Górna Piąta Aleja w Nowym Jorku nadal najdroższą ulicą handlową świata

  • Słynna ulica na Manhattanie nieznacznie droższa od Causeway Bay w Hongkongu pomimo spadku czynszów w obu lokalizacjach
  • Paryskie Pola Elizejskie na trzecim miejscu pomimo znacznego wzrostu czynszów przy New Bond Street w Londynie
  • Ginza w Tokio awansuje do pierwszej piątki
  • Warszawski Nowy Świat na 40. pozycji

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield Main Streets Across the World (Główne ulice handlowe na świecie) wynika, że najdroższą ulicą handlową świata jest nadal nowojorska Górna Piąta Aleja, która nieznacznie wyprzedziła w zestawieniu dzielnicę Causeway Bay w Hongkongu. Jednak czynsze w obu lokalizacjach się zmniejszyły, ponieważ najemcy dążą do pogodzenia działalności w tradycyjnych sklepach stacjonarnych i na platformach online.

Coroczny raport przedstawia ranking 462 najdroższych ulic handlowych świata sporządzony w oparciu o dane własne firmy Cushman & Wakefield dotyczące wysokości czynszów za najlepsze powierzchnie handlowe. Tegoroczne 28. wydanie raportu zawiera również zestawienie 71 najdroższych ulic, po jednej z każdego kraju. Z prezentowanych danych wynika, że czynsze wzrosły w 36% lokalizacji.

Zarówno Górna Piąta Aleja, gdzie czynsze roczne za powierzchnie handlowe spadły po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego, jak i Causeway Bay są ponad dwukrotnie droższe od głównych ulic handlowych w innych krajach.

Z czynszami na poziomie 13 255,2 euro za m kw. rocznie Pola Elizejskie znalazły się na trzecim miejscu rankingu przed londyńską New Bond Street (12 433,6 euro za m kw. rocznie). Z kolei Ginza w Tokio awansowała na piątą pozycję dzięki wzrostowi czynszów do 12 102,9 euro za m kw. rocznie. W pierwszej dziesiątce awans odnotowała jeszcze jedna lokalizacja handlowa: Myeongdong w Seulu – o jedną pozycję na miejsce ósme.

Ulice handlowe Świat.pngRegion EMEA
Najdroższą lokalizacją handlową w regionie EMEA są nadal Pola Elizejskie w Paryżu pomimo spadku liczby turystów i wydatków konsumenckich, które w znacznym stopniu decydują o kondycji sektora handlowego. W stolicy Francji znajduje się pięć najdroższych ulic handlowych regionu EMEA.

W Wielkiej Brytanii duże zainteresowanie wśród najemców obecnością przy głównych ulicach handlowych, które w wielu przypadkach oferują niewiele dostępnych lokali, przełożyło się na wzrost czynszów najmu. Dotyczy to przede wszystkim Londynu, gdzie odnotowano jeden z największych wzrostów w regionie EMEA, ponieważ sieci handlowe są gotowe zapłacić więcej, aby zapewnić sobie dogodną lokalizację gwarantującą dużą odwiedzalność. Czynsze przy londyńskiej New Bond Street – drugiej najdroższej ulicy handlowej w regionie EMEA – wzrosły w ostatnich 12 miesiącach o 14,3%, ale większymi wzrostami w tym czasie mogą się pochwalić Covent Garden (31,6%) i Sloane Street (27,3%).

Z kolei czynsze przy Via Montenapoleone w Mediolanie wzrosły w ciągu roku do czerwca o 20%, dzięki czemu lokalizacja ta umocniła się na trzeciej pozycji rankingu najdroższych ulic handlowych regionu EMEA. To potwierdza atrakcyjność miasta wśród sieci zarówno nastawionych na rynek masowy, jak i oferujących towary luksusowe.

Justin Taylor, dyrektor działu powierzchni handlowych w regionie EMEA w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Sieci handlowe akceptują nowości technologiczne i coraz więcej marek decyduje się na prowadzenie sprzedaży online jednocześnie z obecnością w tradycyjnym kanale dystrybucji. Podnoszą także poprzeczkę w zakresie obsługi klientów, czego przykładami są między innymi nowy sklep sieci Primark w Madrycie czy zmodernizowany lokal firmy Apple przy Regent Street w Londynie.

Ze względu na silny popyt na odpowiednią powierzchnię w odpowiedniej lokalizacji oraz niewystarczającą podaż przy większości najważniejszych ulic handlowych Europy czynsze nadal rosną, a rynek handlowy rozwija się także w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Świadczą o tym wzrosty czynszów w lokalach przy takich ulicach Londynu jak przy Bond Street czy Oxford Street”.

Azja i Pacyfik

Dzielnica Causeway Bay w centrum Hongkongu została ponownie najdroższą lokalizacją handlową w regionie Azji i Pacyfiku. Jednak presja zniżkowa na czynsze umożliwia niektórym sieciom handlowym pozyskanie lokali w atrakcyjnych miejscach na korzystnych warunkach czynszowych.

Z kolei w Chinach rośnie konkurencja ze strony rynku e-commerce. Jednym z nowych trendów jest łączenie platformy online ze sprzedażą w tradycyjnych sklepach w celu odpowiedniego wpasowania się w zmieniające się zachowania konsumentów. Jednocześnie zarówno sieci handlowe, jak i wynajmujący podnoszą poprzeczkę w zakresie uatrakcyjniania klientom zakupów rozbudowując ofertę gastronomiczną i rozrywkową.

Theodore Knipfing, dyrektor działu powierzchni handlowych w regionie Azji i Pacyfiku w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Sieci handlowe nadal ostrożnie podejmują decyzje o otwieraniu nowych sklepów w regionie, między innymi z powodu obaw związanych z niestabilnością światowej gospodarki. Ten trend utrzyma się również w 2017 r. Otwierając nowe lokale najemcy zazwyczaj koncentrują się na jakości – nie na ilości. Pomimo ostrożnych prognoz dla regionu, duże międzynarodowe i regionalne sieci handlowe będą zmuszone poszukiwać możliwości wzrostu w innych krajach, ponieważ ich rynki krajowe zbliżają się do punktu nasycenia, a inwestorzy oczekują wyników”.

Ameryka Północna i Południowa

W USA sieci odzieżowe notowane na giełdzie są pod bardzo dużą presją ze strony Wall Street. Akcjonariusze oczekują większej efektywności, co przekłada się na zamykanie nierentownych sklepów, obniżanie kosztów stałych i zwiększanie marż. Trend ten wpłynął w największym stopniu na ulice i centra handlowe w USA i utrzyma się również w 2017 r. Maleje również popyt ze strony globalnych marek na powierzchnię z przeznaczeniem na flagowe sklepy w Nowym Jorku – na tym rynku zadebiutowało kilku nowych operatorów, którzy bardzo ostrożnie podejmowali decyzje o wyborze odpowiedniej lokalizacji.

Gene Spiegelman, wiceprezes, dyrektor działu powierzchni handlowych w Ameryce Północnej w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „W 2016 r. w Ameryce Północnej i Południowej wydatki konsumenckie utrzymały się na stabilnym poziomie dzięki dobrej sytuacji na rynku pracy i niższym cenom energii. To trwały trend od 2015 r. i utrzyma się także w 2017 r.

Jednak w przyszłym roku i w latach następnych kluczową kwestią będzie utrzymanie równowagi pomiędzy sprzedażą w sklepach tradycyjnych i na platformach online. W sektorze handlowym w ośrodkach miejskich globalne marki będą dążyć do podtrzymywania bezpośredniego kontaktu z klientami. Wzrośnie natomiast presja na centra handlowe, które będą zmuszone oferować klientom coraz bardziej atrakcyjne warunki dokonywania zakupów oraz różnicować pozycję na rynku, aby zachować konkurencyjność wobec dalszego rozwoju sektora bricks and clicks, czyli modelu łączącego sprzedaż internetową i stacjonarną”.

Najdroższą ulicą w Polsce pozostał Nowy Świat w Warszawie z rocznym czynszem na poziomie 1080 euro za m kw., który awansował o dwie pozycje na 40 miejsce w globalnym rankingu. W zestawieniu sklasyfikowano ponownie aż 16 polskich ulic handlowych.

Renata Kusznierska, partner, dyrektor działu powierzchni handlowych w Cushman & Wakefield w Polsce, powiedziała: „W Polsce przy ulicach handlowych bardzo dobrze rozwijają się branże modowa i gastronomiczna. Najemcy szukają szczególnie lokalizacji w centrach miast i przy odnowionych zabytkowych ulicach przyciągających mieszkańców oraz turystów. W kolejnych latach mamy nadzieję na rozkwit tzw. destynacji zakupowych, za sprawą bardziej zdecydowanego wejścia na nasz rynek marek premium i luksusowych. Najaktywniejsze będą branże z sektora mody, akcesoriów, biżuterii i obuwia, które od lat przyglądają się Polsce”.

Patrycja Dzikowska, associate director w dziale doradztwa i analiz rynkowych Cushman & Wakefield w Polsce, powiedziała: „Ulice handlowe o ugruntowanej pozycji nadal przyciągają najemców nastawionych na rynek masowy. W przypadku Warszawy istotnym ograniczeniem rozwoju głównych ulic handlowych jest niewystarczająca podaż powierzchni odpowiedniej jakości, która spełniałaby oczekiwania sieci handlowych. Najnowsze projekty przy głównych ulicach, realizowane w większości w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach, takie jak Hotel Europejski czy obiekt biurowo-handlowy Centrum Marszałkowska, wpływają na wzrost zainteresowania zarówno marek segmentu premium czy luksusowych, jak i najemców profilu masowego”.
Ulice handlowe Polska.png

Beneficjenci programu MdM mogą dostać dodatkowe pieniądze dzięki dzieciom

Marzysz o własnym M? To prawie ostatnia chwila, żeby skorzystać z programu Mieszkanie dla Młodych (MdM). Środki skończą się w 2018 r. Jeśli jesteś już beneficjentem programu, sprawdź, czy oprócz udzielonego dofinansowania nie należy ci się dodatkowe wsparcie pieniężne.

„Środki z programu Mieszkanie dla Młodych nadal są dostępne. Na dofinansowania w 2017 r. jest przeznaczonych ponad 370 mln zł, budżet na rok 2018 wynosi co najmniej 700 mln zł. Należy pamiętać, że zakup nieruchomości musi nastąpić w tym samym roku, co wypłata pieniędzy. Dotyczy to transakcji zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym” – mówi w wywiadzie z agencją informacyjną infoWire.pl Bogusław Białowąs z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Prawo do skorzystania z programu mają osoby poniżej 35 roku życia nabywające na okres minimum 15 lat swoje pierwsze mieszkanie. Warunków tych nie muszą jednak spełniać rodziny z trójką lub większą liczbą dzieci.

Co z młodymi ludźmi, którzy skorzystali z programu w poprzednich latach? Mogą oni liczyć na dodatkową pomoc finansową, jeśli w ciągu pięciu lat od kupna nieruchomości urodziło im się trzecie lub kolejne dziecko. „W takim wypadku warto wystąpić o przyznanie 5% wsparcia pieniężnego na wcześniejszą spłatę kredytu” – radzi ekspert.

J.W. Construction Holding S.A. po trzech kwartałach 2016 r.

Ilość sprzedawanych lokali pozostaje na stabilnym poziomie, przez pierwsze trzy kwartały 2016 roku Grupa J.W. Construction Holding S.A. znalazła nabywców na 1.171 lokali (w analogicznym okresie roku poprzedniego było to 1.189 sztuk). W samym III kwartale br. odnotowano sprzedaż na poziomie 438 lokali, wobec 466 sprzedanych w porównywalnym okresie ubiegłego roku.  

W III kwartale br., jak również narastająco po trzech kwartałach, odnotowaliśmy poprawę na każdym poziomie nie tyko rachunku wyników, ale również przepływów gotówkowych, porównując dane do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wzrost przychodów to efekt kontynuowania przekazywania mieszkań ze świetnie sprzedającej się inwestycji Bliska Wola, etap B1 i B2. W mniejszym stopniu wynik zasiliły także mniejsze, ale również bardzo dobrze sprzedające się projekty Nowe Tysiąclecie w Katowicach etap I oraz Centrum III w Łodzi. W sumie w III kwartale w wyniku rozpoznaliśmy blisko 500 lokali (vs. 84 w analogicznym okresie roku ubiegłego), a narastająco po trzech kwartałach spółka przekazała prawie 1.200 lokali (vs. 369 w analogicznym okresie roku ubiegłego).  

Bazą do przekazań w najbliższych okresach, a tym samym możliwości rozpoznawania wyników będą kolejne kończone inwestycje: na przełomie roku planujemy przekazać 196 lokali na inwestycji Bernadowo Park I w Gdyni, a w przyszłym roku planujemy zakończyć m.in. inwestycje: Bliska Wola etap C (924 lokali), Zielona Dolina II etap I i III (375 lokali), Nowe Tysiąclecie etap B1 (122 lokale) – komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A. nadzorujący Pion Ekonomiczny i Biuro Relacji Inwestorskich – W IV kwartale planujemy m.in. rozpocząć budowę osiedla Bliska Wola etap E w Warszawie łącznie na 779 lokali i ponad 10.500 powierzchni aparthotelowo-komercyjnej (w październiku otrzymaliśmy pozwolenie na budowę) oraz uzyskać zamienne pozwolenie na budowę Hanzy Tower w Szczecinie na 479 mieszkań i ponad 11.100 m2 powierzchni aparthotelowo-komercyjnej. Z budową szczecińskiej inwestycji planujemy ruszyć już na przełomie 2016 i 2017 roku.

Według stanu na 30 września 2016 roku Grupa J.W. Construction Holding S.A. realizowała 12 inwestycji w całej Polsce, łącznie na 2.672 lokale. Projekty prowadzone są w Warszawie (Zielona Dolina, Bliska Wola, Jerozolimskie Invest) oraz jej okolicach (Villa Campina w Ożarowie), Gdyni (Bernadowo Park i Kamerata) i Katowicach (Nowe Tysiąclecie).

Liczba lokali w ofercie do rozpoznania w kolejnych okresach to prawie 3.500 sztuk.

Planowane inwestycje

J.W. Construction Holding S.A. w minionym półroczu skupiła się na działaniach, które pozwolą na uruchomienie w niedługim czasie 15 nowych inwestycji, a tym samym umożliwią wprowadzenie do sprzedaży prawie 3.600 lokali i ponad 44.000 m2 powierzchni aparthotelowo-komercyjnej.

Poza wymienionymi wyżej inwestycjami J.W. Construction Holding S.A. stara się także o pozwolenia na budowę inwestycji w Warszawie m.in. przy ulicach: Berensona, Lewandów, Odkrytej i Aluzyjnej na łącznie  około 700 lokali, a także w Katowicach na ok. 300 lokali.  Ich realizacja powinna rozpocząć się w 2017 roku.

J.W. Construction ma w przygotowaniu także etap D inwestycji Bliska Wola na ponad 900 lokali mieszkalnych oraz prawie 14.500 m2 powierzchni aparthotelowo-komercyjnej.

 

Jakie mogą być skutki wygranej Donalda Trumpa dla rynku nieruchomości komercyjnych?

Po wielu miesiącach intensywnej i nietypowej kampanii wyborczej, która przykuwała uwagę opinii publicznej na całym świecie, Amerykanie dokonali zaskakującego wyboru. Kandydat Partii Republikańskiej Donald Trump wygrał wybory prezydenckie, a Republikanie zachowali kontrolę nad Senatem, a tym samym całym Kongresem.

W przypadku referendum w sprawie Brexitu prognozowanie wyniku głosowania można było porównać do jednorazowego rzutu monetą: za lub przeciw, natomiast rezultat tegorocznych wyborów prezydenckich w USA był trudniejszy do przewidzenia. Donald Trump musiał wygrać w większości tzw. swing states, czyli stanów, które zwykle rozstrzygają o losach kampanii.

Zwycięstwo Donalda Trumpa oznacza niepewność i wiele niewiadomych, co w krótkiej perspektywie negatywnie wpłynie na aktywa obarczone większym ryzykiem, zwłaszcza akcje. Pierwsze tego efekty widać już na rynkach giełdowych w Azji i Europie. Jednak podobnie jak w przypadku referendum w sprawie Brexitu, przypuszczamy, że ceny akcji zaczną rosnąć, gdy inwestorzy „przetrawią” zaskakującą decyzję wyborców amerykańskich i zorientują się, iż wpływ prezydentury Trumpa na rynki może być ostatecznie mniejszy od początkowo zakładanego. Jej skutki poznamy dopiero za jakiś czas.

Jednak co wynik wyborów w USA oznacza dla nieruchomości komercyjnych? Nasz sektor nie jest rynkiem giełdowym i nie jest narażony na gwałtowne wahania czy codzienne zmiany. Przyjrzyjmy się uważniej potencjalnym konsekwencjom.

Co może oznaczać wynik wyborów dla rynków finansowych w Europie?

Wzrost niepewności i niestabilności. Wynik ostatnich wyborów w USA może spowodować wzrost niestabilności na rynkach finansowych w najbliższych dniach i tygodniach. Jednak jak pokazują doświadczenia innych ostatnich wstrząsów, krótkotrwała nieprzewidywalność na rynkach finansowych nie musi się przełożyć na natychmiastowy lub znaczący wpływ na gospodarkę czy rynki nieruchomości.

Porównania do referendum unijnego w Wielkiej Brytanii są nieuniknione. Brexit spowodował nagły wstrząs, ale nie wpłynął negatywnie na brytyjską gospodarkę. Od czasu referendum PKB Wielkiej Brytanii wzrósł w trzecim kwartale o 2,0% w ujęciu rocznym, a rynki akcji zyskały na wartości 9%. Z kolei gospodarka amerykańska ma silne fundamenty i pozostanie motorem światowego wzrostu. W trzecim kwartale bieżącego roku realny wzrost PKB w USA wyniósł 2,9%, czyli najwięcej od dwóch lat. Ponadto utrzymują się dobre nastroje zarówno wśród konsumentów, jak i przedsiębiorstw, a sytuacja na rynkach pracy napawa co najmniej ostrożnym optymizmem.

Kurs dolara, funta i euro. W obliczu niepewności dolar amerykański zazwyczaj zyskuje na wartości, ale obecnie przewidujemy, że bank centralny USA (Fed) zweryfikuje plany podwyżki stóp procentowych, co mogłoby przyczynić się do osłabienia amerykańskiej waluty. To z kolei może przełożyć się początkowo na umocnienie się funta i euro wobec dolara. Jednak wzrost kursu euro będzie stanowić dodatkowe wyzwanie dla strefy euro, ponieważ Europejskiemu Bankowi Centralnemu kończą się narzędzia do pobudzania rozwoju gospodarczego, a silna waluta mu w tym nie pomoże.

Awersja do ryzyka może spowodować dalszy napływ kapitału na europejskie rynki obligacji. W czasach niepewności inwestorzy tradycyjnie poszukują bezpieczeństwa, jakie zapewniają rynki obligacji. To przełoży się na wzrost cen i spadek rentowności tego typu instrumentów. Popyt na obligacje i ich ceny już wzrosły za sprawą utrzymującej się niechęci do podejmowania ryzyka i realizowanej polityki luzowania ilościowego. Oznacza to, że inwestorzy będą lokować kapitał w innych bezpiecznych aktywach, a to z kolei przyczyni się do wzrostu cen nieruchomości komercyjnych w Europie, będących atrakcyjną alternatywą inwestycyjną.

Co może oznaczać wynik amerykańskich wyborów dla najemców w Europie?

W zasadzie bez większych zmian. Sytuacja na rynkach najmu w Wielkiej Brytanii i pozostałych krajach Europy raczej się nie zmieni, chyba że znacząco pogorszy się koniunktura gospodarcza. Presja wzrostowa na czynsze na rynkach wynajmującego takich Barcelona, Dublin i Monachium utrzyma się, natomiast miasta takie jak Moskwa, Stambuł i Warszawa pozostaną rynkami najemców.

Gospodarka europejska kontynuuje ożywienie i powstają nowe miejsca pracy. Warto zauważyć, że rosną czynsze za najlepsze powierzchnie w wielu kluczowych miastach kontynentu, takich jak Berlin, Mediolan i Madryt. Ponadto wynik głosowania w brytyjskim referendum, który również okazał się dużym zaskoczeniem, nie wpłynął na poziom popytu na rynkach najmu w regionie EMEA.

Popyt na powierzchnię komercyjną w Londynie zmniejszył się wskutek Brexitu i ograniczenia inwestycji przedsiębiorstw. Nie dotyczy to jednak innych miast na Wyspach Brytyjskich. Trwałość spadku popytu na rynkach najmu w Londynie w dużym stopniu zależy od negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ale wynik wyborów w USA raczej nań nie wpłynie, chyba że pogorszy się znacząco koniunktura gospodarcza w świecie.

Co może oznaczać wynik amerykańskich wyborów dla inwestorów w Europie?

Niższe stopy kapitalizacji na dłużej i wzrost cen nieruchomości. Należy oczekiwać wzrostu awersji do ryzyka ze względu na poczucie niepewności, które skłania inwestorów do poszukiwania bezpiecznych inwestycji. Wzrośnie zarówno zainteresowanie aktywami klasy core, jak i aktywność na rynkach przy niewielkim popycie na jakiekolwiek produkty o zwiększonym ryzyku.

Ze względu na kluczowe znaczenie bezpieczeństwa kapitału inwestorzy będą go w dużej mierze lokować w obligacjach europejskich. Długi koniec krzywej rentowności może jeszcze bardziej się obniżyć. Spowoduje to presję zniżkową na rentowność obligacji rządowych, co z kolei przełoży się na kompresję stóp kapitalizacji, zwłaszcza w przypadku aktywów klasy core.

Wobec spadku stóp kapitalizacji niektóre rynki nieruchomości komercyjnych w Europie będą przeszacowane, ale w krótkiej perspektywie ceny mogą znacząco wzrosnąć. Ponadto w ostatnich latach najbardziej atrakcyjne nieruchomości postrzegano jako alternatywę dla obligacji. Bardzo łagodna polityka monetarna może przyczynić się do dalszego spadku stóp kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości.

Uwagi końcowe

Wynik wyborów w USA nie zmieni fundamentów rynku nieruchomości komercyjnych w Europie, które zachęcają do inwestowania na całym kontynencie pomimo krótkotrwałej awersji do ryzyka na szerszych rynkach finansowych. Przewidujemy, że inwestorzy będą nadal działać aktywnie i zainwestują rekordową ilość zgromadzonego już kapitału w nieruchomości komercyjne w Europie. Można spekulować, że wzrosną przepływy kapitału do Europy kosztem USA, ale ze względu na nadchodzące wybory we Francji i Niemczech jest zbyt wcześnie, aby stwierdzić, jak wynik głosowania w Stanach Zjednoczonych wpłynie na decyzje wyborców w Europie.

Elisabeth Troni, dyrektor działu badań w regionie EMEA, Cushman & Wakefield

Intensywne zakończenie roku na rynku powierzchni handlowych

Do końca roku wielkość rynku powierzchni handlowej w Polsce powinna osiągnąć 11,26 mln mkw. Według najnowszego raportu Poland Retail Market View Q4 2016 przygotowanego przez firmę CBRE bilans nowych otwarć na koniec roku 2016 to 17 nowych obiektów i 12 rozbudów, które w sumie wzbogacą rynek o prawie 390 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, z czego aż 73% (ponad 280 tys. mkw.) zaplanowano na ostatni kwartał 2016.

Najważniejsze projekty oddane do użytku w 2016 roku to Centrum Posnania w Poznaniu (99 tys. mkw.), Galeria Metropolia w Gdańsku (34 tys. mkw.), Navigator w Mielcu (25 tys. mkw.), Galeria Wołomin w Wołominie (23,5 tys. mkw.), Galeria Głogovia w Głogowie (21 tys. mkw.), Galeria Tomaszów w Tomaszowie Mazowieckim (16 tys. mkw.), rozbudowa Galerii Sudeckiej (15 tys. mkw.) oraz Centrum Handlowe HIT w Nowym Dworze Mazowieckim (15 tys. mkw.).

Przyrost nowej powierzchni handlowej w 2016 był mniej dynamiczny niż miało to miejsce w latach poprzednich. W najbliższym czasie możemy spodziewać się, że trend związany z rozbudowami i modernizacjami istniejących obiektów będzie rósł na znaczeniu. Mamy do czynienia z coraz większym nasyceniem powierzchnią handlową, na rynku jest coraz mniej miejsca na nowe projekty, a wiele centrów handlowych starszej generacji poszukuje możliwości umocnienia swojej pozycji na rynku i odświeżenia oferty.

„W budowie znajduje się obecnie około 558 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Widzimy solidne perspektywy na 2017 rok – całkowita podaż powinna w przyszłym roku być 20% wyższa niż w 2016, biorąc pod uwagę jedynie te projekty, które już są w budowie. Powstaną nowe projekty, ale ze względu na rosnącą konkurencję nowoczesnych centrów handlowych budowanych w zgodzie z najnowszymi standardami, duża część starszych obiektów też będzie musiała przejść znaczące zmiany w najbliższej przyszłości.” – mówi Agata Czarnecka, Zastępca Dyrektora, Dział Doradztwa i Badań Rynku, CBRE.

Polski rynek jest wciąż atrakcyjny dla rozwoju zagranicznych sieci. Oprócz ekspansji dobrze znanych na rynku marek, w 2016 roku popyt na powierzchnię handlową był również generowany przez nowe marki dopiero wchodzące do Polski. W tym roku ponad 41% nowych graczy to marki luksusowe, co mogłoby dowodzić o optymistycznym nastroju panującym na rynku. Niespodziewanie z rynku wycofały się Delikatesy Alma – jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek, stwarzając w ten sposób okazję dla nowego operatora do wkroczenia na polski rynek.

Pewien niepokój na rynku handlowym mogą wzbudzać zaplanowane nowe regulacje prawne. Od września 2016, w kraju miał zostać podatek od handlu detalicznego, rząd jednak zawiesił stosowanie tego podatku do końca 2017. Dodatkowo, do sejmu trafił projekt ustawy zakazującej handlu w niedzielę.

„Warszawa pozostaje największym rynkiem handlowym w Polsce z najlepszej jakości i najbardziej znanymi centrami handlowymi. W 2016 roku całkowita podaż w Warszawie wzrosła do 1,49 mln mkw. Nowe projekty, które pojawiły się w warszawskiej aglomeracji to Galeria Wołomin, Galeria Legionowo oraz rozbudowa Atrium Promenady. W stolicy są jeszcze miejsca, w których mogłyby powstać nowe inwestycje handlowe, jednakże największy potencjał upatrujemy w rozwoju rynku ulic handlowych, na których planowane jest kilka nowych projektów i gdzie wielu najemców jest zainteresowanych otwarciem swoich flagowych sklepów.” powiedziała  Magdalena Frątczak, Starszy Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, CBRE.

Stanowisko ZPP ws. skutków proponowanej nowelizacji prawa farmaceutycznego

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że proponowana nowelizacja prawa farmaceutycznego przyniesie wiele negatywnych skutków zarówno dla sektora aptecznego jak i dla pacjentów, którzy będą musieli ponosić wyższe koszty zakupy produktów farmaceutycznych przy jednoczesnej ich gorszej dostępności.

Podstawowym błędem legislacyjnym jest brak analizy skutków finansowych proponowanych zmian prawnych i nie wskazanie źródeł ich finansowania. Już ten fakt podważa rzetelność prowadzonych prac.

Poważna ingerencja w rynek apteczny, podważająca działanie aptek sieciowych – spółek, których wartość jest liczona w dziesiątkach, a nawet setkach milionów złotych – może spowodować roszczenia ze strony przedsiębiorców. W opinii ekspertów same tylko szkody sieci aptecznych wynikłe z nowelizacji (i zobowiązania odszkodowawcze Skarbu Państwa) mogą sięgnąć ok. 10 mld zł. Trzeba zaznaczyć, że potencjalna wypłata odszkodowań byłaby prawdopodobnie stopniowa, przeprowadzana w okresie ponad dziesięciu lat. Bez względu na to, czy odszkodowania będą wypłacane firmom krajowym (które dominują na rynku aptek sieciowych), czy zagranicznym, sam fakt zniszczenia rynku przez nieodpowiedzialne działania ustawodawcy będzie negatywnie odebrany przez inwestorów.

Nowelizacja ustawy spowoduje silne ograniczenie konkurencji na rynku obrotu detalicznego produktami leczniczymi, a na tym zawsze traci klient, którym w tym przypadku jest pacjent. Ograniczenie konkurencji i stopniowa eliminacja małych i średnich przedsiębiorstw, zmierzająca do pozostawienia na rynku w zasadzie wyłącznie aptek indywidualnych doprowadzi do wzrostu cen leków nierefundowanych (podmioty obracające mniejszymi wolumenami leków mają słabszą pozycję w negocjacjach z hurtowniami farmaceutycznymi). Pozostawienie na rynku niewielkich podmiotów zahamuje rozwój gospodarczy – przedsiębiorcy nie będą zainteresowani inwestowaniem w sektor, w którym prawo prowadzenia działalności mają tylko i wyłącznie farmaceuci, a działalności nie da się skalować poprzez otwieranie nowych lub przejmowanie kolejnych placówek. Spadnie też wartość majątku – ograniczenie możliwości zbywania aptek, spowoduje spadek ich wartości.

Bardzo silne regulacje, które zawiera nowe prawo farmaceutyczne doprowadzą do faktycznego braku możliwości zakładania nowych aptek przez świeżo wykształconych farmaceutów. Jest to skutek wprowadzenia do treści ustawy ograniczeń geograficznych i demograficznych. Zagwarantowany rynek zbytu i blokada możliwości rozwoju konkurencji spowoduje obniżenie jakości świadczonych usług i doprowadzi, w skali lokalnych rynków do stworzenia monopoli. Taka pozycja rynkowa przekłada się na brak motywacji do wprowadzania innowacji, czy to w obszarze obsługi klienta czy oferty produktowej. Ograniczone środki finansowe małych, indywidualnych aptek przełożą się na ograniczenie możliwości rozwoju zawodowego farmaceutów.

Sytuacja, w której na rynku pozostaną jedynie mikroprzedsiębiorstwa apteczne, umocni pozycję rynkową producentów i dystrybutorów hurtowych produktów leczniczych, którzy będą mogli narzucać swoje warunki gry rynkowej.

Nowe prawo farmaceutyczne uderza nie tylko w branżę, ale również w pacjentów. Rozdrobnienie rynku doprowadzi do spadku dostępności leków dla pacjentów (zarówno w zakresie ograniczenia asortymentu na półkach w aptece, jak i ilości działających aptek). Niesprawnie działający rynek farmaceutyczny (wzrost cen leków, słaba dostępność) oznacza wzrost liczby niewykupowanych leków, a w konsekwencji wzrost kosztów opieki zdrowotnej i hospitalizacji w wyniku niekompletnego leczenia pacjentów, czego koszty poniesie system opieki zdrowotnej, czyli tak naprawdę podatnicy.

Przedstawione w projekcie nowelizacji prawa farmaceutycznego pomysły oznaczają odejście od wolnego rynku na rzecz zagwarantowania lokalnych monopoli tylko i wyłącznie członkom samorządu aptekarskiego. To właśnie oni są jedynymi beneficjentami przedstawionych nowych regulacji. Argument, jakoby zmniejszenie liczby aptek, miałoby poprawić dostępność leków jest co najmniej dyskusyjny.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Internauci mobilni generują najwięcej odsłon stron www

Stało się. Liczba odsłon stron internetowych na urządzeniach mobilnych po raz pierwszy w historii wyprzedziła tę generowaną przez internautów desktopowych. Jak wynika z badania GlobalStats przeprowadzonego przez firmę StatCounter, przełomowym miesiącem okazał się październik. To wówczas użytkownicy smartfonów oraz innych urządzeń mobilnych wytworzyli 51,3 proc. odsłon wszystkich stron internetowych, podczas gdy internauci korzystający z stacjonarnych komputerów i laptopów – 48,7 proc. Rośnie również liczba danych wytwarzanych przez posiadaczy smartfonów oraz innych urządzeń mobilnych. Zdaniem analityków internetowych oba zjawiska stawiają kropkę nad „i” w dyskusjach o przyszłości rynku mobile.

„Mobile to nie urządzenie, mobile to dane”

Użytkownicy smartfonów generują już około 5 Petabajtów danych dziennie. Lawinowo rosnąca ilość informacji wytwarzanych na urządzeniach mobilnych pozwala analitykom internetowym mówić o boomie na mobilne Big Data. Eksperci z firmy IBM twierdzą nawet, że dzisiaj rynek mobilny powinno się rozpatrywać nie tyle przez pryzmat ogólnej liczby tworzących go urządzeń, co raczej nowego, olbrzymiego rynku danych. Dla IBM „mobile to nie urządzenie – mobile to dane (data)”.

Mobilna Big Data staje się jednak poważnym wyzwaniem dla analityków internetowych, którzy będą musieli znaleźć sposób na analizę danych ze smartfonów i ich powiązanie z danymi z internetu desktopowego. Dzięki tej integracji danych anonimowe informacje o zachowaniach i zainteresowaniach użytkowników zyskają na znaczeniu.

Analityka Big Data już teraz mocno wnika w segment mobile. Postępująca smartfonizacja świata sprawia, że dane z urządzeń mobilnych stają się cenne przede wszystkim dla marketerów, choć nie tylko dla nich. Urządzenia mobilne dostarczają dziś jednych z najbardziej wiarygodnych danych o zainteresowaniach i zachowaniach anonimowych konsumentów. Jeśli dodamy do tego fakt, że według eMarketera do końca przyszłego roku już blisko co trzeci mieszkaniec Ziemi będzie posiadał smartfona, a około 20 proc. ruchu generowanego w branży e-commerce to zasługa urządzeń mobilnych, to otrzymamy obraz niezwykle kuszącego i biznesowo obiecującego rynku– mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, warszawskiej firmy, która stworzyła największą hurtownię danych w Europie, analizującą blisko 3 mld plików cookies z internetu desktopowego i mobilnego.

Dane z urządzeń mobilnych stało się jednym z najważniejszych filarów internetowej analityki danych. W ciągu kilku najbliższych lat może okazać się nawet jej najważniejszym filarem. Jak wynika z badań comScore oraz Flurry Analytics, w samych tylko Stanach Zjednoczonych mobilne połączenia z globalną Siecią stanowią już niemalże 60 proc. wszystkich połączeń.

Urządzenia mobilne będą również odpowiedzialne za globalny wzrost ruchu danych przetwarzanych w chmurze obliczeniowej, który z poziomu 2,1 Zettabajta w 2014 roku wzrośnie do prognozowanych 8,6 Zettabajtów w 2019 roku.

Mobile – ziemia obiecana branży reklamowej

Rosnący ruch w internecie mobilnym to doskonała wiadomość przede wszystkim dla branży reklamowej oraz sektora m-commerce. Dla tej pierwszej szczególne znaczenie ma fakt, że posiadacze smartfonów nie blokują reklam w Internecie – i nie planują tego robić. Wedle firmy analitycznej Deloitte do końca tego roku z programów blokujących reklamy na smartfonach będzie korzystać raptem 0,3 proc. wszystkich użytkowników. Oznacza to, że przez blokady zagrożone jest jedynie 0,1 proc. całego rynku reklamy mobilnej, którego wartość szacuje się aktualnie na poziomie 70 mld USD. Takiego komfortu nie ma dziś żaden inny kanał reklamowy.

Fakt, że rynek mobile pozostaje w niewielkim stopniu spenetrowany rozmaitymi filtrami blokującymi, otwiera drzwi reklamodawcom mobilnym. Mobile może być dla nich cennym źródłem wiedzy o zachowaniach zakupowych internautów. Użytkownicy mobilni wytwarzają dziś mnóstwo danych, w których znajdują się informacje o ich zainteresowaniach, poszukiwanych ofertach i towarach, preferencjach zakupowych itd. Bazując na takich danych reklamodawca może wyświetlić użytkownikowi smartfona dyskretną, spersonalizowaną reklamę, która będzie pełniła funkcję kogoś w rodzaju osobistego doradcy zakupowego, wyszukując za użytkownika interesujące go oferty i promocje. Z przekazem reklamowym nie można jednak przesadzić.

Na małym ekranie panuje inna specyfika reklamowa niż w internecie desktopowym. Na niewielkiej przestrzeni ekranu smartfona reklamodawca nie zdoła przecież zmieścić kilkunastu bannerów. Reklama stałaby się wówczas nieczytelna i irytująca. Marketing mobilny jest zatem poniekąd skazany na łagodny przekaz reklamowy, spersonalizowany pod kątem konkretnego użytkownika. W przeciwnym wypadku blokowanie reklam, znane reklamodawcom działającym w internecie desktopowym, da o sobie znać również w branży mobilnej. Reklama smartfonowa musi odpowiadać temu, czego użytkownik smartfona faktycznie teraz poszukuje. Takie możliwości targetowania dają dzisiaj dane, czyli analityka Big Data – mówi Piotr Prajsnar – W moim przekonaniu mobile stanowi przyszłość reklamy online. Na ekran popularnej komórki spoglądamy dziś przecież częściej, niż na ekran komputera. Statystyczna osoba sprawdza swój telefon średnio 150 razy dziennie i ma go w zasięgu ręki przez 14 godzin na dobę. Z punktu widzenia reklamodawców smartfony mają w sobie największy potencjał marketingowy – dodaje CEO Cloud Technologies.

Tymczasem co drugi użytkownik smartfona (58 proc. konsumentów) skarży się dziś na niedopasowane reklamy i promocje wyświetlane na małym ekranie. Reklamodawcy mobilni niedostatecznie zatem wykorzystują w swoich komunikatach dane o preferencjach użytkowników Sieci. Tymczasem skuteczność reklamy wykorzystującej takie dane jest niezwykle wysoka. Z badania BizReport wynika, że aż 64 proc. posiadaczy smartfonów dokonało zakupu właśnie pod wpływem wyświetlenia spersonalizowanej reklamy mobilnej.

To właśnie w rynek mobile reklamodawcy inwestują dziś najchętniej. Analitycy Zenith Optimedia szacują, że w latach 2015−2018 wydatki na reklamę na małych ekranach będą rosły średnio o 32 proc. rocznie. Z kolei zdaniem analityków eMarketera sektor mobile czeka w tym roku prawdziwy boom, który przesądzi o przyszłości reklamy digitalowej. Do końca tego roku wydatki na reklamę mobilną wyniosą ponad 101 mld dolarów. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to rekordowy, bowiem sięgający ponad 30 mld dolarów, wzrost w tej branży.

BIG InfoMonitor: Przybyło niemal pół miliona niesolidnych dłużników

Co szóstemu Polakowi wystarcza kilka godzin aby podjąć decyzję o pożyczeniu pieniędzy – pokazują badania ARC Rynek i Opinia. Zapewne m.in. takie podejście powoduje, że obchodzony 17 listopada Dzień bez Długów za swój dzień może uznać w tym roku prawie pół miliona osób mniej niż w 2015, o tyle wzrosła liczba niesolidnych dłużników w Rejestrze BIG InfoMonitor.

Dzień bez Długów w tym roku może świętować mniej osób niż w 2015 r., mimo sprzyjającej sytuacji gospodarczej. – Rosną jednak apetyty konsumpcyjne Polaków, nie zawsze w parze z możliwościami. Średnia zaległość, wynikająca głównie z pozabankowych zobowiązań, zwiększyła się w ciągu roku z niecałych 9 tys. zł do 13,4 tys. zł. Jak widać z naszych badań szczególnie niefrasobliwie zachowują się młodzi, częściej okazują się rozrzutni, działają spontanicznie, bez planu finansowego i na dodatek gotowi są „na wszelki wypadek” pożyczyć więcej niż potrzebują – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. – Będziemy z uwagą obserwowali czy tzw. millenialsi, czyli pokolenie urodzone w latach 80. i 90. zmieni z wiekiem swoje podejście do finansów, czy też dalej będzie szło w życie z obecnymi nawykami – dodaje Mariusz Hildebrand.

Liczba niesolidnych dłużników wzrosła o jedną trzecią, a wartość zaległości niemal się podwoiła

Na przestrzeni 14 miesięcy, od końca sierpnia 2015 r. do końca października 2016 r., liczba konsumentów wpisanych do BIG InfoMonitor m.in. za nieopłacenie bieżących rachunków telefonicznych, za media, czynszu, alimentów, czy też rat pożyczek pozabankowych, zwiększyła się o ponad jedną trzecią. Liczba niesolidnych dłużników wzrosła z 1,25 mln do 1,74 mln osób. Jeszcze bardziej poszła w górę wartość nieuregulowanych zaległości – z 11,18 mld zł do 23,64 mld zł, czyli ponad dwukrotnie. Przełożyło się to na wzrost średniego przeterminowanego zadłużenia – z 8 933 zł do 13 438 zł, choć dla przypomnienia, warunkiem wpisu osób fizycznych do Rejestru Dłużników Biura Informacji Gospodarczej jest przeterminowanie o co najmniej 60 dni, kwoty minimum 200 zł.

Osób z zaległościami i niespłaconych długów przybywa, choć powodów ku temu w gospodarce nie widać. Od poprzedniego Dnia bez Długów stopa bezrobocia spadła w Polsce z 9,7 proc. do 8,3 proc., z kolei przeciętna płaca w przedsiębiorstwach wzrosła o 159 zł do 4217,96 zł (dane na październik), a minimalne wynagrodzenie zwiększyło się z 1750 zł do 1850 zł. Zamiast inflacji mamy do czynienia z deflacją czyli spadkiem cen towarów i usług w październiku było to minus 0,2 proc. w porównaniu z październikiem zeszłego roku.

Powodem rosnącej liczby niesolidnych dłużników w Rejestrze BIG jest częstsze wykorzystywanie tego rozwiązania jako formy nacisku na niepłacących zobowiązania, ale także rosnące pokusy i samo usposobienie zadłużonych. Częściowej odpowiedzi na pytanie Kto spędzi „Dzień bez Długów” z długiem, a kto bez? udzielają wyniki badania* przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK. Instytut ARC Rynek i Opinia zbadał osoby, które są właśnie w trakcie spłacania pożyczki pozabankowej albo kredytu konsumpcyjnego zaciągniętego w banku, lub też jednocześnie mają zobowiązania zarówno w firmie pożyczkowej jak i w banku.

Kilka godzin na decyzję o pożyczce, a potem o wiele gorsza spłata

Trudno w to uwierzyć, ale co ósmej osobie (12 proc.), z grona spłacających właśnie pożyczkowe czy kredytowe zobowiązanie, wielokrotnie zdarzyło się podjąć decyzję o zadłużeniu wcale nie pod wpływem potrzeb, lecz reklamy pożyczki. Jeszcze więcej, bo 15 proc. ankietowanych zrobiło tak co najmniej raz. W tej sytuacji nie dziwi już, że nad odpowiedzią na pytanie „Pożyczyć czy nie pożyczyć?” co szósta osoba zastanawia się zaledwie kilka godzin (17 proc.).wykres 1

Ale już dla co siódmego respondenta (15 proc. ) decyzja jest na tyle paraliżująca, że czas konieczny na jej podjęcie to miesiąc i dłużej. Najwięcej, bo 43 proc. osób, żeby dojrzeć do kredytu lub pożyczki, potrzebuje od kilku dni do tygodnia. W krótkim czasie zapewne trudno z kimś skonsultować finansowy plan, stąd 13 proc. respondentów mówi, że z nikim nie omawia tej kwestii i podejmuje decyzję samodzielnie. Reszta rozmawia przede wszystkim z rodziną i partnerem – 76 proc., ewentualnie z doradcą finansowym – 19 proc., sporadycznie z ze znajomymi – 6 proc.

Impulsywne działania rzadko się sprawdzają w życiu. Nie inaczej jest w tym przypadku. Okazuje się, że osoby, które decydują się na kredyt lub pożyczkę w kilka godzin znacznie gorzej je spłacają.wykres 1

W grupie pożyczających spontanicznie, wielokrotne kłopoty ze zwrotem raty mają dwie osoby na 10, podczas gdy wśród rozważających decyzję od dwóch do 4 tygodni mniej niż jedna z 10. Najrzadziej wielokrotne opóźnienia w spłacie przytrafiają się osobom zastanawiającym się nad zadłużeniem przez kilka dni. Lepiej od działających pod wpływem impulsu wypadają też „bojaźliwi” rozmyślający: „Pożyczyć czy nie?” przez ponad miesiąc, choć długi okres przeznaczony na decyzję o kredycie, mógłby akurat wskazywać, że nie mają pewności czy stać ich na spłatę raty.

Przeszacowanie możliwości częściej niż wypadki losowe powodem kłopotów w spłacie

Zapytaliśmy też co jest powodem opóźnienia spłaty raty kredytu konsumpcyjnego lub pożyczki, które z różnym nasileniem zdarza się dwóm na pięciu zadłużonych. Okazało się, że w zdecydowanej większości chodzi po prostu o złe planowanie i zapominalstwo, a nie wypadki losowe.

Aż 36 proc. przyznało, że problemy z obsługą zobowiązania wyniknęły ze złej oceny możliwości finansowych lub ze złego zaplanowania budżetu. Jednocześnie co czwartemu badanemu ot tak po prostu zdarza się zapomnieć o spłacie raty. Kolejne 20 proc. opóźnia zwrot pieniędzy ze względu na pojawienie się niespodziewanego wydatku, a jedynie 34 proc. wskazało na wypadki losowe.

Dlatego bardzo ważne jest, aby nie podejmować nadmiernego ryzyka i nie kierować się hurra optymizmem. Wśród osób, wpisanych do Rejestru BIG InfoMonitor z pewnością jest wiele osób, które przeszacowały swoje możliwości – przestrzega wiceprezes BIG InfoMonitor.

Błąd w planowaniu budżetu obciążonego spłatą raty najczęściej zdarza się 18-24 latkom (31 proc. odpowiedzi wobec 22 proc. dla ogółu wskazań). Z kolei przeszacowanie możliwości najpowszechniejsze jest wśród 45-55 latków – 22 proc. odpowiedzi wobec 16 proc. dla wszystkich grup wiekowych.

25-34 latkowie chętniej pożyczą więcej niż potrzebują

Często nie byłoby pożyczania i wynikających z niego kłopotów przy lepszej dyscyplinie finansowej, planowaniu oraz większej odporności na zakupy – wynika z badań ARC Rynek i Opinia. Niemal co piąta osoba (18 proc.) podaje, że gdyby nie brak dyscypliny finansowej dałaby radę uniknąć pożyczania. Ten element szczególnie zawodzi w grupie wiekowej 18-24 lata, gdzie przyznaje się do rozrzutności 30 proc. ankietowanych. Wśród 25-34 latków jest to 23 proc. badanych, podczas gdy w starszych pokoleniach odsetek niezdyscyplinowanych waha się od 12-16 proc.wykres 3

Podobnie jest z brakiem umiejętności planowania wydatków, który też przyczynia się do konieczności pożyczania. Kłopot z planowaniem ma prawie co piąty 18-24 –latek. Wśród starszych ankietowanych jest to co siódmy.

Łatwe uleganie pokusie zakupów, które popycha do zadłużania się, to także „grzech” młodości. Wśród osób od 18 do 24 roku życia do takiej słabości przyznaje się 15 proc. ankietowanych oraz 13 proc. w kategorii wiekowej od 25 do 34 lat. Tymczasem w kolejnych pokoleniach odsetek zakupoholików spada, by w grupie 55-65 latków zejść do 4 proc.

Wśród pożyczko i kredytobiorców jest też spora grupa osób – 11 proc. gotowych, tak na wszelki wypadek, pożyczyć więcej niż potrzebuje, żeby za chwilę nie starać się o gotówkę ponownie. Jest to sposób postępowania również najbliższy 25-34 latkom – 15 proc. wskazań, a najdalszy osobom po 55 roku życia – 8 proc. odpowiedzi.wykres 4

Z pewnością przy takim podejściu można mieć poczucie większego komfortu życia, niestety tylko do momentu gdy straci się panowanie nad finansami – przestrzega Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. – Jednocześnie co warte podkreślenia 8 proc. spłacających pożyczki i kredyty ma świadomość, że słabo radzi sobie z zarządzaniem domowym budżetem, a mimo to, albo właśnie dlatego się zadłuża – dodaje Hildebrand.

InBook S.A. po 3 kw. 2016 r.

InBook S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2008 r., działająca w branży e-commerce, zanotowała w 3 kw. 2016 r. wyraźny wzrost przychodów netto ze sprzedaży, które ukształtowały się na poziomie 1.109 tys. zł. Emitent osiągnął w minionym kwartale niewielką stratę netto w wysokości 7 tys. zł i oczekuje bardzo dobrego wyniku w 4 kw. 2016 r.

Wyraźny, blisko 15% wzrost sprzedaży Emitenta w ujęciu rdr. był rezultatem jego aktywnych działań w zakresie zwiększenia średniej wartości koszyka zakupowego. W 3 kw. 2016 r. łączna liczba zamówień zrealizowanych przez InBook S.A. zanotowała ponad 5% wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2015 r. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia miniony kwartał i liczy na osiągnięcie jeszcze lepszych wyników finansowych w ostatnim kwartale 2016 r. W 3 kw. 2015 r. Spółka odnotowała stratę netto w kwocie 12 tys. zł, a wartość jej przychodów netto ze sprzedaży sięgnęła 993 tys. zł.

„Wzrost przychodów w III kwartale 2016 r. to efekt wyższej sprzedaży w dwóch grupach produktowych – książkach i zegarkach. Wartościowy i liczbowy wzrost sprzedaży zegarków spowodował znaczne zwiększenie wartości średniego zamówienia oraz poprawę rentowności. Od wielu miesięcy podtrzymujemy korzystny trend polegający na wzroście sprzedaży oraz ilości zamówień. Rosnąca liczba klientów bardzo nas cieszy, bo jest to efekt zarówno sprawnego działania firmy, jak i trafnej polityki marketingowej. IV kwartał tradycyjnie jest najlepszy dla naszej firmy i takie też są moje oczekiwania w tym roku.” – ocenia Jakub Dębski, Prezes Zarządu Spółki InBook S.A.

InBook S.A., dzięki współpracy ze swoim największym Akcjonariuszem – ABS Investment S.A., zainicjował współpracę ze spółką Outdoorzy S.A. i wprowadził do swojej oferty produkty oraz akcesoria o typowo sportowym przeznaczeniu. Spółka kontynuowała dalszą rozbudowę oferowanego asortymentu i na koniec września 2016 r. w ciągłej sprzedaży  znajdowało się ok. 330 tys. produktów. Emitent bardzo mocno stawia także na sprzedaż zegarków i w tym celu nawiązuje współpracę z nowymi dystrybutorami oraz umacnia z dotychczasowymi, stale rozszerzając swojego portfolio produktowe w tym segmencie. Spółka bardzo dynamicznie rozwija swoją drugą nogę biznesową – sklep e-zegarki.pl, która pozwala jej generować wyższe marże i jest łatwiejsza w obsłudze. W celu przyspieszenia czasu realizacji zamówień oraz zwiększenia atrakcyjności tego sklepu InBook S.A. dokonał zakupu części kolekcji zwiększając tym samym stany magazynowe. Emitent rozważa także rozszerzenie swojej działalności o handel nieinternetowy.

„Sytuacja w firmie zmienia się w dynamiczny sposób. Od niedawna w ofercie mamy produkty związane ze sportem i zdrowiem. To efekt współpracy ze spółką Outdoorzy S.A., której znaczącym akcjonariuszem jest również ABS Investment. Zastanawiamy się  aktualnie, jak maksymalnie efektywnie wykorzystać posiadane środki pieniężne i aktywa. Być może InBook S.A. zaistnieje również w handlu tradycyjnym.” – podsumowuje Prezes Dębski.

Na początku 2015 r. InBook S.A. przedstawił nową Strategię Rozwoju Spółki, która zakłada dalsze umacnianie własnej marki oraz budowanie silnej pozycji wśród średniej wielkości księgarni internetowych. Emitent planuje wykorzystać swoją znaczącą liczbę klientów do intensyfikacji komunikacji marketingowej oraz wprowadzania do sprzedaży nowych produktów, a także nowych grup asortymentowych w swoich sklepach internetowych. Ważny element nowej Strategii Rozwoju Spółki stanowi również zwiększenie budżetu marketingowego na promocję własnej marki. InBook S.A. będzie też dążył do pozyskania w perspektywie 3 lat silnego partnera branżowego albo przeprowadzenia połączenia z podmiotem o podobnej strategii rozwoju oraz skali biznesu.

Spółka InBook S.A. działała w branży e-commerce, a jej główne źródło przychodów stanowi sprzedaż towarów za pośrednictwem prowadzonych przez nią serwisów internetowych. Największym Akcjonariuszem Spółki jest obecnie fundusz kapitałowy ABS Investment S.A.

Składki ubezpieczenia komunikacyjnego mogą być uzależnione od stylu jazdy kierowcy

Konkurencja na rynku ubezpieczeń jest coraz większa. Dotyczy to również ubezpieczeń komunikacyjnych. To sprawia, że firmy szukają nowych modeli biznesowych, w tym wykorzystujących technologie cyfrowe. Jednym z nich są ubezpieczenia telematyczne, w których przy ustalaniu stawki ubezpieczenia za samochód pod uwagę brane jest ocena stylu jazdy kierowcy i jego skłonność do ryzyka. Jak wynika z raportu „European Motor Insurance Study. The rise of digitally-enabled motor insurance”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, opierającego się na badaniu klientów firm ubezpieczeniowych w 11 krajach europejskich, do 2020 roku udział rynkowy indywidualnych ubezpieczeń komunikacyjnych wykorzystujących technologie cyfrowe w tych krajach może sięgnąć 17 proc. Oznacza to rynek o wartości przekraczającej 15 mld euro. W Polsce ten udział mógłby sięgnąć 15 proc.  

Badanie zostało przeprowadzone wśród 15 tys. klientów z Austrii, Belgii, Francji, Niemiec, Irlandii, Włoch, Polski, Holandii, Hiszpanii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, w których łączna wartość rynkowa indywidualnych ubezpieczeń komunikacyjnych wynosi 97 mld euro. Badanie pokazuje, że gotowość do zmiany firmy ubezpieczeniowej wśród klientów w porównaniu z ubiegłym rokiem znacząco wzrosła: nastąpiło piętnastoprocentowe przesunięcie z odpowiedzi „zmiana mało prawdopodobna” na „zmiana bardzo prawdopodobna”. W ciągu roku w skali dziesięciostopniowej odpowiedź ta skoczyła z 3.7 do 4.5 punktów. W Polsce było to 4.6 punktów, podczas gdy rok wcześniej 4.4. To najniższy wzrost wśród wszystkich przebadanych krajów.

„Istnieje silna zależność między respondentami, którzy deklarują, że chętnie zmienią firmę ubezpieczeniową a tymi, którzy są skłonni podzielić się danymi dotyczącymi stylu jazdy ze swoją firmą ubezpieczeniową. To sugeruje, że klienci, poszukując nowego ubezpieczenia, mogą być zainteresowani kupnem ubezpieczenia komunikacyjnego wykorzystującego technologie cyfrowe” – mówi Krzysztof Stroiński, Partner, Lider Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

W wielu krajach coraz popularniejsze stają się ubezpieczenia telematyczne, które pozwalają zaobserwować szereg parametrów związanych z prowadzeniem samochodu, takich jak: przyśpieszenie, hamowanie, prędkość i wiele innych danych możliwych do uzyskania z komputera pokładowego samochodu, poprzez podłączenie specjalnego urządzenia („black box”) lub przy użyciu aplikacji na smartfona.

„W oparciu o uzyskane dane możliwe jest stworzenie profili kierowców lub określenie, jak bardzo dana osoba odbiega od profilu wzorcowego. Ubezpieczyciel jeszcze w trakcie trwania polisy może poinformować użytkownika czy jego styl jazdy wpłynie na podwyższenie lub obniżenie składki. W dłuższej perspektywie może mieć to przełożenie na przyzwyczajenia kierowców i poprawę bezpieczeństwa na drogach” – mówi Tomasz Hasiów, Menedżer w Dziale Usług Ubezpieczeniowych i Aktuarialnych Deloitte. Ubezpieczenia telematyczne są korzystne m.in. dla młodych kierowców z niewielkim doświadczeniem, których ubezpieczyciele traktują jako kierowców o podwyższonym ryzyku ubezpieczeniowym.

Według szacunków Deloitte do roku 2020 udział rynkowy indywidualnych ubezpieczeń komunikacyjnych wykorzystujących technologie cyfrowe w jedenastu analizowanych krajach może sięgnąć 17 procent. Oznacza to rynek o wartości ponad 15 mld euro. W Polsce, gdzie składka przypisana dla indywidualnych ubezpieczeń komunikacyjnych w 2015 roku wyniosła około 1,9 mld euro, udział ten mógłby sięgnąć 15 proc. Spośród badanych krajów najwyższy wskaźnik, sięgający 27 proc., przewidywany jest we Włoszech. Jedną z barier, które mogą wpłynąć na zahamowanie tego procesu jest obawa ludzi przed dzieleniem się z ubezpieczycielami informacjami na temat swojego pojazdu i stylu jazdy. Aż 58 proc. respondentów boi się utraty kontroli nad swoimi danymi, które mogą zostać wykorzystane w innych celach niż w tych, w których zostały zebrane. Jednak z badania Deloitte wynika, że firmy ubezpieczeniowe są jednym z trzech rodzajów instytucji, z którymi ludzie są skłonni dzielić się swoimi danymi osobistymi. Wyższe wskaźniki zyskały jedynie banki oraz pracodawcy. Jednocześnie połowa klientów jest gotowa dzielić się swoimi danymi dotyczącymi jazdy i samochodu w zamian za dodatkowe usługi. „Największa niechęć do udostępniania danych jest widoczna w Europie Środkowej, gdzie kwestia bezpieczeństwa danych wydaje się mieć większe znaczenie niż w innych częściach kontynentu. Jeśli ubezpieczyciele znajdą sposób na rozwiązanie tego problemu, ubezpieczenia wykorzystujące technologie cyfrowe mogą zyskać istotny udział w rynku” – wyjaśnia Tomasz Hasiów.

Raport Deloitte analizuje również kierowców pod względem ich charakterystyk, w tym między innymi wieku i ich skłonności do zmiany ubezpieczyciela, dzieląc ich na sześć grup. Jak się okazuje w Polsce największy udział (24 proc.) wśród posiadaczy samochodów mają kierowcy w wieku 18-45 lat skłonni do częstych zmian firmy ubezpieczeniowej. Wśród nich jest wielu ludzi młodych, którzy mogą być zainteresowani rozwiązaniami telematycznymi. Z kolei 20 proc. udział mają osoby w tym samym przedziale wiekowym, średnio mniej skłonni do zmiany ubezpieczyciela, jednakże niechętnie dzielący się danymi na swój temat z firmą ubezpieczeniową.

Z badania Deloitte wynika, że ponad połowa badanych zgodziłaby się podzielić z ubezpieczycielami danymi w zamian za usługi związane bezpośrednio z użytkowaniem auta, m.in. bezpłatną i automatyczną pomoc drogową (w tym zamontowaną w samochodzie czarną skrzynką, która pozwoli wezwać pomoc automatycznie w razie kolizji lub wypadku) czy też zamontowane w aucie urządzenia zapobiegające jego kradzieży. Większość respondentów dane na temat swojego stylu jazdy chciałaby przesyłać do ubezpieczyciela za pośrednictwem specjalnego urządzenia zamontowanego w aucie (w Polsce to 53 proc.), reszta natomiast wolałoby te dane przekazywać za pomocą aplikacji w smartfonie. Wśród młodych osób zdecydowanie przeważa ta druga opcja. Zdaniem ekspertów Deloitte smartfony są w stanie zwiększyć poziom interakcji pomiędzy klientami a firmami ubezpieczeniowymi, chociażby poprzez częstą i natychmiastową wymianę informacji.

Najsilniejsze rynki telematyczne w branży ubezpieczeniowej istnieją we Włoszech i Wielkiej Brytanii, ale ubezpieczenia komunikacyjne wykorzystujące technologie cyfrowe stają się ważną częścią oferty we wszystkich krajach europejskich. Obecnie głównym argumentem w sprzedaży ubezpieczeń wykorzystujących dane telematyczne jest ich cena. Zniżki używane są jako główny argument mający przekonać klienta do kupna ubezpieczenia, a usługi niosące dodatkową wartość rzadko są postrzegane jako część oferty. „Nasze analizy wskazują, że istnieje grupa klientów firm ubezpieczeniowych, która gotowa jest na nowe oferty ubezpieczeń, wykorzystujących technologie cyfrowe. Jednak ubezpieczyciele muszą przekształcić swoją obecną ofertę, w której główny nacisk kładzie się na zniżki i podkreślić wartość dodaną swoich produktów i usług, umieszczając potrzeby klienta w centrum zainteresowania” – podsumowuje Krzysztof Stroiński.

Od branży finansowej oczekujemy przede wszystkim kompetencji moralnych

Chociaż 49 % Polaków ufa bankom to tylko 12 % z nas postrzega banki jako instytucje zaufania publicznego. Co należałoby zmienić, aby odzyskać zaufanie klienta?

Mniej dla siebie, więcej dla klienta

Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych przez dom badawczy Maison&Partners na potrzeby projektu Nienieodpowiedzialni.pl, największym grzechem instytucji finansowych jest zwracanie uwagi jedynie na własne dobro i zapominanie o kliencie. Najgorzej wypadają w tej kwestii firmy pożyczkowe – aż 83 proc. badanych stwierdziło, że stawiają one bardziej na własny interes niż na dobro społeczne. Towarzystwa ubezpieczeniowe uzyskały już nieco lepszy wynik – 74 proc., doradcy finansowi 73 proc., banki 71 proc.

W ostatnim czasie z radością obserwuję, że jako branża coraz poważniej mówimy o tym co powinniśmy zmienić by zasługiwać na zaufanie klientów – mówi Artur Nowak – Gocławski z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych. – Swoją pychą sprawiliśmy, że staliśmy się jedną z profesji o niskim poziomie zaufania społecznego. Na szczęście, branża zaczyna dostrzegać, że tylko dobre, odpowiedzialne i empatyczne relacje z klientami gwarantują nasze powodzenie. Chciwość staje się passe. 

Połowa ankietowanych uważa także, że banki zwracają uwagę na swoją rolę społeczną, podobnie towarzystwa ubezpieczeniowe i doradcy finansowi, którzy uzyskali wynik na poziomie 43 – 44 proc. Gorzej ponownie wypadły firmy pożyczkowe, które  przywiązują do tego wagę tylko wg 37 proc. badanych. Z raportu wynika, że w jeszcze mniejszym stopniu instytucje te dbają o dobro swoich klientów

Moralność ważniejsza nawet od wykształcenia i umiejętności praktycznych

Zapytani o niezbędne kompetencje, jakie powinni mieć przedstawiciele branży finansowej, ankietowani odpowiedzieli, że przede wszystkim są to kompetencje moralne – etyczne zachowanie i dbanie o wspólne dobro. Oczekuje się tego od banków w 38 proc., solidne wykształcenie i przygotowanie zawodowe oraz skuteczność i umiejętności praktyczne uzyskały po 31 proc. Jeszcze większe znaczenie powinny mieć etyczne zachowania dla towarzystw ubezpieczeniowych (43 proc.) oraz firm pożyczkowych (48 proc.).

Dla niektórych zaskakującym może być fakt, że społeczeństwo oczekuje od liderów instytucji finansowych wysokich kompetencji moralnych, a od samych firm etycznego prowadzenia biznesu oraz odpowiedzialnego społecznie zarządu. Nas takie informacje ogromnie cieszą, dlatego, że chcielibyśmy jako ANG jak największego forum przedsiębiorców, którzy widzą, że biznes to nie tylko efektywność ekonomiczna, to również odpowiedzialność za sprawy wspólne – dodaje Artur Nowak – Gocławski.

Zaufanie klientów można jeszcze odzyskać

To, co w największym stopniu wpłynęłoby na wzrost zaufania klientów do branży finansowej, to proklienckość. Pod tym zagadnieniem kryje się widzenie w kliencie człowieka, autentyczna chęć realizacji potrzeb klienta (a  nie tylko sprzedaż produktu) oraz wiedza, że instytucja finansowa nie sprzeda mu czegoś, czego nie potrzebuje, nie rozumie lub na co go nie stać. Jest to także możliwość skontaktowania się z człowiekiem reprezentującym instytucję i posiadanie stacjonarnych oddziałów, co w dobie digitalizacji branży będzie coraz trudniejsze.  Takie działania zwiększyłyby poziom zaufania do branży u 69 proc. badanych. Równie ważna jest wiarygodność i stabilność firmy, w tym pozytywna opinia innych osób na temat instytucji – to po raz kolejny potwierdza, że branża powinna skupić się szczególnie na długofalowych relacjach z klientem.

Mateusz Kusznierewicz wspiera polskie start-upy

Mateusz Kusznierewicz wspiera polskie start-upy 1
W Polsce start-upy rozwijają sie w bardzo szybkim tempie, bo mają do tego bardzo dobre warunki  uważa Mateusz Kusznierewicz. Jednym z nich jest międzynarodowy konkurs Chivas The Venture, który wystartował w połowie października. Na zwycięzców polskiej edycji czeka globalny finał, warsztaty z mentorami i wsparcie finansowe, które wynosi łącznie milion dolarów. W tym roku The Venture odbywa się w Polsce po raz drugi, a laureatem ubiegłorocznej edycji został start up MIGAM, który stworzył narzędzie do komunikacji dla osób głuchych i słabo słyszących.

W Polsce start-upy rozwijają się niesamowicie szybko i sądzę, że stwarzamy im ku temu dobre możliwości. Mówię tu zarówno o działaniach na szczeblu państwowym czy organizacjach, które wspierają tego typu przedsiębiorczość, ale również o projektach takich jak The Venture. Zgłoszone do konkursu start-upy walczą nie tylko o nagrodę finansową, która wynosi milion dolarów, ale i wsparcie mentorskie dla swojego biznesu – mówi Mateusz Kusznierewicz, mistrz olimpijski i mistrz świata w żeglarstwie oraz ambasador tegorocznej edycji Chivas The Venture.

Międzynarodowy konkurs Chivas The Venture – który w tym roku odbywa się w Polsce po raz drugi – wystartował w połowie października. W tegorocznej edycji bierze udział ponad 20 państw z całego świata. Celem jest wspieranie idei tzw. szlachetnego biznesu oraz wyłonienie innowacyjnych start-upów, które rozwiązują ważne problemy i kreują zmiany społeczne. Zgłaszać mogą się zarówno przedsiębiorcy, którzy prowadzą własne firmy nie dłużej niż trzy lata jak i ci, którzy dopiero mają pomysł na biznes. Główną nagrodą jest wsparcie finansowe w łącznej wartości miliona dolarów i cykl warsztatów mentorskich, które poprowadzą eksperci z dziedziny biznesu.

Polskie start-upy mogą zgłosić swój udział w tegorocznej edycji Chivas The Venture do 14 grudnia. Zwycięzcy zostaną wyłonieni pod koniec stycznia 2017 roku i zaprezentują swój pomysł w globalnym finale, gdzie zmierzą się ze start-upami z całego świata. Jurorami polskiej edycji konkursu są w tym roku Marian Owerko (współzałożyciel marki Bakalland i wiceprezes Polskiej Rady Biznesu), Agnieszka Oleszczuk-Widawska (doradca prezydenta ds. nowych technologii), Phillip Ainsworth (członek zarządu Wyborowa Pernod Ricard) oraz Mateusz Kusznierewicz (biznesmen, szkoleniowiec i dwukrotny medalista olimpijski).

Duże, rozwinięte firmy mają działy poświęcone CSR i oddziaływaniu biznesu na lokalną społeczność. Natomiast w przypadku start-upów takie działania często od samego początku są wpisane w ich funkcjonowanie. Projekt The Venture promuje właśnie takie rozwiązania, które już w fazie pomysłu są nakierowane na zaangażowanie społeczne i pomaganie innym – mówi Mateusz Kusznierewicz.

W ubiegłorocznej polskiej edycji konkursu Chivas The Venture wzięła udział ponad setka przedsiębiorców. Zwyciężył start-up MIGAM, który stworzył innowacyjną aplikację do wideo tłumaczeń dla osób głuchych i słabo słyszących. Pomysł dotarł aż do głównego finału i został doceniony przez internautów i międzynarodowe jury.

Niedawno zauważyłem, że z usługi stworzonej przez MIGAM można już korzystać w kasach PKP. Wiem również, że ich rozwiązanie cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem za granicą. Pomysł, który rozwinęli twórcy MIGAM, dostał wsparcie finansowe i promocyjne dzięki udziałowi w konkursie The Venture, co dało im stabilność i możliwości dalszego rozwoju biznesu. Trzymam kciuki za takie inicjatywy – mówi Mateusz Kusznierewicz.

Międzynarodowy projekt The venture organizuje Chivas Regal, marka whisky której dystrybutorem w Polsce jest Wyborowa Pernod Ricard. Z opublikowanych w tym roku statystyk fundacji Startup Poland i Politechniki Warszawskiej wynika, że w Polsce funkcjonuje około 2,7 tys. start-upów.

Dzieci ogromną siłą konsumencką. Dysponują budżetem o wartości 5 mld zł

Dzieci ogromną siłą konsumencką. Dysponują budżetem o wartości 5 mld zł 2
Około 5 mld zł wynosi budżet, którym dysponują dzieci w wieku 3-16 lat. Mają one także coraz większy udział w komercyjnych wyborach osób dorosłych. Najmłodsi konsumenci są bardzo świadomi marek – nie tylko zabawek, ale także ubrań, butów i urządzeń technologicznych. Na ich wybór w największym stopniu wpływają rówieśnicy i media społecznościowe.

Dzieci jako konsumenci to ogromna siła, szczególnie, jeśli spojrzymy na to z perspektywy całej rodziny – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Błasiak, prezes agencji Generations, Family & Young Marketing. – Najmłodsi mają coraz większy wpływ na decyzje zakupowe podejmowane przez rodziców. Kiedyś był zupełnie inny model wychowawczy. Obecnie dzieci stanowią integralną część procesu decyzyjnego. Oczywiście są kategorie, w których ten wpływ jest większy i mniejszy.

Jak wynika z badania „Kids’ Power” przeprowadzonego przez firmę IQS, dzieci coraz częściej są współdecydentami decyzji konsumenckich. Blisko połowa (49,4 proc.) ankietowanych kobiet przyznała, że najmłodsi współdecydują o wakacjach (41,9 proc.), zakupie mebli (34,6 proc.) oraz wyborze restauracji na obiad rodzinny (13 proc.). Sebastian Błasiak dodaje, że opinia dzieci ma także duże przy wyborze produktów żywnościowych oraz produktów i usług związanych z samochodem.

Wpływ na decyzje dzieci mają przede wszystkim rówieśnicy, social media oraz tzw. influencerzy [liderzy opinii, działający głównie w internecie – red.] – mówi Sebastian Błasiak. – Trzeba pamiętać, że pokolenie najmłodszych dzieci to wyznawcy marek. Marka bardzo często definiuje samo dziecko, pokazuje przynależność do grupy rówieśniczej. To jest bardzo duża zmiana wobec tego, co działo się wcześniej, kiedy marki nie były aż tak istotne.

Wybierając konkretne produkty i marki, zdaniem Sebastiana Błasiaka, dzieci kierują się jakością, użytecznością oraz funkcjonalnością.

To pierwsze przesłanki do tego, żeby produkt mógł odnieść sukces – zapewnia Sebastian Błasiak. – Jeżeli do tego dołożymy skuteczną kampanię marketingową, social media, influencerów, to mamy gotowy przepis na wysoką sprzedaż. Jeżeli spojrzymy na marki, które są w najwyższych kategoriach, to widać wyraźnie, że zastosowały się one do tego modelu komunikacji, a często osiągnęły w nim wręcz mistrzostwo.

Gra idzie o nie małą stawkę. W Polsce mieszka około 5 mln dzieci w wieku 3-16 lat. Jak wynika z danych agencji, budżet, którym osobiście dysponują najmłodsi konsumenci może wynosić nawet 5 mld zł. Składa się na niego przede wszystkim otrzymywane od rodziców lub opiekunów kieszonkowe (w przypadku młodszych dzieci jest to 17-18 zł tygodniowo, natomiast starszych – około 116-118 zł miesięcznie).

Skoro dzieci stanowią już tak dużą siłę zakupową i o tak wielu rzeczach decydują, to stwierdziliśmy, że musimy to zbadać i się temu przyjrzeć – mówi Sebastian Błasiak.

Dużą świadomość w tym zakresie pokazują nominacje do nagród Kids’ WOW! Awards, których pomysłodawcą jest Generations, Family & Young Marketing. Otrzymują je wskazane przez najmłodszych konsumentów marki i produkty w pięciu kategoriach. Do tegorocznej nagrody zostały nominowane takie marki, jak LEGO, The SIMS, PlayStation 4, Monopoly, Xbox One; Adidas, Converse, New Balance, Nike, Reserved; HARIBO; iPad, iPhone, oraz MacBook.

W kategorii prezentów pod choinkę widzimy bardzo silny trend nowych technologii – wskazuje Sebastian Błasiak. – Wśród najbardziej pożądanych mamy produkty Apple, również konsole do gier, czyli gadżety umożliwiające konsumpcję mediów i komunikację. Ale jest także deskorolka.

Rośnie znaczenie firm rodzinnych na rynku pracy. Co trzecia młoda osoba chce pracować w takiej firmie

Rośnie znaczenie firm rodzinnych na rynku pracy. Co trzecia młoda osoba chce pracować w takiej firmie 3
Ponad 70 proc. polskich przedsiębiorstw to firmy rodzinne. Jak pokazują wyniki badań, młodzi pracownicy chętnie wybraliby pracę w takim przedsiębiorstwie. Mają one wizerunek pracodawców, którzy dbają o pracownika i u których można liczyć na wysokie zarobki oraz stabilność zatrudnienia.

Z badania Grupy On Board Think Kong przeprowadzonego przez SW Research wynika, że co trzeci kandydat w grupie wiekowej 25–34 lata chętniej wybrałby pracę w firmie rodzinnej niż innym przedsiębiorstwie.

– W kampaniach employer brandingowych czy ogłoszeniach rekrutacyjnych przedsiębiorstwa rodzinne powinny podkreślać zaangażowanie założycieli w życie firmy, bliskie relacje z pracownikami, ale również kulturę organizacyjną oraz wartości firmowe, ponieważ te ostatnie są coraz istotniejsze przy wyborze pracodawcy, szczególnie dla młodych pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Rek, dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej Grupy On Board Think Kong.

Jak mówią przedstawiciele firm rodzinnych, jako pracodawcy nadal stoją oni przed wieloma wyzwaniami związanymi z rozwojem swojej działalności i walką o najlepszych pracowników.

Kandydaci z generacji Y docenią autentyczną komunikację opartą o angażujące treści, budujące społeczność wokół danej marki. A przy tym przedstawienie korzyści wynikających z pracy w firmie rodzinnej w formie emocjonującej opowieści może mieć duże pole rażenia w komunikacji – mówi Katarzyna Rek.

Aby móc efektywnie konkurować z otoczeniem rynkowym i wzmacniać pozycję atrakcyjnego pracodawcy, przedsiębiorstwa rodzinne powinny sięgać po różne formy pomocy, niezbędne dla ich działalności operacyjnej. Według pracujących Polaków ważnym czynnikiem wpływającym na rozwój firm rodzinnych jest wsparcie administracji publicznej. Badani uważają, że jego najatrakcyjniejszą formą są ulgi podatkowe. Twierdzi tak 2/5 respondentów. Niewiele mniej, bo 39 proc. Polaków, wskazało na dofinansowanie w obszarze badań i rozwoju.

37 proc. badanych uznało z kolei, że znaczącą rolą państwa powinno być zaangażowanie w promocję firm rodzinnych na zagranicznych rynkach. 35 proc. respondentów wskazało na przydatne doradztwo biznesowe, a 32 proc. na konsultacje prawne.

– Jeżeli mówimy o firmach rodzinnych głównie jako reprezentantach środowiska MŚP, to rzeczywiście przedsiębiorcy nie zauważają specjalnego wsparcia ze strony administracji. Wprost przeciwnie, uważają, że pewną niesprawiedliwością społeczną jest to, że rząd wspiera i finansuje często ekspansję zagranicznych firm, nie wspierając w żaden sposób przedsiębiorczości w Polsce, przede wszystkim tej rodzinnej – mówi Sebastian Margalski, prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.

–  Firmy rodzinne, chcąc ubiegać się o różne formy wsparcia, powinny na bieżąco monitorować zachodzące zmiany legislacyjne, gospodarcze, polityczne, a także decyzje odnośnie do uruchamianych programów rozwojowych. Równolegle warto postawić na budowanie trwałych relacji z władzami poprzez inicjatywy sektorowe, pozycjonowanie eksperckie, debaty czy konsultacje – dodaje Katarzyna Rek.

Ochrona galerii handlowych to duże wyzwanie dla ich zarządców. Wymaga podobnych środków i rozwiązań jak ochrona małego miasta

Ochrona galerii handlowych to duże wyzwanie dla ich zarządców. Wymaga podobnych środków i rozwiązań jak ochrona małego miasta 4
Na polskim rynku jest prawie 500 centrów handlowych, a kolejne kilkadziesiąt jest w budowie. Ochrona tego typu obiektów to duże wyzwanie. Zarządcy nieruchomości i firmy ochraniające galerie handlowe muszą się mierzyć z takimi zagrożeniami, jak kradzieże, napaści, zagrożenia pożarowe, awarie, ale również działalność grup przestępczych czy akty terroru. Obie strony podkreślają, że kluczowe dla zachowania bezpieczeństwa i przeciwdziałania sytuacjom kryzysowym są odpowiednie procedury i komunikacja.

– Centrum handlowe to swego rodzaju minimiasto, zagrożenia, które w nim występują, są typowe dla społeczności miejskich – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Bartuszek, prezes zarządu grupy Securitas w Polsce.

– Zarządcy centrów handlowych muszą być przygotowani na bardzo wiele różnych zagrożeń, od pospolitych, jak kradzieże, napaści, awarie różnego rodzaju urządzeń i sprzętów, po rzadziej spotykane, np. katastrofy budowlane, pożary czy zamachy terrorystyczne – wymienia Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Centra handlowe ze względu na dużą liczbę potencjalnych poszkodowanych i zainteresowanie mediów mogą być atrakcyjnym celem ataków terrorystycznych. Są to obiekty otwarte, łatwo więc przeprowadzić rozpoznania, a poza tym nie ma w nich specjalistycznych środków ochrony oraz kontroli dostępu, które charakteryzują np. budynki rządowe czy wojskowe.

 Polska jest krajem bezpiecznym, ale trzeba dmuchać na zimne. Widzimy, że w różnych krajach tego typu wydarzenia, również te ekstremalne, mają miejsce. Dlatego trzeba rozmawiać o tym, aby centra handlowe tak samo jak każde inne obiekty były bezpieczne. Trzeba wypracowywać odpowiednie procedury i mechanizmy, żeby przeciwdziałać niebezpieczeństwom na każdym możliwym etapie – podkreśla Radosław Knap.

Jak wynika z materiałów Polskiej Rady Centrów Handlowych, priorytety w systemie bezpieczeństwa obiektów handlowych to identyfikacja słabych punktów, odpowiednio przygotowane plany zabezpieczenia nieruchomości, odpowiednio przeszkolony personel oraz procedury działania w przypadku kryzysu.

– Podstawą każdego systemu bezpieczeństwa są trzy elementy: procedury, szkolenia pracowników i zabezpieczenia techniczne, które w znaczący sposób wspierają ochronę – wymienia Krzysztof Bartuszek.  Pamiętajmy jednak, że ochrona to jednak głównie prewencja, która pełni najbardziej istotną rolę w zapobieganiu niepożądanym sytuacjom. Dopiero na kolejnych miejscach są szkolenia i reagowanie we właściwy sposób.

Jak podkreśla Radosław Knap, dla prewencji kluczowe jest opracowanie odpowiednich procedur i planów prewencyjnych.

– To również odpowiednia komunikacja i relacje między zarządcą obiektu handlowego a najemcami, czyli właścicielami sklepów, bo przecież tam jest najwięcej pracowników, firmami zajmującymi się ochroną obiektu i wszelkimi służbami takimi jak policja, straż pożarna i innymi, które mogą pomóc i w takich sytuacjach – mówi dyrektor generalny PRCH.

PRCH przy współudziale ekspertów i praktyków branżowych zajmujących się tematyką bezpieczeństwa opracowała program, który ma na celu podnoszenie poziomu bezpieczeństwa w obiektach handlowych. Prowadzi także szkolenia „Zabezpieczanie antyterrorystyczne obiektów wielkopowierzchniowych”, w których wzięło już udział około 400 osób, głównie zatrudnionych w branżach centrów handlowych oraz ochrony.

– Firma ochrony to dzisiaj oczy, uszy i ręce zarządcy każdego centrum handlowego, począwszy od ratowania życia ludzkiego, co się zdarza praktycznie codziennie, skończywszy na reagowaniu na wszelkiego rodzaju zagrożenia pożarowe, czyli kwestie zarządzania ewakuacją – wyjaśnia Krzysztof Bartuszek. – Ale jest też kwestia przeciwdziałania przestępczości we współpracy z odpowiednimi służbami.

Luka inwestycyjna w polskim rolnictwie wynosi 2,2 mld euro. Obszary wiejskie potrzebują nowych form finansowania

Luka inwestycyjna w polskim rolnictwie wynosi 2,2 mld euro. Obszary wiejskie potrzebują nowych form finansowania 5
Polskie rolnictwo jest niedofinansowane. Lukę inwestycyjną szacuje się na 2,2 mld euro. Największymi wyzwaniami dla branży jest uzyskanie stabilnego finansowania i rozwój technologii, który stworzy nowe możliwości w rolnictwie. Eksperci podkreślają, że rolnictwo konkurencyjne i opłacalne ekonomicznie wymaga odpowiednich inwestycji i wprowadzenia nowych instrumentów finansowych poza dotacjami, dzięki którym rolnicy będą mogli uzyskać finansowanie poprzez banki komercyjne.

– Polskie gospodarstwa rolne są znacząco mniejsze niż w całej Europie. Mają bardziej ograniczone aktywa i w związku z tym generują mniejsze przychody w skali europejskiej. Wyzwaniem dla polskich rolników jest więc pozyskanie finansowania. Kwestie zabezpieczeń i spłacania pożyczek są trudniejsze niż w innych krajach europejskich – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Hubert Cottogni z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego.

Sektor rolny w Polsce zatrudnia 2,3 miliona osób, którzy stanowią 16,3 proc. siły roboczej. Rolnictwo generuje 2,3 proc. PKB. Obecnie w Polsce działa 1,4 mln gospodarstw rolnych, z czego 62,2 proc. produkuje głównie na rynek. Średnia powierzchnia użytków rolnych gospodarstwa rolnego wynosiła na koniec 2015 toku 10,35 ha (dane GUS). W większości krajów Unii wzrasta powierzchnia gospodarstw – średnia w latach 1960–2000 zwiększyła się z 24 do 40 ha. W Polsce gospodarstwa powyżej 100 ha użytkują 22 proc. gruntów rolnych, dla porównania średnia w Unii Europejskiej to 48 proc.

– Z jednej strony mamy bardzo widoczne w Polsce niedoinwestowanie niekorzystne dla sektora. Z drugiej strony istnieje konieczność inwestowania w nowe technologie, które stwarzają nowe możliwości produkcji w rolnictwie. Na te wyzwania nakłada się jeszcze trudniejszy dostęp do finansowania w porównaniu z innymi europejskimi rolnikami – wskazuje Cottogni.

Wyliczenia Komisji Europejskiej szacują lukę inwestycyjną w polskim rolnictwie na poziomie 2,2 mld euro. Obszary wiejskie potrzebują przede wszystkim inwestycji w infrastrukturę i nowoczesne technologie.

– Polska ma do wydania w perspektywie 2014–2020 ponad 13,5 mld euro w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Beneficjentami tych środków będzie przynajmniej 200 tys. rolników. Mamy więc dobre wstępne warunki, są fundusze i wola polskiego rządu, by wspomóc rolników – podkreśla przedstawiciel Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego.

Planowane w Programie instrumenty pomocy finansowej będą miały na celu przede wszystkim rozwój gospodarstw rolnych, wzrost ich konkurencyjności i wspieranie wdrożenia innowacji. Jak wskazują dane GUS, w 2015 roku zdecydowana większość gospodarstw rolnych (94,5 proc.) przy prowadzeniu działalności rolniczej korzystało ze środków własnych, zaś nieco ponad 69 proc. ze środków unijnych, z czego płatności bezpośrednie stanowiły źródło dochodu dla 60,5 proc.

– Komisja Europejska zmienia systemy dotacji, tak by finansowanie było dostępne w szerszym zakresie. W tym celu łagodzi wcześniej obowiązujące restrykcje dotyczące niektórych instrumentów. Chodzi o to, by rolnicy ubiegający się o kredyty lub gwarancje mieli do nich łatwiejszy dostęp, by mogli się łatwiej zakwalifikować do tych programów – przekonuje ekspert.

Wśród ogółu gospodarstw w Polsce blisko 15 proc. korzystało z kredytów, w tym niecałe 10 proc. z kredytów preferencyjnych dla rolnictwa. Główną rolę w kredytowaniu rolnictwa w Polsce pełnią banki spółdzielcze. Problemem jest finansowanie gospodarstw rolnych przez banki komercyjne. Pomóc w tym może wprowadzenie gwarancji dla sektora bankowego.

– Jako Europejski Fundusz Inwestycyjny zapewniamy bankom gwarancje, tak by mogły podjąć ryzyko kredytowania rolników, przy niskim poziomie zabezpieczeń kredytów i atrakcyjnych dla rolników cenach. Próbujemy więc wprowadzić fundusze strukturalne na rynek, przejmując od banków część ryzyka, ale jednocześnie zmuszając je do ograniczenia poziomu zabezpieczeń – tłumaczy Cottogni.

Jak wskazuje ekspert, banki mogą również uczyć się oceniać ryzyko związane z rolnictwem dzięki europejskiemu programowi doradztwa Fi Compass. Dzięki temu w system gwarancji może włączyć się więcej instytucji bankowych.

– Są fundusze i determinacja polskich władz, by wspomóc rolników. Potrzeba wprowadzić na rynek nowe instrumenty finansowe poza dotacjami, np. gwarancje. To wszystko musi być połączone z innych źródłami finansowania dostępnymi w Europie, jak program COSME, środki w ramach planu Junckera, czyli Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych, czy finansowanie z Europejskiego Banku Inwestycyjnego – podkreśla Hubert Cottogni.

97 proc. przedsiębiorstw analizuje dane dotyczące swoich klientów. To pozwala lepiej dopasować produkt do ich oczekiwań

97 proc. przedsiębiorstw analizuje dane dotyczące swoich klientów. To pozwala lepiej dopasować produkt do ich oczekiwań 6
Rozwiązania z zakresu big data, zwłaszcza oferowane w chmurze, oraz możliwości analityczne związane z przetwarzaniem danych pozwalają obniżyć koszty efektywnego funkcjonowania organizacji m.in. w obszarze sprzedaży detalicznej czy usług finansowych. Eksperci podkreślają, że te innowacyjne rozwiązania pozwalają nie tylko zrozumieć procesy, jakie kierowały klientami przy wyborach towaru, lecz także zaproponować produkty dopasowane do ich oczekiwań i w ten sposób zwiększyć sprzedaż.

– Bardzo dobrym przykładem nowych rozwiązań analitycznych jest wideoanalityka, co więcej to jest taki obszar, który pozwala analizować obrazy chociażby z przestrzeni komercyjnych takich jak sklepy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Chochołek, prezes Integrated Solutions. – Ale nie w celu przekazywania tego obrazu dalej, lecz w celu analizy statystyk, które pozwalają np. lepiej obsługiwać klientów, zniwelować czas obsługi w kolejkach czy lepiej dostosować asortyment, który w takim sklepie jest dostępny, i w lepszy sposób spełnić oczekiwania klientów.

Z badania KPMG „Zrozumieć dane: od wiedzy do wartości” opublikowanego w ubiegłym roku wynika, że 97 proc. organizacji twierdzi, że wykorzystuje już korzyści płynące z analizy danych w pewnych obszarach działalności, a 81 proc. – poprawiło swoje zrozumienie klientów. Jednak tylko 41 proc. skorzystało z tej wiedzy, by stworzyć bardziej dopasowane do ich potrzeb oferty.

– Dzisiaj zanim pójdę do sklepu, zaczynam poszukiwania towaru w internecie, czyli korzystam ze swojej wyszukiwarki internetowej na telefonie – mówi Chochołek. – To znaczy, że ten proces nie wygląda już tak tradycyjnie, czyli że przychodzę do sklepu i wybieram towar. Zaczynam te poszukiwania o wiele wcześniej. Dlatego kluczowe jest, aby dzięki big data i analityce być z klientami w takich mikromomentach, które decydują o tym, czy oni wybierają nasz produkt, czy nie.

Jeszcze bardziej newralgicznym obszarem sprzedaży jest sektor usług finansowych. Dzięki możliwościom, jakie daje analiza danych, nieporównanie tańsze stało się m.in. ochrona danych i pieniędzy klientów, co z kolei dało dostęp do rynku dużo mniejszym, innowacyjnym, lecz mniej zamożnym firmom i wzbogaciło ofertę na rynku w tej branży.

– Na rynku usług finansowych big data daje komfort nowym firmom, start-upom, zwłaszcza z obszaru fintech, ponieważ drastycznie obniża koszty prowadzonych analiz – mówi szef Integrated Solutions. – Technologia, która w poprzedniej epoce była dostępna tylko dzięki wielkim inwestycjom, dzisiaj może zostać skonsumowana w modelu usługowym dużo taniej, szacuje się, że jest nawet dziesięciokrotnie taniej. Więc bariery dostępu do np. analiz antyfraudowych zmniejszyły się drastycznie w porównaniu z tym, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze 10 lat temu.

To przede wszystkim kwestia dostępu do sprzętu i technologii. Możliwość przetwarzania danych w chmurze na wydzierżawionych serwerach w miejsce zakupu własnego drogiego sprzętu i programów do analizy danych powoduje, że dzięki usłudze software as a service (red. oprogramowanie jako usługa) nawet niewielkie firmy są w stanie zaproponować rozwiązania, które są konkurencyjne, a przede wszystkim pozwalają na opłacalne funkcjonowanie na rynku.

– Rynek as-a-service to sposób konsumpcji technologii. Możemy mieć rozwiązanie, które stawiamy w naszej serwerowni: bazy danych, programy analityczne i analityków, których zatrudniamy po to, żeby te analizy dla nas prowadzili. Z drugiej strony mamy taki model, gdzie zamiast budowania tego onside możemy sobie dokupić jako usługę. Sądzę, że te perspektywy są spektakularne, ponieważ szacuje się, że w 2019 roku rynek Europy Środkowo-Wschodniej będzie wart około 4 mld dol. – cały rynek, z czego około 50 proc. to będą usługi świadczone w modelu właśnie as-a-service.

Zagadnienia te będą tematem konferencji BIG DATA: Think Big CEE Congress, która odbędzie się w dniach 22–23 listopada w Warszawie. W tym międzynarodowym spotkaniu udział wezmą m.in. przedstawiciele IBM, Google’a, SAP Polska, MCI Capital, Carrefoura czy Ministerstwa Cyfryzacji.

B. Sawicki (TMS Brokers): Wycena dolara utrzyma się powyżej 4 zł. Euro i frank szwajcarski powinny tracić wobec złotego

B. Sawicki (TMS Brokers): Wycena dolara utrzyma się powyżej 4 zł. Euro i frank szwajcarski powinny tracić wobec złotego 7
Od momentu wyboru Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych złoty wobec dolara stracił na wartości już blisko 5 proc. Zdaniem Bartosza Sawickiego, kierownika departamentu analiz w TMS Brokers, inwestorzy powinni się przyzwyczaić do wyceny przekraczającej 4 zł. Pod koniec roku złoty może natomiast zyskiwać wobec euro i szwajcarskiego franka.

– Polityka Donalda Trumpa, przynajmniej założenia, które do tej pory zostały bardzo jasno przedstawione, oznaczać zapewne będą szybsze tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki i przede wszystkim wyższą inflację – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w firmie TMS Brokers. – Skutkiem tego Fed powinien podnosić stopy procentowe w większym stopniu, niż do tej pory sądzili inwestorzy. W rezultacie bardzo mocny jest amerykański dolar, który zyskuje na wartości właściwie do wszystkich walut, w tym zaliczanych do grupy emerging markets (z ang. rynki wschodzące – red.). Złoty, niestety, jest tym bardzo mocno dotknięty.

Pierwszą reakcją rynków na wybór Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych był znaczący spadek wartości dolara (nawet poniżej 3,8 zł). Inwestorzy jednak szybko uznali, że w wyniku objęcia tego stanowiska przez kandydata partii republikańskiej amerykańska gospodarka powinna zyskiwać. Duże znaczenie miały także, jak precyzuje Bartosz Sawicki, pierwsze wypowiedzi elekta, podczas których podkreślał zupełnie inne punkty swojego programu niż te, które najmocniej eksponował w kampanii wyborczej: potrzebę zwiększenia stymulacji fiskalnej amerykańskiej gospodarki czy też przeprowadzenia szeregu szeroko zakrojonych projektów infrastrukturalnych.

W rezultacie reakcja rynku, która na początku była bardzo negatywna, szybko przerodziła się w entuzjazm. Znaczną przecenę odnotowało złoto. Ale przede wszystkim traciły uważane za mniej bezpieczne waluty krajów należących do rynków wschodzących. Pod koniec ubiegłego tygodnia wycena pary walutowej dolar złoty wyraźnie i z dużym impetem, po sześciu dniach nieprzerwanych wzrostów przekroczyła granicę czterech złotych. Obecnie jej wycena wynosi powyżej 4,1 zł, a wielu analityków prognozuje, że docelowy poziom notowań będzie wyższy niż 4,2 zł, a nawet może osiągnąć tzw. parytet wobec euro. Zdaniem Bartosza Sawickiego inaczej powinny się kształtować notowania złotego wobec europejskiej waluty i franka szwajcarskiego.

– Na rynkach międzynarodowych dolar będzie raczej mocny, nadal będziemy płacić za niego więcej niż 4 zł – uważa Bartosz Sawicki. – Istnieje natomiast spore prawdopodobieństwo, że złoty odrobi część strat do euro i franka szwajcarskiego. Spodziewamy się, że w grudniu szwajcarski bank centralny zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, co powinno osłabić tamtejszą walutę. Szwajcarzy mogą tolerować obecne poziomy kursu euro do franka przez najwyżej kilka tygodni. Utrzymywanie ich dłużej uderza w koniunkturę tego bardzo proeksportowo nastawionego kraju, co w rezultacie musi spotkać się z reakcją władz monetarnych.

Podobne jak wobec wyceny dolara zdaniem analityka TMS Brokers były podstawy entuzjastycznej reakcji na zwycięstwo Donalda Trumpa rynku metali przemysłowych.

– W pozytywny nastrój wprawiło to spółki wydobywcze – zauważa Bartosz Sawicki. – Warto zwrócić uwagę również na zachowanie sektora finansowego. Hillary Clinton była postrzegana jako kandydatka, która chce kontynuować bardzo mocną regulację instytucji finansowych, w tym amerykańskich banków inwestycyjnych. Donald Trump – odwrotnie. Stąd wziął się na przykład kilkunastoprocentowy wzrost akcji Goldman Sachs, który obserwowaliśmy w drugiej połowie ubiegłego tygodnia.

Innowacyjne fabryki zastąpiły montownie sprzętu. AGD z metką „made in Poland” podbija Europę

Innowacyjne fabryki zastąpiły montownie sprzętu. AGD z metką „made in Poland” podbija Europę 8
W ubiegłym roku polskie fabryki wyprodukowały 21,6 mln sztuk tzw. dużego AGD, o 7 proc. więcej niż przed rokiem. Zdecydowana większość produktów, bo aż 90 proc., trafiła za granicę. Od 2009 roku eksport produkowanych w Polsce artykułów gospodarstwa domowego nieprzerwanie rośnie, a marka „made in Poland” zyskuje coraz lepszą opinię za granicą. W ostatnich latach polskie fabryki przeobraziły się z typowych montowni sprzętu w przedsiębiorstwa innowacyjne i kreujące nowe trendy na rynku.

Przeszliśmy bardzo długą drogę od montowni, od prostej produkcji urządzeń, do supernowoczesnych fabryk, które współpracują z ośrodkami badawczymi, z polską nauką, szukając nowych rozwiązań dla konsumentów i dla nowoczesnej produkcji sprzętu AGD – mówi agencji Newseria Biznes Adam Cich, dyrektor generalny Electrolux w Europie Środkowo-Wschodniej, prezes CECED Polska Europejski Związek Pracodawców AGD.

Jak wynika z danych CECED Polska Związku Producentów AGD, działające w Polsce firmy w ubiegłym roku wytworzyły 21,6 mln sztuk tzw. dużego AGD. Największą grupę (6,5 mln) stanowiły pralki. W całym 2015 roku najbardziej dynamicznie wzrastała jednak produkcja suszarek do ubrań (o prawie 24 proc.). To kategoria, która na polskim rynku nie jest jeszcze szczególnie popularna, za to za granicą bije rekordy popularności.

– Sprzęt AGD produkowany w Polsce jest dobrze postrzegany. Już w przeszłości takie marki jak Zelmer, Amica czy Polar pokazały, że produkujemy sprzęt dobrej jakości i zdobyły zaufanie konsumentów – przekonuje Marcin Rosati, prezes zarządu Media Saturn Holding Polska. – Wszystkie kategorie produktów są chętnie kupowane w Europie, ale relatywnie większy udział w tych zakupach mają zmywarki i suszarki.

Na dynamiczny rozwój branży wpłynęło kilka czynników. Wśród nich było innowacyjne know-how, które pojawiło się wraz z inwestycjami dużych globalnych koncernów, oraz wejście na polski rynek zagranicznych sieci handlowych, które narzuciły swoje standardy dystrybucji.

Wytwarzane w Polsce sprzęty AGD są ważnym elementem krajowego koszyka eksportu. Odpowiada za około 2,5 proc. całej sprzedaży zagranicznej kraju. W ubiegłym roku wartość sprzedaży zagranicznej, według danych CECED Polska, wyniosła 4,52 mld euro i była o przeszło 10 proc. wyższa niż rok wcześniej (4,07 mld euro).

Jeżeli metka „made in Poland” będzie towarzyszyć najlepszym markom światowym i jeszcze będziemy potrafili o tym poinformować kupującego, to wówczas ten splendor trochę na nas spłynie. Będziemy postrzegani jako kraj, gdzie najwięksi producenci światowi mają swoje wielkie fabryki, produkują współczesny, nowoczesny, innowacyjny sprzęt. I wtedy możemy na tym bardzo skorzystać – mówi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Przewagą polskiego rynku pozostają dostęp do wykwalifikowanej kadry i niższe koszty pracy. W tym obszarze pojawiają się jednak wyzwania, którym branża musi sprostać, by utrzymać pozycję lidera.

– Chodzi m.in. o elastyczne prawo pracy, które pozwoli nam reagować w odpowiedni sposób na to, co się dzieje na rynku. Kolejna kwestia to poszukiwanie wykwalifikowanych pracowników. To już nie jest tylko branża elektromechaniczna, lecz także elektroniczna. Szukamy specjalistów z dziedziny internetu, z dziedziny connectivity – wymienia Adam Cich.

Jak wynika z raportu CECED Polska, rosnącym problemem branży jest brak wykwalifikowanej kadry. Większość fabryk zlokalizowana jest w miejscach, gdzie poziom bezrobocia jest bardzo niski. Naborów nie ułatwia także pokolenie wchodzące właśnie na rynek pracy, które ma wyższe aspiracje związane z wykształceniem (brakuje osób o wykształceniu średnim technicznym).

– Ważny w branży jest proces kształcenia pracowników – podkreśla Adam Cich. – Dzisiaj mamy kadrę na odpowiednim poziomie. Musimy jednak wykonać duży skok jakościowy. Sektor musi nadążać za innymi branżami.

Kolejne wyzwania to innowacyjność i doskonalenie procesów produkcji, szczególnie w zakresie łączenia automatyzacji z zatrudnianiem personelu. Bardzo istotne stają się także czynniki stymulujące ergonomię stanowisk pracy oraz łączenie działalności z troską o środowisko naturalne. Branża musi też odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na smart urządzenia.

Klienci oczekują, że będą mieć interakcję z urządzeniami, tak jak ze smartfonami. To dla nas w tym momencie największe wyzwanie – mówi Cich. – Lodówki na przykład stają się swego rodzaju centrum zarządzania w domu, wokół nich kręci się życie. Myślę, że trudno nawet sobie wyobrazić, jak daleko ten proces może się posunąć. Jeszcze 10 lat temu nie sądziliśmy, że czeka nas taki szybki, dynamiczny rozwój. Musimy więc trzymać rękę na pulsie i odpowiednio reagować. Dużo może się w tym obszarze wydarzyć.

Z badania TNS Polska dla CECED Polska wynika, że dla konsumentów ważnym czynnikiem przy wyborze sprzętu AGD pozostaje cena, jednak coraz istotniejsze stają się dobra jakość i design. Ponadto kupujący są otwarci na nowinki techniczne i innowacyjne rozwiązania. Z nowoczesnymi technologiami wiąże się jeszcze jedno wyzwanie dla branży. Nowe pokolenie konsumentów znaczniej częściej kupuje przez internet, w sieci szuka też informacji o produktach, a to wymusza na producentach i dystrybutorach zmianę podejścia.

Polscy przedsiębiorcy patrzą na Azję i Afrykę. Oczekują wsparcia od polskiej dyplomacji

Polscy przedsiębiorcy patrzą na Azję i Afrykę. Oczekują wsparcia od polskiej dyplomacji 9
Polskie firmy coraz odważniej radzą sobie na rynkach zagranicznych, nie tylko jako eksporterzy produktów, lecz także jako podmioty zakładające filie, oddziały i sieci dystrybucyjnych. Zdaniem Macieja Grabowskiego, byłego ministra środowiska i wiceministra finansów, a obecnie dyrektora ds. programowych Europejskiego Kongresu Finansowego, ta zmiana jakościowa wymaga większego wysiłku, ale też rodzi większe perspektywy. Konieczne jest jednak wsparcie państwa.

– Do tej pory to rynek europejski był tym głównym kierunkiem ekspansji polskich firm. Z jednej strony można powiedzieć, że eksport przez ostatnie dwadzieścia parę lat zwiększył się dwudziestokrotnie, jest to wielki wysiłek i wielki sukces polskich przedsiębiorstw – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Grabowski, dyrektor ds. programowych Europejskiego Kongresu Finansowego, były minister środowiska.– Natomiast w tej chwili przechodzimy już do nowego etapu, już nie jest czysty eksport, ale wchodzenie kapitałowe, przejmowanie firm, zakładanie nowych firm za granicą, tworzenie sieci dystrybucyjnych za granicą. To jest zdobywanie nowych rynków znacznie trudniejsze, ale też z większymi szansami na sukces w przyszłości.

Tego typu inicjatywy wydają się tym cenniejsze, że klasyczny eksport zaczyna tracić impet na rzecz importu wspieranego przez większe dochody konsumentów. Z poniedziałkowych danych NBP o bilansie płatniczym wynika, że we wrześniu saldo wymiany handlowej Polski było po raz trzeci z rzędu ujemne po 10 miesiącach salda dodatniego. To oznacza, że wymiana handlowa zacznie obciążać wzrost PKB zamiast go wspierać. Widać to po wynikach III kwartału: ze wstępnych danych GUS wynika, że polska gospodarka urosła w tym czasie jedynie o 2,5 proc. To wyraźnie mniej od oczekiwanych – i tak bardzo skromnych – 2,9 proc.

Jak podkreśla Grabowski, najważniejszy jest fakt, że zarówno po stronie przedsiębiorców, jak i po stronie administracji publicznej, która w tej chwili zaczyna proponować nowe instrumenty wsparcia, jest wola wspólnego działania.

– Przede wszystkim podejście jest takie, żeby polskie firmy miały te same warunki konkurowania na rynkach obcych jak firmy niemieckie, francuskie czy szwedzkie. Tu nie chodzi tylko o zabezpieczenie kredytów kupieckich przy transakcjach eksportowych, lecz także o informacje. Informacja dotycząca innych rynków jest cały czas uważana przez przedsiębiorców za niewystarczającą – podkreśla Grabowski. – Chodzi o wykształcenie w naszych placówkach dyplomatycznych przekonania, że to przedsiębiorca jest tak naprawdę najważniejszym ambasadorem Polski i że trzeba współpracować z tym przedsiębiorcą, ułatwiać mu życie, ułatwiać mu wchodzenie na nowe rynki, bo każdy rynek jest inny.

Obecnie w strukturze polskiego eksportu wciąż dominuje strefa euro, a zwłaszcza Niemcy, które po sierpniu nawet umocniły swój udział do 27,4 proc. Następne w kolejności Czechy sprowadzają zaledwie jedną czwartą tej wartości. W pierwszej dziesiątce nie ma ani jednego kraju pozaeuropejskiego, a spoza Unii jest jeden: Rosja, z którą obroty i tak uległy zmniejszeniu po wprowadzeniu wzajemnych embarg. Ta sytuacja ma się jednak zmienić.

– W tej chwili rzeczywiście widać, że przede wszystkim rynki azjatyckie typu Singapur, Tajlandia, Wietnam, ale też Iran stały się bardzo tutaj wiele razy wymienianym krajem jako kraj, do którego polscy przedsiębiorcy chcą ekspandować w tym kierunku. Czy kraje Zatoki Perskiej jak najbardziej – wskazuje Grabowski. – Myślę, że jakbyśmy się spotkali za 3–4 lata, to byśmy już rozmawiali nie o tych kierunkach, tylko byśmy już mogli mówić o sukcesach polskich przedsiębiorstw na tych rynkach, które wydają się w tej chwili jeszcze dosyć egzotyczne.

Ponad 1,74 mln Polaków nie spłaca swoich zobowiązań. Wartość ich długów to prawie 24 mld zł

Ponad 1,74 mln Polaków nie spłaca swoich zobowiązań. Wartość ich długów to prawie 24 mld zł 10
W ciągu roku w Rejestrze BIG InfoMonitor przybyło blisko pół miliona niesolidnych dłużników. Problem ze spłatą swoich zobowiązań ma już 1,74 mln Polaków. Wartość nieuregulowanych długów wzrosła w tym czasie dwukrotnie – z ponad 11 mld zł do blisko 24 mld zł. Zalegamy z płatnościami firmom telekomunikacyjnym oraz dostawcom internetu, energii i gazu. Zaległości dotyczą też alimentów oraz pożyczek gotówkowych.

 Tegoroczny Dzień bez Długów przypadający 17 listopada świętować będzie o pół miliona osób mniej niż w ubiegłym roku. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że problemy ze spłatą zobowiązania miało w ubiegłym roku 1,25 mln osób, a w tym roku już ponad 1,74 mln osób. To jest wzrost o ponad 40 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Średnie przeterminowane zadłużenie zwiększyło się w ciągu roku o ponad 4 tys. zł – z 9 tys. do 13,4 tys. zł. Łączne zaległości są już warte blisko 24 mld zł, czyli ponad dwa razy więcej niż rok temu.

– Te dane dotyczą niespłaconych rachunków telefonicznych, rachunków za energię i za gaz bądź niezapłaconych alimentów czy pożyczek gotówkowych, w mniejszym stopniu kredytów konsumpcyjnych – wymienia Mariusz Hildebrand.

Wartość długów i liczba dłużników rośnie, mimo że poprawia się sytuacja materialna Polaków. W ciągu ostatniego roku stopa bezrobocia obniżyła się o 1,4 pkt proc., minimalne wynagrodzenie wzrosło, a ceny wciąż notują spadki (deflacja w październiku wyniosła 0,2 proc. rdr.)

Z badania Instytutu ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK na temat sposobów, w jaki Polacy zaciągają długi, wynika, że wielu z nas zapożycza się spontanicznie, bez przygotowanego planu finansowego. Szczególnie dotyczy to młodych konsumentów.

 Co szósta osoba zaciągająca zobowiązanie decyduje się na taki krok zaledwie w ciągu kilku godzin, często pod wpływem obejrzanej reklamy. Mniej więcej co ósma osoba taką spontaniczną decyzję o zadłużeniu nie ze względu na faktyczne potrzeby lecz reklamę podjęła kilkukrotnie w swoim życiu, a kolejne 15 proc. co najmniej raz – mówi wiceprezes BIG InfoMonitor.

43 proc. badanych podkreśliło, że na podjęcie decyzji o pożyczce potrzebuje od kilku dni do tygodnia, a 15 proc. – nawet ponad miesiąc. Takie kwestie omawiają najczęściej z rodziną lub partnerem (76 proc.). Rzadziej radzą się specjalistów – z usług doradcy finansowego korzysta w takiej sytuacji co piąty ankietowany.

 Z badania wynika, że osoby, które bardzo szybko zaciągają zobowiązania, mają potem częściej problem z ich spłatą – mówi Mariusz Hildebrand. –Przyznało się do tego ponad 20 proc. osób z tej grupy, podczas gdy ogólnie o wielokrotnie powtarzających się kłopotach ze spłatą mówi 10 proc. badanych.

Dwóch na pięciu zadłużonych przyznaje, że zdarza im się opóźnienie w spłacie raty pożyczki lub kredytu. Najczęściej przyczyną jest złe planowanie i kiepska pamięć (odpowiednio 36 proc. i 25 proc.). Na niespodziewane wydatki i zdarzenia losowe wskazuje odpowiednio 20 i 34 proc.

Problemem nas, jako Polaków, jest również to, że nie potrafimy dobrze oceniać własnych zdolności finansowych i dobrze budżetować na co dzień naszych wydatków i przychodów, co w konsekwencji przekłada się na problemy związane z zadłużaniem się – mówi wiceprezes BIG InfoMonitor.

18 proc. badanych przyznało, że większa dyscyplina w domowym budżecie pozwoliłaby im uniknąć zaciągnięcia kredytu lub pożyczki. Większy odsetek rozrzutnych osób jest w grupie wiekowej 18–24 lata (ok. 30 proc.), podczas gdy w starszych pokoleniach jest to między 12 a 23 proc. Młodzi znaczniej częściej popełniają błędy w planowaniu swoich budżetów oraz ulegają zakupowym zachciankom.

OPEC zmniejszy wydobycie?

Amerykańskie indeksy giełdowe powróciły we wtorek do wzrostów. Podobnie jak i dolar amerykański, któremu pomagały dane. Największe zmiany odnotowano jednak na rynku ropy.

Ceny ropy Brent zyskiwały wczoraj na zamknięciu ponad 5%. Tak wyraźne umocnienie zawdzięczamy spekulacjom na temat możliwych cięć w wydobyciu. Oczekuje się, iż OPEC może zgodzić się na ograniczenia. Posiedzenie państw eksporterów ropy będzie miało miejsce 30 listopada. Dolar tymczasem zyskiwał dzięki lepszym danym z amerykańskiej gospodarki. Sprzedaż detaliczna wzrosła w październiku o 0.8%, czyli więcej niż miesiąc wcześniej oraz więcej niż tego oczekiwano.

Nieco inaczej sytuacja wyglądała w Polsce, gdzie odczyt PKB za Q3 na poziomie 2.5% uznany został za rozczarowanie. Dziś kolejna porcja danych z USA. Dowiemy się jak kształtowała się produkcja przemysłowa w październiku. Opublikowane zostaną też dane dotyczące zapasów paliw. To natomiast będą istotne informacje w kontekście wspomnianego posiedzenia OPEC oraz możliwej redukcji wydobycia ropy.

usoil16112016r

Od strony technicznej ceny ropy nadal znajdują się w konsolidacji. Rynek porusza się w górnej połowie dużego kanału wzrostowego(choć o niewielkim nachyleniu). Najbliższą barierą będą okolice poziomu 48$(WTI). Jeśli nie uda się jej pokonać, może pojawić się pokusa wyprzedaży. Wtedy istotnym wsparciem byłby dopiero poziom 41$. O zmianie charakteru rynku na wzrostowy można mówić dopiero po pokonaniu pułapu 53$.

Sylwester Majewski, Forex-Desk

Wbrew powszechnej opinii, warzywa i owoce sprzedawane na bazarach nie są zdrowsze, niż te dostępne w sklepach

Zdaniem eksperta, warzywa i owoce oferowane zarówno w markecie, jak i na targowisku mogą mieć podobną jakość. Ale, gdy temperatura powietrza spada poniżej zera, lepiej kupować je w sklepie. Przechowywane na dworze, przemarzają i szybko się psują. Wówczas tworzą się w nich rakotwórcze toksyny, których oznaką są plamki.

Przy podejmowaniu codziennych decyzji zakupowych, konsument powinien zwracać największą uwagę na jakość warzyw i owoców, bez względu na miejsce ich zakupu. Jak zauważa dietetyk Aneta Łańcuchowska, należy je dokładnie oglądać, a przede wszystkim wąchać. W ten sposób, klient najlepiej zbada faktyczną świeżość naturalnej żywności. Wówczas charakterystyczna woń stęchlizny, może odwieść go od wyboru szkodliwego dla zdrowia pokarmu.

– Oczywiście wszystkie kupowane przez nas owoce i warzywa muszą być świeże. Czasami wybieramy je, mimo drobnych plamek na skórce. Tymczasem one sugerują, że wewnątrz rozpoczął się już proces gnicia, w trakcie którego powstają rakotwórcze toksyny. Nawet, jeśli odkroimy uszkodzoną część jabłka czy gruszki, to szkodliwe substancje nadal będą obecne w pozostałej części spożywanego przez nas pokarmu. Wyjątek stanowią banany. W ich przypadku ciemniejsza skórka oznacza, że owoce są dojrzałe – mówi serwisowi agencyjnemu MondayNews, Aneta Łańcuchowska z Poradni Dietetycznej hälsa”.

Ekspert zwraca również uwagę na to, że kupowane przez nas owoce nie powinny wyglądać sztucznie i nadmiernie błyszczeć. Taki efekt producenci uzyskują poprzez dodatkowe woskowanie, czyli chemiczne zabezpieczanie ich przed psuciem się. Temu zabiegowi poddawane są np. jabłka, dostępne zarówno w sklepach, jak i na bazarach. Jak podkreśla Aneta Łańcuchowska, sprzedawcy w marketach i na targowiskach często korzystają z usług tych samych dostawców, dlatego jakość oferowanych przez nich towarów jest zwykle zbliżona.

– Wybór miejsca zakupu powinien być uzależniony od pogody. Jeżeli temperatura na dworze spada poniżej zera, to warzywa i owoce ulegają przemrożeniu, a wtedy bardzo szybko się psują. Wówczas najlepiej kupować je w sklepach. To dotyczy szczególnie pomidorów, które powinny być przechowywane w cieple, powyżej 5 stopni Celsjusza. Z kolei upał, który w naszym kraju panuje od czerwca do sierpnia, nie szkodzi jarzynom trzymanym na dworze. Ważne jest tylko, aby nie były wystawiane bezpośrednio na słońce i miały zapewniony stały dostęp powietrza – wyjaśnia Aneta Łańcuchowska.

Wybierając warzywa i owoce sprzedawane na zewnątrz, należy zwrócić szczególną uwagę na odległość ulicy od konkretnego stoiska. To ważne, gdyż na pożywieniu eksponowanym blisko jezdni przez kilka godzin, a czasem też dni, osadzają się spaliny samochodowe, a wraz z nimi metale ciężkie. Zdaniem specjalisty, bazary, które są oddzielone od jezdni murami i chodnikami, należy traktować jako bezpieczne miejsca zakupów. Jednak tuż przy szosie bardzo często, nielegalnie, ustawiają się pojedyncze stragany. Takie punkty sprzedaży należy zdecydowanie omijać.

Słabe dane z gospodarki obniżają nadzieje na wzrost wynagrodzeń

Wzrost gospodarczy jest najniższy od 3 lat. W III kwartale PKB wzrósł, ale poniżej oczekiwań, czyli wyniki za 2016 r. będą gorsze od rządowych oczekiwań. Przyczyny należy szukać w spadku inwestycji przedsiębiorstw, a to będzie miało wpływ pogorszenie tempa wzrostu wynagrodzeń.
Osłabienie inwestycji dotyczy nie tylko firm prywatnych, ale także tych kontrolowanych przez Skarb Państwa. – Przedsiębiorstwa te zmniejszyły inwestycje o 5 mld zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. – Jeżeli teraz maleją inwestycje firm, to w przyszłości trudno będzie utrzymać dotychczasowy wzrost wynagrodzeń.

Pierwsze osiągnięcie Donalda Trumpa

Analizę tego kto zyskał, a kto stracił na zwycięstwie Donalda Trumpa przeprowadzić można na wielu płaszczyznach. Od wielu banki centralne prowadziły dziwną politykę, której celem było ratowanie koniunktury, teraz czeka nas normalizacja? – To co udało się już Trumpowi, to uruchomienie dochodowości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Ogonek z XTB. Więcej w materiale wideo.

Potencjalna bańka spekulacyjna na notowaniach metali przemysłowych

Uwagę inwestorów przykuwały notowania złota, chodziło oczywiście o wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych. Powoli zbliżamy się do decyzji Fed w sprawie stóp procentowych, co może mieć spore znaczenie dla poziomu cen surowców. Czego na rynku surowcowym można się spodziewać? Które wydarzenia będą miały kluczowe znaczenie? Więcej w materiale wideo.

Ostre hamowanie polskiej gospodarki

Dane o PKB za III kwartał tego roku, to prawdziwy sygnał alarmowy. Na początku roku mówiliśmy nawet o tym, że nasza gospodarka urośnie w tempie 3,5 proc. Miało być dobrze, tymczasem nie jest. – Polacy mają w kieszeniach trochę więcej pieniędzy, był też transfer środków przez program 500 Plus. Pytanie dotyczy spadku poziomu inwestycji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Co stoi za gorszymi wynikami naszej gospodarki i jak możemy je tłumaczyć Więcej w materiale wideo.

Spowolnienie gospodarcze Polski i Niemiec nie pozwala na odreagowanie spadków na złotym

W dniu dzisiejszym poznaliśmy dane odnośnie polskiego PKB za III kwartał, które negatywnie zaskoczyło analityków. Odczyt na poziomie 0,2 proc. kwartał do kwartału jest znacznie poniżej oczekiwań analityków, którzy spodziewali się 0,9 proc. wzrostu. To samo z odczytem rok do roku, który wyniósł jedynie 2,5 proc. wobec oczekiwanego 2,9 proc. wzrostu. Za spowolnienie odpowiedzialny jest przede wszystkim spadek inwestycji, którego nie jest w stanie zrekompensować wzrost konsumpcji, wsparty przez rządowy program prorodzinny „500+”. Poza tym, wciąż mamy w kraju deflację, gdyż inflacja bazowa nieuwzgledniająca cen żywności i energii, wyniosła w październiku -0,2 proc. rok do roku.

Spowolnienie gospodarcze wraz z utrzymująca się deflacją nie stanowią dobrego podłoża dla wzrostu kursu złotego, dlatego handluje on blisko wczorajszych minimów.  Para EURPLN handluje w pobliżu poziomu 4,43, para USDPLN w pobliżu poziomu 4,13 a para CHFPLN w pobliżu poziomu 4,12. Również indeks największych polskich spółek WIG 20, po początkowym wzroście, traci obecnie 0,2 proc. zbliżając się do psychologicznego poziomu 1750 punktów.

U naszego zachodniego sąsiada wzrost gospodarczy w III kwartale również rozczarował analityków. Gospodarka niemiecka urosła jedynie o 0,2 proc. kwartał do kwartału i 1,5 proc. rok do roku. Jest to najwolniejsze tempo wzrostu od roku. Natomiast spowolnienie może mieć jedynie wakacyjny charakter, gdyż ostatnie dane wskazują na przyspieszenie wzrostu gospodarczego w tej największej, europejskiej gospodarce. Opublikowany o godzinie 11 raport niemieckiego instytutu ZEW pokazał mocniejsze od oczekiwań zaufanie inwestycyjne.  Na pewno dane z Niemiec nie wsparły euro, które handluje nieco powyżej osiągniętego wczoraj 1-rocznego minimum na poziomie 1,0710. Niemiecki indeks DAX również handluje w pobliżu neutralnego poziomu 10700 punktów.

Odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii także jest rozczarowujący dla analityków. Inflacja CPI w październiku wyniosła 0,9 proc. w ujęciu rocznym, czyli poniżej oczekiwanego 1,1 proc. odczytu. Natomiast w ujęciu miesiąc do miesiąca wykazała jedynie 0,1 proc. wzrost wobec oczekiwanych 0,3 proc. Funt traci na tych danych. Para GBPUSD handluje 0,7 proc., niżej niż wczoraj w pobliżu poziomu 1,2410. Para EURGBP zyskuje 0,8 proc. handlując w pobliżu poziomu 0,8660.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Eksporterzy potrzebują wsparcia od państwa i zwiększenia oferty ubezpieczeniowej KUKE

Państwo deklaruje swoją pomoc eksporterom, a wsparcie jest potrzebne w ekspansji, zwłaszcza w egzotycznych kierunkach – takich jak rynki afrykańskie, bliskowschodnie czy azjatyckie. By znaleźć się na rynku eksporterów i móc się rozwijać, należy posiadać produkt najwyższej jakości. Musi on być lepszy od oferty z krajów Unii Europejskiej, ze względu na nieznajomość naszych producentów. Wyparcie konkurencji z państw zachodnich UE może nastąpić poprzez atrakcyjną cenę i wysoką jakość.

– Systematycznie co roku rozwijamy nasz eksport i zdobywamy nowe rynki – powiedział agencji eNewsroom Czesław Cieślak, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Kole – Przeszkodą dla nas są zatory finansowe i nieznajomość obcych rynków czy partnerów. Eksport obecnie najczęściej realizowany jest w formie przedpłat, ponieważ brakuje rozwiniętej sieci bankowej, a żadna z firm ubezpieczeniowych nie zabezpiecza jeszcze eksportu na takie egzotyczne rynki, jak głęboka Afryka i bardzo daleka Azja.

Chciałbym znaleźć firmę, która zagwarantuje nam ubezpieczenie eksportu OSM i zmniejszy ryzyko całkowitej utraty produktu w przypadku sprzedaży do egzotycznego państwa i odbiorcy. Jak na razie nikt w Polsce nie jest w stanie zaoferować takiego kredytu ubezpieczeniowego. Musiałby być on atrakcyjny finansowo, nie przekraczając 2-3% wartości produktu. W przeciwnym razie cały zysk zostanie zabrany przez firmę ubezpieczeniową. Są dwie metody rozwiązania tej sytuacji. Pierwszą z nich jest porozumienie dotyczące gwarancji eksportowych pomiędzy Rządem Polskim, a rządem kraju w którym chcemy rozwinąć eksport. Druga metoda jest uzależniona od prężnej działalności firm ubezpieczeniowych – w tym Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych – aby pojawiła się oferta zabezpieczenia eksportu w egzotyczne kierunki – podkreśla Cieślak.

Polsko-rumuńska współpraca na rzecz rozwoju outsourcingu

Rozwój polskiego sektora nowoczesnych usług dla biznesu wiąże się nie tylko z powstawaniem nowych miejsc pracy. Polscy managerowie i eksperci wyrastają na globalnych liderów w dziedzinie outsourcingu. Z doświadczenia Polaków postanowiła zaczerpnąć Rumunia – drugi najbardziej rozwinięty rynek usług outsourcingowych w Europie. Właśnie wystartował OutsourcingPortal Romania będący odpowiednikiem największego polskiego portalu branży outsourcingowej.

Funkcjonujący już od sześciu lat OutsourcingPortal to inicjatywa służąca zarówno przedsiębiorcom, inwestorom krajowym i zagranicznym, miastom, studentom, kadrze pracowniczej, jak również organizacjom z bezpośredniego i pośredniego otoczenia branży outsourcingu. Redakcje OutsourcingPortal w Polsce i Rumunii będą ściśle współpracować celem wymiany wiedzy i doświadczeń w obu krajach.

Outsourcing w Rumunii, podobnie jak w Polsce, to z jednej strony obszar centrów typu BPO, SSC czy ITO, a z drugiej strony to rozległy rynek wewnętrzny. Jesteśmy przekonani, że OutsourcingPortal Romania, będzie w taki sam efektywny sposób wspierał rozwój outsourcingu w Rumunii, tak jak już od sześciu lat robi to jego siostrzana wersja Polsce – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio, wydawca portalu.

Partnerem Pro Progressio po stronie rumuńskiej jest firma NNC Services. Portal będzie pełnił te same funkcje co jego polski pierwowzór: edukację, promocję najlepszych praktyk rynkowych, wsparcie marketingowe dla dostawców usług, wsparcie w promocji wydarzeń branżowych. Podobnie jak w Polsce, dostawcy usług outsourcingowych w Rumunii będą mogli zakładać na stronach portalu biznesowe wizytówki swoich firm, zamieszczać publikacje oraz ogłoszenia o pracę, prowadzić blogi, zamieszczać filmy i galerie zdjęć związane z usługami, produktami i wydarzeniami sektora outsourcingu. Anglojęzyczny Outsourcing Portal International będzie od tej pory w dużej mierze wzmocniony publikacjami dotyczącymi rynku rumuńskiego

OutsourcingPortal Romania wystartował podczas konferencji prasowej 10 listopada 2016 w Bukareszcie. W wydarzeniu udział wzięli Wiktor Doktór (Prezes Pro Progressio), Loredana Niculae (Prezes NNC Services) oraz Valerica Dragomir (Dyrektor ANIS – stowarzyszenia branży IT). Partnerzy i eksperci z Rumunii będą również gośćmi międzynarodowej Gali Outsourcing Stars 2016, która odbędzie się 31 stycznia w Lublinie.

Podwyżka stóp w USA w grudniu, kiedy w Polsce?

Wbrew oczekiwaniom części analityków złoty nie odrobił wczoraj strat z 11 listopada. Dalej rosną szanse na podwyżkę stóp procentowych w USA na grudniowym posiedzeniu. Coraz częściej mówi się o podwyżce stóp w Polsce.

Złoty dalej słaby

Poniedziałkową słabość złotego analitycy tłumaczyli w prosty sposób. Waluta poszła w górę w piątek, podczas gdy na rynku nie było inwestorów z Polski, więc i płynność była niższa. Problem polega na tym, że wczoraj, gdy Ci inwestorzy już się pojawili złoty wcale nie odrobił strat. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze złoty związany jest silnie z euro. Waluta ta jest swoistą przeciwwagą biznesową dla dolara. Wzrost wartości dolara pociąga za sobą osłabienia euro i odwrotnie. W efekcie gdy dolar rośnie w siłę i kapitał inwestycyjny/spekulacyjny ucieka na drugą stronę oceanu, ucieka również z rynków silnie z euro powiązanych. Skoro wczoraj umacniał się dolar, to doszło do osłabienia złotego.

Grudniowa podwyżka stóp procentowych w USA

Wyceny kontraktów na stopę procentową, na podstawie których powstaje wycena prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych na kolejnych posiedzeniach FED, pokazuje dalszy wzrost szans na grudniową podwyżkę stóp. Od wczoraj wzrosły one z 81,1% do 85,8%. To właśnie ten ruch był odpowiedzialny za dalsze umacnianie się dolara względem euro. Dzisiaj od rana następuje korekta wczorajszego ruchu. Dodatkowym dowodem siły amerykańskiej waluty był fakt, że wczoraj po południu zrównała się ona pod względem wartości z frankiem. Kolejne dni pokażą czy dolar naprawdę jest tak wysoko wyceniany przez inwestorów, czy tylko wykorzystali go oni do krótkoterminowej spekulacji po wyborach w USA.

Oczekiwania co do stóp procentowych w Polsce

Po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości analitycy odrzucili scenariusz podwyżki stóp spodziewając się raczej, że dojdzie do obniżki by pobudzić gospodarkę tanim pieniądzem. Jak pokazał ostatni rok do niczego takiego nie doszło. Obecnie analitycy wskazują, że wraz za podwyżkami w USA mogą pójść podwyżki w innych krajach. W rezultacie zasadna będzie również podwyżka stóp procentowych w Polsce. Co oznacza zmiana stóp procentowych? Im wyższe stopy tym bardziej opłacalne dla inwestorów trzymanie środków w danej walucie, gdyż otrzymuje on wyższą stopę zwrotu z inwestycji bezpiecznych. W rezultacie rośnie zainteresowanie daną walutą. Im więcej inwestorzy chcą jej kupić tym bardziej jej cena rośnie.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Do 2040 r. majątek netto Polaków powiększy się do 18 bln zł

Z raportu „Prognoza majątku – jak demografia zmieni aktywa Polaków” przygotowanego przez
PI Research na zlecenie Banku Zachodniego WBK wynika, że w ciągu kilkunastu kolejnych lat nasze społeczeństwo czeka prawdziwa rewolucja majątkowa. Od dziś do 2040 r. wartość netto aktywów Polaków zwiększy się realnie o 70 proc. osiągając poziom 18 bln zł. Średnia wartość brutto majątku polskiej rodziny wzrośnie z 500 tys. zł do 861 tys. zł. Wzbogacimy się dzięki oszczędnościom, ale też w wyniku dziedziczenia.

Będziemy się bogacić

Zgodnie z wnioskami raportu „Prognoza majątku – jak demografia zmieni aktywa Polaków”, od połowy lat 20-tych średnie realne tempo wzrostu majątku pojedynczego gospodarstwa domowego będzie gwałtownie rosło: w latach 20-tych średni roczny wzrost będzie wynosił 8 tys. zł, zaś w latach 30-tych sięgnie 20 tys. zł. Na te wartości wpłynie zmniejszająca się liczba gospodarstw domowych, a także rosnący udział przedsiębiorstw w majątku.

– W ciągu najbliższych dekad zmienią się źródła przyrostu majątku Polaków. Dotychczas głównym źródłem wzrostu były podwyżki cen kupowanych na kredyt nieruchomości. W przyszłości akumulacja majątku będzie oparta w dużo większym stopniu na akumulacji oszczędności i zwrocie z aktywów finansowych. Dodatkowo, kluczowym elementem przyrostu majątku pojedynczego gospodarstwa domowego stanie się dziedziczenie – realna wartość otrzymywanych spadków wzrośnie prawie trzykrotnie z 61 mld zł w tym roku do 167 mld zł w 2040 r. – tłumaczy Adam Czerniak, główny ekonomista PI Research i jeden z twórców raportu.

Majątek w spadku

Kluczowym motorem wzrostu majątku Polaków w najbliższych latach będzie proces dziedziczenia – do 2020 roku Polacy otrzymają w spadkach ok. 67 mld zł. Jak wynika z badania IQS 1/3 Polaków już otrzymała spadek – przede wszystkim były to nieruchomości oraz aktywa finansowe. W ciągu ostatnich 5 lat najczęściej dziedziczyliśmy pieniądze (28 proc.) lub nieruchomości (24 proc.). Respondenci najczęściej decydują się na zatrzymanie majątku. Szacuje się, że w okresie od 2016 do 2020 roku Polacy odziedziczą aktywa o wartości 342 mld zł. 26 proc. badanych spodziewa się, że otrzyma od rodziny spadek lub darowiznę – z czego 30 proc. ocenia ich spodziewaną wartość na kwotę od 100 do 299 tys. zł, a 25 proc. – poniżej 50 tys., zł. Większość respondentów jest zdania, że otrzyma spadek lub darowiznę w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Największy skok nastąpi jednak po 2030 r.

Na znaczeniu zyskają aktywa finansowe

W perspektywie kolejnych dziesięcioleci będzie spadał udział aktywów rzeczowych (głównie nieruchomości) w majątku Polaków. Jednocześnie na znaczeniu będą zyskiwać aktywa finansowe, które będą rosły w tempie 5,8 proc. na rok. Najważniejszą składową majątku finansowego Polaków nadal będą oszczędności. Ich główną formą będą lokaty, których wartość do 2040 roku wzrośnie czterokrotnie.

W szybkim pomnażaniu kapitału obywateli naszego państwa duże znaczenie będzie miał fakt, iż wzrost inwestycji będzie w naszym kraju szybszy, niż na zachodzie Europy. Na tempo wzrostu będzie miała również wpływ rosnąca popularność funduszy inwestycyjnych oraz inwestowanie w produkty oferowane przez banki.

Na łączną wartość spadków złożą się przede wszystkim depozyty – 72 proc. ogółu dziedziczonych aktywów finansowych oraz jednostki uczestnictwa towarzystw inwestycyjnych – 10 proc. Duża część dziedziczonych zasobów rzeczowych zostanie sprzedana i przeznaczona na zakup m.in. produktów inwestycyjnych i akcji. Będą to aktywa, których wartość w majątku Polaków będzie rosła najszybciej. Ich udział w majątku do 2040 roku ulegnie podwojeniu.

Prognoza majątku Polaków pokazuje, że w ciągu nadchodzących lat sytuacja finansowa wielu Polaków zmieni się istotnie, międzypokoleniowy transfer majątku będzie odczuwalny nie tylko na rynku nieruchomości. Coraz więcej osób będzie też inwestować w aktywa finansowe, co stwarza nowe perspektywy dla rozwoju usług doradczych – wyjaśnia Marcin Pawłowski, dyrektor Obszaru Segmentu Klienta Indywidualnego  w Banku Zachodnim WBK

Dziś mamy głównie nieruchomości

Zgodnie z danymi za 2015 r. przeciętna polska rodzina ma majątek netto wynoszący 441 tys. zł, z czego ponad połowę stanowią nieruchomości. Statystycznie, własny lokal posiada ponad trzy czwarte rodzin,
a jego wartość to przeciętnie 372 tys. zł. Duży udział w zasobach stanowią również aktywa finansowe, przede wszystkim depozyty. Co piąte gospodarstwo domowe ma też inną nieruchomość, taką jak działka, domek letniskowy, ziemia rolna lub kolejne mieszkanie.

Jeśli chodzi o finanse – przeciętna wysokość depozytu to 16,2 tys. zł, jednak aż połowa oszczędzających Polaków nie ma odłożonych w banku więcej niż 5 tys. zł. Polacy inwestują w depozyty, akcje, obligacje
i fundusze. Zaskakująco wysoki w ogólnym majątku Polaków jest udział przedsiębiorstw, którego wartość łącznie wyceniana jest na 884 mld zł. To rezultat wysokiej wyceny gospodarstw rolnych, które ze względu na duży udział drożejącej w ostatnich latach ziemi zyskiwały na wartości.

Deloitte: Niepewność gospodarcza i Brexit mają coraz większy wpływ na nastroje dyrektorów finansowych

Dyrektorzy finansowi (CFO) uważają, że polska gospodarka będzie kontynuowała stabilny wzrost, ale widać wśród nich coraz wyraźniejsze oznaki niepokoju. Większość badanych prognozuje, że wzrost PKB w przyszłym roku nie przekroczy 2,5 proc., a prawie dwie trzecie CFO uważa, że obecnie mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności ekonomicznej. Jak wynika z kolejnej edycji międzynarodowego badania firmy doradczej Deloitte „CFO Survey”, w Polsce przyczyny tego pogorszenia nastrojów to obawa o brak dostępności wykwalifikowanych pracowników, wyższe koszty operacyjne oraz niepewność wynikająca ze zmienności prawa gospodarczego. Podobnie jak w innych krajach, aż jedna trzecia CFO obawia się negatywnych skutków Brexitu.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich wcześniejsze prognozy wzrostu PKB dla Polski na rok 2013 (około 1,5 proc PKB), rok 2014 (około 3 proc.) i rok 2015 (około 3 proc.) sprawdziły się. Na rok 2016 CFO wskazują na około 3,0 proc. wzrostu.

Obecna edycja badania, która była przeprowadzona od września do października tego roku, pokazała, że poziom optymizmu netto (różnica osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej i odsetek mówiących o jej pogorszeniu) wśród dyrektorów finansowych w Polsce spada trzecie półrocze z rzędu do najniższego poziomu od 2013 roku (z 40 proc. rok temu do 18 proc. obecnie). Pół roku temu było to 21 proc. „Liczba firm, które wierzą, że ich perspektywy ekonomiczne w roku 2017 będą lepsze niż w roku 2016 jest większa niż tych, którzy myślą odwrotnie. Historycznie spadek optymizmu był prognostykiem obniżenia dynamiki wzrostu PKB, co widać w niższych prognozach wzrostu PKB na rok 2017” – mówi Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Najwyższy poziom optymizmu netto w Europie i Polsce wykazują sektory publiczny, ochrony zdrowia i produkcyjny. Z kolei najniższy poziom notują branże telekomunikacji i mediów, usług finansowych i dóbr konsumpcyjnych.

Zdaniem dyrektorów finansowych w roku 2017 Polska będzie kontynuowała stabilny, lecz wolniejszy wzrost. Aż 58 proc. CFO przewiduje, że nie będzie on większy niż 2,5 proc. To znacznie mniej niż 3,9 proc. wzrostu, który zawarto w założeniach budżetu państwa. 42 proc. respondentów wskazuje na wzrost w przedziale 2,6 – 3,5 proc. Wyniki te pokazują, choć niejednoznacznie, że z perspektywy polskich przedsiębiorstw można oczekiwać wzrostu PKB poniżej 3 proc.

Aż 76 proc. CFO w 2017 roku oczekuje inflacji poniżej 2 proc., a tylko 16 proc. spodziewa się deflacji. Dyrektorzy nie zakładają więc powstania impulsu inflacyjnego, który mógłby być efektem programu 500+ lub wdrożenia innych obietnic nowego rządu. Dyrektorzy finansowi (prawie 73 proc.) przewidują również stabilny nieco słabszy kurs walutowy (4,1-4,4 PLN/ EUR) i spadek bezrobocia (48 proc.). W Polsce i w Europie jedynie w branży energetyki i górnictwa oraz sektorze finansowym spodziewane jest zmniejszenie zatrudnienia.

Poziom niepewności ekonomicznej w Polsce w roku 2016 zwiększył się, wracając do poziomu z lat 2012-2013. Aż 64 proc. dyrektorów finansowych uważa, że mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności. Zaledwie według 28 proc. jest on standardowy. Najniższy poziom niepewności notują sektory administracji publicznej i budownictwa. Za to szczególnie wysoki poziom odnotowywany jest w sektorach usług biznesowych, energetyki i dóbr konsumpcyjnych. Również CFO z Europy Zachodniej odczuwają wysoki poziom niepewności – tam zdecydowana większość (67 proc.) CFO uważa, że obecnie niepewność jest większa niż przeciętnie. Najwyższy odsetek widoczny jest w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie aż 88 proc. dyrektorów uważa obecny poziom niepewności za wysoki. Z kolei w Finlandii taką opinię wyraża jedynie 36 proc. CFO. „W Polsce przyczyny tej niepewności są inne niż w pozostałych krajach unijnych. Polscy CFO obawiają się braku wykwalifikowanych pracowników, na które wskazuje 34 proc. ankietowanych i wzrostu kosztów operacyjnych, które wymieniło 31 proc. badanych. Przedsiębiorcy podnoszą również wysokie ryzyko zmiennego prawa gospodarczego i podatkowego, które dla 30 proc. stanowi większe zagrożenie niż ryzyka rynkowe spadku popytu czy presja cenowa” – wymienia Krzysztof Pniewski. Jednocześnie mimo utrzymującego się wysokiego poziomu niepewności ekonomicznej badanie Deloitte pokazało, że w Polsce skłonność do podejmowania dodatkowego ryzyka i inwestycji nieznacznie zaczęło rosnąć. W ciągu pół roku wzrosła ona z 22 do 28 proc.

Rośnie liczba przedsiębiorstw, które planują wzrost przychodów w 2017 roku (83 proc. w porównaniu do 76 proc. w poprzedniej edycji badania). Prawie połowa firm w kraju uważa, że poprawią się również jej wyniki rentowności operacyjnej (48 proc.). Jest to poziom identyczny jak pół roku temu, co wskazuje, że istnieje spora część przedsiębiorstw, które systematycznie zwiększają swoją rentowność. Do poziomu 50 proc. z 57 proc. pół roku temu zmalał odsetek ankietowanych, którzy w roku 2017 planują wzrost inwestycji.

Podobnie jak pół roku temu najważniejszym priorytetem dla polskich CFO jest wzrost przychodów. Wskazało na niego 82 proc. ankietowanych, o 10 pp. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Ponad połowa badanych (57 proc.) poszukuje również nowych rynków zbytu. Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym tak istotnie dominują strategie ekspansywne przedsiębiorstw. W większości krajów Europy dominują strategie defensywne, skupione na redukcji kosztów, poprawie przepływów operacyjnych itp.

 

Kredyt bankowy jest nadal zdecydowanie najatrakcyjniejszym źródłem finansowania. Łącznie 66 proc. badanych oceniło tę formę jako atrakcyjną (w tym 17 proc. jako bardzo atrakcyjną). „Jednocześnie systematycznie spada ocena dostępności kredytów, która w ciągu ostatniego roku wróciła do poziomów z roku 2014. Rok temu jako łatwo dostępne kredyty oceniało 62 proc. CFO, obecnie jest to jedynie 33 proc. Jest to związane z szeregiem zmian dotyczących sektora bankowego takich, jak wprowadzony podatek bankowy, przewalutowanie kredytów frankowych oraz upadłości banków spółdzielczych. Te zdarzenia mogą mieć wpływ na zacieśnienie polityki kredytowej banków” – wyjaśnia Krzysztof Pniewski. W opinii CFO finansowanie kapitałem nadal nie stanowi atrakcyjnego źródła finansowania i jest stosowane dosyć rzadko. Na tle ryzyk wynikających z utrudnionego dostępu do finansowania kredytem nieznacznie rośnie atrakcyjność emisji kapitału.

Aż 53 proc. badanych dyrektorów finansowych prognozuje wzrost liczby transakcji M&A w Polsce. Charakter prognozy pozostaje stabilny od dłuższego czasu i oznacza, że rynek fuzji i przejęć będzie się rozwijał powoli.

Ponad połowa przedsiębiorców (53 proc.) nie widzi wpływu Brexitu na polskie przedsiębiorstwa i gospodarkę. Jednak aż ponad jedna trzecia (36 proc.) uważa, że będzie on miał negatywny wpływ na ich działalność. Są to prawdopodobnie eksporterzy, których działalność jest powiązana z Wielką Brytanią. Średnia dla wszystkich badanych krajów wynosi odpowiednio 50 i 37 proc. Największe obawy o negatywne skutki Brexitu mają CFO z Wielkiej Brytanii (65 proc.), Portugalii (52 proc.) oraz z Irlandii i Holandii (48 proc.).

Zdaniem wielu rodzimych CFO Brexit wprowadzi bariery taryfowe i pozataryfowe, które zwiększą koszty obrotu gospodarczego, wydłużą czasy dostaw i wpłyną na zmniejszenie konkurencyjności towarów z Polski. Z kolei 23 proc. CFO uważa, że Brexit wprowadzi również utrudnienia wynikające z innych wymogów obrotu handlowego. Zaledwie 17 proc. CFO jest zdania, że Brexit wprowadzi istotne ograniczenia w zakresie mobilności pracowników.

O badaniu „Deloitte CFO Survey”:

Deloitte CFO Survey to badanie opinii dyrektorów finansowych (CFO) największych firm w Europie. W tej edycji przebadano blisko 1200 osób. Raport Deloitte European CFO Survey przedstawia wyniki badania przeprowadzonego przez firmy członkowskie Deloitte w 17 krajach: Austrii, Belgii, Finlandii, Francji, Niemczech, Irlandii, we Włoszech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rosji, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Turcji i Wielkiej Brytanii.

Rynek magazynowy w niezmiennie doskonałej kondycji

Sektor magazynowy w Polsce wciąż rośnie i nieprzerwanie znajduje się w doskonałej kondycji. W pierwszych trzech kwartałach 2016 roku, na polski rynek dostarczono łącznie 970 000 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, a ponadto w budowie znajduje się kolejne 920 000 mkw. Wysoka aktywność po stronie deweloperów wskazuje, iż rok 2016 będzie prawdopodobnie rekordowy pod względem wielkości nowo wybudowanej powierzchni.

Według najnowszego raportu Poland Industrial Market View – Rynek Przemysłowy i Logistyczny w Polsce po 3 kw. 2016 przygotowanego przez firmę CBRE wynika, że rynek jest w bardzo dobrej kondycji. Pomimo wysokiej aktywności deweloperów, silny popyt powoduje, że dostępność wolnej powierzchni magazynowej jest wciąż ograniczona. Nowo powstała powierzchnia jest szybko wchłaniana przez najemców poszukujących nowych lokalizacji. W pierwszych trzech kwartałach 2016 wynajęto 2,38 miliona mkw. powierzchni magazynowej ( 23% więcej niż w tym samym okresie w 2015 roku).

Jak dotąd Warszawa II wciąż utrzymuje się na pozycji najdynamiczniej rozwijającego się regionu (210 000 mkw. wybudowanej powierzchni w 2016 roku), za nim plasuje się Poznań (170 000 mkw.), Górny Śląsk (160 000 mkw.), oraz Polska Centralna (140 000 mkw.). Niemniej jednak coraz większym zainteresowaniem cieszą się nowe lokalizacje takie jak Szczecin, Bydgoszcz, Toruń oraz Zielona Góra. W regionie szczecińskim powstaje obecnie największy w tym roku projekt Goodman BTS Zalando o powierzchni 130 000 mkw.

„Rynek powierzchni magazynowych w Polsce nieustannie ewoluuje. W jego co raz większą rolę odgrywa branża e-commerce, skutkująca we wzroście udziału e-firm w rynku wynajmu powierzchni magazynowych. Uwzględniając coraz większą liczbę produktów w sieci, przypuszczamy, iż popyt na powierzchnie magazynowe dedykowane branży e-commerce będzie stale rósł. Obserwowane obecnie preferencje podmiotów branży intensyfikują zatem inwestycje typu ‘built-to-suit’ (BTS), które są dedykowane pod potrzeby konkretnych klientów. Inwestycja Goodman BTS na rzecz sklepu internetowego Zalando jest doskonałym tego przykładem.” skomentował Aleksander Kuźniewski, Associate Director, Dział Wynajmu Powierzchni Przemysłowo – Logistycznych, CBRE.

Czynsze umowne pozostają na stałym poziomie, nie ukazując istotnych zmian w odniesieniu do poprzednich kwartałów. Obecnie najbardziej atrakcyjne powierzchnie przemysłowe i logistyczne wynajmowane są za około 2,40-3,90 EUR/mkw./m-c. Warszawa wciąż pozostaje najdroższą lokalizacją, ze stawkami czynszowymi na poziomie 4,00-5,50 EUR/mkw./m-c. Zauważalna jest coraz większa różnica między stawkami czynszów umownych i efektywnych.

Pragma Inkaso po 3 kwartałach 2016 r.

11 listopada 2016 r. Pragma Inkaso SA opublikowała dane finansowe za trzy kwartały. Spółka pokazuje rosnące wyniki i zapewnia o podtrzymaniu strategii rozwoju.

Skonsolidowane przychody netto wyniosły 9.528 tys. zł i wzrosły o 8% w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Największy udział w przychodach (57%) ma usługa faktoringu realizowana przez spółkę Emitenta Pragma Faktoring SA. W tym zakresie przychody skoczyły o 17% pobijając dotychczasowy rekord i po raz pierwszy przekroczyły 5 mln zł w kwartale, a portfel jej należności osiągnął również historycznie najwyższy poziom 102 mln zł.

Widoczny wzrost można zauważyć też w zakresie przychodów z tytułu zarządzania funduszami sekurytyzacyjnymi (windykacja portfeli wierzytelności bankowych o charakterze biznesowym). Tu Spółka w III kwartale podwoiła ich wartość do poziomu 1.226 tys. zł. Na koniec września br. Pragma Inkaso zarządzała łącznie w funduszach portfelami wierzytelności o wartości nominalnej przekraczającej kwotę 1,3 mld zł.

„Faktoring oraz serwisowanie NPL (non-performing loans) to obszary dynamicznego wzrostu w ramach Grupy Pragma. Realizacja naszej strategii rozwoju od kilku lat przynosi satysfakcjonujące efekty i wciąż jest aktualna. Jako Zarząd – obserwując ciągły wzrost sprzedaży w prawie wszystkich liniach biznesowych – skupiamy się na zapewnieniu kapitału, który umożliwi kolejne wzrosty wyników i wartości Spółki.” – podsumowuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA.

Spółka spodziewa się wysokich wolumenów kontraktacji NPL w IV kwartale, co w efekcie na koniec roku ma dać wynik w tym zakresie 2,5-krotnie wyższy niż w 2015 r. To natomiast przełoży się na kolejny skok przychodów Pragma Inkaso z tytułu serwisowania tych portfeli.

W III kwartale wzrost przychodów Spółka odnotowała także w zakresie tradycyjnie świadczonej przez nią usługi windykacji na zlecenie wierzytelności poza pakietowych. W ramach spółki zależnej od III kwartału rozwija także swój nowy produkt leasing w e-commerce.

Zarząd podkreśla dobrą sytuację finansową Spółki. Portfel wierzytelności rotuje przeszło cztery razy w roku, generując w trakcie trzech kwartałów br. 416 mln zł wpłat gotówkowych. Dług finansowy netto wynosi 182 % kapitału własnego, a większość zobowiązań finansowych ma charakter długoterminowy.

„Zadłużenie finansowe jest na niskim poziomie. Zawsze podkreślam, szczególnie biorąc pod uwagę poziom rotacji portfela i fakt, że przeważająca część portfela Grupy to wierzytelności faktoringowe, że poziom bezpiecznej dźwigni finansowej w tym segmencie jest wielokrotnie wyższy niż w obszarze portfeli NPL, przez pryzmat którego czasami bywa oceniana Grupa” – tłumaczy Tomasz Boduszek.

Kupiec S.A. zwiększa zyski i przychody w segmencie spedycji

Kupiec S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, działająca w branży transportu i spedycji, zakończyła 3 kw. 2016 r. wysokim wzrostem przychodów i zysków w segmencie spedycji. Emitent osiągnął w tym okresie przychody netto ze sprzedaży w wysokości 9.173 tys. zł oraz zysk z działalności operacyjnej na poziomie ponad 267 tys. zł.

W analogicznym kwartale 2015 r. Spółka zanotowała przychody netto ze sprzedaży na poziomie 7.777 tys. zł, a zysk z działalności operacyjnej w segmencie TSL wyniósł 107 tys. zł. Wysoki wzrost osiągniętych wyników finansowych w tym obszarze biznesowym wynikał z utrzymania wysokiego poziomu obrotów oraz zwiększenia marży z działalności spedycyjnej w sierpniu i wrześniu 2016 r. Zarząd Kupiec S.A. realizuje obecnie działania związane ze zwiększeniem wydajności oraz efektywności swoich oddziałów w Tarnowie, Kielcach i Katowicach. Nadrzędnym celem dla Emitenta pozostaje miesięczne wypracowywanie przynajmniej 3,2 mln zł przychodów netto ze sprzedaży na zadowalającym poziomie marży. Zysk netto Spółki w 3 kw. 2016 r. wyniósł blisko 180 tys. zł.

„Polityka systematycznego zwiększania obrotów jest w Spółce głównym celem od kilkunastu kwartałów. Trzeba także podkreślić, że jest ona skutecznie realizowanym planem, a nie tylko obietnicą bez pokrycia. Jeszcze w latach 2010-2013 nasze kwartalne obroty oscylowały w okolicach 3 mln zł. W 2014 r. poziom ten wzrósł do 6 mln zł, a w 2015 r. do 7 mln zł. Ostatnie dwa kwartały 2016 r. to już solidne 9 mln zł. Jak już kilkukrotnie wspominałem naszym celem do 2018 roku jest osiągniecie 50 mln zł obrotów rocznie, czyli 12,5 mln zł na kwartał i będziemy dokładali wszelkich starań, aby plan ten został zrealizowany.” – komentuje Leszek Wróblewski, Prezes Zarządu Spółki Kupiec S.A.

W październiku br. Spółka sfinalizowała transakcję zakupu biurowca zlokalizowanego w Tarnowie za kwotę 5,38 mln zł. Jego łączna powierzchnia użytkowa wynosi 2.913,50 m2. Powierzchnie biurowe w małej części czterokondygnacyjnego biurowca będą wykorzystywane przez Emitenta na własne potrzeby. Z kolei pozostałe biura będą oferowane do wynajęcia na wolnym rynku. W lipcu 2016 r. Kupiec S.A. podpisał warunkową umowę najmu wydzielonej części pomieszczeń o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej ponad 1.900 m2, która w wyniku adaptacji zostanie zmniejszona do ok. 550 m2 w terminie do 24 miesięcy. Warto także dodać, że nabyty przez Spółkę biurowiec jest zlokalizowany w bardzo rozpoznawalnym miejscu w Tarnowie, dobrze skomunikowanym z autostradą A4 oraz posiada wszelkie udogodnienia wymagane w nowoczesnych powierzchniach biurowych. Jest to już druga nieruchomości Emitenta, bowiem posiada on również działkę o pow. ponad 1,3 ha, dzięki której jest w stanie uzyskiwać niskie koszty finansowania.

„Pod koniec października br. wystawiliśmy pierwszą fakturę za wynajem powierzchni biurowej w nabytym biurowcu. Dlatego też dopiero w 4 kw. 2016 r. można spodziewać się wpływu tej inwestycji na wyniki finansowe Spółki. Spodziewam się, że z tej inwestycji będziemy wypracowywali zysk już od samego początku i mam nadzieję, że będzie on porównywalny do zysków generowanych w segmencie spedycji.” – podsumowuje Prezes Wróblewski.

Kupiec S.A. wypłacił w tym roku swoim Akcjonariuszom dywidendę w wysokości 0,06 zł na akcję z zysku wypracowanego w 2015 r. Rok temu wysokość dywidendy Spółki wyniosła 0,01 zł na akcję. Coroczne dzielenie się osiąganym zyskiem z Akcjonariuszami stanowi jeden z elementów przyjętej Strategii Rozwoju Emitenta.

Kupiec S.A. został również zakwalifikowany do segmentu rynku NewConnect – NC Focus. W jego skład wchodzi aktualnie 90 spółek z alternatywnego rynku, które spełniają najbardziej rygorystyczne kryteria jakościowe związane przede wszystkim z ich kondycją finansową oraz sposobem wypełniania przez nie obowiązków informacyjnych.

Kupiec S.A. wypracował w 2015 r. rekordowy zysk netto w wysokości 5,37 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających blisko 29,1 mln zł. Spółka jest także głównym akcjonariuszem podmiotu notowanego na rynku NewConnect – BVT S.A. – i posiada akcje stanowiące 42,90% udziału w jego kapitale zakładowym oraz 44,37% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA.

Grupa Impel po 3 kwartałach 2016 r.

Grupa Impel wypracowała przez dziewięć miesięcy 2016 roku ponad 1,5 mld zł przychodów. Największy polski dostawca usług outsourcingowych zwiększa przychody po trzech kwartałach o 12,5% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Skonsolidowane przychody Grupy Impel po trzech kwartałach 2016 r. wyniosły 1 504,8 mln zł, w ujęciu rocznym dynamika wzrostu przekroczyła 12%. Skonsolidowany zysk operacyjny po dziewięciu miesiącach zamknął się kwotą 35,1 mln zł (-12,7%), a zysk netto (przypisany akcjonariuszom podmiotu dominującego) osiągnął poziom 21,6 mln zł (-6,5%). Trzeci kwartał przyniósł najwyższą w historii sprzedaż na poziomie 527,7 mln zł, i jednocześnie słabsze wyniki z działalności operacyjnej, które są konsekwencją kolejnych zmian otoczenia prawnego – wprowadzanych ustawą o płacy minimalnej, ogłoszonych w lipcu 2016, a wchodzących w życie w styczniu 2017 roku.

Od dnia ogłoszenia zmian Grupa Impel koncentruje się na dostosowaniu cen usług do zwiększanych kosztów pracy po stronie pracodawcy. Analogiczną sytuację odnotowano w poprzednim roku – wzrost stawek ZUS wynikający z objęcia umów zleceń obowiązkowymi składkami ZUS do wysokości minimalnej płacy ogłoszony we wrześniu 2015 roku, a wprowadzony od stycznia 2016 roku również osłabił wyniki Q4 2015 i Q1 2016 – poprzez utratę części sprzedaży. Jednak konsekwentna polityka zwiększania stawek w procesie waloryzacji przyniosła w efekcie sukces w postaci dobrych wyników w Q2 2016 roku.

Zarząd spodziewa się, że i tym razem zdecydowana postawa wobec waloryzacji stawek pozwoli osiągać dobre wyniki już w Q2 2017 roku. Tym razem na zmianę legislacyjną nakłada się szybki wzrost popytu na rynku pracy, co jeszcze bardziej umacnia Grupę Impel w konsekwencji waloryzacyjnej. Wprowadzanie minimalnych stawek godzinowych (wynagrodzenie godzinowe na umowach zleceniach od stycznia 2017 wyniesie 13 zł) i wzrost płacy minimalnej (wzrost o 8% w stosunku do roku 2016) to wyzwanie dla drugiego półrocza 2016 i początku 2017 roku.

„Nasze doświadczenie, wynikające z waloryzacji „ozusowania” całego wynagrodzenia do minimalnej płacy krajowej, upoważnia nas do twierdzenia, że klienci w zdecydowanej większości i tym razem zaakceptują wzrost cen kompensujących wzrost kosztów pracy wykonawców usług. Mając na uwadze politykę rządu zmierzającą do wzrostu wynagrodzeń, determinację organów kontrolnych w zakresie przestrzegania prawa pracy, oraz rosnącą przewagę popytu nad podażą na rynku pracy, wierzymy, że nieuchronny wzrost kosztów pracy, zostanie przyjęty przez rynek również w przypadku ustawowej podwyżki najniższych stawek godzinowych z początkiem stycznia 2017 r. W naszej ocenie, grupa klientów, ale i dostawców którzy wierzą, że można uniknąć podwyżki kosztów pracy będzie ponosić ogromne ryzyko, ponieważ odnotowujemy rosnącą dynamikę oczekiwań płacowych pracowników w realizowanych przez nas branżach.” – podkreśla Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

Ponad 12% wzrost sprzedaży zanotował segment Facility Management, który przez trzy kwartały 2016 r. osiągnął przychody na poziomie 1 373,3 mln zł. Sprzedaż segmentu Business Proces Outsourcing (BPO) po dziewięciu miesiącach wyniosła 131,5 mln zł z dynamiką wzrostu 8%. Konsolidacja usług w obszarze BPO i stworzenie pakietu usług finansowo-księgowych oraz obsługi IT zwiększyła rentowność segmentu do 12%.

„Spółka technologiczno-informatyczna Grupy Impel SI-Consulting z powodzeniem realizuje rozwój nowych narzędzi, programów i aplikacji. W tym roku, w odpowiedzi na systemową zmianę w sferze podatków w Polsce, Si-Consulting stworzyła Kreator JPK – narzędzie pozwalające przygotować Jednolity Plik Kontrolny wykorzystujący dane podmiotu gospodarczego umieszczone na platformie SAP ERP. Zamiana przepisów zobowiązujących firmy do przekazywania w postaci elektronicznej ksiąg podatkowych i dowodów księgowych została bardzo szybko zdiagnozowana przez spółkę, podjęto prace programistyczne i wprowadzono oczekiwany przez rynek produkt. Obecna strategia Impela jest nakierowana na realizację kierunków opartych o automatyzację i elektronizację modelu dostarczania usługi. Przygotowujemy aplikacje, które usprawniają i automatyzują pracę.” – podkreśla Jakub Dzik, wiceprezes Impel S.A., odpowiedzialny za segment BPO.

W tym roku zarząd Grupy Impel przyjął strategię działalności na lata 2016-2018. Nowa strategia określiła trzy obszary koncentracji działalności Grupy Impel Pierwszym jest Facility Management (FM), tj. zintegrowane usługi związane z obsługą nieruchomości, a więc czystości, bezpieczeństwa, techniki obiektowej. Drugim jest BPO & Digital Services, czyli obsługa procesów biznesowych takich jak: usługi IT, obsługa księgowa i kadrowo-płacowa, doradztwo podatkowe, archiwizacja i digitalizacja dokumentów oraz trzeci, który będzie rozwijany to Industrial Services – usługi dedykowane dla branży przemysłowej.

Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.
Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

„Skokowe podniesienie kosztu pracy w Polsce, wprowadzone w krótkim okresie, spowodowało zmianę postrzegania roli dostawcy usług – outsourcera oraz zmusza do redefinicji partnerstwa z klientem. Klienci są coraz bardziej świadomi faktu, że automatyzacja i robotyzacja procesów, pakietyzacja i integracja usług staje się koniecznością. Klienci oczekują rozwiązań dopasowanych do ich wewnętrznych procesów, chcą aby przed wdrożeniem usługi audytować bieżącą rzeczywistość i na nowo określić zakres oraz cechy usługi. Zamierzamy w znacznym stopniu integrować kilka usług dla jednego Klienta; współpraca Klienta z wykonawcą w celu poszukiwania nowych wartości rozpoczyna się już na etapie tworzenia zakresu zamówienia i powinna być kontynuowana w trakcie realizacji usługi w czasie trwania umowy.” – podkreśla Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

Otoczenie prawne, rozwój technologii, automatyzacji, trwające prace nad zwiększeniem wynagrodzeń obywateli, rosnący popyt na pracę, upowszechnianie się usług, wymusiło na branży ogromne zmiany.

Jakub Dzik, wiceprezes Impel S.A., odpowiedzialny za segment BPO
Jakub Dzik, wiceprezes Impel S.A., odpowiedzialny za segment BPO

„Rynek zwiększa zainteresowanie dostawcami usług, którzy oferują digitalizację, automatyzację i wprowadzają innowacyjne rozwiązania. Chcemy taką właśnie strategię realizować. Proponujemy partnerstwo kontraktowe i zapisy umowne dotyczące współpracy przy generowaniu nowych, innowacyjnych rozwiązań w czasie trwania umowy. Zbudowane przewagi rozumiemy nie tylko poprzez pryzmat lepszego wyniku finansowego, ale przede wszystkim podwyższenia wartości dla klienta i dostawcy usługi. Przeczuwamy zbilżającą się, wraz ze wzrostem gospodarczym i naciskiem na wzrost konkurencyjności, rewolucję w zmianie potrzeb klienta, jego podejścia do współpracy, w zakresie rozwiązań, które będzie kupował. Uświadomiona akceptacja rynkowego trendu wzrostu płac przyspiesza zainteresowanie klientów nowym modelem i zakresem kupowanych usług. Najlepsi będą szybko kompensować wzrost kosztów pracy, zwiększać wartość swoich biznesów.” – podkreśla Grzegorz Dzik, prezes zarządu Impel S.A.

Na rynkach spokojniej, niepokój jednak pozostał

Wtorkowy poranek przyniósł zatrzymanie umocnienia dolara, wyprzedaży obligacji i przeceny walut krajów zaliczanych do gospodarek wschodzących, a jednocześnie wzrostowe odreagowanie ostatnich spadków cen złota, srebra i ropy oraz niewielkie zmian na azjatyckich parkietach. O godzinie 07:50 kurs EUR/USD testował poziom 1,0750 dolara, USD/JPY 108,23 jenów, USD/PLN 4,11 zł, a CHF/PLN 4,1220 zł. Uncja złota kosztowała 1226,40 USD, a baryłka ropy Brent 45,08 USD. Japoński indeks Nikkei znajdował się na poziomach zbliżonych do wczorajszego zamknięcia. Podobnie chińskie indeksy.

Na rynkach finansowych w dalszym ciągu trwa proces pozycjonowania się, a w zasadzie oswajania się inwestorów z rzeczywistością po wyborach w USA. Rzeczywistością, według której Donald Trump, razem z republikańską większością w Kongresie, realizuje republikański program, pozbawiony wielu populistycznych akcentów, jakie padały w kampanii wyborczej. Program ukierunkowany przede wszystkim na fiskalne wsparcie amerykańskiej gospodarki i zawierający sporą dawką działań protekcjonistycznych. Zgodnie z dominującym obecnie przeświadczeniem, da to kopa gospodarce, ale też doprowadzi to do wzrostu inflacji, a więc i przyspieszy podwyżek stóp procentowych przez Fed.

Zakładając, że powyższy scenariusz się zrealizuje, to w ostatecznym rozrachunku doprowadzi to spowolnienia na mocno zadłużonych rynkach wschodzących. W gorszym scenariuszu konsekwencją będzie kryzys finansowy na tych rynkach. A w najgorszej opcji kolejny globalny kryzys. Póki co jednak nikt tym się nie przejmuje. Należy jednakże o tym pamiętać i nie dziwić się, że w ostatnich dniach pieniądze uciekają właśnie z rynków wschodzących (w tym z Polski).

Perspektywa fiskalnej stymulacji w USA i wzrostu stóp procentowych wspiera notowania dolara, przekłada się na globalną wyprzedaż obligacji, wspiera nastroje na największych parkietach i powoduje drenaż kapitałów z rynków wschodzących. Te tendencje mogą ulec pogłębieniu w dalszej części miesiąca. W krótkim terminie rośnie prawdopodobieństwo korekty ostatnich silnych zmian na rynkach. I tylko korekty. Jednak nawet do niej konieczne będzie pojawienie się impulsów ją wyzwalających. Można mieć wątpliwości, czy dzisiejszy dzień przyniesie takowe. Szczególnie, że opublikowane rano wstępne szacunki dynamiki niemieckiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za III kwartał rozczarowują. Wzrost spowolnił do 1,5% z 3,1% R/R kwartał wcześniej, podczas gdy oczekiwano odczytu na poziomie 1,8% R/R. To kolejny mały plusik dla dolara.

We wtorek uwaga inwestorów powinny koncentrować się na czterech grupach wydarzeń. Mianowicie danych z USA, Wielkiej Brytanii, państw strefy euro i Polski. To one będą nadawać ton wydarzeniom na rynkach. To one zdecydują, czy nastąpi korekta ostatnich silnych zmian. Czy też zostanie ona odłożona na później.

Październikowe wyniki sprzedaży detalicznej w USA (godz. 14:30; prognoza: 0,6% M/M), listopadowy odczyt indeksu NY  Empire State (godz. 14:30; prognoza: -2,5 pkt.) i wystąpienie Eric Rosesngren będą analizowane głównie pod kątem przyszłych decyzji Fed. Dane lepsze od prognoz będą dodatkowo wzmocnią dolara. Gorsze zaś mogą zostać zignorowane lub w najlepszym razie wykorzystane do korekcyjnego osłabienia dolara. Tylko korekcyjnego.

W kontekście siły europejskiej gospodarki będą analizowane dane z Europy. Rano poznaliśmy wstępny raport nt. dynamiki niemieckiego PKB za III kwartał br. Raport rozczarował, co zwiększa prawdopodobieństwo dłuższego okresu rekordowo niskich stóp. A tym samym dodatkowego zwiększenia dysparytetu stóp na korzyść dolara. W podobnym kontekście będą analizowane dzisiejsze dane o PKB Włoch (godz. 10:00; prognoza: 0,2% K/K), strefy euro (godz. 11:00; prognoza: 0,3% K/K) oraz listopadowy indeks instytutu ZEW (godz. 11:00; prognoza: 8,1 pkt.).

Inflacyjne dane z Wielkiej Brytanii (godz. 14:30) będą zaś stanowić proste odniesienie do polityki Banku Anglii. Dlatego wyższa inflacja, przy niepewności związanej z uruchomieniem procedury BREXIT-u (a właściwie uruchomienia artykułu 50 Traktatu Lizbońskiego), to potwierdzenie dokonanej ostatnio przez BoE korekty w górę prognoz inflacji na lata 2016-2018 i kolejny czynnik wspierający funta. Wprawdzie w dłuższym terminie BREXIT będzie miał negatywne konsekwencje dla brytyjskiej gospodarki, obniżając też notowania tamtejszej waluty, ale w krótkim rynki o tym nie będą pamiętać, skupiając się na bieżących danych.

W Polsce wydarzeniem dnia będzie publikacja wstępnych szacunków dynamiki Produktu Krajowego Brutto (PKB) za III kwartał br. (godz. 10:00; prognoza: 2,9% R/R). Powszechnie się oczekuje, że dane będą gorsze niż w pierwszych dwóch kwartałach roku. Jednak wynik na prognozowanym poziomie 2,9% jeszcze nie jest całkowicie uwzględniony w cenach. Wynik może być nawet gorszy. Dlatego przy utrzymującym się słabym sentymencie do złotego i jeszcze niższych oczekiwaniach co do wyników gospodarki za IV kwartał, takie dane mogą stać się kolejnym podażowym impulsem dla polskiej walut. Nie ostatnim w tym miesiącu. Zakładamy, że jeszcze większym szokiem będą publikowane za tydzień dane o produkcji przemysłowej w Polsce, która w październiku prawdopodobnie spadła poniżej zera.

Dziś też Narodowy Bank Polski opublikuje dane o inflacji bazowej. W październiku oczekuje się odczytu na poziomie -0,3% R/R wobec -0,4% we wrześniu. Nie jest wykluczone, że będzie to nawet -0,2%. Dane te wpiszą się w ogólną tendencję wychodzenia polskiej gospodarki z deflacji. Pierwszą od wielu miesięcy inflację zobaczymy najpóźniej w grudniu, a w styczniu ona przyspieszy. Nie należy jednakże liczyć na duże odbicie inflacji w przyszłym roku. Dlatego też w zestawieniu z rozczarowującymi wynikami nie wykluczamy, że w 2017 roku przetoczy się dyskusja nt. obniżki stóp w Polsce.

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets

Ronson wyniki finansowe za 3 kw. 2016

  • Przychody Grupy Ronson osiągnięte w pierwszych trzech kwartałach 2016 r. wyniosły ponad 202 mln zł, co oznacza wzrost o 25% rok do roku.
    • W okresie od początku roku do końca września br. deweloper przekazał nabywcom 510 lokali, czyli o 13% więcej niż w analogicznym okresie 2015 r., kiedy przekazał klientom 451 lokali.
  • Zysk brutto ze sprzedaży za 9 miesięcy 2016 r. przekroczył 41 mln zł i był o 71% wyższy niż po trzech kwartałach ubiegłego roku.
    • Marża brutto wzrosła do 20,3% wobec 14,8% przed rokiem.
    • Największy udział w wynikach za pierwsze trzy kwartały miały warszawskie projekty ukończone w II kwartale: Moko (I etap) oraz Espresso (II etap).
  • Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wypracowany w ciągu trzech kwartałów br. wyniósł 11,4 mln zł, czyli ponad 6-krotnie więcej niż w analogicznym okresie 2015 r. (1,8 mln zł).
  • W IV kwartale br. Ronson zamierza przekazać klientom rekordową liczbę około 400 lokali, co powinno przełożyć się na bardzo dobre wyniki finansowe w tym okresie.
  • Ponadto, 9 listopada Ronson zawarł z Global City Holdings, jednym ze swoich dwóch głównych akcjonariuszy, warunkową umowę zakładającą m.in. sprzedaż projektu Nova Królikarnia znacznie powyżej wartości księgowej tego projektu. Ewentualne sfinalizowanie umowy do końca roku pozwoli Spółce zrealizować dodatkowy zysk przed opodatkowaniem w wysokości około 45 mln zł, czyli około 36,6 mln zł zysku netto.

– Zgodnie z oczekiwaniami, w tym roku notujemy wyraźny wzrost wyników finansowych w porównaniu z 2015 r., co wynika głównie z większej liczby i powierzchni mieszkań przekazywanych klientom, jak i nieco wyższej średniej ceny przekazywanych lokali. Na wyniki za 9 miesięcy 2016 r. pracowały głównie nasze dwie warszawskie inwestycje ukończone w II kwartale, czyli bardzo rentowny projekt Moko, gdzie w I etapie do końca września przekazaliśmy klientom łącznie 147 lokali oraz Espresso, gdzie w ramach II etapu wydaliśmy klientom klucze do 138 lokali. W III kwartale ponadto ukończyliśmy i rozpoczęliśmy przekazywanie mieszkań w II etapie osiedla Panoramika w Szczecinie (67 przekazanych lokali) oraz w I etapie projektu Kamienica Jeżyce w Poznaniu (8 lokali) – powiedział Tomasz Łapiński, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Europe.

Dobre perspektywy na IV kwartał

W IV kwartale br. Ronson planuje zakończyć realizację trzech inwestycji: II etapu osiedla Moko, III etapu Espresso oraz II etapu Kamienicy Jeżyce obejmujących łącznie 473 lokali, z czego 362 były już sprzedane na koniec trzeciego kwartału br. Mimo że większość lokali wybudowanych w ramach III etapu Espresso oraz II etapu Kamienice Jeżyce zostanie przekazanych klientom prawdopodobnie dopiero na początku przeszłego roku, IV kwartał tego roku i tak zapowiada się rekordowo pod względem liczby lokali przekazywanych klientom. Bazą do tego będzie m.in. 328 lokali w już ukończonych projektach, z których 182 zostały sprzedane do końca września, oraz lokale we wspomnianych trzech inwestycjach, których budowa zakończy się jeszcze w tym roku.

– Łącznie w IV kwartale mamy szansę przekazać klientom około 400 lokali, a w całym 2016 roku ponad 900 lokali. Dla porównania, w dotychczas rekordowym 2015 roku przekazaliśmy klientom klucze do niespełna 700 lokali – wskazał Tomasz Łapiński.

Szansa na dodatkowy natychmiastowy zysk

Pod względem wyników finansowych IV kwartał tego roku może być bardzo udany dla Spółki również z innego powodu. 9 listopada br. Ronson Europe zawarł bowiem z Global City Holdings (GCH), jednym ze swoich dwóch głównych akcjonariuszy, warunkową umowę, która umożliwi wyjście GCH z akcjonariatu Spółki w uporządkowany sposób. Zawarta umowa przewiduje, że Ronson odkupi od GCH w celu umorzenia pakiet blisko 40% akcji własnych. W zamian sprzeda na rzecz GCH warszawski projekt Nova Królikarnia. Uzgodniona cena sprzedaży znacznie przewyższa wartość bilansową tego projektu w księgach Ronson Europe, w związku z czym po rozliczeniu transakcji i uwzględnieniu związanych z nią kosztów Spółka zrealizuje około 45 mln zł zysku przed opodatkowaniem, tj. około 36,6 mln zł zysku netto.

Intencją stron jest sfinalizowanie transakcji przed końcem roku. Zawarta umowa jest przy tym umową warunkową, a jej finalizacja zależy m.in. od uzyskania odpowiednich zgód walnego zgromadzenia. Walne zgromadzenie, podczas którego mają zapaść stosowne decyzje, odbędzie się 22 grudnia w siedzibie Spółki w Rotterdamie. Wstępne walne zgromadzenie odbędzie się natomiast 19 grudnia w Warszawie.

Rosnąca średnia cena sprzedawanych mieszkań

W ciągu trzech kwartałów br. Ronson sprzedał łącznie 546 lokali wobec 658 w analogicznym okresie 2015 r., co oznacza spadek o 17% rok do roku, jednak pod względem wartości sprzedanych mieszkań spadek wyniósł tylko 4%. Średnia cena mieszkań sprzedanych w okresie pierwszych 9 miesięcy 2016 r. wyniosła bowiem 433 tys. zł i była istotnie wyższa od średniej ceny mieszkań sprzedanych w tym samym okresie ubiegłego roku (375 tys. zł).

Do najbardziej popularnych inwestycji Ronsona w tym roku należą warszawskie projekty: City Link (łącznie 155 sprzedanych lokali we wszystkich etapach) oraz Espresso (116 lokali), a także poznańska Kamienica Jeżyce (68 sprzedanych lokali w dwóch etapach).

Rekordowa liczba mieszkań w ofercie

Nieco niższa sprzedaż mieszkań w tym roku związana jest z dość ograniczoną ofertą, która jednakże została istotnie uzupełniona w ostatnich miesiącach. Od początku roku Ronson wprowadził do sprzedaży 7 inwestycji obejmujących łącznie 921 lokali. Na koniec września br. w ofercie dewelopera znajdowało się 1256 lokali. Rekordowy poziom oferty ma szansę przełożyć się na poprawę wyników sprzedażowych w kolejnych kwartałach.

Liczba 1256 lokali dostępnych w sprzedaży na koniec III kwartału br. obejmuje 80 lokali oferowanych w ramach I etapu projektu Nova Królikarnia, który ma zostać sprzedany na rzecz GCH.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Ronson Europe

  3 kw. 2016 3 kw. 2015 Zmiana r/r 1-3 kw. 2016 1-3 kw. 2015 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 91,3 68,4 34% 202,6 162,6 25%
Zysk brutto
ze sprzedaży
21,1 7,2 193% 41,1 24,0 71%
Zysk netto 1) 10,3 -0,5 11,4 1,8 533%

1) Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej

Dolar ciągle mocny

Poniedziałkowa sesja przyniosła spore spadki na warszawskim parkiecie giełdowym. Sporo stracił też polski złoty, szczególnie względem ciągle silnego dolara. Ceny ropy zakończyły dzień na niewielkich plusach.

Od kilku dni wyraźnie na sile zyskuje dolar amerykański. Nakładają się tu na siebie dwa czynniki. Po wygranych przez Donalda Trumpa wyborach prezydenckich w USA okazało się, że rynki przyjęły taki rozwój wypadków pozytywnie. To odbiło się nie tylko na kursie dolara ale i amerykańskich akcji. Oprócz tego inwestorzy tradycyjnie obstawiają też wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych Fed. Najbliższe posiedzenie będzie miało miejsce w dniach 13-14 grudnia.

Tak jak i wczoraj tak i dziś inwestorzy otrzymają całkiem pokaźną listę publikacji makroekonomicznych. Wyróżnić tu należy dane PKB oraz informacje o inflacji. W tym pierwszym przypadku poznamy też dane dla rynku polskiego. O godzinie 10:00 publikowane są dane z Polski. Rynek spodziewa się wyniku na poziomie 2.9%. Ostatnio oczekiwania względem tych danych nieco zmalały. NBP prognozuje teraz jedynie 3% wzrost PKB w 2016, który miałby przyspieszyć do 3.6% dopiero w 2017.

eurchf15112016r

Na fali umocnienia dolara również i rynek EUR/CHF dryfuje w dół. Euro jest pod wyraźną presją. Minimum wyznaczone w ubiegłym roku na poziomie 1.0625 mocno kusi inwestorów. Możliwy jest jego test. Dopóki na wykresie RSI nie zostanie pokonana widoczna linia spadkowa, nie ma co myśleć o jakimkolwiek odbiciu. Opór mamy na 1.083 oraz 1.10.

Sylwester Majewski, Forex-Desk