Znaczący wzrost strat spowodowanych niewypłacalnością firm w Niemczech

  • Straty spowodowane niewypłacalnością firm w Niemczech znacząco wzrosły pomimo spadku liczby orzeczonych niewypłacalności: w okresie 12 miesięcy upływającym w sierpniu 2016 były o 48% wyższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.
  • Coraz więcej firm istotnych dla gospodarki Niemiec chyli się ku upadłości.
  • Tendencje w zakresie niewypłacalności prawdopodobnie utrzymają się w 2017; liczba upadłości nie powinna ulec zmianie.
  • Polski aspekt: Niemcy nadal najważniejszym partnerem handlowym Polski, jednak polscy eksporterzy wyraźnie odczuwają trudniejszą sytuację w Niemczech: rosnące straty (wzrost wartości i ilości zleceń windykacyjnych), spadek dynamiki eksportu (zarówno oficjalne dane o polskim eksporcie, jak i wartość i ilość transakcji eksportowych do Niemiec objętych ochroną ubezpieczeniową Euler Hermes).

W ostatnim czasie nastąpił znaczący wzrost strat spowodowanych niewypłacalnością firm niemieckich – mimo dalszego spadku liczby upadłości firm w 2016 roku (-4%) do rekordowo niskiego poziomu 22.200 bankrutujących firm. Według najnowszej analizy opracowanej przez Euler Hermes, światowego lidera sektora ubezpieczeń kredytu handlowego, tendencja związana ze wzrostem strat powinna się utrzymać. Euler Hermes przewiduje, że w 2017 roku liczba upadłości firm w Niemczech nie zmieni się, jednak poziom strat będzie rósł. W skali całego świata również widoczna jest tendencja związana z wyższymi stratami.

W okresie 12 miesięcy upływającym w sierpniu 2016, straty spowodowane niewypłacalnością firm były o 48% wyższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku

Na koniec ubiegłego roku prognozowaliśmy początkowo brak zmian w zakresie liczby orzeczeń niewypłacalności firm w 2016 roku,” powiedział Ron van het Hof, dyrektor generalny Euler Hermes (CEO) na Niemcy, Austrię oraz Szwajcarię. „Choć w tym roku widoczny był ciągły spadek w zakresie liczby orzeczonych upadłości firm, nasze prognozy przewidujące wzrost ryzyka okazały się prawidłowe. W 2016 gwałtownie wzrosły straty spowodowane niewypłacalnością firm. W okresie 12 miesięcy upływającym w sierpniu 2016, ich łączna wartość wyniosła 26 miliardów euro i była o 48% wyższa niż 12 miesięcy wcześniej. Oznacza to średnią wysokość straty na poziomie 1,2 miliona euro w związku z upadłością jednej firmy.”

Utrzyma się tendencja niewypłacalności dużych firm – chociaż sama ich liczba pozostanie bez zmian w 2017 roku

To głównie duże, ważniejsze z punktu widzenia gospodarki firmy chylą się ku upadłości,” wyjaśnia R. Van het Hof. „W możliwej do przewidzenia perspektywie tendencja ta nie ulegnie zmianie, chociaż spodziewamy się, że sama liczba spraw związanych z niewypłacalnością firm w 2017 roku nie zmieni się.”

Zwiększenie strat powodowanych przez upadłości firm w Niemczech w 2016 nie wszędzie było równomierne, dotknięte były szczególnie sektory badań i rozwoju (usług specjalistycznych), produkcji, handlu, budownictwa, finansów i transportu. Dla firm działających w Niemczech w powyższych sektorach ryzyko jest odpowiednio podwyższone.

Uwaga na efekt domina w kraju i za granicą

„Nie obowiązuje już zasada mówiąca, że firma jest zbyt duża, aby mogła upaść,” mówi Ron Van het Hof. „Jest tak zarówno w Niemczech, jak i poza ich granicami, gdzie również upada coraz więcej firm istotnych z punktu widzenia gospodarki. Oznacza to, że tam również straty są znacznie wyższe. Jednocześnie rośnie już liczba upadłości firm w skali całego świata. To zła wiadomość dla eksporterów. Powodowany przez tę tendencję efekt domina będzie miał wpływ na dostawców i kontrahentów, i może z łatwością zaszkodzić stabilnym dotąd firmom, w najgorszym scenariuszu wciągając je w spiralę pogarszania się ich kondycji.”

Polski aspekt – spowolniła dynamika wzrostu wartości eksportu do Niemiec; większe straty zgłaszane ubezpieczycielowi – ostrożniejszy dobór partnerów w Niemczech

Paul Flanagan
Paul Flanagan

Polskie firmy nie rezygnują z rynku niemieckiego – ale są tez świadome problemów, rosnących strat w gospodarce niemieckiej. Zarówno w skali całego polskiego eksportu, jak i tej jego części ubezpieczanej przez nas, rynek niemiecki jest najistotniejszy i stanowi około 30% pod względem wartości transakcji – mówi Paul Flanagan, Prezes Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes. Tym niemniej oficjalne dane GUS, jak i nasze statystyki wskazują, iż w obecnym roku dynamika wzrostu sprzedaży do Niemiec spowolniła (za GUS i Ministerstwem Rozwoju – denominowana w Euro wyniosła +9,5% w 2014r, +11,4% w 2015 roku, a w obecnym – do końca października jedynie +1,7%…). Wpływ na to miało oczywiście również osłabienie złotego, ale… także większe niż w latach ubiegłych straty – spowolnił bowiem nie tylko wzrost wartości zgłaszanych nam do ubezpieczenia transakcji eksportowych do Niemiec, ale i ich ilość. Nie ma obecnie firm zbyt dużych, aby upaść – stąd zagrożone są nie tylko firmy spedycyjne, spożywcze czy meblowe współpracujące często z podobnymi im wielkością odbiorcami z niemieckiego sektora MSP, ale także m.in. eksporterzy wyrobów chemicznych, części i maszyn, współpracujący w Niemczech z reguły z dużymi odbiorcami. Chcę też zwrócić na ten problem uwagę wielu firm budowlanych jak i dostawców materiałów dla budownictwa, którzy wobec zastoju w Polsce szukali zleceń na swoje prace i wyroby na chłonnym sąsiednim rynku – wysokie straty firm niemieckich na skutek niewypłacalności wpłyną niewątpliwie także na rynek inwestycji przedsiębiorstw…

niemcy

Straty ponoszą wszyscy – zarówno dostawcy w branży chemicznej, gdzie kwoty pojedynczych transakcji idą w miliony, jeśli nie dziesiątki milionów, jak i małe oraz średnie przedsiębiorstwa z sektorów spedycji, branży spożywczej, sektora meblowego czy budownictwa – mówi Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections. O tym, iż zwłaszcza sektor MSP ponosi główny ciężar niewypłacalności niemieckich kontrahentów świadczy statystyka należności zlecanych nam do odzyskania w Niemczech: w 2016 roku wzrosła ich wartość (+9%), ale jeszcze bardziej ilość (+27%). Sygnały o wzroście strat firm niemieckich wskutek ich niewypłacalności napływały już wcześniej, dlatego oprócz zmobilizowania swoich struktur i współpracowników w Niemczech Euler Hermes starał się jak najlepiej poinformować polskie firmy, jak powinny dbać o swoje należności – dopełniając przede wszystkim formalności. To w nich kryją się najczęściej jakieś braki, które starają się wykorzystać odbiorcy na dużo bardziej sformalizowanym rynku niemieckim.

Podstawowe i najczęściej podnoszone „zarzuty” będące podstawą odmowy zapłaty polskim dostawcom dotyczą jakości niezgodnej z zamówieniem oraz opóźnień w dostawach. Warto zadbać o dokładne zamówienie zawierające pełną specyfikację dot. towaru jaki ma być dostarczony, a następnie przy odbiorze towaru dopilnować aby odbierany był on przez osoby do tego upoważnione, które potwierdzą jego właściwą jakość.niemcy2

Oprócz wspomnianego dokumentowania sprzedaży, trzeba także dbać o szybkie i formalnie poprawne rozpatrywanie reklamacji i wszelkich zastrzeżeń odbiorcy towaru czy usług. Na reklamacje zawsze trzeba reagować, nie można ich zostawiać, uznając, że „jakoś to będzie” z powodu ich oczywistej bezzasadności – także w takim przypadku konieczne jest ich odrzucenie w oficjalnej formie.  I znowu: dokumentacja z tym związana powinna być jak najbardziej drobiazgowa – zawierać m.in. szczegóły zamówienie, podpisane odbiory etc.

Znając jednak prawo i procedury można nie tylko unikać pułapek z tym związanych, ale też wykorzystać je na swoją korzyść, czego przykładem jest Mahnbescheid – postępowanie upominawcze pozwalające na faktycznie szybkie uzyskanie nakazu zapłaty… Mogę z satysfakcją powiedzieć, że dopracowanie wewnętrznych procedur, jak i akcja edukacyjna wśród polskich przedsiębiorców oraz dobra z nimi współpraca pozwoliły nam skutecznie przeciwstawić się rosnącej fali strat wskutek upadłości firm niemieckich mówi Maciej Harczuk. – W bieżącym roku wartość odzyskanych przez Euler Hermes należności polskich eksporterów do Niemiec wzrosła o 23%.

Niewypłacalności firm w Niemczech w 2016 roku: Wzrost liczby upadłości w Saksonii, Szlezwiku-Holsztynie i Bremie

Dane publikowane przez niemal wszystkie kraje związkowe wykazują tendencję spadkową. Największe spadki liczby upadłości widać w Turyngii (-24%), Hamburgu oraz Nadrenii-Palatynacie (po -15%). Dla odróżnienia, wzrost liczby orzeczonych niewypłacalności firm miał miejsce w Saksonii (+8%), Bremie (+6%) oraz Szlezwiku-Holsztynie (+5%) (porównanie okresu od września 2015 do sierpnia 2016 z analogicznym okresem rok wcześniej). Zdecydowanie największą liczbę upadłości firm odnotowano w Nadrenii Północnej-Westfalii, Bawarii oraz Badenii-Wirtembergii.

Pod względem wskaźnika niewypłacalności, tj. liczby niewypłacalności na 10.000 działających firm, powyżej średniej wartości krajowej znalazły się regiony Bremy, Nadrenii Północnej-Westfalii, Saary, Berlina oraz Hamburga.

Pod względem branż, wskaźnik niewypłacalności jest nieproporcjonalnie wysoki w sektorze usług finansowych, branży usług transportowych, hoteli i restauracji, usług administracyjnych, budownictwa i produkcji, choć liczba spraw spadła w niemal wszystkich sektorach.

Analiza poszczególnych pod-sektorów sektora produkcji prowadzi jednak do wniosku, że odwrotną tendencję widać wśród producentów farmaceutyków, wśród których liczba upadłości zwiększyła się o 43%. W Niemczech wzrosła także liczba upadłości firm w sektorach edukacji, energetyki oraz rolnictwa.

Tendencja w zakresie orzeczonych niewypłacalności firm w Niemczech w okresie upływającym w sierpniu 2016 w porównaniu z analogicznym okresie poprzedniego roku (okres 12 miesięcy) w rozbiciu na kraje związkowe
Wykres: Tendencja w zakresie orzeczonych niewypłacalności firm w Niemczech w okresie upływającym w sierpniu 2016 w porównaniu z analogicznym okresie poprzedniego roku (okres 12 miesięcy) w rozbiciu na kraje związkowe. Źródło: Euler Hermes

Nowe tereny włączone do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A.

Szansa na miliardowe inwestycje, tysiące miejsc pracy i rozwiązanie lokalnych problemów – nowe tereny włączone do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A.

 5,3 mld złotych inwestycji, utworzenie kilkunastu tysięcy nowych miejsc pracy, a dzięki konsekwentnej realizacji strategii zrównoważonego wpływu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (KSSE) na rozwój regionu, także rozwiązywanie lokalnych problemów – to oczekiwane efekty poszerzenia największej polskiej specjalnej strefy ekonomicznej. 30 grudnia 2016 zaczęło obowiązywać rozporządzenie Rady Ministrów włączające do KSSE S.A. grunty o powierzchni ponad 269 hektarów (ha), zwiększające jej powierzchnię o ponad 11 procent. 

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów do KSSE włączono grunty o łącznej powierzchni ponad 269 ha, położone na terenach województw śląskiego i opolskiego oraz wyłączono grunty o powierzchni ponad 3,45 ha. W wyniku zmian powierzchnia strefy będzie wynosić ponad 2614ha. W oparciu o przyjęte prognozy szacuje się, że na nowo włączonych do katowickiej strefy terenach w perspektywie najbliższych lat może powstać ok. 13,4 tys. nowych miejsc pracy, przy nakładach inwestycyjnych wynoszących ok. 5,3 mld złotych.

Zgodnie z założeniami w KSSE, dzięki jej poszerzeniu, może pojawić się nawet 100 nowych projektów inwestycyjnych. Maksymalna łączna wielkość pomocy publicznej, jaka może zostać udzielona inwestorom realizującym projekty na nowych obszarach wynosi ok. 1,9 mld zł.

– Konsekwentnie realizujemy strategię zrównoważonego wpływu Katowickiej SSE na rozwój regionu. Podejmując decyzję o włączeniu nowych terenów do strefy czynimy to w celu rozwiązania konkretnych, lokalnych problemów związanych np. z rynkiem pracy. Analizujemy wybrane lokalizacje pod kątem ich potencjału społecznego, czy dostępności infrastruktury i następnie we współpracy z samorządem lokalnym wnioskujemy o utworzenie obszaru strefy. Przykładem rozwijających się z sukcesem nowych lokalizacji są nasze tereny w Ujeździe, Zabrzu, Dąbrowie Górniczej lub Częstochowie, które wypracowały swoją markę  przyciągają kolejnych inwestorów. Jestem przekonany, że podobny scenariusz uda się zrealizować na aktualnie włączanych terenach, choć zaznaczę iż przemiana terenu inwestycyjnego w tętniący inwestycjami park przemysłowy nie następuje od razu, a cały proces wymaga często dużych nakładów finansowych. Jako strefa zawsze działamy z taką determinacją, jakbyśmy byli przekonani, że pozyskanie danej inwestycji zależy jedynie od nas. Dotychczas nasze działania przynoszą pozytywne efekty i wierzę, że tak będzie dalej – mówi Piotr Wojaczek, prezes zarządu KSSE S.A.

Włączane do KSSE grunty pozostają, poza dwoma przypadkami, własnością samorządów gmin i miast, na terenie których się znajdują, a także Skarbu Państwa, pozostając w zasobach Agencji Nieruchomości Rolnych oraz w użytkowaniu samorządów i prywatnych przedsiębiorców. Powiększenie obejmuje tereny zarządzane przez wszystkie podstrefy KSSE S.A., obejmując tereny zlokalizowane w 16 miejscowościach

  • W podstrefie gliwickiej statusem specjalnej strefy ekonomicznej objęto nowe tereny w Zabrzu (ponad 44 ha) i Oleśnie (ponad 31,5 ha).
  • W podstrefie jastrzębsko-żorskiej do KSSE włączono grunty w Jastrzębiu-Zdroju (ponad 25 ha), Godowie (ponad 14 ha), Radziechowach-Wieprzu (ponad 29 ha), Raciborzu (ponad 7,5 ha),Wodzisławiu Śląskim (ponad 24 ha) i Bielsku-Białej (0,73ha).
  • W podstrefie sosnowiecko-dąbrowskiej do KSSE włączono grunty w Zawierciu (ponad 16 ha), Woźnikach (blisko 16 ha), Ogrodzieńcu (ponad 10 ha) i Krzepicach (niemal 19 ha).
  • W podstrefie tyskiej do KSSE włączono niemal 3 ha w Lędzinach.

Poza wymienionymi rozporządzenie włączyło do KSSE także grunty będące własnością Skarbu Państwa, a użytkowane przez działających na nich przedsiębiorców. Są to tereny w Bytomiu (użytkowane przez jedną ze spółek grupy Kopex, a także firmę Conbelts S.A.) oraz Metalpol w Węgierskiej Górce. Z kolei włączane w Katowicach grunty, na których planowana jest inwestycja firmy Rockwell Automation, są własnością spółki Echo 135 oraz skarbu państwa, pozostając w użytkowaniu wspomnianej spółki. Szczegółowe dane dotyczące projektów inwestycyjnych realizowanych przez wymienione firmy będą znane po przeprowadzeniu rokowań mających na celu wydanie zezwoleń na działalność w obszarze strefy.

Wchodzące w życie dnia 30 grudnia 2016 roku rozporządzenie zakończyło trwające od 2015 roku postępowanie dotyczące zmian granic katowickiej strefy. Zgody na włączenie gruntów do KSSE S.A. udzieliły władze gmin i właściciele terenów, a cały proces pozytywnie zaopiniowały także zarządy obu województw.

W ramach dokonanych w minionych tygodniach rozszerzeń poza Katowicką SSE, zwiększyły się również powierzchnie stref: Kostrzyńsko-Słubickiej (68 ha), Łódzkiej (88 ha) i Warmińsko-Mazurskiej (351 ha). Łączna powierzchnia specjalnych stref ekonomicznych w Polsce po ostatnich rozszerzeniach, zgodnie ze stanem na koniec 2016 roku wynosi ponad 20,9 tys. ha, przy limicie 25 tys. ha.

Eksperci prognozują trendy w marketingu w 2017 r.

Według prognoz GroupM, globalne wydatki na reklamę internetową osiągną w 2017 roku poziom 547 miliardów dolarów. To prawie o 4,4% więcej niż w poprzednim roku. Jakie zmiany czekają branże w 2017 roku? Oto prognozy ekspertów z firm marketingowych.

Jeszcze więcej danych o odbiorcach

„W 2017 roku marketerzy skupią jeszcze większą uwagę na wykorzystaniu możliwości, jakie oferuje Big Data. W parze z rozwojem kampanii, ruchu mediowego i nowych możliwości technologicznych uzyskamy dostęp do danych o zachowaniu odbiorców, np. po jakim czasie wyłączyli wideo. Takie informacje wskażą jaką skuteczność miała dana kampania i jaka treść jest najlepiej odbierana. W przekazach przeważać będą krótkie, viralowe materiały, w których dźwięk będzie ustępował miejsca obrazom” – prognozuje Krzysztof Różański, Account Executive Mobile Rockets.

Jakość i przekaz skrojony na miarę

Z kolei Tomasz Rowiński, Członek Zarządu Beemail podkreśla, że w 2017 roku kluczowa będzie jakość. Obiorcy wymagają coraz więcej, a przy tym są bardziej wrażliwi. Ze względu na natłok informacji, jakie każdego dnia do nas spływa, zapamiętujemy tylko najlepsze kreacje. Użytkownicy poszukują treści nietuzinkowych, oryginalnych, takich jakie lubią. Najważniejsze jest poznanie subskrybenta i jego zachowania. Wówczas możemy stworzyć i przesłać mu przekaż „skrojony na miarę”. Duże znaczenie będzie mieć również cross marketing, np. łączenie działań e-mail marketingowych z akcjami na Facebooku. To pozwoli nie tylko lepiej poznać odbiorców treści, ale wchodzić z nimi w interakcję. Rok 2017 to także znaczny wzrost wiadomości odbieranych przez smartfon i inne urządzenie mobilne – dodaje.

Tego samego zdania jest Marcin Żukowski, Team Leader Mint Media. Przekaz będzie jeszcze bardziej dopasowany do oczekiwań odbiorców. Marki mocno wyeksploatowały obszar social media i niełatwo już zaskoczyć nową kampanią. Personalizacja daje wiele możliwości, bo odpowiednio dobrana komunikacja i narzędzia mają szanse zaskoczenia i wzbudzenia emocji. Personalizacja w social mediach to także trend związany z rozwojem marek osobistych, których jesteśmy coraz bardziej świadomi. Marketing daje nam całe spektrum możliwości i szans, aby te marki promować – dodaje.

Cross marketing w cyfrowej reklamie zewnętrznej

Działania cross marketingowe wkraczają również do cyfrowej reklamy zewnętrznej – DOOH. Grzegorz Śliwa, CEO MyLed zauważa, że już na początku zeszłego roku widoczny był trend crossowy. Jeden z klientów zdecydował się na odliczanie real time kampanii DOOH oraz synchronizację jej w czasie rzeczywistym z playlistą radiową. Trendem dominującym w naszych działaniach najprawdopodobniej będzie wykorzystywanie geotargetowania względem punktów POI oraz ogólnopolskiego zasięgu – zaznacza Grzegorz Śliwa.

Mobile z pierwszeństwem przed desktop

Co z kolei przyniesie rok 2017 w wyszukiwarkach? Damian Sałkowski, CEO Senuto zaznacza, że Google nie zrezygnuje z promocji serwisów dostosowanych do urządzeń mobilnych. Krążą plotki, że w pierwszej kolejności Google będzie indeksował będzie wersję mobilną, a dopiero potem desktopową. Ma to swoje uzasadnienie – więcej osób przegląda Internet na urządzeniach mobilnych niż na desktopie. W związku z taką zmianą zacznie być to jeden z ważniejszych czynników w algorytmie. Dodatkowo, Google stale dba o to by w wynikach wyszukiwania były tylko serwisy z treścią wysokiej jakości. W 2017 na pewno poczyni na tym polu kolejne kroki. Zagadnienia takie jak topical authority na pewno zyskają na znaczeniu – dodaje.

Rozpoczynający się rok w branży internetowej będzie obfitować w dużo wartościowego i spersonalizowanego contentu. Specjaliści przewidują również przeniesienie znacznej części treści na urządzenia mobilne, które generują obecnie najwięcej ruchu w Internecie. Czy markom uda się połączyć działania na wielu płaszczyznach i zaskoczyć czymś nowym odbiorców?  Przekonamy się już wkrótce.

Źródło: www.knowledgehub.pl

Krajobraz po dyrektywie tytoniowej. Jak nowe przepisy zmieniły rynek e-papierosów?

Zakaz sprzedaży w Internecie, pojemniki zapasowe o pojemności do 10 ml, maksymalne stężenie nikotyny do 20 mg/ml, obowiązkowe zgłoszenia produktu i wysokie opłaty – to tylko niektóre wymogi nowelizacji Ustawy Tytoniowej[1]. Wszystko to zrewolucjonizowało rynek elektronicznych papierosów i wymaga od producentów odnalezienia się w nowej rzeczywistości.

Wprowadzenie nowego prawa w znacznym stopniu zmienia reguły działalności polskich producentów branży elektronicznych papierosów, którzy od niedawna muszą spełnić szereg wymagań zapisanych w Ustawie Tytoniowej. Dotyczą one nie tylko samych e-papierosów, ale przede wszystkim płynów do ich napełniania, tzw. e-liquidów.

Podstawową zmianą, wynikającą z nowelizacji ustawy, której przepisy weszły w życie we wrześniu tego roku, są ograniczenia wobec e-liquidu – płyn ten może być obecnie produkowany w pojemnikach zapasowych o maksymalnej pojemności 10 ml i zawartości nikotyny do 20 mg/ml. Podmioty działające w branży mają ponadto obowiązek podania na opakowaniu e-liquidów wykazu wszystkich składników wyrobu w porządku malejącym według masy. Oznacza to, że konsumenci otrzymają więcej informacji dotyczących produktu, z którego korzystają, a zawartość nikotyny w produkcie będzie limitowana. Tym bardziej, że ustawodawca zobligował producentów i importerów do przeprowadzania szczegółowych badań wyrobów oraz podawania danych toksykologicznych składników płynu, jak również substancji wydzielanych podczas „palenia” e-papierosa.

­­

Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production
Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production

Choć z perspektywy ekonomicznej dbanie o bezpieczeństwo produktu generuje spore koszty, mogące sięgać nawet kilku tysięcy złotych za badaną próbkę e-liquidu, jesteśmy przekonani, że ma to na celu dbanie o interes konsumentów. Jest to związane z obowiązkiem specjalistycznych badań nie tylko samego płynu, ale także aerozolu wytworzonego podczas podgrzania. W naszym przypadku całkowite koszty w związku z nowymi przepisami sięgają nawet kilkuset tysięcy złotych – mówi Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production.

Obowiązkowe zgłoszenia produktów

Każdy producent i importer musi zgłosić swoje produkty w specjalnie przygotowanej platformie internetowej ECAS (System Uwierzytelniania Komisji Europejskiej). W Polsce podmiotem nadzorującym Ustawę Tytoniową jest Inspektor ds. Substancji Chemicznych. Obowiązki producenta związane z rejestracją są restrykcyjne – w zgłoszeniu, oprócz szczegółowych informacji dotyczących składów produkowanych wyrobów, należy wskazać dane toksykologiczne składników i wydzielanych substancji również po podgrzaniu e-liquidu. Każdy producent zobowiązany jest także do składania corocznych sprawozdań dotyczących wielkości sprzedaży w podziale na marki i rodzaje produktu oraz preferencji różnych grup konsumentów, form sprzedaży wyrobów i streszczeń badań rynkowych.

Oprócz obowiązku uzupełniania panelu zgłoszeniowego o bardzo szczegółowe dane dotyczące działalności przedsiębiorstwa, firmy ponoszą także wysokie opłaty. Producent lub importer musi zapłacić za zgłoszenie każdego produktu kwotę w wysokości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku za ubiegły rok, ogłaszanego w drodze obwieszczenia przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego.

Obecnie kwota za rejestrację jednego produktu wynosi 4120,15 zł i jest ona mnożona o ilość wariantów smakowych i mocy e-liquidów (zawartości nikotyny), które dana firma zamierza sprzedawać. Dodatkowym utrudnieniem jest termin zgłoszenia – co najmniej 6 miesięcy przed dniem planowego wprowadzenia produktu na rynek. Jedynym ułatwieniem jest fakt, że w trakcie procesu legislacyjnego projektu Ustawy Tytoniowej, przedsiębiorcom udało się obniżyć opłatę zgłoszeniową. Średnie firmy zapłacą 50% kwoty wyjściowej, a mikro i małe 30% – informuje Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production.

Sprzedaż, promocja i reklama. E-papierosy na cenzurowanym

Dla rynku e-papierosów istotne są zmiany związane nie tylko z samą sprzedażą produktów, ale także obostrzeniami związanymi z ich promocją i reklamą. Nowe przepisy wprowadzają bowiem całkowity zakaz obrotu produktami na odległość, np. w Internecie, jak również udostępnianie e-papierosów osobom nieletnim i zakaz palenia w miejscach publicznych. Zabrania się handlu produktami w szkołach i placówkach oświatowo-wychowawczych oraz obiektach sportowo-rekreacyjnych, podmiotach leczniczych, punktach samoobsługowych (z wyjątkiem sklepów wolnocłowych) oraz wszelkich automatach.

W przypadku promocji i reklamy zakazane są m.in. takie działania, jak: publiczne rozdawanie elektronicznych papierosów i e-liquidów, organizowanie degustacji, premiowanej sprzedaży, konkursów oraz promocji. Zabrania się rozpowszechniania komunikatów reklamowych z wizerunkiem marki papierosów elektronicznych, e-liquidów i ich producentów oraz symboli z nimi związanych. Producenci oraz importerzy mają całkowity zakaz sponsorowania imprez kulturalnych, oświatowych, zdrowotnych i sportowych. Za złamanie przepisów dotyczących sprzedaży, promocji i reklamy grozi grzywna do 200 tys. złotych lub nawet kara ograniczenia wolności albo obie te kary łącznie.

Wprowadzone zmiany w Ustawie Tytoniowej mają na celu poprawę bezpieczeństwa i jakości w obszarze e-palenia – uważa Justyna Lipowicz z LIPRO e-Liquid Production. – Producenci muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości i dostosować do nowych przepisów. Jest to pierwszy akt prawny, który harmonizuje rynek e-papierosowy i potrzeba czasu, aby przedsiębiorstwa dostosowały się do wprowadzonych zapisów. W przyszłości sprawi to jednak, że zaufanie do szeroko rozumianego rynku elektronicznych papierosów powinno wzrosnąć – dodaje.

Polski rynek e-papierosów nieustannie się rozwija i według prognoz Euromonitor International
do 2030 roku możliwy jest nawet 17-krotny wzrost sprzedaży e-papierosów na świecie. Jak na biznes, który rozkwitł na początku tego dziesięciolecia, możemy mówić o rynku, który wzbudza coraz większe zainteresowanie nie tylko po stronie klientów, ale i również organów państwowych. Tzw. dyrektywa tytoniowa uchwalona w kwietniu 2014 roku przez Parlament Europejski i nowelizacja polskiej ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych z września br. jest na to dowodem.

[1] Ustawa z dnia 9listopada 1995 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (tekst jedn. Dz. U. z 2015 r. poz. 298 z późn. zm.), dalej w tekście „Ustawa Tytoniowa”.

Marcin Faleńczyk nowym szefem biura JLL w Trójmieście

Marcin Faleńczyk, szefe biura JLL w Trójmieście
Marcin Faleńczyk, szefe biura JLL w Trójmieście

Marcin Faleńczyk pokieruje trójmiejskim oddziałem międzynarodowej firmy doradczej JLL.

„Marcin Faleńczyk to znakomity wybór na szefa trójmiejskiego oddziału JLL”, powiedział Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce – “W Invest in Pomerania Marcin współpracował z szeregiem inwestorów zagranicznych wchodzących na trójmiejski rynek i koordynował procesy inwestycyjne dla wielu znanych globalnych marek. Posiada szczegółową wiedzę o strategiach rozwoju biznesu z różnych sektorów i z pewnością będzie dynamicznie rozwijał naszą działalność w Trójmieście. Bardzo się cieszę, że Marcin przyjął naszą ofertę i przeszedł do JLL”.

Marcin Faleńczyk ukończył wydział prawa na Uniwersytecie Gdańskim oraz podyplomowe studia z zakresu procesu inwestycyjnego w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Przez ostatnie 9 lat pracował jako Zastępca Dyrektora w Invest in Pomerania, której był również współtwórcą.

„Nasz oddział w Trójmieście działa już prawie 10 lat. W ostatnich dwóch dekadach Trójmiasto stało się ważną oraz dynamicznie rozwijającą się lokalizacją biurową. Aglomeracja oferuje najemcom wiele opcji korzystnych pod względem kosztowym. Ponadto, wizerunek regionu jako atrakcyjnej lokalizacji dla projektów z sektora nowoczesnych usług dla biznesu znacząco wpływa na jego rozwój” – mówi Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy w JLL. „Marcin Faleńczyk wraz z zespołem będzie oferował wysokiej jakości, kompleksowe usługi dotyczące określania i wdrażania strategii związanych z potrzebami najmu i nieruchomościami naszych klientów.”

Trójmiasto jest czwartym co do wielkości rynkiem biurowym w Polsce. Od 2008 r. podaż biur w regionie zwiększyła się prawie trzykrotnie (od ok. 230 000 mkw. na koniec 2008 r. do ok. 630 000 mkw. na koniec  września 2016 r.). Oznacza to, że Trójmiasto jest czwartym co do wielkości rynkiem biurowym w kraju – po Warszawie, Krakowie i Wrocławiu.  W Trójmieście w budowie jest ponad 115 000 mkw. biur[1], co wskazuje na wysoki poziom zaufania deweloperów co do przyszłości tego rynku. Na koniec 2018 r. całkowita podaż nowoczesnych powierzchni biurowych może wynieść nawet 800 000 mkw. Podobnie jak na innych głównych rynkach biurowych poza Warszawą firmy z sektora usług dla biznesu pozostają głównym odbiorcą powierzchni biurowych w Trójmieście. Aglomeracja jest również czwartym pod względem zatrudnienia ośrodkiem SSC/BPO w Polsce.

[1] Dane na koniec III kw. 2016 r.

2017 rokiem rywalizacji o pracowników

Stopa bezrobocia rejestrowanego poniżej 8%, większa dynamika wzrostu wynagrodzeń i odpływ ponad 0,5 mln pracowników w wyniku czynników demograficznych – to perspektywy dla polskiego rynku pracy na 2017 rok. Jak podkreślają eksperci Work Service w nadchodzących miesiącach firmy będą w jeszcze większym stopniu rywalizować o malejące zasoby kadrowe. To stworzy kandydatom odpowiednie warunki do spełnienia noworocznych postanowień o zmianie miejsca zatrudnienia.

Za nami przełomowy na rynku pracy 2016 rok, a kolejne 12 miesięcy zapowiada nie mniejsze emocje. Rekordowo niska stopa bezrobocia w wielu miejscach w Polsce powoduje, że osoby planujące w ramach noworocznych postanowień zmianę pracy, będą miały ułatwione zadanie. Jak podkreślają eksperci, kandydaci w jeszcze większym stopniu będą mogli przebierać w ofertach pracy, a firmy będą borykać się z trudnościami rekrutacyjnymi.

Nadchodzący rok będzie należał do kandydatów, a pracodawcy będą musieli jeszcze mocniej o nich rywalizować. Na przestrzeni nachodzących miesięcy spodziewamy się dalszych spadków bezrobocia, które mogą osiągnąć poziomy wyraźnie poniżej 8%. Jednak dynamika spadkowa będzie wyraźnie niższa niż w 2016 roku, co będzie w głównej mierze ograniczone dostępem do kapitału ludzkiego. Już dziś ponad 56% wszystkich bezrobotnych stanowią Polacy długotrwale nieobecni na rynku pracy, a przywrócenie ich z powodzeniem do aktywności zawodowej wymaga wielomiesięcznych zabiegów – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Polskę dogonią wyzwania demograficzne

Dotychczasowe prognozy GUS wskazywały, że ludność Polski zmniejszy się do 2050 roku o ponad 4 miliony osób. Perspektywa kurczenia się zasobów ludzkich w Polsce jest znana już od lat, ale w najbliższym roku doświadczymy jej nad wyraz mocno. Szczególnie, że na proces starzenia się społeczeństwa, nakładają się zmiany legislacyjne dotyczące systemu emerytalnego.

Z szacunków ZUS wynika, że w 2017 roku ze względu na otrzymanie świadczeń emerytalnych, z rynku pracy może zniknąć ponad 500 tys. osób. Proces ten został 2-krotnie przyspieszony poprzez powrót do niższego wieku emerytalnego. To ogromnie wyzwanie dla pracodawców, bo ma ono miejsce w warunkach kurczenia się zasobów kadrowych, rekordowego wzrostu wakatów i prognoz demograficznych przewidujących zmniejszenie się liczby ludności w niektórych regionach Polski o nawet 30% – mówi Andrzej Kubisiak z Work Service.

Płace w górę?

Malejąca pula dostępnych pracowników na rynku przy rekordowo niskich poziomach bezrobocia będzie owocowała zaostrzaniem się rywalizacji o kandydatów. Już dziś ponad 35% firm deklaruje trudności rekrutacyjne, a ponad 59% kandydatów wskazuje, że zachętą do zmiany zatrudnienia będą dla nich wyższe wynagrodzenia.

Dla wielu osób nadejście nowego roku wiąże się z otrzymaniem podwyżki. Z jednej strony jest to sezon przyznawania rocznych bonusów, ale również zmian w wysokości stałych wynagrodzeń. W pierwszej kolejności odczują je osoby zatrudnione na etacie na poziomach płacy minimalnej. Dla tych osób wynagrodzenie wzrośnie o 8% r/r. Dla porównania średnia stawka w tym okresie wzrośnie o połowę wolniej, a więc o 4% r/r – podkreśla Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A. W kolejnych miesiącach, w wyniku zaostrzającej się rywalizacji o pracowników, spodziewamy się wzrostu wynagrodzeń o ponad 5% r/r. Ta poprawa będzie szczególnie widoczna wśród pracowników fizycznych i niewykwalifikowanych, którzy dotychczas notowali wynagrodzenia poniżej poziomów mediany. To właśnie osób gotowych do podjęcia pracy na podstawowych stanowiskach brakuje dziś w największym stopniu w gospodarce – dodaje Inglot.

Union Investment TFI: Na czym i ile będzie można zarobić w 2017 roku?

Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI
Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI

Wszystko wskazuje na to, że rok 2017 będzie należał do funduszy akcyjnych. Przede wszystkim tych z wysoką betą – bardziej ryzykownych i z większym potencjałem. Akcje będą dominowały nad obligacjami, które pozostaną pod presją. Jednak i na papierach dłużnych da się zarobić.

Świat: wzrost gospodarczy i inflacja przyspieszą

Prognozujemy, że dynamika światowego PKB (uwzględniająca siłę nabywczą ludności w poszczególnych państwach) wzrośnie z 3,2% w 2016 do 3,5% w 2017 roku. W USA gospodarka urośnie przynajmniej o 1,8%, w strefie euro o 1,5%, a w Chinach o 6,8%. Oczekujemy także, że po wielu latach deflacji i stagnacji, na świecie stopniowo zaczną rosnąć ceny towarów i usług.

Wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA spowodowała, że wzrosły oczekiwania inflacyjne. Presję na wzrost cen wywierają też drożejące surowce, głównie ropa naftowa i metale przemysłowemówi Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI. – Naszym zdaniem oczekiwania inwestorów są jednak wyolbrzymione. W 2017 roku inflacja wzrośnie, ale nie gwałtownie – dodaje.

USA: „Trumponomics” i Fed pozostaną w centrum uwagi

Nieoczekiwane zwycięstwo Donalda Trumpa w listopadzie 2016 roku wywołało silną reakcję rynków finansowych. Dolar się umocnił, indeksy giełdowe w USA wzrosły,
a obligacje się przeceniły. Inwestorzy uwierzyli w pozytywny scenariusz dla amerykańskiej gospodarki, pomimo że prezydent elekt nie przedstawił konkretnego planu polityczno-gospodarczego. Spodziewamy się, że ten psychologiczny „efekt Trumponomics” będzie się utrzymywał jeszcze w pierwszej części 2017 roku. Dalszy rozwój wypadków będzie jednak uzależniony od szczegółowych propozycji, które zaprezentuje gabinet Trumpa.

Jednym z głównych rozgrywających na rynku pozostanie amerykański bank centralny (Fed). W grudniu 2016 roku bank centralny USA podniósł stopy procentowe o 25 punktów bazowych, do 0,50-0,75%. Zapowiedział ponadto, że w przyszłym roku dokona trzech kolejnych podwyżek.

Tegoroczne decyzje Fed będą uzależnione od kształtu oraz tempa realizacji planów gabinetu Trumpa. Oczekujemy jednak, że zamiast zapowiadanych trzech Fed zdecyduje się na dwie podwyżki stóp procentowych po 25 punktów bazowych – prognozuje Zbigniew Jakubowski.

USA: dolar się umocni, akcje zdrożeją, obligacje stanieją

Prognozujemy, że w 2017 roku dolar amerykański pozostanie jedną z najbardziej rozchwytywanych walut na świecie. – Zrównanie się kursu euro i dolara nastąpi jeszcze w pierwszej połowie roku – ocenia wiceprezes Union Investment TFI.

Za umocnieniem się amerykańskiej waluty przemawiają zapowiadane podwyżki stóp procentowych w USA (reakcja Fed na rosnącą inflację) oraz wzrost rentowności długoterminowych obligacji amerykańskich. Szacujemy, że do końca roku rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich wzrosną do 2,8%.

Oczekujemy ponadto, że utrzyma się dobra koniunktura na Wall Street. – Od czasu listopadowych wyborów prezydenckich trwa przepływ kapitału z obligacji rządowych do akcji. Jeśli Donald Trump przeforsuje swoje postulaty dotyczące polityki fiskalnej w USA, obecny cykl koniunkturalny (i tak długi) może się wydłużyć o kolejne dwa lata – ocenia Zbigniew Jakubowski.

Naszym zdaniem w 2017 roku kapitał inwestycyjny przesunie się ze spółek wzrostowych (growth) do spółek, które oferują stabilne zyski i dywidendy (value). Najbardziej skorzystają na tym sektory: infrastrukturalny, bankowy i wydobywczy (oil & gas).

Europa: 2017 to rok wyborczy. Euro się osłabi, ale akcje zdrożeją

W 2017 roku odbędą się wybory w Holandii, Francji i w Niemczech. Wobec obserwowanego wzrostu poparcia dla partii nacjonalistyczno-populistycznych w Europie prognozujemy, że przełożą się one na osłabienie euro. Za spadkiem wartości wspólnej waluty przemawia także przedłużenie przez Europejski Bank Centralny skupu aktywów (QE) do końca 2017 roku.

Zbliżające się wydarzenia na europejskiej scenie politycznej w połączeniu z globalnym sentymentem mogą mieć negatywny wpływ także na rentowności obligacji krajów strefy euro. – Ujemne rentowności 10-letnich obligacjach niemieckich to już historia. Oceniamy, że na koniec roku wzrosną one do 0,7%. Naszym zdaniem ten rok nie będzie jednak aż tak zły dla europejskich obligacji, jak obawia się tego rynek – mówi Zbigniew Jakubowski.

Prognozujemy, że w Europie – tak jak w USA – najwyższy potencjał mają akcje. I to pomimo wyborczej niepewności, braku stymulacji fiskalnej w państwach UE oraz wielkiej niewiadomej w postaci Brexitu. – Wskaźniki koniunktury w strefie euro są bardzo dobre, a osłabienie wspólnej waluty wspiera spółki eksportowe, które mają silną reprezentację na europejskich giełdach. Sektorowi bankowemu pomoże wzrost rentowności długoterminowych obligacji skarbowych – wylicza wiceprezes Union Investment TFI.

Polska: wzrost gospodarczy i inflacja w górę. Stopy bez zmian

W Polsce spodziewamy się nieco wyższego wzrostu gospodarczego oraz inflacji. Prognozujemy, że PKB w Polsce w 2017 roku wzrośnie maksymalnie o 3%. Inflacja natomiast dojdzie do poziomu 1,5% już w pierwszej połowie roku. Potem się ustabilizuje. – Niższy od planowanego przez rząd wzrost gospodarczy w warunkach wyższej inflacji będzie stanowił poważny dylemat dla Rady Polityki Pieniężnej – przewiduje Zbigniew Jakubowski. – Oczekujemy jednak, że RPP pozostawi stopy procentowe w Polsce na obecnych poziomach – dodaje.

Polska giełda odzyska blask

Oczekujemy, że 2017 rok będzie dobry dla polskich akcji. Na tyle dobry, że fundusze akcyjne z betą (cechujące się wyższym ryzykiem, ale i wyższym potencjałem) powinny przynieść wyższe zyski niż fundusze absolutnej stopy zwrotu.

Szeroki rynek, tj. indeks WIG, przez trzy lata poruszał się w trendzie bocznym. W grudniu minionego roku wzrosty przyspieszyły. Przyczynił się do tego transfer kapitału z obligacji do funduszy ETF inwestujących w Polsce – zwraca uwagę wiceprezes Union Investment TFI.W 2017 roku warszawski parkiet powinien odzyskać siły i przełamać słabość, którą wykazywał w stosunku do zagranicznych indeksów. Zakładamy jednocześnie, że będzie to rok WIG-u, a prosta gra duże spółki versus małe i średnie spółki nie będzie już tak dochodowa – dodaje.

Impulsem dla „umęczonego” rynku akcji w Polsce powinno być wdrożenie przez rząd zachęt do długoterminowego oszczędzania. Zakładamy ponadto, że proces likwidacji OFE przebiegnie zgodnie z propozycją wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Do Funduszu Rezerwy Demograficznej trafi wówczas jedynie 25% aktywów OFE, z których znaczną część stanowią akcje spółek notowanych na GPW.

Rentowności polskich obligacji nieco wzrosną, złoty wkroczy na wyboistą ścieżkę

Prognozujemy, że do końca 2017 roku rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrośnie do 4%. To mniej, niż oczekuje rynek. – Pozytywny dla polskich obligacji jest bardzo niski, 2% deficyt budżetu państwa na koniec 2016 roku. Szacujemy, że w 2017 roku deficyt lekko przekroczy 3%, jednak prefinansowanie potrzeb pożyczkowych na ten rok zostało już częściowo zrealizowane. Spodziewamy się też utrzymania referencyjnej stopy procentowej w Polsce na poziomie 1,5% – mówi Zbigniew Jakubowski.

Kolejny niespokojny rok ma przed sobą również polska waluta. – Złoty może się wahać w okresach wyborów w Europie, przy okazji decyzji odnośnie formy Brexitu (hard lub soft) oraz jeśli dojdzie do szybszych podwyżek stóp procentowych w USA – mówi Jakubowski. – Jednocześnie oczekujemy, że w drugiej połowie 2017 roku, wraz z przyspieszeniem PKB, złoty zacznie się stabilizować – dodaje.

Cele inwestycyjne Union Investment TFI na 2017 r. dla wybranych klas aktywów

Fundusze Cele inwestycyjne dla klas aktywów
Gotówkowe i pieniężne 2,0-2,6%
Obligacyjne 3-4%
Obligacji Nowej Europy 4,5%
Stabilnego wzrostu i zrównoważone 5-7%
Akcji polskich (w tym małych i średnich spółek) 10-12%
Akcji tureckich 5%
Akcji Nowej Europy 12%

 

Producenci motoryzacyjni potrzebują więcej pracowników. Czy deficyt kadry spowolni branżę?

Rosnące zamówienia na samochody, części i podzespoły samochodowe oznaczają wzrost zapotrzebowania na pracowników. Aż 60 proc. przedstawicieli sektora motoryzacyjnego w Polsce planuje w najbliższych miesiącach zwiększenie zatrudnienia. Duże zapotrzebowanie będzie również u naszych sąsiadów – na Słowacji, w Czechach i Rosji. Niemcy są jedynym krajem, w którym odsetek firm spodziewających się spadku zatrudnienia jest wyższy niż oczekujących jego wzrostu – wynika z raportu „MotoBarometr 2016. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Słowacja” przygotowanego przez Exact Systems. Kołem ratunkowym dla automotive mogą okazać się specjalne programy przygotowujące do pracy.

Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems S.A.
Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems S.A.

Motosektor to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki. Nowe inwestycje, rekordowe wartości eksportu, a przy tym oczekiwany przez niemal dwie trzecie przedsiębiorców w Polsce wzrost zatrudnienia. Wszystko zatem wskazuje na to, że rozpędu, który nabrała motoryzacja, nic nie zatrzyma i w tym roku. Wręcz przeciwnie, naszym zdaniem motoryzacja jeszcze przyspieszy. Hamulcem może się jednak okazać dostęp do wykwalifikowanej kadry, z którą już w tym roku mocno zmagali się pracodawcy. W tym niełatwym otoczeniu istotna będzie dywersyfikacja kanałów poszukiwania kandydatów i wyjście poza utarte schematy – mówi Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems S.A.

W Polsce i na Słowacji zatrudnienie mocno w górę, gorzej w Niemczech

Przedstawiciele sektora motoryzacyjnego w Polsce zdają sobie sprawę, że za oczekiwanym przez nich wzrostem produkcji musi iść wzrost zatrudnienia. Aż 60 proc. z nich spodziewa się, że liczba pracowników w ich firmach w najbliższych sześciu miesiącach zwiększy się. Jest to wynik znacznie wyższy niż uzyskany w poprzedniej edycji badania (lipiec 2015: 39 proc.). Ogłoszenia rekrutacyjne będą dotyczyć głównie pracowników niższego szczebla (76 proc.) oraz średniego szczebla (25 proc.), a 7 proc. przedsiębiorców deklaruje, że będzie poszukiwać menadżerów i kierowników.

W Polsce i na Słowacji zatrudnienie mocno w górę, gorzej w Niemczech

W zakresie zwiększania etatów większe oczekiwania niż Polacy mają jedynie przedstawiciele automotive na Słowacji, gdzie aż 79 proc. zapytanych przewiduje wzrost zatrudnienia. W Czechach ten odsetek wynosi 50 proc., a w Rosji 45 proc. Tylko w Niemczech zaledwie 13 proc. przedsiębiorców spodziewa się wzrostów zatrudnienia, przy jednoczesnym przewidywaniu spadku liczby pracowników przez 20 proc. firm.

Tak duże zapotrzebowanie na kadrę wśród naszych sąsiadów z Czech i Słowacji ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony, to potwierdzenie, że branża ma się świetnie i będzie się rozwijała. Z drugiej strony, walka o pracowników może przybrać wymiar ponadnarodowy. Już teraz w zagranicznych fabrykach zlokalizowanych blisko granicy polsko-czeskiej czy polsko-słowackiej pracuje wielu naszych rodaków. To dla nas spora strata, która może spowodować, że u nas zwiększy się odsetek pracujących Ukraińców, którzy napływają do Polski i szukają zatrudnienia. Tak naprawdę wielu z nich już znalazło pracę w automotive – podkreśla Jacek Opala z Exact Systems.

Młodych wykwalifikowanych jak na lekarstwo

Największym wyzwaniem, przed jakim stoją obecnie pracodawcy z branży motoryzacyjnej, jest rekrutacja nowych pracowników. Aż dwie trzecie firm sygnalizuje brak kadry o kierunkowym wykształceniu i małą liczbę kandydatów do pracy. Dla co szóstego pracodawcy problemem są wysokie oczekiwania płacowe pracowników. Co dziesiąty zwrócił uwagę na brak odpowiednich placówek edukacyjnych przygotowujących do pracy w motobranży.

Prognozy dla inwestycji w akcje wzrostowe ze Stanów Zjednoczonych

Warto zwrócić uwagę, że to właśnie w edukacji upatruje się największej szansy na poprawę sytuacji w polskim automotive. Według 65 proc. przedstawicieli branży, najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu rosnących potrzeb kadrowych jest uruchomienie profilu motoryzacyjnego w szkołach zawodowych. Niemal jedna trzecia wskazuje na organizację szkoleń przez samych pracodawców. Tę ostatnią metodę już od kilku lat praktykuje Exact Systems, który w swojej Szkole Jakości prowadzi zajęcia dla przyszłych kontrolerów jakości. Ponadto firma przygotowała specjalną platformą e-learningową, w ramach której wdraża przyszłych pracowników w działania firmy, przygotowuje do przyszłych zadań oraz wspiera rozwój ich kompetencji.

Zakładam, że takie rozwiązania jak te, które wdrożyliśmy u nas w firmie, będą standardem w coraz większej liczbie przedsiębiorstw. To właśnie odpowiednie przygotowanie i narzędzia mają kluczowe znaczenie przy rosnących potrzebach kadrowych. To szczególnie istotne, jeżeli uwzględnimy, że jak wynika z danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, motoryzacja jest branżą, w której w ostatnich miesiącach zostało zrealizowanych najwięcej inwestycji zagranicznych – podsumowuje Jacek Opala z Exact Systems.

Metodologia badania

Badanie „Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Słowacja” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 413 respondentów z 5 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Słowacja). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji.

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od lipca do września 2016 roku.

Europejskie Indeksy PMI. Premier Izraela oskarżony o korupcję

Po wczorajszych dobrych danych z Polski przyszedł bardzo korzystny odczyt z Wielkiej Brytanii. Premier Izraela oskarżony o korupcję. Wraca temat LuxLeaks i rosną ryzyka politycznych niespodzianek.

Indeksy PMI

Wczorajsze odczyty indeksów PMI nie przyniosły większych niespodzianek. Niemcy uzyskali wynik niemal dokładnie równy oczekiwaniom. Na uwagę zasługują odczyty z południa kontynentu. Zarówno Włochy jak i Hiszpania uzyskały wyniki po niemal pełen punkt wyższe od oczekiwań. W dodatku były to rezultaty wyraźnie powyżej bariery 50 pkt oddzielającej wzrost od recesji. Jak widać pomimo problemów z jakimi boryka się kraj biznes jest nastawiony optymistycznie. Dopiero dzisiaj poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, gdyż 2 stycznia jest świętem w obydwóch tych krajach. Szwajcaria wypadła 0,1 pkt poniżej oczekiwań, aczkolwiek wynik 56 pkt pokazuje, że sytuacja w tym kraju pomimo bardzo silnego franka wcale nie jest zła. Wielka Brytania uzyskała 0,1 pkt więcej niż Szwajcaria. Wynik ten jest tym bardziej istotny, że analitycy zakładali 53,3 pkt, to aż 2,8 pkt różnicy. W rezultacie rozpoczął się pół godzinny ruch, który w szczytowym momencie spowodował podrożenie funta aż o 3 grosze z 5,17 zł do 5,20 zł.

Oskarżenia o korupcję w Izraelu

Wczoraj oskarżono o przyjmowanie korzyści korupcyjnych premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Przesłuchanie policyjne miało się odbyć w rezydencji oskarżonego, który wszystkiemu zaprzecza. Nie są to pierwsze oskarżenia o korupcję tego polityka. Jego kariera polityczna pod koniec zeszłego millenium niemal dobiegła końca po takich oskarżeniach. Sprawa jednak zakończyła się ułaskawieniem. W reakcji na doniesienia mediów było widać chwilowe spadki na izraelskiej szekli. Sytuacja jednak szybko wróciła do normy.

LuxLeaks ciąg dalszy

Wydawać by się mogło, że afera z preferencyjnymi stawkami podatkowymi dla korporacji w Luxemburgu już się dawno skończyła. Jak jednak widać temat jest wygodny w kontekście zbliżających się wyborów w Niemczech, Holandii i Francji. Jest to woda na młyn eurosceptyków. Nie można się zatem dziwić, że temat znów ożywa. Sam nie ma żadnego wpływu na rynki, natomiast jeżeli dojdzie do kolejnej niespodzianki wyborczej z pewnością znów zobaczymy silne reakcje, które najpewniej nie ominą złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – wstępny odczyt inflacji,
  • 15:45 – USA indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prognozy dla inwestycji w akcje wzrostowe ze Stanów Zjednoczonych

Grant Bowers, Wiceprezes, Zarządzający portfelami inwestycyjnymi, analityk, Franklin Equity Group
Grant Bowers, Wiceprezes, Zarządzający portfelami inwestycyjnymi, analityk, Franklin Equity Group

Uważamy, że fundamentalne wskaźniki ekonomiczne gospodarki Stanów Zjednoczonych wciąż są solidne. Takie czynniki, jak poprawa parametrów zatrudnienia, wzrost płac, wyższa produktywność i większa dynamika nowych inwestycji w nieruchomości mieszkaniowe, nadal wspierają powolną, ale zrównoważoną ekspansję gospodarczą w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, mając już za sobą niepewność związaną z wyborami w Stanach Zjednoczonych, analizujemy potencjalne implikacje nowej administracji w odniesieniu do fundamentów spółek i rynku konsumenckiego. Według publicznego oświadczenia prezydenta elekta Donalda Trumpa, droga do reformy podatku dochodowego od przedsiębiorców w Stanach Zjednoczonych, gdzie obciążenia podatkowe spółek są największe w całym rozwiniętym świecie, wydaje się prostsza, szczególnie przy wsparciu ze strony kontrolowanego przez Republikanów Kongresu. Reforma podatkowa może okazać się bardzo korzystna dla prognozowanych zysków z akcji w ogóle oraz dla naszych strategii zorientowanych na wzrost. Z drugiej strony polityka handlowa Trumpa może zmienić ścieżkę wzrostu korporacji międzynarodowych. Naszym zadaniem, jako aktywnych zarządzających, jest dostrzeganie ryzyka i możliwości, jakie mogą kształtować takie okoliczności na rynku.

Pozycjonowanie w dłuższej perspektywie wykraczającej poza wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych

Nasze obecne pozycjonowanie uważamy za odpowiednie i nie spodziewamy się większych zmian tematów, na których koncentrują się nasze strategie wzrostowe w związku z wyborczym zwycięstwem Donalda Trumpa. Liczymy na możliwość wykorzystania czynników, na których oparty jest wieloletni długoterminowy wzrost, przyjmując dłuższą perspektywę niż wyniki ostatnich wyborów czy nawet kadencja jednego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zamierzamy nadal koncentrować się na sektorach technologii informatycznych i ochrony zdrowia zarówno w 2017 r., jak i w latach następnych. Innowacje i zmieniające się warunki rynkowe tworzą, w naszej ocenie, atrakcyjne możliwości dla inwestorów. Zmienia się, na przykład, cały rynek konsumencki — stale połączeni z siecią klienci codziennie i w zindywidualizowany sposób korzystają z inteligentnych urządzeń w wielu różnych celach. Nowe sposoby wzywania taksówki, korzystanie z usług automatycznych doradców internetowych czy zakupy w sieci to obszary, które wywołują potężne zmiany w sektorach transportu, doradztwa finansowego i sprzedaży detalicznej. Jeżeli chodzi o handel elektroniczny, przetwarzanie rosnącej ilości danych konsumentów wymaga zastosowania technologii opartej na sztucznej inteligencji. Długoterminowe zmiany napędzają popyt na rozwiązania związane z infrastrukturą obsługi płatności i przetwarzaniem w chmurze, które rozszerzają gamę możliwości także w bardziej tradycyjnych branżach takich jak produkcja oprogramowania stanowiąca część sektora technologii informatycznych. Uważamy, że zorientowane na konsumentów spółki, które chcą wciąż liczyć się na rynku, będą musiały inwestować w oprogramowanie, by móc płynnie i bezproblemowo obsługiwać klientów. Pod tym względem wydatki na technologie i inwestycje w takie rozwiązania nie są takim luksusem, jakim mogłyby się wydawać, co zapewnia sektorowi technologicznemu stabilność, z jaką dotychczas nie był kojarzony. Obserwujemy, ponadto, trajektorię zmian w branży półprzewodników i zbliżanie się do możliwego punktu zwrotnego prowadzącego w dobrym kierunku: autonomiczne samochody mogą wymagać trzykrotnie większej liczby chipów na jeden pojazd.

Ochrona zdrowia: bieżąca niepewność, długoterminowe możliwości

Jeżeli chodzi o sytuację w sektorze ochrony zdrowia, okaże się, czy postulat Republikanów dotyczący uchylenia ustawy o systemie opieki zdrowotnej rzeczywiście będzie wprowadzony w życie. Mogłoby to ograniczyć dostęp do publicznych usług medycznych, co z kolei miałoby negatywne implikacje dla niektórych dostawców usług związanych z opieką zdrowotną oraz producentów wyrobów medycznych. Z drugiej strony wielu producentów leków od kilku miesięcy odczuwało wzmożoną presję związaną z rynkowymi obawami, że administracja Hillary Clinton mogłaby podjąć legislacyjne działania na rzecz racjonalizacji cen leków, co miałoby niekorzystny wpływ na przedsiębiorstwa farmaceutyczne i biotechnologiczne. Zwycięstwo Trumpa może poprawić prognozy wzrostu zysków w tym obszarze. Nasz proces inwestycyjny przewiduje ocenę każdej możliwości inwestycyjnej i jej długofalowych perspektyw indywidualnie w każdym pojedynczym przypadku. Niemniej jednak uważamy, że większy potencjał wzrostu mogą mieć spółki farmaceutyczne i biotechnologiczne o wąskim zakresie kompetencji, czyli, na przykład, przedsiębiorstwa zajmujące się sekwencjonowaniem DNA, pracą nad lekami na wirusowe zapalenie wątroby typu C czy tzw. lekami sierocymi, które byłyby przeznaczone dla niszowych grup docelowych.

Sądzimy, że korzystny dla branży zdrowotnej może okazać się cały szereg różnych czynników. Starzenie się populacji na całym świecie oraz powiększanie się klasy średniej na rynkach wschodzących może przekładać się na wzrost popytu zarówno na rutynowe usługi medyczne, jak i na bardziej skomplikowane formy leczenia i wyroby farmaceutyczne. Sprzyjające warunki demograficzne stymulują innowacje w obszarze rozwoju leków i technologii medycznych, poprawiając tym samym perspektywy rysujące się przed wybranymi spółkami pod względem sprzedaży i zysków. Zdolność spółek do generowania wyższych zysków w przyszłości może dodatkowo rosnąć wraz ze spadkiem wydatków na badania pod wpływem wdrażania innowacji i nowych technologii. Przykładowo, koszty sekwencjonowania DNA, które umożliwia prowadzenie prewencyjnych badań przesiewowych oraz stosowanie indywidualnie dostosowanych metod leczenia, spadają szybciej niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić jeszcze kilka lat temu.

Prognozy dla inwestycji w akcje wzrostowe  ze Stanów Zjednoczonych

Wybieganie myślami poza rynkowe zawirowania

W 2017 r. nadal zamierzamy koncentrować się na innowacyjnych spółkach, które są lub stają się liderami w swoich branżach, są zarządzane przez zespoły skutecznych menedżerów, wyróżniają się kuszącymi parametrami wzrostu oraz wykazują wysoki poziom innowacyjności. Co szczególnie istotne, sądzimy, że zmieniający się krajobraz polityczny oraz zmienność rynkowa będąca konsekwencją tych przemian tworzą doskonałe warunki dla aktywnych zarządzających koncentrujących się na czynnikach fundamentalnych i akcjach wzrostowych. Nasz proces inwestycyjny oparty na analizach pojedynczych spółek pozwala nam wyszukiwać i oceniać przedsiębiorstwa mające solidną pozycję wśród konkurentów oraz wycenę, które nie odzwierciedla ich potencjału wzrostowego.

Autor komentarza: Grant Bowers, Wiceprezes, Zarządzający portfelami inwestycyjnymi, analityk, Franklin Equity Group.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2016 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 31,2% rdr
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku na poziomie 1 mln zł
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 19,6% rdr
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na akcje o 92,2% rdr oraz najwyższy historycznie wolumen obrotu kontraktami terminowymi na stopę procentową – 2,2 tys. szt.
  • Wzrost wartości notowanych emisji na Catalyst o 17,5% oraz spadek wartości obrotu obligacji nieskarbowych w ramach arkusza zleceń o 23,2% rdr
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 54,8% rdr

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w grudniu 2016 r. 23,0 mld zł, czyli o 24,9% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 31,2%, do poziomu 21,5 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła poziom 1,0 mln zł. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia 2016 r. wyniosła 51 754,03 pkt i była o 11,4% wyższa niż rok temu.

Na rynku NewConnect odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 0,4% rok do roku. Łącznie wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym w grudniu 2016 r. wyniosła 140,2 mln zł, a w ramach arkusza zleceń – 101,5 mln zł.

W grudniu 2016 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 944,1 tys. szt., o 19,6 % więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 574,2 tys. szt., co oznacza wzrost o 6,3% wobec grudnia 2015 r. Odnotowano także istotny wzrost wolumenu obrotu pozostałymi kontraktami terminowymi. W przypadku kontraktów na akcje wyniósł on +92,2% rdr (wolumen w grudniu 2016 r. – 175,6 tys. szt.), a w przypadku kontraktów walutowych +44,7%, do poziomu 157,2 tys. szt. Natomiast łączny wolumen obrotu kontraktami terminowymi na stopę procentową osiągnął rekordowy poziom – 2,2 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec grudnia 2016 r. 81,8 mld zł, co oznacza wzrost o 17,5% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła rok do roku o 23,2%, do poziomu 155,0 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w grudniu 2016 r. 28,8 mld zł i była o 32,0% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w grudniu 2016 r. 12,8 TWh, o 54,8% więcej niż rok wcześniej, przy czym największą dynamikę wzrostu odnotowano na rynku spot, gdzie wolumen obrotu osiągnął poziom 3,5 TWh (+78,7% rdr). Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w grudniu 2016 r. wyniósł 8,8 TWh, czyli o 48,0% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2] na rynkach spot i terminowym wyniósł 4,0 TWh, co oznacza spadek o 25,7% w stosunku do grudnia 2015 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w grudniu 2016 r. 64,6 ktoe[3].

Kapitalizacja 434 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec grudnia 2016 r. wyniosła 557,1 mld zł (125,9 mld EUR). Łączna kapitalizacja 487 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec grudnia 2016 r. 1115,7 mld zł (252,2 mld EUR).

W grudniu 2016 r. na Głównym Rynku zadebiutowała spółka TXM S.A. Na rynku NewConnect zadebiutowały dwie spółki: Outdoorzy S.A. i Termo2Power S.A.

W grudniu 2016 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, o 1 mniej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

Śląskie Centrum Logistyczne wzbogaci się o cross-dock

Śląskie Centrum LogistyczneW ramach rozbudowy Śląskiego Centrum Logistycznego w Sosnowcu zaplanowano przeznaczenie ok. 2,5 tys. mkw. na cele cross-dockingu. Pozostałe ok. 23 tys. mkw. w inwestycji realizowanej przez Biuro Inwestycji Kapitałowych będzie dedykowane na potrzeby magazynowe.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych opracował projekt rozbudowy Śląskiego Centrum Logistycznego w Sosnowcu. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie najemców Biuro Inwestycji Kapitałowych, w ramach realizowanej inwestycji, postanowiło przeznaczyć ok. 2,5 tys. mkw. na cele cross-dockingu. „Taka oferta jest bardzo poszukiwana przez najemców ponieważ specjalistyczne powierzchnie magazynowe w zakresie cross-dockingu są rzadko dostępne na rynku. Dlatego jesteśmy przekonani, że nasza propozycja spotka się z dużym zainteresowaniem” – powiedział Krzysztof Mucha, Business Development Manager Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Obsługa cross-dockingu wymaga dodatkowych modyfikacji w architekturze parku logistycznego. „Do tego celu konieczne jest przygotowanie dwóch placów manewrowych, po obu stronach obiektu, dużej liczby doków oraz bram kurierskich. Dodatkowo głębokość budynku w projektowanej przez nas części rozbudowy Śląskiego Centrum Logistycznego nie będzie przekraczać 40 metrów. W klasycznych obiektach o przeznaczeniu typowo magazynowym jest to około 75 metrów” – podkreślił Krzysztof Mucha.

Cross-docking jest to przeładunek kompletacyjny, który polega na przeładowaniu, lub przepakowaniu towaru i wysyłce do odbiorcy bezpośrednio z magazynu bez dodatkowego magazynowania towaru. „Skraca to logistykę, realizowane procesy wymagają mniejszej powierzchni, a dzięki temu najemca oszczędza koszty” – dodał Business Development Manager Biura Inwestycji Kapitałowych S.A..

W ramach realizacji projektu Śląskie Centrum Logistyczne docelowo powiększy się łącznie o około 25 tys. mkw. Poza powierzchnią na cele cross-dockingu, pozostała część obiektu będzie przeznaczona na potrzeby magazynowe w ramach standardu wysokiego składowania.

Rozbudowa parku logistycznego w Sosnowcu jest jednym z celów emisyjnych, na realizację którego BIK pozyskał środki z niedawnej publicznej emisji akcji. Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków).

Bartosz Bednarski Dyrektorem Zarządzającym Axence

Bartosz Bednarski, Dyrektor Zarządzający Axence
Bartosz Bednarski, Dyrektor Zarządzający Axence

Bartosz Bednarski, dotychczasowy Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Axence, został mianowany Dyrektorem Zarządzającym spółki. Jego głównym zadaniem będzie wdrożenie nowej strategii sprzedaży i komunikacji firmy oraz nadzór nad realizacją wyznaczonych celów. Są nimi m.in. dotarcie z przekazem i ofertą do dużego biznesu, znaczne rozbudowanie portfolio klientów oraz rozwój sieci partnerskiej, w efekcie czego spodziewany jest znaczny wzrost przychodów i ekspansja firmy na rynki ościenne. W realizacji planu rozwoju mają pomóc liczne sukcesy, które manager osiągał przez ostatnich 15 lat, pracując dla największych polskich oraz zagranicznych grup kapitałowych.

Bartosz posiada wiedzę i doświadczenie niezbędne do nadania właściwego kierunku rozwoju Axence. Chcemy jeszcze lepiej komunikować i sprzedawać nasze oprogramowanie liderom swoich branż. Axence nVision to kompleksowe rozwiązanie, które z powodzeniem może być wykorzystywane nawet przez największe podmioty, należy tylko do nich odpowiednio umiejętnie dotrzeć. To właśnie jedno z głównych zadań Bartosza. mówi Grzegorz Oleksy, Prezes Zarządu Axence.

Pierwsze pół roku pracy w Axence było dla mnie niezwykle wartościowe, umożliwiło mi dokładne poznanie specyfiki produktu i otoczenia konkurencyjnego oraz przeprowadzenie szczegółowej analizy zachodzących w firmie procesów. Dzięki zgromadzonej wiedzy i doświadczeniu zaproponowałem wprowadzenie szeregu kluczowych zmian rozwojowych, których pozytywne efekty już zaczynają być widoczne. W perspektywie czasu chcę uczynić z Axence idealnego partnera dla biznesu, w tym również dla dużych rynkowych graczy. Wierzę, że dzięki świadomemu definiowaniu oraz optymalizacji mechanizmów działania, dostarczymy zupełnie nową jakość, którą docenią zarówno nasi obecni oraz przyszli klienci. To odpowiedni czas, by Axence mogło wejść na kolejny poziom rozwoju. Dziękuję Grzegorzowi za zaufanie.mówi Bartosz Bednarski, Dyrektor Zarządzający Axence.

Bartosz Bednarski jest blisko związany z branżą ICT. Wcześniej pracował m.in. dla Grupy Cyfrowy Polsat i T-Mobile Polska. Zarządzał dużymi zespołami odpowiedzialnymi za obszar sprzedaży oraz rozwijania relacji z szeroko definiowanym rynkiem B2B. Z powodzeniem realizował ambitne cele sprzedażowe oraz wprowadzał na rynek nowe produkty. Jest absolwentem Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej im. Wojciecha Korfantego na kierunkach Zarządzanie oraz Zarządzanie Międzynarodowe. Ponadto posiada dyplom Master of Business Administration uczelni Uniwersytet Śląski oraz Aix-Marseille Graduate School of Management. Swoją wiedzę praktyczną wzbogaca regularnie, biorąc udział w warsztatach i szkoleniach dla kadry zarządzającej. Prywatnie pasjonuje się sportami motorowymi i dobrą muzyką.

Jak zbierać dowody naruszenia danych?

W przypadku incydentów naruszenia bezpieczeństwa odpowiedź na pytania, kto i dlaczego dostał się do naszych systemów informatycznych może być bardzo trudna. Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy sprawcą ataku okazuje się osoba posiadająca uprzywilejowany dostęp do sieci lub człowiek, od którego oczekuje się ochrony przed cyberatakami.

Kluczowym elementem w badaniu przyczyn naruszenia danych jest zebranie wszystkich potrzebnych informacji. Tymczasem wiele firm nie wypracowało modelu ścieżki audytu dowodów, do której istniałby szybki dostęp i która byłaby nie do podważenia w postępowaniu sądowym.

Jak zatem organizacje mogą najbardziej skutecznie poszukiwać źródła incydentu?

Wyzwaniami dla specjalistów wewnętrznych czy agencji zewnętrznych, czyli osób, których zadaniem jest precyzyjne określenie tego, jak doszło do naruszenia danych i kto za tym stoi, są:

  • czas i szybkość reakcji – dużo łatwiej, bardziej precyzyjnie i zwykle taniej jest rozpocząć dochodzenie niezwłocznie po wykryciu ataku, a nie po upływie tygodni czy miesięcy.
  • zbyt duża ilość nieuporządkowanych danych. Rejestry zdarzeń gromadzą dane tworzone przez wszystkie urządzenia sieci i aplikacje. Może to jednak być jak szukanie igły w stogu siana, a przesiewanie sterty informacji może trwać całymi dniami.
  • sposób, w jaki dane są zbierane i prezentowane. Logi muszą spełniać standardy formalne dla dowodów (przechowywane w bezpieczny sposób) i każdy, który został zmieniony lub nie był bezpiecznie przechowywany, może być odrzucony jako dowód w sądzie.

Zbieranie dowodów jest obecnie bardzo istotną kwestią dla organizacji, ponieważ cyberprzestępcy, dokonujący ataków, coraz częściej przejmują konta użytkowników wewnętrznych. Uzyskują w ten sposób uprzywilejowany dostęp do aktywów informatycznych firmy i wrażliwych informacji takich, jak dane finansowe, dane systemu zarządzania relacjami z klientami, zapisy dotyczące pracowników lub numery kart kredytowych.

Nowe sposoby monitorowania użytkownika i analizy zachowań umożliwiają firmom analizowanie poprzez systemy informatyczne wszystkich działań użytkownika, w tym zdarzeń szkodliwych. Pozwala to przedsiębiorstwom śledzić i wizualizować działania użytkownika w czasie rzeczywistym, aby zrozumieć, co naprawdę dzieje się z siecią.

Jeśli nastąpiło niespodziewane zamknięcie systemu, wyciek danych lub manipulacja w bazie danych, okoliczności zdarzenia są łatwo dostępne w ścieżkach audytu, zatem szybko można zidentyfikować przyczynę incydentu. Te zapisane i zabezpieczone ścieżki audytu można przewinąć do tyłu jak film i odtworzyć wszystkie działania użytkownika. – wyjaśnia Csaba Krasznay, Product Manager Shell Control Box w Balabit i dodaje: Ścieżki audytu są bezcenne zarówno dla śledztw prowadzonych w czasie rzeczywistym, jak również po włamaniu i umożliwiają automatyczną analizę zachowania użytkownika.

Przedsiębiorstwa mogą zostać zaatakowane przez hackerów, ulec próbom oszustwa lub kradzieżom danych wrażliwych. Ścieżka audytu działań użytkownika z zapisanym czasem, zaszyfrowana i podpisana stanowi nie tylko kluczowy dowód w przypadku postępowania sądowego, ale również daje gwarancję określenia przyczyny incydentu poprzez zapisane dane logów. Jeśli jest to uzupełnione analizą zachowań, organizacja może przyspieszyć czas oraz zmniejszyć koszt dochodzenia w śledztwie oraz jednocześnie aktywnie odpowiedzieć w czasie rzeczywistym na ostatnie zagrożenia.

Optymistyczny początek roku na rynku walutowym

We wtorek główne rynki rozpoczynają normalny handel i tylko Japonia przedłużyła sobie świętowanie, co trochę stłumiło obroty w nocy, ale generalny klimat jest optymistyczny. Dane o poprawie aktywności w chińskim przemyśle oraz stabilizacja kursu juana wysyłają pozytywne wibracje. USD zaczyna handel w Europie mocnym wejściem, ale po południu będzie potrzebował wsparcia z raportu ISM.

Obawy o zmasowany odpływ kapitału z Chin na początku roku na razie się nie materializują. Od 1 stycznia resetowi uległy limity zakupu dewiz i każdy obywatel Chin może zakupić równowartość 50 tys. USD. Po zeszłorocznej fali deprecjacji juana względem dolara (6,5 proc.) widziano ryzyko, że chińska klasa średnia i wyższa będą szukały możliwości zabezpieczenia się przed spadkiem wartości rodzimej waluty. Po pierwszym dniu handlu w Państwie Środka nie widać jeszcze paniki – od piątkowego zamknięcia juan osłabił się o mniej niż 0,2 proc. W braku paniki duża zasługa chińskich władz, które na przestrzeni weekendu zrobiły dużo, by zahamować zapędy do kupna dolara. Urząd regulacyjny wzmocnił nadzór nad celem zakupu walut, m.in. wyłączając możliwość zakupu zagranicznej nieruchomości. Banki muszą raportować transfery od niższej kwoty niż wcześniej, tj. 200 tys. juanów (ok. 28 tys. EUR). Do tego dochodzi wykupienie miejsca w lokalnej prasie, by zbagatelizować słabość juana i zapewnić, że rezerwy walutowe banku centralnego są na bezpiecznym poziomie 3 bln USD. W tym ostatnim przypadku jest to o tyle ważne, że w listopadzie rezerwy skurczyły się do 3,05 bln USD, tj. najniższego poziomu do 5 lat. Zatem sytuacja juana wydaje się pod kontrolą, pytanie tylko za jaką cenę? W ostatnich dwóch tygodniach grudnia kurs juana był zaskakująco stabilny (a nawet z przewagą umocnienia waluty) pomimo silniejszych fluktuacji na rynkach globalnych. Sugeruje to podwyższoną aktywność interwencyjną banku centralnego kosztem drenowania rezerw. Dane o grudniowej zmianie portfela dewiz poznamy 7 stycznia i mocny spadek może podsycać spekulacje, że spokój wokół juana nie jest naturalny.

Dziś jednak rynki biorą stabilny kurs juana jako dobrą monetę, a w połączeniu z najlepszym od stycznia 2013 r. odczytem indeksu PMI dla chińskiego przemysłu jesteśmy dalej niż bliżej powtórki scenariusza rynkowych zawirowań ze stycznia 2016 r. Pomyślny pogląd na Chiny powoduje, że AUD i NZD błyszczały na sesji azjatyckiej, choć dziś rano stery zaczyna przejmować USD. Wczoraj względnie słabsze poziomy zaczęły być wykorzystywane do odnowienia długich pozycji w dolarze z nadzieją na kontynuację tematu sprzed świąt – jastrzębi Fed i prorozwojowy Trump. Dziś rano skok rentowności 10-letnich obligacji skarbowych o 3 pb do prawie 2,48 proc. podsyca popyt na USD. Następny punkt programu do grudniowy raport ISM dla przemysłu dziś o 16:00. Oczekiwania są zawieszone wysoko (prog. 53,7, prog. 53,2), jednak optymizm przedsiębiorców względem korzyści polityki Trumpa dla gospodarki także jest silny. Jeśli dane wypadną dobrze, USD to z pewnością poczuje.

Z innych pozycji w kalendarzu, PMI dla przemysłu z Wielkiej Brytanii ma zwolnić w grudniu do 53,3 z 53,4 miesiąc wcześniej. Silniejszy odczyt może dawać impulsy do chwilowej aprecjacji funta, jednak rynek utrzymuje przeświadczenie o powrocie GBP do osłabienia w średnim terminie, więc niewykluczone jest szybkie wygaszanie wzrostów na GBP/USD. Inflacja CPI z Niemiec po południu jest preludium do danych z całego Eurolandu, które poznamy jutro. Konsensus mierzy we wzrost o 0,6 proc. m/m, co jednak przede wszystkim jest zasługą silnego wzrostu cen energii, a zatem nic tutaj nie zasygnalizuje potencjalnego odejścia ECB od luzowania. EUR/USD wrócił pod 1,05 i oczekujemy zjazdu do parytetu w najbliższych miesiącach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chmura pochłania co najmniej 15 proc. budżetu IT

Połowa firm inwestuje ponad 15 proc. budżetu IT w rozwiązania chmurowe, a wśród nich już co piąta nawet 25 proc. – wynika z raportu „Cloud Security” opublikowanego przez firmę CloudPassage. Przedsiębiorcy dostrzegają też coraz więcej korzyści rozwiązań chmurowych: na pierwszym miejscu wskazują jej dostępność, na drugim obniżenie kosztów. Podium domyka skalowalność. Eksperci Onex Group zwracają uwagę, że jedyną barierą pozostają kwestie związane z bezpieczeństwem, a dokładniej poufnością danych.

Do chmury nie trzeba przedsiębiorców namawiać. Wiedzą, że dzięki niej ich praca będzie łatwiejsza, a koszty ponoszone na infrastrukturę IT, niższe. Nadal jednak barierę stanowią kwestie związane z poufnością danych w relacji usługodawca-usługobiorca. Część klientów obawia się, że przekazując dane firmowe drugiemu podmiotowi, naraża je na ryzyko związane z tym, że usługodawca w jakiś sposób użyje tych danych, sprzeda je reklamodawcom czy będzie szpiegował swoich klientów. Jednak w przypadku największych dostawców, takich jak Microsoft, jest to obawa nieuzasadniona. Dlatego stale powiększa się grono tych, którzy właśnie dlatego przenoszą dane do chmury, że wiedzą, że są tam bardziej bezpieczne – mówi Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający w Onex Group.

Dużo chmur, bo to tańsze i wydajniejsze

Przedsiębiorcy oswoili się już z rozwiązaniami chmurowymi, takimi jak Office 365, z których korzystają aktywnie od kilku lat. Wraz z czasem wyklarowały się również korzyści jakie wynikają z używania tych produktów. Do najważniejszych, wymienianych przez połowę firm, należy dostępność. Na drugim miejscu korzyści chmury znajduje się obniżenie kosztów, które dostrzega 41 proc. przedsiębiorców. Firmy, zamiast inwestować w skomplikowaną infrastrukturę IT, kupują jeden produkt, który daje im korporacyjne standardy w niższej cenie. Dla 36 proc. przedsiębiorców ważna jest również skalowalność rozwiązania, która pozwala dostosować produkt do potrzeb danej firmy.

Coraz więcej danych, ale i pieniędzy w chmurze

Najczęściej gromadzone dane w chmurze to te pochodzące ze skrzynek e-mail – z takiego rozwiązania korzysta już 44 proc. przedsiębiorstw. Co trzecia firma w chmurze gromadzi dane o klientach, takie jak nazwiska i dane kontaktowe, a także informacje marketingowe i sprzedażowe. Dane pracownicze i płacowe w chmurze zbiera 30 proc. przedsiębiorców. Rzadziej natomiast w chmurze gromadzi się dane dotyczące własności intelektualnej – zaledwie 18 proc. firm. W związku z tym, że chmura gromadzi coraz więcej zasobów, wydatki na nią również się zwiększają. Ponad jedna trzecia organizacji (38 proc.) przeznacza na ten cel do 15 proc. całkowitych inwestycji w infrastrukturę IT, ale już co piąta nawet 25 proc.

Chmura już nie nowa, ale obawy zamiast spadać rosną

Bariera związana z bezpieczeństwem chmury w zakresie poufności danych stanowi najważniejszy czynnik powodujący, że rozwiązania tego typu nie zaadaptowały się całkowicie. Co ciekawe, obawy te zamiast spadać rosną. Ogólne kwestie bezpieczeństwa martwią aż 53 proc. przedsiębiorców w porównaniu do 45 proc. w ubiegłorocznej edycji raportu „Cloud Security”. Wzrosły również obawy związane z kwestiami prawnymi i regulacyjnymi (42 proc. w porównaniu do 29 proc.).

Nieco mniej martwi natomiast przedsiębiorców kwestia utraty danych – 40 proc. w porównaniu do 41 proc. w ubiegłorocznej edycji. – Zapewne jest to związane z tym, że na obszar bezpieczeństwa danych firmowych w chmurze kładzie się największy nacisk. Edukacja w tym zakresie jest powszechna. Przedsiębiorcy łatwo mogą odnaleźć informacje o tym, że to właśnie rozwiązania chmurowe zapewniają największe bezpieczeństwo, stąd ich obawy minimalnie spadają. Nadal jednak dotyczą 40 proc. przedsiębiorców, co wskazuje na to, że edukacja nadal jest potrzebna – mówi Jakub Hryciuk.

Metodologia:

Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 2200 specjalistów pracujących w Stanach Zjednoczonych. Szczegółowe informacje znajdują się poniżej:Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 2200 specjalistów pracujących w Stanach Zjednoczonych

Martin Stysiak w MSLGROUP Poland

Martin Stysiak, Account Manager MSLGROUP Poland
Martin Stysiak, Account Manager MSLGROUP Poland

Od początku roku za obsługę klientów z branży mediów i innowacji będzie odpowiadał Martin Stysiak, nowy Account Manager MSLGROUP Poland.

– Martin Stysiak ma uznaną renomę i ogromne doświadczenie dziennikarskie. Doskonale porusza się w świecie tradycyjnych i nowych mediów. Pozyskanie go było znakomitą okazją dla wielu firm na rynku. Z nami będzie mógł pracować dla największych międzynarodowych podmiotów – komentuje Łukasz Kowalski, Dyrektor Działu Corporate & Financial Communications MSLGROUP Poland, z którym współpracował będzie Martin Stysiak.

Przez ostatnie pięć lat jako redaktor działu gospodarczego Gazety Wyborczej Stysiak zajmował się głównie tematyką rynku medialnego w Polsce i na świecie. Opisywał m.in. przejęcie TVN przez Scripps Networks Interactive. W Wyborczej zajmował się również zagadnieniami dotyczącymi funduszy europejskich i rynku handlowego w Polsce. Z redakcją Martin Stysiak rozstał się z końcem listopada.

– Po zakończeniu współpracy z Wyborczą zdecydowałem się zmienić środowisko i podjąć nowe wyzwania. Praca w MSLGROUP, największej firmie konsultingowej Public Relations w Europie, to dla mnie duża szansa na rozwój. Jestem pełen energii do działania i gotów na nowe wyzwania – mówi Martin Stysiak.

Stysiak studiował dziennikarstwo i socjologię w Collegium Civitas w Warszawie. Prywatnie jest fanem dalekich podróży, szczególnie tych do Azji.

Inwestorzy dopiero wracają

Niewiele działo się wczoraj na rynkach finansowych. Giełdy w USA jeszcze nie działały, choć parkiet w Warszawie umacniał się. Natomiast eurodolar dryfował w kierunku południowym.

Wczorajszy handel na rynku forex rozpoczął się dość późno, bo dopiero w godzinach porannych europejskiej sesji. Nic dziwnego, bowiem dzień wolny od handlu dotyczył takich państw jak Chiny, Wlk. Brytania, Szwajcaria, Rumunia, Nowa Zelandia, Kanada, Australia, USA oraz Japonia. Mimo tego eurodolar stracił w ciągu tego dnia 0.6%. Spośród głównych par walutowych właśnie EUR/USD odnotowała największe zmiany. Na rynkach towarowych nie mieliśmy handlu wczoraj wcale.

Dziś kolejny dzień wolny w Japonii. Spośród publikowanych danych wyróżnić można informacje o inflacji CPI, publikowane we Francji oraz następnie w Niemczech. Nieco wcześniej z Niemiec napłyną też dane o aktualnym bezrobociu. W tym kontekście najważniejsze będą jednak dane z czwartku i piątku, kiedy to dowiemy się jak kształtuje się sytuacja na amerykańskim rynku pracy.

eurgbp03012017r

Kurs EUR/GBP po odbiciu się od poziomu 0.84 natrafił na pierwszy opór nad 0.86. Na szczęście dla byków, wskaźnik RSI pokonał poziom 50 punktów, dając tym samym szansę przynajmniej na trend boczny. Teoretycznie odbicie może mieć miejsce już teraz, z poziomu 0.85. Jeśli się to nie uda, następna szansa będzie przy 0.84. Ale nawet gdyby i to się nie udało, to w chwili obecnej rynek najdalej może zejść jedynie na 0.83.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

Ł. Bugaj (DM BOS): Złoty będzie słabszy do dolara. Amerykańskie podwyżki stóp procentowych najmocniej odbiją się na spółkach importujących w dolarze

Ł. Bugaj (DM BOS): Złoty będzie słabszy do dolara. Amerykańskie podwyżki stóp procentowych najmocniej odbiją się na spółkach importujących w dolarze 1
Rok 2017 ma przynieść trzy podwyżki stóp procentowych za oceanem. To zdecydowane zacieśnienie polityki przez Fed, bo w ostatnim czasie podniesiono stopy zaledwie dwukrotnie, i to w odstępie roku. Zaowocowało to dalszym umacnianiem się dolara i zdaniem ekspertów można się spodziewać kontynuacji tego trendu. Zyskają na tym nieliczne polskie spółki zarabiające za oceanem, stracą importerzy, np. spółki odzieżowe płacące w dolarach za produkcję w Azji.

– Polska na szczęście jest w dosyć komfortowej sytuacji z racji tego, że zadłużenie dolarowe dotyczy niewielkiej liczby spółek. Tym niemniej dla tych, które mają duży dług dolarowy, jest to niekorzystna informacja. Na pewno może to w dużym stopniu oddziaływać na spółki, które importują w dolarze, czyli głównie z Chin, mowa o spółkach odzieżowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Nie jest to nowość dla akcjonariuszy tych spółek, ponieważ już od dłuższego czasu dolar de facto się umacnia i to powoduje presję na marżę ze strony tych spółek, bo muszą więcej płacić w złotych za import w dolarach.

W ciągu trzech lat dolar umocnił się do złotego o 40 proc., przy czym najmocniejszy wzrost przypadł na drugą połowę 2014 i początek 2015 roku. We wrześniu 2014 roku akcje najdroższej polskiej spółki odzieżowej LPP kosztowały ponad 10 tys. zł za sztukę. Dziś są warte 5,6 tys. zł. W niektórych rekomendacjach cena docelowa spółki jest jednak wyższa i przekracza 6 tys. zł, co wskazuje na to, że LPP może mieć potencjał do wzrostu.

– Z kolei ta informacja jest korzystna dla spółek, które eksportują w dolarach. Nie jest ich dużo na polskiej giełdzie, ale można je znaleźć – mówi analityk DM BOŚ. – Są to spółki, które działają na rynku w Stanach Zjednoczonych, czyli baza kosztowa jest w Polsce, pracownicy są w Polsce, a produkt czy usługa jest eksportowana na rynek amerykański. I tutaj umocnienie dolara jest oczywiście korzystne z tej perspektywy, ponieważ przychody i zyski tej spółki będą rosły z uwagi na to, że złoty będzie słabszy do dolara.

W strukturze polskiego eksportu Stany Zjednoczone nie są graczem istotnym: odpowiadają za niewiele ponad 2 proc. (w 2015 roku polski eksport do USA wyniósł 16,8 mld zł) i nie mieszczą się w pierwszej dziesiątce. Oczywiście rozliczenia w dolarze dotyczą też innych kierunków, np. wspomnianych krajów Azji, jednak najważniejszym partnerem Polski odpowiadającym za ponad połowę eksportu pozostają kraje strefy euro.

Od dolara uzależnione są natomiast wyniki spółek surowcowych.

– Z jednej strony umocnienie dolara powoduje presję na ceny surowców, co jest niekorzystne dla spółek surowcowych, ale z drugiej strony inwestorzy oczekują poprawy koniunktury w przyszłym roku, a to z kolei podwyższa ceny surowców – tłumaczy Bugaj. – Nie jest więc do końca pewne, jak to będzie wyglądało. Na pewno dobrze wyglądają miedź i ropa naftowa po decyzji OPEC, a np. zdecydowanie gorzej złoto czy srebro, które są pod presją właśnie z uwagi na to, co się dzieje na dolarze.

Złoto ma za sobą burzliwy rok. Po znakomitym początku roku (w pierwszy półroczu kruszec podrożał o 30 proc.) i kilku miesiącach stabilizacji ceny spadły do poziomu o 6–7 proc. wyższego niż przed rokiem. Dla srebra, choć ostatni kwartał także był spadkowy, rok kończy się wzrostem dwukrotnie wyższym. Odwrotny trend widać w notowaniach miedzi, która zaczęła drożeć pod koniec października, i choć w grudniu wytraciła część zysków, to i tak jest na poziomach o niemal 16 proc. wyższych niż na początku roku.

Natomiast zdaniem Łukasza Bugaja zacieśnianie polityki pieniężnej w USA będzie miało ograniczony wpływ na decyzje Rady Polityki Pieniężnej. Ekonomiści w większości nie spodziewają się zresztą żadnych ruchów w nadchodzącym roku, a pierwszą zmianą może być dopiero podwyżka w 2018 roku. Po ostatnim posiedzeniu członkowie RPP wskazali, że najbardziej prawdopodobna w najbliższych kwartałach jest stabilizacja stóp, choć nie wykluczyli podwyżki w razie narastania presji inflacyjnej lub obniżki w wypadku przedłużającego się niskiego wzrostu gospodarczego. W listopadzie, po ponad dwóch latach deflacji, skończyły się średnie spadki cen towarów i usług, wzrost gospodarczy zaś wyhamował do 2,5 proc. w III kw. i prawdopodobnie w całym roku nie przekroczy 3 proc.

– Rada Polityki Pieniężnej gdzieś tam cały czas odnosi się do Europejskiego Banku Centralnego, a ten musi patrzeć na to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych. To jest pośrednio na pewno istotna informacja, natomiast bezpośrednio to nie ma aż tak dużego przełożenia, ponieważ Rada Polityki Pieniężnej musi mieć na względzie to, co się dzieje u nas w kraju oraz to, co robi Europejski Bank Centralny –  przekonuje Łukasz Bugaj. – Na pewno nawet gdyby chciała, to ma bardzo ograniczone pole manewru do obniżek kosztu pieniądza z tego względu, że Fed nie obniża, ale podwyższa z jednej strony, a z drugiej strony, że złoty jest relatywnie słaby i obniżenie kosztu pieniądza spowodowałoby dodatkową presję na złotego, a to nie byłoby szczególnie korzystne.

Zmiany na rynku public relations. Branży coraz bliżej do doradztwa strategicznego

Zmiany na rynku public relations. Branży coraz bliżej do doradztwa strategicznego 2
Firmy i korporacje oczekują, że agencje PR zadbają nie tylko o ich komunikację, lecz także o stronę wizerunkową ich kluczowych procesów biznesowych. Dlatego branży coraz bliżej do konsultingu. To najbardziej wyraźny trend ostatnich lat, który dostrzegły już największe światowe firmy doradcze, stwarzając niejako konkurencję dla agencji PR. Eksperci od komunikacji prognozują, że w przyszłym roku branżę czekają kolejne zmiany związane z rozwojem nowych technologii i mediów społecznościowych.

 Zmiany, które zachodzą w branży public relations, są odpowiedzią na zmieniające się media tradycyjne i oczekiwania klientów. Widzimy, że coraz bardziej przenikają się różne obszary komunikacji, reklamy, marketingu i PR. Klienci oczekują, że agencje będą w stanie dostarczyć im po trochu z każdego z tych obszarów – mówi agencji Newseria Biznes Klara Banaszewska, dyrektor generalna Grayling Polska.

Jednym z najważniejszych trendów ostatnich lat w branży PR było rosnące znaczenie doradztwa strategicznego. Firmy i korporacje coraz częściej oczekują, że agencje PR będą w stanie wesprzeć od strony wizerunkowej ich kluczowe procesy biznesowe, fuzje, transakcje, debiuty giełdowe czy kryzysy korporacyjne. Przedstawiciele branży podkreślają, że w tym kontekście PR coraz bardziej zbliża się do konsultingu.

– Niedawno firma doradcza Deloitte przejęła w Londynie agencję, która zajmuje się PR-em kryzysowym i korporacyjnym. W Polsce widzimy, że w ciągu ostatniego roku Deloitte zaczął budować dział komunikacji i doradztwa komunikacyjnego. Natomiast EY kilka tygodni temu przejął firmę MillionYou, która jest liderem na rynku usług crowdsourcingowych. Agencjom PR wyrasta więc duża konkurencja – mówi Klara Banaszewska.

Szukając odpowiedzi na pytanie, w jakim kierunku będą zmieniały się usługi PR, globalni eksperci Grayling pod koniec każdego roku analizują nowe technologie, innowacje mediowe i zmiany w zachowaniach konsumenckich, a następnie na podstawie pozyskanych obserwacji przygotowują specjalne zestawienie trendów, które będą miały największy wpływ na branżę. W ramach ostatniego cyklu opublikowanego w drugiej połowie października 2016 r. wyróżniono siedem tendencji.

– Niemal wszystkie przyszłoroczne trendy są powiązane z mediami online i nowymi technologiami. Z pewnością w dalszym ciągu będzie rosło znaczenie mediów społecznościowych i komunikacji firm za pośrednictwem tego kanału. Zaobserwujemy też coraz większą rolę w komunikacji firm tzw. influencerów, czyli youtuberów i blogerów – mówi Klara Banaszewska.

Eksperci agencji prognozują, że w przyszłym roku mocnym trendem będzie indywidualizacja, która sprawi, że konsumenci będą mieli coraz lepszy dostęp do szytych na miarę produktów, rozwiązań i usług online.

Wchodzące właśnie w dorosłość pokolenie Z oczekuje inteligentnych rozwiązań mobilnych, które przejmą rolę ich osobistych asystentów. Z drugiej strony młodzi odbiorcy domagają się surowych informacji, bez retuszu, najlepiej w czasie rzeczywistym. Dlatego media coraz chętniej tworzą blogi z relacjami na żywo, prowadzą transmisje strumieniowe i dynamiczne działania w mediach społecznościowych.

Prognozy na przyszły rok przewidują również rosnącą popularność technologii VR (rzeczywistość wirtualna), AR (rzeczywistość rozszerzona) i MR (rzeczywistość mieszana). Granice między światem rzeczywistym a cyfrowym będą się stopniowo zacierać, co już znajduje potwierdzenie w kampaniach wizerunkowo-marketingowych prowadzonych ostatnio przez światowe marki.

– Bardzo ciekawy przykład to niedawna kampania Lockheed Martin, która ma zachęcać dzieci do studiowania na uczelniach technicznych. Jednym z jej elementów był autobus szkolny jeżdżący po Nowym Jorku, przerobiony tak, aby dzieci mogły się poczuć jak na Marsie. Kilka miesięcy temu Jaguar wprowadził na rynek nowy model elektrycznego SUV-a, a konferencja była utrzymana w wirtualnej rzeczywistości. Myślę, że ten trend zaobserwujemy również na polskim rynku – mówi Klara Banaszewska.

Grayling prognozuje, że w przyszłym roku coraz ważniejszą rolę będą odgrywały tzw. gwiazdy mediów społecznościowych. Firmy powinny więc uwzględnić w swoich budżetach marketingowych nową pozycję, która dotyczy właśnie współpracy z blogerami, vlogerami i youtuberami. Dzięki temu będą mogły dotrzeć do grupy zaangażowanych odbiorców.

Klara Banaszewska zwraca również uwagę na rosnące znaczenie emocji w przekazie marketingowym i komunikacyjnym. Udaną kampanią może pochwalić się Allegro, polski gigant sprzedażowy, którego ostatnia kampania odbiła się głośnym echem w zagranicznych mediach.

– W związku z rozwojem mediów online widzimy coraz większy udział mediów i fotografii w komunikacji, a za tym idą emocje. Dobry przykład z ostatniego roku to film Allegro, który rozszedł się w niesamowitym tempie, pisały o nim światowe media. To była kampania oparta stricte na emocjach. Podobnie jak „Breathless Choir”, czyli głośna kampania Philipsa, w której wystąpił chór osób cierpiących na choroby układu oddechowego – wylicza Klara Banaszewska.

Rynek e-booków rośnie w tempie 50 proc. rocznie. Zrównanie podatku VAT na e-booki i drukowane książki mogłoby ten wzrost jeszcze przyspieszyć

Rynek e-booków rośnie w tempie 50 proc. rocznie. Zrównanie podatku VAT na e-booki i drukowane książki mogłoby ten wzrost jeszcze przyspieszyć 3
Osoby wybierające książkę w wersji cyfrowej czytają niemal trzykrotnie więcej niż czytelnicy książek drukowanych. Choć e-booki stanowią zaledwie ok. 25 proc. rynku książki w Polsce, to rosną w tempie 50 proc. rocznie. Szacuje się, że obecnie wartość rynku sięga 85 mln zł. Zwiększyć sprzedaż e-booków może pomóc proponowane przez Komisję Europejską ujednolicenie podatku VAT na e-booki i drukowane książki.

 Sprzedaż e-booków rośnie z roku na rok. Co prawda ten rynek jeszcze jest mały, stanowi 2–5 proc. sprzedaży książki drukowanej, ale cały czas jest rosnący. Wzrosty sięgają ok. 50 proc. w skali roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Martyna Bednarczyk, koordynator ds. marketingu w Virtualo. – Wartość rynku e-booków szacujemy w tym roku na 85 mln zł.

Z danych Virtualo wynika, że osoby wybierające e-booki czytają trzykrotnie więcej niż zwolennicy tradycyjnych książek. Średnio rocznie sięgają po 30 książek. Łącznie rynek książek w Polsce przekracza 2,4 mld zł, od kilku lat notuje jednak nieznaczne spadki. Inaczej wygląda sytuacja na rynku e-booków, które notują dynamiczne zyski. Jeszcze rok temu wydatki na ich zakup wynosiły 60 mln zł.

– Najczęściej e-booki czytają ludzie młodzi w wieku od 24 do 45 lat. Widzimy też coraz większe zainteresowanie wśród najmłodszych osób, czyli 18+, które na smartfonach bardzo często czytają e-booki. Chcielibyśmy także zainteresować książkami elektronicznymi najstarsze osoby, zwłaszcza że czytnik ma opcję powiększania czcionki – mówi Bednarczyk.

E-książki odpowiadają na coraz większą potrzebę mobilności. Na jednym urządzeniu można mieć nawet kilkaset tytułów, bez konieczności dźwigania ciężkich tomów. Badanie Virtualo wskazuje, że 87 proc. użytkowników czyta e-booki na czytnikach, na tablecie – 8 proc., a na smartfonie – 3 proc.

 Książka drukowana nie jest już tak atrakcyjnym prezentem na święta, jak była jeszcze rok czy dwa lata temu. W przypadku e-booków tego nie widzimy, ten rynek systematycznie rośnie i zwiększa się zainteresowanie wśród klientów taką formą czytania – ocenia ekspertka Virtualo.

Po e-booki sięgają miłośnicy nowości. Elektroniczne formy książki trafiają do sprzedaży najczęściej równolegle do drukowanych.

Już wkrótce sprzedaż e-booków może jednak znacznie przyspieszyć. Komisja Europejska zaproponowała, by elektroniczne wydania książek i gazet objąć obniżoną stawką podatku VAT, jaka obowiązuje tradycyjne wydania.

– Obecnie wersje elektroniczne traktowane są jako usługa, która opodatkowana jest u nas 23-proc. VAT-em, natomiast druk ma 5 proc. VAT-u. Jeśli rzeczywiście moglibyśmy wyrównać VAT do 5 proc. na książki drukowane i na e-booki, to byłoby to znakomitym impulsem do szybszego rozwoju tego rynku – prognozuje Martyna Bednarczyk.

Innowacyjne firmy mogą liczyć na większe ulgi podatkowe i łatwiejsze procedury. Nowe przepisy już obowiązują

Innowacyjne firmy mogą liczyć na większe ulgi podatkowe i łatwiejsze procedury. Nowe przepisy już obowiązują 4
Na przełomie roku weszły w życie przepisy tzw. małej ustawy o innowacyjności. Wprowadziła ona szereg ulg podatkowych i ułatwień dla przedsiębiorców, którzy inwestują w badania i rozwój. Nowe przepisy upraszczają też procedurę komercjalizacji wynalazków na uczelniach, a w długiej perspektywie mają przyczynić się do lepszej współpracy środowiska naukowego z biznesem. Równolegle w resorcie w tym roku będą prowadzone prace nad kolejną, docelową ustawą o innowacyjności.

 Ustawa, która właśnie weszła w życie, oznacza dla przedsiębiorców kilka istotnych zmian. Przede wszystkim zwiększa wymiar ulgi, którą można odliczyć od podatku w związku z prowadzoną działalnością badawczo-rozwojową. Po drugie rozszerzony został katalog kosztów, które przedsiębiorcy mogą odliczyć i wreszcie czas tego odliczenia został wydłużony dwukrotnie, aż do sześciu lat. Są też zmiany dotyczące komercjalizacji na uczelniach, które powinny ten proces ułatwić – mówi agencji Newseria Adam Zieliński, zastępca dyrektora ds. działalności programowej w Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

W październiku ubiegłego roku sejm uchwalił tzw. małą ustawę o innowacyjności, której zapisy weszły w życie z początkiem stycznia 2017 roku. Nowe przepisy znoszą całkowicie podatek dochodowy od własności intelektualnej i przemysłowej wnoszony aportem do spółki. Wprowadzają też szereg ulg podatkowych i ułatwień proceduralnych dla firm, które prowadzą działalność badawczo-rozwojową.

Kwota, którą przedsiębiorcy mogą odliczyć sobie od podatku w związku z wydatkami B+R, znacznie wzrosła. Dla mikroprzedsiębiorców, małych i średnich firm obecnie jest to 50 proc. kosztów kwalifikowanych ponoszonych na B+R. W przypadku dużych firm to 50 proc. wydatków osobowych i 30 proc. dla pozostałych wydatków związanych z działalnością badawczo-rozwojową. Wydłużył się również czas na dokonanie odpisu z 3 do 6 lat.

Nowo powstające przedsiębiorstwa (start-upy) mogą się ubiegać o zwrot gotówkowy w związku z prowadzoną działalnością badawczą. Przez pierwsze dwa lata działalności te z nich, które nie osiągnęły zysków, ale poniosły nakłady na działalność B+R, mogą się ubiegać o zwrot 18 lub 19 proc. (w zależności od sposobu rozliczenia).

Mała ustawa o innowacyjności wprowadziła też szereg zmian w procesie komercjalizacji wynalazków i uprościła procedurę tzw. uwłaszczenia naukowców (nabywania praw majątkowych do swoich wynalazków, wyników badań i prac naukowych).

 Mam nadzieję, że dzięki tym rozwiązaniom firmy zechcą w większym stopniu korzystać z wyników prac naukowców. Nowe przepisy powinny wpłynąć pozytywnie na polską naukę i innowacyjność, ale wydaje się, że na ten efekt trzeba będzie trochę poczekać. Na razie wiemy, że wydatki na badania i rozwój w firmach rosną, co bardzo nas cieszy – mówi Adam Zieliński.

Resort nauki przewiduje, że mała ustawa o innowacyjności będzie bodźcem, który przyczyni się do osiągnięcia w 2020 roku zaplanowanego poziomu wydatków na B+R, sięgającego 1,7 proc. polskiego PKB. Nowe przepisy mają też polepszyć współpracę środowiska naukowego z biznesem i wpłynąć na poprawę innowacyjności gospodarki.

Równolegle w resorcie trwają prace nad kolejną, dużą ustawą dotyczącą innowacyjności, która miałaby wejść w życie w 2018 roku. Ta powstaje na bazie Białej Księgi Innowacji, która zawiera propozycje rozwiązań mogących się przyczynić do zlikwidowania barier w polskiej innowacyjności. W internetowych konsultacjach społecznych prowadzonych przez resort nauki padło prawie 400 takich propozycji. Są wśród nich m.in. utworzenie platformy łączącej naukę z biznesem, konkursy innowacyjności i wprowadzenie specjalnego statusu dla przedsiębiorstw innowacyjnych.

Zastępca dyrektora Fundacji na rzecz Nauki Polskiej podkreśla, że regulacjom prawnym w zakresie innowacyjności powinny towarzyszyć zmiany w szkolnictwie wyższym, ponieważ te dwa obszary wzajemnie się uzupełniają. Ponadto fundusze wydatkowane na B+R powinny być przede wszystkim kierowane do tych instytucji, które osiągają najlepsze wyniki.

– Ze strony środowiska naukowego była wielokrotnie sygnalizowana potrzeba zwiększenia nakładów na badania i rozwój, ale także lepszego zarządzania tą pulą, którą dysponujemy. Widać to w toczącej się dyskusji na temat reformy uniwersytetów, gdzie obok zwiększenia finansowania jednym z postulatów jest przegrupowanie środków i skierowanie ich do tych miejsc, które są względnie lepsze od innych – mówi Adam Zieliński.

Zarządcy centrów handlowych będą rozbudowywać i modernizować istniejące obiekty. Największy potencjał mają galerie w centrach miast

Zarządcy centrów handlowych będą rozbudowywać i modernizować istniejące obiekty. Największy potencjał mają galerie w centrach miast 5
Na rynku powierzchni handlowych przybywać będzie inwestycji w modernizację i rozbudowę istniejących obiektów – oceniają przedstawiciele Atrium Group. Zarządca 21 galerii handlowych w Polsce chce w kolejnych kilku latach powiększyć swoje obiekty o ok. 70 tys. mkw. powierzchni najmu brutto (GLA). Łączna wartość planowanych przez spółkę inwestycji wyniesie ok. 120 mln euro i obejmie rozbudowę warszawskich centrów handlowych Atrium Promenada i Atrium Targówek, przebudowę Atrium Reduta oraz modernizację Atrium Biała w Białymstoku.

– Naszym głównym kierunkiem inwestycyjnym jest Europa Środkowo-Wschodnia. Spośród krajów tego regionu nasze działania koncentrujemy przede wszystkim na Polsce, która jest największym i najbardziej wpływowym rynkiem, zamieszkuje ją 38 milionów obywateli, podczas gdy Czechy – także bardzo silny i interesujący rynek – tylko 10 milionów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rachel Lavine, wiceprzewodnicząca rady nadzorczej w Atrium European Real Estate Limited.

Jak podkreśla, polski rynek przyciąga wszystkie ważne międzynarodowe marki zarówno wśród sklepów, jak i sieci handlowych. Jednym z czynników, które na to wpływają, jest – obok chłonnego rynku – także dynamiczny rozwój gospodarczy.

– Na rynek nieruchomości komercyjnych wpływają dwa istotne elementy – mówi Rachel Lavine. – Pierwszym jest postępująca urbanizacja, czyli coraz częstsza migracja z obrzeży miast do centrum. Drugim z kolei e-commerce i fakt, że konsumenci mają coraz więcej możliwości robienia zakupów. Atrium dostrzega te trendy.

Spółka modernizuje i rozbudowuje swoje centra handlowe tak, by dostępna oferta nie tylko odpowiadała stylowi życia mieszkańców miast, lecz także wyprzedzała zmieniające się coraz szybciej potrzeby. Przykładem tego podejścia jest Atrium Promenada – flagowy projekt spółki. W październiku 2016 zakończył się pierwszy etap modernizacji i rozbudowy tego obiektu. W efekcie centrum handlowe zyskało dodatkowe 7 600 mkw. nowej powierzchni najmu brutto (GLA).

– Docelowo obszar handlowy w Promenadzie chcemy podwoić, osiągając ponad 90 tys. mkw., co oznacza, że będzie to jedno z większych centrów w kraju i prawdopodobnie jeden z dziesięciu handlowych gigantów w Europie  – prognozuje Scott Dwyer, prezes zarządu Atrium Poland Real Estate Management. – Inwestycję tę będziemy realizować stopniowo, w ciągu kolejnych czterech, pięciu lat.

Trwają także prace w ramach wstępnego etapu rozbudowy centrum handlowego Atrium Targówek, poprzedzające przystąpienie do etapu głównego rozbudowy.

W ramach realizacji strategii modernizacji i rozbudowy obiektów zarząd Grupy na jednym z ostatnich posiedzeń zatwierdził także dwa dodatkowe projekty. Pierwszym jest rozbudowa (o około 6 tys. mkw. dodatkowej powierzchni) centrum handlowego Atrium Reduta w Warszawie. Planowany koszt inwestycji ma wynieść około 28 mln euro. Drugim – modernizacja (7,5 tys. mkw. dodatkowej powierzchni) centrum handlowego Atrium Biała w Białymstoku (31 mln euro). Zgodnie z przyjętym kierunkiem strategicznym spółki oba obiekty zostaną powiększone o powierzchnię wypoczynkowo-rozrywkową i gastronomiczną.

– Planujemy zwiększać tam powierzchnie handlowe i inwestować w rozwój – zapowiada Scott Dwyer. – W ciągu najbliższych kilku lat skoncentrujemy się na rozbudowie istniejących obiektów. Dziś jesteśmy w 19 miastach Polski, ale działalność chcemy skoncentrować na siedmiu. W efekcie przeprowadzonej modernizacji będą one odpowiadać za 90 proc. wartości naszego portfela.

Te miasta to Warszawa, Białystok, Bydgoszcz, Toruń, Wrocław, Lublin i Koszalin.

– Musimy być obecni w najważniejszych lokalizacjach oraz pełnić ważną rolę jako podmiot zarządzający aktywami – dodaje Scott Dwyer. – Naszym celem jest poszerzanie oferty gastronomicznej i zwiększanie wartości dodanej dla klientów naszych obiektów, tak by nasze centra były miejscem spotkań, w których można nie tylko zrobić zakupy, lecz także skorzystać z usług, bogatej oferty rozrywkowej i gastronomicznej.

Atrium European Real Estate Limited jest właścicielem i zarządcą nieruchomości usługowo-handlowych, a także inwestorem na rynku istniejących centrów handlowych i innych obiektów usługowo-handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Po trzech kwartałach 2016 roku dochód netto z najmu (NRI) uzyskany przez Grupę, z wyłączeniem Rosji, wzrósł o 1,5 proc. do kwoty 102,1 mln euro (za okres 9 miesięcy 2015 roku wynosił 100,6 mln euro). Wartość portfela Grupy obejmującego 62 obiekty wyniosła 2,6 mld euro, odzwierciedlając strategiczne transakcje sprzedaży. Aktywa przedsiębiorstwa w Polsce były warte około 1,5 mld euro.

Ponad 7,5 mln polskich internautów blokuje reklamy. Wydawcy powoli odchodzą od najbardziej inwazyjnych form

Marta Zielińska, head of business w Yieldbird
Marta Zielińska, head of business w Yieldbird

Liczba polskich internatów blokujących reklamy szybko rośnie i przekracza już 7,5 mln. Wpływa to na zmniejszenie przychodów wydawców. Żeby zatrzymać spadek, trzeba zacząć stosować mniej inwazyjne formy, które akceptują internauci. Agresywna reklama nie jest skuteczna, ponieważ zwiększa liczbę użytkowników adblocków i obniża efektywność przekazu.

 Blokowanie reklam najbardziej uderza w wydawców, ponieważ poprzez adblocki kurczy się powierzchnia do zmonetyzowania. Wpływa to na malejące przychody – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Zielińska, head of business w Yieldbird, spółce zajmującej się optymalizacją powierzchni reklamowych w internecie. – Myślę, że wielu wydawców online w przeszłości tkwiło w błędnym kole, ponieważ chcąc poradzić sobie z tym problemem, zaczęło zwiększać liczbę oraz powierzchnię banerów reklamowych na swoich stronach. To sprawiło, że reklama stała się jeszcze bardziej inwazyjna.

Ekspertka wskazuje, że takie zachowanie wpłynęło bezpośrednio na zwiększenie liczby użytkowników oprogramowania blokującego reklamy. Z badania MEC Wavemaker wynika, że 36 proc. polskich internautów korzysta z adblocków, głównie z powodu irytującego przekazu i powolnego ładowania się stron. To przekłada się negatywnie na skuteczność dotarcia z przekazem do grup docelowych.

– Komunikat reklamowy stał się de facto niezauważalny na tych stronach, na których reklam jest w nadmiarze. Nawet najbardziej inwazyjne formaty straciły na skuteczności, ponieważ po pierwsze kliknięcia w nie są bardzo często przypadkowe. Po drugie taki komunikat może być przez konsumentów źle odbierany – stwierdza Zielińska.

Według badania IAB Polska najczęstszymi powodami skłaniającymi Polaków do korzystania z adblocków są agresywne kampanie reklamowe (78 proc.), wydłużenie czasu ładowania strony (45 proc.), a także potrzeba ochrony prywatności i wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa (42 proc.).

– Niektórzy wydawcy korzystają z dostępnych na rynku rozwiązań, które umożliwiają monetyzację mimo stosowania przez użytkowników oprogramowania blokującego reklamy. Niemniej nie jest to satysfakcjonujące, jeśli chodzi o przychody i przede wszystkim nie rozwiązuje źródła problemu – zaznacza ekspertka Yieldbird.

Wielu wydawców na Zachodzie uniemożliwia użytkownikom adblocków dostęp do treści, wysyłając im komunikat z prośbą o tzw. whitelisting, czyli dodanie do listy stron, które mogą wyświetlać reklamy. Podobne działania zaczynają być obecne również na polskim rynku. Badanie IAB pokazuje, że odpowiednie podejście do internautów może dać dobre efekty, gdyż aż 78 proc. użytkowników adblocków w Polsce dopuszcza różne formy działań reklamowych i marketingowych. Kolejne 27 proc. stosuje „białe listy” oraz dopuszcza nieinwazyjne formaty reklamowe. Ponadto 33 proc. z nich instaluje dodatkowe przeglądarki bez włączonych adblocków, a 38 proc. wyłącza adblocki po otrzymaniu takiej prośby. Połowa badanych ustawia też wyjątki od reguł blokowania.

 Najważniejsze to uświadomić użytkownikom, że tak naprawdę reklama jest formą zapłaty za treści. Tego typu działania potrafią przynosić bardzo pozytywne rezultaty, ale tylko wśród wydawców premium, czyli tych, którzy oferują użytkownikom rzeczywiście jakościowe i unikalne treści, a przede wszystkim szanują użytkowników, tzn. nie bombardują ich intruzywnymi formami reklamowymi – uważa Marta Zielińska.

Ubiegłoroczny raport IAB Polska podkreśla, że w Polsce liczba użytkowników Internetu blokujących reklamy online systematycznie rośnie. Podczas gdy w roku 2015 było to 5,9 mln użytkowników, wobec 4,9 mln w 2014 roku, to w połowie bieżącego roku liczba ta sięgnęła już 7,6 mln.

 Według badań, jakie przeprowadziliśmy w Yieldbird, jest to 30 proc. użytkowników polskiego Internetu. Według innych szacunków to jeszcze więcej, 40 czy 50 proc., więc takie liczby trudno zlekceważyć – wymienia ekspertka. – Obserwując działania wydawców w ponad 30 krajach, w których działa Yieldbird, zmiany siatki formatów u wydawców w Polsce zachodzą jednak dosyć powoli.

Nawet w porównaniu do takich państw jak Białoruś, Ukraina czy Rosja, liczba intruzywnych reklam w polskim internecie jest nadal bardzo duża.

– Widać już jaskółki zmian. Rzeczywiście bardzo wiele się w tym zakresie zmieniło w ciągu ostatnich miesięcy. Dużo się o tym mówi w naszej branży i dlatego wierzymy, że w 2017 roku, również dzięki nowym rozwiązaniom, będzie zdecydowanie mniej intruzywnych reklam w polskim internecie – podsumowuje Zielińska.

Dziennik celów Kaizen

Czym jest Kaizen?

Japonia podziwiana jest za doskonale zorganizowane społeczeństwo, które po zakończeniu wojny zmieniło całkowicie swoją filozofię. Produkty japońskiego przemysłu podbiły niemal cały świat. W czym tkwi tajemnica sukcesu? Składowych takiego sukcesu jest wiele: pracowitość, dążenie do doskonałości i umiejętność pracy w zespole. Jest też coś, co stanowi siłę napędu dla tych procesów – to Kaizen, filozofia, której japońscy producenci zawdzięczają swoje zwycięstwo. Stosują ją największe firmy motoryzacyjne z Kraju Kwitnącej Wiśni, takie jak Toyota, Honda czy Mazda, jak również znani producenci elektroniki, np. Sony.

Myślą przewodnią Kaizen jest ciągłe ulepszanie życia we wszelkich aspektach. To przede wszystkim nieustanna poprawa wydajności, maksymalna eliminacja marnotrawstwa oraz skuteczne rozwiązywanie wszelkich problemów. To nie tylko sposób myślenia i zarządzania, ale także odpowiednia metoda komunikowania się.

Czym nie jest Kaizen?

Kaizen nie jest metodą innowacyjną, która działa „teraz, już, natychmiast”. Do realizacji celów metodą małych kroków potrzebujesz codziennego działania, osiągania małego postępu każdego dnia,  konsekwencji, cierpliwości i wiary w siebie.

Jak działać z Kaizen?

Kaizen uczy przede wszystkim tego, abyś każdego dnia poprawiała się chociaż odrobinę. Pomyśl, jaki masz cel i jaki jeden mały krok możesz zrealizować dzisiaj, aby ułatwić sobie realizowanie celów?

Dlaczego warto posiadać Dziennik celów?

Dziennik ten to skuteczne narzędzie planowania i realizacji zamierzonych celów metodą małych kroków Kaizen. Dlaczego „małych kroków”?

Mózg zaprojektowany jest tak, by tworzyć opór przed zmianami. Zmiany kojarzą się z czymś nowym, nieznanym, więc wytwarzają lęk a ten bardzo często paraliżuje działanie.

Podejmując małe kroki zmieniamy swój układ nerwowy tak, że:

-usuwa on blokady i włącza twórcze myślenie

-tworzy nowe połączenia między neuronami, dzięki czemu Twój mózg ochoczo włącza się w proces zmiany, co bardzo skutecznie zbliża Cię do wyznaczonego celu.

Pomyśl, jakby to było, gdyby metoda małych kroków pozwoliła zrealizować Twoje cele?

Dlaczego warto mieć ten dziennik?

  • nauczysz się drobnych nawyków sukcesu
  • wyeliminujesz dotychczas popełniane błędy
  • zaczniesz wyciągać wnioski z każdego dnia
  • będziesz skutecznie planować każdy dzień, tydzień i miesiąc w oparciu o małe kroki
  • poznasz koło sukcesu Kaizen
  • znajdziesz czas na wszystko dzięki kole efektywności „work life balance”
  • poznasz 8 umiejętności, które przyczynią się do Twojego osobistego sukcesu
  • odkryjesz strategię działania z Kaizen

Jak używać Dziennika?

Traktuj go jak kalendarz przez najbliższe 3 miesiące. Zabieraj go wszędzie ze sobą. Rano, wieczorem i w wolnych chwilach zaglądaj tutaj, czytaj swoje cele, zadawaj sobie pytania, czytaj afirmacje. Zastanawiaj się co jeszcze może ułatwić Ci realizację celów? Kto jeszcze może Ci pomóc? Jak będziesz się czuć kiedy cele zostaną

Dlaczego warto wesprzeć projekt? Co zyskasz?

Zapraszamy do wsparcia projektu i zakupu Dziennika w przedsprzedaży wspierając akcję: https://wspieram.to/dziennikcelow Aby otrzymać dziennik celów w wersji drukowanej wystarczy wsparcie 99 zł. Aby otrzymać Dziennik i kurs Kaizen online, należy wesprzeć aukcje kwotą 359 zł. Dla firm autorka dziennika przygotowała specjalne warunki reklamy poprzez Dziennik. Dla przykładu:

Nagroda za 1100 zł lub więcej

Reklama firmy na 1 stronie B5 w Dzienniku Celów (2 000 egzemplarzy)

Nagroda za 2200 zł lub więcej

Reklama firmy na 2 stronach B5 w Dzienniku Celów

Film promujący Ciebie i/lub Twoją firmę jako Partnera opublikowany na portalach social media autorki

Nagroda za 5000 zł lub więcej

Stoisko wystawiennicze Twojej firmy na 3 dowolnie wybranych spotkaniach Kobieta w biznesie http://kobietawbiznesie.pl/wsp…

Trening efektywności Kaizen dla Twojego zespołu: trener Aneta Wątor (1 raz w miesiącu przez 4 miesiące) http://sklep.motiwator.com/kategoria/inne/trening-efektywnosci-dla-twojego-zespolu

Co zyskasz używając Dziennika?

Dowiesz się, jak wytyczać własne cele, sporządzać plany działania i zwiększać efektywność. Poznasz Kaizen i nauczysz się wprowadzać zasady tej filozofii w życie.

O Autorce:

Aneta Wątor jest pasjonatką filozofii Dalekiego Wschodu, trenerem rozwoju osobistego i zawodowego. Poprzez szkolenia pomaga realizować cele zarówno zawodowe, jak i osobiste. Szkoli zgodnie z metodą małych kroków Kaizen. W jej warsztatach i kursach uczestniczyło już ponad 1000 osób. Jest autorką projektu „Kobieta w Biznesie”, Dziennika Celów, oraz kursu Kaizen online.

Swoim nastawieniem motywuje do zwiększania efektywności, ulepszania swojego życia. Mobilizuje do pracy nad sobą i swoimi celami.

www.kobietawbiznesie.pl www.motiwator.com

OVH uruchomi w Niemczech centrum danych

OVH zapowiedziało powstanie centrum danych na terenie Niemiec, gdzie firma pozyskała odpowiedni do tego celu obiekt. Będzie to pierwsza placówka firmy na terenie kraju, a kolejne dwie mają zostać uruchomione w przyszłości. W centrum danych zostanie umieszczone 45 000 serwerów, dzięki czemu czas przesyłu danych do Frankfurtu wyniesie mniej niż 1 milisekundę. Placówka będzie miała bezpośrednie połączenie z Brukselą, Strasburgiem i Zurychem, a w dalszej kolejności z Paryżem, Amsterdamem, Londynem i Mediolanem. Centrum danych ma zostać otwarte w kwietniu 2017.

Nowe centrum danych OVH powstanie w Limburgu, mieście oddalonym o ok. 100 km od Frankfurtu, w regionie Hesja. Budynek poprzemysłowy, w którym zostanie umieszczone centrum danych znajduje się kilkanaście metrów od stacji elektroenergetycznej, co jest kluczowym czynnikiem z perspektywy ciągłości działania placówki. Na wybór lokalizacji wpłynęło również bezpośrednie sąsiedztwo z punktem udostępniania usług (PoP) zlokalizowanym we Frankfurcie, dzięki czemu ośrodek uzyska dostęp do sieci światłowodowej OVH obejmującej cały świat. W czasie pracy przy nieruchomości firma będzie czerpała z doświadczeń zdobytych podczas adaptacji innych obiektów na potrzeby centrów danych.

Podobnie jak w innych częściach Europy, oczekiwania ze strony niemieckich klientów odnośnie infrastruktury cyfrowej na terenie ich kraju są coraz większe. Trend ten z pewnością będzie przybierał na sile w nadchodzących latach. „Jesteśmy przekonani, że w 2017 roku popyt na infrastrukturę cyfrową przekroczy podaż” – tłumaczy Béla Waldhauser, lider Datacenter Expert Group w ECO – Association of the Internet Industry.

„Liczba zapytań, zarówno ze strony obecnych jak i potencjalnych klientów, odnośnie centrum danych w Niemczech wciąż rośnie. Ma na to wpływ wiele czynników, m.in. dobra sytuacja ekonomiczna. Ponadto, w kraju funkcjonuje restrykcyjne prawo dotyczące poufności oraz dostępu do sieci elektrycznej. Dlatego, otwarcie pierwszego centrum danych na terenie Niemiec stanowi ważny element strategii rozwoju OVH, jedynego międzynarodowego dostawcy usług chmurowych, który nie pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i w związku z tym nie podlega ustawie Patriot Act” – mówi Peter Hoehn, dyrektor biura OVH w Niemczech.

Centrum danych na 45 000 serwerów

Europejski lider usług chmurowych planuje zatrudnienie w nowej placówce ok. sześciu techników. Zespół będzie rozbudowywany wraz z poszerzaniem działań centrum danych. Docelowo, w placówce znajdzie się 45 000 serwerów zainstalowanych na powierzchni 4 000 m². Niemieckie biuro OVH, zlokalizowane w Saarbrucken funkcjonuje od 2006 roku i obsługuje klientów z regionu D-A-CH (Niemcy, Austria, Szwajcaria). Wśród klientów oddziału znajdują się zarówno firmy z sektora MŚP, jak i międzynarodowe korporacje – takie jak np. Villeroy & Boch, jedna z najbardziej znanych niemieckich firm działających w oparciu o infrastrukturę chmurową OVH.

Ambitny plan ekspansji

Po ogłoszeniu w październiku otwarcia trzech centrów danych w Australii, Singapurze oraz Polsce, OVH kontynuuje inwestycje w Europie. Firma pozyskała 250 milionów Euro z funduszy inwestycyjnych KKR oraz TowerBrook, co pozwoli zrealizować plan globalnej ekspansji. Ponadto OVH przedstawiło plan inwestycyjny na najbliższe 5 lat o łącznej wartości 1,5 miliarda Euro. Środki pozwolą m.in. na sfinansowanie budowy centrów danych w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii oraz Holandii.

Gdy sieć centrów danych OVH będzie gotowa, firma zaoferuje milionowi swoich klientów usługi centrów danych zlokalizowanych w 11 krajach, znajdujących się na czterech kontynentach, połączonych własną siecią o szybkość 7.5 Tbps.

Z danych Śląskiej Izby Pracodawców i Śląskiej Rady BHP wynika, że stres jest główną przyczyną wypadków w pracy

Z danych Śląskiej Izby Pracodawców i Śląskiej Rady BHP wynika, że  <a title=stres jest główną przyczyną wypadków w pracy" title="Z danych Śląskiej Izby Pracodawców i Śląskiej Rady BHP wynika, że stres jest główną przyczyną wypadków w pracy" />

Eksperci wskazują, że stres w pracy może być przyczyną zaburzeń psychosomatycznych, spadku koncentracji i popełniania błędów, co w konsekwencji prowadzi do wypadków w środowisku pracy. Z danych Śląskiej Izby Pracodawców i Śląskiej Rady BHP wynika, że  stres jest podstawowym czynnikiem ludzkim, będącym bezpośrednią przyczyną około 70% wypadków przy pracy. Prawnicy przestrzegają przed konsekwencjami zaniedbań pracodawców i pracowników w tym obszarze.

Przestrzeganie przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy jest często przez Pracodawców traktowane z dużą nonszalancją, a nawet lekceważeniem. Pracodawcy często korzystają z argumentu, że przepisy Kodeksu Pracy nie wskazują bezpośrednio, że pracodawca jest zobowiązany minimalizować stres i tworzyć wolne od niego środowisko pracy, z czego ich zdaniem wypływa wniosek o stosunkowo niewielkiej odpowiedzialności pracodawcy za naruszenie zasad bhp, o ile nie dotyczy to sytuacji rażących, skutkujących bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia i życia. Zgodnie z art. 15 Kodeksu pracy pracodawca jest zobowiązany zapewnić pracownikom bezpieczne i higieniczne warunki pracy, a w myśl art. 207 Kodeksu pracy pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa w zakładzie pracy i zobowiązuje chronić zdrowie i życie pracowników przez zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.

Szkolenia BHP traktowane po macoszemu

Jak wskazują eksperci, powszechnym błędem pracodawców jest nieprawidłowe dostosowanie stanowisk pracy, procesów i warunków pracy do możliwości pracowników, a także nieprawidłowo przeprowadzane szkolenia (najczęściej wstępne), które często są wyłącznie pozorne.

Zasady przeprowadzania szkoleń BHP określa Rozporządzenie Ministra Gospodarki z dnia 27 lipca 2004 r. w sprawie szkolenia w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy. Nakłada na pracodawców obowiązek przeprowadzania szkoleń wstępnych i okresowych. Na te pierwsze składają się instruktaż ogólny oraz instruktaż stanowiskowy. Po odbyciu prawidłowo przeprowadzonego szkolenia wstępnego pracownik powinien być zaznajomiony z obowiązującymi w zakładzie pracy przepisami BHP oraz z charakterystyką stanowiska pracy, włącznie z występującym w nim ryzykiem. Szkolenie powinno więc przygotowywać pracownika do wykonywania określonej pracy, poprzez przybliżenie mu przebiegu całego procesu na stanowisku pracy, występujących zagrożeń i sposobów ich przeciwdziałaniu – podkreślają zgodnie radca prawny Monika Kolasińska z Działu Prawa Pracy Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy oraz Tomasz Golis, Pierwszy Wiceprezes Śląskiej Izby Pracodawców w Gliwicach oraz Przewodniczący Śląskiej Rady ds. BHP przy Okręgowym Inspektoracie Pracy w Katowicach.

Prawidłowo przeprowadzona ocena ryzyka zawodowego powinna zawierać zarówno zagrożenia zawodowe w aspekcie technicznym, związanym z zakresem i otoczeniem wykonywania pracy jak i czynniki psychospołeczne, na które składa się także zagrożenie stresem w pracy. W wielu przypadkach przedsiębiorcy nie opracowują oceny ryzyka zawodowego lub jest ona tworzona w pośpiechu, często na zasadzie kopiowania gotowych wzorów dostępnych w różnych publikacjach. Tak sporządzona ocena ryzyka zawodowego nie jest wówczas zindywidualizowana, co przesądza o jej nieprawidłowości.

Jednym z notorycznych uchybień wśród firm jest całkowity brak lub nieprecyzyjny i nieodzwierciedlający specyfiki działalności przedsiębiorstwa sposób przeprowadzania oceny ryzyka zawodowego na każdym stanowisku i szczeblu zatrudnienia – ocenia Tomasz Golis.

Do pracy tylko z ważnym badaniem

Definiując obowiązki pracodawcy z zakresu BHP należy także pamiętać, iż nie wolno mu dopuścić pracownika do pracy bez ważnych badań lekarza medycyny pracy i szkolenia BHP. Zarówno badania jak i szkolenia muszą się odbywać w godzinach pracy pracownika, na koszt pracodawcy, a obowiązkiem pracodawców jest dopilnowanie, aby pracownik odbył zarówno badania jak i szkolenie.

W przypadku, gdyby okazało się, że lekarz medycyny pracy w przychodni, z którą pracodawca zawarł umowę nie ma wolnych terminów w pierwszym dniu pracy pracownika – nie można dopuszczać pracownika do pracy dopóki nie wykona zleconych mu badań. Jeśli w takiej sytuacji data rozpoczęcia wykonywania pracy wskazana w umowie z pracownikiem jest wcześniejsza niż data wykonania badań, wówczas należy pracownikowi wypłacić wynagrodzenie za czas oczekiwania na badanie, gdyż brak możliwości świadczenia pracy nie leży w takim przypadku po stronie pracownika – radzi Monika Kolasińska.

Z wykonaniem badań lekarskich i przeprowadzeniem szkoleń BHP wiąże się także leżący po stronie pracownika obowiązek poddania się im. Pracownicy często próbują uchylać się od tego obowiązku, tłumacząc się nadmiarem pracy czy brakiem czasu. Tymczasem jego niedopełnienie może być podstawą do pociągnięcia pracownika do odpowiedzialności porządkowej lub dyscyplinarnej (włącznie z możliwością rozwiązania z nim stosunku pracy bez wypowiedzenia z winy pracownika), a w przypadku wystąpienia zdarzenia wypadkowego z udziałem tego pracownika – z obciążeniem go wyłączną odpowiedzialnością za wypadek przy pracy.

Komisja po wypadku

Istotne obowiązki obciążające pracodawcę w zakresie BHP dotyczą dochowania należytego trybu postępowania w przypadku wypadku przy pracy. W pierwszej kolejności, po wystąpieniu wypadku przy pracy, pracodawca jest zobowiązany do powołania w należytym składzie komisji powypadkowej ustalającej przyczyny zdarzenia.

Jeżeli jedną z tych przyczyn wypadku przy pracy będzie brak szkolenia ofiary wypadku w zakresie BHP, odbycie szkolenia niepełnego, nieprawidłowo przeprowadzonego, brak oceny ryzyka zawodowego lub jawne uchybienia pracodawcy w zakresie bezpieczeństwa pracy, w związku z uszczerbkiem na zdrowiu pracownik ma prawo ubiegać się od pracodawcy o przyznanie dodatkowego odszkodowania, stanowiącego roszczenie uzupełniające względem rekompensaty uzyskanej przez pracownika z ZUS-u – zwraca uwagę Monika Kolasińska.

Rozpoczęły się zapisy na obligacje GPW serii E dla inwestorów indywidualnych

  • Zapisy na obligacje serii E dla inwestorów indywidualnych będą trwały do 12 stycznia br.
  • W przypadku dużego popytu okres przyjmowania zapisów może zostać skrócony na zasadach określonych w prospekcie emisyjnym.

W poniedziałek 2 stycznia br. rozpoczęły się zapisy na obligacje serii E dla inwestorów indywidualnych.

Zdecydowaliśmy o przeznaczeniu drugiej transzy obligacji GPW dla inwestorów indywidualnych. Naszym celem jest zachęcenie ich do powrotu na warszawski parkiet. Chcemy też przyciągnąć nowych inwestorów, którzy z powodzeniem mogliby budować razem z giełdą swój kapitał na przyszłość. Giełda jest spółką wysoko rentowną, wypłacalną i stosunkowo mało zadłużoną. A to oznacza, że obligacje GPW są inwestycją bezpieczną – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska, Prezes Zarządu GPW.

Cena emisyjna obligacji serii E uzależniona będzie od dnia złożenia zapisu. Cena emisyjna jednej obligacji pierwszego dnia zapisów, czyli 2 stycznia br., wyniesie 99,88 zł. W kolejnych dniach zapisów będzie rosła do 99,96 zł w ostatnim dniu zapisów, czyli 12 stycznia br. Zapisy na obligacje serii E będą prowadzone do 12 stycznia br. Mogą zostać zakończone przed terminem w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich obligacji.

Obligacje serii D dla inwestorów instytucjonalnych sprzedały się z dużym sukcesem. Inwestorzy zadeklarowali chęć objęcia ponad dwukrotnie więcej obligacji serii D aniżeli oferowane przez GPW. Ostatecznie przydzielono maksymalną liczbę 600.000 obligacji serii D.

Tak duże zainteresowanie obligacjami GPW wśród inwestorów instytucjonalnych to zdecydowanie powód do zadowolenia. Zaufanie, jakim obdarzyły nas instytucje z rynku, to najlepsze potwierdzenie tego, że GPW jest w dobrej kondycji i ma przed sobą pomyślną przyszłość. Liczę na to, że ten sukces przełoży się na duże zainteresowanie obligacjami także ze strony inwestorów indywidualnych – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska.

Łączna wartość nominalna obydwu serii nie przekroczy 120 mln złotych, a każdej serii 60 mln zł. Seria D została skierowana do inwestorów instytucjonalnych, a seria E w pierwszej kolejności do inwestorów indywidualnych. Obligacje serii D i E będą oprocentowane według zmiennej stopy procentowej stanowiącej sumę stawki referencyjnej WIBOR 6M oraz marży w wysokości 0,95 proc. w stosunku rocznym. Odsetki będą wypłacane w okresach półrocznych. Odsetki od obligacji serii D i odsetki od obligacji serii E będą płatne w dniach określonych w warunkach emisji obligacji każdej z serii, zawartych w prospekcie emisyjnym obligacji.

Dzień wykupu obligacji został wyznaczony na 31 stycznia 2022 r.

Oferującym jest firma inwestycyjna Pekao Investment Banking S.A. Organizatorami są Bank Pekao SA oraz Pekao Investment Banking S.A. Współorganizatorami są Bank Handlowy w Warszawie S.A. oraz Dom Maklerski Banku Handlowego S.A. W skład konsorcjum dystrybucyjnego GPW w przypadku obligacji serii kierowanej do inwestorów indywidualnych wchodzą: Centralny Dom Maklerski Pekao S.A., Dom Maklerski Pekao, Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o., Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Biuro Maklerskie Alior Banku S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego S.A.

Podstawą prawną emisji obligacji GPW jest uchwała nr 1058/2016 Zarządu GPW z dnia 13 października 2016 r. w sprawie emisji obligacji na okaziciela serii D i E oraz art. 33 pkt 1 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o obligacjach (Dz.U. z 2015 r., poz. 238).

Podsumowanie roku 2016 w gospodarce -najważniejsze wydarzenia

Wojciech Juroszek
Wojciech Juroszek, AgioFunds TFI
  • Prawo i Sprawiedliwość kontynuuje wdrażanie socjalistycznych rozwiązań gospodarczych
  • BREXIT – Brytyjczycy zdecydowali w referendum, że chcą opuścić UE
  • Wybory prezydenckie w USA – wygrywa Donald Trump
  • Polska gospodarka weszła w fazę spowolnienia. Dynamika PKB najniższa od lat
  • Koniec deflacji w Polsce

Prawo i Sprawiedliwość realizowało w 2016 r. zapowiadany przed wyborami program socjalny.

Część planu udało się zrealizować (500+, obniżenie wieku emerytalnego, podatek bankowy), a część nie (frankowicze, OFE). W trakcie roku kilkakrotnie zapowiadane były różne kontrowersyjne projekty, od których ostatecznie odstąpiono (np. opodatkowanie funduszy inwestycyjnych). W skrócie można stwierdzić, że zrealizowano te projekty, które były realnie możliwe do wdrożenia (jak np. 500+ czy wiek emerytalny, które będą po prostu skutkowały zwiększeniem długu oraz wydatków – nic nadzwyczajnego, dług i deficyt rośnie w Polsce nieprzerwanie od lat), natomiast w przypadku projektów o katastrofalnych skutkach dla rynku finansowego (jak ustawa frankowa czy opodatkowanie funduszy inwestycyjnych) zwyciężył zdrowy rozsądek i kalkulacja ekonomiczna.

Drugim istotnym wydarzeniem był tzw. „BREXIT”.

Jest to związane z tendencją, jaka uwidoczniła się już jakiś czas temu, o czym pisałem w ramach podsumowania 2015 roku. Chodzi o rosnącą niechęć do Unii Europejskiej, która tym razem uwidoczniła się w wynikach referendum w Wielkiej Brytanii i Austrii. Czy faktycznie Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej – nie wiadomo, bieżące wydarzenia nie zapowiadają, by miało się to stać szybko. Warto zwrócić uwagę, że to było drugie referendum w sprawie BREXIT-u. Pierwsze miało miejsce w 1975 r. i wówczas 67% głosowało za pozostaniem w tych strukturach. Kolejnym dowodem słabnącego poparcia dla Unii Europejskiej jest wynik wyborów prezydenckich w Austrii, gdzie prawicowy kandydat Norbert Hofer otarł się o zwycięstwo. Fala nastrojów antyunijnych ogarnęła Francję, gdzie wysokie poparcie utrzymuje Front Narodowy, natomiast poparcie dla obecnego prezydenta jest śladowe. Niechęć do UE widoczna jest na wielu płaszczyznach. Dostrzega się stagnację gospodarczą kluczowych państw strefy euro, problemy włoskiego sektora bankowego, zapaść demograficzną, a ostatnio nawet przedsiębiorcy domagają się zniesienia sankcji wobec Rosji, bo to utrudnia im robienie tam biznesu.

Bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem 2016 roku był wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA. Wyniki wyborów okazały się zaskakująco korzystne dla giełd. Indeks Dow Jones urósł 8%. Wbrew zapowiedziom, że zwycięstwo Trumpa doprowadzi do katastrofy, inwestorzy uwierzyli w powrót normalności. Coraz więcej osób dostrzega nieuchronną potrzebę zmiany kierunku polityki fiskalnej (obniżanie podatków).

W 2016 r. w Polsce doszło do spowolnienia wzrostu gospodarczego, czego najistotniejszą przyczyną są zamrożone przetargi publiczne, głownie w obszarze infrastruktury kolejowej i sieci energetycznych. W niektórych segmentach gospodarki wpływ na ten stan rzeczy miała zmiana władzy, której konsekwencją są bardzo głęboko sięgające czystki kadrowe (np. w ARiMR – na szczeblu pracowników biur powiatowych). Brakuje inwestycji przedsiębiorstw prywatnych. Dziś niewiele spółek z GPW prowadzi jakikolwiek program inwestycyjny zwiększający moce produkcyjne. To oczywiście odbija się na odczytach makroekonomicznych.

W IV kwartale 2016 r. polska gospodarka odnotuje najprawdopodobniej najsłabszy odczyt dynamiki PKB od 3 lat.

Zdania co do perspektyw kształtowania się wzrostu gospodarczego w Polsce w kolejnych kwartałach są podzielone. Niektórzy twierdzą, iż w IV kwartale mijającego roku był dołek cyklu koniunkturalnego oraz że spowolnienie, o którym tutaj mowa, jest krótkie i mało dotkliwe. Mogą o tym świadczyć bardzo dobre dane za listopad, znacznie lepsze od oczekiwań. Bazując na ankietach serwisów informacyjnych dynamika PKB w kolejnych kwartałach może wyglądać następująco:

gospodarka 2016 – dynamika PKB

Widać, że w ponad dwudziestoletniej historii każdy cykl gospodarczy był coraz słabszy w swoim szczycie. Prawdopodobnie kolejny cykl będzie również słabszy od poprzedniego, którego szczyt przypadł w IV kwartale ubiegłego roku. Nie można oczywiście wykluczyć innych scenariuszy.

Ważnym wydarzeniem jest powrót inflacji po 28 miesiącach.

Wstępne dane za grudzień sugerują 0,8-procentowy wzrost cen w Polsce. Utrzymanie inflacji jest kluczowe dla wzrostu gospodarczego i wzrostu cen akcji. Wspominaliśmy o tym wielokrotnie. Deflacja i towarzyszące jej niskie stopy procentowe nie wyostrzyły apetytu przedsiębiorców na inwestowanie. Cóż z tego, że stopy procentowe były rekordowo niskie, skoro popyt na kredyt nie rósł. Cóż z tego, że zdolność kredytowa polskich gospodarstw domowych nigdy nie była tak wysoka, skoro nie rosła liczba nowych umów o kredyt hipoteczny.

Jakie perspektywy na 2017 rok?

Tradycyjnie – bez nadmiernego optymizmu. Drogi dolar nie będzie pomagał detalistom sprowadzającym towar z Chin. Z kolei drożejące surowce nie pomogą polskim producentom sprzedającym w sieciach, gdyż przy tak silnej konkurencji, jak dziś, bardzo trudno przenosić wzrost kosztów produkcji na klienta. Tradycyjnie korzystać powinni eksporterzy oraz spółki, których cena sprzedaży uzależniona jest od rosnących cen surowców (kopalnie, petrochemia itd.).

Mamy już milion zamożnych Polaków – na co wydają zarobione pieniądze?

Mamy już milion zamożnych Polaków – wynika z badań przeprowadzonych przez KPMG. Na co wydają zarobione pieniądze?

Osoby uzyskujące miesięczny dochód ponad 7,1 tys zł brutto uważane są w Polsce jako zamożne. Rocznie wydają 16 mld zł na tzw. dobra luksusowe. Przede wszystkim na samochody. Auto, które kosztuje 215 tys. zł uważane jest za luksusowe, czyli daleko nam nadal do Zachodu.

Kolejna ustawa o pomocy frankowiczom

Powstała grupa robocza w ramach Komitetu Stabilności Finansowej. Jej celem jest opracowanie dobrowolnego mechanizmy przewalutowania kredytów frankowych. Wedle wypowiedzi miałoby to być rozwiązanie korzystne dla klientów i niegodzące w stabilność sektora finansowego. Oznacza to, że znowu próbujemy stworzyć rozwiązanie, w którym klienci dostaną coś z niczego, a banki dając im to nie stracą, dodatkowo w całe zamieszanie nie zaangażujemy środków z budżetu. Można mieć uzasadnione podejrzenia, że takie rozwiązanie nie istnieje. Projekt albo ustali warunki, które zostaną uznane za akceptowalne dla banków, albo będzie kolejną porażką w długiej liście projektów. Niestety ze względu na niższą stopę procentową w Szwajcarii po przewalutowaniu kredytu rata rośnie, a chętnych do pokrycia różnicy brak.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Większość rynków nie pracuje. Dane makro z Polski na plus

Dzisiaj dzień wolny na rynkach we wszystkich najważniejszych gospodarkach oprócz Unii Europejskiej. Dobry odczyt PMI z Polskiej gospodarki. Kolejne podejście do problemu kredytów frankowych.

Leniwy dzień na rynkach

Dzisiejszy dzień jest wolny USA, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Chinach, Japonii, Nowej Zelandii, Kanadzie, Australii oraz Rumunii. Kraje te dzień dłużej wracają do pracy po nowym roku. W rezultacie na rynkach dzisiaj powinna znajdować się znacznie mniejsza niż zwykle liczba inwestorów. Z ważnych światowych gospodarek pozostała tak naprawdę tylko strefa euro. Nie zmienia to faktu, że Frankfurt jest znacznie mniej istotnym centrum finansowym niż mający dziś wolne Londyn. W rezultacie można spodziewać się mniejszej zmienności na rynkach.

Dobre dane z Polski

Poznaliśmy odczyt indeksu PMI dla przemysłu za grudzień. Wyniósł on 54,3 punktów wobec oczekiwanych 52,2. Co to oznacza? Indeks ten bada optymizm menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia w branży przemysłowej. Jeżeli przekracza 50 punktów jest uznawany umownie jako sygnał rozwoju gospodarki. Poniżej 50 punktów świadczy o nadchodzącej recesji. Obecny rezultat jest najlepszym od półtora roku. Przeczy on również koncepcji jakoby w Polsce należało spodziewać się spowolnienia w gospodarce. Jest to dobry sygnał dla rynków walutowych. Po pierwsze świadczy o sile przemysłu. Po drugie wyższy wzrost powinien pomóc dowieźć nam optymistyczny budżet na 2017 rok.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym nie ma żadnych ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kredyty hipoteczne nadal pod znakiem MdM – podsumowanie roku i prognozy na rok 2017

Katarzyna Dmowska
Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych
  • Początek 2016 r. zdominowały konsekwencje wprowadzenia podatku bankowego oraz zwiększenie minimalnego wkładu własnego do 15 proc.
  • Program MdM nadal cieszył się dużą popularnością – środki na 2016 r. skończyły się już w połowie marca.
  • 2017 r. to przede wszystkim minimalny wkład własny na poziomie 20 proc. i kolejna pula środków z MdM

Podatek bankowy i frankowicze

Zmiany w branży kredytów hipotecznych były widoczne już od początku 2016 roku. Styczeń obfitował w sytuacje niepokoju zarówno z powodu wprowadzonego podatku bankowego, który spowodował wzrost cen kredytów hipotecznych, jak również wielu niewiadomych w związku z projektami dotyczącymi rozwiązania problemu kredytów frankowych. Zaproponowane zmiany mogły spowodować bardzo duże obciążenia finansowe dla sektora bankowego, a co za tym idzie – spowolnienie akcji kredytowej. Życie pokazało, że wzrost cen nie wpłynął jednak na spadek popytu na kredyty mieszkaniowe.

Wyczerpanie środków z MdM na 2016 r. już w I kwartale

Koniunkturę bez wątpienia nakręcał program MdM, który nadal cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem. To spowodowało, że środki przeznaczone na rok 2016 zostały wykorzystane już w połowie marca. W związku z tym, część klientów zdecydowała się na przeniesienie zamknięcia transakcji kupna mieszkania na 2017 r., co stwarzało możliwość skorzystania z środków już z puli na rok 2017.  Zgodnie z zapisami w ustawie, w 2016 r. można było wykorzystać środki z roku 2017 w wysokości połowy limitu. Ale i te środki dość szybko się skończyły – już w lipcu wstrzymane zostało przyjmowanie wniosków na kredyty z dofinansowaniem z środków na rok 2017. Coraz większe zainteresowanie programem MdM widać było w wynikach finansowych pośredników kredytowych. Siedmiu największych pośredników kredytowych wypłaciło w II kwartale 2016 r. kredyty hipoteczne o wartości blisko 4,5 mld złotych. To o 479 mln zł więcej niż w poprzednim kwartale*.

W połowie roku, kredyty mieszkaniowe znów były jednym z ważniejszych tematów, w związku z pojawieniem się informacji o nowym programie, który ma zastąpić kończący się w 2018 r. MdM. Mieszkanie Plus jednak, w odróżnieniu od programu MdM nie ma na celu wspierania zakupu mieszkań przez młodych ludzi, lecz budowę mieszkań na wynajem. Jest on przeznaczony dla osób, których nie stać na wzięcie kredytu hipotecznego.

Kredyt ze stałym oprocentowaniem

Jesienią pojawiły się informacje o tym, że KNF rozpoczyna prace nad nowelizacją rekomendacji S, mającą na celu wprowadzenie kredytów mieszkaniowych ze stałym oprocentowaniem. Takie kredyty oznaczają brak dwóch składowych oprocentowania, które wyrażone jest tylko w punktach procentowych, które jednak ustalone są na poziomie wyższym niż obecnie obowiązujące dla kredytów z oprocentowaniem zmiennym. Za pewność wysokości raty w określonym okresie, klient będzie musiał zatem zapłacić więcej. W Unii Europejskiej takie kredyty są już normą i stanowią 80% rynku kredytów hipotecznych. Obecnie w Polsce tylko kilka banków podjęło próbę wprowadzenia kredytów ze stałym oprocentowaniem, nie rezygnując z oferowania równolegle kredytów z oprocentowaniem zmiennym.

Prognozy na 2017 r.

To co jest pewne, to wzrost wymaganego wkładu własnego przy kredycie hipotecznym do 20 proc. wartości nieruchomości. Zgodnie z rekomendacją S, przez kilka lat wymagania co do wkładu własnego rosły systematycznie, a 2017 r. jest ostatnim etapem wprowadzania ograniczeń. Co to oznacza w praktyce dla klientów? Część banków zapewne pozostanie przy 10 proc. wkładzie własnym, korzystając z możliwości ubezpieczania brakującego wkładu.  W zamian za możliwość zaciągnięcia kredytu w wyższej kwocie, klienci muszą ponieść dodatkowe koszty. Banki stosują różne rozwiązania. Część stosuje składkę jednorazową, inne podwyższoną marżę w okresie spłacania brakującego wkładu, bądź przez cały okres kredytowania. Podobnie do roku 2016, część klientów spełniających warunki MdM może rozwiązać problem braku minimalnego wkładu własnego korzystając właśnie z tego programu. Już teraz zainteresowanie środkami na 2017 r. jest spore. Spodziewamy się bardzo dużej liczby wniosków już w pierwszych dniach stycznia, ponieważ wielu naszych klientów już czeka z przygotowaną dokumentacją. Część banków zdecydowało się na przyjmowanie wniosków już w grudniu, celem  przeprowadzenia wstępnej analizy przed rejestracją w systemie BGK. Obawiamy się, że środki mogą się skończyć jeszcze szybciej niż w roku 2016.

Ustawa o kredycie hipotecznym  i o nadzorze

W 2017 roku wejdzie w życie nowa ustawa, która określi m.in. zasady reklamy kredytów hipotecznych oraz wprowadzi zakaz sprzedaży wiązanej – zawarcie umowy kredytu hipotecznego nie będzie mogło być uzależnione od zakupu przez konsumenta innego produktu finansowego. Przewiduje także możliwość odstąpienia od umowy kredytowej w przeciągu 14 dni, jak również możliwość wcześniejszej spłaty bez ponoszenia dodatkowych kosztów z tego tytułu oraz dużo szersze obowiązki informacyjne. W projekcie ustawy pojawił się również zapis o zakazie wynagradzania pośredników przez banki. Pośrednikowi zatem ma zapłacić klient. Ten zapis, zamiast korzyści dla klienta, przyniesie straty, ponieważ to klient będzie musiał ponieść koszt usługi porównania ofert, przygotowania wniosku oraz przeprowadzenia procesu kredytowego, a dzisiaj ta usługa jest bezpłatna. Oferta kredytu jest taka sama, jak w banku. Bank wypłaca prowizję pośrednikowi, ponieważ ten wykonał pracę, którą w sytuacji gdyby klient przyszedł bezpośrednio do oddziału, wykonałby jego pracownik. Klienci prawdopodobnie w większości sytuacji po prostu zrezygnują z tej usługi, co oznacza, że będą podejmować próbę samodzielnego znalezienia najkorzystniejszej oferty. Może to powodować nietrafione decyzje oraz dużo mniejszy dostęp do różnorodnych ofert w mniejszych miejscowościach, gdzie nie ma dostępnych oddziałów wszystkich, zwłaszcza mniejszych banków.

Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych

* Wyniki i określenie miejsca na rynku wynika z zestawienia wyników sprzedażowych grupy ANG z wynikami firm zrzeszonych w ZFDF

Sadowski: W Polsce można dokonać cudu gospodarczego

Póki co Polska nie może konkurować kapitałem z krajami ze starej i bogatej Unii Europejskiej, ale polski rząd powinien od 1 stycznia 2017 zacząć konkurować na najlepsze prawo i rozwiązania podatkowe. Patriotyzmem gospodarczym powinniśmy określać znacznie lepsze warunki dla polskich pracowników, niż przysługują Polakom pracującym w Czechach, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy na Słowacji.

Jeżeli polski rząd dokona fundamentalnej zmiany spowoduje to, że Polska – tak jak na przełomie lat 80 i 90 – będzie mekką innych nacji. Przyjeżdżały one do Polski ze względu największy cud gospodarczy, który miał miejsce pod koniec XX wieku. Taki cud może się powtórzyć pod warunkiem, że zamiast ułatwień dla biznesu, rząd przywróci prawdziwą wolność gospodarczą.

– Tylko głęboka zmiana jakości spowoduje, że Polska może znowu być liderem zmiany nie tylko w naszej części Europy, ale także całego kontynentu – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha – Możemy być innowatorami rozwiązań podatkowych – bez stałego powtarzania starych i niesprawdzonych rozwiązań bogatych krajów europejskich. Polski system podatkowy jest głupi i szkodliwy. Jest to system opłat dobrowolnych, gdzie opłacający podatki – np. jedna z dużych międzynarodowych sieci handlowych – otrzymują z tego tytułu Order Prezydenta RP.

Inne firmy są w tym systemie marginalizowane. Jeżeli Polski rząd nie dokona eliminacji wspomnianych przepisów na inne, prostsze, to nie będzie – nawet metodami egzekucji – uzyskiwał więcej pieniędzy do budżetu, np. na swoje ambitne cele socjalne. Potrzebna jest fundamentalna zmiana  – nie reforma – systemu podatkowego, która pozwoli uwolnić energię Polaków – podsumował Sadowski.

J. Nikorowski (BGŻ BNP Paribas): Stopy procentowe w USA będą w najbliższym czasie rosły szybciej niż w innych gospodarkach

J. Nikorowski (BGŻ BNP Paribas): Stopy procentowe w USA będą w najbliższym czasie rosły szybciej niż w innych gospodarkach 6

W najbliższych kwartałach Fed będzie prowadził znacznie ostrzejszą niż w innych krajach politykę monetarną – uważa Jerzy Nikorowski z BM Banku BGŻ BNP Paribas. Powodem jest stabilne od dłuższego czasu tempo wzrostu amerykańskiego PKB, znacznie niższa niż np. w strefie euro stopa bezrobocia oraz potencjalna presja inflacyjna, którą może wywołać zapowiadana przez Donalda Trumpa polityka gospodarcza.
– Wyzwania stojące przed Rezerwą Federalną są zupełnie innego rodzaju, aniżeli problemy, z którymi się spotyka dzisiaj EBC – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu ds. doradztwa inwestycyjnego w Biurze Maklerskim Banku BGŻ BNP Paribas. – Amerykańska gospodarka znajduje się już na innym poziomie cyklu koniunkturalnego niż europejska, ponieważ PKB w Stanach Zjednoczonych rośnie już od dłuższego czasu – dodaje.

Tempo wzrostu gospodarczego w USA ani razu w obecnym dziesięcioleciu nie spadło poniżej 1,3 proc. rocznie, a w 2015 roku dynamika amerykańskiego PKB sięgała blisko 3,0 proc. Tymczasem w gospodarce strefy euro jeszcze w 2013 roku obserwowaliśmy recesję, a ostatnie kwartały przyniosły wzrost nie przekraczający 1,7 proc.

Znaczna różnica widoczna jest także w odczytach dotyczących stopy bezrobocia. Za oceanem według danych za listopad bez pracy pozostawało zaledwie 4,6 proc. osób w wieku produkcyjnym, podczas gdy październikowe dane ze strefy euro wykazały aż 9,8 proc. bezrobocia (co i tak było wynikiem najlepszym w obecnej dekadzie).

– Ciekawostką jest to, że po wyborach prezydenckich w USA doznaliśmy nowej wizji gospodarczej tego kraju, która dotychczas jeszcze nie jest wdrożona, natomiast w dużym stopniu może się opierać na tym, że kapitał zagraniczny, kapitał portfelowy oraz inwestycyjny będzie coraz mocniej powracał do Stanów Zjednoczonych – tłumaczy analityk.

Inwestorzy oczekują, że rządy Donalda Trumpa przyniosą zwiększoną stymulację fiskalną, objawiającą się w postaci obniżek podatków oraz ulg dla przedsiębiorców a także wzrostem inwestycji realizowanych przez rząd.

– Pośrednio może to mieć wpływ na inne decyzje Rezerwy Federalnej odnośnie do ścieżki stóp procentowych. Dlatego zakładamy, że w Stanach Zjednoczonych stopa referencyjna Fed w najbliższych kwartałach może się piąć w górę znacznie szybciej, niż może to mieć miejsce w innych krajach – przewiduje analityk DM BGŻ BNP Paribas.

Podczas ostatniego grudniowego posiedzenia Fed zdecydował się na podniesienie stóp procentowych do poziomu 0,5–0,75 proc., jednocześnie deklarując, że przyszły rok przyniesie kolejne podwyżki.

– Tymczasem obszary, które są zarządzane przez Europejski Bank Centralny, prowadzą odmienną politykę gospodarczą. Wzrost gospodarczy, który odbywa się przykładowo na południu Europy oraz na północy, jest na zupełnie różnym poziomie. Dlatego decyzje EBC muszą być dopasowane do wszystkich krajów objętych wspólną walutą – stwierdza Nikorowski.

Podczas listopadowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego pozostawił główną stopę procentową na zerowym poziomie. Jednocześnie EBC do końca kwietnia przyszłego roku będzie nabywał obligacje emitentów ze strefy euro o wartości 80 mld euro miesięcznie, a następnie do grudnia 2017 roku planuje kontynuować skup w zmniejszonej ilości wynoszącej 60 mld euro na miesiąc.

A. Dakowicz (AgioFunds TFI): Złoty jest niedoszacowany. W 2017 r. polska waluta może się umocnić nawet o 5 proc.

Adam Dakowicz, prezes zarządu AgioFunds TFI
Adam Dakowicz, prezes zarządu AgioFunds TFI

Zdaniem analityków polska waluta jest obecnie mocno niedoszacowana, ale w przyszłym roku jej notowania powinny się poprawiać. Jak przewiduje Adam Dakowicz, prezes funduszu AgioFunds TFI, złoty może zyskać do końca przyszłego roku nawet 5 proc. Dodaje przy tym, że w 2017 roku raczej nie należy się spodziewać podwyżek stóp procentowych. Ewentualnych zmian RPP może dokonywać dopiero w ostatnim kwartale przyszłego roku.
– Budżet w 2016 roku prezentował się wyjątkowo dobrze mimo to złoty słabł. Skala tego osłabienia nie była jednak duża i jeśli spojrzymy na koszyk złotego do innych walut, to okaże się, że zmiana wynosiła 3–4 proc., więc nie jest to żadna rewolucja. Jestem jednak przekonany, że złoty jest w tej chwili niedowartościowany. Kiedy tylko zobaczymy efekty lepszej absorpcji środków unijnych, a gospodarka nieco przyspieszy, to złoty powinien się zacząć umacniać – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Dakowicz, prezes zarządu AgioFunds TFI.

Obecnie euro kosztuje 4,4 zł, natomiast za jednego dolara trzeba płacić 4,22 zł. Większość analityków jest zgodna, że złoty jest obecnie mocno niedoszacowany i w przyszłym roku powinien się umacniać. Prezes zarządu funduszu AgioFunds TFI przewiduje, że w skali roku polska waluta może zyskać w 2017 roku 5 proc.

– Spodziewam się, że za rok umocnienie złotego wobec walut wyniesie ok. 5 proc. – prognozuje Adam Dakowicz.

Obecnie wysoko kształtuje się kurs dolara, głównie na fali spekulacji dotyczących polityki nowego prezydenta Donalda Trumpa i ostatnich wydarzeń w USA. W ubiegłym tygodniu amerykański Fed podniósł stopy procentowe o 0,25 punktów bazowych (główna stopa została podniesiona do 0,50–0,75 proc. z poziomu 0,25–0,50 proc.) zgodnie z oczekiwaniami analityków. Jednocześnie szefowa Fed Janet Yellen zapowiedziała trzy kolejne podwyżki stóp w 2017 roku.

– Uważam, że podwyżki w Stanach przesuwają nieco globalną politykę monetarną. Zaczynamy wychodzić z dotychczasowego, ogólnego konsensusu i oczywiście będzie to miało wpływ również na polski rynek. Na razie nie widać jednak u nas żadnej presji inflacyjnej i nie ma powodów, by Rada Polityki Pieniężnej działała szybko. Myślę, że nie ma przestrzeni do spadku stóp procentowych, zresztą obecnie nikt raczej się tego nie spodziewa – mówi Adam Dakowicz.

Na początku grudnia Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny zadecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Główna stopa referencyjna utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. W ciągu trzech ostatnich lat RPP obniżała stopy procentowe łącznie dziesięć razy, obniżając stopę referencyjną z 4,74 proc. do obecnego poziomu. Ostatnia obniżka o 50 punktów bazowych miała miejsce w marcu 2015 roku. Według zapowiedzi prezesa NBP i oczekiwań dużej części analityków pierwsze podwyżki stóp procentowych nastąpią nie wcześniej niż w 2018 roku. Zdaniem prezesa zarządu AgioFunds TFI Adama Dakowicza będą one przebiegać stopniowo.

– Nie należy się spodziewać szybkiego wzrostu stóp procentowych ani w Polsce, ani w skali globalnej. Będzie to raczej proces bardzo powolnego, delikatnego wychodzenia z tej dotychczasowej polityki. Gdyby podwyżki stóp miały przebiegać zbyt szybko, mielibyśmy problem z dostosowaniem całej gospodarki realnej i mogłoby się to skończyć szokiem. Myślę, że zamysł decydentów zarówno w Polsce, jak i na świecie jest taki, żeby bardzo łagodnie wyprowadzać stopy procentowe z niskich rejestrów. Wówczas jest szansa, że będzie to operacja bezbolesna dla reszty gospodarki – mówi Adam Dakowicz.

K. Stolarski (Haitong Bank): rok 2016 był dla ekonomii na świecie lepszy od oczekiwań

K. Stolarski (Haitong Bank): rok 2016 był dla ekonomii na świecie lepszy od oczekiwań 7

Decyzja o brexicie oraz wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych to według analityka Haitong Bank dwa najważniejsze wydarzenia 2016 roku. Dla Polski oznaczały one przede wszystkim osłabienie się złotego. Nad Wisłą negatywnie zaskoczył PKB, a wśród jego składowych inwestycje. Indeksy zachowywały się jednak lepiej niż przed rokiem.
– Dla ekonomii na świecie ten rok okazał się lepszy niż oczekiwania. W Polsce rok 2016 był raczej słabym rokiem, ale i tak był mocniejszy, niż spodziewaliśmy się pod koniec 2015 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kamil Stolarski, analityk Haitong Bank. – Odzwierciedliły to na pewno indeksy: w całym roku indeks jest do góry prawie 10 proc., więc można powiedzieć, że to jest dobry rok, a oczekiwania były bardzo słabe.

WIG20 do 20 grudnia zyskał od początku roku 4,4 proc., podczas gdy w 2015 roku stracił niemal 20 proc. Warszawski indeks giełdowy jest już blisko 11-proc. wzrostu, a przed rokiem stracił prawie 10 proc., co oznacza, że odrobił ubiegłoroczne straty. Indeks średnich spółek w ciągu roku wzrósł o niemal 20 proc., a najmniejszych – o ponad 11 proc. Nieco gorzej wyglądały dane makroekonomiczne.

– Polski złoty tracił i traci do dzisiaj. Brexit i wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych poskutkowały tym, że złoty się osłabiał. Od początku roku złoty stracił do euro około 6 proc., do dolara około 8 proc., czego spodziewaliśmy się i nie jest to akurat jakimś większym zaskoczeniem – uważa Kamil Stolarski. – To, co odrobinę negatywnie zaskoczyło w przypadku Polski, to słabszy niż oczekiwany wzrost gospodarczy, ten wzrost na początku roku niektórzy obstawiali, że będzie w okolicach 4 proc., koniec końców on będzie słabszy niż 3 proc.

Po rozczarowującym wzroście gospodarki o 2,5 proc. w III kw. ekonomiści spodziewali się w ostatnich trzech miesiącach roku wyhamowania nawet poniżej 2 proc. Dane za listopad okazały się jednak zaskoczeniem na plus: zarówno sprzedaż detaliczna, jak i produkcja przemysłowa wzrosły mocniej od oczekiwań, lekko wyższe były też dynamiki wynagrodzenia i zatrudnienia. Nawet produkcja budowlano-montażowa, choć wciąż na minusie, odnotowała wynik lepszy od spodziewanego i od poprzedniego odczytu. Możliwe więc, że w ostatnim kwartale roku tempo wzrostu nie będzie niższe niż 2 proc.

– Konsumpcja idzie zgodnie z tym, czego rynek się spodziewał, natomiast w przypadku inwestycji mamy spadki, nikt właściwie nie spodziewał się spadków pod koniec 2015 roku – mówi analityk Haitong Bank. – Pewnie takie dwa kluczowe czynniki to przesunięcie środków z Unii Europejskiej, które miały być w tym roku, a pewnie zaczną kontrybuować dopiero w III kw. 2017 roku, a drugi element to większa niepewność. Nowy rząd, dyskusja o tym, jak będzie opodatkowana praca, jak będą opodatkowane małe i średnie przedsiębiorstwa – to sprawia, że inwestorzy i przedsiębiorstwa trochę zwlekają z podjęciem inwestycji do momentu, aż będą mieli większą pewność.

Jedna wątpliwość została właśnie wyjaśniona: rząd ogłosił, że rezygnuje z wprowadzenia podatku jednolitego.

Inwestowanie w 2017 r. – to będzie rok bardzo dużej nieprzewidywalności

Konrad Grzelec BGŻOptima
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Jeśli chodzi o prognozy na 2017 r. jedno jest pewne – to będzie rok bardzo dużej nieprzewidywalności. W trudnym otoczeniu ekonomicznym i politycznym rysuje się jednak całkiem sporo ciekawych opcji inwestycyjnych.

2017 r. będzie stał pod znakiem wydarzeń politycznych, które będą wpływały na rynki i zachowania inwestorów. Przed nami niezwykle ważne dla Unii i Europy wybory prezydenckie we Francji. Główne ryzyko wiąże się z potencjalną i możliwą wygraną Marii Le Pen z Frontu Narodowego, która otwarcie mówi, że chce rozpisania referendum w sprawie obecności Francji w UE. Pod znakiem zapytania stoi wynik wyborów parlamentarnych w Holandii, gdzie bardzo silne są nastroje antyunijne. Najbliższe miesiące to również czas niepewności we Włoszech, którymi do lata przyszłego roku, kiedy odbędą się przedterminowe wybory, będzie kierować tymczasowy rząd. Grudniowe referendum wskazuje na silne poparcie dla sceptycznego wobec UE Ruchu Pięciu Gwiazd, komika Beppe Grillo. Niepewność to również słowo klucz w Stanach Zjednoczonych, na czele których w styczniu stanie Donald Trump, polityk będący wielką zagadką, bez doświadczenia na żadnym urzędzie publicznym, a jednocześnie nieprzebierający w słowach. Jak w takim otoczeniu planować inwestycje na rozpoczynający się rok?

Nadzieje w Trumpie

Obraz 2017 r. nie jest aż tak czarny jak zarysowany powyżej. Niezależnie od braku stabilności i ryzyk politycznych światowa gospodarka kręci się na wysokich obrotach. Prognoza wzrostu globalnego PKB na przyszły rok wynosi 3,4 proc., a w 2018 r. dynamika wzrośnie do 3,7 proc. Gospodarka USA urośnie w tym czasie odpowiednio o 2,7 proc. i 2,9 proc. Stabilizuje się sytuacja ekonomiczna w drugiej co do wielkości gospodarki świata – w Chinach. Brazylia, jeden z liderów rynków wschodzących, wychodzi z dołka.

Otoczenie ekonomiczne sprzyja inwestowaniu, choć polityka kładzie się na nim cieniem. W co zatem inwestować?

Zacznijmy od USA, gdzie prezydentura Donalda Trumpa wywołuje tyle obaw co nadziei wśród inwestorów. Związane są one z zapowiedzianymi w kampanii wyborczej inwestycjami infrastrukturalnymi w Ameryce na 0,5 bln USD i obniżką podatków dla firm. Jeśli faktycznie zostaną one zrealizowane, przełoży się to na dobrą koniunkturę szeregu branż i wpłynie na ceny surowców. W dalszej konsekwencji stymulacja fiskalna będzie skutkować wzrostem inflacji co znowu odbije się na notowaniach niektórych aktywów.

Mocno wyśrubowane wyceny na giełdach za oceanem stwarzają jednak szanse na przedłużenie wzrostów kursów akcji. Po pierwsze fundamenty gospodarki amerykańskiej są solidne, a po drugie paliwa do dalszych wzrostów dostarczy polityka Białego Domu. Inwestycyjne plany prezydenta Trumpa mogą podbić ceny surowców przemysłowych i niektórych metali szlachetnych. To może być dobry rok dla palladu, platyny i srebra, jako metali o dość szerokim zastosowaniu użytkowym.

Z drugiej strony, warto zauważyć, że hossa w Stanach Zjednoczonych trwa już 7 lat, a wyceny są rekordowo wysokie. Daje to poczucie, że jesteśmy zdecydowanie bliżej końca okresu hossy, niż jeszcze kilka lat temu. Czynnikiem ryzyka jest także potencjalny protekcjonizm przyszłej amerykańskiej administracji – wprowadzenie  ceł importowych, zapowiedź niepodpisania układu TPP czy renegocjacji Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA). Tego rodzaju rozwiązania trudno uznać za korzystne dla gospodarki, która w minionych dekadach wiele zyskiwała dzięki możliwości prowadzenia wolnego handlu.

Złoto znowu błyśnie

Potencjalnie niezłe perspektywy rysują się przed rynkiem złota. Po znakomitym początku 2016 r., końcówka roku była dla żółtego kruszcu decydowanie słabsza. W ciągu ostatnich miesięcy złoto straciło blisko 13 proc. swojej wartości i osiągnęło poziom cen jakie obserwowaliśmy w lutym 2016 r.  Nie spełniły się oczekiwania, że po wygranej Donalda Trumpa ceny metalu pójdą w górę. Złoto zostało zastopowane przez dolara, który stał się jedną z najbardziej gorących aktywów finansowych. Amerykańska waluta drożeje w związku z oczekiwaną realizacją zapowiedzi wyborczych prezydenta-elekta odnośnie polityki inwestycyjnej oraz spodziewanymi zwyżkami stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Pomimo wzrostu kursu dolara złoto również może zyskiwać na wartości, ponieważ tradycyjnie postrzegane jest jako ochrona kapitału przed inflacją oraz bezpieczna przystań w niepewnych czasach. A wzrost cen jest nieuchronny w kontekście planów luzowania fiskalnego i nakładów rządowych na inwestycje nowego lokatora Białego Domu, poziom ryzyka na świecie także się nie zmniejszył, a wiele problemów dalekich jest od rozwiązania: coraz bardziej agresywne działania Rosji, nierozwiązany konflikt w Syrii, kryzys wewnętrzny w UE, rozpoczęcie procedury BREXIT-u, problemy banków w Europie czy coraz większa popularność partii populistycznych w kontekście zbliżających się wyborów w kilku państwach Wspólnoty.

Obecnie cena zdaje się zmierzać do poziomu wyznaczonego przez dno z połowy 2015 roku, tj. 1050 uncji za dolara. Blisko tej granicy znajduje się także psychologiczne wsparcie w postaci ceny 1000 dolarów za uncję. Patrząc od strony technicznej na tych poziomach możemy spodziewać się odbicia.

Selektywne podejście do obligacji

Od kilku miesięcy rentowność obligacji znajduje się pod silną presją w związku z podwyżką stóp procentowych w USA. Z podobną sytuacją możemy mieć do czynienia i w tym roku. Nie jest to jednak rynek skazany na zapomnienie. Wart uwagi jest segment obligacji korporacyjnych, gdyż wraz z rosnącą gospodarką światową firmy będą poszukiwały finansowania na dalszy rozwój.

Zoom na rynki wschodzące

2017 r. zapowiada się też jako rok rynków wschodzących. Przynajmniej niektórych. Generalnie przeważa pogląd, że atrakcyjne będą szczególnie Indie, Indonezja i Brazylia, czyli kraje o dużych rynkach wewnętrznych, stosunkowo odporne na powyborcze zawirowania w USA i niemające specjalnie dużych kontaktów handlowych ze Stanami Zjednoczonymi, co w razie spełnienia się obaw, że administracja Donalda Trumpa może wywołać wojnę handlową uchroni je przed stratami. Na liście rynków rozwijających się umieszczana jest też Polska.

Szansa dla GPW

Na polskim rynku dość ciekawie rysują się perspektywy warszawskiej giełdy. Końcówka 2016 r. tchnęła optymizm w inwestorów i po bardzo słabym roku, zaczęliśmy wreszcie obserwować solidne wzrosty. Są szanse, że w 2017 r. wreszcie ruszy rynek funduszy inwestycyjnych, który wraz ze wzrostami na GPW zacznie przynosić interesujące stopy zwrotu posiadaczom jednostek funduszy. Cały czas, podobnie jak w 2016 r. warto pamiętać o zdywersyfikowaniu portfela, lokując część środków w TFI inwestujące na zagranicznych rynkach.

***

Konrad Grzelec, BGŻOptima

Macrologic: 2016 r. był dla nas przełomowy, w 2017 r. postawimy na dalszy rozwój

Dla spółki Macrologic mijający rok był przełomowy. Firma nie tylko postawiła na upowszechnianie wiedzy z zakresu zarządzania procesowego, ale także ukończyła prace nad opracowaniem pierwszego polskiego procesowego ERP — Macrologic Merit. W 2017 r. polski dostawca systemów ERP zamierza kontynuować rozwój nowej linii produktowej oraz dotychczasowego produktu — Macrologic ERP. Liczy też na poprawę koniunktury gospodarczej i rozwój branży IT, m.in. dzięki wprowadzanym zmianom prawnym i programom rządu wspierających innowacyjność polskich przedsiębiorstw.

Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz, prezes Macrologic
Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz, prezes Macrologic

W ocenie prezes Macrologic SA, Barbary Skrzecz-Mozdyniewicz, rok 2016 był dla przedsiębiorców z branży IT okresem wsłuchiwania się w plany rządu i wyczekiwania na realizację zapowiadanych zmian w prawie, które mogłyby mieć bezpośredni pozytywny wpływ na działalność ich klientów. To z kolei miałoby przełożenie na rozwój sektora producentów i dostawców oprogramowania biznesowego. Jej zdaniem, brakowało jednak ze strony państwa dużych impulsów pobudzających innowacyjną gospodarkę.

Nie zostały uruchomione programy, które wspierałyby zakup, wdrażanie i korzystanie z nowoczesnych rozwiązań IT. Pojawiło się za to bardzo dużo zmian prawnych, w tym tych związanych z Jednolitym Plikiem Kontrolnym, co sprawiło, że środki w budżetach firm, które miały zostać przeznaczone na rozwój, były w rzeczywistości przekierowywane na dostosowanie systemów ERP do zmian w prawie zauważa Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz.

Pozytywne perspektywy na 2017 r. dla branży IT

Optymistyczne jest jednak to, że — jak podaje GUS — wyniki finansowe polskich przedsiębiorstw poprawiły się. — Zatrudnienie w organizacjach wzrasta, a to oznacza, że przewidywania na przyszłość, po trzech kwartałach 2016 roku, powinny być bardziej optymistyczne — mówi prezes Macrologic. Jak przypomina, w perspektywie 2017 r. jest również zapowiedź realizacji planu Morawieckiego czy programu Ministerstwa Cyfryzacji „Od Polski papierowej do cyfrowej”. — To propozycje, które mają zwiększyć innowacyjność polskich przedsiębiorstw. Tym samym będą one miały istotny wpływ na rozwój branży IT w Polsce — podkreśla Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz.

W ocenie prezes Macrologic, pozytywnie na dochody firm z sektora IT w przyszłym roku wpłyną nowe rozwiązania legislacyjne, np. w zakresie uszczelnienia systemu podatkowego, które jednocześnie wymuszą konieczność wprowadzenia zmian w systemach ERP.

Wiemy np., że w planach Ministerstwa Finansów jest wprowadzenie Centralnego Rejestru Faktur, co wiąże się z dużą rewolucją w zakresie księgowania w firmach. A już od 1 stycznia 2017 r. małe i średnie firmy zaczną wykorzystywać wdrożone do użytkowanych systemów IT aktualizacje umożliwiające realizację obowiązku wynikającego z wprowadzenia Jednolitego Pliku Kontrolnego. Przy tej okazji upowszechni się — do czego zachęcaliśmy naszych klientów — praca z e-dokumentami. Wydaje się więc, że branża IT, a szczególnie dostawcy systemów ERP skorzystają na tych zmianach — ocenia Barbara Skrzecz-Mozdyniewicz.

„Mamy powody do zadowolenia”

Od początku nowego roku firmy będą mogły także skorzystać z wyższej ulgi na badania i rozwój. — To ważne dla takich spółek jak nasza, gdzie wydatki w tym obszarze to istotna część budżetu. U nas teraz jest to ok. 10 proc. rocznie.  Myślę, że dzięki temu będziemy mogli inwestować w badania i rozwój jeszcze intensywniej niż dotychczas zaznacza prezes Macrologic.

Podkreśla jednocześnie, że spółka Macrologic osiągnęła cele założone na ten rok.
— Mamy powody do zadowolenia. W mijającym roku postawiliśmy na zarządzanie procesowe
i w kolejnym roku będziemy kontynuować promowanie tego modelu zarządzania. Chcemy upowszechniać wiedzę związaną z tym, w jaki sposób definiować, opisywać i informatyzować w firmach procesy i  jak osiągać lepsze wyniki niż pozwalają na to gospodarka i rynek. W nowym roku będziemy konsekwentnie budować markę naszego nowego produktu, pierwszego polskiego procesowego systemu ERP — Macrologic Merit, który zyskuje coraz większą rozpoznawalność. Jednocześnie będziemy także utrzymywać i rozwijać nasz drugi flagowy system — Macrologic ERP
zaznacza prezes spółki.

Ospały start na rynkach finansowych

Szczęśliwego Nowego Roku! Choć chyba powinien sobie darować ten wykrzyknik, by nie obudzić większości inwestorów na świecie, którzy wolne przedłużyli sobie o jeszcze jedne dzien. Pośród wielu zamknięte są rynki w Japonii, Wielkiej Brytanii i USA. W kalendarzu mamy kilka odczytów PMI z Europy.

Nowy rok to nowe okazje inwestycyjne, ale prawdziwy rozruch rynków finansowych jest opóźniony o kilkanaście godzin. Handel w Azji był płaski na rynku walutowym, a na giełdach i surowcach nie istniał. Marazm nie powinien jednak nas zwieść, gdyż to może być ciekawy rok od samego początku. Inauguracja prezydenta Trumpa jest zaplanowana już na 20 stycznia i inwestorzy mają wysokie oczekiwania w stosunku do skutków jego rządów dla gospodarki USA, a pośrednio dla polityki Fed. Był to temat przewodni dla trendów rynkowych pod koniec 2016 r. i teraz się to raczej nie zmieni. Dolar, rentowności obligacji skarbowych USA, Wall Street – wszędzie tam rajdy opierają się na oczekiwaniach przyspieszenia ożywienia gospodarczego, wzrostu inflacji i miarowego zacieśniania polityki monetarnej. Do podtrzymania optymizmu potrzeba systematycznego karmienia inwestorów lepszymi odczytami makro, a najbliższe publikacje wskaźników ISM (wtorek, czwartek) i raport z rynku pracy (piątek) będą pierwszymi testami sentymentu. Póki dane nie dadzą powodu do zwątpienia, rynek nie zrezygnuje z kupowania USD, szczególnie że po okresie międzyświątecznym otrzymał prezent w postaci korzystniejszych poziomów wejścia.

Jeśli coś miałoby zepsuć rynkową sielankę, to Chiny wybijają się przed szereg. Presja odpływu kapitału z Państwa Środka (a za tym obawy o stabilność kursu juana) rośnie od wielu miesięcy, a po Nowym Roku nasili się jeszcze bardziej, kiedy zresetują się limity dla wymiany dewiz dla każdego obywatela Chin (50 tys. USD). Jeśli chińskie władze będą walczyć o stabilizacje kursu juana, rynek nabierze obaw o drenowanie rezerw banku centralnego. Jeśli dojdzie do dewaluacji juana – może czekać nas powtórka rynkowych zawirowań z sierpnia 2015 r. W kolejnych dniach warto obserwować informacje z Pekinu.
Kalendarz na poniedziałek jest skromny i zawiera jedynie serię odczytów indeksów PMI dla przemysłu z Europy. W Polsce konsensus dla PMI dla przemysłu wskazuje na skromny wzrost w grudniu do 52 z 51,9 w listopadzie. Jesteśmy mniej optymistyczni i przewidujemy spadek do 51,8, ale w obu przypadkach wpływ odczytu na złotego jest znikomy. EUR/PLN pod koniec grudnia zatrzymał spadki przed 4,40 i biorąc pod uwagę potencjalne ryzyka (silny USD, geopolityka, presja na rynki wschodzące, spekulacje o obniżce ratingu) styczeń może przynieść powrót wzrostów kursu.

Finalne odczyty indeksów PMI z Eurolandu powinny potwierdzić silne odczyty (wst. 54,9), ale prawdziwym problemem gospodarki (i powodem do zmartwień ECB) pozostaje inflacja. Jeśli w środę inflacja bazowa za grudzień potwierdzi stabilizację na niskim poziomie 0,8 proc., potwierdzi to, że bank centralny musi pozostać w gołębim nastawieniu. To i perspektywa rosnącego ryzyka politycznego w gorącym roku wyborczym będą podtrzymywać presję na EUR w pierwszej części 2017 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.