Do 2025 r. rynek wirtualnej rzeczywistości osiągnie wartość 50 mld zł. Na rynku pojawiają się coraz tańsze urządzenia VR

Do 2025 r. rynek wirtualnej rzeczywistości osiągnie wartość 50 mld zł. Na rynku pojawiają się coraz tańsze urządzenia VR 1

Do 2025 roku globalny rynek wirtualnej rzeczywistości ma osiągnąć wartość blisko 50 mld dolarów. Rok 2016 był przełomowym dla tego rynku. Sprzedano wówczas niemal 100 milionów urządzeń VR, chociaż 96 proc. z nich stanowiły kartonowe okulary Google Cardboard, które można kupić już za 10 zł. Na rynku pojawiają się coraz bardziej zaawansowane narzędzia, a ich ceny stopniowo spadają. Eksperci zauważają, że wkrótce każdy będzie mógł chodzić po ulicy w goglach do wirtualnej rzeczywistości.

– Jeżeli uda nam się spiąć cyfrową, realistyczną czy wiarygodną postać ze sztuczną inteligencją i będzie można wejść z nią w pełną interakcję, to jest szansa na to, że ludzie przekonają się do tego typu istot w świecie wirtualnym czy rozszerzonym na swoich goglach, w których będą chodzić po ulicy – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adrian Perdjon, członek zarządu firmy Virthu, producenta cyfrowych postaci i awatarów.

Według prognoz Digi-Capital, w roku 2021 wartość rynku wirtualnej rzeczywistości wyniesie 25 mld dolarów, zdaniem Research and Markets w roku 2022 sięgnie ona 31,07 mld dolarów, a Grand Review Research prognozuje wartość na 48,5 mld dolarów w roku 2025. Przełomowym dla przemysłu wirtualnej rzeczywistości był rok 2016, w którym sprzedano blisko 100 mln urządzeń VR. 96 proc. stanowiły niezwykle proste i tanie Google Cardboard, kartonowe okulary do samodzielnego złożenia, dla których ekranem jest wyświetlacz smartfonu.

– Dużo inwestuje się w rozwój wirtualnej rzeczywistości, firmy pompują miliardy by przekonać ludzi do tego, żeby wirtualna rzeczywistość stała się częścią naszej rzeczywistości, ale to wszystko pieśń przyszłości. Na chwilę obecną na okularach dużo się gra, ogląda się widoki albo biega w StreetView – twierdzi ekspert.

Na rynku istnieją dwie kategorie urządzeń VR. Bardziej zaawansowane technicznie, a zarazem droższe urządzenia to: HTC Vive (cena od 3200 zł), Sony Playstation VR (cena od 1400 zł), Gear VR Samsunga (cena od 550 zł), czy Oculus Rift od Facebooka (cena od 2600 zł). Ten ostatni zapowiedział wprowadzenie tańszej wersji swoich gogli Oculus Go, które mają kosztować 199 dol., ale na rynku pojawią się na początku 2018 r. Obok droższych rozwiązań, jest oferta tanich rozwiązań w rodzaju Google Cardboard, w cenach 10-100 zł. 

– Istnieją przewidywania mówiące o tym, że w przyszłości będziemy żyć w towarzystwie cyfrowych, wirtualnych postaci. W chwili obecnej rozwój sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej, rzeczywistości rozszerzonej jak najbardziej wskazuje taki kierunek – zapewnia członek zarządu Virthu.

Wirtualną rzeczywistością już teraz, obok rynku rozrywki konsumenckiej, zainteresowane są rynki bezpieczeństwa, wojskowy czy medycyny. W samej branży rozrywkowej, największe zainteresowanie VR, jak przekonuje ekspert, wykazują kraje azjatyckie.

– Ludzie w zależności od kultury inaczej postrzegają cyfrowe postaci. Zauważyliśmy, że Europejczycy podchodzą do nich bardziej sceptycznie, natomiast Azjaci bardzo mocno angażują się w tego typu rozmowy i tego typu zjawisko, jakim są cyfrowe postaci. Takie, z którymi można wejść w interakcję jeszcze bardziej im się podobają – tłumaczy Adrian Perdjon.

Książki i czytelnictwo w Polsce

Jesienne dni stają się coraz krótsze i chłodniejsze, a Instagram powoli zapełnia się zdjęciami kocyków, książki i kubka z gorącą herbatą. Z tej okazji postanowiliśmy sięgnąć do danych i sprawdzić, kto czyta najwięcej, skąd czerpiemy inspiracje i jakie książki wzbudzają najwięcej emocji tej jesieni?

Obraz

Kto czyta książki?

Co piąty internauta przyznał (19%), że w zeszłym roku nie przeczytał żadnej książki. Przeczytanie ponad 20 z nich zadeklarowało 5% badanych. Wśród tych 5% częściej znajdują się kobiety niż mężczyźni, osoby w wieku 25-44 lata, osoby z wyższym wykształceniem i zarabiające ponad 6000zł netto, a także mieszkańcy wsi. Ci ostatni jednak dominują także pod względem nie czytania, widoczna jest więc duża polaryzacja w tej grupie.

Serwisy promujące książki

Wśród serwisów promujących czytelnictwo zdecydowanie wyróżnia się lubimyczytac.pl, które we wrześniu odnotowało 8.4 miliona wejść na stronę. To prawie trzy razy tyle ile kolejne najpopularniejsze serwisy – ksiazki.onet.pl i ksiazki.wp.pl. Lubimyczytac.pl ma stałe grono fanów i użytkowników o czym świadczą źródła ruchu na stronie. 24% to wejścia bezpośrednie, a 68% to wejścia z wyszukiwarki Google, gdzie najpopularniejsze hasła to „lubimy czytać” i „lubimy czytac”.

Lubimyczytac

Sprzedaż książki a dyskusje w social media

Przyglądając się 10 najlepiej sprzedającym się w ciągu ostatniego miesiąca książkom na empik.com i zestawiając je z liczbą dyskusji na ich temat w social media możemy zauważyć, że nie ma bezpośredniego związku między zaangażowaniem internautów w dyskusję a sprzedażą. Znajdujący się na 7 pozycji pod względem sprzedaży „Macierewicz i jego tajemnice” wciąż jest najbardziej aktywnie komentowany. Drugim tytułem wzbudzającym najwięcej emocji jest „To” Stephena Kinga, na którego popularność zapewne miała wpływ niedawna premiera kinowa. Trzecią najszerzej dyskutowaną książką jest Tom 5 Sagi Millenium, „Mężczyzna, który gonił swój cień”, który zajmuje też 1 miejsce na liście Empiku. Na liście znalazła się także książka, która nie miała jeszcze swojej premiery, ale już jest dostępna w przedsprzedaży i już toczą się na jej temat dyskusje – „Czarownica” autorstwa Camili Lackberg.

Raport opiera się na wynikach badania CAWI zrealizowanego na reprezentatywnej grupie 2110 internautów w styczniu 2017 oraz danych z systemów Similarweb i Sentione.
Źródło: – IRCenter.com

Ubezpieczyciele stawiają na polisy spersonalizowane. Rozwój tego segmentu mogą ograniczyć nowe przepisy o ochronie danych osobowych

Ubezpieczyciele stawiają na polisy spersonalizowane. Rozwój tego segmentu mogą ograniczyć nowe przepisy o ochronie danych osobowych 2

Nowe technologie zmieniają ofertę firm ubezpieczeniowych. Dzięki gromadzonym i przetwarzanym danym ubezpieczyciele mogą lepiej ocenić ryzyko podczas przygotowywania oferty dla klienta. Coraz więcej firm stawia też na rozwiązania telematyczne, które będą dostarczać im jeszcze więcej istotnych informacji o kliencie. Na tej podstawie będą mogły oferować polisy dopasowane do klienta. To jednak budzi obawy o ochronę danych osobowych, szczególnie w kontekście nowego prawa, które wejdzie w życie w maju 2018 r.

– Sektor ubezpieczeniowy dość aktywnie korzysta z dostępnych na rynku rozwiązań technologicznych, czyli przetwarza dane osobowe przy użyciu nowoczesnych technologii takich jak big data i używa narzędzi do profilowania. Mając zestaw informacji na temat danej osoby, towarzystwo ubezpieczeniowe próbuje przypisać jej konkretny zestaw cech, aby móc lepiej zaktualizować ryzyko związane z wystąpieniem wydarzenia objętego ochroną. Przekazujemy ubezpieczycielom bardzo duży zestaw informacji niezbędnych do wyliczenia składki, np. na temat nałogów. Jako organ nadzorczy uważnie patrzymy, w jaki sposób towarzystwa ubezpieczeniowe przetwarzają te dane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Makowski, radca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Kilka ostatnich lat przyniosło duże zmiany w sektorze ubezpieczeniowym, który zaczyna na dużą skalę korzystać z nowych technologii i rozwiązań. Jak wynika z ubiegłorocznego Światowego Raportu Ubezpieczeń, który powstał na zlecenie Capgemini, rozwój technologii i internetu rzeczy – w połączeniu ze zmianą pokoleniową i wkraczaniem na rynek generacji Y – powoduje, że branża ubezpieczeniowa musi przejść cyfrową transformację.

Dane, które gromadzą i przetwarzają urządzenia podłączone do internetu rzeczy takie jak np. inteligentne ekosystemy domowe, urządzenia do noszenia na sobie oraz połączone z siecią drony, roboty i samochody, dostarczają ubezpieczycielom podstaw do szacowania ryzyka i mogą w przyszłości zmienić ich model biznesowy. Dlatego firmy muszą już teraz zacząć się przygotowywać na nieuniknioną transformację działalności ubezpieczeniowej – podkreślają eksperci Capgemini.

– Trendem, który się pojawia w kontekście nowych technologii i informacji, są ubezpieczenia spersonalizowane. Mówimy na przykład o ubezpieczeniach komunikacyjnych, w których wysokość składki zależy od stylu jazdy użytkownika samochodu. Takie dane gromadzą urządzenia, które są montowane w nowoczesnych samochodach, ale przede wszystkim aplikacje, które mamy już zainstalowane w naszych smartfonach. Pozwalają one wykorzystywać dane na temat geolokalizacji, wysokości geograficznej lub potrafią nakładać nasze położenie na mapę – mówi Paweł Makowski.

Jak wynika z badań globalnej firmy doradczej IDC („Worldwide Semiannual Internet of Things Spending Guide”), wartość rynku internetu rzeczy sięgnie 1,7 bln dol. w 2020 roku. W 2018 roku największą wartość będzie miał rynek monitorowania pojazdów – 344 mln dol. Do końca dekady na każdego człowieka przypadać będą 3–4 urządzenia połączone z internetem. Dla ubezpieczycieli najważniejsze będą te zamontowane w inteligentnych domach i samochodach. Poinformują ich o tym, jak często dana osoba porusza się po mieście lub poza nim, jak szybko jeździ czy jaki jest jej styl jazdy.

– Zagrożenie, które wiąże się z używaniem tego typu informacji, jest bardzo duże. Pytanie, co jeśli zostaną użyte w zupełnie innym celu niż ten, dla którego zostały zebrane przez towarzystwa ubezpieczeniowe, czyli do wyliczenia składki ubezpieczeniowej. Co jeśli Kowalski cztery razy w tygodniu stoi cztery godziny pod kasynem? Dlatego ważne jest ustalenie czytelnych zasad zbierania takich informacji, czytelne gwarancje dla osoby, której dane dotyczą, w zakresie zabezpieczenia tych danych, a także tego, komu te dane są udostępniane – podkreśla Paweł Makowski.

Radca GIODO podkreśla, że w maju przyszłego roku w Polsce zacznie obowiązywać unijne rozporządzenie RODO dotyczące ochrony danych osobowych. Nowa regulacja ma ujednolicić przepisy z tego zakresu na terenie wszystkich krajów członkowskich UE. Nałoży też szereg nowych wymogów prawnych i obowiązków na podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane o swoich klientach. Dlatego już dziś nowe produkty i procesy powinny być projektowane zgodnie z zasadą privacy by design.

– Zasada ta zakłada, żeby wszywać prywatność w projektowane rozwiązanie – nie zastanawiać się, czy to, co wdrożyliśmy, spełnia wymogi, ale od samego początku, na każdym etapie rozwijania danej usługi, zastanawiać się, jaki będzie to miało wpływ na prawa i wolności osoby fizycznej. Towarzystwa ubezpieczeniowe powinny się zastanowić nad tym, na jakiej podstawie prawnej te dane przetwarzać, czyli w jakiej postaci odbierać zgodę od osoby, której dane dotyczą, jakie warunki ta zgoda powinna posiadać, aby była dobrowolna. Po drugie, powinny się zastanowić, jak te dane zabezpieczyć, żeby nie były wykorzystane przez osobę nieuprawnioną, a po trzecie, zastanowić się, jaki zasób informacji zbierać – podkreśla Paweł Makowski.

Zdaniem radcy GIODO, po wejściu w życie RODO towarzystwa ubezpieczeniowe będą zmuszone skupić się nie na rozwijaniu nowych metod gromadzenia informacji, ale kwestii uzyskiwania zgód na ich przetwarzanie.

– Może się okazać, że ktoś zaprojektuje rozwiązanie zbierające bardzo duży zestaw danych na nasz temat, ale w trakcie analizy projektowej okaże się, że nie możemy tych informacji zbierać, bo one nie będą niezbędne do realizacji celu. Nie ma więc sensu rozwijać technologii zbierania informacji, skoro nie będziemy mogli tych informacji przetwarzać – zauważa Paweł Makowski.

Zapewnienie prywatności w spersonalizowanych ubezpieczeniach jest głównym celem projektu realizowanego wspólnie przez GIODO i Instytut Matematyczny PAN. Eksperci porównają możliwości techniczne zbierania wrażliwych informacji z ograniczeniami, jakie nakłada na firmy unijne rozporządzenie. Zakończenie projektu planowane jest na wiosnę przyszłego roku.

– Chcemy przygotowywać zestaw rekomendacji dla sektora ubezpieczeniowego, ale też zestaw wskazówek dla wszystkich osób, których dane są zbierane w ten sposób, abyśmy wszyscy wiedzieli, na co się zgadzamy, jakie dane są zbierane na nasz temat i jakie zagrożenia płyną z tego rodzaju przetwarzania. Korzyści są oczywiste i ubezpieczyciele wyraźnie o tym mówią: kliencie, będziesz miał zniżkę, jeżeli zgodzisz się na przetwarzanie tego typu informacji. Skuszeni zniżką chętnie możemy się na to zgodzić, ale ważne, abyśmy wiedzieli, na co się zgadzamy, i tę decyzję podejmowali świadomie – wyjaśnia radca GIODO.

Blisko 12 proc. Polaków realnie rozważa zakup samochodu elektrycznego. Rynek ma potencjał wzrostu, ale potrzebna infrastruktura i rządowe zachęty

Blisko 12 proc. Polaków realnie rozważa zakup samochodu elektrycznego. Rynek ma potencjał wzrostu, ale potrzebna infrastruktura i rządowe zachęty 3

Na tle Europy liczba zarejestrowanych w Polsce elektryków i samochodów hybrydowych typu plug-in wciąż jest niewielka. Jednak z roku na rok dynamicznie rośnie. Z badań wynika, że 12 proc. Polaków planuje taki zakup w najbliższym czasie, a blisko 30 proc. wciąż go rozważa. Dla tej grupy największą zachętą byłyby zapowiadane przez rząd dofinansowania i ulgi podatkowe przy zakupie. Tym bardziej że oferta koncernów motoryzacyjnych jest coraz większa.

Rynek samochodów elektrycznych w Europie rozwija się bardzo dynamicznie. Porównując II kwartał tego roku z analogicznym okresem rok wcześniej, widzimy, że wzrost sięga ponad 50 proc. Łącznie w pierwszej połowie tego roku w Europie zostało zarejestrowanych ponad 100 tys. takich pojazdów. W Polsce wzrosty są na wysokim poziomie, ale liczba zarejestrowanych pojazdów cały czas jest niska. Musimy rozwijać zarówno ofertę, jak i zachęcać poprzez regulacje na poziomie centralnym i lokalnym do tego, aby te pojazdy się sprzedawały – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

W ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in, co oznacza 65-proc. wzrost rok do roku. Z danych KPMG i Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że łącznie w ubiegłym roku Polacy zarejestrowali 10,4 tys. samochodów z napędami alternatywnymi (wzrost o 76 proc. r/r).

Udział elektryków i hybryd typu plug-in w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc. Dużo lepsze są dane z rynku europejskiego. Według European Automobile Manufacturers Association (ACEA) w ubiegłym roku na terenie Unii Europejskiej zarejestrowano ponad 155 tys. takich pojazdów, a wzrost rok do roku sięgnął blisko 5 proc.

– Rynek samochodów elektrycznych i elektryczno-hybrydowych w Polsce przedstawia się bardzo obiecująco. Tymi pojazdami możemy przejechać od 100 km do nawet 400 km, więc walczymy z mitem, że samochód elektryczny nie pozwoli nam nigdzie dojechać. W ramach aglomeracji miejskiej jest to zupełnie wystarczający zasięg, który pozwala jeździć nim podczas całego dnia, żeby wieczorem wrócić do domu i ten pojazd naładować – mówi Maciej Mazur.

Z badania przeprowadzonego w maju przez SW Research na zlecenie PSPA wynika, że tylko nieliczni Polacy realnie rozważają zakup samochodu elektrycznego. 12 proc. planuje taki zakup w najbliższym czasie, a 31,5 proc. – wciąż się nad nim zastanawia. Natomiast prawie 38 proc. Polaków w ogóle nie bierze pod uwagę nabycia elektrycznego samochodu. Z badania wynika, że odstraszają ich przede wszystkim wysokie koszty zakupu (57,3 proc.), ograniczona liczba punktów ładowania lub tankowania (47,4 proc.) oraz ograniczony zasięg takiego pojazdu (29,8 proc.).

Ceny takich pojazdów zaczynają się od 90 tys. zł. Ostatnio jeden z producentów pokazał dwa modele, które kosztują poniżej 100 tys. zł. Mamy nadzieję, że efekt skali produkcji i popularność elektromobilności spowodują, że coraz więcej koncernów będzie ustawiać ceny na niższym poziomie, przystępnym dla użytkownika. Mamy samochody szybkie, mamy samochody, którymi możemy przewieźć towary, więc ten rynek zaczyna być już kompletny – mówi Maciej Mazur.

Dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych podkreśla, że rozwój rynku i zwiększenie sprzedaży samochodów elektrycznych wymaga odgórnych, rządowych zachęt. Z badań PSPA wynika, że 70,6 proc. Polaków do zakupu takiego auta przekonałoby dofinansowanie w ramach ogólnodostępnych programów dopłat, a 41,1 proc. – ulgi podatkowe przy zakupie.

Plany mamy bardzo ambitne. Według zapowiedzi ministerstw, do 2025 roku ma być milion samochodów elektrycznych na drogach. Nie przyzwyczajajmy się do tej magicznej liczby, ale dążmy do tego, żeby było to choć pół miliona. Aby było to możliwe, musimy bardzo aktywnie włączyć się w rynek elektromobilności i stawiać nie tylko na samochody, ale m.in. także na rowery. Musimy wspólnie pracować, żeby rozwijać ten rynek – mówi Maciej Mazur.

Rozwój elektromobilności jest jednym z głównych założeń  przyjętej w lutym rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która powstała w resorcie kierowanym przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Plan zakłada, że do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć nawet milion pojazdów elektrycznych, które będą w sumie zużywać około 4 TWh energii rocznie. Resorty rozwoju i energii pracują wspólnie nad projektem ustawy o elektromobilności, która ma uregulować cały ten rynek.

Problemem pozostaje niewystarczająca infrastruktura do ładowania takich pojazdów. W Polsce jest 305 punktów ładowania, z czego najwięcej w Warszawie. Jednak wedle zapowiedzi resortu, do 2020 r. ma powstać już 400 szybkich punktów ładowania samochodów elektrycznych i 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

Koncerny motoryzacyjne są coraz lepiej przygotowane do rewolucji na rynku elektromobilności. Na rynku jest ponad 40 modeli, z czego niektóre kosztują poniżej 100 tys. zł. To pokazuje, że ceny samochodów elektrycznych zaczynają być coraz bardziej przystępne. Oczywiście ten rynek potrzebuje wsparcia, czekamy na ustawę o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Ona musi wprowadzić system zachęt do tego, aby opłacało się kupować samochody elektryczne, samochody elektryczno-hybrydowe i pojazdy niskoemisyjne, które poprawiają powietrze w miastach, które walczą ze smogiem – podkreśla dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

UOKiK sprawdza, czy sieci handlowe nie zawyżają cen masła. Pod lupą znalazły się też dostawy jabłek i produkcja cukru

UOKiK sprawdza, czy sieci handlowe nie zawyżają cen masła. Pod lupą znalazły się też dostawy jabłek i produkcja cukru 4

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów kontroluje sieci handlowe i sprawdza, czy sztucznie nie zawyżały cen masła. Największy w południowej Polsce producent cukru został wezwany do ujawnienia swoich kontrahentów i umów z dostawcami. Kontrole trwają też na rynku skupu jabłek i mleka. To efekt trzech miesięcy obowiązywania ustawy o przewadze kontraktowej, która ma chronić małych dostawców przed nieuczciwymi praktykami handlowymi dużych podmiotów.

Ustawa o przewadze kontraktowej obejmuje relacje między rolnikami, przetwórcami żywności a sieciami największych sklepów i supermarketów. Po trzech miesiącach funkcjonowania wydaje się, że była dobrym rozwiązaniem. Zaczyna porządkować relacje między tymi podmiotami. Prowadzimy w tej chwili kilkanaście spraw, które są na razie na wstępnym etapie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Ustawa o przewadze kontraktowej weszła w życie 12 lipca br. Celem nowych przepisów jest wyeliminowanie nieuczciwych praktyk handlowych i kontraktowych wśród podmiotów z branży rolno-spożywczej.

– Relacje między supermarketami a przetwórcami żywności nie były równoważne, trzeba było interweniować. Sektor miał wiele lat na samoregulację, czego nie zrobił, więc w końcu wkroczył ustawodawca i rozwiązał problem – podobnie jak około 20 krajów UE, gdzie obowiązują tego typu ustawy. To oznacza, że akurat ten sektor jest dość często dotknięty nieprawidłowościami czy wykorzystywaniem przewagi przez jedną ze stron – mówi Marek Niechciał.

Ustawa ma m.in. chronić małych przedsiębiorców i producentów żywności przez dyktatem dużych sieci handlowych, które często narzucały swoim poddostawcom szereg dodatkowych opłat, np. za usługi reklamowe czy powierzchnię ekspozycyjną, albo wręcz przerzucały na nich koszty otwierania nowych sklepów. Zdarzało się też, że sieci handlowe narzucały swoim dostawcom wzory umów bez możliwości negocjowania ich treści albo wydłużały terminy płatności za dostarczone towarów, a w przypadku protestu – zrywały umowę z poddostawcą. Nowe prawo ma ukrócić takie praktyki.

– Ustawa jest w okresie niemowlęcym, dopiero po pół roku okaże się, czy wymaga nowelizacji. Polski model jest o wiele szerszy niż w większości państw europejskich, w których funkcjonują podobne ustawy. Najczęściej obejmują one tylko relacje między przetwórcami żywności a supermarketami, czyli nie chronią na przykład rolników. A do nieprawidłowości może też dochodzić między rolnikiem a punktami skupu, czyli pierwszymi odbiorcami produktów żywnościowych – zauważa Marek Niechciał.

UOKiK prowadzi w tej chwili dziesięć postępowań w ramach nowej ustawy. Jedna z nich dotyczy wzrostu cen masła, które w ciągu ostatniego roku zdrożało prawie dwukrotnie. Winny jest m.in. wzrost popytu w USA i Chinach, odejście UE od kwotowania mleka i nadprodukcja mleka w proszku. UOKiK chce jednak sprawdzić, czy duże sieci handlowe nie wykorzystują tej sytuacji i dodatkowo nie zwiększają marż. W październiku urząd wszczął postepowanie wyjaśniające, kontrolując m.in. Lidla, Auchan i Tesco, Carrefoura i Biedronkę. Do właścicieli sklepów wystąpił z prośbą o przesłanie korespondencji z dostawcami masła i czeka na odpowiedzi. UOKiK podkreśla też, że na razie nie prowadzi postepowania przeciw którejkolwiek z sieci, ale „w sprawie”.

– Ustawa ma chronić interes publiczny na poszczególnych rynkach, czyli na przykład zapobiegać takim wzrostom cen masła, jakie teraz obserwujemy. Wzrost jest ogólnoświatowy, ale być może przy tej okazji nastąpił dodatkowy wzrost na polskim rynku i sprawdzamy, czy sieci handlowe nie wykorzystują paniki do podbijania cen. Jeżeli okaże się, że któraś z dużych sieci handlowych nieetycznie podbija ceny, możemy zadziałać – wyjaśnia Marek Niechciał.

Poza rynkiem masła UOKiK kontroluje też dostawy mleka. Postępowanie dotyczy relacji handlowych pomiędzy 15 dużymi przetwórcami mleka a ich dostawcami. Urząd sprawdza, w jaki sposób były ustalane ceny mleka i czy brano pod uwagę wymogi higieniczno-weterynaryjne.

Po sygnale od indywidualnego rolnika UOKiK wszczął również postępowanie dotyczące produkcji cukru i dostaw buraków cukrowych. W tej chwili analizuje, czy producenci cukru nie stosują nieuczciwych praktyk, wykorzystując swoją przewagę kontraktową wobec dostawców buraków cukrowych. Przedmiotem zainteresowania urzędu są sposoby ustalania cen i terminów płatności. Do wskazania swoich kontrahentów i ujawnienia kontraktów z dostawcami została już wezwana spółka Sudzucker Polska – największy producent cukru na południu Polski.

Jest też sprawa jabłek. Mieliśmy sygnały, że coś dzieje się z cenami skupu jabłek w okolicach Sandomierza, gdzie w ciągu jednego dnia ceny spadły z 80 na ponad 60 groszy, czyli bardzo gwałtownie. Nie było to uzasadnione – tym bardziej że przymrozki ograniczyły podaż jabłek, więc na zdrowy rozum nie powinno dochodzić do takich obniżek. Ta cena po kilku dniach wróciła do poprzednich poziomów, ale zastanawia nas, skąd wzięło się takie działanie i czy nie doszło do wykorzystywania przewagi kontraktowej przez jedną ze stron umowy – mówi prezes UOKiK.

W ramach postępowania wyjaśniającego urząd przeprowadził już kontrolę i czterech firm zajmujących się skupem i przetwórstwem owoców. W tej chwili analizuje jej wyniki.

UOKiK podkreśla duże zainteresowanie przedsiębiorców nowym prawem. Potwierdza to ilość spraw zgłaszanych przez mniejsze podmioty w łańcuchu dostaw żywności.

– Do tej pory ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji pozwalała przedsiębiorcom sądzić się między sobą. Zwykle ta słabsza strona bała się iść do sądu, bo wiedziała, że to może oznaczać koniec relacji handlowych i bardzo duże kłopoty finansowe. Nowa ustawa o przewadze kontraktowej zapewnia anonimowość spraw, którymi się zajmiemy. Nie ma więc wyraźnego sygnału, że ktoś nam doniósł, a możemy po prostu przyjrzeć się rynkowi i wszcząć postępowanie – mówi Marek Niechciał.

Choroby pracowników to dla pracodawców koszt. Poprawa opieki medycznej pozwoliłaby im zaoszczędzić blisko 12 mld zł

Choroby pracowników to dla pracodawców koszt. Poprawa opieki medycznej pozwoliłaby im zaoszczędzić blisko 12 mld zł 5

W ubiegłym roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 220 milionów dni. Koszty z tym związane, ponoszone zarówno przez ZUS, jak i samych pracodawców, są liczone w miliardach złotych. Dzięki inwestycji w efektywną opiekę medyczną można je znacznie obniżyć, nawet o 11,8 mld zł – wynika z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2012–2016” opracowanego przez Medicover Polska. Dzięki skoordynowanej opiece medycznej chory pracownik ma zapewniony łatwiejszy dostęp do specjalistów, dzięki czemu szybciej wraca do zdrowia.

 Absencja jest kosztem dla każdego pracodawcy. Pracownik, który idzie na zwolnienie lekarskie, stanowi dla pracodawcy pewien koszt. Jeżeli pracodawca zdecyduje się zainwestować w lepszą opiekę medyczną, to taka inwestycja bardzo szybko się zwróci. Może się okazać, że pracodawca nie ponosi żadnych kosztów, a dodatkowo zyskuje zadowolenie pracowników i ich większą motywację do prac tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Białkowski, wiceprezes zarządu Medicover Polska.

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w 2016 roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 220 milionów dni. Oznacza to, że statystycznie każdy pracownik przebywał na chorobowym średnio kilkanaście dni w roku. Z tego tytułu wypłacono z ubezpieczenia społecznego 16,2 mld zł, ale dodatkowe koszty dla pracodawców trudno zmierzyć.

Koszty choroby zależą od bardzo wielu czynników. To wielki worek, do którego wpadają koszty z różnych stron. Z perspektywy pracodawcy to absencja chorobowa jako konkretny koszt oraz prezenteizm, czyli nieefektywna obecność pracy, gdy osoba chora jest na stanowisku pracy, ale nie jest tak wydajna, jak mogłaby być, gdyby była zdrowa – przekonuje dr n. med. Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska, ekspert Medicover Polska w dziedzinie profilaktyki i zdrowia pracujących, współautorka raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2012–2016”.

Spadek produktywności w czasie choroby przekłada się na obniżenie wydajności firmy. Dodatkowo pracownicy zapadający na infekcje górnych dróg oddechowych, przychodząc do pracy pomimo choroby, zarażają się nawzajem. Z danych Centralnego Instytutu Ochrony Pracy wynika, że w ciągu ostatniego roku 25 proc. Polaków zaraziło się infekcją od innych współpracowników.

Zdaniem ekspertów części kosztów można byłoby uniknąć, gdyby nie brak dostępu do lekarza specjalisty.

 Koszty choroby zależą również od tego, jak szybko osoba chora dostanie się do lekarza, czy będzie skutecznie leczona, czy lekarz postawi jej prawidłową diagnozę od razu, czy będzie mogła się skontaktować ze swoim lekarzem w łatwy sposób, jeżeli będzie miała jakieś wątpliwości. Współpraca lekarz–pacjent jest bardzo ważnym czynnikiem leczenia – przekonuje dr Gorzelak-Kostrzewska.

Z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2012–2016” przygotowanego przez Medicover Polska wynika, że inwestycja w efektywną, skoordynowaną opiekę medyczną, może szybko się zwrócić. Rocznie na każdym pracowniku, który znajduje się pod opieką Medicover, pracodawca może zaoszczędzić 726 zł.

Jeśli pomnożymy to przez liczbę czynnych zawodowo osób w Polsce, to uzyskujemy kwotę blisko 12 mld zł oszczędności. Można byłoby je wygenerować w państwie tylko dlatego, że zmienilibyśmy model opieki na taki, jaki na przykład obowiązuje w Medicoverze, i zastosowalibyśmy go dla wszystkich pracowników zatrudnionych w gospodarce – podkreśla Artur Białkowski.

Aby opieka medyczna była efektywna, musi być dopasowana do realnych potrzeb polskich pracowników. Z badania Medicover wynika, że w Polsce największym problemem zdrowotnym, który dotyka większość grup zawodowych, jest nieprawidłowy wskaźnik masy ciała BMI – mniej niż połowa zatrudnionych ma prawidłowy wskaźnik, a problem dotyczy przede wszystkim mężczyzn. Nieprawidłowa waga może skutkować zbyt wysokim poziomem cholesterolu i podwyższonym ciśnieniem tętniczym. Może być także przyczyną wielu innych chorób: cukrzycy czy chorób układu krążenia. Aby zapobiec części chorób, należałoby zwiększyć świadomość pracowników i zachęcić ich do badań.

 Ponad 64 proc. osób pod naszą opieką co roku korzysta z różnych wizyt o charakterze profilaktycznym. To zarówno obowiązkowa medycyna pracy, badania związane ze stanowiskiem pracy, jak i indywidualna profilaktyka zdrowotna. Na drugim miejscu pod względem częstotliwości wizyt są infekcje oddechowe, choroby sezonowe, najczęściej infekcje górnych dróg oddechowych. Co piąta osoba zgłasza się do Medicover z powodu problemów związanych z układem ruchu. Są to najczęściej choroby zwyrodnieniowe kręgosłupa i dużych stawów. 10 proc. osób zgłasza się z urazami, a 15 proc. osób z powodu chorób układu krążenia – wymienia dr Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska.

Choć najwięcej zwolnień lekarskich wystawianych jest w związku z ciążą, to na drugim miejscu znajdują się właśnie infekcje dróg oddechowych.

– 25 proc. dni zwolnienia generują choroby układu oddechowego. Najczęściej są to krótkotrwałe, liczne zwolnienia w sezonie jesienno-zimowym. Na kolejnych miejscach znajdują się przewlekłe choroby układu ruchu i urazy, czyli problemy najczęściej związane z układem ruchu, które generują w sumie 15 proc. dni zwolnienia. To jeden z największych problemów zdrowotnych populacji pracujących – mówi dr n. med. Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska.

Polskie firmy coraz częściej inwestują w budowanie świadomości marki. Najsilniejsze brandy notują lepsze wyniki finansowe

Polskie firmy coraz częściej inwestują w budowanie świadomości marki. Najsilniejsze brandy notują lepsze wyniki finansowe 6

Budowanie świadomości marki w biznesie staje się coraz ważniejsze. Firmy są tego bardziej świadome, dlatego przeznaczają na ten cel coraz większe budżety. To inwestycja, która się zwraca. Badanie „Meaningful Brands” firmy Havas Media Group wskazuje, że brandy, które w opinii konsumentów są najbardziej znaczące, notują w ujęciu 10-letnim o 206 proc. lepsze rezultaty biznesowe niż te, które znaczą dla klientów mniej.

– Istotnym czynnikiem jest wzrost świadomości polskiego konsumenta i biznesu na temat budowania mocnych marek, a co za tym idzie – bardzo czytelnych przekazów komunikacji. To jest bardzo optymistyczna wiadomość. Polski biznes zdał sobie sprawę z wartości budowania brandów jako takich i budowania ich siły – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Frej, dyrektor brand design z Agencji Opus B.

Meaningful Brand Index przygotowywany przez Havas Media Group wskazuje, jak ważna jest dana marka w życiu konsumentów. Z badania wynika, że długofalowe kreowanie wizerunku przynosi wymierne korzyści. Marki postrzegane jako istotne dla klientów osiągają wyniki biznesowe o ponad 200 proc. lepsze (w ujęciu 10-letnim). To dowód na to, że budowanie wizerunku marki stało się jednym z filarów dobrego działania firmy.

– Dużo jest jeszcze do zrobienia w obszarze podniesienia rozpoznawalności polskich marek. Widzimy, że świadomość konieczności nadrabiania w tym obszarze jest duża. Na spotkaniach z klientami widzimy chęć podnoszenia jakości wizerunkowych marek i budowania wartości dodanych nie tylko na marżach cenowych, lecz także na budowaniu tzw. lovebrandów. To zaczyna się dziać – podkreśla Paweł Frej.

Ekspert dodaje, że zmiany wynikają głównie z rosnących oczekiwań konsumentów. 75 proc. badanych przez Havas Media Group oczekuje, że marki będą mieć realny wpływ na zwiększanie komfortu i jakości życia, a 40 proc. podkreśla, że faktycznie to robią. Dla większości konsumentów nie miałoby znaczenia, jeśli trzy czwarte marek zniknęłoby z rynku.

Frej podkreśla, że cały proces budowania świadomości marki trudno zdefiniować. Tym bardziej że każda branża i każda firma wymagają indywidualnego podejścia do tematu. Dlatego proces ten coraz częściej firmy przekazują profesjonalnym agencjom brandingowym.

– Ostatnie lata pozwalają zaobserwować specjalizację agencji brandingowych w obszarach takich jak identyfikacja wizualna, strategia czy sam produkt. W codzienność agencji jest wpisana innowacyjność. To kluczowy element ich funkcjonowania. Ważne jest podsycanie atmosfery kreatywności w tych agencjach, samodoskonalenie się, ale również kluczowe jest obserwowanie tego, co dzieje się dookoła nas, aby podążać za trendami – mówi Paweł Frej.

To stawia wysokie wymagania przed pracownikami agencji.

– To uniwersalny zawód, który wymaga olbrzymiej wiedzy z różnych dziedzin życia: marketingu, designu, statystyki, socjologii, materiałoznawstwa i wielu innych – twierdzi Paweł Frej. – Kluczowe jest to, aby mieć świadomość miejsca i czasu, w jakim się jest, przewidywać trendy, jakie nastąpią, to ważne, aby tworzyć wartości innowacyjne.

Impas w rozmowach brexitowych

Nadszedł impas w rozmowach pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią na temat brexitu. W związku z brakiem postępów negocjacyjnych pojawiła się koncepcja, by Londyn dwa lata dłużej korzystał ze wspólnego rynku, ale musiałby płacić wszystkie zobowiązania i pozostawać jednocześnie bez prawa głosu. Rezultatem tego euro traci na wartości wobec swoich głównych rywali. Unijnej walucie nie pomogły dobre dane Eurostatu, z których wynika, że produkcja przemysłowa w strefie euro w sierpniu rok do roku wzrosła o 3,8%, czyli znacznie powyżej prognoz, które mówiły o 2,6%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,25%) i dolara kanadyjskiego (+0,2%), a traci do brytyjskiego funta (-0,13%), dolara australijskiego (-0,17%) oraz japońskiego jena (-0,17%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,184, GBP/USD – 1,327, USD/CAD – 1,247, AUD/USD – 0,783 i USD/JPY – 112,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,44%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,892. Złotówka minimalnie rośnie do euro i franka szwajcarskiego, a lekko spada do dolara i funta. W piątek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – poniżej 4,27 zł, funt – 4,78 zł, a frank – ponad 3,69 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,3%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,09%, a paryski indeks CAC 40 stracił 0,03%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,17%, a meksykański indeks Bolsa – o 0,35%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,96%, chiński indeks Shanghai Composite podniósł się o 0,13%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,1%.

Ropa i złoto: Po trzech dniach wzrostów cena ropy naftowej poszła w dół. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 56,25 USD (-1,23%), a ropy WTI – 50,6 USD (-1,38%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 58 USD. Z kolei cena złota minimalnie idzie w górę. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1296 USD. To 1 USD więcej (+0,08%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 5:24 – Chiny – Bilans handlu zagranicznego, wrzesień – 28,5 mld USD (prognoza 39,5 mld USD)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 1,8% (prognoza 1,8%)
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 1,6% (prognoza 1,6%)
  • 10:00 – Włochy – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 1,1%)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki inflacji bazowej, wrzesień
  • 14:30 – USA – Sprzedaż detaliczna (m/m), wrzesień (prognoza 1,7%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 2,3%)
  • 14:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, październik (prognoza 95,8 pkt.)
  • 16:15 – Strefa euro – Wystąpienie wiceszefa EBC
  • 16:25 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 17:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Prospekt emisyjny obligacji Alior Bank zatwierdzony

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny dotyczący obligacji Alior Banku. Umożliwia on emisję zarówno obligacji zwykłych, jak i podporządkowanych – o łącznej wartości nominalnej do 1,2 mld złotych.

Zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego prospekt zezwala na przeprowadzanie w ciągu roku od jego zatwierdzenia wielokrotnych emisji obligacji zwykłych i podporządkowanych o łącznej wartości nominalnej do 1,2 mld zł, przy czym maksymalna łączna wartość nominalna emitowanych obligacji podporządkowanych nie przekroczy kwoty 600 mln zł.

Wartość nominalna jednej obligacji zwykłej może wynieść 100 zł lub wielokrotność tej kwoty, przy czym bank będzie każdorazowo informował o jej wysokości podczas publikacji ostatecznych warunków emisji danej serii. Z kolei wartość nominalna jednej obligacji podporządkowanej będzie wynosić 100 tys. zł. Tak wysoki nominał wynika stąd, że ze względu na charakter obligacji podporządkowanych, Alior Bank zamierza ograniczyć ich sprzedaż wyłącznie do klientów zamożnych i instytucjonalnych.

Nowy prospekt emisyjny otwiera drogę do pozyskania przez bank dodatkowych środków wzmacniających naszą pozycję kapitałową. Jestem przekonany, że tak jak w przypadku wcześniejszych emisji, i tym razem nasze obligacje spotkają się z dużym zainteresowaniem rynku – mówi Filip Gorczyca, wiceprezes zarządu Alior Banku odpowiedzialny za pion finansów.

Cloud Technologies laureatem rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe

Cloud Technologies zajęła 9. miejsce w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, w głównej kategorii „Fast 50” osiągając wzrost o 1558%. W zestawieniu polskich spółek, których w tegorocznym rankingu znalazło się 19, Cloud Technologies zajęła trzecie miejsce.  W tym roku do rankingu zgłosiło się ponad 300 firm z Europy Centralnej.

Podobnie jak w poprzednich latach tegoroczny główny ranking Technology Fast 50 zdominowały firmy z branży IT, w tym tworzące aplikacje mobilne i UX-design, budujące platformy e-commerce, rozwiązania do automatyzacji procesów marketingowych czy systemy w obszarze Data Science, Big Data, Internet of Things bazujące na chmurze obliczeniowej. Stanowią one aż 78 proc. wszystkich spółek, które znalazły się w zestawieniu (rok wcześniej 74 proc.). W rankingu znalazły się również innowacyjne spółki specjalizujące się w tworzeniu rozwiązań światłowodowych, rozpoznawania głosu, radiologii cyfrowej, platform fin-techowych czy precyzyjnych instrumentów pomiarowych dla kosmonautyk.

  1. miejsce wśród wszystkich podmiotów biorących udział w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe i 3. wśród tych podchodzących z Polski przypadło Cloud Technologies, która zajmuje pozycję rodzimego lidera Big Data marketingu. Założona i prowadzona przez Piotra Prajsnara spółka stworzyła jedną z największych na świecie hurtowni danych o zachowaniach i preferencjach internautów, która przetwarza już ponad 9 mld anonimowych profili internautów. W zeszłym roku spółka wprowadziła na rynek UnBlocka, innowacyjne rozwiązanie technologiczne dedykowane wydawcom i reklamodawcom. Umożliwia ono emitowanie reklam internetowych osobom, które posiadają oprogramowanie przeznaczone do ich blokowania. Formaty reklamowe wyświetlane za pośrednictwem UnBlocka, jak również same kreacje są nieinwazyjne i przyjazne dla internautów, a dzięki targetowaniu z wykorzystaniem zaawansowanej analityki Big Data precyzyjnie trafiają do grupy docelowej.

To dla mnie zaszczyt, że po raz kolejny zostaliśmy wyróżnieni w prestiżowym rankingu Deloitte oceniającym dynamikę wzrostu firm innowacyjnych technologicznie. Zajmując 9. miejsce w głównym rankingu „Fast 50” poprawiliśmy nasz wynik o 12 miejsc w porównaniu do zeszłorocznego zestawienia. To prawda, że rynek Big Data as a Service to dziś najszybciej rozwijająca się gałąź IT, ale nasz sukces nie wynika jedynie z korzystnej koniunktury i postępującej cyfryzacji gospodarki, lecz przede wszystkim jest on efektem ciężkiej pracy całego zespołu, która przełożyła się na rewelacyjne wyniki – powiedział Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies. Rok 2016 prowadzona przez niego spółka zakończyła z przychodami na poziomie 48,1 mln zł. To o 46,6 proc. więcej niż w roku poprzedzającym. Zysk netto wzrósł w tym samym czasie o 37,4 proc. sięgając poziomu 20,3 mln.

Deloitte podaje, że średnia dynamika wzrostu przychodów firm (na przestrzeni 2013-2016), które znalazły się w tegorocznym zestawieniu wyniósł 1 127 proc. Średni wzrost przychodów polskich firm, które znalazły się w głównej części zestawienia wyniósł ponad 790 proc. Aby znaleźć się w rankingu spółka musiała osiągnąć wzrost co najmniej w wysokości 310,4 proc.

Powstanie nowa przestrzeń coworkingowa w myhive Crown Point na warszawskiej Woli

BOBO Coworking jest nowym operatorem coworkingowym na polskim rynku. Oferuje elastyczne czynszowo powierzchnie biurowe (i usługi) w innowacyjnym biurze dla start-up’ów, małych i średnich firm, spółek IT, młodych przedsiębiorców i freelancerów. Pierwsza placówka o powierzchni ok. 1 700 mkw. otworzy się pod koniec tego roku w budynku myhive Crown Point w Warszawie. BOBO Coworking planuje otworzyć kolejne 5 lokalizacji w przeciągu najbliższych 3 lat w największych miastach w Polsce.

Brokerem transakcji była firma doradcza JLL.

„Podjęliśmy strategiczną decyzję o wprowadzeniu na polski rynek naszego najnowszego konceptu biurowego skierowanego przede wszystkim do przedstawicieli branży kreatywnej, start-upów czy

freelancerów. Szukaliśmy atrakcyjnej biznesowej lokalizacji w centrum Warszawy, dobrze skomunikowanej z resztą miasta. Wola była naturalnym wyborem”, mówi Daniel Bahman, Business Development Manager, BOBO.

„Cieszymy się, że do najemców myhive Crown Point dołącza gracz, który zapewni elastyczną przestrzeń dla mniejszych, innowacyjnych firm. Przestrzenie coworkingowe coraz częściej powstają w wysokiej klasy biurowcach, w prestiżowych dzielnicach, tuż obok siedzib międzynarodowych firm. BOBO Coworking w myhive Crown Point doskonale wpisuje się w ten trend, uzupełniając ofertę biurową na Woli”, komentuje Rafał Pisklewicz, Team Leader Leasing Office, IMMOFINANZ.

myhive Crown Point został oddany do użytku w 2004 r. i oferuje ok. 10 250 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Budynek liczy osiem kondygnacji naziemnych i dwie podziemne z parkingiem na 88 samochodów. Położony jest bezpośrednio przy stacji metro Rondo Daszyńskiego oraz w pobliżu przystanków licznych linii autobusowych i tramwajowych łączących Wolę ze wszystkimi lewobrzeżnymi dzielnicami Warszawy. Budynkiem zarządza firma JLL.

„Biurowiec myhive Crown Point to budynek klasy A, oferujący najemcom bardzo dobry dostęp do środków komunikacji, wysoki standard powierzchni, czy udogodnienia takie jak przestronny taras z widokiem na nowe biznesowe centrum Warszawy – Wolę”, mówi Michał Lis, Dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL.

myhive to marka dla budynków biurowych, wprowadzona przez IMMOFINANZ w drugiej połowie ubiegłego roku. Aktualnie budynków myhive w Warszawie jest sześć. Wyróżniają się wyjątkowym lobby, podobnym do tych z hoteli butikowych w kontekście designu, wyjątkowym poziomem usług, wszechstronną infrastrukturą oraz międzynarodową społecznością najemców tworzoną w ramach marki.

 

Postulaty lekarzy rezydentów są godne poparcia

Postulaty zgłaszane przez lekarzy rezydentów zrzeszonych w Porozumieniu Rezydentów OZZL są – zdaniem Pracodawców RP – jak najbardziej godne poparcia. W pełni identyfikujemy się z potrzebą zwiększania nakładów na ochronę zdrowia i również uważamy, że osiągniecie nakładów 5 proc. PKB na zdrowie w 2025 r. to zdecydowanie niewystarczająca propozycja. Pracodawcy RP od momentu pojawienia się propozycji postulowali skrócenie okresu dojścia albo postawienie celu zdecydowanie wyżej – minimum na poziomie średniej europejskiej – czyli 6,8 % PKB publicznych środków na zdrowia.

W opinii Pracodawców RP bez dynamicznego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia – ponad ten wzrost, który jest pochodną wzrostu gospodarczego i większego spływu składki do Narodowego Funduszu Zdrowia – dostępność do świadczeń medycznych będzie się szybko pogarszała. Społeczeństwo szybko się starzeje, a koszty opieki nad osobami starszymi są dużo wyższe niż nad osobami młodymi. Ponadto świadomość społeczeństwa rośnie – dzięki czemu zaczyna się ono domagać opieki medycznej i dostępności do terapii na europejskim poziomie.

Trudno zrozumieć, dlaczego politycy nie mają odwagi rozpoczęcia dyskusji o potrzebie wzrostu składki zdrowotnej. Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Pracodawców RP przez Kantar Public wynika, że prawie 40% społeczeństwa jest skłonna zaakceptować zwiększenie składki nawet kosztem zmniejszenia swoich dochodów netto – warunkiem jest przygotowanie realnego planu zmian w ochronie zdrowia.

W pełni rozumiemy postulaty lekarzy rezydentów także w odniesieniu do ich płacy. Ostatni raz ich wynagrodzenie było podniesione 7 lat temu, a przez ten okres średnia płaca w gospodarce wzrosła z ok 3600 do kwoty 4492. Tak więc w momencie uchwalania rozporządzenia lekarz po dwóch latach rezydentury otrzymywał wynagrodzenie tylko o 150 zł niższe od średniej płacy w gospodarce – obecnie jest to już ok. 1000 zł. Wyraźnie widać wiec narastającą pauperyzację środowiska lekarzy rezydentów. Było oczywiste, że jeśli nic się nie zmieni środowisko to zaprotestuje, bo nie chce zarabiać mniej niz osoby pracujące na stanowiskach wymagających dużo niższych kwalifikacji i mniejszej odpowiedzialności zawodowej. Podkreślenia wymaga, że większość pracowników ochrony zdrowia za podstawowy 8-godzinny czas pracy (lub 7 godz. 35 min.) otrzymuje niskie wynagrodzenie. Rozwiązaniem nie jest więc utrudnianie emigracji, ale stworzenie zachęt do pozostania w Polsce i otwarcie się na pracowników z innych państw europejskich (także spoza UE).

Pracodawcy RP apelują do rządu o prowadzenie dialogu ze wszystkimi interesariuszami systemu. Potrzebne jest pilne wypracowanie planu zmian w ochronie zdrowia, w którym najważniejszym punktem powinno być dojście do wydatków 6,8 proc. PKB na zdrowie do 2021 r. z jednoczesnym dalszym systematycznym wzrostem publicznych nakładów. Niezbędna jest także dyskusja o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych oraz wzroście efektywności systemu ochrony zdrowia. Uważamy, że zespół niereprezentujący wszystkich interesariuszy, pracujący w zaciszu gabinetów nie pozwoli na wypracowanie powszechnie akceptowalnych i oczekiwanych zmian. Jednocześnie zespół powinien wypracować rozwiązania z zakresu finansowania w ciągu kilku dni, a do połowy grudnia może rozmawiać o usprawnianiu systemu ochrony zdrowia.
Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu polityka może się stać ważnym czynnikiem dla rynków w związku z rozpoczynającym się w środę Kongresem Chińskiej Partii Ludowej, a także szczytem UE pod koniec tygodnia, gdzie Brexit będzie czołowym tematem. Od strony makro otrzymamy m.in. PKB z Chin, szereg odczytów inflacji i danych z rynku pracy. Na koniec tygodnia agencja S&P przedstawi decyzję o ratingu Polski.

Przyszły tydzień: Kongres KPCh, PKB z Chin, szczyt UE/Brexit, CPI dla NZD/GBP/CAD, rynek pracy dla GBP/AUD, ZEW, NY Empire State, Philly Fed

Zapowiada się wielki tydzień dla Chin. Na początek od odczytów CPI (pon), sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej i PKB (czw) oczekuje się potwierdzenia siły ożywienia, co powinno wspierać pozytywny sentyment rynkowy. Dobre dane przygotują grunt pod 19. Kongres Komunistycznej Partii Chin, który startuje w środę i potrwa tydzień. Kongres przede wszystkim przyniesie zmiany w aparacie politycznym, które jednak będą istotne dla kształtu strategii gospodarczej na kolejne pięć lat. Zakomunikowanie na Kongresie odejścia od stawiania wysokiego wzrostu gospodarczego na pierwszym planie może zabrzmieć niepokojąco, choć w dłuższym terminie zmniejszałoby ryzyko nierównowag w gospodarce.
W USA kalendarz publikacji będzie lekki. Produkcja przemysłowa (wt) i dane o budowach domów (śr) pozostają drugorzędne w opinii inwestorów. Po indeksach aktywności biznesu w rejonie Nowego Jorku (pon) i Filadelfii (czw) powinniśmy zobaczyć cofnięcie z wysokich poziomów, jednak dane wciąż powinny podkreślać mocną kondycję firm i gospodarki. Za zmienność USD w większym stopniu może odpowiadać szum informacyjny wokół przyszłego prezesa Fed. Powell i Warsh są głównymi kandydatami, ale nominacja każdego oznacza odmienną wizję Fed, a za tym i perspektyw USD (negatywna od Powella, pozytywna od Warsha).

W strefie euro z istotnych publikacji wskazać należy jedynie niemiecki indeks ZEW (wt). Zakładany wzrost do 20 z 17 we wrześniu powinien być odzwierciedleniem spokoju inwestorów po wyborach parlamentarnych i ostatnich wzrostów na rynku akcji. Polityka pozostanie ważnym tematem w Europie a europejskie aktywa będą się musiały zmierzyć z wynikami austriackich wyborów (nd), gdzie sondaże przewidują zwycięstwo nacjonalistyczne partii Wolność. Jednakże tak jak temat Katalonii nie znalazł silnego odbicia w EUR, tak i zmiana władzy w Austrii powinna mieć ograniczony wpływ.
W przyszłym tygodniu 19-20 października odbędzie się szczyt UE, gdzie drugiego dnia rozmów tematem będzie Brexit i ocena postępów dotychczasowych rozmów negocjacyjnych. Ostatnie sygnały z Brukseli sugerują, że Unia nie chce zamykać Wielkiej Brytanii drogi do łagodnego porozumienia, choć prawdopodobnie za mało zostało zrobione, aby pchnąć rozmowy do kolejnej fazy. W efekcie konkluzja ze szczytu może być neutralna dla GBP.

W kwestii danych z Wielkiej Brytanii słaby funt raczej pchnął CPI dalej do góry (wt), ale dynamika płac (śr) nie zmieniła się (2,1 proc. r/r). Choć razem daje to obraz pogorszenia dochodów realnych Brytyjczyków, dla Banku Anglii ważniejsze jest zatrzymanie presji cenowej. Jednak podwyżka stopy procentowej w listopadzie jest już zdyskontowana w 80 proc. i trudno będzie na tej podstawie pociągnąć funta wyżej.
W Polsce kalendarz otwiera saldo rachunku bieżącego (pon), po nim dane z rynku pracy (wt), a dalej produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna i PPI (śr). Oczekujemy, że dane powinny podkreślać silny pęd gospodarki z przyspieszeniem dynamiki PKB w III kw. do 4,5 proc. r/r. To pokazuje solidne zaplecze fundamentalne dla złotego, choć polska waluta nie ma w zwyczaju reagować na dane. W kontekście silnego umocnienia złotego z tego tygodnia wzrosło natomiast ryzyko technicznego odreagowania. Pod koniec tygodnia poznamy też aktualizację ratingu Polski przez agencję S&P, jednak nie spodziewamy się zmian.

Jen japoński powinien pozostać niewzruszony przy publikacjach danych krajowych (produkcja przemysłowa – pon, bilans handlowy – czw). Zbliżające się wybory parlamentarne w Japonii (22 października) mogą przenieść uwagę na sondaże, gdzie im lepsza postawa rządzącej partii LDP, tym gorzej dla JPY (kontynuacja Abenomiki).
W Australii mamy protokół z październikowego posiedzenia RBA (wt) oraz dane z rynku pracy (czw). Komunikat zaraz po posiedzeniu nie przyniósł rewelacji, więc protokół również powinien balansować między solidnym ożywieniem a zagrożeniami z tytułu aprecjacji kursu. Po rynku pracy oczekuje się kontynuacji przyrostu zatrudnienia (15 tys.), choć silny odczyt miesiąc temu (54,2 tys.) podnosi ryzyko statystycznego odchylenia w dół. Rynek AUD jest mocno przesycony długimi pozycjami spekulacyjnymi, które jednak wykazują dużą wrażliwość na sentyment względem USD. Tylko jeśli USD się przebudzi, AUD/USD może być jednym z silniej spadających. W Nowej Zelandii uwaga będzie na kwartalnych danych o CPI (pon) z oczekiwaniami silnego wzrostu o 0,4 proc. k/k. Poniedziałek może też przynieść rozstrzygnięcia na nowozelandzkiej scenie politycznej, dając impuls wzrostowy dla NZD. W Kanadzie na ważne dane przyjdzie poczekać do piątku, kiedy otrzymamy CPI i sprzedaż detaliczną. Mocne dane mogą być ważnym argumentem za trzecią podwyżką stopy procentowej w tym roku. Rynek wycenia mniej niż 30 proc. szans na podwyżkę pod koniec tego miesiąca, więc rewaluacja oczekiwań stałaby się paliwem dla umocnienia CAD. Do tego czasu loonie powinien pozostać w konsolidacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trendy i innowacje na Targach RetailShow

Międzynarodowe Targi Wyposażenia Sklepów RetailShow to wiodące wydarzenie branży handlowej. Poza szeroką ofertą wystawców uczestnicy będą mogli skorzystać z wiedzy ekspertów podczas konferencji Retail Congress 2017. Targi są także okazją, by poznać najlepsze produkty i koncepty sklepowe wyłonione przez Jury w konkursach Innowacje Handlu 2017 oraz Best Shop Concept 2017. Targi RetailShow odbędą się 15 i 16 listopada br. w Centrum EXPO XXI w Warszawie.

Konferencja Retail Congress 2017 to nieodłączny element Targów RetailShow, który towarzyszy im od pierwszej edycji. Podobnie jest z branżowym konkursem Innowacje Handlu, w którym co roku biorą udział firmy oferujące innowacyjne rozwiązania. Z kolei w konkursie Best Shop Concept po raz czwarty wyłonione zostaną najciekawsze koncepty sklepowe w siedmiu różnych kategoriach.

Jak mówi Wojciech Smoktunowicz, dyrektor marketingu firmy ECP Polska Targi RetailShow dynamicznie się rozwijają, rośnie liczba polskich i zagranicznych wystawców oraz odwiedzających. – Na targach wyróżniamy najbardziej innowacyjne produkty dla handlu prezentowane przez wystawców, a także najciekawsze koncepty sklepowe, które zostały zrealizowane w Polsce w ciągu ostatniego roku – nagradzamy zarówno nowe sklepy, jak i te po remodelingu. Co roku na organizowanej pierwszego dnia targów konferencji Retail Congress najlepsi branżowi specjaliści dzielą się swą wiedzą i doświadczeniem z zarządami sieci handlowych, uczestnikami tej konferencji. Podczas tych dwóch dni cała branża handlowa korzysta z unikalnej okazji porównania w jednym miejscu bardzo bogatej oferty wystawców, poznania najnowszych trendów projektowania sklepów, wymiany doświadczeń i przekazania oczekiwań dostawcom i producentom – dodaje.

Konferencja Retail Congress 2017: FUTURE STORE

Pierwszy dzień Targów RetailShow warto wykorzystać na udział w konferencji Retail Congress, która zarządzającym, osobom odpowiedzialnym za marketing, rozwój, IT czy merchandising, zapewni przegląd najnowszych rynkowych rozwiązań i dużą dawkę wiedzy. Pierwsza część poświęcona będzie trendom w projektowaniu sklepów i nowym konceptom działającym w systemie omnichannel. Wśród omawianych tematów znajdzie się tworzenie optymalnych wnętrz handlowych czy koncepcja sklepu przyszłości, który stanie się elastyczną przestrzenią. W drugim bloku tematycznym eksperci z wiodących firm IT przybliżą innowacyjne rozwiązania dla handlu. Ostatnia część konferencji będzie poświęcona zarządzaniu. Będzie mowa o customer experience w kontekście badań klientów, budowaniu wizerunku cenowego sieci detalicznej czy najnowszych trendach w zarządzaniu jakością w obsłudze klienta.

Więcej informacji na temat konferencji Retail Congress 2017 znajduje się na stronie: http://www.retailshow.pl/pl/retail-congress.

Konkursy branżowe – poznać najlepszych

Targi RetailShow to także dwa prestiżowe konkursy, do których co roku zgłasza się coraz więcej firm otwartych na ocenę eksperckiego Jury. W konkursie Innowacje Handlu 2017 zostaną wyłonione najlepsze rozwiązania w 14 kategoriach: systemy i technologie IT; projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych; oświetlenie, kasy fiskalne i wagi; drukarki, skanery, kolektory, POS; rozwiązania płatnicze; programy lojalnościowe; e-commerce & mobile; ochrona i systemy zabezpieczeń; systemy marketingowe, POS i digital signage; systemy franczyzowe dla handlu; logistyka i magazyn; urządzenia gastronomiczne oraz usługi.

Z kolei w konkursie Best Shop Concept 2017 uczestnicy powalczą o miano najciekawszego konceptu sklepowego, który wyróżnia się pod względem estetycznym i użytkowym. W tym roku można zgłaszać sklepy w 7 kategoriach: hipermarket, supermarket, dyskont, sklep typu convenience, sklep odzieżowy, specjalistyczny czy sklep po remodelingu.

Zgłoszenia do konkursów Innowacje Handlu oraz Best Shop Concept należy dokonać do 20 października. Wszelkie informacje o konkursach wraz z formularzami zgłoszeniowymi znajdują się na stronach:

  • http://www.retailshow.pl/pl/konkurs-innowacje-handlu
  • http://www.retailshow.pl/pl/best-shop-concept

Informacje praktyczne

VIII Targi RetailShow odbędą się w dniach 15-16 listopada 2017 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja lub w recepcji w dniu targów.

Niemcy odnotowują kolejne dobre wyniki produkcji przemysłowej

W tym tygodniu spośród danych europejskich największe zainteresowanie wzbudziły sierpniowe wyniki produkcji przemysłowej w Niemczech, która wzrosła o 4,6% r/r. Rynek oczekiwał, że wzrost będzie o 0,6% niższy. Jest to więc bardzo pozytywny wynik nie tylko dla niemieckiej, ale i dla całej gospodarki europejskiej. Na tak duży wzrost wpływ miały przede wszystkim osiągnięcia przemysłu motoryzacyjnego

produkcji sprzętu transportowego. Jednak należy sobie uświadomić, że choć obecny wzrost gospodarczy im sprzyja, to te gałęzie przemysłu są bardzo wrażliwe na cykl koniunkturalny. Dlatego dla analityków istotne jest monitorowanie nie tylko bieżących wyników, ale również rozwój wskaźników wiodących. Obecnie wszystko wskazuje na to, że przemysł w Europie powinien rosnąć w najbliższych miesiącach. Bardziej niż Niemcy od przemysłu motoryzacyjnego uzależniona jest Republika Czeska, w której ten sektor również znacząco pomaga w szybkim wzroście gospodarczym.

Ten tydzień był dla złotego bardzo pozytywny, polska waluta umocniła się w stosunku do euro na poziom 4,26 EUR/PLN. Pomimo ciągłych napięć politycznych między Katalonią i resztą Hiszpanii euro

umocniło się w stosunku do dolara i w piątek rano ta para walutowa była na poziomie 1,18 EUR/USD.

Euler Hermes powołał szefa działów odszkodowań i windykacji w Polsce

Euler Hermes, wiodący światowy ubezpieczyciel należności handlowych, ogłasza nominację na członka wyższej kadry kierowniczej w Polsce. Krzysztof Rzepka został powołany na Dyrektora Zarządzającego Biurem Windykacji i Likwidacji Szkód. Na tym stanowisku, będzie odpowiadał za wszystkie aspekty działalności Euler Hermes w Polsce związane z odszkodowaniami oraz windykacją.

Krzysztof Rzepka dołączył do Euler Hermes w sierpniu 2009 roku jako Zastępca Dyrektora Generalnego i Dyrektor Finansowy w polskiej spółce windykacyjnej. Od 2004 roku jest on członkiem ACCA, a od 2008 roku ma uprawnienia biegłego rewidenta (PCA). Ukończył Wydział Finansów i Bankowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz jest absolwentem studiów podyplomowych na kierunku ubezpieczeń Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Pracując w warszawskim biurze Euler Hermes, Krzysztof Rzepka będzie raportował do Tomasza Starusa, Członka Zarządu Euler Hermes w Polsce, który powiedział: „Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu Krzysztof jest cennym uzupełnieniem naszej kadry kierowniczej w sytuacji, gdy łączymy procesy odszkodowawcze i windykacyjne, aby zapewnić szybszą i skuteczniejszą obsługę klientów. Opierając się na swoim bogatym doświadczeniu, w tych kluczowych obszarach oraz na swojej rozległej wiedzy o uwarunkowaniach lokalnych, Krzysztof będzie przeprowadzał zmiany, które mają za cel wzmocnić naszą działalność w zakresie odszkodowań i windykacji należności. Wdrażane zmiany nie będą miały wpływu na inne podmioty w naszej strukturze biznesowej, ani na poszczególne linie oferowanych produktów, a połączenie tych kluczowych procesów pozwoli nam uprościć procedury oraz skrócić czas potrzebny na zwrot odzyskanych należności i wypłatę odszkodowań”.

Na dzień 29 grudnia 2017 planowane jest połączenie polskich spółek Euler Hermes Services Polska sp. z o.o. (podmiot przejmowany) ze spółką Euler Hermes Collections sp. z o.o. (podmiot przejmujący). Cały proces zostanie przeprowadzony w oparciu o uregulowania Kodeksu spółek handlowych (art 492§1) w drodze przeniesienia majątku spółki przejmowanej na spółkę przejmującą.

Z dniem połączenia spółka Euler Hermes Collections sp. z o.o. z mocy prawa wstąpi we wszystkie prawa i obowiązki spółki Euler Hermes Services Polska sp. z o.o. i będzie kontynuować działalność prowadzoną dotychczas przez spółkę Euler Hermes Services Polska sp. z o.o.

KERRIS Group w rankingu “Deloitte Technology Fast 50 CE”

Agencja interaktywna KERRIS znalazła się na 31 miejscu w tegorocznej edycji “Deloitte Technology Fast 50 CE”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Spółka osiągnęła 444 proc. wzrost przychodów w latach 2013-2016.

Pozostali polscy laureaci tegorocznej edycji rankingu to m.in. firmy: ToopLoox, Absolvent.pl, Cloud Technologies, Bold Brand Commerce, Droids On Roids, Yieldbirds, Oktawave. Łącznie w zestawieniu znalazło się 19 firm z Polski. Dynamika wzrostu przychodów wszystkich firm technologicznych z rankingu wyniosła w 2016 roku 1127 proc. i była wyższa niż rok wcześniej.

Wśród polskich laureatów poprzednich edycji znalazły się m.in. takie firmy jak: Codewise i CodiLime, Miquido, Comperia.pl; Netguru, ITMAGINATION; LIVECHAT Software, Grupa Nokaut, eSky.pl, CD Project RED,  i3D, LGBS Polska, Audioteka Poland, Fru.pl czy, easyCALL.pl.

O udziale w rankingu „Deloitte Technology Fast 50 CE” decydowały poniższe kryteria:

  • wysokość przychodów za lata 2013-2016,
  • technologiczna działalność firmy oparta na jednej z kategorii: oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie, nauki przyrodnicze,
  • struktura własności spółki wykluczająca większościowe udziały zagranicznych inwestorów strategicznych,
  • lokalizacja siedziby spółki na terenie Europy Środkowej.

“Technology Fast 50 CE” to projekt promujący innowacyjność skierowany zarówno do firm o ugruntowanej pozycji na rynku, jaki i tych, które rozpoczęły działalność stosunkowo niedawno. Ranking organizowany jest od osiemnastu lat przez firmę doradczą Deloitte.

– Naszym celem jest promowanie spółek, które mają potencjał, by osiągnąć sukces nie tylko w Europie Środkowej, ale również na całym świecie. W kilkunastoletniej historii naszego konkursu mieliśmy już wiele takich przykładów – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider programu w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Ignacy Bochiński, Partner KERRIS Group
Ignacy Bochiński, Partner KERRIS Group

Bardzo cieszy nas wyróżnienie, będące potwierdzeniem  dynamicznego rozwoju KERRIS Group. Naszym priorytetem od początku było dostarczanie kompleksowych usług digital na najwyższym poziomie. Nie byłoby to możliwe bez stawiania na ciągły rozwój oferty oraz kompetencji, a także bez zaufania, którym darzą nas Klienci – komentuje Ignacy Bochiński, Partner KERRIS Group.

Mikołaj Szymański, Co-founder i Managing Partner KERRIS Group
Mikołaj Szymański, Co-founder i Managing Partner KERRIS Group

Jak dodaje Mikołaj Szymański, Co-founder i Managing Partner KERRIS Group:

Tworzenie szybko rozwijającej organizacji choć niezwykle satysfakcjonujące oznaczają ciągły proces zmian, a te z natury bywają trudne. Dlatego ogromne podziękowania należą się naszemu zespołowi, któremu nie brakuje pasji, zaangażowania i determinacji.

Jubileuszowe nagrody NEW@POLAND rozdane!

W dziesiątej, jubileuszowej edycji nagrody NEW@POLAND Kapituła Nagrody, złożona z przedstawicieli świata nauki i biznesu w tym, profesorów: Michała Golińskiego, Michała Kleibera, Andrzeja K. Koźmińskiego, Witolda Orłowskiego oraz władz Związku Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan postanowiła przyznać Nagrodę NEW@POLAND dla Poczty Polskiej za projekt Mobilny Listonosz.

Mobilny Listonosz, dzięki najnowszym urządzeniom i rozwiązaniom technologicznym umożliwia oferowanie usług z listy POS- Point of Sale przez listonoszy. Platforma wykorzystuje ponad 20 tysięcy tabletów z systemem operacyjnym MS Windows, a swoim zasięgiem obejmuje cały kraj – jest dostępna wszędzie tam, gdzie docierają listonosze.

Poczta Polska świadczy usługę elektronicznego potwierdzania odbioru z wykorzystaniem tabletów przy użyciu dedykowanej aplikacji Mobilny Listonosz od 1 marca 2016 roku. W ramach tego projektu listonosze w całym kraju otrzymali urządzenia mobilne podłączone do internetu, dzięki którym informacja o statusie przesyłki i jej doręczeniu przekazywana jest w czasie rzeczywistym do nadawcy. Poczta planuje stopniowe rozbudowywanie aplikacji „Mobilny Listonosz”. W niedalekiej przyszłości stanie się platformą skupiającą wiele innowacyjnych usług Poczty Polskiej. Obecnie oprócz przesyłek z elektronicznym potwierdzaniem odbioru (EPO) na urządzeniach mobilnych można rejestrować kary SIM. Realizacja kontraktu na obsługę polskich sądów z wykorzystaniem urządzeń mobilnych to kolejny krok w kierunku pełnienia przez Pocztę Polską roli głównego operatora cyfrowego. Spółka dysponuje odpowiednimi, innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi oraz siecią placówek mogących wspierać administrację w procesie cyfryzacji usług publicznych.

Jury wyróżniło również projekt Managed Security Services (MSS) czyli regularny monitoring podatności w systemach IT firmy CYBERCOM Poland. W odpowiedzi na rosnącą skalę cyberzagrożeń, Cybercom Poland stworzył usługę kompleksowych, dogłębnych testów bezpieczeństwa, wykonywanych regularnie według rocznego planu. Takie podejście pozwala stale zabezpieczać sieć oraz infrastrukturę klienta, bez konieczności dużego zaangażowania czasowego i finansowego z jego strony.

Nagrodę NEW@POLAND ustanowił przez Związek Pracodawców Technologii Cyfrowych LEWIATAN w celu promowania działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego i technologicznej innowacyjności, skupiając się na projektach, które w największym stopniu zmieniają sposób organizacji państwa i oferowania usług publicznych, przyczyniając się do rozwiązywania ważnych problemów społecznych i poprawy jakości relacji państwa z obywatelami.

Nagrodę wręczyli Cristiano Pinzauti, przewodniczący jury nagrody oraz Piotr Marczuk, prezes ZPTC Lewiatan. Gala nagrody odbyła się podczas VII Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.

Kryptowaluty alternatywą dla pieniądza

Kryptowaluty to nowy system finansowy. Można go porównać do zmiany, jaką wprowadziło pojawienie się Internetu. Tak jak maile wyparły korespondencję listową, tak kryptowaluty stają się konkurencją dla pieniądza.

To alternatywny system finansowy – globalny, wolny, otwarty na innowacje i źródłowy – każdy może zobaczyć, jak dokładnie działa –powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Opiera się o zdecentralizowaną strukturę, co oznacza, że nie ma kogoś, kto nim rządzi. To system dziesiątek tysięcy komputerów na całym świecie, które wszystkie są równe. Nie da się nim zarządzać ani go wyłączyć czy zlikwidować. To nowy protokół wymiany wartości. W banku na koncie mamy określoną ilość jednostek jak złotówka, euro czy dolar. W systemach walutowych jest to bitcoin, etherum czy litecoin – dodał Bentyn.

Wyjaśnienie kwestii opodatkowania ochrony brzegu morskiego

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Wiceminister Finansów Paweł Cybulski powiedział, że dla przyszłych działań organów skarbowych w sprawie opodatkowania prac wykonanych w ramach rządowego „Programu Ochrony Brzegów Morskich” decydujące znaczenie będzie miała uchwała siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. Bez względu na treść uchwały, zachęcił poszkodowanych przedsiębiorców do występowania o umorzenie odsetek i rozłożenie na raty ewentualnych zobowiązań.

Wciąż nie zakończył się wieloletni spór o opodatkowanie prac hydrotechnicznych wykonywanych w ramach rządowego „Programu Ochrony Brzegów Morskich”. Przypominamy, że sprawa dotyczy tego, czy roboty mające na celu ochronę brzegu morskiego można zakwalifikować jako usługi związane z ochroną środowiska morskiego, które opodatkowane są stawką 0% VAT. Z taką interpretacją nie chce zgodzić się fiskus, który po latach żąda od przedsiębiorców zapłaty 23% VAT od wykonanych usług. Kluczowe w niniejszej sprawie jest to, że przetargi na realizację prac były ogłaszane właśnie ze stawką 0%. Ujęcie innej stawki w zgłoszeniu przetargowym wiązało się z jego odrzuceniem – mówi Łukasz Czucharski, ekspert Pracodawców RP.

Sprawa musiała trafić aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego i w dalszym ciągu czeka na swój finał. W drodze postanowienia z dnia 25 sierpnia 2017 r., sygn. akt I FSK 1857/16 przewodniczący przedstawił powstałe na gruncie przedmiotowej sprawy zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. W ustnym uzasadnieniu takiego postanowienia, Naczelny Sąd Administracyjny wskazał m.in., że ma poważne wątpliwości, co do prawidłowości poglądu wyrażonego we wcześniejszym, niekorzystnym dla podatników wyroku z dnia 14 kwietnia 2015 r., sygn. akt I FSK 1493/14, który właśnie stanowił argument organów skarbowych – dodaje Łukasz Czucharski.

Na posiedzeniu Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Wiceminister Finansów Paweł Cybulski zapowiedział, że działania organów skarbowych będą uzależnione od treści uchwały siedmiu sędziów NSA. Zadeklarował jednak, że bez względu na rozstrzygnięcie NSA resort będzie poszukiwał rozwiązań, aby zminimalizować negatywne skutki dotychczasowych decyzji fiskusa. Zachęcił również poszkodowanych przedsiębiorców do występowania o umorzenie odsetek i rozłożenie na raty ewentualnych zobowiązań.

Należy mieć nadzieję, że resort finansów stanie na wysokości zadania i niezależnie od treści uchwały NSA podejmie wszelkie działania, aby naprawić błędy podległych mu organów administracji skarbowej. Nie można przecież zignorować faktu, że przedsiębiorcy działali w zaufaniu do organów państwa. W związku z tym również w interesie resortu finansów powinno być, aby to zaufanie przywrócić – podsumowuje Łukasz Czucharski.

Rosnąca inflacja nie wzrusza krajowego długu

Pomimo rosnącej inflacji, rentowności obligacji z krótkiego końca krzywej dochodowości pozostają stabilne. Pozytywne nastroje na rynku globalnym nadal wspierają złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek, na rynku głównej pary walutowej euro w relacji do dolara utrzymywało okolice poziomów, do których dotarło w reakcji na publikację protokołu z wrześniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Pomimo faktycznego potwierdzenia grudniowej podwyżki stóp w Stanach, Fed wyraźnie zwracał uwagę na niepokojąco niską inflację, przez co został przez rynek odebrany dość łagodnie. Dolarowi nadal ciąży też polityka wewnętrzna. Jak wynika z ostatnich doniesień, część republikańskich senatorów może nie poprzeć reformy podatkowej forsowanej przez Donalda Trumpa. Trump zapowiedział już, że w celu zapewnienia szerszego poparcia swoim projektom zaproponuje korekty do planu, ale to może oznaczać odsunięcie w czasie terminu wejścia w życie nowych regulacji. Wzrost niepewności co do tego, czy plany Trumpa powiodą się ponownie zaczął więc ciążyć dolarowi.

Wydźwięk minutes Fed wpływał również na notowania na rynku stopy procentowej, gdzie obawy o niższą inflację oraz o to, czy taki stan rzeczy ma charakter jedynie przejściowy, sprzyjał spadkom rentowności. Jednak już w piątek zostanie opublikowany indeks CPI dla USA, który według prognoz powinien pokazać we wrześniu wzrost do 2,3% r/r z 1,9% miesiąc wcześniej. Dobrym sygnałem przed dzisiejszymi danymi jest odczyt dla cen producenckich, gdzie indeks PPI wzrósł do 2,6% r/r z 2,5% w sierpniu. Poprawa danych o inflacji powinna utwierdzić rynek w oczekiwaniach na grudniową podwyżkę stóp procentowych w USA.

Tymczasem napływające na rynek kolejne dane dot. gospodarek Europy zaskakują pozytywnie. Po dobrych danych z Niemiec (dot. m.in. bilansu handlowego, produkcji przemysłowej i zamówień w przemyśle) w czwartek opublikowany został raport ze strefy euro pokazujący wzrost sierpniowej produkcji przemysłowej o 3,8% r/r wobec 2,6% prognozowanych. Są to zatem kolejne dane wspierające rozpoczęcie taperingu w Europie. We wczorajszym wywiadzie J. Weidmann (z EBC) zwrócił uwagę, że bank centralny strefy euro nie powinien długo utrzymywać stóp procentowych na niskim poziomie i wykorzystując obecny wzrost gospodarczy powinien zacząć zacieśnianie polityki. Powszechnie oczekuje się, że za dwa tygodnie (26 października) EBC zadecyduje, czy będzie kontynuował program luzowania ilościowego w przyszłym roku i w jakiej skali. Sygnały od członków banku wskazują, iż mogą oni opowiedzieć się za redukcją skali skupu aktywów, ale i również za przedłużeniem okresu jego trwania, prawdopodobnie o sześć lub dziewięć miesięcy.

Na słabości dolara nadal korzysta złoty, którego dodatkowo wspierają solidne dane makro. Nominalnie kurs EURPLN znajduje się w okolicach 4,27. W czwartek GUS potwierdził, że we wrześniu inflacja CPI przyspieszyła do 2,2% r/r z 1,8% notowanych miesiąc wcześniej. Mamy zatem trzecie z rzędu przyspieszenie dynamiki cen konsumpcyjnych w Polsce. Analizując składowe indeksu wyraźnie widać, że do wzrostu indeksu przyczyniły się ceny żywności, odzieży i obuwia, paliw, a także koszty utrzymania mieszkań. Wzrost cen paliw był zapewne pochodną wzrostu cen ropy naftowej na świecie i mocniejszego dolara, zaś ceny żywności rosły w związku z mniejszą podażą warzyw, owoców, a także mięsa i produktów mlecznych. To może oznaczać, że również wskaźnik inflacji bazowej najprawdopodobniej wyraźnie przyspieszył (ekonomiści PKO szacują wzrost do 0,9%-1,0% r/r z 0,7% w sierpniu). NBP swój raport opublikuje w piątek.

Pojawienie się presji inflacyjnej wynikającej nie tylko z cen żywności czy paliw będzie wpływać negatywnie na notowania instrumentów dłużnych. Na razie obligacje z krótkiego końca krzywej dochodowości nie odbiły wraz z przyspieszeniem indeksu CPI, jednak ma to związek z popytem na papiery z tym terminem zapadalności oraz gołębią retoryką RPP. W tym wypadku oczekujemy jednak, że rentowności obligacji 2-letnich powrócą do trendu wzrostowego i przekroczą poziom 1,80%. Na dłuższym końcu krzywej SPW, spadek rentowności polskich obligacji 10-letnich spowodował w tym tygodniu, że spread do niemieckich Bundów ponownie znalazł się poniżej 300pb. Zawężenie się spreadów do rynków bazowych jest pokłosiem spadku awersji do ryzyka wśród inwestorów w związku z wydarzeniami politycznymi.

Rosnąca inflacja nie wzrusza krajowego długu

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek

Źródło: PKO Bank Polski

Dr Bonikowska: Po Brexicie zarobki niektórych Polaków mogą wzrosnąć nawet o kilkanaście procent

Office for National Statistics informuje, że od czerwca do sierpnia br. w sektorze usług było 687 tys. wakatów. Stanowiły one aż 88,8% wszystkich wolnych posad w Wielkiej Brytanii. Najwięcej z nich odnotowano w sprzedaży hurtowej i detalicznej, w naprawie pojazdów mechanicznych, służbie zdrowia oraz pracy socjalnej. Jak stwierdza dr Małgorzata Bonikowska, bez migrantów tamtejszy rynek faktycznie mógłby poważnie się załamać. Dlatego ekspert przewiduje, że nawet po Brexicie brytyjski rząd nie ograniczy radykalnie możliwości zarobkowych obcokrajowcom. Polacy, którzy świadczą usługi na wysokim poziomie, będą tam bardzo potrzebni.

Jak wynika z danych ONS, w całym zeszłym roku 431 tys. cudzoziemców weszło na brytyjski rynek pracy, a liczba rodzimych pracowników spadła tam o blisko 120 tys. Prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych przypomina, że chęć ograniczenia napływu ludności z krajów członkowskich UE była jedną z głównych przyczyn wyjścia Wielkiej Brytanii ze wspólnoty. W związku z tym, brytyjski rząd siłą rzeczy będzie chciał pokazać społeczeństwu, że panuje nad ruchem migracyjnym. Ale jednocześnie musi brać pod uwagę poważne niedobory kadrowe w branżach usługowych i to może łagodzić jego politykę wobec przybyszów zarobkowych.

– Spodziewam się, że przedstawiciele tych zawodów, na które jest największy popyt, nie będą mieli trudności w podejmowaniu pracy. Z całą pewnością brytyjski rynek będzie potrzebował dodatkowych pracowników. Już dzisiaj jest tam więcej ofert pracy, niż chętnych do świadczenia usług. Po Brexicie zdobycie zatrudnienia będzie jednak wymagało od obcokrajowców uzyskania specjalnych zezwoleń – mówi dr Bonikowska.

Ekspert zwraca uwagę na to, że nasi rodacy stali się największą mniejszością narodową w Wielkiej Brytanii. Jest ich prawie milion. Na Wyspach mieszka nas więcej, niż przybyszów z Indii, czyli  najliczniejszej dotąd grupy obcokrajowców. Brytyjscy pracodawcy cenią Polaków za profesjonalizm w świadczeniu usług i wysokie kwalifikacje. Dobrą opinią cieszą się m.in. hydraulicy, murarze, stolarze i mechanicy samochodowi. Ich wynagrodzenia mogą wzrosnąć po Brexicie, nawet o kilkanaście procent, ze względu na zwiększenie popytu. Dr Małgorzata Bonikowska prognozuje, że sytuacja na rynku pracy specjalnie się nie zmieni w przypadku osób reprezentujących ww. zawody.

– Rozpoczęcie pracy w Wielkiej Brytanii, po jej wyjściu ze struktur UE, będzie dla Polaków oczywiście trudniejsze, niż obecnie. Skończy się przecież swobodne przekraczanie granic UK i wrócą pozwolenia na podjęcie zatrudnienia. Brytyjski rząd wprowadzi nowe regulacje, jakich treści jeszcze nie znamy. Można jednak przypuszczać, że nasi rodacy, którzy już teraz pracują na Wyspach w oparciu o umowy o pracę, nie odczują większych zmian. Jeśli są tam legalnie ponad 5 lat, to już teraz mogą ubiegać się o kartę stałego pobytu, a potem obywatelstwo – wyjaśnia prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Ci, którzy pracują w Wielkiej Brytanii dłużej niż rok, mają szansę na rezydenturę tymczasową. Polacy o takim statusie, nawet po zaostrzeniu przepisów dotyczących pobytu i pracy, w Wielkiej Brytanii, zachowują pełne prawa, jakie mają obecnie jako obywatele Unii Europejskiej. Jednak trzeba pamiętać o tym, że nie wszyscy pracują tam na umowach o pracę. Część naszych rodaków świadczy usługi w ramach działalności gospodarczej. Niektórzy wykonują tylko prace dorywcze bądź sezonowe, tym samym nie opłacają składek na ubezpieczenie. Oni mogą więc mieć problem z kontynuacją zatrudnienia po Brexicie, jeśli na ich miejsce będą inni chętni.

– Niemniej, na brytyjskim rynku pracy występują spore niedobory. W wielu branżach, np. w opiece społecznej czy w budownictwie, popyt na pracowników utrzyma się, a nawet zwiększy, bo część imigrantów będzie musiała przecież opuścić Wyspy. Powodem tego mogą być na przykład restrykcje wizowe. Dodatkowo, niektórzy obywatele UE wrócą zapewne na kontynent – dodaje dr Małgorzata Bonikowska.

Jak podsumowuje ekspert, Polacy, którzy dopiero zamierzają wyjechać do Wielkiej Brytanii w celach zarobkowych, powinni zainteresować się wakatami na tamtejszym rynku. Jeżeli reprezentują zawody, na jakie jest zapotrzebowanie, Brexit raczej nie zmniejszy ich szans na dobrą pracę na Wyspach. Jednocześnie, brytyjski rząd będzie wprowadzał dodatkowe wymogi wobec imigrantów ekonomicznych, więc trzeba będzie je bliżej poznać.

Polska gospodarka wzywa biernych zawodowo

Spadające poniżej granicy 5 proc. bezrobocie sugeruje, że w polskiej gospodarce dramatycznie kurczy się liczba rąk gotowych do podjęcia pracy, co zwykle utrudnia wzrost gospodarczy. Faktycznie jednak rezerwy wśród pracowników są jeszcze spore, największe tkwią w gronie ludzi biernych zawodowo – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według unijnej metodologii stopa bezrobocia dla osób w wieku 20-64 lata po drugim kwartale br. wynosiła 4,9 proc. Oznacza to, że zaledwie 830 tys. osób szukało pracy. Przy tempie spadku liczby bezrobotnych obserwowanej w ostatnich latach na poziomie 200-250 tys. rocznie oznaczałoby, że w najbliższych kwartałach zabraknie rąk do pracy, co negatywnie wpłynie na całą gospodarkę.

Powyższa statystyka nie uwzględnia jednak biernych zawodowo, czyli osób, które ani nie mają pracy, ani jej nie szukają. W przedziale wiekowym 20-64 lata jest to około 5,7 mln osób czyli 25,3 proc. populacji mającej 20-64 lata. Średni odsetek biernych zawodowo w Unii Europejskiej wynosi 22 proc., a w Niemczech jedynie 17,9 proc.

Gdzie Polska powyżej unijnej średniej

Już dziś nasz kraj w niektórych grupach społecznych ma bardzo dobre statystyki zatrudnienia czy aktywności zawodowej, więc poprawa danych dla konkretnego przedziału wiekowego czy wykształcenia może przynieść korzyści większe niż próba osiągnięcia ledwie średniego poziomu UE. Wzrost aktywności zawodowej o 1 pkt proc. w przypadku Polski oznacza powiększenie zasobów siły roboczej o 230 tys. osób.

Bezrobocie wśród Polaków z wyższym wykształceniem w wieku 20-64 lata wynosi 2,6 proc. (148 tys. osób), a odsetek biernych zawodowo ludzi po studiach to 6 proc. wśród mężczyzn (155 tys.) oraz 15 proc. wśród kobiet (552 tys.). Wszystkie te parametry są lepsze od średniej w Unii Europejskiej czy w strefie euro. Natomiast wskaźnik zatrudnienia 86,8 proc. prawdopodobnie będzie bardzo trudny do podniesienia, gdyż nawet w Niemczech, Szwecji czy Holandii nie przekracza 90 proc.

Im niższe wykształcenie, tym więcej biernych

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wśród osób z wykształceniem określanym przez Eurostat jako poziom 3 oraz 4 (policealne, zasadnicze zawodowe, ogólnokształcące). W tej grupie stopa bezrobocia spadła w ciągu ostatnich trzech lat prawie o połowę (z 10,2 proc. do 5,7 proc.), a odsetek zatrudnionych podniósł się o 4,5 pkt proc. do 68 proc. (9,8 mln).

Odsetek biernych zawodowo w Polsce ludzi z wykształceniem policealnym, zasadniczym zawodowym i ogólnokształcącym nadal pozostaje jednak bardzo wysoki – 27,9 proc. (ok. 4 mln osób – 2,5 mln kobiet i 1,5 mln mężczyzn). Przynajmniej część tej grupy można spróbować aktywizować, by chociaż wyrównać wynik do średniej unijnej – 22 proc.

Ponieważ statystyki bezrobocia i zatrudnienia wskazują, że gospodarka generuje silny popyt na pracowników bez wykształcenia wyższego, to liczba pracujących w tej grupie Polaków może się zwiększyć dzięki powrotowi biernych zawodowo na rynek pracy. Spadek liczby nieaktywnych zawodowo do przeciętnego poziomu w Unii przełożyłby się na możliwość zatrudnienia dodatkowo ok. 800 tys. pracowników.

Polskę cechuje również szczególnie wysoki odsetek – 53,7 proc. przy unijnej średniej 35 proc. – niepracujących oraz nieposzukujących płatnej posady wśród ludzi z wykształceniem gimnazjalnym i niższym. Chodzi o stosunkowo niewielką grupę 1,8 mln osób, ale szybkie podniesienie ich aktywności zawodowej może okazać się problematyczne ze względu na trudności w uzupełnieniu kwalifikacji. Na szczęście także w tej grupie bezrobocie wyraźnie spadło z 20 do 13 proc. przez trzy ostatnie lata. Stąd wniosek, że gospodarka generuje wystarczający popyt na pracę, by liczba aktywnych zawodowo wzrosła w tej grupie  przynajmniej do 55 proc. (średnia w Unii to 65 proc), co oznaczałoby dodatkowe 200 tys. osób w zasobach siły roboczej.

Na początek zmian potrzebne są dobre chęci

Szybko spadające bezrobocie oraz rosnące zatrudnienie wśród osób z wykształceniem poniżej wyższego tworzą znakomite warunki do tego, żeby wreszcie wyraźnie zmniejszyć grupę biernych zawodowo Polaków.

Aby ten proces zakończył się sukcesem, potrzebne są chęci wśród wszystkich zainteresowanych. Przedsiębiorcy powinni liczyć się z faktem, że pracownicy wydobyci z otchłani bierności zawodowej wymagają dłuższego szkolenia niż bezrobotni. Zatrudnieni z kolei prawdopodobnie muszą nastawić się na to, że sporo czasu zajmie im dostosowanie się do nowych warunków w pracy. Za aktywizacją zawodową powinna także stać polityka państwa, która poprzez zachęty podatkowe będzie stymulować do zatrudniania biernych zawodowo. Warto w to zainwestować, ponieważ w finalnym rozrachunku wzrost aktywności zawodowej opłaci się wszystkim stronom przedsięwzięcia. Pracodawcy zyskają milion gotowych do pracy, państwo większe wpływy z podatków, a zatrudnieni wypłaty, które wg najnowszych danych GUS rosną w tempie najwyższym od wielu lat.

Dzień inflacji, dzień nominacji

Dolar przez większą część tygodnia znajdował się w defensywie. Przy pustym kalendarzu makro, niesprzyjającym nagłówkom dotyczącym rozwoju sytuacji na scenie politycznej USA i gołębich sygnałach dotyczących polityki Fed (zaniepokojenie decydentów niską inflacją oraz spadające prawdopodobieństwo, że Warsh zostanie następcą Yellen – spekulacje mówią, że rozstrzygnięcie może zapaść już dziś) po prostu brakowało impulsów do windującego dolara wzrostu rentowności obligacji.

Dodatkowo po stronie większości pozostałych walut G-10 pojawiły się nowe, bardziej sprzyjające okoliczności. Korzystniejsze dla wspólnej waluty środowisko na rynku długu to pokłosie załagodzenia sytuacji Katalonii. Kolejna odsłona globalnej hossy na rynkach akcji i wzrosty cen surowców (ropa i miedź podrożały w tym tygodniu około 3 proc.) wspierają najbardziej ryzykowne waluty surowcowe. NZD otrzymał także wsparcie pod postacią wzrostu prawdopodobieństwa szybkiego uformowania koalicji.

Najsilniejszy w tym tygodniu jest funt, którego najpierw wsparło umocnienie pozycji premier May a wczoraj prawdziwą zmienność wywołał odpowiedzialny za brexitowe negocjacje po stronie unijnej Barnier. Najpierw narzekał na impas w negocjacjach (załamanie funta), ale potem niemiecka prasa doniosła, że jest gotów zaproponować dwuletni okres przejściowy w zamian za poszanowanie przez stronę brytyjską dotychczasowych zobowiązań finansowych. Wywołało to wystrzał GBP/USD w kierunku 1,33.

Pozostajemy jednak konstruktywnie nastawieni do perspektyw dolara. Od kilku tygodni dane z amerykańskiej gospodarki coraz mocniej pozytywnie zaskakują rynek i nie ma naszym podstaw by spodziewać się odmiany takiego stanu rzeczy. Zanegowanie całego tygodnia mają szanse przynieść wyczekiwane od kilku dni publikacje najwyższej rangi: inflacja oraz sprzedaż detaliczna.

W przypadku bazowego wskaźnika cen konsumenckich spodziewany jest (0,2 proc. m/m) kolejny silny przyrost po sierpniowym wyskoku 0,25 proc. m/m. Byłby on w stanie znacznie wspomóc dolara. Byłby to bowiem znak, że po kilku rozczarowujących wartościach publikacji z rzędu (marzec – lipiec), presja cenowa w końcu zaczyna krzepnąć. Potwierdziłoby to scenariusz Fed, w którym słabość inflacji jest przejściowa i wynikająca z czynników jednorazowych (zmiany taryf operatorów telekomunikacyjnych, wysoka zmienność stawek hotelowych).

Choć grudniowa podwyżka jest wyceniona na 75 proc., to na kolejne trzy kwartały zdyskontowanych jest zaledwie około 20 pb zacieśniania. Przypomnijmy, że mediana oczekiwań obecnych członków FOMC zakłada grudniową podwyżkę i trzy kolejne w 2018 roku. Istnieje w tym świetle znaczne pole to śmielszej wyceny przyszłych kroków Fed. Wracając do dzisiejszych odczytów: huragany powinny wywindować ceny paliw, co może skutkować dynamiką CPI bliską nawet 2,5 proc. rok do roku i wspierać główny wskaźnik sprzedaży detalicznej. W podobnym kierunku oddziałuje odbicie sprzedaży aut. Wpływ klęsk żywiołowych w przypadku bazowej sprzedaży detalicznej może być jednak znacznie silniejszy. Nie zmienia to faktu, że wzrost przychodów amerykańskich gospodarstw domowych oraz bardzo solidna kondycja rynku pracy nie dają powodów do obaw o pozytywne tendencje w zakresie konsumpcji.

W tym świetle widzimy potencjał do odnowienia aprecjacyjnego trendu w notowaniach USD. Eurodolar będzie podatny na spadki w kierunku 1,16 w kontekście zbliżającego się posiedzenia ECB. AUD/USD jest zagrożony przez skrajnie rozbudowaną długą pozycję spekulacyjną, która aż prosi się o korektę. USD/JPY także powinien kierować się do 114,30, czyli letnich i wiosennych szczytów. Okres siły walut gospodarek wschodzących także jest zagrożony. Między innymi: nie widzimy potencjału do tego aby EUR/PLN schodził trwale poniżej 4,26.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz co nas czeka na rynku w przyszłym tygodniu

W przyszłym tygodniu po raz kolejny dane makroekonomiczne zostaną przyćmione przez politykę. W nocy 18 października jest zaplanowany kongres Komunistycznej Partii Chin. Z kolei na niedziele 22 października odbędą się przedterminowe wybory w Japonii.

W samym kalendarzu publikacji danych makroekonomicznych dzieje się mniej niż w poprzednim tygodniu. W poniedziałek poznamy jedynie chińską inflację R/R. We wtorek zostanie opublikowany protokół z posiedzenia RBA dot. Polityki Monetarnej, brytyjska inflacja oraz indeks niemieckiego nastroju ekonomicznego według ZEW. W środę poznamy stan brytyjskiego rynku pracy, który w ostatnim czasie zaskakuje. W kolejny dzień sesji poznamy dane z Japonii, Australii oraz Chin. W piątek kalendarz został zdominowany przez publikację kanadyjskiej inflacji R/R oraz amerykańską sprzedaż istniejących nieruchomości.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Chiny – kongres Komunistycznej Partii Chin

Kongres KPCh organizowany jest raz na pięć lat, zazwyczaj trwa około 10 dni. Sam zjazd polityków ma posłużyć analizie obecnej sytuacji w kraju i na świecie. Przede wszystkim zostanie wyznaczony plan rozwoju oraz kierunki działania. Prezydent Xi Jinping ma przedstawić wizję kraju na kolejne pięć lat i dalej. Organizowany co pięć lat jest jednym z najważniejszych wydarzeń w Chinach, ponieważ wyznacza długoterminowe plany rozwoju chińskiej gospodarki. Dlaczego jest to ważne dla rynku? Druga gospodarka na świecie (według niektórych pierwsza) wyznacza globalne trendy na rynku, a przede wszystkim surowcach. Ewentualna korekta na indeksach giełdowych lub ich dalsze wzrosty spowodują także zmianę nastawienia inwestorów do surowców, a to do szerokiej gamy par walutowych.

surowce i chinskie indeksy

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia indeks MSCI China na tle indeksu surowców przemysłowych (linia zielona). Jeżeli dojdzie do korekty na chińskich indeksach, to surowce przemysłowe powinny ucierpieć. W takim wypadku warto przyjrzeć się bliżej dolarowi australijskiemu.

Instrument do obserwacji – Caterpillar

Caterpillar to zdecydowanie jedna z najciekawszych spółek wchodzących w skład indeksu Dow Jones Industrial Average. Pogarszająca się sytuacja fundamentalna spółki nie przeszkodziła wzrostom kursu akcji o ponad 100% od dołków z grudnia 2015 roku (ponad 30% w tym roku). Przychody oraz zyski spółki spadały przez ostatnie kwartały, aczkolwiek widać delikatne odbicie. Dług pozostaje na podobnym poziomie a światełkiem w tunelu może być coraz większy stan gotówki. Wskaźnikowo Caterpillar nie wygląda zbyt ciekawie. Niewielki zysk w ostatnim kwartale spowodował wystrzał wskaźnika C/Z do niebotycznego poziomu 836. Marża netto to tylko 0.27% a zwrot na kapitale własnym spadł do 0.74%. Cena do wartości księgowej to już 5.28, co czyni spółkę jedną z droższych w branży. Pozytywem jest dość wysoki wskaźnik dywidendy na poziomie 2.47%. Mimo dość kiepskich fundamentów, akcje Caterpillar osiągnęły historyczne szczyty (125 USD) po rekomendacji „kupuj” wydanej przez UBS. Uzasadnienie? Coraz więcej gotówki w kasie firmy, odwrócenie trendu przychodów w czwartym kwartale tego roku i prognozowane przepływy pieniężne na poziomie 10 miliardów dolarów w 2017 roku.

Od strony analizy technicznej, Caterpillar wygląda świetnie. Po wybiciu oporów na 111 USD a potem na 117 USD, kurs akcji szybuje na północ. Ruch jest dość dynamiczny stąd trudno prognozować odwrócenie tego trendu wzrostowego. Kluczowe dla dalszego rozwoju sytuacji będą wyniki za trzeci kwartał. Słabsze spowodują korektę ruchu wzrostowego i prawdopodobny test wsparcia na poziomie 117 USD. Liczby zgodne z prognozami lub lepsze, mogą sugerować „fundamentalne odrodzenie” spółki a co za tym idzie, dalsze wzrosty i rekordy. Pamiętajmy jednak o ryzyku – beta Caterpillar wynosi 1.6 więc jest zdecydowanie bardziej dynamiczna niż szeroki rynek.

Notowania CAT, interwał miesięczny

Notowania CAT, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Nowoczesne biuro kartą przetargową w procesie rekrutacji. 80 proc. osób przed podpisaniem umowy sprawdza warunki w miejscu pracy

Nowoczesne biuro kartą przetargową w procesie rekrutacji. 80 proc. osób przed podpisaniem umowy sprawdza warunki w miejscu pracy 7

Elementem walki o pracownika jest obecnie nowoczesne biuro oraz atrakcyjny wystrój wnętrz, który zapewni komfortową pracę. 80 proc. pracowników przed podpisaniem umowy zwraca uwagę na warunki, w jakich będzie pracować. Sytuacja na rynku nieruchomości sprawia, że pracodawcy mają w czym wybierać.

– W Warszawie wciąż powstaje wiele biurowców. Odsetek powierzchni dostarczanej na rynek jest nieznacznie mniejszy niż w zeszłym roku, a najemców, którzy szukają nowej siedziby, jest tyle samo. Możliwości negocjacyjne najemców są duże, przy czym zaczyna być już odczuwalny trend, że aby móc negocjować mocno, należy przedstawiać zwiększone zapotrzebowanie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kajetan Michalski, broker z Nuvalu Polska.

Z raportu Knight Frank wynika, że na koniec I półrocza 2017 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce przekroczyły 9,6 mln mkw. W Warszawie i kilku największych rynkach regionalnych w budowie pozostaje 1,9 mln mkw., z czego 600 tys. mkw. zostanie oddanych do użytku do końca 2017 roku. Na wysokim poziomie utrzymuje się też popyt. O ile w latach 2012–2014 było to ok. 960 tys. mkw. rocznie,o tyle od 2015 roku kształtuje się on na poziomie 1,3 mln mkw. Przy dużej konkurencji na rynku właściciele budynków stawiają na innowacyjne rozwiązania, m.in. proekologiczne.

– Deweloperzy wprowadzają udogodnienia dla rowerzystów i szereg rozwiązań, które ułatwiają pracownikom bytowanie w miejscu pracy i dają im lepsze samopoczucie – tłumaczy Michalski.

Firmy zwracają coraz większą uwagę na części wspólne, ułatwiające zespołową pracę, czy pomieszczenia, w których pracownik może się zrelaksować i nabrać sił do dalszej pracy. Tego typu podejście jest konieczne, ponieważ warunki pracy są dla kandydatów jednym z istotnym kryteriów wyboru pracodawcy. Z raportu Nuvalu „Czego nie wiesz o swoim biurze” wynika, że nawet 80 proc. kandydatów nie podpisuje umowy, zanim nie zobaczy miejsca pracy.

– Branżą, która prześciga się w pozyskaniu nowych pracowników, aranżując swoje biuro bardzo nowocześnie z przestrzenią socjalną, wypoczynkowa i relaksacyjną, jest branża IT. To ten sektor najbardziej skupia się na tym, żeby pozyskać pracownika wystrojem wnętrza. Pracownik może korzystać ze wszystkich stref, które są w stanie, w jakiś sposób zmienić jego pozycję pracy. W branży informatycznej, która jest trochę mniej formalna niż np. branża finansowa rzeczywiście, taki trend jest, ale pomału przekłada się też na inne branże – ocenia Monika Szawernowska, prezes zarządu pracowni architektonicznej Concept Space.

Każda strefa powinna zostać zaprojektowana zgodnie z przeznaczeniem. Strefa dla klientów powinna być efektowna i przyciągać uwagę, dobrze sprawdzą się odważne kolory. Miejsce pracy powinno być kolorystycznie wyciszone, a przestrzeń przedzielona meblami. Coraz częściej pracownicy zwracają uwagę na strefę relaksu.

– Mieliśmy informacje od klientów z branży IT, że pracownik w momencie rozmowy rekrutacyjnej chciał zobaczyć, jak wygląda biuro i jakie są przestrzenie nieformalne w tym biurze, z czego będzie mógł docelowo korzystać podczas swojej 8-, 10- czy nawet 12-godzinnej pracy – zaznacza Monika Szawernowska.

Nowoczesne biura wiążą się z wyższym czynszem. W Warszawie w zależności od położenia miesięczny koszt wynajęcia wynosi od 11 do ok. 24 euro za mkw. Na nieco mniejszych rynkach czynsz raczej nie przekracza 15 euro. Jak jednak przekonuje ekspert Nuvalu Polska, przeprowadzka może przynieść duże korzyści, nie tylko wizerunkowe. Nowe budynki budowane są z wykorzystaniem ekologicznych materiałów i technologii, to zaś zmniejsza zużycie mediów. Opłaty eksploatacyjne mogą być nawet o połowę mniejsze niż w starych biurowcach.

– Przenosiny z budynku o charakterze biurowym, mieszkalnego, typowego domu biurowego czy starszego technologicznie budynku będą w długim terminie rodziły optymalizacje finansowe. Poziomy czynszów za odpowiedni rodzaj usługi też są na określonym poziomie. Orientacyjny poziom czynszowy dla budynku, który zapewni nam wysoki komfort użytkowania i będzie przedstawiał bardzo racjonalną gospodarkę kosztami wspólnymi, to przedział pomiędzy 13–15 euro – wskazuje Michalski.

Paliwa będą drożeć. Do końca roku groźba przekroczenia poziomu 5 zł jednak mało realna

Paliwa będą drożeć. Do końca roku groźba przekroczenia poziomu 5 zł jednak mało realna 8

W ciągu ostatniego miesiąca notowania ropy naftowej na światowych rynkach poszły w górę o kilka procent. Niedługo mogą to odczuć polscy kierowcy. Zdaniem analityków e-petrol.pl ceny benzyny i diesla będą w kolejnych tygodniach rosnąć, ale utrzymają się na poziomie akceptowalnym dla kierowców. Przekroczenia bariery 5 zł za litr 95 nie muszą się na razie obawiać.

– W najbliższym tygodniu lub dwóch możemy się spodziewać pewnego ruchu wzrostowego dla diesla. Będą to ceny z przedziału 4,43–4,54 zł. Jeśli chodzi o benzynę, tu również nastąpi ruch wzrostowy – do poziomu 4,64–4,65 zł za litr. Ceny autogazu będą się utrzymywać w przedziale 2,08–2,15 zł za litr w średniej skali ogólnopolskiej – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z e-petrol.

W ciągu ostatniego miesiąca ropa Crude podrożała o ponad 4 proc., a Brent – o 3,7 proc. W najbliższym czasie kierowcy powinni się więc spodziewać wzrostu cen na stacjach benzynowych.

– Mamy do czynienia z akceptowalnymi dla kierowców poziomami cen detalicznych, ponieważ benzyna kosztuje średnio o 2 grosze mniej niż w ubiegłym tygodniu. Trochę gorzej jest z dieslem, który mocno podrożał w ostatnich dniach – mówi Jakub Bogucki.

Olej napędowy kosztuje średnio 4,42 zł za litr. Średnia cena detaliczna benzyny 95 to 4,57 zł, a 98 – 4,89 zł. Autogaz nieco staniał – kosztuje 2,09 zł.

Analityk e-petrol.pl zauważa, że w cenach hurtowych diesel jest obecnie droższy od benzyny. To częsta sytuacja w okresie przejściowym – jesiennym lub wiosennym – i nie przesądza, że taka zmiana pojawi się również na stacjach benzynowych, w sprzedaży detalicznej.

Według danych z 6 października metr sześcienny benzyny 95 kosztował w rafineriach 3577,60 zł, a średnia cena oleju napędowego wynosiła 3557 zł.

Tankowanie benzyn i oleju na początku października jest o 3–4 proc. droższe niż przed rokiem. Największy, ponad 8-proc., wzrost zanotowały detaliczne ceny autogazu.

Jak podkreśla analityk e-petrol.pl, mimo prognozowanych wzrostów cen benzyny, do końca tego roku kierowcy nie powinni się obawiać przekroczenia psychologicznej bariery 5 zł za litr.

– Do końca roku utrzymają się ceny rzędu 4,70–4,80 zł za litr benzyny. Nieco niższe dla diesla – około 4,60 zł za litr – są jak najbardziej prawdopodobne. Natomiast dojście do poziomu 5 zł jest mało prawdopodobne, ponieważ na rynku międzynarodowym nie ma aż tak silnie prowzrostowych nastrojów. Jeśli się pojawiają, to są krótkotrwałe i w dłuższej perspektywie trudno oczekiwać aż tak gwałtownej zwyżki – prognozuje Jakub Bogucki.

Polska modernizuje armię i zwiększa wydatki na obronność. W obawie przed rosyjską agresją zbroi się prawie cała Europa

Polska modernizuje armię i zwiększa wydatki na obronność. W obawie przed rosyjską agresją zbroi się prawie cała Europa 9

Polska realizuje olbrzymi program modernizacji armii. Na początku października do prezydenta trafiła ustawa zwiększająca wydatki na obronność w perspektywie 2030 roku do co najmniej 2,5 proc. PKB. Podobne plany mają m.in. Czechy i Litwa. W ubiegłym roku po raz pierwszy od kilku lat wydatki na zbrojenia zwiększyły też Stany Zjednoczone. Więcej wydają również Chiny i pogrążona w kryzysie Rosja. Obawy przed rosyjską agresją, niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz w Korei Północnej napędzają nowy, globalny wyścig zbrojeń.

Polska zbliża się do poziomu wydatków na obronność sięgających 2 proc. PKB, ale mamy zamiar  przekroczyć ten pułap w najbliższym czasie. Realizowane będą ambitne programy modernizacyjne, jak choćby system obrony powietrznej. W ramach systemu Wisła mamy kupić pociski o dużym zasięgu, o zdolnościach przeciwrakietowych i przeciwlotniczych, oraz pociski krótszego zasięgu. Na to pójdą bardzo duże pieniądze. Z ostatnich przykładów można wskazać też duży kontrakt zawarty z Hutą Stalowa Wola na dostawy samobieżnych haubic Krab – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Paweł Soroka, wykładowca Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Kochanowskiego w Kielcach.

We wrześniu parlament przyjął ustawę o modernizacji i finansowaniu Sił Zbrojnych, która na początku października została przekazana do podpisu prezydenta. Przewiduje ona, że do 2021 roku wydatki na obronność mają wzrosnąć do poziomu 2,1 proc. PKB. W 2030 roku Polska ma przeznaczać na ten cel minimum 2,5 proc. PKB.

Z sondażu, który na przełomie lipca i sierpnia przeprowadził CBOS, wynika że 75 proc. Polaków popiera zwiększanie wydatków na obronność, a 87 proc. uważa, że polska armia wymaga unowocześnienia. Według szacunków resortu zmiana przepisów spowoduje wzrost wydatków na obronność przekraczający 117 mld zł w ciągu najbliższych 10 lat. Dla porównania tegoroczny budżet na ten cel wynosi niecałe 37,4 mld zł (2,01 proc. planowanego PKB).

Program modernizacji polskiej armii, nakreślony przez MON, zakłada wielomiliardowe inwestycje m.in. w artylerię, wojska rakietowe i obrony powietrznej i środki rozpoznania. Najbliższe priorytety to m.in. przeciwlotniczy i przeciwrakietowy zestaw rakietowy średniego zasięgu „Wisła”, zakup okrętów podwodnych nowego typu w ramach programu „Orka”, system obrony powietrznej krótkiego zasięgu „Narew”, zakup śmigłowców wielozadaniowych oraz śmigłowców uderzeniowych w ramach programu „Kruk”, wyrzutnie rakietowe „Homar” oraz warte w sumie ok. 2,5 mld zł programy „Orlik” i „Wizjer” na bezzałogowe systemy powietrzne (drony) dla wojska.

Zwiększając wydatki na obronność, Polska wypełnia zobowiązania państw członkowskich NATO (z 2014 roku w Newport, potwierdzone na szycie w Warszawie w 2016 roku). Z podsumowania sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga wynika, że w ubiegłym roku Kanada i państwa europejskie zrzeszone w Sojuszu wydały na cele obronne łącznie ok. 10 mld dolarów więcej (wzrost o 3,8 proc. rok do roku). Statystycznie europejskie kraje NATO przeznaczyły na ten cel średnio 1,47 proc. PKB.

W przypadku państw Unii Europejskiej sytuacja nie wygląda najlepiej. Większość z nich wydaje na obronność mniej niż Polska. Jesteśmy w czołówce, przeznaczamy na ten cel prawie 2 proc. PKB, ale są takie bogate państwa jak Niemcy, które wydają 1,2 proc. PKB. Europa została w tyle, nie licząc Francji i Wielkiej Brytanii. Dlatego prezydent Trump, gdy doszedł do władzy, apelował do państw europejskich będących członkami NATO, aby zwiększały te wydatki i wskazywał Polskę jako pozytywny przykład – mówi prof. Paweł Soroka.

Na początku tego roku kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła zamiar dostosowania się do celów wyznaczonych przez Sojusz i zwiększenia ich do 2 proc. PKB do roku 2024. Podobny zamiar mają m.in. Litwa, Łotwa i Czechy. W lipcu czeski minister obrony zapowiedział, że budżet na obronność ma wzrosnąć z obecnego 1 proc. do 1,4 proc. do 2020 roku.

W odwrotną stronę idzie Francja, która zamierza ciąć wydatki na zbrojenia. W tym roku  francuski rząd zamierza zredukować wydatki na ten cel o ok. 850 mln euro, aby załatać deficyt budżetowy.

Globalnym liderem pod tym względem pozostają Stany Zjednoczone. Z raportu za 2016 rok, który opublikował Sztokholmski Międzynarodowy Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), wynika, że w ubiegłym roku USA przeznaczyły na obronność 611 mld dolarów (36 proc. globalnych wydatków na ten cel). To wzrost o 1,7 proc. – pierwszy po latach cięć spowodowanych kryzysem gospodarczym i wycofaniem się amerykańskich wojsk z Iraku i Afganistanu. USA wydają na zbrojenia blisko trzy razy więcej niż Chiny i dziewięć razy więcej niż Rosja.

Wydatki na cele wojskowe zaczęły wzrastać pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku. Cały czas przodują Stany Zjednoczone, które mają zdecydowanie najwyższy budżet na cele obronne i wojskowe, przy czym bardzo dużo wydają też na prace badawczo-rozwojowe. Drugie pod tym względem są Chiny. Dzięki rozwojowi gospodarczemu i prężnej gospodarce są w stanie dużo wydawać na ten cel. Jednocześnie toczy się rywalizacja na morzach, które przylegają do Azji Południowo-Wschodniej, m.in. na Morzu Południowochińskim, gdzie występowały już incydenty zbrojne. Do grona najszybciej zbrojących się państw należą też Indie – wymienia prof. Paweł Soroka.

W ubiegłym roku Chiny wydały na zbrojenia 215 mld dolarów, czyli o 5,4 proc. więcej rok do roku. Państwo Środka zajmuje pod tym względem drugie miejsce w globalnym rankingu. Trzecia jest Rosja, która mimo kryzysu gospodarczego kontynuuje program zbrojeniowy. W ubiegłym roku przeznaczyła na to ponad 69 mld dolarów (wzrost o 5,9 proc. rok do roku). Rosyjski budżet na obronność stanowił 5,3 proc. krajowego PKB.

Po upadku Związku Radzieckiego ten kraj był w kryzysie, a rosyjska armia była w bardzo złym stanie. Kiedy do władzy doszedł Władimir Putin i zapanowała koniunktura na nośniki energii, ropę naftową i gaz, Rosja była w stanie generować coraz większe środki na obronność. W tej chwili pod względem wydatków na zbrojenia Rosja jest trzecim co do wielkości państwem, dzięki temu armia rosyjska się modernizuje, wprowadzane są nowe systemy uzbrojenia – mówi prof. Paweł Soroka.

Według SIPRI, duży i szybki wzrost wydatków na obronność notują też Indie (55,9 mld dolarów, 2,5 proc. PKB) – w ubiegłym roku wydały na ten cel 8,5 proc. więcej. Instytut podaje, że w 2016 roku w skali globalnej wydatki wszystkich państw na zbrojenia sięgnęły 1,6 biliona dolarów (wzrost o 0,4 proc. rok do roku). Najbardziej dynamicznie rosną w Europie, która obawia się rosyjskiej agresji.

Trzy czwarte Polaków korzystających z bankowości mobilnej nie wyobraża sobie bez niej życia. Co kwartał przybywa kilkaset tysięcy nowych użytkowników aplikacji bankowych

Trzy czwarte Polaków korzystających z bankowości mobilnej nie wyobraża sobie bez niej życia. Co kwartał przybywa kilkaset tysięcy nowych użytkowników aplikacji bankowych 10

Polacy polubili bankowość mobilną. Ponad połowa badanych twierdzi, że w przyszłości to będzie ich główny sposób kontaktu z bankiem. Przyczyniają się do tego wygoda, bezpieczeństwo mobilnych aplikacji i powszechność smartfonów z dostępem do internetu. Za pomocą telefonu konsumenci najczęściej robią przelewy, sprawdzają stan swojego konta czy historię transakcji oraz płacą za zakupy.

 Rewolucja cyfrowa i powszechność smartfonów spowodowały rozwój bankowości mobilnej. Dziś rozwija się ona dużo szybciej niż kiedyś bankowość internetowa. Co kwartał w Polsce przybywa kilkaset tysięcy nowych klientów bankowości mobilnej. Smartfony, które mamy przy sobie w kieszeni, to nasze centrum dowodzenia, które obejmuje również bankowość  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Chruściel, dyrektor Orange Finanse.

Z raportu „Bank.Jest.Mobi 2016”, opracowanego przez agencję interaktywną Mobee Dick i TNS Polska wynika, że 74 proc. Polaków korzystających z bankowości mobilnej nie wyobraża sobie bez niej życia, a ponad połowa twierdzi, że w przyszłości będzie to ich główny kanał kontaktu z bankiem.

W Polsce liczba użytkowników bankowości mobilnej rośnie lawinowo. Z danych opracowanych przez PRNews wynika, że w I kwartale 2017 roku liczba użytkowników, którzy logują się do banku z urządzenia mobilnego, wyniosła ok. 8,2 mln to o 545 tys. osób więcej niż jeszcze w IV kwartale 2016 roku. W badaniu „ING International Survey Mobile Banking 2016” do korzystania z bankowości mobilnej przyznawało się 43 proc. Polaków.

– Model korzystania z bankowości bardzo się zmienił. Lata temu korzystaliśmy z niej w tradycyjny sposób chodziliśmy do oddziałów, robiliśmy przelewy. Potem jak grzyby po deszczu powstawały rozwiązania bankowości internetowej, do których dzisiaj praktycznie każdy ma dostęp. Popularność usług bankowości mobilnej bierze się z tego, że telefon zawsze mamy ze sobą. Przyzwyczailiśmy się do mobilności, korzystając z mediów, chcemy jej doświadczać też w bankowości  przekonuje Marcin Chruściel.

W ubiegłym roku liczba sprzedanych w Polsce smartfonów przekroczyła 8 mln sztuk. IDC szacuje, że w tym roku będzie to 8,5 mln. Z cyklicznego raportu „Digital in 2017: Global Overview”, który przygotowały agencje We Are Social i Hootsuite, wynika, że z telefonu komórkowego korzysta 74 proc. Polaków.

 Polacy mają zaufanie do mobilnego bankowania, co widać po statystykach. Ponad 2/3 klientów Orange Finanse loguje się do banku ze smartfona. Telefon jest nie tylko centrum dowodzenia naszymi finansami, oferuje też wygodę płacenia. Dziś mogę wyciągnąć kartę i pójść do bankomatu lub na zakupy, ale mając Orange Finanse, mogę też płacić telefonem. Wdrożyliśmy usługę Android Pay, która pozwala płacić telefonem, więc idąc na zakupy, nie muszę mieć ze sobą portfela  mówi Marcin Chruściel.

Rosnącą popularność płatności mobilnych potwierdza badanie Digital Payments Study 2016 na zlecenie Visa, z którego wynika, że od 2015 roku potroił się odsetek Europejczyków, którzy regularnie płacą za pomocą urządzeń mobilnych (wzrost z 18 proc. do 54 proc.). Polska jest jednym z rynków, na których płatności mobilne są najbardziej rozpowszechnione. Ponad trzy czwarte (79 proc.) Polaków objętych badaniem Visa Digital Payments Study to użytkownicy mobilnych płatności.

Z usług Orange Finanse przez trzy lata skorzystało 460 tys. klientów, którzy zrobili przelewy na łączną kwotę ponad miliarda zł. Ponad dwie trzecie z nich logowała się do banku ze swojego smartfona. Za pomocą telefonu w Orange Finanse klienci najczęściej robią przelewy, sprawdzają stan konta czy historię transakcji.

 Na popularności zyskują także usługi związane z BLIK-iem. Przelewy na telefon i wypłaty z bankomatu z jego wykorzystaniem są dostępne w telefonie. Wygoda, którą daje bankowość mobilna, powoduje, że klienci szybko się do niej przekonują i nie chcą z niej rezygnować  mówi Marcin Chruściel.

Jak przekonuje dyrektor Orange Finanse, bankowość mobilna jest bezpieczna.

 W bankowości mobilnej mamy cały system zabezpieczeń. Wykorzystywana jest m.in. biometria w zabezpieczeniach telefonu. Dziś większość telefonów jest wyposażona w fingerprint [przycisk identyfikujący odcisk palca właściciela]. Aby dostać się do bankowości, trzeba przyłożyć palec lub wstukać PIN. Każdy przelew także musi być autoryzowany PIN-em. Poziom zabezpieczeń jest wysoki i klienci nie mają obaw, żeby korzystać z mobilnej bankowości – mówi dyrektor Orange Finanse.

Z badań wynika, że metody uwierzytelniania biometrycznego uważa za bezpieczne 83 proc. konsumentów. Zaufanie mają do nich zarówno millenialsi, jak i osoby w wieku 45–54 lata. Trzy czwarte konsumentów (74 proc.) uważa skanowanie odcisku palca za najbezpieczniejszą formę uwierzytelniania.

Wydatki na badania i rozwój w Polsce są wciąż bardzo małe. Szansą na rozwój innowacyjności polskich firm jest projekt Sieć Otwartych Innowacji

Wydatki na badania i rozwój w Polsce są wciąż bardzo małe. Szansą na rozwój innowacyjności polskich firm jest projekt Sieć Otwartych Innowacji 11

W najnowszym rankingu innowacyjności Bloomberga Polska awansowała o jedną pozycję i obecnie zajmuje 22. miejsce wśród 50 najbardziej innowacyjnych gospodarek świata. Najlepiej wypadamy pod względem wykształcenia na poziomie wyższym. Pozycję obniżają nam natomiast trzy inne kategorie – wydatki na prace badawczo-rozwojowe, produktywność oraz liczba naukowców zaangażowanych w prace badawczo-rozwojowe na milion mieszkańców. Szansą na rozwój innowacji w kraju jest uruchamiany projekt Sieć Otwartych Innowacji.

– Jest to projekt na granty na transfer technologii. Te granty będą refinansowane przez naszą agencję z pieniędzy europejskich. Celem jest oczywiście podniesienie innowacyjności polskich firm, które mogą przetransferować jakąś innowacyjną technologię i podnieść swoją innowacyjność.– mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartosz Sokoliński, dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji w Agencji Rozwoju Przemysłu.

Według najnowszego rankingu innowacyjności Bloomberga Polska zanotowała awans o jedną pozycję i obecnie plasuje się na 22. miejscu wśród 50 najbardziej innowacyjnych gospodarek świata. Bloomberg, biorąc pod uwagę m.in. liczbę osób z wyższym wykształceniem wśród osób pracujących, uplasował Polskę na 15. miejscu. Pod względem wydatków na prace badawczo-rozwojowe liczonych jako procent PKB, produktywności (PKB, dochód narodowy na głowę i zmiana tych wartości w okresie 3 lat) oraz pod względem liczby naukowców zaangażowanych w prace badawczo-rozwojowe na milion mieszkańców kraju zajmujemy dopiero 35. pozycję. Na pierwszych miejscach listy uplasowały się Korea Południowa, Szwecja i Niemcy.

– Spotykając się z różnymi przedsiębiorcami, zauważyliśmy taki problem, że niektóre firmy mają pewne technologie, pewne zastrzeżone IP, a inne ich potrzebują i niekoniecznie się spotykają. Pomyśleliśmy, że warto wykorzystać to, co zostało stworzone w Polsce i w całej UE, żeby podnieść innowacyjność polskich przedsiębiorców i dajemy te granty. Zatem z jednej firmy, uczelni, instytucji lub instytutu chcemy przenieść innowacyjną technologię do innych polskich firm – tłumaczy Bartosz Sokoliński.

Jak wynika z raportu „Diagnoza stanu transferu technologii za pośrednictwem spółek celowych”, przygotowanego na zlecenie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, istnieje nagła potrzeba niwelowania barier systemowych i prawnych, które utrudniają rozwój działalności spółek celowych. Niezbędne jest zwiększenie zaangażowania w transfer technologii naukowców. Na tę potrzebę odpowiada nowa inicjatywa ARP.

W Polsce od lat prowadzony jest Program Innowacyjna Gospodarka. Przy wsparciu Unii Europejskiej przeznaczono na niego do tej pory niemal 10,2 mld euro. Największą część tej kwoty, bo 36,4 proc., mają pochłonąć inwestycje w innowacyjne przedsięwzięcia. Na badania i rozwój nowoczesnych technologii przewidziano 14,9 proc. wszystkich środków, a na rozwój infrastruktury badawczo-rozwojowej trafi 14,2 proc. Potężnym źródłem finansowania jest także nowy program ARP, w którym pojedyncza firma może otrzymać nawet 10 mln zł wsparcia.

– Pula środków na cały projekt, który będzie trwał przez sześć lat, to sto kilkadziesiąt milionów złotych, w tym naborze będzie alokacja dziesięć milionów złotych. Jedna firma może dostać od sto tysięcy do dziesięciu milionów złotych. To początek tego programu, chcemy się jak najwięcej nauczyć z pierwszego naboru, zobaczymy, jakie będzie zainteresowanie, jakie mogą być potencjalne przeszkody przy składaniu wniosków. Liczymy na zainteresowanie, mamy nadzieję, że sfinansujemy od kilku do kilkunastu projektów do końca roku – prognozuje Dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji w ARP.

Jak podkreśla ekspert, inicjatywa skierowana jest do mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, a aplikować w pierwszym naborze programu Sieć Otwartych Innowacji można do końca października 2017 r. Pierwsze firmy powinny otrzymać dofinansowanie jeszcze przed końcem tego roku.

– Aplikować można bardzo prosto. Na stronie projektu są wszystkie dokumenty, które należy złożyć. Ważne jest, aby mieć wycenę technologii, to jeden z ważniejszych punktów, na ich bazie tworzymy listę rankingową. Od 10 do 31 października firmy mogą się zgłaszać. Myślimy, że do końca grudnia uda nam się utworzyć listę rankingową i będziemy wiedzieli, które firmy dofinansujemy – zapewnia Bartosz Sokoliński.

Do 2020 r. inwestycje w Internet Rzeczy pochłoną 250 mld euro. Kolejnym krokiem może być „Internet Ludzi”

Do 2020 r. inwestycje w Internet Rzeczy pochłoną 250 mld euro. Kolejnym krokiem może być „Internet Ludzi” 12

Coraz więcej urządzeń jest ze sobą połączonych i wymienia między sobą dane. Internet rzeczy nazywany jest „kolejną rewolucją przemysłową”. Samochód odbierający informację od czujnika zamontowanego na drodze ostrzeże kierowcę, że nawierzchnia jest oblodzona. Dzięki ciągłemu monitorowaniu ruchu w mieście przez tysiące czujników można będzie rozładować korki i usprawnić transport. Eksperci prognozują, że kolejnym krokiem może być komunikowanie się z urządzeniami myślami, czyli „Internet Ludzi”.

– Inteligentne otoczenie to codzienne życie w domu. Mamy inteligentne lodówki, szczoteczki do zębów, czy samochody. Ostatnio Tesla odblokowała w swoich samochodach możliwość szybszej jazdy, aby łatwiej było uciekać przed huraganem. To niesamowite, że ktoś zdalnie może zwiększyć możliwości auta. To będzie postępować – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mateusz Jarus, prezes zarządu Expansio Software House, twórcy oprogramowania CodeAll do programowania Internetu Rzeczy.

Analitycy Boston Consulting Group przewidują, że do 2020 roku biznes wyda 250 mld euro na Internet Rzeczy (IoT – Internet of Things). Inwestycje w tym obszarze przewyższą tradycyjne inwestycje w technologie. Będą one napędzane głównie przez trzy działy gospodarki: produkcję przemysłową, transport i logistykę oraz usługi. W każdej z nich należy spodziewać się inwestycji w Internet Rzeczy rzędu 40 mld euro. Inwestycje te mogą się jednak zwrócić, co pokazują przykłady ze świata.

– Inteligentne otoczenie to także inteligentne miasto. W Los Angeles mnóstwo czujników zamontowanych w drogach monitoruje ruch samochodów i steruje sygnalizacją świetlną, aby zmniejszać korki. W Kalifornii czujniki służą temu, aby zarządzać gospodarką wodną, dzięki czemu o 80 proc. zmniejszono zużycie wody – opowiada Mateusz Jarus.

Największą część inwestycji pochłoną usługi oraz aplikacje i analityka. Eksperci szacują, że na usługi, które pozwolą zintegrować i dostosowywać dane do swoich potrzeb, firmy wydadzą 60 mld euro. Drugie tyle pochłoną aplikacje dla IoT, które wspólnie z narzędziami analitycznymi – tutaj inwestycje sięgną 20 mld – pozwolą na zinterpretowanie danych i podejmowanie decyzji na tej podstawie.

– Postęp jest tak szybki, że czujniki po pierwsze bardzo się miniaturyzują, po drugie coraz szybciej przetwarzane są informacje zbierane z tych czujników. Musimy pamiętać, że tych danych jest ogrom, jest ich coraz więcej, trzeba odpowiednio szybko je przetwarzać.– mówi Mateusz Jarus, prezes zarządu Expansio Software House.

50 mld euro zostanie zainwestowanych w sam sprzęt dla internetu rzeczy. 40 mld w szkielet IoT, czyli chmury obliczeniowe i platformy do przechowywania i przetwarzania danych (15 mld) oraz w komunikację (25 mld). Komunikacja to obszar, w którym zdaniem ekspertów może dokonać się największy skok technologiczny w IoT.

– Myślę, że kolejnym krokiem będzie sterowanie urządzeniami za pomocą myśli. Już dzisiaj trwają prace nad tym, aby komunikować się nie poprzez urządzenie, ale poprzez nasze myślenie. Kolejnym krokiem może być nie Internet Rzeczy, ale Internet Ludzi – prognozuje Mateusz Jarus.

Z rozwojem Internetu Rzeczy wiążą się tez poważne pytania o bezpieczeństwo czy prywatność. Przed kilkoma miesiącami FBI wydało oficjalne oświadczenie, w którym ostrzegało rodziców przed kupowaniem dzieciom &HASH39;inteligentnych&HASH39; zabawek łączących się z Internetem. Według Boston Consulting Group, do 2020 r. 20 mld euro zostanie przeznaczonych na bezpieczeństwo Internetu Rzeczy.

– Zagrożeniem w przypadku Internetu Rzeczy jest to, że każde urządzenie może być zhakowane, natomiast pamiętajmy, że już dzisiaj wszystkie większe instytucje są podłączone do internetu. Nieraz słyszymy o tym, że hakerzy włamują się np. do elektrowni atomowej. W książce Blackout jest pokazane, jakie są skutki takiego ataku i to dzieje się już dzisiaj. Podłączanie kolejnych rzeczy do Internetu otwiera nowe furtki dla włamywaczy, ale nie sądzę, aby podłączenie szczoteczki do zębów znacząco zwiększyło zagrożenie w naszym życiu – uspokaja prezes zarządu Expansio Software House.

Już w 2014 r. firma Proofpoint informowała o ataku, podczas którego hakerzy wykorzystali telewizory, lodówki i termostaty przypadkowych osób do wysłania 750 tys. e-maili ze spamem i próbami wyłudzenia. Eksperci ds. bezpieczeństwa wielokrotnie alarmowali o błędach w tak krytycznych urządzeniach, jak pompy infuzyjne czy rozruszniki serca. Potencjalnie zagrożone mogą być także inteligentne samochody.

– W przypadku autonomicznego samochodu może to mieć znaczenie, ponieważ ryzykiem jest utrata życia. To coś znacznie większego niż po prostu straty materialne, ale pamiętajmy o tym, że już dzisiaj każdy korzysta z rachunków bankowych, każdy może włamać się do naszego konta i ukraść nasze pieniądze. My to akceptujemy, każda technologia niesie za sobą szereg szans, ale jest tam też margines zagrożeń, z którymi po prostu trzeba się pogodzić – mówi Jarus.

Groźne zjawiska atmosferyczne coraz częściej pojawiają się w Polsce. Nowe technologie pomagają wykrywać je z wyprzedzeniem

Groźne zjawiska atmosferyczne coraz częściej pojawiają się w Polsce. Nowe technologie pomagają wykrywać je z wyprzedzeniem 13

Orkan Ksawery, trąby powietrzne, potężne burze – coraz częściej tego typu zjawiska atmosferyczne pojawiają się w Polsce. Tylko w wyniku sierpniowych i październikowych nawałnic śmierć poniosło 8 osób, a blisko 100 zostało rannych. Takie zjawiska są efektem zmieniającego się klimatu. W walce z naturą mogą pomóc nowe technologie, które pozwalają wykrywać groźne zjawiska atmosferyczne. Szansą są tzw. prognozy Nowcasting, czyli bardzo krótkie prognozy, uaktualniane co 15 min. 

– Wykorzystaniem nowej technologii jest to, co nazywamy Nowcastingiem, czyli bardzo krótką prognozą, powiedzmy do kilku godzin, ale jednak taką, która będzie uaktualniana co 15 minut, czy pół godziny, aby znaleźć jak najdokładniejszą odpowiedź na to, co dzieje się w atmosferze – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Mazur z Wydziału Numerycznych Prognoz Meteorologicznych w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Według raportu firmy Research Nester “Global Weather Forecasting System Market Analysis & Opportunity Outlook 2021”, globalny rynek systemów prognozowania w latach 2015-2021 będzie rosnąć w tempie średnio 7 proc. rocznie, by osiągnąć wartość 2,2 mld dolarów. Rynek ten podzielony jest na: radary pogodowe, pogodowe systemy satelitarne, stacje pogodowe oraz sonary. Prognozy pogody powstają na bazie modeli numerycznych.

– Pewne procesy, które zachodzą w atmosferze są parametryzowane, opisywane za pomocą układów równań. Te układy równań po prostu rozwiązuje się numerycznie na naszych maszynach obliczeniowych. To modelowanie numeryczne w zakresie podstawowych parametrów pogodowych, tzn. temperatury, wiatru, ciśnienia itd. – wyjaśnia Andrzej Mazur.

Rynek samych usług przewidywania pogody również rośnie. Według raportu Markets&Markets, jego wartość w 2016 wyniosła 1,1 mld dolarów, a do roku 2021 ma wzrosnąć do ok. 1,6 mld dol. przy średniorocznym wzrośnie na poziomie 7,15 proc. Prognozowanie pogody będzie się rozwijać w zakresie zwiększania rozdzielczości.

– Nowe technologie i nowe elementy, które mogą wchodzić do prognoz, to przede wszystkim zwiększenie rozdzielczości, zarówno czasowej, jak i przestrzennej. Chodzi o to, aby takie zjawiska quasi-punktowe, jak na przykład trąby powietrzne, nawalne deszcze oraz inne tego typu zjawiska  – bardzo intensywne i groźne, a zachodzące na obszarze nawet kilkuset metrów, mogły być przewidywane z dużą dokładnością – twierdzi Andrzej Mazur.

W  Polsce groźnym zjawiskiem są przede wszystkim silne wiatry, takie jak orkany. W wyniku przejścia przez Polskę na początku października br. orkanu Ksawery, śmierć poniosły dwie osoby, a 39 zostało rannych, w tym ośmiu strażaków. Rzecznik Państwowej Straży Pożarnej poinformował, że strażacy interweniowali niemal 10 tys. razy w związku z silnym wiatrem. Bilans sierpniowych nawałnic jest jeszcze bardziej tragiczny. Zginęło 6 osób, a 54 osoby zostały ranne, w tym 15 strażaków.

Groźne zjawiska pogodowe nasilają się nie tylko w  Polsce. Według raportu przygotowanego przez Światową Organizację Meteorologiczną, 2016 rok pobił rekord z 2015 r. i był najcieplejszym w historii. Jak uważają autorzy raportu, najważniejszą przyczyną zmian klimatycznych na świecie jest spalanie paliw kopalnych, co prowadzi do globalnego ocieplenia. Raport potwierdza, że średnia temperatura podnosi się o 0,1 – 0,2 stopnie Celsjusza w ciągu dekady. Zmiany klimatyczne powodują, że pogodę w dokładny sposób można przewidzieć tylko w krótkich terminach.

– Im większa dokładność i rozdzielczość przestrzenna, tym mniej jesteśmy w stanie określić to w horyzoncie czasowym – jeśli możemy przewidywać zjawiska w rozdzielczości nawet kilkuset metrów, to horyzont czasowy wynosi maksymalnie trzy dni. Prognozy dłuższe niż trzydniowe, zwłaszcza w skali krajowej czy nawet kontynentalnej, nie są zbyt wiarygodne i nie są zbyt popularne wśród modelarzy ze względu na ich niezbyt wysoką jakość – zauważa Andrzej Mazur.

Ciekawym wykorzystaniem nowych technologii w walce z groźnymi zjawiskami atmosferycznymi jest aplikacja Groomsh. To bot internetowy, który działa wewnątrz aplikacji Facebook Messenger. Ostrzega on lokalne społeczności o możliwości wystąpienia groźnych burz, pozwala także ostrzec znajomych.

Firmy coraz częściej zmieniają swoje siedziby. Polska aplikacja mobilna do zarządzania biurem ma pomóc w adaptacji w nowym miejscu

Firmy coraz częściej zmieniają swoje siedziby. Polska aplikacja mobilna do zarządzania biurem ma pomóc w adaptacji w nowym miejscu 14

Do końca 2017 roku tylko w samej Warszawie powstanie ponad 350 tys. mkw nowej przestrzeni biurowej. Zauważalny jest trend reorganizacji wynajmowanej powierzchni biurowej zarówno pod kątem organizacyjnym, jak i kosztowym. Coraz częściej firmy decydują się na zmianę lokalizacji. Ponoszą koszty nie tylko zmiany siedziby, lecz także związane z adaptacją pracowników do nowych pomieszczeń. Pracownicy, kontrahenci i goście często tracą czas na odnalezienie się w nowych pomieszczeniach, poszukując odpowiednich osób czy sal konferencyjnych. Polska aplikacja do zarządzania biurem ma być odpowiedzią na ten problem.

– Zonifero to aplikacja, którą wykonaliśmy na początku na własny użytek. Służy do zarządzania biurem, przyjmowania nowych pracowników do biura czy informowania pracowników zdalnych, którzy przyjechali do biura, o tym, gdzie mogą znaleźć w biurze, np. sale konferencyjne, kuchnie, departamenty HR czy administracji – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Robert Strzelecki, wiceprezes grupy kapitałowej TenderHut.

Z przygotowanego przez Colliers International raportu „Polska. Market Insights. Raport roczny 2017” wynika, że w 2016 r. deweloperzy oddali do użytku rekordową liczbę powierzchni biurowej – niemal 900 tys. mkw. To o 60 proc. więcej niż średnia z lat 2011–2015. Do końca 2017 r. oddanych do użytku zostanie kolejnych ok. 900 tys. mkw. To oznacza, że coraz więcej firm będzie zmieniać swoje siedziby.

– Mamy wszystko w jednym miejscu, możemy zarezerwować salę konferencyjną, powiedzieć, że kogoś szukamy, możemy znaleźć osobę, do której chcielibyśmy pójść. Jest cały szereg notyfikacji związanych z biurem czy rzeczy związanych z ogólną pracą biura, informujemy np. dział administracji, że jest nieporządek w sali i trzeba go posprzątać albo że potrzebujemy serwis kawowy do sali, bo mamy gości – wyjaśnia Robert Strzelecki.

Według badania „Digital Workplace Report: Transforming Your Business” stworzonego przez Dimension Data, w którym wzięło udział 800 specjalistów ds. IT i biznesu z dużych przedsiębiorstw operujących w 15 krajach, 40 proc. firm zatrudnia pracowników zdalnych na pełen etat, a 56 proc. zatrudni takich pracowników w ciągu najbliższych dwóch lat. 25 proc. przedsiębiorstw uważa, że już w ciągu najbliższego roku istotnym elementem funkcjonowania firmy będzie analityka miejsca pracy.

– Aplikacja ma szereg funkcji niedostępnych dla normalnego użytkownika, ale dostępnych dla office managera, związanych ze statystyką używania biura. Może się on dowiedzieć, ile razy sala konferencyjna była używana, ile osób było średnio w sali, może podejmować decyzje w sposób wiarygodny na temat tego, ile sal konferencyjnych potrzebujemy w biurze, patrzeć, ile było zgłoszeń dotyczących np. zepsutego sprzętu, takiego jak drukarka czy sprzęt telekonferencyjny – wyjaśnia wiceprezes grupy kapitałowej TenderHut.

Obecnie w budowie jest ponad 1,5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 46 proc. powstaje w Warszawie. Do końca 2017 r. w stolicy ma powstać 352 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej. Jak zauważają eksperci z Colliers International, wśród firm coraz bardziej widoczny jest trend reorganizacji wynajmowanej powierzchni biurowej zarówno pod kątem organizacyjnym, jak i kosztowym. W efekcie czego coraz częstsze są relokacje i zapotrzebowanie na rozwiązania organizujące nową przestrzeń biurową.

– Mamy zapytania z różnych obszarów, zarówno z obszarów związanych z administracją publiczną, centrami szkoleniowym, jak i biznesem. Aplikacja jest przygotowana dla każdej wielkości firmy, obsługuje też wiele budynków, wiele lokalizacji czy pięter – zapewnia Robert Strzelecki.

Dlaczego leasing jest lepszy od kredytu?

Kredyt i leasing to dwie odmienne formy finansowania zakupu środków trwałych. Dzięki nim można nabyć nowy komputer, samochód, linię produkcyjną czy urządzenia niezbędne do obsługi magazynu. Jednak to leasing cieszy się coraz większą popularnością wśród przedsiębiorców i osób prywatnych. Dlaczego warto wybrać go zamiast kredytu?

Leasing w firmie – główne korzyści

Leasing dla firm taki jak https://happymiles.pl/ jest chętnie wybierany ze względu na możliwość doliczenia wysokości rat leasingowych do kosztów uzyskania przychodu. Dzięki temu przedsiębiorcy osiągają wymierne korzyści podatkowe, bez zmniejszania zdolności kredytowej i pogarszania swojej wiarygodności w oczach partnerów biznesowych. Co więcej, opóźnienia w spłacie rat leasingowych nie są odnotowywane w BIK lub BRKN, dzięki czemu przedsiębiorcy w przyszłości nie mają problemów z uzyskaniem kolejnego leasingu lub kredytu obrotowego, inwestycyjnego czy gotówkowego. W przypadku Happy Miles oferta leasingu jest interesująca także ze względu na niskie stałe raty miesięczne oraz obowiązek płacenia dodatkowo jedynie za przejechane kilometry.

Nowy samochód firmowy w leasingu

Przedsiębiorcy najczęściej decydują się na leasing auta – na przykład https://happymiles.pl/leasing-samochodu-dla-firmy/. Zakup nowego samochodu to wydatek co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych w przypadku nowego auta osobowego lub ponad 100-150 tysięcy złotych w przypadku auta ciężarowego. Leasing samochodu jest znacznie tańszy niż zakup auta firmowego na kredyt samochodowy – średnio oprocentowanie leasingu jest niższe o kilkanaście punktów procentowych. Niższe oprocentowanie wynika przede wszystkim z faktu, iż przez cały okres obowiązywania umowy właścicielem pojazdu jest leasingodawca. Tym samym leasingobiorca staje się jedynie użytkownikiem auta, co oznacza, że firma leasingowa ponosi mniejsze ryzyko. Co więcej, leasing na auto firmowe można uzyskać nawet w pierwszym dniu od rejestracji działalności gospodarczej. Banki wymagają, by firma istniała znacznie dłużej, jeżeli jej właściciel chce kupić auto na kredyt.

Warto pamiętać, że ceny aut dostępnych w leasingu oferowanym na przykład przez Happy Miles, są o wiele przystępniejsze niż w przypadku dokonywania samodzielnego zakupu pojazdu z salonu. Dzieje się tak głównie z tego powodu, iż leasingodawcy posiadają atrakcyjne umowy z dealerami i producentami samochodów. Dzięki nim kupują nowe auta z wysokimi rabatami, a następnie zarabiają na ich udostępnianiu w użytkowanie firmom.

Polskie firmy najliczniej reprezentowane w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe

W 18. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej znalazły się aż 22 spółki z Polski. W tym roku pierwsze pięć miejsc w zestawieniu głównym Deloitte Technology Fast 50 Central Europe przypadło debiutantom, którzy w ubiegłym roku zdobyli tytuł „Wschodzących Gwiazd”. Zwycięzcą rankingu została czeska spółka Kiwi.com. Spośród polskich firm najwyżej, bo na czwartym miejscu znalazł się Tooploox. Średnia dynamika wzrostu przychodów firm znajdujących się w tegorocznej edycji rankingu wynosi 1 127 proc. i jest wyższa niż rok wcześniej.

W zestawieniu uplasowały się 22 firmy z Polski. Aż 19 z nich znalazło się w głównej kategorii „Technology Fast 50” oraz trzy w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Na drugim miejscu pod względem liczby spółek znalazła się Chorwacja, która w głównej kategorii rankingu ma osiem firm. Trzecie miejsce pod tym względem przypadło Litwie z sześcioma firmami. Poza tym w kategorii „Technology Fast 50” swe miejsce znalazły także przedsiębiorstwa z Czech (5), Rumunii (3), Bułgarii, Węgier i Słowacji (po 2) oraz Bośni i Hercegowiny, Estonii i Łotwy (po 1).

„Wschodzące Gwiazdy” zwycięzcami rankingu

Zwycięzcą Deloitte Technology Fast 50 CE jest internetowa wyszukiwarka lotów Kiwi.com z Czech, która rok temu debiutowała w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Spółka osiągnęła wzrost przychodów na poziomie niemal 7,2 tys. proc. (przychody 2016 versus 2013 rok). Jeżeli firma w ciągu kolejnych lat utrzyma podobną dynamikę wzrostu, to w 2021 roku Kiwi ma szansę stać się światowym liderem w sprzedaży podróży online. – „Kolejny raz w naszym rankingu liderem została firma, która jeszcze rok temu była zbyt młoda, by znaleźć się w głównej kategorii. Szczególnie cieszy fakt, że po raz kolejny zdecydowaną większość, bo aż 68 proc. w zestawieniu stanowią podmioty, które znalazły się w nim po raz pierwszy, co dodatkowo pokazuje, z jakim powodzeniem młodym firmom udaje się komercjalizować rozwijane przez nie technologie” – mówi Agnieszka Zielińska, Partner, Dział Doradztwa Finansowego, Lider Programu Central European Fast 50, Deloitte.

Na drugim miejscu uplasował się debiutant – litewska firma Deeper. Trzecie miejsce należy do czeskiej firmy Prusa Research. W pierwszej dziesiątce znalazły się trzy polskie firmy: Tooploox (4 miejsce), Absolvent.pl (5 miejsce) oraz Cloud Technologies (9 miejsce).

W tym roku do udziału w rankingu zgłosiło się ponad 300 firm.

Stabilny wzrost spółek technologicznych

Średni wzrost przychodów firm, które znalazły się w tegorocznym zestawieniu wyniósł 1 127 proc. (przychody 2016 versus 2013 rok). Rok wcześniej było to 1 057 proc. – „Już drugi rok z rzędu średnia dynamika wzrostu przychodów w naszym zestawieniu przekracza 1000 proc., co pokazuje, w jak mocno wzrostowej fazie znajduje się branża nowych technologii. Niemal połowa spółek z tegorocznego rankingu już rozwija swoją działalność i analizuje możliwości jej rozszerzenia poza rynki Europy Środkowej. Eksport technologii stanowi optymistyczny prognostyk na przyszłość dla regionu” – mówi Agnieszka Zielińska. Średni wzrost przychodów polskich firm, które znalazły się w głównej części zestawienia wyniósł ponad 790 proc. Aby znaleźć się w rankingu spółka musiała osiągnąć wzrost co najmniej w wysokości 310,4 proc.

Podobnie jak w poprzednich latach tegoroczny główny ranking „Technology Fast 50” zdominowały firmy zajmujące się rozwiązaniami IT, w tym tworzące aplikacje mobilne i UX-design, budujące platformy e-commerce, automatyzację procesów marketingowych czy rozwiązania w zakresie Data Science, Big Data, Internet of Things w oparciu o rozwiązania w chmurze. Stanowią one aż 78 proc. wszystkich spółek, które znalazły się w zestawieniu (rok wcześniej 74 proc.). W rankingu znalazły się również spółki z rozwiązaniami technologicznymi w zakresie innowacyjnych rozwiązań światłowodowych, rozpoznawania głosu, radiologii cyfrowej, platform fin-techowych, czy precyzyjnych instrumentów pomiarowych dla kosmonautyki

W tym roku po raz drugi przyznano nagrodę „Most Disruptive Innovation”. Jej laureatem może zostać spółka, której technologie, produkt lub usługi mają szanse stać się przełomowe i wywrzeć rewolucyjny wpływ na rynek. W tegorocznej edycji uhonorowano serbską spółkę DADANCO Europe, dostawcę energooszczędnych technologii grzewczych i wentylacyjnych. Wyróżnienie zdobyła firma UiPath z Bukaresztu, która jest prężnie rozwijającym się dostawcą rozwiązań RPA.

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe skupia najszybciej rozwijające się środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa technologicznie na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” oraz dwie podkategorie „Wschodzące Gwiazdy” i „Wielka Piątka”. Firmy same zgłaszają chęć udziału w rankingu, a eksperci Deloitte weryfikują dane przesłane przez firmy. Laureaci rankingu Central Europe automatycznie wezmą udział w rankingu o szerszym zasięgu geograficznym „Technology Fast 500 EMEA”, którego pełne wyniki poznamy w grudniu br.

Kryteria ogólne dla wszystkich kategorii:

  • spółka opracowuje lub wytwarza autorskie i/lub ponosi istotne nakłady na prace badawczo-rozwojowe,
  • posiada strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych,
  • posiada siedzibę w jednym z krajów uczestniczących w programie,
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie, nauki przyrodnicze.

Kategoria główna „Technology Fast 50”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii głównej:

  • działa na rynku co najmniej od czterech lat (brano pod uwagę przychody z lat 2013-2016),
  • w rozpatrywanych okresach rocznych osiąga przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro.
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 Kiwi.com s.r.o.. Czechy IT & Digital Solutions 7165
2 Deeper, UAB Litwa IT & Digital Solutions 7048
3 Prusa Research s.r.o. Czechy IT & Digital Solutions 6910
4 TOOPLOOX SPÓŁKA Z.O.O. Polska IT & Digital Solutions 2827
5 ABSOLVENT.PL SPÓŁKA Z.O.O Polska IT & Digital Solutions 2437
6 Inloop, s.r.o. Słowacja IT & Digital Solutions 2211
7 NSoft d.o.o. Mostar Bośnia i Hercegowina IT & Digital Solutions 1990
8 Good one, UAB Litwa Internet, Media & Telecom 1962
9 CLOUD TECHNOLOGIES S.A. Polska IT & Digital Solutions 1558
10 Rimac Automobili Chorwacja Clean Tech and Energy 1059

Kategoria „Wschodzące Gwiazdy”

Kryteria szczegółowe dla firm w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”

  • historia działalności nie jest krótsza niż trzy lata,
  • w rozpatrywanych okresach rocznych osiąga przychody operacyjne nie mniejsze niż 30 tys. euro.
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor wzrost (proc.)
1 CGTrader, UAB Litwa IT & Digital Solutions 3329
2 Q Chorwacja IT & Digital Solutions 2446
3 DOGADAMYCIE.PL Spółka Z.O.O Polska Internet, Media & Telecom 1532
4 Tresorit Kft. Węgry IT & Digital Solutions 968
5 VOICEPIN.COM SPÓŁKA Z.O.O Polska IT & Digital Solutions 875
6 SALELIFTER SPÓŁKA Z.O.O Polska Internet, Media & Telecom 786
7 Pilulka Distribuce s.r.o. Czechy Internet, Media & Telecom 736
8 OptoForce Kft. Węgry IT & Digital Solutions 715
9 Merit Media Int Chorwacja Internet, Media & Telecom 712

Kategoria „Wielka Piątka”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii „Wielka Piątka”

  • działa na rynku co najmniej od czterech lat,
  • w rozpatrywanych okresach rocznych osiąga przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro, z tymże w ostatnim rozpatrywanym roku przychody nie mogą być niższe niż 25 mln euro.
  • W tym roku jedynie trzy firmy spełniły wyżej wymienione kryteria:
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 ZOOT a.s. Czechy Internet, Media & Telecom 820
2 Titan Gate JSC Bułgaria Internet, Media & Telecom 802
3 Pigu, UAB Litwa Internet, Media & Telecom 208
4 ESET, spol. s r.o. Słowacja Internet, Media & Telecom 35
5 Aliter Technologies, a.s. Słowacja IT & Digital Solutions 2

 

Partnerzy Honorowi rankingu: Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Energii, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej, Polski Fundusz Rozwoju, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji.

Partnerami rankingu są: Orange Polska, Salesforce i NRW.INVEST GmbH.

Patronat medialny: Business Insider.

BREXIT daje o sobie znać

W trakcie czwartkowej sesji funt szterling (0,2 proc.) stał się zakładnikiem słów Michela Barniera, głównego negocjatora UE do spraw BREXIT-u, który finalnie zaproponował możliwość zastosowania okresu przejściowego. Powyższa wzmianka przyczyniła się do powstania zdecydowanie szerzej zakrojonych przetasowań niż te wynikające z mało pasjonujących wypowiedzi bankierów centralnych. Pięć minut miała również polska gospodarka, bowiem nastąpiło potwierdzenie wstępnego szacunku inflacji CPI za wrzesień. Głównym motorem presji cenowej pozostała żywność (0,5 proc. m/m), której wtórowały wyższe ceny odzieży i obuwia (2,1 proc. m/m) oraz paliw do prywatnych środków transportu (3,5 proc. m/m).

Cios w siłę szwedzkiej korony (-1,0 proc.) skutecznie wymierzyły rozczarowujące szacunki wrześniowej dynamiki cen konsumenta. Wbrew powszechnym oczekiwaniom roczna inflacja CPI uplasowała się na poprzednio obserwowanym poziomie 2,1 proc. (konsensus: 2,4 proc.). Dość płasko wypadł również wskaźnik cen bazowych, który w ujęciu rok do roku odnotował stabilizację przy poziomie 2,3 proc. (konsensus: 2,5 proc.). Przecena skandynawskiej waluty wyraźnie okrywa dzisiejszy odwrót szwajcarskiego franka (-0,2 proc.) oraz euro (-0,2 proc.). Na koniec dnia EUR/USD balansuje w okolicach poziomu 1,1840.

Dawkę sporego zaskoczenia zapewniły sierpniowe wskazania produkcji przemysłowej w Eurolandzie, która w ujęciu miesiąc do miesiąca odnotowała aż 1,4 proc. skok (konsensus: 0,6 proc.). Bardziej aktualne dane zaserwowała amerykańska gospodarka. Miesięczna dynamika cen producenta wyniosła 0,4 proc. (konsensus: 0,4 proc.) przy 0,4 proc. skoku cen bazowych (konsensus: 0,2 proc.). Poniżej oczekiwań uplasowały się dane dotyczące liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Według komunikatu w ubiegłym tygodniu złożono 243 tys. wniosków o zasiłek (konsensus: 250 tys.), tj. 15 tys. mniej niż poprzednio.

W koszyku walut Emerging Markets obserwowano wyraźny podział sentymentu. Zwyżce południowoafrykańskiego randa (0,4 proc.) sprzeciwiały się waluty państw Europy Środkowo-Wschodniej. Najsilniejszą przecenę notował rumuński lej (-0,3 proc.), który lekko oskoczył polskiemu złotemu (-0,2 proc.) oraz czeskiej koronie (-0,2 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN i CHF/PLN stabilizują się w okolicach wczorajszego zamknięcia (tj. odpowiednio przy 4,2690 oraz 3,6990), USD/PLN wraca 50 pipsów nad 3,6000, a GBP/PLN notuje ruch w okolice poziomu 4,7850.

W trakcie czwartkowej sesji z prospadkowych nastrojów wyłamała się giełda w Londynie, na czele której znalazły się walory St. James’s Place za sprawą przychylnej noty analitycznej wydanej przez JPMorgan. Na fali rekomendacji znalazło się również Burberry Group (2,7 proc.) świętujące ostatnio lepsze perspektywy wynikowe francuskiego koncernu Louis Vuitton Moët Hennessy (0,7 proc.). Cena docelowa ustalona przez Mirabaud Securities wynosi 22 GBP przy aktualnej cenie za walor rzędu 19 GBP. Finalnie indeks FTSE 100 zakończył dzisiejsze notowania ze zwyżką rzędu 0,3 proc.

We Frankfurcie obserwowano próbę utrzymania statusu quo. Wśród komponentów indeksu DAX (0,0 proc.) najsilniejszy ruch w stronę północy odnotowała Lutfhansa (2,3 proc.) mająca perspektywę wykupu schedy po Air Berlin za kwotę 210 mln EUR. Swoje wczorajsze wzrosty usilnie kontynuuje RWE (1,9 proc.) czekające na publikację wyników za miniony kwartał. Najsilniej ciążącym komponentem okazał się być Deutsche Telekom (-1,4 proc.). Mniej pokaźny ruch ku niższym poziomom odnotowały Deutsche Bank (-1,1 proc.) oraz BMW (-0,6 proc.).

Środowa euforia przy Książęcej została obrócona w realizację zysków. Na czele indeksu WIG 20 (-0,6 proc.) znalazł się mBank, który z 2,0 proc. zwyżką odskoczył zyskującym po 1,4 proc. Tauronowi oraz Asseco Poland. Najbardziej pokaźną przecenę w Warszawie odnotował sektor paliwowy z Lotosem (-3,1 proc.) na czele. Zdecydowanie skromniejszy ruch na południe ma za sobą Energa (-1,7 proc.), która wczorajszą sesję zakończyła z 7,9 proc. zwyżką.

Solidne przetasowanie nastroju na rynku surowców zapewniła publikacja raportu WASDE. Wśród płodów rolnych pierwsze skrzypce grała soja (2,1 proc.), która znalazła się na fali niższych od oczekiwań zapasów końcowych oraz utrzymaniu poziomu produkcji z wrześniowego raportu. Zwyżkę surowca przebija gaz ziemny, którego listopadowe kontrakty na przestrzeni dnia drożeją 3,3 proc. Dość pokaźną przecenę ma za sobą sok pomarańczowy. Jego 2,6 proc. zniżka lekko okrywa cieniem ropę WTI, która wracając do poziomu 50,20 USD za baryłkę notuje ruch rzędu 2,1 proc. W przypadku metali szlachetnych należy mówić o dużo spokojniejszej sesji. Na koniec dnia uncja złota (0,1 proc.) wraca do poziomu 1 293,00 USD, a srebro (0,3 proc.) ponownie wybija nad 17,22 USD.
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Plany Mercedes-Benz: ponad 10 różnych pojazdów z napędem całkowicie elektrycznym do 2022 roku

Na drodze do jazdy lokalnie bezemisyjnej koncern Daimler kontynuuje realizację „trzypasmowej” strategii układów napędowych – opartej na pojazdach elektrycznych, hybrydowych oraz zasilanych silnikami spalinowymi. Firma przyjmuje holistyczne podejście do elektryfikacji i wprowadza na rynek nową markę EQ. Poza opracowaniem modułowej rodziny samochodów koncern stworzy kompleksowy ekosystem, obejmujący niezbędną infrastrukturę do ładowania.

„Wszystko mamy przygotowane. Tylko w rozwój gamy naszych aut EQ zainwestujemy ponad 10 mld euro” – mówi Ola Källenius, który od początku br. odpowiada za badania w koncernie Daimler i rozwój Mercedes-Benz Cars. „Do 2022 roku wprowadzimy na rynek więcej niż 10 pojazdów z napędem całkowicie elektrycznym. Przeprowadzimy też elektryfikację całego portfolio Mercedes-Benz. W przypadku każdej serii modelowej nasi klienci będą mogli wybrać przynajmniej jedną elektryczną alternatywę – więc łączna liczba takich modeli (hybrydowych lub na prąd – przyp. tłum.) wzrośnie do 50”.

Jeśli chodzi o przyszłość mobilności, koncern Daimler polega na dalszym współistnieniu różnych rozwiązań, optymalnie dopasowanych do indywidualnych potrzeb klientów i modeli samochodów. Ola Källenius: „Kładziemy nacisk na wysoce efektywne, zaawansowane technicznie silniki spalinowe, systematyczną hybrydyzację oraz jednostki elektryczne zasilane energią z akumulatora lub ogniw paliwowych. Celowo mamy tak szerokie podejście – uwzględniamy nasze szerokie portfolio pojazdów oraz zróżnicowane wymagania klientów w zakresie mobilności”.

Droga nr 1: jako elektryczny pionier Mercedes-Benz opiera się na mobilności wolnej od emisji CO2

W 2007 r. smart fortwo electric drive uczynił Daimlera pierwszym producentem, który zaoferował produkowane seryjnie auto elektryczne. Dziś w sprzedaży jest już czwarta generacja smarta electric drive. Latem 2017 r. do modeli smart fortwo coupé oraz smart forfour (średnie zużycie energii elektrycznej: 12,9/13,1 kWh/100 km; średnia emisja CO2: 0 g/km) dołączył smart fortwo cabrio z elektrycznym napędem akumulatorowym. Teraz smart, jako pierwsza marka samochodów, planuje systematyczne przestawienie się z silników spalinowych na elektryczne. Od 2020 r. w Europie i USA firma chce sprzedawać wyłącznie modele na prąd.

W dalszą przyszłość pozwala spojrzeć studium designerskie smart vision EQ fortwo, ilustrujące nowe rozwiązania dla zindywidualizowanego, elastycznego i efektywnego lokalnego transportu publicznego. Autonomiczny, zasilany jednostką elektryczną smart vision EQ prezentuje spójną koncepcję miejskiej mobilności jutra – oraz przyszłości tzw. car-sharingu, czyli współdzielenia samochodów.

Mercedes-Benz przyjmuje holistyczne podejście do elektryfikacji układów napędowych. Firma pracuje nad rozwojem marki EQ z myślą o stworzeniu całego ekosystemu, który poza samymi autami elektrycznymi obejmować będzie kompleksową ofertę w zakresie elektromobilności – od inteligentnych usług i jednostek przechowywania energii dla użytku prywatnego i komercyjnego aż po rozwiązania w dziedzinie ładowania oraz recyklingu.

Istotnym elementem tej inicjatywy jest opracowanie wszechstronnej architektury dla pojazdów elektrycznych zasilanych energią z akumulatora. Produkcja pierwszego seryjnego modelu nowej marki EQ – o nazwie EQC – ma ruszyć w fabryce Mercedes-Benz w Bremen w 2019 r.

Podczas niedawnego salonu samochodowego we Frankfurcie Mercedes-Benz zaprezentował prototyp EQA – przykład realizacji strategii marki EQ w klasie aut kompaktowych. Pojazd wyposażono w dwa silniki elektryczne, po jednym z przodu i z tyłu, o mocy systemowej układu napędowego przekraczającej 200 kW. Zmienna dystrybucja momentu obrotowego między osiami zapewnia zróżnicowaną charakterystykę jazdy. O tym, który program układu napędowego jest aktualnie załączony, prototyp EQA informuje za pomocą komunikatów na unikalnej, cyfrowej osłonie chłodnicy.

Przedprodukcyjne egzemplarze GLC F-CELL stanowią z kolei wyraźny sygnał koncernu Daimler w zakresie rozwoju technologii ogniw paliwowych. Zaprezentowane na targach we Frankfurcie pojazdy jako pierwsze na świecie łączą napęd wodorowy z ładowanym z gniazdka akumulatorem litowo-jonowym jako dodatkowym źródłem energii. Dzięki inteligentnej współpracy obu źródeł energii silnik elektryczny zapewnia przyjemność z dynamicznej jazdy przy zerowej lokalnej emisji spalin. Rodzinny SUV oferuje też szereg innych zalet: ma funkcjonalne nadwozie, zapewnia długi zasięg i moc 147 kW (200 KM), może się pochwalić krótkim czasem tankowania i jest wyposażony najnowszą generację systemów wspomagających wraz z funkcjami zarezerwowanymi specjalnie dla pojazdu z napędem wodorowo-akumulatorowym.

W przyszłości także w gamie pojazdów użytkowych wszystkich klas dostępne będą lokalnie bezemisyjne wersje elektryczne: FUSO eCanter, przeznaczony do lekkiego transportu dystrybucyjnego na terenie Europy, Azji i Ameryki, oraz elektryczna ciężarówka Mercedes-Benz dla transportu ciężkiego. W USA północnoamerykański oddział Daimler Trucks North America pracuje nad elektryczną ciężarówką Freightliner eCascadia dla transportu dalekobieżnego. W 2018 r. do produkcji seryjnej trafi pierwszy miejski autobus z elektrycznym napędem akumulatorowym.

Tymczasem Mercedes-Benz Vans pracuje nad całkowicie elektrycznymi wersjami Vito i Sprintera. Znany jest już pierwszy partner, który będzie je użytkować – to firma logistyczna Hermes.

Droga nr 2: szeroka gama hybryd plug-in będzie jeszcze szersza

Hybrydy plug-in reprezentują kluczowy etap rozwoju na drodze do lokalnie bezemisyjnej przyszłości pojazdów mechanicznych. Dlaczego? Ponieważ oferują klientom to, co najlepsze w dwóch rodzajach napędu: w mieście mogą poruszać się w trybie całkowicie elektrycznym, a na długich trasach korzystają z potencjału jednostki spalinowej. Aby podkreślić istotną rolę hybryd w procesie elektryfikacji samochodu w ogóle, modele plug-in sygnowane przez Mercedes-Benz będą w przyszłości nosić oznaczenie EQ Power.

Ponieważ hybrydowy napęd plug-in swoje największe atuty ujawnia w pojazdach wyższych klas i przy zróżnicowanym trybie eksploatacji, Mercedes-Benz opowiada się za taką koncepcją napędu w modelach od Klasy C wzwyż. Hybrydową ofensywę ułatwia inteligentna, modułowa koncepcja napędu – dzięki możliwości skalowania daje się zastosować go w wielu seriach modelowych, w samochodach z różnymi nadwoziami oraz w autach z kierownicą po lewej i prawej stronie.

Po modelach C 350 e* (limuzyna, kombi oraz wersja z długim rozstawem osi przeznaczona na rynek chiński), GLE 500 e 4MATIC*, GLC 350 e 4MATIC*, GLC Coupé 350 e 4MATIC* oraz E 350 e* do oferty dołącza ósma hybryda plug-in Mercedesa – S 560 e* (*średnie zużycie paliwa: 2,1-3,3 l/100 km, średnie emisje CO2: 48-78 g/km, średnie zużycie prądu: 11,0-16,7 kWh/100 km), następca limuzyny S 500 e.

Hybrydowy napęd S 560 e łączy benzynowy silnik V6 o mocy 270 kW (367 KM) oraz elektryczną jednostkę rozwijającą 90 kW. Trzecia generacja hybrydowej przekładni stanowi ewolucję skrzyni automatycznej 9G-TRONIC PLUS. Przekładnia hydrokinetyczna, sprzęgło i silnik elektryczny zespolono tu w innowacyjną jednostkę hybrydową. Dzięki zintegrowaniu i połączeniu sprzęgła rozłączającego, tłumika drgań skrętnych oraz sprzęgła blokującego (lock-up) z wirnikiem jednostki elektrycznej pozwoliło zachować kompaktowe gabaryty konstrukcji. Przekładnia hydrokinetyczna z wydajnym, efektywnym obiegiem hydraulicznym zapewnia niezwykłą gładkość podczas ruszania z miejsca w trybie hybrydowym.

Nowy rozdział w napędach dla autobusów otwiera hybryda Citaro. Po raz pierwszy na świecie technologia hybrydowa dostępna jest w ramach specjalnego wyposażenia dla niezwykle szerokiej gamy autobusów miejskich z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi, a nie w postaci osobnych modeli – i w ten sposób może zapewnić korzyści w wielu wariantach pojazdów. W połączeniu z nowym, elektrohydraulicznym układem kierowniczym hybrydowy napęd Citaro ogranicza zużycie paliwa autobusu, już teraz słynącego ze swojej oszczędności, nawet o kolejne 8,5 %, zależnie od zastosowań oraz specyfikacji.

Droga numer 3: wysoce efektywne silniki spalinowe

Na swojej mapie drogowej w kierunku zrównoważonej mobilności Mercedes-Benz przywiązuje dużą wagę do optymalizacji nowoczesnych jednostek spalinowych. Do dalszej redukcji zużycia paliwa w ramach całej floty w szczególności – zwłaszcza w Europie – przyczyniają się ekonomiczne, przyjazne środowisku i popularne silniki wysokoprężne. Nowy 4-cylindrowy diesel OM 654 zapoczątkował przełomową rodzinę jednostek Mercedes-Benz. To pierwszy motor wysokoprężny dla aut osobowych ze stopniowaną misą spalania. Jej nazwa pochodzi od charakterystycznego kształtu misy spalania w koronie tłoka.

Lista innowacji obejmuje również połączenie aluminiowego bloku silnika i stalowych tłoków oraz dodatkowo udoskonaloną powłokę gładzi cylindrowych NANOSLIDE®. Nowy 4-cylindrowy silnik OM 654 świętował swoją premierę wiosną 2016 r., pod maską Klasy E 220 d (średnie zużycie paliwa: 3,9 l/100 km; średnie emisje CO2: 102 g/km). Jego zapotrzebowanie na olej napędowy jest o około 13 % niższe od poprzednika zamontowanego w porównywalnym samochodzie.

Nowy 6-cylindrowy rzędowy silnik Diesla zadebiutował w dwóch wersjach mocy: w Mercedesie S 350 d osiąga moc 210 kW (286 KM) oraz 600 Nm momentu (średnie zużycie paliwa: 5,1 l/100 km; średnie emisje CO2: 134 g/km). Z kolei wariant S 400 d o mocy 250 kW (340 KM) i 700 Nm maksymalnego momentu obrotowego to najmocniejszy produkowany seryjnie osobowy Mercedes-Benz z jednostką wysokoprężną (średnie zużycie paliwa: 5,2 l/100 km; średnie emisje CO2: 135 g/km).

Nowe 4- i 6-cylindrowe silniki benzynowe wskazują drogę do przyszłości motorów spalinowych: zaopatrzono je w przełomowe rozwiązania, takie jak alternator zespolony z rozrusznikiem (EQ Boost), 48-woltowa pokładowa instalacja elektryczna czy elektryczna sprężarka (wariant 6-cylindrowy).

Nowa 6-cylindrowa jednostka rzędowa na linii startowej pojawia się w dwóch wersjach mocy. W Mercedesie S 450 (także z napędem 4MATIC) generuje moc 270 kW (367 KM) oraz maksymalny moment obrotowy 500 Nm (średnie zużycie paliwa: 6,6 l/100 km; średnie emisje CO2: 150 g/km). Odmiana S 500 dysponuje mocą 320 kW (435 KM) oraz 520 Nm maksymalnego momentu obrotowego (średnie zużycie paliwa: 6,6 l/100 km; średnie emisje CO2: 150 g/km). Krótkookresowo EQ Boost z alternatorem zintegrowanym z rozrusznikiem zapewnia dodatkowe 250 Nm oraz 16 kW mocy. W porównaniu z poprzednikiem S 500 z jednostką V8 o podobnej mocy udało się tu ograniczyć emisję CO2 o około 22 %.

Na swoją premierę czeka też nowa generacja 4-cylindrowego silnika benzynowego (wewnętrzne oznaczenie M 264) o mocy jednostkowej znacznie przekraczającej 100 kW z 1 litra pojemności. Wykorzystanie alternatora zespolonego z rozrusznikiem w układzie napędu pasowego oraz 48-woltowej pokładowej instalacji elektrycznej wyznacza kolejny etap elektryfikacji układów napędowych i ułatwia realizację funkcji takich jak doładowanie, żeglowanie z odłączonym silnikiem czy rekuperacja energii.

Podobnie jak motor 6-cylindrowy, tak i nowa jednostka V8 świętowała swój debiut w najnowszej Klasie S. Zaopatrzona w podwójne turbodoładowanie, należy ona do najoszczędniejszych benzynowych „V-ósemek” na świecie – zużywa nawet o 6 % mniej paliwa od poprzednika. Dzięki układowi regulacji wzniosu zaworów CAMTRONIC, z myślą o ograniczeniu zapotrzebowania na benzynę, podczas jazdy z częściowym obciążeniem odłączane są tu jednocześnie 4 z 8 cylindrów. Nowy motor V8 osiąga moc 345 kW (469 KM) i 700 Nm maksymalnego momentu obrotowego i dostępny jest w modelach Mercedes-Benz S 560 (średnie zużycie paliwa: 7,9-8,5 l/100 km; średnie emisje CO2: 181-195 g/km) oraz Mercedes-Maybach S 560 (średnie zużycie paliwa: 8,8-9,3 l/100 km; średnie emisje CO2: 198-209 g/km).

Droga numer 4: mobilność jutra będzie bardziej elastyczna i lepiej skomunikowana

Od lat Daimler ewoluuje z producenta samochodów w kierunku dostawcy usług mobilności. W pierwszej połowie 2017 r. dwukrotnie wzrosła liczba klientów, którzy na całym świecie korzystają z cyfrowych usług mobilności, takich jak car2go (globalny lider w branży car-sharingu), mytaxi (europejski lider rynku przewozów taksówkowych) czy moovel. Jako użytkownicy usług mobilnych Daimlera w ponad 100 miastach Europy, Ameryki Północnej i Chin zarejestrowanych jest dziś ponad 15 mln klientów.

To samo dotyczy wdrażania kolejnych założeń strategii koncernu Daimler o nazwie CASE. Każda z liter symbolizuje tu inną oś rozwoju mobilności: łączność (Connected), pojazdy autonomiczne (Autonomous), usługi współdzielenia pojazdów (Shared & Services) oraz napędy elektryczne (Electric). Segment Shared & Services obejmuje wszystkie usługi mobilności oferowane przez Daimler Financial Services – od car-sharingu (car2go) i przewozów taksówkowych (mytaxi) do platform mobilności (moovel). Od końca 2016 r. koncern Daimler świadczy również usługi prywatnego car-sharingu – Croove, niezależne od marki pojazdu i wykraczające poza zakres car2go.

Cyfrowy dostęp do świata Mercedes-Benz zapewnia Mercedes me. Za pomocą portalu mercedes.me klienci mogą korzystać z usług, produktów i ofert lifestyle’owych Mercedesa, Daimlera oraz partnerów. Po założeniu konta kierowcy Mercedesów mają dostęp do spersonalizowanych treści, a także do… własnego samochodu. Każdy, kto posiada model z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in, może korzystać ze specjalnych funkcjonalności Mercedes me: standardowa funkcja zdalnego sterowania Remote Online pozwala klientom w wygodny sposób, na ekranie własnego smartfona, sprawdzać poziom naładowania akumulatora, zasięg i położenie najbliższej stacji ładowania.

Integralną część elektromobilnościowej inicjatywy Mercedes-Benz Cars stanowią inteligentnie połączone rozwiązania w zakresie ładowania. Akceptacja klientów dla aut elektrycznych jest bowiem ściśle związana z dostępnością kompleksowej infrastruktury do ich ładowania. Czy to w domu, za pomocą ładowarki typu wallbox, czy na zakupach, w pracy, czy na ulicy – już dziś możliwości „tankowania” aut na prąd są bardzo zróżnicowane. Od 2018 r. w elektrycznych Mercedesach stopniowo wprowadzany będzie standard ładowania prądem stałym bazujący na CSS (Combined Charging System). Daimler prowadzi w tej dziedzinie szeroko zakrojone programy partnerskie.

Koncern planuje też wspólne przedsięwzięcie z firmami BMW Group, Ford Motor Company oraz Volkswagen Group z Audi i Porsche w celu utworzenia sieci ultraszybkich, wysokowydajnych ładowarek o mocy do 350 kW, zlokalizowanych przy głównych szlakach drogowych w Europie. Jej budowa rusza w 2017 r.; początkowo sieć ma obejmować 400 punktów na terenie Starego Kontynentu.

W ramach projektu charge@Daimler koncern łączy swoje aktywności w celu stworzenia inteligentnej infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych na terenie wszystkich swoich fabryk w Niemczech. Już dziś pracownicy Daimlera w 24 niemieckich miastach mają dostęp do licznych rozwiązań z zakresu ładowania. Do końca 2018 r. sieć będzie obejmować ponad 2000 punktów ładowania.

Wiosną 2017 r. Daimler został głównym inwestorem w firmie ChargePoint Inc., dostawcy usług ładowania z USA. Celem tej strategicznej inwestycji jest znaczne poszerzenie portfolio rozwiązań inteligentnego ładowania i zapewnienie klientom wszechstronnej palety usług premium z zakresu elektromobilności.

Z Saksonii na cały świat: światowa sieć produkcji akumulatorów

Prócz wewnętrznych prac rozwojowych, doświadczenia w produkcji i modułowej strategii dla napędów alternatywnych elementem filozofii Daimler AG jest zapewnienie bezpośredniego dostępu do kluczowych komponentów pojazdów elektrycznych oraz zelektryfikowanych.

Dzięki swojej spółce zależnej Accumotive koncern Daimler dysponuje kompleksową wiedzą i doświadczeniem w zakresie rozwoju oraz produkcji wysoce zaawansowanych akumulatorów. W związku z planowaną ofensywą aut elektrycznych pod marką EQ powstaje globalna sieć produkcji akumulatorów, z lokalizacjami w Europie, Azji oraz Ameryce Północnej. W sumie firma zainwestuje w nią ponad 1 mld euro, a sieć poza dwiema fabrykami w saksońskim miasteczku Kamenz ma w przyszłości obejmować zakłady w Stuttgarcie-Untertürkheim, Pekinie (Chiny) oraz Tuscaloosie (USA). Analogicznie do produkcji pojazdów sieć wytwarzania akumulatorów może elastycznie i wydajnie reagować na bieżący popyt. Poszczególne lokalizacje zaopatrują lokalne zakłady produkcyjne, a w razie potrzeby swoje akumulatory mogą też eksportować.

Sieć ekspercka: skoncentrowane wiedza i doświadczenie

NuCellSys, spółka zależna Daimlera, to światowy lider w rozwoju układów ogniw paliwowych i systemów przechowywania wodoru na potrzeby zastosowania w pojazdach mechanicznych. W 2015 r. Daimler zaangażował się w nową linię działalności biznesowej – systemy przechowywania akumulatorów – i otworzył się w ten sposób na nowe możliwości rozwoju poza sektorem motoryzacyjnym.

Sieć ekspercka obejmuje też wspólne przedsięwzięcia, takie jak współpraca z Boschem w zakresie silników elektrycznych (EM-motive). W ramach kolejnych spółek joint venture ma powstać m.in. infrastruktura do tankowania wodoru (H2 Mobility GmbH) oraz ogólnoeuropejska sieć szybkiego ładowania akumulatorów. Z myślą o rozszerzeniu ekosystemu zintegrowanego wokół elektromobilności Daimler AG realizuje też projekty partnerskie, np. z dostawcą usług ładowania, firmą ChargePoint.

Kapitał społeczny dźwignią rozwoju polskiego biznesu

Wyniki badania „Problemy i wyzwania w organizacjach – znaczenie kapitału społecznego”, przeprowadzonego przez agencję IQS na zlecenie House of Skills, Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz Komitet Dialogu Społecznego KIG (KDS KIG) pokazały, że aż 95% ankietowanych pracowników i menedżerów obserwuje w swoim miejscu pracy zjawiska, które mogą wiązać się z deficytem kapitału społecznego. Niedostatek m.in. zaufania, odpowiedzialności, współpracy, przepływu informacji i realizacji celów może zatem się okazać hamulcem rozwoju polskiej gospodarki lub jej dźwignią, uniemożliwiając bądź ułatwiając szybki pościg za gospodarkami rozwiniętych krajów Zachodu.

W jaki sposób zwiększyć i wykorzystać potencjał relacji społecznych i zaufania dyskutowali dziś eksperci i uczestnicy warsztatu „Kapitał społeczny. Koncept naukowy czy dźwignia wzrostu gospodarczego?”, zorganizowanego przez KDS KIG. W dyskusji podkreślano, że Polska staje się coraz bardziej innowacyjna i zaczyna napotykać bariery wzrostu charakterystyczne dla państw Europy Zachodniej. Na tym tle deficyt kapitału społecznego już teraz dla większości firm okazuje się problemem.

– W polskich firmach, które wzięły udział w badaniu, pracują dobrze wykształceni, doświadczeni ludzie. Natomiast wciąż brakuje otwartej komunikacji, zaufania i współpracy. Znów bowiem, dają o sobie znać kłopoty ze sztywną hierarchią władzy w organizacjach – ocenił wyniki badania Maciej Witucki, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

– W sierpniu 2017 roku zapytaliśmy pracowników i menedżerów polskich firm o trudności, z którymi mierzą się w swoich organizacjach. Ciekawiło nas, jak powszechnie występują zjawiska, które mogą być związane z niedostatkiem kapitału społecznego, czyli z brakiem przepływu informacji wewnątrz organizacji, z brakiem zaufania czy współpracy między zespołami – mówiła Ewa Kastory, Senior Partner w House of Skills, współtwórca i kierownik merytoryczny pierwszej w Polsce Szkoły Kapitału Społecznego. – Chcieliśmy dowiedzieć się, na ile negatywne zjawiska, świadczące o niskim poziomie kapitału społecznego doskwierają firmom oraz jak o nim mówią pracownicy i menedżerowie. Okazało się, że najistotniejszą bolączką jest brak przepływu informacji – wskazało ją aż 50% respondentów.

Twórcy badania zrezygnowali z zadawania pytań wprost o kapitał społeczny. Postanowili natomiast stworzyć kwestionariusz, zawierający opisy konkretnych działań, problemów lub sytuacji, występujących w organizacjach, które mogą świadczyć o niedostatecznym rozwoju tego kapitału.

– Kapitał społeczny wydaje się zagadnieniem trudno uchwytnym. Dopiero, gdy spojrzymy na przykłady działań, widzimy jak kluczowy jest to obszar w organizacji i dlaczego warto i trzeba w niego inwestować – uważa Jacek Kowalski, ekspert KDS KIG, członek zarządu ds. zasobów ludzkich w Orange Polska. – W Orange przywiązujemy dużą wagę do wzmacniania kapitału społecznego.

W różny sposób budujemy zaufanie i relacje ze swoimi pracownikami, klientami, czy kontrahentami, mając na uwadze korzyści wszystkich stron. Najważniejsze, aby działania wewnątrz i na zewnątrz organizacji były spójne.

– Kapitał społeczny jest siłą napędową wysoko rozwiniętych gospodarek i bardzo wyraźnie wiąże się z dobrobytem społeczeństw. Niestety w Polsce jego poziom jest niski. Zbliżamy się do momentu,

w którym ten deficyt uniemożliwi nam dalszy, szybki rozwój gospodarczy. Dziś kwestia kapitału społecznego jest podnoszona głównie w publikacjach naukowych, a przecież ma on praktyczne, bezpośrednie przełożenie na biznes i otoczenie społeczne. Dlatego biznes i nauka muszą wspólnie wpłynąć na budowę kapitału społecznego i zwiększanie zaufania – powiedział prof. Krzysztof Jasiecki z Centrum Europejskiego UW, ekspert KDS KIG.

Z badania wynika, że w firmach relacje międzyludzkie są coraz lepsze. W skali o 1 do 5, gdzie 1 oznacza „nie występuje” a 5 „występuje powszechnie”, jedynie 15% respondentów (4 i 5 na skali) wskazało, że w ich miejscu pracy ludzie się nie znają i nie ufają. Odmienne doświadczenia (1 i 2 na skali) miało natomiast aż 67% pracowników. Odrobinę gorzej wygląda sytuacja w przypadku atmosfery w pracy. Skarży się na nią 25% respondentów, a 58% jest z niej zadowolonych.

Trochę gorsze wyniki przynosi kolejna kategoria, czyli zaangażowanie w pracę. 28% respondentów uważa, że w ich przedsiębiorstwie pracownicy są zdemotywowani, przeciwnego zdania jest 41% badanych. Stosunek ten wynosi 41% do 38%, gdy chodzi o przedkładanie własnych celów nad cele firmy. Najgorsze statystyki dotyczą zarządzania i komunikacji w firmach. W większości przedsiębiorstw takie problemy jak brak przepływu informacji i dobrych praktyk, zakłócenia we współpracy między zespołami są powszechniejsze niż ich brak. Odpowiednio dla każdego z problemów: 41%-35%; 39%-37%; 40%-38%.

Część z działań naprawczych, podejmowanych w celu ograniczenia negatywnych zjawisk, wywołanych deficytami kapitału społecznego, sprawdza się dobrze. Dotyczy to szkoleń i programów rozwojowych, które były przeprowadzone w 40% ankietowanych firm, a 63% respondentów uważa je za skuteczne. Wyjazdy lub spotkania integracyjne organizuje się równie często (37%), ale ich skuteczność docenia tylko 48% badanych. Zdecydowanie niedocenianym sposobem rozwiązywania problemów pozostaje zmiana zakresu obowiązków pracowników lub zespołów. Aż 67% respondentów uważa ją za działanie skuteczne, ale została przeprowadzona tylko przez 27% firm.

Usługi niematerialne rozliczane według pomysłu Morawieckiego

Dotychczasowe działania ustawodawcy w zakresie uszczelniania systemu podatkowego w zdecydowanej mierze skupiały się na problematyce podatku od towarów i usług. Niemniej jednak kierownictwo Ministerstwa Finansów nie zamierza na tym poprzestać i coraz częściej spogląda w kierunku odbudowy dochodów budżetowych także z tytułu podatku CIT. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie intensywność planowanych zmian, które w radykalnym stopniu mogą doprowadzić do zwiększenia zobowiązań podatkowych przedsiębiorcy.

Zapowiedzi urzędników ze Świętokrzyskiej

Tegoroczne wakacje nie były łaskawym czasem dla przedsiębiorców. W lipcu przedstawiono bowiem projekt zmian w ustawach o PIT, CIT oraz o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne. Jednym ze sztandarowych rozwiązań zaproponowanych wówczas przez urzędników fiskusa było wprowadzenie przepisów limitujących – powyżej progu kwotowego uwzględniającego potrzeby wynikające z działalności operacyjnej przedsiębiorstwa – wysokość kosztów uzyskania przychodów związanych z zawieranymi przez podatników CIT umowami na określone usługi niematerialne. Istota problemu sprowadzała się do przyjęcia tezy, że wydatki poniesione przez przedsiębiorcę na usługi doradcze, księgowe, badania rynku, usługi prawne, usługi reklamowe, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, usługi rekrutacji pracowników, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze oraz inne koszty m.in. z tytułu praw autorskich lub licencji miały zostać ograniczone do wysokości 5% zysku EBITDA danego przedsiębiorstwa. Natomiast w sytuacji, gdy w danym roku podatkowym firma nie osiągnęła zysku, wówczas maksymalny limit kosztów za wydatki poniesione na ww. usługi niematerialne to 100 tys. zł miesięcznie, a więc 1,2 mln zł rocznie.

Fikcyjne propozycje

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Ministerstwo Finansów, forsując tak represyjny projekt, wprowadza de facto fikcję prawną odnośnie do kwalifikacji do kosztów podatkowych wyłącznie tych wydatków za usługi niematerialne, które nie przekraczają ustawowo określonego limitu, podczas gdy nadwyżka takich wydatków ponad określony wskaźnik nie będzie mogła być uznawana za koszt, mimo że wypełnia definicję kosztów uzyskania przychodów, o której mowa w art. 15 ustawy o CIT. Przedstawiciele resortu finansów argumentowali zasadność proponowanych zmian tym, że jest to konieczna odpowiedź na praktykę unikania podatków poprzez fikcyjne usługi niematerialne. Z ich zapewnień wynikało, że od 2005 r. wynagrodzenia za świadczone z zagranicy usługi niematerialne wzrosły aż o 455%, tymczasem od wejścia Polski do UE płatności za usługi doradcze powinny raczej maleć. Z kolei podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Paweł Gruza wskazał, że wzrastający wypływ środków z Polski na usługi niematerialne wynikał m.in. z błędnej polityki poprzedniego rządu w odniesieniu do cen transferowych, a po stronie aparatu skarbowego nie było adekwatnej reakcji.

Jak można było się spodziewać, planowane zmiany spotkały się ze zdecydowaną dezaprobatą przedsiębiorców oraz przedstawicieli zawodów świadczących usługi niematerialne. Dopiero w wyniku wzmożonej fali krytyki fiskus zaczął liberalizować przedstawione dotychczas postulaty i zapowiedział dalsze prace nad wypracowaniem konsensusu w tym zakresie. Efektem tych prac było opublikowanie 26 września kolejnego projektu nowelizującego m.in. ustawę o CIT we wskazanym zakresie. Niestety, nowy pomysł Ministerstwa Finansów tylko nieznacznie skorygował pierwotne zamiary urzędników.

Ustępstwo czy zamierzone działanie?

W nowym projekcie proponuje się podwyższenie tzw. kwoty wolnej do wysokości 3 mln zł w roku podatkowym, poniżej której wydatki na usługi niematerialne w ogóle nie będą podlegać wyłączeniu z kosztów uzyskania przychodu. Jednocześnie w przepisach nowelizujących ustawę o CIT ograniczono katalog przedmiotowy usług niematerialnych objętych proponowanym limitem, a ograniczenia te mają dotyczyć już tylko kosztów poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych kapitałowo z podatnikiem. Dokonując wykładni powyższych przepisów a contrario sugerowane zmiany nie będą dotyczyły zatem kosztów usług, licencji i opłat ponoszonych na rzecz podmiotów niepowiązanych. Koszty te, poza wymogiem ich faktycznego poniesienia (niefikcyjny charakter) i związku z prowadzoną działalnością, o której mowa w art. 15 ust. 1 ustawy o CIT, będą – na zasadach dotychczasowych – odliczane w pełnej wysokości. Co istotne, ograniczenie w zaliczaniu do kosztów podatkowych usług niematerialnych nie znajdzie także zastosowania do kosztów poniesionych przez spółkę tworzącą podatkową grupę kapitałową na rzecz innych spółek z tej grupy. Projektodawca przewidział także możliwość rozliczenia kosztów nieodliczonych w danym roku podatkowym w kolejnych 5 latach podatkowych na zasadach i w ramach obowiązujących w danym roku limitów.

Projekt zmieniono, obawy pozostały

Przedsiębiorcy już teraz powinni przygotować się na nowe pomysły resortu. Owszem, Ministerstwo Finansów zliberalizowało przepisy w zakresie niektórych ograniczeń przy kwalifikacji wydatków poniesionych na usługi niematerialne do kosztów podatkowych, to jednakże nadal są to regulacje, które w istotny sposób mogą wpłynąć na realny wzrost kwoty stanowiącej podstawę opodatkowania, co bezpośrednio przełoży się także na zwiększenie zobowiązania podatkowego z tytułu CIT.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Informacje SCAC – źródło przewlekłych kontroli VAT i jak sobie z tym radzić

Kontrole podatkowe, zwłaszcza te związane z dodatkową weryfikacją zwrotu podatku VAT, mają to do siebie, że są nieustannie przedłużane. Powody ku temu są różne. Przegląd czynności podejmowanych przez organy podatkowe prowadzi jednak do wniosku, iż ich kontrole najczęściej są wywołane uporczywym składaniem przez te organy powtarzających się zapytań do administracji podatkowych innych państw, zwanych informacjami SCAC. Czy istnieje realna konieczność notorycznego sięgania po nie? Czy można skutecznie przeciwdziałać takiemu przedłużaniu kontroli?

Czym jest informacja SCAC i do czego służy

Podstawowym aktem prawnym Unii Europejskiej regulującym zagadnienie wymiany informacji o VAT pomiędzy państwami członkowskimi pozostaje nadal dyrektywa Rady 2011/16/UE z dnia 15 lutego 2011 r. w sprawie współpracy administracyjnej w dziedzinie opodatkowania i uchylająca dyrektywę 77/799/EWG. Zgodnie z tą dyrektywą wniosek o udzielenie informacji o VAT oraz odpowiedź na taki wniosek są przesyłane przy użyciu standardowego formularza wymiany informacji SCAC (SCAC – Stały Komitet Współpracy Administracyjnej). Do standardowych formularzy można załączać wszelkie inne dokumenty, ich uwierzytelnione kopie lub wyciągi z nich, np. faktury VAT, dokumenty potwierdzające zapłatę za towar czy międzynarodowe listy przewozowe CMR.

W Polsce natomiast obowiązuje Ustawa z dnia 9 marca 2017 r. o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami (Dz.U. z 2017 r. poz. 648), która implementuje do polskiego porządku prawnego dyrektywy Rady UE z lat 2014–2016, zmieniające dyrektywę Rady 2011/16/UE z dnia 15 lutego 2011 r.

Ocena funkcjonowania systemu oraz problemy z tym związane

Analizując przepisy prawne, należy zwrócić uwagę, iż procedura wymiany informacji w sprawach podatkowych jest z natury rzeczy dla polskich podatników powolna i uciążliwa. Miesiącami czekają oni na udzielenie odpowiedzi przez organy państwa członkowskiego. Problemem jest także mała wiarygodność przekazywanych danych. Dotyczy to przede wszystkim rozbieżności w informacjach statystycznych czy zmian z mocą wsteczną w systemie VIES (często okazuje się, że kontrahent na dzień zawarcia transakcji był aktywny w systemie VIES, natomiast z informacji SCAC otrzymujemy informację, że już aktywny nie jest). Należy podkreślić, iż Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za prawdziwość informacji uzyskanych za pośrednictwem internetowego narzędzia VIES ze względu na to, że informacje pochodzą z krajowych baz danych, nad którymi Komisja nie ma kontroli. Tym samym informacje uzyskane od państwa członkowskiego na formularzu wymiany SCAC często różnią się od danych, którymi dysponował przedsiębiorca w momencie zawierania transakcji.

Nowe przepisy unijne nie stanowią dużego udogodnienia dla podatników i w praktyce nie zmieniają czasu oczekiwania podatnika na odpowiedź od organu podatkowego innego państwa członkowskiego. Organ współpracujący ma na nią sześć miesięcy od daty otrzymania wniosku o udzielenie informacji, a w przypadku gdy nie jest w stanie odpowiedzieć na wniosek w tym terminie, może on być wydłużony. Jak wykazują sprawozdania Komisji Unii Europejskiej, prawie połowa wnioskodawców otrzymuje odpowiedzi z opóźnieniem, a więc zazwyczaj nie jest dotrzymywany sześciomiesięczny termin udzielenia odpowiedzi. Ponadto stwierdzono, że pewna liczba wniosków pozostaje bez odpowiedzi od roku lub dłużej. Powoduje to, iż kontrole podatkowe czy postępowania podatkowe prowadzone przez organy podatkowe są rażąco przewlekłe oraz znacząco przekraczają terminy, o których mowa w ordynacji podatkowej. Tym samym termin zwrotu podatku VAT podlegającego weryfikacji w ramach kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego ulega wydłużeniu.

Należy wskazać również, iż uzyskane przez organ podatkowy informacje od innego państwa członkowskiego:

  • często stanowią informacje, którymi już dysponował organ wnioskujący lub ograniczają się do informacji, iż nie ma kontaktu z kontrahentem podatnika,
  • w wielu przypadkach odpowiedzi organów są wzajemnie sprzeczne lub powołują się na sprzeczne ze sobą wyniki „rozmów” z pracownikami kontrahenta,
  • w większości przypadków, nawet w przypadku stwierdzonych u kontrahenta podatnika nieprawidłowości, przekazywane informacje nie są wystarczająco szczegółowe.

Innymi słowy, jakość wymienianych na formularzu SCAC informacji o domniemanych nadużyciach z udziałem polskiego podatnika VAT pozostawia wiele do życzenia.

Informacje uzyskane przez organ podatkowy na formularzu SCAC jako dowód w sprawie

Nieterminowe udzielenie odpowiedzi przez administrację podatkową państwa członkowskiego może być podstawą stwierdzenia przewlekłości postępowania podatkowego (w takiej sytuacji należy zweryfikować aspekt niezbędności zweryfikowania kontrahentów w stosunku do kontroli przeprowadzanej u podatnika), natomiast niekompletne bądź sprzeczne informacje mogą stanowić podstawę do zakwestionowania ich mocy dowodowej przed polskimi organami podatkowymi lub sądami administracyjnymi. Ponadto, zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, jeżeli nieprawidłowości zostaną stwierdzone u kontrahenta unijnego, to podmioty, które nieświadomie uczestniczyły w oszustwie podatkowym, nie mogą zostać pozbawione prawa do odliczenia z tego powodu, że transakcja poprzedzająca jego dostawę bądź następująca po jego dostawie miała charakter oszukańczy (sygn. C-354/03, C-355/03 i C-484/03).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec