Od września służby ratunkowe na Bałtyku mają ograniczone możliwości. Pilnie potrzebne są nowe śmigłowce do prowadzenia akcji ratunkowych na morzu

Od września służby ratunkowe na Bałtyku mają ograniczone możliwości. Pilnie potrzebne są nowe śmigłowce do prowadzenia akcji ratunkowych na morzu 1

Marynarka Wojenna od września korzysta tylko z jednego punktu stacjonowania dla śmigłowców ratujących życie. W dwóch pozostałych bazach nie ma dyżurów alarmowych ze względu na konieczność przeglądu technicznego i remontu dwóch ciężkich śmigłowców. Dlatego możliwości służb ratowniczych są bardzo ograniczone. Zapewnienie bezpieczeństwa żeglarzom, rybakom i turystom wypoczywającym nad Bałtykiem wymaga zakupu nowych śmigłowców, dostosowanych do ratowania życia i prowadzenia akcji w trudnych warunkach meteorologicznych.

– Aby zwiększyć możliwości ratownicze i zapewnić bezpieczeństwo na naszych wodach terytorialnych, trzeba wyposażyć naszą armię w śmigłowce, które będą technicznie dostosowane do wykonywania zadań ratowniczych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes kpt. mar. rez. Mirosław Orzeszek ze Szkoły Morskiej w Gdyni.

Problem bezpieczeństwa na Bałtyku od lat pozostaje nierozwiązany. Od września Marynarka Wojenna korzysta tylko z jednego punktu stacjonowania dla śmigłowców ratujących życie. Dwie maszyny (Mi-14PŁ/R), które patrolowały dotąd wybrzeże Bałtyk, przechodzą testy techniczne i prace konserwacyjne. Do eksploatacji wrócą dopiero w przyszłym roku. Oznacza to, że Marynarka nie jest w stanie utrzymać dyżurów alarmowych w bazach w Darłowie i Gdyni Babich-Dołach. Skutkiem wycofania dwóch śmigłowców jest też wydłużony czas dotarcia do żeglarzy czy rybaków, którzy potrzebują pomocy na morzu oraz ograniczona liczba rozbitków, których można zabrać na pokład podczas akcji ratowniczej.

– W mojej ocenie na Wybrzeżu, na naszych 32 tys. mkw. wód terytorialnych, powinniśmy mieć trzy punkty ratownicze: Górki Zachodnie, Darłowo i Dziwnów. To najbardziej optymalna strefa dla zapewnienia bezpieczeństwa na całym obszarze naszych wód terytorialnych, bezpieczeństwa ludzi żeglujących zawodowo oraz sportowo i turystycznie. Może się wydawać, że te 32 tys. mkw. to niewiele i nie potrzeba tak dużych śmigłowców. Jednak ratownictwo morskie, prowadzone z pokładu śmigłowca, to nie tylko nasze wody terytorialne. Z odpowiednim sprzętem moglibyśmy udzielać pomocy w ramach współpracy międzynarodowej innym krajom przynależącym – mówi kpt. mar. rez. Mirosław Orzeszek.

Ograniczone możliwości służb ratowniczych oznaczają, że Polska może nie być w stanie wypełnić swoich zobowiązań, które wynikają z Międzynarodowej Konwencji o poszukiwaniu i ratownictwie morskim. Porozumienie nakłada na Polskę obowiązek utrzymywania sił lotniczych gotowych do ratowania zdrowia i życia w wyznaczonej strefie odpowiedzialności na Bałtyku (tzw. SAR, Search and Rescue).

– Sytuacja, która miała miejsce stosunkowo niedawno, czyli katastrofa Jana Heweliusza, pokazała sprawne działanie służb niemieckich. Natomiast nasze lotnictwo nie wzięło udziału w akcji ratowniczej ze względu na warunki hydrometeorologiczne. Gdybyśmy dysponowali wtedy śmigłowcami we wspomnianym rejonie, na pewno szybko zostałaby przeprowadzona akcja ratunkowa – uważa kpt. mar. rez. Mirosław Orzeszek.

Marynarka Wojenna dysponuje obecnie śmigłowcami średniego zasięgu W3RM. Są to maszyny po modernizacji, których stan techniczny pozwala zapewniać podstawowe bezpieczeństwo na Bałtyku. Jednak zasięg i ładowność, czyli liczba osób, które maszyny są w stanie jednorazowo zabrać na pokład w trakcie akcji ratowniczej, nie są wystarczające i nie spełniają potrzeb służb ratowniczych.

– Na naszych wodach terytorialnych coraz częściej odwiedzanych przez turystów, którzy chętnie przyjeżdżają wypoczywać nad Bałtyk, boimy się przede wszystkim zimna i hipotermii. Bałtyk jest cały rok zimny, więc pomoc musi być natychmiastowa. Na Morzu Bałtyckim są takie miejsca jak platformy wiertnicze, ludzie pracują na morzu, dlatego należy tę pomoc zapewnić w jak najkrótszym czasie – podkreśla kpt. mar. rez. Mirosław Orzeszek.

W końcówce ubiegłego roku Ministerstwo Obrony Narodowej „w ramach pilnej potrzeby operacyjnej” rozpisało przetarg na zakup 16 śmigłowców dla polskiej armii, w tym ośmiu maszyn przeznaczonych do prowadzenia misji ratowniczych na morzu, które mają trafić do Marynarki Wojennej. W postępowaniu, które MON chce zamknąć przed końcem roku, biorą udział Airbus Helicopters (producent Caracali), firma Sikorsky – należąca do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin (producent S70i Black Hawk), oraz należące do Leonardo Helicopters polskie zakłady PZL-Świdnik, w których produkowany jest śmigłowiec AW101.

– Z punktu widzenia ratownika uważam, że śmigłowiec ratowniczy powinien być tworzony z myślą o ratownictwie i przeznaczony wyłącznie do misji poszukiwawczo-ratowniczych. To powinna być duża maszyna, dobrze doposażona, pewna i przygotowana do działań morskich w charakterze ratowniczego statku powietrznego – mówi kpt. mar. rez. Mirosław Orzeszek.

W ocenie ratownika z 30-letnim stażem potrzebom służb ratunkowych najlepiej odpowiadają produkowane w Świdniku śmigłowce AW101, ze względu na ich ładowność, dużą liczbę miejsca i możliwość udzielania poszkodowanym pierwszej pomocy przedmedycznej już na pokładzie maszyny.

– Z tyłu jest bardzo dużo miejsca, można prowadzić reanimację i resuscytację za pomocą wszystkich urządzeń dostępnych w medycynie ratunkowej. Maszyny na wyposażeniu polskiej Marynarki Wojennej, które biorą udział w akcjach ratunkowych, to nie są śmigłowce kolumny sanitarnej. Ich głównym zadaniem jest przyjąć sygnał, odnaleźć rozbitka, podjąć rozbitka z wody lub innego terenu trudno dostępnego, jakim jest platforma wiertnicza, statek czy jacht, i podczas transportu do szpitala lub na lotnisko udzielać pomocy przedmedycznej. Duża kabina ładunkowa w tylnej części pozwala na reanimację, dlatego uważam AW101 za jeden z najlepszych śmigłowców – mówi kpt. mar. rez. Mirosław Orzeszek.

Ubezpieczyciele prześcigają się w innowacyjnych rozwiązaniach. Zmiany na rynku wymuszają nowe pokolenia klientów

Ubezpieczyciele prześcigają się w innowacyjnych rozwiązaniach. Zmiany na rynku wymuszają nowe pokolenia klientów 2

Nowe kanały sprzedaży i obsługi klienta, automatyzacja, nowoczesne aplikacje czy sztuczna inteligencja – to innowacje, na które stawiają ubezpieczyciele, chcąc nadążyć za zmieniającym się rynkiem. Większość wpisała już rozwój innowacyjności do swojej strategii na najbliższe lata. Wymuszają to nowe pokolenia klientów – millenialsów i generacji Z, którzy oczekują prostych, szybkich produktów i innych sposobów komunikacji. Pod względem zaawansowania technologicznego na tle wysokorozwiniętych gospodarek Europy polski sektor ubezpieczeniowy ma się czym pochwalić.

Ubezpieczyciele przygotowują się do sprostania wymaganiom nowego pokolenia millenialsów, którzy nie oczekują bezpośredniego kontaktu z ubezpieczycielem i pracy z agentem. Wykorzystują kanały cyfrowe i w przeciwieństwie do rodziców bardzo często nie mają samochodu czy mieszkania. Myślą o tym, aby mieć ubezpieczone urządzenie mobilne, profil na Facebooku czy wyjazd na wakacje. Te produkty dla młodego pokolenia muszą być dużo prostsze, często ubezpieczające na ograniczony okres – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Pluta, partner zarządzający w Sollers Consulting.

Nowe technologie, rosnące oczekiwania klientów i zmiana pokoleniowa to główne czynniki, które wymuszają na branży ubezpieczeniowej zwrot ku innowacjom. Te dotyczą przede wszystkim współpracy ze start-upami, automatyzacji i robotyki, nowych sposobów sprzedaży polis, wykorzystania sztucznej inteligencji i nowoczesnych aplikacji.

– Innowacje często dotyczą też upraszczania nowych produktów i sposobów pobierania płatności. Ubezpieczyciele potrafią przeprocesować całą sprzedaż polisy automatycznie, bez wykorzystania człowieka czy agenta. Automatyzuje się również proces likwidacji szkód – w przypadku najprostszych szkód klienci mogą otrzymać automatycznie płatność na swoje konto już po kilku dniach, ponieważ system informatyczny potrafi to zrobić sam – mówi Marcin Pluta.

Chcąc nadążyć za rynkiem, sektor ubezpieczeniowy stawia też na zmiany w ofercie i obsłudze klienta, wprowadzając np. mikroubezpiecznia, mikropłatności czy możliwość zgłaszania szkód poprzez nowe kanały kontaktu. Dobrym przykładem jest Warta, która kierując się preferencjami młodego pokolenia, we wrześniu uruchomiła taką możliwość za pośrednictwem Messengera na Facebooku.

W tyle nie pozostaje też konkurencja: Uniqa i Skycash wdrożyły mikroubezpieczenia dla przypadków wykorzystania środków transportu publicznego, pokrywające również akty wandalizmu. Vienna Insurance Group zgodnie z nową strategią Agenda 2020 planuje zainwestować w Polsce w rozwój innowacji i nowych technologii nawet 100 mln zł.

Z kolei towarzystwo ubezpieczeniowe Nationale-Nederlanden uruchomiło w marcu innowacyjną platformę IT, która pozwala na szybkie wdrożenie do oferty nowych produktów oraz zaadaptowanie ich do potrzeb klientów i partnerów, na przykład banków. To duży krok w kierunku rozwijania tzw. bancassurance, czyli strategicznej współpracy ubezpieczycieli z sektorem bankowym.

– Obserwując to, co się dzieje, mamy pewne wyobrażenie przyszłości, ale nie jesteśmy w stanie na 100 proc. przewidzieć, jak będą wyglądały rynki za kilka lat. Dlatego najlepszą rzeczą, którą mogą zrobić ubezpieczyciele, to stać się bardziej elastyczni. To zarówno elastyczne platformy technologiczne, które mogą współpracować z partnerami, z nowymi kanałami dystrybucji, z innymi  technologiami, jak i elastyczność biznesowa, czyli zdolność do obserwacji rynku i reagowania na zmiany – mówi Marcin Pluta.

Ekspert i partner zarządzający Sollers Consulting ocenia, że na tle Zachodniej Europy polski sektor ubezpieczeniowy wypada bardzo dobrze pod względem innowacyjności.

Polscy ubezpieczyciele powstawali stosunkowo niedawno, dlatego też są od początku innowacyjni. Ich systemy informatyczne powstawały albo zostały zmodernizowane już po 2000 roku, dzięki temu dużo łatwiej jest im współpracować z nowymi technologiami. Natomiast ubezpieczyciele w Europie Zachodniej mają systemy, które budowane były kilkadziesiąt lat temu. Trudno jest je wymienić – z tego powodu powstaje w Europie Zachodniej wiele start-upów, tzw. insurtechów, które adresują tę lukę w automatyzacji i przyspieszają działalności ubezpieczycieli – mówi Marcin Pluta.

Przyszłość branży ubezpieczeniowej i innowacje wdrażane przez ubezpieczycieli będą jednym z kluczowych zagadnień omawianych przez ekspertów na międzynarodowej konferencji „Innovation in Insurance”, która 4 grudnia odbędzie się w Warszawie. Tegoroczna szósta edycja konferencji będzie gościć ekspertów oraz przedstawicieli największych, globalnych firm ubezpieczeniowych.

RPP bez wpływu na notowania krajowych aktywów

Mimo łagodnej RPP rentowności krótkoterminowych obligacji będą rosły. RPP została neutralnie przyjęta przez złotego.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej środowa sesja nie przyniosła istotniejszych zmian notowań. Posiedzenie RPP, które było głównym wydarzeniem dnia, nie miało wpływu na notowania. Z punktu widzenia rynku długu istotne jest to, że Rada podtrzymała bazowy scenariusz zgodnie z którym stopy procentowe zostaną utrzymane bez zmian do końca 2018 r. Takie zapewnienia ze strony banku centralnego wyraźnie stabilizują rentowności krótkoterminowych papierów na bardzo niskich poziomach, podobnie jak niska podaż papierów skarbowych na rynku pierwotnym. Warto też wspomnieć, że członkowie Rady praktycznie wykluczają możliwość obniżenia stóp, co byłoby właściwie jedynym argumentem za wzrostem cen krótkoterminowych obligacji. Tematem poważnej dyskusji wydaje się jedynie scenariusz alternatywny zakładający zaostrzenie polityki pieniężnej. To ma poważne konsekwencje dla rynku, bo w dalszym ciągu nie dostrzega on w sposób wystarczający ryzyka podwyżek stóp procentowych. Mimo to w ostatnich tygodniach notowania obligacji zaczęły już wyceniać jedną podwyżkę stóp o 25 pb. pod koniec 2018 r. Biorąc pod uwagę mocne dane makroekonomiczne, które będą napływały w IV kw. 2017 r. i prawdopodobny lekki wzrost inflacji spodziewać się można, że prawdopodobieństwo szybszego ruchu będzie rosło ciągnąc rentowności krótkich obligacji w górę. Bardzo ważnym momentem może okazać się posiedzenie listopadowe, na którym NBP opublikuje nową projekcję inflacji i PKB (obie zapewne będą skorygowane w górę). A tu potencjał do korekty jest duży, co nie pozostanie bez wpływ na wypowiedzi członków RPP. Wówczas dyskusje nt. ryzyka wzrostu presji inflacyjnej będą narastały. Na podobne ryzyka wskazywali również umiarkowani członkowie RPP obecni na posiedzeniu, chociaż jednocześnie podtrzymywali zamiar utrzymania stóp bez zmian do końca przyszłego roku.

Podczas czwartkowej sesji najważniejszym wydarzeniem na rynku długu będzie aukcja zamiany.

Ministerstwo Finansów emitować będzie obligacje OK0419, WZ1122, PS0123, WZ0126 i DS0727 w zamian za papiery serii WZ0118, PS0418, PS0718 i OK1018. MF powinno wyemitować papiery za ok. 6 mld PLN. Spodziewać się można, że wartość emisji WZ wyniesie 1,5 mld PLN, a papierów OK 1,0 mld PLN, PS 2,0 mld PLN i DS 1,5 mld PLN. Rentowność OK0419 powinna zostać ustalona na 1,60%, PS0123 w okolicy 2,80% i DS0727 na poziomie 3,38%, natomiast cena WZ1122 w pobliżu 98,60 PLN i WZ0126 na 95,60 PLN.

Popyt na obligacje skarbowe wspierać będą: wciąż niskie oczekiwania inflacyjne na świecie, a także niższe ryzyko związane z finansami sektora publicznego. Z drugiej strony jednak negatywny wpływ będą miały: ryzyko szybszych podwyżek stóp procentowych w Polsce w 2018 r. (poza papierami serii WZ), wzrost ryzyka geopolitycznego oraz wzrost podaży obligacji na rynku pierwotnym w najbliższych kwartałach. Dodatkowo warto też zwrócić uwagę na stosunkowo wysokie wyceny obligacji, szczególnie na krótkim końcu krzywej. Biorąc pod uwagę nasilające się ożywienie gospodarcze w IV kw. 2017 r. oczekujemy, że rentowności polskich obligacji skarbowych wzrosną w sektorze 2-letnim do 1,90%, 5-letnim do 2,85% i 10-letnim do 3,50%.
notowania krajowych aktywów
Autor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski S.A.

Rynek walutowy

Środa przyniosła umocnienie złotego, jeszcze w przedpołudniowych godzinach handlu kurs EURPLN spadł do 4,292 a CHFPLN poniżej 3,75. W tym samym czasie notowania USDPLN utrzymywały relatywnie stabilne poziomy, w okolicach 3,66 głównie z powodu podtrzymania wtorkowej wyceny EURUSD (przy 1,175-1,178), kiedy to dolar tracił na wartości względem euro na bazie spekulacji odnośnie nowego szefa Fed, o mniej jastrzębich poglądach. Zaledwie kilka dni temu rynek typował byłego członka Rady, Kevina Warsha, jako następcę J. Yellen postrzeganego, jako zwolennika znacznie bardziej restrykcyjnej polityki monetarnej. Tymczasem wedle ostatnich opinii szala przechyla się w stronę obecnego członka FOMC J. Powell’a, który może wprowadzać stopniowe zmiany w polityce. Perspektywa gołębiego szefa Fed zaczęła więc negatywnie wpływać na dolara.

Wzrostów euro nie zatrzymały nawet opublikowane słabe dane ze strefy euro. Sierpniowa sprzedaż detaliczna w krajach wspólnoty na poziomie 1,2% r/r (najsłabsza dynamika wzrostu od 11 miesięcy) wobec 2,3% miesiąc wcześniej sugeruje, że w 3Q 2017 konsumenci znacznie ograniczali wydatki. W środę, w centrum uwagi szerokiego rynku głównie pozostawały jednak dane dot. nowych miejsce pracy w amerykańskim sektorze prywatnym. Wg raportu ADP we wrześniu utworzono 135 tys. nowych etatów wobec 228 tys. miesiąc wcześniej po korekcie w dół. Niemniej wrześniowy wynik pozytywnie zaskoczył przebijając prognozy ekonomistów. Pozytywnie zaskoczył też indeks ISM dla amerykańskiego sektora usług, we wrześniu wynosząc 59,8 pkt wobec 55,3 zanotowanych okres wcześniej. W rezultacie pod koniec sesji europejskiej spadki dolara nieco wyhamowały stabilizując kurs EURUSD w okolicach 1,176 już do zamknięcia handlu.

Słabszy dolar do euro wspierał złotego, dla którego najważniejszym wydarzeniem środowej sesji na krajowym rynku walutowym było jednak posiedzenie RPP. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe NBP pozostały na dotychczasowych poziomach, w tym stawka referencyjna na wysokości 1,5%. Przy niskiej inflacji bazowej, wrześniowy skok indeksu CPI do poziomu 2,2% został neutralnie przyjęty przez większość członków Rady. Podobnie było z publikacjami nt. płac, sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowo-budowlanej, które wypadły powyżej prognoz rynkowych z roczną dynamiką produkcji budowlano-montażowej przekraczającą 20%. Prezes A. Glapiński ponownie podkreślił, że wyższa dynamika płac w gospodarce nie generuje presji inflacyjnej. Nadal też nie widzi on negatywnych oznak dla gospodarki z tytułu utrzymujących się ujemnych realnych stóp procentowych. Prezes pozostał więc na stanowisku, że stabilizacja stóp procentowych prawdopodobna jest do końca 2018 r., jeśli gospodarka będzie rozwijać się zgodnie z prognozami NBP. Niemniej, widać, że postępuje polaryzacja poglądów wśród członków RPP. Obecna na konferencji prasowej prof. Ancyparowicz nie była już tak wyraźnie przekonana, że stopy procentowe pozostaną stabilne przez cały 2018 r. zwracając uwagę, że pod koniec przyszłego roku może rozpocząć się w RPP dyskusja czy nie zaostrzyć polityki monetarnej. Na październikowe posiedzenie RPP złoty praktycznie nie zareagował, dzisiaj od rana notując okolice 4,30 na EURPLN.

W czwartek opublikowany zostanie protokół z ostatniego posiedzenia EBC i wówczas będzie szansa na poznanie szczegółów dyskusji o przyszłości programu luzowania ilościowego w 2018 r. W zeszłym tygodniu M. Draghi potwierdził, że w październiku ma zapaść „większość” decyzji w sprawie przyszłości europejskiego QE. Przedmiotem niepewności rynkowej pozostaje skala ograniczenia programu (obecnie 60 mld EUR miesięcznie), długość jego wygaszania i ewentualna zmiana forward guidance w części dotyczącej QE. We wrześniu, w trakcie konferencji prasowej bardziej dobitnie niż miało to miejsce wcześniej, zasygnalizowana została też obawa o zbyt silny kurs euro i jego wpływ na zacieśnienie warunków monetarnych, choć ani słowem prezes EBC nie wspomniał wówczas o poziomie kursu eurodolara, który po posiedzeniu banku wyraźnie wzrósł. Dzisiaj więc pojawi się szansa, aby poznać stanowisko władz monetarnych strefy euro w kwestii rynkowych wahań kursu eurodolara.
notowania krajowych aktywów 2
Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski S.A.

Przetwórstwo owocowo-warzywne coraz ważniejszym sektorem w przemyśle spożywczym

Trendy bieżące

  • Przetwórstwo owoców i warzyw stanowi czwarty sektor polskiego przemysłu spożywczego z 8% udziałem w produkcji sprzedanej artykułów spożywczych.
  • Polska jest szóstym, pod względem wartości, producentem owoców i warzyw w UE-28. Jednak z uwagi na znaczny udział owoców i warzyw kierowanych do przetwórstwa, zajmuje także czołowe miejsce w produkcji przetworów owocowo-warzywnych.
  • Polska jest pierwszym w Europie i drugim na świecie producentem oraz eksporterem zagęszczonego soku jabłkowego (ZSJ). Zajmuje drugie miejsce w unijnej produkcji mrożonych warzyw (po Belgii), a także pierwsze w produkcji takich kategorii jak mrożone truskawki, maliny, wiśnie i czarne porzeczki.
  • Produkcja przetworów owocowo-warzywnych w kraju dynamicznie rośnie z uwagi na systematyczny wzrost bazy surowcowej. Średnioroczne tempo wzrostu produkcji owoców i warzyw w Polsce w latach 2011-2016 wynosiło 4,8%.
  • Jednym z motorów napędowych rozwoju polskiego przetwórstwa owoców i warzyw jest rosnący eksport. Źródłem przewag konkurencyjnych polskich przetworów na rynkach zagranicznych są niższe koszty pracy a także wysoka jakość owoców i warzyw. Wzrasta również spożycie przetworów warzywnych w kraju, stymulując rozwój sektora mrożonek.

Perspektywy

  • W sezonie 2017/18, z uwagi na niższe r/r zbiory w Polsce i wielu krajach UE oraz wysoką konkurencję o surowiec, ceny owoców i warzyw w przetwórstwie wzrosły.
  • Rentowność branży przetwórstwa owocowo warzywnego utrzymuje się na dobrym poziomie, jednak zmiany w produkcji owoców w kraju w 2017 r. i wzrost kosztów surowcowych mogą doprowadzić do pogorszenia wyników finansowych.

Sektor przetwórstwa owoców i warzyw rośnie szybciej niż branża spożywcza ogółem

Silna dynamika wzrostu wartości sprzedanej sektora na tle branży spożywczej ogółem powoduje umacnianie się branży na rynku. Udział owoców i warzyw przetworzonych w wartości produkcji sprzedanej artykułów spożywczych w kraju w latach 2010-2016 zwiększył się o 0,4 pp do 7,9%.

Czynnikiem wzrostu jest dostęp do szerokiej i zwiększającej się bazy surowcowej. Polska jest największym w UE-28 i drugim na świecie producentem jabłek, liderem w unijnej produkcji malin, wiśni oraz porzeczek czarnych, a także znaczącym producentem truskawek oraz warzyw gruntowych. Produkcja owoców w Polsce w latach 2011-2016 wzrosła o 36% do 4,6 mln t, głównie w wyniku zwiększenia produkcji jabłek (+46%).

Wzrost produkcji przetworów warzywnych w większym stopniu napędzany jest zwiększającym się udziałem upraw warzyw z przeznaczeniem do przetwórstwa. Szczególnie silny jest wzrost produkcji warzyw mrożonych z uwagi na zwiększającą się konsumpcję wewnętrzną i rosnący eksport.

Cechą charakterystyczną polskiego rynku owoców i warzyw jest znaczący udział przetwórstwa w zagospodarowaniu zbiorów. Szacuje się że 40-50% produkowanych jabłek w kraju trafia do przetwórstwa, truskawek ok. 65%, a warzyw ok. 30%.

Spadek zbiorów owoców w sezonie 2017/18

W 2017 r. wskutek wiosennych przymrozków znacząco obniży się produkcja owoców. GUS szacuje , że zbiory owoców z drzew będą niższe o 30-35% r/r natomiast owoców jagodowych o 15% mniej r/r. Spadek zbiorów warzyw gruntowych może być relatywnie niski (-1% r/r), co wskazuje na stosunkowo niewielkie wzrosty cen (w por. do owoców) w skupach. Z uwagi na znaczącą rolę Polski w produkcji i eksporcie owoców i ich przetworów będzie to kluczowy czynnik zmian cen na rynku krajowym i europejskim.

Eksport wspiera rozwój przetwórstwa owocowo-warzywnego

Eksport jest głównym kanałem zbytu dla branży – w 2016 r. odpowiednio 80% i 54% krajowej produkcji przetworów owocowych i warzywnych trafiło na rynki zagraniczne.

Dodatnia dynamika eksportu przetworów owocowo-warzywnych w latach 2010-2016 (+2,4% CAGR 2009/10-2016/17) sprzyjała wzrostowi produkcji w kraju. Konkurencyjność cenowa polskich przetworów, wynikająca z posiadanych przewag komparatywnych (niskie koszty pracy) pozwalała na umacnianie roli Polski na europejskim rynku owocowo-warzywnym. W sezonie 2016/17 eksport przetworów owocowych osiągnął rekordowy wolumen bliski 1 mln t.

Głównym rynkiem zbytu dla polskich przetworów owocowo warzywnych są kraje Unii Europejskiej. Z danych Eurostat wynika, że w 2016 r. na rynek UE w 2016 r. trafiło 76% wolumenu eksportu mrożonych warzyw z Polski, 79% mrożonych owoców i 91% zagęszczonego soku jabłkowego. Powoli nasycający się rynek unijny stwarza jednak konieczność pozyskiwania rynków poza UE. Negatywny wpływ na eksport, szczególnie owoców i warzyw mrożonych miało rosyjskie embargo wprowadzone w sierpniu 2014 r. Jego skutki są jednak coraz mniej odczuwalne, a eksport polskich przetworów z owoców i warzyw już przewyższa poziom sprzed 2014 r.

Oczekujemy jednak, że spadek krajowej produkcji przetworów w 2017 r. spowoduje, że dynamika sprzedaży zagranicznej, szczególnie przetworzonych owoców miękkich i zagęszczonego soku jabłkowego wyhamuje w sez. 2017/18. Wg prognoz IERIGŻ łączna sprzedaż przetworów owocowych może obniżyć się o 8% r/r. Ze względu na wzrost cen przetworzonych owoców eksport w ujęciu wartościowym może jednak zwiększyć się.

Ceny owoców w skupach rosły szybciej niż przetworów

Znaczny spadek zbiorów owoców w Polsce w 2017 r. przełożył się na wzrosty cen większości owoców i warzyw w skupach. Dodatkowym czynnikiem podwyżek była mniejsza produkcja owoców i warzyw w innych krajach UE-28 (spadek zbiorów jabłek o 24% r/r). Wskazuje to na możliwy znaczny wzrost kosztów branży przetwórczej w sez. 2017/18 i pogorszenie wyników finansowych firm. Możliwości przeniesienia wzrostu kosztów na ceny przetworów mogą być ograniczone z uwagi na konkurencję międzynarodową. W szczególności wyższe zbiory jabłek w Chinach przy osłabieniu EUR do USD mogą doprowadzić do wzrostu importu tańszego koncentratu z „Państwa środka” i osłabienia wpływów z eksportu dla polskich firm.

Wskazuje na to obserwowany opór we wzrostach cen przetworów. Na przełomie sierpnia i września 2017 r. ceny zagęszczonego soku jabłkowego (ZSJ) z Polski osiągnęły poziom 1,4 euro/kg (+59% r/r), mimo iż jeszcze w czerwcu w eksporcie były o 9% niższe r/r. Jednocześnie ceny jabłek do przetwórstwa we wrześniu 2017 r. wzrosły ok. 3-krotnie r/r.

Spadek rentowności branży widoczny był już w 1h17. Wiosenne przymrozki spowodowały w 2q17 znaczne wzrosty ceny jabłek do przetwórstwa, truskawek oraz agrestu. Wzrost kosztów firm (+2,6% r/r) przy jednoczesnym spadku przychodów (-0,6% r/r) spowodowały że stopa zysku netto branży obniżyła się o 3,0 pp do 2,2%. W 2h17 nasilenie dynamiki wzrostów cen surowca r/r doprowadzić może do dalszego pogłębienia spadku rentowności. W relatywnie gorszej sytuacji mogą znaleźć się producenci soków, w tym głównie koncentratu jabłkowego.

Departament Analiz Ekonomicznych
Zespół Analiz Sektorowych
PKO Bank Polski S.A.

8 kreatywnych sposobów, które pozwolą pracodawcy cię dostrzec

John D. Rockefeller, najbogatszy człowiek w historii, pierwszej pracy szukał jako szesnastolatek, w 1855 roku. Wychodził o 8 rano z domu i chodził od pracodawcy do pracodawcy. Po sześciu tygodniach dostał pierwszą pracę na stanowisku pomocnika księgowego. Rockefeller uważał, że odwaga i konsekwencja mogą zaprowadzić go na szczyt. Dziś nazwalibyśmy to kreatywnością.

Rockefeller wymyślił swoją koncepcję poszukiwania pracy i wytrwale ją realizował. Dał się zauważyć szefom dużych firm – bo tylko do takich drzwi pukał – i znalazł zatrudnienie u poważanego pracodawcy. Dziś także można spotkać mimowolnych naśladowców Rockefellera, którzy w niecodzienny sposób szukają pracy.

  1. CV na ulotkach

Jakiś czas temu pod warszawskimi biurowcami, między 8 a 9.30 pojawiał się Dawid. W ręku miał ulotki, które były jednocześnie jego CV. Zdecydował się na taką akcję, gdyż szukał pracy w marketingu i chciał pokazać potencjalnemu pracodawcy, że jest twórczy. Jego strategia była nastawiona na wywołanie pozytywnych emocji i znalezienie pracy. Uznał, że bezczynne oczekiwanie na telefon z propozycją pracy, nie jest dla niego. Finalnie mężczyzna znalazł zatrudnienie, wybierając jedną z korzystniejszych ofert.
Rozwiązanie, na które zdecydował się Dawid, jest dla osób, które dokładnie wiedzą, jakiej pracy szukają i w jakiej lokalizacji chcieliby pracować. Wtedy ulotki trafią we właściwe ręce – mówi Joanna Żukowska, ekspertka międzynarodowego serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

  1. Jpg z graffiti

Zdecydowanie aplikacja-graffiti to patent dla młodych ludzi, którzy szukają pracy w kreatywnych firmach. Graffiti z hasłem „szukam pracy” i np. telefonem, nie trzeba wymalować w zakazanym miejscu przed siedzibą firmy, ale np. wysłać mailem do szefa działu kreatywnego firmy, wrzucić na Facebooka lub na portale, które umożliwiają poszukiwanie pracy. Zwykle na takich stronach jest opcja „dodaj jpg.” Pracodawcy poszukujący zdolnych ludzi mogą docenić taki sposób złożenia aplikacji.

  1. Ogłoszenie na billboardzie

O pracownikach, którzy decydują się na wykupienie billboardu, można usłyszeć co jakiś czas. Na taki krok cztery lata temu zdecydowała się pewna gdańszczanka, która wynajęła billboard przy al. Grunwaldzkiej. – Z billboardu stojącego przy al. Grunwaldzkiej 560, tuż przy stacji Shell, spogląda trzydziestokilkuletnia, uśmiechnięta kobieta z dwójką dzieci. To nie zawodowa modelka reklamująca plac zabaw, lecz mieszkanka Gdańska Ewa Suchodolska, która w taki właśnie sposób zdecydowała się szukać zajęcia – napisała wówczas „Gazeta Wyborcza”. Zresztą o pomysłowej kobiecie pisały zarówno ogólnopolskie, jak i lokalne media. Po niecałym miesiącu „mama z dredami”, jak pisały o Ewie media, znalazła pracę w firmie zajmującej się kreacją plakatów. Na początek była to umowa na zastępstwo. Ponieważ billboard to spory wydatek mogą się zdecydować na niego osoby, które posiadają wolną gotówkę. Są jednak tańsze sposoby.

  1. Talent na e-Bayu

Jest nim chociażby aukcja w Internecie. Pewien Walijczyk, zdesperowany brakiem pracy, postanowił wystawić swoje umiejętności na internetowej aukcji. O mężczyźnie zrobiło się głośno na tyle, że usłyszał o nim jego dawny znajomy i zaoferował mu pracę.

Ogłoszenie w Internecie jest pewnego rodzaju gwarancją dobrego zasięgu. Dzięki temu istnieje szansa, że naszym ogłoszeniem zainteresuje się wymarzony pracodawca.

  1. Filmik na YouTubie

W dobie rosnącej popularności filmików video, ten pomysł wydaje się strzałem w dziesiątkę. Zresztą na YouTubie coraz częściej zamieszczają swoje filmy pracodawcy. W odpowiedzi na wideo-rekrutację można odpowiedzieć wideo CV. Nasza kandydatura nie przejdzie bez echa – zauważa Żukowska z MonsterPolska.pl.

  1. Hasło i telefon na t-shircie

Kreatywne, ale dyskusyjne. Czy ubranie się w t-shirt „szukam pracy” na pewno zostanie poważnie odebrane? To niepewne rozwiązanie, bo na rynku jest mnóstwo t-shirtów z niebanalnymi hasłami. Takie pokazywanie swojej kandydatury może wywoływać mieszane uczucia.

  1. Ogłoszenie na samochodzie

To z pewnością patent dla osób, które szukają pracy np. jako kurierzy, w branży motoryzacyjnej albo sprzedażowej. Ogłoszenie na samochodzie pokazuje bowiem mobilność kandydata.

Decydując się na kreatywne przedstawienie swojej osoby, warto pamiętać, że musi ono do nas pasować. W ten sposób najtrafniej określimy siebie.

Księgowość na miarę firmy

Niezależnie od tego, czy prowadzimy małą czy też większą firmę, zawsze spotkamy się z problemem czy też zagadnieniem księgowości. Na rynku jest dużo możliwości i warto wybrać tę odpowiednią do naszej działalności. Program do kpir to podstawa rozliczeń. W dużym skrócie zapewnia dostęp do danych finansowych, wylicz kwoty podatków do zapłacenia oraz pomaga wystawić faktury. W zależności od wielkości firmy przedsiębiorcy mogą wybierać pomiędzy zatrudnieniem pracownika do spraw księgowości, podpisaniem umowy z biurem rachunkowym lub też zainstalowaniem odpowiedniego programu na komputerze. Nowoczesną alternatywą jest korzystanie z programu kpir online.

Zalety dla małych i średnich firm

Wiele jednoosobowych, małych i średnich firm rozlicza działalność w oparciu o Księgę Przychodów i Rozchodów. Dla nich właśnie najlepszym sposobem księgowania jest program do kpir online. Przede wszystkim to ogromne ułatwienie całego procesu rachunkowego z wykorzystanie przeglądarki internetowej. Dzięki temu możemy zarządzać firma niemalże w każdym miejscu, gdzie mamy dostęp do sieci. Poza tym zarówno na komputerze w biurze, podczas podróży na smartfonie czy na przykład w domu na tablecie możemy logować się bezpośrednio do naszego konta i pracować. Zawsze również możemy skorzystać z pomocy funkcjonującego online biura. Dzięki automatycznym aktualizacjom jesteśmy również na bieżąco ze wszystkimi zmianami w przepisach skarbowych i nie musimy martwić się na przykład o wysokości składek czy też podatków. To duża przewaga nad programami instalowanymi na komputerach. Tutaj aktualizacje są dość rzadkie i dodatkowo płatne.

Idealne rozwiązania

Podstawą księgowości w małych i średnich firmach jest program kpir, który automatycznie tworzy Księgi Przychodów i Rozchodów na podstawie wszystkich operacji finansowych firmy. W praktyce aplikacja online pozwala nam na generowanie i drukowanie wszystkich dokumentów związanych z obrotem gospodarczym. Oprócz tego to idealna podstawa do tworzenia plików PDF oraz na przykład faktur. Dodatkowo pozwala tworzyć bazy adresowe kontrahentów i klientów oraz zbiera informacje o produktach i usługach, co z czasem bardzo ułatwia pracę. Na zakończenie roku program do kpir ułatwi wypełnienie deklaracji podatkowych.

Obsługa finansów firmy online to tanie, wygodne i praktyczne rozwiązanie dla wszystkich, którzy cenią nowoczesne i praktyczne pomysły. Warto przy tym pamiętać, że możliwości, jakie daje elektroniczny system obiegu dokumentów, pozwalają nam generować i przesyłać dokumenty bez konieczności ich drukowania czy archiwizowania.

Kebab najchętniej wybieranym posiłkiem na mieście

Polak na mieście jada kilka razy w miesiącu. Zdecydowanie najczęściej wybiera kebab, a za jedzenie płaci między 21 a 30 złotych. Z jedzenia na mieście korzysta zazwyczaj bez szczególnej okazji. Wybierając restaurację kieruje się głównie cenami potraw. Opinie znajomych i rodziny na temat restauracji są dla niego dużo ważniejsze niż opinie blogerów czy krytyków kulinarnych – wynika z badania ARC Rynek i Opinia „Polacy o jedzeniu na mieście”.

86% badanych deklaruje, że co najmniej raz w miesiącu jada na mieście. Najbardziej liczną grupę stanowią ci, którzy jadają na mieście kilka razy w miesiącu (35%), najmniej liczną ci, którzy jadają codziennie (3%). Najczęściej na mieście jadają osoby młodsze (do 34 roku życia) z dużych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców).

Polacy za modne uważają jedzenie sushi, dań kuchni azjatyckiej oraz potraw wegetariańskich, jednak na co dzień wybierają kebab (40%), kuchnię polską (29%) i pizzę (23%).

Co piąta osoba za jedzenie za mieście płaci nie więcej niż 20 złotych. Aż 65% osób twierdzi, że ich rachunek za jedzenie na mieście wynosi pomiędzy 21 a 50 złotych. Nieliczni (14%) płacą powyżej 50 złotych.

Ponad połowa badanych (56%) deklaruje, że z jedzenia na mieście korzysta bez szczególnej okazji, tylko wtedy, kiedy odczuwa głód. Często wskazywanymi okazjami do spożywania posiłków na mieście są kolacja z partnerem lub spotkanie z przyjaciółmi czy rodziną.

54% Polaków uważa, że jest duża różnorodność lokali, w których można coś zjeść, jednak co czwarta osoba jest zdania, że lokali jest za mało. Wybierając restaurację Polacy kierują się przede wszystkim ceną potraw (90%). Dużo bardziej ufają opiniom rodziny i znajomych na temat danego miejsca niż krytykom czy blogerom kulinarnym.

Jedzenie na mieście ma sporą rzeszę fanów, szczególnie wśród ludzi młodych. Patrząc jednak po wysokości rachunków oraz preferowanych rodzajach jedzenia, wyraźnie widać, że Polacy częściej wybierają bary szybkiej obsługi czy pizzerie niż klasyczne restauracje. Co ciekawe, mimo coraz liczniejszych blogów o tematyce kulinarnej, gdzie czasami można znaleźć również opinie o poszczególnych restauracjach, respondenci częściej zasięgają opinii znajomych i rodziny. Z wielu naszych badań wyraźnie wynika , że Polacy lubią w różnych sprawach radzić się swoich najbliższych – to im najbardziej ufają, i w zakresie gastronomii nie jest inaczej. Polacy są też ostrożni względem różnych trendów jedzeniowych – niekoniecznie jedzą to, co uważają za modne. Wyjątkiem jest tutaj kebab, który uważany jest za modny i jednocześnie jest najczęściej wybierany – komentuje Salomea Świerkowska, badacz z ARC Rynek i Opinia.

Informacja na temat badania

Badanie zostało przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia metodą CAWI na ogólnopolskiej próbie Polaków N=516 osób, którzy w ciągu ostatnich 3 miesięcy przynajmniej raz spożywali posiłek „na mieście. Próba reprezentatywna ze względu na płeć, wiek, wykształcenie, wielkość miejscowości zamieszkania oraz region. Termin realizacji badania: sierpień 2017.

Oracle wyposaża swoje aplikacje chmurowe w sztuczną inteligencję

Firma Oracle zaprezentowała nowe aplikacje wykorzystujące sztuczną inteligencję (AI), przeznaczone dla specjalistów z dziedziny finansów, kadr, łańcucha dostaw, produkcji, handlu, obsługi klienta, marketingu i sprzedaży. Nowe adaptacyjne aplikacje inteligentne Oracle (Adaptive Intelligent Apps) zostały wbudowane w dotychczasowe aplikacje Oracle Cloud. W ten sposób powstały najbardziej zaawansowane w branży nowoczesne aplikacje biznesowe wykorzystujące sztuczną inteligencję.

„Dzięki nowym adaptacyjnym aplikacjom inteligentnym użytkownicy biznesowi z całego przedsiębiorstwa mogą szybko i łatwo czerpać korzyści z najnowszych technologii w zakresie sztucznej inteligencji” — powiedział Steve Miranda, wiceprezes Oracle, szef działu aplikacji. „Aby to umożliwić, wyeliminowaliśmy konieczność dalszych integracji i wbudowaliśmy funkcje sztucznej inteligencji w aplikacje Oracle Cloud. Nowe funkcje AI łączą dane przedsiębiorstwa i dane stron trzecich z zaawansowanymi funkcjami automatycznego uczenia oraz zaawansowanymi mechanizmami decyzyjnymi. W ten sposób powstały najbardziej zaawansowane w branży nowoczesne aplikacje biznesowe wykorzystujące sztuczną inteligencję”.

Nowe adaptacyjne aplikacje inteligentne Oracle zostały włączone do usług Oracle Enterprise Resource Planning Cloud, Oracle Human Capital Management Cloud, Oracle Supply Chain Management Cloud i Oracle Customer Experience Cloud.

  • Specjaliści ds. finansów i zaopatrzenia: Nowe funkcje wykorzystujące AI pomagają usprawnić procesy finansowe i wymagania technologiczne, obniżyć koszty, unowocześnić działalność i zwiększyć współpracę. Analizując dane dotyczące dotychczasowych trendów i ryzyka biznesowego, specjaliści ds. finansów i zaopatrzenia mogą określać stawki rabatów, optymalizować przepływy pieniężne oraz zapewnić równowagę pomiędzy kupującymi a dostawcami. Mogą tworzyć obszerniejsze profile dostawców oraz udostępniać zoptymalizowane warunki płatności w czasie rzeczywistym. Funkcje AI pomagają również zoptymalizować kapitał obrotowy dzięki wybieraniu najlepszych warunków i zniżek od dostawców oraz budować relacje z dostawcami oparte na zaufaniu, które owocują lepszymi kontaktami.
  • Specjaliści ds. kadr: Nowe funkcje wykorzystujące AI pomagają usprawnić zarządzanie kompetencjami, czerpać szerszą wiedzę o pracownikach oraz zwiększyć wydajność operacyjną. Wykorzystując technologie wyszukiwania w języku naturalnym oraz uczenia głębokiego do analizy CV i tworzenia ogłoszeń o pracę, specjaliści ds. kadr mogą wyszukiwać najlepszych kandydatów. Mogą również określać prawdopodobieństwo sukcesu i długoterminowego zatrzymania pracownika na podstawie informacji o wcześniejszych rekrutacjach i bieżących wskaźników kadrowych, takich jak osiągnięcia sprzedażowe czy ocena wydajności.
  • Specjaliści ds. łańcucha dostaw: Za pomocą nowych funkcji wykorzystujących AI przedsiębiorstwa mogą przekształcić tradycyjne systemy łańcuchów dostaw, tak aby były one dynamiczne, wydajne, inteligentne i autonomiczne. Funkcje aplikacji Oracle Supply Chain IoT umożliwiają specjalistom ds. łańcucha dostaw zarządzanie informacjami płynącymi ze źródeł wielkich zbiorów danych, takich jak sprzęt podłączony do Internetu, oraz podejmowanie odpowiednich działań na ich podstawie. Za pomocą technologii analizy predykcyjnej i automatycznego uczenia aplikacje te wykrywają i analizują kluczowe sygnały pochodzące z urządzeń, a następnie podejmują na ich podstawie odpowiednie działania. Funkcje oparte na AI mogą przekształcić sposób zarządzania łańcuchem dostaw — niezależnie od tego, czy chodzi o przewidywanie awarii maszyn i zapobieganie im, automatyczne wykrywanie optymalnych sposobów na segmentację danych planistycznych czy automatyczne dostrajanie mechanizmów planowania.
  • Specjaliści ds. produkcji: Nowe funkcje wykorzystujące AI pomagają przedsiębiorstwom osiągać cele produkcyjne dzięki sprawniejszemu zarządzaniu produkcją dyskretną i procesową. Nowe funkcje pozwalają wprowadzać udoskonalenia w zakładach poprzez pokazanie, w jaki sposób w połączonej fabryce wykrywanie incydentów, analizę przyczyn źródłowych i inteligentne rozwiązywanie problemów można przeprowadzić w kilka minut.
  • Specjaliści ds. handlu: Nowe funkcje wykorzystujące AI umożliwiają specjalistom ds. handlu zwiększenie produktywności i wyników biznesowych dzięki działaniu w wielu ośrodkach i kanałach, które łączą w sobie funkcje handlowe, marketingowe oraz możliwości chatbotów. Możliwości w zakresie języka naturalnego i uczenia głębokiego udostępniają wyjątkowe funkcje, takie jak dynamiczne tagi i strony kategorii, które personalizują sugestie dotyczące wyszukiwania i łączą wyniki wyszukiwania z ofertami w czasie rzeczywistym, aby zapewnić bezproblemowe wyszukiwanie. Ponadto funkcje automatycznego uczenia udostępniają najlepsze rekomendacje dotyczące produktów, promocji i treści.
  • Specjaliści ds. obsługi klienta: Dzięki nowym funkcjom wykorzystującym sztuczną inteligencję specjaliści ds. obsługi klienta mogą usprawnić procesy i poprawić obsługę klienta dzięki wykorzystaniu danych o klientach oraz odpowiednich powiadomień. Oprócz optymalizacji procesu związanego z często zadawanymi pytaniami nowe funkcje AI pomagają również skrócić czas od zgłoszenia do rozwiązania problemu dla tysięcy potencjalnych pytań i powiązanych odpowiedzi dzięki wykorzystaniu technologii uczenia głębokiego. Usprawnia to procesy dla pracowników obsługi klienta odpowiedzialnych za zgłoszenia serwisowe dzięki udostępnianiu automatycznych odpowiedzi na podstawie wniosków z wcześniejszych zgłoszeń.
  • Specjaliści ds. marketingu: Nowe funkcje wykorzystujące AI udostępniają specjalistom ds. marketingu wiedzę potrzebną do tego, aby lepiej zrozumieć grupę docelową oraz optymalizować oferty z wykorzystaniem danych dotyczących klientów i danych biznesowych. Nowe funkcje analizują różne kampanie marketingowe pod kątem pomiaru reakcji indywidualnych i grupowych oraz reakcji na poszczególne programy.
  • Specjaliści ds. sprzedaży: Nowe funkcje oparte na AI wykorzystują dane biznesowe, aby udostępniać specjalistom ds. sprzedaży dokładne rekomendacje dotyczące kolejnych działań, pomagające finalizować transakcje i optymalizować oferty sprzedaży. Nowe funkcje dostarczają im również inteligentnych argumentów sprzedażowych poprzez bieżące czerpanie danych z kanałów informacyjnych i kanałów poświęconych wydarzeniom w celu udostępniania kluczowych wniosków i nadawania im priorytetów. Dzięki temu pracownicy działów sprzedaży mają aktualne co do minuty informacje o klientach i są dobrze przygotowani do każdego kontaktu.

Adaptacyjne aplikacje inteligentne wykorzystują informacje z chmury Oracle Data Cloud, największej giełdy danych na świecie, która zawiera zbiór ponad 5 mld globalnych profili konsumentów i przedsiębiorstw, a przy tym gromadzi ponad 7,5 bln punktów danych na miesiąc.

Koniec diesla i początek ery samochodów elektrycznych?

Na naszych oczach dokonuje się przełom w historii motoryzacji. W 2017 roku po raz pierwszy udział samochodów z silnikami diesla w Europie spadł poniżej poziomu 50 proc. Według analityków rynku motoryzacyjnego, dominacja silników wysokoprężnych ma się już ku końcowi.

Ograniczenia diesla w miastach_grafika_plSpadek zainteresowania dieslami postępuje systematycznie od 2012 roku. Przyczyn jest wiele. To między innymi wynik coraz intensywniejszego ruchu w miastach i ujawnionej we wrześniu 2015 roku afery Dieselgate, która przyspieszyła ten proces, zwiększając ekologiczną świadomość społeczeństwa. Coraz liczniejsze rządowe i lokalne administracje zapowiadają wprowadzenie całkowitych zakazów eksploatacji aut z jednostkami wysokoprężnymi. Co je zastąpi? Auta elektryczne. Nie stanie się to jednak od razu. W najbliższych latach nasze samochody wciąż jeszcze będą napędzane silnikami benzynowymi i spalinowo-elektrycznymi hybrydami, którym o wiele łatwiej niż dieslom spełniać coraz ostrzejsze normy czystości spalin.

UE – udział Diesla w sprzedaży samochodów osobowychAfera z oprogramowaniem silników diesla, manipulującym wynikami pomiarów emisji spalin miała szersze skutki, niż tylko techniczne czy finansowe – komentuje Prezes LeasePlan Fleet Management Polska, Sławomir Wontrucki – była impulsem dla administracji lokalnych, rządowych i samorządowych do wprowadzenia kolejnych, restrykcyjnych norm emisji dla aut, wjeżdżających do centrów miast. Wiążą się one z wysokimi opłatami, bądź zakazem wjazdu. Sama kwestia filtrów cząstek stałych, przy krótkich dystansach w ruchu miejskim jest dyskusyjna, bo emisje przy nierozgrzanych silnikach wielokrotnie przekraczają oficjalne poziomy – dodaje.

W Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i Niemczech czasowo zakazano rejestracji jednego z najpopularniejszych modeli aut klasy premium z 3-litrowym silnikiem diesla. Rynkowe zmiany mają ścisły związek z regulacjami. – Ograniczenie emisji wpłynęło na dalszy rozwój jednostek benzynowych i downsizingu, a pośrednio na coraz mniejsze zainteresowanie dieslami. Dziś mówimy już nawet o całkowitym wykluczeniu możliwości rejestracji takich samochodów. To perspektywa kolejnych kilkunastu lat – zapowiada Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. W miastach zwiększa się popularność małych silników benzynowych. – Z roku na rok rośnie dostępność i popularność aut hybrydowych i elektrycznych, co widać w statystykach – dodaje Michał Cierniak, Dyrektor Operacyjny LeasePlan Fleet Management Polska.

Prognoza udziału silników Diesla do 2030 roku– Warto zaznaczyć, że kwestia silników diesla dotyczy przede wszystkim Europy. Na innych kontynentach te napędy nie zyskały aż tak dużej popularności. Ponadto, problemem w przypadku silników wysokoprężnych jest nie tyle emisja dwutlenku węgla – niższa niż w silnikach benzynowych – lecz azotanów (Nox) – wyjaśnia Prezes LeasePlan Fleet Management Polska, Sławomir Wontrucki.

Mniej diesli, więcej hybryd

Eksperci prognozują, że w 2030 roku na europejskim rynku diesle będą stanowić zaledwie 9 proc. wolumenu sprzedaży. Już w 2025 koszt produkcji i eksploatacji silników elektrycznych zrówna się z kosztami silników spalinowych, a rynkowy udział aut z silnikiem Diesla spadnie do 20 proc. Największy spadek zainteresowania na arenie europejskiej diesel odnotował we Francji, obniżając swój rynkowy udział z 71 proc. w roku 2010 do zaledwie 52 proc. w roku 2016.

Udział silników Diesla w PLNajnowszy raport JATO Dynamics potwierdza: rejestracje diesli są dziś na najniższym poziomie. Pierwsze półrocze 2017 roku w Europie przyniosło spadek o 4,3 proc. Udział takich silników na poziomie 45,3 proc. to najgorszy wynik od 9 lat. Rekordowe spadki odnotowano we Francji (-30 proc.) i Hiszpanii (- 20 proc.). W Niemczech udział diesla spadł z 45 do 41 proc., a w krajach Beneluksu z 54 do zaledwie 35 proc. Silniki benzynowe są najczęściej wybierane w segmentach małych i kompaktowych samochodów, które stanowią połowę europejskiego rynku. Według ekspertów JATO Dynamics, w ciągu 3 lat udział samochodów z napędem hybrydowym i elektrycznym zwiększy się do 10 proc., a diesli spadnie do 35 proc., natomiast aut benzynowych pozostanie na stabilnym poziomie.

Trend odwrotu od wynalazku Rudolfa Diesla jest zauważalny także w Polsce. Z tą różnicą, że u nas spadek jego udziału jest jeszcze bardziej dynamiczny. Z prawie 40 proc. w roku 2011 obniżył się do poziomu 30 proc. w roku 2016. – Pierwsze półrocze 2017 to ponad 72 proc. silników benzynowych i niecałe 28 proc. diesli wśród zarejestrowanych ogółem aut. W ubiegłym roku udział diesla stanowił ponad 31 proc. – mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Według danych LeasePlan oraz Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, pierwsze półrocze 2017 roku potwierdziło tą tendencję i spadek udziału silników Diesla we flotach o 2,4 punktu procentowego w porównaniu z analogicznym okresem roku 2016. Pod koniec I kwartału 2017, udział aut z takimi silnikami wynosił 70,1 proc. We flotach nastąpił także 2,4-procentowy wzrost udziału silników benzynowych, mających 29,6 proc. udziału w rynku flotowym. Wzrósł także udział samochodów z napędem ekologicznym – z 293 aut w pierwszym kwartale roku 2016 do 442 w tym samym okresie roku 2017.

Właściciele flot mają w swoich systemach wartości i politykach odpowiedzialności społecznej zapisy, regulujące kwestię emisji gazów cieplarnianych. Promowane są w nich auta niskoemisyjne, często o hybrydowych napędach. Rejestracje nowych aut osobowych w 2017 roku potwierdzają silny spadkowy trend diesla. Nie zmienia to faktu, że samochody hybrydowe i elektryczne stanowią wciąż bardzo skromną część rynku. Prawdziwie wielkich wzrostów nie będzie tak długo, dopóki nie pojawią się ulgi dla przedsiębiorców, którymi rząd mógłby zachęcić ich do kupowania bardzo ekonomicznych, ale jednocześnie drogich aut z nowoczesnym, ekologicznym napędem. Nie widać też radykalnych zmian w autach dostawczych, również z racji cen i dostępności innych rozwiązań w tym segmencie – komentuje Prezes LeasePlan Fleet Management Polska, Sławomir Wontrucki.

Według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR w okresie od stycznia do kwietnia 2017 roku, łącznie na polskim rynku odnotowano ponad 100-procentowy wzrost sprzedaży samochodów z napędem hybrydowym i 130-procentowy z napędem elektrycznym. Auta z napędem alternatywnym są najczęściej wybierane przez klientów instytucjonalnych. W pierwszym półroczu 2017 roku zarejestrowano 8594 samochody hybrydowe. To o 90 proc. więcej, niż w tym samym okresie 2016 roku (4508 egz.).

Jak w związku z tym będzie konstruowana oferta firm leasingowych? – Widzę dwa scenariusze. Przy wsparciu fiskalnym ze strony rządu auta o innych napędach niż spalinowe staną się bardziej opłacalne. Tym bardziej, jeśli ich wartości końcowe zrównają się z innymi propozycjami na rynku. Drugi scenariusz to sytuacja bez wsparcia rządu. Wtedy ofertę trzeba budować w oparciu o możliwość – odpłatnego lub nie – wjazdu do miasta, dostępność miejsc parkingowych i działania lobby konsumenckiego, skłaniającego firmy FMCG do użytkowania aut ekologicznych. Pomóc mogą unijne fundusze lub inne źródła finansowania zakupu tych technologii – podsumowuje Prezes LeasePlanu.

Świat nie chce Diesla

W Europie obowiązują dziś przepisy, pośrednio lub bezpośrednio uzależniające podatki od emisji szkodliwych substancji. Drugi kierunek rozpoczynającej się właśnie batalii z użytkownikami diesli to ograniczenie możliwości poruszania się tymi samochodami w centrach miast. Auta ekologiczne im nie podlegają.

W Tokio już w roku 2006 ograniczono udział diesli do poziomu 0,2 proc. Jak zauważają eksperci LeasePlanu, podobny trend jak w owym czasie w Japonii, panuje dzisiaj w Europie. W październiku tego roku burmistrz Londynu wprowadzi w życie nową opłatę, tzw. T-charge. Za wjazd do miasta autem, wyprodukowanym przed rokiem 2005, nie spełniającym normy emisji spalin Euro 4 trzeba będzie płacić 10 funtów. W 2019 roku ma zostać wprowadzona opłata 12,5 funta z tytułu powołania tzw. Ultra Low Emissions Zone. By móc swobodnie korzystać z tej strefy, największe w mieście przedsiębiorstwo London Taxi inwestuje 300 mln funtów w modernizację swojej floty klasycznych czarnych taksówek i produkcję wersji z napędem elektrycznym.

Drastyczny krok w postaci wprowadzenia całkowitego zakazu wjazdu dla aut z silnikiem Diesla od 2025 roku zapowiedziały władze Paryża, Madrytu, Aten i Mexico City. Prawdopodobnie już wkrótce nie wjadą tam wyprodukowane przed 2015 rokiem samochody z silnikami wysokoprężnymi, nie spełniającymi normy Euro 6. Do tego Unia Europejska już w 2021 roku ma wprowadzić regulacje, stanowiące o maksymalnej średniej emisji nowo produkowanych aut w wysokości 95g/km CO2.

Władze trzech niemieckich miast: Monachium, Stuttgartu i Hamburga rozważają wprowadzenie zakazu poruszania się samochodami z silnikami Diesla w dniach, gdy powietrze jest nadmiernie zanieczyszczone. Całkowicie pozbyć się trujących środowisko silników chce do 2025 roku Holandia i Norwegia. Niemcy i Indie planują to zrobić przed rokiem 2030. Wielka Brytania ma w ogóle zabronić rejestracji pojazdów, napędzanych silnikami spalinowymi już w 2040 roku. Podobne plany ma Francja. – Ta rewolucja ominie jednak auta dostawcze. Zwłaszcza, że obciążenie nimi miast jest przewidywalne, a ich emisje relatywnie niższe. Zdominowany przez silniki wysokoprężne, ciężki transport długo pozostanie nierozwiązanym problemem – mówi Prezes LeasePlan Fleet Management Polska, Sławomir Wontrucki.

W tym samym kierunku zmierzają, świadomi dynamicznych zmian producenci samochodów. Volvo zapowiada, że już od 2019 roku będzie produkować wyłącznie samochody z napędem hybrydowym i elektrycznym. Według analityków, do 2025 roku udział diesli w rynku samochodów osobowych spadnie do zaledwie 4 proc., a silniki spalinowe przestaną być produkowane już w 2030 roku.

Do 2021 roku wyłącznie z samochodów elektrycznych będą korzystać wszyscy pracownicy LeasePlan Corporation N.V. To pierwsza firma z branży motoryzacyjnej, która przystąpiła do inicjatywy EV100. Jej celem jest całkowite wyeliminowanie flot pojazdów z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi oraz zastąpienie ich do 2030 roku autami z napędem elektrycznym. Inicjatywę tworzy dziesięć firm – wśród nich: Unilever, Baidu, IKEA Group, HP Inc., Vattenfall, PG&E, Deutsche Post, DHL i Metro AG. Flota pojazdów elektrycznych jest najłatwiejszym sposobem na zmniejszenie emisji i przyczynienie się do rozwiązania problemu zmiany klimatu.

A co z rynkiem wtórnym?

Zdaniem ekspertów, w najbliższej przyszłości czeka nas spadek cen aut z silnikami Diesla, co może stać się przyczyną kolejnej fali importu używanych samochodów do Polski. Bez zaostrzenia przepisów, nie dojdzie u nas do szybkich zmian w strukturze rynku wtórnego.

Użytkownicy w miastach dostrzegają przewagę aut z silnikiem benzynowym lub napędem hybrydowym. W prywatnym imporcie przeważają jednak stare, ponad 10-letnie auta i to niestety w większości z silnikami wysokoprężnymi – mówi Prezes LeasePlanu – dziś to węzeł gordyjski. Miejmy nadzieję, że rządowy program elektromobilności, wsparty zaleceniami Komisji Europejskiej, będzie mieć realny wpływ na polską motoryzację – konstatuje Sławomir Wontrucki.

Czekając na Janet

Inwestorzy oczekujący dodatkowego podbicia zmienności na rynku walutowym nie będą zawiedzeni. Na przestrzeni najbliższych godzin testem siły dolara będzie wystąpienie Janet Yellen, przewodniczącej Fed, która rozpoczynając coroczny zjazd bankowców spółdzielczych może skusić się na szereg jastrzębich wzmianek. Rozgoryczenie wczorajszymi danymi z brytyjskiego sektora budowlanego starały się osłodzić nie tylko wyższe wskazania dla usług (53,6 pkt, konsensus: 53,2 pkt), ale również wzmianki premier Theresy May w sprawie 2 mld GBP inwestycji w wyspiarskie nieruchomości.

Druga połowa dnia została wyraźnie zdominowana przez dane z amerykańskiej gospodarki. Uwagę inwestorów próbował zwrócić raport ADP wskazujący na wzrost zatrudnienia na poziomie 135,4 tys. (konsensus: 135,0 tys.). Dość niskie oczekiwania uczestników rynku zostały spowodowane ostatnimi klęskami żywiołowymi, które wyraźnie zaburzyły tendencje na lokalnych rynkach pracy. W oparciu o sporządzony przez nas model nowcastowy spodziewamy się lekkiego rozczarowania piątkowym raportem NFP w zakresie zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Według oszacowań korygujących oczekiwania rynku po raporcie ADP spowiedziami się wskazania rzędu 117 tysięcy, tj. 18 tysięcy poniżej obecnego konsensusu.

Lekkie umocnienie amerykańskiej waluty spowodowało wskazanie indeksu ISM dla amerykańskiego sektora usługowego, który wynosząc 59,8 pkt (konsensus: 55,5 pkt) uplasował się na dwunastoletnich maksimach. Powyższe wskazanie to między innymi zasługa silnego skoku subindeksu kosztowego wynoszącego 66,3 pkt wobec spodziewanych 57,9 pkt.

Na dalszym planie znalazły się dość przestarzałe dane z gospodarek państw strefy euro. Dzisiejsza publikacja wskazała na sierpniowy spadek sprzedaży detalicznej o 0,5 proc. na przestrzeni miesiąca (konsensus: 0,3 proc.). Powyższe wskazanie nie napawa ponadprzeciętnym optymizmem wobec trendów konsumpcyjnych w minionym kwartale z racji na podtrzymanie dość rozczarowującego wskazania za lipiec (-0,3 proc. m/m). Obecnie euro (0,1 proc.) notuje dość skromne umocnienie względem amerykańskiej waluty. Na koniec dnia obserwuje się próbę stabilizacji EUR/USD nad poziomem 1,1760.
Środowej słabości dolara nie wykorzystał między innymi frank szwajcarski, który na przestrzeni dnia potaniał o 0,2 proc. Na czele koszyka G10 ponownie znalazła się szwedzka korona (0,5 proc.) będąca na fali wczorajszego wystąpienia gubernatora Riskbanku Stefana Ingvesa. Mniej pokaźną skalę umocnienia ma za sobą funt szterling. Jego 0,2 proc. wypycha kurs GBP/USD tuż nad poziom 1,3260.

Dzisiejsza konferencja Rady Polityki Pieniężnej po decyzji w sprawie podtrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie zaczęła się od odczytania komunikatu, którego przekaz pozostaje relatywnie niezmienny. Wśród wzmianek dotyczących ograniczonego ryzyka przekroczenia celu inflacyjnego czy określenia presji jako „umiarkowanej” uwagę zwracały obawy o ścieżkę inflacji bazowej w sytuacji wyraźnego nasilenia się dynamiki płac. Powyższe zjawisko zostało skomentowane przez Rafała Surę, członka Rady, który podtrzymuje pogląd o wyraźnym wpływie wynagrodzeń w sektorze górniczym zaburzających efekty bazy. Adam Glapiński, prezes NBP, zdecydował się na komentarz dotyczący powrotu rocznej stopy inflacji CPI w okolice poziomu 1,5 proc. oraz na podtrzymanie stanowiska dotyczącego braku zmian parametrów polityki pieniężnej w następnym roku.

Środowa sesja była dość udana dla walut Emerging Markets. W absolutnej czołówce znalazł się polski złoty (0,6 proc.), który ustąpił jedynie indyjskiej rupii (0,8 proc.). Swoją zwyżkową passę usilnie kontynuuje czeska korona drożejąca względem dolara o 0,5 proc. Powyższe zestawienie zamykają turecka lira oraz meksykańskie peso – powyższe waluty na przestrzeni dnia osłabiły się o 0,2 proc. Obecnie EUR/PLN wraca do poziomu 4,2970, USD/PLN stabilizuje się przy 3,6550, a GBP/PLN i CHF/PLN są kwotowane odpowiednio po 3,8440 i 3,7460.

Strajk generalny w Katalonii oraz towarzysząca mu fala protestów to czynniki, które istotnie uderzyły w sentyment na madryckiej giełdzie. Na dnie indeksu IBEX 35 (-2,9 proc.) przebijającego dolne ograniczenie klina spadkowego znalazł się Banco Sabadell ze zniżką rzędu 5,7 proc. Mniej spektakularną zniżkę notowały spółki przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-1,0 proc.) wyraźnie oddala się od kotwicy w postaci poziomu 2 500 pkt. W trakcie dzisiejszej sesji wyraźnie ciążyła energetyka z najsilniej tracącą Energą (-3,0 proc.). Jej ruch przebiła Jastrzębska Spółka Węglowa, której 4,4 proc. przecenę próbowały niwelować Alior Bank (2,8 proc.), aktualizujący strategię z docelową marżą odsetkową netto na poziomie 5,1 proc., oraz Lotos (1,2 proc.) po publikacji na początku tygodnia wyraźnego wzrostu marży rafineryjnej.

Ze spadkowych nastrojów na Starym Kontynencie wyłamała się giełda we Frankfurcie. Motorem wzrostu okazały się być spółki z sektora samochodowego, które zareagowały na świetne dane sprzedażowe ze Stanów Zjednoczonych. Nad wzrostami Volskwagena (2,3 proc.) oraz BMW (2,7 proc.) znalazł się Fresenius (3,7 proc.) dopinający przejęcie Akornu. Doniesienia związane z brytyjskimi regulacjami w sprawie rynku energii wyraźnie godziły w E.ON (-2,8 proc.) oraz Centrica (-6,1 proc.), tj. spółki zamykające indeksy DAX (0,5 proc.) oraz FTSE 100 (0,0 proc.). Po drugiej stronie londyńskiego parkietu znalazło się odrabiające straty WPP (2,9 proc.) oraz Anglo American (2,4 proc.) za sprawą zmiany rekomendacji przez HSBC na „kupuj” z ceną docelową na poziomie 16,30 GBP (obecnie: 14,30 GBP).
W trakcie środowej sesji na rynku surowców uwagę zwracała ropa za sprawą publikacji cotygodniowych danych dotyczących jej zapasów przez amerykański Departament Energii.

W najnowszym raporcie wskazano na spadek rezerw surowca o 6,0 mln baryłek, co wyraźnie przebiło szacunki z opracowania API (-4,1 mln baryłek). Ruch towarzyszący publikacji został wyraźnie wymazany. Obecnie baryłka West Texas Intermediate wraca w okolice poziomu 49,90 USD, notując tym samym ruch rzędu 1,0 proc.

Mniej spektakularne ruchy dotyczą metali szlachetnych. Najsilniejszą zwyżkę ma za sobą pallad, który na przestrzeni dnia zdążył podrożeć 0,4 proc. Relatywnie blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia balansują platyna (0,0 proc.) oraz złoto (0,1 proc.) wracające w okolice 1 273 USD za uncję. Na rynku płodów rolnych fenomenalną sesję notuje bawełna. Zwyżka jej grudniowego kontraktu na poziomie 3,2 proc. pozostawia w tyle ruch wykonany przez sok pomarańczowy (1,9 proc.), cukier (1,0 proc.) czy soję (0,5 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Merged Mining jako alternatywna metoda wydobywania kryptowalut

W przeszłości obawiano się, że „merged mining” może prowadzić do dodatkowych zagrożeń i wyzwań związanych z bezpieczeństwem. W szczególności, realistyczne zagrożenie centralizacji sieci spowodowało, że pojęcie to stało się dość kontrowersyjnym tematem. Zaobserwowano bowiem krytyczny poziom centralizacji połączonego wydobywania  w przypadku monety Namecoin, stwierdzając, że scalone wydobywanie nie działa w praktyce. Te niepokojące odkrycia nie były wynikiem bezpośrednich dochodzeń w sprawie scalonego wydobywania, ale raczej pojawiły się jako część raportu na temat doświadczeń z rzeczywistym rozmieszczeniem zdecentralizowanej infrastruktury kluczy publicznych na szczycie łańcucha bloków Namecoin. Dlatego do pogłębionej analizy merged – miningu kryptowalut konieczne jest określenie, czy takie zaobserwowane niedociągnięcia w zastosowaniach praktycznych są systemowe w stosunku do podstawowej koncepcji scalonego wydobywania. 

Aby przedstawić szerokie spektrum merge miningu kryptowalut przeanalizowane zostały dwie znane i uznawane za pionierów w branży monety, a mianowicie Namecoin i Dogecoin, a także dwie stosunkowo młode wykopywane kryptowaluty, które wspierają połączone wydobycie z więcej niż jednym algorytmem PoW, a mianowicie Huntercoin i Myriadcoin. W związku z tym wysuwają się następujące uwagi:

Scalone wydobywanie czyli „merged mining” odnosi się do procesu ponownego wykorzystywania (częściowych) rozwiązań PoW z nadrzędnego zaszyfrowania jako ważnych dowodów pracy dla jednej lub więcej kryptowalut. Została ona wprowadzona jako rozwiązanie problemu rozdrobnienia mocy wydobywczej wśród konkurencyjnych mechanizmów kryptowalut i jako mechanizm ładowania małych sieci. Połączenie zostało po raz pierwszy wdrożone w Namecoin w 2011 roku, z Bitcoinen w roli ojca kryptowalut. Litecoin to klon Bitcoina, który zastępuje SHA256  zmodyfikowanym algorytmem hashingowym (Scrypt).

Podstawowym celem Litecoin było przeciwdziałanie dominacji ASIC, tj. opracowanie szczegółowych funkcji służących do wydajnych operacji mieszania SHA256 w przypadku Bitcoina. W chwili obecnej  jest to największa kryptowaluta oparta o algorytm Scrypt w systemie PoW. Namecoin, który zamierza zapewnić zdecentralizowaną i odporną na cenzurę zgodność z systemem DNS (Domain Name System), był pierwszą alternatywną kryptowalutą i pierwszym blokiem wprowadzającym połączone wydobycie, w tym przypadku z Bitcoinem. Mimo, że jego projekt opiera się głównie na Bitcoinie, Namecoin rozszerza protokół bazowy, wprowadzając nowe typy transakcji, które umożliwiają przechowywanie i zarządzanie dodatkowymi informacjami w blokach.  Dogecoin początkowo rozpoczął się jako poważny projekt oparty na internetowym memie, ale potrafił przyciągnąć i utrzymać żywe społeczeństwo. Jest on w przybliżeniu oparty na bazie kodu Litecoin i był pierwszą kryptowalutą, która wprowadziła Scrypt oparty na połączonym wydobywaniu z Litecoinem. Nowa generacja tak zwanych kryptowalut wielopozycyjnych została oznaczona przez wprowadzenie Huntercoina, które obsługuje SHA256 i Scrypt. Innym znaczącym pionierem w tej dziedzinie jest Myriadcoin, utrzymujący pięć różnych algorytmów PoW równolegle. Pojęcie multi-PoW ma na celu zapewnienie odporności na centralizację wydobywania, włączając różne typy dowodów pracy w pojedynczej kryptowalucie. Huntercoin i Myriadcoin są ponadto pierwszymi kryptowalutami, które łączą się z wieloma łańcuchami macierzystymi, mianowicie Bitcoinem i Litecoinem.

Schemat przydzielania bloków

Kluczowym elementem dochodzenia w kwestiach centralizacji mocy wydobywczej jest poprawa klasyfikacji bloków dla pierwotnych wydobywających. Stąd opracowano schemat przypisywania do publicznej wiadomości informacji zawartych w transakcjach wymiany monetarnej, zarówno wskaźników nadrzędnych, jak i bloków rodzicielskich. W ten sposób polegamy na następujących dziedzinach:

  • Adresy wynagrodzeń

Transakcja coinbase, czyli inaczej generowana stanowi pierwszą transakcję w bloku i tworzy nowe jednostki walutowe jako nagrodę dla jego wydobywającego. Zakładając, że wydobywający działają w sposób racjonalny i zorientowany na zysk, oczekuje się, że zostaną one określone jako jedna z ich własnych pozycji w wyniku tej transakcji. Stąd adresy wypłat nagród w blokach mogą być użyte jako silny wskaźnik w schemacie przypisywania

  • Podpisy monetarne (znaczniki)

Wydobywający, a zwłaszcza baseny wydobywcze, często wykorzystują pole coinbase do transakcji z bankomatem, aby publicznie domagać się utworzenia odpowiedniego bloku poprzez wprowadzenie tzw. podpisu blokowego lub coinbase. Ponieważ ta ostatnia reprezentuje czytelny dla człowieka łańcuch wskazujący nazwę puli lub jego skrót, a nie podpis kryptograficzny, odnajdujemy poniżej ten znacznik.

Zbieranie i łączenie znaczników i adresów

W chwili pisania nie istnieje rejestr globalny dla znaczników lub adresów wypłat nagród górników lub kopalń. Dlatego informacje te muszą być gromadzone poprzez analizę publicznie dostępnych rekordów obejmujących, ale nie wyłącznie, witryny internetowe basenów górniczych i fora dyskusyjne, jak również bezpośrednie kontakty z operatorami puli. W wyniku tego procesu jesteśmy w stanie skompilować listę wskaźników przypisania bloków dla 95 wydobywających i basenów wydobywczych, które działały w obserwowanych kryptowalutach. Wydobyte podczas merged miningu bloki mogą zawierać maksymalnie cztery wskaźniki przypisania: adresy zapłat gotowych i zapłaty w łańcuchu podrzędnym a także znaczniki coinbase i zapisane adresy zapłat łańcucha macierzystego, które są przechowywane w tak zwanym nagłówku AUX POW.

Umożliwia to nawiązanie połączeń pomiędzy adresami zapłaty nagród w wielu kryptowalutach i wykrycie, czy górnicy przełączają się między wieloma adresami. W związku z tym sprawdza się, czy adresy wypłat nagród pojawiające się w transakcjach coinbase dla wszystkich bloków są sprawdzane. Bardziej szczegółowy: adres łańcucha macierzystego znajdujący się w transakcji coinbase nagłówka AuxPow i umożliwia powiązanie go z adresem łańcucha podrzędnego wykorzystywanym w transakcji coinbase bloku.  Adres łańcucha podrzędnego może z kolei pojawić się w blokach wraz z innymi adresami macierzystymi, tworzyć więcej linków, i tak dalej.

Bloki przypisane wydobywającym

Uznaje się, że blok jest przypisany do wydobywającego, jeśli jeden z jego znaczników lub adresów wypłat nagród pojawi się w odpowiednich polach współużytkowania. Jednakże górnik jest technicznie dopuszczony do używania tej pierwszej transakcji, aby natychmiast wydzielić pakiet na wiele wyjść, co również potencjalnie maskuje jego tożsamość. Nie jest łatwo określić wydobywającego blok, chyba, że używany jest znacznik coinbase lub wszystkie adresy występujące w wyniku współużytkowania monety są powiązane z tym samym wydobywającym lub kopalnią. Jeśli tak jest, blok jest oznaczony jako nieprzypisany. Jednak w przypadku bezzasadnego dowodu pracy kryptowalut, w którym uczestnicy zobowiązani są ujawnić swoją działalność, nie jest możliwe, aby osoba trzecia w pełni rekonstruowała historię działania wydobywającego z mocą wsteczną. Ponadto wydobywający mogą aktywnie próbować ukryć tożsamość, unikając ponownego wykorzystywania adresów zapłaty, nie używając żadnych znaczników powiązanych z innymi tożsamościami. W związku z tym nie jest możliwe zidentyfikowanie wszystkich wydobywających i basenów wydobywczych z dokładnością 100%, polegając jedynie na informacjach znajdujących się w księdze publicznej.

Połączone wydobycie w praktyce

W tej części zaprezentowane zostaną wyniki analizy połączonego wydobycia oraz dostarczone zostaną dowody na kwestie centralizacji mocy wydobywczych w używanych kryptowalutach.

Stopień przyjęcia

Merged mining został wprowadzony w bloku 19.200 w Namecoin (październik 2011 r.), 11.163 w Huntercoin (luty 2014 r.), 317 337 w Dogecoin (lipiec 2014 r.) i 1 402 791 w Myriadcoin (wrzesień 2015 r.).  Deweloperzy Namecoin, Dogecoin i Huntercoin także wprowadzili niedopuszczalne wydobywanie w przypadku oficjalnych klientów. Stąd, od tego momentu przerzucanie 99% bloków powstało dzięki procesowi łączenia wydobywania w tych kryptowalutach.

Wpływ na trudności związane z PoW

Głównym celem wydobywania scalonego jest przyciągnięcie większej liczby wydobywających, a tym samym zwiększenie stopnia trudności dla blokchaina. Poprzez wyodrębnienie informacji o trudności POW, która została zakodowana w każdym nagłówku bloku, możemy potwierdzić czy połączone wydobycie rzeczywiście ma pozytywny wpływ w tym zakresie. Trudność POW łańcucha w wyniku wydobywania scalonego szybko wzrosła po wprowadzeniu scalania. Ponadto, zachowanie się trudności Bitcoina w pewnym stopniu odzwierciedlało wykryte w wydobywaniu scalonym kryptowaluty. Na przykład w okresie od stycznia 2012 do kwietnia 2013 r. trudności pozostały stabilne w przypadku Bitcoina i Namecoina, aż do momentu osiągnięcia tendencji wzrostowej w maju 2013 r. Ta ostatnia zbieżna jest z szerokim wdrożeniem specjalistycznych urządzeń przeznaczonych do wydobywania – ASIC.

Wpływ na dystrybucję mocy wydobywczej

Jednostka blokowania jest uważana za pomyślnie odwzorowaną, jeśli możemy przypisać ją do znanej wydobywczej puli albo do ponownie wykorzystanego adresu zapłaty. Niewielka stopa skuteczności przypisania Bitcoina może zostać wyjaśniona przez uwzględnienie wczesnego krajobrazu wydobywczego, gdzie bloki były głównie wydobywane przez osoby indywidualne. Ogólnie natomiast uważa się, że najlepszą praktyką jest, aby nie wykorzystywać adresów wypłat nagród. Wykorzystanie znaczników było coraz bardziej popularne, gdy tylko wydobywający zaczęli łączyć siły, tworząc baseny wydobywcze pod koniec 2011 roku. Wyniki przypisania wskazują, że mały zestaw basenów wydobywczych może kontrolować znaczne części całkowitej mocy wydobywczej w wielu krajach. Chociaż w niektórych przypadkach jest to wyjaśnione długoterminowym zobowiązaniem do wydobywania na danym łańcuchu, baseny takie jak GHash.IO, BW Pool i F2Pool wydają się, że mają wystarczającą ilość, aby jednocześnie współdziałać. W rzeczywistości F2Pool, który reprezentuje jeden z największych zbiorników wydobywczych zarówno dla kryptowalut o algorytmie SHA256, jak i Scrypt PoW, mógł zgromadzić akcje blokowe przekraczające gwarancje bezpieczeństwa protokołu. Ponieważ dla PoW nie wymaga się dodatkowego wysiłku obliczeniowego, koszty scalonego wydobywania, a mianowicie szerokość pasma, przechowywanie i walidacja bloków/transakcji, są takie same dla wszystkich osób, niezależnie od ich mocy wydobywczej. W szczególności mniejsze operacje wydobywcze mogą stanowić sytuację, w której ich dodatkowe wydatki na scalone wydobywanie kolejnej kryptowaluty wykraczają poza oczekiwane korzyści.

W przypadku Bitcoina żaden pojedynczy wydobywający ani basen wydobywczy nie były w stanie agregować i utrzymywać więcej niż 50% całkowitej mocy wydobywczej przez dłuższy okres czasu, ponieważ bloki uległy zniszczeniu. Jednak sytuacja w Namecoin jest całkiem inna: tutaj F2Pool zbiera i utrzymuje większą część mocy wydobywczej na przedłużone okresy. Litecoin, mimo że jest to największy blockchain Scrypt PoW, odczuł w połowie 2014 r. niewielką stopę centralizacji, między innymi spowodowaną przez Clevermining, a ostatnio F2Pool. Przez scalone wydobywanie, sytuacja ta jest odzwierciedlana i powiększana w Dogecoin: F2Pool odpowiedzialny za generowanie ponad 33% bloków dziennie w znacznych okresach, nawet przekraczając próg 50% w stosunku do końca 2016 r. Skutki wprowadzenia scalonego górnictwa różniły się odmiennie w 2 multi-POW kryptowalutach, które zostały przeanalizowane. Podczas gdy Huntercoin zdominowany był przez F2Pool i pozostawał w tym stanie do połowy 2016 r., wydaje się, że Myriadcoin doświadczył tylko umiarkowanego wpływu.

Zmiany w mocy  wydobywczej

Działanie bloku wydobywczego wymaga szeroko zakrojonej koordynacji w zakresie rekrutacji wydobywających lub zakupu i instalowania niezbędnej infrastruktury. Stąd zazwyczaj potrzeba czasu, dopóki basen wydobywczy nie będzie w stanie gromadzić znaczących udziałów w wydobywaniu. Połączone wydobywanie wymaga jednak minimalnego nakładu i może być opisane jako zmiana oprogramowania. W konsekwencji obserwowalne duże wahania mocy wydobywczej w łączonym wydobywaniu można przypisać basenom wydobywczym, które mogą łatwo rozpocząć lub zakończyć działanie bez większych przygotowań.

Zalety rezydencji podatkowej na Malcie oraz na Cyprze

W ciągu ostatnich kilku lat Polacy coraz częściej decydują się na emigrację podatkową. Obecnie przenoszą się więc do innych państw nie tylko za pracą, wyższą pensją oraz perspektywami na lepsze życie, ale również w celu optymalizacji obciążeń podatkowych nakładanych na nich w Polsce.

Standardy CFC oraz CRS „straszakiem” na polskich podatników

Przepisy CFC zostały wprowadzone na początku 2015 r. przede wszystkim w celu zwalczania nadużyć podatkowych, które polegają na wykazywaniu dochodu generowanego z działalności prowadzonej w danym kraju jako dochodu podmiotów podlegających jurysdykcji podatkowej państw stosujących preferencyjne zasady opodatkowania. Za takie podmioty uznaje się te działające nie tylko w tzw. rajach podatkowych, ale również w państwach, które stosują korzystniejsze reguły opodatkowania niż Polska.

Polski rezydent podatkowy spełniający przesłanki wynikające z definicji zagranicznej spółki kontrolowanej będzie zobowiązany wykazać w odrębnym zeznaniu podatkowym (deklaracji PIT-CFC lub CIT-CFC) dochody pochodzące z zagranicznej spółki kontrolowanej i zapłacić polskiemu fiskusowi podatek w wysokości 19% od dochodów zagranicznej spółki kontrolowanej. Podobne regulacje istnieją już w wielu innych państwach europejskich, takich jak Francja, Szwecja, Dania, Finlandia, Portugalia, Hiszpania, Węgry, Włochy i Estonia. Niedawno wprowadziła je także Wielka Brytania. Poza Europą funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Japonii, Nowej Zelandii, Argentynie, Brazylii, Izraelu, Turcji i Chinach.

Aktem prawnym uprawniającym do wymiany informacji podatkowych z innymi krajami jest Ustawa z dnia 9 marca 2017 r. o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami (Dz.U. z 2017 r. poz. 648; dalej jako „Ustawa CRS”, „Regulacja CRS”). Postanowienia Ustawy CRS dotyczące zasad poszukiwania rachunków podlegających raportowaniu oraz przekazywania informacji o nich do organów podatkowych weszły w życie 1 maja 2017 r. Zgodnie z Regulacjami CRS posiadacz rachunku, a – w przypadku niektórych podmiotów – także osoba kontrolująca (beneficjent rzeczywisty dla podmiotów) są obowiązani składać oświadczenie o rezydencji podatkowej oraz przedstawiać dokumenty wskazane w Ustawie CRS na każde żądanie instytucji finansowej.

Poufność danych a inwigilacja

Dla osób, które cenią sobie poufność danych finansowych i nie chciałyby uczestniczyć w nowym standardzie inwigilacji, jednym z rozwiązań będzie uzyskanie rezydencji podatkowej w kraju, w którym nie obowiązują przepisy CFC. W takim miejscu użyteczność ewentualnie przekazanych informacji o rachunkach zgodnie z Regulacjami CRS jest jeszcze bardziej ograniczona niż w Polsce. W Europie takimi krajami są Cypr i Malta.

Zalety uzyskania rezydencji podatkowej na Malcie oraz na Cyprze

Zgodnie z Regulacjami CRS raportowaniu podlegać będą informacje o posiadaczu rachunku dotyczące jego rezydencji podatkowej w kraju stosującym standard wymiany informacji. Zarówno Malta, jak i Cypr należą do krajów, które zobowiązały się do priorytetowego wdrożenia nowych standardów wymiany informacji w stosunku do kont istniejących od stycznia 2016 r. Jednakże ani na Cyprze, ani na Malcie nie istnieją przepisy podatkowe nakładające opisywany obowiązek podatkowy na podmioty posiadające majątek w postaci udziałów w spółkach zagranicznych (zagranicznych spółkach kontrolowanych). Wymiana informacji nie znajdzie więc realnego odzwierciedlenia w zobowiązaniach podatkowych takich posiadaczy rachunków. Ponadto, zgodnie z wewnętrznymi regulacjami tych państw, informacje raportowane na Maltę i Cypr są przez nie gromadzone, ale nie przetwarzane.

System prawny Malty i Cypru umożliwia uzyskanie aż czterech rodzajów rezydencji podatkowych (temporary residence, ordinary residence, long-term residence i permanent residence). Wśród nich najkorzystniejszym rozwiązaniem do celów emigracji podatkowej jest ordinary residence, czyli tzw. rezydencja zwykła. Gwarantuje ona szereg przywilejów obejmujących opodatkowanie majątku.

Jednym z nich jest niewątpliwie brak opodatkowania dochodów powstałych poza krajem rezydencji, czyli Maltą lub Cyprem, pod warunkiem nieotrzymywania ich na terytorium kraju rezydencji. Podatnik rezydent płaci podatek dochodowy jedynie od dochodów uzyskanych ze źródeł położonych na terytorium kraju rezydencji oraz źródeł znajdujących się poza jej terytorium, w przypadku gdy następnie dochody te zostały przekazane na terytorium tego kraju. Warto również zwrócić uwagę na brak podatku od tych zysków kapitałowych (np. dywidendy) otrzymanych przez rezydentów opisywanych jurysdykcji, których źródło pochodzenia położone jest poza krajem rezydencji, a także brak podatku od dochodów powstałych w wyniku wyzbycia się majątku w postaci udziałów posiadanych w spółkach kapitałowych.

Warunki uzyskania rezydencji podatkowej na Malcie

W celu uzyskania statusu ordinary resident, czyli tzw. zwykłego rezydenta podatkowego Malty, należy spełnić jedynie kilka warunków formalnych:

  1. złożyć we właściwym urzędzie oświadczenie dotyczące zamiaru nieprzebywania na terenie innego kraju powyżej 6 miesięcy w ciągu roku (183 dni);
  2. wykupić lokalne ubezpieczenie zdrowotne (koszt ok. 300 euro rocznie);
  3. posiadać adres maltański – oznacza to, że do celów rezydencji podatkowej należy posiadać na własność lub wynajmować nieruchomość (roczny koszt wynajmu powinien wynosić mniej więcej 9 600 euro).

Rezydencja podatkowa zwykła jest odnawiana co 5 lat. Jest to zwykle formalność. Pozbawienie rezydencji może nastąpić tylko w przypadku złamania zasad rezydencji. Uzyskanie rezydencji podatkowej zwykłej trwa ok. 6–8 tygodni.

Warunki uzyskania rezydencji podatkowej na Cyprze

W celu uzyskania statusu ordinary resident, czyli tzw. zwykłego rezydenta podatkowego Cypru, należy spełnić następujące warunki:

  1. mieć zamiar przebywania co najmniej 60 dni w roku na Cyprze;
  2. wykupić lokalne ubezpieczenie zdrowotne (koszt ok. 185–285 euro rocznie);
  3. posiadać cypryjski adres zamieszkania oraz potwierdzone dokumentem własności lub umową najmu nieruchomości (roczny koszt wynajmu powinien wynosić mniej więcej 4 800 euro);
  4. wykazać stałe adekwatne źródło dochodu z zatrudnienia poza granicami Cypru w kwocie nie mniejszej niż 30 000 euro rocznie lub stałe adekwatne źródło dochodu z innych źródeł prawnych – np. z działalności gospodarczej prowadzonej poza granicami Cypru;
  5. posiadać odpowiednie depozyty w instytucjach finansowych na Cyprze lub za granicą w kwocie nie mniejszej niż 30 000 euro.

Podobnie jak na Malcie, rezydencja podatkowa zwykła może być odnawiana co pięć lat.

Ponadto nieodnowienie rezydencji podatkowej maltańskiej lub cypryjskiej nie powoduje żadnych negatywnych konsekwencji podatkowych na gruncie prawa polskiego.

Autorzy: prawnik Maja Czarzasty-Zybert, mec. Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec

APA czyli skuteczne zabezpieczenie transakcji podatników

Na początku 2017 r. zaostrzono obowiązki podatnika dotyczące dokumentowania transakcji przeprowadzanych z podmiotami powiązanymi. Wynika to z intensyfikacji działań organów w zakresie kontroli tego rodzaju transakcji. Skutecznym narzędziem zabezpieczającym przed zakwestionowaniem stosowanych cen transferowych jest APA – uprzednie porozumienie cenowe.

Transakcje z podmiotami powiązanymi pod lupą fiskusa

Rok 2017 przyniósł wiele zmian dotyczących realizacji transakcji z podmiotami powiązanymi. Po pierwsze, podatnicy zostali zobowiązani do dokładniejszego dokumentowania tego rodzaju transakcji. Muszą sporządzać trzystopniową dokumentację podatkową oraz przeprowadzać analizy danych porównawczych. Ponadto są zobowiązani również do przygotowania benchmarków. Z drugiej strony, fiskus również podejmuje dodatkowe działania mające usprawnić weryfikację prawidłowości przeprowadzanych transakcji. Wykorzystuje w tym celu doświadczonych pracowników i zaawansowane narzędzia analityczne. Wszystko po to, aby ograniczyć optymalizację podatkową, która – w przeciwieństwie do uchylania się od płacenia podatków – jest w Polsce legalna.

Przedmiotem przeprowadzanych kontroli jest prawidłowe zastosowanie wysokości cen transferowych w konkretnej transakcji. W przypadku transakcji opiewających na miliony złotych nawet najmniejsza, liczona w ułamku procenta korekta marży bądź ceny skutkuje powstaniem sporych zaległości podatkowych. Dlatego o wiele bardziej komfortową sytuacją dla przedsiębiorców jest pewność, że stosowane ceny transferowe są na właściwym poziomie.

Czym jest APA?

Procedurę porozumienia w sprawach ustalenia cen transakcyjnych regulują art. 20a.–20r. Ordynacji podatkowej. W dużym uproszczeniu, APA to decyzja administracyjna potwierdzająca prawidłowość cen transferowych wykorzystanych w konkretnej transakcji. Decyzję taką od 1 marca 2017 r. wydaje szef KAS, o co musi wnioskować sam podatnik. Zawarcie porozumienia cenowego z samym fiskusem jest najskuteczniejszym sposobem na zabezpieczenie przedsiębiorstwa przed zakwestionowaniem zastosowanych cen. Porozumienie jest wydawane na maksymalnie 5 lat. Po upływie tego okresu możliwe jest przedłużenie uzgodnionych postanowień.

Przedmiotem wniosku o APA nie może być transakcja, która zakończyła się przed dniem złożenia wniosku lub taka, która była już rozpoczęta i wobec której zostało już wszczęte postępowanie podatkowe, kontrola podatkowa, kontrola celno-skarbowa bądź postępowanie przed sądem administracyjnym.

Porozumienie jedno-, dwu- lub wielostronne

Rodzaj zawartego porozumienia zależy od liczby podmiotów zaangażowanych w jego wypracowanie.

W przypadku wariantu jednostronnego całe postępowanie ogranicza się do wydania decyzji potwierdzającej prawidłowość stosowanych cen transferowych z punktu widzenia krajowej administracji. Chociaż porozumienie jednostronne ogranicza ryzyko zakwestionowania cen transakcji między podmiotami krajowymi, to nie daje gwarancji uniknięcia podwójnego opodatkowania w przypadku prowadzenia interesów z zagranicznym podmiotem. Być może z tego względu w ostatnim czasie spada zainteresowanie wariantami jednostronnego porozumienia na rzecz porozumień dwu- i wielostronnych (w latach 2006–2015 wydano 39 tego rodzaju porozumień, a w dwóch ostatnich latach jedynie 7).

Porozumienia dwu- i wielostronne dotyczą transakcji realizowanych pomiędzy podmiotem krajowym a podmiotami zagranicznymi. Ten wariant APA pozwala wyeliminować ryzyko podwójnego opodatkowania transakcji. Zaletą porozumień dwu- i wielostronnych jest przeniesienie jego ustaleń na poziom przepisów krajowych każdego z państw uczestniczących w rozmowach.

Pełna ochrona

Zaletą APA jest objęcie ochroną każdego podstawowego elementu działań realizowanych przez podmiot. Całościowa analiza profilu funkcjonalnego podmiotów powiązanych, algorytmu kalkulacji ceny oraz inne reguły stosowania metody ustalania cen pozwala podatnikowi osiągnąć stuprocentową pewność, że w przypadku wydania pozytywnej decyzji organ podatkowy nie będzie miał podstaw do zakwestionowania stosowanych cen transferowych.

Kluczową kwestią jest również możliwość zastosowania zasady roll back w kontekście ochrony zagwarantowanej przez APA. Na wniosek podatnika porozumieniem może zostać objęty okres liczony od dnia złożenia wniosku. Możliwość skorzystania z tej możliwości znacznie niweluje negatywne skutki przeciągających się procedur pozyskania porozumienia. Wprawdzie zgodnie z art. 20j. Ordynacji podatkowej postępowanie w sprawie wydania porozumienia powinno być zakończone maksymalnie w ciągu pół roku w przypadku porozumień jednostronnych, roku – w przypadku porozumień dwustronnych, półtora roku – w przypadku porozumień wielostronnych, to w praktyce powyższe terminy nie zawsze są przestrzegane. Długi okres oczekiwania może zniechęcać podatników do skorzystania z narzędzia.

Wysoka cena

Inną wadą APA, która jest często podnoszona przez podatników, jest wysoki koszt zawarcia porozumienia. Wraz ze złożeniem wniosku konieczne jest uiszczenie opłaty w wysokości 1% wartości transakcji, której ma dotyczyć porozumienie. Koszt pozyskania APA jest zależny od wariantu porozumienia i waha się w przedziale 5 000–200 000 zł. Warto też pamiętać, że biorąc udział w procedurze pozyskania porozumienia warto skorzystać z pomocy kancelarii prawnopodatkowej. Wprawdzie skorzystanie z jej usług powiększy nieco całościowe koszty pozyskania APA, jednak doświadczeni doradcy mogą okazać się bezcenni nie tylko w trakcie przygotowania wniosku, ale przede wszystkim w trakcie prowadzenia rozmów z Ministerstwem Finansów.

Ze względu na wysoki koszt, APA zainteresowani są z reguły duzi podatnicy, którzy nie odczują zbytnio kosztu procedury. Tym bardziej, że samo zawnioskowanie o wydanie porozumienia nie gwarantuje pozyskania pozytywnej decyzji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Dlaczego dolar znów nieco stracił?

Bogaty kalendarz powinien wpłynąć na wyższą zmienność na rynkach. EUR/USD znów w górę po nieudanym przebiciu wsparcia na poziomie 1,17. Dzisiejszy PMI z sektora usług Wielkiej Brytanii zahamował osłabienie funta. Ważny odczyt ADP z USA, tylko czy tym razem będzie w korelacji z oficjalnymi danymi. Stopy w Polsce bez zmian. Stanowisko prezesa RPP w obliczu rosnącej inflacji w Polsce.

Spokojny wtorek

Wczorajszy dzień zdecydowanie nie należał do tych pasjonujących o wysokiej zmienności. Głównych przyczyn należało szukać w dość ubogim kalendarzu makro. Do tego wczoraj na rynkach nie odbywał się handel w Niemczech, Chinach i Korei Południowej. Główna para walutowa świata po przetestowaniu wsparcia w okolicach 1,17 w dalszej części dnia zmierzała na północ. Docierając dzisiaj o poranku już na poziom 1,1770.

Dlaczego dolar znów nieco stracił

Trudno jednoznacznie wyrokować z czego wynikała słabość dolara. Być może było to odbicie na głównej parze po uspokojeniu nieco sytuacji w Katalonii. Z USA natomiast dotarły wieści, że nowym szefem Fed może zostać Jerome Powell za którym optuje szef skarbu. Być może inwestorom nie podoba się ta kandydatura ze względu na to, że przejawia poglądy gołębie. Z tego też może wynikać wolniejsze tempo zacieśniania monetarnego co by zaszkodziło dolarowi.

Na początek PMI

Dzisiaj kalendarz makro jest już znacznie bogatszy. Od godzin porannych IHS Markit prezentował indeksy PMI m.in. dla Niemiec, Francji i wynik zbiorczy dla całej strefy euro. Są to wyniki ostateczne więc prawdopodobieństwo ich odchylenia od wstępnych wartości było niewielkie. Ogólnie rzecz biorąc wskaźniki nie zawiodły. Wpływu jednak na notowania euro publikacje nie miały. Główna para porusza się w dość wąskim przedziale wahań.

Funt pod presją danych

Nieco później poznaliśmy wskaźnik PMI dla usług z Wielkiej Brytanii. Ostatnie kilka odczytów mieściło się w okolicach 53,5. Prognozy oczekiwały zbliżonej wartości do średniej z ostatnich miesięcy. Finalnie odnotowano wynik 53,6 czyli lepszy od prognoz. Dzisiejsze dane może nie byłyby tak ważne ale trafiły akurat na podatny grunt. A mianowicie od wczoraj mamy do czynienia z presją na funcie po bardzo słabych danych PMI z sektora budowlanego. Dzisiejsze nieco lepsze dane zahamowały negatywną presję na brytyjskiej walucie po wczorajszym rozczarowaniu.

Czy tym razem przepowie oficjalne dane

O 14.15 poznamy raport ADP z USA. Prognozy zakładają wzrost etatów tylko o 130 tys. podczas gdy w sierpniu było to 237 tys. Publikacja ta niejednokrotnie była drogowskazem przed oficjalnymi danymi z rynku pracy w USA. Ale też trzeba dodać, że wyniki kilka razy kompletnie się “rozjechały”. Lepszy odczyt w połączeniu z późniejszym przemówieniem Janet Yellen (21.15) może znów dodać siły amerykańskiej walucie.

RPP i szereg pytań do prezesa

Na krajowym rynku również bardzo ciekawy dzień. Dzisiaj poznaliśmy decyzję RPP co do poziomu stóp w Polsce. Oczywiście na żadną zmianę się nie zanosiło i stopy pozostały na poziomie 1,5%. Wszyscy będą jednak oczekiwać na konferencję po decyzji prezesa RPP, początek o 16.00. Rada może się odnieść do znacznego wzrostu inflacji w ostatnim czasie. Nieco bardziej jastrzębie stanowisko mogłoby nieco wzmocnić krajową walutę. Której ewidentnie brakuje argumentów za umocnieniem gdyż stanowisko prezesa Glapińskiego nie przewiduje zmian stóp aż do końca 2018 roku. Inwestorzy wierzą w taki wydźwięk komunikatu gdyż polska waluta od rana praktycznie wzmacnia się do głównych walut.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Wspólnik może spłacać dług już nieistniejącej spółki jawnej

Wykreślenie spółki jawnej z rejestru przedsiębiorców bez przeprowadzenia likwidacji lub przekształcenie jej w inną spółkę handlową nie wyłącza odpowiedzialności wspólników za zobowiązania finansowe spółki. Jak wynika z uchwały Sądu Najwyższego, wierzyciel może dochodzić, po spełnieniu pewnych warunków, należności także od wspólników spółki. Wspólnicy spółki jawnej odpowiadają bowiem za jej zobowiązania bez ograniczeń, całym swoim majątkiem nawet w przypadku likwidacji lub przekształcenia spółki.

Granice odpowiedzialności wspólnika za zobowiązania spółki jawnej

Niektórym wspólnikom spółek jawnych wydaje się, że rozwiązanie spółki bez przeprowadzenia likwidacji i, co istotniejsze, bez zaspokojenia jej wierzycieli spowoduje unieważnienie obowiązku regulowania jej długów.

To błąd. Zgodnie z art. 22 § 2 k.s.h. każdy ze wspólników spółki jawnej ponosi odpowiedzialność bez ograniczenia za zobowiązania tej spółki – dotyczy to także długów spółki zlikwidowanej. Zgodnie z tą zasadą i na podstawie art. 7781 k.p.c. wierzyciel spółki jawnej może zażądać nadania klauzuli wykonalności przeciwko wspólnikowi na wyroku zasądzającym roszczenie od  spółki. Jeżeli egzekucja okaże się bezskuteczna (lub jeżeli jest oczywiste, że taka będzie, np. gdy spółka jawna już nie istnieje), roszczenia mogą być skierowane także przeciwko wspólnikowi, który odpowiada bez ograniczeń całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki.

Wspólnicy odpowiadają za zobowiązania nieistniejącej spółki

Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 4 września 2009 r. (sygn. akt: III CZP 52/09) uznał, że wykreślenie spółki jawnej z rejestru przedsiębiorców nie stanowi przeszkody w nadaniu na podstawie art. 7781 k.p.c. klauzuli wykonalności przeciwko wspólnikowi. Chodzi o osobę, która była wspólnikiem wówczas, gdy zobowiązanie wskazane w tytule egzekucyjnym powstało.

Wyrok został wydany w następujących okolicznościach: kontrahent domagał się zasądzenia od spółki jawnej określonej wierzytelności. Po wydaniu orzeczenia uwzględniającego żądanie wskazane w pozwie spółka została zlikwidowana i wykreślona z KRS. Wówczas kontrahent wystąpił z żądaniem nadania wyrokowi zasądzającemu należność klauzuli wykonalności przeciwko byłym wspólnikom spółki. Jako podstawę wskazał art. 7781 k.p.c., zgodnie z którym tytułowi egzekucyjnemu sąd nadaje klauzulę wykonalności przeciwko wspólnikowi, który odpowiada bez ograniczenia całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki.

Sąd I instancji uznał, że powołana przez wierzyciela regulacja może być podstawą nadania klauzuli wykonalności tylko przeciwko osobom, które w momencie nadawania jej są wspólnikami danej spółki. Ponieważ spółka została wykreślona z rejestru przedsiębiorców, art. 7781 k.p.c. nie uprawnia sądu do nadania orzeczeniu klauzuli wykonalności przeciwko byłym wspólnikom.

Dopiero Sąd Najwyższy stwierdził, że wykreślenie spółki jawnej z rejestru przedsiębiorców nie stanowi przeszkody w nadaniu na podstawie art. 7781 k.p.c. klauzuli wykonalności przeciwko osobie, która była wspólnikiem wówczas, gdy zobowiązanie wskazane w tytule egzekucyjnym powstało.

Wspólnicy odpowiadają za zobowiązania przekształconej spółki

W przypadku przekształcenia spółki jawnej dochodzi jedynie do zmiany organizacyjno-prawnej. Tożsamość podmiotu zostaje zachowana – tak orzekł Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 3 lutego 2016 r. (sygn. akt V CSK 336/15). Oznacza to, że treść stosunków prawnych łączących spółkę z podmiotami trzecimi nie ulega zmianie. Nie zmienia się też sytuacja jej wierzycieli. Za zobowiązania spółki powstałe przed dniem przekształcenia wspólnicy odpowiadają przez trzy lata na dotychczasowych zasadach (a więc solidarnie ze spółką przekształconą).

Jak unikać błędów?

Likwidacja spółki jawnej (i utracenie przez nią osobowości prawnej) albo jej przekształcenie nie stanowi przeszkody, by wspólnicy odpowiadali za zobowiązania spółki. W związku z tym zawsze, gdy rozważa się zakończenie działalności spółki jawnej lub przekształcenie jej, należy przenalizować sytuację prawną i finansową przedsiębiorstwa. To pozwoli na podjęcie odpowiednich działań minimalizujących odpowiedzialność wspólników za zobowiązania spółki.

Autor: mec. Paula Fijałkowska, mec. Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec

Nowy Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce

Marc Dherment
Marc Dherment

Z dniem 1 września 2017 r. funkcję Dyrektora Generalnego ITM Polska objął Marc Dherment. Spółka odpowiedzialna jest za wyznaczanie strategicznych kierunków rozwoju Grupy Muszkieterów w Polsce, zrzeszającej sieci supermarketów spożywczych Intermarché oraz typu „dom i ogród” Bricomarché.

Marc Dherment, jako menadżer związany jest z branżą handlową od wielu lat. Był m.in. odpowiedzialny za system franczyzowy dla Europy Wschodniej (w tym dla Polski) w Grupie Metro. Pełnił też funkcję zarządzającą w Makro Polska.

Dotychczasowy Dyrektor Generalny ITM Polska – Philippe Jammes – po ponad 20 latach pracy w Grupie Muszkieterów, podjął decyzję o wstąpieniu w szeregi franczyzobiorców Grupy w Polsce. Dzięki temu Philippe Jammes będzie dalej wspierał Muszkieterów swoim doświadczeniem.

 

Wpływ stóp procentowych na kursy walut

Nieustanne wahania wartości walut są wpisane niemalże w codzienność. Na kurs notowań wpływa wiele czynników, począwszy od tych geopolitycznych po sytuację makroekonomiczną. Niemniej, jednym z kluczowych elementów przekładających się w sposób bezpośredni na kształtowanie cen walut są stopy procentowe.

Stopy procentowe odgrywają ważną rolę w polityce monetarnej na całym świecie. Z ich uwarunkowań korzystają m.in. banki centralne, a także giełdy walutowe. Ich zadaniem jest stymulowanie rozwoju gospodarczego, w także przeciwdziałanie inflacji. Są ustalane przez banki centralne danych państw. Pod pojęciem stóp procentowych znajdują się:
– stopy oprocentowania kredytu;
– stopy oprocentowania depozytu;
– stopy dyskontowe;
– stopy dochodowości instrumentów dłużnych.

Generalnie stopy procentowe mogą przybierać formy długo- i krótkoterminowych. Mają one szczególne znaczenie dla przedsiębiorstw, osób zajmujących się handlem walutami, a także dla wszystkich obywateli. Istotną informacją jest to, że stopy procentowe nie zmieniają się w sposób dynamiczny i nieprzewidywalny. Najczęściej są one związane z kolejnymi ruchami podwyżek lub obniżek, które są rozplanowane na okres kilku miesięcy. Jednorazowe zmiany nie są większe niż 25 punktów procentowych, rzadziej 50 punktów.

Stopy procentowe a waluty

Z punktu widzenia osób zajmujących się walutami wysokość stóp procentowych jest rozpatrywana globalnie, a więc pod kątem wysokości w poszczególnych krajach. Generalna zasada mówi, że im stopy procentowe wyższe, tym waluta danego państwa jest bardziej atrakcyjna i odwrotnie, im stopa niższa tym waluta cieszy się mniejszą popularnością. Dlaczego tak się dzieje?

Waluty państw notujących wysokie stopy procentowe są pożądanym aktywem, które wiąże się z większym oprocentowaniem lokat oraz szeroko pojmowaną rentownością obligacji. Ta zależność ściśle wiąże się z długiem i obligacjami skarbowymi. Inwestorzy zainteresowani ich nabyciem wpierw muszą kupić daną walutę, a to przekłada się na zwiększenie jej popytu i tym samym na jej cenę na rynku.

Prawdziwe jest powiedzenie, że stopy procentowe i waluty są od siebie zależne i wzajemnie się uzupełniają. W szerszym ujęciu poziom stóp procentowych wpływa na kształtowanie się kursów walut.

Ważnymi pojęciami związanymi z tematyką stóp procentowych w odniesieniu do rynku walut jest aprecjacja waluty oraz deprecjacja waluty. O aprecjacji mówimy wtedy, gdy obserwujemy wzrost wartości określonej waluty względem innych. Z kolei deprecjacja jest zjawiskiem odwrotnym, o którym mówimy w momencie, w którym ma miejsce osłabienie wartości jednej waluty w odniesieniu do innych, co oznacza wyraźny spadek siły nabywczej słabszej waluty. Aktualna lista najważniejszych walut oraz kryptowalut znajduje się na e-kursy-walut.pl

Stopy procentowe w kontekście rynku walutowego mają szczególne znaczenie dla spekulantów giełd walutowych, którzy na ich podstawie mogą podejmować określone i prawidłowe ruchy inwestycyjne.

Dobra passa dla krakowskich biur

Prosperity na biurowym rynku w stolicy Małopolski trwa, o czym świadczy zarówno ilość nowych projektów dostarczanych na rynek, jak i tych będących w fazie budowy i developmentu, oraz wolumen zawieranych transakcji. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland podkreślają, że dynamika rynku nie wpływa znacząco na stawki czynszowe ani na poziom pustostanów, które utrzymują się na stabilnym poziomie.

Duży popyt na powierzchnie biurowe w Krakowie skutkuje szybkim wchłanianiem nowo powstających biur przez rynek. Fundamentem, który pozwala optymistycznie patrzeć na rozwój tego sektora jest branża usług biznesowych BSS, która od wielu lat bardzo dobrze czuje się pod Wawelem. I to właśnie te firmy generują największy popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe

Małgorzata Fibakiewicz Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland
Małgorzata Fibakiewicz – Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland

O silnej, globalnej pozycji Krakowa na liście najlepszych destynacji dla firm z sektora wyspecjalizowanych usług dla biznesu świadczy m.in. 2. miejsce w europejskim rankingu atrakcyjności lokalizacji do prowadzenia działalności w sektorze BSS oraz 8. miejsce w globalnym rankingu Tholons Services Globalization.

Utrzymanie wysokiej dynamiki rozwoju sektora usług wspólnych w stolicy Małopolski jest i będzie nierozerwalnie związane z dostępem do wykwalifikowanych zasobów ludzkich. To one stanowią największą wartość dla tej branży. To także bardzo ważny czynnik – w połączeniu z wciąż atrakcyjnymi kosztami pracy – który brany jest pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o nowych inwestycjach i rozwijaniu dotychczasowych projektów w tym sektorze

Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych Bnp Paribas Real Estate Poland
Tomasz Skrzypek, Starszy Konsultant, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych Bnp Paribas Real Estate Poland

W związku z masowym napływem firm z sektorów usług wspólnych, obsługi procesów biznesowych, informatyki i telekomunikacji oraz badań i rozwoju, od kilku lat trwa dobra passa na krakowskim rynku powierzchni biurowych. Prognozowany wzrost zatrudnienia w firmach prowadzących tę działalność, jest bardzo dobrym prognostykiem na przyszłość. Jedynym elementem, który może komplikować dalszy rozwój, jest niskie bezrobocie, czyli dostępność i koszt pracowników.

Dostrzegając potencjał tego rynku BNP Paribas Real Estate Poland rozwija lokalny oddział, który koordynuje m.in. procesy związane z zarządzaniem Kazimierz Office Center, a od sierpnia br. odpowiada także za rekomercjalizację biurowca klasy A Diamante Plaza.

Nowa ulga na badania i rozwój – to bardzo dobra zmiana

Większość zmian zawartych w projekcie ustawy o poprawie otoczenia prawnego działalności innowacyjnej jest dobra dla firm. Przedsiębiorcy, którzy prowadzą prace badawczo – rozwojowe, od 1 stycznia 2018 r., będą mogli skorzystać z przyjaznych rozwiązań – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Koszty osobowe

Budzący liczne spory interpretacyjne przepis dotyczący zaliczenia do kosztów osobowych należności i składek pracowników „zatrudnionych w celu realizacji działalności badawczo-rozwojowej” ulegnie zmianie na korzyść przedsiębiorstw.

Do ulgi B+R będą zaliczane koszty zatrudnienia pracownika poniesione przez przedsiębiorcę w danym miesiącu w takiej części, w jakiej czas przeznaczony na realizację działalności badawczo-rozwojowej pozostaje w ogólnym czasie pracy pracownika w danym miesiącu. To korzystna zmiana, gdyż ewidencja czasu pracy realizacji działalności badawczo-rozwojowej przez pracowników jest wskazana i potrzebna, gdyż mamy do czynienia z ulgą w podatku dochodowym, gdzie każde odstępstwo od opodatkowania powinno być ściśle interpretowane.

Włączenie do katalogu kosztów kwalifikowanych umów cywilnoprawnych

W obecnej uldze B+R do kosztów osobowych przedsiębiorca może zaliczyć wyłącznie pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Od stycznia 2018 roku przedsiębiorcy do ulgi B+R będą mogli zaliczyć również pracowników zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia czy umowy o dzieło.

Rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych o sprzęt specjalistyczny wykorzystywany bezpośrednio w B+R, niebędący środkiem trwałym

– To bardzo dobra zmiana, którą postulowaliśmy od dawna. Nie da się prowadzić działalności badawczo-rozwojowej bez odpowiedniego sprzętu specjalistycznego, w szczególności wyposażenia laboratorium. Ustawodawca w propozycji nowej kategorii kosztów kwalifikowanych do sprzętu specjalistycznego zalicza: naczynia i przybory laboratoryjne oraz urządzenia pomiarowe, bezpośrednio wykorzystywane w B+R. Warto byłoby jeszcze rozszerzyć tę listę o narzędzia bezpośrednio wykorzystywane do działalności badawczo-rozwojowej – mówi Małgorzata Boguszewska, Ayming Polska, przewodnicząca Zespołu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan ds. tworzenia w Polsce Ulgi B+R.

Zawężenie możliwości odliczenia w uldze B+R współpracy między przedsiębiorstwami przy realizacji B+R wyłącznie do współpracy firm z jednostkami naukowymi.

Od stycznia 2018 r. przepis będzie jasno wskazywał, iż zarówno nabycie wyników badań naukowych, jak również ekspertyz, opinii, usług doradczych i usług równorzędnych powinno pochodzić od jednostki naukowej.

Zdaniem Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, w tym wypadku dobrze byłoby pozostawić możliwość nabycia ekspertyzy, opinii, usługi doradczej i usługi równorzędnej od innego przedsiębiorstwa, pod pewnymi warunkami, chociażby wykazania, iż danej ekspertyzy, opinii, usługi doradczej nie można nabyć od jednostki naukowej.

Wzrost wysokości ulgi B+R

Od stycznia przyszłego roku wszyscy przedsiębiorcy zyskają możliwość odliczenia 100% poniesionych kosztów na działalność badawczo-rozwojową. Wyróżnienie w postaci możliwości uzyskania jeszcze wyższego „bonusu” już od stycznia 2018 roku otrzymają przedsiębiorstwa posiadające status centrum badawczo-rozwojowego (CBR).

Przedsiębiorstwa te będą mogły liczyć na wysokość odliczania nawet do 150% poniesionych kosztów.

Obecny fundusz innowacyjności w firmach posiadających status CBR zostanie zastąpiony rozszerzonym katalogiem kosztów kwalifikowanych. Tym więc sposobem CBR oprócz kosztów kwalifikowanych wyżej wymienionych będą mogły odliczyć również: koszty współpracy przy B+R z innymi przedsiębiorstwami oraz koszty amortyzacji budynków, budowli i lokali stanowiących odrębną w tej części w jakiej są wykorzystywane do prowadzonej działalności B+R. Z tym, iż odliczenie z tytułu amortyzacji budynków, budowli i lokali wykorzystywanych do B+R jak również koszty współpracy z innymi przedsiębiorstwami nie będą mogły być wyższe niż 10% przychodów przedsiębiorcy.

Objęcie ulgą B+R przedsiębiorców prowadzących działalność w SSE

Prawo do odliczenia ulgi B+R zyskają przedsiębiorcy prowadzący działalność na terenie specjalnej strefy ekonomicznej na podstawie zezwolenia, w odniesieniu do kosztów kwalifikowanych, które nie będą przez przedsiębiorcę uwzględnione w kalkulacji dochodu zwolnionego z podatku dochodowego.

Projekt ustawy zawiera także wiele innych, korzystnych dla firm rozwiązań, m.in:

  • rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych o nabycie usługi wykorzystania aparatury naukowo-badawczej wyłącznie na potrzeby prowadzonej działalności, warto podkreślić iż koszt nabycia usługi wykorzystania aparatury naukowo-badawczej znalazł się w najnowszej wersji projektu ustawy po Konfederacji Lewiatan zaproponowanej podczas konsultacji publicznych projektu.
  • rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych również dla dużych przedsiębiorstw o koszty uzyskania i utrzymania patentu, prawa ochronnego na wzór użytkowy, prawa z rejestracji wzoru przemysłowego,
  • w przypadku prac rozwojowych zaliczenie do kosztów kwalifikowanych amortyzacji wartości niematerialnych i prawnych w proporcji w jakiej w jej wartości początkowej pozostają koszty kwalifikowane objęte ulgą B+R

Plany nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną

Według doniesień prasowych Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad projektem nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, a jednym z głównych celów tej inicjatywy ma być walka ze zjawiskiem rozpowszechniania nieprawdziwych informacji w sieci.

Niedawno w internecie pojawił się projekt nowelizacji ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Nie jest to co prawda oficjalny dokument, tym niemniej z publicznych wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że rzeczywiście trwają prace nad nowelą do wspominanej ustawy, a jej głównym założeniem ma być ograniczenie hejtu, rozpowszechniania fałszywych informacji i agresji w sieci jak również ograniczenie arbitralności działań operatorów serwisów społecznościowych.

Jeśli polegać na ujawnionym w internecie dokumencie, zamierzenia autorów projektu są bardzo ambitne. Projekt rozciąga stosowanie przepisów polskiego prawa na świadczenie usług dostępnych w ramach środków społecznego przekazu dla usługobiorców mających miejsce zamieszkania lub siedzibę w Polsce niezależnie od kraju pochodzenia usługodawcy, aczkolwiek jedynie w zakresie „ochrony wolności słowa, wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Na usługodawców, niezależenie od miejsca ich siedziby, nakłada się wyraźny zakaz ograniczania lub utrudniania dostępu do usług lub rozpowszechniania treści użytkowników, wprowadzając równocześnie szczególny tryb rozpoznawania przez sąd wynikłych na tym tle sporów – takimi sprawami ma się zajmować Sąd Okręgowy właściwy dla miejsca zamieszkania lub siedziby  usługobiorcy według przepisów dotyczących postępowania nieprocesowego. Ma to być bardzo sprawne i szybkie postępowania, w ramach którego czynności zarówno sądu jak i zaangażowanych stron muszą być podejmowane w krótkich, 24-godzinnych terminach, doręczenia dokonywane będą przy użyciu środków komunikacji elektronicznej, a rozstrzygnięcie sądu ma być natychmiast wykonalne. Ponadto projekt stanowi, że użytkownikom elektronicznych środków społecznego przekazu należy zapewnić możliwość ocen rozpowszechnianych treści przy użyciu symboli graficznych i opisu, przy czym szczegółowe zasady w tym zakresie mają zostać ustalone w drodze samoregulacji branży przy udziale Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Omawiany projekt może budzić kontrowersje (w tym m.in. w zakresie precyzji użytej terminologii)  i wymagałby zapewne pogłębionej analizy odnośnie zgodności proponowanych rozwiązań z przepisami dyrektywy 2000/31/WE o handlu elektronicznym (zwłaszcza w zakresie respektowania zasady państwa pochodzenia). Nie negując słuszności motywacji, która powodowała autorem (lub autorami) omawianego projektu wskazać należy, że proponowane regulacje bardzo odważnie wkraczają na obszar, który ze względów prawnych, lecz przede wszystkim praktycznych, powinien być zarezerwowany w pierwszym rzędzie dla prawodawcy europejskiego.

Tym niemniej największej wartości podjętej inicjatywy legislacyjnej należałoby upatrywać w pomyśle doprecyzowania pojęcia „wiarygodnej wiadomości” i szczegółowego uregulowania procedury notice-and-take-down, co stanowiłoby realizację postulatu wysuwanego przez branżę e-commerce od wielu już lat. Dość powiedzieć, ze prace nad nowelizacją ww. ustawy zmierzające w tym właśnie kierunku zostały zainicjowane i były koordynowane jeszcze w ramach MSWiA przeszło 10 lat temu przez ministra Wojciecha Wiewiórowskiego, przy czym nie sposób oprzeć się wrażeniu, że omawiany projekt czerpie inspirację (i słusznie) z wypracowanych wówczas rozwiązań.

Autor: Przemysław Walasek, LL.M., adwokat, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Pomimo ryzyk, średnie firmy z optymizmem oceniają perspektywy wzrostu w najbliższym roku

Jak wynika z badania EY Growth Barometer, 89% ankietowanych członków zarządów średniej wielkości firm na świecie widzi możliwości wzrostu, mimo niepewności panującej na rynku. Rewolucyjne technologie i niedobór talentów to zdaniem średnich przedsiębiorstw większe ryzyka niż niepewność na rynku. Natomiast europejscy liderzy w obliczu zmian stawiają przede wszystkim na wzrost firm poprzez ekspansję międzynarodową oraz fuzje i przejęcia.

EY Growth Barometer to pierwsze tego rodzaju globalne badanie przeprowadzone na grupie 2 340 liderów zarządzających firmami średniej wielkości w 30 krajach, w tym w Polsce. – Średnie firmy są silnikiem dla globalnego wzrostu. Przyczyniają się do sukcesu ekonomicznego, rozwoju przedsiębiorczości i innowacji. W sumie tworzą prawie 45% światowego PKB – mówi Jerzy Buzek, Partner w Dziale Audytu EY.

Na świecie bez spowolnienia

Mimo niepewności geopolitycznej, wśród badanych średnich firm na świecie, nie ma oznak spowolnienia. Ponad ⅓ (34%) przedsiębiorstw tej wielkości planuje w tym roku średnioroczny wzrost na poziomie 6-10%. To znacznie bardziej optymistyczne założenia niż prognozy Banku Światowego, który przewiduje wzrost gospodarczy na poziomie 2,7%. Co więcej, 14% wszystkich badanych firm planuje tegoroczny wzrost na poziomie przekraczającym 16%.

Europa korzysta z nowych szans

Natomiast, aż 89% zarządzających widzi, że dzisiejsza niepewność jest dobrą podstawą do wzrostu. – W Europie 38% badanych firm planuje swój tegoroczny wzrost na poziomie 6-10%, natomiast, co czwarta oczekuje wzrostu przekraczającego 11% – podkreśla Jerzy Buzek. – Firmy poprawiły swoje wyniki finansowe, korzystają z nowych szans, jakie stwarzają technologie cyfrowe i koncentrują się na znaczeniu innowacji, poszukiwaniu źródeł wzrostu oraz przyciąganiu talentów – dodaje.

Biorąc pod uwagę specyfikę europejskiego rynku i jego wzajemne powiązania między krajami, nie jest zaskoczeniem, że wśród priorytetów służących wzrostowi firm średniej wielkości w regionie, znalazło się wchodzenie na nowe rynki oraz fuzje i przejęcia – oba czynniki wskazał co 5. ankietowany. – Potwierdzają to wyniki badania EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy, z którego wynika, że większość inwestycji zagranicznych na Starym Kontynencie pochodzi z wewnątrz kontynentu – z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii – mówi Jerzy Buzek.

Dynamiczny jak brytyjski start-up

Mimo widma Brexitu, brytyjskie start-upy, wykazują największy poziom pewności wśród badanych krajów. 26% z badanych start-upów planuje wzrost na poziomie 11-25%, a 23% przewiduje wzrost przekraczający 26%.

Patrząc na większe rynki, można zauważyć znaczne różnice między Stanami Zjednoczonymi – największą gospodarką świata, gdzie nieco powyżej 1/3 (35%) wszystkich firm planuje umiarkowany wzrost poniżej 5%, a dwoma azjatyckimi tygrysami – Chinami i Indiami, gdzie łącznie 42% przedsiębiorstw przewiduje wzrost 6-10-procentowy. Co więcej, co 4. firma w tych krajach planuje wzrost na poziomie 11-15%.

Główne wyzwania: technologia i niedobór talentów

Zdaniem zarządów średnich firm, technologia i talenty to nie tylko dwa największe wyzwania stojące przed nimi, ale równocześnie czynniki, od których zależy ich dalszy, prężny rozwój. Talenty są wymieniane jako główny priorytet przez 23% badanych. Na drugim miejscu znalazła się poprawa działalności operacyjnej z 21% wskazań, na kolejnym ograniczenie biurokracji (12%) i korzystne umowy (8%) w zestawieniu kluczowych kwestii niezbędnych do osiągnięcia wzrostu.

Ponad ¼ badanych (27%) do osiągnięcia celów związanych ze wzrostem przedsiębiorstw planuje zwiększenie stałego zatrudnienia, a dalsze 14% chce zwiększyć liczbę pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin. Podążając za zmieniającymi się trendami na rynku pracy, prawie jedna na pięć firm chce korzystać z wolnych strzelców, aby skorzystać z wyspecjalizowanej wiedzy. Aż 93% zarządów uważa, że za sprawą technologii uda im się pozyskać talenty. – Liderzy firm średniej wielkości korzystają z technologii żeby przyciągnąć i utrzymać najlepszych pracowników, przyspieszyć wzrost, poprawić produktywność i zwiększyć zyskowność. Niepewność to nowa normalność. Ryzyka geopolityczne czy bariery handlowe to istotne czynniki, ale mimo to, średnie firmy idą do przodu i zatrudniają – podsumowuje Jerzy Buzek.

Na świecie widać jednak wyraźne różnice w zakresie planów zatrudnienia. Większość firm w Stanach Zjednoczonych (55%) zamierza utrzymać poziom zatrudnienia na obecnym poziomie, w porównaniu z 31% całej próby. Z kolei aż 53% start-upów planuje zwiększyć zatrudnienie pracowników pełnoetatowych. Blisko ¼ wszystkich start-upów chce zatrudnić wolnych strzelców i podwykonawców.

– W Europie firmy z branży motoryzacyjnej (24%), nieruchomości (23%) i handlowej (15%) planują zmniejszenie zatrudnienia. Natomiast w usługach finansowych i sektorze technologicznym odpowiednio 36% i 39% ankietowanych zamierza zwiększyć liczbę etatów – mówi Jerzy Buzek.

Roboty nie zastąpią talentów

Jak wynika z badania EY Growth Barometer, zaledwie 6% badanych stosuje Zrobotyzowaną Automatyzację Procesów (Robotic Process Automation – RPA) w niektórych obszarach. Zdaniem 15% wdrożenie automatyzacji i robotyzacji będzie skutkowało 10-procentowym zmniejszeniem liczby miejsc pracy. To pokazuje, że zarządzający firmami średniej wielkości planują częściowe wdrożenie tych rozwiązań, które pozwolą na wyręczenie ludzi przy wykonywaniu rutynowych czynności, ale ma to być pomoc dla pracowników a nie zastępstwo za nich.

Czynniki ryzyka

Co 5. badany wskazał rosnącą konkurencję, jako główne zagrożenie dla planów wzrostu. Na drugim miejscu znalazła się geopolityczna niestabilność (17%) oraz koszt i dostępność finansowania (12%). Te ryzyka były wymieniane znacznie częściej niż rosnące stopy procentowe (8%), zmienność kursów walut (8%) i surowców (6%). Członkowie zarządów dwa razy częściej wymieniali konkurencję niż ryzyko spowolnienia światowego wzrostu.

Przedsiębiorca Roku

W badaniu EY Growth Barometer wzięło udział także 220 przedsiębiorców biorących udział w programie EY Przedsiębiorca Roku. Po ponad 30 latach lokalne edycje konkursu odbywają się w ponad 60 krajach i 145 miastach na całym świecie. Biorą w nich udział przedsiębiorcy, którzy dynamicznie się rozwijają. Zakładają oni wyższe stopy wzrostu niż średnia. Jedna na pięć ankietowanych firm planuje, że będzie on na poziomie 6-10%, kolejne 20% przewiduje 11-15%, tyle samo twierdzi, że będzie to 16-25%. Kolejna grupa przewiduje wzrost wyższy niż 26%. Prawie 2/3 ankietowanych (61%) planuje zwiększenie zatrudnienia stałych pracowników, a 9% freelancerów.

O badaniu:

EY Growth Barometer to pierwsza edycja badania przygotowanego wspólnie z Euromoney Institutional Investor na grupie 2 340 członków zarządów – w tym 60% prezesów, założycieli i dyrektorów zarządzających w przedsiębiorstwach z 30 krajów, z firm o przychodach na poziomie 1mln-3 mld USD. Część badanych stanowili uczestnicy programu EY Przedsiębiorca Roku. Badanie zostało przeprowadzone między 31 marca a 12 maja 2017 roku.

Uskrzydlony pracownik, czyli jaki?

Uskrzydleni pracownicy to pracownicy zadowoleni i produktywni. Są zaangażowani w kreowanie przyszłości firmy. Cechuje ich pozytywne rozgorączkowanie i praca na wysokim obrotach. Pomimo szybkiego tempa pracy wiedzą jednak, jak uniknąć wypalenia zawodowego. Dlaczego są ogromną wartością dla firmy? Jak wspierać pracowników w osiąganiu stanu „uskrzydlenia”? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w raporcie firmy Human Power „Praca, moc, energia. Sześć obszarów, które wpływają na efektywność organizacji”.

Od dawna wiadomym jest, że zespoły o wyższym poziomie zaangażowania, znacznie częściej osiągają, a wręcz przekraczają stawiane im cele. Ciekawym przykładem są pracownicy fizyczni – analizy pokazują, że ci, którzy cechują się stanem uskrzydlenia, osiągają nawet o 27% lepsze wyniki. Natomiast u pracowników umysłowych wzrost efektywności w stanie uskrzydlenia wynosi 16 % (źródło: G. Spreitzer, C. Porath 2012, Jak zadbać o trwałą efektywność zespołu?).

Firmy, które mają w swoich szeregach zaangażowanych pracowników notują o 9 punktów procentowych wyższy poziom udziału rynku od innych konkurencyjnych, a ryzyko odejść pracowników jest o 36% niższe. Badania pokazały też, że już 5%  wzrost  wskaźnika  efektywności  przekłada  się  na 3% wzrost przychodów organizacji.

Jak dodać wiatru w skrzydła swojemu pracownikowi?

By dodać wiatru w skrzydła pracownikowi i tym samych zachęcić go do silnego angażowania się w wykonywane zadania, wystarczy pamiętać o kilku zasadach. Warto, by pracodawca dawał zatrudnionemu przestrzeń do samodzielnego podejmowania decyzji oraz poszukiwania własnych rozwiązań do napotkanych problemów. Szef powinien też dzielić się na bieżąco z pracownikiem informacją na temat ważnych aspektów funkcjonowania firmy – dzięki temu pracownik zacznie utożsamiać się z organizacją. Firma musi też określić pewne zasady współpracy, które będą promować kulturę osobistą oraz minimalizować nieuprzejmości. Uskrzydlony pracownik to również taki, który regularnie otrzymuje informacje zwrotne na temat swoich wyników pracy.

Czy polskie firmy dają przestrzeń na uskrzydlenie?

Połowa przebadanych przez firmę Human Power uważa, że praca pozwala im na realizowanie osobistych celów i planów. Odmiennego zdania był co piąty ankietowany. Nieco ponad połowa pytanych ocenia (57,7%), że w pracy wykorzystuje swój potencjał i umiejętności Pozytywną opinię w tym zakresie wyrazili częściej respondenci będący na stanowiskach kierowniczych (68,9% vs. osoby na stanowiskach niekierowniczych 53,9%). Ponad połowa ankietowanych w badaniu Human Power (58,5%), poinformowała, że ma inny niż wypłata cel przychodzenia do pracy, ale dla co piątego jedynym motywatorem są pieniądze. Co więcej większość badanych (68,5%) uważa, że w pracy realizuje zadania istotne dla innych. Połowa (53,3%) posiada też szefów sprawiających, że czują się docenieni i ważni. Braki w tym zakresie zgłosił jednak co piąty ankietowany (21,5%). Respondenci chwalą i doceniają siebie nawzajem za dobrze wykonaną pracę. O tym pozytywnym aspekcie współpracy poinformowało aż 90,7% z nich.

Grunt to mieć cel                                             

Produktywność i efektywność pracowników wiąże się z poczuciem przybliżania się do celu. O wiele łatwiej zarządza się własną energią, uwagą czy zadaniami do wykonania, jeśli wiemy, co jest dla nas istotne. Wiedząc, jaki jest cel działania i do czego się dąży, sprawia, że wybory stają się prostsze, a ścieżka postępowania wyraźniejsza i krótsza. Zaangażowanie i chęć pracownika do działania wzrośnie, jeśli będzie wiedział, że jego praca jest ważna. Informowanie go o celu pracy i wymiernych korzyściach dla organizacji jest kolejnym zadaniem liderów. Dzięki takim informacjom zwrotnym pracownik będzie postrzegał siebie jako istotny podmiot, którego praca wpływa na rozwój firmy.

– Poczucie sensu, jasno zdefiniowane cele oraz wartości wyznaczają kierunek, w jakim chcemy podążać. Dają nam powód, aby każdego dnia wstać rano i iść dalej, zgodnie z wytyczonym wcześniej torem działania. Uwalniają też ogromne pokłady energii i dają siłę, by przezwyciężać wszelkie przeszkody, jakie pojawiają się na drodze do celu – mówi Małgorzata Czernecka, prezes Human Power.

Trzech na czterech Polaków chciałoby zmienić swoje nawyki

Co trzeci Polak poniósł finansowe, społeczne lub zdrowotne negatywne konsekwencje swoich nawyków i uzależnień – wynika z badania „Uzależnienia i ich konsekwencje” wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK. Bez czego nie wyobrażamy sobie życia? Listę otwiera internet, kawa, rozmowy przez telefon i oglądanie seriali. Najbardziej chcielibyśmy zrezygnować z palenia papierosów, niezdrowej diety, słodyczy, alkoholu, stresującego stylu życia i rozrzutności.

Nie ma wątpliwości, najpowszechniejszym uzależnieniem Polaków jest obecnie korzystanie z internetu – wynika z badania „Uzależnienia i ich konsekwencje”* przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Ponad połowa ankietowanych wskazuje, że dostęp do sieci jest usługą, do której są szczególnie przywiązani i nie łatwo byłoby im z niej zrezygnować. Ponad jednej czwartej osób sieć jest niezbędna aby pielęgnować inne nawyki czyli zaglądanie do portali społecznościowych i skrzynki mailowej. Na liście ważnych, powtarzalnych zachowań jest też picie kawy. Mała czarna tylko nieznacznie przegrywa z internetem. Na kolejne miejsca trafiło oglądanie seriali oraz rozmowy telefoniczne. W pierwszej 10-tce znalazły się jeszcze uzależnienia od codziennego sprzątania, seksu, alkoholu, tytoniu, przesadnego dbania o zdrowie oraz gier komputerowych.

zachowania

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Czasu spędzonego w internecie ani też koniecznych na ten cel nakładów, Polacy bynajmniej nie żałują. Podobnie jest z piciem kawy, czy pogaduszkami przez telefon. Nawyki te przeważnie nie przysparzają kłopotów i tym samym nie budzą niechęci. Jednak aż trzech na czterech Polaków ma zachowania i przyzwyczajenia z których chciałoby jak najszybciej zrezygnować.

Najbardziej żałują palacze

W zestawieniu przyzwyczajeń, których badani najbardziej chcieliby się pozbyć dominuje palenie papierosów. Wszystkie osoby, które deklarowały, że palenie jest ich nałogiem powiedziały również, że chciały się z tego nałogu wyzwolić. To znacząca przestroga dla osób dziś tylko „popalających”, przekonanych, że jeszcze panują nad sytuacją.

przyzwyczajenia

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Palenie papierosów to nie tylko uszczerbek na zdrowiu, ale również w portfelu. Przeciętna cena paczki papierosów to obecnie 13,6 zł, choć droższe kosztują 17 zł. Wypalający pół paczki dziennie wydają więc w miesiącu od 200 zł do 260 zł, a przy paczce dziennie jest to już co najmniej 400 zł – 500 zł.  A tu już blisko do innego uzależnienia, które znalazło się na szóstym miejscu przyzwyczajeń z jakimi Polacy chcieliby szybko zerwać. Tej cechy nie lubi w sobie 4 proc. Polaków.

Złe nawyki co jedenastą osobę wpędziły w depresję

Z czym jeszcze chcielibyśmy skończyć? Z niezdrową dietą oraz słabością do słodyczy, tak odpowiedziało po 7 proc. ankietowanych. Na 16 proc. odpowiadających, że w mniejszym lub większym stopniu są uzależnieni od alkoholu, co trzeci chciałby odstawić piwo i drinki. Dla porównania od buszowania w sieci, które jest uzależnieniem ponad połowy badanych, ograniczenie marzy się jedynie co trzynastej z tych osób (4 proc. ogółu badanych). Podobnie jest wśród uzależnionych od oglądania seriali i TV, nawyk oglądania TV nie odpowiada co trzynastej osobie chętnie oglądających filmowe tasiemce (2 proc.). Co ósma osoba – 12 proc. wskazała też na inne przyzwyczajenia, których chętnie by się pozbyła. Powód? Nie chodzi tylko o drobne niedogodności wynikające z codziennych przyzwyczajeń, nawyków czy czasami już nałogów, lecz o poważne problemy jakich mogą one przysporzyć. Co trzeci badany przyznaje, że miał różnego rodzaju kłopoty lub też był zmuszony zadłużyć się z powodu swoich przyzwyczajeń i uzależnień.

uzależnienia

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

 

Nawyki i nałogi zmusiły do pożyczania pieniędzy w instytucjach finansowych 16 proc. Polaków, 13 proc. pożyczało od rodziny i znajomych. Co jedenasty badany przyznaje, że jego przyzwyczajenia wpędziły go w depresję (9 proc.), a co dwudziesty (5 proc.) stracił partnera lub się rozwiódł. Cześć osób z powodu nawyków miała też do czynienia z komornikiem, korzystała z terapii , a nawet straciła mieszkanie. Co czternasty (7 proc.) trafił z tego powodu do rejestru dłużników. W bazie BIG InfoMonitor widnieje obecne już 2,0 mln osób z niezapłaconymi w terminie zaległościami na kwotę 32,2 mld zł. W rejestrze znaleźli się z powodu niezapłaconych przez co najmniej 60 dni od terminu, rachunków za telefon, telewizję kablową, rat pożyczek, czynszów, a także długów windykowanych przez firmy windykacje oraz ze względu na nieuregulowane alimenty czy zobowiązania wobec sądów.

Paradoks rozrzutności, wydawanie pieniędzy ma poprawić samopoczucie, a wpędza w kłopoty

Życie potrafi być przewrotne, bo w kłopoty m.in. w depresję, konflikty z partnerem oraz problemy ze spłatą skutkujące wpisem do rejestru dłużników nierzadko wpędza rozrzutność i zakupy, które mają poprawić nastrój. Aż 26 proc. badanych przyznaje, że zdarzyło się im w życiu wydać w sposób nieprzemyślany dużą sumę pieniędzy. A 42 proc. badanych odpowiedziało też, że zdarzyło im się w ostatnich dwóch latach kupić coś na co nie było ich stać.

wydatki

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Do pochopnych zakupów na dużą kwotę częściej przyznają się osoby młode, w wieku 22–34 lat. Co popycha do rozrzutności? Przede wszystkim chęć poprawienia sobie samopoczucia. Na dalszych pozycjach znalazły się takie motywy jak chęć podniesienia statusu społecznego i dorównania innym.

Przysłowiowy Kowalski jest wyjątkowo przywiązany do…

Z badania wyłania się też obraz zadowolonego Polaka, który ma „wszystko” do czego jest najbardziej przywiązany. Co ma? Co robi? Siedzi przy suto zastawionym stole, korzysta z internetu w telefonie i popija kawę. Dobrze by było jeśli jeszcze w tle grałby telewizor, a pod domem czekałby samochód.

przywiązania

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

*Badanie „Uzależnienia i ich konsekwencje”, wykonane przez ARC Rynek i Opinia w sierpniu 2017 r., metodą CAVI, na reprezentatywnej próbie 1013 Polaków w wieku od 22 do 65 lat.

Nie ma dnia bez skarg na polisy OC

Stosowanie różnego rodzaju potrąceń amortyzacyjnych, przyjmowanie części alternatywnych czy zaniżanie kosztów roboczogodzin przy naprawie samochodu – kierowcy naprawiający swoje auta z polisy OC komunikacyjnego sprawcy wypadku wciąż skarżą się na niesłusznie zaniżone odszkodowania. Średnio co 30 minut do Rzecznika Finansowego wpływa jedna taka skarga.

– Każdego dnia roboczego trafia do Rzecznika Finansowego około 16 skarg na OC komunikacyjne. Szacujemy, że w tym roku będzie ich około 4 tysięcy, czyli podobnie jak w ubiegłym roku. Niestety te wartości nie maleją mimo, że od wydania wytycznych Komisji Nadzoru Finansowego dotyczących likwidacji szkód mija już prawie 3 lata – mówi newsrm.tv Marcin Jaworski, ekspert ds. komunikacji i edukacji w Biurze Rzecznika Finansowego.

Raport przygotowany przez Rzecznika Finansowego pokazał, że proponowane przez towarzystwa ubezpieczeniowe odszkodowanie jest często zbyt niskie i kwota nie pozwala dobrze naprawić samochodu. Zaniżanie kosztorysów odbywa się przez stosowanie różnego rodzaju potrąceń amortyzacyjnych, przyjmowanie części alternatywnych czy zaniżanie kosztów roboczogodzin. Klienci skarżą się też na przypadki orzekania tzw. szkody całkowitej. Towarzystwa stosują cały szereg trików, żeby udowodnić, że naprawa auta jest ekonomicznie nieopłacalna.

Istotne problemy wiążą się wciąż z oferowaniem samochodów zastępczych. Ubezpieczyciele co prawda, po uchwale SN z wniosku Rzecznika Ubezpieczonych, nie odmawiają już osobom fizycznym prawa do wynajmu, ale ograniczają jego czas. Teraz głównym problemem jest zmniejszanie liczby dni w których samochód zastępczy jest udostępniany.

– Opisane przez nas problemy sprawiają, że klienci nie mogą sfinansować w całości naprawy swojego samochodu korzystając z OC komunikacyjnego – dodaje Marcin Jaworski.

Stosunkowo najmniej skarg trafia w związku z odmową wypłaty z tytułu utraty wartości handlowej pojazdu. Wydaje się jednak, że to głównie efekt tego, że towarzystwa, wbrew wytycznym KNF, nie informują klientów zgłaszających szkodę o takim uprawnieniu.

– Klient, który jest niezadowolony z wyceny szkody w ubezpieczeniu komunikacyjnym musi złożyć reklamację w swoim zakładzie ubezpieczeń. Jeżeli jest niezadowolony z rozpatrzenia tej reklamacji podejmuje dalsze działania. My proponujemy włączyć w ten proces nową instytucję: niezależnego rzeczoznawcę – wyjaśnia Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Finansowy.

Propozycja zakłada zaangażowanie niezależnego rzeczoznawcy dopiero po odrzuceniu reklamacji przez zakład ubezpieczeń. Obecnie jeżeli poszkodowany chce zakwestionować określone przez ubezpieczyciela koszty naprawy musi samodzielnie szukać rzeczoznawcy. Taka opinia kosztuje 200-500 zł. Towarzystwo ubezpieczeniowe często ignoruje przedstawioną wyceną a sprawa trafia do sądu.

– Nasza propozycja zakłada, że jeżeli ubezpieczyciel odrzuci reklamację opartą np. na wycenie szkody to poszkodowany będzie miał prawo zlecić sporządzenie opinii, która będzie podstawą do obliczenia odszkodowania. Zakład ubezpieczeń, żeby podważyć opinię będzie musiał wykazać tzw. istotny błąd powołanego przez klienta rzeczoznawcy. Nie będzie mógł tego zrobić z wykorzystaniem swoich specjalistów, tylko będzie musiał skorzystać z usług niezależnego rzeczoznawcy. Jeśli ten nie potwierdzi zaistnienia istotnego błędu, to zakład ubezpieczeń będzie musiał zapłacić kwotę, którą określił rzeczoznawca klienta i zwrócić koszty sporządzenia opinii – wyjaśnia Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Finansowy.

Przed RPP: Rada zbagatelizuje wyskok inflacji

Jest mało prawdopodobne, aby wrześniowy wyskok inflacji CPI do 2,2 proc. r/r stał się podstawą do obudzenia jastrzębich głosów w Radzie Polityki Pieniężnej, kiedy inflacja bazowa pozostaje słaba. RPP pozostaje na kursie stabilizacji stóp procentowych nawet do końca 2018 r., o czym prezes NBP Glapiński powinien dziś przypomnieć. Decyzja pozostaje wydarzeniem bez wpływu dla złotego, choć w szerszym ujęciu bierność RPP kontrastuje z zaostrzaniem stanowiska banków centralnych gospodarek rozwiniętych, co musi rodzić wyraźne odpływy kapitału ze świata emerging markets.

Dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej kończy się w środę 4 października. NBP informuje o godzinie publikacji decyzji z 10-minutowym wyprzedzeniem (w ostatnim czasie jest to zwykle kilka minut po 12:00). Oczekujemy utrzymania stopy referencyjnej na 1,50 proc. Na 16:00 zaplanowana jest konferencja prasowa prezesa NBP.

W ciągu ostatniego miesiąca dane o aktywności gospodarczej wpisywały się w dotychczasowy trend wzrostowy i sygnalizują kontynuację stabilnej dynamiki PKB. Sierpniowe dane o płacach, sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej wypadły mocniej od prognoz, a roczna dynamika produkcji budowlano-montażowej przekroczyła 20 proc.

Największą niespodzianką ostatnich dni były wstępne szacunki inflacji CPI. Ceny konsumenckie we wrześniu były aż 2,2 proc. wyższe niż przed rokiem. Dynamika CPI bliżej celu inflacyjnego ostatnio była w grudniu 2012 roku. Taki stan rzeczy to w pierwszym rzędzie pochodna drożejących paliw oraz warzyw i owoców. Naszym zdaniem obie tendencje nadal będą windować ścieżkę inflacji. Średnie ceny paliw od końca czerwca wzrosły już o ponad 25 groszy. Historyczne zależności sugerują, że przed nami dalsze, kilkugroszowe podwyżki na polskich stacjach, które kulminację powinny osiągnąć
w połowie października. Co więcej, ostatnie szacunki GUS mówią o zbiorach owoców nawet o jedną trzecią niższych przed rokiem i dodatkowo wskazują na ich niską jakość (np. część jabłek mogła trafić jedynie do przetwórstwa przemysłowego). Kombinacja tych czynników będzie do końca roku utrzymywać dynamikę CPI powyżej 2 proc. a nasza wstępna prognoza sugeruje, że w listopadzie może nawet wypchnąć wskaźnik do celu NBP.

Trzeba jednak pamiętać, że paliwa i żywność to składowe koszyka, na które Rada Polityki Pieniężnej nie ma wpływu. Zdecydowana większość decydentów reprezentuje stanowisko, że nie ma potrzeby szybszego podniesienia kosztu pieniądza. Kluczowy argument jest taki, że źródła wzrostu cen szybko wygasną i poprzez efekty bazy w przyszłym roku będą obniżać ich trajektorię. Z drugiej strony zakładamy, że we wrześniowym wzroście inflacji udział miały także wyższe ceny leków (zmiana listy leków refundowanych), biletów lotniczych czy podręczników szkolnych (szczegóły dotyczące wzrostu cen w poszczególnych kategoriach poznamy 12 października). To powinno podbić inflację bazową
z 0,7 proc. do 0,9 proc. r/r, jednak to wciąż bardzo słaby wynik, który nie wywiera presji na RPP.

W Radzie cały czas dominuje stanowisko, że po wygaśnięciu czynników podażowych i efektów bazy odniesienia inflacja powróci wyraźnie poniżej celu NBP, przez co nie ma konieczności podnosić stóp procentowych. Ryzykiem dla takiego scenariusza byłoby, gdyby przy silnym rynku pracy i rozpędzonej gospodarce dojdzie do eskalacji oczekiwań płacowych prowadzącej do wybuchu presji kosztowej w gospodarce. Jakkolwiek jest to warunek, który pojawia się w wypowiedziach niektórych członków Rady, obecnie brak dowodów nasilania się presji płacowej, przez co nie oczekujemy, aby najbliższe miesiące mogły przynieść nawet jeden głos za podwyżką. Pogłębionej dyskusji o terminie pierwszej podwyżki stóp procentowych nie spodziewamy się wcześniej, jak w drugiej połowie 2018 r., choć wątpimy, aby pierwsza podwyżka wystąpiła wcześniej niż na początku 2019 r.

Po konferencji prasowej prezesa NBP spodziewamy się mniej więcej tego samego, co przed miesiącem. Prezes Glapiński jest gorącym zwolennikiem stabilizacji stóp procentowych do końca 2018 r., jeśli gospodarka będzie się rozwijać zgodnie z prognozami NBP. Dobrze komunikowane i niezmienne stanowisko Rady nie będzie niespodzianką dla rynków i powinno gwarantować brak reakcji PLN na decyzję, komunikat i konferencję. W szerszym kontekście niechęć RPP do zacieśniania polityki kontrastuje z polityką monetarną w gospodarkach rozwiniętych. Koniec programów ilościowego luzowania i dążenie do podwyżek wszędzie poza Japonią i Szwajcarią musi rodzić wyraźne odpływy kapitału ze świata emerging markets. Przy ujemnych realnych stopach procentowych nie widzimy znacznego potencjału do umocnienia złotego (prognozujemy EUR/PLN przy 4,28 na koniec grudnia).

Opracował Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Jakim dłużnikiem jest Polak?

2 na 5 Polaków ma doświadczenia związane z zadłużeniami. Jak rysuje się sylwetka Polaka dłużnika? 1/3 badanych wini za niespłacenie na czas swoich zobowiązań zbyt małe dochody. Powody wpadania Polaków w zadłużenia oraz oczekiwania względem rozwiązania problemu z zobowiązaniami pokazują szczegółowo wyniki badania „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowanego na zlecenie Lindorff SA.

Co jest powodem zadłużeń?

Badani, którzy przyznali się do obecnych lub wcześniejszych problemów z zadłużeniem zostali zapytani, co było powodem przeterminowania i niespłacenia na czas zobowiązań. Dla 33% ankietowanych usprawiedliwieniem okazały się zbyt małe dochody. Dla niewielu mniej, bo 31% respondentów, takim czynnikiem stała się utrata pracy. Natomiast dla 18% ankietowanych problemem w spłacie zadłużenia okazała się utrata źródła finansowania innego niż dochód z pracy. 1 na 10 ankietowanych wymienił jako powód wypadek losowy lub inne nieszczęście w rodzinie oraz chorobę; również 1 na 10 badanych wskazał na nieumiejętne zarządzanie pieniędzmi, a 6% uczestniczących w badaniu podało rozwód jako przyczynę zadłużenia.

wykres1Wymienione przez ankietowanych powody kształtują nieco inną hierarchię, jeśli podzielimy je na odpowiedzi kobiet i mężczyzn. 30% kobiet wskazało na utratę pracy. Niemal tyle samo mężczyzn udzieliło podobnej odpowiedzi, bo 31% z nich. Zbyt niskie dochody stały się powodem niespłacenia zadłużeń 29% badanych kobiet, kiedy tej odpowiedzi udzieliło aż 37% ankietowanych mężczyzn. 21% respondentek zrzuca winę na utratę źródła dochodów innego niż praca, dokładnie taki sam procent wyklarowali badani mężczyźni.

Jak wykazują powyższe wyniki, dla większości badanych (zwłaszcza mężczyzn) zbyt niskie dochody są wytłumaczeniem nieregulowania zobowiązań. Kobiety częściej wymieniały tylko utratę pracy, jednak różnica między tymi wskazaniami wyniosła zaledwie 1 punkt procentowy. Może to prowadzić do mało pozytywnej konkluzji – Polacy nie dostrzegają swojego nieumiejętnego zarządzania finansami (to jako powód wskazało zaledwie 10% respondentów), a nie chcąc ograniczać swoich wydatków – zaciągają zobowiązania, nie analizując możliwości ich późniejszej, terminowej spłaty.

Czego oczekują Polacy?

Respondenci zostali również zapytani, jak reagują na kontakt windykacyjny, kiedy mają przeterminowane zobowiązanie. Odpowiedzi ankietowanych zdominowały dwie pierwsze odpowiedzi – 38% badanych osób oczekuje propozycji rozwiązania problemu, a niewiele mniej, bo 36% ankietowanych, próbuje negocjować. Jedynie 8% respondentów unika kontaktu, a 6% czeka, aż dług się przedawni Warto przy tym zaznaczyć, że ¼ badanych stwierdziła, że żaden z zaprezentowanych w odpowiedziach schematów działania nie jest przez nich praktykowany. Tak duża różnica między dwiema pierwszymi, a pozostałymi odpowiedziami powinna cieszyć. Świadczy to o świadomości Polaków na temat kontaktu z windykacją. Przez pryzmat wyników wcześniejszego pytania można jednak wnioskować, że nieregulowanie zobowiązań ankietowani przyjmują jako jeden z możliwych scenariuszy, zaciągając je nawet wtedy, gdy ich wynagrodzenie nie pozwala na systematyczną spłatę.

wykres2Jeśli podzielimy odpowiedzi na wskazania kobiet i mężczyzn, dostrzeżemy ciekawy wynik. Mężczyźni przede wszystkim oczekują propozycji rozwiązania problemu – w 41%. Dokładnie taki sam procent wskazań osiągnęła najpopularniejsza odpowiedź kobiet – próby negocjacji.

Jakiej pomocy oczekujemy?

wykres3Badani zostali również poproszeni o sugestię – jakich form pomocy oczekują, jeśli zmagają się z zadłużeniem. Niemal ¼ ankietowanych szuka wtedy porady lub rozmowy/wsparcia – obie odpowiedzi uplasowały się ex aequo na pierwszej pozycji. 1 na 5 respondentów oczekuje w trudnej sytuacji podpisania ugody z firmą zarządzającą wierzytelnościami. 16% respondentów w chwili problemów finansowych zaciąga kolejne zobowiązanie.

Zaskakiwać może fakt, że mężczyźni dużo bardziej niż kobiety oczekują dobrej rady (30% wskazań męskich vs. 18% damskich). Natomiast to kobiety przede wszystkim liczą na podpisanie ugody z firmą windykacyjną – to aż 29% wszystkich kobiecych wskazań. Dla porównania, o ugodzie myśli zaledwie 11% badanych mężczyzn. Kobiety są więc bardziej ugodowe i chętne do współpracy, w przeciwieństwie do większości mężczyzn.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Wkrótce ulga B+R w nowej odsłonie. Jakich zmian mogą spodziewać się firmy?

Jesienią do Sejmu trafi projekt tzw. dużej ustawy o innowacyjności, która zmieni kształt ulgi na badania i rozwój. Zgodnie z zapowiedziami, przedsiębiorstwa inwestujące w działalność badawczo-rozwojową odliczą 100 proc. wszystkich kosztów kwalifikowanych. Na korzyść zmienią się również zasady rozliczania kosztów osobowych. Ustawodawca przewiduje też poszerzenie kategorii kosztów objętych ulgą B+R.

Od maja 2017 r. trwają konsultacje publiczne projektu tzw. dużej ustawy o innowacyjności, której celem jest stworzenie otoczenia prawnego sprzyjającego rozwojowi innowacyjności w Polsce. Jednym z jego głównych założeń jest poprawa kształtu ulgi podatkowej na badania i rozwój, czyli mechanizmu, który od 2016 r. zachęca przedsiębiorstwa w Polsce do zwiększania nakładów na działalność badawczo-rozwojową. Spośród wielu zapowiadanych zmian, trzy są szczególnie ważne z perspektywy przedsiębiorstw: zwiększenie wartości ulgi, wprowadzenie jasnych zasad dotyczących rozliczania kosztów osobowych i  znaczące poszerzenie zakresu kosztów kwalifikowanych do odliczenia.

  1. Większe oszczędności dla przedsiębiorstw inwestujących w badania i rozwój

W 2016 r. wartość odliczenia wynosiła 30 proc. kosztów pracowników zatrudnionych w celu realizacji działalności B+R oraz 20 proc. (MŚP) lub 10 proc. (duże firmy) pozostałych kosztów kwalifikowanych. Dzięki zmianom wprowadzonym pod koniec 2016 r. w ramach tzw. małej ustawy o innowacyjności, przedsiębiorstwa rozliczające ulgę B+R za 2017 r. będą mogły odliczyć 50 proc. kosztów pracowników zatrudnionych w celu realizacji działalności B+R oraz 50 proc. (MŚP) lub 30 proc. (duże firmy) pozostałych kosztów kwalifikowanych. Duża ustawa o innowacyjności przewiduje kolejne zwiększenie atrakcyjności ulgi oraz zniesienie zróżnicowania wielkości odliczenia, w zależności od kategorii kosztów i wielkości firmy. Niezależnie od wielkości zatrudnienia, firmy będą mogły odliczyć 100 proc. wszystkich kosztów kwalifikowanych.

„Zwiększenie wartości odliczenia do poziomu 100 proc. wszystkich kosztów kwalifikowanych to bardzo dobry krok w kierunku wspierania innowacyjności biznesu w Polsce. Ulga na takim poziomie od lat obowiązuje w Czechach i na Węgrzech. Przykładowo, duża firma, w której roczne koszty pracowników zatrudnionych w celu realizacji działalności badawczo-rozwojowej to 1 mln zł, a pozostałe koszty kwalifikowane to 500 tys. zł, przy stawce CIT 19 proc. za 2016 rok mogła odliczyć ok. 66 tys. zł. Utrzymując wydatki na B+R na tym samym poziomie, firma za 2017 r. odliczy ponad 120 tys. zł, a za 2018 r. aż 285 tys. zł. Zwiększenie wartości odliczenia pozwoli przedsiębiorstwom w Polsce na zyskanie realnych oszczędności, które można zainwestować w kolejne działania innowacyjne” – komentuje Małgorzata Boguszewska, Manager Działu Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

Duża ustawa o innowacyjności zakłada wprowadzenie dodatkowego odliczenia dla przedsiębiorstw, które posiadają status centrum badawczo-rozwojowego (CBR). Zyskają one możliwość odliczenia 150 proc. kosztów kwalifikowanych, w tym: kosztów osobowych, materiałów i surowców, sprzętu specjalistycznego który nie jest środkiem trwałym, współpracy z jednostkami naukowymi i innymi przedsiębiorstwami, odpłatnego korzystania z aparatury naukowo-badawczej i zakupu usługi korzystania z takiej aparatury, amortyzacji budynków, budowli i lokali stanowiących odrębną własność oraz środków trwałych, wartości niematerialnych i prawnych wykorzystywanych do B+R. Co istotne, odliczenie z tytułu amortyzacji budynków, budowli i lokali wykorzystywanych do B+R oraz koszty współpracy z jednostkami naukowymi nie będą mogły stanowić więcej niż 10 proc. przychodów CBR. Duża firma o statusie CBR odliczy 100 proc. kosztów praw ochrony intelektualnej, a MŚP aż 150 proc.

  1. Jasne zasady rozliczania kosztów osobowych

W wielu przedsiębiorstwach największy udział w kosztach działalności B+R mają koszty osobowe. W 2017 r., gdy przedsiębiorcy pierwszy raz rozliczali ulgę B+R, to właśnie odliczenie kosztów osobowych za 2016 r. okazało się dla nich największym wyzwaniem. Zgodnie z aktualnymi przepisami, do kosztów kwalifikowanych zaliczane są koszty osobowe, tj. należności i składki pracowników „zatrudnionych w celu realizacji działalności B+R” (art. 18d ust. 2 pkt 1 ustawy o CIT oraz 26e ust. 2 pkt 1 ustawy o PIT). To sformułowanie wymusza na przedsiębiorcach udowodnienie, że pracownicy realizujący działalność B+R w firmie, zostali w niej zatrudnieni właśnie w tym celu. W praktyce działalność badawczo-rozwojową w przedsiębiorstwie prowadzą pracownicy różnych działów. Większość z nich wykonuje ją przy okazji swoich standardowych obowiązków związanych z regularną działalnością firmy. Przepisy ustawy o CIT nie uzależniają odliczenia kosztów osobowych od formalnego potwierdzenia w dokumentach, że pracownik został „zatrudniony w celu realizacji działalności badawczo-rozwojowej”. Takie zatrudnienie można wykazać wszelkimi dowodami, które potwierdzą, że pracownik realizuje działania B+R. Mimo to, obecnie zarówno firmy, jak i organy podatkowe mają problem z interpretowaniem, na jakiej podstawie zaliczyć do ulgi B+R czas pracownika poświęcony na działalność badawczo-rozwojową. W 2017 r. niektóre urzędy odmawiały wydania interpretacji podatkowej lub wymagały formalnego uwzględnienia działań B+R w zakresie obowiązków pracownika.

Nowelizacja zmieni brzmienie przepisu wymagającego od przedsiębiorstw udowodnienia „zatrudnienia pracowników w celu realizacji działalności B+R”. Przedsiębiorca będzie mógł odliczyć w ramach ulgi badawczo-rozwojowej koszty zatrudnienia pracownika w danym miesiącu w wysokości proporcjonalnej do czasu przeznaczonego przez pracownika na działania B+R. Zgodnie z nowymi przepisami, w każdym miesiącu roku podatkowego firma będzie oceniać zaangażowanie danego pracownika w działalność badawczo-rozwojową. To oznacza, że przedsiębiorcy będą musieli prowadzić miesięczną ewidencję czasu pracy pracowników realizujących działalność B+R. Takie rozwiązanie sprawdziło się w Czechach i we Włoszech, gdzie ulga obowiązuje już od ponad dekady.

Koszty współpracy w ramach umów cywilnoprawnych wliczone do ulgi

Obecnie przedsiębiorcy mogą odliczyć w ramach ulgi B+R wyłącznie koszty osobowe pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy PIT/CIT, przedsiębiorstwa będą mogły odliczyć także koszty współpracy z osobami, które realizują dla nich działania B+R na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło. Ustawodawca stawia jeden warunek – osoby współpracujące w ramach umów cywilnoprawnych muszą zajmować się wyłącznie działaniami B+R. Od takich umów cywilnoprawnych firma będzie mogła odliczyć miesięczne należności przysługujące współpracownikowi oraz związane z nimi składki na ubezpieczenia społeczne.

  1. Objęcie ulgą kosztów sprzętu laboratoryjnego

Duża ustawa o innowacyjności przewiduje poszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych. Jedną z kluczowych zmian w tym zakresie jest objęcie ulgą kosztów sprzętu specjalistycznego, który jest wykorzystywany bezpośrednio w działaniach badawczo-rozwojowych, a jednocześnie nie jest środkiem trwałym. Według zapowiedzi ustawodawcy, do kategorii kosztów sprzętu specjalistycznego będą zaliczane „w szczególności”  naczynia i przybory laboratoryjne oraz urządzenia pomiarowe, bezpośrednio wykorzystywane w B+R.

„Bez odpowiedniego sprzętu laboratoryjnego nie da się prowadzić działalności badawczo-rozwojowej. Objęcie ulgą tych kosztów postulowaliśmy już od 2015 r. i wszystko wskazuje na to, że ustawodawca wysłucha apelu przedsiębiorstw. Niestety, w projekcie nowelizacji nadal brakuje uwzględnienia kosztów narzędzi bezpośrednio związanych z B+R. Przykładowo, w przetwórstwie tworzyw sztucznych prototyp nowego produktu (składającego się z surowców) nie może powstać bez takiego narzędzia jak forma do odlewania. W tym  wypadku to zakup matrycy jest droższy niż zakup surowca i ma większy udział w koszcie produkcji prototypu” – wyjaśnia Małgorzata Boguszewska, Manager Działu Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

Polska gospodarka i polski biznes potrzebują innowacyjności. Do jej osiągnięcia konieczne są nakłady na działalność badawczo-rozwojową. Przykłady zachodnich gospodarek pokazują, jak wielką rolę w rozwoju innowacyjności przedsiębiorstw odgrywają dobrze skonstruowane ulgi podatkowe. Przed nami perspektywa zmian, na których przedsiębiorstwa inwestujące w B+R mogą tylko zyskać. Jak wiele? Przekonamy się wkrótce.

Rewolucyjny środek transportu rozpędzi się do 1100 km/h. Polski prototyp kapsuły Hyperloop jest już gotowy, ale trwają prace nad torem testowym

Rewolucyjny środek transportu rozpędzi się do 1100 km/h. Polski prototyp kapsuły Hyperloop jest już gotowy, ale trwają prace nad torem testowym 3

Hyperloop to projekt nowego, niezwykle szybkiego środka transportu, który ma duże szanse stać się przełomem komunikacyjnym na świecie, w tym i w Polsce. Już teraz trwają zaawansowane prace nad wdrożeniem tej technologii. Kapsuła z pasażerami będzie się poruszać w specjalnym tunelu, w którym zostanie obniżone ciśnienie, co pozwoli na jazdę z prędkością nawet 1100 kilometrów na godzinę przy zachowaniu niewielkich kosztów transportu.

– Hyperloop to nowy środek transportu, który łączy w sobie zalety pociągu i samolotu. Zaczynamy od tego, że mamy rurę, w której obniżamy ciśnienie, dzięki temu redukujemy znacząco opór powietrza. Wewnątrz rury umieszczamy pojazd i dzięki wykorzystaniu lewitacji magnetycznej i w pełni elektrycznego silnika mamy pojazd, który porusza się przy bardzo małym zużyciu energii, cicho, ekologicznie i bardzo szybko – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Tabiszewski, prezes zarządu Hyper Poland.

Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego w 2016 r. środkami publicznego transportu zbiorowego podróżowało 693,8 mln pasażerów, czyli o 1,4 proc. mniej, niż w 2015 r. Spadek liczby przewożonych osób zanotowano w transporcie samochodowym (o 6,3 proc.). Znaczny wzrost zanotował natomiast transport lotniczy (o 20,5 proc.), a mniejszy (5,3 proc.) transport kolejowy. Na polskim rynku wciąż jest miejsce na nowy, ultraszybki środek transportu.

– Hyperloop nie ma zastąpić, ale uzupełnić obecne środki transportu, cały czas będą samochody, które dostarczą nas do celu na dystansie ostatnich paru kilometrów. Ciągle będą potrzebne pociągi, a samoloty będą latać na dużych dystansach. Przy odległości pomiędzy 50 a 1000 km jest jednak miejsce na coś nowego, właśnie na Hyperloopa. Chcemy integrować pozostałe środki transportu, zwiększać ich konkurencyjność dzięki temu, że powstaną arterie szybkiego transportu, które połączą ze sobą duże huby transportowe – podsumowuje Krzysztof Tabiszewski.

Jak wynika z danych GUS, w 2016 r. długość sieci kolejowej w Polsce skróciła się w porównaniu z rokiem poprzednim o 99 km. Długość autostrad zwiększyła się natomiast w ubiegłym roku o 75 km i na koniec 2016 r. wyniosła 1634 km. Pomimo znacznego wzrostu długości autostrad w ostatnich latach Polska pozostaje znacznie poniżej średniej europejskiej pod względem wskaźników liczby km autostrad na jednego mieszkańca. O 14 sztuk zwiększyła się liczba samolotów latających w lotnictwie cywilnym i wyniosła na koniec 2016 r. 1252 szt. Nowy środek transportu ma być jeszcze szybszy niż samolot.

– W teorii Hyperloop może się rozpędzić nawet do 1100 km/h, łatwo przeliczyć, że wtedy 100 kilometrów pokonywalibyśmy w ok. 5,5 minuty, natomiast maksymalna prędkość jest osiągana na prostych odcinkach, więc dużo zależy od tego, jak kręta będzie trasa, z Warszawy do dowolnego dużego miasta w Polsce moglibyśmy dotrzeć w pół godziny – wyjaśnia Krzysztof Tabiszewski.

Infrastruktura powiązana z tą technologią ma przypominać tradycyjną sieć kolejową. Na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej pod nadzorem prof. Janusza Piechny i przy współpracy z Politechniką Wrocławską opracowano pierwszy projekt kapsuły Hyperloop. Docelowo kapsuła ma mierzyć kilkanaście metrów długości i pomieścić od 24 do 48 pasażerów. Będzie poruszała się w tunelu o średnicy ponad 3 metrów.

– Pojazd, który powstał na Politechnice Warszawskiej, to pierwszy polski prototyp kapsuły Hyperloop. To dowód, że jesteśmy już blisko osiągnięcia tej technologii w Polsce. Brakuje budowy toru testowego. Jako firma Hyper Poland działamy w tym celu, aby taki tor jak najszybciej powstał w Polsce. Mamy nadzieję, że w ciągu kilku miesięcy będziemy mogli ogłosić stan prac nad tym projektem – prognozuje Krzysztof Tabiszewski.

Ekspert podkreśla, że koszt podróży tym innowacyjnym środkiem transportu będzie oscylować pomiędzy ceną biletu pociągowego a samolotowego. Obecnie w polski projekt Hyperloop zaangażowanych jest ponad 30 osób z różnych środowisk. Polski zespół jest jednym z pięciu największych ekip zajmujących się tą technologią.

– Jest kilka firm, które zajmują się tą technologią, Amerykanie szczególnie dużo w nią zainwestowali, wybudowali dwa duże tory testowe, natomiast nie boimy się konkurencji, mamy swoją technologię, jesteśmy przekonani, że warto w nią zainwestować – mówi Krzysztof Tabiszewski.

Do 2021 roku blisko 16 mld urządzeń będzie podłączonych do internetu rzeczy. Umiejętność programowania staje się koniecznością

Do 2021 roku blisko 16 mld urządzeń będzie podłączonych do internetu rzeczy. Umiejętność programowania staje się koniecznością 4

Każdego dnia do sieci podłączanych jest ok. 5,5 mln różnego rodzaju nowych przedmiotów codziennego użytku. W 2021 roku na 28 mld urządzeń podłączonych do internetu, ponad połowę będą stanowiły urządzenia internetu rzeczy. Każdy przedmiot może się stać inteligentnym urządzeniem pod warunkiem odpowiedniego oprogramowania. Dlatego istotne jest to, by język programowania był traktowany jako trzeci język. Im szybciej kontakt z programowaniem będą mieć dzieci, tym stanie się to dla nich bardziej naturalne.

– Wszystko, co nas otacza, może być inteligentnym otoczeniem: drzwi, okno, samochód, komputer, monitor, oświetlenie. O czymkolwiek pomyślimy, można traktować to jako inteligentne urządzenie, jeżeli tylko odpowiednio je zaprogramujemy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria innowacje Mateusz Jarus, prezes zarządu Expansio Software House, twórcy oprogramowania CodeAll, które pozwala w prosty sposób zaprogramować urządzenia internetu rzeczy..

Jak wynika z raportu analityków amerykańskiej firmy doradczej Gartner, na koniec 2016 roku w ramach internetu rzeczy podłączonych było 6,4 miliarda urządzeń. Szacuje się, że każdego dnia do sieci podłączanych jest ok. 5,5 mln różnego rodzaju nowych przedmiotów codziennego użytku. Firma Ericsson wskazuje zaś, że w 2021 roku na 28 mld urządzeń podłączonych do internetu, blisko 16 mld będą stanowiły urządzenia IoT (Internet of Things). Liczba urządzeń, które można podłączyć do sieci, jest nieograniczona.

– Za pomocą programowania można łączyć czujniki ze sobą, rozwiązując codzienne problemy: np. włączyć alarm w domu, kiedy nikogo w nim nie ma, a ktoś wchodzi o później godzinie, stworzyć czujnik cofania w samochodzie, sterować oświetleniem w domu, zbierać informacje o tym, jakie osoby wchodzą do pomieszczeń, włączać zdalnie czajnik elektryczny, np. na klaśnięcie – wymienia Jarus.

Jak podkreśla ekspert, coraz większa liczba urządzeń podłączonych do internetu rzeczy sprawia, że nauka programowania stała się koniecznością. Dzięki pojawiającym się programom czy robotom programowanie może być bardzo intuicyjne, a dzięki przeprowadzaniu przez zagadnienia programistyczne na bazie przykładów – także zabawą. Rozwiązaniem, które pozwala w prosty, intuicyjny sposób zaprogramować urządzenia internetu rzeczy, jest narzędzie CodeAll.

– Logujemy się do naszego portalu w internecie, gdzie inteligentny asystent przeprowadza nas krok po kroku przez kolejne zagadnienia programistyczne na bazie przykładów. Jeśli chcemy włączyć światło na klaśnięcie, asystent informuje nas, co należy wpisać w istniejącym programie, aby dana akcja się wydarzyła. Po napisaniu tego programu, trafia on na specjalne urządzenie podłączone do komputera i bezprzewodowo komunikuje się z czujnikami i nimi zarządza – tłumaczy Mateusz Jarus.

Jak wynika z raportu Edu-Tech z 2016 roku, opracowanego na bazie danych Eurostatu, Polska plasuje się w ogonie państw OECD pod względem kompetencji cyfrowych uczniów, a nauka programowania jest jedną z najsłabiej rozwiniętych umiejętności. Odsetek młodzieży, która korzystając ze specjalistycznego języka kodowania, napisała przynajmniej jeden program, wynosi w Polsce 14 proc., podczas gdy np. w Finlandii jest kilkukrotnie wyższy i sięga prawie 40 proc.

– W dzisiejszych czasach każdy powinien nauczyć się programowania, podobnie jak niemal każdy zna już jakiś język obcy. Tak jak nikogo nie dziwi, że rozmawiamy w języku obcym, tak w przyszłości moim zdaniem każdy powinien znać chociaż podstawy programistyczne. Jesteśmy otoczeni inteligentnymi urządzeniami, technologią, będziemy jeździć autonomicznymi samochodami, mamy inteligentne pralki, lodówki, korzystamy z bankomatu, z telefonów komórkowych, a nikt dokładnie nie wie, jak one działają. W każdym z tych urządzeń jest przecież program, warto, abyśmy wiedzieli, jak to funkcjonuje, jeżeli nie chcemy zostać w tyle za technologią – ocenia prezes Expansio Software House

Sytuacja w polskim szkolnictwie pod kątem nauki programowania powoli jednak się zmienia. Od tego roku szkolnego naukę programowania rozpoczęły już dzieci w najmłodszych klasach szkół podstawowych.

– Bardzo mnie cieszy to, że coraz młodsze dzieci stykają się z programowaniem. Dzisiaj naturalne jest, że nawet dziewięciolatek zaczyna stawiać pierwsze kroki w kodowaniu czy programowaniu tak jak w językach obcych. Im szybciej, tym lepiej. Im szybciej dzieci będą miały styczność z programowaniem, tym łatwiej ta nauka im przyjdzie, tym bardziej naturalne to dla nich będzie. Im później zaczynamy naukę, tym jest to dla nas trudniejsze, ale każdy może się nauczyć programować i warto, aby każdy znał chociaż podstawy – przekonuje Mateusz Jarus.

Kiedy hossa się zakończy? Wszystko zależy od decyzji banków centralnych

Od 2009 roku największe banki centralne przyjęły taktykę ultra luźnej polityki monetarnej. Oprócz standardowych obniżek stóp procentowych zastosowano bardzo agresywny instrument jakim jest Quantitative Easing, który polega na skupowaniu obligacji rządowych, korporacyjnych, a także czasami funduszy ETF zawierających akcje oraz nieruchomości. Poniższa grafika przedstawia działania banków centralnych od 2008 roku.

Kiedy hossa się zakończy? Wszystko zależy od decyzji banków centralnych 5

Od 2009 roku banki centralne działały wspólnie. Od 2009 roku do 2015 roku Rezerwa Federalna oraz Bank Anglii był odpowiedzialne za skup aktywów. Od 2015 roku odpowiedzialni są za to w głównej mierze BoJ oraz ECB. Od rozpoczęcia QE rynek finansowy dostawał zastrzyk płynności w postaci 150 USD miliardów miesięcznie (średnio). Wpływ na rynek takiego działania na rynek jest ogromny. Bankom centralnym udało się obniżyć długoterminową rentowność długu, co spowodowało łatwo dostępny kredyt na całym świecie. Jest to także jeden z powodów, dla którego giełda cały czas rośnie.

Bilans BoJ, FED, ECB na tle amerykańskich akcji

Bilans BoJ, FED, ECB na tle amerykańskich akcji

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia bilans trzech największych banków centralnych (G3 Central Bank Balance Sheet, FED, BoJ oraz ECB) na tle amerykańskich akcji. Wniosek nasuwa się sam.

Normalizacja polityki monetarnej

Pierwszym bankiem centralnym decydującym się na zmianę polityki monetarnej był FED. Od 2015 roku zobaczyliśmy cztery podwyżki stóp procentowych po 25 punktów bazowych. Następnie Bank Kanady podwyższył stopy procentowe dwukrotnie. Trend został rozrysowany. Niemniej jednak Rezerwa Federalna po raz kolejny postanowiła wysunąć się naprzód. Władze monetarne zdecydowały się na odwrócone QE, czyli sprzedaż papierów wartościowych nabytych w trakcie programu Quantitative Easing. Na samym początku FOMC zaprzestanie reinwestować odsetki w dług Stanów Zjednoczonych, co teoretycznie powinno doprowadzić do wzrostu rentowności długu. Kolejnym krokiem będzie wyprzedaż wcześniej nabytych papierów.

Prognoza BC

Ponadto Europejski Bank Centralny ma powoli wygaszać program luzowania ilościowego. Podsumowując, od 2009 roku mamy do czynienia z dostarczaniem płynności przez banki centralne, a teraz rynki finansowe prawdopodobnie zostaną odłączone od tej kroplówki. Jak to wpłynie na rynek?

Płynność – klucz do dalszych wzrostów

Brak płynności powinien zamrozić akcję kredytową, co będzie bardzo negatywne dla rynku kapitałowego. W obecnej chwili nie mamy problemu z płynnością, pokazuje to chociażby spread pomiędzy 10 i 2 letnimi obligacjami USA czy też oprocentowanie na rynku międzybankowym LIBOR. Jeżeli dochodzi do sytuacji, gdzie długoterminowy kredyt jest niżej oprocentowany niż krótkoterminowy, to dopiero wtedy możemy mówić o problemie z płynnością.

10-2 letnie obligacje USA

10-2 letnie obligacje USA

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia spread rentownośći pomiędzy 10 i 2 letnimi obligacjami USA. Pozioma linia biała wyznacza poziom 0. Historycznie patrząc, jeżeli spread spadał poniżej 0, to sektor bankowy borykał się z problemem płynności. Po danym zjawisku zawsze była ogłaszana recesja.

Kamery przemysłowe w monitoringu miejskim są coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Brak jednoznacznych przepisów zwiększa ryzyko naruszania danych osobowych

Kamery przemysłowe w monitoringu miejskim są coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Brak jednoznacznych przepisów zwiększa ryzyko naruszania danych osobowych 6

Na świecie zainstalowanych jest 350 milionów kamer przemysłowych. Kamery coraz częściej są integrowane bezpośrednio z budynkami. Zwiększa się też ich rozdzielczość, jednocześnie bez zwiększenia zajętości przestrzeni dyskowej. Nawet przy dużym zbliżeniu kamery przekazują obraz z pozostałego obszaru. Coraz większe możliwości kamer przemysłowych mogą jednak budzić niepokój w kontekście ochrony prywatności.

– Z jednej strony kamery instalujemy po to, aby czuć się bezpiecznie, ale dzieje się to kosztem ograniczenia prywatności. Wartością wyższego rzędu bardziej jest życie i zdrowie niż prywatność. Trzeba jednak instalować kamery w taki sposób, żeby to naruszenie prywatności odbywało się w możliwie małym zakresie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Kozak, Menedżer sprzedaży na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie w Axis Communications, producenta kamer przemysłowych.

Jak podaje stołeczny ratusz, tylko w Warszawie system monitoringu liczy blisko 14 tys. kamer, z czego prawie połowa zainstalowana jest w miejskich autobusach. W 2016 r. operatorzy miejskiego systemu monitoringu wizyjnego zgłosili ponad 8,7 tys. zdarzeń. Kamery pozwalają nie tylko zaobserwować nietypową sytuację, lecz także śledzić konkretną osobę

– Projektując i wybierając położenie kamer, to gdzie kamera ma patrzeć, należy ograniczać naruszenia prywatności, choć nie kosztem sprawności czy możliwości identyfikacji. Kamery powinny faktycznie patrzeć tam, gdzie jest taka potrzeba – twierdzi Jakub Kozak.

Według raportu Najwyższej Izby Kontroli z grudnia 2016 r., obowiązujące przepisy nie regulują w sposób jednoznaczny zasad instalowania i wykorzystywania monitoringu wizyjnego. Tylko w przepisach dotyczących funkcjonowania służb mundurowych można znaleźć opisane wprost uprawnienia do obserwowania i rejestrowania obrazu miejsc publicznych przy użyciu środków technicznych. W 2014 roku powstały założenia do ustawy o monitoringu wizyjnym, ale prace nad przepisami zostały przerwane.

Przepisy o ochronie danych osobowych nie regulują kwestii dopuszczalności przetwarzania danych poprzez monitoring w celach marketingowych. Chociaż GIODO kontroluje już sklepy stosujące monitoring, to instalowane w nich systemy nie tylko sprawdzają, którzy klienci i o jakich porach dnia robią najczęściej zakupy, lecz także dokładnie je profilują, przy możliwości określenia tożsamości. To może oznaczać naruszenie danych osobowych.

– Niezwykle ważne jest prawodawstwo, w Polsce sporo jest do zrobienia w zakresie ochrony danych osobowych, a wizerunek też są dane osobowe. Bardzo duża odpowiedzialność spoczywa także na osobach projektujących i wdrażających rozwiązania monitoringu – podkreśla Jakub Kozak.

Jak wynika z danych firmy IHS, na świecie zainstalowanych jest ok. 350 milionów przemysłowych kamer (CCTV). Najszybszy wzrost notuje segment kamer komunikujących się za pomocą protokołu IP, z 19,5 milionów w 2012 roku do 140 milionów w 2016 roku. Liczba zainstalowanych kamer analogowych wzrosła w tym samym czasie ze 137 do 208 mln. Nie tylko rośnie liczba kamer, lecz także ich możliwości techniczne.

– Dotychczasowy konflikt pomiędzy kamerą obrotową PTZ (Pan/ Tilt/ Zoom – przyp. red.) a kamerą dookólną polegał na tym, że jeżeli kamera PTZ patrzy z bardzo dużym zoomem w jeden konkretny obszar, to nie patrzy w inne i w tym momencie traci się informacje o obrazie dookoła. Jest jednak coraz więcej kamer, które dają równocześnie możliwość zoomowania, uzyskiwania detali z konkretnego fragmentu sceny i dają obraz dookólny sceny, aby operator dokładnie wiedział, co się dzieje w całości chronionego obszaru obiektu – tłumaczy ekspert.

Rozwój kamer przemysłowych wspierają też nowe technologie, m.in. radary, które działają na coraz większych odległościach, umożliwiają też większe kąty. Zastosowanie w przypadku kamer przemysłowych znajduje też internet rzeczy. Kamery mogą być integrowane bezpośrednio z elementami inteligentnych budynków, co usprawnia komunikację.

– Kamery będą robić zdecydowanie więcej niż dzisiaj, będą pracować jak komputery, będą rozpoznawać tablice rejestracyjne, twarze, wykrywać dziwne zachowania tłumu, pozostawiane obiekty, a także będą dostarczać informacje marketingowe: jak dużo osób jest w sklepie, jakiej płci, w jakim wieku. Kamery będą źródłem informacji znacznie bogatszym niż tylko dostarczającym sam obraz. To już się dzieje, ale takie zjawiska ulegną przyspieszeniu – przekonuje Jakub Kozak.

Rośnie popularność aut hybrydowych, ale benzynowe wciąż są liderem rynku. Unikalna na skalę światową technologia połączy zalety silnika benzynowego z dieslem

Rośnie popularność aut hybrydowych, ale benzynowe wciąż są liderem rynku. Unikalna na skalę światową technologia połączy zalety silnika benzynowego z dieslem 7

Liczba zarejestrowanych aut z silnikami diesla na tle całego rynku odnotowuje systematyczne spadki rok do roku. Udział aut z silnikami wysokoprężnymi zmalał do 31,6 proc. Dlatego dosyć długo konstruktorzy poszukiwali rozwiązania, które zaoferuje korzyści, jakie daje diesel w połączeniu z zaletami silnika benzynowego. Innowacyjna technologia Skyactive-X to nowy sposób tworzenia zapłonu samoczynnego w silniku benzynowym.

Z danych zgromadzonych w Centralnej Ewidencji Pojazdów wynika, że na koniec 2016 roku samochody z silnikami benzynowymi stanowiły 45 proc. wszystkich zarejestrowanych w Polsce samochodów, pojazdy zasilane olejem napędowym osiągnęły wynik na poziomie 39 proc., auta z LPG –16 proc., a pozostałe napędy ok. 1 proc. Zwiększyć udział aut benzynowych w rynku może jeszcze bardziej technologia Skyactive-X, która łączy korzyści diesla z zaletami silnika benzynowego.

– Skyactive-X to przełomowy sposób tworzenia zapłonu samoczynnego w silniku benzynowym. Mówiąc prościej, oferujemy korzyści, jakie daje diesel razem z zaletami silnika benzynowego. Świetne wrażenia z jazdy w połączeniu z niską emisją spalin i oszczędnością – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jeffrey H. Guyton, dyrektor zarządzający, prezes i CEO Mazda Motor Europe.

Nowy silnik Skyactive-X to pierwszy na świecie silnik benzynowy z zapłonem samoczynnym, w którym zapłon mieszanki paliwowo-powietrznej wywoływany jest przez kompresję w cylindrze. Nowa metoda spalania, opracowana przez inżynierów Mazdy, nazwana została zapłonem samoczynnym sterowanym iskrowo (SCCI). Dzięki niej nowe silniki mają obniżyć spalanie nawet o 20–30 proc. w stosunku do obecnej generacji silników, a przy tym zapewnią wzrost momentu obrotowego o 10–30 proc. Ważnym aspektem jest także ich przyjazność dla środowiska.

– Można znacząco zredukować emisję tlenków azotu, ponieważ spalanie w silniku Skyactive-X odbywa się w bardzo niskiej temperaturze. To powstrzymuje tworzenie się tlenków azotu, które są głównym tematem w dyskusjach o dzisiejszych dieslach – dodaje Jeffrey H. Guyton.

Według raportu „Branża motoryzacyjna 2017/2018”, sporządzonego na zlecenie Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, diesel systematycznie traci popularność. Co prawda liczba rejestracji nowych aut z tymi silnikami wzrosła o 10,5 proc. w 2016 roku, ale jego udział w rejestracjach zmalał o blisko 2 pkt proc., do 31,6 proc. Zyskują natomiast silniki benzynowe i hybrydowe – liczba rejestracji aut benzynowych wzrosła o 19,2 proc., a ich udział wynosi 64,3 proc., natomiast liczba nowych aut hybrydowych na rynku zwiększyła się aż o 76,5 proc. w stosunku do 2015 r., a ich udział w całości nowych rejestracji wynosi 2,4 proc.

– Popyt na silniki spalinowe, albo przynajmniej nasz sposób myślenia o nich, wynika z faktu, że dziś tyle energii na świecie bierze się ze spalania paliw kopalnych. Emisje biorą się nie tylko z rury wydechowej. Powstają także w elektrowniach. Dlatego powinniśmy tworzyć ruch w sposób najbardziej efektywny dla społeczeństwa. Skoro możemy to osiągnąć za pomocą silnika spalinowego takiego jak Skyactive-X,  to lepsze rozwiązanie z punktu widzenia emisji gazów cieplarnianych niż silnik czysto elektryczny – podsumowuje Jeffrey H. Guyton.

Technologia Skyactive-X pojawi się na rynku w 2019 roku wraz z pojawieniem się nowej generacji aut japońskiego producenta.

Paweł Błaszczak: W Polsce kilkadziesiąt tysięcy osób korzysta za aut na minuty

Car sharing jest nowością na polskim rynku, która wkroczyła bardzo dynamicznie. W oparciu o europejskie trendy, od prawie roku firma 4Mobility oferuje usługi carsharingu, które dopasowała do polskiego klienta. Na świecie obserwujemy bardzo dynamiczny wzrost usługi tego rynku i kategorii.

– Najbliższe lata przyniosą siedmiokrotny wzrost i już dzisiaj można zaobserwować dynamiczny rozwój tego rynku na całym świecie – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Paweł Błaszczak, prezes 4Mobility – Potrzeba współdzielenia aut jest coraz silniejsza dla wszystkich Europejczyków i nie tylko. Zauważyliśmy potrzebę carsharingu w Polsce, a po roku możemy stwierdzić, że usługa się przyjęła. Polski rynek obsługuje trzech operatorów oferujących różne modele wypożyczania samochodów. Prekursorzy polskiego carsharingu sprawili, że liczba korzystających z aut na minuty wzrosła do kilkudziesięciu tysięcy osób. Obserwujemy bardzo duży wzrost zainteresowania ze strony użytkowników, jak i również ze strony rynku finansowego, motoryzacyjnego czy operatorów usług. Pozwoli to przygotować i wdrożyć kolejne odsłony oferty – dodał Błaszczak.

Złota 44 – wprowadzają się pierwsi właściciele apartamentów

Do najwyższej wieży mieszkalnej w Unii Europejskiej wprowadzają się pierwsi właściciele apartamentów, głównie ludzie biznesu. Inwestor Złotej 44 podkreśla, że Polska odniosła sukces gospodarczy i jest niepowtarzalnym miejscem na europejskiej mapie biznesu. Tak jak Złota 44 na mapie luksusowych inwestycji w regionie.

Złota 44

– Dlaczego „Polska to sukces”? Bo od lat w naszym kraju żyje się coraz lepiej. Jesteśmy jedynym z nielicznych miejsc w Europie, gdzie jest bezpiecznie i stabilnie gospodarczo, a na dodatek inwestorzy mogą liczyć na wyższe stopy zwrotu w segmencie nieruchomości niż na Zachodzie – wyjaśnia Rafał Szczepański, wiceprezes zarządu BBI Development. – I nie trzeba tu przywoływać na dowód danych GUS czy wskaźników makroekonomicznych. Wystarczy ostatnia wiadomość z rynku: JP Morgan ogłosił, że to w Polsce, w Warszawie będzie mieć siedzibę. Zajmie tysiące mkw. biur, zatrudni tysiące nowych pracowników . Polska to sukces – JP Morgan to potwierdza.

Inwestor Złotej 44 mówi, że to właśnie ludzie sukcesu – przede wszystkim polscy biznesmeni, którzy dwie dekady budowali w nowej rzeczywistości swoje firmy – zostają mieszkańcami wieży autorstwa Daniela Libeskinda.

– Sprzedaż idzie zgodnie z harmonogramem. Mamy lepsze wyniki niż konkurencja. Popyt na luksusowe apartamenty nie spada, szczególnie, że oferujemy coś więcej niż mieszkanie – miejsce życia, z piętrem rekreacyjnym i wieloma udogodnieniami. W Złotej 44 pierwsze osoby już zaczęły mieszkać, a kolejne apartamenty wykańczamy dla nowych nabywców – mówi Michał Skotnicki, prezes BBI Development.

Deweloper informuje, że wśród jego klientów jest wiele znanych osób. Zagwarantował im pełną dyskrecję przy zawieraniu transakcji. Może natomiast pochwalić się, że jednym z właścicieli apartamentów w wieży został Robert Lewandowski. Dlaczego on?  – Bo Polska to sukces i pan Robert Lewandowski jest tutaj doskonałym przykładem tego, jak wiele można osiągnąć– podkreśla wiceprezes Szczepański.

Alior Bank przyspiesza wdrożenie Strategii „Cyfrowego Buntownika”

Zarząd Alior Banku przyjął plan operacjonalizacji Strategii „Cyfrowego Buntownika” do roku 2020. Zgodnie z nim główne cele strategiczne zostaną zrealizowane szybciej niż wcześniej zakładano. Równocześnie Bank poinformował w komunikacie bieżącym o zamknięciu z sukcesem budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych ośmioletnich obligacji podporządkowanych na łączną kwotę 400 mln zł. W związku z bardzo dużym popytem bank podjął decyzję o dodatkowej emisji o wartości 200 mln zł, również skierowanej inwestorów instytucjonalnych. Ustalona marża (2,7 punktu procentowego ponad WIBOR 6M) jest najniższa w historii dotychczasowych emisji obligacji podporządkowanych realizowanych przez Alior Bank. Od początku lipca kurs akcji Alior Banku odnotował silny wzrost o 13,3 proc. (stan na 3 października 2017 r.), istotnie powyżej dynamiki indeksu WIGBanki (0,0 proc.) oraz indeksu WIG20 (6,3 proc.).

Główne założenia planu operacjonalizacji Strategii „Cyfrowego Buntownika”:

  • Zgodnie z planem operacjonalizacji strategii, celem Alior Banku (Banku) jest osiągnięcie już w 2019 r.
    (o rok szybciej niż przewidziano w strategii) wskaźnika zwrotu z kapitału (ROE) na poziomie 14 proc., wskaźnika kosztów do dochodów (C/I) na poziomie 39 proc. oraz marży odsetkowej netto (NIM) na poziomie 5,1 proc., oraz utrzymanie rocznego tempa wzrostu wolumenu kredytów na poziomie 5-6 mld zł brutto (zgodnie z założeniami strategii).
  • Zgodnie z planem Bank osiągnie możliwość wypłaty dywidendy w 2020 r. (tj. z zysku za rok 2019), uwarunkowanej wytycznymi i oczekiwaniami Komisji Nadzoru Finansowego.
  • Alior Bank nie planuje emisji akcji w celu podwyższenia kapitału w horyzoncie strategii.
  • Plan kapitałowy do 2020 r. przewiduje, że Bank spełni wymogi regulacyjne w zakresie współczynnika Tier 1 bez wykorzystania instrumentów kapitałowych (takich jak gwarancje czy sekurytyzacja), przy jednoczesnym utrzymaniu planowanego tempa wzrostu.
  • Plan kapitałowy Alior Banku zakłada utrzymanie nadwyżki kapitałowej co najmniej 50 punktów bazowych powyżej minimum regulacyjnego Tier 1. W tym celu Bank zamierza przejściowo w roku 2018 wykorzystać linię gwarancyjną o maksymalnym potencjale uwolnienia kapitału do 300 mln zł. Dodatkowo Bank bierze pod uwagę możliwość przeprowadzenia jednej transakcji sekurytyzacyjnej. Bank przewiduje wykorzystanie powyższych instrumentów na poziomie do 230 mln zł uwolnionego kapitału Tier 1.
  • Zgodnie z przyjętym planem, celem Alior Banku jest osiągnięcie kosztu ryzyka na poziomie 1,6 proc.
    w 2020 r.
  • Cel strategiczny na koszt finansowania pozostaje bez zmian, tj. na poziomie 1,1 proc.
  • Celem Alior Banku jest utrzymanie obecnej struktury alokacji kapitału pomiędzy segmentem klienta biznesowego (ok. 51 proc.) i klienta indywidualnego (ok. 49 proc.).
  • W ramach segmentu klienta biznesowego, celem Banku jest zwiększenie alokacji kapitału na segment mikro i małych przedsiębiorstw z 31 proc. obecnie do 47 proc. w 2020 r., przy jednoczesnym wdrażaniu inicjatyw stabilizujących poziom kosztu ryzyka.
  • Zwiększenie ekspozycji na małe i średnie przedsiębiorstwa pozwoli na przyspieszenie osiągnięcia celu ROE na poziomie 14 proc. (w roku 2019) i uwolnienie około 350 mln zł kapitału Tier 1 w horyzoncie realizacji strategii.
  • W ramach segmentu klienta indywidualnego, celem Banku jest zwiększenie liczby klientów z główną relacją bankową o 77 proc. do 2020 r. i uzyskanie udziału klientów z główną relacją bankową w nowo pozyskiwanych klientach „daily bankingu” na poziomie 55 proc.
  • Plan zakłada, że ok. 30 proc. nowych klientów „daily banking” będzie pozyskiwanych poprzez kanały cyfrowe.
  • Bank wdraża własną metodykę zarządzania zasobami IT (AGILOR) oraz Model Zarządzania Innowacjami Alior Banku w celu umocnienia przewagi konkurencyjnej w oparciu o technologię.
  • Co roku Bank przeznaczy około 100 mln zł na inwestycje w IT i innowacje, w czterech obszarach:
  • infrastruktura IT,
  • nowe systemy i narzędzia mobilne,
  • innowacje i fintechy,
  • bezpieczeństwo cyfrowe.
  • Alior Bank będzie rozwijał współpracę z PZU oraz Pekao w celu realizacji synergii zarówno kosztowych, jak i przychodowych.
  • Plan wdrożenia Strategii Cyfrowego Buntownika obejmuje 70 inicjatyw w ramach 12 obszarów.
  • Zgodnie ze Strategią Cyfrowego Buntownika, Bank będzie analizował możliwości rozwoju w zakresie dalszych transakcji fuzji i przejęć.

Dzięki realizacji Strategii „Cyfrowego Buntownika” Alior Bank dołączy do grona najlepszych i najbardziej innowacyjnych banków w Europie, jednocześnie stając się najefektywniejszym bankiem na rynku krajowym – mówi Michał Chyczewski, wiceprezes Zarządu, pełniący obowiązki prezesa Alior Banku. – Dzięki wdrożeniu 70 szczegółowo zaplanowanych inicjatyw, Alior Bank stanie się cyfrowym bankiem pierwszego wyboru dla klientów indywidualnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce – dodaje.    

Konsekwentny rozwój działalności – klienci indywidualni i biznesowi

W obszarze bankowości detalicznej Alior Bank zamierza zwiększyć liczbę klientów, dla których jest bankiem pierwszego wyboru, o 77 proc. do 2020 r. Pomoże w tym nowa segmentacja behawioralna i koncentracja na grupach klientów korzystających z kanałów cyfrowych oraz dokonujących transakcji bezgotówkowych przede wszystkim przy pomocy kart oraz smartfonów. Bank przewiduje, że w 2020 r. drogą elektroniczną będzie pozyskiwał 30 proc. klientów „daily banking” (w 2016 r. było to 5 proc.), otwierał połowę kont oszczędnościowych (w porównaniu z 23 proc. w 2016 r.) i udzielał 32 proc. pożyczek (6 proc. w 2016 r.). Pozycję Banku wzmocni również wyróżniająca się oferta usług wzbogacona o rozwiązania biometryczne, m.in. logowanie do aplikacji mobilnej głosem lub poprzez skan wizerunku twarzy, a także wirtualny portfel z pakietem zintegrowanych usług, takich jak kupowanie biletów komunikacji miejskiej, opłacanie rachunków, czy ułatwienie cyfrowego kontaktu z administracją publiczną.

W segmencie biznesowym Alior Bank chce się skupić się na mikro-, małych i średnich przedsiębiorstwach. Alior Bank zamierza być bankiem pierwszego wyboru dla start-upów oraz kompleksowo wspierać firmy z sektora MŚP.

Już w 2018 r. Bank będzie wykorzystywał architekturę systemową e-państwa (np. Jednolity Plik Kontrolny) do w pełni automatycznej i natychmiastowej oceny zdolności kredytowej firmy. Ambicją Banku jest zbudowanie pełnej i automatycznej obsługi kredytowej w kanałach bankowości elektronicznej, z zachowaniem najwyższej jakości obsługi doradczej dla firm w placówkach Banku.

Plan wdrożenia strategii zakłada też dalszy rozwój oferty produktowej m.in. poprzez poszerzenie palety produktów cash management, oferty dedykowanych ubezpieczeń dla firm, czy szerszą dystrybucję faktoringu i leasingu. Bank będzie dalej aktywnie rozwijał wsparcie dla firm MŚP w zakresie dystrybucji indywidualnych i portfelowych programów pomocowych ze środków pomocy publicznej i UE 2014-2020.

Dzięki wdrożeniu Strategii „Cyfrowego Buntownika”, Alior Bank utrzyma wysokie tempo wzrostu wolumenu kredytowego na poziomie 5-6 mld zł brutto rocznie, przy utrzymaniu współczynników kapitałowych na bezpiecznym poziomie mówi Filip Gorczyca, wiceprezes Zarządu Alior Banku. – Plan operacjonalizacji strategii przewiduje, że Alior Bank osiągnie najwyższy poziom rentowności w polskim sektorze bankowym, tj.  proc.zwrot z kapitału na poziomie 14 proc. oraz proc. marżę odsetkową netto na poziomie 5,1 proc.. Dzięki temu Bank uzyska możliwość wypłaty dywidendy w 2020 roku, uwarunkowanej wytycznymi i oczekiwaniami KNF – dodaje.

W oparciu o internetową platformę zafirmowani.pl, bank zamierza rozwijać ofertę usług komplementarnych wykraczających poza usługi bankowe. Między innymi bank zaproponuje produkty pozwalające osiągać synergie wynikające ze wspólnych zakupów, czy też wsparcie w pozyskiwaniu nowych kontrahentów. Portal zafirmowani.pl ma stać się podstawowym adresem internetowym, oferującym kompleksowe narzędzia do założenia, prowadzenia i rozwoju własnej działalności gospodarczej. Za pośrednictwem platformy przedsiębiorcy mogą już dziś prowadzić księgowość, a od przyszłego roku wnioskować całkowicie online
o finansowanie.

Dzięki zwiększeniu udziału klientów, dla których jesteśmy Bankiem pierwszego wyboru, jak i zmianie kanałów sprzedaży, obniżymy koszty ryzyka. Będziemy rozwijać kanały zdalne, zwiększać udział sprzedaży własnej oraz zmieniać strukturę aktywów. W efekcie, koszt ryzyka ulegnie zmniejszeniu do 1,6 proc. w 2020 r. – mówi Katarzyna Sułkowska, wiceprezes zarządu Alior Banku. – Nowoczesne rozwiązania technologiczne pozwalają na dostosowanie procesów do indywidualnych potrzeb klienta, a także dokładniejszą ocenę związanego z nim ryzyka – dodaje.

Bank planuje zwiększenie efektywności kosztowej poprzez robotyzację 118 procesów. Transformacja biznesu będzie polegała na robotyzacji procesów w obszarze operacji i back-office. W wyniku pilotażu roboty obsługują z sukcesem już trzy procesy. 

Innowacje i współpraca z fintechami

Nowy Model Zarządzania Innowacyjnością Alior Banku pozwoli na wykorzystanie nowoczesnych technologii do stworzenia pomostu pomiędzy potrzebami klientów a strategią banku. Ułatwi to życie klientom przy jednoczesnym zapewnieniu wysokiej rentowności dla Banku.

Model Zarządzania Innowacjami Alior Banku jest oparty o dwa ekosystemy – wewnętrzny i zewnętrzny. Umożliwią one pozyskiwanie pomysłów od pracowników, klientów i sektora fintech na całym świecie, oraz na przekształcanie tych pomysłów w innowacyjne rozwiązania dla klientów. Bank wprowadza nową ścieżkę kariery dla innowatorów oraz narzędzia crowdsourcingowe, które mają na celu pobudzenie innowacyjności pracowników i otwarcie drogi do biznesowego wykorzystania ich pomysłów.

Ponadto powołano Departament Fintech – nową jednostkę odpowiedzialną za poszukiwanie fintechów w skali globalnej i inicjowanie partnerstwa z tymi, które najbardziej odpowiadają strategii Banku. Jego celem jest nawiązanie współpracy z 20 firmami do 2020 r. i sprawienie, że Bank będzie postrzegany jako partner pierwszego wyboru dla fintechów w Europie.

Fundamentem, na którym ma zostać zbudowany zewnętrzny ekosystem Alior Banku, jest strategia PSD2/OpenAPI mająca na celu wykorzystanie możliwości, jakie tworzy przyjęcie standardów PSD2. Bank zamierza pójść znaczniej dalej niż tylko spełnić wymogi PSD2 czy też przyjąć rolę zewnętrznego agregatora danych (choć oba te modele będą testowane i wykorzystane biznesowo). Alior Bank zamierza także skupić się na wykorzystaniu modelu OpenAPI do nawiązywania partnerstw z fintechami z innych rynków.

W ramach tych partnerstw będą one mogły przyjechać do Polski i tworzyć innowacyjne rozwiązania w modelu „sandboxowym” (platforma testowa, umożliwiająca połączenie fintechów z Alior Bankiem za pośrednictwem API – będzie gotowa w pierwszym kwartale 2018 r.). Strategia PSD2/OpenAPI pozwoli na ulepszenie usług „daily banking”, wykorzystanie danych pochodzących z zewnątrz, skrócenie czasu potrzebnego na wdrożenie najlepszych produktów i usług, zwiększenie przychodów z tytułu opłat i prowizji oraz dostarczanie usług powiązanych (Value Added Services) poza branżą bankową.

Dzięki metodyce AGILOR oraz nowemu Modelowi Zarządzania Innowacjami Alior Bank stanie się jednym z najbardziej innowacyjnych banków w Europie.

Współpraca w ramach Grupy PZU

Bank zakłada intensyfikację współpracy z podmiotami z Grupy PZU w celu realizacji synergii kosztowych i przychodowych. Współpraca ta dotyczyć może m.in. obszarów innowacji, kanałów cyfrowych, IT, nieruchomości, marketingu, projektów rozwojowych, zakupów i produktów finansowych.

W planie wdrożenia strategii Alior Bank zakłada również szereg działań biznesowych, które mogą przynieść dodatkowe korzyści, nie ujęte w planie bazowym. Należy do nich m.in. uruchomienie innowacyjnego pośrednika online, który w oparciu o regulacje PSD2 w perspektywie do 2020 r., może stać się wiodącą niebankową platformą usług finansowych.

Jak będzie miesięczny czynsz za mieszkania z rządowego programu Mieszkanie Plus

Ronson Development z rosnącą sprzedażą i z perspektywą rekordowej liczby przekazań lokali w IV kwartale

  • W III kwartale 2017 r. Ronson Development sprzedał 206 lokali, czyli o 12% więcej niż w analogicznym okresie 2016 r. Narastająco, w ciągu trzech kwartałów br. sprzedaż sięgnęła 645 lokali, co oznacza wzrost o 18% rok do roku i znacznie przybliża Spółkę do osiągnięcia rocznego celu sprzedaży ponad 800 mieszkań.
  • W III kwartale br. Ronson przekazał klientom klucze do 114 lokali wobec 234 przed rokiem. Mniejsza liczba przekazanych lokali wynika z harmonogramu realizowanych inwestycji. Pozwolenie na użytkowanie pierwszych etapów osiedli Vitalia we Wrocławiu oraz City Link w Warszawie Spółka uzyskała w połowie września, dlatego wyniki z tych inwestycji zostaną rozpoznane głównie w IV kwartale br.
  • Narastająco od początku roku do końca września Ronson przekazał klientom klucze do 485 lokali w porównaniu z 510 w analogicznym okresie 2016 r. Plan na IV kwartał zakłada przekazanie do użytku nawet około 500 lokali, co będzie oznaczać absolutny rekord w historii Spółki.

– Trzeci kwartał zamykamy z 206 sprzedanymi lokalami. Stanowi to wzrost o 12% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, gdy w wynikach sprzedaży uwzględnialiśmy także mieszkania w inwestycji Nova Królikarnia, sprzedanej pod koniec 2016 roku grupie Global City Holdings. Pełniąc obecnie funkcję menedżera tego projektu, w trzecim kwartale br. sprzedaliśmy w nim 22 lokale. W sumie po trzech kwartałach mamy na liczniku 645 sprzedanych lokali, nie wliczając Novej Królikarni, i jesteśmy na dobrej drodze do zrealizowana, bądź nawet przekroczenia, naszych planów na ten rok, zakładających sprzedaż ponad 800 mieszkań – wyjaśnia Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

Najlepsze wyniki sprzedaży w trzecim kwartale Spółka osiągnęła w ramach projektów City Link w Warszawie (57 lokali sprzedanych łącznie we wszystkich etapach) oraz Vitalia we Wrocławiu (32 lokale).

Narastająco, od początku roku do końca września Ronson Development sprzedał 645 lokali, czyli o 18% więcej niż w pierwszych trzech kwartałach 2016 r. Największą popularnością cieszyły się warszawskie inwestycje Spółki: City Link (łącznie 180 lokali sprzedanych w ramach czterech etapów), Espresso (80 lokali) oraz Miasto Moje (82 mieszkania), a także szczecińska Panoramika (75 lokali sprzedanych od początku roku) oraz wrocławska Vitalia (78 mieszkań). Na koniec września br. w ofercie sprzedaży Spółki znajdowało się ponad 870 lokali.

– W trzecim kwartale przekazaliśmy klucze do 114 lokali, co stanowi spadek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Na wynik ten składają się przede wszystkim osiedla Vitalia we Wrocławiu (45) i City Link w Warszawie (36), które zostały ukończone zgodnie z harmonogramem w drugiej połowie września. Znaczącą część lokali w tych inwestycjach przekażemy klientom w czwartym kwartale, dlatego spodziewamy się wtedy rekordowej liczby przekazań. Naszym najlepszym kwartalnym wynikiem było dotychczas 299 lokali, a w ciągu najbliższych trzech miesięcy zamierzamy przekazać klucze aż do około 500 lokali. Jest to założenie jak najbardziej realne, biorąc pod uwagę, że na koniec września mieliśmy jeszcze około 270 lokali już sprzedanych, a czekających na przekazanie w City Link oraz około 60 w projekcie Vitalia. Ponadto w ostatnim kwartale kończymy Młody Grunwald III w Poznaniu oraz Panoramikę III w Szczecinie, gdzie na koniec września sprzedanych mieliśmy łącznie 150 lokali – mówi Tomasz Łapiński, prezes Ronson Development.

W sumie w ciągu trzech kwartałów 2017 roku Spółka przekazała klientom klucze do 485 lokali wobec 510 w analogicznym okresie 2016 r. W całym ubiegłym roku, dotychczas rekordowym, Ronson Development przekazał klientom klucze do 781 lokali.

Ronson Development – sprzedaż i przekazania lokali

Liczba lokali 3Q 2017 3Q 2016 Zmiana r/r 1-3Q 2017 1-3Q 2016 Zmiana r/r
Sprzedaż 206 184 +12% 645 546 +18%
Przekazania 114 234 -49% 485 510 -5%

Wirtualne oddziały kontra tradycyjne placówki – dokąd zmierza rynek finansowy?

Sławomir Pawlik, Dyrektor Wykonawczy Profi Credit
Sławomir Pawlik, Dyrektor Wykonawczy Profi Credit

Rewolucja technologiczna w świecie finansów rozgościła się na dobre. Internet i nowe formy zdalnego dostępu do rachunku sprawiły, że klient nie odwiedza już placówki banku tak często jak kiedyś. Ten trend potwierdzają statystyki – według danych Komisji Nadzoru Bankowego liczba fizycznych placówek instytucji finansowych jest obecnie najniższa od 2012 roku. Co będzie dalej z oddziałami instytucji finansowych i dokąd zmierza bankowość? O tym opowiada Sławomir Pawlik, Dyrektor Wykonawczy Profi Credit, firmy będącej wiceliderem polskiego rynku pożyczkowego.

Z roku na rok jesteśmy coraz bardziej cyfrowi – to jednak nie znaczy, że przenieśliśmy się całkowicie do wirtualnej rzeczywistości, a oddziały instytucji finansowych przestają być potrzebne. Według danych NBP ponad jedna trzecia klientów woli bezpośredni kontakt z doradcą finansowym. Cenimy oczywiście szybkość i wygodę jaką daje korzystanie z usług finansowych online, jednak bankowość mobilna służy nam przede wszystkim do realizacji prostych spraw, jak sprawdzenie salda czy wykonanie przelewu. Bardziej skomplikowane operacje – otwarcie lub zamknięcie konta czy założenie lokaty – nadal wolimy wykonać w oddziale, który stanowi dla nas potwierdzenie wiarygodności danej instytucji.

Jak wynika z badania KPMG „Bankowanie i klikanie” odwiedzając przedstawicielstwo banku czy firmy pożyczkowej liczymy przede wszystkim na fachową poradę oraz ofertę skrojoną na miarę. I to właśnie dostajemy – instytucje finansowe „premiują” tych, którzy przychodzą do oddziałów. Takie osoby mogą na przykład liczyć na lepsze warunki pożyczki: wyższą kwotę czy dłuższy okres kredytowania. Dodatkowe finansowanie w wysokości 100 tys. dużo łatwiej uzyskać wybierając się do fizycznej placówki banku czy firmy pożyczkowej – dotyczy to zarówno osób prywatnych jak i przedsiębiorców. Dlaczego tak się dzieje? Bo bardziej ufamy tym, których znamy, a nasza wizyta w oddziale jest jednym z elementów potwierdzającym naszą wiarygodność.

Przy okazji rozważań na temat konieczności istnienia placówek instytucji finansowych nie można zapomnieć  o osobach, które z różnych powodów, nie mogą korzystać z nowych technologii. Tzw. wykluczenie cyfrowe jest według Kancelarii Senatu udziałem niemal jednej czwartej Polaków! Są to przeważnie osoby powyżej 65 roku życia. Nie sprawdzą one salda w aplikacji mobilnej i nie wykonają przelewu za pośrednictwem bankowości internetowej. Dla nich oddział to jedyna możliwość kontaktu z instytucją finansową!

Otaczający nas świat nijak przypomina ten z 1998 roku, gdy Powszechny Bank Gospodarczy udostępnił swoim klientom pierwsze w kraju konto dostępne za pośrednictwem internetu. Dziś Polska jest jednym z liderów w zaawansowanej bankowości. Pod względem korzystania z technologii, takich jak płatności zbliżeniowe, rozwiązania typu pay-by-link czy przelewy typu BLIK, jesteśmy w europejskiej czołówce. To właśnie dlatego Google zdecydował, że będziemy jednym z dwóch europejskich krajów testujących płatności mobilne Android Pay. Z tego również powodu Profi Credit kończy właśnie projekt związany z uruchomieniem nowoczesnej platformy online, dzięki której w prosty i wygodny sposób można będzie pozyskać dodatkowe finansowanie.

Wirtualna rzeczywistość odgrywa coraz większą rolę w świecie finansów, jednak miną dziesiątki lat nim online zastąpi offline. Czynnik ludzki jest nie do przeskoczenia, a zarówno klienci jak i banki czy firmy pożyczkowe większym zaufaniem darzą to, co namacalne.  Instytucje finansowe jak najlepiej starają się dostosować swoją ofertę do wymagań rynku – łączyć zalety obu kanałów sprzedaży. Jak wynika z badania The Digital Banking Expert Survey jedynie 5 procent planuje całkowitą rezygnację z tradycyjnych oddziałów. Większość w najbliższych latach postawi na placówki łączące tradycyjną obsługę z najnowszymi technologiami, które będą pełniły rolę centrów doradczych.

BVT S.A. zadebiutuje w piątek na rynku Catalyst

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się zakupem oraz windykacją pakietów wierzytelności masowych i indywidualnych, zadebiutuje w najbliższy piątek na rynku Catalyst. Spółka z emisji obligacji serii C oraz serii D pozyskała łącznie 5 mln zł, które przeznaczyła na nabycie kolejnych pakietów wierzytelności.

Do obrotu w alternatywnym systemie obrotu na rynku Catalyst wprowadzonych zostanie 3.000 obligacji serii C oraz 2.000 obligacji D, każda o wartości nominalnej wynoszącej 1.000 zł, a więc o łącznej wartości nominalnej w wysokości 5.000 tys. zł. Obligacje są zabezpieczone oraz oprocentowane stałym kuponem w wysokości 7,8% w skali roku, wypłacanym kwartalnie. Termin wykupu obligacji serii C przypada na kwiecień 2019 r., a obligacji serii D na styczeń 2020 r. Środki pozyskane przez BVT S.A. z obydwu emisji zostały przeznaczone na zakup kolejnych pakietów wierzytelności oraz w niewielkim stopniu na bieżącą obsługę nabytych już wcześniej pakietów wierzytelności. Debiut na rynku Catalyst stanowi jeden z elementów strategii rozwoju Spółki.

„Spółka od samego początku swojej działalności zakładała, iż na pewnym etapie będzie korzystała z alternatywnych źródeł finansowania. Jednym z nich są właśnie obligacje. W chwili obecnej mamy wyemitowane cztery serie, a dwie z nich będą od piątku notowane na Catalyst. Myślę, że powodzenie czterech emisji świadczy o zaufaniu inwestorów do Spółki oraz Zarządu, a mnie utwierdza w przekonaniu o słuszności podejmowanych działań, a także prawidłowej drodze Spółki w zakresie inwestowania i strategii rozwoju. Pozyskanie środków w wysokości ok. 10 mln zł w tak krótkim czasie pozwoliło Spółce przyspieszyć inwestowanie w zakresie wierzytelności z sektora bankowego, mówię tu o wierzytelnościach zabezpieczonych hipotecznie. W chwili obecnej jest to obszar rozwoju Spółki, na którym się w szczególności skupiamy. Pracujemy nad obsługą wierzytelności już posiadanych oraz procesujemy zakup kolejnych. Są to wierzytelności specyficzne, charakteryzujące się wysoką stopą zwrotu przy świadomości, że momenty zakupu oraz realnego zysku są od siebie mocno odsunięte w czasie.” – komentuje Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

„Chciałabym także podkreślić, że Zarząd zdaje sobie oczywiście sprawę z kosztów, jakie niesie ze sobą pozyskanie finansowania w postaci obligacji. Niemniej jednak na chwilę obecną całość tych kosztów, a także koszty obsługi przedmiotowych wierzytelności pokrywamy z naszej dotychczasowej działalności opartej na pakietach masowych. Pozwala nam to optymalizować ryzyko inwestycyjne i spokojnie tworzyć schematy obsługi wierzytelności bankowych. Uważamy, że efekty tych inwestycji Spółka pokaże inwestorom w 2018 roku.” – zakończyła Prezes Szuba.

Strategia rozwoju BVT S.A. zakłada kontynuowanie zakupów wierzytelności masowych od operatorów usług komunikacyjnych (opłaty dodatkowe za brak biletów) oraz telekomunikacyjnych, a także budowanie pozycji rynkowej w branży wierzytelności bankowych. Spółka zamierza również pozyskiwać w ramach restrukturyzacji wierzytelności zabezpieczone hipotecznie. Emitent chce także osiągnąć wzrost skali działalności poprzez wykorzystanie potencjału wynikającego z połączenia ze spółką WindykacjaPL Sp. z o.o., które zostało przeprowadzone w 2016 r.

Po dwóch kwartałach 2017 r. BVT S.A. wypracowała 253 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 2.586 tys. zł.

Przyjazna atmosfera i możliwości rozwoju – tego szukają polscy pracownicy

Obecnie jesteśmy bardziej skłonni do poszukiwania nowej pracy. Sprzyja temu nie tylko niskie bezrobocie, ale także zmiana mentalności pracowników, którzy nie przywiązują się do jednego pracodawcy. Jakimi czynnikami poza wynagrodzeniem kierują się Polacy przy poszukiwaniu nowej posady? Atmosfera w firmie, a także możliwości rozwoju i benefity – to trzy główne czynniki, na które zwracają uwagę – wynika z badania Ipsos wykonanego dla firmy finansowej Wonga.

Prawie 80 proc. Polaków deklaruje, że jest usatysfakcjonowana wykonywaniem obecnej pracy. Z kolei 27 proc. zmieniło miejsce zatrudnienia bądź stanowisko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku. To najwyższy wynik spośród innych krajów europejskich biorących udział w badaniu „Monitor Rynku Pracy” firmy Randstad.  Zmianie miejsca zatrudnienia sprzyja sytuacja na polskim rynku – stopa bezrobocia w naszym kraju jest na rekordowo niskim poziomie. Jej szacunkowa wartość w sierpniu br. wyniosła 7,1 proc. Niskie bezrobocie sprawia, że pracownicy mogą wybierać spośród wielu ofert pracy. Ta sytuacja jest dla firm nie lada problemem. Dlatego prześcigają się w pomysłach, jak przyciągnąć lub zatrzymać u siebie najlepszych specjalistów. W obecnych czasach konkurencyjne wynagrodzenie już nie wystarczy. Na co poza aspektem finansowym zwracają uwagę Polacy podczas poszukiwania nowego miejsca pracy? Ipsos na zlecenie firmy finansowej Wonga zapytał o to Polaków.

To jest ważne

Jak wynika z badania, ponad 60 proc. respondentów zwracałoby uwagę na atmosferę, jaka panuje w firmie. To czynnik najczęściej wskazywany przez ankietowanych. Z kolei dla 41 proc. Polaków ma znaczenie to, czy firma troszczy się o rozwój pracowników. Kursy, szkolenia czy udział w konferencjach i seminariach to podstawowe środki stosowane przez pracodawców w celu podniesienia kwalifikacji swojej kadry. Natomiast, jak wynika z badania Wonga, 35 proc. ankietowanych przy zmianie miejsca pracy, poza finansami, uwzględni także to, czy firma oferuje benefity dla swoich pracowników, takie jak opieka medyczna czy karnety na siłownię lub basen.

– W dzisiejszych czasach nie da się konkurować o pracownika jedynie atrakcyjnym wynagrodzeniem. Atmosfera, możliwość rozwoju, a także benefity – to trzy najważniejsze czynniki brane pod uwagę przez Polaków przy zmianie pracy.  Zapewnienie opieki medycznej i inne liczne korzyści to w większości firm standard. Jednak kluczowym elementem staje się atmosfera. Obecnie pracownicy poszukują przedsiębiorstw, w których nie tylko mogą liczyć na godziwe wynagrodzenia, ale także, gdzie pracuje się dobrze, gdzie panuje przyjacielska atmosfera. Wiemy, jak jest to istotne. Dlatego stworzyliśmy firmę, w której każdy jest ważny i do której chce się przychodzić – wskazuje Anna Fiejko, dyrektor ds. Personalnych Wonga w Polsce.

Poza aspektami dotyczącymi ściśle samego pracownika, Polacy przy zmianie zatrudnienia zwracają uwagę także na renomę firmy. Co piąty ankietowany patrzy na markę przedsiębiorstwa lub opinie na jego temat w kanałach social media. Prestiżowa pozycja potencjalnego pracodawcy, a także sposób komunikowania się ze społeczeństwem to czynniki, coraz częściej rozważane przy poszukiwaniu pracy. Są one istotne zwłaszcza dla młodego pokolenia, tzw. generacji Y. Ponad 25 proc. młodych deklaruje, że jest to dla nich ważna kwestia. Jednocześnie w gronie osób w wieku 35-44 zdanie to podziela tylko 12 proc. Jedynie 18 proc. badanych uważa, że historia firmy oraz jej ugruntowana pozycja na rynku to element istotny przy wyborze nowego zatrudnienia. Z kolei 14 proc. respondentów będzie kierować się reputacją potencjalnego przełożonego.

Kobieta i mężczyzna szukają pracy

Praca zawodowa kobiet i mężczyzn różni się na wielu płaszczyznach – m.in. w sposobie myślenia i podejmowania decyzji. Zróżnicowanie możemy również zauważyć, jeżeli chodzi o czynniki brane pod uwagę przy wyborze nowego miejsca pracy.

Jak wynika z badania Wonga, na atmosferę w pracy wskazywały najczęściej kobiety (63 proc. vs. 60 proc. ). To, czy firma dba o rozwój swojej kadry, jest ważne dla 44 proc. pań, w porównaniu do 38 proc. panów.  Podobnie sytuacja wygląda, jeżeli chodzi o ofertę dodatkowych benefitów. Jest to istotny element dla 38 proc. kobiet oraz 33 proc. mężczyzn. Jak pokazują badania, dla pań nieznacznie bardziej liczy się nie tylko pozycja firmy, ale przede wszystkim to, co może dodatkowo zaoferować pracownikom prócz oczywistych elementów, takich jak wynagrodzenie.

Co ciekawe, Polacy częściej niż Polki wskazują na takie aspekty, jak marka firmy (25 proc. vs. 13 proc.). Możemy zauważyć, że dla mężczyzn ważna jest nie tylko atmosfera w pracy, ale także prestiż oraz konkurencyjność na rynku w porównaniu do innych firm.