Decyzją akcjonariuszy Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, dotychczasowa prezes GPW Małgorzata Zaleska została odwołana, a na jej stanowisko powołany został Rafał Antczak, dotychczas członek zarządu międzynarodowej firmy doradczej Deloitte Consulting.
Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Warsaw Enterprise Institute, decyzję o wyborze apolitycznego eksperta, od lat związanego z rynkiem finansowym, ocenić należy zdecydowanie pozytywnie.
– Mieliśmy przyjemność współpracować z panem Antczakiem przy opracowywaniu kilku publikacji. To doskonały fachowiec, dodatkowo niezwiązany z żadną opcją polityczną, czym pozytywnie odznacza się na tle niektórych ostatnich decyzji kadrowych w spółkach Skarbu Państwa. Jest to również ważne z punktu widzenia relacji z regulatorem, taka pozycja pozwala na partnerską współpracę – twierdzi prezes Warsaw Enterprise Institute, Tomasz Wróblewski.
Za powołaniem Rafała Antczaka opowiedzieli się inwestorzy dysponujący 30,6 mln głosów, podczas gdy przeciwko było 5,1 mln głosów.
– Wydaje się, że wybór ten jest generalnie aprobowany przez większość inwestorów, co jest bardzo ważne z punktu widzenia stabilności obrotu na rynku. Należy pamiętać, że podstawowym zadaniem GPW jest tego obrotu organizacja. Mając za sobą tak dużą większość głosów, będzie można sprawniej i pewniej realizować kolejne cele, a trzeba przyznać, że przed nowym prezesem stoi wiele wyzwań – mówi Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
Jakie są to wyzwania? Odpowiedzi na to pytanie udziela Mariusz Pawlak, główny ekonomista Związku:
– Przede wszystkim od kilku lat mamy do czynienia ze stagnacją na warszawskim pakiecie, brak nowych debiutów i regularny spadek obrotów. Głównie ze względu na wzrost globalnej awersji do ryzyka, jak i niepewności co do przyszłości OFE. Przed nowym Prezesem GPW największym wyzwaniem jest przekonanie inwestorów także globalnych, że polskie akcje reprezentują znaczącą część zdrowej gospodarki, a równocześnie przedsiębiorców, że giełda jest nadal najefektywniejszym sposobem pozyskania międzynarodowego finansowania i to zarówno przez emisję akcji jak i obligacji. Być może powrót do koncepcji, żeby warszawska giełda stała się centrum obrotu dla spółek z regionu Europy Środkowo-Wschodniej może być dobrym kierunkiem rozwoju. Na pewno nie można zapominać o rynku NewConnect, gdzie innowacyjne startup’y mogą pozyskiwać finansowanie jak i uzyskać szeroką rozpoznawalność. Nowego spojrzenia na pewno wymaga zaniedbany rynek obrotu towarami, czy instrumentami pochodnymi, gdzie potencjał rozwoju jest jeszcze znaczny. Warszawska giełda zasługuje na miano lidera w naszym regionie.
Uznając rynek kapitałowy za istotną część gospodarki i akceptując bardzo ważną rolę GPW w organizacji tego rynku, należy życzyć nowemu prezesowi powodzenia w zarządzaniu spółką i trudnych negocjacjach między inwestorami a regulatorem, oraz odwagi w realizowaniu ambitnych celów, które z pewnością sobie wyznaczy.
W bieżącej analizie przedstawię kilka powodów, przez które PLN może umocnić się na szerokim rynku. Analiza ta zostaje przedstawiona z dwutygodniowym opóźnieniem, osoby będące na ostatnim webinarze „Inwestor” mieli okazję się już z nią zapoznać.
1. WIG 20 rośnie
WIG 20 jest skorelowany z PLN. Wystarczy popatrzeć tylko na dwa poniższe wykresy
<pŹródło: Bloomberg
<pŹródło: Bloomberg
Na pierwszym wykresie przedstawiono korelację indeksu WIG 20 z parą walutową PLN/USD. W długim terminie możemy bez problemu zauważyć korelację. Na drugim wykresie zobrazowano tą samą korelacją, aczkolwiek w krótszym terminie. Ostatni skok indeksu WIG 20 powinien doprowadzić do umocnienia PLN.
2. Indeks walut wschodzących
W ostatnim czasie indeks walut wschodzących zachowywał się o wiele lepiej niż rodzima waluta.
<pŹródło : Bloomberg
3. Prognozy analityków
<pŹródło: Bloomberg
Mediana prognoz analityków wskazuje, że para waluta USD/PLN na koniec Q1 2017 roku wynosie 4.19. W mojej opinii będzie to znacznie niższy poziom.
4. Rośnie FRA 6×9 dla PLN
<pŹródło: Bloomberg
Rośnie prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych dla PLN.
Początek roku stoi pod znakiem wysokich cen ropy naftowej. – Ropa jest nawet o 100 proc. droższa i to nawet w ujęciu dolarowym niż na przełomie 2015 i 2016 roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Rekordowe kontrakty spekulacyjne na ropie naftowej pokazują, że gracze są pozytywnie nastawieni do rynku. Czy czekają nas dalsze podwyżki? Więcej w materiale wideo.
Rafał Antczak został powołany przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie GPW na stanowisko prezesa spółki
Decyzją Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia ze składu Zarządu Giełdy została odwołana Małgorzata Zaleska
Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie podjęło uchwałę w sprawie powołania Rafała Antczaka na stanowisko Prezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
Decyzją Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia ze składu Zarządu GPW została odwołana Małgorzata Zaleska.
Uchwała Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia dotycząca powołania Rafała Antczaka oraz uchwała dotycząca odwołania Małgorzaty Zaleskiej wchodzą w życie w dniu doręczenia GPW decyzji Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie wyrażenia zgody na zmiany w składzie Zarządu Giełdy.
Rafał Antczak
Członek Zarządu Deloitte Consulting od października 2008 r. do stycznia 2017 r. Ekonomista, menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem praktyki międzynarodowej i krajowej realizacji projektów dla rządów i instytucji centralnych, dużych firm prywatnych sektora realnego i finansowego. W latach 2006-2008 dyrektor zarządzający i główny ekonomista Grupy PZU – nadzorował m.in. inwestycje finansowe na rynku kapitałowym, restrukturyzację spółek ukraińskich, strategię firmy. W latach 1994-2006 ekonomista w Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE Fundacja Naukowa, uczestnik prac doradczych w programach międzynarodowych na Ukrainie, w Kazachstanie, Kirgizji, Mołdawii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie. Pro bono członek Komisji Rewizyjnej Akademii Rozwoju Filantropii, ekspert Związku Dużych Rodzin 3+.
Inflacja w strefie euro wzrosła o 1,1 proc. w grudniu ubiegłego roku, co jest najmocniejszym odczytem od 2013 roku i powyżej średniej oczekiwań analityków na poziomie 1 proc. Pomimo iż wzrost inflacji był wywołany głównie przez rosnące ceny ropy naftowej, to ewentualny dalszy jej wzrost mógłby rozpocząć debatę w Europejskim Banku Centralnym na temat szybszego niż ktokolwiek się spodziewa wygaszania ultraluźnej polityki monetarnej. Również odczyt indeksu usługowego PMI w grudniu był najlepszy od 67 miesięcy, pomimo iż część wzrostu należy zawdzięczać taniejącemu euro.
Wczoraj indeks dolara zaliczył 14-letni szczyt na poziomie 103.82 w reakcji na wyraźny wzrost amerykańskiego indeksu ISM dla przemysłu do 2-letniego maksimum na poziomie 54,7 punktów. Po zakończeniu sesji europejskiej dolar zaczął oddawać zyski. To ciekawe zjawisko, ponieważ bardzo dobre dane z ISM nie przyczyniły się do trwałego zejścia poniżej poziomu 1.0350 na parze EURUSD. Obecnie widać dynamiczne odbicie ponad poziom 1.0400, dzięki wzrostowi inflacji w strefie euro. Impuls, który może rozbudzić inwestorów na dolarze prawdopodobnie pojawi się już w piątek w postaci mocnych danych z amerykańskiego rynku pracy za grudzień. Na rynku widać również spore osłabienie jena japońskiego, który jest uważany za walutę „safe-haven”, co można interpretować sporym apetytem inwestorów na bardziej ryzykowne aktywa. Para USDJPY handluje obecnie w pobliżu poziomu 117,50, nieco ponad 1 jen poniżej grudniowych szczytów.
Polski złoty również zyskuje dziś na pozytywnych nastrojach do rynków wschodzących oraz dzięki dobremu odczytowi przemysłowego indeksu PMI. Indeks ten w grudniu wzrósł do poziomu 54,3 punktów, a wzrost był zasługą wszystkich trzech składowych, czyli nowej produkcji, zamówień oraz zatrudnienia. Para EURPLN traci obecnie 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,37, para USDPLN traci 0,5 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,19, a para CHFPLN traci obecnie 0,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,09. Powrót apetytu na ryzyko na globalne rynki sprzyja też innym walutom „emerging markets”. Największymi beneficjentami są południowoafrykański rand i brazylijski real, które rosną dziś odpowiednio 1,5 proc. i 1 proc. do dolara.
O 20:00 poznamy dziś protokół z grudniowego posiedzenia FOMC, podczas którego zadecydowano o podwyżce stóp procentowych. Inwestorzy będą oczekiwali na sygnały potwierdzające przekonanie o silnej ścieżce wzrostu amerykańskiej gospodarki wśród członków FED-u. Przypomnijmy, iż na grudniowym posiedzeniu wzrosły ich prognozy odnośnie liczby podwyżek stóp procentowych w 2017 roku z dwóch do trzech. Były gubernator Rezerwowego Banku Indii, Raghuram Rajan uważa, iż podwyżki amerykańskich stóp zredukują presję wśród innych banków centralnych na kontynuowanie luźnej polityki pieniężnej. Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
Najwyższy wzrost cen w 2017 roku w porównaniu do 2016 roku może wystąpić w przypadku olejów i tłuszczów oraz cukru i słodyczy. Analitycy Banku BGŻ BNP Paribas szacują, że przeciętnie za te produkty Polacy będą płacić o ok. 4-6 proc. więcej, w tym za cukier o 10 proc., a masło nawet 15 proc. więcej.
Analitycy podkreślają, że prognozowanie cen żywności jest zawsze obarczone dużą niepewnością, ponieważ zależy od wielu trudnych do przewidzenia czynników jak pogoda, kursy walut czy ceny ropy naftowej.
– Na podstawie dostępnych obecnie informacji, przy założeniu normalnej pogody i braku poważnych zawirowań na rynkach walutowych i surowcowych należy spodziewać się, że w całym 2017 roku przeciętnie za żywność i napoje bezalkoholowe w detalu polscy konsumenci zapłacą o około 1,5-2,0 proc. więcej niż w ubiegłym roku – powiedział Michał Koleśnikow, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas. – Oznacza to przyspieszenie wzrostów wobec 2016 roku, ale wciąż pozostawałby to umiarkowany wzrost cen w porównaniu do średniej wieloletniej – dodał Michał Koleśnikow.
Wyraźnie obniżona produkcja rzepaku na rynku polskim, unijnym i światowym wpłynęła na podwyżki jego cen i mniejszy przerób, co przekłada się na ceny olejów. Z kolei światowe i krajowe ceny masła w 2016 roku bardzo wyraźnie wzrosły i prawdopodobnie ukształtują się na zbliżonym poziomie w 2017 roku.
Globalny deficyt produkcji cukru wobec zużycia w sezonach 2015/16 oraz 2016/17 sprawia, że ceny mogą dalej wzrastać. W rezultacie w handlu detalicznym w Polsce w listopadzie cena cukru była aż o 30 proc. wyższa niż rok wcześniej. Nadchodzący sezon 2017/18 zapowiada się już znacznie lepiej. Pierwsze szacunki wskazują, że może być nadwyżkowy, na co wpływ będzie miało m.in. zniesienie kwotowania produkcji w Unii Europejskiej. To sprawia, że powoli słabnie presja na wzrosty cen, a w drugiej połowie roku będą one prawdopodobnie spadać.
Droższe mogą być również artykuły mleczarskie. Spadek produkcji mleka u największych eksporterów oraz wzrost światowego popytu spowodowały w drugiej połowie 2016 roku znaczące wzrosty cen artykułów mleczarskich na rynkach światowych. Ten podwyższony poziom cen powinien utrzymać się również przez większość 2017 roku To może spowodować, że w Polsce, po dwóch latach sporych spadków, w 2017 roku przeciętne ceny w kategorii artykułów mleczarskich wzrosną o 3,5-5,0 proc., przy czym w największym stopniu podrożeją sery dojrzewające.
Analitycy Banku BGŻ BNP Paribas spodziewają się dalszych wzrostów cen wieprzowiny, która drożała już w 2016 roku. W tym roku jej ceny mogą być jeszcze o około 3-5 proc. wyższe. Będzie to skutek dużego eksportu wieprzowiny z UE do Chin oraz innych krajów azjatyckich w warunkach stosunkowo stabilnej unijnej produkcji.
W 2017 roku Polacy więcej zapłacą również za wędliny, wołowinę, jaja, ryby, owoce oraz napoje bezalkoholowe, choć obecnie wzrosty ich cen prognozowane są na mniej niż 3 proc.
Ceny detaliczne pieczywa i produktów zbożowych oraz mięsa drobiowego powinny utrzymać się na poziomach zbliżonych do tych z 2016 roku. Wysoka podaż ziarna na rynku globalnym wywiera presję na ceny skupu zbóż. W II połowie 2016 roku zboża konsumpcyjne były o kilka procent tańsze niż rok wcześniej, w rezultacie niższe były też ceny hurtowe mąki. Obecnie nie widać czynników, które w pierwszej połowie 2017 roku. sprzyjałyby wyraźniejszym wzrostom cen surowców zbożowych. W przypadku mięsa drobiowego dużym czynnikiem niepewności pozostaje sytuacja związana z występowaniem grypy ptaków w kilkunastu krajach europejskich. Z jeden strony jest to czynnik obniżający ceny, gdyż powoduje zamknięcie niektórych rynków pozaunijnych na import z UE, a z drugiej strony możliwe ograniczenia w produkcji oraz i tak już niski poziom cen w 2016 roku są czynnikami przeciwdziałającymi spadkom.
Z kolei powody do zadowolenia powinni mieć konsumenci warzyw. Ich ceny, w odróżnieniu od pozostałych kategorii żywności, powinny w 2017 roku być przeciętnie niższe niż w 2016 roku. Jest to przede wszystkim efekt bardzo wysokich zbiorów latem i na jesieni 2016 roku, co powoduje, że przynajmniej w pierwszej połowie 2017 roku ceny powinny być niskie.
W 2016 roku podwyżki cen żywności nie były zbyt dotkliwe dla budżetów Polaków. Średnio w ubiegłym roku w sklepach za żywność i napoje bezalkoholowe Polacy płacili o 0,8 proc. więcej niż w 2015 roku. Wprawdzie oznacza to pierwszy rok wzrostów cen po dwóch latach spadków, jednak wciąż jest to wzrost stosunkowo niewielki – wyraźnie mniejszy niż w latach 2010-2013, kiedy za żywność co roku polscy konsumenci płacili przeciętnie o 3,6 proc. więcej.
Tego trendu można było oczekiwać, po odbiciu wśród światowych gospodarek, teraz widać poprawę sytuacji na giełdach. – Zyskiwać mogą spółki związane z inwestycjami jak również te z sektora handlu detalicznego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jakub Stasik z XTB. Okazuje się, że pierwsze półrocze dla naszego parkietu może być całkiem pomyślne. Więcej w materiale wideo.
Inwestorzy aż cztery lata musieli czekać, by grudzień przyniósł zwyżkę na rynku największych spółek. Do tego była ona największa od 2003 r. Dla średnich firm ostatni miesiąc 2016 r. nie był tak zyskowny, ale cały rok kończy się 18 proc. wzrostem, najwyższym od trzech lat. Choć w najbliższych dwunastu miesiącach emocji nie zabraknie, jest szansa na to, by także finał 2017 r. stał się okazją do liczenia zysków.
Przekraczająca 8 proc. grudniowa zwyżka zapewniła indeksowi naszych największych spółek trzecie miejsce wśród światowych giełd, tuż za wskaźnikami w Mediolanie i Moskwie. Tym razem inwestorzy nie ulegli nienajlepszej atmosferze wokół rynków wschodzących, ani nie przejęli się zaledwie niespełna 2-3 proc. wzrostem indeksów w Nowym Jorku i trwającą od dwóch tygodni spadkową korektą S&P500 i Dow Jones’a. Pomagały za to zwyżki we Frankfurcie. Co ważniejsze, grudniowe ożywienie można traktować nie jako jednorazowe odreagowanie, lecz kontynuację zwyżki zapoczątkowanej w październiku, a ta konsekwencja byków daje podstawy by sądzić, że mamy do czynienia z bardziej trwałą tendencją. O jej wzmocnieniu będzie można mówić w przypadku pokonania przez WIG20 poziomu 2000 punktów, do czego brakuje już bardzo niewiele.
Jeszcze bardziej pozytywny obraz prezentuje indeks szerokiego rynku. Choć grudniowa zwyżka, sięgająca nieco ponad 6 proc. była skromniejsza niż w przypadku blue chips, wystarczyła do osiągnięcia poziomu najwyższego od września 2015 r. Okolice 52 tys. punktów to opór nie tylko psychologiczny, więc kontynuacja ruchu w górę może stać się silnym impulsem, skłaniającym do kupna akcji. Istotne jest także to, że zarówno w przypadku WIG20, jak i WIG, jest trochę miejsca na bezpieczną korektę spadkową, którą wielu inwestorów może potraktować jako dogodną sposobność do uzupełnienia portfela. Pewną wskazówkę może w tym względzie stanowić zachowanie indeksu średnich firm, który mając za sobą 18 proc. wzrost od początku roku, w połowie grudnia uległ jedynie symbolicznemu spadkowi, szybko powracając do głównej tendencji.
W przypadku indeksu największych firm na dynamikę zwyżki mogą hamująco wpływać rosnące wskaźniki wyceny, które jednak wciąż odległe są od poziomu sygnalizującego przewartościowanie. W przypadku WIG i mWIG40 do takiego stanu jest jeszcze bardzo daleko. Niemniej jednak w przypadku wielu firm sporo zależeć będzie od wyników finansowych za czwarty kwartał i cały rok. Ewentualne rozczarowania mogą skutkować przeceną, ale w średnim horyzoncie obaw związanych z kondycją spółek i gospodarki raczej nie ma. Wszystko wskazuje na to, że w drugiej połowie roku dynamika PKB powróci w okolice 3 proc., wraz z przełamywaniem inwestycyjnego zastoju. Wiele zależeć będzie jednak także od sytuacji na świecie. Czynników ryzyka w naszym otoczeniu nie brakuje, ale raczej nie powinny się one zmaterializować w pierwszej połowie 2016 r., a im później się one pojawią, tym lepiej, ze względu na wspomniane inwestycyjne wspomaganie. Prognozy dla strefy euro oraz Niemiec zakładają spowolnienie tempa wzrostu, jednak na razie wskaźniki wyprzedzające sygnalizują co innego. Z punktu widzenia postrzegania rynków wschodzących, a więc i warszawskiego parkietu, kluczowe mogą okazać się decyzje Fed. Realizacja zapowiedzi dotyczących trzech podwyżek stóp procentowych mogłaby zaszkodzić rynkom akcji i obligacji, ale realizacja takiego scenariusza nie jest przesądzona. Sporo zależeć będzie od działań podjętych przez Donalda Trumpa, po objęciu przez niego stanowiska. Ponadto, ewentualne efekty zapowiadanych przez niego zmian pojawią się dopiero za jakiś czas, a jak na razie amerykańska gospodarka nie jest aż tak rozpędzona, by konieczne było jej studzenie wyższymi stopami.
Wracając do perspektyw spółek, można dostrzec szereg czynników pozytywnych, sprzyjających poprawie ich wyników. Osłabienie złotego, z którym prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia w ciągu kolejnych miesięcy, korzystnie wpłynie na kondycję eksporterów. Powrót inflacji także dla wielu firm nie będzie stanowił powodów do zmartwienia, zaś powoli przybliżający się moment, w którym Rada Polityki Pieniężnej zacznie zastanawiać się nad podwyżką stóp procentowych, stawia w lepszej sytuacji przedstawicieli sektora bankowego. Dla części banków pewnym zagrożeniem może okazać się realizacja ustawy antyspreadowej, ale jego skala będzie uzależniona wprost od faktycznych kwot, przeznaczonych do zwrotu. Dotychczasowe szacunki wskazują na spore rozpiętości, a więc możliwe jest zaskoczenie zarówno pozytywne, jak i negatywne. Można też sądzić, że skończył się definitywnie czas przeceny akcji spółek energetycznych. W grudniu widać było wyraźne zwyżki zarówno w przypadku walorów części dużych banków, jak i przedstawicieli energetyki, ale patrząc z perspektywy ostatnich dwunastu miesięcy, miejsca na wzrost notowań jest jeszcze sporo. Wsparciem dla WIG20 powinna też być sytuacja na rynku surowcowym. Nawet jeśli ceny ropy naftowej i miedzi nie będą rosły w takim tempie, jak w ostatnich miesiącach ubiegłego roku, nie ma przesłanek, by spodziewać się w ich przypadku głębszej przeceny.
Polska jest liderem rynku BSS w skali europejskiej, a sektor ten rozwija się nad Wisłą niezwykle dynamicznie. 31 stycznia 2017 do Polski zawitają m.in. liderzy branży z USA, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec, Ukrainy, Rumunii, Litwy. Tegoroczna, czwarta już edycja Gali Outsourcing Stars zostanie rozszerzona o poprzedzającą ją część konferencyjną. W trakcie The BSS Forum w Lublinie omówione zostaną bieżące trendy, wyzwania oraz szanse stojące przed firmami świadczącymi usługi dla biznesu.
Przewaga konkurencyjna Polski na rynku nowoczesnych usług dla biznesu opiera się między innymi na dostępności dużej liczby potencjalnych lokalizacji dla inwestycji BSS. Centra outsourcingowe prowadzą działalność w aż 27 miastach na terenie całego kraju. Wyraźnym trendem jest coraz większe znaczenie lokalizacji regionalnych, przyciągających inwestorów ofertą szytą na miarę ich potrzeb. Tegoroczna edycja Outsourcing Stars, najważniejszego podsumowania branży BSS w Polsce, odbędzie się w Lublinie, będącym jedną ze wschodzących gwiazd sektora BSS. W bieżącym roku miasto obchodzi swoje 700 lecie, a wydarzenie będzie biznesową inauguracją tego jubileuszu. Galę Outsourcing Stars 2016 poprzedzi The BSS Forum – konferencja z udziałem międzynarodowych ekspertów.
The BSS Forum odbędzie się pod hasłem „We know how”. Głos zabiorą eksperci z firm analizujących rynek usług outsourcingowych, a także reprezentanci władz miast oraz najważniejszych międzynarodowych organizacji branżowych: IAOP, Global Sourcing Association, ASPIRE, Deutscher Outsourcing Verband, Lviv IT Cluster. Jest to doskonała okazja nie tylko do pogłębiania wiedzy na temat rynku i najnowszych trendów biznesowych, ale także wiele godzin networkingu z udziałem najważniejszych osobistości świata outsourcingu – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.
W trakcie wieczornej części wydarzenia – Gali Outsourcing Stars 2016 już po raz czwarty przyznane zostaną nagrody dla najprężniej rozwijających się firm oraz instytucji związanych z sektorem. Uczestnicy konkursu mogli zgłaszać swoje organizacje w 12 kategoriach. Wśród ocenianych kryteriów znajdują się między innymi wzrost zatrudnienia oraz nowych kontraktów. Outsourcing Stars to jedyne niekomercyjne nagrody branży outsourcingu w Polsce. Wśród zeszłorocznych laureatów znaleźli się: OEX Archidoc, Capita, Transcom, ALD Automotiv, Skanska, Grupa Progres, Leasing Team Group, Sii, Extor, Poznań, Sales Group, JLL.
Organizatorem The BSS Forum i Gali Outsourcing Stars 2016 jest Pro Progressio, Fundacja zajmująca się rozwojem sektora nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce, uznana przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych za najlepszą organizację otoczenia biznesu w roku 2016.
Trzy poprzednie edycje Gali Outsourcing Stars zgromadziły łącznie blisko tysiąc znamienitych gości: przedstawicieli Ministerstw, Prezydentów polskich miast, Prezesów Izb, Agencji i innych instytucji otoczenia biznesu, Prezesów i Dyrektorów Zarządzających wielu polskich i zagranicznych przedsiębiorstw.
Rejestracja uczestników wydarzenia odbywa się na stronie: https://www.bssforum.com/
Wczorajszy indeks ISM spowodował duży optymizm na pierwszej w tym roku sesji w USA. Czesi mogą pochwalić się nadwyżką budżetową za 2016 rok. Ministerstwo Finansów walczy o obniżenie rentowności polskich obligacji.
Dobre dane z USA
Wczoraj inwestorów pozytywnie zaskoczyły indeksy koniunktury z USA. O ile indeks PMI został skorygowany w górę o 0,2 pkt, o tyle indeks ISM okazał się wyższy od oczekiwań aż o 1,1 pkt. Reakcja rynków była entuzjastyczna. Gwałtowne umacnianie się dolara doprowadziło go do poziomu 1,034 czyli najniższego od pierwszej połowy poprzedniej dekady. Wraz z tym istotne zmiany widać było na kontraktach na stopę procentową. Szansa na pozostanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie w czerwcu spadła z 36,2% na 30,8%. Wzrosły również indeksy akcji oraz złoto. Spadki dotknęły z kolei ropy naftowej, której cena spadła od momentu publikacji do zamknięcia o ponad 2,5 dolara. Należy zwrócić uwagę, że była to pierwsza sesja w tym roku z udziałem amerykanów stąd zmiany te mogły być trochę silniejsze.
Nadwyżka w Czechach
Czeski budżet w 2016 roku niespodziewanie nie zamknął się deficytem. Zamiast spodziewanego deficytu na niemal 70 miliardów koron (niemal 3 miliardy USD) budżet zamknął się w 60 miliardach nadwyżki (około 2,5 miliarda USD). Powodem tej jakże korzystnej sytuacji były zdecydowanie większe od oczekiwań wpływy budżetowe. Jak zauważają złośliwi nie jest to dobra sytuacja, po prostu państwo za dużo pieniędzy zabrało obywatelom. Czeska gospodarka wcale nie rośnie w oszałamiającym tempie. W tym roku według oczekiwań ma to być wzrost o około 2,4%. Nadwyżka najprawdopodobniej zostanie przekazana do budżetu na 2017 rok.
Walka o rentowność polskich papierów
Jednym z powodów dla których Czesi zanotowali nadwyżkę budżetową był spadający koszt obsługi długu. Nie można tego powiedzieć o Polsce, gdzie rentowność naszych obligacji w ubiegłym roku wzrosła o 0,75%. W rezultacie rosły koszty naszego zadłużania się. Nic dziwnego, że Ministerstwo Finansów planuje zmiany w strukturze obligacji wypuszczanych na rynek. Ma to na celu zwiększyć płynność we wszystkich dostępnych seriach. Dodatkowo w styczniu MF chce zaoferować inwestorom bony zapadające w sierpniu. Powodem tej decyzji są spodziewane w lipcu zyski z NBP.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Dane z bazy Rejestru Dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej, na temat osób fizycznych niepłacących w terminie swoich zobowiązań, po raz pierwszy od pięciu kwartałów przyniosły spadek Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Indeks pokazujący liczbę osób fizycznych, nieradzących sobie z terminowym regulowaniem zobowiązań pozakredytowych oraz kredytowych, przypadającą na 1000 dorosłych Polaków obniżył się o 1,3 pkt do 71,3 pkt. Podobnie stało się w 14 województwach, wyjątkiem okazały się jedynie Podlasie i Mazowsze, gdzie liczba niesolidnych dłużników przypadająca na 1000 dorosłych mieszkańców, utrzymała się na tym samym poziomie.
Wpływ na obniżenie się Indeksu miało przede wszystkim zmniejszanie się wartości nieuregulowanych zobowiązań kredytowych zarejestrowanych w Biurze Informacji Kredytowej. Liczba osób opóźniających spłatę rat o min. 60 dni spadła o 17 tys. Wartość zaległości kredytowych zmalała o 290 mln zł. Nadal jednak odnotowujemy wzrost nieuregulowanych na czas zobowiązań pozakredytowych, w skład których wchodzą m.in. niezapłacone rachunki za telefon i internet, telewizję kablową, raty pożyczek, alimenty, czynsze, czy kary za jazdę bez biletów. W porównaniu do poprzedniej publikacji, zawierającej dane z czerwca 2016 r. liczba niesolidnych dłużników do września 2016 r. zwiększyła się
o 102,5 tys., a zaległość o ponad 1,8 mld zł.
*Dane prezentowane z przesunięciem kwartalnym
Przez rok przybyło prawie 270 tys. niesolidnych dłużników i 8,3 mld zł zaległości
Analizując dane w ujęciu rocznym, wrzesień do września, również widać, że w górę idą głównie zaległości pozakredytowe. Ich wartość niemal się podwoiła – z 11,2 mld zł do 21 mld zł. Obniżyły się natomiast zaległości kredytowe – z 29,2 mld zł do 27,7 mld zł. Można założyć, że w znacznej mierze, jest to efekt sprzedaży przez banki do firm windykacyjnych przeterminowanych kredytów. Banki na coraz większą skalę oferują firmom windykacyjnym
i funduszom sekurytyzacyjnym swoje portfele kredytowe. Tylko w I połowie mijającego roku, banki sprzedały kredyty o wartości 8 mld zł, z czego konsumpcyjnych na kwotę 6,5 mld zł. Trend jest rosnący, bo dla porównania w całym 2015 r. sprzedały kredyty o wartości nominalnej 13,9 mld zł**. Oznacza, to że z roku na rok coraz więcej osób mimo, że zaciągnie kredyt w banku, jego spłatę zakończy gdzie indziej. Jednocześnie nie wszystkie przeterminowane kredyty, po sprzedaży przez banki przechodzą do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, stąd część niesolidnych płatników nie jest uwzględniana w Raporcie InfoDług.
W perspektywie roku, uwagę zwraca również fakt, że kwota zaległości wzrasta szybciej niż liczba samych nierzetelnych dłużników. Przeterminowany dług zwiększył się o 8,3 mld zł, czyli o ponad 20 proc., a liczba osób, która nie może się z nim uporać o 13 proc. (266 126 osób). Pod koniec zeszłego roku raportowaliśmy 40,39 mld zł zaległości, podczas gdy teraz jest ich 48,71 mld zł. Liczba dłużników z poniżej 2 mln (1 977 284) wzrosła do ponad 2,2 mln (2 243 410). Fakt, że dłużników przybywa w mniejszym tempie niż zaległości oznacza, że pogarsza się sytuacja osób, które już wpadły w finansowe tarapaty. Średnia zaległość wzrosła z 20,4 tys. zł do 21,7 tys. zł.
Inną dostrzegalną zmianą jest spadek udziału mężczyzn wśród niesolidnych dłużników pozakredytowych. Ich odsetek w ciągu roku zmniejszył się z 66 proc. do 61 proc. Z kolei jeśli chodzi o kategorie wiekowe, obserwujemy wzrost nierzetelnych dłużników wśród osób między 35 a 54 rokiem życia – łącznie stanowią oni obecnie 44 proc. wszystkich zalegających z ratami i płatnościami, wobec 42 proc. przed rokiem. Spadł natomiast udział osób najstarszych powyżej 65 roku życia – z 14 do 12 proc. Ubyło ich głównie w kategorii niesolidnych kredytobiorców, bo już wśród posiadających zaległości pozakredytowe widać ich rosnącą obecność.
Niewykluczone, że niesolidnych dłużników byłoby więcej gdyby nie program 500+. Zakładamy, że mógł się przełożyć na zmniejszenie dynamiki wzrostu liczby dłużników
z zaległościami do 1 000 – 2 000 zł. Część osób mogła bowiem przeznaczyć otrzymane od Państwa pieniądze na spłatę niewysokich przeterminowanych długów. Aktualnie osób posiadających zaległość do 2 tys. zł jest 29 proc., podczas gdy rok temu było 32 proc. Choć nie da się również wykluczyć, że dłużnicy z niskimi kwotami zaległości przeszły do grupy zadłużonych na wyższe kwoty.
** Dane z raportów finansowych firmy windykacyjnej KRUK S.A.
Ważne liczby
Łączna kwota zaległych zobowiązań kredytowych i pozakredytowych na koniec września 2016 r., wyniosła 48,71 mld zł. W stosunku do danych z czerwca, nieterminowe płatności Polaków odnotowane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie Biura Informacji Kredytowej wzrosły o 1,52 mld zł. Stało się to głównie za sprawą zobowiązań pozakredytowych, których przybyło o 1,81 mld zł, podczas gdy przeterminowanych zobowiązań kredytowych ubyło o prawie 0,3 mld zł. Mimo spadku, na skalę zaległości Polaków wciąż dominujący wpływ mają niespłacane kredyty. Ich udział w całej kwocie stanowi 57 proc.
Liczba niesolidnych dłużników pozakredytowych w ciągu kwartału wzrosła o ponad 102 tys. do 1 666 452 osób, choć dłużników niespłacających na czas rat kredytów ubyło w tym czasie o 17 tys. do 1 010 681 osób. Łączna liczba Polaków posiadających zaległe płatności kredytowe i pozakredytowe wynosi 2 243 410 osób i jest mniejsza niż łączna suma dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, bowiem prawie 434 tys. osób ma jednocześnie źle obsługiwane długi w obu bazach.
Przeciętna zaległość w różnych grupach wiekowych
Średnia wartość zaległości przypadająca na osobę w porównaniu z danymi opublikowanymi we wrześniu, zwiększyła się o ponad tysiąc złotych do 21 715 zł. Jej wzrost odnotowano
w prawie wszystkich grupach wiekowych, największy w przedziale dłużników, którzy ukończyli 65 lat – o 1 276 zł. Nadal jednak największa średnia zadłużenia przypada na osoby między 45 a 54 rokiem życia, wynosi już ponad 29 tys. zł. Niewiele niższa jest także
w kategorii wiekowej 35-44 lat. Analizy BIG InfoMonitor i BIK wskazują, że na kwotę średniego zadłużenia w tych obu przedziałach wiekowych, duży wpływ mają zaległe płatności wynikające z kredytów mieszkaniowych. Choć tym razem średnia zaległość, z tytułu nieobsługiwanego kredytu zaciągniętego na nieruchomość, spadła o 3 918 zł do 217 429 zł. Wzrosły jednak średnie kwoty z tytułu pozostałych zaległości, z którymi dłużnicy trafiają
do naszego raportu.
Kwota zadłużenia i liczba dłużników w województwach
Ujęcie geograficzne średniego zadłużenia
We wszystkich 16 województwach odnotowano wzrost wartości średniego zaległego zadłużenia przypadającego na osobę, podczas gdy jeszcze w poprzednim kwartale przeciętna malała w 11 regionach. W dziewięciu regionach przyrost średniego zadłużenia przekroczył tysiąc złotych. Największy w województwach: śląskim (o 1 148 zł), mazowieckim (o 1 146 zł) oraz lubelskim – o 1 143 zł.
Rekordziści z województw
Łączna kwota zaległości przedstawionych w poniższym zestawieniu największych wojewódzkich rekordzistów – dłużników – zmniejszyła się z ponad 404 mln zł do około
386 mln zł.
W dalszym ciągu najwyższe zaległościami w bazie BIG InfoMonitor oraz BIK ma 66-letni mieszkaniec Mazowsza z długiem, którego wartość przekroczyła już 100 mln. Na drugim miejscu, także niezmiennie, znajduje się 60-letni mieszkaniec województwa lubelskiego
z nieopłaconymi rachunkami i kredytami na ponad 61 mln złotych. Na trzecie miejsce wszedł rekordzista z województwa pomorskiego, którego dług wynosi już ponad 30 mln zł. Do grona rekordzistów dołączyła też trzecia kobieta, mieszkanka regionu dolnośląskiego z długiem na ponad 21 mln zł.
Informacje przedstawione w publikacji pochodzą z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej. Dotyczą wyłącznie zaległości osób fizycznych na minimum 200 zł, przeterminowanych o co najmniej 60 dni. W aktualnym Newsletterze InfoDług materiał i wyliczenia oparte są o dane z końca września 2016 r.
W środę notowania euro i funta pozostają stabilne, podczas gdy tanieje dolar i szwajcarski frank. Na większe spadki kursów głównych walut przyjdzie nam zaczekać do drugiej połowy miesiąca.
Wzrost notowań EUR/USD oraz utrzymujące się dobre nastroje na rynkach globalnych pozostają głównym wyznacznikiem zmian na krajowym rynku walutowym. W środę złoty pozostaje stabilny w relacji do euro i brytyjskiego funta, po tym jak wczoraj zyskał on do obu tych walut. Jednocześnie umacnia się on do dolara i szwajcarskiego franka. O godzinie 11:28 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3857 zł, USD/PLN 4,2027 zł, CHF/PLN 4,0968 zł, a GBP/PLN 5,1590 zł.
W kolejnych godzinach układ sił na polskich parach nie powinien ulec już większym zmianom. Przede wszystkim dlatego, że brakować będzie potencjalnych impulsów mogących takie zmiany wymusić. Wprawdzie wieczorem zostanie opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed). Tyle tylko, że będzie to protokół z grudniowego posiedzenia, które przyniosło podwyżkę stóp procentowych w USA i któremu towarzyszyła publikacja najnowszych projekcji makroekonomicznych i stóp procentowych, a także konferencja prasowa Janet Yellen. Stąd też dziś trudno oczekiwać jakiś niespodzianek w protokole.
Kolejna seria dobrych danych makroekonomicznych napłynęła dziś z europejskiej gospodarki. Kondycja sektora usług obrazowana zmianami indeksów PMI dla najważniejszych gospodarek była w grudniu lepsza od oczekiwań (aczkolwiek nieznacznie gorsza niż w listopadzie), a indeks zaufania gospodarstw domowych we Francji wzrósł do najwyższego poziomu od ponad 9 lat. To przyspieszenie idzie w parze z rosnącą inflacją. W grudniu, jak wynika z opublikowanych dziś wstępnych szacunków, inflacja HICP w strefie euro wzrosła do 1,1% w relacji rok do roku (prognoza: 1% R/R) z 0,6% w listopadzie, a we Włoszech inflacja CPI do 0,5% R/R (prognoza: 0,4% R/R) z 0,1%. To koreluje z wtorkowym raportem z Niemiec, gdzie inflacja podskoczyła w grudniu aż do 1,7% R/R z 0,8%, znacznie przekraczając rynkowe prognozy (1,5% R/R).
Wzrost inflacji w Europie, co również obserwujemy w Polsce, niewątpliwie potwierdza ożywienie gospodarcze sygnalizowane przez inne dane makroekonomiczne, ale też przybliża moment wyjścia z ultraluźnej polityki monetarnej prowadzonej przez Europejski Bank Centralny (ECB). Przypomnijmy, ECB począwszy od kwietnia ograniczy skalę miesięcznie kupowanych obligacji (QE), aczkolwiek wciąż będzie kontynuował ten program przynajmniej do końca 2017 roku. Ożywienie gospodarcze i skok inflacji jednak będzie wzmagać głosy, żeby program ten ograniczyć w jeszcze większej skali. Zresztą już takie głosy się pojawiają. Wczoraj szef wpływowego monachijskiego instytutu Ifo, w reakcji na silny skok inflacji w Niemczech powiedział, że program QE należy zakończyć w kwietniu.
Z punktu widzenia rynku walutowego potencjalna zmiana oczekiwań co do polityki ECB ma niebagatelne znaczenie. Ograniczenie programu QE wzmocniłoby wspólną walutę. Z punktu widzenia złotego, który był jednym z beneficjentów tego programu, każde jego ograniczenie zmniejszałoby popyt na polską walutę.
Początek roku przynosi lekką poprawę sentymentu do złotego. Stoją za tym zarówno lepsze nastroje na rynkach globalnych, jak i dane sugerujące poprawę kondycji polskiej gospodarki (inflacja, PMI). Jednak na większe umocnienie złotego możemy zaczekać aż do 13 stycznia, gdy agencje Fitch i Moody’s opublikują przegląd ratingu Polski. To w krótkim terminie jedyny poważny czynnik ryzyka. Zakładam, że na koniec stycznia notowania EUR/PLN spadną do 4,35 zł, a CHF/PLN do 4,04 zł. Jednocześnie kurs USD/PLN wzrośnie w ślad za drożejącym dolarem na świecie do 4,26 zł.
W długim terminie niezmiennie podstawowym ryzykiem dla złotego pozostaje fakt, że drogi dolar, rosnące rentowności obligacji i potencjalne powolne odchodzenie czołowych banków centralnych od ultra luźnej polityki monetarnej doprowadzi do masowej ucieczki inwestorów z rynków wschodzących, a w konsekwencji do kryzysu zadłużenia.
Roboty i sztuczna inteligencja nie płacą podatków, nie jeżdżą na wakacje, nie chorują. W ciągu 10‑20 lat zastąpią nawet 700 zawodów – przewidują oksfordzcy naukowcy. Przerażające? Niekoniecznie. Rozwój osobisty, przyszłość branży HR i wykorzystanie nowych technologii w zarządzaniu zasobami ludzkimi to tematy przewodnie styczniowego zjazdu Digital University „Personal Development and the Future of HR”.
Rewolucja cyfrowa, innowacje oraz zmiany pokoleniowe rodzą nowe wyzwania dla liderów zarządzania kapitałem ludzkim w obszarze struktury i kultury organizacji. Jaki wpływ na rynek pracy mają pokolenia Millenialsów, Y i Z? Czy roboty i sztuczna inteligencja zdominują rynek pracy? Jakich kompetencji będzie potrzebował zarówno pracownik jak i lider w przeciągu kilku najbliższych lat? Jak będzie ewoluował rynek pracy?
Na te, jak również wiele innych pytań, odpowiedzi udzielą wybitni eksperci z kraju i zagranicy 20 stycznia 2017 na SGH w Warszawie.
W trakcie wykładów oraz panelu uczestnicy spotkania dowiedzą się, jak się zmieniają trendy, jaka jest przyszłości rynku pracy, przyszłość rozwoju kompetencji pracowników, a także rozwoju osobistego, co innowacyjnego dzieje się w zakresie narzędzi wykorzystywanych do zarządzania zasobami ludzkimi wewnątrz organizacji, a także poznają wiele przykładów praktyk biznesowych.
Poruszone zostaną również tematy dotyczące roli sztucznej inteligencji w planowaniu kariery, Big Data w HR czy rozwoju osobistego w obliczu nowych technologii.
Prof. Marcus F. Peschl z wydziału Cognitive Science and Philosophy of Science na Uniwersytecie Wiedeńskim opowie jak ważną i kluczową rolę w każdej organizacji odgrywają innowacje. O tym, że wraz z ich rozwojem, na przestrzeni najbliższych lat, będziemy zmuszeni do zdobycia nowych umiejętności, a także zmiany postaw, które pozwolą nam sprostać stawianym przed nami wyzwaniom, aby móc korzystać z szybko rozwijających się nowych technologii. Mają one bowiem ogromny wpływ na rozwój każdej organizacji.
W tym kontekście otworzenie się na innowacje i nabycie umiejętności wyboru tej wartej wdrożenia staje się niezbędne dla przyszłego rozwoju organizacji, które chcą nadążać za zmianami na rynku.
Swój udział w wydarzeniu potwierdzili:
Maciej Noga – Członek Zarządu i współzałożyciel Grupa Pracuj S.A.
Abakar Saidov – Członek Zarządu i współzałożyciel Beamery
Andrzej Borczyk – Dyrektor Personalny, Członek Zarządu, Grupa Żywiec
dr. Magdalena Kaczmarek – Universytet SWPS
Elżbieta Tomczuk – odpowiedzialna za strategię Employer Brandingu, PWC
Piotr Grządziel – ekspert marketingu i Personal Brandingu
Nieodłącznym elementem każdego zjazdu Digital University jest panel dyskusyjny, do którego zapraszani są wybitni praktycy biznesowi w dziedzinie będącej wiodącym tematem zjazdu. Tym razem swoją wiedzą i doświadczeniem podzielą się: Monika Remiszewska (Axel Springer), Andrzej Borczyk (Grupa Żywiec), Agnieszka Bieniak (Burda International Poland), Małgorzata Bartler (Alior Bank).
Patronat nad zjazdem „Personal Development and the Future of HR” objęli: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Cyfryzacji, Szkoła Główna Handlowa, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Patronatami medialnymi zostały portale Interia.pl oraz InnPoland. Partnerem został portal Pracuj.pl.
Digital University to innowacyjny projekt edukacyjny. Każdy całodniowy zjazd porusza inny temat, ale zawsze klamrą spinającą są nowe technologie. Dotychczas na Digital University gościli m.in. Stefan H. Thomke, Mikołaj Piskorski z Harvard Business School i prof. David Roberts z Singularity University.
Szczegóły wydarzenia oraz zapisy na stronie: www.digitaluniversity.pl
Dobre recenzje potencjalnych klientów zachęcą do sfinalizowania transakcji, zaś nieprzychylne – doprowadzą do rezygnacji z niej. Rad (odnośnie do e-sklepów, firm czy produktów) udzielają użytkownicy portalu Opineo.pl, niezależnej platformy, której celem jest wspieranie i aktywizacja komunikacji pomiędzy konsumentami a firmami. Serwis pomaga w podejmowaniu decyzji na podstawie opinii społeczności internetowej. Konsumenci z jednej strony mogą wyrazić swoje zdanie na temat konkretnej firmy czy usługi, a z drugiej – zasięgnąć języka na interesujący temat. Korzystają z tego klienci, podejmując bardziej świadome decyzje zakupowe, skorzystać mogą również przedsiębiorstwa, które – znając opinie swoich konsumentów – mogą podnosić jakość swoich usług.
Co trzeba podkreślić – jest się czym kierować. W serwisie znajduje się już blisko 10 mln opinii na temat 41 tysięcy e-sklepów i firm oraz 17,5 mln produktów. Wśród recenzowanych przedsiębiorstw znajdują się również kantory internetowe.
Kantory internetowe w opinii Internautów
Jak – w opinii Internautów – prezentują się największe polskie kantory internetowe? Co mówi się o nich w sieci? Sprawdziliśmy opinie użytkowników Opineo.pl na temat dziesięciu największych wirtualnych kantorów działających w Polsce. Pod uwagę wzięto więc następujące platformy: Cinkciarz.pl, InternetowyKantor.pl, LiderWalut.pl, Walutomat.pl*, KantorOnline.pl, ErgoKantor.pl, WalutoBox.pl, DobryKantor.pl, RKantor.com oraz Kantoria.com.
Wyznacznikiem wielkości była łączna liczba opinii użytkowników na temat działalności poszczególnych kantorów. Uwypukliła ona znaczne różnice w popularności pomiędzy platformami.
*W rankingu uwzględniono również serwis Walutomat.pl, reklamowany jako „największa, pozabankowa giełda wymiany walut w Europie”. Nie jest to standardowy kantor internetowy, zarabiający na spreadzie (różnicy pomiędzy ceną kupna i sprzedaży waluty), jednak pobieranie prowizji za usługi powoduje, że jego działalność opiera się na analogicznych zasadach.
Tabela 1. Łączna liczba opinii o największych kantorach internetowych
Opracowanie własne na podstawie danych portalu Opineo.pl. Stan na 19 września 2016 roku.
Pozytywne, neutralne czy negatywne?
Ważniejszy jednak od samej liczby opinii, jest ich rodzaj. Wyliczenie odsetka recenzji pozytywnych, neutralnych oraz negatywnych z całkowitej liczby ocen poszczególnych kantorów internetowych, pozwoliło na przedstawienie danych, które można porównywać.
Tabela 2. Opinie pozytywne, neutralne i negatywne na temat największych kantorów internetowych
Opracowanie własne na podstawie danych portalu Opineo.pl. Stan na 19 września 2016 roku.
Porównanie to pozwala na wyciągnięcie kilku wniosków. Po pierwsze – funkcjonujące w Polsce kantory internetowe cieszą się raczej dobrymi ocenami (odsetek pozytywnych opinii nie jest niższy niż 98%), niewielu użytkowników wypowiada się o nich neutralnie (nie więcej niż 1,60%) lub negatywnie (nie więcej niż 0,23%). Po drugie – posiadanie wysokiej łącznej liczby opinii wiąże się z większym ich zróżnicowaniem (vide Cinkciarz.pl, InternetowyKantor.pl), niemniej jest ono również widoczne w odniesieniu do części rzadziej ocenianych platform (jak w przypadku WalutoBox.pl oraz RKantor.com). Po trzecie – tylko w przypadku trzech kantorów internetowych nie odnotowano żadnych negatywnych opinii (wśród nich znajduje się również ErgoKantor.pl).
Odsetek pozytywnych opinii w łącznej ich liczbie odwraca nieco przedstawiony wcześniej ranking kantorów internetowych. Okazuje się, że wielkość platformy nie do końca współgra z poziomem zadowolenia klientów.
Wykres 1. Odsetek pozytywnych opinii o największych kantorach internetowych
Opracowanie własne na podstawie danych portalu Opineo.pl. Stan na 19 września 2016 roku.
Od poziomu i jakości usług do poczty pantoflowej
Portal Opineo.pl pozwala na recenzowanie usług i produktów w kilku kategoriach. W odniesieniu do kantorów internetowych, najczęściej są to: ocena ogólna, poziom obsługi klienta, jakość wykonanej usługi oraz perspektywa polecenia przedsiębiorstwa znajomym. W każdej z tych kategorii wskazywać można różnice w ocenach poszczególnych kantorów.
Ogólna ocena największych kantorów internetowych
Ogólna ocena największych polskich kantorów internetowych prezentuje się korzystnie, niemniej pomiędzy poszczególnymi platformami widoczne są różnice. W dziesięciostopniowej skali aż 4 kantory uzyskały notę 9,6 pkt – ErgoKantor.pl, Kantoria.com, KantorOnline.pl oraz InternetowyKantor.pl. Najniższą ocenę ogólną przyznano portalowi WalutoBox.pl – 9,2 pkt.
Wykres 2. Ocena ogólna największych kantorów internetowych
Opracowanie własne na podstawie danych portalu Opineo.pl. Stan na 19 września 2016 roku.
Poziom obsługi klienta
Kolejną ocenianą kategorią jest poziom obsługi klienta. Najlepiej prezentują się tutaj dwa kantory (ErgoKantor.pl oraz KantorOnline.pl), które pochwalić mogą się oceną 9,6 pkt. Niższe noty zdobyły kantory internetowe, które przodują w największej łącznej liczbie opinii (Cinkciarz.pl – 9,5 pkt, InternetowyKantor.pl – 9,4 pkt). Ranking zamyka natomiast WalutoBox.pl (9,1 pkt).
Wykres 3. Poziom obsługi klienta w największych kantorach internetowych
Opracowanie własne na podstawie danych portalu Opineo.pl. Stan na 19 września 2016 roku.
Jakość wykonanej usługi
Niemniej ważnym wyznacznikiem oceny jest jakość wykonanej usługi. Tutaj ponownie najwyższymi notami wykazać mogą się ErgoKantor.pl oraz KantorOnline.pl – 9,6 pkt, dalej znajduje się m.in. platforma Kantoria.com (9,5 pkt). Listę po raz kolejny zamyka WalutoBox.pl, ze średnią ocen równą 9,1 pkt.
Warto jednak zauważyć, że w przypadku dwóch kantorów – Cinkciarz.pl oraz InternetowyKantor.pl – ocena jakości wykonanej usługi nie jest możliwa.
Wykres 4. Jakość wykonanej usługi w największych kantorach
Opracowanie własne na podstawie danych portalu Opineo.pl. Stan na 19 września 2016 roku.
Polecenie firmy znajomym
Jako że dobre rekomendacje szybko się rozchodzą, możliwość polecenia firmy znajomym jest kategorią szczególnie istotną. Wybór kantoru internetowego, w którym będziemy chcieli wymienić walutę, jeszcze łatwiej niż opinie Internautów, rozstrzygną pozytywne doświadczenia znajomych. Najchętniej polecanymi kantorami w rankingu są ErgoKantor.pl, KantorOnline.pl, Kantoria.com oraz InternetowyKantor.pl (9,7 pkt). Najmniej użytkowników poleci WalutoBox.pl (9,3 pkt).
Według agencji Bloomberg w rankingu za czwarty kwartał 2016 r. spółka Cinkciarz.pl zajęła pierwsze miejsce w trafności typowań kursów na parze USD/PLN. Analitycy lidera rynku wymiany walut osiągnęli również trzecie miejsce dla zbiorczego rankingu walut Ameryki Łacińskiej.
Typowania pary dolar amerykański / złoty przygotowane przez Cinkciarz.pl znalazły się na pierwszym miejscu prestiżowego notowania Bloomberg Ranks. Prognozy autorstwa analityków serwisu wymiany walut zostały wyróżnione spośród typowań z całego świata. Spółka wyprzedziła tak znane marki, jak Wells Fargo czy Raiffeisen.
W czwartym kwartale 2016 r. dolar w relacji do złotego podrożał o ok. 40 groszy. – Było to spowodowane ogólnym wzrostem wartości amerykańskiej waluty na rynku na świecie. Dolar zaczął zyskiwać po wyborach w USA. Wygrana Donalda Trumpa oraz utrzymanie przez Republikanów większości głosów w obu izbach Kongresu urealniły plany gospodarcze prezydenta elekta – wyjaśnia Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.
Jak tłumaczy, inwestorzy stopniowo zaczęli wyceniać możliwość redukcji podatków dla przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych, zmniejszenie regulacji dla firm oraz inwestycje publiczne w infrastrukturę. Wprowadzenie tych inicjatyw zwiększa z jednej strony szansę na szybszy wzrost gospodarczy w przyszłości, ale również podnosi ryzyko przegrzania się gospodarki.
– Niezależnie jednak od finalnego scenariusza gospodarczego dla USA, w perspektywie najbliższych kwartałów zarówno PKB, jak i inflacja powinny przyspieszyć. To zmotywowałoby Rezerwę Federalną do szybszego od oczekiwań podniesienia stóp procentowych. Wyższe stopy procentowe w USA w relacji do innych gospodarek rozwiniętych stymulują przepływ kapitału do Stanów Zjednoczonych, powodując wzrost wartości dolara – dodaje analityk.
Zdaniem ekspertów spółki, kolejny pozytywny impuls dla dolara może pojawić się już w pierwszej połowie roku, kiedy rozpocznie się wprowadzanie reform przygotowanych przez nową amerykańską administrację. Niewykluczone więc, że jeszcze przed wakacjami dolar będzie kosztował ponad 4.50 zł, a przy kulminacji dobrych danych z USA i rosnących oczekiwań dotyczących wzrostu wysokości stóp procentowych jest prawdopodobne, że w 2017 r. trzeba będzie za niego płacić nawet ponad 4.70 zł. Oznaczałoby to, że amerykańska waluta w relacji do polskiej będzie najdroższa w historii.
Trafne typowania dla dolara i złotego to nie jedyne zwycięskie miejsce na podium dla Cinkciarz.pl. Pierwszą lokatę przyznano także wskazaniu ekspertów walutowych spółki dla pary euro / ukraińska hrywna. Drugie miejsce w rankingu zajęły prognozy dla par walutowych: dolar amerykański i peso chilijskie, a także dolar amerykański i sol peruwiański.
Trzecie miejsca również należą do serwisu wymiany walut. Te pozycje wypracowały dla niego prognozy dla pary dolar amerykański / koreański won oraz zbiorczy ranking dla walut Ameryki Łacińskiej.
Prognozy BGK na 2017 rok są optymistyczne i wskazują, że ekonomiści rynkowi skupiają się głównie na zagrożeniach czyhających w nowym roku, natomiast nie dostrzegają pozytywnych stron.
Z pewnością największym zawodem 2016 roku był niski poziom inwestycji. Ujemnej dynamiki inwestycyjnej na takim poziomie Polska nie doświadczyła od czasu kryzysu po upadku Lehman Brothers.
Tego rodzaju spowolnienie buduje pewien potencjał na przyszłość. Dotyczy to inwestycji, które w znacznej części trzeba zrealizować, np. drogi czy oczyszczalnie ścieków. To pierwsza szansa na 2017 rok, a drugiej możemy upatrywać w konsumpcji prywatnej. Zaczyna się ona dopiero budzić, a na przełomie III i IV kwartału 2016 ujawniła swój potencjał.
– Potencjał wzrostu konsumpcji tworzy dobra sytuacja na rynku pracy – powiedział agencji eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego
– Bezrobocie w naszym kraju jest na dużo niższym poziomie niż przeciętna w Unii. Jesteśmy blisko najlepszych krajów ze względu na rosnące wynagrodzenia czy stabilność dzięki programowi 500+. Program oferuje wielu ludziom poczucie bezpieczeństwa, co przyśpieszy konsumpcję.
Moim zdaniem, popyt wewnętrzny jest dobrym wsparciem wzrostu PKB w 2017 roku. Ponadto coraz więcej inwestycji jest realizowanych krajowymi siłami – zwłaszcza w budownictwie. Oczekujemy także wzrostu polskiego eksportu. Te wszystkie pozytywne czynniki składają się na wzrost gospodarczy rzędu 3,3-3,4%.
Jesteśmy bardziej optymistyczni, niż obecny konsensus rynkowy, gdyż bierzemy pod uwagę nie tylko krótkookresowe dane, ale także fundamentalne zmiany zachodzące w gospodarce. Oczywiście, mogą pojawić się czynniki ryzyka, ale pozostajemy optymistami – podkreśla Kaczor.
W sektorze bankowym są spółki, które dają nadzieję na odbicie, uważa Jacek Chwedoruk z polskiego biura Rothschild Global Advisory. By tak się stało konieczny jest jednak pozytywny sygnał z rynku, a takiego na razie nie widać. Przeciwnie, znów powracają pomysły na przewalutowanie kredytów frankowych. – Ogólny trend giełdy warszawskiej od dwóch lat jest negatywny i banki, które są tam reprezentowane, bardzo szeroko podlegały temu trendowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Chwedoruk, prezes polskiego biura Rothschild Global Advisory. – Oczywiście przy każdym trendzie negatywnym jest możliwość odbicia i niektóre z banków, szczególnie średniej wielkości, wydaje mi się, że mają szansę na to odbicie. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie lata nie są dobre dla sektora bankowego.
Indeks WIG-banki, grupujący 14 notowanych na warszawskim parkiecie instytucji finansowych, w 2014 roku wspiął się niemal na wyżyny z 2007 roku. Dla porównania WIG20 jest w połowie ówczesnej wartości. Ostatnie dwa lata od czasu pierwszej tury wyborów prezydenckich to jednak pora spadków. Bankowy indeks stracił od tego czasu jedną czwartą wartości, choć największe spadki przypadły na drugą połowę 2015 roku, zaś w 2016 notowania były raczej płaskie mimo urzeczywistnienia się podatku od aktywów bankowych i miecza Damoklesa w postaci groźby przymusu przewalutowania kredytów frankowych.
– Polska specyficzna sytuacja wynika po pierwsze z ryzyka, które wisi nad bankami frankowymi. Wyceny tych banków są odpowiednio niższe, co wynika z bardzo prostych matematycznych wyliczeń dotyczących zastosowania podatku bankowego i tylko częściowego przełożenia tych kosztów na konsumenta – mówi Chwedoruk. – Ta perspektywa jest o tyle lepsza, o ile początkowo reakcja rynku jest bardziej negatywna, bo wtedy jest możliwość odbicia. Ale na razie jeszcze tych dobrych wiadomości dla sektora bankowego w sensie finansowym, bo to jest podstawą do kształtowania się kursu akcji, jeszcze nie ma.
Podatek bankowy w wysokości 0,44 proc. od aktywów rocznie obowiązuje od lutego bieżącego roku. Do września banki zapłaciły ok. 2,3 mld zł daniny, w całym roku 2016 ma to być ok. 3,5 mld zł. Choć na razie rząd odpuścił przymusowe przewalutowanie kredytów we frankach, które miałoby kosztować banki kilkadziesiąt miliardów złotych, powracają pomysły mające skłonić pożyczkodawców do zawierania takich umów z klientami. Ostatni to podniesienie stawki podatku od aktywów walutach obcych (w złotych miałaby ona pozostać bez zmian).
Banki notowane na polskiej giełdzie rzadko angażują się w działalność poza granicami Polski, chyba że są bankami zagranicznymi operującymi w Polsce, jak UniCredit czy Santander.
– Do tej pory udział działalności zagranicznej w rachunkach wyników naszych banków był niewielki. Może to i dobrze, dlatego że tam, gdzie banki zarządzane z Polski próbowały wchodzić, kraje naszego regionu były stosunkowo ryzykowne, podlegały też negatywnym zjawiskom kursowym – uważa Jacek Chwedoruk. – Natomiast wydaje się, że takie częściowo organiczne wchodzenie banków, np. do krajów, gdzie jest duża wymiana gospodarcza, gdzie można wspierać naszych partnerów handlowych, gdzie to ryzyko jest częściowo polskie, a częściowo zagraniczne, to może bankom pomagać w rozszerzaniu bilansów, znajdowaniu odpowiedniej skali działalności.
Przykładem takiej działalności jest mBank, jeden z najbardziej eksponowanych na kredyty frankowe banków w Polsce. Rok 2016 był dla niego neutralny; akcje mBanku do tej pory zyskały ok. 3 proc., co jest czwartym wynikiem w indeksie. W mijającym roku wzrosła wartość akcji tylko sześciu z 14 banków indeksu WIG-banki (nie wliczając Getin Noble Banku, który we wrześniu dokonał scalenia akcji).
– Ale są też pozytywne przykłady, chociażby mBanku, który działa w Czechach i na Słowacji i przekłada swoją bardzo udaną formułę działalności internetowej na inne kraje – przypomina prezes polskiego biura Rothschild Global Advisory. – I myślę, że to jest kierunek, tzn. podstawą jest technologia i centralizacja decyzji, natomiast osiąganie czy dostęp do konsumentów w różnych krajach jest już łatwiejszy przy takiej przewadze technologicznej.
GIC, singapurski państwowy fundusz majątkowy, sfinalizował zakup P3, jednego z wiodących ogólnoeuropejskich, właścicieli, deweloperów i zarządców obiektów logistycznych, od TPG Real Estate i Ivanhoé Cambridge. Umowa, która opiewa na 2,4 mld EUR, była już ogłoszona w listopadzie 2016 roku, ale zanim mogła być sfinalizowana musiała zostać zatwierdzona przez organy regulacyjne Unii Europejskiej. To jedna z największych transakcji na europejskim rynku nieruchomości w 2016 roku.
Dzięki wsparciu nowego akcjonariusza, a także wraz z korzyściami płynącymi z pozyskanego w październiku 2016 długoterminowego refinansowania o wartość 1,4 mld EUR, P3 jest gotowe na wdrożenie nowych planów ekspansji, które obejmują przyśpieszenie zabudowy istniejącego banku ziemi pozwalającego na budowę nawet 1.4 miliona m2, a także pozyskiwanie nowych miejsc na inwestycje w dziewięciu europejskich krajach, w których deweloper jest już obecny, jak również wejście na nowe rynki.
Ian Worboys, CEO w P3 powiedział: „W ciągu ostatnich lat znacznie poszerzyliśmy działalność na naszych głównych rynkach i staliśmy się jednym z największych europejskich, w pełni zintegrowanych inwestorów – deweloperów. Jesteśmy wszyscy bardzo podekscytowani współpracą z jednym z największych państwowych funduszy majątkowych na świecie i czekamy z niecierpliwością na przejście do następnego etapu naszej strategii rozwoju.
„Długoterminowa strategia inwestycyjna GIC jest bardzo zbliżona do naszego podejścia, i potwierdza wsparcie dla nas jako specjalisty na rynku nieruchomości logistycznych mocno skoncentrowanego na klientach, długoterminowego właściciela nieruchomości (który nigdy nie sprzedał żadnej nieruchomości) i dewelopera najwyższej jakości, ekologicznie zrównoważonych obiektów.”
W związku z wejściem Skanska Property Poland na rynek trójmiejski i dynamicznym rozwojem w Łodzi i Poznaniu, spółka rozszerza swój zespół ds. leasingu. Do firmy dołączyła Magdalena Reńska, która wraz z początkiem roku objęła stanowisko regionalnego dyrektora ds. wynajmu i będzie odpowiedzialna za wynajem projektów biurowych w regionie północnym.
Magdalena Reńska dyrektor regionalny Skanska na Trójmiasto, Poznań, Łódź
Magdalena Reńska posiada osiemnastoletnie doświadczenie na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Przed dołączeniem do zespołu Skanska piastowała stanowisko dyrektora wyższego szczebla (National Director) w JLL z którą była związana od wielu lat, międzynarodowej firmy doradczej świadczącej kompleksowe usługi na rynku nieruchomości. Jest twórcą trójmiejskiego oddziału tej firmy, którym kierowała w latach 2008 – 2016. W ciągu swojej kariery zawodowej Magdalena doradzała deweloperom w znajdowaniu odpowiednich gruntów inwestycyjnych, opracowywaniu koncepcji funkcjonalnych budynków biurowych oraz komercjalizowała nieruchomości. Zdobyła także ekspercką wiedzę w reprezentowaniu najemców korporacyjnych w procesach najmu. Klienci dla których pracowała to m.in. tak znaczący partnerzy jak Amazon, Sony Pictures Entertainment, KPMG, Bayer, Metsa Group, First Data, Wipro i wiele innych. W Skanska Magdalena Reńska będzie odpowiedzialna za realizację strategii spółki związanej z wynajmem powierzchni biurowych na trzech rynkach – łódzkim, poznańskim oraz trójmiejskim.
– To będzie dla nas pracowity rok. Planujemy start pierwszego projektu biurowego Skanska w Trójmieście i tym samym będziemy obecni już na siedmiu rynkach regionalnych. W 2017 roku w regionie północnym będziemy wynajmować projekty obecnie realizowane w Łodzi i Poznaniu. Mamy też w planach start kolejnych inwestycji. Wśród nich znajdzie się pierwszy etap nowego parku biurowego w sercu Poznania, który będzie częścią zupełnie nowej, otwartej przestrzeni miejskiej. To tylko część naszych ambitnych planów na najbliższe 12 miesięcy – mówi Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania wartością budynków odpowiedzialna za Polskę w Skanska Property Poland – Cieszę się, że do zarządzanego przeze mnie zespołu dołączy tak wysoko wykwalifikowany ekspert. Tym samym każdy region zyskuje silnego lidera odpowiedzialnego za dany obszar. Odpowiednikiem Magdaleny Reńskiej w regionie południowym jest Marek Stasieńko, a w centralnym – Agnieszka Krawczyk-Rogowska – dodaje Ewelina Kałużna.
Magdalena Reńska angażuje się też w działalność akademicką – współtworzy innowacyjny program podyplomowych studiów „Komercjalizacja Nieruchomości” na Uniwersytecie Gdańskim na Wydziale Zarządzania, gdzie jest także wykładowcą.
Nieobliczalność prezydenta-elekta Trumpa może być ważnym czynnikiem ryzyka w 2017 r. i we wtorek mieliśmy próbkę tego, jak rynki mogą reagować w obliczu takich niespodzianek. Polityka nowej administracji to obustronne ryzyka dla gospodarki USA i USD, podnosząc zmienność tego drugiego. Dane makro dalej stanowią wsparcie, ale inwestorzy patrzą na wszystkie aspekty.
ISM dla przemysłu za grudzień na 54,7 wypadł wyjątkowo solidne przy dobrych odczytach produkcji, zamówień i zatrudnienia. To dobrze rokuje dla piątkowego raportu z rynku pracy oraz kondycji gospodarki USA na początku 2017 r., ale zadowolenie z danych makro zostało wczoraj przyćmione aktywnością Donalda Trumpa w mediach społecznościowych. Prezydent-elekt skarcił General Motors za produkcję samochodów w Meksyku, które później są sprzedawane w USA i zagroził wprowadzeniem cła. Potem Ford ogłosił rezygnacje z budowy fabryki za południową granicą na rzecz inwestycji w Michigan. Informacje okazały się zgubne dla meksykańskiego peso (USD/MXN zamknął dzień najwyżej w historii), ale zaciążyły też na rynkowym sentymencie. Choć przerzucanie produkcji do kraju oznacza wyższe koszty i ceny, rentowności obligacji skarbowych USA niekoniecznie muszą rosnąc z tego powodu, jeśli górę wezmą obawy o przewidywalność i stabilność polityki Białego Domu. Właśnie z taką reakcją mogliśmy mieć do czynienia we wtorek. Rentowności obligacji skarbowych USA w szybkim tempie oddały całe wzrosty, podcinając skrzydła USD. Naturalnie po jednym incydencie rynek nie porzuci wizji silnego USD w nadchodzących miesiącach, ale otrzymał pierwsze ostrzeżenie, że nie będzie to łatwa przeprawa.
Kalendarz otwiera aktualizacja odczytów aktywności w sektorze usługowym w Europie. W strefie euro indeks PMI ma utrzymać przyzwoity poziom 53,1 pkt. Więcej uwagi może skupić odczyt inflacji z Eurolandu, gdzie po wczorajszym zaskoczeniu z Niemiec (1,7 proc. r/r, prog. 1,3 proc.) wzrosły oczekiwania na wyższy odczyt. Skok inflacji to głównie zasługa wyższych cen energii, żywności i usług, ale i tak inflacja bazowa może zostać skorygowana w górę do 0,9 proc. Byłby to najwyższy odczyt od sierpnia 2013 r., ale to wciąż za mało, by zadowolić ECB lub wzmocnić euro.
Wieczorem otrzymamy protokół z grudniowego posiedzenia FOMC, gdzie trudno będzie o silny jastrzębi impuls po tym, jak dostaliśmy podwyżkę stóp procentowych, rewizję w górę ścieżki stóp, a prezes Yellen na konferencji uderzała w jastrzębie tony. Zatem większa niespodzianka leży po gołębiej stronie, szczególnie gdybyśmy zobaczyli pierwsze obawy niektórych członków Komitetu o zbyt dużą siłę USD. Komunikat może też pokazać większą różnicę poglądów między poszczególnymi członkami niż wynikałoby to z wydźwięku konferencji.
W 2017 roku eksperci oczekują nieznacznego zwiększenia sprzedaży nowych mieszkań, bez wzrostu ich cen. Podwyższenie wkładu własnego też nie powinno być odczuwalne. Wciąż będzie rosła ilość zakupów inwestycyjnych za gotówkę, do których „zachęca” Polaków m.in. mniejsza opłacalność lokat bankowych oraz tzw. ustawa rolna.
Zrównoważone ceny lokali mają się utrzymywać jako kontynuacja trendu ostatnich lat. Zdaniem niektórych ekspertów, wynika to z tego, że popyt jest dosyć stabilny, a podaż trudna do regulowania na rynku mieszkaniowym, ze względu na trwający z reguły ok. 3 lat proces inwestycyjny. Jest on liczony od momentu zakupu działki, aż po sprzedaż gotowej do użytku nieruchomości. Duzi i średni deweloperzy planują budowę obiektów z co najmniej kilkuletnim wyprzedzeniem. To pozwala przewidywać, że nie będzie nagłych, drastycznych skoków cen.
– Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż 10 czy 12 lat temu. Dla porównania, między rokiem 2005 a 2007 zwiększona dostępność kredytów hipotecznych wywołała olbrzymi popyt na mieszkania. Ten zaś wywindował ceny lokali. Obecnie ich sprzedaż następuje przy zbilansowanym zapotrzebowaniu i podaży. To zapewnia stabilny rozwój, dojrzałego już w Polsce, rynku nieruchomości. Osoby planujące inwestycje mogą więc być spokojne. Prognozuję również, że najbliższe 2-3 lata, nie przyniosą większych zmian – wyjaśnia Łukasz Sęktas, ekspert sektora budowlanego z firmy TIARA Development.
Z kolei Jarosław M. Skoczeń, Członek Zarządu Grupy Emmerson S.A., zauważa, że 2016 rok był bardzo dobry zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. I tak też powinno pozostać w 2017 roku. Dużo nowych inwestycji rozpoczęło się w ostatnim kwartale 2016 r. lub ruszy w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Zatem można przewidywać, że mieszkania utrzymają swoje dotychczasowe ceny. Wahania mogą być niewielkie i bazować jedynie na poziomie 5%, w zależności od stadium budowy nieruchomości. Na początku oraz pod koniec realizacji, firmy deweloperskie zwykle oferują dodatkowe rabaty, aby bardziej zachęcić klientów do przyszłej nieruchomości lub w celu szybszego zamknięcia projektu. Ale trzeba być ostrożnym, zarówno kupując przysłowiową dziurę w ziemi, jak i prawie gotową nieruchomość, której dotąd nikt nie nabył.
– Zapewne negatywnym zjawiskiem w 2017 roku będzie wyczerpywanie się środków z programu rządowego Mieszkanie dla Młodych. Biorąc pod uwagę ilość kupowanych lokali w MdM, prognozuję spadek popytu średnio o ok. 5%, przy czym, okaże się on większy w przypadku lokali tańszych i prawie nieodczuwalny dla tych droższych. Latem nastąpi wyhamowanie na rynku nieruchomości, ale nie powinno być ono długotrwałe. Głód mieszkań, który odczuwa kilka milionów Polaków, nie zostanie szybko zaspokojony, przy obecnym tempie budowy, tj. ok. 150 tys. mieszkań na rok – przewiduje Sęktas.
Natomiast Jarosław M. Skoczeń ostrożnie wylicza, że w Polsce nadal brakuje ok. 3 milionów mieszkań. Dlatego, nawet, jeżeli po wejściu w życie rządowego programu, będzie budowanych po kilka tysięcy lokali rocznie, to i tak to nie wywrze żadnego wpływu na ceny nowych lokali. Co więcej, firmy deweloperskie nauczyły się już odpowiadać na potrzeby Polaków. Wiedzą, że klientów interesują np. kawalerki ok. 35 mkw. oraz 2-3 pokojowe lokale, wielkości 55-60 mkw. W przypadku domów, najlepiej sprzedają się nieruchomości o powierzchni 120-160 mkw.
– Od wielu już lat największym zainteresowaniem cieszą się lokale do 60 mkw. Związane jest to m.in. ze zmianami demograficznymi, które następują w Polsce, upodabniającymi nas do społeczeństw zachodnich. Mamy coraz więcej tzw. singli, czyli osób żyjących samodzielnie, oraz rodzin z 1 lub 2 dzieci. Dla tych konsumentów 3-pokojowe mieszkania często są wystarczające do podstawowej egzystencji – tłumaczy Łukasz Sęktas.
Obecnie, z powodu niewielkiej ilości danych, ekspertom trudno jest długofalowo oceniać wpływ kolejnego rządowego projektu, Mieszkanie Plus, na rynek. Ale można spodziewać się, że przyciągnie on osoby, które raczej nie kupiłyby lokalu u dewelopera. Dlatego, program nie będzie kształtował cen nowych mieszkań. Ponadto Łukasz Sęktas zaznacza, że nieruchomości mają być wybudowane na tańszych gruntach. Powstaną w takich miastach, jak Pelplin i Starogard Gdański na północy Polski, Biała Podlaska na wschodzie, a także Wałbrzych i Nowa Dęba na południu. W dużych aglomeracjach, Katowicach czy Poznaniu, Mieszkanie Plus obejmie tereny poza śródmieściem. Jedyna potwierdzona lokalizacja w pobliżu Warszawy, Kobyłka, jest poza jej granicami, tj. ok. 17 km od centrum stolicy.
– W 2017 roku będzie podniesiony wkład własny z 15 do 20%. Ale to nie powinno stanowić większego problemu dla kredytobiorców. Polacy nauczyli się już, że przy zakupie nowej nieruchomości muszą dysponować wkładem własnym. Spodziewam się też dalszego, dużego zainteresowania nieruchomościami ze strony inwestorów gotówkowych, zarówno kupujących kilka mieszkań w tzw. pakiecie jak i nabywców lokali na użytek własny. W 2016 roku banki udzieliły mniej kredytów mieszkaniowych, ponieważ klienci nie byli nimi dość zainteresowani. Jednak mieszkań sprzedaliśmy więcej, niż w 2015 roku, bowiem znacznie wzrosła liczba zakupów za gotówkę – stwierdza Skoczeń.
Zdaniem Jarosława M. Skocznia, na rynku nieruchomości stopa zwrotu obecnie wynosi nawet 7-8% brutto w skali roku. Dlatego, ta inwestycja bardziej opłaca się, niż lokata bankowa (1,5-2% brutto w skali roku) czy fundusz inwestycyjny. Polacy nadal wolą nabywać rzeczy, które są „namacalne” i gotowe do ewentualnej odsprzedaży, niż produkty finansowe, o których z reguły mało widzą. Ponadto ekspert przypomina, że znaczenie dla inwestorów ma niestabilna obecnie złotówka. Jeżeli wciąż będzie słabła, a nowy lokal zdrożeje tylko nieznacznie, to na pewno zwiększy się sprzedaż mieszkań. Ludzie chcą bowiem poszerzać swoje zasoby jak najtańszym kosztem, mając świadomość, że ich wartość ma potencjał do szybkiego i stabilnego wzrostu.
– Klienci decydują się na zakupy inwestycyjne również, ze względu na słabe wyniki na GPW, co z kolei jest związane z likwidacją OFE. Ponadto, w pierwszej połowie 2016 roku weszła w życie tzw. ustawa rolna, która praktycznie uniemożliwiła kupowanie gruntów rolnych. W związku z tym, ci, którzy wcześniej skupowali ziemię z myślą o przyszłym zarobku, teraz rozważają inwestowanie w mieszkania. Ponadto obserwuję zwiększone zainteresowanie nabywaniem lokali za gotówkę przez cudzoziemców, szczególnie zza wschodniej granicy – dodaje ekspert z TIARA Development.
Tymczasem Jarosław M. Skoczeń dopowiada, że wcześniej, nie będąc rolnikiem, można było nabyć ziemię, licząc, że ona zdrożeje lub zostanie przekształcona na działkę budowlaną. Teraz inwestorzy są ograniczeni w swoich wyborach. Co więcej, rynek nieruchomości napędzają zakupy gotówkowe m.in. studentów z Ukrainy, którzy osiedlają się np. w Rzeszowie lub Warszawie. Mają karty stałego pobytu i zamierzają pozostać w Polsce po skończeniu edukacji. Z kolei, polscy inwestorzy, widząc napływ ludności, kupują więcej mieszkań pod wynajem.
Obiecujący trend na rynku kredytów mieszkaniowych na początku ubiegłego roku zaczął się stopniowo odwracać już od maja, a III kw. 2016 r. można podsumować wynikiem udzielonych kredytów na kwotę 10 mld zł. , co oznacza spadek w porównaniu z 2015 r. Spadki obserwuje się także w segmencie kredytów konsumpcyjnych zarówno w liczbie udzielonych kredytów, jak i w liczbie osób je spłacających (kwota tych kredytów przewyższa nieco wyniki ubiegłoroczne). Słabo rozwija się wydawnictwo kart kredytowych, co może wynikać ze zmieniającej się polityki banków w tym segmencie.
Z danych BIK wynika, że przez 9 miesięcy 2016 r. (styczeń–wrzesień) udzielono o 2,5% mniejkredytów mieszkaniowych w porównaniu z 2015 r. Jest to wynik malejącej z miesiąca na miesiąc, począwszy od maja, liczby kredytów mieszkaniowych udzielanych w 2016 r. W rezultacie, w III kw. 2016 r. zawarto o 8,5% mniej (r/r) umów kredytowych w porównaniu z III kw. 2015 r. Warto zaznaczyć, że utrzymuje się dobra jakość portfeli mieszkaniowych, w tym także portfeli kredytów walutowych. Udziały rachunków opóźnionych w obsłudze w bilansach bankowych są zbliżone w obu portfelach. W III kwartale w portfelu walutowym wzrosła liczba kredytów, które weszły do statusu 90+, co wedle analityków BIK może być skutkiem dokonanych przez banki przeglądów portfeli.
Rośnie poziom zadłużenia w kredytach konsumpcyjnych, mimo spadku liczby kredytobiorców i liczby udzielanych kredytów konsumpcyjnych. W III kw. udzielono o 4% mniej kredytów niż przed rokiem, a ich wartość była zaledwie o 1% wyższa. W okresie styczeń – wrzesień 2016 r. wartość udzielonych kredytów konsumpcyjnych była wyższa niż w analogicznym okresie roku 2015 o 1,7%, i o taki sam procent wyższa w trzecim kwartale r/r.
BIK zaobserwował kontynuację spadkowego trendu w zakresie liczby kredytów udzielanych przez banki na niskie kwoty, mimo niskiej szkodowości w tym segmencie. Spadki w najniższym segmencie kwotowym (do 4 tys. zł) są wyrównywane przez firmy pożyczkowe.
Jakość spłat udzielanych kredytów konsumpcyjnych jest na dobrym, stabilnym poziomie.
Choć maleje liczba kredytów opóźnionych w spłacie powyżej 30 dni, to w III kwartale zwiększyła się liczba przejść do statusów wyższych, tj. opóźnień w spłacie powyżej 60 i 90 dni. Sytuację wyraźnie ilustruje BIK Indeks Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych (BIK Indeks KKK), który we wrześniu 2016 r. kształtował się na poziomie 64,6 pkt., czyli o 1,1 pkt. poniżej notowań w marcu i o 0,4 pkt. poniżej notowań z grudnia 2015 r.
Karty kredytowe
Utrzymują się wyraźne spadki wydawnictwa kart kredytowych. W III kw. 2016 r. wydano o 13% mniej kart kredytowych w porównaniu z III kw. 2015 r. W okresie styczeń – wrzesień banki otworzyły 793 tys. rachunków kart kredytowych. Jest to najniższy poziom od 10 lat. Z kolei kwota limitów, w analogicznym okresie, na otwieranych rachunkach była tylko o 1,2% niższa niż w 2015 r. Wydaje się, że po obniżkach stawek interchange wydawcy kart koncentrują się na znanych sobie klientach, którym mogą przyznawać wyższe limity kredytowe.
Mimo mniejszej liczby nowych rachunków kart kredytowych, liczba posiadaczy kart kredytowych, po kilku latach spadków ustabilizowała się, a liczba osób z kartami aktywnymi nawet wzrosła. Od początku roku aż do września nowych posiadaczy kart przybyło 47 tys. (1%). Osób używających posiadaną kartę jest o 57 tys. więcej (2%).
Grupa Recykl, największy w Polsce producent granulatów gumowych, podpisał długookresowe umowy z Centrum Utylizacji Opon S.A., na realizację świadczenia regionalnych usług logistycznych i odzysku zużytych opon. Współpraca CUO ze spółką zależną Recykl Organizacja Odzysku w 2017 r. wygeneruje orientacyjnie 2,25 mln zł, a z drugim podległym podmiotem – Reco-Trans: 2,85 mln zł.
Kooperacja między firmami polega na odbiorze odpadów w postaci zużytych opon przez spółki zależne Grupy Recykl z określonych punktów wskazanych przez CUO S.A, ich segregacji i przewozie do zakładów Spółki i ostatecznie poddaniu procesom odzysku i recyklingu.
– Z sukcesem zakończyliśmy rozmowy z naszym wieloletnim partnerem dotyczące usługi zbiórki oraz przetwarzania zużytych opon. Istotą nowych umów jest ich długookresowy aspekt, bo sięgający do 2019 roku oraz spodziewane wyższe wolumeny – powiedział Roman Stachowiak, Prezes Zarządu Grupy Recykl S.A.
Umowy zostały podpisane na lata 2017-2019. Spośród spodziewanej kwoty 5,1 mln zł w 2017 r., 200 tys. zł będą stanowić przychody wygenerowane na mocy Aneksu do Umowy z 30 listopada 2013 r. na Zbiórkę i Odzysk Opon Rolniczych Diagonalnych. Aneks został zawarty na okres 2017 r.
Centrum Utylizacji Opon S.A. powstało w odpowiedzi na obowiązki wynikające z ustawy z 2001 r., nakładającej na producentów i importerów opon konieczność zebrania na terenie kraju i poddania odzyskowi masy odpadów po oponach nie mniejszej niż 75% tonażu opon wprowadzonych przez nich na rynek w poprzednim roku kalendarzowym. CUO odbiera zużyte opony m.in. od punktów wymiany opon, warsztatów samochodowych, stacji demontażu pojazdów, przedsiębiorstw komunalnych, itp.
– 2017 rok dla Grupy Recykl rozpoczyna się dobrze i mamy nadzieję, że uda nam się wypracować wiele inicjatyw, które pozwolą dalej zwiększać skalę biznesu. Wierzymy, że to przyczyni się do kolejnej poprawy wyników finansowych – dodał Roman Stachowiak.
W grudniu Spółka poinformowała o osiągnięciu porozumienia w zakresie współpracy z partnerem branżowym, działającym na rynku paliw alternatywnych. Spodziewane dodatkowe przychody Zarząd szacuje na ok. 300 tys. zł miesięcznie, osiągane od połowy 2017 r.
Media społecznościowe, w tym przede wszystkim Facebook, stają się ważnym kanałem komunikacji marketingowej przedsiębiorstw. Nie zawsze jednak prowadzona jest ona w sposób umiejętny. Odbiorców najbardziej drażni nieporadność językowa publikowanych postów, nietrafione żarty oraz zamieszczanie stockowych fotografii.
– Wiele osób zajmujących się prowadzeniem profili firm na Facebooku zakłada, że polubienie, udostępnienie czy komentarz to najlepszy miernik tego, czy treści są dobre czy złe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Norbert Kilen, dyrektor strategii w Grupie On Board Think Kong. – Tymczasem zdecydowana większość użytkowników tego portalu społecznościowego nie reaguje na treści, które widzi.
Tradycyjna reklama odbierana jest przez konsumentów jako coraz mniej wiarygodna. W związku z tym już od dłuższego czasu rośnie znaczenie komunikacji kierowanej w dużo bardziej konkretne miejsca oraz do wybranych osób za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jednym z kluczowych kanałów jest Facebook.
Tego rodzaju komunikacja nie zawsze prowadzona jest umiejętnie. Z ostatniego badania Grupy On Board Think Kong wynika, że w komunikacji firm na Facebooku odbiorców najbardziej drażni nieporadność językowa publikowanych postów (40 proc.).
– Zaproponowaliśmy do kafeterii kilka odpowiedzi, z których respondenci mogli wybrać te, które uważają za najważniejsze – wyjaśnia Norbert Kilen. – Najczęściej, niezależnie od grupy wiekowej i wykształcenia, wskazywane były błędy językowe.
Tuż za nimi uplasowała się wymuszona żartobliwość wpisów i nieudolne starania, by posty były wesołe, wywoływały śmiech (32 proc.). W pierwszej trójce niepożądanych działań na Facebooku znalazło się również nadużywanie sztucznych, profesjonalnych zdjęć, co za rażące uznało 31 proc. badanych.
– Na tego typu fotografiach występują zwykle modele, nie są to obrazy wzięte z życia, na których można by rozpoznać siebie bądź swoich znajomych – precyzuje Norbert Kilen. – To ludzi po prostu denerwuje, bo taka komunikacja jawi im się jako sztuczna i nienaturalna.
Jak wynika z listopadowej analizy firmy Sotrender, w kategorii obsługi klienta bardzo aktywne na Facebooku są firmy telekomunikacyjne, które najszybciej reagują na zamieszczane krytyczne lub pozytywne posty (czas reakcji wynosi nieco ponad 5 minut). W ich przypadku odsetek reakcji wynosi 77,89 proc. (7080 z 9090). W bankach odsetek ten jest wprawdzie nieco wyższy (78,66 proc., czyli 1401 z 1781), jednak średni czas reakcji jest znacznie dłuższy i wynosi nieco ponad 18 minut.
– Marki i firmy obecne na Facebooku często stawiają sobie wymaganie, żeby komunikować się w sposób reaktywny, czyli odpowiadać na każdy pojawiający się komentarz i uwagę, najlepiej z uśmiechem, jak najżyczliwiej i jak najszybciej – tłumaczy Norbert Kilen. – Tylko że w wydaniu masowym zamienia się to w dialog, który de facto wcale nim nie jest. Wpisy typu „dziękujemy za komentarz” czy „miłego dnia” trudno uznać za komunikację. Większość osób uważa je za nieszczere i nieprawdziwe.
Zdaniem Norberta Kilena wniosek dla firm jest prosty: większość użytkowników pewne rzeczy w komunikacji społecznościowej naprawdę irytują, czemu niekoniecznie od razu dają wyraz.
– Istotną kwestią, choć niedocenianą w komunikacji firm na Facebooku, jest poprawność językowa. Gdy popatrzymy wokół, nawet na reklamy outdoorowe czy prasowe, nie tylko żywą komunikację w social media, to zauważymy, że błędów językowych jest tam mnóstwo. Odbiorcy są na to bardzo wyczuleni, więc poprawność powinna stanowić ważny element kształtowania wizerunku firmy. Byliśmy, jako pomysłodawcy tego badania, nieco zaskoczeni tym, że to właśnie poprawność językowa okazała się najistotniejsza–podkreśla Norbert Kilen.
Najważniejszym trendem rozpoczynającego się roku będzie rosnąca rola sztucznej inteligencji – wynika z raportu „10 Hot Consumer Trends for 2017” firmy Ericsson. Badani spodziewają się, że stanie się ona wsparciem w pracy i w życiu codziennym, zarządzając naszym czasem, przypominając o codziennych obowiązkach. Życie konsumentów determinować będzie również coraz większa liczba urządzeń komunikujących się między sobą, a także rozwój wirtualnej rzeczywistości. W ciągu kolejnych trzech lat stanie się ona nieodróżnialna od tej, w której żyjemy.
– Sztuczna inteligencja to numer jeden wśród trendów konsumenckich na 2017 rok. 35 proc. respondentów uważa, że będzie ona bardzo pomocna w pracy i tam widzą głównie zastosowanie sztucznej inteligencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Pąk, dyrektor działu komunikacji w Ericsson ConsumerLab.
Jedna czwarta respondentów zadeklarowała nawet, że chciałaby, aby sztuczna inteligencja funkcjonowała jako jego manager. Temu towarzyszy jednak lęk, że inteligentne roboty w niektórych zawodach zastąpią pracę ludzi.
– W dużej mierze zastosowanie sztucznej inteligencji będzie miało znaczenie w przedsiębiorstwach, a także w administracji i edukacji – zaznacza Katarzyna Pąk. – Firma Ericsson prowadzi badania w zakresie możliwości zastosowania i wykorzystywania sieci mobilnych do aplikacji związanych ze sztuczną inteligencją. Okazuje się, że technologicznie jesteśmy dużo bardziej przygotowani, a nie nadążamy za ich wykorzystaniem właśnie w pracy.
Wykorzystanie AI w pracy oznaczać będzie oszczędności zarówno dla pracowników, jak i dla pracodawców. Na razie poprzez smartfony sztuczna inteligencja towarzyszy nam głównie w życiu prywatnym. Ten trend też będzie coraz bardziej powszechny. Aplikacje, poznając nasz tryb dnia, będą podpowiadały rozwiązania, zarządzały naszym czasem czy sposobem przemieszczania się, będą przypominały o różnych obowiązkach i czynnościach.
Według badań Ericssona kolejnym istotnym trendem będzie rozwój internetu rzeczy, szczególnie związany z nowymi rozwiązaniami piątej generacji (5G). Dwóch na pięciu respondentów oczekuje, że smartfony nauczą się ich zwyczajów i będą automatycznie wykonywać za nich określone działania.
– 5G to hasło, którym określamy zupełnie nową rzeczywistość, która bardziej będzie rewolucjonizowała połączenie urządzeń niż ludzi. W 2018 roku według badań Ericssona będzie więcej podłączonych rzeczy niż subskrypcji mobilnych telefonów – mówi dyrektor działu komunikacji w Ericsson ConsumerLab.
Prognozy mówią o 29 mld rzeczy podłączonych do internetu w 2022 roku. Szacunki rynkowe z I półrocza 2016 roku zakładały ok. 6,5 mld urządzeń codziennego użytku połączonych do sieci na koniec bieżącego roku.
– Rzeczą podłączoną może być nawet np. cegła, z której się buduje domy. Oczywiście to będzie zbyt drogie rozwiązanie, by każdą cegłę wyposażyć w czujnik i chip, ale to uzmysławia nam, w jaki sposób możemy wykorzystać 5G. Cegła dzięki temu mogłaby wiedzieć, jaka jest pogoda i kiedy w związku z tym można wyłączyć lub włączyć ogrzewanie. Budynek mógłby za nas myśleć – wyjaśnia Pąk.
Rozwój internetu rzeczy wiąże się dla konsumentów z zagadnieniem bezpieczeństwa i prywatności w sieci. Blisko połowa internautów podkreśla, że zależy im na dość wysokim poziomie prywatności we wszystkich serwisach. Jedna trzecia twierdzi jednak, że prywatność w sieci już nie istnieje.
Konsumenci oczekują także rozpowszechnienia się zjawiska „merged reality”, czyli przenikania się rzeczywistości, w której żyjemy, z rzeczywistością rozszerzoną (AR) i wirtualną (VR). Blisko czterech na pięciu użytkowników wirtualnej rzeczywistości wierzy, że stanie się ona nieodróżnialna od prawdziwej w ciągu kolejnych trzech lat.
– To będzie mieć zastosowanie nie tylko w grach. Wyobraźmy sobie, że możemy to wykorzystać w chirurgii, w zdalnym leczeniu czy w przypadkach nagłych, np. akcji ratowniczej w kopalni – mówi Katarzyna Pąk.
Coraz większa popularność wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości może za to zwiększyć zapotrzebowanie na tabletki na chorobę lokomocyjną – tak prognozuje jedna trzecia respondentów Ericssona. Podobnie na sprzedaż tych leków wpływać będzie upowszechnianie się autonomicznych samochodów. Jedna czwarta pieszych czułaby się bezpieczniej, przechodząc przez ulicę, gdyby wszystkie samochody były autonomiczne. Ponadto 65 proc. z nich chciałoby mieć taki samochód.
– Element, który zszedł na dalszy plan wśród trendów konsumenckich, mimo że kiedyś się znajdował wyżej, to bezpieczeństwo w sieci. W ostatnim badaniu znalazło się ono na ósmym miejscu. Dwóch na pięciu respondentów uważa, że właściwie chciałoby mieć zabezpieczenia dodatkowe czy hasła, które utrudnią dostęp do ich danych, ale też wielu z nich twierdzi, że właściwie w tej chwili pełne zabezpieczenie nie jest możliwe, jeżeli sami nie weźmiemy odpowiedzialności za to, co umieszczamy w sieci – dodaje Pąk.
Konsumenci chcą za to wykorzystywać nowe technologie, jak sieci mobilne, internet rzeczy czy VR i AR, do zwiększania bezpieczeństwa, np. w ruchu drogowym, na ulicy, w zagrożeniach o charakterze katastroficznym. Dla przykładu ponad połowa badanych chciałaby używać okularów AR do rozświetlania ciemnych miejsc i powiadamiania o zagrożeniach.
Ericsson ConsumerLab od 20 lat prowadzi badania wśród konsumentów całym świecie. Od 6 lat o najważniejsze trendy konsumenckie pyta także zaawansowanych użytkowników internetu w 14 największych miastach świata.
Niedostateczny poziom ruchu jest przyczyną 7,4 proc. wszystkich zgonów w Polsce. Ograniczona aktywność fizyczna generuje wysokie koszty. W Polsce to ponad 2 mld euro. Koszty bezpośrednie wynikające z leczenia chorób stanowią 40 proc. Koszty pośrednie, czyli ok. 60 proc., wynikają z ograniczonej wydajności pracy pracowników, zmniejszonej efektywności przedsiębiorstw, co przekłada się na ograniczone wpływy budżetowe i niższy wzrost gospodarczy – ocenia dr Daniel Puciato z Wyższej Szkoły Bankowej.
– Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje tygodniowo około 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej albo zamiennie 75 minut aktywności fizycznej o wysokiej intensywności. Każdy z tych wysiłków powinien trwać przynajmniej 10 minut – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Daniel Puciato, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.
Regularna aktywność fizyczna korzystnie wpływa na zdrowie i jakość życia. Poprawia pracę układu odpornościowego, obniża ciśnienie tętnicze krwi, zmniejsza też ryzyko zachorowania na niektóre rodzaje nowotworów. Jak podaje WHO, czas trwania jednej sesji aktywności fizycznej powinien wynosić 10 minut, a co najmniej dwa razy w tygodniu należy wykonywać ćwiczenia, które wzmacniają główne grupy mięśniowe.
– Prawie połowa Polaków te rekomendacje WHO spełnia. Ale co istotne, druga połowa ich nie spełnia. Aż 67 proc. Polaków nie realizuje żadnej aktywności fizycznej podczas przemieszczania się, a 35 proc. w czasie wolnym i podczas pracy. Na tle Unii Europejskiej plasujemy się mniej więcej w środku stawki –wskazuje ekspert.
Szacuje się, że niedostateczny poziom ruchu jest przyczyną blisko 7,4 proc. wszystkich zgonów w Polsce. Z raportu „Koszty ekonomiczne braku aktywności fizycznej w Europie” zrealizowanego dla Międzynarodowego Stowarzyszenia Sportu i Kultury ISCA przez Centrum Badań Ekonomicznych i Biznesowych (Cebr) wynika, że gdyby co piąty nieaktywny Polak zaczął ćwiczyć, to udałoby się zapobiec blisko 6 tys. zgonów rocznie, co wiązałoby się również z uzyskaniem konkretnych korzyści ekonomicznych.
– Tylko w Polsce koszty ograniczonej aktywności wynoszą rocznie ok. 10 mld zł. W całej Unii Europejskiej – 80 mld euro – podkreśla dr Puciato.
Całoroczny koszt ekonomiczny braku ruchu wśród Polaków, czyli ok. 2,2 mld euro, stanowi równowartość ok. 8,5 proc. wydatków na ochronę zdrowia w naszym kraju. Sporą część tych kosztów stanowią wydatki wynikające z kosztów leczenia chorób, za które odpowiada właśnie niewystarczająca ilość ruchu.
– Druga kategoria kosztów to koszty pośrednie, które stanowią ok. 60 proc. Wynikają z ograniczonej wydajności pracy pracowników, którzy zbyt mało czasu poświęcają na aktywność fizyczną, zmniejszonej efektywności przedsiębiorstw, ograniczonych zasobów pracy w gospodarce narodowej. Przekłada się to również na mniejsze dochody budżetowe i niższy od potencjalnego wzrost gospodarczy – wskazuje wykładowca WSB.
Raport „Koszty ekonomiczne braku aktywności fizycznej w Europie” wskazuje, że rocznie 219 mln euro poświęcanych jest na leczenie czterech głównych chorób, za które w dużej mierze odpowiada brak ruchu. Znacznie więcej na schorzeniach związanych z mniejszą wydajnością traci budżet. Dlatego, jak podkreśla Puciato, konieczne są szeroko zakrojone działania, które zachęcą do większej aktywności: ograniczenia stosowania samochodów czy wind, aktywnego spędzanie wolnego czasu z rodziną. Coraz więcej firm dostrzega ten problem. W ramach pozapłacowych bonusów proponuje m.in. karnety na siłownię czy stworzenie stref fitness dla pracowników.
– W odniesieniu do sektora publicznego będzie to choćby promowanie i poprawa bezpieczeństwa transportu rowerowego czy pieszego, kampanie społeczne, które zachęcają do aktywnego spędzania wolnego czasu. To także obniżka podatków pośrednich na dobra czy usługi rekreacyjne, kosztem zwiększenia ich w odniesieniu do używek czy niezdrowej żywności. Pomóc w ograniczeniu problemu mogłaby również dalsza poprawa infrastruktury rekreacyjnej i wzrost dostępności do niej – tłumaczy dr Daniel Puciato.
Nowe regulacje dotyczące rynku pracy tymczasowej mają za zadanie chronić pracowników – ocenia Robert Stępień, radca prawny w Kancelarii Raczkowski Paruch. Nowelizacja ustawy przewiduje, że pracownik tymczasowy nie będzie mógł pracować na rzecz danego pracodawcy-użytkownika dłużej niż 18 miesięcy, niezależnie od tego, czy jest kierowany do pracy przez jedną czy kilka agencji. To jednak może zwiększyć problemy firm z pozyskaniem odpowiednich ludzi do pracy. Projekt przewiduje także nowe regulacje dotyczące funkcjonowania samych agencji pracy tymczasowej.
– Najważniejsza zmiana miałaby polegać na tym, że pracownik tymczasowy nie będzie mógł wykonywać pracy na rzecz tego samego pracodawcy-użytkownika przez okres dłuższy niż 18 miesięcy. Ma to zapobiec sytuacjom, kiedy pracownicy tacy pracowali faktycznie przez okres dłuższy, a zwłaszcza kilkuletni – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Stępień, radca prawny z Kancelarii Raczkowski Paruch.
Obecnie łatwo jest obejść przepis o 18-miesięcznym limicie zatrudnienia tymczasowego. Obecnie obowiązujący przepis wskazuje, że w okresie obejmującym 36 kolejnych miesięcy agencja może skierować pracownika do wykonywania pracy tymczasowej na rzecz jednego pracodawcy użytkownika przez okres nieprzekraczający łącznie 18 miesięcy. W praktyce jedna firma może jednak korzystać z usług tej samej osoby przez dłuższy okres, np. wynajmując ją z innej agencji, albo tworząc agencje córki. W ten sposób pracownik tymczasowy wykonuje nawet przez kilka lat pracę na rzecz tego samego pracodawcy użytkownika.
– Nowe przepisy mają przede wszystkim chronić pracowników tymczasowych, żeby nie pracowali przez okres dłuższy, niż dopuszcza ustawa. Zamysł był taki, żeby ograniczyć to już w obecnych regulacjach – do 18 miesięcy. Istnieje jednak możliwość omijania tych przepisów. Dlatego proponowana zmiana ma na celu ochronę pracowników – przekonuje Stępień.
Z danych Polskiego Forum HR wynika, że wśród agencji członkowskich utrzymuje się wysoki odsetek umów o pracę na czas określony (91 proc.). Na nowych przepisać zyskać mogą nie tylko osoby zatrudnione w agencjach na podstawie umowy o pracę, ale także te zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych. Również tych pracowników będą obowiązywały przepisy o limicie zatrudnienia na rzecz tego samego pracodawcy użytkownika.
– Nowelizacja ustawy może się wiązać z tym, że będzie konieczna zmiana pracowników po upływie tych 18 miesięcy, czyli pracodawcy nie będą już mogli korzystać z tych samych pracowników. Jeżeli nadal będą potrzebowali pracowników tymczasowych, będą musieli po prostu zatrudnić inne osoby – mówi radca prawny.
Jak wynika z danych Manpower Group, 45 proc. polskich pracodawców deklaruje coraz większy problem w pozyskiwaniu odpowiednich kandydatów do pracy. To dotyczy także agencji zatrudnienia. Zdaniem części ekspertów proponowane zmiany mogą nie tyle zwiększyć ochronę zatrudnionych w pracy tymczasowej, co zwiększyć szarą strefę. Pracodawcy mogą wówczas zatrudniać na podstawie umów śmieciowych albo na czarno.
Nowe przepisy ograniczą również powstawanie agencji pracy tymczasowej. Obecnie działa ich w kraju niemal 6 tys., co w dużej mierze wynika z liberalnych przepisów.
– Agencje będą musiały posiadać lokal, gdzie będzie miało siedzibę ich biuro, co ma na celu ułatwić kontrole. Zwiększone zostają też kary za wykonywanie takich czynności, jakie wykonuje agencja pracy tymczasowej przez podmioty niebędące agencją – wskazuje ekspert.
Propozycje przepisów zakładają wprowadzenie sankcji dla pracodawców użytkowników. Za korzystanie z usług tego samego pracownika przez okres dłuższy niż 18 miesięcy w ciągu kolejnych 36 miesięcy, albo za powierzanie pracy szczególnie niebezpiecznej grzywna może wynieść do 30 tys. zł.
Planowany termin wejścia w życie ustawy to 1 czerwca 2017 roku. Część przepisów mogłaby wejść w życie od 2018 roku. Jak jednak zauważa ekspert, zarówno termin jak i kształt ustawy może się jeszcze zmienić.
– Obecnie projekt znajduje się na etapie prac w rządzie. Nie wiadomo więc jeszcze, czy i w jakim kształcie ostatecznie wejdzie w życie – podkreśla Robert Stępień.
Crowdsourcing to stosunkowo świeże zjawisko w polskim biznesie. Słowo crowdsourcing powstało z połączenia angielskich wyrazów ‘crowd’ (tłum) i ‘outsourcing’ (korzystanie z zasobów zewnętrznych). Polega na kreowaniu nowych produktów i usług, ulepszaniu istniejących i ich aktywnym kształtowaniu w oparciu o mądrość zarówno pracowników, jak i konsumentów. To mogą być pracownicy jednego, konkretnego projektu, którzy zaproponują najlepsze ich zdaniem rozwiązania organizacyjne. Według badań Gartnera do 2018 roku z crowdsourcingu będzie korzystało 75 procent najszybciej rozwijających się firm na świecie.
A jakie są początki crowdsourcingu w Polsce? O tym w rozmowie z MARKETNEWS24 opowie Jan Kasprzycki-Rosikoń, współzałożyciel MillionYou, Dyrektor EY Crowdsourcing.
W 2016 r. wzrosła liczba firm, które musiały ogłosić upadłość. I więcej jest firm dużych, dobrze znanych. Niektóre z nich mają jeszcze szanse, aby powrócić na rynek w dobrej kondycji. Jakie to firmy? Alma Market, Action SA, Nomi SA.
Te powroty na rynek są możliwe dzięki temu, że od od początku 2016 r. obowiązuje nowe prawo upadłościowe, które umożliwia przeprowadzenie restrukturyzacji i sanację.
– W takiej sytuacji firmy mają 12 miesięcy, aby przeprowadzić sanację – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface.
Od 1 stycznia w życie weszły poważne zmiany dla przedsiębiorców. Od teraz przedsiębiorcy mają obowiązek wysyłania deklaracji podatkowych drogą elektroniczną. Zniknie też możliwość kwartalnego rozliczenia dla niektórych podatników. Do tego jeszcze wracają sankcje karno-skarbowe za wystawianie i księgowanie pustych faktur. Zmian dotyczących podatków jest całe mnóstwo. Co się zmienia? Więcej w materiale wideo.
Indeks dolara amerykańskiego, który mierzy siłę dolara w stosunku do koszyka najważniejszych walut świata odnotowuje swój najlepszy dzień od prawie trzech tygodni, znajdując się obecnie w okolicach 14-letniego szczytu. Para EUR/USD traci około 1,1 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,0340 co jest nowym 14-letnim minimum. Para USD/JPY zyskuje 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 118,50, najwyżej od lutego 2016 roku. Para USD/PLN zyskuje 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,24.
Dziś rano otrzymaliśmy najlepszy od stycznia 2013 r. odczyt indeksu PMI dla chińskiego przemysłu. W grudniu wskaźnik ten wyniósł aż 51,9 punktów, co było znacznie powyżej prognozowanego odczytu na poziomie 50,7 punktów. Optymistyczne dane z Chin pomogły inwestorom podjąć decyzje na pierwszej sesji azjatyckiej w 2017 roku, a indeksy zaliczyły pokaźne wzrosty. Również akcje na europejskich parkietach rosną, wyznaczając nowe szczyty. Niemiecki DAX zaliczył na otwarciu sesji poziom 11637 punktów, najwyższy od półtora roku. Obecnie koryguje te wzrosty i handluje nieznacznie poniżej poziomu 11600 punktów. Natomiast brytyjski FTSE100 osiągnął dziś historyczne maksimum na poziomie 7143 punktów. Zyskuje na tym również warszawski parkiet gdzie obecnie mamy około 1,2 proc. wzrost i poziomy w okolicy 1980 punktów.
Cenom ropy udało się dzisiaj przełamać grudniowe maksima i surowiec jest obecnie najdroższy od półtora roku. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić już ponad 55 dolarów, 2 proc. więcej niż na otwarciu rynku. Za baryłkę ropy Brent należy płacić ponad 58 dolarów, co jest ponad 2,5 proc. wzrostem cen. Przyczyną odbicia notowań tego surowca prawdopodobnie były doniesienia z Kuwejtu nt. planowanych cięć produkcji. Bardzo dobrze zachowują się też dzisiaj akcje spółek powiązanych z sektorem naftowym.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, dokonała aktualizacji strategii rozwoju na lata 2016-2020 i przedstawiła nowe prognozy finansowe. Do końca 2020 r. Emitent zamierza zrealizować łącznie 34.000 montaży instalacji fotowoltaicznych i osiągnąć 70 mln zł zysku netto w 2020 r.
Zmiana strategii rozwoju Columbus Energy S.A. wynika przede wszystkim z wejścia przez Spółkę w decydujący etap negocjacji z instytucjami finansowymi oraz pozytywnej weryfikacji wskaźników sprzedażowych nowego produktu. W grudniu 2016 r. Emitent podpisał list intencyjny z Nest Bank S.A. oraz ze spółką zależną Columbus Energy Finanse Sp. z o.o., który stanowi rozpoczęcie prac zmierzających do zawarcia umowy o współpracy w zakresie zarówno odkupu wierzytelności Klientów z tytułu sprzedanych „Abonamentów na Słońce”, jak i ich bezpośredniego finansowania. Spółka przesunęła realizację masowego montażu instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego na 2017 r. oraz wprowadzi do swojej oferty dla klientów indywidualnych nowy produkt -„Termomodernizacja wraz z finansowaniem”. Zarząd Columbus Energy S.A. zamierza zbudować potencjał sprzedażowy oraz zasobów niezbędnych do realizacji 10.000 instalacji fotowoltaicznych rocznie i osiągniecia ponad 55 mln zł zysku netto w 2019 r. oraz 70 mln zł zysku netto w 2020 r.
Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.
„Rynek konsumencki odpowiedział bardzo pozytywnie na propozycję montażu instalacji fotowoltaicznych w abonamencie, szczególnie po modyfikacji oferty produktowej z października ub. roku. Aktualnie Spółka będzie mocno inwestować w poszerzanie zasobów sprzedażowych oraz pracować nad wizerunkiem i rozpoznawalnością marki Columbus Energy. Dzięki podpisaniu listu intencyjnego z Nest Bank S.A. wierzymy, że jest bardzo blisko, aby rozpocząć masowy montaż instalacji i pracować już tylko nad skalą biznesu. Założenia strategii są realne, a wszystko będzie zależeć od determinacji zespołu, efektywności skalowania biznesu, skutecznej sekurytyzacji należności oraz wdrażania nowych i coraz lepszych instrumentów finansowych.” – mówi Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.
Columbus Energy S.A. intensywnie pracuje nad rozwojem swojego nowego produktu o nazwie „Abonament na Słońce”, którego największą przewagą konkurencyjną jest niezależność od regulacji prawnych w zakresie prawa energetycznego, a także niezależność od dotacji dla właścicieli domów jednorodzinnych. Spółka planuje sprzedać i zamontować w latach 2016-2020 ponad 34.000, a do 2022 r. ponad 60.000 instalacji fotowoltaicznych. Powinno to pozwolić Emitentowi generować od 2020 r. zysk netto w wysokości 70 mln zł rocznie. Wizja rozwoju Columbus Energy S.A. przewiduje stanie się podmiotem świadczącym kompleksowe usługi energetyczne w zakresie energii elektrycznej, ciepła oraz chłodu z wykorzystaniem nowych technologii m.in. fotowoltaiki, pomp ciepła, a także termomodernizacji, czyli wizja dla tzw. Ery Energetyki Rozproszonej. Spółka chce łączyć te usługi z ich długoterminowym finansowaniem i zamierza stale rozbudowywać swoją ofertę o nowe produkty oraz nowe segmenty odbiorców.
„Rynek Odnawialnych Źródeł Energii w Polsce będzie przechodził intensywną transformację do tzw. Ery Energetyki Rozproszonej. Dzisiaj sprzedajemy instalacje fotowoltaiczne w abonamencie. Kolejnym krokiem będzie wprowadzenie usługi termomodernizacji domów z atrakcyjnym i długoterminowym finansowaniem. Energooszczędność tanieje, koszty technologii mocno spadają, a co za tym idzie, coraz więcej rozwiązań będzie się opłacać.” – podsumowuje Prezes Zieliński.
Głównym celem dla Columbus Energy S.A. jest ugruntowanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Spółka chce również przenieść notowania akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie, co ma nastąpić już w 2017 r. Emitent począwszy od 2018 r. zamierza przeznaczać do 50% wypracowywanego zysku netto na wypłatę dywidendy dla Akcjonariuszy.
Amerykańska waluta nadal wygląda bardzo mocno. – Gra będzie toczyła się o to, czy Fed po podwyżce w grudniu, zdecyduje o kolejną w marcu. Jeżeli tak, będziemy mieli do czynienia z kontynuacją umacniania się dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Więcej w materiale wideo.
MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, podpisała umowy na dostawę swojego oprogramowania do kolejnych urzędów oraz świadczenie usług opieki technicznej. Łączna wartość pozyskanych kontraktów wynosi blisko 0,45 mln zł brutto.
Pod koniec grudnia 2016 r. w wyniku wygrania postępowań przetargowych MADKOM S.A. podpisała umowy na dostawę swojego oprogramowania SIDAS Nieruchomości dla Urzędu Gminy Iwanowice oraz Urzędu Miejskiego w Słomnikach. Spółka dostarczy również i wdroży ten System oraz opracuje i uruchomi e-usługi publiczne na platformie ePUAP z zakresu podatków, opłat lokalnych i nieruchomości w Gminach Młodzieszyn, Rybno, Sochaczew, Miasto Sochaczew, Nowa Sucha oraz Iłów. Emitent zawarł także umowę z Zarządem Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie na świadczenie usług opieki technicznej w zakresie serwisowania użytkowanego przez ten podmiot Systemu SIDAS. Pozyskanie kolejnych zamówień jest zgodne ze zaktualizowaną Strategią Rozwoju Spółki i pozytywnie wpłynie na jej wyniki finansowe w kolejnych kwartałach.
„Bardzo nas cieszy fakt pozyskiwania nowych zamówień, bowiem dowodzi to, że praca z Klientami i reagowanie na ich potrzeby przynoszą nam oczekiwane zamówienia. Proces pozyskiwania zamówień wydłużył się względem oczekiwanego przez nas harmonogramu, jednak fakt, iż zamówienia płyną teraz regularnym strumieniem, stabilizuje napiętą sytuację, którą odczuła cała branża. Pierwszy kwartał bieżącego roku powinien być kompletną odmianą dla naszych wyników i widocznym sygnałem, że zaczynamy rosnąć.” – mówi Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.
Oferta Konsorcjum MADKOM S.A., Madkom Sp. z o.o. oraz spółki wchodzącej w składy Grupy Kapitałowej MADKOM S.A. na przeprowadzenie specjalistycznych szkoleń w zakresie e-administracji dla pracowników Jednostek Samorządu Terytorialnego województwa Mazowieckiego została wybrana jako najkorzystniejsza. Spółka umacnia swoją pozycję rynkową w obszarze szkoleń dla sektora publicznego, bowiem pod koniec 2016 r. udało jej się pozyskać zamówienie o wartości 226 tys. zł brutto na przeprowadzenie szkoleń dla pracowników JST z województwa Małopolskiego oraz wygrać inne postępowanie przetargowe, z którego kwota wynagrodzenie wyniesie ponad 250 tys. zł brutto.
Emitent realizuje obecnie działania mające na celu dalsze zwiększanie backlog’u zamówień. Efektem prowadzonej aktywności w obszarze handlowym było pozyskanie w 4 kw. 2016 r. kontraktów na dostawę własnego oprogramowania lub jego modernizację, których łączna wartość sięgnęła 1,36 mln zł. Zgodnie ze zaktualizowaną Strategią Rozwoju MADKOM S.A. na lata 2015-2020 Spółka dąży do zwiększenia wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz chce maksymalnie efektywnie wykorzystać fundusze unijne. Plany Emitenta zakładają pozyskanie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł oraz zdobycie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. Dzięki temu MADKOM S.A. będzie mógł zwiększyć rentowności w zakresie wpływów ze stałych umów serwisowych, a generowane z nich przychody będą pokrywały koszty działalności. Emitent zamierza także zdobyć zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinasowania na lata 2016-2018. Celem Spółki jest pozyskanie w tym segmencie zamówień o wartości 6 mln zł netto i ich realizacja w latach 2017-2018.
„Jesteśmy bardzo zadowoleni z sukcesywnego umacnianie się w obszarze szkoleniowym, bowiem to bardzo dochodowa gałąź biznesu, a jednocześnie trudno tu o konkurencję posiadając tak bogate doświadczenie jak nasze. W ostatnich latach realizowane kontrakty dały nam bardzo duży zastrzyk wiedzy, którą teraz z sukcesem wykorzystujemy do rozwoju nowego biznesu. Nadchodzące lata będą stanowiły duże wyzwanie dla branży, gdyż nie daje się już sprzedawać słabych produktów i usług – Klienci tego po prostu nie kupią.” – dodaje Prezes Szczechowiak.
MADKOM S.A. jest dostawcą i integratorem autorskiego oprogramowania do zarządzania dokumentami, informacją i procesami w administracji publicznej. Spółka posiada wieloletnie doświadczenie oraz doskonałą znajomość prawa regulującego funkcjonowanie urzędów administracji publicznej, co pozwala jej oferować produkty w pełni zgodne z aktualnymi przepisami. Od sierpnia 2012 r. MADKOM S.A. jest notowany na rynku NewConnect. Oprogramowanie Spółki SIDAS zostało wybrane jako jeden z najlepszych produktów na rynku wykorzystywanych w codziennej pracy w jednostkach sektora publicznego przez branżowy magazyn „IT w Administracji”. Redaktorzy oraz czytelnicy tego miesięcznika przyznali mu 3. miejsce w konkursie Produkt Roku 2016 w kategorii oprogramowanie dedykowane administracji publicznej.
Nagradzane OVO Wrocław, innowacyjne centrum seniora Angel Care i hotel roku – to inwestycje Angel Poland Group ukończone w 2016 roku. W planach na następny rok ma kolejne przełomowe przedsięwzięcia, w tym prestiżowy obiekt w Krakowie. Do tej pory Angel Poland Group zrealizowała w Polsce 10 projektów o łącznej wartości 1,5 mld zł. Jak deweloper prognozuje rozwój rynku nieruchomości w segmencie premium?
We Wrocławiu w 2016 roku Angel Poland Group zakończyła dwie ważne inwestycje. Pierwsza z nich to OVO Wrocław, nowoczesny kompleks typu mixed use, który został oddany do użytku w połowie roku. Łączy apartamenty, biura, hotel DoubleTree by Hilton i lokale usługowe. Wartość inwestycji wyniosła 260 mln zł. Kompleks OVO Wrocław został uznany za inwestycję roku w konkursie TOPBuilder 2017. – Zrealizowaliśmy spójną, dobrze przemyślaną koncepcję, w doskonałej lokalizacji. W przypadku apartamentów i biur przez cały rok obserwujemy bardzo duże zainteresowanie zarówno klientów indywidualnych, jak i inwestorów. Jesteśmy na etapie przekazywania apartamentów właścicielom. Z kolei komercjalizacja powierzchni usługowych osiągnęła obecnie 75% i kończymy już negocjacje z najemcami pozostałej części – mówi Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group.
Wrocławski hotel sieci DoubleTree by Hilton zlokalizowany w OVO Wrocław od momentu otwarcia cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. W prestiżowym konkursie Eurobuild Awards został uznany za najlepszy nowy hotel roku 2016 w Polsce. Druga z zakończonych inwestycji dewelopera we Wrocławiu to Angel Care, pierwsze w Polsce tak kompleksowe centrum dla seniorów. W jego ramach funkcjonują trzy odrębne części: dom opieki i centrum chorób demencyjnych dla osób wymagających stałej pomocy, jak również nowość na polskim rynku – mieszkania adresowane do samodzielnych seniorów, z pakietem usług dopasowanych do indywidualnych potrzeb mieszkańców. Natomiast w ramach Fundacji Angel Care prężnie działa m.in. Klub Seniora oraz Klinika Pamięci. – Zapotrzebowanie na kompleksową opiekę dla osób starszych jest w Polsce bardzo duże i będzie rosło. Dlatego planujemy rozwijać sieć centrów seniora Angel Care w Polsce, kolejne planujemy uruchomić w Krakowie. Łączna, szacunkowa wartość 10 planowanych ośrodków to około 500 mln zł – podkreśla Ron Ben Shahar. We wrześniu ruszyła budowa najnowszej inwestycji apartamentowej we Wrocławiu – Angel River. W jej ramach powstanie 341 lokali w dwóch budynkach, 9- oraz 17-piętrowym, w malowniczej lokalizacji tuż nad rzeką Oławą i w bezpośrednim sąsiedztwie ścisłego centrum miasta. – W 2016 roku sprzedaliśmy ponad 50% apartamentów, co jest bardzo dobrym rezultatem na tym etapie budowy – dodaje Ron Ben Shahar. W Krakowie deweloper zakończył sprzedaż w swoim flagowym projekcie. W 2017 roku planuje rozpoczęcie kolejnej prestiżowej inwestycji w tym mieście. Będzie to luksusowy obiekt typu mixed use, który powstanie w jednej z najlepszych lokalizacji w mieście.
Angel Poland Group ma w planach również kolejne inwestycje, zarówno we Wrocławiu, jak i w Krakowie. – Jesteśmy na etapie analiz i za wcześnie jeszcze, aby mówić o szczegółach. Mogę tylko powiedzieć, że nadal będziemy koncentrować się na inwestycjach w segmencie premium zarówno w obszarze budowy obiektów apartamentowych jaki i hotelowych. W Polsce stale rośnie zainteresowanie nieruchomościami o podwyższonym standardzie, jak i luksusowymi apartamentami. Oceniamy, że w przyszłym roku sytuacja się istotnie nie zmieni. Lokale stanowiące część odpowiednio przemyślanych projektów, usytuowanych w prestiżowych lokalizacjach, traktowane są jako doskonała lokata kapitału i tym samym gwarantują wzrost wartości nieruchomości w czasie – podsumowuje Ron Ben Shahar.
Angel Poland Group rozpoczęła działalność w Polsce w 2003 roku. Od tamtego czasu zainwestowała w 10 projektów na łączną sumę 1,5 mld zł.
Według najnowszej analizy firmy Menlo Security aż 46% największych globalnych witryn jest niezabezpieczonych przed szkodliwą działalnością cyberprzestępców. Wśród nich znajdują się również czołowe polskie serwisy.
Wp.pl, Onet.pl, Allegro.pl czy polska wersja najpopularniejszej na świecie wyszukiwarki Google to wybrane polskie serwisy uwzględnione w światowym rankingu należącej do Amazona firmy Alexa. Spośród nich prawie połowa jest otwarta na swobodną eksploatację swoich zasobów przez crackerów.
Czynniki ryzyka
Menlo Security pod lupę wzięło milion generujących największe wartości ruchu stron internetowych z całego świata. Ponad 355 tysięcy z nich było niezabezpieczonych od strony oprogramowania, niemal 167 tysięcy uznano za zagrożone ze względu na powtarzające się wcześniej incydenty, prawie 32 tysiące natomiast doświadczyło cyberataków w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Aby dany serwis został sklasyfikowany jako zagrożony, musiał mieć co najmniej dwa z wymienionych powyżej czynników ryzyka.
Takich stron było w sumie 46%. Autorzy raportu jako jedną z najważniejszych przyczyn złego zabezpieczania witryn wskazali stosowanie tradycyjnych metod cyberochrony, niedostosowanych do aktualnej skali działań internetowych przestępców. – Wciąż najchętniej wykorzystywaną przez cyberprzestępców bronią są ataki typu DDoS, których przybywa z roku na rok w kilkusetprocentowym tempie. Niestety, administratorzy serwisów WWW nadal nie doceniają roli właściwego zabezpieczenia swoich zasobów przed wrogą aktywnością, stąd tak duży procent niechronionych stron. To o tyle dziwne, że zapewnienie swojej stronie ochrony wcale nie musi wiązać się z inwestycjami w sprzęt czy oprogramowanie. Przykład może stanowić działające w chmurze rozwiązanie aplikacyjne CloudFlare, które ma za zadanie zminimalizować do zera skutki cyberataków, reagując automatycznie na szkodliwe żądania i nietypowe aktywności rozpoznane w sieci. Ataki są blokowane bez instalacji dodatkowego urządzenia czy software’u w infrastrukturze klienta, nie potrzeba także ingerować w kod strony WWW, a koszt usługi jest niewspółmierny do poniesionych strat w przypadku braku zabezpieczeń – podkreśla Ewelina Hryszkiewicz z Atmana, lidera polskiego rynku data center.
Nieletni cyberprzestępcy
Eksperci z Menlo Security dokonali podziału poziomu zagrożeń dla poszczególnych branż, w których działają internetowe serwisy. Największe, 50-procentowe ryzyko cyberataku dotyczy portali informacyjnych, serwisy rozrywkowe są zagrożone w 49%, podróżnicze – w 42%, witryny biznesowe muszą liczyć się z prawdopodobieństwem cyberataku na poziomie 41%, portale e-commerce są natomiast obarczone 40-procentowym ryzykiem sieciowej agresji.
Przeprowadzenie cyberataku typu DDoS nie wymaga specjalistycznej wiedzy informatycznej, a elementarną wiedzę o sposobie atakowania w ten sposób można pozyskać z ogólnie dostępnych poradników, których nie brakuje chociażby w najpopularniejszej platformie wymiany materiałów wideo – Youtube.
Raport Menlo Security potwierdza popularność cyberataków dokonywanych tą metodą i łatwość jej opanowania – analitycy firmy informują, że średnia wieku osób podejrzanych o cyberprzestępstwa wynosi zaledwie 17 lat.
XSystem S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2011 r., przybliża się do debiutu na rynku Catalyst. GPW w Warszawie podjęła uchwałę o wprowadzeniu do alternatywnego systemu obrotu obligacji serii F, FA oraz FB Emitenta.
W dniu 30.12.2016 r. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie podjęła uchwałę o wprowadzeniu obligacji serii F, FA oraz FB XSystem S.A. do obrotu na rynku Catalyst. Do alternatywnego systemu obrotu trafi 451 obligacji serii F, 283 obligacji serii FA oraz 440 obligacji serii FB, każda o wartości nominalnej wynoszącej 1.000 zł. Są to niezabezpieczone obligacje z kwartalnym kuponem odsetkowym o oprocentowaniu stałym w wysokości 10% w skali rocznej. Termin wykupu papierów dłużnych przypada na dzień 31.03.2019 r. Środki pozyskane przez Spółkę z emisji obligacji zostały przeznaczone na finansowanie wdrożenia innowacji do jej autorskiego oprogramowania ACCELO służącego do obsługi obiegu dokumentów w instytucjach prywatnych oraz publicznych. XSystem S.A. realizuje obecnie działania w tym obszarze, wdrażając innowacje wymagane przez jego Kontrahentów.
„Wejście na rynek Catalyst stanowi bardzo ważny element w długoterminowej Strategii Rozwoju Spółki. Dzięki środkom finansowym pozyskanym z emisji obligacji chcemy szybciej rozwijać nasze autorskie oprogramowanie oraz oferować zaawansowane technologicznie produkty dedykowane dla każdego sektora przedsiębiorstw i instytucji, co znacząco zwiększy naszą konkurencyjność. Liczymy, że dzięki przyjęciu takiego kierunku rozwoju Spółki w najbliższych 2-3 latach zwielokrotnimy wartość osiąganych przychodów i naszą rentowność oraz znacząco zwiększymy udział w rynku elektronicznego obiegu dokumentów i usług cyfryzacji.” – komentuje Adrian Weremiuk, Prezes Zarządu Spółki XSystem S.A.
XSystem S.A. zajmuje się dostarczaniem rozwiązań biznesowych z zakresu optymalizacji, przetwarzania oraz obiegu dokumentów zarówno w formie tradycyjnej, jak i elektronicznej. Spółka opracowała autorskie oprogramowanie do budowy archiwów cyfrowych i zarządzania obiegiem dokumentów – ACCELO. Emitent jest notowany na rynku NewConnect od września 2011 r.
DTW Logistics, polski operator logistyczny w roku 2016 odnotował rekordową zwyżkę zleceń na usługi co-packingu. Firma w roku ubiegłym wykonała 30 tys. displayów i 8 mln różnego rodzaju etykiet na produkty magazynowane w Błoniu i w Będzinie.
Początek roku to czas planowania i wdrażania nowych strategii, ale także czas podsumowania 2016 roku. Dla DTW Logistics ubiegły rok minął pod znakiem rekordowej liczby zrealizowanych zleceń na usługi co-packingu. Operator wykonał 30 tys. zestawów typu display, czyli standów promocyjnych z produktami i 8 mln etykiet na produkty, głównie dla sieci handlowych i klientów zagranicznych. Klienci zaczęli także wymagać krótszego czasu realizacji zamówień, elastyczności oraz szybkiej reakcji na dodatkowe wymagania. Oznaczało to ciągłą gotowość pracowników DTW Logistics w magazynach w Błoniu oraz Będzinie.
– DTW Logistics wspiera proces co-packingu już od momentu projektowania opakowania bądź displayu. Usługi co-packingu określane jako tzw. VAS (value added service – usługi o wartości dodanej), w praktyce zwiększają wartość produktu początkowego. Zmieniają jego wygląd, sposób lub rodzaj opakowania, może być to etykietowanie, tworzenie zestawów promocyjnych, wielopaków, displayów, albo pakowanie ozdobne, czy nawet pakowanie z ważeniem. Ubiegły rok był rekordowym w historii naszej firmy pod względem liczby wykonanych tego typu usług – mówi Marcin Dudek, Key Account Manager DTW Logistics.
Jakie produkty trafiają do co-packingu?
Praktycznie każdy artykuł: produkty spożywcze, kosmetyki, akcesoria kosmetyczne, zabawki, sprzęt sportowy, małe produkty AGD. DTW Logistics współpracując z sieciami handlowymi przygotowuje także projekty graficzne standów promocyjnych (displayów). Istotą tego procesu jest nie tylko zachowanie określonego wyglądu (np. umieszczenie logotypu marki, zdjęcia, grafiki produktu) i staranne wykonanie, ale przede wszystkim zapewnienie stabilności, co pozwoli na ustawienie określonej masy produktów. Towar musi być też estetycznie ułożony oraz zabezpieczony do wysyłki. W pierwszym etapie, po złożeniu kartonowej półki, produkty są układane bądź zawieszane na uprzednio zamocowanych hakach. Do frontów kartonowych standów mocowane zostają także „cenówki”, czyli miejsca gdzie pracownicy sklepów umieszczą cenę produktu wraz z jego kodem kreskowym. Tak przygotowane standy na końcu są zabezpieczane folią i mocowane na paletach, a następnie transportowane bezpośrednio do marketów.
Indywidualne rozwiązania
Portfolio klientów DTW Logistics jest bardzo szerokie, dzięki temu firma przez ostatnie lata wypracowała indywidualne rozwiązania, które zwiększyły efektywność pracy. W magazynach DTW Logistics – w Błoniu i w Będzinie – oprócz typowych stanowisk do co-packingu, przygotowano specjalne stoły, na których mogą być obsługiwane produkty szczególne tj. drogie wina, czy wyposażenie laboratoryjne. Dla producenta tych ostatnich produktów DTW Logistics świadczy usługę konfekcjonowania, która polega na składaniu testów do diagnostyki weterynaryjnej. Do niektórych zleceń konieczne są specjalistyczne urządzenia, tj. specjalne drukarki do etykiet, foliarko-obkurczarki tunelowe czy zgrzewarki kloszowe do zabezpieczania produktów. Cały proces usługi co-packingu odbywa się jednym miejscu, co optymalizuje czas wykonywanej usługi.
Podsumowanie i prognozy
Realizacja tak dużej liczby zleceń i stała gotowość DTW Logistics do obsługi coraz większych wolumenów, możliwe były dzięki skutecznej polityce zarządzania kadrami, zapewnieniu odpowiedniej infrastruktury, a także realizacji strategii rozwoju firmy. DTW Logistics w ubiegłym roku uruchomił nowy magazyn w Będzinie i zwiększył zatrudnienie niemalże we wszystkich zespołach. Dzięki temu ubiegły rok zakończył się rekordową liczbą zleceń, nie tylko w usługach co-packingu – DTW Logistics zrealizował w 2016 roku także 30 tysięcy zleceń transportowych, co stanowi doskonałą prognozę na rok 2017.
– W tym roku planujemy dalszy rozwój firmy i pozyskanie nowych klientów. Stale zwiększamy też zatrudnienie. Obecnie poszukujemy kandydatów na specjalistów ds. sprzedaży i spedytorów. Liczymy, że w roku 2017 liczba zleceń na usługi co-packingu może zwiększyć się nawet o 30 proc. – zapowiada Marcin Dudek, Key Account Manager DTW Logistics.
Cyberstalking jest jedną z odmian stalkingu. Jest to uporczywe nękanie, za które możemy uznać wysyłanie niechcianych wiadomości sms, e-mail, podszywanie się pod daną osobę na portalach społecznościowych i forach internetowych, szykanowanie w cyberprzestrzeni. Zgodnie z przeprowadzonymi badaniami, ofiarą cyberstalkingu padł co 12 Polak. Ofiarami tego typu przestępstw stają się głównie kobiety, a sprawcami stają się zazwyczaj osoby bliskie – kolega z pracy, były współpracownik, były partner. Przestępstwo jest zagrożone karą 3 lat pozbawienia wolności, a w niektórych przypadkach może zostać zasądzony zakaz zbliżania się do ofiary.
– Jednakże, żeby prokuratura wszczęła postępowanie – co skutkowałoby w późniejszym czasie osądzeniem sprawcy – musi zostać zebrany odpowiedni materiał dowodowy, np. wydruki e-maili, sms i wszelkich form komunikacji wykorzystywanych przez cyberstalkera – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl mec. Joanna Worona z Kancelarii Gardocki i Partnerzy – Dowodem również mogą być zrzuty z ekranu komputera – z rozmów, informacji na forach internetowych czy też portalach społecznościowych.
Stalking jest przestępstwem skutkowym. Oznacza to, że musi ziścić się skutek w postaci obiektywnej obawy o swoje życie, zdrowie lub poważne naruszenie prywatności.
Jeżeli ktoś czuje się zagrożony, dostaje dziesiątki lub setki niechcianych wiadomości i czuje się ofiarą cyberstalkingu, musi zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa na policję lub do prokuratury. Jest to przestępstwo wnioskowe i wszczęcie postępowania następuje wyłącznie na wniosek osoby poszkodowanej. W dalszym okresie prokuratura lub policja będzie prowadzić postępowanie z urzędu, ale wniosek ofiary jest konieczny – podkreśla Worona.
We wtorek złoty umacnia się do euro w ślad za spadkiem notowań EUR/USD, jednocześnie wyraźnie tracąc do dolara. Lepsze perspektywy dla polskiej waluty rysują się w drugiej połowie stycznia.
Zmiany na rynku globalnym wyznaczają we wtorek kierunek w jakim poruszają się polskie pary. Złoty dziś umacnia się do euro, jednocześnie wyraźnie tracąc do dolara. To reakcja na spadek notowań EUR/USD poniżej 1,04 dolara. W tym samym czasie polska waluta nieznacznie zyskuje do szwajcarskiego franka i po dobrych danych brytyjskiego przemysłu wyraźnie traci do funta.
O godzinie 13:01 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3968 zł, USD/PLN 4,23 zł, CHF/PLN 4,1105 zł, a GBP/PLN 5,2017 zł. Do końca dnia impulsy płynące z rynków globalnych pozostaną jedynymi czynnikami wpływającymi na kursy. To oznacza, że będą nimi publikowane o godzinie 14:00 wstępne szacunki danych o grudniowej inflacji w Niemczech, która prawdopodobnie przyspieszyła dużo mocniej od prognoz (do 1,7-1,8% z 0,8% R/R, przy prognozie 1,5% R/R) oraz amerykańskie przemysłowe indeksy PMI (godz. 14:45) i ISM (godz. 16:00).
Przełom roku przyniósł dwie ważne publikacje makroekonomiczne z punktu widzenia przyszłych notowań złotego. Najpierw inwestorzy dowiedzieli się, że w grudniu (według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego) inflacja konsumencka (CPI) w Polsce wystrzeliła do 0,8% R/R z poziomu 0,0% R/R w listopadzie i wobec -0,2% R/R w październiku. Następnie, równie dużą niespodziankę sprawił, indeks PMI dla polskiego przemysłu, który w grudniu wzrósł do 54,3 pkt. z 51,9 pkt. miesiąc wcześniej. Indeks ten nie tylko istotnie przekroczył rynkowe prognozy (52,2 pkt.), ale też był to najwyższy odczyt od lipca 2015 roku.
Dlaczego te dwa raporty mają aż tak duże znaczenie z punktu widzenia złotego? Po pierwsze, sugerują one bardzo szybki wzrost inflacji w najbliższym czasie. Nie jest wykluczone, że w perspektywie 3-4 miesięcy zbliży się ona do 2% R/R lub nawet przekroczy ten poziom. Po drugie, indeks PMI zapowiada nie tylko ostateczny koniec załamania w inwestycjach, ale też daje duże nadzieje na istotne ich przyspieszenie.
Jeżeli ten obraz uzupełnić jeszcze o przyspieszenie inflacji i wzrostu gospodarczego w Europie to może to wpłynąć nie tylko na dużo bardziej optymistyczne spojrzenie na polską gospodarkę, ale również przesunąć oczekiwania na pierwsze podwyżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP) ponownie na rok 2017 z dotychczas zakładanego początku 2018 roku. To zaś będzie sprzyjało umocnieniu złotego. Jednak nie od razu. Skutecznie przed większymi zakupami polskiej waluty może powstrzymywać obawa przed zmianą oceny wiarygodności Polski przez agencje ratingowe.
Już 13 stycznia przeglądu ratingu dokona Moody’s i Fitch. Jest spore ryzyko, że przynajmniej jedna z tych agencji wyda decyzję niekorzystną dla Polski. Czy to wpłynie na złotego? Nie. Ważniejsze będzie oczekiwane przyspieszenie inflacji i ożywienie w przemyśle. Jednak do 13 stycznia złoty może zachowywać się dużo słabiej niż wskazywałby na to czynniki lokalne i globalne. Szczególnie, że początek roku prawdopodobnie upłynie nam pod znakiem dalszych napięć w krajowej polityce.
Druga połowa miesiąca ma szansę przynieść aprecjację złotego do większości walut. I tak euro może potanieć do 4,35 zł, a szwajcarski frank do 4,0450 zł. Wyjątkiem będzie tylko dolar, który na fali oczekiwań na podwyżki stóp w USA i no nową politykę Trumpa będzie zyskiwał do większości walut. I tym samym również do złotego. Na koniec miesiąca możemy za niego zapłacić 4,26 zł.
Potencjalne umocnienie złotego w drugiej połowie stycznia nie będzie jednak trwałym zjawiskiem. Globalne przyspieszenie wzrostu gospodarczego i procesów inflacyjnych, będzie zmierzać do wzrostu rentowności długu i wzmagać oczekiwania na zmianę polityki prowadzonej przez największe banki centralne (poza Fed, który już podnosi stopy procentowe). W konsekwencji może to doprowadzić do dalszej ucieczki inwestorów z rynków wschodzących, co pośrednio uderzyłoby też w złotego i stanęło na przeszkodzie do jego dalszego umocnienia. Ponadto, prawdopodobny w najbliższych miesiącach powrót inflacji w Polsce do 2% R/R będzie miał jedynie chwilowy charakter, a koniec roku przyniesie jej spadek. Stąd też skok inflacji nie wywoła trwałego i długoterminowego przełożenia na notowania polskiej waluty.