Nowoczesna pracownia rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej otwarta w Krakowie

CEO Magazyn Polska

W krakowskim szpitalu im. Ludwika Rydygiera otwarta została nowoczesna pracownia rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej. Ma zapewnić szybszą i bardziej precyzyjną diagnostykę onkologiczną. Zainstalowany tomograf komputerowy jest też bezpieczniejszy dla zdrowia pacjentów, wykorzystuje bowiem znacznie mniejszą dawkę promieniowania rentgenowskiego.

Szpital Specjalistyczny im. Ludwika Rydygiera w Krakowie to jedna z największych małopolskich placówek medycznych. Rocznie hospitalizowanych jest tu ponad 30 tys. chorych, z czego 35 proc. stanowią pacjenci onkologiczni. Nowa pracownia rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej ma zapewnić tym ostatnim kompleksowe, a zarazem precyzyjne badania diagnostyczne. Modernizacja placówki kosztowała ponad 7 mln zł, z czego 5 mln pochodziło z dotacji Ministerstwa Zdrowia. Znaczna część wydatków objęła zakup nowoczesnego sprzętu.

Jest to sprzęt, który pozwala przeprowadzać diagnostykę bardziej precyzyjnie i szybciej niż do tej pory, co oszczędza czas, nie tylko pacjenta, lecz także pracowników szpitala, a także redukuje koszty. Miejmy nadzieję, że przełoży się to na lepszą dostępność do precyzyjnej diagnostyki obrazowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Agata Polińska z Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia.

Nowo powstała pracownia została wyposażona w innowacyjne systemy diagnostyczne firmy Philips. Jednym z nich jest jedyny na rynku w pełni cyfrowy rezonans magnetyczny, który zapewnia większą skuteczność badania oraz o 40 proc. skraca czas jego trwania. Dotychczas szpital musiał korzystać z usług firmy zewnętrznej, nie posiadał bowiem własnego sprzętu do badania rezonansem magnetycznym. Pracownię CT/MR wyposażono także w szybki i niskodawkowy tomograf komputerowy. Daje on możliwość zastosowania niższej dawki promieniowania rentgenowskiego przy zachowaniu wysokiej jakości obrazów.

Dawka jest znacznie niższa niż u innych tego typu urządzeń. Wraz z rozwojem techniki następuje zmniejszenie ilości dawek, które pacjent otrzymuje, natomiast dokładność diagnozowania i precyzja jest większa, co daje większe możliwości lepszego zaplanowania procesu badania i leczenia pacjenta – mówi Wojciech Szafrański, prezes zarządu Szpitala im. Rydygiera w Krakowie.

Ma to ogromne znaczenie zwłaszcza w onkologii, gdzie opóźnienia diagnostyczne zmniejszają szanse na przeżycie. Obrazy uzyskane nowoczesnym sprzętem diagnostycznym służą też na późniejszym etapie lekarzom chirurgom wykonującym operację i radioterapeutom planującym radioterapię.

Oczywiście urządzenie nie zastępuje lekarza, ale może oszczędzić mu wiele pracy. Mówimy o dwóch czynnikach, które są istotne dla szpitala. Z jednej strony, można zbadać więcej pacjentów w ciągu dnia, a z drugiej strony, lekarz radiolog, który pacjenta opisuje i sprawdza wynik badania, mniej czasu na to poświęca i może zrobić to dokładniej, szybciej i lepiej w przypadku konkretnego pacjenta – mówi Jarosław Lange, dyrektor generalny Philips Polska Healthcare.

Nowoczesna pracownia CT/MR w Krakowie wpisuje się w ogólnoświatową tendencję w diagnostyce medycznej. Zakłada ona z jednej strony jak najmniejszy stopień inwazyjności badań i zwiększenie komfortu pacjenta, z drugiej – jak największą dokładność. Sprzęt diagnostyczny nowej generacji jest w stanie pokazać lekarzowi ciało pacjenta, tak jak ono wygląda w rzeczywistości, np. dzięki wykorzystaniu rekonstrukcji trójwymiarowej.

Mamy do czynienia z coraz dokładniejszymi badaniami coraz mniejszych struktur. Poniżej milimetra już dawno zeszliśmy. Z drugiej strony chcielibyśmy widzieć zmiany nieprawidłowe jeszcze wcześniej, np. na poziomie biochemicznym. Powoli zaczyna to działać – mówi prof. Andrzej Urbanik, konsultant wojewódzki ds. spraw radiologii i diagnostyki obrazowej.

Sprzęt w pracowni CT/MR krakowskiego szpitala im. Ludwika Rydygiera sprawdza się nie tylko w diagnostyce onkologicznej. Z powodzeniem może być także wykorzystywany w neurologii, kardiologii i ortopedii.

Polska gra „Sniper: Ghost Warrior 3” bardzo dobrze przyjęta na targach w Los Angeles. Premiera w przyszłym roku

CEO Magazyn Polska

CI Games pokazało na targach E3 w Los Angeles po raz pierwszy grę „Sniper: Ghost Warrior 3”. Została ona bardzo dobrze przyjęta przez dziennikarzy i dystrybutorów. Gra do sprzedaży trafi w przyszłym roku, być może w II kwartale. Firma skupia się teraz na jej dopracowaniu i promocji, ale ma już w planach kolejną produkcję.

Na targach E3 pokazywaliśmy po raz pierwszy grę „Sniper: Ghost Warrior 3”. Zebrała bardzo dużo pozytywnych ocen i opinii – relacjonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Tymiński, prezes CI Games. – To są najlepsze targi w historii CI Games. Żadna gra dotychczas nie zebrała tak pozytywnych opinii po pierwszych pokazach.

„Sniper: Ghost Warrior 3” to gra w stylu first person shooter, czyli taka, w której gracz wciela się w uzbrojonego bohatera i musi pokonać wirtualnych wrogów. Tymiński przekonuje jednak, że nie będzie to typowa strzelanka, bo będzie wymagała znacznie więcej planowania i będzie zawierała elementy strategiczne. Pojawią się też innowacyjne tryby gry, na przykład możliwość wykorzystania dronów do rozpoznania wirtualnego pola walki.

Samego strzelania i zabijania wrogów ma być w grze stosunkowo niewiele. Tymiński zwraca uwagę na to, że w około półgodzinnej rozgrywce pokazanej na E3 gracze tylko dwukrotnie musieli wyeliminować wrogów za pomocą strzałów snajperskich.

Właśnie ze względu na te cechy gra została przyjęta bardzo dobrze zarówno przez dziennikarzy branżowych, jak i przez dystrybutorów, co dobrze rokuje sprzedaży tytułu.

Jest to gra dużo bardziej taktyczna, która wymaga myślenia, planowania, taktyki, a nie wyłącznie chodzenia i eliminacji kolejnych przeciwników. Jednocześnie nie jest grą trudną, np. pod względem sterowania. To jest to, co mocno odróżnia naszą grę od innych – przekonuje Tymiński.

Prezes CI Games nie chce jeszcze ujawniać, kiedy dokładnie nastąpi premiera gry dla szerokiej publiczności. Nastąpi to na pewno w przyszłym roku, najbardziej prawdopodobny jest II kwartał. Tymiński podkreśla jednak, że stanie się to dopiero wtedy, gdy gra będzie dopracowana pod każdym względem.

Będzie to największa premiera w historii spółki. Wszystko na to wskazuje i tak się to zapowiada – przewiduje Tymiński. – Jesteśmy przekonani, oglądając to, co zrobiliśmy dotychczas, że jest to produkt z ogromnym potencjałem. Z jednej strony trafia do grających w gry first person shooter, a to jest chyba najbardziej popularny gatunek gier w tym momencie na świecie. Z drugiej strony oferuje unikalne podejście w tym gatunku.

Spółka na razie chce się skupić na wypromowaniu „Sniper: Ghost Warrior 3”, ale w dalszych planach ma już kolejny tytuł. Będzie to druga część gry RPG „Lords of the Fallen”. Przy pierwszej części CI Games współpracowało z niemieckim producentem Deck 13. Druga część będzie już jednak produkcją całkowicie polską. Ma ukazać się na rynku w 2017 r.

Tymiński zaznacza, że produkcja polskich gier znajdujących uznanie na światowym rynku jest dużym wyzwaniem, bo w Polsce ta branża dopiero się rozwija. Nie jest ona łatwym rynkiem, tym bardziej że musimy konkurować z wielkimi przedsiębiorstwami, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Jednak raz zdobyte kompetencje pozwalają na utrzymanie pozycji na wiele lat.

Jest to rynek bardzo specyficzny. Bardzo trudno, i to obserwuję po różnych stanowiskach, jest na nim znaleźć się osobom nie z branży. Doświadczenie to jednak duża przewaga – tłumaczy Tymiński. – Jak już ktoś trafi do tej branży, to pozostaje wiele lat.

Oferta touroperatorów coraz bogatsza. Z biurem podróży wyjedzie latem 2,5 mln Polaków

CEO Magazyn Polska

Z raportu Polskiego Związku Organizatorów Turystyki wynika, że w ostatnim tygodniu roku szkolnego liczba klientów w biurach podróży wzrosła o 14 proc. Na podstawie doświadczeń z ubiegłego roku PZOT spodziewa się, że pierwsze tygodnie lipca będą pod tym względem jeszcze lepsze. W tym roku połowa tych, którzy zdecydowali się na wypoczynek zagraniczny latem, wybierze ofertę touroperatorów. Ta jest coraz bogatsza i uwzględnia potrzeby różnych grup klientów: singli, rodzin z dziećmi czy bardziej lub mniej zamożnych.

Na podstawie doświadczeń z ubiegłego roku PZOT spodziewa się, że pierwsze tygodnie lipca będą najbardziej intensywnym okresem w biurach podróży. Prognoza na cały rok mówi o 5-proc. wzroście liczby klientów.

Przede wszystkim przy wyborze wakacji powinniśmy kierować się naszymi potrzebami. Oczywiście budżet odgrywa bardzo dużą rolę. Natomiast ofert na rynku jest w tej chwili tak dużo, tylko w Wakacje.pl są oferty ponad 100 organizatorów, dlatego im lepiej sprecyzujemy nasze potrzeby, czy ma to być hotel blisko plaży, czy bardziej butikowy, czy miejski, tym łatwiej będzie te wakacje znaleźć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Klaudyna Mortka z serwisu Wakacje.pl.

Jak wynika z badania firmy Mondial Assistance, w tym roku na letni wypoczynek uda się blisko 16 mln Polaków, z czego jedna trzecia wybierze kierunki zagraniczne. W tym roku najpopularniejsze destynacje to Grecja, Chorwacja, Włochy i Hiszpania. Większość decyduje się na lot samolotem (61 proc.), a autokary wybierane są zwykle w przypadku wycieczek objazdowych.

Jeżeli nie planujemy konkretnego kierunku, ale chcemy polecieć gdzieś, gdzie jest słońce, ciepło i gdzie na pewno wypoczniemy, to możemy wybrać ofertę last minute – mówi Mortka.

Taka oferta wiąże się przede wszystkim z promocją cenową, a budżet jest jednym z podstawowych kryterium przy planowaniu wyjazdów. Brak pieniędzy jest główną przyczyną, dla której Polacy rezygnują z wakacji. Średnio na wyjazd wydamy 2,6 tys. zł (o 250 zł więcej niż przed rokiem).

Biura podróży różnicują ofertę w zależności od tego, czy planujemy wyjazd w pojedynkę, we dwoje czy rodzinny, z dziećmi.

Jeżeli wyjeżdżamy z dzieckiem, należy bardzo dobrze sprawdzić ofertę, czy mamy bezpośredni lot i jak długo będzie trwał. Dlatego bardzo często rodziny wybierają Grecję czy Turcję, gdzie lecimy około 3 godzin. Zwracajmy też uwagę na udogodnienia dla dzieci – mówi Klaudyna Mortka.

Polsko-włoska współpraca gospodarcza i biznesowa

Włochy są ważnym partnerem gospodarczym, handlowym i biznesowym Polski. W naszym kraju obecnych jest ponad 1,3 tys. firm z udziałem włoskiego kapitału, zatrudniających ok. 90 tys. pracowników. W 2013 roku Włochy były szóstym co do wielkości inwestorem bezpośrednim w Polsce, z wartością inwestycji przekraczającą 38 mld zł. Zdaniem włoskich inwestorów Polska jest najatrakcyjniejszym krajem inwestycyjnym w regionie, a w przyszłości jej atrakcyjność będzie rosła. Aż 98% badanych przedsiębiorstw ostatnie 20 lat polsko-włoskiej współpracy gospodarczej i biznesowej ocenia pozytywnie.

Włoskie firmy są istotnym zagranicznym pracodawcą w Polsce, szczególnie w branży motoryzacyjnej

W 2013 roku działalność w Polsce prowadziło ponad 1,3 tys. firm z udziałem kapitału włoskiego. Razem zatrudniają one ok. 90 tys. pracowników. Większość przedsiębiorstw (67% w 2013 roku) stanowią mikrofirmy, czyli podmioty zatrudniające do 9 pracowników. W tej grupie obserwowany jest także największy przyrost liczby firm z udziałem kapitału włoskiego w Polsce (wzrost średnio 6% rocznie).

Największe zaangażowanie włoskich przedsiębiorstw w Polsce zauważalne jest w przemyśle motoryzacyjnym. Blisko 20 firm z branży motoryzacyjnej zatrudnia około 15 tys. osób, co stanowi 17% łącznego zatrudnienia firm z włoskim kapitałem działających w naszym kraju .
– mówi Jacek Bajger, partner w dziale doradztwa podatkowego, zespół Italian Desk w KPMG w Polsce.

Firmy włoskie jako jedne z pierwszych dostrzegły potencjał polskiej gospodarki już na początku lat dziewięćdziesiątych, a w niektórych przypadkach inwestowały tu jeszcze zanim Polska przyjęła ustrój demokratyczny i gospodarkę rynkową. Rezultaty tych działań, przedstawione w niniejszym raporcie, są bardzo zadowalające. Aktualnie jesteśmy jednym z największych inwestorów, a nasze firmy i marki cieszą się bardzo silną pozycją na rynku towarów dla konsumentów, pośredników i inwestorów. Ponadto aktywnie uczestniczymy w wielu projektach infrastrukturalnych przyjętych przez polski rząd. Zarówno duże spółki jak i MŚP znajdują tutaj dobry klimat dla biznesu
– mówi Alessandro De Pedys, Ambasador Włoch w Polsce.

Liczba i struktura firm z udziałem kapitału włoskiego w Polsce

Liczba i struktura firm z udziałem kapitału włoskiego w Polsce
Źródło: Raport KPMG w Polsce pt.”Kierunek rozwój! Polsko-włoska współpraca gospodarcza i biznesowa”, przygotowany we współpracy z ambasadą Włoch w Polsce i pod honorowym patronatem Ministerstwa Gospodarki

Włochy są 6. największym bezpośrednim inwestorem zagranicznym w Polsce

Od momentu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej bezpośrednie inwestycje włoskie w Polsce znacznie wzrosły, przekraczając w 2013 roku 38 mld zł. Z takim wynikiem Włochy plasują się na 6. miejscu pod względem wielkości bezpośrednich inwestycji w Polsce, tuż za Niemcami (114 mld zł), Holandią (107 mld zł), Francją (79 mld zł), Luksemburgiem (64 mld zł) i Hiszpanią (43 mld zł).

Najwięcej inwestycji włoskich ulokowano w sektorze finansowym i ubezpieczeniowym (24 mld zł) oraz w przetwórstwie przemysłowym (11 mld zł).

Polska jest atrakcyjnym i stabilnym partnerem gospodarczym. Tworzymy dobre warunki do rozwoju przedsiębiorczości, dzięki czemu odnotowujemy wzrost eksportu i przyciągamy do kraju nowe inwestycje. Doceniają nas zagraniczne firmy, w tym także włoskie, które decydują się na lokowanie swoich projektów właśnie u nas .
– mówi Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki.

Struktura bezpośrednich inwestycji włoskich w Polsce (2013)

Struktura bezpośrednich inwestycji włoskich w Polsce (2013)
Źródło: Raport KPMG w Polsce pt.”Kierunek rozwój! Polsko-włoska współpraca gospodarcza i biznesowa”, przygotowany we współpracy z ambasadą Włoch w Polsce i pod patronatem Ministerstwa Gospodarki

Polska w oczach włoskich przedsiębiorców jest numerem 1 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

W 5-stopniowej skali (gdzie 1 – bardzo nieatrakcyjny, 5 – bardzo atrakcyjny), włoscy inwestorzy ocenili atrakcyjność inwestycyjną Polski na 3,9. Była to najlepsza ocena spośród wybranych krajów regionu. Nieznacznie niżej oceniana jest atrakcyjność południowych sąsiadów Polski – Czech (3,6) i Słowacji (3,2). Szczególnie korzystnie oceniony został stan polskiej gospodarki – 71% badanych ocenia go pozytywnie lub bardzo pozytywnie.

Silna polska gospodarka i solidne podstawy jej dalszego rozwoju gwarantują opłacalność inwestycji w naszym kraju. Na tle innych państw Unii Europejskiej nasze wyniki prezentują się bardzo dobrze, lokując nas w gronie europejskich liderów wzrostu. Dlatego też światowe koncerny chętnie wybierają Polskę, jako lokalizację swoich nowych inwestycji w Europie.
– mówi Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki.

Ocena atrakcyjności poszczególnych obszarów Polski

Ocena atrakcyjności poszczególnych obszarów Polski
Źródło: Raport KPMG w Polsce pt.”Kierunek rozwój! Polsko-włoska współpraca gospodarcza i biznesowa”, przygotowany we współpracy z ambasadą Włoch w Polsce i pod patronatem Ministerstwa Gospodarki

Warto zwrócić uwagę na wzajemną otwartość Włochów i Polaków, która umożliwia utrzymywanie dobrych relacji biznesowych i stopniowe zwiększanie zakresu współpracy. Niewątpliwie potwierdzeniem pomyślnych kontaktów biznesowych jest deklaracja aż 94% włoskich respondentów, że poleciliby Polskę firmom zagranicznym, które dotąd nie zdecydowały się rozpocząć tu swojej działalności, jako atrakcyjne miejsce w regionie na inwestycje.
– mówi Andrea De Gaspari, menedżer w dziale usług doradczych, zespół Italian Desk w KPMG w Polsce.

Włochy są 4. największym dostawcą towarów do Polski i 5. co do wielkości odbiorcą polskich produktów

Po trzech pierwszych latach obecności Polski w Unii Europejskiej obroty towarów między Polską a Włochami wyraźnie wzrosły. Także w czasie panującego w Europie kryzysu finansowego Polska zgłaszała stabilny popyt na włoskie produkty – od 2007 roku utrzymuje się on na poziomie powyżej 30 mld zł.

Polsko-włoska wymiana towarów (mld zł)

Polsko-włoska wymiana towarów (mld zł)
Źródło: Raport KPMG w Polsce pt.”Kierunek rozwój! Polsko-włoska współpraca gospodarcza i biznesowa”, przygotowany we współpracy z ambasadą Włoch w Polsce i pod patronatem Ministerstwa Gospodarki

Jednym z ważnym elementów polsko-włoskiej wymiany handlowej są produkty spożywcze. W 2014 roku Polska zakupiła z Włoch produkty spożywcze warte ponad 2 mld zł. W tej kategorii największy udział miały owoce i orzechy (445 mln zł) oraz napoje alkoholowe, bezalkoholowe i ocet (262 mln zł). Co ciekawe, Polska eksportuje do Włoch więcej produktów spożywczych niż ich importuje. W 2014 roku polski eksport do Włoch był wart 3,6 mld zł, z czego najwięcej stanowiły mięso i podroby (1,6 mld zł) oraz produkty mleczarskie, jaja i miód (0,7 mld zł).

Włosi słyną na świecie z produkcji najwyższej jakości dóbr luksusowych. Spośród obecnych w Polsce marek luksusowych najwięcej (22%) stanowią właśnie marki włoskie. Włoskie samochody luksusowe cieszą się w Polsce coraz większą popularnością – w 2014 roku aż 68% rejestracji samochodów luksusowych w Polsce stanowiły marki włoskie.
– mówi Andrea De Gaspari, menedżer w dziale usług doradczych, zespół Italian Desk w KPMG w Polsce.

Włoscy inwestorzy są zadowoleni z dotychczasowej współpracy i planują dalsze inwestycje

Aż 98% badanych włoskich inwestorów pozytywnie ocenia ostatnie 20 lat polsko-włoskiej współpracy gospodarczej i biznesowej. Co więcej, aż 60% z nich zamierza w ciągu najbliższych 3 lat zwiększyć zaangażowanie kapitału w Polsce. W większości (65%) plany inwestycyjne obejmują zwiększanie mocy produkcyjnej.

Do pięciu najbardziej perspektywicznych obszarów, w których zdaniem włoskich inwestorów współpraca polsko-włoska rozwinie się w ciągu najbliższych 10 lat, należą: branża spożywcza (57% wskazań), motoryzacja (52%), rynek dóbr luksusowych (44%), branża odzieżowa i obuwnicza (34%) oraz hotelarstwo, turystyka i rekreacja (25%).

W dłuższym okresie włoscy inwestorzy nie zamierzają opuszczać polskiego rynku. Każdy z badanych zadeklarował, że w perspektywie 10 lat będzie prowadzić działalność w Polsce, a tylko 3% chce przenieść istotny element działalności poza Polskę w ciągu 5 lat. Jednakże, aby efektywnie realizować planowane inwestycje, firmy oczekują większego wsparcia ze strony sektora publicznego – przede wszystkim uproszczenia dostępu do pomocy publicznej i ograniczenia biurokracji.
– mówi Jacek Bajger, partner w dziale doradztwa podatkowego, zespół Italian Desk w KPMG w Polsce.

Włoskie firmy bardzo pozytywnie oceniają otoczenie biznesowe w Polsce, chociaż naturalnie od czasu do czasu pojawiają się pewne problemy, głównie związane z odmienną kulturą biznesu, czy różnicami w procedurach prawno-administracyjnych. W takich przypadkach z pozytywnym zwykle skutkiem można skorzystać z pomocy Ambasady. Posiadamy bogatą sieć kontaktów z wieloma oddziałami administracji publicznej i innych instytucji. Chcąc wzmocnić swą obecność na rynku, włoskie firmy mogą też liczyć na wsparcie Włoskiej Agencji ds. Handlu (Italian Trade Agency) i Włoskiej Izby Handlowej.
– mówi Alessandro De Pedys, Ambasador Włoch w Polsce.

Rynek nieruchomości w krajach Europy Środkowo-Wschodniej odbudowuje pozycję po kryzysie finansowym

W 2014 r. największym zainteresowaniem inwestorów na rynku nieruchomości cieszył się segment powierzchni biurowych i handlowych, w którym łączne inwestycje osiągnęły 7,7 mld euro. Polska pozostaje najpopularniejszym celem inwestycji na rynku nieruchomości wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Poza powierzchniami biurowymi i handlowymi znaczące inwestycje zaobserwowaliśmy również w sektorze przemysłowym oraz logistycznym. Dotyczy to w szczególności budowy hal magazynowych. Trend ten utrzyma się także w 2015 roku, głównie za sprawą rozwoju e-handlu. Coraz więcej osób robi zakupy w internecie, co stawia duże wyzwania przed firmami logistycznymi i zmusza je do nowych inwestycji. Inwestorzy będą również kierować swoją uwagę w kierunku centów handlowych typu convenience zgodnie z trendami występującymi w Stanach Zjednoczonych – mówi Honorata Green, partner w KPMG w Polsce.

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej najpopularniejszym celem inwestycji na rynku nieruchomości jest Polska oraz Czechy. Zaraz na nimi znajduje się Rumunia, Słowacja i Węgry.

Komentarz walutowy z 02 07 2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz pl HD

Referendum w niedzielę kluczowe dla rynków. Brak aprecjacji franka na rynku to prawdopodobnie efekt działań SNB. Dane z rynku pracy ważne dla dolara.

Era smart home dopiero nastaje

Obecnie już 9,1 mld urządzeń na świecie podłączonych jest do Internetu, a według prognoz International Data Corporation (IDC) do 2020 r. ich liczba może wzrosnąć trzykrotnie. Polska również odważnie wkroczyła w świat technologii. Analitycy firmy IDC szacują, że wydatki na Internet Rzeczy do 2018 r. mogą zostać w Polsce podwojone, sięgając 3,1 mld dolarów.

Do globalnej sieci podpięte są nie tylko komputery, smartfony, czy tablety, ale coraz częściej sprzęt AGD, samochody, czy odzież. Smart rewolucja nie ominęła naszych domów, w tym kuchni. Prognozuje się, że najszybsze tempo rozwoju – jeśli chodzi o wykorzystanie potencjału Internetu Rzeczy – nastąpi m.in. właśnie w obszarze urządzeń gospodarstwa domowego. W przypadku rynku AGD, lata 2014-2018 mogą przynieść wzrost rocznej stopy wydatków na poziomie 46 procent.

Andrzej Sas, Wiceprezes Zarządu ds. Handlu i Marketingu
Andrzej Sas, Wiceprezes Zarządu ds. Handlu i Marketingu

Już teraz nasze domy zaczynają być smart, a będzie coraz lepiej. Do 2020 r. typowy dom może być wypełniony ponad 500 inteligentnymi urządzeniami. Zainteresowanie konsumentów będzie dotyczyło różnorodnych kategorii produktów AGD i RTV, począwszy od telewizorów i sprzętu grającego, poprzez pralki, suszarki, skończywszy na dużym
i drobnym sprzęcie używanym w kuchni: lodówkach, piekarnikach, okapach, kuchenkach[1].

Idea smart home polega na łatwym kontrolowaniu, monitorowaniu i zabezpieczeniu domu z dowolnego miejsca. Kontrolę można sprawować dzięki podłączeniu urządzeń do internetu (za pomocą Wi-Fi czy Bluetooth) i komunikowaniu się z nimi za pomocą dedykowanej aplikacji. Zakres możliwości zdalnego nadzoru będzie dynamicznie się poszerzał i dotyczył coraz większej liczby różnorodnych urządzeń, w tym sprzętów AGD.

Żyjemy w świecie technologii i tego rozpędzonego pociągu nie da się już zatrzymać, z pewnością zaś warto do niego wsiąść. Rozwiązania technologiczne stosowane w urządzeniach AGD, jak choćby możliwość zdalnej kontroli nad urządzeniami, to dziś  innowacja, która jutro stanie się standardem, sprzyjającym wygodzie, sprawności i  bezpieczeństwu codziennego funkcjonowania w domowej przestrzeni. –komentuje Andrzej Sas, Wiceprezes Zarządu ds. Handlu i Marketingu Amica Wronki S.A. Rynek urządzeń AGD jest wymagający pod tym względem, że pierwsze skrzypce zawsze będzie grać użyteczność urządzeń, a technologiczne rozwiązania mają być urozmaiceniem, a nie zamiennikiem. Nie sztuką jest wyposażyć sprzęt w liczne funkcje, które w praktyce mogą nie znaleźć uznania w oczach użytkownika (lodówka, która sama zamawia w sklepie mleko) i  zniechęcić, jeśli ich obsługa będzie zbyt skomplikowana, mało intuicyjna. Wyzwaniem jest tak wykorzystać możliwości jakie kryje w sobie Internet Rzeczy, aby technologia umożliwiła spełnienie autentycznych potrzeb człowieka. Nam się to udało – dodaje Sas.

W połowie maja Amica Wronki S.A. stanęła do wyścigu o konsumenta, sprawnie poruszającego się w świecie technologii, wypuszczając na polski rynek nowoczesną linię Amica IN., w skład której wchodzą: piekarnik, będący sercem całej linii, lodówka, płyta grzejna, okap, zmywarka oraz mały sprzęt AGD.

Urządzenia z nowej linii Amica IN. tworzą inteligentny ekosystem inspirowany Internetem Rzeczy. Poszczególne sprzęty podłączone są do sieci i mogą komunikować się ze sobą bezprzewodowo. W praktyce wygląda to tak, że płyta grzejna współpracuje z okapem, bez absorbowania uwagi użytkownika. Płyta, po uruchomieniu, wysyła sygnał do okapu, który włącza się i automatycznie dostosowuje moc zasysania powietrza do ustawień płyty.  Kuchennym centrum dowodzenia jest piekarnik, który można obsługiwać zdalnie z dowolnego miejsca za pomocą smartfona i mobilnej aplikacji. Obsługa jest prosta i intuicyjna. Zdalne sterowanie daje możliwość stałego monitorowania parametrów pracy piekarnika: włączenia i wyłączenia urządzenia, wyboru rodzaju grzania, temperatury czy czasu pracy. Na czytelnym wyświetlaczu, dzięki połączeniu z internetem, można przeglądać przepisy, wgrywać własne, czy przesyłać je dalej, a także sprawdzić aktualny stan pogody. Zamiast przepisów, na ekranie mogą pojawić się zdjęcia najbliższych, wyświetlane w trybie pokazu slajdów. Dzięki wbudowanym w piekarnik głośnikom bluetooth może stać się on prawdziwym centrum rozrywki, komunikując się z tabletem lub smartfonem.

Inteligentne urządzenia coraz odważniej wkraczają w nasz świat i powoli stają się jego nieodłącznym elementem. Wyścig o uwagę konsumenta trwa, a innowacyjne rozwiązania, tworzone dla komfortu i wygody, jeszcze niejednym nas zaskoczą.

[1] Gartner Special Report “Digital Business Technologies”

Nowe „M” – zakup i remont w jednym kredycie?

Zakup nowego mieszkania to poważny wydatek, dlatego większość z nas wspiera się tu zwykle kredytem hipotecznym. To jednak dopiero początek wydatków, wszak nowe lokum trzeba jeszcze odpowiednio urządzić. Skąd wziąć na to pieniądze? Podpowiadamy – tego typu koszty także można ująć w kredycie mieszkaniowym.

Tylko nieliczni wiedzą, że środki na wykończenie nowego mieszkania lub remont mieszkania „z drugiej ręki” można pozyskać właśnie w ramach kredytu hipotecznego. Większość banków gotowa jest wówczas „dorzucić” dodatkowe 10 procent wartości zakupionego lokum, za które to pieniądze możemy przygotować lokal do zamieszkania. Dla przykładu, kupując mieszkanie za 240 000 zł, możemy liczyć na dodatkowe 24 tysiące zł na właśnie ten cel.

Damian Muzyk, doradca kredytowy firmy Alex T. Great Doradcy Finansowi
Damian Muzyk, doradca kredytowy firmy Alex T. Great Doradcy Finansowi

Warto dodać, że z pomocą doświadczonego doradcy finansowego możliwe jest solidne podniesienie tego limitu. Jak to zrobić? – Rozwiązaniem jest operat szacunkowy przygotowany przez rzeczoznawcę majątkowego wpisanego na listę rzeczoznawców akceptowanych przez bank. I choć koszt opracowania takiego dokumentu to zwykle wydatek 450-550 zł, zapewniam, że z dobrze przygotowanym operatem znacznie łatwiej jest wnioskować o wyższą kwotę dla kredytu remontowego – wyjaśnia Damian Muzyk, doradca kredytowy firmy Alex T. Great Doradcy Finansowi.

Bywa, że banki określają poziom możliwej wysokości kredytu na wykończenie stawką wyliczaną dla jednego metra kwadratowego, zwykle jest to kwota 1000-1500 zł na 1 m2. W przypadku 40-metrowego mieszkania o wartości 240 tys. zł oznacza to dodatkowy kredyt wykończeniowo-remontowy na poziomie od 40 do 60 tys. zł. Jest też grupa banków, która limitów nie określa wcale – wysokość kredytu remontowego ustalają na podstawie średniej. W tym wypadku łączna cena zakupu mieszkania w raz z jego remontem nie powinna odbiegać od przeciętnych cen mieszkań o podobnym metrażu i standardzie znajdujących się w okolicy.

Co ważne, taki „podwójny” kredyt jest dziś najtańszym kredytem na rynku! Mówiąc wprost – chcąc wyposażyć nowo zakupione mieszkanie z pomocą dodatkowej pożyczki, zapłacimy w sumie znacznie więcej, niż w sytuacji, gdy „wpiszemy” koszt zakupu mieszkania wraz z jego wyremontowaniem w jeden duży kredyt mieszkaniowo-wykończeniowy.

A co właściwie można zrobić za te pieniądze? Odpowiadamy – bardzo wiele! To m.in. środki na zakup podłóg, kafli, paneli, wyposażenia łazienki lub kuchni (łącznie z zabudową kuchenną) czy kupno i montaż mebli w zabudowie. Można za nie także dokonać zmian w układzie instalacji elektrycznej, odmalować mieszkanie, wygładzić ściany czy wykonać biały montaż. I to miejsce na jedyną złą informację: na kredyt remontowy nie mogą niestety liczyć nabywcy mieszkań, którzy skorzystali z rządowego programu MdM.

Jak zdobyć kredyt „wykończeniowy”? Odpowiadamy – niezbędny będzie tu kosztorys prac budowlanych, który należy dołączyć do „głównego” wniosku kredytowego. Trzeba tylko pamiętać, że bank skredytuje wyłącznie te zakupy i prace remontowe, które dotyczą stałych elementów lokalu, nie możemy zatem ująć w kosztorysie kupna nowego lustra, łóżka czy sprzętu RTV.

Gdy bank pozytywnie zaakceptuje nasz wniosek kredytowy na zakup mieszkania wraz z jego wykończeniem lub remontem, należna kwota zostaje podzielona i wypłacona w dwóch transzach. – W przypadku zakupu mieszkania na rynku wtórnym, pierwsza część środków, związana z samym zakupem lokalu, trafia na konto zbywcy, czyli osoby, u której kupujemy mieszkanie. Pozostała część kredytu, związana ściśle z jego wyremontowaniem, przekazana zostaje z kolei na konto nowego właściciela. Trzeba przy tym zaznaczyć, że obie transze uruchomione zostają dopiero po dostarczeniu aktu notarialnego zakupu mieszkania – tłumaczy Damian Muzyk z Alex T. Great.

Nieco inaczej sprawa ma się w przypadku zakupu lokalu na rynku pierwotnym – tu pierwsza część kredytu (na zakup mieszkania) zostaje „rozbita” na mniejsze części, zgodnie z zapisami umowy zawartej między klientem a deweloperem. A co z pieniędzmi na wyposażenie mieszkania? Trafiają one do rąk klienta dopiero z chwilą całkowitego rozliczenia z deweloperem. Mamy jednak dobrą informację dla wszystkich tych, którzy, już po zakupie, wciąż słono płacą za wynajem mieszkania w oczekiwaniu na własne „M” – bank chętnie przekaże wam pieniądze na „wykończeniówkę”, gdy tylko otrzyma protokół odbioru lokalu. Oznacza to, że z pierwszymi pracami budowlanymi nie trzeba czekać aż do dnia podpisania aktu notarialnego – można je zacząć znacznie wcześniej, jeszcze przed podpisaniem takiego dokumentu.

Jak widać, jest z tym wszystkim trochę formalności, ale nie ma co kryć – gra jest warta „świeczki”. A po pomoc można poprosić doradcę finansowego – zna dobrze wszelkie bankowe procedury i wie, gdzie najłatwiej zdobyć upragnione pieniądze. – Chętnie służymy pomocą w rzeczowym i fachowym opracowaniu profesjonalnego kosztorysu, który ułatwi pozyskanie kredytu na naprawdę dobrych warunkach – dodaje Damian Muzyk.

Opracował: Tomasz Kulpa, Alex T. Great Doradcy Finansowi

Kupujemy auta, na które nas stać

Ceny nowych samochodów (indeks ważony udziałami w sprzedaży) w Polsce spadły w maju 2015 r. średnio o 5% m/m, ale spadek ten nastąpił po uprzednim wzroście cen w kwietniu o 4,4% m/m. W ujęciu rocznym ceny samochodów wzrosły w maju 2015 r. średnio o 1,9% r/r i oznacza to lekkie spowolnienie w porównaniu z dynamiką z kwietnia (2,4% r/r). Maj był czwartym miesiącem z rzędu relatywnie niewielkich zmian (wysokie wzrosty w ujęciu rocznym miały miejsce między październikiem 2014 r. a styczniem 2015 r.).

W przeciwieństwie do innych dóbr konsumpcyjnych, roczne dynamiki Samar DNB indeks cen auto moto wykazują dość dużą zmienność, która wynika ze struktury komponentów indeksu – cen wszystkich nowych aut sprzedawanych na rynku krajowym, co pokazane zostało w postaci zagregowanej do 8 koncernów motoryzacyjnych. Jednak pomimo tak znacznej zmienności, długoterminowy trend wskazuje na wzrost indeksu o około 2% r/r.

Tendencje w sprzedaży poszczególnych koncernów motoryzacyjnych są mocno zróżnicowane. Analizie poddano 8 koncernów, które odpowiadają za 91% sprzedaży w Polsce, tj. Volkswagen, PSA, Toyota, Renault, Opel, Nissan, Hyundai oraz Ford. Spośród wspomnianych koncernów, najsilniej rosły ceny aut Volkswagena (10,9% r/r), co i tak stanowi znaczne spowolnienie w porównaniu z dynamiką odnotowaną w kwietniu br. (21,3% r/r). Znaczny wzrost miał również miejsce w przypadku Toyoty (9,1% r/r). Ceny samochodów koncernów PSA, Renault i Ford rosły w tempie umiarkowanym 1-2,5%. Wśród pozostałych wyróżnionych koncernów motoryzacyjnych obserwowaliśmy spadek cen (Opel: -5,2% r/r, Hyundai: -6,9% r/r, Nissan: -9,8% r/r), podobnie jak w pozostałych segmentach rynku motoryzacyjnego (-10,7% r/r). Ze względu na swoją dużą wagę w sprzedaży (27%) to właśnie podwyżki cen koncernu Volkswagena wpłynęły na wzrost ogólnego indeksu w maju b.r.

Średnie ceny samochodów w salonach są w ostatnich latach dość niezależne od indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI, a jednocześnie wykazują dość silny związek z dynamiką przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – można zatem stwierdzić, że koncerny motoryzacyjne sprzedają samochody, na jakie nas stać.

Porównanie indeksu skumulowanego cen aut i dynamiki płac (przy poziomie w roku 2014 = 100) pokazuje, że po okresie relatywnie dynamicznych wzrostów cen samochodów w latach 2004-2007, a potem znacznych przecen w okresie kryzysu, od roku 2010 średnie ceny aut podążają niemal dokładnie za dynamiką płac. W maju 2015 r. skumulowany indeks dla cen aut wyniósł 168,5 (a więc ceny były o 68,5% wyższe niż średnio w 2004 r.), zaś dla płac – 172,1 (o 72,1% wyższe). Przy czym, największy skumulowany wzrost cen miał miejsce w przypadku aut koncernu Hyundai (o 110,5%), Volkswagen (o 90%) i Toyota (o 81,5%) a najniższy wzrost koncernu Renault (o 18,2%) i PSA (22,2%). Zwraca natomiast uwagę skumulowany spadek cen aut koncernu Nissan o 7,5% od 2004 r.

Różne strategie cenowe koncernów motoryzacyjnych w przeciągu znaczącego odcinka okresu można badać przez doszukiwanie się korelacji (dodatnich lub ujemnych). W przypadku rynku motoryzacyjnego w Polsce występuje tylko jeden dodatni związek cen koncernów Nissan i Hyundai oraz znacznie liczniejsze negatywne związki cen aut koncernów: Peugeot i Hyundai, Toyota i Nissan oraz Volkswagen i Peugeot. Wynika to zapewne ze strategii koncernów, które mogą sprzedać na każdym rynku ograniczoną liczbę aut.

Pierwszy w Polsce wskaźnik zmian cen nowych samochodów

SAMAR DNB indeks cen auto-moto to wspólne przedsięwzięcie DNB Bank Polska i Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. Firma doradcza Deloitte jest autorem metodologii indeksu i jego kalkulacji. Jest to pierwszy sektorowy wskaźnik oparty na pełnych, a nie częściowych, danych zbieranych na krajowym rynku motoryzacyjnym, a co za tym idzie – precyzyjnie pokazuje tempo zmian całego rynku motoryzacyjnego w Polsce. Indeks będzie wyliczany i publikowany co miesiąc (pod koniec miesiąca) – na podstawie dostarczanych cyklicznie przez SAMAR danych dotyczących wielkości sprzedaży i cen jednostkowych (w tym cen promocyjnych) wszystkich dostępnych marek samochodów osobowych i dostawczych.

– Motoryzacja to dla nas jeden z sektorów strategicznych – specjalizujemy się w obsłudze przedsiębiorstw z tej branży. Dlatego chcemy stworzyć rzetelny i w pełni obiektywny wskaźnik, który mierzył będzie sytuację na rynku nowych samochodów w Polsce. Stąd też pomysł na współpracę z Instytutem SAMAR, który jest w stanie dostarczyć pełne i rzetelne dane. Jestem przekonany, że zarówno dla banku, jak i naszych klientów z sektora motoryzacyjnego, a także mediów i opinii publicznej taka zobiektywizowana miara będzie cennym źródłem informacji o koniunkturze na rynku auto-moto w Polsce, powiedział Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

– Celem naszego wspólnego projektu było stworzenie indeksu i wprowadzenie go na rynek jako jednego z indeksów gospodarczych. Dane, które gromadzimy od ponad 20 lat, pozwalają na rzetelne badanie istniejących trendów i szukanie powiązań pomiędzy wskaźnikami opracowanymi dla rynku motoryzacyjnego a gospodarką. Ich znajomość może ułatwić podmiotom działającym na rynku podejmowanie decyzji dotyczących przyszłego rozwoju,powiedział Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

– Indeks jest pierwszym sektorowym wskaźnikiem zmian cen opartym na pełnych statystycznych, a nie częściowych lub ankietowych danych, przez co charakteryzuje się nieporównywalną precyzją w kwestii transparentności i pewności źródeł danych. To prawdziwy barometr bieżącego stanu branży motoryzacyjnej – dodaje Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Consulting.

Spółka SYGNITY podpisała z PFRON umowę znaczącą dla systemu SODiR

30 czerwca Sygnity zawarło umowę znaczącą z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), której wartość nie przekroczy maksymalnej kwoty 52,89 mln PLN. Umowa obowiązuje do 20 grudnia 2018 roku.

Przedmiotem umowy jest przeniesienie autorskich praw majątkowych do Systemu SODiR służącego obsłudze dofinansowania i refundacji oraz wydanie PFRON aktualnych kodów źródłowych, świadczenie usług opracowania i przekazania dokumentacji systemu, jego modyfikacji oraz utrzymania.

Janusz R. Guy, prezes zarządu Sygnity S.A.
Janusz R. Guy, prezes zarządu Sygnity S.A.

Rynek publiczny ewoluuje i otwiera się na nowy model współpracy z partnerami komercyjnymi. Klienci świadomi potrzeby zmiany inwestują w zaawansowane rozwiązania informatyczne i oczekują od partnerów dodatkowych usług, praw do zakupionego rozwiązania oraz współdziałania na wszystkich etapach wdrożenia. To podejście zmienia dotychczasowe zasady współpracy, wymaga otwartego i partnerskiego podejścia. Sygnity, dzięki głębokiej wiedzy i doświadczeniu doskonale to rozumie. Jesteśmy dla swoich klientów doradcą i przewodnikiem wspierającym ich na każdym etapie procesu – od analizy biznesowej, poprzez wdrożenie, kończąc na serwisie – komentuje Janusz R. Guy, Prezes Zarządu Sygnity S.A.

Umowa pomiędzy Sygnity a PFRON jest przykładem właściwie rozumianego partnerstwa pomiędzy klientem z sektora publicznego a komercyjnym wykonawcą. PFRON zyskuje pełną kontrolę nad systemem, poczucie bezpieczeństwa ciągłości działań związanych z wymogami prawa i dostęp do know-how. Sygnity zyskuje kontynuację współpracy w istotnym biznesowo obszarze, a model współpracy wypracowany dzięki temu projektowi może zastosować u innych klientów rynku publicznego.

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Polski eksport ciągle rośnie w stosunku do ubiegłego roku

Na podstawie analizy opublikowanych danych o stanie gospodarki w maju oraz zapotrzebowania na usługi Korporacji w zakresie ochrony transakcji eksportowych szacujemy, że w maju eksport z Polski wyniósł 14,037 mld euro. Był więc o 3,1% mniejszy niż w kwietniu i jednocześnie o 8,6% większy niż w maju 2014 r. Liczony w złotych eksport wyniósł 57,301 mld tj. o 1,8% mniej niż w kwietniu i równocześnie o 6,1% więcej niż przed dwunastoma miesiącami.

Majowy spadek obrotów jest zjawiskiem typowym. Po słabszym początku roku i marcu przynoszącym zazwyczaj silne odreagowanie w górę, sprzedaż kolejno w kwietniu i maju ulega ograniczeniu. Szczyt zaopatrzenia okołoświątecznego mamy już za sobą i handel w kolejnych dwóch miesiącach zbywa raczej wcześniej nagromadzone zapasy. Również w przypadku przedsiębiorstw dopasowywanie stanów magazynowych do portfela zamówień na okres wiosny i lata przypada raczej na marzec, w kolejnych zaś miesiącach – w miarę zbliżania się okresu wakacyjnego – intensywność zakupów ulega ograniczeniu. Korekta majowa okazała się najprawdopodobniej zbliżona do notowanej przed rokiem. Wskazują na to wyniki przemysłu i dane o obrotach handlu hurtowego. W konsekwencji roczna dynamika eksportu mogła okazać się jedynie minimalnie niższa od notowanej w kwietniu (w miejsce 8,7% pojawi się w statystykach 8,6%).

Wyniki eksportu z pierwszych czterech miesięcy roku bieżącego, systematycznie okazywały się lepsze od oczekiwanych. Według statystyk Narodowego Banku Polskiego eksport w okresie I – IV 2015 wyniósł 56.954 mln euro, okazując się o 9,6% większym niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Uwagę zwraca wciąż wyższy niż w ostatnich latach stosunek eksportu do produkcji sprzedanej przemysłu. Ma on miejsce w sytuacji wciąż wątłego wzrostu gospodarczego u naszych najważniejszych partnerów z Unii oraz głębokiego regresu sprzedaży na rynki krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Wciąż sprzyja nam wzrost wyceny dolara wobec euro na światowych rynkach. Słabnące euro poprawiło bowiem pozycję konkurencyjną wielu wytwórców z Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem tamtejszej produkcji eksportowej, zwiększył się popyt na dostawy dóbr zaopatrzeniowych realizowanych z Polski. W tym samym czasie nasze dobra zaopatrzeniowe i konsumpcyjne istotnie zyskały na konkurencyjności w stosunku do sprowadzanych z dalekiego wschodu – zwłaszcza z Chin.

Korporacja oczekuje, że w okresie V – VII 2015 r. eksport okaże się większy niż przed rokiem o 10,7% w euro, a w wymiarze złotowym o 10,0%. Aktualne szacunki potencjału gospodarczego polskich wytwórców oraz zmian w popycie na nasze towary w roku 2015 pozwalają oczekiwać wzrostu eksportu do kwoty 176,6 mld euro, co stanowić będzie wynik o 12,2% wyższy niż w roku 2014. W ujęciu złotowym eksport w roku bieżącym powinien zamknąć się kwotą 727,6 mld, co odpowiadać będzie wzrostowi o 10,4% w stosunku do wyników wypracowanych w roku 2014. Dalsze zwiększenie dynamiki eksportu opierać się będzie na postępującej poprawie koniunktury na rynku europejskim oraz w drugiej połowie roku na długo oczekiwanej normalizacji sytuacji u naszych wschodnich partnerów. Wspomniane czynniki jeszcze silniej oddziaływać będą w roku 2016 – ich wpływ będzie bowiem widoczny w statystykach wszystkich miesięcy. W związku z tym dynamika eksportu, mimo wyjątkowo wysokiej bazy z roku 2015, wciąż pozostawać będzie wysoka na poziomie 10,2% w statystykach prowadzonych w euro. Oznaczać to będzie wypracowanie sprzedaży zagranicznej sięgającej 194,6 mld euro. W statystykach złotowych eksport w roku 2016 prognozowany jest na 778,5 mld, co oznaczać będzie wynik o 7,0% wyższy niż w roku 2015.

Prognozy Korporacji dotyczące wyników eksportu w latach  2015 – 2016 wskazujące na wzrost eksportu ogółem odpowiednio o 12,2% i 10,2% są wynikiem następujących prognozowanych zmian wolumenu eksportu na podstawowych dla naszej gospodarki rynkach:

Niemcy – wzrost eksportu o 13,9% i 9,4%
Pozostałe kraje strefy euro o 13,0% i 9,1%
Pozostałe kraje UE o 13,9% i 9,5%
Pozostałe kraje rozwinięte o 12,9% i 7,6%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej spadek o -15,8% i wzrost o 13,0%
Kraje rozwijające się o 23,0% i 18,0%

7,97 zł za godzinę – na tyle wycenia się pracownika ochrony w Łodzi

Znowelizowana ustawa Prawo zamówień publicznych miała skutecznie naprawić bardzo istotną część polskiego rynku pracy. Cele był jasne: stabilizacja zatrudnienia, zwiększenie bezpieczeństwa pracowników oraz wybór najkorzystniejszej – a nie najtańszej oferty. Niestety – mimo tego, że sytuacja na rynku zamówień publicznych uległa poprawie, nadal nie brakuje przetargów niosących znamiona patologii. Sposób wyboru Wykonawcy, który będzie odpowiadał za ochronę obiektów Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi pokazuje, że wiele decyzji Zamawiających nie wypełnia intencji Ustawodawcy oraz postulatów przedsiębiorców i związków zawodowych.

Niejednokrotnie zwracali oni uwagę na absolutną konieczność kształtowania budżetów w taki sposób, by w pełni uwzględniały koszty pracy – zwłaszcza, że od 1 stycznia 2016 roku obowiązkową składką ZUS zostaną objęte umowy zlecenia. Jak więc wytłumaczyć, że w przetargach publicznych akceptuje się stawkę ustaloną znacznie poniżej płacy minimalnej wynoszącej 13 złotych za roboczogodzinę i nie stosuje się klauzul społecznych gwarantujących zatrudnienie pracowników na etacie?

W przytoczonym przypadku Zamawiający – Wojewoda Łódzki – zdecydował się na podpisanie umowy z podmiotem, który ochronę obiektów Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi oraz konwojowania przesyłek wycenił – w przeliczeniu na roboczogodzinę zatrudnionego pracownika – na 7,97 złotych. To skandalicznie niska cena biorąc pod uwagę, że płaca minimalna osoby zatrudnionej na umowę o pracę wynosi około 13 złotych za roboczogodzinę, a w 2016 roku wzrośnie do niemal 14 zł. Nie ma to zatem nic wspólnego z intencją Ustawodawcy, który dokonując nowelizacji Ustawy Pzp oraz wprowadzając obowiązkową składkę ZUS we wszystkich umowach cywilnoprawnych, dążył do zwiększenia bezpieczeństwa pracowników – zapewnienia im lepszych warunków pracy oraz pewniejszych etatów.

Tymczasem w zaproponowanej w przetargu cenie Wykonawca musiał zawrzeć nie tylko koszt wynagrodzenia, ale również wydatki m.in. na: wyposażenie, umundurowanie oraz zapewnienie działania minimum dwóch grup interwencyjnych. Co więcej, Zamawiający zastrzegł w SIWZ, że zamówienie może być realizowane tylko przez podmiot, który zagwarantuje pracowników posiadających poświadczenia bezpieczeństwa uprawniające do przetwarzania informacji niejawnych o klauzuli „poufne”, a dodatkowo dwóch pracowników kwalifikowanych (szef ochrony i zastępca szefa ochrony) oraz czterech pracowników kwalifikowanych z uprawnieniami do posiadania broni (odrębne wymogi zostały postawione wobec konwojentów). Nietrudno przewidzieć, że wynagrodzenia osób posiadających dodatkowe umiejętności i doświadczenie są zdecydowanie wyższe, a ich wartość istotnie odbiega od warunków, jakie zostały zaproponowane w przetargu.

Zamawiający nie zawarł w SIWZ wymogu zatrudnienia pracowników na umowę o pracę, choć z treści Specyfikacji i opisu przedmiotu zamówienia wynika jednoznacznie, że czynności realizowane przez pracowników ochrony nosić będą znamiona stosunku pracy.Świadczy o tym m.in.: wymóg nadzoru nad wykonywanymi przez pracowników zadaniami przez przedstawiciela Wykonawcy (szefa ochrony), czy choćby zapisy §8 umowy – dotyczące dyscypliny pracy (charakterystyczne dla stosunku pracy i szczegółowo opisane w Kodeksie pracy).

To jeszcze bardziej uwypukla ułomność zasad przetargu zaproponowanego przez Wojewodę Łódzkiego.

Konfederacja LEWIATAN, rynkowi eksperci oraz przedstawiciele związków zawodowych i pracodawców wielokrotnie zwracali uwagę na konieczność zwalczania patologii na rynku zamówień publicznych. Wszystkie instytucje w szczególności podkreślały problem wyboru przez instytucje państwowe ofert ze stawkami o rażąco niskiej cenie. Nie można w jakikolwiek sposób racjonalnie uzasadnić praktyki, w której Zamawiający akceptuje stawkę godzinową o ponad 5 złotych niższą niż płaca minimalna – co daje każdemu pracownikowi o ponad 800 zł brutto mniej w skali miesiąca. Zwłaszcza, że na stanowiskach zostaną zatrudnione osoby posiadające dodaktowe kwalifikacje, wiedzę i umiejętności. Ustawodawca wyraźnie wskazał swoje zalecenia – absolutną konieczność uwzględnienia – zarówno w nowych, jak i istniejących już umowach, pełnych kosztów pracy. Niestety, przykład Wojewody Łódzkiego pokazuje, że nadal wielu Zamawiających nie respektuje tych zaleceń i w ten sposób szkodzi wszystkim uczestnikom rynku – w szczególności pracownikom” – komentuje Marek Kowalski, Przewodniczący Rady Zamówień Publicznych przy Konfederacji Lewiatan.

Usługi ochrony stanowią istotny element zamówień zarówno w sferze publicznej, jak i na rzecz sektora prywatnego. Wojsko Polskie, Policja czy samorządy korzystają w swoich obiektach z usług zewnętrznych i certyfikowanych firm. Wieloletnie kontrakty pozwalają m.in. na właściwe zabezpieczenie nieruchomości i ruchomości przez profesjonalnie przygotowane służby. Na outsourcing usług zapewniających czystość, a tym samym także bezpieczeństwo obiektów, bardzo często decydują się z kolei szpitale czy galerie handlowe i supermarkety.

Wszystkie nowe przetargi powinny zatem uwzględniać właściwie skalkulowane stawki za roboczogodzinę, a w przypadkach uzasadnionych także klauzule społeczne, które gwarantują pracownikom zatrudnienie na etacie. Z kolei w odniesieniu do kontraktów w toku instytucje publiczne czy samorządowe, a także uczestnicy sektora prywatnego powinni przeprowadzić przegląd budżetów na usługi oraz rozpocząć negocjacje z Wykonawcami, by zabezpieczyć pracowników – szczególnie tych najmniej zarabiających – przed ewentualną utratą pracy, zepchnięciem do szarej strefy i tym samym wykluczeniem społecznym.

Renegocjacje budżetów przewiduje art. 142 ust. 5 znowelizowanej ustawy Prawo zamówień publicznych. Intencją Ustawodawcy było zabezpieczenie usługodawcy – w tym także pracowników – w przypadku nieprzewidzianych zmian w prawie. Zmiany zasady podlegania ubezpieczeniom społecznym czy wysokości płacy minimalnej – które wejdą w życie od 2016 roku – zobowiązują do waloryzacji trwających kontraktów długoterminowych.

Jedynym sposobem na zabezpieczenie interesu każdej ze stron jest jak najszybsza waloryzacja długoterminowych kontraktów – jeszcze przed końcem 2015 roku.

Warto podkreślić, że Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – wraz z OPZZ i Konfederacją LEWIATAN zwróciły się z apelem do organów administracji o stosowanie klauzul społecznych w przetargach publicznych w zakresie usług dla administracji oraz o odejście od kryterium najniższej ceny w wyborze najkorzystniejszej oferty. Konfederacja LEWIATAN opracowała także zestaw dobrych praktyk i wzorcowych dokumentów, które pozwolą właściwie wypełnić intencje ustawodawcy w tym zakresie.

 

Złota passa polskich gier mobilnych trwa

Po międzynarodowym sukcesie Bouncing Ball game-developerzy ze studia Cloud Technologies poszli za ciosem i stworzyli grę Arrow. Już teraz jest ona numerem 1. na rynku w USA. Tamtejsi gracze pobierają ją chętniej niż takie hity jak Jurassic World czy Fallout. Koszty produkcji gry zwróciły się w dwa dni.

Gigant z Cupertino wyróżnił polską grę mobilną tytułem „polecane przez Apple”, zarezerwowanym dla najlepszych produkcji w App Store. To drugi z rzędu tytuł i sukces warszawskich programistów.

Nowy, odświeżony, polski snejk. Tak w skrócie można opisać Arrow, najnowszą grę mobilną firmowaną przez Cloud Technologies. Arrow to przykład zręcznościówki i nowej interpretacji klasyka doskonale znanego graczom mobilnym. Głównym bohaterem gry jest tytułowa strzałka, której pomagamy pokonywać zawiły labirynt. Gra rozchodzi się jak świeże bułeczki zwłaszcza na rynku amerykańskim, gdzie według badań eMarketera w gry mobilne gra co drugi posiadacz smartfona.

Postawiliśmy na maksymalnie uproszczony gameplay. Do obsługi gry Arrow wystarczy jeden palec. Dotykając nim ekranu skręcamy strzałką w lewo, zaś puszczając palec strzałka sama odbija w drugą stronę – tłumaczy zasady gry Maciej Weiss, game-developer w Cloud Technologies – Zadaniem gracza jest przeprowadzenie strzałki przez labirynt i zebranie jak największej liczby kryształków po drodze. Każdy zebrany kryształ podczepia się do strzałki i ją wydłuża, tworząc ciągnący się za nią ogon. Część z kryształów rozmieszczonych na planszy to diamenty, które gracze mogą później wymienić na modyfikację wyglądu strzałki, np. zastąpić ją głową węża, żyrafy czy kaczki – dodaje Maciej Weiss.

Polskie gry w milionach

Arrow to druga z kolei produkcja ze stajni Cloud Technologies, warszawskiej spółki zajmującej się analityką danych i największą platformą Big Data w tej części Europy. Pierwszą grą była Bouncing Ball, która również okazała się międzynarodowym hitem. W nieco ponad dwa miesiące po premierze pobrano ją jak dotąd blisko 5 mln razy. Jednak twórcy Arrow spodziewają się, że nowa gra przebije popularnością i liczbą pobrań swoją poprzedniczkę. Od momentu swojej premiery Arrow notuje większą liczbę pobrań niż jej starsza siostra w analogicznym okresie.

Cloud Technologies tworzy gry w modelu freemium. Gracze mogą je pobierać ze sklepów iOS oraz Android zupełnie za darmo. Produkcje zarabiają na siebie poprzez dodatkowo płatne pakiety (In-App Purchase) rozbudowujące rozgrywkę oraz dyskretne, spersonalizowane reklamy, wyświetlane użytkownikom poza obszarem rozgrywki i nie przeszkadzające w grze. Można je wyłączyć uiszczając drobną opłatę.

– W skład naszego studia developerskiego wchodzi raptem kilka osób, jednak pomysłowością i efektywnością dorównują spokojnie nawet stuosobowym teamom game-developerów. Wyniki pobrań mówią zresztą same za siebie: jesteśmy numerem 1. w USA i wyprzedzamy tak markowe produkcje, jak Jurassic World czy Fallout. Koszty produkcji naszej gry zwróciły nam się już w dwa dni – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Boom na polskie produkcje

W ostatnim czasie mamy do czynienia z prawdziwym boomem gamingowym, w którym główne role odgrywają właśnie polscy twórcy gier. Wystarczy wspomnieć o gigantycznym sukcesie studia CD Projekt i Wiedźmina na konsolach nowej generacji oraz pecetach, czy świetnych wynikach Vivid Games na komórki.

– Cieszymy się, że powoli również i nas zalicza się do grona game-developerów, na których gry czeka się z wypiekami na twarzy i które rozchodzą się w mgnieniu oka. Dziękujemy graczom za zaufanie – mówi Piotr Prajsnar.

Produkcja gier na smartfony to element szerszego filaru strategii biznesowej Cloud Technologies, jakim jest rozwijanie analityki danych wytwarzanych przez urządzenia mobilne. Spółka chce wykorzystać fakt, że smartfony z roku na rok zwiększają swój udział w globalnym rynku danych. To posunięcie ma pomóc spółce w szybszej globalizacji oraz pozwolić na dywersyfikację źródeł przychodów.

– Dziennie użytkownicy smartfonów generują już około 5,2 PB (Petabajtów) danych, a szczególnie aktywni są właśnie gracze. Stąd też wziął się pomysł, aby ożenić ze sobą analitykę Big Data oraz gry mobilne. Rynek mobilny stanie się kluczowym obszarem analityki danych już w ciągu kilku najbliższych lat, wyprzedzając nawet desktopową analitykę danych – tłumaczy prezes Cloud Technologies – Przygotowujemy się na ten moment. Dlatego działalność w sektorze analityki danych mobilnych traktujemy jako strategiczną z punktu widzenia rozwoju naszej spółki – dodaje Piotr Prajsnar.

Według analiz Newzoo ten rok będzie przełomowym momentem w historii rynku gier mobilnych. Do końca roku wygeneruje on około 30,3 mld USD przychodów. To o ponad 5 mld USD więcej niż w ubiegłym roku. Oznacza to, że produkcje mobilne wyprzedzą nawet rynek gier konsolowych, w przypadku którego tegoroczne przychody szacowane są na poziomie 26,5 mld USD. W ten sposób gry mobilne staną się najbardziej dochodowym segmentem rynku gamingowego na świecie.

Używane mieszkania z dopłatą – jakie będą limity cen?

TAURON i Enea chcą wspólnie rozwijać moce odnawialne

Polacy wysyłają coraz mniej SMS-ów

Z raportu o stanie rynku telekomunikacyjnego w 2014 roku przedstawionego przez Urząd Komunikacji Elektronicznej wynika, że Polacy w ubiegłym roku wysłali 51,9 mld SMS-ów, czyli 0,6% mniej, niż rok wcześniej. Mniejsza liczba wysłanych wiadomości tekstowych  dotyczy przede wszystkim ruchu SMS-ów między użytkownikami smartfonów, którzy coraz częściej korzystają z komunikatorów internetowych. W dalszym ciągu jednak rośnie ruch wiadomości SMS generowanych przez systemy informatyczne (np. systemy bankowe, systemy zakupowe) i urządzenia.

Liczba wysłanych wiadomości SMS w polskich sieciach komórkowych od 2012 roku zachowuje tendencję spadkową. W ubiegłym roku Polacy wysłali 51, 9 wiadomości tekstowych co oznacza, że na jednego mieszkańca przypadło średnio 1349 wiadomości rocznie. W porównaniu z 2013 rokiem każdy z nich wysłał średnio 6 SMS-ów mniej.  Mniejsza liczba wysłanych wiadomości tekstowych przełożyła się na spadek przychodów polskich operatorów telekomunikacyjnych ze świadczenia usług SMS o 16,1% względem roku 2013. Spośród  czterech   dominujących   operatorów   największy – przekraczający 30%, udział w   przychodach z wysyłania  wiadomości  SMS  posiadał  Orange,  natomiast najmniejszy – T-Mobile Polska.

Raport UKE wskazuje zwiększającą się każdego roku łączną liczbę wysłanych wiadomości SMS w roamingu międzynarodowym. W 2014 r. zostało wysłanych około 570 milionów wiadomości tekstowych, wobec 539 milionów SMS-ów w poprzednim roku. Znaczący wzrost liczby wysłanych wiadomości ma związek z obniżeniem w 2014 roku stawek roamingowych za usługi telekomunikacyjne w Unii Europejskiej. Wzrost liczby wysłanych SMS-ów w roamingu nie przyniósł jednak wzrostu przychodów z tej usługi, które w trzecim kwartale 2014 roku osiągnęły wartość 8,9 mln EUR i dla porównania były o 4,9 mln EUR niższe, niż w trzecim kwartale 2011 roku.

Spadek przychodów z SMS-ów w roamingu rekompensuje operatorom m.in. coraz szybciej rosnący ruch wiadomości tekstowych w obszarze komunikacji marketingowej. Według szacunków firmy Infobip wartość tego rynku w Polsce w 2014 roku wyniosła ponad 75 mln złotych.

Raport Urzędu Komunikacji Elektronicznej wyraźnie wskazuje na rosnącą popularność nowoczesnych narzędzi komunikacji opartych o media społecznościowe. Coraz częściej rolę krótkich wiadomości tekstowych przejmują aplikacje oraz komunikatory, takie jak Facebook Messneger, WhatsUp, Snapchat oraz Skype dostępne m.in. na smartfonach i tabletach, których sprzedaż w Polsce rośnie bardzo szybko. Warto jednak zwrócić uwagę na rosnącą liczbę SMS-ów generowanych w modelu A2P, czyli wiadomości wysyłanych poprzez systemy informatyczne. Duży ruch wiadomości SMS napędzają np. systemy bankowe czy też systemy zakupowe. Liczba SMS-ów wysyłanych przez przedsiębiorstwa będzie rosnąć. Spodziewam się, że rynek SMS-ów marketingowych będzie w dalszym ciągu rósł, ponieważ wiadomości tekstowe w marketingu to wciąż najlepsze narzędzie dotarcia do klienta: skuteczne, nie liczone jako spam, dobrze widziane przez odbiorców. Zakładamy, że liczba SMS-ów między ludźmi będzie maleć, natomiast wiadomości od firm i instytucji – rosnąć.” – powiedział Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

Z danych firmy analitycznej Analysys Mason wynika, że Polska znalazła się drugi rok z rzędu powyżej średniej dla wybranych państw Unii Europejskiej. Przeciętny użytkownik w kraju wysłał 918 wiadomości, wobec średniej unijnej – 845. Więcej SMS-ów od Polaków w Unii Europejskiej wysyłają jedynie Francuzi, Belgowie, Portugalczycy, Irlandczycy, Duńczycy i Słoweńcy. Najmniejszą popularnością wiadomości tekstowe cieszą się w Bułgarii (106), Holandii (207) oraz w Niemczech (220).

Urząd Komunikacji Elektronicznej w swoim raporcie wskazuje na systematyczny wzrost liczby wysłanych wiadomości MMS. W 2014 r. użytkownicy sieci mobilnych wysłali łącznie ponad 527 mln MMS, tj. o 82 mln więcej niż w roku poprzednim. Na statycznego mieszkańca kraju w 2014 r. przypadło 14 wiadomości MMS, czyli o 2 więcej niż w roku 2013. Oznacza to wzrost rok do roku o 18,4%.

Pełna treść raportu UKE –  https://www.uke.gov.pl/files/?id_plik=20069

 

Komentarz Jakuba Makurata: Jak zabezpieczyć się przed zmiennością kursów walut?

Większość polskich eksporterów i importerów boryka się z problemem ryzyka
kursowego. Istnieją jednak sposoby zabezpieczenia się przed niekorzystnymi
warunkami panującymi na rynku, które mają wpływ na Twoje przedsiębiorstwo. Od 
czego zacząć? Najlepiej od dokładnego zrozumienia z jakimi wyzwaniami mamy do czynienia.

Przez ostatnie lata na rynkach walutowych panował względny spokój, a wahania były nieznaczne. Jednak sytuacja na szwajcarskim franku oraz grecki kryzys pokazał wszystkim prowadzącym biznes na zagranicznych rynkach, jak ważne jest odpowiednie zarządzanie ryzykiem kursowym. Wpływ na zmieniający się kurs waluty ma kilka czynników, m.in. wydarzenia ekonomiczne i polityczne, które dzieją się na naszych oczach.

Szczególnie narażone na ryzyko kursowe są przedsiębiorstwa, które handlują walutami gospodarek wschodzących (które najczęściej doświadczają zawirowań) oraz odległych, egzotycznych dla nas krajów. To właśnie na tych parach walutowych spread, czyli różnica pomiędzy kursem kupna i sprzedaży, jest często największy. Dodatkowo, firmy często muszą ponosić dodatkowe koszty związane z przeprowadzeniem samej transakcji.

Ponieważ wiele instytucji finansowych nie oferuje możliwości przeprowadzania transakcji walutowych w lokalnej walucie, przedsiębiorcy często używają do rozliczeń dolara, co oczywiście generuje dodatkowe koszty dla ich kontrahenta. Chcąc zabezpieczyć swoją marżę, kontrahent często podnosi koszt towaru. Bardzo dobrym przykładem takiej sytuacji są Chiny, które według danych GUS są jednym z najważniejszych partnerów handlowych polskich przedsiębiorców, szczególnie w kontekście importu. A tam, coraz popularniejsze stają się rozliczenia w lokalnej walucie – chińskim yuanie. Wiele firm trafia jednak na barierę związaną z wymianą waluty i finalnie wybiera transakcje w amerykańskim dolarze, tracąc tym samym na wymianie. Także znajomość lokalnego systemu rozliczeniowego często znajduje swoje odzwierciedlenie w portfelu przedsiębiorcy.

Ryzyko kursowe można jednak bardzo skutecznie zminimalizować poprzez stosowanie dedykowanych narzędzi np. użycie kontaktu forward – czyli sprzedaż waluty konkretnego dnia w przyszłości, po ustalonym z góry kursie. Każda z takich umów pozwala na uzgodnienie raty kursu wymiany nawet do trzech lat w przód. Transakcja ta oferuje również stabilną formę handlu i pozwala ominąć ryzyko związane z negatywnymi trendami na rynkach. Kontrakt forward często pozwala firmom także wynegocjować bardziej korzystny kurs, a także uzgodnić lepsze ceny za towary które muszą sprowadzić.

Narzędzi jest jednak wiele, podobnie jak sposobów ich wykorzystania, a przedsiębiorstwom brakuje często czasu i możliwości na opracowanie oraz wdrażanie strategii. Kluczowym aspektem staje się więc dobór odpowiednich – profesjonalnych i doświadczonych – partnerów w tym obszarze. Po głębokiej i rzetelnej ekspertyzie są w stanie nie tylko poznać potrzeby eksporterów i importerów, ale także bardzo precyzyjnie na nie odpowiedzieć. Specjaliści, którzy posiadają wiedzę oraz doświadczenie, potrafią ocenić ryzyko teraz i w przyszłości oraz zaproponować odpowiednią strategię zarządzania ryzykiem walutowym. Co więcej, w przypadku przelewów zagranicznych dobry usługodawca jest w stanie dokonać transferu poprzez sieć pośredniczących banków tak, aby pieniądze dotarły na czas i bez dodatkowych opłat transakcyjnych. Warto dodać, że bez względu na wykonywane transakcje, na pierwszym miejscu powinno być zawsze bezpieczeństwo kapitału. Po czym poznać partnera godnego zaufania? Przede wszystkim powinien być poddany nadzorowi odpowiednich urzędów, takich jak Komisja Nadzoru Finansowego bądź jej zagraniczne odpowiedniki, a dane firmy muszą pozostać poufne.

Obserwujemy, że w Polsce coraz więcej importerów i eksporterów przywiązuje dużą wagę do efektywnego zarządzania ryzykiem kursowym. To bardzo pozytywny trend – ci przedsiębiorcy, którzy będą sprawnie i profesjonalnie zarządzać ryzykiem kursowym z pewnością odniosą korzyści finansowe oraz znaczącą przewagę nad konkurentami oraz pozostałymi uczestnikami rynku.

Eksperci PZWLP komentują przepisy umożliwiające odliczanie 50% VAT od paliwa

Od 1 lipca przedsiębiorcy w Polsce zyskali długo oczekiwaną możliwość odliczania podatku VAT od paliwa zakupionego do aut służbowych. Pomimo, że odliczeniu podlega tylko 50% należnego podatku, to oszczędności w kosztach użytkowania floty, jakie dzięki takiemu rozwiązaniu zyskają firmy, będą znaczące. Ich wielkość będzie uzależniona od spalania samochodu i w przypadku dużych flot pojazdów może wynosić nawet od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych rocznie. Zgodnie z kalkulacjami ekspertów PZWLP, w przypadku typowych aut miejskich, zużywających zazwyczaj stosunkowo małe ilości paliwa, przedsiębiorca zaoszczędzi w skali roku na eksploatacji tylko jednego tego typu samochodu ponad 500 zł. Użytkując natomiast bardzo popularne w polskich flotach samochody klasy kompakt (segment C), wyposażone w najczęściej spotykane w ich przypadku wersje silnikowe, firmy zaoszczędzą ponad 630 zł rocznie w stosunku do jednego samochodu.

Możliwość odliczania przez przedsiębiorców 50% podatku VAT od paliwa, nabywanego do użytkowanych przez nich aut służbowych, została zapisana w obowiązującej od 1 kwietnia 2014 ustawie o VAT. Zgodnie z przepisami przejściowymi do tej ustawy, wprowadzony został jednak zakaz odliczania przez przedsiębiorców podatku od paliw silnikowych (benzyny, oleju napędowego i gazu) do dnia 1 lipca 2015r. Zakaz ten dotyczył firm wykorzystujących samochody służbowe w celach mieszanych tj. nie tylko w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą, ale również do celów prywatnych. W praktyce oznaczało to, że większość firm w Polsce nie posiadała prawa do odliczania podatku VAT od paliw. Obecnie auta służbowe w naszym kraju są bowiem coraz częściej traktowane nie tylko jako narzędzie pracy, ale również jako element dodatkowego, motywacyjnego wynagrodzenia dla pracownika. W związku z tym, pracodawcy bardzo często udostępniają auta firmowe zatrudnionym osobom także do użytku po godzinach pracy.

1 lipca 2015r., po wejściu w życie nowych przepisów, prawo do odliczenia połowy naliczonego podatku VAT od paliwa przysługuje każdemu przedsiębiorcy i firmie, która wykorzystuje  samochody służbowe zarówno do celów związanych z działalnością gospodarczą, jak i do celów prywatnych.

Od 1 lipca 2015 r., w odniesieniu do odliczenia VAT związanego z zakupem paliwa do pojazdów samochodowych, jest stosowana zasada ogólna z art. 86a ustawy o VAT, zgodnie z którą przedsiębiorcom przysługuje prawo do odliczenia 50% kwoty podatku naliczonego z tytułu zakupu towarów i usług, dotyczących pojazdów samochodowych, w tym paliw silnikowych, oleju napędowego i gazu, wykorzystywanych do napędu tych pojazdów – wyjaśnia Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska Fleet Management. – Nieodliczona kwota podatku VAT będzie stanowiła koszt uzyskania przychodów dla celów PIT i CIT, na zasadach ogólnych. Możliwość odliczenia VAT od paliwa nie wiąże się dla przedsiębiorców z żadnymi dodatkowymi czynnościami formalnymi, czy administracyjnymi np. składaniem oświadczeń lub wniosków urzędowych. Podstawą do odliczenia będą faktury VAT dokumentujące zakup paliwa.

Znaczące oszczędności w kosztach eksploatacji aut służbowych

Nowe przepisy oznaczają dla firm i przedsiębiorców użytkujących w naszym kraju floty znaczące oszczędności. Za każdy litr paliwa do samochodu firmowego przedsiębiorcy zapłacą o ok. 50 groszy mniej niż dotychczas. Co to oznacza w praktyce, w momencie gdy obniżone dzięki odliczeniu VAT koszty paliwa, zostaną zestawione z konkretnymi samochodami użytkowanymi w polskich flotach?

Eksperci PZWLP przygotowali przykładową kalkulację w tym zakresie, uwzględniającą popularne w Polsce auta służbowe, napędzane silnikami diesla o najczęściej spotykanej dla tych modeli mocy i pojemności jednostki napędowej oraz wielkości spalania. Dla celów kalkulacji przyjęta została cena 1 litra ON na poziomie 5zł (brutto) oraz roczny przebieg pokonywany przez auta, wynoszący 30 tys. km. Z przeprowadzonych w ten sposób analiz PZWLP wynika, że w  przypadku niewielkich aut miejskich z segmentu B, z 75-konnym silnikiem dieslowskim o pojemności 1,5l, firmy zaoszczędzą w ciągu roku na kosztach paliwa tylko dla 1 takiego samochodu ponad 500 zł. Paliwo do najpopularniejszych w Polsce aut użytkowanych przez firmy, czyli samochodów klasy kompakt (segment C), będzie według przyjętych przez PZWLP założeń kosztować rocznie ponad 630 zł mniej.

Oszczędności w kosztach ponoszonych przez firmy na paliwo w stosunku do pojedynczego samochodu będą rosły proporcjonalnie w stosunku do wielkości spalania konkretnego pojazdu. Należy przy tym pamiętać, że ilość spalanego przez auto  paliwa jest uzależniona od bardzo wielu czynników, związanych nie tylko z parametrami technicznymi samochodu, czyli np. mocą i rozwiązaniami technologicznymi zastosowanymi w silniku, ale również od stylu jazdy kierowcy, tras na jakich jest użytkowany pojazd (np. ruch w mieście lub poza miastem), czy też od warunków atmosferycznych.

Tabela. Kalkulacja wysokości możliwego do odliczenia podatku VAT od paliwa na przykładzie wybranych aut , wyposażonych w popularne w polskich flotach wersje silnikowe

Kalkulacja wysokości możliwego do odliczenia podatku VAT od paliwa na przykładzie wybranych aut , wyposażonych w popularne w polskich flotach wersje silnikowe
* Wielkość spalania dla trybu mieszanego (ruch w mieście i poza miastem).
** Koszt 1 litra ON 5zł brutto, przebieg roczny 30 tys. km.

Zmniejszanie w Polsce obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorców, związanych z samochodami służbowymi  to jeden z ważniejszych czynników stabilnego rozwoju branży flotowej – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Dzięki możliwości odliczania podatku VAT od zakupionego paliwa do aut osobowych i lekkich dostawczych, użytkowanych nie tylko na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej, ale także do celów prywatnych, każdy przedsiębiorca w Polsce będzie mógł w sposób zauważalny obniżyć koszty eksploatacji swoich samochodów służbowych. W przypadku dużych flot, składających się w Polsce
w niektórych przypadkach z kilkuset pojazdów, oszczędności w kosztach paliw będą sięgały nawet kilkuset tysięcy złotych rocznie.

Odliczanie VAT od paliwa przez firmy – jak było do tej pory?

Przez ostatnie blisko półtora roku, a więc od momentu wejścia w życie znowelizowanej ustawy o VAT 1 kwietnia 2014 r., firmy mogły odliczać 100% podatku VAT od paliwa, ale wyłącznie w bardzo restrykcyjnie określonych przypadkach.

Do 30 czerwca 2015 r. jedyną metodą na odliczenie VAT od zakupu paliw do samochodów osobowych było złożenie przez przedsiębiorcę w urzędzie skarbowym formularza VAT-26 i zadeklarowanie, że pojazd wykorzystywany jest wyłącznie dla celów działalności gospodarczej – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska Fleet Management. – Jednocześnie, obowiązkowe było prowadzenie dodatkowej i bardzo szczegółowej ewidencji przebiegu pojazdu dla celów VAT. Dla podatników wykorzystujących samochody osobowe wyłącznie dla celów działalności gospodarczej, utrata mocy dotychczas obowiązujących przepisów przejściowych, nakładających ograniczenia na firmy użytkujące auta w sposób mieszany, nie będzie miała wpływu na ich odliczenia podatku VAT od zakupu paliwa.

Możliwość odliczania 100% podatku VAT od paliwa istniała już do tej pory również w przypadku określonej w ustawie grupy samochodów specjalnych, o konstrukcji wykluczającej możliwość ich wykorzystania do celów innych niż służbowe. Są to na przykład pojazdy inne niż samochody osobowe, posiadające jeden rząd siedzeń, który jest oddzielony od części przeznaczonej do przewozu ładunków trwałą przegrodą czy ścianą. Ponadto do grupy tego typu pojazdów zaliczane są pojazdy inne niż samochody osobowe, posiadające kabinę kierowcy z jednym rzędem siedzeń i nadwozie przeznaczone do przewozu ładunków, jako konstrukcyjnie oddzielne elementy samochodu. Pełne odliczenie VAT przysługuje również w przypadku pojazdów specjalnych, np. koparek, ładowarek, czy spycharek.

Zachowania i preferencje wyborcze Polaków w czerwcu 2015

Gdyby wybory parlamentarne miały odbyć się w czerwcu, to wzięłoby w nich udział 64 proc. dorosłych Polaków. Najwięcej głosów otrzymałoby Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem (43 proc.) oraz Platforma Obywatelska (29 proc.) – wyniki czerwcowej fali badania* GfK na temat preferencji partyjnych Polaków.ZACHOWANIA I PREFERENCJE WYBORCZE POLAKÓW W CZERWCU 2015W porównaniu z majową falą badania notowania PiS+SP+PR wzrosły o 6,7 punktu proc. do 43,1 proc., a notowania PO spadły o 11,4 punktu proc. do 28,8 proc. Ponad progiem wyborczym znalazło się jeszcze ugrupowanie Pawła Kukiza (15,1 proc., pierwszy raz ujęte w badaniu).
Poza parlamentem znalazłyby się: Polskie Stronnictwo Ludowe (3,2 proc., spadek o -2,7 punktu proc.), Sojusz Lewicy Demokratycznej (2,6 proc., spadek o -0,7 punktu proc.), NowoczesnaPL Ryszarda Petru (2,1 proc., pierwszy raz ujęta w badaniu), Korwin (2 proc., spadek o 2,2 punktu proc.), Twój Ruch (0,3 proc., wynik bez zmian), Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (0,2 proc.), Ruch Narodowy z Unią Polityki Realnej (0,1 proc.), Partia Kobiet (0,1 proc.), Stronnictwo Demokratyczne (0,1 proc.).
Powyższy procentowy rozkład głosów uwzględnia także kategorię „inna partia”, na którą wskazało 2,2 proc. respondentów. Prezentowane wyniki preferencji wyborczych obliczono na podstawie połączonych dwóch kategorii respondentów, którzy zadeklarowali swój udział w wyborach – tych, którzy wskazali jakąś partię oraz tych, którzy jeszcze się wahają, na jakie ugrupowanie głosować (wynik imputowany**).

ZACHOWANIA I PREFERENCJE WYBORCZE POLAKÓW W CZERWCU 2015

Frekwencja

W czerwcu 64 proc. respondentów deklaruje, że wzięłoby udział w wyborach (28 proc. zdecydowanie tak; 36 proc. raczej tak). W wyborach nie wzięłoby udziału 30 proc. respondentów (22 proc. zdecydowanie nie; 8 proc. raczej nie). 6 proc. Polaków nie jest pewnych udziału w wyborach.

Wyborcy niezdecydowani

Wśród respondentów, którzy deklarują chęć udziału w wyborach, niemal 15 proc. jest niezdecydowanych, na którą partię głosować. W porównaniu z badaniem majowym odsetek wyborców wahających się spadł w czerwcu o 4 punkty proc.
W poniższej tabeli przedstawiono wyniki preferencji wyborczych Polaków, w których w podstawie procentowania uwzględniono odsetek respondentów niezdecydowanych (14,6 proc.). W takim ujęciu najwięcej głosów otrzymałyby PiS+SP+PR (34,3 proc.) oraz PO (21,4 proc.).
Do Sejmu weszłoby jeszcze ugrupowanie Pawła Kukiza (15,1 proc.), a pod progiem znalazłyby się: Polskie Stronnictwo Ludowe (2,1 proc.), NowoczesnaPL Ryszarda Petru (1,9 proc.), Sojusz Lewicy Demokratycznej (1,8 proc.), Korwin (1,5 proc.), Twój Ruch (0,3 proc.), Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (0,2 proc.), Ruch Narodowy z Unią Polityki Realnej (0,1 proc.), Partia Kobiet (0,1 proc.).
Preferencje wyborcze Polaków **  Czerwiec 2015​
​Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem ​34,3
Platforma Obywatelska ​21,4
​Ugrupowanie Pawła Kukiza ​15,1
​Polskie Stronnictwo Ludowe ​2,1
​NowoczesnaPL Ryszarda Petru ​1,9
​Sojusz Lewicy Demokratycznej ​1,8
​Korwin ​1,5
​Twój Ruch ​0,3
​Krajowa Partia Emerytów i Rencistów ​0,2
​Ruch Narodowy (z Unią Polityki Realnej) ​0,1
​Partia Kobiet ​0,1
​Nie wiem ​14,6
​Inna partia ​1,6
​Odmowa odpowiedzi ​5

Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych**

Prognozowany rozkład głosów wśród wyborców niezdecydowanych na podstawie imputacji pod względem cech społeczno-demograficznych​ ​
​Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem 45​
​Platforma Obywatelska ​37,7
​Polskie Stronnictwo Ludowe ​5,7
​Sojusz Lewicy Demokratycznej ​4,1
​Korwin ​2,6
​NowoczesnaPL Ryszarda Petru ​1
​Stronnictwo Demokratyczne ​0,6
​Inna ​3,3

 

Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych wskazuje, iż obecnie większość ich głosów otrzymałyby PiS+SP+PR (45 proc.) oraz PO (37,7 proc.). Polskie Stronnictwo Ludowe otrzymałoby 5,7 proc. głosów, Sojusz Lewicy Demokratycznej 4,1 proc., Korwin 2,6 proc., NowoczesnaPL Ryszarda Petru 1 proc., Stronnictwo Demokratyczne (0,6 proc.).


Dodatkowe informacje o badaniu
Badanie zachowań i preferencji wyborczych jest prowadzone przez instytut GfK Polonia od 2005 roku na potrzeby partii politycznych, organizacji społecznych, administracji publicznej i rządowej.* czerwcowa fala badania została przeprowadzona w dniach 11-14 czerwca 2015 r. metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów w ramach badania omnibus CAPI na podstawie reprezentatywnej imiennej próby pełnoletnich Polaków wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020.

** Rozkład głosów oddanych na partie dla osób niezdecydowanych, rejestrowany w pytaniu o preferowaną partię, został zaimputowany (odtworzony) za pomocą wielomianowego modelu regresji logistycznej, oszacowanego w oparciu o szczegółowe cechy społeczno-demograficzne badanego respondenta.
Przedziały ufności
Badanie preferencji wyborczych to estymacja przedziałowa, której wynikiem nie jest ocena punktowa, czyli konkretna wartość, ale pewien przedział, do którego z określonym prawdopodobieństwem (zwykle 95 proc.) należy szacowana wartość parametru (w tym przypadku głosowanie na konkretną partię). Podstawowym pojęciem estymacji przedziałowej jest przedział ufności. Prezentowane przedziały ufności zostały obliczone w oparciu o nieparametryczną metodę estymacji bootstrap uwzględniającą dwustopniowy schemat konstrukcji próby (w przypadku złożonych schematów losowania, a takie stosuje się w tym i podobnych badaniach typu face-to-face, klasyczne metody obliczania przedziałów ufności oparte na Centralnym Twierdzeniu Granicznym byłyby niepoprawne).
Ilość replikacji została ustalona na poziomie i=1000.

Przedziały ufności dla wyników preferencji partyjnych
Ugrupowania partyjne z możliwym wynikiem powyżej progu wyborczego (czerwiec 2015)​ ​ ​ ​
Partia Dolny kraniec przedziału ufności​ Wynik 6/2015 Górny kraniec przedziału ufności​
​PiS+SP+PR ​38,4 ​43,1 ​48
​PO ​24,7 ​28,8 ​33,3
​Kukiz ​11,6 ​15,1 ​18,9

Polnord notuje coraz lepszą sprzedaż. Deweloper zakontraktował 833 lokale w pierwszej połowie 2015 roku.

Polnord sprzedał w pierwszej połowie 2015 r. 833 lokale, wobec 625 mieszkań sprzedanych w tym samym okresie ubiegłego roku. Tak wysoka liczba podpisanych umów plasuje Spółkę w ścisłej czołówce największych giełdowych deweloperów na rynku mieszkaniowym. Zdecydowana większość zakontraktowanych lokali pochodzi z projektów realizowanych przez Polnord w Warszawie oraz w Trójmieście.

Bardzo dobre wyniki sprzedaży Spółka zanotowała w II kwartale br., podpisując łącznie 487 umów netto, wobec 318 umów zawartych w II kw. ubiegłego roku.

Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA
Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnord SA

Osiągnięte wyniki sprzedaży stanowią dla nas powód do satysfakcji potwierdzając zaufanie Klientów do marki Polnord oraz skuteczność przyjętej strategii działania. Tak jak zapowiadaliśmy planujemy osiągnąć w całym 2015r kontraktację na poziomie ok 1500 lokali. W tym celu do oferty są wprowadzane systematycznie nowe projekty, dopasowane do aktualnych potrzeb Klientów – mówi Piotr Wesołowski, Prezes Zarządu Polnordu.

Od początku roku deweloper wprowadził do sprzedaży kolejne budynki w ramach cieszących się dużym zainteresowaniem Klientów projektów w Warszawie (Ostoja Wilanów), Łodzi (City Park), Szczecinie (Ku Słońcu) oraz w Redzie (Aquasfera). Ponadto do oferty wprowadzona została nowa inwestycja w warszawskim Wilanowie – Brzozowy Zakątek (etap I).

W III i IV kwartale bieżącego roku Polnord planuje wprowadzić na rynek ok 1,7 tys. lokali a cała nowa oferta dewelopera w 2015 r. ma liczyć ok. 2,5 tysiąca lokali.

Tylko w najbliższym czasie uruchomimy sprzedaż kolejnego etapu osiedla Neptun w podwarszawskich Ząbkach, Stacji Kazimierz na warszawskiej Woli a także osiedla Brama Sopocka w Gdyni i Tęczowy Las w Olsztynie – wylicza Piotr Wesołowski.

Polnord realizuje projekty deweloperskie przez spółki celowe, które zawiązuje samodzielnie lub z partnerami. Na koniec II kwartału 2015 r. deweloper był w trakcie realizacji 19 inwestycji, w Trójmieście, Redzie, Szczecinie, Olsztynie, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu i Ząbkach, w ramach których powstanie ok. 2,7 tys. lokali.

Polnord w całym 2014 r. podpisał 1252 umowy netto, a w 2013 r. zakontraktował 1094 lokali.

Amerykanie, Kanadyjczycy i Brytyjczycy mają najwięcej czasu na odpoczynek

A przynajmniej tak wynika z ich deklaracji – spośród 22 krajów objętych badaniem to właśnie Amerykanie, Kanadyjczycy i Brytyjczycy są najbardziej zadowoleni z ilości czasu wolnego, jakim dysponują.Amerykanie, Kanadyjczycy i Brytyjczycy mają najwięcej czasu na odpoczynek

Pomimo, iż Amerykanie korzystają z niewielu wolnych dni w roku, na tle innych społeczeństw ich zadowolenie z ilości czasu wolnego jest najwyższe – około siedmiu na dziesięciu (69 proc.) z nich twierdzi, że są w pełni lub raczej zadowoleni z ilości wolnego czasu, który mają. Tuż za nimi plasują się Brytyjczycy i Kanadyjczycy (po 67 proc.), Belgowie i Niemcy (po 66 proc.).

Wyniki dla wszystkich krajów łącznie pokazują, iż pomimo ogólnego narzekania na zawrotne tempo życia, niemal 58 proc. respondentów deklaruje zadowolenie, bądź umiarkowane zadowolenie, z ilości wolnego czasu, którym dysponują. W 22 krajach objętych badaniem 16 proc. obywateli jest w pełni zadowolonych z ilości wolnego czasu, którym mogą dysponować, 42 proc. jest umiarkowanie zadowolonych.Najniższy poziom zadowolenia z ilości czasu wolnego deklarują mieszkańcy Rosji

Niezadowolonych jest w sumie 18 proc. respondentów. Najniższy poziom zadowolenia z ilości czasu wolnego deklarują mieszkańcy Rosji, gdzie prawie jedna trzecia (31 proc.) jest z tej ilości zupełnie niezadowolona lub raczej niezadowolona. Kolejne miejsce w rankingu niezadowolenia zajmuje Japonia (30 proc.) oraz Brazylia (28 proc.). Łącznie 24 proc. respondentów nie ma na ten temat zdania.

Wiek nie różnicuje

Wśród wszystkich grup wiekowych najwyższy odsetek osób zadowolonych z przypadającego im wolego czasu występuje wśród osób po 60 roku życia (niemal jedna trzecia jest w pełni zadowolona, a nieco poniżej połowy respondentów jest raczej zadowolonych). Co warte podkreślenia wśród pozostałych grup wiekowych proporcje odsetków osób zadowolonych do niezadowolonych wyraźnie się nie różnicują. Poziom deklaracji umiarkowanej satysfakcji z ilości czasu wolnego waha się od 40 do 43 procent. Jedynie poziom tych najbardziej zadowolonych z ilości czasu wolnego jest zdecydowanie wyższy wśród osób najstarszych (31proc.), w stosunku do innych grup wiekowych (13-19 proc.).

Polacy w grupie niezadowolonych

Jedynie 13 proc. Polaków jest w pełni zadowolonych z ilości czasu wolnego, jakim dysponują i w tym względzie jest nam zdecydowanie bliżej do grupy społeczeństw niezadowolonych, w których odsetek respondentów o podobnych poglądach jest zbliżony lub nawet spada poniżej 10 proc. (Rosja i kraje azjatyckie).

Najbardziej zapracowaną grupą wiekową w Polsce są osoby pomiędzy 30 a 40 rokiem życia (tylko 5 proc. zadowolonych z ilości czasu wolnego).Zarówno wśród Polek, jak i wśród Polaków, występuje niemal identyczny odsetek respondentów zadowolonych z ilości czasu na odpoczynek – odpowiednio 50 i 49 proc. Natomiast jest pomiędzy nimi różnica, biorąc pod uwagę odsetki osób niezadowolonych – wśród kobiet wynosi on 26 proc., wśród mężczyzn 21 proc.

Informacje o badaniu
Interpretacja pojęcia „czasu wolnego” jest zróżnicowana w zależności od kraju, lokalnej kultury, indywidualnie. Zatem określenie „zadowolenie z ilości wolnego czasu” pozwala uzyskać porównywalne wyniki pomiędzy krajami.

Powyższe badanie przeprowadzono w czerwcu i lipcu 2014 roku w 22 krajach metodą CAWI (CAPI na Ukrainie). Wzięło w nim udział 22 tys. respondentów w wieku 15+. Kraje objęte badaniem: Argentyna, Australia, Belgia, Brazylia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Hong Kong, Włochy, Japonia, Meksyk, Polska, Rosja, Korea Południowa, Hiszpania, Szwecja, Tajwan, Turcja, Wielka Brytania, Ukraina i Stany Zjednoczone.

Bankom ubyło kart debetowych

Narodowy Bank Polski opublikował dane o liczbie kart płatniczych po I kwartale 2015 roku. W ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku rynek kart skurczył się o pół miliona. Tym razem jednak za spadki odpowiadają głównie karty debetowe. Niewykluczone, że to efekt przeprowadzonych przez banki podwyżek.

Co kwartał bank centralny publikuje informacje o liczbie kart płatniczych znajdujących się w obiegu. Na koniec marca Polacy mieli w swoich portfelach 35,5 mln plastików. W porównaniu do danych opublikowanych pod koniec roku jest to spadek o 500 tys. kart. Do tej pory ze spadkami mieliśmy do czynienia głównie w segmencie kart kredytowych. Jednak tym razem ubyło przede wszystkim kart debetowych powiązanych z kontami osobistymi. Po pierwszym kwartale 2015 r. mieliśmy ich 29,3 mln, czyli mniej aż o 440 tys. w porównaniu do danych prezentowanych pod koniec grudnia 2014.

Ubyło także kart w pozostałych segmentach. Rynek kart kredytowych skurczył się o 70 tys. sztuk do poziomu 5,97 mln, a kart obciążeniowych o 4 tys. do poziomu 278 tys. W tych segmentach spadki jednak nie dziwią, bo trwają już od wielu kwartałów. Przypomnijmy, że jeszcze pod koniec 2009 roku mieliśmy w portfelach blisko 11 mln kart kredytowych. Dziś mamy ich mniej więcej tyle, ile mieliśmy w 2006 roku.

Z kolei karty obciążeniowe to już zanikający gatunek. Większość banków zmigrowała ten rodzaj plastików na zwykłe karty kredytowe. Zasadnicza różnica między tymi rodzajami kart dotyczy mechanizmu spłaty zadłużenia. W przypadku kart obciążeniowych należy spłacić całość zadłużenia w ciągu 30 dni od zakończenia cyklu rozliczeniowego. W kartach kredytowych wymagana jest tylko spłata określonej kwoty minimalnej, na przykład 5 proc.

Liczba kart debetowych po I kwartale 2015 r.

Spadek liczby kart debetowych to rzadziej obserwowane zjawisko. Karty debetowe wydawane są do rachunków osobistych, a jak wynika z raportów PRNews.pl, kont stale przybywa. Dane NBP za kolejne kwartały pokażą czy jest to jednorazowy spadek, czy początek nowego trendu. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że to efekt przeprowadzanych przez banki w ostatnich latach podwyżek opłat za karty płatnicze.

Dziś zdecydowana większość banków wymaga od klientów, by aktywnie używali kart debetowych. W tym celu wprowadzono opłaty warunkowe. Jeśli klient nie dokona w danym miesiącu określonej liczby transakcji bezgotówkowych lub transakcji na podaną kwotę minimalną, naliczana jest kilkuzłotowa opłata za nieużywanie plastiku. Tymczasem jeszcze kilka lat temu większość banków oferowała do bezpłatnych kont karty bez dodatkowych opłat. Sprzyjało to zjawisku otwierania przez klientów rachunków drugiego wyboru, czyli kont z których korzystali sporadycznie. Dziś na skutek wysokich cen utrzymywanie kilku rachunków z aktywnymi kartami staje się nieopłacalne. Spadek liczby kart debetowych może być sygnałem świadczącym o tym, że klienci rezygnują z kart debetowych i zamykają konta. Z drugiej strony także banki czyszczą swoje bazy z martwych i nieużywanych rachunków.

Zmiany w cennikach banki wprowadziły na skutek kolejnych obniżek opłaty interchange. Jeszcze do niedawna punkty akceptujące karty płatnicze płaciły od każdej transakcji kartą prowizję na rzecz banku w wysokości średnio 1,6 proc. Dziś handlowcy płacą 0,2 proc. jeśli klient zapłaci kartą debetową i 0,3 proc. jeśli użyje karty kredytowej. Dla banków jest to spadek dochodów z tego tytułu o setki milionów złotych. Dlatego starają się zachęcić klientów do częstszego używania kart. Trzeba też pamiętać, że dla banku wydanie i wysłanie klientowi karty to dodatkowy koszt. Jeśli nie będzie jej używał, jest to wydatek ponoszony niepotrzebnie.

autor: Wojciech Boczoń

W II kwartale portfel funduszu sekurytyzacyjnego Pragmy Inkaso wzrósł o ponad 500 mln zł

Wartość nominalna portfela wierzytelności nabytych przez Pragma 1 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny osiągnęła wartość 748,3 mln zł! Wartość nominalna portfeli wierzytelności nabytych przez fundusz Pragma 1 w samym II kwartale r. wyniosła 519,4 mln zł. Cena portfeli nabytych w tym okresie to 26,4 mln zł.

Całość portfela Funduszu stanowią – zgodnie z wieloletnią specjalizacją Pragma Inkaso – wierzytelności o charakterze gospodarczym (przede wszystkim należności nabywane od banków w stosunku do przedsiębiorców z sektora MSP), w tym należności zabezpieczone rzeczowo (głównie hipotecznie).

Wartość kontraktacji (w tys. zł)
Wyszczególnienie II kw. 2015
Wartość nominalna nabytych portfeli 519 410*
Cena nabytych portfeli 26 437*
*w tym transakcja nabycia portfela, w której termin zapłaty ceny przypada po 30 czerwca br.

 

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Rozwój funduszu Pragma 1 jest kluczowym elementem strategii Grupy. Zgodnie z założeniami zwiększamy swój udział w rynku windykacji biznesowych portfeli bankowych. Planujemy w tym roku osiągnąć w nim udział na poziomie przekraczającym 20%  – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Strategia Grupy Kapitałowej Pragma Inkaso zakłada nabywanie wyłącznie portfeli o charakterze biznesowym. Ten segment rynku w ocenie Zarządu ma duży potencjał rozwoju z uwagi na dotychczas stosunkowo niski poziom podaży biznesowych portfeli bankowych wobec bardziej dojrzałego rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję.

Pragma Inkaso S.A. posiada wyjątkowe predyspozycje, by znaleźć się wśród liderów tego rynku. Wyróżnia nas wysoka specjalizacja w zakresie obrotu gospodarczego, postępowania egzekucyjnego, poszukiwania majątku, doświadczenie kadr oraz wypracowany przez lata know-how – dodaje Tomasz Boduszek.

Pragma Inkaso S.A. posiadała na dzień 30 czerwca 2015 r. 68 certyfikatów Pragma 1 FIZ Niestandaryzowanego Funduszu Sekurytyzacyjnego o łącznej wartości 24.470 tys. zł.

Wartość jednego certyfikatu (w tys. zł)
Na dzień 01.04.2015 Na dzień 30.06.2015 Wzrost wartości
w kwartale (%)
356 375 5,3%

 

Branża nieruchomości na 3 miejscu pod względem liczebności miliarderów

25 miliardów dolarów – taką fortunę zgromadził Lee Shau Kee, najbogatszy spośród osób, które majątek zbudowały na rynku nieruchomości. Co ciekawe, miliarderów powiązanych z rynkiem nieruchomości jest aż 11-krotnie więcej niż tych związanych z wydobyciem gazu i ropy.

Nieruchomości są nie tylko preferowaną formą lokowania kapitału przez najbogatszych ludzi na świecie, ale też sporo fortun stworzonych zostało dzięki działalności deweloperskiej, zakupom ziemi czy budynków. Taki wniosek płynie z analizy listy najbogatszych ludzi na świecie, którą przygotował Forbes. Z tego zestawienia wynika bowiem, że nieruchomości były głównym źródłem majątku dla aż 157 z listy 1828 miliarderów z całego globu.

Światowi miliarderzy w podziale na branże, w których budowali swe majątki
Główna branża
Suma majątków miliarderów (w mld dolarów)
Średni majątek (w miliardach dolarów)
Liczba osób
Przeciętny wiek
Moda i handel 921 4,9 186 66,2
Inwestycje 698 4,3 161 64,3
Nieruchomości 526 3,4 157 65,4
Produkcja spożywcza 542 3,6 149 64,7
Technologie 800 5,4 148 53,9
Produkcja 411 2,8 148 63,9
Różne źródła 539 3,8 142 64,5
Finanse 252 2,4 103 63,7
Ochrona zdrowia 260 2,9 89 63,8
Energia 363 4,8 76 62,4
Media 355 4,7 75 67,7
Usługi 174 2,7 64 64,2
Budownictwo i inżynieria 140 2,7 52 65,4
Surowce i wydobycie 235 4,8 49 57,2
Handel 180 3,7 49 61,1
Rynek samochodowy 150 3,8 40 67,8
Telekomy 188 6,5 29 58,1
Logistyka 84 3,5 24 68,7
Hazard 102 4,3 24 62,5
Sport 46 2,3 20 67,7
Ropa i gaz 25 1,8 14 63,2
Opracowanie Lion’s Bank na podstawie danych forbes.com

Nieruchomości na trzecim miejscu

Dane przeanalizowane przez Lion’s Bank pokazują, że najwięcej fortun zbudował szeroko pojęty sektor inwestycji. Jemu to aż 186 osób zawdzięcza majątki o wartości przynajmniej miliard dolarów. Niezmienne od lat w gronie osób, które miliardy zarobiły właśnie dzięki inwestycjom znaleźć można takich znanych inwestorów jak: Warren Buffet, George Soros czy John Paulson. Wiele fortun miliarderzy zawdzięczają też handlowi i branży modowej. Dzięki nim właśnie 64,5 mld dolarów zgromadził Amancio Ortega, po ponad 40 mld dolarów mają na koncie Christy i Jim Waltonowie (jedni ze spadkobierców twórcy sieci sklepów Wal-Mart). Podobny majątek zgromadziła też Liliane Bettencourt z rodziną (L’Oreal), a ponad 30 mld dolarów ma Bernard Arnaulf z rodziną (LVMH, czyli koncern Louis Vuitton Moët Hennessy).

Na trzecim miejscu pod względem liczebności miliarderów uplasowała się branża nieruchomości. Zbudowała ona majątki 157 miliarderów na całym świecie. To ponad 11-krotnie lepszy wynik niż zanotowany przez branżę związaną z ropą i gazem – powszechnie kojarzoną ze sporym bogactwem. Paradoksalnie jednak branża paliwowa zbudowała majątki tylko 14 światowych krezusów – wynika z danych Forbes za 2015 r. Co ciekawe, jest to niewielki wynik nawet na tle osób związanych ze sportem lub hazardem – z tych branży pochodzi odpowiednio 20 i 24 światowych miliarderów.

Tysiąc, milion, miliard… i co dalej?

Na świecie obowiązują dwa główne systemy liczebników. Krótki system wykorzystywany jest w większości krajów anglojęzycznych (np. USA, Hongkong, Irlandia, Australia). W tym wypadku nie występują takie liczebniki jak miliard, biliard czy tryliard. Natomiast w krajach europejskich (w tym i w Polsce) przeważnie stosuje się skalę długą, w której liczebniki takie jak miliard, biliard czy tryliard są formą obowiązującą. W efekcie skoro w krótkiej skali co drugi liczebnik nie istnieje, to jeśli Amerykanin mówi „billionaire”, Polak powinien przez to rozumieć miliardera, a jeśli zza oceanu dochodzą co nas informacje o długu publicznym USA idącemu w tryliony dolarów, to chodzi tu tak naprawdę o biliony dolarów. Mechanizm prezentuje poniższa tabela.

Miliarderzy swoje majątki zawdzięczają nieruchomościom

Są też kraje, które stosują inne systemy liczebników. Dotyczy to na przykład Bułgarii, Iranu czy Izraela. W Wielkiej Brytanii natomiast stosowana bywa zarówno skala krótka, jak i długa, choć ta pierwsza jest na Wyspach rozwiązaniem popularniejszym.

Najdłużej na miliard każą czekać samochody, media, sport i logistyka

Co nadmiernie nie dziwi, najszybciej swoje fortuny zbudowali krezusi z branży technologicznej. Statystyczny miliarder z tego grona (liczącego 148 osób) na swój majątek pracował niecałe 54 lata. Na czele w tym gronie znajduje się oczywiście Bill Gates właściciel Microsoftu i najbogatszy człowiek na świecie z majątkiem wycenianym na prawie 80 mld dolarów. Najmłodszymi „technologicznymi” miliarderami są twórcy aplikacji Snapchat pozwalającej na szybkie udostępnianie zdjęć i filmów. Dzięki niej właśnie 25-letni Evan Spiegel i o rok starszy Bobby Murphy mają już na kontach łącznie 3 mld dolarów. Starszy od nich 31-letni Mark Zucherberg (twórca portalu Facebook) jest już właścicielem majątku wycenionego na ponad 33 mld dolarów, co daje mu 16 miejsce wśród najbogatszych ludzi świata.

Relatywnie szybko wzbogacali się też inwestujący w surowce i wydobycie oraz telekomy. W tych grupach przeciętny wiek miliardera to odpowiednio 57 i 58 lat. Najbogatszy człowiek, który zajął się metalurgią – Vladmir Potanin – ma 54 lata i ponad 15 mld dolarów. Jego rówieśnik Patrick Drahi, który zajął się telekomunikacją zdążył w tym samym czasie zgromadzić 16 miliardów, a starszy od niego o 14 lat Carlos Slim Helu ma zbudowany w branży telekomunikacyjnej majątek wart ponad 77 mld dolarów, czyli niewiele mniej niż numer jeden – Bill Gates.

Statystycznie rzecz biorąc wyraźnie starsi są krezusi, którzy swoje pieniądze czerpią z branży sportowej, logistycznej, samochodowej lub mediów. Najbogatsi z tych grup mają przeciętnie 67 – 69 lat.

Najgrubsze portfele w telekomach i IT

Nie mniej ciekawe jest jak duże majątki udało się zgromadzić miliarderom z poszczególnych branż. Właścicielami największych fortun są miliarderzy z branży telekomunikacyjnej. W tej grupie średni majątek to 6,5 mld dolarów. Na drugim miejscu są najbogatsi, którzy zbudowali swoje majątki inwestując w technologie (średnio po 5,4 mld dolarów). W przypadku mody i handlu średnia to 4,9 mld. Dla porównania najniższe majątki mają osoby, których główną branżą jest wydobycie ropy i gazu (średnio 1,8 mld dolarów). Na drugim miejscu uplasowali się miliarderzy, którzy zbudowali swoje majątki w branży sportowej (średnio po 2,3 mld dolarów na osobę). Na tym tle krezusi z branży nieruchomości plasują się trochę poniżej średniej dla wszystkich miliarderów. Przeciętny majątek szacowany jest w tym przypadku na 3,4 mld dolarów na głowę.

Najwięcej fortun powstało na nieruchomościach z USA, Chin i Hongkongu

Na liście krezusów, którzy swoje majątki zbudowali na nieruchomościach najwięcej jest mieszkańców Azji. Na 157 miliarderów z tej grupy aż 30 pochodzi z Chin, a kolejnych 24 z Hongkongu i po 9 z Indii i Singapuru.

Listę najbogatszych dzięki nieruchomościom otwierają: Lee Shau Kee z Hongkongu, Wang Jianlin z Chin i Donald Bren z USA. Według Forbes są oni właścicielami fortun o wartości odpowiednio 24,8 mld dolarów, 24,2 mld dolarów i 15,2 mld dolarów.

Pomimo dynamicznie rosnącej w ostatnim czasie liczby azjatyckich miliarderów, wciąż najwięcej nieruchomościowych bogaczy znaleźć można w USA. Jest ich tam bowiem 33 (na 157). Z przeciętnym majątkiem na poziomie 3,5 mld dolarów na osobę wyprzedzają wciąż graczy z rynku chińskiego legitymujących się średnim majątkiem na poziomie 3 mld dolarów. To wyraźnie mniej niż wynik najbogatszych z Hongkongu, którzy jednak często swe majątki budowali dłużej niż Chińczycy. W efekcie 24 miliarderów z Hongkongu może się pochwalić średnim majątkiem w kwocie 5,5 mld dolarów.

Amerykański sen w praktyce

Ciekawy jest też fakt, że w gronie 10 najbogatszych osób, których majątki budowane były na rynku nieruchomości, 6 osób zawdzięcza majątek swoim własnym dokonaniom. Ich często nieszablonowe historie pokazują, że zdobycie fortun wymagało często niemałej odwagi i determinacji. Na przykład 89-letni Cheng Yu-tung, którego majątek szacowany jest na 14,4 mld dolarów, urodził się w biednej rodzinie, a jego ojciec był pracownikiem sklepu z jedwabiem. Cheng Yu-tung jako 15-latek opuścił rodzinne miasto i w trakcie wojny chińsko-japońskiej zamieszkał w Makau, zarabiając na życie pracując w sklepie z biżuterią. Kilka lat później wziął ślub z córką właściciela sklepu. Małżeństwo to zostało zaaranżowane przez ojców wiele lat przed narodzinami Cheng Yu-tunga i jego żony. W wieku 31 lat odziedziczył biznes związany z handlem złotem. Wtedy też zaangażował się na rynku nieruchomości, a w latach 60-tych, gdy rynek nieruchomości dotknęło spowolnienie, Cheng Yu-tung skupił ogromne połacie ziemi. W ten sposób stworzył podwaliny pod biznes deweloperski, dzięki któremu jest dziś jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

Długą drogę na szczyt odbył też Sheldon Solow, którego majątek jest szacowany na 3,6 mld dolarów. Urodził się w 1929 r. w Brooklynie, a jego ojciec był murarzem. Sheldon edukację zakończył na liceum, bo nowojorskiego uniwersytetu nie udało mu się ukończyć. W 1972 r. był jedynie właścicielem skromnej firmy budowlanej. Mimo to postawił wszystko na jedną kartę i zaczął budowę 50-piętrowego biura na Manhattanie. Dziś jest to wciąż jeden z najbardziej pożądanych budynków biurowych w Nowym Jorku, co zawdzięcza między innymi pięknemu widokowi na Central Park. W marcu 2015 r. za wynajem stopy kwadratowej w tym budynku zapłacono 200 dolarów. To odpowiada kwocie prawie 2153 dolarów za metr kwadratowy rocznie, czyli przy dzisiejszym kursie – kwocie 8104 zł za wynajem metra kwadratowego biura rocznie.

Bartosz Turek, Lion’s Bank
Klaudia Klimkowska, Idea Bank

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 02.07.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

ATAL S.A.: rekordowe półrocze w historii firmy

Pierwsze półrocze 2015 roku było najlepszym okresem w historii ATAL S.A. Od stycznia do czerwca spółka sprzedała 806 mieszkań. Jest to o 236 lokali więcej, niż w analogicznym czasie ubiegłego roku. Najwięcej umów podpisano w Krakowie – 326. Jednocześnie oferta dewelopera była na bieżąco uzupełniana o nowe projekty, w pierwszym półroczu 2015 roku do sprzedaży trafiło 8 nowych osiedli na terenie całej Polski. ATAL S.A. w czerwcu zadebiutował na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych.

W ciągu sześciu miesięcy 2015 roku ATAL S.A. sprzedał 806 mieszkań. Jest to wynik o 236 lepszy niż w pierwszym półroczu 2014 roku (570 lokali w I półroczu) oraz o 314 lepszy niż w rekordowym dla firmy 2013 roku (492 lokale w I półroczu). W minionym półroczu najwięcej umów zostało podpisanych w maju – 171.

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ ATAL S.A. W 2015 ROKU WG. MIESIĘCY
Miesiąc Liczba sprzedanych mieszkań
Styczeń 90
Luty 103
Marzec 122
Kwiecień 155
Maj 171
Czerwiec 165
Łącznie 806

 

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku najwięcej mieszkań ATAL S.A. sprzedał w Krakowie, gdzie spółka jest niezmiennie liderem rynku deweloperskiego. W minionym półroczu w stolicy Małopolski nabywców znalazło 326 lokali. Największą popularnością cieszy się osiedle Bagry Park, od stycznia do czerwca na obu etapach inwestycji podpisano 88 aktów notarialnych. Wysoka sprzedaż utrzymuje się również na osiedlu Bronowice Residence, sprzedano tam 78 mieszkań w pierwszym półroczu 2015 roku.

Bardzo dobre wyniki ATAL S.A. odnotował również we Wrocławiu – 204 sprzedane mieszkania. Największą popularnością cieszą się projekty ATAL Towers oraz Stara Odra Residence, gdzie nowych nabywców znalazło odpowiednio 46 i 45 lokali. W Warszawie firma odnotowała największy wzrost sprzedaży r/r. W pierwszych dwóch kwartałach 2014 roku było to 13 mieszkań, a w tym już 115, spółka potwierdza tym samym, że stołeczny rynek należy do priorytetowych. Również w Łodzi ATAL S.A. znacznie zwiększył swoje udziały rynkowe sprzedając 103 mieszkania, o 35 więcej niż w okresie styczeń – czerwiec 2014 r. Natomiast w Katowicach, w inwestycji ATAL Francuska Park, nabywców znalazło 58 lokali.

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ ATAL S.A. W 2015 ROKU WG. MIAST
Miasto Liczba sprzedanych mieszkań
Katowice 58
Kraków 326
Łódź 103
Warszawa 115
Wrocław 204
Łącznie 806

 

Zbigniew Juroszek ATAL S.A.
Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.

Obserwujemy znaczy wzrost sprzedaży w inwestycjach ATAL S.A. w całej Polsce. Jest to możliwe dzięki konsekwentnemu realizowaniu przyjętej strategii spółki. Systematycznie uzupełniamy naszą ofertę o nowe osiedla, dzięki czemu klienci mogą wybierać spośród mieszkań o szerokim wachlarzu metraży i układów pokoi, a także w zróżnicowanych lokalizacjach. Przy chłonnym rynku, jaki mamy obecnie, utrzymanie odpowiedniej podaży jest kluczowe w zapewnieniu odpowiednich wyników – mówi Zbigniew Juroszek, prezes ATAL S.A.

Nowe inwestycje

W minionym półroczu oferta ATAL S.A. powiększyła się o 8 inwestycji, w których znajdą się1242 mieszkania oraz 65 lokali handlowo-usługowych. Trzy nowe osiedla powstają wKrakowie: drugi etap Bagry Park, Bronowice Residence IVB oraz zlokalizowany w centrum miasta projekt Masarska 8 Apartamenty – w ciągu zaledwie 6 tygodni od wprowadzenia do sprzedaży nabywców znalazło tam 68 z 99 mieszkań oraz wszystkie lokale handlowo-usługowe.

We Wrocławiu od marca w sprzedaży znajduje się pierwszy etap monumentalnej inwestycji położonej tuż nad Odrą, w sąsiedztwie wrocławskiego Rynku – ATAL Towers. Oferta została także uzupełniona o drugi etap Starej Odry Residence, gdzie będą 92 lokale. W Warszawiena rynek trafiła Oaza Wilanów II – nowoczesna inwestycja z rozbudowaną i infrastrukturą rekreacyjno – sportową, a także drugie etap dobrze przyjętego projektu ATAL Marina, położonego w dobrze skomunikowanej części Białołęki, nieopodal Kanału Żerańskiego. Spółka poszerzyła również swoją ofertę w Katowicach o kolejny etap osiedla ATAL Francuska Park, w którym będzie 258 mieszkań.

Debiut na GPW

Debiut spółki na Rynku Głównym GPW odbył się 15 czerwca br. W ramach przeprowadzonej oferty publicznej ATAL S.A. przydzielił inwestorom wszystkie z oferowanych 6.500.000 nowo emitowanych akcji serii E. Inwestorom indywidualnym przydzielono 12% akcji, a stopa redukcji zapisów wyniosła ponad 80%. Z kolei Inwestorzy Instytucjonalni objęli 88% wszystkich oferowanych akcji, w pełni wyczerpując pulę oferowanych im walorów.

Objęte przez inwestorów akcje stanowią łącznie 16,79% podwyższonego kapitału zakładowego spółki i uprawniają ich właścicieli do wykonywania łącznie 16,16% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Wszystkie akcje były sprzedawane po 22 zł. Tym samym wartość całej oferty publicznej wyniosła 143 mln zł brutto. Na rozpoczęciu notowań 15 czerwca br. za wprowadzone do obrotu walory płacono 22 zł, czyli tyle ile wynosiła cena emisyjna papierów w ofercie publicznej.

Perspektywy rozwoju ATAL S.A. są bardzo dobre. Pozyskane w ramach IPO środki w wysokości 143 mln zł przeznaczymyna finansowanie realizacji aktualnych oraz przygotowywanych projektów deweloperskich, a także na zakup gruntów pod kolejne inwestycje. Tym samym zakładamy sprzedaż ok.1500-1800 mieszkań w latach 2015-17, a w kolejnych jej zwiększenie do poziomu 2000-2500 lokali rocznie – dodał Zbigniew Juroszek.

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczne

Prowadzony w ramach Programu Priorytetowego Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej projekt PolSEFF² pozwala na szeroko pojętą modernizację energetyczną małych i średnich przedsiębiorstw. Centra logistyczne wykorzystują tę szansę, by unowocześnić swoje parki maszynowe.

Druga edycja PolSEFF, czyli Polskiego Programu Finansowania Zrównoważonej Energii to program dopłat do poprawiających efektywność energetyczną inwestycji wdrażanych przez małe lub średnie przedsiębiorstwa. Uruchomioną w jego ramach linię kredytową o wartości 200 milionów euro przeznaczono do podziału pomiędzy projekty realizujące działania modernizacyjne według wytycznych PolSEFF. Pieniądze można wykorzystać zarówno na ograniczenie zużycia energii elektrycznej i cieplnej, unowocześnienie linii produkcyjnych, jak i wymianę maszyn intralogistycznych.Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczne

Dwie drogi do modernizacji

Program PolSEFF2 przewiduje dwie ścieżki uzyskania finansowania. Większe, bardziej skomplikowane projekty wymagają procedury standardowej. Zespół wykwalifikowanych inżynierów ds. energetyki i ekspertów ds. finansów bezpłatnie wspiera wnioskodawcę w kompletowaniu wymaganej dokumentacji, ocenie techniczno-finansowej inwestycji i wykonaniu projektu. Specjaliści PolSEFF organizują również proces weryfikacji inwestycji oraz jej audyt energetyczny. Po zakończeniu projektu i jego pomyślnej weryfikacji przez Certyfikowanego Eksperta ds. Energetyki, przedsiębiorca może uzyskać dotacje w wysokości od 10 do 15% wartości kredytu przeznaczonego na sfinansowanie Kosztów Kwalifikowanych projektu. Wyższa wartość obowiązuje w wypadku inwestycji obejmujących Audyt Energetyczny, którego zalecenia wdrożono w ramach realizowanego projektu.

Zakup i instalacja znajdujących się na „liście LEME” urządzeń do sumy 250 tys. euro, kwalifikuje się do procedury uproszczonej. Przewiduje ona przyznanie kredytu na podstawie wniosku i certyfikatu sprzętu dostępnych na stronie programu. W przypadku inwestycji bazującej na spisie zatwierdzonych produktów, przedsiębiorca po zakończeniu projektu może ubiegać się o dotację w wysokości 10% wartości otrzymanego kredytu na sfinansowanie Kosztów Kwalifikowanych.

Pojazdy intralogistyczne na liście LEME

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczneNa liście produktów zakwalifikowanych do wykorzystania w ramach procedury uproszczonej, w kategorii „transport wewnętrzny” dominują wózki widłowe z przeciwwagą. W puli 143 wyróżnionych maszyn, tego typu pojazdów jest aż 127 (stan na 24 czerwca). Co ciekawe, ponad 90% z nich to modele spalinowe. – Choć wózki elektryczne cieszą się rosnącą popularnością, na rynku polskim wciąż liczbowo przeważają maszyny spalinowe. W ich przypadku, proekologiczne oszczędności wynikają z ograniczenia spalania paliwa względem starszych modeli. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu elementów technologii hybrydowej oraz rozwiązań pozwalających zredukować emisję szkodliwych dla środowiska substancji – mówi Tobiasz Jakubczak, specjalista ds. produktu STILL Polska. – Dobrym przykładem maszyn spełniających te kryteria są modele typoszeregu STILL RX70. Na liście LEME znalazło się 17 typów wózka tej linii o udźwigu od 1,6 do 6 ton. W ramach procedury uproszczonej PolSEFF, dostępne są jednak również inne modele z naszej oferty, m. in. elektryczny RX20 czy wózek wysokiego podnoszenia z platformą linii EGV –S – dodaje przedstawiciel firmy STILL Polska. Opis inwestycji polegającej na zakupie elektrycznych wózków widłowych został opisany w dokumentacji programu jako „historia sukcesu”.

Historia intralogistycznego sukcesu

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczneJednym z projektów modernizacji urządzeń transportu wewnętrznego zrealizowanych w ramach PolSEFF był zakup 10 wózków widłowych do centrum logistycznego, w znajdującej się przy autostradzie A2 w miejscowości Jasin. Głównym celem projektu było obniżenie zużycia prądu przez park maszynowy przedsiębiorstwa. Aby tego dokonać, zdecydowano się na czołowe wózki elektryczne STILL RX20 oraz reach trucki STILL FM-X. Według szacunków, modernizacja floty pozwoliła na roczne ograniczenie kosztów energii o 41 400 kWh, co stanowi 25% wartości wyjściowej i przekłada się na 16 500 zł oszczędności na rok. Dodatkową korzyścią z implementacji nowoczesnych rozwiązań jest zmniejszenie emisji CO2 o 39 ton w skali roku. Uzyskane rezultaty zapewniły inwestorowi korzystną ocenę przez komisję PolSEFF i zagwarantowały premię w wysokości 10% poniesionych kosztów. – Poprzez akcję „Mission: Zero Emission”, w ramach której promujemy rozwiązania pozwalające ograniczyć emisję do atmosfery szkodliwych substancji, STILL Polska daje wyraz swojej trosce o środowisko naturalne. Programy takie jak PolSEFF są świetnym dopełnieniem tych działań. Warto wykorzystać możliwości, jakie daje ten projekt, zmodernizować flotę intralogistyczną i otrzymać zwrot części kosztów inwestycji – podsumowuje Paweł Włuka, kierownik działu marketingu STILL Polska.

„Zrównoważony biznes to odpowiedzialny biznes”: nowy prezydent RICS

W swoim pierwszym przemówieniu w nowej roli prezydenta RICS, Martin J. Brühl FRICS podkreślił znaczenie zrównoważonego biznesu dla wzrostu dobrobytu, innowacyjności i inwestycji na globalnym rynku nieruchomości. Wystąpienie inaugurujące 134. prezydenturę RICS miało miejsce w Londynie 30 czerwca.

Martin J. Brühl FRICS
Martin J. Brühl FRICS

Brühl jest pierwszym członkiem RICS z Europy kontynentalnej, który objął tę zaszczytną funkcję. Priorytetami trwającej rok kadencji będą trzy tematy: zrównoważone inwestycje i zarządzanie ryzykiem, w zakresie których wiedzę i doświadczenie Brühl zdobywał kierując departamentem zarządzania inwestycjami w świecie w Union Investment Real Estate; promocja międzynarodowych standardów i prognoz RICS dotyczących przyszłości sektora, jego różnorodności i integralności.

“Nasz sektor musi połączyć siły i upewnić się, że zrównoważony rozwój jest w pełni zintegrowany z działaniami podejmowanymi na wszystkich etapach inwestycji. Odpowiedzialny biznes musi stać się ‘biznesem takim, jak inne’ na rynkach nieruchomości na całym świecie”, powiedział M. J. Brühl.

Brühl  wyraził się również z uznaniem odnośnie do wiodącej roli RICS w ramach globalnej inicjatywy UN Global Compact (UNGC). W minionym tygodniu RICS i UN Global Compact zaprezentowały dokument dedykowany firmom działającym w obszarze gruntów, budownictwa i nieruchomości wskazujący kierunki działań na rzecz odpowiedzialnego biznesu.

  • J. Brühl w swoim wystąpieniu podkreślił rosnące znaczenie zarządzania ryzykiem w nieruchmościach. Jak przekonywał: “RICS ma możliwość przyjęcia na siebie roli lidera w myśleniu o wykonywaniu zobowiązań powierniczych przez zarządzających funduszami. Zarządzanie ryzykiem w świecie historycznie niskich stóp procentowych banków centralnych jest rosnącym wyzwaniem”.

Brühl ma szeroką wiedzę i doświadczenie w zakresie inwestowania w nieruchomości. W Union Investment Real Estate nadzoruje wszystkimi transakcjami poza strefą Euro, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, obu Amerykach i w regionie Azji i Pacyfiku. Mówi biegle w trzech językach: angielskim, niemieckim i francuskim. Jego zawodowe doświadczenie obejmuje wycenę i doradztwo w obszarze rynków kapitałowych. Przez większość życia zawodowego pracował w międzynarodowych firmach doradczych. Kwalifikacje członka RICS zdobył w 1995 roku i jest pierwszym z Europy kontynentalnej, który został prezydentem w historii tej prestiżowej organizacji.

Polskie firmy chcą uprościć zarządzanie podróżami służbowymi i znacznie ograniczyć ich koszty

Firma Amadeus opublikowała wyniki badania o zarządzaniu wyjazdami służbowymi w polskich firmach i instytucjach. Wyniki wskazują na chęć ograniczania kosztów delegacji. Menedżerowie preferują przy tym rozwiązania, które nie zmuszają do zmniejszenia liczby czy częstotliwości wyjazdów, ale raczej obniżą ich średnie koszty jednostkowe. Osoby odpowiedzialne za zarządzanie delegacjami chcą też usprawnić proces ich organizacji, tak aby był on prostszy, bardziej przejrzysty i mniej czasochłonny.

Firmy szukają oszczędności

Zarządzanie podróżami służbowymi w polskich firmach - infogafika
Zarządzanie podróżami służbowymi w polskich firmach – infografika

Aż 38% firm w Polsce planuje w 2015 r. obniżyć koszty podróży służbowych (w porównaniu z 24% odpowiedzi przeczących). Organizacje szukające oszczędności chcą, żeby ich wartość była znacząca – 72% spośród nich planuje ograniczyć wydatki o 8% lub więcej. Dla większości firm najważniejszym kryterium decydującym o przebiegu delegacji pozostaje jej koszt (77% wskazań), co oznacza, że inne czynniki, takie jak możliwość dokonywania zmian w trakcie podróży, prostota procesu jej organizacji czy możliwość komunikacji i niesienia pomocy podróżnemu, schodzą na dalszy plan. W większości firm (69% odpowiedzi) jest zatrudniony pracownik odpowiedzialny za monitorowanie i kontrolę budżetu na wyjazdy służbowe, ale zazwyczaj osoba taka nie ma do dyspozycji nowoczesnego oprogramowania, które ułatwiałoby jej realizację swoich obowiązków (tylko 20% wskazań).

Koszty podróży służbowych to drugi co do wartości wydatek pracowniczy po pensjach. W większości dużych firm w Polsce  sięgają one kilkuset tysięcy złotych rocznie. Nie dziwi zatem dążenie do oszczędności” – komentuje Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

Jeśli chodzi o sposoby ograniczania wydatków, znaczna część (45%) przedsiębiorstw i instytucji planuje zmniejszyć liczbę delegacji. Bardziej popularne wśród decydentów są jednak takie sposoby oszczędzania, które nie zmuszają firm do ograniczenia częstotliwości wyjazdów, ale koncentrują się na obniżeniu ich kosztów jednostkowych. Ponad połowa badanych deklaruje, że chce wprowadzić bardziej rygorystyczne zasady polityki podróży (niższa klasa biletu lotniczego lub kolejowego, hotel o niższej liczbie gwiazdek itp.). Natomiast organizacje, które nie mają polityki podróży, chcą ją wdrożyć w celu obniżenia kosztów (9% przypadków).

Pracownicy odpowiedzialni za podróże służbowe oczekują usprawnień

Większość spośród badanych decydentów (75%) oczekuje zmian w dotychczasowym sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Według nich powinny one zmierzać w kierunku zmniejszania obciążenia formalnościami (30% wskazań), większej przejrzystości w procesie organizacji i wyceny podróży (16%) i skrócenia czasu realizacji zamówienia wyjazdu (13%). W odpowiedziach ankietowanych widać również tendencje, które mogą wydawać się wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony osoby odpowiedzialne za organizację podróży chciałyby bowiem bardziej kontrolować decyzje podróżujących pracowników (19%) oraz tego, żeby ściślej przestrzegali oni polityki podróży (30%), a z drugiej strony – żeby pracownicy ci byli bardziej samodzielni w dokonywaniu rezerwacji (22%).

Odpowiedzią na te potrzeby menedżerów może być specjalistyczne oprogramowanie. 30% firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi, wspierających je od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, przez rezerwację podróży służbowych, aż po jej rozliczenie.

Wdrożenie nowoczesnego oprogramowania do zarządzania delegacjami może okazać się najlepszym sposobem na usprawnienie tego procesu. Takie aplikacje wspierają zarówno osoby zarządzające, jak i podróżnych, poprzez uproszczenie organizacji wyjazdów. Jednocześnie gwarantują przestrzeganie polityki podróży przez pracowników, którzy mogą samodzielnie dokonywać rezerwacji, ale tylko w ramach ustalonych założeń. Dostępność ofert różnych dostawców usług transportowych i noclegowych w jednym miejscu zwiększa przejrzystość oraz pozwala łatwo i szybko wybrać najlepszą opcję. Dodatkowo, automatyzacja procesów pozwala zaoszczędzić czas potrzebny m.in. na rozliczanie podróży i raportowanie” – tłumaczy Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

Złożony proces organizacji podróży

Wyniki badania Amadeus wskazują, że w poszczególnych organizacjach obowiązują różne rozwiązania dotyczące zarządzania delegacjami, a sam proces jest często skomplikowany. Za organizację podróży służbowych odpowiadają pracownicy zajmujący różne stanowiska. Oprócz samych wyjeżdżających (79% odpowiedzi), za realizację tych zadań najczęściej odpowiadają pracownicy działu administracji, tacy jak Office Manager czy asystent(ka) zarządu (57%). Rzadziej odpowiedzialni za ten obszar są pracownicy działu personalnego (25% wskazań). Tylko w 8% firm funkcjonuje osobne stanowisko menedżera podróży. Jeśli taki pracownik został zatrudniony, najczęściej działa w ramach działu administracji (47% przypadków) lub piastuje samodzielne stanowisko (35%). Natomiast najważniejsze decyzje w firmach, np. dotyczące polityki podróży, podejmują członkowie zarządu i menedżerowie wyższego szczebla (ponad połowa wskazań dla obu grup) oraz dyrektorzy finansowi (18%).

Większość ankietowanych decydentów biznesowych deklaruje, że w ich firmach obowiązuje polityka podróży określająca obowiązujące pracowników zasady odbywania delegacji (61% wskazań). Prawdopodobieństwo, że w firmie funkcjonuje polityka podróży, rośnie przy tym wraz z jej wielkością (aż 86% wskazań w przypadku największych firm). Obszary, których dotyczy polityka podróży mogą być różne w poszczególnych organizacjach. Najczęściej obejmuje ona rezerwację hoteli (54% wskazań). Jeśli chodzi o środki transportu, w przypadku przelotów samolotem zasady zakupu biletów obowiązują pracowników 51% firm, w przypadku podróży pociągiem – 50% firm, a w przypadku przejazdu autobusem – 44% firm. Najrzadziej polityka podróży dotyczy zasad wynajmu samochodu (36% odpowiedzi). Pracownicy często mają też znaczną swobodę w wyborze posiłków w czasie delegacji (ograniczenia tylko w 39% organizacji).

Badanie decydentów biznesowych na zlecenie firmy Amadeus wykonała agencja badawcza TNS. Ankieta typu CATI (ang. Computer Assisted Telephone Interview) została przeprowadzona na ogólnopolskiej próbie 300 firm i instytucji zatrudniających powyżej 50 pracowników.

Prawo e-commerce: Jak zwrócić lub zareklamować towar, jeśli kupiliśmy go online, a w dodatku na kredyt?

Już co najmniej połowa Polaków robi zakupy przez internet. E-commerce oszczędza czas potrzebny na wybranie towaru i pieniądze dzięki konkurencji cenowej z tradycyjnymi sklepami. Szczególnym powodzeniem cieszą się internetowe sklepy ze sprzętem elektronicznym. Coraz popularniejsze jest również kupowanie w internecie na raty, czyli na kredyt. Zakupy wirtualne są wygodne, ale niepozbawione wszystkich problemów, jakie wiążą się z kupowaniem jako takim. Podobnie jak w tradycyjnym sklepie może się zdarzyć, że sprzęt, który nabędziemy, nie będzie spełniał naszych oczekiwań lub będzie po prostu wadliwy. Jak go zwrócić lub zareklamować, jeśli kupiliśmy go online, a w dodatku na kredyt?

Według badania CBOS w ubiegłym roku prawie połowa Polaków (47 proc.) robiła zakupy za pośrednictwem internetu. W ciągu zaledwie pięciu lat liczba ta wzrosła dwukrotnie. Nic w tym dziwnego. Rośnie zasięg dobrej jakości internetu, więc wielu z nas przekonało się już, że e-sklepy gwarantują szybkie i tanie zakupy bez wychodzenia z domu. Do sieci przenoszą się też inne udogodnienia związane z handlem, w tym możliwość zakupu online na raty.

E-sklep ma obowiązek przyjąć zwrot towaru

Jednym z ważnych argumentów za kupowaniem online jest możliwość odstąpienia od umowy, czyli zwrotu zakupionego towaru bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów, w terminie nieprzekraczającym 14 dni kalendarzowych. Do zachowania terminu wystarczy wysłanie lub dostarczenie oświadczenia do sprzedawcy. Ma on obowiązek niezwłocznie, w terminie nie dłuższym niż 14 dni kalendarzowych od dnia otrzymania oświadczenia konsumenta, zwrócić wszystkie dokonane przez niego płatności, w tym koszty dostawy produktu (z wyjątkiem kosztów, które wynikają z wybrania przez klienta sposobu dostawy innego niż najtańszy, zwykły sposób dostępny w sklepie internetowym). Warto pamiętać, że złożenie takiego oświadczenia i zwrot towaru to dwie różne czynności i nie trzeba ich dokonywać jednocześnie. Wskazane jest nawet wykonanie ich osobno. Uprzedzamy w ten sposób sprzedawcę o nadejściu przesyłki i nie narażamy się na jej nieodebranie. Należy również pamiętać, że zwracając towar, ponosimy odpowiedzialność za ewentualne zmniejszenie wartości rzeczy, np. w wyniku korzystania z niej. Oznacza to, że mamy prawo sprawdzić towar, ale tylko w taki sposób, w jaki byśmy to zrobili w sklepie tradycyjnym (np. pod względem kompletności czy spełniania określonych w ofercie parametrów technicznych). Jeśli skorzystamy z zakupionych towarów, a potem będziemy chcieli odstąpić od umowy, możemy zostać obciążeni dodatkowymi kosztami w związku ze zmniejszeniem wartości tych towarów.

A co, jeśli kupowałem na raty?

Kredytobiorcy korzystający ze wsparcia banku i kupujący sprzęt online i na raty podlegają takim samym zasadom jak ci konsumenci, którzy biorą kredyty w placówkach bankowych. Zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim mamy 14 dni na odstąpienie od umowy bez podania przyczyn takiej decyzji. Jedyna różnica to sama procedura odstąpienia, wynikająca z charakteru zakupów.

W wypadku zakupu towaru lub usługi bank nie wypłaca pieniędzy bezpośrednio na konto kredytobiorcy, ale kieruje całą sumę do sprzedawcy np. sklepu internetowego. W razie odstąpienia od umowy bank będzie musiał odzyskać środki bezpośrednio od sprzedawcy.

Zatem aby dopełnić niezbędnych formalności, na początek musimy złożyć w banku oświadczenie o odstąpieniu od umowy kredytowej. Wzór takiego formularza powinien być dołączony do umowy.  Obowiązuje nas termin maksymalnie 14 dni od podpisania umowy. Oświadczenie może być złożone w oddziale banku lub przesłane do niego pocztą. W tym drugim wypadku ważne jest, aby zachować potwierdzenie nadania z datą. Następnie oświadczenie przekazywane jest sprzedawcy, który zwraca pieniądze do banku. Ma na to maksymalnie 30 dni od dnia złożenia przez nas oświadczenia. Jedynym kosztem poniesionym przez konsumenta będą ewentualne odsetki za okres kilku dni trwania takiego kredytu. Nie zapłacimy żadnych dodatkowych opłat związanych z udzieleniem kredytu (czyli np. prowizji).

Zatem podsumowując – jeśli chcemy zwrócić towar zakupiony online na kredyt, zarówno w stosunku do sprzedawcy, jak i do banku musimy zachować termin maksymalnie 14 dni na wycofanie się z transakcji. Sprzedawcę informujemy o tym, że odstępujemy od zakupu i zwracamy towar. W banku oświadczamy również, że odstępujemy od umowy kredytowej. Analogicznie powinniśmy postąpić, jeśli towar kupiony w sklepie internetowym jest wadliwy. E-sklepy przez jakiś czas stosowały praktykę, zgodnie z którą klient najpierw zobowiązany był złożyć reklamację i skorzystać z uprawnień wynikających z prawa ochrony konsumentów (czyli żądać naprawy lub wymiany towaru na nowy). Jednak orzecznictwo sądów wskazało na inny sposób rozwiązania tej sytuacji. Zgodnie z wyrokiem Sądu Okręgowego w Olsztynie z 3 kwietnia 2013 r. (sygn. akt I Ca 55/13) prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość bez podania przyczyny dotyczy również towaru wadliwego. To, czy odstąpimy od umowy, czy zareklamujemy zamówiony towar, zależy więc tylko od nas.

Dorota Matuszyńska, Idea Expert

Cyberataki zagrożeniem dla polskiego przemysłu

Wzrost liczby cyberataków na infrastrukturę o znaczeniu krytycznym, który miał miejsce w ciągu ostatniej dekady sprawił, że cyberbezpieczeństwo stało się centralnym problemem dla użytkowników i dostawców systemów automatyzacji oraz sterowania w przemyśle. W latach 2006-2012 liczba incydentów zagrażających bezpieczeństwu przemysłu na świecie wzrosła aż o 782 %. Z różnych powodów wiele ataków wciąż nie jest zgłaszanych, co pozwala zakładać, że skala problemu jest większa, niż wskazywałyby na to zebrane dane.

Zamierzone działanie

Cyberataki wymierzone w przedsiębiorstwa przemysłowe mają zawsze charakter strategiczny. Ich celem jest zakłócenie funkcjonowania systemów w celu uzyskania korzyści finansowych, rynkowych (ataki na konkurencyjne firmy) czy czysto politycznych.  Zdarzają się również ataki, których podłożem są kwestie społeczne, a w niektórych przypadkach mogą one  wynikać nawet z osobistych animozji. Ataki nie są niczym nowym, ale ich skala oraz sposoby są coraz bardziej zaawansowane i przemyślalne. W ciągu ostanich 10 lat miało miejsce kilka głośnych ataków. W 2003 roku zaatakowano elektrownię Davis-Besse należącą do First Energy. Z kolei w grudniu 2010 roku w centrum uwagi całego świata znalazł się robak Stuxnet, który zaatakował elektrownię atomową w Iranie. Po tym zdarzeniu spojrzenie świata na bezpieczeństwo obiektów strategicznych zyskało nowego znaczenia.  Również w Polsce mieliśmy do czynienia z atakami na ważne elementy infrastuktury miejskiej. W styczniu 2008 roku doszło do serii wykolejeń tramwajów w Łodzi. Ich przyczyną był atak 14–latka, który za pomocą przerobionego pilota do TV zmieniał ustawienia zwrotnic działających na podczerwień. Został złapany, tylko dlatego, iż w szkolnym zeszycie miał wpisane numery ulubionych linii tramwajowych. Pokazuje to, jak duże możliwości do ataków mają dzisiejsi hakerzy i jak sie okazuje nie jest to dla nich zbyt trudne.

Ataki przemysłowe

Według danych pochodzących z raportu Cyberbezpieczeństwo środowisk sterowania i automatyki przemysłowej, opublikowanych przez Frost & Sullivan we współpracy z Schneider Electric najbardziej zagrożonymi sektorami są: gospodarka wodna (41% ataków), energetyka (16%) oraz firmy wielosektorowe (25%). W dalszej kolejności uplasowały się : sektor chemiczny, jądrowy oraz administracja publiczna. Dziś główna uwaga hakertów atakujących firmy przemysłowe skupia się najczęściej na systemach sterowania, takich jak rozproszone systemy sterowania (DCS – distributed control systems), programowalne sterowniki logiczne (PLC – programmable logic controllers), systemy SCADA (supervisory control and data acquisition) i panele sterownicze HMI (human machine interface). Cyberprzestępcy wykorzystują różnorodne luki i słabości od niezabezpieczonych kanałów zdalnego dostępu, przez niedoskonałe zapory firewall, po brak segmentacji sieci. Możliwe są również ataki przeprowadzane od wewnątrz, zwłaszcza w przypadku niezadowolonych pracowników lub partnerów biznesowych.

Wszytskie te ataki mają jednak swoje określone przyczyny. Do głównych z nich należą luki w zabezpieczeniach sieci, które mogą mieć różnorodny charakter, od niechronionych punktów umożliwiających zdalny dostęp, po niewystarczające zapory firewall. Z kolei w przypadku sprzętu i oprogramowania luki obejmują m.in. niechronione zdalne terminale RTU, komputery PC, pamięci USB, urządzenia mobilne i peryferyjne oraz konkretne interfejsy HMI, a także wszelkie rodzaje oprogramowania sterującego – mówi Ireneusz Martyniuk, Wiceprezes Pionu Przemysłu w Schneider Electric Polska.

Na bezpieczeństwo trzeba jednak patrzeć szeroko. Przyczyną ataków są również słabe zabezpieczenia fizyczne w przedsiębiorstwie. Tutaj mówimy głównie o niewystarczającej ochronie dostępu osób fizycznych do obiektu i systemów sterowania oraz automatyki i to one są najczęściej spotykanymi fizycznymi lukami – dodaje Ireneusz Martyniuk, Czynnik ludzki w kwestiach związanych z bezpieczeństwem obiektów przemysłowych można powiązać z szeregiem czynników zagrożenia takich jak błędy projektantów oraz instalatorów podczas konfiguracji i instalacji systemu. Do tego mogą dojść również błędy operacyjne podczas pracy systemu, niewystarczająco skrupulatne prace konserwacyjne, plany wymiany sprzętu oraz oprogramowania na nowsze, jak również zbyt niski poziom umiejętności osób wykonujących takie działania. Całościowa kultura pracy ma więc istotny wpływ na bezpieczeństwo i umożliwienie cyberprzestępcom dokonanie ataku. Jeżeli kultura ta nie będzie uwzględniać kluczowych czynników ryzyka to będzie przyzwoleniem na realizację działań operacyjnych w niebezpieczny sposób, ignorując np. podstawową politykę zarządzania hasłami bezpieczeństwa i dostępem pracowników do systemu. Związane jest to mocno z środowiskiem pracy, w którym nie są przeprowadzane regularne audyty, brakuje skutecznych i spójnych działań mających na celu egzekwowanie polityk bezpieczeństwa. Ponadto, nie korzysta się w pełni z dostępnych narzędzi nadzoru i monitoringu, narażając się tym samym na stanowczo zbyt wysokie ryzyko.

Zbyt dużo do stracenia

Konsekwencje niezbezpieczenia przedsiebiorstwa przed atakami moga być bardzo duże. Cyberataki mogą doprowadzic do znacznych strat finansowych, opóźniając lub zakłócając produkcję i procesy operacyjne, doprowadzić do uszkodzenia urządzeń i infrastuktury, a także potencjalnych problemów związanych z niezgodnością z regulacjami bezpieczeństwa. To z kolei może wiązać się z wysokimi karami pieniężnymi – kontynuuje Ireneusz Martyniuk,. Kary finansowe to jednak nie wszystko. Szkody wywołane atakami hakerów mogą wpłynąć na wizerunek firmy i przełożyć się wprost na zmniejszenie zaufania klientów, a tym samym pomniejszenie zysków. W wyniku ataku może również dojść do utraty poufnych danych, co może wpłynąć na obniżenie jakości usług.

Cyberataki to zjawisko, które będzie coraz częściej występowało  w sektorze przemysłu. Dla cyberprzestępców, przedsiębiorstwa działające w tej branży stały się bardziej atrakcyjne ze względu na : większe obroty finansowe, możliwość wyrządzenia większych szkód w całym łańcuchu dostawców, jak również uzyskanie dostępu do ciekawych nowych technologii, które później mogą wykorzystać na świecie. Z tego względu wdrażanie strategii bezpieczeństwa jest z jednej strony koniecznością z drugiej zaś stanie się w niedalekiej przyszłości obowiązkiem narzuconym przepisami. Pomimo pojawienia się narzędzi bezpieczeństwa zintegrowanego z konkretnymi produktami, przyjęcie strategii dla sieci przemysłowych stanie się w nadchodzących latach koniecznością w obliczu cyberzagrożeń.

Ankieta Bloomberga: wzrost PKB w Polsce 4%

Bardzo korzystnie wypadł nasz kraj w ankiecie Bloomberga. 4% wzrostu to drugi nieazjatycki wynik na świecie. Wczoraj zobaczyliśmy, ze funt wciąż jest bardzo podatny na dane makroekonomiczne. W Chinach trwają poważne problemy na giełdzie.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajszy dzień udowodnił, że dane makroekonomiczne wciąż są obserwowane przez analityków i nie tylko Grecja porusza rynkami. O 10:30 poznaliśmy gorszy od oczekiwań wynik indeksu PMI dla przemysłu Wielkiej Brytanii. Zamiast oczekiwanego wzrostu o 0,6 pkt, był spadek o 0,5 pkt. W rezultacie na rynki trafił sygnał osłabiający brytyjską gospodarkę a tym samym funta. W rezultacie w ciągu 45 minut od publikacji funt spadł z okolic 5,93 zł na 5,88 zł. Potem ruch ten był co prawda korygowany, jednakże pokazuje to jak duży krótkoterminowy wpływ na rynki ma korygowanie przez inwestorów pozycji.

Dane z USA nie wpłynęły aż tak mocno na dolara, nie mniej było widać umacnianie się amerykańskiej waluty po dobrym raporcie ADP na temat zatrudnienia. Również indeksy dla przemysłu zarówno PMI jak i jego odpowiednik w USA indeks ISM wypadły korzystnie. Nie mógł dziwić zatem fakt, że dolar kolejny dzień umacniał się wobec euro, pomimo tego że i tak po zawirowaniach w Grecji jest już bardzo mocny.

Ankieta Bloomberga na temat wzrostu PKB wypadła bardzo korzystnie dla naszego kraju. Jest to badanie, w którym pytani są ekonomiści na temat spodziewanych poziomów wzrostu gospodarczego w danym kraju. Polsce przypisano imponującą wartość 4%. Spośród krajów rozwiniętych to drugi najlepszy wynik, tuż po nadrabiającej straty z kryzysu Irlandii. Powyżej są już tylko dynamicznie rozwijające się państwa azjatyckie. Co ciekawe ankieta przewiduje wzrost o 0,9% w Grecji. Jest to bardzo odważna prognoza.

W Grecji trwają nawoływania do głosowania w referendum. Nikt nie spodziewa się innego wyniku niż “NIE”, natomiast rządząca Syriza wciąż zbiera poparcie by wynik był jeszcze bardziej przytłaczający. Wątpliwym jest by referendum podziałało na kogokolwiek. Spłacanie zobowiązań to kwestia odpowiedzialności za składane deklaracje a nie wola wyborców. Jeżeli państwo nie będzie ich spłacać nikt więcej mu nic nie pożyczy, bo wtedy to nie kredyty, tylko darowizny.

Spadki na giełdzie w Pekinie coraz bardziej niepokoją. Zmienność jest bardzo duża, a od napompowanego spekulacjami maksimum z połowy czerwca główny indeks stracił już 26%. Pęknięcie bańki spekulacyjnej w tak dużej gospodarce z pewnością będzie odczuwalne na innych światowych rynkach.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – stopa bezrobocia oraz zmiany zatrudnienia,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

EUR/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1700.

CHF/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.

USD/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,7000 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8850. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowa kancelaria doradców restrukturyzacji

Z początkiem miesiąca rozpoczęła działalność specjalistyczna kancelaria PMR Restrukturyzacje SA. Założyło ją dwoje syndyków, uznanych specjalistów w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw – Maciej Roch Pietrzak oraz Małgorzata Anisimowicz, którzy połączyli swoje kancelarie. Celem spółki jest stworzenie nowoczesnej formuły doradztwa, wspierającego przedsiębiorcę w procesie naprawy oraz usprawniania firmy.

PMR Restrukturyzacje będzie świadczyć wysoce wyspecjalizowane usługi doradcze
w zakresie planowania i realizacji procesów restrukturyzacji, postępowań układowych
i naprawczych w egzekucji z dochodów przedsiębiorstw. Dodatkowo spółka będzie wspierała klientów w zapobieganiu niewypłacalności, ochronie płynności, zarządzaniu kryzysem,
a także zwiększeniu efektywności przedsiębiorstw oraz pozyskiwaniu finansowania
na restrukturyzację lub inwestycje w projekty typu distressed assets.

Powołanie do życia wyspecjalizowanej kancelarii doradców jest odpowiedzią na zmiany
w prawie restrukturyzacyjnym, oraz stanowi wyjście na przeciw potrzebom firm, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej.

Ideą działania kancelarii jest połączenie wiedzy teoretycznej (prawo i ekonomia) oraz wieloletniego doświadczenia praktycznego z zakresu restrukturyzacji i zarządzania. Dobrze przeprowadzonym procesem naprawczym jest dla nas działanie, w efekcie którego nasz klient spłaca wierzycieli, przy zachowaniu miejsc pracy i integralności oraz wartości przedsiębiorstwa. Dotychczas się to udawało, a połączenie sił, tylko nas wzmacnia merytorycznie i zwiększa zasięg geograficzny naszych działań.” – skomentował Maciej Roch Pietrzak – Prezes Zarządu PMR Restrukturyzacje.

Maciej Roch Pietrzak prowadził swoje kancelarie w Warszawie, Łodzi i Kaliszu. Małgorzata Anisimowicz jako syndyk aktywnie działa w regionie Dolnego Śląska. Wspólny szyld to jednak dopiero wstęp do ambitnej strategii rozwoju rynku usług w zakresie doradztwa restrukturyzacyjnego. Założyciele zapewniają, że już niedługo otworzą kolejne partnerskie oddziały PMR, również za granicą. Plany dotyczą biur w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Poszerzanie i rozwój struktur firmy jest jednym z kluczowych zadań na najbliższy czas. Ich tempo zależeć będzie jednak od możliwości integracji i promocji wysokich standardów obsługi. Właśnie troska o klienta i efektywność naszych działań wyróżnia PMR i to bez względu na lokalizację biura.” – dodaje Małgorzata Anisimowicz – Vice-Prezes PMR Restrukturyzacje.
***

Maciej Roch Pietrzak – doradca restrukturyzacyjny. Członek Zespołu Ekspertów przy Ministrze Sprawiedliwości ds. Nowelizacji Prawa Upadłościowego i Naprawczego oraz Restrukturyzacji Przedsiębiorstw. Odznaczony przez Ministra Sprawiedliwości Medalem „Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości” za prace nad założeniami do projektu Ustawy Prawo Restrukturyzacyjne. Współautor przygotowanej w Ministerstwie Gospodarki i przyjętej przez Radę Ministrów „Polityki Nowej Szansy”, mającej na celu ochronę polskich przedsiębiorstw przed niewypłacalnością. Inicjator powstania, współtwórca statutu oraz zasad funkcjonowania samorządu zawodowego syndyków licencjonowanych. Jest także członkiem krakowskiego Instytutu Allerhanda oraz Zarządu Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji, skupiającego czołowe polskie kancelarie oraz instytucje finansowe, zajmujące się restrukturyzacją zadłużonych przedsiębiorstw.

 

Małgorzata Anisimowicz – doradca restrukturyzacji, ekonomista i mediator. Syndyk licencjonowany
z ponad 20- letnim doświadczeniem w doradztwie biznesowym i restrukturyzacyjnym. Założycielka
i vice-prezes w PMR Restrukturyzacje S.A. Przeprowadziła procesy restrukturyzacji licznych spółek,
w tym autorski program restrukturyzacji przedsiębiorstw w ramach postępowań upadłościowych
w trybie likwidacji. Pełni funkcję biegłego sądowego. Jest również współzałożycielką Krajowej Izby Syndyków oraz Prezesem Okręgowej Izby Syndyków we Wrocławiu.

Polscy producenci walczą o rynek produktów premium i luksusowych

W Polsce rośnie liczba osób zamożnych i bogatych, którzy swoje zarobki chcą wydawać na samochody klasy premium, najwyższej jakości kosmetyki i odzież, biżuterię czy gadżety elektroniczne. Mimo że coraz liczniej na naszym rynku obecne są marki międzynarodowe, również rodzimi producenci dóbr luksusowych częściej przebijają się do polskich i zagranicznych konsumentów.

Według raportu KPMG, w 2014 roku w Polsce mieszkało 878 tys. osób o dochodzie miesięcznym brutto powyżej 7,1 tys. zł. Do 2017 roku ich liczba sięgnie 1 153 tys. zaś rynek dóbr luksusowych wzrośnie o 11%, osiągając poziom 14 mld zł. To ogromna liczba zamożnych konsumentów i jeszcze większe pieniądze, o które będą rywalizować zagraniczne i rodzime marki. Polska na tle innych państw europejskich jest w ścisłej czołówce pod względem obecności światowych marek z segmentu premium. W 2014 roku 70 proc. z nich, głównie z Francji i Włoch, było obecnych na naszym rynku. Dobra luksusowe są coraz powszechniej dostępne, o czym świadczy rosnąca liczba ekskluzywnych butików zagranicznych projektantów czy otwarcie pierwszego w Polsce salonu Ferrari.

To właśnie rynek samochodów klasy premium i luksusowych rozwija się najbardziej dynamicznie, zaś jego wartość w 2014 roku wyniosła 5,6 mld zł. W Polsce stopniowo przybywa osób, które chcą zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa o Ferrari czy Porsche. W ubiegłym roku impuls dały zmiany regulacyjne w przepisach o VAT, dzięki którym sprzedaż marek z segmentu premium i luksusowych zwiększyła się o 29 i 31 procent. Przykładowo, Infiniti czy Lamborghini odnotowały wręcz 234 i 300 procentowy wzrost. Według raportu KPMG, w najbliższych latach największych wzrostów można spodziewać się w segmencie luksusowej biżuterii i zegarków, który w 2014 wart był 368 mln zł, zaś do 2017 może osiągnąć 466 mln zł. Dynamicznie rozwija się rynek luksusowych usług hotelarskich i SPA, na który wchodzą kolejni operatorzy otwierający obiekty świadczące usługi najwyższej jakości. Ważnym segmentem polskiego rynku dóbr luksusowych są też napoje alkoholowe – bogacący się i coraz lepiej wyedukowani konsumenci sięgają nierzadko o klasę wyżej. W efekcie rośnie zainteresowanie alkoholami typu whisky, drogimi winami, piwami specjalnymi oraz wódką super premium.

Rynek luksusowych alkoholi oraz biżuterii pokazuje, że polskie marki luksusowe również mogą odnieść sukces, zarówno w kraju, jak i za granicą. Polacy chętnie sięgają bowiem po rodzime produkty wysokoprocentowe, takie jak Wyborowa Exquisite, Sobieski Estate czy Chopin. Wyselekcjonowane gatunki zbóż oraz krystalicznie czysta woda sprawiają, że polskie wódki od dawna cenione są również wśród zagranicznych konsumentów.

Popularnością cieszą się wyroby biżuteryjne Kruk i Apart czy zegarki Copernicus Watch. Niewielki jest natomiast rynek luksusowych perfum i kosmetyków, choć jeden z trendów, jakim jest poszukiwanie przez konsumentów unikatowych zapachów, stwarza szansę dla niszowych perfumerii, takich jak np. La Selection. Warto jednocześnie przypomnieć sukces polskiej marki dr Irena Eris, która w 2012 roku dołączyła do prestiżowego klubu Comité Colbert, zrzeszającego najbardziej luksusowe marki. Polska jest też jednym ze światowych producentów wysokiej jakości jachtów, które niemal w 90% przeznaczone są na eksport. Sunreef Yachts w 2014 roku otrzymał nagrody Teraz Polska i Global Luxury Manufacturing Award.

Rynek luksusowej odzieży i dodatków jest dopiero w fazie rozwoju, zaś domy mody takie jak Dior czy Chanel wciąż postrzegają Polskę za mało perspektywiczną. To ogromna szansa na zagospodarowanie rynku przez rodzime marki, zarówno te o ugruntowanej pozycji jak Cafardini, jak i młodych projektantów. Według danych KPMG, po ubrania od projektantów czy szyte na miarę sięga regularnie lub okazjonalnie niemal 30% zamożnych Polaków, 40% bardzo zamożnych o dochodach od 10 do 20 tys. zł oraz ponad połowa zarabiających więcej niż 20 tys. zł. Zamożni konsumenci coraz bardziej przekonują się, że wybór dopasowanego garnituru, uszytego z najwyższej jakości materiałów według indywidualnych preferencji, wyróżni ich z tłumu i pomoże w umacnianiu swojej pozycji biznesowej oraz społecznej.

Jakość jest głównym wyznacznikiem, jakim kierują się Polacy kupując dobra i usługi luksusowe. O zamożnych i bogatych konsumentów z naszego kraju będą w najbliższym czasie rywalizować liczni zagraniczni producenci. Warto więc, by w szranki stanęły również polskie marki szyte na miarę. „Made in Poland” staje się bowiem wyznacznikiem jakości na świecie, nie tylko za sprawą gier komputerowych, okien dachowych, autobusów czy żywności, ale także polskich produktów luksusowych.

Autorem wypowiedzi jest Marta Stefańczyk-Ciąpała, prezes i założyciel firmy Cafardini.

Egzekucja komornicza majątku z dotacji unijnej – czy to możliwe?

Z dotacji unijnych korzysta obecnie wielu beneficjentów, a szeroko pojęte dopłaty w istotny sposób przyczyniają się do rozwoju sektora prywatnego i publicznego. Co jednak w sytuacji, gdy profitent dotacji jest jednocześnie dłużnikiem, przeciwko któremu komornik lub poborca skarbowy prowadzi postępowanie egzekucyjne? Liczne egzekucje, w których dochodziło do zajęcia rachunków bankowych oraz znajdujących się na nich środków z dotacji sprawiły, że pytanie to stało się wyjątkowo aktualne.

Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Dotacja nietykalna

W dniu 8 kwietnia 2014r. ustawodawca wprowadził do Kodeksu postępowania cywilnego art. 831 § 1 pkt. 2a), zgodnie z którym „Nie podlegają egzekucji środki pochodzące z programów finansowanych z udziałem środków, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz.U. z 2013 r. poz. 885, 938 i 1646), chyba że wierzytelność egzekwowana powstała w związku z realizacją projektu, na który środki te były przeznaczone”. Mowa tu o dopłatach pochodzących z budżetu Unii Europejskiej oraz niepodlegających zwrotowi środkach z pomocy udzielanej przez państwa członkowskie Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) czyli o dotacjach pochodzących ze źródeł zagranicznych niepodlegających zwrotowi, czyli między innymi tak zwanych funduszy europejskich.

Problemy praktyczne

Zgodnie z nową regulacją prawną, nie jest możliwe prowadzenie egzekucji ze środków pochodzących z dotacji. Praktyka stosowania prawa pokazała jednak, że nawet po wprowadzeniu nowych przepisów dochodziło do sytuacji wzbudzających wiele wątpliwości. Sąd Najwyższy rozwiał je poprzez orzecznictwo w sprawie egzekucji z rachunku bankowego fundacji, na koncie której znajdowały się środki pieniężne pochodzące z unijnego dofinansowania. Co istotne, w omawianym przypadku, bank nie poinformował komornika, iż prócz majątku dłużnika na rachunku znajdują się także środki pochodzące z dotacji. W uchwale z dnia 26 lutego 2015r., sygn. III CZP 104/14, Sąd Najwyższy szeroko wyjaśnił brzmienie nowych przepisów prawnych. Najważniejszym wnioskiem płynącym z orzeczenia była konieczność starannego postępowania banku, który prowadzi rachunek dłużnika. To właśnie bank powinien bacznie kontrolować, jakiego rodzaju środki znajdują się na rachunku klienta, a gdy okaże się, że mamy do czynienia z dotacją unijną, niezwłocznie poinformować o tym fakcie komornika. Jedyny wyjątek stanowi egzekucja wierzytelności powstałej w ramach projektu dłużnika, na który otrzymał on środki unijne.

Egzekucja majątku z dotacji tylko w jednym wypadku

Zakaz egzekucji ze środków unijnych nie byłby pełny i kompletny bez dodatkowych regulacji zawartych w art. 831 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, który wprost stanowi, że nie jest także możliwa egzekucja ze środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych powstałych w ramach realizacji projektu, na który przeznaczone były pieniądze pochodzące z programów finansowanych z udziałem środków, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, przez okres jego trwałości wskazany w umowie o dofinansowanie projektu. Egzekucja z majątku beneficjenta, który powstał za pieniądze z dotacji będzie zatem możliwa, ale dopiero po upływie okresu trwałości projektu wskazanego w umowie o dofinansowanie.

Podstawa prawna:

  • – art. 831 § 1 pkt. 2a) Kodeksu postępowania cywilnego,
  • – art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 Ustawy o finansach publicznych.

Rentowność polskich obligacji skarbowych już na poziomie niemal 3,3 proc. Do końca roku nie ma szans na niższe poziomy

Rafał Madej, dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP

Po okresie blisko 5-letniej hossy na rynku długu mamy do czynienia z mocną korektą. Rentowność 10-letnich obligacji Skarbu Państwa po osiągnięciu w lutym 2015 roku minimum na poziomie 1,94 proc. zaczęła gwałtownie rosnąć. Obecnie polski dług wyceniany jest z rentownością wynoszącą niemal 3,3 proc. W opinii Rafała Madeja, dyrektora Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych w PKO BP, w tym roku szans na spadek rentowności, czyli wzrost cen polskich papierów skarbowych, raczej nie ma.

– Po pierwsze, mamy trochę niepokojów związanych z perspektywą politycznej sceny w Polsce w związku z wyborami. Po drugie, na sytuację polskiego długu wpływa istotnie sytuacja w Grecji, w ogóle sytuacja w Europie jest mocno zdeterminowana tym, co się dzieje w Grecji. I wreszcie po trzecie, co dzieje się za oceanem, czyli perspektywa zmiany polityki Fedu, planowany wzrost stóp procentowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Madej, dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP.

Przecena na rynku obligacji negatywnie rzutuje na wyceny jednostek dłużnych funduszy inwestycyjnych. Po okresie bardzo dobrych stóp zwrotu osiąganych w ostatnich latach, obecnie większość z nich generuje ujemne stopy zwrotu. Spośród blisko 70 funduszy instrumentów dłużnych jedynie 9 uniknęło w ostatnim kwartale strat. Przedstawiciel PKO BP także w najbliższym czasie nie spodziewa się radykalnej poprawy.

– Dla nas scenariuszem bazowym jest dalsza przecena obligacji. Przy 10-latkach zakładamy w trzecim kwartale wzrost rentowności do poziomu 3,40 proc. W czwartym kwartale należałoby oczekiwać uspokojenia się, bo część czynników ryzyka naszym zdaniem nie będzie już tak silnie oddziaływała, dlatego nastąpi stabilizacja i powrót do poziomu 3,30 proc. – prognozuje Rafał Madej.

Dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP pytany o wpływ wyborów na notowania obligacji odpowiada, że jest to uzależnione od ich wyników. Budowa silnej koalicji rządowej i utrzymanie dotychczasowej polityki gospodarczej naszego kraju powinny pozytywnie wpłynąć na rynek. W przypadku politycznego przesilenia i kłopotów z formowaniem nowego rządu, trzeba będzie liczyć się negatywną reakcją inwestorów.

Negatywnym czynnikiem wpływającym na rynek długu jest także napięta sytuacja panująca w Grecji.

– Jak widać do tej pory, Grecja szarpie Europą i trochę światem, jesteśmy ich zakładnikami już od kilku lat. Wierzę jednak w pozytywny scenariusz, bo to porozumienie tak pewnie jest możliwe, natomiast to jest trochę gra nerwów – ocenia dyrektor Madej.

Ekspert przestrzega jednak przed negatywnym scenariuszem, oznaczającym opuszczenie przez Grecję strefy euro. W takim przypadku reakcja rynków na pewno nie będzie pozytywna i pociągnie za sobą wzrost rentowności papierów dłużnych.

Dyrektor Madej tłumaczy, że obecnie trudno przewidzieć, kiedy fundusze wyspecjalizowane w instrumentach dłużnych zaczną ponownie przynosić zyski. Specyfiką funduszy obligacji jest to, że najlepiej radzą sobie w okresach obniżek stóp procentowych. Tymczasem ostatnia seria obniżek w Polsce została niedawno zakończona, a rynek spodziewa się teraz raczej ich wzrostu, choć dopiero w perspektywie drugiej połowy przyszłego roku.

– Jeśli mamy w tej chwili perspektywę odwrotną, czyli podwyżek stóp procentowych, to nie stwarza to dobrych perspektyw dla funduszy dłużnych. Oczywiście zarządzający radzą sobie, modyfikując politykę inwestycyjną, bardziej aktywnie grając i zarządzając portfelem – mówi Rafał Madej.

Zarządzający w PKO BP jako alternatywę wskazuje zakup przez fundusze obligacji korporacyjnych, które notowane są z premią w stosunku do długu skarbowego, jednak inwestycja w nie obarczona jest odpowiednio wyższym poziomem ryzyka.

Europejski Kongres Medyczny o przyszłości polskiej medycyny

W dniach 25-27 czerwca 2015 r. w Gdańsku odbył się Pierwszy Europejski Kongres Medyczny. W ciągu trzech dni politycy, samorządowcy, przedstawiciele pracodawców oraz eksperci z dziedziny nauki, medycyny i finansów dyskutowali o zmianach i kierunku dalszego rozwoju polskiej medycyny. Szeroko dyskutowane były kwestie związane z zarządzaniem placówkami medycznymi, czy informatyzacją.

Europejski Kongres MedycznyKongres otworzył wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki, który powiedział, że jest to pierwsze takie wydarzenie, które w sposób kompleksowy i interdyscyplinarny podejmuje problematykę ochrony zdrowia. Odczytał również list od ministra zdrowia Mariana Zembali’ „ W Polsce potrzebny jest dialog – również międzynarodowy – który umożliwi wymianę doświadczeń i dyskusję na temat problemów ochrony zdrowia i wyzwań, przed którymi stajemy” – napisał profesor Zembala. Z kolei wicewojewoda pomorski Michał Owczarczak odczytał słowa premier Ewy Kopacz: „ Wasz głos w debacie jest niezwykle cenny. Bez wsparcia różnych środowisk, bez kreatywności, determinacji i dynamizmu, nasze starania nie będą przynosić spodziewanych efektów” – napisała Prezes Rady Ministrów życząc uczestnikom owocnych obrad.

Na Kongresie nie mogło zabraknąć również obecnie bardzo ważnego dla rozwoju branży tematu związanego z nową perspektywą unijną. Konfederacja Lewiatan odpowiedzialna była za przygotowanie i prowadzenie panelu pn. „Nowa unijna perspektywa finansowa. Szanse dla Polski”. Moderatorem spotkania była dr Dobrawa Biadun – ekspertka ds. ochrony zdrowia Konfederacji Lewiatan.

W debacie udział wzięli: Paweł Orłowski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju (opowiedział ogólnie o nowej perspektywie i ofercie dla branży w programach centralnych, ze szczególnym naciskiem na projekty dotyczące innowacji, badań i rozwoju), Hanna Zych-Cisoń – członek Zarządu Województwa Pomorskiego (wskazała rolę samorządu i podział środków na zdrowie na poziomie RPO), Michał Kępowicz – Dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich Ministerstwa Zdrowia (omówił rolę Ministerstwa Zdrowia w kreowaniu spójnej polityki w obszarze zdrowia). Stronę przedsiębiorców reprezentowali: Bartosz Hajncz – Pracodawcy Zdrowia (który przedstawił dotychczasowe doświadczenie przedsiębiorców), Marek Witulski ‒ Siemens (wskazał wpływ środków unijnych na rozwój placówek ochrony zdrowia) oraz Mikołaj Wietrzy – PwC (ocenił możliwości wykorzystania środków unijnych przez placówki ochrony zdrowia).

Michał Kępowicz wyjaśnił, że Komisja Europejska przyjęła przygotowane przez stronę Polską dokumenty, co oznacza możliwość otwarcia projektów w obszarze ochrony zdrowia. Pamiętać jednakże należy, że w części obszarów działania będą musiały być zgodne z opracowywanymi mapami potrzeb zdrowotnych.
W rezultacie dyskusji paneliści wskazali na konieczność racjonalnego opracowywania projektów, w celu jak najefektywniejszego rozdysponowania środkami. Ważna też – jak wskazała Dobrawa Biadun – będzie rola Komitetu Sterującego odpowiadającego za zgodność opracowywanych projektów z Policy paper oraz mapami potrzeb zdrowotnych. Konieczność koordynacji to nie tylko wymóg UE ale również narzędzie do wsparcia tych projektów, które wpłyną na rozwój gospodarczy polskich przedsiębiorców.”

Konfederacja Lewiatan

 

Czy Internet pozwala przewidzieć wyniki wyborów?

Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że Google może przewidzieć wybory lepiej niż sondaże polityczne. Jeśli to prawda, precyzyjny monitoring internetu może dawać partiom niezwykle tanie i bardzo precyzyjne dane o preferencjach wyborczych, jak i dostarczać insightów do tego, jak prowadzić kampanię wyborczą. Agencja badawcza IRCenter postanowiła sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest.

Konsekwencją możliwości przewidzenia wyników wyborów w internecie, byłaby utrata kluczowej roli telewizji w komunikacji politycznej. Jak na razie taka sytuacja nie ma miejsca.

Obserwacja ostatnich wyborów prezydenckich pokazuje, że:

  • internauci w mediach społecznościowych najczęściej dyskutowali o kandydatach w trakcie telewizyjnych debat;
  • większość newsów i dyskusji o kluczowych wydarzeniach w mediach społecznościowych jest rozprzestrzeniana przez fanpage i profile tweeterowe największych mediów – zarówno wydawców telewizyjnych, jak i telewizji naziemnych.

Porównanie wyników wyborów i Key Performance Indicators z pomiaru InternetuPorównanie wyników wyborów i Key Performance Indicators z pomiaru Internetu

Pomimo wciąż dominującej roli telewizji, monitoring internetu pozwala na bieżąco badać, jakie przekazy, treści i formy komunikatów najbardziej wpływają na niezdecydowany elektorat. W tym celu niezbędne jest określenie wskaźników opisujących zaangażowanie internautów i  mających związek ze zmianą ich preferencji politycznych,” – informuje Małgorzata Tomczyk-Walczak z IRCenter.

Podstawowe dane pochodzące z internetu dotyczące wyborów to częstotliwość wyszukań danej osoby lub partii w Google i liczba dyskusji na ich temat w mediach społecznościowych. To dane, które można porównać z poparciem deklarowanym w tradycyjnych sondażach społecznych. Analizę można przeprowadzić zarówno dla całego czasu trwania kampanii, jak i dynamicznie, uwzględniając zmiany dzień po dniu.  Agencja badawcza IRCenter uwzględniła dane sondażowe zebrane przez SmarterPoland, dane z Google Trends i Social Media Listeningu.

Czyją wygraną „przewidział internet”? W drugiej turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda otrzymał 35% głosów, a Bronisław Komorowski – 34%. Gdyby przeliczyć „głosy oddane liczbą wyszukań fraz” („Andrzej Duda” vs „Bronisław Komorowski”) tylko dla dwóch najważniejszych kandydatów, Duda otrzymałby 53%, A Bronisław Komorowski – 47%. Google niekoniecznie przewiduje wyniki wyborów, ale pokazuje trendy w zainteresowaniu kandydatem. Dlatego bardziej premiuje mniej znanych kandydatów (Bronisława Komorowskiego wszyscy bardzo dobrze znali). Liczba dyskusji w mediach społecznościowych przekłada się na stopień angażowania różnymi tematami – zarówno negatywnego, jak i pozytywnego; tutaj Andrzej Duda przegrałby z Bronisławem Komorowskim – 46% do 54%.

Dynamika zainteresowania Andrzejem DudąDynamika zainteresowania Andrzejem Dudą

Niektórzy kandydaci mogą być bardziej „internetowi”, a inni mniej. Okazuje się, że popularność w sondażach przedwyborczych Andrzeja Dudy była skorelowana zarówno z dyskusjami na jego temat w social media (wsp. kor.: 0,78), jak i z dynamiką wyszukiwania w Google (wsp. kor.: 0,74). Popularność Bronisława Komorowskiego w sondażach nie miała za to nic wspólnego z tym, co się wydarzyło w internecie. Oznacza to, że elektorat byłego prezydenta nie wyrażał swoich preferencji politycznych za pomocą tego medium.

Dynamika zainteresowania Bronisławem KomorowskimDynamika zainteresowania Bronisławem Komorowskim

Dyskusje o Bronisławie Komorowskim były wypadkową dyskusji o Andrzeju Dudzie w mediach społecznościowych. Widać, że nie przyczyniały się do wzrostu zainteresowania Bronisławem Komorowskim. Z punktu widzenia internetu największą szansą dla Komorowskiego była debata telewizyjna 17 maja. Wtedy nie tylko wzrosło jego poparcie, ale i zwiększyła się częstotliwość wyszukiwania informacji na jego temat w Google.

Co z tego wynika dla partii politycznych?  „O ile wciąż nie powinny one odwracać się od tradycyjnych mediów – zwłaszcza telewizji,  muszą jednocześnie starać się dostarczać do internetu treści, które będą wywoływać zainteresowanie kandydatami i partiami. Dodatkowo powinny inwestować w SEO. Z poprzedniej analizy tegorocznych wyborów wynikło, że Facebook to kanał do osiągania dużych zasięgów, a Twitter to kanał do merytorycznych dyskusji (wygrał na nim Andrzej Duda). Jeśli mierzyć efektywność Internetu, najlepiej wykorzystywać w tym celu Google Trends,” – tłumaczy Małgorzata Tomczyk-Walczak. Dodaje również, że „analiza pokazuje, że badając zainteresowanie contentem w mediach społecznościowych dowiadujemy się, co dokładnie publikować, aby skutecznie optymalizować strategię marketingową w trakcie jej realizacji.”

Szczegółowa analiza dostępna jest na stronie: http://ircenter.com/czy-internet-pozwala-przewidziec-wyniki-wyborow/ Raport uwzględnia dane sondażowe zebrane przez prowadzących bloga SmarterPoland i opublikowane na stronie: http://smarterpoland.pl/index.php/2015/06/shiny-sondaze-i-interaktywny-ggplot2/, dane z Google Trends i Sentione dla okresu: marzec-maj 2015.