Jak wygląda branża marketingu afiliacyjnego?

Awin, globalna sieć reklamy efektywnościowej, przygotowała raport, podsumowujący sytuację w marketingu afiliacyjnym i prezentujący stan rozwoju branży w 2017 roku. Doświadczenia płynące ze współpracy z ponad 6000 reklamodawców i ponad 100 000 aktywnych wydawców z całego świata, pozwalają na zidentyfikowanie głównych charakterystyk 11 lokalnych rynków, na których działa sieć, oraz wyłonienie głównych trendów w afiliacji. Swoje miejsce w raporcie ma także Europa Wschodnia, która stanowi specyficzny rynek na tle sąsiadów.

Marketerzy w coraz większym stopniu zwracają uwagę na wymierne i jednoznaczne pomiary ich działań. Marketing afiliacyjny pozwala osiągnąć te cele i wesprzeć markę w działaniach w modelu efektywnościowym. Między innymi to jest przyczyną jego rosnącej popularności.

Marketing afiliacyjny jest w pełni adaptowalnym i elastycznym rozwiązaniem dla marek, które starają się zrozumieć, jak i gdzie inwestować w zwiększanie budżetów cyfrowych. Pozwala skutecznie kierować reklamę do grupy docelowej za pośrednictwem odpowiedniego kanału i w odpowiednim czasie, a jednocześnie śledzić poczynania konsumentów, poczynając od pierwszego kontaktu z produktem, aż po jego zakup. Współpraca z siecią afiliacyjną pozwala poszerzyć zasięg działań, a tym samym uczynić lokalną markę globalną, znaną w różnych zakątkach świata.

Siłą marketingu afiliacyjnego jest elastyczność i możliwość dopasowania do specyfiki danego regionu i do jego cyfrowej kultury. Trzeba mieć jednak na uwadze, że obecnie sytuacja nieco się zmienia. Coraz więcej jest kwestii wspólnych i mimo różnic dotyczących np. ustawodawstwa regionalnego czy odmiennych preferencji co do płatności, jest wiele zagadnień, które istnieją niezależnie od miejsca.

Branża afiliacyjna stale się rozwija. Zgodnie z raportem Forrester z 2016 r., amerykański rynek ma wzrastać średnio o około 10% rocznie, co oznacza, że ​​do roku 2020 może przynieść prawie 7 mld dolarów dochodów i prowizji wydawców. To wzrost o 27%.

Marketing efektywnościowy nadal rozwija się na najbardziej ugruntowanych rynkach Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. To rokroczny wzrost o około 8-12% w ciągu ostatnich pięciu lat i nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja się zmieniła. Ten sam raport firmy Forrester podaje również, że około 80% reklamodawców w USA działa w afiliacji i średnio przeznacza na ten kanał około 10% swoich wydatków marketingowych.

Jeśli podsumować wszystkie dostępne dane, globalną wartość branży szacuje się na około 13 miliardów dolarów.

Europa Wschodnia w Awin

Europa Wschodnia to jeden z 11 regionów, w których działa Awin. Geograficznie sieć współpracuje z wydawcami z Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Ukrainy, Rosji. Łącznie na tym obszarze aktywnie działa 235 reklamodawców z regionu i aż 2877 wydawców.  

Dane o rynku:

  • 192 miliony użytkowników Internetu
  • średnio 37% dorosłych obywateli posiada smatrfon
  • średnio 70% korzysta z Androida, 28% z iOS
  • Google jest najpopularniejszą przeglądarką
  • Podział sprzedaży według urządzeń: smartfon – 9%, desktop – 88%, tablet – 3%

awin1Z racji, iż wiele z krajów to małe rynki, liczne marki międzynarodowe, chcące poszerzyć zasięg w całym regionie, z czysto praktycznych powodów traktują Europę Środkowo-Wschodnią jako spójną jednostkę biznesową. Tym samym ignorują olbrzymie różnice kulturowe obecne w regionie, szczególnie te językowe, co czyni ich działania niewłaściwymi i nieskutecznymi w kwestii zaangażowania indywidualnych konsumentów i społeczności. Tymczasem marketing efektywnościowy daje unikalną szansę skutecznego koordynowania takich kampanii w tych regionach.

Siedziba wschodnioeuropejskiego oddziału Awin zlokalizowana jest w Polsce, jednak zasięg sieci obejmuje szereg państw sąsiadujących. Tym samym reklamodawcy mają możliwość dotarcia do wielu lokalnych wydawców za pomocą jednej platformy, która pozwala na skuteczną komunikację i obsługę relacji.

To oczywiście udana taktyka, zapewniająca reklamodawcom, którzy nie mają lokalnych oddziałów, możliwość promowania marki na nowych rynkach, w sposób odpowiadający preferencjom lokalnych konsumentów.

Cyfryzacja w Europie Wschodniej

Z racji braku inwestycji w infrastrukturę w ciągu ostatnich dziesięcioleci, mieszkańcy Europy Wschodniej nie mogli skorzystać ze wszystkich zalet kanału online, tak jak miało to miejsce na zaawansowanych w tej materii rynkach sąsiadujących. Wskaźnik penetracji cyfrowych nabywców dla krajów takich jak Polska, Rumunia, Słowacja i Bułgaria jest stosunkowo niski w porównaniu do Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji.awin2

Mimo takiej przeszłości, poprawiające się standardy ekonomiczne w tym regionie sprawiają, że aktualnie jest to jeden z najszybciej rozwijających się rynków e-commerce na świecie. W Europie Środkowo-Wschodniej osiągnięto najwyższy wzrost sprzedaży e-commerce w 2016 r. Zgodnie z tegorocznym raportem „European Ecommerce Report” Rumunia, Słowacja, Estonia, Ukraina, Polska i Bułgaria odnotowały w ubiegłym roku wzrost sprzedaży e-commerce o co najmniej 25%.

W rzeczywistości, jeśli chodzi o porównywanie skuteczności wydawców działających na rynku Europy Wschodniej z innymi rynkami, na których operuje Awin, można zauważyć, że ich udział w prowizji jest znacznie wyższy, niż w innych miejscach.awin3

Polski krajobraz

Próba dotarcia do konsumentów z Europy Wschodniej i zaangażowania ich za pomocą własnych niezależnych działań marketingowych, może być szczególnie trudna dla zagranicznych brandów. Konsumenci, którzy nie znają marki, są o wiele mniej skłonni do zakupu jej produktów, niż ma to miejsce na innych rynkach. Wynika to m.in. z braku rozwiniętego transgranicznego handlu online w Polsce, który jest powszechny w państwach Europy Zachodniej.  

Według ostatnich badań firmy Paypal wśród kupujących w Internecie, 78% polskich klientów twierdzi, że dokonują zakupów w sieci tylko za pośrednictwem platform krajowych. To najwyższy odsetek we wszystkich europejskich krajach. Taka lojalność wobec rodzimych platform detalicznych wyjaśnia dlaczego wiodące strony internetowe w Polsce to podmioty krajowe, podczas gdy na wielu innych rynkach międzynarodowi gracze, na przykład Amazon i Ebay, zdołali zdominować lokalne sceny e-commerce.

W Polsce największą grupę klientów przyciąga lokalna platforma aukcji internetowych Allegro i jedynie Zalando oraz Aliexpress udało się znacząco wkroczyć do świadomości internetowych klientów.awin4

Wśród państw Europy Wschodniej Polska wyróżnia się jako jedna z bardziej zaawansowanych gospodarek cyfrowych. Wskaźnik penetracji cyfrowych nabywców kształtuje się na poziomie 56%, przy czym należy zaznaczyć, że w szerszym kontekście europejskim, nasz kraj jest wciąż słabo rozwinięty, chociaż wyróżnia się na tle sąsiadów.

Według indeksu gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego, Polska zajmuje 23 pozycję pośród 28 europejskich państw. Odpowiedzią na taki stan rzeczy jest realizowany przez rząd Program Operacyjny Cyfrowa Polska. Inicjatywa uruchomiona w 2014 r. i planowana do roku 2020 ma na celu rozwiązanie problemu braku inwestycji w krajową gospodarkę cyfrową.

Dotychczas zarówno polscy przedsiębiorcy, jak i konsumenci ostrożnie podchodzili do usług internetowych i tylko nieliczna część populacji regularnie korzysta z różnorodnych opcji dostępnych w sieci. Niewielu Polaków pobiera muzykę, korzysta z „wideo na żądanie”, przesyła własną treść na platformy internetowe lub angażuje się w sieci społecznościowe – świadczy o tym globalna penetracja social media według We Are Social.

Także w Rosji, podobnie jak w Polsce, liczba kont sieci społecznościowych, które są aktywne w populacji, stoi na niskim poziomie – tylko nieco powyżej średniej globalnej i znacznie poniżej regionów, takich jak USA, Australia i południowo-wschodnia Azja.awin5

Istnieją jednak pewne aspekty internetowego świata, które polscy użytkownicy szybko przyjęli. Wydawcy online, zwłaszcza witryny z wiadomościami, mają dużą liczbę aktywnych odbiorców. Coraz więcej Polaków cieszy się możliwościami bankowości online i zakupów w sieci.

Porównanie regularności, z jaką konsumenci z różnych krajów europejskich robili zakupy w sieci pokazuje, że odsetek kupujących online raz w miesiącu zaskakująco plasuje Polskę na drugiej pozycji, tuż za Wielką Brytanią.awin6

Jeśli potencjał ten ma zostać w pełni zrealizowany, w przyszłości polscy sprzedawcy detaliczni będą musieli inwestować w swoje platformy e-commerce. Obecnie tylko jedna na dziesięć polskich firm z sektora małych i średnich sprzedaje swoje wyroby w sieci, podczas gdy średnia w UE wynosi 17%. W Polsce e-commerce stanowi obecnie zaledwie 4,1% PKB w porównaniu do około 6-8% w Wielkiej Brytanii, Szwecji i Danii.

W rzeczywistości brak inwestycji sprzedawców detalicznych w handel elektroniczny w pewien sposób wyjaśnia coraz większe wykorzystanie sieci afiliacyjnych w celu wspierania strategii marketingu online, które tradycyjnie były w kompetencjach wewnętrznych działów marek. Choć wielu reklamodawców w Europie Wschodniej chętnie zarządza największymi partnerami samodzielnie lub też za pośrednictwem agencji reklamowych, chęć poszerzenia zasięgu, jednocześnie bez przeciążania zespołu, otwiera drzwi do współpracy z sieciami afiliacyjnymi.

Niedostatek umiejętności w ramach marketingu online wśród reklamodawców otwiera szansę wydawcom, aby wspierali ich w ramach niektórych bardziej technicznych aspektów reklamy internetowej, takich jak kampanie reklamowe, retargetingowe i remarketingowe. Biorąc pod uwagę wysoki odsetek blokowania reklam w regionie (około 37%), konieczność precyzyjnego kierowania ich do potencjalnych klientów ma zasadnicze znaczenie.

Wiele firm nieposiadających zasobów do samodzielnego wykonywania tego rodzaju działań, powierza je w modelu efektywnościowym trzeciej stronie. Produkty takie jak UnBlock firmy Cloud Technologies, które umożliwiają wyświetlanie reklam nawet tym użytkownikom, którzy korzystają z oprogramowania blokującego reklamę, to tylko jeden z przykładów działalności biznesowej, która odpowiada na specyficzne warunki lokalnego rynku.

Rynek wschodnioeuropejski jest wyraźnym przykładem jak można rozwijać marketing efektywnościowy, niezależnie czy mamy do czynienia z lokalnymi sprzedawcami, którzy po raz pierwszy wchodzą w świat marketingu online, czy z zagraniczną marką, która chce po prostu wejść na nowy rynek. Model efektywnościowy pozwala na testowanie nowych rozwiązań bez ryzyka, podczas gdy lokalni wydawcy mogą zwiększyć zasięg marki wśród nowych odbiorców, bez konieczności fizycznej obecności w regionie.

Okiem lokalnego eksperta

Awin zapytał przedstawicieli lokalnego biznesu o ich przemyślenia na temat rozwoju marketingu afiliacyjnego. W regionie Europy Wschodniej swoje opinie przedstawili: Katarzyna Leboch, Internet Marketing Specialist z Answear.com oraz Elżbieta Czakon z Cloud Technologies SA. Jedno z postawionych pytań dotyczyło zalet korzystania z afiliacji.

Co postrzegasz jako zalety korzystania z afiliacji jako kanału cyfrowego w Twoim regionie?

Katarzyna Leboch: To naturalne uzupełnienie naszych wydatków na marketing, a także stabilne źródło ruchu i dochodu. Pomaga nam też docierać do tych wydawców, do których nie mogliśmy dotrzeć bezpośrednio. Wreszcie nasza współpraca z sieciami partnerskimi umożliwia nam kontrolowanie usług cashback i kodów rabatowych w bardziej wiarygodny sposób. Mamy bardziej transparentną wiedzę na temat tego, jak tymi kanałami promowana jest nasza marka.

Elżbieta Czakon: E-commerce to teraz bardzo silny trend. W związku z tym istnieje większa potrzeba kampanii w modelu efektywnościowym. Sieci partnerskie mają możliwości i know-how do zapewnienia tego typu usług. Jednocześnie uważamy, że domy mediowe nie mają jeszcze umiejętności na takim poziomie jak sieci partnerskie, by koordynować takie kampanie.

O raporcie

W raporcie eksperci podsumowali główne rynki, na których działa Awin, tj. Australię, Kraje Beneluksu, Brazylię, Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone, Francję, Włochy, Hiszpanię, region DACH, a więc Niemcy, Austrię i Szwajcarię oraz Kraje nordyckie i Europę Wschodnią. Poza analizą makroekonomiczną regionu, szczegółowo przedstawiono także specyfikę każdego z nich i rozwój branży w ujęciu lokalnym. Jedocześnie zebrano opinie i przemyślenia o kanale partnerskim od przedstawicieli lokalnych podmiotów.

W drugiej części raportu zidentyfikowano podobieństwa na każdym rynku. Niekoniecznie są specyficzne wyłącznie dla afiliacji, ale mają na nią wpływ. Omówiono m.in. wzrost mobilności konsumentów oraz roli globalnych wydarzeń handlowych. Poruszono także temat konwersji kodów rabatowych oraz rosnącej roli influencerów. Na koniec zwrócono uwagę na to, jak marki postrzegają afiliację, jak zmieniają swoje podejście do zarządzania programami partnerskimi oraz jak oceniają wartość partnera.

Madryt naciska na Barcelonę

  • Finalne dane potwierdzą wzrost krajowej inflacji CPI do 2,2% r/rwe wrześniu z 1,8% r/r w sierpniu. Rozkład zmian cen żywności w regionie (Czechy, Węgry) sugeruje, że jej dynamika może się okazać nieco niższa niż zakładaliśmy, co wskazywałoby na ryzyko silniejszego od naszych szacunków (PKO: 1,0% r/r vs konsensus 0,9% r/r) wzrostu inflacji bazowej (dane w pt.).

Madryt naciska na Barcelonę

  • Wysokie odczyty produkcji przemysłowej za sierpień dla Niemiec i Włoch wspierają optymistyczne oczekiwania co do wyników dla całej strefy euro, mimo zaskakująco silnego wyhamowania produkcji we Francji.

Przegląd wydarzeń:

Rząd w Madrycie domaga się od rządu Katalonii jasnej i ostatecznej deklaracji ws. ogłoszenia niepodległości. Krok ten może stać się wstępem do procedury zawieszenia autonomii regionu, zdymisjonowania rządu regionalnego i rozpisania wcześniejszych wyborów lokalnych.

Minutes z wrześniowego posiedzenia FOMC potwierdzają, że dla większości jego członków bazowym scenariuszem jest podwyżka stóp w grudniu br., za czym przemawiają dobra kondycja gospodarki i przekonanie o przejściowym osłabieniu inflacji.Wczoraj zasadność rozważenia jeszcze jednej podwyżki w 2017r. potwierdził Ch. Evans dodając, że oczekuje wzrostu dynamiki płac. W ocenie J. Williamsa dobra kondycja rynku pracy (i wzrost inflacji) będą uzasadniać  stopniowe podwyżki docelowo do 2,5%.

Członek RPP, J. Żyżyński (jeden z 2 skrajnych „gołębi”) ocenił, że popyt na kredyt nie jest na tyle silny, aby Rada była zmuszona do podwyższania stóp NBP, zwłaszcza przy inflacji poniżej celu.

Wg raportu JOLTSs, liczba nowotworzonych miejsc pracy w USAw sierpniu nieznacznie spadła(6,082 mln), ale i tak była 3. najwyższą w historii danych, potwierdzając utrzymujący się wysoki popyt na pracę. Współczynnik dobrowolnych odejść z pracy od około roku jest stabilny, wskazując, że pomimo wysokiego popytu na pracę, presja płacowa jest umiarkowana. O ile dane są wg nas neutralne z punktu widzenia oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych Fed w grudniu br., to brak wzmocnienia presji płacowej może łagodzić jastrzębie nastawienie Fed w 2018r.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Wrześniowe przebudzenie inflacji

Inflacja wzrosła we wrześniu do 2,2% r/r (PKO: 2,1% r/r, konsensus: 2,0% r/r) z 1,8% r/r w sierpniu, potwierdzając wstępny odczyt GUS. Po odsezonowaniu inflacja CPI wzrosła we wrześniu o 0,3% m/m wobec 0,2% m/m w sierpniu.

Główną przyczyną odbicia inflacji był wzrost dynamiki cen żywności (do 5,3% r/r z 4,6% r/r w VIII, najwyżej od IX 2012 r.) oraz inflacji bazowej (wg naszych szacunków, do 0,9-1,0% r/r z 0,7% r/r w VIII, odczyt jutro). O 3,6% r/r rosły też ceny paliw, niemniej efekty ich wysokiej dynamiki miesięcznej zaledwie zrównoważyły wysoką bazę z ubiegłego roku.

Wrześniowe przebudzenie inflacji

Wyższy niż wynikający z sezonowego wzorca wzrost cen żywności był spowodowany przede wszystkim przyspieszeniem dynamiki cen masła (do 48,1% r/r z 42,9% w sierpniu) i owoców (do 9,8% r/r z 7,1%).O ile w pierwszym przypadku krajowe i zagraniczne dane hurtowe wskazują na wyhamowanie tendencji wzrostowej w X/XI, o tyle w przypadku owoców niskie tegoroczne zbiory (związane z przymrozkami na wiosnę) przełożą się na dalszy wzrost cen w perspektywie najbliższych kilku miesięcy.

Do wzrostu inflacji bazowej przyczyniły się w szczególności: wzrost cen odzieży oraz w kategorii łączność. Wzrost cen odzieży wynika z przesunięcia sezonowego i jest najpewniej związany z wcześniejszym wprowadzeniem kolekcji jesień/zima, wobec czego najpewniej ulegnie odwróceniu w październiku. W pozostałych kategoriach (poza restauracjami i hotelami) nie widać póki co silnych oznak presji kosztowej, co oznacza naszym zdaniem, że inflacja bazowa do końca roku pozostanie stabilna, a nawet może lekko wyhamować na skutek efektów wysokiej bazy.

Wzrostowi inflacji towarów do 2,0% r/r z 1,5% r/r w sierpniu towarzyszyła stabilizacja inflacji usług (2,7% r/r).

Egzogeniczny, a także przejściowy charakter obecnego wzrostu inflacji (tegoroczny szczyt na poziomie 2,2-2,3% r/r inflacja osiągnie w listopadzie, aby później silnie spowolnić na przełomie roku) wspiera bieżące, „gołębie” nastawienie RPP. Nie oznacza to jednak, że w najbliższych miesiącach nie będą rosły oczekiwania na podwyżki stóp NBP. Uważamy jednak, że zmaterializują się one pod koniec przyszłego roku (w listopadzie).

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Kiedy rozmowa kwalifikacyjna to znak, że należy wybrać „ewakuację”

W pracy czasem można zagryźć zęby. Jeśli jednak złapiesz się na takim odruchu już podczas rozmowy kwalifikacyjnej, ratuj się! Jedynym rozsądnym wyjściem jest „ewakuacja” i dalsze poszukiwanie pracy.

Intuicja, czytanie między wierszami czy chłodna analiza, mogą być pomocne w wyciąganiu wniosków po rozmowie kwalifikacyjnej. Nie warto lekceważyć tego, co podpowiadają nam zmysły. Praca podjęta z rozsądku – zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy do czynienia z rynkiem pracownika – niesie więcej szkody niż pożytku.

Oto 6 sygnałów, których nie można lekceważyć według serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl:

  1. Rozmowa kwalifikacyjna w locie

Przychodzisz punktualnie na rozmowę o pracę, a na miejscu okazuje się, że druga strona jest zupełnie nieprzygotowana. To kiepski sygnał. Jeśli czekasz w holu, bo menadżer szuka wolnej sali, a finalnie rozmowa kwalifikacyjna ma miejsce w firmowej kuchni, masz prawo czuć się niepoważnie potraktowany. Jeszcze gorzej, gdy rozmowa zaczyna się słowami „wyskoczyło mi ważne spotkanie, ale znajdę chwilę na rozmowę z panią/em, najwyżej się później zdzwonimy”. Nie warto łudzić się, że taki szef poważnie traktuje zespół, z którym pracuje.

Rozmowa kwalifikacyjna powinna być zaplanowana na dzień i godzinę. Po stronie szefa lub rekrutera leży zarezerwowanie miejsca, w którym się ona odbędzie – mówi Joanna Żukowska z MonsterPolska.pl. Zdarza się, że rekruterzy-freelancerzy, umawiają się z kandydatami poza firmą np. w kawiarni. Takie spotkania także obowiązuje pewien savoir-vivre. Osoba rekrutująca powinna zadzwonić, ustalić ze stroną miejsce i godzinę. Może także wysłać przypomnienie o rozmowie drogą sms tuż przed spotkaniem. Jeśli musi przełożyć spotkanie, to z odpowiednim wyprzedzeniem – dodaje.

W momencie, gdy rekruter odwołuje spotkanie smsem, kiedy ty jesteś już w kawiarni (do tego bez przeprosin i wskazania kolejnego terminu, w którym ma odbyć się rozmowa kwalifikacyjna), nie trać czasu i szukaj innej oferty.

  1. Próba dyskredytacji CV

„Nie jest imponujące to CV, ale postanowiłem dać Pani/u szansę” – jeśli rozmowa kwalifikacyjna rozpoczyna się od takich słów, to wiedz, że to nie wróży nic dobrego. Szef, który nie ma skrupułów, aby zdyskredytować CV w pierwszym zdaniu spotkania, będzie najpewniej negatywnie oceniał twoją późniejszą pracę. Bardzo trudno pracuje się z ludźmi – zwłaszcza jeśli od nich zależy „być albo nie być” w firmie – którzy nieustannie krytykują, podważają jakość pracy, dyskredytują przy innych członkach zespołu. Jeśli dowiesz się, że w tej firmie jest bardzo duża rotacja, już znasz przyczynę.

Oczywiście możesz też odpowiedzieć: „Najpewniej jest coś, co ujęło Pana w moim CV, bo w przeciwnym razie z pewnością nie traciłby Pan czasu na osobę, której CV nie rokuje”. Po pierwszym starciu rozmowa może przybrać korzystny obrót.

  1. Niewybredny język a rozmowa kwalifikacyjna

Z badań CBOS wynika jednak, że ponad połowa zatrudnionych (55 proc.) przynajmniej od czasu do czasu słyszy przekleństwa w miejscu pracy, a wśród nich jedna trzecia (33 proc.) słyszy je często. Niestety zdarza się, że szefowie nie tylko przeklinają „pod nosem”, ale na zebraniach z zespołem. Jeśli jesteś osobą, która nie toleruje takiego języka, zwróć szczególną uwagę na kulturę wypowiedzi przyszłego szefa. Zdradzą go też gesty. Zaciśnięte dłonie i szczęka, ogólne spięcie nie wróżą spokojnej współpracy.
Teoretycznie można przymknąć na to oko, jeśli mamy pewność, że w późniejszej pracy styczność z szefem będzie bardzo ograniczona.

  1. Drobne uszczypliwości

Kto przerobił pracę z uszczypliwym szefem (nie mylić z osobą posiadającą złośliwe poczucie humoru), wie, że na dłuższą metę to powód do poszukiwania innej pracy. Trudno bowiem pracuje się z osobą, która potrafi rzucić wchodząc do pokoju „chyba lubisz ten sweterek, tak często go nosisz” albo „ojej, a ty znowu na kanapkach od żony, zamiast kupić sobie ciepły obiad”, wiedząc że pracownik nie zarabia wiele, a do tego ma kredyt i rodzinę na utrzymaniu. Taki szef lubi, kiedy zespół nie czuje się komfortowo, bo wyznaje zasadę, że praca w stresie jest skuteczniejsza. Poza tym zdenerwowanego pracownika można łatwiej „ustawić”. Dlatego rozmowa kwalifikacyjna to moment, w którym należy zwrócić uwagę na drobne uszczypliwości.

Jedynym sposobem na uszczypliwości jest puszczanie ich mimo uszu. Opcjonalnie, o ile potrafisz, możesz się odgryźć. Pytanie tylko, czy twoje dni w firmie od tego czasu nie będą policzone?

  1. Propozycje niekorzystnych zapisów w umowie

Rozmowa kwalifikacyjna to moment, w trakcie którego może pojawić się wątek wstępnego omówienia zasad współpracy. Zapisy, które warto omówić to np. zakaz konkurencji czy finansowanie szkoleń i ewentualny zwrot kosztów po rozstaniu z firmą – radzi Joanna Żukowska, ekspertka serwisu MonsterPolska.pl.

Jeśli pracodawca proponuje język angielski za darmo, ale zobowiązuje nowego pracownika do co najmniej trzech lat pracy, warto się zastanowić nad skorzystaniem z takiej oferty. Dzisiejszy rynek pracy jest dynamiczny. W umowie musi być zapis, który będzie regulował sytuację opłaty za kurs języka angielskiego także w momencie rozstania przed wskazanym terminem. Wizja opłaty kilku tysięcy za kurs, przy źle podpisanej umowie, może zblokować ci w przyszłości podjęcie atrakcyjnej pracy.
Warto te kwestie omówić i wynegocjować korzystne dla obu stron zapisy. Można poprosić o dzień lub dwa na podjęcie ostatecznej decyzji.

  1. Złe mówienie o poprzednikach

O przyszłym pracodawcy świadczy także sposób mówienia o zespole i osobach, które pracowały przed tobą na konkretnym stanowisku. Jeśli okaże się, że poprzednicy „nie radzili sobie, opóźniali terminy, nie realizowali założonych wyników”, to może być sygnał, że w firmie są wyśrubowane cele. Jeśli szef sugeruje, że zespół wymaga reorganizacji, to oznacza, że wejdziesz do firmy, którą czekają personalne turbulencje. To jednoznaczne z informacją, że najbliższe miesiące będą nerwowe i niestabilne.

Rozmowa kwalifikacyjna to moment, w którym nie tylko ty jesteś oceniany. To także chwila, w której musisz wyłapać potencjalne minusy danego miejsca pracy. Można znaleźć sposoby, aby przetrwać koszmarną rozmowę. Pytanie, co zrobić, jeśli taki pracodawca zaoferuje zatrudnienie? Mając alternatywę, lepiej się ewakuować.

Amerykański dolar traci

W środę amerykański dolar tracił do głównych rywali po tym, jak opublikowano protokół z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Widać w nim konsensus dotyczący jeszcze jednej podwyżki stóp procentowych w tym roku, jednak jest on łagodzony obawami o zbyt niską inflację. Dolar traci także do waluty kanadyjskiej i meksykańskiej w związku ze wznowieniem trudnych negocjacji handlowych w ramach NAFTA. Na fali słabego dolara amerykańskiego trzeci dzień z rzędu zyskuje złotówka. Polskiej walucie pomaga także polepszenie prognoz MFW dotyczących wzrostu PKB: z 3,4% do 3,8% w 2017 r. i z 3,2% do 3,3% w 2018 r.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych
walut: euro (-0,39%), brytyjskiego funta (-0,2%), dolara kanadyjskiego (-0,11%), dolara australijskiego (-0,03%) oraz japońskiego jena (-0,23%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,182, GBP/USD – 1,32, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,779 i USD/JPY – 112,4. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,16%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,896. Złotówka rośnie do światowych walut. W środę rano dolar kosztuje 3,63 zł, euro – poniżej 4,3 zł, funt – poniżej 4,8 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,73 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego.
W środę londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,06%, frankfurcki indeks DAX wzrósł o 0,17%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,02%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,18%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,31%, a brazylijski indeks Bovespa spadł o 0,31%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,35%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,06%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,4%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej wzrasta trzeci dzień z rzędu, ale wolniej. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 56,94 USD (+0,58%), a ropy WTI – 51,3 USD (+0,74%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 58 USD. Także cena złota idzie w górę. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1295 USD. To 7 USD więcej (+0,54%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Rumunia – Produkcja przemysłowa (m/m), sierpień – 2% (poprzednio -1,5%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Przyszłej Inflacji wg BIEC, wrzesień 76,9 pkt. (poprzednio 76,5 pkt.)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 6,8% (prognoza 6,8%)
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień -0,4% (prognoza 3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień (prognoza 2,6%)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 2,2%)
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 252 tys.)
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), wrzesień (prognoza 2,5%)
  • 16:30 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
  • 20:00 – USA – Budżet federalny, wrzesień (prognoza 3,5 mld USD)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Huckleberry Games S.A. z dofinansowaniem z Programu GameINN

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, przygotowująca się do debiutu na rynku NewConnect, otrzymała dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Spółce na realizację nowego oraz innowacyjnego projektu.

Wniosek o dotację na stworzenie Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ) złożony przez Huckleberry Games S.A. w ramach konkursu GameINN organizowanego przez NCBiR został rozpatrzony pozytywnie i zakwalifikowany do dofinansowania. Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu sięga 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji wynosi 1.578 tys. zł. Pozyskanie dofinansowania stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju Spółki w obszarze rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

„Dofinansowanie z projektu dla branż kreatywnych GameINN daje nam ogromną szansę na rozwój firmy nie tylko na polu tworzenia gier (B2C), ale również na polu tworzenia zaawansowanej technologii, która może być sprzedawana innym przedsiębiorstwom (B2B). Taka dywersyfikacja działalności pozwoli nam zmniejszyć ryzyko, które wiąże się z ukierunkowaniem rozwoju tylko w jednym segmencie. Powstała technologia może posłużyć nam do tworzenia zaawansowanych i unikatowych produkcji, które wyróżnia się na obecnym rynku gier. Dzięki pozyskanym funduszom Spółka nie musi podejmować się trudnego zadania sfinansowania całego procesu R&D z własnego budżetu.” – wyjaśnia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

W czerwcu 2017 r. Huckleberry Games S.A. złożyła wniosek do Zarządu GPW w Warszawie o wprowadzenie do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect 499.999 akcji serii C oraz 102.439 akcji serii E. Z oferty publicznej akcji serii E Spółka pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia VR oraz na przygotowanie aplikacji mobilnej do gry „Edengrad”. Zarząd Huckleberry Games S.A. przewiduje, że wejście na rynek NewConnect przełoży się na przyśpieszenie tempa rozwoju Spółki.

W kwietniu 2017 r. Huckleberry Games S.A. rozpoczęła sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, a więc w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki, a metody w nim wykorzystane są innowacyjne na skalę światową. Spółka chce również przygotować aplikację mobilną dla graczy „Edengradu”, w której będą się oni komunikować z innymi graczami oraz otrzymywali powiadomienia o akcjach dziejących się w grze, m.in. rozpoczęciu wojen, sprzedanym przedmiocie na aukcji (w grze) oraz promocjach w sklepie z przedmiotami premium. Strategia Rozwoju Huckleberry Games S.A. zakłada dalsze realizowanie bardzo innowacyjnych gier. W najbliższym czasie Spółka będzie zajmowała się produkcją gry „Edengrad: Arena”, która będzie przeznaczona na urządzenia VR. Następną bardzo ważną produkcją studia Huckleberry Games S.A. będzie gra RPG „Stay Hungry” przeznaczona na komputery PC oraz konsole.

Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES. W lutym 2015 r. fundusz zainwestował w Huckleberry Games S.A. środki, które umożliwiły Spółce realizację prac nad rozwojem gry „Edengrad”.

chcemy polecić drużynę z p4rgaming do sponsorowania nas.

Koniec z telefonami od marketerów? Od maja każdy z nas ma prawo do „bycia zapomnianym”

Czy to koniec call center, jakie znamy? Od maja 2018 w życie wchodzi RODO – to tajemniczo brzmiące hasło w praktyce oznacza prawo do „bycia zapomnianym”. Każdy, absolutnie każdy będzie mógł zażądać trwałego usunięcia wszystkich swoich danych z baz kontaktów a na firmy, które nie dostosują się do tego rozporządzenia czekają gigantyczne kary. Co to oznacza dla całej branży?

Nie da się ukryć, że u większości osób hasło telemarketer albo call center nie budzi pozytywnych emocji. Za ten stan rzeczy odpowiadają niestety wieloletnie błędy branży, która bezlitośnie nękała „Bogu ducha winnych” klientów telefonami. Zgodnie z wynikami badania SMG/K RC odnośnie marketingu zintegrowanego 8% klientów zadeklarowało odbieranie telefonu telemarketingowego kilka razy w tygodniu a aż 32% otrzymywało je nawet kilka razy w miesiącu.

Lwia część tych połączeń to losowo wybrane rekordy z baz kontaktów, których sprzedaż stała się powszechną praktyką. Wkrótce jednak się to zmieni, bo firmy wykorzystujące do kontaktu dane klientów, będą musiały posiadać wyraźnie udzieloną przez nich zgodę. Wśród zapisów nowego rozporządzenia najbardziej problematyczna okazała się „uprzednio wyrażona przez klienta zgoda” w połączeniu z dodanymi słowami „telekomunikacyjnych urządzeń końcowych”. W praktyce oznacza to, że czynność polegająca na dzwonieniu do potencjalnego klienta w celu przedstawienia mu oferty handlowej staje się niezgodna z prawem. Jakie jest więc rozwiązanie dla firm, które na kontakcie telefonicznym z klientem opierają swoją działalność?

Kto dotyczy RODO?

Bardzo często pomimo próśb o usunięcie z bazy kontaktów, telefon wciąż dzwonił a wypisywanie się z list newsletterowych nie dawało rezultatów. To zmieni się już od maja 2018 r. kiedy wejdzie w życie unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Osoba, której dane dotyczą, ma prawo żądania od administratora niezwłocznego usunięcia dotyczących jej danych osobowych, a administrator ma obowiązek bez zbędnej zwłoki je usunąć. Obowiązek ten powstaje w przypadku, gdy dane te nie są już administratorowi niezbędne, została cofnięta zgoda na ich przetwarzanie, osoba, której dotyczą wnosi sprzeciw co do ich przetwarzania bądź były one przetwarzane niezgodnie z prawem.

Niestety masowe działania wielu firm telemarketingowych na przestrzeni ostatnich lat spowodowały, że klienci bardzo nerwowo reagują na telefony konsultantów. Winna w tym przypadku jest komunikacja bez kontekstu wynikająca z kupowania przez firmy telemarketingowe baz losowych klientów i obdzwaniania ich bez jakiejkolwiek wiedzy na temat ich zainteresowań czy preferencji zakupowych – wyjaśnia Paweł Pierścionek, Chief Technology Officer w firmie Cludo dostarczającej zaawansowane oprogramowanie do zarządzania call i contact center w modelu SaaS – Firmy, które już jakiś czas temu zdecydowały się na wdrożenie systemów analizujących w czasie rzeczywistym dane na temat klientów i umożliwiające poznanie ich preferencji w tym momencie mają ułatwione zadanie, bo jest zdecydowanie mniejsze prawdopodobieństwo, że klienci znajdujący się w konkretnie zdefiniowanej bazie będą żądali usunięcia z niej swoich danych osobowych, co siłą rzeczy nie naraża ich od razu na straty – dodaje ekspert Cludo.

Kogo dotyczyć będzie rozporządzenie RODO? Właściwie wszystkich firm, które w jakikolwiek sposób gromadzą i wykorzystują dane dotyczące osób fizycznych. Nie będzie miało znaczenia czy dane zbierane są przez duże korporacje – na przykład firmy ubezpieczeniowe czy instytucje finansowe – czy przez niewielkie rodzinne przedsiębiorstwa, takie jak sklep internetowy.

Czy to koniec call center, jakie znamy?

Polska jest liderem outsourcingu usług w Europie Środkowo-Wschodniej i jednym z liderów na świecie. Lwią część usług outsourcingowych stanowią te związane z call center a na obecny obraz rynku składają się 147 firmy outsourcingowe skupiające ponad 24 000 stanowisk. Szacuje się, że w sektorze nowoczesnych usług biznesowych zatrudnionych jest w Polsce ponad 170 tys. osób. Jednak czy ta dziedzina outsourcingu – jedna z pierwszych w branży – będzie też pierwszą, która zniknie z rynku?

Bez wątpienia nowe rozporządzenie wymusi zmiany w całej branży call center, której działalność przecież na danych osobowych się opiera. Wiele firm wciąż nie posiada oprogramowania, które pozwala im świadomie zarządzać danymi klientów. W obliczu digitalizacji właściwie wszystkich obszarów biznesu nie sposób uporządkować informacji, zwłaszcza, że tych lawinowo przybywa i coraz częściej są one rozrzucone po różnych obszarach firmy. W kontekście call i contact center dochodzi jeszcze kwestia wielokanałowości kontaktów z klientem, ponieważ dane trafiające do systemu pochodzą z różnych źródeł: telefon, sms, czat, formularz kontaktowy na stronie internetowej, czy wiadomość w serwisie społecznościowym pozostawiona na fanpag’u firmy. Nieuporządkowanie tych zasobów w kontekście nowych regulacji może stać się przyczyną problemów i wysokich kar finansowych – przestrzega Paweł Pierścionek, CTO Cludo.

Zapomnij albo zapłać

To, co pozwala zatrzymać dane klientów do dalszego przetwarzania, to prawnie uzasadniona potrzeba wynikająca z innych aktów, np. prawa telekomunikacyjnego czy wszelkiego rodzaju umów wymagających weryfikacji tych danych. Warto podkreślić, że przepisy nakazujące wykreślenie na żądanie danych osobowych z firmowych rejestrów, zawarte w Ustawie o Ochronie Danych Osobowych obowiązują już dzisiaj – problem jednak w tym, iż nikt dotychczas nie analizował czy po cofnięciu zgody klienta na ich dalsze gromadzenie i przetwarzanie, zostały one trwale usunięte. Nowe rozporządzenie daje już takie narzędzia i można się spodziewać, że 20 mln EUR kary albo 4% wartości rocznego obrotu, które mogą zapłacić firmy naruszające zapisy RODO skłania do refleksji i zadecyduje o „być albo nie być” na rynku wielu podmiotów z branży call center.

Paradoksalnie wprowadzenie zaostrzonych regulacji może mieć pozytywny wpływ na całą branżę call center a tym samym na jakość obsługi klienta. Odczują to zarówno klienci, którzy przestaną być nękani niechcianymi telefonami, jak i same call i contact center, które zmuszone do ścisłej weryfikacji swoich baz klientów i wdrożenia technologii umożliwiających świadome zarządzanie danymi zyskają szansę na zwiększenie efektywności poprzez kontakt ze ściśle określoną grupą konsumentów potencjalnie zainteresowanych ich produktami – prognozuje ekspert Cludo.

Niepokojącym pozostaje tylko fakt, iż świadomość przedsiębiorców dotycząca RODO wciąż jest niewielka. Według zeszłorocznego badania firmy Dell, ponad 80 proc. ankietowanych przedstawicieli firm nic nie wie na temat nowego unijnego rozporządzenia lub ma o nim szczątkową wiedzę. Zaledwie 3 proc. osób biorących udział w badaniu zadeklarowało, że ich firma ma stosowny plan oraz dysponuje procedurami spełnienia wytycznych RODO.

Internet rzeczy według Dell Technologies: nowy dział, strategia i rozwiązania

Firma Dell Technologies zaprezentowała swoją nową strategię w zakresie Internetu rzeczy, a także nowo utworzony dział rozwiązań IoT oraz premierowe produkty i udoskonalone opcje finansowania. Wszystko po to, by podkreślić wiodącą pozycję w tej dziedzinie oraz pokazać zaangażowanie na rzecz pomagania klientom w procesie wejścia w złożony i rozproszony świat IoT, przy wykorzystaniu uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. W ciągu nadchodzących trzech lat Dell Technologies przeznaczy 1 mld USD na badania i rozwój w obszarze Internetu rzeczy.

Internet rzeczy i rozproszony model IT

Przez ostatnich 15 lat obserwowaliśmy nieustanny rozwój technologii chmurowych, z których wynika scentralizowany model dostarczania usług IT. Jednak dziś, kiedy urządzenia wszelkiego rodzaju – od telefonów, przez samochody, po żarówki czy termostaty – są inteligentne, pojawia się potrzeba przetwarzania informacji w czasie rzeczywistym w modelu rozproszonym. A wszystko po to, by nie marnować czasu na przesyłanie danych do chmury.

„Internet rzeczy zdecydowanie zmienia sposób, w jaki żyjemy oraz w jaki działają firmy. W zasadzie zmienia cały świat” – powiedział Michael Dell, prezes i CEO Dell Technologies. „Dell Technologies przeciera dla swoich klientów szlaki, oferując nową, rozproszoną architekturę, która łączy IoT oraz sztuczną inteligencję w ramach jednego, kompleksowego ekosystemu. Zalety tego rozwiązania będą bardzo wyraźne i odczuwalne na całym świecie.

Kompleksowe i pragmatyczne podejście Dell Technologies do IoT skupia się na zintegrowanych rozwiązaniach i współpracy ze starannie dobranymi partnerami. Podejście to ma zapewnić klientom korzyści już teraz oraz przygotować ich na przyszłe potrzeby technologiczne. Klienci coraz częściej zgłaszają potrzebę współpracy z jednym partnerem, który pomoże im wdrożyć rozwiązania IoT w ich przedsiębiorstwach.

Nowy dział IoT w Dell Technologies

Nowy dział IoT Dell Technologies, kierowany przez CTO VMware, Raya O’Farrella, pomoże klientom wdrożyć i wykorzystać technologie, rozwiązania i usługi z całej oferty Dell Technologies. Obejmie to kolejne inwestycje w tworzenie produktów do bardziej zaawansowanych zastosowań oraz opracowywanie planów wdrożeń IoT dostosowanych do potrzeb klientów. Model ten sprawi, że klienci i partnerzy otrzymają najlepsze, kompleksowe rozwiązanie IoT dostosowane do ich potrzeb.

„W Dell Technologies już dawno dostrzegliśmy potencjał dynamicznie rozwijającego się rynku rozwiązań IoT” — powiedział Ray O’Farrell, dyrektor generalny ds. IoT w Dell Technologies oraz CTO VMware. „Nasz nowy dział rozwiązań IoT będzie współpracować ze wszystkimi innymi jednostkami w ramach organizacji oraz z zewnętrznymi partnerami, abyśmy mieli pewność, że dostarczamy klientom odpowiednie technologie – po to, by mogli oni szybciej i skuteczniej wdrażać rozwiązania z obszaru Internetu rzeczy.

Inwestycje w obszarze IoT

W ciągu nadchodzących trzech lat Dell Technologies przeznaczy 1 mld USD na badania i rozwój w obszarze Internetu rzeczy. Dotyczy to produktów, rozwiązań, laboratoriów i współpracy z partnerami.

Nowe produkty:

  • Project Nautilus, rozwiązanie w zakresie pamięci masowej i analizy danych w czasie rzeczywistym, które przekształca produkty Dell EMC Isilon i ECS w platformy pamięci masowej IoT.
  • „Project Fire”, część rodziny rozwiązań VMware Pulse dla IoT, to hiperkonwergentna platforma z uproszczonym zarządzaniem, zapewniająca lokalnie możliwości obliczeniowe, storage’owe oraz analityczne (za pośrednictwem Project Nautilus)
  • Rozwiązanie RSA „Project Iris” pozwala na skuteczne monitorowanie zagrożeń, nawet na brzegu sieci
  • Technologie takie jak akceleratory zwiększą szybkość przetwarzania i analiz bliżej brzegu. Współpraca z liderami, takimi jak VMware, Intel i NVIDIA, oraz inwestycje Dell Technologies Capital w Graphcore, które umożliwiają optymalizację wydajności sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i uczenia głębokiego w centrum przetwarzania danych i całym środowisku IoT.

Nowe usługi w obszarze IoT:

  • Nowe usługi z zakresu doradztwa strategicznego – wsparcie w procesie wyznaczania celów biznesowych, strategii i kierunków rozwoju, budowy infrastruktury, usług wdrożenia i wsparcia.
  • Wdrożenie rozwiązania Worldwide Herd i usługi konsultingowe w zakresie analityki danych geograficznie rozproszonych i uczenia głębokiego w ramach zbiorów danych, których nie można przenieść z powodu ich rozmiarów, poufności lub regulacji prawnych.

Ponadto, Dell Technologies planuje rozwijać ofertę produktów i rozwiązań IoT poprzez zacieśnianie współpracy z partnerami:

  • Wielokrotnie nagradzany to starannie opracowany, wielopoziomowy program, który zrzesza ponad 80 partnerów, zarówno duże firmy, takie jak Intel, Microsoft czy SAP, jak i startupy typu Action Point, IMS Evolve, FogHorn i Zingbox.
  • Program obejmuje obecnie wszystkie rozwiązania oferowane przez firmy należące do Dell Technologies, co umożliwia łatwą współpracę i realizację planów
  • VMware i SAP współpracują w celu stworzenia zintegrowanego rozwiązania IoT do zastosowań analitycznych i w branżowych aplikacjach. Rozwiązanie wykorzystuje VMware Pulse IoT Center, SAP Cloud Platform i SAP Leonardo.

Przedsiębiorca będzie mógł sprawdzić rzetelność swojego kontrahenta

11 października br. Sejmowa Komisja Finansów Publicznych przyjęła projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej, który zakłada możliwość uzyskania przez przedsiębiorcę informacji o wywiązywaniu się jego kontrahenta z obowiązków publicznoprawnych. Projektowana zmiana daje szansę na skuteczne zweryfikowanie rzetelności partnera biznesowego.

Na podstawie przyjętego projektu nowelizacji Ordynacji podatkowej, przedsiębiorca może wystąpić do właściwego urzędu o wydanie zaświadczenia o kontrahencie, w którym znajdą się informacje o niezłożeniu lub złożeniu przez podatnika deklaracji lub innego dokumentu, do których złożenia był obowiązany na podstawie przepisów ustaw podatkowych, nieujęciu lub ujęciu przez podatnika w złożonej deklaracji lub innego dokumentu zdarzeń, do których ujęcia był obowiązany na podstawie przepisów ustaw podatkowych, zaleganiu lub niezaleganiu przez podatnika w podatkach wynikających z deklaracji lub innych dokumentów składanych na podstawie ustaw podatkowych.

Należy pamiętać, że taka weryfikacja będzie dotyczyła tylko kontrahenta, czyli podmiotu, który już jest stroną ważnej umowy handlowej.

Omawiany projekt wprowadza korzystne dla przedsiębiorców zmiany. Pozwoli przedsiębiorcy na sprawdzenie rzetelności swojego partnera biznesowego. Natomiast w celu weryfikacji podmiotu, z którym dopiero planuje się większą transakcję wystarczy, aby jedna ze stron nabyła od drugiej próbkę towaru. Wówczas możliwe będzie wystąpienie o wydanie odpowiedniego zaświadczenia – mówi Mariusz Korzeb, ekspert podatkowy Pracodawców RP.

Na jakie wyzwania już dziś musi odpowiedzieć edukacja finansistów jutra?

Zmiany na rynku pracy i edukacji przyspieszają coraz bardziej. 25 lat temu internet był nowinką technologiczną, 10 lat temu świat zaczęły zmieniać media społecznościowe. Dzisiaj kolejną „rewolucją” jest postępująca automatyzacja, która stanie się naturalną częścią pracy w wielu zawodach, a jednym z największych beneficjentów technologii opartej na komputeryzacji będą finansiści. Ci finansiści, którzy zdobędą wykształcenie odpowiadające na potrzeby nowego rynku pracy. Symboliczną datą może być rok 2020.

Osoby biegłe w zarządzaniu finansami zawsze były cenione na rynku. Jednak nigdy w historii ich przygotowanie do pełnienia zawodów związanych z rachunkowością nie było tak dużym wyzwaniem zarówno dla samych uczelni, jak i dla studentów. Dzisiaj od finansistów oczekuje się, by byli bardziej managerami i doradcami niż tylko księgowymi. Co więcej, Polskę możemy przyrównać dziś do krajów anglosaskich, gdzie zawody związane z rachunkowością zyskują pozycję zawodu zaufania publicznego. To wymaga na wszystkich – stowarzyszeniach profesjonalistów, uczelniach oraz oczywiście samych specjalistach – przywiązywania większej uwagi do jakości kształcenia i etyki zawodowej – zwraca uwagę Jakub Bejnarowicz, szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Podobne wnioski płyną z Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Sprawozdawczość i Rewizja Finansowa – wyzwania i szanse nauki i dydaktyki rachunkowości”, która odbyła się pod koniec września na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Jej uczestnicy wskazywali także, że aby sprostać nowym wymaganiom polskie uczelnie dostosowują się do światowych standardów między innymi dzięki współpracy z międzynarodowymi organizacjami branżowymi jak np. Chartered Institute of Management Accountants.

IV rewolucja przemysłowa i nowe kompetencje managerów

IV rewolucja przemysłowa już dzisiaj ma ogromny wpływ na rynek pracy. Przygotowany przez World Economic Forum raport „The Future of Jobs” wskazuje, jak na przestrzeni zaledwie 5 lat zmieni się profil najbardziej pożądanych kompetencji pracowników.

Już w 2020 znacznie wzrośnie rola np. inteligencji emocjonalnej czy elastyczności poznawczej pracowników. To umiejętności typowo miękkie i – na co warto zwrócić uwagę – typowo ludzkie, raczej poza dostępnością sztucznej inteligencji, przynajmniej jak na razie. To pokazuje, w jakim kierunku powinni rozwijać się managerowie w różnych zawodach, w tym także finansiści – podkreśla Jakub Bejnarowicz.

Top 10 kompetencji na rynku pracy według World Economic Forum

Na czerwono zostały zaznaczone kompetencje, które do 2020 przestaną być kluczowymi na rynku pracy. Na zielono zostały zaznaczone kompetencje, które w 2020 roku będą jednymi z kluczowych i które w 2015 roku nie były uznawane za najważniejsze.

2015 2020
1.    Umiejętność kompleksowego rozwiązywania problemów 1.      Umiejętność kompleksowego rozwiązywania problemów
2.    Umiejętność koordynacji pracy z innymi 2.      Krytyczne myślenie
3.    Zarządzanie ludźmi 3.      Kreatywność
4.    Krytyczne myślenie 4.      Zarządzanie ludźmi
5.    Negocjacje 5.      Umiejętność koordynacji pracy z innymi
6.    Kontrola jakości 6.      Inteligencja emocjonalna
7.    Orientacja usługowa 7.      Umiejętność oceny i podejmowania decyzji
8.    Umiejętność oceny i podejmowania decyzji 8.      Orientacja usługowa
9.    Aktywne słuchanie 9.      Negocjacje
10.  Kreatywność 10.   Elastyczność poznawcza

Wyjście poza dotychczasowe ramy kompetencyjne i wejście w rolę managera w przypadku finansistów nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy spojrzymy na rosnącą rolę sprawozdawczości przedsiębiorstw, na co także zwracali uwagę uczestnicy krakowskiej konferencji. Z jednej strony informacje finansowe podawane w sprawozdaniach finansowych są jednym z kluczowych źródeł wykorzystywanych do podejmowania decyzji na rynkach kapitałowych. Z drugiej, nowym wyzwaniem jest wejście w życie znowelizowanej ustawy o rachunkowości, która nakłada na niektóre jednostki dodatkowo obowiązki i zasady raportowania danych niefinansowych zgodnie z postanowieniami unijnej dyrektywy 2014/95/UE z 22.10.2014 r. Te dodatkowe sprawozdania będą w wielu przypadkach podlegały właśnie pracownikom działów finansowych.

Aby sprostać coraz bardziej złożonym wyzwaniom zawodowym, finansiści muszą sięgnąć po nowe technologie. Jak pokazuje raport CIMA „Agile Finance Revealed” aż 83% finansistów uważa automatyzację i robotyzację za pozytywne zjawiska, które przyspieszą ich pracę i zwiększą efektywność. Z kolei 51% finansistów jest skłonnych do wprowadzania pełnego zarządzania wydajnością w oparciu o tzw. rozwiązania w chmurze, z kolej 44% gotowych jest wykorzystywać technologie przyszłości takie jak np. robotyzacja.

Wiodące polskie uczelnie ekonomiczne, jak Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Akademia Leona Koźmińskiego, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu czy Katowicach oferują zaawansowane programy profesjonalnego kształcenia, uwzględniające zmiany technologiczne, jakie następują w zawodach. To pozwala pozytywnie patrzeć na przyszłość polskiego rynku, szczególnie w obliczu rosnącego popytu na specjalistów w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu, w którym Polska jest regionalnym liderem. Wybór kariery w finansach staje się więc coraz ciekawszym wyzwaniem, daje też coraz więcej możliwości – podsumowuje Jakub Bejnarowicz.

 

Pociąg do Internetu rzeczy – analityka zmienia branżę transportową

Branża transportowa działa w wyjątkowo konkurencyjnym środowisku. Z jednej strony obowiązują w niej niezwykle krótkie czasy dostawy, a z drugiej firmy przewozowe podlegają restrykcyjnym przepisom wpływającym na godziny i koszty pracy kierowców. Szansą na zwiększenie konkurencyjności i ekspansję na rynkach międzynarodowych jest wykorzystanie Internetu rzeczy oraz systemów analitycznych pozwalających na przetwarzanie danych zebranych przez inteligentne urządzenia.

(12 października 2017 r.) – Firmy transportowe muszą nieustannie szukać oszczędności poprzez optymalizację procesów wewnętrznych i usprawnienie obsługi klientów. Z pomocą przychodzą rozwiązania z zakresu Internetu rzeczy. Na IoT (ang. Internet of Things – Internet rzeczy) składają się: sieć połączonych urządzeń, które pozwalają na aktywne gromadzenie i przesyłanie danych oraz zaawansowane narzędzia analityczne, które umożliwiają uwolnienie znajdującej się w nich wiedzy.

Inteligentne lokomotywy

Przykładem firmy wykorzystującej potencjał Internetu Rzeczy w codziennej pracy jest GE Transportation, amerykański producent sprzętu dla branży kolejowej, morskiej, górniczej oraz energetycznej. Lokomotywy GE Transportation są wyposażone w czujniki umożliwiające zbieranie danych dotyczących m.in. zużycia paliwa. Oprogramowanie SAS® Event Stream Processing pozwala na przetwarzanie tych informacji w czasie rzeczywistym i utrzymanie wydajności lokomotyw na najwyższym poziomie. Umożliwia to nie tylko optymalizację kosztów, ale również ograniczenie przestojów czy opóźnień.

Administracja szuka oszczędności w transporcie

Wykorzystanie potencjału Internet Rzeczy w transporcie nie byłoby możliwe bez wsparcia platform analitycznych. Potwierdza to przykład Departamentu Transportu Karoliny Północnej, w którym prognozy dotyczące kosztów i przychodów pozwalają na znalezienie środków na kolejne inwestycje. Dzięki analizie danych w przeciągu dwóch następnych lat organizacja planuje uzyskać dodatkowe 267 milionów dolarów na nowe projekty budowlane.

Szukając oszczędności czy dodatkowych środków, należy zacząć od eliminacji błędów. Jeżeli rozbieżność wynosząca 1 procent może równać się 15-20 milionom dolarów strat, to prognozy budżetowe powinny być przeprowadzone w jak najdokładniejszy sposób. Dlatego dział transportu publicznego w Karolinie Północnej zdecydował się na wdrożenie platformy SAS Viya, której zadaniem było przeanalizowanie 1300 projektówtłumaczy Magdalena Rempuszewska, Konsultant Biznesowy w SAS Polska.

Poza optymalizacją wydatków wykorzystanie analityki w Departamencie Transportu Karoliny Północnej niesie ze sobą również inne korzyści, do których zaliczyć można:

  • Analizę danych dotyczących awarii i czynników przyczyniających się do ich występowania, co pozwala na zapewnienie środków zaradczych, które wpływają na zmniejszenie liczby ofiar w wypadkach drogowych. Dane te mogą być gromadzone w systemie i w razie wypadku zostać przekazywane do odpowiednich organów.
  • Gromadzenie, analizowanie i raportowanie danych o autostradach, ruchu towarowym na mostach i drogach.
  • Analizę danych drogowych w czasie rzeczywistym w celu podejmowania bardziej świadomych decyzji dotyczących mobilności i przekierowania trasy w przypadku powstania zatorów komunikacyjnych.
  • Zbieranie informacji o bezpieczeństwie pojazdów.

Dane paliwem branży transportowej

Według szacunków Cisco Systems, do 2020 roku do sieci podłączonych będzie 50 miliardów urządzeń IoT. Potencjału tej technologii nie należy ignorować, szczególnie w kontekście branży transportowej, gdzie optymalizacja czasu pracy i kosztów jest niezwykle istotna, a opóźnienia w dostawie towarów wiążą się z dotkliwymi karami.

Kwestię kar w branży transportowej reguluje polskie prawo przewozowe oraz konwencja CMR. W praktyce zauważyć można tendencję do stosowania zapisów mających na celu obejście tych przepisów. Zleceniodawcy przewidują np. kary umowne nie za opóźnienie w dostarczeniu towaru, ale za zbyt późne podstawienie pojazdu pod załadunek.

Firmy transportowe muszą zrobić wszystko, aby zapewnić maksymalną terminowość dostaw. Zadanie to jest znacznie utrudnione, gdy przedsiębiorstwo nie wykorzystuje systemów analitycznych pozwalających m.in. na planowanie czasu pracy kierowców czy zarządzanie stanami magazynowymi. W erze Internetu rzeczy dane są paliwem, a analityka to silnik napędzający branżę transportową – podsumowuje Magdalena Rempuszewska.

Źródła:

SAS® helps GE Transportation optimize equipment operation in Industrial IoT era

North Carolina DoT’s Transportation Analytics Center enlists SAS to pave a way forward

Kluczowe zagadnienia związane z Internetem Rzeczy

Badanie Oracle wykazało, że korzyści z migracji do IaaS mają fundamentalne znaczenie dla zachowania konkurencyjności

Według globalnego badania, w którym wzięło udział 1610 informatyków, w ostatnim kwartale liczba przedsiębiorstw czerpiących korzyści ze wdrożenia usług w zakresie infrastruktury chmurowej znacznie wzrosła. Prawie trzy czwarte respondentów (72%) uważa, że infrastruktura jako usługa (IaaS) ułatwia firmom wprowadzanie innowacji, co stanowi wzrost o 10% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Badanie pokazało również, że – zdaniem 68% przedsiębiorstw, IaaS zapewnia wyjątkowe wyniki pod względem szybkości i dostępności — czyli o 20% więcej niż w poprzednim kwartale.

Ponad połowa respondentów (56%) stwierdziła, że w wyniku migracji do chmury ich firma zwiększyła produktywność, a niemal połowa (46%) uważa, że dzięki migracji ich działy informatyczne mogą lepiej skupić się nad projektami wnoszącymi wartość dodaną.

Badanie pokazało także, że dwie trzecie przedsiębiorstw (66%) jest zdania, że firmy nieinwestujące w IaaS będą mieć problemy z nadążeniem za przedsiębiorstwami, które ją wdrożyły. Okazało się również, że przejście na IaaS znacznie skróciło czas wdrażania nowych aplikacji i usług oraz obniżyło koszty utrzymania infrastruktury u ponad dwóch trzecich respondentów (68%).

„Badanie pokazało, że inwestycje w infrastrukturę chmurową przynoszą korzyści” — powiedział James Stanbridge, wiceprezes Oracle, szef działu produktów IaaS w regionie EMEA i APAC. „Przedsiębiorstwa dostrzegają je nie tylko w dziale informatycznym. Migracja pozwoliła im zwiększyć wydajność, a zamiast koncentrować się na samym utrzymywaniu infrastruktury, mogą się skupić na projektach wnoszących wartość dodaną. Mając na uwadze wyraźne przekonanie respondentów o tym, że IaaS może pomóc przedsiębiorstwom w realizacji celów w zakresie transformacji i innowacji, spodziewamy się, że w przyszłości zwrot z tej inwestycji będzie jeszcze większy. Natomiast firmy, które jeszcze nie wdrożyły IaaS, ryzykują tym, że zostaną w tyle za swoimi bardziej elastycznymi konkurentami”.

Ponadto 20% ankietowanych uważa, że IaaS pomaga im w rewolucjonizowaniu rynku i zdobywaniu przewagi nad konkurencją. Wyniki badania odzwierciedlają korzyści, które już teraz dostrzegają klienci używający Oracle Cloud Infrastructure, wynikające z jej wysokiej dostępności, wydajności i ekonomiczności.

Australian Finance Group, Benchmark, Pernod Ricard Asia, Telesoft i Total to przykłady przedsiębiorstw, które wdrożyły platformę Oracle Cloud Infrastructure, aby przyspieszyć wprowadzanie innowacji i zapewnić najwyższej jakości obsługę klienta. Platforma Oracle Cloud Infrastructure – zarządzana, hostowana i wspierana przez Oracle zapewnia firmom narzędzia, których potrzebują, aby migrować, budować i wykorzystywać aplikacje produkcyjne o znaczeniu krytycznym w chmurze. Usługi infrastruktury Oracle dostarczają kompleksowy zestaw narzędzi do sterowania oraz ogromną elastyczność w uruchamianiu zarówno klasycznych, jak i chmurowych obciążeń, oferując użytkownikom przewidywalne oszczędności.

Informacje o badaniu i dodatkowe zasoby

Badanie zostało przeprowadzone przez Oracle we współpracy z firmą Longitude Research i objęło 1 610 informatyków w Arabii Saudyjskiej, Australii, Indiach, Korei Południowej, Malezji, Niemczech, Singapurze, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Respondentów pytano o ich doświadczenia związane ze wdrożeniem infrastruktury chmurowej oraz o to, co chcieliby zmienić w tym zakresie.

Jaka przyszłość czeka outsourcing bankowy w Polsce? Banki będą wynajmować oddziały?

Ubywa stacjonarnych placówek bankowych, a Polacy z roku na rok stają się coraz bardziej mobilni – można wysnuć tezę, że za kilka lat wszelkie sprawy związane z finansami będziemy załatwiać online. Czy na pewno? O tym, jaka przyszłość czeka stacjonarne placówki oraz jaką rolę będzie za kilka lat odgrywał outsourcing bankowy opowiada Wojciech Jóźwiak, prezes zarządu Monetii, właściciela jednej z największych sieci placówek obsługujących transakcje gotówkowe.

Tempo, w którym z Polskich ulic znikają oddziały banków jest zaskakujące. Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego jeszcze pod koniec marca 2016 roku w naszym kraju istniało niemal 7,5 tys. placówek instytucji finansowych – pod koniec lipca 2017, było ich już o 9 procent mniej. Mogłoby się wydawać, że w sytuacji, gdy z miesiąca na miesiąc ubywa oddziałów, przyszłość outsourcingu bankowego stoi pod znakiem zapytania. Nic bardziej mylnego. Niedługo możemy spodziewać się, że banki coraz chętniej będą powierzały pewne obszary swojej działalności, jak chociażby organizacje oddziałów, firmom zewnętrznym. Dlaczego?

Już dziś, z powodu rewolucji technologicznej, instytucje finansowe mają do czynienia z zupełnie nowym rodzajem konsumenta. Polacy są światowymi liderami w adaptowaniu innowacyjnych rozwiązań związanych z finansami, a funkcjonujące na rodzimym rynku banki starają się za nimi nadążyć. Po piętach depczą im firmy z sektora FinTech, które już na starcie mają przewagę gdyż nie obowiązują ich rygorystyczne regulacje. Wyniki „2017 Connected Banking Customer Report” pokazują, że im mniej innowacyjnych usług oferuje bank, tym częściej klienci korzystają z ofert FinTechów.  Ale jaki ma to związek z zamykaniem oddziałów? Mniej placówek oznacza redukcję kosztów, a zaoszczędzone pieniądze banki mogą przeznaczyć na nowe technologie, które pozwolą zatrzymać klienta. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie oznacza to, że w przyszłości czeka nas całkowite przeniesienie usług finansowych online. Jak pokazują liczne badania cenimy szybkość i wygodę jaką daje bankowość elektroniczna, jednak nadal wolimy osobisty kontakt  z doradcą w oddziale. Banki zdają sobie z tego sprawę – jak wynika z The Digital Banking Expert Survey jedynie 5 procent planuje całkowitą rezygnację z placówek.  komentuje Wojciech Józwiak prezes Zarządu Monetii

W przyszłości większość instytucji finansowych będzie starała się odnaleźć złoty środek między tym, co online a tym, co offline. Oddziały będą zmieniały się w cyfrowe centra doradcze, gdzie innowacyjne technologie będą stanowiły dopełnienie profesjonalnego doradztwa. Można również spodziewać się, że banki postawią na outsourcing. Powierzenie wiarygodnym firmom zewnętrznym, podlegającym nadzorowi KNF, prowadzenia części oddziałów – tzw. outsourcing kasowy – umożliwi optymalizację wydatków przy jednoczesnym zachowaniu wysokich standardów obsługi oraz bezpieczeństwa transakcji. To z kolei pozwoli bankom skupić się na rozwoju nowych technologii mających umocnić ich przewagę konkurencyjną.

Rozszerzona rzeczywistość coraz częściej stosowana w biznesie

Rozszerzona rzeczywistość (ang. augmented reality – AR) kojarzy się głównie z grami i rozrywkowymi aplikacjami na smartfony. O ile faktycznie ten segment stanowi obecnie większość rynku, to potencjał wykorzystania technologii AR w biznesie jest w zasadzie nieograniczony, a pierwsze rozwiązania są już dostępne.

Miliard użytkowników do 2020 r.              

Rozszerzona rzeczywistość pozwala na połączenie świata fizycznego z cyfrowym. Technologia ta polega na nakładaniu wirtualnych i interaktywnych obiektów na obraz prawdziwego otoczenia. Końcowy efekt można oglądać na ekranie smartfona, tabletu czy też za pomocą specjalnych okularów. Jednym z najbardziej znanych przykładów zastosowania AR jest gra Pokemon GO, która została pobrana na całym świecie ponad 750 milionów razy.

Według szacunków wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości do 2020 r. wyniesie ok. 150 miliardów dolarów, a liczba użytkowników tych technologii sięgnie nawet miliarda. Firma IDC ocenia, że dochody z VR/AR wzrosną w ciągu roku o ponad 130% – z poziomu 6,1 miliarda dolarów w 2016 r. do 13,9 miliarda dolarów w 2017 r.

Do czego można wykorzystać AR?

Interaktywne treści AR pozwalają w inny sposób spojrzeć na materiały drukowane. Przykładowo, używając dedykowanej aplikacji podczas przeglądania katalogu, odbiorca zobaczy na ekranie smartfona linki do ofert z danym artykułem, jego trójwymiarowy model czy prezentację wideo. Technologia AR otwiera również wiele możliwości w obszarze digital marketingu z użyciem etykiet i drukowanych kreacji reklamowych oraz daje szansę na wyróżnienie się na rynku wydawniczym poprzez zamieszczanie interaktywnych elementów w czasopismach i książkach.

Ponadto AR może posłużyć do tłumaczenia tekstu na papierze oraz do szybkiego rozpoznawania i archiwizowania dokumentów. Rozszerzona rzeczywistość jest już dziś elementem szkoleń dla zawodowych kierowców, inżynierów czy lekarzy. Systemy AR pozwalają także wzbogacić wrażenia z wizyt w muzeach czy uzupełnić doświadczenie zakupowe w galeriach handlowych.

Aplikacja AR dla każdej firmy

Japoński koncern Konica Minolta od kilku lat współpracuje z firmami opracowującymi narzędzia AR – takimi jak Wikitude i Anyline – by rozwijać i dostarczać rozwiązania tego typu dla biznesu. Przykładem jest bazowa aplikacja mobilna AR, którą można dostosować do potrzeb danego przedsiębiorstwa poprzez personalizację jej wyglądu oraz treści. Użytkownicy aplikacji mogą sami dodawać do niej materiały AR – np. filmy czy modele 3D –  lub uzyskać wsparcie producenta w ich przygotowaniu. Dzięki temu klienci zyskują zindywidualizowane rozwiązanie bez konieczności budowania własnego systemu.

Firma oferuje również wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość systemy do nawigacji wewnątrz budynków. Ze wspomnianych usług skorzystały już m.in. brytyjska poczta UK Mail czy muzeum brytyjskich sił lotniczych RAF.

Wearable Communicator – okulary AR dla biznesu

Konica Minolta opracowała także własne okulary AR o nazwie Wearable Communicator. W odróżnieniu od większości podobnych projektów, które tworzono na rynek konsumencki, Wearable Communicator od początku jest rozwijany z myślą o zastosowaniach biznesowych. Głównymi elementami urządzenia są miniaturowy ekran LCD, pryzmat oraz zaawansowany moduł optyczny HOE (ang. holographic optical element). Moduł HOE pozwala odpowiednio powiększyć obraz dostarczany do oka oraz filtrować długości fal światła, dzięki czemu wyświetlane na ekranie cyfrowe treści są ostre i wyraźne. Dodatkowo użytkownik może je kontrolować za pomocą gestów.

Okulary Wearable Communicator mogą być częścią systemów CPS (ang. cyber-physical system), łączących świat cyfrowy ze światem fizycznym. Systemy te są coraz częściej wdrażane chociażby w przemyśle. Rozwiązanie Konica Minolta było np. ostatnio testowane na linii produkcyjnej w fabryce ciągników John Deere w Mannheim w Niemczech.

Rozszerzona rzeczywistość to technologia, która szybko upowszechnia się zarówno na rynkach konsumenckim, jak i biznesowym. Potencjał do innowacji z użyciem AR jest ogromny i chcemy pomagać firmom go wykorzystać – także w Polsce. Rozwiązania oparte o AR będą istotnym czynnikiem pozwalającym na bycie o krok przed konkurencją. Wdrażanie tej technologii to część realizowanej przez nas idei miejsca pracy przyszłości mówi Paweł Grzyb, Marketing Manager w Konica Minolta Business Solutions Polska.

Powstają nowe ośrodki badawcze

Technologia rozszerzonej rzeczywistości i sposoby na jej wykorzystanie są jednym z kluczowych obszarów rozwoju w prowadzonych przez Konica Minolta ośrodkach Business Innovation Center (BIC). Centra te skupiają wokół siebie jednostki akademickie, instytuty badawcze, firmy partnerskie i startupy celem pracy nad innowacyjnymi rozwiązaniami dla biznesu.

Do tej pory na świecie powstało pięć takich ośrodków. Obszar Europy obsługuje BIC mający siedzibę w Londynie, zaś w czeskim Brnie znajduje się laboratorium badawczo-rozwojowe firmy.

Polski startup UnStock kupiony przez izraelskiego giganta

Startup UnStock kupiony przez popularną izraelską platformę wideo – Slidely! To kolejny sukces polskiej ekipy, która wcześniej została doceniona przez prestiżowy amerykański akcelerator.

UnStock to dzieło trzech przyjaciół znad Wisły. Adam Cellary, Kamil Goliszewski i Jakub Górajek stworzyli marketplace, dzięki któremu twórcy mogli sprzedawać firmom kręcone smartfonami filmy. Transakcja odbywała się za pomocą kilku kliknięć, a platforma zajmowała się pośrednictwem i formalnościami. Potencjał startupu dostrzeżono w jednym z najlepszych akceleratorów na świecie – nowojorskim AngelPad. Była to pierwsza w historii grupa z Polski, która dostała się do tego prestiżowego programu.

UnStock szybko zwrócił uwagę największych międzynarodowych graczy. Ostatecznie wyścig o polski projekt wygrała popularna izraelska platforma Slidely generująca treści wideo. O jej zasięgu może świadczyć już sam profil na Facebooku – Slidely ma ponad 2,4 mln obserwatorów! Serwis umożliwia użytkownikom tworzenie własnych filmów, kompilacji oraz wideoklipów i zamieszczanie ich na Facebooku, Google Plus czy Twitterze. Płatna opcja Promo pozwalająca na przygotowanie materiałów wideo do celów marketingowych miesięcznie przynosi firmie prawie milion dolarów MRR (powtarzalnych przychodów miesięcznych).

Slidely zainwestuje nad Wisłą

Kupno UnStocka to jednak nie wszystko – izraelska spółka planuje także inwestycje w Polsce. Firma otwiera u nas swój oddział, za który będą odpowiadać twórcy UnStocka. Obecnie zespół liczy pięć osób, do założycieli dołączyli bowiem Krystian Solarz oraz Tomasz Pasternak, którzy mieli duży wpływ na ostateczny kształt aplikacji. Ekipa ma nadzieję na szybki rozwój projektu i szuka kolejnych pracowników, m.in. doświadczonych backend i frontend deweloperów.

“To niesamowita satysfakcja, gdy tak wielki gracz docenia nasze know-how”- podkreśla Kamil Goliszewski, dotychczasowy COO UnStocka, a obecnie Head of Product and Operations w Slidely. Pytany o kwotę transakcji podkreśla, że jest ona objęta tajemnicą biznesową. Twórcy aplikacji zapewniają jednak, że negocjacje od samego początku odbywały się w partnerskiej atmosferze. Zwracają też uwagę, że szefowie Slidely byli pod wrażeniem jakości usług na rynku nowych technologii w Polsce oraz wysokiej etyki pracy – właśnie dlatego postanowili otworzyć w naszym kraju kolejny oddział. W ciągu roku w warszawskim biurze Slidely zatrudnienie ma znaleźć łącznie około 30 osób.

Znamy pierwszych gości Europejskiego Kongresu MŚP!

Pierwsi goście tegorocznej edycji EKMŚP potwierdzają swój udział. Między 18 a 20 października w Katowicach będzie można spotkać Jarosława Gowina (Wicepremier, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego), Briana Sandovala (Gubernator Stanu Nevada) czy Elżbietę Bieńkowską (Komisarz ds. Rynku Wewnętrznego, Przemysłu, Przedsiębiorczości i MŚP), którzy zabiorą głos w kongresowych rozmowach.

Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw to największe w Europie spotkanie przedstawicieli nauki, samorządu i biznesu, które oprócz władz państwowych uświetnią prezesi i dyrektorzy najlepiej prosperujących firm w Polsce, eksperci z rozmaitych urzędów (PUP, ZUS, WFOŚiGW), uczelni wyższych, jak również z innych organizacji.

Kongres jest przestrzenią wymiany myśli, jak również areną, na której odbywa się transfer wiedzy. I to wiedzy rzetelnej, praktycznej i przede wszystkim pomocnej w codziennych wyzwaniach podejmowanych przez przedsiębiorców – mówi Tadeusz Donocik, Prezes RIG w Katowicach i Organizator EKMŚP. – Aby spełnić tę obietnicę, zapraszamy ekspertów z różnych dziedzin, w tym również przedstawicieli ministerstwa.

W ramach 10 ścieżek tematycznych paneliści będą poruszać się m.in. wokół tematyki kontroli w firmie, starając się odpowiedzieć na pytania, czy należy się jej obawiać, jak postępować oraz jaka jest rola instytucji kontrolnych w polityce państwa. Do dyskusji zostali zaproszeni eksperci, m.in. Marian Banaś, Edyta Bielak-Jomaa (Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych), Marek Posobkiewicz (Główny Inspektor Sanitarny), Izabella Żyglicka (Rzecznik Praw Przedsiębiorców przy RIG w Katowicach).

Natomiast wspólnie ze Stanisławem Szwedem z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uczestnicy Kongresu zastanowią się nad wyzwaniami stawianymi rynkowi pracy, nad wykorzystaniem potencjału Silver Economy czy kwestią migracji. Z kolei Jarosława Gowina będzie można spotkać w kilku panelach. Zabierze głos w dyskusji dotyczącej kształcenia dualnego, nowoczesnych strategii uzyskiwania przewagi konkurencyjnej przez MŚP oraz Future Mobility. Minister wystąpi także podczas Sesji Sejmiku Województwa Śląskiego, poruszając temat: „Nauka – gospodarka – samorząd. Współpraca międzysektorowa warunkiem rozwoju innowacyjności”.

Nie zabraknie również gości z zagranicy. Wśród nich m.in.:  Brian Sandoval (Gubernator Stanu Nevada), Ma Xianghui (Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informatycznych), czy Hamat Bah (Minister Turystki i Kultury Gambii). Ich wystąpienie podczas ceremonii otwarcia podkreśli międzynarodowy wymiar Kongresu, w ramach którego odbędą się sesje panelowe dotyczące współpracy z USA czy wejścia polskich przedsiębiorców na rynek chiński i białoruski.

– Sesje panelowe dotyczące współpracy międzynarodowej wpisują się w hasło przewodnie tegorocznej edycji Kongresu, czyli „Uwolnić biznes!” – dodaje Tadeusz Donocik.Nie tylko zachęcamy do ekspansji zagranicznej, ale również dajemy okazję do jej zapoczątkowania poprzez nawiązanie relacji z przedsiębiorcami z licznych krajów EU oraz USA, Chin, Egiptu, Iranu, Kazachstanu i Białorusi.

Oprócz samego Kongresu warte uwagi są Targi Biznes Expo, które są największą imprezą towarzyszącą Kongresowi. Na ponad 5000 metrach kwadratowych niemal 100 wystawców zaprezentuje swoje usługi i produkty dla MŚP. Warto będzie zajrzeć do Strefy Prezentacji, gdzie odbędą się warsztaty i wykłady, jak również do Strefy Eksperta, aby uzyskać poradę dotyczącą m.in. prowadzenia firmy, zmian w przepisach czy możliwości otrzymania dotacji.

Udział w Kongresie jest bezpłatny, wymaga jedynie rejestracji poprzez www.ekmsp.eu

  • Organizator: Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach
  • Współgospodarze: Miasto Katowice, Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, Górnośląski Związek Metropolitalny, Wojewoda Śląski
  • Główny Współorganizator: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego
  • Współorganizatorzy: Politechnika Śląska, Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Krajowa Izba Gospodarcza
  • Główny Partner Merytoryczny: Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości
  • Patronat Honorowy: Ministerstwo Rozwoju, Wojewoda Śląski, Wojewoda Małopolski

Wydarzenie odbywa się pod Wysokim Patronatem Parlamentu Europejskiego.

Trump znów nie pomaga dolarowi

O ile w ubiegłym tygodniu spekulacje o przyszłej obsadzie fotela prezesa Fed pomagały dolarowi, to w ostatnich dniach polityczne pogłoski są już zdecydowanie mniej korzystne. Pozytywny dla dolara trend wyraźnie wytracił impet. EUR/USD wyszedł w okolice 1,1850, USD/JPY cofa się w kierunku 112,00 a waluty gospodarek wschodzących w środowisku bardzo niskiej awersji do ryzyka (rekordy na globalnych giełdach akcji) ruszyły do odrabiania strat EUR/PLN cofnął się z 4,33 do 4,28. Sprawia to, że USD/PLN jest dziś około osiem groszy poniżej piątkowych maksimów z piątkowej sesji.

Prodolarowy kandydat w odwrocie

Na początku miesiąca kandydatem numer jeden do zastąpienia w przyszłym roku Janet Yellen w fotelu prezesa Fed stał się Kevin Warsh. Byłby on najkorzystniejszym wyborem dla dolara, ponieważ postrzegany jest jako zacięty krytyk polityki ilościowego luzowania i osoba zaniepokojona nadmiernie luźnymi warunkami finansowymi w gospodarce. Zdaniem bukmacherów obecnie zdecydowanie wyższe szanse ma jednak Jerome Powell (z Rady Gubernatorów Fed). Iluzoryczne prawdopodobieństwo przypisuje się kandydaturom Janet Yellen oraz Gary’ego Cohna. Swój werdykt Trump ma zakomunikować już w najbliższy piątek.

Notowania bukmacherskie: szanse wiodących kandydatów do fotela prezesa Fed. Źródło: PredictIT
Notowania bukmacherskie: szanse wiodących kandydatów do fotela prezesa Fed. Źródło: PredictIT

Prawda jest taka, że każdy z grona przewijających się w mediach kandydatów (poza Kashkarim) będzie mniej gołębi od Yellen. Należy przy tym zastrzec, że Powell jest postrzegany jako osoba o neutralnych poglądach na politykę monetarną. Co więcej, zainteresowania decydenta koncentrują się raczej na regulacji sektora finansowego – o optymalnej jego zdaniem polityce pieniężnej wypowiada się dość rzadko.

Poglądy obecnych członków FOMC. Źródło: TMS NonStop
Poglądy obecnych członków FOMC. Źródło: TMS NonStop

Przesłanką, która uprawdopodabnia jego wybór jest odwołanie uprzednio zaplanowanego na piątek wystąpienia publicznego. Interpretacja tego kroku jest dwojaka. Część uczestników rynku uważa, że jego temat, czyli „Are Rules Made to be Broken? Discretion and Monetary Policy” może prowokować do formułowania tez sprzecznych z poglądami Trumpa. Innymi słowy: Powell może nie chcieć narażać się na ostatniej prostej. Inna interpretacja jest taka, że w świetle informacji o piątkowym ogłoszeniu nominacji, Powell po prostu „czyści sobie” kalendarz by po ogłoszeniu jego wyboru nie mieć innych zobowiązań.

Paul znów blokuje Trumpa

Drugi cios dolarowi ponownie zadaje Senator Rand Paul. Ponownie, gdyż jego sprzeciw nie pozwolił na demontaż systemu Obamacare na wiosnę, co wyrządziło administracji Trumpa wielką wizerunkową krzywdę i zachwiało rynkową wiarę w możliwość wdrożenia zapowiadanych w kampanii reform. Politico donosi, że obecnie w Senacie może zabraknąć jednego głosu do zatwierdzenia proponowanych cięć podatków. Tym brakującym Senatorem znów być ma – jakżeby inaczej – Rand Paul. Trump zapowiedział już, że w celu zapewnienia szerszego poparcia zaproponuje korekty swojego planu, co oczywiście odsunąć może termin wejścia w życie nowych regulacji.

Trump w wiecznym konfikcie

Jakby tego było mało Prezydent USA najpierw wycofał poparcie dla Boba Corkera niegdysiejszego sprzymierzeńca (a nawet kandydata do objęcia najwyższych stanowisk – sekretarza stanu i wiceprezydenta). Następnie wdał się na Twitterze w pyskówkę z tym wpływowym republikańskim senatorem. Kolejne podziały i kłótnie w obozie republikańskim na pewno nie pomagają w umocnieniu kruchego poparcia dla pomysłów administracji Trumpa. Na razie najważniejsza źródła w Waszyngtonie mówią, że w partii dominuje pogląd, że priorytetem jest realizacja programu reform i ten spór należy jak najszybciej wygasić.

To nie koniec silniejszego dolara

Naszym zdaniem wyhamowanie pozytywnego dla dolara trendu ma charakter przejściowy – rynek pod nieobecność kluczowych danych makroekonomicznych skupił się na czynnikach istotnych, ale nie najważniejszych dla odbicia wartości amerykańskiej waluty. Tymi są i będą: wyraźnie bardziej jastrzębi do oczekiwań Fed zmierzający (abstrahując od personaliów jego prezesa) do kolejnych podwyżek i wyraźne odbicie inflacji, które powinno znaleźć potwierdzenie w piątkowych odczytach danych za wrzesień. Eurodolar powinien osuwać się w kierunku naszego szacunku krótkoterminowej wartości godziwej bazującego na relatywnej wycenie obligacji, oznacza to spadek o około 2 proc. względem bieżących pułapów i zniżkę w kierunku 1,16. W przypadku EUR/PLN pomimo pozytywnych tendencji po stronie czynników lokalnych nie widzimy potencjału do zejścia głębszego niż w okolice 4,26.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Fed nadal za podwyżką stóp, choć niepokoi go niska inflacja

Pomimo gołębiego stanowiska RPP, ostateczne dane o wrześniowej inflacji będą miały duże znaczenie dla notowań obligacji skarbowych. Wrześniowe minutes Fed nie zmieniły oczekiwań rynkowych odnośnie grudniowej podwyżki stóp procentowych, choć zostały odczytane raczej gołębio.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Środa na rynkach finansowych rozpoczęła się w pozytywnych nastrojach po tym jak w ocenie obserwatorów spadło ryzyko rozpadu Hiszpanii. Przewodniczący regionalnego rządu i przywódca ruchu separatystów Katalonii, choć we wtorek ogłosił niezależność regionu, to jednocześnie wezwał do odroczenia skutków deklaracji, by umożliwić negocjacje z Madrytem. Wśród inwestorów wzrosło więc przekonanie, że pomimo skomplikowanej sytuacji politycznej Katalonia ostatecznie nie odłączy się od Hiszpanii. W rezultacie, podczas środowej sesji europejskiej notowania euro wzrosły powyżej 1,185 USD i spadły poniżej 4,27 PLN.

Obok wydarzeń w Europie wsparciem dla euro stał się też konflikt pomiędzy prezydentem D. Trumpem, a wpływowym republikańskim senatorem B. Corkerem rozbudzający obawy o powodzenie zapowiedzianej reformy podatkowej w USA. Obecnie Corker przewodniczy Komitetowi Spraw Zagranicznych Senatu i jest wiodącym „jastrzębiem deficytowym”. Ostatnie dni pokazały jednak, jak bardzo od zeszłego roku pogorszyły się relacje na linii Trump-Corker, kiedy to był on brany pod uwagę jako ewentualny wiceprezydent. Na rynku zaczęto się więc zastanawiać, jak Trumpowi uda się porozumieć z Demokratami, jeśli nie potrafi tego zrobić z liderami własnej partii.

Na notowaniach dolara zaważyła też wypowiedź Roberta Kaplana, w tym roku uczestniczącego w głosowaniach dot. zmian polityki pieniężnej Fed, wskazująca, że jest on zaniepokojony tym, że pomimo spadku bezrobocia w USA do 4,2% globalizacja i nowe technologie przyczyniają się do utrzymania niskiej dynamiki cen. Szef Fed w Dallas podkreślił, że w sprawie wycofania polityki akomodacji przez bank centralny USA utrzyma na najbliższych posiedzeniach FOMC „otwarty umysł”.

Obawy o inflację wyrażone zostały też w opublikowanych wieczorem minutes z wrześniowego posiedzenia FOMC. Choć w większość przedstawiciele amerykańskich władz monetarnych nadal opowiadają się za grudniową podwyżką stóp procentowych, to jednak niepokoi ich obecny poziom inflacji.   „Wielu uczestników” posiedzenia wyraziło obawę, że niskie tegoroczne odczyty inflacji mogą odzwierciedlać nie tylko wpływ czynników o charakterze przejściowym, ale także tych o bardziej trwałym oddziaływaniu. Tym samym dalsze zacieśnienie polityki monetarnej w 2007 roku choć nadal jest bardzo wysoce prawdopodobne, to jednak może nie być tak automatyczne jak niektórzy sądzą. Po publikacji protokołu rynkowe prawdopodobieństwo podwyżki stóp w USA w grudniu (wg FedWatch) pozostało bez zmian na poziomie około 80%. Niemniej, mimo faktycznego potwierdzenia grudniowej podwyżki stopy funduszy federalnych, rynek walutowy uznał minutes za dość gołębie. Stąd, po publikacji eurodolar utrzymał wzrost zaś eurozłoty nasilił spadek. W rezultacie, w czwartek, jeszcze przed otwarciem handlu kurs EURUSD notowany jest w okolicach 1,188 zaś EURPLN przy 4,27.

Z kolei na rynku stopy procentowej brak ogłoszenia niepodległości przez Katalonię skutkowało dalszym spadkiem rentowności w Hiszpanii, które zbliżają się do poziomów obserwowanych jeszcze przed referendum. W takim otoczeniu spadł popyt na aktywa bezpiecznych przystani, przez co rosły rentowności obligacji niemieckich, natomiast większym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się aktywa bardziej ryzykowne.

W Polsce krzywa dochodowości przesunęła się w dół, jednak w dużym stopniu była to korekta silnego ruchu wzrostowego obserwowanego od początku października niż istotna zmiana trendu. Jednym z argumentów za spadkiem rentowności w ostatnich dniach mogły być komentarze ze strony członków RPP, wśród których nie ujawnił się żaden nowy członek frakcji jastrzębiej. Profesor Jerzy Żyżyński w swojej ostatniej wypowiedzi stwierdził, że nie zauważa popytu na kredyt, który mógłby skłaniać do podwyżek stóp procentowych. Mimo utrzymującej się retoryki Rady, za powrotem do wzrostu rentowności obligacji mogą przemawiać dane inflacyjne, gdzie w czwartek GUS może potwierdzić swój wstępny odczyt CPI na poziomie 2,2% r/r, a w publikowana w piątek inflacja bazowa może wzrosnąć z sierpniowych 0,7% r/r (PKO: 1,0%).

pobrane (6)

Autorzy: Joanna Bachert i Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Na rynku pracy jest boom rekrutacyjny. Potrzebni są menedżerowie, specjaliści oraz pracownicy wykwalifikowani

Rynek pracy przeżywa boom rekrutacyjny – 40% firm planuje przeprowadzić rekrutacje jeszcze w tym roku. To najwyższe wskazanie w historii 8 edycji badania firmy Coface.

– Największe zapotrzebowanie występuje w sektorze handlowym – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service – Duże zapotrzebowanie ma również sektor usługowy oraz produkcja. W tegorocznym raporcie istotną zmianą jest fakt, że pracodawcy poszukują pracowników średniego i niższego szczebla, a dopiero na końcu znajduje się kadra zarządzająca. Do tej pory pracownicy podstawowi i fizyczni byli najczęściej poszukiwani na rynku pracy. Dzisiaj są to menedżerowie, specjaliści oraz pracownicy wykwalifikowani – podsumował Kubisiak.

Wyhamowanie pozytywnego trendu dla dolara

Dominujący od początku tygodnia trend stopniowego osłabiania się dolara jest podtrzymany. Kolejną cegiełkę dokłada silniejsze niż zakładał to rynek zaniepokojenie FOMC tegoroczną słabością inflacji wyrażone w protokole z wrześniowego posiedzenia. Sytuacja uległa w porównaniu z poprzednim tygodniem wyraźnej odmianie, ponieważ wygasły dotychczas pozytywne dla dolara impulsy polityczne a pusty kalendarz makro nie dostarcza nowych pretekstów do wyprzedaży obligacji.

Na początku miesiąca kandydatem numer jeden do zastąpienia w przyszłym roku Janet Yellen w fotelu prezesa Fed stał się Kevin Warsh. Byłby on najkorzystniejszym wyborem dla dolara, ponieważ postrzegany jest jako zacięty krytyk polityki ilościowego luzowania i osoba zaniepokojona nadmiernie luźnymi warunkami finansowymi w gospodarce. Zdaniem bukmacherów obecnie zdecydowanie wyższe szanse ma jednak Jerome Powell (z Rady Gubernatorów Fed). Iluzoryczne prawdopodobieństwo przypisuje się kandydaturom Janet Yellen oraz Gary’ego Cohna. Swój werdykt Trump ma zakomunikować nawet w najbliższy piątek.

Po drugie Politico donosi, że obecnie w Senacie USA może zabraknąć jednego głosu do zatwierdzenia proponowanych cięć podatków. Tym brakującym Senatorem ma być Rand Paul, który zablokował demontaż systemu Obamacare. Trump zapowiedział już, że w celu zapewnienia szerszego poparcia zaproponuje korekty swojego planu, co oczywiście odsunąć może termin wejścia w życie nowych regulacji. Jakby tego było mało Prezydent USA najpierw wycofał poparcie dla niegdysiejszego sprzymierzeńca ( a nawet kandydata do objęcia najwyższych stanowisk – sekretarza stanu i wiceprezydenta) Boba Corkera Następnie wdał się na Twitterze w pyskówkę z tym wpływowym republikańskim senatorem. Kolejne podziały i kłótnie w obozie republikańskim na pewno nie pomagają w umocnieniu kruchego poparcia dla pomysłów administracji Trumpa. Na razie najważniejsza źródła w Waszyngtonie mówią, że w partii dominuje pogląd, że priorytetem jest realizacja programu reform i ten spór należy jak najszybciej wygasić.

Naszym zdaniem wyhamowanie pozytywnego dla dolara trendu wzrostu rentowności obligacji ma charakter przejściowy – rynek pod nieobecność kluczowych danych makroekonomicznych skupił się na czynnikach istotnych, ale nie najważniejszych dla odbicia wartości amerykańskiej waluty. Tymi są i będą: Fed zmierzający (abstrahując od personaliów jego prezesa) do kolejnych podwyżek i wyraźne odbicie inflacji, które powinno znaleźć potwierdzenie w piątkowych odczytach danych za wrzesień. W obecnych okolicach 1,1870 rynek powinien podjąć próbę wygaszania odbicia EUR/USD. Naszym zdaniem eurodolar powinien osuwać się w kierunku szacunku krótkoterminowej wartości godziwej bazującego na relatywnej wycenie obligacji, oznacza to spadek o około 2 proc. względem bieżących pułapów i zniżkę w kierunku 1,16.

EUR/PLN notował wczoraj najsilniejszy spadek w całym 2017 roku. Złoty korzysta przede wszystkim na korekcie ostatnich zwyżek rentowności obligacji USA oraz globalnej hossie na rynku akcji. Spodziewamy się jednak, że kurs nie będzie w stanie trwale zejść poniżej 4,26, gdzie wypada dolna banda obowiązującego od maja kanału wzrostowego oraz 200 – sesyjna średnia ruchoma.

Dziś poznamy finalny odczyt inflacji za wrzesień a jutro wartość wskaźnika bazowego. Szybki szacunek GUS wskazał, że ceny konsumenckie we wrześniu były aż 2,2 proc. wyższe niż przed rokiem. Dynamika CPI bliżej celu inflacyjnego ostatnio była w grudniu 2012 roku. Taki stan rzeczy to w pierwszym rzędzie pochodna drożejących paliw oraz warzyw i owoców. Obie tendencje nadal będą windować ścieżkę inflacji. Ostatniemu wystrzałowi kursu ropy na dwuletnie maksima (i w okolice 60 dolarów za baryłkę w przypadku brent) towarzyszyło kilkunastogroszowe osłabienie złotego do dolara. Choć nie widzimy znacznej przestrzeni do kontynuacji wzrostów cen surowców energetycznych na globalnych rynkach, to wpływ tych tendencji na rodzimą inflację będzie wyraźny. Średnie ceny paliw od końca czerwca wzrosły już o ponad 25 groszy.

Kombinacja tych czynników będzie do końca roku utrzymywać dynamikę CPI powyżej 2 proc. a nasza wstępna prognoza sugeruje, że w listopadzie może nawet wypchnąć wskaźnik do celu NBP (przed jego grudniowym spadkiem do 2,1 proc r/r). Można domniemywać, że do silniejszego niż zakładał to rynek wyskoku cen swoją cegiełkę mogły dołożyć też wyższe ceny leków (zmiana listy leków refundowanych), biletów lotniczych czy podręczników szkolnych. Ogółem szacujemy, że dynamika cen bazowych przyspieszyła we wrześniu z 0,7 do 0,9 proc. rok do roku.

Warto pamiętać, że paliwa i żywność to składowe koszyka, na które Rada Polityki Pieniężnej nie ma wpływu. Zdecydowana większość decydentów reprezentuje stanowisko, że nie ma potrzeby szybszego podniesienia kosztu pieniądza z 1,5 proc. Kluczowy argument jest taki, że źródła wzrostu cen szybko wygasną i poprzez efekty bazy w przyszłym roku będą obniżać ich trajektorię. Przy silnym rynku pracy i rozpędzonej gospodarce (prognozujemy dynamikę PKB w III kwartale na pułapie 4,3 proc. rok do roku i jej przyśpieszenie do 4,5 proc. w ostatnich trzech miesiącach 2017) głównym zagrożeniem dla takiego scenariusza może stać się eskalacja oczekiwań płacowych prowadząca do wybuchu presji kosztowej w gospodarce. Na razie władze monetarne nie wykazywały zaniepokojenia taką ewentualnością i nie zakładamy by w najbliższych tygodniach zmieniły stanowisko.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Koniec emigracji zarobkowej? Polacy coraz chętniej wracają do kraju

Trudności ze znalezieniem pracownika ma coraz więcej firm. Jedni pracodawcy chcąc zapełnić braki kadrowe oferują wyższe wynagrodzenie, inni zaś zatrudniają obcokrajowców. Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem pracy dla wschodnich sąsiadów, zaś Polacy, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii, od momentu Brexitu, coraz chętniej wracają. Rząd szacuje, że w wyniku wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej do kraju może powrócić 200 tysięcy Polaków. Czy masowy powrót naszych rodaków z Wysp uratuje polską gospodarkę?

W wyniku Brexitu coraz więcej Polaków wraca, tym bardziej, że sytuacja w kraju uległa zmianie. Masowe powroty z zagranicy już się zaczęły. Według opublikowanych w lipcu danych GUS, w zeszłym roku w Polsce osiedliło się 62 tysiące osób, to najlepszy rezultat od 2008 r., kiedy GUS zaczął badać zjawisko. Statystyki uwzględniają wyłącznie tych, którzy zgłosili minimum roczny powrót w urzędach gmin. Ponadto w bazie PESEL zarejestrowano niemal 15 tysięcy niepełnoletnich przyjezdnych.          

– Decyzja o powrocie nie należy do łatwych, tym bardziej, że jak pokazują dane z GUS, Polacy wracają z całymi rodzinami. Część wraca mając już zagwarantowaną posadę, są też tacy, którzy zgromadzone oszczędności zainwestują w prywatne biznesy, ponieważ nie wyobrażają sobie powrotu na etat. Co ważne, mieszkając kilka lub kilkanaście lat w Wielkiej Brytanii nabyli szereg pożądanych na rodzimym rynku pracy kompetencji, m.in. nauczyli się języka angielskiego. Napływ kreatywnych ludzi z pewnością zadziała stymulująco na całą gospodarkę. – mówi Natalia Bogdan, właścicielka agencji rekrutacji Jobhouse.

Polscy przedsiębiorcy w odpowiedzi na brak rąk do pracy coraz chętniej zatrudniają obcokrajowców. Jak pokazują wyniki badań przeprowadzonych przez Business Centre Club oraz Międzynarodową Organizację do spraw Migracji (IOM), robi to już niemal 40 proc. przedsiębiorców, a blisko 60 proc. to planuje. Prawie 10 mld zł wysłali obcokrajowcy pracujący w Polsce do swoich domów w okresie od stycznia do czerwca. To 3/4 więcej niż przed rokiem[i].

– Polskie firmy potrzebują zarówno dobrze wykształconych kierowników wysokiego szczebla, jak również tych z fachem w ręku. Obie grupy znalazły atrakcyjne zatrudnienie poza naszym krajem w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Teraz rodzimy rynek pracy potrzebuje ich wiedzy, kompetencji, a pracodawcy są gotowi zapewnić im godne zarobki. Warto pamiętać, że powrót rodaków z Wielkiej Brytanii nie sprawi, że zabraknie miejsc pracy dla innych narodowości, lecz wprowadzi większą dynamikę rozwoju – podsumowuje Natalia Bogdan.

[i] http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1075766,zatrudnienie-cudzoziemcow-w-polsce.html

Szansa na zysk przy minimalnym ryzyku

Na bankowych kontach leżą bezczynnie miliardy złotych. Zamiast czekać na wzrost oprocentowania standardowych depozytów warto skorzystać z innej możliwości pomnażania oszczędności. Wybierając lokatę inwestycyjną mamy szansę na niestandardowy zysk przy minimalnym poziomie ryzyka.

Oprocentowanie depozytów w bankach jest rekordowo niskie i jeszcze długo nic nie zmieni się na lepsze z punktu widzenia oszczędzających. Perspektywa podwyżek stóp w NBP jest odległa i pierwszych ruchów w górę można spodziewać się dopiero w drugiej połowie 2018 r. Jednak zanim drgnie oprocentowanie w bankach minie jeszcze kwartał lub dwa.

Na wyższe odsetki nie trzeba jednak czekać aż NBP podwyższy rynkowe stopy. Do wyboru jest wiele innych produktów finansowych, w których można liczyć na większy zysk niż na standardowym depozycie. Jednym z nim są lokaty inwestycyjne, dające stabilność depozytu i potencjał zysku z funduszu inwestycyjnego.

Mechanizm

Lokata jest produktem strukturyzowanym, łączącym cechy depozytu i funduszu. Bank część środków przechowuje na depozycie, zazwyczaj dobrze oprocentowanym, a pozostałą część pieniędzy inwestuje. Standardowo podział między komponent oszczędnościowy i inwestycyjny wynosi po 50 proc., choć są lokaty, w których udział depozytu wynosi 25 proc.

W przeciwieństwie do standardowej lokaty, gdzie od początku wiadomo jaki będzie końcowy zysk deponenta (chyba, że jest to lokata z oprocentowaniem zmiennym) wysokość odsetek w przypadku lokaty inwestycyjnej nie jest znana aż do jej wygaśnięcia. Ostateczny wynik zależy od zachowania instrumentu z jakim jest powiązany, albo raczej od tego, czy zachowa się zgodnie z przyjętymi na wstępie założeniami.

Rodzaje lokat

Komponent inwestycyjny lokaty może być powiązany z różnymi instrumentami finansowymi. W Polsce najbardziej popularne są lokaty oparte o kursy walutowe. Czasem jest to para walut, np. euro/złoty, a czasem cały koszyk walut, np. kilku krajów. Na starcie lokaty przyjmujemy konkretne założenie co do zachowania naszego instrumentu w określonym czasie, np. że cena pójdzie w górę o określoną wartość i na koniec okresu inwestowania wyniesie tyle i tyle. Albo że spadnie poniżej pewnej granicy. Założenie może być też takie, że kurs będzie poruszał w określonym przedziale. Premia wypłacana jest wtedy, jeśli kurs nie przebije korytarza ani w dół ani w górę.

W podobny sposób działają lokaty, dla których punktem odniesienia są indeksy giełdowe, krajowe i zagraniczne lub koszyk akcji spółek z określonego sektora, np. biotechnologicznego lub nowych technologii. W momencie zakładania lokaty stawiane jest założenie co do możliwego zachowana wskaźników lub kursów i w zależności od scenariusza realizowana jest lub nie wypłata zysku z inwestycji. W taki sam sposób budowane są lokaty powiązane z rynkami surowcowymi, rolnymi lub metalami szlachetnymi, które polegają na obserwacji instrumentu bazowego.

Dzień pomiaru

Zasady rozliczania zysków z lokaty inwestycyjnej opierają się o obserwację instrumentu bazowego i szereg pomiarów dokonywanych w określonych momentach trwania inwestycji, odnoszonych następnie do ogólnych warunków dotyczących produktu. Przykładowo, założenia dla lokaty inwestycyjnej opartej o koszyk akcji pięciu spółek technologicznych mogą być takie, że jeśli w dwóch datach pomiaru cena żadnego z walorów nie spadnie poniżej 100 proc. wartości na dzień założenia lokaty, wówczas wypłacane jest wysokie oprocentowanie. Jeśli w jednym z pomiarów jedna ze spółek odnotuje spadek poniżej 100 proc. wówczas premia także się należy. Dopiero jeśli w dwóch datach pomiaru jeden z walorów został przeceniony, do posiadacza lokaty wraca kapitał bez odsetek.

W przypadku lokat opartych o kurs walutowy, warunkiem wypłaty premii może być warunek, że przez czas jej trwania, cena waluty będzie poruszać się w określonym korytarzu plus/minus np. 15 gr. Jeśli nie przebije ani górnej ani dolnej bariery, odsetki zostaną wypłacone.

Wkalkulowane ryzyko

Powodzenie inwestycji lokaty strukturyzowanej opiera się o solidną analizę i prognozy, ale ma też w sobie sporo klasycznej rynkowej gry. Ostateczny wynik zależy od szeregu zmiennych, jak polityka, pogoda, katastrofy naturalne, itp. Lokata w części inwestycyjnej przypomina zakład co do spodziewanych zachowań danego rynku lub aktywa. Przykładowo, bank „stwierdza”, że w najbliższym czasie kurs euro/złoty pójdzie w górę i stawia na to pieniądze. Druga strona „obstawia” spadki. Po umówionym okresie mówimy „sprawdzam” i następuje rozliczenie kontraktu. Wygrany otrzymuje premię, a przegrany wychodzi z inwestycji bez zysku.

Pełna gwarancja

Trzeba dodać, że nawet w razie niepowodzenia inwestycji, posiadacz lokaty otrzymuje z powrotem cały wpłacony kapitał. Kosz inwestycji to zatem utrata odsetek, ale nie ulokowanych środków. I druga ważna uwaga: lokaty inwestycyjne objęte są gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego do kwoty stanowiącej równowartość 100 tys. EUR.

Lokata inwestycyjna stanowi ciekawą alternatywę dla tradycyjnych lokat bankowych, gdyż w środowisku bardzo niskich stóp procentowych, tego typu inwestycja obarczona jest ograniczonym ryzykiem.

Kilka lat temu, kiedy oprocentowanie w bankach wynosiło 7 i więcej procent, inwestycja w lokatę inwestycyjną, która mogła zapewnić nawet ponad 10 proc. odsetek, wymagała zastanowienia, czy warto przedkładać nieco niższy, a pewny zysk, nad potencjalny. Obecnie, kiedy zyski z lokat bankowych są niewielkie, niewielki jest też margines ryzyka. Za to możliwości zysku powinny skłonić oszczędzających do rozważenia tego produktu.

***
Michał Woźniak, ekspert BGŻOptima

LC Corp spodziewa się dalszego wzrostu sprzedaży. Deweloper szuka nowych rynków na inwestycje biurowe i mieszkaniowe

LC Corp spodziewa się dalszego wzrostu sprzedaży. Deweloper szuka nowych rynków na inwestycje biurowe i mieszkaniowe 1

Po zmianie akcjonariatu spółka chce kontynuować dotychczasowe tempo rozwoju. Prowadzi szereg inwestycji mieszkaniowych w największych miastach Polski. Posiadany bank ziemi daje potencjał oferty kilku tysięcy mieszkań. Firma realizuje też dwa projekty biurowe w Warszawie i Wrocławiu i cały czas obserwuje rynek pod kątem nowych szans inwestycyjnych. Poza dużymi miastami w obszarze jej zainteresowania są też rynki regionalne.

– W zakresie budownictwa mieszkaniowego chcielibyśmy utrzymać dotychczasową strategię dywersyfikacji. Jako jeden z nielicznych deweloperów w Polsce działamy na 5 podstawowych rynkach: Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto i w tej chwili ruszamy z inwestycjami w Katowicach. Tę strategię chcielibyśmy dalej rozwijać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Niedośpiał, prezes zarządu LC Corp S.A.

Jak podkreśla, wszystkie te ośrodki mają jeszcze duży potencjał rozwoju. Dlatego spółka chce utrzymywać na nich swoją obecność. Dziś realizuje na nich łącznie ponad 20 inwestycji mieszkaniowych.

Nasz potencjał to oferta kilku tysięcy mieszkań. Poziom naszej sprzedaży od 2 lat utrzymuje się na poziomie 2 tys. mieszkań. Nie wykluczamy, że pojawią się również inne miejskie lokalizacje, nieco mniejsze i rozwijające się. W tej chwili monitorujemy rynek – mówi Dariusz Niedośpiał.

Poza inwestycjami mieszkaniowymi, prowadzonymi w 5 polskich miastach, spółka LC Corp jest też aktywna na rynku nieruchomości komercyjnych. W portfelu ma łącznie około 50 tys. mkw. powierzchni handlowej oraz 150 tys. mkw. powierzchni biurowej, łącznie z aktualnie prowadzonymi projektami.

W tej chwili realizujemy dwa projekty biurowe: Wola Retro w Warszawie liczący 24,5 tys. mkw. oraz Retro Office House na ul. Piłsudskiego, w samym centrum Wrocławia, tuż przy kinie Capitol. Moim zdaniem to jeden z najlepiej zlokalizowanych biurowców we Wrocławiu. Mamy już ponad 70 proc. skomercjalizowania, a pozostało jeszcze ponad 8 miesięcy do zakończenia budowy – mówi Tomasz Wróbel, członek zarządu LC Corp S.A.

Deweloperska spółka podkreśla, że cały czas analizuje rynek, poszukując nowych możliwości inwestycyjnych. Bezpieczeństwo takich inwestycji gwarantuje wysoki stopień komercjalizacji inwestycji jeszcze przed startem.

– Cykl od zakupu do rozpoczęcia budowy nie przekracza zwykle roku. Zwykle w momencie rozpoczęcia budowy chcemy mieć około 30 proc. skomercjalizowanej powierzchni. Cały czas analizujemy rynek, szukamy nowych projektów. Rozglądamy po rynkach wrocławskim, warszawskim, kilku rynkach regionalnych i szukamy szans – patrzymy, kogo możemy tam wprowadzić, zaczynamy rozmowy, sprawdzamy rynek, podejmujemy decyzję, kupujemy, projektujemy i budujemy – mówi Tomasz Wróbel.

LC Corp to notowana na warszawskim parkiecie spółka zgodnie z raportem giełdowym, w pierwszym półroczu 2017 r. wypracowała 42,7 mln zł zysku netto.

Do września właścicielem spółki deweloperskiej był biznesmen Leszek Czarnecki. We wrześniu jeden z najbogatszych Polaków sprzedał swój pakiet 51,17 proc. akcji i złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej LC Corp. Swoje zaangażowanie udziałowe w spółce zwiększyły natomiast Otwarte Fundusze Emerytalne  oraz m.in. fundusze zarządzane przez Altus oraz i Quercus TFI.

Rekordowa sprzedaż SUV-ów w Europie. Pozycję w tym segmencie umacnia Volvo

Rekordowa sprzedaż SUV-ów w Europie. Pozycję w tym segmencie umacnia Volvo 2

Szwedzki koncern motoryzacyjny Volvo umacnia swoją pozycję w segmencie SUV-ów, które już od kilku lat notują rekordowe wyniki sprzedaży. Marka wprowadziła właśnie na rynek nowy model premium XC40. Mały, miejski SUV został naszpikowany innowacjami i ma być jednym z najlepiej wyposażonych w swojej klasie. W kilka dni po premierze koncern ma już ponad 200 zamówień i liczy na dalsze dynamiczne wzrosty sprzedaży. Równolegle Volvo wprowadza też na rynek pakiet usług abonamentowych.

 Wprowadziliśmy na rynek Volvo XC40, ponieważ widzimy, że w Polsce, a także w krajach europejskich i USA, jest duże zapotrzebowanie na tej wielkości samochody. Dotąd nigdy nie byliśmy obecni w segmencie małych SUV-ów, ale widzimy duży potencjał. Generalnie nasze SUV-y bardzo dobrze się sprzedają – model XC60 jest liderem w swoim segmencie. Liczymy, że nowy XC40 także będzie liderem w segmencie SUV-ów małej wielkości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Nycz, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Volvo Car Poland.

Na rynku motoryzacyjnym ofensywa SUV-ów trwa od kilku lat. W 2015 roku stały się najchętniej kupowanymi samochodami w Europie i już blisko co czwarte auto, które opuszcza fabrykę, należy do tego segmentu.

 Świat oszalał na punkcie SUVów. Od pewnego czasu nawet małe samochody usiłują je naśladować – mówi Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

SUV-y są mocnym akcentem w ofercie szwedzkiego koncernu motoryzacyjnego. Model premium XC60 pozostaje niedościgniony w klasie średniej wielkości SUV-ów i odpowiada za blisko jedną trzecią wyników sprzedażowych Volvo. Z kolei duży XC90 skutecznie konkuruje z dotychczasowym liderem, czyli BMW. Obecna generacja, wprowadzona trzy lata temu, nadal sprzedaje się rekordowo.

 Volvo jest specjalistą w SUV-ach. Mamy dużego XC90 oraz XC60. To był naturalny ruch, aby wreszcie zaproponować naszym klientom i kierowcom coś mniejszego. XC40 to najmniejszy SUV, jaki Volvo kiedykolwiek wyprodukowało i na pewno na rynku jest miejsce na ten samochód – podkreśla Stanisław Dojs.

– To piękny samochód, który wzbudza ogromne emocje. Przestronny, dobrej jakości, dobrze wykonany SUV, który ma bardzo podobną stylistykę wnętrza do jego starszych kuzynów – dodaje Mariusz Nycz. – Ten samochód łączy zalety miejskiego auta, które zmieści się w różnych zaułkach i na parkingu, oraz rodzinnego samochodu, który jest w stanie pomieścić czteroosobową rodzinę.

Dyrektor sprzedaży i marketingu Volvo Car Poland podkreśla, że marka ma duże oczekiwania i stawia sobie ambitne cele sprzedażowe związane z nowym modelem SUVa. Z czasem ma on awansować na pozycję lidera w swojej klasie, podobnie jak wcześniej jego starsi kuzyni: XC60 oraz XC90.

– Ledwie pokazaliśmy ten samochód, a już mamy sprzedanych ponad 200 sztuk. Można powiedzieć, że ten samochód cieszy się ogromną popularnością i obserwując dzisiaj, jaki jest odbiór potencjalnych klientów, jesteśmy przekonani, że sprzedaż będzie jeszcze większa – ocenia Mariusz Nycz.

Przez kilka pierwszych miesięcy po rozpoczęciu produkcji model XC40 będzie dostępny wyłącznie z napędem na cztery koła z silnikiem Diesla D4 o mocy 190 KM lub z jednostką benzynową T5 o mocy 247 KM. Pozostałe wersje silnikowe – w tym hybrydowa i elektryczna – dołączą do oferty w kwietniu 2018 roku. Produkcja XC40 wystartuje w listopadzie, w fabryce samochodów w belgijskim Gent.

– Pierwsze samochody będą dostępne w punktach dealerskich na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku. Myślę, że największą popularnością będą cieszyć się silniki diesla, D3 oraz D4, a także silniki benzynowe, których mamy 3 rodzaje – mówi Mariusz Nycz.

Model XC40 będzie dostępny w różnych zestawieniach kolorystycznych, w tym z białym i czarnym dachem oraz szeroką paletą tapicerek. Wewnątrz styliści Volvo zaprojektowali sporo miejsca i stylowe detale, na przykład gniazda na karty kredytowe i bardzo praktyczne miejsce na telefon z funkcją ładowania indukcyjnego. O wyglądzie i wyposażeniu klienci w dużym stopniu zadecydują sami.

– W zależności od tego, jak go „ubierzemy”, taki będziemy mieć samochód. W środku można poszaleć: zamówić czerwoną skórę albo bardziej zachowawczą kremową lub brązową. Można nawet wyłożyć wnętrze pomarańczowym filcem. Samochód daje ogromne pole do konfiguracji. Jednocześnie ma design, który bardzo mocno wpisuje go w styl miejski. Może też przy okazji uwieść nieco młodszą klientelę niż większe samochody, które mamy w ofercie – mówi Stanisław Dojs.

Przed wprowadzeniem na rynek nowego modelu szwedzki koncern przeprowadził szereg badań wśród potencjalnych klientów. Okazało się, że kierowcy cenią sobie m.in. wysoką pozycję za kierownicą, która stwarza dobrą widoczność i poczucie bezpieczeństwa. Stąd w nowym XC40 bardzo wysoki prześwit nadwozia, który deklasuje nawet wiele większych modeli SUV-ów.

– Unikalną cechą samochodu jest to, że możemy przekazać komuś elektroniczny, wirtualny kluczyk, wysyłając kod za pomocą aplikacji Volvo On Call. Mogę taki kluczyk wysłać na przykład do mojej żony, a ona zobaczy gdzie jest ten samochód i za pomocą swojego telefonu będzie mogła go uruchomić. To powiew przyszłości – dodaje Stanisław Dojs.

Od strony technologicznej nowy XC40 ma być jednym z najlepiej wyposażonych małych SUV-ów premium na rynku. Model został wyposażony w zaawansowane systemy bezpieczeństwa, system wspomagania kierowcy Pilot Assist, Run-off Road Protection i Mitigation, który pozwoli uniknąć zjechania z pasa ruchu, system monitorowania martwego pola BLIS oraz kamerę 360 stopni. To tylko część z długiej listy rozwiązań, które mają przełożyć się na bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów tego modelu auta.

 Ten samochód będzie liderem bezpieczeństwa w swojej klasie. Są w nim m.in. elektroniczne systemy które dbają o to, abyśmy nie uderzyli w inny pojazd – samochód będzie automatycznie wyhamowywał przed innymi pojazdami, w sytuacji krytycznej może nawet te pojazdy mijać. Będzie również wykrywał i hamował przed innymi przeszkodami takimi jak duże zwierzęta, piesi, rowerzyści – wylicza Stanisław Dojs.

Wraz z nowym modelem SUVa zadebiutował na rynku program Care by Volvo. To kompleksowy abonament samochodu, który obejmie m.in. pełne ubezpieczenie, przeglądy i opony zimowe, ale także car sharing, wynajem większego auta oraz usługi consierge. Raz do roku, w ramach opłat, kierowca będzie mógł zlecić zawiezienie samochodu do serwisu i dostarczenie go z powrotem „do drzwi”.

Abonament Care by Volvo zostanie wprowadzony jednocześnie na 7 rynkach w Europie, w tym właśnie w Polsce. Program nie będzie wymagać wpłaty własnej, a miesięczna opłata za korzystanie z auta ma być wszędzie taka sama.

 Nie wpłacając nic, klient może użytkować ten samochód przez 2 lata, opłacając abonament. Jest w nim wiele usług, m.in.: pakiet serwisowy, ubezpieczenie, zimowe opony. Klient może wypożyczyć większy samochód na wakacje letnie czy zimowe, ale jest też ta opcja car sharingu. Takiego modelu użytkowania jeszcze nie mieliśmy, to coś bardzo innowacyjnego – zauważa Mariusz Nycz.

Walka o pracowników się zaostrza. Nie tylko wysokość wynagrodzenia wpływa na zainteresowanie miejscem pracy

Walka o pracowników się zaostrza. Nie tylko wysokość wynagrodzenia wpływa na zainteresowanie miejscem pracy 3

Coraz więcej branż zmaga się z niedoborem pracowników. Problem z rekrutacją może negatywnie wpływać na funkcjonowanie firmy i znacznie podnosić koszty pozyskania pracowników. Dlatego coraz więcej firm stawia na budowanie wizerunku dobrego pracodawcy, próbując wyróżnić się na rynku pracy. Tym bardziej że samo podnoszenie wynagrodzeń i dodatki pozapłacowe często przestają być wystarczające.

– Sytuacja na rynku pracy sprzyja osobom utalentowanym, które się wyróżniają pewnymi umiejętnościami. Nie jest im trudno znaleźć pracę, szczególnie talentom w obszarze IT i nowoczesnych technologii – to są kompetencje, których jest za mało. Nastały dobre czasy dla takich osób – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Warzybok, dyrektor praktyki Talent w Aon Hewitt.

Historycznie niskie bezrobocie sprawia, że od miesięcy rynkiem pracy rządzą pracownicy. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, we wrześniu stopa bezrobocia po raz kolejny spadła (o 0,1 proc.) do poziomu 6,9 proc. Bez pracy pozostaje obecnie 1,1 mln Polaków. To najniższe wskaźniki od początku lat 90.

Jeszcze niższe dane podaje Eurostat, według którego w sierpniu stopa bezrobocia wyniosła w Polsce 4,7 proc. (wobec 4,8 proc. w lipcu), a liczba bezrobotnych w Polsce wyniosła 812 tys. Na europejskim i polskim rynku pracy szczególnie duże jest zapotrzebowanie na informatyków i programistów, które wynosi od 30 do nawet 50 tys. specjalistów. Ta luka się powiększa, dlatego zawody związane z branża IT są wymieniane w czołówce najlepiej opłacanych, najbardziej perspektywicznych i poszukiwanych na polskim rynku pracy.

Jak zauważa dyrektorka praktyki Talent w Aon Hewitt, rynek pracownika przekłada się też na presję dotyczącą wynagrodzeń, wobec czego firmy są zmuszone systematycznie podnosić pensje. W sierpniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4492,63 zł, co oznacza wzrost o 6,6 proc. rok do roku (ok. 280 zł). W największym stopniu korzystają na tym właśnie specjaliści od IT oraz fachowcy, przedstawiciele niedocenianych do tej pory zawodów, tj. budowlańcy czy mechanicy.

– Obserwujemy w niektórych organizacjach ogromną presję na wynagrodzenia pracowników liniowych i inwestycje w grupę pracowników, która do tej pory była dosyć nisko wynagradzana. To często powoduje, że ciężar budżetowy jest przeniesiony na bieżące potrzeby tej grupy, kosztem stanowisk wyższych czy osób, które uczestniczyły do tej pory w programach talentowych, na które czasami brakuje już pieniędzy. Z perspektywy jednostek są to dobre czasy – mówi Magdalena Warzybok.

Niedobór pracowników wiąże się nie tylko z obniżeniem zdolności produkcyjnych, ale i wysokimi kosztami rekrutacji oraz pozyskiwania nowych talentów. W branży HR przyjęło się, że rekrutacja i pozyskanie nowego pracownika na specjalistyczne stanowisko to dla firmy koszt równowartości sześcio-, a nawet dwunastokrotnego miesięcznego wynagrodzenia.

– Firmy, które budują swoją komunikację poprzez aktywny employer branding, budują swój wizerunek jako pracodawcy z misją, wyznającego określone wartości, które wyróżniają firmę na rynku pracy – mają zdolność przyciągania najlepszych osób znacznie łatwiej i dla nich te koszty są mniejsze – zaznacza Magdalena Warzybok.

Czynniki, takie jak misja i wartości, są istotne przede wszystkim dla przedstawicieli pokolenia millenialsów i generacji Z, którzy za kilka lat będą stanowić większość kandydatów do pracy (według szacunków w 2025 roku będą już stanowić ok. trzech czwartych siły roboczej).

Z danych Aon Hewitt wynika, że kluczowe aspekty budujące zaangażowanie millenialsów w miejscu pracy to możliwość samorealizacji, pozafinansowe uznanie oraz orientacja na ludzi. Dla przedstawicieli młodszych pokoleń ważna jest także reputacja firmy jako pracodawcy oraz kultura firmy zorientowana na pracowników.

– Młode osoby, które są pewne swoich umiejętności, mają dobrą sytuację na rynku pracy. Ich niekoniecznie interesują warunki finansowe, które na ogół są dobre. Coraz większe znaczenie mają za to kwestie dotyczące wartości organizacji – czy one są spójne z wartościami tych pracowników, czy misja i strategia firmy są dla nich interesujące, czy mają okazję uczestniczyć w projektach, które mają wpływ nie tylko na wynik finansowy firmy, ale też na otoczenie czy społeczeństwo. Kwestie niematerialne, szczególnie wśród osób, które mogą wybierać sobie różnych pracodawców, nabierają szczególnego znaczenia – ocenia Magdalena Warzybok.

Kraje afrykańskie mają przed sobą lata szybkiego i prężnego rozwoju. Mogą na tym skorzystać także polskie firmy

Kraje afrykańskie mają przed sobą lata szybkiego i prężnego rozwoju. Mogą na tym skorzystać także polskie firmy 4

Według większości prognoz niektóre gospodarki afrykańskie będą się rozwijały już w najbliższych latach w tempie 5–6 proc. rocznie. Konkurencja na tych rynkach nie jest tak duża jak np. w Azji. Polscy przedsiębiorcy korzystają już na afrykańskich kontraktach, wielu jednak wciąż uważa taką inwestycję za zbyt ryzykowną. Eksperci podkreślają, że ważne jest odpowiednie zabezpieczenie.

– Rynek afrykański wzrasta od wielu lat i będzie wzrastał przez następne kilkanaście la. To jest 55 krajów, z których każdy jest trochę inny, ma inne uwarunkowania ekonomiczne, polityczne, natomiast wszędzie jest potrzeba inwestycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Musialski, dyrektor Feerum na Afrykę. – Kraje te nie mają za bardzo swojego finansowania, dlatego większość inwestycji to inwestycje ze świata. Polskie firmy dopiero raczkują na terenie Afryki.

Najważniejszym inwestycyjnym partnerem krajów afrykańskich są Chiny. Według raportu firmy McKinsey do 2016 roku firmy z Państwa Środka zainwestowały na Czarnym Lądzie niemal 50 mld dol. Dwanaście lat wcześniej wartość chińskich inwestycji w Afryce była pięćdziesięciokrotnie niższa. Innymi ważnymi partnerami Afrykanów są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy i Francja. Swoich sił nieśmiało próbują też Polacy. Wielkim orędownikiem przyszłości Afryki był Jan Kulczyk, który interesował się przede wszystkim Nigerią. W Etiopii inwestuje z rządową pomocą Ursus, a producent przyczep i naczep Wielton uruchamia montownię na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Feerum otrzymała kontrakt na budowę silosów zbożowych oraz magazynów w Tanzanii.

– Przy współpracy z polskim rządem firma Feerum ma zabezpieczone środki z inwestycji, ponieważ jest to program rządowy. Prywatnie proponowałbym, aby zawsze mieć jakieś ubezpieczenie firm ubezpieczających na tym rynku, przede wszystkim KUKE. Wtedy jest to w miarę bezpieczne –  radzi chcącym inwestować w Afryce Janusz Musialski. – Biznesowo jest to jedyny obszar na świecie, który jeszcze jest obszarem wzrostowym, gdzie rynek jest na tyle duży i na tyle chłonny, że spokojnie można inwestować. Prowizje i ewentualne zyski z tego rynku są na tyle wysokie, że praktycznie każdy biznes, który się uruchomi w Afryce, jest biznesem, który przynosi zyski.

Dodaje też, że polski inwestor w Afryce może się czuć bezpiecznie, choć zależy to również od kraju. Jako najbardziej obiecujące rynki wymienia Tanzanię, RPA, Angolę i Kenię, w przeciwieństwie do niestabilnych politycznie Rwandy czy Zambii.

Polski rząd od 2013 roku prowadzi inicjatywę GoAfrica, pośrednicząc w nawiązywaniu wzajemnych kontaktów przez firmy i instytucje polskie i afrykańskie. W 2016 roku polsko-afrykańska wymiana handlowa wyniosła 4,2 mld dol. Głównymi partnerami firm znad Wisły były RPA, Maroko i Egipt, a następnie Liberia, Algieria i Tunezja. Szybko rosła jednak wartość transakcji z Mozambikiem (niemal o połowę), Etiopią (14 proc.) i Senegalem (12 proc.).

– Tam też są różni ludzie. Są firmy, które mają świetny standing, które są świetnie zorganizowane, ale są też firmy, które są nastawione przede wszystkim na oszustwa finansowe – przestrzega dyrektor Feerum na Afrykę. – Takie firmy mają świetnie przygotowane dokumenty, a reszta jest oszustwem. Trzeba uważać i pracować poprzez przedstawicielstwa albo poprzez przedstawicielstwo rządowe, ambasadę, albo poprzez organy, które Polska Agencja Inwestycji i Handlu w Afryce uznaje za takie, z którymi warto współpracować.

Według prognoz OECD dla Afryki o ile w 2016 roku średnia wzrostu gospodarczego dla kontynentu wyniosła 2,2 proc., o tyle w 2017 będzie to 3,4 proc., a w 2018 roku – 4,3 proc. Spowolnienie w poprzednich latach wynikło z niskich cen surowców, od eksportu których uzależniona jest część krajów afrykańskich. Najmocniej w 2016 roku rosła Afryka Wschodnia – PKB tego regionu zwiększyło się o 5,3 proc. Na drugiej stronie skali znalazła się Afryka Zachodnia ze wzrostem na poziomie zaledwie 0,4 proc. Jednak już w 2018 roku rozwój gospodarki w tym regionie ma przyspieszyć do 5,5 proc.

Rynek leasingu w Polsce rozwija się w szybkim tempie. W 2018 roku prognozowana powtórka tegorocznych dynamicznych wzrostów

Rynek leasingu w Polsce rozwija się w szybkim tempie. W 2018 roku prognozowana powtórka tegorocznych dynamicznych wzrostów 5

W I półroczu 2017 roku polska branża leasingowa urosła o niemal 12 proc., głównie dzięki finansowaniu zakupu samochodów lekkich, ale też maszyn i urządzeń. Dobra koniunktura – zdaniem ekspertów – pozwala mieć nadzieję na dalszy rozwój sektora. Polski rynek pozytywnie wyróżnia się na tle Europy. Udział leasingu w tworzeniu polskiego PKB jest trzykrotnie większy niż w Unii Europejskiej – podkreśla prezes zarządu PKO Leasing.

– Rynek leasingu jest w doskonałej kondycji już od wielu lat. Najlepiej jest na rynku finansowania samochodów osobowych, który rośnie o 17 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Krzemiński, prezes zarządu PKO Leasing. – Maszyny i urządzenia, które są jednym z podstawowych elementów tworzenia polskiego PKB, notują 20 proc. wzrostu rok do roku. Po bardzo dobrym 2016 roku są to dane, które powodują duży spokój po naszej stronie, jeśli chodzi o możliwość obsługi klientów i jakości ryzyka kredytowego. Także w lipcu i sierpniu zobaczyliśmy bardzo dobre wyniki firm leasingowych.

Według danych Związku Polskiego Leasingu w I połowie 2017 roku dynamika polskiej branży wyniosła 11,6 proc. w ujęciu rocznym. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku polskie firmy leasingowe udzieliły finansowania w wysokości 31,8 mld zł, co jest wynikiem lepszym niż połowa wartości finansowania z 2016 roku (29 mld zł). Najczęściej przedmiotem leasingu były pojazdy lekkie (44,3 proc.), potem środki transportu ciężkiego – ciągniki, naczepy, ciężarówki pow. 3,5 t, autobusy, samoloty, statki, pociągi – 27,3 proc., a także maszyny i urządzenia (26,7 proc.). Na nieruchomości przypadło 1,2 proc.

– W czerwcu kredyty inwestycyjne w systemie bankowym wzrosły o 10 proc., więc widać wyraźnie, że ta część finansowania gospodarki, która pochodzi z systemu bankowego również się rozwija – informuje Krzemiński. – Nam jest łatwiej umieszczać produkt na rynku dlatego, że jest on szybszy, oparty o aktywa, które finansujemy, więc ryzyko jest rozłożone pomiędzy firmę oraz klienta, którego finansujemy, jego zdolność do spłacania zadłużenia i płynność aktywów, które finansujemy. Z tego powodu nam jest łatwiej rosnąć, ale widać wyraźnie, że także rynek bankowy się rozwija, a nasz produkt  jest uzupełnieniem oferty Grupy PKO Banku Polskiego. Jako grupa oferujemy kompleksowe usługi odpowiadające na potrzeby każdego klienta.

Leasing jest głównym – obok kredytu – zewnętrznym źródłem finansowania inwestycji polskich firm – wynika z danych ZPL. Łączna wartość aktywnego portfela branży na koniec czerwca 2017 roku wyniosła 109,1 mld i była porównywalna do wartości salda kredytów inwestycyjnych, udzielonych firmom przez banki, które równało się w tym samym momencie 120,7 mld zł.

– Mamy dobry popyt krajowy, a gros obsługiwanych klientów to firmy z sektora mikrofirm i MSP. Te firmy pracują dla rynku wewnętrznego, w związku z tym jeśli popyt krajowy jest wysoki, mamy stabilizację w zatrudnieniu i rosną nam dochody rozporządzalne, to nasi klienci mają popyt na swoje produkty i usługi na rynku – informuje prezes PKO Leasing. – Cały biznes, który finansuje samochody, drobne sprzęty i urządzenia do wartości 100 tys. zł, ma wewnętrzną podstawę do rozwoju.

Od stycznia do czerwca 2017 r. za pomocą leasingu firmy sfinansowały zakup lekkich pojazdów osobowych i dostawczych o wartości 14,1 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku o 17,4 proc. W segmencie maszyn i urządzeń, w tym IT, wzrost wyniósł 19,8 proc., a wartość wyleasingowanych urządzeń sięgnęła 8,5 mld zł. Szczególnie wysoką dynamika charakteryzowały się umowy leasingowe w zakresie maszyn rolniczych (+29,8 proc. rdr.), maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (+31,1 proc. rdr.), maszyn poligraficznych (+26,2 proc. rdr.) i sprzętu budowlanego (+17,7 proc. rdr.).

– Właśnie uruchamiamy bardzo duży zasób środków unijnych. 84 mld euro netto, które powinny w końcu wpłynąć do gospodarki, na pewno spowodują wzrost popytu na dobra inwestycyjne – przekonuje Andrzej Krzemiński. – Okazało się, że embarga nakładane za naszą wschodnią granicą wcale nie dotknęły nas tak bardzo. Tam biznes trochę się otwiera, w związku z tym mamy ciekawą perspektywę ze wschodu. Również Europa Zachodnia się podnosi, tamte przedsiębiorstwa również potrzebują naszych towarów, również ci, którzy eksportują mają dobre perspektywy.

Od II kwartału 2013 roku gospodarka krajów Unii Europejskiej i strefy euro – głównego odbiorcy polskich towarów i usług – rośnie sukcesywnie. W II kwartale 2017 roku tempo wzrostu wyniosło odpowiednio 0,7 proc. i 0,6 proc. kwartał do kwartału (dane odsezonowane). W ujęciu rocznym wzrost wyniósł 2,3–2,4 proc., w obu przypadkach o 0,3 pkt proc. więcej niż w I kwartale roku. Polska gospodarka według prognoz agencji Moody’s ma w tym roku wzrosnąć nawet o 4,3 proc., co jest skokowym wzrostem zarówno wobec poprzednich prognoz (3,2 proc.), jak i ubiegłorocznego wyniku (2,8 proc., o cały 1 pkt proc. mniej niż zapisano wcześniej w ustawie budżetowej).

– Nie widać na rynku żadnych zagrożeń. W moim przekonaniu rok 2018 przyniesie kolejne dobre 10 proc. rozwoju, a być może trochę więcej – prognozuje prezes PKO Leasing. – Jesteśmy szóstym rynkiem leasingu w Europie. Mamy 3,8 proc. udziału w całym biznesie leasingowym w Europie. Wskaźnik udziału polskiego leasingu w tworzeniu polskiego PKB jest trzykrotnie wyższy aniżeli średnia europejska. To jest immanentna cecha gospodarki szybko rozwijającej się oraz gospodarki, która działa w oparciu o firmy z trudnym dostępem do kapitału. Dlatego uważam, że jeszcze kilka dobrych lat przed nami i lepszych aniżeli na rynku europejskim.

Polskie start-upy rosną w siłę i wychodzą na zagraniczne rynki. Mają coraz więcej możliwości pozyskania pieniędzy

Polskie start-upy rosną w siłę i wychodzą na zagraniczne rynki. Mają coraz więcej możliwości pozyskania pieniędzy 6

Polskie start-upy rozwijają się głównie z własnych środków, ale chcą też przyciągać zagranicznych inwestorów. Coraz łatwiej jest im też pozyskać wsparcie z budżetu państwa czy funduszy unijnych. W Warszawie zakończyła się właśnie dwudniowa konferencja Wolves Summit poświęcona start-upom – jedno z największych wydarzeń networkingowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie, które jest okazją do nawiązania kontaktów biznesowych, przyciągnęło do stolicy ok. 1,2 tys. wilków biznesu i 200 start-upów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

– Rynek start-upów w Polsce rozwija się w szybkim tempie, ale brakuje jeszcze edukacji. Na rynku są liczne przykłady pozyskania finansowania, jednak nie obserwowaliśmy jeszcze zbyt wiele większych wyjść z inwestycji przez inwestorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Piasek, współzałożyciel Wolves Summit.

Z najnowszego raportu Fundacji Startup Poland („Polskie Startupy. Raport 2017”) wynika, że w stosunku do poprzednich lat w 2017 roku mniej start-upów rozwijało się z pomocą zewnętrznego kapitału. Głównym modelem finansowania jest bootstrapping, czyli oszczędności i reinwestowanie przychodów. Z własnych środków utrzymuje się w tej chwili 62 proc. polskich start-upów (wobec 50 proc. w ubiegłym roku). Jednak aż 77 proc. firm planuje w ciągu najbliższych sześciu miesięcy pozyskać finansowanie zewnętrzne.

Najpopularniejszym źródłem kapitału zewnętrznego jest venture capital (krajowy lub zagraniczny). Zaraz po nim pieniądze publiczne, pochodzące ze środków unijnych (PARP lub NCBiR). Równie popularny co unijny jest kapitał prywatny pozyskany od krajowych i zagranicznych aniołów biznesu. Nieco mniej start-upów finansuje się za pomocą środków pozyskiwanych w ramach programów akceleracyjnych.

Co piąty start-up, który pozyskał zewnętrzny kapitał na rozwój, korzysta z zagranicznego źródła finansowania: akceleratora, anioła biznesu albo funduszu venture capital. Natomiast w gronie spółek, które dopiero planują pozyskać kapitał inwestycyjny, 44 proc. chce nawiązać współpracę z inwestorem zagranicznym. Współzałożyciel Wolves Summit zauważa też, że w najbliższym czasie będzie łatwiej pozyskać środki z programów krajowych i unijnych.

– W poprzednim roku mieliśmy zahamowanie, znaleźliśmy się między jednym a drugim ciągiem finansowania europejskiego. Powstała dziura finansowa, która w tej chwili jest zasypywana. Wystartowały pierwsze fundusze z NCBiR i z PARP. Bardzo dużą wartość dołoży Polski Fundusz Rozwoju. Powstaje dużo różnych wehikułów. To bardzo napędzi dynamikę wzrostu finansowania start-upów. Pojawi się też finansowanie kolejnego etapu, którego trochę brakowało na rynku. To z kolei przeniesie polski ekosystem start-upowy na kolejny etap – mówi Piotr Piasek.

Polskie start-upy tworzą technologie przede wszystkim w obszarach: big data, analityka, internet rzeczy, narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze. Są coraz bardziej umiędzynarodowione: 28 proc. start-upów zatrudnia zagranicznych pracowników, a blisko połowa sprzedaje swoje produkty i usługi za granicą. Dane Fundacji Startup Poland pokazują też, że 17 proc. takich spółek rozwija się w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie.

– Myślę, że polski rynek ma bardzo duży potencjał wzrostowy. Mamy bardzo dobrych programistów, odpowiednie uniwersytety. Potrzeba jednak więcej przedsiębiorczości, która jest dla Polaków naturalna, bo radzimy sobie na co dzień, jak trzeba. Brakuje jednak wiedzy biznesowej, doświadczeń innych osób, które mogą pokazać, w jaki sposób ten biznes robić – mówi Piotr Pasek.

W Warszawie zakończyła się wczoraj szósta edycja jednego z największych wydarzeń networkingowych w Europie Środkowo-Wschodniej poświęconego start-upom, firmom technologicznym, inwestorom oraz korporacjom, które planują współpracę z innowacyjnymi, mniejszymi podmiotami. Coroczna konferencja Wolves Summit przyciągnęła kilkaset inwestorów i  globalnych koncernów oraz start-upy z całego świata, dla których to spotkanie jest okazją do zweryfikowania swojego pomysłu, sprawdzenia, czy budzi zainteresowanie rynku oraz nawiązania kontaktów biznesowych.

– Po raz pierwszy zorganizowaliśmy Wolves Summit w Gdyni dwa lata temu. Mieliśmy wtedy okazję zobaczyć potencjał tego rynku. Postanowiliśmy iść w tym kierunku – pomagać korporacjom i inwestorom w szukaniu coraz lepszych projektów. Start-upy mogą teraz uczestniczyć w konferencji za darmo, dzięki temu przyjeżdżają do nas lepsze projekty – mówi Piotr Pasek.

Jak podkreśla współzałożyciel Wolves Summit, tegoroczna edycja konferencji kładła nacisk na współpracę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

– Jeżeli chodzi o innowacje, to współpraca w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jest w tej chwili w trendzie wzrostowym. Pomagają w tym środki unijne. W Polsce będzie bardzo duży wzrost dostępności takich środków i finansowania. Chcemy się skupiać na popularyzacji innowacji w tym regionie – mówi Piotr Pasek.

Na dwudniową konferencję Wolves Summit do Warszawy przyjechało około 1,2 tys. wilków biznesu – około 200 start-upów z regionu CEE i ponad 400 przedstawicieli korporacji i inwestorów, w tym menadżerów największych firm z sektora finansów, energetyki czy technologii. Agenda przewidywała ponad 2,5 tys. spotkań jeden na jeden, służących nawiązywaniu relacji biznesowej. W tym roku po raz pierwszy partnerem Wolves Summit została też warszawska Giełda Papierów Wartościowych.

– Na Zachodzie jest to naturalny kierunek rozwoju biznesu giełdy, który polega na wprowadzaniu kolejnych spółek. Rozwój NewConnect w Polsce jest coraz silniejszy. Widzimy z doświadczeń Zachodu, że zaangażowanie giełdy na wcześniejszym etapie pozwala lepiej się przygotować i dostarczyć więcej spółek w krótszym czasie, otworzyć i zachęcić je do debiutu – tak, aby więcej spółek debiutowało na naszym parkiecie, zamiast szukać finansowania za granicą –mówi Piotr Piasek.

Zła komunikacja i nieufność między pracownikami utrudnia rozwój przedsiębiorcom. Odbija się to na funkcjonowaniu 95 proc. firm w Polsce

Zła komunikacja i nieufność między pracownikami utrudnia rozwój przedsiębiorcom. Odbija się to na funkcjonowaniu 95 proc. firm w Polsce 7

Pracownicy ukrywają błędy, są zdemotywowani, czują, że ich zdanie nie ma znaczenia. Niechętnie oferują pomoc i zgłaszają własne pomysły, nie identyfikują się z firmą i nie znają jej celów, skarżą się na złą atmosferę w pracy. Wszystko to efekty deficytu kapitału społecznego, na które wskazują polskie firmy. Negatywne konsekwencje dotykają 95 proc. przedsiębiorstw w Polsce. Ich skutkiem jest mniejsza efektywność pracy oraz brak przepływu informacji w firmie. Niski poziom kapitału społecznego zagraża nie tylko kondycji przedsiębiorstw, lecz także krajowej gospodarce.

Aż 95 proc. firm skarży się na niedostatek kapitału społecznego. To znaczy, że brakuje w firmach otwartej komunikacji, zaufania i współpracy. Ludzie pracują w  silosach, nie wychodząc poza realizację własnych celów. Tak naprawdę nieuchronnie zbliżamy się do momentu, w którym nie będziemy mogli dalej rozwijać się gospodarczo, jeżeli poziom kapitału społecznego się nie podwyższy  przestrzega w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Kastory, senior partner w House of Skills.

Kapitał społeczny to termin z pogranicza socjologii i ekonomii. Składają się na niego zaufanie, współpraca i jakość relacji między ludźmi w ramach grupy. To jeden z czynników, które warunkują zasobność społeczeństwa, zaraz obok kapitału finansowego i ludzkiego. W wysoko rozwiniętych gospodarkach kapitał społeczny jest głównym motorem rozwoju determinuje tempo wzrostu w ponad 50 proc.

W relacjach biznesowo-gospodarczych kapitał społeczny ułatwia negocjacje, skraca procesy inwestycyjne, obniża koszty transakcji, zmniejsza korupcję i zwiększa rzetelność kontrahentów. Sprzyja wymienianiu się wiedzą, podnosi solidarność i zapobiega nadużywaniu dobra wspólnego. Pozytywny wpływ kapitału społecznego na poziom dobrobytu widać w takich krajach, jak Norwegia, Szwecja, Kanada, USA czy Wielka Brytania, gdzie poziom zaufania jest ściśle powiązany z poziomem życia mierzonym PKB na mieszkańca.

W Polsce także zachodzi związek pomiędzy kapitałem społecznym a zamożnością poszczególnych regionów. W czołówce znajdują się duże miasta: Warszawa i Poznań, które mają najwyższy wskaźnik kapitału społecznego i zarazem najwyższy poziom PKB na mieszkańca.

– Do tej pory należeliśmy do krajów słabo rozwiniętych, gdzie podstawą rozwoju był kapitał ludzki, czyli nasze wykształcenie i doświadczenie. W tym jesteśmy dobrzy. Należymy do czołówki europejskiej. Jednak za chwilę będziemy już należeć do krajów lepiej rozwiniętych, w których podstawowym paliwem rozwoju jest kapitał społeczny  podkreśla Ewa Kastory.

Według autora „Diagnozy społecznej” prof. Janusza Czapińskiego kapitał ludzki, na którym opierał się dotychczasowy wzrost gospodarczy, niedługo przestanie już wystarczać. Po przekroczeniu określonego progu zamożności, kluczowego znaczenia nabierze kapitał społeczny, niezbędny do podtrzymania rozwoju. Taka sytuacja ma miejsce w większości zachodnioeuropejskich i rozwiniętych gospodarek.

Przede wszystkim biznes powinien wiedzieć, że kapitał społeczny jest zasobem, który służy do generowania zysku w organizacji. W przeciwieństwie do kapitału ludzkiego, który jest zasobem indywidualnym i służy do rywalizacji, kapitał społeczny jest zasobem wspólnoty i dobrem firmy. Jesteśmy w momencie, w którym musi się zmienić model zarządzania. Przywódca musi być człowiekiem, który potrafi stworzyć przyjazne środowisko, w którym panuje otwarta komunikacja, a ludzie wiedzą, jakie są nadrzędne cele organizacji, mogą poczuć się zaangażowani, proaktywni i mieć więcej swobody – mówi Ewa Kastory.

Ze wspólnego badania, które zrealizowały Komitet Dialogu Społecznego (KIG), Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz House of Skills, wynika, że w 95 proc. organizacji w Polsce ma obawy związane z deficytem kapitału społecznego. Tylko 5 proc. twierdzi, że ten problem ich nie dotyczy.

Negatywne zjawiska takie jak brak przepływu informacji i brak współpracy między zespołami są ściśle powiązane z rozmiarem organizacji. W tych większych, które zatrudniają powyżej 250 osób, występują częściej.

– W zasadzie w każdej wielkości organizacji trzeba się zajmować budowaniem kapitału społecznego. W korporacjach powinno to przychodzić naturalnie, ponieważ wtedy zmienia się postawa klientów. To klienci częściej patrzą na firmę nie tylko przez pryzmat jej produktów, lecz także pozycji na rynku. W jaki sposób przedstawia się klientowi, w jaki sposób wchodzi z nim w relacje. To bardzo ważne elementy, podobnie jak to, czy firma jest obecna w środowisku lokalnym i pokazuje się nie tylko, jako przedsiębiorstwo, które chce zarobić pieniądze  mówi Jacek Kowalski, ekspert Komitetu Dialogu Społecznego KIG, członek zarządu ds. zasobów ludzkich Orange Polska.

Wysoki poziom kapitału społecznego w firmie wpływa też na jej pracowników, którzy są lepiej zmotywowani, bardziej zaangażowani i chętni do tego, żeby brać na siebie dodatkową odpowiedzialność. Poprawia się również wymiana informacji i współpraca pomiędzy poszczególnymi działami firmy.

 Pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na to, czy firma oferuje im coś więcej niż wyłącznie pasek płacowy. W procesach rekrutacyjnych zbierają informacje, starają się dowiedzieć, co firma ma do zaoferowania poza samą pracą. Realizują swoje pasje w firmie, szukają towarzystwa. Jeżeli przy okazji projektów, które realizuje firma, jest możliwość zrealizowania swoich ambicji, to super. W takich projektach rozwijają się przyjaźnie i relacje – przekonuje Jacek Kowalski.

Orange Polska prowadzi szereg projektów, które mają ułatwić nawiązywanie kontaktów pomiędzy pracownikami. Przykładem jest firmowy wolontariat, w ramach którego pracownicy działają na rzecz lokalnych społeczności, bezpieczeństwa w internecie czy rozwijania cyfrowych kompetencji u dzieci. W zeszłym roku wzięło w nim udział prawie 3,5 tys. osób, które łącznie poświęciły na to 26 tys. godzin. Operator stworzył i udostępnił im specjalną aplikację umożliwiającą śledzenie na bieżąco akcji, w które chcą się włączyć oraz publikować relacje z prowadzonych projektów.

– Niezależnie od tego inwestujemy w środowisko wewnętrzne. Upraszczamy i ułatwiamy kontakty pomiędzy pracownikami. Stąd też Link, jako narzędzie komunikacji dla rozproszonych zespołów, bo mamy ich 900, które działają w terenie – wylicza Jacek Kowalski.

Z badania „Problemy i wyzwania w organizacjach  znaczenie kapitału społecznego”, które przeprowadzono w polskich firmach na przełomie sierpnia i września, wynika, że to właśnie komunikacja i brak przepływu informacji są głównymi konsekwencjami niedostatków kapitału społecznego.

Polskie firmy skarżą się, że pracownicy są skupieni przede wszystkim na swoich, osobistych celach (40 proc.), a zespoły nie pracują wystarczająco efektywnie (40 proc.). Pracownicy ukrywają błędy, są zdemotywowani, czują, że ich zdanie nie ma znaczenia, niechętnie oferują pomoc, nie identyfikują się z firmą i nie znają jej celów. Skarżą się na złą atmosferę w pracy i nie zgłaszają własnych pomysłów – wszystko to efekty deficytu kapitału społecznego, na który wskazują polscy przedsiębiorcy.

Back-up jest gwarancją bezpieczeństwa

Postęp technologiczny spowodował, że nie potrafimy już funkcjonować bez sprzętu teleinformatycznego. W naszych urządzeniach przechowujemy swoje najcenniejsze informacje. Utrata ich może prowadzić do przykrych konsekwencji, zarówno finansowych jak i wizerunkowych. Zabezpieczyć nas przed nimi może rzetelnie zrobiony back-up. Czym właściwie jest i jak może pomóc?

Back-up  

…to proces, w którym zabezpieczamy nasze dane, kopiując je do bezpiecznego miejsca. Całe środowisko backupowe dzieli się na elementy hardwareowe i softwareowe. Służą one do efektywnego zarządzania i przechowywania kopi danych oraz zapewniania im krótko i długotrwałej ochrony. Back-up może być wykonywany w  odpowiednio przygotowanej infrastrukturze serwerowej. Lokalizacja takiej infrastruktury może znajdować się na terenie przedsiębiorstwa albo w hostingu zewnętrznym. Celem tego typu przedsięwzięć jest ubezpieczenie przed nieprzewidzianymi sytuacjami, w których nasze dane mogą ulec zniszczeniu w wyniku np. awarii sprzętu, błędu ludzkiego, ataku hakerskiego lub kradzieży.

Od czego zacząć?

Każde przedsiębiorstwo charakteryzuje się inną specyfiką, dlatego potrzeby i wymagania związane z ochroną danych muszą być dopasowywane indywidualnie do każdej organizacji.

Najprostszym rozwiązaniem  pozwalającym nam stworzyć kopie ważnych plików jest przeniesienie ich na zewnętrzny nośnik, np.  optyczne dyski pamięci, zewnętrzny dysk SSD lub magnetyczny. Dodatkowo dysponując odpowiednim urządzeniem, streamerem możemy wykonać kopię na taśmę magnetyczną LTO. Dzięki takiemu back-upowi mamy kontrolę nad tym kto ma dostęp do naszych danych, w jaki sposób są chronione oraz w dowolnej chwili możemy odzyskać wszystkie ważne dla nas informacje. Nie możemy jednak zapominać o regularnym testowaniu każdego z tych nośników oraz samej zapisanej kopii. Do tego celu zaleca się cykliczne, próbne odtwarzanie zapisanych informacji. Niezależnie od wyboru nośnika, dobrą praktyką jest, aby każdy z nich był zabezpieczony technicznie poprzez odpowiednie zaszyfrowanie. Polega ono na zakodowaniu danych według określonego schematu, tak aby osoba postronna nie mogła ich odczytać.

Warto także pamiętać  o  zabezpieczaniu nośników przed dostępem fizycznym. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednie miejsce, w którym będą przechowywane nośniki z danymi. Powinno ono mieć ograniczony dostęp wyłącznie dla osób upoważnionych. Ponadto istotne jest zadbanie o to, aby skopiowane pliki znajdowały się w innej strefie pożarowej niż dane oryginalne. Dobrym rozwiązaniem jest także  przechowywanie ich w sejfie ogniotrwałym – mówi Marcin Kujawa Inżynier ds. bezpieczeństwa informacji, Fundacja Wiedza to Bezpieczeństwo.

Inne rozwiązania:

  1. Synchronizacja środowiska do zdalnej lokalizacji DRC (Disaster Recovery Center)

Na tę opcję mogą sobie pozwolić tylko firmy dysponujące dużym budżetem. System stosuje replikę synchroniczną w obu centrach jednocześnie, z niewielkim opóźnieniem, w zależności od przepustowości łącza oraz ilości danych. Wymagane jest stworzenie i utrzymanie infrastruktury serwerowej w innej lokalizacji lub innej strefie pożarowej.
Systemy danych w centrach mogą praktycznie na bieżąco wymieniać się informacjami.

  1. Chmury

Dynamiczny rozwój Internetu na przestrzeni ostatnich lat doprowadził do tego, że większość z nas ma do niego nieograniczony dostęp w wersji szerokopasmowej. Wykorzystują to firmy z branży IT, które tworzą centra danych, znajdujące się w różnych lokalizacjach geograficznych, pracujących 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Stworzenie back-upu w chmurze nie jest skomplikowanym procesem. Jednak wielu przedsiębiorców nadal nie jest przekonanych do tego rozwiązania, bowiem mimo zapewnień usługodawców, nie mają pewności kto ma dostęp do ich danych, gdzie znajdują się serwery obliczeniowe oraz w jaki sposób są zabezpieczone.

Decydując się na skorzystanie z tego rozwiązania warto pamiętać o zaszyfrowaniu danych, tak aby zminimalizować ryzyko, że skorzysta z nich osoba niepowołana.

Podczas zawierania umów z firmami świadczącymi usługi chmurowe należy zwrócić uwagę na zabezpieczenie formalno-prawne. W umowie powinny znaleźć się zapisy dotyczące powierzenia przetwarzania danych osobowych oraz dotyczące poufności danych. Usługodawca powinien zadeklarować pisemnie, gdzie położona jest serwerownia. Jest to bardzo ważne dla wszystkich europejskich firm, ponieważ jeśli dane będą przetwarzane poza Europejskim Obszarem Gospodarczym, to wymagana jest także zgoda GIODO. Dodatkowo umowa powinna zawierać opis zabezpieczeń teleinformatycznych. Po wprowadzeniu unijnych przepisów o ochronie danych osobowych każde przedsiębiorstwo będzie zobligowane do prowadzenia rejestrów czynności przetwarzania. Będą one musiały potwierdzać stosowanie polityki back-upu poprzez ich opisanie, a także udostępniać je w ramach kontroli.

Podsumowanie

Na sam koniec warto zaznaczyć, że wszystkie istniejące sposoby na stworzenie back-upu nie dają nam stu procentowej pewności, że nasze dane będą w pełni bezpieczne. Zawsze może wyniknąć jakaś nieprzewidziana sytuacja, która wpłynie na ich utratę. Nie zmienia to jednak faktu, że musimy wykorzystywać wszystkie znane nam środki do tego by zminimalizować ryzyko i chronić nasze cenne informacje.

Minister energii chce mieć za dużo uprawnień

Propozycje Ministerstwa Energii ograniczą funkcjonowanie przedsiębiorstw zajmujących się dystrybucją energii elektrycznej. Będą one miały kłopoty w dysponowaniu majątkiem sieciowym, co utrudni budowę i modernizację sieci, przedłużanie procesu przyłączania nowych odbiorców, wytwórców itp. Nowe regulacje zwiększą obciążenia administracyjne firm – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając projekt ustawy.

Takie rozwiązania wprowadzić ma projekt ustawy o szczególnych uprawnieniach ministra właściwego do spraw energii oraz ich wykonywaniu w niektórych spółkach kapitałowych lub grupach kapitałowych prowadzących działalność w sektorach energii elektrycznej, ropy naftowej oraz paliw gazowych oraz ustawy o zarządzaniu kryzysowym.

Mają zostać rozszerzone uprawnienia ministra energii w spółkach kapitałowych m.in. prowadzących działalność w sektorach energii elektrycznej, których mienie zostało ujawnione w jednolitym wykazie obiektów, instalacji, urządzeń i usług wchodzących w skład tzw. infrastruktury krytycznej.

W ocenie Konfederacji Lewiatan infrastruktura służąca do dystrybucji energii elektrycznej („sieć dystrybucyjna”) nie jest i nie powinna być tzw. infrastrukturą krytyczną w rozumieniu projektu ustawy. Zakwalifikowanie do takiej kategorii wiąże się z szeregiem ograniczeń i utrudnień w funkcjonowaniu przedsiębiorstw dystrybucyjnych (Operatorów Systemów Dystrybucyjnych).

– O ile uzasadnione jest objęcie ustawą infrastruktury służącej do wytwarzania albo przesyłania energii elektrycznej (sieć przesyłowa: sieć wysokiego i najwyższego napięcia), o tyle w przypadku sieci dystrybucyjnych (sieć średniego i niskiego napięcia) jest to złe rozwiązanie. Nowe przepisy ograniczą bowiem Operatorów Systemów Dystrybucyjnych w dysponowaniu majątkiem sieciowym, utrudniając realizację zadań ustawowych i wynikających z koncesji, takich jak budowa i modernizacja sieci, utrudnienia w usuwaniu kolizji, utrudnienia lub przedłużenie procesu przyłączania nowych odbiorców, wytwórców itp. – ostrzega Dominik Gajewski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Propozycje Ministerstwa Energii to dodatkowe obciążenia administracyjne przedsiębiorstw dystrybucyjnych, oprócz już istniejących, związanych z realizacją zadań na rzecz obronności.

– To również konieczność tworzenia u przedsiębiorstw dystrybucyjnych pełnomocnika do spraw ochrony infrastruktury krytycznej oraz szereg nowych obowiązków sprawozdawczych – dodaje Dominik Gajewski.

Szansa na wzrost inwestycji firm w innowacje

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Przedsiębiorstwa działające w Polsce, z wydatkami na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe na poziomie 0,47 proc. PKB, plasują się na 20 miejscu w UE28. W 2015 r. nakłady firm na B+R w UE28 wyniosły 1,3 proc. PKB, czyli prawie 3 razy więcej niż w Polsce. Najmniej w UE na B+R wydawały firmy na Cyprze (0,08 proc. PKB) i firmy łotewskie (0,15 proc. PKB). Najwięcej – firmy szwedzkie (2,27 proc. PKB), austriackie (2,18 proc. PKB), niemieckie (1,95 proc. PKB) i fińskie (1,94 proc. PKB).

W porównaniu z liderami mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Ale i tak, od wejścia Polski do UE w 2004 r. nasze firmy co roku coraz więcej inwestują w B+R. W 2004 r. ich nakłady na B+R wyniosły 0,16 proc. PKB, dzisiaj jest to 3-krotnie więcej (0,47 proc. PKB). Większość tego wzrostu to zasługa funduszy unijnych, które wspierały firmy w ich decyzjach dotyczących inwestycji w działalność badawczo-rozwojową, a także inwestycji w B+R firm z kapitałem zagranicznym. Bez tych dwóch czynników zapewne nasze związki z innowacjami byłyby dużo słabsze niż są. Jednak fundusze unijne będą wspierać inwestycje firm w innowacje i B+R do 2020 r. (2022 r. uwzględniając okres ich rozliczania). Co do przyszłości (nowa perspektywa finansowa UE), można zakładać, że pieniędzy europejskich będzie mniej i na pewno będą znacznie trudniej dostępne.

Dlatego tak ważne było stworzenie rozwiązań krajowych, które tworzyłyby środowisko sprzyjające inwestycjom w innowacje i B+R. Przyjęta przez Radę Ministrów ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej jest bardzo ważnym elementem tego środowiska. Rozwiązania w niej zawarte na pewno zwiększą zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami w B+R. Przede wszystkim wzrosnąć mają bowiem odliczenia z tytułu ulgi na B+R do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, niezależnie od wielkości firmy (dzisiaj obowiązuje ulga w wysokości 50% kosztów osobowych dla wszystkich firm oraz 50 proc. pozostałych kosztów kwalifikowanych dla MŚP, a 30 proc. dla dużych firm). Rozszerzeniu ma ulec także katalog kosztów kwalifikowanych, m.in. o należności z tytułu umów cywilno-prawnych, czy koszty nabycia sprzętu specjalistycznego. Prawo do ulgi na B+R będą miały także firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (ale od działalności B+R prowadzonej poza SSE). Projekt ustawy proponuje także zniesienie podwójnego opodatkowania funduszy kapitałowych w latach 2018-2023. Tu trochę dziegciu – szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się w tym przypadku na trwałe rozwiązanie problemu podwójnego opodatkowania inwestorów wspierających projekty B+R+I poprzez fundusze kapitałowe. Kiedyś trzeba będzie to zrobić, może warto było zacząć już przy tej ustawie.

Przede wszystkim jednak bardzo brakuje w projekcie ustawy tzw. innovation box,czyli obniżonej stawki podatku dochodowego albo zwolnienia podatkowego od dochodów ze sprzedaży praw własności intelektualnej (IP). Większość krajów UE takie rozwiązanie już ma (np. Węgry opodatkowują takie dochody stawką w wysokości 4,5 proc.). Bez tego trudno będzie zachęcać firmy do lokowania w Polsce na stałe działalności badawczo-rozwojowej. Szkoda. Tym bardziej, że cel, który postawiła sobie Polska, to 1,7 proc. wydatków na B+R w relacji do PKB do 2020 r. Zostało nam jeszcze 3 lata do jego realizacji. Gdyby nakłady na B+R rosły w Polsce w latach 2017-2020 w takim tempie jak w latach 2012-2015 (wzrost z 0,88 proc. PKB do 1 proc. PKB), to w 2020 r. osiągniemy poziom 1,15 proc. PKB, a nie 1,7 proc. Mało. Tym bardziej, że świat się cyfryzuje, robotyzuje, dzięki nowym technologiom informatycznym dynamicznie rozwija się gospodarka współdzielenia. Te zmiany nie pozostawiają pola manewru. Musimy inwestować w innowacje i B+R. Dlatego cieszy, że tak Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak i Ministerstwo Finansów i Rozwoju świetnie to rozumieją, na co wskazuje przygotowany projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej. I prosimy o dalszą, jeszcze większą odwagę w otwieraniu się na B+R+I.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Duży wzrost wykorzystania Internetu mobilnego w Polsce

W Polsce rośnie zużycie transferu  danych na urządzeniach mobilnych. Jesteśmy już na szóstym miejscu w Unii Europejskiej. To ważny trend, który w najbliższych latach wprowadzi jeszcze większe zmiany do usług oferowanych klientom komentuje Grażyna Piotrowska–Oliwa, Prezes Virgin Mobile Polska.

Polska znajduje się na szóstym miejscu pod względem korzystania z Internetu mobilnego – wynika z danych UKE zawartych w najnowszym raporcie NIK „Gospodarowanie częstotliwościami przeznaczonymi dla telekomunikacji, radiofonii i telewizji”. Na czele znalazła się Finlandia, Dania i Szwecja, a za nami takie kraje jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy.

Raport wskazuje, że penetracja Internetu na urządzeniach mobilnych w Polsce wyniosła 114,56% i jest wyższa od średniej w UE, która wynosi 83,90%. Oznacza to, że statystyczny Polak dysponuje więcej niż jednym urządzeniem mobilnym z kartą SIM zapewniającym dostęp do Internetu. Urządzenia oprócz wykonywania połączeń telefonicznych służą nam do korzystania z komunikatorów, aplikacji przeglądania stron internetowych i coraz częściej do robienia zakupów. Wzrost użycia danych związany jest też z konsumpcją wideo. Raport Online Video Forecasts 2017 wskazuje, że czas oglądania video na smartfonach i tabletach wzrośnie w tym roku o 35%, do 28,8 minut dziennie.

Z danych Virgin Mobile wynika, że od stycznia do końca sierpnia 2017 roku zużycie transferu danych wzrosło o 56%. Jest to efekt dostępu do szybszego Internetu oraz sporych pakietów danych udostępnych klientom, często po niższych cenach. Dla porównania: w Polsce za usługi telekomunikacyjne płacimy średnio sześć, w Czechach dziewięć, a na Słowacji trzynaście euro. To pokazuje, jak bardzo komfortową sytuację mają polscy konsumenci– mówi Grażyna Piotrowska – Oliwa, Prezes Virgin Mobile Polska.

Trend ten będzie kontynuowany i spowoduje rozwój oferty operatorów z korzyścią dla klientów. Większe pakiety danych, a co za tym idzie coraz częstsze korzystanie z Internetu na urządzeniach mobilnych, tworzą nowe możliwości także dla wszystkich podmiotów oferujących usługi za pośrednictwem sieci. Już dziś firmy oferujące mobilny dostęp do treści wideo planują wprowadzenie formatów w jakości 4K. Z lepszego dostępu do sieci korzystać będą również twórcy usług opartych o Internet Rzeczy – dodaje Prezes Virgin Mobile Polska.

Wspomniany raport podaje również, że do 2020 roku 80% mieszkańców będzie korzystało z Internetu, najwięcej oczywiście w miastach. Na wsi również prognozowany jest wzrost. Z sieci będzie tu korzystać 73% mężczyzn i 69% kobiet. Dla operatorów telefonii komórkowej dane te są optymistyczne, ale stanowią również wyzwanie w zakresie obsługi klientów oraz zapewnieniu odpowiedniej wydajności technologicznej.

Energetyka w centrum uwagi

Środową niemoc dolara skutecznie wykorzystały waluty państw Emerging Markets, którym przewodzi odrabiająca straty lira turecka (1,3 proc.). Nieco skromniejszą skalę umocnienia ma za sobą polski złoty (0,9 proc.) notujący najsilniejsze umocnienie względem euro od 6 grudnia. W trakcie najbliższych minut zmienność na rynku walutowym może skutecznie podbić publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC. Na pierwszym planie minutek powinna znaleźć się dyskusja dotycząca rozczarowującej presji cenowej w amerykańskiej gospodarce.

Lekkie podbicie zmienności szwedzkiej korony zapewniły wystąpienia przedstawicielek Riksbanku – Cecilii Skingsley oraz Kerstin af Jochnick. Ich dzisiejsze wystąpienia nie stały pod znakiem gwałtownych zwrotów w prowadzonej retoryce. Jochnick, pełniąca funkcję pierwszej wiceprzewodniczącej, z entuzjazmem przyjmuje dane napływające ze szwedzkiej gospodarki. Stwierdza ona wyraźną poprawę trendów inflacyjnych oraz silniejszą dynamikę składowych PKB. Jej zdaniem potencjalna podwyżka stóp procentowych powinna wiązać się z ustabilizowanymi tendencjami w zakresie presji cenowej czy bardziej pokaźnymi przyrostami produkcji. Na koniec dnia korona notuje 0,2 proc. aprecjację, ustępując między innymi norweskiemu odpowiednikowi (0,3 proc.) oraz euro (0,3 proc.) wypychającemu kurs EUR/USD w okolice poziom 1,1850.

Na podtrzymanie gołębiego stanowiska zdecydował się Charles Evans, przedstawiciel Fed z Nowego Jorku, który wyraził swoje rozczarowanie dynamiką amerykańskich wynagrodzeń. Evans pozostaje dość optymistycznie nastawiony do poprawy tendencji w powyższym zakresie. Co więcej, Evans poruszył zagadnienia związane ze wzrostem gospodarczym, który pozostaje pod presją czynników przejściowych. Jego słowa nie wpłynęły na siłę dolara. W koszyku G10 obecnie wyższość amerykańskiej waluty uznaje australijski dolar, który próbuje ustabilizować swoje notowania przy poziomie z wczorajszego zamknięcia.
W danych z amerykańskiej gospodarki uwagę inwestorów próbowały zwrócić sierpniowe szacunki liczby otwartych procesów rekrutacyjnych, które uplasowały się poniżej mediany rynkowych oczekiwań (6 082 tys., konsensus: 6 135 tys.). Na nieco dalszym planie znalazła się rewizja prognoz Departamentu Energii USA, który spodziewa się utrzymania średniej ceny baryłki ropy WTI na poziomie 50,57 USD.

Najbardziej pozytywnymi nastrojami na europejskich parkietach mogły popisać się spółki z sektora energetycznego, które zyskują po doniesieniach w sprawie niedostatecznych standardów francuskich elektrowni atomowych w zakresie grubości wykorzystywanych rurociągów. Wzrostom indeksów FTSE MIB (1,0 proc.) oraz IBEX 35 (1,3 proc.) przeciwstawiały się CAC 40 (0,0 proc.) oraz FTSE 100 (-0,1 proc.), które walczyły o utrzymanie poziomów z wczorajszego zamknięcia.

Euforię na rodzimym rynku uzupełniała wypowiedź Krzysztofa Tchórzewskiego, ministra energii w gabinecie Beaty Szydło, napawająca optymizmem w zakresie uzyskania przez Polskę derogacje w kwestii wymagań ogólnych oraz rynku mocy. Przy Książęcej niekwestionowanym liderem pozostała Energa, która ze zwyżką rzędu 7,9 proc. odskoczyła PGE (4,2 proc.) informującemu o nieplanowanej przerwie w dostawie prądu z elektrowni Turów. Zakres dzisiejszej zwyżki indeksu WIG 20 (1,4 proc.) usilnie próbowały ograniczyć walory CCC (-1,9 proc.) będące na fali realizacji ostatnich zysków.

Na szczycie frankfurckiej giełdy znalazło się RWE (3,4 proc.) oraz E.ON (2,9 proc.). Najsilniej rosnącym komponentom indeksu DAX (0,2 proc.) pomogły negocjacje związku zawodowego IG BCE, który obawia się przetransferowania środków w stronę odnawialnych źródeł energii. Swoje wzrosty kontynuuje ThyssenKrupp (2,0 proc.) mający perspektywę wymazania sześciu spadkowych sesji. Listę komponentów zamknął BASF, który ze zniżką rzędu 0,8 proc. odskoczył Adidasowi (-0,5 proc.) oraz Linde (-0,4 proc.).

W gronie metali najbardziej udaną sesję notuje pallad. Jego 2,5 proc. zwyżka okrywa cieniem zdecydowanie skromniejsze ruchy w wykonaniu metali szlachetnych – w tym złota (-0,2 proc.) oraz srebra (-0,2 proc.). Na rynku płodów rolnych obserwuje się dość silne przetasowania. Miano niekwestionowanego lidera zdobyły grudniowe kontrakty na kakao, które na przestrzeni dnia podrożały 3,2 proc. Podobną skalę ruchu, aczkolwiek ku niższym poziomom, ma za sobą taniejąca 3,3 proc. kawa. Na rynku ropy obserwuje się względną stabilizację notowań. Obecnie baryłka West Texas Intermediate wraca do poziomu 51,20 USD, notując tym samym ruch rzędu 0,6 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Inwestorzy przestali „ślepo” kupować wszystkie spółki z WIG20

Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI
Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI

Tegoroczna siła blue chipów jest imponująca. Pomimo delikatnych spadków obserwowanych we wrześniu, WIG20 wciąż jest na solidnym plusie. Ostatnio zauważyliśmy jednak istotną zmianę jakościową. Inwestorzy stali się bardziej wybredni. Nie kupują już hurtem wszystkich spółek z WIG20 tylko dlatego, że charakteryzują się wysoką płynnością. Zaczynają coraz uważniej patrzeć na fundamenty – wyniki raportowane przez poszczególne blue chipy oraz perspektywy dla poszczególnych sektorów. Obrazują to notowania z ostatniego miesiąca. Podczas gdy rafinerie i spółki chemiczne były mocne, energetyka i banki już nie.

W najbliższym czasie trzeba się nastawić na bardziej selektywne podejście do inwestowania w WIG20, chociaż w dalszym ciągu przeważają argumenty za wzrostami. Gospodarka jest na fali wznoszącej, a akcje dużych spółek nie są jeszcze drogie. W USA osiągamy kolejne szczyty na giełdowych indeksach. Ostatnio poprawił się także sentyment na giełdach w Europie .

Wybrane „misie” pokażą pazur

Indeks WIG20 od początku roku wciąż prezentuje się znacznie lepiej niż indeksy grupujące średnie i małe spółki. Natomiast już w końcówce roku giełdowe „misie” mogą odzyskać nieco blasku. Sygnał do odbicia powinny dać lepsze wyniki finansowe za trzeci kwartał. Oczywiście ich poprawa będzie dla spółek sporym wyzwaniem – nie tak łatwo w ciągu zaledwie kilku miesięcy uporać się z rosnącymi kosztami pracy czy surowców i zwiększyć zyskowność biznesu. Z rozmów ze spółkami wiemy jednak, że w wielu z nich trwają intensywne prace, które mają dostosować ceny towarów i usług do nowych warunków. Na korzyść mniejszych firm przemawia też stabilizacja kursów walutowych. Z pewnością cieszy ona eksporterów i spółki osiągające przychody w innych walutach,

Odbicie w segmencie średnich i małych spółek powinna dodatkowo wesprzeć gra inwestorów pod tzw. efekt stycznia. W styczniu wielu inwestorów, szczególnie instytucjonalnych, wdraża w życie nowe strategie inwestycyjne i uzupełnia swoje portfele akcjami perspektywicznych spółek. Zwiększony popyt skumulowany w krótkim czasie potrafi wywołać dynamiczne wzrosty cen i giełdowych indeksów.

Jest jeden warunek – spółki będą musiały spełnić swoje obietnice dotyczące zysków i udowodnić, że potrafią się dostosować do trudniejszego otoczenia rynkowego. Trzeba mieć świadomość, że ta sztuka nie uda się wszystkim. Dlatego, podobnie jak w segmencie blue chipów, należy postawić na dokładną selekcję.

Odpowiedzialność kierowcy za rozbicie samochodu CarSharingowego

Wiele osób boi się, że w razie rozbicia samochodu CarSharingowego ze swojej winy poniosą dolegliwe konsekwencje finansowe. Jest to jeden z częstszych powodów, dla których albo nie korzystają z usługi wcale, albo wybierają dostawców, którzy ten udział mają jak najniższy. Żeby rzetelnie ocenić kwestie odpowiedzialności, warto jednak skupić się nie tylko na kwocie kary za uszkodzenie, lecz definicji, czym tak naprawdę ta odpowiedzialność jest i co obejmuje.

Na ten moment porównywać możemy co najmniej kilka regulaminów polskich dostawców CarSharingu. Potencjalny użytkownik czyta je dość pobieżnie i skupia się jedynie na „udziale własnym w szkodzie”, warto jednak nadmienić, że to nie jedyne miejsce, gdzie może być mowa o odpowiedzialności kierowcy i , że poszczególne paragrafy regulaminu mogą się wzajemnie ograniczać i wyłączać.

Na samym początku należy zdefiniować „szkodę ze swojej winy” , czyli spowodowana własnym działaniem, od szkody nie ze swojej winy, kiedy sprwcą jest inny uczestnik ruchu. Jeśli ktoś spowoduje wypadek, gdzie my jesteśmy poszkodowani i nie przyczyniliśmy się do tego, w żadnej ze znanych firm CarSharingowych nie poniesiemy odpowiedzialności. Za zniszczenia zapłaci ubezpieczenie winowajcy. Po naszej stronie będzie leżało wykazanie swojej niewinności.

W przypadku szkód ze swojej winy sytuacja jest bardziej skomplikowana. W regulaminie jednej z firm CarSharingowych czytamy, że „użytkownik ponosi odpowiedzialność za uszkodzenia powstałe z jego winy” , co znaczy tyle, że płaci za wszystkie zniszczenia bez ograniczeń.  W innym punkcie tego samego regulaminu jest mowa o wyłączeniu odpowiedzialności „ w przypadku wypadku lub kolizji”. Do tego paragrafu jest oczywiście wiele wyłączeń, jednak ważniejsze jest, co to jest kolizja i wypadek. W tym regulaminie nie znajdziemy definicji. Jest to więc niedookreślone i w przypadku sporu może być dolegliwe finansowo. Udowodnienie Klientowi odpowiedzialności za uszkodzenie samochodu w tej firmie powoduje więc konieczność zapłaty za koszt naprawy i/lub części, bez ograniczeń  kwotowych, czyli do pełnej wartości zniszczonego samochodu i dodatkowe 35% tej kwoty na konto dostawcy CarSharingu.

W przypadku „błędu lub brawurowej jazdy”, która będzie przyczyną uszkodzenia samochodu użytkownik kolejnej firmy CarSharingowej odpowiada do pełnej wysokości szkody. Chociaż tuż przed tym punktem czytamy, że „uszkodzenie samochodu podlegającego ubezpieczeniu Klient ponosi koszt naprawy samochodu, jednak nie więcej niż 1000 zł”. Mamy więc kolejną sytuację sporną, o której będzie rozstrzygał sąd, a w przypadku niekorzystnej interpretacji będzie nas to sporo kosztować.

Swój regulamin zmienia dziś firma PANEK CarSharing zmniejszając udział własny w szkodzie z 4 000 do 2000 zł. Jest to maksymalna karą jaką można otrzymać za zniszczenie samochodu. W przypadku, kiedy szkoda powstała z winy Klienta zapłaci on kwotę odpowiadającą wartości zniszczeń wg wyceny „renomowanego i powszechnie znanego systemu wyceny kosztów naprawy” ale nie więcej niż 2 000 zł. Znaczy to tyle, że nawet w przypadku zniszczenia całego samochodu, Klient zapłaci jedynie 2 000 zł. Jest to taka sama kwota jak w przypadku zniszczenia roweru miejskiego.

„Regulaminy należy czytać z uwagą. Widzimy, że nasi Klienci robią to faktycznie rzetelnie, analizują jego punkty, zadają pytania, zgłaszają uwagi. Między innymi z tego powodu zdecydowaliśmy się na wprowadzenie zmian. Obniżyliśmy udział własny i znieśliśmy minimalny czas posiadania prawa jazdy, który wcześniej wynosił 1 rok. Zmniejszenie odpowiedzialności do 2 000 zł jest ukłonem w stronę Klientów, co do zasady kara miała powodować, że nasi Klienci będą jeździć ostrożniej. Ilość szkód przekłada się przecież na cenę usługi w następnym roku. Ponieważ jednak wiele osób zgłosiło, że ta kwota jest duża, zmniejszyliśmy ją pozostawiając zasadę, że jest to maksymalny próg obciążenia”- dodaje Katarzyna Panek , rzecznik PANEK S.A.

Wszystkie powyższe zasady dotyczące odpowiedzialności nie obejmują jednak przypadków rażącego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez użytkownika, na przykład jazdy pod wpływem alkoholu, środków odurzających. Są to jednak przypadki, które nie powinny powodować nieporozumień interpretacyjnych i są w pełni uzasadnione i powinny rodzić pełną odpowiedzialność finansową.

Katalonia hamuje swoje zapędy niepodległościowe

Inwestorzy ponownie zwątpili w reformę podatków w USA. Efektem wyprzedaż dolara na rynkach. Konflikt w partii republikańskiej między Trumpem a Corkerem zasiewa znów niepewność. Katalonia jednak chce rozmawiać i porzuca na jakiś czas desperackie plany oderwania się od Hiszpanii.

A jednak odwrót

Wczorajszy dzień minął pod znakiem wyprzedaży dolara amerykańskiego na szerokim rynku. I to w momencie, gdy wydawało się, że amerykańska waluta łapie wiatr w żagle i np. na głównej parze walutowej świata trend wzrostowy może się odwrócić. Tak się jednak nie dzieje, a wszystko przez politykę.

Znów ten Trump i zdolność do wchodzenia w konflikty

Zdecydowanie uwydatniła się słaba pozycja prezydenta Trumpa w sprawie reformy podatkowej w USA, która miała przynieść większy wzrost gospodarczy. Chodzi o spór prezydenta USA z republikańskim senatorem Bobem Corkerem. Co gorsza pomysły Trumpa nie zawsze uzyskują poparcie w jego partii. Trzeba też dodać, że przewaga partii rządzącej w senacie jest znikoma, więc taki konflikt zasiewa kolejne ziarno niepewności. To kolejny sygnał z USA, że reforma podatków – tak szumnie zapowiadana – wciąż stoi pod znakiem zapytania.

Inwestorzy nie do końca wierzyli w ogłoszenie niepodległości

Z pewnością na wzrosty EUR/USD i złamanie poziomu 1,18 miały wpływ wydarzenia w Katalonii. Inwestorzy nie bardzo wierzyli, że władze Katalonii mogą już wczoraj ogłosić niepodległość. Można to było zaobserwować po wzrostach EUR/CHF, co wskazywało, że ucieczki kapitału do bezpiecznej przystani, a zatem i nerwowości, nie ma na rynkach. Lider katalończyków poprosił Madryt o rozmowy i negocjacje w tej trudnej sprawie. Wydaje się więc, że ambicje niepodległościowe można “zamieść pod dywan”. A jedyne, co ten region może uzyskać, to są kolejne ustępstwa ze strony Madrytu na rzecz Barcelony.

Lokomotywa europejskiej gospodarki

Bez wątpienia europejska waluta dostała też solidne wsparcie ze strony danych z niemieckiej gospodarki. Dość mocno przekroczyła prognozy publikacja wyników handlu zagranicznego. Nadwyżka w handlu była najwyższa od roku, a jest to zasługa przede wszystkim zwiększenia eksportu. Również nadspodziewanie dobrze zachowuje się niemiecki przemysł, kolejne pozytywne wskaźniki ekonomiczne wpływają na lepsze wyniki całej strefy euro.

Złotówka i poprawa nastrojów

Polska waluta wczoraj miała całkiem udany dzień. Była to zasługa głównie czynników zewnętrznych, takich jak słabnący dolar na szerokim rynku czy dość zachowawcza decyzja władz Katalonii o nie ogłaszaniu niepodległości, a powrocie do rozmów. W efekcie EUR/PLN powrócił poniżej 4,30, GBP/PLN poniżej 4,80.

Ciężki dzień pod znakiem zmienności

Dzisiaj kalendarz makro jest bardzo ubogi. W zasadzie rzuca się w oczy tylko komunikat z Fed o 20.00 czyli tzw. minutki. Wrześniowe posiedzenie władz monetarnych USA było dość jastrzębie, stąd i takiego wydźwięku oczekuje się po dzisiejszej publikacji. Zaskoczenia więc może nie być, a co za tym idzie i większej reakcji na amerykańskiej walucie. Dzień więc zapowiada się na wyjątkowo spokojny, a większej zmienności trudno się spodziewać.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kurs funa najniżej od miesiąca, ale 5 zł wciąż realne

Kurs funta spadł w środę do 4,77 zł i tym samym był on najtańszy od prawie miesiąca. W krótkim terminie spadki mogą być kontynuowane, ale jeszcze w tym roku notowania GBP/PLN powinny wrócić do poziomu 5 zł.

Trwa zła passa brytyjskiej walut. Funt, za którego jeszcze pod koniec września, po miesięcznym rajdzie w górę o 36 gr, płacono prawie 4,94 zł, dziś tanieje o ponad 2 gr i spada w okolice 4,77 zł. To nie tylko 9. spadek na 10 dni sesyjnych, ale też i najniższy kurs od prawie miesiące. I jak się wydaje to prawdopodobnie jeszcze nie koniec spadków. Aczkolwiek w perspektywie miesiąca należy się liczyć nie tylko z powrotem w okolice wrześniowych maksimów, ale nawet z atakiem na psychologiczny poziom 5 zł.

Od 28 września funt potaniał o 17 gr. Początkowo zniżka ta była zwykłą korektą wcześniejszego rajdu w górę o 36 gr, którą dodatkowo pogłębiał powrót obaw o konsekwencje brexitu dla brytyjskiej gospodarki, kilka gorszych raportów makroekonomicznych (m.in. słabszy od prognoz wzrost brytyjskiego PKB w II kwartale, spadek indeksu PMI dla przemysłu), a także niepewność polityczna wokół osoby premier May. Obecnie zaś kurs GBP/PLN w dół ściąga umacniający się do głównych walut złoty.

Obserwowana obecnie poprawa sentymentu do złotego, a także innych walut regionu (m.in. węgierskiego forinta), dobre nastroje na rynkach globalnych, a także krótkoterminowa tendencja spadkowa na GBP/PLN, każą spodziewać się jeszcze niższego kursu funta. Realne jest zejście do 4,7570 zł, czyli do połowy impulsu wzrostowego z okresu 28 sierpnia – 28 września br.

Przyszły tydzień może przynieść odwrócenie tendencji spadkowej na GBP/PLN. Notowania funta powinny wówczas znaleźć wsparcie ze strony licznie publikowanych danych z brytyjskiej gospodarki. Danych, które przypomną inwestorom o perspektywie listopadowej podwyżki stóp procentowych przez Bank Anglii.

Publikacja makroekonomiczne z Wielkiej Brytanii w okresie 11-22.10.2017

  • 17.10: Inflacja CPI (wrzesień)
  • 17.10: Inflacja PPI (wrzesień)
  • 18.10 Stopa bezrobocia (sierpień)
  • 18.10: Wynagrodzenia (sierpień)
  • 18.10 Zasiłki dla bezrobotnych (wrzesień)
  • 19.10 Sprzedaż detaliczna (wrzesień)

Utrzymująca się wysoka inflacja na Wyspach, przy jednocześnie dobrych danych płynących z tamtejszej gospodarki, powinno już w listopadzie zaowocować pierwszą od lat podwyżką stóp procentowych przez Bank Anglii. Zważywszy, że jednocześnie  Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie spieszy się z podwyżkami stóp w Polsce, więc będzie to w średnim terminie wypychać notowania funta w górę. Najpierw w kierunku maksimum z poprzedniego miesiąca (4,9389 zł), a następnie ku poziomowi 5 zł.

Głównym ryzykiem dla takiego scenariusza są roszady na szczytach brytyjskiej polityki. Osiągnięcie poziomu 5 zł mogłoby też opóźnić podwyższenie jeszcze w październiku przez agencję S&P ratingu Polski, a całkowicie go wykluczy zmiana retoryki RPP na bardziej „jastrzębią”.

O godzinie 14:30 kurs GBP/PLN testował poziom 4,7738 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Analiza techniczna USDJPY oraz WIG20

Notowania USDJPY osiągnęły swój szczyt w czerwcu 2015 roku, po tym znalazły się w mocnym trendzie spadkowym trwającym ponad 54 tygodnie. Po tym nastąpił nagły zwrot, Donald Trump został wybrany na nową głowę Stanów Zjednoczonych, w niespełna kilka tygodni notowania USDJPY z poziomu 101 poszybowały na 118. Od tamtej pory poruszamy się w kanale spadkowym, a także poniżej długoterminowej linii trendu.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Notowania pary walutowej USDJPY znalazły się w okolicy górnej bandy kanału spadkowego. Ponadto oscylator stochastyczny wskazuje na mocne wykupienie dolara amerykańskiego. Sumując obydwa czynniki mamy większe prawdopodobieństwo wyprzedaży pary walutowej USDJPY. Dodatkowo poprzednią tygodniową świecę można odczytać jako formację Pin Bara.

Spread rentowności amerykańskich i japońskich

Kluczem do dalszego prognozowania kursu pary walutowej USDJPY jest zachowanie rentowości obligacji amerykańskich oraz japońskich. Polityka banku centralnego Japonii zakłada kontrolowanie 10-letnich obligacji w okolica 0. Z tego powodu czynnikiem decydującym o dalszym losie kursu USDJPY jest rentowność amerykańskich obligacji. Jeżeli rośnie, to notowania USDJPY idą na północ i odwrotnie.

Spread 10-letnich obligacji amerykańskich i japońskich

Spread 10-letnich obligacji amerykańskich i japońskich

Źródło: Bloomberg

WIG 20 – czy przebijemy magiczne 2640 punktów?

Notowania polskiego indeksu WIG 20 znalazły się w bardzo kluczowym miejscu, a dokładniej w tym samym, co w 205 roku. Od 2012 do 2015 roku notowania indeksu znalazły się w szerokiej konsolidacji. Każdy czekał na mocne wybicie górą, a tu niespodzianka – indeks został mocno wyprzedany, ale obecny stan nie trwał zbyt długo. Po mocnej wyprzedaży przyszła jeszcze mocniejsza kontra kupujących, która zniwelowała całe wcześniejsze spadki. Ale co teraz?

Notowania WIG20, interwał miesięczny

Notowania WIG20, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Zobaczmy co nam mówi sezonowość na temat stóp zwrotu w poszczególnych miesiącach. Od 2003 do 2016 roku średnia stopa zwrotu w październiku jest dodatnia. Ponadto w ciągu ostatnich 13 lat w miesiącu październik ujemną stopę zwrotu zobaczyliśmy jedynie w 5 przypadkach. Z kolei listopad nie jest już tak przyjazny dla polskich inwestorów, bowiem średnia stopa zwrotu z tego miesiąca jest ujemna. Idąc dalej, grudzień uważany jest za miesiąc związany z rajdem świętego Mikołaja, średnia stopa zwrotu jest pozytywna.

Sezonowość na indeksie WIG20

Sezonowość na indeksie WIG20

Źródło: Bloomberg

Reasumując, jest duża szansa na przebicie wspomnianego wsparcia, aczkolwiek sezonowość nie jest jedynym aspektem, który powinniśmy rozpatrywać przy tak mocnym oporze.

Dział Analiz Admiral Markets

Utrata pracy nam niestraszna

Szef mnie zwolni? Nie ma powodów do lęku – odpowiadają najczęściej Polacy. Ponad 3/4 ankietowanych nie boi się utraty pracy, 16% deklaruje umiarkowaną obawę, a jedynie 7% odczuwa duży lęk – pokazują wyniki badania „Monitor Rynku Pracy”.

Zaledwie 23% ankietowanych Polaków obawia się utraty dotychczasowego stanowiska. Jednocześnie rzadziej niż do niedawna respondenci mówią o zmianach zawodowych w ich życiu. Jeśli już się takie pojawiają, to z własnej inicjatywy i dlatego, że oferta nowego pracodawcy była lepsza. Już co drugi badany Polak podaje właśnie taki powód rotacji.
Co piąty badany zmienił w ostatnim kwartale pracę. Tak niskiego poziomu rotacji na rynku pracy nie notowaliśmy w badaniu od blisko 4 lat. W stosunku do poprzedniego kwartału ten odsetek zmniejszył się o 7 p.p. – był to największy spadek w historii Monitora Rynku Pracy.

Dotychczas Polska przodowała w Europie pod względem rotacji. W najnowszej edycji badania, po raz pierwszy od czterech lat, wskaźnik rotacji był niższy niż europejska średnia. Najczęściej pracę zmieniali w ostatnim czasie Francuzi (23%), Brytyjczycy (22%) i Szwajcarzy (22%), najrzadziej – mieszkańcy Luksemburga (8%), Austrii (13%) i Danii (16%).

Od czterech lat jako główny powód rotacji Polacy wskazują lepsze warunki pracy w nowym miejscu zatrudnienia. Od tego też czasu dynamicznie maleje odsetek osób, które pracę zmieniły ze względu na zmiany struktury firmy, co na ogół ma związek ze zwolnieniem.

W najnowszym badaniu co drugi pracownik deklarował, że o zmianie pracy zdecydowała lepsza oferta – jest to najwyższy wynik w historii. Jeszcze cztery lata temu deklarowało tak 30% respondentów. Na osobiste pragnienie zmiany w najnowszej edycji wskazało 29% ankietowanych, a zmiana struktury firmy była powodem rotacji dla 14% uczestników badania (dla porównania cztery lata temu, gdy był to dominujący czynnik, odsetek ten sięgał 30%).

– W wynikach badania widać najdobitniej odwrócenie ról. Pracownik coraz śmielej bierze swoją karierę we własne ręce i podejmuje świadome decyzje, kierując się swoim interesem. Jest coraz bardziej aktywnym uczestnikiem rynku pracy – negocjuje warunki, szuka miejsca pracy, w którym otrzyma coś więcej. Baczniej też obserwuje propozycje pracodawców, bo nie musi już korzystać z pierwszej lepszej. – wyjaśnia Monika Hryniszyn, Członek Zarządu i Dyrektor Personalna w Randstad Polska. Jak dodaje, efektem jest coraz większa liczba pracowników, którzy przekonali się o tym, że taka postawa procentuje. Potwierdza to też wyhamowanie rotacji na rynku pracy – wielu kandydatów już trafiło do firmy, która zaproponowała im dobre warunki.

Od trzech edycji badania maleje liczba respondentów, którzy poszukują nowego zatrudnienia. W tej kategorii notujemy najniższy wynik od wielu lat. Aktywnie nowej pracy szuka 9% ankietowanych, rozgląda się za nowym zajęciem 18% uczestników badania.

W siedmioletniej historii badania Monitor Rynku Pracy jeszcze nigdy Polacy tak rzadko nie przejawiali obaw o utratę pracy. Ponad 3/4 ankietowanych w ogóle nie dostrzega takiego ryzyka, 16% deklaruje umiarkowaną obawę, a 7% – odczuwa duży lęk. Grupą wiekową, która najbardziej boi się utraty pracy są ludzie w wieku od 18 do 24 lat (39%, w tym 13% czuje się silną obawę).

– Pracodawcy muszą przykładać większa troskę do jakości zatrudnienia, bo to chęć poprawy warunków pracy i płacy będzie dominującym powodem zmiany pracodawcy. Względna równowaga na rynku pracy wpływa ogólnie na większe poczucie bezpieczeństwa pracowników. Dzisiejsi pracownicy są bardziej świadomi swojej kariery zawodowej i lepiej ją planują, są nastawieni na podnoszenie kwalifikacji i rozwój zawodowy, a to dobrze wróży polskiemu rynkowi pracy na przyszłość – ocenia prof. dr hab. Jacek Męcina, dyrektor Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego i doradca Konfederacji Lewiatan.

Kolejny raz z rzędu z wynikiem 76% Polacy zajmują miejsce w europejskiej czołówce najbardziej usatysfakcjonowanych pracowników. Tradycyjnie wyprzedzają nas kraje nordyckie – w tym kwartale Dania (83%) i Norwegia (78%). Co ważniejsze, wyniki w Polsce nie różnią się znacząco w zależności od płci czy wieku. Bardziej zadowoleni z pracy są mężczyźni (76%) niż kobiety (74%). Najczęściej satysfakcję zawodową deklarują osoby w wieku od 25 do 34 lat (79%), najrzadziej – respondenci w wieku od 45 do 54 lat (71%). Europejska średnia sięga 70%, a najmniej satysfakcji z pracy czerpią Włosi (65%), Grecy (63%) i Węgrzy (58%).