Start-up MyRendi rozmawia z inwestorami o finansowaniu. W planach ekspansja na rynkach CEE

Start-up MyRendi rozmawia z inwestorami o finansowaniu. W planach ekspansja na rynkach CEE 1
Start-up MyRendi, który w krótkim czasie zdobył większościowy udział w węgierskim rynku usług sprzątających, od września działa w Polsce. Spółka chce skorzystać z dynamicznego rozwoju polskiego rynku, którego wartość szacowana jest na około 2 mld euro. Kolejny krok to ekspansja na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Aktualnie MyRendi prowadzi rozmowy z inwestorami i szuka finansowania na dalszy rozwój.

– Aktualnie poszukujemy kapitału w wysokości 1,5 mln euro na dalszy rozwój na rynkach Europy Centralnej i Wschodniej – mówi Marcin Nesterowicz, country manager serwisu MyRendi.pl.

Węgierski start-up MyRendi.pl wkroczył do Polski we wrześniu. Platforma oferująca usługi sprzątające przez internet w ciągu roku od powstania zdominowała rodzimy rynek i rośnie w tempie sięgającym 50 proc. miesięcznie. Obecnie realizuje strategię, której celem jest ekspansja na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Docelowo MyRendi planuje obsługiwać około 7,5 mln gospodarstw domowych na Węgrzech, w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowenii i na Słowacji. Wartość obrotu całego europejskiego rynku szacuje na około 400 mld dol. rocznie. Polski rynek usług sprzątających jest jednym z największych w Europie i co roku rośnie o ok. 20 proc. Jego wartość szacowana jest obecnie na około 2 mld euro.

– W marcu tego roku MyRendi otrzymało 170 tys. euro na ekspansję na rynki Europy Centralnej i Wschodniej. Nie ukrywamy, że Polska to dla nas sprawdzian, na podstawie którego chcemy zweryfikować nasze możliwości i przejść z naszymi usługami do Rumunii, Czech, Słowacji i Słowenii – mówi Marcin Nesterowicz.

W pierwszym etapie rozwoju start-up MyRendi pozyskał środki w wysokości 25 tys. euro od anioła biznesu. Kolejną turę finansowania, która pozwoliła na rozpoczęcie ekspansji na zagranicznych rynkach, zapewnił fundusz zalążkowy Conor Fund. Obecnie spółka prowadzi rozmowy z kolejnymi inwestorami i poszukuje finansowania na dalszy rozwój.

– Jesteśmy w trakcie rozmów z inwestorami, ponieważ start-up wkracza w taką fazę, w której potrzebujemy następnego finansowania, a mianowicie serii A – mówi Marcin Nestorowicz.

W pierwszych miesiącach działalności na polskim rynku MyRendi planuje przekroczyć pułap 1000 zamówień miesięcznie. Jak informuje Marcin Nestorowicz, potencjał naszego rynku dobrze oddaje około 6 tys. ogłoszeń dotyczących usług sprzątających, które co miesiąc pojawiają się na największych portalach. Platforma kieruje swoje usługi głównie do singli w wieku 25–44 lata i mieszkańców dużych miast. Większość klientów stanowią kobiety, właścicielki mieszkań o powierzchni nieprzekraczającej 64 mkw. Rośnie również liczba zleceń od osób niepełnosprawnych.

Choć MyRendi jest start-upem technologicznym, to sukces serwisu uzależniony jest głównie od czynników ludzkich. Duże znaczenie mają w nim jakość wykonywanych usług i obsługi klienta. Platforma kojarzy osoby zajmujące się sprzątaniem (głównie na samozatrudnieniu) zarówno z klientami indywidualnymi, jak i biznesowymi. Współpracuje również z serwisem Airbnb, oferując usługi sprzątające gospodarzom, którzy wynajmują swoje mieszkania za pośrednictwem internetu.

– Nasza platforma to narzędzie, które ułatwia komunikację między klientem a osobami sprzątającymi. Natomiast w dużej mierze za działanie tego biznesu odpowiedzialny jest człowiek. Myślę, że dużo zawdzięczamy zarówno obsłudze klienta, jak i standardom wykonywanych usług – uważa Marcin Nestorowicz.

Deutsche Bank Polska: Pierwsza podwyżka stóp w Polsce najwcześniej w 2018 roku

Deutsche Bank Polska: Pierwsza podwyżka stóp w Polsce najwcześniej w 2018 roku 2
Choć po ponad dwóch latach deflacja zaczęła topnieć w szybkim tempie i niewykluczone, że już w listopadzie ceny okażą się nie niższe niż rok temu, podwyżki stóp procentowych nie należy się spodziewać w przyszłym roku. Zdaniem wiceprezesa Deutsche Bank Polska pierwsze podniesienie kosztu pieniądza nastąpi dopiero w 2018 roku. Oznacza to kolejny tanich kredytów i niskiego oprocentowania depozytów.

W październiku ceny towarów i usług były niższe od tych sprzed roku już tylko o 0,2 pkt proc., najniżej od lipca 2014 roku, kiedy odnotowano deflację w ujęciu rocznym po raz pierwszy. Jeśli wskaźnik będzie się zbliżał do zera w takim tempie, jak przez ostatnie trzy miesiące, istnieje duże prawdopodobieństwo, że już w listopadzie jej nie zobaczymy. Nie oznacza to jednak szybkiej podwyżki stóp procentowych.

– Perspektywy na 2017 rok dotyczące stóp procentowych w ocenie naszego głównego ekonomisty są takie, że w zasadzie powoli żegnamy się z deflacją, aczkolwiek jeszcze się tak szybko z tą inflacją nie powitamy –  mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Leszek Niemycki, wiceprezes zarządu Deutsche Bank Polska. – W związku z powyższym oceniamy, że w roku 2017 raczej stopy pozostaną na niezmienionym poziomie. Pierwsza potencjalna niewielka podwyżka stóp procentowych w naszej ocenie nastąpi na początku roku 2018.

Stopy procentowe w Polsce pozostają na niezmienionym poziomie od marca 2015 roku, kiedy to Rada Polityki Pieniężnej obniżyła je o pół punktu proc., kończąc cykl dziesięciu kolejnych ruchów w dół. Podwyżka natomiast ostatni raz miała miejsce w maju 2012 roku. Obecnie obowiązujące poziomy są najniższe w historii. A to oznacza niskie oprocentowanie zarówno kredytów, jak i depozytów.

– Dla sektora bankowego oznacza to dwie rzeczy, a mianowicie relatywnie niski zwrot na posiadanych depozytach i na rachunkach bieżących, ponieważ w środowisku niskich stóp procentowych bardzo trudno jest generować przychody z obszaru oszczędności i kont bieżących –  mówi Niemycki. – I to na pewno będzie jednym z czynników bardzo wyraźnych, jeżeli chodzi o wyniki finansowe banków w roku 2017.

W trzech pierwszych kwartałach 2016 roku mimo obowiązującego od lutego podatku od aktywów bankowych i niskich stóp procentowych sektor bankowy osiągnął nieco lepsze wyniki niż przed rokiem. Jak podaje KNF, po wrześniu zysk netto wyniósł 11,45 mld zł wobec 11,4 mld zł przed rokiem, zysk operacyjny wzrósł do 14,8 mld zł z 14 mld zł, zaś wynik z tytułu odsetek zwiększył się do 28,4 mld zł wobec 26,1 mld zł rok wcześniej. Niższy okazał się jedynie wynik prowizyjny w kwocie niecałych 9,5 mlvd zł (przed rokiem 10,07 mld zł).

– Z drugiej strony niskie stopy procentowe powodują bardzo dużą konkurencję na rynku kredytowym, a niestety, choć my jesteśmy akurat w tym roku przykładem  wzrostu biznesu kredytowego, to niestety na całym rynku jakiegoś radykalnego wzrostu zapotrzebowania na kredyt zewnętrzny nie widać, co oznacza dodatkową konkurencję i kompresję marż kredytowych – zaznacza wiceprezes Deutsche Bank Polska. – Szczególnie widać to w obszarze przedsiębiorstw większych, które są klientami bardzo wymagającymi, a rynek dzisiejszy to jest rynek kredytobiorcy, który w bardzo świadomy sposób optymalizuje swoje potrzeby i wybiera banki, które dają mu oczywiście bardzo dobrą cenę i to jest główne kryterium, ale również bardzo dobrą obsługę jako firmy.

Rynek nieruchomości magazynowych w bardzo dobrej kondycji. Trzeci kwartał z rekordową wynajętą powierzchnią

Rynek nieruchomości magazynowych w bardzo dobrej kondycji. Trzeci kwartał z rekordową wynajętą powierzchnią 3
Popyt na centra logistyczne i magazynowe w Polsce jest nadal bardzo duży. Z danych JLL wynika, że tylko w III kwartale wynajęto ponad 900 tys. mkw. magazynów, co jest najlepszym kwartalnym wynikiem. Całkowita powierzchnia wynajęta w tym roku może przekroczyć 11 mln mkw., a popyt na koniec roku może sięgnąć 3 mln mkw. Wśród klientów szybko rośnie udział sektora handlu internetowego.

– Ten rok upływa pod znakiem dość dużego zapotrzebowania na powierzchnię logistyczne i przemysłowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Foryński, dyrektor zarządzający dywizji build-to-suit w przedsiębiorstwie Panattoni Europe. – To okres różnego rodzaju konceptów, które znalazły swoje miejsce i świetnie się rozwijają. Jest to także rok ciekawych informacji dotyczących na przykład budowy fabryki Daimlera w Jaworze, która stwarza kolejne możliwości rozwoju. Dla tego sektora jest to więc bardzo dobry czas.

Według danych z raportu JARTOM Real Estate w Polsce jest 275 wynajmowanych centrów logistycznych. W tym roku liczba parków logistycznych ma wzrosnąć o około 5 proc. i przekroczyć 285.

JLL wskazuje, że po trzech kwartałach tego roku popyt brutto na magazyny wyniósł ponad 2,2 mln mkw., z czego 900 tys. mkw. przypadło na okres od lipca do września. IV kwartał to zwykle okres dużej aktywności najemców, więc analitycy JLL szacują, że na koniec roku popyt przekroczy 3 mln mkw.

– Nie ma żadnych powodów, żeby uważać, że coś złego dzieje się w branży – podkreśla Marek Foryński. – Skoro ten rok ma być kolejnym rekordowym, to zakładamy, że przyszły rok też będzie istotny. Bez zbytniego optymizmu myślę, że powinien to być okres, kiedy wszyscy będą dość mocno zajęci i będą zastanawiać się nad tym, jak podołać coraz większemu zapotrzebowaniu. Jeśli tylko nie stanie się nic dramatycznego w gospodarce światowej, co dorowadziłoby do ograniczenia aktywności.

W III kwartale inwestorzy oddali do użytku 363 tys. mkw., z czego najwięcej (233 tys.) firma Panattoni. W budowie jest ponad 850 tys. mkw. Większość znajduje się w pięciu głównych regionach kraju (okolice Warszawy, Górny Śląsk, Poznań, Polska Centralna, Wrocław).

Jak podkreśla Marek Foryński, potencjał rozwoju jest przede wszystkim w tych głównych lokalizacjach. Natomiast mniejsze rynki uzupełniają tę ofertę.

– Lokalizacja to istotny czynnik powstawania parków przemysłowych, magazynowych, lokowania się logistyki – podkreśla Marek Foryński. – Zależą one bowiem od infrastruktury, polepszania się jej stanu, rozwoju aglomeracji. Natomiast obok tego mamy nowe możliwości związane z obiektami dedykowanymi [tzw. built-to-suit – red.], które bardziej nakierowane są na poszukiwanie odpowiedniego regionu związanego z dostępnością siły roboczej.

Zdaniem Marka Foryńskiego zachodni i południowy pas Polski, wzdłuż tras S3, A2, A4, S1, będzie cały czas tętnić życiem. Spodziewa się, że w przyszłości tam właśnie kierować będą pierwsze kroki potencjalni inwestorzy oraz najemcy.

Według raportu JARTOM Real Estate typowa funkcja magazynowa w ostatnim czasie ulega transformacji – magazyny to już nie tylko miejsce przechowywania towarów, lecz także centra usług logistycznych i biznesowych. Powszechna dostępność w Polsce wykwalifikowanych pracowników, stabilizacja gospodarcza oraz rozwój infrastruktury drogowej sprzyjają budowie nowych, zaawansowanych technologicznie obiektów wspierających biznes. Jedynym z nowych kierunków zmian na rynku jest coraz szersza obsługa drobnych, różnorodnych przesyłek dla branży e-commerce.

 Widzimy, że firmy z tej branży potrzebują nowych powierzchni, myślą o nowych obszarach związanych z magazynowaniem, dystrybucją, obsługą –potwierdza Marek Foryński. – Pewnie co i raz będziemy zaskakiwani nową informacją o tym, że kolejny podmiot uruchomił u nas działalność e-commerce. Fakt, że takie firmy lokują się u nas, to jedno. Trzeba również pamiętać o tym, że przedsiębiorstwa działające w sposób standardowy będą coraz częściej przechodzić na e-commerce.

Magazyny współpracujące z e-sklepami przejmują od nich wiele funkcji logistycznych. Nowe obiekty przeznaczone do obsługi tego sektora stają się centrami obsługi zamówień, hubem kurierskim, sortownią oraz centrum obsługi zwrotów.

– Innowacja będzie częścią zmiany, która jest związana z handlem w internecie. To tylko kwestia czasu, kiedy ten trend stanie się na tyle mocny, że będzie można mówić o stałym przepływie w kierunku e-commerce – mówi Marek Foryński. – To już teraz bardzo istotna część tortu, która decyduje o powierzchniach logistycznych czy przemysłowych.

Kobiety z zaawansowanym rakiem piersi czują się zepchnięte na margines społeczny. Potrzebują wsparcia psychoonkologów i innych chorych kobiet

Kobiety z zaawansowanym rakiem piersi czują się zepchnięte na margines społeczny. Potrzebują wsparcia psychoonkologów i innych chorych kobiet 4
Rocznie w Polsce diagnozę „rak piersi” słyszy 16 tys. kobiet. To wstęp nie tylko do trudnego i bolesnego leczenia, lecz także szukania motywacji do walki z tą chorobą. Jeszcze trudniejsze zadanie stoi przed kobietami, które dowiadują się o nawrocie choroby lub przerzutach do innych organów. Chore z zaawansowanym rakiem piersi często spychane są na margines społeczny, czują się niepotrzebne i tracą wolę walki z chorobą. Wsparcie psychoonkologów i innych chorych kobiet może im ją przywrócić – uważają inicjatorzy kampanii „Wykorzystaj czas na życie”.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet i drugą, po raku płuc, przyczyną zgonów. Problem raka HER-ER+ (hormonozależnego) dotyczy ponad 75 proc. wszystkich zachorowań, ale ma on najlepsze rokowania, ponieważ leki stosowane w tym typie podane w odpowiednim czasie mają wysoką skuteczność.

Jesteśmy w stanie prognozować z pewnym prawdopodobieństwem, u której pacjentki może dojść do przerzutów i do nawrotu choroby, u której nie, ale nigdy nie ma stuprocentowej pewności. Statystycznie rzecz biorąc, wiadomo, że niektóre typy raka piersi rokują gorzej, niektóre lepiej, ale indywidualnie nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć – mówi agencji Newseria Lifestyle dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Kliniki Nowotworów Piersi w Centrum Onkologii w Warszawie.

W przypadku wczesnego raka piersi ok. 30–40 proc. pacjentek może mieć nawrót choroby, a w raku miejscowo zaawansowanym – nawet 90 proc. Wiele zależy od stopnia zaawansowania nowotworu, czyli wielkości guza, zajęcia węzłów chłonnych czy wielkości przerzutów węzłowych. Duże znaczenie ma również biologia nowotworu, jego fenotyp i stopień złośliwości.

– Gorzej rokują raki trójnegatywne i raki HER2-pozytywne, czyli takie, które nie mają receptorów estrogenowych i progesteronowych. Natomiast te nowotwory, które mają receptor estrogenowy i progesteronowy, czyli to są podtypy luminalne, rokują lepiej i znacznie rzadziej dochodzi do przerzutów odległych, do nawrotu choroby u tych chorych, u których stwierdzamy ten podtyp biologiczny raka – mówi dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.

Pacjentki różnie reagują na najgorszą diagnozę – jednym daje ona siłę do walki, inne się poddają.

Choroba nowotworowa jest czasem kryzysu w organizmie człowieka i w jego życiu. W związku z tym, że jest ona chroniczna, to również kryzys jest chroniczny. W takiej sytuacji pojawiają się różne emocje, takie jak rezygnacja z życia, depresja, zachowania agresywne. Jest jednak bardzo szeroki wachlarz sposobów na to, jak należy pomagać – mówi Danuta Longić, psychoonkolog z Warszawskiego Centrum Psychoonkologii.

Niezależnie od sytuacji, każda pacjentka powinna być otoczona fachową opieką psychologiczną. Dlatego też coraz więcej osób zgłasza się do takich miejsc, jak Poradnia Psychoonkologii przy Centrum Onkologii w Warszawie.

– W Poradni Psychoonkologii pracuje 18 psychoterapeutów i 4 lekarzy psychiatrów. Staramy się naszym pacjentkom zaproponować pomoc indywidualną i grupową. Myślę, że ważną rzeczą jest to, żeby powstawały grupy wsparcia, na przykład takie, których przedstawicielem są Amazonki – mówi Danuta Longić.

W chorobie często przychodzi taki moment, że chora zaczyna się izolować od otoczenia. Często ten stan określany jest jako żałoba po poprzednim życiu. Wtedy najważniejsze jest wsparcie najbliższych. Pomaga również wsparcie kobiet, które same przez taką traumę przeszły.

 Trudno nam jest rozmawiać o chorobie, która jest chorobą terminalną. Ale mimo wszystko staramy się wspierać pacjentki i im pomagać. Nie można pozwolić im postrzegać siebie tylko przez pryzmat choroby. Przecież nie są „rakiem”, tylko są takimi samymi kobietami, jakimi były wcześniej. Mogą pracować, jeżeli się dobrze czują, mogą pełnić te same role społeczne, matki, żony, babci, przyjaciółki. Staramy się w ten sposób wspierać nasze koleżanki – mówi Ewa Grabiec-Raczek, prezes Stowarzyszenia „Amazonki” Warszawa-Centrum.

By pomóc kobiecie, a nie dodatkowo pogłębić jej depresję, potrzeba dużych umiejętności. Dlatego też konieczne jest fachowe przeszkolenie w tym zakresie.

Nie jesteśmy psycholożkami, jesteśmy po prostu pacjentkami, które starają się udzielać wsparcia, ale w pewnym sensie też boją się tego robić. Chronimy siebie, bo boimy się nawrotu choroby. Najpierw musimy przekonać same siebie, że jesteśmy gotowe do udzielania tego wsparcia i dopiero później rozmawiać z chorą osobą – mówi Ewa Grabiec-Raczek.

Bardzo istotne jest pokazanie kobietom, że są potrzebne. Dziś często jako osoby, którym już nie można pomóc, są one spychane na margines życia społecznego. Postrzeganie zaawansowanego raka piersi i chorujących na niego kobiet chce zmienić Fundacja „Żyjmy zdrowo”, inicjator kampanii „Wykorzystaj czas na życie”. Jej celem jest pokazanie, że chore mogą być aktywnymi kobietami i spełniać swoje marzenia. W czasie organizowanych warsztatów uczestniczki uczą się fotografii, kaligrafii, poznają tajniki mody i pięknego wyglądu. Mogą również liczyć na rozmowy z psychoonkologami.

W czasie warsztatów organizowanych wspólnie z centrami onkologii organizujemy np. zajęcia z kaligrafii. Kaligrafia zaczyna być modna, bo okazuje się, że opanowanie sztuki pięknego pisania pozwala się nam oderwać od rzeczywistości, zapomnieć o chorobie i problemach. Chcemy też w pewnej perspektywie powołać do życia jakiś rodzaj stowarzyszenia, które będzie skupiało te panie i w ramach którego będziemy mogli systematycznie się spotykać i będą do nas mogły dołączać kolejne kobiety – mówi Iwona Schymalla, prezes Fundacji „Żyjmy Zdrowo”.

W ramach kampanii „Wykorzystaj czas na życie” powstał też film „Chce mi się żyć”.

 Udało się zrealizować film, w którym kobiety chorujące na rozsianego raka piersi otwarcie do kamery opowiadały o tych trudnych momentach, kiedy się dowiadują o chorobie, o trudnych momentach w relacjach z bliskimi, ale też o swoich radościach i o tym, że to życie zmieniło się bardzo, ale jednak nie wypadły z wszystkich ról społecznych i wykorzystują każdą chwilę swojego życia, jak najbardziej się da – dodaje Iwona Schymalla.

25 listopada zakupowe szaleństwo – Black Friday

Sklepy stacjonarne nie są zainteresowane tzw. „Czarnym Piątkiem”, bo przygotowują się do grudniowych promocji. Ich nieuwagę, podobnie jak rok temu, wykorzysta Internet, oferując atrakcyjne rabaty, głównie na odzież oraz elektronikę. Dla klientów liczy się zaoszczędzona kwota i marka, a nie wartość procentowa zniżki.

Nadchodzi tzw. Black Friday, który w tym roku przypada na 25 listopada. Konsumenci czekają na promocje, ale w Polsce nie są one aż tak wysokie, jak w Stanach Zjednoczonych. Zniżki od 80 do 90%, jakie z tej okazji oferują tamtejsze sieci handlowe, u nas rzadko się zdarzają. Co więcej, w naszym kraju najbardziej atrakcyjne oferty mają sklepy internetowe, przeciwnie niż to jest USA lub Wielkiej Brytanii. Tymczasem, polskie placówki stacjonarne angażują się w tę akcję w dużo mniejszym stopniu lub w ogóle.

– Święto Dziękczynienia nie jest obchodzone w Polsce, a Black Friday ściśle się z nim wiąże. Obecnie sieci handlowe przygotowują się do sezonu bożonarodzeniowego, który zaczyna się już na początku grudnia, wraz z Mikołajkami. Wówczas najmocniej promowane są słodycze i zabawki, ale również odzież i elektronika. „Czarny Piątek” nie jest więc niezbędny do przeprowadzania specjalnych akcji sprzedażowych. Co więcej, sklepy nie chcą obniżać cen już w listopadzie i w ten sposób mogą dłużej realizować wyższe marże – mówi Sebastian Starzyński, prezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Jak dodaje ekspert, pierwszy market, który bardzo poważnie zaangażowałby się w Black Friday, zaryzykowałby podwójnie. Po pierwsze, poniósłby koszty związane z kreowaniem popytu, poprzez wzbudzanie zainteresowania konsumentów nową akcją. Tymczasem, benefity, wynikające z przyciągnięcia dużej liczby klientów, odebraliby później wszyscy gracze na rynku. Pierwsza sieć mogłaby nie odnieść sukcesu, ale rok później wszystkie korzystałyby z jej wysiłku. Tymczasem stworzenie nowego zwyczaju jest dość kosztowne. Po drugie, marka naraziłaby się na ryzyko śmieszności, wynikające z przeniesienia do Polski jedynie komercyjnego dodatku do Święta Dziękczynienia.

FMCG zamiast RTV

– Gazetki promocyjne codziennie kupowanych produktów nie uczestniczą w akcji Black Friday, ponieważ nie jest ona kierowana do ich grupy docelowej. 15% rabatu na produkt, który w stałej cenie kosztuje ok. 10 zł lub mniej, to żadna atrakcja. Klienci nie zabiegają o to, by zaoszczędzić 50 groszy lub złotówkę, akurat w tym dniu. Wolą korzystać z regularnych promocji, które dobrze już znają. W „Czarny Piątek” znaczenie ma natomiast duży rabat, np. na kurtkę zimową, która kosztuje kilkaset złotych, lub telewizor, wart 2-3 tys. zł – wyjaśnia Elżbieta Reimann, Content Manager w Grupie Qpony.

Z analizy przeprowadzonej przez instytut badawczy ABR SESTA wynika, że w poprzednich latach, w okresie od 1 listopada do dnia Black Friday (28.11.2014 r. i 27.11.2015 r.), w papierowych wydaniach gazetek sieci handlowe najbardziej promowały produkty FMCG (69% w 2014 r. i 75% w 2015 r.). Wśród nich znalazły się artykuły takie, jak – Margaryna Kasia (2014 r. – 15 promocji i 2015 r. – 61), Knorr Gorący Kubek (2014 r. – 7 wystąpień i 2015 r. – 48) i Lipton Yellow Label Tea (2014 r. – 2 wskazania i 2015 r. – 44).

– Należy zauważyć, że wszystkie najbardziej promowane produkty FMCG, we wspomnianym okresie badawczym, należą do jednej firmy, Unilever. Moim zdaniem, było to skutkiem decyzji korporacji o większej intensyfikacji rabatów już od listopada i nie miało związku z trendem na rynku. Tymczasem, ogólna zmiana z 69 na 75% to w zasadzie dość niewielka różnica, która w dużym stopniu może wynikać, właśnie z zachowania jednego z największych producentów w kraju – tłumaczy Sebastian Starzyński.

Drugą po FMCG, najmocniej promowaną kategorią (od dnia 01.11 do Black Friday w ubiegłych latach) były dobra trwałe (2014 r. – 11% i 2015 r. – 9%). Dopiero na trzecim miejscu, w papierowych wydaniach gazetek, znalazła się elektronika, RTV i AGD (2014 r. – 9% i 2015 r. – 8%). Jednak, jak wyjaśnia Sebastian Starzyński, w tej kategorii podobne obniżki występują przez cały rok. Zwiększona liczba rabatów, którą można zauważyć w listopadzie, jest bezpośrednio związana z nadchodzącym Bożym Narodzeniem.

Szaleństwo w sieci

– W akcji „Czarny Piątek” uczestniczy cały rynek m-commerce i e-commerce. Istota amerykańskiego Black Friday polega na tym, że do ostatniego dnia nie wiadomo, na co konkretnie i jak wysokie będą rabaty. Dla polskich użytkowników liczy się treść zniżki oraz to, jaka marka jej udziela. Dlatego, niższa promocja brandu, znanego z dobrej jakości, jest bardziej atrakcyjna, niż duża obniżka proponowana przez mniej prestiżową firmę – podkreśla Elżbieta Reimann.

Wiek internetowych uczestników Black Friday zależy głównie od kanału, w którym poszukują treści. Dla przykładu, w aplikacjach agregujących gazetki z promocjami, użytkownicy przeważnie znajdują się w grupie 16-35. Oprócz nich, udział w wydarzeniu mogą brać wszyscy internauci, którzy chcą zaoszczędzić na zakupach. Wśród polskich konsumentów charakterystyczne jest zjawisko polegające na tym, że to nie jednodniowa akcja promocyjna, jak np. „Czarny Piątek”, powoduje zakup przecenionych produktów. Liczy się natomiast potrzeba konsumenta i jego wcześniejsze zainteresowanie danym artykułem.

– Zdarza się że klienci mają już wybrany produkt i szukają promocji, które pozwolą im nabyć go w tańszej cenie. Jednak dla wielu serwisów i sklepów internetowych „Czarny Piątek” oznacza hasło, które bardziej pomaga przyciągnąć konsumentów, ze względu na skojarzenia z USA. Niemal na każdej stronie, która bierze udział w wydarzeniu, najbardziej widoczna informacja dotyczy rabatu udzielonego właśnie z tej okazji – dodaje ekspert z Grupy Qpony.

Liczy się odzież i elektronika

Większość sklepów stacjonarnych, głównie tych, które oferują ubrania, dodatki modowe, np. biżuterię czy torebki, oraz elektronikę, dostrzega potencjał w akcjach typu Black Friday. Ich działania polegają głównie na merchandisingu, czyli przekazywaniu informacji na terenie placówki. Część marek, która ma jednocześnie sklepy internetowe, łączy akcje offline z marketingiem online. Wysyłane są np. newslettery. Mniejsze zaangażowanie sklepów stacjonarnych w jednodniowe akcje może wynikać z tego, że kolportaż, dystrybucja i ekspozycja materiałów reklamowych wymaga więcej czasu i pieniędzy.

– Moda i elektronika przeważa wśród towarów najczęściej promowanych za pomocą aplikacji mobilnych, agregujących gazetki promocyjne, w związku z „Czarnym Piątkiem”. Na dalszych pozycjach znajdują się dodatki, odzież dziecięca, perfumy oraz ubrania sportowe. W USA natomiast promują się sklepy stacjonarne, a trzy dni później, w kolejne święto wyprzedaży, tzw. Cyber Monday – Internet. W Polsce jest inaczej. Popularne marki prowadzą równolegle lokalne placówki i serwisy internetowe, dlatego klienci mogą skorzystać z wielu zniżek dostępnych online – zauważa Elżbieta Reimann.

Wartość oszczędzona

Jak wynika z danych najpopularniejszych aplikacji mobilnych agregujących gazetki z promocjami, w ubiegłym roku obniżki cen najczęściej wahały się w przedziale od 40 do 50%. Dotyczyły one odzieży, obuwia oraz elektroniki. W przypadku tych artykułów były to duże rabaty. W trakcie innych akcji promocyjnych, które są prowadzone przez cały rok, bywają zniżki zarówno na przeceniony asortyment, jak i na zupełnie nowe kolekcje. Z kolei kosmetyki lub produkty spożywcze, które kosztują od kilku do kilkudziesięciu złotych, nie są w stanie zapewnić klientom tak atrakcyjnych rabatów, po które chętnie by sięgnęli.

– Należy pamiętać o tym, że dla użytkowników aplikacji, skupiających w jednym miejscu większość gazetek reklamowych, najważniejsza jest wartość oszczędzona, a nie sama wysokość zniżki. Dlatego, w zeszłym roku w tym kanale, w najpopularniejszej na rynku aplikacji, największe zainteresowanie klientów zyskał rabat w Mohito. Pozwalał on zaoszczędzić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, w zależności od pierwotnej ceny produktu. 50% obniżka przysługiwała na zakup drugiej rzeczy – podkreśla Elżbieta Reimann.

W zeszłorocznej akcji, New Balance zaoferował tak korzystną zniżkę, tj. 40% na cały asortyment, że klienci czekali w wirtualnej kolejce, z powodu przeciążonych serwerów. Konsumenci niemal natychmiast zareagowali, ponieważ ta firma zwykle zapewnia im maksymalnie do 20% obniżki. Promocja była tylko online. Jak wyjaśnia ekspert, duży upust na drobne produkty w sklepie z innym, tańszym asortymentem nie zadziałaby w taki sposób, jak niższy rabat w sieci z produktami za kilkaset złotych. Zwłaszcza, gdyby był np. do 80%, a nie 80% na wszystko. Wówczas tylko wybrany asortyment zostałby przeceniony o ten największy procent. Tym samym, trafiłby do mniejszej grupy docelowej.

Marżowość kategorii

– W sklepach stacjonarnych, które reklamowały się w aplikacjach agregujących promocje, w ubiegłym roku istniała duża rozbieżność w wysokości rabatów. Auchan oferował aż 50% upust na wybrane produkty, Jysk do 80%, a Media Expert – do 45%. NETONET ogłosił „mega obniżki w sklepach stacjonarnych”. Z kolei, Tesco udzieliło zniżki na elektronikę, lecz na dzień przed akcją nie podało jej wartości. Klient mógł zobaczyć ofertę dopiero w „Czarny Piątek”, m.in. na stronie Tesco. Warto też zauważyć, że Auchan i Tesco to jedyne sieci handlowe, które promowały się w tego typu aplikacjach – przypomina ekspert.

Jak podsumowuje Sebastian Starzyński, wysokość obniżek dostosowana jest do marżowości danej kategorii, jak również tego, jakiego rodzaju korzyści może przynieść ściągnięcie klienta do sklepu. I tak w sieciach z ubraniami spotkamy się z większymi obniżkami, gdyż marże tam są znacznie wyższe, niż w przypadku masowych produktów spożywczych. Z drugiej strony, zakupy w tych sieciach są zwykle nieregularne i rzadkie. Zatem jest mniejsza szansa na to, że zainteresowani rabatami klienci kupią artykuły znajdujące się poza promocją i w ten sposób wygenerują dodatkową marżę tak, jak to robią podczas zakupów spożywczych w każdy weekend.

Największe szanse na sukces mają start-upy zakładane przez wizjonerów

Największe szanse na sukces mają start-upy zakładane przez wizjonerów 5
Przedsiębiorcy zakładający start-upy różnią się sposobem podejmowania decyzji, stopniem zaangażowania w firmę i strategią rynkową. Zespół naukowców z Akademii Leona Koźmińskiego wytypował cztery podstawowe grupy start-upowców: testerów, wizjonerów, replikatorów i partnerów. Z badania wynika, że największe szanse na sukces mają wizjonerzy, doświadczeni biznesmeni, którzy potrafią dobrać właściwą strategię do etapu rozwoju start-upu. Najczęściej szybko kończą swój żywot przedsięwzięcia grupy partnerów, którzy wycofują się na dalszy plan, gdy znajdą kooperantów.

Według badaczy start-up to pewien etap w procesie tworzenia nowej specyficznej organizacji, która nie wywodzi się z żadnej istniejącej firmy, nie ma za sobą zespołu i doświadczeń. Najczęściej jest zakładana przez młodych, niedoświadczonych przedsiębiorców, którzy wykorzystują zidentyfikowaną okazję przedsiębiorczą.

– Poszczególne grupy przedsiębiorców różnią się logiką podejmowania decyzji w kolejnych etapach życia start-upu, są w bardzo dużym stopniu powiązane z wdrażaną strategią. Z jednej strony mamy takich, którzy wdrażają przyczynowo-skutkową logikę podejmowania decyzji i oni najczęściej zaczynają od biznesplanu (replikatorzy). Po drugiej stronie mamy często młodych, niedoświadczonych przedsiębiorców, którzy zaczynają od tego, że patrzą na to, jakie mają zasoby, czym dysponują i wybierają pomiędzy różnymi rezultatami, jakie mogą osiągnąć (testerzy) – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Szymon Wierciński z Katedry Strategii na Akademii Leona Koźmińskiego.

Trzecia kategoria łączy oba te podejścia. Najbardziej doświadczeni przedsiębiorcy z tej kategorii są w stanie dobierać sposób podejmowania decyzji do potrzeb, jakie są związane z danym etapem przedsięwzięcia.

– Tych przedsiębiorców nazwaliśmy wizjonerami. W naszym badaniu okazało się, że takie start-upy mają największe szanse na odniesienie sukcesu – podkreśla Wierciński.

Ostatnia kategoria to partnerzy, którzy najczęściej już działają na rynku, mają firmę bądź start-up, ale chcą rozwijać poza nim kolejny, nowy projekt.

– Żeby te kolejne pomysły się nie zmarnowały, potrzebne jest zaangażowanie nowych osób do ich prowadzenia. Ci przedsiębiorcy bardzo często zamiast tworzyć biznesplan, bardzo szybko, w przeciągu paru dni, potrafią postawić prototyp strony, serwisu, jakiegoś rozwiązania i poszukują na rynku partnerów, z którymi mogliby ten start-up wdrożyć – wyjaśnia przedstawiciel Akademii Leona Koźmińskiego.

Najczęściej partnerzy dzielą się udziałami z zaangażowanymi osobami, a sami z czasem zostają z tyłu jako osoby konsultujące, niezaangażowane bezpośrednio. Z badań uczelni wynika jednak, że te przedsiębiorstwa najczęściej dość szybko kończą działalność.

Badanie jakościowe było realizowane w latach 2014–2016 w oparciu o analizę 17 studiów przypadku na próbie polskich i międzynarodowych start-upów.

Dobre perspektywy przed sektorem przedsiębiorstw społecznych. Do 2020 r. powinny utworzyć 35 tys. nowych miejsc pracy

Dobre perspektywy przed sektorem przedsiębiorstw społecznych. Do 2020 r. powinny utworzyć 35 tys. nowych miejsc pracy 6
Przedsiębiorstwa społeczne, które starają się łączyć efektywność z maksymalizacją pożytku dla społeczności lokalnych, czekają w Polsce dobre lata. Ich rozwój jest jednym z priorytetów trwającej perspektywy unijnej. Duży wpływ na tego rodzaju aktywności ma także system edukacyjny. W rezultacie do 2020 roku sektor powinien utworzyć około 35 tys. nowych miejsc pracy.

– Perspektywy rozwoju przedsiębiorstw społecznych w Polsce są dosyć dobre – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Justyna Politańska z Fundacji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości. – Szacuje się, że do 2020 roku sektor ten stworzy ok. 35 tys. nowych miejsc pracy.

Zgodnie z Krajowym Programem Rozwoju Ekonomii Społecznej (KPRES), który został przyjęty przez rząd w 2014 roku, kluczowym celem tego sektora w Polsce jest wzrost kompetencji oraz powiązanie przedsiębiorstw z lokalnymi społecznościami. Tego rodzaju firmy powinny mieć potencjał, by pozytywnie i w zrównoważony sposób zmieniać życie ludzi w potrzebie i służyć im poprzez wyrównywanie szans. KPRES wskazuje, że wsparcie dla takiej przedsiębiorczości może się koncentrować na rozwoju zarówno umiejętności menadżerskich i społecznych, jak i narzędzi finansowania stymulujących rozwój tego typu przedsięwzięć i zwiększających ich pozytywny wpływ na społeczności.

– Ale zarówno definicje przedsiębiorstwa społecznego, jak i podawane liczby różnią się od siebie – zauważa Justyna Politańska. – Na pewno możemy powiedzieć, że w Polsce jest około 100 tys. organizacji pozarządowych, wśród których jedna czwarta prowadzi działalność gospodarczą. To przedsiębiorstwa społeczne w takim nieco węższym znaczeniu.

Według KPRES sektor w niewielkim stopniu wpływa obecnie na gospodarkę, tworząc ok. 1,6 proc. PKB i odpowiadając za 2,7–3 proc. zatrudnienia. Podstawowym impulsem rozwoju przedsiębiorstw społecznych w Polsce powinno być więc istotne zwiększenie ich znaczenia ekonomicznego. Jak zapewnia Justyna Politańska, do 2020 roku ich udział w gospodarce Polski powinien się znacznie zwiększyć.

 Jeśli mówimy o najnowszych trendach, to wyróżniamy dwa: pierwszym jest ekonomia współdzielenia, z której skorzystało już, jak podaje najnowszy raport Sieci Sensownego Biznesu, bardzo wielu polskich internautów, drugim są start-upy społeczne – wskazuje Justyna Politańska. Widzimy, że nie tylko organizacje pozarządowe, stowarzyszenia czy fundacje prowadzą odpowiedzialną i nakierowaną na rozwiązywanie społecznych problemów działalność. Także firmy w początkowej fazie rozwoju coraz częściej w takie aktywności się angażują.

Rozwój sektora ekonomii społecznej jest jednym z priorytetów perspektywie unijnej 2014–2020. Zgodnie z jej założeniami Europejski Fundusz Społeczny (EFS) powinien aktywnie wspierać tworzenie tego rodzaju przedsiębiorstw jako źródła zatrudnienia, zwłaszcza dla tych grup, które z różnych powodów mają trudności w poszukiwaniu zatrudnienia (np. młodzież zagrożona wykluczeniem społecznym, osoby niepełnosprawne, mieszkańcy terenów wiejskich).

Pod koniec 2015 r. liczba przedsiębiorstw zarejestrowanych w systemie REGON wyniosła 4,2 mln przy relatywnie wysokim udziale nowo zarejestrowanych podmiotów (8,6 proc.). Znacznie wyższy od średniej Unii Europejskiej jest jednak udział w grupie faktycznie prowadzących działalność (około 1,8 mln podmiotów) zatrudniających przede wszystkim właściciela, ewentualnie jego najbliższą rodzinę, mikroprzedsiębiorstw (95,8 proc.).

 Na rozwój przedsiębiorczości w Polsce duży wpływ ma edukacja w tym zakresie, która powinna być prowadzona już od najmłodszych lat – wyjaśnia Justyna Politańska. – Polska ma duży potencjał, bo w szkołach ponadgimnazjalnych są obowiązkowe lekcje przedsiębiorczości, chociaż niestety nie są one wykorzystywane w sposób taki, jak mogłyby być.

Istotne jest także edukowanie dorosłych.

Temu służą takie inicjatywy jak Światowy Tydzień Przedsiębiorczości. Właściciele firm i osoby aspirujące do takiej pozycji mają tam dostęp do szkoleń, edukacji, kontaktu z bardziej doświadczonymi. Innym elementem, który wpływa na rozwój przedsiębiorczości, jest proste i przejrzyste prawo oraz regulacje podatkowe. Dają one poczucie bezpieczeństwa i wpływają na decyzje o ewentualnym rozpoczęciu działalności gospodarczej – mówi Justyna Politańska.

Polacy latają coraz częściej. Liczba pasażerów może wzrosnąć do 60 mln w ciągu kolejnych 15 lat

Polacy latają coraz częściej. Liczba pasażerów może wzrosnąć do 60 mln w ciągu kolejnych 15 lat 7
Polskie lotniska obsłużyły w ubiegłym roku ponad 30 mln pasażerów, a według prognoz ta liczba podwoi się do 2030 roku. Rośnie również ruch lotniczy z i do Polski oraz w ogóle w polskiej przestrzeni powietrznej. Rodzimy rynek lotniczy jest jednym z najszybciej rosnących na tle pozostałych państw Unii. To wyzwanie zarówno dla linii lotniczych, jak i dla całego sektora. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej w ciągu kolejnych kilku lat zamierza przeznaczyć miliard złotych na inwestycje, aby sprostać rosnącym potrzebom rynku.

 Na tle Unii Europejskiej Polska jest jednym z rynków, które rozwijają się najszybciej i mają największe perspektywy wzrostu. Dziś wszystkie polskie lotniska obsługują około 30 mln pasażerów z perspektywą podwojenia tej liczby w ciągu najbliższych 15 lat, co jest naprawdę imponującym wynikiem – mówi agencji Newseria Magdalena Jaworska, prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Według prognoz do 2030 roku z polskich lotnisk korzystać będzie około 60 mln pasażerów. W pierwszym półroczu tego roku najpopularniejsze było warszawskie Lotnisko Chopina, które obsłużyło ponad 5,5 mln pasażerów (wobec 5,1 mln w analogicznym okresie rok wcześniej). Dalej uplasowało się lotnisko Kraków-Balice (2,3 mln pasażerów w I półroczu 2016 roku) i gdańskie Lotnisko im. Lecha Wałęsy (1,8 mln). Czwartą pozycję zajął podwarszawski Modlin.

Jak wynika z danych STATFOR, ruch lotniczy w Europie jest coraz większy. W 2015 roku samolotem podróżowało 918 mln pasażerów, co stanowi prawie 5-proc. wzrost rok do roku. Największe wzrosty odnotowała Słowacja, Rumunia oraz Węgry. Polska zajęła czwarte miejsce pod względem liczby podróżnych: w ubiegłym roku polskie lotniska obsłużyły 28,9 mln podróżnych (wzrost o 12,4 proc.). Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) prognozuje, że w skali globalnej ruch lotniczy będzie dynamicznie rosnąć i podwoi się w ciągu najbliższych 20 lat.

– Większy ruch lotniczy i wzrost liczby pasażerów oznacza bardzo dużo wyzwań zarówno dla Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, jak i wielu innych instytucji. Rynek lotniczy to nie tylko ruch powietrzny i podróże, ale przede wszystkim zorganizowany sektor, który zapewnia wiele miejsc pracy i ma bezpośredni wpływ na polskie PKB. Łańcuch dostaw konieczny do tego, aby samolot mógł polecieć, jest naprawdę imponujący – zauważa Magdalena Jaworska.

Dynamiczny wzrost ruchu lotniczego to wyzwanie również dla Polskich Linii Lotniczych LOT, które muszą dysponować siatką połączeń odpowiadającą potrzebom rynkowym, oraz dla polskich lotnisk, które w krótkim czasie będą musiały się przystosować do obsługi zwiększonej liczby podróżnych. PAŻP, która zarządza ruchem lotniczym, planuje w najbliższym czasie duże inwestycje w kadrę, sprzęt i infrastrukturę.

Agencja, wraz z władzami lotniczymi, prowadzi rozmowy z Komisją Europejską w sprawie podniesienia stawek opłat nawigacyjnych w polskiej przestrzeni powietrznej (które obecnie są jednymi z najniższych w Europie). Pozyskane w ten sposób środki przeznaczy właśnie na inwestycje. PAŻP zamierza m.in. wyszkolić około stu nowych kontrolerów ruchu lotniczego, wybudować nowe centrum operacyjne w podwarszawskich Regułach oraz nową wieżę kontroli lotów na Lotnisku Chopina i zainstalować tam nowoczesny system, który poprawi współpracę między kontrolerami, pilotami i służbami lotniskowymi.

– Ruch lotniczy rośnie, bo takie jest zapotrzebowanie pasażerów. To szansa dla całego rynku lotniczego. Ceny biletów są dzisiaj bardziej przystępne niż jeszcze kilka lat temu. To m.in. wpływ linii lowcostowych, ale nie wyłącznie. Miejsce jest dla wszystkich i wszyscy na tym rynku będą rosnąć, co oznacza inwestycje w samoloty, bezpieczeństwo, radary, systemy do kontroli ruchu powietrznego i w lotniska – podkreśliła prezes PAŻP w wywiadzie udzielonym podczas konferencji EALA, której partnerem była m.in. Uczelnia Łazarskiego.

Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego najwięcej pasażerów w ciągu sześciu pierwszych miesięcy tego roku przewiózł irlandzki tani przewoźnik Ryanair (4,4 mln pasażerów), zaś na drugim miejscu znalazły się Polskie Linie Lotnicze LOT (3,1 mln pasażerów). Zdaniem prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej statystyki potwierdzają, że Polacy podróżują coraz więcej i coraz dalej, nie tylko na kierunkach europejskich. Te wciąż jednak pozostają kluczowe w siatce połączeń, bo najwięcej Polaków lata do Wielkiej Brytanii (3,3 mln osób wobec 2,8 mln w analogicznym okresie rok wcześniej), Niemiec (1,8 mln) i Norwegii (900 tys. osób).

– Statystyczny polski pasażer podróżuje coraz więcej. Nie tylko w kierunkach europejskich, ale również dalej. Mamy coraz większe możliwości bezpośredniego dotarcia z Warszawy na Daleki Wschód czy do Stanów Zjednoczonych. Marzę o tym, żeby dla Warszawy powstał wielki hub, żebyśmy mogli latać z Polski po całym świecie – mówi Magdalena Jaworska.

Sektor motoryzacyjny jednym z liderów pod względem innowacyjności. W tak konkurencyjnej branży to konieczność

Sektor motoryzacyjny jednym z liderów pod względem innowacyjności. W tak konkurencyjnej branży to konieczność 8
W ciągu kilku ostatnich lat prawie 34 proc. firm inwestowało w innowacyjne rozwiązania i produkty, a nakłady na badania i rozwój rosły skokowo. W Polsce powstaje coraz więcej centrów naukowo-badawczych, jednak większość innowacji produktowych wciąż pochodzi z zagranicy. Sprzedaż nowych samochodów stopniowo rośnie, a to powinno przyciągać kolejne inwestycje.

– Przemysł motoryzacyjny poległby bez innowacji. Kto nie inwestuje w nowe technologie i nowe rozwiązania, ten odstaje od czołówki. Dlatego innowacyjność musi być stale wpisana w nasz życiorys – powiedział agencji Newseria Andrzej Korpak, dyrektor General Motors Manufacturing Poland, podczas Forum Nowoczesnej Produkcji, organizowanego przez MM Conferences.

Z raportu „Rola przemysłu motoryzacyjnego w gospodarce Polski” firmy doradczej PwC wynika, że w latach 2011–2013 niemal 34 proc. firm motoryzacyjnych wdrażało innowacyjne rozwiązania. To więcej niż wynosi średnia dla całej gospodarki. Wartość nakładów na B+R w przemyśle motoryzacyjnym wzrosła niemal dwukrotnie, ze 187 mln zł w 2012 roku do 430 mln zł w 2013 roku.

Jak podaje PwC, polska branża motoryzacyjna to ponad 2,7 tys. firm, z których trzy czwarte to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 10 osób. Jednak to duże firmy odpowiadają za większość przychodów osiąganych przez branżę. Im łatwiej jest również wdrażać innowacyjne produkty i rozwiązania.

– Koncernom, w tym również nam, łatwiej jest finansować innowacje, ponieważ często znajdują się na to pieniądze z budżetu centralnego. Jeżeli coś może przynieść dodatkowe oszczędności, to środki znajdują się prawie natychmiast. Większość innowacji polega właśnie na tym, że możemy w długim terminie na nich zaoszczędzić. Są takie, które zaczną funkcjonować dopiero za kilka lat i dopiero wtedy przyniosą zysk – mówi Andrzej Korpak.

Kluczowe dla innowacyjności sektora są kadry.

– My staramy się to realizować od dołu. Najlepszym pomysłem było zatrudnienie kreatywnych ludzi i staramy się tę ich kreatywność podtrzymywać – mówi Andrzej Korpak. – Często utyskujemy, że najlepsi inżynierowie wyjechali za granicę. To nie do końca jest złe. Oni tam się często uczą, wracają i przywożą innowacje tutaj. Dla mnie to otwarcie na technologie, które są wdrażane, gdzie indziej to jest jedna z ważniejszych rzeczy.

Na początku października Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zapoczątkowało program sektorowy INNOMOTO. W ramach programu przeznaczy 250 mln zł na dofinansowanie firm z branży motoryzacyjnej, które wdrażają innowacje i w ten sposób przyczyniają się do wzmocnienia jednego z kluczowych sektorów polskiej gospodarki. Producenci będą mogli przeznaczyć je m.in. na robotyzację linii montażowych, tworzenie inteligentnych systemów logistycznych, nowe technologie łączenia, spawania, opracowanie prototypów ultralekkich lub autonomicznych aut.

Innowacyjność to są wszystkie procesy: zarządzanie ludźmi, finansami czy marketingiem. To jest obszerny temat i trzeba go traktować jako długofalowy proces dla każdej firmy – mówi Andrzej Korpak. – Trochę trudniejszym tematem są innowacje produktowe. Wiadomo, że Opel powstaje w Detroit i w Rüsselsheim, ale przedsiębiorstwa polskie, które go produkują od samego początku, mogą tę innowacyjność u siebie wdrażać. Centra badawczo-rozwojowe powstają jak grzyby po deszczu. My też oczywiście mamy takie centrum. Zajmujemy się tym, w jaki sposób produkować produkt, który jest już dany.

Sprzedaż samochodów osobowych wzrasta, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w 2015 roku Polacy zarejestrowali prawie 355 tys. nowych samochodów osobowych, co stanowi 8-proc. wzrost rok do roku. Instytut Samar szacuje, że w tym roku będzie ich ok. 420 tys.

– GM w Polsce ma się bardzo dobrze. Produkujemy innowacyjny produkt, czyli najnowszą Astrę, która jest o 200 kg lżejsza od poprzedniczki. W związku z tym jesteśmy całkowicie spokojni o najbliższe pięć lat – zaznacza Andrzej Korpak. – Nasz udział w rynku jest powyżej średniej i jesteśmy traktowani jako bardzo perspektywiczny rynek sprzedażowy. Bardzo nas to cieszy, bo jak wiadomo, inwestuje się tam, gdzie się dużo sprzedaje.

Abadon Real Estate z ponad 4,5 mln zł zysku netto w 3 kwartale 2016

Grupa Abadon Real Estate, należąca do holdingu inwestycyjnego Murapol, w trzecim kwartale br. wypracowała ponad 4,5 mln zł zysku netto przy blisko 39,5 mln zł przychodów. Grupa, po zakończonym procesie reorganizacji holdingu, oferuje kompleksowe usługi deweloperskie i szeroko rozumiane usługi wsparcia dla podmiotów działających na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych.

Największy udział w osiągniętym wyniku Grupy Abadon Real Estate miały spółki Partner S.A. oraz Cross-Bud S.A. oferujące usługi zasadnicze w procesie realizacji projektów deweloperskich. Poza tymi dwoma podmiotami oraz spółką dominującą, na wynik Grupy pracują Murapol Architects Drive Sp. z o.o., WHIZZ S.A., Murapol Centrum Usług Wspólnych Sp. z o.o. oraz Major Facility Management Sp. z o.o. Taki skład Grupy Abadon Real Estate jest wynikiem trwającego blisko pół roku procesu reorganizacji holdingu Murapol, w efekcie którego Grupa skupia spółki holdingu świadczące usługi z zakresu akwizycji nieruchomości, usługi architektoniczne, generalne wykonawstwo, ogólnokrajowy handel materiałami budowlanymi, usługi sprzedaży oraz komercjalizacji, usługi wykańczania mieszkań pod klucz oraz facility management, usługi księgowo-rachunkowe, z zakresu controlingu finansowego oraz marketingowo-reklamowe. Strategia Grupy zakłada w kolejnych etapach rozwoju także rozbudowę sieci sprzedaży oraz bazy operacyjnej we wszystkich miastach zamieszkałych przez więcej niż 250 tys. osób oraz w wybranych o liczbie ponad 100 tys. mieszkańców.

Obecnie podstawowe grono kontrahentów Grupy Abadon Real Estate stanowią podmioty wchodzące w skład holdingu Murapol. Jednak nasza strategia zakłada stałe zwiększanie w portfelu zamówień udziału zleceń od klientów zewnętrznych, w tym głównie od inwestorów finansowych. Skupimy się również na wzroście ekspozycji na sektor nieruchomości komercyjnych. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Abadon Real Estate – Zgodnie z naszym planem rozwoju Abadon Real Estate będzie pełnowymiarową spółką giełdową, sukcesywnie zwiększającą swoją wartość. Obecnie obrót jej akcjami jest zawieszony ale planujemy powrót do notowań w ciągu najbliższych tygodni. Aktualnie czekamy na decyzje GPW o terminie odwieszenia notowań Spółki. – dodaje Michał Sapota.

W nowej strukturze holdingu spółka Murapol realizuje strategię intensywnego rozwoju działalności inwestycyjnej poprzez zwiększanie zarówno skali aktywów pod zarządzaniem i własnego portfela inwestycyjnego, jak również liczby tworzonych funduszy inwestycyjnych oraz poszerzanie oferty dla inwestorów zewnętrznych.

Rynek obligacji nabiera rumieńców

W ferworze rynkowych zmian, jakie w napięciu obserwujemy po zaskakującym wyniku wyborów w Stanach Zjednoczonych, nie można nie zwrócić uwagi na obligacje. W ślad za amerykańskimi, mocno tanieją papiery dłużne o stałym oprocentowaniu w niemal wszystkich krajach. Tendencja ta pojawiła się już nieco wcześniej, wraz z pierwszymi sygnałami odradzania się inflacji, jednak zapowiedzi republikańskiego prezydenta elekta sprawiły, że nabrała ona dynamiki. Nie ominęła także naszego rynku.

Polskie obligacje dziesięcioletnie zaczęły tanieć już od połowy sierpnia, w wyniku czego ich rentowność zwiększyła się z niecałych 2,7 proc. do nieco ponad 3 proc. W ciągu dni, po ogłoszeniu zwycięstwa Donalda Trumpa, skoczyła on do 3,35 proc., czyli do poziomu najwyższego od czerwca ubiegłego roku.

Biorąc pod uwagę fakt, że ten ruch wpisuje się w globalny trend, mający mocne podstawy fundamentalne, w postaci wspomnianych procesów inflacyjnych, prawdopodobnie spadki cen papierów dłużnych o stałym oprocentowaniu zagoszczą na rynkach na dłużej. Najczęściej takie cykle trwają od dwóch do czterech lat. Co to oznacza dla inwestorów? Przede wszystkim dużą ostrożność i stosowanie bardziej aktywnych strategii w przypadku korzystania z tego typu papierów i funduszy nimi zarządzających. Przy długotrwałej tendencji spadku cen obligacji, metoda „kup i trzymaj” zwykle nie przynosi najlepszych efektów, a w każdym razie wiąże się z koniecznością akceptowania okresowych strat.

Dobre wyniki może przynieść umiejętnie stosowane aktywne podejście, wykorzystujące fakt, że żadna tendencja nie przebiega liniowo, lecz podlega wahaniom, dającym okazje do zarobku. Wykorzystywać też można różnice w zachowaniu się papierów o różnych terminach wykupu oraz różnych emitentów. W tym drugim przypadku chodzi zarówno o obligacje różnych państw, jak i firm. Wykorzystanie potencjału rynku obligacyjnego, w takich okresach, z jakim prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia w najbliższych latach, jest możliwe właśnie dzięki korporacyjnym papierom dłużnym.

W naszym przypadku jest to o tyle łatwiejsze, że cechą charakterystyczną jest zdecydowana przewaga w tej grupie obligacji o oprocentowaniu zmiennym, którego wysokość podąża za zmianami rynkowego kosztu pieniądza, pozwalając zarabiać w warunkach niekorzystnych dla obligacji o stałym oprocentowaniu. W przypadku bardziej zdywersyfikowanych portfeli indywidualnych oraz funduszy obligacyjnych, najlepsze wyniki możliwe są do osiągnięcia przy wykorzystaniu w odpowiednich proporcjach obu rodzajów papierów dłużnych.
————

Marcin Chadaj
AgioFunds TFI S.A.

Handel pomiędzy Chinami a Ameryką pod rządami Trumpa – czy Pekin ma się czego obawiać?

Na informację o nowym prezydencie USA, Chiny zareagowały zaskakująco niejednoznacznie, zważywszy że podczas kampanii wyborczej Donald Trump nie szczędził Państwu Środka inwektyw (oskarżenia o oszustwa w handlu międzynarodowym, kradzież własności intelektualnej, manipulacje walutowe). Choć większość z nich należy potraktować jako retorykę podyktowaną regułami kampanii, perspektywa napięcia w stosunkach chińsko-amerykańskich zwiększa ryzyko na światowych rynkach finansowych. Najbardziej oczywistym ryzykiem wydaje się przyszłość wymiany handlowej pomiędzy oboma państwami. Hasło z kampanii  „Make America Great Again” (tzw. „uczynienie Ameryki znów wielką”) nie przewiduje raczej wzrostu importu z Chin. Jednak najwięcej powodów do obaw budzi pytanie czy administracja USA pod rządami Trumpa będzie konturowała przestrzeganie „Shanghai Accord” (tzw. Porozumienie Szanghajskie), a więc wzajemnej koordynacji polityki monetarnej oraz interwencji walutowych. Sądząc po retoryce kampanijnej, Trump nie będzie stosował się do wspomnianego Porozumienia a wręcz przeciwnie, postuluje zdecydowane podwyżki stóp procentowych w USA i zmuszenie Chin do aprecjacji swojej waluty (mimo, że cele te wzajemnie się wykluczają). Sama realizacji tego pierwszego zamierzenia grozi koszmarnym scenariuszem deprecjacji juana, odpływu kapitału i globalnego zaostrzenia polityki monetarnej.

Jednym z głównych wątków kampanii Trumpa był handel i to, jak USA straciły miliony miejsc pracy na rzecz Chin, po wejściu Państwa Środka do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Na stronie internetowej prezydenta-elekta dotyczącej polityki handlowej, Chinom mocno obrywa się za podejmowanie nielegalnych działań, wykradanie tajemnic handlowych i manipulowanie swoją walutą. Zdaniem Pekinu (według agencji Xinhua) retoryka ta jednak w dużej mierze nie powinna być traktowana dosłownie, a uwzględniając współzależność pomiędzy USA i Chinami, podjęte zostaną jedynie umiarkowane działania.

Chińskie obroty w handlu z USA i uzależnienie od eksportu stopniowo spadają (-6,6 procent r/r w październiku), więc Trump może jedynie pogorszyć już i tak złą sytuację. Zdaniem analityków Haitong Bank, w określonych obszarach faktycznie mogą pojawiać się istotne ryzyka. Przykładowo w przemyśle wytwórczym, Chiny zwiększają eksport, więc zmiana może rodzić zagrożenia w obszarze konkurencyjności i własności intelektualnej. Mowa tu między innymi o półprzewodnikach, samochodach, energii odnawialnej i telefonach komórkowych. Dodatkowo inne sektory surowcowe, szczególnie chemiczny, mogą spotkać się z kolejnymi oskarżeniami o stosowanie metod dumpingowych, które nałożą się na spory dotyczące rynku stali. Patrząc szerzej, rosnący amerykański protekcjonizm może pogłębić deflacyjny trend dotyczący produktów przemysłowych i artykułów gospodarstwa domowego na rynkach europejskich i globalnych, zauważalny już w ubiegłym roku.

Choć zdaniem analityków Haitong Bank szanse na to, że Janet Yellen, prezes Fed, w związku z zawirowaniami na rynku, podniesie stopy procentowe wynoszą mniej niż 50 proc., Donald Trump może naciskać na podwyższenie kosztów pieniądza w USA i torpedować Porozumienie Szanghajskie zawarte w marcu 2016 roku, zgodnie z którym USA, Chiny i inne kraje koordynują politykę monetarną i kursową. Porozumienie to w znacznym stopniu pomogło w tym roku ustabilizować rynki. Obok takich czynników jak wzrost cen w sektorze nieruchomości oraz kontrola przepływów kapitałowych ograniczyło destrukcyjne zjawisko odpływu kapitału z Chin, a co za tym idzie ryzyko globalnego zaostrzenia polityki monetarnej. Ewentualne obalenie Porozumienia grozi zwiększeniem zmienności na rynkach i wzrostem napięcia w stosunkach chińsko-amerykańskich.

Autor: Miranda Carr, główna analityczka ds. Chin w Haitong Securities UK

Wyniki finansowe Pelion po III kwartale 2016 r.

Po trzech kwartałach 2016 r. skonsolidowane przychody Pelion wzrosły o ponad 8%, do 6,8 mld zł. To efekt konsekwentnie realizowanej przez wszystkie linie Pelion strategii zwiększania sprzedaży.

W samym III kwartale 2016 r. sprzedaż była wyższa o ponad 5% i wyniosła 2,2 mld zł.

Dodatnią dynamikę zanotowały także EBITDA oraz EBIT, które po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych wzrosły w okresie pierwszych trzech kwartałów 2016 r. odpowiednio o 10,9% i 8,3% względem analogicznego okresu 2015 r. W samym III kwartale 2016 r. dynamika (po wyłączeniu zdarzenia jednorazowego w IIIQ 2015 r.) wyniosła +8,0% r/r dla EBITDA oraz +3,2% r/r dla EBIT.

Pelion kontynuuje strategię umacniania pozycji we wszystkich obszarach działalności oraz wdrażania innowacyjnych rozwiązań, by jak najlepiej odpowiedzieć na rosnące potrzeby i oczekiwania Pacjentów i Klientów.

DOZ Apteki dbam o zdrowie, które w tym roku obchodzą jubileusz 15-lecia istnienia, zapewniają Pacjentom rzetelny, profesjonalny i bezpieczny serwis, gwarantując przy tym pełną dostępność do leków w niskich cenach. Są miejscem dla wszystkich, dla których ważna jest profilaktyka i troska o zdrowie i którzy w sposób świadomy o nie dbają. W tym duchu DOZ Apteki rozwijają się, doskonalą i podnoszą standard świadczonych usług. Są też stabilnym pracodawcą dla największej grupy magistrów i techników farmacji w Polsce, którzy każdego dnia, wypełniając misję swojego zawodu, z pasją i oddaniem służą Pacjentom.

Drogerii Natura pracują nad rozszerzaniem asortymentu i doskonaleniem usług w oparciu o współpracę z polskimi producentami.

Polska Grupa Farmaceutyczna systematycznie rozwija serwis dla Aptek, by spełniały oczekiwania Farmaceutów i wspierały ich w codziennej pracy z Pacjentem.

Celem dla PGF Urtica jest utrzymanie pozycji lidera na polskim rynku zaopatrzenia szpitali w leki. Od sierpnia 2016 r. spółka realizuje dostawy m.in. z nowoczesnego, centralnego magazynu w Łodzi. Jest to największy tego typu magazyn w Polsce, z którego dostarczane są leki dla trzeciego hospitalizowanego pacjenta.

Zestawienie głównych danych finansowych osiągniętych w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku w porównaniu z analogicznym okresem roku 2015, prezentuje poniższa tabela:

  I-III kwartał 2016 I-III kwartał 2015 Zmiana*
Przychody ze sprzedaży (mln zł) 6 834,4 6 319,5 +8,1%
Marża na sprzedaży (mln zł) 791,9 736,4 +7,5%
Rentowność marży na sprzedaży 11,6% 11,7% -0,1 pp
EBITDA po wyłączeniu one-off (mln zł) 108,4 100,0 +8,4%
Rentowność EBITDA po wyłączeniu one-off 1,6% 1,6% 0,0 pp
Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego (mln zł) 22,8 19,6 +16,2%
Rentowność netto 0,3% 0,3% 0,0 pp
*zmiana liczona do danych wyrażonych w tys. zł

 

 

Grupa Mostostal Warszawa po III kwartale 2016

Komentarz prezesa Zarządu Mostostal Warszawa SA – Andrzeja Goławskiego do danych finansowych skonsolidowanego sprawozdania finansowego Grupy Mostostal Warszawa za III kwartał 2016 roku.

Grupa Mostostal Warszawa po 3 kwartałach 2016 roku wypracowała zysk brutto w kwocie 34 mln PLN (zysk netto z działalności kontynuowanej wyniósł 26,4 mln PLN).  W porównaniu do analogicznego okresu 2015 roku był on wyższy o 36%. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży za okres 9 miesięcy ukształtowały się na poziomie 1.069 mln PLN (wzrost do analogicznego okresu 2015 r. o 14 %).

Z uwagi na wysokie saldo pożyczek denominowanych w euro Grupa narażona jest na wpływ różnic kursowych z tego tytułu. Wartość ujemnych różnic kursowych od pożyczek w wyniku za 9 miesięcy 2016 roku wyniosła 2,4 mln PLN.

Sytuacja gotówkowa Grupy nadal utrzymuje się na dobrym poziomie. Wartość środków pieniężnych na dzień 30 września 2016 r. wyniosła 262 mln PLN i przewyższała zadłużenie finansowe o 35 mln PLN.

Profil zadłużenia finansowego Grupy jest bardzo korzystny. Jedynie 15 mln PLN to kredyty bankowe i leasing. Dług korporacyjny w stosunku do Acciony Infraestructuras z tytułu udzielonych pożyczek na koniec 3 kwartału 2016 r. wynosił 212 mln PLN i w porównaniu do stanu na koniec 2015 roku w związku z naliczeniem odsetek oraz na skutek ujemnych różnic kursowych uległ zwiększeniu.

Na dzień 30 września 2016 roku kapitał własny ogółem Grupy wynosił 250 mln PLN (zwiększył się o 11,6% w porównaniu do 31 grudnia 2015 r.), natomiast zatrudnienie osiągnęło poziom 1.500 pracowników i było wyższe o 27 osób w porównaniu do stanu na koniec 2015 r.

Portfel zleceń Grupy na koniec września 2016 r. wyniósł 1,4 mld PLN. Zaawansowanie największego kontraktu, realizowanego przez Grupę Mostostal Warszawa (budowa bloków energetycznych w Opolu), wynosi 58% i postępuje zgodnie z planem.

W okresie od stycznia 2016 r. do września 2016 r. Grupa pozyskała nowe kontrakty na łączną kwotę 335 mln PLN. W październiku 2016 r. podpisane zostały kolejne umowy o wartości 98 mln PLN, co łącznie daje 433 mln PLN zleceń pozyskanych w 2016 r.

W związku z poprawą wyników finansowych, Grupa Mostostal Warszawa konsekwentnie poszerza współpracę z instytucjami finansowymi w obszarze zwiększenia linii gwarancyjnych, umożliwiających pozyskanie nowych kontraktów w sektorze budownictwa ogólnego, infrastrukturalnego i energetycznego. Od początku roku Grupa zwiększyła linie gwarancyjne na kontrakty budowlane o 115 mln PLN.

Polnord po trzech kwartałach 2016 r. z zyskiem 5,6 mln zł netto

W okresie trzech kwartałów 2016 r. Polnord wypracował 156,6 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży. Zysk operacyjny w tym okresie wyniósł 4,7 mln zł, a zysk netto 5,6  mln zł. Zarówno uzyskane przychody jak i zysk netto przekroczyły konsensus rynkowy. Od stycznia do września Grupa przekazała w 13 realizowanych inwestycjach łącznie 665 lokali.

W samym III kwartale br. Grupa wygenerowała 51 mln zł przychodów, 0,3 mln zysku operacyjnego i 2,53 mln zł zysku netto. W wyniku minionego kwartału rozpoznano 200 lokali przekazanych klientom, w tym 60 lokali wydanych przez współkontrolowane przez Polnord SA: Grupę Kapitałową Fadesa Polnord Polska oraz Semeko Aquasferę i Stację Kazimierz (według danych ważonych udziałem Polnord w poszczególnych spółkach). Ważona sprzedaż mieszkań Grupy Polnord wyniosła w tym okresie 236 szt.

Po trzech kwartałach przychody ze sprzedaży wyniosły ponad 156,6 mln zł.  Najistotniejszy wpływ na poziom osiągniętych przychodów miało przekazanie klientom 527 lokali w inwestycjach realizowanych przez spółki w 100% zależne od Polnord S.A. Najwięcej lokali zostało przekazanych na inwestycjach Śródmieście Wilanów (bud. F) zlokalizowanej w Warszawie  – 115 lokali,  Neptun I (etap II) zlokalizowanej w Ząbkach pod Warszawą – 100 lokali, Dwa Tarasy I-II zlokalizowanej w Gdańsku  – 97 lokali, oraz City Park IV (bud. A5) zlokalizowanej w Łodzi – 92 lokale. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł  45,9 mln zł i był wyższy 25,4% od wyniku osiągniętego w analogicznym okresie roku ubiegłego (wynik dotyczy inwestycji kontrolowanych w 100% przez Grupę).

Nasze wyniki po trzech kwartałach 2016 r wynikają bezpośrednio z realizacji przyjętej na początku roku strategii. Pracujemy nad rentownością sprzedaży a także optymalizacją posiadanych zasobów i procesów biznesowych w grupie. Wszystkie podejmowane przez nas dzisiaj działania znajdą swoje odzwierciedlenie w kolejnych kwartałach.– mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A. Przeglądając nasz raport warto zwrócić uwagę na widoczną, skokową poprawę rentowności sprzedaży brutto, która zmieniła się w stosunku do ubiegłego roku o niemal 10 punktów procentowych.  – dodaje Prezes Polnordu.

W III kwartale 2016 r. Grupa wprowadziła do sprzedaży trzy projekty. Budynek A3 osiedla Brzozowy Zakątek w Warszawie (99 lokali), budynek nr 8 osiedla Tęczowy Las II w Olsztynie (87 lokali) oraz ostatni etap inwestycji osiedla Ku Słońcu w Szczecinie (154 lokale). Najnowszym niedawno wprowadzonym do sprzedaży projektem jest Rezydencja Brzozowy Zakątek, w której deweloper oferuje Klientom jakość premium. W dwóch eleganckich trzypiętrowych budynkach zaprojektowano tu 107 mieszkań o wysokim standardzie, które zostaną wyposażone w technologię Smart Home. Znajdą się wśród nich zarówno propozycje dla singli od 29 m kw., jak i przestronne, rodzinne mieszkania o powierzchni do 92 m kw.

Dolar zyskuje najmocniej od 2009 roku, a zagraniczny kapitał ewakuuje się z rynków wschodzących

Indeks dolarowy agencji Bloomberg, mierzący siłę dolara względem koszyka głównych walut, zyskuje dziś około 0,9 proc. Indeks ten w ciągu ostatnich 4 dni, czyli od wyboru Donalda Trumpa na prezydenta, zyskał już ponad 2 proc. i znajduje się obecnie na najwyższym poziomie od lutego. Dzieje się tak dlatego, iż zapowiedź prezydenta elekta, odnośnie uruchomienia ogromnych wydatków na infrastrukturę, może doprowadzić do szybszego wzrostu gospodarczego oraz znacznego wzrostu inflacji. W takich warunkach rynkowych Fed byłby zmuszony do szybszych podwyżek stóp procentowych, co umacnia dolara.

Polski złoty jest wyjątkowo poszkodowany przez silnego dolara. Dzieje się tak dlatego, iż z tzw. emerging markets, w tym z Polski, wycofuje się zagraniczny kapitał w obawie, iż Donald Trump wprowadzi obostrzenia handlowe chroniące amerykański rynek przed zalewem tanich towarów. Para USDPLN zyskuje dziś 0,7 proc. handlując już powyżej poziomu 4,10, najwyżej od ogłoszenia wyników Brexitu w czerwcu. Natomiast para EURPLN próbuje odrabiać zeszłotygodniowe straty handlując w pobliżu poziomu 4,40, czyli o 2 grosze niżej niż w piątek wieczorem. Tak samo zachowuje się para CHFPLN, handlując w pobliżu poziomu 4,10.  Również indeks giełdowy WIG 20 odczuwa dziś silny odpływ kapitału zagranicznego, tracąc ponad 2 proc. i handlując poniżej poziomu 1760 punktów.

Dolar umacnia się do euro już szósty dzień z rzędu, a para EURUSD handluje dziś 1,2 proc. niżej niż w piątek, osiągając poziom 1,0720 widziany ostatnio w styczniu. Para USDJPY zyskuje aż 1,4 proc. handlując w okolicy poziomu 108,30 jenów, najwyżej od początku czerwca. Jen jest dodatkowo wsparty przez opublikowane nad ranem dane odnośnie japońskiego wzrostu gospodarczego. Japońskie PKB urosło w III kwartale 2,2 proc. (w ujęciu zannualizowanym) o 0,8 proc. wyżej niż przewidywali analitycy.  Tak dobry odczyt zmniejsza presję na Banku Japonii na zwiększenie stymulusu monetarnego w nadchodzących miesiącach.

Metale przemysłowe dalej zyskują na zapowiedzianych przez amerykańskiego prezydenta elekta ogromnych wydatkach fiskalnych na rozwój amerykańskiej infrastruktury. Miedź dokłada kolejne 1 proc. do 11 proc. zysków w zeszłym tygodniu napompowanych przez chińskich inwestorów euforycznie nastawionych do tych zapowiedzi. Ceny rudy żelaza na chińskiej giełdzie metali Dalian Commodity Exchange osiągnęły dziś 2-letnie maksimum po opublikowaniu danych odnośnie rosnącej produkcji stali w Chinach. Natomiast według Goldman Sachs Group Inc. wzrosty na miedzi i rudzie żelaza w ostatnich dniach są przesadzone i można spodziewać się nadchodzącej korekty na tych surowcach.

Złoto traci dziś ponad 1,3 proc. swojej wartości, handlując już w okolicy poziomu 1210 dolarów za uncję, najniżej od początku czerwca. Od czasu wyboru Donalda Trumpa złoto straciło najmocniej od 3 lat, ze względu na rosnące zagrożenie szybszego niż wcześniej przewidywano cyklu podwyżek stóp procentowych przez Fed. Ropa naftowa WTI traci około 0,4 proc. handlując już w pobliżu poziomu 43 dolarów za baryłkę ze względu na rosnącą produkcję Iranu oraz rosnącą liczbę otwartych wiertni z amerykańskich złóż łupkowych.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Co motywuje do zmiany pracy? Raport Pracuj.pl

Jak wynika z badania Pracuj.pl Specjaliści na rynku pracy 2016 prawie połowa badanych, deklarujących się jako osoby szukające pracy, odczuła w ostatnim roku ożywienie na rynku pracy. Do podejmowania nowych wyzwań zawodowych motywują przede wszystkim zarobki, możliwość zatrudnienia na wyższym stanowisku oraz szkolenia i możliwość rozwoju. Co jeszcze skłania pracowników do poszukiwania nowego zajęcia? A co jest w stanie zatrzymać ich w obecnym miejscu pracy?

Badanie Specjaliści na rynku pracy 2016 pokazuje, że największa część ankietowanych poświęca na poszukiwanie pracy od 1 do 2 godzin tygodniowo, a jedna czwarta do godziny w skali całego tygodnia. Deklaracje te znajdują odzwierciedlenie w liczbie wysyłanych dokumentów – największa część respondentów szukających pracy wysyła od 2 do 5 CV miesięcznie.

Na pierwszym miejscu wśród najtrudniejszych elementów poszukiwania pracy znalazła się trudność w znalezieniu odpowiedniej oferty, na drugim brak informacji zwrotnej po wysłaniu CV czy po rozmowie kwalifikacyjnej, a dopiero na trzecim stres związany z rozmową kwalifikacyjną.

Finanse głównym motorem zmiany

Finanse są podstawowym czynnikiem wpływającym na decyzję o zmianie pracy – zadeklarowało tak ponad 80% osób nieszukających pracy i ponad 70% osób szukających nowego zajęcia, z czego połowa pytanych przyznaje, że robi to właśnie ze względu na zbyt niskie zarobki w obecnym miejscu zatrudnienia. Jak wynika z badania, podwyżka może mieć duże znaczenie w utrzymaniu pracownika w firmie, a szczególnie, ta przyznana w skali minionego pół roku. Wśród osób nie szukających pracy, ponad jedna trzecia przyznała, że otrzymała podwyżkę w ostatnim półroczu, a wśród osób szukających pracy odsetek ten wyniósł 17%.

Rolę dobrych zarobków widać także w deklaracjach związanych ze zmianami większymi niż tylko zmiana pracy. Blisko 9 na 10 ankietowanych rozważyłoby zmianę miejsca zamieszkania dla nowej pracy, gdyby wiązało się to z wyższym wynagrodzeniem, ten czynnik jest zdecydowanie dominujący.

Dopiero, gdy potrzeby finansowe są zaspokojone, ankietowani biorą pod uwagę atmosferę w miejscu pracy, poziom równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym (tzw. work life balance) samorealizację i rozwój zawodowy.

Awans, szkolenia, a może dobra atmosfera – czym przyciągnąć lub utrzymać  pracownika?

Czynniki motywujące do zmiany pracy mogą być bardzo różne i zależą od wyznawanych przez daną osobę wartości oraz indywidualnych potrzeb. Z badania Specjaliści na rynku pracy wynika jednak, że poza lepszymi zarobkami, ważna jest możliwość zatrudnienia na wyższym stanowisku i możliwość rozwoju. Wśród szukających pracy zaledwie co dziesiąty pytany otrzymał w ostatnim roku awans – dla porównania, wśród nieszukających pracy ten wskaźnik wyniósł 25%. Tyle samo badanych poszukuje nowego pracodawcy, który zapewni i sfinansuje zewnętrzne szkolenia.

Wśród powodów poszukiwania nowego zajęcia ankietowani wymieniali także często brak docenienia w obecnej pracy (45% badanych), złą atmosferę pracy (23% badanych) oraz złe relacje z przełożonym (prawie 15% badanych). To ważny sygnał dla pracodawców, którzy powinni pochylić się nad kwestią komunikacji wewnętrznej i employer brandingu w swoich firmach, które jak się okazuje stanowią istotny element satysfakcji pracowników.

Źródło: badanie Pracuj.pl Specjaliści na rynku pracy 2016 przeprowadzone przez Pracuj.pl

Trump łamie opory i ignoruje wsparcia.

Obecna sytuacja na rynku nie sprzyja technikom. Czasem dochodzi do wydarzeń, które na nowo definiują najważniejsze poziomy na wykresach. Zwycięstwo Donalda Trumpa bez wątpienia można do takich wydarzeń zaliczyć.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 15.09-14.11.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2570 3,8860 3,7970 4,6440
Maksimum 4,4460 4,1450 4,1010 5,1570

eur

Euro dość długo utrzymywało się w miarę wąskim przedziale między 4,27 zł a 4,33 zł. Próby wybicia oporu pod koniec października się nie powiodły. Z początkiem listopada zaczęła się kształtować formacja zwyżkującego trójkąta. Został on wyłamany w zeszłą środę, po czym nastąpił prawie że książkowy retest. Poziom 4,33 zadziałał jako wsparcie. Od tego momentu obserwujemy dynamiczne osłabienie złotego. W niecałe 30 godzin kurs dotarł do poziomu 4,44 zł. Ostatni raz wspólna waluta była tak droga na początku lipca. Obecnie kurs EURPLN szuka nowego poziomu równowagi i wiele wskazuje na to, że zostanie on ustalony w okolicach 4,40.

chf

Frank szwajcarski również drożeje do dawno niewidzianych poziomów. Na początku listopada wszedł w kanał wzrostowy, na kanwie którego udało się sforsować zawsze istotny poziom równych 4 złotych. W zeszłą środę dolne ograniczenie kanału przecięło ten psychologiczny poziom i od tego momentu widzimy dalszą deprecjację naszej waluty. Wzrost ceny franka przyśpieszył jeszcze bardziej, gdy udało się przebić górne ograniczenie opisywanego kanału. Ostatecznie cena franka poszybowała w okolice 4,15 zł, po czym zawróciła do poziomu 4,10 zł. Zamieszanie na rynkach zwykle wspomaga szwajcarską walutę, więc dalszy wzrost na parze CHFPLN jest bardzo prawdopodobny.usd

To właśnie dolar jest odpowiedzialny za ostatnie zamieszanie na rynkach i wyraźnie widać to na wykresie. Ruchy na parze USDPLN mają większy zasięg i wydają się być bardziej chaotyczne. Zwłaszcza w dniu ogłoszenia wyników amerykańskich wyborów prezydenckich. Dolar najpierw znacząco osłabił się wobec pozostałych walut, również wobec złotego. W kilka godzin potaniał o 7 groszy do poziomu 3,86 zł. Następnie kurs USDPLN rozpoczął marsz na południe. Trzy dni wystarczyłyby dolar podrożał o 25 groszy. Obecnie jego cena oscyluje w granicach 4,10 zł. Nie licząc chwilowego wystrzału po brexicie ostatni raz amerykańska waluta aż tyle kosztowała na początku roku. Dolar jest ważnego oporu i jeśli go pokona (czego nie można wykluczyć) droga do naprawdę drogiego dolara będzie otwarta.gbp

Wyjątkowo interesująco wygląda sytuacja na funcie brytyjskim. Wielka Brytania wciąż nie jest pewna jak bardzo dotkliwy okaże się brexit co na pewno nie pomaga jej walucie. Jednak ostatnie wydarzenia dość mocno dotknęły zwłaszcza waluty z koszyka gospodarek wschodzących, do którego należy także polski złoty. Idealnie widać tę sytuację na wykresie GBPPLN, gdzie dopóki to brexit był w centrum uwagi, para ta znajdowała się w wyraźnym trendzie spadkowym. Przerzucenie uwagi inwestorów w stronę amerykańskich wyborów oraz późniejsze zwycięstwo Donalda Trumpa doprowadziły do przełamania linii oporu. Kolejne istotne opory były dość łatwo pokonywane i ostatecznie funt nie tylko powrócił powyżej 5 złotych, ale podrożał jeszcze bardziej i obecnie kosztuje ponad 5,10 zł.

Krzysztof Adamczak- dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Szybko rośnie eksport polskiej żywności do Hiszpanii

Żegnając kryzys gospodarczy Hiszpania wita… żywność z Polski! Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w I półroczu 2016 r. wartość eksportu produktów rolno-spożywczych do Hiszpanii wzrosła aż o 27% r/r[1]. To najlepszy wynik od lat. Według ekspertów Banku Zachodniego WBK, przy wykorzystaniu poprawiającej się koniunktury na Półwyspie Iberyjskim oraz przy odpowiedniej promocji naszej żywności, Hiszpania ma szansę wejść do czołówki najważniejszych odbiorców polskiej produkcji rolno-spożywczej.

eksport polskiej żywności do HiszpaniiWedług danych GUS[2], w I półroczu br. wartość całego polskiego eksportu do Hiszpanii osiągnęła wartość prawie 2,7 mld EUR, notując wzrost o 11% r/r. Na ten wynik w dużej mierze zapracowała właśnie branża spożywcza, która sprzedała w  Hiszpanii towary o wartości 27% większej niż rok temu. W naszym eksporcie żywności do Hiszpanii prym wiedzie wołowina, w większych ilościach wysyłamy także drób, mięso z indyka, wyroby piekarnicze i cukiernicze oraz zboża.

Jest dobrze…

Już we wcześniejszych latach wzrosty eksportu polskiej żywności do ojczyzny paelli i gazpacho miały dwucyfrową dynamikę, z jedyną drobną przerwą w I półroczu 2015 r., kiedy zanotowano wzrost jednocyfrowy (o 6,8% r/r.). Jednocześnie jednak Hiszpania nadal ma ogromny potencjał, aby umocnić swoją pozycję na liście naszych odbiorców, bo zgodnie z informacjami Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi[3] na razie jest na 8. miejscu. Eksperci Banku Zachodniego WBK są przekonani, że w porównaniu do potencjalnych możliwości jest to pozycja stanowczo zbyt niska. Hiszpania to 5. najludniejszy kraj Unii Europejskiej a obecnie także jedna z jej największych i najszybciej rozwijających się gospodarek.

Polska żywność z powodzeniem radzi sobie na największych europejskich rynkach i to nie tylko tych sąsiadujących z naszym krajem. Bardzo dużo sprzedajemy np. do Francji czy Włoch, mimo że kraje te są znaczącymi producentami żywności i same dużo eksportują. Polskim firmom udaje się wypracować na obu tych kierunkach sporą nadwyżkę handlową: 315 mln EUR w wymianie handlowej z Włochami i 304 mln EUR w wymianie z Francją[4]. Wydaje się więc, że ujemny bilans z Hiszpanią, wynoszący po I półroczu br. aż 196 mln EUR, też możemy zmienić. Potrzebna jest tylko dobra strategia, jak wykorzystać sprzyjające okoliczności – wskazuje Olga Pietkiewicz z Banku Zachodniego WBK, szefowa International Desk, jednostki odpowiedzialnej za udzielanie bankowego wsparcia organizacyjnego i informacyjnego dla polskich eksporterów na rynkach zagranicznych.

Marcin Luziński, ekonomista Banku Zachodniego WBK:

Hiszpańska gospodarka od kilku kwartałów rozwija się w dobrym tempie ok. 3% r/r, napędzana przede wszystkim popytem wewnętrznym, w tym konsumpcją, której sprzyja poprawa na rynku pracy. Zatrudnienie rośnie w szybkim tempie, odbijają też płace, choć bezrobocie wciąż jest bardzo wysokie. Hiszpanie wprowadzili szereg reform strukturalnych dotyczących m.in. rynku pracy i rynków produktów i wygląda na to, że mają one silne i pozytywne przełożenie na tempo wzrostu. Sądzę, że ich dodatni wpływ na wzrost będzie widoczny przez długi czas. Polska gospodarka także korzysta na ożywieniu w Hiszpanii: w I półroczu 2016 r. polski eksport do tego kraju rósł w tempie 11% r/r. Sądzę, że dwucyfrowe stopy wzrostu będziemy mogli zobaczyć także w kolejnych kwartałach. Moim zdaniem podobne tempo wzrostu zobaczymy także w 2017 r., co będzie sprzyjało popytowi na polskie produkty. W ostatnich miesiącach pewien negatywny wpływ na hiszpańską gospodarkę mogła mieć niepewność związana z brakiem rządu, więc w tym kontekście ustanowienie rządu Mariano Rajoya jest pozytywnym sygnałem.

…a może być jeszcze (dużo) lepiej

Analitycy Banku Zachodniego WBK zwracają uwagę, że polskiemu eksportowi na Półwysep Iberyjski, także spożywczemu, sprzyja sytuacja makroekonomiczna w Hiszpanii. Kraj ten, otrząsnął się po kryzysie i obecnie znajduje się w czołówce Wspólnoty pod względem dynamiki wzrostu PKB, które ma urosnąć do końca roku o 2,8% a w 2017 r. o 2,3%[5].

Popyt konsumpcyjny to warunek konieczny, żeby polskie produkty żywnościowe sprzedawały się w Hiszpanii. Ale niestety, nie jest to warunek wystarczający. Producenci żywności muszą podjąć wysiłek promocyjny, aby przekonać Hiszpanów do odkrycia polskich towarów i marek. Dodatkowo, aby mogły się one znaleźć na sklepowych półkach, potrzebne są kontakty z dystrybutorami i importerami. Stąd niezbędna obecność naszych przedsiębiorców na wydarzeniach biznesowych czy targach. Bank Zachodni również takie wydarzenia organizuje. Pod koniec listopada zabieramy grupę polskich producentów żywności, aby spotkali się z przedstawicielami hiszpańskich sieci handlowych i przekonali ich do swojej oferty – mówi Olga Pietkiewicz.

Nie tylko mięso i pieczywo

Poza mięsem i pieczywem, którym już udało się zaistnieć na hiszpańskim rynku, nadal istnieje wiele nisz, które mogłyby zapełnić właśnie polskie produkty. – Myślę, że w Hiszpanii spore szanse na sukces mają słodycze i wyroby cukiernicze, przetwory owocowo-warzywne oraz  żywność ekologiczna – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Banku Zachodniego WBK. Rykaczewski wyjaśnia, że lokalna produkcja niektórych artykułów nie zawsze nadąża za rosnącym zainteresowaniem konsumentów. Jest to wynik zmian preferencji zakupowych Hiszpanów.

[1] Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Departament Rynków Rolnych, Polski handel zagraniczny artykułami rolno-spożywczymi w okresie styczeń – czerwiec 2016 roku (str. 3), https://bip.minrol.gov.pl/content/download/50266/281624/version/1/file/Opis%20HZag%206_2016.pdf.

[2]Główny Urząd Statystyczny, Handel zagraniczny. I-VI 2016 (str. 57).

http://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5466/5/9/1/ch_handel_zagraniczny_i_vi_2016.pdf

[3] Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Departament Rynków Rolnych, Polski handel zagraniczny artykułami rolno-spożywczymi w okresie styczeń – czerwiec 2016 roku (str. 2).

[4] Tamże, str. 6.

[5] OECD, Economic Outlook, Spain – Economic forecast summary (June 2016)

http://www.oecd.org/eco/outlook/spain-economic-forecast-summary.htm.

Państwo Polskie powinno podjąć inicjatywę uregulowania kwestii walutowych

Sytuacje dotyczące kredytów w walutach obcych, zagranicznych nie są nowością. Przede wszystkim są związane z funkcjonowaniem waluty obcej, a co za tym idzie występowały w historii gospodarczej Państwa Polskiego XX wieku.  Trzeba zwrócić uwagę na okres sprzed wybuchu II Wojny Światowej, mianowicie od dewaluacji Dolara Amerykańskiego w 1933 roku. Wówczas dolar amerykański stracił mocno na wartości, w związku tym Państwo Polskie w 1934 roku musiało wydać regulacje dotyczącą przerachowania waluty zagranicznej, przede wszystkim właśnie dolara amerykańskiego.

Ta regulacja była określona mianem Dekretu Walutowego. Określiła ona stosunki walutowe w Państwie Polskim do wybuchu II Wojny Światowej w Polsce, zwłaszcza jeśli chodzi o zaciąganie zobowiązań pieniężnych w  walucie obcej.  Została przyjęta zasada nominalizmu, a więc zobowiązania pieniężne miały być wyrażane w pieniądzu polskim.  W ten sposób Państwu Polskiemu udało się w pewien sposób wyjść z opresji walutowej, która miała miejsce właśnie  w związku z załamaniem się kursu dolara amerykańskiego w roku 1933.  Współcześnie sytuacja jest jednak inna – czyli aprecjacja waluty frankowej, a co za tym idzie wzrost kosztów obsługi, jak i również wysokości kredytów we franku szwajcarskim.

– Kiedy kurs franka wynosił około 2 zł, zaciągając kredyt w wysokości 100 tysięcy złotych do spłaty było ok. 50 tysięcy franków. Obecnie kurs franka wynosi około 4 zł, więc do spłacenia jest około 200 tysięcy zł – mówi agencji eNewsroom.pl Robert Jastrzębski, prawnik, doktor habilitowany nauk prawnych, nauczyciel akademicki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego – Proszę pamiętać, że ryzyko walutowe, kredytowe jest rozciągnięte w czasie.  W związku z tym, jeśli ktoś zaciągał kredyt na 20 czy 30 lat oznacza to, że tak naprawdę mamy do czynienia z tzw. umową losową, czyli aleatoryjną. Kredytobiorca nie jest w stanie stwierdzić, jaką kwotę ma do spłacenia w przyszłości.  Dlatego też Państwo Polskie powinno podjąć podobną inicjatywę jak w 1934 roku, mianowicie uregulowania kwestii walutowych. W szczególności przez wydanie odpowiedniej regulacji prawnej w postaci ustawy, która przerachowałaby te należności pieniężne. Trzeba stworzyć pewnego rodzaju tablicę ewaluacyjną, która zawierałaby m.in. kwestie dotyczące kwoty kredytu i okresu na jaki zaciągnięty był kredyt – ocenia Jastrzębski.

CETA zagrożeniem dla branży spożywczej i mięsnej

Podpisana niedawno umowa CETA, dotycząca handlu pomiędzy Unią Europejską i Kanadą, to dobra wiadomość dla sektora przedsiębiorstw oraz gospodarek obu stron. W ostatnim czasie brakowało pozytywnych informacji odnośnie światowego handlu. Zgodnie z przewidywaniami Światowej Organizacji Handlu, dynamika globalnej wymiany handlowej sięgnie poziomu 1,7% w tym roku. Będzie to najsłabsze tempo od początku kryzysu na rynkach finansowych w 2009 roku, tym samym wszelkie formy liberalizacji handlu światowego i możliwość osiągnięcia wyższego wolumenu eksportu jest dobrą wiadomością dla gospodarek oraz przedsiębiorstw UE i Kanady.

– Kanada nie jest istotnym partnerem handlowym dla Polski – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – Na liście głównych odbiorców polskiego eksportu Kanada plasuje się dopiero w trzeciej dziesiątce. Jednak umowa o wolnym handlu powinna przyczynić się do zwiększenia eksportu z naszego kraju na rynek kanadyjski. Należy pamiętać, że „drzwi” wymiany handlowej są otwarte w dwie strony, zatem firmy kanadyjskie także będą miały łatwiejszy dostęp do rynku europejskiego. W tym miejscu widoczne są pewne zagrożenia związane z umową CETA, które dotyczą poszczególnych branż np. spożywczej i mięsnej. Dla tych sektorów dosyć istotny jest rynek europejski, a wyższa konkurencja w Europie może oznaczać ograniczenie marż.Obecnie umowa CETA będzie obowiązywała w części handlowej i musi zostać ratyfikowana przez wszystkie kraje członkowskie UE. Ten proces może zająć kilka lat. Dopiero wówczas można mówić o implementacji części inwestycyjnej, która zawiera w sobie dyskusyjny element arbitrażu narodowego. Chodzi o oddanie wszelkich sporów pod jurysdykcje krajów innych niż państwo przeprowadzanej inwestycji. W przypadku firm kanadyjskich wydaje się, że arbitraż międzynarodowy może być wykorzystywany w niewielkim stopniu, natomiast umowa będzie stanowiła pewien punkt odniesienia przy przygotowywanej umowie o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. W tym wypadku prawdopodobieństwo wykorzystania arbitrażu międzynarodowego może być znacznie wyższe – ocenia Sielewicz.

Co z tymi danymi – które osobowe?

Imię, nazwisko, adres, numer telefonu – pojedyncze informacje, ale odpowiednio zestawione stają się danymi, które podlegają ustawowej ochronie. Kiedy dane uznajemy za osobowe, a kiedy nie – wyjaśnia specjalista ODO 24.

Marcin Zadrożny, specjalista ds. ochrony danych w ODO 24.
Marcin Zadrożny, specjalista ds. ochrony danych w ODO 24.

Danymi osobowymi określa się zbiór informacji o danej osobie, które pozwalają na jej identyfikację. Nie jest to jednak stały zestaw, różni się on w zależności od podmiotu. Co do zasady samo imię i nazwisko nie stanowią danych osobowych, jeśli nie są powiązane z innymi informacjami. Najczęściej nie można na podstawie samego imienia i nazwiska wskazać konkretnej osoby, bo takie same może nosić nawet kilkaset osób. Określenie danych jako osobowe oznacza, że na ich podstawie można szybko określić tożsamość osoby, której dotyczą  – mówi adw. Marcin Zadrożny, specjalista ds. ochrony danych w ODO 24.

O tym czy dane są uważane za osobowe decyduje także to, kto nimi dysponuje. Przykładowo adres IP lub numer telefonu to dla większości z nas tylko ciąg cyfr, ale dla operatorów telekomunikacyjnych, którzy mogą powiązać je z konkretnym użytkownikiem są już danymi osobowymi. Numerem, który uważany jest za daną osobową jest numer PESEL, bo jest unikatowy dla każdej osoby zameldowanej w Polsce. Za dane osobowe jest również uznawany służbowy adres e-mail. Zawiera on bowiem najczęściej imię i nazwisko osoby oraz nazwę firmy lub organizacji, co pozwala na ustalenie tożsamości jego właściciela.

Gdy dane są osobowe to podlegają one regulacjom ustawy o ochronie danych osobowych. Oznacza to, że ich zbieranie i przetwarzanie musi odbywać się zgodnie z prawem. Firmy i organizacje muszą pamiętać m.in. o tym by mieć podstawę prawną przetwarzania takich informacji, spełnić obowiązek informacyjny i adekwatnie zabezpieczać zbiory – mówi adw. Marcin Zadrożny.

Przyjęte przez Unię Europejską nowe rozporządzenie o ochronie danych osobowych rozszerza definicję danych osobowych. Rozporządzenie wprowadza pojęcie pseudonimizacji danych i wskazuje w preambule, że przetworzone w taki sposób dane, które zestawione z dodatkowymi informacjami umożliwiają wskazanie konkretnej osoby, należy uznać za dane osobowe. Sama pseudonimizacja danych to nic innego jak przetwarzanie informacji, w taki sposób by nie było możliwe ich przypisanie do konkretnej osoby bez użycia dodatkowych informacji pod warunkiem, że takie dodatkowe informacje są przechowywane osobno i są objęte środkami technicznymi i organizacyjnymi uniemożliwiającymi ich przypisanie zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej. Dotychczas żadne regulacje prawne nie definiowały pseudoanimizacji, a przede wszystkim czy dane pseudonimizowane należy chronić tak samo jak dane osobowe – wyjaśnia specjalista ODO 24.

Warto dodać, że ochrona danych nie obejmuje informacji anonimowych, które nie pozwalają na ustalenie tożsamości konkretnej osoby. Takie dane przetwarzane są np. do celów statystycznych lub naukowych.

Ciężkie dni frankowiczów. Dolar rośnie w siłę.

Złoty słabnie w oczach. Frank powyżej 4,10 zł. Dolar od wyborów wciąż pnie się w górę. Rosną szanse na grudniową podwyżkę stóp. Prognozy NBP wskazują na wolniejszy wzrost gospodarczy w Polsce niż oczekiwano.

Słabość złotego

Przed wyborami w USA dużo mówiło się o wzroście niepewności na rynkach wywołanych przez hipotetyczne zwycięstwo Donalda Trumpa. Jednym z elementów tej układanki miał być wzrost wartości złota i franka szwajcarskiego oraz spadki na walutach wschodzących w tym między innymi na złotym. W środę i czwartek po wyborach było jeszcze w miarę spokojnie. Nie zmieniało to faktu, że złoty tracił po niemal 1% na wartości do franka. Kluczowy okazał się dopiero piątek. Pod nieobecność inwestorów z Polski, którzy mieli w większości dzień wolny z okazji 11 listopada na rynku zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Na otwarciu giełd w Europie Zachodniej rozpoczęła się wyprzedaż złotego. W ciągu godziny euro podskoczyło z 4,37zł do 4,42 zł. Frank z okolic 4,06 zł przebił 4,12 zł. Dolar od 4,00 zł do 4,06 zł, a funt z 5,03 zł do 5,12 zł.

Co dzieje się z dolarem

Silniejsze straty względem innych walut niż euro wynikał ze słabości europejskiej waluty względem dolara i innych walut światowych. Po wyborach EUR/USD dotarł na chwilę do 1,13$ po czym w ciągu 4 dni dotarł już w okolice 1,07$. Jak widać prognozy analityków o Donaldzie Trumpie szkodzącym silnemu dolarowi okazały się prawdziwe tylko przez pierwsze kilka godzin po wyborach. Gdy analitycy ochłonęli a kandydat republikanów złagodził retorykę inwestorzy rozpoczęli zakupy. Dolar jest obecnie na fali również względem jena japońskiego. Po tym jak w ciągu ostatnich miesięcy wielokrotnie przebijał 3 letnie minima odbił się i jest na najwyższym poziomie od maja.

Dlaczego dolar poszedł w górę

Dlaczego dolar się umacnia? Analitycy wskazują na deklaracje odbudowy amerykańskiej infrastruktury, obniżkę podatków oraz ograniczenie importu z Chin oraz napływu imigrantów. Działania te powinny przełożyć się na wzrost inflacji a ten sprzyja wzrostowi stóp procentowych/ To na co warto zwrócić uwagę to notowania kontraktów terminowych na stopę procentową. Od zwycięstwa Trumpa w wyborach szansa na podwyżkę stóp procentowych w USA wciąż rośnie. Obecnie po raz pierwszy przekroczyła 75% i wynosi 81,1%. Ruch ten dodatkowo wzmacnia notowania dolara wobec innych walut.

Prognozy wzrostu NBP

Znamy nowe wyniki modeli makroekonomicznych. Wzrost PKB w 2016 roku ma wynieść 3%, to już 0,8% mniej niż w marcowej projekcji. W górę poszła projekcja na 2017 gdzie założono 3,6% wobec dotychczasowych 3,5%. Gorzej wypada też deflacja, która powinna do końca roku wynieść 0,6%. Lepiej natomiast wypadają wynagrodzenia, które wzrosną w ciągu roku średnio o 4%, gdzie na początku zakładano 3,9%. Niższe i to aż o 0,8% ma być bezrobocie.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 16:00 – Strefa Euro – wystąpienia szefa EBC.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Intrum Justitia i Lindorff ogłosiły swój zamiar połączenia się i utworzenia nowej spółki

Dzisiaj Intrum Justitia i Lindorff ogłosiły swój zamiar połączenia się i utworzenia nowej spółki. Będąc od ponad 100 lat pionierami w obszarze zarządzania należnościami, teraz połączymy nasze siły. Nowa spółka będzie liderem w naszej branży, który mocno zaznaczy swoją obecność na 23 rynkach w całej Europie. Wspólnie będziemy tworzyć jeden zespół, w którego skład wejdzie ponad 8 000 profesjonalnych i zaangażowanych pracowników w całej Europie.

„Po połączeniu osiągniemy wielkość i pozycję umożliwiającą nam skorzystanie z bezprecedensowej okazji do wzrostu i ekspansji wynikającej z aktualnych trendów strukturalnych w sektorze bankowości. Mamy wspólne ambicje polegające na zajęciu pozycji lidera w branży i wierzymy, iż możemy się pozytywnie przyczynić do rozwoju zdrowej ekonomii w Europie. Obie spółki, każda we własnym zakresie, dokładały pionierskich starań mających na celu pokazanie, w jaki sposób działa nasza branża, koncentrując się na zapewnieniu zgodności z regulacjami prawnymi oraz uczciwej i pełnej szacunku windykacji” – mówi Mikael Ericson, prezes i dyrektor generalny Intrum Justitia.

„To połączenie jest idealne zarówno z geograficznego punktu widzenia, jak również z perspektywy doświadczenia oraz klientów. Wzmocni to naszą obecność na lokalnych rynkach i stworzy dla nas międzynarodową platformę umożliwiającą kontynuację, a także dalsze udoskonalanie naszych usług zarówno dla małych i dużych klientów. Razem z Mikaelem cieszę się na połączenie umiejętności naszych pracowników oraz naszego doświadczenia w branży, bo dzięki tej fuzji stworzymy wiodącą w branży organizację świadczącą usługi zarządzania należnościami” – mówi Klaus-Anders Nysteen, prezes i dyrektor generalny Lindorff.

Spółka powstała w wyniku połączenia będzie obsługiwać klientów w 23 krajach w Europie. Jesteśmy przekonani, iż klienci zasługują na dostęp do najlepszych dostępnych systemów i technologii zarządzania należnościami, jak również do inteligentnych pracowników, którzy rozumieją ich potrzeby.

Nasi partnerzy polegają na naszej obecności na lokalnych rynkach, znajomości tych rynków oraz łatwości zaspokajania ich lokalnych potrzeb. Niemniej jednak zmieniają się zachowania klientów, a wraz z nimi potrzeby w zakresie usług zarządzania należnościami. W tej nadal bardzo rozdrobnionej branży zauważamy, iż wielu naszych partnerów szuka dostawców usług, z którymi mogliby współpracować na wielu rynkach. Usługodawców obecnych zarówno na lokalnych, jak również na międzynarodowych rynkach, mających podobne systemy oraz metody raportowania, będących w stanie spełniać wymogi regulacyjne w międzynarodowym środowisku.

Sektor ten wymaga również inwestycji w supernowoczesne IT, systemy analizy danych oraz zgodności. Spółka powstała w wyniku połączenia będzie w stanie wykorzystać nasze możliwości i zasoby, takie jak skalowalność windykacji, bazy danych i analizy, strategie windykacyjne oraz procesy windykacji, a także dostęp do danych klientów dotyczących należności, mając na celu lepszą obsługę klientów za granicą. Będzie to również oznaczało korzyści dla mniejszych, lokalnych klientów, którzy będą mieć lepszy dostęp do informacji strategicznych oraz systemów.

Spółka Lindorff została założona przez Eynara Lindorffa w miejscowości Kristiania (teraz Oslo) w 1898 r. Spółka Intrum Justitia została założona w Sztokholmie w 1923 r. przez Svena Göranssona. Dzisiaj obie spółki zajmują wiodące pozycje w Europie i mają wyraźne ambicje, aby stać się światowymi liderami w naszej branży. Nasza wspólna, nordycka historia oraz wspólne wartości tworzą solidną podstawę tego mariażu. Intrum Justitia i Lindorff mają tę samą ambicję, aby stać się zaufanym, innowacyjnym liderem w branży.

Spółka Lindorff jest obecna w 13 krajach: nordyckich, w Hiszpanii, Niemczech, Włoszech, w krajach bałtyckich, Polsce, Rosji i Holandii. Zatrudnia ponad 4 400 pracowników, a jej główna siedziba znajduje się w Oslo.

Spółka Intrum Justitia jest obecna w 20 krajach. Zatrudnia około 4 000 pracowników, a jej główna siedziba znajduje się w Nacka, niedaleko Sztokholmu. Oprócz krajów nordyckich Intrum Justitia prowadzi działalność w Austrii, Belgii, Estonii, Niemczech, Holandii, Polsce, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii, Słowacji, Czechach, Francji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i na Węgrzech.

Umowa między naszymi firmami jest nie tylko ekscytującym wydarzeniem, w którym dane będzie nam uczestniczyć, ale także kamieniem milowym w historii zarządzania wierzytelnościami w Europie. Silniejsza obecność na wielu rynkach będzie działała na naszą korzyść. Jest to szansa, aby stać się prawdziwym liderem w naszej branży i zdefiniować sposób zarządzania należnościami w przyszłości.

Dolar jest najdroższy od czerwca

Gdy w środę rano stało się jasne, że Donald Trump zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, dolar zanurkował. Co takiego wydarzyło się na rynkach, że ciągu kolejnych godzin odrobił wszystkie straty, a w tej chwili jest najdroższy od czerwca i wyraźnie przekracza granicę 4,00 zł? Odpowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Wielu analityków rynkowych zwracało uwagę, że wygrana w wyborach kandydata Republikanów powinna oznaczać osłabienie dolara (USD). To przekonanie nie było oparte jedynie na zachowaniu rynku podczas publikacji sondaży wyborczych. Gdy Trump zdobywał przewagę, amerykańska waluta traciła na wartości, natomiast gdy ją tracił, kurs dolara rósł.

Dość łatwo można było zbudować logiczne uzasadnienie ekonomiczne do tego scenariusza. Niepewność po zwycięstwie Trumpa mogła spowodować ograniczenie wydatków konsumentów, co zmniejszyłoby szansę na kontynuację wzrostów wynagrodzeń i miałoby negatywne konsekwencje dla PKB czy wysokości inflacji. W rezultacie Rezerwa Federalna musiałby dłużej utrzymywać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, co prawdopodobnie osłabiłoby dolara. Dlaczego jednak ten scenariusz tak szybko stracił aktualność?

Rynek obligacji skarbowych

Kluczem do rozwiązania tej zagadki jest rynek amerykańskich instrumentów dłużnych. W środę rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych były blisko poziomu 1,70 proc. Teraz przekraczają granicę 2,20 proc. Bardzo silny ruch był obserwowany także na dwuletnich obligacjach. Ich rentowności wzrosły z 0,70 do 0,97 proc. W tym konkretnym przypadku ruch na instrumentach skarbowych oznacza wzrost oczekiwań dotyczących przyszłej inflacji. Skąd jednak rynek zaczął się nagle spodziewać wyższych cen w przyszłości, skoro wygrana Trumpa miała je obniżyć?

Po pierwsze, w przemówieniu prezydenta elekta pojawiała się zapowiedź zwiększenia wydatków infrastrukturalnych. Ta informacja często przewijała się podczas kampanii. Była jednak odbierana sceptycznie, chociażby ze względu na fakt, że republikański Kongres jest niechętny zwiększaniu wydatków budżetowych. Dodatkowo sondaże przewidywały, że większość w Senacie zdobędą Demokraci. Wtedy byłoby jeszcze trudniej zbudować jakikolwiek konsensus zmian fiskalnych.

Finalnie jednak okazało się, że cały Kongres jest pod rządami Republikanów. Założono więc, że skoro prezydent jest z tej samej partii, to możliwy będzie jednak jakiś plan zwiększenia wydatków infrastrukturalnych, mimo ogólnego negatywnego nastawienia konserwatystów do wyższego deficytu.

Pozytywne podejście dotyczące zwiększenia wydatków wywołało drugą optymistyczną reakcję. Przyjęto także, że zapowiedzi Trumpa o bardziej protekcjonistycznej polityce handlowej nie zmaterializują się lub będą na tyle ograniczone, że nie pogorszą konkurencyjności amerykańskiej gospodarki. Tym razem z kolei zadziałało podejście, że Republikanie nie popierają ograniczeń  w wymianie handlowej i Tumpowi będzie trudno zmienić ten pogląd.

W rezultacie po początkowej panice inwestorzy dość szybko założyli optymistyczny dla nich rozwój sytuacji. Nastąpi wzrost wydatków budżetowych na infrastrukturę, ale republikański Kongres nie pozwoli, by były one zbyt duże. Z kolei zapowiedzi wyższych ceł i weryfikacji umów handlowych odejdą w zapomnienie.

Biorąc więc pod uwagę fakt, że w tym momencie gospodarka USA rozwija się blisko swoich możliwości wytwórczych i Fed przygotowuje się na podwyżkę stóp procentowych, wzrost wydatków powinien być względnie szybko widoczny w wyższej inflacji. Wyższa inflacja i pewnie nieco wyższy od wcześniejszych oczekiwań przyszły poziom PKB to większe prawdopodobieństwo, że Fed szybciej niż sądzono będzie podnosił stopy procentowe. Jest to więc również dobra informacja dla amerykańskiego dolara.

Dolar powyżej 4 zł

Wzmocnienie dolara na rynku globalnym przekłada się na wzrost jego kursu powyżej granicy 4 zł. Wyższe rentowności amerykańskich obligacji powodują, że te instrumenty emitowane przez kraje rozwijające się stają się mniej atrakcyjne. Dodatkowo kapitał, który był zaangażowany w wysoko oprocentowane obligacje Brazylii, RPA czy Meksyku, szybko się wycofuje i jest zamieniany na dolary. Od środy rand, real oraz peso straciły do dolara odpowiednio 7, 9 i 13 proc. wartości.

Polska jest w nieco mniejszym stopniu narażona na odpływ inwestorów zagranicznych , ale w minionym tygodniu rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wzrosły do poziomu 3,32 proc. Jest to najwyższa wartość od czerwca 2015 r. Teoretycznie powinno to przyciągać zagraniczne fundusze, jednak zakładając, że obecny trend może być kontynuowany, globalny kapitał raczej skierowany jest w przeciwnym kierunku i prawdopodobnie czeka zarówno na niższe ceny obligacji, jak i jeszcze słabszego złotego.

Wyższe oczekiwania dotyczące przyszłej inflacji w USA, optymistyczne podejście do wybranych inicjatyw Trumpa i silny odpływ kapitału z rynków rozwijających się, wspierają globalną siłę dolara. W rezultacie wiele wskazuje na to, że amerykańska waluta pozostanie droga i utrzyma się powyżej granicy 4,00 zł przynajmniej przez najbliższe tygodnie.

Warszawa jak Amsterdam – wielkość rynku biurowego przekracza 5mln mkw.

Dynamiczny rozwój warszawskiego rynku biurowego obserwowany jest od kilku lat, jednak rok 2016 ma szansę zapisać się w historii jako najlepszy czas dla rozwoju sektora biurowego w stolicy. Obecnie w Warszawie w trakcie budowy jest 50 projektów biurowych, które dostarczą na rynek blisko 600 tyś. mkw. Wielkość warszawskiego rynku biurowego to ponad 5 mln mkw., podobna ilość powierzchni biurowej znajduje się w takich miastach jak: Amsterdam, Kopenhaga, Dublin oraz Barcelona.

Według najnowszego raportu Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy po III kw. 2016 przygotowanego przez firmę CBRE wynika, że tempo wzrostu nowej podaży nieznacznie obecnie wyprzedza dynamikę wzrostu popytu. To w konsekwencji ma wpływ na wskaźnik pustostanów, który spodziewamy się że po chwilowym spadku w 3 kw., spowodowanym niskim poziomem podaży, powinien w 4 kwartale powrócić na ścieżkę wzrostu. Warto jednak podkreślić iż wśród umów najmu zawartych w 3 kwartale  60% stanowią nowe transakcje, co wskazuje na duże zainteresowanie najemców budowanymi projektami, które finalnie szybko znajdują swoich najemców.

 

Dynamicznie globalizująca się Warszawa przyciąga inwestorów z całego świata. Stolica Polski posiada ogromny potencjał gospodarczy wsparty kapitałem ludzkim, przyjaznością dla biznesu oraz odpowiednia dostępnością. Do końca 2016 roku rynek warszawskich powierzchni biurowych powiększy się o 450 000 mkw. w 30 nowych budynkach. Szersza dostępność wysokiej jakości biurowej sprawi, iż Warszawa przyciągnie nowych graczy dotąd nieobecnych na polskim rynku.” komentuje Joanna Kalinowska, Dyrektor w dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych CBRE.

Czynsze umowne szacowane są obecnie na poziomie 23,00 EUR/mkw./m-c. za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe. Przewidujemy, że ich wartości mogą nieznacznie spaść w 2017 roku ze względu na dużą liczbę będących obecnie w budowie nowych projektów w Centrum Warszawy.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC opublikowała wyniki za III kw. br.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC osiągnęła jednostkowy zysk netto po trzech kwartałach wyższy o 30% niż w analogicznym okresie roku 2015. Z kolei jednostkowy zysk netto za III kw. br. był wyższy o 73% rdr.

Skonsolidowany zysk brutto wzrósł rdr o blisko 11%: z 0,45 mln zł w III kw. 2015 r. do 0,5 mln zł w III kw. 2016 r. Spółka w III kwartale pozyskała 330 zleceń windykacyjnych o wartości blisko 10 mln zł, a wartość przychodu z tytułu obrotu wierzytelnościami wzrosła o 880% rdr. Tak wysoka dynamika wzrostu przychodu z obrotu wierzytelnościami jest wynikiem zakupu not odsetkowych, które przyniosły wysoką stopę zwrotu.

„Oceniamy te wyniki jako bardzo dobre i potwierdzające stabilny rozwój spółki. Dlatego też podtrzymujemy prognozę finansową dla Kancelarii WEC, którą ogłosiliśmy w lipcu, a która zakładała osiągnięcie na koniec 2016 r. przychodów w wysokości co najmniej 6 mln zł oraz zysku netto w wysokości co najmniej 400 tys. zł.” – powiedział Remigiusz Brzeziński, prezes zarządu Kancelarii Prawnej – Inkaso WEC.

W kolejnych kwartałach spółka zamierza kontynuować działalność polegającą na zdobywaniu zleceń inkasa windykacyjnego. Będzie przy tym dążyć do pozyskiwania jak największej liczby zleceń jak najwyższej jakości, co umożliwi zmaksymalizowanie zysku na zleceniu. Działania te będą prowadzone także na nowych rynkach, takich jak Ukraina, gdzie obecnie rozwijana jest akwizycja usług Kancelarii.

Na przełomie II i III kwartału 2016 r. spółka rozpoczęła sprzedaż usług faktoringowych, oferując klientom usługi mikroFaktoringu, skierowane przede wszystkim do mikro i małych przedsiębiorstw, które potrzebują limitu do 50 tys. zł miesięcznie (duże firmy faktoringowe są zainteresowane limitami na poziomie z reguły minimum 200–300 tys. zł, a takie limity są dla mikro i małych podmiotów zbyt wysokie). Kancelaria widzi w tym segmencie duże perspektywy. Do tej pory zawarte zostały umowy udzielające klientom limit faktoringowy na kwotę ponad 400 tys. zł. Przychody z tej usługi będą uwidaczniać się w przychodach spółki począwszy od IV kwartału 2016 r.

Rynek faktoringu w Polsce cały czas znajduje się w fazie intensywnego rozwoju (z roku na rok są to dwucyfrowe wzrosty liczby sfinansowanych klientów i obrotów) – usługa faktoringu  będzie się upowszechniać i zwiększać się będzie grono klientów, dla których będzie ona dostępna. Spółka pragnie wpisać się w ten trend rynkowy i wykorzystać względnie mało jeszcze zagospodarowany segment mikro i małych przedsiębiorstw. W związku z tym ten segment rynku ma średnio wyższe marże od pozostałych i stanowi atrakcyjny kierunek inwestycji.

Oprócz tych działań spółka dywersyfikuje przychody poprzez organizowanie szkoleń prawnych jak również świadczenie szeregu innych usług z zakresu zarządzania wierzytelnościami.

We wrześniu br. Kancelaria znalazła się pośród 90 spółek z nowo utworzonego, najbardziej obecnie prestiżowego, indeksu NewConnect – NC Focus. Stopa zwrotu z akcji spółki to (na 10/11/16) +98% YTD i +78% za jeden rok.

Przeterminowane i fałszywe dane problemem dla firm

Firmy mają dziś poważne trudności z zarządzaniem swoimi zasobami cyfrowymi. Płacą krocie za dane, których już dawno powinny były się pozbyć. Utrzymują na swoich serwerach przeterminowane, nieaktualne, fałszywe i bezużyteczne informacje. Te dane to „Bug Data”, czyli kopie informacji zarchiwizowanych przez firmę, które nie zostały zaktualizowane i tym samym straciły swoją biznesową wartość. Według szacunków firmy analitycznej IDC „Bug Data” to już problem globalny. Ponad 60 proc. danych przechowywanych dziś w przedsiębiorstwach stanowią kopie zapasowe przeterminowanych informacji. „Bug Data” w firmach to już ponad 3 eksabajty zbędnych danych. Do końca tego roku koszt ich utrzymania przekroczy próg 50 mld dolarów. To niemal 8 razy tyle, ile firmy przeznaczają na przechowywanie danych typu Big Data.

Kosztowny nadmiar informacji

Według Data Geonomics Index, aż 41 proc. danych globalnych przedsiębiorstw nie było modyfikowanych od 3 lat, zaś 12 proc. w ciągu 7 minionych lat nigdy nie zostało nawet otwartych. Światowi liderzy IT twierdzą, że jedynie 20 proc. zbieranych przez nich danych wykorzystuje się do usprawniania procesów biznesowych, a 33 proc. z nich klasyfikuje się jako ROT, czyli Redundant, Obsolete or Trivial: zbędne, przestarzałe i nieistotne. To wszystko wskazuje na wagę prowadzenia odpowiedniej klasyfikacji danych i przyporządkowania dostępu do nich poszczególnym pracownikom, którzy powinni rozumieć politykę danych przedsiębiorstwa dzięki regularnym szkoleniom. Ale nie tylko. Przechowywanie przez spółki nieużytecznych i przestarzałych danych, czyli tzw. „Bug Data”, wiąże się z niemałymi kosztami.

Z naszych wyliczeń wynika, że budowa i utrzymanie serwerowni o powierzchni 100 mkw. pochłonie aż 17 mln zł na przestrzeni 10 lat. Choć outsourcing – kolokacja w centrum danych – będzie znacząco tańszy, bo wyniesie 7 mln zł, to zakładając, że ponad 30 proc. danych stanowią informacje zbędne i tak okaże się, że firmy tracą miliony złotych z powodu przechowywania niepotrzebnych danych – zwraca uwagę Robert Mikołajski z Atmana, operatora największego polskiego centrum danych.

Koszty to jedno. Warto jednak zwrócić także uwagę na aspekt bezpieczeństwa. Liczba danych, które będą musiały zostać objęte cyberochroną, wzrośnie do końca dekady aż pięćdziesięciokrotnie – wynika z najnowszych prognoz firmy analitycznej Cybersecurity Ventures. Same straty finansowe wynikające z działalności cyberprzestępców wzrosną dwukrotnie – z 3 bilionów dolarów w 2015 roku – do 6 bilionów dolarów w 2021 roku.

W gąszczu „porzuconych” danych mogą znaleźć się wrażliwe informacje, związane z personaliami czy historią operacji finansowych spółki, które w przypadku dostania się w ręce cyberprzestępców mogą spowodować dotkliwe straty zarówno finansowe, jak i wizerunkowe – zauważa Ewelina Hryszkiewicz z Atmana.

Boom na technologie związane z Big Data sprawił, że firmy na całym świecie zaczęły przywiązywać coraz większą uwagę do analityki, gromadzenia i wykorzystywania danych w celach biznesowych. Dane stały się dziś nową walutą biznesową, a ich liczba w Sieci rośnie z roku na rok o blisko 40 proc. Wedle raportu „The Value of Our Digital Identity”, autorstwa Boston Consulting Group, wartość wszystkich anonimowych informacji zgromadzonych o internautach z obszaru całej Unii Europejskiej, w 2020 roku zbliży się do okrągłego biliona euro. Oznacza to, że finansowo dane te będą równoważne blisko 8 proc. PKB, generowanych przez wszystkie państwa Wspólnoty.

Taka skala danych może zatem przyczynić się do realnego przyspieszenia globalnej gospodarki. Dowodem jest choćby badanie „Going beyond the data. Turning data from insights into value”, przeprowadzone przez firmę KPMG International. Aż 82 proc. przebadanych w nim firm przyznaje, że korzystanie z aktualnych danych i wdrożenie zaawansowanych mechanizmów z zakresu analityki Big Data w chmurze obliczeniowej, pozwala na lepsze zrozumienie potrzeb i preferencji ich klientów, a także ma znaczący wpływ na perspektywę biznesową przedsiębiorstwa.

Polskie firmy chcą wykroić swój kawałek w tego biznesowego tortu. Entuzjastycznie podchodzą więc do inwestycji w nowinki technologiczne, takie jak Big Data marketing. Jak wynika z raportu „Welcoming Innovation Revolution”, autorstwa GE Global Innovation Barometer 2016, skala inwestycji w narzędzia do analityki wielkich zbiorów danych nad Wisłą wzrosła z poziomu 49 proc. w 2014 roku – do 68 proc. w roku ubiegłym. Jest tylko jeden, ale za to poważny haczyk. W każdym z tych przypadków kluczową rolę w monetyzacji cyfrowych informacji odgrywa jakość i aktualność danych, czyli tzw. data quality.

Dane ze znakiem jakości

Bez aktualizowanych na bieżąco baz danych, stanowiących źródło wiedzy o kliencie, firma może utonąć w potopie „Bug Data”.

Firmy często nie zdają sobie sprawy z tego, że dane mają krótki termin przydatności do biznesowego spożycia. Aby zachowały swoją wartość, należy je regularnie oczyszczać oraz weryfikować, pozbywając się informacji, które dawno przestały cokolwiek znaczyć. Takimi danymi są tzw. „Bug Data”. To dane śmieciowe, zawierające mylne, nieaktualne informacje o kliencie lub firmie, które w efekcie przeszkadzają przedsiębiorstwu w monetyzacji zasobów cyfrowych. Skalę takich danych szacuje się aktualnie na poziomie 3 milionów terabajtów, czyli 3 eksabajtów – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, największej hurtowni Big Data w Europie, która na bieżąco gromadzi, przetwarza i weryfikuje prawdziwość danych z Internetu, pomagając firmom w ich monetyzacji – Większość danych typu „Bug Data” stanowią tworzone przez firmy archiwa danych produkcyjnych, generowanych w zasadzie każdego dnia i przechowywanych później latami na serwerach przedsiębiorstwa. To nieaktualne, nieoczyszczone i niezweryfikowane informacje, które nie zostały później poddane analizie i aktualizacji. Firmy nie mogą ich spożytkować w swojej strategii czy procesach decyzyjnych, a nawet nie powinny tego robić. Oparcie strategii sprzedażowej przedsiębiorstwa na zdezaktualizowanych informacjach, może okazać się nie tyle nieskuteczne, co przeciw-skuteczne i potrafi zaszkodzić firmie. Tym samym przedsiębiorstwa, zamiast czerpać profity z Big Data, płacą często nieświadomie za utrzymanie infrastruktury „Bug Data”, czyli za stare i pełne błędów dane – dodaje Piotr Prajsnar.

Jakość danych, czyli tzw. data quality, ma olbrzymie znaczenie w biznesie. Z raportu Economist Intelligence Unit (EIU) wynika, że wykorzystanie analityki danych stało się głównym motorem napędowym przychodów w przeszło 60 proc. przebadanych firm z sektora IT. Z kolei aż 83 proc. przedsiębiorstw twierdzi, że dzięki danym ich produkty oraz usługi stały się bardziej opłacalne i zaczęły przynosić większe profity firmie. Ponad połowa respondentów (59 proc.) określiło Big Data jako „kluczowy element” funkcjonowania ich organizacji, zaś 29 proc. uznało ją za „niezwykle istotną” dla rozwoju firmy. Co ciekawe – blisko połowa firm (47 proc.) przyznała, że ogranicza się do monetyzacji danych zgromadzonych wyłącznie w ramach przedsiębiorstwa, np. z wewnętrznych systemów BI (ERP, CRM), relacji z klientami czy danych z aktywności reklamowej firmy w Sieci.

Aktualność i świeżość danych jest podstawą ich monetyzacji. Jednak firmy z Europy mają z nią poważny problem. Dowodzi tego badanie EIU, w którym udział wzięło 476 przedstawicieli działów IT z całego świata. Wśród kontynentów najlepiej monetyzujących dane prym wiodą firmy z Azji: aż 63 proc. azjatyckich przedsiębiorstw deklaruje, że potrafi generować zysk z gromadzonych przez siebie danych. Oznacza to zatem, że to właśnie rynek azjatycki najlepiej radzi sobie z problemem „Bug Data”. Drugie miejsce zajęły firmy ze Stanów Zjednoczonych, ze wskaźnikiem 58 proc. skuteczności w monetyzacji wielkich zbiorów danych. Ostatnie miejsce przypadło zaś Europie, w której korzyści z monetyzacji cyfrowych informacji czerpie „tylko” 56 proc. przebadanych firm.

Ostatnie miejsce firm ze Starego Kontynentu w monetyzacji danych dowodzi, że europejskie przedsiębiorstwa mają poważny problem z odseparowaniem Big Data od „Bug Data”. Ich głównym problemem jest dziś ocena przydatności i wiarygodności zasobów Big Data, podobnie jak ocena przydatności danych ze źródeł zewnętrznych, których do tej pory firmy nie brały pod uwagę. Problemy z monetyzacją danych zgłasza aż 58 proc. przedsiębiorców przebadanych przez firmę KPMG, a blisko połowa respondentów zwraca uwagę na problemy z dostępnością odpowiednich danych.

Dostęp do odpowiednich, aktualnych danych często decyduje o uzyskaniu rynkowej przewagi przez firmę. Big Data, będąc cyfrowym kapitałem przedsiębiorstwa, staje się jednocześnie jej kapitałem strategicznym i rozwojowym. Dlatego tak istotne są zarówno jakość, jak i rozdzielczość, a przede wszystkim: aktualność danych, jakimi dysponuje dzisiaj biznes. Europejskie przedsiębiorstwa muszą zadbać o to, aby użytkowane przez nie dane zawsze były odzwierciedleniem faktycznego stanu wiedzy o rynku i konsumencie. Ta wiedza nie jest jednak osiągalna bez otwarcia firmowych systemów BI na platformy DMP. Jeśli to otwarcie i integracja danych z różnych źródeł nie nastąpi, to firmy będą nieustannie obracać się na jałowym biegu, bazując nie tyle na Big Data, co na „Bug Data” – dodaje Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Cena błędu

„Bug Data” może również przyczynić się do wygenerowania realnych strat w sektorze e-commerce. Zwłaszcza wówczas, gdy e-sklepy bazują na nieaktualnych informacjach cenowych, które pobierają z Sieci. Rzesze internautów każdego dnia poszukując okazji u e-sprzedawców, a swoje decyzje zakupowe najczęściej podejmują w oparciu o porównywanie cen tego samego produktu i wybór najkorzystniejszej oferty. Jaki ma to związek z „Bug Data”?

– „Bug Data” w kontekście cen online, to nic innego jak nieaktualne informacje zaciągnięte ze stron sklepów internetowych, porównywarek cenowych i portali aukcyjnych przez firmy, wedle których przedsiębiorstwa następnie układają swoją strategię cenową. To jednak mylne posunięcie, ponieważ liczba produktów oferowanych w sprzedaży online stale rośnie, a ich ceny zmieniają się niezwykle dynamicznie, niezbędnym jest wykorzystanie w monitoringu cenowym firmy mechanizmów uczenia maszynowego. Takie mechanizmy dostarczają firmom danych o cenach w czasie rzeczywistym i – co najważniejsze – danych aktualnych.  Pozwalają tym samym firmie na kształtowanie optymalnej polityki cenowej, która może być dopasowywana do cenowych realiów na bieżąco. Dzięki takiemu posunięciu firmy doprowadzają do niezwykle kosztownych dla siebie wojen cenowych – mówi Jakub Kot, CEO Dealavo, firmy specjalizującej się w smart-pricingu i dostarczającej narzędzia do monitoringu cen online oraz konkurencji.

Praca u podstaw

Dr Vinton Gray Cerf, wiceprezydent Google, nazywany powszechnie „Ojcem Internetu”, w trakcie zgromadzenia American Association for the Advancement of Science w San Jose, mówił o konieczności prowadzenia bieżącej pracy nad danymi zgromadzonymi przez firmy. Przestrzegał biznes przed zafiksowaniem wyłącznie na gromadzeniu danych, za którym nie idzie w parze ich aktualizacja ani regularne oczyszczanie z nieistotnych treści, wskutek czego z Big Data stają się one „Bug Data”.

Digitalizujemy  rzeczy, ponieważ myślimy, że dzięki temu je uchronimy. Nie rozumiemy jednak, że jeśli nie podejmiemy kolejnych działań, to zdigitalizowane przez nas informacje mogą okazać się gorsze od swoich rzeczywistych pierwowzorów.

Vinton Cerf, mówiąc o kolejnych krokach bieżącej pracy nad danymi, miał na myśli przede wszystkim ciągłą weryfikację prawdziwości i aktualności danych, czyli jednej z czterech składowych tworzących Big Data: „Veracity”. Bez takich działań firmy będą kręciły się w kółko, operując wyłącznie na cyfrowych archiwach, a nie aktualnych informacjach.

Przede wszystkim jednak „Ojciec Internetu” ostrzegał przed nadchodącymi „cyfrowymi, ciemnymi wiekami”. Jako główny katalizator „Digital Dark Age” wymienił implozję danych (Big Data), zdominowanych przez dane nieuporządkowane, nieustrukturyzowane, nieprzetworzone, surowe, a przez także dane archiwizowane, czyli kopie informacji, które firmy przechowują na swoich serwerach. Cerf twierdzi, że to właśnie inwazja danych tego typu stanie się największym wyzwaniem stojącym przed analitykami danych w kolejnych latach.

Kim jest polski innowator i jak Unia chce go wspierać?

W europejskich rankingach innowacyjności Polska plasuje się na 23. miejscu na 28 państw. Tym samym znajdujemy się gronie tzw. „umiarkowanych innowatorów”. Działania oferowane w ramach nowej perspektywy unijnej, jak „Bon na innowacje dla MSP” czy instrument InnovFin mają sprawić, że polscy innowatorzy rozwiną skrzydła. Kim jednak są przedsiębiorcy innowacyjni? Dlaczego ich wspieranie jest tak ważne dla Unii Europejskiej?

W rankingu European Innovation Scoreboard 2016  opublikowanym przez Komisję Europejską Polska zajmuje 23. pozycję wśród 28 europejskich państw. Do europejskich i światowych liderów innowacyjności jeszcze nam daleko, ale naszą pozycję poprawia stosunkowo wysoka skłonność polskich spółek do inwestycji. W tym zakresie polskie firmy uplasowały się na 14. miejscu w rankingu European Innovation Scoreboard 2016.

Polscy przedsiębiorcy nie boją się odważnych i ryzykownych inwestycji. Dzięki temu osiągają wiele spektakularnych międzynarodowych sukcesów. Wielu z nich realizuje swoje wizje mimo braku środków – korzystając z kredytów, leasingów oraz pożyczek inwestycyjnych.  – Przedsiębiorcy, zwłaszcza ci innowacyjni, są „oczkiem w głowie” Unii Europejskiej. Firmy, które mają pomysły i chcą je realizować, mogą liczyć na szereg form wsparcia finansowego, co ma służyć zwiększaniu konkurencyjności gospodarki zauważa Monika Ostaszewska, Menadżer Produktów w Raiffeisen Leasing.

Dla tych, którzy chcą się rozwijać, inwestując w niestandardowe i ryzykowne rozwiązania, Unia Europejska przygotowała instrument finansowy o nazwie InnovFin. Jego zadaniem jest ułatwienie dostępu do kredytów, leasingów i pożyczek, niezbędnych do finansowania inwestycji. Gwarancje udzielone w ramach InnovFin pozwalają bankom i firmom leasingowym obniżyć wymagania, skrócić procedury i finansować nawet najbardziej niestandardowe i ryzykowne projekty.

Kto jest i kto może być innowatorem?

W wymaganiach kwalifikujących do programu InnovFin uwzględniono 14 kryteriów innowacyjności. Przedsiębiorca starający się o leasing lub pożyczkę w ramach programu musi spełnić jedno z nich, aby otrzymać finansowanie. Zostały one opracowane w taki sposób, aby nie dyskwalifikowały przedsiębiorstw spoza branży nowych technologii, nieopracowujących unikalnych patentów czy takich, które wcześniej skorzystały z dotacji unijnych. Dzięki elastycznemu rozumieniu pojęcia innowacyjności, program daje dostęp do atrakcyjnego finansowania szerokiej grupie polskich firm. Preferencyjne produkty finansowe są dostępne za pośrednictwem Narodowych Pośredników Finansowych – polskich instytucji, które uzyskały unijną akredytację. Do ich grona należy Raiffeisen Leasing, który do tej pory w ramach InnovFin sfinansował inwestycje o łącznej wartości ponad 20 mln złotych.

– Zgłaszają się do nas firmy z różnych branż. Od prywatnych ośrodków medycznych poprzez producentów makaronów, aż do firm z branży sportowo-rozrywkowej. Do tej pory w ramach programu InnovFin sfinansowaliśmy m.in. nowoczesną aparaturę medyczną, stację prób silników czy wyposażenie parku trampolin – mówi Monika Ostaszewska, Menadżer Produktów w Raiffeisen LeasingPolski innowator to nie tylko firma z branży nowych technologii czy instytut badawczy pracujący nad rewolucyjnym rozwiązaniem. To także producent wyrobów z plastiku ekologicznego, który chce inwestować w nowe maszyny, browar rzemieślniczy wdrażający nowe receptury czy prywatna klinika inwestująca w sprzęt nowej generacji. Wszyscy ci przedsiębiorcy przyczyniają się do tworzenia miejsc pracy, a tym samym rozwoju polskiej gospodarki ­– dodaje Monika Ostaszewska.

Dwutorowe wsparcie unijne impulsem do podwójnego rozwoju

Innowacje potrzebują zarówno zastrzyków finansowych – w postaci dotacji, jak i impulsów stymulujących do działania – czyli instrumentów zwrotnych. InnovFin jest częścią tzw. „drugiej odnogi Plany Junckera”, której celem jest rozwijanie i upowszechnianie instrumentów zwrotnych. Powstały one w odpowiedzi na coraz większe zapotrzebowanie na finansowanie ryzykownych i innowacyjnych inwestycji.

InnovFin obejmuje finansowanie leasingiem lub pożyczką o wartości od 107 tys. do prawie 4 mln zł (25-930 tys. EUR). Ponadto przedsiębiorcy mogą liczyć na bardziej atrakcyjną strukturę transakcji niż w ramach standardowego finansowania, a więc np. na korzyści cenowe.

 – Procedura pozyskania pożyczki czy leasingu z dofinansowaniem nie wymaga składania specjalnych wniosków ani stania w kolejkach. Bank lub firma leasingowa same przechodzą proces aplikacyjny w celu pozyskania gwarancji z instytucji unijnych. Z punktu widzenia przedsiębiorcy procedura jest standardowa, a nawet prostsza ze względu na obniżone wymagania kwalifikacyjne – dodaje Monika Ostaszewska.

SferaNET S.A. z rekordowymi przychodami ze sprzedaży

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacji, zakończyła 3 kw. 2016 r. rekordowymi przychodami netto ze sprzedaży, które wyniosły 2.092 tys. zł oraz zyskiem netto w wysokości 86 tys. zł. Spółka zrealizowała kilka kontraktów sprzedaży sprzętu z branży teleinformatycznej i telekomunikacyjnej, co pozwoliło jej zanotować najwyższy poziom przychodów w całej historii.

3 kw. 2016 r. przyniósł Emitentowi znaczący wzrost zysku netto i przychodów netto ze sprzedaży w odniesieniu do analogicznego okresu 2015 r. i wyniósł on odpowiednio 218% oraz ponad 190%. Narastająco, zysk netto SferaNET S.A. po trzech kwartałach 2016 r. sięgnął blisko 247 tys. zł, a wartość sprzedaży przekroczyła 3.532 tys. zł wobec 99 tys. zł zysku netto i 1.750 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży rok wcześniej. Warto także dodać, że Spółka odnotowuje stały wzrost osiąganych rentowności, co pozwala jej Zarządowi spoglądać z dużym optymizmem na kolejne kwartały.

„Cieszę się, że mamy za sobą kolejny bardzo dobry kwartał, bowiem wysokość przychodów ze sprzedaży to nowy rekord Spółki. Jest to tym bardziej satysfakcjonujące, gdyż otworzył się przed nami nowy rynek związany ze sprzedażą sprzętu IT. W przyszłości planujemy wzmocnić nasz dział handlowy specjalistą właśnie z tego obszaru.” – komentuje Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

„SferaNET utrzymuje na lokalnym rynku bardzo silną markę. Sądzę, że jest to spowodowane świadczeniem usług o wysokiej jakości, jak również kilkunastoletnią obecnością firmy na rynku. Oznacza to, że aktualnie mamy więcej zamówień niż mocy przerobowych i pracujemy nad możliwościami zwiększenia naszej wydajności. Taka sytuacja Spółki pozwala z optymizmem planować kolejne osiągnięcia i wyniki finansowe. Więcej na ten temat będzie można przeczytać podczas planowanej na 17 listopada br. aktualizacji prognoz finansowych. – dodaje Anna Stanaszek, Prokurent SferaNET S.A.

SferaNET S.A. konsekwentnie realizuje przyjętą strategię w zakresie polityki sprzedażowej swoich usług i rozszerza zasięg sieci światłowodowej pozyskując perspektywiczne kontrakty z klientami biznesowymi. Dzięki rozbudowie infrastruktury Spółka poszerza również swój dostęp do klientów indywidualnych. Duże znaczenie dla dalszej poprawy wyników finansowych Emitenta ma fakt, że w grudniu 2015 r. zakończyły się umowy abonamentowe dla Klientów korzystających z promocyjnej prolongaty. Od początku 2016 r. powyżsi Klienci opłacają już pełny abonament. Dodatnia dynamika zawieranych umów z osobami fizycznymi w 3 kw. 2016 r. w ujęciu rdr. jest bardzo dobrym prognostykiem dla dalszego wzrostu przychodów osiąganych ze sprzedaży usług abonamentowych. SferaNET S.A. zrealizowała w minionym kwartale zlecenie na dostawę sprzętu IT o wartości 1,5 mln zł netto.

„Bez wątpienia komplementarne usługi, tj. obsługa pod kątem telekomunikacyjnym oraz wyposażanie serwerowni, a także usługa support’u IT, są dobrym kierunkiem rozwijania usług w sektorze biznesowym. Z pewnością rynek małych i średnich firm będzie dostrzegał realne korzyści z dostępu do kompleksowej usługi, jaką dziś świadczymy.” – zakończyła Anna Stanaszek.

SferaNET S.A. przedstawiła w czerwcu br. prognozy finansowe na 2016 r. Zakładały one osiągnięcie przychodów netto ze sprzedaży na poziomie 2.700 tys. zł oraz wypracowanie zysku EBITDA w kwocie 800 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach 2016 r. Spółka wykonała prognozę przychodów na poziomie ponad 130% oraz zysku EBITDA na poziomie ponad 104%. W związku z tym Emitent opublikuje nowe prognozy finansowe na 2016 r. w dniu 17.11.2016 r.

W ostatnim czasie w Akcjonariacie Spółki ujawnił się fundusz kapitałowy – ABS Investment S.A., który przekroczył próg 10% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. ABS Investment S.A. dokonał nabycia 369.841 szt. akcji Emitenta i po przeprowadzonej transakcji posiada łącznie 512.206 szt. akcji, co stanowi 11,12% udziałów w ogólnej liczbie głosów na WZA SferaNET S.A. oraz tyle samo udziałów w jej kapitale zakładowym.

Podsumowanie pierwszego roku działalności rządu Beaty Szydło

16 listopada 2016 r. minie rok od zaprzysiężenia rządu Beaty Szydło. To dobra okazja, żeby podsumować działania tego gabinetu w sferze gospodarczej.

mgr Jakub Sawulski, Katedra Finansów Publicznych UEP
mgr Jakub Sawulski, Katedra Finansów Publicznych UEP

Wypowiedź eksperta Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu – Jakuba Sawulskiego z Katedry Finansów Publicznych:

PLUSY

Program Rodzina 500+: To pierwszy w historii naprawdę znaczący program polityki prorodzinnej w Polsce. Dzięki niemu poziom wsparcia rodzin w Polsce ocenia się obecnie jako 4. najwyższy wśród państw UE (w relacji do średniej płacy). Pierwsze badania wskazują, że pomoc trafia przede wszystkich do rodzin o niskich dochodach. Program spełnia więc swoją funkcję socjalną. Na odpowiedź na pytanie, czy spełnia swoją funkcję demograficzną trzeba jeszcze poczekać. W kwestii źródeł finansowania programu rząd wykorzystał fakt, że w 2016 r. pojawiły się niestandardowe dochody finansów publicznych (wpłata z zysku NBP oraz dochody z aukcji częstotliwości LTE), które w zasadzie całkowicie pokryły koszty funkcjonowania programu 500+ w 2016 r. (około 17 mld zł). Należy docenić jednak sposób wdrożenia programu – mimo że jego skala jest duża, to odbyło się to w zasadzie bez problemów natury administracyjnej.

Uszczelnienie podatków: Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało, że głównym źródłem finansowania obietnic wyborczych będzie uszczelnianie podatków, czyli zmniejszenie skali wyłudzeń i oszustw, przede wszystkim w podatku VAT i CIT. Mimo że nie podjęto jeszcze żadnych radykalnych działań legislacyjnych, to prawdopodobnie same zapowiedzi bardziej restrykcyjnych kontroli i prawa poskutkowały wzrostem dochodów podatkowych. Widać to przede wszystkim po wpływach z podatku VAT, które w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku były o prawie 7 mld zł wyższe niż w analogicznym okresie 2015 roku. Nie jest to kwota która pozwoli zrealizować wszystkie wyborcze obietnice PiS, ale niewątpliwie efekt wzrostu dochodów należy zapisać rządowi na plus.

MINUSY

Spadek inwestycji i wzrost niepewności w gospodarce: Z dużą dozą pewności można już stwierdzić, że zakładany na 2016 r. wzrost gospodarczy w wysokości 3,8% nie zostanie osiągnięty. Wyniki polskiej gospodarki w I półroczu 2016 r. były bowiem wyraźnie poniżej oczekiwań. Niepokoi zwłaszcza spadek inwestycji – o 1,8% w I kwartale oraz 4,9% w II kwartale roku. Wzrost gospodarczy napędzany jest głównie przez rosnącą konsumpcję, ale w długim terminie ten czynnik może nie być wystarczający. MFW szacuje, że wzrost PKB w całym 2016 r. może wynieść ostatecznie 3,1%. Przyczyn spadku inwestycji w gospodarce jest kilka. Pierwsza – niezależna od rządu – to fakt, że znajdujemy się obecnie w okresie przejściowym pomiędzy dwoma budżetami UE, co czasowo zahamowało napływ do polskiej gospodarki funduszy unijnych. Drugi to paraliż decyzyjny, który nastąpił w administracji publicznej i spółkach skarbu państwa po znaczących wymianach kadr po wyborach, przez co wstrzymano część projektów inwestycyjnych. Wreszcie trzeci to wzrost ogólnej niepewności w gospodarce, związany z tym co dzieje się w polityce – głównie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Niestabilność polityczna ma wpływ na decyzje inwestycyjne w gospodarce (pośrednio – na dochody każdego z obywateli), a mimo to wydaje się, że rząd nie dąży do załagodzenia obecnego sporu.

Podatki sektorowe: Rząd Beaty Szydło wprowadził podatek bankowy, ale wpływy z tego tytułu są niższe niż przewidywano. Banki tak żonglują bowiem posiadanymi aktywami, żeby w dniu naliczania podatku wartość zobowiązań podatkowych była jak najniższa. Co więcej, wzrost marż od nowo udzielanych kredytów hipotecznych oraz wzrost dodatniego wyniku odsetkowego banków wskazuje, że koszty podatku bankowego zostały przerzucone na klientów. Jeszcze większą porażką okazał się być podatek handlowy – po kilku nieudolnych próbach jego wprowadzenia ostatecznie uchwalone przepisy zostały zakwestionowane przez Komisję Europejską.

OCENA NIEJEDNOZNACZNA

Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju: Sam fakt przygotowania Strategii należy ocenić pozytywnie, gdyż w polskiej polityce gospodarczej ostatnich kilkunastu lat brakowało myślenia strategicznego i długoterminowego. Długofalowe planowanie wymaga jednak konsensusu pomiędzy różnymi opcjami sceny politycznej, dzięki czemu przyjęta strategia zachowuje ciągłość, nawet gdy dochodzi do zmiany władzy w wyniku wyborów. W przypadku tzw. planu Morawieckiego nie zadbano o porozumienie polityczne w trakcie jego przygotowywania. Sama Strategia jest z kolei sprzeczna z niektórymi zapowiadanymi działaniami rządu (np. obniżeniem wieku emerytalnego).

Minimalna stawka godzinowa i podwyższenie płacy minimalnej: Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej to właściwy krok, który ograniczy zjawisko omijania przepisów o płacy minimalnej przez zatrudnianie pracowników na umowach cywilnoprawnych. Stawka ta powinna być jednak wprowadzana stopniowo, tak aby pozwolić pracodawcom na przystosowanie się do nowych warunków i zmianę modelu biznesowego. Narzucona od razu wysokość stawki godzinowej – 13 zł/h od 2017 r. – doprowadzi prawdopodobnie do likwidacji wielu miejsc pracy w pierwszym okresie obowiązywania nowych przepisów. Wątpliwości budzi także istotne zwiększenie miesięcznej płacy minimalnej – do wysokości 2000 zł od 2017 r. Badania naukowe wskazują, że negatywne efekty płacy minimalnej zaczynają przeważać nad pozytywnymi, gdy wysokość płacy minimalnej osiąga poziom 40-50% średniej płacy. Polska znajduje się już w tym przedziale. Należy podkreślić, że rząd nie przedstawił żadnych analiz możliwego wpływu podniesienia płacy minimalnej na rynek pracy.

SZANSE

Jednolity podatek: Rząd dobrze zdefiniował najważniejsze problemy polskiego systemu podatkowego – wysokie opodatkowanie niskich płac oraz konieczność opłacania składek na ZUS przez raczkujących przedsiębiorców, nawet gdy nie osiągają żadnych dochodów. Obniżenie opodatkowania dla części podatników będzie wiązało się jednak z koniecznością podniesienia podatków dla innych – w tym przypadku prawdopodobnie dla fikcyjnego samozatrudnienia, osób wysoko zarabiających i dużych przedsiębiorstw. Niestety, jednolity podatek najprawdopodobniej nie obejmie rolników.

Program mieszkanie+: Jednym z największych problemów polskiego rynku pracy jest mała mobilność pracowników. Polacy bardzo rzadko przeprowadzają się w celu znalezienia pracy (jeśli już to za granicę), a jedną z przyczyn są wysokie ceny wynajmu mieszkań. Program mieszkanie+ jest próbą odejścia od wspierania własności mieszkań przez państwo na rzecz wsparcia rynku wynajmu – to właściwy kierunek, jednak na efekty programu trzeba będzie poczekać przynajmniej kilka lat.

Kredyty frankowe: W tym przypadku trudno o jednoznacznie dobre rozwiązanie, ale wydaje się, że propozycja rządu – zwrot przez banki tzw. spreadów walutowych – z jednej strony nie powinna naruszyć stabilności systemu bankowego, a z drugiej strony stanowi pewną formę zadośćuczynienia dla kredytobiorców.

ZAGROŻENIA

Obniżenie wieku emerytalnego do 60/65 lat: Ekonomiści są zgodni – obniżenie wieku emerytalnego oznacza niższe emerytury, niższy wzrost gospodarczy spowodowany mniejszą podażą pracy oraz wyższe wydatki państwa na utrzymanie osób starszych (czyli wyższe podatki). Z punktu widzenia gospodarki wdrożenie tej propozycji będzie miało wyłącznie negatywne konsekwencje.

Likwidacja gimnazjów – długoterminowa pomyślność gospodarcza kraju jest w dużym stopniu uzależniona od jakości edukacji. Badania pokazują, że od momentu wprowadzenia gimnazjów jakość polskiej edukacji znacząco wzrosła. Rząd nie przedstawił w zasadzie żadnych dowodów na szkodliwość gimnazjów – ich ocena oparta jest wyłącznie na emocjach.

Utrudnienia dla imigrantów z Ukrainy – nawet w przypadku skokowego wzrostu dzietności kobiet w Polsce populacja kraju oraz udział osób w wieku produkcyjnym w populacji będą się zmniejszały. Nasza gospodarka potrzebuje więc imigrantów. W kręgach rządowych pojawiają się tymczasem szkodliwe pomysły utrudnień dla zatrudniania Ukraińców w Polsce.

Nierównowaga finansów publicznych – planowany na 2017 r. deficyt finansów publicznych w relacji do PKB będzie wyższy niż deficyt w 2016 r., mimo podobnej prognozowanej sytuacji gospodarczej. Rząd nie zapewnił stabilnych źródeł finansowania dla programu Rodzina 500+ i nie deklaruje, skąd będą pochodziły środki na realizację innych obietnic wyborczych (np. obniżenie wieku emerytalnego). Nie ma też żadnych zapowiedzi ograniczania wydatków publicznych, np. likwidacji przywilejów emerytalnych czy zmniejszania wydatków na renty rodzinne. Oznacza to, że w przypadku wystąpienia kryzysu gospodarczego Polska będzie miała znaczące problemy z utrzymaniem stabilności finansów publicznych.

Autor: mgr Jakub Sawulski, Katedra Finansów Publicznych UEP

Prognozy wzrostu wartości czynszów w cieniu nadpodaży

Zgodnie z wynikami najnowszego raportu RICS “Poland Commercial Property Monitor”, badającego nastroje na rynku najmu i inwestycji, wzrost zapytań ze strony zagranicznych inwestorów w III kw. uległ osłabieniu wykazując najwolniejszy jak dotąd kwartalny wzrost od początku 2013 roku.

Nastroje na rynku najmu

Wyniki najnowszego raportu RICS sugerują stały wzrost popytu najemców zarówno w sektorze biurowym jak i przemysłowym. Inaczej kształtuje się sytuacja na rynku nieruchomości handlowych, na którym odnotowano spadek popytu ze strony wynajmujących powierzchnie (pierwszy kwartalny spadek od 2015 roku).

Jednocześnie po raz kolejny gwałtownie wzrosła dostępność powierzchni do wynajęcia, przy czym najbardziej spektakularny wzrost miał miejsce w sektorze nieruchomości biurowych. Wzrost podaży skłonił właścicieli do zwiększenia wartości pakietów zachęt w ramach kierowanej do potencjalnych najemców oferty.

Jednym z pytań stawianych uczestnikom ankiety było pytanie o zwiększoną obecność firm zainteresowanych przeniesieniem aktywności z Wielkiej Brytanii w odpowiedzi na głosowanie w sprawie Brexitu. W Polsce tego typu zapytania odnotowało już 38% respondentów. Co więcej, znaczące 71% biorących udział w badaniu, oczekuje wzrostu liczby firm zainteresowanych relokacją biznesu z Wielkiej Brytanii w nadchodzących dwóch latach.

Nadpodaż wolnej powierzchni utrzymuje w ryzach 12-miesięczne założenia dotyczące wzrostu wartości czynszów choć respondenci nie są aż tak pesymistyczni co do ogólnych perspektyw dla rynku jak w II kw. br.

Wskaźnik nastrojów najemców (kompleksowy wskaźnik pomiaru ogólnej dynamiki na rynku najmu) pozostaje marginalnie negatywny ale polepszył się do -6 w stosunku do -9 w II kw.

Nastroje na rynku inwestycyjnym

Zgodnie z wynikami najnowszego raportu RICS wzrost zapytań ze strony inwestorów wyhamował w badanym okresie wykazując najwolniejszy kwartalny wzrost od początku 2013 roku. Podczas gdy w sektorach biurowych i przemysłowym wskaźnik popytu ze strony inwestorów zagranicznych wykazał skromny wzrost, w sektorze nieruchomości handlowych odnotował spadek.

Podaż nieruchomości dla celów inwestycyjnych wzrosła w najostrzejszym jak dotąd kwartalnym tempie od czasów wprowadzenia serii w 2014 roku.

Respondenci oczekują szeroko idącego zastoju w zakresie wzrostu wartości kapitałowych wszystkich rodzajów nieruchomości w nadchodzących 12 miesiącach. Przewidywane marginalne zyski w sektorach najlepszych nieruchomości równoważone będą niewielkimi spadkami wartości drugorzędnych aktywów.

Podsektor nieruchomości biurowych typu prime jest jedynym obszarem, co do którego respondenci oczekują wzrostu wartości kapitałowych w nadchodzących trzech latach.

Wskaźnik nastrojów inwestorów obniżył się do -1 w III kw. z +4 w poprzednim. Po raz pierwszy od 2013 roku nie został odnotowany pozytywny odczyt. Tym niemniej, wskaźnik pozostaje stabilny z relatywnie małymi zmianami w ogólnej dynamice rynku w badanym kwartale.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce w III kw. 2016 – kluczowe wskaźniki:

Wyceny rynkowe – Łącznie 30% respondentów uważa, że aktualne wartości nieruchomości komercyjnych w pewnym stopniu odbiegają od źródłowych. Liczba podzielających tę opinię nie uległa znaczącej zmianie w stosunku do 34% respondentów w II kw.

Warunki kredytowe – W ogólnej ocenie warunki kredytowe w III kw. lekko się pogorszyły mimo, że 48% respondentów nie dostrzega znaczących zmian w tym obszarze.

Oczekiwania co do wzrostu wartości kapitałowych w perspektywie 12 miesięcy – Uczestnicy badania obniżyli prognozy wzrostu wartości kapitałowych dla sektora nieruchomości handlowych w III kw. Relatywnie słaby trend oczekiwany jest dla lokalizacji typu prime podczas gdy prognozy dla aktywów drugorzędnych pozostają negatywne.

Oczekiwania co do wzrostu wartości czynszów w perspektywie 12 miesięcy – Oczekiwania względem drugorzędnych nieruchomości biurowych pozostają w negatywnym obszarze choć w mniejszym stopniu niż w poprzednim kwartale; nad prognozami wzrostu, szczególnie w tym sektorze, konsekwentnie ciąży nadpodaż wolnej powierzchni.

Aktualna sytuacja na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w opinii ekspertów:

Paweł Welo MRICS, Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami Nieruchomości, PKO TFI:

„Polski rynek nieruchomości komercyjnych jest w trendzie stabilizacji ale i też pewnego rodzaju wyczekiwania zwłaszcza w obszarze inwestycyjnym. Na rynku deweloperskim panuje bardzo duża konkurencja praktycznie we wszystkich sektorach. Deweloperzy prześcigają się w pomysłach aby zachęcić najemców do wynajęcia powierzchni właśnie w ich budynku.

Można powiedzieć, że rynek najmu nieruchomości komercyjnych jest obecnie rynkiem najemcy. To oni dyktują warunki najmu. Inwestorzy natomiast bardzo wybiórczo dokonują swoich inwestycji. Nie mamy kolejek inwestorów ustawiających się do przetargu przy sprzedaży danej nieruchomości, konkursów ofert itp. Inwestorzy raczej dokonują selektywnego wyboru interesujących ich nieruchomości i składają oferty zakupu w transakcjach typu „off-market”. Oczywiście należy pamiętać, że najlepsze projekty cieszą się zainteresowaniem nawet kilku inwestorów ale nie jest to sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia np. w roku 2006, kiedy łączna wartość wszystkich transakcji wyniosła blisko 5 mld EURO!

Choć aktualne roczne obroty na rynku nieruchomości komercyjnych są na wysokim poziomie (ok. 4 Md EUR) najwyższe w regionie (Europa Środkowa), to należy pamiętać o tym, że mamy obecnie na rynku dużo więcej produktów inwestycyjnych niż w 2006 r. Przez ostanie 10 lat nastąpiło praktycznie podwojenie dostępnej nowoczesnej powierzchni najmu w sektorze biurowym i handlowym, a zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej wzrosły czterokrotnie!

Część międzynarodowych graczy na rynku inwestycyjnym przyjęła strategię wyczekiwania na moment, w którym sytuacja polityczna Polski ustabilizuje się, a nowe regulacje dotyczące podatków i danin zostaną ostatecznie określone. W tym czasie realizując zakupy w innych krajach europejskich.

Polska jest atrakcyjnym rynkiem inwestycyjnym, ze stopami zwrotu/kapitalizacji dla najlepszych obiektów inwestycyjnych znacząco wyższymi od tych na rynkach Europy Zachodniej, a Europa właśnie jest obecnie w obszarze dużego zainteresowania funduszy inwestycyjnych; nieruchomości dają zarobić dużo więcej (średnio około 3%) niż np. inwestycje w 10-letnie obligacje skarbowe.

Kwestia wzmacniania integracji Polski z krajami Unii Europejskiej jest kluczowa dla wzrostu zainteresowania inwestycyjnego naszym rynkiem.

Kolejnym elementem mogącym mieć znaczący wpływ na rozwój polskiego rynku nieruchomości komercyjnych może być wprowadzenie regulacji prawno-podatkowej dającej możliwości tworzenia efektywnych podatkowo struktur inwestycyjnych typu REIT w Polsce. Regulacja ta pozwoliłaby na tworzenie rodzimych wehikułów inwestycyjnych rejestrowanych na terenie Polski. Projekt takiej ustawy („O spółkach rynku wynajmu nieruchomości”) został już przygotowany i trafił do opiniowania środowisk związanych z rynkiem nieruchomości i rynkiem kapitałowym. Nowa regulacja dotycząca polskich REIT-ów powinna przyczynić się także do umożliwienia przeciętnemu Kowalskiemu inwestowania w nieruchomości komercyjne, których jednostkowa wartość często przekracza kilka lub kilkadziesiąt mln EURO.

Stan gotówki i depozytów krótkoterminowych polskich gospodarstw domowych wynosi obecnie dużo ponad 100 mld EURO, a część tych środków przeznaczonych na inwestycje w nieruchomości może znacząco zmienić inwestycyjny obraz polskiego rynku nieruchomości, gdzie dotychczasowym głównym graczem były podmioty zagraniczne, a udział rodzimych inwestorów wynosił zaledwie kilka procent.

Należy oczekiwać, że boom inwestycyjny na rynku nieruchomości w Polsce jest jeszcze przed nami, a sporo w tym zakresie będzie zależało od: dalszej integracji Polski z krajami UE; sytuacji na światowych rynkach kapitałowych; przejrzystości i stabilności regulacji podatkowych; wprowadzenia w życie regulacji w zakresie funkcjonowania „spółek rynku wynajmu nieruchomości”, tzw. polskich REIT-ów”.

Wojciech Doliński MRICS:

„Słabnący popyt na rynku inwestycyjnym może być oznaką zwrotu w cyklu nieruchomości. W rezultacie trwającej niepewności w obszarze legislacji i w perspektywie wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej wiele decyzji inwestycyjnych zostało wstrzymanych. Zainteresowanie inwestorów przesunęło się w kierunku obiektów biurowych, co jest widoczne w rekordowych stopach zwrotu/kapitalizacji.

Wobec oczekiwanych dalszych spadków czynszów w sektorze nieruchomości biurowych perspektywy dla wartości kapitałowych najlepszych aktywów w 3-letnim horyzoncie czasowym są obiecujące.

Tylko 10% respondentów badania RICS ocenia, że Polska zbliża się do osiągnięcia szczytu cyklu nieruchomościowego. Tym niemniej, w połączeniu z 30% respondentów oceniających polskie nieruchomości za lekko przecenione albo zbyt drogie, możemy być świadkiem korekty rynku w nadchodzącym roku. Odnotowany po raz pierwszy od 2013 roku negatywny wskaźnik nastrojów inwestorów w badaniu RICS zdaje się potwierdzać taki scenariusz”.

24. edycja Konferencji Energetycznej EuroPOWER już za nami!

9-10 listopada 2016 r. w Warszawie odbyła się 24. edycja Konferencji Energetycznej EuroPOWER, wydarzenia poświęconego najnowszym trendom obowiązującym na rynku oraz aktualnym problemom i wyzwaniom, z którymi boryka się sektor energetyczny. W Konferencji uczestniczyło ponad 570 gości, a wśród nich prezesi i członkowie zarządów kluczowych firm energetycznych, przedstawiciele administracji rządowej, w tym także regulatora, przedstawiciele świata nauki oraz członkowie izb gospodarczych.

Gośćmi Honorowymi wydarzenia byli Sekretarz Stanu w Ministerstwie Energii Grzegorz Tobiszowski oraz Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Tematyka pierwszego dnia Konferencji skupiona była wokół diagnozy stanu polskiej gospodarki, polityki przemysłowej oraz priorytetów i uwarunkowań jej rozwoju, a także energetyki w procesie unowocześniania. Podjęto również dyskusję na temat strategii rozwoju polskiej gospodarki oraz rynku energii elektrycznej. Ważnym punktem wydarzenia była debata o strukturze wytwarzania energii elektrycznej, podczas której podjęto próbę odpowiedzi na pytanie, jaki miks energetyczny zdeterminuje polityka energetyczna. W dyskusjach udział wzięli m.in. Andrzej Piotrowski – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii, Remigiusz Nowakowski – Prezes Zarządu, TAURON Polska Energia, Dariusz Kaśków- Prezes Zarządu, Energa, Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Maciej Bando – Prezes, Urząd Regulacji Energetyki, Jarosław Broda – Wiceprezes Zarządu, TAURON Polska Energia, Eryk Kłossowski – Prezes Zarządu, PSE Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

Drugi dzień Konferencji otworzyła dyskusja na temat bezpieczeństwa dostaw gazu do Polski, unijnego pakietu zimowego oraz przyszłości rynku gazu i paliw. Podjęto również debatę o polskim pomyśle na nowoczesną energetykę, której głównym zagadnieniem była problematyka elektromobilności. Dyskusja kończąca drugi dzień skupiła się wokół rynku energii elektrycznej i rynku gazu oraz nowych zjawisk i tendencji rynkowych w ocenie klientów i dostawców. Wśród Prelegentów drugiego dnia byli m.in. Michał Kurtyka – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii, Mariusz Orion Jędrysek – Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa, Sekretarz Stanu, Główny Geolog Kraju, Ministerstwo Środowiska, Marek Woszczyk – Dyrektor Generalny, PGNiG Upstream International, Janusz Moroz – Członek Zarządu ds. Handlu, innogy Polska, Dorota Karczewska – Wiceprezes, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  oraz Edward Słoma – Zastępca Dyrektora Departamentu Energetyki, Ministerstwo Energii.

Konferencja Energetyczna EuroPOWER od 24. edycji stawia sobie za cel mówienie o najbardziej aktualnych wyzwaniach i problemach dotyczących sektora energetycznego. Co pół roku wszyscy kluczowi przedstawiciele branży gromadzą się, aby wspólnie przedyskutować najważniejsze aspekty branży. Organizowana przez MM Conferences SA Konferencja to niezmiernie efektywna i neutralna platforma dialogu, która na stałe wpisała się w kalendarz najważniejszych imprez gospodarczych w naszym kraju.

Podsumowanie II Forum Nowoczesnej Produkcji

9–10 listopada 2016 roku w Warszawie odbyła się II edycja Forum Nowoczesnej Produkcji, organizowanego przez firmę MMC Polska. Celem wydarzenia było wspólne dążenie do wypracowania rozwiązań, które skutecznie będą wspierać rozwój innowacyjnego przemysłu w Polsce już w najbliższej przyszłości. Spotkanie to umożliwiło pogłębioną debatę reprezentatywnego grona przedstawicieli zarządów kluczowych spółek, reprezentantów administracji rządowej oraz ekspertów produkcji i nowych technologii.

Uroczystego otwarcia Konferencji dokonali: dr Leszek Juchniewicz – Przewodniczący Rady Programowej Konferencji Energetycznej EuroPOWER, Joanna Makowiecka-Gaca – Współprzewodnicząca Rady Programowej Forum Nowoczesnej Produkcji oraz Dariusz Piotrowski – Członek Zarządu, Microsoft w Polsce oraz Współprzewodniczący Rady Programowej Forum Nowoczesnej Produkcji.

Gośćmi Honorowymi Wydarzenia byli Sekretarz Stanu w Ministerstwie Energii Grzegorz Tobiszowski oraz Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Pierwszy dzień Forum skupiony był wokół diagnozy stanu polskiej gospodarki i polskiej polityki przemysłowej oraz priorytetów i uwarunkowań jej rozwoju. Istotny punkt stanowiła Debata Oksfordzka, której wiodącym tematem była strategia rozwoju polskiej gospodarki. W drugiej części wydarzenia Paneliści wymieniali się poglądami na temat koncepcji i trendów Industry 4.0. W trakcie tej debaty podjęto próbę odpowiedzi na pytanie czy polskie firmy są gotowe i jak będą realizować założenia czwartej rewolucji przemysłowej. Ostatni panel pierwszego dnia Forum poświęcony został innowacjom w przedsiębiorstwach przemysłowych.
W dyskusjach udział wzięli m.in.: Ronald Binkofski – Dyrektor Generalny, Microsoft w Polsce, Piotr Żuber – Dyrektor Departamentu Strategii Rozwoju w Ministerstwie Rozwoju, Andrzej Korpak – Dyrektor Zarządzający, General Motors Manufacturing Poland, Paweł Borys – Prezes, Polski Fundusz Rozwoju, Andrzej Ziółkowski – Prezes Urzędu Dozoru Technicznego, Thomas Ilkow – Dyrektor Generalny, Bosch Rexroth, Henryk Siodmok – Prezes, Grupa Atlas , Alicja Adamczak, Prezes Urzędu Patentowego RP oraz Piotr Czekierda, Pełnomocnik Zarządu ds. Programów Akcelaracyjnych, KGHM Cuprum.

Drugi dzień Forum otworzył panel Inteligentne Fabryki, podczas którego Prelegenci rozmawiali na temat automatyzacji, robotyzacji i informatyzacji polskiego przemysłu oraz szans i wyzwań jakie stoją przed tym sektorem. W kolejnej części spotkania podjęto istotne zagadnienie Internetu Rzeczy w produkcji przemysłowej oraz cyberbezpieczeństwa systemów  w przemyśle. II edycję Konferencji zakończyliśmy panelem o inteligentnych przestrzeniach produkcyjnych – Smart Building. Wśród Prelegentów drugiego dnia znalazły się takie nazwiska jak m.in. Krzysztof Fiegler  –  Członek Zarządu, IPOsystem, Tomasz Haiduk  –  Digital Factory, Process Industries and Drives Director, Siemens Polska, Stefan Życzkowski  –  Prezes Zarządu, ASTOR, Marcin Hynek – Zastępca Dyrektora ds. Wsparcia Produkcji, Grupa LOTOS, Łukasz Wojtczak – Pełnomocnik Dyrektora ds. Aplikacji Przemysłowych, Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów PIAP oraz  Robert Futera – Dyrektor Centrum IT, Robert Bosch oraz Paweł Kobylański – Wiceprezes Stowarzyszenia Architektów Polskich, SARP.

Produkcja przemysłowa jest filarem konkurencyjności gospodarek i służy budowaniu trwałego i opartego na stabilnych fundamentach wzrostu. Współcześnie, w wyniku globalizacji, liberalizacji handlu, innowacji, a tym samym ciągle wzrastającej konkurencji, niezbędne jest wypracowanie nowych rozwiązań, które pomogą zoptymalizować procesy produkcyjne i poprawić pozycję firm na rynku krajowym. Odpowiedzią na te wyzwania jest Forum Nowoczesnej Produkcji, które umożliwia pogłębioną debatę na temat dostosowywania się do nieustannie zmieniających się realiów.

Zwycięstwo Trumpa nie musi oznaczać końca TTIP. O sprawie może przesądzić zwykła kalkulacja biznesowa

Stany Zjednoczone odczuwają wysoki deficyt handlowy. Co więcej, ich gospodarka jest mocno zadłużona – obecnie już na 19 bln dolarów. I dług publiczny stale rośnie. Ale opinie ekspertów są mocno podzielone co do tego, kto dziś powinien bardziej dążyć do podpisania porozumienia o wolnym handlu – USA czy Unia Europejska.

Podczas kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych, Donald Trump wypowiadał się negatywnie na temat amerykańskich umów handlowych, zarówno tych już zawartych, jak i dopiero negocjowanych. Przyszły prezydent mówił m.in. o potrzebie renegocjowania układu NAFTA. Zdaniem niektórych polskich ekspertów, tak ocena relacji z Kanadą i Meksykiem nie musi jednak oznaczać, że umowa TTIP jest zagrożona. Przeciwnie, według warszawskiego ekonomisty Łukasza Białka, możliwość zawarcia paktu z UE stanowi wręcz szansę na poprawę kondycji amerykańskiego rynku.

– W 2017 r. zadłużenie gospodarki USA przekroczy 20 bln dolarów. Utrzymujący się deficyt wymiany handlowej, wycofywanie złota z Banku Rezerwy Federalnej, wyprzedawanie obligacji amerykańskich to tylko pozornie niepowiązane ze sobą czynniki, które razem obniżają potencjał ekonomiczny. Dlatego, Stanom Zjednoczonym zależy na rozszerzaniu swojej strefy wpływów i doprowadzeniu do podpisania porozumienia TTIP. Racjonalizm, jaki reprezentują amerykańscy politycy i biznesmeni, może doprowadzić do ewolucji w relacjach gospodarczych z UE, nie zaś rewolucji – twierdzi Łukasz Białek.

Decydują interesy

W pierwszych słowach po swojej wygranej, Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone będą chciały współpracować gospodarczo z każdym krajem, ale na uczciwych warunkach. Łukasz Białek odczytuje tę zapowiedź jako jeden z możliwych scenariuszy renegocjacji umów handlowych. Przyszły prezydent wskazywał w swoich wystąpieniach, że będzie mu zależało na zawieraniu układów korzystnych przede wszystkim dla USA i przeciętnego amerykańskiego obywatela. Ten przekaz oczywiście mocno trafił do wyborców.

– Gdyby Donald Trump spełnił swoje wyborcze zapowiedzi, to USA groziłby realny izolacjonizm, co oznaczałoby spore straty dla amerykańskich przedsiębiorstw. Jest więc mało prawdopodobne, by w relacjach pomiędzy UE a USA zostały wprowadzone dodatkowe ograniczenia, ale szanse zawarcia umowy TTIP wyraźnie zmalały. Możliwe, że dostęp do największych zamówień rządowych będzie w Stanach Zjednoczonych preferowany dla własnych firm, ale to wywołałoby mocną reakcję ze strony Unii Europejskiej – mówi serwisowi agencyjnemu dr Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club i wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego.

Jednak amerykańscy eksperci przewidują, że po wygranej Donalda Trumpa nie będzie mowy o dokończeniu negocjacji dotyczących porozumienia TTIP. Zdaniem Łukasza Białka, jest to niewątpliwie jeden z możliwych scenariuszy, ale ekspert zwraca również uwagę na to, że prezydent samodzielnie nie podejmie takiej decyzji. W tej kwestii wiele zależy od stanowiska Republikanów, którzy z kolei będą musieli uwzględnić opinie zainteresowanych grup interesów. Należy jednak pamiętać, że w trakcie kampanii polityk jedynie wyrażał własne poglądy. Tymczasem, po wygranych wyborach, reprezentuje cały amerykański naród. W toku podejmowanych decyzji, zatem będzie musiał uwzględniać korzyści różnych warstw społecznych.

Kwestia sporna

– Dotąd to stronie amerykańskiej bardziej zależało na podpisaniu porozumienia TTIP, niż Unii Europejskiej. Ale z uwagi na nieustępliwość USA w negocjacjach, wiele krajów zachodnioeuropejskich, tj. Niemcy, Francja, a przed Brexitem również Wielka Brytania, były przeciwne zawarciu układu w takim kształcie, jaki był wówczas proponowany. Kwestia sporna dotyczyła zapisów korzystnych dla międzynarodowych korporacji ze Stanów Zjednoczonych. Przyjęcie ich wywołałoby jednak szkody w słabych gospodarczo krajach Europy. Chodziło m.in. o standardy jakościowe, sanitarne, żywnościowe, a także socjalne, kulturowe oraz środowiskowe – wyjaśnia Łukasz Białek.

Tymczasem, dr Wojciech Warski uważa, że dla Stanów Zjednoczonych TTIP nie ma dużego znaczenia. Zawarcie układu leży przede wszystkim w interesie UE, więc to ona musi być stroną aktywną. Według eksperta BCC, spotkania Jean-Claude Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej, oraz Donalda Tuska, szefa Rady Europejskiej, z Prezydentem Trumpem powinny zostać zorganizowane jak najszybciej, zanim do gry włączy się Władimir Putin. Rosja może zaoferować Amerykanom np. polityczne koncesje w rejonie Bliskiego Wschodu, w zakresie bezpieczeństwa dostępu do ropy, w zamian za pakt o nieingerencji USA w sprawy dawnej Europy Wschodniej.

– Gdyby TTIP nie zostało zawarte, straci na tym przede wszystkim Europa, czego skutkiem będzie obniżenie standardu życia jej mieszkańców. W związku z brakiem konkurencji ze strony amerykańskich producentów, na europejskim rynku nie obniżą się ceny towarów i usług. Odczują to przede wszystkim najbiedniejsi konsumenci Starego Kontynentu. Na niepodpisaniu porozumienia zyskają natomiast kraje BRICS, czyli Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki. Nie będą bowiem narażone na konkurencyjność ze strony połączonych sił UE i USA – przewiduje dr Warski.

Chłodna kalkulacja

Jednak, według Łukasza Białka, gdyby przyszły prezydent, wraz z Kongresem, zrezygnował z zawarcia układu z UE, to Stany Zjednoczone jako pierwsze odczułyby poważne straty. Silnie potrzebują one nowych rynków zbytu, zaś Unia Europejska ma nadwyżkę w handlu z USA. O możliwości poprawy sytuacji międzynarodowych, amerykańskich koncernów, dzięki TIPP, świadczą liczne prognozy. Dla przykładu, Komisja Europejska ocenia, że PKB obu gospodarek wzrósłby głównie ze względu na dynamiczny rozwój Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji. Eksport z USA do UE miałby się powiększyć aż o 37% w ciągu roku, a transport towarów w przeciwnym kierunku o 28% rocznie.

– Tło dystansu Trumpa wobec TTIP jest niejasne i możliwe, że jako prezydent jednak zmieni zdanie. Liczę, że zwycięży chłodny rachunek ekonomiczny i układ z UE zostanie potraktowany jako bardzo duża transakcja biznesowa, mimo tego, że bardziej powinno zależeć na niej Europie. Dzięki podpisaniu porozumienia, obie gospodarki zyskałyby bowiem konkurencyjność wobec Chin i krajów ościennych. Pytanie tylko, czy nowy prezydent dostrzeże i doceni ten interes – rozważa dr Wojciech Warski.

Wojna celna?

Jeżeli nie doszłoby do podpisania porozumienia TTIP, to zdaniem ekspertów, nie należałoby się jednak obawiać wprowadzenia przez USA wysokich ceł na towary z Unii Europejskiej. Na ewentualnej wojnie celnej, pomiędzy partnerami podobnej siły, w ostatecznym rozrachunku straciliby wszyscy. Skutkiem byłoby spowolnienie rozwoju obu gospodarek. Jak mówi dr Warski, byłaby to tzw. sytuacja „loose-loose”. Przewodniczący Konwentu BCC przewiduje, że powinien zostać zachowany status quo.

– W trakcie kampanii prezydenckiej Donald Trump proponował wprawdzie, aby wprowadzić 35% cła na meksykańskie produkty importowane do USA i 45% na wyroby sprowadzane z Chin. Jednak UE to nie Chiny czy Meksyk, lecz olbrzymi rynek zbytu dla Stanów Zjednoczonych, o podobnym stopniu rozwoju i kulturze handlowej. W tej sytuacji, wojny celne byłyby całkowicie bezproduktywne. Gdyby jednak nastała tak nieprawdopodobna rzeczywistość, to ucierpiałyby liczne przedsiębiorstwa, destabilizując rynek pracy i nastroje społeczne – zapewnia dr Warski.

Jak wyjaśnia Łukasz Białek, podniesienie do 35-45% podatków na towary sprowadzane zza granicy, naraziłoby Stany Zjednoczone na kontratak. Z najtańszych produktów importowanych, które sprzedają amerykańskie sieci handlowe, korzysta obecnie kilkadziesiąt milionów najuboższych obywateli. I to oni ponieśliby konsekwencje ewentualnej wojny celnej. Argument o tym, że produkcja tanich wyrobów za granicą zabrała miejsca pracy w Ameryce, jest prawdziwy. Ale pojawia się zasadnicze pytanie, czy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych będą skłonni pracować za stawki, na które godzą się Azjaci.

– Podczas gdy na azjatyckich rynkach wschodzących odbywał się proces uprzemysłowienia, firmy ze Stanów Zjednoczonych tworzyły zakłady produkcyjne np. w Chinach. Jeszcze kilka lat temu swoich filii spółek Joint Venture na terenie Azji miało ok. 95% największych amerykańskich przedsiębiorstw z rankingu Fortune 500. W skutek tego, obecnie ponad 80% towarów importowanych przez USA w ogóle nie ma swoich odpowiedników. Dlatego, coraz częściej wśród tamtejszego establishmentu pojawiają się opinie na temat konieczności reindustrializacji gospodarki – zwraca uwagę warszawski ekonomista.

Jak podsumowuje Łukasz Białek, przepływy w światowej gospodarce są bardzo skomplikowane. Ponadto mało który kraj produkuje jakiś towar od początku do końca. Wprowadzanie wysokich ceł, spowodowałoby olbrzymie zaburzenie w łańcuchach dostaw. Dostosowanie się do nowych warunków dużo by kosztowało, a to z kolei przełożyłoby się na ceny końcowe produktów. Poszczególne firmy, które są dostawcami, np. części czy podzespołów dla dużych koncernów, w wypadku spowolnienia gospodarczego, z pewnością by to poważnie odczułyby.

SatRevolution chce rozwijać polski przemysł kosmiczny. W najbliższym czasie planuje pozyskać inwestorów z Polski

SatRevolution chce rozwijać polski przemysł kosmiczny. W najbliższym czasie planuje pozyskać inwestorów z Polski 9
SatRevolution chce zrewolucjonizować polski rynek kosmiczny. W 2018 roku firma ma zamiar wynieść na orbitę trzy obiekty – Światowida i dwa towarzyszące mu nanosatelity w klasie PhoneSat. W przyszłości firma chce też opracować własny system wynoszenia rakiet. Obecnie SatRevolution ma podpisaną umowę na wyniesienie satelitów z amerykańską firmą. Celem jest jednak rozwijanie polskiego przemysłu kosmicznego.

– Udało nam się pozyskać kapitał na rozwiniecie spółki. W przyszłości chcielibyśmy skłonić kolejnych inwestorów do wejścia do nas do spółki. Zależy nam na polskich inwestorach, bo poza wykonaniem całego projektu i jego rozwijaniem, celem jest rozwijanie polskiego przemysłu kosmicznego. Stąd nasze dążenia, żeby polski kapitał zaangażować w polską spółkę, która ma szansę zaistnieć globalnie w kosmosie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Damian Fijałkowski, współzałożyciel SatRevolution.

Wrocławska spółka chce się stać największym polskim przedsiębiorstwem w przemyśle kosmicznym. Firma tworzy autorskie i kompletne rozwiązania, obecnie pracuje nad wysłaniem na orbitę nanosatelitów typu PhoneSat działających na bazie znanego systemu Android oraz nad Światowidem – pierwszym polskim komercyjnym satelitą.

– Pierwszym etapem rozwoju firmy jest doprowadzenie do końca projektu Światowida z jego dodatkowymi satelitami. Chcielibyśmy, żeby satelitów docelowo było dużo więcej. Celem jest stworzenie dużej liczby satelitów na orbicie, które mogą ze sobą współpracować i przez to osiągnąć dużo lepsze wyniki niż pojedynczy satelita – wskazuje Fijałkowski.

Przedsiębiorstwo ma w planach nie tylko projektowanie i budowanie satelitów, lecz także ich samodzielne wynoszenie na orbitę. Obecnie SatRevolution podpisało umowę z amerykańską firmą Interorbital Systems, która umieści w przestrzeni kosmicznej satelity przez rakietę Neptune N3 z pływającej platformy na Oceanie Spokojnym. Wedle planów satelity znajdą się 310 km nad powierzchnią Ziemi w I kw. 2018 roku.

Jak wskazuje współzałożyciel SatRevolution, panuje przekonanie, że wszystkie działania związane z podbojem kosmosu muszą być drogie. Spółka przyjęła jednak inną strategię i w możliwie jak największym stopniu chce się oprzeć na już istniejących technologiach.

– Bardzo dużo rzeczy już zostało wymyślonych, przetestowanych i teraz tak naprawdę musimy w odpowiedni sposób użycia dostępnych technologii. Nie musimy wymyślać koło na nowo. Dzięki połączeniu odpowiednich elementów jesteśmy w stanie już po kilku miesiącach działalności spółki być na etapie poprawek do pierwszego prototypu, a nie dopiero zastanawiania się, jak ten pierwszy prototyp powinien wyglądać – zaznacza Fijałkowski.

Światowid ma być drukowany w technologii 3D z tworzywa bardziej wytrzymałego od aluminium. Towarzyszące mu satelity będą zaś wykorzystywać technologie dostępne w telefonach komórkowych. Dzięki temu spółka ogranicza koszty programu kosmicznego.

Światowid i towarzyszące mu PhoneSaty należą do grona nanosatelitów. Zdaniem współzałożyciela spółki wysyłanie małych satelitów jest obecnie bardziej opłacalne niż satelitów normalnej wielkości.

– Dotychczas biznes opierał się na dużych satelitach, bardzo drogich rozwiązaniach. Zarówno marże, koszty, jak i zyski liczone są zupełnie inaczej. My chcemy świadczyć takie usługi możliwie jak najtaniej, żeby dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców. Jednostkowa marża jest oczywiście mniejsza, natomiast skala takiego rozwiązania daje naprawdę niesamowite przełożenie – przekonuje ekspert.

Przygotowana także przez rząd Polska Strategia Kosmiczna zakłada, że największy potencjał dla komercyjnego wykorzystania mają nanosatelity umieszczane na niskiej orbicie. Na rynku mikro- i nanosatelit konkuruje obecnie 110 firm, a rynek wart jest ok. 90 mln dol.

Rozwój przemysłu kosmicznego to w dużej mierze zasługa wstąpienia Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Od momentu wejścia do ESA polscy przedsiębiorcy otrzymali finansowanie w wysokości prawie 42 mln euro.

– Najważniejszy dla nas jest kontakt z Polska Agencją Kosmiczną, bo wiem, że jesteśmy w stanie tutaj bardzo szybko pewne rozwiązania wykorzystać i wdrożyć. W ESA procesy trwają nieco dłużej, dlatego skupiamy się przede wszystkim na kontaktach w Polsce. Są firmy i jednostki naukowe, które tworzą zaplecze naukowe i technologiczne, jest więc możliwość korzystania z dorobku naukowego – ocenia Damian Fijałkowski.

Program Mieszkanie Plus w najbliższych kwartałach nie wpłynie negatywnie na biznes deweloperów

Program Mieszkanie Plus w najbliższych kwartałach nie wpłynie negatywnie na biznes deweloperów 10
Wpływ programu Mieszkanie Plus na sytuację największych polskich firm deweloperskich w krótkim terminie nie będzie negatywny, jednak w przyszłości może się to zmienić, ostrzega Mateusz Mucha, wiceprezes zarządu Navigator Debt Advisory. 

– Na liście 17 miast, które mają uczestniczyć na początku w programie Mieszkanie Plus, znajdują się tylko dwa duże ośrodki: Poznań i Katowice. Te rynki nie należą do najważniejszych polskich rynków deweloperskich. Tymczasem czołowi deweloperzy operują głównie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście – mówi Mateusz Mucha, wiceprezes zarządu Navigator Debt Advisory.

W ramach programu Mieszkanie Plus, którym będzie zarządzała spółka BGK Nieruchomości, będą budowane tanie mieszkania na wynajem (również z opcją ich nabycia). Inwestycje będą realizowane na nieruchomościach obecnie należących do jednostek samorządu, Skarbu Państwa i spółek z jego udziałem, oraz inwestorów prywatnych. Z programu będą mogli korzystać wszyscy obywatele, ale preferowane będą rodziny wielodzietne. Realistyczny termin rozpoczęcia pierwszych budów to połowa 2017 roku, a ich zakończenie to koniec 2018 roku.

Oprócz Poznania i Katowic tanie mieszkania mają powstać w Białej Podlaskiej, Chorzowie, Dębicy, Gliwicach, Kobyłce, Nowej Dębie, Pelplinie, Radomiu, Skawinie, Stalowej Woli, Starogardzie Gdańskim, Trzebini, Tychach, Wałbrzychu i Wrześni.

– Sytuacja deweloperów może ulec zmianie w długim terminie, jeżeli program będzie kontynuowany i zostaną do niego włączone duże miasta, a jego skala się znacząco zwiększy – ostrzega Mateusz Mucha.

Rok 2016 może być jednym z najlepszych w historii polskich firm deweloperskich. W I połowie br. dziewięciu największych deweloperów sprzedało ponad 6,1 tys. lokali – to wynik o 14 proc. lepszy, niż w analogicznym okresie 2015 roku. Od początku stycznia tego roku do końca października indeks WIG-Deweloperzy urósł o blisko 17 proc., podczas gdy indeks szerokiego rynku WIG poszedł w górę ledwie o 4,4 proc.

Firmom deweloperskim sprzyja środowisko niskich stóp procentowych. Niedawno prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zapowiedział, że nie przewiduje zmian stóp do końca 2017 roku. Czyli można założyć, że stopa referencyjna pozostanie na poziomie 1,5 proc. aż do końca przyszłego roku.

– Dzięki środowisku niskich stóp procentowych nabywcy mieszkań mogą korzystać z tanich kredytów, mają większą zdolność kredytową. Również deweloperzy mają tańszy dług, co zachęca ich do emisji obligacji – tłumaczy Mucha. – Sporo klientów firm deweloperskich decyduje się te z na zakup mieszkania za gotówkę. Czyli są to zakupy inwestycyjne. Mieszkania jako lokata wygrywają z niskooprocentowanymi depozytami bankowymi. To zjawisko bardzo dobrze wpływa na wyniki finansowe deweloperów – dodaje wiceprezes zarządu Navigator Debt Advisory.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Rynki wschodzące wracają do łask. Na GPW warto się przyjrzeć spółkom najmniejszym, deweloperce i wybranym blue chipom

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Rynki wschodzące wracają do łask. Na GPW warto się przyjrzeć spółkom najmniejszym, deweloperce i wybranym blue chipom 11
Akcje i indeksy rynków wschodzących, w tym małych polskich spółek i wybranych, bardzo przecenionych uczestników WIG20 mogą być dobrym pomysłem na inwestycje w najbliższym czasie. Wciąż korzystnym wyborem mogą być spółki deweloperskie, natomiast eksperci zaznaczają, że pamiętać trzeba o nie najlepszych wskaźnikach makroekonomicznych z polskiej gospodarki, co może obciążać inne, zwłaszcza średnie podmioty.

– Dziś rynki wschodzące wracają do łask. To związane jest z rosnącą presją inflacyjną na świecie. Widzimy, co się dzieje na rynkach surowców i jakie są wyceny na rynkach rozwiniętych Stanów Zjednoczonych czy choćby Japonii. Po części również w Europie Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Kiedy rynki wschodzące są tańsze, akcje na rynkach wschodzących, w tym również na GPW, bardzo przecenione przecież ostatnimi czasy były nasze duże krajowe spółki, dlatego rynki wschodzące powinny się lepiej zachowywać niż rynki rozwinięte.

W ciągu ostatniego roku indeks WIG20 stracił niemal 11,5 proc. W ciągu półtora roku – prawie 30 proc. Zupełnie inaczej zachowywał się natomiast indeks średnich spółek mWIG40, który w ciągu roku zyskał przeszło 8 proc., a od początku lipca 21 proc. Nie najgorzej zachowywały się także małe spółki, tu jednak analityk widzi jeszcze potencjał wzrostu.

– Jeżeli spojrzymy na wyceny na naszym podwórku, to w najbliższych miesiącach raczej należy zwracać uwagę na spółki najmniejsze, a niekoniecznie te średnie, których wyceny może nie są bardzo wysokie, ale relatywnie nie są aż tak atrakcyjne, jak to wyglądało w czerwcu, czyli zaraz po brexicie, kiedy wyceny naszych średnich spółek jeszcze spadły i były relatywnie atrakcyjne – wskazuje Bugaj.

Zastrzega także, że na zachowanie polskich firm mogą mieć wpływ warunki makroekonomiczne, które nie są ostatnio najlepsze. W dwóch pierwszych kwartałach roku dynamika PKB ledwie przekroczyła 3 proc. Na III kw. prognozowany jest odczyt rzędu 2,9 proc., najsłabiej od IV kw. 2013 r. Odczyt PMI, czyli wskaźnika nastrojów w przemyśle wśród menedżerów logistyki za październik był na poziomie 50,2 pkt – ledwo przekraczającym 50-punktowy próg oddzielający rozwój sektora od jego kurczenia się. Przewidywano 52,9 pkt.

– To wpisuje się w tendencję raczej nie najlepszych danych z krajowej gospodarki. Można powiedzieć, że to spodziewane przyspieszenie wzrostu w drugim półroczu odeszło w niepamięć, a teraz mówimy o spowolnieniu wręcz i takie środowisko makroekonomiczne dla spółek niestety specjalnie korzystne nie jest, o czym warto pamiętać –  przestrzega Bugaj.

Jednocześnie zwraca jednak uwagę na pewne sektory, przed którymi otwierają się perspektywy rozwoju. Jednym z nich jest wciąż jeszcze będący na fali sektor deweloperski. Przez ostatni rok indeks WIG-deweloperzy urósł o 19 proc. i jest najwyżej od pięciu lat. Nie oznacza to jednak kresu ich możliwości, ze względu na opublikowany przed kilkoma dniami projekt ustawy regulującej funkcjonowanie REIT-ów, czyli funduszy nieruchomościowych. Dadzą one możliwość inwestowania nawet drobnym inwestorom w duże projekty komercyjne.

– Z drugiej strony cały czas zwracał bym uwagę choćby na spółki deweloperskie czy związane z rynkiem nieruchomości, gdzie koniunktura wygląda cały czas całkiem nieźle, a ostatnio nawet dyskusja na temat wprowadzania REIT-ów, czyli spółek typowo nieruchomościowych, które są zwolnione z podatku, ale muszą się dzielić dywidendami z akcjonariuszami, powoduje, że spółki chcą wydzielać swoją część nieruchomościową i być może będzie ona notowana w formie REIT-ów – podkreśla Łukasz Bugaj.

Zarazem analityk DM BOŚ radzi rozważanie inwestycji w każdą ze spółek z osobna, włącznie z mocno w ostatnich kilkunastu miesiącach niedocenianymi członkami indeksu WIG20. Nad indeksem największych spółek ciążyły w ostatnich miesiącach podatek bankowy, niedoszły na razie podatek handlowy, groźba przymusowego przewalutowania kredytów frankowych, niskie ceny surowców i pomysły ratowania górnictwa siłami spółek energetycznych.

– Zalecałbym indywidualne podejście do spółek, czyli nie nawet konkretne branże, ale raczej skupianie się na indywidualnych podmiotach i czasami nawet rzeczywiście tych najmniejszych podmiotach, gdzie te ceny są relatywnie niższe niż w przypadku średnich spółek, i po części do życia zaczęły wracać też duże spółki, nasze blue chipy, które były bardzo przecenione w ostatnich miesiącach. Warto się zastanowić, czy tutaj selektywnie, bardzo ostrożnie również rozejrzeć za pewnymi spółkami, ale bardzo selektywnie i raczej bym stronił od mówienia o jakimś sektorze, że już odżywa.

Coraz więcej Polaków kupuje prezenty świąteczne przez internet. Przed zakupem warto sprawdzić wiarygodność e-sklepu

Coraz więcej Polaków kupuje prezenty świąteczne przez internet. Przed zakupem warto sprawdzić wiarygodność e-sklepu 12
Z roku na rok przybywa osób, które decydują się na zakup bożonarodzeniowych prezentów w sieci. W przedświątecznej gorączce łatwiej trafić na fałszywe promocje. Dlatego eksperci radzą, by zachować czujność. Warto przed zakupem sprawdzić opinie innych internautów o danym sklepie i zapoznać się z jego regulaminem. Zaniepokoić powinny nas brak pełnych danych kontaktowych i brak informacji o możliwości odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni.

– Zdecydowana większość polskich sklepów internetowych to bezpieczna, atrakcyjna i wygodna alternatywa dla tradycyjnych sklepów. Nie dziwi zatem fakt, że coraz więcej Polaków chętnie kupuje prezenty świąteczne w internecie, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach wiarygodność e-sklepu można zweryfikować w prosty sposób, stosując się do kilku zasad – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Jędrzejak z Trusted Shops, europejskiej firmy oceniającej jakość e-sklepów.

Z badania Eniro Polska wynika, że w tym roku wartość rynku e-commerce w Polsce może wzrosnąć o 15 proc. i sięgnąć 35,8 mld zł, a w 2020 roku – 63 mld zł. Eksperci szacują, że w ciągu najbliższych miesięcy liczba e-sklepów przekroczy 23 tys.

Badania przeprowadzone przez TNS Polska na zlecenie Trusted Shops wskazują, że prawie co drugi Polak robi zakupy online przynajmniej raz w roku. Zanim jednak zrobimy zakupy w danym sklepie po raz pierwszy, należy sprawdzić jego wiarygodność.

 Bardzo dobrą praktyką jest czytanie opinii o e-sklepie oraz zwracanie uwagi na niezależne znaki jakości, zwłaszcza takie, które przyznawane są danemu sprzedawcy dopiero po spełnieniu szeregu kryteriów – przekonuje Jędrzejak.

Choć kilka negatywnych komentarzy nie musi oznaczać, że zakupy będą się wiązać z niebezpieczeństwem, to dobrze zobaczyć, czego dotyczyły.

– Jeżeli sprzedawca reaguje na negatywne komentarze i stara się wyjaśnić problem lub przyznaje się do błędu, oznacza to, że poważnie traktuje swoich klientów – podkreśla ekspert Trusted Shops. – Warto zawsze zwrócić uwagę na regulamin sklepu, czy znajduje się w nim informacja o możliwości odstąpienia od umowy w terminie 14 dni od jego otrzymania i zwrotu towaru.

Europejskie Centrum Konsumenckie podaje, że 66 proc. sklepów informuje konsumentów o ich prawie do odstąpienia od umowy w sposób zgodny z aktualnymi przepisami prawa oraz udostępnia im odpowiedni formularz. W 67 proc. regulaminów e-sklepów jest wyraźnie wskazane, kto ponosi koszty przesyłki zwrotnej.

– Tym, co jednak powinno zaniepokoić, jest brak wymaganych przepisami prawa informacji identyfikujących sprzedawcę oraz danych kontaktowych. Jeśli w zakładce kontakt na stronie sklepu, poza anonimowym elektronicznym formularzem, nie ma żadnych danych, powinno nas to mocno zaniepokoić – ocenia przedstawiciel Trusted Shops.

Według danych ECK 65 proc. sklepów udostępnia swoje pełne dane do kontaktu w widocznym dla konsumenta miejscu. Pozostałe e-sklepy ograniczają możliwości kontaktu, np. podając wyłącznie adres e-mail lub numer fax. Zdarzają się pojedyncze przypadki, gdy sprzedawca nie podaje żadnych danych identyfikujących firmę czy też danych kontaktowych.

 W takiej sytuacji lepiej wstrzymać się od zakupu bądź dodatkowo sprawdzić sklep w sieci. Z pomocą przychodzą wówczas fora internetowe oraz portale społecznościowe, na których konsumenci wzajemnie się informuje i przestrzegają przed nieuczciwymi sprzedawcami – wskazuje ekspert.

Jak przekonuje Jędrzejak, warto z pewnym dystansem podchodzić do wszelkiego rodzaju promocji i dokładnie sprawdzić ich warunki. Jeśli sprzedawca wskazuje, że dany rabat czy obniżka obejmuje cały asortyment, to powinien również dotyczyć produktów, które są objęte innymi promocjami.

– Niedozwolone jest sztuczne zawyżanie cen tuż przed promocją i podawanie nieprawidłowych informacji o cenach obowiązujących wcześniej. Dodawane czasem gratisy do produktów muszą być rzeczywiście darmowe, sprzedawcy nie mogą na nich zarabiać. Jeżeli chcemy zweryfikować, czy dany gratis jest rzeczywiście przyjemną niespodzianką, powinniśmy sprawdzić cenę produktu bez gratisu – mówi Marcin Jędrzejak.

Strażacy, żołnierze, policjanci i ratownicy medyczni coraz częściej są postrzegani jako współcześni bohaterowie oraz patrioci

Strażacy, żołnierze, policjanci i ratownicy medyczni coraz częściej są postrzegani jako współcześni bohaterowie oraz patrioci 13
Polacy jako patriotów i bohaterów postrzegają dziś nie tylko tych, którzy walczyli o ojczyznę, lecz także tych, którzy poświęcają się służbie innym – strażaków, policjantów, żołnierzy i ratowników. To zawody, których wykonywanie wiąże się z dużym ryzykiem – dla ratowania innych często ryzykują własne życie. Dlatego rodziny osób, które zginęły lub straciły zdrowie podczas wykonywania służby, powinny być objęte szczególną opieką – podkreślają przedstawiciele Fundacji „Dorastaj z nami”, która zapewnia kompleksową pomoc takim rodzinom.

Zwykle postrzegamy bohaterów i patriotów jako osoby, które w przeszłości walczyły za wolność ojczyzny, osoby związane z naszą historią. Fundacja „Dorastaj z nami” przeprowadziła badania, z których wynika, że powoli zmienia się sposób patrzenia na bohaterstwo i patriotyzm. Współczesnym bohaterem jest dla nas strażak, policjant, żołnierz, ratownik, czyli osoby, które postanowiły pełnić służbę – mówi agencji Newseria Magdalena Pawlak, prezes Fundacji „Dorastaj z Nami”. – To osoby, które każdego dnia walczą z czasem i żywiołem, które nie mogą myśleć tylko o sobie i swoich najbliższych. Dlatego my staramy się dać im poczucie, że ich rodziny nie zostaną pozostawione same sobie.

Fundacja „Dorastaj z Nami” powstała sześć lat temu po to, by pomagać rodzinom, których bliscy zginęli lub stracili zdrowie podczas pełnienia służby publicznej.

 Rodziny osób, które poległy na służbie, potrzebują dwóch rodzajów wsparcia: po pierwsze wsparcia społeczeństwa, które uzna, że poświęcenie życia, tych osób nie było na marne, po drugie wymiernego wsparcia w przeżywaniu żałoby oraz w wychowywaniu dzieci – wymienia Magdalena Pawlak. – Fundacja dba o to, żeby rodziny mogły się podnieść psychicznie po stracie. Zapewniamy pomoc psychologiczną, psychoterapię na każdym etapie, nie tylko po wypadku, ale nawet wiele lat po nim, bo czasami pewne problemy pojawiają się znacznie później.

Fundacja do tej pory pomogła 192 dzieciom w wieku od 2 do 25 lat, z różnych regionów Polski, głównie z mniejszych miejscowości.

Jako swój najważniejszy cel postawiliśmy edukację i wspieranie całego procesu edukacyjnego oraz rozwoju dziecka – podkreśla prezes Fundacji „Dorastaj z Nami”.

Wsparcie fundacji ma wymiar finansowy, ale nie tylko. Doradcy edukacyjni pomagają rodzinom dobrać najlepszą formę pomocy.

 Kiedy dziecko dorasta, pomagamy mu w znalezieniu odpowiedniej pracy. Doradzamy młodzieży, jak odnaleźć swoje mocne strony, w jakim kierunku warto się rozwijać, jakiego rodzaju staże i praktyki powinni zdobyć, żeby później jak najlepiej i najszybciej wejść na rynek pracy – mówi Magdalena Pawlak.

Jak podkreśla, celem fundacji jest także budowanie etosu służby publicznej i uczenie społeczeństwa szacunku dla osób, które narażają swoje życie dla ratowania innych.

– Chcemy, żeby fundacja dawała pewność tym, którzy na co dzień ryzykują zdrowie i życie, by ratować innych, że ich żony, mężowie, dzieci nie zostaną sami i otrzymają należyte wsparcie. Chcemy pokazać żołnierzom, strażakom, policjantom i ratownikom górskim, że są dla nas ważni, że ich praca jest nieoceniona – podkreśla Magdalena Pawlak.