Firmy chcą zatrudniać, ale na rynku brakuje specjalistów

Trzech na dziesięciu polskich przedsiębiorców planuje podwyżki w nadchodzącym półroczu. Z kolei 36% firm chce zwiększyć zatrudnienie. To, czy zrealizują one swoje plany rekrutacyjne, zależy od dostępności wykwalifikowanych pracowników. A o nich na polskim rynku coraz trudniej.

„Obserwujemy spadek optymizmu wobec sytuacji gospodarczej w kraju. Tylko 17% przedsiębiorstw spodziewa się w najbliższym czasie wzrostu gospodarczego. Firmy korzystnie oceniają za to własną kondycję finansową. Aż 2/3 z nich uważa, że jest ona dobra lub bardzo dobra” – mówi serwisowi infoWire.pl Agnieszka Bulik, dyrektor ds. prawnych i public affairs z agencji pracy tymczasowej i doradztwa personalnego Randstad Polska.

Przemysł, handel, usługi naprawcze i budownictwo – to branże, które najczęściej deklarują chęć zwiększenia zatrudnienia w nadchodzących sześciu miesiącach. Dotyczy to głównie wschodu i północy kraju. Branża przemysłowa jest również najbardziej otwarta na podwyżki.

W minionym półroczu tylko połowa pracodawców zatrudniła nowych pracowników. „Niedopasowanie kompetencji kandydatów, duża konkurencja o specjalistów oraz bardzo wysokie wymagania finansowe pracowników spowodowały, że niektórzy pracodawcy byli zmuszeni do obniżenia wymagań bądź zawieszenia naborów na stanowiska. W konsekwencji aż 8% firm nie zrealizowało swoich planów rekrutacyjnych” – mówi ekspertka.

Największe trudności w pozyskaniu pracowników, zwłaszcza wykwalifikowanych, ma branża przemysłowa – najdynamiczniej rozwijający się sektor. Podobna sytuacja dotyczy branży informatycznej i branży nowoczesnych technologii.

Hashtag a social media: podsumowanie 2015 roku

Hashtagi nie zdominowały naszej komunikacji w tak kuriozalny sposób, jak przedstawili to Justin Timberlake oraz Jimmy Fallon, odgrywają jednak coraz większą rolę w naszym sposobie komunikacji oraz autoprezentacji w sieci. Same hashtagi mogą zdradzić nam wiele ważnych informacji o użytkownikach poszczególnych platform.

Hashtag a social media: podsumowanie 2015 roku

Wielka czwórka hashtagujących platform

Użytkownicy Twittera oraz Instagrama najchętniej używają hashtagów, mniejszą popularność tego zjawiska odnotowano zaś na Facebooku. Co ciekawe, hashtagi całkiem nieźle przyjęły się na Wykopie, który okazał się czwartą hashtagową siłą w polskim Internecie.

udzial publikacji

Młodzi internauci odpowiedzialni za masowe rozprzestrzenianie się hashtagów

Najpopularniejsze hashtagi 2015 roku związane były z aktywnościami młodego pokolenia internautów (często nastolatków). Należą do nich: #mtvhottest, #1dpl (Twitter) oraz #polishgirl (Instagram). Każdy z nich to ponad milion treści/retweetów w ciągu całego roku. Co ważne, o ile #1dpl to hashtag „sezonowy”, który 17 listopada wywrócił polskiego Twittera do góry nogami, tak popularność dwóch pozostałych rozłożyła się w czasie – szczególnie #polishgirl, którego rosnącą popularność obserwujemy już od 2013 roku.

Hashtag roku 2015

Twitter wciąż zdominowany przez aktywność nastolatek

Największe wzrosty liczby publikacji z hashtagami wywołały aktywności nastolatek powiązane z ich idolami, jak np. zaproszenia Justina do Polski, Kid’s Choice Awards czy MTVHottest. W listopadzie polscy fani zespołu One Direction wzięli udział w międzynarodowej wojnie na hashtagi, co wywołało ogromny wzrost ich aktywności na Twitterze. Nasi rodacy zajęli drugie miejsce w tej bitwie spośród 140 krajów, które wzięły udział w akcji.

Co ciekawe, na tle aktywności nastolatek, wydarzenia polityczne minionego roku nie były aż tak szczególnie widoczne. Hashtagi związane z polityką były oczywiście używane przez profile stricte informacyjne czy też dorosłych użytkowników zainteresowanych polityką, jednak ich popularność nawet nie zbliżyła się do hashtagów masowo używanych przez najmłodszych użytkowników tej platformy. Jedynym wyróżniającym się hashtagiem niezwiązanym z idolami był #prayforparis. Do wysokiej popularności hashtagu również przyczyniła się aktywność nastolatków, którzy wyrażali solidarność z Francją.

Polski Instagram wyraża pozytywne emocje oraz zachęca do aktywności

Instagram – w przeciwieństwie do Twittera – cechuje brak wyraźnych wzrostów liczby publikacji z hashtagami, spowodowanych konkretnymi akcjami organizowanymi na platformie. Hashtagowanie utrzymuje się na raczej stabilnym poziomie, jednak liczba takich publikacji systematycznie rośnie. Platforma ta zdominowana jest przez hashtagi „wyrażające” narodowość autora (jak #polishgirl, #poland, #polishjboy), pozytywne emocje (jak #happy czy #love) oraz zachęcające do aktywności (jak #l4l).

Wykop to nie tylko przestrzeń ironii i żartów, ale także dyskusji o polityce

Mirki chętnie używają hashtagów w dyskusjach – szczególnie w tych spontanicznych, niezwiązanych z wykopanymi wiadomościami. Wykop jest platformą, gdzie zdecydowanie dominują #heheszki, co ukazuje humorystyczny/ironiczny ton dyskusji na tej platformie. Co ważne, społeczność Mirków jest szczególnie interaktywna, o czym świadczy wysoki poziom „Wykopowych konsultacji” pod hashtagiem #pytanie. Spośród analizowanych platform, to właśnie Mirki najchętniej dyskutowali o bieżących wydarzeniach politycznych – #polityka to piąty, najczęściej używany przez nich hashtag w 2015 roku.

Facebook pełen konkursów i hashtagujących indywidualistów

Na Facebooku dominowały hashtagi takie jak #konkurs, #warszawa oraz #love. Duża popularność #konkursu jest zapewne w dużej mierze efektem działań szeroko rozumianych profilów markowych/influencerów na tej platformie. Co ważne, pomimo iż Facebook znalazł się na trzecim miejscu pod względem liczby publikacji z użyciem hashtagów, popularność poszczególnych z nich jest dosyć niska. Pozwala to sądzić, że użytkownicy Facebooka bardziej skupieni są na indywidualnej hashtagowej twórczości, niż podłączaniu się do grupy osób używającej tych samych fraz.

Marka a hashtag – jak to się połączyło w 2015 roku?

Na wszystkich analizowanych platformach topowe hashtagi związane były z szeroko pojętymi zainteresowaniami użytkowników; hashtagi markowe były znacznie mniej widoczne. Na Instagramie popularnością cieszyły się nie tylko znane wszystkim marki takie jak #bmw, #adidas czy #iphone ale także te mniej oczywiste jak np. #semilac (marka lakierów do paznokci). Na Wykopie królowały zaś gry (Counter Strike, GTA V) oraz Play Station 4 (#ps4).

Poznanie społeczności powinno być kluczowe dla marek, które pragną zaistnieć w  hashtagowym świecie. Zapewnienie marce hashtagowego sukcesu to bowiem nie tylko dopasowanie jej do profilu użytkowników, ale także umiejętne wpisanie się w zainteresowania użytkowników oraz trendy panujące na danej platformie.

Jak szukamy pracy? A jak jej szukać powinniśmy? Wnioski z badania Pracuj.pl

Jak wynika z najnowszej edycji badania Pracuj.pl Specjaliści na rynku pracy, blisko 65% ankietowanych deklaruje, że rozgląda się za nową pracą. Jednak, jak wskazują wyniki, poszukujący pracy często poświęcają na ten proces zbyt mało czasu.

jak_szukamy_pracy_01Ile czasu poświęcamy na szukanie pracy?

Jak wynika z badania Pracuj.pl, największa część ankietowanych, 35,7%, poświęca na poszukiwanie pracy od 1 do 2 godzin tygodniowo, a jedna czwarta respondentów przeznacza na ten cel tylko do godziny w skali całego tygodnia. Według ekspertów to za mało, aby efektywnie szukać pracy. Skuteczne poszukiwanie pracy wymaga konsekwencji i zaangażowania czasowego, dlatego dobrze jest na ten cel poświęcić więcej niż 2 godziny tygodniowo. Jednak, jak wskazuje badanie Pracuj.pl, w ten sposób szuka pracy jedynie co czwarty ankietowany.

Wynikiem tego stosunkowo słabego zaangażowania czasowego może być także dość skromna liczba wysyłanych przez respondentów dokumentów aplikacyjnych – zaledwie co szósty badany wysyła od 6 do 10 CV, a tylko co dziesiąty od 11 do 20 CV miesięcznie. Największa część respondentów szukających pracy (25,7%) zadeklarowała, że wysyła od 2 do 5 CV miesięcznie.

Sukces, jakim jest znalezienie pracy, zależy od wielu czynników. Istotne jest już samo podejście do zagadnienia. W poszukiwaniu pracy liczy się przede wszystkim systematyczność i regularność. Optymalnie byłoby założyć sobie, że poświęcamy na przeglądanie ofert, research rynku pracy co najmniej dwie, trzy godziny tygodniowo –wyjaśnia Konstancja Zyzik, Koordynator Zespołu ds. Rekrutacji z Grupy Pracuj.Za regularnym przeglądaniem ofert powinno iść aktywne wysyłanie dobrze przygotowanych dokumentów aplikacyjnych. Warto w ich opracowaniu korzystać z narzędzi takich jak Kreator CV, dzięki czemu będziemy mieć pewność, że zawarliśmy w CV informacje kluczowe dla potencjalnego pracodawcy – dodaje Zyzik.

Poszukiwanie pracy – łatwe czy trudne?

W ocenie ankietowanych, którzy szukają pracy, poszukiwanie pracy nie jest łatwym zadaniem. Jako trudne lub bardzo trudne ocenia je co trzeci respondent (34,0%), a zaledwie 6,0% ankietowanych uważa, że jest to proces łatwy lub bardzo łatwy.

Szukanie pracy na pewno nie jest zajęciem relaksującym, jednak możemy sprawić, że nie będzie zadaniem ponad nasze siły. By nabrać nieco zawodowej pewności siebie warto spojrzeć na siebie oczami bliskich. Nawet osoby dopiero rozpoczynające karierę mają kompetencje, umiejętności czy, wreszcie, predyspozycje, które mogą okazać się ich atutem na rynku pracy. Rozmowa z osobami z rodziny, przyjaciółmi pomaga spojrzeć na siebie z dystansu i dostrzec cechy na które sami, być może, nie zwróciliśmy uwagi – mówi Konstancja Zyzik. Przydatne, zarówno początkującym, jak i doświadczonym kandydatom, są także narzędzia, takie jak Pracuj Select. To funkcja umożliwiająca użytkownikom portalu Pracuj.pl, którzy wyrażą na to zgodę, automatyczne polecanie ich CV odpowiednim pracodawcom. Rekomendacje są dokonywane na podstawie analizy treści ogłoszenia umieszczonego przez danego pracodawcę oraz informacji zawartych w profilu zawodowym kandydata korzystającego z opcji polecania – dodaje Zyzik.

Eksperci przyznają, że początki związane z poszukiwaniem zatrudnienia mogą być oceniane jako trudne. Efektywne szukanie pracy wymaga połączenia wielu czynników: analizy ofert pracy, przygotowania dokumentów aplikacyjnych, umiejętności zaprezentowania siebie na rozmowie kwalifikacyjnej. Jednak najtrudniejsze są pierwsze kroki, potem proces ten jest łatwiejszy, choćby z tego powodu, że poszukujący posiadają już doświadczenie w przeglądaniu ofert, tak, by wybierać te, które są zgodne z ich kwalifikacjami i kompetencjami. Także dobrze przygotowane CV może stać się podstawą dla każdego kolejnego – nie trzeba już pisać wszystkiego od początku, można modyfikować istniejące dokumenty. Podobnie jest z rozmowami kwalifikacyjnymi –  zawsze wiążą się one z pewnym stresem, jednak na pewno któraś z kolei rozmowa nie generuje takiego napięcia jak pierwsza.

Specjaliści na rynku pracy, styczeń 2016, badanie realizowane przez Grupę Pracuj SA.

Badanie realizowane w styczniu 2016 roku, na N=468 użytkownikach portalu Pracuj.pl, pracujących, z ponad dwuletnim doświadczeniem zawodowym.

Fitch obniża rating banków

Rating Getin Banku i BOŚ został obniżony przez agencje ratingową Fitch. Słabsze dane z Chin i Japonii nie zdziwiły rynków. Bardzo dobry odczyt PMI dla Polski. Słabsze dane z USA.

W nocy poznaliśmy kolejne słabe dane z Chin. Indeks PMI dla przemysłu wyniósł 48 pkt, wobec oczekiwanych 48,2 pkt. Optymizm opuszcza państwo środka. Gorzej od oczekiwań wypadły również usługi. Co ciekawe, inwestorzy spodziewali się znacznie większego tąpnięcia, gdyż w reakcji na te dane zaczęli kupować. W rezultacie giełda po wczorajszych spadkach odbiła ponad 1,5% w górę. Nie zmienia to faktu, że główny indeks od początku roku wciąż jest ponad 20% na minusie. Również w nocy poznaliśmy dane z Japonii. Wydatki gospodarstw domowych spadają o 3,1% wobec oczekiwanych 2,7%. Są to kolejne, gorsze od oczekiwań dane z tamtejszej gospodarki. Pomimo tych wszystkich słabych danych, bezrobocie nie tylko nie rośnie, ale wręcz spada. Jest to tym dziwniejsze, że poziom bezrobocia wynosi zaledwie 3,2%.

Wczorajsze dane dla Polski na temat wzrostu PKB pokryły się dokładnie z oczekiwaniami analityków. Gorsze sygnały nadeszły natomiast z Włoch. Deflacja rok do roku jest większa niż oczekiwano. Ceny spadają o 0,3% przy oczekiwaniach 0,1%. Lepsze dane na temat zmian cen podała Kanada, gdzie niespodziewanie wzrosły ceny producentów. Bardzo słaby okazał się natomiast odczyt z USA. Indeks Chicago PMI wyniósł 47,6 pkt przy oczekiwaniach 53 pkt. Co ciekawe, inwestorzy tylko na chwilę wystraszyli się dolara i już po chwili powrócili do poziomów sprzed publikacji, kontynuując trend umacniający dolara względem euro.

Agencja ratingowa Fitch obniżyła ratingi dla dwóch polskich banków: Getin i BOŚ. Dla reszty utrzymała dotychczasowe nastawienie. Powodem obniżki było pogorszenie się sytuacji w wyniku nałożenia podatku oraz słabej jakości aktywów.

Od rana poznaliśmy dobre dane z Polski. PMI dla przemysłu nieoczekiwanie wystrzelił do 52,8 pkt. Jest to poziom wyższy od spodziewanego o pełne 2 pkt. W rezultacie tych danych, złoty umocnił się skokowo o mniej więcej grosz do głównych walut. Warto zwrócić uwagę, że długoterminowe perspektywy dla polskiego przemysłu wciąż są niepewne ze względu na spowolnienie u naszych głównych partnerów handlowych.

Dzisiaj poranek należy do publikacji wskaźników PMI dla przemysłu. Oprócz nich warto zwrócić uwagę na następujące dane:

09:55 – Niemcy – stopa bezrobocia,

14:30 – Kanada – Produkt Krajowy Brutto,

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,

16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016

Kurs EUR/PLN utworzył trend spadkowy. Dla ruchu w górę oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na poziomie 4,4500, a po przebiciu tego pułapu następnym oporem będzie 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca ostatnie minima lokalne na 4,3350.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016

Kurs CHF/PLN przeszedł w zwężający się trend boczny. Najbliższym oporem są okolice 4,0150, gdzie znajdują się linia łącząca ostatnie maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linii łącząca minima lokalne na poziomie 3,9600.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016

Kursowi USD/PLN po silnych spadkach utworzył krótkoterminowy trend wzrostowy. Nowym oporem jest linia łącząca maksima lokalne na 3,9850, a po jej przebiciu kolejnym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum lokalne na 3,8950.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.12.2015 do 01.03.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest górne ograniczenie trendu spadkowego w okolicach 5,6100, a po jego przebiciu następne są ostanie maksima na poziomie 5,7000, W przypadku kontynuacji spadków wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,5000.

Coface: koszt pieniądza może ulec obniżeniu

Stopy procentowe w Polsce pozostają na historycznie niskim poziomie. Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła cykl obniżek w listopadzie 2012 r. sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 1,5 proc., który obowiązuje już prawie od roku. Pomimo że tempo wzrostu gospodarczego zwiększyło się w Polsce blisko trzykrotnie wobec wzrostu 1,3 proc. zanotowanego w 2013 r., to w ocenie Rady, obecny poziom stóp sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu. Prognoza Coface zakłada utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, jednak istnieje pewne prawdopodobieństwo ich obniżenia, ale miałoby to miejsce dopiero w drugiej połowie roku.

Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Obecny poziom inflacji jest daleki od wyznaczonego celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. z dopuszczalnym przedziałem wahań +/- 1 punkt procentowy. Popyt wewnętrzny, a zwłaszcza konsumpcja prywatna jest główną siłą napędową wzrostu gospodarczego Polski, czemu sprzyja dobra sytuacja na rynku pracy ze stopą bezrobocia najniższą od 2008 r. i rosnącymi wynagrodzeniami. Jednak w gospodarce brak jest presji inflacyjnej ze względu na ujemną lukę popytową, a okres deflacji trwa już ponad 1,5 roku. Na niski poziom cen w Polsce największy wpływ mają czynniki zewnętrzne, tj. silny spadek cen surowców. Gdy jeszcze w połowie 2014 r. baryłka ropy Brent była kwotowana po 114 USD, obecnie jest to zaledwie 1/3 tej wartości z ceną na poziomie 35 USD. Z drugiej strony ceny żywności, które mają największy udział w koszyku inflacyjnym (24 proc.), przestały w ostatnich miesiącach obniżać inflację, jednak ich bardziej dynamiczny wzrost jest ograniczany także przez sytuację na rynkach światowych. Ceny żywności na rynkach globalnych spadły o 17 proc. w ciągu ostatniego roku i pozostaną niskie w 2016 r. nawet, pomimo występującego przez kolejne miesiące zjawiska pogodowego „El Nino”, którego intensywność ma być największa od 1950 r. i negatywnie wpłynie na produkcję żywności przez znaczących globalnych producentów. Ponadto, prognozy Coface zakładają, że ceny surowców energetycznych pozostaną na niskich poziomach, a kwotowania ropy Brent osiągną 45 USD za baryłkę dopiero w 2018 r.

W rezultacie ewentualna redukcja stóp procentowych nie byłaby w stanie wyeliminować wpływu czynników globalnych na cenę pieniądza w Polsce. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że nowy skład Rady Polityki Pieniężnej będzie bardziej skłonny do łagodzenia polityki pieniężnej, ale dotychczasowe opinie jej członków wskazują na dość niskie prawdopodobieństwo takiego działania. Wyższe wydatki konsumentów, uruchomienie programu 500+ oraz wprowadzenie podatku handlowego będą sprzyjać wzrostowi cen, jednak nadal inflacja będzie odległa od celu RPP. Dodatkowo zawirowania globalne, utrzymująca się awersja do ryzyka, luźniejsza polityka fiskalna polskiego rządu oraz gorsza percepcja Polski na rynkach światowych stają na drodze umocnienia się złotego i są argumentem za utrzymaniem stóp procentowych bez zmian. Z drugiej strony z deflacji wychodzimy wolniej niż się spodziewano, oczekiwania inflacyjne są nadal niskie, a dodatnie odczyty inflacji zanotujemy dopiero na przełomie trzeciego i czwartego kwartału tego roku. Możliwa zwiększona ekspansja monetarna Europejskiego Banku Centralnego powinna pozytywnie przełożyć się na notowania złotego, a spowolnienie dużych gospodarek wschodzących coraz bardziej wpływać będzie na naszych partnerów handlowych, w tym Niemcy, i tym samym osłabiać dynamikę polskiego eksportu. W takim przypadku RPP może być bardziej skłonna do redukcji stóp, co w konsekwencji wsparłoby konkurencyjność naszego eksportu. Prognoza Coface zakłada utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, jednak istnieje pewne prawdopodobieństwo ich obniżenia, ale miałoby to miejsce dopiero w drugiej połowie roku. Redukcja kosztu pieniądza nie przyczyniłaby się do znacznie większej skłonności przedsiębiorstw do inwestycji w obliczu dostępu do kredytów i nadpłynności sektora bankowego, a z kolei wpływ zmian stóp procentowych na realną gospodarkę jest widoczny po około 8-12 miesiącach.

Goodyear prezentuje Eagle-360 – koncepcyjną oponę dla przyszłych pojazdów autonomicznych

Unikatowy sferyczny kształt opony przyszłości zapewni najwyższy poziom zwrotności, bezpieczeństwa i łączności

Po 117 latach produkcji ogumienia Goodyear przedstawia swoją wizję opony przyszłości, która wygląda zupełnie inaczej niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, ponieważ jest kulą.

Goodyear zaprezentował swoją najnowszą oponę koncepcyjną, Eagle-360, na Międzynarodowych Targach Motoryzacyjnych w Genewie. Sferyczna, wydrukowana w 3-D opona ukazuje wizję Goodyeara na przyszłość i przedstawia inspirujące długofalowe rozwiązania, które mogą znaleźć zastosowanie, kiedy pojazdy autonomiczne będą bardziej powszechne.

Przeprowadzone niedawno przez Navigant Research badania przewidują, że w 2035 roku roczna sprzedaż samochodów autonomicznych na świecie wyniesie około 85 milionów sztuk[1]. Dodatkowo wyniki ankiety J.D. Power 2015 U.S. Tech Choice Study wskazują, że dla konsumentów kluczowym aspektem jest zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa dzięki zaawansowanym rozwiązaniom technologiczne [2].

„Stale zmniejszający się udział kierowców w prowadzeniu pojazdów sprawi, że rola opon będzie się zwiększała, ponieważ to one łączą pojazd z drogą” – powiedział Joseph Zekoski, wiceprezes i dyrektor ds. technicznych Goodyear. „Nasze opony koncepcyjne odgrywają podwójną rolę, służąc jako kreatywna platforma dla niekonwencjonalnego sposobu myślenia o  mobilności oraz obszar testowania technologii nowych generacji”.

Sferyczny kształt zapewnia wyjątkową zwrotność i bezpieczeństwo

Unikalny kształt Goodyear Eagle-360 przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa i zwrotności, aby sprostać wyzwaniom autonomicznej mobilności. Sferyczność pozwala na manewrowanie we wszystkich kierunkach. Dzięki aktywnej technologii opona może poruszać się w taki sposób, aby maksymalnie ograniczyć ryzyko poślizgu w przypadku zagrożeń takich jak czarny lód czy nagle pojawiające się przeszkody. W rezultacie opony znacząco przyczyniają się do utrzymaniu pojazdu na bezpiecznym torze.

Kolejna zaletą sferycznego kształtu opony jest możliwość utrzymania płynnej jazdy dzięki łagodnym ruchom poprzecznym. W ten sposób samochód może pokonywać przeszkody nie zmieniając kierunku jazdy.

Ponadto opona, która umożliwia obrót o 360 stopni, może przyczynić się do rozwiązywania przyszłych ograniczeń przestrzennych, ponieważ samochody wyposażone w tego typu ogumienie będą potrzebować mniej przestrzeni by zajmować miejsca parkingowe. Przy założeniu, że parkingi publiczne będą funkcjonować na podobnych zasadach jak dotychczas, takie rozwiązanie mogłoby znacznie zwiększyć ich pojemność bez potrzeby powiększania rozmiaru.

Połączone magnetyczną lewitacją

Współpraca koncepcyjnej opony Goodyear Eagle-360 z podwoziem samochodu opiera się na lewitacji magnetycznej. Zawieszona w polu magnetycznym pod podwoziem, na podobnej zasadzie jak kolej magnetyczna, generuje mniej hałasu, co przekłada się na większy komfort podróżujących.

„Choć na razie jest to opona czysto koncepcyjna, to prezentuje szereg najbardziej innowacyjnych rozwiązań Goodyeara, które w przyszłości mogą zaspokoić potrzeby konsumentów. Wyniki naszych badań[3] wskazują, że młodzi kierowcy poszukują samochodów wyposażonych w innowacyjne rozwiązania technologiczne oraz przyjaznych dla środowiska. Jesteśmy pewni, że koncepcyjna opona Eagle-360 może stanowić bezpieczne, niezawodne i zrównoważone rozwiązanie dla konsumentów, którzy w przyszłości prawdopodobnie będą poruszać się pojazdami autonomicznymi. Mamy również nadzieję, że nasz produkt będzie źródłem inspiracji dla branży motoryzacyjnej, z którą wspólnie będziemy poszukiwać rozwiązań na przyszłość” – powiedział Jean-Claude Kihn, prezes Goodyear EMEA.

Czujniki zapewniają łączność z samochodem i zwiększają bezpieczeństwo

Goodyear zakłada również, że jednym z elementów optymalizujących poruszanie się pojazdów autonomicznych będzie łączność realizowana w trzech aspektach. Po pierwsze, czujniki umieszczone wewnątrz Eagle-360 będą rejestrowały warunki drogowe, w tym pogodę i stan nawierzchni, a następnie przekazywały te informacje do samochodu oraz do innych pojazdów, aby zwiększyć bezpieczeństwo. Po drugie, wykorzystując zaprojektowaną przez markę technologię monitorowania kluczowych aspektów funkcjonowania opony, mierniki będą też rejestrować i regulować zużycie bieżnika, aby wydłużyć żywotność produktu. Po trzecie, dzięki produkcji ogumienia za pomocą druku trójwymiarowego, istnieje możliwość dopasowania jej do indywidualnych potrzeb regionu, który zamieszkuje użytkownik.

Bionaśladownictwo – inspiracja naturą

Warto też podkreślić, że niektóre elementy konstrukcji Eagle-360 wykazują cechy bionaśladownictwa, czyli imitowania rozwiązań spotykanych w naturze – jest to podejście często stosowane w pracach konstrukcyjnych Goodyeara. Rzeźba bieżnika naśladuje kształtem organizm morski – koral mózgowy, a wielokierunkowe bloki i rowki pomagają stworzyć bezpieczną przestrzeń kontaktową. Dno rowka ma strukturę naturalnej gąbki, która sztywnieje, gdy jest sucha, natomiast pod wpływem wody mięknie. Dzięki działaniu siły odśrodkowej, faktura ta absorbuje również wodę i odprowadza ją z bieżnika, co zmniejsza ryzyko aquaplaningu i pozwala uzyskać pożądane właściwości jezdne.

Więcej o produktach Goodyeara prezentowanych na Targach Motoryzacyjnych w Genewie można usłyszeć na naszym stoisku 2056 w Hali 2. Zapraszamy do śledzenia nas na Twitterze @Goodyearpress i zachęcamy do dołączenia do grupy ThinkGoodMobility na LinkedIn. Wszystkie materiały prasowe można pobrać ze strony news.goodyear.eu

[1] Źródło: Navigant Research, Zaawansowane Systemy Wspierania Prowadzenia i Ewolucja Autonomicznych Funkcji Prowadzenia: analiza i prognozy dla globalnego rynku: http://www.navigantresearch.com/research/autonomous-vehicles

[2] Źródło: Badanie U.S. Tech Choice Study 2015 przeprowadzono w okresie od stycznia do marca 2015 w oparciu o internetową ankietę ponad 5300 konsumentów, którzy w ostatnich pięciu latach kupili lub leasingowali nowy pojazd. Więcej informacji na stronie: http://www.jdpower.com/press-releases/2015-us-tech-choice-study#sthash.rZ6ysrNh.dpuf

[3] Źródło: Goodyear i Think Good Mobility: poglądy pokolenia milenium na przyszłość motoryzacji w Europie: https://drive.google.com/file/d/0B1HvJzTnvhLfc0dOYWJtTnBfUTA/view

ZyXEL prezentuje na targach MWC 2016 pierwszy router HomeSpot LTE kategorii 6

ZyXEL zaprezentował na Mobile World Congress 2016 w Barcelonie  nową serię wydajnych produktów LTE, w tym model LTE4506 – pierwszy na rynku router HomeSpot LTE kategorii 6 obsługujący standard 802.11ac.

ZyXEL prezentuje na targach MWC 2016 pierwszy router HomeSpot LTE kategorii 6Stanowiący część mobilnych rozwiązań dostępowych marki ZyXEL, router 4G LTE-A 802.11ac Wi-Fi HomeSpot umożliwia użytkownikom połączenie z różnymi szerokopasmowymi usługami mobilnymi na całym świecie. Wszystko za sprawą najnowszej technologii agregacji zgodnej z LTE, DC-HSPA+/ HSPA/ UMTS i EDGE/ GPRS/ GSM.

LTE4506 jest jedynym urządzeniem w kategorii routerów domowych, które jest zgodne ze standardem LTE kategorii 6 i które dzięki technologii agregacji umożliwia pobieranie danych z prędkością do 300Mbps – czyli dwukrotnie szybciej niż w kategorii 4.

Wraz z obsługą najnowszej technologii bezprzewodowej 11ac, LTE4506 umożliwia obsługę usług w dwóch zakresach częstotliwości (2.4GHz + 5GHz) i zapewnia bezpieczną komunikację jednocześnie dla 32 użytkowników. Aby w łatwy sposób udostępniać połączenia, w urządzeniu zastosowano przycisk do szybkiego udostępniania transmisji bezprzewodowej. Kolejną ciekawą funkcją jest złącze micro USB do wygodnego ładowania baterii oraz gigabitowy port LAN do komunikacji z urządzeniami przewodowymi.

To doskonałe rozwiązanie dla rodziny podczas wakacji lub dla klientów biznesowych. LTE 4506 umożliwia szybkie pobieranie danych i wysoką prędkość transmisji poprzez sieć 4G. Operatorzy mogą oferować  klientom sieci o wyższej wydajności, spełniające wymogi aplikacji i usług wymagających wysokiej prędkości transmisji danych, takich jak mobilne przesyłanie strumieni wideo i gier” – mówi Wayne Hwang, Wiceprezes Usług Operatorskich SBU z firmy ZyXEL.

Na targach MWC 2016 ZyXEL zaprezentował również zewnętrzny router 4G LTE 7410, wielozadaniowy router LTE 7460, przenośny router LTE WAH7706 oraz szeroką gamę rozwiązań LTE, która oferuje szybką komunikację bezprzewodową dla różnych zastosowań.

Wraz z 79 milionami użytkowników 4G w Europie w 2015 roku i boomem standardu 802.11ac, gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na szerokopasmowe usługi 24/7 i komunikację z obsługą wielu urządzeń.” – mówi Norbert Ogłoziński, Country Sales Manager ZyXEL Communications. „W praktyce, w 2016 roku spowoduje to dalszy nieprzewidywalny wzrost ilości inteligentach urządzeń i trendu „Internet of Things”. Zgodnie z przewidywaniami „Statista”[1]ilość użytkowników 4G do 2020 roku wzrośnie do 267 milionów.”

Na targach MWC 2016, ZyXEL przedstawił również urządzenia do komunikacji domowej, technologię Small Cell i rozwiązania zapewniające zasięg wewnątrz budynków. Firma zaprezentowała również najlepsze w swojej klasie rozwiązania, które mogą odciążyć operatorów nowoczesnych sieci mobilnych poprzez uproszczenie integracji wielu użytkowników i zastosowań, zmobilizować komunikację domową w chmurze i zoptymalizować zasięg oraz wydajność szerokopasmowych połączeń mobilnych

Rynki ogarnia strach. Nadchodzi kryzys?

Niekorzystne dane gospodarcze z Chin, utrzymujące się niskie ceny surowców, ropy i miedzi oraz niepokojące dane dotyczące sektora finansowego – to wszystko powoduje, że w ostatnich tygodniach obserwujemy ucieczkę kapitału z głównych parkietów na świecie. Czy to zapowiedź kolejnego kryzysu?

Rynki ogarnia strach. Nadchodzi kryzys?– W 2008 roku właśnie od tego sektora finansowego zaczęły się kłopoty i upadek znaczącego banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Obecnie europejski wskaźnik dla banków stracił 28 procent. Duże znaczące banki mają problemy i faktycznie bardzo mocno tracą na wartości. Duża przecena na wiodących instytucjach finansowych podyktowana jest tym, że inwestorzy obawiają się scenariusza, który miał miejsce w roku 2008 – mówi newsrm.tv Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Przypomnijmy Lehman Brothers ogłosił upadłość 15 września 2008 roku. Data uznawana jest za początek wielkiego światowego kryzysu finansowego. Jak zauważa Robert Śniegocki wtedy brakowało rzetelnej informacji dotyczącej ekspozycji banków na ryzykowne instrumenty, szczególnie instrumenty pochodne. Obecnie inwestorzy o tym nie zapomnieli i zachowują ostrożność. W podejmowaniu bardziej ryzykownych zachowań nie pomaga też obecna polityka banków centralnych.

– Banki centralne pozbawiły się głównego narzędzia, którym była możliwość reakcji na pogłębiający się kryzys po przez obniżkę stóp procentowych. Żyjemy w świecie ujemnych stóp procentowych, to na pewno nie pomaga – dodaje Robert Śniegocki. – Ja zawsze będę stał na stanowisku, że złoto samo w sobie jest „złotym bezpiecznikiem”. W bieżącym roku widzimy to bardzo mocno. Złoto zyskuje ponad kilkanaście procent, bo wzrok inwestorski zaczął kierować się w stronę instrumentów, które są zazwyczaj uznawane za bezpieczne. Takim jest przede wszystkim złoto. Każdorazowo, gdy mieliśmy do czynienia z dużymi wyprzedażami na dużych parkietach złoto samo w sobie zyskiwało na wartości. Nawet jeżeli były to krótkoterminowe wzrosty.

Złoto kusi nie tylko inwestorów ale także same banki. Obecnie banki centralne są największym kupującym netto na rynku złota. Rok do roku zwiększają poziom swoich rezerw.

Oficjalna strategia candidate experience na wagę złota

Pracodawcy w Polsce mają świadomość, że rekrutacja przekłada się na prowadzony przez nich biznes. Z trzeciej edycji badania „Candidate Experience” zrealizowanego z inicjatywy eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji wynika, że aż 75% pracodawców uważa, że wrażenia kandydatów z procesu rekrutacji mają wpływ na postrzeganie przez nich produktów i usług firmy, która taką rekrutację prowadziła. Jednak firmy wciąż ignorują wagę sporządzania strategii dbania o kandydata. Oficjalne wytyczne dotyczące candidate experience posiada zaledwie co czwarta firma.

Kandydat do pracy to również potencjalny klient, którego relacja z firmą najprawdopodobniej będzie trwała dłużej niż sam proces rekrutacji. – Z naszego badania wynika, że coraz więcej pracodawców ma świadomość, jak istotne są rekrutacje z punktu widzenia prowadzonego biznesu. Świadczy o tym chociażby rosnąca liczba pracodawców deklarujących dbanie o relacje z kandydatami. Podczas, gdy w zeszłym roku 65% pracodawców mówiło, że przykłada się do candidate experience, w tym było to już 75%. Jednak nadal istnieje luka między deklaracjami pracodawców a ich faktycznymi działaniami. Zwłaszcza w obszarze sporządzania strategii candidate experience – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.

Strategiczne podejście do relacji z kandydatem

Z badania eRecruiter „Candidate Experience” wynika, że zaledwie co czwarta firma posiada oficjalną strategię dbania o relacje z kandydatami. W praktyce są to najczęściej wytyczne, które porządkują wszystkie niezbędne informacje dotyczące procesu rekrutacji i dbania o relacje z kandydatami w danej firmie. Stanowią one wskazówkę dla wszystkich osób zaangażowanych w zatrudnianie nowych pracowników, jak postępować podczas poszczególnych etapów procesu. Takie wytyczne wskazują m.in. kiedy i jak udzielać informacji zwrotnej, w jaki sposób podtrzymywać relacje z potencjalnymi pracownikami. Posiadanie nieformalnej strategii dbania o relacje z kandydatami zadeklarowała prawie połowa pracodawców. – Jednak warto zwrócić uwagę, że nieformalna strategia candidate experience rodzi ryzyko, że nie wszyscy pracownicy w firmie ją odpowiednio rozumieją. Jeśli natomiast przygotujemy oficjalne wytyczne analogicznie do np. strategii employer branding, będziemy mieli większą pewność, że osoby rekrutujące mają takie samo wyobrażenie dotyczące tego, co kryje się pod wyrażeniem candidate experience w naszej firmie – mówi Izabela Bartnicka.

Strategia candidate experience w rękach HR

Opracowanie strategii candidate experience jest domeną działów HR – specjaliści do spraw rekrutacji odpowiadają za jej stworzenie w 81% firm. Warto jednak pamiętać, że aby takie wytyczne były praktyczne i odpowiadały na zapotrzebowanie biznesu, w jego tworzenie powinny być zaangażowane również inne działy firmy. Jednak z badania wynika, że tylko 1/3 firm angażuje biznes w tworzenie strategii dbania o kandydata, co dziesiąta dział PR, a co szósta swoich pracowników. Warto zwrócić uwagę, że przygotowanie wytycznych dotyczących dbania o relacje z kandydatami ułatwiają platformy rekrutacyjne, takie jak eRecruiter, gdzie w jednym miejscu zebrane są wszystkie niezbędne informacje dotyczące prowadzonych procesów. To bardzo dobra podstawa do stworzenia procedur z zakresu candidate experience.

Dobrym pomysłem, przy tworzeniu oficjalnej strategii dbania o relacje z kandydatami, jest również opieranie się na doświadczeniach osób, które aplikowały do danej firmy. – U nas proces rekrutacji i wszystkie jego kolejne kroki są bardzo szczegółowo opisane. Dotyczy to zarówno stałych elementów, które są obowiązkowe dla każdego oddziału, jak i dobrych praktyk, rekomendowanych do stosowania w zależności od lokalnej specyfiki i warunków. Dokument, pod hasłem „Candidate Unique Experience” powstał na podstawie obserwacji, a także analizy wyników ankiety, jaką przeprowadzamy wśród nowych pracowników, mających za sobą doświadczenia kandydata. Ich opinia jest dla nas szczególnie ważna, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że nie zawsze to, co wydaje się nam najlepsze, jest takim samym dla kandydata – wskazuje Joanna Kucharska, Dyrektor ds. HR i Komunikacji, Sii.

Strategia candidate experience stanowi odbicie stosowanych w firmie praktyk i panującej atmosfery. Dlatego istotne jest, aby po pierwsze opracować oficjalny dokument, a po drugie, aby zaangażować w jego tworzenie również działy biznesowe firm. Tylko w ten sposób pracodawca będzie mieć pewność, że kandydat do pracy zostanie należycie potraktowany, a w efekcie nie straci zaufania do produktów i zachowa dobre wrażenie o firmie, nawet jeżeli nie dostanie pozytywnej informacji o przyjęciu do pracy.

Cytowanie wyników badania tylko za podaniem źródła: badania eRecruiter „Candidate Experience”.

Metodologia badania

  1. edycja badania „Candidate Experience” składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane podczas realizacji badania „Specjaliści na rynku pracy”, przeprowadzonego przez portal Pracuj.pl na użytkownikach portalu zajmujących stanowiska specjalistyczne, menedżerskie i wyższe, posiadających co najmniej 2-letnie doświadczenie zawodowe. Badanie zostało zrealizowane w dniach 1-16.10.2015. Ankietę wypełniło łącznie 808 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesie rekrutacyjnym. Opinie pracodawców zostały zebrane w ramach badania „Candidate Experience”, przeprowadzonego przez eRecruitment Solutions, wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 1-16.10.2015. Ankietę wypełniło łącznie 707 osób.

Badanie „Candidate Experience” zostało przeprowadzone z inicjatywy eRecruiter i Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Koalicja istnieje od kwietnia 2013 r. i w tym momencie liczy ponad 200 firm, które chcą promować dobre praktyki w rekrutacji.

Prosty poradnik dla osoby zadłużonej

W pętlę zadłużenia może wpaść każdy. Zamiast załamywać ręce, powinniśmy w tej sytuacji możliwie jak najszybciej zacząć działać. Eksperci Casus Finanse, należącej do Grupy Lindorff, przekazują kilka prostych rad, co zrobić, by wyjść z tarapatów finansowych i uniknąć ich w przyszłości.

  1. Infografika – Prosty poradnik dla osoby zadłużonejPrzeanalizuj swój budżet

Poprzez analizę naszych codziennych wydatków, możemy określić, które z nich są zbędne. Warto też, przed wyjściem do sklepu, zaszczepić w sobie zwyczaj robienia listy niezbędnych zakupów, dzięki czemu będą one bardziej przemyślane i w rezultacie wydamy na nie mniej pieniędzy.

  1. Zrezygnuj z płacenia kartą

Warto zrezygnować z płacenia kartą na rzecz gotówki. Dzięki temu będziemy mieli większą kontrolę nad tym, ile wydajemy. Co więcej, wydana jednorazowo spora suma pieniędzy w gotówce zrobi na nas większe wrażenie, niż „niewidzialny” wypływ gotówki z karty. W ten sposób staniemy się więc bardziej powściągliwi w trwonieniu pieniędzy.

  1. Przemyśl wydatki na swoje przyjemności

Rezygnacja z przyjemności to nic miłego. Ciężko jest powiedzieć „nie”, kiedy pojawia się kusząca propozycja wyjazdu, nawet jeśli nie dysponujemy wolnym budżetem na tego typu rozrywki. Zamiast brać kolejny kredyt, najrozsądniej jest zrezygnować z wyjazdu i zrealizować go dopiero, gdy będziemy mieli odpowiednie środki na koncie.

  1. Zacznij oszczędzać

Warto spróbować podjąć ten wysiłek, zaczynając na początku od mniej ambitnych celów i kwot. Jeśli rezygnując z pewnych przyjemności, uda nam się odłożyć pieniądze, a w konsekwencji spłacić za nie np. urządzenie zakupione na raty, wówczas uświadomimy sobie, że było warto i będziemy mogli wyznaczyć kolejny cel lub zacząć oszczędzać pieniądze, które zbudują naszą „finansową poduszkę”.

  1. Nie bierz kolejnego kredytu

W przypadku trudnej sytuacji finansowej wiele osób decyduje się na pożyczkę gotówkową, tzw. chwilówkę. Niestety, w większości przypadków, firmy udzielające tego typu pożyczek naliczają bardzo wysokie odsetki, które mogą osiągnąć wysokość od kilkudziesięciu do nawet ponad 100% rocznie! Jeśli nasza płynności finansowa została zachwiana, zamiast o kolejnym zobowiązaniu, na którego spłatę nie będziemy mieli środków, warto pomyśleć o kredycie konsolidacyjnym czy ugodzie.

  1. Porozmawiaj ze swoim bankiem

Jeśli z powodu niespodziewanej sytuacji (np. utraty pracy) mamy trudności w terminowym spłacaniu rat, możemy zwrócić się do banku z prośbą o tzw. wakacje kredytowe czy restrukturyzację kredytu. Dają one możliwość zawieszenia spłaty na określony czas lub obniżenia wysokości comiesięcznych zobowiązań poprzez wydłużenie okresu spłaty.

  1. Pomyśl o ugodzie

W interesie osoby mającej problem ze spłatą zobowiązań finansowych jest nawiązanie kontaktu z negocjatorem. Często jednak kredyto- czy pożyczkobiorca nie chce rozmawiać. Myśli, że jeśli nie nawiąże żadnego kontaktu to sprawa się przedawni i problem zniknie. Nic bardziej mylnego. Od zobowiązania narastają bowiem odsetki i początkowa kwota zadłużenia może diametralnie wzrosnąć. Dlatego zamiast uciekać od rozmów z negocjatorem, lepiej podjąć dialog. Daje to możliwość wnioskowania np. o wydłużenie terminu płatności, rozłożenie zobowiązania na raty, a także odstąpienie od dochodzenia części zobowiązania.

  1. Wprowadź zmiany w życie!

Jeśli wprowadzając do swojego życia tych kilka zasad uda nam się wyjść z finansowych tarapatów, pamiętajmy, by nadal ich przestrzegać. Wiele osób, wychodząc z kłopotów, wraca do poprzednich nawyków – przestaje analizować swój budżet i oszczędzać, spontanicznie podejmuje ważne decyzje o kredycie czy pożyczce, żeby sfinansować jakąś przyjemność czy zachciankę. W taki sposób bardzo szybko możemy znowu wpaść w spiralę zadłużenia. Dlatego tak istotne jest wypracowywanie w sobie tych pozytywnych nawyków i mimo pokus, pozostanie im wiernym.

Wyniki finansowe grupy wielton za 2015 r.

Wzrost sprzedaży i zysków w 2015 r., rynki zagraniczne z perspektywą wzrostów w br.

Wielton, największy w Polsce i jeden z wiodących europejskich producentów naczep i przyczep, pokazał w 2015 r. skonsolidowany wzrost przychodów o 7,9% rdr do poziomu 630 mln zł. Skonsolidowany EBIT wzrósł o 169% do 44,9 mln zł, co przełożyło się na wzrost marży EBIT do poziomu 7,1%. Zysk netto grupy wyniósł 33,5 mln zł, tj. 36,7% wzrostu rdr.

– Ubiegły rok był szczególnie dobry dla spółki: umocniliśmy pozycję na rynku w kraju i za granicą dystansując liderów w branży. Nowe podmioty w grupie pokazały również solidne wyniki, co potwierdza słuszność naszej strategii rozwoju. W obszarze inwestycji w lutym br. otworzyliśmy centrum badawczo-rozwojowe Wielton CBR. Innowacyjność rozwiązań produktowych zapewni spółce trwałą przewagę konkurencyjną na rynkach europejskich, podsumował Mariusz Golec, Prezes Zarządu Wielton SA.

Wielton rośnie szybciej niż liderzy w branży, umacnia pozycję na rynku w kraju i za granicą na rynkach europy zachodniej

W 2015 r. Grupa Wielton sprzedała 6930 sztuk naczep i przyczep, tj. 5,8% wzrostu rdr (dane księgowe spółki). Sprzedaż w kraju wyniosła 3951 sztuk, tj. 16,2% wzrostu rdr, powyżej branżowych liderów.
W omawianym okresie krajowy rynek wzrósł o 15,7% rdr w całym 2015 r. Wielton umocnił pozycję w branży: wzrost udziałów w polskim rynku do 14,4% na koniec 2015 r. z 13,8% w 2014 r. (według danych CEPIK). Sprzedaż zagraniczna Grupy w 2015 r. wyniosła 2979 sztuk, tj. 5,4% spadku rdr, pochodna dekoniunktury w Rosji (dane księgowe spółki).

 W 2015 r. Fruehauf, spółka zależna Wieltonu, zdystansowała konkurencję i zarejestrowała 4297 sztuk naczep i przyczep, tj. 25% wzrostu rdr (dane rynkowe), przy 21% wzroście rynku francuskiego. Wzrost sprzedaży przełożył się na umocnienie pozycji na rynku do 33,4% z 32,3% udziału w 2014 r. We Włoszech Grupa Wielton zanotowała skokowy wzrost sprzedaży powyżej budżetu do poziomu 420 sztuk. Rynek włoski pokazał najszybszy wzrost w Europie Zachodniej o 79,2% rdr. Rynek rosyjski pozostaje pod wpływem sytuacji politycznej: Grupa Wielton zakończyła 2015 r. sprzedażą  na rynku rosyjskim w wysokości 480 sztuk, tj. 58% spadku rdr.

Na koniec 2015 r. Grupa zanotowała narastająco 630 mln zł przychodów, tj. 7,9% wzrostu rdr. Sprzedaż krajowa wyniosła 328 mln zł, tj. 18,1% wzrostu, zaś sprzedaż zagraniczna 281 mln zł, tj. 2,7% spadku rdr, pochodna dekoniunktury na rynku wschodnim.

Poprawa zysków w 2015 r., wpływ zdarzeń jednorazowych

W IV kw. 2015 r. skonsolidowany zysk operacyjny Grupy wyniósł 23 mln zł, w tym 17,3 mln zł z tytułu wyceny okazyjnego nabycia Fruehauf. Zysk operacyjny Grupy w całym 2015 r. wyniósł 44,9 mln zł, tj. wzrost o 169% rdr. Wzrost EBIT – bez wyceny nabycia Fruehauf – wyniósł 6,4% do poziomu 28,2 mln zł. Marża EBIT wyniosła 7,1% wobec 4,5% w 2014 r. W wyniku operacyjnym grupy uwzględniono 7,3 mln zł, co stanowi 65% zysku netto wypracowanego przez spółkę Fruehauf. Wynik netto grupy za IV kw. 2015 r. wyniósł 20,4 mln zł, tj. wzrost o 330% rdr. Narastająco Grupa Wielton wygenerowała 33,5 mln zł zysku netto, tj. 36,7% wzrostu rdr. W IV kw. i narastająco w 2015 r. Grupa pokazała spadek kosztów finansowych odpowiednio o 62,8% rdr do poziomu 3 mln zł i o 59,7% rdr do poziomu 7,9 mln zł w 2015 r.

Kierunek zachód: francja i włochy powyżej oczekiwań, ekspansja na rynki niemiec, austrii i szwajcarii

Według analiz rynkowych, rynek we Francji powinien pokazać co najmniej jednocyfrowe wzrosty w 2016 r. Dobra koniunktura jest oczekiwana również na rynku włoskim z potencjałem wzrostu powyżej 10% rdr. Nadzieję dalszego rozwoju Wielton wiąże także z rynkiem niemieckim, który jest największym rynkiem zbytu w Europie z roczną sprzedażą na poziomie 54 tys. sztuk. Spółka jest obecna od 11 lat na rynku niemieckim poprzez sieć dilerską i z roku na rok powiększa wolumen sprzedaży swoich produktów. W 2015 roku sprzedaż Wieltonu w Niemczech zwiększyła się o 15% rdr przy 1% wzroście rynku. W lutym br. Grupa powoła spółkę zależną Wielton Niemcy GmbH, której celem będzie sprzedaż produktów i zapewnienie opieki serwisowej Grupy na terenie Niemiec, Austrii
i Szwajcarii. W perspektywie 3-5 lat Zarząd zakłada dynamiczny rozwój Grupy Wielton w regionie
z potencjałem sprzedaży powyżej 1500 sztuk rocznie.

 – Założenie niemieckiej spółki wpisuje się w strategię ekspansji Wieltonu w całej Europie i jest kolejnym krokiem na drodze do osiągnięcia pozycji trzeciego producenta na kontynencie. Niemcy są największym rynkiem przyczep i naczep w Europie, a rynek wykazuje duży potencjał wzrostu w kolejnych latach, powiedział Mariusz Golec, Prezes Wieltonu.

Większe zaplecze produkcyjne, więcej innowacyjnych produktów w ofercie

W następstwie dwóch transakcji zrealizowanych w 2015 r., tj. przejęcia spółki Fruehauf oraz nabycia włoskich aktywów CIR, po realizacji całej inwestycji, spółka powiększy znacząco bazę produkcyjną, co przekłada się na podwojenie mocy produkcyjnych. W oparciu o obecne i przejęte aktywa produkcyjne, Wielton może osiągnąć w  perspektywie 2-3 lat potencjał produkcyjny w wysokości ponad 16 tys. sztuk, a w kolejnych latach do 25 tys. sztuk rocznie. W związku z unowocześnieniem zakładów i optymalizacją procesów produkcji po wdrożeniu zakupionych maszyn Zarząd zakłada długoterminowo wzrost wydajności i obniżenie kosztów produkcji. Celem jest osiągniecie pozycji w pierwszej trójce największych firm w branży w Europie.

W planach na najbliższy rok jest pogłębianie kompetencji w zakresie badań i rozwoju (R&D). W lutym br. spółka otworzyła centrum innowacji, Wielton CBR. Centrum jako zaplecze inżynieryjno-naukowe zajmie się tworzeniem innowacyjnych rozwiązań technologicznych i wsparciem rozwoju innowacyjnych produktów grupy Wielton. Inwestycja w ośrodek badawczy to jeden z filarów strategii grupy Wielton opartej na innowacyjności. Innowacyjność rozwiązań produktowych zapewni spółce trwałą przewagę konkurencyjną na rynkach europejskich.

– Inwestycja w centrum badawczo-rozwojowe to kolejny krok na drodze do osiągnięcia pozycji technologicznego lidera na europejskim rynku. Chcemy dawać klientom 100% gwarancję niezawodności naszych produktów. Chcemy zatrudniać najzdolniejszych inżynierów i naukowców, aby nasze produkty były najlepsze na rynku – zarówno pod względem technologicznym, jak i jakościowym. To ugruntuje przewagę konkurencyjną Wieltonu na rynku europejskim w perspektywie długofalowej, podsumował Prezes Golec.

Result Media dla marki Cekol

Agencja marketingu internetowego Result Media podjęła współpracę z Cekol – czołowym polskim producentem materiałów budowlanych. Będzie ona odpowiedzialna za prowadzenie w bieżącym roku kampanii internetowej dla firmy i jej produktów.

Decyzja o współpracy w 2016r. jest następstwem udanych działań, które agencja przeprowadziła dla klienta na przełomie roku. Wówczas specjaliści z Result Media odpowiedzialni byli za prowadzenie kampanii skierowanej do osób zainteresowanych konkretnymi produktami Cekol, a mianowicie bezpyłowymi gładziami szpachlowymi.

Agencja zaplanowała wówczas unikalny zestaw mediów, stworzyła produktowy landing page oraz zastosowała zaawansowaną analitykę. Dzięki doświadczeniu oraz niestandardowemu podejściu, kampania przyniosła znakomite efekty. Dodatkowo, Result Media poznała bliżej zachowania klientów produktów Cekol oraz zbadała, jaka forma i treść przekazów reklamowych jest najbardziej efektywna z punktu widzenia wymagań klienta. Pomogło to w budowaniu efektywnej komunikacji ze specyficzną grupą docelową. Znaczącemu obniżeniu uległ też finalny koszt dotarcia do klienta.

Efekty przeprowadzonego projektu zdecydowały o zaangażowaniu Result Media w prace nad kampaniami internetowymi dla Cekol w 2016 roku.

Grupa Recykl notuje rekordowe wyniki i zapowiada dalsze wzrosty. Nie obawia się taniejącego węgla

CEO Magazyn Polska

Grupa Recykl ma za sobą rekordowy rok, zarówno osiągnięte przychody, jak i wypracowany zysk netto były najwyższe w historii spółki. Zdaniem zarządu spółka nie wyczerpała jednak potencjału wzrostu. Firma ma jeszcze wolne moce produkcyjne i liczy na zwiększenie tegorocznych przychodów o kolejne 10–15 procent. Nie boi się przy tym spadających cen węgla. 

– W ocenie zarządu 2015 rok dla spółki Recykl był udany. To już trzeci rok wzrostów. W stosunku do 2014 roku nasze przychody zwiększyły się o około 20 proc. Wynik finansowy wzrósł znacząco, bo o około 80 proc. Uzyskaliśmy rentowność marży netto na wyniku około 6 proc. i to są wyniki, które nas zadowalają – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Fleszar, dyrektor finansowy i członek zarządu Grupy Recykl.

W 2015 roku spółka osiągnęła ponad 35,8 mln złotych przychodów (wzrost o 18,5 proc. rdr.) oraz ponad 2 mln złotych zysku netto. To wynik znacznie lepszy niż w 2014 roku, kiedy spółka zarobiła na czysto niewiele ponad 1,2 mln złotych.

Przedstawiciel spółki widzi potencjał dalszej poprawy wyników. Jak tłumaczy, Grupa Recykl w najbliższych miesiącach chce intensywnie korzystać z posiadanych mocy produkcyjnych, dotyczy to głównie rozwiązań w obszarze produkcji paliw alternatywnych. Ich wykorzystanie sprawi, że tegoroczne przychody mogą wzrosnąć o kolejne 10–15 procent.

– Na III kw. bieżącego roku mamy w planie pewne inwestycje rozwojowe. Będą to inwestycje w dwóch naszych zakładach, w Chełmie i w Krośnie Odrzańskim. Ich efekty będą widoczne w 2017 roku, choć w IV kw. tego roku też powinny być już zauważalne – informuje Zbigniew Fleszar.

Jednym z filarów działalności Grupy Recykl jest produkcja paliw alternatywnych pochodzących ze zużytych opon. Surowiec pod postacią granulatu oferowany jest głównie firmom z branży cementowej. Jak tłumaczy ekspert, alternatywę dla cementowni stanowi obecnie miał węglowy. W stosunku do granulatu oferowanego przez śremską spółkę jest on jednak nadal wyraźnie droższy.

– Drugim sektorem jest obszar pirolizy. Powstają w tej chwili zakłady. Jeden bardzo duży, który będzie używał tego tzw. chipsa, czyli wstępnie rozdrobnionych opon do produkcji olejów i różnych innych składników uzyskanych w procesie pirolizy – wyjaśnia.

Ekspert dostrzega pewne zagrożenie ze strony spadających cen węgla kamiennego. W ciągu ostatnich trzech lat notowania węgla na europejskiej giełdzie ARA obniżyły się niemal dwukrotnie. Z tego powodu zarząd Grupy Recykl musi stale dostosowywać swoją ofertę względem cen konkurencyjnych nośników energii.

– W miarę jak tanieje węgiel czy miał węglowy musimy się dostosowywać i dbać o to, żeby nasze paliwo było dla cementowni paliwem alternatywnym, tańszym. Tak długo jak długo te obniżki cen węgla nie spowodują jednak, że będziemy musieli obniżyć cenę poniżej kosztów wytwarzania, tak długo będziemy to robić – dodaje.

Fleszar liczy, że nie dojdzie do sytuacji, w której ceny węgla spadną do poziomu niższego niż wynoszą koszty produkcji paliw oferowanych przez Grupę Recykl. Jeśli jednak tak się stanie, wówczas, jak podkreśla, zarząd stanie przed koniecznością podjęcia działań optymalizacyjnych i walki o utrzymanie opłacalności prowadzonej działalności.

– Mamy nadzieję, że w którymś momencie spadek cen węgla się zatrzyma i zacznie się ruch w drugą stronę, z czego będziemy się bardzo cieszyć – podsumowuje.

Założona w 2004 roku Grupa Recykl prowadzi działalność w zakresie gospodarowania zużytymi oponami poprzez ich zbiórkę, odzysk i recykling. Zakłady spółki produkują granulat gumowy wykorzystywany m.in. do produkcji nawierzchni sztucznych i paliwo alternatywne na potrzeby cementowni oraz odzyskują złom w postaci drutu stalowego. Firma od 2011 roku notowana jest na rynku NewConnect.

Poczta Polska zaczyna obsługę korespondencji sądowej. Innowacyjna aplikacja pomoże skrócić procedury

CEO Magazyn Polska

Pocztowa obsługa sądów od 1 marca wraca do narodowego operatora. Poczta Polska w ciągu trzech lat obowiązywania kontraktu dostarczy ponad 170 mln listów poleconych nadanych przez sądy. Na początku w obrębie 76 proc. kodów adresowych, a od sierpnia w obrębie 100 proc., doręczanie przesyłek będzie odbywało się z wykorzystaniem tabletów i aplikacji Mobilny Listonosz. Dzięki temu sądy w tej samej chwili otrzymają potwierdzenie o nadaniu przesyłki.

Stworzyliśmy rozwiązanie, które daje kilka możliwości przejścia ze świata papierowego w świat elektroniczny. Mówię tu o podpisie biometrycznym, o gromadzeniu i udostępnianiu danych oraz przetwarzaniu ich w chmurze. To jest też nasz pomysł na realizację innych usług dla administracji publicznej – wyjaśnia Tomasz Jeruzalski, dyrektor programów kluczowych Poczty Polskiej.

Testy aplikacji Mobilny Listonosz trwają od listopada 2015 roku. Na początku będzie ona wykorzystywana do obsługi korespondencji sądowej. Od marca obejmie zasięgiem 76 proc. kodów adresowych na terenie kraju, a od sierpnia zapewni obsługę na obszarze 100 proc. kodów adresowych. Jak podkreśla Jeruzalski, aplikacja jest przystosowana do wymogów resortu sprawiedliwości w zakresie Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru (EPO).

Innowacyjność tego rozwiązania polega na tym, że wykorzystujemy podpis biometryczny. Daje nam to duże możliwości. Nasz kontrahent, w tym przypadku sąd, w momencie dostarczenia przesyłki dostaje informację, że adresat ją otrzymał – wyjaśnia Jeruzalski.

To może skrócić procedury sądowe. Sąd nie musi bowiem czekać kilku dni czy tygodni na potwierdzenie dostarczenia przesyłki, ale ma je od razu i bezzwłocznie może rozpocząć realizację powierzonych mu zadań.

To też jest oszczędność dla naszych kontrahentów. Rozwiązanie informatyczne pozwala nam w szybkim tempie przekazywać informacje, a także obniżyć koszty całego procesu realizacji usługi. W związku z tym, jeżeli możemy obniżyć swoje koszty, to jesteśmy w stanie obniżyć je dla naszego kontrahenta – mówi dyrektor programów kluczowych Poczty Polskiej.

Przejęcie obsługi korespondencji sądowej przez Pocztę Polską to kolejny krok w kierunku pełnienia funkcji narodowego operatora cyfrowego. Ale spółka chce uczestniczyć we wdrażaniu kolejnych e-usług. Deklaruje, że jest w stanie wspierać administrację rozwiązaniami technologicznymi i rozbudowaną siecią placówek.

W przyszłości Mobilny Listonosz ma być platformą skupiającą wiele innowacyjnych usług Poczty Polskiej. Tablety umożliwią m.in. przyjmowanie płatności za rachunki czy sprzedaż ubezpieczeń. Pracownicy Poczty będą mogli budować bazy danych z wykorzystaniem geotagowania, przeprowadzać badania marketingowe i przyjmować elektroniczne płatności za pomocą terminali mobilnych.

Wiele innych usług, które są w tej chwili realizowane w sposób tradycyjny, ma potencjał rozwojowy. Dzięki wykorzystaniu urządzeń mobilnych będzie można je realizować elektronicznie, a co za tym idzie – szybciej i prościej – mówi Tomasz Jeruzalski. – W Polsce wciąż wiele osób jest wykluczonych cyfrowo. To są ludzie, którzy boją się rozwiązań informatycznych i nie chcą z nich korzystać. Dzięki listonoszowi, który jest osobą zaufaną, jesteśmy w stanie przenosić takie osoby w świat elektroniczny.

Tablety ułatwią i usprawnią też prace samej Poczty Polskiej. Listonosze będą mogli pobierać dane przed wyjściem w rejon doręczeń i rozliczać się z pracy po jej zakończeniu.

Rząd chce wypowiedzenia dwustronnych umów o wspieraniu i ochronie inwestycji z krajami UE. Według MSP to archaiczny mechanizm

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Skarbu Państwa chce zrewidować zawarte z innymi państwami Unii umowy typu BIT (Bilateral Investment Treaty). Zdaniem rządu są one przestarzałe, już niepotrzebne i zakłócają równowagę między polskimi a zagranicznymi inwestorami. Do takiego rozwiązania namawia zresztą sama Unia Europejska, a zobowiązanie do ich wygaszenia Ministerstwo Gospodarki podpisało już w 2011 roku. Pomysł popierają też ekonomiści.

– Zależy nam na inwestycjach zagranicznych i w pełni wspieramy ministra rozwoju, wicepremiera Morawieckiego w jego dążeniach do zapewnienia obrazu Polski jako stabilnego partnera – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mikołaj Wild, podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa. – Czym innym jest decyzja, czy utrzymywać tzw. umowy BIT, które w latach 80. i 90. poprzedniego wieku zmierzały do ściągnięcia kapitału zagranicznego, przewidując m.in. całkowicie odrębny od wymiaru sprawiedliwości sposób rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem.

Dwustronne umowy miały zachęcać obcy kapitał do inwestowania na polskim rynku w czasach, gdy zaufanie inwestorów z krajów zachodnich do polskiego rynku i wymiaru sprawiedliwości oraz standardów prowadzenia biznesu było mocno ograniczone. Dlatego MSP chce wespół z podległą mu Prokuratorią Generalną oraz ministrem rozwoju przyjrzeć się tym umowom i w miarę możliwości rozpocząć ich wygaszanie.

– W naszej ocenie analizy są konieczne, ponieważ te umowy są już archaiczne – argumentuje wiceminister. – Po drugie, są nieefektywne, ponieważ wedle naszej wiedzy polscy przedsiębiorcy z nich nie korzystają. Zatem absolutnie nie ma symetrii między interesami polskich przedsiębiorców a drugiej strony umowy międzynarodowej.

Dodaje też, że są to przedsięwzięcia kosztowne. Każde postępowanie, nawet ostatecznie wygrane, co miało miejsce w większości przypadków, oznacza koszty rzędu 3–4 mln zł. Obecnie z udziałem Polski toczy się 11 takich postępowań. Przedmioty sporów warte są 8–9 mld zł.

– Tu nie chodzi o te 40 mln zł, które prawdopodobnie będzie nas kosztować obsługa obecnie toczących się postępowań. Chodzi o swego rodzaju stan wyjątkowy, który każde postępowanie arbitrażowe wprowadza do funkcjonowania organów władzy publicznej – zaznacza Wild. – To, co proponujemy, nie jest rewolucją. Jest kontynuacją decyzji, która została podjęta w czerwcu 2011 roku, gdy upoważniono ówczesnego ministra gospodarki do wypowiedzenia umów BIT zawartych w ramach Unii Europejskiej.

Jak wynika z danych NBP, na koniec 2014 r. wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce wynosiła ponad 170 mld euro. Największym inwestorem były Niderlandy, po nich Niemcy, a następnie Luksemburg.

– Oczywiście podstawowe pytanie dotyczy tego, jaki jest rachunek zysków i strat. Nasze wsparcie ministra rozwoju w tych analizach polega m.in. na doświadczeniu płynącym z ochrony interesów Skarbu Państwa w tych postępowaniach – zaznacza Wild. – Według mojej wiedzy Prokuratoria Generalna współpracuje intensywnie z ministrem rozwoju, kiedy tego rodzaju decyzje i rekomendacje dla rządu są podejmowane. Dzięki temu zostanie podjęta decyzja, której będzie przyświecała spójna wizja tych postępowań w ramach rządu. Aczkolwiek źle by było, gdyby dążenie do rozstrzygnięcia miało priorytet przed rozwagą i rozmysłem co do ochrony interesów Skarbu Państwa i polskich przedsiębiorców.

Wykonawcą ewentualnego wypowiedzenia którejkolwiek umowy BIT miałby być właśnie minister rozwoju, natomiast MSP wraz z Prokuratorią Generalną Skarbu Państwa mają wspierać go swoimi doświadczeniami z postępowań arbitrażowych.

Państwowe grunty rolne podrożały o 15 proc. W tym roku na ceny i liczbę transakcji wpłyną nowe przepisy o obrocie ziemią

CEO Magazyn Polska

Rosną ceny gruntów rolnych. W ubiegłym roku za hektar państwowych gruntów trzeba było zapłacić średnio 29,5 tys. zł. To blisko 15 proc. więcej niż rok wcześniej. W ciągu ponad 20 lat ceny wzrosły blisko 60-krotnie. Na wolnym rynku ziemia jest jeszcze droższa – średnio hektar kosztuje 38,6 tys. zł. Wyższe ceny to efekt większego popytu, do którego przyczyniły się zapowiedzi nowych regulacji dotyczących obrotu ziemią. Ich wejście w życie może mieć wpływ na liczbę transakcji, a co za tym idzie również na ceny.

W ubiegłym roku dokonaliśmy około 11 tys. transakcji sprzedaży gruntów będących w naszym zasobie. Średnia cena uzyskana za jeden hektar w obrocie agencyjnym wyniosła 29,5 tys. zł. Jest to jednak cena wyższa średnio o 15 proc. niż w 2014 roku, choć obserwujemy duże dysproporcje, zarówno pomiędzy regionami, jak i w skali kraju. W wolnym obrocie dysponujemy wyłącznie danymi Głównego Urzędu Statystycznego i tu średnia cena wyniosła ok. 38,5 tys. zł – mówi agencji Newseria Biznes Witold Strobel, rzecznik prasowy Agencji Nieruchomości Rolnych.

W ubiegłym roku ANR sprzedała 75 tys. ha gruntów. Ceny rosną systematycznie. Jeszcze w 1992 roku cenaz a 1 ha sięgała 500 zł, w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej było to już 3,7 tys. zł. Obecnie to osiem razy więcej, a w ciągu ponad 20 lat ceny wzrosły blisko 60-krotnie.

Za ziemię najwięcej trzeba zapłacić w Wielkopolsce i województwie kujawsko-pomorskim, gdzie ceny przekroczyły granicę 40 tys. zł za hektar, a wzrost w ciągu roku sięgnął 20 proc. W województwie opolskim za hektar trzeba było zapłacić blisko 39 tys. zł.

Na drugim biegunie mamy województwa lubelskie i podlaskie. W województwie lubelskim to około 15 tys. zł za hektar, natomiast w województwie podlaskim – 17 tys. zł za hektar. Dysproporcje między województwami są dość duże – zaznacza rzecznik ANR.

Z danych agencji wynika, że najwyższe średnie ceny uzyskano za nieruchomości największe, pomiędzy 100 a 299 ha, – 43,7 tys. zł/ha. Takich transakcji w skali kraju było jednak niespełna 80. Przy niewielkich areałach, do 10 ha, cena wyniosła 22,7 tys. zł/ha.

Duże zainteresowanie ziemią było widoczne wśród indywidualnych rolników, którzy starają się powiększyć gospodarstwa. Na wzrost cen duży wpływ miała nie tylko zmniejszająca się podaż na rynku pierwotnym, lecz także zapowiadane gruntowne zmiany ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, która reguluje m.in. obrót ziemią rolną.

– W myśl założeń tej ustawy nabywcą gruntów będzie przede wszystkim rolnik indywidualny, ale w okresie przejściowym przewidujemy przede wszystkim długoterminową dzierżawę gruntów. Tym samym transakcji sprzedaży będzie na rynku zapewne mniej – ocenia Strobel.

Jeszcze w ubiegłym roku na większą liczbę transakcji mieli wpływ zagraniczni inwestorzy. Cena ziemia w Polsce, choć dynamicznie rośnie, wciąż jeszcze jest trzykrotnie niższa niż średnio w krajach europejskich. W tym roku, do maja, kiedy wejdą w życie nowe przepisy, zainteresowanie obcokrajowców powinno się utrzymać na wysokim poziomie, choć jednak niższym od spodziewanego. Z analizy firmy JLL wynika, że w drugiej  połowie roku transakcji może być mniej, zdaniem eksperta ANR trudno jednak jednoznacznie prognozować, jaki wpływ na ceny będzie miała ustawa.

Ponad 30 tys. odbiorców zmieniło sprzedawcę gazu. Liberalizacja rynku będzie postępować, a to oznacza niższe ceny

CEO Magazyn Polska

W latach 2011–2015 sprzedawcę gazu zmieniło 30 749 odbiorców. Tylko w ubiegłym roku odnotowano ok. 23 tys. takich migracji. To oznacza, że liberalizacja rynku postępuje, a wraz z nią pojawiają się bardziej atrakcyjne i elastyczne oferty oraz niższe ceny. Do końca tego roku liczba zmian może sięgnąć nawet 100 tys. – oceniają eksperci Hermes Energy Group SA. 

Ubiegły rok był bardzo ciekawy i niezwykle dynamiczny na rynku gazu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kasprzak, członek zarządu ds. operacyjnych w spółce Hermes Energy Group. – Zaobserwowaliśmy ok. 25 tys. zmian sprzedawców paliwa, uzyskaliśmy możliwość importu ze strony zachodniej na Gazociągu Jamalskim oraz LNG dzięki zakończeniu budowy terminala w Świnoujściu.

Tylko w wyniku stworzenia przez spółkę GAZ-SYSTEM technicznych i fizycznych możliwości importu gazu ziemnego do Polski z Zachodu poprzez wykorzystanie rewersu na Gazociągu Jamalskim możliwość importu tego paliwa wzrosła o 3,2 mld m³ rocznie, co w praktyce oznacza, że do Polski tylko przez punkt Mallnow Rewers może wpływać w sumie około 5,5 mld m³ rocznie. Aktualne techniczne możliwości importu z kierunku zachodniego i południowego mogą pokryć blisko połowę rocznego krajowego zapotrzebowania na gaz szacowanego na około 15 mld m³.

Myślę, że w tym roku będziemy mieli do czynienia ze znacząco zwiększoną liberalizacją rynku gazu w Polsce. Zaobserwujemy dalsze, dynamiczne działania związane z pozyskiwaniem klientów – prognozuje Piotr Kasprzak. – Czekają nas więc dziesiątki tysięcy zmian sprzedawców paliwa gazowego, nowe rozwiązania, elastyczne oferty, a przede wszystkim obniżki cen.

Zdaniem Piotra Kasprzaka można się spodziewać, że na rynku standardem stanie się indywidualne i elastyczne podejście sprzedawców do każdego odbiorcy końcowego. Proces ten powinien się rozpocząć od klientów przemysłowych, czyli tych, którzy zużywają gaz ziemny podczas produkcji. Sprzedawcy mogą zaproponować im nowe formuły rozliczeniowe czy wydłużone terminy płatności, można też oczekiwać wprowadzenia nowych indeksów na giełdę energii. Klienci indywidualni mogą natomiast oczekiwać kilkuprocentowej obniżki cen, indywidualnej obsługi czy spersonalizowanego call center.

Trudno jednoznacznie ocenić, jakie to będą obniżki, ale z całą pewnością można stwierdzić, że trend będzie malejący. Obniżka o kilka punktów procentowych w odniesieniu do poprzedniego roku jest jak najbardziej realna – mówi Kasprzak. – Widać to również po ofertach niezależnych sprzedawców funkcjonujących już na rynku.

Jak podkreśla, rynek liczy na uwolnienie cen, czyli likwidację taryf, które muszą być zatwierdzane przez prezesa URE. W pierwszym kroku miałoby to dotyczyć odbiorców przemysłowych.

Liberalizacja rynku gazu ziemnego – zdaniem Piotra Kasprzaka – będzie miała zdecydowanie pozytywny wpływ na rozwój całej polskiej gospodarki. Krajowi odbiorcy przemysłowi, którzy bardzo często konkurują na świecie, mogą zwiększać produkcję, intensyfikować eksport, a tym bardziej uelastyczniać ceny swoich produktów, co sprawi, że staną się bardziej konkurencyjni.

Od momentu rozpoczęcia liberalizacji rynku do końca 2015 roku na zmianę sprzedawcy zdecydowało się ponad 30 tys. odbiorców. Z tego zdecydowana większość (ponad 27,5 tys. migracji) to decyzje gospodarstw domowych.

Wydaje mi się, że w tym roku będziemy mieli do czynienia z co najmniej 50 tys. takich migracji. Mogę postawić nawet tezę, że pod koniec 2016 roku w sumie co najmniej 100 tys. odbiorców końcowych zmieni sprzedawcę paliwa gazowego – prognozuje członek zarządu Hermes Energy Group.

Spółka szacuje, że wolumen sprzedaży objęty dziś konkurencją rynkową to ok. 2,5 mld m³ gazu (włączając spółki dokonujące zakupów gazu na własne potrzeby). Sprzedawcy gazu mogą działać na rynku dzięki utworzeniu i wzroście aktywności w zakresie obrotu gazem na Towarowej Giełdzie Energii SA. Zgodnie z prawem energetycznym trafia tam 55 proc. gazu wprowadzanego do sieci przesyłowej przez PGNiG (obligo giełdowe). Na koniec III kwartału 2015 r. 165 podmiotów miało koncesję na obrót paliwami gazowymi, a 58 firm aktywnie uczestniczyło w obrocie.

Pojawienie się listów zgody pozwoli na rejestrowanie większej liczby znaków towarowych

CEO Magazyn Polska

Dzięki listom zgody podmioty trzecie mogą zgaszać do rejestru znaki towarowe podobne lub nawet takie same dla identycznych towarów lub usług. Głównym beneficjentem zmian są podmioty z tej samej grupy kapitałowej, które często posługują się podobnymi lub identycznymi oznaczeniami, a jedynie lekko zmodyfikowanymi na potrzeby danego kraju. Na nowych przepisach korzystają też spółki w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Jedynym warunkiem uzyskania rejestracji jest wyrażenie pisemnej zgody przez uprawnionego do wcześniejszego znaku. 

Listy zgody to nowa instytucja w prawie własności przemysłowej. Przedsiębiorcy i praktycy od dawna postulowali wprowadzenie tej zmiany, gdyż znacząco ułatwia współistnienie podobnych lub nawet takich samych znaków towarowych, jeśli w praktyce nie kolidują one ze sobą – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Rumak, radca prawny w kancelarii Affre & Wspólnicy.

Dotychczas listy zgody nie miały decydującego wpływu na decyzję Urzędu Patentowego RP, jeśli stwierdzono, że jeden znak towarowy koliduje w pewien sposób z innym. Od 1 grudnia 2015 roku zmieniło się to w znaczący sposób. Wystarczy zgoda jednego z podmiotów i inna firma również może zarejestrować dany znak. Wcześniej nie było do tego podstawy prawnej.

Jak podkreśla ekspert, na zmianach najbardziej skorzystają firmy ze sobą powiązane, należące do tej samej grupy kapitałowej, które posługują się podobnymi oznaczeniami w ramach grupy.

Dotychczas, gdy spółka z jakiegoś kraju europejskiego miała zarejestrowany wspólnotowy znak towarowy, ale chciała również w polskim Urzędzie Patentowym zgłosić i zarejestrować znak towarowy, który zawierał elementy zbieżne z wcześniejszymi, to był z tym problem. Nie istniała żadna podstawa prawna, która pozwalałaby na rejestrację takiego znaku towarowego w Polsce, mimo że spółka matka udzielała na to zgody – tłumaczy Rumak.

Jak wskazuje ekspert, listy zgody pozwalają na rejestrację większej liczby znaków towarowych. Co więcej, korzystają na tym nie tylko spółki powiązane ze sobą, lecz także te, których nie łączy żaden związek. Choć podczas prac legislacyjnych pojawiał się pomysł, że instytucja ta powinna dotyczyć firm z jednej grupy kapitałowej, to nie ma obecnie żadnych przeszkód, żeby skorzystały z niej inne firmy. Wystarczy tylko zgoda spółki uprawnionej do wcześniejszego znaku.

Tak naprawdę nie było żadnych powodów, żeby utrzymywać dotychczasowy stan prawny. Jeżeli firmy porozumiewają się i udzielają zezwolenia na rejestrację takich samych lub podobnych znaków, to nie ma uzasadnionych powodów, dla których takie znaki nie mogłyby współistnieć na rynku – ocenia radca prawny.

Firma, która ma prawo do wcześniejszego identycznego lub podobnego znaku towarowego, powinna w liście zgody dokładnie wskazać na rejestrację jakiego znaku wyraża zgodę i dla jakich towarów i usług. Jeżeli późniejszy znak towarowy ma mieć postać znaku słowno-graficznego lub graficznego, to w liście zgody powinno się też znaleźć zdjęcie przedstawiające jego wizerunek. Co istotne, listy mogą zostać wykorzystane nawet w przypadku naruszenia przez planowany znak towarowy praw autorskich czy majątkowych. Wystarczy, że właściciel praw wyrazi na to zgodę.

W praktyce będzie to dotyczyć przede wszystkim firm powiązanych kapitałowo, gdzie spółka matka jest z zagranicy, a spółka polska chce zarejestrować podobny lub taki sam znak, tylko z polskim akcentem. Myślę jednak, że beneficjentem mogą być również firmy, które choć teoretycznie są dla siebie konkurencją, to jednak są nakierowane na innych odbiorców docelowych – przekonuje Marek Rumak.

Zgodnie z grudniową nowelizacją przepisów Urząd Patentowy RP może zwolnić zgłaszającego znak towarowy częściowo z opłaty za zgłoszenie znaku towarowego. Może ono sięgać nawet 80 proc. Wcześniej było to możliwe tylko przy zgłoszeniu wynalazku lub wzoru użytkowego.

Lampy LED-owe coraz szybciej zastępują zwykłe żarówki. Branża oświetleniowa przechodzi transformację

CEO Magazyn Polska

Rynek lamp LED-owe dynamicznie się rozwija. Następuje cyfryzacja oświetlenia, zamiast zwykłych żarówek wybierane są te energooszczędne. W tym roku technologia LED może stanowić 50 proc. globalnego rynku oświetlenia, a w 2020 – blisko 70 proc. Przewagą tej technologii są możliwość tworzenia indywidualnych rozwiązań oświetleniowych i sterowania światłem za pomocą urządzeń mobilnych.

Rynek lamp LED-owych w Polsce jest rynkiem innowacyjnym. To najszybciej rosnący segment rynku oświetleniowego. Jest to związane z transformacją, którą przechodzi cała branża oświetleniowa i którą obserwowaliśmy już w wielu innych branżach. Możemy to nazwać cyfryzacją oświetlenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bogdan Ślęk, przewodniczący Komitetu Rozwoju Związku Producentów Sprzętu Oświetleniowego Pol-Lighting.

Światła analogowe powoli odchodzą do przeszłości. Według szacunków grupy LUG, w tym roku udział LED w globalnym segmencie oświetlenia ogólnego sięgnie 45 proc., Philips Lighting ocenia, że będzie to nawet połowa rynku. Do 2020 roku udział może się zwiększyć do 70 proc. Zgodnie z prognozami McKinsey & Company wartość segmentu oświetlenia ogólnego w technologii LED w 2020 roku wyniesie 57 mld euro.

Instalacje oświetleniowe stosowane w Europie są w dużej mierze przestarzałe, co będzie sprzyjać wymianie oświetlenia na energooszczędne.

Lampa LED-owa, czyli dioda elektroluminescencyjna, to zupełnie inny sposób generowania światła, oparty o półprzewodniki i niosący ze sobą wszystkie atrybuty związane z cyfryzacją. Tego typu źródło światła jest bardzo łatwe pod względem sterowania – tłumaczy Ślęk.

Jak podkreśla, transformacja rynku następuje bardzo szybko, zwłaszcza ze względu na przewagi oświetlenia LED – energooszczędność i możliwość sterowania światłem. Co więcej, oświetlenie LED jest nie tylko źródłem światła, lecz także  względu na oprawę oświetleniową elementem wystroju wnętrza. Wyższe dochody społeczeństwa to także większy popyt na produkty oświetleniowe o wysokich walorach estetycznych, a jednocześnie energooszczędnych. Tym samym rynek lamp LED-owych będzie rosnąć w siłę.

Możemy nie tylko ściemniać czy rozjaśniać światło, lecz także zmieniać kolory, tonację czy sekwencje oświetlenia. Można również włączać i wyłączać poszczególne schematy, które zaprogramujemy wcześniej. Wszystko robione jest w sposób bardzo intuicyjny – mówi Ślęk.

Przewagą nad analogowym oświetleniem jest możliwość tworzenia indywidualnych rozwiązań oświetleniowych i sterowanie światłem za pomocą smartfonów. Część obecnych na rynku systemów oświetleniowych można wgrać za pomocą aplikacji na urządzenia mobilne i w ten sposób sterować światłem, także na odległość. Rodzaj światła, kolory i natężenie można zaprogramować samodzielnie.

Nie musimy robić praktycznie nic więcej, źródła LED-owe będą w stanie komunikować się z nami w sposób interaktywny, czyli robić to, co będziemy chcieli – wskazuje Bogdan Ślęk.

SOFORT Banking razem z TUI

TUI Group oficjalnie rozszerzyła współpracę z SOFORT GmbH na polskim rynku. Tym samym wszyscy polscy klienci korzystający z usług tego największego na świecie touroperatora mogą za swoje wycieczki płacić przez Internet przy pomocy metody płatności SOFORT Banking. Dotychczas współpraca pomiędzy obydwoma firmami obejmowała dwa państwa – Niemcy i Austrię.

Dzięki współpracy poprzez SOFORT Banking można płacić korzystając ze strony internetowej www.tui.pl, a także linkiem do płatności Paycode. Z tego drugiego rozwiązania korzysta Call Center oraz należące do firmy biura stacjonarne w całej Polsce. Jest to kolejny przykład, który pokazuje, że udana współpraca na jednym rynku sprawia, że duży koncern wprowadza tę usługę w innych krajach.

– SOFORT bardzo aktywnie angażuje się we współpracę z firmami z branży turystycznej. Wiąże się to z faktem, że nasza metoda płatności bardzo dobrze sprawdza się m.in. w przypadku transakcji transgranicznych, co jest częste dla rynku podróży. Stąd cieszymy się, że tak ważny i renomowany partner jak TUI Group implementuje SOFORT Banking w kolejnym kraju. Jest to kolejny dowód, że oferowane przez nas rozwiązanie jest korzystne zarówno dla samej firmy, jak i jej klientów – powiedziała Dagmara Kruszewska, Country Manager SOFORT GmbH w Polsce.

Porozumienie z TUI jest jedną z wielu podpisanych ostatnio przez SOFORT umów obejmujących polski rynek. Inne przykłady to moBILET, iwarePRINT czy Pyszne.pl.

– Nasze doświadczenia z SOFORT są bardzo pozytywne. Dzięki temu nasi klienci zyskali możliwość dokonywania płatności nową metodą, która gwarantuje wiarygodność, a także jest szybka, prosta i wygodna w obsłudze – powiedział Paweł Bieńkowski, Dyrektor Sprzedaży Online i IT w TUI Polska.

TUI Group to globalny lider rynku turystycznego. W swoim szerokim portfolio posiada 1800 biur podróży, tematyczne portale internetowe, pięć linii lotniczych z łączną flotą ponad 140 samolotów, więcej niż 300 hoteli oraz 13 statków wycieczkowych. W roku obrotowym 2014/15 Grupa TUI zatrudniała 76 000 pracowników oraz osiągnęła obrót w wysokości 20,1 mld € oraz zysk operacyjny w wysokości 1,069 mld €.

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Big Data i analiza głosu. Poznaj gorące tematy CCW Berlin 2016

 To największe europejskie targi technologii obsługi klienta. CCW Berlin 2016 zgromadziły 8 tysięcy zwiedzających i blisko 270 wystawców z 21 krajów. Dowiedz się, co nowego w branży contact center.

 Co w tym roku pokazały największe firmy z branży technologii obsługi klienta? Jeśli przyjrzeć się najnowszym propozycjom, to widoczne są zwłaszcza trzy tendencje: analityka danych jest coraz bardziej zaawansowana, analiza głosu będzie wykorzystywana częściej, a systemy obsługi stają się coraz bardziej intuicyjne.

Michal_Misiak_CTO_Focus_Telecom_Polska_fot_Monika_Szalek Wykorzystanie Big Data to jeden z najgorętszych tematów na berlińskich targach. Rozwijane są możliwości raportowania w dwóch aspektach: lepszej wizualizacji wyników oraz tworzenia indywidualnych, nieszablonowych analiz – mówi Michał Misiak, CTO Focus Telecom Polska, jedynego producenta rozwiązań contact center z Polski, który był wystawcą podczas CCW 2016.

Duże zainteresowanie wzbudzało na targach również wykorzystanie analizy głosu
w obsłudze klienta. Prezentowane były zarówno narzędzia „bazowe”, które umożliwiają automatyczną transkrypcję wypowiedzi (tzw. speech to text) oraz syntezę głosu na bazie tekstu (tzw. text to speech), jak i bardziej zaawansowane rozwiązania, pozwalające na przykład na automatyczną analizę emocji wyrażanych w brzmieniu głosu czy identyfikację rozmówcy (voice biometrics).

CCW 2016 pokazało także wzmocnienie trendów, które były już dostrzegalne podczas poprzednich edycji targów.

Przede wszystkim standardem, a nie alternatywą jest już wykorzystanie środowiska chmurowego, i to na całym świecie. Podobnie omnichannel, czyli wielokanałowość
w komunikacji i integracja danych w czasie rzeczywistym, stały się tym, co najwięksi dostawcy systemów contact center mają zawsze w swojej ofercie
– dodaje Michał Misiak.

Focus Telecom Polska_targi CCW 2016_2Zmienia się stopień intuicyjności tych rozwiązań, które jeszcze kilka lat temu były często dość toporne. Dziś przechodzenie między kanałami komunikacji jest coraz prostsze zarówno od strony klienta, jak i pracownika działu obsługi.

Focus Telecom zaprezentował na targach system Focus Contact Center, który służy do obsługi klientów i telesprzedaży, jest stworzony zgodnie z filozofią omnichannel
i udostępniany w chmurze cyfrowej.

Targi CCW Berlin w tym roku odbyły się już po raz 18. To wydarzenie, na którym co roku zbierają się największe europejskie firmy z branży contact center i technologii obsługi klienta. O randze wydarzenia decyduje fakt, że rynek jest wart dziesiątki miliardów dolarów i stale dynamicznie rośnie.

Biegi survivalowe atrakcyjną niszą dla sponsorów

W gąszczu klasycznych imprez biegowych, zawody survivalowe wyróżniają się niebanalną formułą i atrakcyjną oprawą. Nic więc dziwnego, że z roku na rok przybywa firm zainteresowanych sponsoringiem tego typu wydarzeń.

Według szacunków firmy badawczej Pentagon Research wartość sponsoringu sportowego wynosi dziś ok. 4 mld zł. Wciąż najmniejsza część tej sumy, bo mniej niż 9 proc, przeznaczana jest na sponsoring sportów ekstremalnych. Jest to więc rynek o dużym potencjale do zagospodarowania. – Nie od dziś wiadomo, że sponsoring sportowy to jedna z najbardziej efektywnych form promocji. Kluczem do wielokrotnego zwrotu zaangażowanych środków jest jednak odpowiedni dobór wydarzenia, do którego chcemy się przyłączyć tak, by skorzystać finansowo i wizerunkowo. Imprezy survivalowe, mimo dynamicznego rozwoju, nadal tworzą swego rodzaju niszę, którą z roku na rok zapełnia coraz więcej potencjalnych sponsorów – komentuje Andrzej Marchlewski, Marketing Manager Men Expert Survival Race, który jest obecnie jednym z liderów rynku biegów ekstremalnych.

Biegi ekstremalne kuszą w ostatnich latach coraz większą liczbę miłośników aktywności fizycznej, nieco znudzonych codziennym joggingiem i udziałem w kolejnych maratonach. Przyciągają też zwolenników intensywnych treningów, np. crossfitowców czy… żołnierzy, dla których morderczy wysiłek to codzienność. Co ciekawe, ok. 1/3 uczestników zawodów ekstremalnych stanowią kobiety, które z powodzeniem przełamują stereotypowe myślenie, jakoby survival był zarezerwowany tylko dla mężczyzn. Do wspomnianej grupy dochodzą jeszcze kibice, dla których obserwacja zmagań biegaczy z widowiskowymi przeszkodami jest atrakcją samą w sobie.

Biorąc pod uwagę imponującą oprawę oraz różnorodną grupę docelową, nie dziwi fakt, że biegi ekstremalne cieszą się coraz większym zainteresowaniem ze strony przedsiębiorstw. Poprzez sponsoring tego typu wydarzeń firmy chcą być kojarzone z wyzwaniem, walką z ograniczeniami i adrenaliną, a także z promocją aktywności fizycznej. Dodatkowym atutem jest niestandardowa forma biegów ekstremalnych, które tworzą atrakcyjną markę wyróżniającą się na tle setek klasycznych biegów obecnych na sportowej mapie Polski. – Jeszcze dwa lata temu, kiedy debiutowaliśmy z Survival Race, było to jedno z pierwszych tego typu wydarzeń w naszym kraju, nieznane w szerszych kręgach. Z roku na rok, wraz z potencjałem i marką eventu rośnie też liczba firm, które są z nami współpracują. Od początku mamy wśród sponsorów L’oreal Men Expert i Mobile Vikings, do grona partnerów należą dziś też m.in. New Balance czy GoPro – zauważa Marchlewski.

Wzrost zatrudnienia w przemyśle lotniczym Inżynierowie poszukiwani na Dolnym Śląsku

Polski przemysł lotniczy utrzyma tendencję wzrostową w bieżącym roku. Sprzyjają temu globalny trend rozwoju branży, plany modernizacji polskiej armii, dotacje unijne w perspektywie na lata 2014-2020 oraz coraz sprawniejsze przyciąganie zagranicznych inwestorów do specjalnych stref ekonomicznych. Obecnie nowe zakłady przedsiębiorstw powiązanych z branżą lotniczą powstają m.in. w województwie dolnośląskim. Według szacunków firmy Bergman Engineering, specjalizującej się w contractingu i rekrutacji inżynierów, w najbliższym czasie w regionie zwiększy się popyt m.in. na technologów i programistów CNC, metrologów (CMM) oraz robotyków.

Przemysł lotniczy nabiera coraz większego rozpędu na całym świecie. Firma doradcza Deloitte prognozuje wzrost przychodów globalnego sektora lotniczo-obronnego na poziomie 3 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Eksperci Deloitte szacują, że wzrost przychodów będzie widoczny także w lotnictwie cywilnym i utrzyma się w 2016 roku na poziomie 3,4 proc.  Tendencja rozwojowa zauważalna jest także w Polsce. Przyczyniają się do tego zarówno trwający proces modernizacji polskiej armii jak i ponad 400 mln zł dotacji unijnych mających wspierać prace nad nowoczesnymi technologiami  w przemyśle lotniczym w perspektywie na lata 2014 – 2020. Wsparciem w przyciąganiu do Polski nowych inwestycji są także Specjalne Strefy Ekonomiczne.  Dobrym przykładem prężnego rozwoju jest Dolny Śląsk, gdzie w ostatnim czasie zainwestowało już kilka międzynarodowych koncernów branżowych, m.in. amerykański Paradigm Precision produkujący nowatorskie części dla silników używanych w najnowszych Boeingach i Airbusach oraz UTC Aerospace Systems, planujący zainwestować w tym roku ponad 10 milionów dolarów w swój zakład produkcyjny we Wrocławiu. W regionie niedawno powstał również Dolnośląski Klaster Lotniczy, mający stworzyć dogodne warunki do rozwoju nowych przedsiębiorstw przemysłu lotniczego na tym terenie oraz rozwijać sektor badawczo-rozwojowy.

Plany rozwoju wiążą się także ze zwiększeniem zatrudnienia w sektorze. Specjaliści Bergman Engineering szacują, że na terenie Regionu Polski Południowo – Zachodniej w najbliższym czasie poszukiwani będą m.in. technolodzy i programiści CNC, metrolodzy (CMM), specjaliści od  obróbki elektroerozyjnej oraz robotycy.

„Na atrakcyjne nowe oferty pracy mogą liczyć pracownicy przede wszystkim branży automotive oraz innych branż, gdzie stosuje się precyzyjną obróbkę mechaniczną z rygorystycznymi tolerancjami. Taka bowiem jest specyfika produkcji komponentów dla lotnictwa. Szczególnie ceniona będzie też znajomość oprogramowania do modelowania Catia” – mówi Tomasz Szpikowski, prezes firmy Bergman Engineering.

Inwestycje branżowe na Dolnym Śląsku mogą także spowodować odpływ kadr z pobliskich regionów.

„Rozwój branży na Dolnym Śląsku może zapoczątkować relokację wielu doświadczonych pracowników z rzeszowskiej doliny lotniczej ze względu na znacznie wyższe wynagrodzenia na Dolnym Śląsku” – tłumaczy Tomasz Szpikowski.

Obecnie trwają rekrutacje do nowej fabryki Paradigm Precision. Z kolei wrocławski zakład UTC Aerospace Systems, mający wspierać program Airbus Helicopters H175, planuje zatrudnienie blisko 100 nowych pracowników.

Kapitał znów ucieka do USA

Kolejny pakiet danych makroekonomicznych powodujący przenoszenie akcentu z Europy do USA. W Chinach spadki spowodowane zawiedzionymi nadziejami na stymulowanie gospodarki oraz deprecjacją juana. Polska płatnikiem netto w UE.

Po spokojniejszym zakończeniu poprzedniego tygodnia mieliśmy znów słabszy poniedziałek w Chinach. Co prawda spadek o 2,6% na giełdzie w Szanghaju to w ostatnich czasach nic nadzwyczajnego. Co tym razem pociągnęło w dół tamtejszy parkiet? Głównym tematem było spotkanie G20. Po samym posiedzeniu spodziewano się konkretów, których po prostu nie było. Nie poznaliśmy żadnego planu stymulowania gospodarki. Dodatkowo na samym posiedzeniu dowiedzieliśmy się, że nie ma podstaw do deprecjacji juana. Argumentem były dobre podstawy fundamentalne, po czym dzisiaj rano został on osłabiony o 0,17%.

Rok 2016 będzie specyficznym rokiem dla naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Ze względu na koniec jednych programów i opóźnione rozpoczynanie się następnych będziemy w tym roku, jak większość państw, płatnikiem netto. Oznacza to, że wpłacimy więcej do wspólnej kasy niż z niej otrzymamy. W kolejnych latach kiedy programy będą działać w pełni, sytuacja znów wróci do “normy” i będziemy otrzymywać więcej niż wpłacamy.

W piątek poznaliśmy wstępne dane na temat inflacji w Niemczech. Była ona o 0,1% niższa od oczekiwań analityków. Pół godziny później poznaliśmy dane z USA. Zarówno dochody, jak i wydatki Amerykanów, rosły szybciej od oczekiwań. Do tego dane na temat wzrostu PKB zostały zrewidowane silnie w górę. W rezultacie oglądaliśmy na rynku silny ruch w dół na parze EUR/USD. Pod wieczór poznaliśmy indeks uniwersytetu Michigan, który tylko potwierdził tę tendencje.

 

Od rana poznaliśmy dane z Japonii. Produkcja przemysłowa rośnie miesiąc do miesiąca o 3,7%, co jest wynikiem o 0,4% lepszym od oczekiwań. Słabiej za to wypadła sprzedaż detaliczna. Pomimo oczekiwań wzrostu o 0,5%, zanitowaliśmy spadek o 0,1%.

Bardzo dobrze wypadł indeks instytutu KOF w Szwajcarii. Wyniósł 102,4 pkt przy oczekiwaniach na 98,8 pkt. Lepsze dane z tego kraju wpływają na umacnianie się franka na rynku, co z pewnością nie cieszy polskich kredytobiorców walutowych.

Dobre dane nadeszły również ze Szwecji, gdzie produkt krajowy brutto rośnie znacznie szybciej od oczekiwań. Jest to 4,5% w skali roku przy oczekiwanych 3,5%.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:00 – Polska – wzrost PKB,

11:00 – Włochy – inflacja konsumencka,

15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016

Kurs EUR/PLN utworzył trend spadkowy. Dla ruchu w górę oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na poziomie 4,4500, a po przebiciu tego pułapu następnym oporem będzie 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3550.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016

Kurs CHF/PLN przeszedł w zwężający się trend boczny. Najbliższym oporem są okolice 4,0150, gdzie znajdują się linia łącząca ostatnie maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linii łącząca minima lokalne na poziomie 3,9550.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016

Kursowi USD/PLN po silnych spadkach utworzył krótkoterminowy trend wzrostowy. Nowym oporem jest linia łącząca maksima lokalne na 3,9850, a po jej przebiciu kolejnym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ostatnie minimum lokalne na 3,8950.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.11.2015 do 29.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,7000, a następnie górne ograniczenie trendu spadkowego w okolicach 5,8000. W przypadku kontynuacji spadków wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,5000.

DDoS – firmy nie uczą się na błędach.

Prognozy i wnioski płynące z raportów opublikowanych jeszcze w ubiegłym roku, były zgodne co do przyrastającej w błyskawicznym tempie liczby ataków typu Distributed Denial of Service. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że atak o rekordowym jak dotąd natężeniu zostanie przeprowadzony w sylwestra, a jego ofiarą padnie największa instytucja medialna na świecie. Polskie firmy także cierpią z powodu ataków cyberprzestępców, a w tym roku mogą ucierpieć jeszcze bardziej. 

Zgodnie z raportem CSO Online atak wymierzony w stronę internetową British Broadcasting Corporation mógł osiągnąć przepustowość nawet 602 Gb/s – to niemal dwukrotnie więcej niż najmocniejszy, dotychczas odnotowany atak dokonany w tym modelu, wynoszący 335 Gb/s. Do jego przeprowadzenia przyznała się grupa cyberaktywistów nosząca nazwę „New World Hacking”.

W ubiegłym roku liczba ataków DDoS, zgodnie z raportem Akamai, wzrosła o 180% względem poprzedniego. Nie mam wątpliwości co do tego, że w tym roku tendencja wzrostowa utrzyma się na takim samym poziomie, o ile nie wejdzie na wyższy. Do stworzenia botnetu, czyli infrastruktury blokującej serwery przedsiębiorstwa, instytucji finansowej czy rządowej, nie jest wymagana specjalistyczna wiedza informatyczna. W sieci nie brakuje wyjaśnień czy wideo poradników tłumaczących krok po kroku metodę przeprowadzenia ataku typu DDoS. Świadczą o tym nawet autosugestie dostępne w przeglądarce Google – wystarczy wpisać frazę „jak”, by wśród podpowiedzi pojawiły się propozycje: „jak zrobić atak ddos”, czy „jak ddosować”. Mechanizm ten funkcjonuje bardzo podobnie w przypadku anglojęzycznej wersji przeglądarki.

Firma zajmująca się badaniem bezpieczeństwa sieci Trend Micro Research donosi, że koszt zakupienia na czarnym rynku trwającego aż tydzień i wymierzonego w zlecony cel ataku DDoS wynosi zaledwie 150 dolarów. Dziennie obserwuje się przeszło 2000 aktów tego rodzaju agresji cyberprzestępców, a wnioski Verrisign/Merril Resarch wskazują, że jedna trzecia wszystkich incydentów związanych z niedostępnością serwisów czy platform internetowych generowana jest właśnie przy użyciu ataków Distibuted Denial of Service.

Portal internetowy www.digitalattackmap.com przedstawia obrazowo, jak prezentuje się globalna aktywność cyberprzestępców wykorzystujących ataki DDoS. Strona rejestruje ją od czerwca 2013 roku. Wystarczy wybrać dowolny dzień, by przekonać się na własne oczy o skali tego procederu. Zdecydowanie najwięcej ataków pochodzi z Chin, Europy oraz Stanów Zjednoczonych, ale śmiało można przyznać, że w zasadzie generują je cyberprzestępcy z niemal wszystkich zakątków świata z pominięciem mało aktywnej w tej kwestii Afryki. W oczy rzuca się też jeden z przewodnich trendów – co prawda ataki DDoS generalnie straciły na natężeniu, jednak ich liczba przyrasta w niepokojącym tempie.

Ma to swoje odzwierciedlenie w opublikowanym kilkanaście dni temu raporcie firmy doradczej PwC. Zgodnie z nim, liczba incydentów zagrażających bezpieczeństwu informacji wzrosła na świecie o 38% w porównaniu z minionym rokiem – w Polsce natomiast przyrost ten wyniósł aż 46%. Badanie donosi też, że w ubiegłym roku ponad połowa polskich firm odnotowała nie mniej niż 6 cyberataków. Raport wyszczególnił również ich konsekwencje –  w 33% ataki przełożyły się na straty finansowe, w 31% na ujawnienie poufnych danych, a 16% na stratę zaufania klientów. W wyniku sieciowej agresji 4% polskich przedsiębiorstw straciło ponad 1 mln złotych, zaś 6% musiało radzić sobie z przestojem działalności trwającym powyżej pięciu dni.

Dobra wiadomość jest taka, że nakłady firm na ochronę bezpieczeństwa rosną. Polskie przedsiębiorstwa przeznaczają obecnie na ten cel 10% swoich budżetów, podczas gdy w jeszcze w 2014 roku wartość ta wynosiła zaledwie 5,5% kapitału przedsiębiorstw. PwC zwraca jednak uwagę, że zaledwie 46% badanych spółek ma jasno zdefiniowane, formalne reguły bezpieczeństwa, podczas gdy na świecie odsetek firm wykazujących politykę bezpieczeństwa z prawdziwego zdarzenia wynosi 91%. Wniosek? Firmy nie uczą się na błędach, co doskonale obrazują efekty ataków DDoS. Dwa lata temu sparaliżowały one poznańskiego operatora Internetu, telewizji i telefonii, rok temu LOT i Giełdę Papierów Wartościowych, a także serwery jednego z dostawców hostingu. Co przyniosą ataki DDoS w tym roku? Zapewne nie będziemy musieli długo czekać na pierwsze doniesienia o ich skutkach.

p. Ewelina Hryszkiewicz

MLP Group w 2015 r. wynajęło 59,4 tys. mkw. powierzchni magazynowej

W minionym roku deweloper powierzchni magazynowych podpisał 21 umów najmu, dotyczących wynajęcia łącznie ponad 59,4 tys. mkw. powierzchni magazynowej.

MLP„Skala podpisanych w minionym roku umów najmu potwierdza, że MLP Group jest w trendzie wzrostowym kontynuując dynamiczny rozwój. Perspektywy na bieżący i następne lata są bardzo dobre. W przygotowaniu mamy rozpoczęcie budowy kolejnych parków logistycznych, których realizacja pozwoli nam zwielokrotnić wielkość wynajmowanej powierzchni komercyjnej. Zapewni to jednocześnie dalszą poprawę osiąganych wyników finansowych” – podkreślił Radosław. T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.

W 2015 r. MLP Group podpisało 21 umów najmu, wynajmując łącznie ponad 59,4 tys. mkw. powierzchni magazynowej i biurowej. Z tego 30,4 tys. mkw. powierzchni zostało wynajęte przez nowych klientów w nowo realizowanych inwestycjach. Największą umowę MLP Group podpisało z firmą Matras zarządzającą siecią księgarni, która będzie korzystała z przygotowywanych ponad 14 tys. mkw. w parku MLP Pruszków II. Pozostałe ubiegłoroczne umowy dotyczyły głównie przedłużeń okresu najmu przez dotychczasowych klientów oraz zwiększenia wielkości wynajmowanej przez nich powierzchni magazynowej.

MLP Group na koniec minionego roku miało wybudowanych łącznie 303 tys. mkw. powierzchni magazynowej i biurowej, a wskaźnik pustostanów był na poziomie 2,6%. Jednocześnie w trakcie budowy było blisko 58 tys. mkw. powierzchni.

Aktualnie w skład portfela nieruchomości Grupy Kapitałowej wchodzą cztery operacyjne parki logistyczne zlokalizowane w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań oraz MLP Lublin. W trakcie budowy jest piąty park MLP Teresin. W przygotowaniu są także kolejne inwestycje w regionie Górnego i Dolnego Śląska oraz Polski Centralnej, w tym m.in. MLP Gliwice oraz MLP Wrocław. Uwzględniając te projekty docelowa powierzchnia magazynowa MLP Group wyniesie ok. 760 tys. mkw.

Jak mówić o zwolnieniu z pracy podczas rozmowy kwalifikacyjnej?

Rozmowa kwalifikacyjna to spotkanie, na którym każdy z nas chce wypaść jak najlepiej. Nie jest to jednak łatwe, gdy podczas niego trzeba opowiedzieć także o tym, że z poprzedniej pracy zostaliśmy zwolnieni – to oznacza przecież przyznanie się do zawodowej porażki. Jak więc należy odpowiedzieć potencjalnemu pracodawcy na pytanie o utratę poprzedniej posady, aby nie zrazić go do siebie, a może i zyskać w jego oczach?

Mocno ściskasz dłoń rekrutera na przywitanie. Padają pierwsze pytania o umiejętności i dotychczasowe zawodowe wyzwania. Odpowiadasz swobodnie, sypiesz przykładami swoich największych osiągnięć jak z rękawa, wplatasz nawet kilka całkiem niezłych anegdot. Nagle jednak osoba, która przeprowadza z tobą rozmowę kwalifikacyjną, zadaje to jedno pytanie, które miałeś nadzieję, że nigdy nie padnie… „To dlaczego poprzednia firma zakończyła z panią/panem współpracę?”. Jak z niego wybrnąć w momencie, kiedy to nie sam zdecydowałeś się odejść, ale zostało wręczone ci wypowiedzenie?

Kłamstwo ma krótkie nogi

Jeśli w twoim CV widnieje dłuższa przerwa w aktywności zawodowej lub zaznaczyłeś w życiorysie, że w danej firmie już nie pracujesz, nie łudź się – rekruter z pewnością prędzej czy później o to zapyta i to wcale nie dlatego, że jest ciekawski. – Powód i okoliczności rozstania z poprzednim pracodawcą, a także to, w jaki sposób pracownik o tej sytuacji opowiada, mówią o nim dużo więcej niż mogłoby się wydawać, bo kandydat pokazuje w ten sposób chociażby, czy jest lojalny względem przełożonych. To również test jego umiejętności dyplomatycznych i tego, jak radzi sobie w sytuacjach konfliktowych i kryzysowych – przyznaje Agnieszka Szczypińska z Agencji Pracy GP People. Warto więc przygotowując się do rozmowy kwalifikacyjnej dobrze przemyśleć odpowiedź na tego rodzaju pytanie.

Faktu zwolnienia nie da się ukryć, lepiej też nie decydować się na kłamstwo, bo wszystko to, o czym opowiesz rekruterowi, da się łatwo zweryfikować. Praktycznie w każdej branży informacje szybko się rozchodzą, a w dodatku potencjalny pracodawca może zadzwonić do wcześniejszego szefa i zapytać nie tylko o referencje, ale i o to, jak doszło do rozwiązania umowy o pracę. Jeśli w efekcie okaże się, że – delikatnie mówiąc – mijasz się z prawdą, całkowicie stracisz wiarygodność.

Krótko, na temat i bez narzekań

Podanie fałszywego powodu zwolnienia to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Nie oznacza to jednak, że powinieneś popadać ze skrajności w skrajność. – W przypadku, gdy do zakończenia zatrudnienia doszło z winy pracownika, dobrym rozwiązaniem jest jak najmniej emocjonalna odpowiedź, która będzie zawierać trzy elementy: przyznanie się do tego, krótkie wyjaśnienie i przede wszystkim pokazanie, czego ta sytuacja nas nauczyła. Całość powinna zamknąć się w kilku zdaniach, by temat utraty pracy nie zdominował całej rozmowy. Nie wchodźmy w niepotrzebne szczegóły, a już na pewno nie zdradzajmy osobistych czy zawodowych tajemnic byłego szefa czy współpracowników – podpowiada Agnieszka Szczypińska z GP People. Pamiętaj też o tym, że nawet jeśli z poprzednią firmą nie rozstałeś się w najlepszych stosunkach, rozmowa kwalifikacyjna nie jest dobrym momentem na to, by wylewać swoje żale czy w inny sposób dyskredytować byłego przełożonego. Potencjalny pracodawca od razu zacznie się bowiem zastanawiać, czy jeśli cię przyjmie, ale z czasem wasze zawodowe ścieżki się rozejdą, jego również będziesz opisywać w podobny sposób.

Dobre argumenty miej pod ręką

Stosunkowo neutralne argumenty, którymi można się posłużyć odpowiadając na niewygodne pytania o utratę poprzedniego etatu, to na przykład: dojście do wniosku, że twoja kariera nie rozwijała się w takim kierunku, w jakim byś chciał, rozmijające się wzajemne oczekiwania czy różnice osobowościowe w zespole. Jeśli przyczyną zwolnienia była redukcja etatów, likwidacja stanowiska czy powierzenie twoich obowiązków firmie zewnętrznej bądź gorsze wyniki spowodowane słabą sytuacją w całej branży, też dobrze o tym wspomnieć – dziś tego rodzaju sytuacje nie są już traktowane jako coś nadzwyczajnego. Można także zwrócić uwagę na potrzebę zmian, poszukiwanie nowych wyzwań i możliwości zawodowego rozwoju. – Bardzo ważne i dobrze widziane jest, gdy kandydat potrafi pokazać pozytywny wydźwięk całej sytuacji, na przykład to, że zwolnienie dało mu czas na przemyślenie swojej kariery zawodowej, spojrzenie na nią z perspektywy, lepsze poznanie swoich mocnych i słabych stron czy doszkolenie się i uzupełnienie umiejętności, których wcześniej mu zabrakło – mówi Agnieszka Szczypińska.

Rozmowa kwalifikacyjna to wyzwanie samo w sobie, które stresuje jeszcze bardziej, gdy spodziewamy się, że padną podczas niej pytania „niewygodne”. Warto więc przygotowując się do tego spotkania dobrze przemyśleć swoje argumenty, by nie tylko nie dać się zaskoczyć, ale też odpowiedzieć tak, by zadziałać na swoją korzyść

Będzie 700 mld zł na depozytach?

Na koniec tego roku na depozytach bankowych może się znaleźć rekordowa kwota – blisko 700 mld zł. Choć oprocentowanie lokat jest historycznie niskie, Polacy wciąż wolą niższy, ale pewny zysk. Na horyzoncie rysują się tymczasem alternatywne okazje inwestycyjne. Również dla tych, którzy nie lubią ryzyka.

181,22 zł – takich zysków można spodziewać się z rocznej lokaty otwartej pod koniec stycznia po wpłaceniu 10 tys. zł. Przeciętne oprocentowanie depozytów wynosi obecnie niewiele ponad 1,5 proc. Pomimo to, wartość oszczędności wpłacanych na lokaty bankowe systematycznie rośnie. Z szacunków BGŻOptima wynika, że w 2016 r. ich wartość będzie rosła w szybkim tempie, by na koniec roku sięgnąć niemal 700 mld zł.

Dwucyfrowa dynamika

Według najnowszych danych publikowanych przez NBP wartość detalicznych oszczędności trzymanych przez gospodarstwa domowe w bankach na koniec grudnia 2015 r. wynosiła 607 mld zł. Prognozujemy, że w I kwartale tego roku na lokatach będzie już niemal 650 mld zł (a dokładnie 649,8 mld zł), czyli o 6,12 proc. więcej niż na koniec ubiegłego roku i o 14,93 proc. powyżej stanu z I kwartału 2015 r.

W kolejnych miesiącach tego roku kwartalne tempo wzrostu depozytów trochę wyhamuje i wyniesie: 0,84 proc. w drugim kwartale, 2,39 proc. w trzecim i 3,13 proc. w czwartym. Jednak w ujęciu rocznym, w porównaniu do analogicznych okresów 2015 r. przyrost zobowiązań banków wobec klientów detalicznych wyniesie od 13 do ponad 15 proc. Na koniec roku wartość depozytów osób prywatnych osiągnie rekordowy poziom 691,9 mld zł.

Prognoza oparta jest na założeniu, że PKB utrzyma dynamikę zbliżoną do tej z 2015 r., giełda, po słabej pierwszej połowie roku, zacznie odrabiać straty, podobnie zachowa się również złoty, który po słabym początku, w dalszej części roku zacznie się umacniać.

Niski procent, a realny zysk

Skąd tak duże przywiązanie do depozytów bankowych, skoro ich oprocentowanie spadło do historycznie niskich poziomów? Analitycy BGŻOptima wyliczyli, że na koniec  stycznia średnie rynkowe oprocentowanie trzymiesięcznej lokaty wynosiło 1,73 proc., półrocznej 1,89 proc., rocznej – 1,62 proc. Następnie oszacowali zysk, jaki klient uzyskałby po wpłaceniu 10 tys. zł na każdą z nich. Po odjęciu podatku Belki, urealnieniu wyniku o poziom inflacji (czyli de facto deflacji) otrzymamy następujące wyniki: 47,53 zł po trzech miesiącach oszczędzania, 101,55 zł po sześciu i 181,22 zł po dwunastu miesiącach. Oznacza to, że lokując 10 tys. zł na rocznej lokacie, miesięcznie zarabialiśmy jedynie 15,10 zł. Wydaje się, że to niewiele, trzeba jednak pamiętać, że historycznie niskie jest nie tylko oprocentowanie, ale także inflacja. Choć wielu konsumentów tego nie zauważa, ceny przestały rosnąć,  dzięki czemu realny zysk z niskooprocentowanej lokaty jest w rzeczywistości wyższy niż w latach, gdy za depozyty banki płaciły nominalnie po 6 proc. Sporą część przychodu zjadała bowiem wówczas inflacja.

Raport NBP o stanie finansów gospodarstw domowych po I półroczu 2015 r. wskazuje, że Polacy oswoili się z myślą, że oprocentowanie lokat spada. Po pierwszej fali obniżek stóp przez RPP w 2013 r. bank centralny wskazywał na spadek długoterminowych depozytów i wzrost wartości gotówki trzymanej w portfelach przez Polaków, ale później pieniądze znowu zaczęły płynąć do banków. Od dwóch lat udział lokat długoterminowych, czyli o dłuższym okresie zapadalności niż rok ustabilizował się na poziomie 18 proc. wartości całego portfela depozytowego.

 Szanse inwestycyjne dla konserwatywnych

Powód stałego zainteresowania lokatami bankowymi jest ciągle ten sam: to wciąż najbezpieczniejszy, najbardziej stabilny sposób lokowania oszczędności, wygrywający pod tym względem z alternatywnymi rozwiązaniami: akcjami, funduszami i surowcami. Zawirowania na wschodzących rynkach, a przede wszystkim słabość chińskiej gospodarki, największego konsumenta surowców na świecie, odbiła się na giełdowych kursach i notowaniach funduszy inwestycyjnych. Ceny tych aktywów (akcji notowanych na giełdzie i jednostek FI) są obecnie tak niskie, że warto zastanowić się nad dywersyfikacją oszczędności.

Analitycy Domu Maklerskiego BGŻ BNP Paribas uważają, że w tym roku otwierają się szanse inwestycyjne nawet dla inwestorów o konserwatywnym profilu ryzyka. Zalecają kupno poprzez jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych europejskich obligacji zamiennych, europejskich obligacji wysokodochodowych poprzez zdywersyfikowane fundusze oraz akcji europejskich spółek z sektora nieruchomości. Osoby o dużej awersji do ryzyka wciąż mogą znaleźć oferty lokat oprocentowanych powyżej przeciętnej na rynku.

Dobrym miejscem parkowania nadwyżek finansowych są nadal konta oszczędnościowe, oferujących stały dostęp do pieniędzy, przy jednoczesnej ochronie ich przed inflacją. Osoby zainteresowane wyższym zyskiem, niż daje standardowy depozyt mogą przekierować część środków na lokaty połączone z funduszami inwestycyjnymi. Gwarantują ochronę wpłaconego kapitału i dają szansę na dodatkową premię z inwestycyjnej części produktu.

 

Pojawiła się pierwsza jaskółka w segmencie „misiów”

Na rynkach akcji w dalszym ciągu realizuje się scenariusz obserwowany od jakiegoś czasu: rynki Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, prezentują się relatywnie dobrze na tle wielu rynków rozwiniętych.

Tomasz MatrasOd tegorocznego dołka na poziomie ok. 1675 pkt.warszawski indeks WIG20 zyskał ok. 10% Uważam, że kontynuacja pozytywnego trendu na warszawskiej giełdzie jest możliwa. Po tym, jak przez kilka miesięcy inwestorzy w Polsce „rozgrywali” czynnik polityczny, ostatecznie utarł się konsensus, że najistotniejsze czynniki ryzyka dla spółek z GPW już się zrealizowały bądź w ostatecznym kształcie nie będą miały aż tak złego wpływu na rynek i gospodarkę, jak początkowo zakładano. Pojawiła się również refleksja, że inwestorzy przereagowali, wyprzedając akcje, a wiele zagrożeń jest już w cenach. Dowodzi tego choćby odbicie w sektorze bankowym, w wyniku którego indeks WIG-banki zyskał kilkanaście procent. Sentyment poprawiły z pewnością także sygnały ze strony rządu, że przynajmniej w tym roku nie nastąpi demontaż OFE.

Obecnie taki pozytywny scenariusz ma oparcie w fundamentach. Ogólnie zyski spółek nie są złe. Na to nakłada się wciąż wysoki wzrost PKB oraz prokonsumencka polityka rządu. Moim zdaniem pieniądze, które polskie rodziny otrzymają w ramach programu Rodzina 500 plus, zostaną w większości przeznaczone na konsumpcję. Warto też dodać wspomnianą już silną przecenę akcji w minionym roku. Sprowadziła ona główne wskaźniki, na które zwracają uwagę inwestorzy, do bardzo rozsądnych poziomów.

Napływy do segmentu małych i średnich spółek

W kontekście pozytywnego wpływu dodatkowych 500 zł dla dziecka na rynek akcji wydawałoby się, że powinny zyskiwać przede wszystkim małe i średnie spółki, chociażby handlowe czy przemysłowe. Dotychczasowe zachowanie indeksów mWIG40 i sWIG80 tego nie potwierdza, jednak taki obrót spraw mnie nie dziwi. Historia potwierdza, że zazwyczaj jako pierwsze zyskują duże, najbardziej płynne spółki z WIG20. Ma to związek m.in. z tym, że w przeciwieństwie do mniejszych spółek znajdują się one w spektrum inwestorów zagranicznych. Dopiero później do wzrostów dołączają się małe i średnie spółki. Żeby to jednak nastąpiło, konieczne są napływy kapitału do funduszy inwestujących w tym segmencie. I co ciekawe, ostatnio pojawiły się pierwsze zwiększone napływy do naszego funduszu małych i średnich spółek. Oczywiście, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w 2015 r. to właśnie UniAkcje Małych i Średnich Spółek zaczął pozyskiwać nowe środki, podczas gdy reszta rynku czekała w uśpieniu. Jeśli sytuacja się powtórzy, a pozytywny trend na GPW się utrzyma, może to być dobry moment na wejście w „misie” dla tych, którzy akceptują ryzyko z nimi związane.

Platformy startowe

Platformy_startowe_mapa„Platformy startowe dla nowych pomysłów” to kompleksowy program wspierania startupów, realizowany w ramach Programu Polska Wschodnia 2014-2020 (działanie 1.1 POPW). Pomoże on młodym ludziom (do 35. roku życia) przekształcić pomysł w innowacyjny biznes.

Wsparcie młodej przedsiębiorczości w takim zakresie i na taką skalę nie było jeszcze realizowane w naszym kraju.

Platformy startowe dla nowych pomysłów to złożone przedsięwzięcie. Oprócz bezpośredniego wsparcia młodych ludzi (do 800 tys. zł na dojrzały pomysł biznesowy), zakłada wykreowanie ekosystemu startupowego – przyjaznego otoczenia dla prowadzenia i rozwijania innowacyjnych pomysłów, tworzonego przez ośrodki innowacji, uczelnie, władze miast, przedsiębiorców oraz inwestorów.

Realizacja programu ma przeciwdziałać zjawisku „drenażu mózgów” i migracji zarobkowej młodych i wykształconych ludzi a także sprzyjać zachęceniu do powrotu/ przyjazdu do Polski Wschodniej. Program ma również niwelować bariery powstrzymujące młodych przed zakładaniem w makroregionie własnych przedsiębiorstw typu startup.

Cel szczegółowy działania:

większa liczba innowacyjnych przedsiębiorstw typu startup  w Polsce Wschodniej

Oczekiwane rezultaty:

stworzone zostaną w makroregionie warunki sprzyjające powstawaniu i rozwijaniu innowacyjnych i technologicznych MŚP (typu startup)

niwelowanie barier powstrzymujących młodych ludzi przed zakładaniem firm w makroregionie

zwiększenia w makroregionie udziału firm działających w sektorach wysokich/średnich technologii

W działaniu 1.1. POPW przeprowadzony zostanie pilotaż, mający na celu przetestowanie założonego modelu realizacji Platform startowych dla nowych pomysłów oraz identyfikację dodatkowych rozwiązań, które będą mogły być wykorzystane w trakcie dalszego wdrażania POPW.

Alokacja: 200 mln euro (z czego 20 mln to alokacja przeznaczona na pilotaż)

Dla kogo?

Wsparcie skierowane jest przede wszystkim do absolwentów i studentów ostatnich lat studiów z całego kraju, ale nie tylko, którzy mają pomysł na innowacyjny biznes i chcą uruchomić firmę w Polsce Wschodniej.

Jak to działa?

Program wsparcia startupów realizowany będzie w ramach dwóch  poddziałań:

  • Platformy startowe dla nowych pomysłów – ośrodki innowacji (parki naukowo-technologiczne, inkubatory technologiczne) wyłonione w drodze konkursu (nabór trwał od 29 września do 27 listopada 2015 r., pula konkursu wyniosła blisko 25 mln zł) będą pełnić rolę tzw. animatorów „Platform startowych” i stworzą kompleksowy program akceleracji innowacyjnych startupów. Program obejmie:
  • przeprowadzenie naboru i oceny pomysłów biznesowych zgłoszonych przez osoby do 35 r.ż. – podstawowym kryterium oceny pomysłów będzie ich innowacyjność oraz możliwość osiągnięcia komercyjnego sukcesu. Wspierane będą pomysły, które prowadzić będą do wprowadzenia na rynek przez dane przedsiębiorstwo nowego lub znacząco ulepszonego produktu występującego na rynku w odniesieniu do jego charakterystyki lub przeznaczenia.
  • zapewnienie najlepszym pomysłodawcom, którzy zakwalifikowali się do programu, indywidualnego wsparcia – pomysłodawcy przystąpią do tworzenia własnego przedsiębiorstwa. Po jego rejestracji, już jako Startupowcy otrzymają niezbędną pomoc w udoskonaleniu swojej koncepcji pod kątem rynkowym, tak by w rezultacie wypracować odpowiedni model biznesowy dla swojej firmy.

Wsparcie obejmie:

  • opiekę w formie branżowego mentoringu (indywidualne oraz grupowe sesje mentoringowe);
  • specjalistyczne usługi niezbędne do przeprowadzenia prac nad rozwojem zgłoszonego pomysłu biznesowego, np. usługi techniczne, technologiczne, inżynieryjne, marketingowe, wzornicze, prawne;
  • pomoc w przygotowaniu modelu biznesowego (weryfikowanie kanałów sprzedaży, badania marketingowe, wsparcie organizacyjne, itp.).
  • dostęp do stanowiska pracy.
    • Rozwój startupów w Polsce Wschodniej

Startupy, które będą gotowe do wejścia na rynek ze swoim produktem lub usługą, będą mogły ubiegać się nawet o 800 tys. zł bezzwrotnej dotacji na rozwój swojej firmy.

  • termin naboru: czerwiec 2016 r. – lipiec 2017 r.
  • pula konkursu: 58,8 mln zł

Kopalnie na minusie. Straty sięgają ok. 4 mld zł

Światowe ceny węgla kamiennego notują kolejne historyczne minima, dziś indeks ARA to ok. 45$ za tonę, przy czym rok temu było to 65$ a 3 lata temu 90$. Kolejny raz rozpoczyna się batalia o płynność finansową kopalń. Straty sektora są coraz wyższe i wynoszą ok. 4 mld zł, a pomysły na poprawę sytuacji od lat są niezmienne.

Konrad Świrski, Transition Technologies– Ceny węgla cały czas idą w dół. Jesteśmy w długoterminowym niżu cen surowcowych, który trwa już pięć lat. Na dzisiaj takim spektakularnym wskaźnikiem jest cena ARA, węgiel kosztuje ok. 43 dolarów za tonę. Dawno już zapomnieliśmy o szczytach, które były w roku 2011 powyżej 120 dolarów, a historyczne rekordy to było nawet ponad 200 dolarów za tonę – mówi newsrm.tv Konrad Świrski, Transition Technologies.

Koncepcja restrukturyzacji górnictwa zakłada wprowadzenie zmian w sposób łagodny i bezbolesny. Górnicza restrukturyzacja ma być stopniowa, powolna i w żadnym wypadku nie może prowadzić do radykalnego ograniczenia zatrudnienia i strategicznego zmniejszania wydobycia. Wydobycie węgla kamiennego ma pozostać na podobnym poziomie i nadal strategicznie związywane z energetyką. Kompania Węglowa będzie teraz ratowana przez nowy twór – Polską Grupę Górniczą. Jest to kolejna wariacja poprzedniego projektu TF Silesia, a sam pomysł dalej jest ten sam – państwowe pieniądze, opakowane w formę quasi prywatnego inwestora. Wszystko po to, aby uniknąć zastrzeżeń o niedozwolonej pomocy publicznej. Zabieg ten ma kolejny raz odbudować węglowe holdingi w podobnym do poprzedniego kształcie. Poprzez zmiany nazw i grup, eliminuje się dotychczasowe długi (spisywane są na straty budżetu) i zasila w pomostowe pieniądze na kontynuację działalności. W ostatnich miesiącach przesunięto 8 mln ton węgla zalegającego na hałdach z kopalń do zapasów elektrowni i dodatkowo zasilono kopalnie przedpłatami na wydobycie, po to, aby zapewnić płynność finansową. Warto dodać, że podjęto również działania w kierunku poprawy efektywności kosztowej samych kopalni i próbuje się ograniczać zatrudnienie. Niemniej jednak to tylko delikatna terapia i powolny trening w sytuacji zapaści i katastrofy. Sektor górniczy zresztą wraca do wypłat 14-tek, zatem nie chce już ograniczać kosztów osobowych i akceptować dalszych zwolnień. Proponowany program zmian może ma więc szanse na zadziałanie, ale tylko wtedy jeśli ceny węgla byłyby wyższe, a nie w okresie obecnego trendu spadków cen surowcowych.

Na rynkach panuje gigantyczna nadpodaż i walka cenowa producentów o rynki. Jak szacuje Konrad Świrski ceny będą kształtować się prawdopodobnie nawet poniżej 40$ za tonę i możliwe, że długo będą utrzymywać na tym poziomie. Węgiel kamienny, który zawsze miał trzy główne kierunki zbytu – energetykę, domowe ogrzewanie (niska emisja) i eksport – będzie przegrywał na każdym z tych kierunków, ponieważ energetyka węglowa w europejskiej strategii spychana jest cały czas na rzecz OZE. Co więcej, domowe piece węglowe muszą być zamykane i wymieniane na czystsze formy generacji energii, a w eksporcie polskie kopalnie nie wytrzymają cenowo konkurencji z zagranicą. Nawet ekstremalne poprawy efektywności doprowadzą jedynie do obniżenia średniej ceny wydobycia do poziomów ok. 250 zł za tonę i nawet jeśli zdejmie się z górnictwa wszystkie podatki (ok. 50-80 zł za tonę) to i tak okazuje się, że można mieć problemy z dogonieniem ceny na światowych rynkach. Węgiel po prostu będzie ekstremalnie tani przez kilka długich lat i próba utrzymania całości polskiego górnictwa w nadziei na podniesienie cen – to gigantyczne koszty, które poniesie cały sektor energetyczny.

W tle staro-nowego programu dla górnictwa znajduje się polityka energetyczna, która coraz bardziej skręca w stronę strategicznej obrony energetyki węglowej i oparcia koncepcji polskiego energy-mix wyłącznie na węglu. Koncerny energetyczne będą więc z jednej strony pozbywać się zasobów finansowych i strategicznie bronić własnych kopalnianych assetów, inwestując w elektrownie węglowe, a z drugiej strony będą blokować inne rozwiązania (gaz, atom, OZE). Finalnie, pojawia się przewidywalny kłopot z europejską polityką klimatyczną i celami redukcyjnymi CO2 na 2030. Stawianie tylko na węgiel uniemożliwia praktycznie wypełnienie zapisów nowej wersji ETS. W związku z tym pojawiają się trzy możliwe scenariusze. Pierwszy odnosi się do nie wypełnienia postanowień i płacenia kar (zabójcze finansowo). Drugi dotyczy nie wypełnienia postanowień, wejścia w konflikt polityczny i postulowanie wyjścia z polityki klimatycznej (zabójcze politycznie). Z kolei ostatni scenariusz zakłada, że polska nie wypełni postanowień dotyczących polityki klimatycznej do 2030 roku, ale będzie czekać aż sama polityka klimatyczna Europy się rozleci (możliwe, ale zabójcze geopolitycznie).

Czy możliwe byłyby inne strategie dla górnictwa? Niewielkie restrukturyzacje zawiodą, jeśli ceny węgla na światowych rynkach dalej będą niskie. W praktyce, w takiej sytuacji, możliwe jest poszukiwanie bolesnych rozwiązań tj. zamknięcie najbardziej deficytowych zakładów i przygotowanie do zmniejszenia wydobycia nawet o 50% w perspektywie dekady. Polskie górnictwo musi powtórzyć trudną drogę swoich poprzedników w Niemczech, gdzie zamykano kopalnie od lat 60-70 i Wielkiej Brytanii, w której to samo działo się od lat 80.

Netia przygotowuje zmianę strategii. Skupi się na dwóch dużych projektach

CEO Magazyn Polska

Telekomunikacyjna Netia, która odnotowała w ubiegłym roku gorsze wyniki od tych z 2014 r., pracuje nad korektą strategii, która ma zostać przedstawiona rynkowi w ciągu kilku tygodni. Jak zapewnia prezes Tomasz Szopa, spółka skupi się na automatyzacji procesów w firmie oraz udoskonaleniu obsługi klientów w tych regionach, w których ma rozbudowaną infrastrukturę.

– Dostarczanie klientom wyłącznie kabla do domu to już zdecydowanie za mało. Telekomy muszą iść w kierunku kompleksowych rozwiązań – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Szopa, prezes Netii. – Nasi konkurenci zajmują się albo sprzedażą prądu, albo usług bankowych, albo usług gazowych lub jakimikolwiek innymi działaniami z różnymi efektami komercyjnymi. Ta firma, która pierwsza wpadnie na taki model, który będzie najlepiej absorbowany przez klientów, wygra ten wyścig. Natomiast myślę, że kierunkiem jest właśnie poszerzanie usług i dostarczanie coraz bardziej zintegrowanych usług dla klienta.

Netia, która wkrótce przedstawi korektę strategii sprzed półtora roku, miała w 2015 roku wyniki gorsze od tych z 2014 roku. Przychody grupy spadły o 6 proc. do 1,57 mld zł, a zysk netto skurczył się o niemal 99 proc. do 2,2 mln zł. W 2015 roku nakłady inwestycyjne Netii wyniosły 225 mln zł wobec 232 mln zł w 2014 roku. Poziom inwestycji planowanych na ten rok zostanie ogłoszony wraz ze strategią, podobnie jak decyzja ws. wypłaty dywidendy.

Spółka jest w trakcie przeprowadzania dwóch dużych projektów, które mają zmienić jej podejście do klienta.

– Pierwszy, który nazywamy Local Netią, jest to projekt, który przygotowujemy od 1,5 roku. Chcemy być bliżej klienta indywidualnego i biznesowego – mówi Szopa, który stanowisko prezesa objął przed dwoma miesiącami. – Netia jest ogólnopolską firmą, natomiast są regiony, gdzie jesteśmy bardziej reprezentowani, i takie, gdzie jesteśmy słabiej reprezentowani. Chcemy się koncentrować na poprawie jakości obsługi klienta tam, gdzie mamy infrastrukturę dobrej jakości, gdzie temu klientowi możemy świadczyć usługi wysokiej jakości.

Jak zapewnia prezes Netii, w czasie testów firmie udało się osiągnąć zdecydowane skrócenie czasu obsługi klienta. Oznacza to uruchomienie usługi w domu klienta w czasie kilku godzin od zakupu, natomiast obsługę serwisową nawet do kilkudziesięciu minut. W pozostałych obszarach poziom obsługi ma pozostać na dotychczasowym poziomie.

– Drugi istotny projekt to Digital Netia. Chcemy Netię przekształcić w firmę nowoczesną, marketingowo-sprzedażową, a nie sprzedażowo-marketingową – mówi Tomasz Szopa. – Jak popatrzymy dzisiaj na świat telekomów, to są spółki z bardzo mocno rozbudowaną strukturą kosztową sprzedaży, niewspółmierną do struktur i kosztów marketingowych. Kluczowym wyzwaniem jest tutaj automatyzacja procesów, digitalizacja firmy i przejście z systemów z lat 90. na systemy XXI wieku. I taką transformację będziemy chcieli przeprowadzić.

Ameryka Południowa to coraz ważniejszy partner gospodarczy Polski. Handel wzmocnić mogą wsparcie rządu i większa promocja polskich produktów

CEO Magazyn Polska

Rosną obroty handlowe Polski z krajami Ameryki Łacińskiej i Karaibami. Szacuje się, że wynoszą 6,5 mld dol. We współpracy z niektórymi z nich notowany jest dynamiczny wzrost. Co więcej, państwa tego regionu są po krajach byłego ZSRR najczęściej wskazywanym przez polskie firmy kierunkiem ekspansji. Zdaniem ekspertów potrzebne jest jednak wsparcie rządu, które ułatwi polskim przedsiębiorcom wejście na rynek. Region ten jest perspektywiczny także dla importerów. Potrzebne jest jednak ograniczenie obciążeń celnych.

Obszar Ameryki Łacińskiej jest stosunkowo nowy dla polskich przedsiębiorców, to jeszcze nie do końca poznany rynek. Wielu przedsiębiorców stara się na nim zaistnieć, jest to jednak bardzo trudny – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartosz Szatkowski, dyrektor zarządzający firmy Quiza, która importuje bananów z tej części świata.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju (opartych o wstępne szacunki GUS i MF), wartość obrotów handlowych Polski z Ameryką Środkową i Południową w ubiegłym roku wyniosła ok. 6,25 mld euro. Z tego na import przypadało znacznie więcej – blisko 3,8 mld zł. Tempo wzrostu zarówno w przypadku eksportu, jak i importu jest imponujące – odpowiednio 36,8 proc. i 18,9 proc. Liderem wzrostów był Meksyk – odpowiednio 58,7 proc. i 55,3 proc. (obroty na poziomie nieco ponad 1 mld euro). Największym partnerem Polski w tej części świata jest Brazylia – w ubiegłym roku obroty sięgnęły 1,27 mld euro, jednak w eksporcie odnotowaliśmy blisko 10-proc. spadek.

Swojej niszy możemy szukać w imporcie produktów, to przede wszystkim egzotyczne owoce i drewno. Potencjał eksportowy polskich produktów to urządzenia o zaawansowanej technologii, czyli maszyny i sprzęt elektroniczny – mówi Szatkowski.

Jak wskazuje ekspert, aby wymiana handlowa mogła dynamicznie rosnąć, potrzebne są jednak udogodnienia, przede wszystkim dla polskich firm.

– Polska, jako członek Unii Europejskiej, musi dostosować się do regulacji unijnych dotyczących wymiany handlowej z krajami trzecimi. Nasza firma, która zajmuje się importem owoców, musi się dostosować do tych regulacji. Ponosimy bardzo wysokie koszty związane ze sprowadzeniem naszych produktów do kraju, to przede wszystkim koszty związane z cłem – zaznacza Szatkowski.

Unia wprowadziła wysoką stawkę celną dla importu owoców z krajów Ameryki Łacińskiej. Zależnie od okresu cła stanowiły nawet 25 proc. ceny owoców. Owoce są podstawą importu z tej części świata. Sam import bananów z Ameryki Łacińskiej jest wart ponad 2,4 mld euro.

– W naszym zasięgu jest również promocja polskich produktów w krajach Ameryki Łacińskiej. To sposób na to, aby polscy przedsiębiorcy mogli faktycznie zaistnieć na tych rynkach – ocenia dyrektor firmy Quiza.

Udział regionu Ameryki Łacińskiej w handlu zagranicznym Polski stanowi obecnie ok. 1,5 proc. To czterokrotnie mniej niż w przypadku całej Unii Europejskiej (ok. 6 proc.), ale to się powoli zmienia. Choć jeszcze niedawno polskie firmy ostrożnie podchodziły do możliwości inwestowania w tej części świata, to jak wynika z badań przeprowadzonych przez Departament Współpracy Ekonomicznej MSZ, Ameryka Łacińska jest najczęściej wskazywana przez polskie firmy jako kierunek ekspansji (po krajach byłego ZSRR).

To rynek bardzo atrakcyjny, również ze względu na zbliżoną mentalność ludzi. Przedsiębiorcy z tamtego obszaru są bardzo zainteresowani tym regionem Europy i widzą tutaj możliwości dalszego rozwoju swoich działalności – mówi Szatkowski. – W Ameryce Południowej infrastruktura produkcyjna jest nadal na stosunkowo niskim poziomie, ale to obszar o dużym potencjalne dla produktów pochodzenia europejskiego.

Ameryka Południowa i Środkowa są trudnymi rynkami, przede wszystkim ze względu na warunki ekonomiczno-polityczne. Zdaniem Szatkowskiego nieodzowna będzie pomoc rządu i różnych organizacji biznesowych. Tylko w 2014 roku KIG przeprowadził ok. 30 misji gospodarczych w ten region świata.

Jest wiele misji gospodarczych, które mają na celu otwarcie drzwi we współpracy handlowej – wskazuje dyrektor Quiza. – Wsparcie rządowe w krajach Ameryki Łacińskiej to priorytet. Amerykanie bardzo uważnie patrzą na kontrahentów, ci wspierani przez swoje instytucje rządowe mają pierwszeństwo i mogą się rozwijać na tamtejszych rynkach.. 

Ameryka Łacińska dywersyfikuje ostatnio swoje relacje polityczne i gospodarcze, otwierając się na inne kraje. W ten sposób chce walczyć ze spowolnieniem tempa rozwoju gospodarki. Niedawno Chiny ogłosiły, że zamierzają zwiększyć wartość swoich inwestycji w tamtym regionie do 250 mld dolarów, a wymiany handlowej do 500 mld dolarów w ciągu 10 lat.