Uchwała SN: pracodawcą jest spółka, a nie grupa kapitałowa

Sąd Najwyższy wykluczył, aby ZUS mógł traktować grupy kapitałowe jako jednego pracodawcę. Oznacza to, że odrębnym pracodawcą jest każda spółka z grupy kapitałowej, a nie bliżej nieokreślona grupa kapitałowa. Orzeczenie uniemożliwia przede wszystkim automatyczne traktowanie przez ZUS i sądy powiązań kapitałowych pracodawcy ze zleceniodawcą za przesłankę oskładkowania umów zleceń – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

Sąd Najwyższy wydał uchwałę odpowiadającą na pytanie prawne Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, dotyczące pojęcia pracodawcy na gruncie art. 8 ust. 2a ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

– Uchwała ma olbrzymie znaczenie praktyczne dla ogółu pracodawców. Uniemożliwia sądom i ZUS wydawanie orzeczeń „na skróty” i zmusza je do merytorycznego rozpatrywania każdej kolejnej sprawy. Pozwala także pracodawcom na precyzyjne planowanie zatrudnienia i wyjaśnia rozbieżne interpretacje stosowane dotychczas przez ZUS i sądy. To bez wątpienia przełomowe orzeczenie, które powinno wpłynąć na szereg postępowań prowadzonych w niższych instancjach – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Zespołu ds. Zamówień Publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Mimo przełomowego znaczenia uchwały należy zaznaczyć, że jest to dopiero wierzchołek góry lodowej problemów interpretacyjnych ZUS. W ostatnim czasie kontrolerzy coraz częściej zmieniają dotychczasową interpretację przepisów i tym samym uznają oskładkowanie tylko pierwszej umowy – w ramach jednego przedsiębiorstwa lub spółek powiązanych – za próbę obejścia prawa. Do stycznia 2016 wymagali tylko i wyłącznie objęcia składką na ubezpieczenia społeczne pierwszej zawartej umowy zlecenia. W konsekwencji wiąże się to z naliczaniem przez ZUS składek od wszystkich zawartych umów i karami dla firm. Takie praktyki wpływają destrukcyjnie na sytuację przedsiębiorstw, w skrajnych przypadkach doprowadzając je nawet do upadłości.

ZUS powinien jak najszybciej wydać jednolitą interpretację prawa, uwzględniającą wcześniej wydane decyzje. Brak zdecydowanych działań w tym zakresie i dalsze dobrowolne interpretowanie przepisów może spowodować utratę płynności finansowej przez szereg polskich przedsiębiorstw.

– Składki na ubezpieczenia społeczne powinny zapewniać pracownikom godziwą emeryturę. Kiedy jednak kontrolerzy ZUS zmieniają interpretację prawa – w trakcie jego obowiązywania – budzą się w nas wszystkich obawy, czy działania te nie mają służyć tylko i wyłącznie celom fiskalnym – dodaje Marek Kowalski.

Więcej informacji na blogu kowalski.blog.onet.pl oraz twitter.com/MarekKowalski

Konfederacja Lewiatan

​Obecna polityka Banków Centralnych

​Obecna polityka Banków Centralnych 1

Obecna polityka banków centralnych po raz kolejny wkroczyła w bardzo niebezpieczne rejony. Na powyższym wykresie została zobrazowana zmiana aktualnej polityki banków centralnych na przestrzeni ostatniego roku. W 4 kolumnie powyższej tabelki zobrazowana jest zmiana implikowanych stóp procentowych na świecie, . Niestety przeważa kolor czerwony zatem banki centralne wpadają w kolejny cykl luzowania monetarnego.

W tym tygodniu odbędzie się konferencja z udziałem Mario Draghiego, który z dużym prawdopodobieństwem nie zmieni swojej polityki monetarnej. Argument, który może przytoczyć może być taki sam jak Marka Carneya, czyli brak dokładnych danych po referendum w Wielkiej Brytanii. Jednak w dłuższym terminie rynek oczekuje poszerzenia programu QE w Strefie Euro.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Turecka dwoistość źródłem ponadprzeciętnego potencjału, ale i ryzyka

  • Pucz wojskowy w Turcji przerwał dobrą, tegoroczną passę indeksu tureckiej giełdy – BIST 100.
  • Niepokój globalnych inwestorów wywołany tym wydarzeniem może utrzymać się jeszcze przez najbliższy miesiąc lub dwa.
  • Turecka gospodarka jest zdrowa i prężnie się rozwija. Wzrost PKB Turcji
    w tym roku wyniesie ok. 4%.
  • Dzięki uważnej selekcji akcji do portfela, jesteśmy w stanie wypracować atrakcyjny na tle tureckiego indeksu giełdowego wynik.
Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI
Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment TFI

Pucz stanowi argument za wprowadzeniem systemu prezydenckiego

Pucz wojskowy w Turcji, który miał miejsce w miniony weekend, przerwał dobrą, tegoroczną passę indeksu tureckiej giełdy – BIST 100. Spodziewam się, że niepokój globalnych inwestorów wywołany tym wydarzeniem utrzyma się jeszcze przez najbliższy miesiąc lub dwa. Oczekuję, że w tym czasie świeży kapitał inwestycyjny nie będzie napływał do Turcji, a część dotychczas zainwestowanego odpłynie.

Kluczowe znaczenie dla rozwoju sytuacji w Turcji będzie miało jednak środowe wystąpienie prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Na ten dzień zapowiedział on ogłoszenie „ważnej decyzji”. Spodziewam się, że może ogłosić nowe wybory, gdyż nadrzednym celem Prezydenta jest zmiana konstytucji i wprowadzenie systemu prezydenckiego, do czego dąży już od dawna. Ostatnie wydarzenia nad Bosforem wspierane falą społecznego poparcia stanowią dla głowy państwa doskonały argument uzasadniający taką zmianę ustroju.

Potencjał tureckiego rynku wciąż jest duży

Turcja była, jest i będzie krajem, w którym ryzyko polityczne może okresowo powodować gorsze zachowanie tamtejszych akcji i obligacji. Z drugiej strony turecka gospodarka jest zdrowa i prężnie się rozwija. Pomimo niepokojów społeczno-politycznych, wzrost PKB Turcji w tym roku wyniesie ok. 4%. Także jeśli spojrzymy na turecką giełdę, możemy bez trudu wskazać wiele spółek, które powinny osiągać znaczne zyski z prowadzonej działalności. Uważamy więc, że dokonując uważnej selekcji akcji do portfela, jesteśmy w stanie wypracować atrakcyjny na tle tureckiego indeksu giełdowego wynik.

Ryzyko polityczne jest nieodłącznym elementem tureckiego krajobrazu inwestycyjnego.

W minionych latach wydarzenia natury społeczno-politycznej niejednokrotnie determinowały nastawienie globalnych inwestorów do Turcji. Przykładami mogą być antyrządowe protesty w 2013 r. czy dwukrotne wybory parlamentarne w 2015 r. W takich momentach kapitał inwestycyjny odpływał z Turcji szerokim strumieniem, powodując znaczące spadki cen tureckich akcji, obligacji oraz waluty.

Historia dowodzi jednocześnie, że jeśli zaakceptujemy podwyższone ryzyko i okresową zmienność na tureckim rynku, możemy liczyć na ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dla przykładu, w 2014 r. najlepszy w Polsce fundusz inwestujący w tureckie akcje zarobił aż 34,5%. Taki wynik jest oczywiście pochodną trafnych decyzji zarządzającego funduszem, ale nie tylko. Pokazuje on zarazem ogromny potencjał tureckiej gospodarki, a tym samym wielu spółek giełdowych notowanych na giełdzie w Stambule.

Wydarzenia w Turcji bez większego wpływu na rynki

Nowy tydzień rozpoczął się sporym zaskoczeniem. Po nieudanej próbie wojskowego zamachu stanu w Turcji, do której doszło w nocy z piątku na sobotę, większość ekspertów spodziewała się bardzo nerwowej sesji. Tymczasem, zachodnioeuropejskie giełdy w poniedziałek w większości były jedynie na „kosmetycznym” minusie. Finalnie, niemiecki DAX stracił na koniec notowań 0,04%, francuski CAC40 spadł o 0,34%, a brytyjski FTSE100 nawet wyszedł na plus, zyskując 0,39%.

Największym przegranym pierwszej w tym tygodniu sesji był indeks tureckiej giełdy Borsa Istanbul 100, który po dobrym ubiegłym tygodniu, kiedy zyskał 6,2%, tylko w poniedziałek stracił blisko 7%. Najlepiej przedstawiała się na Starym Kontynencie giełda w Warszawie. Indeks WIG20 wzrósł o 1,63%, a obroty na całym rynku przekroczyły 700 mln zł, co jest bardzo dobrym wynikiem, jak na okres wakacyjny. Czyżby przewrót w Turcji był dla naszej giełdy zbawieniem? Być może zbyt dosadnie powiedziane, ale biorąc pod uwagę umocnienie naszej waluty, a także spadek rentowności obligacji, nasuwa się taka myśl, że inwestorzy uciekający z giełdy tureckiej przenieśli częściowo kapitał właśnie na warszawski parkiet.

Spoglądając na kalendarz makroekonomiczny, który był wczoraj bardzo skromny, warto zwrócić uwagę między innymi na odczyty z Polski, a konkretnie dane dotyczące przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia. Przeciętne wynagrodzenie w czerwcu wzrosło o 5,3%, najwyżej od stycznia 2015 roku. Podobnie dynamicznie rośnie wzrost zatrudnienia. W czerwcu, wzrosło o 3,1% przy zakładanej prognozie 2,9%. Dane napawają optymizmem, ponieważ wskazują na rosnącą siłę naszej gospodarki, gdzie popyt konsumencki ma istotne znaczenie. Łącząc to z piątkową decyzją agencji Fitch o pozostawieniu bez zmian ratingu dla naszych obligacji, nie dziwi fakt, że krajowa waluta w stosunku chociażby do euro i dolara umocniła się o blisko 1%. Po południu, ze Stanów Zjednoczonych napłynął do nas odczyt indeksu nieruchomości NAHB, który był w lipcu niższy niż oczekiwano o 1 pkt. (59 pkt.).

Dziś w kalendarzu interesujący będzie odczyt niemieckiego indeksu instytutu ZEW, decyzja tureckiego banku centralnego w sprawie stóp procentowych oraz amerykańskie dane z rynku nieruchomości. Rodzimi inwestorzy poznają za to wyniki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej.

Sesja w USA:

W poniedziałek, indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych kontynuowały wzrosty i zakończyły sesję na rekordowo wysokich poziomach. Notowaniom pomagały lepsze od oczekiwań wyniki kwartalne spółek. Na koniec dnia, indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o 0,09%, S&P500 zyskał 0,24%, natomiast Nasdaq Composite 0,52%.

Jeszcze przed sesją, kwartalny rezultat, lepszy od prognoz analityków zaraportował Bank of America, który w drugim kwartale zanotował skorygowany zysk na akcję w wysokości 36 centów (prognoza 33 centy). Lepsze od oczekiwań były również wyniki producenta zabawek, spółki Hasbro. Spółka zanotowała zysk na akcję wynoszący 41 centów w porównaniu z prognozą na poziomie 39 centów. Dziś, swoje wyniki kwartalne opublikuje Goldman Sachs, a w środę Morgan Stanley.

Waluty:
Poniedziałek dla EURUSD zakończył się wzrostem o 0,34% do poziomu 1,1074.

Kurs EURGBP spadł o 0,14% i osiągnął poziom 0,8354, natomiast EURJPY wzrósł o 1,61% i dotarł do poziomu 117,56.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3827 PLN za euro, 3,9606 PLN za dolara amerykańskiego, 4,0299 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,2287 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
W trakcie poniedziałkowej sesji zyskiwało złoto, które zakończyło notowania wzrostem o 0,14% do poziomu 1328,40 USD za uncję. Srebro straciło natomiast 0,40% i osiągnęło poziom 20,044 USD za uncję. Wyraźnie spadły ceny ropy naftowej. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 45,24 USD za baryłkę, tracąc tym samym 1,55%, natomiast odmiana Brent spadła o 1,37% i była notowana po 46,96 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

GBP/USD – CPI zaskakuje

Chart GBPUSD, D1, 2016.07.19 10:16 UTC, Admiral Markets, MetaTrader 4, Demo

Dzisiejszego dnia o godzinie 10:30 poznaliśmy najnowsze dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii. Konsensus rynkowy oczekiwał odczytu miesięcznego odczytu inflacji CPI na poziomie 0,4%, natomiast aktualny odczyt to 0,5%.

GBP/USD - CPI zaskakuje 2

Dalszy wzrost inflacji mierzony metodą rok do roku, a także oczekiwań inflacyjnych może uniemożliwić Banku Anglii dokonanie większej ilości obniżek stóp procentowych niż zakładano. Jednocześnie przełożyłoby się to na wzrost wartości funta szterlinga. Wzrost inflacji w nadchodzących miesiącach może przybrać na sile, dlatego że brytyjska waluta w ostatnim czasie bardzo się osłabiła. Ma to niemal natychmiastowy wpływ na wyższe ceny towarów importowanych, czyli na inflację.

Stanowczym ograniczeniem dalszych wzrostów na parze walutowej GBP/USD jest dzienna strefa oporu 1.345-1.353.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

AAA AUTO wprowadza ubezpieczenie GAP dla samochodów używanych

AAA AUTO jest pierwszym dealerem samochodów używanych w Europie Środkowo-Wschodniej, który oferuje zmodyfikowaną wersję ubezpieczenia GAP dla samochodów używanych, nazwaną DEFEND GAP. Powszechnie wiadomo, że wartość nowego samochodu zmniejsza się znacząco w ciągu pierwszych trzech lat użytkowania. W przypadku utraty nowego samochodu, firma ubezpieczeniowa wypłaca jego właścicielowi określoną rekompensatę. Ubezpieczenie GAP jest więc zabezpieczeniem przed stratami finansowymi powstałymi na skutek utraty wartości pojazdu w czasie. Do tej pory narzędzie to nie było stosowane w odniesieniu do rynku samochodów używanych.

W AAA AUTO ubezpieczenie to dostępne jest w dwóch alternatywnych wersjach, które ubezpieczają auto na okres 3 lat – DEFEND GAP mini oraz DEFEND GAP Flex. DEFEND GAP mini ubezpiecza auto używane do wysokości ceny zakupu samochodu. Dotyczy jednak wyłącznie sytuacji całkowitego zniszczenia samochodu w wypadkach, których właściciel auta nie był sprawcą. GAP mini nie działa też w sytuacjach, gdy doszło do zniszczenia pojazdu w wyniku klęski żywiołowej, kradzieży, czy kolizji ze zwierzęciem. Niepodważalną zaletą tego typu ubezpieczenia jest jego bardzo niska cena – 0,49 zł dziennie.

Ubezpieczenie GAP Flex z kolei obejmuje samochód ochroną także we wskazanych wyżej przypadkach, których GAP mini nie obejmuje. Właściciel pojazdu objętego ubezpieczeniem GAP Flex może więc mieć pewność, że otrzyma zwrot pieniędzy w kwocie pierwotnej ceny auta, gdy dojdzie do jego kradzieży, czy też zniszczenia w wyniku klęski żywiołowej lub kolizji ze zwierzęciem. Ubezpieczenie GAP Flex w AAA AUTO można aktualnie nabyć już od 1,1 zł dziennie.

,,Chcemy, aby nasi klienci mogli się cieszyć wszystkimi przywilejami, które do tej pory zarezerwowane były wyłącznie dla nabywców nowych aut. Pragniemy całkowicie zredukować różnice między standardami obsługi właścicieli nowych aut a posiadaczami samochodów z drugiej ręki. Wzbogacamy naszą ofertę o coraz to nowe usługi, które minimalizują ten dystans. Doskonałym tego przykładem jest nasz nowy produkt DEFEND GAP. Mam nadzieję, że już wkrótce przeświadczenie o tym, że samochód używany znaczy gorszy, całkowicie odejdzie w niepamięć” – powiedział Ken Scarratt, Dyrektor Generalny AAA AUTO w Polsce.

EUR/PLN – super waluta!

W bieżącym tygodniu polski złoty zachowuje się jak lew w dżungli, czyli dyktuje warunki. Od początku tygodnia rodzima waluta jest najsilniejsza z walut należących go grupy państw G10! Już dawno nie mieliśmy tak dobrego tygodnia.

EUR/PLN - super waluta! 3

Całe wzrosty zostały zapoczątkowane przez werdykt agencji ratingowej Fitch, która pozostawiła zdolność kredytową Polski na niezmienionym poziomie A- z perspektywą pozytywną. Pozytywne nastroje przełożyły się również na wzrosty na Giełdzie Papierów Wartościowej w Warszawie. Indeks od początku tygodnia zyskał już ponad 1%

EUR/PLN - super waluta! 4

Na wykresie tygodniowym na parze walutowej EUR/PLN doszło do lekkiego naruszenia wsparcia 4.37-4.39. Jeżeliby sprzedającym udało się pokonać dane wsparcie, to kolejnym celem niedźwiedzi może być długoterminowa linia trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Grecja – gorący temat rynkowy

Terminy spłaty kolejnych rat pożyczek przez Grecję to obecnie gorący temat rynkowy. Grecki dług jest od lat sporym problemem ciążącym strefie euro. Dobre dane na temat wpływów podatkowych.

Ostatnimi tygodniami na rynkach walutowych naprawdę nie ma nudy. Obecnie do urozmaicania życia inwestorom dołączyła też Grecja. Do środy musi ona oddać 2,2 miliarda euro i to do Europejskiego Banku Centralnego. Dług pochodzi z interwencji, jaką EBC przeprowadził, by nie dopuścić do nadmiernego wzrostu rentowności obligacji państw południa kontynentu. Jest to o tyle ważny kredytodawca, gdyż ta sama instytucja zapewnia płynność dla tamtejszych banków. To, co najważniejsze dla rynków to fakt, że Grecy nie spłacając tego długu stają się bankrutem. Tym samym greckie obligacje nie mogą być już zabezpieczeniem dla pożyczek jakich EBC udziela greckim bankom. W tym scenariuszu bardzo szybko tamtejsze banki stają przed widmem niewypłacalności, a kolejne ograniczenia płynności na rynku jeszcze bardziej przeciążą biznes. Kolejne dni będą zatem upływały w klimacie podniesionej nerwowości na rynkach walutowych. Gdyby Grecy zgłosili problemy powinno się to odbić negatywnie na notowaniach złotego.

Jak wygląda sytuacja Grecji po tych wszystkich pakietach oszczędności? Dług publiczny stanowi 177% PKB. Za wzrost zadłużenia odpowiadają zarówno zwiększone koszty obsługi długu, jak i spadek PKB. Zadłużenie nominalne jest na podobnym poziomie co pod koniec 2010 roku i zdecydowanie niżej niż na przełomie 2011 i 2012 roku. Grecja jest w sytuacji gdzie spłata długu jest bardzo trudna, aczkolwiek możliwa. Nie mniej, bez odrobienia strat w PKB, które spadło z 354 miliardów dolarów w 2008 roku do 195 miliardów dolarów w 2016 roku, będzie to bardzo trudne.

Dobre dane nadeszły z Ministerstwa Finansów. Wzrost dochodów podatkowych względem zeszłego roku wynosi 6-7%. To około dwukrotność wzrostu gospodarczego, zatem nie powinno być to tylko wynikiem poprawy koniunktury. Warto zwrócić uwagę, że na dochody podatkowe oprócz wzrostu PKB ma wpływ spadek bezrobocia oraz programy socjalne takie jak 500+, pod warunkiem, że ludzie wydadzą te pieniądze, a nie zaoszczędzą. Dopiero jak poznamy oczyszczone dane zobaczymy jaka jest faktyczna poprawa ściągalności podatków.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 19.07.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Nowy dyrektor ds. rozwoju w ID Logistics Polska

Z początkiem lipca 2016 do zespołu ID Logistics Polska dołączył nowy manager – Sławomir Rodak, który objął stanowisko dyrektora ds. rozwoju i będzie odpowiedzialny za przygotowanie dedykowanych rozwiązań z obszaru logistyki kontraktowej dla potencjalnych klientów firmy.

Sławomir Rodak, dyrektor ds. rozwoju ID Logistics
Sławomir Rodak, dyrektor ds. rozwoju ID Logistics

Sławomir Rodak jest absolwentem Politechniki Rzeszowskiej, gdzie uzyskał dyplom w zakresie zarządzania i inżynierii produkcji. Od 9 lat jest związany z branżą TSL. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał, współpracując z czołowymi międzynarodowymi operatorami logistycznymi. Jako logistics solutions designer w Wincanton Polska Sławomir Rodak odpowiadał, m.in. za przygotowywanie projektów transportowych i magazynowych, analizę danych logistycznych oraz estymacje kosztów transportowych. Do jego zadań jako logistics project managera w firmie Raben należało projektowanie rozwiązań logistycznych dla całego łańcucha dostaw, m.in. dla klientów z branży retail, chemicznej i automotive z ukierunkowaniem na najbardziej wymagającą część procesowania projektów czyli przygotowywanie rozwiązań w zakresie logistyki kontraktowej.

Przez ostatnie kilka lat realizowałem projekty z logistyki kontraktowej dla wielu klientów z różnych branż, m.in. chemicznej, FMCG, AGD, retail, automotive czy też odzieżowej. Dzięki temu doskonale poznałem specyfikę zagadnień operacyjnych klientów, działających w różnych sektorach rynku. Cieszę się, że dołączyłem teraz do tak dynamicznie rozwijającej się firmy, gdzie będę mógł wykorzystać w pełni swoje doświadczenie i wspólnie z zespołem ID Logistics tworzyć jeszcze lepsze rozwiązania. Dzięki wspólnej pracy będziemy mogli konsekwentnie umacniać pozycję ID Logistics jako lidera na rynku usług logistycznych“ zapowiada Sławomir Rodak, dyrektor ds. rozwoju ID Logistics Polska.

Transport: Jak rozliczyć francuską płacę minimalną?

Francuska płaca minimalna w wysokości minimum 9,67 euro to nie tylko wyższe koszty pracy, ale też szereg barier administracyjnych utrudniających życie właścicielom firm transportowych. Jak zatem prawidłowo wyliczyć francuską płacę minimalną kierowcy?

Przede wszystkim firma powinna pamiętać o obowiązkach administracyjnych, jakie od 1 lipca wymusza Loi Macron.
– Przedsiębiorstwo transportowe zobowiązane jest do wyznaczenia na terenie Francji swojego przedstawiciela, który odpowiedzialny będzie za reprezentowanie firmy i dostarczenie odpowiedniej dokumentacji – mówi Łukasz Włoch, główny ekspert OCRK. – Ponadto kierowca musi mieć przy sobie w pojedzie zaświadczenie o delegowaniu oraz umowę o pracę. Wymagane jest też prowadzenie ewidencji czasu pracy na terytorium Francji – dodaje.

Obowiązki dotyczące rozliczenia wynagrodzenia:

  • Wyznaczenie godzin pracy i ich rozliczenie według minimalnej stawki godzinowej (SMIC) wynoszącej 9,67 euro wraz z dodatkami za godziny nadliczbowe.
  • Uwzględnienie w rozliczeniu czasu pracy tzw. amplitudy oznaczającej w uproszczeniu okres pomiędzy odpoczynkami kierowcy.
  • Wyznaczenie dni urlopów oraz odnoszących się do nich wynagrodzeń wg zasad obowiązujących we Francji.

Na tym jednak nie koniec. Pracowników delegowanych dotyczą również składniki wynagrodzenia oraz inne dodatki określone w krajowym układzie zbiorowym, czyli przepisach, które powstawały w wyniku porozumienia pomiędzy francuskimi pracodawcami lub organizacjami pracodawców a związkiem lub związkami zawodowymi we Francji. – Tego typu regulacje są sprzeczne z przepisami prawa unijnego, jednak mogą podlegać weryfikacji podczas kontroli francuskiej Państwowej Inspekcji Pracy. Powyższa obawa wynika z praktyki francuskich służb kontrolnych, które już niejednokrotnie udowodniły, że pomimo sprzeciwu organów unijnych wymagają honorowania przepisów krajowych, tak jak miało to miejsce w przypadku interpretacji odbierania przez kierowców 45-minutowych przerw w czasie prowadzenia pojazdu w załodze – tłumaczy Łukasz Włoch.

Dodatki wynikające z przepisów układu zbiorowego:

  • Minimalna stawka godzinowa jest uzależniona od kategorii pracowników, w których przypadku stawka godzinowa wynosi od 9,68 do 10,00 €.
  • Dodatek stażowy, który w zależności od długości pracy w przedsiębiorstwie wynosi do 8% stawki godzinowej.
  • Dodatek z tytułu pracy w porze nocnej – ok. 2 €/h.
  • Dodatki z tytułu pracy w niedziele i święta – 13,75 €/27,49 €.
  • Należności z tytułu podróży służbowych w wysokości do 55,92 € za każdą dobę obejmującą zakwaterowanie i dwa posiłki.

Mogą się posypać słone kary

W przypadku niedostosowania się do obowiązujących przepisów firmy zapłacą wysokie grzywny. Jak poinformowała Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU), powołując się na francuskie Ministerstwo Pracy, wprowadzono zawieszenie sankcji za złamanie przepisów Loi Macron, które będzie funkcjonować do 22 lipca włącznie. Nie oznacza to jednak, że Loi Macron nie obowiązuje. – Firmy oczywiście są zobowiązane do wyliczania francuskiej płacy minimalnej. Wprowadzono jedynie ulgowy okres przejściowy ze względu na skomplikowanie przepisów oraz datę udostępnienia finalnego druku zaświadczenia – mówi Łukasz Włoch. – Brak wymaganego zaświadczenia o oddelegowaniu (np. w samochodzie) podlega karze grzywny, która wynosi do 750 € (około 3 300 zł). Za brak pozostałych dokumentów grozi grzywna w wysokości od 450 € (ok. 2 000 zł).

Nakładane również mogą być kary administracyjne do 2 000 € na oddelegowanego pracownika i do 4 000 € w przypadku ponownego uchybienia w zakresie dokumentacji czy wypłaty pensji minimalnej w okresie jednego roku od daty powiadomienia o pierwszej karze grzywny. Całkowita wysokość kary grzywny nie może być wyższa niż 500 000 €, co dla polskich firm transportowych stanowi małe pocieszenie.

NZD/USD – pod presją sprzedających

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

Dealavo: 6-krotny wzrost. Rośnie popyt na monitoring cen

Dealavo, firma dostarczająca narzędzia do monitorowania i porównywania cen online, tylko w 2015 roku zanotowała 600% wzrost przychodów. W tym roku mają one wzrosnąć czterokrotnie. To nie tylko efekt rosnącego zainteresowania rozwiązaniami Dealavo na polskim rynku, ale także planowanego rozwoju firmy za granicą.

Rynek potrzebuje porównań

Dealavo to należący do grupy CodiLime startup założony kilka lat temu przez polskich informatyków, którzy wcześniej zdobywali szlify w takich firmach jak Facebook czy Google. Opracowali oni narzędzie wykorzystujące mechanizmy uczenia maszynowego i fuzzy matching czyli algorytmu umożliwiającego automatyczne znalezienie i dopasowanie produktów pomimo różnić w ich nazwach, opisach czy kodach. Oprogramowanie adresowane do producentów i właścicieli e-sklepów gromadzi i przetwarza dane z największych porównywarek cenowych, sklepów internetowych oraz portali aukcyjnych. Z jednej strony wyszukuje ceny konkretnego produktu, z drugiej podpowiada także rozwiązania ułatwiające prowadzenie optymalnej polityki cenowej – Algorytmy sugerują w którym przypadku ceny produktu są zaniżone w stosunku do konkurencji, a w którym wystarczy je tylko nieznacznie zmodyfikować aby przejąć pozycję cenowego lidera. Uzyskanie tych samych informacji bez posiłkowania się technologią byłoby praktycznie niemożliwe. Co z tego, że zatrudnilibyśmy zespół analityków, skoro nie byliby oni w stanie dostarczać informacji w czasie rzeczywistym? Ceny w Internecie przecież nieustannie się zmieniają – tłumaczy Jakub Kot, CEO Dealavo.

Korporacje uwierzyły w polskie rozwiązanie

Ten argument był jednym z najistotniejszych dla globalnych marek, które zdecydowały się na wdrożenie oprogramowania stworzonego przez zespół warszawskich informatyków. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat firmie udało się przekonać do swojego pomysłu m.in. Samsunga, Acera, Epsona, Geberit czy Remingtona. Od początku tego roku do grona klientów dołączył m.in.: Karcher, ABC Data, DeLonghi, Ceramika Paradyż czy Decathlon a zespół powiększył się do blisko 20 osób.

Zanim wdrożyliśmy rozwiązanie Dealavo, analizowaliśmy ceny produktów ręcznie wyszukując dany produkt w porównywarce cenowej, np. Ceneo. Spośród ok. 15 000 dostępnych w naszej ofercie produktów wyznaczyliśmy sobie 250 najbardziej uniwersalnych modeli produktów. Pod uwagę braliśmy cenę minimalną, średnią i maksymalną, następnie wyciągaliśmy średnią arytmetyczną, co było bardzo czasochłonne i pracochłonne – wyjaśnia Monika Jurewicz z Feu Vert Polska – Wdrożenie narzędzia do monitoringu cen pozwoliło nam przede wszystkim określać cenę produktu w taki sposób, by była ona konkurencyjna na rynku i atrakcyjna dla klientów. Zautomatyzowanie tego procesu pozwala nam na sprawną reakcję w przypadku częstych zmian cen na rynku w sezonach sprzedażowych – dodaje Monika Jurewicz.

Kierunek: Europa

Rosnące zainteresowanie rozwiązaniami do monitoringu cen znalazło swoje odzwierciedlenie w wynikach finansowych Dealavo. W 2015 roku firma zanotowała wzrost przychodów na poziomie 600%, a dwa pierwsze kwartały pozwalają zakładać, że w 2016 r. jej przychody wzrosną czterokrotnie. Zarząd Dealavo planuje także podwoić liczebność zespołu oraz rozwinąć działalność w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Choć na tamtejszym rynku nie brakuje konkurencji, Dealavo wierzy w to, że europejski rynek e-commerce zdobędzie najlepszą relacją jakości do ceny. Szlak został już przetarty, bo warszawski zespół pozyskał dwóch dużych klientów z regionu CEE: czeską firmę Feedo specjalizującą się w sprzedaży produktów dla dzieci oraz rumuńskiego Elefanta oferującego m.in. kosmetyki, książki, zabawki oraz produkty z kategorii dom i ogród- Klient kieruje się dziś przede wszystkim ceną, z drugiej strony e-sklep czy producent nie może przecież balansować na granicy opłacalności. Potrzebna jest więc mądra polityka cenowa – taka, która będzie jednocześnie konkurencyjna i taka, która pozwoli uzyskać sensowny zysk. Nasz produkt dostarcza wiarygodnych danych niezbędnych do podejmowania decyzji trafiając jednocześnie w gust naszych sąsiadów u których rozwiązania w modelu SaaS zyskują na popularności – przekonuje Jakub Kot z Dealavo.

Rynek o dużym potencjale

Z analizy firmy IDC wynika, że niemal co druga firma z regionu centralnej i wschodniej Europy już korzysta z dostarczanego za pośrednictwem chmury obliczeniowej oprogramowania w modelu SaaS. Kolejne 31% planuje wdrożenie rozwiązań klasy SaaS w ciągu najpóźniej dwóch lat.

Dla polskiej spółki to dobry znak zarówno w kontekście rozwoju na zagranicznym, jak i polskim rynku. Według opracowania „Barometr e-commerce 2016” liczba sklepów internetowych w polskim Internecie w 2016 roku wzrośnie o 7 proc. i przekroczy poziom 23,5 tysiąca, a w 2020 e-sklepów będzie już ponad 30 tysięcy. Wraz z rozwojem tego rynku systematycznie rośnie również zapotrzebowanie na rozwiązania analityczne. Jak wynika z najnowszego badania Intela, analizę Big Data w Polsce wykorzystuje około 18 proc. firm. To mniej niż w pozostałych krajach Europy Środkowej. W Czechach odsetek wynosi 33 proc., na Słowacji blisko 31 proc., zaś na Węgrzech niewiele ponad 19 proc.

KNF zamiesza na rynku forex. „Należy informować klienta o ryzyku”

Do końca września firmy oferujące Polakom grę na rynku walutowym muszą wprowadzić w życie 16 wytycznych, które przygotowała Komisja Nadzoru Finansowego. W ten sposób KNF chce wyeliminować nadużycia, jakich dopuszczają się firmy. – Uzależnianie wynagrodzenia sprzedawcy od wysokości wpłat dokonywanych przez klientów jest konfliktogenne – mówi money.pl Maciej Kurzajewski z Komisji Nadzoru Finansowego, nadzorca brokerów obecnych na polskim rynku walutowym.

Jedno z nich zaleca brokerom obowiązek informowania o tym, ilu klientów ponosi u nich straty, a ilu osiąga zyski. Dane będą musiały być bardzo szczegółowe i wskazywać na konkretne instrumenty pochodne. Inaczej mówiąc, firma brokerska będzie miała obowiązek pokazać odsetek klientów, którzy tracą/zyskują, zakładając się o kursy walut, indeksów czy surowców.

To bardzo ważne, bo skala strat jest ogromna. W 2014 roku wyniosła ponad 360 mln zł – ujawnił money.pl. Dane dotyczą tylko firm brokerskich zarejestrowanych w Polsce, co według rozmówców money.pl pozwala szacować stratę netto za 2015 rok (z uwzględnieniem brokerów zagranicznych) na około pół miliarda złotych.

Więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/knf-zamiesza-na-rynku-forex-nalezy,88,0,2124376.html

Łukasz Pałka

Młodzi nakręcają popyt na mieszkania

W związku z ogromną popularnością rządowego programu „Mieszkanie dla młodych” Bank Gospodarstwa Krajowego wstrzymał zarówno na ten, jak i na przyszły rok nabór wniosków o dofinansowanie wkładu własnego, wymaganego przy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Cały czas można jednak składać  wnioski o dopłatę w ramach MdM na 2018 rok. Cieszy to deweloperów oferujących lokale o powierzchni około 50 m kw., które są najczęściej kupowane w ramach programu.

Niezwykle popularny rządowy program „Mieszkanie dla młodych” ruszył w 2014 roku. Ma on wspierać finansowo młodych ludzi (w wieku do 35 lat), planujących kupno własnego mieszkania lub niewielkiego domu. MdM ma sporo uwarunkowań. Najważniejsze to wysokość dofinansowania. Może ono wynieść 10 lub 15 proc. tzw. wartości odtworzeniowej mieszkania, szacowanej w oparciu o przeliczniki uwzględniające koszt odtworzenia jednego metra kwadratowego mieszkania w danej lokalizacji. Choć w ramach programu można pod pewnymi warunkami nabywać mieszkania o powierzchni nawet do 85 m kw. i domy o powierzchni do 110 m kw., dofinansowanie obowiązuje jedynie do powierzchni 50 m kw.

Ogromna popularność programu

W tym roku Bank Gospodarstwa Krajowego w ramach programu MdM miał do rozdysponowania aż 730 mln zł. Zainteresowanie dofinansowaniem było jednak tak duże, że prawie cały limit środków został zarezerwowany już w połowie marca, w związku z czym wstrzymano przyjmowanie wniosków o dopłaty. Cały czas można było jednak składać wnioski, dla których wypłata dofinansowania miała nastąpić w przyszłym roku lub w roku 2018. W myśl ustawy wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania w następnych latach są przyjmowane do momentu, w którym wynikająca z nich suma dofinansowania nie przekroczy 50 proc. środków przyznanych na 2017 i 2018 rok. We wtorek, 5 lipca na stronie internetowej BGK niespodziewanie pojawiła się informacja, że pula środków na 2017 rok, które można rezerwować w roku 2016 została wyczerpana, choć jeszcze kilkanaście dni wcześniej do wykorzystania było ponad 70 mln zł. Druga pula tych środków – 373 mln zł – zostanie uruchomiona 1 stycznia 2017 roku. O wiele lepiej wygląda sytuacja z rokiem 2018. Tu kredytobiorcy (dane z końca czerwca) złożyli jedynie 72 wnioski o dofinansowanie na łączną kwotę 2,8 mln zł.

Coraz większy popyt na mieszkania

Według danych REAS, podsumowujących sytuację na rynku nowych mieszkań od kwietnia 2015 roku do końca marca tego roku, w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi deweloperzy wprowadzili do sprzedaży łącznie 54,4 tys. mieszkań, a sprzedaż sięgnęła 54,7 tys. lokali. Tylko w pierwszym kwartale tego roku wprowadzono do sprzedaży 13,7 tys. mieszkań, a więc 22 proc. więcej niż w pierwszym kwartale 2015 roku, a sprzedaż sięgnęła 14,3 tys. lokali – to o 25 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, który był pod względem sprzedaży mieszkań rekordowy. Jednocześnie aż o 23 proc. zmniejszyła się liczba przeznaczonych do sprzedaży gotowych mieszkań, których liczbę oszacowano na około 8,3 tys. Wszystko to świadczy o tym, że od pewnego czasu systematycznie rośnie popyt na mieszkania, co wiąże się z rekordową liczbą wniosków o dofinansowanie w ramach programu MdM, składanych w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Okazuje się, że sprzedaż mieszkań i liczba składanych wniosków pozostają ze sobą w ścisłej relacji tym bardziej, że 77 proc. wniosków o dofinansowanie w ramach programu na 2017 rok dotyczy zakupu lokali na rynku pierwotnym.

Deweloperzy planują nowe inwestycje

W związku z ogromnym zainteresowaniem programem MdM, który wkrótce wkroczy w końcową fazę, duży popyt na lokale, zwłaszcza o mniejszych metrażach, postanowili wykorzystać deweloperzy. Firma Polnord w warszawskim Wilanowie buduje kameralny, świetnie zlokalizowany kompleks Brzozowy Zakątek. – Nasza oferta skierowana jest głównie do rodzin z małymi dziećmi, dla których zaplanowaliśmy liczne atrakcje i place zabaw. Pierwszy z trzech budynków zostanie oddany do użytku w przyszłym roku – mówi Wioletta Kleniewska, dyrektor sprzedaży i marketingu firmy Polnord. W Brzozowym Zakątku znajdą się mieszkania o powierzchni od 33 m kw. do 100 m kw. Ceny za lokale dostępne w pierwszym etapie i objęte programem MdM zaczynają się od 6325 zł za metr kwadratowy. Innym osiedlem doskonale spełniającym wymogi programu MdM są 2 Potoki, zlokalizowane w południowej, zielonej części Gdańska. W IV kwartale br. zostanie zakończony czwarty etap inwestycji, w której ceny 2- oraz 3-pokojowych lokali zaczynają się od niespełna 4000 zł za metr kw.

Wstrzymanie przed kilkoma dniami naboru wniosków o dofinansowanie w ramach programu MdM  na 2017 rok nie pozostanie bez wpływu na rynek mieszkaniowy. Jednak już od początku przyszłego roku, kiedy druga transza środków stanie się dostępna, można spodziewać się ponownego wzrostu liczby transakcji z rządowym dofinansowaniem. – Klienci firmy Polnord także będą mieć wiele okazji do nabycia mieszkania z dopłatą w MdM w naszych nowych projektach, które sukcesywnie trafiać będą do sprzedaży w bieżącym i przyszłym roku – podsumowuje Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Polnordu.

Obiekty biurowe powstające w Warszawie przyćmią swoją wielkością istniejące biurowce

Warszawski rynek biurowy zaczyna dorównywać swoją ofertą kolejnym miastom europejskim. Deweloperzy wykazują dużą aktywność, inicjują realizację licznych, szeroko zakrojonych projektów. Nic nie zapowiada, żeby rozwój rynku miał wyhamować, bo na warszawskie biura jest wciąż duży popyt. Wkrótce miasto będzie oferowało 5 milionów mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

W tym roku najwięcej powierzchni dostarczyły zlokalizowane w centrum dwie wieże biurowe – Warsaw Spire (ponad 100 tys. mkw.) i Q22 (53 tys. mkw.) o wysokości 220 m i 155 m, które niedawno zostały oddane do użytku.

Sukces projektów okazał się motywujący dla inwestorów. Deweloperzy regularnie wprowadzają na rynek kolejne projekty o podobnej skali. W budowie jest obecnie ponad 650 tys. mkw. biur, z czego niemal 300 tys. mkw. oddane zostanie w tym roku, szacują specjaliści Walter Herz.

Rondo Daszyńskiego obrasta wieżami

Najbardziej rozbudowuje się rejon wokół ronda Daszyńskiego. Istniejące tam biurowce oferują dziś ok. 500 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, ale zabudowa tego obszaru przebiega z takim tempie, że w ciągu najbliższych kilku lat ta ilość ma szansę się podwoić, oceniają przedstawiciele Walter Herz.

Przy rondzie Daszyńskiego ruszyła budowa kilku wież biurowych, wśród których specjaliści wymieniają m.in. Mennicę Legacy Tower firmy Golub Gethouse i Mennica Polska o wysokości ok. 130 m i powierzchni 63 tys. mkw. oraz kompleks Sienna Towers firmy Ghelamco. Zaprojektowane zostały w nim dwa budynki o wysokości 130 m i jeden 86 metrowy. Inwestycja dostarczy 75 tys. mkw. powierzchni biurowej i 25 tys. mkw. handlowej i konferencyjnej. Budynki będą miały bezpośrednie połączenie ze stacją metra.

W rejonie ronda Daszyńskiego, przy Towarowej i Prostej budowę jednego z najwyższych obiektów w Warszawie, 195 metrowego drapacza Skyliner zapowiada Grupa Karimpol. Prace podziemne ruszyły w 2014 roku, a w tym roku ma rozpocząć się budowa części naziemnej. Poza biurami, na czterech poziomach wysokościowiec zaoferuje powierzchnię przeznaczoną na cele handlowo-usługowe, a na wysokości 165 m zaaranżowany został dwupoziomowy Skybar. Firma prowadzi także inwestycje w Alejach Jerozolimskich. Kończy komercjalizację budynku Equator II i rozpoczęła budowę biurowca Equator IV (21 mkw.).

Towarowa i Prosta 

Kolejne 70 tys. mkw. biur dostarczy rozpoczęta właśnie przez firmę Skanska w trójkącie na styku  ulicy Okopowej i Towarowej inwestycja Spark. W ramach projektu powstaną trzy budynki biurowe, w tym 130-metrowej wieża oraz otwarta strefa pracy na świeżym powietrzu i amfiteatr. W pierwszym etapie budowy realizowany jest budynek z ponad 12 tys. mkw. powierzchni, usytuowany od strony ul. Karolkowej.

W kwadracie ulic Towarowej, Łuckiej, Wroniej i Prostej 140 metrową wieżę postawi także firma Skanska. Budynek wejdzie w skład powstającego od jesieni minionego roku kompleksu Generation Park, który składał się będzie z trzech biurowców, które dostarczą 84 tys. mkw. powierzchni biurowej.

W rejonie ronda ONZ, przy Łuckiej i Prostej  budowę dwóch wież o wysokości 102 m planuje również firma Impexmetal. Wielofunkcyjny obiekt przyniesie ok. 87 tys. mkw. powierzchni, z czego jedną trzecią zajmą biura. Przy samym rondzie ONZ w miejscu budynku Ilmetu stanie z kolei wieża Warsaw One, której wysokość ma być porównywalna do sąsiadującego z nią biurowca Rondo 1, którego wysokość architektoniczna wynosi ponad 190 metrów.

Biurowce przy dworcach

Zabudowa biurowa powstaje także przy warszawskich dworcach. Przy dworcu kolejowym Warszawa Zachodnia trwają pracę przy budowie drugiego biurowca, który wchodzi w skład kompleksu West Station. Inwestycja firmy HB Reavis i Xcity Investments, realizowana na terenie należącym do PKP, dostarczy docelowo ponad 68 tys. mkw. powierzchni biurowej.

Z jeszcze większym rozmachem planuje zabudowę dworca Warszawa Gdańska spółka Ghelamco. Firma planuje realizację na tym terenie projektu z 10 budynkami o wartości blisko 2,2 mld zł.

W okolicy Dworca Centralnego spółka PKP – Xcity Investment zamierza przeprowadzić budowę inwestycji Centralna Park. Na dwuhektarowym terenie u zbiegu Al. Jerozolimskich i Al. Jana Pawła II powstanie m.in.  200 metrowy wielofunkcyjny wysokościowiec z przeznaczeniem biurowym, hotelowym i handlowo-usługowym.

Na dawnych terenach kolejowych w narożniku ul. Chmielnej i Al. Jana Pawła II firma HB Reavis planuje zaś rozpocząć realizację nowoczesnego kompleksu biznesowego, który według założeń dostarczyć ma 140 tys. mkw. powierzchni. Inwestycja HB Reavis obejmować ma budowę 3 budynków, w tym jednego wysokościowca. Wydane warunki zabudowy dopuszczają powstanie w tym miejscu budynku o wysokości do 310 metrów wraz z iglicą. Prace nad projektem wciąż jednak trwają, dlatego firma nie potwierdza ostatecznej wysokości budynku. Spółka chce zacząć budowę projektu jeszcze w tym roku. Zakończenie budowy planowane jest na 2019 rok.

Centrum czeka na plan zagospodarowania

Problemem centrum jest brak planu zagospodarowania przestrzennego, na który czekają także firmy planujące inwestycje w rejonie ulicy Poznańskiej i hotelu Marriott. Na decyzje miasta wciąż czeka spółka BBI Development, która na rogu ul. Emilii Plater i Nowogrodzkiej zamierza postawić 170 metrowy biurowiec Roma Tower. Na plan zagospodarowania, który według deklaracji urzędników jest już gotowy, oczekują także inni inwestorzy, m.in. firma Elektrim, współwłaściciel nieruchomości przy ulicy Chałubińskiego i spółka Qualia, która również posiada parcelę na tym obszarze.

Eksperci Walter Herz przyznają, że inwestycje powstające w centrum miasta zaczynają stanowić coraz większą konkurencję dla największego zagłębia biurowego w mieście znajdującego się na warszawskim Służewcu. Wśród firm, które planują kolejne inwestycje w mokotowskiej strefie biurowej znajduje się m.in. Echo Investment, Penta, ECI, Hines, Garvest, Yareal, Kronos. Założenia projektowe opiewają na kolejne co najmniej 300 tys. mkw. powierzchni biurowej, o które w najbliższym czasie może wzbogacić się słynny już warszawski Mordor.

Oddane biurowce

Jak podaje Walter Herz, do największych obiektów biurowych, które przybyły w tym roku na warszawskim rynku należą m.in. Eurocentrum Office Complex Delta (25 tys. mkw.) położony przy Al. Jerozolimskich, Astrum Business Park I (22,6 tys. mkw.) przy ulicy Łopuszańskiej, Atrium II (20 tys. mkw.) znajdujący się w pobliżu ronda ONZ, Prime Corporate Center (20 tys. mkw.) przy Grzybowskiej i Gdański Business Center II C (22,7 tys. mkw.) przy dworcu Gdańskim.

Specjaliści zaznaczają, że mnogość projektów rozpoczynanych w Warszawie sprawia, że współczynnik powierzchni niewynajętej zwiększa się. W warszawskich biurowcach na najemców czeka ponad 14 proc. wolnej powierzchni. Ilość pustostanów prawdopodobnie czasowo wzrośnie, bo lista realizowanych inwestycji jest długa. Inwestorzy muszą walczyć o najemców.

Eksperci Walter Herz zauważają, że taka sytuacja stwarza okazję do wynajmu lub zamiany biura na korzystnych warunkach. – Deweloperzy, by przyciągnąć najemców, oferują czasowe zwolnienia z czynszów lub wykończenie biur. Proponowane zwykle wakacje czynszowe są dziś znacznie dłuższe w porównaniu z tymi, jakie najemcy mogli uzyskać w poprzednich latach. To w bardzo korzystny sposób wpływa na wartość całkowitego czynszu za wynajem. Stawki efektywne są też teraz często znacznie niższe niż ceny wyjściowe, zwracają uwagę przedstawiciele Walter Herz.

Autor: Walter Herz

Analiza BIK: coraz mniej kart kredytowych

W ciągu dwunastu miesięcy, od maja 2015 r. ubyło z rynku ponad 300 tys. rachunków kart kredytowych. Banki oferują karty klientom sprawdzonym, którym przyznać mogą wyższe limity. Limity przyznane w maju br. są wyższe o 9,5% niż przed rokiem.

W maju 2016 r. podpisano o 15 tys. (14,3%) mniej umów na karty kredytowe niż w maju ubiegłego  roku. Na nowo wydawanych kartach kredytowych ustalane są jednak wyższe limity wydatków. Na kartach z maja przyznany limit wynosił średnio 4555 zł, przed rokiem 4162 zł, był więc wyższy o 9,5%. Wyższe przyznawane limity wydatków rekompensują bankom spadki liczby otwieranych rachunków kart kredytowych.

W ciągu roku ubyło z rynku ponad 300 tys. rachunków kart kredytowych. Jest to różnica między liczbami otwieranych i zamykanych rachunków. Tymczasem liczba kart aktywnych, tj. używanych do regulowania płatności zmniejsza się wolniej, bo w ciągu roku kart takich ubyło tylko 74 tysiące.

O ile przed rokiem 40% kart nie było używanych przez ich posiadaczy (BIK nie odnotował na tych rachunkach zadłużenia), to obecnie udział nieużywanych kart spadł o 2 punkty procentowe.

Tendencja do zamykania nieaktywnych kart nie jest nowa. Od czasu zaburzeń na rynkach finansowych w poprzednim dziesięcioleciu, banki i ich klienci stali się ostrożniejsi w otwieraniu nadmiernej liczby rachunków. Wówczas banki często oferowały transakcje wiązane, np. proponowały kartę kredytową przy okazji zawierania umowy dotyczącej otwarcia rachunku, jednak klienci nie zawsze rozumieli  konsekwencje wynikające z posiadania nieużywanej karty, np. konieczność wnoszenia opłaty rocznej.

Obecnie spadki liczby nowych umów na karty kredytowe koncentrują się w segmencie kart z niższymi niż średnia limitami kredytowymi. W maju bieżącego roku kart z limitami do 4 tys. złotych otwarto o blisko 20% mniej niż przed rokiem. Większość banków wydaje się być mniej zainteresowana otwieraniem kart dla nieznanych im klientów, gdyż po ustawowej obniżce stawek interchange karty kredytowe są dla nich mniej rentowne. Banki te oferują karty osobom sprawdzonym, czyli z wiarygodną historią kredytową. Osobom takim banki mogą zaoferować wyższe limity. Obecnie karty kredytowe posiada 4,7 mln osób, o 100 tys. mniej niż przed rokiem. Osób używających kart, czyli posiadających na swych kartach salda kredytowe, jest o milion mniej. Ich też w ciągu roku ubyło około 100 tys.

Posiadaczy kart kredytowych, także osób używających kart ubywa, ale rośnie ich zadłużenie. W ciągu roku zadłużenie wzrosło o 4% i wynosi obecnie 12,6 mld zł. Mimo spadku liczby kredytobiorców i rachunków, rośnie także suma limitów na czynnych kartach kredytowych – wzrost w ciągu roku o 2%, obecnie wynosi 33,6 mld zł.

Fundusz MCI.TechVentures z grupy Private Equity Managers powiększa swój portfel spółek z sektora fintech o brytyjską spółkę MarketInvoice

0
  • MarketInvoice prowadzi platformę faktoringu online
  • W rundzie finansowania o wartości 7,2 mln GBP, którą prowadził fundusz MCI.TechVentures wzięli udział również pozostali inwestorzy finansowi spółki, w tym fundusz Northzone
  • MarketInvoice to kolejna – po iZettle – wspólna inwestycja funduszy MCI.TechVentures i Northzone
  • Platforma MarketInvoice każdego dnia dostarcza finansowanie przedsiębiorstwom w Wielkiej Brytanii o wartości 1,5 mln GBP, a całkowita wartość faktur przeprocesowanych przez MarketInvoice od rozpoczęcia działalności w 2012 roku wyniosła prawie 1 miliard GBP.

MarketInvoice to największa w Europie platforma online oferująca finansowanie przedsiębiorcom w modelu faktoringu. Finansowanie pozyskane w ramach ostatniej rundy m.in. od funduszu MCI.TechVentures, zarządzanego przez Private Equity Managers S.A., pozwoli spółce na ugruntowanie pozycji lidera na rynku brytyjskim poprzez dalsze zwiększenie skali działalności, wzmocnienie zespołu oraz rozwój nowych produktów.

W ramach platformy, brytyjskie przedsiębiorstwa uzyskały do tej pory 850 mln GBP finansowania; spółka zakłada, że do końca 2016 roku ten poziom przekroczy miliard funtów.

W ramach planowanej ekspansji geograficznej, spółka będzie rozważała również konsolidację rynku poprzez akwizycje wybranych spółek na głównych rynkach Europy.

Sylwester Janik, Senior Partner w Private Equity Managers, firmie zarządzającej funduszem MCI.TechVentures, dołączy do Rady Dyrektorów MarketInvoice. W rudzie finansowania prowadzonej przez fundusz MCI.TechVentures wzięli udział także obecni inwestorzy finansowi m.in. fundusz Northzone, będący akcjonariuszem spółki od 2015 roku.

Sylwester Janik, Senior Partner i Fund Manager MCI.TechVentures powiedział:

“MarketInvoice jest przykładem innowacyjnej spółki, który definiuje na nowo sektor usług faktoringu. Poprzez platformę online, MarketInvoice udostępnia przedsiębiorcom szybki i elastyczny dostęp do kapitału obrotowego.”

„Po inwestycjach w iZettle i Azimo zrealizowanych w 2015 roku, pojawienie się MarketInvoice w portfelu funduszu to kontynuacja naszego dużego zainteresowania sektorem fintech. Widzimy ogromną szansę dla MarketInvoice na umocnienie pozycji lidera na rynku UK oraz na przygotowanie ekspansji geograficznej.”

“Obawy dotyczące ewentualnego spowolnienia gospodarczego w Wielkiej Brytanii oraz wzrostu niepewności w sektorze bankowym, które pojawiły się po ogłoszeniu wyników referendum dotyczących Brexit’u, mogą być jednym z czynników wzrostu dla platformy MarketInvoice. Jesteśmy przekonany, że dzięki wypracowanemu modelowi zarządzania ryzykiem, spółka jest dobrze przygotowana do adresowania zmieniających nastrojów na rynku.”

Anil Stocker, współzałożyciel oraz CEO MarketInvoice:

“Jesteśmy bardzo dumni z pozyskania inwestora takiego jak fundusz MCI.TechVentures, z którym współpraca pozwoli na dalszy rozwój naszej spółki. Obecna runda inwestycyjna jest też dowodem niesłabnącego apetytu funduszy technologicznych na inwestycje w sektorze fintech. MCI.TechVentures to fundusz z doświadczeniem inwestycyjnym w Europie, w którego portfelu znajduje się wiele szybkorosnących spółek technologicznych, w tym z sektora usług finansowych online. Właśnie w oparciu o tego rodzaju doświadczenie zespołu funduszu, będziemy chcieli wspólnie wypracować strategię międzynarodowej ekspansji, tak aby móc wspierać małych i średnich przedsiębiorców w całej Europie. Bardzo się cieszę, że będziemy mogli pracować wspólnie”

“Idei powstania MarketInvoice od początku przyświecała wizja dostarczenia przedsiębiorcom łatwego w obsłudze i szybkiego sposobu pozyskania kapitału obrotowego. Zaoszczędziliśmy naszym klientom już ponad 5 tysięcy lat czekania na spłatę ich faktur. Dzięki temu, mogą rozwijać swoje przedsiębiorstwa i zatrudniać więcej pracowników. Wierzymy, że dzięki naszej platformie, mogą się skupić na najważniejszych aspektach biznesu.”

Cztery innowacje w zakresie personalizacji, które zrewolucjonizują e-biznes

Biznes internetowy zmierza w kierunku coraz większej personalizacji. Jednak nie oznacza ona wyłącznie imiennego e-mailingu. Polskie firmy mają już do dyspozycji innowacyjne rozwiązania oparte na nowych technologiach m.in. Web Push-e, segmentację predykcyjną, inteligentne rekomendacje czy testy A/B dla planowanych personalizacji. Które z nich wybrać, aby najskuteczniej pomogły zrealizować wybrane cele biznesowe?

Ścieżka zakupowa jest długa i wyboista – przeprowadzenie przez nią klienta do momentu aż sfinalizuje zakup, kosztuje firmy sporo czasu i nakładów finansowych. Tymczasem średni współczynnik porzuceń koszyków zakupowych w e-sklepach wynosi niemal 69 proc. Które innowacyjne rozwiązania mogą uskutecznić działania sprzedażowe i sprawić, aby internauta odwiedzający witrynę nie opuścił jej z „pustymi rękami” lecz stał się lojalnym i stale powracającym klientem? Eksperci z firmy Insider wskazują cztery innowacje związane z personalizacją, na które szczególnie trzeba zwrócić uwagę.

Personalizacja serwisu i jego ciągła optymalizacja to podstawa

Nie ma jednej uniwersalnej metody, która „magicznie” podwoi sprzedaż i będzie stale się sprawdzać w każdej firmie. Pewnym można być jednego – im bardziej spersonalizowana witryna, tym lepiej. Trzeba również pamiętać, że personalizacja to nie jednorazowe działanie, a ciągle zachodzący proces. Marketerzy dysponują coraz szerszym spektrum możliwości pozwalających testować różne warianty i spersonalizowane rozwiązania na witrynie np. testy A/B. Z ich pomocą mogą pozyskać cenne dane o możliwych preferencjach i wyborach klienta. Analizując i przewidując jego zachowania, e-sklep jest w stanie przygotować efektywniejsze działania marketingowe. Klientce, która przeglądała na witrynie nową kolekcję sukienek, dobrana zostaje stylizacja w odpowiednim kolorze, a żaden element – począwszy od wyboru produktu, umiejscowienia zdjęcia, czy treści call to action – nie jest przypadkowy!

Segmentacja predykcyjna, czyli o krok przed konsumentem

Pomocne w personalizacji witryny okazują się również coraz bardziej zaawansowane modele predykcyjne. Dzięki tzw. segmentacji predykcyjnej możliwe staje się przewidywanie kolejnych ruchów klienta na stronie i pod tym kątem dobranie najbardziej skutecznych działań marketingowych. Marketerzy mogą np. wyselekcjonować z bazy klientów banku grupę „modelowych” konsumentów. Poprzez analizę ich działań na stronie internetowej oraz form reklamy, które najskuteczniej na nich oddziaływały, zostanie wypracowany model predykcyjny. Na jego podstawie zostaną zaplanowane późniejsze działania, wymierzone do grupy internautów pierwszy raz trafiających na stronę banku, które zwiększą szanse np. na otwarcie przez nich rachunku bankowego lub skorzystanie z oferty kredytowej.

Spersonalizowane Push-e – skuteczna zachęta dla internetowych i mobilnych klientów

Porzucone koszyki zakupowe, często niedostrzegalne reklamy i komunikaty o promocjach na stronach głównych i landing page’ach, a także szybko malejące zaangażowanie konsumenta w serwisie czy w jego mobilnej aplikacji to wyzwania, z którymi zmagają się marketerzy, a na które receptą mogą być takie rozwiązania personalizacyjne jak np. Push-e. Są to spersonalizowane powiadomienia, wysyłane do użytkownika w chwili, gdy ten opuścił już witrynę (tzw. Web Push) lub aplikację mobilną (Mobile Push). Ich głównym celem jest zainicjowanie oczekiwanych przez marketera działań takich jak m.in. powrót do strony www lub aplikacji, finalizacja zakupu, zapisanie się do newslettera czy założenie konta. Jak wynika z danych Insidera, tego rodzaju komunikaty w przypadku mobilnych użytkowników zwiększają zaangażowanie użytkowników aplikacji nawet o 84 proc. i zachęcają ich do finalizacji transakcji. Przykładem powiadomienia Push może być prezentowany konsumentowi komunikat w telefonie lub na komputerze po opuszczeniu strony typu: „Witaj Marta, ostatnio przeglądałaś oferty wycieczek do Grecji i dodałaś kilka do ulubionych. W tym tygodniu możesz je kupić 10 proc. taniej! Kliknij, aby dowiedzieć się więcej.”

Inteligentne rekomendacje – zadowolony klient, zadowolony sprzedawca

Zrozumienie tego, co konsumenci mogą z największym prawdopodobieństwem kupić, stanowi dla przedsiębiorców klucz do zwiększenia sprzedaży. Tzw. inteligentne rekomendacje działają w oparciu o algorytm, który bazując na danych pochodzących z systemu CRM czy plików cookies, analizuje i dostosowuje wyświetlane konsumentowi oferty produktów. Użytkownik, który w sklepie komputerowym dokonał zakupu laptopa i jednocześnie przeglądał na stronie różne akcesoria z nim związane, przy kolejnej wizycie w e-sklepie może zobaczyć listę rekomendowanych produktów, takich jak np. pamięci zewnętrzne, klawiatury lub myszki.

Jacy są współcześni, polscy konsumenci? Mają wysokie oczekiwania, szybko „zaprzyjaźniają się” z nowinkami technologicznymi, uwielbiają porównywać oferty i wyszukiwać te najlepsze. W dobie olbrzymiej konkurencji i wielokanałowości skłonienie ich do odwiedzenia witryny internetowej sklepu czy innego e-biznesu nie stanowi gwarancji sukcesu – to dopiero pierwszy krok w stronę przemiany odwiedzających w klientów. Na szczęście dla przedsiębiorców, zmieniają się nie tylko konsumenci, ale również narzędzia marketingowe. Oparte na nowych technologiach, są coraz bardziej zaawansowane i coraz skuteczniejsze.

Innowacje nie zawsze oznaczają całkiem nowe technologie. Najważniejsze jest ich wykorzystanie zgodne z potrzebami konsumentów

CEO Magazyn Polska

Innowacyjne pomysły firm, na których można zarobić, niekoniecznie dotyczyć muszą największych i najbogatszych koncernów, wyposażonych w laboratoria na najwyższym poziomie. Innowacyjność nie musi się bowiem wiązać z wynalezieniem nowej technologii, lecz z pomysłowym wykorzystaniem już istniejących tak, by zaspokajały potrzeby konsumentów. Tak postąpił np. Apple.

– Myślę, że trudno jest twierdzić, że Europa jest liderem innowacyjności. Pod pewnymi względami pozostajemy w tyle, choć Polska oczywiście rozwija się szybciej niż Europa Zachodnia. Nie ma jednego powodu, dlaczego tak jest. Jednym z nich jest z pewnością to, że przyzwyczailiśmy się do pewnego poziomu komfortu, a innowacyjność wymaga pewnego dyskomfortu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Patrick Barwise, profesor zarządzania i marketingu w London Business School.

W rankingu Global Innovation Index, opublikowanym pod koniec ubiegłego roku, w pierwszej dziesiątce znalazły się tyko dwa państwa nieeuropejskie, przy czym to wyżej sklasyfikowane – Stany Zjednoczone – dopiero na piątym miejscu. Wyprzedziły je Szwajcaria, Wielka Brytania, Szwecja i Holandia. Polska znalazła się na 46. miejscu spośród 141 krajów, wyprzedzona przez wszystkich członków UE poza Rumunią.

Jednak wszystko zależy od metodologii: w opublikowanym w styczniu Bloomberg Innovation Indeks nasz kraj sklasyfikowano na 23. miejscu, a w grupie krajów Europy Środkowej i Wschodniej wyprzedziła nas tyko Rosja (12. pozycja). Zwyciężyła zaś Korea Południowa, a do pierwszej dziesiątki weszły też Japonia, Singapur i USA.

– Większość innowacji pociąga za sobą negatywne konsekwencje dla niektórych ludzi, zawsze są zwycięzcy i przegrani. Myślę, że w Europie jesteśmy całkiem dobrzy we wsłuchiwaniu się w głosy przegranych i spowalnianiu innowacji – mówi Barwise. – Zapewne mamy zbyt wiele biurokracji. Nie skreślam roli rządu, ale nie wierzę w to, by eurokraci mogli wybierać zwycięzców. Widzę dla nich rolę, ale bardziej pośrednią.

Jak przekonuje, Stary Kontynent powinien się skupić na sektorze digitalizacji, szukając jak najlepszych sposobów wykorzystania już wynalezionych technologii zamiast wynajdywania nowych i komercjalizowania ich.

– Niestety, tego rodzaju innowacje nie są specjalnie modne, ludzie nie doceniają ich znaczenia. Zawsze podkreślam, że Apple nigdy nie stworzył całkowicie nowej kategorii produktowej czy całkowicie nowej technologii, a przecież są uważani za największego innowatora na świecie – mówi profesor London Business School. – Oni wzięli istniejące technologie i wykorzystali je w taki sposób, który odpowiadał potrzebom klientów w dużo lepszy sposób niż dotychczas. Chcemy, by myślenie szło właśnie w tym kierunku, byśmy mówili: „Wszystko da się zrobić lepiej”. Innowacyjność to przede wszystkim sposób myślenia, a dopiero potem technologia.

Według niego kluczem do sukcesu w dziedzinie innowacji jest pewność, że rzeczy, które ekscytują technologów, są bardzo rygorystycznie testowane z punktu widzenia potrzeb klientów i sprawdzą się w perspektywie 30 lat.

Podaje przykład dwóch start-upów, w które był zaangażowany, a które z sukcesem rozwinęły swoją działalność, postępując według tej filozofii. Oba specjalizowały się w wykorzystaniu technologii cyfrowych do poprawy jakości badań rynkowych. Jeden z nich zbierał dane terenowe, drugi prowadził internetowy panel badawczy.

– Jest to trudniejsze wyzwanie dla mniejszych firm, dla start-upów, dlatego tak ważne są zespół zarządzający i infrastruktura finansowa. Dlatego potrzebujemy rynku funduszy venture capital, private equity i tak dalej, by to wspierać. Nie wierzę jednak, by kapitał był przeszkodą. Przeszkodą są dobre pomysły i organizacje, które wspierają te pomysły – twierdzi Patrick Barwise.

Łatwiej o finansowanie w korporacjach, które mogą na ten cel przeznaczyć środki własne, uzyskać kredyt w banku lub pieniądze z emisji akcji czy obligacji.

Oblicza się, że Polska na badania i rozwój przeznacza 1 proc. swojego PKB. To niespełna 18 mld zł – mniej więcej tyle, ile w tym roku zostanie przeznaczone z budżetu na program „Rodzina 500 plus”.

– Myślę, że fundamentalna natura ludzkich potrzeb się nie zmienia, podobnie jak podstawowa natura innowacji, które na te potrzeby odpowiadają. Zmienia się oczywiście specyfika. Są innowacje, które obecnie są bardzo modne, dziś króluje internet rzeczy, to prognozowano od 25 lat, ale teraz wreszcie nabiera kształtu, więc przez następne 10 lat to będzie dosyć duża sprawa – prognozuje Barwise. – W świecie marketingu będziemy szukać nowych sposobów na zrozumienie potrzeb klientów i udoskonalanie badań rynkowych, coraz bardziej łącząc to z analizą danych. Mają tu one uzupełniające się role, ale fundamentalny proces się nie zmieni.

3,3 mln Polaków zamierza w te wakacje wykupić polisę turystyczną. Najczęściej ubezpieczamy podróże zagraniczne

CEO Magazyn Polska

Z roku na rok coraz więcej Polaków kupuje ubezpieczenie turystyczne. W tym roku z 4,5 mln osób wybierających się w podróż zagraniczną 3,3 mln wykupi taką polisę – wynika z badania Mondial Assistance. Eksperci podkreślają, że istotne jest dostosowanie ubezpieczenia do rodzaju planowanego wypoczynku. Jak wskazuje analiza Gothaer TU, 90 proc. polis dotyczy wyjazdów rekreacyjnych, a tylko 3 proc. sportów ekstremalnych.

– Świadomość klientów na temat ubezpieczeń turystycznych jest coraz większa. W zależności od tego, gdzie wyjeżdżamy i na jaki wypoczynek, musimy pomyśleć o innej polisie ubezpieczeniowej. Jeżeli wyjeżdżamy z biurem podróży, to mamy instytucję, która myśli o polisie za nas. Jeżeli natomiast wyjeżdżamy indywidualnie, musimy sami zatroszczyć się o to, żeby polisa spełniała wszystkie nasze oczekiwania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Papiernik, prezes Śląskiej Izby Turystyki, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

Ubezpieczyciele starają się dostosować polisę do naszych potrzeb w zależności od rodzaju aktywności, jaki podejmujemy. Jeżeli jedziemy na urlop i wybieramy bierny wypoczynek, to potrzebujemy innego rodzaju ubezpieczenia niż przy aktywnym spędzaniu czasu.

Analiza Gothaer TU wskazuje, że 80 proc. kupowanych polis dotyczy wyjazdów zagranicznych. 90 proc. klientów ubezpiecza wyjazdy rekreacyjne. 7 proc. polis obejmuje uprawianie sportów wodnych, a 3 proc. – sportów wysokiego ryzyka.

– Polisa ubezpieczeniowa jest jak garnitur szyty na miarę. Dzisiaj możemy właściwie ubezpieczyć wszystko i każde ryzyko związane z naszym wyjazdem – mówi Krystyna Papiernik.

Jak pokazało badanie przeprowadzone przez Mondial Assistance, ponad jedna czwarta osób, które nie planują zakupu polisy, tłumaczy się tym, że ma inne, stosowne zabezpieczenie (inna polisę lub kartę EKUZ). Zdaniem Krystyny Papiernik karta, którą można otrzymać w Narodowym Funduszu Zdrowia, nie zawsze jest wystarczająca. Po pierwsze, nie pokrywa ona kosztów wszystkich zdarzeń i nie wszędzie obowiązuje. Dzięki EKUZ można korzystać z opieki medycznej w krajach Unii Europejskiej oraz w państwach członkowskich EFTA (Islandia, Liechtenstein, Norwegia, Szwajcaria).

Jeżeli spędzamy wakacje na małej wyspie, gdzie nie ma publicznej służby zdrowia, tylko jest prywatna klinika, to z kartą EKUZ za wszystkie procedury medyczne będziemy musieli zapłacić i dopiero później starać się o zwrot kosztów z Narodowego Funduszu Zdrowia. Pamiętajmy, że jest to proces bardzo długi, a szansa na odzyskanie pieniędzy niewielka – mówi wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

Co ważne, każdy kraj ma swoje zasady i kryteria udzielania świadczeń medycznych. Usługi, które w Polsce są podstawowe, w innym kraju mogą być częściowo lub w całości płatne. Karta nie pokrywa np. kosztów transportu chorego do kraju.

Jeśli decydujemy się na zakup polisy ubezpieczeniowej, to nie jest istotne miejsce dokonania transakcji. Możemy ją wykupić bezpośrednio u ubezpieczyciela, w agencji ubezpieczeniowej lub w biurze podróży.

 Cena polisy uzależniona jest przede wszystkim od sumy ubezpieczenia oraz od tego, na jaką kwotę się ubezpieczamy. Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest wiek osoby ubezpieczonej. Osoba młoda będzie miała polisę tańszą, natomiast im starsza osoba, tym polisa będzie droższa, dlatego że prawdopodobieństwo zachorowania jest większe. Co ważne, jeżeli chorujemy na choroby przewlekłe, polisa również będzie o wiele droższa – tłumaczy Krystyna Papiernik.

Jak podkreśla, nawet mając najdroższą i najlepszą polisę ubezpieczeniową, trzeba się liczyć z pewnymi wyłączeniami. Ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania, jeśli w momencie wypadku klient był pod wpływem alkoholu bądź środków odurzających. Udział w bójce lub prowadzenie pojazdu bez odpowiednich uprawnień również są okolicznościami wykluczającymi.

Na sponsoring ze strony spółek Skarbu Państwa będą mogły liczyć bardziej niszowe dyscypliny sportu

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Sportu i Turystyki stawia na wielowymiarową promocję sportu. Na wsparcie mogą liczyć sportowe środowiska lokalne. Pomoc ma trafić tam, gdzie odkrywa się i kształtuje talenty. Kodeks dobrych praktyk sponsoringowych ma zaś pomóc tym dyscyplinom, które dotychczas nie miały możliwości pozyskania sponsora w postaci spółki Skarbu Państwa. Obecnie z 36 klubów reprezentujących dyscypliny olimpijskie osiem korzysta z tej formy wsparcia.

Bardzo mocno stawiamy na szkolenie oraz sport dzieci i młodzieży. To fundament budowy sportu wyczynowego. Podejmujemy szereg działań upowszechniających sport wśród młodzieży, wspierających imprezy sportowe, także w kategoriach masowych. Finansujemy też szkolenia realizowane przez związki sportowe. W tym roku uruchomiliśmy program „Klub”, największy w dziejach ministerstwa program wsparcia małych i średnich klubów sportowych poprzez dofinansowanie pracy trenerów, zgrupowań i sprzętu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Witold Bańka, minister sportu i turystyki.

Program „Klub” to nowy model w postaci pomocowego programu. Ma on bezpośrednio wspierać sportowe lokalne środowiska, których filarem jest klub sportowy. Centrum aktywności fizycznej jest miejscem identyfikacji i kształcenia talentów sportowych. Ministerstwo chce wspierać miejsca, gdzie odkrywane są talenty, a młodzi ludzie stawiają pierwsze kroki w sporcie.

W tym roku uruchomimy środki dla około 2 tys. klubów sportowych w Polsce. Chcemy przekazać środki finansowe tam, gdzie zaczyna się przygoda ze sportem wielu medalistów mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich – zapowiada Bańka.

Resort wspólnie z Ministerstwem Skarbu Państwa opracował też „Dobre praktyki w zakresie prowadzenia działalności sponsoringowej przez spółki z udziałem Skarbu Państwa”. Dokument ten porządkuje zagadnienia związane z działalnością sponsoringową, określa jej obszary (m.in. sport profesjonalny, wychowanie fizyczne, sport dzieci i młodzieży) i ramy prawne dla jej prowadzenia.

Planując sponsoring, spółki mają brać pod uwagę informacje udostępniane przez MSiT.

Program ma wspierać te dyscypliny sportu, które dotychczas nie mogły pozyskać sponsora w postaci spółki Skarbu Państwa. Czekamy teraz na oferty, strategie marketingowe związków sportowych. Będziemy sportowym think tankiem, który tego rodzaju projekty będzie opiniował, przedstawiał spółkom Skarbu Państwa i zachęcał je do zainwestowania środków – tłumaczy minister sportu.

Sponsorowane przez spółki z udziałem Skarbu Państwa dyscypliny sportowe należą do najbardziej popularnych dyscyplin. To m.in. siatkówka, piłka ręczna, lekkoatletyka i narciarstwo. Bardziej niszowe dyscypliny, mimo że często również przynoszą medale na najważniejszych imprezach są przez sponsorów pomijane. Przykładem może być choćby narciarstwo szybkie, boks, podnoszenie ciężarów, wioślarstwo czy strzelectwo.

Mam nadzieję, że związki sportowe staną na wysokości zadania i przygotują takie oferty, które będą atrakcyjne dla spółek Skarbu Państwa. Te zaś są otwarte na tego rodzaju współpracę, budowę marki, odbudowę dyscyplin sportu, które z naszego punktu widzenia są medalodajne, mają tradycję i potencjał na kolejne sukcesy – podkreśla Witold Bańka.

Warunkiem wsparcia danego związku sportowego będzie wskazanie przez zarząd spółki rzeczywistych i wymiernych korzyści wynikających z udziału w jego finansowaniu. Ministerstwo Skarbu Państwa podkreśla, że w ten sposób będzie można uniknąć przypadkowości w wydatkowaniu środków przez spółki.

W Polsce działa 36 związków sportowych, które reprezentują olimpijskie dyscypliny. Obecnie ze wsparcia spółek Skarbu Państwa korzysta osiem z nich.

Polska może być liderem w zakresie bezpieczeństwa chemicznego. Ten obszar może przynosić korzyści gospodarce

CEO Magazyn Polska

Powinniśmy rozwijać polską specjalizację w bezpieczeństwie chemicznym – ocenia prezes Międzynarodowego Centrum Bezpieczeństwa Chemicznego. To przede wszystkim oznacza ograniczanie zagrożeń i większą świadomość społeczeństwa, ale również buduje ważny dla gospodarki sektor związany z rozwiązaniami technicznymi i sprzętowymi w tym zakresie. Sprawdzone rozwiązania będziemy mogli eksportować do innych krajów.

Bezpieczeństwo staje się ogromnym biznesem. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli nie będziemy w to inwestować, będziemy musieli ponosić koszt związany z importem rozwiązań dla bezpieczeństwa. Dlatego w naszej opinii znacznie lepiej rozwijać polską specjalizację w bezpieczeństwie chemicznym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Paturej, prezes zarządu Międzynarodowego Centrum Bezpieczeństwa Chemicznego (ICCSS).

Jak podkreśla, rozwój tej specjalizacji oznacza, że o bezpieczeństwie chemicznym więcej wiedzieć będą zarówno społeczeństwo, jak i instytucje państwowe. To już duża korzyść. Dodatkowo może stać się to źródeł przychodów.

Chodzi o to, żeby polskie podmioty i polscy specjaliści nie tylko kreowali bezpieczeństwo u nas, bo to jest znacznie tańsze niż sprowadzanie ekspertów z zagranicy, ale również zarabiali na tym, rozwijając bezpieczeństwo wśród naszych sąsiadów i na arenie międzynarodowej – mówi Paturej. – Wokół naszych granic nie jest do końca bezpiecznie, np. wydarzenia na Ukrainie nie są czynnikiem sprzyjającym bezpieczeństwu.

Zwiększanie bezpieczeństwa chemicznego ma szansę stać się poważną polską inicjatywą na arenie międzynarodowej. Potwierdził to zorganizowany w drugiej połowie kwietnia w Kielcach międzynarodowy szczyt bezpieczeństwa chemicznego CHEMSS 2016.

Udało nam się zgromadzić światową czołówkę z Iranu, z Rosji, Stanów Zjednoczonych czy Chin – przypomina Krzysztof Paturej. – W deklaracji opracowanej przez przedstawicieli Iranu i USA uczestnicy szczytu potwierdzili, iż globalnym wyzwaniem jest umocnienie bezpieczeństwa chemicznego i intensyfikacja działań międzynarodowych na jego rzecz. To pierwszy istotny element tego spotkania, który ma być kontynuowany.

W CHEMSS 2016 wzięło udział ponad 400 przedstawicieli z 47 państw całego świata. Było to pierwsze tego typu wydarzenie zorganizowane w Polsce, które zgromadziło przedstawicieli przemysłu chemicznego reprezentujących agendy rządowe, przemysł, organizacje międzynarodowe i pozarządowe, społeczność obywatelską oraz media. Dużym osiągnięciem był udział reprezentantów państw z całego świata m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Chin, Rosji, Iranu, Ukrainy oraz krajów Afryki.

Bardzo istotnym zadaniem szczytu było wskazanie istniejących praktyk międzynarodowych oraz krajowych w zakresie bezpieczeństwa chemicznego w przemyśle – zauważa Krzysztof Paturej. – To także się nam udało i było kolejnym z osiągnięć. Uczestnicy zobaczyli, że istnieją skuteczne metody przeciwdziałania zagrożeniom chemicznym, które można wdrażać.

Poważne awarie chemiczne są zazwyczaj skutkiem, jak wynika z materiałów szczytu, braku odpowiednich technologii oraz procedur postępowania z toksycznymi substancjami. Przeprowadzenie zintegrowanej oceny oddziaływania na środowisko jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji pozwala ocenić, w jakim stopniu będzie ona wpływała na otoczenie oraz czy można zminimalizować taki wpływ.

Nie warto wprowadzać ciągle nowych przepisów i zwiększać wymogów prawnych oraz administracyjnych – uważa Krzysztof Paturej. – Lepiej iść w kierunku poprawy kultury bezpieczeństwa chemicznego, udostępniania najlepszych praktyk i wymiany doświadczeń. To ważne dla zarówno dla przemysłu, jak i dla służb administracyjnych. Większość problemów chemicznych zdarza się na poziomie lokalnym. My wdrażamy przepisy na poziomie centralnym, natomiast one zwykle nie dochodzą do poziomu lokalnego, gdzie najczęściej zdarzają się niebezpieczne sytuacje.

Zdaniem Krzysztofa Patureja kongres pokazał, jak, działając wspólnie we współpracy ze wszystkimi interesariuszami: społeczeństwem obywatelskim, przemysłem, lokalną administracją, można działać przeciwko potencjalnym zagrożeniom. Wskazał też metody reagowania w sytuacjach zagrożenia czy już po takim zdarzeniu.

Korki w miastach kosztują każdego kierowcę średnio 3,3 tys. zł rocznie. Zatory mogą rozładować systemy współdzielenia aut

CEO Magazyn Polska

Kierowcy i gospodarka tracą miliardy złotych przez korki w polskich miastach. Tylko w Warszawie średni koszt na jednego kierowcę to blisko 4 tys. zł – wynika z badania Deloitte i Targeo.pl. W rozładowaniu zatorów pomóc mogą nie tylko usprawnienia infrastrukturalne, lecz także rozwiązania IT, w tym zmiana przyzwyczajeń kierowców i systemy wspierające współdzielenie dojazdu do pracy.

Przez korki w siedmiu największych polskich miastach kierowcy tracą rocznie aż 3,8 mld zł, a gospodarka (po odjęciu dochodów podatkowych) prawie 3,3 mld zł, czyli 0,19 proc. PKB w ubiegłym roku – oszacowali eksperci firmy konsultingowej Deloitte i Targeo.pl. Dodatkowo problem korków narasta z roku na rok. W porównaniu z poprzednią edycją badania koszt korków wzrósł o 12 proc. To wystarczające powody, aby poświęcać coraz więcej uwagi sznurom samochodów blokujących ulice aglomeracji.

Jako sposoby na zmniejszenie korków w miastach rozpatrujemy tutaj dwa obszary: miękkie i twarde – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Penkala, współzałożyciel firmy informatycznej Velis IT Systems. – W obszarach twardych, tzw. infrastrukturalnych, mówimy o pewnych tradycyjnych rozwiązaniach: usprawnienia skrzyżowań, obszaru świateł drogowych, ale my skupiamy się w szczególności na obszarach miękkich, czyli zmianie zachowań kierowców w zakresie transportu i jazdy autem.

Według szacunków Deloitte w samej Warszawie, stolicy i centrum biznesowym kraju, koszt korków w 2015 r. na jednego kierowcę to średnio 15 zł dziennie i 3 976 zł rocznie. Z kolei średnio w siedmiu monitorowanych miastach to 13 zł dziennie i 3 350 zł rocznie. Statystycznie najgorzej jest we Wrocławiu, gdzie według danych kierowca z powodu korków traci rocznie ok. 80 proc. średniego miesięcznego wynagrodzenia, stojąc w korkach średnio niemal 9 godzin miesięcznie.

Penkala zaznacza, że właśnie w obszarach miękkich jest znaczący potencjał do zastosowania rozwiązań IT, w szczególności oprogramowania, które daje możliwości do zahamowania wzrostu kosztów generowanych przez uliczne korki.

Są to chociażby systemy wspierające współdzielenie dojazdu do pracy do centrów biznesowych, które tradycyjnie generują bardzo dużo ruchu samochodowego – wskazuje Penkala. – Tego typu rozwiązania mogą znacznie obniżyć liczbę samochodów w miastach, a tym samym zmniejszyć korki.

Dla przykładu, do centrum biurowego na warszawskim Służewcu codziennie własnym samochodem dojeżdża ok. 30 tys. pracowników, czyli blisko 1/3 zatrudnionych tam osób. Według JLL 87 proc. aut przewozi jedynie kierowcę. To powoduje, że kierowcy w godzinach szczytu stoją tam w gigantycznych korkach, a dodatkowo jest duży problem z parkowaniem. Eksperci JLL podkreślają, że w rozładowaniu zatorów mogłyby pomóc np. preferencyjne miejsca parkingowe dla aut, w których podróżują co najmniej dwie osoby, a także aplikacje umożliwiające kojarzenie kierowców i pasażerów.

W ocenie Penkali miasta powinny wspomagać tego typu projekty, w szczególności jeśli chodzi o promocję i ewentualne benefity dla samych kierowców.

Żadna organizacja nie jest w stanie poradzić sobie np. ze stworzeniem dodatkowych pasów ruchu dla współdzielonych samochodów. Tutaj konieczne jest współdziałanie kierowców czy organizacji z miastem – uważa przedstawiciel Velis IT Systems. – Za granicą idea współdzielenia dojazdów ma już ponad 20 lat, a prekursorem tego typu rozwiązań są Stany Zjednoczone. Tam miasta już stworzyły bezpośrednie pasy dla współdzielących dojazd chociażby do pracy.

W Europie Velis również ma dobre przykłady inicjatyw w tym zakresie.

Mieliśmy nawet zapytania od pastora z kościoła z Belgii, który chciał te systemy wykorzystać do dojazdu na mszę dla swoich wiernych. Widzimy więc bardzo dużą poprawę w ostatnich latach – podsumował Penkala.

Zielone osiedla coraz popularniejsze. Klienci w ten sposób chcą obniżać koszty użytkowania mieszkań

CEO Magazyn Polska

Cena to wciąż dominujące kryterium wyboru mieszkania. Klienci coraz większą wagę przywiązują jednak do kosztów jego eksploatacji. Takie rozwiązania jak panele fotowoltaiczne, wykorzystywanie zbieranej deszczówki czy czujniki ruchu mogą obniżyć rachunki za energię nawet o kilkadziesiąt procent. Stąd rosnące zainteresowanie ekologicznymi rozwiązaniami. Lokal na zielonym osiedlu wcale nie musi być droższy od tradycyjnego budownictwa – przekonują deweloperzy.

Budownictwo ekologiczne jest budownictwem przyszłościowym. Kredyty mieszkaniowe zaciągane są na ponad 30 lat, więc klienci patrzą nie tylko na ich koszty, lecz również na koszty użytkowania danego mieszkania – mówi agencji Newseria Biznes Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży RED Real Estate Development. – W swoich inwestycjach proponujemy klientom kilka rozwiązań ekologicznych, które wpływają na obniżenie kosztów utrzymania takiego mieszkania.

To m.in. montaż paneli fotowoltaicznych na dachu budynku wielorodzinnego, gromadzenie wody deszczowej oraz oświetlenie LED-owe. Jak podkreśla Witkowska, w perspektywie pierwszego roku czy dwóch lat użytkowania nie przynoszą one wielkich oszczędności, ale w długoletnim rozliczeniu klienci powinni zauważyć różnicę w kosztach utrzymania, przede wszystkim części wspólnych budynków.

Mieszkania ekologiczne nie powinny być droższe. To wszystko jest wliczone w projekt i to jest decyzja dewelopera, czy np. robimy bardzo drogi plac zabaw, czy raczej fajny ekologiczny plac zabaw, a pozostałą część środków wykorzystujemy na montaż paneli fotowoltaicznych. One są kosztem dla dewelopera, ale niewątpliwie są także atutem przy sprzedaży danej inwestycji – wyjaśnia Teresa Witkowska. – Potencjalny klient widzi, że jeśli zakupi dane mieszkanie, koszty utrzymania tej nieruchomości będą znacznie niższe niż innej tradycyjnej, która będzie po sąsiedzku.

Ekologiczne rozwiązania stają się na rynku mieszkaniowym coraz popularniejsze. To dodatkowy atut deweloperów na rynku, na którym jest coraz większa konkurencja. Ostatnie miesiące są dla inwestorów bardzo korzystne ze względu na wysoki popyt. Według Głównego Urzędu Statystycznego w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku liczba oddanych do użytku mieszkań wyniosła ponad 61,1 tys. i była o 16,3 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Ostatnie półrocze było bardzo intensywne zarówno dla deweloperów, jak i dla osób poszukujących własnego mieszkania – ocenia dyrektor sprzedaży w Grupie Kapitałowej RED. – Było to związane z kilkoma aspektami, przede wszystkim z możliwością zakupu mieszkania w programie Mieszkanie dla Młodych.

Środki z MdM na 2016 rok skończyły się już w marcu. 5 lipca Bank Gospodarstwa Krajowego poinformował, że wstrzymuje przyjmowanie wniosków o dofinansowanie kupna mieszkań w przyszłym roku. Pula przeznaczona na 2017 rok, czyli 746 mln zł, może być wykorzystana w tym roku tylko w połowie. Klienci wciąż mogą składać wnioski o dofinansowanie z budżetu na 2018 rok, który wynosi 762 mln zł.

Poza tym duży wpływ na to, co się działo na rynku deweloperskim, miała liczba nowych inwestycji, co oznacza dla klientów większy wybór zarówno pod kątem lokalizacji, ceny, jak i możliwości zakupowych i płatności. Te wszystkie warunki miały wpływ na to, że ruch był bardzo duży i deweloperzy mieli bardzo dużo pracy – mówi Teresa Witkowska.

Firma RED Real Estate Development niedawno rozpoczęła przedsprzedaż mieszkań na osiedlu Alpha Park w warszawskim Ursusie.

Rozpoczęliśmy w Ursusie budowę jednego budynku, natomiast widząc zainteresowanie klientów, przyspieszyliśmy sprzedaż kolejnego etapu – wskazuje Teresa Witkowska. – Mamy tam w sprzedaży ok. 180 mieszkań z terminem oddania na początku 2018 roku. We Wrocławiu prowadzimy prestiżową i ciekawą inwestycję, którą jest kontynuacją rewitalizacji budynków przy ul. Kościuszki [Nowa Papiernia Ultra Nova – red.]. To projekt dla specjalnego klienta poszukującego na rynku czegoś wyjątkowego. Realizacja w Poznaniu [Red Park – red. ] natomiast kierowana jest do młodych ludzi.

Połowie Polaków w dużych miastach zakupy zajmują dwie godziny tygodniowo. 1/3 konsumentów chciałaby skrócić ten czas

CEO Magazyn Polska

Polacy narzekają na brak czasu. Przyznają, że zbyt mało czasu poświęcają rodzinie, nie mają też kiedy rozwijać swoich pasji i zainteresowań. Większą część dnia zajmuje im praca i obowiązki związane z prowadzeniem domu, m.in. zakupy spożywcze. Blisko połowa mieszkańców dużych miast poświęca na nie ok. 2 godzin tygodniowo. Co trzeci konsument chciałby ograniczyć ten czas – wynika z badania Frisco.pl.

Duże zakupy spożywcze wymagają poświęcenia czasu, trzeba pojechać do marketu, znaleźć miejsce na parkingu, zrobić zakupy z wózkiem między półkami, następnie odstać w kolejce do kasy i przywieźć kupione produkty do domu. To obowiązek nielubiany przez większość Polaków – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Dębowski, dyrektor marketingu w supermarkecie online Frisco.pl. – 35 proc. rodaków chciałoby ograniczyć czas, który poświęca na duże zakupy spożywcze.

Jak dowodzi badanie Frisco.pl „Polacy po godzinach”, kupujący zaoszczędzony czas chętnie przeznaczyliby na inne czynności. 41 proc. Polaków deklaruje, że na czas spędzony wspólnie z rodziną przeznacza tylko 5 godzin tygodniowo. Co czwarta osoba zamieszkująca polskie aglomeracje poświęca na swoje pasje od 2 do 3 godzin.

Stąd potrzeba ograniczania tych czynności, które nie są w żaden sposób rozwijające czy przyjemne po to, żeby mieć więcej czasu na to, co w życiu ważne. Każdy ma swoją definicję tego, co jest dla niego atrakcyjne, natomiast zakupy raczej nie są jedną z tych czynności – mówi Dębowski.

Znaczną część dnia zabierają nam obowiązki domowe, w tym robienie zakupów. Aż 44 proc. mieszkańców dużych miast i co trzeci mieszkaniec mniejszych miast poświęca tygodniowo do dwóch godzin na większe zakupy spożywcze.

Jak pokazują wyniki badania, w rodzinach wieloosobowych ten czas się wydłuża. Od godziny do dwóch w tygodniu na zakupy poświęca 34 proc. rodzin trzyosobowych, 35 proc. czteroosobowych i aż 38 proc. pięcioosobowych.

W większych miastach jest więcej możliwości, żeby oszczędzać ten czas. Przykładem mogą być zakupy spożywcze w internecie. To jest coś, co sprawia, że ten przykry obowiązek nagle znika z planu tygodnia. Zakupy na Frisco.pl można zrobić jednym kliknięciem, zajmuje to dosłownie 5 minut. W dodatku umawiamy konkretną godzinę, na którą te zakupy mają przyjechać i to jest cały proces – mówi Dębowski.

Wciąż jednak zakupy FMCG w sieci nie są bardzo popularne. Jak podkreśla Dębowski, to z jednej strony kwestia przyzwyczajenia do tradycyjnych marketów, z drugiej zaś kwestia ograniczonego jeszcze zaufania.

Około 2 proc. Polaków kiedykolwiek robiło zakupy spożywcze online. To odsetek dla całego kraju, bo w Warszawie jest on nieco wyższy. Cały czas e-commerce w FMCG to jest około 0,2 proc. całości rynku. Można z jednej strony powiedzieć, że to mało, z drugiej strony, że potencjał jest ogromny i na ten potencjał liczymy, bo wierzymy, że korzyści dla klienta są ogromne – ocenia dyrektor marketingu Frisco.pl.

Na podobnym etapie były kiedyś zakupy internetowe ubrań czy elektroniki. Dziś są to najbardziej popularne kategorie, które kupujemy online. Wraz ze wzrostem zaufania do dostawców i ułatwieniem procesów zwrotów, rosły także wolumeny sprzedaży.

Problemem jest też, o dziwo, percepcja wysokiej ceny zakupów spożywczych online. Ciekawe jest to, że generalnie Polacy uważają, że ceny w internecie telewizorów, książek czy ubrań są niższe. Natomiast z jakiegoś powodu zakupy spożywcze online są uważane za droższe. Oczywiście tu wchodzi ten czynnik wygody, za którą trzeba płacić, ale to nic bardziej mylnego – zapewnia Tomasz Dębowski.

W koszykach osób, które kupują produkty spożywcze w internecie, dominują wielkogabarytowe zapasy. Częściej ten sposób zakupów wybierają rodziny, szczególnie młode mamy.

Paulownia to nowy hit inwestycyjny czy kolejna pułapka na naiwnych?

Rok po zasadzeniu mają już 3,5 metra, a potem przyspieszają. Tak rosną paulownie. W USA zakazano ich sadzenia, w Australii setki ludzi straciło oszczędności całego życia. W Polsce są jednak fundusze, które przekonują, że na paulowniach można zarobić w krótkim czasie nawet 36 proc. Podobnie duże zyski miała też przynieść uprawa wierzby energetycznej, na której ostatecznie zarobili głównie sprzedawcy sadzonek.

Entuzjaści szybko rosnących drzew kuszą liczbami. W ciągu 9 lat z paulowni mamy uzyskać metr sześcienny w pełni wartościowego drewna. Czyli tyle, ile po 100 latach z sosny. – Po czterech latach gwarantujemy zwrot całego wkładu i dodatkowe 36 proc. tej sumy – przekonuje Mateusz Wcześniak, wiceprezes Funduszu Stabilnego Rozwoju (FSR). To on jest jednym z tych, którzy zachęcają do inwestowania w drzewa szybko rosnące. – W Polsce tylko takie terminy zwrotu inwestycji są akceptowalne. Za dużo było skandali związanych z firmami, które obiecywały złote góry – mówi Wcześniak.

Na stronie internetowej FSR widnieje cytat ze znanego inwestora Warrena Buffetta: „Jeden siedzi dziś w cieniu dlatego, że inny dawno posadził w tym miejscu drzewo”. A Wcześniak przekonuje, że zysk jest w zasadzie gwarantowany w umowie.

– Brzmi dobrze, ale jestem zawsze bardzo ostrożny, gdy słyszę o gwarantowanych zyskach i braku ryzyka. Generalnie, im oferowana stopa zwrotu jest wyższa, tym wyższe jest ryzyko – mówi nam Maciej Kossowski, prezes Wealth Solutions, firmy proponującej na polskim rynku inwestycje alternatywne. – Jest to ciekawy biznes. Podoba mi się w sensie opisowym, bo lubię wartość, której można dotknąć, zobaczyć jak rośnie. Tak jak to drzewo. Brakuje tylko dowodów na to, że to w Polsce się uda – dodaje.

– Szczep paulowni który wykorzystujemy jest w pełni przebadany i rozmnażany za pośrednictwem in vitro. Pozwala nam to na precyzyjne określenie tempa wzrostu oraz jakość otrzymywanego surowca – wyjaśnia Wcześniak. Dodaje on, że jeszcze przed uzyskaniem drewna z pierwszej plantacji FSR już zakontraktował jego sprzedaż.

Pytanie tylko, czy to możliwe, by to drzewo rosło tak szybko? – Nie znalazłam nigdzie informacji o paulowni modyfikowanej genetycznie, a zwłaszcza o możliwości sprowadzenia takiego organizmu do Polski. Jednak Hiszpanie rzeczywiście skrzyżowali dwa gatunki paulowni: puszystą oraz fortunei i ten mieszaniec faktycznie odznacza się dużo większym tempem wzrostu i dobrym jakościowo drewnem. Jednak w Polsce nie został on jeszcze przetestowany – mówi dr Marta Weber Siwirska z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

W jej ocenie w ogrodnictwie i rolnictwie o potwierdzonych wynikach możemy mówić dopiero po czterech latach. Obserwacje po jednym sezonie o niczym nie świadczy, trzeba co najmniej kilku lat, by wiedzieć czy roślina z innego klimatu poradzi sobie w naszych warunkach. – Klasyczna paulownia rośnie do 15 metrów wysokości i to w swojej ojczyźnie, czyli Chinach. Najwyższa, jaką widziałam w Polsce, to paulownia puszysta w ogrodzie botanicznym we Wrocławiu. Ma osiem metrów i rośnie tam już kilkadziesiąt lat – mówi Weber Siwirska, która dodaje, że zawsze jest tak, że drzewa czy krzewy pochodzące z innego klimatu osiągają w naszym kraju mniejsze rozmiary.

Krzysztof Janoś, portal money.pl

więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/drzewa-szybko-rosnace-paulownia-inwestycja,119,0,2103159.html

W nocy zapiski z posiedzenia RBA

O godz. 3:30 zostanie opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia Banku Australii, jakie miało miejsce na początku lipca. Komunikat po tym posiedzeniu był jednak zbliżony do tego z poprzedniego miesiąca. RBA zostawił jednak zapis nt. utrzymywania się niskiej inflacji, co może skłonić do stosownych działań, jeżeli zajdzie taka potrzeba. To, co teraz będzie interesować inwestorów to rozwinięcie tego wątku. Bo już 27 lipca poznamy dane nt. kwartalnej inflacji CPI. To jak mogą być one ważne dobrze pokazał casus Nowej Zelandii. Jeszcze dwa tygodnie temu rynek nie wierzył zbytnio w luzowanie RBNZ, a NZD był dość silny (tłumaczono to też sytuacją na surowcach). Od kilku dni sytuacja się wyraźnie odwróciła, a dzisiejsze słabsze odczyty CPI tylko zwiększyły prawdopodobieństwo obniżki stóp przez RBNZ w sierpniu do 70 proc.

Warto też pamiętać o tym, że AUD jest wrażliwy na to, co się dzieje wokół chińskiego juana. Tymczasem niezależnie od faktu relatywnie dobrych danych makro z Państwa Środka, jakie poznaliśmy w ostatni piątek (PKB w II kwartale wzrósł o 6,7 proc. r/r), juan naruszył dzisiaj rano poziom 6,70 wobec dolara, będąc najsłabszym od października 2010 r. To oczywiście można tłumaczyć kwestią silnego dolara po lepszych danych z USA, które zwiększają prawdopodobieństwo podwyżki stóp przez FED (chociaż w perspektywie najbliższego roku nie przekracza ono 42 proc. wg. modelu CME FEDWatch).

Zerknijmy na wykres AUD/USD w ujęciu tygodniowym. Mocnego sygnału do zmiany obserwowanego od kilku tygodni trendu wzrostowego jednak jeszcze nie ma. Górny knot świecy z ubiegłego tygodnia stanowi tylko pewne ostrzeżenie. Jego potwierdzeniem byłby dopiero spadek poniżej minimum z ubiegłego tygodnia przy 0,7521 i dalej złamanie linii wzrostowej trendu przy 0,7470.

Wykres tygodniowy AUD/USD

Wykres tygodniowy AUD/USD
Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ

Sektor usług dla biznesu zajmuje już 2 miliony metrów kwadratowych biur

Z analiz firmy doradczej JLL wynika, że sektor usług dla biznesu w Polsce zajmuje już ok. 2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Liczba ta systematycznie rośnie wraz z rozwojem firm z branży, pozyskujących nowe projekty i zatrudniających kolejnych pracowników.

Z danych ABSL wynika, że w centrach usług dla biznesu w Polsce pracuje 212 000 osób, a liczba ta może wzrosnąć nawet do 300 000 w 2020 r. Oznacza to, że branża będzie potrzebować kolejnych metrów kwadratowych biur.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL, informuje: „Z naszych ogólnych szacunków wynika, że sektor usług dla biznesu w Polsce może potrzebować rocznie ok. 250 000 mkw. nowej powierzchni biurowej. Jest to efektem rozwoju branży i systematycznego wzrostu zatrudnienia”.

Wzrost zajmowanej powierzchni może mieć też związek z nowym podejściem pracodawców do oferowanej pracownikom przestrzeni w biurze i coraz większą popularnością rozwiązań z zakresu planowania środowiska pracy.

Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL
Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL

„Większa liczba sal do spotkań, pracy projektowej, kreatywnej i cichej czy przestrzenie do integracji to coraz popularniejsze rozwiązania w biurach. Mogą one wpływać na wzrost metrażu wynajmowanego przez centra usług dla biznesu, dla których dobrze zaprojektowane, atrakcyjnie urządzone i komfortowe biuro stanowi coraz większy atut w procesie pozyskiwania nowych pracowników i zatrzymywania w firmie najlepszych specjalistów. Biuro stało się jednym z narzędzi do zarządzania zasobami ludzkimi”, wyjaśnia Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL.

Z badań przeprowadzonych przez JLL i Skanska wśród pracowników sektora usług biznesowych wynika, że dla aż 65% ankietowanych nowocześnie zaprojektowane, obszerne biuro sprzyjające produktywnej pracy może przekonać do wybrania pracodawcy, który oferuje takie rozwiązanie. W czasach dużej konkurencji o najlepszych pracowników biuro może więc stać się narzędziem dodatkowo pomagającym w rekrutacji.

Sektor usług dla biznesu od lat jest kluczowym najemcą biurowców, szczególnie poza Warszawą. Udział firm z tej branży w wynajętej powierzchni biurowej w Krakowie wynosi 67%, w Łodzi – 52%, we Wrocławiu – 51%, w Rzeszowie – 37%, a w Katowicach – 35%[1]. Dla porównania, w Warszawie na centra usług dla biznesu przypada 9% zajętej powierzchni biurowej.

[1] Dane za I kw. 2016 r.

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Płace szybko rosną, a praca czeka na chętnych

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w czerwcu 2016 r. 5 752,7 tys. osób i wzrosło o 19 tys. (0,3%) w stosunku do maja i aż o 175 tys. (3,1%) w stosunku do czerwca ubiegłego roku – podał GUS.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Te dane wskazują na utrzymujący się rosnący trend zatrudnienia, który potwierdzają wyniki badania „Plany Pracodawców”, gdzie 35% ankietowanych firm deklaruje potrzebę zwiększenia zatrudnienia. Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy zwiększa z kolei skłonność pracowników do jej zmiany. Jak pokazują wyniki „Monitora Rynku Pracy” za II kwartał 2016 r. wskaźnik rotacji na rynku pracy wzrósł do poziomu 29%, co daje Polsce pierwsze miejsce wśród badanych krajów europejskich.

Najważniejszą przyczyną zmiany pracy było znalezienie lepszych warunków zatrudnienia (44%). Widać z tego, że nasz rynek pracy przesuwa się wyraźnie w kierunku rynku pracownika, gdzie to pracownicy decydują o warunkach zatrudnienia i zaczynają przebierać w ofertach. Z kolei pracodawcy, choć chcą coraz więcej zatrudniać, zaczynają odczuwać problemy ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy, a nawet w ogóle chętnych do podjęcia pracy. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności GUS w I kw. 2016 mieliśmy niemal 360 tys. wolnych miejsc pracy w gospodarce. To o 26,5% więcej niż przed rokiem i niemal 30% więcej niż w poprzednim kwartale. Ponad 82% wakatów pochodziło z sektora prywatnego, co wskazuje na rynkowy i koniunkturalny charakter wzrostu popytu na pracę. Sądząc po wynikach ankiet „Planów Pracodawców” wolnych miejsc pracy jeszcze przybędzie. Taka sytuacja przekłada się na rosnący poziom presji płacowej.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w czerwcu 4252,19 zł i było wyższe o 5,3% niż przed rokiem. To wyraźne przyspieszenie już i tak relatywnie wysokiego tempa wzrostu płac. Widać, że pracodawcy, którzy chcą zatrudniać nowych pracowników lub utrzymać tych, na którym im zależy są zmuszeni oferować lepsze warunki. Wyniki badania „Planów Pracodawców” za II kw. 2016 r. wskazują, że 24% firm zakłada, że w ciągu najbliższego półrocza zaproponuje podwyżki wynagrodzeń, a tylko 1% badanych podmiotów zapowiadało, że rozważa cięcia pensji. Do końca roku możemy spodziewać się wzrostu poziomu wynagrodzeń w tempie 5-6% r/r, a na początku 2017 r. czeka nas szok rynkowy wynikający z wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej dla umów zleceń i świadczących usługi na poziomie 13 zł/godz. oraz ze wzrostu płacy minimalnej do poziomu 2000 zł.

Konfederacja Lewiatan

 

To nie koniec korekty na złocie.

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

WTI na wsparciu

WTI na wsparciu 5

Notowania ropy naftowej przez ostatnie kilka tygodni znajdują się w korekcie. Aktualnie cena znalazła się w tygodniowym strefie popytu 43.62-45.72. Przebicie się przez nią sprzedających może okazać się bardzo trudne. Dodatkowo patrząc na interwale tygodniowym na oscylator stochastyczny możemy wywnioskować, że korekta powinna dobiegać końca, bowiem wskaźnik pokazuje wyprzedanie rynku.

Analiza fundamentalna rynku „czarnego złota” jest niejasna. Z jednej strony powoli zaczyna wzrastać produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych, tak samo jak i nowe odwierty. Jednak z drugiej strony spada produkcja ropy przez kraje nienależące do OPEC. Musimy też pamiętać, że cena spadek cen ropy naftowej był spowodowany również polityką, która miała na celu pogrążyć Rosję i doprowadzić do jej bankructwa.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Polacy światowymi liderami w dziedzinie blokowania reklam

Nikt na świecie nie blokuje reklamy online z taką pasją, jak polscy internauci. Z wtyczek lub rozszerzeń blokujących reklamy w przeglądarce korzysta u nas ponad 7 mln internautów, czyli około 38 proc. użytkowników polskiej Sieci. Tym samym użytkownicy Internetu znad Wisły są dziś światowymi liderami w dziedzinie blokowania reklam.

Warszawska firma Cloud Technologies specjalizująca się w Big Data marketingu, postanowiła przyjrzeć się bliżej portretowi polskiego internauty. W tym celu przygotowała infografikę, przedstawiającą najważniejsze informacje o internaucie blokującym reklamę online. Ile ma lat? Jakiej jest płci? Z jakiego powodu blokuje reklamę? Czy i ile płaci za dostęp do treści online? Odpowiedzi na te oraz inne pytania można znaleźć w poniższej infografice.

kim jest internauta blokujący reklamę online?

Ocena propozycji zmian w OFE: polska giełda może ugiąć się pod presją podaży

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI, analizuje propozycję zmian w polskim systemie emerytalnym.

Nacjonalizacja OFE raczej nam nie grozi

Niepewność co do losów OFE bardzo ciąży warszawskiej giełdzie. Niedawno rząd uchylił rąbka tajemnicy, przedstawiając założenia reformy polskiego systemu emerytalnego. Czarny scenariusz nacjonalizacji OFE – w rezultacie którego akcje spółek znalazłyby się w posiadaniu Skarbu Państwa – nie jest brany pod uwagę. W związku z tym nawet najbardziej pesymistyczni inwestorzy mogą odetchnąć z ulgą. To dobra informacja, ponieważ nacjonalizacja OFE wpłynęłaby negatywnie na funkcjonowanie rynku kapitałowego w Polsce, jak również samych spółek. Wystarczy sobie wyobrazić strukturę akcjonariatów wielu spółek giełdowych, w których obecna suma udziałów OFE wynosi nawet kilkadziesiąt procent. A takich spółek jest sporo. Ujawniony plan zmian w OFE rodzi równocześnie wiele pytań.

Reforma funduszy emerytalnych wymaga szczegółowych regulacji

Propozycja wicepremiera Morawieckiego zakłada, że trzy czwarte aktywów zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych (czyli ok. 103 mld złotych zgromadzonych w postaci polskich akcji) trafi do na Indywidualne Konta Emerytalne. Pozostała jedna czwarta (ok. 35 mld złotych, które OFE inwestują w obligacje lub trzymają gotówkę) zostanie przekazana do Funduszu Rezerwy Demograficznej w ZUS. Dodatkowo OFE zostałyby przekształcone w fundusze inwestycyjne polskich akcji.

Dla struktury portfeli „nowych” funduszy kluczowe będzie, jaką dużą swobodę w dysponowaniu swoimi środkami będą mieli posiadacze IKE. Jeśli założymy, że tak samo dużą, jak w funkcjonujących dziś kontach emerytalnych, na rynku możemy być świadkami dużych ruchów kapitału. Patrząc na skalę wypłat transferowych na IKE i IKZE, przenoszenie kapitału pomiędzy instytucjami zarządzającymi aktywami nie powinno stanowić dla rynku dużego problemu. Dużo większym ryzykiem jest to, że Polacy będą dążyli do utrzymania struktury swoich portfeli jako bardziej zrównoważonych lub wręcz bezpiecznych inwestycji. Dla przypomnienia, w nowych IKE znajdą się praktycznie same akcje. Jeśli więc znaczny odsetek posiadaczy IKE (uczestników OFE jest 16,5 mln) zacznie pozbywać się akcji, nasz giełda może ugiąć się pod presją podaży. Tak to wygląda z dzisiejszej perspektywy. Jak będzie w rzeczywistości – przekonamy się.

Odciążenie sądów na koszt przedsiębiorców

Procedowany obecnie w Sejmie projekt ustawy o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich zakłada, że przedsiębiorcy z własnych środków tworzyć będą podmioty odpowiedzialne za rozstrzyganie sporów (tzw. ADR). Niewielu przedsiębiorców będzie na to stać – uważa Konfederacja Lewiatan.

Słuszne wydaje się zastosowanie w projekcie ustawy modelu mieszanego systemu konsumenckiego ADR w Polsce, tj. współwystępowania zarówno biznesowych podmiotów ADR, jak i tych o charakterze publicznym, a także wykorzystanie przynajmniej częściowo rozwiązań już istniejących. Niepokoi jednak fakt, że projekt nie przewiduje współfinansowania niepublicznych instytucji ADR ze strony budżetu państwa.

– Nie każdy przedsiębiorca będzie przecież w stanie ponieść pełne koszty funkcjonowania podmiotu ADR, a takich będzie sporo: sprawozdawczość, zapewnienie odpowiedniego systemu teleinformatycznego, zespołu specjalistów czy infrastruktury lokalowej – mówi Anna Dużyńska-Pucha, ekspertka Konfederacji Lewiatan

W ocenie Konfederacji Lewiatan koszty utworzenia niepublicznego podmiotu ADR nie powinny być w całości pokrywane ze środków przedsiębiorców, nawet przy uwzględnieniu najistotniejszych interesów konsumentów. A jeżeli już przedsiębiorcy mieliby te koszty ponosić – konieczne jest wprowadzenie środków wspomagających w realizowaniu działań w zakresie rozwiązywania sporów.

Niewątpliwie ich rozstrzyganie należy bowiem do sfery publicznej. Co więcej, system ADR ma służyć także odciążeniu sądownictwa powszechnego. Osiągnięcie tego celu nie powinno odbywać się jednak na koszt przedsiębiorców. Zwłaszcza, że w przypadku znacznego obciążenia niepublicznego podmiotu ADR skargami konsumentów, koszty jego funkcjonowania mogłyby stanowić bardzo duże obciążenie finansowe, a tym samym tworzyć barierę dla ich dalszego rozwoju gospodarczego. Z powyższych względów w opinii Konfederacji, uzasadnione jest wprowadzenie dofinansowania niepublicznych podmiotów ADR przez Skarb Państwa.

Konfederacja Lewiatan

DAX 30 w kanale spadkowym

DAX 30 w kanale spadkowym 6

Indeks DAX jako jeden z nielicznych nie zdołał odrobić strat po wyniku referendum w Wielkiej Brytanii. Podczas gdy S&P 500 wybija nowe szczyty, DAX walczy o krótkoterminowe wzrosty. Notowania niemieckiego indeksu poruszają się od kilkudziesięciu tygodni w kanale spadkowym. Aktualnie notowania zdołały odbić się od mocnej strefy popytu 9320-9540, wszystko wygląda na to, że celem kupujących jest strefa popytu w okolicy 10282-10526.

Jeżeli europejski bank centralny podąży śladem Banki Japonii, który ogłosił w zeszłym tygodniu, że przygotuje duży pakiet stymulacji dla rynku, to strefa podaży z dużym prawdopodobieństwem zostanie pokonana.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Długo oczekiwany następca Toyoty Supry prawdopodobnie zadebiutuje na rynku w 2018

Pierwszą zapowiedzią nowej sportowej Toyoty była Toyota FT-1 Concept. Następca Supry będzie nowym flagowym samochodem sportowym marki. Dziś dostępny jest tylko jeden sportowy Japończyk – GT86, jednak na horyzoncie pojawił się także mały, skierowany do młodzieży S-FR. Wiele wskazuje więc na to, że do końca dekady będziemy mieli może nawet 3 sportowe Toyoty, w tym GT86 drugiej generacji.

Następca Supry powstaje we współpracy z BMW, a nowa generacja BMW Z4 pojawi się w salonach mniej więcej w tym samym czasie. Toyota i BMW opracowują wspólną platformę, w której znajdą się rozwiązania technologiczne obu producentów. Pod maskę Supry i następcy Z4, który prawdopodobnie otrzyma nazwę Z5, trafi turbodoładowany, 6-cylindrowy silnik rzędowy od BMW.

Jego dopełnieniem będzie potężny hybrydowy napęd 4×4 o wyścigowej genezie. Wskazuje na to chociażby zapowiedź użycia superkondensatorów, które ładują się w kilka sekund, zapewniając świetne przyspieszenie. Toyota przetestowała to rozwiązanie w bolidzie TS040 Hybrid, który w 2014 roku wywalczył dla japońskiej marki mistrzostwo świata w wyścigach długodystansowych FIA. Wyścigowa hybryda łączyła 500 KM mocy silnika benzynowego z około 500 KM dostarczanymi przez silniki elektryczne. W ramach współpracy z BMW Toyota udostępni swoją wyczynową technologię hybrydową niemieckiemu producentowi.

Z kolei Bawarczycy wniosą do wspólnego projektu swoje doświadczenie we wzmacnianiu podwozia włóknem węglowym. Technologia ta znalazła zastosowanie w Serii 7 oraz w modelu i3. To wskazuje, że Supra znajdzie się w klasie aut premium, z adekwatną do tego ceną. Mimo to supersamochody Toyoty i BMW będą adresowane do różnych grup klientów.

Produkcja ostatniej jak dotąd, czwartej generacji Supry zakończyła się w 2002 roku. Jeśli nowa generacja trafi do salonów w 2018 roku, zbiegnie się to z 40-leciem modelu – oparta na Celice Supra zadebiutowała w Japonii w 1978 roku.

Dobre krajowe dane z rynku pracy

Dane o wzrośnie zatrudnienia oraz płac zaskakują w czerwcu pozytywnie. To miłe zaskoczenie pośród rosnącej fali negatywnych rewizji co do wzrostu PKB oraz zwiększających się zagrożeń wokół gospodarki Polski. Trzeba przy tym jednak pamiętać o naturze danych z rynku pracy – nie są one wyprzedające, a raczej opóźnione w stosunku do aktywności gospodarczej. Tym niemniej sugerują, że konsumpcja, dodatkowo wsparta programem 500+, powinna nadal pokazywać się od dobrej strony.

autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA