największa zmiana widoczna jest dla kopalni i przemysłu wydobywczego, gdzie plany rekrutacyjne firm pogorszyły się o 5 punktów procentowych. W produkcji przemysłowej oraz w energetyce, gazownictwie i wodociągach prognoza jest niższa o 4 punkty procentowe. Lepsze niż w ubiegłym kwartale perspektywy znalezienia nowej pracy czekają na osoby zainteresowanie zatrudnieniem w budownictwie (prognoza wyższa o 3 pp.), w rolnictwie, leśnictwie, rybołówstwie (2 pp.) i finansach oraz usługach dla biznesu (2 pp.).

Polska niżej w rankingu europejskim

„Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” uwzględnia również prognozy zatrudnienia dla 26 rynków regionu EMEA (Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki). W pierwszym kwartale 2020 roku o nową pracę będzie najłatwiej w Grecji (prognoza +25%) i w Rumunii (+14%). Polska z wynikiem +7% znajduje się na ósmym miejscu, ex aequo z Bułgarią, Francją i Słowenią. Rok temu polski rynek był piąty a w poprzednim kwartale szósty w regionie. Pracodawcy w Wielkiej Brytanii wskazują prognozę najniższą od ponad 7 lat (+2%) a w Niemczech od ponad trzech (+4%). Najmniejszych szans na zmianę pracy mogą oczekiwać mieszkańcy Włoch i Hiszpanii, gdzie prognoza wynosi +1%.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od ponad 55 lat, aktualnie wśród 58 000 pracodawców w 43 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla I kwartału 2020 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych od 16 do 29 października 2019 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od II kwartału 2008 r. Badanie jest przeprowadzane na reprezentatywnej grupie co najmniej 750 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Branża fashion – wybory zakupowe mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej

Branża fashion jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się sektorów współczesnej gospodarki. Dział modowy umacnia się nie tylko pod względem wielkości czy wartości, ale także perspektyw. Zmienia się również sposób ubierania Europejczyków. Jednak pomimo tego, że dzisiejsza moda jest uniwersalna, to wybory konsumenckie w wielu krajach wciąż bardzo się różnią.

Uwarunkowania geograficzne czy przyzwyczajenia kulturowe to tylko niektóre czynniki, które mają  wpływ na wybory zakupowe dokonywane przez przedstawicieli danych nacji. Tak duża rozbieżność w przyzwyczajeniach jest ogromnym wyzwaniem szczególnie dla e-commerców. Zazwyczaj oferty tworzone przez dany podmiot obowiązują na wszystkich rynkach, gdzie funkcjonuje sklep, dlatego jej ustalenie powinno być na tyle powszechne, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie – mówi Katarzyna Kaczmarczyk, International Marketing Manager w ANSWEAR.com.

Coraz większa popularność marek premium

Marki premium, czyli te, które wyróżniają się wysoką jakością zyskują coraz szersze grono zwolenników zwłaszcza wśród Rumunów oraz Bułgarów. To właśnie te nacje są gotowe przeznaczyć znacznie wyższe kwoty, aby nabyć ubrania znanych marek np. Calvin Klein czy Guess Jeans. Warto podkreślić, że dla tych narodowości istotna jest również wielkość logo na ubraniu ─ im większe, tym lepiej.

Produkty marek premium charakteryzują się także wyższą ceną, dlatego cieszą się one bardzo dużą popularnością w czasie okazjonalnych oraz sezonowych wyprzedaży. Podczas Black Friday, w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (w Polsce, Słowacji, Czechach, na Ukrainie, Węgrzech, w Rumunii oraz Bułgarii) najczęściej kupowano produkty takich marek jak Tommy Hilfiger, Calvin Klein, Tommy Jeans, Guess Jeans, czy Levi’s. Jednak Bułgarzy najczęściej wybierali produkty Pepe Jeans oraz Marc O’Polo, co ciekawe, znacznie bardziej niż inni gustują oni w czarnych elementach garderoby, wynika z danych ANSWEAR.com.

Poza brandami premium coraz częściej do koszyków „wkładane” są produkty marek własnych ─ te wyprodukowane przez ANSWEAR znalazły się w czołówce najchętniej kupowanych podczas zakupowego święta.

Jakie produkty wybierają?

Rynek odzieżowy jest mocno zróżnicowany również pod względem rodzaju kupowanych produktów. Styl glamour preferują mieszkańcy Ukrainy, jednak lubują się oni w ubraniach zakupionych w sieciówkach, w przeciwieństwie do Rumunów czy Bułgarów, dla których liczy się elegancja i wysoka jakość. Nasi południowi sąsiedzi tzn. Czesi i Słowacy, podobnie jak Polacy, wybierają wygodne i codzienne elementy. Zwłaszcza czescy klienci preferują sportowy styl ubierania ze względu na aktywny tryb życia. Również dla nich liczy się to, aby zakupiona odzież była ekologiczna, a skład przyjazny środowisku.

Zamiłowanie do promocji

Prócz konkretnych artykułów, dane państwa różnią się także sposobem i czasem dokonywania zakupów. Jednak łączy je jeden element, czyli zamiłowanie do promocji. Mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej, podobnie jak większość Europejczyków, wolą poczekać do sezonowych obniżek, aby zaoszczędzić. Tendencję tę możemy zaobserwować w aktywności danych nacji podczas Black Friday. Z roku na rok liczba zamówień bije kolejne rekordy. Według danych ANSWEAR.com liczba zamówień w 2018 do 2017 roku na Ukrainie wzrosła o 144 proc. natomiast na Węgrzech o 135 proc. Najmniejszy wzrost został odnotowany w Rumunii – 82 proc. oraz Słowacji – 89 proc.

Liczby potwierdzają tezę, że każda z narodowości lubuje się w innym sposobie dokonywania zakupów, np. Bułgarzy preferują spontaniczne zakupy podczas promocji, natomiast Węgrzy wolą przemyśleć decyzję o zakupie, a obniżki nie przesądzają o zakupie.

Autor/Źródło: Answear.com

Potrzeba pilnych zmian w prawie pogrzebowym

Polskie prawo pogrzebowe pozostaje w niemalże niezmienionej formie jeszcze od lat przedwojennych. Pewne zmiany zachodziły na początku lat 30., później drobne poprawki wprowadzono w połowie ubiegłego wieku, a ostatnie w latach 70. Nie trudno się domyślić, że nie gwarantują one – zwłaszcza obecnie – właściwego funkcjonowania całej branży pogrzebowej. Uregulowanie prawa jest więc dziś szczególnie ważne. W obecnych, przestarzałych już przepisach brakuje wielu kwestii, które pojawiły się w branży na przestrzeni lat. Tym samym na rynku świadczone są usługi nieuregulowane prawnie w odpowiedni sposób. Dotyczy to także samego zawodu przedsiębiorcy pogrzebowego.

– Zmiany te mają duże znaczenie dla funkcjonowania całej branży. Istotne jest uregulowanie zawodu przedsiębiorcy pogrzebowego, tak aby został wpisany do rejestru – powiedział serwisowi eNewsroom Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. – Przed drugą wojną światową był on zawodem zaufania publicznego. Stanowiło to o roli, jaką pełnili jego przedstawiciele dla rodzin i bliskich zmarłych osób. Dzisiaj pojawiają się nowe zagadnienia – jak kremacje, spopielanie, czy balsamacja zwłok. Tymczasem kwestie te nie są w ogóle podejmowanie w obowiązującej ustawie. Do tego zwiększa się konieczność walki z szarą strefą w sektorze, z którą przedsiębiorcy pogrzebowi mają już duże problemy. Należy obrać nową drogę zmian w tym obszarze i wypracować odpowiednie rozwiązania – wskazał Czyżak.

Dane z amerykańskiego rynku pracy zaskoczyły pozytywnie, ale dolar skończył tydzień na minusie

Dolar amerykański ma za sobą ciężki okres. W ubiegłym tygodniu waluta Stanów Zjednoczonych osłabiła się w stosunku do głównych walut oraz polskiego złotego.

Zaskakująco dobre dane z amerykańskiego rynku pracy, opublikowane w miniony piątek w stosunkowo ograniczony sposób wsparły dolara. Słabe dane o produkcji przemysłowej w Niemczech nie sprzyjały natomiast euro. Walutą, która radziła sobie wyjątkowo dobrze był z kolei funt brytyjski. Wraz z odliczaniem ostatnich dni przed wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii Partia Konserwatywna utrzymuje średnio dwucyfrowe prowadzenie w ostatnich sondażach przedwyborczych. Największym umocnieniem wśród grupy walut emerging markets cieszyły się waluty Ameryki Łacińskiej. Samo peso chilijskie zdołało odrobić około połowę strat poniesionych od momentu rozpoczęcia zamieszek.

W bieżącym tygodniu uwaga rynku skupi się na polityce. Dla funta brytyjskiego kluczowy będzie oczywiście wynik czwartkowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Co więcej, w niedzielę 15 grudnia zbliża się termin wejścia w życie kolejnych amerykańskich ceł na chińskie towary. Spodziewamy się pewnej dozy “teatralności” z obu stron negocjacji w okolicy tego terminu, co powinno zakończyć się odłożeniem w czasie podwyżek ceł. To, w połączeniu z wysoce prawdopodobnym zwycięstwem Partii Konserwatywnej w wyborach w Wielkiej Brytanii oznacza, że nadciągający tydzień powinien być korzystny dla aktywów uznawanych za ryzykowne oraz szczególnie dla funta brytyjskiego. Podczas środowego spotkania Rezerwy Federalnej amerykańscy decydenci powinni potwierdzić zamierzenia dotyczące wstrzymania się z kolejnymi zmianami w polityce monetarnej w dającej się przewidzieć przyszłości. Z kolei czwartkowe spotkanie Europejskiego Banku Centralnego nie powinno przynieść żadnych informacji, które mogłyby się przyczynić do istotnego wzrostu zmienności na rynku.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego, w czym pomogły zmiany na głównej parze. Informacje z Polski nie były złe, jednak nie były też na tyle istotne, żeby rynek przywiązał do nich większą wagę. Ostatnie spotkanie RPP oczywiście nie przyniosło zmian stóp procentowych, a retoryka decydentów sugeruje, że nieprędko się to zmieni. Kalendarz ekonomiczny dla Polski na najbliższe dni jest niemal pusty. Złoty tym bardziej powinien więc reagować na informacje z zewnątrz, których nie zabraknie.

GBP

Dość nieoczekiwana rewizja w górę indeksów aktywności biznesowej PMI (które co prawda nadal znajdują się na dość niskich poziomach) nie przyciągnęła większej uwagi rynku, który skupiony jest obecnie na obserwacji przedwyborczych sondaży. Z niepewnością wypatrywano ryzyka kontynuacji wzrostu poparcia Partii Pracy. Obecnie zjawisko to, obserwowane na początku ubiegłego tygodnia zaczęło wygasać, a torysi nadal utrzymują w sondażach średnio dwucyfrową przewagę. Uważamy, że jeżeli wyniki wyborów potwierdzą te szacunki, należy spodziewać się aprecjacji funta brytyjskiego.

EUR

Na początku ubiegłego tygodnia ze strefy euro docierały dość pozytywne wieści w postaci rewizji w górę listopadowych indeksów PMI. Informacje o tym, że aktywność biznesowa, którą mierzą indeksy była nieco wyższa niż szacowano wstępnie pozwoliła nieco odsunąć na bok obawy o recesję we wspólnym bloku walutowym. Optymizm szybko jednak zgasł po piątkowym odczycie danych o produkcji przemysłowej w Niemczech, z którego wynikało, że trwa wyraźne kurczenie się niemieckiego sektora przetwórczego.

Nadchodzące, czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego nie powinno przynieść wielu nowych informacji, które mogłyby wpłynąć na rynek walutowy. Przewodnicząca Christine Lagarde w swojej retoryce najpewniej nadal będzie naciskać na rozluźnienie polityki fiskalnej w krajach wspólnego bloku walutowego, które mogą sobie na to pozwolić.

USD

Piątkowy, bardzo dobry raport z amerykańskiego rynku pracy zdecydowanie przyćmił kilka słabszych odczytów danych, które poznaliśmy wcześniej. Z raportu wynika, że tempo kreacji nowych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych nie hamuje, stopa bezrobocia schodzi w dół, a wzrost realnych wynagrodzeń utrzymuje się na dobrym poziomie. To dobre warunki dla rynku akcji, jak i ogółem dla aktywów uznawanych za ryzykowne.

W kontekście najbliższego posiedzenia FOMC, które odbędzie się w środę spodziewamy się jednoznacznego podtrzymania stanowiska zgodnie z którym bank centralny w najbliższej przyszłości wstrzyma się od dalszych zmian w polityce monetarnej. W związku z tym, że najpewniej nie dowiemy się niczego istotnego, czego już teraz nie wiemy, sądzimy, że spotkanie banku centralnego będzie miało ograniczony wpływ na rynek walutowy.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury