USD/JPY – będzie się działo

USD/JPY – będzie się działo 1

W bieżącym tygodniu jen względem dolara amerykańskiego stracił najwięcej od 1999 roku.Tak duża deprecjacja japońskiej waluty związana jest z nowymi plotkami dot. stymulacji monetarnej, a także fiskalnej przez rząd oraz centralny bank Japonii. Wiadomo, że zostanie wprowadzona stymulacja rynku, jednak nie wiadomo jak będzie wyglądała.

Rynek w bieżącym momencie wyczekuje konkretów ze strony premiera Abe, jeżeli zawiedzie rynek to po raz kolejny będziemy mogli zobaczyć kilku procentowe ruchy pary walutowej USD/JPY podczas jednego dnia. Na dzień dzisiejszy spekulanci grają na osłabienie japońskiej waluty.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Dementi Alior Banku w związku z informacją dot. nabycia akcji Banku Pekao S.A.

Zarząd Alior Bank S.A., w odpowiedzi na tekst „Repolonizacja banków rozpoczęta”, który ukazał się 15.07.2016 w dzienniku Gazeta Polska Codziennie, stanowczo dementuje informację, jakoby Alior Bank S.A. nabył pakiet 10% akcji Banku Pekao S.A.

SkyCash z milionem transakcji miesięcznie

Dynamicznie rośnie popularność aplikacji mobilnej SkyCash. Próg pół miliona transakcji miesięcznie SkyCash osiągnął we wrześniu ubiegłego roku, a już w czerwcu br. zarejestrowano rekord w postaci symbolicznego 1 miliona transakcji. Ostatnie 2 lata to okres najszybszego w historii rozwoju firmy.

Najwięcej transakcji – blisko 40 proc. – przypada na płatności za parkowanie, które są dostępne już w 45 miastach na terenie całej Polski. SkyCash oferuje najwygodniejszą metodę opłacania parkowania: umożliwia płacenie wyłącznie za faktyczny czas postoju, bez szukania drobnych, kolejek do parkometru i czasochłonnego wbijania numeru rejestracyjnego auta. Z rozwiązania korzystają zarówno użytkownicy prywatni, jak i firmy dysponujące flotami pojazdów. Tym ostatnim system daje stały dostęp do informacji na temat kosztów postoju i pozwala zbiorczo rozliczać parkowanie wszystkich służbowych samochodów.

Rosnącą popularnością wśród osób korzystających ze SkyCash cieszą się także bilety komunikacji miejskiej. W samej Warszawie pasażerowie kupują ich miesięcznie ponad 100 tys. W 12 spośród 39 miast, w których działa system można nabywać nie tylko bilety jednorazowe i czasowe, ale także okresowe, w tym miesięczne. Taką możliwość mają m.in. mieszkańcy tak dużej aglomeracji, jak Szczecin.

– Przekroczenie pułapu miliona transakcji mobilnych to efekt naturalnego zapotrzebowania na wygodne i szybkie płatności życia codziennego – mówi Tomasz Krajewski, prezes SkyCash. – Popularność naszej aplikacji będzie dalej szybko rosła, ponieważ w wiek konsumpcyjny wchodzą właśnie osoby, które praktycznie wychowały się z telefonami w ręku – dodaje Krajewski.

Coraz więcej transakcji realizowanych za pomocą aplikacji przypada na płatności za bilety kolejowe, które SkyCash prowadzi od 2011 r. Pierwszym przewoźnikiem korzystającym z systemu były Koleje Mazowieckie. Dziś w aplikacji można kupić bilety większości przewoźników (w tym PKP Intercity oraz Przewozów Regionalnych), których łączny udział w rynku pod względem liczby obsługiwanych pasażerów wynosi ok. 90 proc.

SkyCash od samego początku powstawał jako rozwiązanie uniwersalne, oferujące platformę do płatności za różne, uzupełniające się usługi. Jako pierwsze w aplikacji pojawiły się przelewy na numer telefonu, do których wkrótce dołączyły m.in. bilety komunikacji miejskiej, wypłaty gotówki z bankomatów, doładowania GSM, płatności za parkowanie i bilety kinowe. Obecnie firma pracuje nad kolejnymi usługami i rozwija sieć partnerów biznesowych.

Takiego ruchu w salonach samochodowych już dawno nie było

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że sprzedaż nowych samochodów osobowych jest w niezłej formie. Europejczycy w pierwszym półroczu 2016 kupili ponad 7,8 mln osobówek, czyli o 9,4% więcej niż rok wcześniej. Dużo większy ruch widać także w polskich salonach. Od stycznia do czerwca br. Polacy kupili niemal 211 tys. nowych osobówek, czyli o 18,5% więcej r/r. Zebrane dane oraz dobre nastroje konsumenckie wskazują, że motobranża w Polsce może wypracować lepszy niż zakładany na początku roku wynik. Liczba 405-410 tys. nowych rejestracji w całym 2016 roku i ok. 15% wzrost r/r, jest całkiem realna.

Zgodnie z naszymi prognozami, zarówno europejski jak i krajowy rynek sprzedaży nowych osobówek odbudowuje się i notuje comiesięczne wzrosty. Po tym jak swoją prognozę dotyczącą wzrostu rejestracji samochodów osobowych skorygowało w górę Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów, również my oceniamy, że dynamika sprzedaży na polskim rynku w całym roku będzie wyższa niż zakładaliśmy sześć miesięcy temu. 2016 rok może przynieść wzrost na poziomie nawet 15% r/r, co dałoby wynik powyżej 400 tys. sztuk. To świetny rezultat, ale ciągle za niski jak na Polskę. Na przykład w Hiszpanii, która pod względem wielkości i liczby ludności jest podobna do naszego kraju, w ubiegłym roku zostało sprzedanych 1 mln aut. Mamy więc jeszcze sporo do nadrobienia.

Choć w grupie nabywców nowych aut dominują firmy i z pewnością ta sytuacja nie zmieni się szybko, bo dobra koniunktura i kondycja przedsiębiorstw nakręcają zakupy flotowe, to jednak liczę, że coraz więcej konsumentów będzie kupować w salonach. Co prawda większość z nich nadal wybiera samochody używane i tutaj także odnotowujemy comiesięczne rekordy, to jednak ogólny klimat, na który składa się m.in. spadek bezrobocia, podwyżki wynagrodzeń i wprowadzane zmiany, jak na przykład program 500+, mają szansę pozytywnie przełożyć się na zakupy nowych czterech kółek.

Kupują Polacy…

W ciągu sześciu miesięcy tego roku, jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, Polacy zarejestrowali 210 728 nowych samochodów osobowych[1]. Wynik jest aż o 18,5% lepszy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jeśli spojrzymy na strukturę kupujących nowe samochody osobowe w naszym kraju to zobaczymy, że aż 65,7% to firmy, a tylko 34,3% nabywców to klienci indywidualni.

Najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w minionym roku w Polsce była Skoda. Drugą pozycję zajęła Toyota, wyprzedzając Volkswagena, który uplasował się na trzecim miejscu. W ogólnym rankingu modeli na pierwszym miejscu jest Skoda Octavia, na drugim Skoda Fabia, na trzecim zaś Opel Astra.

… i Europejczycy

Wzrosty utrzymują się nie tylko w Polsce, ale w prawie całej Europie. W pierwszej części roku Europejczycy kupili ponad 7,8 mln nowych osobówek (+9,4 r/r).[2] Ożywienie w europejskich salonach trwa już nieprzerwanie 34 miesiące i wszystko wskazuje na to, że będzie kontynuowane także w drugiej części roku. W pierwszym półroczu br. na zielono możemy zaznaczyć wszystkie najważniejsze rynki europejskie takie jak Niemcy (+7,1%), Włochy (+19,2%), Hiszpanię (+12,5%) i Wielką Brytanię (+3,2%). W Unii Europejskiej najchętniej kupowaną marką od stycznia do czerwca tego roku pozostał Volkswagen, który zanotował minimalny wzrost (+0,8%).

[1] Źródło: http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Grudzien-2015r

[2] Dane obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej.

Prof. R. Bugaj: Negatywne opinie o Polsce mogą się stać samosprawdzającą się przepowiednią

CEO Magazyn Polska

Agencja Fitch podejmie dziś decyzję ws. ratingu Polski. Większość ekonomistów jest zdania, że sam rating nie ulegnie obniżeniu, natomiast agencja zmieni jego perspektywę ze stabilnej na negatywną, co będzie sygnałem, że rating może zostać obniżony w przyszłości. Zdaniem prof. Ryszarda Bugaja faktem jest, że opinie agencji ratingowych o Polsce mają znaczenie dla inwestorów, a to może się obrócić przeciwko naszemu krajowi. Zwłaszcza, że na podjęte przez rząd zobowiązania może zabraknąć pieniędzy.

– O firmach ratingowych nie mam dobrego mniemania, ale one ciągle są obecne i ciągle stwarzają standardy inwestycyjne, to nie ulega wątpliwości – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor ekonomista prof. Ryszard Bugaj. – Zresztą odwoływanie się przez nich do czynników politycznych jest całkiem rozsądne. Od polityki w gospodarce niesłychanie wiele zależy, np. paradoksalnie od tego, czy będziemy mieli dobrze działający Trybunał Konstytucyjny, bo od tego zależy, czy stabilność prawa będzie podtrzymana, w szczególności w tym wyobrażeniu inwestorów, którzy są przywiązani do takiej liberalnej formuły trwałości norm prawnych.

Trzy wielkie agencje ratingowe rządzą światem ocen inwestycyjnych: Fitch, Moody’s i Standard & Poor’s. Pierwsza podejmie decyzję w piątek; druga w maju zdecydowała się na obniżenie perspektywy, ale nie ratingu, choć większość ekonomistów spodziewała się bardziej radykalnej decyzji. Największym szokiem była styczniowa obniżka oceny przez Standard & Poor’s, nie tylko dlatego, że była pierwsza, ale też nastąpiła przy pozytywnej perspektywie. Wszystkie trzy instytucje nie ukrywają, że czynniki polityczne mają przy ich decyzjach większe znaczenie niż wskaźniki gospodarcze, które na razie są zdaniem ekspertów w miarę dobre.

– Wiele będzie zależeć od polityki rządu, czy utrzyma się poparcie dla rządu, które się utrzymuje jak na razie na dosyć przyzwoitym poziomie. W długim okresie jednak jest dość prawdopodobne, że będzie gorzej – przewiduje Bugaj. – Jeżeli rozpowszechnią się opinie, a one mogą się rozpowszechnić poprzez działanie trochę przypadkowe, trochę stereotypowe, jeżeli rozpowszechnią się opinie negatywne, to mogą one budować taką negatywną samosprawdzającą się prognozę.

Jak w ostatnim raporcie napisał Narodowy Bank Polski, w I kwartale 2016 r. zarejestrowano rekordowo wysoki odpływ kapitału zagranicznego z rynku polskich papierów wartościowych, który wyniósł 25,3 mld zł i był najwyższym kwartalnym odpływem inwestycji portfelowych w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Ujemne saldo było przede wszystkim rezultatem wynoszącego 26,9 mld zł odpływu kapitału inwestowanego w obligacje skarbowe. Był to skutek zarówno popytu na nie ze strony polskich banków, jak i negatywnych efektów zmiany ratingu przez S&P w styczniu oraz powolnego, ale jednak, zacieśniania polityki monetarnej przez Fed – konkluduje NBP.

– Sprawą ciągle kluczową jest stopa wzrostu oczywiście. Jeżeli ta stopa wzrostu by była w Polsce w dłuższym okresie, kilku lat, poniżej 4 proc. średniorocznie, jeżeli z Unii będzie mniej pieniędzy, a będzie mniej pieniędzy, to z jednej strony oczywiście zmniejszenie stopy wzrostu oznacza mniejsze dochody sektora finansów publicznych, z drugiej strony mniejsze zasilenie brukselskie – mówi ekonomista.

W lipcowej projekcji inflacji NBP obniżył swoją prognozę wzrostu PKB (w stosunku do marcowej) w br. z 3,8 proc. do 3,2 proc., w 2017 roku z 3,8 proc. do 3,5 proc., a w 2018 – z 3,4 proc. do 3,3 proc. Ta różnica to dziesiątki miliardów złotych. Tymczasem zobowiązania rządu, takie jak Rodzina 500 plus czy obniżenie wieku emerytalnego, jak podkreśla prof. Bugaj, kosztują. To pierwsze ponad 20 mld zł rocznie, drugie – co najmniej 40 mld zł w ciągu czterech lat, i to według wyliczeń będącej inicjatorem tego kroku Kancelarii Prezydenta.

– Sztywne wydatki będą rosły, więc powstanie zagrożenie deficytem. I trzeba będzie odpowiedzieć na bardzo trudne pytania, czy ciąć niektóre wydatki. Już mówiłem poprzednio, że się tak strasznie nie boję o zadłużenie, ale to nie znaczy, że nie ma problemu, że nie ma żadnych granic, że można się zadłużać do woli, to na pewno nie –  przestrzega Bugaj. – Stanie przed polityką gospodarczą dramatyczne pytanie, czy ciąć niektóre wydatki, czy sięgnąć po podatki. Na te pytania jak na razie wszyscy uczestnicy sceny politycznej nie chcą odpowiedzieć twierdząco, ani na jedno, ani na drugie.

Sektor budownictwa i nieruchomości potrzebuje jednolitych standardów i profesjonalnych menedżerów

CEO Magazyn Polska

Sektor budownictwa i nieruchomości, jeden z najważniejszych sektorów światowej gospodarki, w którym skupiona jest znaczna część światowego bogactwa, potrzebuje uniwersalnych zasad etycznych. Eksperci z ponad 60 światowych organizacji, w tym RICS, łączą siły, by stworzyć jednolity zbiór międzynarodowych standardów, które mają zwiększyć przejrzystość i spójność globalnego rynku nieruchomości i zaufania do związanych z nim zawodów. Jaki wynika z raport RICS, kluczowi w sektorze są zarządzający nim menedżerowie. 

– W Polsce wciąż jeszcze należy pracować nad transparentnością, bo wielu zarządzających aktywami w sektorze publicznym nie wie, co znajduje się w ich portfelu. Ile mają budynków, ile metrów kwadratowych, czy są one wynajmowane, czy kupowane. To są często rzeczy dotąd nie rozpoznane. Wszystko zaczyna się więc od transparentności, za którą idzie rządność – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maarten Vermeulen, regionalny dyrektor zarządzający RICS na Europę, Rosję i CIS (kraje byłego Związku Radzieckiego).

Zdaniem Vermeulena potrzebujemy międzynarodowych standardów, by skutecznie zarządzać aktywami publicznymi w sektorze nieruchomości i budownictwa, choć pozycja Polski nie różni się znacząco od wielu innych rynków na świecie.

– Polska znajduje się w podobnej sytuacji co wiele krajów na świecie. To interesujące zjawisko, ponieważ obecnie z jakiegoś powodu, zupełnie niespodziewanie, zarządzanie aktywami w sektorze publicznym wszędzie staje się coraz ważniejsze. To ważny temat tu, w Polsce, a także w Holandii, USA czy Rosji – mówi  Vermeulen.

Według raportu RICS kluczową rolę w zakresie wsparcia wysiłków rządów odgrywają asset menedżerowie sektora publicznego. Sektor publiczny na całym świecie mierzy się z wieloma problemami takimi jak ograniczenia budżetowe, starzejąca się infrastruktura czy rosnąca populacja miast. Eksperci podkreślają, że rządzący muszą szukać sposobów na zrównoważenie wyzwań, przed którymi stoi branża. Dodają, że rządzący powinni zapewnić bezpieczeństwo, niezawodność i efektywność aktywów publicznych, jednocześnie dążyć do wyznaczenia najwyższych standardów.

– Podstawowy wniosek jest taki, że sektor publiczny w tej dziedzinie musi dogonić rynek komercyjny. Jest w nim wciąż wielu ludzi, którzy nie są profesjonalni, jest w nim wiele nieprzejrzystości, a co za tym idzie – sektor ten wymaga pilnej uwagi – twierdzi Vermeulen, dodając, że menadżerowie mogą wpływać na politykę rządową w dziedzinie zarządzania aktywami publicznymi.

Według szacunków ekspertów RICS zaspokojenie globalnych potrzeb w zakresie infrastruktury do 2030 roku wymagać będzie inwestycji rzędu 57 bilionów dolarów. Profesjonaliści sektora gruntów, nieruchomości, budownictwa i infrastruktury mogą pomóc w tym, aby projekty infrastrukturalne zostały ukończone w czasie i ustalonym budżecie.

– Nie tylko tu, w Polsce, lecz także na całym świecie, gdyż zawsze istnieje pewna zależność pomiędzy polityką a tym co racjonalne z perspektywy biznesowej. Widzimy tu pewne tarcia. Czasami szala przechyla się na stronę polityki, czasami na stronę biznesu. Wszystko jednak sprowadza się do tego, by nasza praca była bardziej transparentna, bardziej profesjonalna. Moim zdaniem, patrząc na sektor, należy najpierw spojrzeć na siebie i upewnić się, że wiemy, o czym mówimy, a potem zaczynać dialog z politykami – podsumowuje Vermeulen.

RICS to niezależna organizacja wspierająca rozwój kwalifikacji zawodowych ponad 118 tys. profesjonalistów w branży budownictwa i nieruchomości na całym świecie. Firma czuwa nad przestrzeganiem zasad etycznych i najwyższych standardów praktyki zawodowej. W Polsce RICS powołany został w 1991 r. przez grupę rzeczoznawców. Dziś należy do niego ponad 300 ekspertów branży budownictwa i nieruchomości.

Elektroniczny pobór opłat rozwiązałby problem zatorów przed autostradowymi bramkami. Nowy system pojawi się na A4

CEO Magazyn Polska

Od 20 lipca za przejazd autostradą A4 między Krakowem a Katowicami kierowcy nie będą musieli płacić na bramkach. Dzięki urządzeniu A4Go będą mogli uiścić opłatę elektronicznie. To dobra inicjatywa, ale nowy system powinien być zgodny z działającym na autostradach zarządzanych przez GDDKiA systemem viaAUTO – podkreśla prof. Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej. Ze strony rządu i koncesjonariuszy autostrad potrzebne są działania, które zachęcą wszystkich kierowców do korzystania z automatycznego systemu poboru opłat.

Dla mnie najlepszym rozwiązaniem na rozładowanie zatorów na autostradach byłoby jak najszybsze doprowadzenie do sytuacji, w której większość albo wszyscy użytkownicy samochodów osobowych płacą za pomocą takiego czy innego urządzenia pokładowego. Skoro dało się to zrobić dla samochodów ciężarowych, nie tylko krajowych, lecz także zagranicznych, bo ok. 40 proc. używających urządzeń viaBOX to kierowcy przejeżdżający tranzytem przez Polskę, to dlaczego nie iść w tym kierunku? – mówi agencji Newseria Biznes Prof. Wojciech Suchorzewski, specjalista z zakresu inżynierii ruchu i polityki transportowej z Politechniki Warszawskiej.

System viaTOLL obejmuje ponad 3,1 tys. km dróg krajowych i autostrad. Kierowcy pojazdów o masie powyżej 3,5 ton mają obowiązek zainstalowania urządzenia viaBOX, które pozwala płacić za przejazd zarówno na płatnych drogach krajowych, jak i na autostradach, bez konieczności zatrzymywania się. Obecnie zarejestrowanych w systemie jest 960 tys. pojazdów. Równolegle rozwijany jest system viaAUTO, który umożliwia samochodom osobowym przejazd autostradami zarządzanymi przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, czyli A4 (z Gliwic do Wrocławia) oraz A2 (ze Strykowa do Konina), bez konieczności manualnego uiszczania opłat przy bramkach. Do końca czerwca bieżącego roku sprzedano ponad 54 tys. takich urządzeń. Dzięki viaAUTO za przejazd autostradą można płacić bez zatrzymywania się, wystarczy zwolnić i podjechać pod szlaban. Korzystający z takich płatności kierowcy pokonują place poboru pięć razy szybciej niż płacący tradycyjnie.

Od 20 lipca będziemy mieli także na odcinku autostrady A4 Kraków–Katowice system z elektronicznym poborem opłat, z urządzeniem pokładowym A4Go – tłumaczy prof. Suchorzewski.

Urządzenia A4Go, rozwiązanie Stalexport Autostrada Małopolska (SAM), będą działały we wszystkich bramkach w punktach poboru opłat, początkowo w systemie „stop&go”, czyli zatrzymaj się i jedź, a docelowo „slow&go”, czyli zwolnij i jedź. Każdorazowo za przejazd przez bramkę ma być pobierana opłata z konta przedpłaconego.

Istotne jest zapewnienie interoperacyjności dwóch systemów dla samochodów osobowych, tak żeby ktoś, kto ma urządzenie viaAUTO mógł wjeżdżać także na autostradę A4 i odwrotnie, żeby z A4Go mógł jeździć po drogach Generalnej Dyrekcji, gdzie działa system viaAUTO – podkreśla prof. Suchorzewski.

Jak podkreśla, z technicznego punktu widzenia nie ma ku temu przeciwwskazań. Potrzebne jest tylko porozumienie między zainteresowanymi stronami, czyli GDDKiA i spółki Stalexport przy kooperacji operatorów systemów.

Ekspert wskazuje, że interoperacyjność będzie dopiero pierwszym, ale istotnym krokiem, żeby te rozwiązania upowszechniać. Istotne jest to, by objąć elektronicznym systemem poboru opłat wszystkich kierowców samochodów osobowych.

W tej chwili to jest na zasadzie dobrowolności. Niewielki procent kierowców się decyduje na to, żeby ponieść koszt wynajęcia czy kupna urządzenia, mimo że jest on niewielki – mówi prof. Suchorzewski.

Kierowców skusić mają akcje promocyjne. 8 lipca Kapsch Telematic Services rozpoczął promocję pod hasłem „Szerokiej Polski!”, w ramach której zaoferuje 70 tys. urządzeń w cenie 25 zł, przeszło cztery razy taniej. Z kolei w systemie A4Go, kupując impulsy, kierowcy mogą liczyć na 15-proc. rabatu.

Mam nadzieję, że skusi to jak najwięcej użytkowników samochodów osobowych do zainwestowania kilkudziesięciu złotych w urządzenie, ale to dopiero początek. Wydaje mi się, że jednak trzeba zrobić coś więcej, żeby jak najszybciej prawie wszyscy, jeżeli nie wszyscy użytkownicy byli objęci system automatycznego poboru opłat – przekonuje prof. Suchorzewski.

Elektroniczny system poboru opłat zwiększa przepustowość. Na pasach, na których opłata pobierana jest manualnie, przepustowość wynosi ok. 120 pojazdów na godzinę. W przypadku korzystania z urządzeń pokładowych w ciągu godziny może przejechać nawet 500. Pomysł sprawdził się też w Gliwicach, gdzie mieszkańcy miasta otrzymali od Kapsch 10 tys. urządzeń viaAUTO. Tam średni czas zatoru skrócił się z 34 do 12 minut.

Rynek mieszkaniowy bije rekordy. Najpopularniejsze są małe mieszkania

Sytuacja na rynku sprzedaży mieszkań jest bardzo korzystna dla deweloperów, którzy prześcigają się we wprowadzaniu nowych projektów do sprzedaży. W efekcie, aby wyróżnić swoją ofertę, należy wykreować bardzo charakterystyczne produkty – ocenia Bohdan Szułczyński z firmy Profbud.

Sytuacja wygląda bardzo korzystnie dla wszystkich działających na rynku deweloperskim czy budowlanym – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Bohdan Szułczyński, wiceprezes zarządu firmy Profbud.

Jak podkreśla, aktualnie największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania mniejsze, ale wielopokojowe, czyli np. metraż 55 mkw., ale z trzema pokojami.

– To jest oczywiście jak najbardziej możliwe do zrealizowania. Natomiast wszystko zależy od segmentu, w którym chcemy oferować produkty. Za to niezależnie od segmentu mają to być mieszkania skrojone na miarę – mówi Szułczyński.

Według raportu firmy doradczej REAS w I kwartale 2016 r. deweloperzy sprzedali łącznie ponad 14,3 tys. mieszkań w sześciu największych miastach Polski (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Łódź), co oznacza wzrost o niemal 25 proc. rdr. Jednocześnie na koniec marca firmy miały w ofercie łącznie ponad 48 tys. lokali. Liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży wzrosła o ponad jedną piątą.

Obserwujemy rokrocznie tendencję wzrostową i mamy coraz lepsze lata dla branży deweloperskiej. Natomiast wszyscy się chyba obawiamy tego, że spowolnienie kiedyś nastąpi. Pytanie, czy za rok, czy może za dwa lata – mówi wiceprezes Profbud.

Analitycy Reas podkreślają, że w I kwartale ceny lokali wprowadzanych do sprzedaży wzrosły (o 2,4 proc.). Przełożyło się to na niewielki wzrost średniej ceny mieszkań w ofercie (o 1,9 proc.). Wpływ na te wzrosty miała m.in. coraz większa popularność droższych inwestycji z segmentu premium.

Dzisiaj rynek pod kątem cen wygląda jeszcze dosyć stabilnie, jesteśmy cały czas w bardzo dobrym okresie – uważa Szułczyński.

Jako czynniki podtrzymujące popyt na mieszkania, przedstawiciel Profbudu wymienia bogatą ofertę rynkową, tanie kredyty i wciąż jeszcze realizowany program „Mieszkanie dla Młodych”. Według informacji z 15 czerwca br., skorzystało z niego ponad 63 tys. beneficjentów. BGK wstrzymał już przyjmowanie wniosków na dofinansowanie wkładu własnego do mieszkań, które zostaną kupione w 2017 rok. Wprawdzie do wykorzystania w tym roku została jeszcze część puli przeznaczona na 2018 rok, jednak eksperci spodziewają się w kolejnych miesiącach spadku popytu w segmencie tańszych lokali.

Po 2018 roku MdM zostanie zastąpiony przez program Mieszkanie Plus, ale na razie trudno szacować ewentualny jego wpływ na rynek.

Życie pokazywało, że tego typu programy rządowe pobudzały rynek, natomiast jako spółka chcemy się skupić na zupełnie innym segmencie, więc chcemy kreować inne produkty – podsumowuje wiceprezes Profbudu.

Spółka realizuje dwie nowe inwestycje w Warszawie – Osiedle Praha na Grochowie oraz osiedle Kwadry Księżycowej na Bielanach. W przygotowaniu są też kolejne projekty na Bemowie. Profbud rozpoczyna I etap budowy osiedla Stella. Budynek ze 135 mieszkaniami ma być najwyższym w okolicy (50 metrów). Zakończenie inwestycji planowane jest na I kw. 2018 roku.

Sukcesja firm na nowych zasadach. Trwają konsultacje propozycji przepisów Ministerstwa Rozwoju

0

CEO Magazyn Polska

Jednoosobowa działalność gospodarcza dziś zwykle umiera wraz ze śmiercią właściciela. Resort rozwoju chce to zmienić i proponuje nowe zasady sukcesji. W niezakłóconym działaniu firmy ma pomóc prokurent spadkowy, który zyska m.in. czasową możliwość posługiwania się numerami NIP czy REGON zmarłego przedsiębiorcy. Plan jest ambitny – oceniają eksperci. Nowe regulacje są jednak konieczne ze względu na rosnącą skalę problemu.

Według Ministerstwa Rozwoju grupa przedsiębiorców, którzy rozpoczęli działalność na progu transformacji ustrojowo-gospodarczej na początku lat 90. wchodzi w wiek, w którym wzrasta statystyczne ryzyko śmierci lub poważnych chorób.

– W Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej zarejestrowanych jest ponad 2 mln przedsiębiorców, z czego 80 tys. skończyło już 65 rok życia. Według ostrożnych szacunków liczba przedsiębiorstw rodzinnych to około 1–1,2 mln podmiotów, które generują 40 proc. PKB i zatrudniają 50 proc. pracowników występujących na rynku. Te dane statystyczne świadczą o tym, że problem sukcesji będzie się pogłębiał z każdym rokiem i że jest to temat ważki i ważny, którym należy się bezsprzecznie zająć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Stolarek, lider praktyki przedsiębiorczości rodzinnej i sukcesji z Kancelarii Ożóg Tomczykowski,

Forma prowadzenia biznesu w oparciu o wpis do CEIDG jest nierozerwalnie związana z osobą przedsiębiorcy. Prawo nie przewiduje żadnych rozwiązań, które pomagałyby w kontynuowaniu przez spadkobierców tej działalności.

Jednocześnie przedsiębiorstwo nie jest wyodrębnione prawnie w majątku osoby wpisanej do CEIDG. Po śmierci przedsiębiorcy nie ma w związku z tym możliwości płynnej kontynuacji jego biznesu przez spadkobierców – zauważa resort w swoim opracowaniu na ten temat.

Odziedziczyć można tylko majątek zmarłego, bez możliwości korzystania z takich elementów działania firmy jak nazwa, Numer Identyfikacji Podatkowej (NIP) czy wydanych decyzji administracyjnych, np. koncesji czy różnego rodzaju zezwoleń. Śmierć osoby prowadzącej biznes w oparciu o wpis do CEIDG oznacza również wygaszenie umów o pracę załogi czy wygaśnięcie kontraktów handlowych.

Dodatkowo w momencie śmierci właściciela firmy kredyty stawiane są w stan natychmiastowej wymagalności. Bardzo poważnym ograniczeniem i barierą jest to, że w przypadku śmierci przedsiębiorcy, który korzystał do tej pory z pomocy publicznej, istnieje obowiązek zwrotu takiej pomocy publicznej i to razem z odsetkami za zwłokę – mówi Joanna Stolarek.

Wszystkie te okoliczności powodują, że w zasadzie nie ma możliwości dalszego kontynuowania prowadzenia takiej działalności przez spadkobierców. To często prowadzi do upadku rodzinnego biznesu. Mają to zmienić propozycje resortu rozwoju.

Jak wynika z  informacji resortu rozwoju, plany nowych regulacji w tym zakresie zakładają umożliwienie przedsiębiorcom wpisanym do CEIDG ustanowienia za życia przedstawiciela (prokurenta mortis causa), który mógłby prowadzić przedsiębiorstwo także po jego śmierci, a także wprowadzenie możliwości powierzenia przez spadkobierców jednej osobie prowadzenia spraw aż do czasu zakończenia formalności spadkowych.

W ocenie ministerstwa należy czasowo umożliwić posługiwanie się w obrocie i kontaktach z urzędami numerami NIP oraz REGON zmarłego przedsiębiorcy. Z punktu widzenia prowadzenia biznesu ważne jest także utrzymanie w mocy kontraktów cywilnoprawnych i umów o pracę oraz umożliwienie kontynuowania praw i obowiązków związanych z podatkami oraz korzystania z takich decyzji administracyjnych jak koncesje i zezwolenia związane z działalnością firmy.

Plan ministra Morawieckiego jest bardzo ambitny i będzie wymagał wiele pracy. Konieczna jest zmiana około 20 aktów prawnych, żeby te regulacje wprowadzić – podkreśla Stolarek. – Biorąc pod uwagę bardzo szerokie uprawnienia takiego prokurenta mortis causa, który będzie podejmował newralgiczne dla prowadzonej działalności gospodarczej decyzje, pewnie będzie istniała konieczność wprowadzenia ograniczeń, być może jakiejś sprawozdawczości względem spadkobierców. Sprawy spadkowe są trudne, często między spadkobiercami nie ma zgody co do tego, w jakim zakresie i w jaki sposób taką działalność prowadzić.

Obecnie projekt jest na etapie konsultacji międzyresortowych. Same rozwiązania mają zostać wprowadzone od 1 stycznia 2018 roku.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PARP na zlecenie resortu rozwoju, aż 94 proc. ankietowanych dostrzega problem braku odpowiednich regulacji w zakresie sukcesji firm rodzinnych. Ocenia się, że skala problemu dotyczy obecnie 100 przypadków miesięcznie. Według prognoz w najbliższych latach liczba ta będzie rosnąć.

Rynek małych samolotów goni branżę motoryzacyjną. Rośnie zainteresowanie tymi maszynami wśród służb i firm

CEO Magazyn Polska

Producenci wiatrakowców, czyli mniejszych śmigłowców, widzą rosnące zainteresowanie tymi maszynami na polskim rynku. Interesują się nimi nie tylko służby, jak policja, straż graniczna czy wojsko, lecz także biznesmeni oraz osoby fizyczne. Specjalistyczną maszynę można mieć już w cenie dobrego samochodu, a za jej sterami można usiąść po 20 godzinach szkolenia teoretycznego i 20 godzinach praktycznego. Standardem salony lotnicze chcą dorównać korporacjom samochodowym.

Wiatrakowiec, czyli śmigłowiec żyroskopowy, wygląda jak mały helikopter, tyle że silnik nie napędza w nim głównego wirnika. Wirnik jest samonapędzany powietrzem przepływającym pomiędzy łopatami („autorotacja”). To zwykle dwu- lub trzymiejscowe maszyny, osiągające maksymalną prędkość do 200 km/h. Ich cena waha się od 70 do 100 tys. euro. Eksperci podkreślają, że mogą one wykonywać 90 proc. misji helikoptera za 10 proc. kosztów.

Rynek wiatrakowców jest dzisiaj tam, gdzie rynek samochodowy był 30 lat temu. Maszyny te kosztują niewiele więcej niż samochód, palą niewiele więcej niż samochód, za to oferują niesamowitą oszczędność czasu – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Wronowski, partner w Celier Aviation w Polsce.

Jak podkreśla, podróż wiatrakowcem z Warszawy do Gdańska trwa mniej niż trzy godziny. Samochodem potrzeba na to ponad czterech godzin.

Dla Celier Aviation kluczowe są rynki zagraniczne. W tym momencie w Polsce lata jedynie około 30 maszyn firmy, co stanowi niewielki procent całej produkcji. Spółka stawia jednak na polski rynek, bo widzi w nim duży potencjał i rosnące zainteresowanie.

W listopadzie ubiegłego roku powołaliśmy organizację, która rozwija i promuje te maszyny na naszym rynku. Zważywszy na to, że trwa to dopiero od kilku miesięcy, mamy dobre efekty. Wiatrakowcami zaczynają się interesować różne organizacje i służby, ale także osoby fizyczne – mówi Wronowski. – Zaczyna się o tym mówić i uważam, że to jest dobry krok, ponieważ jest to całkowicie polski produkt. Jesteśmy znaną światową marką, o której w Polsce mało kto wie.

Celier Aviation produkuje wiatrakowce w Piotrkowie Trybunalskim. Od początku istnienia firma sprzedała ok. 400 maszyn, z czego 95 proc. trafiło na rynki zagraniczne. Ten wynik plasuje ją w światowej czołówce. Dziś wprowadza na rynek swój najnowszy produkt – czwartą generację maszyn Xenon, która już zdobyła uznanie na światowych rynkach.

Firma stawia sobie za cel promocję rynku małych samolotów wśród biznesmenów i ludzi o dobrym statucie materialnym.

Jesteśmy na początku tej drogi, którą kiedyś przeszły koncerny motoryzacyjne. Mam nadzieję i wierzę w to mocno, że za kilkanaście lat salony lotnicze będą wyglądały tak, jak dzisiaj wyglądają salony samochodowe – mówi przedstawiciel Celier Aviation.

Za tym musi iść jednak rozbudowa infrastruktury.

Dzisiaj lotniska w Polsce prezentują niski poziom. Są to w większości lotniska aeroklubowe. Nasze działania doprowadzą do tego, że za kilka, kilkanaście lat ten standard znany dzisiaj z korporacji samochodowych będzie w korporacjach lotniczych – przekonuje Krzysztof Wronowski. – Moim marzeniem jest zbudowanie sieci lotnisk, w których każdy będzie mógł taką maszynę wypróbować, kupić i serwisować, gdzie będzie mógł nauczyć się latać.

Miłośnicy wiatrakowców mogą usiąść za sterami maszyny po szkoleniu obejmującym 20 godzin praktyki i 20 godzin teorii. Licencję można uzyskać w ciągu miesiąca po zdaniu egzaminu teoretycznego. Szkolenie praktyczne prowadzą instruktorzy z wieloletnim doświadczeniem na lądowisku szkoły lub dla grup kilkuosobowych na ich własnym terenie przystosowanym do startów i lądowań. Poza oczywistymi wadami zdrowia (np. wady serca), które eliminują z aktywnego życia, nie ma żadnych ograniczeń. Całość szkolenia można zamknąć w granicach około 15 tys. zł.

Dzięki osiągnięciom medycyny i technologii osoby niesłyszące tworzą muzykę. Uzdolnione muzycznie osoby z niedosłuchem wystąpiły na międzynarodowym festiwalu

CEO Magazyn Polska

Polscy lekarze w ostatnich latach poczynili znaczne postępy w leczeniu zaburzeń słuchu. Dziesiątki operacji wykonywanych codziennie przywracają słuch osobom niesłyszącym. Osiągnięcia medycyny i technologii pozwalają im nawet tworzyć i wykonywać muzykę. To właśnie miał pokazać festiwal „Ślimakowe Rytmy”, którego druga edycja przyciągnęła kilkudziesięciu uczestników z całego świata.

Przez pryzmat muzyki pokazujemy jedno z największych osiągnięć nauki i medycyny. Pokazujemy, że coś, co kiedyś pozwoliło komuś ledwie słyszeć, mieć poczucie dźwięku, dziś pozwala słyszeć, mówić, posługiwać się kilkoma językami, a nawet rozwijać swoje artystyczne pasje, i to w wersji zarówno amatorskiej, jak i profesjonalnej – mówi agencji Newseria prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Festiwal „Ślimakowe Rytmy” zainicjowany przez prof. Skarżyńskiego odbył się na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Już po raz drugi w jednym miejscu zgromadzono głuchych i niedosłyszących artystów z całego świata, którzy udowadniają, że po wszczepieniu implantu słuchowego nie tylko można się bez problemów porozumiewać, lecz także z powodzeniem śpiewać, grać i komponować muzykę. W tym roku wpłynęło około 150 zgłoszeń z całego świata.

Festiwal zatacza coraz szersze kręgi, wzrasta grono naszych ambasadorów, którzy wracają do swoich krajów na różnych kontynentach, mówią o tym, co zastali w Warszawie, jak zostali uhonorowani. Czują się niezwykle dowartościowani, są autentycznymi ambasadorami tej idei – mówi prof. Henryk Skarżyński.

Główną ideą festiwalu jest zmiana postrzegania osób niesłyszących jako osoby niepełnosprawne oraz promowanie uzdolnień muzycznych osób z niedosłuchem.

Uczestnicy pokazują, że słyszą, że uczestniczą w świecie dźwięku, który był im nieznany albo mało znany. Tutaj nie chodzi o to, żeby otrzymywać noty, ale żeby pokazać, że dzięki implantom te osoby mają dostęp do innego świata – przyznaje Irena Santor, jurorka festiwalu „Ślimakowe rytmy”.

Jurorzy zgodnie twierdzą, że osoby, które występowały już podczas przesłuchań, kompletnie nie odbiegały od poziomu zawodowego. Poziom przekazu, emocje artystów, czyli pasja i miłość do muzyki, dotarły do publiczności i dostarczyły wielu wzruszeń.

Ci ludzie są bardzo zdeterminowani, żeby grać, to jest dla nich miłość, sens życia, ich wielka pasja. Byłem jurorem także podczas pierwszego festiwalu i zauważam zdecydowaną tendencję zwyżkową – mówi Grzegorz Wilk, wokalista i juror festiwalu. – Mamy nadzieję, że technologia, dość szybko idąca do przodu, pozwoli na to, że ludzie niesłyszący będą tworzyli muzykę i będą grali bez ranienia uszu słuchaczy.

Do Polski przyjechało 32 uczestników z Ekwadoru, Chin, Kazachstanu, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Włoch i Hiszpanii. Do finałowego koncertu zakwalifikowało się 10 artystów – z Chin, Rosji, Kanady, Włoch, Kazachstanu i Polski, którzy wystąpili na koncercie laureatów.

– Beethoven udowodnił, że można nie słyszeć i komponować, jeżeli się wcześniej słyszało, ale wyartykułować z siebie dźwięk, śpiewać profesjonalnie, znakomicie i wyższe dźwięki, w wyższej skali, tak jak chociażby przedstawicielka Kazachstanu, to mi bardzo zaimponowało – przyznaje Irena Santor.

Polskę podczas koncertu reprezentowała grająca na skrzypcach 14-letnia Daria Władzińska.

Implant mam od kilku lat. Po operacji, jak wszystko się zagoiło, po prostu dostałam implant, włożyłam go tak jak się zakłada okulary przeciwsłoneczne w słoneczny dzień. Przez ten czas przywykłam do tego, że muszę wykonać pewne czynności, żeby ten aparat zadziałał. Są też pewne ograniczenia. Muszę uważać np. na WF czy podczas deszczu, żeby implant się nie zniszczył – mówi Daria. – Festiwal to bardzo ciekawe przeżycie. Jednocześnie można podszkolić sobie języki. Na scenie jest ogromny stres, kiedy czujesz, że kilkaset par oczu się na ciebie patrzy, ale wtedy można sobie wyobrazić, że jest tu tylko osoba mi bliska i wtedy stres mija.

Wydarzenie honorowym patronatem objęła małżonka Prezydenta RP Agata Kornhauser-Duda.

Wina musujące coraz popularniejsze w letnim menu Polaków. Spożycie w ubiegłym roku wyniosło 18,5 mln litrów

CEO Magazyn Polska

Wina musujące typu cava czy prosecco podbijają światowy rynek, wypracowując sobie opinię jednej z najszybciej rozwijającej się kategorii alkoholi. Ta tendencja widoczna jest także w Polsce. Jeszcze niedawno ich sprzedaż rosła wyłącznie w okresie noworoczno-sylwestrowym. Obecnie coraz częściej wybierane są przez konsumentów nad Wisłą także latem. W ubiegłym roku spożycie win musujących wynosiło 18,5 mln litrów.

Musująca hiszpańska cava czy włoskie prosecco dotąd z powodzeniem zdobywały rodzime rynki, stając się nieodłączną pozycją letniego menu w restauracjach basenu Morza Śródziemnego, a z czasem także Europy Zachodniej.

Mamy do czynienia cały czas z tendencją wzrostową w segmencie win musujących. W zeszłym roku ta tendencja u niektórych członków Polskiej Rady Winiarstwa sięgała 50 proc. względem 2014 roku. W tym roku mamy trochę niższe wskaźniki, ale zdecydowanie jest to kilkudziesięcioprocentowy wzrost – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes, Jerzy Kwaśniewski, prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa ZP PRW.

Od zawsze szczytem sprzedażowym win musujących był okres sylwestrowy i noworoczny, dziś wyraźnie zarysowuje się tendencja wzrostu zainteresowania nimi również w okresie letnim.

Na Wyspach Brytyjskich, gdzie notujemy bardzo wysoki wzrost sprzedaży win musujących, również stają się one napojami letnimi, orzeźwiającymi i składnikami drinków, które umożliwiają wzrosty także latem – mówi Kwaśniewski.

Polscy importerzy i producenci dostrzegają ten potencjał, wprowadzają więc do oferty coraz więcej nowych produktów. W opinii eksperta oferta win musujących jest potężna i w dużej mierze nie dotarła jeszcze na polski rynek.

Nie potrzebujemy zupełnie nowych produktów, a raczej dostępu do tego, co jest już dostępne na Zachodzie Europy. Jeśli chodzi o skalę całego świata, to mamy do czynienia ze wzrostem sprzedaży już istniejących win musujących i to ze wzrostem, który prawdopodobnie do 2020 roku sięgnie kolejnych 15 mld na całym rynku win musujących – prognozuje Kwaśniewski.

Według danych ACNielsen przytaczanych przez ZP PRW Polacy w ubiegłym roku spożyli ponad 18,5 mln litrów wina musującego. To w skali kraju oznacza, że rynek tego rodzaju alkoholi można szacować na niecałe 300 mln zł. Co ciekawe, wartość sprzedaży wzrosła o ponad 2,5 proc. Wynika to z faktu, że Polacy coraz chętniej sięgają po droższe, markowe wina musujące.

Bank Anglii rozczarował

Chart GBPCAD, D1, 2016.07.14 14:51 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Pomimo tego, że rynek z 80% prawdopodobieństwem oczekiwał obniżenia stóp procentowych o 25 punktów bazowym przez Bank Anglii dnia dzisiejszego, to do tego nie doszło. Członkowie komitetu do spraw monetarnych prawie jednoznacznie zagłosowali za pozostawieniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Jedynie jedna osoba z 9 głosowała za obniżeniem stóp procentowych.

Władze monetarne postanowiły nie zmieniać polityki monetarnej, ponieważ brakuje im danych dotyczących skutków ostatniego referendum. Dopiero 4 sierpnia poznamy kwartalny raport inflacyjny, który powinien przynieść więcej odpowiedzi. Należy pamiętać, że spadek funta szterlinga może przynieść inflację, która uniemożliwi dalsze obniżki stóp procentowych.

Na parze walutowej GBP/CAD doszło do szybkiej korekty. Kupujący bez problemu po raz kolejny dotarli do dziennej strefy oporu 1.740-1.759. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona strefy i kontynuacja ruchu spadkowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Efektywna motywacja pracowników kluczem do sukcesu firmy

Nie tylko pracownicy działu HR, ale każdy menadżer kierujący choćby jednym pracownikiem, powinien posiadać wiedzę na temat skutecznego motywowania zespołu. W jaki sposób motywować pracowników do ciągłego doskonalenia, rozwoju swojej wiedzy i kompetencji, a także poprawiania efektywności oraz wyników?

Iwona Żurawska, Intrum Justitia
Iwona Żurawska, Intrum Justitia

Nie od dziś wiadomo, że motywowanie pracowników jest nie lada wyzwaniem. Dzieje się tak dlatego, że wszystko, co ma związek z czynnikiem ludzkim nie jest łatwe. Każdy z nas jest inny i każdego motywuje coś zupełnie innego. Rolą dobrze rozwiniętego działu HR (Human Resources) jest między innymi znalezienie odpowiedniego konsensusu między wymaganiami przełożonego, a tym co motywuje i demotywuje podległych mu pracowników.

Zarządzanie – Lean Management

Chcąc być nowoczesnym pracodawcą, dążącym do osiągnięcia jak najlepszych wyników oraz doskonalenia organizacji, można skorzystać z koncepcji zarządzania Lean Management. Koncepcja ta jest podejściem do zarządzania przedsiębiorstwem opartym na doświadczeniach systemu produkcyjnego Toyoty. Lean Management zakłada elastyczność struktury organizacyjnej, ciągłe udoskonalanie przedsiębiorstwa, rozwijanie kadry zarządzającej i pracowników, wyodrębnienie małych jednostek organizacyjnych, które odpowiadają za realizację konkretnych zadań oraz posiadają przejrzysty podział odpowiedzialności. Dzięki wprowadzeniu tej koncepcji przedsiębiorstwa zmierzają do uzyskania wysokiej produktywności i jakości produktów, przy maksymalnym usprawnieniu organizacji oraz wszelkich procesów pracy. Lean Management poprawia także miękką stronę zarządzania organizacją. Dzięki cyklicznym spotkaniom kierowników z pracownikami, podczas których omawiana jest realizacja zadań oraz bieżące problemy, pracownicy mogą czuć się zaangażowani w procesy wewnętrzne. Narzędzia stosowane w tym systemie, takie jak Value Stream Mapping, 5S, Matryce kompetencji, Metoda 5 razy dlaczego, itp., wspierają budowanie przejrzystej komunikacji i procesów. Natomiast kultura „no blame” (szukanie rozwiązań a nie winnych) pozwala na konstruktywne rozwiązywanie problemów w organizacji, co w pozytywny sposób wpływa na otwartość oraz współpracę z innymi zespołami, a także zaangażowanie pracowników w doskonalenie biznesu.

Rozwój kompetencji

Nie można również zapomnieć, że w odpowiednim motywowaniu pracowników ważne jest to, aby cenić w ludziach chęć nauki, podejmowania różnorodnych form edukacji (studia podyplomowe, kursy, szkolenia itp.) zgodnych z podjętą przez pracownika ścieżką rozwoju w firmie. Ważne jest, aby pracownicy mieli świadomość, że drzemiący w nich potencjał, jak również ich zaangażowanie i wytrwałość zostaną docenione. Warto zatem zachęcać pracowników do podejmowania takich działań ustalając chociażby możliwość elastycznego grafiku, który nie będzie kolidował z grafikiem dodatkowych zajęć. Z drugiej strony szkolenia organizowane przez pracodawcę dla pracowników powinny być dopasowane do celów organizacji lub poszczególnych zespołów. Takie „szyte na miarę potrzeb” szkolenia, w które inwestujemy dają lepsze efekty zarówno dla organizacji, jak i samego pracownika. Należy jednak pamiętać, że najistotniejsze są tu działania i wsparcie po-szkoleniowe, aby efekty takiego szkolenia, które jest dla organizacji inwestycją, miało zastosowanie w pracy zespołu i jego konkretnych zmianach.  Nie bez znaczenia są również zaangażowanie i rola menadżera. Wspieranie pracowników w rozwiązywaniu problemów, coaching, mentoring, stawianie ciekawych zadań, dzielenie się wiedzą oraz planowanie rozwoju i zarządzanie kompetencjami w zespole, daje zawsze dobre efekty oraz wpływa na wzrost motywacji całego zespołu.

Prowadzone w latach 50. i 60. badania Fredericka Herzberga dotyczące motywowania pracowników potwierdziły, że inne czynniki motywują ludzi do pracy i przynoszą satysfakcję, a zupełnie inne sprawiają, że są z niej zadowoleni. Niestety nie zawsze udaje się w praktyce właściwie wykorzystać wyniki tych badań i nadal największą uwagę przykłada się do wynagrodzeń i pakietów motywacyjnych. Zapomina się natomiast o potrzebie rozwoju lub po prostu osobistego docenienia i pochwały.

Informacja zwrotna

Każdy z nas chciałaby wiedzieć jak pracuje i jak jest odbierany przez przełożonego. Czy wyniki naszej pracy są zbieżne z oczekiwaniami pracodawcy? Jak nasza praca wpływa na osiąganie celów w organizacji? Czy to co robimy, robimy dobrze czy źle? Czy nasza praca ma sens? Dlatego tak istotne jest cykliczne udzielanie pracownikom informacji zwrotnej, nie rzadziej niż raz na rok, a najlepiej jak najczęściej. Jeśli wiemy, że pracujemy dobrze i przekłada się to na ogólny wynik organizacji, to nasza motywacja będzie zawsze wyższa. Istnieje wiele narządzi do udzielania pracownikom informacji zwrotnej np. autorskie, szyte na miarę systemy dostosowane do potrzeb organizacji lub gotowe narzędzia dostępne na rynku. Należy jednak pamiętać, że czasem wystarczy zwykła rozmowa, która może być dla pracownika budująca i wspierająca, o czym menadżerowie czasami zapominają.

Równowaga – Work Life Balance

Bardzo ważna jest także, coraz modniejsza w dzisiejszych czasach, idea Work Life Balance (równowaga pomiędzy pracą a życiem osobistym). Dzięki stosowaniu tego rodzaju programów firmy coraz częściej przyciągają wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Wdrażając taką ideę pracodawca chroni swoich pracowników przed pracoholizmem i wypaleniem zawodowym. Nie od dziś wiadomo, że człowiek spełniony zawodowo jest wtedy, gdy robi to, co lubi. Podstawowe korzyści wynikające z wdrożenia tej idei w przedsiębiorstwie to wzrost produktywności pracowników, wynikający z większej efektywności wykorzystywania czasu pracy. Nie można zapomnieć również o tym, że firmy kierujące się zasadą równowagi między życiem prywatnym i zawodowym odnotowują mniejszą rotację pracowników. Przykładowym elementem takiego programu może być np. home office (praca z domu), warsztaty z zasad zdrowej diety, kącik relaksu w biurze, darmowe owoce w w miejscu pracy itp.

Benefity pracownicze

Równie ważnym elementem motywującym i wzmacniającym lojalność pracowników są pozapłacowe benefity pracownicze. Wśród nich najpopularniejsze to grupowe ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków czy zagwarantowana opieka medyczna, co stało się w obecnych czasach standardem w organizacjach. Warto jest również pomyśleć o takich rozwiązaniach jak bony świąteczne, czy dofinansowanie pakietu sportowo-rekreacyjnego lub teatralno-kinowego.

Integracja zespołu

Dobrym sposobem na zwiększenie zaangażowania i motywacji pracowników są aktywności zwiększające integrację zespołu. W końcu przebywanie przez kilka godzin dziennie z ludźmi, których praktycznie się nie zna, mało komu sprawia szczególną radość i z pewnością nie skłania do otwartej współpracy. Warto więc organizować i dofinansować spotkania „po godzinach”, by pracownicy lepiej się poznali oraz chętniej przebywali razem. Innymi sposobami na integrację pracowników mogą być imprezy dla całej organizacji, tworzenie drużyn i rozgrywek sportowych, aktywne angażowanie pracowników w akcje charytatywne itp.

Badania satysfakcji i motywacji pracowników

Jeśli w organizacji chcemy stworzyć sprawnie funkcjonujący system, który w efektywny sposób będzie motywował pracowników, należy kompleksowo przeanalizować nie tylko system wynagrodzeń, ale również inne obszary jak na przykład współpraca, komunikacja, rozwój, ocena pracy itp. Przy czym przed wdrożeniem jakichkolwiek działań nie można zapominać o poznaniu pracowników i ich potrzeb. Najlepszym sposobem na uzyskanie takiej wiedzy jest ankieta badająca satysfakcję i motywację pracowników, która ocenia wszystkie ważne dla pracownika obszary w organizacji. Cykliczne prowadzone badania pozwalają na doskonalenie słabiej działających obszarów i prowadzenie otwartego dialogu kadry zarządczej z zespołami.

Poprzez podejmowanie różnorodnych działań, odpowiednio dopasowanych do potrzeb pracowników i możliwości organizacji, wzmocnimy zadowolenie pracownika z wykonywanej pracy, co przełoży się na zadowolenie klienta, a to znowu spowoduje wzrost efektywności naszej firmy.

Autor materiału: Iwona Żurawska, Dyrektor Departamentu HR, Intrum Justitia Sp. z o.o.

Odpady – problem, który staje się szansą

Materiał, możliwości, korzyść – kto, by pomyślał jeszcze kilkanaście lat temu, że w ten sposób będziemy opisywać odpady. Droga Unii Europejskiej do efektywnego i odpowiedzialnego gospodarowania odpadami była i wciąż jest pełna wyzwań. Bez wątpienia meta jest jednak coraz bliżej.

W latach 70. ubiegłego wieku, gdy przywiązywano coraz większą wagę do ochrony środowiska, zwrócono uwagę na narastający problem odpadów. Wraz z postępującym rozwojem przemysłowym, wzrastającą produkcją i konsumpcją rosła ich ilość.

Pierwszym wyzwaniem związanym z odpadami przed jakimi stanęła Unia Europejska, jeszcze jako Wspólnoty Europejskie, było ograniczenie ich niekontrolowanego przepływu oraz zapewnienie bezpieczeństwa, zdrowia i życia ludzi. Państwa należące do Wspólnoty miały we własnym zakresie i na własnym terytorium gospodarować odpadami w oparciu o ogólne ramy i standardy określone w przyjętych regulacjach.

UE oraz same państwa członkowskie określały zasady gospodarowania odpadami niebezpiecznymi, bateriami, zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym, odpadami opakowaniowymi, komunalnymi i pojazdami. Stopniowo podnoszone były wymagania dot. recyklingu oraz ich przetwarzania. Efektem tego był m.in. wzrost odzysku odpadów opakowaniowych z 67 proc. w 2005 r. do 79 proc. w 2013 r. czy wzrost recyklingu odpadów komunalnych z 25 proc. w 2000 r. do 43 proc. w 2014 r. (dane: Eurostat). Wprowadzono zasadę, w myśl której to wytwórca produktów ponosi częściowe koszty późniejszego zagospodarowania odpadów.

Z czasem dostrzeżono konieczność szerszego podejścia do odpadów, uwzględniając materiały z jakich powstają produkty. Istotną rolę odegrała i wciąż odgrywa tu hierarchia sposobów postępowania z odpadami dookreślona w 2008 r. Wskazano, że w pierwszej kolejności należy zapobiegać ich powstaniu, dalej przygotowywać do ponownego użycia, poddawać recyklingowi, odzyskiwać innymi sposobami oraz w ostateczności unieszkodliwiać. Hierarchia wyznacza obecnie ramy polityki odpadowej UE.

Polityki odpadowa, środowiskowa czy gospodarcza, realizowane na początku przez UE w oderwaniu od siebie, zaczęły być traktowane jako uzupełniające się dziedziny. Najważniejsza być może ewolucja, jaka dokonała się jednak na przestrzeni lat, to zmiana sposobu postrzegania odpadów. Zaczęto postrzegać je nie jako źródło problemów, a jako materiał, z którego można ponownie wytwarzać produkty. Świadomość, że mogą być one źródłem korzyści wciąż rośnie.

– Od pewnego już czasu obserwujemy zmianę postrzegania odpadów wśród przedsiębiorców  i konsumentów. Z jednej strony wzrastają oczekiwania społeczne związane z bezpiecznym zarządzaniem odpadami przez firmy, gdyż ma to bezpośredni wpływ na jakość życia członków społeczności lokalnych, w sąsiedztwie których firmy produkcyjne funkcjonują. Z drugiej strony, przedsiębiorstwa dostrzegają bardzo konkretne korzyści finansowe, logistyczne i środowiskowe wynikające z optymalnego procesu gospodarowania odpadami – mówi Piotr Bruździak, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Stena Recycling.

Kolejnym krokiem UE w drodze do jeszcze lepszego zarządzania odpadami jest realizacja gospodarki o obiegu zamkniętym, czyli takiej, w której żadne odpady się nie marnują, a wykorzystywane są ponownie jako materiały. Ostatnie propozycje Komisji Europejskiej z grudnia 2015 r. zakładają osiągnięcie do 2030 r. 75 proc. poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych, 65 proc. komunalnych oraz ograniczenie składowanie odpadów do najwyżej 10 proc.

Materiał przygotowany m.in. w oparciu o artykuł Agaty Kosieradzkiej-Federczyk, Priorytety Unii Europejskiej w gospodarowaniu odpadami, „Zeszyty Naukowe Wydziału Informatycznych Technik Zarządzania Wyższej Szkoły Informatyki Stosowanej i Zarządzania »Współczesne Problemy Zarządzania«, Nr 1/2013.”

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Wall Street to drogowskaz, nie wyrocznia

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ostatnie dni przyniosły historyczne maksima na głównych amerykańskich indeksach: S&P500 oraz DJIA. Tym samym po raz kolejny uwidoczniła się słabość naszego rynku, wraz z niekończącymi się pytaniami, kiedy ona się zakończy i co robić w między czasie. Najpierw warto jednak zmierzyć się z tematem poprawnej analizy ostatnich poczynań amerykańskiego rynku. Otóż jego siła nie wynika wcale z fenomenalnej kondycji gospodarczej, a raczej braku alternatyw do lokowania kapitału oraz nastrojów premiujących wzrost. Paradoksalnie jednym z katalizatorów do zwyżek okazuje się sam Brexit, który zasiał tak duży popłoch wśród inwestorów, że rynek tradycyjnie mógł wspiąć się po „ścianie strachu”. Ponadto uznano, że banki centralne dłużej utrzymają swoją ultrałagodną politykę. Ma to niebagatelny wpływ na amerykański rynek, co szczególnie widać w dłuższym okresie. Otóż od czasu wyznaczenia poprzedniego historycznego maksimum w maju minionego roku najlepszą stopę zwrotu dostarczyły typowo defensywne sektory, jak spółki użyteczności publicznej czy telekomunikacyjne, które znane są z wypłat dywidend. Tym samym inwestorzy są wypychani na rynek w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu niż te z obligacji czy lokat, a nie z uwagi na świetlane perspektywy gospodarcze. Za kupnem nie stoją również wyniki spółek, które najprawdopodobniej spadną już piąty kwartał z rzędu. Wszystko to oznacza, że trudno jest liczyć na trwałe wielomiesięczne wzrosty w oparciu o czynniki fundamentalne. Gdy coraz więcej inwestorów zacznie bagatelizować Brexit, a rosnąca presja inflacyjna wpłynie na retorykę Rezerwy Federalnej, dobra passa może złapać zadyszkę, szczególnie że na jesieni odbędą się wybory prezydenckie, a szanse zwycięstwa Donalda Trumpa wydają się podobnie niedoszacowane jak wcześniej ryzyko Brexitu.

GPW na tle Wall Street razi słabością, ale warto pamiętać o europejskim kontekście. Za naszą zachodnią granicą niemiecki DAX pozostaje od kwietnia minionego roku w trendzie spadkowym i ostatnie wzrosty niewiele w tej kwestii zmieniają. Lepiej wygląda spektrum rynków wschodzących, gdyż indeks MSCI EM jest bliski dania sygnału kupna poprzez utworzenie wielomiesięcznej formacji odwróconej głowy z ramionami. W tym kontekście słabość GPW martwi najbardziej. Wydaje się, że kapitał zagraniczny z uwagi na lokalne ryzyka wciąż podchodzi do Warszawy z rezerwą, na co wskazują też ostrożne komentarze po notabene pozytywnych planach budowania długoterminowych krajowych oszczędności. Honoru GPW ratują małe spółki i w najbliższym czasie ciężko będzie o zmianę tego stanu rzeczy. To oznacza, że okazji warto szukać wśród tego grona podmiotów. 

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Prawo do zrzeszania się w związkach także dla zatrudnionych na umowach

W Radzie Dialogu Społecznego toczą się negocjacje dotyczące ustawy o związkach zawodowych. Pracodawcy zgadzają się na przyznanie prawa zrzeszania się wszystkim osobom zatrudnionym na innej podstawie niż stosunek pracy, zgadzają się też na ochronę ich przed dyskryminacją, ale nie mogą zaaprobować szczególnej ochrony stosunku pracy oraz prawa do oddelegowania z pracy za wynagrodzeniem – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

prof. UW dr hab. Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan
prof. UW dr hab. Jacek Męcina – Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Jak podkreśla prof. Jacek Męcina, przewodniczący zespołu prawa pracy RDS, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, mimo kilkumiesięcznych negocjacji, pracodawcy w wielu kwestiach krytycznie odnoszą się do proponowanych zmian. Najwięcej rozbieżności pomiędzy pracodawcami i związkami zawodowymi i rządem dotyczy przepisów rozszerzających prawo do zrzeszania się w związki zawodowe i ich uprawnień. Pracodawcy zgadzają się z koniecznością realizacji treści wyroku Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie i przyznania prawa zrzeszania się wszystkim osobom zatrudnionym na innej podstawie niż stosunek pracy, zgadzają się na ochronę ich przed dyskryminacją, ale nie akceptują szczególnej ochrony stosunku pracy oraz prawa do zwolnień z pracy za wynagrodzeniem jeżeli organizacja nie posiada statusu zakładowej organizacji związkowej.

Prof. Jacek Męcina wskazuje, że to właśnie było przedmiotem kompromisu proponowanego przez stronę pracodawców- uzależnienie zakresu ochrony od statusu zakładowej organizacji związkowej, a więc posiadania w swoim składzie co najmniej 10 pracowników. Takie patrzenie na relacje zbiorowe przez pryzmat organizacji pracowniczych, które powinny mieć wciąż dominujące znaczenie w zakresie kształtowania zakładowych źródeł prawa pracy jest warunkiem utrzymania zasad obecnie obowiązującego zbiorowego prawa pracy, a zmiany zaproponowane w projekcie zmienią ich wymiar na zbiorowe stosunki zatrudnienia.

W trakcie rozmów i negocjacji ze stroną rządową i związkami zawodowymi pracodawcom udało się uzgodnić przywrócenie pojęcia pracodawcy w miejsce proponowanego „podmiotu zatrudniającego”. Udało się także uzgodnić zasady weryfikacji przez pracodawcę liczebności związków zawodowych w zakładzie pracy oraz właściwość sądów w tym zakresie. Przyjęte też zostały przez stronę związkową i rządową krytyczne uwagi pracodawców do zmiany zasad zwolnienia do tzw. „czynności doraźnych” oraz konieczne zmiany do art. 28 ustawy o związkach zawodowych.

Pracodawcy stoją na stanowisku, że udzielanie informacji organizacjom związkowym powinno dotyczyć tylko kwestii związanych z zatrudnieniem oraz podlegać kontroli sądowej. Pracodawcy poparli również podwyższenie kryteriów reprezentatywności i przyznanie szerszych uprawnień w ramach negocjacji większym organizacjom. Ostateczny kształt ustawy o związkach zawodowych poznamy w ciągu miesiąca.

Konfederacja Lewiatan

 

BoC oraz BoE utrzymują stopy

BoC oraz BoE utrzymują stopy 2

Wczoraj Bank Kanady, a dzisiaj Bank Anglii pozostawił główną stopę procentową na tym samym poziomie. Pierwsza decyzja była oczekiwana, ale już w przypadku BoE rynek spodziewał się obniżki kosztu pieniądza na Wyspach przynajmniej o 25 p.b. Kurs GBP/USD znajduje się najwyżej od prawie dwóch tygodni.

Wczorajsza decyzja Banku Kanady była oczekiwana przez rynek. Sytuacja gospodarcza jest stabilna, więc nie ma potrzeby do dalszego luzowania polityki pieniężnej, mniej więcej taki przekaz wyszedł ze strony banku. Oczywiście było to zgodne z rynkowym konsensusem. Ponadto należy zauważyć, że ceny ropy odbiły, a Kanada jest w czołówce krajów produkujących ten surowiec, więc jest to dodatkowy argument za normalizacją polityki monetarnej.

Z kolei dzisiaj zaskoczył Bank Anglii brakiem działaj. Jednak sam gubernator banku podkreślał, że BoE potrzebuje więcej czasu na przeanalizowanie sytuacji i obniżka stóp procentowych w sierpniu jest bardziej realna, o czym pisaliśmy w wczorajszym komentarzu. To rynek wywindował oczekiwania odnośnie łagodzenia polityki pieniężnej na Wyspach. Prawdopodobieństwo na podstawie kontraktów terminowych dotyczące cięcia stóp już dzisiaj osiągało ponad 80%. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że tyle samo, co w przypadku pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, choć bez wątpienia waga obu wydarzeń jest nieporównywalna.

GBP/USD na wieść o braku obniżek stóp procentowych na Wyspach wystrzelił w okolice 1,34; najwyższego poziomu od początku miesiąca. Dalsze wzrosty są niewykluczone. Główna para walutowa po prawie tygodniowym marazmie wystrzeliła do poziomu 1,1150 w ślad za brytyjską walutą. Skoro Brexit nie straszny Brytyjczykom, którzy nie śpieszą się z obniżkami stóp procentowych, to tym bardziej Strefie Euro i jej walucie.

Brak decyzji ze strony BoE uderzyło również w polskiego złotego, który znowu jest wyceniany do euro powyżej 4,40; w relacji do franka w okolicach 4,05; a do funta szterlinga momentami widziany był w pobliżu 5,30. Teoretycznie brak obniżki stóp powinno nieco popsuć nastroje na rynkach, stąd też taka reakcja na polskim złotym, choć dla naszej waluty ważniejsza będzie jutrzejsza decyzja Fitch. Agencja ratingowa ostrzega przed ryzykiem politycznym w Polsce, ale zapewne skoczy się jedynie na obniżce perspektywy z „stabilnej” na „negatywną”. Obniżenie ratingu wiarygodności kredytowej naszego kraju mocno by uderzyło w polskiego złotego.

Indeksy giełdowe

Rynki akcji w Europie bardzo się nie przejął brakiem decyzji Banku Anglii. Inwestorzy oczekując dalszej ekspansji monetarnej na Wyspach, ale również w Japonii, a może nawet w Strefie Euro pozostają w dobrych nastojach. DAX przełamał okrągłą strefę 10000 pkt. i indeks wciąż pozostaje na plusie na dzisiejszej sesji. Z głównych europejskich indeksów jedynie londyński FTSE 100, co jest oczywiście zrozumiałe, spadł poniżej silnego poziomu oporu w okolicach 6700 pkt. i jego notowania są na czerwono.

Wczoraj rozpoczął się sezon wyników w Stanach Zjednoczonych. Dobrze zaczął gigant z branży przemysłowej produkujący aluminium, czyli spółka Alcoa. Niemniej jednak po raz kolejny wyniki spółek mogą rozczarować tak, jak ma to miejsce od pięciu kwartałów z rzędu. Jednak nie musi się to przełożyć na spadki na amerykańskich parkietach. Inwestorzy na Wall Street również oczekują dalszego luzowania polityki pieniężnej ze strony BoE oraz BoJ, a odnośnie Rezerwy Federalnej braku podwyżek stopy funduszy federalnych w 2016 roku. Kontrakty terminowe na S&P 500 rosną dzisiaj już 0,8% ustanawiając nowe historyczne maksima.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Samotność wicepremiera Morawieckiego

Działania rządu stymulują wzrost konsumpcji, czyli podążamy w innym kierunku niż ten, na którym zależy wicepremierowi M. Morawieckiemu.

Podstawowe założenie tzw. planu Morawieckiego to wzrost inwestycji opartych na polskim kapitale. Bez wzrostu oszczędności wzrost inwestycji musiałby zostać finansowany poprzez zwiększenie zadłużenia zagranicznego. Na tę sprzeczność zwraca uwagę w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

– Wicepremier mówi o wzroście inwestycji, natomiast rząd stymuluje konsumpcję, zwłaszcza poprzez Program 500+.

Przed BoE

Przed BoE 3

Dzisiejszego dnia o godzinie 13:00 poznamy koszt pieniądza w Wielkiej Brytanii. Rynek z 80% prawdopodobieństwem oczekuje obniżki stóp procentowych. Jeżeliby do tego nie doszło to możemy spodziewać się dużego ruchu umacniającego funta szterlinga na szerokim rynku. Natomiast niektórzy analitycy przewidują, że do obniżki poziomu stóp procentowych może nie dojść, ponieważ po komunikacie banku centralnego nie odbędzie się konferencja.

Chart GBPUSD, H4, 2016.07.14 07:14 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Na interwale dziennym notowania pary walutowej GBP/USD w dalszym ciągu utrzymują się pod oporem 1.326-1.334. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona oporu i kontynuacja ruchu spadkowego przynajmniej w okolicę ostatniego minimum. Jeżeliby nie doszło do obniżki stóp procentowych to opór powinien być pokonany bez najmniejszego problemu.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Bardzo dobre wyniki Legg Mason Akcji Skoncentrowany FIZ

Legg Mason Akcji Skoncentrowany FIZ uzyskał na koniec czerwca 2016 r. półroczną stopę zwrotu w wysokości +14,94% (31.12.2015-30.06.2016), przewyższając wynik głównego indeksu giełdowego WIG aż o 18,64 punktów procentowych. Od początku wyceny certyfikatów inwestycyjnych funduszu, tj. od 3.08.2009 r. stopa zwrotu wyniosła +33,55%. Jest to o ponad 8 punktów procentowych więcej od rezultatu indeksu WIG, który w tym samym czasie wzrósł o 25,40%.

„Korzystna selekcja akcji już od dłuższego czasu przyczynia się do dobrych stóp zwrotu Legg Mason Akcji Skoncentrowanego Funduszu Inwestycyjnego Zamkniętego. Na czerwcowy wynik szczególnie dobrze wpłynęły inwestycje poczynione w sektorze metali szlachetnych, windykacji długów, biotechnologicznym i informatycznym” – wyjaśnił Mieszko Żakiewicz, dyrektor inwestycyjny Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych SA.

Strategia inwestycyjna Legg Mason Akcji Skoncentrowany FIZ to konsekwentne długoterminowe inwestycje w przedsiębiorstwa o silnych fundamentach. Wzrost różnych czynników ryzyka w ostatnich miesiącach, i w konsekwencji – wzrost zmienności na giełdzie, działa na korzyść funduszu. W trudnych momentach inwestorzy zwracają bowiem większą uwagę na jakość posiadanych aktywów.

„Spółki z naszego portfela rozwijają się znakomicie, co w połączeniu z atrakcyjnymi wycenami nie daje nam wielkich powodów do obaw w najbliższej przyszłości. Przeciwnie, nasze główne branże: IT, medyczna, przemysłowa oraz metali szlachetnych przeżywają rozkwit” – dodaje Mieszko Żakiewicz.

Wyniki funduszu LM Akcji Skoncentrowany FIZ                                                     

  3 miesiące 6 miesięcy 1 rok 2 lata 3 lata 5 lat YTD Od początku działalności (03.08.2009)
LM Akcji Skoncentrowany FIZ +11,51% +14,94% +0,56% -1,11% -4,86% +9,34% +14,94% +33,55%
WIG -8,66% -3,70% -16,09% -13,84% 0,00 -7,57% -3,70% +25,40%
Różnica 20,17 18,64 16,65 12,73 -4,86% 16,91 18,64 8,16

Źródło: dane własne Legg Mason TFI SA

Również drugi fundusz zamknięty – Legg Mason Okazji Rynkowych FIZ od początku roku osiągnął stopę zwrotu na poziomie 18,75% (31.12.2015-30.06.2016).

W tym samym czasie indeks giełdowy WIG spadł o 3,70%. Od początku wyceny certyfikatów funduszu Legg Mason, tj. od 3.03.2011 r. stopa zwrotu osiągnęła wysokość 10,32%, czyli o ponad 18 punktów procentowych więcej niż indeks WIG. Legg Mason Okazji Rynkowych Fundusz Inwestycyjny Zamknięty emituje certyfikaty inwestycyjne w drodze subskrypcji niepublicznej.

Wyniki funduszu LM Okazji Rynkowych FIZ

  3 miesiące 6 miesięcy 1 rok 2 lata 3 lata 5 lat YTD Od początku działalności (03.08.2009)
LM Okazji Rynkowych FIZ +5,16% +18,75% +3,35% -0,80% +0,19% +15,48% +18,75% +10,32%
WIG -8,66% -3,70% -16,09% -13,84% 0,00% -7,57% -3,70% -8,28%
Różnica 13,82 22,45 19,44 13,04 0,19 23,05 22,45 18,60

 Źródło: dane własne Legg Mason TFI SA

Właściciele punktów kurierskich zacierają ręce

Rok 2015 okazał się przełomowym dla usług KEP, obejmujących przesyłki kurierskie, ekspresowe i paczkowe. Pojawiły się nowe strategie głównych firm kurierskich, a przesyłki międzynarodowe zaczęły dominować nad krajowymi. Tylko w ubiegłym roku, przy 313 mln wysłanych paczek, operatorzy osiągnęli łączny przychód na poziomie ok. 4,5 mld zł.

Dziś rynek kurierski obsługiwany jest nie tylko przez międzynarodowe korporacje, ale także prężnie działające, lokalne sieci kurierskie (np. Pakersi, K-EX). Za dynamiczny rozwój KEP odpowiada m.in. obrót zagraniczny, którego udział w wolumenie przesyłek, szczególnie ekonomicznych, systematycznie rośnie.

Wzrosty napędzane przez e-commerce

Eksport paczek odbywa się głównie do krajów europejskich, w szczególności do Niemiec, Czech, na Słowację i Litwę. Jak podaje PwC w raporcie „Perspektywy wzrostu rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP) w Polsce do 2018 roku”, tylko w latach 2011-2015 liczba przesyłek ekonomicznych zagranicznych zwiększyła się o 88 proc.!

Olbrzymie znacznie dla rynku usług kurierskich ma również kwitnąca branża e-commerce. Decyzje zakupowe Polaków ułatwiły jednolite zasady dotyczące kupowania, zwrotu i reklamowania towarów, obowiązujące we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Dziś, jak grzyby po deszczu, wyrastają więc nowe e-sklepy, realizujące zamówienia z zagranicy. Rosnąca sprzedaż online, krajowa i zagraniczna, to oczywiście jeszcze lepsza sytuacja w sektorze paczkowo-kurierskim.

Wysyłamy o 57 proc. więcej niż 4 lata temu

Przychody usług KEP ściśle związane są ze wzrostem wolumenu przesyłek, jak i rozwojem gospodarczym kraju. Z powołanego wcześniej raportu PwC wynika, że w 2015 roku całkowita wartość tego rynku wyniosła 4,49 mld zł, czyli 32 proc. więcej niż jeszcze w 2011 roku. Dziś nadaje się o 57 proc. przesyłek krajowych i zagranicznych więcej niż 4 lata temu.

Dynamicznym rozwojem wykazują się przesyłki międzynarodowe. Ich skumulowany, roczny wskaźnik wzrostu szacowany jest na 10 proc. Od 2011 do 2015 roku liczba przesyłek zagranicznych zwiększyła się o 4,6 mln, a CAGR w latach 2015 roku wyniósł ponad 12,5 proc., czyli o prawie 1 punkt procentowy więcej niż w latach wcześniejszych.

B2B, B2C czy C2X – gdzie jest źródło największego zysku?

Jak pokazał raport PwC, to właśnie segment B2B, czyli nadań między firmami, był najlepszym źródłem zysków dla KEP w 2015 roku. Stanowił 45,4 proc. wolumenu tego rynku, generując 55,3 proc. przychodów.

Przychód w segmencie B2C, czyli nadań pomiędzy firmą a osobami prywatnymi, wyniósł 34,5 proc. (przy wolumenie 46,3 proc.). Zarobki w C2X, czyli nadaniach realizowanych przez osoby prywatne, oszacowano na 10,2 proc. Struktura wolumenowa wyniosła w tym przypadku 8,3 proc.

Polacy wysyłają o 88 proc. więcej paczek za granicę
Źródło: „Perspektywy wzrostu rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP) w Polsce do 2018 roku” / PwC

Czy sieci punktów kurierskich podzielą między siebie rosnący rynek?

Nic nie wskazuje na to, żeby eksport miał przejść większy kryzys, ani żeby e-commerce straciło na znaczeniu. Wręcz przeciwnie. Zarówno władze kraju, jak i Unia Europejska wspierają ten rynek, a międzynarodowa polityka handlowa nieustannie dąży do jeszcze lepszego usprawnienia wymiany handlowej pomiędzy poszczególnymi państwami. Wzrost liczby przesyłek, jaki obserwujemy wewnątrz naszej sieci, potwierdza dane z raportu PwC. Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że dane są bardzo zachowawcze, a wzrosty mogą być większe – mówi Kamil Kik, ekspert z firmy Pakersi.pl.

 

Wszystko wskazuje na to, że branża KEP nie powinna narzekać na brak klientów: liczba paczek ma wzrosnąć z 313 mln w 2015 do 440 w 2018 (40 proc.), a wartość całego rynku z 4,5 do 6,4 mld złotych (42 proc.).

Czy jest coś, co może zagrozić branży?

Pewnym ryzykiem są czynniki zewnętrzne, takie jak możliwy rozpad Unii Europejskiej czy wahania cen paliw, które podniosłyby ceny. W takich scenariuszach rosną szanse sieci punktów kurierskich, mogących negocjować lepsze warunki u przewoźników i mających większą siłę przebicia przy wprowadzaniu zmian w prawie. Oznacza to, że w negatywnym scenariuszu właśnie sieci podzielą między siebie rosnący rynek, a pojedyncze punkty kurierskie mogą nie przetrwać.

Źródło: Pakersi.pl

Niemcy kredytują się bez kosztów

Niemcom udało się sprzedać pakiet obligacji od których nie zapłacą odsetek. Kolejny uspokajający głos z Rady Polityki Pieniężnej. O 13:00 decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Dobre dane z USA.

Ciekawa rzecz dzieje się obecnie na rynku obligacji. Coraz więcej państw emituje papiery dłużne o ujemnej stopie procentowej. Na pierwszy rzut oka to co stało się wczoraj w Niemczech, gdzie inwestorzy kupili 10 letnie obligacje bez odsetek, wydaje się szaleństwem. Z drugiej strony to i tak niewiele w porównaniu z tym, że Szwajcarzy sprzedają papiery o zapadalności 32 lat z ujemnym oprocentowaniem. Dlaczego w ogóle są chętni na takie inwestycje? W dobie ujemnych stóp procentowych banki za przetrzymywanie gotówki biorą przecież pieniądze. W przypadku obligacji również zapłacimy, tyle, że mniej. Otwartym jest pytanie jak długo ujemne stopy procentowe zostaną utrzymane. W przypadku krótkich okresów jest to zupełnie racjonalna wycena. W tym kontekście 10-letnie obligacje Niemiec wydają się już ryzykowne. Z drugiej strony szwajcarskie z zapadalnością na 2058 rok to coś co nawet u ekonomistów budzi poważne podejrzenia.

Kamil Zubelewicz, członek Rady Polityki Pieniężnej, w wywiadzie dla Bloomberga potwierdził brak chęci do obniżek stóp procentowych. Wskazał, że obecne programy zwiększające wydatki publiczne będą raczej sprzyjać szybszemu wzrostowi inflacji. Wyjątkiem od tego podejścia miałoby być nagłe i niespodziewane załamanie gospodarki. W tym kontekście wskazał jednak, że nawet wtedy musiałaby istnieć zależność, że niższy koszt kredytu musiałby bardzo pozytywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy.

Dzisiaj o 13:00 poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Komunikat ten od wielu miesięcy był tylko formalnością. Dzisiaj jest inaczej, gdyż konsensus rynkowy mówi o obniżce stóp o 0,25%. Decyzja ta miałaby dać nowy impuls gospodarce, której grozi spowolnienie w związku z Brexitem. Gdyby doszło do obniżki stóp procentowych, należy spodziewać się osłabiania się funta. Z drugiej strony utrzymanie stóp na niezmienionym poziomie powinno spowodować korektę w górę.

Wczorajsza decyzja Banku Kanady zgodnie z oczekiwaniami nie zawierała zmiany stóp procentowych. Ważniejszą wiadomością tego wieczoru była publikacja beżowej księgi. Jest to dokument zawierający informacje gospodarcze z 12 dystryktów FED. Wnioski są korzystne dla gospodarki USA. Zatrudnienie rośnie, a presja na wzrost płac jest umiarkowana.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jakich mieszkań szukają Polacy?

Na rynku nieruchomości dostępnych jest coraz więcej mieszkań – zarówno tych oferowanych przez deweloperów, jak i z rynku wtórnego. Największym zainteresowaniem, szczególnie wśród rodzin i młodych małżeństw, cieszą się mieszkania dwu- lub trzypokojowe. Single, przy wyborze mieszkania, biorą przede wszystkim pod uwagę jego cenę oraz lokalizację.

Według danych GUS, na statystycznego właściciela nieruchomości przypada 26 mkw. Kupując mieszkanie, Polacy zwracają uwagę na takie czynniki, jak: cena, lokalizacja, rozkład, piętro, a także udogodnienia, takie jak winda. Dla potencjalnych właścicieli ważne są także całkowite koszty inwestycji, na które składa się nie tylko cena zakupu, ale również koszty koniecznego remontu czy wykończenia oraz opłaty związane z transakcją (podatek PCC, taksa notarialna itp.). Muszą one korelować z kwotą, którą dysponują na starcie oraz akceptowalnym poziomem miesięcznych obciążeń, jeśli będą korzystać z kredytu bankowego. Predyspozycje nabywców, w zależności od wieku czy sytuacji życiowej, są jednak różne. O potrzebach mieszkaniowych Polaków opowiada Agata Stradomska, Manager ds. Marketingu i Szkoleń RE/MAX Polska, należącej do globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.

Przedmieścia nie dla singla

Single poszukujący własnego mieszkania to najczęściej osoby w przedziale wiekowym 25-35 lat. Zazwyczaj są dopiero na początku swojej kariery zawodowej, a w zakupie mieszkania finansowo pomagają im rodzice. Najczęściej poszukują oni lokali samodzielnych, zwykle decydują się na kawalerki bądź dwupokojowe mieszkania, ale o niewielkim metrażu. Najważniejszym czynnikiem wyboru jest dla nich cena i lokalizacja. Zwracają też uwagę na dostęp do środków komunikacji miejskiej, ośrodków rozrywki, a także odległość od zaplecza handlowo-usługowego. Mieszkań o podobnych parametrach poszukują także młode małżeństwa, które przeprowadzają się do swojego pierwszego samodzielnego lokum.

Trzy pokoje dla rodzin

Małżeństwa z dziećmi mają większe wymagania mieszkaniowe. Wybierając „własny kąt”, najczęściej decydują się na mieszkania trzypokojowe. Wśród tej grupy, największym zainteresowaniem cieszą się lokale mające ponad 50 mkw. Rodziny, które mają minimum jedno dziecko zwracają szczególną uwagę na odległość od terenów zielonych – parków i lasów, a także miejsc rozrywki dla dzieci, takich jak place zabaw. Bardziej wartościowe dla rodziców są te lokalizacje, w pobliżu których znajduje się przedszkole lub szkoła. Biorąc pod uwagę popularność ofert publikowanych na portalach ogłoszeniowych, z dużo mniejszym zainteresowaniem spotykają się mieszkania czteropokojowe – tylko co 15 osoba rozważa kupno takiej nieruchomości.

Piętro ma znaczenie

Największą popularnością wśród wszystkich kupujących cieszą się mieszkania zlokalizowane na piętrach pośrednich. Według statystyk, Polacy szczególnie chętnie wybierają lokale na czwartym lub piątym piętrze. Częściej pomijane są te na parterze oraz tzw. mieszkania w chmurach, czyli na ostatnich piętrach budynków. W przypadku parteru konsumenci obawiają się potencjalnych kradzieży, zwracają także uwagę na ograniczoną prywatność, ponieważ każda osoba, która przechodzi obok takiego lokalu z łatwością może zobaczyć co się dzieje w środku. Ich zaletą jest jednak to, że zazwyczaj można je kupić w atrakcyjniejszej cenie. O wiele więcej plusów ma mieszkanie w chmurach. W takim lokalu będzie nie tylko więcej światła, ale także ładniejsze widoki. Minusy pojawiają się w przypadku awarii windy lub ewakuacji budynku.

Każdy z potencjalnych klientów ma inne preferencje przy zakupie mieszkania. Jednak bez wątpienia wszyscy najwięcej uwagi przykładają do ceny danej nieruchomości. Szczególnie, jeśli do jej kupna konieczne będzie zaciągnięcie kredytu na kilkadziesiąt lat.

Ekspert radzi: Uważaj, co klikasz w aplikacjach

W ostatnich dniach duże zainteresowanie internautów wzbudziły warunki korzystania z aplikacji Prisma oraz Pokenom Go. Czy ich regulaminy rzeczywiście coś wyróżnia? Tylko one zagrażają naszej prywatności i narażają nas na nieprzyjemne konsekwencje lekkomyślnego udostępniania danych osobowych? Sprawie przyjrzał się ekspert ODO 24, firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych.

Z jednej strony, jako osoba zajmująca się bezpieczeństwem informacji, cieszę się, że użytkownicy Internetu zaczęli w końcu czytać regulaminy usług, z których korzystają, z drugiej natomiast dziwi mnie takie selektywne podejście do kwestii ochrony swojego prawa do prywatności – mówi Tomasz Ochocki, ekspert ds. ochrony danych z ODO 24 i dodaje – Analiza porównawcza regulaminów dziesięciu najpopularniejszych aplikacji mobilnych dostępnych w systemie operacyjnym Android wskazała np., że gromadzą one podobny (a wielu przypadkach zdecydowanie szerszy) zakres informacji o swoich użytkownikach niż Prisma i Pokemon Go.

Według eksperta, aby wyjaśnić dostrzeżony przez społeczeństwo problem, należy poddać go analizie na co najmniej trzech płaszczyznach: prawnej dopuszczalności przetwarzania danych osobowych użytkowników aplikacji, biznesowego uzasadnienia gromadzenia tak obszernych baz danych oraz świadomości samych użytkowników aplikacji.

Badając prawną dopuszczalność przetwarzania danych użytkowników przede wszystkim trzeba odwołać się do zasady adekwatności wyrażanej w ustawie o ochronie danych osobowych. W jej myśl zbierane dane osobowe swym rodzajem i swą treścią nie powinny wykraczać poza potrzeby wynikające z celu ich przetwarzania. Dostawcy usług internetowych, jako administratorzy danych, powinni zatem wymagać od nas podania tylko tych danych, które są niezbędne do skorzystania z tego co nam oferują. Niestety praktyka rynkowa jest odwrotna – np. po co aplikacji mającej umilić oczekiwanie na połączenie z rozmówcą dostęp do treści naszych smsów lub zdjęć zapisanych na telefonie? – pyta Ochocki. – Odpowiedź jest prosta. Im więcej informacji, tym precyzyjniejsze bazy danych. We współczesnym świecie informacja o konsumencie (bo nim jest przecież każdy użytkownik internetu), jego preferencjach i potrzebach (rzeczywistych i wykreowanych) pozwala skutecznie docierać z odpowiednio dobranymi produktami i usługami i kształtować w ten sposób przewagę konkurencyjną. – wyjaśnia ekspert ODO 24.

Korzystanie z internetu nierozerwalnie wiąże się z udostępnianiem informacji na nasz temat. Niektórymi dzielimy się świadomie, podając je choćby w formularzach rejestracyjnych, a innymi mimowolnie. Już samo zainstalowanie aplikacji na smartfonie czy tablecie uruchamia przepływ danych, m.in. dotyczących naszej lokalizacji, odwiedzanych przez nas stron, naszych zainteresowań.

Użytkownicy internetu muszą zrozumieć, że żadna usługa w sieci nie jest darmowa. Za zdecydowaną większość płacą swoją prywatnością i są przy tym bardzo rozrzutni. – wskazuje Tomasz Ochocki.

Jeżeli chodzi o świadomość społeczną to w tym obszarze zdecydowanie jest jeszcze do zrobienia bardzo wiele. Większość z nas uczyła się życia w świecie realnym, a cyberrzeczywistość całkowicie nas zaskoczyła. Nie zwalnia nas to jednak z prewencyjnej ochrony naszej prywatności. – Wiele obiecujemy sobie po ogólnym rozporządzeniu o ochronie danych osobowych przyjętym przez Unię Europejską, które zacznie obowiązywać już za niecałe dwa lata. Wprowadza ono zasady „privacy by design” i „privacy by default”, które wskazują, że ustawienia prywatności w urządzeniach, produktach lub usługach mają być nakierowane na maksymalną ochronę użytkownika. Dzięki temu nie będzie on musiał przedzierać się przez gąszcz skomplikowanych ustawień, aby móc optymalnie chronić
i kontrolować informacje na swój temat. To do niego będzie należała decyzja czy i jakie dane chce udostępnić.
– mówi Ochocki.

Czy zatem użytkownicy aplikacji Prisma niesłusznie obawiają się przez kogo i w jakim celu zostaną wykorzystane dotyczące ich dane osobowe? Historia ostatnich lat uczy, że kapitał ma jednak narodowość, a kraj pochodzenia producenta aplikacji lub serwisu internetowego może wpływać na prywatności jego użytkowników.

DAX 30 – BoJ dał wzrosty

DAX 30 - BoJ dał wzrosty 4

Indeks 30 największych niemieckich spółek od kilkudziesięciu tygodni poruszą się w kanale spadkowym. Przed referendum w Wielkiej Brytanii prawdopodobieństwo zejścia po raz kolejny do dolnego ograniczenia tej formacji było większe, niż ruch wzrostowy. Jednak Brexit i dalsze luzowanie ze strony banków centralnych zmieniło sytuację. Bazowym scenariuszem pozostanie dalsza wspinaczka notowań DAX 30 do górnego ograniczenia kanału spadkowego.

Dodatkowym impulsem do wzrostów może okazać się dzisiejsza obniżka stóp procentowych przez Bank Anglii. Giełdy światowe w bieżącym tygodniu radzą sobie bardzo dobrze. Wszystko za sprawą zapowiedzi dalszego luzowania monetarnego, a także ekspansji monetarnej w Japonii.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Idealna oferta pracy według specjalistów IT

Zatrudnienie specjalistów IT to wyzwanie dla wielu pracodawców. Dlatego nie warto zmniejszać swoich szans już na etapie formułowania ogłoszenia. Serwis rekrutacyjny MonsterPolska.pl zapytał kandydatów, jak skonstruowane oferty wzbudzają ich zainteresowanie, a co ich zraża już na wstępie.

Ambitni, mocno nastawieni na rozwój, szukający wyzwań i ciekawych projektów, które mogą realizować z dużą samodzielnością – taki obraz specjalistów IT wyłania się z badania MonsterPolska.pl. Międzynarodowy serwis z ofertami pracy przeprowadził pogłębione wywiady z przedstawicielami branży, w których zapytał również o to, jak powinna wyglądać oferta pracy, by wzbudziła ich zainteresowanie.

  1. Opis projektu

„Okazuje się, że kandydaci z branży IT często mają problem z brakiem konkretów w ogłoszeniach. A dla tej grupy zawodowej informacje takie jak zakres kompetencji oraz realizowany projekt ma szczególne znaczenie.” – mówi Bartosz Struzik, dyrektor zarządzający MonsterPolska.pl.

Z badania wynika, że kandydaci chcieliby wiedzieć nie tylko jakiego rodzaju projektu dotyczy rekrutacja, czy w jakiej technologii jest on prowadzony, ale również uzyskać informacje, które pozwolą im oszacować czy jest on odpowiednio interesujący i znaczący z punktu widzenia rozwoju ich kariery. Treść ogłoszenia powinna im również pozwolić ocenić, czy ich kompetencje są wystarczające. Tymczasem okazuje się, że często jest z tym problem. „Czytając ofertę pracy czasami tak naprawdę nie wiesz, czego od ciebie oczekują.” – zauważają rozmówcy Monstera.

  1. Życie w pracy

Pracownikom IT nie jest również wszystko jedno z kim będą pracować. Dlatego już z ogłoszenia chcieliby się dowiedzieć, jacy ludzie pracują w firmie, a także co mówią o projekcie, na który prowadzona jest rekrutacja.

„Ogłoszenie rekrutacyjne ma oczywiście swoje ograniczenia i nie uda się zawrzeć w nim wszystkiego, ale mile widziane byłoby na przykład zdjęcie zespołu. A pozostałe dane – rekomendacje czy sylwetki pracowników, można umieścić na profilu pracy w serwisie rekrutacyjnym czy w zakładce kariery na www.” – radzi ekspert MonsterPolska.pl.

W wywiadach jako istotna wymieniana była również kwestia międzynarodowego charakteru pracy (wyjazdy, międzynarodowy zespół itd.), różnorodności powierzonych zadań czy elastycznego czasu pracy. Dlatego te aspekty warto podkreślać w ogłoszeniu.

  1. Krótko, treściwie i przyjaźnie

A jak formułować ogłoszenie? Po pierwsze informacje mają być podane w przystępny sposób. To znaczy krótko i treściwie, najlepiej z punktach. Bez rozwlekłych opisów, za to logicznie usystematyzowane. Wśród przykładowych ogłoszeń, które Monster pokazał badanym, najbardziej podobały się te, których struktura podzielona była na sekcje dotyczące: projektu (opis i wymagane kompetencje), roli pracownika w firmie (zadania i decyzyjność), życia w pracy (zespół, międzynarodowość, różnorodność) oraz benefitów.

Nie jest dobrze widziana ani zbyt formalna, ale i zbyt nieformalna komunikacja. Styl ogłoszenia powinien być przede wszystkim przyjazny. „Naprawdę doceniam to, że napisali, że nie muszę wiedzieć wszystkiego, ale muszę chcieć się uczyć. To ważne”  – mówi jeden z rozmówców serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Zdecydowane pogorszenie klimatu

Notowania na rynkach Starego Kontynentu w środę nie były tak euforyczne, jak w pierwszej połowie tygodnia. Większość indeksów traciła na wartości. Powodem nieco chłodniejszych nastrojów na parkietach była w dużej mierze ropa naftowa, która oddała wzrosty z wtorku, kiedy to ceny surowca podskoczyły o ponad 4%.

Czarne złoto zareagowało spadkami na dane, wskazujące na niższy od oczekiwań spadek zapasów surowca w ubiegłym tygodniu w Stanach Zjednoczonych. Finalnie, niemiecki DAX stracił na koniec dnia 0,33%, brytyjski FTSE100 spadł o 0,15%, a francuski CAC40 wzrósł zaledwie o 0,09%.

Na warszawskim parkiecie sytuacja przedstawiała się nieco gorzej. Sesja toczyła się właściwie wokół jednego waloru, a mianowicie akcji Pekao SA. Po tym, jak główny akcjonariusz, włoski UniCredit sprzedał w nocy w przyspieszonym tempie 10% akcji, inkasując 750 mln euro (126 zł za akcję), nastąpił silny spadek cen akcji Pekao w trakcie sesji (ponad 6%) oraz rekordowe w historii tej spółki obroty sięgające 1,17 mld zł. Warto zaznaczyć, że obrót ten stanowił ponad 60% wszystkich transakcji na GPW. Finalnie, indeks WIG20 zakończył dzień spadkiem o 0,53% przy potężnych obrotach, które przekroczyły 1,9 mld zł.

W środę, kalendarium było wypełnione publikacjami makro. Warto zwrócić uwagę na słabsze od oczekiwań wyniki produkcji przemysłowej w Japonii i słabsze od prognoz dane o bilansie handlu zagranicznego Chin. W Państwie Środka eksport spadł w czerwcu o 4,8%, podczas gdy zakładano spadek na poziomie 4,1%. Słabsze od oczekiwań analityków były też wyniki produkcji przemysłowej w strefie euro. W maju spadła o 1,2%, w skali roku wzrosła raptem o 0,5%. Dwie godziny przed końcem sesji w USA została opublikowana Beżowa Księga, czyli raport o stanie gospodarki. Nie było w niej nic, co mogło pomóc stronie popytowej rynku. Praktycznie wszystko, co zostało w Beżowej Księdze opublikowane, zostało już powiedziane.

Dziś, oczy inwestorów będą skierowane głównie na Wielką Brytanię. Po pierwsze, Bank Anglii podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych, a po drugie poznamy skład osobowy tworzonego nowego rządu pani premier Theresy May.

Sesja w USA:

Na nowojorskich giełdach inwestorzy nie byli zdecydowani, co do kierunku, w którym powinien iść rynek. W ciągu dnia, giełdy rosły, żeby ostatecznie na zamknięciu zbliżyć się do zera lub nawet spaść. Indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł w środę o 0,13%, S&P500 zyskał 0,01%, natomiast Nasdaq Composite stracił 0,34%.

Waluty:

Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1095 i tym samym wzrósł o 0,33%. Para EURGBP wzrosła o  1,28% i osiągnęła poziom 0,84581, natomiast EURJPY spadła o 0,30%, osiągając 115,44.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,2025 PLN wobec euro, 3,9664 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0332 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,2484 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Notowania złota w środę wzrosły o 0,94% do poziomu 1346,70 USD za uncję. Srebro zyskało 1,74 % i było notowane po 20,48 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, straciła 3,57%, docierając do poziomu  45,13 USD za baryłkę. Odmiana Brent spadła natomiast o 3,96% i była notowana po 46,55 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

 

Hiszpania: zwyżkowy trend w gospodarce

  • Wzrost eksportu towarów oraz inwestycji zagranicznych w pierwszych czterech miesiącach 2016 roku.
  • Wzrost produkcji przemysłowej w ujęciu rocznym w maj 2016 r.

Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza (PHIG) informuje, że w I kw. br. hiszpański eksport wzrósł o 1.8 proc (r./r.) osiągając wartość 83,34 mld euro. Zdaniem Zuzanny Gołębiewskiej, Dyrektor Biura PHIG, ta pozytywna tendencja zostanie podtrzymana, dzięki wsparciu poprzez nowy program rządowy ICO „Eksporterzy 2016”, z którego funduszy zostaną pokryte m.in. koszty związane z transakcjami eksportu. „Hiszpańskie małe i średnie firmy otrzymają subwencje na wsparcie eksportu finansowane przez Europejski Bank Inwestycyjny oraz Instytut Kredytu Oficjalnego (ICO). Obie instytucje zadeklarowały wkład 250 mln euro w celu wsparcia internacjonalizacji firm” informuje Z. Gołębiewska PHIG.

W pierwszych czterech miesiącach 2016 roku odnotowano wzrost eksportu w najważniejszych sektorach:

  • środków produkcji (inwestycyjnych dóbr kapitałowych), stanowiących 19.9 proc ogółu eksportu, wzrost o 3.2 proc;
  • motoryzacyjnym, stanowiącym 18.9 proc ogółu eksportu, odnotowano silny wzrost w stosunku rocznym o 13.4 proc;
  • żywności, napojów i wyrobów tytoniowych, stanowiącym 17.1 proc ogółu eksportu, wzrost o 4. 6 proc
  • chemicznym, stanowiącym 14.5 proc ogółu eksportu, zwiększenie się o 0.8 proc.

Wzrost hiszpańskich inwestycji zagranicznych oraz branży budowlanej

W pierwszym kwartale br. odnotowano w Hiszpanii wzrost inwestycji produkcyjnych do 2,96 mld euro (wzrost o ok. 15 proc r/r). Wśród hiszpańskich regionów inwestycje o największej wartości przyciągnęła Wspólnota Madrytu, następnie Katalonia i Kraj Basków.

Również pod względem wzrostu inwestycji liderem jest Madryt – wzrost sięgnął 42.3 proc. W okresie od stycznia do marca 2016, wartość inwestycji w stolicy Hiszpanii wyniosła 2.097 mln euro, co stanowi wzrost o 42.3 proc w stosunku do analogicznego kwartału roku ubiegłego, jest to najwyższa suma od 2012 roku.

W opublikowanym raporcie fDi Finnancial Times, Hiszpania pod względem liczby projektów znalazła się na czwartym miejscu (227 projektów), jako kraj docelowy dla inwestycji typu greenfield. Pod względem wartości typu greenfield, z sumą 10,4 mld dol. Hiszpania plasuje się na trzecim miejscu po Wielkiej Brytanii (53,3 mld dol.) i Rosji (11,6 mld dol.)

Wartość hiszpańskich inwestycji w Europie wyniosła 20,5 mld dol, dzięki czemu Hiszpania zajęła czwarte miejsce pod względem wielkości inwestowania.

Umocnienie hiszpańskiej gospodarki obserwujemy również w sektorze budownictwa. Ministerstwo Rozwoju, poinformowało, że hiszpańskie firmy budowlane podjęły się w 2016 roku realizacji zleceń o łącznej wartości 11,8 milionów euro. Łączna wartość tegorocznych projektów oraz tych, które przyjęto do realizacji pod koniec zeszłego roku szacowana jest na około 76,5 milionów euro, co stanowi 87% wartości wszystkich zleceń wykonywanych przez hiszpańskie firmy budowlane.

„Te pozytywne rezultaty, świadczące niewątpliwie o stopniowym wzmacnianiu się hiszpańskiej gospodarki znalazły swoje odzwierciedlenie w ostatnio ogłoszonym przez AT Kearney raporcie „2016 Foreign Direct Investment Confidence Index”, obejmującej 25 najlepszych państw do inwestowania. Hiszpania zajęła 13 miejsce na tej prestiżowej liście”, dodaje Zuzanna Gołębiewska, Dyrektor Biura PHIG.

Wzrost produkcji przemysłowej w ujęciu rocznym

W maju 2016 r produkcja przemysłowa w Hiszpanii była o 1,0 proc wyższa w porównaniu z majem 2015 roku, jak wynika z danych opublikowanych przez Narodowy Instytut Statystyki.

Produkcja dóbr kapitałowych, najważniejszy wskaźnik inwestycji, wzrosła w ujęciu rocznym o 5,6 proc, zaś produkcja dóbr konsumenckich zwiększyła się o 1,7 proc. W obydwu sektorach odnotowano największy wzrost w skali roku.

„Dwanaście Wspólnot Autonomicznych osiągnęło dodatnie wyniki w skali roku. Największy wzrost odnotowano w Kastylii i León (12,2 proc), Wspólnocie Madrytu (8,2 proc) i w Kraju Basków (7,2 proc). Wyniki te są kompatybilne z opublikowanymi wyżej danymi wskazującymi na regiony, które przyciągnęły inwestycje o największej wartości”, komentuje Dyrektor Biura Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej.

Import z Chin nabiera rozpędu

Polacy z każdym rokiem coraz chętniej nawiązują współpracę z Chinami. W 2014 wartość importu z Chin do Polski wzrosła o ponad 20 proc. w stosunku do roku poprzedniego. W 2015 odnotowano wzrost w wysokości 15,9 proc., natomiast w I kwartale br., wartość ta zwiększyła się o kolejne 10 proc. Skąd ta tendencja wzrostowa?

Potwierdzeniem kwitnącej współpracy na linii Polska Chiny jest chociażby czerwcowa wizyta Prezydenta Chin Xi Jinpinga w Polsce, która zaowocowała podpisaniem aż 40 umów handlowych i porozumień dwustronnych. Polacy przede wszystkim coraz chętniej importują towar z Chin – głównie z powodu rosnącej jakości chińskich produktów, usprawnień transportu, jak i coraz bardziej przetartych szlaków w budowaniu relacji handlowych z chińskimi firmami. Wśród importowanych dóbr konsumpcyjnych z Chin do krajów europejskich, w tym Polski, królują m.in. tekstylia, wyroby skórzane oraz skóropodobne, odzież, elektronika, chemikalia, pojazdy i części motoryzacyjne,  produkty rolne oraz żywność. O czym warto pamiętać, chcąc importować towary z Państwa Środka?

Nowa jakość „Made in China”

Chiński rynek kojarzony był dotychczas z tanią siłą roboczą i niską jakością produktów w konkurencyjnej cenie. I choć koszty pracy oraz towarów nadal pozostają relatywnie niskie, sukcesywnie rośnie jakość produkcji. Jest to wynik m.in. obostrzeń i wymogów, jakie narzucają na chińskich producentów zagraniczni partnerzy. O jakość i wizerunek swoich chińskich wyrobów dba również sam chiński rząd oraz przedstawiciele biznesu. Potwierdzeniem tego jest chociażby zapowiadany jeszcze w 2015 program „Made in China 2025”, który ma na celu m.in. podniesienie jakości towarów produkowanych w Chinach w przeciągu najbliższych lat – Chiny, wychodząc naprzeciw potrzebom zagranicznych konsumentów, wprowadzają innowacje oraz zaawansowane technologie, dzięki którym możliwy będzie rozwój dóbr konsumpcyjnych oraz zwiększenie jakości produkowanych towarów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Planują także rozszerzyć swoją ofertę, co przyczyni się do zwiększenia konkurencyjności chińskich wyrobów na rynku europejskim – mówi Bartosz Sosnowski,  wiceprezes zarządu MT Polska, współorganizatora targów China Expo China Brand Show Poland 2016, poświęconych współpracy na linii Polska Chiny.

Nowy Jedwabny Szlak

Na zwiększenie zainteresowania importem z Chin do Polski duży wpływ ma też, bez wątpienia, Nowy Jedwabny Szlak, który w znacznym stopniu usprawnił oraz podniósł jakość współpracy na linii Polska – Chiny, dając możliwość szybkiego oraz ekonomicznego transportu importowanych dóbr. Zgodnie z koncepcją Nowego Jedwabnego Szlaku, Chiny inwestują w sieci dróg lądowych i morskich łączących Państwo Środka z Europą, czyli swoim głównym partnerem handlowym. Sieć połączeń handlowych obejmuje również Polskę – od 2013 roku czynne jest połączenie kolejowe cargo na linii Łódź – Chengdu, czyli stolicy południowo-zachodniej prowincji Syczuan.

Coraz łatwiejszy start

Decydując się na import produktów z Chin, warto przede wszystkim znaleźć niszowy produkt, który znajdzie popyt na rodzimym rynku oraz zapoznać się z lokalnymi przepisami i ograniczeniami dotyczącymi działalności importowej. Import z Państwa Środka wymaga sporej wiedzy oraz zaangażowania, szczególnie wtedy, gdy firma nie prowadziła dotąd działalności importowej lub eksportowej. Koniecznością jest lektura przepisów celno-podatkowych, a w niektórych branżach również norm krajowych oraz dyrektyw Unii Europejskiej, regulujących m.in. standardy bezpieczeństwa, wymogi techniczne czy zasady ochrony środowiska. Firma planująca nawiązanie współpracy z Chinami powinna także zdecydować, czy zleci import towaru firmie zewnętrznej, czy sama będzie odpowiedzialna za związane z nim kwestie. W pierwszym przypadku przedsiębiorstwo może liczyć na pomoc związaną z wyszukiwaniem dostawców, ich weryfikację, prowadzenie negocjacji handlowych, nadzorowanie próbek towarów oraz realizację zamówień, prowadzenie kontroli jakości, wysyłkę towarów oraz obsługę celną. W drugim natomiast – współpraca odbywa się poprzez darmowe internetowe platformy wspomagające działania biznesowe z Chinami, m.in. poprzez weryfikację wiarygodności producenta. – Wsparcie w budowaniu relacji z Chinami mają również na celu organizowane w Polsce wydarzenia, takie jak targi China Expo – China Brand Show Poland. Ideą imprezy, która co roku gromadzi średnio ponad 200 wystawców z Państwa Środka, jest ułatwienie przedsiębiorcom nawiązania kontaktów handlowych, jak również przedstawienie odwiedzającym specyfiki funkcjonowania chińskiego rynku – dodaje Bartosz Sosnowski z MT Polska.

China Expo China Brand Show Poland to cykliczna impreza targowa poświęcona współpracy biznesowej z Chinami. W organizację VI edycji, która odbędzie się w dniach 15-17 września br. w warszawskim Centrum Targowo-Kongresowym MT Polska, włączyło się chińskie Ministerstwo Handlu, a wśród patronów honorowych znajdują się m.in. Ministerstwo Rozwoju, Polska Izba Handlu czy Krajowa Izba Gospodarcza. Więcej informacji na temat wydarzenia znajduje się na stronie http://www.china-expo.pl/.

USD/CAD – Bank Kanady bardziej jastrzębi

Chart USDCAD, W1, 2016.07.14 08:03 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Bank Kanady wczorajszego dnia pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Prezes Banku Centralnego, Stephen Poloz w dalszym ciągu pokłada nadzieje w ożywienie eksportu. Został obniżony również wzrost gospodarczy na 2016 oraz 2017 rok. Poloz dodał, że Brexit obniży PKB Kanady o 0,1% przez następne 2 lata.

Komunikat Banku Centralnego wydał się bardziej jastrzębi, wszystko znalazło odzwierciedlenie na wykresie pary walutowej USD/CAD. Dolar kanadyjski względem dolara amerykańskiego umocnił się o kilkadziesiąt pipsów. Została obroniona tygodniowa strefa podaży 1.314-1.329. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ruchu spadkowego.

Rynek na następne posiedzenie obniżył swoje oczekiwania co do dalszych obniżek stóp procentowych. Tydzień temu szacował możliwość obniżki na 18%, teraz jest to jedynie 5%.

USD/CAD - Bank Kanady bardziej jastrzębi 5

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Dlaczego startup z Polski wystartował we Francji?

Polski startup zdobył francuski rynek i zaczął podpisywać kontrakty na dostarczanie technologii m.in. do Hiszpanii, Kongo, Polinezji Francuskiej czy na Haiti. Po dwóch latach funkcjonowania na zagranicznych rynkach zaproponował technologię polskim markom. Niektóre z nich już podpisały pierwsze zamówienia. Dlaczego startup wystartował we Francji, a nie w Polsce?

Prace nad technologią M2M (machine to machine)  trwały wiele lat. Pomysł na opracowanie rozwiązań rynkowych związanych z kontrolą temperatury narodził się przypadkowo, a wypracowana wówczas technologia pozwoliła na stworzenie dokładnego systemu termometrycznego. W efekcie Zbigniew Bigaj postanowił założyć startup pod nazwą Blulog i  ze swoją ofertą trafił do Francji. Rozwiązania do mierzenia i kontroli temperatur są tylko częścią projektów technologicznych startupu z siedzibą w Poznaniu.

Rynek

Blulog nie wybrał Francji przypadkowo. Głównym czynnikiem była struktura rynku. – Francja jest ojczyzną wielu dużych detalistów spożywczych. Są tam na przykład Carrefour czy Auchan, a także wiele firm farmaceutycznych i logistycznych – mówi Jeremy Laurens, który w Blulog odpowiedzialny jest za sprzedaż na zagranicznych rynkach. Bezpośrednie dotarcie do osób decyzyjnych w kontekście skorzystania z nowych rozwiązań technologicznych okazało się kluczowe. Francuski rynek pod kątem detalistów spożywczych czy farmaceutycznych jest jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie. Dlatego rozpoczynanie działań w Polsce mogło być o wiele trudniejsze. – Polski rynek to głównie miejsce dystrybucji produktów, natomiast nasze działania muszą docierać bezpośrednio do producentów i detalistów, dlatego wystartowanie z ofertą we Francji wydawało się rozsądniejsze – dodaje Laurens.

Konsumenci

Kolejnym czynnikiem jest świadomość konsumentów. Francuzi o wiele chętniej skupiają się na jakości produktów, chcą mieć o nich więcej wiedzy podczas zakupu. Świadczy o tym zainteresowanie aplikacją Coldfinder, dzięki której za pomocą QR kodu mogą sprawdzić historię temperatury danego produktu spożywczego. Według Zbigniewa Bigaja, właściciela startupu Blulog, francuscy klienci są mniej wrażliwi na zmiany cenowe, w efekcie chętniej korzystają z nowych rozwiązań, także kosztem wyższych cen. Natomiast Jeremy Laurens zaznacza, że polscy klienci obawiają się podwyżek cen, dlatego z dużą ostrożnością patrzą na innowacje. Jednak i we Francji jest spora część klientów, których awersja do nowych technologii wynika z przywiązania do tradycji. – Pod tym kątem odsetek klientów w mojej ocenie jest taki sam we Francji i w Polsce – dodaje Laurens.

Partnerzy i kontakty

Bez dobrych kontaktów i partnerów  w określonych branżach trudno zbudować sobie pole do rozmów na temat sprzedaży technologii. Blulog, zanim wszedł na francuski rynek, dobrze go rozpoznał. W firmie za kontakty zagraniczne odpowiada Jeremy Laurens, który pochodzi z Francji. Znajomość kultury i wiedza na temat funkcjonowania przedsiębiorstw znacząco pomagają w nawiązaniu dobrych relacji z osobami odpowiadającymi za wprowadzenie nowych technologii w firmach. Kolejnym czynnikiem jest dobrze oceniana przez Francuzów współpraca z polskimi firmami. – Francuskie firmy są zadowolone ze współpracy z polskimi dostawcami, a to zaufanie przekłada się na nas, dzięki temu nie jesteśmy postrzegani jako  firma z odległego kraju, a jako wiarygodny partner. Dlatego też nasz produkt budzi zainteresowanie – mówi Laurens.

Dopiero połączenie wielu czynników powoduje, że dana firma może ze skutkiem walczyć o potencjalnych kontrahentów. Coraz częściej to właśnie startupy poszukują rynku dla swoich produktów poza Polską. To efekt specyfiki towarów, które są na tyle nowe, że stanowią niewiadomą pod kątem inwestycyjnym. Przykład zainteresowania francuskich firm technologią startupu Blulog pokazał, że warto szukać zagranicznych rynków jako miejsca dla lokowania innowacji.

Blulog jest polsko-francuską firmą. Polscy konstruktorzy od wielu lat prowadzą badania nad rozwojem  technologii M2M. W efekcie marka tworzy rozwiązania monitoringu za pomocą urządzeń wielkości karty kredytowej o precyzyjnych i unikalnych funkcjach.

Czy Polacy oszczędzają? Wyniki najnowszego raportu

Oszczędzanie nie należy ani do najprzyjemniejszych, ani do najłatwiejszych obowiązków. Wymaga przede wszystkim sumienności, systematyczności i wytrwałości. Taka poduszka finansowa okazuje się jednak bardzo pomocna – nie tylko w rozwiązaniu nagłego i niezaplanowanego wydatku, ale także jako gwarancja wewnętrznego spokoju i poczucia bezpieczeństwa. A czy Polacy posiadają oszczędności? Firma Lindorff SA w najnowszym raporcie „Finansowe zwyczaje Polaków”[1] postanowiła to sprawdzić. Oto wyniki!

Czy Polacy mają oszczędności?

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Lindorff SA, znaczna część Polaków nie posiada w ogóle oszczędności – taką odpowiedź wskazał aż co 3 ankietowany. Co ciekawe, pytanie o oszczędności sprawiło kłopot 20% badanych, którzy odmówili odpowiedzi lub wskazali odpowiedź „trudno powiedzieć”. Możemy zatem domniemywać, że odsetek osób nie posiadających żadnych „zaskórniaków” jest większy niż 33%. Brak jakichkolwiek oszczędności niewątpliwie ma związek z brakiem umiejętności zarządzania swoim budżetem domowym, dlatego przyznanie się do tego mogło okazać się kłopotliwe.

A jeśli już mamy, to ile?

Z osób deklarujących, że posiadają jakiekolwiek odłożone pieniądze, najwięcej respondentów twierdzi, że posiada niewielkie oszczędności do 1000 zł (13%). Około co dziesiąty zadeklarował, iż posiada wolne środki w kwocie od 1001 do 5000 zł (9%) oraz od 5001 do 10 000 zł (10%). Część badanych (17%) ma na koncie oszczędnościowym odłożone znaczne sumy: 4% od 10 001 do 20 000 zł, 7% od 20 001 do 50 000 zł, a 6% nawet powyżej 50 000 zł.Badanie Lindorff – wykres 2

[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród  członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.Badanie Lindorff wykres 1

Co ciekawe, najwięcej oszczędności mają ankietowani z najmłodszej grupy wiekowej (25-32 lata), zarówno tych małych – 18% do 1000 zł i 14% do 5 000 zł, jak i znacznych – 7% od 10 001 do 20 000 zł oraz niemal co dziesiąty ankietowany od 20 001 do 50 000 zł.

Osoby, które są na początku swojej zawodowej kariery i ich sytuacja nie jest ustabilizowana, są bardziej zmobilizowane do regularnego odkładania pieniędzy. Poza tym posiadane kredyty np. hipoteczny , blokują ich przed zaciąganiem kolejnych zobowiązań, może ze względu na fakt, że dla Polaków nadal najważniejszym dobrem jest posiadanie własnego mieszkania czy domu. Młode osoby wybierają zatem bezpieczną opcję i na finansowanie swoich potrzeb (takich jak wyposażenie lub remont mieszkania, wakacje, kupno auta) przeznaczają oszczędności. Potwierdzają to także wyniki raportu przeprowadzonego na zlecenie firmy Lindorff SA – badani zadeklarowali, że niechętnie korzystają z możliwości zaciągania kredytu, czy pożyczki – 70% respondentów woli radzić sobie w inny sposób.

Czy oszczędzamy regularnie?

Ponad połowa Polaków oszczędza przynajmniej kilka razy do roku (58%). Regularne odkładanie pieniędzy dotyczy co czwartej osoby. Systematyczne oszczędzanie jest domeną osób młodszych.   Częściej niż kobiety robią to także mężczyźni. Pośród tych, którzy zadeklarowali, że w ogóle nie oszczędzają, jest najwięcej mieszkańców wsi oraz osób o najniższych deklarowanych dochodach.

Chcemy oszczędzać, ale…

Mimo że ankietowani twierdzą, że warto oszczędzać (82%), to aż połowa z nich wydaje cały dochód na bieżąco, uważając, że nie stać ich na oszczędzanie. Ponadto, biorąc pod uwagę wyniki raportu, można wnioskować, że większość nie wie, jak może dobrze zainwestować swoje oszczędności – blisko 70% ankietowanych deklaruje, że robiliby to częściej, gdyby znali na to sposób. Wskazuje to na dużą potrzebę edukacji w tym zakresie – specjaliści twierdzą, że tylko część osób deklarujących „nie stać mnie na oszczędzanie” rzeczywiście nie ma z czego odkładać. Reszta po prostu nigdy nie wypracowała w sobie nawyku systematycznego odkładania kilku procent dochodów.

Diners Club Polska: Polacy na wakacjach. Profile urlopowiczów

Ponad połowa mieszkańców wsi w tym roku nie wyjedzie poza miejsce zamieszkania. Za to najbogatsi Polacy tego lata pozwolą sobie na wczasy
za kilkadziesiąt tys. zł – wynika z badań Diners Club Polska.

Jak wyglądają wakacje studenta, a jak seniora? Dokąd wyjeżdżają Polacy, którzy nie martwią się o finanse? Czym różni się urlop mieszkańców metropolii od osób
z małych miejscowości? Diners Club Polska przedstawia profile polskich urlopowiczów.

Wakacje po studencku, czyli dalekie podróże z małym budżetem
Na wakacje wyjedzie w tym roku 60 proc. osób w wieku od 18 do 24 lat. 30 proc. przedstawicieli tej grupy wiekowej na wyjazd zamierza przeznaczyć mniej niż tysiąc zł. Będą to przede wszystkim oszczędności (w ten sposób wyjazdy wakacyjne sfinansuje aż 76 proc. osób), a znacznie rzadziej pożyczka od rodziny i znajomych (24 proc.). Mimo niewielkiego budżetu wakacyjnego to właśnie młodzi ludzie najczęściej deklarują, że na wakacje wyjadą za granicę. (Prawie 50 proc.). Wśród nich najpopularniejszą destynacją są kraje znajdujące się poza Europą (aż 23 proc.). Jednocześnie w tej grupie wiekowej jest najmniej chętnych do spędzenia tegorocznego lata w kraju (tylko 10 proc.). Na urlopie młodzi przede wszystkim chcą zwiedzać i poznawać nowe miejsca (ponad 35 proc.). Żaden z respondentów w tej grupy wiekowej na wakacjach nie zamierza zdobyć dodatkowych umiejętności.

Choć największy odsetek młodych ludzi planuje dalekie zagraniczne podróże, ubezpieczenie zapewni sobie jedynie połowa z nich. 27 proc. osób między 18 a 24 rokiem życie deklaruje, że przed podróżą skorzysta z usług ubezpieczyciela, a ok. 20 proc. zapewni sobie inną formę ubezpieczenia. Jeśli przyjrzymy się całej populacji to okaże się że za granicę wyjedzie 22 proc. z nas, a o ubezpieczenie zagranicznej podróży zadba 76 proc. – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

wakacje 2016

Wakacje najzamożniejszych, czyli luksus i egzotyka

Jedynie niecałe 7 proc. Polaków wyda w tym roku na wakacje ponad 4 tys. zł. Jeszcze mniej – zaledwie 1 proc. najbogatszych – pozwoli sobie na wczasy za więcej niż 10 tys. zł.

To naturalne, że wraz ze wzrostem zarobków rośnie skłonność do większych wydatków i rosną oczekiwania odnośnie jakości urlopu. Aż 22 proc. osób zarabiających powyżej 10 tys. zł miesięcznie deklaruje, że na ten cel przeznaczy więcej niż jedną miesięczną pensję. Zamożni Polacy szukają egzotyki, wyjątkowych wrażeń i luksusu – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club.

Z danych firmy Nielsen Polska wynika, że destynacje preferowane przez najzamożniejszych Polaków to przede wszystkim wyspy na Pacyfiku, Karaibach i Oceanie Indyjskim (m.in. Seszele, Malediwy i Sri Lanka) oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie i Lazurowe Wybrzeże we Francji.

Wczasy seniora, czyli blisko, spokojnie i bezpiecznie

Wyjazd wakacyjny w tym roku zaplanowało nieco ponad 40 proc. seniorów. Prawie połowa z nich na podróż chce wydać nie więcej niż 2 tys. zł. Większość na miejsce urlopu wybierze polski kurort. Za granicę tego lata wybiera się tylko 8 proc. osób
w wieku powyżej 65 lat. Niemal wszyscy przedstawiciele tej grupy wiekowej, którzy wyjadą poza Polskę zapewnią sobie ubezpieczenie – w biurze podróży,
u ubezpieczyciela lub w karcie kredytowej. Podczas wakacji reprezentanci grupy wiekowej 65 plus będą przede wszystkim odpoczywać stacjonarnie – np. w cieniu
na leżaku (31 proc.) oraz zwiedzając (21 proc.). Sport zamierza uprawiać 6,4 proc. osób starszych. Aż 67 proc. seniorów opłaci wakacje z oszczędności. Żaden
nie skusi się na zaciągniecie kredytu ani pożyczki, aby sfinansować wyjazd.

Urlop mieszkańców dużych miast, czyli aktywny wypoczynek w kraju

Prawie połowa reprezentantów największych polskich miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) spędzi urlop w Polsce. 18 proc. zamierza przeznaczyć na wyjazd nie  więcej niż 2 tys. zł. Taki sam odsetek przyznaje, że ich wakacyjny budżet mieści się w granicach od 2 tys. zł. do 4 tys. zł, a 11 proc. deklaruje, że przekroczy on 4 tys. zł. Co ciekawe, mieszkańcy metropolii są najbardziej aktywną sportowo grupą Polaków. Prawie 23 proc. z nich na urlopie chce zadbać o swoją kondycje i deklaruje, że w tym czasie będzie uprawiać sport.urlopy Polaków 2016

Wakacje mieszkańców małych miasteczek i wsi, czyli na bogato albo wcale

Wśród mieszkańców wsi i małych miasteczek największy jest odsetek osób, które wakacje spędzą w miejscu zamieszkania (odpowiednio 54 proc. i 41 proc.). Ci, którzy zdecydują się wyjechać nie zamierzają oszczędzać na podróżach. 19 proc. mieszkańców wsi swój wakacyjny budżet określa na poziomie od 2 tys. do 4 tys. zł. Podobną kwotę zamierza przeznaczyć na urlop 17 proc. mieszkańców miast do 50 tys. mieszkańców. Najczęściej wybierane destynacje to podróże po Polsce, jednak aż 6 proc. mieszkańców małych miast i taki sam odsetek mieszkańców wsi zdecyduje się w tym roku na daleką, egzotyczną podróż poza Europę. Mimo dużych wakacyjnych budżetów ponad połowa nie planuje skorzystać z żadnej oferty ubezpieczeniowej.

Nota metodologiczna:

Raport powstał na podstawie badań Plany wakacyjne Polaków 2016 – wydatki
i finansowanie” oraz „Plany wakacyjne Polaków 2016 – destynacje, organizacja
i ubezpieczenie podróży” zrealizowanych przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych
na zlecenie Diners Club Polska w marcu i w czerwcu 2016 r. metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI),
na ogólnopolskich grupach 1100 osób.

Mikołaj Rubeńczyk w zarządzie Pylon S.A.

Mikołaj Rubeńczyk Pylon S.A.
Mikołaj Rubeńczyk, Pylon S.A.

Mikołaj Rubeńczyk, dotychczasowy przewodniczący Rady Nadzorczej Pylon S.A  – objął z dniem 14 lipca 2016 roku funkcję wiceprezesa zarządu spółki. Jednocześnie jego obowiązki w Radzie Nadzorczej przejęła Jolanta Srebnicka, dotychczas wiceprezes Zarządu Pylon S.A.

Mikołaj Rubeńczyk jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Poza pełnieniem funkcji wiceprezesa zarządu Pylon S.A. jest wspólnikiem i prezesem PH „Maks” Sp. z o.o.

Mikołaj Rubeńczyk był nie tylko zaangażowany w stworzenie i powołanie Pylon S.A., ale od początku działalności spółki aktywnie uczestniczył w kreowaniu jej strategii biznesowej i rynkowym rozwoju marki Pylon Audio. Między innymi to dzięki jego inicjatywie upubliczniliśmy spółkę na rynku NewConnect, pozyskując 0,37 mln zł środków na dalszy rozwój. Jestem przekonany, że nowe uprawnienia, które Mikołaj Rubeńczyk nabywa dzięki wejściu do Zarządu Pylon S.A., znacząco ułatwią bieżącą działalność operacyjną spółki i mogą tym samym przyspieszyć wiele procesów związanych m.in. z pozyskiwaniem zewnętrznych źródeł finansowania czy międzynarodową ekspansją marki Pylon Audio podsumowuje Mateusz Jujka, prezes zarządu Pylon S.A.

Do kompetencji Mikołaja Rubeńczyka na stanowisku wiceprezesa zarządu Pylon S.A. będzie należeć m.in.:

  • kreowanie długoterminowej polityki inwestycyjnej Pylon S.A. oraz działalność operacyjna i nadzór nad realizacją strategii rozwoju Pylon S.A. i Pylon Sp. z o.o. na rynku kapitałowym
  • zarządzanie projektami związanymi z procesami pozyskiwania funduszy unijnych i venture
  • kierownictwo nad działem prawno-inwestycyjnym Pylon S.A.
  • tworzenie i realizacja strategii sprzedaży zagranicznej – pozyskiwanie nowych rynków (od 2016 roku), w tym rozwój struktur sprzedażowych i kanałów dystrybucji produktów Pylon Audio na rynkach zagranicznych
  • realizacja i nadzór nad obowiązkami informacyjnymi spółki Pylon S.A. w związku z obecnością na NewConnect oraz zarządzanie relacjami inwestorskimi

– Jestem niezwykle usatysfakcjonowany faktem wejścia do zarządu Pylon S.A., zwłaszcza w okresie tak intensywnego rozwoju spółki. Ze względu na zaangażowanie w powstanie i rozwój firmy, doskonale znam jej potencjał rynkowy, jak też specyfikę branży, w której działa. Rozszerzenie kompetencji – z nadzorczych na wykonawcze – jest więc dla mnie przede wszystkim dużym wyzwaniem biznesowym, ponieważ czuję się niezwykle odpowiedzialny za jak najlepsze wykorzystanie jej potencjału, jak też tworzenie nowych szans i warunków – już w oparciu o działania stricte operacyjne – do podnoszenia i wzmacniania konkurencyjności Pylon S.A. i tym samym aktywności na rzecz podnoszenia wartości spółki w kolejnych latach – dodaje Mikołaj Rubeńczyk, nowy wiceprezes Pylon S.A.

Poza zmianami na poziomie personalnym, 30 czerwca 2016 roku WZA Pylon S.A. zatwierdziło również uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki w drodze emisji nowych akcji serii H, realizowanej w ramach subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Emisja zaplanowana została na przełom III i IV kwartału 2016 roku, przy cenie emisyjnej nie niższej niż 0,22 zł za jedną akcję. Kapitał zakładowy Pylon S.A. zostanie tym samym podwyższony – w drodze emisji akcji zwykłych na okaziciela o wartości nominalnej 0,1 zł – do kwoty nie większej niż 3.018.538,8 zł. Celem planowanej emisji jest pozyskanie kapitału na sfinansowanie zobowiązań wynikających z zakupu nieruchomości przemysłowej w Jarocinie, którą spółka nabyła w styczniu 2016 roku z zamiarem przeniesienia i rozszerzenia dotychczasowej działalności produkcyjnej.

Jednocześnie, w czerwcu 2016 roku Pylon Sp. z o.o. – spółka powiązana z Pylon S.A. – pozyskała 71 tys. zł dofinansowania z PARP w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, poddziałanie 3.1.5. „Wsparcie MSP w dostępie do rynku kapitałowego – 4 Stock”. Ewentualny debiut Pylon Sp. z o.o. na rynku NewConnect nastąpi w ciągu 28 miesięcy od dnia przyznania dotacji. Zarząd Pylon S.A. zakłada, że przekształcona Pylon Sp. z o.o. konsekwentnie będzie prowadziła wyspecjalizowaną działalność produkcyjną i badawczo-rozwojową w zakresie technologii audio. Tym samym, upublicznienie Pylon Sp. z o.o. – przewidywane w ramach dynamicznego rozwoju organicznego Pylon S.A. – ma na celu przede wszystkim zwiększenie skali i możliwości produkcyjnych w odniesieniu do autorskich przetworników elektroakustycznych.

W I kwartale 2016 roku Pylon S.A. odnotował 0,87 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów własnych w porównaniu do 0,55 mln zł rok wcześniej. Początek 2016 roku okazał się dla polskiego producenta niezwykle atrakcyjny pod względem zbytu – krajowi konsumenci kupili w tym czasie aż 625 autorskich zestawów głośnikowych marki Pylon Audio w porównaniu do 359 rok wcześniej i 233 w pierwszych trzech miesiącach 2014 roku.

Z kolei, w 2015 roku Pylon S.A. osiągnął 52 proc. wzrost sprzedaży produktów własnych w ujęciu ilościowym i 59 proc. pod względem przychodów. W tym okresie producent sprzedał łącznie 1455 zestawów głośnikowych w odniesieniu do 957 w 2014 roku, dzięki czemu przychody spółki wyniosły narastająco po czterech kwartałach 2015 roku 2,29 mln zł w porównaniu do 1,44 mln zł rok wcześniej.

Zniesienie bankowego tytułu egzekucyjnego, a perspektywy rynku wierzytelności

Zmiany regulacyjne w sektorze bankowym są już widoczne na rynku wierzytelności. Likwidacja bankowego tytułu egzekucyjnego oraz wprowadzenie podatku od aktywów skłaniają banki do wzmożonej sprzedaży portfeli wierzytelności wyspecjalizowanym podmiotom. Rosnąca wartość niespłacanych zobowiązań i liczba dłużników wpływają na wzrost rynku windykowanych wierzytelności.

Od początku 2015 roku doszło do wielu zmian w obszarze prawa bankowego: wzrosły wymogi kapitałowe, zniesiono bankowy tytuł egzekucyjny (BTE), a kilka miesięcy temu wprowadzono podatek od aktywów. Kolejnym wyzwaniem dla banków będzie oczekiwana ustawa regulująca status kredytów frankowych. Zdarzenia te wpływają na spadek indeksu WIG-BANKI – od kwietnia ub.r. spadł o blisko 26%.

Szczególnie dotkliwą dla bankowości, a zarazem dobrą dla dłużników zmianą była likwidacja BTE. Modyfikacje w tym zakresie były wynikiem decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który w kwietniu 2015 roku uznał, że przepisy bankowe umożliwiające wystawianie BTE naruszają zagwarantowaną konstytucyjnie zasadę równego traktowania. 27 listopada ub.r. weszła w życie ustawa, która zniosła funkcjonujące od 20 lat prawo.

W poprzednim stanie prawnym banki mogły wystawiać BTE na podstawie własnych ksiąg, a cały proces przebiegał bardzo sprawnie i nie wiązał się z dużymi kosztami. Sąd weryfikował przesłane przez bank dokumenty tylko pod względem formalnym, nie badając kwestii merytorycznych. W razie stwierdzenia poprawności wniosku, sąd nadawał mu klauzulę wykonalności w ciągu trzech dni od złożenia przez bank dokumentów. Ta decyzja stanowiła wystarczającą podstawę do wszczęcia egzekucji sądowej przez komornika.

Dzięki nowelizacji prawa bankowego, dłużnicy nie muszą obawiać się już tak szybkiego i nieoczekiwanego rozwiązania swojej sprawy. Według obowiązujących przepisów bank zanim rozpocznie procedurę sądową powinien skierować do osoby zalegającą ze spłatą zobowiązań wezwanie do zapłaty wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni. Co więcej, w takim dokumencie bank powinien zawrzeć informację o możliwości złożenia przez kredytobiorcę wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Obecny — rozbudowany proces obsługi odzyskiwania wierzytelności sprawia, że banki coraz częściej decydują się na outsourcing tzw. złych kredytów, czyli sprzedaż nieuregulowanych długów firmom windykacyjnym.

Zniesienie BTE oraz pozostałe zmiany w prawie bankowym tworzą pozytywne otoczenie rynkowe dla branży wierzytelności. Sprzyjające dla firm odzyskujących wierzytelności są również dane o wzrastającej liczbie niespłacanych portfeli. Aż 2 mln 150 tys. Polaków nie spłaca zobowiązań kredytowych i poza kredytowych. Łączna kwota zaległości wynosi 44,65 mld zł., co oznacza kolejny w tym roku wzrost[1].

Zarówno ubiegły jak i obecny rok przyniosły korzystne dla rozwoju branży wierzytelności wydarzenia. Zaliczam do nich zmiany regulacyjne w sektorze bankowym oraz poprawiające kondycję gospodarstw domowych: dobrą koniunkturę gospodarczą i towarzyszący jej wzrost, a także program 500+. Podaż portfeli masowych nie słabnie, a na rynku kapitałowym widać dużą aktywność firm windykacyjnych finansujących zakupy portfeli poprzez emisję obligacji – mówi Jacek Daroszewski, prezes FAST FINANCE S.A.

Podmioty z branży windykacyjnej decydują się obecnie na duże emisje obligacji korporacyjnych, które przeznaczane są na zakup dostępnych na rynku atrakcyjnych portfeli wierzytelności. Oczekiwana przez rynek windykacyjny wartość sprzedanych portfeli kredytowych banków do końca 2016 r. wynosi ponad 16 mld zł[2].

Co istotne, dla osób zalegających ze spłatą zobowiązań wzmożona sprzedaż ich długów do firm windykacyjnych to również dobra wiadomość. Prowadzenie postępowania przez firmę windykacyjną pozwala na uzyskanie korzystnych rat
i terminów spłaty, a także na uniknięcie egzekucji komorniczej.

[1] Raport InfoDług czerwiec 2016, Ogólnopolski raport o zaległym zadłużeniu i niesolidnych dłużnikach, 32 edycja, BIG InfoMonitor.

[2] Tamże.

Złoto błyszczy po Brexicie

Jeśli jest ktoś zadowolony z wyniku referendum w Wielkiej Brytanii to posiadacze złota. Cena kruszcu po Brexicie wzrosła do najwyższego poziomu od dwóch lat. Od początku roku zysk z inwestycji w metal wyniósł blisko 30 proc.

Dzień po referendum w sprawie Brexitu liczba wejść na stronę Royal Mint, brytyjskiej mennicy wzrosła o 550 proc. Ludzie szukali informacji jak kupić złoto i sprawdzali ceny. Jeśli ktoś na rynku finansowym cieszył się z wyniku głosowania na Wyspach to chyba tylko brokerzy handlujący żółtym kruszcem, kontraktami na metal i powiązanymi z nim ETF-ami. Złoto, które od początku roku znajduje się na trajektorii wznoszącej, po Brexicie poszybowało jeszcze mocniej w górę osiągając cenę 1 375 dolara za uncję. Potem ceny lekko spadły, ale nadal utrzymują się w granicach 1350 dolarów – poziom najwyższy od blisko dwóch lat. Kto na początku roku zainwestował w kruszec dzisiaj cieszy się z prawie 30-procentowego zysku. Licząc w dolarach. W funtach cena metalu poszła w górę o jedną trzecią.

Trudno w to uwierzyć, ale niemal równo rok temu, w lipcu 2015 r., złoto znajdowało się w silnym trendzie spadkowym, najdłuższym od lat 90., trwającym przez szereg sesji z rzędu i analitycy spodziewali się, że za uncję przyjdzie płacić mniej niż 1000 dolarów. Kilka tygodni później doszło do odbicia, a od grudnia 2015 r. surowiec systematycznie drożeje.

Przyczyną jest z jednej strony niedowartościowanie kruszcu, który po szczycie osiągniętym 25 lipca 2011 r., kiedy padł historyczny rekord ceny złota 1837,68 dolara za uncję, spadł 1 grudnia 2015 r. do 1061,98 dolara. Znacznie większy wpływ na notowania wywiera jednak otoczenie rynkowe. Złoto jest uważane za jeden z inwestycyjnych „bezpiecznych portów”, w których można zaparkować pieniądze w czasach niepewności. A niepewność jest chlebem powszednim na rynkach finansowych od ponad sześciu miesięcy ubiegłego roku. Zaczęło się od niepewnych prognoz co do wzrostu gospodarczego na świecie. Na początku tego roku mocno uderzone zostały kursy banków na całym świecie, co było reakcją na kiepskie perspektywy sektora w związku z ujemnymi stopami procentowymi. Potem pojawiły się obawy o losy Brexitu, a zza oceanu zaczęły napływać niepokojące informacje o rosnących szansach na nominację Donalda Trumpa w jesiennych wyborach prezydenckich.

Dolar kontra złoto

Pierwsze z ryzyk właśnie się zmaterializowało. Warto odnotować, że reakcja rynków finansowych na decyzję Brytyjczyków była równie mocna, a czasem mocniejsza niż po upadku banku Lehman Brothers. Obydwa wydarzenia bywają zresztą często zestawiane w poszukiwaniu analogii. Złoto zupełnie nie wpisuje się w ten schemat. Po bankructwie Lehmana jego kurs zanurkował w ślad za większością aktywów. Wyjątek stanowił dolar, postrzegany wówczas jako „safe haven”. Po Brexicie amerykańska waluta również zyskiwała na wartości, szczególnie do funta, ale złoto poszło mocniej w górę.

Dlaczego? Od początku tego roku na cenie metalu cieniem kładzie się kurs dolara. Jednym z czynników niepewności jeśli chodzi o notowania złota była prognozowana zwyżka stóp procentowych w USA. Analitycy spodziewali się co najmniej dwóch podwyżek w tym roku. Pierwsza miała zostać ogłoszona przez Fed w czerwcu. Wzrost stóp napędziłby popyt na dolara i prawdopodobnie uderzył w cenę złota. Po Brexicie jest to scenariusz raczej mało realny. W czerwcu podwyżki stóp nie było i wydaje się, że jesienią również do niej nie dojdzie.

Złotu odpadł zatem konkurent – dolar. Nie oznacza to jednak, że przed kruszcem jest już tylko marsz w górę. Po skoku ceny wywołanej szokiem referendalnym nastąpiła korekta i raczej nie zanosi się, żeby kurs przebił 1500 dolarów, czego spodziewali się po Brexicie optymiści. Analitycy RBS uważają, że margines do dalszych wzrostów notowań jest ograniczony. Podobnego zdania jest Goldman Sachs. Z kolei Fidelity Select Gold Portfolio uważa, że złoto jest dobrym sposobem na zabezpieczenie się przed ujemnymi stopami procentowymi.

Donald Trump na horyzoncie

Nastawienie rynku do wycen złota jest jednak mocno „bycze”. Według Commodity Futures Trading Commission po Brexicie inwestorzy przerzucili się z pozycji krótkich na długie i pod koniec czerwca zawarli kontrakty na 25,6 mln uncji, czyli 800 ton kruszcu. Mocno rośnie też popyt na ETF złota – 30 proc. od początku roku, osiągając poziom 53,3 mln uncji. To najwyższa wartość od 2013 r.

Część analityków studzi oczekiwania związane z dalszym wzrostem ceny złota, gdyż uważają, że nie ma większych podstaw do dalszych zwyżek, tym bardziej, że na wartości rośnie dolar. Optymiści uważają, że niepewność nadal będzie paliwem napędzającym notowania kruszcu. A tej nie zabraknie – przed nami jesienne wybory w USA. Jeśli wygra Donald Trump być może złoto przebije 1500 dolara za uncję.

***

Konrad Grzelec, BGŻOptima