Haitong Bank: przyszły rok przyniesie wyższą inflację oraz wzrosty na rynku akcji

Haitong Bank: przyszły rok przyniesie wyższą inflację oraz wzrosty na rynku akcji 1

W 2017 roku poziom inflacji w Polsce wzrośnie do 1–2 proc., a to przełoży się na wyższe rentowności na rynku dłużnym – prognozuje Haitong Bank. Przyszły rok powinien przynieść także kontynuację wzrostowego trendu na warszawskiej giełdzie, która w stosunku do innych rynków wschodzących ma wciąż spory potencjał do zwyżek.

– Kluczowe dla prognoz na 2017 rok wydają się oczekiwania co do poziomu inflacji oraz wysokości stóp procentowych. Poprzedni miesiąc był pierwszym miesiącem po ponad dwóch latach, w którym ceny w Polsce nie spadały. Listopad był też miesiącem, w którym rentowności na obligacjach wyraźnie wzrosły – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kamil Stolarski analityk Haitong Bank.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie 2016 roku były o 0,1 p.p. wyższe niż w październiku, natomiast w stosunku do listopada poprzedniego roku wartość wskaźnika nie zmieniła się.

Z kolei na rynku dłużnym w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia ze znacznymi wzrostami rentowności. Jeszcze w sierpniu oprocentowanie 10-letnich polskich obligacji skarbowych wynosiło zaledwie 2,7 proc., natomiast obecnie jest to już przeszło 3,4 proc.

– W 2017 roku spodziewamy się, że inflacja będzie cały czas się powiększać, pewnie osiągnie coś pomiędzy jeden a dwa punkty procentowe. To z kolei sprawi, że oprocentowanie obligacji będzie nadal iść w górę – prognozuje analityk.

Szacunki Haitong Banku dotyczące poziomu inflacji są zbliżone do tych, które w listopadzie opublikował Narodowy Bank Polski. Według centralnej projekcji już w pierwszym kwartale przyszłego roku jej poziom powinien przekroczyć 1,0 proc. Natomiast na koniec 2017 roku inflacja znajdzie się w okolicach dolnego przedziału celu inflacyjnego NBP, czyli 1,5 proc.

– Z kolei jeśli chodzi o prognozy dla giełdy to pozostajemy optymistyczni. W tym momencie Polska jako kraj wygląda relatywnie lepiej niż inne państwa znajdujące się w tym samym koszyku inwestycyjnym – stwierdza ekspert Haitong Banku. – Porównując np. ryzyko polityczne, które materializuje się dzisiaj w Rosji czy w Turcji, czy po prostu fakt, że indeksy w innych krajach są wyżej niż u nas, zakładamy, że one w 2017 roku będą rosły – dodaje.

Główny indeks warszawskiej giełdy, czyli WIG20, po uwzględnieniu wypłat dywidend od stycznia 2016 roku zyskał na wartości niespełna 5 proc. W tym samym czasie MICEX, czyli jeden z głównych indeksów rosyjskiej giełdy, odnotował wzrost na poziomie ponad 25 proc. Jeszcze większe są od początku roku zyski inwestorów na węgierskiej giełdzie, gdzie tamtejszy BUX zyskał na wartości przeszło 35 proc.

– Niezmiernie trudno prognozować kursy walut. W tym momencie złoty wydaje się fundamentalnie trochę zbyt słaby, natomiast jest jeszcze przed nami dużo interesujących wydarzeń, które mogą wpływać na kursy walutowe – stwierdza Stolarski.

Aktualnie na rynku walutowym za jednego dolara inwestorzy płacą ok. 4,20 zł, natomiast kurs pary walutowej euro–złoty znajduje się w okolicach 4,40.

Polska na 12. miejscu na liście największych światowych eksporterów części motoryzacyjnych. Polski eksport tylko 2,5 razy mniejszy niż chiński

Polska na 12. miejscu na liście największych światowych eksporterów części motoryzacyjnych. Polski eksport tylko 2,5 razy mniejszy niż chiński 2
Wartość rodzimej produkcji części samochodowych jest szacowana na ponad 70 mld zł. To daje Polsce 12. pozycję na liście największych światowych eksporterów części motoryzacyjnych. Hamulcem rozwoju branży motoryzacyjnej są wciąż niejasne przepisy prawno-podatkowe, zbyt wolne procesy administracyjne związane z budową fabryk, a naprawa tych elementów mogłaby mobilizować do wzrostu cały sektor motoryzacyjny.

– W Polsce działa wielki przemysł produkcji części samochodowych, służących zarówno do montażu na taśmie produkcyjnej, jak i naprawy samochodów, zatrudniający ponad 120 tys. osób. Są też firmy świadczące usługi napraw, konserwacji czy dystrybucji części tworzące ponad 130 tys. miejsc pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Wartość produkcji części motoryzacyjnych w Polsce wynosi ponad 70 mld zł. Jak wynika z danych Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), na rynku działa około 900 firm zajmujących się produkcją części.

Krajowi producenci części i akcesoriów samochodowych są coraz lepiej postrzegani w Europie. Udział rodzimej produkcji w europejskim rynku motoryzacyjnym sięga 3 proc., a Polska zajmuje bardzo wysoką, 12. pozycję na liście największych eksporterów części motoryzacyjnych na świecie. Głównymi rynkami zbytu dla krajowych producentów są Niemcy (trafia tam 42 proc. polskiego eksportu), Czechy, Wielka Brytania oraz Francja. W ciągu minionej dekady eksport produkowanych w Polsce części wzrósł niemal dwukrotnie. Obecnie jego wartość jest tylko 2,5 razy mniejsza niż producentów działających na rynku chińskim.

Dobrą sytuację branży motoryzacyjnej odzwierciedlają nastroje handlowców. Jak wynika z sondażu SDCM, ponad 62 proc. dystrybutorów części motoryzacyjnych spodziewa się w tym roku wzrostów sprzedaży, przy czym aż połowa z nich przewiduje, że przekroczą one próg 10 proc.

Polska branża motoryzacyjna to nie tylko producenci i dystrybutorzy części, lecz także segment napraw eksploatacyjnych, mechanicznych, elektronicznych oraz serwisowania. W ciągu ostatnich dwóch lat cały rynek części i napraw w Polsce wykazał 8-proc. dynamikę wzrostu. Dla porównania, rynki Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii osiągnęły o wiele mniejsze wzrosty, sięgające 1–3 proc.

O konieczności wspierania całego polskiego przemysłu motoryzacyjnego mówił wiceminister Jerzy Szmit podczas odbywającego się na początku grudnia XI Kongres Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego zorganizowanego przez SDCM. Przedstawił również informację o pracach nad przepisami, które precyzują zasady homologacji i nadzoru nad rynkiem pojazdów silnikowych. Nowe regulacje w tym zakresie są obecnie wypracowywane przez państwa członkowskie na forum Unii Europejskiej. Obawy branży motoryzacyjnej budzi fakt, że producenci samochodów dążą do zamknięcia dostępu do danych niezbędnych do serwisowania nowo powstających modeli samochodów.

Producenci aut na co dzień ograniczają dostęp do informacji służących naprawie samochodu, a w obszarze przyszłych zmian legislacyjnych naciskają na całkowite zamknięcie tego dostępu. Takie rozwiązanie uderzyłoby w rynek motoryzacyjny, w niezależnych operatorów i warsztaty oraz mogłoby się przełożyć się na wzrost cen. Trzeba znaleźć wyważone rozwiązane i wypracować takie stanowisko polskiego rządu, które zapewni równowagę rynkową – mówi Alfred Franke, prezes SDCM.

Wiceminister przedstawił też najważniejsze kwestie dotyczące nowego projektu regulacji prawnych w zakresie badań technicznych i usprawnienia nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów.

Chcemy, żeby poprawił się nadzór nad stacjami kontroli pojazdów i aby pojazdy były bezpieczniejsze, regularnie badane i by były w dobrym stanie technicznym. To leży w interesie nas wszystkich, zarówno użytkowników, jak i całego rynku motoryzacyjnego. Będziemy bardzo aktywni, jeśli chodzi o zapewnienie dostępu do informacji dla warsztatów zajmujących się naprawą i bieżącą konserwacją pojazdów – zapowiada Jerzy Szmit.

Producenci części motoryzacyjnych podkreślają, że największym hamulcem rozwoju branży są niejasne i niestabilne przepisy prawno-podatkowe. Na drugim miejscu jako czynnik blokujący wskazują powolne procesy administracyjne dla projektów inwestycyjnych związanych z budową fabryk w Polsce.

Wiceminister infrastruktury podkreślił z kolei rolę budownictwa drogowego jako czynnika wspierającego sektor transportu i przemysł motoryzacyjny.

Wybudowanie nowych dróg wspiera sektor transportu i wszystko to, co wiąże się z przemysłem motoryzacyjnym. Obecnie realizowane są inwestycje na autostradach, drogach ekspresowych i krajowych warte w sumie ponad 50 mld zł. Kolejne 30 mld zł warte są przetargi, które będą rozstrzygane w ciągu najbliższego roku – mówi Jerzy Szmit.

Rok rekordów na rynku nieruchomości – od kawalerek po apartamenty

Ponad 143 tys. oddanych mieszkań, rekordy programu Mieszkanie dla Młodych, rosnące zainteresowanie apartamentami. Eksperci nie mają wątpliwości – to był przełomowy rok na rynku nieruchomości.

Od stycznia do listopada 2016 roku deweloperzy oddali do użytku ponad 143 tys. mieszkań, czyli o 10,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To również rekord w pozwoleniach na budowę – w tym czasie wydano ich ponad 190 tys. (o 10,9% więcej rdr).

Tomasz Wilczek, dyrektor generalny RED Real Estate Development zauważa, że najwięcej budowało się w segmencie popularnym: Średnia cena za metr kwadratowy była bardzo atrakcyjna, deweloperzy mieli szeroką ofertę, a klienci duży wybór. Nie bez znaczenia pozostawały niskie stopy procentowe, które skłaniały do zaciągania tanich kredytów oraz szukania alternatywnych form lokowania pieniędzy – dodaje.

Końcówka rekordów?

Raport GUS nie obejmuje wyników za grudzień, które zostaną opublikowane w drugiej połowie stycznia 2017 roku. Można jednak domniemywać, że dane całoroczne będą jeszcze lepsze. Zdaniem deweloperów lepsze będą również wyniki sprzedaży, na co wpływa zbliżające się zwiększenie wymaganego przez banki wkładu własnego (od stycznia 2017 roku wzrośnie z 15% do 20%).

Większy wkład własny to niejednokrotnie trudny do osiągnięcia wydatek, szczególnie dla osób młodych, pragnących zakupić swoje pierwsze, własne mieszkanie – mówi Roma Peczyńska, marketing manager poznańskiego Red Parku. Koniec roku to ostatnia szansa, by skorzystać ze „starych”, bardziej dogodnych zasad. Klienci zdają sobie z tego sprawę, dlatego obserwujemy zwiększone zainteresowanie naszymi gotowymi mieszkaniami – dodaje.

2016 rekordowym rokiem Programu Mieszkanie dla Młodych

2016 rok minął także pod znakiem rekordowej popularności rządowego programu Mieszkanie dla Młodych (MdM). Tegoroczne środki zostały wykorzystane w zaledwie 3,5 miesiąca. Zainteresowanie było tak duże, że już w lipcu wstrzymano dopłaty  na zakup nieruchomości
w 2017 roku (w latach wcześniejszych w programie MdM można zarezerwować połowę budżetu).

W 2016 roku odczuwaliśmy zwiększone zainteresowanie mieszkaniami dostępnymi
w programie MdM. Klienci zdają sobie sprawę, że pozwala on zaoszczędzić kilkadziesiąt tysięcy złotych, które można przeznaczyć na przykład na wykończenie mieszkania
– mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży osiedla Alpha Park. Wypłacenie środków następuje w momencie oddania budynku do użytkowania. Tym samym zakończenie przyjmowania wniosków na 2016 i 2017 rok doprowadziło do zwiększenia zainteresowania mieszkaniami, które będą gotowe w 2018 roku – dodaje.

Luksus jest w cenie

Zdaniem ekspertów kończący się rok pokazał jeszcze jedną ważną tendencję na rynku – Polacy coraz chętniej decydowali się na nieruchomości w segmencie premium. W sumie w 2016 roku na dobra i usługi luksusowe Polacy wydali 16,4 mld zł, co oznacza aż 15% wzrost w porównaniu z 2015 rokiem. Co więcej, jak wynika z szacunków firmy KPMG, trend wzrostowy najprawdopodobniej utrzyma się w latach 2016-2020, a średnie tempo wzrostu w segmencie nieruchomości luksusowych w tym czasie powinno wynieść około 5% rocznie.

Oszczędna, lecz przyspieszająca adaptacja technologii dominującym trendem 2017 r.

Robert Zaklika, Wiceprezes Zarządu, Atman
Robert Zaklika, Wiceprezes Zarządu, Atman

W nadchodzącym roku przedsiębiorstwa jeszcze mocniej akcentować będą rolę technologii i cyfrowych rozwiązań dla biznesu. Jednocześnie z racji na fakt, że budżety IT pozostaną niemal w stagnacji, firmy poszukiwać będą najlepiej zoptymalizowanych kosztowo rozwiązań, pozwalających na pozostanie w grze w dobie postępującej cyfrowej transformacji biznesu.

Skąd wniosek, że menadżerowie będą doceniać znaczenie wdrażanych technologii jeszcze bardziej? Wystarczy zapoznać się z wynikami badania przeprowadzonego przez firmę Korn Ferry, która zapytała 800 przedstawicieli wyższej kadry menadżerskiej międzynarodowych spółek o aktywa w największym stopniu przekładające się na skalę osiąganych zysków. Najczęstsza odpowiedź? Technologie. Zdaniem dwóch trzecich ankietowanych to właśnie one mają dominujące znaczenie w tworzeniu wartości biznesowej, większe nawet od dobrze rozpoznawanej na rynku marki. Ponadto wdrażanie innowacji na większą skalę jest także efektem lobbingu akcjonariuszy – zdaniem 40% respondentów naciskają oni na inwestowanie w zasoby fizyczne, ze szczególnym wskazaniem na technologie.

O jakich technologiach mowa? Obraz biznesowej rzeczywistości nadchodzącego roku kształtowany będzie przez rosnącą rolę analityki ogromnych zbiorów danych gromadzonych przez przedsiębiorstwa. Liczy się już nie tyle sama analiza Big Data, co jak najszybsze osiąganie dzięki niej wartościowych wniosków z biznesowym przełożeniem, określane mianem Fast Data. Danych przybywać będzie także w związku z popularyzacją firmowych i produkcyjnych środowisk Internetu Rzeczy czy rosnącą rolą uczenia maszynowego – zgodnie z prognozą Gartnera rynek sztucznej inteligencji z 420 milionów dolarów w 2014 roku, w 2020 wzrośnie do ponad 5 miliardów dolarów.

Wszystko to będzie skutkować coraz większym zapotrzebowaniem na gromadzenie i przetwarzanie rosnącej ilości cyfrowych informacji, co w obliczu bardzo ostrożnego wydatkowania firmowych pieniędzy na działy IT wpływać będzie na wzrost roli outsourcingu zasobów informatycznych. Zgodnie z przyszłoroczną prognozą analityków Spiceworks budżety IT zarówno w Europie, jak i za oceanem pozostaną niezmienne bądź wzrosną zaledwie o znikomy procent względem bieżącego roku – w większości analizowanych firm nie więcej niż o 2000 $. Za decyzjami o współpracy z zewnętrznymi operatorami stać będzie więc perspektywa sporych – w dłuższej perspektywie wyrażanych nawet w kilkudziesięciu milionach złotych – oszczędności, ale także stale aktualny deficyt specjalistów IT. Z najnowszej publikacji magazynu CIO „IT Forecast 2017” wynika, że w zbliżającym się roku dla 42% ankietowanych menadżerów będzie to najtrudniejszy problemem, z którym będą musieli się zmierzyć.

Oczywiście nadal będzie zyskiwać na znaczeniu outsourcing, czyli trend wynajmowania zamiast kupowania na własność. To naturalnie dotyczy nie tylko branży IT, lecz skupiając się na niej, trzeba podkreślić, że poza niższymi kosztami istotne dla przedsiębiorców są również wartości dodane. Chodzi tu m.in. o specjalistyczną wiedzę i wsparcie ekspertów oraz wysoki poziom bezpieczeństwa danych i gwarancji dostępu do nich, których właściwie nie sposób uzyskać na własną rękę. Nie będzie zaskakującym stwierdzenie, że w 2017 roku liczba cyberataków znów poszybuje w górę – szczególnie warto przytoczyć tu prognozę Forestera, według której w przyszłym roku po raz pierwszy liczba incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem w branży medycznej zrówna się z liczbą ataków na infrastrukturę branży handlowej. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że już niebawem nie sposób będzie wyszczególnić sektora gospodarki, który w znacznie mniejszym stopniu niż pozostałe „przyciąga” cyberprzestępców.

To, czego możemy być pewni w 2017 roku, to także stale wzbierająca fala fuzji i przejęć. Do połowy grudnia br. dokonano ich w Polsce już 170, zaś bezkonkurencyjny pod względem aktywności M&A okazał się sektor media/IT/telekomunikacja, odpowiadający za 18% fuzji i przejęć przeprowadzonych w naszym kraju. Prognoza na najbliższy rok wydaje się być jeszcze bardziej obiecująca, a branża IT ze względu na odporność na zmiany koniunkturalne i rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne usługi stymulowane przez cyfrową transformację biznesu powinna pozostać najaktywniejsza na tym polu.

Robert Zaklika, Wiceprezes Zarządu, Atman

Złoty nieco słabszy, obroty wciąż świąteczne

Na rynku walutowym wciąż utrzymują się świąteczne nastroje. Złoty dziś nieco słabnie, odreagowując wtorkowe równie małe umocnienie. Zmienność i obroty wciąż są niewielkie. Prawdziwy handel wróci dopiero po Nowym Roku.

W środę złoty nieznacznie traci na wartości w relacji do głównych walut. To efekt  lekkiego pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych, spadku notowań EUR/USD oraz odreagowania jego wczorajszego niewielkiego umocnienie.

O godzinie 11:53 kurs EUR/PLN testował poziom 4,4060 zł wobec 4,40 zł we wtorek na koniec dnia. Kurs USD/PLN wzrósł natomiast do 4,2215 zł z 4,2073 zł, a CHF/PLN do 4,1070 z 4,0932 zł. Wyjątkiem jest tylko para GBP/PLN, która testując poziom 5,1620 zł znajduje się blisko wczorajszego zamknięcia. Handel wciąż jednak odbywa się przy niewielkich, typowych dla końca roku, obrotach.

Środa jest jeszcze bardziej uboga w publikacje makroekonomiczne niż wtorek. W zasadzie dzisiejsze kalendarium jest puste. Po tym, jak we wtorek inwestorzy dowiedzieli się, że amerykańscy konsumenci kończą rok 2016 w najlepszych nastrojach od sierpnia 2001 roku, a w nocy zostały opublikowane dobre dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w Japonii, dziś rynki poznają jedynie raporty z USA nt. wniosków o kredyt hipoteczny (godz. 13:00) i podpisanych umów kupna domów (godz. 16:00). Nie są to jednak „figury”, które mogłyby wywołać najmniejsze emocje. Stąd też jest prawdopodobne, że do końca dnia układ sił zarówno na rynkach bazowych, jak i na krajowym rynku walutowym, już się nie zmieni. Stąd też polskie pary będą kończyć dzień na poziomach zbliżonych do obecnych.

Niewiele będzie się też działo w czwartek. Wprawdzie kalendarium jest nieco bogatsze, bo znaleźć w nim można m.in. dane o podaży pieniądza w Strefie Euro oraz amerykańskie dane nt. wniosków o zasiłek dla bezrobotnych i saldzie obrotów towarowych, ale to wciąż nie są istotne z punktu widzenia rynku publikacje.

Pod tym względem najciekawiej będzie w piątek. Wprawdzie wciąż nowych impulsów w postaci danych makroekonomicznych będzie jak na lekarstwo, bo warto będzie zwrócić uwagę jedynie na indeks Chicago PMI i szacunkowe dane o grudniowej inflacji w Polsce, ale piątek będzie ostatnim dniem handlu w 2016 roku i część inwestorów może wykorzystać niską płynność do próby „ustawienia” kursów niektórych walut na odpowiadających im poziomach.

Wracając jeszcze do danych o grudniowej inflacji w Polsce, to w grudniu prognozuję jej wzrost do 0,5% z 0,0% R/R w listopadzie, a następnie skok do 1,5% R/R na przełomie I i II kwartału 2017 roku. Za takim scenariuszem przemawia niska baza, drożejąca żywność i paliwa, a także słaby złoty. Nie zmieni to jednak rynkowych oczekiwań co do przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej (RPP), gdyż wciąż osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 2,5% będzie odległe. Dlatego niezmiennie należy zakładać, że Rada dopiero w 2018 roku zacznie podwyższać stopy procentowe. W mojej ocenie będzie to raczej połowa niż początek roku.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Stopy procentowe w Polsce. Pakiet danych z Japonii

Kolejny wywiad potwierdza, że nie musimy się bać gwałtownych zmian stóp procentowych w najbliższych miesiącach. Rośnie optymizm konsumentów w USA, czy to dobrze? Przekrój danych makro z Japonii.

Stopy procentowe w Polsce

Jerzy Żyżyński członek Rady Polityki Pieniężnej udzielił wywiadu w którym mówił o polityce pieniężnej. Jego zdaniem przynajmniej do końca pierwszego półrocza 2017 roku stopy procentowe powinny pozostać na niezmienionym poziomie. Co więcej użył sformułowania kwartały, podkreślając, że może ich być więcej niż dwa. Jako powód zmian wskazał możliwy wzrost cen energii i sytuację wewnętrzną. Chodzi tutaj najprawdopodobniej o wzrost cen paliw i energii związany ze wzrostem cen ropy naftowej. Tania ropa spowodowała deflację na świecie. Gdyby znów czarne złoto rosło należałoby się spodziewać istotnego wzrostu inflacji. W takim scenariuszu rada najprawdopodobniej podniosłaby stopy procentowe, ale dopiero gdy inflacja miała przekroczyć cel inflacyjny. Zwrócił ponadto uwagę, że inflacja jest w dalszym ciągu poniżej celu inflacyjnego, co nie zmienia faktu, że bez recesji nie należy się raczej spodziewać ich obniżania.

Dobre dane z USA

Wczoraj poznaliśmy odczyt indeksu zaufania konsumentów. Wyniósł on 113,7 pkt i był aż o 4,7 pkt wyższy od oczekiwań rynków. Jest to najwyższy wskaźnik od sierpnia 2001 roku. Zdaniem analityków jest to wynik nadziei jakie amerykanie pokładają w nowym prezydencie. Jest to o tyle dziwne, że żadne dane makroekonomiczne nie potwierdzają zmian w ciągu ostatnich miesięcy w USA. Wyniki spowodowały kolejny wzrost optymizmu oraz kolejną próbę osiągnięcia 20 000 pkt na wskaźniku Dow Jones. Tym razem zabrakło 23 pkt czyli trochę ponad 0,1%. Wielu analityków wskazuje, że tak dobre nastroje niekoniecznie powinny cieszyć. Ostatnie dwa szczyty tego wskaźnika przypadały tuż przed kryzysem z 2008 roku oraz kryzysem dotcomów z początku millenium.

Dane z Japonii

W ciągu ostatnich dni Japonia jest jednym z niewielu państw, które publikowało większe ilości danych makroekonomicznych. Inflacja w kraju kwitnącej wiśni wciąż jest na bardzo niskich poziomach i wynosi 0,5%. Bezrobocie wzrosło wbrew oczekiwaniom z 3% do 3,1%. Co bardziej niepokojące wydatki gospodarstw domowych spadły względem zeszłego roku 0 1,5% przy oczekiwanym spadku zaledwie 0,2%. Produkcja przemysłowa rośnie o 4,6% co stanowi 0,1% mniej od oczekiwań. Z kolei sprzedaż detaliczna rośnie o 1,7% wobec oczekiwań 0,9%. W efekcie tych danych widzimy kolejne osłabiane się jena względem dolara. Zbyt mocny jen jeszcze kilka miesięcy temu był poważnym problemem dla japońskiej gospodarki. Od końca września w ciagu kwartału za jednego dolara płaci się już nie około 100 jenów ale ponad 115.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym wciąż brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Perspektywy rynku druku. Jakie trendy będą widoczne w 2017 r.?

Rozkwit sektora nowych technologii zauważalny jest już we wszystkich dziedzinach przemysłu. Szczególnie mocne zmiany odczuwa rynek druku, który musi dostosować się do nowych potrzeb coraz bardziej świadomych konsumentów. Dodatkowo, bardzo podatna na nowości technologiczne jest coraz popularniejsza w naszym kraju technika druku 3D. Wszystko to sprawia, że w nadchodzącym roku na rynku druku można spodziewać się bardzo ciekawych zmian.

O kondycji polskiego rynku druku opowiada Łukasz Laskowski, Prezes Zarządu firmy Ediko oraz pomysłodawca aplikacji MPS Satellite, zajmującej się zdalnym monitoringiem drukarek, zapewnianiającym bezpieczeństwo wydruku i przesyłu danych.

Osoby, które druk skazały na porażkę wiele lat temu, mogą być zaskoczone. Ostatnie odkrycia naukowe pokazały bowiem, że nie doświadczyliśmy jeszcze pełnego potencjału tej technologii. Przede wszystkim sukcesywnie podnoszona jest jakość i obniżana cena wydruków, a technologia druku 3D znalazła zastosowanie w prawie wszystkich gałęziach przemysłu. Dodatkowo, rozwój IoT, dzięki któremu możliwe stało się podłączenie drukarek do globalnej sieci, pokazał, że Internet i papier mogą się uzupełniać.

Ceny – w dół, jakość – w górę, czyli potęga nanodruku

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez GUS w 2016 r., wartość sprzedana polskich przedsiębiorstw poligraficznych rośnie systematycznie. W 2011 r. wynosiła ona 9,1 mld zł, aby cztery lata później wynieść już prawie 11,4 mld zł. Jednocześnie, przemysł poligraficzny co roku notuje systematyczny wzrost wydajności oraz spadek cen, czego jedną z przyczyn jest wdrożenie do produkcji najnowszych, ekonomiczniejszych technologii. Wartym zaznaczenia jest, że w ostatnich trzech latach przemysł poligraficzny zanotował większy wzrost wydajności niż np. bardzo zautomatyzowany i efektywny przemysł przetwórczy.

W nadchodzącym czasie firmy zajmujące się poligrafią będą mogły jeszcze bardziej obniżyć koszty, m.in. dzięki zastosowaniu przełomowego nanodruku. Technologia ta pozwala na uzyskanie lepszej jakości kolorów i ostrości obrazu przy wykorzystaniu pigmentu składającego się z cząsteczek wielokrotnie mniejszych niż grubość ludzkiego włosa. Oprócz podniesionej jakości i trwałości, wydruki nanograficzne są także dużo trwalsze niż standardowe, a niska cena wydrukowania jednej strony czyni nanodruk najbardziej opłacalną techniką ze wszystkich obecnie znanych.

Druk 3D – rynek potrzebuje specjalistów

Trójwymiarowe wydruki, choć nie są już nowością na polskim rynku, to wciąż stanowią dosyć egzotyczną branżę. O ile na świecie ceny drukarek 3D ustabilizowały się na poziomie, który pozwala na ich zakup do domu, o tyle w Polsce posiadanie takiego sprzętu jest wciąż domeną punktów usługowych specjalizujących się w wydrukach przestrzennych. Jak wynika z badania przeprowadzonego dla portalu printelize.com w 2015 r., ponad 85 proc. takich punktów stanowiły firmy z segmentu mikro, a 27 proc. było jednoosobową działalnością gospodarczą. Prawie połowa przebadanych punktów (47 proc.) dysponowała wtedy tylko jedną drukarką 3D.

W najbliższym czasie możemy jednak spodziewać się sporych zmian na rynku, a wszystko przez coraz intensywniejsze działania polegające na próbie znalezienia nowych zastosowań dla tej wszechstronnej technologii. W tym celu wiele wyższych uczelni, jak np. Politechnika Warszawska czy Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu, otworzyło kierunki studiów dotyczące właśnie drukowania 3D. Taki ruch ze strony placówek edukacyjnych pokazuje, że na rynku jest zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych specjalistów z tej dziedziny. Dlatego też, w najbliższym czasie, można spodziewać się dalszego wzrostu popularności tej technologii (szczególnie za sprawą niskobudżetowych drukarek) i odchodzenia od punktów usługowych na rzecz posiadania własnych urządzeń np. w przedsiębiorstwach, tak jak ma to miejsce w chwili obecnej z „normalnymi” drukarkami. Projektant 3D z zawodu przyszłości może więc stać się niedługo niezwykle popularną pracą. W laboratoriach na całym świecie trwają już nawet badania nad drukiem 4D, czyli materiałami, które pod wpływem zmiennych warunków będą potrafiły modyfikować swoją strukturę i kształt.

Internet of Things będzie pomagał firmom w oszczędzaniu

IoT to jedna z najprężniej rozwijających się gałęzi IT, która w 2019 r. może osiągnąć wartość nawet 600 mld dolarów z około 30 mld urządzeń podpiętych do globalnej sieci. Trend ten nie ominie w nadchodzącym czasie branży druku, która będzie musiała dostosować zarówno sprzęt, jak i usługi do zmieniających się potrzeb klientów. Dostęp do drukarek, jak i informacja zwrotna o stanie wydruku, muszą być łatwo osiągalne z każdego miejsca na świecie, szczególnie w przypadku firm, których pracownicy mieszkają w różnych krajach i komunikują się ze sobą przez Internet. Szczególnym wyzwaniem będzie w tym przypadku zapewnienie bezpieczeństwa takich urządzeń i szukanie alternatyw dla podatnej na cyberataki wirtualnej chmury.

W parze z rozwojem technologii idzie zwiększona świadomość na temat zarządzania drukiem w przedsiębiorstwach, o czym świadczy coraz częstsze używanie oprogramowania typu MPS (ang. Managed Print Services) wykorzystującego Internet Rzeczy. Przedsiębiorcy, którym zależy na oszczędnościach, coraz chętniej optymalizują sferę druku, zmniejszając wydatki na nią z 8 do nawet 3 proc. obrotów firmy. Oprócz oszczędzenia pieniędzy takie technologie pozwalają m.in. ograniczyć zużycie materiałów eksploatacyjnych, co przełoży się na mniejsze zanieczyszczenie środowiska naturalnego odpadami.

W najbliższym roku będziemy więc świadkami wielu istotnych przemian na rynku druku, takich jak znaczna optymalizacja kosztów, zwrócenie większej uwagi na aspekt bezpieczeństwa informacyjnego czy, jak w przypadku druku 3D, eksplorowania nowych sposobów wykorzystania istniejących już technologii. Zakres zmian pokazuje, że druk jest wciąż dynamiczną i rozwojową branżą, która potrafi dostosować się i podążać za wymaganiami współczesnego świata.

Trzy najważniejsze tematy dla rynków finansowych w 2017 roku

Prognozy na 2017 rok: Trzy najważniejsze tematy dla nas w 2017 roku to – przyspieszony wzrost, który prawdopodobnie osłabnie w dalszej części roku, wyższa inflacja i większa zmienność wywoływana przez wydarzenia polityczne w Europie.

W warunkach umiarkowanego wzrostu i rosnącego ryzyka politycznego kluczowe znaczenie ma elastyczność. Elastyczne podejście pozwala na nieograniczoną dywersyfikację, która powinna pomóc w zmniejszeniu ryzyka portfelowego. Subfundusz Franklin Zmiennej Alokacji inwestuje w akcje, obligacje i fundusze z całego świata. Nasze podejście oparte na aktywnej alokacji aktywów ma na celu przeprowadzenie funduszu przez zmienne warunki rynkowe przy silnej koncentracji na zabezpieczeniu funduszu przed wpływem spadków rynkowych.

Miniony rok dał nam już przedsmak wzmożonych wahań, jakich możemy spodziewać się w przyszłości.  Staramy się zarządzać naszymi strategiami w sposób pozwalający utrzymać zmienność w określonym przedziale poprzez kontrolowanie wpływu ryzyka poszczególnych klas aktywów na ryzyko naszych portfeli. Stosujemy aktywną alokację pomiędzy różne aktywa opartą na wnioskach wyciągniętych z analiz makroekonomicznych, stale uważając, by inwestycje w jeden rodzaj aktywów nadmiernie nie zdominowały portfela. Staramy się budować znacznie bardziej zdywersyfikowany portfel pod względem zarządzania ryzykiem.

Trzy najważniejsze tematy dla nas w 2017 roku to – przyspieszony wzrost, który prawdopodobnie osłabnie w dalszej części roku, wyższa inflacja i większa zmienność wywoływana przez wydarzenia polityczne w Europie. Rynki finansowe najwyraźniej oceniają prognozy na 2017 rok z większym optymizmem. Sygnały przyspieszenia globalnego wzrostu rzeczywiście się pojawiają. Choć mówi się o znaczącej poprawie kondycji gospodarki Stanów Zjednoczonych, my jesteśmy sceptykami. Stymulacja budżetowa realizowana przez nową administrację w Stanach Zjednoczonych raczej nie pobudzi wzrostu ze skutkiem natychmiastowym, ponieważ jej skala będzie ograniczona, a efekty będą opóźnione i pojawią się nie wcześniej niż w 2018 roku. Wyższa inflacja może jednak pojawić się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w innych częściach świata, gdy siły dezinflacyjne stracą na sile. Przykładowo deflacyjny wpływ Chin na ceny towarów handlowych uległ odwróceniu. Chiny mają także wpływ na przyspieszenie wzrostu głównie w związku ze stymulacją pieniężną na przestrzeni ostatnich miesięcy. Chińska stymulacja globalnej aktywności prawdopodobnie będzie coraz słabsza wraz z upływem kolejnych miesięcy 2017 roku. Pod koniec tego politycznie trudnego i nieprzewidywalnego roku warto zauważyć, że sytuacja na rynkach finansowych była nadzwyczaj spokojna, a zmienność była niska. W kolejnym roku spodziewamy się zmian, biorąc pod uwagę możliwy wzrost niepewności pod wpływem wydarzeń politycznych w Europie takich jak zaplanowane na przyszły rok wybory w dużych krajach europejskich.

Spodziewamy się lekkiego przyspieszenia wzrostu polskiego PKB z szacowanego poziomu 2,8% w roku bieżącym do 3,2% w 2017 roku. Konsumpcja prywatna prawdopodobnie wciąż będzie dominującym motorem wzrostu, w warunkach dalszej poprawy warunków na rynku pracy i wzrostem transferów społecznych. Ożywienie w obszarze inwestycji także powinno stymulować poprawę, gdy projekty finansowane ze środków Unii Europejskiej będą wchodziły w fazę realizacji już na początku 2017 roku. Źródłem ryzyka spadków jest niepewność co do prowadzonej polityki, która może mieć niekorzystny wpływ na inwestycje w biznesie. Inflacja w przyszłym roku przyspieszy, wraz ze wzrostem cen żywności i energii oraz bazowej stopy inflacji pod wpływem efektu niskiego poziomu bazowego, zaostrzaniem się warunków na rynku pracy oraz spadkiem importowanej deflacji. Spodziewamy się jednak stabilizacji inflacji na nieznacznie niższych poziomach w drugiej połowie 2017 roku, w pobliżu dolnej granicy docelowego przedziału NBP (1,5% – 3,5%). W związku z powyższym nie widzimy zbyt silnych makroekonomicznych argumentów przemawiających za podwyżkami stóp w 2017 roku.

Marzena Hofrichter, CFA

Analityk inwestycyjny, zarządzająca portfelami inwestycyjnymi, Franklin Templeton Solutions

Napływ funduszy europejskich powinien solidnie poprawić zyski firm w wielu branżach

Prognozy na 2017 rok: Polska jest największym beneficjentem funduszy europejskich. Napływ funduszy powinien solidnie poprawić zyski firm w wielu branżach.

Ważnym elementem gospodarczej układanki w 2017 roku będzie rozpoczęcie wydawania pieniędzy z Perspektywy UE 2014-2020. Polska jest największym beneficjentem funduszy europejskich. Napływ funduszy powinien solidnie poprawić zyski firm w wielu branżach. Firmy produkujące oprogramowanie, świadczące usługi budowy infrastruktury kolejowej oraz telekomunikacyjnej powinny niewątpliwie skorzystać. Spółki konsumenckie również powinny poprawiać zyski w nadchodzącym roku. Pomagać będzie im podwyżka płacy minimalnej od stycznia 2017 roku oraz silny rynek pracy. Ostatnią grupą spółek są polscy eksporterzy, którym pomaga słaba złotówka oraz paradoksalnie stagnacja w Europie Zachodniej. Słaby popyt na Zachodzie zmusza firmy europejskie do poszukiwania oszczędności, co doskonale wykorzystują polskie firmy coraz bardziej rozpychając się na europejskich rynkach.

W 2017 roku, inwestorzy powinni dowiedzieć sie jak będzie wyglądała reforma otwartych funduszy emerytalnych, co na pewno będzie miało wpływ na rynek kapitałowy w Polsce. Mamy nadzieję, że zostanie wybrane rozwiązanie, które będzie promowało rynek kapitałowy i giełdę jako formę regularnego, długoterminowego oszczędzania.

Europejska scena polityczna odegra dużą rolę w kształtowaniu się kursów akcji w 2017 roku. Wybory w Holandii, Francji i Niemczech pokażą jak mocne w Europie są ugrupowania populistyczne i antyeuropejskie oraz w którą stronę podąża Unia Europejska. Pośrednio będzie to miało duże znaczenie dla polskiego rynku akcji.

Bacznie analizujemy sytuację finansów publicznych i wyrażaną wielokrotnie przez obecną administrację chęć poprawy ściągalności podatków oraz ich ewentualne podwyższenie. Poprawę ściągalności podatków oraz uproszczenie systemu byłoby niewątpliwie bardzo pozytywne dla polskich spółek. W przypadku podwyższenia podatków odpowiedź nie jest jednoznaczna i zależy od okoliczności. Na pewno pogorszenie opłacalności produkcji na skutek zwiększonego opodatkowania doprowadziłoby do pogorszenia konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, co negatywnie rozłożyłoby się na ich zyski.

Krzysztof Musialik, CFA

Starszy wiceprezes, starszy dyrektor wykonawczy, Zarządzający portfelem, Członek Zarządu Templeton Asset Management (Poland) TFI S.A

Wzrośnie wartość emisji na rynku nieskarbowych papierów dłużnych denominowanych w złotym

Perspektywy polskiego rynku obligacji w 2017 roku zależą od szeregu czynników. Przede wszystkim duże znaczenie ma to, w jakim tempie rosnąć będzie inflacja. Dzisiaj wydaje się, że roczna dynamika CPI przekroczy 1,5% już w pierwszych miesiącach roku, nie wydaje się jednak, aby cel inflacyjny 2,5% był zagrożony w bliskiej przyszłości. Inflacja zależy w dużej mierze od zmian cen na rynkach surowcowych. Kolejnym ważnym zagadnieniem jest, czy doczekamy się przyspieszenia wzrostu PKB w stosunku do słabej drugiej połowy 2016 roku.

Szybszy wzrost oznaczałby lepszą sytuację budżetu państwa, ale również gorsze perspektywy w odniesieniu do stabilności cen. Ważne będę również rozstrzygnięcia polityczne, które nastąpić mają w 2017 roku w szeregu krajów Europy. Ostatnim i chyba najważniejszym zagadnieniem jest tempo normalizacji polityki pieniężnej w USA i strefie euro oraz jego implikacje dla cen obligacji w tych krajach.

W odniesieniu do polskiego długu skarbowego wartość emisji ma drugorzędne znaczenie. Została ona zresztą zapisana w ustawie budżetowej, chociaż nie można oczywiście oczekiwać, że plan ten zostanie w 100% zrealizowany. Dużo ważniejsze jest, czy Ministerstwo Finansów będzie utrzymywać strategię wydłużania średniego terminu zapadalności długu. W naszej ocenie tak się stanie i nadal będzie to czynnik negatywnie oddziałujący na ceny polskich papierów. Uważamy, że w 2017 wzrośnie wartość emisji na rynku nieskarbowych papierów dłużnych denominowanych w złotym.

Michał Oleszkiewicz, CFA

Zarządzający portfelem, Franklin Local Asset Management, Templeton Asset Management (Poland) TFI S.A.

Przedsiębiorcy łatwiej będą mogli zmniejszać dochody o nieściągnięte od zadłużonych kontrahentów należności

Jest szansa, że wierzyciele zaczną sprawniej odliczać od dochodu tzw. złe długi. Ale według ekspertów, jeszcze lepszą ochronę dałyby metody zastosowane np. w nowej ustawie o VAT. Warto obciążyć dłużników podobną karą administracyjną bądź dodatkowym zobowiązaniem fiskalnym lub depozytem wpłacanym do organu podatkowego.

Zgodnie z koncepcją nowego prawa, proponowaną przez wicepremiera Morawieckiego, w ramach tzw. Konstytucji Biznesu, sytuacja wierzycieli powinna się znacznie poprawić, ze względu na łatwość odliczania nieuregulowanych przez kontrahentów kwot od swojego dochodu. Do tej pory, aby obniżyć wartość dochodu o nieściągalne długi, konieczne było spełnienie szeregu warunków formalnych. Należało do nich w szczególności skierowanie sprawy do sądu, a następnie podjęcie próby egzekucji komorniczej. Oczywiście wiązało się to zawsze z dodatkowymi nakładami finansowymi, ze strony wierzyciela. Proponowana nowela definitywnie usuwa ten problem.

– Jeżeli proponowane zmiany zostaną wdrożone w życie, będzie można obniżyć swoje dochody po prostu, gdy upłynie 120 dni od terminu płatności. Z kolei, zasadniczo pogorszą się warunki dłużników w stosunku do 2016 roku, podobnie jak to było w „eksperymentalnym” roku 2015, gdy po raz pierwszy na 12 miesięcy uniemożliwiono zaliczanie do kosztów uzyskania przychodu nieopłaconych faktur. Po ewentualnym uchwaleniu nowelizacji, zalegający z płatnościami będą musieli pomniejszać koszty uzyskania przychodów o niezapłacone faktury. Wiąże się to ze zwiększeniem obciążeń podatkowych – mówi Piotr Kościańczuk z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy.

W opinii eksperta, jeżeli w zatory płatnicze popadła osoba uczciwa, która ma problemy z opłaceniem faktur bez umyślności ze swojej strony, to żadna dodatkowa dolegliwość nie zmieni tej sytuacji. Wręcz odwrotnie, poprzez konieczność zwiększenia podatku, sytuacja dłużnika pogorszy się. Prawdopodobnie wciąż będzie miał on problem z uregulowaniem swoich należności. Dodatkowo dosięgnie go swego rodzaju kara, w postaci konieczności zapłacenia podatku od sumy, jakiej nie jest w stanie uiścić. To rozwinie dalszą spiralę długów.

– Rozsądnym wyjściem powinno być postępowanie restrukturyzacyjne, likwidacyjne lub upadłościowe, gdyż każde z nich wyłącza możliwość stosowania nowych przepisów. Jeśli pierwsze rozwiązanie nie pomoże, wówczas dłużnikowi pozostanie upadłość. W drugim przypadku będzie musiał spłacić wszystkie należności. Wybór trzeciej metody, pozbawi jego wierzyciela szansy na odliczenie nieściągalnych długów od dochodu, ale też utrudni mu drogę do odzyskania pieniędzy. Z pewnością nie uzdrowi to polskiej gospodarki, ale stanowi krok w dobrym kierunku – ocenia Piotr Kościańczuk.

Ekspert z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy podkreśla, że projektowane zmiany raczej nie wpłyną na sytuację nieuczciwych dłużników, którzy co do zasady starają się obchodzić przepisy. Dotyczy to spółek programowo opierających swój „biznes” na niepłaceniu podwykonawcom. Przy założeniu oszustwa, fakt konieczności zwiększenia podatku nie będzie żadnym bodźcem do uiszczenia należności. Zdaniem Kościańczuka, z pewnością pomocne okazałoby się zaostrzenie odpowiedzialności osobistej członków zarządu za długi spółki lub wprowadzenie bardziej radykalnych, niż dotychczas, przepisów karnych.

– Należy bardziej zaostrzyć proponowane przepisy, aby w końcu wierzyciel miał lepsze narzędzia do dyscyplinowania, zalegającego z należnościami kontrahenta. Dla przykładu, można wskazać, że w ustawie o VAT powróciły ostatnio sankcje z tytułu nieuczciwości podatnika. Gdyby podobną karą administracyjną bądź dodatkowym zobowiązaniem fiskalnym, albo chociaż depozytem wpłacanym do organu podatkowego, został obciążony dłużnik, być może spowodowałoby to wyraźny wzrost czy też poprawę regulacji tego typu należności – stwierdza Piotr Kościańczuk.

Gdy dłużnik ma stratę podatkową, wtedy samo zwiększenie podstawy opodatkowania jest iluzoryczne, ponieważ podatek do zapłaty i tak wynosi zero. Dlatego, gdyby konieczna była jakaś forma kary albo depozytu dotknęłoby to wszystkich zadłużonych, bo oznaczałoby fizyczny wypływ gotówki. Obecnie wierzyciel ma w ręku kilka narzędzi nacisku na zadłużonego kontrahenta, ale, w ocenie eksperta, one słabo działają. Należy do nich BIK, postępowanie sądowe i przepisy kodeksu karnego o oszustwie. Potrzebne jest więc sprawniejsze działanie sądów i organów ścigania w eliminowaniu tego typu patologii.

– Zaostrzenie przepisów na pewno nie zmotywowałoby do płacenia należności tych podmiotów, które popadły już w spiralę zadłużenia. Firmy, jakie trwale utraciły zdolność do regulowania swoich należności, rzadko kiedy wychodzą z kłopotów bez dofinansowania lub docelowej restrukturyzacji indukowanej z zewnątrz. Jeżeli fizycznie nie mają pieniędzy, trudno spodziewać się, żeby jakiekolwiek dodatkowe instrumenty przymusu spowodowały przepływ fizycznego pieniądza – zaznacza Piotr Kościańczuk.

Tymczasem, należy zwrócić uwagę na fakt, że zatory w płatnościach najbardziej zagrażają płynności finansowej w sektorze MŚP. Proponowane przepisy poprawią warunki tych firm, chociażby ze względu na zmniejszenie obciążeń podatkowych. Jednak nie będą różnicowały ich sytuacji w stosunku do dużych przedsiębiorstw. Dlatego, zdaniem Kościańczuka, dla wyrównania szans, w przypadku mniejszych podmiotów, powinien obowiązywać krótszy, niż 120 dni, termin odliczenia podatkowego. To pozwoliłoby im na wcześniejsze zmniejszenie obciążeń podatkowych.

Cyberpodsumowanie roku 2016 wg Deloitte

Autor komentarza: Marcin Ludwiszewski, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte w Polsce
Autor komentarza: Marcin Ludwiszewski, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte w Polsce

Branża finansowa, medyczna i motoryzacyjna znalazły się w centrum zainteresowania cyberprzestępców na świecie w 2016 roku. Nie obyło się także bez spektakularnych wycieków danych, a bezpieczeństwo w sieci stało się jednym z głównych tematów. W Polsce wciąż najczęstszymi ofiarami ataków są klienci banków – pisze w swoim podsumowaniu roku Marcin Ludwiszewski, dyrektor, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte.

Polska

Rok 2016 przyniósł nam strategię cyberbezpieczeństwa. Od pierwszych opracowań wskazujących istotność tego tematu (2004 rok – Zespół do spraw krytycznej infrastruktury teleinformatycznej powołany decyzją Przewodniczącego Kolegium ds. Służb Specjalnych) minęło ponad 10 lat. Wydaje się, że od tego czasu, jesteśmy najbliżej momentu stworzenia finalnego projektu systemu ochrony cyberbezpieczeństwa państwa opartego o stosowną ustawę. Istotną przeszkodą może być budżet, którego wartości nie określono w treści przedstawionej strategii.

Wydaje się również, że 2016 był przełomowy w tym względzie dla banków w Polsce, które zdobyły zaufanie pomagając stronie rządowej w procesie potwierdzania tożsamości obywateli w programie 500+. Bardzo prawdopodobny jest trend dalszego rozbudowywania tego typu usług. Sprzyjają temu strategiczne plany cyfryzacji państwa i dotychczasowy brak kompleksowych rozwiązań tego typu po stronie rządowej.

Ciekawym wątkiem były również doniesienia o atakach na klientów banków z wykorzystaniem ich kont użytkowników systemów należących do operatów telekomunikacyjnych. Potwierdzają one, że zaproponowanie nowych usług i produktów dla klientów powinno być poprzedzone analizą ryzyka. Istotny jest najsłabszy punkt w ekosystemie płatności (bank, telekom, użytkownik), więc w tym sensie włączanie udogodnień dla użytkowników (usługa typu SMS to EMAIL) może zwiększać zagrożenie kradzieży. Pomimo sukcesów polskiej Policji i Prokuratury – szczególnie znaczące w tym roku było rozbicie grupy przestępczej w Lubelskiem, która miała charakter międzynarodowy i ukradła prawie 100 mln złotych m.in. wykorzystując oprogramowanie Tinba. Klienci banków cały czas odczuwali zainteresowanie cyberprzestępców, zarówno poprzez kampanie typu phishing, jak i próby infekcji kolejnym iteracjami złośliwego oprogramowania. Jednocześnie w 2016 odnotowaliśmy cały czas popularne ataki typu skimming.

Świat

Sektor finansowy, który od lat jest na celowniku przestępców, przeszedł przede wszystkim prawdziwe tsunami spowodowane ujawnionymi w 2016 roku wcześniejszymi atakami o charakterystyce APT na system SWIFT (skradzione ponad 81 milionów dolarów w ataku na Bank Centralny w Bangladeszu, 12 milionów w Banko del Austro w Ekwadorze, i doniesienia o próbach ataków na banki w 12 innych krajach).

W 2016 przedstawiono również realne próby ataków na karty kredytowe – naukowcy z Uniwersytetu Newcastle odkryli, że system autoryzacji płatności kartami VISA w Internecie jest podatny na rozproszone ataki zgadywania prawidłowego numeru karty, jej daty ważności oraz kodu CVV. Natomiast ponad 9 tysięcy klientów brytyjskiego Banku Tesco padło ofiarą prawdziwej kradzieży (suma ich strat sięgnęła około 2,5 mln funtów). Prawdopodobną przyczyną problemów banku Tesco były sekwencyjnie nadawane numery kart płatniczych, co jak nietrudno zauważyć, znacząco zwiększało szansę trafienia prawidłowej kombinacji. W tym roku również firma Group IB opisała serię ataków na systemy zarządzania bankomatami (inne niż znany wcześniej ataki tego typu np. poprzez malware Tyupkin) w bankach na całym świecie. Według autorów raportu udokumentowane ataki miały miejsce na Tajwanie i w Tajlandii a przestępcy prawdopodobnie próbowali także atakować banki w Polsce, Rosji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Hiszpanii, Rumunii, Estonii, Bułgarii, Gruzji, Mołdawii, Kirgistanie, Armenii i Malezji. Jakkolwiek scenariusze na pewnym etapie wymagały specjalistycznej wiedzy i narzędzi, początkowym wektorem ataku był atak socjotechniczny ukierunkowany na pracowników banku – w wiadomości email nadawca podszywał się pod Europejski Bank Centralny lub dostawcę rozwiązań bankomatowych a do wiadomości dołączony był spreparowany dokument RTF wykorzystujący błąd CVE-2015-1641 (typu „memory corruption”), który umożliwia przejęcie kontroli nad stacją użytkownika. Celem przestępców nie zawsze były ataki na kanały bankowości elektronicznej. W jednym z banków w Liechtensteinie, atakujący po tym jak wykradł dane klientów z banku oczekiwał „wsparcia” finansowego od klientów banku grożąc ujawnieniem ich danych finansowych.

W tym roku wyraźnie zaznaczył się również trend zainteresowania sektorem medycznym i motoryzacyjnym. Sektory te narażone są na zupełnie nowe kategorie zagrożeń, których nie doświadczały jeszcze kilka lat temu. Można stwierdzić, że szpitale stały się idealnym celem dla wymuszania okupu nie tylko z powodu oprogramowania złośliwego typu ransomware (np. Hollywood Presbyterian Medical Center), ale również w wyniku kradzieży danych medycznych i groźby ich ujawnienia (klinika sportowa w Atlancie). Cyberprzestępcy nauczyli się, że potencjalne zagrożenie zdrowia lub życia pacjenta bardziej motywuje do płacenia haraczu (zakładając, że szpital sam ma środki, aby taki okup zapłacić). W niedawnym badaniu firmy NCC Group szpitalom w Wielkiej Brytanii zadano pytanie, czy w ciągu ostatniego roku padły ofiarą ataku ransomware. 31 odmówiło odpowiedzi, 28 przyznało że było skutecznie zaatakowanych a jedynie 1 szpital poinformował, ze w ostatnim roku nie odnotował tego typu incydentów. W tym roku ujawniły się również liczne słabości samych urządzeń medycznych. W 2016 roku w 9 krajach Deloitte przeprowadził badanie 24 szpitali pod kątem bezpieczeństwa urządzeń medycznych podłączonych do sieci. Wynika z niego, że urządzenia posiadają hasła fabryczne, nie szyfrują komunikacji sieciowej, a w swoim cyklu życia ujawniają wiele podatności, którymi nikt nie zarządza. Potwierdziły to na przykład informacje o ujawnionych w 2016 roku podatnościach m.in. rozruszników i defibrylatorów firmy St. Jude Medical.

W branży motoryzacyjnej, w 2016 roku mogliśmy usłyszeć o udanych atakach na pojazdy marek niemieckich, japońskich i przynajmniej jednym ataku na producenta amerykańskiego. Natomiast Fiat, Chrysler oraz Tesla poinformowały o uruchomieniu programów Bug Bounty (wynagradzanie za zgłaszanie producentom znalezionych błędów w oprogramowaniu). Na konferencji Usenix badacze mieli pokazać, że pojazdy takich marek jak Volkswagen, Audi, Skoda, Alfa Romeo, Citroen, Fiat, Ford, Mitsubishi, Nissan, Opel oraz Peugeot wyprodukowane w ciągu ostatnich 20 lat są podatne na prosty w przeprowadzeniu atak kryptograficzny na system otwierania pojazdu. Wprowadzanie więc zasad „security by design”, analizy ryzyka i procesów monitorowania oraz odpowiedzi na incydenty stało się  częścią życia producentów aut. Z resztą, wystarczy spojrzeć na ilość interfejsów udostępnianych w nowych pojazdach – USB, OBD II, Bluetooth, ECU, ADAS, DSRC, TPMS, i wiele więcej. Być może Euro ENCAP powinien rozważyć dodatkowe gwiazdy za bezpieczeństwo w klasie: Internet of Things.

Jeśli chodzi o trendy zagrożeń, istotny był również wzrostowy trend ataków tupu DDoS (odmowa usługi) z wykorzystaniem botnetów różnych urządzeń sieciowych (Internet of Things). Oprogramowanie złośliwe Mirai wykorzystywało podstawowe luki (np. hasła domyślne), aby infekować urządzenia (np. zdalne kamery, routery domowe), które tworząc botnety o wielkości do kilkuset tysięcy urządzeń były narzędziem do prowadzenia ataków DDOS na inne cele. Skutki takich ataków odczuli m.in. klienci firmy hostingowej OVH oraz firmy DYN, która świadczy m.in. usługi DNS dla wielu firm, w tym Amazona, Netflixa czy Twittera. Na świecie warto odnotować również akcję The Shadow Brokers – w sierpniu i grudniu opublikowane zostały dane określane jako narzędzia dedykowane do działań ofensywnych amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) stosowane przez departament Tailored Access Operations. Chyba nikt nie ma wątpliwości, jakie możliwości miała NSA już wiele lat temu.

Rok 2016 to również megawycieki, a właściwie w niektórych przypadkach ujawnienie wycieków, które wydarzyły się do kilku lat wstecz. Poza Mossak Fonseca, Yahoo i Linkedin przestrogą dla wszystkich powinna być współpraca dostawcami – w przypadku Michael Page i Capgemini – skutkująca wyciekiem 30GB danych klientów Michael Page. O podstawowych zasadach bezpieczeństwa przypominały nam stale informacje o poważnych (lub jak się okazywało później mniej poważnych) lukach w produktach każdego dużego producenta.  Błędy nie ominęły też otwartych implementacji (m.in. OpenSSL, SSH, itd.). Inne ujawnione ciekawe ataki i błędy to m.in. Dirty Cow w Linuxie (nieuprawnione lokalne podniesienie uprawnień), Bad Tunnel pokazany na Black Hat oraz potencjalny błąd w TorBrowser (również Firefox) umożliwiający prowadzenie ataków na użytkowników sieci Tor.

W wakacje izraelska firma NSO pokazała serię 0 Day na najnowszą wersję systemu iOS umożliwiająca przejęcie pełnej kontroli nad iPhonem poprzez kliknięcie w odpowiednio spreparowany link wysłany w wiadomości SMS. Warto zaznaczyć, że firma Zerodium za podatności 0 Day m.in. na system operacyjny iOS 10.x, płaci do 1 500 000 USD. A jeśli chodzi o kwoty w dolarach, to firma Cymmetria w tym roku wprowadziła swojego rodzaju polisę dla użytkowników swojej platformy do wykrywania ataków APT. Warunki programu zakładają, że klient otrzyma do 1 miliona dolarów, jeżeli zostanie potwierdzone, że atak APT, którego padł ofiarą, nie został wykryty przez opisywaną platformę.

Na koniec, trendem wartym odnotowania jest również na pewno dynamiczny i wszechobecny wzrost użycia słowa „cyber”.  W 2016 roku mieliśmy więc chroniące nas cyberpatrole, ale również cyberłącza, cybermonday i cyberkalifat.

Autor: Marcin Ludwiszewski, dyrektor, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte

LS Tech-Homes S.A. z nowym kontraktem o wartości 82,7 mln zł

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2012 r., podpisała z niemieckim kontrahentem umowę na wybudowanie budynków mieszkalnych o wartości 18,8 mln EUR. Portfel zamówień Emitenta na lata 2017-2018 przekracza obecnie kwotę 124 mln zł.

 

Umowa zawarta w dniu 23.12.2016 r. z niemieckim podmiotem obejmuje wybudowanie 379 modułów mieszkalnych, które będą przeznaczone dla studentów w Heerlen w Holandii. Rozpoczęcie realizacji kontraktu, czyli inicjacja prac projektowych i konstrukcyjnych nastąpi nie później niż w dniu 01.02.2017 r., a rozpoczęcie prac budowlanych nastąpi nie później niż w dniu 01.09.2017 r. Zakończenie prac budowlanych i ostateczne rozliczenie kontraktu zostało przewidziane nie później niż do dnia 30.08.2018 r. Łączne wynagrodzenie za wykonanie przedmiotowych robót zostało określone na poziomie prawie 18,84 mln EUR netto, a więc ok. 82,7 mln zł.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z pozyskania kolejnego bardzo dużego zamówienia do naszego portfela. Jego realizacja wpłynie oczywiście niezwykle pozytywnie na wyniki finansowe Spółki w najbliższych latach. Oferowana przez nas technologia jest bardzo innowacyjna oraz konkurencyjna wobec dostępnych na rynku, dzięki czemu widzimy duże zainteresowanie nią, zwłaszcza na rynkach Europy Zachodniej. Pozwala nam to z dużym optymizmem spoglądać w przyszłość.” – komentuje Leszek Surowiec, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

W październiku 2016 r. LS Tech-Homes S.A. pozyskała kontrakt z innym niemieckim podmiotem realizowany w formule generalnego wykonawstwa i obejmujący budowę 246 modułów mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej sięgającej 7.100 m2. Realizacja tego projektu ma zakończyć się we wrześniu 2017 r., a jego całkowita wartość wynosi 9,5 mln EUR, czyli ok. 41,8 mln zł.

Dzięki podpisanym umowom wartość portfela zamówień Spółki na lata 2017-2018 wzrosła do 124 mln zł. Ich realizacja przybliży Emitenta do wypełnienia jego głównego celu na najbliższe lata, jakim jest zapewnienie pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych we wszystkich czterech posiadanych zakładach produkcyjnych w Koniecwałdzie, Czechowicach-Dziedzicach oraz w Studzienicach. LS Tech-Homes S.A. koncentruje się aktualnie na budownictwie modułowym, które ma stanowić podstawę dalszego dynamicznego wzrostu Spółki. Emitent ofertuje dwie kolejne inwestycje i przewiduje, że do końca 1 kw. 2017 r. podpisze przynajmniej jedną nową umowę na wykonanie budynków mieszkalnych w technologii modułowej.

„Wartość portfela zamówień Spółki wygląda coraz lepiej, a naszym głównym celem pozostaje dążenie do jego dalszego wzrostu. Bardzo mocno pracujemy nad pozyskaniem kolejnych kontraktów i liczymy, że w 1 kw. 2017 r. uda nam się zdobyć co najmniej jedno duże zamówienie. Chcemy osiągnąć taką wartość backlog’u zamówień, która pozwoli nam na pełne wykorzystanie posiadanych mocy produkcyjnych w naszych zakładach. Na początku 2017 r. zamierzamy przedstawić rynkowi nową strategię rozwoju Spółki.” – dodaje Prezes Surowiec.

Spółka przeprowadzi emisję akcji serii K z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy. Dzień prawa poboru został wyznaczony na 31.12.2016 r., a Akcjonariuszom będzie przysługiwać 1 prawo poboru na każdą 1 posiadaną akcję, które uprawnia do objęcia 1 akcji serii K po cenie emisyjnej wynoszącej 0,50 zł za szt.

Dolar kanadyjski w defensywie

Pierwszy pełny dzień handlu po świętach przebiegał w bardzo spokojnej atmosferze. Na rynku walutowym bez fajerwerków – zyskiwał natomiast polski złoty. Nieco optymizmu pojawiło się na rynkach towarowych.

Podczas gdy główne pary walutowe poruszały się w wąskim przedziale cen, ponad 1.5% zyskiwały na giełdach futures ceny metali szlachetnych(wyjątkiem było złoto, 0.4%). Nic dziwnego, gdyż w Australii, Kanadzie, Wlk. Brytanii i Nowa Zelandii mieliśmy dzień wolny od handlu. Polski złoty prezentował się wczoraj całkiem dobrze – podobnie jak amerykańskie parkiety giełdowe.

Nastroje inwestorów za oceanem poprawiły publikowane we wtorek dane. Indeks zaufania konsumentów wzrósł do poziomu 113.7 pkt, co jest najlepszy wynikiem od ponad 15 lat. Również i ceny domów na rynku wtórnym utrzymały wzrostowy trend, sygnalizując ożywienie. Dziś publikowane będą kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości jak również dane o zapasach paliw według API. Cały tydzień będzie jednak dość ubogi w publikacje.

usdcad28122016r

Rynek USD/CAD zdołał odbić się od zaznaczonego na wykresie obszaru wsparcia, nie ocierając się nawet o poziom 1.30. Oznaczać to może, że kryzys strony popytowej jest już za nami. Wskaźnik RSI powrócił ponad pułap 50 pkt. Teraz wsparcia należy szukać nad 1.33. Poziomem docelowym wzrostów może być 1.40, gdzie też biegnie górna linia kanału spadkowego.

Sylwester Majewski

Forex-Desk

Rynek unijny nie jest idealny dla polskich eksporterów mięsa

Główny importer polskiego mięsa to Unia Europejska, gdzie wysyłamy blisko 80 proc. naszego całego eksportu.- Szanujemy naszych odbiorców z UE, ale nie jest to rynek dla nas idealny. Zabiera nam wartość dodaną – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego. Więcej w materiale wideo.

To będzie rok mocnego dolara?

Nie ma na razie przesłanek, mówiących o tym, że dolar może w najbliższym czasie tracić na wartości. Zdaniem Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty XTB, dzieje się tak, ponieważ na rynku dla dolara nie ma alternatywy. Dolar zyskuje słabością innych walut, choć nie możemy wykluczyć, że coś wydarzy się w gospodarce, co zmieni obecny kształt rzeczy. Więcej w materiale wideo.

Na mięśniaki macicy cierpi połowa kobiet między 35 a 45 rokiem życia. W Polsce leczenie najczęściej wiąże się z koniecznością usunięcia macicy

Na mięśniaki macicy cierpi połowa kobiet między 35 a 45 rokiem życia. W Polsce leczenie najczęściej wiąże się z koniecznością usunięcia macicy 3
Wbrew powszechnym opiniom mięśniaki macicy to choroba dotykająca także kobiety w wieku rozrodczym. Szacuje się, że cierpi na nią 50–60 proc. kobiet między 35 a 45 rokiem życia. Choroba ta może przekreślić plany macierzyńskie. Nadzieję daje nowoczesna farmakoterapia, która pomaga przeprowadzić zabieg wycięcia guzów bez konieczności usuwania macicy. Leczenie to jest standardem w większości krajów Unii Europejskiej, w Polsce nie podlega jednak refundacji.

Mięśniaki macicy to łagodne guzy rozwijające się na ścianach macicy. Przyczyną ich powstawania mogą być zaburzenia hormonalne w organizmie lub czynniki genetyczne, nie jest to jednak całkowicie potwierdzone. Na mięśniaki macicy cierpi 50–60 proc. kobiet między 35 a 45 rokiem życia. Wbrew powszechnym opiniom problem ten dotyczy również kobiet w wieku rozrodczym. Mięśniaki bardzo długo nie dają charakterystycznych objawów, pacjentki skarżą się na tak niespecyficzne symptomy, jak bóle podbrzusza czy obfite i bolesne menstruacje. Często kobiety traktują je jako objawy towarzyszące menstruacji, przez co wiele z nich zgłasza się do lekarza w zaawansowanym stadium choroby.

Mięśniaki macicy to istotny problem, często powoduje szereg patologii, nieprawidłowych krwawień, może prowadzić do niedokrwistości, może utrudnić zajście i donoszenie ciąży – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle prof. dr hab. Paweł Kamiński, ginekolog, endokrynolog, kierownik Kliniki Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Wojskowego Instytutu Medycznego.

W przypadku kobiet, u których rozpoznane mięśniaki nie dają objawów i nie powodują dolegliwości, lekarze zazwyczaj nie podejmują działań terapeutycznych, ograniczając się do systematycznego kontrolowania stanu pacjentki. Dla pań z zaawansowaną postacią choroby medycyna przewiduje kilka opcji leczenia, których wybór powinien zależeć zarówno od rodzaju, wielkości i umiejscowienia mięśniaków, jak i od sytuacji życiowej pacjentki. Panie planujące zajście w ciążę powinny zostać poddane spersonalizowanej terapii, która nie przekreśli ich planów macierzyńskich.

Wszystko zależy od lokalizacji mięśniaka, czy wystaje do środka jamy macicy i może utrudniać zagnieżdżenie zarodka, czy może powodować poronienie. Czy znajduje się na zewnątrz macicy, czyli nie deformuje tego miejsca, w którym ma się rozwijać zarodek, a potem płód, tylko może niejako powodować i dawać objawy związane ze zwiększoną objętością i wielkością tego mięśniaka – mówi prof. Paweł Kamiński.

W Polsce do najpopularniejszych metod leczenia mięśniaków wciąż należy metoda najbardziej radykalna, czyli operacja chirurgiczna usuwająca nie tylko guzy, lecz także całą macicę, czyli histerektomia. Zabieg ten jest równoznaczny z pozbawieniem kobiety możliwości urodzenia dziecka. Inwazyjne metody terapeutyczne zdaniem ekspertów nie muszą być jednak oczywistym wyborem – istnieją bowiem możliwości leczenia zachowawczego, będącego standardem w większości krajów Unii Europejskiej. Jest to terapia oparta na lekach hormonalnych, m.in. octanie uliprystalu. Leki te nie są jednak w stanie zlikwidować guza, mogą jedynie go zmniejszyć.

Celem ich podania jest przygotowanie do zabiegu operacyjnego, żeby były lepsze warunki, żeby była mniejsza utrata krwi w czasie operacji, żeby można było ratować macicę, jak jest jakaś niewłaściwa lokalizacja, jednym słowem tego typu sytuacje – mówi prof. Paweł Kamiński.

Nowoczesną, oszczędzającą farmakoterapię stosuje się zazwyczaj przez ok. 12 tygodni. Pozwala ona częściowo zmniejszyć mięśniaki, a następnie przeprowadzić mniej inwazyjny zabieg, dzięki czemu kobiety mogą myśleć o posiadaniu dzieci. Same w sobie leki nie są w stanie doprowadzić do całkowitego wyleczenia, choć zdarzają się przypadki, że po ich zastosowaniu pacjentki zaszły w ciążę i ją donosiły. Leki te są szansą na macierzyństwo dla wielu kobiet, nie są jednak w pełni dostępne – Polska jest jednym z ostatnich krajów UE, w których nie podlegają one refundacji.

Myślę, że w pewnych sytuacjach warto byłoby, żeby te analogi były refundowane. Czy tak będzie, trudno mi powiedzieć. W pewnych sytuacjach jest to bardzo cenna metoda leczenia przedoperacyjnego, i myślę, że powinna być chyba dostępna dla naszych pacjentek – mówi prof. Paweł Kamiński.

Zdaniem ekspertów świadomość kobiet w zakresie leczenia mięśniaków macicy jest coraz większa. Znaczna część pacjentek zna nowoczesne metody terapeutyczne i najczęściej decyduje się na leczenie zachowawcze zamiast operacji chirurgicznej. W Polsce problem mięśniaków macicy wciąż jednak należy do tematów tabu, dlatego wiele kobiet wstydzi się mówić o swoje chorobie.

Rola pracowników ze Wschodu będzie rosła. Dają oni polskim firmom szanse na ciągłość produkcji

Rola pracowników ze Wschodu będzie rosła. Dają oni polskim firmom szanse na ciągłość produkcji 4
Blisko połowa pracodawców ma problemy ze znalezieniem odpowiedniej kadry – wynika z raportu Manpower Group. W zachowaniu ciągłości produkcji pomóc mogą pracownicy ze Wschodu, przede wszystkim Ukrainy – podkreśla Michał Podulski, członek zarządu Toolip HR. Dlatego mimo wyższych kosztów zatrudnienia, przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po wschodnią siłę roboczą. Tylko w III kwartale polscy przedsiębiorcy 313 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia pracowników z Ukrainy.

– Rok 2016 upłynął przede wszystkim pod znakiem rynku pracownika. Rąk do pracy jest coraz mniej, bezrobocie systematycznie spada, jest nam coraz trudniej znaleźć pracowników, więc mogą oni też stawiać wyższe wymagania. Wzrosły stawki, podobnie jak wszystkie okołopłacowe bonusy dla pracowników – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Podulski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia i członek zarządu Toolip HR.

Bezrobocie w listopadzie, podobnie jak w październiku, wyniosło 8,2 proc. Wzrosło przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach – w listopadzie 4 proc. rdr, do poziomu ponad 4,3 tys. zł. Jak podaje GUS, wzrost płac można zaobserwować w większości sektorów. Jednocześnie pracodawcy narzekają na brak wykwalifikowanej kadry. Z kolejnej edycji badania „Niedobór talentów” wynika, że z problemem tym boryka się 45 proc. firm.

– Trzeba się mocno starać, żeby pracownika pozyskać, ale również żeby go zatrzymać, ponieważ konkurencja jest duża. Pracodawcy, a co za tym idzie też agencje zatrudnienia, coraz cieplej patrzą na Wschód, w stronę Ukrainy czy Białorusi, skąd możemy pozyskiwać pracowników. Mowa już nie tylko o pracach sezonowych, jak prace w rolnictwie czy w produkcji, lecz także o specjalistach, przede wszystkim w branży stoczniowej czy kierowcach z kategorią C+E – podkreśla Podulski.

Jak wskazuje, pracownicy ze Wschodu dają pracodawcom gwarancję zachowania ciągłości produkcji lub zminimalizowania strat z powodu jej zmniejszenia. Dlatego firmy coraz częściej decydują się na zatrudnienie obywateli zza wschodniej granicy.

– Już od dwóch lat nie jest tak, że zatrudnienie Ukraińca oznacza oszczędność. Generalnie stawki znacznie wzrosły, czasami kosztem jest nie tylko wynagrodzenie, ale też konieczność zakwaterowania, dlatego pracownik z Ukrainy kosztuje więcej niż pracownik z Polski – tłumaczy wiceprezes SAZ.

Przypływ siły roboczej sprawia, że agencje pracy decydują się otwierać swoje biura na Wschodzie, nie tylko na Ukrainie, także w Mołdawii, czy Kazachstanie.

– To nie tylko ułatwia nam dostęp do tych pracowników, ale też pomoże ucywilizować tamtejsze rynki. Dziś często mamy do czynienia z patologicznymi sytuacjami, kiedy pracownik z Ukrainy, aby dostać kontakt do firmy czy agencji z Polski, musi zapłacić pośrednikowi. W Polsce to jest niedozwolone. Chcielibyśmy pokazać, że do Polski można przyjechać i nie płacić przy tym żadnych łapówek – mówi Michał Podulski.

Tylko w III kwartale 2016 roku przedsiębiorcy złożyli 313 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia Ukraińców. To 70 proc. więcej niż w 2015 roku. W całym ubiegłym roku w Powiatowych Urzędach Pracy zarejestrowano ponad 782 tys. wniosków o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców, z czego zdecydowana większość dotyczyła Ukraińców.

Rynek pracy w tym zakresie czekają duże zmiany. Od stycznia przestanie obowiązywać procedura oświadczeniowa, na podstawie której można było dotychczas zatrudnić bez żadnych formalności obywateli Białorusi, Gruzji, Republiki Mołdowy, Federacji Rosyjskiej, Republiki Armenii i Ukrainy. Zostanie ona zastąpiona przez zezwolenia na pracę sezonową i krótkoterminową.

Słaby złoty sprzyja eksporterom. Dla przedsiębiorców to dobry moment na zagraniczną ekspansję

Słaby złoty sprzyja eksporterom. Dla przedsiębiorców to dobry moment na zagraniczną ekspansję 5
Osłabienie złotego względem zagranicznych walut sprzyja polskim eksporterom. Informacje NBP potwierdzają, że konkurencyjność cenowa i opłacalność polskiego eksportu utrzymują się na wysokim poziomie. W opinii ekspertów to idealny moment na to, żeby rozszerzyć działalność o nowe rynki zagraniczne albo rozpocząć ekspansję. Pierwszym krokiem powinno być zabezpieczenie się od ryzyka transakcji w handlu międzynarodowym.

– Osłabianie się kursu naszej waluty w stosunku do walut bazowych niewątpliwie sprzyja polskim eksporterom, którzy sprzedają swoje towary na rynkach zagranicznych. Niższe notowania złotego powodują, że ich towary stają się relatywnie tańsze, a przez to bardziej konkurencyjne za granicą. Dlatego uważam, że jest to dobry okres dla polskich eksporterów, który sprzyja rozpoczęciu ekspansji zagranicznej – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Wiencek, ekspert ds. produktów finansowania handlu z Departamentu Bankowości Transakcyjnej Banku Pekao SA.

Sytuacja polityczna w Polsce, zawirowania na światowych rynkach, ostatnie wybory w USA, niepewność dotycząca budżetu i utrzymania dyscypliny fiskalnej oraz splot dodatkowych czynników spowodowały, że w ostatnich miesiącach złoty osłabił się względem zagranicznych walut. To trend korzystny z punktu widzenia eksporterów, dla których słabszy złoty oznacza większą opłacalność. Z informacji NBP za III kwartał wynika, że konkurencyjność cenowa i opłacalność polskiego eksportu utrzymują się wysokim poziomie. Według danych NBP kurs opłacalności eksportu wynosi obecnie około 3,9 zł/euro. Dziś za 1 euro trzeba płacić ok. 4,4 zł.

Dobrą passę polskich eksporterów potwierdzają również dane GUS, z których wynika, że w trzech kwartałach 2016 roku wartość polskiego eksportu sięgnęła 134,8 mld euro i była wyższa o 1,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

Chęć rozszerzenia działalności na rynki zagraniczne deklaruje wiele przedsiębiorstw, co znajduje potwierdzenie w kolejnych badaniach. Z raportu firmy doradczej PwC i Instytutu Biznesu Rodzinnego wynika, że w ciągu kolejnych pięciu lat nowe rynki zagraniczne chce zdobywać aż 65 proc. polskich firm rodzinnych.

Jak wynika z „Raportu o sytuacji mikro- i małych firm w 2015 roku”, najmniejsze firmy oraz start-upy mają coraz ambitniejsze plany eksportowe. Wśród tej ostatniej grupy 27 proc. ankietowanych zamierzało w 2016 roku rozwijać handel poza granicami kraju. Przedsiębiorcy prowadzący działalność eksportową bardzo dobrze ocenili wówczas spodziewaną wielkość przychodów ze sprzedaży produktów lub usług na rynkach zagranicznych. Obok dostępności do finansowania zewnętrznego był to najlepiej oceniany wskaźnik (112,8 pkt). Dla porównania wyprzedzająca ocena ogólnych przychodów przedsiębiorstwa wyniosła 95,3 i 101,9 odpowiednio dla mikro- i dla małych firm.

Główne obawy przedsiębiorców dotyczą jednak dużej konkurencji, nadmiaru biurokracji i barier formalnoprawnych. Ryszard Wiencek zwraca też uwagę na ryzyko, którym obarczona jest współpraca z zagranicznymi kontrahentami.

 Uważam, że jest czymś naturalnym, że przedsiębiorca rozpoczynający współpracę z kontrahentami z odległych rynków, czasami nawet egzotycznych, takich jak Chiny czy Bangladesz, ma obawy. Z jednej strony na szali kładzie duży zysk, z drugiej strony ryzyko kontrahenta, którego nie zna. Dlatego też przedsiębiorcy zazwyczaj poszukują partnera, który pomoże im takie ryzyko współpracy zabezpieczyć – mówi Ryszard Wiencek.

W szczególności mali i średnicy przedsiębiorcy, którzy nie finansują ekspansji zagranicznej z własnego kapitału. muszą znaleźć rozwiązanie, które zabezpieczy ich od ryzyka w handlu międzynarodowym i ewentualnych problemów z rozliczeniami transakcji. Duże banki oferują zwykle takie produkty, które umożliwiają zminimalizowanie zagrożeń albo przerzucenie ciężaru ryzyka na inny podmiot. Są to m.in. inkaso albo akredytywa.

W przypadku akredytywy ciężar ryzyka bierze na siebie bank, który wystawia wiążące zobowiązanie do zapłaty na rzecz eksportera pod warunkiem uzyskania od niego kompletu zgodnych dokumentów. Jak informuje Ryszard Wiencek, to rozwiązanie jest najczęściej i najchętniej wykorzystywane przez polskich eksporterów.

– Jest to produkt powszechnie znany i wykorzystywany na całym świecie, a dzięki swojej konstrukcji daje on komfort zarówno importerowi, jak i eksporterowi. Z jednej strony importer wie, że dostanie towar o określonej jakości, w określonej ilości i że dotrze on do niego w pożądanym terminie. Natomiast eksporter wie, że jeżeli spełni wszystkie warunki, które są wskazane w akredytywie, wtedy otrzyma płatność za wysłane towary w odpowiednim, z góry ustalonym czasie – mówi ekspert Banku Pekao SA.

Inkaso dokumentowe jest z kolei przeznaczone dla kontrahentów, którzy darzą się większym zaufaniem albo mają za sobą dłuższą i bezproblemową współpracę. W tym przypadku bank pośredniczy w wymianie dokumentów handlowych i rozliczeniu transakcji, ale nie bierze na siebie ciężaru ryzyka. Inkaso jest nieskomplikowaną formą rozliczeń transakcji w handlu międzynarodowym, ale eksperci podkreślają, że jest przeznaczone tylko dla sprawdzonych kontrahentów.

 Trzeba podkreślić, że w przeciwieństwie do akredytywy w przypadku inkasa bank nie zabezpiecza transakcji, jest natomiast pośrednikiem w rozliczeniu pomiędzy kupującym a sprzedającym. Z uwagi na ten fakt inkaso polecane jest przede wszystkim kontrahentom, którzy znają siebie już wystarczająco dobrze i wiedzą, że mogą na sobie polegać – zaznacza Ryszard Wiencek.

L. Adamska: zaangażowanie prywatnego kapitału szansą na dalszy rozwój polskiej giełdy

L. Adamska: zaangażowanie prywatnego kapitału szansą na dalszy rozwój polskiej giełdy 6

Wobec marginalizacji roli OFE oraz wygaszania procesu prywatyzacji, szansą na rozwój polskiej giełdy jest zaangażowanie prywatnego kapitału – przekonuje Lidia Adamska. Była członkini zarządu GPW i prezes spółki Cavinnova podkreśla, że dotychczasowa dominująca rola państwowego akcjonariatu jest poważnym czynnikiem ryzyka politycznego i zniechęca inwestorów do polskiego rynku.
– Polska giełda po 25 latach swojego funkcjonowania od 1–2 lat znajduje się w punkcie zwrotnym, ponieważ pewne jej cechy odeszły już w przeszłość. Przez ostatnie dwadzieścia lat dużą rolę odgrywali na giełdzie inwestorzy instytucjonalni tacy jak OFE. Tego obecnie już nie ma – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Lidia Adamska, prezes start-upu Cavinnova.

Otwarte Fundusze Emerytalne, które dotychczas były jednym z najaktywniejszych podmiotów inwestujących na warszawskiej giełdzie, w ostatnim czasie stały się jednym z największych źródeł podaży. Jak wynika z raportu DM Trigon, w całym 2015 roku sprzedały akcje spółek notowanych na GPW o wartości 1,8 mld zł.

Jednocześnie według danych Komisji Nadzoru Finansowego na koniec I półrocza 2016 roku wielkość aktywów w ich posiadaniu skurczyła się w ciągu roku o ponad 12 proc. i wyniosła 134,86 mld zł.

– Kolejnym zasobem, który uległ wyczerpaniu, jest prywatyzację, która napędzała giełdę przez wiele lat – dodaje Adamska.

Jak wynika z danych prezentowanych na stronie Ministerstwa Skarbu Państwa, od 1990 roku sprywatyzowano ponad 2400 spółek, a łączna wartość wszystkich transakcji przekroczyła 150 mld zł. Przyszłoroczne przychody budżetowe z tego tytułu przewidywane są jednak na zaledwie 13 mln zł, a jak na początku roku deklarował minister Dawid Jackiewicz, resort skarbu w najbliższym czasie ma zostać całkowicie zlikwidowany.

– W ciągu ostatniego roku ryzyko polityczne związane z własnością Skarbu Państwa w spółkach giełdowych stało się czynnikiem ryzyka politycznego. Spółki z udziałem Skarbu Państwa i indeksy, w których te spółki są ulokowane, najbardziej traciły na wartości – zauważa była członkini Zarządu GPW.

Negatywny sentyment inwestorów wobec państwowych spółek były w ostatnim czasie widoczny m.in. w przypadków sektora energetycznego. Reprezentujący je indeks WIG-energia w ciągu ostatniego roku stracił na wartości ponad 12 proc., a od wiosny 2015 roku straty przekroczyły 40 proc.

– Wobec tego pojawia się pytanie, w jaki sposób można redukować to ryzyko polityczne. Przyszłość giełdy leży nie w tych dotychczasowych flagowych okrętach polskiej giełdy z udziałem Skarbu Państwa, ale w spółkach prywatnych – stwierdza Lidia Adamska. – Jeśli giełda ma być nadal skutecznym mechanizmem pozyskiwania kapitału, to ona może mieć taką szansę, o ile głównymi aktorami na polskiej giełdzie będą podmioty prywatne – dodaje.

Jak wynika z danych serwisu Stockwatch, Skarb Państwa jest zdecydowanie największym inwestorem działającym na warszawskiej giełdzie. W jego portfelu znajduje się obecnie 16 spółek, takich jak m.in. PGNiG, PGE czy KGHM, a łączna wartość wszystkich należących do resortu skarbu akcji przekracza 85 mld zł. Stanowi ponad 8 proc. łącznej kapitalizacji wszystkich spółek notowanych na głównym parkiecie GPW.

Media społecznościowe stawiają na firmy. Nowe funkcjonalności Instagrama i Snapchata pomogą w reklamie i zwiększaniu sprzedaży

Media społecznościowe stawiają na firmy. Nowe funkcjonalności Instagrama i Snapchata pomogą w reklamie i zwiększaniu sprzedaży 7
Komercjalizacja mediów społecznościowych postępuje – podkreśla Joanna Jałowiec, redaktor naczelna portalu PRoto.pl. Serwisy wprowadzają nowe funkcjonalności, które pozwolą firmom skutecznie zwiększać sprzedaż. W kierunku e-commerce zmierza m.in. Instagram. Umożliwienie markom tagowania produktów sprawi, że klientom będzie łatwiej dokonać zakupu. Również na Snapchacie nowe rozwiązanie umożliwi prowadzenie w kanale kampanii reklamowych.

 Instagram proponuje nowe funkcjonalności, które są obecnie testowane w Stanach Zjednoczonych przez 20 wybranych firm sprzedażowych. Firmy będą mogły tagować produkty i dodawać ich szczegółowe opisy. Dzięki temu użytkownicy będą mieć ułatwione zadanie, jeśli spodoba im się jakiś produkt i będą chcieli go kupić – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna portalu PRoto.pl.

Jak podaje serwis Independent, Instagram staje się katalogiem produktów, spada liczba publikowanych postów, rośnie natomiast oprócz liczby zwykłych użytkowników także liczba reklamodawców. Nowa funkcja, którą obecnie testuje Instagram, ma usprawnić proces sprzedażowy. Dotychczasowy przymus szukania informacji w różnych miejscach sprawiał, że decyzja o zakupie przeciągała się i jedynie nieco ponad 20 proc. transakcji kończyło się w ciągu jednego dnia.

 Eksperci komentują, że z jednej strony było to do przewidzenia, ponieważ i tak większość mediów społecznościowych otwiera się na opcje związane z reklamą. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że zwrot Instagrama w kierunku reklam może w jakiś sposób zrujnować serwis, który do tej pory był przeznaczony jednak przede wszystkim do prezentacji zdjęć użytkowników – ocenia redaktor naczelna PRoto.pl

Zmiany istotne z punktu widzenia marketerów wprowadza też Snapchat. Dotychczas ze względu na brak możliwości śledzenia efektów firmy nie prowadziły w tym kanale kampanii reklamowych.

 Teraz Snapchat proponuje nowe funkcje, które pozwolą na automatyczny monitoring znikających zdjęć i filmów, które publikuje dana marka. Firma będzie mogła sprawdzić m.in. ile razy dana treść została otwarta i obejrzana. Snapchat proponuje też narzędzie Talent Scout, które pozwala na dotarcie do najbardziej aktywnych i wpływowych użytkowników sieci społecznościowej – zaznacza Jałowiec.

Ostatnie miesiące w mediach społecznościowych przynoszą coraz więcej inicjatyw skierowanych do firm. Postępująca komercjalizacja jest już stałym trendem.

– Messenger wprowadził grupowe rozmowy wideo, stając się tym samym konkurencją dla Skype’a. Ta przydatna funkcja była dostępna w komunikatorze Facebooka już w kwietniu 2015 roku, ale wówczas jedynie z opcją rozmowy jeden na jeden. Teraz wideorozmowy może prowadzić jednocześnie 50 osób, przy czym transmisję live może prowadzić 6 uczestników tej rozmowy – mówi Joanna Jałowiec.

Dotychczas istniało już kilka rozwiązań do grupowych wideorozmów. Taką funkcję oferuje Skype, także Google Hangouts. Użytkownicy iPhone’ów mogą zaś korzystać z grupowych rozmów przez Facetime. Nowe rozwiązanie Messengera ma być zaś narzędziem uniwersalnym i sprawdzić się w biznesie, oprócz zwykłych użytkowników Facebooka będą z niego prawdopodobnie korzystać pracownicy korporacji.

Rozwój cyfrowej rzeczywistości postępuje tak szybko, że nie nadążają za nim nawet światowi giganci tacy jak Facebook. „The Wall Street Journal” poinformował, że serwis Marka Zuckerberga przez dwa lata zawyżał statystyki publikowanych na portalu materiałów wideo. Do statystyk nie wliczał wszystkich odsłon materiałów, które trwały mniej niż 3 sekundy. W efekcie łączne czy średnie dane czasu odtworzeń filmów były zawyżone nawet o 60–80 proc.

– Facebook obiecuje poprawić sposoby mierzenia wyświetleń materiałów i oprze się w tym zakresie na pomocy firm zewnętrznych, m.in. Nielsen Audience, która wesprze serwis swoimi narzędziami i będzie raportować dane dotyczące wyświetleń. Powstała też specjalna strona Metrics for Your Information, na której będą się pojawiać aktualizacje dotyczące zmian w narzędziach pomiarowych. Co więcej, Facebook stworzył specjalną grupę roboczą, w której zasiądą przedstawiciele portalu, klienta oraz specjaliści branżowi i wspólnie będą się zastanawiać nad tym, jak ulepszyć narzędzia do pomiaru skuteczności reklam – mówi Jałowiec.

Facebook, Microsoft, Twitter i YouTube łączą też siły w walce przeciwko terroryzmowi. Internetowi giganci pracują wspólnie nad zbudowaniem bazy zdjęć i filmów wykorzystywanych do rekrutowania ludzi do organizacji terrorystycznych – informuje theverge.com. Podejrzane treści nie będą automatycznie usuwane z platform, ale zostaną poddane analizie przez każdą z firm, by ustalić, czy nie naruszają ich polityki.

 Pod adresem tych serwisów już wcześniej padały oskarżenia, że robią zbyt mało, by przeciwdziałać rozpowszechnianiu w ich kanałach komunikacji treści propagandowych różnych organizacji terrorystycznych. Między innymi Twitter został oskarżony o to, że zbyt wolno usuwa posty ISIS. W tym roku Unia Europejska wywarła presję na dużych graczach rynku internetowego i firmy zobowiązały się do usuwania w ciągu 24 godzin treści, które zawierają mowę nienawiści albo propagandę – podkreśla Joanna Jałowiec.

Wojciech Michałowski o nowelizacji ustawy hazardowej

Nowa ustawa hazardowa, która wejdzie w życie 1-go lipca 2017 roku ma uderzyć w szarą strefę. Strony, które umożliwiają nielegalny hazard mają być blokowane. Zniknie też zakaz reklamy zakładów bukmacherskich.

Pierwszy raz w historii nowej Polski zakłady bukmacherskie będą mogły reklamować swoje usługi. I choć będą obowiązywać w tym zakresie ograniczenia, to nowa ustawa dla zakładów bukmacherskich oznacza spore zmiany.

Według nowej ustawy firmy zagraniczne będą prześwietlane pod kątem uczciwości działania w Polsce. Ministerstwo Finansów ma prowadzić rejestr domen, które nie będą spełniać wymogów nowej ustawy. Każdy, kto będzie chciał wejść na taką domenę, będzie od razu przekierowywany na stronę MF i uzyska informację, że to domena nielegalna.

Dochód dla budżetu państwa z nowej ustawy szacowany jest rocznie aż na 1,5 mld zł.

Wypowiedź: Wojciech Michałowski, prezes E-Toto Zakłady Bukmacherskie.

Przechowywanie danych: Trendy i prognozy na kolejne lata

Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack
Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack

Stare technologie przechowywania danych ustępują miejsca nowszym. Sprawdźmy prognozy na kolejne lata i spójrzmy wstecz na kilka ostatnich wydarzeń. Czy w 2020 roku nadal będziemy korzystać z dysków HDD?

W ciągu ostatnich kilku lat w obszarze odzyskiwaniu danych i technologii przechowywania danych obserwowaliśmy rozwój pamięci typu flash, ogromny wzrost wykorzystania infrastruktury o wysokim stopniu konwergencji oraz nasilające się ataki wirusa typu ransomware. Rok 2017 upłynie pod znakiem poszukiwania ciągłych zmian w technologiach stosowanych w centrach danych, wdrażania dodatkowych mechanizmów szyfrowania danych oraz pod znakiem zwiększonego nacisku na bezpieczeństwo informacji w przedsiębiorstwach.

Technologie Flash i SSD kontynuują ekspansję na rynku technologii przechowywania danych

Nasze urządzenia osobiste stają się coraz mniejsze i są w stanie przechowywać jeszcze więcej danych. Tak samo jest w przypadku technologii pamięci masowych dla przedsiębiorstw. Technologie Flash nadal zmieniają rynek w zawrotnym tempie. Koszt dysków SSD nadal jest wyższy niż koszt tradycyjnych dysków HDD, a wiele przedsiębiorstw stosuje rozwiązania hybrydowe. W Kroll Ontrack zaobserwowaliśmy wzrost liczby napędów hybrydowych wymagających odzyskiwania danych aż o 239% w porównaniu z poprzednim rokiem! Przedsiębiorstwa czerpią korzyści z wykorzystania tego typu technologii przechowywania danych, gdyż są znacznie szybsze, wydajniejsze i zużywają mniej energii.

Rozwój infrastruktury hiperkonwergentnej

Na swojej liście trendów Kroll Ontrack zanotował wzrost znaczenie systemów hiperkonwergentnych jako wiodącej innowacji w architekturze IT. To rozwiązanie, które konsoliduje zasoby pamięci masowej poprzez uruchomienie odpowiedniego oprogramowania na sprzęcie dowolnego producenta. Zdecydowanie ułatwia to zarządzanie systemami informatycznymi. Wykorzystanie infrastruktury hiperkonwergentnej doprowadzi w przyszłości do całkowitej automatyzacji działania centrów danych. Zaobserwowaliśmy, że odzyskanie danych z tych złożonych systemów wymaga często niestandardowych rozwiązań, ponieważ dane są w pełni zintegrowane z jednostką, co utrudnia uzyskanie dostępu do sektora na poziomie dysków.

Nowe konfiguracje pamięci masowej nie stanowią jedynego wyzwania podczas pracy z infrastrukturą hiperkonwergentną. Systemy te mają bardziej intuicyjny interfejs użytkownika i na pierwszy rzut oka wydają się łatwiejsze w konfiguracji. W rezultacie organizacje zatrudniają mniej wyspecjalizowane osoby do obsługi systemów hiperkonwergentnych, które mogą nie mieć odpowiedniej wiedzy potrzebnej do rozwiązania bardziej złożonych problemów. To stwarza nowe wyzwania, zwłaszcza gdy kopie zapasowe muszą być zweryfikowane lub gdy nastąpi utrata danych. Niemniej jednak wygląda na to, że przedsiębiorstwa będą kontynuować przenoszenie danych do środowisk hiperkonwergentnych ze względu na szereg zalet, jakie niesie za sobą to rozwiązanie.

Ataki ransomware coraz częstsze, prognozy nie napawają optymizmem

Ataki wirusa typu ransomware były w 2016 roku niezwykle częste, a jego ofiarami padały szpitale, przedsiębiorstwa, osoby fizyczne i podmioty rządowe. Adam Kostecki, Dyrektor ds. Sprzedaży Kroll Ontrack zaleca, co należy robić w przypadku zagrożenia: „Zwróć się do zaufanego dostawcy usług odzyskiwania danych, który będzie w stanie opracować własne rozwiązanie do odzyskiwania danych zaszyfrowanych przez ransomware, bez konieczności płacenia okupu. Zadbaj o swoją ochronę. Ustaw silne hasła, nie otwieraj wiadomości nieznanego pochodzenia, usuń niepotrzebne dane”. Kroll Ontrack posiada własny proces deszyfrowania, zdefiniowany dla 55 wariantów tego szkodnika.

Szyfrowanie wysokiej jakości to krok w kierunku utrzymania odpowiednich standardów bezpieczeństwa informacji

Powszechność ataków z wykorzystaniem ransomware i innych zagrożeń bezpieczeństwa będzie skutkowała wzrostem jakości szyfrowania danych w wielu obszarach. Adam Kostecki dodaje: „Każda organizacja, która przechowuje poufne informacje, powinna zadbać o ochronę swoich danych poprzez szyfrowanie. Dodatkowe mechanizmy szyfrowania danych spowodują, że firmy zajmujące się profesjonalnym odzyskiwaniem danych będą musiały opracować i wdrożyć nowe narzędzia pozwalające na odzyskiwanie zaszyfrowanych danych”.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa informacji będą odgrywać coraz większą rolę w działach IT

W ciągu ostatniego roku Kroll Ontrack odnotował niemal dwukrotny wzrost (o 60%) wniosków o odzyskiwanie danych. W związku z naciskiem na bezpieczeństwo danych oraz zgodność z przepisami dotyczącymi ochrony danych, bezpieczeństwo informacji stało się siłą napędową i kluczowym obszarem w działach IT. Dodatkowo nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące ochrony danych osobowych (EU GDPR), które wejdą w życie wiosną 2018 roku, znacznie zwiększą zapotrzebowanie firm na korzystanie z usług profesjonalnego odzyskiwania i kasowania danych. Tym samym przedsiębiorstwa będą musiały zaangażować odpowiednich ludzi do badania, wdrożenia i utrzymania nowego procesu zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony danych.

Adam Kostecki zauważa: „Ochrona danych jest bardzo istotnym obszarem w działalności przedsiębiorstw, a firma Kroll Ontrack jest zobowiązana do zaspokojenia zmieniających się potrzeb klientów. Zdalne odzyskiwanie danych jest jak najbardziej realną opcją, aby zapewnić bezpieczeństwo i prywatność danych organizacyjnych bez potrzeby opuszczania siedziby firmy”.

Prawie połowa MŚP zamierza ciąć koszty

2016 rokiem niespełnionych nadziei, lecz 2017 jest obiecujący

Rok 2016 był rokiem niespełnionych nadziei. Wchodząc w ten rok wyobrażaliśmy sobie, że mamy przyzwoite inwestycje, mocny rynek pracy, a konsumpcja prywatna będzie napędzać gospodarkę i podkręci ją za sprawą – lecz nie tylko – silnego impulsu fiskalnego w postaci programu 500+. 

Biorąc pod uwagę wysokie oczekiwania, 2016 rok jest w pewnym sensie porażką. Złożył się na to przede wszystkim brak inwestycji, który okazał się być dużym – jednakże nie jedynym – zawodem wpływającym na niższy wzrost gospodarczy w całym roku. Konsumpcja prywatna również nie napędzała się tak szybko, jak to sobie wyobrażaliśmy.

– Z punktu widzenia absolutnych i obiektywnych miar, nie zestawiając ich z oczekiwaniami, to nie był taki zły rok – powiedział agencji eNewsroom Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego – dynamika PKB na poziomie 2,5-2,8% rok do roku to nadal jest wynik, który Europa „kupiłaby”, nie patrząc w jego strukturę. Jednocześnie najświeższe dane pokazują, że końcówka roku – co należy podkreślić – daje obiecujący punkt startu na przyszły rok. Budownictwo powoli podnosi się, a Polacy zaczęli kupować. To nie jest już sytuacja, gdy mamy tylko obiecany wzrost konsumpcji. Widzimy, że okres świąteczny przyniósł naprawdę duże przyśpieszenie konsumpcji, które będzie nam pomagać w przyszłym roku. Także handel zagraniczny, który w sytuacji obudzenia się konsumpcji – czyli także importu – jest punktem do obaw, trzyma się nieźle. Końcówka obecnego roku wygląda dużo lepiej, niż można się było tego spodziewać widząc słabsze dane na przełomie półroczy i III kwartału br.

Na początku roku pozbyliśmy się jednego kryzysu i zagrożenia – czyli kondycji chińskiej gospodarki. Mówiło się o twardym lądowaniu, ze względu na naszą – wbrew pozorom – silną zależność od Chin. Potem pojawił się Brexit, a następnie wybory w Stanach Zjednoczonych.

Z miesiąca na miesiąc lub inaczej mówiąc – z kryzysu na kryzys – ten rok upłynął pod znakiem ciągłego oglądania się za plecy. Dla mnie to było bardzo charakterystycznym i negatywnym punktem tego roku. Co można zaliczyć jako pozytyw? Przebrnęliśmy przez to wszystko do tej pory „suchą nogą”. Ani kryzys chiński, ani Brexit, ani zmiana rządów i całego podejścia do polityki nie wywołały u nas negatywnych skutków. Daje nam to nawet szanse na przyszłość i przyśpieszenie wzrostu w kolejnych latach – ocenia Kaczor.

Polisy OC ostatni raz były zyskowne w 2006 r.

Wbrew pozorom, straty z ubezpieczeń OC nie są czymś nowym dla ubezpieczycieli. Problem polis przynoszących straty, istnieje już od dziesięciu lat.

Informacje o długoterminowych zmianach składek i wypłat z OC, są dostępne na stronie Polskiej Izby Ubezpieczeń. Na podstawie tych danych można wywnioskować, że ostatni zysk techniczny z obowiązkowych polis (0,20 mld zł w 2006 r.) wcale nie był duży. Ubezpieczyciele chcieliby jednak powrócić do takiego wyniku, gdyż w dziesięciu kolejnych latach odnotowali roczne straty. Największa strata techniczna z OC (-1,02 mld zł), dotyczyła minionego roku. Trzeba jednak odnotować, że straty z 2009 roku (-0,95 mld zł) i 2010 roku (-0,90 mld zł) miały zbliżoną wartość. Różnica między wynikami z 2009 roku, 2010 roku i 2015 roku, staje się jeszcze mniejsza, gdy uwzględnimy inflację.

Wynik techniczny OC AC Ubea 27.12 infografikaDane PIU, udowadniają, że problem nierentowności ubezpieczeń OC, wcale nie jest nowy. Na poziom strat wpływają nie tylko koszty wypłaty odszkodowań i zadośćuczynień. „Warto zwrócić uwagę, że w przykładowym 2015 roku, różnica wartości składki przypisanej brutto (8,15 mld zł) i wypłat brutto z OC (6,40 mld zł) była dodatnia. Wynik techniczny osiągnął jednak poziom znacznie mniejszy od zera, bo wpływają na niego również inne czynniki (związane np. z rezerwami ubezpieczeniowymi i kosztami działalności ubezpieczeniowej)” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki polis Ubea.pl.

Statystyki PIU pokazują również, na czym polega długookresowy problem z rentownością polis OC w Polsce. „Jeżeli porównamy ze sobą 2006 rok i 2015 rok, to okaże się, że w analizowanym okresie składka przypisana brutto wzrosła o 41%, a wzrost wypłaconych odszkodowań wyniósł aż 87%. W takich warunkach, polisy OC dla kierowców po prostu nie mogą być rentowne” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Jeżeli przejrzymy dane dotyczące polis Autocasco, to okaże się, że w niektórych latach ubezpieczyciele mogli sobie skompensować straty z OC, poprzez zysk dotyczący dobrowolnych ubezpieczeń komunikacyjnych. Taka sytuacja miała miejsce na przykład w 2012 roku. Wtedy polisy OC przyniosły stratę techniczną na poziomie 0,43 mld zł, a ubezpieczenia Autocasco wygenerowały aż 0,73 mld zł zysku. Polisy AC były finansowym wsparciem dla ubezpieczycieli również w:

  • 2006 roku – zysk techniczny 0,20 mld zł
  • 2007 roku – zysk techniczny 0,30 mld zł
  • 2008 roku – zysk techniczny 0,44 mld zł
  • 2011 roku – zysk techniczny 0,33 mld zł
  • 2013 roku – zysk techniczny 0,48 mld zł
  • 2014 roku – zysk techniczny 0,24 mld zł

Od stycznia do grudnia 2015 roku, sprzedaż Autocasco nie poprawiła już kondycji finansowej ubezpieczycieli. Wynik techniczny z AC utrzymał się bowiem na poziomie nieco niższym od zera (-0,11 mld zł).

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Spokojny poświąteczny wtorek na rynkach finansowych

Spokój, niewielka zmienność i małe obroty królują na rynkach finansowych we wtorek. W kolejnych dniach może być wprawdzie nieco ciekawiej, ale ten obraz raczej zasadniczo nie zmieni się do końca roku. Normalny handel i rynkowe emocje wrócą dopiero po Nowym Roku.

Wtorek na rynkach finansowych upływa pod znakiem ospałego handlu i mniejszych obrotów. Większość europejskich giełd lekko zyskuje na wartości przy niewielkich obrotach. Kurs EUR/USD stabilizuje się blisko poziomów z piątkowego zamknięcia (1,0455). Podobnie jak USD/JPY, czy GBP/USD. To pochodna zarówno specyfiki ostatniego tygodnia roku, jak również braku świętujących inwestorów z Londynu i  stosunkowo ubogiego kalendarium makroekonomicznego.

W ten obraz wpisuje się złoty i warszawska giełda. O godzinie 13:20 kurs EUR/PLN testował poziom 4,4136 zł wobec 4,4093 zł na zamknięciu poprzedniego tygodnia. Za dolara trzeba było zapłacić 4,2250 zł, szwajcarski frank kosztował 4,1058 zł, a brytyjski funt 5,1725 zł. Z tych czterech walut jedynie funt traci dziś na wartości.

Indeks WIG20 od początku wtorkowych notowań oscyluje wokół piątkowego zamknięcia. Po 4,5 godz. handlu zyskiwał on 0,1%, rosnąc do 1935,6 pkt., po tym jak krótko po otwarciu znalazł się na poziomie 1939,02 pkt., żeby następnie szybko spaść poniżej „kreski” i wyznaczyć dzienne minimum na 1930,21 pkt. Do końca dnia sytuacja nie powinna ulec zmianie, a indeks dużych spółek zakończy go w wyznaczonym do tej pory przedziale wahań.

Nieco ciekawiej dziś jest natomiast na rynku surowcowym. Ceny ropy po początkowej stabilizacji mocniej ruszył do góry. Za baryłkę ropy BRENT trzeba zapłacić 55,96 USD, wobec 55,13 USD w piątek. Drożeje też złoto. Cena uncji tego kruszcu podskoczyła dziś rano do 1150,70 USD z 1132,66 USD w piątek, wybijając się górą z tygodniowej konsolidacji, jaka miała miejsce po listopadowo-grudniowym spadku notowań złota z 1337,33 USD (dzień po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA) do 1122,58 USD w połowie grudnia. Obecny wzrost jest tylko korektą tego spadku, gdyż brakuje mocnych przesłanek sugerujących zmianę trendu na złocie.

Dziś inwestorzy poznają jeszcze amerykańskie indeksy S&P/Case-Shiller (godz. 15:00; prognoza: 5,1% R/R), Fed z Richmond (godz. 16:00; prognoza: 5  pkt.) oraz Conference Board nt. zaufania konsumentów (godz. 16:00; prognoza: 108 pkt.). Jest jednak mało prawdopodobne, że publikacje te zdołają wyrwać rynki finansowe z tego świąteczno-noworocznego marazmu. Reakcja na dane, jeżeli tylko przyjąć, że w jakiś sposób dane te zaskoczą, raczej będzie krótkotrwała. Z podobną sytuacją będziemy mieć do czynienia w kolejnych dniach, gdy zostaną opublikowane m.in. wstępne szacunki grudniowej inflacji w Polsce (spodziewane odbicie inflacji do 0,5% R/R), indeks Chicago PMI, seria danych z Japonii, czy publikowane w Nowy Rok grudniowe indeksy PMI dla Chin.

Normalny handel wróci dopiero po Nowym Roku. A styczeń zapowiada się bardzo ciekawie. Inwestorzy nie tylko zaczną wówczas wdrażać swoje strategie na rok 2017 i w związku z tym przebudowywać portfele inwestycyjne, ale też będzie mieć miejsce inauguracja prezydentury Donalda Trumpa (wybór Trumpa to najważniejsze wydarzenie IV kwartału na rynkach finansowych), a na Wall Street wystartuje kolejny sezon publikacji wyników kwartalnych.

Styczeń będzie też bardzo ciekawy dla złotego i innych polskich aktywów. Wówczas bowiem, obok czynników globalnych, ponownie zaczną się liczyć czynniki krajowe. Na nowo odżyje spór polityczny w Polsce. W dniu 13 stycznia agencje Moody’s i Fitch dokonają przeglądu polskiego ratingu. W połowie miesiąc zostaną opublikowane dane o produkcji przemysłowej, które pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy załamanie w budowlance jest już za nami, a inwestycje zaczną powoli odbijać? Wreszcie pod koniec miesiąca zostaną opublikowane szacunkowe dane polskiego PKB za cały 2016 rok.

Marcin Kiepas

niezależny analityk

Eksporterzy i importerzy widzą rok 2017 w jasnych barwach

Aż 30 proc. eksporterów i 28 proc. importerów przewiduje, że w nadchodzącym roku poziom zamówień w ich firmach wzrośnie, a zaledwie ok. 5 proc. prognozuje spadek zamówień. Tak deklarowali przedstawiciele handlujących z zagranicą firm z sektora MŚP w ogólnopolskim badaniu AKCENTY przeprowadzonym na przełomie III i IV kwartału 2016 r.

Nastawienie eksporterów i importerów do roku 2017 należy ocenić jako bardzo dobre. Ogromna większość spodziewa się, że nadchodzący rok będzie pod względem zamówień tak samo dobry lub nawet lepszy. Szczególnie cieszy to, że przedsiębiorców spodziewających się wzrostu liczby zamówień jest aż sześć razy więc niż pesymistów – wskazuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY, instytucji płatniczej rozliczającej i zabezpieczającej transakcje walutowe firm.eksport import 2017

To dobre wieści szczególnie w kontekście spowolnienia obserwowanego w polskich eksporcie. Według najnowszych danych GUS, po dziesięciu miesiącach 2016 r. polski wywóz liczony w rodzimej walucie wzrósł o 5,1 proc. r/r, jednak liczony w EUR już tylko o 0,8 proc. r/r. – Może nie są to wzrosty, do których przyzwyczaili nas polscy eksporterzy, ale nie zapominajmy, że dzięki ich pracy Polska nadal utrzymuje dodatni bilans handlowy. Jeżeli uda im się utrzymać nadwyżkę do końca roku, to po raz drugi z rzędu zakończymy rok w handlu zagranicznym na plusie – komentuje Radosław Jarema.

Import z niepokojem spogląda na kursy walut

Choć w badaniu AKCENTY importerzy okazywali podobny do eksporterów optymizm w stosunku do poziomu zamówień w najbliższych miesiącach, to realizacja ich prognoz jest istotnie zagrożona przez znaczące zmiany kursów walut w końcówce mijającego roku. W ciągu ostatnich trzech miesięcy, mocno wzrosły kursy kluczowych dla handlu zagranicznego walut – dolara i euro. Słaby złoty oznacza dla importerów wyższą cenę za towary ściągane z zagranicy i niższe marże. – Wielu importerów mogło nie przewidzieć aż tak dużego skoku wartości najważniejszych walut w końcówce 2016 r. Jednak mogli się na taką ewentualność przygotować, np. zabezpieczając kurs swojego kontraktu zagranicznego za pomocą darmowego forwardu. Choć narzędzia ograniczające ryzyko kursowe mogą być w takich wypadkach bardzo skuteczne i opłacalne, tylko 23 proc. importerów z sektora MŚP zadeklarowało w naszym badaniu stosowanie takiej ochrony. Tymczasem ostatni okres dobitnie pokazuje, jak bardzo niestabilne mogą być kursy walut i jak duże ryzyko wiąże się z prowadzeniem wymiany handlowej z zagranicą bez należytych zabezpieczeń – przekonuje ekspert AKCENTY.

* Badanie zostało przeprowadzone przez 4P research mix na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA w na przełomie września i października 2016 r. oraz objęło grupę mikro, małych oraz średnich firm, dla których eksport lub import jest istotną częścią działalności. Dane zebrano metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na próbie 200 przedsiębiorstw z sektora MŚP, zajmujących się importem (N=100) lub eksportem (N=100).

Rozwój sektora BSS w Lublinie

Lublin Inwestycje BSSDynamiczny rozrost sektora BSS w Polsce dał szansę na zaistnienie biznesowym lokalizacjom regionalnym. Dobrze wykorzystał ją Lublin, najprężniej rozwijające się miasto Polski Wschodniej, w którym działa obecnie 60 centrów outsourcingowych, zatrudniających niemal 7000 osób. Siłą Lublina jest kapitał ludzki – na 9 uczelniach studiuje tu ok. 68 tysięcy osób, co stanowi 6% wszystkich studiujących w Polsce. Miasto nazywane przez ekspertów wschodzącą gwiazdą sektora nowoczesnych usług dla biznesu będzie w styczniu gospodarzem międzynarodowej konferencji The BSS Forum.

Przede wszystkim ludzie

Lublin Aktywnosc zawodowaDostępność pracowników, zarówno w odniesieniu do ich liczby, kompetencji, umiejętności oraz kosztów to jeden z najistotniejszych czynników dla inwestorów podejmujących decyzję o wyborze lokalizacji dla centrów operacyjnych. Na lubelskich uczelniach licznie reprezentowane są kierunki realizujące zapotrzebowanie branży BSS na pracowników: filologie języków obcych studiuje łącznie 3,7 tys. osób, ekonomię 2 tys., finanse i rachunkowość 2 tys., a kierunki informatyczne 3 tys. osób, co daje łączną liczbę około 11 tys. wykwalifikowanych, potencjalnych pracowników. Rokrocznie mury uczelni opuszcza blisko 20 tys. absolwentów, co stawia miasto w pozycji jednego z krajowych liderów liczby studentów w relacji do liczby mieszkańców.

W badaniu zrealizowanym przez Fundację Pro Progressio na Centrach Obsługi Inwestora dwunastu polskich miast aż 92% ankietowanych określiło podaż kadry jako „zdecydowanie istotny” czynnik przy wyborze destynacji biznesowej. Lokalizacje, które nie dysponują zasobami ludzkimi nie zdobędą inwestycji BSS, nawet jeśli zaoferują najlepsze budynki biurowe czy pomoc finansową. Właśnie dlatego Lublin wzbudza coraz większe zainteresowanie inwestorów polskich i zagranicznych.  Dodatkowo cechą wyróżniającą pracowników z miast, takich jak Lublin, jest większa stabilność i mniejsza rotacja w zatrudnieniu – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Gotowi na inwestycje

Oprócz zasobów kadrowych o sile Lublina stanowi również położenie w sąsiedztwie wschodniej granicy UE, dzięki czemu nazywany bywa „Bramą Unii Europejskiej na Wschód”. Miasto przygotowało dla inwestorów atrakcyjne tereny w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Podstrefa Lublin przy wybudowanej drodze ekspresowej S-17 (Warszawa-Hrebenne) i w odległości zaledwie 10 km od Portu Lotniczego Lublin. Powierzchnia biurowa klasy A w mieście wynosi ponad 25 tysięcy m² , a kolejne 81 tysięcy jest obecnie w budowie.  Łącznie w Lublinie znajduje się ponad 147 000 m² nowoczesnej powierzchni biurowej oraz ponad 111 000 m² nowoczesnej powierzchni magazynowej.

Lublin Powierzchnia biurowa

Warto zauważyć, że regionalne lokalizacje biznesowe, takie jak Lublin, coraz częściej oferują inwestorom infrastrukturę zbliżoną do tej, w większych ośrodkach, przy jednoczesnych kosztach operacyjnych oraz zatrudnienia niższych nawet o 20-30% – mówi prezes Fundacji Pro Progressio – Władze miast rozumieją również konieczność i potrzebę podejmowania działań w zakresie promocji gospodarczej i wychodzenia inwestorom naprzeciw. W ramach Klubu Pro Progressio wspieramy komunikacyjnie m.in. Lublin, Szczecin, Bydgoszcz, Poznań, Łódź, Kielce, Opole, Rzeszów i Częstochowę.  

Międzynarodowi eksperci w Lublinie

 

31 stycznia Lublin będzie gospodarzem międzynarodowej konferencji The BSS Forum oraz gali Outsourcing Stars. Wydarzenie zgromadzi 300 gości reprezentujących polskie i zagraniczne przedsiębiorstwa oraz instytucje sektora publicznego i ma na celu omówienie bieżących trendów, wyzwań oraz szans stojących przed firmami świadczącymi usługi dla biznesu. Wśród prelegentów znajdują się reprezentanci krajowych i międzynarodowych organizacji outsourcingowych: IAOP (Stany Zjednoczone), ASPIRE (Polska), Deutscher Outsourcing Verband (Niemcy), Lviv IT Cluster (Ukraina), NNC Services (Rumunia), Global Sourcing Association (Wielka Brytania). W 2017 roku Lublin obchodzi swoje 700-lecie, a styczniowe wydarzenie zainauguruje obchody jubileuszu  w wymiarze biznesowym.

Lublin Zatrudnienie w BSS

Jak mówi Wiktor Doktór, wybór Lublina jest nieprzypadkowy – Lokalizacja ta jest idealnym przykładem tego, jak polskie miasta regionalne doskonale rozumieją potrzeby sektora BSS i dostosowują swoją ofertę, a zarazem otoczenie inwestycyjne celem tworzenia nowych miejsc pracy w sektorze nowoczenych usług dla biznesu. The BSS Forum i Gala Outsourcing Stars, mają także na celu pokazanie międzynarodowym inwestorom z branż BPO, SSC i R&D, jakie zalety niesie za sobą otwieranie centrów operacyjnych w miastach regionalnych, w których już dziś możemy spotkac wiele projektów realizowanych w obszarze finansów, księgowości, obsługi kadr, IT, czy Call Contact Center. Co więcej – Lublin, to jedna z tych polskich lokalizacji, gdzie możemy zauważyć realną współpracę w ramach tzw. złotego trójkąta, czyli samorządu, uczelni i świata biznesu – a to ma bardzo dobry wpływ na rozwój sektora BSS.

CHF w dół. Ropa w górę

Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Poświąteczny poranek przyniósł półtora grosza spadków na franku szwajcarskim. Ropa drożeje na rynkach w oczekiwaniu na styczniowy spadek wydobycia. Dalsze problemy włoskich banków.

CHF traci na wartości po świętach

Spóźniony prezent dostali dzisiaj od rana posiadacze kredytów we franku szwajcarskim. Od 8 do 10 rano, kiedy pisany jest ten artykuł, kurs CHFPLN spadł z 4,1050 na 4,0900. Ruch ten odbył się bez wsparcia publikacji makroekonomicznych. Powodem może być najzwyklejszy powrót do normy. Waluta Szwajcarii jest skupowana gdy na świecie rośnie niepewność. Obecnie owszem mamy czynnik ryzyka w postaci banków włoskich, aczkolwiek po zwiększeniu deficytu problem wydaje się przygaszony pomimo tego, że jego zakres okazał się większy niż początkowo sądzono.

Ropa drożeje i czekaj na spadek wydobycia

Od 1 stycznia rozpocznie się redukcja wydobycia ropy naftowej. Państwa OPEC mają zmniejszyć produkcję o około 1,2 miliona baryłek ropy dziennie z kolei państwa spoza kartelu, w tym głównie Rosja o kolejne 0,6 miliona baryłek. Zbliżająca się redukcja wydobycia jest powodem ostatniego utrzymywania się cen ropy na poziomie powyżej 50 dolarów za baryłkę. Zdaniem analityków, jeżeli państwa wywiążą się z redukcji wydobycia, co wcale nie jest pewne, można spodziewać się szybkiego przebicia granicy 60 dolarów za baryłkę. Wraz ze wzrostem cen ropy również rubel zaczął zyskiwać na wartości. Za rosyjską walutę płaci się już niema 7 groszy.

Włoskie banki w gorszej kondycji

Kwota 20 miliardów euro, która przeznaczona została na dofinansowanie banków może okazać się niewystarczająca. Jak nietrudno się było domyślić Włosi słysząc o problemach banków rozpoczęli wycofywanie z nich pieniędzy. W efekcie symbol obecnych problemów Banco Monte dei Paschi potrzebuje już nie 5 miliardów euro ale niemal 9 miliardów kapitału. Na ten moment kwota 20 miliardów jest jeszcze wystarczająca. Należy jednak pamiętać, że stanowi ona zaledwie 6% złych kredytów, które znajdują się we włoskich bankach. Długotrwały zastój gospodarczy doprowadził ten kraj do sytuacji gdzie aktywa banków są tykającą bombą.

Dzisiaj wciąż mamy wolne w wielu krajach. W kalendarzu makroekonomicznym jest zatem brak ważnych odczytów.

Najpopularniejsze metody rekrutacyjne. Która pozwala na złowienie najlepszego pracownika?

Skutecznych metod rekrutacyjnych jest kilka, ale zadziałają tylko wtedy, gdy naprawdę wiemy, kogo szukamy, zarówno pod względem kompetencji twardych, jak i miękkich. Kiedy już wyobraziliśmy sobie wymarzonego pracownika, wybierzmy jedną z pięciu metod rekrutacji.

  1. Szukamy najbliżej siebie, czyli w firmie

Metoda rekrutacji wewnętrznej ma wielu zwolenników z co najmniej trzech powodów: jest tania (wręcz bezkosztowa), szybka i pozwala na znalezienie osoby, która zna specyfikę firmy. Ma jednak jedną wadę. Rekrutacja, chociażby na szefa projektu spośród zespołu, który dotychczas pracował na tych samych zasadach, jest jak wkładanie kija w mrowisko. Nie zawsze taki awans wychodzi zespołowi, awansowanemu i finalnie projektowi na dobre. Rekrutacja wewnętrzna stosowana jest często w dużych firmach, gdzie wiąże się ona często z przejściem pracownika z działu do działu i pracą z nowym zespołem. W takiej sytuacji z pewnością łowienie talentów w firmie jest opłacalne.

  1. System poleceń

Bezdyskusyjnie jest to niezwykle skuteczny (zewnętrzny) sposób szukania pracowników pod dwoma warunkami. Pierwszy – musimy dbać o to, aby stale powiększać siatkę znajomych z branży, drugi – nasi znajomi muszą polecać do pracy zaufanych i solidnych ludzi. Jeśli choćby jeden z tych warunków nie będzie spełniony, system poleceń spada na ostatnią pozycję w rankingu najskuteczniejszych metod.

Jeśli jednak mamy dobrze poinformowanych znajomych, którzy otaczają się kompetentnymi ludźmi, to wówczas poszukiwanie osoby do stałej pracy, a także do konkretnego projektu lub współpracy, może zakończyć się sukcesem w ciągu 24 godzin. System poleceń – i to nie przesadzając – skraca ścieżkę poszukiwań czasem do jednego telefonu do znajomego. Następnie wystarczy jedno spotkanie i mamy pracownika na pokładzie firmy.

  1. Rekrutacja z serwisem

Nie warto siedzieć z założonymi rękoma i oczekiwać, że ktoś ze znajomych poleci nam pracownika. Równocześnie należy skorzystać z opcji, jakie oferują serwisy rekrutacyjne. Pamiętajmy, że właśnie tu możemy zamieścić ofertę pracy, ale także dotrzeć do bazy kandydatów (zarówno mieszkających w Polsce jak i za granicą), którzy mogą mieć poszukiwane przez nas kompetencje. Skorzystanie z serwisu pozwala na szybki przesiew CV i wybranie kilku osób na rozmowy kwalifikacyjne.

  1. Social media w służbie zatrudnienia

Społeczność internetowa, zwłaszcza zgromadzona na najpopularniejszym w Polsce Facebooku, żywiołowo reaguje na informacje o tym, że firma, rekruter czy po prostu znajomy znajomego szuka pracownika. Warto skorzystać z tej opcji zarówno na firmowym, jak i prywatnym Facebooku. I znowu, umieszczając post na prywatnej tablicy – skłaniamy się do systemu poleceń, a publikując ofertę na firmowym – otwieramy się także na kandydatów, których nie znamy, z zewnątrz. Warto poszerzać swój zasięg i promować ofertę wśród użytkowników Facebooka, wykupując odpowiednią reklamę. W sieci dobre wieści – a taką jest informacja o nowym stanowisku pracy – rozchodzą się szybko. Warto się tym pochwalić szerszemu gronu.

  1. Poszukiwanie młodych: targi pracy, uczelniane biuro karier, staże

Tak jak na początku zaznaczyliśmy – trzeba wiedzieć, kogo się szuka i dobrać do niego najlepszą metodę rekrutacyjną. W przypadku, gdy potrzebujemy w firmie młodych talentów, najlepsze będą działania na uczelniach (chociażby współpraca z biurem karier); udział w targach pracy dedykowanych np. specjalistom IT, a także zapraszanie młodych do siebie na praktyki, staże czy do udziału w konkursach. Poprzez takie działania budujemy markę i podnosimy swoją atrakcyjność jako pracodawcy. To dla młodych ma szczególne znaczenie.

Bardzo często firmy przywiązują się do jednej metody rekrutacji, którą wybierają za każdym razem, gdy poszukują pracownika. Sposób na odnalezienie idealnego kandydata to również dostosowanie metody rekrutacyjnej, która pozwoli nam dotrzeć do tych osób, których naprawdę potrzebujemy – podkreśla Joanna Żukowska ekspert międzynarodowego serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Rośnie sektor BPO/SSC. Warszawa dogania Kraków

W Warszawie przybywa centrów usług dla biznesu, które specjalizują się
w zaawansowanej obsłudze finansowo-księgowej globalnych firm

Pośród 40 lokalizacji w Polsce, w których rozwija się sektor BPO/SSC, Warszawa jest ośrodkiem o największej liczbie centrów nowoczesnych usług dla biznesu. Według najnowszych danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych na warszawskim rynku działa obecnie 160 centrów usług wspólnych, w których zatrudnionych jest 36 664 osób. Daje to stolicy pierwsze miejsce pod względem liczebności centrów i drugie, po Krakowie, jeśli chodzi o zatrudnienie w tym segmencie polskiego rynku.

Warszawa to globalnie rozpoznawalna lokalizacja, która wciąż zyskuje na atrakcyjności inwestycyjnej wśród międzynarodowych firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Wiktor Doktór, prezes fundacji Pro Progressio, zajmującej się rozwojem i promocją branży outsourcingowej w Polsce przyznaje, że Warszawa zawsze była, jest i będzie na liście preferowanych lokalizacji dla sektora BPO/SSC w regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

– Nasza stolica udowodniła w ostatnich dwóch dekadach, że jest dużym ośrodkiem akademickim, miastem dobrze skomunikowanym, z dobrą bazą nowoczesnej powierzchni biurowej, a wszystkie te czynniki są brane pod uwagę przez inwestorów z branży nowoczesnych usług dla biznesu w momencie planowania i rozwoju centrów operacyjnych – wyjaśnia Wiktor Doktór.

Pozycja Warszawy rośnie

Prezes fundacji Pro Progressio podkreśla, że Warszawa od lat jest jednym z trzech polskich miast (poza Krakowem i Wrocławiem), które są obecne na liście Tholons TOP 100 BPO locations. – Pozycja Warszawy w tym rankingu stale rośnie. W tym roku była na 25 miejscu, na czwartej lokacie pośród wszystkich krajów regionu CEE i drugiej w Polsce. I nie są to puste rekomendacje, ponieważ co roku widzimy jak wielkie międzynarodowe organizacje otwierają swoje biura w Warszawie – zauważa Wiktor Doktór.

Przyznaje, że sektor BPO/SSC stale się rozwija i ewoluuje. – Z jednej strony jesteśmy świadkami masowego rozwoju automatyzacji i robotyzacji procesów, z drugiej zaś rosnących oczekiwań firm do obsługi coraz bardziej zaawansowanych procesów np. analitycznych, czy finansowych, które wymagają pracy doświadczonych i odpowiednio wykształconych kadr. To te drugie powodują, że Warszawa ponownie zyskuje na atrakcyjności inwestycyjnej. Miasto daje dostęp do wykwalifikowanych kadr, które stanowią kręgosłup każdego centrum operacyjnego. Dodatkowo, Warszawa to niejedno skupisko biur. Miasto w ostatnich kilku latach zbudowało co najmniej trzy obszary, gdzie rozwijają się centra nowoczesnych usług dla biznesu, co powoduje miejską dywersyfikację logistyczną i pozytywnie wpływa na dalszy rozwój takich sektorów jak BPO, SSC, ITO, R&D, czy nawet Call Contact Center  – puentuje Wiktor Doktór.

Obsługa największych instytucji finansowych

Warszawa z największym w kraju dostępem do wykwalifikowanych kadr i z ponad 5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej ma największą łatwość przyciągania nowych inwestorów i najemców. Jej zdecydowana przewaga, jeśli chodzi o liczbę absolwentów wyższych uczelni w Polsce to szczególnie istotny atut dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Aglomeracja jest atrakcyjną lokalizacją dla zagranicznych firm, przede wszystkim z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Skandynawii, jak również spółek szwajcarskich, które w ostatnim czasie zaczęły szerzej interesować naszą stolicą.

W 2015 i w początkach tego roku w Warszawie zainwestowały m.in. takie firmy jak Bain & Company, DLA Piper, F5 Networks, Groupon, KMD, Raya Contact Center, William Demant, a szwajcarski bank Credit Suisse i Luxoft zdecydowały się na reinwestycje. Swoje warszawskie biuro od dłuższego czasu rozbuduje m.in. amerykański gigant Goldman Sachs, który uruchomił placówkę w Warszawie w 2011 roku.

W naszym kraju obsługiwana jest znacząca liczba największych światowych instytucji finansowych i banków, wśród których znajdują się m.in. UBS, ING, BNP Paribas, HSBC, Deutsche Bank, Credit Suisse, Citibank, RBS, UniCredit, Santander i Nordea.

Centra w Warszawie ulokowały m.in. takie firmy jak: Cola Poland Services, Google, Hewlett Packard Enterprise, Oriflame, AVON Global Shared Services, Pandora Jewelry Shared Services, Procter & Gamble, Roche Global IT Solutions Center, Schneider Electric, Siemens, czy Xerox.

Dedykowane projekty biurowe

Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu Walter Herz przypomina, że na rozwoju sektora nowoczesnych usług dla biznesu korzysta warszawski rynek nieruchomości. Przytacza przykład jednej z największych umów najmu powierzchni biurowej zawartych przez firmy z sektora BPO/SSC, podpisaną w ubiegłym roku przez firmę Samsung na ok. 22 tys. mkw. w Warsaw Spire.  – W minionym roku na warszawskim rynku biurowym zawarte zostały umowy najmu na rekordową ilość ponad 830 tys. mkw. powierzchni, która wynajęta została głównie przez firmy z szeroko rozumianego sektora usług, IT, branży komunikacji i bankowości – wymienia Bartłomiej Zagrodnik.

– Prognozy mówiące o tym, że Warszawa będzie skupiać coraz więcej projektów BPO/SSC sprawiają, że obecnie w budowie znajduje się wiele inwestycji skierowanych do najemców z tego sektora. Warszawski rynek oferuje dziś duży wybór nowoczesnej powierzchni biurowej, w aglomeracji powstaje około 700 tys. mkw. biur – wskazuje prezes Walter Herz.

Raport PAIIZ także potwierdza, że województwo mazowieckie przyciąga największą liczbę zagranicznych inwestorów. Agencja uznała mazowieckie za krajowego lidera pod względem atrakcyjności inwestycyjnej województw w 2015 roku. To w głównej mierze zasługa Warszawy, za którą stoi centralne położenie, dobra komunikacja w kraju i z Europą, m.in. dzięki lotnisku obsługującemu połowę ruchu pasażerskiego w Polsce, a także najwyższy w kraju poziom PKB na mieszkańca, wysoka wydajność pracy oraz liczne uczelnie i ośrodki naukowe. PAIIZ dokonała także wyboru tzw. sektorów wysokich szans, wskazując na branżę spożywczą, budowlaną oraz sektor nowoczesnych usług biznesowych BPO, jako najbardziej obiecujące i rozwojowe.

Globalny lider outsourcingu

Według danych ABSL, zagraniczne centra usług działające w Polsce zwiększyły zatrudnienie w 2015 roku o 25 proc. Motywem do poszukiwania w naszym kraju dostawców usług outsourcingowych od dawna nie są tylko oszczędności. Międzynarodowe firmy szukają na polskim rynku teraz głównie partnerów, legitymujących się wysokimi kompetencjami i rozległą wiedzą, którzy potrafią zaproponować najlepsze rozwiązania. Polską specjalnością stała się obsługa firm w zakresie usług finansowych i księgowych oraz outsourcing IT.

Jeśli udałoby się przyciągnąć do naszego kraju kolejne projekty i przejąć obsługę zaawansowanych procesów świadczonych przede wszystkim na rzecz instytucji finansowych oraz międzynarodowych funduszy inwestycyjnych Polska stałaby się globalnym dostawcą outsourcingu, szczególnie w zakresie księgowości i controllingu finansowego.

Autor: Walter Herz

Najstarszy bank świata na skraju bankructwa

Europejski Bank Centralny ogłosił, że najstarszy bank na świecie potrzebuje aż 8,8 mld euro (9,2 mld USD) aby poprawić swój bilans.

Obliczenia oparte są na wynikach stress testu 2016 – podał bank w komunikacie w poniedziałek powołując się na dwa pisma, które otrzymał EBC od Ministerstwa Finansów Włoch. Monte dei Paschi wypadł najgorzej z 51 innych banków poddanych w tym roku testowi odporności.

Upadek banku zagroziłby wkładom tysięcy drobnych ciułaczy i mógłby wywołać falę tsunami groźną dla całego sektora bankowego.

W piątek włoski rząd ogłosił, że szuka aż 20 miliardów euro, aby wesprzeć sektor finansowy w kraju, m.in. bank Monte dei Paschi, któremu grozi upadłość. Zagrożony bankructwem bank rozpoczął sprzedaż swoich akcji, która zakończy się w środę.

Poniedziałek był dniem wolnym w przypadku większości rynków – nie pracowała Europa oraz Stany Zjednoczone. Wtorek jest pierwszą sesją po okresie świąt.

Dolar umocnił się w stosunku do euro oraz jena we wtorek po tym, jak niektórzy inwestorzy obudzili się po świątecznej ciszy, starając się upolować ostatnie okazje w tym roku, gdyż rynek wszedł w końcową fazę handlu.

Euro spadło o 0,04 proc. do 1,0450 po nocnej wspinaczce do 1,0469.

Dolar wzrósł o 0,13 proc. do 117,24 jenów po wcześniejszym spadku do sześciodniowego dna blisko poziomu 117,00. Rentowność amerykańskich 10-latek odbiły się od wczorajszego dna wspierając siłę dolara.

Jen pokazał lekką reakcję na dane o inflacji z Japonii, które zaznaczyły spadek podstawowych cen konsumpcyjnych dziewiąty miesiąc z rzędu.

Ruchy na rynkach są umiarkowane – w kilku krajach mamy jeszcze dzień wolny, są to m.in. Kanada, Nowa Zelandia, Wielka Brytania oraz Australia. Nie ma zbyt dużo świeżych bodźców aby poruszyć rynek. Niektórzy widzą okazję aby kupować dolara po korektach, które powstały w wyniku przerwy świątecznej.

O 15:00 poznamy indeks cen domów S&P/Case-Shiller za grudzień. O 16:00 pojawi się wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board za grudzień oraz indeks Richmond Fed.

Maciej Boruc
Manager
KOI Capital

prof. S. Gomułka: firmy nie podejmują wyzwań z powodu niepewności dotyczącej otoczenia prawnego i politycznego

prof. S. Gomułka: firmy nie podejmują wyzwań z powodu niepewności dotyczącej otoczenia prawnego i politycznego 8

Drastyczny spadek nakładów inwestycyjnych po trzecim kwartale Ministerstwo Rozwoju tłumaczy opóźnieniami w absorpcji funduszy unijnych. Zdaniem prof. Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty Business Centre Club, bardzo istotne znaczenie ma także ograniczenie aktywności przedsiębiorstw. Ich rozwojowi nie sprzyja bowiem niepewność dotycząca otoczenie prawnego i politycznego.

Zakładaliśmy dotąd, że spadek inwestycji brał się głównie z racji znacznego zmniejszenia wzrostu inwestycji publicznych, ale wydaje się, że również inwestorzy prywatni dokonują oceny sytuacji i zaczynają myśleć o zmniejszeniu zaangażowania – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. – Pojawiły się bowiem różnego rodzaju ryzyka i inwestorzy prywatni nie są pewni, czego można oczekiwać w roku przyszłym, za dwa lata. Inwestuje się z myślą o tym, żeby zaspokoić potrzeby w dłuższym okresie, a nie angażować się na kilka miesięcy czy kwartałów.

Jak wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego, po trzecim kwartale br. wyrównany sezonowo spadek wartości nakładów inwestycyjnych w całej krajowej gospodarce wyniósł 7,3 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Była to kolejna, trzecia już z rzędu, deprecjacja tego istotnego dla poziomu rozwoju gospodarczego wskaźnika.

Jak wyjaśniało Ministerstwo Rozwoju, spadek ten wynikał przede wszystkim z dużego opóźnienia w pozyskiwaniu środków z Unii Europejskiej, a w rezultacie drastycznego ograniczenia inwestycji przez jednostki samorządu terytorialnego.

Inwestycje wymagają solidnej, wieloletniej perspektywy – wskazuje prof. Stanisław Gomułka. – Wątpliwości dotyczące polityki gospodarczej rządu mają negatywny wpływ na tego rodzaju przedsięwzięcia. Rząd ma problem. Plan wicepremiera Morawieckiego, tzw. strategia odpowiedzialnego rozwoju, zakłada znaczne przyspieszenie inwestycyjne, którego tempo wzrostu miało być bardzo poważne. Przewidywał także istotny progres udziału inwestycji w dochodzie narodowym, nawet do 25 proc. za kilka lat. Tymczasem w bieżącym roku obserwujemy spadek.

W trakcie ostatniej kampanii wyborczej politycy rządzącej obecnie partii, jak przypomina prof. Stanisław Gomułka, zapowiadali przede wszystkim działania pobudzające konsumpcję. Tymczasem eksperci podkreślają, że trzeba brać pod uwagę to, że automatycznie zmniejszać się będą oszczędności. W związku z tym pojawia się ryzyko, że inwestycje prywatne zaczną spadać.

Z czymś takim właśnie zaczynamy mieć do czynienia – przekonuje prof. Stanisław Gomułka. – Jest wewnętrzna sprzeczność między tym, co chcieli politycy w czasie kampanii wyborczej i co chce przeprowadzić obecnie wicepremier Morawiecki już po dojściu PiS do władzy. W planie odpowiedzialnego rozwoju podkreślone zostało duże czy nawet centralne znaczenie inwestycji, więc widać przynajmniej brak koordynacji w polityce gospodarczej. Tymczasem mamy, rzeczywiście, spory wzrost konsumpcji, ale spadek tempa progresu inwestycji z możliwością, że odbije się to także na tempie wzrostu gospodarczego w najbliższych latach.

Według GUS w trzecim kwartale br. wzrost Produktu Krajowego Brutto Polski skurczył się do 2,5 proc. z 3,1 proc. trzy miesiące wcześniej. Ekonomiści spodziewali się wzrostu o 2,9 proc. Pierwszy kwartał br. krajowa gospodarka zamknęła na poziomie progresu w wysokości 3 proc.

Zgodnie z projekcją Narodowego Banku Polskiego przygotowaną przy założeniu niezmienionych stóp procentowych oraz uwzględniającą dostępne w dniu publikacji dane roczne tempo wzrostu PKB z 50-proc. prawdopodobieństwem znajdzie się w br. w przedziale od 2,5 do 3,4 proc. (wobec od 2,6 do 3,8 proc. w projekcji z lipca), od 2,6 do 4,5 proc. w 2017 r. (od 2,4 do 4,5 proc.) oraz od 2,2 do 4,4 proc. w 2018 r. (od 2,1 do 4,3).

Mamy do czynienia z wyraźnym spowolnieniem wzrostu gospodarczego w tym i przyszłym roku, nie recesją, ale wyraźnym zmniejszeniem tempa rozwoju – precyzuje prof. Stanisław Gomułka. – Ma to, oczywiście, również pewne skutki fiskalne. Jest bowiem ryzyko, że Polska znajdzie się znów w przyszłym lub kolejnym roku w obszarze nadmiernego deficytu. Pojawiają się zatem napięcia, ale nie oznaczają one jeszcze kryzysu finansowego czy wzrostu bezrobocia. Jeżeli chodzi o rynek pracy, to mamy dobre wiadomości. Udział osób pozostających bez pracy jest niski, jeden z najmniejszych w okresie transformacji. Częściowo, rzecz jasna, dlatego, że w ciągu ostatniej dekady z Polski wyjechało za granicę prawie milion osób.

EBC: Rośnie ryzyko w sektorze finansowym strefy euro. Powodem są zawirowania polityczne, nadchodzące wybory w Niemczech i Francji oraz sytuacja banków

EBC: Rośnie ryzyko w sektorze finansowym strefy euro. Powodem są zawirowania polityczne, nadchodzące wybory w Niemczech i Francji oraz sytuacja banków 9
Jak wynika z ostatniego raportu Europejskiego Banku Centralnego dotyczącego sytuacji sektora finansowego strefy euro ostatnie i nadchodzące wydarzenia polityczne oraz sytuacja banków i funduszy inwestycyjnych powodują, że rośnie wartość premii za ryzyko. Zdaniem Anety Hryckiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego nie oznacza to jednak, że europejska gospodarka w najbliższych miesiącach jest skazana na kryzys. Może on wystąpić, ale nie musi. Wszystko zależy od tego, czy zostaną podjęte właściwe i skuteczne kroki.

– Analizując ostatni raport Europejskiego Banku Centralnego, nie snułabym wniosków, że zbliża się kryzys finansowy na Starym Kontynencie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr hab. Aneta Hryckiewicz, specjalistka od finansów i bankowości z Akademii Leona Koźmińskiego. – Natomiast EBC rzeczywiście ostrzega, że w najbliższym czasie może się zwiększyć ryzyko w sektorze finansowym. Nie jest wykluczone, że doprowadzi ono do kryzysu, ale niekoniecznie musi. Wszystko będzie zależeć od tego, jak rozwinie się sytuacja i jakie kroki zostaną podjęte, żeby to ryzyko ograniczyć.

Według raportu Europejskiego Banku Centralnego, który jest podsumowaniem sytuacji na rynku finansowym, gospodarki strefy euro w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wykazały się dużą odpornością na zawirowania. W ostatnim czasie jednak wzrosło ryzyko korekty na poszczególnych klasach globalnych aktywów, co było wynikiem wydarzeń politycznych. Szczególnie niepewne są zdaniem analityków EBC implikacje wynikające z możliwości zmian polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych związane z wyborem Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta.

– Wciąż trudno jest określić, jak dobrym szefem państwa będzie Donald Trump – precyzuje Aneta Hryckiewicz. – Wiemy natomiast, że jego polityka czy też to, co chce zrealizować w Stanach Zjednoczonych, może się negatywnie odbić na gospodarce europejskiej i całym globalnym handlu. Ponieważ nie możemy tego wycenić, musimy brać pod uwagę pewne ryzyko polityczne.

Tego rodzaju zagrożenia dla rynków finansowych wzmagają także, jak dodaje Aneta Hryckiewicz, możliwe konsekwencje wyniku referendum w Wielkiej Brytanii dotyczącego wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej (tzw. brexit) oraz cykl wyborczy w kluczowych dla strefy euro gospodarkach Francji oraz Niemiec.

– Ryzyko polityczne dzisiaj jest bardzo wysokie i inwestorzy biorąc to pod uwagę, będą żądali wyższej premii – wyjaśnia Aneta Hryckiewicz. – Drugim elementem mogącym doprowadzić do korekt na rynku giełdowym jest niewątpliwie sytuacja w europejskim sektorze bankowym. Znajduje się on obecnie w trudnej sytuacji: ma bardzo małą rentowność, a wiele instytucji wciąż boryka się z niskimi kapitałami.

Głównym problemem włoskich banków jest gigantyczna, sięgająca 360 mld euro, dziura w bilansach będąca efektem opóźnień lub zupełnego wstrzymania spłaty kredytów. Odpowiada ona kwocie równej 17 proc. PKB Włoch i w obecnych warunkach jest niezwykle trudna do obsługi (zadłużenie kraju w stosunku do Produktu Krajowego Brutto sięga 133 proc.). Ponadto kapitał, zarówno z kont, jak i z akcji, wciąż odpływa z tamtejszego sektora bankowego, co jeszcze bardziej pogarsza i tak trudną sytuację.

– Wiele banków, przede wszystkim włoskich, ma w swoich portfelach około 20 proc. niespłaconych i w żaden sposób nie zrestrukturyzowanych kredytów, co, niestety, będzie obciążało je kapitałowo i powodowało, że staną się mniej skłonne do udzielania kredytów, bo po prostu nie będą miały środków – tłumaczy Aneta Hryckiewicz. – W związku z tym inwestorzy zażądają prawdopodobnie wyższej premii za ryzyko w sektorze, co z kolei spowoduje, że banki będą musiały więcej płacić za swoje finansowanie, jeśli będą chciały pozyskać je na zewnątrz. To główne elementy dotyczące ryzyk i ewentualnej korekty na rynku finansowym, na które wskazuje EBC w swoim raporcie.

Ale problem dotyczy także, jak zauważa EBC w swoim raporcie, funduszy inwestycyjnych. Europejskie gospodarki bardzo mocno są uzależnione od kondycji sektora bankowego, co było wyraźnie widać w czasie ostatniego kryzysu. W związku z tym Unia Europejska zarekomendowała rynkowi finansowemu utworzenie alternatywnego rynku dla sektora rynku kapitałowego, który pozwoliłby na dywersyfikację pozyskiwania środków przez firmy i uniezależnienie tego od banków.

W ostatnich latach dynamicznie rozwijały się więc fundusze inwestycyjne, szczególnie w formie tzw. otwartej (jednostki uczestnictwa w odróżnieniu do zamkniętych mają dużą płynność i może je nabyć każdy). Są one jednak bardzo podatne na zachowania inwestorów, które są uzależnione z kolei od tego, co dzieje się w gospodarce. Przykładem może być Wielka Brytania. W wyniku referendum dotyczącego brexitu inwestorzy zaczęli umarzać tam jednostki uczestnictwa. Spowodowało to, że wiele funduszy otarło się o niewypłacalność, na co z kolei musiał zareagować rząd.

– Tego rodzaju ryzyko w Unii Europejskiej również istnieje – twierdzi Aneta Hryckiewicz. – Gdy do inwestorów będą dochodziły negatywne informacje o stanie strefy euro i gospodarek Unii Europejskiej, to może dojść do tego, że zaczną umarzać swoje jednostki w funduszach, szczególnie tych opartych o obligacje czy akcje. To oczywiście znowu może doprowadzić do negatywnego efektu domina w całym sektorze finansowym.

W święta narasta problem marnowania żywności. Rozwiązaniem dobrze przemyślane menu i mrożenie potraw

W święta narasta problem marnowania żywności. Rozwiązaniem dobrze przemyślane menu i mrożenie potraw 10
Co roku na świecie marnuje się 1/3 produkowanej żywności. W czasie świąt Bożego Narodzenia problemem jest zbyt duża liczba potraw. Warto więc dostosować świąteczne menu do kulinarnych upodobań gości. Zamiast wyrzucać nadmiar jedzenia, warto zamrozić takie potrawy jak bigos, mięsa czy warzywa. Z ryb można natomiast sporządzić oryginalne pasty. 

Każdego roku na świecie marnuje się ponad 1 mld ton jedzenia, z czego 100 mln ton w Europie. W Polsce wyrzuca się 9 mln ton, co stawia kraj na 5.  pozycji wśród państw marnujących najwięcej jedzenia w Unii Europejskiej. Za marnowanie ponad 2 mln ton jedzenia odpowiadają gospodarstwa domowe. W czasie świąt Bożego Narodzenia problem ten staje się szczególnie istotny. Kupuje się wówczas znacznie więcej produktów i przygotowuje znacznie więcej potraw, aby świąteczny stół zastawiony był jak najobficiej.

Staramy się, żeby na stołach było 12 różnych potraw i to powoduje, że jedzenia jest więcej, w związku z tym często nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego. Po świętach dużo jedzenia wyrzucamy – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Maria Kowalewska z Federacji Polskich Banków Żywności.

Aby ograniczyć ilość marnowanego w czasie świąt jedzenia, warto przestrzegać kilku prostych zasad. Podstawą jest lista zakupów, aby w sklepie nie ulegać pokusie kupowania zbyt wielu produktów. Przed jej sporządzaniem warto zapytać przyszłych gości o ich kulinarne preferencje. Może się bowiem okazać, że pewnych potraw nie ma sensu podawać na świątecznym stole. Warto przygotować mniej dań i mieć pewność, że wszystkie zostaną zjedzone.

– Nie każdy lubi karpia, więc lepiej trochę mniej go usmażyć, a zrobić to, co ktoś bardziej lubi, np. barszcz z uszkami. Warto przygotować nieco mniej z danej potrawy, raczej ilości degustacyjne – mówi Maria Kowalewska.

Skosztowanie kilku potraw w mniejszych porcjach i tak wystarczy za cały posiłek.

Warto również zastosować proste zasady przechowywania żywności  wiele świątecznych potraw można zamrozić. Do mrożenia nadaje się bigos, słodkie wypieki, mięsa i warzywa. W ten sposób można też przechowywać sałatki, o ile nie doda się do nich majonezu.

– Można wymyślać różne pasty rybne po świętach. Dzięki temu jest szansa na to, że zmarnuje się mniej żywności – mówi Maria Kowalewska.

Eksperci przypominają również, że w tym roku święta Bożego Narodzenia są stosunkowo krótkie, nie łączą się bowiem z weekendem, a Wigilia przypada w sobotę. Tym bardziej warto ograniczyć ilość przygotowywanego jedzenia.

Wyjazd zagraniczny na narty bez polisy może być bardzo kosztowny. Warto też zadbać o ubezpieczenie sprzętu i OC

Wyjazd zagraniczny na narty bez polisy może być bardzo kosztowny. Warto też zadbać o ubezpieczenie sprzętu i OC 11
Koszty leczenia narciarskich kontuzji za granicą są znacznie wyższe niż w Polsce. Nie mówiąc już o kosztach ewentualnego transportu poszkodowanego ze stoku do szpitala. Dlatego wyjazd bez specjalnej turystycznej polisy może być ryzykowny dla naszego portfela. Wybierając ofertę ubezpieczycieli, warto zwrócić uwagę na ubezpieczenie narciarskiego sprzętu oraz OC, które zapewni nam ochronę w przypadku, kiedy spowodujemy szkodę osobie trzeciej.

 Turystyczne polisy ubezpieczeniowe związane choćby z wyjazdem na narty, są coraz popularniejsze. Ludzie są coraz bardziej świadomi tego, że udając się za granicę, powinni mieć w kieszeni taki dokument, bo dzięki niemu będą mogli się czuć bezpieczniej, a w razie czego uzyskają odpowiednią ochronę medyczną, transport i bezpiecznie będą mogli wrócić do domu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Braziewicz, ekspert w firmie CUK Ubezpieczenia.

Ubezpieczenie dla narciarza czy snowboardzisty to rodzaj polisy turystycznej, która swoim zasięgiem obejmuje uprawianie sportów zimowych. Wprawdzie można przed wyjazdem wyrobić sobie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Jej posiadacz może jednak liczyć na pokrycie przez Narodowy Fundusz Zdrowia kosztów leczenia w takim zakresie, jaki przysługuje w ramach publicznej opieki zdrowotnej obywatelom danego kraju. Po pierwsze, EKUZ obowiązuje w wybranych krajach, a po drugie, pokrywa tylko część kosztów leczenia. Nie pokryje kosztu wizyty u lekarza specjalisty czy transportu medycznego.

– Kupno ubezpieczenia jest jednym z istotnych elementów przygotowań do wyjazdu – uważa Jakub Braziewicz. – Polisa turystyczna powinna być zgodna z przeznaczeniem i uwzględniać to, co jej właściciel będzie robić na wyjeździe. Niektórzy ubezpieczyciele uważają jazdę na nartach czy na snowboardzie za sport ekstremalny. Dlatego należy uważnie przeczytać OWU i dowiedzieć się, jak te sporty zostały sklasyfikowane. Może się bowiem okazać, że w razie wypadku właścicielowi polisy nie przysługuje wiele.

Najczęstszymi kontuzjami są złamania kończyn. Przyczyną często są niewystarczające umiejętności, nadmierna prędkość lub brak przygotowania mięśni. Złamania generują znaczne koszty. Dla przykładu we Francji osoba, która złamała nogę, musi się liczyć z wydatkami co najmniej 100 euro, ale kwota może zwiększyć się nawet do 1500 euro. Cena hospitalizacji w Austrii wiąże się z kosztami rzędu 500–1500 euro za dzień. To znacznie więcej niż może wynosić koszt całego wyjazdu.

Najdroższy jest przylot na stok helikoptera i zabranie człowieka ze złamaną nogą do najbliższej placówki medycznej – mówi Jakub Braziewicz. – Za minutę takiego transportu trzeba zapłacić nawet setki euro, są to więc bardzo kosztowne wyprawy inaczej niż w Polsce, gdzie opłacane są z państwowego koszyka. Trzeba więc przede wszystkim zabezpieczyć się przed koniecznością pokrycia wysokich kosztów transportu medycznego i hospitalizacji. Z niewielkim wkładem finansowym, jakim jest ubezpieczenie turystyczne, można o nich zapomnieć.

W takich sytuacjach przyda się polisa z pakietem assistance, który obejmuje pokrycie wydatków związanych z poszukiwaniami w górach. Taki pakiet gwarantuje także transport z miejsca wypadku do najbliższej placówki medycznej oraz ze szpitala do domu lub hotelu. W kryzysowych sytuacjach, np. w czasie pobytu w szpitalu, można też liczyć na opiekę nad dziećmi lub zwierzętami.

W skład większości polis turystycznych wchodzi także ubezpieczenie bagażu od zdarzeń losowych oraz kradzieży.

 Wybierając polisę turystyczną, warto również zaznaczyć, że ubezpieczone mają być też narty czy snowboard, dlatego że bardzo często sprzęt sportowy ogólnie nie jest brany pod uwagę jako standardowy bagaż – radzi Jakub Braziewicz. – W związku z tym trzeba wykupić dodatkową klauzulę na tego rodzaju wyposażenie.

Na stoku nietrudno o kolizję. Warto pamiętać, że pokrycie kosztów leczenia i strat spowodowanych zniszczeniem sprzętu leży wtedy po stronie osoby winnej lub tej, która sprawuje nad nią opiekę.

– Rozwiązaniem jest ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, popularne OC – wskazuje Jakub Braziewicz. – W tym wypadku, gdy z naszej winy zdarzy się kolizja z innym człowiekiem na stoku, zostanie zniszczony jego sprzęt czy uszkodzone ciało odpowiednie świadczenia także będzie wypłacone przez ubezpieczyciela. Trzeba jednak pamiętać o tym, że nie wszystko, co wydarzy się na stoku, będzie chronione przez polisę. Jeśli pewne rzeczy zostaną zrobione umyślnie bądź pod wpływem alkoholu, ubezpieczyciel nie wypłaci świadczenia.

Agencje PR zdradzają komu i ile płacą. Pierwszy raport o zarobkach w branży pomoże stworzyć politykę płacową

Serwis PRoto.pl opublikował pierwszy w Polsce raport o zarobkach w branży public relations. Jego autorzy dowodzą, że ujawnienie systemu płac przyniesie duże korzyści zarówno pracownikom, jak i agencjom PR-owym oraz ich klientom. Większość badanych agencji zamierza w przyszłym roku utrzymać wynagrodzenia lub je nieco zwiększyć. Zatrudnienie kolejnych pracowników uzależniają zaś od pozyskania nowych klientów.
– To pierwsza tego typu publikacja. Do tej pory opieraliśmy się na anonimowych ankietach. Postanowiliśmy jednak pójść krok dalej, bo wierzymy, że transparentność przyniesie wiele korzyści dla branży. Po pierwsze, ukróci plotki, bo zarówno kandydaci, jak i współpracownicy szukają takich informacji. Po drugie, jawność oznacza oszczędność czasu, zarówno dla pracodawców, jak i dla osób ubiegających się o pracę – mówi agencji Newseria Magdalena Wosińska, redaktor PRoto.pl.

Przełamanie tabu i jawność systemu płac ma przynieść korzyści nie tylko potencjalnym pracownikom, którzy ubiegając się o pracę, będą mieli jasność co do spodziewanych zarobków, lecz także samym pracodawcom.

Agencje, wiedząc, jak kształtują się zarobki w branży PR, mogą bowiem zweryfikować własną siatkę wynagrodzeń, uniknąć niedomówień podczas rozmów o pracę, ukrócić spekulacje dotyczące pensji współpracowników i zaprezentować się jako rzetelny pracodawca, który nie ma nic do ukrycia. Autorzy raportu podkreślają, że z punktu widzenia employer brandingu jawność systemu płac oznacza dla agencji PR-owych same korzyści.

W badaniu, na podstawie którego powstał raport o wynagrodzeniach w branży PR, wzięło udział dziewięć agencji: 24/7 Communication, Alert Media Communications, Digital Open Group, inPlus Media, JBcomm, Lighthouse Consultants, MSLGROUP Poland, On Board oraz Unicorn Media. Są to zarówno duże, sieciowe agencje, jak i mniejsze, z polskim kapitałem.

– Wysłaliśmy zapytanie do wszystkich agencji, które od 2014 roku opublikowały w serwisie PRoto.pl największą liczbę ofert pracy, czyli do najbardziej aktywnych pracodawców. Odpowiedziało dziewięć agencji. W raporcie znajdują się informacje na temat zarobków w poszczególnych agencjach na konkretnych stanowiskach. Dodatkowo jest też informacja na temat benefitów, podwyżek oraz tego, czy system wynagrodzeń zmieni się w przyszłym roku – mówi Magdalena Wosińska.

Raport zawiera informacje o zarobkach netto, które obowiązują na stanowisku stażysty, konsultanta/asystenta, specjalisty PR, managera/dyrektora działu, grafika, PR-owca agencji, specjalisty od spraw content marketingu i twórcy wideo. Do każdego z tych stanowisk agencje, które wzięły udział w badaniu, przypisały konkretne kwoty bądź widełki płacowe. Z porównania wynika, że pomiędzy poszczególnymi pracodawcami istnieją duże różnice w płacach. Przykładowo, specjalista PR, który zarządza projektami, samodzielnie obsługuje klientów i organizuje eventy może liczyć na zarobki w kwocie od 2 do 6 tys. zł netto. PR-owiec własny, czyli przypisany do promocji agencji i obsługi jej kontaktów z mediami, zarobi od 1,8 do prawie 7 tys. zł w zależności od pracodawcy.

– Większość agencji stawia na działania 360 stopni. Dlatego w badaniu uwzględnione są nie tylko stanowiska stricte PR-owe, lecz także content manager, specjalista ds. wideo czy grafik. Takie osoby też są zatrudniane w agencjach PR, ponieważ jest to odpowiedź na potrzeby klientów – mówi Magdalena Wosińska.

Ponadto autorzy raportu uwzględnili doświadczenie i zakres obowiązków, które powinny obowiązywać na danym stanowisku i to, jak kształtują się względem nich zarobki. Dyrektorzy i właściciele agencji PR odpowiedzieli również na pytanie, jaki będzie system płac w nadchodzącym roku. Ponad połowa zadeklarowała, że zarobki zostaną na niezmienionym poziomie. Za to niemal wszystkie ankietowane agencje PR uzależniły zatrudnianie nowych pracowników od tego, czy uda im się pozyskać nowych klientów.

– Większość agencji stwierdziła, że wynagrodzenia wzrosną lub pozostaną na tym samym poziomie. Natomiast wszystkie zwróciły uwagę, że uzależniają zatrudnienie kolejnej osoby od tego, czy pojawi się nowy klient – mówi Magdalena Wosińska.

Agencje wymieniły też najpopularniejsze benefity, które oferują swoim pracownikom. Są nimi zazwyczaj służbowe laptopy (88,9 proc.), wewnętrzne lub zewnętrzne szkolenia (55,6 proc.), wyjazdy integracyjne (44,4 proc.) i dofinansowania do edukacji (44,4 proc.). W mniejszości są te, które zapewniają ubezpieczenia chorobowe (11,1 proc.) albo służbowy samochód (22,2 proc.).

Magdalena Wosińska zwraca uwagę na to, że pozytywnie zaskakuje duża ilość umów o pracę. Największą bolączką branży są natomiast duża rotacja i brak przygotowania pracowników do zawodu PR-owca.

– Bardzo liczymy, że w przyszłym roku jeszcze więcej firm weźmie udział w takim raporcie. Chcielibyśmy, aby stał się on przyczynkiem do dyskusji na temat sytuacji na rynku pracy PR. Tym bardziej że prezesi agencji twierdzą, że transparentność sprzyja polityce płacowej. Co więcej, jest też odpowiedzią na potrzeby klientów, ponieważ ci nie do końca wiedzą, jak porównywać poszczególne oferty agencji PR – mówi Magdalena Wosińska.

Prostsze i szybsze rozstrzyganie konfliktu między klientem a sklepem. W styczniu wchodzą w życie nowe przepisy

Prostsze i szybsze rozstrzyganie konfliktu między klientem a sklepem. W styczniu wchodzą w życie nowe przepisy 12
10 stycznia 2017 roku w życie wejdą nowe przepisy, które uproszczą i przyspieszą rozstrzyganie sporów pomiędzy klientem a sprzedawcą. Ustawa narzuci na przedsiębiorców wymóg informowania konsumentów o możliwości polubownego i pozasądowego rozstrzygnięcia konfliktu. Mediacjami zajmą specjalnie powołane w tym celu organy przy UOKiK. Nowe prawo jest korzystne nie tylko dla konsumentów, lecz także dla biznesu, bo pozwoli uniknąć kosztownych postępowań w sądzie i strat wizerunkowych.

– Nowa ustawa o pozasądowym rozstrzyganiu sporów konsumenckich wchodzi w życie 10 stycznia. Nie tworzy ona nowego systemu, ale zmienia istniejący i w oparciu o unijne regulacje standaryzuje rozwiązania, które już w Polsce istnieją – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartosz Jóźwiak, radca z FilipiakBabicz Kancelaria Prawna. – Konsument będzie miał prawo wyboru, czy decyduje się na polubowne rozwiązanie sporu, czy idzie trybem klasycznym, sądowego rozstrzygania sporu, który jest dość długi i może być trudny.

Przepisy o rozstrzyganiu sporów konsumenckich, które zaczną obowiązywać w Polsce od 10 stycznia 2017 roku, wdrażają regulacje unijnej dyrektywy ADR (Alternative Dispute Resolution). Jej celem jest prowadzenie we wszystkich krajach członkowskich takich samych procedur, które pomogą przedsiębiorcom i konsumentom rozstrzygać konflikty.

Zgodnie z nowymi przepisami przedsiębiorca, który odrzuci reklamację konsumenta, będzie musiał poinformować go o możliwości rozwiązania sporu pozasądowo przez specjalnie powołane w tym celu organy, których rejestr będzie prowadzony przez UOKiK.

Ustawa wprowadza podmioty uprawnione, które będą rejestrowane przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ten rejestr będzie jawny i będzie zawierał szereg informacji na temat podmiotów, które świadczą pomoc w rozstrzyganiu sporów konsumenckich – wyjaśnia Bartosz Jóźwiak.

Przedsiębiorcy na swoich stronach internetowych i w zawieranych umowach będą musieli wskazać konsumentom, który podmiot ADR jest dla nich właściwy. Brak takiej informacji ma automatycznie oznaczać zgodę na pozasądowe rozstrzygnięcie sporu. Mediacje będą wszczynane na wniosek konsumenta, a przepisy zakładają, że sprawa powinna zostać rozwiązana w ciągu 90 dni od momentu zebrania wszystkich informacji od obu stron.

Wprowadzony został 90-dniowy termin na wypracowanie rozwiązania. Ta procedura może się zakończyć zaproponowaniem możliwych rozwiązań, próbą zbliżenia obu stron konfliktu albo zgodą na to, że sąd arbitrażowy, czyli ten podmiot uprawniony, narzuci pewne rozstrzygnięcie, które będzie dla obu stron wiążące. To są trzy skonstruowane w ustawie drogi proceduralne – tłumaczy Bartosz Jóźwiak.

Co istotne, ustawa będzie obowiązywać nie tylko sklepy stacjonarne, lecz także e-sklepy i przedsiębiorców, którzy prowadzą handel w sieci. Będą oni zobowiązani podawać na swojej witrynie adres mailowy właściwy do kontaktu oraz link do platformy, za pośrednictwem której konsument może przystąpić do rozwiązania sporu online. Zdaniem radcy prawnego największą zaletą nowych przepisów jest przyspieszenie i uproszczenie całego procesu rozstrzygania sporu pomiędzy klientem a przedsiębiorcą.

 Tym, co z pewnością ulegnie poprawie, jest dostęp do informacji na temat rozwiązywania tego typu konfliktów. Każdy z uprawnionych do tego podmiotów będzie miał swoją stronę, na której przedstawi informacje dotyczące całej procedury i regulamin postępowania. Co istotne, postępowania będą się toczyć elektronicznie, w ramach dostępu każdej ze stron do materiałów dotyczących konkretnej sprawy – mówi Bartosz Jóźwiak.

Wdrożenie unijnych regulacji jest korzystne z punktu widzenia sprzedawców i przedsiębiorców. Dotychczas w przypadku konfliktu musieli się liczyć z kosztami rozprawy, wynajęcia radcy prawnego albo stratą wizerunkową. Możliwość polubownego i pozasądowego rozwiązania sporu z klientem oznacza więc uniknięcie strat i kosztownych postępowań. Dlatego uchwalenie nowych przepisów nie wzbudziło większych obaw w sektorze handlu.

– Nie ma w branży wielkich obaw dotyczących tej ustawy. W interesie wszystkich jest, aby spory konsumenckie były rozstrzygane szybko i możliwie niskim kosztem. To korzyść również dla przedsiębiorców, którzy nie będą musieli się pojawiać w sądzie, bo co do zasady postępowania będą toczyły się bez obecności stron – mówi Bartosz Jóźwiak.

Radca prawny z FilipiakBabicz Kancelaria Prawna zaznacza, że postępowania mające wyjaśnić spór ze sprzedawcą mają być z założenia bezpłatne dla konsumentów. Co prawda, dopuszcza się możliwość, żeby w regulaminie podmiotu uprawnionego do rozstrzygania sporu wprowadzić opłaty, jednak muszą być one na tyle niewysokie, żeby nie utrudniały konsumentom dostępu do tej ścieżki postępowania.

– Konsumenci nie będą też całkowicie zwolnieni z kosztów. Jeżeli procedura będzie wymagała jakichś dodatkowych działań, które będą generowały dodatkowe koszty, to konsument będzie musiał za nie zapłacić. Jest to jednak łagodniejsze rozwiązanie niż w sądach powszechnych, gdzie sprawę rozpoczyna wniesienie opłaty w wysokości 5 proc. pozwu – mówi radca prawny.

Nowa ustawa, która zacznie obowiązywać od 10 stycznia 2017 roku, nie zablokuje konsumentom dotychczasowej możliwości składania pozwu w sądzie powszechnym w przypadku sporu ze sprzedawcą.

Połowa polskich firm ma problem z zatorami płatniczymi. To powoduje u nich problemy z płynnością finansową

Prawie połowa polskich przedsiębiorców ma problemy z terminowym odzyskaniem płatności od swoich kontrahentów. Aż 48 proc. z nich ma z tego powodu kłopoty z płynnością finansową. Poprawy sytuacji w najbliższym półroczu spodziewa się zaledwie 19 proc. przedsiębiorców – wynika z najnowszego badania Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.
– Niestety, wiosenne sygnały poprawy sytuacji nie przetrwały próby czasu. Obecnie 48 proc. przedsiębiorstw zgłasza problem z posiadaniem zatorów płatniczych, podczas gdy jeszcze wiosną mówiło o tym 43 proc. Wydawało się, że jest szansa na poprawę, ale znów wróciliśmy do sytuacji z końca ubiegłego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Najnowsze badanie na temat zatorów płatniczych przeprowadzone wśród przedsiębiorców przez Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor pokazuje, że niemal połowa (48 proc.) polskich firm skarży się na problemy z terminowymi płatnościami kontrahentów. To poziom identyczny z tym, który został odnotowany jesienią 2015 roku. Obliczany na podstawie opinii przedsiębiorców Indeks Zatorów Płatniczych BIG wzrósł z 9,1 pkt do poziomu 10,3 pkt. To oznacza, że firmy, które zmagają się z nieterminowymi płatnościami, tylko nieznacznie lepiej oceniły bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej.

– W Indeksie Zatorów Płatniczych powiało nieco optymizmu. Widać, że zatory płatnicze są wciąż powszechnym zjawiskiem i dokuczają wielu przedsiębiorcom, ale również są oni w stanie lepiej radzić sobie z tym problemem i dają radę funkcjonować. Poprawa indeksu jest przede wszystkim efektem lepszej opinii średnich przedsiębiorstw. To zaskakujące, bo jednocześnie to oni w największym stopniu zgłaszają problemy z opóźnionymi płatnościami – mówi Halinka Kochalska.

Z raportu BIG wynika, że niemal połowa firm z problemami w uzyskaniu płatności od kontrahentów (48 proc.) ma kłopoty z płynnością finansową. Przedsiębiorstwa, które nie borykają się z przeterminowanymi płatnościami, mają takie kłopoty dwukrotnie rzadziej (27 proc.). Najbardziej narażone na zachwianie płynności finansowej są branże budowlana (70 proc.) i produkcyjna (52 proc.).

Przeterminowane płatności nie są jednak jedyną przyczyną kłopotów z płynnością finansową. Przedsiębiorcy wskazują również na silną konkurencję, która wymusza obniżki cen i marż (54 proc.), brak zamówień i nowych zleceń (49 proc.) czy sezonowość działania (37 proc.). Rosnącym problemem jest pozyskanie wykwalifikowanych pracowników, na co jeszcze rok temu skarżyło się zaledwie 19 proc. firm. Obecnie zaś co trzeci przedsiębiorca wskazuje, że brak odpowiedniej kadry odbija się na płynności finansowej.

– Znacząco rośnie problem braku wykwalifikowanej kadry. Przedsiębiorców bardzo zaskoczyło wskazanie, że kłopotem dla finansów firm są kłopoty z zatrudnieniem fachowców. Jeszcze pół roku temu wspominało o tym 19 proc. badanych, teraz twierdzi tak 30 proc. przedsiębiorców. To bardzo duża zmiana – mówi Halina Kochalska.

W porównaniu z poprzednim badaniem BIG wzrosła liczba kontrahentów, którzy nie płacą w terminie. Jeszcze pół roku temu było ich 9 proc., obecnie jest to już 11 proc. Szacunkowy poziom przeterminowanych należności wynosi obecnie 31,8 tys. zł, podczas gdy jeszcze wiosną tego roku oscylował wokoło 29,1 tys. zł.

Twórcy raportu wskazują, że 82 proc. firm postrzega nieterminowe regulowanie płatności jako poważne zagrożenie dla prowadzenia działalności gospodarczej. W opinii ekspert Biura Informacji Gospodarczej Haliny Kochalskiej problem nieterminowych płatności rozprzestrzenia się po rynku kaskadowo.

– Trzy czwarte przedsiębiorców wskazuje, że ma pieniądze i uważa, że ich zdolności do regulowania wszelkich zobowiązań są wysokie. A jednak problem zatorów istnieje. Bierze się on często z niechęci do płacenia, a potem dochodzi do kaskadowania problemu. Jeżeli odbiorca towarów czy usług nie zapłacił przedsiębiorcy to ten, mimo zdolności finansowej nie zapłaci swojemu kontrahentowi, ten nie zapłaci jeszcze kolejnemu przedsiębiorstwu i w ten sposób problem się rozprzestrzenia – wyjaśnia Halina Kochalska.

Jak wynika z tegorocznej edycji raportu BIG, aż 26 proc. firm nie sprawdza wiarygodności kontrahenta przed zawarciem umowy. Niemal połowa (42 proc.) robi to tylko czasami. Z drugiej strony, kiedy już klient nie wywiąże się z umowy, większość firm (82 proc.) podejmuje działania zmierzające do odzyskania należności. Jedną z najczęstszych metod jest wpis do rejestrów dłużników (Biur Informacji Gospodarczej) albo wstąpienie na ścieżkę sądową.

– Coraz częściej przedsiębiorcy idą od razu na drogę sądową. Z roku na rok chętniej korzystają też z windykacji firm zewnętrznych, ale w mniejszym stopniu sami się angażują w tę windykację. Windykacja zewnętrzna wygrywa też z rozmowami, negocjacjami, próbami przypomnienia, że trzeba zapłacić – mówi Halina Kochalska.

Mimo że zatory płatnicze są dla polskich firm dużym problemem, przedsiębiorcy nie przywiązują dużej wagi do zapobiegania opóźnieniom w płatnościach. Mniej niż połowa przedsiębiorców (46 proc.) deklaruje działania prewencyjne, podczas gdy jeszcze rok temu wskazywało tak 6 na 10 firm.

Badanie BIG pokazuje, że zdecydowana większość firm (60 proc.), które borykają się obecnie z przeterminowanymi płatnościami, nie spodziewa się poprawy swojej sytuacji w ciągu najbliższego półrocza. Tylko 19 proc. uważa, że zmieni się ona na lepsze.

W badaniu Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor biorą udział mikrofirmy oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, które sprzedają towary i usługi z odroczonym terminem płatności i mają co najmniej dwóch odbiorców.