Polski standard Umowy LMA – różnice, aspekty prawne i praktyczne

Sporządzanie dokumentacji kredytowej w oparciu o oryginalne wzory umów LMA w wersji angielskiej jest jak dotąd powszechnie stosowanym rozwiązaniem. Znaczące rozbieżności między prawem krajowym, a prawem angielskim, stały się jednak przyczyną problemów przy uzgadnianiu dokumentacji w języku polskim.

Polski standard Umowy LMAZapraszamy do udziału w warsztacie ,,Polski standard Umowy LMA – różnice, aspekty prawne i praktyczne”, podczas którego kompleksowo omówimy krajową wersję kontraktu Loan Market Association. Przedstawiony przez Związek Banków Polskich dokument podlega polskiemu prawu konsorcjalnej umowy wielowalutowego zabezpieczonego kredytu terminowego i kredytu rewolwingowego. Nasi Eksperci szczegółowo omówią nową strukturę umowy LMA oraz przedstawią zmiany wprowadzone w polskim standardzie na tle regulacji Prawa cywilnego i Prawa bankowego. Poruszona także zostanie kwestia różnic wynikających z systemu prawa common law i prawa polskiego oraz problematyka zabezpieczeń polskiej wersji LMA, również w kontekście Prawa restrukturyzacyjnego i upadłościowego.

Warsztat odbędzie się 15-16 lutego 2017r. w Hotelu Sheraton w Warszawie.

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Struktura oraz główne założenia polskiej wersji umowy LMA
  • Polska wersja umowa LMA a angielski wzorzec – różnice i podobieństwa
  • Zabezpieczenia w polskim standardzie LMA
  • Polski standard LMA – postanowienia dotyczące podatków
  • Klauzule odnoszące się do prawa restrukturyzacyjnego i upadłościowego
  • Najważniejsze zobowiązania w polskim standardzie LMA
  • Podstawowe obszary do negocjacji pomiędzy Kredytobiorcą a Kredytodawcą

Prowadzący:

  • Aleksandra Bańkowska – Kancelaria PwC Legal
  • Michał Bochowicz – Kancelaria Prawna Gessel
  • Piotr Gałuszyński – Kancelaria Prawna Czabański Gałuszyński i Partnerzy
  • Michał Markowski – Kancelaria Prawna Wierzbowski Eversheds
  • Katarzyna Mazur – Kancelaria Prawna Czabański Gałuszyński i Partnerzy
  • Tomasz Rogalski – Kancelaria Prawna Norton Rose Fulbright
  • Tomasz Kaczmarek, Kancelaria Prawna Baker McKenzie

Analiza porównawcza w zakresie cen transferowych – nowe regulacje, dobre praktyki

Jednym z najważniejszych obszarów w zakresie cen transferowych jest przygotowanie analizy porównawczej. Jej prawidłowe przedstawienie wymaga udowodnienia rynkowego charakteru skalkulowanych stawek.

Analiza porównawcza w zakresie cen transferowych Serdecznie zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Analiza porównawcza w zakresie cen transferowych – nowe regulacje, dobre praktyki”, podczas którego kompleksowo omówimy metodologię liczenia marży i cen oraz sposoby kalkulacji stawek w przypadku usług o niskiej wartości dodanej. Nasi Eksperci przedstawią aktualne regulacje prawne związane z analizą porównawczą oraz odniosą się do najbardziej newralgicznych i nastręczających najwięcej trudności kwestii, przedstawiając praktyczne i skuteczne rozwiązania. Warsztat będzie stanowił dla Państwa możliwość przygotowania się do kontroli w zakresie metodologii skalkulowania stawek oraz tworzenia prawidłowych analiz porównawczych zgodnych z aktualnymi przepisami prawa.

Warsztat odbędzie się 13-14 lutego 2017 r. w Hotelu Westin w Warszawie.

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Przepisy prawne obowiązujące od 1 stycznia 2017
  • Przygotowanie prawidłowej analizy porównawczej
  • Usługi niematerialne
  • Metodologia liczenia marży oraz cen
  • Przygotowanie się do kontroli w zakresie metodologii skalkulowania stawek
  • Usługi o niskiej wartości dodanej – kalkulacja stawek

Prowadzący:

  • Artur Gawiński – Galt
  • Monika Laskowska – PwC
  • Radosław Piekarz – A&RT Rynkowska, Kosieradzki, Piekarz
  • Ewelina Stamblewska-Urbaniak – Crido Taxand
  • Anna Szkudlarek – Kancelaria Prawna Piszcz, Norek i Wspólnicy
  • Paweł Wolany – TP Advisory

FinTech w sektorze bankowym – implementacja nowych rozwiązań

Popularność wykorzystywania nowoczesnych technologii w oferowaniu usług finansowych gwałtownie rośnie. Wynikiem tego trendu jest większe zainteresowanie banków branżą FinTech i współpracą pomiędzy sektorami.

FinTech w sektorze bankowymZapraszamy do udziału w warsztacie ,,FinTech w sektorze bankowym – implementacja nowych rozwiązań”, podczas którego Prelegenci przedstawią aktualne trendy rynkowe obejmujące m.in. nowoczesne metody płatności oraz marketing cyfrowy. Omówimy rozwiązania Fintechowe umożliwiające wsparcie banków w dążeniu do mobilności, innowacyjności oraz usprawnienia wielu procesów wewnętrznych. Podczas spotkania Eksperci branżowi zaprezentują przykłady wdrożonych już aplikacji w instytucjach finansowych oraz szczegółowo omówią ograniczenia i ewentualne błędy przy wprowadzaniu rozwiązań FinTech w bankach.

Warsztat odbędzie się 1-2 lutego 2017r. w Hotelu Westin w Warszawie.

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Aspekty prawne związane z FinTechem w sektorze bankowym
  • Dystrybucja produktów FinTech do Klientów banku
  • Skuteczne metody wykorzystywania FinTech do usprawnienia procesów bankowych
  • Wdrażanie rozwiązań FinTechowych – modele wspólpracy
  • Case study: współpraca FinTech – Bank
  • Analiza wdrożonych aplikacji FinTech w Bankach – case study
  • Ograniczenia i możliwe błędy w procesie wdrożenia rozwiązań FinTechowych

Prowadzący:

  • Szymon Gałkowski – Kochański Zięba i Partnerzy
  • Paweł Gruszecki – Kochański Zięba i Partnerzy
  • Tomasz Górski – mBank
  • Jędrzej Iwaszkiewicz – D-Raft
  • Tomasz Klecor – LegalGeek.pl
  • Monika Reczek – Alior Bank
  • Leszek Sytniewski – Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy sp.j.

 

Pozasądowe rozwiązywanie problemów konsumenckich – aspekty prawne i praktyczne

Ustawa o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich budzi wiele wątpliwości związanych z jej interpretacją i stosowaniem zapisanych w niej przepisów. Akt ten implementuje do polskiego systemu prawnego dyrektywę ADR i ujednolica system rozstrzygania sporów między przedsiębiorcą a konsumentem w całej Unii Europejskiej, obejmując wszelkie zatargi wynikające z umów sprzedaży rzeczy, świadczenia usług, w tym także kontraktów zawartych przez Internet, czy z przedsiębiorcą z innego kraju.

Pozasądowe rozwiązywanie problemów konsumenckichZapraszamy do udziału w szkoleniu ,,Pozasądowe rozwiązywanie problemów konsumenckich – aspekty prawne i praktyczne”, podczas którego nasi Prelegenci przedstawią szereg nowych obowiązków nałożonych na przedsiębiorców w wyniku wejścia w życie nowego aktu prawnego. W trakcie spotkania zdobędą Państwo umiejętność rozpatrywania reklamacji i polubownego rozwiązywania sporu z konsumentem w sposób szybki, pewny oraz bez ryzyka ponoszenia dodatkowych kosztów przez obie strony.
Udział w szkoleniu pozwoli na zdobycie wiedzy praktycznej i teoretycznej, umożliwiającej podniesienie własnych kompetencji i zwiększenie efektywnej pracy z klientem.

Szkolenie odbędzie się 1 lutego 2017r. w Centrum Konferencyjnym Golden Floor w Warszawie.

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Prawo konsumenckie – najważniejsze regulacje
  • Procedury towarzyszące pozasądowemu rozstrzyganiu sporów konsumenckich
  • Nowe obowiązki przedsiębiorców w ramach pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich
  • Rodzaje ADR – omówienie postępowań – podstawowe i ,,hybrydowe”

Prelegenci:

  • dr Przemysław Adamus – Kancelaria Prawna Rachelski&Wspólnicy
  • Piotr Kister – Kancelaria Prawna Rachelski&Wspólnicy
  • Paweł Kowalski – Kancelaria Prawna Rachelski&Wspólnicy
  • Michał Tomasiak – Kancelaria Prawna Rachelski&Wspólnicy

Kary dla banków. Przekształcenie OFE

Włosi przekazali 20 miliardów euro na ratowanie banków. Deutsche Bank i Credit Suisse zawarły ugody z amerykańskim departamentem sprawiedliwości. OFE przekształcone zostaną w fundusze inwestycyjne.

Włosi ratują najstarszy bank

Kwota 20 miliardów euro na ratowanie włoskich banków została przyznana. Tak oto dług państwa zwiększył się o przeszło 330 euro na obywatela. Jest to również 1,2% PKB co powoduje, że nie tylko imponujący dług 135,5% PKB ulega zwiększeniu, ale również deficyt budżetowy na poziomie 3% będący fundamentem strefy euro jest właściwie nie do utrzymania. Warto zwrócić uwagę, że problemy tego banku to tylko wierzchołek góry lodowej. W sumie we Włoszech niespłacane kredyty stanowią około 350 miliardów euro. Gdyby państwo chciało pomóc wszystkim bankom nie znalazłoby tych pieniędzy na rynku. Nawet gdyby się to udało to koszt obsługi długu byłby tak wysoki, że szybko zobaczylibyśmy scenariusz grecki. Problem sektora bankowego to wszakże nie koniec problemów gospodarczych, z którymi mierzą się obecnie Włosi.

Kary dla banków

Deutsche Bank poszedł na ugodę z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Kwota wynosi imponujące 7,2 mld i jest rekompensatą za sprzedaż instrumentów finansowych zabezpieczonych hipotekami. To właśnie ten proceder wraz z niewłaściwą polityką informacyjną oraz ryzyka spowodował destabilizację rynku nieruchomości i w efekcie kryzys z 2008 roku. Kara nie ominęła również Credit Suisse. Szwajcarzy nie byli jednak aż tak aktywni, więc otrzymali jedyne 5,3 mld kary. Banki amerykańskie zgodziły się na ugodę znacznie wcześniej, co wcale nie znaczy, że kwoty które wpłacały nie były podobne. W sumie łączna wysokość kar przekroczyła już dawno 30 mld dolarów. Co ważne nie są to tylko same kary, ale również około połowy środków stanowi rekompensata dla klientów.

Koniec OFE

Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów zatwierdził projekt zakładający likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych. Większość bo aż 75% ma jednak pozostać w funduszach inwestycyjnych powstałych z przekształcenia OFE. 25% ma trafić do funduszu rezerwy demograficznej (czytaj do budżetu). Jest to i tak dużo lepsza wiadomość dla rynków niż oczekiwali analitycy. Spodziewali się oni większego umorzenia udziałów a zatem fali wyprzedaży na giełdzie. Dowodem na to jak dobra to wiadomość jest szybki 1,5% wzrost na WIG20 tuż po publikacji. Również na parach ze złotym było widać wyraźny ruch umacniający złotówkę. Został on jednak szybko zanegowany.

Dzisiaj dzień wolny w Japonii – urodziny cesarza. W kalendarzu makroekonomicznym brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Gdzie mieszka najwięcej bogatych Polaków, a gdzie najmniej

W Polsce mieszka 987 tys. osób, które można określić mianem zamożnych lub bogatych, czyli osiągających roczny dochód brutto przekraczający 85 tys. zł. Rok wcześniej było ich o 77 tys. mniej, a ich dochód zwiększył się o 16,2 mld zł.

Do tego grona KPMG zalicza osoby, których miesięczne dochody to ponad 7,1 tys. zł. To zaledwie 3 proc. podatników.
W trzech województwach mieszka najwięcej zamożnych Polaków. To Mazowieckie – 287 tys. podatników, Śląskie – 86 tys. i Dolnośląskie – 86 tys.

– W tych trzech województwach mieszka ponad 50 proc. zamożnych i bogatych Polaków – mówi w rozmowie z MarketNews24 partner w międzynarodowej firmie doradczej KPMG, Tomasz Wiśniewski.

A jakie są trzy województwa, gdzie mieszka najmniej zamożnych i bogatych? O tym także w materiale wideo.

Dane z najnowszego raportu KPMG powstały na podstawie informacji o płaconych podatkach w 2015 r.

Rok 2016 na rynku nieruchomości handlowych w Polsce

Firma doradcza JLL przedstawia wstępne podsumowanie 2016 r. na rynku nieruchomości handlowych w Polsce.

Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL, komentuje: „ Rok 2016 odznaczał się dużą aktywnością na rynku nieruchomości handlowych – zarówno ze strony deweloperów, jak i najemców. Oddało się przeszło 336 000 mkw. nowej powierzchni w ramach tylko centrów handlowych. Co jest istotne, na rynku zadebiutował też szereg nowych marek, z czego warto wspomnieć m.in. o Forever 21, & Other Stories czy Uterque. W ostatnim czasie swoją decyzję o wejściu do Polski ogłosiła brytyjska sieć z zabawkami – Hamleys, która zadebiutuje w 2017 r. w Galerii Północnej. Pokazuje to potencjał polskiego rynku, zainteresowanie międzynarodowych marek, jak również wzbogaca jakość oferty centrów handlowych. Polski rynek handlowy pozostaje w dobrej kondycji i jest pozytywnie odbierany przez inwestorów, deweloperów i najemców”.

Najwięcej nowych marek otworzyło swoje sklepy w warszawskiej Galerii Mokotów (Skechers, Lego Store, Uterque, & Other Stories, Le Creuset, Dior kosmetyki). Trzy nowe marki zagościły w łódzkiej Manufakturze (Forever 21, U.S. Polo Assn. i Steve Madden), a pojedyncze umowy podpisano w warszawskich obiektach: Arkadii (Converse), Placu Unii City Shopping (Navigare), Hali Koszyki (L’Erbolario), przy ulicy Pięknej 28/34 (Elena Miro). Nowe sklepy otworzyły się także w poznańskim Starym Browarze (Al Rifai) oraz Plazie (Tezenis), katowickiej Silesia City Center (Max&Co) oraz w Galerii HIT Nowy Dwór Mazowiecki (Maxi Bazar). W tym samym czasie z Polski wycofały się: American Eagle, Mothercare, Celio, Brice, Burberry, Devred 1902, Dairy Queen, Kari, a decyzję o wyjściu podjęła sieć Marks&Spencer.

Łącznie do użytku oddano w Polsce ponad 463 000 mkw. GLA powierzchni handlowej, z czego ponad 336 000 mkw. stanowiły centra handlowe, 28 000 mkw. parki handlowe, 94 000 mkw. wolnostojące obiekty wielkopowierzchniowe, a 5 300 centra wyprzedażowe. Do największych oddanych w 2016 r. projektów handlowych należy Posnania w Poznaniu (99 000 mkw.), Metropolia w Gdańsku (34 300 mkw.), Galeria Navigator w Mielcu (25 400 mkw.), Galeria Wołomin w Wołominie (25 000 mkw.) i Galeria Glogovia w Głogowie (21 000 mkw.).

W zaawansowanej fazie realizacji znajduje się kilka dużych inwestycji w tym: Galeria Północna (64 000 mkw.) w Warszawie, Wroclavia (64 000 mkw.) w stolicy województwa dolnośląskiego, Forum Gdańsk (62 000 mkw.) w Trójmieście, Galeria Libero (42 000 mkw.) w Katowicach i Serenada (41 300 mkw.) w Krakowie. Według szacunków JLL, w 2017 roku na rynek może trafić blisko 400 000 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w ramach centrów handlowych. Polski rynek nadal skutecznie przyciąga nowych najemców, a zasoby nowoczesnej przestrzeni handlowej w naszym kraju ulegną wkrótce kolejnemu poszerzeniu.

Bank Pekao SA przeprowadził dla Miasta Krakowa emisję obligacji komunalnych o wartości 200 mln zł

Bank Pekao SA zorganizował dla Krakowa emisję obligacji komunalnych o łącznej wartości 200 mln zł. Obligacje będą emitowane w trybie oferty niepublicznej. Wyemitowane obligacje będą długoterminowe – 10 letnie, o stałym kuponie, co jest wciąż rzadkie na polskim rynku. Stała stopa oprocentowania da Miastu Kraków możliwość precyzyjnego budżetowania kosztów finansowania.

Obligacje komunalne dla Krakowa Bank Pekao organizuje jako wyłączny organizator i agent emisji. Obligacje zostały wyemitowane w dniu 22 grudnia. Emitent planuje wprowadzenie emisji do obrotu na rynku Catalyst.

– Emisja obligacji pozwala miastom na pozyskiwanie pieniędzy po korzystnych warunkach cenowych oraz dywersyfikuje źródła finansowania. Obligacje bowiem mogą trafić do szerokiego grona inwestorów finansowych, takich jak OFE, czy TFI. Emisja organizowana dla Miasta Kraków jest wyjątkowa z dwóch powodów.  Jest to  największa, jednorazowa emisja obligacji komunalnych w tym roku i co ciekawsze wyemitowane obligacje są stałoprocentowe, mimo bardzo długiego terminu zapadalności. Taka transakcja jest dość unikatowa na polskim rynku  – tłumaczy Rafał Petsch, Dyr. Departamentu Instytucji Finansowych i Sektora Publicznego z Banku Pekao SA. 

– Nowoczesne zarządzanie miastem wymaga od jego managerów stosowania różnych instrumentów finansowych. Wybraliśmy obligacje, jako alternatywne do kredytu i elastyczne źródło finansowania potrzeb jednostek samorządu terytorialnego. Naszym partnerem został Bank Pekao, który złożył najkorzystniejszą dla Krakowa ofertę przy stałej stopie oprocentowaniamówi Lesław Fijał, Skarbnik Miasta.

Emisja dla Krakowa to największa, jednorazowa emisja obligacji komunalnych w tym roku. Termin wykupu przypada na 2026 r.

Bank Pekao jest liderem w finasowaniu i obsłudze sektora publicznego. Łączne zaangażowanie finansowe Pekao w największe projekty samorządowe w ciągu ostatnich 5 lat wyniosło 22 mld zł. Bank Pekao jest czołowym bankiem w Polsce w zakresie emisji obligacji komunalnych, z udziałem w rynku na poziomie 28%.

Zapowiada się spokojny przedświąteczny piątek na rynkach finansowych

W piątek na rynkach finansowych niewiele już powinno się dziać. Dotyczy to też złotego. Równie spokojnie będzie w przyszłym tygodniu. Normalny handel wróci dopiero po Nowym Roku.

Ostatnie dni na rynkach finansowych upływają pod znakiem, związanych ze zbliżającymi się Świętami i Nowym Rokiem, zmniejszających się obrotów i mniejszej zmienności. Taka jest już specyfika tego świątecznego okresu. Nie inaczej będzie dziś.

O godzinie 09:00 kurs EUR/PLN testował poziom 4150 zł, USD/PLN 4,23 zł, CHF/PLN 4,1230 zł, a GBP/PLN 5,1990 zł. Oznacza to lekkie umocnienie złotego w relacji do głównych walut, po tym jak wczoraj osłabił się on do euro i szwajcarskiego franka, nieudanie próbował się umocnić do dolara i zyskał w relacji do brytyjskiego funta. Do końca dnia sytuacja na wszystkich polskich parach nie powinna się istotnie zmienić.

W piątek, w przededniu Wigilii, można już spodziewać się ospałego handlu. I to pomimo, że dzisiejsze kalendarium zapełnione jest publikacjami makroekonomicznymi. O godzinie 10:00 inwestorzy poznają dane o bezrobociu w Polsce, które zgodnie z szacunkami analityków ma wzrosnąć w listopadzie do 8,3% z 8,2% (nie wykluczam jednak, że tego wzrostu nie będzie i stopa bezrobocia pozostanie na poziomie 8,2%, co jednak nie będzie mieć wpływu na notowania złotego). Pół godziny później, o godzinie 10:30, zostaną opublikowane finalne dane nt. dynamiki brytyjskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za III kwartał br. (prognoza: 2,3% R/R). Po południu natomiast poznamy listopadowy raport o sprzedaży nowych domów w USA (prognoza: 575 tys.) oraz ostateczny odczyt grudniowego indeksu Uniwersytetu Michigan (prognoza: 98 pkt.). To wszystko jednak nie są na tyle znaczące publikacje, żeby zmienić spojrzenie inwestorów na rynki i przełamać charakterystyczny dla okres świątecznego marazm. Szczególnie, że dziś sesja na giełdzie w Londynie jest skrócona, co dodatkowo ten marazm będzie potęgować.

Pozostając jeszcze w temacie kalendarium od razu można zaznaczyć, że również publikowane w przyszłym tygodniu raporty nie powinny wywoływać zbyt dużo emocji na rynkach, które to rynki wciąż będą pozostawać w świąteczno-noworocznych nastrojach. A kilka ciekawych „figur” będzie wówczas opublikowanych. M.in. będą to wstępne szacunki grudniowej inflacji w Polsce (spodziewane odbicie inflacji do 0,5% R/R), indeksy Chicago PMI i zaufania amerykańskich konsumentów, comiesięczna seria danych z Japonii, jak również publikowane w Nowy Rok grudniowe indeksy PMI dla Chin.

Do końca roku złoty, wzorem wielu innych walut (oczywiście jeżeli wykluczymy niespodziewane wydarzenia jak np. zamachy terrorystyczne w Europie w okresie świąt), będzie się już głównie stabilizował, pozostając jedynie pod wpływem zmian na rynkach bazowych. Normalny handel wróci dopiero po Nowym Roku. Styczeń zapowiada się bardzo ciekawie na rynkach finansowych. Inwestorzy zaczną wdrażać swoje strategie na rok 2017, przebudowywać swoje portfele inwestycyjne, a na Wall Street wystartuje kolejny sezon publikacji wyników kwartalnych. Wtedy też odbędzie się inauguracja prezydentury Donalda Trumpa, przy okazji której może pojawić się więcej szczegółów odnośnie przyszłych reform jakie zaserwuje nowy prezydent.

Styczeń będzie też bardzo ciekawy dla złotego. Obok czynników globalnych wpływających na notowania polskiej waluty, ponownie zaczną się liczyć czynniki krajowe. Na nowo odżyje spór polityczny w Polsce. W dniu 13 stycznia agencje Moody’s i Fitch dokonają przeglądu polskiego ratingu. W połowie miesiąc zostaną opublikowane dane o produkcji przemysłowej, które pozwolą odpowiedzieć, czy załamanie w budowlance jest już za nami, a inwestycje zaczną powoli odbijać. Wreszcie pod koniec miesiąca zostaną opublikowane szacunkowe dane polskiego PKB za cały 2016 rok.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Przed świętami sprzedaż e-booków rośnie nawet o 125 proc. Zakup cyfrowych treści jest wygodny i tańszy

Przed świętami sprzedaż e-booków rośnie nawet o 125 proc. Zakup cyfrowych treści jest wygodny i tańszy 1

E-booki i audiobooki są średnio o 20–30 proc. tańsze niż książki w formie drukowanej. Na dodatek można je zamówić w ostatniej chwili, tuż przed pierwszą gwiazdką i podarować w formie eleganckiego vouchera. Oferta wydawnicza jest tak samo szeroka, jak ta w tradycyjnych księgarniach, a cyfrowa literatura jest również wygodna. Wszystko to powoduje, że e-booki i audiobooki biją przed świętami rekordy popularności i są coraz częściej wybieranym prezentem pod choinkę. 
– Sprzedaż e-booków i audiobooków przed świętami bardzo wzrasta. Obserwujemy nawet 125-procentowy wzrost rok do roku. Taki prezent jest coraz bardziej popularny wśród czytelników – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Bednarczyk z Virtualo, największego polskiego dystrybutora treści cyfrowych.

Książki w wersji cyfrowej wciąż stanowią zaledwie 2 proc. całego rynku czytelnictwa w Polsce. Z danych serwisu Virtualo jednak wynika, że sprzedaż e-booków i audiobooków dynamicznie rośnie, zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Osoby, które wybierają lektury w wersji elektronicznej, czytają około 30 pozycji rocznie, czyli trzykrotnie więcej niż czytelnicy książek papierowych.

Na rosnącą popularność e-booków wpływa m.in. wygoda czytania bądź słuchania książek elektronicznych na urządzeniach przenośnych. Czytniki e-booków są lekkie i mogą pomieścić nawet kilkaset tytułów, bez konieczności dźwigania ciężkich tomów. Z badania, które przeprowadził serwis Virtualo, wynika, że wybiera je 87 proc. e-czytelników. Ok. 8 proc. czyta e-booki na ekranie tabletu albo a 3 proc. na smartfonie.

– Czytnik jest bardzo mobilnym urządzeniem, które można zabrać ze sobą do metra, do tramwaju lub w podróż. To dobre rozwiązanie dla osób mobilnych, które cenią sobie wygodę i dużo czytają, ale nie chcą dźwigać ciężkich książek – zauważa Martyna Bednarczyk.

Sprzedaż e-booków i audiobooków wzrasta w okresie przedświątecznym również z uwagi na wygodę kupujących. Taki prezent można bowiem zamówić nawet w ostatniej chwili, bez stania w kolejkach albo czekania na kuriera. Zakup jest dostarczany w formie cyfrowej. Nie traci przy tym nic z osobistego charakteru, ponieważ każdy tytuł można przekazać w formie eleganckiego vouchera.

Za popularnością książek w formie elektronicznej przemawia również cena. Średnia cena e-booka w najpopularniejszych kategoriach jest o 20–30 proc. niższa niż w przypadku książki drukowanej. Dystrybutorzy często organizują też promocje, w trakcie których literaturę w formie elektronicznej można kupić nawet z 50-procentowym rabatem. Za kupnem książek w tej formie przemawia również brak kosztów wysyłki.

Dużym plusem jest też szeroka oferta. W tym momencie obejmuje ona około 48 tys. e-booków i około 3 tys. audiobooków. Tak naprawdę książki, które pojawiają się w wersji drukowanej, są od razu dostępne w wersji elektronicznej. Nie trzeba czekać kilka miesięcy na dostępność tych tytułów. Bestsellery e-bookowe, audiobookowe i drukowane się pokrywają – mówi Martyna Bednarczyk.

Z badań serwisu Virtualo wynika, że najchętniej kupowane przez czytelników są e-booki z kategorii kryminał i sensacja (19,5 proc.). Na dalszych pozycjach znajdują się: literatura piękna (17 proc.), fantastyka (9,8 proc.), literatura faktu (5,8 proc.) oraz romans i erotyka (5,5 proc.).

– Bestsellery ostatnich tygodni pokrywają się w dużej mierze z tymi bestsellerami drukowanymi. Są to na przykład „Lampiony” Katarzyny Bondy, „Małe życie” Hanyi Yanagihary, bardzo popularne już od kilku miesięcy, są to również tytuły Remigiusza Mroza – mówi Martyna Bednarczyk.

Bednarczyk podkreśla, że mimo wielu plusów książki w formie elektronicznej nieprędko jednak wypchną z rynku te tradycyjne.

– E-booki i audiobooki nie wyprzedzą tradycyjnych książek, nie o to jednak chodzi. Czytelnik powinien mieć prawo wyboru: czy chce czytać książkę drukowaną, przy kominku i filiżance gorącej herbaty, czy woli czytać w tramwaju albo w metrze, podczas podróży. Wtedy może wybrać wygodniejszą formę, czyli lekkiego e-booka albo audiobooka, który nie jest kłopotliwy w transporcie – mówi Martyna Bednarczyk.

Jak pokazują dane Virtualo, czytelnicy e-booków to przeważnie osoby w wieku 25–44, najczęściej po studiach i aktywne zawodowo. Najwięcej książek elektronicznych czytają osoby z dużych miast w województwie mazowieckim, małopolskim, śląskim, wielkopolskim i dolnośląskim.

M. Zuber: giełda jest w największym kryzysie od momentu jej powstania

M. Zuber: giełda jest w największym kryzysie od momentu jej powstania 2
Ekonomiści upominają się o nową strategię dla słabnącej warszawskiej giełdy, tymczasem według wszelkiego prawdopodobieństwa najbliższym istotnym wydarzeniem dotyczącym warszawskiego parkietu będzie zmiana jego szefowej, czwarta w ciągu czterech lat. Zdaniem ekonomisty Marka Zubera warszawskiemu parkietowi potrzebny jest nie tylko człowiek z wizją, lecz także wsparcie polityków.

– Giełda jest w największym kryzysie od momentu jej powstania. To nie ulega żadnej wątpliwości. Jeden tylko wskaźnik: w tym roku prawdopodobnie więcej spółek zejdzie z giełdy, niż weszło na giełdę, nie mieliśmy takiej sytuacji od początku działania giełdy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor ekonomista Marek Zuber. – I może jeszcze jeden wskaźnik, jeśli weźmiemy pod uwagę WIG20 wyrażony w euro albo w dolarach, to tak naprawdę jesteśmy poniżej poziomu, teraz może już trochę wyżej, poniżej poziomu z 2009 roku, czyli z czasów, kiedy mieliśmy największy kryzys, jaki znamy, światowy kryzys. Jak to nie są przesłanki dramatu, który się na giełdzie dzieje, to nie wiem, co w takim razie tą przesłanką może być.

Według statystyk GPW na koniec listopada na rynku głównym notowanych było 488 spółek. W tym roku miało miejsce 18 debiutów i tyle samo wycofań. W trakcie są kolejne wezwania; zamiar opuszczenia giełdy ogłosiły m.in. Cedrob, główny akcjonariusz Gobarto (dawniej PKM Duda), czy Kofola, która postanowiła skupić się na giełdzie praskiej.

– Oczywiście jest to tylko wina polityków: i poprzednich w związku z ich pomysłami, i tych, którzy są dzisiaj –  ocenia Zuber. – Nie ma pomysłu na giełdę, to widać wyraźnie, nie mamy na poważnie wspomnianej giełdy w tzw. planie Morawieckiego, ona jest przy okazji jedynie wspominana. Dość enigmatycznie mówi się, że ona może być jakimś istotnym elementem budowania nowego systemu emerytalnego, ale wygląda na to, że nie należy się tego spodziewać wcześniej niż w 2018 roku. A jeśli nawet wcześniej, to zanim rzeczywiście pieniądze z niego staną się jakieś istotne z punktu widzenia kapitalizacji giełdy, to minie trochę czasu.

Problemy GPW zaczęły się od demontażu OFE: najpierw obniżenia składki przekazywanej do funduszy emerytalnych z 7,3 proc. do 2,3 proc. wynagrodzenia (2011 rok), a następnie przekazania do ZUS obligacji i ich umorzenia (2014 rok). Spowodowało to zmniejszenie roli OFE jako inwestorów. Kolejnym ciosem okazały się wybory, zarówno prezydenckie, jak i parlamentarne, których wyniki wystraszyły inwestorów.

Obroty akcyjne do listopada wyniosły na rynku głównym niespełna 180 mld zł. Oznacza to, że mało prawdopodobne jest osiągnięcie w całym roku 200 mld zł. Ostatni raz poniżej tego pułapu były w 2009 roku. Analitycy podkreślają, że nie widać nowej strategii dla GPW, która jest pilnie potrzebna, a będąca szefową giełdy od niespełna roku Małgorzata Zaleska prawdopodobnie zostanie w styczniu odwołana ze stanowiska. W tej sytuacji niewielką pociechą dla przyszłości rynku (bo dla pojedynczych inwestorów zapewne tak) jest fakt, że same wartości indeksów zachowywały się lepiej niż przed rokiem.

– Oczywiście, może się wydarzyć coś dobrego, może być tak, że odbijemy się od dna, ale dzisiaj trudno o tym mówić, skoro nie ma planu, nie ma projektu, nie ma strategii. Obecna prezes giełdy z pewnością nie jest specjalistą od rynku kapitałowego, jej doświadczenie zarówno naukowe, jak i praktyczne na to nie wskazuje, ale to nie zmienia faktu, że kto by nie był dzisiaj prezesem giełdy, bez wyraźnego wsparcia politycznego, bez pomysłów polityków nic nie zrobi, to musimy sobie bardzo jasno powiedzieć – przekonuje ekonomista. – Choćby to był naprawdę cudotwórca, człowiek, który ma wizję i bogate doświadczenie związane z rynkiem kapitałowym, to nic nie zrobi, jeżeli nie dostanie wsparcia polityków i decyzji politycznych dotyczących przyszłości polskiej giełdy.

Prezes BTFG Audit: Dla inwestorów w 2017 roku najważniejsze będzie powstrzymanie spadających wskaźników makroekonomicznych i wzrost produkcji

Prezes BTFG Audit: Dla inwestorów w 2017 roku najważniejsze będzie powstrzymanie spadających wskaźników makroekonomicznych i wzrost produkcji 3
Stan ekonomiczny gospodarki, produkcja przemysłowa i poziom inwestycji będą mieć największe znaczenie dla inwestorów w 2017 roku – ocenia Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit. Według ekonomistów wzrost PKB w 2017 roku będzie oscylował wokół 3 proc. Istotne będzie jednak powstrzymanie spadających wskaźników makroekonomicznych i wzrost produkcji przemysłowej. Zdaniem eksperta brakuje przesłanek, które mogłyby skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podniesienia stóp procentowych w przyszłym roku.

Z punktu widzenia inwestorów ważne są następujące elementy: stan ekonomiczny całej gospodarki, czyli przede wszystkim PKB, produkcja przemysłowa i inwestycje, których obecnie brakuje i które rosną bardzo wolno. Z drugiej strony jest niepokój związany ze spółkami notowanymi na giełdzie pod kontrolą Skarbu Państwa. Strategia ścisłego nadzoru nad tymi spółkami i ich realizacja planu Morawieckiego jest bardzo duża, a to nie idzie w parze z oczekiwaniami inwestorów, którzy chcą po prostu wyższych zysków spółek giełdowych – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Adam Ruciński, prezes zarządu BTFG Audit.

Rząd zapowiada, że po likwidacji Ministerstw Skarbu Państwa spółki, które dotychczas mu podlegały, trafią pod inne resorty. Resort rozwoju będzie sprawował nadzór nad GPW. Nadzór nad kluczowymi spółkami władzę ma pośrednio sprawować premier. Wymiana kadr jest zaś czynnikiem, który niepokoi inwestorów.

Inwestorom nie sprzyjają też ostatnie wskaźniki makroekonomiczne. Co prawda w listopadzie produkcja przemysłowa wzrosła o 3,3 proc. rdr. i wynik był znacznie lepszy od prognoz, jednak kilkukrotnie w 2016 roku produkcja rosła w tempie ponad 6 proc. Słabsze wyniki przemysłu to efekt hamującego PKB. W III kw. wzrost wyniósł 2,5 proc.

Moim zdaniem PKB w 2017 roku będzie poniżej wcześniejszych prognoz, czyli w okolicach 3 pkt proc. Ostatnie trendy są niepokojące. Najważniejsze, żeby zastopować spadające wskaźniki makroekonomiczne, PKB i produkcję przemysłową brutto i aby wzrosły inwestycje – podkreśla ekspert.

Narodowy Bank Polski ocenia, że wzrost gospodarczy w 2016 roku z 50-proc. prawdopodobieństwem znajdzie się w przedziale 2,5–3,4 proc., 2,6–4,5 proc. w 2017 roku oraz 2,2–4,4 proc. w 2018 roku. Rząd z kolei zakłada, że wzrost PKB w 2017 roku wyniesie 3,6 proc.

Jednocześnie spadają inwestycje, rośnie zaś dynamika spadków. W I kw. 2016 roku inwestycje spadły o 2,2 proc. w skali roku. W II kw. było to już 5 proc., a w III kw. 7,7 proc. (największy spadek od 2010 roku). Inwestycje przedsiębiorstw ogółem wyniosły po trzech kwartałach tego roku blisko 80 wobec 87,2 mld zł w 2015 roku. Spadek w ujęciu rocznym sięgnął 9,1 proc.

Rada Polityki Pieniężnej nie ma dużo miejsca na ruchy. Trudno oczekiwać, żeby obniżała stopy procentowe, ponieważ oczekujemy wzrostu gospodarczego. Duża jest również konkurencja światowa, jeśli chodzi o waluty. Stany Zjednoczone chcą podnieść swoje stopy procentowe, co zwiększy ich atrakcyjność walutową – przekonuje prezes BTFG Audit.

Już w grudniu Fed podniósł stopy procentowe o 25 pkt proc. Tym samym główna stopa wzrosła do poziomu 0,50–0,75 proc. Projekcje wskazują zaś nie na dwie (jak mówiły wcześniejsze prognozy), a na trzy podwyżki w 2017 roku. To może znacznie wywindować dolara, który w stosunku do złotego już teraz znajduje się w pobliżu 15-letnich rekordów.

Jeżeli w tym momencie obniżylibyśmy nasze oprocentowanie, to złoty by się osłabił. Ponadto nie ma innych czynników, które wskazywałyby na to, że RPP ma obniżać stopy procentowe. Nie widzimy też czynników przemawiających za tym, by te stopy podwyższała. Wzrost gospodarczy nie jest aż tak duży, płace są pod kontrolą, inflacji jeszcze nie mamy, więc nie oczekuję żadnych radykalnych ruchów – ocenia Adam Ruciński.

80 proc. firm na polskim rynku upada w ciągu dwóch pierwszych lat działalności

W ostatnich 25 latach w Polsce powstało kilka milionów firm. Ponad 170,2 tys. firm działa nadal. Zwykle bez zmiany właściciela, często bez zmiany nawet nazwy. Zarejestrowane w okresie transformacji ustrojowej kontynuują nieprzerwanie swoją działalność. Zatrudniają 1,7 mln pracowników.

Wśród tych jest choćby NEUCA S.A. powstała w Toruniu w 1990 roku, jako hurtownia leków założona przez Kazimierza Herbę. Podobną historię notuje FARMACOL S.A., hurtownia farmaceutyczna założona przez obecnego właściciela i przewodniczącego rady nadzorczej Andrzeja Olszewskiego w 1990 r. W tym gronie firm znalazły się również tak znane spółki jak LPP, czy Telefonika.

Pomimo upływu ponad 25 lat większość z nich nawet nie zmieniła swojej formy prawnej. Po dziś dzień większość funkcjonuje jako jednoosobowe firmy prywatne. Zaledwie niewielka część przekształciła się w spółki akcyjne, czy z ograniczoną odpowiedzialnością.

W większej części to spółki jednoosobowe. Prym wiodą niewyspecjalizowane hurtownie. Tych działających nieprzerwanie od ponad 25 lat jest na polskim rynku ponad 10,5 tys. Ponad 8,4 tys. takich firm to taksówkarze. To także 7,7 tys. firm transportowych, specjalizujących się w kołowym transporcie drogowym. 5,7 tys. sklepów spożywczych, 5,1 tys. przedsiębiorstw budowlanych i 4,6 tys. warsztatów samochodowych.

Najwięcej firm, które nieprzerwanie działają od ponad 25 lat funkcjonuje w województwie mazowieckim, śląskim i wielkopolskim. Najmniej w małych województwach i leżących na wschodzie Polski.

– Biorąc pod uwagę to, że blisko 80 proc. firm na polskim rynku upada w ciągu dwóch pierwszych lat działalności, to tych 170 tys., które powstały na początku lat 90-tych i z powodzeniem funkcjonują do dnia dzisiejszego, stanowi podstawę polskiego biznesu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Robert Kremser, dyr. ds. rozwoju biznesu w Bisnode Polska sp. z o.o.

Szał przedświątecznych zakupów sprzyja złodziejom. Podobnie jak wpisy w mediach społecznościowych o planowanych wyjazdach

Szał przedświątecznych zakupów sprzyja złodziejom. Podobnie jak wpisy w mediach społecznościowych o planowanych wyjazdach 4
Przedświąteczna gorączka zakupowa to czas żniw dla złodziei. Brak uwagi może się skończyć utratą pieniędzy i kart, a także dokumentów, co może mieć poważne konsekwencje. Tylko w III kw. tego roku za pomocą wykradzionych dokumentów próbowano wyłudzić z banków kredyty na łączną kwotę 64,83 mln zł. Zachętą dla złodziei mogą być także informacje w mediach społecznościowych na temat zaplanowanych wyjazdów. 

W tych dniach jesteśmy w szale zakupów, poszukujemy wymarzonych prezentów dla naszych bliskich i często nie zwracamy uwagi na bezpieczeństwo nasze, naszych danych osobowych i przede wszystkim finansów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Zadrożny, adwokat i rzecznik prasowy Fundacji Wiedza to Bezpieczeństwo.

Dużym zagrożeniem dla osób pochłoniętych zakupami są kieszonkowcy. Warto chronić nie tylko gotówkę, lecz przede wszystkim kartę płatniczą. Niedopuszczalne jest noszenie karty wraz z PIN-em. Należy też uważać przy podejmowaniu gotówki z bankomatu. Jeśli ktoś podejrzy przy tym numer PIN, nasza torebka stanie się jego celem. Także przy udostępnianiu karty sprzedawcy nie należy jej spuszczać z oczu. Może się zdarzyć, że ktoś zeskanuje pasek i dzięki temu uszczupli nasze konto.

Bardzo istotne jest, żebyśmy nie spuszczali wzroku z naszej karty płatniczej. Dobrą praktyką jest używanie różnego rodzaju blokerów, futerałów do karty płatniczej. W centrach handlowych jest duże ryzyko, że nasza karta zostanie zeskanowana czy że dokonamy nieświadomie transakcji zbliżeniowej. Bloker na kartę płatniczą blokuje transmisję karty zbliżeniowej, dlatego ktoś przechodząc w niedużej odległości obok nas, nie zeskanuje takiej karty czy nie wykona transakcji zbliżeniowej – tłumaczy Zadrożny.

Podczas świątecznych zakupów dobrze też zrezygnować z noszenia dowodu osobistego. Może zostać skradziony i wykorzystany przez złodziei do zaciągnięcia na nasze konto pożyczki, kredytu czy założenia działalności gospodarczej. Według Raportu o dokumentach InfoDOK przygotowanego przez Związek Banków Polskich w III kwartale tego roku próbowano wyłudzić z banków kredyty na łączną kwotę 64,83 mln zł, a Polacy zastrzegli ponad 39 tys. skradzionych lub zgubionych dokumentów. W całym 2015 roku próbowano wyłudzić 7,2 tys. kredytów na łączną kwotę 253 mln zł.

Kradzież tożsamości w naszym kraju jest plagą. Jeżeli ktoś wejdzie w posiadanie naszego dowodu osobistego, bez problemu może zaciągnąć na nasze nazwisko krótkoterminową pożyczkę czy podpisać umowę u operatora telekomunikacyjnego. Gdy stracimy dowód osobisty, powinniśmy niezwłocznie zgłosić się do banku i zastrzec dokument. Dobrą praktyką jest posiadanie konta na portalu Biura Informacji Kredytowej, z którego bezpośrednio można zastrzec dowód – wskazuje rzecznik prasowy Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.

Przed kradzieżą powinniśmy też chronić nasze smartfony, na których mamy zazwyczaj dostęp do prywatnej i służbowej poczty, serwisów społecznościowych i aplikacji mobilnych. By zabezpieczyć znajdujące się na nim dane, warto zaszyfrować jego pamięć. Utrudni to potencjalnemu przestępcy uzyskanie dostępu do zebranych na naszym telefonie informacji.

Pamięć wewnętrzna telefonu powinna być zaszyfrowana, również karty pamięci. Jeżeli nie jest, a ktoś nam ukradnie telefon komórkowy, bez problemu ma dostęp do wszystkich informacji, a często przetrzymujemy tam nie tylko zdjęcia prywatne, lecz także dokumenty, dostęp do poczty prywatnej czy służbowej – mówi ekspert.

Ekspert radzi, by postawić na pewniejsze rozwiązania, takie jak biometria, a także skonfigurować zdalne zarządzanie smartfonem. W przypadku kradzieży będzie można go zablokować i łatwo ustalić jego położenie. Kanały komunikacji takie jak dostęp do sieci Wi-Fi czy Bluetooth powinny być włączane tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. W ten sposób można zminimalizować ryzyko włamania.

Nie powinniśmy także informować na portalach społecznościowych, że udajemy się na zakupy czy wyjeżdżamy na święta. Wówczas osoby postronne, również złodzieje, wiedzą, że nie ma nas w domu. To swoiste zaproszenie dla złodzieja. Często takie posty publikujemy jako publiczne, w związku z czym taka informacja trafia do szerokiego grona odbiorców – przestrzega Marcin Zadrożny.

Car-sharing zamiast rozbudowy floty. Firmy szukają sposobów na ograniczenie wydatków i zwiększenie mobilności swoich pracowników

Car-sharing zamiast rozbudowy floty. Firmy szukają sposobów na ograniczenie wydatków i zwiększenie mobilności swoich pracowników 5
Tylko około 30 proc. pracowników w firmach ma do dyspozycji samochód służbowy. Pozostali muszą używać aut prywatnych lub transportu publicznego. Dlatego firma może zdecydować się na car-sharing, czyli usługę współdzielenia samochodu. To wygodne rozwiązanie dla kierowców, którzy nie mają służbówki. Planowanie podróży i rezerwacja współdzielonego auta są już możliwe dzięki aplikacji na smartfony.

Współdzielenie pojazdów, czyli tzw. car-sharing, jest odpowiedzią rynku na rosnącą potrzebę mobilności firm. Nie tylko flot samochodowych, na których w ostatnich latach skupiał się rynek, ale na mobilności pracowników.

– Z naszych doświadczeń wynika, że średnio jedynie ok. 30 proc. osób zatrudnionych w firmach ma samochody służbowe. Pozostała część, czyli 70 proc., korzysta z transportu miejskiego lub prywatnego auta. A mobilności oczekuje coraz więcej osób – wskazuje Agnieszka Nowak, menadżer ds. produktów i projektów w LeasePlan Fleet Management

Dlatego branża leasingowa dynamicznie się rozwija właśnie w tym kierunku. Mimo że popularność wynajmu rośnie zauważalnie z roku na rok, pojawiają się potrzeby oferowania swobodniejszych rozwiązań.

Nasza usługa jest skierowana do firm, które mają już samochody i chciałyby zoptymalizować ich wykorzystanie. Również dla tych, które mają spore wydatki na podróże służbowe i taksówki, SwopCar będzie wygodną i tańszą alternatywą. Rozwiązanie może zainteresować firmy, które chcą dysponować dodatkowym benefitem dla pracowników, umożliwiając im korzystanie z auta firmowego do celów prywatnych – podkreśla Agnieszka Nowak.

Coraz popularniejsze staje się więc użytkowanie pojazdów firmowych przez wielu kierowców. Polega ono na zarządzaniu pojazdami bez wskazanego użytkownika. Klient dostaje do dyspozycji system rezerwacyjny, który umożliwia prostą i szybką rezerwację wybranego samochodu przez pracowników jego firmy. Usługa pozwala też na optymalizację wydatków firmy na utrzymanie firmowych pojazdów.

 W Networks użytkujemy usługę SwopCar od 2,5 miesiąca. To ciekawa aplikacja z intuicyjnym interfejsem, wszyscy użytkownicy bardzo łatwo pojęli wszystkie zasady. Nasz fleet manager nie jest dodatkowo obciążony pracą. Nasi pracownicy użytkują SwopCar zarówno prywatnie, jak i służbowo, wystarczy, że zaznaczą to w aplikacji – mówi Maciej Betlejewski z firmy Networks.

SwopCar oparty jest na prostym systemie rezerwacyjnym, za pomocą którego pracownik może sprawdzić dostępność samochodu w wybranym terminie i odpowiednio zaplanować podróż.

– Aby skorzystać z samochodu, wystarczy mieć przy sobie smartfon z zainstalowaną aplikacją SwopCar. Korzystanie z usługi nie wymaga zaangażowania po stronie fleet managera, użytkownicy sami ustalają sobie terminy i rezerwują pojazd – tłumaczy przedstawicielka LeasePlan Fleet Management.

Dostęp do auta nie wymaga użycia kluczyka – wystarczy smartfon, a cały proces zamyka się w kilku kliknięciach.

SwopCar rozwiązuje więc kilka problemów napotykanych przez zarządzających flotami, m.in. potrzebę stałego nadzoru nad tym, który samochód i kiedy będzie dostępny, na jaki okres jest zarezerwowany lub kto i kiedy nim jeździ. Nowa usługa bazuje na doświadczeniu LeasePlan w car-sharingu korporacyjnym. Usługa pilotowana była początkowo w Holandii i Luksemburgu.

Obroty agencji zatrudnienia rosną. Przyszły rok upłynie pod znakiem zmian w prawie

Obroty agencji zatrudnienia rosną. Przyszły rok upłynie pod znakiem zmian w prawie 6
Coraz większy popyt na pracowników i ich rosnące wynagrodzenia sprawiają, że firmy pośrednictwa pracy notują wyższe obroty. Rynek rośnie o ok. 20 proc. i należałoby się spodziewać takich wyników również w 2017 roku – wskazuje Krzysztof Jakubowski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. Na przyszły rok zapowiadane są jednak zmiany w prawie, które mogą wpłynąć na tempo rozwoju. Podobnie jak nieco wolniejszy wzrost PKB.

Ten rok wyglądał bardzo dobrze, zanotowaliśmy duże przyrosty. Spodziewamy się, że całkowity przyrost rynku wynosi ok. 20 proc. – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Jakubowski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Jak wynika z danych innej organizacji reprezentującej branżę, Polskiego Forum HR, agencje zatrudnienia należące do tej organizacji notują wzrost obrotów, choć nie jest on tak dynamiczny jak w poprzednich latach. W III kwartale obroty przekroczyły 1 mld zł i były wyższe o 16 proc. w ujęciu rocznym.

Wpływ na wzrost obrotu firmy z zakresu pośrednictwa pracy mają z reguły dwa czynniki. Przede wszystkim klienci zamawiają więcej pracowników, bo mają większe zapotrzebowania na swoje usługi czy na wytwarzane przez siebie towary. Z drugiej strony wzrasta wartość wynagrodzenia takiego pracownika – analizuje Krzysztof Jakubowski.

Prognozy dotyczące utrzymania tempa wzrostu obrotów branży stoją jednak pod znakiem zapytania

Widzimy, że prognozy przyrostu PKB są trochę niższe niż te, które były zakładane. Różnice są znaczne, bo ok. 1 pkt proc. Wydaje się jednak, że w II połowie roku należy się spodziewać wzrostu stopy bezrobocia – mówi Jakubowski.

Bezrobocie w listopadzie wyniosło 8,2 proc. Dobra sytuacja na rynku pracy była pochodną szybkiego wzrostu gospodarczego, przede wszystkim w pierwszej połowie roku. Trzeci kwartał przyniósł spowolnienie wzrostu (do 2,5 proc. PKB).

Narodowy Bank Polski ocenia, że wzrost gospodarczy w 2016 roku z 50-proc. prawdopodobieństwem znajdzie się w przedziale 2,5–3,4 proc., a w 2017 roku 2,6–4,5 proc. Rząd zakłada wzrost PKB w 2017 roku na poziomie 3,6 proc. W ocenie ekonomistów dynamika wzrostu raczej nie przekroczy 3 proc.

Jeszcze w I połowie roku będziemy jechali siłą rozpędu, natomiast potem bezrobocie może trochę wzrosnąć – ocenia Krzysztof Jakubowski. – W pierwszej kolejności odczują to pracownicy najmniej wykwalifikowani, którzy będą mogli być zastąpieni przez maszyny albo ci którzy wykonują prace najprostsze, najmniej zaangażowane i są redukowani przez pracodawców w pierwszej kolejności.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na branżę mogą być zmiany w prawie. Pierwsze zmiany wprowadzone zostaną już od stycznia. To wyższe minimalne wynagrodzenie dla umów o pracę (do 2 tys. zł brutto) i minimalna stawka za godzinę pracy na kontrakcie cywilno-prawnym (13 zł od 2017 roku).

Poza tym trwają prace nad nowymi regulacjami dotyczącymi pracowników tymczasowych. Według ekspertów mogą one wpłynąć na mniejszą atrakcyjność takiej formy zatrudniania dla pracodawców. Jedna z propozycji zakłada, że dany pracownik nie będzie mógł pracować dla jednego pracodawcy dłużej niż 18 miesięcy w okresie kolejnych 36 miesięcy. Dziś ten limit jest taki sam, jednak sposób sformułowania przepisu zostawia pracodawcom pewną furtkę. Proponowane są także nowe wymagania dla agencji pracy tymczasowej, które mają wyeliminować z rynku nieuczciwe podmioty.

Sektor bankowy w niepewności. W 2017 r. wyzwaniem niskie stopy procentowe, rosnąca konkurencja i obciążenia regulacyjne

Skala wyzwań, przed którymi stoi światowy sektor banków, jest gigantyczna – od ultraniskich stóp procentowych, przez napięcia polityczne, po presję konkurencyjną, m.in. ze strony dynamicznie rozwijającej się branży fintech. Polskie banki radzą sobie w tej trudnej rynkowej sytuacji, ale zmiany na rynku są nieuniknione, m.in. postępująca konsolidacja. Perspektywy sektora będą zależeć też od określenia roli banków w polityce gospodarczej państwa – uważa Mariusz Grendowicz.
Światowy sektor finansowy poddany jest w tej chwili dużej niepewności. Włoskie referendum, brexit, wybory w Stanach Zjednoczonych, niepewna sytuacja dotycząca Chin – to wszystko powoduje bardzo duży poziom niepewności – mówi agencji informacyjnej Newseria były prezes BRE Banku i Polskich Inwestycji Rozwojowych Mariusz Grendowicz. – Mamy również do czynienia z niskimi stopami procentowymi, które w bardzo istotny sposób nadgryzają tę pulę pieniędzy, którą tradycyjnie banki zarabiały. W związku z tym cały sektor, globalny bankowy i finansowy, jest pod sporą presją.

W strefie euro benchmarkowa stopa procentowa kredytu refinansowego wynosi 0 proc., stopa oprocentowania depozytów – -0,4 proc., a stopa kredytu 0,25 proc. Ostatnia obniżka miała miejsce na marcowym posiedzeniu. W Szwajcarii stopa procentowa wynosi -0,75 proc., a w Wielkiej Brytanii 0,25 proc. Na podwyżkę (do poziomu 0,75 proc.) w ostatnim czasie zdecydował się amerykański Fed.

W I półroczu bieżącego roku kanclerz Niemiec Angela Merkel stwierdziła, że polityka ultraniskich stóp EBC potęguje niebezpieczeństwo dla wciąż słabych europejskich banków. Jednocześnie systematycznie rośnie presja na europejskie instytucje finansowe, aby zwiększały swoje kapitały. W efekcie w ramach tych działań włoski UniCredit zdecydował o sprzedaży pakietu niemal 33 proc. akcji Pekao SA PZU i PFR.

Drugim z czynników wpływających na rynek jest pojawiająca się konkurencja spoza sektora bankowego – mówi Mariusz Grendowicz. – To powoduje konieczność redefinicji podejścia banków do sektora fintech: czy banki traktować będą ten sektor wyłącznie jako konkurencję i zagrożenie, a w związku z tym coś, z czym trzeba walczyć, czy też postanowią, że lepiej im będzie współpracować, a nie konkurować.

Według Deloitte FinTech, czyli branża dostarczająca rozwiązania technologiczne wspierające usługi finansowe, to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się branż technologicznych na świecie. Prognozowany globalny wzrost inwestycji w firmy należące do tego sektora sięga 55 proc. rocznie do 2020 roku, gdy jego poziom może przekroczyć 130 mld euro.

W raporcie „CEE FinTech Report” Deloitte ocenia, że ze względu na popyt wewnętrzny interesującym regionem dla rozwoju spółek fintech jest Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska. Obecnie rynek ten w naszej części kontynentu wart jest ok. 2,2 mld euro, z czego prawie 860 mln euro przypada na Polskę. Rozwój tego rynku w naszym kraju w dużej mierze zależny będzie od działań banków, w szczególności umiejętności współpracy z firmami z sektora fintech oraz skutecznego propagowania innowacyjnych rozwiązań wśród klientów.

Z kolei PwC ocenia, że polski sektor bankowy ze względu na wysoki poziom zaawansowania technologicznego jest bardziej odporny na zagrożenie ze strony fintech niż zachodnie instytucje i będzie zmierzał w kierunku symbiozy z nowymi inicjatywami technologicznymi.

Kolejną kwestią, która ma redefiniować model biznesowy banków, są w ocenie Grendowicza obciążenia regulacyjne. Od lutego instytucje zobowiązane są płacić podatek bankowy. Ustawa o podatku od niektórych instytucji finansowych przewiduje, że m.in. banki, firmy ubezpieczeniowe, SKOK-i i firmy pożyczkowe będą obłożone podatkiem 0,44 proc. wartości ich aktywów rocznie. Jak wynika z danych KNF, po trzech kwartałach 18 banków zapłaciło dodatkowy podatek w wysokości ponad 2,3 mld zł.

Obserwujemy niższą pulę przychodów nałożoną na większe wymogi regulacyjne, które powodować będą daleko posuniętą konsolidację banków, którą już dziś obserwujemy – uważa Grendowicz. Przed naszymi rządzącymi stoi spore wyzwanie jednoznacznego określenia roli banków w polityce gospodarczej państwa. Kolejne rządy w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat były świadome tego, że zdrowy i rozwijający się sektor bankowy, niezależnie od jego struktury własnościowej, jest krytycznie ważny dla rozwoju gospodarczego Polski. W tej chwili mamy jednak trochę niepewności dotyczącej tego, co tak naprawdę nasi rządzący myślą o tym sektorze.

Preferencyjne pożyczki na wsparcie turystyki w Polsce Wschodniej

Ministerstwo Rozwoju i Bank Gospodarstwa Krajowego (Grupa PFR) zawarły umowę na realizację programu „Przedsiębiorcza Polska Wschodnia – Turystyka”. Dzięki porozumieniu mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa z branży turystycznej i okołoturystycznej będą mogły uzyskać preferencyjne pożyczki na inwestycje w Polsce Wschodniej.

Strategia będzie realizowana przez 10 lat, do 31 stycznia 2027 r.

Pośrednicy finansowi, wybrani w konkurencyjnej procedurze przez BGK, udzielą zwrotnego wsparcia przedsiębiorcom. Środki, które zostaną udostępnione przedsiębiorcom, pochodzą z funduszy europejskich poprzedniej perspektywy. Są to spłaty wsparcia zwrotnego udzielanego w projekcie pn. Reporęczenia i pożyczki szansą na zwiększenie finansowania zewnętrznego MSP. Instrumenty wsparcia funduszy poręczeniowych i pożyczkowych w Polsce Wschodniej . BGK zrealizował to przedsięwzięcie w ramach Programu Rozwój Polski Wschodniej 2007-2013 (PO RPW) dysponując kwotą blisko 200 mln zł. Po realizacji projektu środki straciły walor środków unijnych i jako krajowe środki pozabudżetowe pozostają w dyspozycji Ministra Rozwoju.

– Na mocy podpisanej dziś umowy 200 mln zł ponownie trafi na rynek. Pieniądze wesprą instrumentami finansowymi mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa z Polski Wschodniej. Pożyczki udzielone na preferencyjnych warunkach, umożliwią firmom nowe inwestycje, dzięki którym pieniądze po raz kolejny skutecznie zapracują w gospodarce – zaznaczył wiceminister rozwoju Adam Hamryszczak.

-Zależy nam na wywołaniu trwałej zmiany w strukturze gospodarki i zatrudnienia Polski Wschodniej, co wymaga kontynuowania dedykowanego wsparcia, w tym wykorzystywania różnych form finansowania – powiedział Przemysław Cieszyński, członek Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

– Rozwój turystyki przyczynia się do wzrostu dynamiki wzrostu gospodarczego tego regionu, a proponowane produkty finansowe będą skierowane właśnie do MŚP prowadzących działalność w obszarze turystyki – dodał Cieszyński.

W późniejszym etapie będzie możliwe również udzielanie wsparcia w formie innych instrumentów finansowych np. poręczeń i wejść kapitałowych, o ile zapotrzebowanie na tego typu inwestycje będzie zgłaszane przez przedsiębiorców. Turystyka siłą napędową gospodarki Polski Wschodniej Z pomocy finansowej będą mogły skorzystać MŚP z Polski Wschodniej, działające w branży turystycznej lub okołoturystycznej. – Wspieranie działań na rzecz rozwoju tzw. przemysłu wolnego czasu (turystyka, sport, branża kulturalna, medyczna), wykorzystującego wewnętrzny potencjał gospodarczy to jedno z założeń Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju – podkreślił wiceszef resortu. – Rozwój oferty usług turystycznych, edukacyjnych czy zdrowotnych to ogromna szansa na rozwój przedsiębiorczości szczególnie na obszarach wiejskich makroregionu – dodał.

Firmy mają szansę otrzymać dodatkowy kapitał na:

  • budowę i remont obiektów infrastruktury uzdrowisk, związanej z rozwojem funkcji leczniczo – wypoczynkowych na terenach gmin uzdrowiskowych;
  • budowę lub rozbudowę infrastruktury rekreacyjno-sportowej rozumianej, jako kompleksowa oferta usług turystycznych;
  • wsparcie projektów w obszarze turystyki polegających na zwiększeniu jakości świadczonych usług i infrastruktury turystycznej;
  • produkcję i sprzedaż ekologicznej żywności;
  • tworzenie i rozwój parków tematycznych przyczyniających się do wzrostu ruchu turystycznego;
  • powstanie i rozwój produktów regionalnych i tradycyjnych;
  • przywracanie tradycyjnych zawodów – rękodzieło i rzemiosło;
  • budowa i rozbudowa obiektów noclegowych. W przypadku wsparcia obiektów preferowane będą obiekty posiadające lub ubiegające się o status „Miejsca Przyjaznego Rowerzystom” w ramach Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo.

– Oczekujemy, że wparcie przyczyni się do poszerzenia oferty produktów i usług oraz wpłynie na wydłużenie sezonu turystycznego, co przełoży się na korzyści ekonomiczne zarówno dla przedsiębiorców, jak i całego makroregionu – zaznaczył wiceszef resortu. Przetarg na wybór pośredników finansowych, którzy będą udzielać przedsiębiorcom zwrotnego wsparcia odbędzie się pod koniec pierwszego kwartału 2017 r. O postępach w realizacji programu będzie można przeczytać na stronach internetowych Ministerstwa Rozwoju (www.mr.gov.pl) i Banku Gospodarstwa Krajowego (www.bgk.pl).

*** Program „Przedsiębiorcza Polska Wschodnia – Turystyka” jest kontynuacją wsparcia sektora turystyki w Polsce Wschodniej. W ramach PO RPW powstał unikalny Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo (www.greenvelo.pl), o długości ponad 2 tys. km, łączący pięć województw Polski Wschodniej. Z tych samych środków Polska Organizacja Turystyczna zrealizowała program promocji turystycznej makroregionu, obejmujący m.in. kampanię reklamową i portal www.pieknywschod.pl, poświęcony atrakcjom turystycznym w Polsce Wschodniej. Łączna wartość projektów przekroczyła 350 mln zł, z czego unijne dofinansowanie wyniosło blisko 290 mln zł.

Likwidacja OFE: co z emeryturami? Dwa możliwe scenariusze

Po obniżeniu wieku emerytalnego przygotowywane są kolejne zmiany dotyczące systemu emerytalnego.

W czwartek Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów zarekomendował, aby 25 proc. środków zgromadzonych w OFE trafiło do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Pozostałe 75 proc. byłoby zarządzane przez fundusze inwestycyjne, które powstaną z przekształcenia OFE.

Możliwe są dwa scenariusze dotyczące przyszłości OFE. Takie dwa scenariusze w rozmowie z MarketNews24 przedstawia dr Andrzej S.Bratkowski, były wiceprezes NBP i były członek Rady Polityki Pieniężnej: – Możliwe, że chodzi o zwiększenie kontroli rządu nad polityką inwestycyjną firm.

GPW: Ustalenie wysokości marży dla obligacji GPW serii D i E

  • KNF zatwierdziła aneks do prospektu emisyjnego obligacji GPW określający wysokość marży
  • Marża dla obligacji serii D i E została ustalona na poziomie 0,95 proc.

21 grudnia 2016 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła Aneks nr 2 do prospektu emisyjnego Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie SA, określający wysokość marży dla obligacji GPW. Obligacje serii D i E będą oprocentowane według zmiennej stopy procentowej stanowiącej sumę stawki referencyjnej WIBOR 6M oraz marży w wysokości 0,95 proc. w stosunku rocznym.

Łączna wartość nominalna obydwu serii nie przekroczy 120 mln złotych, a każdej serii 60 mln zł. Seria D jest kierowana do inwestorów instytucjonalnych, a seria E będzie kierowana w pierwszej kolejności do inwestorów indywidualnych. Odsetki będą wypłacane w okresach półrocznych. Odsetki od obligacji serii D i odsetki od obligacji serii E będą płatne w dniach określonych w warunkach emisji obligacji każdej z serii, zawartych w prospekcie emisyjnym obligacji. Dzień wykupu obligacji został wyznaczony na 31 stycznia 2022 r.

Oferującym jest firma inwestycyjna Pekao Investment Banking S.A. Organizatorami są Bank Pekao SA oraz Pekao Investment Banking S.A. Współorganizatorami są Bank Handlowy w Warszawie S.A. oraz Dom Maklerski Banku Handlowego S.A. W skład konsorcjum dystrybucyjnego GPW w przypadku obligacji serii kierowanej do inwestorów indywidualnych wchodzą: Centralny Dom Maklerski Pekao S.A., Dom Maklerski Pekao, Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o., Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Biuro Maklerskie Alior Banku S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego S.A.

Podstawą prawną emisji obligacji GPW jest art. 33 pkt 1 ustawy z dnia 15 stycznia 2015 r. o obligacjach (Dz.U. z 2015 r., poz. 238), ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (tekst jednolity Dz. U. z 2016 r., poz. 1639, ze zm.) oraz uchwała nr 1058/2016 Zarządu GPW z dnia 13 października 2016 r. w sprawie emisji obligacji na okaziciela serii D i E.

Bolączki polskich firm w 2016 roku to opóźnione płatności i brak fachowców

Wiosenne sygnały poprawy sytuacji w zatorach płatniczych nie przetrwały próby czasu. Obecnie znów niemal połowa firm skarży się na problemy z terminowymi płatnościami kontrahentów. Obliczany na podstawie ich opinii Indeks Zatorów Płatniczych BIG w 31. edycji Raportu BIG InfoMonitor zanotował symboliczną zmianę na lepsze z 9,1 do 10,3 pkt.

Jak pod względem przeterminowanych płatności będzie wyglądała sytuacja za pół roku? Zdaniem zdecydowanej większości przedsiębiorców, którzy dziś mają problem z zatorami, nie zmieni się (60 proc.). W grupie pozostałych przedstawicieli firm, przeważają prognozujący poprawę 19 proc. nad spodziewającymi się pogorszenia.

Wskaźnik BIG podniósł się od poprzedniego pomiaru z 9,1 do 10,3 punktu. Co oznacza, że firmy posiadające zatory płatnicze nieznacznie lepiej oceniają bezpieczeństwo działalności gospodarczej. Jednak odsetek firm zmagających się z opóźnionymi płatnościami z 43 proc. w pierwszej połowie tego roku, wrócił do wskazań z jesieni 2015 r., kiedy to na kłopoty z płatnościami skarżyło się 48 proc. badanych przedsiębiorstw* – wynika z 31. edycji Raport BIG na temat zatorów płatniczych. W badaniu biorą udział mikrofirmy oraz przedsiębiorstwa małe (od 10 do 49 pracowników) i średnie (od 50 do 249 pracowników), sprzedające towar i usługi z odroczonym terminem płatności, posiadające co najmniej dwóch odbiorców (w celu wyeliminowania samozatrudnionych).

Elementy, które m.in. miały wpływ na obecne notowania Indeksu Zatorów Płatniczych:

  • Szacunkowy poziom przeterminowanych należności utrzymuje się w granicach 30 tys. zł. Wynosi obecnie 31,8 tys. zł wobec 29,1 tys. zł, wiosną tego roku i 41,6 tys. zł pod koniec 2015 r.
  • Sytuacja poprawiła się w dwóch z czterech analizowanych branż, w handlu i budownictwie. W usługach pozostaje stabilna. Wyjątkiem jest produkcja, gdzie wyraźnie widać pogorszenie.
  • Utrzymuje się wysoki odsetek firm – 82 proc., postrzegających nieterminowane regulowanie płatności jako poważną przeszkodę prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.
  • Wzrasta liczba klientów nie płacących w terminie – z 9 proc. wiosną zwiększyła się do 11 proc.
  • Stabilna sytuacja jeśli chodzi o część należności płaconych terminowo – ok. 60 proc.
  • Postrzeganie poziomu płatności, których termin minął przynajmniej 60 dni temu jako wysokiego przez ok. 40 proc. firm przyznających się do problemów z zatorami płatniczymi. Biorąc pod uwagę, że do grona firm z opóźnionymi płatnościami zalicza się co druga firma, to w całej populacji przedsiębiorstw poważne problemy z płatnościami kontrahentów ma co piąte przedsiębiorstwo. Najgorzej wypada produkcja. W tej branży, wśród firm z opóźnionymi należnościami, aż blisko 60 proc. występujące u siebie zatory ocenia jako wysokie.
  • Niemal 6 na 10 firm uważa, że zjawisko nieterminowych płatności występuje często w całej branży. W 2015 r. takiego zdania było 7 na 10 przedsiębiorców.
  • W grupie firm z zatorami przybywa przekonanych, że mimo kłopotów z uzyskaniem płatności za towary i usługi, możliwości finansowe ich kontrahentów  są wysokie. Obecnie jest to opinia już trzech czwartych przedsiębiorców, przed rokiem uważało tak dwie trzecie.
  • Utrzymuje się wysoki odsetek (82 proc.) firm podejmujących działania wobec odbiorców towarów i usług, którzy nie płacą w terminie. Jedną z metod nacisku jest wpis do rejestrów dłużników czyli do Biur Informacji Gospodarczej.

Dłużnicy zazwyczaj nie płacą, bo nie są w stanie

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

W najnowszej edycji raportu spytaliśmy przedsiębiorców zmagających się z kłopotami z otrzymywaniem płatności: Skąd biorą się ich problemy? – Za odpowiedź doskonale pasuje powiedzenie „Z kim przestajesz takim się stajesz”, bo opóźnione płatności są zaraźliwe. Zdecydowana większość przedsiębiorców – ponad 70 proc. zwraca uwagę, że nie otrzymuje zapłaty od kontrahenta, ponieważ on również jej nie dostał, albo dlatego, że kontrahent jest w kiepskiej sytuacji finansowej. I tak uruchamia się efekt domina – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Liczne wskazania przyczyn niepłacenia na czas za towar i usługi mówią jednak również o celowej zwłoce z płatnością, próbach uzyskania rabatu za uregulowanie faktury w terminie, czy grze na czas poprzez wszczynanie sporów – dodaje.

Raport BIG - grudzień 2016

Płynności firm szkodzą zatory, ale także coraz bardziej brak fachowców

Zatory płatnicze mają swoje konsekwencje. Jak wynika z 31. edycji Raportu BIG niemal połowa firm z problemami w uzyskaniu płatności od kontrahentów (48 proc.) doznaje kłopotów z płynnością finansową, wśród firm bez zatorów zdarza się to dwa razy rzadziej, bo co czwartemu przedsiębiorstwu (27 proc.). Szczególnie narażone na zachwianie stabilności są branże: produkcyjna oraz budowlana, gdzie odsetek tracących płynność w grupie firm zatorami dochodzi odpowiednio do  52 proc. i  70 proc. U podstaw problemów z płynnością niezmiennie pozostaje brak terminowo wpływającej zapłaty za towary i usługi, ale rośnie też rola innych przyczyn.

W porównaniu do pomiaru prowadzonego w październiku 2015 r., obecnie przedstawiciele firm rzadziej wskazywali na takie czynniki jak: sezonowość, brak zleceń czy silną konkurencję. Znacznie częściej zaczęli natomiast mówić o problemach z zatrudnieniem wykwalifikowanych fachowców – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. – Wprawdzie, przedsiębiorcy zawsze żalili się na brak specjalistów, ale widać, że po spadku stopy bezrobocia w okolice 8 proc,. problem stał się już naprawdę poważny – dodaje.

Niestety mimo ogromnego ryzyka, jakie niosą dla firm zatory płatnicze, przedsiębiorcy pochłonięci prowadzeniem biznesu, nie przywiązują szczególnej wagi do zapobiegania opóźnieniom w płatnościach kontrahentów. W sytuacji gdy przed rokiem do prewencyjnych działań w tym zakresie przyznawało się niemal 6 na 10 firm, obecnie deklaruje je mniej niż połowa przedsiębiorców (46 proc.)

Młodzi Polacy: Zaradni finansowo, choć nie wierzą w samodzielność własnych dzieci

Młodzi ludzie żyjący w Polsce są w stanie samodzielnie utrzymywać się finansowo. Jak wynika z danych „Europejskiego Raportu Płatności Konsumenckich 2016”, jedynie 19 proc. Polaków poniżej 35 roku życia deklaruje, że po wyprowadzce z domu musiało wrócić do rodziców ze względu na swoją sytuację materialną. Mimo tego, aż 50 proc. młodych Polaków twierdzi, że będzie musiało wspierać finansowo swoje dzieci po opuszczeniu przez nie rodzinnego domu.

Prawie połowa (45 proc.) młodych ludzi żyjących w Polsce uważa, że ich sytuacja finansowa jest coraz lepsza. Dla porównania takiego samego zdania jest tylko 21 proc. młodych Belgów. Z kolei 35 proc. respondentów z Polski poniżej 35 roku życia deklaruje, że wiedzie im się lepiej niż własnym rodzicom. To więcej niż średnia europejska, która wynosi 31 proc. Z danych zawartych w „Europejskim Raporcie Płatności Konsumenckich 2016”, przygotowanym przez Intrum Justitia wynika także, że młodzi Polacy nie tylko rzadko wracają do swoich domów rodzinnych (w porównaniu np. z deklaracją młodych Słowaków, która wynosiła 31 proc.), ale także rezygnują z wyprowadzki do innego kraju w celu poprawy swojej sytuacji materialnej. – W tegorocznej edycji naszego badania 22 proc. młodych Polaków przyznało, że rozważa emigrację z kraju w celu poprawy swojej sytuacji materialnej. To pozytywne dane, kiedy zestawimy je z wynikami ubiegłorocznego badania, ponieważ wtedy taką chęć deklarowało aż 48 proc. respondentów poniżej 35 roku życia – komentuje Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia.

Młodzi Polacy martwią się o przyszłość swoich dzieci

Mimo tego, że młode pokolenie radzi sobie bardzo dobrze finansowo, to aż 50 proc. respondentów poniżej 35 roku życia twierdzi, że będzie musiało wspierać finansowo swoje dzieci po opuszczeniu przez nie rodzinnego domu. Takie obawy mogą być spowodowane tym, że w szkołach brakuje zajęć dotyczących odpowiedniego zarządzania domowym budżetem. Jak wynika z badania, aż 78 proc. młodych Polaków uważa, że dzieci w szkole powinny uczyć się więcej na temat ekonomiki domowego budżetu. – Umiejętność gospodarowania posiadanymi środkami finansowymi jest bardzo ważna. Dzięki niej nasze dzieci w przyszłości będą potrafiły wkroczyć w dorosłe życie bez potrzeby finansowego wsparcia rodziców, a następnie zabezpieczyć się przed tak zwaną spiralą zadłużenia, co pozytywnie wpłynie na jakość ich życia – dodaje prezes Intrum Justitia.

Pokolenie młodych Polaków staje się coraz bardziej samodzielne i coraz lepiej radzi sobie finansowo. Spowodowane jest to z pewnością faktem, że dla ludzi poniżej 35 roku życia priorytetem staje się kariera. Wspinanie się coraz wyżej po szczeblach w hierarchii zawodowej pozwala młodym ludziom na szybkie usamodzielnienie się bez zmiany na gorsze dotychczasowego poziomu życia.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w sierpniu 2016 r. na reprezentatywnej próbie, czyli co najmniej n=1000 respondentów w każdym kraju, co daje ogółem n=21 317 wywiadów przeprowadzonych we wszystkich 21 krajach. Grupa docelowa tego badania została zdefiniowana jako osoby w wieku 18 lat i więcej, które są głównie lub częściowo odpowiedzialne za sprawy finansowe i płatności ich rodziny. Udział w badaniu polegał na samodzielnym wypełnieniu internetowej ankiety.

Zmiany w składzie Rady Nadzorczej i Zarządu TGE

W środę, 21 grudnia 2016 r. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (GPW) odwołała ze składu Rady Nadzorczej Towarowej Giełdy Energii S.A. (TGE) Izabelę Olszewską i powołała Michała Cieciórskiego.

Jednocześnie 21 grudnia br. Rada Nadzorcza Towarowej Giełdy Energii S.A. oddelegowała Pana Michała Cieciórskiego, Członka Rady Nadzorczej TGE, do pełnienia funkcji Członka Zarządu TGE na okres nie dłuższy niż 3 miesiące.

Nowe obowiązkowe wyposażenie aut – Komisja Europejska pracuje nad zmianą przepisów

Już wkrótce na liście obowiązkowego wyposażenia nowych samochodów pojawią się nowe pozycje – tak zadecydowała Komisja Europejska, która pracuje nad nowelizacją przepisów. Niektórzy z producentów już teraz oferują takie systemy. Sprawdzamy, ile obecnie trzeba za nie dopłacić przy zakupie samochodu.

Od 2018 roku wszystkie nowe samochody osobowe i lekkie dostawcze będą musiały być wyposażone nie tylko w systemy ABS, ESP i czujnik ciśnienia w oponach, ale również w urządzenia, które w razie wypadku automatycznie zawiadomią odpowiednie służby ratunkowe. System ma zadbać również o to, by ratownicy otrzymali informację o lokalizacji pojazdu, jego marce, a nawet o rodzaju używanego paliwa. W przypadku, gdy pasażerowie będą nieprzytomni, cała procedura odbędzie się automatycznie.

W najnowszym sprawozdaniu Komisji Europejskiej można przeczytać, że na unijnych drogach ginie rocznie około 26 tys. osób, a ponad 135 tys. doznaje poważnych obrażeń. Dlatego już wkrótce wszystkie nowe samochody osobowe i lekkie dostawcze będą musiały być wyposażone w dziewiętnaście nowych technologii. Na liście znalazły się między innymi ogranicznik prędkości oraz asystent utrzymania pasa ruchu.

– Bardzo duże wzrosty sprzedaży na rynku samochodów luksusowych to głównie zasługa decyzji zakupowych podejmowanych przez właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, ponieważ większość aut tego segmentu kupowanych jest na firmę. Często jako reprezentacyjne uzupełnienie posiadanej już floty pojazdów – wyjaśnia Piotr Kurpiński, kierownik salonu Lexus Warszawa Żerań. – Sprzyja temu również okres pod koniec roku. Przedsiębiorcy i w tym przypadku doceniają oferty wyprzedaży. Dzięki temu mogą nabyć samochód z najwyższej półki w dobrej cenie wraz z atrakcyjnymi pakietami wyposażenia dodatkowego. Jednym z ważniejszych elementów, które wpływają na decyzję zakupową naszych klientów, to systemy bezpieczeństwa, takie jak asystent pasa ruchu czy system rozpoznawania znaków drogowych.

Układy bezpieczeństwa czynnego, które już wkrótce będą obowiązkowym wyposażeniem każdego nowego samochodu, można obecnie znaleźć na liście podstawowego wyposażenia w samochodach luksusowych. Sprawdzamy, które popularne modele dużych SUV-ów klasy premium oferują systemy bezpieczeństwa czynnego.

Lexus RX 450h

Lexus RX 450h
Lexus RX 450h

Według danych płynących z Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego to właśnie Lexus może pochwalić się największym wzrostem sprzedaży w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku. Wyniósł on 59 procent, co oznacza, że japoński producent wyprzedził Mercedesa i Audi (+36 procent) oraz BMW (+28 procent). Również rynek dużych SUV-ów rośnie w siłę. Sprzedaż wzrosła o prawie 2 procent.

Wyprzedaż rocznika 2016 spowodowała, że ceny Lexusa RX 450h w drugiej w kolejności wersji Elegance spadły o 53 tys. zł. Oznacza to, że japoński SUV wyposażony w 3,5-litrowy silnik V6 oraz silnik elektryczny (łącznie 313 KM) kosztuje obecnie 295,9 tys. zł.

Na liście wyposażenia podstawowego wersji Elegance znalazł się między innymi system ostrzegający o opuszczeniu pasa ruchu i wspomagający jego utrzymanie, informujący o zmęczeniu kierowcy i rozpoznający znaki drogowe. Ponadto każdy RX 450h jest wyposażony w układ ochrony przeciwzderzeniowej z automatycznym hamowaniem i wykrywaniem pieszych, a także aktywny tempomat – oba działają w pełnym zakresie prędkości.

Wśród pozostałych systemów znalazły się kamera cofania, dziesięć poduszek powietrznych, czujniki parkowania z funkcją samodzielnego zatrzymania oraz pełne światła LED.

W ofercie jest też dostępny m.in. pakiet BSM, w skład którego wchodzą monitor martwego pola oraz system ostrzegający o ruchu poprzecznym podczas cofania z funkcją samodzielnego zatrzymania – cena 3,9 tys. zł.

Audi Q7 e-Tron

Audi Q7 e-Tron
Audi Q7 e-Tron

Niemiecki SUV napędzany jest układem hybrydowym opartym na silniku Diesla w układzie V6 o mocy 373 KM, a jego ceny startują od poziomu 395 tys. zł. Oznacza to, że Q7 e-Tron jest jednym z dwóch najdroższych modeli w tym zestawieniu.

Na liście wyposażenia systemów bezpieczeństwa niewymagających dopłaty znalazł się asystent świateł drogowych oraz systemy, które minimalizują skutki ewentualnych kolizji. Dopłaty wymagają natomiast układ wspomagający utrzymanie pasa ruchu i rozpoznający znaki drogowe (2,8 tys. zł), asystent zmiany pasa ruchu (3,6 tys. zł). Nabywca musi również dopłacić 2,5 tys. zł za kamerę cofania.

Mercedes GLE 500e 4MATIC

Mercedes GLE 500e 4MATIC
Mercedes GLE 500e 4MATIC

Pod maską modelu GLE 500e 4MATIC znalazł się 3-litrowy benzyniak V6 oraz agregat elektryczny. Niemiecki model oferuje moc na poziomie 442 KM, a jego ceny zaczynają się od 354 tys. zł.

Które systemy bezpieczeństwa można znaleźć na liście wyposażenia tego modelu? Oprócz obowiązkowych układów producent oferuje hamulec pre-safe ostrzegający przed najechaniem na pojazd jadący z przodu, asystent ostrzegający przed zmęczeniem kierowcy i system wspomagający gwałtowne hamowanie.

Asystent martwego pola wraz z systemem wspomagającym utrzymanie pasa ruchu wymaga dopłaty na poziomie 4,4 tys. zł. Bogatsza wersja, w skład której wchodzą dodatkowo aktywny asystent martwego punktu, aktywny asystent utrzymania pasa ruchu, aktywne wspomaganie hamowania oraz układ ostrzegający przed uderzeniem w tył, kosztuje natomiast 12 tys. zł. Dopłaty wymaga również kamera cofania (2,2 tys. zł).

BMW X5 xDrive40e

BMW X5 xDrive40e
BMW X5 xDrive40e

Układ hybrydowy tego niemieckiego SUV-a składa się z silnika benzynowego o pojemności dwóch litrów wspomaganego przez silnik elektryczny – całość generuje 313 KM. Ceny modelu X5 xDrive40e zaczynają się od 315,1 tys. zł, natomiast w związku z wyprzedażami rocznika polski importer przygotował rabaty na poziomie 15 tys. zł.

Za pakiet Driver Assistance zwiększający bezpieczeństwo należy dopłacić 9 180 zł – w jego skład wchodzą system ostrzegający przed zmianą pasa ruchu (2,7 tys. zł), asystent parkowania (1,5 tys. zł) i kamera cofania (1,9 tys. zł). Dodatkowo na liście znalazła się prewencyjna ochrona pasażerów i kamera panoramiczna 360 stopni.

Porsche Cayenne S E-Hybrid

Porsche Cayenne S E-Hybrid
Porsche Cayenne S E-Hybrid

Samochód napędzany jest silnikiem spalinowym o mocy 333 KM sprzężonym w układzie hybrydowym z silnikiem elektrycznym generującym 95 KM. Ceny tego SUV-a zaczynają się od 424 410 zł. Marka nie prowadzi w 2016 roku akcji wyprzedaży rocznika.

Pomimo najwyższej ceny wśród opisanych tu modeli, dopłaty na poziomie 9,7 tys. zł wymaga aktywny tempomat. Asystent pasa ruchu kosztuje 3,3 tys. zł, natomiast jego rozbudowana o system ostrzegania o zmianie pasa ruchu wersja to wydatek na poziomie 6,3 tys. zł. Nabywca będzie musiał także dopłacić za układ rozpoznawania znaków drogowych – cena 1,9 tys. zł. Kamera cofania wraz z asystentem parkowania to wydatek na poziomie 7,8 tys. zł.

Akcjonariusze Ronson Europe jednogłośnie zgodzili się na transakcję z Global City Holdings

Walne zgromadzenie Ronson Europe zgodziło się na przeprowadzenie transakcji, która umożliwi Global City Holdings (GCH), jednemu z dwóch głównych akcjonariuszy Spółki, wyjście z akcjonariatu. Ronson odkupi od GCH pakiet blisko 40% akcji własnych w celu ich umorzenia. W zamian sprzeda na rzecz GCH warszawski projekt Nova Królikarnia po cenie znacznie przewyższającej wartość bilansową tego projektu. Transakcja zyskała poparcie wszystkich akcjonariuszy mniejszościowych uczestniczących w walnym zgromadzeniu. Umowa zostanie sfinalizowana w najbliższych dniach.

 

Zgodnie z warunkową umową z 9 listopada br., na realizację której zgodzili się dzisiaj akcjonariusze, wszystkie należące do GCH akcje Ronson Europe (tj. 108.349.187 akcji) zostaną odkupione przez Spółkę po cenie 1,30 zł za akcję, czyli prawie 140,9 mln zł za cały pakiet. Uzgodniona cena zawiera dyskonto wobec średniego kursu z sześciu miesięcy poprzedzających zawarcie umowy (około 1,42 zł), jak i wobec wartości księgowej przypadającej na jedną akcję (1,64 zł na koniec września 2016 r.).

Rozliczenie ceny nabycia akcji własnych nastąpi poprzez jednoczesną sprzedaż na rzecz GCH projektu Nova Królikarnia realizowanego przy ul. Jaśminowej w Warszawie. Cena sprzedaży projektu została pierwotnie ustalona na 161,8 mln zł, z czego częściowo zostanie ona zapłacona przez GCH w gotówce. W momencie zawierania umowy w listopadzie płatność ta była szacowana na około 21 mln zł, przy czym strony uzgodniły, że jej ostateczna wysokość zostanie ustalona w momencie finalizacji transakcji po uwzględnieniu wszystkich dotychczasowych nakładów związanych z realizacją projektu. 21 grudnia br. Ronson i GCH zawarły aneks do umowy, zgodnie z którym dopłata w gotówce zostanie powiększona o dodatkową kwotę 9,9 mln zł.

Dzięki zmianie warunków umowy zysk Spółki na sprzedaży projektu Nova Królikarnia będzie wyższy o 9,9 mln zł.

Transakcję planujemy sfinalizować w najbliższych dniach. Umożliwi nam ona realizację natychmiastowego, znaczącego zysku z projektu Nova Królikarnia zamiast w perspektywie czterech czy pięciu lat. Oznacza ponadto pokaźny zastrzyk gotówki, który będziemy mogli przeznaczyć na zakup nowych działek oraz na dywidendę – powiedział Tomasz Łapiński, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Europe. – Ponadto, nabycie akcji własnych po cenie niższej od wartości księgowej i ich umorzenie przy jednoczesnej realizacji znaczącego zysku z projektu Nova Królikarnia przełoży się na istotny wzrost wartości księgowej przypadającej na jedną akcję dodał.

W wyniku transakcji ustabilizuje się sytuacja w akcjonariacie Ronson Europe. Spółka będzie mieć jednego wiodącego akcjonariusza branżowego – Luzon Group (d. U. Dori Group), którego udział wzrośnie z niespełna 40% do około 66%. Istotnie wzrosną także udziały wszystkich akcjonariuszy mniejszościowych – ich łączny udział sięgnie około 34% (wobec około 20,4% obecnie).

O ile zgoda walnego zgromadzenia na zawarcie przez Spółkę transakcji odkupienia akcji własnych należących do GCH w celu ich umorzenia wymagała zwykłej większości głosów, o tyle dla przejęcia wyłącznej kontroli przez Luzon Group bez konieczności ogłoszenia publicznego wezwania na wszystkie akcje Spółki konieczne było uzyskanie poparcia 90% akcjonariuszy mniejszościowych obecnych na walnym zgromadzeniu. Ostatecznie dzisiaj „za” proponowaną uchwałą zagłosowało 100% akcjonariuszy mniejszościowych, którzy zarejestrowali się na NWZA (głosy dwóch głównych akcjonariuszy, tj. GCH oraz Luzon Group, nie były brane pod uwagę w tym głosowaniu).

Wcześniej transakcja została pozytywnie zaopiniowana również przez Zarząd i Radę Nadzorczą Spółki.

Podsumowanie 2016 roku z punktu widzenia badań i analityki

IRCenter opublikowało podsumowanie 2016 roku i trendy na 2017 rok, czyli listę tematów, na które należy zwrócić uwagę w digital marketingu, badaniach i analityce.

Listę stworzono w oparciu o rozmowy z klientami IRCenter, kluczowe wydarzenia rynkowe, własne i niezależne projekty badawcze i analityczne i obserwację entuzjastów działań digitalowych w Polsce i na świecie.

Wiele różnych dziedzin marketingu i digitalu łączy się tworząc zapotrzebowanie na coraz to kolejne rodzaje usług. Nowe narzędzia i rozwiązania pojawiają się szybciej niż faktycznie może przyswoić rynek. I to znaczy, że będzie coraz więcej biznesów opartych o łączenie danych z wielu różnych źródeł. W raporcie opisaliśmy szerszy kontekst każdego z kluczowych trendów na rynku.

Co najbardziej zwróciło naszą uwagę w 2016 roku:

  • Polacy – stajemy się coraz bardziej zapatrzeni w swoje bezpośrednie otoczenie, ciągle się zmieniamy będąc niepewnym jutra. Ale wciąż emocjonujemy się w internecie przede wszystkim piłką nożną. Rośnie rola wydawców medialnych w kształtowaniu światopoglądów – w epoce postprawdy.
  • Główne technologiczne nowinki to Pokemon GO (które pokazało, jak krótko może trwać hype na grę opartą o geolokalizację) i okulary Snapchata. VR wciąż raczkuje.
  • Dojrzewa rynek content marketingu – i idą za tym gigantyczne budżety Allegro i coraz bardziej równomierny rozkład budżetów mediowych
  • Customer Journey wyzwaniem jest wciąż Customer Centric Data – klienci końcowi wiedzą, że muszą je łączyć, ale borykają się z problemem – jak to robić.
  • Badania marketingowe orientują się bardzo mocno na stronę jakościową, starając się zrozumieć konsumenta, a nieco rzadziej – dostarczają analityki do integracji danych klienta.
  • Wielu badaczy przechodzi na stronę UX, to profesjonalizuje i poszerza projekty lean design
    Wchodzą kolejne platformy analityczne – Data Studio od Google, rozwijają się Qlik i Tablaux; z ich usług korzystają firmy, które zatrudniają własnych analityków
  • Big Data i Data Science – data scientists w Polsce są głównie zatrudniani przez wydawców mediowych, głównie dlatego, że mają oni największą wiedzę o jak największej liczbie internautów (poza Google i Facebook, oczywiście)
  • Donald Trump – to postać, która pokazała, że miliony dolarów z budżetu Hillary Clinton wydane na programmatic i analitykę bazodanową nie przyniosły efektów. Donald Trump zainwestował w telewizję, a nie – w analitykę digitalową
    Przed rynkiem stoi duże wyzwanie – Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) – prawo europejskie znacząco ograniczające możliwości targetowania reklam
  • 2016 rok zdecydowanie należał do AI – wszyscy duzi gracze udostępniający serwery – Google, Amazon, IBM, Microsoft – otworzyli API do procesów sztucznej inteligencji. Największy potencjał w praktyce oznacza usługi oparte o rozpoznawanie obrazów.

Co wynika z tego wszystkiego? Przede wszystkim to, że nowe możliwości i rozwiązania digitalowe pojawiają się szybciej, niż polskie firmy mogą je wdrażać. Rynek potrzebuje rozprzestrzeniania wiedzy – na temat możliwości analitycznych dostępnych narzędzi, ponieważ poszczególni gracze nie są w stanie śledzić wszystkiego na bieżąco.

Włosi zwiększają deficyt by ratować banki. Co dalej z kredytami frankowymi?

Włoski rząd zatwierdził zwiększenie deficytu budżetowego o 20 miliardów euro by ratować banki. Temat kredytów frankowych wciąż w ślepej uliczce.

Problemy najstarszego banku świata

Banca Monte dei Paschi di Siena jest trzecim największym bankiem we Włoszech. Oprócz tytułu najstarszego jest też jednym z najbardziej zagrożonych bankructwem. Problemem są niespłacane kredyty. Bankowi nie udało się pozyskać pieniędzy na rynku, więc do pomocy wziął się rząd. Nie pierwszy zresztą raz. Od 2009 roku państwo pomogło już tej instytucji dwukrotnie. Jak zła jest sytuacja pokazuje giełda. Akcje banku od początku roku straciły ponad 80% wartości. Obecnie złe kredyty przekraczają kapitałem własne o około 13,75 miliardów euro. Włosi podjęli decyzje o stworzeniu funduszu na ratowanie banków w wysokości 20 miliardów euro. Kwota ta jest jednak zdaniem specjalistów niewystarczająca. Wątpliwości budzi też możliwość ratowania banków z pieniędzy publicznych.

Co to ma wspólnego z walutami?

Jaki wpływ ma ta cała sytuacja na rynek walutowy? Włochy to nie Cypr czy Grecja. Kraj ten stanowi istotną część europejskiej gospodarki. Ewentualne problemy nie przejdą bez echa. Nie bez znaczenia jest też sytuacja polityczna, która do władzy wypchnie najprawdopodobniej Ruch Pięciu Gwiazd. Jest to formacja, która budzi niepokój inwestorów ze względu na eurosceptyczną retorykę. Jej zwycięstwo powinno osłabiać euro zarówno względem dolara jak i franka. Reakcja względem złotego jest w przypadku euro zawsze niewiadomą. Wraz ze wzrostem ryzyka w samej strefie euro inwestorzy często uciekają proporcjonalnie z inwestycji w waluty Europy Środkowo Wschodniej. W rezultacie często nie widać reakcji na parze EUR/PLN.

Co dalej z kredytami frankowymi?

Koniec roku to okres w mediach gdzie dyskusja wraca do projektów, o których wiele się mówiło w ciągu roku ale jednak nie zostały wprowadzone. Oprócz wspomnianego niedawno podatku ujednoliconego warto wspomnieć o ustawie pomocowej dla kredytobiorców frankowych. Pomimo licznych prób rozwiązania problemu okazało się, że nie istnieje cudowne rozwiązanie i ktoś za to wszystko zapłacić musi. W dodatku stopy procentowe we franku są na tyle niskie, że do momentu przewalutowania kredytu zakładając brak zmian kursowych suma tych kosztów jest istotnie niższa niż dla kredytu złotowego. Kolejne pomysły przenoszenia kosztów na kolejne instytucje okazała się fiaskiem i prawdopodobnie tak samo skończą się kolejne podejścia do tej ustawy. Obecnie jako możliwą do realizacji uważa się ustawę, która zwraca nadwyżki z gigantycznych marż, które banki pobierały od przewalutowań kredytów.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – PKB,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych z szansą na wynik blisko 4.4 mld euro w 2016 r.

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych JLL w Polsce
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych JLL w Polsce

Firma doradcza JLL przedstawiła wstępne szacunki dla rynku inwestycyjnego w Polsce w segmencie nieruchomości komercyjnych za 2016 r. (dane z dnia 21.12.2016)

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych JLL w Polsce: „Wartość transakcji inwestycyjnych zrealizowanych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w okresie pomiędzy 1 stycznia a 21 grudnia 2016 r. wyniosła 4,136 mld euro. Prym wiódł rynek handlowy, który osiągnął wynik 1,952 mld euro. Za nim uplasował się sektor biurowy – 1,708 mld euro oraz magazynowy – 476 mln euro”.

W 2016 r. wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce ma szansę sięgnąć łącznie blisko 4,4 mld euro.

„Wartość tegorocznych transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Polsce już teraz przekroczyła wynik z 2015 r., i tym samym stanowi drugi najlepszy wynik w historii, niższy jedynie od rekordowego rezultatu 5 mld euro z 2006 r.”, dodaje Tomasz Puch.

Wśród największych transakcji inwestycyjnych tego roku znalazły się m. in.: sprzedaż pakietu 75% udziałów w wartej ok. 1,2 mld euro platformie nieruchomościowej Echo w Polsce przez Griffin, Pimco oraz Oaktree funduszowi Redefine, sprzedaż Bonarka City Center w Krakowie (361 mln euro) przez TriGranit (TPG) do Rockcastle, kupno Gdański Business Center A&B w Warszawie (186 mln euro) przez Savills Investment Management od HB Reavis, sprzedaż centrów handlowych Focus w Piotrkowie Trybunalskim i Zielonej Górze (161 mln euro) przez Aviva Polish Retail Fund do Rockcastle oraz sprzedaż Galerii Warmińskiej (150 mln euro) przez Galeria Warmińska Sp. z o.o. Sp. k do Rockcastle.

JLL – z 66% udziałem na rynku inwestycyjnym w Polsce

W okresie od początku 2016 do chwili obecnej, Dział Rynków Kapitałowych JLL w Polsce doradzał w transakcjach opiewających łącznie na kwotę około 2,5 mld euro, co przekłada się na 66% udział w rynku i pozycję niekwestionowanego lidera. W 2016 r., eksperci firmy doradzali w umowach kupna/sprzedaży m.in. 75% udziałów w platformie nieruchomościowej Echo w Polsce (doradztwo po stronie sprzedającego – Griffin, Pimco oraz Oaktree; największa transakcja w historii polskiego rynku nieruchomości), Gdański Business Center w Warszawie (186 mln euro, doradztwo po stronie sprzedającego – HB Reavis), Focus Park w Zielonej Górze oraz Focus Mall w Piotrkowie Trybunalskim (161 mln euro, doradztwo po stronie sprzedającego – Aviva Polish Retail Fund), Galerii Warmińskiej w Olsztynie (150 mln euro, doradztwo po stronie sprzedającego – Galeria Warmińska sp. z o.o. sp. k. ), portfolio logistycznego NBGI (doradztwo po stronie sprzedającego – NBGI) czy Prime Corporate Center w Warszawie (doradztwo po stronie sprzedającego – Golub GetHouse).

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Zrozumieć rajd św. Mikołaja

Co roku koniec listopada i cały grudzień przebiegają pod znakiem niemalże rutynowo pojawiającego się pytania: czy w tym roku zobaczymy rajd św. Mikołaja? Jednocześnie nikt precyzyjnie nie definiuje tego terminu i przez to narosło wokół niego wiele mitów. Czym więc jest ten świąteczny rajd?

W opinii jednych to jakakolwiek zwyżka na przestrzeni grudnia bądź nawet listopada. Taki punkt widzenia już z definicji jest błędny, gdyż praktycznie w każdym miesiącu mamy do czynienia z mniejszym bądź większym rajdem. Czy oznacza to więc, że również w innych miesiącach pojawia się poczciwy święty?

Niekoniecznie. Inna i już bardziej sensowna definicja plasuje ów rajd w całym miesiącu grudniu. To przecież ostatni miesiąc roku o specyficznej naturze. Czy więc wyróżnia się on również pod względem stóp zwrotu? Z tym jest różnie i w zależności od konkretnego roku. Podobnie zresztą sprawa wygląda z innymi miesiącami. Śledząc długie szeregi czasowe dla głównych parkietów świata ciężko jednak udowodnić tezę o niezwykłości grudnia. Przykładowo na Wall Street nie jest to nawet najlepszy miesiąc roku. Jest nim lipiec.

Statystycznie rzecz biorąc również nie można udowodnić, że ostatni miesiąc roku wyróżnia się czymś szczególnym na tle pozostałych. Tym samym rajdu trzeba szukać gdzie indziej. Z pomocą przychodzi zupełnie w Polsce nierozpowszechniona definicja, która plasuje ów mityczny rajd w ostatnich dniach roku, w specyficznym okresie pomiędzy świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem. Wówczas na mało płynnym rynku spodziewać się można chęci niezłego zakończenia roku, co niejednokrotnie może mieć przełożenie na premie dla zarządzających. Warto ten rajd powiększyć o pierwszą sesję nowego roku, która będąc „nowym otwarciem”, z reguły korzystnie zapisuje się dla akcjonariuszy. Potwierdza to statystyka, która po bliższym spojrzeniu potrafi zadziwić.

Otóż tak zdefiniowany rajd na krajowym rynku przynosił średnio rzec biorąc 2,5% zwyżki indeksu WIG. Jest to około ¾ średniej zmiany tego indeksu w całym grudniu. Jednocześnie od 1993 roku tylko 4 razy zdarzyło się, że rajdu nie zobaczyliśmy. Spadkowych grudni było więcej, bo aż 9. Jeszcze ciekawiej wygląda to dla spektrum małych spółek. Otóż indeks sWIG80 w grudniu średnio zyskiwał 2,2%. Końcoworoczny rajd przynosił jednak średnie stopy zwrotu na większym poziomie sięgającym 2,9%. Jednocześnie jeszcze nigdy od 1995 roku nie zdążyło się, aby pomiędzy świętami a nowym rokiem małe spółki straciły na wartości.

Tym samym św. Mikołaj pojawia się na parkiecie w ściśle określonym czasie i nie gości na nim długo. Jednocześnie ostatnie lepsze zachowanie dużych spółek nie kwalifikuje się do pojęcia rajdu, jako że ten powinien mieć miejsce dopiero w przyszłym tygodniu. Być może z uwagi na już zaobserwowane wzrosty,  św. Mikołaj w tym roku nie będzie zbyt hojny, ale jego obecność z pewnością powinniśmy zaobserwować.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

NIK po kontroli w aptekach szpitalnych

Szpitale prowadzące apteki i działy farmacji szpitalnej słabo wywiązują się ze swoich ustawowych obowiązków. Wyniki kontroli w wybranych wielkopolskich lecznicach wskazały nieprawidłowości zarówno formalne, związane z wyposażeniem, jak i merytoryczne dotyczące przechowywania i obrotu lekami, w tym także psychotropowymi. NIK wskazuje, że ujawnione zaniedbania mogą zagrażać bezpieczeństwu pacjentów.

Praca aptek szpitalnych i działów farmacji szpitalnej powinna zapewniać racjonalną gospodarkę lekami, bezpieczeństwo pacjentów oraz racjonalizację farmakoterapii. Szpitale zobowiązane są do prowadzenia apteki/działu farmacji szpitalnej zgodnie z wymogami określonymi w aktach wykonawczych do ustawy Prawo farmaceutyczne.

Delegatura NIK w Poznaniu sprawdziła, jak wybrane wielkopolskie szpitale wywiązują się z wypełniania usług farmaceutycznych. W żadnym ze skontrolowanych szpitali apteka nie działała tak jak powinna. Nieprawidłowości dotyczyły zarówno gospodarki lekowej jak i wyposażenia lokali. Zaniedbania były na tyle poważne, że mogły stanowić zagrożenie dla zdrowia a nawet życia pacjentów. Ujawniono także przypadki niewłaściwego postępowania z produktami leczniczymi, w tym lekami psychotropowymi.

W trzech (z czterech skontrolowanych) aptekach szpitalnych nie zostały spełnione ustawowe wymogi  dotyczące lokalu apteki oraz jej wyposażenia. W jednej placówce brakowało zabezpieczenia apteki przed dostępem osób trzecich, a pomieszczenia dwóch aptek nie posiadały co najmniej dwóch wejść: dla personelu i dla dostaw towaru. W trzech lecznicach na wyposażeniu apteki nie było między innymi szaf ekspedycyjnych oraz łatwozmywalnych podestów do przechowywania leków. Ponadto w wyposażeniu pomieszczeń wykorzystywanych do przechowywania leków brakowało higrometrów oraz urządzeń eliminujących nadmierne nasłonecznienie.

W trzech szpitalach leki przechowywano niewłaściwie. W dwóch szpitalach w lodówkach przeznaczonych do przechowywania leków pracownicy umieszczali produkty spożywcze, a opakowania leków były niezabezpieczone przed zabrudzeniem i zniszczeniem, w innym przechowywano je w pokoju pielęgniarek. Zdarzało się też, że nie przechowywano leków w oryginalnych opakowaniach, a personel odcinał zużyte fragmenty blistrów, zawierające informacje o terminie ważności i serii leku, co mogło prowadzić do ewentualnych pomyłek personelu medycznego lub np. podania leku przeterminowanego. W jednej placówce stwierdzono, że wśród leków przeznaczonych dla pacjentów oddziału dziecięcego przechowywany był jeden lek przeterminowany.

Kontrolerzy wskazali także przypadki niewłaściwego nadzoru nad obrotem lekami. Przy czym w jednym ze szpitali klinicznych ujawniono nieprawidłowości związane z obrotem lekami psychotropowymi: nie monitorowano ani nie dokumentowano  przekazywania tego rodzaju leków do utylizacji. Mogło to skutkować utratą przez szpital kontroli nad lekami wydanymi z apteki, ponieważ nie można dowieść, że produkty lecznicze wycofane z użycia w szpitalu zostały przekazane do utylizacji. Jedna z  aptek szpitalnych nie realizowała zadań związanych z prowadzeniem badań klinicznych w zakresie zapewnienia udziału farmaceuty w przyjmowaniu i dystrybucji badanych leków.

Problemem był również brak optymalizacji gospodarki lekowej w dwóch szpitalach. Stwierdzono, że w jednym z nich komitet terapeutyczny, będący organem doradczym dyrektora szpitala, nie analizował kosztów leczenia i miesięcznego zużycia leków przez oddziały, w innym natomiast zmiany szpitalnej listy leków, stanowiącej katalog leków stosowanych w placówce, wprowadzane były z pominięciem procedur obowiązujących w szpitalu.

Uwagi i wnioski NIK

W celu wyeliminowania stwierdzonych w toku kontroli nieprawidłowości NIK wnioskowała do dyrektorów szpitali m.in. o:

  • wzmocnienie nadzoru nad działalnością aptek szpitalnych,
  • prowadzenie kompletnej dokumentacji leków i produktów leczniczych, przekazanych do utylizacji,
  • prawidłowe ewidencjonowanie  leków otrzymywanych w formie bezpłatnych próbek oraz prawidłowe określanie ich wartości,
  • podjęcia działań w celu prawidłowej organizacji lokalu apteki i właściwego jego wyposażenia, opracowanie zasad wydawania produktów leczniczych na oddziały lub pacjentom.

Jak wynika z informacji nadesłanych do NIK, wszystkie skontrolowane szpitale podjęły już działania naprawcze.

Kontrolę przeprowadzono w: Szpitalu Klinicznym im. Karola Jonschera Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Ortopedyczno-Rehabilitacyjny Szpital Kliniczny im. W. Degi Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Międzychodzie, Szpital Powiatowy im. Prof. Romana Drewsa w Chodzieży.

Powstaje nowa siedziba banku BGŻ BNP Paribas w Warszawie

Obok dotychczasowego biura, u zbiegu ulic Kasprzaka i Karolkowej powstaje nowa siedziba Banku BGŻ BNP Paribas. Na mocy podpisanej umowy deweloperem inwestycji została firma Yareal. W 2020 r. bank wynajmie cały budynek o powierzchni 22 000 m kw.

W wyborze tej właśnie lokalizacji pomogły wyniki złożonej analizy rynku przygotowanej przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland z działów Badań i Analiz, Wynajmu Powierzchni Biurowej oraz Rozwiązań Korporacyjnych. Przeprowadzono porównanie konkurencyjnych projektów w ramach planowaj podaży i przedstawiono rekomendacje pod kątem preferencji klienta. Znaczenie miały takie czynniki jak: dogodny dostęp do infrastruktury miejskiej (w tym metra i tramwajów), wysoka jakość wykonania, wydajny, elastyczny rozkład powierzchni oraz możliwość ekspansji.

Michael Richardson, dyrektor Działu Rozwiązań Korporacyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate
Michael Richardson, dyrektor Działu Rozwiązań Korporacyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate

– Wobec dużego wolumenu powstającej i planowanej nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie, a także całego pakietu zachęt oferowanych przez inwestorów, najemcy stają przed trudnym wyborem spowodowanym ogromną ilością różnorodnych czynników. Rolą profesjonalnego doradcy jest poinformowanie klienta o dostępnych opcjach i rekomendacja najlepszego rozwiązania, które wspierać będzie strategiczne założenia klienta – mówi Michael Richardson, dyrektor Działu Rozwiązań Korporacyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate,

Koncepcja projektu biurowca powstała w Yareal, gdzie zadbano o połączenie nowoczesnych technologii z wysokiej jakości materiałami, co zapewniać ma ergonomiczność budynku zarówno pod względem środowiska pracy, jak i kosztów jego utrzymania. Dowodem na przyjazny charakter dla środowiska jest certyfikacja BREEAM na poziomie Excellent.

Umowa najmu podpisana przez Bank BGŻ BNP Paribas to kolejna transakcja Grupy BNP Paribas, w której za doradztwo i analizę rynku odpowiedzialni byli eksperci z BNP Paribas Real Estate. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przy ich udziale sfinalizowane zostały transakcje na około 10 tys. m kw. obejmujące między innymi najem 1,1 tys. m kw. dla operacji  Private Banking BGŻ BNP Paribas Banku w Spektrum Tower, który wynajął także najem 4 tys. m kw. w Gdański Business Center oraz ponad 600 m kw. w biurowcu Dominikański we Wrocławiu. Powyższy wolumen transakcji obejmuje również inne spółki Grupy BNP Paribas.

W grudniu rosną ceny perfum i drobnego AGD, a spadają telewizorów, smartfonów oraz gier komputerowych

Prezenty warto kupować już w listopadzie, bo są wtedy tańsze, czy licząc na promocje, czekać z nimi aż do grudnia? Jak wynika z drugiej edycji „Świątecznego barometru cenowego”, przygotowanego przez ekspertów Deloitte, wszystko zależy od kategorii produktów, które chcemy kupić. Analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo pokazuje, że w trwającym gorącym okresie ostatnich tygodni (21 listopada br. – 14 grudnia br.) najczęstsze wzrosty cen dotyczyły drobnego AGD, zestawów VR oraz perfum, które wraz z kosmetykami znajdują się na szczycie listy prezentów, które Polacy zamierzają podarować najbliższym. Z kolei w tym samym okresie potaniały głównie telewizory, gry komputerowe oraz smartfony. Zdaniem ekspertów Deloitte klientom e-commerce jest więc bardzo trudno przewidzieć, ceny których prezentów w okresie przedświątecznym wzrosną, a których spadną.

Z międzynarodowego badania Deloitte analizującego świąteczne zwyczaje konsumentów wynika, że w tym roku 23 proc. Polaków deklarowało zakup prezentów już w listopadzie, a 33 proc. chciało wybrać się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. „Zapewne część osób planując zakupy świąteczne już w listopadzie kieruje się zapobiegliwością i niechęcią do uczestnictwa w przedświątecznej gorączce. Nie można jednak wykluczyć, że ci, którzy decydują się na zakup prezentów w listopadzie liczyli również na niższe ceny. Nasza analiza pokazała jednak, że nie zawsze taka strategia musi przynieść oczekiwane przez klientów rezultaty, szczególnie gdy decydujemy się na zakupy internetowe” – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Dzięki corocznemu badaniu Deloitte analizującego zwyczaje świąteczne m.in. Polaków znane są kategorie produktów, które najchętniej kupujemy jako prezenty. Do badania zostało wybranych więc dziesięć najpopularniejszych produktów świątecznych z poniższych kategorii: gry, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, słodycze, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane, podłączone do codziennego monitoringu i pogrupowane w koszyki odpowiadające profilom zakupowym klientów. Wartość każdego koszyka została wyliczona dla wszystkich monitorowanych e-sklepów, które posiadały w swojej ofercie co najmniej 70 proc. produktów z koszyka. Ocenie podlegała tylko cena bez np. jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu czy kosztów transportu.

Jak wynika z analizy Deloitte i Dealavo największe różnice średnich cen w analizowanych kategoriach w okresie 21 listopada br. – 14 grudnia br. występują w przypadku gier komputerowych, muzyki, okularów VR oraz drobnego AGD. „W przypadku gier średni koszt koszyka analizowanych produktów w badanym okresie różnił się o 7 proc. Najdrożej było 21 listopada, a najtaniej 14 grudnia. Ciekawym faktem jest to, że dwie spośród dziesięciu badanych gier były najdroższe podczas Cyber Monday, co jest sprzeczne z przekazem marketingowym, który od sprzedawców otrzymują klienci” – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo. Największa różnica w średniej cenie gry komputerowej dotyczyła Titanfall 2 (PC), która wyniosła aż 48 proc. W przypadku gry Dishonored 2 (PS4) różnica wynosiła 20 proc.

„Ciekawym przypadkiem są produkty z kategorii muzyka. W przypadku sześciu z dziewięciu analizowanych albumów ceny były najwyższe właśnie w Cyber Monday. Z kolei kategorią, która rzeczywiście sprzedaje się tego dnia najtaniej były konsole. Aż siedem na dziewięć analizowanych produktów było najtańszych właśnie w poniedziałek 28 listopada br. Nie ma więc jednego klucza decydującego o wzroście lub spadku cen. Widzimy, że część z nich zmienia się bardzo dynamicznie, a w przypadku innych produktów ceny praktycznie na przestrzeni miesiąca stoją w miejscu” – mówi Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Różnice w cenach popularnych produktów wybieranych przez Polaków na prezenty w dniach 28 listopada 2016 r. a 14 grudnia 2016 r.

Różnice w cenach popularnych produktów wybieranych przez Polaków na prezenty w dniach 28 listopada 2016 r. a 14 grudnia 2016 r.

Porównując ceny produktów wybranych w trakcie pierwszej edycji Świątecznego barometru cenowego, widzimy, że ceny minimalne 50 proc. produktów zostały jeszcze bardziej obniżone, a ceny minimalne pięciu na szesnaście wybranych produktów wzrosły.

 

Biorąc pod uwagę wszystkie produkty w analizowanym okresie, w przypadku ok. jednej czwartej produktów nastąpiła podwyżka cen, a w przypadku 22 proc. doszło do jej obniżenia, a dla 54 proc. produktów pozostała ona bez zmian.

„Spośród analizowanych produktów, które są najczęściej wybierane przez Polaków na prezenty, najwięcej podwyżek nastąpiło w kategorii drobne AGD. Dotyczyło to aż 37 proc. produktów. W przypadku najtańszego sklepu z dnia 28 listopada br. sprzedającego drobny sprzęt AGD ceny wzrosły o 9,1 proc. Z kolei wartość koszyka w jednym ze sklepów zajmujących się sprzedażą tradycyjną oraz internetową spadła o 6,7 proc.” – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

W przypadku okularów VR podwyżka cen w analizowanym okresie dotyczyła 36 proc. produktów, a perfum 31 proc. artykułów.

Perfumy wraz z kosmetykami są w tym roku najczęściej i najchętniej wymieniane jako prezenty dla najbliższych. Wszystkie analizowane perfumy zdrożały średnio o 1,6 proc., a ponad 10 proc. ze wszystkich analizowanych sklepów podrożało o co najmniej 4 proc. Jeżeli chodzi o książki, które również są chętnie wybierane na prezenty, ceny wzrosły w przypadku 27 proc. produktów, a zabawek dla dzieci 28 proc. analizowanych artykułów.

Z kolei najwięcej spadków cen dotyczyło telewizorów. Aż 40 proc. produktów z tej kategorii potaniało pomiędzy 28 listopada, a 14 grudnia. W przypadku gier spadki cen dotknęły 39 proc. artykułów, a smartfonów 35 proc. produktów. „Należy pamiętać, że są to produkty najczęściej reklamowane w okresie przedświątecznym przez sprzedawców internetowych, którzy promują się również bardzo intensywnie w mediach tradycyjnych. Z zakupem telewizorów, smartfonów i gier komputerowych konsumenci mogli spokojnie poczekać więc do grudnia, bo po Cyber Monday ich ceny nie poszły w górę, a w wielu przypadkach było wręcz odwrotnie” – mówi Magdalena Jończak. Z kolei kategorią, która najsłabiej podlegała fluktuacjom cenowym w analizowanym okresie były zegarki.

Zdaniem ekspertów Deloitte sprzedawcy e-commerce na tyle dynamicznie w ostatnich tygodniach zarządzali swoją strategią cenową, że klienci nie są w stanie przewidzieć, kiedy dany produkt, którym są zainteresowani potanieje lub zdrożeje, co znacznie utrudnia proces zakupowy.

Rynek złota totalnie wyprzedany

Na amerykańskich parkietach akcyjnych w końcu pojawiły się spadki. Indeks DJIA nie zdołał pokonać poziomu 20000 pkt. Na rynku walutowym mieszanie nastroje, bez wyraźnego trendu.

Dużymi krokami zbliżamy się do świąt. Zapewne dzisiejsza sesja będzie już ostatnią, kiedy to pojawić się mogą jakieś większe ruchy. Zazwyczaj co roku bowiem 23 grudnia handel jest skrócony, a inwestorzy odpuszczają sobie zajmowanie pozycji. Dużego entuzjazmu nie było wczoraj zarówno na walutach jak i na rynku ropy. Natomiast spore wzrosty, ponad 7%, odnotowano na rynku kontraktów terminowych na gaz. Sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA wzrosła do najwyższego poziomu od niemal 10 lat.

W dniu dzisiejszym, pomimo świątecznych już nastrojów, pojawi się kilka znaczących publikacji makroekonomicznych . O 14:30 poznamy tempo wzrostu PKB USA za Q3. Równocześnie opublikowane zostaną dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku oraz dochodach amerykanów. Poznamy też najnowsze informacje z lokalnego rynku pracy – oczekuje się niewielkiego wzrostu ilości nowych zasiłków dla bezrobotnych do poziomu 255 000.

gold22122016r

Rynek złota zszedł dokładnie tam, gdzie miał zejść. Na wysokości 1130$ przecinają się dwie linie kanałów – spadkowego i wzrostowego. Jest to więc idealne miejsce do odbicia w górę. Wskaźnik RSI jest totalnie wyprzedany, co tylko uprawdopodabnia taki scenariusz. Oporem byłby poziom 1200. Na więcej w tej chwili byków nie stać.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

GPW udostępnia nową wersję platformy edukacyjnej GPWtr@der

  • GPW udostępnia udoskonaloną wersję symulatora inwestycyjnego GPWtr@der
  • Platforma edukacyjna GPWtr@der umożliwia naukę inwestowania w notowane na GPW akcje, ETF-y oraz kontrakty terminowe
  • Jednocześnie, w ramach integracji spółek z grupy kapitałowej, GPW zakłada powstanie jednego portalu internetowego, obejmującego pełną integrację dotychczasowych witryn giełdowych
  • GPW znajduje się obecnie w fazie testów końcowych, pozwalających na uruchomienie portali: gpw.pl oraz www.tge.pl

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. oferuje wszystkim zainteresowanym inwestowaniem oraz rynkiem kapitałowym narzędzie pozwalające na dokonywanie wirtualnych transakcji z wykorzystaniem realnych notowań. Platforma edukacyjna GPWtr@der umożliwia naukę inwestowania w notowane na GPW akcje, ETF-y oraz kontrakty terminowe na indeksy, akcje i waluty.

Ulepszony mechanizm obsługujący platformę demo pobiera wirtualne prowizje maklerskie oraz obsługuje zdarzenia korporacyjne, takie jak np. dywidenda. W celu rzetelnego oddania zasad panujących na rynku rzeczywistym zastosowano rozliczenie D+2, a także mechanizmy i obowiązujące poziomy depozytów zabezpieczających.

W symulatorze inwestycyjnym mechanizm zawierania transakcji został stworzony tak, aby
w największym stopniu odzwierciedlać sytuację panującą na giełdzie. Oznacza to, że złożone na wirtualnym rachunku zlecenie zostanie zrealizowane wtedy, gdy na realnym rynku dojdzie do analogicznej transakcji.

Wprowadzenie symulacji procesu inwestowania wpisuje się w długofalową działalność edukacyjną GPW i w znaczący sposób podnosi poziom oferty edukacyjnej.

W niedalekiej przyszłości GPW zaprezentuje również nowy portal internetowy, obejmujący pełną integrację witryn: www.gpw.pl, www.tge.pl, www.bondspot.pl, www.irgit.pl, www.newconnect.pl oraz www.gpwcatlyst.pl.

W budowaniu zintegrowanego serwisu wykorzystano narzędzia analizy UX (User Experience), co pozwoliło na stworzenie jeszcze bardziej ergonomicznego i nowatorskiego portalu.

Ponadto nowy serwis zawiera kilka pionierskich rozwiązań dla użytkowników. Jednym z nich jest moduł mający na celu przeprowadzanie analizy technicznej, dostępny docelowo na stronie www.gpw.pl. Narzędzie – dostarczane przez Notoria Serwis – będzie umożliwiać rysowanie wykresów, ich analizę oraz dodawanie różnego rodzaju wskaźników. Oferowana usługa będzie darmowa.

Dla osób zainteresowanych analizą fundamentalną udostępniona będzie baza rozszerzonych danych finansowych spółek, a także zbiór informacji – kilkadziesiąt wskaźników oraz danych finansowych przedsiębiorstw, za które dotychczas pobierano opłaty.

Strona internetowa www.gpw.pl zyska nową sekcję, „Jak zacząć?”, zawierającą odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania: „Jak zacząć inwestować?”, „Jak zacząć emitować?” oraz „Jak dołączyć do giełdy?”.

Ze względu na złożoność procesu integracji kolejne moduły portalu będą oddawane do użytku etapami. W pierwszej kolejności planowane jest uruchomienie portali www.gpw.pl oraz www.tge.pl. Prace nad obydwoma modułami dobiegają końca i uruchomienie planowane jest po zakończeniu testów funkcjonalnych i wydajnościowych.

GPWtr@der w wersji demo dostępna jest pod adresem www.gpwtrader.pl.

W 2016 roku poznaliśmy nowe oblicze rynku pracownika

Najniższa od 25 lat stopa bezrobocia, rekordowe poziomy zatrudnienia i rosnące trudności rekrutacyjne – to główne czynniki które zdaniem ekspertów Work Service kształtowały rynek pracy w mijającym roku. W tym samym czasie obserwowaliśmy również wzmożony napływ pracowników z Ukrainy i coraz niższy odsetek deklaracji o planach emigracyjnych Polaków. Równocześnie nadal aktualny jest problem długotrwałego bezrobocia i utrzymywanie się dwucyfrowego bezrobocia w niemal połowie województw.

W mijającym roku poznaliśmy nowe oblicze rynku pracownika. Przy bezrobociu niewidzianym w Polsce od ćwierćwiecza, jak przez soczewkę ujrzeliśmy kluczowe wyzwania na kolejne lata. W wyniku procesów demograficznych i migracyjnych nasz rynek pracy regularnie się kurczy, a dostępność kandydatów staje się coraz bardziej ograniczona. W ciągu roku o 30% wzrosła w gospodarce liczba wakatów, pomimo napływu ponad 1 miliona dodatkowych pracowników z Ukrainy. Dziś wyraźnie widzimy, że brak dostępności rąk do pracy może w przyszłości negatywnie wpływać na rozwój gospodarczy naszego kraju – mówi Maciej Witucki, Prezes Work Service S.A.

bilzans 2016 rynek pracownika

Druga strona migracji

W ostatnich latach dominującym tematem związanym z procesami migracyjnymi, były wyjazdy Polaków do pracy za granicą. Z danych GUS wynika, że już niemal 2,4 mln naszych rodaków przebywa w innych krajach. Jednak w drugiej połowie roku plany emigracyjne Polaków odnotowały najniższe w historii odczyty. Raport „Migracje zarobkowe Polaków” pokazał, że już tylko 12% badanych deklaruje chęć wyjazdu, a to oznacza spadek o 7 pp. w stosunku do wyniku z początku roku. W 2016 roku wyraźnie na znaczeniu jednak zyskała kwestia związana z procesami imigracyjnymi do Polski.

Niedobory kadrowe wymusiły zintensyfikowanie procesów imigracyjnych. Z naszych badań wynika, że 1/3 pracodawców ma problemy z obsadzeniem stworzonych miejsc pracy. Dlatego

38% firm planuje szukać pracowników wśród Ukraińców, którzy wypełniają luki powstałe na rynku pracy – podkreśla Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service. Niestety obecny model imigracji ma charakter doraźnego lekarstwa i wymaga w przyszłym roku korekty. Dziś większość Ukraińców przyjeżdża do Polski na podstawie oświadczeń, które uprawniają do podejmowania zatrudnienia na okres 6-miesięcy. To powoduje, że pracownicy zza granicy są w stanie podejmować zatrudnienie główne na stanowiskach podstawowych, a niedobory kadrowe notujemy również na poziomie specjalistycznym i wśród wykwalifikowanych pracowników technicznych – dodaje Inglot.

Niejednolity obraz rynku pracy

Pomimo wyraźnego spadku bezrobocia w całym kraju nadal obserwujemy wyraźny podział na rynku pracy. Nadal w 7 z 16 województw występuje dwucyfrowa stopa rejestrowanego bezrobocia. Z drugiej strony w takich miastach jak Poznań, Wrocław, Katowice, Bielsko-Biała, Tychy, Sopot czy Warszawa wynosi ono jedynie 2%-3,5%.

Ograniczona migracja wewnętrzna i utrzymujący się wysoki udział osób długotrwale bezrobotnych hamują możliwości dalszej poprawy na rynku pracy. Jednocześnie mamy do czynienia z dezaktywizacją części kobiet w wieku produkcyjnych. Badania BAEL pokazują, że od marca do września o 150 tysięcy zwiększyła się liczba osób biernych zawodowo, w związku z pozostawaniem w domu. Musimy jednak pamiętać, że stanowią one jednak 1% polskiego rynku zawodowego. Niska aktywność zawodowa od lat jest negatywnym wyróżnik naszego rynku na tle innych krajów europejskich i z tego punktu widzenia stanowi to problem – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Ostatni zryw zmienności?

Konsolidacja zaczyna dominować na większości rynków, gdyż inwestorzy czują coraz mniej zachęt do aktywnego handlu. Waluty G10 niemal stoją w miejscu, rynek akcji jest w stanie lekkiego schłodzenia ostatnich wzrostów, ropa i złoto handlowane są płasko. Kalendarz przynosi sporą dawkę danych z USA, więc popołudnie może przynieść ostatni przed świętami zryw zmienności.

Na dwa dni przed świętami jest coraz gorzej z aktywnością na rynkach finansowych. Ci inwestorzy, którzy jeszcze są aktywni, bardziej są skupieni na domykaniu pozycji i porządkowaniu portfeli przed końcem roku, niż śledzeniu aktualnych wydarzeń (których też jest jak na lekarstwo). Waluty G10 meandrują w granicach ostatnich zakresów wahań. Pozytywnie wyróżnia się SEK, który od wczoraj odczuwa pozytywne wibracje z jastrzębiego wydźwięku posiedzenia Riksbanku. Bank utrzymał stopę procentową na -0,5 proc., a także wydłużył program skupu aktywów o 6 miesięcy w wysokości 30 mld SEK. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami, ale zaskoczyło, że trzech członków zarządu Riksbanku chciało mniejszej ekspansji. Zwiększa to szanse na zatrzymanie QE od drugiej połowy 2017 r. i zdejmuje negatywną premię z SEK. Przy stopniowym wymieraniu carry trade (gdzie SEK był stroną finansującą) jest coraz więcej powodów, by wiedzieć silniejszą koronę.

Czwartek oferuje bogaty kalendarz z Ameryki Północnej, ale nie tylko. Najpierw sprzedaż detaliczna za listopad ze Szwecji może być ważna, gdyż solidny odczyt (prog. (2,7 proc. m/m) wesprze ostatni impuls umacniający koronę. Po południu z Kanady dostaniemy listopadową inflację CPI, gdzie spodziewany jest ujemny odczyt -0,2 proc. m/m. Słabo wygląda też konsensus dla sprzedaż detalicznej za październik (0,3 proc. m/m), jednak oczyszczona wartość bez sprzedaż samochodów już wygląda dużo lepiej (0,7 proc.). Z USA najpierw otrzymamy listopadowe dane o zamówieniach na dobra trwałe. Po silnym wzroście zamówień w październiku, ostatnie dane z przemysłu sugerują, że listopad przyniósł odreagowanie (prog. -4,8 proc. m/m). Rewizje wydatków inwestycyjnych za sierpień i wrzesień powinny podnieść ostateczny szacunek dynamiki PKB w III kw. z 3,2 proc. do 3,3 proc. Indeks PCE Core za listopad ma wskazać przyspieszenie wzrostu cen do 1,8 proc. r/r, który zrównałby szczyty z 2012 r. Ponadto opublikowane zostaną dane o wnioskach o zasiłek oraz o dochodach i wydatkach Amerykanów, a także indeks wskaźników wyprzedzających. Będą to jednak odczyty drugorzędne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Alergie coraz większym problemem w Europie. W diagnostyce pomocny może się okazać polski wynalazek

Alergie coraz większym problemem w Europie. W diagnostyce pomocny może się okazać polski wynalazek 7
W całej Europie na różne postaci alergii cierpi ok. 150 mln ludzi, natomiast w Polsce objawy tej choroby wykazuje 40 proc. społeczeństwa. Szacunki pokazują, że w ciągu najbliższej dekady ponad połowa Europejczyków będzie dotknięta chorobami alergicznymi. Zdaniem lekarzy kluczowe znaczenie w walce z alergiami odgrywa diagnostyka. Do jej polepszenia może przyczynić się polski wynalazek, który umożliwia szybki i precyzyjny odczyt wyników skórnych testów alergicznych.

– Narastająca skala zachorowań na alergię jest dużym problemem. Komisja Europejska szacuje, że do 2025 roku już połowa Europejczyków będzie dotknięta chorobami alergicznymi – mówi agencji Newseria dr Jacek Stępień, przewodniczący rady nadzorczej Milton Essex i wynalazca narzędzia SkinNext, służącego do szybkiej diagnostyki alergii.

Według Komisji Europejskiej alergie stanowią obecnie najpoważniejszy problem zdrowotny, na równi z chorobami nowotworowymi. Szacuje się, że w całej Europie na różne postacie alergii cierpi ok. 150 mln ludzi, w tym co trzecie dziecko. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że choroby alergiczne zajmują trzecią pozycję na liście najczęstszych chorób przewlekłych i stanowią obecnie jedno z poważnych zagrożeń cywilizacyjnych.

Żadna z pozostałych chorób cywilizacyjnych nie notuje takiego tempa przyrostu. Według Europejskiej Agencji Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI), w perspektywie kolejnych 10 lat około 50 proc. Europejczyków będzie dotkniętych chorobami alergicznymi.

Z ogólnopolskiego badania ECAP wynika, że objawy alergii wykazuje ok. 40 proc. Polaków. Taki odsetek ma dodatnie testy na powszechnie występujące alergeny. Około 9 mln Polaków cierpi na katar alergiczny, zaś 5,5 mln ma objawy astmy. Jednak tylko 30 proc. alergików zostało zdiagnozowanych za pomocą specjalistycznych testów, zdaje sobie sprawę ze źródła dolegliwości i poddaje się systematycznemu leczeniu. Jak podkreśla dr Jacek Stępień, właściwa diagnostyka jest podstawą w leczeniu alergii i to ona będzie jednym z największych wyzwań w obliczu rosnącej skali zachorowań.

 Obecnie istniejące rozwiązania służące wykrywaniu alergii nie pozwalają racjonalnie przewidywać, czy uporamy się z problemem wstępnej diagnostyki screeningowej, zwłaszcza na tak szeroką skalę – uważa dr Jacek Stępień.

Na rynku powszechnie wykonuje się dwa typy testów alergicznych: testy czynnościowe in vivo, które są wykonywane metodą nakłuciową (nakładania alergenów na powierzchnię skóry), oraz testy in vitro wykonywane laboratoryjnie metodą oznaczenia specyficznego poziomu przeciwciał.

 Pozostałe testy, które są obecnie dostępne na rynku, przewidziane są dla celów badawczych i eksperymentalnych. Natomiast te dwa rodzaje badań, czyli testy skórne i testy in vitro służące oznaczeniu przeciwciał, konkurują ze sobą, a ich udział w rynku jest zbliżony. Gremia międzynarodowe, w tym również Europejska Akademia Alergologii, zalecają jednak stosowanie testów skórnych jako tzw. złotego standardu w diagnostyce alergii – mówi dr Jacek Stępień.

Założona w ubiegłym roku spółka Milton Essex powstała właśnie w celu komercjalizacji i wdrożenia do produkcji wynalazku, którym jest nieinwazyjne narzędzie do szybkiego odczytu wyników skórnych testów alergicznych. Polski wynalazek, nazwany SkinNext, jest objęty międzynarodowym zgłoszeniem patentowym. Stanowi uzupełnienie dla tradycyjnych testów skórnych, które są obecnie najpopularniejszą metodą diagnostyczną i umożliwia odczyt wyników w ciągu zaledwie 20 sekund.

– Chcemy ulepszyć te testy, które są dostępne na rynku, zamiast z nimi konkurować. Nie zamierzamy wprowadzać całkiem nowej metody diagnostycznej. Naszym celem jest zmiana jakościowa, aby obecnie dostępna diagnostyka wykonywana metodą testów skórnych była pełna, dokładna i wykonana w oparciu o naukowo zbadane i potwierdzone markery czynnościowe – mówi dr Jacek Stępień.

Polski wynalazek ma w przyszłości umożliwić pełną automatyzację diagnostyki alergii, obniżyć jej koszty oraz uprościć i przyspieszyć cały proces diagnostyczny. Spółka Milton Essex, która zajmuje się jego komercjalizacją, dysponuje już trzecią generacją produktu. Jego twórca, dr Jacek Stępień, uzależnia sukces rynkowy swojego wynalazku od rosnącej skali zachorowań na choroby alergiczne w skali globalnej.

– Oceniając wartość wyrobu medycznego, patrzymy, czy jest on użyteczny i pomocny dla dużej grupy pacjentów. Możemy sobie wyobrazić, że z każdym rokiem używania naszego produktu zwiększa się pula wyników badań alergologicznych z wykorzystaniem nowej techniki obrazowania. To może pomóc odpowiedzieć na pytanie, jakie są charakterystyki populacyjne, uwarunkowania genetyczne czy geograficzne. Być może pozwoli to inaczej podejść do całego problemu alergii – mówi dr Jacek Stępień.

Narzędzia diagnostyczne stanowią około 40 proc. całego rynku wyrobów medycznych, którego wartość jest szacowana na 228 mld dolarów w skali globalnej. W dynamicznym rozwoju tego rynku szansy upatruje spółka Milton Essex, która plasuje się właśnie w szybko rosnącym segmencie zaawansowanych technologicznie i konkurencyjnych cenowo instrumentów diagnostycznych. W ubiegłym roku spółka otrzymała na rozwój swojego wynalazku dotację z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, której wartość sięgnęła niemal 3,5 mln zł.

R. Sadoch (DM mBanku): tempo rozwoju gospodarki w 2017 roku będzie głównie zależało od inwestycji przedsiębiorców

R. Sadoch (DM mBanku): tempo rozwoju gospodarki w 2017 roku będzie głównie zależało od inwestycji przedsiębiorców 8
Ekonomiści spodziewają się, że w 2016 roku tempo rozwoju polskiej gospodarki spadnie poniżej 3 proc. I choć w kolejnym gospodarka powinna przyspieszyć, to prawdopodobnie dopiero po połowie roku. Zdaniem Rafała Sadocha z DM mBanku 2017 rok nie przyniesie raczej wzrostu powyżej 3 proc., choć wszystko zależy od tego, czy ruszą inwestycje przedsiębiorców.

– Jeśli chodzi o dynamikę wzrostu gospodarczego końcówka 2016 roku jest bardzo słaba. Tutaj oczekujemy, że ta dynamika PKB osunie się poniżej 2 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Sadoch, analityk DM mBanku. – Po prognozach średniorocznych jeszcze sprzed kilku miesięcy na poziomach 3,5 proc. nie zostało nic i wydaje się, że ten wzrost będzie dużo poniżej 3 proc. średniorocznie.

W ubiegłorocznych założeniach do ustawy budżetowej zakładano wzrost gospodarczy na 2016 rok na poziomie 3,8 proc. Jeszcze w połowie roku wydawało się, że o ile gospodarka w dwóch ostatnich kwartałach przyspieszy, możliwe będzie osiągnięcie 3,5 proc. Po wyniku III kwartału na poziomie o 1 punkt proc. niższym stało się jasne, że nawet osiągnięcie 3-procentowego wyniku może być kłopotliwe.

Wicepremier Mateusz Morawiecki ocenił pod koniec listopada, że polska gospodarka urośnie w tym roku prawdopodobnie o 2,5–3 proc. OECD obniżyło prognozę wzrostu PKB w Polsce w 2016 roku z 3,0 proc. do 2,6, zaś agencja Fitch z 3,0 proc. do 2,7 proc. Deutsche Bank szacuje to tempo na 2,8 proc.

– W 2017 roku będziemy mieli do czynienia z przyspieszeniem wzrostu gospodarczego, niemniej jednak wszystko wskazuje na to, że ta oczekiwana poprawa koniunktury oddala się w czasie – mówi Sadoch. – Jeszcze jakiś czas temu wszyscy oczekiwali, że już od początku 2017 roku wzrost przyspieszy, stopniowo to się osuwa, w tym momencie już na II kw. Pytanie, czy faktycznie te inwestycje, które są piętą achillesową polskiej gospodarki w 2016 roku przyspieszą z impetem w przyszłym roku.

Taki scenariusz, zakładający przyspieszenie w II, a najpóźniej w III kwartale, kreśli też wicepremier Morawiecki. Dane z gospodarki za listopad (produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna) okazały się lepsze od oczekiwań.

– Oczywiście będzie ku temu oddziaływał efekt bardzo niskiej bazy z 2016 roku, oczywiście pojawią się również nowe inwestycje finansowane ze środków unijnych, ale największym znakiem zapytania jest to, czy polscy przedsiębiorcy zwiększą procesy inwestycyjne. Tutaj te czynniki niepewności w dalszym ciągu się utrzymują, wobec czego ten wzrost zapewne nie będzie wyższy niż 3 proc. – zakłada Rafał Sadoch.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Wyższe stopy procentowe i rosnąca presja inflacyjna w Stanach to sygnał do normalizacji polityki pieniężnej także w innych krajach

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Wyższe stopy procentowe i rosnąca presja inflacyjna w Stanach to sygnał do normalizacji polityki pieniężnej także w innych krajach 9
Wyższe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych i zapowiedź dalszych podwyżek powodują nie tylko umocnienie dolara i przecenę obligacji, lecz także odbijają się na pozostałych rynkach, nawet tych, gdzie banki centralne prowadzą nadal luźną politykę. W najtrudniejszej sytuacji mogą się znaleźć te rynki wschodzące, które emitują dług w dolarach.

– Amerykański bank centralny pozostaje najważniejszym bankiem centralnym na świecie, a dolar jest walutą rezerwową. I stąd, jeżeli Rezerwa Federalna wykonuje jakiś ruch, to jest taki pewien benchmark dla całego świata i też odnosi się do rynków finansowych na całym świecie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Jeżeli tam mówimy o normalizacji polityki pieniężnej, bo to już od dłuższego czasu postępuje, to oznacza, że ten koszt pieniądza również na całym świecie będzie musiał iść w górę, nawet w takich krajach, gdzie banki centralne usiłują utrzymywać w miarę stabilnie ten koszt pieniądza na najniższym poziomie.

Dowodem na to jest wzrost rentowności, czyli spadek ceny długoterminowych obligacji na takich rynkach, jak większość rynków strefy euro, gdzie proces po poprzednich spadkach rozpoczął się w IV kwartale, czy na rynku polskim, gdzie trend wzrostowy wyraźny jest od połowy sierpnia. Dziesięciolatki w Stanach Zjednoczonych zwiększyły rentowność o 63 proc. Do europejskiej waluty dolar umocnił się w tym czasie o niemal 6 proc.

– To trend, który jest pokłosiem rosnącej presji inflacyjnej. Ta presja inflacyjna jest widoczna w Stanach Zjednoczonych, widać to w ostatnich danych o inflacji w USA, która wzrosła do poziomu 1,7 proc. rok do roku i to jest najwyższy wskaźnik od ponad 2 lat – mówi Łukasz Bugaj. – Od lata praktycznie podwoił się ten wskaźnik. Jeżeli spojrzymy z kolei na Europę, gdzie ten wskaźnik inflacji jest relatywnie niski, tym niemniej we wskaźnikach PMI ten subindeks inflacyjny rośnie w najszybszym tempie od około 5 lat.

Według Łukasza Bugaja także zmniejszenie skali skupu obligacji w strefie euro, choć nominalnie jest powrotem do poziomu sprzed jej zwiększenia, a sam skup został wydłużony, przez inwestorów jest odczytywane jako zwiastun zmian trendów w polityce EBC.

– Wyższy koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych i jego wzrost relatywnie szybciej niż w innych gospodarkach oznacza presję na umocnienie dolara, presję na wzrost kosztu pieniądza szczególnie w Stanach Zjednoczonych, a to oznacza, że kapitał jest tam ściągany z innych regionów i to powoduje pewne reperkusje, w szczególności dla rynków wschodzących, które finansują się w dolarze, jak np. Turcja – przekonuje analityk DM BOŚ. – I możliwe są pewne napięcia, aczkolwiek te kraje miały bardzo dużo czasu na to, aby przygotować się na ten trend, ponieważ pierwsza podwyżka miała miejsce już rok temu, był bardzo długi odstęp od tej pierwszej podwyżki kosztu pieniądza aż rok i teraz powstaje pytanie, jak bardzo te kraje czy te firmy przygotowały się na wzrost kosztu pieniądza.

W Polsce wzrost presji inflacyjnej również jest widoczny, choć na razie w mniejszym stopniu: w listopadzie po raz pierwszy od 30 miesięcy średnie ceny towarów i usług nie spadły w ujęciu rocznym. Jednak podwyżka stóp procentowych NBP spodziewana jest dopiero w 2018 roku.

Brexit i zwycięstwo Donalda Trumpa miały największy wpływ na rynki walutowe w 2016 roku. Złoty stracił do większości walut

Andrzej Kiedrowicz, dyrektor generalny KOI Capital
Rynek walutowy w 2016 roku był związany przede wszystkim z wydarzeniami politycznymi, czyli brexitem i wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych – wskazuje Andrzej Kiedrowicz, dyrektor generalny KOI Capital. Według wyliczeń Banku Anglii wartość funta w relacji do koszyka walut krajów wchodzących w skład wymiany handlowej z Wielką Brytanią spadła od momentu głosowania o 16 proc. Umacnia się natomiast dolar, zwłaszcza po ostatnich zapowiedziach trzech podwyżek stóp procentowych w 2017 roku. Złoty stracił do większości walut. Wyraźnie zyskał jedynie w stosunku do funta brytyjskiego.

– 2016 rok był czasem obfitującym w polityczne wydarzenia, które miały wpływ na rynek walutowy. Mowa o dwóch kluczowych wydarzeniach: o brexicie i o wyborze na prezydenta Stanów Zjednoczonych nieco kontrowersyjnego kandydata partii republikańskiej Donalda Trumpa – wskazuje z rozmowie z agencją Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor generalny KOI Capital.

Czerwcowe referendum w Wielkiej Brytanii dotyczące opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej mocno zachwiało funtem. Pierwsze spadki pojawiły się już na wiadomość o rozpisaniu referendum. Po ogłoszeniu wyników w ciągu kilku miesięcy funt stracił 16 proc. na wartości w relacji do koszyka walut krajów wchodzących w skład wymiany handlowej z Wielką Brytanią (obliczenia Banku Anglii). Według Financial Times to najniższy wynik od 168 lat.

– W stosunku do japońskiego jena było to 18 proc. osłabienie. Zaczęło się już przy zapowiedziach dotyczących zbliżającego się referendum, po wyniku referendum to osłabienie zostało spotęgowane, stąd dosyć mocne spadki funta względem innych walut – tłumaczy ekspert.

Na kursy walut duży wpływ miało także zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Wszystko wskazuje na to, że i tak mocny dolar pójdzie jeszcze w górę. Jednocześnie poprawa sytuacji na amerykańskim rynku pracy i przeświadczenie o inflacji zmierzającej do celu inflacyjnego spowodowało grudniową decyzję Fed o podwyżce stóp procentowych o 25 pkt proc. Projekcje wskazują zaś na aż trzy podwyżki w 2017 roku.

– Wybór Donalda Trumpa wsparł wybór dolara amerykańskiego ze względu na politykę kandydata, który planuje ogromne zwiększenie wydatków fiskalnych. Może to doprowadzić do nastania presji inflacyjnej, co dodatkowo może umocnić dolara amerykańskiego, gdyż presja inflacyjna będzie wpływać na szybszą podwyżkę stóp procentowych przez Fed – analizuje dyrektor KOI Capital.

Dynamiczna sytuacja polityczna na świecie nie pozostała bez wpływu na polską walutę. Złoty mocno stracił do większości walut. Obecnie za dolara trzeba płacić ponad 4,20 zł, co oznacza pobliże 15-letnich rekordów. Blisko historycznych wyników znajduje się też kurs euro i franka szwajcarskiego.

– Złoty tracił w tym roku głównie do dolara amerykańskiego, co związane jest z umocnieniem się dolara do praktycznie wszystkich walut. Najniższe poziomy złotego względem dolara od 14 lat, ponadto osłabienie do euro czy franka, choć w znacznie mniejszym stopniu. Jedyną walutą, do której złoty zyskał i dosyć sporo, bo ponad 8 proc., był funt brytyjski, co jest spowodowane oczywiście brexitem – podkreśla Andrzej Kiedrowicz.