Catering jednym z najszybciej rosnących sektorów w gastronomii. Wart jest 4,5 mld zł

Catering jednym z najszybciej rosnących sektorów w gastronomii. Wart jest 4,5 mld zł 1
Usługi cateringowe są jednym z najbardziej perspektywicznych sektorów wycenianego na 18,5 mld zł rynku gastronomicznego. Wartość tego segmentu to ok. 4,5 mld zł i rośnie o ok. 3 proc. rocznie. Konkurencja na rynku jest silna, więc firmy szukają nisz w już istniejących segmentach, jak catering dietetyczny, eventowy czy szkolny. Sprostać temu mogą tylko największe i operatywne podmioty.

– Krajowy rynek usług cateringowych mimo stosunkowo młodego wieku, bo to raptem kilkunastoletnia historia, jest stosunkowo duży – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damian Wiatrak, dyrektor zarządzający w firmie Deli Catering. – Ma bardzo istotne znaczenie dla rynku gastronomii, bo według naszej oceny wpływa na gusta kulinarne Polaków.

Usługi cateringowe są jednym z najsilniejszych sektorów rynku gastronomicznego. Według portalu Horeca.net wartość całej branży szacowana jest na blisko 18,5 mld zł, z czego catering odpowiada już za 4,5 mld zł. Wartość tylko zamówień świątecznych wynosi około 40–50 mln zł, a ich dynamika wzrostu to blisko 3 proc. rocznie.

Kierunek rozwoju rynku usług cateringowych wyznaczają oczekiwania klientów. Do niedawna większość imprez świątecznych odbywała w przestrzeni firmowej. W ostatnim czasie zauważalny jest jednak trend polegający na przenoszeniu takich eventów na zewnątrz. Zamówienia dotyczą nie tylko dużych imprez korporacyjnych, lecz także organizowanych przez małych i średnich przedsiębiorców. Często oprócz samych dań potrzebują oni kompleksowej obsługi imprezy, a więc także obsługi kelnerskiej, zastawy stołowej, oferty napojów i alkoholi czy dekoracji oraz oprawy artystycznej. Takie zlecenia mogą przyjąć tylko nieliczne podmioty.

– Konkurencja jest bardzo duża – mówi Damian Wiatrak. – Mimo dużych gabarytów, które ten rynek już osiągnął, widzimy jednak na nim potężne nisze do zagospodarowania. Na tej bazie budujemy przewagi rynkowe. Oceniamy, że sektor czeka także konsolidacja.

Obecnie, poza kilkoma znaczącymi graczami, segment usług cateringowych jest bardzo rozproszony, szczególnie w regionach. Ze względu na bariery sprzętowe i logistyczne, możliwości rozwoju wielu mikroprzedsiębiorstw są mocno ograniczone, co może utrudniać realizację zamówień według oczekiwań klientów biznesowych.

 Konsolidacja spowoduje to, że firm będzie zdecydowanie mniej, nastąpi swoiste przetasowanie – prognozuje Damian Wiatrak. – Słabsi gracze odpadną, silniejsi będą się łączyć w większe, kooperacyjne projekty.

Rynek cateringowy podzielony jest na kilka segmentów. To przede wszystkim usługi eventowe, imprezowe, przedszkolne, szkolne, stołówkowe, oraz szpitalne. Segmentacja rynku jest już od dawna, więc firmy poszukują nisz w ramach poszczególnych segmentów i raczej w jakości proponowanych usług.

– Jednym z segmentów jest catering dietetyczny, tzw. pudełkowy, obecnie bardzo popularny, ponieważ zmieniają się preferencje kulinarne Polaków oraz dostęp do usługi gastronomicznej na co dzień – wskazuje Damian Wiatrak. – Z racji tego, że konsumenci są coraz bardziej zabiegani, zapracowani potrzebują kogoś, kto dostarczy im zestaw żywieniowy, począwszy od śniadania poprzez lunch, skończywszy na kolacji, może podwieczorek czy deser. Pudełkowy catering dietetyczny zapewnia taką usługę.

Eksperci oceniają, że rynek usług cateringowych czekają jeszcze lata dynamicznego rozwoju. Podobną drogę przechodziły inne bardziej rozwinięte rynki.

 Na rynkach zagranicznych usługi cateringowe istnieją od kilkudziesięciu lat, w związku z czym są one dużo bardziej dojrzałe aniżeli w Polsce – wyjaśnia Damian Wiatrak. – Przekłada się to również na dużo większe wydatki, jakie konsumenci ponoszą na usługi cateringowe. To pozwala nam przypuszczać, że rynek w Polsce jest w dalszym ciągu na etapie wzrostowym.

Od stycznia zmieni się klasyfikacja branżowa spółek giełdowych. Pojawią się nowe indeksy

Od stycznia zmieni się klasyfikacja branżowa spółek giełdowych. Pojawią się nowe indeksy 2
Od nowego roku zmieni się klasyfikacja sektorowa spółek giełdowych. Nowe zasady będą obejmować emitentów akcji i obligacji notowanych zarówno na rynkach regulowanych, jak i alternatywnych. To wpłynie na zmiany w zakresie indeksów sektorowych. Od 2017 roku będzie obowiązywać trójstopniowy podział spółek ze względu na prowadzoną działalność i grupę odbiorców. Zmiany mają pozwolić na lepszą analizę porównawczą. Dzięki temu na giełdzie będą lepiej wyeksponowane branże, które reprezentują notowane spółki.

– Od 2017 roku dojdzie do bardzo istotnej zmiany w klasyfikacji sektorowej spółek giełdowych. Po raz pierwszy wprowadzamy nowe regulacje, jeżeli chodzi o przynależność spółek do poszczególnych branż. Będzie obowiązywać jednolita zasada kwalifikacji spółek, niezależnie od miejsca notowania – na rynkach głównym i NewConnect będą obowiązywały takie same kryteria kwalifikacji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Tomasz Wiśniewski, wicedyrektor Działu Rozwoju Produktów Informacyjnych i Indeksów na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Jak wskazuje ekspert, klasyfikacja zostanie ujednolicona dla wszystkich instrumentów finansowych, obejmie też po raz pierwszy emitentów instrumentów dłużnych obecnych na Catalyst.

– Druga zmiana dotyczy szczegółowości tej klasyfikacji. Dotychczas obowiązywała zasada dwustopniowa, w nowym podziale będzie obowiązywał trójstopniowy podział identyfikacji emitentów. Będzie to miało znaczenie przede wszystkim z punktu widzenia precyzji informacji. Inwestorzy będą mogli lepiej śledzić to, co dzieje się w poszczególnych sektorach – tłumaczy Wiśniewski.

Podział emitentów będzie obowiązywał ze względu na przedmiot prowadzonej działalności oraz grupy odbiorców: makrosektor, sektor i subsektor. Nowa klasyfikacja z dotychczasowych 28 zwiększy się do 38 sektorów. Najwięcej spółek trafiło do budownictwa (45) oraz nieruchomości i przemysłu elektromaszynowego (po ok. 30).

– Zmieni się też samo podejście do definicji sektorów. Do tej pory patrzyliśmy na to z punktu widzenia przedmiotów działalności, w nowym podziale będziemy patrzeć na grupy odbiorców. Przykładowo sektor, w którym działały spółki takie jak JSW czy Bogdanka, był nazywany sektorem surowcowym, w nowym podziale będzie to górnictwo – wskazuje przedstawiciel GPW.

Dzięki zmianom na giełdzie mają być lepiej wyeksponowane te branże, które reprezentują notowane spółki. Trójstopniowy podział sektorów ma w przyszłości pozwolić na wprowadzenie nowych instrumentów finansowych opartych na nowych indeksach. Nowa klasyfikacja sektorowa jest też zgodna z międzynarodowymi standardami.

 Mamy nadzieję, że te zmiany zostaną szybko zaadaptowane przez profesjonalnych uczestników rynku ze względu na to, że nasz podział jest bardzo bliski standardom stosowanym przez korporacje międzynarodowe. Co ważne, idziemy o krok dalej, bo takie sektory jak gry, e-handel czy recykling obecnie nie są jeszcze identyfikowane w tych klasyfikacjach międzynarodowych, a u nas już będą – podkreśla Wiśniewski.

Zmiana klasyfikacji sektorowej emitentów wpłynie na zmiany w zakresie indeksów sektorowych. Od stycznia zaczną być publikowane indeksy dla dotychczas nieidentyfikowanych sektorów.

 Obecnie mamy 11 indeksów sektorowych. Po wprowadzeniu nowej klasyfikacji dodamy trzy nowe wskaźniki śledzące koniunkturę w takich sektorach, jak motoryzacja, odzież oraz producenci leków. To kolejny ukłon w stronę inwestorów w zakresie dostępnej informacji. Będzie można śledzić to, co się dzieje w tych sektorach. Mamy nadzieję, że dzięki temu wzrośnie zainteresowanie ze strony inwestorów – mówi Tomasz Wiśniewski.

Od stycznia podatnicy mają nowe obowiązki sprawozdawcze. Zmiana przepisów ma uszczelnić system podatkowy

Od stycznia podatnicy mają nowe obowiązki sprawozdawcze. Zmiana przepisów ma uszczelnić system podatkowy 3
Z początkiem stycznia weszły w życie nowe przepisy dotyczące dokumentowania transakcji z podmiotami powiązanymi. Obowiązek prowadzenia bieżącej dokumentacji cen transferowych obejmie firmy i przedsiębiorców, których obroty przekraczają 2 mln euro, oraz tych, którzy dokonują transakcji z podmiotami z rajów podatkowych. Zmiany mają uszczelnić system podatkowy. Ułatwią też urzędom skarbowym wytypowanie podatników do kontroli.

– Zmiany w przepisach dotyczących cen transferowych [stosowanych w transakcjach pomiędzy podmiotami powiązanymi kapitałowo, rodzinnie lub osobowo – red.] są bardzo obszerne, wręcz rewolucyjne. Podatnicy muszą się do nich dobrze przygotować. Do tej pory mogli prowadzić dokumentację cen transferowych na bieżąco albo czekać, aż przyjdzie urząd skarbowy i poprosi o jej okazanie w ciągu 7 dni. Od stycznia nie ma już możliwości wyboru, a podatnicy w zeznaniu rocznym CIT-8 muszą oświadczyć, że mają dokumentację cen transferowych. W związku z tym trzeba prowadzić ją na bieżąco – mówi agencji Newseria Biznes Renata Dłuska, partner w firmie doradztwa podatkowego MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

Z początkiem 2017 roku weszły w życie nowe przepisy dotyczące dokumentowania transakcji z podmiotami powiązanymi. Nowelizacja wprowadza do krajowego porządku prawnego regulacje wypracowane przez Unię Europejską i OECD. Nowe przepisy nakładają na firmy i przedsiębiorców dodatkowe obowiązki sprawozdawcze, ale w opinii Ministerstwa Finansów uszczelnią system podatkowy i ułatwią identyfikację tych podmiotów, które zaniżają wysokość swoich dochodów.

– Ceny transferowe to ważny temat dla urzędów skarbowych. Zmiana przepisów jest oczywiście poszukiwaniem dodatkowych źródeł dochodów budżetowych. Na pewno wynika to również z faktu, że na zaostrzenie przepisów zdecydowała się Unia Europejska, co było pokłosiem głośnych spraw firm międzynarodowych, które nie płaciły podatków i transferowały zyski do rajów podatkowych – wyjaśnia Renata Dłuska.

Zgodnie z nowymi przepisami do sporządzania bieżącej dokumentacji cen transferowych są zobowiązane podmioty, których przychody lub koszty w roku poprzedzającym sięgnęły 2 mln euro. Muszą one dokumentować transakcje z podmiotami powiązanymi, które miały istotny wpływ na wysokość ich dochodu lub straty. Obowiązek sprawozdawczy obejmuje również tych, którzy dokonują transakcji z podmiotami z rajów podatkowych.

 Część podatników odetchnie z ulgą. Szczególnie tych, których obroty nie przekraczają 2 mln euro, ponieważ oni będą zwolnieni z obowiązku przygotowania dokumentacji cen transferowych, nawet jeżeli 90 proc. ich obrotu to transakcje z podmiotami powiązanymi. Natomiast podatnicy, którzy osiągnęli obroty albo ponosili koszty powyżej 2 mln euro, automatycznie są zobowiązane do przygotowania dokumentacji cen transferowych – mówi Renata Dłuska.

Obowiązek sprawozdawczy będzie dla firm i przedsiębiorców mniej lub bardziej uciążliwy, w zależności od kwoty obrotów. Przykładowo, podatnicy, którzy przekroczyli próg kwotowy w wysokości 10 mln euro, oprócz bieżącej dokumentacji cen transferowych będą musieli również przygotowywać analizy porównawcze, czyli uzasadnienie rynkowości cen.

Wprowadzone w styczniu regulacje zwiększyły też próg powiązań kapitałowych z dotychczasowych 5 proc. do poziomu 25 proc.

 Dotychczasowy próg powiązań kapitałowych, który determinował obowiązek dokumentowania cen transferowych, był ustawiony bardzo nisko. W grupach kapitałowych, przy symbolicznych ilościach udziałów, ten obowiązek zachodził i nie miało to żadnego uzasadnienia, bo 5 proc. praw do głosu nie daje realnej władzy ani możliwości wypływu na to, co się dzieje w spółce. Teraz ten próg został podwyższony i wiem, że w wielu przypadkach jest to zmiana na lepsze –mówi partner w MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

Podatnicy do zeznania CIT-8  będą musieli dołączyć załącznik CIT-TP. Muszą w nim szczegółowo wykazać, jakie transakcje, z jakimi podmiotami i o jakiej wartości zostały przeprowadzone w minionym roku. Dostarczy to urzędnikom precyzyjnych informacji, które pozwolą wytypować podatników do przeprowadzenia kontroli skarbowej.

Po zmianie przepisów kontrole będą skuteczniejsze, ponieważ będą wycelowane w konkretnych podatników, u których potencjał do znalezienia zaległości podatkowych jest duży. Natomiast już od początku 2016 roku obserwujemy intensywne kontrole w zakresie cen transferowych. Kontrolowane są wyłącznie podatki dochodowe za lata, które niedługo ulegną przedawnieniu. Są to zwykle podmioty należące do dużych grup kapitałowych, więc wiadomo, że tematem przewodnim są ceny transferowe – mówi Renata Dłuska.

Dzięki liberalizacji przepisów liczba upadłości konsumenckich wzrosła do ponad 4 tys. W 2017 spodziewany jest ich dalszy wzrost

Dzięki liberalizacji przepisów liczba upadłości konsumenckich wzrosła do ponad 4 tys. W 2017 spodziewany jest ich dalszy wzrost 4
Rośnie liczba upadłości konsumenckich. Dzięki bardziej liberalnym przepisom tylko przez pierwszych 11 miesięcy 2016 roku ich liczba przekroczyła 4 tys. Większość upadłości to tzw. zaległe, czyli dotyczące zobowiązań sięgających lat 90. Rok 2017 powinien przynieść coraz większą liczbę upadłości. Polska gospodarka wytrzyma ok. 10 tys. upadłości rocznie – podkreśla Mateusz Medyński z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Zmiana w liczbie upadłości konsumenckich jest lawinowa. Przez cały okres obowiązywania poprzedniej ustawy, czyli przez 5 lat, ogłoszono około 60 upadłości. W 2015, gdy weszły nowe przepisy, było już 2 tys. ogłoszonych upadłości. W 2016 przepisy zostały jeszcze dodatkowo zliberalizowane, wprowadzono formularze uproszczone i już w listopadzie przekroczyliśmy 4 tys. ogłoszonych upadłości – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Medyński, wspólnik w Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, odpowiedzialny za pion upadłości konsumenckich.

Tylko do 30 listopada 2016 roku liczba upadłości konsumenckich przekroczyła 4 tys. To niemal dwukrotnie więcej niż w i tak rekordowym 2015 roku (2,1 tys.).

Większość to upadłości zaległe. To ludzie, którzy od wielu lat zmagali się z długami i dopiero teraz uzyskali skuteczne narzędzie ich zrestrukturyzowania. Mamy w naszej praktyce zobowiązania, które sięgają lat 90. – mówi Medyński.

Sama instytucja takiej upadłości działa od 2009 roku, kiedy ogłoszono 10 upadłości konsumenckich. W latach 2010–2014 ich liczba oscylowała wokół 12–14 rocznie. Nowe przepisy, które weszły w życie w ostatnich dwóch latach, zdecydowanie złagodziły rygory ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Wykluczają one oddłużenie jedynie tych osób, które popadły w kłopoty umyślnie czy z powodu rażącego niedbalstwa.

Zupełnie zmieniło się podejście do dłużnika. Dotychczas upadły to był ten winny, zły, któremu trzeba było patrzeć na ręce. Zmieniliśmy optykę i przez długi czas syndycy i sędziowie mieli problemy, w jaki sposób patrzeć na upadłego konsumenta. Muszę jednak przyznać, że poradzili sobie z tym świetnie – ocenia ekspert Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Upadłość konsumencka pozwala wyjść z kłopotów osobom, które wpadły w spiralę długów. Dzięki nowym przepisom nawet w przypadku sprzedaży mieszkania dłużników część kwoty jest przeznaczana na np. roczny czynsz, tak aby osoba ogłaszająca upadłość miała gdzie mieszkać. Niższe są także opłaty pobierane przy składaniu wniosków. Obecnie to koszt kilkudziesięciu złotych. Jeśli majątek dłużnika na pozwala na pokrycie kosztów syndyka, pokrywa je państwo. Wcześniejsze przepisy wymagały, aby dłużnik zgromadził całą kwotę na pokrycie kosztów postępowania, np. kilka tysięcy złotych.

Na gospodarkę wpływ rosnącej liczby upadłości nie powinien być negatywny. Te 4 tys. osób prawdopodobnie przed ogłoszeniem upadłości i tak żyło w szarej strefie. Celem prawa jest umożliwienie ludziom powrotu do normalnego życia. Stają się oni na nowo konsumentami, pracownikami, podatnikami. Minus polega na tym, że nikt nie spodziewał się, że aż tak chętnie Polacy zaczną z tej upadłości korzystać i sądy nie były na to gotowe – podkreśla Mateusz Medyński.

Zdaniem ekspertów wzrost liczby wniosków o upadłość konsumencką to trend całkowicie naturalny. Jak wskazuje Medyński, rok 2017 powinien upłynąć pod znakiem dalszych dynamicznych wzrostów.

Polska gospodarka wytrzymałaby ok. 10 tys. upadłości rocznie i do tej liczby będziemy zapewne dążyć. Niemcy mają 90 tys. upadłości rocznie, Brytyjczycy 3040 tys., więc u nas 10 tys. nie byłoby czymś strasznym – ocenia Mateusz Medyński. – Na razie jeszcze rozładowujemy zaległości sprzed wielu lat. Powoli zaczynają dochodzić osoby, które do niewypłacalności doszły w czasach obowiązywania nowej ustawy.

Jak oszuści wyłudzają pieniądze od nowych przedsiębiorstw

Przedsiębiorcy, którzy rozpoczynają działalność bardzo często na chwilę po jej rejestracji otrzymują szereg pism, których forma często wygląda jak nakaz zapłaty, dzięki której nasza działalność zostanie wpisana do jakiegoś rejestru. Tymczasem prawo nie nakłada na przedsiębiorców takich obowiązków. Co zrobić, gdy dostaniemy takie pismo? Na co zwracać uwagę i jakie rzeczywiście obowiązki spoczywają na przedsiębiorcach? Więcej w materiale wideo.

Niebezpieczny scenariusz dla Polski

Wydatki rządowe rosną, a stan finansów publicznych nie jest dobry. Wydatki gospodarstw domowych na konsumpcję wspierały wzrost PKB. ich spadek byłby bardzo złym scenariuszem. Taki wariant jest jednak prawdopodobny.

Jest możliwe, że rząd będzie musiał szukać obniżenia wydatków nawet o 100 mld zł, tak w rozmowie z MarketNews24 ocenia sytuację dr Andrzej Rzońca, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, główny doradca FOR, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

– W takiej sytuacji jako konsumenci będziemy obstawiać najgorszy scenariusz – ocenia ekspert. A co z niego wynika, o tym więcej w materiale przygotowanym przez MarketNews24.

Podwyższenie kapitału zakładowego Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A.

29 grudnia br. została podpisana umowa pomiędzy Ministerstwem Skarbu Państwa oraz Polską Grupą Zbrojeniową S.A., dotycząca podwyższenia kapitału zakładowego PGZ S.A. w związku z realizacją projektu zwiększającego potencjał produkcyjny i remontowy spółek z Grupy PGZ w zakresie specjalistycznych okrętów i innych urządzeń wojskowych.

Ministerstwo Skarbu Państwa udzieliło Polskiej Grupie Zbrojeniowej S.A. wsparcia niebędącego pomocą publiczną w formie podwyższenia kapitału zakładowego PGZ S.A. poprzez objęcie przez Skarb Państwa akcji nowej emisji PGZ S.A. Akcje zostały opłacone przez Ministerstwo Skarbu Państwa wkładem pieniężnym w wysokości 300 mln PLN. Środki wsparcia pochodzą z Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorców. Umowa o objęciu akcji nowej emisji PGZ S.A. przez Skarb Państwa została podpisana 29 grudnia br.

– Zwiększenie zaangażowania Skarbu Państwa w istotne dla bezpieczeństwa kraju spółki, a taką niewątpliwie jest PGZ, to wyraz odpowiedzialności rządu względem sektorów ważnych dla gospodarki. Środki przekazane z Funduszu na rzecz PGZ zostaną wykorzystane na inwestycje w modernizację polskiego sektora zbrojeniowego – powiedział minister Henryk Kowalczyk.

– To kolejny krok w kierunku pełnej integracji przemysłu obronnego. Podwyższenie kapitału zakładowego PGZ umożliwi utrzymanie i rozwinięcie kompetencji przemysłowych i technologicznych w obszarach o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa, a także zabezpieczy udział polskich zakładów w kluczowych programach Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych – podkreślił Arkadiusz Siwko, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A.

Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. posiada status podmiotu o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym oraz spółki dominującej w grupie kapitałowej, która konsoliduje kluczowe podmioty w polskim przemyśle obronnym. Umowa wsparcia związana jest z realizacją projektu zwiększenia zdolności produkcyjnych i remontowych Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. oraz spółek skonsolidowanych w Grupie PGZ w celu utrzymania potencjału krajowego przemysłu obronnego w zakresie realizacji zadań, wynikających z Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP.

Środki finansowe pozyskane przez PGZ S.A. w wyniku wsparcia ze strony Ministerstwa Skarbu Państwa zostaną przeznaczone na poszerzenie kompetencji przemysłowych oraz oferty handlowej PGZ w zakresie specjalistycznych okrętów oraz innych urządzeń wojskowych. Umożliwi to m.in. zabezpieczenie potrzeb Marynarki Wojennej RP w zakresie dostaw okrętów oraz pomocniczych jednostek pływających i ich utrzymanie w gotowości bojowej. Podjęte działania ukierunkowane są na ochronę podstawowych interesów państwa i mają na celu finalizację konsolidacji polskiego przemysłu obronnego.

Zmiany w zarządzie Work Service S.A.

W dniu 30 grudnia Adam Pawłowicz złożył rezygnację z funkcji Wiceprezesa Work Service S.A. Od nowego roku jego dotychczasowe obowiązki, nadzoru nad polską częścią Grupy Kapitałowej, przejmie Piotr Gajek.

Przez ostatnie miesiące Adam Pawłowicz dokonał ogromnych zmian w Work Service. To pod jego nadzorem udało nam się z sukcesem połączyć strukturę realizacyjną i sprzedażową, a także dokonać wewnętrznej konsolidacji spółek zajmujących się doradztwem personalnym i wymianą transgraniczną. Jednocześnie w jego obszarze dokonaliśmy dużych zmian optymalizacyjnych, które pomogły nam w poprawie efektywności biznesowej. Chciałem mu serdecznie podziękować za pracę i zaangażowanie jakie włożył w naszą firmę i życzyć mu powodzenia w dalszych planach zawodowych – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Od nowego roku dotychczasowe obowiązki Adama Pawłowicza przejmie Piotr Gajek, który będzie odpowiadał za nadzór nad całą polską strukturą Grupy Kapitałowej, a także nad spółkami Antal i Work Service Express. Piotr Gajek jest związany z Work Service od kwietnia 2016, gdy wszedł w skład zarządu, w którym pełni funkcję Wiceprezesa odpowiedzialnego za finanse oraz budowanie efektywności inwestycyjnej i kosztowej Grupy. W swojej dotychczasowej karierze zawodowej był również w latach 2009-2013 dyrektorem wykonawczym Orange Polska ds. strategii relacji z klientami oraz ds. transformacji. Wcześniej, w latach 1992-2002 pracował w firmie Arthur Andersen, a w latach 2002-2009 był partnerem w EY Business Advisory.

Do momentu powołania nowego członka zarządu przez Radę Nadzorczą, Piotr Gajek będzie nadal opowiadał za politykę finansową Grupy.

Kolejny rok i wszystko zaczyna się od nowa

Dobiega końca okres świątecznego marazmu przeplatanego konsekwencjami niskiej płynności. Gadających zwierząt nie było słychać, ale przemówiły za to algorytmy transakcyjne, w nocy wyrzucając EUR/USD do 1,0650. Po Nowym Roku handel wraca do normy, a z nim kontynuowanie starych tematów i szukanie nowych. To oznacza utrzymanie siły USD, ale uwaga na Chiny.

Bez wątpienia rynek nie zwątpi w USD, dopóki Donald Trump albo Janet Yellen nie dadzą ku temu podstaw. Prezydent USA zaczyna urzędowanie dopiero 20 stycznia i jego pierwsze posunięcia będą uważnie śledzone. Szefa Fed do stonowania jastrzębiego nastawienia zmusi dopiero seria słabszych danych makro z USA. Na razie na nic takiego się nie zanosi, więc rynek ma podstawy, by trzymać się najlepszej inwestycji ostatnich tygodni. Jeszcze na koniec grudnia domykanie pozycji i porządkowanie portfeli ma silniejszą pokazują siłę, przez co widzimy skoki EUR/USD do 1,0650, czy GBP/USD od 1,24. Po weekendzie trzeba jednak pamiętać, że szybko znajdą się łowcy okazji, by skorzystać z promocyjnych poziomów do kupna dolara.

Co może zmącić rynkową sielankę?

Na początku 2016 r. były to Chiny i tym razem może być podobnie. Presja odpływu kapitału z Państwa Środka rośnie od wielu miesięcy, a po Nowym Roku jeszcze bardziej wzrośnie, kiedy zresetują się limity dla wymiany dewiz dla każdego obywatela Chin (50 tys. USD). Jeśli chińskie władze będą walczyć o stabilizacje kursu juana, rynek nabierze obaw o drenowanie rezerw banku centralnego. Jeśli dojdzie do dewaluacji juana – wystarczy rzucić okiem, co działo się w sierpniu 2015 r. Zachowajmy czujność!

Przyszły tydzień: rynek pracy USA/Kanada, PMI/ISM, minutki FOMC, CPI z Eurolandu
Właściwy start handlu w 2017 r. nastąpi trochę później, gdyż w poniedziałek święto bankowe jest obchodzone w USA (ale też w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Nowej Zelandii, Japonii i Chinach). Od strony danych makro z USA uwaga będzie przede wszystkim na raporcie z rynku pracy (pt), po którym oczekuje się kontynuacji poprawy. Konsensus zakłada utrzymanie solidnego przyrostu zatrudnienia (175 tys.), ale stopa bezrobocia ma wzrosnąć o 0,1 pkt proc. do 4,7 proc., co jest odreagowaniem anormalnego spadku w listopadzie. Odbicie powinno czekać też dynamikę płac, która ma wynieść 0,3 proc. m/m po -0,1 proc. miesiąc wcześniej. Ponadto uwaga będzie na wskaźnikach ISM i odpowiedzi na pytanie, na ile ostatnie wyższe odczyty nie są tylko wynikiem powyborczej euforii. Indeks dla przemysłu (wt) ma wzrosnąć do 53,7 (z 53,2), a dla usług (czw) ma spaść do 56,5 (z 57,2). W protokole z posiedzenia FOMC (śr) interesujące będzie, czy członkowie Komitetu zgłaszali obawy o zbyt dużą siłę USD. W przyszłym tygodniu z członków Fed przemawia tylko Evans i Lacker (obaj w pt). Wydaje się, że tylko rozczarowujący raport z rynku pracy może zagrozić obecnej dominacji USD.

W kalendarzu ze strefy euro wyróżniają się finalne odczyty indeksów PMI (pon i śr) oraz wstępny szacunek CPI (śr). Aktywność gospodarcza w Eurolandzie trzyma się na przyzwoitym poziomie, co powinno koić obawy ECB, ale brak presji cenowej (stabilizacja inflacji bazowej na 0,8 proc. r/r) oznacza, że bank centralny musi pozostać w gołębim nastawieniu. To i perspektywa rosnącego ryzyka politycznego w gorącym roku wyborczym będą podtrzymywać presję na EUR.

W Wielkiej Brytanii kolejne silne odczyty PMI z przemysłu (wt) i usług (czw) mogą dawać impulsy do chwilowej aprecjacji funta, jednak rynek utrzymuje przeświadczenie o powrocie GBP do osłabienia w średnim terminie, więc niewykluczone jest szybkie wygaszanie wzrostów na GBP/USD. W Szwajcarii inflacja CPI (czw) walczy o pierwszy nieujemny odczyt od października 2014 r., co będzie kolejnym powodem do utrzymania EUR/CHF blisko 1,07. Odczyty PMI ze Szwecji i Norwegii (pon) są przeważnie ignorowane. Widzimy EUR/SEK zmierzającego niżej po ostatnim jastrzębim zwrocie Riksbanku.

W Polsce konsensus dla PMI dla przemysłu (pon) wskazuje na skromny wzrost w grudniu do 52 z 51,9 w listopadzie. Jesteśmy mniej optymistyczni i przewidujemy spadek do 51,8, ale w obu przypadkach wpływ odczytu na złotego jest znikomy. EUR/PLN pod koniec grudnia zatrzymał spadki przed 4,40 i biorąc pod uwagę potencjalne ryzyka (silny USD, geopolityka, presja na rynki wschodzące, spekulacje o obniżce ratingu) styczeń może przynieść powrót wzrostów kursu.

W azjatyckiej strefie czasowej nie ma zbyt wiele danych makro, więc perspektywy dla crossów z JPY, NZD i AUD będą pod wpływem sentymentu wobec USD. Kalendarz z Japonii i Nowej Zelandii jest pusty, a w Australii dane o bilansie handlowym (pt) są drugorzędne. Chiński Caixin PMI dla przemysłu (wt) ma utrzymać poziom 50,9, który nic nie mówi o kierunku, w którym podąża chińska gospodarka. Oznaki problemów mogą jednak przypomnieć o burzliwym starcie 2016 r. i awersja do ryzyka z ogniskiem w Państwie Środka to zła wiadomość dla walut z Antypodów, ale wspierająca JPY.

W Kanadzie w grudniowym raporcie z rynku pracy (pt) spodziewane jest odreagowanie pozytywnej niespodzianki sprzed miesiąca przy dużej zmienność zatrudnienia tymczasowego i na pełny etat. Spadek zatrudnienia ma wynieść 5 tys. przy wzroście stopy bezrobocia do 6,9 proc. Dane w tym tonie potwierdzą, że listopad był pozytywnym wyjątkiem, dodając czynników za osłabieniem CAD w krótkim terminie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wysokie zainteresowanie obligacjami GPW serii D dla inwestorów instytucjonalnych

  • Inwestorzy wyrazili chęć objęcia ponad dwukrotnie więcej obligacji serii D aniżeli oferowane przez GPW
  • Od 2 do 12 stycznia 2017 r. będą trwały zapisy na obligacje serii E dla inwestorów indywidualnych

Obligacje serii D dla inwestorów instytucjonalnych sprzedały się z dużym sukcesem. Inwestorzy zadeklarowali chęć objęcia ponad dwukrotnie więcej obligacji serii D aniżeli oferowane przez GPW. Ostatecznie przydzielono maksymalną liczbę 600.000 obligacji serii D.

Tak duże zainteresowanie obligacjami GPW wśród inwestorów instytucjonalnych to zdecydowanie powód do zadowolenia. Zaufanie, jakim obdarzyły nas instytucje z rynku, to najlepsze potwierdzenie tego, że GPW jest w dobrej kondycji i ma przed sobą pomyślną przyszłość. Liczę na to, że ten sukces przełoży się na duże zainteresowanie obligacjami także ze strony inwestorów indywidualnych – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska, Prezes Zarządu GPW.

Zapisy na obligacje serii E dla inwestorów indywidualnych prowadzone będą w dniach 2–12 stycznia 2017 r. Cena emisyjna obligacji serii E uzależniona będzie od dnia złożenia zapisu. Cena emisyjna jednej obligacji pierwszego dnia zapisów, czyli 2 stycznia 2017 r., wyniesie 99,88 zł. W kolejnych dniach zapisów będzie rosła do 99,96 zł w ostatnim dniu zapisów, czyli 12 stycznia 2017 r. Zapisy na obligacje serii E mogą zostać zakończone przed terminem w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich obligacji.

Łączna wartość nominalna obydwu serii nie przekroczy 120 mln złotych, a każdej serii 60 mln zł. Seria D została skierowana do inwestorów instytucjonalnych, a seria E w pierwszej kolejności do inwestorów indywidualnych. Obligacje serii D i E będą oprocentowane według zmiennej stopy procentowej stanowiącej sumę stawki referencyjnej WIBOR 6M oraz marży w wysokości 0,95 proc. w stosunku rocznym. Odsetki będą wypłacane w okresach półrocznych. Odsetki od obligacji serii D i odsetki od obligacji serii E będą płatne w dniach określonych w warunkach emisji obligacji każdej z serii, zawartych w prospekcie emisyjnym obligacji.

Dzień wykupu obligacji został wyznaczony na 31 stycznia 2022 r.

Oferującym jest firma inwestycyjna Pekao Investment Banking S.A. Organizatorami są Bank Pekao SA oraz Pekao Investment Banking S.A. Współorganizatorami są Bank Handlowy w Warszawie S.A. oraz Dom Maklerski Banku Handlowego S.A. W skład konsorcjum dystrybucyjnego GPW w przypadku obligacji serii kierowanej do inwestorów indywidualnych wchodzą: Centralny Dom Maklerski Pekao S.A., Dom Maklerski Pekao, Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o., Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Biuro Maklerskie Alior Banku S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego S.A.

Podstawą prawną emisji obligacji GPW jest uchwała nr 1058/2016 Zarządu GPW z dnia 13 października 2016 r. w sprawie emisji obligacji na okaziciela serii D i E oraz art. 33 pkt 1 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o obligacjach (Dz.U. z 2015 r., poz. 238).

Chiński juan – coraz ważniejszy w globalnej gospodarce

Seweryn Masalski, MM Prime TFI
Seweryn Masalski, MM Prime TFI

W pierwszej połowie grudnia w centrum uwagi znalazły się banki centralne, które po raz ostatni w tym roku miały szansę zrewidować swoją politykę monetarną. Nieco w tle pozostała informacja dotycząca najnowszych zmian na rynku międzybankowym – od dwunastego grudnia bezpośrednia wymienialność chińskiego juana została poszerzona o siedem walut m.in. o złotego.

Znaczenie polityczne i gospodarcze Chin na arenie międzynarodowej systematycznie rośnie. Państwo Środka to nie tylko ogromne terytorium i potęga militarna, ale także druga największa gospodarka na świecie (pod względem PKB). Gdyby jednak uwzględnić parytet siły nabywczej, to chińska gospodarka znajdzie się na pozycji lidera, choć według wielu ekonomistów aktualnie boryka się ona ze spowolnieniem. Z drugiej strony, równie liczna grupa ekspertów podkreśla, że Chiny znajdują się w fazie przełomowych zmian zasługujących na miano transformacji gospodarczej. Wiele wskazuje na to, że właśnie ta druga wersja jest bliższa rzeczywistości. Otóż znaczenie przemysłu wyraźnie spada, podczas gdy w siłę rośnie sektor usług, który już teraz generuje ponad 50% chińskiego PKB. – Chiny mają wielką ambicję, aby chińska waluta stała się równoprawnym uczestnikiem rozrachunków handlowych na świecie na równi z dolarem i euro, mówi newsrm.tv, Seweryn Masalski, MM Prime TFI.

Rozszerzenie skali wymienialności juana wiąże się także z dalszymi planami ekspansji gospodarczej Chin, które poszukują drogi do alokacji swoich nadwyżek kapitałowych w Europie. Część zachodnich krajów broni się przed takim scenariuszem, jednak wiele państw widzi w tym swoją szansę, zwłaszcza gospodarki wschodzące np. Polska.

– Podejmowane są działania mające na celu usprawnić handel np. powstał projekt budowy nowego Jedwabnego Szlaku, w ramach którego już funkcjonuje połączenie kolejowe z Łodzi do Chengdu, dodaje Seweryn Masalski. Jest to na razie jeden z kamieni węgielnych, bowiem skala całego przedsięwzięcia może okazać się w przysłości ogromna. Chińczycy bardzo chętnie uczyniliby z Polski swój europejski przyczółek, z którego mogliby kontynuować dalszą ekspansję. Ponadto Chiny widzą swoją szansę w akwizycjach polskich firm oraz w realizacji kluczowych projektów sektora publicznego, zwłaszcza tych z branży energetycznej. Co więcej, z możliwości bezpośredniej wymienialności juana na złotego może skorzystać także Skarb Państwa, który będzie mógł swobodnie sprzedawać obligacje na rynku chińskim. Oczekiwania Ministerstwa Finansów są spore, bowiem przeprowadzona w sierpniu aukcja cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów z Państwa Środka.

Międzynarodowa pozycja chińskiego juana jest coraz bardziej znacząca – to efekt realizacji długoterminowej strategii gospodarczej. Wiele wskazuje na to, że trend ten nie ulegnie zmianie, bowiem póki co, determinacja i działania władz ludowych przynoszą oczekiwane skutki. Co więcej, gospodarka europejska stanowi atrakcyjny cel dla chińskiego kapitału. W obliczu tych możliwości ostatnie zmiany na rynku międzybankowym wydają się jak najbardziej uzasadnione, bowiem usprawniają wolny przepływ kapitału. Warto jednak pamiętać, że gospodarka chińska nie jest w pełni wolnorynkowa – to państwo nadal nadaje jej kształt oraz całkowicie odpowiada za system finansowy. Do tej pory taki eksperyment ekonomiczny raczej zdawał egzamin, jednak nie zmienia to faktu, że ta niekonwencjonalna forma gospodarki połączona z coraz większym otwarciem i znaczeniem może generować istotny czynnik ryzyka dla globalnego systemu finansowego.

Koszty ratowania banku we Włoszech. Nagły skok na EUR/USD

Poznaliśmy łączne koszty ratowania banku we Włoszech. Kwota przerosła oczywiście pierwsze szacunki. W nocy miała miejsce istotna anomalia na parze EUR/USD.

Włosi poznają koszty wsparcia banku

Znamy szczegóły ratowania Banca Monte dei Paschi di Siena. Jak się okazuje kreatywność włoskiego rządu po raz kolejny zaskoczyła obserwatorów. Okazuje się, że owszem nie można ratować banków bez obciążenia kosztami udziałowców i klientów. Można natomiast przeznaczyć 2 miliardy euro na odszkodowania z tym związane. Obecne koszty ratowania banku to 6,6 miliarda euro. Do rachunku należy dopisać jeszcze 6 miliardów z 2009 roku. Ciekawe czy trzeba będzie czekać do trzeciego raz, aż ktoś wymusi zmianę osób zarządzających tą placówką. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że włoscy politycy jeszcze kwartał temu odrzucali informacje o możliwej kolejnej pomocy państwa dla banku. Jeszcze tydzień temu rachunek za pomoc był jednak prawie o połowę niższy.

Anomalia na koniec roku

Są takie momenty na rynku gdzie dochodzi do niekontrolowanych zmian cen. Powodowane są one przeważnie błędem ludzkim po czym następuje cała sekwencja automatycznych reakcji. Tej nocy niespotykana sytuacja miała miejsce na parze EURUSD. Wydawać by się mogło, że ilość inwestorów gwarantuje, że tam się coś takiego nie wydarzy. Jak widać jest to tylko kwestia wielkości błędu. Tuż po północy nagle pojawiło się bardzo duże zlecenie, które wywindowało cenę o 1,5 centa. To tak jakby nagle frank podrożał lub staniał o 6 groszy. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie cena zmieniła się tak mocno bez ważnych wydarzeń? Nałożyło się najprawdopodobniej kilka elementów. Po pierwsze o tej godzinie płynność jest mniejsza. Po drugie koniec roku skłania raczej inwestorów do ograniczenia pozycji a nie trzymania jej otwartej na nowy rok. Po trzecie w momencie gdy pojawiło się duże zlecenie i zaczęło przebijać ważne poziomy włączyły się zlecenia automatyczne. To najprawdopodobniej one spotęgowały ruch przez co osiągnął taki a nie poziom. O tym, że był to wypadek przy pracy świadczy fakt, że po kwadransie nie było już natomiast widać ⅔ tej zmiany. Wczoraj co prawda poznaliśmy dobre dane z USA, aczkolwiek po pierwsze były one publikowane znacznie wcześniej. Po drugie były korzystne zatem powinny umocnić dolara a nie go osłabiać.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym nie ma żadnych ważnych odczytów. Rynki przygotowują się do zamknięcia roku.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

NIK o organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku w Krakowie

Kraków oraz Stowarzyszenie Komitet Konkursowy Kraków 2022 wydały blisko 11 mln zł na proces ubiegania się Krakowa o przyznanie roli gospodarza Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 r. W ocenie NIK pieniądze te wykorzystano nieefektywnie, gdyż miasto wycofało się ze starań o organizację Igrzysk, na skutek braku poparcia dla tej idei wśród mieszkańców. NIK wytyka Ministrowi Sportu, że finansowanie z budżetu państwa organizacji Igrzysk powinno nastąpić dopiero po wyrażeniu woli organizowania ich przez większość lokalnej społeczności. Izba wykryła też nieprawidłowości w umowach miasta ze szwajcarską firmą, która starała się w jej imieniu o organizację Igrzysk, zgłosiła też uwagi do działalności Stowarzyszenia Komitet Konkursowy Kraków 2022.

Kalendarium organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie w 2022 r.

W czerwcu 2012 r. narodziła się idea organizacji w Krakowie ZIO 2022. Jej inicjatorami były władze samorządowe regionu Małopolski, Polski Komitet Olimpijski oraz Słowacki Komitet Olimpijski;

  • 10 maja 2013 r. Sejm RP przyjął uchwałę popierającą ubieganie się o przyznanie Krakowowi roli gospodarza ZIO 2022;
  • 22 sierpnia 2013 r. Gmina Miejska Kraków, województwo małopolskie oraz miasto Zakopane powołały stowarzyszenie „Komitet Konkursowy Kraków 2022″ z siedzibą w Krakowie, którego strategicznym celem była koordynacja współpracy na rzecz kandydatury miasta Krakowa jako organizatora ZIO 2022;
  • 7 listopada 2013 r. Polski Komitet Olimpijski oficjalnie zgłosił kandydaturę Krakowa jako miasta gospodarza Zimowych Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich w 2022 r.;
  • 21 listopada 2013 r. Rada Ministrów podjęła uchwałę, w której zadeklarowała współpracę w organizacji w Krakowie oraz w regionie tatrzańskim po stronie polskiej i słowackiej Igrzysk Olimpijskich w 2022 r. Ponadto upoważniła Ministra Sportu i Turystyki do koordynowania działań wspierających organizację ZIO 2022;
  • 4 marca 2014 r. Minister Sportu i Turystyki przekazał na rzecz Krakowa kwotę prawie 4 mln zł (pierwsza transza) z przeznaczeniem na proces ubiegania się o organizację Igrzysk;
  • 13 marca 2014 r. Polski Komitet Olimpijski, Kraków oraz Stowarzyszenie Komitet Konkursowy Kraków 2022 złożyły w siedzibie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wniosek aplikacyjny (Bid Book I);
  • 1 kwietnia 2014 r. Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę w sprawie przeprowadzenia referendum lokalnego w sprawie organizacji Zimowych Igrzysk w 2022 r.;
  • 25 maja 2014 r. odbyło się referendum, w wyniku którego blisko 70 proc. jego uczestników opowiedziało się przeciwko organizacji w Krakowie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 r.;
  • 11 czerwca 2014 r. Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę o rezygnacji z procesu ubiegania się o organizację Igrzysk w 2022 r.;
  • 12 czerwca 2014 r. Minister Sportu i Turystyki wezwał Miasto Kraków do zwrotu 4 mln zł z uwagi na nieosiągnięcie planowanych efektów rzeczowych zadania;
  • 3 lipca 2014 r. Minister Sportu i Turystyki wszczął postępowanie administracyjne w sprawie zwrotu dotacji;
  • 12 stycznia 2015 r. Miasto Kraków zwróciło na rachunek Ministerstwa Sportu i Turystyki środki dotacji wraz z odsetkami;
  • 14 stycznia 2015 r. Miasto Kraków złożyło do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargę na decyzję administracyjną Ministra Sportu i Turystyki w sprawie zwrotu środków dotacji;
  • do 2 grudnia 2016 r. nie doszło do rozstrzygnięcia w przedmiotowej sprawie.

Najważniejsze ustalenia kontroli

Zarówno Minister Sportu i Turystyki jak i Prezydent Krakowa prawidłowo prowadzili analizy prawne i finansowe dotyczące możliwości sfinansowania procesu ubiegania się Krakowa o organizację Igrzysk Olimpijskich w 2022 r. NIK zauważa, że wyniki analiz wskazywały na ryzyko związane z możliwością braku poparcia społecznego dla organizacji Igrzysk i rekomendowały pilne przeprowadzanie badania opinii publicznej w tej sprawie w formie sondażu lub referendum. Wyniki badania opinii publicznej, realizowanego na przełomie października i listopada 2013 r. na zlecenie Miasta Krakowa przez TNS Polska S.A., pokazały
66 proc. poparcie mieszkańców Krakowa dla organizacji Igrzysk i stosunkowo wysoki odsetek przeciwników – 29 proc. (grupa 500 respondentów). W raporcie z badania zwrócono również uwagę na ryzyko zmiany opinii mieszkańców podczas debaty publicznej, co potwierdziło się w majowym referendum.

Minister Sportu i Turystyki zdecydował się na zawarcie umowy z Krakowem na dofinansowanie organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich pomimo faktu, że samorząd Krakowa nie posiadał wystarczającej wiedzy o stopniu poparcia opinii publicznej dla realizacji Igrzysk. Minister nie zminimalizował ryzyka wystąpienia negatywnych dla Skarbu Państwa konsekwencji referendum lokalnego, dotyczącego poparcia dla organizacji Igrzysk w 2022 r. W ocenie NIK, na etapie opracowywania projektu umowy z Krakowem, Ministerstwo Sportu i Turystyki powinno było uregulować kwestie związane z ewentualnym negatywnym wynikiem referendum, a finansowanie organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich powinno nastąpić dopiero po wyrażeniu woli organizowania Igrzysk przez większość mieszkańców.

W przeprowadzonym w maju 2014 r. referendum, większość mieszkańców Krakowa – aż 70 proc. głosujących – opowiedziała się przeciwko organizacji Igrzysk w 2022 r. W następstwie czego miasto zrezygnowało z ubiegania się o prawo do ich organizacji. NIK podkreśla, że podjęcie uchwały o przeprowadzeniu referendum lokalnego nastąpiło na etapie znacznego zaangażowania środków publicznych (do końca marca 2014 r. wydano ok. 21 proc. środków na ten cel – 4,8 mln zł z przewidzianych ok. 22,8 mln zł). Przy okazji NIK zauważa, że mieszkańcom gmin regionu tatrzańskiego nie dano możliwość wypowiedzenia się w referendum na temat poparcia dla organizacji Igrzysk, choć to na ich terenie miały być także rozgrywane konkurencje olimpijskie.

Gmina Miejska Kraków prawidłowo i rzetelnie udokumentowała wydatki w kwocie ponad 8,2 mln zł, które poniesiono na proces organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 r. NIK zauważa jednak, że środki publiczne zostały wykorzystane nieefektywnie, odstąpiono bowiem od starań o organizację Igrzysk.

Minister Sportu i Turystyki właściwie nadzorował prawidłowość wydatkowania środków dotacji udzielonych na proces ubiegania się miasta Krakowa o organizację Igrzysk w 2022 r. Minister objął kontrolą środki w wysokości prawie 2 mln zł z dotacji celowej udzielonej Stowarzyszeniu Komitet Konkursowy Kraków 2022 oraz zasadnie wydał decyzję zobowiązującą Stowarzyszenie do zwrotu ponad 50 tys. zł z powodu niecelowości wydatków. Pracownicy Ministerstwa skontrolowali również sposób wydatkowania przez Miasto Kraków części dotacji celowej w wysokości 3 mln 970 tys. zł. Po rezygnacji Krakowa z ubiegania się o organizację Igrzysk, Minister wydał decyzję w której zażądał zwrotu dotacji w wysokości 3 mln 970 tys. zł. Miasto Kraków zwróciło środki dotacji i złożyło skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzję Ministra. W ocenie NIK istnieje ryzyko negatywnego wobec Ministra rozstrzygnięcia sporu w toczącym się postępowaniu sądowo-administracyjnym.

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia realizację części umowy zawartej pomiędzy miastem Kraków a szwajcarską firmą Event Knovledge Service S.A. (EKS) w zakresie opracowania ekspertyz oraz studiów wykonalności dla obiektów sportowych i pozasportowych, nowo budowanych oraz modernizowanych. Event Knovledge Service S.A. sporządziła tylko 5 z 19 opracowań studiów wykonalności, za które otrzymała jednak pełne wynagrodzenie (ponad 645 tys. zł). Stało się tak dlatego, że zmniejszyła się liczba podmiotów biorących udział w projekcie ZIO 2022 oraz nastąpiła korekta „Planu Generalnego Igrzysk” opisanego we wniosku aplikacyjnym. Niestety Miasto Kraków w umowie zawartej ze szwajcarską firmą, a także w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, nie dodało zapisu uzależniającego wysokość wynagrodzenia od ilości sporządzonych studiów wykonalności, a także nie uwzględniło, że może zmniejszyć się liczba opracowań. Zdaniem NIK wynagrodzenie należne wykonawcy powinno było być ustalone proporcjonalnie do liczby wykonanych opracowań. Łącznie szwajcarska firma otrzymała wynagrodzenie w wysokości prawie 4,5 mln zł, w tym za świadczenie usług – ponad 1,6 mln zł i za sporządzenie opracowań – blisko 2,9 mln zł (w tym wniosek aplikacyjny Bid Book I – prawie 2 mln zł, ekspertyz oraz studiów wykonalności dla pięciu obiektów – ponad 645 tys. zł oraz opracowanie strategii technicznej – 92 tys. zł).

Stowarzyszenie Komitet Konkursowy Kraków 2022 miało do dyspozycji prawie 2,5 mln zł środków publicznych na wstępny etap ubiegania się o organizację Igrzysk. Pieniądze te wydatkowano zgodnie z zawartymi umowami. Jednocześnie NIK zwraca uwagę, że Stowarzyszenie w 2013 r. nie dokumentowało w wystarczający sposób przeprowadzonych negocjacji, rozeznania rynku oraz wyboru wykonawców i ekspertów w zakresie wydatków na kwotę ponad 1,6 mln zł. Wyłączenie obowiązku stosowania przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych dotyczące zakupu wskazanych towarów i usług nie zwalniało Stowarzyszenia z zachowania należytej staranności w wydatkowaniu środków publicznych. W ocenie NIK tego rodzaju postępowanie nie gwarantowało, że środki będą wydatkowane w sposób gospodarny i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów, do czego Stowarzyszenie było zobowiązane przepisami ustawy o finansach publicznych.

Ponad 90 proc. rozliczonych środków Stowarzyszenie wydatkowało na akcje promocyjne i z zakresu public-relations (1,5 mln zł tj. 61,5 proc.), bezzwrotną opłatę aplikacyjną na rzecz MKOl (ok. 480 tys. zł, tj. prawie 20 proc.) i obsługę ekspercką (ponad 252 tys. zł, tj. 10 proc.). Efektem poniesionych wydatków była m.in. realizacja kampanii informacyjno-promocyjnej „Marzenia się spełniają. Kraków 2022”. Koszty kampanii wyniosły prawie 1 mln 350 tys. zł (55 proc. wydatkowanych środków).

Uwagi i wnioski NIK

Decyzja o organizacji tak ważnego wydarzenia sportowego i medialnego, jakim są Zimowe Igrzyska Olimpijskie, powinna uzyskać akceptację i gwarancje finansowania zarówno na szczeblu rządowym, jak i samorządowym. Wola mieszkańców, członków wspólnoty samorządowej powinna zostać wyrażona w drodze referendum. W przypadku Krakowa podjęcie uchwały o przeprowadzeniu referendum lokalnego nastąpiło na etapie, gdy zostały już zaangażowane znaczne środki finansowe na organizację Igrzysk. W związku z wynikiem referendum Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę w sprawie rezygnacji Krakowa z procesu ubiegania się o prawo do organizacji Igrzysk w 2022 r. Podjęcie powyższej uchwały skutkowało brakiem możliwości wykorzystania wykonanych już prac, które zostały sfinansowane ze środków publicznych.

W związku z wynikami kontroli Najwyższa Izba Kontroli wnosi o rozważenie przyjęcia przez Ministra Sportu i Turystyki reguły postępowania uzależniającej przyznanie dotacji celowej na dofinansowanie zadań związanych z organizacją igrzysk olimpijskich od rozstrzygającego wyniku referendum lokalnego wyrażającego zgodę na organizację igrzysk.

Arendarski: Największy sukces 2016 roku? Brak podatku jednolitego

Nasza gospodarka ma się dobrze – to najważniejsze co możemy na chwilę obecną o niej powiedzieć. Oczywiście wzrost PKB nie jest wymarzony, ponieważ we wcześniejszych latach wzrost wynosił 6-7% w skali roku. Taki wynik jest już przeszłością, ponieważ Europa i świat rozwijają się wolniej. Przez wiele lat mieliśmy przyzwoite 3%, a w tym roku następuje spowolnienie. 

Z wyjątkiem dużej części usług, koniunktura nie jest zła i mamy dobre widoki na 2017 rok. Osiągnięcie – w postaci utrzymania wzrostu – należy zaliczyć zarówno poprzedniemu rządowi, jak i obecnemu. Przy wykonaniu budżetu cieszy, że luka budżetowa będzie niższa niż w ustawie budżetowej na 2016 rok. Oszczędności wynikają z opóźnień w wydawaniu unijnych pieniędzy, które wymagają współfinansowania przez budżety centralne i wojewódzkie. Jest to dobra oznaka pewnej oszczędności i nierozrzutności – musimy o tym myśleć ze względu na rosnące obsługiwane zadłużenie, które trzeba będzie w przyszłości oddać.

– Chciałbym, aby w 2017 roku luka budżetowa nie była mniejsza od zaplanowanej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Ważną kwestią jest plan ministra Morawieckiego, który nie został jeszcze rozpisany detalicznie na ustawy. Dobrze, że w rządzie jest ośrodek gdzie kształtuje się wizja nowoczesnej i innowacyjnej Polski. Dopiero w 2017 roku zobaczymy, na ile powiodą się te plany. Dobrze, że w 2016 roku pomyślano o przedsiębiorcach i nie skończyło się to wyłącznie na słowach.

„Konstytucja dla przedsiębiorców” jest ważną rzeczą konsumującą wiele wniosków zgłaszanych przez wszystkie organizacje biznesu w Polsce. Za największy sukces mijającego roku można uznać brak podatku liniowego.

To była absolutnie chora koncepcja, która spowodowałaby bardzo wiele szkód i nic pozytywnego by nie wniosła. Z dużym lękiem patrzyłem na próbę pozbawienia przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, możliwości rozliczania się podatkiem liniowym. Specjaliści obliczyli, że wzrost obciążeń mógłby wynosić nawet 40%. Spowodowałoby to zamykanie bardzo dużej liczby małych przedsiębiorstw lub przejście do szarej strefy, gdzie w ogóle nie płaci się podatków – ocenia Arendarski.

Ile mieszkań rocznie wystawiają na sprzedaż deweloperzy

Jaką ilość mieszkań wprowadzili na rynek deweloperzy w 2016 roku? Ile lokali firmy wystawiły na sprzedaż rok wcześniej? O ile mieszkań planują rozszerzyć ofertę w 2017 roku? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

W 2016 roku do oferty weszło około 2500 mieszkań w 11 różnych lokalizacjach. W porównaniu z 1755 lokalami, które trafiły na rynek w 2015 roku oznacza to około 42 proc. wzrost. W 2017 roku planujemy wprowadzić do sprzedaży około 2000 mieszkań. Większość z planowanych inwestycji to projekty z pozwoleniem na budowę, co ogranicza ryzyko przesunięcia terminów, generowanych przez procedury administracyjne.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

W 2015 roku Grupa Polnord wprowadziła do sprzedaży 1205 lokali w 12 projektach. W bieżącym roku do oferty wszedł o jeden projekt mniej. W rozpoczętych inwestycjach znalazło się łącznie 359 mieszkań, na osiedlach: Neptun II w Ząbkach, Tęczowy Las II w Olsztynie, Chabrowe Wzgórze w Kowalach na granicy Gdańska oraz w bud. A3 Brzozowego Zakątka w Warszawie. W październiku uruchomiliśmy trzeci etap Stacji Kazimierz na warszawskiej Woli, gdzie powstaną 173 mieszkania. Ostatnim z uruchomionych projektów w 2016 roku jest Rezydencja Brzozowy Zakątek, w której oferujemy jakość premium. Do realizacji przygotowywane są kolejne inwestycje, głównie na rynkach trójmiejskim i warszawskim. Na 2017 rok zaplanowaliśmy 10 projektów, które rozszerzą ofertę firmy o około 1500 lokali.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

W 2016 roku do oferty trafi około 1400 mieszkań, a do końca grudnia wprowadzimy do sprzedaży jeszcze około 180 lokali. W poprzednim roku rozpoczęliśmy sprzedaż inwestycji, w których znajduje się prawie 1000 mieszkań. Posiadamy bank ziemi pozwalający na realizację ponad 4000 mieszkań w różnych częściach Wrocławia.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

W 2016 roku wprowadziliśmy na rynek około 400 mieszkań. Rok wcześniej do naszej oferty trafiło około 500 lokali i zakładamy, że podobna ilość wejdzie także w 2017 roku.

Michał Świderski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Marvipol Development

W 2016 roku wprowadziliśmy do sprzedaży 650 lokali mieszkalnych i usługowych. Rok wcześniej weszło na rynek niemal 900 lokali. W 2017 roku, stosownie do postępów sprzedaży, planujemy wprowadzić na rynek kolejne etapy Central Park Ursynów i Riviera Park, z ponad 600 lokalami. Mamy w portfelu kameralne, ekskluzywne projekty na warszawskiej Ochocie, Mokotowie i Powiślu, w których łącznie znajduje się niespełna 200 lokali. Liczymy, że przynajmniej dwa z nich trafią w przyszłym roku do realizacji.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W sumie w 2016 roku do sprzedaży wprowadziliśmy ponad 400 mieszkań w projektach: Kolska od Nowa:) etap III, Apartamenty Marymont etap I i Apartamenty Pereca. W przypadku ostatniej inwestycji cały budynek, który jest w trakcie budowy, został sprzedany na rzecz zagranicznego funduszu inwestycyjnego w ramach pierwszej tego typu transakcji na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych. Pracujemy w tej chwili nad kolejnymi projektami mieszkaniowymi w nowych lokalizacjach. Naszą ambicją na rok 2017 jest rozszerzanie oferty o kolejne 600 lokali.

Krzysztof Foder, dyrektor ds. sprzedaży Bouygues Immobilier Polska

W 2016 roku wprowadziliśmy na rynek 810 mieszkań, w tym 500 w Warszawie, 90 we Wrocławiu i 220 w Poznaniu. W 2017 roku planujemy wprowadzić do sprzedaży w Warszawie ponad 1300 mieszkań i we Wrocławiu prawie 200, w sumie około 1500 lokali.

Michał Sapota, prezes zarządu Murapol S.A.

Od dwóch lat wprowadzamy do sprzedaży około 2 tysiące mieszkań rocznie. Przygotowywane plany handlowe na kolejne lata zakładają zwiększenie tej liczby, co jest naturalną konsekwencją naszego rozwoju na rynku krajowym oraz wychodzenia z działalnością za granicę. Inwestycje realizowane poza granicami kraju będą stanowiły coraz większy udział w ogólnej liczbie oferowanych mieszkań. Liczymy, że w przyszłym roku uruchomimy sprzedaż lokali w naszym pierwszym projekcie zagranicznym, zlokalizowanym w Berlinie.

Yael Rothschild, prokurent Mill-Yon Gdańsk

W 2015 roku wprowadziliśmy do sprzedaży pierwszy etap Aura Sky Gocław z 361 mieszkaniami, a także pierwszy etap Aura Garden Białołęka, w którym znalazło się 112 mieszkań. W 2016 roku rozpoczęliśmy sprzedaż mieszkań w drugim etapie Aura Gdańsk (124 mieszkania), a także uruchomiliśmy rezerwacje lokali z trzeciego etapu (50 mieszkań). W 2017 roku planujemy uruchomienie drugiego etapu Aura Sky, w którym zostało zaprojektowane 215 lokali. Trudno nam jednak oszacować liczbę mieszkań, jaką wprowadzimy do sprzedaży w ciągu całego roku. Firma jest w trakcie zakupu 5 działek w Warszawie. Przed nami czas bardzo dynamicznego rozwoju.

Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży Red Real Estate Development

W 2016 roku ruszyliśmy ze sprzedażą 182 mieszkań na ekologicznym osiedlu Alpha Park w Warszawie. Rozpoczęliśmy też sprzedaż we Wrocławiu, w dwóch nowych budynkach Nowej Papierni Ultra Novej, które powstaną w sąsiedztwie zrewitalizowanej przez nas XIX-wiecznej fabryki papieru, znajdzie się 156 soft loftów i apartamentów. W stolicy Dolnego Śląska powstanie jeszcze 15 mieszkań typu studio w zrekonstruowanej Kamienicy Pod Pelikanem. W Poznaniu kontynuujemy sprzedaż ukończonych lokali w osiedlu Red Park. W 2017 roku planujemy rozpocząć sprzedaż mieszkań w kolejnym budynku poznańskiej inwestycji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Home Invest w 2016 roku wprowadziło na rynek inwestycję Monte Verdi, która powstaje w dzielnicy Warszawa Włochy przy ulicy Popularnej. To kameralny projekt, składający się z 61 mieszkań i 12 lokali usługowych. W 2015 roku do naszej oferty trafiły mieszkania z drugiego etapu osiedla Na Sokratesa, zlokalizowanego na warszawskich Bielanach, w którym znalazło się 186 mieszkań. Na początku 2017 roku zamierzamy wprowadzić do sprzedaży drugi etap inwestycji Krasińskiego 58 położonej na Żoliborzu.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

W 2016 roku wprowadziliśmy do sprzedaży inwestycję Apartamenty Krasińskiego II na warszawskim Żoliborzu. Na tym osiedlu zaczęliśmy podpisywać umowy deweloperskie w czerwcu br. i do tej pory sprzedaliśmy 45 ze 123 mieszkań. W 2017 roku planujemy rozpoczęcie budowy nowego osiedla przy ulicy Nakielskiej w Warszawie, w którym znajdzie się 251 lokali.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Dobiegający końca 2016 rok jest dla nas najbardziej intensywnym okresem pod względem rozbudowy oferty w kilkuletniej historii firmy. Od początku bieżącego roku wprowadziliśmy do sprzedaży 421 mieszkań, a w 2015 roku do naszej oferty trafiło 368 lokali. W 2017 roku zaplanowaliśmy wprowadzenie do sprzedaży 301 mieszkań.

Opracowanie:

Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Nieudany bal sylwestrowy można zareklamować

Nieudany bal sylwestrowy można zareklamować 5

Z sondaży wynika, że ponad 80 proc. Polaków chce uczcić tegorocznego sylwestra. Federacja Konsumentów przypomina, że w przypadku niezgodnej z umową zabawy sylwestrowej, można ją zareklamować. Organizator ponosi też odpowiedzialność za zniszczone lub zagubione rzeczy osobiste pozostawione w szatni. Również biuro podróży, które organizuje kilkudniowy wyjazd połączony z zabawą noworoczną, musi uwzględnić reklamację w przypadku niedotrzymania warunków umowy.

W przypadku udziału w balu czy imprezie sylwestrowej mamy do czynienia z umową dotyczącą rezultatu zaplanowanych działań. Jako konsumenci oczekujemy przede wszystkim tego, że będziemy się dobrze bawić na imprezie, która została dobrze zorganizowana, w sposób przewidziany programem i ustalony z organizatorem. W przeciwnym razie taką imprezę możemy zareklamować, powołując się na przepisy o rękojmi przy sprzedaży – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Chwesiuk, prawnik z Federacji Konsumentów.

Z sondażu przeprowadzonego na początku grudnia przez IQS wynika, że tegorocznego sylwestra zamierza świętować 81 proc. Polaków, z czego 16 proc. spędzi go na wyjeździe. Średnia zadeklarowana kwota, którą w tym roku Polacy wydadzą na przedsylwestrowe przygotowania, wynosi 680 zł. Federacja Konsumentów przypomina, że prawa w zakresie ochrony konsumentów obowiązują również w przypadku zorganizowanej imprezy sylwestrowej, dlatego warto zawczasu pisemnie ustalić z organizatorem jej harmonogram i warunki.

– Trzeba ustalić z organizatorem, ile ma być posiłków, w jakiej formie podane, czy będzie catering albo obsługa kelnerska, czy ma być muzyka na żywo i alkohol. Jeżeli zadbamy o szczegóły wcześniej i będziemy mieć korespondencję mailową z organizatorem, foldery albo regulaminy, to wówczas łatwiej będzie złożyć reklamację – przypomina Katarzyna Chwesiuk.

Konsument niezadowolony z organizacji imprezy sylwestrowej może ją zareklamować, powołując się na art. 560 Kodeksu cywilnego. Zdaniem prawnika najlepiej jak najszybciej złożyć pisemną reklamację u organizatora, domagając się proporcjonalnego do niedogodności zwrotu gotówki.

Można również zażądać naprawienia szkody w związku ze źle wykonaną usługą. Przykładowo, jeżeli był zaplanowany catering, ale firma cateringowa, z którą współpracuje organizator, nie przyjechała i musimy zamówić jedzenie na własny koszt, wtedy trzeba koniecznie poprosić o rachunek, który można przedłożyć w ramach reklamacji i zażądać zwrotu kosztów – mówi Katarzyna Chwesiuk.

Prawniczka Federacji Konsumentów przestrzega, że organizator balu lub imprezy sylwestrowej może próbować zrzucić odpowiedzialność na podwykonawcę, w tym przykładzie na firmę cateringową. Jest to jednak sprzeczne z prawem, ponieważ to organizator odpowiedzialny za wykonanie usługi ponosi wyłączne koszty wszystkich ewentualnych roszczeń i nie może on zrzucić z siebie odpowiedzialności.

Federacja Konsumentów przypomina, że organizator odpowiada też za wszystkie rzeczy osobiste gości. Często w klubach, restauracjach czy teatrach klienci natykają się na informację, że „w razie zgubienia bądź zniszczenia pozostawionych rzeczy szatnia nie ponosi odpowiedzialności”. To również praktyka sprzeczna z prawem, wpisana do rejestru klauzul niedozwolonych prowadzonego przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której po całonocnej imprezie idziemy do szatni i słyszymy: „Nie mamy Pana płaszcza”. W takiej sytuacji trzeba pamiętać, że to organizator imprezy odpowiada za pozostawione w szatni rzeczy osobiste i wszystkie roszczenia z tytułu ich zniszczenia lub zagubienia należy kierować do niego – mówi Katarzyna Chwesiuk.

Przed końcem roku wiele biur podróży wprowadza do oferty kilkudniowe wycieczki, w których programie przewidziany jest bal albo zabawa sylwestrowa. Takie noworoczne wyjazdy są coraz bardziej popularne. W przypadku niedotrzymania warunków umowy przez biuro podróży, taką usługę również można zareklamować na postawie ustawy o usługach turystycznych.

Jeżeli umowa o świadczeniu usług turystycznych jest nienależycie wykonana, możemy zażądać zadośćuczynienia. Najpierw trzeba jednak oszacować doznane krzywdy, na przykład zmarnowany urlop – wskazuje Katarzyna Chwesiuk.

Prawniczka Federacji Konsumentów podkreśla, że w przypadku reklamacji usług turystycznych ważny jest termin. Skarga do biura podróży powinna wpłynąć maksymalnie w ciągu 30 dni od zakończenia usługi. Jeżeli w trakcie kolejnych 30 dni organizator wycieczki nie ustosunkuje się do reklamacji, to będzie to oznaczało, że ją uwzględnił. Wówczas jest zobowiązany zwrócić konsumentowi pieniądze albo zaspokoić jego roszczenia.

Ważne, aby reklamacja miała formę pisemną, na wypadek gdyby sprawa miała się skończyć w sądzie. Trzeba pamiętać, że jeżeli w reklamacji żądamy obniżenia kosztów usługi, to organizator imprezy sylwestrowej ma 14 dni na odpowiedź. Natomiast jeżeli domagamy się zwrotu gotówki, wówczas ten termin nie ma zastosowania, ale organizator powinien się ustosunkować do reklamacji w miarę szybko – mówi Katarzyna Chwesiuk.

Co roku kilkaset osób ulega wypadkom przy odpalaniu fajerwerków. Należy zwrócić uwagę na ich jakość przed zakupem

Co roku kilkaset osób ulega wypadkom przy odpalaniu fajerwerków. Należy zwrócić uwagę na ich jakość przed zakupem 6
Poparzenia, pożary, zranienia, a nawet wypadki śmiertelne – to efekty niewłaściwego użytkowania fajerwerków. Co roku w Unii Europejskiej dochodzi do kilkuset wypadków, a ich ofiarami są przede wszystkim młodzi mężczyźni. Fajerwerki to materiały wybuchowe, dlatego należy przy ich stosowaniu zachować ostrożność – podkreśla Agnieszka Majchrzak z UOKiK. Powinny być używane zgodnie z instrukcją, warto też przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa.

– Aby sylwester był bezpieczny, trzeba zachować zdrowy rozsądek. On powinien się uruchomić jeszcze przed zakupem fajerwerków, a później w momencie ich odpalania – mówi agencji Newseria Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Petardy, rzymskie ognie czy rakiety są niezwykle efektowne. Te powszechnie dostępne materiały wybuchowe mogą być jednak niebezpieczne. Dlatego warto podchodzić do nich z ostrożności.

Pamiętajmy, żeby zwrócić uwagę na to, jak wygląda opakowanie fajerwerków. Są to materiały wybuchowe, zawierają mieszaninę pirotechniczną, więc muszą być odpowiednio zabezpieczone. Opakowanie nie może być pęknięte, przerwane ani uszkodzone. Nie może się z niego wysypywać mieszanina pirotechniczna – wskazuje Majchrzak.

Warto też sprawdzić, czy elementy składowe są ze sobą dobrze połączone, a lont zabezpiecza osłonka. Nieodzownym elementem opakowania powinna być też instrukcja obsługi w języku polskim, w której znajdziemy niezbędne informacje dotyczące sposobów odpalenia i wszelkie ostrzeżenia.

W instrukcji obsługi jest napisane, że np. drewniany patyk przy rakietach nie służy do tego, żeby trzymać go w ręce czy wbijać w ziemię, ale jest to stabilizator lotu. Te wszystkie informacje są w instrukcji obsługi, jeżeli ją przeczytamy i uruchomimy nasz zdrowy rozsądek, to na pewno będziemy się bawić bezpiecznie – podkreśla przedstawicielka UOKiK. – Pamiętajmy również o tym, że zimne ognie wcale nie są zimne. Pręt, na którym żarzy się ten niby-zimny ogień osiąga temperaturę ponad 600 stopni Celsjusza, więc bardzo łatwo można się poparzyć.

Warto zwrócić uwagę na miejsce odpalenia fajerwerków. Przede wszystkim nie powinniśmy tego robić na balkonie czy w pobliżu linii wysokiego napięcia. Dobrze też unikać drzew i skupisk ludzi. Bezwzględnie należy też zachować odpowiednią odległość. Jeśli ładunek nie odpalił, pochylanie się nad nim i sprawdzanie lontu może się okazać skrajnie niebezpieczne.

Inspekcja Handlowa w 2015 roku sprawdziła fajerwerki, 60 proc. z 25 pobranych próbek zostało zakwestionowanych. Przede wszystkim ze względu na zbyt wysoki hałas i krótki lont, co powodowało, że bardzo szybko dochodziło do wybuchu – przestrzega Agnieszka Majchrzak. – Jeżeli już odpaliliśmy fajerwerki i nie doszło do spektakularnego wybuchu, to nie zbliżajmy się do nich, bo może się okazać, że one wybuchną, ale nieco później i będzie to miało bardzo negatywne konsekwencje dla naszego zdrowia.

Poza przekroczeniem limitu emitowanego dźwięku czy zbyt krótkiego czasu palenia się lontu, nieprawidłowości dotyczyły też niewłaściwego kąta odchylenia rakiety, braku stabilności i niewłaściwej wysokości wybuchu modułu pirotechnicznego. W przypadku petard błyskowych niezgodności stwierdzono we wszystkich zbadanych produktach.

Spada krajowa konsumpcja wołowiny, za to rośnie eksport do krajów UE. Polskim producentom wołowiny sprzyja wysoki kurs euro

Spada krajowa konsumpcja wołowiny, za to rośnie eksport do krajów UE. Polskim producentom wołowiny sprzyja wysoki kurs euro 7
Szacunkowe spożycie wołowiny jest w Polsce kilkukrotnie mniejsze niż średnia unijna i wynosi ok. 1,2 kg na osobę. Zdaniem prezesa Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego Jerzego Wierzbickiego na polskim rynku wciąż trudno dostępna jest dobra jakościowo wołowina, której cena byłaby przystępna dla konsumentów. Dlatego gros wyprodukowanego w Polsce surowca trafia na eksport do krajów Unii. Rodzimym eksporterom sprzyja wysoki kurs euro.

– Perspektywy na rynku unijnym są w miarę stabilne. Przy obecnym kursie euro poziom cen na polskim rynku pozwala osiągnąć zyski tym, którzy zajmują się profesjonalną produkcją żywca wołowego. Ci, którzy robią to słabo, popełniają błędy i ponoszą straty. Rynek będzie się dzielił na tych, którzy specjalizują się w opasie produkcji żywca wołowego, i na tych, którzy próbują to robić, ale wychodzi im to gorzej – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w ubiegłym roku produkcja żywca wyniosła 476 tys. ton i była o 14 proc. wyższa rok do roku. Jest to konsekwencją wzmożonego uboju krów i rosnącego importu cieląt, który w coraz większym stopniu wpływa na rozmiary produkcji wołowiny. IERiGŻ szacuje, że na koniec tego roku łączna produkcja wołowiny może wynieść ok. 890 tys. ton.

W Polsce szacunkowe spożycie wołowiny w ostatnich latach wahało się w granicach 1,7–1,8 kilograma na osobę. W 2015 roku, jak wynika z danych GUS, spadło do 1,2 kg na osobę. To kilkukrotnie mniej niż unijna średnia. Zdaniem Jerzego Wierzbickiego częściowo winny jest wzmożony eksport mięsa.

 90 proc. naszej produkcji jest eksportowane. Rynki zewnętrzne dają bardziej atrakcyjną cenę dla przemysłu, ale ta cena dla polskiego konsumenta staje się mniej atrakcyjna – mówi Jerzy Wierzbicki. – Poza tym wołowina o stabilnej, gwarantowanej jakości jest jeszcze mało dostępna na półkach w polskich sklepach.

W pierwszym półroczu 2016 roku produkcja wołowiny w krajach UE wzrosła o 3,2 proc., za co odpowiada głównie zwiększona produkcja w nowych krajach Wspólnoty, w tym również w Polsce. Komisja Europejska prognozuje, że obecny poziom cen i zwiększona produkcja wołowiny w krajach UE złożą się na zwiększoną konsumpcję tego gatunku mięsa, która w całym 2016 roku wzrośnie o 2,1 proc. do poziomu 10,9 kg na osobę.

– Dla polskiego rynku wołowiny kluczowe znaczenie będzie miał kurs euro. Polscy producenci są zależni od popytu na rynku wewnętrznym Unii Europejskiej. Co prawda, jesteśmy też liczącym się eksporterem na rynki krajów trzecich, natomiast dominującym odbiorcą jest przede wszystkim rynek unijny. Koniunktura na tym rynku będzie w największym stopniu wpływała na ceny i sprzedaż polskiej wołowiny. Nie spodziewamy się w przyszłym roku żadnych wahań. Oczekujemy raczej stabilizacji, podobnej do sytuacji w tym roku – mówi Jerzy Wierzbicki.

Głównymi odbiorcami produkowanej w Polsce wołowiny są Niemcy, Holandia, Hiszpania i Włochy. Rośnie też udział w eksporcie państw trzecich, takich jak kraje arabskie czy Stany Zjednoczone. W ostatnim czasie zagranicznym producentom zostały udostępnione rynki w Japonii i Maroku, z czego korzystają również polscy wytwórcy. Kilku krajowych producentów wołowiny jest też uprawnionych do eksportu na rynek turecki.

Rynek turecki jest dzisiaj trudny i zależny od decyzji politycznych. Jeżeli są ustanowione kontyngenty, to polscy producenci są atrakcyjnym partnerem. Jeżeli tych kontyngentów nie ma, to sytuacja jest prosta, ponieważ w ogóle nie ma eksportu – mówi prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego. – Trudne są również kierunki arabskie, takie jak Arabia Saudyjska czy Emiraty Arabskie, ponieważ jest tam silna konkurencja zarówno w tanim, jak i drogim segmencie. Tanią wołowinę na tamtejszy rynek dostarczają już Brazylia, Indie i Pakistan, natomiast w segmencie wyższym – Stany Zjednoczone i Australia.

Zapowiada się trudny rok dla banków. Klienci muszą się liczyć z dodatkowymi obciążeniami

Zapowiada się trudny rok dla banków. Klienci muszą się liczyć z dodatkowymi obciążeniami 8
W minionym roku sektor bankowy mierzył się z wieloma wyzwaniami, jak wprowadzenie podatku bankowego, historycznie niskie stopy procentowe, zawirowania wokół kredytów hipotecznych we frankach i nowe wymogi regulacyjne. Złożyły się one na zaostrzenie polityki kredytowej, wyższe marże i opłaty po stronie konsumentów. Zdaniem ekspertów w 2017 roku klienci w dalszym ciągu będą obłożeni dodatkowymi opłatami, zmniejszyć się może za to dostępność kredytów hipotecznych.

 Sektor bankowy jest pod dużą presją rozmaitych wydarzeń. 2016 rok upływał pod znakiem franków szwajcarskich. Prezydent przygotował projekt ustawy, która potencjalnie miała ulżyć frankowiczom, co na razie nie nastąpiło. Natomiast banki poczuły, że może to spowodować olbrzymie straty w ich rachunkach. Mówiło się o kwotach co najmniej kilkudziesięciu miliardów złotych. Wiadomo więc, że banki będą ostrożne w udzielaniu kredytów hipotecznych – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Chwedoruk, prezes polskiego biura Rothschild Global Advisory.

Przewalutowanie kredytów hipotecznych zaciągniętych we frankach było jedną z obietnic wyborczych prezydenta Andrzeja Dudy. Na początku tego roku projekt ustawy autorstwa prezydenckiej kancelarii trafił do zaopiniowania przez Komisję Nadzoru Finansowego, która orzekła, że jej uchwalenie mogłoby zachwiać polskim sektorem bankowym.

W Sejmie procedowany jest nowy prezydencki projekt, który zakłada zwrócenie frankowiczom części nadpłaconych spreadów, czyli różnic między kursem bankowym a NBP. Prezes polskiego oddziału Rothschild Global Advisory zwraca jednak uwagę na to, że zawirowania wokół frankowiczów spowodowały ostrożność banków w zakresie udzielania kredytów hipotecznych.

W 2017 roku o kredyt może być trudniej. W styczniu wejdzie w życie kolejny stopień Rekomendacji S. Zgodnie z zaleceniami Komisji Nadzoru Finansowego banki udzielające kredytów na zakup nieruchomości będą wymagały od swoich klientów 20-proc. wkładu własnego.

 Nowe przepisy dotyczą ograniczeń związanych z kredytami hipotecznymi. Wiąże się to z bardzo dużym popytem na budownictwo mieszkaniowe, więc takie ograniczenia na pewno zmniejszą dostępność kredytów. Zmusi to konsumentów do finansowania większej części zakupów ze środków własnych. Może to mieć dobry wpływ na branżę, ponieważ nie dopuści do jej przegrzania, również od strony ryzyka kredytowego – mówi Jacek Chwedoruk.

Większość dużych banków podniosła marże i koszty kredytowe w związku z wprowadzeniem tzw. podatku bankowego. Rządowy projekt zakłada, że firmy pożyczkowe, banki, SKOK-i i ubezpieczyciele muszą odprowadzać do budżetu 0,44 proc. wartości swoich aktywów w skali roku. Według KNF w okresie od stycznia do września 2016 r. banki odprowadziły łącznie 2,33 mld zł podatku bankowego.

– Banki znajdują się pod ciężarem podatku bankowego, który jest de facto podatkiem od aktywów i w pewnym stopniu ogranicza możliwość udzielania kredytów po niższej marży. Marże na kredytach, zarówno konsumenckich, jak i korporacyjnych, będą musiały być wyższe – mówi Jacek Chwedoruk.

Miniony rok w sektorze finansowym upłynął również pod znakiem niskich stóp procentowych. Główna stopa referencyjna od marca 2015 roku znajduje się na historycznie niskim poziomie 1,5 proc. Jednak eksperci prognozują, że podwyżki są tylko kwestią czasu. Trendy wyznaczają Stany Zjednoczone, gdzie w ostatnim miesiącu doszło do pierwszej podwyżki stóp procentowych o 0,25 pkt bazowych (główna stopa została podniesiona do 0,50–0,75 proc. z poziomu 0,25–0,50 proc.), a w przyszłym roku amerykański Fed zapowiedział trzy kolejne. W Polsce pierwsze podniesienie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej ma nastąpić w 2018 roku.

 Dotychczas banki cierpiały przez niskie stopy i próbowały to zrekompensować prowizjami. Konsumenci z pewnością zauważyli nowe opłaty i prowizje, niezależne od sumy kredytu czy wielkości transakcji. Nie było to zbytnio odczuwalne, ponieważ spadające stopy procentowe zmniejszały koszty kredytowe. Myślę, że to zjawisko nie zniknie i będziemy w dalszym ciągu obciążeni dodatkowymi opłatami – mówi Jacek Chwedoruk.

Coraz wyraźniejszym trendem w bankowości będzie odchodzenie od tradycyjnych, stacjonarnych oddziałów i zastępowanie ich mobilnymi kanałami kontaktu z klientem. Umożliwiają to rozwój nowych technologii i rosnąca popularność transakcji mobilnych. Ponieważ banki znajdują się obecnie pod dużą presją firm pożyczkowych, portali, porównywarek cenowych i podmiotów finansowych, które nie są obłożone tak dużą liczbą regulacji, muszą wdrażać nowe technologie i wprowadzać rozwiązania przyjazne dla klientów. To powinno się z kolei przełożyć na wyższą jakość obsługi i przyspieszenie procedur.

– Obecnie technologie pozwalają na kontakt z klientem i przeprowadzanie transakcji zdalnie lub mobilnie. Coraz więcej operacji można wykonać ze smartfona czy tabletu, więc tradycyjne oddziały nie są już potrzebne. W ten sposób technologia pozwala bankom rozwiązać problem zbyt dużej liczby placówek. Można się spodziewać, że będzie ich coraz mniej, bez jednoczesnej utraty klientów. Są też koncepty, które traktują oddział bankowy jako hub, w którym klienci mogą się zalogować do swojej chmury korporacyjnej i załatwić zarówno sprawy bankowe, jak i prywatne – mówi Jacek Chwedoruk.

Komisja Nadzoru Finansowego podaje, że koszty działania instytucji bankowych w Polsce zwiększyły się w minionym roku o blisko 14 proc. Mimo to fundusze własne sektora bankowego wzrosły do obecnego poziomu 172,7 mld zł (z nieco ponad 159 mld zł). Najważniejszym źródłem zysków instytucji bankowych w mijającym roku była reedukacja kosztów oraz przychody z opłat i prowizji. Przeprowadzone w grudniu badanie Monitora Bankowego TNS na zlecenie Związku Banków Polskich pokazało, że tegoroczną sytuację w sektorze dobrze ocenia 28 proc. bankowców (spadek o 17 pkt proc.).

Zagraniczne inwestycje w Kazachstanie sięgają 300 mld dol. Rząd wprowadza system zachęt dla inwestorów, w tym od stycznia ruch bezwizowy dla krajów Unii Europejskiej i OECD

Zagraniczne inwestycje w Kazachstanie sięgają 300 mld dol. Rząd wprowadza system zachęt dla inwestorów, w tym od stycznia ruch bezwizowy dla krajów Unii Europejskiej i OECD 9

Kazachstan chce przyciągnąć inwestorów spoza sektora surowcowego. Branża przetwórcza i rolnictwo stają się ważniejsze od sektora paliwowego. W rankingu Doing Business Kazachstan zajął 41. miejsce. Łącznie inwestycje w tym kraju sięgają 300 mld dol. Aby przyciągnąć inwestycje, wprowadzono system zachęt. Od stycznia 2017 roku zostanie wprowadzony kolejny – ruch bezwizowy dla krajów OECD i Unii Europejskiej.

Kazachstan w ciągu 25 lat przyciągnął inwestycje o wartości 300 mld dolarów. Stanowi to ok. 80 proc. wszystkich inwestycji realizowanych w regionie Azji Centralnej. Chcemy, aby pieniądze trafiały nie do sektora surowcowego, ale na budowę maszyn, budownictwo, wysokie technologie, know-how, innowacje, farmację, budowę dróg i infrastruktury i innych innowacyjnych projektów. Naszym zdaniem przyszłością gospodarki Kazachstanu jest sektor głębokiego przetwórstwa i rolnictwo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Ałtaj Abibułłajew, Ambasador Republiki Kazachstanu.

Rozwój Kazachstan zawdzięcza przede wszystkim ropie, której gospodarka kraju była niemal całkowicie podporządkowana. To właśnie dzięki temu surowcowi państwo dynamicznie się rozwijało, najszybciej w regionie. Jedną z inwestycji ze środków ze sprzedaży ropy jest Astana, stolica kraju.

Przez te lata wykorzystywaliśmy dochody z tytułu eksportu ropy, gazu, surowców, żeby reinwestować je w gospodarkę. Jednym z projektów jest nowa stolica Kazachstanu, która od 18 lat jest nie tylko projektem politycznym, lecz także wielkim projektem biznesowym, gospodarczym i innowacyjnym. Pod tym względem Kazachstan udowodnił, że nawet śmiałe, bardzo duże projekty są możliwe do zrealizowania – wskazuje Abibułłajew.

Jak przekonuje ambasador, obecnie kraj stawia na innowacyjne sektory gospodarki. Do ich rozwoju potrzebne są zaś inwestycje zagraniczne. Dlatego już kilka lat temu Kazachstan wprowadził system zachęt dla inwestorów, m.in. zwrot części kosztów inwestycji, ulgi podatkowe, a firmom łatwiej jest też zatrudniać obcokrajowców. Ułatwienia przyciągnęły też polskich inwestorów.

Petrolinvest dotychczas zainwestował 340 mln dol., a Polpharma – 120 mln dol. Są także drobni inwestorzy, którzy inwestują różne inne sektory, np. budownictwo. Niedawno Selena otworzyła swoje przedsiębiorstwo, korzystając z wszelkich możliwości wolnej strefy ekonomicznej w Astanie – wymienia ambasador Kazachstanu.

Według danych NBP na koniec 2015 roku polskie inwestycje w Kazachstanie wyniosły blisko 158 mln dol. Polskie firmy działają nie tylko w sektorze petrochemicznym, lecz także elektroenergetycznym, farmaceutycznym, materiałów budowlanych czy przemyśle maszynowym. Jak zapowiada Abibułłajew, inwestycji powinno być coraz więcej, bo Kazachstan zapowiada wprowadzenie kolejnych ułatwień dla zagranicznych firm.

Od 1 stycznia 2017 roku rząd wprowadza ruch bezwizowy dla krajów OECD i Unii Europejskiej. Będzie ruch lotniczy i ścieranie granic dla obywateli całej Unii, w tym Polski. To forma zachęty dla inwestorów i przedsiębiorców. Chcemy, aby w każdym sektorze, nawet turystycznym, medycynie, farmacji, budownictwie, przetwórstwie, rolnictwie Polak i Kazach mogli znaleźć wspólny projekt. Aby sami się rozwijali, korzystali ze wszelkich form wsparcia rządowego, ze strony Kazachstanu i polskiego rządu – przekonuje Ałtaj Abibułłajew.

Murapol powiększył bank ziemi w Toruniu i Katowicach

Grupa Murapol, jeden z liderów rynku mieszkaniowego w Polsce, sfinalizowała zakupy działek w Toruniu przy ul. H. Strobanda oraz nabyła grunt w Katowicach przy ul. Bytkowskiej. Wartość inwestycji to odpowiednio 14,9 mln zł i 6,5 mln zł brutto.

Zakupione nieruchomości w Toruniu to dwie działki o łącznej powierzchni ponad 4 ha, na których zostanie zrealizowany projekt deweloperski obejmujący 489 mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej ok. 20,2 tys. m². Podpisane umowy nabycia gruntów są efektem przetargu wygranego przez Grupę Murapol w listopadzie br.

Inwestycja w Katowicach to grunt o powierzchni ok. 1,4 ha przy ul. Bytkowskiej, w sąsiedztwie Parku Śląskiego. Grupa Murapol na nabytej nieruchomości zamierza zrealizować 1. etap inwestycji Murapol Śląskie Ogrody, w ramach której w dwóch budynkach zaoferuje 243 lokale mieszkalne o łącznej powierzchni użytkowej ok. 11,2 tys. m². Zawarcie umowy przenoszącej własność nieruchomości jest warunkowe w zakresie jednej działki przy ul. Bytkowskiej, do której Gminie Katowice przysługuje prawo pierwokupu.

– Stolica Górnego Śląska to jedno z głównych miast naszej działalności. Zrealizowaliśmy tam wiele projektów deweloperskich, które cieszyły się dużym powodzeniem wśród klientów. Inwestycja, którą zamierzamy wybudować na nabytym gruncie, pozwoli nam umocnić pozycję jednego z czołowych deweloperów na katowickim rynku mieszkaniowym. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Nieco inaczej sytuacja wygląda w Toruniu, gdzie dopiero rozpoczynamy działalność, a projekt przy ul. Strobanda będzie naszą drugą inwestycją w tym mieście. – dodaje Michał Sapota.

Obecnie Grupa Murapol w Toruniu realizuje projekt deweloperski przy ul. Grudziądzkiej, w ramach którego w dwóch budynkach oferuje klientom 182 mieszkania o łącznej powierzchni użytkowej ok. 8 tys. m². Katowickie porfolio Murapolu tworzy ok. 1,5 tys. mieszkań w czterech projektach: Murapol Śląskie Ogrody, Murapol Bażantów, Murapol Nowy Bażantów oraz Mała Skandynawia.

Zestawienie najważniejszych zmian prawnych i podatkowych w 2017 roku

Zespół prawników Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, przygotował zestawienie najważniejszych zmian z zakresu podatków i prawa gospodarczego, które mają wejść w życie w 2017 roku.

PRAWO KORPORACYJNE

USTAWA z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych

Nowelizacja na podstawie ustawy z dnia 2 grudnia 2016 r. o  zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców.

Wchodzi w życie w dniu 1 stycznia 2017 r.

Poniżej najważniejsze zmiany:

  • Zwiększenie transparentności w przypadku wystąpienia konfliktu interesów.

Ustawa nakłada na członka zarządu obowiązek ujawnienia sprzeczności interesów spółki kapitałowej z interesami tego członka zarządu lub osób mu bliskich. W obecnym stanie prawnym w przypadku wystąpienia konfliktu interesów, członek zarządu ma obowiązek wstrzymać się od udziału w rozstrzyganiu takich spraw. Zmiana polega więc na uzupełnieniu istniejącego obowiązku o dodatkowy obowiązek ujawnienia przez członka zarządu sprzeczności interesów w przypadku ich zaistnienia w stosunku do tego członka zarządu lub osób wymienionych w przepisie oraz nadanie uprawnienia członkowi zarządu do zaznaczenia tego w protokole. Zgodnie z uzasadnieniem ustawy zmiana ta ma na celu zwiększenie transparentności zarządzania spółkami kapitałowymi w warunkach wystąpienia konfliktu interesów, a w konsekwencji lepszą ochronę spółki kapitałowej oraz jej wspólników i akcjonariuszy.

  • Poprawa ochrony wspólników mniejszościowych.

Ustawa wprowadza ułatwienia w wykonywaniu uprawnień do zwoływania zgromadzeń wspólników i uzupełniania jego porządku obrad. Przede wszystkim w ustawie wyraźnie przesądzono, iż uprawnieni wspólnicy, występujący o zwołanie zgromadzenia wspólników, mogą równolegle domagać się umieszczenia określonych spraw w porządku obrad tego zgromadzenia, którego zwołania żądają.

  • Zmiana zasad ustalania i wypłacania dywidendy w spółkach akcyjnych.

Ustawa porządkuje kwestie ustalania i wypłacania dywidendy w spółkach akcyjnych oraz wskazuje termin wypłaty dywidendy w spółkach publicznych. W obecnym stanie prawnym termin wypłaty dywidendy przez spółki publiczne na polskim rynku kapitałowym nie był uregulowany w przepisach powszechnie obowiązującego prawa. W ustawie zaproponowano zatem, że zwyczajne walne zgromadzenie spółki publicznej ustala dzień dywidendy oraz termin wypłaty dywidendy. Dzień dywidendy może być wyznaczony na dzień przypadający nie wcześniej niż pięć dni i nie później niż trzy miesiące od dnia powzięcia uchwały. Termin wypłaty dywidendy może być wyznaczony w okresie kolejnych trzech miesięcy, licząc od dnia dywidendy.

USTAWA z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny

Nowelizacja na podstawie ustawy z dnia 2 grudnia 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców.

Wchodzi w życie w dniu 1 stycznia 2017 r.

Poniżej najważniejsze zmiany:

  • Uregulowanie tzw. prokury łącznej niewłaściwej.

Ustawa przywraca pewność, co do możliwości udzielenia prokury umocowującej jedynie do współdziałania z  członkiem zarządu (lub wspólnikiem uprawnionym do reprezentowania osobowej spółki handlowej).  Dotychczas bowiem, ustanawianie i działanie przez przedsiębiorców na podstawie prokury łącznej niewłaściwej wzbudzało szereg wątpliwości. Ustawodawca postanowił je rozwiać i od 1 stycznia 2017 r. zaczną obowiązywać przepisy, zmierzające do zapewnienia przedsiębiorcom możliwie pełnej swobody co do wyboru rodzaju prokury, także w wariancie prokury „mieszanej”, tj. przy współdziałaniu z prokurentem członka organu zarządzającego (lub wspólnika osobowej spółki handlowej).

Nowe przepisy mają zatem pozwalać na ustanowienie:

  1. a) prokury samoistnej (art. 1094 § 1 KC),
  2. b) prokury łącznej upoważniającej tylko do działania z innym prokurentem (art. 1094 § 1 KC),
  3. c) prokury łącznej, upoważniającej do działania z innym prokurentem oraz dodatkowo z członkiem organu zarządzającego lub wspólnikiem uprawnionym do reprezentowania osobowej spółki handlowej (art. 1094 § 1 i § 11 KC),
  4. d) prokury swoiście łącznej, która upoważnia tylko do działania z członkiem organu zarządzającego
    lub wspólnikiem uprawnionym do reprezentowania osobowej spółki handlowej (art. 1094 § 11 KC).
  • Sobota jako ostatni dzień terminu na dokonanie czynności.

Ustawa doprecyzowuje kwestię obliczania terminów, które upływają w sobotę. Dotychczas w praktyce pojawiał się problem dotyczący tego, jakie znaczenie prawne w postępowaniu cywilnym ma koniec terminu przypadający w sobotę. Zaproponowana zmiana będzie miała ten skutek, że jeżeli koniec terminu przypada na sobotę lub dzień ustawowo wolny od pracy, termin upływa następnego dnia, który nie jest dniem wolnym od pracy ani sobotą. Tak więc sobota uzyska kwalifikację alternatywnie taką samą jak dzień ustawowo wolny od pracy.

PRAWO PRACY

USTAWA z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę

Nowelizacja na podstawie ustawy z dnia 22 lipca 2016 roku o zmianie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę oraz niektórych innych ustaw.

Wchodzi w życie w dniu 1 stycznia 2017 r.

Poniżej najważniejsze zmiany:

  • Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w wysokości 13 zł brutto.
  • Wprowadzenie obowiązku wypłaty wynagrodzenia przynajmniej raz w miesiącu, w przypadku umów zlecenia oraz umów o świadczenie usług zawartych na okres dłuższy niż jeden miesiąc.

Niewypłacanie w takiej sytuacji wynagrodzenia w wysokości co najmniej minimalnej stawki godzinowej zagrożone jest grzywną od 1.000 do 30.000 zł.

Zmiana minimalnej wysokości stawek miesięcznych, ryczałtów za wykonywanie zlecenia lub świadczenie usług w przeliczeniu na godziny wykonywania zlecenia lub świadczenia usług – muszą wynosić co najmniej 13 zł brutto.

  • Wprowadzenie obowiązku potwierdzania liczby godzin wykonywania zlecenia lub świadczenia usług.

Prawidłowa ewidencja godzin wykonywania zlecenia lub świadczenia usług może być sporządzona w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej. Powinna ona dokładnie określać czas, jaki przyjmujący zlecenie lub świadczący usługi poświęcił na wykonywanie czynności. Należy ją sporządzać raz w miesiącu. W przypadku, gdy strony nie ustalą sposobu potwierdzania liczby godzin wykonywania zlecenia lub świadczenia usług, przyjmujący zlecenie będzie samodzielnie wskazywał liczbę godzin w terminie poprzedzającym wypłatę wynagrodzenia.

  • Wprowadzenie obowiązku przechowywania odpowiedniej dokumentacji przez okres trzech lat.

Dający zlecenie ma obowiązek przechowywania dokumentów określających sposób potwierdzania liczby godzin wykonywania zlecenia lub świadczenia usług oraz dokumentów potwierdzających ich liczbę przez okres trzech lat od dnia wymagalności danego wynagrodzenia.

UWAGA: Ustawa znajdzie zastosowanie do umów zawartych po 1 stycznia 2017 roku, ale również do umów zawartych przed tą datą, trwających w dniu wejścia ustawy w życie. W związku z tym, należy sprawdzić zgodność zawartych umów z nowymi przepisami i – w razie potrzeby – dokonać ich zmiany.

  • Zmiana wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Obecnie najniższe wynagrodzenie za pracę dla osoby zatrudnionej na podstawie umowy o pracę w pełnym wymiarze czasu pracy wynosi 1850 zł brutto. Ustawa zmienia wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę, które wynosić będzie 2000 zł brutto.

UWAGA: Wysokość minimalnego wynagrodzenia ma wpływ na wysokość innych świadczeń, m.in. takich jak: maksymalna odprawa pieniężna przysługująca pracownikom z tytułu rozwiązania stosunku pracy z przyczyn innych niż te dotyczące pracownika, która wynosi 30000 zł (15-krotność minimalnej stawki), odszkodowanie dla pracowników, wobec których pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu w wysokości nie niższej niż 2000 zł, odszkodowanie dla pracownika, który rozwiązał umowę o pracę z powodu mobbingu w kwocie nie mniejszej niż 2000 zł, minimalne wynagrodzenie za czas gotowości do pracy i przestoju w wysokości 2000 zł.

  • Zniesienie podziału na „nowych” i „starych” pracowników.

W obecnym stanie prawnym pracownikom w pierwszym roku pracy przysługuje niższe wynagrodzenie minimalne – nie może być ono niższe niż 80 proc. wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. Dzięki nowelizacji, która wchodzi w życie dnia 1 stycznia 2017 roku, pracownicy otrzymają 100 proc. wynagrodzenia minimalnego już w pierwszym roku pracy.

USTAWA z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy

Nowelizacja na podstawie ustawy z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców.

Wchodzi w życie w dniu 1 stycznia 2017 r.

  • Zwolnienie małych przedsiębiorców zatrudniających mniej niż 50 osób z obowiązku tworzenia regulaminu pracy oraz regulaminu wynagradzania.

Obecnie, gdy firma zatrudnia więcej niż 19 pracowników, ma obowiązek tworzenia regulaminu pracy oraz regulaminu wynagradzania. Od 1 stycznia 2017 roku obowiązek ten będzie dotyczył tylko pracodawców zatrudniających więcej niż 50 pracowników.

  • Wydłużenie i ujednolicenie terminów wnoszenia odwołania do sądu pracy.

Obecnie termin na wniesienie przez pracownika odwołania do sądu od wypowiedzenia umowy o pracę wynosi 7 dni. Od 1 stycznia 2017 roku zostanie on wydłużony do 21 dni. Termin na złożenie odwołania od rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia oraz termin na żądanie nawiązania umowy o pracę zostanie zaś wydłużony z 14 do 21 dni.

Nowelizacja spowodowana jest tym, że w praktyce dotychczasowe terminy okazywały się nieraz zbyt krótkie, by prawidłowo sformułować pozew, a ponadto często dochodziło do pomyłek ze względu na fakt, że długości dwóch terminów różniły się od siebie.

  • Złagodzenie obowiązków dotyczących wydawania świadectwa pracy.

Co do zasady, każdy pracodawca jest obowiązany do niezwłocznego wydania świadectwa pracy w związku z rozwiązaniem lub wygaśnięciem stosunku pracy. Po nowelizacji obowiązek ten nadal będzie istniał, jednak od ogólnej zasady wprowadzony zostanie wyjątek. Gdy dojdzie do nawiązania kolejnej umowy o pracę z tym samym pracownikiem w ciągu 7 dni od dnia ustania poprzedniego zatrudnienia, pracodawca będzie miał obowiązek wydać pracownikowi świadectwo pracy dotyczące poprzedniego zakończonego okresu zatrudnienia tylko na wniosek tego pracownika.

USTAWA z dnia 4 marca 1994 r. o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych

Nowelizacja na podstawie ustawy z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców.

Wchodzi w życie w dniu 1 stycznia 2017 r.

  • Zwolnienie małych przedsiębiorców zatrudniających mniej niż 50 osób z obowiązku tworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.

Obecne przepisy stanowią, że w przypadku, gdy firma zatrudnia więcej niż 19 pracowników, jest obowiązana do utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS). Dzięki wprowadzanym zmianom, wymóg taki będzie dotyczył pracodawców zatrudniających powyżej 50 pracowników (liczbę zatrudnianych pracowników ocenia się według stanu na dzień 1 stycznia danego roku). Pracodawca zatrudniający mniej niż 50 pracowników nie ma obowiązku tworzeni a ZFŚS, ale fakultatywnie może to zrobić.

NIERUCHOMOŚCI

USTAWA z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców

W ramach tej ustawy znowelizowane zostaną przepisy prawa budowlanego.

Nowelizacja obejmuje dalsze ułatwienia w zakresie uzyskiwania zezwoleń. Od 1 stycznia 2017 r. nie trzeba będzie już zgłaszać do starosty budowy: parterowych budynków gospodarczych o powierzchni zabudowy do 35 mkw.; instalacji klimatyzacyjnych, przydomowych basenów i oczek wodnych do 50 mkw.; suszarni kontenerowych do 21 mkw.

Skrócony zostaje również termin milczącej zgody urzędu z 30 do 21 dni. Będzie można także zmieniać projekt budowlany bez konieczności rozpoczynania procedur od nowa. Dopuszczalny zakres zmian w projekcie nie może przekroczyć 2%. (Na dzień 29 grudnia 2016 r. ustawa nie została jeszcze podpisana przez Prezydenta.)

Kodeks urbanistyczno-budowlany

W dalszym ciągu trwają prace nad przyjęciem kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Kodeks ma  składać się z sześciu ksiąg, tworzących całość, która zawiera rozwiązania z zakresu prawa budowlanego, gospodarki nieruchomościami i innych ustaw, które regulują sprawy inwestycji drogowych czy kolejowych. Kodeks ma całościowo regulować formalności procesu inwestycyjnego. Ma też wprowadzić lepsze narzędzia ochrony ładu przestrzennego – uspójnić proces planowania przestrzennego i proces inwestycyjno-budowlany, dzięki czemu zostanie wyeliminowanych wiele problemów interpretacyjnych.

Głównymi celami kodeksu są:

  • skrócenie i usprawnienie procesu inwestycyjno-budowlanego, w tym likwidacja zbędnych procedur dla najprostszych budowli;
  • przywrócenie i zapewnienie efektywnego gospodarowania przestrzenią oraz wzmocnienie partycypacji społecznej w podejmowaniu rozstrzygnięć przestrzennych na wszystkich poziomach planowania, aby przypadki działań niezgodnych z interesem społeczności lokalnej należały do rzadkości;
  • efektywny i transparentny proces lokalizacji i realizacji inwestycji publicznych.

Obecny etap prac to konsultacje publiczne.

POZOSTAŁE

USTAWA z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie

W kwestiach środowiskowych znowelizowana została ustawa o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko.  Przepisy wchodzące w życie od 1 stycznia wprowadzają kary pieniężne za naruszenie decyzji środowiskowych. Wyniosą one od 500 zł do miliona. Będzie je nakładał wojewódzki inspektor ochrony środowiska. Nowelizacja wydłuża
w postępowaniu środowiskowym minimalny czas konsultacji ze społeczeństwem z 21 do 30 dni.

USTAWA z dnia 23 września 2016 r. o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich

Wchodzi w życie w dniu 10 stycznia 2017 r.

Ustawa wdraża do polskiego porządku prawnego przepisy dyrektywy w sprawie ADR (alternatywnych metod rozwiązywania sporów) w sporach konsumenckich. Ma ona na celu umożliwienie szybszego, prostszego i tańszego rozstrzygania konfliktów między przedsiębiorcami i konsumentami.

Ustawa znajdzie zastosowanie do sporów pomiędzy polskimi przedsiębiorcami a konsumentami z krajów Unii Europejskiej wynikających z zawieranych między nimi umów sprzedaży, jak również innych umów konsumenckich. Do pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich będą uprawnione jedynie podmioty wpisane do rejestru prowadzonego przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (podmioty uprawnione).

Dla przedsiębiorców wprowadzenie konsumenckich postępowań ADR wiązać się będzie m.in. z licznymi obowiązkami informacyjnymi.

Projekt nowego rozporządzenia europejskiego w sprawie współpracy organów ochrony konsumentów

  • Konsumenci korzystający z towarów i usług oferowanych online coraz częściej decydują się na zakupy w sklepach zagranicznych. W związku z tym, zaczęły pojawiać się problemy z egzekwowaniem przepisów dotyczących ochrony konsumentów w relacjach międzynarodowych. Odpowiedzią na te trudności jest rozporządzenie (2016/0148 COD) przedstawione przez Komisję Europejską, mające na celu ujednolicenie ustawodawstw europejskich.
  • Należy zwrócić uwagę na rozwiązania dotyczące tzw. minimalnych uprawnień organów (czyli uprawnień, w które wyposażony ma być każdy organ w zakresie dochodzenia i egzekwowania przepisów prawnych) oraz mechanizmów wzajemnej pomocy. Katalog uprawnień minimalnych jest bardzo szeroki – obejmuje m.in. uprawnienie do dokonywania zakupów testowych oraz posługiwanie się metodą „tajemniczego klienta”. Natomiast mechanizm wzajemnej pomocy obejmuje wnioski o udzielenie informacji oraz wnioski o podjęcie środków służących egzekwowaniu prawa Dzięki tym rozwiązaniom, jeden właściwy organ może zwrócić się do innego właściwego organu w innym państwie członkowskim z wnioskiem o podjęcie środków służących egzekwowaniu prawa.

Prace nad ustawą dotyczącą RODO (Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych)

  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE wejdzie w życie 25 maja 2018 r.
  • Zmiany nakładają nowe obowiązki na administratorów danych – m.in. takie, jak obowiązek niezwłocznego zgłaszania naruszenia ochrony danych osobowych organowi nadzorczemu, obowiązek zawiadamiania podmiotu danych o naruszeniu ochrony danych osobowych, a także obowiązek dokonywania oceny zagrożeń dla praw i wolności podmiotów danych już w fazie projektowania nowego rozwiązania technicznego
    czy organizacyjnego. Dojdzie natomiast do znacznego ograniczenia obowiązków dokumentacyjnych.

 

  • Podmiotom danych zostaną przyznane nowe uprawnienia. Zmienią się też zasady nadzoru nad zapewnieniem ochrony danych osobowych.
  • Prawodawca unijny przewidział możliwość stosowania administracyjnych kar pieniężnych, które będą mogły zostać nałożone na administratorów danych oraz na podmioty przetwarzające dane na zlecenie.

Inicjatywa powołania specjalnego sądu ds. własności intelektualnej

  • Ministerstwo Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że istnieje potrzeba utworzenia w ramach sądownictwa powszechnego odrębnych jednostek organizacyjnych do spraw z zakresu prawa własności przemysłowej i powiązanych z nimi spraw dotyczących nieuczciwej konkurencji, w związku z czym, podjęło decyzję o ich utworzeniu. Ministerstwo Sprawiedliwości planuje stworzyć odrębne wydziały w sądach okręgowych. Nie zdecydowano jeszcze czy do kognicji tych sądów należałyby również sprawy z zakresu praw autorskich i praw pokrewnych. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało, że w ciągu kilku miesięcy pojawią się szczegółowe informacje w tej kwestii.

Prace nad nowelizacją ustawy o grach hazardowych

  • Po drugim czytaniu nowelizacji ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, których celem jest zmniejszenie „szarej strefy” w obszarze gier hazardowych, Sejm podjął decyzję o przesłaniu tych dokumentów do dalszych prac w Komisji Finansów Publicznych. Zasadniczym celem projektu nowelizacji wspomnianej ustawy jest zmniejszenie „szarej strefy” w zakresie gier hazardowych, w szczególności na automatach oraz
    w Internecie. Zmiany zwiększyłyby także ochronę graczy przed negatywnymi skutkami hazardu. Wzrostowi uległyby też wpływy podatkowe z legalnego hazardu. Projekt ustawy zakłada wprowadzenie monopolu państwa na gry na automatach organizowane poza kasynami.

 PODATKI

VAT  

USTAWA z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług

Nowelizacja ustawy o VAT z 1 grudnia 2016 roku wprowadza nowe warunki zwrotu VAT w terminie 25 dni. Konsekwentnie, uzyskanie zwrotu VAT w tym terminie będzie utrudnione. Poza tym rozszerzony został katalog towarów i usług objętych mechanizmem odwrotnego obciążenia m.in. o usługi budowlane świadczone przez podwykonawców. Od 1 stycznia 2017 roku wchodzą także w życie przepisy wprowadzające dodatkowe zobowiązanie podatkowe w związku z nierzetelnym rozliczeniem VAT. Informacje podsumowujące będą mogły być składane wyłącznie za okresy miesięczne za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Od przyszłego roku niektórzy podatnicy będą również zobligowani do składania deklaracji VAT w formie elektronicznej. Ustawa wprowadza nowe przesłanki odmowy rejestracji podmiotu jako podatnika VAT oraz wyrejestrowania z VAT. Limit dla zwolnienia podmiotowego z VAT wzrasta ze 150.000 zł do 200.000 zł. Ustawodawca przedłużył obowiązywanie 23% i 8% stawki VAT do końca 2018 roku.

W związku z zamiarem uszczelnienia systemu poboru VAT, zaostrzeniu ulegną również kary przewidziane w Kodeksie karnym skarbowym za wystawianie tzw. „pustych” faktur.

CIT

USTAWA z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych

Zgodnie z przepisami obowiązującymi od 1 stycznia 2017 roku, w przypadku objęcia udziałów w spółce kapitałowej w zamian za aport, przychodem będzie wartość przedmiotu wkładu a nie jak dotychczas wartość nominalna obejmowanych udziałów. W związku z tą zmianą zniesione zostaje ograniczenie w możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych nabytych w drodze aportu, od tej części ich wartości, która nie została przekazana na kapitał zakładowy spółki.

Rozszerzony zostaje również zakres obowiązków w odniesieniu do cen transferowych, m.in. wchodzi w życie obowiązek sporządzenia dokumentacji grupowej dla podmiotów działających w grupie kapitałowej.

Część  spółek będzie mogła skorzystać z obniżonej 15% stawki podatku CIT.

Nowelizacja wprowadziła definicję rzeczywistego właściciela (tzw. klauzula beneficial owner) dla potrzeb stosowania zwolnienia z podatku u źródła. W rezultacie, podmiot otrzymujący należności licencyjne lub odsetki musi być ich rzeczywistym właścicielem.

Doprecyzowany zostaje katalog dochodów, które będą uznawane za uzyskane przez nierezydentów na terytorium Polski.

Od 1 stycznia 2017 roku limit transakcji, które można opłacać bez pośrednictwa rachunku bankowego będzie wynosił 15.000 zł a nie 15.000 euro jak dotychczas. Przekroczenie tego limitu w transakcjach gotówkowych uniemożliwi zaliczenie wydatku do kosztów uzyskania przychodów.

USTAWA z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości 

Nowelizacja na podstawie ustawy z dnia 2 grudnia 2016 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców.

Wchodzi w życie w dniu 1 stycznia 2017 r.

Poniżej najważniejsza zmiana:

  • Podniesienie limitu przychodów, do którego podatnicy mogą prowadzić KPiR

Ustawa przewiduje podniesienie limitu przychodów, do którego podatnicy podatku dochodowego od osób fizycznych mogą prowadzić podatkowe księgi przychodów i rozchodów z 1 200 000 EUR obecnie do 2 000 000 EUR.

Dalsze losy ustawy o podatku handlowym

  • Senat zaakceptował bez poprawek zawieszenie obowiązywania podatku od sprzedaży detalicznej. Jest to związanie z faktem, że Komisja Europejska wszczęła postępowanie w sprawie obowiązującego w Polsce podatku od handlu detalicznego, wzywając Polskę do jego zawieszenia. Podniesiono zarzuty, że podatek ten może faworyzować mniejsze sklepy, a takie działanie może zostać uznane za pomoc publiczną. W konsekwencji, Ministerstwo Finansów zawiesiło pobór podatku w dotychczasowej formie oraz rozpoczęło prace nad projektem ustawy o podatku od handlu wielkopowierzchniowego według innej formuły.

Materiał opracowali eksperci z Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie:

Przemysław Walasek, Sylwester Żydowicz, Krystian Stanasiuk, Olav Nemling, Katarzyna Matusiak, Katarzyna Kochanowska, Olga Gerlich, Anna Dzik, Marcin Zimny, Marcin Sroga

Trudny rok dla branży mięsnej

Afrykański pomór świń i problemy z eksportem mocno dały się odczuć producentom mięsa w Polsce. Gdzie pojawiają się największe ograniczenia? Które kierunki eksportu są dla nas najbardziej perspektywiczne? Więcej w materiale wideo.

Koniec użytkowania wieczystego – czy to korzystne dla właścicieli mieszkań?

Projekt ustawy o przekształceniu udziałów w użytkowaniu wieczystym gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe gruntów przewiduje, że z dniem 1 stycznia 2017 roku właściciele mieszkań i lokali użytkowych w budynkach wielolokalowych, z mocy prawa staną się właścicielami udziałów we współwłasności gruntów, zamiast dotychczas istniejącego użytkowania wieczystego.

Dotyczyć to będzie budynków, których co najmniej połowa lokali to lokale mieszkalne i co najmniej jeden lokal jest już przedmiotem odrębnej własności. Przekształcenie będzie miało charakter odpłatny, a wysokość raty będzie odpowiadała opłacie rocznej z tytułu użytkowania wieczystego, która obowiązywałaby w dniu 1 stycznia 2017 roku. Opłata będzie wnoszona przez 20 lat – w przypadku gdy chodzi o udziały związane z lokalami mieszkalnymi, garażami i miejscami postojowymi – oraz 33 lata – jeżeli chodzi o udziały związane z lokalami użytkowymi.

– Rata opłaty przekształceniowej będzie płacona tak, jak dotychczasowa rata roczna z tytułu użytkowania wieczystego, czyli do 31 marca każdego roku kalendarzowego – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl mec. Anna Maksymiuk z Kancelarii Gardocki i Partnerzy – Wysokość opłaty będzie mogła być waloryzowana, jednak nie częściej niż raz na 3 lata. W stosunku do tych osób zniknie aktualizacja opłaty rocznej.

Projekt ustawy przewiduje bonifikatę 50% w razie wniesienia jednorazowo całej opłaty, w przypadku gdy dotyczy to budynku położonego na gruncie skarbu państwa. Ta bonifikata będzie dotyczyła tylko lokali mieszkalnych, a pozostałe przypadki bonifikaty zostaną ustalone przepisami prawa miejscowego. Ujawnienie prawa własności w księgach wieczystych będzie następowało automatycznie na podstawie zaświadczenia organu administracji publicznej. 

Organ będzie miał obowiązek wydać stosowne zaświadczenie z urzędu, w ciągu 9 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy lub w terminie 2 miesięcy – w sytuacji gdy o wydanie zaświadczenia zwróci się sam zainteresowany. Projekt ustawy zakłada również automatyczne przekształcenie we własność, gdy do wyodrębnienia własności co najmniej jednego lokalu w budynku wielolokalowym dojdzie po 1 stycznia 2017 roku.

Oznacza to, że z dobrodziejstwa nowych przepisów skorzystają nie tylko obecni właściciele takich lokali, lecz również przyszli nabywcy mieszkań, które będą oddane do użytkowania po wejściu w życie nowej ustawy.

W odbiorze mieszkańców, nowe przepisy wzmocnią ich prawo do mieszkania oraz wyeliminują obawę o zaskakujące podwyżki opłat rocznych z tytułu użytkowania wieczystego.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa planuje przekazać projekt tej ustawy do Rady Ministrów, celem dalszych prac legislacyjnych w IV kw. 2016 roku – dodała Maksymiuk.

W 2017 roku Big Data nie zwolni tempa – 5 trendów na najbliższe 12 miesięcy

Firmy specjalizujące się w analityce Big Data kończą 2016 rok nad kreską. Zdaniem IDC wzrósł w tym roku odsetek danych realnie wykorzystywanych przez przedsiębiorstwa: aktualnie to już około 30 proc. W górę poszła również wartość globalnego rynku danych i analityki biznesowej, który wycenia się już na poziomie 130 mld dolarów. To o ponad 18 mld dolarów więcej niż w roku ubiegłym. W kolejnych latach rynek będzie rósł w tempie dwucyfrowym, a w 2020 roku przekroczy próg 203 mld dolarów. Branża ma powody do zadowolenia, ale nie zamierza spocząć na laurach. Według prognoz najbliższe 12 miesięcy może okazać się dla niej jeszcze lepsze. Analitykę Big Data zdominuje 5 trendów: zwrot ku chmurze zamiast rozwiązań on-premise; rosnąca rola Internetu Rzeczy; walka firm z dark data i orphaned data; wzbogacanie danymi systemów BI, CRM i ERP oraz rosnące inwestycje na analitykę predyktywną i preskryptywną.

Big Data w 2016 roku

Być może nigdy przedtem nie mówiło się w mediach o Big Data i analizie danych tak wiele, jak właśnie w 2016 roku. To właśnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba danych w Sieci po raz pierwszy w historii przekroczyła zawrotny próg 10 Zettabajtów. Z roku na rok w Internecie przybywa średnio 40 proc. nowych  danych. Firmy chcą je rozszyfrować, zrozumieć i spieniężyć. Zależy im nie tylko na wykorzystaniu własnych zasobów cyfrowych do budowania swojej pozycji na rynku, lecz również szukają dróg monetyzacji dla swoich danych. Big Data stopniowo staje się biznesową walutą, na którą firmy chcą wymieniać swój kapitał.

Według badań IDG Enterprise 2016 Data & Analytics Research, w mijającym roku firmy inwestowały w narzędzia do analityki danych głównie z myślą o dwóch celach biznesowych: poprawie jakości systemów CRM, czyli usprawnieniu zarządzania relacjami z klientem (55 proc.) oraz zwiększeniu koncentracji biznesu na danych i możliwościach ich wykorzystania w przedsiębiorstwie (tzw. data-driven business). Co ciekawe: aż 78 proc. firm stwierdziło, że Big Data ma największy potencjał do przeobrażenia ich modelu biznesowego w ciągu najbliższego roku do 3 lat.

Jak z kolei wynika z badań przeprowadzonych przez Forrester, do końca 2016 roku firmy wykorzystujące analitykę danych w swoich procesach biznesowych zarobią dzięki temu ponad 400 mld dolarów. Do 2020 roku ich zysk sięgnie już ponad 1,2 bln dolarów. Ten globalny trend wpływa również na sytuację polskich firm. Papierkiem lakmusowym w tym obszarze jest choćby rozwój i kurs giełdowy warszawskiej spółki Cloud Technologies, która zaopatruje w dane firmy z branży marketingu internetowego jak również coraz więcej podmiotów z innych segmentów rynku. W 2016 roku warszawska spółka wyrosła na największą hurtownię danych w Europie. Przetwarza już blisko 4 mld profili internautów. Taki wolumen analizowanych informacji sytuuje ją również w gronie największych hurtowni Big Data na świecie. Warto odnotować, że to właśnie firma zajmująca się analityką danych kolejny rok z rzędu zaliczana jest do bluechipów giełdy NewConnect: w ciągu 3 kwartałów 2016 roku wypracowała 32,42 mln zł przychodów ze sprzedaży oraz 12,95 mln zł zysku netto. Oznacza to wzrost odpowiednio o 39,92% i 22,98% w ujęciu rocznym.

W 2016 roku wiele firm odkryło potencjał drzemiący w analityce Big Data i zaczęło postrzegać dane jako strategiczny zasób przedsiębiorstwa. Coraz większą uwagę biznes zaczął przywiązywać do monetyzacji danych, którą firma Deloitte określiła jako kluczowy trend w 2016 roku oraz w najbliższych latach. Monetyzacja nie należy jednak do łatwych procesów. Głównym problemem z nią związanym jest ocena przydatności i wiarygodności zasobów danych, także tych pochodzących ze źródeł zewnętrznych, których do tej pory przedsiębiorstwa w ogóle nie brały pod uwagę. Problemy z monetyzacją danych zgłaszało w 2016 roku aż 58 proc. przedsiębiorstw, przebadanych przez firmę doradczą KPMG. Jednocześnie blisko połowa respondentów zwracała uwagę na problemy z dostępnością odpowiednich danych. Innymi słowy: firmom coraz trudniej jest odnaleźć się w cyfrowym potopie danych. Tymczasem w kolejnych latach liczba danych będzie jeszcze narastać.

Trend 1: 2017 – rok w chmurze?

Produkcja danych w 2017 roku nie zwolni tempa. Firma analityczna Oracle szacuje, że wolumen Big Data wzrośnie w tym roku o kolejne 5 Zettabajtów danych, a liczba danych w Sieci osiągnie pułap 15 ZB. Tymczasem już teraz firmy mają trudności z samodzielnym zarządzaniem cyfrowymi strumieniami Big Data. Ich systemy BI, ERP czy CRM nie posiadają tak wielkiej mocy obliczeniowej, by móc samemu przeanalizować tak wielkie zbiory danych. Dlatego przedsiębiorstwa będą zmierzać w kierunku chmury. Jak twierdzi firma IDC w swoich prognozach zawartych w FutureScape, do 2020 roku wydatki firm na analitykę Big Data i technologie związane z analityką danych będą rosły w tempie 4,5-krotnie szybszym, niż na stacjonarne rozwiązania typu on-premise.

– Firmy będą analizować jeszcze więcej danych. I będą to robić jeszcze szybciej, niż miało to miejsce dotychczas. Coraz częściej przedsiębiorcy będą też sięgać po analitykę danych w formie usługi, czyli Big Data as-a-Service. IDC podaje, że aktualnie już około 70 proc. dużych firm korzysta z danych o użytkownikach gromadzonych i przetwarzanych w modelu cloud computing. To właśnie ten trend IDC wymieniało jako najważniejszy w mijającym roku. I podtrzymuje prognozę na kolejne lata twierdząc, że do końca 2019 roku już wszystkie duże organizacje będą korzystać z danych z zewnętrznych hurtowni Big Data – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Przetwarzanie i przechowywanie danych w chmurze, a nie serwerach firmowych, jest dla firmy bardziej opłacalne i bezpieczniejsze. Przedsiębiorstwa mają niekiedy poważne trudności z przeniesieniem swoich danych do zewnętrznych centrów. Są one związane z obawami natury prawnej (kwestie prywatności), ale też – czysto finansowej. Czasami wolumen zgromadzonych przez firmy danych jest też na tyle duży, że ich relokacja na zewnętrzne, nie-firmowe serwery, spowodowałaby dysproporcję pomiędzy kosztami takiego przesunięcia, a jego benefitami. W przypadku korzystania z danych w chmurze przedsiębiorcy takich trudności po prostu nie mają.

Firma analityczna Gartner określa tę przemianę modelu biznesowego z dotychczasowych rozwiązań stacjonarnych (on-premise) jako „cloud shift”, czyli zwrot przedsiębiorstw w kierunku chmury. Wedle Gartnera globalne wydatki przedsiębiorstw na cloud computing w 2016 roku sięgnęły 111 mld dolarów. W ciągu najbliższych 4 lat niemalże się podwoją, by w 2020 roku sięgnąć 216 mld dolarów.

Trend 2: Internet Rzeczy – Internet danych

W nadchodzących latach ważną rolę odegra Internet Rzeczy (IoT). Według szacunków IDC w 2016 roku na globalnym rynku było ponad 13 mld smart-przedmiotów, dysponujących autonomicznym dostępem do sieci, czyli posiadających własny adres IP. W 2020 roku takich urządzeń będzie już blisko 30 mld. To niemal cztery razy więcej, niż wyniesie populacja ówczesnego świata. Jednak nie tyle liczba samych urządzeń jest tu istotna, co wielkość generowanych przez nie danych.

Istota Internet of Things, który już teraz opisuje się jako „internet przyszłości”, tkwi nie tyle w samych urządzeniach, ile w drzemiącym w nich potencjale, jakimi są gromadzone i wysyłane przez nie dane. Jeśli w najbliższych latach firmom uda się okiełznać wielkie zbiory danych generowane przez smart-urządzenia, to IoT stanie się jedną z głównych sił napędowych naszej cyfrowej epoki. O jak wielkich danych mówimy? Firma Cisco w raporcie Global Cloud Index Study twierdzi, że inteligentne przedmioty podpięte do Sieci w 2018 roku mają wytwarzać już ponad 400 Zettabajtów danych rocznie. Dlatego nie mam wątpliwości, że to właśnie Internet Rzeczy postawi ostateczną pieczątkę na „datyzacji” czy „cyfryzacji biznesu” – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Imponująco przedstawiają się również wzrosty IoT na w Polsce. W raporcie „Worldwide IoT Spending Guide by Vertical” czytamy, że wartość polskiego rynku IoT, która w 2015 roku wyniosła 1,5 mld USD, ale już w 2018 roku podwoi się, sięgając 3,1 mld USD.

Trend 3: dark data i orphaned data – dwa wyzwania na 2017 rok

W 2017 roku biznes będzie zmuszony stawić czoła danym, które do tej pory nie były wykorzystywane przez firmy albo ze względu na trudności z oszacowaniem ich potencjału (to tzw. dark data), albo były one tak pofragmentowane, że nie dawały pełnego obrazu sytuacji (to z kolei tzw. „orphaned data”, czyli „dane osierocone”). Ten przymus wynika z faktu przepełnienia firmowych serwerów danymi, których przedsiębiorstwo nie wykorzystuje, a za których utrzymanie płaci. Według Data Geonomics Index aż 41 proc. danych globalnych przedsiębiorstw nie było modyfikowanych od ostatnich trzech lat. Z kolei 12 proc. danych w ciągu siedmiu minionych lat nigdy nie zostało nawet otwartych. 33 proc. zbieranych przez firmy danych klasyfikuje się jako ROT, czyli Redundant, Obsolete or Trivial: zbędne, przestarzałe lub nieistotne.

W efekcie wiele takich danych jest po prostu sztucznie utrzymywanych, zajmując tylko miejsce na firmowych serwerach. W nadchodzącym roku biznes będzie musiał się z nimi zmierzyć i będzie miał dwa wyjścia: albo wyrzuci je do kosza, albo sprawdzi ich realną wartość poprzez integrację z danymi z zewnętrznych platform DMP (Data Management Platforms). Tylko w ten sposób biznes będzie mógł stwierdzić: czy ma pod ręką dane wartościowe i użyteczne, czy też są to tylko cyfrowe przeżytki, których firma bez żalu może się pozbyć. Myślę, że 2017 rok pod tym względem przyniesie już konkretne rozstrzygnięcia i firmy podejmą trud zbadania zawartości i przydatności dark data oraz orphaned data – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Dark Data można określić trojako. Po pierwsze – są to dane, z których istnienia przedsiębiorstwo w ogóle nie zdaje sobie sprawy, więc ani ich nie gromadzi, ani nie przetwarza. Po drugie – mogą to być dane, o których przedsiębiorstwo wie i je gromadzi, lecz nie ma pojęcia, jak je przetworzyć. Po trzecie – to również dane, o których istnieniu przedsiębiorstwo wie i nawet dysponuje narzędziami do ich analizy, lecz jej nie podejmuje, ponieważ uznaje ją za zbyt kosztowną lub obawia się, że jej rezultaty będą niewspółmierne z nakładem pracy, jaki trzeba było w nią włożyć. Problem jest poważny, ponieważ według szacunków IDC około 80-90 proc. wszystkich danych w Internecie to obecnie dark data.

Orphaned data to z kolei pojedyncze, wyrwane z kontekstu informacje, które nie zostały umieszczone w szerszym ekosystemie cyfrowym, wskutek czego trudno jest ocenić ich biznesową przydatność. Takie dane zajmują miejsce na firmowych serwerach i są mniej cenne niż dane występujące w jakimś łańcuchu powiązań. Według Vanity Technologies „osierocone dane” zajmują na serwerach firmy o około 222 proc. więcej przestrzeni niż pozostałe dane. Managerowie IT zatrzymują takie dane na firmowych serwerach, wierząc, że im większą wagę ma taki plik, tym więcej kryje się za nim cennych informacji, która uda się kiedyś połączyć z innymi.

Trend 4: data enrichment

Kolejnym trendem AD 2017 ma być zasilanie systemów firmowych danymi zewnętrznymi typu third party. Takie działanie określa się jako „data enrichment”. Dzięki niemu firma zyskuje możliwość przetestowania skuteczności zebranych przez siebie informacji, które zostały uznane za tzw. „hot data”, czyli dane najważniejsze dla firmy, po które sięga ona z największą częstotliwością) oraz oceny ich przydatności w najbliższym czasie.

– Data enrichment to wzbogacanie zasobu danych zgromadzonych przez firmę, czyli tzw. 1st party data, danymi pochodzącymi z zewnętrznych źródeł, czyli danymi typu 3rd party, które przetwarzają zewnętrzne hurtownie Big Data. Dzięki nim firmy mogą zweryfikować aktualność i przydatność swoich informacji. Dane typu 3rd party dostarczają przedsiębiorstwom często unikalnych informacji biznesowych, pozwalających na rozbudowanie wiedzy o kliencie i jego zachowaniach, preferencjach i intencjach zakupowych, a także na uzyskanie wartościowych insightów. Umożliwiają także zdiagnozowanie bolączek w wewnętrznym rytmie pracy firmy, które dzięki temu można szybko naprawić. Integracja systemów CRM czy ERP firm z danymi z zewnętrznych źródeł umożliwia firmom nie tylko lepsze rozpoznanie profilu klienta i uzyskanie jego 360-stopniowej oceny. Daje również możliwość dotarcia do nowych klientów, zwłaszcza tych, którzy będą najbliżsi cyfrowemu portretowi najlepszego klienta przedsiębiorstwa – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Wzbogacanie danymi wewnętrznych systemów BI w firmach wiąże się z jeszcze jedną kwestią, a mianowicie: jakością danych. W kolejnych latach biznes będzie przywiązywał do niej znacznie większą uwagę niż obecnie. Firmy stopniowo wyrastają już z przekonania, że liczy się tylko ilość zgromadzonych przez nie danych. Kluczowa staje się ich aktualność. Lepiej jest dysponować mniejszą ilością danych, ale za to mieć pewność, że są to dane najświeższe, odzwierciedlające aktualne potrzeby rynkowe. Dlatego też firmy, wzbogacając swoje systemy w dane typu 3rd party, będą pytać dostawców Big Data o wiek danych oraz ich jakość, czyli tzw. data quality. Dane muszą bowiem być regularnie odświeżane i aktualizowane, ponieważ obecne w nich parametry, jak np. „intencja zakupowej” użytkownika, często mają charakter tymczasowy, nie zaś trwały. W cenie będą zatem te dane, które hurtownie Big Data dostarczają w modelu real-time.

Trend 5: Analityka predyktywna i preskryptwna

Biznes musi dziś zrozumieć nie tylko to, „co się dzieje” oraz „jak się dzieje”, lecz również to, „co będzie się działo” w najbliższych miesiącach, a także „jak sprawić, by coś się wydarzyło”. W tym zaś pomocne okażą się odpowiednio: analityka predyktywna oraz analityka preskryptywna. Ta pierwsza służy przewidywaniu przyszłych scenariuszy rozwoju rynku i zachowań konsumentów oraz firm. Ta druga natomiast dostarcza wiedzy, jak te zachowania modelować oraz wpływać na kształtowanie pożądanych przez firmę postaw. Według badań firmy analitycznej Gartner zawartych w raporcie „100 Data and Analytics Predictions Through 2020”, aż 40 proc. firm zdecyduje się zainwestować w najbliższych latach w analitykę predyktywną i preskryptywną.

Big Data w 2017: ewolucja zamiast rewolucji

Rok 2017 w analityce Big Data nie przyniesie zatem ze sobą wielkiej rewolucji. Będziemy raczej obserwować ewolucję obecnych trendów technologicznych. Z jednej strony firmy będą musiały zmierzyć się z cyfrowymi problemami, w które część z nich popadła wskutek nieefektywnej polityki zarządzania danymi. Z drugiej strony – wzrośnie znaczenie danych typu 3rd party, gromadzonych i przetwarzanych przez wyspecjalizowane w tym firmy. Według badań Gartnera w 2017 roku około 30 proc. danych, jakimi będą dysponowały przedsiębiorstwa, będzie pochodziło z zewnętrznych hurtowni Big Data. Do głosu dojdą również technologie kognitywne, np. uczenie maszynowe, dzięki którym część procesów analitycznych, wykonywanych dotychczas odręcznie, zostanie zautomatyzowana dzięki zastosowaniu algorytmów. Zasadniczo jednak nie należy oczekiwać, że rynek analityki danych w 2017 roku przejdzie jakąś diametralną przemianę. Ta przemiana bowiem już się dokonała. Analityka Big Data przestała być dla firm technologiczną egzotyką i przejściową modą. Teraz przyszedł czas na to, by wycisnąć z niej wszystkie biznesowe soki i wprowadzić firmę na cyfrowe tory.

Deprecjacja chińskiego juana ryzykiem dla globalnych rynków

Rynki azjatyckie zareagowały wyprzedażą w czwartek po tym, jak w środę inwestorzy na Wall Street zaczęli realizować zyski. Wczorajszy skok rentowności amerykańskich obligacji skłonił też do zamykania pozycji na dolarze skutkując korektami.

Najważniejszym odczytem były dane nt. Indeksu podpisanych umów kupna domów m/m za listopad. Dane mocno rozczarowały oczekiwania inwestorów, ponieważ odnotowaliśmy spadek o 2,5 proc., a konsensus przewidywał wzrost o 0,5 proc.

Na rynku znowu gorąco jest w kwestii Chin. Koło godziny 15 według kwotowań agencji Bloomberg kurs chińskiego juana, wykorzystywanego do transakcji wewnętrznych w stosunku do amerykańskiego dolara podskoczył ponad poziom 7,00. Takiego kursu nie widzieliśmy od 8 lat. Ta informacja mocno zmąciła wczoraj rynek. Możliwe, że będziemy mieć znowu nerwowy początek roku. Dla przypomnienia, to właśnie kwestie związane z nagłym osłabieniem chińskiej waluty zdominowały ruchy na rynkach w pierwszych miesiącach obecnego roku.

Japoński Nikkei 225 zakończył sesję 1,32 proc. pod kreską po tym, jak Toshiba kolejny raz straciła ponad 10 proc. na jednej sesji. Akcje Toshiby do tej pory straciły na wartości 12 proc. we wtorek, 20 proc. w środę oraz 16 proc. w czwartek. Jest to spowodowane informacją, że biznes nuklearny Toshiby w Stanach Zjednoczonych może być mniej wart, niż wcześniej zakładano. Spółka może z tego tytułu ponieść ponad 4 mld dolarów na straty. Tym samym całoroczny wynik grupy może być ujemny.

Na rynkach surowcowych ropa zanurkowała po negatywnej niespodziance zafundowanej przez instytut API nt. szacowanej zmiany zapasów ropy naftowej oraz produktów ropopochodnych składowanych w amerykańskich magazynach. W zeszłym tygodniu zapasy ropy naftowej wzrosły aż o 4,2 mln baryłek podczas gdy spodziewano się ich spadku o 1,5 mln baryłek. Nieoczekiwany spory wzrost zapasów pchneły ceny ropy w dół. Dane z Amerykańskiego Departamentu ds. Energii poznamy wyjątkowo dzisiaj o godzinie 17:00. Poniedziałek był dniem wolnym również w Stanach stąd taka anomalia. W przypadku raportu DoE spodziewany jest spadek zapasów o 2,06 mln baryłek.

Maciej Boruc
Manager
KOI Capital

Rosja kupuje złoto. Frank szwajcarski znów drożeje

Rezerwy złota w Rosji wciąż rosną. W ciągu ostatniego miesiąc przybył kolejny milion uncji czyli przeszło 30 ton. Po kilku spokojnych dniach frank znowu drożeje.

Moskwa kupiła złoto

Rosjanie w dziwny sposób walczą z kryzysem wywołanym sankcjami. Wydawać by się mogło, że problemy gospodarcze oraz wysokie wydatki na wojskowość w związku z działaniami na Wschodzie Ukrainy powinny raczej skłaniać do oszczędności. Z jakiegoś jednak powodu Rosjanie znów dokupili złota. Nie mówimy tutaj o prywatnych inwestorach ale o Banku Centralnym. Dokupiono niebagatelną ilość miliona uncji, czyli około 31 ton kruszcu. Rynkowa wartość tej transakcji to jak łatwo policzyć powyżej 1 miliarda dolarów. Nie jest to kwota, która zabije budżet takiego kraju jak Rosja. Biorąc pod uwagę problemy gospodarcze z jakimi kraj ten się zmaga należałoby się zastanowić z jakiego powodu w tym roku dokupiono niebagatelną ilość niemalże 200 ton i to obecnie dość istotnie stratnej inwestycji. Z drugiej strony inwestorzy coraz bardziej wierzą w gospodarkę Moskwy. Dowodem tego jest pierwsze od półtora roku przebicie przez rubla bariery 7 groszy.

CHF znów drożeje

Wczorajszy dzień z pewnością nie ucieszył posiadaczy kredytów frankowych. Po kilku dobrych dniach, kiedy to od przedświątecznego szczytu na 4,1350 frank spadł do 4,0850 wydawało się, że rok zakończy się dalszym zbliżaniem do psychologicznej bariery 4,0000. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Inwestorzy potraktowali taniego franka jako okazję inwestycyjną i szybko doprowadzili go z powrotem w okolice 4,1200. Dlaczego frank drożeje? Waluta Szwajcarii to nie tylko kredyty hipoteczne. To przede wszystkim inwestycja uchodząca za bardzo solidną tzw. bezpieczną przystań. Terminem tym określa się miejsca do lokowania kapitału na trudne czasy. Szwajcarzy walczą z tą tendencją poprzez utrzymywanie stóp procentowych wyraźnie poniżej 0. Nie jest to jednak wystarczające by zniechęcić inwestorów. Dlaczego Szwajcarski Bank Narodowy walczy z mocną walutą? Zbyt silny frank powoduje, że eksport jest mniej opłacalny, za to dobra importowane są relatywnie tańsze. W rezultacie silna waluta to problemy gospodarcze, które już teraz widać w danych makroekonomicznych Szwajcarii. Tak długo jak będą trwały niepokoje na rynkach Szwajcarzy nie będą w stanie bez silnych interwencji rynkowych zbić kursu franka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rekordowy rok Bouygues Immobilier w Polsce

Bruno Le Corre, dyrektor generalny Bouygues Immobilier Polska
Bruno Le Corre, dyrektor generalny Bouygues Immobilier Polska

Ponad 1100 sprzedanych mieszkań, 14 inwestycji w toku i dynamiczny rozwój na nowych rynkach lokalnych. Jakie lokale cieszą się największą popularnością? Jakie są prognozy dewelopera dla polskiego rynku mieszkaniowego?

Dla Bouygues Immobilier Polska rok 2016 jest rekordowy. W Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu deweloper sprzedał łącznie ponad 1100 lokali. Jakie mieszkania cieszą się największym zainteresowaniem kupujących?

Niezmiennie lokale dwupokojowe o powierzchni ok. 43 mkw., z aneksem kuchennym.  Udział takich mieszkań w naszej sprzedaży sięgnął 42% – mówi Krzysztof Foder, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska.

Warto tu dodać, że wśród kupujących znaczną część, ponad 22,%, stanowią klienci inwestycyjni.

Wynika to z faktu, że wynajem dwupokojowego mieszkania może zagwarantować bezpieczną, stabilną stopę zwrotu na poziomie 5%-6% netto – dodaje Krzysztof Foder.

Deweloper działa już w czterech największych miastach w Polsce

Bouygues Immobilier Polska realizuje obecnie 14 inwestycji, w tym 10 w Warszawie. Jakie są prognozy dewelopera dla rynku warszawskiego?

Od 2010 każdy kolejny rok przynosi wzrost sprzedaży. W tym roku wyniesie on 14%. Wszystko wskazuje na to, że ten trend się utrzyma. Według naszych prognoz, w 2017 roku średnia cena za 1 mkw. będzie oscylowała w przedziale 7900-8000 zł, czyli pozostanie na poziomie zbliżonym do obecnego – mówi Krzysztof Foder.

Na rynku warszawskim Bouygues Immobilier Polska jest jednym z największych graczy, zajmując trzecie miejsce pod względem sprzedaży. Teraz dynamicznie rozwija się również w innych polskich metropoliach. W tym roku zakończył swoją pierwszą inwestycję w stolicy Dolnego Śląska (Wyspiańskiego 11) i już rozpoczął dwie kolejne – Belleville i Villa Alouette. W 2016 roku rozpoczął również pierwszą realizację w Poznaniu, a także otworzył biuro operacyjne w Krakowie (komercjalizację pierwszej inwestycji w tym mieście rozpocznie prawdopodobnie w 2018 roku).

Systematycznie realizujemy strategię rozwoju firmy. Docelowo chcemy być obecni w 6-7 największych polskich metropoliach, zajmując na lokalnych rynkach pozycję podobną do tej, którą zdobyliśmy w Warszawie – podkreśla Bruno Le Corre, dyrektor generalny Bouygues Immobilier Polska.

Jak będzie się rozwijał polski rynek mieszkaniowy?

Warunki makroekonomiczne, w tym niskie bezrobocie, rosnące zarobki i popyt ze strony inwestorów, sprzyjają dynamicznemu rozwojowi branży deweloperskiej w Polsce.

Na tysiąc mieszkańców przypadają w Polsce 363 mieszkania, podczas gdy średnia dla krajów Unii Europejskiej to 435 lokali. Te liczby pokazują skalę deficytu, a jednocześnie potencjał polskiego rynku – podkreśla Bruno Le Corre, dyrektor generalny Bouygues Immobilier Polska.

Bardzo wysoki popyt na rynku nieruchomości powoduje, że deweloperzy intensywnie nabywają nowe tereny pod inwestycje. Jakie może mieć to znaczenie dla przyszłości rynku?

W tej chwili toczy się zacięta rywalizacja o lokalizacje, więc podaż powinna nadal być dosyć wysoka, przynajmniej tak długo, jak utrzyma się zapotrzebowanie. Dodam przy tym, że koniunktura sprzyja procesowi konsolidacji polskiego rynku, który nadal jest dość mocno rozdrobniony – podsumowuje Bruno Le Corre.

Bouygues Immobilier jest jednym z największych deweloperów we Francji. Należy do potężnej do potężnej, o globalnym zasięgu Grupy Bouygues, z obrotami powyżej 32 mld euro (2015). W jej skład wchodzą m.in. Bouygues Construction, jedna z największych na świecie firm budowlanych oraz Colas, największy na świecie wykonawca infrastruktury transportowej.

W Polsce Bouygues Immobilier działa od 2001 roku. Do końca 2016 roku deweloper oddał do użytku 20 inwestycji, tj. łącznie ponad 4 tys. mieszkań.

10 narzędzi znad Wisły w służbie marketerom

Współczesne firmy mają do dyspozycji szeroki wachlarz narzędzi pozwalających rozwijać i promować biznes. Nie każdy może zdawać sobie z tego sprawę,  ale w wielu przypadkach ich pomysłodawcami i twórcami są… Polacy. Prezentujemy wybrane rozwiązania marketingowe, które w mniejszym lub większym stopniu zrewolucjonizowały pracę marketerów.

Umiejętne korzystanie z nowych technologii i internetowych innowacji może stać się kluczem do sukcesu każdego przedsiębiorstwa, niezależnie od profilu jego działalności. Każdy, kto chce ułatwić sobie pracę, poprawić jej efektywność i rozwinąć działalność, powinieneś przyjrzeć się poniższym rozwiązaniom.

  1. Brand24 – monitoring internetu i Social Media

Firma oferuje błyskawiczny dostęp do miliardów polskojęzycznych wzmianek na temat marek, produktów, osób itp. z mediów społecznościowych, blogów, serwisów informacyjnych i forum internetowych). Automatycznie wykrywa pozytywne i negatywne publikacje w wybranym obszarze zapytań, co pozwala na budowanie strategii rozwoju wizerunku firmy lub ewentualną reakcję w przypadku sytuacji kryzysowej. Brand24 monitoruje informacje na temat kilkudziesięciu tysięcy marek klientów pochodzących z USA, Wielkiej Brytanii, Indonezji, Włoch, Bułgarii, Kanady, Singapuru, Emiratów Arabskich, Australii oraz oczywiście z Polski. Portal został uruchomiony w 2011 roku.

Podobne polskie narzędzia: Press Service, Instytut Monitorowania Mediów 

  1. 2. NetPR i Prowly – prawa ręka PR-owców

O pożądanym odbiorze marki przesądza odpowiednie kreowanie komunikacji. Służyć ma temu szeroko pojęty brand journalism, który poprzez tworzenie historii marki, buduje relacje z odbiorcami. Do tego celu wykorzystywane są różne media i platformy technologiczne. NetPR i Prowly to zestawy narzędzi do zwiększania popularności firm, marek oraz osób. Platformy ułatwiają zarządzanie działaniami media relations – dystrybucję treści, zdjęć lub video i zwiększenie ich widoczności, późniejszą analitykę działań czy jak w przypadku netPR, również monitoring. Są to aplikacje dedykowane osobom zajmującym się działalnością PR – freelancerów i agencji.
Podobne polskie narzędzia: b.d.

  1. Minicrm.pl – pomoc w zarządzaniu

Aplikacja miniCRM to prosty CRM online dla małych i średnich firm. Pomaga zapanować nad kontaktem z klientami, zadaniami, zleceniami i sprzedażą. Informacje przesyłane między użytkownikiem a aplikacją są zaszyfrowane, natomiast dane klientów są chronione i przechowywane w profesjonalnej serwerowni. Aplikacja dostępna jest za pośrednictwem przeglądarki internetowe, dzięki której przedsiębiorca nie jest obciążony wysokimi kosztami instalacji, wdrożenia i aktualizacji specjalistycznego systemu.

Podobne polskie narzędzia: LiveSpace, GoNet CRM

  1. SerwerSMS.pl – komunikacja mobilna SMS

Platforma SerwerSMS.pl pozwala na prowadzenie profesjonalnej komunikacji mobilnej w obszarze B2C, B2B a także przez instytucje publiczne. Umożliwia m.in. realizację promocyjnych kampanii mobilnych, mikropłatności oraz ułatwia przepływ informacji np. między mieszkańcami a urzędami, pacjentami a placówkami ochrony zdrowia, sklepami internetowymi a klientami. SerwerSMS.pl wykorzystuje dostępne na rynku technologie w dwustronnej komunikacji oferując możliwość wysyłki wiadomości tekstowych (SMS), wiadomości multimedialnych (MMS) oraz wiadomości głosowych (VOICE). Firma działa w branży masowej komunikacji SMS już od 2003 roku, a z jej usług korzysta 23 000 klientów, tj. Triumph, Próchnik, British Council, EuroCash, Energa, za10groszy.pl, Totolotek, CzasNaButy.pl czy Aviva.

Podobne polskie narzędzia: smsapi, promosms, mProfi

  1. EmailLabs – e-mail marketing

EmailLabs to serwer SMTP w chmurze, który powstał z myślą o podmiotach posiadających już system generujący wysyłkę e-mail (np. system sklepowy, bilingowy, księgowy, CRM, ERP, CMS, czy dedykowany system Marketing Automation), ale chcących zwiększyć jej szybkość oraz dostarczalność przez redukcję współczynnika traktowania wiadomości jako SPAM. Łatwo zintegrować go z każdym systemem i aplikacją oraz uzyskać dostęp do zaawansowanych statystyk. Firma znajduje się białych listach WP, Onetu, Interii czy o2, a także spełnia wymagania globalnych providerów m.in. Gmail, Yahoo, Aol i Hotmail. Do klientami EmailLabs należą np. Rossmann, Ikea, Payback, Douglas, Auchan czy Tchibo.

Podobne narzędzia: Redlink, FreshMail, Sare.

  1. IAI Shop – wsparcie działalności sklepów internetowych

Wspomaga sprzedaż i wdrażanie e-sklepów. Zwiększa ruch na stronach internetowych, przyczyniając się do ich rozwoju. Firma obsługuje ponad 3500 sklepów on-line i kontroluje nawet kilka tysięcy zamówień miesięcznie. Posiada wiele funkcji umożliwiających sprzedaż, prezentację oferty oraz kontrolę procesów logistycznych, finansów, płatności i magazynów. Na rynku istnieje od 2000 roku.

Podobne polskie narzędzia: Media4You, Shoper

  1. Semstorm – platforma SEM

Oferuje dane z największej bazy polskich słów kluczowych, dzięki którym można zoptymalizować swoją stronę i tym samym zadbać o jej wysoką pozycję w sieci. Za pomocą narzędzi takich jak Website Explorer i Ad Explorer pozwala sprawdzać i porównywać działania konkurencji, poznać wykorzystywane przez nią słowa kluczowe oraz teksty reklamowe. Dzięki Semstorm można wzbogacić swoją kampanię i bazować w prowadzonych akcjach na frazach o wysokim potencjale.

Podobne polskie narzędzia: Eactive, Ideo

  1. Adtaily.pl – system reklamy internetowej

AdTaily dostarcza wartościowy ruch na stronach internetowych przy maksymalnej optymalizacji wydatków reklamowych. Firma współpracuje z większością domów mediowych oraz agencji na rynku polskim, ale również z klientami bezpośrednimi. System pozwala na nieskomplikowane umieszczanie reklam np. na blogu i tym samym czerpanie z niego możliwości zarobkowej.

Podobne polskie narzędzia: AdReport, adFreestyle

  1. Landingi.pl – tworzenie landing page

Landingi to aplikacja, która umożliwia samodzielnie tworzenie landing page pod dowolną kampanię bez posiadania specjalistycznej wiedzy i pomocy działu IT. Jej wyróżnikiem są: intuicyjny edytor dopasowany do komputerów, smartfonów czy tabletów, a także dziesiątki gotowych szablonów oraz duża liczba integracji z innymi aplikacjami.

Podobne polskie narzędzia: brak danych

  1. LiveChatInc – czat on-line

Narzędzie do internetowej obsługi klientów, marketingu on-line oraz analizy ruchu na stronie internetowej dla małych i dużych przedsiębiorstw. Od 2002 roku rozwijane przez Livechat Software, a od 2010 roku oferowane w modelu SaaS (software as a service). Platforma pozwala przedstawicielom firmy komunikować się w czasie rzeczywistym z użytkownikami odwiedzającymi ich stronę internetową. Z narzędzia korzysta ponad 8000 organizacji na całym świecie.

Podobne polskie narzędzia: Halo Live Chat

Jak widać nie zawsze atrakcyjne rozwiązania to zagraniczne rozwiązania. Na naszym rynku istnieje wiele wartych uwagi narzędzi, które ułatwiają marketerom pracę, a firmą pomagają się rozwijać. Warto zainwestować w swoją markę i wspierać tym samy inne rodzime biznesy.

Monetia zakończy rok rekordowym wynikiem

Monetia zakończy rok rekordowym wynikiem. W 2017 r. wyrusza z ofertą na Wschód i do biznesu. Zamierza też powalczyć o klienta kartowego.

Wyniki finansowe największej pod względem liczby placówek sieci agencji płatniczych po 4Q16 będą rekordowe. Już po trzech kwartałach EBITDA Monetii była wyższa niż za cały 2015 rok, i wyniosła ponad  2,5 mln zł przy przychodach na poziomie 30 mln zł. Obroty w tym czasie wyniosły 3,6 mld zł. Spółka umocniła pozycję lidera outsourcingu kasowego dla urzędów skarbowych, gdzie posiada 30 procentowy udział rynku. To efekt dywersyfikacji oferty i wejścia w nowe segmenty klienta biznesowego.

– W tym roku klienci instytucjonalni wygenerowali jedną czwartą naszych przychodów. Dzięki dotychczasowej współpracy mogliśmy jeszcze lepiej zidentyfikować ich potrzeby, oczekiwania i możliwości – mówi Wojciech Jóźwiak, prezes Monetii – Wykorzystaliśmy to do rozwoju oferty BPO o nowe rozwiązania, z którymi chcemy wystartować w 2017 r. Zgodnie z naszymi planami na najbliższe 2-3 lata sprzedaż B2B powinna odpowiadać za 50% przychodów.

W obszarze BPO do outsourcingu kasowego i fulfillmentu dołączy systemy kierowania przepływem interesantów, obsługa gotówki i utargu, dostarczanie i montaż wpłatomatów, a także prowadzenie placówek bankowych. Zmiany nastąpią również w obszarze oferty dla klientów detalicznych.

– Rozwijamy platformę Monetia24.pl realizującą międzynarodowe przekazy pieniężne – dodaje Wojciech Jóźwiak – Paszportowaliśmy naszą licencję, na podstawie której możemy prowadzić działalność na terenie całej Unii Europejskiej. Jednocześnie obsługujemy coraz więcej obcokrajowców pracujących w Polsce. W ciągu najbliższych miesięcy wejdziemy na Ukrainę i do Wietnamu.

Spółka, która dotychczas koncentrowała się na obsłudze wpłat detalicznych realizowanych gotówką, planuje zawalczyć o udział w rynku transakcji kartowych i Blik. Monetia w najbliższych tygodniach złoży wniosek do KNF o rozszerzenie licencji. Po jej uzyskaniu będzie mogła wzbogacić ofertę outsourcingu kasowego o obsługę transakcji realizowanych kartami płatniczymi.

Monetia działa na podstawie licencji krajowej instytucji płatniczej i jest kontrolowana przez Komisję Nadzoru Finansowego. Sieć spółki obejmuje ponad 720 oddziałów w całym kraju. W ciągu roku obsługuje pół miliona osób i przeprowadza 15 mln transakcji o łącznej wartości blisko 4 mld PLN.

Monetia za swój dynamiczny rozwój została po raz kolejny wyróżniona tytułem Gazeli Biznesu 2016 r. I edycja rankingu miała miejsce w 2000 roku. Brane są w nim pod uwagę najdynamiczniej rozwijające się małe i średnie spółki konkurujące ze znacznie większymi od siebie firmami. Ranking co roku przeprowadza na podstawie danych finansowych niezależna wywiadownia gospodarcza Coface Poland. Analogiczne zestawienia powstają w Szwecji, Danii, Austrii, Łotwie, Rosji, Estonii i Słowenii. Ich celem jest promocja małej i średniej przedsiębiorczości.

Rok 2016 należał do ubezpieczeń majątkowych, 2017 zdominują życiówki?

Mijający rok w branży ubezpieczeniowej, konsumentom będzie kojarzył się przede wszystkim z dużym wzrostem cen OC, ubezpieczycielom natomiast z usuwaniem ze swojej oferty produktów unit-linked i otwieraniem się na nowe technologie.

Ubezpieczenia majątkowe przyćmione przez komunikacyjne

Pomimo kryzysu cenowego w ubezpieczeniach komunikacyjnych, 2016 r. zdecydowanie należał do II działu ubezpieczeń. To za sprawą ubezpieczeń majątkowych, których wartość według danych PIU wyniosła po trzech kwartałach 10,2 mln zł, o 1,5 proc. więcej niż w analogicznym czasie rok wcześniej. Jednak to nie poprawa wyników finansowych w ubezpieczeniach majątkowych zostanie najbardziej zapamiętana po tym roku, a wzrost cen ubezpieczeń komunikacyjnych. Dotychczasowa rywalizacja, o jak największy kawałek tortu, większa świadomość klientów potęgowana aktywnością kancelarii odszkodowawczych, a w efekcie rosnące wartości odszkodowań – to główne powody znaczących podwyżek cen OC. Kilkudziesięcioprocentowe podwyżki mające miejsce szczególnie w drugiej połowie tego roku, to chyba najgłośniej komentowane wydarzenie ubezpieczeniowego roku 2016.

Koniec unit-linków…

Rok 2016 to również koniec produktów typu unit-linked. Praktycznie wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe, posiadające ten produkt w swojej ofercie, zrezygnowały z niego już w pierwszej połowie roku. Powodem takich decyzji była negatywnie nastawiona do tej oferty opinia publiczna oraz decyzje regulatora. Doprowadziło to do diametralnej zmiany oferty tych ubezpieczycieli, którzy do tej pory opierali ją właśnie na tej grupie produktowej. Większość wspomnianych towarzystw ubezpieczeniowych rok 2016 poświęciła na otrząśnięcie się z tej sytuacji. Niewielu się to udało. Kolejny rok powinien być dla nich zdecydowanie lepszy.

…początek ery insurtech

Jednak 2016 r. to nie tylko negatywne wydarzenia w branży. Po mocno zakorzenionym już w Polsce fintechu, przyszedł czas na kolejną porcję innowacji w branży finansowej. To, co od pewnego czasu sprawdza się w bankowości, dotarło także do ubezpieczeń. Insurtech, trend z sukcesem rozwijający się na świecie, w roku 2016 zapukał do drzwi polskich ubezpieczycieli. Pierwsze projekty pokazujące, że do ubezpieczeń można podchodzić trochę inaczej niż w dotychczas znanym nam modelu, powoli zaczynają dostrzegać światło dzienne. Ubezpieczenia mogą być tańsze, bardziej społeczne, łatwiejsze w dostępie i zakupie – i to nie koniecznie z wyłączeniem agenta. Przykładem na takie postrzeganie ubezpieczeń są projekty, które pojawiły się na rynku w 2016 r. Doceniona nie tylko w Polsce aplikacja Kundi wykorzystuje podejście zwane ekonomią współpracy (collaborative economy) – użytkownicy współpracują w grupach celu uzyskania wspólnych korzyści. Czas wrócić do korzeni.

Multikanałowa dystrybucja i walka agentów o jakość produktu

Szczególnie pod koniec roku można było dostrzec oddolne inicjatywy, mające na celu wypracowanie wspólnego zdania, a przynajmniej próby doprowadzenia do tej sytuacji przez samozwańczych (w dobrym tego słowa znaczeniu) liderów społeczności agentów ubezpieczeniowych. Aktywności te, dostrzegalne na forach i w mediach społecznościowych, są moim zdaniem bardzo dobrym i naturalnym kierunkiem. Nieuniknionym i przybierającym na sile – szczególnie w sytuacji poczucia zagrożenia w efekcie podejmowanych przez towarzystwa prób multikanałowej dystrybucji. Dystrybucji, która bardzo często sprowadza zakup polisy ubezpieczeniowej do zakupu kartofli, chociaż w przypadku tych drugich jakość ma często o wiele większe znaczenie niż cena. W przypadku tych pierwszych – bardzo rzadko. Agenci, dla których ten zawód jest ważny, będą walczyli o jakość. Praktyka pokazuje, że o wiele wcześniej podejmą takie działania niż same towarzystwa. Pytanie czy ich głos tym razem będzie słyszalny. Rok 2017 odpowie nam na to pytanie.

2017 r. – rokiem życia

Po chudym roku 2016, kolejny rok powinien być bardziej przychylny dla I działu ubezpieczeń, czyli dla całego segmentu ubezpieczeń życiowych. Nastąpi odrodzenie oferty życiówek, z produktami nastawionymi na klienta. Opadł kurz, emocje również. Był czas na dopracowanie produktów, zbadanie faktycznych potrzeb klientów i chwile refleksji. Towarzystwa, które odrobiły lekcje, w nadchodzącym roku będą moim zdaniem mile zaskoczone pierwszymi od kilkunastu miesięcy rosnącymi przypisami składki w tym segmencie produktowym.

Podwyżek ciąg dalszy

Taniej nie będzie, taniej już było. Rok 2017 będzie rokiem kolejnych podwyżek. Branża już je zapowiedziała, robiąc sobie tym samym miejsce na konsekwencję w pierwszych miesiącach nowego roku. Emocje nie będą już jednak takie silne, a po świątecznej przerwie, z pełnymi brzuchami i nastawieniem raczej na spełnianie marzeń i noworocznych postanowień, chęci walki ze światem są też mniejsze. Same podwyżki będą również delikatniejsze. Oby…

Insurtech nada kierunek branży

2017 r. będzie także rokiem wspomnianych pierwszych startujących projektów insurtechowych, co istotnie wpłynie na spojrzenie tradycyjnych TU. W kilku towarzystwach, w specjalnie powoływanych do takich projektów zespołach, pierwsze projekty insurtechowe nabierają już bardzo realnego kształtu. Niektóre mają szanse pokazać się światu jeszcze w pierwszej połowie przyszłego roku. Obserwujmy je z zainteresowaniem, to one bowiem pokażą już jutro, jak ubezpieczenia będą wyglądały za kilka czy kilkanaście lat.

Otwarcie TU na nowe, dotychczas nieeksplorowane ryzyka

Efektem zetknięcia się towarzystw z projektami insurtechowymi, będzie diametralna zmiana podejścia do aktuariatu. Efektem tego będą zupełnie nowe produkty, zupełnie nowe apetyty na ryzyko i inne jego eksplorowanie. Rynek pokazał już, że konkurencja cenowa nie jest dobrą drogą. Dzięki innowacyjnemu podejściu projektów insurtechowych, w departamentach produktowych ubezpieczycieli zapali się lampka pokazująca nowy kierunek – nowe ryzyka, nowe segmenty klientów, nowe produkty. Rynek ubezpieczeń ma przed sobą ogromną przyszłość, trzeba tylko wyjść poza obecną ofertę produktową i szukać konkurencyjności poza zakresem, ceną albo wykluczeniami.

Widmo ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym

Cały czas niewiele wiemy o ustawie o pośrednictwie ubezpieczeniowym, ale wiemy, że nadejdzie. Życie w niewiedzy nie jest komfortową sytuacją i pod tym względem rok 2017 nie będzie komfortowy dla ubezpieczycieli. Dużo zmiennych, dużo ryzyk, dużo niepewnych. Jednak daleko mi do pesymizmu, poradzimy sobie z tym tak samo, jak z każdą inną sytuacją. Nie martwmy się zatem zawczasu. Warto jednak być uważnym i lepiej dmuchać na zimne.

Michał Kwasek z ANG Spółdzielni Pośredników Ubezpieczeniowych

18 proc. pracowników w Polsce otrzyma premie roczne

Zbliżający się koniec roku to gorący czas – do przygotowania mamy roczne podsumowania i raporty. Dla wielu pracowników pomimo dodatkowych obowiązków jest to jednak wyczekiwany okres, w którym otrzymają dodatkowe wynagrodzenie od pracodawcy.

W Polsce, prawie, co piąty pracownik otrzyma premię roczną – wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez portal PensjoMetr.pl, należący do serwisu MonsterPolska.

Badanie jednocześnie prowadzone było w 12 europejskich krajach: Polsce, Węgrzech, Czechach, Słowacji, Litwie, Łotwie, Estonii, Finlandii, Słowenii, Chorwacji, Serbii oraz Bośni i Hercegowinie przez grupę Paylab. W badaniu porównano procent ogólnej liczby pracowników otrzymujących premie roczne oraz wysokość bonusów w odniesieniu do miesięcznego wynagrodzenia.

Wyniki pokazały, że w Polsce w 2016 roku premię na koniec roku otrzyma 18% pracowników. Wśród badanych krajów Polska zajęła 5. miejsce. Przed nią znalazły się Węgry (20%), Słowenia (21%), Czechy (23%) oraz Słowacja z najwyższym wynikiem – 26%. U naszego południowego sąsiada, ponad ¼ wszystkich zatrudnionych otrzyma dodatkowe wsparcie na zakończenie roku. Niżej w zestawieniu uplasowały się Finlandia i Łotwa (po 15%), Bośnia i Hercegowina (13%), Litwa i Estonia (po 12%) oraz na końcu kraje bałkańskie – Serbia i Chorwacja, gdzie premia roczna zostanie wypłacona, co 10. zatrudnionemu.

Najbardziej hojni w przyznawaniu rocznych pensjach okazali się pracodawcy z Polski – średnia wysokość premii wynosi u nas 134% miesięcznego wynagrodzenia. Drugie miejsce zajęła Litwa, gdzie premia stanowi 101% pensji. Kolejne pozycje zajęły odpowiednio Serbia (90%), Finlandia (87%), Węgry (86%) i Czechy (83%).

Najmniej rozrzutni w przyznawaniu dodatkowych świadczeń są Słoweńcy i Chorwaci, którzy przyznają premie w wysokości odpowiednio 51 i 58% miesięcznego wynagrodzenia.

Dodatkowe dane wskazują również, ile dokładnie wyniesie średnia premia – w Polsce będzie to 822 euro, czyli ok. 3600 zł. I jest to druga najwyższa premia w badanych krajach, przed Polską znalazła się wyłącznie Finlandia, gdzie średnia premia roczna wyniesie 1751 euro (ok. 7700 złotych). Najniższe premie otrzymają – Serbowie, Chorwaci  i Bośniacy.

Roczne premie dla kadry kierowniczej

Premie roczne są najbardziej powszechne na stanowiskach kierowniczych i to niezależnie od rodzaju przedsiębiorstwa. Przyznawane są adekwatnie do osiągnięć i stopnia realizacji rocznych założeń od firm rodzinnych po międzynarodowe korporacje. W badanych krajach od 21 do 45% wszystkich pracowników na najwyższych stanowiskach otrzyma premie roczne. W Polsce premię roczną otrzyma 33% pracowników najwyższego szczebla oraz 24% niższej i średniej kadry zarządzającej.

W Polsce premie roczne otrzyma najwięcej pracowników zatrudnionych w sektorze publicznym – 34%, następnie w przedsiębiorstwach z zagranicznym kapitałem – 28% i na końcu w prywatnych, polskich firmach – tylko 11%.

W krajach bałkańskich, w których premie roczne ogólnie nie są zbyt popularne – w sektorze publicznym otrzyma je tylko – 4% pracowników w Serbii oraz 8% zatrudnionych w Słowenii i Chorwacji. W tych krajach najwyższe premie otrzymają pracownicy spółek zagranicznych.

Pracodawcy coraz częściej podkreślają możliwość otrzymania premii w ofertach pracy oraz przy możliwościach awansu, jako dodatkowy benefit dla pracowników.

Badanie wynagrodzeń dostarczone przez Monster Polska. PensjoMetr jest częścią międzynarodowego serwisu Paylab.com badającego wynagrodzenia.

Źródło: http://www.paylab.com/newsroom/overview-of-year-end-bonuses-for-employees-in-european-countries/50246

Polacy coraz bardziej lubią gotówkę

Rośnie góra pieniędzy na niskooprocentowanych rachunkach bieżących. Jeszcze szybciej w obiegu przybywa gotówki, której wartość rośnie dwukrotnie szybciej niż oszczędności w bankach.

Łączna wartość środków zdeponowanych w siedmiu detalicznych bankach na jedenaście notowanych na giełdzie wyniosła 496 mld zł. Już ponad połowę z tej puli, 253,3 mld zł klienci przetrzymują na rachunkach bieżących. Na lokatach terminowych klienci trzymali 243 mld zł. (76,5 proc. wszystkich depozytów bankowych).

Jeszcze dwa lata temu, na koniec 2014 r., relacja produktów krótkoterminowych do długoterminowych wyglądała zupełnie inaczej. Z 13 notowanych wówczas banków tylko w pięciu udział depozytów terminowych w pasywach był niższy niż kont bieżących. Na kontach osobistych klienci przechowywali wówczas 194,7 mld zł, co stanowiło 43,5 proc. wszystkich środków wpłaconych do tych banków. W I połowie 2015 r. udział rachunków bieżących wzrósł do 45,4 proc, żeby na koniec 2015 r. obniżyć się do 44,9 proc. Sześć miesięcy później nastąpił wzrost do wspomnianych 51 proc.

Płynne instrumenty

Wzrost wartości środków trzymanych na kontach bieżących wpisuje się w trend od dawna obserwowany przez Narodowy Bank Polski, polegający na systematycznym wzroście wartości gotówki i instrumentów najbardziej płynnych. Łącznie stanowią one już 29 proc. wszystkich aktywów gospodarstw domowych i aż 48 proc. zasobów finansowych Polaków. NBP łączy napływ środków do instrumentów płynnych z niskim oprocentowaniem lokat terminowych, zniechęcającym klientów banków do szukania produktów oszczędnościowych. Być może jednak, co sugerują różne badania, wynika to również z niewielkiej wiedzy finansowej Polaków, dla których ROR jest wciąż produktem oszczędnościowym. Tymczasem rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy oszczędnościowym od dawna jest tylko z nazwy. Od kilku lat, od kiedy inflacja osiągnęła niskie, jednocyfrowe wartości, jest to po prostu konto  bieżące  do codziennych rozliczeń oprocentowane na minimalnym poziomie lub w ogóle.

Płatne tylko gotówką

Jak pokazują dane NBP, w obiegu jest coraz więcej gotówki. Bank centralny obserwuje trend wzrostowy od 2013 r., który od ostatnich kilku kwartałów nabrał dynamiki. Na koniec czerwca tego roku gotówki w gospodarce (poza kasami banków) było 163 mld zł. To o 61 proc. więcej niż na koniec stycznia 2013 r. W tym samym czasie wartość depozytów bankowych rosła w tempie o połowę mniejszym osiągając dynamikę 33 proc. Na koniec czerwca, według danych wartość lokat terminowych i bieżących gospodarstw domowych wyniosła 648 mld zł. W tym depozyty długoterminowe stanowiły 315 mld zł.

Od października 2014 r. pieniądza gotówkowego w gospodarce przybywa w dwucyfrowym tempie, w czerwcu i lipcu osiągając miesięczną dynamikę powyżej 17 proc. Jest to najwyższy miesięczny napływ gotówki od października 2009 r.

***

Konrad Grzelec, BGŻOptima

Co drugi kredytobiorca może mieć problem z uzyskaniem finansowania na zakup bądź remont nieruchomości

Drastyczne zmniejszenie dostępu do kredytów hipotecznych – to jeden ze skutków wprowadzenia ustawy implementującej Dyrektywę MCD w obecnym kształcie. Dokument od kilku miesięcy procesowany przez Ministerstwo Finansów, lada dzień trafi pod obrady Sejmu. Niektóre zapisy w rzeczywistości ograniczą dostęp do kredytów hipotecznych około połowie kredytobiorców, uderzając szczególnie w mieszkańców mniejszych miejscowości. Likwidując im możliwość bezpłatnego porównania ofert konkurencyjnych banków, zwiększą także ryzyko wyboru niekorzystnego produktu.

Model o ugruntowanej pozycji na rynku

Szacuje się, że przy wsparciu pośredników finansowych udzielany jest obecnie co drugi kredyt hipoteczny. Model, w którym klienci w jednym miejscu, bezpłatnie, mogą porównać oferty większości banków, istnieje w Polsce już od kilkunastu lat. W dobie redukcji sieci własnych przez banki, doradcy są znaczącym kanałem dystrybucji tych produktów w kraju. – Koszt uzyskania kredytu mieszkaniowego przy udziale pośrednika jest dla klienta taki sam, jak w sytuacji skorzystania bezpośrednio z usług bankumówi Adrian Jarosz, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego. – U pośrednika klient otrzymuje jednak dodatkowe korzyści – ma dostęp do ofert konkurencyjnych względem siebie instytucji, które może bezpłatnie porównać. Aby to zrobić, nie musi chodzić po kilkunastu oddziałach banków. U pośrednika jest w stanie w jednym miejscu uzyskać informacje na temat ofert i zawęzić negocjacje do tych wybranych, najkorzystniejszych w danym momencie na rynku.

Ustawowe działanie na szkodę konsumenta

Te korzyści Klienci jednak utracą, wraz z wprowadzeniem propozycji zapisów ustawy implementującej Dyrektywę MCD w Polsce. Jeżeli zabronione zostanie pobieranie wynagrodzenia od banku, koszt ten ponosić będzie Klient. Kredyt hipoteczny będzie więc dla niego wyższy – do kosztu samego kredytu dojdzie bowiem także wynagrodzenie pośrednika. – Chcąc zmniejszyć tę kwotę, klienci najprawdopodobniej zrezygnują z usług doświadczonego i rozeznanego w ofercie pośrednika, szukając finansowania zakupu nieruchomości na własną rękę. W najlepszym wypadku może to doprowadzić do zdecydowanego zawężenia liczby analizowanych przez nich ofert (i w konsekwencji do wyboru mniej korzystnej, niż potencjalnie najlepszej na rynku, na moment zawarcia umowy przez Konsumenta), a w najgorszym – do związania się długoterminowym kredytem, stanowiącym znaczne obciążenie finansowe konsumenta, o niekorzystnych parametrach, nieodpowiadających jego potrzebom – mówi Adrian Jarosz, ZFDF.

Wprowadzenie odpłatnej usługi nie tylko spowoduje zniknięcie usług, w których klient bezpłatnie dla siebie jest w stanie porównać kilka ofert i realnie ocenić cenę kupowanego produktu, z których obecnie korzysta blisko 50% kredytobiorców. Przeniesienie tego kosztu na Konsumenta może powodować także liczne patologie związane z wyłudzaniem horrendalnie wysokich prowizji. Obecnie wysokości wynagrodzeń pośredników są bardzo wyrównane oraz regulowane przez samych kredytodawców. W niektórych umowach, kredytodawcy zakazują nawet pośrednikowi pobierania wynagrodzenia od klienta.

Straty dla gospodarki i budżetu Państwa

Wprowadzenie zakazu pobierania wynagrodzenia od kredytodawcy przyniesie straty całemu sektorowi finansowemu oraz budżetowi państwa. Ograniczy bowiem konkurencyjność średnich i małych banków, nieposiadających obecnie rozbudowanych sieci placówek, względem dużych podmiotów. By dotrzeć z ofertą do Klientów, mniejsze instytucje będą musiały ponieść wydatki na rozbudowę sieci własnej. Efektywny kanał dystrybucji, którym są dla banku pośrednicy, będą musiały zastąpić droższym, ale nie bardziej skutecznym.

Co więcej, zakazanie pobierania prowizji od kredytodawców może przyczynić się także do likwidacji kilkunastu tysięcy miejsc pracy oraz upadku wielu firm, które dziś prowadzą mali, polscy przedsiębiorcy. – Wielu klientów nie będzie bowiem skłonnych ponosić dodatkowych kosztów, co spowoduje konieczność redukcji oddziałów pośredników. To realny spadek wpływów do budżetu wynikający z płaconych przez te firmy podatków – mówi Adrian Jarosz, ZFDF.

Prowizja – z czego wynika?

Niepobieranie przez pośredników wynagrodzenia od Klientów, a jedynie od banku lub instytucji finansowej, u której finalnie Klient zakupi dany produkt, od zawsze było fundamentem funkcjonowania tego sektora. Wynagrodzenie płaci pośrednikowi bowiem bank, umniejszając przy tym swoją prowizję. W zamian, pośrednik przejmuje funkcję zewnętrznego kanału dystrybucji, wykonując szereg czynności składających się na proces udzielania kredytu hipotecznego, w tym m.in.: wypełnienie wniosku kredytowego, zgromadzenie odpowiednich dokumentów dotyczących sytuacji finansowej kredytobiorcy lub nieruchomości bądź innego aktywa, którego nabycie ma być kredytowane. Zapewnia także bankowi szerszą dostępność geograficzną niż ma to miejsce w przypadku sieci własnej instytucji.

Związek Firm Doradztwa Finansowego od ponad ośmiu lat ujednolica standardy obsługi klienta oraz sprawozdawczości w branży doradztwa finansowego w Polsce. Popiera działania zmierzające ku regulacji tego sektora, których celem jest zagwarantowanie Klientowi wysokiego poziomu obsługi i bezpieczeństwa. Stoi jednak na stanowisku, że niektóre zmiany mogą nie tylko nie usprawnić funkcjonowania procesu uzyskiwania kredytu hipotecznego z udziałem pośrednika, a godzić w interesy Klienta i w sposób znaczący ograniczyć dostępność kredytów hipotecznych dla dużej liczby konsumentów. Co więcej, zwraca uwagę, że zgodnie z zapisami Dyrektywy, państwa członkowskie nie powinny wprowadzać zakazu pobierania wynagrodzenia przez pośredników od kredytodawców, w innym niż doradztwo, modelu działalności. Zapis ten jest więc niezgodny z treścią Dyrektywy, którą ma implementować.

 

BIK: Jesienna zapaść w kredytach mieszkaniowych

W listopadzie 2016r. udzielono około 13,3 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę bliską 3 mld zł, a w październiku 15 tys. kredytów na kwotę 3,4 mld  zł. Tak małej liczby udzielonych jesienią kredytów mieszkaniowych od dziesięciu lat jeszcze nie było. Łącznie w październiku i listopadzie  2016r. udzielono o 19,5 proc. mniej kredytów w porównaniu z analogicznymi miesiącami 2015 roku. Nieco lepiej wygląda wartość podpisywanych umów na kredyty mieszkaniowe. W tym wymiarze sprzedaż była w sumie w obu miesiącach o 16 proc. niższa niż rok wcześniej.

BIK: Jesienna zapaść w kredytach mieszkaniowychOd marca 2016 r. na rynku kredytów mieszkaniowych dominują spadki. W porównaniu z marcem 2015r. liczba podpisanych umów na kredyty mieszkaniowe była w listopadzie 2016r. o 28 proc. niższa, wartość mniejsza o 20 proc. Spadkowy trend wydaje się mieć obecnie charakter trwały. Z pewnością na rozmiary tych spadków wpływ mogło mieć wyczerpywanie środków w programie MdM. Jeśli tak było, to na początku roku możemy się spodziewać  pewnego odbicia, ale zapewne także ze względu na podniesienie wkładu własnego do 20 proc. akcja kredytowa w segmencie mieszkaniowym nie osiągnie w I kwartale 2017 r. poziomu 2016 r.

BIK: Jesienna zapaść w kredytach mieszkaniowych

Deweloperzy informują o rekordowej sprzedaży nowych mieszkań. Przy niskim poziomie stóp procentowych i rosnących dochodach realnych ludności,  zakup nowych mieszkań powinien być finansowany w rosnącym stopniu kredytem bankowym. Tymczasem rynek kredytowy osiąga historyczne minima. Obok wycofywania programu MdM, na niski poziom akcji kredytowej wpływ mają zapewne czynniki regulacyjne: wyższe wymagania odnośnie wkładu własnego, brak w bankach długoterminowych pasywów czy problemy niektórych banków ze zbyt niskimi współczynnikami kapitałowymi. Te czynniki wydają się mieć niestety trwały, strukturalny  charakter.

Raport EY: 8 trendów, które spowodują rewolucyjne zmiany na świecie

Nowe reguły gry zmieniają sposób funkcjonowania świata. Firmy, rządy i ludzie są częścią zmian, które jeszcze kilka lat temu były niewyobrażalne. Sztuczna inteligencja i robotyka kształtują rynek pracy, a drony i zdalnie sterowane samochody zmieniają logistykę oraz łańcuchy dostaw. Trzy główne siły przełomowych innowacji to technologia, globalizacja oraz demografia. I to z nich wynikają zidentyfikowane przez EY megatrendy.

Teoria przełomowych innowacji została po raz pierwszy sformułowana przez Claytona Christensena w 1995 roku, jako rewolucyjna zmiana modelu biznesowego przez technologię. W ciągu 20 lat nabrała szerszego znaczenia – nie dotyczy jedynie technologii, ale obejmuje także politykę społeczną, geopolitykę i trendy makroekonomiczne.

Nowa definicja sektorów gospodarki

Przełomowe innowacje demokratyzują informacje, obniżając tzw. barierę wejścia. Tym samym przedsiębiorstwa, które do tej pory były filarami danego sektora gospodarki, tracą swoją dominującą pozycję. W dodatku borykają się z wieloma obciążeniami, jak np. nieruchomości, infrastruktura IT, łańcuchy dostaw i inne aktywa. Tymczasem firmy technologiczne nie mają takich problemów i z łatwością wchodzą na teren do tej pory zarezerwowany dla tradycyjnych graczy. W 2015 roku czterech operatorów komórkowych otrzymało zgodę banku centralnego Indii na uruchomienie płatności mobilnych. Amerykańska sieć aptek CVS zmieniła swoją nazwę na CVS Health i zaczęła otwierać własne kliniki. W 2015 roku miała już ponad 1000 szpitali.

Innym przykładem zacierających się granic pomiędzy tradycyjnymi sektorami gospodarki jest przemysł motoryzacyjny. Jeszcze kilka lat temu światowi producenci samochodów konkurowali między sobą. Na 90% wartości samochodu składały się jego fizyczne komponenty. Teraz połowę wartości stanowi oprogramowanie. Dlatego firmy takie jak Alphabet czy Apple zaczynają konkurować z producentami samochodów.

Podobnie dzieje się w sektorze energetycznym czy usług komunalnych. Zasoby odnawialne, inteligentne sieci elektroenergetyczne oraz inteligentne liczniki zmieniają cały przemysł. Robią to także konsumenci – do tej pory postrzegani jako bezimienni płatnicy – domagając się przejrzystych i konkurencyjnych cen, energooszczędnych czy przyjaznych środowisku naturalnemu rozwiązań.

– Dotychczasowy podział na sektory będzie podważany – mówi Bartosz Niedźwiedzki, Dyrektor w Zespole Zarządzania Innowacjami EY. – Gdy znikną granice między nimi, liderzy będą musieli się zmierzyć z konkurencją ze strony start-upów, testujących rewolucyjne modele biznesowe, a także – z firmami z innych, do tej pory niepowiązanych sektorów – dodaje.

Przyszłość inteligentnych rozwiązań

Inteligentne rozwiązania obejmują wiele obszarów od zdrowia czy bankowości przez całe miasta. Rozwiązania te zarządzają aktywami, infrastrukturą czy transakcjami, analizują je i przekształcają w efektywniejsze narzędzia. Ich nieodłącznym elementem jest sztuczna inteligencja, która już jest podstawą telefonicznych centrów obsługi klienta czy smartfonów. Na razie odpowiada na proste pytania, ale jest kwestią czasu, kiedy zacznie się uczyć. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich kilku lat, jak wynika z raportu firmy analitycznej CB Insights, nakłady na organizacje, zajmujące się sztuczną inteligencją zwiększyły się z 45 milionów USD w 2010 roku do 310 milionów USD w 2015 roku.

– Niewykluczone, że jesteśmy blisko momentu, w którym sztuczna inteligencja i roboty zastąpią ludzi w coraz bardziej złożonych zadaniach – mówi Piotr Grzywacz, Doświadczony Menedżer w Dziale Doradztwa IT, EY. – Dziś brzmi to jeszcze jak science fiction, ale w ciągu najbliższych lat będziemy obserwować, jak inteligentne rozwiązania zaczną sobie radzić z niektórymi problemami lepiej od ludzi. Trend ten jest widoczny już dzisiaj, np. w niektórych procesach realizowanych przez centra usług biznesowych na całym świecie – dodaje.

Przyszłość rynku pracy

Rewolucyjna technologia, czyli sztuczna inteligencja, robotyka, wirtualna rzeczywistość, internet rzeczy oraz platformy ekonomii współdzielenia, przejmie pracę wykonywaną przez ludzi. W wielu sektorach już tak się dzieje – pracę tracą nie tylko robotnicy, ale także np. kasjerzy w supermarketach. Do tej pory jednak technologia nie zastępowała osób wykonujących pracę umysłową. Teraz to się zmienia. W sektorze finansowym zaczynają rządzić algorytmy, np. w handlu wysokiej częstotliwości (ang. high-frequency trading, HFT). Sztuczna inteligencja zaczyna opanowywać sektor ochrony zdrowia poprzez aplikacje mobilne, roboty chirurgiczne czy algorytmy do diagnostyki.

– Przejmowanie przez roboty zadań wykonywanych dotychczas przez ludzi jest już faktem i w sposób nieunikniony będzie postępować – mówi Artur Kozłowski, Doświadczony Menedżer w Dziale Doradztwa Biznesowego EY. – Maszyny są po prostu szybsze, tańsze i popełniają mniej błędów niż ludzie. Nie oznacza to, że wszystkie miejsca pracy zostaną wkrótce przejęte przez maszyny. Jednak z całą pewnością organizacje, które opierają się dzisiaj na pracy ludzi, będą musiały zmienić swój model biznesowy, wdrożyć inteligentne rozwiązania oraz wykorzystać zasoby ludzkie efektywniej niż do tej pory – dodaje.

Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że technologia, w połączeniu z aspektami społeczno-ekonomicznymi i demograficznymi, przejmie do 2020 roku w 15 najważniejszych gospodarkach świata ponad 5 milionów miejsc pracy. Amerykański Intuit – twórca oprogramowania finansowego i podatkowego – przewiduje, że w ciągu 5 lat 40% Amerykanów będzie pracowało jako freelancerzy.

Rewolucja behawioralna

Coraz częściej tradycyjną ekonomię zastępuje ekonomia behawioralna, która łączy w sobie elementy psychologii i nauk społecznych. Interesują się nią rządy wielu krajów. Brytyjska organizacja Behavioural Insights Team doradza rządom, które chcą wdrożyć w swoich krajach ekonomię behawioralną, tak jak to zrobił, jesienią 2015 roku, rząd USA.

Siłę ekonomii behawioralnej widać w wielu sektorach gospodarki. Na przykład w ochronie zdrowia start-upy typu Pact lub StickK pomagają w zmianie nawyków żywieniowych. W energetyce Opower to start-up, który pomaga zmieniać zachowania konsumentów poprzez spersonalizowane rachunki za prąd, pokazujące nie tylko zużycie energii, ale także porównujące odbiorcę z efektywniej korzystającymi z energii domostwami.

– Stosowanie ekonomii behawioralnej na szeroką skalę umożliwiła rewolucja technologiczna, którą obserwujemy również w Polsce oraz cały ekosystem start-upowy. Smartfony, sensory, technologie wykorzystujące media społecznościowe są w stanie monitorować nasze zachowania i dopasowywać rozwiązania i oferty do indywidualnych potrzeb, powodując, że klientom coraz trudniej o racjonalne decyzje zakupowe – uważa Krzysztof Witkowski, Doświadczony Menedżer w Dziale Audytu EY.

Silna pozycja klientów

Konsumenci rozumieją swoją wartość i wiedzą, że mają silną pozycję. Mogą blokować reklamy, zmieniać dostawców usług, ale też chętnie płacą za to, co jest ich zdaniem warte swojej ceny. Jednocześnie wymagają spersonalizowanej oferty, jaką daje np. Spotify, Netflix czy nawet Coca-Cola, a także różnych kanałów kontaktu – poprzez stronę internetową, mobilną aplikację czy fizycznie istniejące sklepy.

Nowi konsumenci ufają bardziej sobie niż markom bądź firmom. Wybierają produkty rekomendowane przez innych konsumentów. To oni, a nie tradycyjne reklamy, tworzą marki. Dlatego, np. Mercedes czy Levi’s korzystają z usług wpływowych osób, by za ich pośrednictwem rozpowszechniać informacje o swoich produktach na Snapchacie, YouTubie czy poprzez media społecznościowe. Równocześnie konsumenci wykorzystują platformy crowdfundingowe, by wspierać ulubione marki lub start-upy.

Zbierane przez firmy informacje powinny służyć nie tylko do zrozumienia zachowań konsumenckich, ale także do ich kreowania. Budując strategie wykorzystywania Big Data przedsiębiorstwa muszą brać pod uwagę ochronę danych osobowych oraz rozważyć etyczne aspekty ograniczania prawa do swobodnego wyboru.

– Firmy świadczące usługi B2B powinny wdrożyć techniki wykorzystywane w B2C. Klienci biznesowi chcą mieć silniejszą pozycję, podobną do tej, jaką daje im, jako zwykłym konsumentom, np. Amazon –  mówi Krzysztof Pigłowski, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego EY. – Przyszłością konkurencyjnej pozycji będzie więc wdrożenie strategii w całym łańcuchu wartości, w centrum której jest klient – dodaje.

Umiastowienie świata

W 1970 roku były tylko 2 megamiasta, mające powyżej 10 milionów mieszkańców – Tokio oraz Nowy Jork. W 2014 roku ich liczba urosła do 23, a w 2030 może ich być aż 41.

W 2008 roku, po raz pierwszy w historii ludzkości, większość ludzi na świecie mieszkała w miastach. Biorąc pod uwagę obecne tempo urbanizacji, w 2050 roku 2/3 ludności będzie zamieszkiwać obszary miejskie. Największy wzrost liczby miast i ich mieszkańców jest przewidywany w Azji oraz Afryce. Nowe miasta są budowane w Chinach, Indiach czy Arabii Saudyjskiej.

Zmiany klimatyczne, w tym obniżający się poziom wód, będą wyzwaniem dla miast zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się. Urbanizacja oznacza zwiększony popyt na infrastrukturę, ale zrównoważoną. Tiencin Eko-Miasto to wspólny projekt Chin i Singapuru – miasto budowane od zera, w pełni zrównoważone ekologicznie.

Dubaj testuje elektryczne autobusy i zdalnie kierowane samochody, które chce wprowadzić do użytkowania za 5 lat, przy okazji wystawy Expo. Singapur testuje zdalnie sterowane taksówki, a Seul wykorzystuje nowoczesne technologie oraz aplikacje mobilne do świadczenia usług mieszkańcom.

Nowa definicja ochrony zdrowia

Nie da się utrzymać dotychczasowej dynamiki wzrostu nakładów na zdrowie, przede wszystkim z powodu starzejących się społeczeństw oraz globalizacji. Systemy ochrony zdrowia powinny koncentrować się na osiągnięciu równowagi pomiędzy poszerzaniem dostępu, podnoszeniem jakości i ograniczaniem wydatków. Według szacunków Światowego Forum Ekonomicznego w latach 2010-2030 choroby przewlekłe będą kosztowały globalnie 47 bilionów USD.

Tymczasem cyfrowe rozwiązania w ochronie zdrowia, takie jak: aplikacje mobilne, elektroniczna galanteria, wykorzystanie mediów społecznościowych oraz systemów analitycznych, są niezwykle efektywne kosztowo. W 2015 roku było już dostępnych 165 tysięcy różnych aplikacji na urządzenia mobilne związanych z ochroną zdrowia.

Przyjęcie zrównoważonego podejścia do ochrony zdrowia będzie wymagało połączenia wielu umiejętności – od tworzenia aplikacji, poprzez zdolności analityczne, aż po zaangażowanie pacjentów. Dlatego sektor ochrony zdrowia zaczyna być w kręgu zainteresowania do tej pory odległych gałęzi gospodarki – firm technologicznych, telekomunikacyjnych czy detalicznych.

– Ochrona zdrowia 2.0 to nowy model. Pacjenci mając dostęp do informacji przestają być biernymi odbiorcami – mówi Jakub Szulc, ekspert Sektora Ochrony Zdrowia w EY. – Zaawansowane systemy analityczne pozwolą dostawcom usług na zapobieganie i zarządzanie chorobami, a ochrona zdrowia będzie dostępna nie tylko w szpitalach czy klinikach, ale tam, gdzie w danym momencie znajduje się pacjent. Dzięki sztucznej inteligencji powstaną skomplikowane algorytmy, które będą diagnozowały choroby z większą dokładnością, niż robi to dzisiaj człowiek – dodaje.

Zasoby naturalne

Trendy demograficzne wskazują, że w 2050 roku na świecie będzie 9,7 miliarda ludzi. Biorąc pod uwagę ograniczone zasoby naturalne i zmiany klimatyczne, konieczne będzie zakwestionowanie dotychczasowych modeli konsumpcyjnych, zaczynając od indywidualnych sposobów konsumpcji, a kończąc na globalnych, korporacyjnych łańcuchach dostaw. W 2015 roku ludzkość zużyła tyle zasobów naturalnych, ile znajdowałoby się na 1,6 planety. W 2030 roku może to być równowartość dwóch planet.

Dlatego coraz większą rolę odgrywają odnawialne źródła energii. Według Międzynarodowej Agencji Energetyki w 2014 roku odnawialne źródła energii wytworzyły połowę nowej energii. W 2040 roku ma to być nawet więcej niż 50% całej wytwarzanej energii. Podobną rolę może odegrać gaz ziemny, który, jak wynika z raportu BP, ze względu na to, że jest tańszy, niskoemisyjny i łatwiejszy w transporcie, zdetronizuje, i to już w 2035 roku, węgiel, jako główne źródło energii.

– Spadające gwałtownie koszty przechowywania energii będą katalizatorem czwartej już rewolucji w sektorze zasobów naturalnych – uważa Jarosław Wajer, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego EY. – Stworzy to szansę integracji energii ze źródeł odnawialnych, handlu energią i optymalizacji przesyłu – co potencjalnie może wywołać rewolucyjne zmiany wśród dotychczasowych graczy w sektorze energetycznym – dodaje.

O raporcie

Raport został przygotowany przez EYQ, nową inicjatywę EY, której celem jest połączenie prac biznesu, sektora publicznego oraz naukowców po to, by kwestionować dotychczasowy sposób widzenia świata, zmieniać perspektywę i przyspieszać zmiany.

USD/JPY tuż pod sufitem

Rynek walutowy wreszcie doświadczył ożywienia – wczorajszy dzień przyniósł umocnienie dolara wobec większości konkurentów. Spokojnie było na rynku ropy, a akcje traciły na wartości.

Amerykańskie indeksy giełdowe doświadczyły wczoraj największych spadków od dwóch miesięcy. Choć wolumen był niski, zakres spadków był zauważalny – dla indeksu SP500 było to 0.84%. Co ciekawe, nastroje popsuły głównie dane z lokalnego rynku nieruchomości. Tymczasem jeszcze dzień wcześniej, z powodu poprawy na tym rynku świętowano wzrosty na giełdach. Jak widać, nastroje nie są stabilne i przy tak niskich obrotach łatwo o większe ruchy jeśli jest ku temu pretekst.

Dużo „lepsze” okazały się natomiast dane o zapasach paliw według API. Używam cudzysłowu, ponieważ wynik na poziomie 4,2 miliona baryłek, przy oczekiwaniach spadku o 1,5 miliona, nie mógł cieszyć posiadaczy długich pozycji na rynku ropy. Dziś opublikowane zostaną kolejne dane dotyczące zapasów paliw w USA. Nieco wcześniej dowiemy się, ile przybyło w ostatnim tygodniu nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w USA.

usdjpy29122016r

Rynek USD/JPY dotarł kilka dni temu do ograniczenia, jakie wyznaczyliśmy na wysokości 118. Czy to oznacza koniec wzrostów? Aktualne spadki nie muszą tego jeszcze oznaczać. Wskaźnik RSI zatrzymał się na linii wzrostowej. To on teraz zasygnalizuje nam dalszy trend – albo linia posłuży do odbicia albo zostanie przełamana. W tym drugim scenariuszu oznaczałoby to powrót w okolicy wysokości 112.00. Oporem pozostaje rejon wokół 118.

Sylwester Majewski
Forex-Desk


Forex-Desk

Tradycyjne rozwiązania słabo radzą sobie z nowymi cyberzagrożeniami. Firmy muszą inwestować w bardziej zaawansowane systemy zabezpieczeń

Tradycyjne rozwiązania słabo radzą sobie z nowymi cyberzagrożeniami. Firmy muszą inwestować w bardziej zaawansowane systemy zabezpieczeń 10

Choć rośnie świadomość cyberzagrożeń wśród korporacyjnych użytkowników sieci, to działalność hakerów wciąż jest dużym problemem dla bezpieczeństwa firm. Koszty ataków na firmowe dane są bardzo wysokie. Skuteczna ochrona wymaga inwestycji w narzędzia zabezpieczające. Tradycyjne rozwiązania słabo radzą sobie z nowym typem zagrożeń. Dlatego firmy coraz częściej chcą inwestować w bardziej zaawansowane narzędzia.

– Aby zabezpieczyć się przez cyberatakami, trzeba przede wszystkim zachować ostrożność, np. nie klikać w linki w e-mailach czy w wiadomościach na Facebooku od nieznanych osób. Wbrew pozorom dotyczy to zarówno użytkowników indywidualnych, jak i korporacyjnych, bo jesteśmy w stanie tę samą wiadomość otwierać na komputerze służbowym, prywatnym czy urządzeniu mobilnym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Filip Demianiuk z Check Point Software Technologies.

Firmy i prywatni użytkownicy są coraz bardziej świadomi zagrożeń. Z jednej strony wynika to z faktu większej powszechności ataków. Osoby czy firmy, które już raz padły ofiarą cyberprzestępców, zabezpieczają się dokładniej. Z drugiej strony ryzyko ataków jest coraz większe, a nie wszystkie powszechnie stosowane programy zabezpieczeń potrafią sobie z tym poradzić.

– Tradycyjne rozwiązania, typu firewall i antywirus, słabo sobie radzą z nowymi zagrożeniami. Obecnie na topie są zabezpieczenia przed atakami ukierunkowanymi. Rozwiązania, które są w stanie przeanalizować kod pliku, który chcemy uruchomić, znaleźć w nich anomalie i poradzić sobie z tym, co cyberprzestępcy próbują na nasze komputery przesłać i uruchomić – mówi Demianiuk.

To wymaga pewnych inwestycji, jednak koszty ataków na firmowe dane mogą być zdecydowanie wyższe. Jak wynika z badania Cost of Data Breach Study, na które powołuje się Check Point Software Technologies, w 2016 roku wyciek danych z sieci korporacyjnej kosztował firmę ok. 4 mln dolarów. To o 5 proc. więcej niż w 2015 roku. Z kolei atak przy użyciu złośliwego oprogramowania na urządzenie mobilne to koszt średnio 9,5 tys. dolarów (dla USA i Wielkiej Brytanii). Coraz większa popularność smartfonów i tabletów jest jednym z wyjaśnień dynamicznego wzrostu liczby cyberataków.

Koszty związane z cyberprzestępczością są w pewnym sensie kosztami ukrytymi. Z jednej strony przedostanie się do mediów informacji, że ważna instytucja została zaatakowana, i to skutecznie, ma dla niej skutki reputacyjne, które trudno jest mierzyć. Z drugiej strony firma, która padła ofiarą ataku, musi zapłacić za czas pracy specjalistów, bo często są to konsultanci zewnętrzni, i za przestój w działaniu samej organizacji w pracy bardzo istotnych dla jej działania systemów – wymienia ekspert z Check Point Software Technologies.

Jego zdaniem podejście firm do kwestii zabezpieczeń powoli zaczyna się zmieniać. Wynika to z tego, że coraz większa jest świadomość kosztownych konsekwencji ataku.

– Coraz częściej dyskusja z klientami dotyczy projektów bardziej zaawansowanych. Firmy nie podchodzą już do tego w ten sposób, że „mamy już rozwiązanie, które powinno wystarczyć”. Widząc, że tych ataków jest dużo i są one problematyczne, starają się inwestować w lepsze zabezpieczenia – przekonuje  Demianiuk. – Trzeba poświęcić dużo pracy na zaprojektowanie systemów zabezpieczeń tak, żeby odpowiadały zagrożeniom przyszłości. Należy zacząć od zbudowania właściwego pomysłu na infrastrukturę i architekturę systemu. Następnie trzeba przetestować rozwiązania, które są dostępne na rynku, i wybrać to, które sprawdza się najlepiej.

Nowe przepisy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom w obrocie produktami rolnymi mogą uderzyć w rolników. Wzrośnie rola pośredników

Nowe przepisy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom w obrocie produktami rolnymi mogą uderzyć w rolników. Wzrośnie rola pośredników 11

Ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi ma wyeliminować nieuczciwe praktyki na każdym etapie łańcucha dostaw. Nowe przepisy nie są jednak wystarczająco precyzyjne – ocenia Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Jego zdaniem ryzyko wysokich kar może odstraszyć handlowców od zawierania umów z małymi podmiotami, a przetwórcy mogą przestać kupować surowce bezpośrednio od rolników. To oznacza, że część handlu przejdzie prawdopodobnie w ręce pośredników.

 Ideą ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi było faktycznie wyeliminowanie wszelkich nieuczciwych praktyk handlowych z całego łańcucha: od rolnika aż do dystrybutora detalicznego. Chodzi to, żeby żadna strona nie wykorzystywała swojej przewagi kontraktowej, czyli krótko mówiąc, żeby duzi nie wykorzystywali mniejszych w żaden sposób – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Ustawa zakazuje wszystkich nieuczciwych praktyk na linii dostawca–producent–sklep, m.in. nieuzasadnione rozwiązanie umowy, przyznanie prawa do rozwiązania umowy tylko jednej stronie, zawarcie umowy uzależnione od innego świadczenia czy nieuzasadnione wydłużanie terminów płatności. Jak podkreślał resort rolnictwa, polskie rolnictwo jest bardzo narażone na nieuczciwe praktyki, a nowe przepisy mają to uregulować.

– Nie dotyczy to wyłącznie sieci wielkopowierzchniowych. Również styk pomiędzy przetwórcą, odbiorcą a producentem rolnym jest w niektórych obszarach newralgiczny. Dotyczy to zwłaszcza oferowanych cen i sytuacji, gdy rolnicy nie są zadowoleni z tego, co oferują przetwórcy. Wydawałoby się, że można najgorsze praktyki wyeliminować. Problem z tą ustawą jest jednak taki, że nie określa ona, czym są te praktyki. Mamy więc odwołanie się do dobrych obyczajów i bardzo nieokreślony zakres ryzyka kontaktów pomiędzy podmiotami w łańcuchu – wskazuje ekspert.

Zgodnie z ustawą każdy przedsiębiorca, który podejrzewa, że nieuczciwie stosowana jest wobec niego przewaga kontraktowa, będzie mógł to zgłosić do UOKiK. Przepisy ustawy będą stosowane, jeżeli łączna wartość obrotów między nabywcami a dostawcami produktów przekracza 50 tys. zł oraz obrót dostawcy lub nabywcy, który stosował przewagę kontraktową, przekroczył 100 mln zł. Kara wyniesie wówczas 3 proc. obrotów.

– Ponieważ kary są bardzo poważne, to wzrasta obszar ryzyka kontaktów pomiędzy małymi a dużymi podmiotami gospodarczymi. To może spowodować kilka nieciekawych skutków. Jeżeli zejdziemy na sam dół, czyli do rolnictwa, to może się okazać, że duże zakłady przetwórcze przestaną kupować bezpośrednio surowce rolne od rolników, bo będą się bały. Nie bardzo będą wiedziały, w którym momencie tę ustawę mogą złamać – przekonuje Gantner.

W takiej sytuacji część handlu może przejść w ręce pośredników, a stracić na tym mogą rolnicy. W efekcie ci, którzy mieli najwięcej zyskać na nowych przepisach, najbardziej na nich ucierpią.

– Duzi dystrybutorzy detaliczni, nie znając obszaru ryzyka, ponieważ nie ma katalogu nieuczciwych praktyk, będą się bali zawierać kontrakty z małymi podmiotami. Minimalizując ryzyko, będą starali się zawierać umowy tylko z dużymi, gdyż wówczas ryzyko oskarżenia, że wykorzystują swoją przewagę kontraktową, będzie relatywnie mniejsze – mówi Gantner. – To może doprowadzić z kolei do wypadnięcia z rynku części małych i średnich przedsiębiorstw.

Część dużych firm może też postawić na surowce z importu, na czym straci rodzima produkcja i rolnictwo.

– Postulujemy, żeby dobre obyczaje zapisane w tej umowie były podparte katalogiem dobrych praktyk lub złych praktyk, żeby przedsiębiorcy wiedzieli, na czym stoją, czego należy się wystrzegać, czego nie powinno być w umowach. Wtedy być może te zagrożenia nie będą takie duże – zaznacza Andrzej Gantner.

Większość przepisów nowej ustawy wejdzie w życie sześć miesięcy od ogłoszenia. Prawdopodobnie więc zaczną obowiązywać w połowie 2017 roku, ponieważ dokument czeka na podpis prezydenta.

Od stycznia własne mieszkanie z 20-proc. wkładem własnym. Część banków zamierza ułatwić klientom zakup

Od stycznia własne mieszkanie z 20-proc. wkładem własnym. Część banków zamierza ułatwić klientom zakup 12

Kolejna pula dopłat z rządowego programu Mieszkanie dla Młodych zostanie odmrożona na początku przyszłego roku, ale eksperci są zgodni, że pieniądze skończą się błyskawicznie. W 2017 roku wejdzie również w życie kolejny stopień Rekomendacji S, ale część banków już zapowiedziała, że ułatwi klientom uzyskanie 20-proc. wkładu własnego na zakup mieszkania.

– W 2017 roku zostanie rozdysponowana nowa pula środków z programu MdM. Część banków już w grudniu zdecydowała się przyjmować wnioski w celu przeprowadzenia wstępnej analizy. Wiemy, że klientów czekających na odblokowanie tych środków jest całkiem sporo. Obawiamy się klęski urodzaju. Banki zostaną zasypane wnioskami o dofinansowanie z MdM na 2017 rok, a środki mogą się skończyć jeszcze szybciej niż w tym roku – mówi agencji Newseria Katarzyna Dmowska ze ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych.

Tegoroczny limit dopłat w ramach programu Mieszkanie dla Młodych wyczerpał się w marcu. Natomiast przyszłoroczna pula dopłat została zarezerwowana w 50 proc. już w połowie lipca, co spowodowało, że Bank Gospodarstwa Krajowego zaprzestał przyjmowania kolejnych wniosków. Możliwość ich składania powróci z początkiem przyszłego roku, kiedy odmrożona zostanie druga połowa środków w wysokości 373 mln zł.

– Po nowym roku będziemy mogli też korzystać ze środków na 2018 rok. Ta pula może zostać zarezerwowana w połowie. Podejrzewamy, że i te środki szybko się skończą – mówi Katarzyna Dmowska.

Rządowy program dopłat dla osób, które zaciągają kredyt hipoteczny na zakup mieszkania lub domu, działa od 2014 roku i cieszy się na rynku bardzo dużą popularnością. Do 20 listopada br. skorzystało z niego ponad 73 tys. kredytobiorców. Wartość dofinansowania w ramach MdM wynikająca z podpisanych umów kredytowych przekroczyła 1,8 mld zł.

Istotny wpływ na rynek kredytów hipotecznych w przyszłym roku będzie miało wprowadzenie kolejnego stopnia Rekomendacji S. Oznacza to, że – zgodnie z wymogami Komisji Nadzoru Finansowego – banki udzielające kredytów na zakup mieszkania od przyszłego roku będą wymagały 20-proc. wkładu własnego. Jednak część banków już teraz zapowiada, że umożliwi sfinansowanie brakującej kwoty klientom starającym się o kredyt.

 Prawdopodobnie część banków pozostanie przy 10-proc. wkładzie własnym poprzez ubezpieczenie tej brakującej części. Dla klientów oznacza to wyższy koszt kredytów. Część banków po prostu podwyższy marże na cały okres kredytowania albo do momentu spłaty pewnej części kredytu, która będzie rekompensować ten brakujący wkład własny – mówi Katarzyna Dmowska.

Ekspertka ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych przewiduje, że w przyszłym roku banki powinny utrzymać dotychczasowe koszty kredytowe na stałym poziomie.

Jest też pomysł wprowadzenia kredytu ze stałą stopą procentową, ale to ciągle tylko projekt i nie znamy żadnych szczegółów – mówi Katarzyna Dmowska.

Ankieta „Sytuacja na rynku kredytowym”, przeprowadzona w połowie tego roku przez Narodowy Bank Polski na grupie 25 instytucji bankowych, pokazuje, że w obszarze polityki kredytowej doszło do istotnego zaostrzenia kryteriów i wzrostu marż kredytowych. Warunki udzielania kredytów mieszkaniowych zostały wyraźnie zaostrzone.  

– Miniony rok na rynku bankowym należał do udanych pomimo pojawiających się trudności takich jak wprowadzenie podatku bankowego. Zarówno podaż, jak i popyt na kredyty hipoteczne były dość duże. Choć ceny tych kredytów wzrosły, to klienci dość szybko się do nich przyzwyczaili i obrót był nie mniejszy niż w latach ubiegłych, aczkolwiek nie dysponujemy jeszcze dokładnymi szacunkami. Dużą rolę odegrał z pewnością program MdM, ale środki przeznaczone na ten rok skończyły się już w marcu – mówi Katarzyna Dmowska.

Nie przełożyło się to jednak na spadek popytu. W I kwartale 2016 roku liczba czynnych umów kredytowych po raz pierwszy przekroczyła poziom 2 mln kredytów hipotecznych obsługiwanych przez polski sektor bankowy. Łącznie zawarto w tym kwartale ponad 44,7 tys. umów kredytowych o wartości większej o 455 mln zł w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W II kwartale banki udzieliły ponad 49 tys. kredytów mieszkaniowych o wartości przekraczającej 10,6 mld zł (wzrost o 9,8 proc. w ujęciu kwartalnym). Natomiast w III kwartale tego roku klienci zawarli 42,6 tys. nowych umów na kredyt mieszkaniowy o łącznej wartości ponad 9,6 mld zł. Co prawda jest to wynik gorszy o 13,2 proc. w porównaniu z wcześniejszym kwartałem, jest on jednak zbliżony do analogicznego okresu rok wcześniej.

Eksperci zwracają uwagę na to, że popyt na kredyty hipoteczne nie zmalał m.in. ze względu na korzystne stopy procentowe (główna stopa referencyjna od marca 2015 roku znajduje się na historycznie niskim poziomie 1,5 proc.) oraz środki z MdM-u. Rządowy program dopłat napędzał wysoką akcję kredytową w dwóch pierwszych kwartałach bieżącego roku.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że na koniec lipca br. kredyty mieszkaniowe miało 3,58 mln Polaków. Łączna kwota do spłaty wynosiła 401,5 mld zł. Niemal co trzeci (27 proc.) spłaca kredyt walutowy. BIK podaje, że kredytobiorcy mieszkaniowi terminowo spłacają swoje zobowiązania, a tylko 1,2 proc. (44,8 tys.) ma problemy ze spłatą kredytu mieszkaniowego.