Fitch utrzymuje rating i perspektywę dla Polski

Fitch utrzymuje rating i perspektywę dla Polski 1

W piątek agencja ratingowa Fitch utrzymała rating wiarygodności kredytowej oraz „stabilną” perspektywę dla Polski. Po obniżeniu ratingu przez agencję Standard & Poor’s i perspektywy przez Moody’s obawiano się, że Fitch pójdzie w ich ślady. Pozytywna informacja z piątku powoduje umocnienie polskiego złotego do głównych walut.

Polski złoty od rana mocno zyskuje do głównych walut. Pozostawienie ratingu oraz perspektywy przez Fitch wspiera rodzimą walutę. Kurs EUR/PLN przełamał poziom wsparcia w okolicach 4,40 i prawdopodobnie będzie zmierzał w okolice kolejnego silnego wsparcia 3,97. Frank szwajcarski może przetestować w najbliższym czasie okrągły poziom 4 złoty, obecnie 4,03. Natomiast USD/PLN Zawrócił z poziomu 4 złoty i obecnie walczy o przełamanie 3,97. Gdyby ta sztuka się udała kurs może przetestować dołek z początku lipca br. w pobliżu 3,93; oczywiście w przypadku pozostania EUR/USD ponad 1,10. Funt szterling po chwilowej korekcie spowodowanej brakiem decyzji Banku Anglii odnośnie obniżenie stóp procentowych na Wyspach na ostatnim posiedzeniu wraca do spadków, na parze GBP/PLN może dojść do przetestowania poziomu 5,22.

Zupełnie inne nastroje panują w Turcji, chociaż wydaje się, że sytuacja jest już opanowana po nieudanym puczu w tym kraju. Lira turecka mocno traciła w piątek wieczorem, a dzisiaj odrabia nieco straty.

Bardzo dobrze radzi sobie dzisiaj WIG 20, który zyskuje już ponad 1,5%. Dobre nastroje na rynkach akcji w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych, w minionym tygodniu przełamane historyczne maksima, oraz decyzja Fitch, wspierają nasz rodzimy parkiet. Wprawdzie można mieć obawy o kondycję GPW w związku z planami dotyczącymi dalszych zmian w OFE, ale na razie główny indeks zyskuje w ślad za zachodnimi wskaźnikami. Najbliższy poziom oporu znajduje się w okolicach 1800 pkt. Jest to bardzo silna strefa, gdzie może dojść do korekty, gdyż w tym miejscu znajduje się górne ograniczenie kanału spadkowego, który obserwujemy od kwietnia br. Przełamanie tego obszaru otworzy drogę do szczytów z czerwca w pobliżu 1850 pkt.

Tydzień raczej zapowiada się spokojne, a z ważniejszych danych z pewnością warto zwrócić uwagę na czwartkowe posiedzenie oraz konferencję Europejskiego Banku Centralnego. Prawdopodobnie nie dojdzie do żadnych zmian na najbliższym posiedzeniu, ale może EBC zasugeruje pewne ruchy we wrześniu. Z krajowych danych ważne będą publikacje nt. produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej, które zostaną przedstawione jutro.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

USD/ZAR coraz niżej

Wbrew wcześniejszym obawom poniedziałek nie przyniósł mocniejszej przeceny ani TRY ani innych walut EM. Co więcej część walut rynków wschodzących kontynuuje wcześniejszą aprecjacje. Jedną z takich walut jest południowoafrykański rand (ZAR). Rand dynamicznie zyskuje zbliżając się do kluczowego wsparcia na 14,17 USD/ZAR. Przekroczenie tego zakresu otwierać będzie przestrzeń do zejścia nawet w  okolice 13 USD/ZAR.

USD/ZAR

autor: Konrad Ryczko

Integracja Dotpay i eCard – powstaje przyszły lider usług płatniczych w Polsce

Dotpay i eCard, agenci rozliczeniowi specjalizujący się w płatnościach elektronicznych online, łączą siły. Podmiot powstający w wyniku integracji obu spółek ma ambicję zająć pozycję lidera w zakresie usług płatniczych dla sektora eCommerce w Polsce. W planach jest też dalsza konsolidacja rynku i ekspansja w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Potencjał biznesowy firmy powstałej w wyniku integracji wyznaczają obecne pozycje łączących się spółek – eCard jest wiceliderem rynku w zakresie obsługi transakcji kartowych dla eCommerce, a Dotpay to najdynamiczniej rozwijający się agent rozliczeniowy na polskim rynku specjalizujący się w szybkich przelewach dla e-commerce.

„Jesteśmy świadkami wielkich zmian – w kwestii sposoby zakupów dokonywanych przez klientów, tego co sprzedają merchanci i usług, jakie oferują współczesne instytucje finansowe. Dzisiejsze połączenie jest odpowiedzią na wyzwania, które stają przed całą branżą FinTech. Chcemy być jednym z liderów procesu zmian i wykorzystać nasze najlepsze zasoby w drodze do tego celu” – mówi Przemysław Lech Figarski, Wiceprezes Zarządu Dotpay i eCard, nadzorujący w obu spółkach proces połączenia.

Oferty łączących się spółek są komplementarne, dzięki czemu w wyniku integracji powstanie uniwersalna platforma oferująca pełną paletę usług płatniczych dla branży eCommerce. Obejmie ona m.in.: transakcje kartowe, przelewy elektroniczne oraz płatności mobilne. W perspektywie planowane jest również dodanie szeregu nowych produktów i usług takich jak kredytowanie zakupów, narzędzia do analizy zachowań konsumentów na podstawie Big Data, jak i nowoczesne rozwiązania płatniczo-logistyczne.

„Od strony prawnej firmą przejmującą będzie eCard, natomiast obie łączące się firmy będą traktowane w procesie integracji równorzędnie, tak, aby w maksymalny sposób skorzystać z wiedzy i kompetencji ich pracowników oraz aby stworzyć platformę bazującą na największych atutach istniejących spółek” – mówi Cezary Smorszczewski, Prezes Private Equity Managers, zarządzający portfelem MCI.EuroVentures. Zakończenie integracji planowane jest na pierwszy kwartał 2017 roku. Obie spółki pozostaną odrębnymi bytami prawnymi.

Znaczenie wielkiej wartości kadr łączonych spółek, podkreśla także Ewa Bereśniewicz-Kozłowska, Prezes Zarządu eCard: „Efekty synergii pozwolą na uzyskiwanie zwielokrotnionych korzyści dzięki umiejętnemu połączeniu zasobów ludzkich, wykorzystaniu doświadczenia w różnych segmentach rynku eCommerce oraz wreszcie cross-sellingu produktów obu spółek, co pozwoli na zwiększenie zasięgu rynkowego”.

„Aktywnie wspieramy obie spółki w procesie integracji. Wierzymy, że na bazie istniejących zasobów i z wykorzystaniem wieloletnich doświadczeń pracowników eCard i Dotpay będziemy w stanie zbudować jednego z liderów usług płatniczych dla eCommerce w regionie. Będziemy dalej pracować nad strategią rozwoju nowego podmiotu, korzystając z wiedzy i doświadczeń pozyskanych z innych naszych spółek portfelowych z sektorów eCommerce oraz FinTech” – dodał Łukasz Wierdak, Dyrektor Inwestycyjny Private Equity Managers.

„Podsumowując, integracja oznacza połączenie celów, łatwiejszy przepływ doświadczenia i najlepszych praktyk między członkami obu zespołów oraz skok technologiczny. Poszerzymy portfolio produktowe, podniesiemy jakość oferowanych usług oraz zabezpieczymy rozwój w najbardziej obiecujących obszarach eCommerce i mCommerce – dodał Andrzej Budzik, Prezes Dotpay.

Funt brytyjski traci

Stabilna brytyjska waluta nie oparła się emocjom związanym z referendum o Brexicie. Już od momentu zapowiedzi głosowania funt szterling tracił na wartości. Obecnie wobec dolara jest najtańszy od ponad 30 lat.

Ta sytuacja mocno uderza w osoby, które pracują w Wielkiej Brytanii, a zarobione pieniądze wydają w innym kraju bądź przesyłają je rodzinie za granicą, oraz w mających oszczędności w funtach brytyjskich. Funt osłabia się wobec wszystkich najważniejszych walut. „Choć oczekiwania przedreferendalne były różne, to wiele osób liczyło się z tym, że może dojść do takiego scenariusza” – zaznacza w rozmowie z serwisem infoWire.pl Roman Przasnyski, główny analityk firmy Gerda Broker.

Perspektywy dla brytyjskiej waluty, a tym samym całej gospodarki, nie wyglądają dobrze. Funt pozostaje ciągle pod dużą presją i nie należy spodziewać się szybkiej poprawy sytuacji. „Te dwa lata, które ma Wielka Brytania na negocjacje, będą obfitowały w dużą zmienność nastrojów, zależnych od tego, jakie warunki będą uzyskiwali Brytyjczycy w ramach tych negocjacji. To będzie proces długi i pełen różnych zwrotów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych dla funta” – stwierdza rozmówca.

Odkryć źródło w różnorodności

Świat staje się coraz mniejszy. W dobie powszechnej globalizacji i migracji różnorodność zatrudnienia w zespołach wciąż wzrasta i konsekwentnie będzie zmieniać nasze środowisko pracy w nadchodzących latach. Sukces firm będzie zależał od podjęcia natychmiastowych działań i gotowością na zmiany. Już teraz.

Różnorodność w zespole nie odnosi się jedynie do jednowymiarowego postrzegania cech płci pomiędzy pracownikami. Obejmuje znacznie więcej cech charakterystycznych, które czynią nas wyjątkowymi – pochodzenie etniczne, wiek, osobowość, sposób komunikowania się, funkcję, którą pełnimy w zespole czy samo wykształcenie. Różnorodne doświadczenia związane z różnymi miejscami pracy, postawami, a coraz częściej także kulturą, z jakiej się wywodzimy, łączą się w jednym zespole, co oznacza, że musimy umieć odnaleźć się w takich środowiskach. A być może także przygotować do pokierowania nim.

Generować interakcję

Grupa naukowców – Margaret Neale i Gregory Northcraft z University of Illinois i Karen Jehn z Wharton School of the University of Pennsylvania, badała wpływ każdego rodzaju tych właśnie różnych aspektów na wyniki pracy zespołu. Ich wnioski były jednoznaczne. Każda różnorodność ma bezpośredni wpływ na wydajność pracy. Okazało się także, że ich różne rodzaje mogą generować rozmaite interakcje, także konflikty, które wpływają na jakość wykonywanej pracy. Naukowcy odkryli, że różnorodność informacyjna wytwarza konstruktywną dyskusję i kieruje debatę wokół wykonywanych zadań na właściwe tory. Według Katarzyny Olczak, dyrektor ds. personalnych w Skanska Commercial Development Europe oznacza to, że ludzie, którzy mają wspólny cel, nawet mimo różnic poglądowych, zawsze prędzej czy później zdecydują się na najbardziej optymalny kierunek działania – Jest to rodzaj interakcji, którą należałoby celowo pobudzać w każdym zespole, aby mógł on funkcjonować w sposób najbardziej kreatywny– uważa Katarzyna Olczak.

Przyciągnąć talenty

Firmy zobowiązujące się do przestrzegania kluczowych proporcji w różnorodności zatrudniania na kierowniczych stanowiskach doskonale zdają sobie sprawę, że ich działania stają się dzięki temu bardziej skuteczne. Efektywne funkcjonowanie zespołu to jego właściwa organizacja – firmy szukają więc specjalistów kadrowych, którzy skutecznie radzą sobie z zagadnieniami takimi jak komunikacja adaptacji i zmiany. Praca w różnorodnym środowisku pozwala, dzięki wymianie myśli, otworzyć się na zmiany i zwiększa orientację na kreatywność. Różnorodne zespoły mają większą siłę przyciągania ludzi utalentowanych, lepszą orientację na klienta, wpływają na wzrost satysfakcji pracowników oraz na podejmowanie przez nich trafniejszych decyzji. Badania prowadzone przez McKinseya, który przyjrzał się ponad 350 firmom z różnych gałęzi przemysłu działających w Kanadzie, Ameryce Łacińskiej, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych potwierdzały te wnioski: firmy o większej różnorodności rasowej i etnicznej mają zwykle o 35% lepsze wyniki finansowe niż te o zespołach jednorodnych. Różnorodność dotycząca płci daje średni wzrost zysków w porównaniu do innych firm o 15%. W Stanach Zjednoczonych zaobserwowano proporcjonalną zależność pomiędzy różnorodnością oraz lepszymi wynikami finansowymi. Każde 10% różnorodności zatrudnienia dawało wzrost dochodów firmy średnio o 0,8%. Co ciekawe, różnorodność rasowa czy etniczna ma w Stanach silniejszy niż gdzie indziej wpływ na wyniki finansowe niż różnorodność płci. Wynika to z faktu, że wcześniejsze wysiłki na rzecz równouprawnienia w postaci zwiększenia reprezentacji kobiet na najwyższych szczeblach biznesu właśnie zaczęły procentować.

Więcej satysfakcji, mniej zwolnień

Pracownicy multikulturowych i koedukacyjnych zespołów deklarują wyższy poziom satysfakcji z wykonywanych obowiązków i rzadziej korzystają ze zwolnień lekarskich. – Poszanowanie różnic, jakie występują między ludźmi, to jedna z podstawowych wartości, którymi powinny kierować się nowoczesne firmy. W Skanska od lat postępujemy zgodnie ze strategią Diversity&Inclusion, która przyczynia się do budowania kultury otwartości. Dziś wiemy, że takie podejście sprzyja nie tylko integracji pracowników, ale zapewnia nam także realną przewagę konkurencyjną – mówi Katarzyna Olczak.

Trudna zagadka

Ciekawe badania, tym razem – terenowe, prowadził wspomniany już zespół amerykańskich naukowców – Neale, Northcraft i Jehn, którzy postanowili przyjrzeć się pracy w jednej z firm zajmujących się geodezją, dzieląc pracowników na zespoły, różniące się między sobą właśnie – różnorodnością, mierząc ich informacyjne zasoby, wydajność wykonywanych zadań w zakresie dostaw i świadczonych na czas usług. Okazało się, że pozytywne skutki różnorodności były bardziej widoczne podczas skomplikowanych zadań, które wymagały ścisłej współpracy między pracownikami. W pokrewnym badaniu laboratoryjnym, Margaret Neale i profesorowie Katherine Williams, Deborah Gruenfeld oraz Elizabeth Mannix na warsztat wzięli wpływ więzi społecznych na sposób dzielenia się informacjami i wiedzą. W czasie badań tworzyli oni trzyosobowe grupy, którym kazano rozwiązać zagadkę morderstwa. W każdej grupie dwie osoby bardzo dobrze się znały, a trzecia była nieznajomą. W połowie badanych grup znajomi mieli podobne informacje, a obcemu dano tę unikalną, niezbędną do rozwiązania problemu. W pozostałych grupach unikalną informację dostawał jeden z przyjaciół. W której grupie bardziej efektywnie dzielono się informacjami? Oczywiście, w grupie z dwójką przyjaciół mających wspólne informacje i z obcą osobą z unikalną informacją. Okazało się, że współpraca z kimś, kogo nie znamy, kto się od nas różni, wpływała na bardziej produktywną wymianę informacji. Znajomi niejako oczekiwali, że mają podobne informacje z powodu ich podobnych, wzajemnych doświadczeń. I byli bardziej nastawieni na uzyskanie jak największej ilości wiedzy od nieznajomego.

Panie proszą panów

W jaki sposób najpełniej czerpać korzyści płynące z różnorodności w zespole? Podstawowym aspektem jest prawidłowa komunikacja. Percepcyjne, kulturowe i językowe bariery muszą zostać przełamane, jeśli zespół ma odnieść sukces. Jeśli jednak tak się stanie, różnorodność może wpływać na pozytywny wizerunek i reputację, a nawet rentowność firmy. Pracodawca, który dba o klimat pracy, przestrzega zasad etyki i stosuje uczciwe praktyki zatrudnienia, będzie przyciągał wykwalifikowanych kandydatów. Inne zalety to lojalność ze strony klientów, którzy coraz częściej świadomie decydują się współpracować tylko z partnerami, którzy tak jak oni cenią praktyki biznesu odpowiedzialnego społecznie. Choć na polskim rynku bardzo wiele zrobiono w zakresie równouprawnienia, to równość płci na szczycie biznesu nadal pozostawia sporo do życzenia, a zaufanie w biznesie bywa tematem tabu. Zatrudnianie kobiet, których domeną są umiejętności miękkie, niezbędne w prawidłowych relacjach mogłoby być kluczem do lepszych relacji biznesowych w ogóle. Branża deweloperska czy budowlana nadal są postrzegane jako środowiska typowo męskie. Według danych GUS tylko 7,7% osób zatrudnionych w budownictwie to kobiety. Więcej pań pracuje nawet w górnictwie czy transporcie i gospodarce magazynowej. – W Skanska konsekwentnie działamy na rzecz zwiększenia liczby kobiet w  naszej firmie – staramy się, aby odsetek pań na wszystkich stanowiskach rósł z roku na rok. Obecnie, średnio co czwarta osoba zatrudniona w Skanska S.A na stanowisku inżyniera jest płci żeńskiej. Kobiet-inżynierów poszukujemy już na uczelniach wyższych, zachęcając studentki do udziału m.in. w Programie Praktyk Letnich Skanska. Dbamy też o to, żeby awanse wśród kobiet były tak samo częste, jak wśród mężczyzn – wskazuje Katarzyna Skorupka-Podziewska, dyrektor ds. zarządzania zasobami ludzkimi w Skanska S.A.

Wszystkie ręce na pokład

Coraz większą grupę pracowników w branżach np. budowlanych stanowią absolwenci administracji, informatyki, filologii czy psychologii, a więc kierunków, które raczej nie kojarzą się z pracą na budowie. W branży pojawiają się też inne nowe stanowiska, np. asesorzy ds. zrównoważonego rozwoju, ekolodzy czy piloci dronów (bezzałogowych statków powietrznych). Według Michała Witkowskiego, dyrektora sprzedaży Skanska Residential Development Poland, taka zróżnicowana pod względem profilu pracownika struktura zatrudnienia przekłada się na nasz styl pracy i wpływa na jakość rozwiązań, które możemy zaoferować klientom. – Przygotowując się do startu deweloperskich projektów mieszkaniowych organizujemy tzw. magle kreatywne, do których zapraszamy pracowników z różnym doświadczeniem. Uwzględniamy wiele punktów widzenia i wypracowujemy lepsze pomysły, niż gdybyśmy pracowali w obrębie tylko swoich specjalizacji – mówi Michał Witkowski.

Co jeszcze możemy zrobić?

Niektóre firmy idą o krok dalej. W maju ubiegłego roku w trakcie II Ogólnopolskiego Dnia Różnorodności Skanska przyłączyła się do Karty Różnorodności, projektu promowanego przez Komisję Europejską, który zobowiązuje do przeciwdziałania dyskryminacji w miejscu pracy, realizowania działań na rzecz tworzenia i promocji różnorodności oraz wyraża gotowość firmy do zaangażowania wszystkich osób zatrudnionych oraz partnerów biznesowych i społecznych w te aktywności. – Chcemy tworzyć środowisko pracy, w którym każdy pracownik czuje się szanowany, doceniany i ma możliwość ciągłego rozwijania swoich umiejętności bez względu na poglądy, płeć, narodowość czy wiek – zaznacza Katarzyna Skorupka-Podziewska. – Stawiamy na różnorodność zespołów. W Skanska zatrudniamy nie tylko inżynierów, ale także specjalistów z innych dziedzin, którzy wspierają nasze zespoły budowlane w realizacji projektów. Ponad 550 pracowników naszej firmy to specjaliści z takich dziedzin jak prawo, HR, finanse i procesy korporacyjne, zarządzanie, komunikacja czy IT. Młodych inżynierów zachęcamy do tego, żeby czerpali wiedzę od bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów – zarówno kadry nadzoru, jak i pracowników produkcyjnych. Takie podejście, łączące różne perspektywy, pozwala wypracowywać korzystniejsze rozwiązania i zapewnia  sukces w działaniu – dodaje Katarzyna Skorupka-Podziewska.

Brexit spowoduje wzrost popytu na najbardziej atrakcyjne nieruchomości

Z opublikowanego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield pt. Brexit & The European Property Investment Market wynika, że wobec niepewności i rosnącej podaży pieniądza decyzja Wielkiej Brytanii o opuszczeniu UE przyczyni się do wzrostu popytu na najbardziej atrakcyjne nieruchomości w kluczowych lokalizacjach.

Autorzy raportu przewidują, że w perspektywie krótkoterminowej Brexit w większym stopniu wpłynie na aktywność inwestycyjną niż na wartości najbardziej atrakcyjnych nieruchomości, które będą utrzymywać się na stabilnym poziomie ze względu na ograniczoną podaż i niskie stopy procentowe. Kluczowym czynnikiem determinującym poziom aktywności będzie podaż, ale stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości – przynajmniej poza terenem Wielkiej Brytanii – będą nadal się zmniejszać.

Wolumen transakcji inwestycyjnych w Wielkiej Brytanii będzie znacznie niższy niż w latach 2014/2015, ale wobec wzrostu aktywności inwestorów na innych rynkach przełoży się to na niewielki spadek obrotów w skali całego kontynentu europejskiego. Według prognoz firmy Cushman & Wakefield wartość transakcji inwestycyjnych w Wielkiej Brytanii spadnie o 25%, ale w innych krajach europejskich wzrośnie o ok. 10%. Zważywszy na znaczenie Wielkiej Brytanii, oznaczać to będzie spadek wolumenu obrotów w UE o 6% w porównaniu ze wcześniej prognozowanym dziewięcioprocentowym wzrostem w sytuacji, gdyby Brytyjczycy zagłosowali za pozostaniem w UE.

Według autorów raportu na głównych rynkach utrzyma się wysoki popyt na nieruchomości, ale inwestorzy zachowają dużą ostrożność. Jednocześnie stopniowy wzrost zainteresowania nowymi rynkami może spowolnić lub wzrosną oczekiwania co do premii w stopach kapitalizacji. W związku z tym różnice pomiędzy stopami kapitalizacji dla najlepszych i drugorzędnych nieruchomości mogą się powiększać, do czego przyczyni się również coraz większe rozwarstwienie na rynku finansowania.

David Hutchings, autor raportu i dyrektor działu strategii inwestycyjnych w regionie EMEA w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Niektórzy inwestorzy będą obserwować rozwój wydarzeń, ale wielu nie może czekać – chcą bezpiecznie ulokować kapitał inwestycyjny. Jednak obecnej sytuacji nie można porównać do skutków upadku banku Lehman Brothers czy kryzysu w strefie euro. Ponadto wobec różnych prawdopodobnych scenariuszy na przyszłość należy oczekiwać z czasem wzrostu aktywności zarówno kupujących, jak i sprzedających.

W zakresie strategii inwestycyjnych oznacza to, że inwestorzy powinni w miarę możliwości starać się wykorzystać poczucie niepewności i nerwowe reakcje rynków oraz jednocześnie monitorować ewentualne zmiany nastrojów i warunków geopolitycznych, np. rosnące znaczenie Azji.

Atrakcyjnym celem dla inwestorów mogą być sektory nastawione na obsługę rynku krajowego takie jak sieci handlowe i logistyka ostatniego kilometra. Dotyczy to jednak tylko nowoczesnych nieruchomości i najlepszych lokalizacji, które mogą spełnić oczekiwania najemców. W Wielkiej Brytanii dużym zainteresowaniem będą cieszyć się globalne centra takie jak Londyn i Cambridge oraz inne konkurencyjne lokalizacje, natomiast w Europie inwestorzy powinni zwrócić uwagę na miasta, które mogłyby zyskać na Brexicie, takie jak Frankfurt, Paryż, Dublin, Luksemburg, Mediolan, Amsterdam, Berlin oraz globalne rynki – głównie Singapur i Nowy Jork. Niektóre firmy będą prawdopodobnie zainteresowane nie tylko tymi głównymi miastami Europy Zachodniej, lecz także innymi lokalizacjami w UE, które umożliwią im redukcję kosztów. Jest to szansa dla rynków takich jak Warszawa, jak i polskich miast regionalnych.

Szacowanie ryzyka na nowo utrudnia określenie trendów w zakresie wartości kapitałowych. Jednak z czasem – zakładając, że Wielka Brytania ostatecznie opuści UE – stopa wolna od ryzyka wzrośnie, którą w krótkiej perspektywie kompensować będą niższe stopy procentowe. Na niektórych rynkach wyceny mogą zacząć uwzględniać zagrożenia dla stabilności finansowej i całej Unii Europejskiej. Z tego względu zasadnicze cechy lokalizacji i jej efektywność dla biznesu będą mieć większe znaczenie niż unia polityczna czy kraj, w którym dana lokalizacja się znajduje”.

Nawet do 90% stażystów zostaje w firmach

Brak wyzwań i słabe warunki w zamian za wpis do CV – to stereotypowy obraz staży. Rosnąca rekrutacja np. lingwistów czy informatyków zmusiła jednak pracodawców do zainwestowania w staże kształcące przyszłe kadry, a nie doraźną pomoc. Studenci tego oczekują – według PwC i PSZK na staże przyciąga prestiż i szansa na stałe zatrudnienie (po 38% badanych). Tylko 5% studentów chce pracować bez wynagrodzenia. Młodzi podkreślają, że ich atutami są wielozadaniowość i gotowość na wyzwania. Widzą to pracodawcy – i starają się te cechy wykorzystywać w praktyce.

Jeszcze w zeszłym roku studenci uważali, że programy studiów nie uwzględniają w wystarczającym stopniu obowiązku odbycia staży i praktyk. To opinia 55% badanych przez PSZK (Polskie Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami). W tej sytuacji młodzi biorą sprawy w swoje ręce i samodzielnie szukają oferty stażowej, która realnie wzmocni CV. Coraz częściej jednak to nie tylko studenci, ale także firmy szukają na stażach jakości. Zwłaszcza w specjalizacjach, gdzie panuje nie tylko tzw. rynek pracownika, ale coraz częściej także rynek stażysty – np. finansach, IT, lingwistyce.

Kariera dla coraz młodszych

Próg wieku rozpoczęcia kariery zawodowej coraz bardziej się obniża. Na przykład, osoby kończące informatykę mają za sobą często już 2-3 lata doświadczenia, otrzymując w międzyczasie od kilku do kilkunastu ofert pracy. Zainteresowanie pracodawców to efekt niedoboru specjalistów. Podobne zapotrzebowanie widoczne jest np. w przypadku centrów biznesowych rozwijających się w Polsce.

–  Co do zasady wspieramy rekrutację osób rozpoczynających swoją przygodę z Accenture od praktyk, podczas których mogą przyjrzeć się pracy „od kuchni” i zaangażować w prowadzone przez nas projekty. Aby bez przeszkód kontynuowały naukę na studiach, zapewniamy elastyczny czas pracy i szansę na sprawdzenie predyspozycji w różnych obszarach, w myśl zasady „nie istnieją źli pracownicy – są tylko źle dopasowane role” – komentuje Edyta Gałaszewska-Bogusz, wicedyrektor Accenture Operations.

O tym, że staże coraz częściej prowadzą do stałego zatrudnienia, świadczą liczby. Na przykład, Accenture Operations przyjęło w 2015 r. w swoich oddziałach w Krakowie i Warszawie ponad 50 praktykantów, z czego powyżej 25% zostało w firmie na stałe. Łódzkie centrum Infosys, jedno z największych w kraju, zatrudnia 80% stażystów, którzy po praktykach stają się pełnoprawnymi członkami zespołu. W Capgemini w ubiegłym roku zaproszenie do dalszej współpracy dostało 20 z 29 praktykantów. Z kolei w przypadku krakowskiego Shell Business Operations (SBO), jednym z siedmiu kluczowych centrów biznesowych globalnego giganta, relację z pracodawcą utrzymało aż 90% uczestników letnich praktyk – w roli specjalistów lub ambasadorów marki na swoich uczelniach.

Co więcej, szkoły wyższe same angażują się w bezpośrednią współpracę z uczelniami. Accenture utrzymuje relację z Akademią Leona Koźmińskiego, SGH, Uczelnią Vistula oraz Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie. Partnerami ostatniej wymienionej uczelni w zakresie nauczania HR i finansów są także Instytut CIMA i centrum SBO Kraków, które współpracowało też z Uniwersytetem Jagiellońskim przy warsztatach z języka niemieckiego. Pracownicy Luxoftu prowadzą zajęcia na Wydziale Matematyki Stosowanej AGH. To tylko część z całej gamy przykładów tego typu kooperacji.

Rywalizacja i możliwości

Ogromne zapotrzebowanie na specjalistów w wybranych dziedzinach nie oznacza, że o miejsca na najlepszych stażach nie trzeba rywalizować. Dla przykładu, w tegorocznej edycji programu praktyk Shell Business Operations bierze udział 48 osób, wybranych spośród kilkuset kandydatów. Tylko w 2015 roku na każde stanowisko przypadało ponad 13 aplikacji. Stażyści dostają dużą swobodę – każdy podczas trzech miesięcy realizuje indywidualny projekt, którego wyniki ocenią menedżerowie. Uczestniczą także w szkoleniach, zajęciach językowych i spotkaniach integracyjnych.

Byłem na pierwszym roku studiów, więc program praktyk w Shell teoretycznie nie był skierowany do mnie. Ale pojawiłem się na targach pracy i zostawiłem CV. Zaskoczyłem się, kiedy zaproszono mnie na rozmowę. Staż odbywałem w dziale finansów i w zasadzie już od trzeciego dnia zacząłem wykonywać odpowiedzialne zadania, przygotowywałem na przykład analizy ryzyka. Jako praktykant byłem traktowany jak równorzędny partner. Po dwóch tygodniach pracy zostałem zaproszony na spotkanie z menedżerem. To był dla mnie znak, że jestem w firmie traktowany jak równorzędny pracownik – wspomina Robert Białas, obecnie specjalista w dziale finansowym w Shell Business Operations Kraków.

Jeszcze więcej osób starało się o miejsca w programie dla początkujących programistów, organizowanym przez Luxoft, firmę realizującą projekty IT na rzecz międzynarodowych marek świata finansów. W rekrutacji na 12 miejsc w najnowszej edycji autorskiego Corporate Junior Program firma otrzymała kilkaset zgłoszeń.

– Corporate Junior Program to nasza własna kuźnia młodych talentów, w ostatnich dwóch latach wzięło w nim udział już blisko 50 osób, choć liczba kandydatów była znacznie większa. To grupa, która wymaga od nas szczególnej uwagi, ale inwestycja w nich zwraca się wielokrotnie. Podczas kilku miesięcy programu przechodzą przez intensywne szkolenia, trwające nawet po 6-8 godzin dziennie. Podobne prywatne kursy potrafią kosztować duże kwoty i nie zawsze działają, u nas są częścią płatnej pracy.  Grupy juniorów już podczas szkolenia tworzą świetne zespoły. Pojawiają się przyszłe „gwiazdy” firmy – mówi Łukasz Macuda, Dyrektor Regionalny Luxoft w Krakowie.

Wyzwania i wsparcie

Jak wykazują wyniki badań i analiz pracodawców, studenci coraz częściej chcą brać udział w realnych procesach i projektach realizowanych w miejscu ich praktyk, a nie ograniczać się tylko do wpisu w CV. Liczą jednak przy tym na zapewnienie opieki mentorskiej. W Skanska, która organizuje co roku Program Praktyk Letnich, studenci przez 12 tygodni pracują pod okiem opiekuna,  wspierając  projekty prowadzone przez firmę, a także samodzielnie realizują zadanie przewodnie praktyki, za które biorą odpowiedzialność. Uczestniczą także szkoleniach, które przygotowują do wykonywania obowiązków. Program rozpoczyna dwudniowe spotkanie wprowadzające na temat firmy, warsztat z procesu oceny praktyk i bezpieczeństwa pracy. Na podobne szkolenia z liczyć mogą stażyści z Capgemini.

– Podczas 3 miesięcy studenci biorą udział w nich szkoleniach z umiejętności miękkich bądź twardych, w zależności od ich preferencji. Odskocznią od codziennych zadań jest możliwość uczestniczenia w dodatkowym projekcie z obszaru Employer Brandingu lub CSR. Wtedy przeprowadzają np. wywiady z uczestnikami Programów Grantowych lub kręcą film „dzień z życia stażysty”. Na koniec programu każdy stażysta otrzymuje tzw. feedback, czyli informację zwrotną na temat jego mocnych cech, ale też takich, nad którymi powinien popracować – tłumaczy Katarzyna Pieniążek, Specjalista ds. Employer Brandingu w Capgemini.

Stażysta nie kupuje kota w worku

Obecni studenci i absolwenci stanowią przyszłość rynku pracy – czy tego chcą pracodawcy, czy nie. Do 2020 roku do drugi pracownik na świecie będzie przedstawicielem Pokolenia Y, na pierwsze staże wybiera się Generacja Z. Te dwie grupy wiekowe charakteryzują się dużymi ambicjami i pomysłowością, ale oczekują od pracodawców partnerskiego podejścia. Dobre staże wciąż nie są w Polsce powszechnym standardem, ale jest ich na szczęście coraz więcej. Stawiając na jakość w zakresie budowania młodych kadr, firmy inwestują we własną przyszłość. Dowcipy o parzeniu kawy dla prezesa i godzinach spędzonych przy ksero mogą więc wkrótce zacząć być zrozumiałe tylko dla starszych kolegów z zespołu.

Nieudany pucz w Turcji a rynki

W piątkowy wieczór w Turcji doszło do nieudanego puczu. Agencja Fitch utrzymała rating Polski na niezmienionym poziomie. Dobre dane z USA. Myślenie życzeniowe MF.

W weekend wiadomością numer jeden były doniesienia o nieudanym puczu wojskowym w Turcji. Całe wydarzenia miały miejsce już po zamknięciu giełdy w Stambule, ale rynki walutowe jeszcze prowadziły notowania. Lira straciła na wartości ponad 2,5% w momencie pojawienia się pierwszych informacji. Dla porównania to tak jakby złoty osłabił się nagle do euro o ponad 10 groszy. Traciły również waluty naszego regionu. Może to się wydawać dziwne, ale złoty stracił zarówno do franka, jak i euro około 2 grosze. Powodem takiej relacji jest to, że w wielu funduszach inwestycyjnych Turcja i Polska znajdują się w tym samym koszyku. Inwestorzy zatem często zmniejszają zaangażowanie w całym regionie. Nie jest to koniec niepewności na lirze. We wtorek odbędzie się posiedzenie banku centralnego w sprawie stóp procentowych. Dotychczas analitycy przewidywali obniżkę stóp z 7,5% do 7%. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w tej chwili na rynku, możliwy jest scenariusz odłożenia tej decyzji o dodatkowy miesiąc.

Agencja ratingowa Fitch okazała się najłagodniejszą z Wielkiej Trójki. Nie tylko nie obniżyła ratingu Polski, ale nawet nie zmieniła perspektywy. Nie zmienia to faktu, że w komunikacie po decyzji jasno wskazała na zagrożenia stojące przed Polską gospodarką. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje rosnący deficyt i problemy budżetu w 2017 roku.

Piątkowe dane z USA okazały się lepsze od oczekiwań. Sprzedaż detaliczna rośnie o 0,6% przy oczekiwaniach na poziomie 0,1%. Inflacja okazała się zgodna z oczekiwaniami. W reakcji na te dane dolar zaczął się umacniać względem euro. Wydarzenia w Turcji tylko wzmocniły ten ruch.

Ministerstwo Finansów znalazło pomysł na deficyt budżetowy. Chce zachęcać osoby otrzymujące środki z programu 500+ by inwestowały je w obligacje państwa. Poprzedni pomysł zachęcania bogatych Polaków by nie zapisywali się do programu okazał się niepowodzeniem. Nie wiadomo, czy teraz nie będzie podobnie. Wszakże oprocentowanie na poziomie 2,5% rocznie, jakie mają obecnie 10 letnie obligacje, jest niższe niż jeszcze niedawno lokaty bankowej.

Dzisiaj dzień wolny w Japonii z okazji Dnia Oceanu. Z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie
  • 22:00 – USA – napływ kapitałów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co trzeci Polak nie jest w stanie odłożyć telefonu na 24 godziny

Ponad połowa Polaków (60%) deklaruje, że korzysta z telefonu przynajmniej raz na godzinę lub nawet co kilka, kilkanaście minut. Tylko co czwarty ankietowany uważa, że robi to najwyżej kilka razy dziennie, a zaledwie 13% bierze do ręki telefon raz lub dwa razy dziennie. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PAYBACK, co trzeci Polak nie jest w stanie rozstać się ze swoim telefonem na 24 godziny.

Aż 32% Polaków nie jest w stanie odłożyć telefonu komórkowego na 24 godziny. Ankietowani nie wyobrażają sobie takiego kroku głównie z uwagi na utratę kontaktu z bliskimi (47% odpowiedzi) oraz z troski o tych, którzy mogliby się martwić, nie mogąc połączyć się z właścicielem telefonu (27%).

– Uzależnienie od telefonu przejawia się szczególnie w najmłodszych grupach wiekowych. Jak pokazują różnego rodzaju badania młodzi ludzie nie są już wstanie żyć bez telefonu komórkowego – mówi newsrm.tv Piotr Lipiński, Head of Corporate & Marketing Communications PAYBACK i dodaje. – Ponad połowa zapytanych w naszej ankiecie deklaruje, że dziecko powinno otrzymać swój pierwszy telefon komórkowy już w szkole podstawowej.

Czy smartfon to jeszcze telefon? Pytanie zgoła filozoficzne. Owszem, służy do dzwonienia, ale czasem wydaje się, że nie jest to jego podstawowa funkcja. Jak wynika z badania ze smartfonu korzysta już 83% spośród wszystkich użytkowników telefonów komórkowych. Oprócz połączeń głosowych, badani najczęściej korzystają z możliwości wysyłania i odbierania SMS (89%), robią zdjęcia i nagrywają filmy (82%), surfują po Internecie (78%), odbierają i wysyłają maile (73%) oraz korzystają z mediów społecznościowych (53%). Dziewięciu na dziesięciu użytkowników smartfonów korzysta z aplikacji mobilnych. Głównie tych, do przeglądania stron internetowych (94%) oraz odbierania i wysyłania poczty (68%). Spore grono użytkowników korzysta z komunikatorów (54%) oraz aplikacji zakupowych (43%).

A ile to wszystko kosztuje? Co trzeci Polak płaci za korzystanie z telefonu lub telefonów od 21 do 50 zł, podobnie co trzeci płaci od 51 do 100 zł. 17% ankietowanych wydaje powyżej 100 zł miesięcznie, a 19% mieści się w kwocie 20 zł.

Piotr Lipiński, Head of Corporate & Marketing Communications PAYBACK

Marcin Krasoń, Home Broker: Oczekiwana rentowność najmu najwyższa w historii

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

4,99 proc. netto w skali roku wynosi obecnie przeciętna oczekiwana rentowność najmu wyliczona dla największych rynków mieszkaniowych, którym regularnie przyglądają się Home Broker i Domiporta.pl. W zestawieniu miast o największym potencjale zysku z zakupu mieszkania na wynajem na czele znajdują się Gdańsk, Warszawa, Gdynia i Łódź.

Lekki spadek cen mieszkań i wzrost stawek najmu sprawiły, że rentowność inwestycji w lokal na wynajem w najważniejszych miastach jest obecnie na najwyższym poziomie od wiosny 2010 r. kiedy to Home Broker, Open Finance i Domiporta.pl zaczęły ją badać. Z najnowszej analizy wynika, że kupując mieszkanie na wynajem w jednym z siedmiu badanych ośrodków (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) można średnio liczyć na prawie 5 proc. zysku netto, czyli po opodatkowaniu, odliczeniu kosztów utrzymania nieruchomości i uwzględnieniu „martwego okresu”, czasu gdy mieszkanie stoi puste bez najemców.

Rentowność najmu wyliczana jest na podstawie cen transakcyjnych (mieszkania kupione przez klientów Home Brokera i Open Finance) oraz stawek najmu z serwisu Domiporta.pl pomniejszonych o 5 proc. Obliczenia uwzględniają fakt, że nie przez cały czas mieszkanie będzie wynajęte (założyliśmy, że w ciągu roku nieruchomość stoi pusta przez 1,5 miesiąca), a także podatek oraz koszty związane z opłatami dla wspólnoty lub spółdzielni.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – czerwiec 2015
Marcin Krasoń, Home Broker: Oczekiwana rentowność najmu najwyższa w historii 2
Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z maja 2016 r.;
oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z czerwca 2016 r. obniżone o 5 proc.

Gdańsk z największym potencjałem zysku

Najnowsze dane pokazały, że na chwilę obecną najbardziej opłacalnie rokuje zakup mieszkania na wynajem w Gdańsku. Z obliczeń Home Brokera i domiporta.pl wynika, że kupując tam lokal można przeciętnie liczyć na 5,55 proc. zysku netto w skali roku. Gdyby inwestorowi udało się znaleźć stałych najemców i mieszkanie nie musiałoby stać puste, wówczas roczna rentowność netto wzrasta do ponad 6,5 proc. netto.

Poza Gdańskiem, dobrze rokuje też zakup mieszkania w Warszawie (5,49 proc. zysku netto), Gdyni (5,23 proc. netto) i Łodzi (5,1 proc. netto). Oczekiwana stopa zwrotu wynosi więcej niż 5 proc. także we Wrocławiu (5,03 proc.). Według danych Home Brokera i Domiporta.pl, najniższa oczekiwana rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem jest w Poznaniu, 4,16 proc. netto w skali roku. Ale nawet najlepiej oprocentowane lokaty bankowe na rynku nie dają więcej niż 2 proc. netto, choć należy tu pamiętać o specyficznych cechach różnych sposobów lokowania kapitału. Przy lokacie mamy zwykle pewność co do tego, kiedy i ile zarobimy. W przypadku mieszkania na wynajem są szanse na sporo wyższe zyski, ale spieniężenie nieruchomości nie jest takie łatwe, nie ma też pewności co do tego, że uda się szybko znaleźć uczciwego najemcę. Dodatkowo, należy liczyć się z kosztami związanymi np. z okresowym remontem.

Miasto Średnia cena
zakupu mkw.
Średnia stawka najmu (za mkw.) Rentowność brutto Rentowność netto
Gdańsk 5 117,16 zł 35,83 zł 6,18% 5,55%
Gdynia 4 894,31 zł 32,87 zł 5,82% 5,23%
Kraków 6 307,68 zł 36,03 zł 4,86% 4,35%
Łódź 3 502,54 zł 24,83 zł 5,73% 5,10%
Poznań 5 380,84 zł 29,54 zł 4,65% 4,16%
Warszawa 7 044,54 zł 48,98 zł 6,11% 5,49%
Wrocław 5 631,31 zł 36,98 zł 5,62% 5,03%
Rentowność najmu mieszkań w poszczególnych miastach w czerwcu 2016 roku
Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z maja 2016 r.;
oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z czerwca 2016 r. obniżone o 5 proc.

Ze względu na rozmiar rynku i jego płynność, najwięcej uwagi inwestorów przyciąga cały czas Warszawa. Stolica to największe miasto i największy rynek nieruchomości. Centrum biznesowe, akademickie i rozrywkowe, nic dziwnego, że chętnych na wynajem mieszkania w Warszawie nie brakuje. Dzięki rozwojowi miasta można też liczyć na wzrost wartości nieruchomości w czasie.

Czy Mieszkanie Plus zagrozi rynkowi najmu?

Choć nadal brakuje konkretów co do tego, jak ma wyglądać program Mieszkanie Plus, to znane fakty pozwalają na pierwszą ocenę co do tego, jak pomysł rządu wpłynie na rynek mieszkaniowy. – Póki co wiemy jedynie, że budynki mają powstawać na gruntach Skarbu Państwa, dzięki czemu koszt budowy metra kwadratowego ma nie przekraczać 3 tys. zł. Ale będzie to trudne, bo grunty te wymagają często adaptacji, w tym uzbrojenia i przyłączenia do dróg publicznych – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Kluczowe w tym projekcie dla oceny zagrożeń względem inwestycji deweloperskich jest to, kto ma zostać beneficjentem programu. A mianowicie osoby o niskich dochodach, z wielodzietnych rodzin, czyli takie, które i tak nie skorzystałyby z oferty deweloperskiej. – mówi Górka.

Ale należy też spojrzeć od innej strony na to, co będzie działo się na rynku. – Program może wpłynąć na ostudzenie zapału do zakupu mieszkań przez inwestorów profesjonalnych, którzy zamierzają nabyć portfel mieszkań na wynajem. Pojawienie się dużego wolumenu lokali o niższych stawkach najmu osłabi komercyjny popyt i może wpłynąć na obniżenie stawek – dodaje Maciej Górka. Ale według niego, aby Mieszkanie Plus zadziałało jako ogólny regulator cen, mieszkań musiałoby pojawić się naprawdę dużo. Raczej należy rynek postrzegać w kategoriach lokalnych, czyli miejsc, gdzie nieruchomości z programu faktycznie się pojawią i dojdzie do bezpośredniej konkurencji.

Co w związku z programem Mieszkanie Plus zrobią deweloperzy? Jeśli faktycznie poczują zagrożenie, prawdopodobnie wprowadzą bardziej agresywne strategie sprzedażowe. Dodatkowo pojawi się nowa opcja zarobku dla nich: budowa mieszkań dla Narodowego Operatora Mieszkaniowego. Jako wyspecjalizowane podmioty z doświadczeniem deweloperzy będą mieli większe szanse na przejęcie kontraktów niż duże firmy ogólnobudowlane. O ile w ogóle program ruszy.

– Przy obecnym stanie wiedzy i po analizie działań rządu z poprzednich lat, uważam, że Mieszkanie Plus nie wystartuje w zapowiadanym terminie, a jeżeli tak się zdarzy to w znacznie uszczuplonym wydaniu, czyli dofinansowaniu społecznego budownictwa czynszowego oraz udostępnieniu małej grupie najemców kilku bloków z tanim czynszem – konkluduje ekspert Domiporta.pl.

Jak liczona jest rentowność najmu?

Oczekiwana rentowność z inwestycji w mieszkanie na wynajem liczona jest na podstawie cen transakcyjnych mieszkań (z transakcji dokonanych przez klientów Home Broker i Open Finance) oraz ofert na wynajem zamieszczonych na stronach portalu Domiporta.pl. Stawki ofertowe najmu zostały do obliczeń obniżone o 5 proc. W wyliczeniach uwzględniano dane z siedmiu rynków nieruchomości: Gdańska, Gdyni, Krakowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Pod uwagę bierzemy medianę, która urealnia dane zmniejszając wagę ofert znacząco odstających od przeciętnych.

Rentowność netto uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu mieszkania, 5 PLN za metr miesięcznego czynszu dla administracji płaconego przez właściciela (6 PLN w Krakowie i Wrocławiu oraz 7 PLN w Warszawie) oraz podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 proc.

Marcin Krasoń, Home Broker
Maciej Górka, Domiporta.pl

Onwelo uruchamia centrum kompetencyjne mikrousług

Onwelo, polski dostawca usług IT, stworzył dedykowane centrum kompetencyjne wspierające klientów w tworzeniu, wdrażaniu, utrzymaniu oraz rozwijaniu aplikacji opartych na architekturze mikrousług.

Centrum kompetencyjne Onwelo, nazwane Onwelo Microservices Lab, skupia się na tworzeniu programowalnych architektur mikrousług przy wykorzystaniu zaawansowanych technologii kontenerowych, takich jak Docker, Mesos i Kubernetes. Uzupełnienie oferowanych w tym zakresie umiejętności stanowi wachlarz kompetencji z innych dziedzin: analiz biznesowych, programowania zwinnego, podejścia DevOps, innowacji i bezpieczeństwa. Dzięki połączeniu tych wszystkich atutów klienci będą mogli skrócić czas potrzebny na opracowanie, uruchomienie i wdrożenie oprogramowania opartego na chmurach mikrousług (prywatnych, publicznych i hybrydowych).

W Europie Wschodniej nie ma drugiego centrum kompetencyjnego z tak dużym doświadczeniem w tworzeniu aplikacji w architekturze mikrousług jak Onwelo Microservices Lab. Zgromadziliśmy ekspertów posiadających fachowe doświadczenie zdobyte w środowisku międzynarodowym, w tym w Wielkiej Brytanii, USA i Azji. Są to ludzie dobrze znani w branży IT, którzy współtworzą kluczowe dla niej eventy promujące zastosowanie architektury mikrousług, takie jak DevOps Days Warsaw, Atmosphere Conference, czy Mesos User Group Warsaw. Dodatkowy atut stanowią umowy partnerskie, jakie podpisaliśmy z dostawcami mikrousług, takimi jak Red Hat” – powiedział Piotr Szwed, Główny Ekspert ds. Mikrousług w Onwelo.

Podstawę zespołu Onwelo Microservices Lab stanowi Rafał Głąb, pełniący funkcję Dyrektora Wykonawczego w pionie Information Technology Delivery firmy Onwelo, odpowiedzialny za realizację mikrousług, Piotr Szwed, Główny Ekspert ds. Mikrousług, oraz Grzegorz Boryło, Kierownik zespołu wsparcia mikrousług. Razem mają na swoim koncie ponad 30 lat doświadczenia w branży ICT, w tym ostatnich kilka – w pracy nad projektami związanymi z mikrousługami. Pozostałą część zespołu w Labie stanowi 50 innych twórców oprogramowania, biegłych w zakresie mikrousług.

W oparciu o posiadane doświadczenie Onwelo zamierza dostarczać swoim klientom usługi nie tylko związane z produkcją oprogramowania, lecz także z konsultingiem, szkoleniami oraz wsparciem oprogramowania i jego utrzymaniem w zakresie mikrousług.

Korzystanie z architektury mikrousług wiąże się z szeregiem korzyści dla klientów. Dzięki niej mogą skrócić do minimum cały cykl produkcyjny oraz znacznie uprościć wszystkie etapy procesu, ponieważ osoby przygotowujące oprogramowanie są w stanie w przeciągu kilku dni stworzyć, spakietować i poddać kod testom lub sprawdzić w otoczeniu produkcyjnym. Co więcej, jak podają badacze, mikrousługi pozwalają również firmom na zoptymalizowanie wykorzystania ich serwerów, których wydajność jest wykorzystywana jedynie w kilku procentach” – powiedział Rafał Głąb.

Mikrousługi stanowią alternatywę wobec monolitycznego stylu tworzenia aplikacji. Jeśli aplikacja jest tworzona z wykorzystaniem architektury mikrousług, programiści mogą odpowiednio dobrać jej poszczególne elementy, nie zajmując się całością aplikacji, co ma miejsce w przypadku podejścia monolitycznego. Tym samym zwiększa się sprawność, elastyczność, przenośność oraz szybkość, z jaką wprowadza się innowacje w systemach IT danej firmy. Architektura mikrousług jest wykorzystywana przez takie firmy, jak Facebook, Google, Twitter, Microsoft, Netflix, eBay, Apple, Samsung, Intel i wiele innych.

Rekordowe wzrosty sprzedaży hybryd Toyoty w Europie i w Polsce

  • Toyota Motor Europe sprzedała 476 000 samochodów w pierwszych 6 miesiącach 2016 roku (wzrost o 5,6% w porównaniu do 1. półrocza 2015 roku);
  • Sprzedaż hybryd zwiększyła się o 44%;
  • Udział hybryd w ogólnej sprzedaży Toyoty w Europie wyniósł 31%;
  • Udział Toyoty w europejskim rynku wyniósł w 1. kwartale br. 4,8%;
  • W Polsce sprzedaż samochodów Toyoty wzrosła ogółem o 20%, sprzedaż hybryd – o rekordowe 145%.

W pierwszym półroczu 2016 r. całkowita liczba samochodów sprzedanych przez Toyota Motor Europe  wyniosła 476 tysięcy, o 5,6% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Udział koncernu w europejskim rynku wyniósł 4,6%.

Istotnym czynnikiem wzrostu był rosnący popyt na hybrydowe Toyoty i Lexusy, których sprzedano łącznie 145 160, o 44% więcej niż w pierwszym półroczu 2015 r. Sprzedaż modelu Yaris Hybrid wzrosła o 23%, Auris Hybrid – o 33%, zaś modelu Prius – ponad dwukrotnie. Samochody hybrydowe stanowiły 31% sprzedaży, podczas gdy w całym roku 2015 odsetek ten wynosił 24%. Toyota Motor Europe zamierza sprzedać w tym roku 280 tysięcy samochodów hybrydowych. Według planów do roku 2020 udział hybryd w sprzedaży ma osiągnąć 50%.

Matt Harrison, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu Toyoty, powiedział: „Wzrost sprzedaży hybryd o 44% w stosunku do poprzedniego roku to wielkie osiągnięcie, podobnie jak fakt, że już 31% sprzedawanych aut to hybrydy. Bardzo dobrze sprzedają się Yaris Hybrid i Auris Hybrid, zaś pierwsze wyniki RAV4 Hybrid i nowego Priusa znacznie przekroczyły nasze oczekiwania. Te fakty, w połączeniu z premierami nowych generacji modeli PROACE i Hilux, pozwalają spodziewać się równie dobrych wyników w drugim półroczu”.

W Polsce największą dynamikę wykazała sprzedaż modelu Auris Hybrid, która wzrosła o ponad 123% do 2053 sztuk, a wersje hybrydowe stanowiły ponad 34% wszystkich sprzedanych Aurisów. Liczba sprzedanych egzemplarzy Yaris Hybrid zwiększyła się w stosunku do ubiegłorocznej o 30%, a udział hybryd w całej sprzedaży tego modelu wyniósł 11%. Efektem wprowadzenia nowej generacji Priusa był rekordowy, niemal dwudziestokrotny wzrost sprzedaży. Również wprowadzenie hybrydowej wersji RAV4 przyczyniło się do zwiększenia sprzedaży tego modelu o 19% – nowej RAV4 Hybrid sprzedano 718 egzemplarzy, co stanowiło 31% ogółu.

„Wyniki sprzedaży świadczą dobitnie, że polski rynek bardzo dobrze przyjął napęd hybrydowy, który przestał być ciekawostką, a stał się po prostu kwestią świadomego wyboru. Widać to zwłaszcza po klientach flotowych, u których decyzja jest efektem szczegółowej analizy opartej na wiedzy ekspertów” – mówi Robert Mularczyk, PR Manager Toyota Motor Poland. – „Wobec dużego zainteresowania klientów zarówno wprowadzonym w tym roku Priusem IV generacji i RAV4 Hybrid, jak i obecnymi wcześniej na rynku hybrydowymi wersjami Aurisa i Yarisa można się spodziewać, że plan sprzedaży w tym roku 10 tysięcy hybrydowych Toyot jest najzupełniej realny”.

Sprzedaż samochodów Toyoty w Europie w 1. półroczu 2016 roku

TOYOTA  I LEXUS 475 788

 

TOYOTA 439 383
AYGO 49 639
Yaris (w tym Yaris Hybrid) 113 177
Yaris Hybrid 44 612
Auris (w tym Auris Hybrid) 79 828
Auris Hybrid 46 972
Corolla 32 755
Verso 19 000
Avensis 20 467
Verso-S 512
Prius Family 13 033
Prius 8 958
Prius+ 3 886
Prius Plug-in Hybrid 189
Mirai 29
Camry 15 441
GT86 818
RAV4 (w tym RAV4 Hybrid) 54 663
RAV4 Hybrid 17 063
Venza 1
Highlander 228
Land Cruiser 19 896
Hilux 15 830
Proace 3 273
Hiace 141
Inne modele 652

 

Sprzedaż samochodów Toyoty w Polsce w 1. półroczu 2016 roku

 

TOYOTA 22 165
AYGO 1 475
Yaris 5 656
Yaris Hybrid 689
Auris 3 951
Auris Hybrid 2 053
Corolla 2 081
Verso 784
Avensis 2 620
Prius 121
Prius+ 1
GT86 12
RAV4 1 601
RAV4 Hybrid 718
Land Cruiser 153
Hilux 202
Proace 48

 

Czy rynki uodporniły się na terroryzm?

Tragiczne wydarzenia we Francji negatywnie wpływały na piątkowe nastroje inwestorów na giełdach europejskich, które były i tak chwiejne po czwartkowej decyzji Banku Anglii o pozostawieniu bez zmian głównej stopy procentowej. Jednak już pierwsze kwadranse pokazały, że inwestorzy w gruncie rzeczy uodpornili się na tragiczne w skutkach zamachy terrorystyczne, a na głównych parkietach zauważalne było odrabianie strat.

Finalnie, niemiecki DAX stracił na koniec piątkowych notowań 0,01%, francuski CAC40 spadł o 0,30%, a brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,22%. Na tle europejskich parkietów, dobrze wypadł indeks WIG20 na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Indeks, skupiający największe polskie spółki, wzrósł na koniec dnia o 0,81%, przy stosunkowo wysokich obrotach na całym rynku dochodzących do 1,17 mld zł.

Piątkowe publikacje makroekonomiczne były w większości lepsze od oczekiwań, jednak znajdowały się zdecydowanie na drugim planie. Najpierw dowiedzieliśmy się, że PKB Chin wzrósł w drugim kwartale 2016 r. o 6,7% w ujęciu rocznym, gdy tymczasem analitycy spodziewali się wzrostu o 6,6%. Lepszy od oczekiwań był również odczyt w ujęciu kwartalnym. Natomiast produkcja przemysłowa w Chinach w czerwcu wzrosła o 6,2% r/r przy prognozie +5,9%. Ponadto sprzedaż detaliczna w Państwie Środka w czerwcu wzrosła o 10,6% w ujęciu rocznym, wobec spodziewanego wzrostu o 9,9%.

Dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych były bardzo dobre. Produkcja przemysłowa w czerwcu wzrosła o 0,6% (oczekiwano 0,2%), wzrosło wykorzystanie mocy produkcyjnych z 74,9% do 75,4%. Lepsze od oczekiwań byly też wyniki sprzedaży detalicznej, które najlepiej świadczą o postrzeganiu sytuacji przez konsumentów. Sprzedaż detaliczna wzrosła w czerwcu o 0,6% (prognoza 0,1%). Wstępny odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan, który z poziomu 93,5 pkt. spadł do 89,5 pkt. (prognoza 93 pkt.), nieco psuł wymowę wcześniejszych danych.

W piątek o godz. 22:00 agencja Fitch przedstawiła rating dla Polski, pozostawiając poziom A- bez obniżenia perspektywy. Pozostała więc ona stabilna. To dobra wiadomość dla naszego kraju i szybko podchwycił ją wicepremier Morawiecki. Liczy on na to, że rating będzie trzymać dobry poziom między innymi dzięki rządowym reformom. Z drugiej jednak strony, analitycy Fitch wspomnieli o braku przewidywalności polityki gospodarczej od października 2015 roku, co może zwiększać ryzyko prognoz fiskalnych lub ekonomicznych. Za kontrowersyjne uznawane są działania dotyczące między innymi podatku bankowego czy też Trybunału Konstytucyjnego.

Dziś kalendarz makroekonomiczny będzie ubogi w dane. Rodzimi inwestorzy poznają odczyty dotyczące przeciętnego wynagrodzenia w Polsce, a po południu ze Stanów Zjednoczonych napłyną do nas dane dotyczące rynku nieruchomości (Indeks NAHB) oraz napływów kapitałów netto.

Sesja w USA:
Rynek akcyjny w USA zamknął piątkowy handel praktycznie bez zmian. W momencie zamknięcia, indesk Dow Jones Industrial Average wzrósł o 0,05%, S&P500 spadł o 0,09%, a Nasdaq Composite stracił 0,09%.

Waluty:
Piątkowe notowania dla EURUSD zakończyły się spadkiem o 0,76% do poziomu 1,1036.

Kurs EURGBP zakończył dzień, zyskując 0,37% i docierając do poziomu 0,8366, natomiast EURJPY stracił 1,23% do poziomu 115,7.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,4037 PLN za euro, 3,9847 PLN za dolara amerykańskiego, 4,0501 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,2814 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
Złoto zakończyło piątkowe notowania spadkiem o 0,36% do poziomu 1326,50 USD za uncję. Srebro natomiast straciło 0,77% i osiągnęło poziom 20,125USD za uncję. Ropa naftowa, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 45,95 USD za baryłkę, zyskując tym samym 0,59%. Natomiast odmiana Brent wzrosła o 0,51% i była notowana po 47,61 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

PORF opublikował dane dotyczące rynku biurowego w Warszawie za II kwartał 2016 roku

Polish Office Research Forum opublikował dane dotyczące warszawskiego rynku powierzchni biurowych za pierwsze półrocze 2016 r. Dane rynkowe, które są przygotowywane wspólnie przez zespół analityków, dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, liczby i wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

  • Na koniec pierwszego półrocza 2016 r. zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 4 988 400 m2.
  • W pierwszym półroczu 2016 r. do użytkowania oddano 16 projektów o łącznej powierzchni 350 100 m2, z czego niemal 51% znajdowało się w budynkach zlokalizowanych w centrum miasta.
  • Na koniec czerwca współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 15,4% (wzrost 1.3 punktu procentowego kwartał do kwartału oraz jednocześnie rok do roku), co przełożyło się na ponad 767 300 m2 powierzchni dostępnej od zaraz. W Centrum współczynnik pustostanów wyniósł 17,6%, natomiast poza centrum niewynajęte pozostało 14,4% powierzchni.
  • Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w pierwszym półroczu 2016 r. wyniósł ponad 360 100 m2. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w strefach: Południowej Górnej (80 800 m²), Południowej Zachodniej (68 500 m²), , Ścisłym Centrum (66 100 m²) oraz Obrzeżach Centrum (56 200 m²).
  • W okresie między styczniem a czerwcem 2016 r. najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (60%) oraz renegocjacjom obowiązujących kontraktów (31%). Transakcje przednajmu stanowiły 17% zarejestrowanego wolumenu.
  • Wśród największych transakcji zawartych w pierwszej połowie 2016 r. można wymienić odnowienie i ekspansję powierzchni Publicis Groupe na 13 800 m2 w Platinium Business Park III, umowę przednajmu Allegro na 7 600 m2 w Q22 oraz odnowienie umowy przez UPC na 5 500 m2 w Atrium Centrum.

Branża finansowa: więcej ofert pracy, mniej kandydatów

W II kwartale 2016 roku instytucje z branży finansowej opublikowały na Pracuj.pl ponad 16 tys. ofert pracy skierowanych do specjalistów różnego typu. To o 2 p.p. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najczęściej poszukiwani są sprzedawcy, specjaliści ds. obsługi klienta, specjaliści ds. finansów, specjaliści IT oraz analitycy. Według ekspertów Nationale Nederlanden oraz eurobanku, o pozyskiwanie odpowiednich pracowników, jest coraz trudniej. Aby poradzić sobie z problemem niedoboru pracowników w branży finansowej, eksperci eRecruiter radzą skupić się na trzech głównych elementach: przygotowaniu dopasowanej oferty pracy, uwypukleniu jej w odpowiednich kanałach oraz usprawnieniu procesu rekrutacji.

Branża finansowa jest jedną z tych branż, które nie uniknęły trudności w obszarze zatrudniania specjalistów. Ofert pracy przybywa, ale odpowiednich kandydatów nie. Dlatego pracodawcy, którzy chcą się wyróżnić, muszą zidentyfikować główne problemy i zastanowić się nad sposobami ich rozwiązania. Oczywiście pierwszym elementem jest umiejętne skonstruowanie ogłoszenia o pracy, które przyciągnie uwagę, ale też upewni pracownika w przekonaniu, że to oferta dla niego. Należy również odpowiednio dobierać kanały dotarcia do kandydatów, co jest łatwiejsze, gdy na bieżąco monitoruje się efektywność rekrutacji. Umożliwiają to platformy rekrutacyjne, które dodatkowo usprawniają proces. A w konsekwencji minimalizują ryzyko, że konkurencja będzie szybsza i sprzątnie nam kandydata sprzed nosa – mówi Izabela Bartnicka z eRecruiter.

Krok 1: Zrób dobre pierwsze wrażenie

Branża finansowa w ostatnim czasie mocno się zmieniała – dochodziło do fuzji, a media donosiły o możliwych zwolnieniach związanych z przenoszeniem się bankowości do strefy online. Dlatego kandydaci mają w stosunku do instytucji finansowych konkretne oczekiwania. Odpowiedź na nie powinna znaleźć się w ofercie pracy. Po pierwsze, dla przyszłych pracowników branży finansowej ważne jest zapewnianie o stabilizacji. Umowa o pracę na czas nieokreślony czy informacja o stabilnej sytuacji firmy to tylko niektóre elementy, które warto uwypuklić w ogłoszeniu o pracy.

Pracownicy oczekują również licznych benefitów pozafinansowych, które także warto w ofercie pracy wypisać. Obok niezmiennych atutów takich jak jasna ścieżka kariery, dodatkowe szkolenia czy prywatna opieka medyczna, na znaczeniu zyskują benefity związane z elastycznością zatrudnienia, na co zwraca uwagę Marta Bukowska, Koordynator ds. Rekrutacji w Nationale-Nederlanden.

Coraz większa potrzeba zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym wymusza na pracodawcy stosowanie elastycznego czasu pracy, umożliwienie pracy zdalnej i zapewnienie potrzebnych do tego narzędzi – mówi Marta Bukowska z Nationale-Nederlanden.

Jako ostatni element, w ogłoszeniu o pracy warto też dodać informację o proponowanej wysokości wynagrodzenia. Z 3. edycji raportu „Candidate Experience” zrealizowanego przez eRecruiter wynika, że aż 43 proc. pracowników oczekuje takiej wiadomości już na etapie zapoznawania się z ofertą. Aby uniknąć podawania konkretnych kwot można zastosować tzw. „widełki płacowe”.

Krok 2: Bądź tam, gdzie są pracownicy

Jeżeli na opublikowane ogłoszenie o pracy odzew jest niewielki, można przypuszczać, że albo istnieje jakiś problem w treści oferty albo wykorzystywane kanały dotarcia do kandydatów nie są trafne. Aby mieć pewność, że komunikat znajduje się dokładnie tam, gdzie kandydaci zaglądają, trzeba na bieżąco monitorować efektywność kanałów dotarcia. Sprawdzanie tego manualnie, bez wsparcia technologicznego, jest niezwykle trudne, ale przy użyciu specjalnych systemów rekrutacyjnych takich jak eRecruiter w kilka sekund można sprawdzić, czy szukamy kandydatów w odpowiedni sposób.

Krok 3: Usprawnij proces, a zapunktujesz w oczach kandydata

Rywalizacja o kandydata to nie tylko oferowanie najlepszych warunków, ale również czas, w którym o niego walczymy.

Kandydaci o określonych kwalifikacjach są rozchwytywani na rynku pracy, w związku z czym pracodawca ma niewiele czasu na sfinalizowanie procesu rekrutacji z uwagi na duże ryzyko przyjęcia przez kandydata oferty konkurencji – mówi Katarzyna Brzezinka, Starszy Specjalista ds. Rekrutacji w eurobanku. – Jednym z elementów, pomocnym w usprawnieniu całego procesu jest korzystanie z platformy rekrutacyjnej dodaje Katarzyna Brzezinka.

Ważne jest również informowanie kandydatów o czasie trwania każdego z etapów procesu rekrutacyjnego i wywiązywanie się z ustalonych warunków. Nie należy przedłużać rekrutacji czy zwlekać z decyzją, bo to może wiązać się z utratą potencjalnego wartościowego pracownika. I tutaj znowu z pomocą przychodzą platformy rekrutacyjne, dzięki którym można m.in. szybciej skontaktować się z kandydatami czy konsultować się z osobą, która poszukuje pracownika do swojego działu.

– Proces rekrutacji w branży finansowej to odbicie trendów i sytuacji panującej na rynku HR. Brakuje pracowników o określonych umiejętnościach, a od firm oczekuje się większej sprawności w prowadzeniu rekrutacji i podnoszenia przewagi konkurencyjnej w obszarze HR. Na szczęście, wielu pracodawców już wie, że przewagę zdobywa się najłatwiej poprzez wysoką jakość procesu zatrudniania i wykorzystanie nowoczesnych technologii – podsumowuje Izabela Bartnicka z eRecruiter.

Inwestorzy giełdowi znów liczą na banki centralne

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI, analizuje fundamenty obecnych wzrostów na rynkach akcji.

Inwestorzy liczą na banki centralne. Ponownie.

W czasie panicznej wyprzedaży aktywów tuż po Brexicie, inwestorzy nerwowo poszukiwali impulsu, który mógłby przywrócić wzrosty na rynkach finansowych. Znaleźli go. „Ostoją hossy” zostały (nie po raz pierwszy zresztą) banki centralne. Początkowo, na fali optymizmu, inwestorzy kupowali niemal wszystko – akcje, obligacje i surowce. Napędzało ich przekonanie, że Europejski Bank Centralny, Bank Japonii i Bank Anglii będą kontynuowały (a nawet zwiększały) programy luzowania ilościowego, a amerykański Fed utrzyma stopy procentowe na obecnym, niskim poziomie. Niedługo później wzrosty stały się bardziej zróżnicowane. Ceny akcji dalej rosły, ale obligacji nieco spadły. Stało się tak za sprawą lepszych danych napływających z gospodarek, m.in. USA. Bardzo pozytywnie zaskoczył odczyt aktywności w amerykańskim przemyśle oraz poziomu bezrobocia. W podtrzymaniu pozytywnych nastrojów na rynkach finansowych pomogła też błyskawiczna zmiana premiera i rządu Wielkiej Brytanii, która nie pozwoliła się rozrosnąć kryzysowi politycznemu w tym kraju.

Ryzykowna sprzeczność

Łagodna polityka banków centralnych, lepsze od oczekiwań zyski spółek, szybkie rozstrzygnięcia polityczne w Wielkiej Brytanii oraz poprawiające się dane z gospodarek. Wszystkie te czynniki powodują, że inwestorzy są skłonni kupować bardziej ryzykowne aktywa. Zyskują zarówno rynki rozwinięte, jak i rozwijające się. Pytanie brzmi – jak długo potrwa ten optymizm? Do końca wakacji jest to jak najbardziej możliwe. W letnich miesiącach obroty są mniejsze i dużo łatwiej wygenerować wzrosty giełdowych indeksów. Niestety później o hossę może być trudniej. Wcześniej czy później  rynki finansowe będą musiały stawić czoła sprzeczności: poprawiające się dane makroekonomiczne i rosnące zyski spółek wykluczają się z utrzymywaniem ultraluźniej polityki monetarnej przez banki centralne. Lipcowa decyzja Banku Anglii o braku obniżki stóp procentowych osłabiła nieco wiarę pokładaną w bankach centralnych. Dlatego w kolejnych miesiącach dużo będzie zależało od polityki oraz komunikacji amerykańskiej Rezerwy Federalnej oraz EBC.

Przegląd globalnych trendów w sektorze wodociągowo-kanalizacyjnym

Raport „Water Tight 2.0. The top trends in the global water sector”, opracowany przez firmę doradczą Deloitte, wskazuje na kluczowe wyzwania stojące przed globalnym sektorem wodociągowo-kanalizacyjnym. Zmiany klimatyczne, demograficzne, regulacyjne, rosnące wymagania klientów, presja związana ze stałym zwiększeniem efektywności przedsiębiorstw – wszystkie te elementy wyznaczają nowe kierunki, w których będzie zmierzać rynek – również ten polski. Jednym ze sposobów radzenia sobie z tymi wyzwaniami może być lepsze wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań organizacyjnych i technologii informatycznych związanych z analizą danych, proaktywnym zarządzaniem majątkiem oraz obsługą klienta.

Woda jest jednym z najcenniejszych zasobów ludzkości, a dostęp do niej jednym z naturalnych praw człowieka. Jednak intensywny wzrost populacji sprawia, że zasoby wody zdatnej do użycia na całym świecie zmniejszają się. „Pomiędzy 2015 a 2050 rokiem liczba ludzi wzrośnie o ok 2,4 mld, do 9,7 mld. W kontekście niedoborów wody niepokoi szczególnie szybko rosnąca populacja Azji, bo jest to region, który z tym problemem boryka się w szczególnie dotkliwy sposób” – mówi Barbara Bona, Partner w Deloitte, Zespół Energii i Zasobów Naturalnych.

Oprócz zmian demograficznych na kurczące się zapasy wody wpływ ma również szybka urbanizacja, rozwijający się przemysł, jak również zmiany klimatyczne. Szacuje się, że tylko w samej Kalifornii w 2015 roku straty w gospodarce, spowodowane przez suszę wyniosły około 3 mld dolarów, a rok wcześniej było to 2,2 mld dolarów. W wielu przypadkach negatywnym zewnętrznym czynnikom demograficznym i klimatycznym towarzyszą również problemy wynikające z przestarzałego majątku firm wodociągowo-kanalizacyjnych oraz ich niedoskonałość operacyjna. Za przejaw tego zjawiska można uznać wysokie straty wody – powyżej poziomu ekonomicznie i społecznie uzasadnionego (strat nie da się ograniczyć do zera). Na przykład w Anglii i Walii z tego powodu każdego dnia traci się 22 proc. przepływającej przez rury wody.

W raporcie jest również mowa o efektywności kosztowej spółek z sektora gospodarki wodnej. Aby ją osiągnąć niezbędne jest ograniczenie kosztów, efektywniejsze wykorzystywanie zasobów oraz innowacyjność.  Efektywność wykorzystania zasobów jest kluczowa w szczególności w przypadku Polski, której zasoby hydrologiczne w porównaniu z krajami europejskimi są małe. Obecnie w Polsce na jednego mieszkańca przypada ok 1600 m³/rok wody, a w okresach suszy wskaźnik ten spada nawet poniżej 1000m³/rok/osobę, podczas gdy, dla porównania, na jednego mieszkańca Europy przypada średnio w ciągu roku ok 4500 m³, a na Ziemi ok 7300m³. Na dodatek społeczeństwu brakuje szerszej wiedzy o deficytach wody i świadomości potrzeby oszczędzania wody.

Kurczące się zasoby wody spowodowały, że rozwój technologii w tym obszarze koncentruje się na uzyskaniu możliwości jak najskuteczniejszego oczyszczania ścieków i uzdatniania wody oraz wprowadzenia jej do ponownego użycia. Liderami w tym zakresie są kraje o niewystarczających zasobach wody, takie jak Izrael i państwa Zatoki Perskiej. Na przykład w Izraelu odsetek oczyszczonej i ponownie wykorzystanej wody wynosi aż 70 proc. Jego śladem idą inne kraje. „Nic więc dziwnego, że przemysł uzdatniania i oczyszczania wody dynamicznie się rozwija. W ciągu pięciu następnych lat wzrośnie on o ponad 50 proc., z 7 mld w 2015 roku do prawie 11 mld w 2020 roku” – mówi Przemysław Paul, Dyrektor w Dziale Konsultingu, Zespół Energii i Zasobów Naturalnych Deloitte.

Po wstąpieniu do UE, polski sektor wodociągowo-kanalizacyjny zrealizował ambitny program inwestycyjny, a krajowa infrastruktura pod wieloma względami może służyć za wzór. Przedsiębiorstwa muszą jednak przygotować się na zupełnie nowe wyzwania związane z efektywnością ich funkcjonowania. Rekomendowany przez raport „Water Tight 2.0.” kierunek zwiększenia wykorzystania technologii informatycznych związanych z analizą danych i proaktywnym zarządzaniem majątkiem znajduje również odzwierciedlenie w potrzebach i działaniach sektora polskiego. „Od przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych z roku na rok oczekuje się coraz większej sprawności operacyjnej i organizacyjnej, a także bardziej efektywnego wykorzystywania zasobów. Rozwiązania takie jak modele matematyczne, które pozwalają na dynamiczne sterowanie siecią, są coraz częściej analizowane, a następnie z powodzeniem wdrażane. Wciąż istnieje jednak potencjał do usprawnienia obszaru zarządzania majątkiem, tak aby polepszyć stosunek prac predyktywnych do reaktywnych, dzięki czemu będzie można uniknąć tzw. bezwładnego starzenia się majątku i zmniejszyć koszty operacyjne.” – wyjaśnia Przemysław Paul.

Nie bez znaczenia są także rosnące wymagania klientów, którzy przyzwyczaili się już do najwyższych standardów obsługi, znanych chociażby z innych sektorów utilities. Światowe spółki z sektora wodociągowo-kanalizacyjnego coraz częściej są obecne w mediach, na portalach społecznościowych czy posiadają własne aplikacje na urządzenia mobilne, wciąż jednak mogą się wiele nauczyć od przedsiębiorstw telekomunikacyjnych i energetycznych. Również na rynku polskim dojrzałość tych sektorów, jeżeli chodzi o jakość obsługi klienta, jest wciąż wyraźnie wyższa niż w przypadku przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych. Z perspektywy zbierania danych o klientach, aby udoskonalić swoje usługi i ofertę, polskie firmy wodociągowe mają wiele do zrobienia – podsumowuje Barbara Bona.

Qumak S.A. z nowym kontraktem na usługi IT dla Grupy Kapitałowej Kęty

Qumak S.A. podpisał umowę na realizację usług outsourcingu IT dla Grupy Kapitałowej Kęty. W ramach zawartej współpracy Qumak przejmie opiekę nad cały środowiskiem IT Grupy. Wartość kontraktu, obejmującego okres od 2016 do 2019 roku, to ponad 4,7 mln złotych netto.

W ramach podpisanej umowy specjaliści Qumak przejmą obsługę takich obszarów jak: zarządzanie i administracja systemem IT, obsługa użytkowników w zakresie infrastruktury biurowej, baz danych i systemu pocztowego, monitoring infrastruktury oraz obsługa awarii i Service Desk. Dodatkowo, firma świadczyć będzie także usługi konsultingowe i doradcze w zakresie całego obszaru IT GK Kęty.

Outsourcing IT realizowany przez Qumak pozwoli firmie skupić się na jej głównej działalności, a opracowywana przez spółkę „Strategia rozwoju IT” będzie wspierać realizację strategii biznesowej GK Kęty.

Podpisana umowa jest już trzecią w trakcie sześcioletniej współpracy pomiędzy firmami.

Jesteśmy dumni z kontynuacji naszej kilkuletniej współpracy. To dowód, że nasze usługi IT stoją na najwyższym poziomie, a rozwój infrastruktury IT prowadzony w ścisłej współpracy z klientem, bezpośrednio wpływa na efekty jego strategii biznesowej. Zawarta umowa to dla nas krok w kierunku dalszego zwiększania udziału w rynku outsourcingu IT, który stanowi jeden z ważnych obszarów naszej działalności – mówi Wojciech Strusiński, Wiceprezes Zarządu Qumak SA ds. Sprzedaży.

Grupa Kapitałowa Kęty jest jednym z liderów rynku w zakresie wyrobów aluminiowych. Składa się z pięciu głównych segmentów biznesowych, w ramach których działają 24 spółki, w tym 13 zagranicznych.

Coface Poland Factoring po drugim kwartale 2016

Po drugim kwartale 2016 r. Coface osiągnął najwyższy obrót w pełnym faktoringu eksportowym wśród firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów. W porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku jest to wzrost o 27,7 proc.

 

Łączny wzrost pełnego faktoringu eksportowego (w którym faktor przejmuje na siebie ryzyko związane z niewypłacalnością dłużnika) członków PZF po II kwartale br. r/r wyniósł 38,3 proc. Faktoring eksportowy rozwijał się również najszybciej w 2015 r. (blisko 27 proc. wzrost r/r wśród firm zrzeszonych w PZF).

Pozycję lidera w pełnym faktoringu eksportowym Coface zajmuje już kolejny kwartał z rzędu. Doświadczenie i silne wsparcie ubezpieczyciela, który znajduje się w grupie Coface – procentują. Prawie dziesięć lat temu, jako jedna z pierwszych firm na rynku zaczęliśmy wykorzystywać ubezpieczenie należności do tego, by zaoferować klientom faktoring pełny. Z naszych obserwacji wynika, że przedsiębiorcy oczekują dziś nie tyko finansowania, ale także przejęcia ryzyka niewypłacalności ich klientów – mówi Jarosław Jaworski, prezes Coface Poland Factoring. –  Polski eksport rozwija się niezwykle dynamicznie i choć sprzedaż za granicę rośnie, pojawiają się jednak obawy o niewypłacalność kontrahentów zagranicznych. Klienci nie wiedzą jak na obcych rynkach skutecznie egzekwować swoje należności i dlatego szukają wsparcia u faktorów. Ponadto taka usługa daje klientom również możliwość ograniczenia występującego w transakcjach walutowych ryzyka kursowego.

W pierwszym półroczu 2016 roku z faktoringu skorzystało 6.903 klientów (6.393 półroczu ub. roku) tj. więcej o 8 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2015. Faktorzy sfinansowali ponad 3,4 miliona faktur (wzrost o 11,7 proc.).Obroty wykazane według rodzajów usług faktoringowych przedstawiają się następująco:coface

Na 2016 rok faktorzy zapowiadają utrzymanie dwucyfrowej dynamiki wzrostu nabywanych oraz finansowanych wierzytelności. Motorem rozwoju ponownie będzie zarówno rozwój usług eksportowych, zwłaszcza wśród małych i średnich przedsiębiorstw, jak i usług faktoringu pełnego.

Źródło: Polski Związek Faktorów

Ranking TOP30 największych polskich producentów z branży motoryzacyjnej

Motoryzacja jest jedną z branż, które w największym stopniu przyczyniają się do wzrostu polskiego PKB oraz eksportu. Taka sytuacja jest wynikiem aktywności nie tylko międzynarodowych koncernów, ale również polskich producentów, którzy zagospodarowali konkretne nisze. Z rankingu „TOP30 największych producentów z branży motoryzacyjnej z większościowym polskim kapitałem” przygotowanego przez Bank Zachodni WBK we współpracy z Polską Izbą Motoryzacji i Bisnode Polska, wynika, że polską specjalnością obok wytwarzania części i podzespołów samochodowych jest produkcja naczep, przyczep i zabudów do samochodów ciężarowych oraz produkcja autobusów i pojazdów specjalnych.

Wśród 30 sklasyfikowanych w rankingu polskich producentów z branży motoryzacyjnej, ponad połowa (16) to firmy wytwarzające części i podzespoły. Znaczny udział w rankingu mają producenci pojazdów innych niż samochody osobowe i dostawcze: 2 firmy produkujące autobusy, 7 firm produkujących naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów oraz 2 produkujące pojazdy specjalne. Są też 3 spółki, które specjalizują się w produkcji akumulatorów.

Najwięcej sklasyfikowanych firm reprezentuje województwo wielkopolskie (7), śląskie (6) oraz mazowieckie (4). Trzy firmy działają w Małopolsce, po dwie w Łódzkim, na Dolnym Śląsku i Podkarpaciu, a po jednej w województwach kujawsko-pomorskim, opolskim, podlaskim i świętokrzyskim.

Pierwsza trójka zestawienia: części, autobusy i naczepy

Listę TOP30 otwiera Grupa Boryszew, której działalność opiera się na czterech głównych filarach. Wśród nich, obok segmentów metali nieżelaznych, chemicznego i dystrybucyjnego, znajduje się właśnie automotive. Jest to jedyna polska firma, która przekroczyła próg 2 mld zł przychodów ze sprzedaży w segmencie motoryzacyjnym w 2015 roku (przy przychodach całej Grupy wynoszących 5,7 mld zł). Swoją mocną pozycję w tym obszarze osiągnęła dzięki przejęciom firm na rynku europejskim. W tej części biznesu Grupy największe przychody generuje Grupa BAP wytwarzająca części plastikowe do samochodów, a w dalszej kolejności Grupa Maflow, jeden z największych producentów przewodów do klimatyzacji, wspomagania kierownicy oraz aktywnego zawieszenia dla przemysłu motoryzacyjnego. Swoje zakłady produkcyjne Maflow ma ulokowane aż na 3 kontynentach. Istotne przychody w segmencie motoryzacyjnym Boryszewa pochodzą też z produkcji łożysk.

Miejsce 2. zajął Solaris Bus & Coach S.A. Podpoznański producent autobusów miejskich, międzymiastowych i specjalnych oraz niskopodłogowych tramwajów, uzyskał w 2015 roku roczny przychód ze sprzedaży w wysokości 1,8 mld zł. Solaris nieprzerwanie od wielu lat jest liderem rynku autobusowego w Polsce. Firma prowadzi aktywną działalność eksportową – autobusy Solaris jeżdżą po drogach 29 krajów, a w Niemczech spółka należy do grona największych dostawców autobusów miejskich.

Podium rankingu zamyka Wielton S.A., wieluński producent naczep, przyczep i zabudów do samochodów ciężarowych z przychodem w wysokości 613 mln zł w 2015 roku. Produkty Wieltonu trafiają m.in. do firm transportowych, budowlanych i produkcyjnych, z aż 35 krajów. Poza rynkiem europejskim, także do Azji i Afryki. Spółka posiada zakłady produkcyjne w Polsce oraz we Francji oraz montownie we Włoszech i Rosji.

Ekspansja zagraniczna warunkiem sukcesu

Jak podkreślają przedstawiciele Banku Zachodniego WBK, którzy współtworzyli ranking, wysokie miejsca zajmują te firmy, które dokonały udanej ekspansji na rynki międzynarodowe. I nie chodzi tutaj już tylko o kraje europejskie, ale coraz więcej producentów eksportuje lub lokuje swoje fabryki także na innych kontynentach. – Automotive jest branżą, w której łańcuchy produkcji są mocno umiędzynarodowione. To w naturalny sposób powoduje, że sektor działa w oparciu o handel zagraniczny. Polscy producenci części i podzespołów czy pojazdów potrafią wykorzystać tę specyfikę. Co więcej, zaczynają sięgać naprawdę daleko, np. do Meksyku – mówi Roman Maciejewski, dyrektor Departamentu Bankowości Korporacyjnej w Banku Zachodnim WBK.

Również Prezes Polskiej Izby Motoryzacji zwraca uwagę, że funkcjonowanie polskich firm z sektora automotive tylko na terenie Polski niesie za sobą ograniczenia biznesowe, dlatego firmy z kapitałem krajowym już jakiś czas temu rozpoczęły ekspansję zagraniczną. – Za kooperacją międzynarodową naszych firm z pewnością przemawiają takie czynniki jak: szeroka oferta dostawców części i komponentów, atrakcyjne ceny przy dobrej jakości i terminowości wykonania. Ponadto, polscy inżynierowie i dostawcy w swoich działaniach wyróżniają się fachowością, rzetelnością, elastycznością i co ważne kreatywnością. Spodziewam się, że polska branża motoryzacyjna będzie z roku na rok coraz bardziej widoczna na mapie Europy, gdyż sektor produkcji samochodów jest po prostu sektorem globalnym i właśnie w skali makro należy na niego patrzeć i w takiej skali również działać – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Nisza dla polskich firm: produkcja przyczep, naczep i zabudów do pojazdów ciężarowych

W przygotowanym rankingu nie ma żadnego producenta samochodów osobowych i dostawczych czy silników. Przeważają natomiast producenci części, podzespołów i akcesoriów. Firmy z polskim kapitałem są zwykle dużo mniejsze od zagranicznych konkurentów, ale stopniowo budują swoją pozycję i włączają się z sukcesem w międzynarodowe łańcuchy dostaw. – Spółkom wyłącznie z polskim kapitałem bardzo trudno jest nawiązać bezpośrednie relacje z międzynarodowymi producentami aut. Dlatego działalność w branży zaczynają od bycia dostawcą drugiego lub trzeciego rzędu. Jednak coraz więcej z nich w perspektywie kilku lat zostaje bezpośrednimi dostawcami do producentów pojazdów – mówi Wojciech Żuk dyrektor kredytowy ds. sektora motoryzacji z Banku Zachodniego WBK. Natomiast niszą rynkową, którą polski kapitał udanie zagospodarował, jest produkcja przyczep, naczep i zabudów do samochodów ciężarowych oraz innych pojazdów takich jak autobusy i pojazdy specjalne. W tym zakresie polscy producenci wykorzystali szansę w postaci mocnego rozwoju polskiego sektora transportu drogowego, który na przestrzeni ostatnich lat uzyskał pozycję europejskiego lidera w międzynarodowych przewozach drogowych – dodaje Wojciech Żuk z Banku Zachodniego WBK.

Zestawienie „TOP30 największych producentów z branży motoryzacyjnej z większościowym polskim kapitałem” zostało opracowane w oparciu o wysokość rocznych przychodów ze sprzedaży. Proces wyłonienia laureatów przebiegał w kilku etapach. W pierwszej fazie z bazy danych naszej wywiadowni zostały wytypowane przedsiębiorstwa działające w szeroko rozumianym sektorze motoryzacyjnym. Byli to producenci części i podzespołów, pojazdów specjalnych i innych niż samochody osobowe i dostawcze oraz firmy produkujące autobusy, naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów. W drugiej fazie dokonaliśmy badania kapitału i struktury własnościowej wyodrębnionych spółek. Następnie wybrane podmioty zostały uszeregowane według wielkości sprzedaży biorąc pod uwagę dane finansowe za dwa ostatnie lata obrachunkowe. W konsekwencji wyłoniliśmy największe firmy w sektorze motoryzacyjnym z polskim kapitałem – wyjaśnia Tomasz Starzyk z Bisnode Polska.

***

Ranking TOP30 największych producentów z branży motoryzacyjnej z większościowym polskim kapitałem został opracowany przez Bank Zachodni WBK we współpracy z Polską Izbą Motoryzacji i przy wsparciu Bisnode Polska. Przy przygotowaniu zestawienia uwzględniono:

  • firmy wyselekcjonowane wg PKD 29 produkujące: pojazdy samochodowe, silniki do tych pojazdów, nadwozia do pojazdów silnikowych, przyczepy i naczepy a także części i akcesoriów do pojazdów silnikowych (z wyłączeniem motocykli),
  • firmy wyselekcjonowane z innych działów PKD, w których najczęściej występują firmy produkujące wyroby dla przemysłu motoryzacyjnego np. produkcja wyrobów z tworzyw sztucznych, produkcja akumulatorów.

Miejsca w rankingu zostały przydzielone według wielkości rocznych przychodów ze sprzedaży za ostatni dostępny okres. Informacje o przychodach ze sprzedaży powyższych firm są danymi publicznymi, pochodzącymi z legalnych i ogólnodostępnych źródeł, m.in. sądów gospodarczych i monitora gospodarczego, gromadzonymi w bazach danych przez Bisnode Polska. Z zestawienia zostały wyeliminowane firmy, które mają dominujący kapitał zagraniczny. Ranking został po raz pierwszy zaprezentowany podczas XII edycji konferencji przemysłu motoryzacyjnego AutoEvent zorganizowanej przez Polską Izbę Motoryzacji w dniach 14-16 czerwca 2016 roku w Zawierciu.

Energia z wiatru dotyczy też małych i średnich przedsiębiorców

Mitem jest, że polska energetyka wiatrowa to wyłącznie korporacje z zagranicznym kapitałem. Ogólnoświatowa tendencja dynamicznego rozwoju odnawialnych źródeł energii zachęciła do inwestowania w zielone technologie także polskich małych i średnich przedsiębiorców. Opracowywana w Sejmie ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych dotyczy całej branży wiatrowej, ale w specyficzny sposób dotknie małą energetykę. A jak bardzo? Więcej w materiale wideo.

Organic Farma Zdrowia będzie otwierać placówki franczyzowe

0

CEO Magazyn Polska

Organic Farma Zdrowia, notowany na rynku NewConnect dystrybutor produktów ekologicznych, rozpoczęła sprzedaż swojego konceptu na zasadzie franczyzy. Pierwsze placówki pod szyldem firmy, ale do niej nienależące pojawią się na rynku w najbliższych miesiącach. Spółka nadal jednak będzie uruchamiać sklepy własne. Na początku lipca br. większość udziałów przedsiębiorstwa kupił włoski EcorNaturaSi.

– Podpisaliśmy kilka umów franczyzowych, w związku z czym w najbliższych miesiącach pojawią się pierwsze sklepy pod marką Organic Farma Zdrowia, które nie będą przez nas zarządzane – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sławomir Chłoń, prezes zarządu w spółce Organic Farma Zdrowia (OFZ). – Cały czas myślimy o otwieraniu nowych punktów dystrybucji, pracujemy nad tym, szukamy modeli, lokalizacji. Będziemy kontynuować zarówno otwarcia sklepów własnych, jak i franczyzowych.

Notowana na rynku NewConnect OFZ to sieć 37 stacjonarnych delikatesów i sklepów online. Firma ma udziały w spółkach Green Way oraz BioPlanet i jest właścicielem hurtowni produktów ekologicznych Eko-Wital. Sprzedaż Grupy Kapitałowej w 2015 roku wyniosła 80,81 mln zł. Sklepy pod marką OFZ w ubiegłym roku odwiedziło 1,3 mln klientów. Zdaniem Sławomir Chłonia w br. będzie ich 1,5 mln.

– Nasze wyniki były imponujące – ocenia Sławomir Chłoń. – Chcemy w najbliższych latach utrzymać takie tempo rozwoju. Wierzymy, że potencjał polskiego rynku jest ogromny i tak naprawdę wszystko dopiero przed nami.

Na początku lipca br. inwestorem strategicznym w spółce został włoski koncern EcorNaturaSi, jeden z największych dystrybutorów ekożywności oraz produktów biodynamicznych w Europie. Za 63,4 proc. akcji OFZ Włosi zapłacili 39,07 mln zł.

– Jesteśmy liderem branży dystrybucji produktów ekologicznych – zauważa Sławomir Chłoń. – Mam na myśli dwa kanały: jeden hurtowy, który realizujemy przez naszą spółkę zależną Eko-Wital, drugim sprzedażowy, realizowany przez największą w Polsce sieć detaliczną, której oferta jest bardzo bogata i nieustannie zwiększana zgodnie z oczekiwaniami klientów. Już wiele lat temu strategicznie postawiliśmy na ofertę świeżych produktów.

W swoim asortymencie przedsiębiorstwo ma prawie cztery tysiące produktów potrzebnych w gospodarstwie domowym, m.in. pieczywo, nabiał, wędliny, mięso, warzywa, owoce, przetwory, produkty mączne, napoje, soki, alkohole, kosmetyki, środki czyszczące i higieniczne.

– Nie jest sztuką handlować produktami suchymi, natomiast dostarczać codziennie świeże artykuły, szczególnie ekologiczne, które nie są konserwowane sztucznie, w związku z czym ich trwałość, świeżość i smak są fenomenalne, ale trwałość już znacznie niższa – przekonuje Sławomir Chłoń. – Logistyka związana z dostarczaniem świeżych produktów jest niezwykle skomplikowana. Ale udało nam się wypracować model, dzięki któremu nasi klienci mogą codziennie kupić w naszych sklepach świeże produkty ekologiczne. To nasz główny wyróżnik na rynku.

Stabilizuje się sytuacja na rynkach finansowych po brexicie. Dla złotego i polskich obligacji większym zagrożeniem mogą być najbliższe decyzje o likwidacji OFE czy przewalutowaniu kredytów

CEO Magazyn Polska

Brexit w niewielkim stopniu wpłynął na polski rynek finansowy. Rentowność 10-letnich obligacji wynosi 3,26 i jak oceniają eksperci, nie należy się spodziewać ich wyprzedaży. Złoty, który osłabił się po wynikach referendum, powoli się stabilizuje. Większy wpływ na kursy walut i rentowność obligacji w dalszej perspektywie będą mieć wewnętrzne decyzje Polski, m.in. o przewalutowaniu kredytów czy ewentualnej likwidacji OFE.

Decyzja Brytyjczyków była niespodziewana, dlatego sytuacja na rynkach finansowych była nerwowa. Wydaje się jednak, że teraz będzie ona nieco lepsza, co wcale nie oznacza, że nie będzie nerwowo. Przy okazji brexitu zostało otwartych kilka nowych rozdziałów dotyczących przyszłości Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Dlatego nerwowość będzie nam towarzyszyła, ale nie powinniśmy się obawiać aż tak głębokich spadków jak pod koniec 2008 roku, kiedy po upadku Lehman Brothers wydawało się, że świat finansowy się kończy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, publicznego towarzystwa funduszy inwestycyjnych,

Rentowność polskich obligacji 10-letnich utrzymuje się na poziomie powyżej 3 proc. (3,26 przy ok. 2 proc. w styczniu 2015 roku). Jak wskazuje ekspert, nie jest to bardzo wysoki poziom, choć przy obligacjach niemieckich, których rentowność oscyluje wokół 0 proc., a spread do polskich obligacji 10-letnich wynosi 321 pb.

Wydaje mi się, że przy tych poziomach rentowności polskie obligacje powinny na razie pozostawać, nie oczekuję wyprzedaży. Z drugiej strony nie spodziewam się dużego popytu ze względu na obawy dotyczące perspektyw polskiej gospodarki i tego, co zrobią nasi politycy w kolejnych miesiącach – podkreśla Buczek.

Polska, podobnie jak inne kraje regionu, oceniana jest przez inwestorów jako rynek ryzykowny. Dlatego po wyniku referendum inwestorzy uciekli w kierunku walut bardziej bezpiecznych, jak np. frank szwajcarski czy dolar. Polska waluta straciła także do euro, jednak po początkowych spadkach zaczęła się stabilizować. Obecnie większym zagrożeniem dla niej jest sytuacja polskiej gospodarki i ewentualne ryzykowne ruchy polityków.

Obserwowaliśmy pewne osłabienie po referendum, natomiast nie było ono tak znaczące, jak wieszczyli niektórzy pesymiści. Dopóki nasi politycy nie zrobią czegoś nierozsądnego, to wydaje mi się, że nie powinniśmy opuścić przedziału 4,25–4,50 za euro. Natomiast, jeżeli nasi politycy wymyślą coś, co nie będzie się podobać inwestorom na świecie, to trzeba pamiętać o tym, że złoty jest jedną z walut narażonych na znaczące osłabienie, którą inwestorzy zagraniczni będą sprzedawać – ocenia prezes Quercus TFI.

Na brexicie stracił też brytyjski funt, na drugi dzień po referendum stracił 10 proc. w stosunku do dolara. Obecnie trzeba za niego zapłacić 5,15 zł, jednak eksperci oceniają, że jeszcze w wakacje osiągnie on poziom 5 zł, być może nawet nieco mniej. Wyniki referendum pozytywnie wpłynęły na złoto, którego wycena w ciągu kilku godzin wzrosła o ok. 100 dol.

Widać po brexicie, że w największym stopniu zyskało na wartości złoto, potwierdziło to trend wzrostowy, który widzimy od początku tego roku. Poprzedni lokalny szczyt został poprawiony, jesteśmy na dobrej drodze, aby złoto kontynuowało ten trend, choć nie oznacza to, że po drodze nie będą mieć miejsca korekty – ocenia ekspert.

Na wyjściu Brytyjczyków z Unii stracą natomiast polscy eksporterzy. W ubiegłym roku wartość wyeksportowanych tam towarów sięgnęła 11 mld euro. Szacunki Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazywały, że w tym roku wartość eksportu mogłaby dojść do poziomu 12 mld euro. Eksperci Euler Hermes oceniają, że straty na eksporcie produktów rolno-spożywczych mogą sięgnąć 100 mln euro rocznie. Wielka Brytania była w ubiegłym roku drugim co do wielkości rynkiem zbytu polskich produktów (po Niemczech). Na brexicie mogą stracić również te polskie firmy, które ściśle współpracują z Wielką Brytanią.

Wśród spółek, które robią biznes z Wielką Brytanią, jest Amica, ale nie są to tak duże procentowo wartości, żeby mogły zachwiać kondycją albo wynikami finansowymi tych firm. Możliwe są ujemne różnice kursowe wynikające z osłabienia funta, ale nie powinny spowodować paniki wśród inwestorów. Większe znaczenie będzie miało ogólne poczucie, co dalej może się dziać na rynkach, czy amerykańskie akcje spadną, czy może coś więcej dowiemy się na temat przyszłości OFE – przekonuje Sebastian Buczek.

W czerwcu pojawiły się informacje o połączeniu OFE w jeden państwowy fundusz. Likwidacja OFE w obecnej formie może spowodować odpływ inwestorów.

Program Mieszkanie Plus niezbyt atrakcyjny dla osób ze zdolnością kredytową

CEO Magazyn Polska

Choć szczegóły nowego rządowego programu Mieszkanie Plus nie są jeszcze znane, już teraz można przypuszczać, że wiele rodzin mających zdolność kredytową nie zdecyduje się na skorzystanie z tego mechanizmu – ocenia Katarzyna Dmowska ze Spółdzielni Doradców Kredytowych ANG. W jej opinii decydująca będzie lokalizacja mieszkania oraz rzeczywiste koszty najmu. Te w przypadku rodziny trzyosobowej i mieszkania o metrażu ok. 50 mkw. będą niewiele niższe niż rata kredytu hipotecznego.

Program Mieszkanie Plus jak na razie rodzi w branży wiele pytań.

­– Nie wiemy, jakie będą kryteria przyznawania tych mieszkań, nie wiemy, na jakich zasadach będzie się zyskiwać prawo do własności tych mieszkań, nie wiemy, ile takich mieszkań powstanie – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Katarzyna Dmowska.

Premier Beata Szydło, zapowiadając program, poinformowała, że koszt najmu takiego mieszkania będzie wynosił od 10 do 20 zł za metr kwadratowy miesięcznie. To oznacza, przykładowo, że za mieszkanie o powierzchni 60 mkw. trzeba by płacić co miesiąc do 1200 zł.

Jeżeli przyjmiemy, że o przyzwaniu tych mieszkań będzie decydowała zamożność rodzin i wielodzietność, to powinniśmy założyć, że takie mieszkanie dla rodziny wielodzietnej powinno mieć przynajmniej 50 mkw. To oznaczałoby, że koszt najmu takiego mieszkania będzie się kształtował na poziomie około tysiąca złotych miesięcznie, nie wliczając w to opłat eksploatacyjnych – prognozuje ekspertka.

Jak wynika z prezentacji stworzonej przez rząd, program Mieszkanie Plus ma być realnym wsparciem dla rodzin. Ma wspierać także budownictwo społeczne, budowę mieszkań na gruntach Skarbu Państwa w ramach Narodowego Funduszu Mieszkaniowego i oszczędzanie w ramach Indywidualnych Kont Mieszkaniowych.

W opinii Dmowskiej należy się spodziewać, że mieszkania w tym programie będą budowane raczej w mało atrakcyjnych lokalizacjach, np. na obrzeżach miast i z dala od centrum. ­

Należy przypuszczać, że rodziny, które mają zdolność kredytową i które stać na obsługę kredytu hipotecznego, nadal będą nabywać swoje wymarzone mieszkania, wspomagając się kredytem hipotecznym – mówi Katarzyna Dmowska.

Tym bardziej że różnice w wysokości comiesięcznych rat nie muszą być znaczące. ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych przygotowała symulację kosztów dla trzyosobowej rodziny, która chce zaciągnąć kredyt na mieszkanie o powierzchni 50 mkw., przyjmując średnią cenę rynkową dla takiej nieruchomości w wysokości 250 tys. zł.

Aby rodzina trzyosobowa mogła zaciągnąć taki kredyt, powinna się wykazać dochodem w wysokości 3850 zł, zakładając oczywiście, że nie ma innych zobowiązań, obciążeń, kart kredytowych czy limitów na koncie. Rata kredytu w tej kwocie wynosiłaby wówczas 12181300 zł, czyli niewiele więcej niż tysiąc złotych, które klient będzie musiał płacić za wynajem – wyjaśnia Dmowska.

Według wstępnych zapowiedzi pilotażowe budowy Mieszkania Plus mają ruszyć w 2018 roku, a w 2019 program miałby już działać.

Jak wynika z danych GUS, w I kwartale 2016 roku oddano do użytku 37 442 mieszkań, czyli o 18,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. O prawie 10 proc. zmniejszyła się przeciętna powierzchnia użytkowa mieszkania oddawanego w Polsce i wyniosła 97,9 mkw.

Polski Fundusz Rozwoju pracuje nad strategią. Priorytetowe m.in. wsparcie eksportu i inwestycji samorządowych

0

CEO Magazyn Polska

Polski Fundusz Rozwoju to około 50 mld zł aktywów i 13 mld zł kapitału – mówi prezes PFR Paweł Borys. Trwają prace nad strategią, w ramach której powstanie platforma z wieloma instrumentami wsparcia dla m.in. przedsiębiorców i samorządów. Wśród podstawowych filarów działalności PFR kluczowe będą obszary wsparcia eksportu i innowacji.

Zgodnie z Planem na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju budujemy w tej chwili nową architekturę polskich instytucji rozwoju. Chcemy w ramach spójnej strategii stworzyć jednolitą platformę dla różnego typu instrumentów, które mogą wspierać zarówno przedsiębiorców, samorządy, jak i projekty infrastrukturalne bądź ludność np. w obszarze mieszkalnictwa. To będzie jedno miejsce, w którym będzie można znaleźć wszelkie informacje na ten temat – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Podkreślił, że PFR będzie mieć cztery podstawowe filary:bankowość, ubezpieczenia eksportowe, obszar inwestycji oraz doradztwa i promocji.

Będziemy starali się dążyć do tego, aby stworzyć jedną platformę kontaktu z odbiorcami. Co ważne, nie chcemy się koncentrować na jednym produkcie, ale raczej tworzyć pewnego rodzaju pakiety rozwiązań. Mam na myśli np. pakiet rozwiązań dla eksporterów, w ramach którego będziemy mogli dostarczać kredyt bankowy, ubezpieczenie eksportowe i promocję, czyli różnego typu instrumenty. Na pewno eksport będzie jednym z priorytetów – mówi Paweł Borys.

Kolejnym priorytetem będą innowacje. Wzmacnianiu rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności służyć ma program Start in Poland, w którego realizacji kluczową rolę będzie odgrywać PFR. Kluczowym elementem jest Fundusz PFR Ventures pod egidą Polskiego Funduszu Rozwoju zarządzający pulą 2,8 mld zł. Ma to być największa platforma inwestycyjna w Europie Środkowo-Wschodniej i jedna z większych w całej Europie.

Jednym z naszych priorytetów na pewno będzie rozruszanie inwestycji samorządowych oraz partnerstwo publiczno-prywatne, więc jest kilka dużych obszarów, na których będziemy się koncentrowali – dodaje prezes PFR.

Jak zadeklarował podczas XII Ogólnopolskiej konferencji BGK dla JST, Fundusz może się angażować w projekty PPP jako inwestor w spółkach tworzonych wspólnie z samorządami albo może być partnerem w zakresie gwarancji czy instrumentów dłużnych (poprzez BGK).

PFR ma być polskim bankiem rozwoju finansującym realizację planu Morawieckiego. W połowie kwietnia Ministerstwo Rozwoju poinformowało, że Fundusz został utworzony na bazie spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR). Grupa ma integrować takie instytucje, jak m.in.: KUKE, Bank Gospodarstwa Krajowego, Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Agencję Rozwoju Przemysłu.

Polski Fundusz Rozwoju próbuje połączyć te wszystkie aktywa, czyli około 50 mld zł aktywów i 13 mld kapitału. To są wystarczające środki na ten moment, zwłaszcza w połączeniu ze środkami z Unii Europejskiej, które również możemy wykorzystać, aby zwiększyć istotnie skalę działania poprzez nowe programy gwarancyjne, nowe programy związane z kredytowaniem czy nowe platformy inwestycji kapitałowych – mówi Paweł Borys.

Frekwencja na meczach Ekstraklasy rośnie o 10 proc. rocznie. Średnio rozgrywki obserwuje 9 tys. kibiców

0

Spotkania polskiej Ekstraklasy przyciągają coraz więcej widzów – wynika z raportu „Piłkarska liga finansowa” Deloitte. Średnia frekwencja na meczu ligowym to 9 tys. kibiców. Większe zainteresowanie przekłada się na wyższe przychody klubów. W ubiegłym roku wzrosły one o 17 proc. i zbliżyły się do granicy 500 mln zł. Liderem zestawienia piąty rok z rzędu jest Legia Warszawa, przed Lechem Poznań i Lechią Gdańsk.

Struktura przychodów różni się w poszczególnych klubach Ekstraklasy. Patrząc jednak na ligę jako całość, najważniejszym i największym wartościowo źródłem przychodów były przychody komercyjne, drugim – przychody z tytułu transmisji oraz za starty w pucharach. Najmniejszym źródłem przychodów w polskiej Ekstraklasie są przychody z dnia meczu – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Zawadzki, dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

Z 10. edycji raportu „Piłkarska liga finansowa” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że w ubiegłym roku wzrost zanotowały wszystkie trzy kategorie przychodów. Przychody z transmisji wzrosły o 30,8 mln zł, przychody z dnia meczu zanotowały wzrost o 16,6 mln zł, natomiast przychody komercyjne zwiększyły się o 23,5 mln zł. Kluczową pozycją są przychody komercyjne. W tegorocznym raporcie 11 spośród wszystkich 16 klubów Ekstraklasy zanotowało w swojej strukturze przychodów najwyższe przychody właśnie od sponsorów i z działalności komercyjnej.

Łączna wartość przychodów generowanych przez kluby grające w Ekstraklasie (bez uwzględnienia transferów) w 2015 roku zbliżyła się do poziomu 500 mln zł. W porównaniu z poprzednim rokiem to 17 proc. wzrost – zaznacza Przemysław Zawadzki.

W porównaniu do lig zagranicznych pod względem finansowym Ekstraklasa (118 mln euro łącznych przychodów) prezentuje się na poziomie porównywalnym do ligi austriackiej T-Mobile Bundesliga (129 mln euro) i duńskiej SAS Ligaen (149 mln euro). Różnice są w poszczególnych źródłach przychodów. Największy potencjał jest w przychodach komercyjnych, które choć rosną, to wciąż są niższe niż w porównywalnych ligach.

W tegorocznym rankingu zwycięzcą po raz piąty z rzędu jest Legia Warszawa, która wygenerowała ponownie przychody powyżej 100 mln zł. Na drugim miejscu, podobnie jak w ubiegłym roku, znalazł się Lech Poznań, który zwiększył swoje przychody o 75 proc. Na trzecim miejscu znalazł się nowy klub na podium – Lechia Gdańsk – mówi ekspert Deloitte.

Legia Warszawa, lider rankingu, zanotowała wzrost przychodów na poziomie 4 proc. Największą wpływy stołeczny klub miał z działań komercyjnych, które stanowiły 39 proc. łącznych przychodów. Na miejscu drugim uplasowały się przychody z transmisji (32 proc.), natomiast najniższe z dnia meczu (29 proc.).

Jesteśmy zarówno w stolicy kraju, jak i w stolicy biznesu, więc w naturalny sposób mamy nieco łatwiejszy dostęp do sponsorów i partnerów. To również efekt pracy wykonywanej po stronie sportowej. Od kilku lat nasz klub odnosi największe sukcesy w kraju, jesteśmy jedną z najsilniejszych marek sportowych w Polsce, mamy rzeszę fanów, są to miliony ludzi nie tylko w Warszawie i na Mazowszu, lecz także w całym kraju – tłumaczy Dariusz Mioduski, współwłaściciel klubu piłkarskiego Legia Warszawa.

Legia Warszawa, aktualny mistrz Polski, regularnie reprezentuje nasz kraj na arenie międzynarodowej. W tym roku znów walczy o awans do Ligi Mistrzów. Jak wskazuje Mioduski, na wysokie przychody komercyjne wpływ ma duża sprzedaż w sklepach i w internecie, która stanowi 10 proc. budżetu klubu.

Naszym największym sukcesem jest frekwencja. Mam nadzieję, że będzie wciąż rosła, ale dużo zależy od wyniku sportowego. Jeśli będzie dobry, to przełoży się na frekwencję i przychody z praw telewizyjnych, bo prawdopodobnie będziemy wówczas grać w pucharach, zdobywać punkty i w ten sposób zarabiać dodatkowe pieniądze – podkreśla Mioduski.

Polska Ekstraklasa przyciąga więcej kibiców. W ubiegłym sezonie średnia frekwencja na meczu ligowym wzrosła o 10 proc. do 9 tys. osób (z 8,4 tys.). Wskaźnikiem świadczącym o ogólnym poziomie zainteresowania jest stosunek średniej liczby fanów na trybunach w jednej kolejce rozgrywek w odniesieniu do całkowitej liczby mieszkańców danego państwa. W Polsce wynosi 0,19 proc. (wzrost o 0,02 p.p.). Liderem jest niezmiennie angielska Premier League z współczynnikiem wynoszącym 0,68 proc.

W Legii zwiększyliśmy frekwencję ze średniej 16,8 proc. do 21,2 proc., czyli o ponad 20 proc. wzrost. To efekt zarówno dobrej gry, jak i mody na Legię. Nasza praca związana z młodzieżą i dziećmi zaczyna owocować, na trybunach pojawia się coraz więcej rodzin. Część biznesowa jest praktycznie wypełniona w pełni. Mamy powody do optymizmu, a powinno to jeszcze rosnąć – przekonuje Dariusz Mioduski.

W tegorocznej edycji rankingu wzorem największych lig europejskich w Ekstraklasie poprawił się stosunek wynagrodzenia do ogólnych przychodów – wskaźnik spadł z poziomu 65 do 53 proc. rok do roku. Przyjmuje się, że optymalny poziom wynosi 60 proc. Najniższy współczynnik osiągnęły Lech Poznań (37 proc.), Cracovia (40 proc.) oraz Ruch Chorzów (43 proc.). W dwóch klubach wskaźnik przekroczył 100 proc. – w Koronie Kielce (120 proc.) i Górniku Zabrze (105 proc.).

Branża ubezpieczeniowa potrzebuje do rozwoju nowoczesnych narzędzi IT. Zwiększy to oszczędności i przyciągnie nowych klientów

CEO Magazyn Polska

Oszczędności w dobie walki cenowej, uproszczenie procedur i skuteczne przyciąganie młodego klienta – to główne zalety stosowania nowoczesnych rozwiązań IT w branży ubezpieczeniowej. Według badań KPMG aż 92 procent konsumentów cyfrowych jest klientami ubezpieczycieli, a co dziesiąty kontaktuje się z taką firmą przynajmniej raz w miesiącu. Coraz ważniejsza dla klientów staje się możliwość kontaktu, zakupu oraz obsługi polisy online.

W dzisiejszych czasach, kiedy mamy do czynienia z wejściem w dorosłe życie nowego pokolenia, które jest dużo bardziej zaprzyjaźnione ze światem cyfrowym, przyszłością są narzędzia IT, które będą łączyły operacje wykonywane przez towarzystwo ubezpieczeniowe, agenta i klienta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szymański, wiceprezes zarządu firmy Atena Usługi Informatyczne i Finansowe, specjalizującej się w systemach informatycznych dla biznesu, szczególnie dla branży ubezpieczeniowej.

Wiele wskazuje jednak na to, że nie jest to odległa perspektywa. Jak wynika z raportu KPMG „Jeden klik od ubezpieczenia – czy Polacy są gotowi na kanały cyfrowe?”, w ciągu ostatnich czterech lat liczba cyfrowych konsumentów w populacji dorosłych Polaków wzrosła siedmiokrotnie. Zdecydowana większość z nich ma jakąś polisę.

Zainteresowanie usługami online w ubezpieczeniach rośnie. Chociaż z indywidualnego internetowego konta korzysta co dziesiąty ubezpieczony, to ponad połowa przyznaje, że takie rozwiązanie byłoby dla nich przydatne. Ponadto oczekują, że w procesie zakupu i dalszej obsługi polisy poszczególne kanały (internet, agenci, infolinia) będą ze sobą zintegrowane. Eksperci KPMG wskazują jednak, że funkcjonalności cyfrowe nie są jeszcze standardem wśród ubezpieczycieli. Ma się to zmienić w ciągu kolejnych kilku lat.

Zmierzamy w takim kierunku, aby minimalizować liczbę operacji, które zarówno agent, jak i klient muszą wykonać, czyli jak najmniej wpisywania, jak najwięcej czytników QR kodów, sczytywanie dowodów osobistych po to, żeby te dane trafiały same do systemu. Dzięki takim rozwiązaniom wystawienie polisy będzie trwało nie kilkanaście minut, ale dwie minuty – mówi Jacek Szymański.

Według Szymańskiego towarzystwa ubezpieczeniowe będą szukały oszczędności. W dobie walki cenowej dobrym rozwiązaniem jest możliwość przeniesienia części operacji na agenta czy klienta. Do tego mają służyć wspólne platformy, które po pierwsze umożliwią klientowi przeprowadzenie prostych operacji związanych z obsługą polisy, po drugie, ułatwią pracę agentom.

Jeżeli zbierzemy to w jedno narzędzie i udostępnimy agentowi informacje o wszystkich kontaktach z klientem, to zyska pełny obraz tego klienta. Nie będzie musiał się dopytywać o szczegóły i lepiej będzie rozumiał jego potrzeby – wyjaśnia Szymański. – Druga rzecz to subsydiarność, czyli możliwość wykonania prostych operacji online przez klienta. Mowa tu o zmianie danych osobowych czy zbyciu pojazdu, które de facto jest jedną z najbardziej uciążliwych operacji zajmujących sporo czasu infoliniom. W tej chwili może to zrealizować klient dzięki naszej platformie.

Poza tym trzy strony zyskują kolejną możliwość komunikowania się między sobą.

Taką platformę internetową dla agentów i klientów przy współpracy z firmą Atena w czerwcu uruchomiła ERGO Hestia (iHestia)

Nowe możliwości dla branży ubezpieczeniowej otwierają także aplikacje mobilne. Zdaniem Szymańskiego na razie potrzeba korzystania przez klientów z rozwiązań mobilnych nie jest silna. KPMG w raporcie „Ubezpieczenia w zasięgu ręki – czy aplikacje mobilne otworzą nowe możliwości przed ubezpieczycielami w Polsce?” wskazuje, że zaledwie dla 6 proc. konsumentów cyfrowych aplikacja mobilna jest preferowaną metodą zgłoszenia szkody. 84 proc. konsumentów chciałoby jednak mieć taką możliwość.

Oczywiście klient będzie miał możliwość np. zgłoszenia szkody czy dołączenia informacji dokumentujących tę szkodę, ale samo wystawienie polisy na urządzeniu mobilnym wydaje się dosyć karkołomne – mówi Szymański.

Na razie firmy ubezpieczeniowe traktują aplikacje mobilne z dużą ostrożnością. Udostępnia je cztery z 10 największych towarzystw ubezpieczeniowych, ale żadne nie umożliwia dostępu do konta online.

Rynek gier mobilnych pod koniec roku może być wart 40 mld dol. W Polsce potencjał rozwoju jest ogromny

CEO Magazyn Polska

Za 37 proc. światowego rynku gier odpowiadają gry mobilne. – Rynek jest dziś wart ok. 35 mld dol., a pod koniec roku może to być ok. 40 mld dol. – ocenia współtwórca Reality Games. Polska nie jest dużym rynkiem pod względem liczby grających, ale może odgrywać istotną rolę jako producent gier na smartfony. Tym bardziej że innowacyjne inicjatywy i start-upy będą chętniej wspierane przez rząd.

Newzoo, firma monitorująca globalny rynek gier wideo, szacuje, że na świecie 1,7 mld użytkowników smartfonów gra w gry mobilne. Według agencji We Are Social 74 proc. wszystkich Polaków, czyli 28,4 mln osób, ma telefon komórkowy. 6,6 mln z nich gra w gry mobilne.

Polska jest bardzo małym rynkiem dla branży gier na smartfony. Największy rynek to Stany Zjednoczone, a potem Wielka Brytania – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Sas, współtwórca Reality Games. – Rynek jest astronomiczny, jest wart dzisiaj 35 mld dol. i szacuje się, że pod koniec tego roku będzie wart już ponad 40 mld dol. i te liczby dotyczą jedynie rynku gier na smartfony. Perspektywy są zatem wielkie.

Analitycy policzyli ponadto, że gracze mogą przeznaczyć miesięcznie nawet ponad 25 dol. za zakup nowej gry mobilnej lub ulepszenia w ramach tytułu free-to-play (gry ściąganej za darmo). Dodatkowo ok. 90 mln graczy przeznacza na tę rozrywkę do 10 godzin tygodniowo.

Prognozy wskazują jednoznacznie, że dynamiczny rozwój rynku gier mobilnych będzie się utrzymywać przynajmniej przez najbliższych kilka lat. Według raportu Newzoo „Global Games Market Report” w 2019 roku przychody z mobilnych gier przekroczą kwotę 52,5 mld dol. Do 2019 roku segment ten będzie odpowiadać za 44 proc. całego rynku gier (wartego 118,6 mld dol.)

Na największych rynkach gier – w Chinach i Północnej Ameryce (wartych odpowiednio 24,4 mld dol. i 25,4 mld dol., z czego w USA – 23,5 mld dol.) – główną siłą napędową wzrostów jest segment mobilny. W Chinach pod koniec tego roku osiągnie on wartość 10 mld dol.

Pozytywnie oceniam ten rynek w Polsce. Oczywiście dla firm technologicznych, które sprzedają i wypuszczają gry, Polska może jest małym rynkiem, ale z tej drugiej strony, jeśli chodzi o tworzenie gier, to robi się bardzo ciekawe – ocenia Piotr Sas. – Po pierwsze jest wielu utalentowanych programistów, którzy mają świetne pomysły. Po drugie, powoli prywatny rynek i rząd zaczynają mocniej wspierać start-upy.

Rządowy Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zakłada m.in. stworzenie przyjaznego otoczenia dla firm i systemu wsparcia innowacji. Jednym z takich instrumentów ma być inicjatywa Start in Poland.

Oczywiście to wsparcie w porównaniu do Wielkiej Brytanii czy USA jest bardzo małe, ale co ważne, rząd jest tego świadomy i wie, że trzeba iść w tym kierunku. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony. Myślę, że będziemy zaskoczeni tym, co w Polsce będzie się działo za 5–10 lat w technologii – prognozuje Piotr Sas.

W Polsce w grach na smartfony i tablety specjalizuje się kilkadziesiąt firm i studiów.

Wakacje to okres żniw dla złodziei. Na ich celownik są karty płatnicze, smartfony i dokumenty tożsamości

CEO Magazyn Polska

Wakacyjna beztroska może mieć negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa naszych danych, finansów i prywatności. Zagrożenia dotyczą przede wszystkim dokumentów tożsamości, kart płatniczych i smartfonów – przestrzegają eksperci i zalecają ostrożność. W okresie od lipca do września ubiegłego roku baza dokumentów zastrzeżonych zwiększyła się o ponad 36 tys., a udaremniono blisko 1,9 tys. prób wyłudzeń za pomocą skradzionych dokumentów.

Podczas wakacji warto przede wszystkim zwracać uwagę zarówno na dokumenty tożsamości, dowód osobisty i paszport, jak i na takie dokumenty jak książeczka wojskowa czy legitymacja szkolna. Ich utrata również może stanowić zagrożenie dla naszego prawa do prywatności. Może się to wiązać z np. zaciągnięciem zobowiązań kredytowych na nasz rachunek czy podszywaniem się pod nas, czyli kradzieży tożsamości – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych z ODO 24, firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych i bezpieczeństwie informacji.

Wykorzystując skradzioną tożsamość, można wynająć mieszkanie, wziąć kredyt, wyrobić kartę kredytową czy podpisać umowę z operatorem komórkowym.

Jeśli zgubiliśmy dokument tożsamości lub nam go ukradziono, to w pierwszej kolejności powinniśmy go zastrzec. Banki stworzyły odpowiedni portal, na którym można zgłosić kradzież dokumentu tak, by uniemożliwić zaciągnięcie zobowiązania na nasze konto. Należy także zgłosić sprawę na policję, by uzyskać potwierdzenie zgłoszenia podejrzenia popełnienia czynu zabronionego. Powinniśmy też poinformować organ, który wydał dany dokument – wymienia Gałaj-Emiliańczyk.

Ryzykowne może też być zostawienie dowodu w zastaw, np. przy wypożyczaniu sprzętu wodnego. Jak przekonuje ekspert ds. ochrony danych, dokumentu nigdy nie należy tracić z oczu. Choć zatrzymanie dowodu w zastaw praktykuje część wypożyczalni, można powołać się na art. 79 ustawy o dowodach osobistych i odmówić przekazania dokumentu. Zabronione jest też kopiowanie dokumentu (art. 275 Kodeksu karnego). Najlepszym rozwiązanie jest zaproponowanie spisania informacji.

Kiedy ktoś mimo to skopiuje czy zeskanuje nasz dokument tożsamości, powinniśmy pamiętać o tym, by dopisać na kopii, w jakim celu został on skopiowany i przez kogo. Dzięki temu przy późniejszym powieleniu tego dokumentu będzie można ustalić źródło, z którego wyciekły dane – radzi Konrad Gałaj-Emiliańczyk.

Również smartfon może być źródłem wycieku istotnych informacji. Zabezpieczenie w postaci zwykłego hasła może być niewystarczające. Ekspert radzi, by postawić na pewniejsze rozwiązania, takie jak biometria, a także skonfigurować zdalne zarządzanie smartfonem. W przypadku kradzieży będzie można go zablokować i łatwo ustalić jego położenie. Kanały komunikacji takie jak dostęp do sieci Wi-Fi czy bluetooth powinny być włączane tylko wtedy, kiedy jest to konieczne, w ten sposób można zminimalizować ryzyko włamania.

Coraz częściej podczas wakacyjnych wyjazdów gotówkę zastępuje karta płatnicza. Jak jednak przekonują eksperci, należy z niej rozważnie korzystać.

Powinniśmy ją zawsze nosić przy sobie, ale nie w portfelu w tylnych kieszeniach spodni, bo można ją łatwo ukraść. Niedopuszczalne jest noszenie razem z karta płatniczą numeru PIN. Niestety, często ludzie nie są w stanie zapamiętać czterocyfrowego PIN-u, dlatego na karcie płatniczej naklejają żółtą karteczkę z numerem – mówi Marcin Zadrożny z Fundacji „Wiedza to Bezpieczeństwo”.

Dobrym zabezpieczeniem jest także ustalenie górnego limitu transakcji w ciągu jednego dnia i określenie niskiej kwoty jednorazowej wypłaty lub płatności. Aby ograniczyć ryzyko skopiowania karty, dobrze jest zakrywać tablicę numeryczną bankomatu.

Popularne stają się karty zbliżeniowe. To faktycznie duże ułatwienie, ale wiąże się z tym również niebezpieczeństwo. Wystarczy duże skupisko osób w centrum handlowym czy na plaży. Jeżeli mamy przy sobie taką kartę płatniczą, ktoś może, przechodząc obok, w zasadzie bez naszej wiedzy dokonać transakcji zbliżeniowej. Dlatego w takim przypadku sugerowałbym noszenie kart płatniczych w specjalnych futerałach, które blokują transmisję danych z karty płatniczej – przekonuje Zadrożny.

Dobrym zwyczajem jest regularne sprawdzanie stanu konta i zwracanie uwagi na transakcje. Jak tłumaczy ekspert fundacji, złodzieje często dokonują płatności na niewielkie kwoty, tak by trudniej było zarejestrować zmiany w saldzie konta.

Jeśli karta zostanie skopiowana z wykorzystaniem nakładki na bankomat, złodziej stworzy duplikat i będzie korzystał równolegle z naszych środków. Dlatego w momencie pojawienia się dziwnych transakcji na koncie, powinniśmy o tym niezwłocznie poinformować bank. Mamy oczywiście szanse na odzyskanie pieniędzy, ale każdy bank oferuje inne warunki zwroty środków, które zostały nam skradzione – podkreśla Marcin Zadrożny.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Koszyk danych makroekonomicznych

Koszyk danych makroekonomicznych 3

O godzinie 14:30 poznaliśmy koszyk danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych. Podane dane gospodarcze za poprzedni miesiąc były bardzo pozytywne. Pozytywny odczyt od razu przełożył się na umocnienie dolara amerykańskiego na szerokim rynku. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 0,6% m/m, konsensus rynkowy zakładał wzrost na poziomie 0,1%, więc jest to znaczna różnica. Wzrost napędzany był przede wszystkim przez paliwo oraz materiały budowlane. Natomiast wzrost sprzedaży bazowej również zaskoczył in plus, wyniósł bowiem 0,7%.

Po tak optymistycznych danych wzrosło prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA, nieznacznie, ale jednak. Rynek na podstawie kontraktów terminowych na lipcowym posiedzeniu wycenia jedynie na 8%, jednak w grudniu tego roku prawdopodobieństwo takie wynosi 40%.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wzrost PKB w 2017 roku trochę wolniejszy

Tempo wzrostu gospodarczego w 2017 roku zmniejszy się do 3,4 proc. – wynika z prognozy makroekonomicznej NBP. W jej przygotowaniu wzięli udział analitycy sektora finansowego, przedstawiciele placówek naukowych i eksperci.

Dr Jacek Adamski, doradca zarządu Konfederacji LewiatanKomentarz dr Jacka Adamskiego, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Coraz wyraźniej widać wzrost znaczenia czynników spowalniających wzrost gospodarczy Polski w 2017 roku. To przede wszystkim efekt wzrostu niepewności wynikającego z nieoczekiwanego rozpoczęcia bolesnego dla UE procesu Brexitu oraz ujawnionego włoskiego kryzysu bankowego, jako kolejnego zagrożenia dla stabilności strefy euro.

Do grona międzynarodowych ośrodków rewidujących w dół swoje prognozy na 2017 rok, do grona sceptyków, dołączyli uczestnicy Ankiety Makroekonomicznej NBP, czyli kwartalnego badania opinii kilkudziesięciu profesjonalnych analityków makroekonomicznych.

Według opublikowanych dziś przez NBP zbiorczych wyników ankiety, zmniejszyli oni swoje przeciętne oczekiwania co do wzrostu PKB Polski w 2017 roku z 3,6% (badanie marcowe) do 3,4% obecnie oraz w strefie euro z 1,6% w 2017 roku (badanie marcowe) do 1,5%.

Stanowić to powinno dla rządu kolejny ważny sygnał do urealnienia założeń makroekonomicznych dla budżetu na 2017 rok. Niektóre podstawowe założenia ministerstwa finansów na przyszły rok – szczególnie stopa wzrostu PKB (3,9%) oraz tempo wzrostu inwestycji – już wcześniej budziły duże wątpliwości wśród części obserwatorów z branży finansowej, a również z grona partnerów społecznych Rady Dialogu Społecznego, czyli organizacji pracodawców i związków zawodowych. Teraz te rozbieżności tylko się powiększają.

Konfederacja Lewiatan

Chiny zaskakują dobrymi danymi

Chiny zaskakują dobrymi danymi 4

W nocy napłynęły dobre dane z Chin. Zarówno odczyt PKB za drugi kwartał okazał się lepszy od prognoz, jak również produkcja przemysłowa oraz sprzedaż detaliczna. Wprawdzie obserwowany jest spadek prywatnych inwestycji w Państwie Środka, ale do czego jest rząd, który mocno zwiększył swoją aktywność w gospodarce od początku br.

Roczne tempo wzrostu gospodarczego w drugim kwartale w Chinach wyniosło 6,7%, a prognozy mówiły o odczycie 6,6%. Produkcja przemysłowa wyniosła 6,2% (prognoza 5,9%), a sprzedaż detaliczna 10,6% (prognoza 10%). Bardzo dobre dane mogą zaskakiwać zwłaszcza, że inwestycje prywatne w Chinach sukcesywnie spadają, ale jak spojrzymy na inwestycje państwowe, które w 2016 roku wzrosły o 23%, to już wiadomo skąd tak dobre dane. Chiński rząd usilnie się broni przed spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego.

Niestety dobre dane z Państwa Środka nie przełożyły się na wzrosty na europejskich parkietach oczywiście w związku z zamachami w Nicei. Niemniej jednak obecnie straty są już odrobione na większości indeksów, a na rynki kapitałowy powinien powrócić dobry klimat, który obserwowaliśmy ostatnio. Inwestorzy nie tylko oczekują ruchu ze strony Banku Anglii, ale również liczą na działania ze strony banku centralnego Japonii, zwłaszcza po wygranej rządzącej koalicji z premierem Shinzo Abe na czele, który jest zwolennikiem mocniejszej ekspansji fiskalnej oraz monetarnej.

Dobre dane z Chin spowodowały duży ruch w górę cen miedzi. Ponadto surowiec ten pnie się od początku czerwca br. Rosnące państwowe chińskie inwestycje z pewnością wzmacniają popyt na ten metal. Dzisiaj zyskuje również ropa po opublikowaniu danych z Państwa Środka. Silny ruch w górę obserwowaliśmy także we wtorek, kiedy został opublikowany raport OPEC, z którego wynika, że popyt na ropę z krajów zrzeszonych w kartelu będzie rósł w 2017 roku i wyniesie około 33 mln bbl dziennie. Obecnie produkcja wynosi około 32,85 mln bbl dziennie.

Na krajowym rynku wydarzeniem numer jeden jest decyzja agencji ratingowej Fitch ws. oceny wiarygodności kredytowej Polski. Większość spodziewa się, że agencja obniży tylko perspektywę z „pozytywnej” na „negatywną”, a sam rating pozostanie bez zmian. Taka decyzja prawdopodobnie spowodowałaby niewielkie osłabienie polskiego złotego, gdyż większość informacji jest już zdyskontowana.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania już obowiązuje

15 lipca br. weszła w życie ustawa wprowadzająca klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania. Zdaniem Rady Podatkowej nieprecyzyjny, trudny w interpretacji przepis, w połączeniu z pozornymi instytucjami zabezpieczającymi podatników, spowodować może wiele sporów ministra finansów z przedsiębiorstwami.

Klauzula daje możliwość administracji podatkowej do pominięcia skutków prawnych czynności dokonanej przez podatnika, jeżeli stwierdzi, że służyła ona przede wszystkim osiągnięciu korzyści podatkowej. Stanowić ma narzędzie do walki z agresywną optymalizacją podatkową.

W ocenie ustawodawcy pozwoli na wytyczenie granicy pomiędzy legalną optymalizacją podatkową, a działaniami sztucznymi, które nie mogą być tolerowane.

Organem podatkowym uprawnionym do stosowania klauzuli jest minister finansów. W sprawach, w których uzna, że możliwe jest jej użycie, wszczynać będzie postępowania podatkowe lub przejmować do dalszego prowadzenia od innych organów. Wyłączone spod stosowania klauzuli będą sprawy, w których korzyść podatkowa lub suma korzyści podatkowych nie przekracza w okresie rozliczeniowym 100 000 zł, wobec podatników, którzy uzyskali opinię zabezpieczającą, dotyczące podatku od towarów i usług oraz jeżeli zastosowanie innych przepisów prawa podatkowego pozwala na przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania.

Minister finansów w trakcie prowadzonego postępowania, a podatnik w odwołaniu od wydanej decyzji, będą mogli zwrócić się do Rady ds. przeciwdziałania unikaniu opodatkowania o wydanie niewiążącej oceny zasadności zastosowania klauzuli. Rada stanowić ma niezależny panel ekspercki, w skład którego wejdą przedstawiciele Ministra Finansów, Ministra Sprawiedliwości, szkół wyższych, NSA, KWRiST, RDS i KRDP.

Ochronę przed zastosowaniem klauzuli zapewni podatnikowi opinia zabezpieczająca. Opinie, wydawane będą przez Ministra Finansów, na wniosek podatnika zawierający szczegółowy opis planowanej, rozpoczętej lub dokonanej czynności. Opłata od wniosku wynosić będzie 20 000 zł.

Konfederacja Lewiatan

EUR/NZD – na oporze

EUR/NZD - na oporze 5

Para walutowa EUR/NZD dotarła do dziennej strefy oporu. Byki mogą mieć problem z jej pokonaniem z kilku powodów. Po pierwsze wzrost ceny surowców pozytywnie oddziałuje na dolara nowozelandzkiego. Po drugie niepewność w Strefie Euro oraz systemie bankowym wpływa na siłę euro. Na dzień dzisiejszy nie ma argumentów przemawiającymi za przerwaniem tak mocnego trendu spadkowego.

Jeżeliby jednak do tego doszło, to będzie to jedynie kontynuacja korekty, a nie przerwanie trendu spadkowego. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu. Jeżeli przejdziemy na interwał czterogodzinny, to oscylator stochastyczny wskazuje na dywergencję pomiędzy ceną a wskaźnikiem, jest to mocny sygnał zapowiadający kontynuację głównego ruchu cenowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rada Dialogu Społecznego o reformie edukacji

Posiedzenie plenarne RDS, obok bieżących kwestii związanych z pracami zespołów problemowych oraz stanowiska RDS w sprawie założeń projektu budżetu państwa i propozycji średniorocznych wskaźników makroekonomicznych i płacy minimalnej, poświęcone było dyskusji na temat planowanej reformy systemu edukacji.

W posiedzeniu obok prezydent H. Bochniarz, wiceprzewodniczącej RDS udział wzięli M. Krzysztoszek, J. Męcina, J. Mordasewicz i G. Baczewski oraz eksperci ds. systemu edukacji z naszej organizacji. W pierwszej części posiedzenia RDS przyjęła uchwałę nr 14 strony pracowników i strony pracodawców Rady Dialogu Społecznego w sprawie zmian systemowych w Funduszu Pracy oraz Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, podkreślając, że pracodawcy i związki zawodowe stanowczo nie zgadzają się z próbą przeznaczania środków FP i FGŚP na inne cele niż polityka rynku pracy i ochrona roszczeń pracowniczych. RDS przyjął też uchwałę nr 15 strony pracowników i strony pracodawców Rady Dialogu Społecznego w sprawie poselskiego projektu ustawy o Inspekcji Żywności.

W kolejnej części posiedzenia odbyła się dyskusja nad wskaźnikami makroekonomicznymi i założeniami projektu budżetu państwa. Przedmiotem dyskusji były w szczególności założenia projektu budżetu państwa na rok 2017, propozycja średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na rok 2017, propozycja wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę za rok 2017.

W ostatniej części posiedzenia odbyła się dyskusja nad reformą systemu edukacji, poprzedzona prezentacją zakresu i kierunków reform przedstawioną przez minister Edukacji Narodowej A. Zalewską. Eksperci Konfederacji Lewiatan zwracali uwagę, że zaproponowane kierunki zmian w systemie edukacji zawodowej są najistotniejsze z perspektywy gospodarki. KL zadeklarowała współpracę z ministerstwem, podkreślając, że reformowaniu systemu edukacji zawodowej należy wykorzystać potencjał organizacji pracodawców, zamiast powoływać się na iluzoryczne wsparcie i nowe koncepcje powoływania samorządu gospodarczego. Pracodawcy i ich organizacje chcą wspierać tak potrzebną reformę systemu edukacji tu i teraz.

Konfederacja Lewiatan

NZD/USD – po kilku tygodniach wzrostów przyszła zasłużona korekta

NZD/USD - po kilku tygodniach wzrostów przyszła zasłużona korekta 6

Po kilku pro-wzrostowych tygodniach dolar nowozelandzki znalazł się w zasłużonej korekcie. Aktualnym celem niedźwiedzi dalszych spadków jest strefa popytu 0.697-0.705. Nowozelandzka waluta zyskiwała ze względu na poprawę na rynku surowców oraz lepsze nastroje inwestycyjne w Chinach, gdzie eksport Nowej Zelandii do tego kraju jest kluczowy.

NZD/USD - po kilku tygodniach wzrostów przyszła zasłużona korekta 7

Następne spotkanie Banku Nowej Zelandii odbędzie się 11 sierpnia, rynek na podstawie overnight index swap wycenia prawdopodobieństwo obniżki na 70%. Rynek już w tej chwili wycenia taką możliwość, więc dopiero ewentualne zaniechanie dalszych obniżek przez władze monetarne doprowadziłyby do sporego ruchu na parze walutowej NZD/USD.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych