PMPG odwołuje się do premier Ewy Kopacz od decyzji KNF

Zmiany w Zarządzie MPM

Z dniem 22.06.2015 r. Grzegorz Skibiński objął stanowisko Prezesa Zarządu MPM. Założyciel firmy i pełniący do tej pory tę funkcję, Piotr Płochocki zostaje przewodniczącym Rady Nadzorczej.

Grzegorz Skibiński od początku swojej kariery zawodowej jest związany z branżą AGD. W strukturach firmy MPM, pracuje już ponad 26 lat. W tym czasie m.in. rozwijał sieć sprzedaży produktów, odpowiadał za strategię i ewaluację działań handlowych oraz współpracę z dystrybutorami sieci detalicznych.

Po prawie 30 latach zarządzania firmą, podjąłem decyzję o powierzeniu stanowiska Prezesa Zarządu mojemu wieloletniemu współpracownikowi Grzegorzowi Skibińskiemu. Do tej pory pełnił strategiczne stanowisko Dyrektora Handlowego i w dużej mierze przyczynił się do sukcesu biznesowego Spółki. Dlatego, ze spokojnym sumieniem oddaję stanowisko osobie, która doskonale zna firmę i będzie kontynuować wypracowaną do tej pory strategię zarządzania. Natomiast, ja zyskam czas na realizację nowych przedsięwzięć i wyzwań w ramach marek MPM. Poza nadzorowaniem działalności, zamierzam zająć się wprowadzaniem innowacyjnych, niestandardowych rozwiązań biznesowych, zarówno w branży AGD, jak i hotelarskiej. W niedalekiej przyszłości będę także rozwijać zaplecze logistyczne firmy MPM agd S.A. oraz chcę zaangażować się w nowy projekt z branży medycznej. powiedział Piotr Płochocki.

Do nowego zarządu MPM dołączy także Wiesław Łakomski (ponad 30-letnie doświadczenie w branży AGD, w MPM od 2008 roku; Dyrektor ds. Rozwoju; odpowiedzialny za wdrożenie projektu poszerzenia oferty MPM o segment dużego sprzętu AGD; obecnie zajmuje się rozwojem tego segmentu oraz strategią eksportową firmy) oraz Grzegorz Nawrocki (z branżą AGD związany od 1995 roku, w MPM od roku 1998; Dyrektor ds. Kluczowych Klientów, odpowiedzialny za relację z partnerami handlowymi sektora specjalistów oraz sieci międzynarodowych, zarządzanie zespołem handlowym).

Z Piotrem Płochockim ściśle współpracuję od 26 lat. Zawsze byliśmy zgodni w kwestii wizji rozwoju oferty produktowej i przyjętej strategii handlowej. Cenię pracę dotychczasowego Prezesa i zamierzam kontynuować wypracowany model zarządzania Spółką. Objęcie nowego stanowiska pozwoli zarówno mi, jak i Panu Płochockiemu zrealizować plany i cele związane z dalszym rozwojem MPM. – powiedział Grzegorz Skibiński.

Piotr Płochocki stał na czele swojej firmy przez 27 lat. Przed wszystkim, skupił się na rozwoju oferty MPM, która obecnie obejmuje wyposażenie kuchni, domu, AGD wolnostojące, do zabudowy i nieelektryczne, sprzęt do pielęgnacji oraz klimatyzację. W 2001 uruchomił zakład produkcyjny w Szczytnie, w Mazurskiej Strefie Ekonomicznej. W tym samym czasie zadebiutował w branży hotelarskiej, uruchamiając dwa obiekty o charakterze medical spa: Villa Park Resort&Spa w Ciechocinku oraz Głęboczek Vine Resort&Spa. W 2011 roku przekształcił MPM Product w MPM agd S.A. i wydzielił spółkę MPM Hotele. Jednocześnie zapoczątkował i rozwinął działalność na rynkach zagranicznych – obecnie MPM eksportuje sprzęt do 12 krajów (m.in. Litwa, Łotwa, Czechy, Słowacja, Węgry). W 2014 roku zajął się także budowaniem nowej marki Smile, która obejmuje nowoczesne akcesoria kuchenne. Prywatnie Piotr Płochocki jest pasjonatem motocykli Harley Davidson. Jak mówi: Na pierwszych targach Domexpo w Poznaniu był tylko jeden czajnik i Harley, dzisiaj oferta MPM liczy 400 produktów i jest ten sam Harley.

 

21-procentowy wzrost kontraktacji usługi faktoringu po I półroczu

6 lipca 2015 r. Pragma Faktoring opublikowała dane sprzedażowe po I półroczu. Można zaobserwować 21-procentowy wzrost kontraktacji usługi faktoringu oraz wysoki wzrost liczby nowych Klientów.

W  I półroczu łączna wartość kontraktacji Pragma Faktoring SA wyniosła 263,2 mln zł, co stanowi wzrost o 16% w stosunku do I półrocza 2014 r. Zgodnie z realizowaną strategią widoczne jest zwiększenie kontraktacji w ramach usługi faktoringu o 21% r/r oraz zmniejszenie wartości kontraktacji usług pożyczkowych o 10% r/r. Usługa faktoringu stanowi 89% kontraktacji ogółem.

W I półroczu Pragma Faktoring SA podpisała umowy łącznie ze 100 nowymi klientami.

WARTOŚĆ KONTRAKTACJI W I PÓŁROCZU 2015 ROKU (w tys. zł)
  I półrocze 2015 I półrocze 2014 r/r
Faktoring z regresem 105 347 119 232 88%
Faktoring ubezpieczony
z regresem
85 403 61 120 140%
Faktoring eksportowy * 19 397 12 190 159%
FAKTORING RAZEM 233 012 192 551 121%
POŻYCZKI 30 238 33 533 90%
RAZEM 263 250 226 084 116%

* faktoring nominowany w walucie obcej, należności z regresem, w większości przypadków także ubezpieczone

„Jestem zadowolony z osiągniętych w I półroczu 2015 r. wyników dotyczących sprzedaży usług. W I półroczu 2015 r. podpisaliśmy 100 nowych umów faktoringowych. Pragma Faktoring będzie w kolejnych kwartałach regularnie zwiększać przychody i zyski, co w powiązaniu z bardzo dobrą sytuacją finansową Spółki, pozwoli na  systematyczny wzrost jej wartości.” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring SA.

Pragma Faktoring S.A. na dzień 30.06.2015 r. posiadała wierzytelności o łącznej wartości 101,5 mln zł, co stanowi 9-cio procentowy wzrost r/r. Portfel faktoringowy zwiększył się o 16% r/r, a pożyczkowy uległ zmniejszeniu o 15% w stosunku r/r osiągając wartość 18,7 mln zł. Portfel faktoringowy stanowi 82% całości portfela.

 „Chciałbym podkreślić również istotny wzrost dywersyfikacji portfela faktoringowego poprzez wzrost ilości Klientów, Odbiorców i ilości sfinansowanych faktur. Do systematycznego wzrostu dywersyfikacji portfela przywiązuję ogromną wagę, ponieważ w istotny sposób sprzyja to jego bezpieczeństwu i niskiej szkodliwości.”– dodaje Tomasz Boduszek.

 

DYWERSYFIKACJA PORTFELA FAKTORINGOWEGO
Okres Obrót faktoringowy -należności sfinansowane
(tys. zł)
Liczba klientów Liczba odbiorców (płatników) Ilość faktur sfinansowanych przez Spółkę Obrót
(tys. zł)/ Odbiorca
1 półrocze 2015 233 012 283 1 156 17 387 202
1 półrocze 2014 192 550 179 950 17 148 203
1 półrocze 2013 148 034 149 462 9 917 320
1 półrocze 2012 124 034 143 306 7 447 405

 

Toyota Mirai ze zwiększonym zasięgiem

Toyota Mirai zwiększyła zasięg na jednym tankowaniu do 502 km. To najlepszy wynik wśród wszystkich produkcyjnych samochodów nieemitujących spalin. Auto zadebiutuje w Stanach Zjednoczonych we wrześniu tego roku.

Toyota Mirai
Po kolejnych udoskonaleniach Toyota Mirai zużywa na 100 km energię odpowiadającą 4,2 l benzyny w cyklu miejskim oraz poza miastem. To oznacza, że jej zasięg na jednym tankowaniu wynosi aż 502 km. Dla porównania, flagowy samochód Tesli, Model S, ma zasięg 434 km na jednym ładowaniu. Jim Lentz, CEO Toyota North America, ogłosił to podczas Aspen Ideas Festival w Kolorado.

„Już w latach ’90. Toyota zdała sobie sprawę, że elektryfikacja jest kluczem do rozwoju motoryzacji” — powiedział Lentz. — „W ciągu prawie dwóch dekad Prius przekonał miliony kierowców do samochodów elektryczno-spalinowych. Teraz Mirai rozpoczyna nową erę wydajnego transportu wodorowego”.

Mirai wejdzie na rynek amerykański we wrześniu tego roku. Auto będzie kosztowało w Ameryce 57500 USD. W wielu stanach, m.in. w Kalifornii, jej nabywcy będą mogli liczyć na rządowe dopłaty. Aby jeszcze bardziej obniżyć koszty posiadania i użytkowania samochodu, Toyota przygotowała dla nich specjalną ofertę. Przez trzy lata właściciele Mirai będą mogli liczyć na kompleksową darmową obsługę obejmującą paliwo (do 15 tys. USD), serwis (do 35 tys. mil), assistance wraz ze zwrotem kosztów przerwy w podróży (do 500 USD dziennie przez maks. 5 dni), całodobowe wsparcie telefonicznego centrum technicznego oraz system komunikacji multimedialnej, wraz z aplikacją do lokalizacji stacji tankowania wodoru. Gwarancja na kluczowe elementy układu napędowego będzie trwała 8 lat (do 100 tys. mil).

Obecnie w Kalifornii znajduje się 10 stacji tankowania wodoru, jednak władze stanu systematycznie rozbudowują infrastrukturę. Wyliczono, że wystarczy 85 strategicznie rozlokowanych stacji, by zapewnić kierowcom możliwość dotarcia do nich w 6 minut z dowolnego miejsca Kalifornii. Stacje powstają we współpracy z Toyotą oraz innymi producentami samochodów inwestującymi w FCV, a także z przedsiębiorstwami produkującymi gazy przemysłowe.

Podstawowym celem producentów samochodów nieemitujących spalin jest stworzenie masy krytycznej, która przełamałaby dominację pojazdów spalinowych. Toyota najwyraźniej wyciągnęła właściwe wnioski z trudności Tesli, która do 2014 roku chroniła swoje technologie patentami, by po 10 latach działalności wciąż borykać się z problemem niszowości samochodów elektrycznych i z brakiem rentowności. Elon Musk, CEO Tesli, sam przyznał, że był to błąd, który przyczynił się do niezadowalającej popularyzacji aut zasilanych energią elektryczną. Dlatego Toyota stawia na szeroką współpracę z innymi producentami na rzecz popularyzacji FCV. Świadczy o tym upublicznienie patentów związanych z technologią ogniw paliwowych oraz merytoryczne wsparcie dla BMW, dzięki któremu bawarski producent opracował dwa prototypowe samochody napędzane wodorem, oparte na modelach i8 i 5 GT. Toyota podjęła także wspólne działania z Nissanem i Hondą w zakresie wspierania budowy stacji tankowania wodoru w Japonii.

Grecja skończy jak Argentyna? Nie, będzie jeszcze gorzej

Grecja nie jest pierwszym krajem, który stoi na skraju finansowej przepaści. Kilkanaście lat temu zbankrutowała Argentyna. Dlaczego tym razem trudniej będzie podnieść się z upadku? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Niektórzy chcieliby wierzyć, że Grecję czeka podobny los, jaki spotkał Argentynę, która zbankrutowała 14 lat temu. Gdy zobaczymy statystki tego drugiego co do wielkości kraju Ameryki Południowej, to sytuacja rzeczywiście wyglądała znacznie lepiej już po kliku kwartałach od ogłoszenia niewypłacalności. Bezrobocie stosunkowo szybko spadało, wzrost gospodarczy wręcz galopował, a Buenos Aires zaczęło spłacać długi zaciągnięte w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Stymulatorem tego procesu, według wielu obserwatorów było uwolnienie kursu peso, które od początku lat 90. było na stałe powiązane z dolarem amerykańskim. Tym samym konkurencyjność kraju poprawiła się bardzo szybko, chociaż lokalna waluta straciła w ciągu czterech miesięcy aż 70 proc. swojej wartości.

To jednak tylko połowa prawdy. Drugim powodem gospodarczego odbicia była rozpoczynająca się akurat hossa na rynku surowców rolnych, a zwłaszcza soi, której wartość w ciągu trzech lat (licząc od 2001 r.) potroiła się. Nałożenie specjalnych podatków na eksport żywności pozwoliło na ustabilizowanie się sytuacji fiskalnej kraju i wychodzenie z zapaści gospodarczej. Niebagatelną kwestią była również stosunkowo dobra koniunktura na świecie. Zapobiegła ona rozprzestrzenieniu się kryzysu na kraje ościenne oraz stymulowała popyt na produkty rolne, na rynku których Argentyna jest globalnym liderem.

„Jestem ci winien”

Takiego efektu trudno jednak szukać dziś w Grecji. Gospodarki krajów strefy euro bardzo powoli wychodzą z najgorszej od 70 lat recesji. Ateny nie mają także żadnych przewag konkurencyjnych, a bilansowanie gospodarki przebiega bardzo powoli, czego dowodem jest utrzymujący się deficyt na rachunku obrotów towarowych przekraczający 6 proc. PKB.

Sytuacja w Grecji przynajmniej na początku powinna być zbieżna z tym, co działo się w Argentynie. Wprowadzona kontrola przepływu kapitału prawdopodobnie będzie dalej utrzymywana mimo zapewnień rządu Syrizy, że w ciągu najbliższych godzin Grecy uzyskają dostęp do gotówki. Kolejnym problemem będzie wypłata wynagrodzeń w sektorze publicznym.

Ze względów technicznych oraz prawnych bardzo trudno będzie Grecji zrezygnować z euro. Z tego powodu w ciągu najbliższych kilku tygodni konieczne stanie się wprowadzenie równoległej waluty. Najprawdopodobniej pracownicy dostaną pensje w postaci IOU („I owe you”, z angielskiego „jestem ci winien”). Będzie to zobowiązanie państwa do wypłaty w przyszłości równowartości wynagrodzenia w euro. Najpewniej jednak IOU zostanie wyceniane jako instrument o mniejszej wartości niż nominalna.

Cały ten proces byłby zalążkiem do powolnego przechodzenia na własną walutę, której realna wartość do euro straciłaby w pierwszych tygodniach przynajmniej 50 proc. Dodatkowo populistyczny rząd prawdopodobnie zacząłby stymulować gospodarkę poprzez intensyfikację wydatków. To w konsekwencji może doprowadzić do wzrostu inflacji i dalszego spadku wartości waluty.

Stosunkowo szybko należałoby przywrócić funkcjonowanie systemu bankowego. Zarówno depozyty, jak i kredyty denominowane w euro zostałyby zamienione na nową walutę, której wartość byłaby pochodną IOU. Dzięki temu grecki bank centralny uniezależniłby się od europejskich władz monetarnych i mógłby prowadzić własną politykę pieniężną. To zakończyłoby problemy z płynnością instytucji finansowych i pozwoliłoby na ponowne otwarcie banków.

Powrót do konkurencyjności

Biorąc pod uwagę, jak do kwestii zmian gospodarczych podchodzi większość Greków oraz przez kogo są reprezentowani w parlamencie, konkurencyjne dostosowanie gospodarki będzie bardzo bolesne, a życzeniowe podejście obywateli przez długi czas zwiąże ręce władzy do przeprowadzania reform.
W scenariuszu optymistycznym poziom życia w Grecji spadnie do takiego, który obserwowany jest w Rumunii czy Bułgarii. Jeżeli władze do tej pory nie przeprowodzną odważnych zmian poprawiających wydajność państwa, wtedy kraj może dołączyć do najbiedniejszych regionów Europy ze średnim wynagrodzeniem brutto na poziomie 300-400 euro. To oznacza mniej więcej spadek płacy realnej o 70 proc.

Kiedy zapłacisz swojemu ubezpieczycielowi za wypadek?

Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej powinno zwalniać kierowcę od finansowych konsekwencji spowodowanego wypadku. Komunikacyjna polisa OC zwykle działa w taki sposób. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że istnieją wyjątki od generalnej zasady. Zgodnie z przepisami, ubezpieczyciel może domagać się zwrotu wypłaconego odszkodowania od klienta, który umyślnie spowodował wypadek lub złamał oczywiste zasady ruchu drogowego. W takiej sytuacji kierowca jest narażony na wysokie koszty.  

Nie tylko jazda „po kieliszku” będzie podstawą do regresu …

W przypadku polis OC dla kierowców, kluczowe znaczenie mają przepisy ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (dalej: ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych). „Wspomniany akt prawny w pewnych sytuacjach przyznaje ubezpieczycielowi prawo do tzw. regresu nietypowego” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska wyjaśnia, że regres to rozwiązanie często stosowane w ubezpieczeniach. Polega ono na tym, że towarzystwo oferujące polisy majątkowe, po wypłaceniu odszkodowania może domagać się zwrotu kosztów od osoby trzeciej, która spowodowała szkodę (patrz art. 828 kodeksu cywilnego). W przypadku ubezpieczeń OC dla kierowców, mamy do czynienia ze szczególną formą regresu. W ramach tzw. regresu nietypowego, roszczenie ubezpieczyciela jest skierowane do klienta (ubezpieczonego). Osoba poszkodowana nie odczuje konsekwencji zastosowania regresu niewłaściwego. Ubezpieczyciel najpierw zlikwiduje szkodę, a później będzie domagał się rekompensaty od swojego klienta. Takie roszczenie nie może być kierowane do spadkobiorców osoby ubezpieczonej, jeśli wypłata odszkodowania nastąpiła już po jej śmierci (zobacz uchwała Sądu Najwyższego z dnia 16 listopada 2012 r. – sygn. III CZP 61/12).

Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych dokładnie określa zasady działania regresu nietypowego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, ubezpieczyciel może dochodzić roszczeń od kierującego pojazdem jeśli ta osoba:

  1. wyrządziła szkodę umyślnie
  2. uczestniczyła w wypadku, znajdując się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających (np. narkotyków)
  3. weszła w posiadanie pojazdu na wskutek popełnienia przestępstwa (przykład: kradzież samochodu)
  4. zbiegła z miejsca wypadku
  5. nie posiadała wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem (uwaga: ta zasada nie obowiązuje w sytuacjach związanych z ratowaniem życia ludzkiego lub mienia, a także podczas pościgu za sprawcą przestępstwa)

Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl zwraca uwagę, że ustawodawca poprzez wprowadzenie regresu niewłaściwego, chciał napiętnować zachowania szczególnie niepożądane na drodze.

Ubezpieczyciel, który chce dochodzić roszczeń wobec klienta, powinien udowodnić wystąpienie jednej z wymienionych przesłanek. Warto zwrócić uwagę, że tylko w pierwszym przypadku (patrz punkt 1), konieczne jest wykazanie związku przyczynowego pomiędzy nierozsądnym działaniem kierowcy i późniejszą szkodą.

Uzasadnienie regresu nie będzie stwarzało trudności na przykład wtedy, gdy sprawca zaraz po wypadku znajdował się stanie nietrzeźwości, a policja sprawdziła i odnotowała ten fakt. Inne sytuacje mogą wzbudzać znacznie większe wątpliwości. Dlatego spory związane z regresem niewłaściwym dość często trafiają na wokandę. Niekiedy w sprawie regresów wypowiada się nawet Sąd Najwyższy (SN). Jego orzeczenia mają duże znaczenie w późniejszej ocenie wielu spraw. Dobrym przykładem może być uchwała SN z 25 sierpnia 1994 r. (sygn. akt III CZP 107/94). W uzasadnieniu do tej uchwały Sąd Najwyższy stwierdził, że „o zbiegnięciu kierowcy można z reguły mówić wówczas, gdy oddala się on z miejsca wypadku wbrew obowiązującym przepisom, czy też by uniemożliwić zidentyfikowanie go i pociągnięcie do odpowiedzialności”.

Sąd Najwyższy musiał się również wypowiedzieć w sprawie przedawnienia roszczeń z regresu nietypowego. Ta kwestia nadal wywołuje spory wśród teoretyków prawa. Ważnym argumentem w dyskusji jest uchwała SN z 10 listopada 2005 r. (sygn. III CZP 83/05). Zgodnie ze wspomnianym orzeczeniem Sądu Najwyższego, roszczenie zakładu ubezpieczeń w stosunku do swojego klienta przedawni się po upływie trzech lat. Trzeba jednak pamiętać, że bieg trzyletniego terminu będzie przerywany przez kolejne działania wierzyciela (np. wystąpienie do komornika sądowego).

Nieubezpieczeni sprawcy wypadku mają do czynienia z UFG

Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl przypomina, że konsekwencji związanych z regresem nie unikną również nieubezpieczeni sprawcy wypadku drogowego. Szkody wyrządzone przez takie osoby, naprawia Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Po wypłaceniu odszkodowania, UFG powinien skorzystać z regresu  skierowanego do sprawcy wypadku (patrz artykuł 110 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych). Prawo Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego do roszczenia regresowego nie jest uzależnione od tego, czy kierujący popełnił dodatkowe wykroczenia (np. prowadził samochód bez uprawnień). Warto wspomnieć, że regres UFG zostanie skierowany zarówno do sprawcy wypadku (kierującego), jak i do osoby będącej właścicielem nieubezpieczonego pojazdu. „Częściowe lub całkowite umorzenie roszczeń regresowych z UFG może być uzasadnione wyjątkowo trudną sytuacją życiową albo materialną dłużników” – informuje Nina Kuczyńska.

Podobnie jak w przypadku kar za brak polisy OC, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny cierpliwie windykuje każdego dłużnika. Często konieczna jest interwencja komornika sądowego. Konsekwentne działania UFG przynoszą skutek w postaci wzrostu kwoty uzyskanej dzięki regresom. Według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, od stycznia do grudnia 2014 r. ta instytucja z tytułu regresów uzyskała 37 507 497,58 zł (o 12,22% więcej niż rok wcześniej). „W ramach przestrogi warto wspomnieć, że jeden z nieubezpieczonych kierowców, który spowodował śmiertelny wypadek, teraz musi wpłacić do UFG aż 1,60 mln zł” – ostrzega Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Nowożeńcy pod lupą fiskusa

Sezon ślubny w pełni. A jak ślub, to masa prezentów i białych kopert. To właśnie przez te podarunki nowożeńców czeka nie tylko podróż poślubna, ale też rozliczenie z fiskusem. Czy można uniknąć podatków od upominków? Jakie prezenty i od kogo podlegają opodatkowaniu?

– Podatek od darowizn nie obejmuje drobnych prezentów, czyli kwiatów, książek czy naczyń kuchennych. Można go uniknąć także w przypadku droższych podarunków, o ile zostały wręczone przez bliską rodzinę, a nowożeńcy poinformują o tym fiskusa – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie. Czy to jednak naprawdę konieczne? Wydawać by się mogło, że urząd nie zajrzy nam przecież do kopert, ani nie wyśle urzędnika na ślub w celu kontroli. – Urząd skarbowy ma też inne metody. Na pewno nie umknie jego uwadze spory wydatek na zakup mieszkania czy samochodu, który nie znajdzie pokrycia w dochodach małżeństwa. A od takiego nieujawnionego przychodu możemy zapłacić nawet 75 proc. podatek – dodaje ekspert z Tax Care.

Ile i od kogo?

W świetle przepisów prezent ślubny to darowizna, która podlega opodatkowaniu. Jednak to, czy zostanie on naliczony zależy od wartości otrzymanego prezentu oraz stopnia naszego pokrewieństwa z darczyńcą. I tak, drobne prezenty, bez względu czy są w formie gotówki czy rzeczowej, są zwolnione z podatku. Jeśli jednak ich wartość podarowana od jednej osoby w ciągu 5 lat przekroczy ustawowy limit, na nowożeńcach spoczywa obowiązek zgłoszenia się do urzędu skarbowego wraz ze stosowną deklaracją (SD-3 lub SD-Z2). Musimy tego dokonać w ciągu miesiąca począwszy od dnia powstania obowiązku podatkowego.

Darczyńca, czyli osoba, od której otrzymaliśmy prezent Informacja dla fiskusa o darowiźnie ponad limit Opodatkowana nadwyżka ponad ustawowy limit [zł]*:
I grupa podatkowa

Małżonek, wstępni (rodzice, dziadkowie, pradziadkowie), zstępni (dzieci, wnuki, prawnuki), pasierb, rodzeństwo, ojczym oraz macocha.

SD-3 lub SD-Z2 9 637
II grupa podatkowa

Zstępnych rodzeństwa, rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa i rodzeństwo małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych wstępnych.

SD-3 7 276
III grupa podatkowa

Pozostałe osoby np. pracodawca, niespokrewniona matka chrzestna.

SD-3 4 092

*przy obliczaniu limitu bierze się pod uwagę darowizny otrzymane od jednej osoby w ciągu 5 lat przed otrzymaniem ostatniego prezentu. Ponieważ stanowią one zwykle wspólną własność nowożeńców, podane w tabeli kwoty należy podwoić.

Jak uniknąć podatku?

Jeśli przekroczymy ustawowe limity, wysokość podatku ustalona zostanie na podstawie stopnia pokrewieństwa pary młodej z darczyńcą. – Co ważne, w świetle ustawy o podatku od spadku i darowizn, prezent od najbliższej rodziny, określanej przez ustawodawcę I grupą podatkową, bez względu na jego wartość, nie podlega opodatkowaniu. Zwolnienie to wymaga jednak spełniania kilku warunków. Pierwszy to zgłoszenie otrzymanej darowizny właściwemu urzędowi skarbowemu. Mamy na to pół roku, począwszy od momentu powstania obowiązku podatkowego. Kolejny warunek, to przedłożenie fiskusowi dokumentów potwierdzających otrzymanie darowizny pieniężnej (np. dowód wpłaty na rachunek bankowy). Oczywiście jest to konieczne tylko wówczas, gdy w ciągu 5 lat od jednej osoby otrzymaliśmy więcej niż 9 637 zł – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Dlatego biorąc pod uwagę stopień pokrewieństwa, lepiej dawać prezent wyłącznie na rzecz swojego dziecka. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że ojciec naszej żony przekazuje darowiznę na rzecz zarówno córki, jak i zięcia. W tej sytuacji połowa wartości prezentu będzie, po spełnieniu określonych ustawowo warunków, zwolniona z podatku. Z kolei część przekazana zięciowi podlegała będzie opodatkowaniu w przypadku przekroczenia limitu 9 637 zł. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest przekazanie darowizny przez rodziców na rzecz córki, która to następnie będzie mogła dokonać darowizny dla męża, który w tej sytuacji podlegać będzie pełnemu zwolnieniu z obowiązku podatkowego.

Co więcej, jeśli rodzice czy rodzeństwo przekazują młodej parze pokaźną sumkę, to lepiej jak zrobią to w formie przelewu, którego potwierdzenie spakują do koperty. Pomoże to nowożeńcom udowodnić fiskusowi, że darowiznę otrzymali od najbliższej rodziny i podlega ona tym samym zwolnieniu z podatku.

Prezent od szefa

Często też pracodawca ma wobec cennego pracownika gest i zechce obdarować go wartościowym prezentem. Aby uniknąć wysokiej stawki, związanej z przynależnością do III grupy podatkowej, lepiej przekazać pracownikowi upominek np. w formie premii, która powiększy jego wypłatę. Będzie to nic innego jak przychód ze stosunku pracy, który jest już opodatkowany i oskładkowany.

A po ślubie na dywanik do fiskusa…

Jeśli po zawarciu małżeństwa dane podatnika zmienią się, jest on zobowiązany zgłosić ten fakt do swojego Urzędu Skarbowego składając formularz ZAP-3. Ma na to czas do końca rocznego okresu rozliczeniowego.

W gorszej sytuacji są przedsiębiorcy, którzy na aktualizację danych mają zaledwie 7 dni, od  momentu zaistnienia zmiany. Przedsiębiorcy wpisani do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) uaktualnienia danych powinni dokonać  za pośrednictwem wniosku CEIDG-1. Niedopełnienie formalności grozi karą pieniężną.

Poniższa tabela obrazuje wysokość należnego podatku od spadków i darowizn:

Kwota nadwyżki [zł] Podatek wynosi
I grupa podatkowa II grupa podatkowa III grupa podatkowa
do 10 278 3% 7% 12%
od 10 278 do 20 556 308,30zł + 5% od nadwyżki ponad 10 278 719,50zł + 9% od nadwyżki ponad 10 278 1 233zł+ 16% od nadwyżki ponad 10 278
od 20 556 822,20zł + 7% od nadwyżki ponad 20 556 1644,50zł + 12% od nadwyżki ponad 20 556 2 877,90zł + 20% od nadwyżki ponad 20 556

 

8 tys. zł wolne od podatku?

Wysokość kwoty wolnej od podatku stała się w ostatnich miesiącach jednym z najczęściej poruszanych zagadnień w polskim dyskursie publicznym. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, iż już od 6 lat utrzymywana jest ona na stałym poziomie. Zakończenie przez polski rząd działań oszczędnościowych związanych z nałożoną na Polskę procedurą nadmiernego deficytu stwarza przestrzeń do dyskusji na temat jej ewentualnego podniesienia.

Jednym z najdalej idących postulatów jest propozycja podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, która padła już w okresie kampanii związanej z wyborami prezydenckimi. Jej ewentualne wprowadzenie w życie obniżyłoby dochody budżetowe z PIT maksymalnie o 20,4 mld zł. W ostatecznym rozrachunku ten koszt byłby niższy ze względu na to, że nie wszyscy podatnicy osiągają dochód w wysokości co najmniej 1538 zł brutto miesięcznie (w przypadku pracowników). Z drugiej strony należy też pamiętać, że z tego samego powodu korzyści najuboższych osób będą najmniejsze. Na przykład świadczeniobiorcy otrzymujący najniższą emeryturę zyskają każdego miesiąca jedynie 44 zł, a nie – jak w przypadku osób osiągających wyższe dochody – 74 zł miesięcznie.

To nie jedyna propozycja. Pozostałe warianty zakładają wzrost  podniesienia kwoty wolnej od podatku do odpowiednio 3575 zł, 4550 zł, 6530 zł oraz 8000 zł. Który jest najbardziej realny wyjaśnia Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny Pracodawców RP.

Komu Grecy powiedzieli „nie”?

W weekend doszło do referendum. Grecy odrzucili propozycję oszczędnościową. Nie odpowiedzieli niestety na pytanie co dalej. Wynik głosowania to oczywiście wotum zaufania dla rządu populistów z Syrizy, ale wcale nie przekona Europy by nagle anulowała dobrodusznie długi.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Grecja powiedziała “NIE” w referendum. Wedle wstępnych wyników zwolennicy odrzucenia pakietu uzyskali 61,3% wyraźnie wygrywając głosowanie. Problem polega na tym, że spłacanie długów nie zależy od demokratycznych decyzji, ale od umów wzajemnych. Sam fakt, że w glosowaniu padło sławne już “OXI” nie znaczy, że to nagle Grecy ustalą nowe warunki porozumienia. To wciąż rząd w Atenach musi się mierzyć z brakiem środków na wypłaty emerytur, obywatelami chcącymi wypłacić co tylko się da z banków oraz wieloma innymi mniejszymi i większymi problemami. A to wszystko w tym momencie w roku, kiedy Grecja powinna do siebie ściągać ludzi a nie ich straszyć.

Jak zareagowały waluty? Podobnie jak tydzień temu. Na otwarciu notowań w niedzielny wieczór złoty gwałtownie stracił względem głównych walut. Z czasem, gdy okazało się, że żadnej apokalipsy nie ma i na rynku nie zapanowała panika, rozpoczął się ruch powrotny. Euro podrożało, przez moment w okolice 4,21-4,22zł, jednakże już z rana oglądamy je znów poniżej 4,20zł. Najmocniej stracił oczywiście złoty do dolara, ale to wynik osłabiania się euro wobec amerykańskiej waluty.

Do dymisji podał się minister finansów Grecji. Powodem jest niechęć jaką jest on darzony na europejskich salonach. We wpisie na prywatnym blogu przedstawione to zostało jako zaleta. Prawda jest taka, że Grecy potrzebują nowego otwarcia, a prywatne animozje, które pojawiły się podczas ostatnich 4 miesięcy z pewnością w tym nie pomogą. Janis Warufakis ma w dalszym ciągu wspierać Syrizę, nie zajmując jednak funkcji publicznej.

W Unii Europejskiej coraz popularniejszy staje się pogląd mówiący o tym, że utrzymywanie Grecji bez negatywnych konsekwencji w swoich strukturach będzie działać bardzo negatywnie na kraje, które dużym wysiłkiem uporządkowały swoje sprawy. Greków jest 11 milionów i Unię stać na umorzenie tych długów do akceptowalnego poziomu. Hiszpanów i Włochów jest razem prawie 10-krotnie więcej. Gdyby całe Południe wybrało życie na koszt reszty struktur unijnych sytuacja byłaby niesamowicie skomplikowana.

Pozostaje pytanie co dalej? Grecy w referendum na pytanie: Czy chcecie pomoc pod pewnymi warunkami? – powiedzieli nie. Są dwie możliwości, udzielenie im tej pomocy na lżejszych warunkach lub bez warunków, albo poczekanie co się stanie. Kraj, który stracił płynność finansową z pewnością wybierze chociaż okrojone finansowanie własnych potrzeb niż spłaty kolejnych rat. W sytuacji gdy na rynkach zagości niepewność, a to się stanie, gdy nie dojdzie do porozumienia, rykoszetem dostaną inne waluty. Straty euro wobec dolara to jedno, ale w takich sytuacjach przeważnie tracą również słabe waluty ościenne. Widać to dobrze po dzisiejszym i zeszłotygodniowym weekendzie. W nocy zyskiwały franki i funty, a traciły waluty naszej części Europy.

EUR/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000. Poziom ten został co prawda przebity w nocy po referendum jednakże kurs szybko wrócił poniżej. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1800.

CHF/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.

USD/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,7900 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 06.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ostatnie minimum lokalne na 5,8600. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Geberit Polska: dzięki fuzji z koncernem Sanitec nasz udział w polskim rynku stelaży i spłuczek podtynkowych wynosi niemal 50 proc.

0

Przemysław Powalacz, prezes zarządu Geberit Polska

Grupa Geberit dzięki przejęciu firmy Sanitec realizuje strategię zwiększenia udziałów w polskim rynku urządzeń sanitarnych. Obecny udział rynkowy marek Koło (dawniej należącej do fińskiego koncernu Sanitec) oraz Geberit wynosi 48-49 proc. Dzięki fuzji znacząco wzmocni się pozycja Grupy nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. 

Grupa Geberit osiągnęła w 2014 roku przychody na poziomie ponad 2,4 miliardów franków szwajcarskich. Stanowi to wzrost o prawie 5 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Znacząco zwiększył się również wypracowany zysk netto – 499 milionów franków, to o 14,4 proc. więcej, niż w 2013 roku. Fuzja z koncernem Sanitec powinna jeszcze bardziej wzmocnić pozycję spółki w Europie.

– Wzmocni nas to w sposób zdecydowany, ponieważ stajemy się w tej chwili, z orientacyjnymi łącznymi obrotami na poziomie ok. 3 mld CHF, graczem numer jeden na rynku europejskim. Przodujemy w Europie Centralnej, ale również w innych krajach pozostajemy w czołówce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Powalacz, prezes zarządu Geberit Polska.

W Polsce Grupa odnotowała w 2014 roku znaczący, dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Pod względem dynamiki znacznie przewyższyło to europejską średnią, gdzie odnotowano niespełna 6-proc. wzrostu.

– Na rynku produktów łazienkowych ta dynamika jest trochę mniejsza niż na rynku instalacyjnych produktów sanitarnych. W tej chwili mamy jednak do czynienia z bardzo dynamicznym rozwojem rynku budowlanego. Wciąż jeszcze korzystamy z tego, że wiele inwestycji jest dopiero w fazie realizacji, dzięki czemu rynek zbytu produktów instalacyjnych jest bardzo duży. W kolejnych fazach przyjdzie czas na rozwój kategorii produktów łazienkowych – tłumaczy Przemysław Powalacz.

Większość, bo ponad 55 proc., przychodów Grupy Geberit pochodzi ze sprzedaży systemów sanitarnych. Wypracowana kwota na poziomie 1,36 mld franków była wyższa w stosunku do poprzedniego roku o 6,7 proc. Dynamika sprzedaży instalacji rurociągowych była nieco niższa i sięgnęła 6 proc. Prezes Powalacz zaznacza, że osiągnięte wyniki są zgodne z przyjętymi założeniami.

Fakt, że konsumenci wydają pieniądze na wyposażenie swoich domów, łazienek oraz na remonty instalacji, jest na pewno probierzem tego, że mają zakumulowane oszczędności i czują się na tyle bezpiecznie w kontekście zatrudnienia oraz swojej sytuacji finansowej, żeby się na takie wydatki zdecydować. Poza tym rekordowo niskie oprocentowanie depozytów zachęca do alternatywnych inwestycji, w tym budowlanych – wyjaśnia prezes Geberit Polska.

CI Games stawia na rynek amerykański. „Sniper Ghost Warrior 3” będzie dystrybuowany przez spółkę samodzielnie

3

Marek Tymiński, prezes zarządu spółki CI Games

Nadchodząca produkcja „Sniper Ghost Warrior 3” będzie wydana przez spółkę CI Games samodzielnie. Strategią marketingową tytułu zajmuje się firma Petrol Advertising, która pracowała przy takich produkcjach, jak „Call of Duty – Advanced Warfare” (Activision Blizzard), czy „Thief” (Square Enix). Dla CI Games kluczowy pozostaje największy na świecie rynek gier wideo w Stanach Zjednoczonych, gdzie spółka planuje samodzielnie zająć się dystrybucją tytułu.

Najważniejszym rynkiem zbytu dla naszych produktów już od wielu lat są Stany Zjednoczone – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Tymiński, prezes zarządu spółki CI Games. – Jest to także największy rynek gier wideo w ogóle. Mamy tam reprezentację oraz biuro.

Ostatni tytuł spółki „Lords of the Fallen” na tamtejszym rynku dystrybuowała Bandai Namco. Nadchodząca gra „Sniper Ghost Warrior 3”, bardzo wyczekiwana przez fanów, zostanie wydana, jak informuje Marek Tymiński, samodzielnie. Spółka zadba także o dystrybucję w USA, która w dużej mierze będzie oparta o sprzedaż do sieci handlowych i partnerów dystrybucyjno-logistycznych.

To też powinno dość istotnie przyczynić się do poprawy marży i większej kontroli tego, co ma miejsce na amerykańskim rynku – tłumaczy Marek Tymiński. – Ponieważ Stany Zjednoczone są dla nas najważniejsze, zarówno strategia marketingowa, jak i później kreacja i egzekucja w dużej mierze będą realizowane przez tamtejszą agencję.

Ze spółką w tym zakresie kooperuje specjalizująca się w projektach branży gier wideo amerykańska firma Petrol Advertising, która wcześniej pracowała na rzecz takich bestsellerowych tytułów, jak „Call Of Duty – Advanced Warfare”, „Destiny“ (Activision Blizzard) czy „Thief” (Square Enix).

Po tych kilku miesiącach mogę już powiedzieć, że mamy bliską, partnerską współpracę, klimat bardzo dobrze już się poznaliśmy i rozumiemy – chwali Tymiński. – Myślę, że powinno to być także ważnym czynnikiem sukcesu, bo ci ludzie wiedzą, co robią. Skoro rynek amerykański jest największy, to stamtąd chcieliśmy też wziąć agencję. Kreacja i strategia, które zostaną tam stworzone, będą następnie wdrażane, oczywiście z pewnymi modyfikacjami, przez naszych partnerów w Europie i Azji.

P. Bielski (BZ WBK): Pierwsze podwyżki stóp procentowych dopiero pod koniec 2016 roku. Obecny poziom inflacji nadal znacznie poniżej celu RPP

CEO Magazyn Polska

Od marca 2015 roku poziom stopy referencyjnej w Polsce wynosi jedynie 1,5 proc. Trzy lata wcześniej, kiedy Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła serię obniżek, było to aż 4,75 proc. Choć w polskiej gospodarce widać coraz wyraźniejsze oznaki ożywienia, to problemem jest panująca już od roku deflacja. Dopiero osiągnięcie celu inflacyjnego NBP stworzy przestrzeń do podwyżek stóp procentowych.

– W zasadzie do końca kadencji obecnej Rady Polityki Pieniężnej mamy jasność, że stopy praktycznie pozostaną bez zmian. Nie widać w tej chwili jakichś istotnych szans na zmianę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Podczas lipcowego posiedzenia Rada Polityki Pieniężnej będzie już znała wyniki nowej projekcji inflacyjnej oraz dynamiki PKB. Poprzednia projekcja centralna NBP z marca 2015 roku zakładała, że już w czwartym kwartale bieżącego roku w Polsce pojawi się niewielka inflacja, a wzrost gospodarczy utrzyma się przez ten czas na poziomie przynajmniej 3,5 proc.

Zdaniem Piotra Bielskiego nowe prognozy Narodowego Banku Polskiego będą zakładały lepsze perspektywy wzrostu gospodarczego oraz wyższą ścieżkę inflacji.

– Ale z kolei nie na tyle inne od poprzednich wersji prognoz, żeby to znacząco zmieniło ocenę sytuacji. Myślę, że ostatnie wypowiedzi członków rady bardzo mocno zakotwiczyły oczekiwania dotyczące stóp w Polsce i te oczekiwania są słuszne, że na razie, w najbliższych miesiącach, nie ma co liczyć na zmiany stóp – ocenia ekspert banku BZ WBK.

Wskaźniki gospodarcze Polski wskazują na coraz wyraźniejsze ożywienie, co zdaniem Piotr Bielskiego nie budzi konieczności dalszych obniżek stóp procentowych. Za wcześnie jest natomiast na podniesienie poziomu stóp, gdyż w dalszym ciągu mamy do czynienia z deflacją. Dopiero pojawienie się wyraźnej inflacji może stanowić bodziec do działania ze strony RPP.

– Myślę, że wskaźnik inflacji będzie stopniowo rósł, tylko że zaczynamy z poziomu mocno ujemnego. Więc zanim dojdziemy do celu inflacyjnego, to minie przynajmniej kilka kwartałów. Myślę, że do września lub października inflacja będzie na poziomie poniżej zera. W ostatnich miesiącach roku dopiero wyjdzie na plus – prognozuje Bielski.

Dane za maj 2015 roku pokazują, że deflacja w Polsce, choć słabnie, wciąż jest wyraźna. W lutym osiągnęła minimum na poziomie -1,6 proc. rok do roku, zaś trzy miesiące później wynosiła 0,9 proc. Piotr Bielski uważa, że inflacja pod koniec roku może zbliżyć się do poziomu 1,0 proc. Natomiast w 2016 roku wskaźnik przeciętnego wzrostu cen w Polsce będzie stopniowo zbliżał się do celu inflacyjnego NBP.

– Wychodzenie z deflacji będzie jednak na tyle powolne, że pewnie do pierwszych podwyżek stóp może dojść dopiero pod koniec 2016 roku, być może to będzie wrzesień, być może październik – ocenia ekspert BZ WBK.

Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego od 2004 roku znajduje się na poziomie 2,5 proc. z dopuszczalnym pasmem odchyleń o 1,0 pkt proc. w górę lub w dół.

W przyszłym tygodniu kolejne rozmowy UE-USA. Zainteresowanie unijną umową handlową jeszcze nigdy nie było tak duże

CEO Magazyn Polska

Za tydzień w Brukseli ruszy dziesiąta runda negocjacji umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Trwającym od kliku miesięcy pracom nad porozumieniem towarzyszy ogromne zainteresowanie, również sceptyków. Przedstawiciele Komisji Europejskiej przekonują, że na zacieśnieniu współpracy gospodarczej zyskają obie strony, także w kwestii bezpieczeństwa.

Sojusz transatlantycki to nie tylko sojusz militarny, lecz także sojusz gospodarczy. Im bardziej zacieśnimy więzi współpracy, tym lepiej będziemy w stanie stawić czoła globalnym wyzwaniom, zarówno z Azji, jak i ze Wschodu – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Talko, koordynator polityczny ds. negocjacji TTIP w Dyrekcji Generalnej ds. Handlu Komisji Europejskiej.

Talko podkreśla jednocześnie, że umowa o wolnym handlu nie jest przeciwko komuś. Większa współpraca gospodarcza między tak poważnymi graczami może jednak wpłynąć na relacje z innymi krajami. Przykładem może być współpraca z Rosją w dziedzinie surowców.

Współpraca ta rozbije pewien monopol w zakresie gazu. Jeśli mamy monopolistycznego dostawcę, to może on stawiać Polsce czy innym krajom warunki. Im większa dywersyfikacja, im więcej konkurencji, tym ta pozycja monopolistyczna mniejsza, co jest z korzyścią nie tylko dla polityki i bezpieczeństwa, lecz także dla ekonomii. To po prostu może być tańsze – podkreśla Talko.

Negocjatorzy przekonują, że umowa obu stron może przynieść wymierne korzyści. Mimo to negocjowane warunki budzą wiele kontrowersji i obaw, m.in. o to, czy Europa – jako nieco słabszy gracz – poradzi sobie z konkurencją z USA.

Wiele obaw wynika z przekonania, że Europa jest dużo mniejsza. Natomiast jak się spojrzy na handel, to Europa jest większym eksporterem niż Ameryka. Mamy dziś dodatni bilans handlowy z USA, więc nie ma powodów, żeby patrzeć na Europę jako na tego mniejszego. I nie ma powodów, żeby obawiać się Ameryki – mówi ekspert. – Podobne obawy były w związku z firmami francuskimi czy niemieckimi przed wejściem do UE. Teraz widzimy, że dużo firm odniosło sukces. Daliśmy radę z firmami niemieckimi i francuskimi i dokładnie tak samo być może z Ameryką.

Jak podkreśla, zainteresowanie tą konkretną umową o wolnym handlu jest ogromne, do tej pory niespotykane. Negocjowanym równolegle porozumieniem z Japonią interesuje się o wiele mniej osób.

To zainteresowanie oczywiście jest oczywiście czymś bardzo dobrym, bardzo się z tego cieszymy, ale to stawia pewne wyzwania przed nami w Komisji Europejskiej dotyczące tego, jak rozmawiać na ten temat z ludźmi, bo to jest bardzo techniczna sprawa i język prawniczy – podkreśla Wojciech Talko.

Na stronach DG ds. Handlu publikowane są wszystkie teksty regulacyjne i propozycje zmian, jednak by dotrzeć do społeczeństw, potrzebne jest zaangażowanie rządów poszczególnych krajów

– Organizujemy masę spotkań i staramy się to robić w całej Europie. Nie jesteśmy jednak w stanie być na każdej debacie. Bardzo ważne jest to, żeby rządy krajów Unii Europejskiej, w tym rząd polski, zaangażowały się w tę debatę i żeby wyjaśniały, o co w tym wszystkim chodzi. Bo TTIP nie jest aż tak straszne, jak go malują przeciwnicy – zapewnia koordynator polityczny ds. negocjacji TTIP w DG ds. handlu.

Dziesiąta runda negocjacji odbędzie się w Brukseli między 13 a 17 lipca.

Intensywne prace w Ministerstwie Środowiska. Końcówka kadencji pod znakiem licznych projektów z zakresu hydrotechniki i ekologii

CEO Magazyn Polska

Kończąca się kadencja rządu nie oznacza wstrzymania prac w Ministerstwie Środowiska. Wprawdzie brak większych inicjatyw legislacyjnych, kończone są jednak rozpoczęte projekty inwestycyjne, m.in. z zakresu gospodarki wodnej. Jednym z przykładów jest zakończenie budowy zbiornika Świnna Poręba w Małopolsce. Ministerstwo wspiera również działania proekologiczne oraz finansuje inicjatywy związane z edukacją i ochroną środowiska.

– Zamykamy niezwykle ważne z punktu widzenia ochrony środowiska i gospodarki wodnej projekty. Mówię o takich wieloletnich inwestycjach jak zbiornik Świnna Poręba, który zabezpiecza ochronę przeciwpowodziową Krakowa – informuje minister środowiska Maciej Grabowski.

Budowa Zbiornika Retencyjnego Świnna Poręba na rzece Skawie to jeden z największych, ale też najdłużej trwających projektów hydrotechnicznych w naszym kraju. Zapora o wysokości 50 metrów pozwala na spiętrzenie 161 milionów metrów sześciennych wody, a maksymalna powierzchnia zbiornika może sięgać 10,35 kilometra kwadratowego.

– Inny projekt to wrocławskie wrota wodne, które również są bardzo istotne z punktu widzenia ochrony powodziowej, czy też ochrona Żuław. To są duże projekty, które w gospodarce wodnej prowadziliśmy wiele lat, a teraz one będą zamykane i ostatecznie zaczną funkcjonować – wymienia minister środowiska.

Maciej Grabowski wskazuje także na rządowe działania wobec parków narodowych, które zostaną uruchomione jeszcze latem bieżącego roku. Jednym z przykładów wsparcia ze strony Ministerstwa Środowiska jest zakończony niedawno, kompleksowy remont najważniejszych bieszczadzkich szlaków turystycznych.

Aktywność resortu związana jest także z edukacją ekologiczną, bo badania wskazują, że przynosi to efekty. Jak podkreśla minister, widać wyraźną zmianę mentalności Polaków w zakresie ochrony środowiska. Ponad 70 proc. osób używa toreb wielokrotnego użytku czy zwraca uwagę na znaki ekologiczne na produktach. Coraz powszechniejsza staje się także segregacja odpadów komunalnych.

– Od lat poprzez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej finansujemy działania związane z edukacją ekologiczną. We współpracy z MEN-em udostępniamy programy, które nauczyciele mogą wykorzystywać w pracy w szkołach podstawowych i gimnazjach – mówi Maciej Grabowski.

Bardzo dużą popularnością cieszyła się inicjatywa NFOŚiGW o nazwie „Ekologiczny Budżet Obywatelski”. W ramach projektu, którego budżet wyniósł 11,6 miliona złotych (dwukrotnie więcej niż pierwotnie planowano ze względu na duże zainteresowanie) finansowane były lokalne inicjatywy związane z ochroną środowiska i edukacją ekologiczną.

– Były to bardzo różne sprawy, np. rewitalizacja zabytkowych alei drzew czy też rekultywacja pozostałości po robotach budowlanych, albo też zakładanie uli w niektórych zabytkowych miejscach – wymienia minister środowiska.

Wszystkie fundusze w ramach „Ekologicznego Budżetu Obywatelskiego” zostały już wyczerpane. Grabowski podkreśla, że nowe nabory uruchomione zostaną jesienią. Obecnie ze środków NFOŚiGW z tego programu korzystają 24 organizacje, które w całej Polsce realizują aż 480 przedsięwzięć.

Rewolucja w bankowości. Algorytm przewidzi przyszłą sytuację finansową klienta i dostosuje do niej ofertę

CEO Magazyn Polska

Banki coraz więcej wiedzą o swoich klientach. Dzięki analizie danych i specjalnym algorytmom są w stanie ocenić ich przyszłą sytuację finansową – przewidzieć możliwy rozwód czy przyszłe zarobki. W ten sposób mogą lepiej dopasowywać ofertę do potrzeb i możliwości konkretnego klienta. Lepiej oceniają też jego zdolność kredytową.

Algo-banking będzie sporą rewolucją w zakresie udzielania kredytów i generowanie ofert dla konkretnych klientów – mówi Aleksander Kwiatkowski, partner w Be Poland Think Solve & Execute. – Banki coraz więcej o nas wiedzą. Jest takie powiedzenie w Dolinie Krzemowej, że bank zaczyna więcej wiedzieć o tobie niż twoja żona.

Banki dzięki rozwojowi technologii zdobywają coraz więcej informacji o swoich klientach. Już teraz dzięki analizie dużych zbiorów danych są w stanie przeanalizować, na co klienci wydają pieniądze, oraz z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć ich finansową sytuację w przyszłości. Jest to szczególnie istotne przy udzielaniu decyzji kredytowej. Do tej pory bank opierał się głównie na dokumentach dostarczonych przez samego zainteresowanego.

Banki są w stanie w ramach big data przeanalizować, na co wydajemy pieniądze i co nas może czekać. Mogą po pewnych operacjach przewidzieć rozwód, duży krach w zdolności kredytowej klienta i być może z dużą ostrożnością będą dawać mu kolejny kredyt – wyjaśnia Aleksander Kwiatkowski.

Z drugiej strony, dzięki analizie danych rosną szanse na kredyt osób dobrze zarabiających, ale niezatrudnionych na umowę o prace, np. informatyków.

Bank już wie, w jaki sposób będą zarabiać w przyszłości, ponieważ wie, jaką wykonują pracę, jakie są trendy na rynku i widzą, który pracodawca płaci na konto. Z tego wyciągają wnioski. Możemy się wtedy spodziewać bardzo interesujących ofert ze strony banku – tłumaczy Kwiatkowski.

Dzięki rozwojowi algo-bankingu banki będą w stanie dużo precyzyjniej dostosować swoje oferty do konkretnego klienta. Mając wiedzę na temat jego przyzwyczajeń czy potencjalnych perspektyw zarobkowych, przedstawią indywidualnie skonfigurowaną ofertę produktową. Ekspert zaznacza, że tego typu rozwiązania już wchodzą na rynek.

Banki będą po prostu działały bardziej dokładnie. Oprócz tego będą doradcą dla klienta. Praktycznie rzecz biorąc, będą analizowały działania klienta i jego wydatki. Jeżeli ktoś trzeci raz w miesiącu kupuje żonie pierścionek, to delikatnie system zasugeruje: może uważaj, bo nie będziesz mógł spłacić kredytu mieszkaniowego w następnym miesiącu – wyjaśnia Kwiatkowski.

Jak podkreśla, banki działające w Polsce już wprowadzają zaawansowane technologicznie narzędzia służące do analizy danych.

Rozwiązania software’owe i organizacyjne są w polskich bankach bardzo często o wiele nowocześniejsze niż w innych krajach Zachodu – ocenia Aleksander Kwiatkowski.

Polacy wydają coraz więcej na letnie festiwale i imprezy sportowe

CEO Magazyn Polska

Polacy uwielbiają festiwale muzyczne i imprezy sportowe. Rekordy frekwencji notują w tym roku Open’er Festival i Liga Światowa Siatkówki. Na tego typu rozrywki Polacy są skłonni wydawać coraz więcej  w tym roku jest to średnio 250 zł.

Letnie festiwale muzyczne wciąż cieszą się ogromną popularnością wśród Polaków. Zakończony właśnie Open’er Festival zanotował rekordową frekwencję według organizatorów w Gdyni przez cztery dni miało się bawić blisko 100 tys. osób. Z danych firmy eBilet.pl wynika, że dużym zainteresowaniem cieszą się także wracający po rocznej przerwie Kraków Live Festival, OFF Festival w Katowicach, festiwal muzyki elektronicznej Audioriver w Płocku oraz Jarocin Festiwal.

Zainteresowanie muzycznymi imprezami jest duże, mimo braku wielkich, światowych gwiazd. Jednym z wyjątków jest grupa Linkin Park, która w sierpniu zagra w Rybniku.

– Duże gwiazdy nie koncertują w tym roku. Jest niewiele gwiazd, które wyruszyły na tournée po świecie, w szczególności po Europie. W związku z tym ceny artystów, którzy podróżują po Europie, są wyższe, więc nie możemy zrobić w Polsce koncertów, które są w stanie się spłacić w bogatszych częściach Europy – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Matuszewski, prezes eBilet.pl.

Polacy pokochali także imprezy sportowe. Coraz chętniej zasiadają na trybunach nie tylko podczas meczów piłki nożnej, lecz także siatkówki, zarówno podczas rozgrywek ponadnarodowych, jak i ligowych. Weekendowe mecze Polska-USA w ramach Ligi Światowej siatkówki obejrzało 15 tys. widzów. Jest to rekord frekwencyjny tegorocznych rozgrywek w Lidze Światowej. Coraz większą popularnością cieszy się wśród Polaków piłka ręczna.

– Zaczęła się sprzedaż biletów na Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej, Euro 2016, które cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. To dopiero w następnym roku, jednakże bilety na wiele meczów już zostały wyprzedane. Niewiele zostało, więc na pewno trzeba się spieszyć. Będzie też żużel i piłka nożna, czyli to, co Polacy lubią najbardziej mówi Marcin Matuszewski.

Bilety na festiwale muzyczne kupują zwłaszcza ludzie młodzi, dla których jest to sposób na spędzenie wakacji. Na imprezę muzyczną wybierają się często w gronie przyjaciół, łącząc udział w festiwalu z wyprawą pod namiot. Wśród bywalców stadionów przeważają natomiast rodziny z dziećmi. Z roku na rok Polacy są skłonni przeznaczać coraz większe kwoty na rozrywkę tego typu.

– Średni koszyk w naszym serwisie to 250 zł. Obserwujemy tendencję wzrostową związaną z tym, że społeczeństwo staje się coraz bogatsze. To znakomity prognostyk wzrostu rynku, w szczególności muzycznego mówi Marcin Matuszewski.

Zdecydowana większość Polaków bilety na imprezy sportowe i festiwale muzyczne kupuje przez internet. Zdaniem internautów jest to znacznie wygodniejszy i szybszy sposób niż zakup w stacjonarnych punktach sprzedaży.

W upalne dni pracodawca ma dodatkowe obowiązki. Pracownik może odmówić wykonywania pracy

CEO Magazyn Polska

Pracownik może przerwać pracę, jeśli zbyt wysoka temperatura powoduje jego złe samopoczucie. Nie może też być za to ukarany obniżeniem wynagrodzenia. Polskie prawo nakłada też na pracodawcę obowiązek dostarczania podwładnym wody do picia w upalne dni. W odpowiednich warunkach powinni pracować zarówno pracownicy etatowi, jak i zatrudnieni na umowę zlecenie i dzieło.

Wysokie temperatury mają negatywny wpływ na organizm człowieka: mogą prowadzić do porażenia słonecznego, skurczów cieplnych i udaru cieplnego, zakłócają też pracę układu oddechowego, krążenia i pokarmowego. Upały negatywnie wpływają też na wydajność pracy, zarówno pracowników fizycznych, jak i biurowych. Badania amerykańskiej firmy Captivate Network pokazały, że podczas upałów aż o 20 proc. spada produktywność, a o 19 proc. zdolność koncentracji wśród pracowników biurowych.

Polskie prawo nakłada na pracodawców obowiązek zapewnienia podwładnym odpowiednich warunków pracy w upalne dni. Przede wszystkim muszą oni nieodpłatnie zapewnić wodę do picia osobom pracującym na otwartej powierzchni, gdy temperatura wynosi powyżej 25 st. C, a pracownikom biurowym, gdy słupek rtęci przekracza 28 st. C.

– Czasami temperatury przewyższają możliwości organizmu i wtedy ludzie pracujący w wyjątkowo ciężkich warunkach otrzymują napoje witaminizowane, energetyzujące w związku z większym wyczerpaniem podczas pracy fizycznej. Pracownicy w budownictwie pracujący na zewnątrz muszą mieć dostarczone około 90 litrów na osobę do umycia się, w okresie letnim pracodawca powinien o tym pamiętać – mówi agencji informacyjnej Newseria Maria Kacprzak-Rawa, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektora Pracy w Warszawie.

Źródło wody nie może znajdować się dalej niż 75 m od stanowiska pracy. Pracodawcy nie mają obowiązku skracania dnia pracy w czasie dużych upałów, mogą to jednak zrobić. W takim przypadku nie wolno im jednak zmniejszać wynagrodzenia. Mogą także wyznaczyć dodatkowe przerwy w pracy. Pracodawcy mają też obowiązek zapewnienia dopływu powietrza w pomieszczeniach pracowniczych.

Jednak nawet gdy pracodawcy zapewnią odpowiednie warunki pracy podczas upałów, może się zdarzyć, że pracownik nie będzie w stanie wykonywać obowiązków ze względu na zły stan psychofizyczny. Może on wtedy przerwać pracę, także bez konsekwencji finansowych.

– Warunki BHP powinny być stworzone takie, żeby zapewniały bezpieczną i dobrą pracę. W pomieszczeniach zamkniętych należy pamiętać o świetlikach, o wertikalach, wentylacji czy klimatyzacji, żeby temperatura była dogodna do wykonywania pracy – mówi Maria Kacprzak-Rawa.

Obowiązki pracodawcy w tym zakresie dotyczą wszystkich pracowników – zarówno tych zatrudnionych na umowę o pracę, jak i na podstawie umów cywilno-prawnych.

– Pracodawca może zapłacić grzywnę od 1 tys. do 30 tys. zł kary za nieprzestrzeganie przepisów BHP. Pracownik z kolei powinien porozmawiać z pracodawcą, jeśli on nie wypełnia swoich obowiązków. Jeśli to nie poskutkuje, można złożyć skargę do Okręgowego Inspektora Pracy w Warszawie – mówi Kacprzak-Rawa.

Polacy pokochali cydr. Popularność zyskuje także ten sprzedawany z kija

CEO Magazyn Polska

W ciągu dwóch lat sprzedaż cydru w Polsce wzrosła blisko pięciokrotnie. Butelkowany cydr można już kupić w niemal każdym supermarkecie. Coraz więcej lokali gastronomicznych decyduje się także na sprzedaż tego trunku z kija. Zwłaszcza latem cydr przez konsumentów jest wybierany częściej niż inne, bardziej kaloryczne napoje orzeźwiające, jak prosecco czy piwo.

Cydr to napój alkoholowy z przefermentowanego soku jabłkowego bez dodatku cukru. Jest popularny zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, która odpowiada za wytwarzanie połowy światowej produkcji cydru, oraz we Francji i Hiszpanii. W Polsce pojawił się stosunkowo niedawno, ale jego popularność rośnie dynamicznie. Dwa lata temu Polacy wypijali ok. 2 mln litrów cydru rocznie, podczas gdy rok później liczba ta wzrosła do blisko 10 mln. Zdaniem ekspertów wynika to głównie z faktu, że Polacy coraz więcej podróżują i coraz chętniej próbują nowych smaków.

– W najbliższych latach cydr stanie się jedną z najbardziej perspektywicznych części rynku alkoholowego w Polsce. Szacujemy, że około 30-50 mln litrów to jest poziom, do którego spodziewamy się w dość krótkim czasie dotrzeć. W maksymalnej perspektywie powinniśmy dorównać rynkowi francuskiemu, czyli drugiemu najbardziej kojarzącemu się z cydrem. Być może spożycie sięgnie nawet 80 mln – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Kolecki-Majewicz, mistrz Polski sommelierów.

Rosnąca popularność cydru sprawiła, że coraz więcej barów zdecydowało się na sprzedaż tego trunku z kija. Jest to alternatywa dla lubianego przez Polaków, zwłaszcza latem, prosecco, również sprzedawanego w ten sposób. Cydr tradycyjny ma kwaskowaty, lekko cierpki smak. Cydr przemysłowy natomiast ma smak bardziej delikatny i słodki oraz intensywnie jabłkowy aromat. Na rynku dostępne są również cydry aromatyzowane, np. o smaku malinowym.

Smak tego napoju w dużym stopniu zależy także od sposobu jego spożywania. Pijąc prosto z butelki, odczuwa się przede wszystkim gorycz oraz musowanie – smak jest wówczas bardzo intensywny i orzeźwiający. Cydr pity ze szklanki będzie miał bardziej wyrazisty i mniej musujący smak, ze względu na mniejszą zawartość dwutlenku węgla.

Jeżeli nalejemy cydr bezpośrednio do szklanki z kostką lodu mocnym strumieniem z góry, zawarty w nim dwutlenek węgla bardzo mocno będzie uciekał. W związku z tym napój stanie się trochę mniej orzeźwiający, mniej musujący, za to jego smak będzie przyjemniejszy, słodszy, bardziej gładki i delikatny – wyjaśnia Tomasz Kolecki-Majewicz.

Cydr należy podawać schłodzony, najlepiej z lodówki. Można go pić samodzielnie, ale pasuje również do wielu dań w zależności od gatunku. Cydry francuskie najlepiej podawać do naleśników i serów, natomiast hiszpańskie świetnie sprawdzą się z rybami. Do deserów idealnie pasować będą słodkie odmiany cydru. Smak tego trunku można dowolnie wzbogacać, dodając do niego różnego rodzaju dodatki, np. owoce sezonowe.

Możemy sobie zrobić cydr à la sangria, z truskawkami, malinami czy jagodami. Te smaki świetnie się uzupełniają. Znamy takie połączenia przecież nie tylko z alkoholi, więc wiemy, że to jest bardzo smaczne w takim wydaniu, co ma jeszcze dodatkowe walory. Zimą możemy dodać trochę mocniejszy alkohol albo korzenne przyprawy i miód. To będzie bardzo fajne połączenie, krzepiące i bardziej intensywne w smaku – mówi Tomasz Kolecki-Majewicz.

Jak podkreśla, cydr mogą pić nawet osoby dbające o linię. Jest to napój mało kaloryczny – w 100 ml znajduje się tylko 36-42 kcal. Cydr ma także walory zdrowotne, zawiera bowiem naturalne, pochodzące z jabłek, antyoksydanty. Jest też dobrym źródłem potasu, który pozytywnie wpływa na pracę mięśni.

Nowy Fiat 500

Zaprojektowany przez Centro Stile Fiat, zewnętrzne i wewnętrznie odświeżony projekt jest bez wątpienia Fiatem 500, za to o wiele bardziej atrakcyjnym. Nie jest większy gabarytowo, ale przedstawia bogatszą ofertę w zakresie technologii, układów napędowych i możliwości indywidualizacji: tylko w ten sposób proces rozwoju tej ikony motoryzacji może nadal trwać, dopracowując te cechy, które uczyniły z niej arcydzieło.

Dostępny w wersji hatchback i kabriolet, nowy Fiat 500 w dniu premiery dostępny będzie w dwóch wersjach: Pop i Lounge. Pierwsza z nich proponuje w standardzie: siedem poduszek powietrznych, manualną klimatyzację, system Uconnect Radio 5″ z sześcioma głośnikami, porty AUX-IN i USB, wielofunkcyjną kierownicę i światła do jazdy dziennej LED. Wersja Lounge jest wzbogacona o wyrafinowane detale, takie jak panoramiczny szklany dach, felgi aluminiowe 15″, system Uconnect Radio LIVE 5” z ekranem dotykowym oraz skórzaną kierownicę z przyciskami, które pozwalają Klientowi – dzięki integracji z smartfonem – korzystać z różnych aplikacji w systemie pokładowym, tak by móc być stale połączonym.

Nowy Fiat 500 będzie wyposażony w silniki benzynowe TwinAir o pojemności 0.9  (o mocy 85 KM lub 105 KM) oraz silnik o pojemności 1.2 i o mocy 69 KM, a także w silnik dwupaliwowy zasilany benzyną/LPG o pojemności 1.2 i o mocy 69 KM. W szczególności, silnik dwucylindrowy może pochwalić się rekordową wydajnością z poziomem emisji CO2: 90 g/km dla silnika o mocy 85 KM i 99 g/km dla silnika o mocy 105 KM. Po premierze dostępne będą także wersje z silnikami o pojemności 1.3 Multijet o mocy 95 KM i silnik o pojemności 1.2 o mocy 69 KM w konfiguracji „ECO”, która ogranicza emisję CO2 do 99 gramów na kilometr. Krótko mówiąc, nowy model skupia się jeszcze bardziej, jeśli chodzi o przyszłość, na zrównoważonej mobilności.

Śmiały i uwodzicielski, nowy Fiat 500 zawiera w sobie około 1800 nowych detali, tak opracowanych i przemyślanych, by podkreślić jego oryginalność i nadać modelowi jeszcze bardziej wyrafinowany styl. Nowe są reflektory ze światłami do jazdy dziennej LED, światła tylne, kolory, deska rozdzielcza, kierownica, materiały: zatem znaczące ulepszenia, ale wierne niepowtarzalnemu stylowi Fiata 500. Co więcej, kultowa marka Fiat stała się manifestem nowej koncepcji mobilności; jest to „łagodna” rewolucja na światowych drogach, ponieważ łączy pozornie przeciwstawne wartości.

W związku z tym, dzisiaj, nowy Fiat 500 jest odświeżony pod względem ciągłości estetycznej i postępu technologicznego. Nowa 500-ka jest jak magiczna formuła, to jedyny model, który może spójnie połączyć przeciwieństwa: to ekskluzywny samochód, ale powszechnie dostępny; światowy bestseller o prawdziwie włoskim „sercu”; to produkt elegancki, który jednocześnie może być źródłem rozrywki;  jest czymś bardzo osobistym, choć został sprzedany w ilości ponad 1.500.000 egzemplarzy. Co więcej, nowy Fiat 500 łączy w sobie technologię i uczucia, po to, by umocnić się pod każdym względem, jako punkt odniesienia w swoim segmencie.

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 03.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 03.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim w 2014 roku

Połowa osób zatrudnionych w przemyśle ciężkim zarabiała w 2014 roku przynajmniej 4 596 PLN – wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń firmy Sedlak & Sedlak. Z kolei co czwarty pracownik otrzymywał ponad 7 100 PLN brutto miesięcznie.

Kobiety zarabiały w tej branży mniej od mężczyzn przeciętnie o 8%. Mediana płac w przemyśle ciężkim w 2014 roku była wyższa o 96 PLN niż płace w przemyśle lekkim.

Wykres 1. Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim w 2014 roku (brutto PLN)

Wykres Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim w 2014 roku (brutto PLN)
Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku

Najwięcej zarabiali zatrudnieni w przemyśle petrochemicznym – wypłata co drugiego pracownika przekraczała 5 800 PLN brutto miesięcznie. Nieco mniej otrzymywali zatrudnieni w górnictwie i motoryzacji, przeciętnie 5 000 PLN. Mediana wynagrodzeń w 2014 roku w przemyśle lotniczym wynosiła 4 935 PLN, a w okrętowym – 4 789 PLN brutto miesięcznie. Najniższe płace otrzymywali zatrudnieni w hutnictwie i metalurgii – jedynie 3 800 PLN brutto miesięcznie.

Schemat 1. Mediany wynagrodzeń w różnych sekcjach przemysłu ciężkiego oraz procentowa zmiana w porównaniu z ubiegłym rokiem

Mediany wynagrodzeń w różnych sekcjach przemysłu ciężkiego
Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku

Połowa kierowników produkcji zarabiała od 5 700 PLN do 9 500 PLN brutto miesięcznie, w przemyśle ciężkim zarabiali oni przeciętnie o 518 PLN więcej niż w przemyśle lekkim. Mniejsze wynagrodzenia otrzymywali inżynierowie ds. jakości. Mediana ich płac wynosiła 5 300 PLN. Wypłata co drugiego konstruktora nie przekraczała kwoty 4 560 PLN. Średnie zarobki spawaczy wynosiły 3 000 PLN brutto miesięcznie i były niższe o 35% niż mediana wynagrodzeń w całym przemyśle ciężkim.

Tabela 1. Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim na różnych stanowiskach

stanowisko próba 25% zarabia poniżej mediana 25% zarabia powyżej
kierownik produkcji 106 5 700 7 518 9 500
inżynier ds. jakości 136 4 200 5 300 7 000
konstruktor 580 3 500 4 560 5 900
spawacz 217 2 300 3 000 4 000

Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku
Andrzej Kuczara
Sedlak&Sedlak

Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Czerwony czerwiec nie gasi nadziei

Tylko nieliczne giełdy uchroniły się w czerwcu przed spadkami. To już drugi miesiąc dominacji niedźwiedzi. WIG20 po sięgającej niemal 5 proc. zniżce wrócił do poziomu z końca grudnia ubiegłego roku, kasując cały z trudem wypracowany dorobek. Szans na zyski można upatrywać w powrocie do górnego ograniczenia trendu bocznego oraz selekcji walorów z szerokiego rynku.

Na niewielkim plusie czerwiec kończyło zaledwie kilka giełd, znajdujących się raczej na peryferiach rynku, niż w jego głównym nurcie. Poszczęściło się inwestorom jedynie na parkietach Argentyny, Wietnamu, Pakistanu, Słowacji i Ukrainy, a szczęście liczyło w najlepszym razie 4-5 proc. Indeks światowego rynku akcji MSCI World spadł o 2,5 proc., a straty większości interesujących nas wskaźników były znacznie większe. Niezbyt zaszczytne miejsce w tej klasyfikacji zajął WIG20, który po prawie 5 proc. spadku półrocze kończy z zerowym dorobkiem. Marnym pocieszeniem jest fakt, że S&P500 z niespełna 1 proc. zwyżką jest niewiele lepszy. Wskaźniki głównych parkietów europejskich, mimo sporych czerwcowych spadków, w skali półrocza wciąż są na plusie sięgającym 11-12 proc. Na greckim zamieszaniu ponad 4 proc. stracił niemiecki DAX i to raczej z niego brał przykład indeks naszych największych spółek.

Pocieszenia próżno szukać patrząc na pozostałe segmenty warszawskiego parkietu. Wskaźniki szerokiego rynku oraz mWIG40 poszły w dół po około 4 proc., a indeks najmniejszych firm zniżkował o ponad 6 proc. Jednak biorąc pod uwagę horyzont dłuższy niż miesiąc, sytuacja jest dość zróżnicowana. Tegoroczny dorobek indeksu szerokiego rynku, sięgający wciąż 3 proc., przekraczająca 5 proc. zwyżka mWIG40, czy 7 proc. zysk sWIG80 nie są może imponujące, ale dają dużo jaśniejszy. Wskazują też obszary, w których można spodziewać się powodzenia także w drugiej połowie roku. Cała ta trójka wskaźników nie wygląda też źle z technicznego punktu widzenia, a w każdym razie nie na tyle, by mówić o braku szans na kontynuację pozytywnych tendencji.

Choć w najgorszej sytuacji zdaje się znajdować WIG20, także w jego przypadku można znaleźć mocne argumenty, przemawiające za zwiększeniem zaangażowania w akcje. W momencie największego napięcia, związanego z sytuacją wokół Grecji, indeks dotarł na moment do wsparcia w okolicach 2250 punktów, szybko powracając do poziomu 2300 punktów. Nawet gdyby miało dojść do jeszcze jednej fali spadkowej, można oczekiwać, że dolne ograniczenie trwającego od około trzech lat trendu bocznego, nie zostanie trwale przełamane. Jeśli zaś miałby się on utrzymać, można liczyć na ruch powrotny. Niewykluczone, że jego docelowym zasięgiem byłby poziom 2550 punktów z przełomu kwietnia i maja. To zaś oznaczałoby potencjał rzędu 10-11 proc.

Za realizacją takiego scenariusza przemawia realne prawdopodobieństwo uniknięcia najbardziej drastycznego wariantu rozwoju sytuacji w Grecji. Wówczas byki miałyby czas do jesiennych wyborów parlamentarnych. Ryzyko polityczne oczywiście istnieje i prawdopodobnie będzie dawało znać o sobie, więc na łatwe zyski nie należy raczej liczyć, ale stawka wydaje się być warta ryzyka. Kondycja i perspektywy polskiej gospodarki przy wciąż rekordowo niskich stopach procentowych tworzą korzystne dla kontynuacji wzrostów środowisko. Choć elementem niepewności jest także polityka Fed, jednak tego czynnika nie należy demonizować. Po pierwsze, podwyżka w tym roku wcale nie jest przesądzona. Po drugie, nawet rozpoczęcie zaostrzania polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych nie musi oznaczać załamania na rynkach akcji.

W dość złożonych warunkach, z jakimi wciąż będziemy mieli do czynienia w najbliższych miesiącach, tym większego znaczenia nabiera dywersyfikacja oraz trafna selekcja spółek do portfela. W pierwszej kwestii, warto zdecydowanie rozważyć udział aktywów mniej ryzykownych, a jednocześnie oferujących stopy zwrotu wyższe niż lokaty, czy instrumenty rynku pieniężnego. Dobrym rozwiązaniem mogą być fundusze aktywnej alokacji, długu korporacyjnego oraz niezależne od rynkowej koniunktury, takie jak fundusze wierzytelności. Selekcję części akcyjnej warto opierać bardziej na analizie kondycji i perspektyw konkretnych spółek, niż wskazówkach sektorowych, czy branżowych. Czerwiec przyniósł kontynuację dobrej passy dotychczasowych branżowych liderów, czyli spółek paliwowych i chemicznych, ale jednocześnie sporą korektę w branżach budowlanej, informatycznej, czy firmach przemysłu spożywczego. Zaskoczeniem nie jest bardzo słaba pozycja spółek surowcowych, jednak o rozczarowaniu można mówić w przypadku energetyki i telekomunikacji. Choć zdecydowana większość indeksów branżowych kończyła czerwiec na sporych minusach, jednocześnie nie brakowało spółek, pozwalających osiągnąć przyzwoite zyski. Patrząc w horyzoncie całego półrocza, na plusie trzyma się ponad połowa walorów warszawskiego parkietu, a niemal jedna trzecia wciąż pozwala cieszyć się zwyżkami przekraczającymi 20 proc. Widać więc, że w ocenie rynku „indeksowa” perspektywa nie zawsze daje w pełni adekwatny obraz inwestycyjnych możliwości.

Bartosz Arenin
Zarządzający funduszami

Dachser wprowadza nowe usługi premium B2C i B2B

Operator logistyczny Dachser, wprowadza interesujące dla polskich eksporterów nowe rozwiązania premium dla segmentów business to consumer i business to business: targo on-site, targo on-site plus i targo on-site premium, różnicujące obsługę w ostatnim etapie łańcucha dostaw.

Usługi targo on-site są uzupełnieniem dotychczasowych usług Dachser entargo, świadczonych w ramach Dachser European Logistics. Są to usługi dodatkowe związane z dostawą w uzgodnione miejsce i o określonym czasie, łącznie z zarządzaniem zwrotami, utylizacją opakowań i ewentualnymi innymi usługami dodatkowymi, realizowanymi na indywidualne zapotrzebowanie klientów.

Poszerzenie naszego portfolio usług to odpowiedź na rosnące potrzeby naszych klientów, działających również w segmencie e-commerce – mówi Grzegorz Lichocik, prezes Dachser w Polsce. Dzięki targo on-site nasi klienci mogą zagwarantować odbiorcom swoich produktów dostawę w dokładnie w określonym miejscu i czasie, wraz z usługami dodatkowymi, świadczonymi przez kuriera lub dodatkowego pracownika, który może zająć się montażem czy zwrotem i utylizacją opakowania. To kolejny etap przekazywania czynności związanych z ostatnim etapem łańcucha dostaw operatorowi logistycznemu – wyjaśnia Grzegorz Lichocik.

Targo on-site

W przypadku usługi targo on-site, czas dostawy jest analogiczny jak w przypadku produktu targospeed. Po telefonicznym potwierdzeniu terminu dostawy, jest ona realizowana w godzinach porannych lub popołudniowych. Dotyczy segmentu B2C oraz krajów takich jak Niemcy, Austria, Belgia, Holandia, Luksemburg i Czechy.

Targo on-site plus

Rozwiązanie to od standardowego targo on-site różni się tym, że oprócz dostaw do południa i po południu, mogą być one realizowane dodatkowo w godzinach wieczornych (16 – 20) oraz w sobotę. Dotyczy segmentów B2C i B2B oraz krajów takich jak Niemcy, Austria, Belgia, Holandia, Luksemburg i Czechy.

Targo on-site premium

Rozwiązanie to realizowane jest we współpracy z siecią Kolb i zapewnia wyjątkowo szybką dostawę, w 3 – 5 dni roboczych w Niemczech i do 7 dni roboczych Austrii. Dotyczy segmentów B2C i B2B oraz tylko Niemiec i Austrii.

Wiele funduszy inwestycyjnych przegrało nawet z lokatami

W ostatnich 12 miesiącach zarówno najbezpieczniejsze fundusze (gotówkowe i pieniężne), jak i te obarczone wysokim ryzykiem (akcji) przeciętnie zarobiły mniej niż lokaty bankowe. Z analizy Expandera wynika, że wśród najpopularniejszych grup jedynie fundusze absolutnej stopy zwrotu wyraźnie pokonały lokaty. Średnio przyniosły zyski na poziomie 5,41%.

Fundusze akcji polskich zarobiły średnio tylko 1,83%

Według IZFiA w tym roku najpopularniejszą grupą funduszy inwestycyjnych są fundusze akcji uniwersalnych. Niestety spadki cen akcji na warszawskiej giełdzie spowodowały, że ci, którzy je wybrali nie zarobili zbyt wiele. Wynik z ostatnich 12 miesięcy jest wręcz gorszy niż zysk z przeciętnej lokaty bankowej. Średnia stopa zwrotu dla funduszy uniwersalnych akcji polskich wynosi bowiem zaledwie 1,83%. Na standardowym depozycie można było w tym czasie zyskać 2,8%. Trzeba jednak dodać, że były wśród nich takie, które zyskały kilkukrotnie więcej niż nawet najlepsze lokaty bankowe. Osoby, które zainwestowały np. w fundusz Arka Prestiż Akcji Polskich, zyskały w tym czasie aż 13,32%. Były też takie, które przyniosły straty jak np. Caspar Akcji Polskich, którego wynik to -9,33%. Znacznie lepiej niż fundusze uniwersalne poradziły sobie te inwestujące w akcje małych i średnich spółek. Ich średni wynik wyniósł 4,29%.

Najbezpieczniejsze fundusze zarobiły więcej niż akcyjne

Drugą po funduszach akcji najbardziej popularną grupą funduszy w tym roku są te najbezpieczniejsze, czyli fundusze gotówkowe i pieniężne. Ich wyniki zwykle są zbliżone do tego, co można uzyskać na lokacie bankowej. Obecne ich osiągnięcia są jednak nieco słabsze, gdyż średnia stopa zwrotu to 2,24%, a jak już wspominaliśmy, lokaty przed rokiem miały średnie oprocentowanie 2,8%. Najlepszy depozyt w tym okresie dawał natomiast 3,65%. Oznacza to, że tylko trzy fundusze z tej grupy były lepsze niż lokata. Z drugiej jednak strony średnio zarobiły one więcej niż fundusze akcji uniwersalnych.

Kolejne miejsca pod względem popularności zajmują fundusze absolutnej stopy zwrotu oraz fundusze stabilnego wzrostu. Niestety tylko te pierwsze mogą pochwalić się dobrymi wynikami. Średnia z ostatnich 12 miesięcy to 5,41%. Najlepszy fundusz w grupie absolutnej stopy zwrotu – Skarbiec Market Neutral – przyniósł inwestorom aż 17,5% zysku. Fundusze stabilnego wzrostu średnio zyskały natomiast zaledwie 1,35%, notując najsłabszy wynik z tej najpopularniejszej czwórki.

Przy okazji warto dodać, że tradycyjne fundusze inwestycyjne nie są jedyną alternatywą dla deponowania pieniędzy na lokatach. Dwa przykłady innych możliwości inwestowania kapitału przy dość niskim ryzyku to produkty strukturyzowane oraz obligacje przedsiębiorstw. Zaletą tych pierwszych jest to, że dają szansę na uzyskanie atrakcyjnych zysków, ale jednocześnie mają mechanizm zabezpieczający przed stratami. Zwykle polega on na tym, że w najgorszym przypadku po zakończeniu produktu inwestor nie ponosi strat, lecz odzyskuje swoje pieniądze.

W przypadku obligacji przedsiębiorstw zaletą jest przede wszystkim oprocentowanie wyższe od tego na lokatach. Niestety najwyższe jest ono w przypadku tych firm, które nie należą do największych i najstabilniejszych. Warto więc ostrożnie podchodzić do tego typu inwestycji, gdyż w sytuacji, gdy dochodzi do upadłości emitenta, możemy nie odzyskać swoich pieniędzy. Inwestować w takie obligacje można nie tylko samodzielnie, ale również za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Ma ona taką zaletę, że w portfelu funduszu znajdują się obligacje wielu firm, a więc kłopoty jednej z nich nie powinny przełożyć się na słaby wynik całej inwestycji.

Jarosław Sadowski
Główny analityk firmy Expander

Mobility Reseller Days 2015

W dniach 7 i 8 października na EXPO XXI w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Mobility Reseller Days. To już drugie tego rodzaju wydarzenie branżowe, które skupia firmy oraz przedsiębiorców branży nowych technologii z Europy Centralnej, Wschodniej oraz Azji. Ideą, która przyświeca Mobility Reseller Days, jest nawiązanie relacji partnerskich i handlowych polskich przedstawicieli z branży. Wydarzenie skupia w sobie również cele edukacyjne – zarówno dla uczestników, jak i gości wydarzenia – które dotyczą rozszerzenia wiedzy o rozwoju lokalnych kanałów sprzedaży, programach partnerskich.

Czego spodziewać się po MdM na rynku wtórnym?

25 czerwca Sejm zdecydował, że program Mieszkanie dla Młodych obejmie również rynek wtórny. Limity cenowe wyniosą 90 procent wskaźnika kosztu odtworzenia 1m2 powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego w danej gminie. Zmiany mogą wejść w życie najwcześniej od sierpnia br. Czy oznacza to drastyczne zmiany na rynku?

Zmiany będą pozytywne

Generalnie rynek deweloperski pozytywnie zapatruje się na wprowadzone zmiany. Dzięki nowelizacji program Mieszkanie dla Młodych stanie się popularniejszy, a Klienci będą mogli uzyskać większe benefity. Szczególnie korzystne jest zwiększenie dopłaty przy dwójce dzieci. Dla rodzin wychowujących troje lub więcej pociech dodatkowo zniesiono granicę wieku i warunek posiadania pierwszego mieszkania. Dla rodzin wielodzietnych z 15 do 30 procent zwiększono mnożnik, na podstawie którego wylicza się dopłatę oraz podwyższono dofinansowanie na mieszkania o metrażu do 65 m2. W niektórych przypadkach zmiany te mogą doprowadzić do zwiększenia kwoty wsparcia nawet do ok. 100 tys. zł.

Negatywnie odbieramy natomiast brak zmian w metodologii ustalania limitów cen
w programie MdM, które są zależne od średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1m2 powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Wskaźnik ten jest słabo skorelowany z realnymi cenami za m2 w poszczególnych regionach. To z kolei sprawia, że w niektórych miastach limit cenowy pozwala na zakup nieruchomości nawet blisko centrum, a w innych tylko peryferiach. Obecna metodologia sprawia, że dostępność programu MdM dla ogółu społeczeństwa jest bardzo zróżnicowana.

Skorzystają małe miejscowości

Włączenie do programu mieszkań z rynku wtórnego może być najbardziej odczuwalne w mniejszych miejscowościach, w których rynek deweloperski często jest słabo rozwinięty. Zmiany zwiększą konkurencyjność deweloperów, w związku z tym w mniejszych miastach możliwy jest odpływ klientów do indywidualnych sprzedawców.

W większych miastach bez zmian, ale z wyjątkami

W większych miastach będzie inaczej, ponieważ różnica pomiędzy limitami cenowymi dla rynku pierwotnego i wtórnego będzie na tyle duża, że realna dostępność oferty na tym drugim będzie niewielka. Zmiany mogą stanowić zagrożenie dla deweloperów z mniejszych miast, ale też z kilku większych, jak np. Łódź czy Katowice, w których relatywnie duża część ofert kwalifikuje się do programu MdM.

Liczba mieszkań i ceny po staremu

W związku ze zwiększeniem limitów nie powinna zwiększyć się dostępna w ramach MdM liczba mieszkań. Klienci skorzystają jednak z wyższych dopłat, a także będą mieli możliwość kupna większego lokalu przy zachowaniu analogicznej zdolności kredytowej.

Nie prognozujemy też wzrostu cen najtańszych mieszkań na rynku wtórnym, chociaż w niedużej skali takie ryzyko oczywiście istnieje. Przewidujemy natomiast wzrost popularności samego programu. Do tej pory MdM cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem, co było spowodowane faktem, że program był niedostępny dla większego grona Klientów.

Sprzedaż mieszkań przez spółdzielnie mieszkaniowe nie powinna znacząco wpłynąć na rynek. Skala tych działań wciąż pozostanie niewielka.

Piotr Kijanka – Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej GEO

Na takie mieszkanie może sobie pozwolić przeciętna polska rodzina

Wśród siedmiu największych miast Polski najmniej na zakup nowych czterech kątów trzeba wydać w Łodzi i Katowicach. Czy to oznacza, że mieszkańcy tych dwóch miast mogą sobie pozwolić na największe mieszkania?

Mieszkańcy Katowic mają najlepiej

Postawione na wstępie pytanie nie do końca oddaje stan faktyczny. W tym wypadku bowiem oprócz samej ceny nowego mieszkania istotna jest wysokość dochodów, która wpływa na poziom zdolności kredytowej. Przeciętne zarobki są jednak różne w różnych miastach. Zgodnie z ogólnie panującą opinią najwięcej zarabia się w Warszawie, dane Głównego Urzędu Statystycznego zdają się jednak zadawać kłam takiemu stanowisku. Analizując wysokość przedstawianego przez GUS przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw widać, że średnie zarobki najwyższy poziom osiągają w… Katowicach.

Stolica jest dopiero na drugim miejscu. Z kolei jeśli chodzi o same ceny mieszkań to Tabela 1 wskazuje, że Warszawa zdecydowanie przewodzi stawce. Taka sytuacja sprawia, że średnio sytuowanych warszawiaków stać na mniejsze mieszkania, niż Ślązaków. Co więcej, relacja maksymalnej zdolności kredytowej i cen mieszkań jest w rozpatrywanym gronie najwyższa właśnie w Katowicach. Niskie ceny lokali mieszkalnych na tle innych większych miast można tłumaczyć specyfiką tego rynku. Ze względu na zanieczyszczenie środowiska, jak i na duże natężenie terenów miejskich, Katowice nie cieszą się opinią wymarzonego miejsca do zamieszkania.

Stanowią one raczej propozycję dla ludzi młodych, którzy dopiero rozpoczynają karierę zawodową i nie posiadają jeszcze odłożonych oszczędności. Warto również porównać Wrocław i Gdańsk. Ceny nowych czterech kątów są zbliżone różniąc się o zaledwie kilkadziesiąt zł za mkw. powierzchni. Z drugiej strony średnia pensja, a co z tym idzie zdolność kredytowa jest w Gdańsku widocznie wyższa, niż w stolicy Dolnego Śląska.

Wysokość raty kredytu na zakup nowego mieszkania w średniej cenie oraz maksymalna zdolność kredytowa 4-osobowej rodziny w poszczególnych miastach*
Miasto Warszawa Kraków Łódź Wrocław Poznań Gdańsk Katowice
Przeciętne wynagrodzenie x2 (zł) 10 699 8 733 7 378 8 513 9 194 10 454 11 021
Cena mieszkania (zł) 7 396 5 861 4 578 5 988 6 353 5 951 4 795
Cena całkowita za 55 mkw. (zł) 406 758 322 337 251 790 329 340 349 442 327 301 263 705
Okres kredytu (lata) 25 25 25 25 25 25 25
Wysokość raty (zł) 1 932 1 531 1 196 1 565 1 660 1 555 1 253
Maksymalna dolność kredytowa w złotówkach (zł) 516 449 313 628 173 790 290 957 361 240 491 251 549 775
Liczba mkw. dostępnych za maksymalną zdolność kredytową 48 36 24 34 39 47 50
*Dochód gospodarstwa domowego oszacowano jako dwukrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przemysłu w poszczególnych miastach wg GUS narastająco za okres styczeń-marzec 2015 r. Średnie ceny mieszkań za I kw. 2015 r. wg NBP. Rata kredytu oraz maksymalna zdolność kredytowa dla zobowiązania w złotówkach wyznaczona na podstawie kalkulatora kredytowego (10% wkładu własnego, oprocentowanie 4%, raty równe, 4 osobowe gospodarstwo domowe, łączne limity na kartach kredytowych i ROR 5000 zł, miesięczne wydatki na utrzymanie mieszkania 500 zł, inne koszty 2500 zł, okres spłaty 25 lat).

W powyższym zestawieniu przedstawiono także wysokość rat, jakie co miesiąc trafiają z domowego portfela 4-osobowej rodziny do banku, na pokrycie zakupu nowego mieszkania o powierzchni 55 mkw. w średniej cenie. Stawki mieszkań przekładają się na wysokość comiesięcznych wydatków. Dlatego też najwyższe raty kredytowe za zakup nowego lokum znowu muszą zapłacić mieszkańcy stolicy. Na drugim miejscu znajduje się Poznań, gdzie ceny są wyraźnie wyższe, niż w zajmujących kolejne lokaty Wrocławiu, Gdańsku i Krakowie. Najmniejsze kwoty na spłatę zobowiązań w swoim budżecie muszą zarezerwować rodziny z Łodzi i Katowic.

Ile można zyskać na MdM-ie?

Warto sprawdzić, jak na wysokość rat wpływa rządowe wsparcie w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. Poniżej zaprezentowano raty za zakup 55-metrowego lokalu mieszkalnego, którego cena równa się limitom programu Mieszkanie dla młodych w poszczególnych miastach. Największe dofinansowanie ma miejsce tam, gdzie cena jest najwyższa czyli w Warszawie i Poznaniu. W tych dwóch miastach pomoc publiczna co miesiąc przekracza 200 zł. Najmniej na każdej racie mogą zaoszczędzić mieszkańcy Łodzi i Katowic – odpowiednio 163 zł i 172 zł.

Porównanie wysokości raty kredytu wraz z dopłatą z MDM i bez dopłaty dla 4-osobowej rodziny w poszczególnych miastach*
Miasto Warszawa Kraków Łódź Wrocław Poznań Gdańsk Katowice
Limity MDM II kw. 2015 (zł) 6 588 5 112 4 515 5 181 5 924 5 303 4 773
Wartość mieszkania 55 mkw. (zł) 362 340 281 160 248 325 284 955 325 820 291 665 262 515
Kwota kredytu (zł) 326 106 253 044 223 493 256 460 293 238 262 499 236 264
Rata bez dopłaty (zł) 1 721 1 336 1 180 1 354 1 548 1 386 1 247
Rata z dopłatą (zł) 1 484 1 152 1 017 1 167 1 335 1 195 1 075
Różnica (zł) 237 184 163 187 213 191 172
*Dochód gospodarstwa domowego oszacowano jako dwukrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przemysłu w poszczególnych miastach wg GUS narastająco za okres styczeń-marzec 2015 r. Ceny mieszkań ustalono na poziomie limitów MdM na II kw. 2015 r. Raty wyznaczono na podstawie kalkulatora kredytowego (10% wkładu własnego, oprocentowanie 4%, raty równe, 4 osobowe gospodarstwo domowe, wiek kredytobiorcy 30 lat, okres spłaty 25 lat).

Warto jednak zaznaczyć, że to właśnie w tych dwóch ostatnich miastach relatywnie łatwiej może być skorzystać z dopłaty MDM na zakup nowego M. Wynika to z faktu, że średnie ceny nowych mieszkań są tam najbliższe limitom MDM, a co za tym idzie liczba lokali mieszczących się w tych limitach powinna więc być większa, niż w pozostałych miejscowościach. Podsumowując warto jeszcze zaznaczyć, że w powyższej analizie przyjęto minimalny ustanowiony przez KNF wkład własny w 2015 r., wynoszący 10%. W najbliższych dwóch latach wymóg ten wzrośnie do poziomu 15%w 2016 r. i 20% w 2017 r.

Dział Analiz DOPOZNANIA.PL

Prezes ING Życie i ING UF awansował na stanowisko szefa NN Individual Life

0

Tjeerd Bosklopper, prezes zarządów ING Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A. i ING Usługi Finansowe S.A., rozpocznie 1 września 2015 roku piastowanie stanowiska szefa NN Individual Life w Holandii.

Tjeerd Bosklopper
Tjeerd Bosklopper

Kandydatura nowej osoby, która będzie pełnić jego dotychczasowe funkcje w polskim oddziale towarzystwa, zostanie w najbliższym czasie przedstawiona Komisji Nadzoru Finansowego.

Tjeerd Bosklopper dołączył do grupy ING w 1999 roku. Jest związany z polskim oddziałem ING Życie od 2012 roku. Trzy lata temu objął funkcję prezesa ING Usługi Finansowe, a w następnym roku – także prezesa ING TUnŻ. Jego główną rolą było zapewnienie dalszego wzrostu firmy na polskim rynku oraz wdrażanie strategii wyróżniania się w obszarze doświadczenia klienta.
Wcześniej sprawował szereg funkcji w ramach grupy ING na wielu międzynarodowych rynkach, m.in. w Hong Kongu, Indonezji, Korei Południowej i Holandii.

Ukończył studia „Business Information Technology” ze specjalizacją w Zarządzaniu Informacją oraz Zarządzaniu Międzynarodowym na Uniwersytecie w Twente w Holandii.

Zmiany w Ustawie o ochronie zwierząt

0

W Polsce jest nawet 300 tys. bezdomnych psów. Wiele z nich zostało porzuconych przez swoich właścicieli. Aby do takich sytuacji nie dochodziło, planuje się wprowadzenie wymogu czipowania czworonogów i zapisywania danych zwierząt oraz ich właścicieli w centralnym rejestrze. Prace nad nowelą do Ustawy o ochronie zwierząt, mającą ten obowiązek nałożyć, trwają od kilku lat. Czy nowelizację uda się wreszcie przyjąć?

Dzięki obowiązkowemu znakowaniu czworonogów można by szybko identyfikować właścicieli zwierząt, które uciekły lub zostały porzucone. To z kolei ograniczyłoby wydatki na utrzymywanie schronisk, przepełnionych i często niespełniających standardów. Koszty czipowania pokrywaliby właściciele czworonogów.

Wśród proponowanych zmian w Ustawie znalazł się także zapis o zakazie stałego trzymania psów na uwięzi. „Pies może przebywać zamiast tego w kojcu, w którym będzie miał zapewniony dostęp do jedzenia i wody oraz budę” – mówi serwisowi infoWire.pl poseł Paweł Suski, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Po wprowadzeniu nowelizacji zakazane będzie również wykorzystywanie dzikich zwierząt do pracy, np. w cyrku. Zmieni się poza tym system prowadzenia schronisk.

„Proponujemy też zwiększenie sankcji. Znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem dotychczas było zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności. Chcemy podwyższyć to do lat pięciu” – informuje rozmówca. Wprowadzona zostanie ponadto możliwość dożywotniego zakazania posiadania zwierząt.

Masz trudności ze spłatą kredytu? Banki wyciągną pomocną dłoń

Referendum greckie – nadchodzi gorący weekend

Referendum greckie uchodzi za ważne wydarzenie, jednakże jest ono absolutnie niewiążące dla kredytodawców Grecji. Co ciekawe rząd może nawet przegrać to głosowanie, a jak pokazują sondaże wyraźne zwycięstwo i miażdżąca przewaga są nieosiągalne. Czy oznacza to zgodę na ustępstwa? Patrząc na deklaracje głównych partnerów są oni cały czas gotowi do rozmów.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

W Grecji wiara w pomyślne wyjście z patowej sytuacji jest wciąż żywa. A na pewno jest głośno deklarowana. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na słowa ministra finansów rządu w Atenach – Yanis Varoufakis oświadczył, że banki będą otwarte od wtorku, gdyż od wyniku referendum porozumienie zostanie zawarte w ciągu 48 godzin. Jest to zadziwiająca myśl. Po pierwsze dlatego, że od niedzielnego referendum do wtorku 48h minie dopiero wieczorem. Po drugie – wiara w uszanowanie demokratycznej woli narodu greckiego do niespłacania zaciągniętych zobowiązań jest co najmniej dziwna.

Dla przypomnienia: po fiasku negocjacji w sprawie programu pomocowego wprowadzono ograniczenia przepływu kapitału. Banki są prawie zamknięte. Prawie, gdyż wypłacają między innymi emerytury. Z bankomatów da się wypłacać 60 euro dziennie, a i tak media pokazują stojące do nich kolejki. Już teraz zapadł pierwszy korzystny werdykt KE w sprawie Grecji. Potwierdziła ona, że w takich szczególnych przypadkach można naruszyć swobodę przepływu kapitału.

MFW oszacował potrzeby finansowe Aten gdyby tamtejszy rząd dalej współpracował w taki sam sposób, a raczej nie współpracował. Oprócz koniecznej redukcji długów, gdyż obecny wg większości ekonomistów jest obecnie niespłacalny, znalazła się kwota 52 mld euro. Kwota ta budzi zdumienie, aczkolwiek redukcja długu musiała by wynosić jeszcze raz tyle. W rezultacie do ustabilizowania sytuacji potrzebne jest 100 mld euro. By oddać skalę problemu warto zwrócić uwagę, że polskie wpływy budżetowe wynoszą mniej niż 80 mld euro. Zatem przeszło 3-krotnie mniejszemu narodowi udało się naprawdę “zdrowo” zadłużyć. Jeszcze niedawno mówiło się o nadwyżce w greckim budżecie i powolnym spłacaniu zobowiązań, jednakże teraz po dojściu do władzy Syrizy ani nie widać reform, ani oszczędności, ani wzrostu gospodarczego, który miał być podstawą rozwiązania problemu.

Szykuje się bardzo ciekawy weekend, tym bardziej, że jak pokazały ostatnie sondaże wynik referendum wcale nie jest przesądzony, a w samej Grecji społeczeństwo jest zmęczone ciągłym przeciąganiem tego co wydaje się nieuniknione. Pojawiły się sondaże w których obie grupy mają po około 44% poparcia.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na publikacje wskaźników PMI dla usług. Nie są one tak istotne jak indeksy dla przemysłu jednakże w dalszym ciągu są to ważne barometry gospodarki pozwalające przewidywać przyszłe twarde dane.

EUR/PLNKomentarz walutowy 03.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 03.04.2015 do 03.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1700.

CHF/PLNKomentarz walutowy 03.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 03.04.2015 do 03.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4 zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.

USD/PLNKomentarz walutowy 03.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 03.04.2015 do 03.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,7000 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 03.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 03.04.2015 do 03.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminiowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8850. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Komentarze walutowe przygotowują dealerzy Currency One SA.

Maciej Przygórzewski  – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

M. Kurtek (Bank Pocztowy): w wyniku referendum albo do dymisji poda się grecki rząd, albo Grecja opuści strefę euro. Zwłaszcza że termin kolejnej spłaty już w lipcu

CEO Magazyn Polska

Niedzielne referendum będzie kluczowe dla sytuacji finansowej Grecji. Zdaniem Moniki Kurtek z Banku Pocztowego jeżeli obywatele zagłosują na „tak”, to rząd Aleksisa Ciprasa prawdopodobnie poda się do dymisji. Nowy, techniczny gabinet miałby mandat do podpisania porozumienia. Negatywna odpowiedź byłaby natomiast potwierdzeniem strategii obranej przez greckiego premiera, co zapewne doprowadziłoby do wyjścia kraju ze strefy euro.

Sprawa referendum w Grecji i jego wyniku są tak naprawdę kluczowe dla wyjaśnienia tego, czy kraj ten pozostanie w strefie euro, czy będzie z niej wychodzić – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Jeżeli okazałoby się, że obywatele Grecji opowiedzą się za nowym programem pomocowym dla Grecji, wyrażając zgodę na dalsze oszczędności, to rząd Ciprasa, prawdopodobnie będzie musiał podać się do dymisji. Powstałby wówczas, raczej krótkookresowy, gabinet technokratyczny i doszłoby do wcześniejszych wyborów.

Myślę, że byłaby to sytuacja w miarę pozytywna dla Grecji i rynków finansowych – uważa Kurtek. – Druga opcja jest taka, że Grecy opowiedzą się przeciwko. W tej sytuacji obecny rząd dostanie potwierdzenie, że negocjacje i sposób, w jaki je prowadzono, były pozytywnie odbierane przez naród. W tej sytuacji, niestety, otwiera się droga do wyjścia tego kraju ze strefy euro, bo Grecja nie ma pieniędzy na to, żeby spłacać swoje zobowiązania.

Grecy nie spłacili wartej 1,6 mld euro raty pożyczki na rzecz MFW, którą mieli uregulować do końca czerwca. Kolejna transza pieniędzy, która przez ten kraj powinna być znaleziona, to spłata 3,5 mld euro zobowiązań wobec EBC, których termin upływa 20 lipca br. Na razie EBC utrzymuje płynność greckich banków. Po rozpoczęciu masowego wycofywania depozytów przez obywateli znalazły się bowiem one na granicy bankructwa.

Gdyby nie została wykonana spłata wobec EBC, oznaczałoby to oficjalną niewypłacalność Grecji i bankructwo, a kroplówka przestałaby działać – zauważa Monika Kurtek. – W takiej sytuacji system bankowy Grecji uległby załamaniu. Bez wspomagania ze strony EBC kraj ten nie ma bowiem pieniędzy nawet na to, by wypłacać emerytury, renty czy pensje urzędnikom. Tak naprawdę nie pozostanie mu nic innego jak wprowadzenie waluty równoległej, w której można by regulować zobowiązania, albo powrót do drachmy.

Grecy mają już obecnie bardzo ograniczony dostęp do pieniędzy w bankach. W tym tygodniu rząd wprowadził kontrolę kapitału: obywatele mogą wypłacić z bankomatów nie więcej niż 60 euro dziennie na osobę. Nie dotyczy to jedynie turystów zagranicznych, którzy nadal mogą otrzymywać większe sumy.

Jeżeli chodzi o ceny, nie sądzę, żeby miało to jakiś większy wpływ, bo ograniczenie podaży pieniądza powoduje, że spada także popyt na towary i usługi – twierdzi Monika Kurtek. – Natomiast, gdyby się okazało, że Grecja wychodzi ze strefy euro, nastąpiłaby duża dewaluacja. Wówczas ceny rzeczywiście mogłyby bardzo poszybować w górę.

Główna ekonomistka Banku Pocztowego ocenia, że grecka waluta byłaby warta co najwyżej połowę wartości euro.

Geberit po połączeniu kapitałowym z firmą Sanitec zmienia organizację sprzedaży i szykuje ofertę na 2016 rok

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Geberit po przejęciu Sanitec Corporation zamierza umocnić swoją pozycję lidera na europejskim rynku produktów sanitarnych i ceramiki łazienkowej. Teraz łączy struktury sprzedaży obu firm, których produkty są komplementarne. Efekt synergii będzie dotyczył przede wszystkim zwiększenia oferty pod jedną marką, logistyki, wsparcia technicznego oraz szkoleń.

Prace na pierwszym etapie zostały zakończone, a transakcja kapitałowa została sfinalizowana – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Powalacz, prezes zarządu Geberit Polska.

Na początku lutego br. Geberit Aktiengesellschaft ogłosiła rozpoczęcie procesu zakupu ponad 99 proc. akcji Sanitec Corporation, właściciela m.in. marek Koło, Keramag i Keramag Design. Warunkiem zakupu było nabycie co najmniej 90 proc. udziałów i praw głosu w Sanitec oraz uzyskanie niezbędnych akceptacji organów ochrony konkurencji. Gotowość do sprzedaży zgłosili akcjonariusze posiadający łącznie ponad 99 mln akcji, co odpowiadało 99,27 proc. wszystkich papierów Sanitec.

Teraz trwa proces integracji firm – twierdzi Przemysław Powalacz. – Oczywiście w pierwszej kolejności łączymy struktury kontaktujące się ze światem zewnętrznym, czyli zespoły handlowe i obsługi klienta. Jesteśmy w tej chwili na etapie tworzenia organizacji sprzedaży we wszystkich krajach. Jednocześnie pracujemy nad ofertą handlową, z którą na początku 2016 roku wyjdziemy do klientóu;w. Będzie ona wynikiem integracji oferty firm Geberit i Sanitec. Ta druga w Polsce posiada między innymi markę Koło.

Efektem połączenia, jak precyzuje Przemysław Powalacz, będzie zwiększenie skali działalności, rozbudowa oferty produktów pod jedną marką, zintegrowana opieka serwisowa, gwarancyjna oraz wspólny serwis. Także partnerzy biznesowi spółki, jak komentuje prezes zarządu Geberit w Polsce, odczują korzyści z synergii. Dotyczyć one będą między innymi wspólnego składania zamówień, wsparcia technicznego oraz polityki szkoleniowej, która zostanie oparta o nową, szerszą gamę produktów.

Owocem synergii na pewno będzie racjonalizacja wykorzystywanych zasobów – przekonuje Przemysław Powalacz. – Po stronie organizacyjnej i z punktu widzenia zasobów ludzkich tych synergii nie będzie jednak wiele. Była to transakcja o charakterze bardziej komplementarnym niż substytucyjnym. To były struktury, które zajmowały się w znacznej mierze różnymi produktami i docierały do innych segmentów rynku. Jest to więc raczej połączenie potencjałów.

Przed transakcją tylko w segmencie stelaży podtynkowych, jak zauważa prezes Powalacz, obie firmy konkurowały o tych samych odbiorców. Po przejęciu marki Koło przez Geberit przedsiębiorstwo będzie miało blisko połowę rynku w tej kategorii. W pozostałych segmentach, które ze sobą wcześniej nie kolidowały, Grupa już dzisiaj posiada znaczące udziały rynkowe. Jest między innymi liderem sprzedaży ceramiki sanitarnej z ponad 30-proc. udziałem w Polsce oraz wanien akrylowych (ponad 25 proc.). Ma także pozycję wiodącego gracza w systemach odwodnień dachowych (Pluvia) czy nowo tworzącym się segmencie toalet myjących (AquaClean).

Koło będzie doskonale uzupełniało ofertę marki Geberit w segmencie na przykład ceramiki łazienkowej – uważa prezes Przemysław Powalacz. – Stelaże i spłuczki podtynkowe Geberit idealnie pasują do wyrobów Koła. Powiem więcej, trudno korzystać z jednego bez drugiego. Synergie są zatem wymuszone trochę przez naturalną funkcjonalność produktów.

Fuzja wzmocni również w sposób zdecydowany, jak wskazuje prezes Powalacz, pozycję przedsiębiorstwa za granicą. Z łącznymi orientacyjnymi obrotami ok. 3 mld franków szwajcarskich grupa stanie się liderem europejskiego rynku.

Obecnie środek ciężkości jest głównie w Europie Centralnej, ale w innych krajach także pozostajemy bardzo mocnym graczem – mówi Przemysław Powalacz. – W Skandynawii, gdzie Geberit dotychczas nie miał wyjątkowo mocnej pozycji, Sanitec jest niekwestionowanym liderem. W wielu miejscach Europy słabsza pozycja będzie uzupełniona przez dominujące udziały marki przejętej w wyniku transakcji. Ale dzięki połączeniu nastąpi także wyjście na rynki dynamicznie rosnące w Azji Południowo-Wschodniej oraz niektórych krajach Afryki. Nowy potencjał spowoduje, że będziemy mieli dużo lepszą bazę do tego, żeby się tam znaleźć.

W ubiegłym roku Grupa największy wzrost przychodów odnotowała w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki – o 21,2 proc. Ten region uważa za najbardziej perspektywiczny. Nieźle wypadła także Polska z dwucyfrową liczbą wzrostu sprzedaży. Notowana na szwajcarskiej giełdzie spółka prowadzi działalność w ponad 40 krajach, zatrudniając obecnie 12 tys. pracowników (dane po przejęciu Grupy Sanitec).

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Dla giełd greckie „tak” oznaczać będzie krótkoterminowe wzrosty. Jednak nawet po negatywnym wyniku w dłuższym terminie nastąpi stabilizacja

CEO Magazyn Polska

Nawet jeśli Grecy powiedzą w niedzielę „nie” reformom, giełdowe spadki nie powinny być już tak gwałtowne jak na początku tygodnia, a sytuacja w końcu się ustabilizuje, uważa Łukasz Bugaj z DM BOŚ. Grecja nie jest bowiem krajem znaczącym gospodarczo, a hałas wokół niej wiąże się z przynależnością do strefy euro. Jednak nawet, jeśli zdecyduje się pozostać na drodze oszczędności, inwestorzy mogą liczyć tylko na krótkoterminowe wzrosty, bo taka odpowiedź też skomplikuje sytuację w tym kraju.

Nawet Irak, kraj targany w tym momencie wojną, ma większą gospodarkę niż Grecja – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Jedyne znaczenie Grecji w tym momencie jest takie, że jest w strefie euro i nie wiadomo, jak zakończyć się może jej ewentualne opuszczenie.

Taki precedens zdaniem analityka byłby przykładem dla innych zadłużonych państw. Już teraz jako następną w kolejce do wyjścia wymienia się Portugalię. Stąd niepewność wobec przyszłości Eurolandu i strach inwestorów. Od piątkowego zamknięcia WIG20 stracił 1,75 proc., niemiecki DAX – 3,4 proc., brytyjski FTSE – 1,8 proc., a amerykański S&P 500 – 1,2 proc. Grecja nie jest jednak jedyną przyczyną giełdowych spadków.

– Całe zamieszanie w Grecji wpisuje się w obowiązujący trend spadkowy na giełdzie – mówi analityk. – Ten kraj jest jednym z czynników i niekoniecznie głównym. W tym tygodniu jednak rzeczywiście niepokój wokół Grecji był jedną z głównych przyczyn spadków – dodaje.

Według niego rozwiązanie problemu spłaty długu wobec europejskich wierzycieli pomogłoby ustabilizować sytuację na rynkach, jednak może nie wystarczyć do odwrócenia trendu spadkowego. Przypomina, że na przykład w Polsce sytuacja na giełdzie związana jest także z gorszymi wynikami bardzo ważnego dla warszawskich indeksów sektora bankowego i niepewnością w związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi.

Jeśli mówimy o zachodzie Europy, to mamy nieco gorsze dane ze sfery gospodarczej. Także odbicie w Stanach Zjednoczonych jest obserwowane, ale nie w takiej skali, w jakiej oczekiwano – wylicza analityk.

Jak twierdzi Łukasz Bugaj, jeśli nawet dojdzie do wyjścia Grecji ze strefy euro, to sytuacja się w dłuższym terminie ustabilizuje, choć proces ten może potrwać dłużej niż w przypadku jej pozostania w Eurolandzie. Z drugiej strony, nawet jeśli społeczeństwo greckie zagłosuje za przyjęciem pomocy finansowej i zobowiązaniem się do bolesnych reform, także nie uniknie perturbacji politycznych.

Napięcia na pewno będą miały miejsce, bo wydaje mi się, że trudno będzie nawiązać ponowną nić porozumienia między rządem Aleksisa Ciprasa a Brukselą. Rzeczywiście po minionym weekendzie atmosfera na tej linii wyraźnie się pogorszyła – wyjaśnia analityk. – Wydaje się, że sytuacja jest patowa. W krótkim terminie jednak w przypadku wyrażenia chęci przyjęcia pomocy w referendum możemy spodziewać się wzrostów na rynkach. Oczywiście, potem inwestorzy się zorientują, że sytuacja w Grecji nie jest klarowna. Niemniej, jeżeli będzie odpowiedź na „nie”, to będziemy mieli kontynuację spadków.

Rosną ceny aut. Producenci dostosowują je do poziomu wynagrodzeń

CEO Magazyn Polska

Ceny nowych samochodów w Polsce rosną średnio o 2 proc. rocznie – wynika z nowego wskaźnika SAMAR DNB indeks cen auto moto. Miesięczne wahania cenowe są znacznie wyraźniejsze. Zmiany cen są skorelowane z poziomem wynagrodzeń, czyli koncerny starają się dostosować ofertę do możliwości zakupowych konsumentów. Wyniki producentów pokazują, że klienci kupują coraz lepsze i lepiej wyposażone auta.

W perspektywie roku wzrost cen kształtuje się na poziomie około 2 proc., ale już w skali miesięcznej, bo w takiej częstotliwości będziemy publikować nasz indeks, te zmiany są bardzo znaczące. Chociażby w ostatnim miesiącu średnie ceny aut spadły o 5 proc., a w kwietniu wzrosły o około 4 proc. Jak widać, ta zmienność jest duża, ale można wytyczyć pewien trend. W ostatnich 3-4 latach po kryzysie ceny rosły o około 2 proc. rocznie – mówi Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

W ciągu 10 lat ceny wzrosły średnio o 68,5 proc. Wahania cen u poszczególnych producentów są dużo większe. Wśród ośmiu badanych koncernów w maju najsilniej wzrosły ceny Volkswagena (o 10,9 proc. rok do roku) i Toyoty (9,1 proc.) Ceny samochodów koncernów PSA, Renault i Ford rosły w tempie umiarkowanym 1-2,5 proc., a w przypadku Opla, Hyundaia i Nissana odnotowano spadek cen (odpowiednio o 5,2, 6,9 oraz 9,8 proc.).

Dysponujemy rzetelnymi danymi od 2004 roku i mierzymy skumulowany indeks za ostatnie 10 lat. Również w tym horyzoncie obserwujemy ciekawe tendencje. Średnie ceny dla marki Hyundai, to jest głównie Kia, wzrosły o 110 proc., Volkswagena – o 90 proc., z kolei marek francuskich raptem między 18 a 22 proc. – wymienia Tomaszewski.

Jak podkreśla, wzrosty te wynikają nie z podnoszenia nominalnych cen oferowanych modeli, lecz ze zmieniających się preferencji zakupowych konsumentów.

Bogacimy się jako społeczeństwo i kupujemy coraz lepsze marki. Szybciej rośnie segment premium, coraz lepiej sprzedają się auta dobrze wyposażone, w przypadku Volkswagena to jest chociażby podsegment Audi – mówi prezes DNB Bank Polska. – Będziemy chcieli rozwinąć nasz indeks i pokazać go w dwóch obszarach: marki premium, gdzie dominują auta korporacyjne i marki popularne.

Dodaje, że informacje o wahaniach cen u producentów pozwalają ocenić ich strategie cenowe, a to cenna informacja dla dostawców części.

SAMAR DNB indeks cen auto moto to wspólne przedsięwzięcie DNB Bank Polska i Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. Autorem metodologii i jego kalkulacji jest firma doradcza Deloitte. Jest to pierwszy sektorowy wskaźnik oparty na pełnych danych z polskiego rynku. Jego twórcy podkreślają, że precyzyjnie pokazuje on tempo zmian rynku motoryzacyjnego w kraju.

Obserwujemy silny wzrost w sektorze motoryzacyjnym, zwłaszcza w obszarze producentów i dostawców części dla koncernów samochodowych, tymczasem nie ma jednego indeksu, który dobrze obrazowałby koniunkturę w branży. Doszliśmy do wniosku, że warto taki indeks zbudować – wyjaśnia Artur Tomaszewski.

Indeks wskazuje, że ceny nowych samochodów są ściśle skorelowane z wysokością wynagrodzeń. W maju 2015 r. skumulowany indeks dla cen aut wyniósł 168,5 (a więc ceny były o 68,5 proc. wyższe niż średnio w 2004 r.), zaś dla płac – 172,1 (o 72,1 proc. wyższe). To oznacza, że producenci starają się oferować produkty dopasowane do możliwości zakupowych Polaków. Widać również, że ceny aut nie są powiązane z inflacją CPI (indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych), która w ciągu ostatniego roku przybierała wartości ujemne.

W długim terminie to naturalny zabieg dostosowujący ceny do możliwości zakupowych konsumentów. Oczywiście, auto moto jest branżą globalną, w skali europejskiej mamy tak naprawdę jednolite ceny. Różnice wynikają z różnych poziomów akcyzy czy podatków w poszczególnych krajach, więc jest to element globalnego rynku. Naszym zdaniem ceny w długim terminie pozostaną jednak silnie skorelowane z możliwościami popytu, czyli wynagrodzeniami – ocenia Artur Tomaszewski.

Firmy logistyczne stawiają na jakość. Konkurowanie ceną nie jest już możliwe

CEO Magazyn Polska

Stabilne prawo, niskie koszty pracy i dostępność pracowników to czynniki, które wspierają rozwój polskiej branży logistycznej. Choć jeszcze 20 lat temu tego sektora prawie w Polsce nie było, teraz jest to już rynek dojrzały. W warunkach bardzo dużej konkurencji i presji na ceny firmy starają się wyróżniać jakością oferowanych usług.

Rynek zmienił się znacząco w ciągu ostatnich 20 lat. Branża logistyczna w tamtym czasie nie była znana, była kojarzona wyłącznie z armią. Dzisiaj rynek polski jest rynkiem dojrzewającym, a nawet powiedziałbym, że dojrzałym, ponieważ są na nim obecni wszyscy główni gracze, którzy działają w innych krajach europejskich czy na świecie. Nasz rynek jest bardzo atrakcyjny dla każdego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Sukiennik, dyrektor generalny firmy FM Logistic w Polsce.

Rozwojowi branży logistycznej w kraju sprzyja to, że Polska jest jednym z największych rynków w Europie. Firmy działające na naszym rynku korzystają nie tylko z dużej liczby klientów w Polsce i krajach ościennych, lecz także z niskich kosztów pracy, które wciąż są jedną z naszych największych przewag.

Pracownicy są nie tylko tani, lecz także dostępni. Jak podkreśla Sukiennik, firmy logistyczne nie mają w Polsce problemów ze znalezieniem osób do pracy. Kolejną przewagą naszego kraju jest stabilność prawa regulującego tę branżę. Jak podkreśla dyrektor generalny, zmienia się ono rzadko, przez co firmy logistyczne mogą planować działania w długiej perspektywie.

Stabilizacja pod względem regulacji zmierza w dobrym kierunku. Nie widzę zbyt wielu utrudnień, z którymi musielibyśmy się zmagać – mówi Sukiennik i dodaje, że rozwój branży ograniczają przede wszystkim czynniki zewnętrzne: – Takie jak trwający od ponad roku konflikt ukraiński. On wpływa bezpośrednio na naszych niektórych klientów i na poziom wolumenów transportu międzynarodowego. To są rzeczy niezależne od nas.

Sukiennik dodaje, że atrakcyjność polskiego rynku przekłada się na jego konkurencyjność. W Polsce obecni są wszyscy najważniejsi gracze międzynarodowi, silna jest też branża krajowa. To powoduje presję na ceny, które są bardzo niskie.

Dlatego firmy logistyczne coraz częściej starają się konkurować już nie tylko niskim kosztem, lecz także jakością usług. Sukiennik ocenia, że to dla wielu klientów podstawowe kryterium wyboru.

– Cena jest kluczowym kryterium, natomiast nie jest numerem jeden. Naszą strategią jest, aby być operatorem, który świadczy usługi na najwyższym poziomie w rozumieniu terminowości i dokładności. To jest kierunek, w którym zmierzamy. Cena jest numerem dwa, pierwszym głównym kryterium jest jakość – podkreśla Sukiennik.

Rekordowe wzrosty na rynku farmaceutycznym. W tym roku rynek urośnie o 6 proc.

CEO Magazyn Polska

Pierwsze pięć miesięcy roku było wyjątkowe dobre dla rynku farmaceutycznego. Sprzedaż w krajowych aptekach wyniosła prawie 12,5 mld zł i była wyższa o ok. 7 proc. w stosunku do tego samego okresu 2014 roku. Według PharmaExpert w całym roku sprzedaż zwiększy się o ponad 6 proc.

To był wyjątkowy okres, dawno już takiego nie mieliśmy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jarosław Frąckowiak, prezes badającej rynek farmaceutyczny i medyczny firmy analitycznej PharmaExpert. – Po wprowadzeniu ustawy refundacyjnej rynek uległ zapaści, potem wolno wracał do poprzednich poziomów, a teraz odbudowa nastąpiła tak nagle.

Według PharmaExpert całkowita wartość sprzedaży rynku aptecznego w maju wyniosła ponad 2,3 mld zł i była większa o 2,94 proc. od obrotów w analogicznym okresie rok wcześniej. W kwietniu była jednak wyższa o ponad 10 proc., w marcu o 5,77 proc., a w lutym aż o 12,49 proc. Styczniowy wzrost wyniósł 7,40 proc.

Pierwsze pięć miesięcy roku było rekordowe – zauważa Jarosław Frąckowiak. – To jest prawie 12,5 mld zł wydane na produkty refundowane w aptekach, recepty pełnopłatne, a także w kanale sprzedaży odręcznej.

Zdaniem prezesa PharmaExpert są trzy powody tak dużych wzrostów. Po pierwsze, wzrosły ceny produktów farmaceutycznych. W 2014 roku rosły bardzo wolno, by pod koniec roku praktycznie się już nie zmieniać. Obecnie w segmencie leków refundowanych oraz sprzedaży odręcznej poszły mocno do góry, nadrabiając ubiegłoroczną stagnację. Po drugie był to sezon przeziębień.

Wiele osób chorowało i w związku z tym kupowało produkty bez recepty bądź antybiotyki – tłumaczy Frąckowiak. – Było to prawdopodobnie około 30 proc. całości wzrostu rynku w pierwszych miesiącach w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Istotną przyczyną było także wprowadzenie do sprzedaży dużej liczby nowych produktów.

Być może gdyby ich nie było, rynek tak intensywnie by nie urósł – ocenia Frąckowiak. – Bardzo duże parcie, rynek zbytu, potrzeba klientów, szersza oferta, a być może wszystkie te czynniki razem powodują, że produkty po prostu dobrze się sprzedają. Oczywiście chodzi przede wszystkim o sprzedaż odręczną, czyli bez recepty, ale nie tylko.

Dotychczasowe wyniki pozwalają optymistycznie prognozować wzrost rynku w całym roku. Pokazują to również wstępne dane czerwcowe.

Dynamika wzrostu nadal jest bardzo wysoka – przekonuje prezes Frąckowiak. – Wydaje się, że ten rok zakończy się wynikiem, którego nie pamiętam od lat 90. Według naszych przewidywań może to być nawet ponad 6-proc. wzrost. Ten sukces nie będzie podzielony równo między graczy na rynku farmaceutycznym, ale taki prawdopodobnie będzie wspólny rezultat.