Rosną wydatki koncernów farmaceutycznych na reklamę. Promowane były głównie leki przeciwbólowe i przeciwprzeziębieniowe

CEO Magazyn Polska

270 mln zł przeznaczyła na komunikację marketingową w IV kwartale ub.r. branża farmaceutyczna, o około 15 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Najczęściej reklamowane były leki przeciwbólowe i przeciwprzeziębieniowe. Największe środki trafiły do telewizji i radia. Nieco słabiej, zapewne przejściowo, radził sobie internet.

W IV kw. wydatki branży farmaceutycznej na reklamę wzrosły o 15 proc. W całym roku ten wzrost nie był już tak dynamiczny, bo tylko o 2 proc. – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Bieńko, prezes domu mediowego Codemedia.

Jak wynika z ostatniego raportu domu mediowego Codemedia, w ostatnim kwartale ubiegłego roku wydatki branży farmaceutycznej na komunikację reklamową zamknęły się w kwocie około 270 mln zł, natomiast przez cały rok producenci wydali na ten cel 870 mln zł. Jak doprecyzowuje Piotr Bieńko, najczęściej reklamowane były leki przeciwbólowe i przeciwprzeziębieniowe. Na ich promocję w ostatnim kwartale roku przeznaczono 114 mln zł.

To jest podstawa całej kategorii, ponad 40 proc. udziałów – tłumaczy Piotr Bieńko z Codemedia. – Na drugim miejscu są środki ujęte jako „inne”, czyli produkty, których wcześniej nie było, na nowe schorzenia. To kategoria, która też rozwija się dosyć mocno. I oczywiście witaminy. Tak naprawdę te trzy rodzaje produktów farmaceutycznych odpowiadają za 80 proc. całego rynku.

Według raportu Codemedia 70 proc. wydatków reklamowych we wszystkich kategoriach produktowych trafiło do telewizji. Na drugim miejscu było radio, na trzecim – pozostałe media, które w sumie generowały mało znaczące przychody z tego tytułu.

Ale tam odnotowano z kolei przedziwne dynamiki – zauważa Piotr Bieńko. – Szczególnie, jeżeli spojrzymy na outdoor, który w 2014 roku prawie był nieużywany, a tu nagle trochę wrócił do łask. Za to widać wyraźny spadek w internecie, co w br. może się odwrócić, bo pewnie ktoś wróci do gry, szukając niszy komunikacyjnej.

Jak wynika z danych badającej sektor firmy IMS Health, krajowy rynek farmaceutyczny wyceniany jest na ponad 34 mld zł, z czego tylko 3 mld zł stanowi rynek szpitalny. Rynek apteczny wzrósł w ub.r. o 2,3 mld zł, czyli o 7,1 proc. Segment leków na receptę wzrósł o ponad 1,1 mld zł, natomiast segment leków i produktów OTC o blisko 0,9 mld zł.

Branża farmaceutyczna poszukuje nowych kategorii, w których będzie się rozwijać i zapewne w br. nadal będziemy obserwować taką tendencję – prognozuje Piotr Bieńko. – Już w czwartym kwartale ub.r. dało się zauważyć wzrost aktywności nowych produktów. To segment, który pozwala na dywersyfikację zarówno istniejących wyrobów, jak i tworzenie nowych, na wcześniej nieobjęte nimi schorzenia. Chodzi o poszerzanie pola marketingowego.

Pod względem kanałów komunikacji marketingowej w 2016 roku, jak przekonuje Piotr Bieńko, prawdopodobnie do łask reklamodawców powróci internet zapomniany w 2015 roku. Może także zaktywizować się reklama w kolorowych magazynach. Większość produktów parafarmaceutycznych kierowana jest bowiem do kobiet będących dobrymi konsumentami tego rodzaju treści, a na rynku jest duży wybór dobrze radzących sobie tytułów.

4F wchodzi na zagraniczne rynki. Firma planuje nawiązanie współpracy indywidualnej z najlepszymi sportowcami

0

CEO Magazyn Polska

4F chce być firmą globalną. Do końca tego roku ma powstać kilkanaście sklepów w krajach europejskich. Firma chce również wejść na rynek amerykański, gdzie skupi się na sprzedaży hurtowej. Dzięki współpracy z reprezentacją olimpijską Serbii i Łotwy 4F będzie promowane przez największe postaci tamtejszego świata sportu. Taka forma marketingu przynosi efekty, dlatego 4F w przyszłości zamierza rozpocząć współpracę indywidualną ze sportowcami.

Mamy obecnie blisko 180 sklepów. W najbliższym czasie planujemy dojść do 200 i na tym tak naprawdę chcemy zakończyć, bo mamy jeszcze współpracujące sklepy partnerskie. Naszym celem jest teraz wyjście poza Polskę. Robimy to dwutorowo. Z jednej strony otwieramy w tym roku sklepy monobrandowe w pięciu krajach europejskich, robimy też pierwsze kroki w kierunku ekspansji na rynek amerykański – informuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Igor Klaja, prezes spółki OTCF, właściciela marki 4F.

Firma w ciągu najbliższych pięciu lat chce zwiększać sprzedaż na zagranicznych rynkach. Do końca 2016 roku planuje otwarcie blisko 20 nowych sklepów, m.in. w Czechach, na Słowacji, w Rumunii, Serbii oraz na Łotwie. W Europie 4F stawia na sprzedaż detaliczną, inną strategię przyjęła na rynku amerykańskim.

Będziemy tam przede wszystkim sprzedawać w kanałach hurtowych, czyli do naszych partnerów. Wychodzimy z naszego kraju i próbujemy pokazać 4F jako markę europejską i globalną – wskazuje prezes OTCF.

Marka nawiązała współpracę z reprezentacjami olimpijskimi. Od igrzysk w Vancouver w 2010 logo pojawia się na strojach polskich sportowców, a teraz również reprezentantów Łotwy i Serbii. Tym samym firma zyskała marketingowo. Na olimpiadzie w Rio de Janeiro stroje marki będzie nosić m.in. Novak Djoković, obecnie najlepszy tenisista i główny faworyt do zdobycia złotego medalu.

Jako partner komitetów olimpijskich dostarczamy odzież treningową, do codziennego użytku i defiladową, w której odbiera się medale. Nie jest to odzież startowa. Jeśli Novak Djoković zdobędzie złoty medal na igrzyskach w Rio w tenisie, a to jego marzenie, to odbierze go w dresie 4F. To duża satysfakcja i początek współpracy z wielkimi sportowcami, o której oczywiście myślimy. Nie jest to jednak jeszcze współpraca indywidualna – wskazuje Klaja.

W Polsce 4F współpracuje indywidualnie ze sportowcami, m.in. tenisistą Łukaszem Kubotem i biathlonistką Moniką Hojnisz. Taka forma marketingu przekład się na wyniki finansowe. W ubiegłym roku firma zanotowała 400 mln zł przychodu, przede wszystkim ze sprzedaży stacjonarnej. Jak jednak podkreśla Klaja, na znaczeniu zyskuje sprzedaż internetowa, która w Polsce dynamicznie się rozwija. Wedle prognoz ekspertów Sociomantic Labs w tym roku wartość rynku handlu internetowego może wynieść już 36 mld zł.

To kanał, który wydaje się, że będzie odgrywał coraz ważniejszą rolę. Zakupy są bardzo przyjazne, bo klient może zwrócić towar bez podawania przyczyn. Jest to rynek, którego udział będzie rósł – ocenia prezes OTCF.

Jak wskazuje Klaja, kolekcja olimpijska jest w ok. 50 proc. szyta w Polsce. Koszty pracy w Azji są coraz droższe, dlatego jeszcze w połowie roku może zostać otwarta duża szwalnia w naszym kraju. Firma chce jednak, by odzież była szyta w tych krajach, które mają największe kompetencje.

Kraje azjatyckie pewne elementy sportowe szyją najlepiej, a my podążamy za rynkiem. Szyjemy tam, gdzie jest najlepsza technologia. Podobnie jak cały świat sportowy szukamy bezkompromisowej technologii, dlatego że w przypadku kolekcji olimpijskich najważniejsze jest zadowolenie sportowca, a nasza kolekcja jest bardzo techniczna i zaawansowana – zaznacza Igor Klaja.

Firmy stawiają na cyfrową transformację. Na chmurę, analizę danych i mobilność przeznaczą 60 proc. budżetu na IT

CEO Magazyn Polska

W ciągu najbliższych pięciu lat firmy zainwestują w chmurę obliczeniową 500 mld dol. W centrum cyfrowej rewolucji, na którą stawiają przedsiębiorstwa z każdej branży, znajdą się również rozwiązania big data, mobilność, internet rzeczy oraz media społecznościowe. 60 proc. firm, w których stanie się to częścią strategii, do 2020 roku podwoi swoją produktywność dzięki zmianom głównych procesów operacyjnych.

Wśród całej masy technologii IDC wyróżnia kilka które ich zdaniem będą zmieniały biznes. Będzie to chmura, analityka danych, mobilność i sieci społecznościowe. Oprócz tego widzimy technologie, które nazywamy akceleratorami innowacji, czyli sztuczna inteligencja, bezpieczeństwo nowej generacji, virtual reality czy augmented reality [wirtualna rzeczywistość i rozszerzona rzeczywistość – red.]. Tych elementów jest bardzo dużo i one będą w najbliższych latach zdecydowanie zmieniać krajobraz, w którym żyjemy – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Słoniewski, analityk rynku w International Data Corporation (IDC).

Jak prognozuje IDC, do końca 2017 roku dwie trzecie największych firm na świecie postawi cyfrową transformację w centrum strategii korporacyjnej. Rozwój cyfrowych strategii biznesowych pochłonie ponad połowę budżetów IT.

Dla skutecznego przeprowadzenia cyfrowej transformacji kluczowe będzie doskonalenie wykorzystania technologii chmurowej. Do 2020 roku wydatki przedsiębiorstw na oprogramowanie, sprzęt, wdrożenia, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą ponad 500 mld dol. To ponad trzy razy więcej niż obecnie.

Chmura będzie swego rodzaju spoiwem, które będzie pozwalało komunikować się pozostałym filarom tego, co nazywamy trzecią platformą, czyli będzie umożliwiała analitykę wielkich danych dużym i małym przedsiębiorstwom, będzie umożliwiała właściwe działanie urządzeń mobilnych i sieci społecznościowych – wyjaśnia Słoniewski.

IDC wskazuje, że do 2018 roku liczba chmur branżowych sięgnie 500 lub więcej, dziś jest ich powyżej 100.

Zdaniem analityków IDC 60 proc. firm sektora B2B (usługi dla przedsiębiorstw) i 80 proc. B2C (konsumenckie) wprowadzi usprawnienia w punktach obsługi (front office) oraz systemach komunikacji z nabywcami. Wszystko po to, by dostosować się do ogromnego, liczonego w dziesiątkach tysiącach procent wzrostu liczby klientów. Relacje z nimi będą wymagać przy tym obsługi znacznie bardziej spersonalizowanej.

Biznes zmienia się w bardzo radykalny sposób, głównie ze względu na to, że konsumenci przechodzą na technologię cyfrowe. To oni wymuszają na firmach zmianę w kierunku technologii mobilnych, chmury i produktów, które są dużo lepiej dopasowane do nowego stylu konsumowania treści – dodaje ekspert IDC.

Według IDC wzrost gospodarki cyfrowej będzie napędzany głównie przez oprogramowanie. Zdolność przedsiębiorstw do rozwoju oraz rywalizacji rynkowej w znacznym stopniu zależeć ma od innowacyjności związanej z umiejętnościami i wielkością zespołu IT. Do 2018 roku przedsiębiorstwa decydujące się na cyfrową transformację powiększą swoje działy IT ponaddwukrotnie. Zmiany te będą dotyczyły każdej branży.

Każda firma będzie musiała wybrać swoją drogę, inaczej ukształtuje się strategia technologiczna spółki działającej w handlu detalicznym, inaczej w sektorze publicznym, jeszcze inaczej w branży energetycznej – precyzuje Tomasz Słoniewski. – Ale w każdym z tych przypadków kierownictwo będzie musiało się zastanowić nad tym, które z elementów nowych technologii są niezbędne, w które trzeba zainwestować i gdzie poszukiwać talentów. W najbliższym czasie będzie to jeden z najbardziej wymagających elementów zarządzania.

Jednym z najbardziej rozwojowych obszarów cyfrowej transformacji – według IDC – ma być internet rzeczy (IoT). Analitycy prognozują, że do 2018 roku liczba urządzeń wykorzystujących tę technologię wzrośnie ponaddwukrotnie i osiągnie liczbę 22 mld, stymulując rozwój 200 tys. aplikacji i rozwiązań. IoT najszybciej rozwijać się będzie w branżach produkcyjnej, transportowej, sprzedaży detalicznej oraz służbie zdrowia.

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W. Wojciechowski (Plus Bank): RPP nie zmieni poziomu stóp jeszcze przez rok. Potem możliwa jest podwyżka

CEO Magazyn Polska

Na najbliższym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie  uważa Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Jego zdaniem pierwszą decyzją dotyczącą zmiany poziomu stóp w Polsce będzie podwyżka, ale nie wcześniej niż za rok. Deflacja utrzyma się do końca III kw. bieżącego roku. Na złotego mocniej oddziaływać będą decyzje Fedu i dane z amerykańskiej gospodarki.

– Zakładam, że stopy procentowe w tym roku nie zostaną obniżone, a kolejnym ruchem w scenariuszu bazowym będzie ich podwyżka, ale dopiero być może za rok, czyli w marcu 2017 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – Stopy procentowe zostaną utrzymane, mimo że okres powrotu inflacji do celu cały czas się oddala. Deflacja, wbrew wcześniejszym prognozom, również nie zakończyła się na przełomie tego roku. Zakładam teraz, że może ona potrwać do końca III kw.

Podejmując decyzję na marcowym posiedzeniu, Rada będzie już dysponować najnowszą projekcją inflacji, którą Narodowy Bank Polski przygotowuje trzy razy do roku. Prawdopodobnie założenia inflacyjne zostaną w niej zrewidowane w dół. Poprzednia prognoza zakładała całoroczną inflację w 2016 roku na poziomie 1,1 proc.

Wskaźnik cen towarów i usług w ubiegłym roku spadł w Polsce o 0,9 proc. Ceny spadają od połowy 2014 roku, głównie z powodu niskich cen surowców i związanych z tym niższych kosztów transportu. Spadek cen ropy rozpoczął się właśnie w połowie 2014 roku, gdy za baryłkę ropy WTI trzeba było płacić przeszło 100 dolarów. W połowie lutego br. cena spadła do mniej niż 30 dolarów.

– To nie jest odzwierciedlenie słabości polskiej gospodarki, tylko nowego tąpnięcia na rynku surowców energetycznych. Pomimo znaczącego odchylenia inflacji od celu in minus, realne tempo wzrostu gospodarki jest jednak na zadowalającym poziomie i obniżenie stóp procentowych nic by nie dało pozytywnego. Natomiast zrodziłoby potencjalne koszty, które byłyby znacznie większe od ewentualnych korzyści – przekonuje Wojciechowski.

Obniżka stóp mogłaby dodatkowo osłabić złotego, który i tak pozostaje pod presją od kwietnia ubiegłego roku, a do dolara osłabia się już półtora roku. Pod koniec stycznia za dolara trzeba było płacić ponad 4,10 zł. Obecnie koszt amerykańskiej waluty to ok. 4 zł. Perspektywy na umocnienie złotego są jednak bardzo niepewne, bo amerykański bank centralny prawdopodobnie będzie podnosił w tym roku stopy procentowe. Najbliższe posiedzenie Rezerwy Federalnej odbędzie się w tygodniu następującym po posiedzeniu RPP.

– Inwestorzy wycofują się z rynków wschodzących, w tym także z Polski, kierując się chociażby do Stanów Zjednoczonych, gdzie utrzymują się oczekiwania na dalsze podwyżki stóp procentowych – wyjaśnia Wojciechowski. – Na notowania złotego będzie przede wszystkim oddziaływało to, w jakim tempie Rezerwa Federalna będzie podnosiła stopy procentowe. Jeżeli pojawiają się twarde dane potwierdzające dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki, czy to z rynku pracy, czy z przemysłu, to wówczas kapitał będzie odpływa z rynków wschodzących np. do Stanów Zjednoczonych. Niestety, ze względu na niepewność w polityce fiskalnej w Polsce silniej odczuwamy negatywne efekty niż inne kraje, które mają sytuację fiskalną bardziej zrównoważoną.

Qumak przygotowuje się do przetargów z nowej perspektywy UE 2014–2020. Widzi duży potencjał rozwoju w obszarze hydrometeorologii

0

CEO Magazyn Polska

Zarządzanie ruchem ulicznym i komunikacją, infrastrukturą lotniczą, a także systemy przeciwpowodziowe czy oprogramowanie sterujące inteligentnymi budynkami to obszary specjalizacji Qumaka. Spółka przygotowuje się na moment, gdy pieniądze z nowej unijnej perspektywy zaczną płynąć do Polski i ruszy lawina przetargów na projekty związane z inteligentną infrastrukturą.

– Konkursy i przetargi w ramach nowej perspektywy UE, która obowiązuje w latach 2014–2020, są mocno opóźnione. W ostatnim półroczu pojawiło się bardzo mało przetargów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Tiahnybok, p.o. prezesa spółki Qumak. – Jest to związane m.in. ze zmianą władzy w Polsce. Liczymy jednak na to, że właśnie te przetargi staną się źródłem naszych przychodów w drugiej połowie roku.

Spółka przede wszystkim spodziewa się ofert związanych z rozwojem projektów z zakresu smart city – zarówno inteligentnych budynków, jak i systemów zarządzania ruchem. Jak przekonuje jej szef, Qumak ma w tej dziedzinie unikatowe na polskim rynku referencje.

– W grudniu zakończyliśmy wdrażanie systemu Tristar, który zarządza ruchem oraz komunikacją miejską w Trójmieście. Podobny projekt zrealizowaliśmy też w Lublinie. W związku z tym mamy dziś referencje w zakresie zarządzania ruchem miejskim, a to jest istotnym elementem smart city – mówi Tiahnybok. – Chcemy stworzyć kompleksową ofertę dla miast i gmin, które będą chciały zrealizować takie projekty.

Jak szacuje p.o. prezesa Qumaka same przetargi związane z obszarem inteligentnych miast warte będą co najmniej kilka miliardów złotych. Z programu Infrastruktura i Środowisko na rozwój transportu miejskiego ma trafić 2,3 mld euro, inteligentnych systemów transportowych – 120 mln euro, inwestycji wspierających wytwarzanie i dystrybucję energii ze źródeł odnawialnych – 300 mln euro, a na promocję efektywności energetycznej – 150 mln euro. Do tego dojdą pieniądze z regionalnych programów operacyjnych.

– Jeszcze parę lat temu wydawało się, że w Polsce ten rynek jest bardzo mały. Nawet duże spółki rezygnowały i likwidowały swoje działy zajmujące się budynkami inteligentnymi. Tymczasem my rozwinęliśmy kompetencje w tym kierunku i teraz wykorzystujemy koniunkturę – mówi szef Qumaka. – Uważamy, że rynek nie jest jeszcze nasycony, szczególnie jeśli chodzi o wysoko zaawansowane rozwiązania. To jest bardzo duża szansa dla nas. Progres technologii efektywnościowych i wzrost świadomości będą determinować rozwój inteligentnych budynków. 

Pod koniec ubiegłego roku Qumak oddał czwarty, przedostatni etap Informatycznego Systemu Osłony Kraju. Kontrakt wart 50,6 mln zł zostanie zakończony w tym roku. To system, który ma umożliwiać sprawne zarządzanie w razie zagrożenia powodziowego. Qumak liczy na dalsze zlecenia związane z hydrologią.

– Wierzymy w to, że obszar związany z hydrometeorologią ma duży potencjał rozwoju. Uważamy, że doświadczenie, które zdobyliśmy przy ISOK-u, pozwoli nam się dalej rozwijać w tym obszarze i zdobyć nowe kontrakty – mówi Tiahnybok. – Liczymy, że będzie ich więcej w nowej perspektywie unijnej.

35 mln zł rocznie ma przynosić Netii jej integracja z TK Telekom

0

CEO Magazyn Polska

Już od 2018 r. TK Telekom ma przynosić Netii 35 mln zł zysku rocznie. Tak spółka szacuje wartość synergii po przejęciu telekomunikacyjnego operatora od PKP. TK Telekom ma zwiększyć konkurencyjność Netii w obszarze klientów biznesowych.

– Zakup TK Telekom był dla nas dużym wyzwaniem organizacyjnym, ale spółka ta znakomicie uzupełnia nasze zdolności dostarczania usług do klientów i rozszerza zasięg naszej sieci szkieletowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Szopa, prezes Netii. – Co ważne, udało nam się także z sukcesem zakończyć proces budowania iClouda, czyli usług chmurowych dla naszych klientów, co także poszerzyło naszą bazę produktową i przełożyło się na stabilizację wyników. Myślę, że ciągle jesteśmy bardzo atrakcyjnym partnerem w tym obszarze.

Netia nabyła TK Telekom od PKP w lipcu 2015 roku. Zapłaciła za spółkę 222 mln zł. Czwarty kwartał ubiegłego roku był pierwszym, w którym wyniki TK Telekom były konsolidowane w ramach grupy. W całym 2015 roku segment biznesowy przyniósł 834,2 mln zł, zaś konsumencki – 648,6 mln zł. TK Telekom przyniosło grupie 65 tys. zł.

– Przejęcie TK Telekomu de facto czyni nas dzisiaj jednym z największych dostawców sieci szkieletowej na rynku, co będzie bardzo atrakcyjne dla naszych potencjalnych klientów. Jednocześnie pozwala nam optymalizować koszty i uzyskać potężne synergie wynikające z tego tytułu.

TK Telekom ma czwartą najdłuższą sieć światłowodową w Polsce liczącą 7,4 tys. km z dostępem do stacji kolejowych w centrach miast, w 350 lokalizacjach. Spółka jest zarazem operatorem hurtowym, operatorem świadczącym usługi innym operatorom, klientom biznesowym oraz jednostkom administracji publicznej.

– Na rynku klienta indywidualnego osiągnęliśmy niewątpliwy sukces sprzedaży w obszarach przejętych czy kupionych od UPC na sieci tzw. poasterowej, gdzie udało nam się w bardzo krótkim czasie zyskać wielu klientów. Jest to o tyle satysfakcjonujące, że pokazuje naszą zdolność dostarczania usług szybko i w dobrej jakości. Ponadto pozwala nam rywalizować na tak agresywnym rynku, jakim jest rynek telewizji kablowej.

Prezes Netii podkreśla, że w 2015 roku spółka mogła się pochwalić pełnym portfolio produktów. Na koniec ubiegłego roku grupa miała około 1,25 miliona abonentów stacjonarnych usług głosowych oraz około 756 tysięcy użytkowników szerokopasmowego dostępu do internetu. Liczba aktywnych usług telewizyjnych wzrosła do 164 tysięcy, co stanowi wzrost o 19 proc. w ujęciu rok do roku.

UKE uruchomiło wyszukiwarkę usług szerokopasmowych. Na dostępie do informacji skorzystają i konsumenci, i operatorzy telekomunikacyjni

CEO Magazyn Polska

Wyszukiwarka infrastruktury i usług szerokopasmowych uruchomiona przez Urząd Komunikacji Elektronicznej służyć ma zarówno dostawcom, jak i odbiorcom usług telekomunikacyjnych. Z jednej strony ułatwi klientom porównanie dostępnych ofert, z drugiej zoptymalizuje ofertę firm i pomoże w wyborze kierunku inwestowania. Ma też zwiększyć konkurencyjność ofert.

– Wyszukiwarka, którą udostępniamy na stronie internetowej Urzędu Komunikacji Elektronicznej, to narzędzie, które pomaga każdemu z nas sprawdzić, jakie usługi telekomunikacyjne dostępne są pod danym adresem zamieszkania, ale też w każdym innym miejscu, gdzie np. planujemy wyjechać albo kupić mieszkanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Konsument dzięki tej aplikacji będzie mógł zobaczyć, jacy operatorzy mogą mu świadczyć usługi. Nie tylko ci, którzy akurat do niego zastukali do drzwi. 

Prezes UKE podkreśla, że wyszukiwarka zawiera dane zbierane w systemie Urzędu od samych operatorów, a następnie wykorzystuje je do analiz i badania rynku. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że Polska pod względem cyfryzacji jest na 22. miejscu w Unii Europejskiej, a dostęp do sieci szerokopasmowej ma tylko 57 proc. polskich gospodarstw. Magdalena Gaj podkreśla, że przed Polską zatem wiele do zrobienia, a to oznacza konieczność nowych inwestycji i wprowadzanie nowych usług.

– Wyszukiwarka będzie miała też specjalną funkcję związaną ze zgłoszeniem zapotrzebowania. To oznacza, że konsument będzie mógł powiedzieć, że pod danym adresem brakuje mu określonej usługi lub oczekuje usługi o lepszej jakości – mówi prezes UKE. – Na podstawie tych zgłoszeń będziemy przygotowywali polskie mapy popytu i myślę, że przedsiębiorcy dzięki tym mapom też będą mogli o wiele lepiej zaplanować swoje inwestycje.

1 marca rząd przyjął przedłożony przez minister cyfryzacji Annę Streżyńską projekt ustawy zmieniającej warunki inwestowania w infrastrukturę szerokopasmową. W jego efekcie budowa sieci szerokopasmowej ma być szybsza, łatwiejsza i tańsza. Dzięki temu w 2020 roku każdy bez wyjątku ma mieć dostęp do sieci o przesyle 30 Mb/s. Według zaproponowanego harmonogramu nowe przepisy obowiązywałyby od połowy tego roku. Z programu operacyjnego Polska Cyfrowa do wykorzystania na ten cel jest 1 mld euro.

– Przedsiębiorca telekomunikacyjny może zobaczyć w swoim lokalnym obszarze działania, gdzie jest dostępna infrastruktura i tej infrastruktury nie duplikować, jeżeli myśli o inwestycjach w sieć w różnych obszarach działania – mówi Agnieszka Gładysz, zastępca dyrektora Departamentu Strategii i Analiz Rynku Telekomunikacyjnego, Urząd Komunikacji Elektronicznej.

– Może też sprawdzić, jaka infrastruktura telekomunikacyjna występuje na danym obszarze, jakiego rodzaju i którego przedsiębiorcy telekomunikacyjnego, co pomoże też w zawieraniu umów hurtowych między przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi – dodaje Magdalena Gaj, prezes UKE..

Jak zapewnia Urząd, wyszukiwarka ma prosty, intuicyjny interfejs, którym bez problemu posłużyć się mogą nawet osoby o niewielkim doświadczeniu komputerowym. Po wpisaniu adresu uke.gov.pl/wyszukiwarka konsument lub operator dowie się, jacy operatorzy działają na jego terenie i jakie usług mogą mu dostarczyć. Dzięki temu uzyska kompletną informację, która ułatwi mu wybór potrzebnej usługi w żądanej cenie.

– Myślę, że po uruchomieniu tego narzędzia operatorzy o wiele chętniej będą odtajniali swoje informacje przekazywane do urzędu. To narzędzie ewidentnie wzmocni konkurencyjność między przedsiębiorcami – przekonuje Magdalena Gaj.

LUX MED inwestuje w markę PROFEMED. Uruchamia placówkę w Poznaniu i planuje kolejne otwarcia

CEO Magazyn Polska

Należąca do Grupy LUX MED marka PROFEMED uruchomiła swoją piątą przychodnię, tym razem w Poznaniu. Jej placówki mają się pojawić również w innych dużych polskich miastach. 

– Utworzyliśmy PROFEMED dla naszych klientów, którzy nie mają abonamentów. Rozpoczęliśmy od Warszawy, budujemy sieć i mamy nadzieję, że będzie się ona rozwijała – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED. – To oferta dla wszystkich tych, którzy chcą przyjść, skorzystać z porad lekarzy specjalistów, stomatologii, rehabilitacji czy zabiegów medycyny estetycznej.  

W Warszawie PROFEMED ma cztery placówki: w centrum, na Mokotowie, Pradze i na Ochocie. W styczniu uruchomione zostało pierwsze centrum medyczne poza stolicą – w Poznaniu. Choć abonamentowi klienci LUX MED mają w niej 10 proc. zniżki, pacjentem przychodni może zostać każdy, kto np. prowadzi aktywny tryb życia i oczekuje specjalistycznej opieki, nie tylko chory.

– W ofercie będą trudno dostępni specjaliści. Na przykład zaawansowana stomatologia czy medycyna estetyczna. Będziemy chcieli oferować również usługi z zakresu zdrowego trybu życia, związane także z medycyną sportową – zapowiada Anna Rulkiewicz. – Zależy nam bardzo na tym, żeby ludzie żyli w zdrowiu, długo i szczęśliwie, więc to jest holistyczne podejście. 

PROFEMED proponuje m.in. porady i spotkania z dietetykiem, psychologiem czy testy wydolnościowe pomagające dobrać odpowiednią aktywność fizyczną do stanu zdrowa i kondycji pacjenta. Chce pomagać pacjentom w utrzymywaniu dobrego wyglądu i samopoczucia, znalezieniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, radzeniu sobie ze stresem i pośpiechem – nie tylko wyleczyć z choroby, lecz także pozwolić, jak najdłużej zachować zdrowie.

Działalność PROFEMED dzieli się na cztery obszary: porady lekarzy specjalistów, sport i rehabilitacja, stomatologia oraz medycyna estetyczna.

– Oferujemy diagnostykę i leczenie z zakresu chorób metabolicznych, począwszy od diabetologii poprzez gastroenterologię, endokrynologię, aż po konsultacje dietetyczne, które mają wspierać leczenie z zakresu tych specjalizacji – mówi Hanna Stankowiak-Kulpa, kierownik medyczny Centrum Medycznego PROFEMED. – Oferujemy również diagnostykę i leczenie chorób narządu ruchu. Mam na myśli konsultacje ortopedyczne, rehabilitacje medyczne, konsultacje neurochirurgiczne oraz konsultacje u lekarzy neurologów. Wszystko po to, żeby ułatwić pacjentom dobór właściwej aktywności fizycznej. Jesteśmy również dla tych pacjentów, którzy w trakcie wykonywania aktywności fizycznej doznają kontuzji i potrzebują wsparcia, by móc kontynuować uprawianie sportu.

Dobre perspektywy dla polskiej gospodarki. Mogłoby jej zaszkodzić tylko załamanie w Chinach

CEO Magazyn Polska

Polska gospodarka ma się dobrze, a wraz z nią powinien zyskiwać także rynek finansowy – uważają eksperci Templeton Asset Management Poland TFI SA. Zaznaczają jednak, że przy inwestowaniu w akcje potrzebna jest cierpliwość, długoterminowy horyzont oraz staranna selekcja spółek. Jeśli nie nastąpi gwałtowne tąpnięcie w Chinach, to perspektywy dla polskiej gospodarki i sektora usług finansowych będą korzystne.

Polska gospodarka rośnie nieprzerwanie od paru lat i uważamy, że ten trend będzie kontynuowany. PKB wzrasta ponad 3 proc. rocznie. Obserwujemy również bardzo dobre dane dotyczące konsumpcji, które są wspierane poprzez bardzo mocny rynek pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Krzysztof Musialik, członek zarządu Templeton Asset Management Poland Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA. – Spada bezrobocie, rosną płace, to wszystko powoduje, że ludzie czują się bogatsi, wydają więcej, również na produkty finansowe, ubezpieczeniowe oraz na produkty funduszy inwestycyjnych. Zatem myślimy pozytywnie zarówno o gospodarce, jak i o sektorze usług finansowych.

PKB w ubiegłym roku wzrósł o 3,6 proc., stopa bezrobocia oscyluje wokół 10 proc. (dwa lata temu było to 14 proc.), a konsumpcja napędza wzrost gospodarczy. Dzięki wzrostowi średniej płacy przy jednoczesnej deflacji konsumenci mają do dyspozycji większe środki. Spadające indeksy warszawskiej giełdy i bardzo niskie oprocentowania depozytów zniechęcają jednak do oszczędzania. Krzysztof Musialik wierzy jednak, że na giełdzie można zarobić.

– Inwestor lokujący pieniądze w akcje powinien pomyśleć o dłuższym terminie swojej inwestycji. To jest nasze podejście fundamentalne, w które głęboko wierzymy, a także w bardzo dobrą selekcję spółek – podkreśla Musialik. – Uważamy, że w każdym sektorze można znaleźć atrakcyjne spółki, tylko trzeba wiedzieć, jak je wyselekcjonować i bardzo ważne jest to długoterminowe podejście.

Choć WIG20 w ubiegłym roku stracił niemal 20 proc., to były spółki i sektory, które dały inwestorom zarobić. Indeks WIG-Ukraina urósł o 56 proc., indeks spółek chemicznych poszedł w górę o prawie 45 proc., a budowlanych – o niemal 39 proc.

Ten rynek nie może się rozwijać w oderwaniu od gospodarki jako całości. Jeśli wierzymy w gospodarkę polską, a myślę, że Polacy wierzą, to ten rynek ma szansę wzrostu co najmniej w takim tempie jak cała gospodarka – przekonuje członek zarządu Templeton Asset Management Poland TFI.

Jego zdaniem polską gospodarką i rynkiem mógłby zachwiać jedynie poważny kryzys w Chinach, które w ubiegłym roku sprawiły inwestorom przykrą niespodziankę, gdy indeks giełdy w Hongkongu między początkiem maja a końcem sierpnia stracił 1/4 swojej wartości, zaś indeks w Szanghaju spadł od czerwca do września o 2/5. Wzrost gospodarczy w Państwie Środka wyniósł tylko 6,9 proc. i był najniższy od ćwierćwiecza.

Jest wiele problemów zgromadzonych w gospodarce chińskiej. Uważamy jednak, że administracja rządowa w Chinach powoli rozwiązuje te problemy, przestawiając gospodarkę chińską i wprowadzając reformy, które ją unowocześniają, uelastyczniają. To wszystko spowoduje, że nie będzie twardego lądowania, co oczywiście, gdyby do tego doszło, byłoby bardzo negatywne dla Polski.

Polsce powinien także według niego dopomóc plan ministra Mateusza Morawieckiego, którego szczegóły powinny zostać przedstawione do jesieni tego roku. Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju ma stymulować rozwój gospodarczy kraju w ramach pięciu filarów: reindustrializacji, rozwoju innowacyjnych firm, kapitału, ekspansji zagranicznej oraz zrównoważonego rozwoju społecznego i regionalnego. Na realizację planu przeznaczone zostanie łącznie 760 mld zł, zarówno ze środków krajowych, jak i unijnych.

Kobiety zdominowały bankowość. Stanowią blisko 70 proc. osób zatrudnionych w sektorze finansowym

CEO Magazyn Polska

Kobiety zajmują 68 proc. miejsc pracy w polskiej bankowości. Dominują przede wszystkim w sprzedaży, księgowości oraz marketingu, ale zasiadają także w radach nadzorczych oraz zarządach. Płeć piękna stanowi obecnie już około 50 proc. wszystkich osób korzystających z usług sektora finansowego. Banki dostrzegają ten trend, oferując kobietom produkty przygotowane specjalnie dla nich.

– W sektorze finansowym 68 proc. zatrudnionych to właśnie kobiety, stanowią więc zdecydowaną większość kadry. Są również obecne w rolach uważanych za typowo męskie – stanowią istotną część kadry menadżerskiej, pełnią funkcje prezesów i członków zarządu, zasiadają też w radach nadzorczych banków. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Iwona Jarzębska, rzecznik prasowy w Banku Millennium.

Jak wynika z analizy zatrudnienia w Banku Millennium, kobiety odgrywają dominującą rolę m.in. w takich obszarach jak operacje i kadry. W tych miejscach zatrudnienie osób płci pięknej jest aż 5-krotnie wyższe niż mężczyzn. Panie stanowią również większość w księgowości oraz pionie odpowiedzialnym za marketing. Poza tym, jak podkreśla Jarzębska, ich rola jest niezwykle ważna w działach zajmujących się sprzedażą – aż 3/4 przedstawicieli banku kontaktujących się z klientami to kobiety.

– Są skrupulatne i umieją budować dobre relacje z klientami. W zespołach, których podstawowym zadaniem jest sprzedaż i obsługa klientów, jest to bardzo ważna kompetencja i bardzo ważna umiejętność – uważa Iwona Jarzębska.

Panie odgrywają coraz istotniejszą rolę również jako klientki. Rzeczniczka Banku Millennium tłumaczy, że jeszcze 100 lat temu kobiety nie miały prawa do swobodnego dysponowania posiadanym majątkiem. Dziś stanowią połowę wszystkich osób korzystających z usług sektora bankowego.

– Co druga osoba korzystająca z karty płatniczej naszego banku to kobieta. Gdyby spotkały się w jednym miejscu, mogłyby stworzyć miasto wielkości Krakowa, Poznania czy Łodzi, a damska torebka, do której włożyłyby wszystkie swoje karty, ważyłaby 4 tony – podkreśla.

Banki zauważają wysoką aktywność kobiet w coraz lepszym zarządzaniu środkami zgromadzonymi na kontach, lokatach i kartach, dlatego z myślą o nich wprowadzają specjalne produkty.

– Mamy w swojej ofercie kartę kredytową o nazwie Impresja stworzoną specjalnie dla kobiet. Statystycznie posiadaczka takiej karty ma 44 lata, mieszka w dużym mieście, dziesięciokrotnie częściej korzysta z karty płatniczej niż posiadaczki innych kart. I wbrew stereotypom ponad 60% wydatków Impresją stanowią zakupy artykułów spożywczych w supermarketach i sklepach spożywczych, a tylko 11 proc. ubrania i 8 proc. rozrywka – informuje rzeczniczka banku.

Ekspertka dostrzega istotne różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami korzystającymi z usług bankowych. Zauważa, że panie charakteryzują się przede wszystkim dużą uwagą i skrupulatnością w kwestii gospodarowania pieniędzmi. Jak tłumaczy, wynika to głównie z odpowiedzialności za stan domowego budżetu. 

– Dzisiaj kobiety są równoprawnymi partnerami i na równi z mężczyznami nie tylko korzystają z usług sektora bankowego, lecz także w równy sposób jak mężczyźni przyczyniają się do rozwoju sektora bankowego – podsumowuje.

Rynek przesyłek kurierskich pod koniec roku może być wart 5,2 mld zł. Motorem wzrostu e-commerce oraz eksport

CEO Magazyn Polska

W tym roku rynek przesyłek kurierskich może wzrosnąć o ponad 20 proc. i osiągnąć wartość 5,2 mld zł. Popyt na usługi generuje rozwijający się dynamicznie eksport, a przede wszystkim rosnąca sprzedaż przez internet. Firmy z branży będą inwestować w usprawnienia ostatniej mili, czyli doręczeń przesyłek bezpośrednio do odbiorcy końcowego.

Rynek przesyłek kurierskich bardzo mocno zmienia się pod wpływem e-commerce. Wymagania sklepów internetowych definiują kierunek rozwoju branży, produktów oraz usług kurierskich – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Nawłoka, prezes DPD Polska. – Rynek samych usług kurierskich jest wart w tej chwili około 4 mld zł, na jego kondycję mają największy wpływ dwa czynniki: wspomniany już e-commerce, czyli rosnąca popularność zakupów w sieci, oraz aktywność krajowych eksporterów. Bardzo dużo towarów sprzedajemy za granicę, wiele paczek trafia do odbiorców w różnych krajach Europy. To obecnie dwa główne motory rozwoju branży.

Jak wynika z szacunków Poczty Polskiej, rynek KEP (przesyłki kurierskie, ekspresowe i paczki) pod koniec roku może być wart 5,2 mld zł. Dziś jedna trzecia obrotów branży generowana jest przez e-commerce. Według Rafała Nawłoki sektor przesyłek w tradycyjnym kanale B2B (między przedsiębiorstwami) powinien w tym roku wzrosnąć o 2–3 proc., a obsługa handlu elektronicznego zbliżyć się do wyniku dwucyfrowego. Dynamika eksportu natomiast od lat jest podobna i każdego roku znacznie przekracza 10 proc.

W tej chwili sporo się dzieje na etapie tzw. ostatniej mili, czyli podczas doręczenia przesyłki klientowi końcowemu – podkreśla Rafał Nawłoka. – Pojawiają się nowe pomysły na realizację tego procesu: maszyny na paczki, sieci click and collect [odbiór w wybranym punkcie – red.] czy kioski paczkowe. Widać, że myślenie o ostatniej mili i o tym, jak realizowane mają być zwroty, zmienia infrastrukturę i docelowo może wpłynąć również na sposób kontaktu odbiorcy z kurierem.

Zmienia się także poziom świadomości i zwyczaje konsumentów.

Polacy są podobni pod względem potrzeb – precyzuje Rafał Nawłoka. – Nie ma dużej różnicy między rodzajem popytu na usługi w poszczególnych regionach, miastach czy miejscowościach, a krajowi odbiorcy są świadomi możliwości internetu. Coraz częściej ludzie kontaktują się z nami właśnie przez  sieć WWW. Klienci z uwagą zamawiają towary, wiedzą, czego chcą, w jaki sposób mają dochodzić swoich praw. Dlatego jakość, która jest oferowana przez firmy kurierskie, musi więc być na najwyższym poziomie.

Grupa Kapitałowa DPD Polska zamknęła 2015 rok rekordowym przychodem 1,2 mld zł. Po połączeniu z Siódemką SA firma jest rynkowym liderem w sektorze przesyłek ekspresowych z niemal 30-proc. udziałem.

Trudno wyobrazić sobie w tej chwili dalszą konsolidację rynku w Polsce, dlatego że musiałyby się łączyć ze sobą bardzo duże podmioty – zauważa Rafał Nawłoka.

Sieć sklepów odzieżowych Molton chce zwiększyć liczbę placówek w tym roku o jedną piątą. Stawia na franczyzę

0

CEO Magazyn Polska

Licząca niemal 40 salonów sieć Molton chce uruchomić w tym roku od 6 do 8 sklepów, głównie we franczyzie. W ubiegłym roku udało się otworzyć osiem placówek. Marka chce współpracować z właścicielami sklepów o wielkości od 60 do 100 mkw., położonych w ponad 20 miejscowościach w Polsce.

– Sieć sklepów Molton dzisiaj to około 40 sklepów, z czego 2/3 to sklepy własne, a 1/3 to sklepy franczyzowe. Chcemy dalej rozwijać współpracę ze sklepami na zasadach franchisingu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Majchrzak-Puczyńska, dyrektor zarządzający marki Molton.

Jak podkreśla, marka Molton jest znana na rynku polskim od końca lat 80., dzięki czemu jest dobrze rozpoznawalna, co jest wartością dla potencjalnych franczyzobiorców. Oprócz tego firma przekazuje im wiedzę na temat tworzenia kolekcji marki premium, w którym to segmencie się pozycjonuje, oraz tajników jej skutecznej sprzedaży. Pierwszy salon firmowy uruchomiono w 1999 r.

– Nasze wsparcie jest bardzo duże – zachęca dyrektor zarządzający marki. – Zaczynając od tego, że uczymy, w jaki sposób prowadzić sklep, bo jest to wbrew pozorom trudny biznes. Uczymy, w jaki sposób sprzedawać markę premium, a przede wszystkim dajemy produkt, który jest dostosowany do miejsca, czasu i potrzeb klienta.

Koszt uruchomienia placówki we franczyzie zależy od stanu lokalu, w którym ma się ona mieścić.

– Wszystko zależy od tego, o jakiej lokalizacji mówimy i w jakim ona jest stanie. Jeżeli jest to stan deweloperski, to koszt jest wyższy i może oscylować wokół 2 tys. za mkw. – mówi Majchrzak-Puczyńska. Dawałoby to łączny koszt dostosowania lokalu na poziomie ok. 160 tys. zł. – Natomiast bardzo często nasi partnerzy mają już lokale, które są w jakimś stopniu zorganizowane, wówczas ten koszt automatycznie spada.

Marka szuka partnerów we wszystkich miastach Polski, nawet w tych największych jest jeszcze miejsce na kolejne punkty, a Molton nie boi się także inwestowania w ośrodkach średniej wielkości. Obecnie sklepy Molton znajdują się m.in. w Warszawie i podstołecznym Piasecznie (razem siedem), Poznaniu i podpoznańskim Luboniu (razem pięć), Krakowie czy Trójmieście (po trzy). Można je jednak spotkać także w Olsztynie, Zielonej Górze, Gorzowie Wielkopolskim, Nowym Sączu czy Radomiu.

Natomiast na razie kierownictwo sieci ostrożnie myśli o ekspansji zagranicznej.

– Na razie koncentrujemy się na rynku polskim, ale jest już pierwszy przyczółek za granicą. W Lozannie mamy partnera, który otworzył sklep i prowadzi m.in. markę Molton – mówi Magdalena Majchrzak-Puczyńska. – Ta współpraca się rozwija i jest kontynuowana z coraz większym impetem, więc mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy.

Kanałem sprzedaży, który także rodzi nadzieje na zwiększenie kręgu klientek, jest dla sieci Molton także sklep internetowy. Jak deklaruje Majchrzak-Puczyńska, z sezonu na sezon dynamicznie zwiększa on obroty.

Molton zatrudnia trzy projektantki, które starają się trzymać ogólnoświatowych tendencji w modzie. Materiały sprowadzane są głównie z Włoch, natomiast firma chwali się, że 95 proc. sprzedawanej przez nią odzieży szyte jest w Polsce. Jak mówi Majchrzak-Puczyńska, do salonów przychodzą zarówno klientki, które zostawiają w nich tysiące złotych, jak i te, które poszukują okazji na wyprzedażach.

Praca na rynku nieruchomości – zarobki, potencjał i uwarunkowania zawodowe

Zawód agenta nieruchomości może być bardzo opłacalny, ponieważ wysokość wynagrodzenia zależy głównie od jego zaangażowania. Pośrednik może otrzymać nawet 50 proc. prowizji agencyjnej, a w szczególnych przypadkach do 80 proc. Warunki rynkowe także sprzyjają rozwojowi zawodowemu – w Polsce rocznie zawiera się 400-500 tys. aktów notarialnych dotyczących nieruchomości. Jak przedstawiają się pozostałe dane statyczne oraz kto powinien pracować w tym zawodzie?

Jeszcze kilka lat temu praca pośrednika w obrocie nieruchomościami była uwarunkowana posiadaniem licencji zawodowej. W 2013 r. zniesiono ten obowiązek, wskutek czego obecnie nie ma żadnych wymogów kwalifikacyjnych ani edukacyjnych do wykonywania tego zawodu.

W zależności od firmy i modelu jej działania – zakres obowiązków osoby pracującej na tym stanowisku, a nawet sama nazwa funkcji (agent nieruchomości, ale też: doradca ds. nieruchomości, pośrednik czy makler nieruchomości) może się różnić. Najczęściej jednak do obowiązków takiej osoby należą: pozyskiwanie klientów, promocja ofert nieruchomości czy prowadzenie spraw związanych z finalizacją transakcji. Praca agenta nieruchomości związana jest głównie z pracą w terenie, choć wiele czynności wykonywanych jest przy użyciu urządzeń mobilnych.

Zarobki agenta nieruchomości

Dobrą strony pracy agenta nieruchomości jest to, że przy odpowiednim zaangażowaniu wynagrodzenie może być zaskakująco wysokie. Praca agenta nieruchomości jest w dużej mierze samodzielna i elastyczna, a zarobki w tej branży najczęściej mają charakter prowizyjny. Wynagradzane są więc efekty, a nie same działania.

„Najczęściej agent otrzymuje 30-50 proc. prowizji agencyjnej otrzymanej od obsługiwanego klienta. Jednorazowo może to być kilkaset złotych, ale też i kilkadziesiąt tysięcy. Wszystko zależy od rynku, na którym agent działa oraz rodzaju transakcji, które przeprowadza. Oczywiście najczęściej na bardziej lukratywne transakcje agent pracuje dłużej – czasem nawet kilkanaście miesięcy, ale jeśli w międzyczasie realizuje szereg mniejszych sprzedaży jego dochody będą stabilne.” – komentuje Agata Stradomska, Menadżer ds. Marketingu i Szkoleń RE/MAX Polska.

Potencjał rynku – dane statyczne

Potencjał rynku jest ogromny. W Polsce rocznie zawiera się 400-500 tys. aktów notarialnych kupna-sprzedaży nieruchomości na wartość ponad 75 mld. zł. Do tego dochodzi jeszcze rynek najmu. Agenci nieruchomości obecnie pośredniczą w mniej niż 25 proc. transakcji przeprowadzanych na rynku, lecz ten parametr ma trend zwyżkowy. Porównując – w Ameryce Północnej udział transakcji przeprowadzanych przez agentów nieruchomości znajduje się na poziomie powyżej 80 proc.

Na jednym z głównych portali ogłoszeniowych zarejestrowanych jest ponad 3600 agencji nieruchomości, na rynku ich liczba jest jeszcze większa. Najwięcej, bo ponad 400 biur, działa obecnie w Warszawie. Kolejno – Poznań (blisko 350), Kraków (blisko 300), Wrocław (ponad 200) i Łódź (blisko 200). Według województw najwięcej biur jest w województwie śląskim (ok. 650) i mazowieckim (ok. 600), z drugiej strony w całych województwach: opolskim, podlaskim czy lubuskim takich biur jest niewiele, ponieważ jest ich mniej niż 50.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (“Obrót nieruchomościami 2014”) – biorąc pod uwagę akty notarialne związane ze sprzedażą nieruchomości w 2014 r. – największa liczba transakcji dotyczyła lokali (w tym lokali mieszkalnych) – 35,8 proc., następnie gruntów rolnych 18,5 proc., działek niezabudowanych 16,1 proc., spółdzielczych własnościowych praw do lokali 9,3 proc. oraz działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym 8,1 proc. Najwięcej, bo ponad 45 tys. transakcji, zawarto w województwie mazowieckim, następnie po około 30 tys. w województwach: śląskim i wielkopolskim, najmniej zaś w województwie opolskim (około 8 tys.) oraz lubuskim i świętokrzyskim (po około 10 tys.).

Również, pod względem wartości zawieranych transakcji liderem jest województwo mazowieckie, gdzie wartość transakcji za 2014 r. przekroczyła 22 mld. zł. W kolejnych regionach – małopolskim, wielkopolskim, śląskim i pomorskim – wartość transakcji była już zdecydowanie niższa – na poziomie 6-8 mld. zł. Co ciekawe, w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców najwięcej transakcji zawiera się w województwie warmińsko-mazurskim, ponieważ jest ich blisko 120, oraz podlaskim i pomorskim, po około 100.

„Więcej pracy dla agentów nieruchomości jest w dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań, Wrocław czy Kraków. Na tych rynkach po prostu więcej się dzieje, ludzie częściej sprzedają, kupują czy wynajmują nieruchomość. Z drugiej zaś strony w małych miejscowościach łatwiej jest agentowi zaistnieć na rynku, jest też zdecydowanie mniej liczna konkurencja. Nierzadko jest tak, że główne biuro agencji mieści się w dużym mieście, ale agenci pracują w terenie, w obszarach poza tym miastem. Tutaj istotne jest dobre rozpoznanie lokalnego rynku, jego potencjału i możliwości.” – przekonuje Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Uwarunkowania zawodowe

Nie każdy ma predyspozycje do wykonywania tego zawodu – a nawet jeśli go wykonuje, to do otrzymywania wysokich prowizji. Jakimi cechami powinna się charakteryzować osoba decydująca się na pracę agenta nieruchomości? Przede wszytskim musi lubić pracę z ludźmi. Osoby potrafiące budować relacje, które potrafią rozmawiać, ale i aktywnie słuchać, szybciej zjednają sobie potencjalnych klientów i pozyskają ich zaufanie. Ponadto w tej pracy lepiej odnajdą się osoby przedsiębiorcze oraz posiadające umiejętności sprzedażowe. Kluczowe są także zdolności wyznaczania sobie celów, planowania strategii, wdrażania sposobów działania oraz kreatywność.

„Warto też wspomnieć, że praca agenta nieruchomości wymaga cierpliwości i pracowitości. To nie jest zajęcie na “jeden sezon”. Wraz z upływem czasu nabiera się doświadczenia, pewności siebie oraz buduje swój wizerunek. Wiąże się to też ze wzrostem dochodów. Wynika to także z konieczności edukacji, ciągłego rozwoju i dokształcania się. Jeśli wydaje nam się, że mamy odpowiednie predyspozycje najlepiej zacząć swoją karierę w branży w takich biurach, które mają odpowiednie systemy edukacji i wdrożenia do zawodu, a w przyszłości pozwolą nam na znaczną samodzielność działań i zapewniają duże możliwości rozwoju.” – dodaje Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Dobry agent nieruchomości posiada interdyscyplinarną wiedzę, zna rynek, prawo, przepisy, procedury, ale też jest dobrym marketingowcem, korzysta z dostępnych technologii, idzie “z duchem czasu”. Dobry agent potrafi doradzić w wielu obszarach i rozwiązywać coraz bardziej skomplikowane problemy, ale też usprawnia swój warsztat pracy, wdraża nowe rozwiązania i korzysta z nowoczesnych narzędzi komunikacji, dzięki czemu staje się bardziej efektywny.

Najłatwiejszą i najpewniejszą drogę do sukcesu w tej branży mają osoby, które swoją wiedzę mogą oprzeć na odpowiednich wzorcach – sprawdzonych modelach działania, narzędziach, technologiach, marketingu i edukacji lub w przypadku franczyzy – działać pod skrzydłami rozpoznawalnej marki. Programy szkoleniowe wprowadzają do zawodu, a następne kroki agent nieruchomości może stawiać przy wsparciu mentora. Programy edukacyjne, mentorskie, warsztaty, szkolenia pomagają wykształcić umiejętności, osiągać coraz lepsze rezultaty, a w efekcie zapewniają wysokie zarobki.

Od 1 lipca 2016 roku Bob Moritz będzie nowym globalnym prezesem PwC

PricewaterhouseCoopers International Network wybrała Roberta E. Moritza na nowego prezesa zarządu. Jego czteroletnia kadencja zacznie się 1 lipca 2016 roku.

Bob Moritz zastąpi na stanowisku globalnego prezesa PwC Dennisa Nally’ego, który wczerwcu tego roku przejdzie na emeryturę po 42 latach pracy w PwC. Dennis Nally pełnił swoją funkcję w czasie istotnego wzrostu i rozwoju firmy. Nadzorował między innymi przejęcie w 2014 roku spółki konsultingowej Booz & Company.

Od 2009 roku Bob Moritz zajmował stanowisko prezesa zarządu i starszego partnera w PwC w Stanach Zjednoczonych. W czasie jego kadencji amerykański oddział PwC koncentrował się na podwyższaniu jakości świadczonych usług oraz na rozwoju marki i wzmacnianiu firmy poprzez pozyskiwanie i promowanie najbardziej utalentowanych pracowników, a także poszerzanie zakresu działalności o nowe obszary biznesowe.

Bob Moritz dołączył do firmy doradczej PwC w 1985 roku, dziesięć lat później został w niej partnerem. Z wykształcenia jest ekspertem ds. zapewniania jakości, przede wszystkim w sektorze finansowym. Przez trzy lata pracował w PwC Japan, gdzie świadczył usługi audytorskie i doradcze licznym europejskim i amerykańskim organizacjom z branży usług finansowych, prowadzącym działalność w Japonii i całej Azji. Bob Moritz piastował w PwC szereg funkcji kierowniczych, w tym stanowisko dyrektora oddziału US Assurance oraz partnera zarządzającego dla regionu Nowego Jorku.

Niedawno zakończył drugą kadencję przewodniczącego Rady Zarządzającej Centrum Kontroli Jakości Audytów (Governing Board for the Center for Audit Quality), organizacji non-profit, której działalność koncentruje się na zwiększaniu zaufania inwestorów i opinii publicznej na globalnych rynkach kapitałowych. Ponadto zasiada w kilku innych radach, między innymi Oswego College Foundation, Conference Board, Atlantic Council oraz Partnership for New York City.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nowy bank wicepremiera M.Morawieckiego

W przyjętym przez rząd programie rozwoju gospodarczego wicepremier Mateusz Morawiecki zaproponował stworzenie Polskiego Funduszu Rozwoju. Ma zostać utworzony przez połączenie sześciu instytucji, w tym Banku Gospodarstwa Krajowego.
Polski Fundusz Rozwoju ma powstać w tym roku. Cel, to stworzenie polskiego banku rozwoju o dużym potencjale inwestycyjnym. Ma to być narzędzie realizacji polityki gospodarczej państwa.
-Nie sądzę, żeby państwo było dobrym inwestorem – mówi w rozmowie z MarketNews24 Janusz Steinhoff, b.wicepremier i minister gospodarki. – Trudno też szukać wspólnych kompetencji pomiędzy instytucjami, które miałyby być połączone.

Jaki plan gospodarczy ma rząd

Rząd nie powinien decydować na jakiej produkcji Polska powinna się koncentrować. Do rządu należą inne zadania, tak twierdzi J.Steinhoff, oceniając program rządowy, nazywany planem Morawieckiego.
-Do zadań rządu należą funkcje regulacyjne, sprzyjające rozwojowi gospodarczemu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Janusz Steinhoff, b.wicepremier i minister gospodarki. – Takie regulacje, aby były zgodne z prawem unijnym.
Dla tempa rozwoju gospodarczego istotna jest infrastruktura. Drogi i kolej. – My nadal nie mamy ani jednej skończonej autostrady – przypomina J.Steinhoff. Mówiąc o PKP wspomina o pewnej linii kolejowej, której budowa trwała kiedyś 21 miesięcy, a teraz trwa jej remont, już od pięciu lat.

Spadek sprzedaży kredytów dla przedsiębiorstw nie tylko z powodu podatku bankowego. Wpłynie na to także niechęć firm do zaciągania pożyczek

CEO Magazyn Polska

Podatek bankowy zmniejszy możliwości pożyczkowe banków, jednak największą przeszkodą stojącą na drodze do finansowania przedsiębiorstw jest nie tyle wstrzemięźliwość banków, ile niewielki popyt na kredyty ze strony samych firm – uważa prof. Jerzy Osiatyński, członek RPP. 

5,5 mld zł, czyli połowę ubiegłorocznych zysków, będą musiały oddać banki fiskusowi tytułem wprowadzonego od lutego 2016 r. podatku bankowego. Według prof. Jerzego Osiatyńskiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, choć ograniczy to możliwości kredytowe banków, nie będzie to największą przeszkodą w udzielaniu kredytów i pożyczek firmom.

– Z jednej strony niewątpliwie opodatkowanie aktywów banku zmniejszy możliwości udzielania kredytów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Jerzy Osiatyński, członek Rady Polityki Pieniężnej. – Z drugiej strony mamy inny problem. Przecież przedsiębiorcy nie są zainteresowani tak bardzo, jakbyśmy chcieli, zaciąganiem nowych kredytów. Przyczyny tego leżą w tym, że nie widzą dostatecznie trwałego wzrostu popytu. Kiedy podejmują inwestycje, muszą być przekonani, że stopa zwrotu od ich nakładów inwestycyjnych będzie dostatecznie trwała i wysoka, żeby to się opłacało.

Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r. popyt krajowy wzrósł realnie o 3,4 proc. przy wzroście PKB o 3,6 proc. Rok wcześniej dynamika popytu krajowego wyniosła 4,9 proc. Spożycie ogółem w 2015 r. przekroczyło poziom z 2014 r. o 3,2 proc., w tym spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło o 3,1 proc.

Zgodnie z danymi NBP banki miały w grudniu 2015 r. zobowiązania wobec przedsiębiorstw (w tym mieszczą się depozyty firm) na kwotę rekordowych 250 mld zł.

– W przeciwnym razie przedsiębiorcy swoje zyski będą lokowali w instrumentach dłużnych, akcjach, udziałach, obligacjach czy w czymkolwiek, co ich zdaniem będzie dostatecznie bezpieczne i przyniesie porównywalną stopę zwrotu bez podejmowania ryzyka, jakie zawsze wiąże się z działalnością inwestycyjną przedsiębiorców – przestrzega Osiatyński.

W grudniu 2015 r. według danych Narodowego Banku Polskiego przedsiębiorstwa były winne bankom 298 mld zł, o ponad 5 mld zł mniej niż w listopadzie. Należności z tytułu kredytów i pożyczek wyniosły 281,5 mld zł, najmniej od sierpnia 2015 r.

– Mamy sytuację, w której rzeczywiście przedsiębiorcy nie są pewni przyszłości. Wobec tego swoje nierozdzielone zyski inwestują i lokują w różnych instrumentach dłużnych i nie są zainteresowani kredytami – mówi prof. Jerzy Osiatyński. – Wydaję mi się, że powinniśmy być może więcej uwagi zwracać na to, co należy robić, żeby przedsiębiorcy chcieli zaciągać kredyty. Nie tylko na to, czy banki będą miały dostateczne środki własne, które limitują ich możliwości udzielania kredytów.

Dobre dane z USA mogą zachęcić FED do dalszych podwyżek stóp. W centrum uwagi inwestorów są jednak obawy związane z Chinami

CEO Magazyn Polska

Dobre dane makroekonomiczne płynące ze Stanów Zjednoczonych mogą zachęcić Fed do kolejnej podwyżki stóp procentowych – uważa Maciej Leściorz z CMC Markets. Jego zdaniem dla inwestorów najistotniejsze są obecnie Chiny. Niepewność co do koniunktury w Państwie Środka winduje notowania złota. Od początku roku cena kruszcu wzrosła o niemal 19 proc. i ma potencjał do dalszego wzrostu. Gorsze są natomiast perspektywy dla ropy naftowej. W najbliższych tygodniach cena za baryłkę powinna się utrzymać na poziomie 35 – 38 dolarów.

– Ze Stanów Zjednoczonych mamy pozytywne dane makroekonomiczne, która wskazują na poprawę sytuacji panującej za oceanem. Wzrasta zatrudnienie, o czym świadczą dane z rynku pracy, poprawia się również produkcja przemysłowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Leściorz dyrektor ds. sprzedaży i edukacji CMC Markets.

Stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych wyniosła w lutym podobnie jak w styczniu 2016 roku zaledwie 4,9 procent. To najlepszy wynik od 2008 roku. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło o 242 tys., podczas gdy oczekiwano wzrostu o 190 tys. Dane za styczeń zostały skorygowane w górę do 172 tys. ze 151 tys. Poprawia się także sytuacja w amerykańskim sektorze przemysłowym. Styczeń przyniósł wzrost produkcji przemysłu o 0,9 proc. liczony miesiąc do miesiąca, a oczekiwano wzrostu o 0,4 proc. Także PKB w IV kw. wzrosło o 1 proc., a spodziewano się wzrostu o 0,4 proc.

– Te dane zarówno w średnim, jak i w długim terminie będą sprzyjały amerykańskiej gospodarce. Będą napędzały konsumpcję, a konsumpcja będzie napędzała popyt. Zatem ta machina już poszła w ruch i pojawiają się tego efekty – ocenia Maciej Leściorz.

Ekspert CMC Markets zauważa, że poprawa kondycji amerykańskiej gospodarki może zachęcić Rezerwę Federalną do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. W grudniu ubiegłego roku Fed dokonał pierwszej podwyżki stóp procentowych od 2006 roku, podnosząc ich poziom o 25 pkt bazowych.

– Natomiast dla globalnej gospodarki w dalszym ciągu bardzo ważne będą Chiny. Obawy inwestorów o sytuację chińskiej gospodarki są na pewno uzasadnione. Dane, które pojawiły się w ostatnim czasie, a które dotyczyły PMI w chińskim przemyśle, mogły negatywnie rynek zaskoczyć – tłumaczy.

Indeks PMI dla chińskiego sektora przemysłowego już od 11 miesięcy utrzymuje się poniżej granicy 50 pkt. W lutym jego wartość wyniosła 48 pkt. Analityk jest jednak przekonany, że rząd Chin zrobi wszystko, aby wspierać tamtejszą gospodarkę. Przykładem takich działań jest m.in. ostatnia obniżka poziomu rezerw obowiązkowych banków oraz dewaluacja juana.

– W ostatnim czasie obserwujemy także bardzo silną korelację rynku surowcowego i rynków giełdowych. Widzimy, że w momencie, kiedy pojawiają się wzrosty, przede wszystkim na ropie naftowej, również obserwowane są wzrosty na głównych indeksach takich jak DAX, FTSE 100 – informuje dyrektor ds. sprzedaży i edukacji CMC Markets.

Jak wyjaśnia, korelacja notowań surowców, głównie ropy naftowej oraz indeksów giełdowych, wynika z dwóch faktów. Pierwszym jest duża waga spółek związanych z branżą wydobywczą w tych indeksach. Drugim jest zachowanie inwestorów. Ci, widząc rosnący popyt na ropę, wnioskują, że koniunktura w gospodarce będzie się poprawiała, tym samym ciągnąc w górę rynki akcji.

– Jeżeli chodzi o ropę naftową, to myślę, że poziom, w okolicy którego znajdujemy się obecnie, czyli 35–37 dol. za baryłkę ropy, to są te górne ograniczenia, w których będziemy przez najbliższe jeszcze kilka tygodni będą nie do przekroczenia – przewiduje.

W najbliższych tygodniach lepiej niż ropa naftowa powinny zachowywać się notowania złota. Zdaniem Macieja Leściorza prawdopodobne jest sięgnięcie poziomu nawet 1300 dol. za uncję. Oznaczałoby to wzrost o ok. 40 dol. względem obecnej ceny. Od początku roku kruszec ten podrożał już o niemal 20 proc.

– Jeżeli chodzi natomiast o miedź, ważna tutaj jest sytuacja w Chinach, dane makroekonomiczne płynące z Chin i to, jak inwestorzy będą interpretowali te ruchy ze strony banku Chin, czyli obniżenie poziomu rezerw obowiązkowych. Jeśli odbiorą to pozytywnie, to miedź również może na tym zyskiwać – wyjaśnia.

Aktualnie ceny miedzi znajdują się na najwyższym poziomie od początku listopada 2015 roku. Inwestorzy za tonę surowca płacą obecnie ponad 4995 dol. Tylko w ciągu ostatnich sześciu tygodniu miedź zyskała ponad 12,5 proc. Mimo tego ceny surowca są dziś o blisko 40 proc. niższe niż jeszcze na początku 2013 roku.

Przedstawiciel CMC Markets dostrzega poważny czynnik ryzyka w przypadku notowań euro. Jest nim ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Brytyjczycy decyzję w tej sprawie podejmą 23 czerwca.

– Wielka Brytania jest niemalże najważniejszą gospodarką w Unii Europejskiej, jednym z jej filarów. Zatem potencjalne wyjście powoduje już w tej chwili zwiększoną zmienność, a może powodować jeszcze silniejszy spadek wartości euro – podsumowuje.

Husqvarna prognozuje podwojenie sprzedaży w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Producent maszyn i urządzeń do pracy w ogrodzie i lesie notuje trzycyfrowe wzrosty sprzedaży sprzętu akumulatorowego oraz automatycznych kosiarek. W tym roku liczy na podwojenie sprzedaży w Polsce.

– W przypadku urządzeń akumulatorowych czy urządzeń do automatycznego koszenia ogrodu zanotowaliśmy trzycyfrowe wzrosty – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Konieczny, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Husqvarna. – W naszej opinii z roku na rok ten rynek się podwaja. Dlatego liczymy, że w tym roku także co najmniej podwoimy sprzedaż w stosunku do roku ubiegłego. Takie są nasze cele.

Producent sprzętu do pielęgnacji ogrodów szczególnie liczy na wzrost sprzedaży w niszowej dotąd kategorii kosiarek automatycznych. To urządzenia, które firma opracowuje od 1995 roku i wciąż wprowadza ich kolejne generacje. Maszyny te samodzielnie poruszają się po ogrodzie, kosząc trawnik. Potrafią sobie poradzić nawet z 45-stopniowym nachyleniem terenu. Koszt takiego urządzenia zaczyna się od 5 tys. zł.

Spółka prowadzi intensywną pracę nad rozwojem rynku maszyn akumulatorowych od czterech lat. Rocznie sprzedaje ich w Polsce kilka tysięcy sztuk. W latach 2012–2015 Husqvarna pięciokrotnie zwiększyła sprzedaż w tym segmencie. 

– Naszym oczkiem w głowie w 2016 roku są maszyny do automatycznego koszenia ogrodów. Wymieniliśmy praktycznie całą gamę naszych kosiarek Automower – mówi Konieczny. – Do niedawna był to produkt luksusowy. Dzisiaj pozwala sobie na niego coraz większa grupa klientów. Dlatego że rzeczywiście pozwala oszczędzić czas, a cena tych maszyn jest zbliżona do traktorków ogrodowych, które są niezwykle popularne w Polsce. Coraz częściej widzimy, że klienci dostrzegają zalety automatycznego koszenia i są gotowi zainwestować w tego typu rozwiązania.

Husqvarna prowadzi prace badawcze nad kolejnymi innowacyjnymi urządzeniami. Niedawno zaprezentowała jedno z nich w Warszawie. To elektryczne nożyce do żywopłotów łączące się ze smartfonem, który informuje o stanie urządzenia, oraz wyposażone w specjalne okulary dla osoby obsługującej, w których widać linie cięcia.

– Firma Husqvarna ma trzy centra badawczo-rozwojowe rozsiane po całym świecie. Inwestujemy setki milionów koron w badania – zapewnia Maciej Konieczny. – Owocem tych badań jest m.in. koncept Ramus, który pokazuje to, co jest możliwe w niedalekiej przyszłości.

Husqvarna to marka z ponad trzystuletnią historią. Ma dziewięć fabryk i prowadzi sprzedaż w 70 krajach świata. Jedna z nich zlokalizowana jest w Polsce, w Mielcu. 

– W tej chwili w Polsce mamy zlokalizowaną fabrykę, która produkuje sprzedawane na całym świecie kosiarki spalinowe oraz maszyny z przednim urządzeniem tnącym typu Rider pod markami Husqvarna, McCulloch czy Klippo. Jest to jedna z najnowocześniejszych fabryk w całym portfolio Grupy Husqvarna. Fabryka jest wciąż rozwijana i działa przy niej biuro badawczo-rozwojowe, które intensywnie współpracuje i otrzymuje najwyższe noty w wewnętrznym rankingu grupy – podkreśla dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Husqvarna.

Grupa Husqvarna miała w 2015 r. 36,17 mld koron szwedzkich przychodów (wzrost o 10 proc.). Sama marka Husqvarna zwiększyła sprzedaż o 14 proc. do 17,6 mld koron. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 1,883 mld koron i był wyższy od tego z poprzedniego roku o 129 proc. Według wstępnych szacunków w ubiegłym roku przychody ze sprzedaży w Polsce wyniosły 599 mln zł, a zysk netto 28 mln zł.

Sieć handlowo-serwisowa Husqvarna to ponad 400 sklepów w całej Polsce, a ich liczba wciąż rośnie. Producentowi zależy na jakości, dlatego rocznie podpisuje się nieco ponad 10 nowych umów dilerskich, choć jak zaznacza Husqvarna Poland, zainteresowanie jest znacznie większe. 

PGNiG chce spróbować swoich sił w szczelinowaniu węgla kamiennego

CEO Magazyn Polska

PGNiG ocenia miniony rok jako udany. W 2015 roku spółka osiągnęła przychody na poziomie ponad 36,4 mld zł. To najlepszy wynik w historii. Zysk netto po raz kolejny przekroczył barierę 2 mld zł, choć był wyraźnie niższy od tego z 2014 roku. Koncern nie boi się światowej dekoniunktury na rynku surowców i zapowiada kolejne inwestycje. W najbliższych miesiącach będzie prowadził kolejne odwierty w poszukiwaniu gazu łupkowego. Rusza także z pracami przy szczelinowaniu węgla kamiennego.

– Mimo dekoniunktury na rynku surowców polska branża paliwowo-gazownicza nadal ma się całkiem nieźle. W PGNiG zdołaliśmy utrzymać wskaźnik EBITDA na zbliżonym poziomie do rok poprzedniego. Utrzymaliśmy także zysk netto powyżej granicy 2 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG.

W skonsolidowanym raporcie za 2015 roku grupa PGNiG wykazała ponad 36,46 mld zł przychodów ze sprzedaży. Jest to wynik o ponad 6 proc. lepszy niż rok wcześniej i jednocześnie najlepszy w historii spółki. Spadła natomiast rentowność. Zysk netto wyniósł 2,13 mld zł i w stosunku do 2014 roku zmniejszył się o ponad 24 proc. Należy jednak dodać, że wynik osiągnięty przed dwoma laty był rekordowym w historii spółki. Jeśli porównać osiągnięty zysk do 2013 roku widać ponad 11-proc. dynamikę wzrostu.

– Osiągnięte wyniki to jest powód do zadowolenia, zwłaszcza na tle ostatniego raportu, który pokazywał Deloitte. W tym raporcie wziętych pod uwagę było ponad 500 największych światowych spółek z branży. Deloitte pisał, że 35 proc. z nich jest dziś zagrożonych bankructwem. To jest bardzo poważny odsetek – zauważa Piotr Woźniak.

Prezes PGNiG podkreśla, że w gronie zagrożonych spółek brak jest podmiotów z Polski. Dodaje, że wynika to głównie z innego profilu działalności rodzimych firm. Nie są one tak bardzo eksponowane na ryzyko globalne. W większości przypadków ich aktywność skupia się wyłącznie na rynku krajowym.

– Nasza ekspozycja na świat jest stosunkowo niewielka. Aktywność handlowa spółki w naszym regionie jest bardzo ograniczona. Jeśli chodzi z kolei o wydobycie, to w przypadku PGNiG są to obecnie tylko Norwegia i Pakistan – wyjaśnia.

Zdaniem eksperta nasz kraj w stosunku do innych państw znajduje się obecnie w bardzo dobrym położeniu, a ewentualna poprawa warunków rynkowych powinna być wykorzystana przez polskie spółki do wejścia na rynki zagraniczne.

– W przypadku PGNiG planujemy dosyć poważne inwestycje w wydobycie, z tym że trochę inaczej sprofilowane. Mniejszy nacisk położymy na poszukiwania gazu w łupkach – informuje.

Przedstawiciel PGNiG tłumaczy, że dotychczasowe poszukiwania gazu łupkowego dały słabe rezultaty. Spółka w najbliższych miesiącach ma zamiar prowadzić jeszcze prace w tym zakresie na jednej z koncesji w województwie pomorskim. Osiągnięte wyniki zadecydują o przyszłości programu.

– Z całą pewnością spróbujemy swoich sił w szczelinowaniu węgla kamiennego. To się z powodzeniem odbywa na egzotycznych rynkach australijskich i kanadyjskich. Chcemy prowadzić nasze prace w Górnośląskim Zagłębiu Węglowym – dodaje Woźniak.

Prezes PGNiG tłumaczy, że zainteresowanie spółki szczelinowaniem węgla kamiennego wynika z dwóch powodów. Pierwszym jest duża obecność metanu w tego typu złożach, a ten gaz może być wykorzystany jako dodatkowe źródło energii. Drugim czynnikiem jest natomiast bezpieczeństwo eksploatacji.

– Jeśli się uda odgazować pokłady, które są w eksploatacji, to bezpieczeństwo pracy ludzi także wzrośnie. Zatem tutaj może być z tego podwójna korzyść. Prace zaczynamy dosłownie na dniach. Przygotowujemy już sprzęt do jednego z takich projektów położonego w miejscowości Gilowice na Śląsku – podsumowuje.

Trwają prace nad projektem przepisów ograniczających sprzedaż alkoholu. Budżet państwa może stracić miliardy złotych

0

CEO Magazyn Polska

Projekt przepisów dotyczących sprzedaży alkoholu ma pozwolić samorządom na regulowanie miejsc i godzin, w których sprzedaż będzie zakazana. Samorządy będą mogły też decydować o liczbie sklepów monopolowych na określonym terenie. Obecnie szara strefa w zakresie wyrobów spirytusowych stanowi blisko 15 proc. legalnego rynku. Jeśli planowane zmiany wejdą w życie, na ograniczeniu legalnej sprzedaży budżet może stracić miliardy złotych.

– Planowane ograniczenia w sprzedaży alkoholu, które mają dotyczyć zarówno liczby punktów, jak i godzin dostępności, oceniamy jednoznacznie negatywnie. Przede wszystkim każde ograniczenie sprzedaży alkoholu jest tak naprawdę ukłonem w kierunku szarej strefy i przekierowanie do niej popytu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Propozycje zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości przygotowana przez PiS i Związek Miast Polskich zakładają, że samorządy będą mogły decydować o godzinach czy miejscach, w których sprzedaż będzie zakazana, określą też limity takich punktów na osiedlach. Nowelizacja ma dotyczyć sklepów oraz lokali gastronomicznych.

Obecnie samorządy mogą regulować liczbę takich miejsc w gminie, wyznaczona jest też odległość od miejsc chronionych, czyli np. żłobków, przedszkoli czy kościołów, jednak zdaniem pomysłodawców ustawy takie przepisy są niewystarczające. W Polsce jeden sklep z alkoholem przypada na 273 osoby. Normy WHO zalecają, by było to co najmniej 1 tys. osób.

Zdaniem Ptaszyńskiego wszystkie regulacje ograniczające sprzedaż wpłyną na kondycję sklepów.

– Alkohole są generatorem obrotu i marż, zwłaszcza w tych najmniejszych sklepach – podkreśla dyrektor generalny PIH.

W czerwcu ubiegłego roku ustanowiono przepisy, które w Warszawie zwiększają odległość punktów sprzedaży alkoholu od obiektów chronionych. PIH alarmuje, że sklepom odbierane są koncesje, przez co spadają ich obroty, a te nie są w stanie utrzymać się tylko ze sprzedaży produktów spożywczych. Działania Rady Miasta mogą skutkować likwidacją 100 placówek handlowych, a co za tym idzie – stratami rzędu 60–70 mln zł i zwolnieniem ok. 1 tys. osób. Dla budżetu to straty ok. 100 mln zł. Dlatego Polska Izba Handlu postuluje szersze konsultacje społeczne w tej sprawie.

– Straty budżetu, które mogłyby nastąpić z tytułu dalszego ograniczenia legalnej sprzedaży alkoholu, idą w miliardy złotych – przekonuje Maciej Ptaszyński.

Dane Krajowej Izby Gospodarczej wskazują, że szara strefa w zakresie wyrobów spirytusowych może stanowić ok. 15 proc. legalnego rynku. Podwyżka akcyzy w 2014 roku spowodowała, że nielegalny rynek rósł w siłę, zwłaszcza że stawki podatków od wyrobów spirytusowych są u nas najwyższe w regionie (także w porównaniu z krajami Unii). Na handlu nielegalnym alkoholem budżet państwa traci rocznie 1,2 mld zł.

– Najważniejsze, żeby nie dawać szans szarej strefie, a takie zakazy i ograniczenia dają je zawsze – przekonuje dyrektor PIH. – Odbywa się to zawsze kosztem legalnego handlu, który kontroluje wiek nabywców, bezpieczeństwo produktów, które np. nie zawierają metanolu. Dlatego mamy nadzieję, że nie dojdzie do radykalnych zmian.

Dyrektywa o rachunkach płatniczych przyniesie korzyści klientom. Łatwiej będzie porównać ofertę banków i przenieść konto

CEO Magazyn Polska

Dyrektywa o rachunkach płatniczych (PAD) spowoduje, że łatwiej będzie założyć rachunki za granicą i porównywać oferty poszczególnych banków. Dostawcy usług będą mieli obowiązek umożliwić klientom łatwe przeniesienie rachunku. Zdaniem ekspertów na zmianach zyskają konsumenci, natomiast banki będą musiały się liczyć z dodatkowymi kosztami. Nowe przepisy powinny wejść w życie w połowie września br. 

Przepisy dyrektywy PAD zawierają regulacje, które mają ułatwić konsumentom korzystanie z usług płatniczych. Z założenia ma to zmniejszyć wykluczenie finansowe. W Polsce – jak wynika z uzasadnienia do polskiej ustawy – poziom ubankowienia systematycznie wzrasta, ale wciąż jest niższy niż w rozwiniętych państwach członkowskich UE.

Przede wszystkim klienci będą mogli szybciej porównać ofertę poszczególnych banków i innych dostawców usług płatniczych. W każdym z krajów Unii Europejskiej ma powstać strona internetowa, dzięki której będzie można porównać opłaty pobierane przez banki za prowadzenie rachunków. Przed zawarciem umowy dostawca usług płatniczych będzie też zobowiązany przesłać dodatkowy dokument opłat i co najmniej raz w roku szczegółowe zestawienie wszystkich pobranych opłat.

Dyrektywa o rachunkach płatniczych ma ułatwić konsumentom wybór dostawcy usług oraz zwiększyć konkurencyjność na rynku – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Halwa, partner zarządzający w Kancelarii Schoenherr. – Coraz częściej korzystamy z płatności w innej formie niż gotówkowa, dlatego posiadanie rachunku jest rzeczą fundamentalną dla każdego z uczestników obrotu.

Przepisy nakładają też na dostawców usług obowiązek umożliwienia klientom przeniesienia rachunków pomiędzy rachunkami płatniczymi prowadzonymi w tej samej walucie przez banki, które znajdują się na terenie tego samego państwa. Taką możliwość klienci w Polsce mają od 2010 roku. jak wynika z danych Związku Banków Polskich, rocznie dokonywano ok. 12–17 tys. takich operacji. W 2015 roku takich przeniesień było blisko 37 tys. W prawie wszystkich przypadkach klienci zgłaszali chęć zamknięcia dotychczasowego rachunku, a w 95,5 proc. przypadków przenoszono całość dostępnego salda. Klienci stają się bardziej mobilni, bo banki prześcigają się w promocjach rachunków płatniczych. Przepisy, które wdrożą dyrektywę na polskim rynku, powinny jeszcze ten proces zintensyfikować.

Będzie określony czas, w którym bank będzie musiał to zrobić. Jeżeli ktoś zdecyduje się przenieść wszystkie swoje polecenia zapłaty czy stałe zlecenia, banki będą musiały tak zorganizować swoją działalność, żeby umożliwić konsumentom bezproblemowe przeniesienie rachunku razem ze wszystkimi dodatkowymi usługami, które się z nim wiążą – wskazuje Halwa.

Klienci będą mieli także łatwiejszy dostęp do rachunków w instytucjach zagranicznych, które nie mają siedziby w danym kraju. Dzięki wprowadzonym przez dyrektywę zmianom ma powstać bardziej konkurencyjny rynek, na którym przede wszystkim zyskają klienci.

Ułatwienie w przenoszeniu rachunków może natomiast wiązać się z dodatkowymi kosztami dla dostawców usług.

Już teraz banki są pod presją kosztów. Widzimy, że już w tym roku, część z nich zdecydowała się zwiększyć koszty prowadzenia rachunków – zaznacza radca prawny.

Wprowadzenie podatku bankowego i konieczność ponoszenia wyższych opłat do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego sprawiły, że ograniczane są bezpłatne usługi. Część banków podwyższa opłaty za karty, wypłaty z bankomatów, a w przypadku przedsiębiorców również za przelewy internetowe. Spada też oprocentowanie lokat.

Nowe regulacje nakładają dodatkowe obowiązki na banki, jednak zdaniem Halwy powinny one zdążyć do wejścia w życie przepisów.

Dyrektywa PAD wymaga implementacji i powinna wejść w życie do 18 września – wskazuje Paweł Halwa. – Banki to profesjonalni dostawcy usług, dotychczas zawsze byli przygotowani do nowych przepisów i nie mam raczej obaw, że podobnie będzie i teraz.

Niskie ceny ropy naftowej zmniejszą inwestycje w instalacje poszukiwawcze i wydobywcze. Cięcia mogą sięgnąć 30 proc.

CEO Magazyn Polska

Ceny ropy naftowej, które od połowy 2014 roku spadły o ok. 65 proc., komplikują perspektywy rozwoju branży offshore i energetycznej. Światowi producenci z tych sektorów byli zmuszeni do ograniczenia zatrudnienia o 200 tys. osób, a na ten rok prognozowane są kolejne cięcia – koszty inwestycji mają być o ok. 30 proc. niższe. To przekłada się również na zamówienia dla stoczni i innych podwykonawców.

Obserwujemy pewne spowolnienie w branży offshore. Ostatni rok i pewne symptomy podczas poprzednich dwunastu miesięcy wskazywały, że będzie gorzej. I rzeczywiście tak właśnie się dzieje – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Domżalski, prezes zarządu w spółce Expom, projektującej konstrukcje m.in. na potrzeby firm z sektora offshore.

Branżę offshore, czyli firmy budujące instalacje poszukiwawcze, wydobywcze, przetwórcze i zajmujące się transportem na morzu, dotyka przede wszystkim spadająca cena baryłki ropy naftowej. Dziś kosztuje ona nieco ponad 38 dolarów, podczas gdy w połowie 2014 roku płacono za nią ponad 110 dolarów.

Kolejna bariera dla branży offshore to zwiększające się wydobycie na Bliskim Wschodzie, głównie w Iranie, i konkurencja ze strony gazu łupkowego, który na wielką skalę jest wydobywany w Stanach Zjednoczonych – mówi Domżalski.

Rozwój branży utrudniają także koszty działalności, które szczególnie w Skandynawii są bardzo wysokie. Przedsiębiorstwa operujące szczególnie na szelfie norweskim, ale i brytyjskim muszą bardzo mocno ograniczać koszty, aby się nadal rozwijać. Domżalski jest zdania, że nowe otwarcie dla inwestycji w offshore jest możliwe tylko wtedy, gdy wzrośnie wydajność.

W ostatnich latach miał miejsce nieadekwatny wzrost kosztów w stosunku do wydobycia i teraz obserwujemy, że inne surowce na światowych rynkach wypierają to, co może produkować Skandynawia – tłumaczy Rafał Domżalski. – Uważam, że największym wyzwaniem, ale i perspektywą, która może przynieść pewne symptomy otwarcia nowych inwestycji w branży offshore, jest przede wszystkim zwiększenie wydajności oraz redukcja kosztów.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w listopadzie 2015 roku przez Hays i Oil and Gas Job Search (28 tys. ankietowanych ze 178 krajów), spadek cen ropy naftowej miał ogromny wpływ na strukturę zatrudnienia i płace w sektorze energetycznym. Poziom wynagrodzeń w branży naftowej i gazowej spadł o 1,4 proc. w ujęciu rocznym, co wynikało przede wszystkim z masowych zwolnień, a także z tego, że firmy mniej chętnie sięgały po specjalistów z innych krajów. W ciągu ostatniego roku co trzeci respondent stracił pracę. 93 proc. ankietowanych przyznało, że ich firma dokonała redukcji zatrudnienia.

Problemy światowych graczy w branży offshore wpływają też na polskie firmy, które realizują dla nich zlecenia. Jak podkreśla Domżalski, Expom – spółka od ponad 60 lat prowadząca działalność w branży metalowej – radzi sobie z tym spowolnieniem, zdobywając zlecenia z innych sektorów. Choć większość zamówień to projekty dla stałych klientów  z branży morskiej, to pojawiły się pierwsze zamówienia z sektorów rolniczego i przetwórczego.

Interesuje nas też recykling oraz gospodarka surowcami wtórnymi. To obszary, które w 2016 roku i kolejnych latach będą się – moim zdaniem – szybko rozwijać – ocenia Rafał Domżalski.

Polskie firmy kontrolują około 7–10 proc. światowego rynku druku trójwymiarowego wycenianego na kilka miliardów dolarów

0

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku sprzedano na świecie ponad 200 tys. drukarek 3D o wartości 1,6 mld dolarów – szacuje Deloitte. Do 2020 roku nabywców może znaleźć nawet 8 mln sztuk tego sprzętu. Głównymi odbiorcami są na razie firmy, ale wraz ze spadającymi cenami takich urządzeń będzie rosło ich wykorzystanie wśród klientów indywidualnych. W Polsce rynek rozwija się krócej niż na świecie, ale krajowe podmioty już mają na globalnym rynku silną pozycję.

Rynek druku 3D w Polsce zaczyna przeżywać boom. Bardzo dużo przedsiębiorstw wdraża tę technologię, jest olbrzymie zainteresowanie, mimo że rozwój rynku rozpoczął się niedawno, ok. czterech lat temu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Tomasiak, prezes zarządu Zortrax, lidera na tym rynku.

Szacowana wartość światowego rynku druku trójwymiarowego – według Rafała Tomasiaka – to kilka miliardów dolarów. Według raportu TMT Predictions firmy Deloitte w ubiegłym roku sprzedanych zostało 220 tys. tego rodzaju urządzeń o wartości 1,6 mld dolarów. W 2020 roku ma zostać sprzedanych blisko 8 mln sztuk.

Polska dzięki nam i kilku innym firmom zaczyna odnosić coraz większe sukcesy w tej branży. Dzisiaj śmiało możemy powiedzieć, że Polska odpowiada za około 7–10 proc. rynku światowego druku 3D – mówi Rafał Tomasiak.

Globalny rynek jest bardziej rozwinięty, ponieważ druk 3D kilka lat wcześniej znalazł zastosowanie m.in. w przemyśle czy w studiach projektowych i architektonicznych. Zrewolucjonizował on tzw. rapid prototyping, czyli przyspieszył tworzenie różnego rodzaju prototypów do zastosowań przemysłowych. Druk trójwymiarowy znajduje zastosowanie w kolejnych branżach i znacząco je zmienia. Jedną z nich jest medycyna. Druk 3D wykorzystywany jest m.in. do tworzenia protez.

Jeszcze 2–3 lata temu nikt nie marzył, by wykorzystywać taką technologię w medycynie, a dzisiaj mamy coraz więcej tego rodzaju zastosowań – zauważa Rafał Tomasiak. – Oprócz medycyny technologią tą interesuje się przemysł wytwórczy, firmy produkujące urządzenia elektryczne, sprzęt RTV AGD, cała branża automotive, czyli motoryzacyjna, a także lotnictwo. Dość mocno druk 3D zaczyna też wchodzić do przemysłu zbrojeniowego.

Jak szacuje Deloitte, do 2017 roku na firmy przypadnie 90 proc. sprzedaży w ujęciu wartościowym i 95 proc. wydrukowanych przedmiotów. Do konsumentów trafi 70 proc. sprzedaży w ujęciu ilościowym, ale będą to przede wszystkim urządzenia o ograniczonej funkcjonalności. Barierą dla odbiorców indywidualnych są głównie wysokie koszty.

Wprawdzie amatorską drukarkę można kupić już za 200–300 dol., ale w segmencie średnio zaawansowanych urządzeń ceny wynoszą od 1,5 do 5 tys. dol. Profesjonalne urządzenia przemysłowe mogą kosztować nawet kilka milionów dolarów.

Coraz więcej hoteli zmienia swoje menu. Chcą przyciągać również gości na diecie, z alergiami czy niejedzących mięsa

CEO Magazyn Polska

Hotele i restauracje, które chcą zyskać najbardziej wymagających klientów, powinny wzbogacić menu choćby o potrawy wegańskie czy bezglutenowe – twierdzą eksperci. Przed wyjazdem na urlop osoby na diecie lub uczulone na dane produkty często szukają w ofercie ośrodków wypoczynkowych kuchni ściśle dopasowanej do ich potrzeb. Właściciele takich miejsc muszą więc pomyśleć o przeszkoleniu szefów gastronomii, konsultacjach z dietetykami i wprowadzeniu nowinek kulinarnych.

Coraz więcej osób cierpi na alergie pokarmowe, chociażby nietolerancję glutenu czy laktozy. Poza tym dużą popularnością cieszy się dieta wegetariańska i wegańska. Niestety, ci, którzy ściśle dopasowują menu do swoich upodobań kulinarnych i uwarunkowań zdrowotnych, czasem mają nie lada problem, by podczas wyjazdu urlopowego znaleźć restaurację, w której mogą zjeść. Dlatego właściciele hoteli i pensjonatów coraz częściej podejmują wyzwanie i chcą zadbać również o takich klientów.

We wszelkich ośrodkach wypoczynkowych w ofercie bazy gastronomicznej powinny się znaleźć również potrawy albo nawet całe menu dla alergików czy osób, które odżywiają się w określony sposób. Mam na myśli np. konsumentów, którzy nie jedzą mięsa – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Piotr Dominik, specjalista ds. szkoleń i kształcenia kadr hotelarsko-gastronomicznych, ekspert Szkoły Głównej Turystyki i Rekreacji w Warszawie.

Choć w niektórych przypadkach dostosowanie się do różnych gustów kulinarnych klientów może się wiązać z dużymi zmianami w funkcjonowaniu kuchni i konsultacją z dietetykiem, który dopasuje menu, to jednak rewolucja z pewnością się opłaci.

To jest kierunek, od którego nie ma ucieczki. Jeżeli hotele chcą mieć zadowolonych klientów i gości, to nawyki kucharzy, hotelarzy i gastronomów muszą się zmienić i iść z duchem czasu. Menu powinno być wzbogacone. Mogą też wprowadzić pewien rodzaj ankiety, dowiedzieć się, czy dana osoba, która ma zamiar przebywać w hotelu, ma jakieś preferencje kulinarne i wtedy mieć przygotowaną także dla niej specjalną ofertę – mówi Piotr Dominik.

Ekspert podkreśla, że zmiany nie muszą wiązać z dodatkowymi inwestycjami. Bardziej chodzi o poszerzenie wiedzy szefów kuchni, zdobycie nowych umiejętności i kreatywność

Trzeba znać się na tym, mieć wśród personelu ludzi, którzy mają wiedzę na temat dietetyki i znają technologie przygotowania pewnych potraw. Nie jest to na pewno ogromny koszt, bo zastąpienie diety mięsnej dietą roślinną raczej nie powinno być kosztowne. Natomiast raczej tutaj chodzi o pomysłowość i pojęcie, co z tym zrobić dalej – tłumaczy Piotr Dominik.

W Polsce jest już coraz więcej takich ośrodków, które przyciągają klientów nie tylko atrakcyjną ofertą wypoczynkową, lecz także zdrową i dietetyczną kuchnią.

Często są to ośrodki SPA, ośrodki wypoczynkowe, które oferują wczasy ze zdrowym żywieniem albo z innym urozmaiconym menu. Są też specjalistyczne placówki, które zajmują się oczyszczaniem organizmu czy specjalizują się w dietach roślinnych, ale w każdym właściwie hotelu mogłaby się znaleźć karta dla wegetarian czy dla alergików, bo takich osób jest coraz więcej – dodaje Piotr Dominik.

Eksperci radzą, by najpierw dodać do karty 1–2 posiłki dostosowane do danej diety, a z czasem można eksperymentować, przygotowywać kolejne potrawy i poszerzać ofertę.

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.03.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl