Niedokładne kasowanie danych ze smartfonów to poważne zagrożenie dla przedsiębiorstw

Niedawno cały świat obiegła informacja, że z ponad 500 milionów smartfonów wyposażonych w system Android można odzyskać dane nawet, gdy do ich skasowania wykorzysta się funkcję tzw. „factory reset”. Powinno to niepokoić nie tylko użytkowników prywatnych, ale przede wszystkim biznesowych. Szczególnie w świetle rosnącej popularności trendu BYOD i nadchodzących zmian w europejskim prawie, dotyczącym ochrony danych – komentują eksperci Kroll Ontrack.

Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge odkryli, że mobilne urządzenia z systemem Android, po przywróceniu ustawień fabrycznych nadal zachowują pewne dane, takie jak m.in. muzyka, zdjęcia, pobrane aplikacje, a nawet konta użytkowników Google. Dzieje się tak pomimo zapewnień producenta, że podczas procesu przywracania ustawień fabrycznych wszystkie informacje zostaną usunięte. Statystyki laboratoriów odzyskiwania i kasowania danych Kroll Ontrack potwierdzają te doniesienia. Eksperci ustalili, że smartfony, których użytkownicy w celu usunięcia danych korzystali z dostępnych sprzętowo opcji (w tym przywrócenia ustawień fabrycznych), nadal zawierają pewne wrażliwe informacje. Tymczasem z ankiety Kroll Ontrack przeprowadzonej w 2014 roku wśród internetowych sprzedawców smartfonów na polskich serwisach aukcyjnych i ogłoszeniowych wynika, że aż 66 procent z nich przed sprzedażą sprzętu dokonuje właśnie przywrócenia ustawień fabrycznych, 20 procent – ręcznie usuwa dane, natomiast 8 procent – wskazuje na formatowanie, jako stosowaną metodę kasowania danych.

Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack
Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack

– Konsekwencje takiego postępowania mogą być bardzo poważne, zarówno dla posiadaczy smartfonów jak i osób, które je odsprzedają. Jeżeli używane urządzenia trafią do osób trzecich, to mogą się one znaleźć w posiadaniu takich danych jak loginy i hasła, numery kont, galerie zdjęć, filmów i nagrań dźwiękowych poprzednich właścicieli. To spore zagrożenie nie tylko dla użytkowników prywatnych, ale przede wszystkim biznesowych – wyjaśnia Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack.

Coraz większa popularność w firmach trendu BYOD (z ang. Bring Your Own Device), polegającego na używaniu w miejscu pracy prywatnych urządzeń mobilnych sprawia, że informacje na temat możliwości przywracania danych z systemu Android okazują się jeszcze bardziej alarmujące. Ryzyko rośnie po uwzględnieniu prawdopodobieństwa, że na urządzeniach mobilnych, należących do prywatnych użytkowników, mogą znajdować się także ważne i poufne dane biznesowe.

Nowe światło na sprawę rzucają działania Komisji Europejskiej, która planuje ujednolicenie ochrony danych na terenie całej wspólnoty. Ma temu służyć stosowne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (GDPR – General Data Protection Regulation). Zgodnie z projektem, dla przedsiębiorstw będzie się to wiązało z obowiązkiem usuwania danych osobowych obywateli UE na żądanie lub wtedy, gdy nie są dłużej wymagane w danej organizacji. Firmy będą także zobligowane do stosowania ściśle określonych procedur przy procesach przetwarzania danych osobowych. Przedsiębiorcy, którzy nie zastosują się do nowych przepisów unijnego prawa, mogą zostać ukarani wysokimi grzywnami w wysokości nawet do 2 procent globalnych obrotów lub 100 milionów Euro – w zależności od tego, która kwota będzie dla nich bardziej dotkliwa. Oznacza to bardzo duży wzrost kary pieniężnej w stosunku do aktualnie obowiązujących przepisów.

Przedsiębiorcy będą także musieli zwracać baczniejszą uwagę na właściwe zarządzanie ryzykiem, szczególnie związanym z recyklingiem i niszczeniem sprzętów np. uszkodzonych lub starszych, już nieużywanych. Urządzenia te nie powinny być wyrzucane bez pełnego wykasowania informacji na nich zgromadzonych. Przedsiębiorstwa powinny zatem rozważyć współpracę z dostawcami profesjonalnych usług i narzędzi do kasowania danych, zapewniającymi certyfikowane procesy w tym względzie. Da ona pewność, że dane osobowe i poufne nie dostaną się w niepowołane ręce, a firmy będą w stanie wykazać, że podjęły odpowiednie kroki w celu ochrony poufnych danych.

Skuteczne usuwanie informacji z pamięci wewnętrznej i zewnętrznej telefonów komórkowych możliwe jest jedynie dzięki profesjonalnemu oprogramowaniu lub usłudze kasowania danych. Za ich pośrednictwem usuwane są bezpowrotnie wszystkie ważne dla użytkownika dane, takie jak wiadomości e-mail, kontakty teleadresowe czy wiadomości tekstowe. Pozwala to na bezpieczne wykorzystanie telefonu przez inną osobę czy jego odsprzedaż.  Raport i certyfikat potwierdzający skasowanie danych gwarantuje, zarówno użytkownikom prywatnym jak i biznesowym, skuteczność przeprowadzonego procesu.

– Organizacje zaniepokojone wiadomością o możliwości przywrócenia danych z telefonów z systemem Android po przywróceniu ustawień fabrycznych, powinny przede wszystkim przeanalizować wewnętrzne procedury dotyczące kasowania danych i recyklingu urządzeń mobilnych, a następnie wprowadzić odpowiednie zabezpieczenia. Prywatni użytkownicy sprzedający używane telefony czy tablety także muszą zastanowić się, czy na pewno zrobili wszystko, aby ich dane nie dostały się w niepowołane ręce. Jeśli mają co do tego jakiekolwiek wątpliwości, najlepszym wyjściem będzie zastosowanie profesjonalnego oprogramowania kasującego dane – zaznacza Adam Kostecki.

W Polsce bez zmian, na Węgrzech odwilż

Sytuacja na warszawskim parkiecie nie uległa większym zmianom. Wciąż brakuje pozytywnych informacji, które mogłyby napędzić lokalne indeksy giełdowe do wzrostów. Jednocześnie przeważają czynniki psujące sentyment. Jednym z ważniejszych jest powiększający się pakiet obietnic wyborczych.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Pojawiają się pomysły, aby podatkiem objąć nie tylko instytucje finansowe, ale także supermarkety i firmy telekomunikacyjne. Drugim czynnikiem jest mała aktywność inwestorów i brak popytu, spowodowane okresem wakacyjnym. OFE i inni inwestorzy mają w portfelach sporo akcji, a chętnych do kupowania trudno znaleźć. Mocnych spadków na warszawskiej giełdzie nie obserwujemy przede wszystkim dlatego, że poza akcjami nie ma interesującej, rentownej alternatywy.

Coraz atrakcyjniejsze wskaźniki dla polskich akcji, ale…

Waluacje akcji, szczególnie dużych spółek, kształtują się na coraz atrakcyjniejszych poziomach. Jednak kupowanie akcji, np. dużych banków, obecnie przypomina łapanie spadającego noża. Przede wszystkim dlatego, że nie wiemy (i jeszcze przez jakiś czas się nie dowiemy), z jakimi kosztami przyjdzie im się zmierzyć, gdy wejdą w życie nowe podatki i regulacje dotyczące kredytów walutowych. W tych okolicznościach zdecydowanie warto rozejrzeć się za zyskami także za granicą.

Węgierskie akcje warte uwagi

W naszym regionie ciekawie prezentują się Węgry i m.in. na tamtejszej giełdzie poszukiwalibyśmy wartości. Dlaczego właśnie tam? Ostatnie 2–3 lata nie należały do udanych dla węgierskich akcji. Głównym sprawcą tego negatywnego sentymentu był rząd, który poprzez swoje działania (np. podatek bankowy) nie zachęcał do kupowania akcji. W tym roku rząd Orbána zdecydował się m.in. na obniżenie podatku bankowego. Na to nałożyły się niezłe dane z węgierskiej gospodarki oraz czynniki zewnętrzne, w tym dobra sytuacja w sektorze rafineryjnym. W rezultacie doszło do odbicia cen akcji, a indeks BUX poszybował w górę.

Autoprezentacja – czyli pierwsze wrażenie w relacjach biznesowych

Ubywa kredytów na niskie kwoty, choć spłacane są bardzo dobrze

Według danych opublikowanych w raporcie Kredyt Trendy 2/2015, opracowanym przez ekspertów Biura Informacji Kredytowej, kredyty na niskie kwoty spłacane są lepiej i bardziej terminowo, niż kredyty na kwoty wyższe. Udział kredytów na kwoty do 10 tysięcy złotych w liczbie wszystkich kredytów konsumpcyjnych udzielonych w 2014 r. wyniósł 76,4%.

Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej
Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej

Kredytów na kwoty do 10 tys. zł udzielono w I kwartale 2015 r. o 3% mniej niż przed rokiem, natomiast kredytów na wyższe kwoty było o 8,6% więcej. Kredytów na kwoty powyżej 50 tys. złotych banki i SKOK-i udzieliły o 17 % więcej w porównaniu z I kwartałem 2014 roku. Banki i SKOK-i miesięcznie udzielają ponad 600 tysięcy kredytów konsumpcyjnych. Są to kredyty finansujące sprzedaż ratalną towarów i usług oraz kredyty na cele nieokreślone, popularnie zwane gotówkowymi. – Widać wyraźnie, że mimo liberalizacji Rekomendacji T, która zezwoliła na uproszczone procedury udzielania kredytów na niskie kwoty, sprzedaż tych kredytów nie rozwija się. W okresie styczeń – marzec 2015 roku udział tych kredytów w liczbie udzielonych spadł do 73,9% – mówi dr Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej – Można zatem stwierdzić, że kredytów niskokwotowych udziela się wiele, ale w bilansach bankowych ważą dużo mniej- dodaje Andrzej Topiński.

Kredyty na kwoty do 10 tys. złotych stanowiły na koniec marca 2015 roku tylko 15,3% należności banków z tytułu kredytów konsumpcyjnych, natomiast kredyty na kwoty powyżej kwoty 50 tys., które w liczbie zawieranych umów mają tylko czteroprocentowy udział, stanowią aż 35% należności banków – są większe, a ponadto udzielane na dłuższe okresy spłat, więc wolniej spłacane.

Wśród kredytów udzielonych w latach 2011 – 2014 na kwoty do 1 tysiąca złotych, w dwa lata po udzieleniu zaległości ponad 90-dniowe w obsłudze wystąpiły w marcu bieżącego roku tylko na 1,3% rachunkach. Natomiast w segmencie kredytów na kwoty powyżej 50 tysięcy złotych takie opóźnienia wystąpiły na blisko 7% rachunków.

udział kredytów opoźnionych w obsłudze powyżej 90 dni

 

Skoro kredyty udzielane na niskie kwoty spłacają się dobrze, to być może, spowoduje to ożywienie oferty bankowej w tym segmencie.

 

Katarzyna Szerling w Zarządzie Providenta

0

Wzrósł wskaźnik zatrudnienia osób po 50 roku życia

W ostatnich latach w Polsce wzrósł wskaźnik zatrudnienia osób po 50. roku życia. Niestety nie oznacza to, że problem aktywizacji zawodowej tej grupy został rozwiązany.

Jak wynika z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Polska – w celu wyrównania szans ludzi po pięćdziesiątce na rynku pracy – powinna dokonać zmian w dwóch zasadniczych obszarach. Jednym z nich jest opieka zdrowotna. „Choroby to przyczyna wielu ograniczeń w życiu tej grupy. Jeśli chcemy wykorzystywać potencjał osób po 50. roku życia, musimy zadbać o to, aby ich stan zdrowia nie wpływał negatywnie na możliwości pozostania na rynku pracy do osiągnięcia wieku emerytalnego” – wyjaśnia w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Małgorzata Sarzalska, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych i Prognoz w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Po drugie należy bardziej zadbać o podnoszenie kwalifikacji osób ponadpięćdziesięcioletnich. Statystyki pokazują, że jedynie mniej więcej 1% z nich się doszkala. „System dofinansowania szkoleń, o które mogą ubiegać się pracodawcy dla pracowników, został już wprowadzony. Potrzeba dalszych działań, uświadamiających szefom, że inwestowanie w rozwój kadry nie musi być kosztowne i może odbywać się np. na zasadzie wzajemnego uczenia się osób zatrudnionych w firmie” – podkreśla ekspertka.

Kluczowa dla poprawy sytuacji ludzi po 50. roku życia na rynku pracy jest również zmiana ich myślenia. Trzeba uświadamiać, że podnoszenie własnych kwalifikacji jest niezbędne, aby móc zachować pracę. Niestety według wielu osób u schyłku kariery zawodowej nie ma potrzeby się dokształcać.

Koncepcja Smart City pomoże zatrzymać proces wyludniania się mniejszych miast

Analizy wskazują, że mniejsze aglomeracje miejskie nie cieszą się popularnością wśród Polaków. Najwięcej z nas deklaruje chęć życia w dużych miasta, szukając szans rozwoju i zdobycia nowej pracy. Coraz lepsze notowania względem ubiegłych lat dotyczą także terenów wiejskich. Wieś doceniamy za spokój i zdrowsze środowisko. Najsłabiej w rankingu wypadają małe miasta. Zdaniem ekspertów to przede wszystkim te regiony będą musiały stawić czoła migracji i pomyśleć o działaniach, które zwiększą ich atrakcyjność.

Według Andrzeja Sobczaka, prof. SGH, Kierownika Zakładu Zarządzania Informatyką, sposobem na zmniejszenie tendencji związanych z migracją może okazać się wdrożenie koncepcji Smart City. W Raporcie „Inteligentny Rozwój Miasta” wyjaśnia on, jakie działania warto podjąć, aby przekonać przede wszystkim młode osoby do pozostania w rodzinnych miasteczkach.

Najpierw zadałbym pytanie o punkt odniesienia, ponieważ miasto miastu nie jest równe. Inaczej funkcjonuje miasto, które jest miastem położonym blisko większego ośrodka, jak np. Warszawa czy Kraków. Wówczas przyjmuje ono funkcję sypialni. Przy takim scenariuszu warto byłoby usprawnić transport, aby ułatwić dojazd do pracy, ale też zadbać o ofertę dla młodych rodziców. Np. parki. A jeśli funkcjonują parki warto pomyśleć o oszczędnościach, np. o zdalnym systemie zarządzania oświetleniem. Inną strategię powinno przyjąć z kolei małe miasto, które jest jednocześnie punktem centralnym regionu. Tutaj pomyślałbym o wprowadzeniu usług elektronicznych, np. w zakresie zintegrowanego dostępu do służby zdrowia czy edukacji. To byłby pakiet rozwiązań ułatwiających funkcjonowanie w mieście – radzi Andrzej Sobczak.

Z kolei Leszek Hołda, prezes Integrated Solutions zwraca uwagę na mobilność i inne możliwości, wynikające z wykorzystywania nowych technologii.

Informatyzacja życia publicznego to jedna kwestia. Za nią odpowiadają samorządy. Druga to zmiana społeczna, jaka dokonuje się z powodu i przy wsparciu technologii. Spójrzmy choćby za pracę. Dziś, wykorzystując wielofunkcyjne urządzenia, możemy wykonywać obowiązki zawodowe wszędzie, z każdego miejsca na świecie, wystarczy dostęp do internetu. Można pracować w dużej korporacji, ale żyć w małym miasteczku – podkreśla Leszek Hołda z Integrated Solutions.  

Więcej informacji na temat tego, jak zastosowanie nowych technologii zmieni funkcjonowanie i zarządzanie miastami znajduje się w raporcie „Inteligentny Rozwój Miasta”. Raport zrealizowany przez Orange, Integrated Solutions, przy wsparciu Fundacji CATI, prezentuje różne podejścia i koncepcje rozwoju  regionów miejskich, w dopasowaniu do ich wielkości. Materiał jest dostępny na stronie www.smartcity2020.pl.

Zarobki członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku

W 2014 roku mediana wynagrodzeń osób zasiadających w zarządach spółek giełdowych wyniosła 587,8 tys. PLN. Połowa menedżerów zarobiła od 334 tys. PLN do 1,06 mln PLN.

Wykres poniżej przedstawia wynagrodzenia członków zarządów spółek giełdowych w latach 2006-2014. Najniższe wynagrodzenia odnotowano w roku 2008 – 412,5 tys. PLN. Od 2008 roku wynagrodzenie wyższej kadry zarządzającej stale rosły. W 2014 roku mediana wynagrodzeń całkowitych menedżerów spółek notowanych na GPW, którzy przepracowali cały rok wyniosła 587,8 tys. PLN i była najwyższa w analizowanym okresie. W stosunku do roku 2013 wzrosła o 13%.

Wykres 1. Mediana rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek notowanych na GPW w latach 2006-2014 (osoby pracujące cały 2014 rok)

Wykres 1 Mediana rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek notowanych na GPW
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

W 2014 roku 43,9% zarządzających spółkami giełdowymi otrzymało wynagrodzenie poniżej 500 tys. PLN. 28% zarobiło od 500 tys. PLN do 1 mln PLN. Natomiast 7% najlepiej zarabiających menedżerów otrzymało wynagrodzenie w wysokości ponad 2 mln PLN rocznie. Na wykresie poniżej zaprezentowano rozkład rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych.

Wykres 2. Rozkład rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych (osoby pracujące cały 2014 rok)

Wykres 2 Rozkład rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Najwięcej w 2014 roku zarobili wiceprezesi zarządu, którzy przepracowali cały rok. Mediana ich wynagrodzeń wyniosła 653 tys. PLN. Na drugim miejscu znalazły się wynagrodzenia prezesów zarządów – 601 tys. PLN.

Jednakże biorąc pod uwagę średnie wynagrodzenia sytuacja przedstawia się inaczej. W takim zestawieniu najlepiej opłacani byli prezesi zarządów, których średnie wynagrodzenie wyniosło 952 tys. PLN, wiceprezesi średnio otrzymali 813 tys. PLN, członkowie zarządów 760 tys. PLN a prokurenci 170 tys. PLN.

Schemat 2. Roczne wynagrodzenia brutto osób pełniących różne funkcje w zarządzie (osoby pracujące cały 2014 rok)

Schemat 2 Roczne wynagrodzenia brutto osób pełniących różne funkcje w zarządzie
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

W 2014 roku najwyższe roczne wynagrodzenie finansowe otrzymał Janusz Filipiak, prezes zarządu Comarch SA. Jego pensja wyniosła 8,13 mln PLN. Na drugim miejscu w rankingu uplasował się Markus Tellenbach z rocznym wynagrodzeniem w wysokości 8,06 mln PLN a na trzecim miejscu Luigi Lovaglio – 7,17 mln PLN.

Tabela 1. 5 najlepiej wynagradzanych menedżerów spółek giełdowych w 2014 roku

imię i nazwisko nazwa spółki funkcja wynagrodzenie wypłacone 2014
1 Janusz Filipiak Comarch SA prezes zarządu 8 134 569
2 Markus Tellenbach TVN SA prezes zarządu 8 058 000
3 Luigi Lovaglio Bank Polska Kasa Opieki SA prezes zarządu 7 170 000
4 Dariusz Orłowski WAWEL SA prezes zarządu 6 931 000
5 Przemysław Sztuczkowski Cognor SA prezes zarządu 4 846 000

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Artykuł stanowi podsumowanie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku” wydanego przez Sedlak & Sedlak. W tegorocznej, jedenastej, edycji badania analizie poddaliśmy wynagrodzenia 1 276 menedżerów z 347 spółek giełdowych (w tym 969 osób, które przepracowały cały 2014 rok).

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW” ukazuje się po raz jedenasty. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy dane na temat wynagrodzeń 1 276 menedżerów (w tym 969 osób, które przepracowały cały 2014 rok) z 347 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Raport składa się z pięciu części:

  1. W części I przedstawiono analizę praktyk w zakresie udzielania przez spółki informacji na temat wynagrodzeń menedżerów.
  2. Część II zawiera analizy ogólne na temat wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych w 2014 roku.
  3. W części III przedstawiono analizy wynagrodzeń w poszczególnych spółkach. Analizy przeprowadzono w zależności od takich charakterystyk jak: wielkość aktywów, przychodów, zatrudnienia, wynik finansowy czy poziom EBITDA, EBIT czy EPS. Dane przedstawiono z uwzględnieniem menedżerów pracujących cały rok.
  4. Część IV zawiera analizy całkowitych funduszy przeznaczonych na wynagrodzenia top menedżerów.
  5. Część V zawiera zestawienia i rankingi wynagrodzeń menedżerów.

Greckie „nie” a perspektywy dla europejskich rynków

W niedzielnym referendum Grecy odrzucili warunki zagranicznej pomocy. Jak można było oczekiwać, pierwszą reakcją na europejskich giełdach okazały się spadki. Co dalej?

Radosław Piotrowski
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Oczekuję, że rynkowe zamieszanie wywołane sytuacją Grecji okaże się krótkotrwałe, ale dopóki będą toczyły się rozmowy pomiędzy greckim rządem a wierzycielami, europejskie indeksy będą się poruszały w rytm przecieków i oficjalnych komunikatów obu stron. Pamiętajmy, że wynik referendum nie oznacza automatycznego Grexitu, a oprócz niespłaconej w terminie pożyczki do MFW Grecja ma jeszcze inne długi. Negocjacje, jak wyjść z tej patowej sytuacji, będą więc kontynuowane.

W krótkim terminie – ostrożnie. W dłuższym terminie oczekiwana poprawa

Fundamenty dla europejskich rynków pozostają dobre, wobec czego w nieco dłuższym horyzoncie czasowym spodziewamy się uspokojenia i poprawy sentymentu na giełdach – niezależnie od tego, czy Grecja opuści unię monetarną, wracając do drachmy, czy ostatecznie zaakceptuje w końcu warunki pomocy ze strony wierzycieli. Oczywiście, tak jak wspomniałem, w najbliższej perspektywie może być nerwowo. Zredukowałbym więc w portfelu udział akcji i obligacji krajów strefy euro na rzecz bardziej „defensywnych” krajów, takich jak Szwajcaria lub Wielka Brytania. Część oszczędności można również tymczasowo ulokować na rynku amerykańskim.

USA – ryzyko podwyżek stóp, ale oczekiwana większa stabilność

Oczywiście w USA istnieje realna groźba podwyżki stóp procentowych. W Stanach Zjednoczonych obserwujemy bowiem stałą poprawę odczytów makroekonomicznych, m.in. z rynku pracy. W ujęciu zagregowanym widoczne jest to chociażby w odczycie wskaźnika Citi Economic Surprise, który od połowy maja znajduje się w wyraźnym trendzie wzrostowym. Rosnąca przewaga pozytywnych zaskoczeń w różnych obszarach amerykańskiej gospodarki wzmacnia scenariusz wrześniowej podwyżki stóp procentowych. Mimo to w krótkim terminie amerykański rynek powinien być bardziej stabilny niż rynki finansowe strefy euro.

Hiszpania raczej nie pójdzie w ślady Grecji

Wracając jeszcze do Europy, w ostatnich tygodniach narastają obawy inwestorów nie tyle o Grecję, ile o Hiszpanię. Zakwestionowanie dalszych reform i innych warunków pomocy finansowej przez Hiszpanię byłoby dużo większym zmartwieniem dla inwestorów. Jednak według ostatnich sondaży poparcie dla „hiszpańskiej Syrizy”, czyli partii Podemos, regularnie spada. O ile w styczniu wynosiło jeszcze 30%, o tyle obecnie kształtuje się w okolicach 15%. Wygląda więc na to, że Hiszpanie zaczęli obawiać się konsekwencji, jakie mogłoby wywołać zbyt kategoryczne stanowisko partii rządzącej wobec Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego.

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Czy RPP podgrzeje atmosferę?

EBC wesprze greckie banki do niedzieli. Dzisiaj o 16:00 konferencja szefa NBP po dwudniowym posiedzeniu. Świat wciąż czeka na propozycje reform z Grecji, a czas ucieka.

Angela Merkel zapowiedziała, że EBC wesprze greckie banki do niedzielnego szczytu przywódców państw europejskich. Pani kanclerz nie jest, jak sama stwierdziła, przesadną optymistką, ale wciąż ma nadzieje na znalezienie rozwiązania.

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie należy spodziewać się zmian stóp procentowych, ale o godzinie 16:00 odbędzie się ważna konferencja prasowa. Prezes NBP Marek Belka swoimi deklaracjami nie raz już poruszył poważnie rynkami walutowymi. Sądząc po nerwowości na rynkach dzisiejsza konferencja ma również taki potencjał.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Pomimo że do wyborów w Polsce pozostało jeszcze sporo czasu, w mediach odbywa się licytacja na to kto komu obieca więcej. Podstawowe ryzyko dla Polski polega na tym, że bierze w niej udział partia rządząca co daje szanse realizacji niektórych pomysłów. Nie wszystkie projekty są oczywiście złe. Trafiają się jednak perełki tak ogólnikowe, że trudno o nich cokolwiek powiedzieć. Dobrym przykładem jest propozycja wsparcia dla kredytobiorców frankowych i innych. Nie wiadomo co zawiera projekt, ale wiadomo, że nie będzie to “wszystkim wrócimy i będziemy przewalutowywać z dniem podpisania tejże umowy w tym banku”.

Grecy wystąpili o pomostowe finansowanie w lipcu na czas uzyskania długofalowej pomocy. Dla przypomnienia ową długofalową pomoc (nie zgadzając się na rezygnacje z dotychczasowych luksusów państwa socjalnego) kraj ten negocjuje już raptem 4 miesiące dłużej niż wstępnie oczekiwano. Obecnie znów ma pojawić się kolejna propozycja uwzględniająca stanowisko wierzycieli i wyniki referendum. Ostatnie propozycje odrzucono, gdyż pakiet reform był zbyt okrojony. W związku z tym będzie on teraz dalej idący (by uwzględnić stanowisko wierzycieli) i mniej dotkliwy dla Greków (by uwzględnić wyniki wyborów). Gdyby brane były tylko i wyłącznie kryteria ekonomiczne wynik tak prowadzonych negocjacji byłby niesamowicie łatwy do przewidzenia.

Dobrym dowodem na słuszność negatywnych oczekiwań są wydarzenia z wczoraj. Wbrew deklaracjom władze w Atenach nie przedstawiły nowej propozycji porozumienia. Jean-Claude Juncker szef Komisji Europejskiej zapowiedział, że Grecja otrzymała czas na przedstawienie propozycji do czwartku. W niedziele odbywa się szczyt przywódców europejskich i nie trudno zgadnąć co będzie głównym tematem rozmów. Atmosferę dodatkowo podgrzała deklaracja, że istnieje już szczegółowy scenariusz opuszczenia przez ten kraj strefy euro.

EUR/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2250. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1900.

CHF/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Poprzedni opór na 4,0500 został przebity a kurs powoli ustanawia kolejne coraz bardziej niepokojące maksima. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9950.

USD/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8500. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,8000 a następnie dolne ograniczenie kanału na 3,7200.

GBP/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji doszło do utworzenia się klina. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie klina na 5,8900 a następnie ostatnie minimum lokalne na 5,8600. Dla ruchu w górę oporem jest maksimum na 5,9400 a następnie górne ograniczenie klina na 5,9600.

Wandalex chce zwiększyć udział przychodów zagranicznych do 15 proc. W ekspansji zagranicznej będzie korzystać z usług dystrybutorów

0

Spółka Wandalex, dostawca rozwiązań z zakresu wyposażenia magazynów, w ramach nowej strategii na lata 2015-2017 wkrótce zmieni nazwę na WDX. Rebranding nie jest jedynym elementem nowej polityki zarządu. Najważniejszym celem przyjętej strategii jest kilkudziesięcioprocentowe zwiększenie przychodów i rentowności spółki. Realizację planu ma zapewnić między innymi ekspansja na rynki zagraniczne czy rozwój platformy produktowej.

– Chcemy się rozwijać na rynkach zagranicznych. Już dzisiaj mamy dilerów poza granicami Polski, ale nie jesteśmy usatysfakcjonowani. Mamy dilerów w krajach bałtyckich, mamy dilera, chociaż jeszcze bez konkretnych przychodów z tego tytułu, w Rosji, mamy też konkretne zapytania z Białorusi, która w tej chwili staje się ciekawym rynkiem – mówi Marek Skrzeczyński, prezes Wandaleksu.

Przedstawiciel giełdowej spółki w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor mówi, że w przypadku sprzedaży zagranicznej nowa strategia zakłada korzystanie z usług lokalnych dystrybutorów. Wandalex chce dotrzeć na rynki zagraniczne poprzez współpracę z klientami z rynku krajowego. Spółka nie planuje rozwoju własnych podmiotów odpowiedzialnych za nowe rynki. W najbliższym czasie można się spodziewać znaczącego wzrostu udziału eksportu w strukturze przychodów spółki.

– Do 2013 roku sprzedaż eksportowa stanowiła niewielki ułamek w ogólnej strukturze przychodów. W tej chwili jest to już kilkuprocentowy udział, zakładamy jednak, że jesteśmy w stanie osiągnąć nawet 15-proc. przychód z tytułu eksportu – prognozuje Marek Skrzeczyński.

Deklaracje mówią także o prowadzeniu aktywnej polityki dywidendowej. Zarząd spółki w najbliższych latach będzie rekomendował wypłatę akcjonariuszom około 50 proc. wypracowanego zysku netto. Pozostała część ma posłużyć do realizacji celów inwestycyjnych.

– Zakładamy, że pozostałą część zysku będziemy przeznaczać na inwestycje, może znajdą się inne potrzeby, może jakieś inne okazje, o których jeszcze dzisiaj nie mogę wiele powiedzieć – mówi prezes Wandaleksu.

W tym roku kwota przeznaczona na dywidendę będzie jeszcze wyższa i wyniesie 70 proc. osiągniętego zysku na poziomie netto. Między udziałowcami rozdzielone zostanie łącznie 3,64 miliona złotych, czyli 0,40 zł na akcję. Spółka WDX ma także bogate plany akwizycyjne.

– Chcemy przeprowadzić tzw. dywersyfikację w dół, jeśli chodzi np. o automatyzację tych linii, które firma dostarcza. Dzisiaj w dużej części outsourcujemy te usługi – mówi Marek Skrzeczyński.

Nowa strategia inwestycyjna spółki zakłada zaangażowanie kapitałowe w podmiot zajmujący się automatyzacją linii produkcyjnych. Alternatywę stanowi rezygnacja z outsourcingu i rozwój własnego działu automatyki. Prezes Skrzeczyński informuje, że w przypadku nabycia przez WDX udziałów w innej spółce w grę wchodzi raczej podmiot krajowy.

Giełdowy projektant rozwiązań logistycznych dla powierzchni magazynowych w 2014 roku osiągnął 105 milionów złotych przychodów ze sprzedaży. Oznacza to wzrost o 28 procent rok do roku. Zysk na poziomie 5,1 mln zł w stosunku do poprzedniego roku wzrósł z kolei aż o 80 proc. Założenia nowej strategii mówią o dalszym wzroście przychodów w najbliższym czasie. Za 3 lata ma być to już 185 mln zł. Wzrost rentowności na poziomie całej grupy zarząd uzasadnia wyższym udziałem w sprzedaży wysokomarżowych projektów własnych (zintegrowane systemy regałów i przenośników), których segment w 2014 roku stanowił blisko 50 proc. w strukturze przychodów (wobec 36 proc. w 2011 roku).

FM Logistic chce rozwijać się na Kaukazie i w Kazachstanie

CEO Magazyn Polska

Grupa FM Logistic zamierza rozwijać transport międzynarodowy na rynki na Kaukazie i w Kazachstanie. Spółka chce tam wozić przede wszystkim towary z Rosji i Ukrainy. Będą to głównie towary sektora FMCG, a także farmaceutycznego. Ten drugi spółka rozwija dzięki dostosowaniu floty do nowych standardów.

W tej chwili swoją działalnością prowadzimy praktycznie we wszystkich krajach europejskich i rozszerzamy ją o rynki wschodnie. Mam tu na myśli Kazachstan i inne kraje z tego regionu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Oraczewski, dyrektor transportu międzynarodowego Grupy FM Logistic. – Czynniki ryzyka są i są dość ważny elementem prowadzenia biznesu w tej części świata. Nie unikamy ich jednak, tylko staramy się wykorzystywać możliwości, które stwarza w tej chwili ta część świata.

Oraczewski podkreśla, że Kazachstan i kraje kaukaskie to trudne rynki, często związane z ograniczeniami natury politycznej. Na przykład czasami nie jest możliwy transport najkrótszą trasą, bo nie wszystkie przejścia graniczne są otwarte. Całkowicie zamknięta jest np. granica pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią. Oraczewski zauważa jednak, że jeszcze 20 lat temu za taki sam rejon wysokiego ryzyka uważano Europę Środkową.

Spółka zamierza wozić na te rynki te same towary, które dominują w strukturze przewozów europejskich, czyli przede wszystkim dobra szybko zbywalne (FMCG). FM Logistic wiąże także duże nadzieje z sektorem farmaceutycznym – rozwój działalności w tym sektorze umożliwia modernizacja floty spółki.

Jak tłumaczy Oraczewski, FM Logistic dostosowuje obecnie pojazdy do nowych norm dobrych praktyk dystrybucji (GDP), co jest bardzo pozytywnie odbierane przez klientów.

Oznacza to nowe standardy, wyższe wymogi dotyczące łańcucha dostaw, w tym wszystkich środków transportu wykorzystywanych do przewozu środków farmaceutycznych i materiałów medycznych. W tej chwili sto procent naszej floty dedykowanej staramy się dostosować do wymogów GDP – mówi Oraczewski.

Podkreśla, że mimo rozwoju na rynkach wschodnich, trafi tam niewielka część floty spółki. FM Logistic nie planuje też nowych zakupów pojazdów. Wynika to z tego, że rynki te, choć perspektywiczne, obecnie są stosunkowo nieduże. Transport z Europy będzie niewielki, większe nadzieje spółka wiąże z przewozami z Ukrainy i Rosji. W obydwu tych krajach FM Logistic ma swoje oddziały.

Z racji tego, że nasze biura znajdują się również w Rosji i na Ukrainie, te kraje mają zdecydowanie większe relacje handlowe z innymi krajami tego regionu. Liczymy, że około 10-15 proc. naszych aktywności właśnie na rynku rosyjskim i ukraińskim będzie powiązane z tymi krajami – prognozuje Oraczewski.

Dodaje, że spółka nie planuje obecnie rozwoju na żadnych innych nowych rynkach. Zamierza nadal koncentrować się na transporcie drogowym i nowym w ofercie FM Logistic transporcie intermodalnym na rynkach europejskich oraz wschodnich.

Silny dolar zagrożeniem dla rynków wschodzących. Wzrost stóp w USA spowoduje odpływ kapitału z gospodarek rozwijających się

CEO Magazyn Polska

Wzrost stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w największym stopniu zaszkodzi rynkom wschodzącym. Wzrost atrakcyjności aktywów dolarowych spowoduje bowiem odpływ kapitału z gospodarek rozwijających się. Wzrost siły dolara negatywnie wpłynie również na rynek surowcowy. Alternatywą w długim terminie są w dalszym ciągu akcje.

– Istotnym czynnikiem ryzyka dla rynków azjatyckich, pomijając Japonię, która jest rynkiem rozwiniętym, takich jak Indie, Tajlandia czy Indonezja są przewidywane wzrosty stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Jawień, prezes IFM Global Asset Management.

Prezes IFM Global Asset Management wskazuje na wysoką korelację miedzy aktywami dolarowymi a zachowaniem rynków wschodzących. Rosnąca rentowność instrumentów wolnych od ryzyka denominowanych w dolarach amerykańskich automatycznie prowadzi do spadku atrakcyjności aktywów notowanych na rynkach wschodzących w innych walutach.

– Co więcej, wiele przedsiębiorstw ma zaciągnięte długi w dolarze amerykańskim, czyli każda podwyżka, która powoduje wzrost siły dolara amerykańskiego, przekłada się negatywnie na ich bilans, muszą płacić po prostu więcej za ten dług, który niestety teraz może pogorszyć ich wyniki finansowe – tłumaczy prezes IFM Global Asset Management.

Aleksander Jawień z tego samego powodu przestrzega przed inwestowaniem w surowce, choć niskie ceny mogą kusić inwestorów.

– Byłbym daleki od radzenia, by zainteresować się surowcami, dlatego że silny dolar to są złe wiadomości dla surowców – tłumaczy Aleksander Jawień, pytany o najbliższe perspektywy dla rynku surowcowego.

Ekspert zwraca uwagę na to, że w przypadku Azji większość rynków to rynki surowcowe, których gospodarki w dużej mierze oparte są na eksporcie surowców. W przypadku Indonezji ponad 30 proc. przychodów pochodzi ze sprzedaży węgla, gazu oraz ropy naftowej, a w innych gospodarkach udział surowców w strukturze eksportu jest nawet wyższy.

– Mamy dzisiaj taką sytuację, że jeżeli rzeczywiście chcemy spokojnie spędzić wakacje, to należy ograniczać ryzyko, jeżeli nie kontrolujemy codziennie swoich inwestycji – rekomenduje przedstawiciel IFM Global Asset Management.

Zdaniem Jawienia w dłuższej perspektywie nadal najlepszą inwestycją pozostają akcje. Alternatywa w postaci obligacji lub funduszy dłużnych w tym roku stanowiła raczej kiepski wybór. Według danych serwisu Fundusze24, kwotującego wartość jednostek uczestnictwa w większości krajowych funduszy obligacyjnych, ponad 60 proc. z nich w skali ostatniego półrocza znajduje się na minusie. Obligacje skarbowe większości państw także są pod kreską.

Ukraiński producent stali otwiera biuro w Katowicach. Polski rynek perspektywiczny dla branży

CEO Magazyn Polska

12,2 mln ton rocznie – tyle wynosi zużycie jawne stali w Polsce. W ubiegłym roku wzrosło ono o 17 proc. per capita. Dobre perspektywy dla rynku zachęcają kolejnych graczy. Biuro handlowe w Katowicach otwiera ukraiński producent grupa Metinvest. To nieczęsty w ostatnich miesiącach przykład ukraińskiej inwestycji w Polsce.

Ta inwestycja świadczy o tym, że Metinvest, globalnie działająca firma, posiadająca cztery zakłady produkcyjne metalurgiczne w Europie docenia polski rynek i perspektywy jego rozwoju – mówi agencji Newseria Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Jak podkreśla, ostatnie miesiące są dla relacji gospodarczych między Polską a Ukrainą bardzo trudne. Z jednej strony ze względu na dewaluację hrywny polskie produkty stały się mało atrakcyjne da ukraińskich konsumentów. Z drugiej strony potencjał eksportowy Ukrainy jest osłabiony konfliktem i kryzysem gospodarczym. Jego zdaniem tym bardziej cieszy decyzja Metinvestu.

Obecność globalnej firmy na polskim rynku w znacznie szerszym zakresie to dobra wizytówka ukraińskiej gospodarki. Świadczy to o tym, że mamy nie tylko problemy, nie tylko dramatyczną sytuację na wschodzie Ukrainy, lecz także rozwijające się, prężnie działające na rynku światowym firmy – mówi Piechota.

Polska jest za Włochami największym odbiorcą w UE produktów firmy. Rozwój gospodarczy powoduje, że zapotrzebowanie na stal rośnie – w ubiegłym roku zużycie jawne wyniosło 12,2 mln ton, a per capita wzrosło o 17 proc. w ujęciu rocznym.

Polski rynek jest bardzo perspektywiczny. Dobrze się rozwija. Rynek charakteryzuje się importem dużej liczby produktów, a więc stwarza możliwości dla wielu różnych dostawców – mówi Dmitriy Nikolayenko, dyrektor ds. sprzedaży Metinvest Holding.

Jak podkreśla, Polska prowadzi aktywną wymianę handlową w tej branży. Importuje ok. 70 proc. zużywanej przez siebie stali, natomiast na eksport trafia połowa wyprodukowanych wyrobów stalowych.

Dobre perspektywy polskiego rynku i rosnąca liczba klientów spowodowały, że Metinvest zadecydował o otwarciu przedstawicielstwa handlowego w Katowicach. Ma ono wzmacniać relacje z klientami i podnosić jakość obsługi.

Rynek charakteryzuje się wysokim poziomem konkurencji – mówię zarówno o rynku europejskim, jak i polskim. Działają na nim liczni konkurenci, m.in. z Chin. W związku tym naszym celem nie jest zwiększanie udziałów w rynku, ale raczej jego utrzymanie na obecnym poziomie – mówi Nikolayenko.

Metinvest współpracuje z polskimi producentami z sektora budowlanego, maszynowego czy producentami rur.

W następnym roku chcemy utrzymać się na tym poziomie, jaki będziemy mieć w tym roku. Dziś to 590 tys. ton wyrobów hutniczych eksportowanych do Polski – podkreśla Vladimir Zadolinnyi, dyrektor generalny Metinvest Polska. – Dla nas wszyscy klienci są ważni. Pracujemy z firmami, które są traderami na rynku, mają swoją sieć dystrybucji, takimi np. jak ThyssenKrupp, Salzgitter czy ArcelorMittal.

To już kolejne biuro handlowe Metinvestu w Europie. Grupa posiada łącznie 20 przedstawicielstw handlowych i magazynów. Rynek europejski jest dla niej bardzo istotny. Grupa sprzedaje tu 4,4 mln ton wyrobów stalowych, czyli jedną trzecią produkcji.

Jesteśmy globalnym producentem stali, a przy tym firmą o integracji pionowej. Mamy huty na Ukrainie i cztery jednostki produkcyjne na terenie Unii Europejskiej – mówi Nikolayenko.

Zakład w Bułgarii może rocznie wyprodukować 500 tys. ton stali. Włoskie spółki mają zdolność produkcyjną na poziomie 1,2 mln ton, a brytyjska – 200 tys. ton stali.

Co roku numer komórkowy przenosi do innego operatora 1,2 mln abonentów. Nowa platforma ułatwi ten proces

CEO Magazyn Polska

Operatorzy komórkowi będą korzystać z jednej platformy przy przenoszeniu numerów konsumentów. Corocznie na taki krok decyduje się ok. 1,2 mln abonentów. Dzięki przeniesieniu obsługi wniosków o przeniesienie numeru do nowego scyfryzowanego środowiska PLI CBD (Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych) proces ten ma być bardziej przejrzysty. W październiku platforma obsłuży też wnioski o przeniesienie numeru stacjonarnego.

Od 26 czerwca wymiana informacji pomiędzy operatorami przy obsłudze wniosków o przeniesienie numeru komórkowego odbywa się za pośrednictwem Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych.

Naszym celem było, by konsumenci usług telekomunikacyjnych w ogóle nie zauważyli tego, że zmienia się system, na którym pracują operatorzy i ich uprawnienia do przeniesienia numeru już dzień po dniu określonym umową z operatorem było zachowane. Tak też się stało. Dziś można już mówić o sukcesie przeniesienia środowiska obsługi wniosków o Mobile Number Portability na system PLI CBD – mówi agencji Newseria Biznes Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

PLI CBD to zarządzany przez prezesa UKE system informatyczny, który pozwala na przenoszenie między operatorami numeru abonenta. Jak podkreśla Piekarz, w pierwszym tygodniu działania nowego systemu obsłużono ok. 7,5 tys. wniosków o przeniesienie numeru. Doświadczenia z tego okresu pokazują, że system jest stabilny, ale cały czas prowadzony jest monitoring procesów.

Do tej pory istniało kilka systemów przenoszenia numerów między operatorami. W tej chwili jest on ujednolicony, wszystko odbywa się według tych samych procedur. Dzięki nowemu systemowi możemy dokładnie policzyć, ilu konsumentów przenosi się od jednego do drugiego operatora. Ten proces staje się bardzo przejrzysty – wyjaśnia Dawid Piekarz.

Co roku na zmianę dostawcy usług z zachowaniem numeru decyduje się ok. 1,2 mln abonentów. PLI CBD umożliwi dokładne statystyki. Wyliczy, ilu konsumentów, jak często i w jakim okresie zmienia numer, z podziałem na poszczególnych operatorów.

Proces, który zakończyliśmy w ostatnim czasie, dotyczył telefonii mobilnej. To nie jest nasze ostatnie słowo w sprawie platformy PLI CBD. W październiku zrealizujemy drugi etap – na nowej platformie będą również obsługiwane wnioski o przenoszenie numerów stacjonarnych – zapowiada rzecznik UKE.

Zgodnie z przepisami przeniesienie numeru powinno nastąpić w ciągu jednego dnia od daty wskazanej w umowie z nowym dostawcą usług.

Inwestycja w naukę litewskiego, węgierskiego i czeskiego może zagwarantować wyższe zarobki

CEO Magazyn Polska

Eksperci nie mają wątpliwości. Znajomość niszowych języków obcych poprawia sytuację pracowników na rynku. Nie tylko możliwości zatrudnienia są większe, lecz także potencjalne zarobki. Języki państw zachodniej Europy pozostają najpopularniejsze, ale warto zainteresować się również kierunkami wschodnimi. Perspektywiczne pozostają języki węgierski, czeski, litewski i rosyjski.

Znajomość języka angielskiego traktowana jest dziś przez pracodawców jak znajomość obsługi komputera, czyli obowiązujący pracowników standard. Na rynku pracy wyróżnić można się więc znajomością drugiego języka. Najpopularniejsze pozostają zachodnioeuropejskie, czyli niemiecki, francuski, włoski czy hiszpański.

Warto pokusić się jednak o znajomość języków bardziej nietypowych, niszowych. Mówię tutaj o językach środkowo- i wschodnioeuropejskich, przede wszystkim językach naszych krajów ościennych, z którymi prowadzimy wymianę handlową – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Magdalena Marcinkowska, ekspertka z firmy Skrivanek.

Jak podkreśla, na tych rynkach swobodnie można porozumieć się w języku angielskim, jednak znajomość danego języka ułatwia komunikację. Firmy są dzięki temu lepiej postrzegane przez kontrahentów, cieszą się większym zaufaniem.

Wielojęzyczność otwiera drogę do nowych rynków, stwarza nowe możliwości dla biznesu, są to wymierne korzyści dla firm. A to przekłada się na rynek pracy – mówi Marcinkowska. – Trudno się więc dziwić się temu, że pracodawcy chętnie szukają pracowników, którzy takie języki znają i mogą ułatwić im nawiązywanie relacji z partnerami zagranicznymi.

W ofertach pracy częściej pojawia się wymóg znajomości takich języków, jak rosyjski, litewski, czeski, słowacki i węgierski, tym bardziej że kierunki te są coraz popularniejsze wśród polskich przedsiębiorców.

Są popularniejsze niż modny ostatnio chiński – przekonuje Magdalena Marcinkowska.

Przykładowo, Litwa jest największym partnerem handlowym w Polsce wśród krajów bałtyckich. W 2014 r. udział Polski w eksporcie Litwy wyniósł 8,3 proc., a w imporcie – 9,4 proc. Według danych Ambasady RP w Wilnie między 1993 a 2013 rokiem obrót handlowy wzrósł dwudziestotrzykrotnie. W 2013 roku wart był 3,4 mld euro, a w 2014 roku już 4,6 mld euro.

Warto też rozważyć naukę języka czeskiego. Tamtejszy rynek dynamicznie się rozwija i staje się coraz bardziej interesujący dla polskich przedsiębiorców – radzi Marcinkowska.

Według danych Ambasady RP w Pradze czesko-polskie obroty handlowe w 2014 roku były o 7,1 proc. większe w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosły 16,6 mld euro. Czeski eksport do Polski wzrósł o 6,1 proc. i wart był 7,8 mld euro, a wartość importu wzrosła o 7,9 proc i wyniosła 8,8 mld euro.

Im język, który znamy, jest bardziej niszowy, tym bardziej jesteśmy atrakcyjni dla potencjalnego pracodawcy. Według badań przeprowadzonych przez Sedlak & Sedlak w 2013 roku co druga osoba znająca nietypowy język mogła liczyć na zarobki powyżej 4,4 tys. zł brutto.

Na atrakcyjne zarobki mogą liczyć też osoby ze znajomością języka węgierskiego – twierdzi specjalistka. – Według badań Sedlak & Sedlak mediana wynagrodzeń dla tych pracowników wynosi około 6 tys. zł brutto miesięcznie.

Osoby ze znajomością niszowych języków poszukiwane są przede wszystkim do pracy w branży transportowo-logistycznej, handlowej, produkcyjnej oraz w centrach usług wspólnych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Hipoteka odwrócona w Polsce i na świecie. Polski rynek rośnie wolno ale sukcesywnie

Ilu Seniorów podpisało w Polsce umowę o rencie dożywotniej? Z danych KPF wynika, że w 2014 roku było ich kilkuset. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, które są liderem rynku hipoteki odwróconej na świecie, już kilka lat temu liczba klientów oscylowała wokół miliona. Dlaczego Polska nie nadąża za światem i gdzie są największe bariery rozwoju rodzimego rynku? Kiedy dotrzemy do miejsca, w którym jest zagranica i dlaczego siedem lat istnienia hipoteki odwróconej nad Wisłą to wciąż mało?

Hipoteka odwrócona, która w Polsce wciąż jest uznawana za rozwiązanie nowe i nieuregulowane prawnie, za granicą jest znana od lat i zdobywa coraz większą popularność. W zależności od uwarunkowań prawnych danego kraju oferowana jest jako produkt stricte finansowy albo ubezpieczeniowy. Międzynarodowe badanie „Equity Release Schemes in the EU” wykazało, że różne formy odwróconej hipoteki istnieją w ponad połowie krajów Unii Europejskiej, a wartość całego rynku już w 2009 roku była szacowana na 4,7 mld euro. Już 6 lat temu wartość wyżej wymienionych kontraktów – typu kredytowego – oscylowała wokół 3,3 mld euro (ok. 50 tys. podpisanych umów). Pozostałe 1,4 mld stanowiły umowy o rentę dożywotnią i było ich 20 tys. Niewiele jest nowszych danych, które podsumowywałyby rynek europejski, ale dzięki staraniom Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce pojawiają się liczby, które podsumowują siedem lat istnienia hipoteki odwróconej (w modelu sprzedażowym) w Polsce.

USA wciąż na pozycji lidera

Potrzeba jest matką wynalazku – tak można podsumować genezę powstania hipoteki odwróconej. Wymyśł ją w 1961 roku kalifornijski bankowiec, Nelson Haynese, by znaleźć rozwiązanie na problemy finansowe koleżanki. Według danych „National Reverse Mortgage Lenders Association (NRMLA)” oraz „Reverse Market Insight Inc” w 2010 udział żyjących w USA seniorów korzystających zarówno z hipoteki odwróconej w modelu kredytowym jak i sprzedażowym przekroczył 2 proc. – mowa tu oczywiście o populacji, która osiągnęła pewien wiek i jest uprawniona do skorzystania z produktu. Jeśli przeanalizujemy powyższe liczby okaże się, że już 5 lat temu liczba klientów hipoteki odwróconej zbliżała się w USA do 1 mln. Tylko w 2014 roku w Stanach podpisano ponad 51,6 tysiąca umów, do maja 2015 zawarto kolejne 37,3 tys. umów regulowanej hipoteki odwróconej (tzw. HECM, Home Equity Conversion Mortgage) Są oczywiście stany, w których udział w wyniku oscylował wokół 8 proc. W niektórych jednak miejscach, np. na Florydzie, udział osób korzystających z tego rozwiązania przekracza aż 16 proc. i wciąż rośnie. Warto nadmienić, że jeszcze 25 lat temu liczba rocznie zawieranych umów HECM wynosiła 159 sztuk.

Renta dożywotnia króluje w Wielkiej Brytanii

Anglia jest z kolei największym rynkiem rent dożywotnich w Europie. Kilka lat temu wartość pożyczek szacowano tam na ponad 205 miliardów funtów . – Rocznie w Wielkiej Brytanii podpisuje się ok. 20-30 tys. nowych umów dożywocia, a od 1991 roku do 2010 roku zawarto tu ponad 270 tys. umów hipoteki odwróconej w obu modelach, co stanowi 2,8% populacji seniorów – wylicza Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. W całym roku 2014 zawarto w Wielkiej Brytanii ponad 21 tys. umów, a w 2015 rynek oczekuje przekroczenia 30 tys. nowych klientów.
Drugim dużym rynkiem hipoteki odwróconej jest w Unii Europejskiej Hiszpania. Oferowane są tu zarówno produkty typu kredytowego, jak i sprzedażowego. Trzeci co do wielkości rynek w UE stanowi Irlandia. Renta dożywotnia jest mniej popularna we Francji oraz w Niemczech. W tym drugim kraju, podobnie jak u nas, umowy dożywocia regulowane są przepisami kodeksu cywilnego.

Polska z ambicjami

Według danych Eurostatu, polscy seniorzy w wieku 65 plus są właścicielami 2,5 mln mieszkań i domów. To stwarza duży potencjał dla rynku hipoteki odwróconej w kraju, ale tylko teoretycznie. W grudniu 2014 weszła w życie ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym, który mogłyby zaoferować banki. Mimo tego sam produkt istnieje jedynie na papierze, ponieważ żaden bank nie wprowadził go do swojej oferty. Z kolei funkcjonujący od 7 lat rynek renty dożywotniej (czyli hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym) wciąż regulowany jest przepisami kodeksu cywilnego i nie doczekał się stosownej ustawy rządowej, mimo że prace trwają. Czy mimo braku ustawy w Polsce wciąż jest potencjał? Według Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych na koniec 2013 roku czołowe fundusze hipoteczne udzielające rent dożywotnich w naszym kraju zarządzały nieruchomościami o wartości 67,6 mln zł. Z kolei liczba zawartych umów renty dożywotniej w 2014 r. wyniosła blisko pół tysiąca. – Biorąc pod uwagę dane z GUS, które wskazują na coraz szybsze starzenie się społeczeństwa oraz niewydolność polskiego systemu emerytalnego rozwiązanie, jakim jest renta dożywotnia może wciąż zyskiwać na popularności – podkreśla Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM, który jest największą i najstarszą instytucją na Polskim rynku. Dodatkowo, jak podaje Eurostat , Polska należy do krajów o względnie wysokim odsetku gospodarstw domowych posiadających własne mieszkanie. Wynosi on blisko 84 proc., przy czym w Niemczech jest to niespełna 53 proc. Czy ten potencjał rynku, przełoży się na realne zainteresowanie hipoteką odwróconą w naszym kraju?

– Renta dożywotnia czy odwrócony kredyt hipoteczny, zarówno w Polsce, jak i za granicą, na razie nie będą produktami masowymi. Dodatkowo, w polskiej rzeczywistości niewielu jest seniorów, którzy nie chcą przekazać swojej nieruchomości dzieciom lub innym spadkobiercom – zastrzega Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Faktem jest jednak, że renta dożywotnia będzie coraz popularniejsza. Przyczyni się do tego starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby rodzin z ograniczoną liczbą spadkobierców i duży udział mieszkań własnościowych – dodaje.

W ciągu najbliższych lat będziemy świadkami metamorfozy warszawskiej Pragi

Druga linia metra i zapowiadana przez ratusz gruntowna restrukturyzacja dzielnicy przyniosą Pradze w najbliższym czasie poważne zmiany. Już dziś na jej terenie realizowane są duże projekty inwestycyjne, a kolejne mają ruszyć niebawem. Najszybciej przeobrażać się będą rejony w pobliżu stacji drugiej linii metra. Najnowsze plany ratusza mówią o powstaniu trzech kolejnych odcinków z przystankami – Szwedzka, Targówek 1 i Targówek 2 – do 2019 roku i zakończeniu budowy ostatnich stacji na prawym brzegu Wisły – Zacisze, Kondratowicza i Bródno – do 2022 roku. Największy potencjał i szanse na rozbudowę mają tereny wokół Dworca Wschodniego, błonia Stadionu Narodowego oraz Port Praski.

Przypomnijmy, że Praga to jedna z najstarszych warszawskich dzielnic. Już w 1648 roku król Władysław IV nadał jej prawa miejskie. W czasie wojny szczęśliwym trafem uniknęła dużych zniszczeń i to właśnie zachowana autentyczna tkanka miejska nadaje temu miejscu swoisty klimat. Nowe projekty, które powstają na terenie Pragi w mniejszym lub większym stopniu nawiązują swoim charakterem do istniejącej architektury. Najciekawsze inwestycje praskie, jak Koneser, Bohema, czy Soho Factory mają charakter industrialny, a ich bazą jest zrewitalizowana zabudowa dawnych fabryk.

Restrukturyzacja za miliard

Rewitalizacja Pragi nie jest tematem nowym, ale jak dotąd niewiele zostało w tym zakresie zrobione. Teraz ma to się zmienić. Urząd m.st. Warszawy przeznaczył spory budżet na ten cel. Do 2022 roku na modernizację prawobrzeżnej części miasta ma zostać wydane 1,4 miliarda złotych, w tym na samą Pragę okrągły miliard.

Inwestycyjne plany ratusza są szeroko zakrojone. To nie tylko rewitalizacja budynków, na którą przeznaczone zostało 200 mln zł. Założenia restrukturyzacyjne obejmują wiele różnych działań, m.in. z zakresu polityki społecznej, lokalowej, przestrzennej, transportowej i kształtowania zieleni. Dzięki temu Praga ma nie tylko przeobrazić się wizualnie, ale także zmienić swój profil społeczny i zbudować zaplecze kulturalne i turystyczne. Pieniądze na realizację tych zamierzeń pochodzić mają z miejskiego budżetu i ze środków unijnych. Najwięcej środków pójdzie na modernizację starych i budowę nowych budynków mieszkalnych. To stworzy szansę na zmianę postrzegania Pragi przez biznes, dla którego kluczowe są gruntowne zmiany lokalowe w dzielnicy i dalsza rozbudowa infrastruktury drogowej.

Metro i Stadion Narodowy dały Pradze najwięcej

Według powszechnej opinii, metro ma przywrócić Pragę Warszawie i ściągnąć inwestorów. Należy jednak podkreślić, że komunikacja wykorzystująca wszystkie możliwe środki transportu miejskiego stanowi już dziś mocną stronę dzielnicy.

Zmiany, jakie już teraz dokonują się na Pradze dostrzegają analitycy firmy doradczej Walter Herz. – Niewątpliwie dużym impulsem do rozwoju tej części miasta było powstanie Stadionu Narodowego. Obiekt zaktywizował okolicę, nie tylko kulturalnie ale i biznesowo. Stadion oferuje ponad 15 000 m kw. powierzchni biurowej klasy A, której wynajmem zajmujemy się na zasadach wyłączności. Biura zapewniają ciekawe udogodnienia, dlatego zainteresowanie nimi było spore i proces komercjalizacji zakończył się sukcesem. Należy również wspomnieć, że w odpowiedzi na propozycję ze strony delegacji ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, władze Warszawy planują zaoferować tamtejszym inwestorom m.in. zagospodarowanie terenu w okolicy Dworca Wschodniego i Dworca Stadion, w tym błoni Stadionu Narodowego – informuje Mateusz Strzelecki z firmy Walter Herz.

Na ożywienie aktywności firm, poszukujących powierzchni biurowych na terenie Pragi zwraca uwagę Katarzyna Malewska, Senior Leasing Consultant w Walter Herz. – Biura w tej części miasta stają się coraz bardziej atrakcyjne dla pewnej grupy firm. Tym bardziej, im szybciej rozwija się otaczająca biurowce infrastruktura. Przykładem może być tu budynek biurowy przy ulicy Owsianej 12, którego Walter Herz jest wyłącznym agentem komercjalizacji. Jeszcze nie tak dawno nic się wokół niego nie działo. Teraz ten obszar intensywnie się rozwija. W sąsiedztwie rozbudowuje się nowoczesny kampus SWPS, a w ramach restrukturyzacji dzielnicy wkrótce ma rozpocząć się generalny remont Sinfonia Varsovia, a wcześniej na sąsiedniej parceli stanął budynek sądu. W okolicy ulic Terespolskiej, Mińskiej i Gocławskiej powstaje zaś wiele osiedli mieszkaniowych – wymienia Katarzyna Malewska. I dodaje, że takie zmiany w otoczeniu biurowców przekładają się na wzrost zainteresowania firm najmem i lokowaniem swoich siedzib w tej dzielnicy.

W tej chwili Praga nie może się jeszcze pochwalić wysokiej klasy obiektami hotelowymi, ani biurowcami, oferującymi powierzchnie w najwyższym standardzie. Za to mieszkania, które powstają w takich projektach jak Port Praski, Koneser, czy Manufaktura Praska adresowane są do zamożnych klientów. Metr kwadratowy jest w nich często wyceniony powyżej 10 000 zł.

Biuro w zabytkowym lofcie

Praska oferta biurowa nie jest duża. Po wschodniej stronie Wisły dostępne jest jedynie kilka procent powierzchni biurowej z całej podaży, jaką dysponuje obecnie Warszawa. Na najbliższe lata zostały jednak zaplanowane duże projekty, które na ogół mają charakter mieszany: biurowo, usługowo, mieszkaniowy. Niektóre z nich weszły już w fazę realizacji.

Jednym z największych przedsięwzięć, jakie mają powstać na Pradze jest Bohema. Przy ulicy Szwedzkiej w industrialnych budynkach XIX-wiecznej fabryki kosmetyków Pollena powstanie kompleks z lokalami handlowo – usługowymi, restauracjami i dużym food marketem o powierzchni 2 000 m kw. W ramach tej inwestycji wybudowane zostanie także 900 mieszkań. Ideą projektu jest stworzenie ogólnodostępnej publicznej przestrzeni otwartej dla lokalnej społeczności. Jak deklaruje inwestor, pierwszy etap projektu zostanie oddany do użytku w 2018 roku.

Google na starej Pradze

W bardziej zaawansowanej fazie realizacji jest Centrum Praskie Koneser przy ulicy Ząbkowskiej. Projekt łączy funkcje mieszkaniową, biurową, usługową i kulturalną. Deweloper podjął się tu modernizacji zabudowań dawnej fabryki wódek. Dotąd udało się wyremontować historyczny budynek administracji wytwórni pochodzący z 1895 roku wraz z kordegardą. Gotowe są także dwa inne budynki, w których dostępne są lofty mieszkalne. Zabytkowa Mennica oferuje lofty, a w nowoczesnym budynku Wytwórni, która w harmonijny sposób wpisuje się w historyczną zabudowę całego kompleksu można kupić soft-lofty.

Inwestor ma już pozwolenia na budowę i przebudowę kolejnych budynków: zabytkowej Strażnicy, która będzie miała funkcję usługową i Skarbnicy – budynku mieszkalnego, gdzie powstaną soft-lofty. Na starcie realizacji są też następne dwa zabytkowe budynki, które będą obiektami handlowymi i jeden o charakterze usługowym. Dodatkowo w zabytkowych wnętrzach Rektyfikacji powstanie Muzeum Polskiej Wódki, które ma zostać otwarte w 2017 roku.

Koneser już od dawna jest dla warszawiaków punktem rozpoznawczym i ikoną miasta. Walory kompleksu zauważył także jeden z największych graczy światowego rynku i ulokował na terenie obiektu swój kampus – inkubator przedsiębiorczości. Warszawski Google Campus, który zajmował będzie w zabytkowym budynku na terenie Konesera 1600 m kw., będzie trzecim na świecie, po Londynie i Tel Awiwie, centrum dla startupów Googla. Amerykańska firma planuje otworzyć go jeszcze w tym roku.

Kulturalne Soho

Innym realizowanym na Pradze projektem przy ulicy Mińskiej w miejscu dawnej fabryki FZO jest Soho Factory. Inwestycja obejmuje rewitalizację kilku budynków fabrycznych, z których niektóre zostały już zmodernizowane na potrzeby firm, które umieściły w nich swoje siedziby. W nowych budynkach Soho oferuje mieszkania, a w fazie realizacji są budynki biurowe. Poza tym, obiekt jest wyjątkowo aktywny w sferze kultury. Podobnie jak Koneser, funkcjonuje od dawna w świadomości mieszkańców Warszawy. Postrzegany jest jako miejsce, gdzie prowadzane są liczne imprezy artystyczne, modowe i lifestylowe.

Najbardziej jednak spektakularnym projektem i wizytówką, nie tylko Warszawy, ale i kraju, jak podkreślają realizatorzy projektu, ma stać się Port Praski. Inwestycja powstanie na powierzchni 38 ha, pomiędzy ulicami Jagiellońską, Zamoyskiego, Okrzei i Wybrzeże Szczecińskie. W tej chwili w kilku budynkach dostępne są już mieszkania, ale przedsięwzięcie zakrojone jest na znacznie większą skalę. Inwestor chce stworzyć mini miasto nad wodą, gdzie poza budynkami przypominającymi kamienice, mają powstać kawiarnie, place, wyłożone drewnem bulwary z atrakcyjnymi usługami, otwarcia widokowe projektowanych ulic na nabrzeża portu i w stronę Wisły oraz pirs rzeczny z dostępem do funkcji towarzyszących nabrzeżu. Będzie marina dla kilkudziesięciu jachtów i łodzi oraz zwodzony most, a także przystań dla tramwaju wodnego.

Biurowe wieże przy Narodowym

Inwestor zapowiada, że w części biznesowej Portu Praskiego, w sąsiedztwie Stadionu Narodowego dominować będzie zabudowa wysokościowa, 100 –160 metrowe wieżowce o przeznaczeniu biurowo – hotelowo – usługowym. Poza biurami powstaną także galerie handlowe, hotel, szkoła i obiekty sportowe, a nawet szpital. Będzie amfiteatr oraz multimedialna galeria, plaża i boiska Na terenie Portu odbywać się mają imprezy targowe, wystawiennicze i rekreacyjne. Deweloper planuje też wybudowanie kolejki linowej nad Wisłą, połączonej z Centrum Nauki Kopernik.

Na realizację całego projektu będzie trzeba poczekać około 10 lat, ale po jego ukończeniu Praga będzie się miała czym pochwalić. Przed autorami metamorfozy Pragi jeszcze dużo pracy, a przed dzielnicą szansa na to, żeby stała się zintegrowanym ze Śródmieściem centrum kulturalnym i biznesowym Warszawy.

Autor: Walter Herz

Projekt polskiej firmy może być przełomem na globalnym rynku

Większość wypadków morskich jest wynikiem błędu ludzkiego, a średni koszt kolizji to ponad milion dolarów. Ograniczenie tej liczby tylko o 1% może dać oszczędności w wysokości aż 20 milionów dolarów rocznie. Polska firma Sup4Nav przygotowała innowacyjne rozwiązanie minimalizujące ryzyko wystąpienia błędu ludzkiego. Opracowała oprogramowanie, które na bazie informacji z urządzeń i systemów nawigacyjnych, przeprowadza analizę sytuacji i wyznacza bezpieczną trasę statku. W sytuacji zagrożenia kolizją, system sugeruje jaki manewr należy wykonać, aby jej uniknąć. Projekt został doceniony przez Komisję Europejską i otrzymał 50 tys. euro dotacji w ramach prestiżowego programu Instrument dla MŚP (H2020).

NAVDEC (Navigation Decision Support System) to oprogramowanie komputerowe, które wspiera nawigatora w podejmowaniu decyzji. Narzędzie gromadzi informacje pobrane z urządzeń i systemów nawigacyjnych znajdujących się na statkach (m.in. GPS, AIS, ARPA), analizuje je i przedstawia w czytelnej formie użytkownikowi. Na podstawie zgromadzonych danych system prowadzi statek bezpiecznymi trasami minimalizując ryzyko kolizji, a w przypadku spotkań statków podpowiada, który z nich ma pierwszeństwo. W sytuacji zagrożenia kolizją, program wyświetla informację na ekranie komputera pokazując manewr, który nawigator powinien wykonać. Zaproponowane rozwiązanie uwzględnia Międzynarodowe Przepisy o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu. System sam nie steruje statkiem.

Błąd ludzki główną przyczyną kolizji

„The European Quality Shipping Information System database wylicza, że na świecie jest ponad 77 tys. statków handlowych, z czego 2.5% ulega kolizji każdego roku. Średnia roczna wysokość odszkodowań z tego tytułu to blisko 2 miliardy dolarów.” – mówi Kapitan Piotr Wołejsza, Prezes Zarządu Sup4Nav. – „Będąc w sytuacji stresowej sterujący statkiem, często podejmuje błędne decyzje. Według statystyk ubezpieczeń morskich błąd ludzki jest główną przyczyną aż 60% wypadków na morzu . Dzięki systemowi NAVDEC, który analizuje i przetwarza dane w czasie rzeczywistym, a następnie proponuje rozwiązania, możemy zmniejszyć ryzyko jego występowania.”

Żeby zapewnić prawidłową pracę systemu, musi on zostać zintegrowany ze sprzętem i systemem zainstalowanym na statku. Firma planuje wdrożenie NAVDEC również na urządzenia mobilne.

50 tys. euro na zwiększenie bezpieczeństwa

Aby przyspieszyć proces wdrożenia urządzenia na rynek, Sup4Nav aplikował o dotację z Instrumentu dla MŚP (H2020). „Po raz pierwszy NAVDEC został zgłoszony do Instrumentu w grudniu 2014 i nie otrzymał dotacji. Pomysł był świetny, bardzo innowacyjny. Kiedy firma zwróciła się do nas o wsparcie, przeanalizowaliśmy, w czym tkwi problem. Dostrzegliśmy braki we wniosku i wspólnie z firmą Sup4Nav i Regionalnym Centrum Innowacji i Transferu Technologii w Szczecinie (lokalny ośrodek Enterprise Europe Network) napisaliśmy projekt od nowa. W rezultacie, ten sam pomysł, ale z innym wnioskiem przekonał Komisję Europejską do przyznania grantu.” – mówi Alicja Grzegorzek Dyrektor Regionalny na Polskę w firmie Ateknea Solutions Poland.

Sup4Nav znalazła się wśród 20 firm, których projekty zostały sfinansowane w marcowym rozdaniu w fazie 1 w temacie transport, pokonując 115 pozostałych wnioskodawców .

50 tys. euro Sup4Nav przeznaczy na kontynuację badań nad swoją technologią. W Fazie 1 środki unijne pozwalają przeprowadzić analizę mocnych i słabych stron projektu, pod kątem technicznym i biznesowym, żeby na tej podstawie dopracować biznes plan.

„Cieszymy się, że Komisja doceniła nasz projekt. Otrzymana dotacja pozwoli na szybsze wdrożenie naszej technologii, która zwiększy poziom bezpieczeństwa żeglugi morskiej i ograniczy koszty wynikające z kolizji.” – mówi Kapitan Piotr Wołejsza.

Wdrożenie systemu zmniejszy ryzyko kolizji na morzu, liczbę ofiar i katastrof ekologicznych, zredukuje straty ładunków, zniszczeń statków oraz zużycie paliwa. Dzięki systemowi NAVDEC praca na statkach stanie się bezpieczniejsza, a ogólne koszty transportu spadną.

Wiatr w żagle – kierunek: 2 faza

Faza 1 to dobry początek do rozpoczęcia starań o kolejne dotacje. Raz doceniona innowacja ma dużą szansę na kolejny sukces. W drugiej fazie Instrumentu firma może starać się nawet o 2.5 mln euro, które będzie mogła przeznaczyć na dopracowanie technologiczne rozwiązania jak i związane z tym akcje demonstracyjne.

„Oceniamy, że innowacja Navdec ma dużą szansę na pozyskanie dotacji w fazie 2. Grant pozwoli przyspieszyć prace nad projektem i zwiększyć szanse na globalny sukces.” – dodaje Joanna Niemcewicz dyrektor RCIiTT.

Bezrobocie najniższe od 6 lat. Kiedy prosić o podwyżkę?

W czerwcu stopa bezrobocia spadła o 0,4 p. proc. i wyniosła 10,4%. To najniższy odczyt od stycznia 2009 roku. W ciągu miesiąca liczba bezrobotnych spadła o 77 tys. osób – to mniej więcej tyle, ile liczy populacja Konina. Zdaniem ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza, w ciągu dwóch miesięcy stopa bezrobocia oficjalnie spadnie poniżej 10%.

– Czerwiec, to tradycyjnie dobry miesiąc na polskim rynku pracy. W ostatnich 15 latach wartość stopy bezrobocia w tym miesiącu wzrosła tylko dwukrotnie: w 2001 r. i 2002 r. Dane z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej przeważnie, choć nie zawsze, pokrywają się z tymi publikowanymi w GUS. Na potwierdzenie dobrego wyniku musimy poczekać do drugiej połowy lipca. Na koniec czerwca w urzędach pracy było 1 624 tys. zarejestrowanych bezrobotnych. To o 290 tys. mniej niż w analogicznym okresie rok temu – komentuje Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

W ciągu ostatnich dwóch lat liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła o blisko pół miliona. Eksperci z MPiPS przekonują, że to zasługa dobrej koniunktury w gospodarce. Dodają także, że już prawdopodobnie w sierpniu oficjalna stopa bezrobocia spadnie poniżej 10%. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w grudniu 2009 roku.

– Bezrobocie rejestrowe spada i dynamika tych spadków jest bardzo wysoka. Prognozy resortu pracy raczej powinny się spełnić. Stopa bezrobocia to jeden z najważniejszych wskaźników makroekonomicznych, który doskonale oddaje kondycję gospodarki danego kraju. U nas koniunktura jest coraz lepsza, PKB w 2015 roku wzrośnie prawdopodobnie o 4%, a stopa bezrobocia na koniec września powinna wynosić ok. 9,3%. Co to oznacza dla przeciętnego obywatela? Po pierwsze łatwiej będzie mu znaleźć zatrudnienie za lepszą płacę. Przy wzroście popytu na pracowników powinny rosnąć też wynagrodzenia. Niestety, zwykle z opóźnieniem, więc o podwyżkę powinniśmy prosić najwcześniej za kilka miesięcy – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Żaneta Berus wyróżniona tytułem „Businesswoman Roku 2014”

Żaneta Berus, Prezes EXPO XXI Warszawa i Członek Zarządu Sapphire Group Poland, została wyróżniona nagrodą „Businesswoman Roku 2014” w konkursie dla kobiet biznesu, organizowanym przez miesięcznik „Businesswoman & Life”.

EXPO XXI Warszawa Żaneta Berus
EXPO XXI Warszawa Żaneta Berus

Ogólnopolski plebiscyt „Businesswoman Roku” został zorganizowany przez magazyn „Businesswoman & Life” już po raz czwarty. Co roku prestiżowe nagrody trafiają do rąk uczestniczek, których firmy lub działalność zawodowa około biznesowa stanowią punkt odniesienia dla innych. Tegoroczne wyróżnienia dla liderek biznesu przyznane zostały podczas uroczystej gali, która odbyła się 17 czerwca br. w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Gośćmi specjalnymi wydarzenia byli Anna Korcz, Joanna Kurowska, Magda Waligórska i Robert Kochanek.

W tegorocznej edycji konkursu udział wzięło kilkadziesiąt kobiet sukcesu z całej Polski. O tym, kto został wyróżniony, zadecydowały głosy czytelników magazynu oraz sześcioosobowa kapituła konkursu, złożona z przedsiębiorców, trenerów biznesu, laureatów poprzednich edycji konkursu oraz Elżbiety Jeznach – redaktor naczelnej magazynu „Businesswoman & Life”. Jury, oceniając zgłoszenia kandydatek, zwracało szczególną uwagę na zakres, sposób i innowacyjność prowadzenia działalności, oryginalność pomysłu, osiągnięte rezultaty oraz plany dalszego rozwoju kandydatki i jej firmy. W prestiżowym gronie nagrodzonych znalazła się także Żaneta Berus, która za swój wkład w rozwój polskiego przemysłu spotkań otrzymała nagrodę w kategorii „Lider branży MICE”.

2015 rok rozpoczął się dla mnie wyjątkowo szczęśliwie, jest to bowiem już drugie wyróżnienie, które trafiło w moje ręce. Z jednej strony to personalny sukces, ponieważ w konkursie wzięło udział kilkadziesiąt utalentowanych, charyzmatycznych, zdolnych kobiet. Już pojawienie się w tym gronie jest dużym wyróżnieniem, a zdobycie jednej z głównych nagród – prawdziwym powodem do dumy. Ale nie ukrywam, że cieszy mnie także kategoria, w której otrzymałam nagrodę – Lider branży MICE. Mam bowiem poczucie, że jest to ukoronowanie wszystkich inicjatyw i przedsięwzięć wspierających rozwój przemysłu spotkań w Polsce, zrealizowanych przez mnie w trakcie prawie dwudziestu lat pracy. I najlepsza możliwa motywacja do podejmowania kolejnych wyzwań, zarówno w ramach EXPO XXI Warszawa, jak i całej branży, w której staram się aktywnie działać realizując autorskie pomysły, reprezentując Polskę za granicą oraz wspierając organizacje branżowe – skomentowała wyróżnienie Żaneta Berus, Prezes EXPO XXI Warszawa.

Jak skutecznie motywować pracowników?

Wielu pracodawców chciałoby znaleźć jeden uniwersalny sposób na skuteczne motywowanie pracowników. Ba, niektórym wydaje się, że taki sposób znają i starają się go stosować wobec wszystkich zatrudnionych. Problem w tym, że to, co motywuje Kowalskiego, nie zadziała wobec Malinowskiego…
Prawdopodobnie każdy menedżer ma własne przekonania dotyczące tego, w jaki sposób można skłonić pracowników do bardziej zaangażowanej pracy.

Nagrody i kary w pracy

Wielu z nich twierdzi, że zaangażowanie można kupić, a więc że pracownik będzie wykonywał swoje obowiązki lepiej, jeśli otrzyma wyższe wynagrodzenie, dostanie premię, ewentualnie jego starania zostaną docenione karnetem na siłownię lub pakietem medycznym. Inni, uchodzący przeważnie za surowych szefów, pożądane zachowanie pracowników starają się wymusić poprzez tzw. przykręcanie śruby, stosowanie różnego rodzaju kar, podczas gdy każda nagroda (choćby miała nią być pochwała) jest ściśle reglamentowana.

Bez względu jednak na to, jakie nagrody i jakie kary przewidzi pracodawca, kluczowe będzie pytanie o to, co właściwie obydwa te pojęcia oznaczają.

– Psychologia definiuje nagrodę jako coś, co umożliwia lub ułatwia zaspokojenie danej potrzeby. Kara zaś to wszystko to, co utrudnia albo uniemożliwia zrealizowanie potrzeby – mówi Adrianna Filiks – trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group. – I tu dotykamy sedna sprawy. Nagroda i kara to kwestie indywidualne, powiązane z potrzebami poszczególnych osób. Jeśli więc chcemy wynagrodzić lub ukarać pracownika, to aby takie działanie było skuteczne, wcześniej musimy poznać jego potrzeby – dodaje.

Osobowość ma znaczenie

W tym miejscu wyobrażenia menedżerów zderzają się z rzeczywistością. Nieustannie okazuje się, że wymyślane przez nich systemy motywowania pracowników w praktyce przynoszą bardzo mizerne efekty. Mimo ich starań, pracownicy pozostają bierni, pozbawieni inicjatywy, nastawieni na bezrefleksyjne wykonywanie poleceń albo przeciwnie – wykazują się tak dużą niezależnością, że wszelkie próby ich zdyscyplinowania okazują się nieskuteczne.

Wiele można wyjaśnić różnicami osobowościowymi. W grupie pracowników z powodzeniem można wydzielić podgrupy osób, dla których odpowiednie byłyby różne rodzaje motywacji. Na jednych faktycznie najkorzystniej zadziała perspektywa szybkiej gratyfikacji w postaci premii za wyniki, ktoś inny może poczuć się zmotywowany, jeśli będzie miał świadomość, że dzięki jego staraniom zapewnione będzie bezpieczeństwo jego rodziny (np. dzięki ubezpieczeniom na życie lub pakietowi medycznemu). Jeszcze inne osoby wykażą się inicjatywą tylko wtedy, gdy będą czuły się doceniane – dla nich awans, a nawet pochwały wyrażane przez przełożonego będą znaczyły więcej niż premia lub jakikolwiek karnet.

Z pewnością nie bez znaczenia będzie również fakt, czy pracownik jest ekstrawertykiem – wówczas bardzo ważne będą dla niego nagrody społeczne (uznanie innych, możliwość pracy w grupie), czy też introwertykiem, dla którego doskonałym motywatorem może się okazać np. otrzymanie samodzielnego miejsca do pracy.

Motywacja to sprawa pokoleniowa

Na różnice osobowościowe nakładają się jeszcze różnice pokoleniowe. Dla pracowników, którzy aktualnie wchodzą na rynek pracy (pokolenie Y) oraz tych, którzy dopiero będą zasilać szeregi pracowników w najbliższym czasie (generacja Z), ważne są inne sprawy niż dla pokolenia X.

O ile starsi pracownicy są bardziej podatni na korzyści wynikające z rozwoju kariery (awans, wyższe wynagrodzenie) i gotowi są wiele poświęcić, by zwiększyć skalę swoich osiągnięć, o tyle dla młodszych większe znaczenie ma możliwość osiągania równowagi pomiędzy życiem zawodowym a osobistym.

Jeśli więc pracodawca pozwoli im na osiągnięcie tzw. „work life balance”, np. poprzez zapewnienie elastycznego czasu pracy, umożliwienie wykonywania części zadań zdalnie lub przyznanie w nagrodę dodatkowych kilku dni urlopu, dla młodych pracowników może to stanowić większą motywację niż perspektywa karnetu na zajęcia sportowe.

Z pracownikami trzeba rozmawiać

W codziennej praktyce nie należy jednak kierować się ani uogólnieniami sprowadzającymi zarządzanie pracownikami do zbioru uniwersalnych reguł, ani wynikami badań, które uśredniają indywidualne preferencje badanych osób. Jedynym sposobem, aby dowiedzieć się, co faktycznie motywuje konkretnych (a nie statystycznych! ) pracowników, jest rozmawianie z nimi o ich potrzebach.

– Wielu szefów z protekcjonalnym uśmiechem mawia: znam moich ludzi, wiem, co na nich działa. Gdy proszę, by powiedzieli coś o potrzebach charakteryzujących ich podwładnych – milkną i sprawiają wrażenie zdziwionych. Są jeszcze bardziej zakłopotani, gdy proszę, by sięgnęli pamięcią, jak dawno rozmawiali ze swoimi pracownikami o tym, co dla nich jest w życiu ważne – mówi Adrianna Filiks.

Sprawę komplikuje fakt, że potrzeby ludzi zmieniają się w ciągu życia. Dlatego to, co motywowało Kowalskiego 10 lat temu, dziś może nie być aktualne. Dobry menedżer powinien na bieżąco badać oczekiwania zatrudnionych osób i sprawdzać, w jaki sposób mógłby zachęcić ich do bardziej zaangażowanej pracy. Dopiero na tej podstawie powinien dobierać odpowiednie narzędzia.

Lepsza motywacja = niższe koszty

Istotna jest w tym wszystkim zbieżność celów pracownika oraz firmy, w której jest zatrudniony. Właściwa motywacja to taka, która sprawia, że pracownik osiągając kolejne cele czuje się spełniony w pracy, a jednocześnie to, co robi, przekłada się na korzyści dla przedsiębiorstwa. Ta zbieżność będzie jednak możliwa tylko wtedy, gdy pracownik będzie rozumiał sens swojej pracy oraz jej znaczenie dla całej organizacji. A trudno to znaczenie wyjaśnić, nie rozmawiając.

– Ktoś może stwierdzić, że szkoda czasu na rozmowy z pracownikami o ich potrzebach. Na miejsce jednego wypalonego zaraz znajdzie się dziesięciu następnych, którzy gotowi są zająć jego miejsce – mówi trenerka Effect Group. – Zauważmy jednak, jakie koszty musi ponieść firma, zanim nowy pracownik osiągnie pożądane kompetencje i doświadczenie. Znacznie tańszym rozwiązaniem będzie zweryfikowanie podejścia szefa do motywowania pracowników, choć nie jest to zadanie łatwe – dodaje.

Jeśli osoby zatrudnione w firmie nie mają motywacji do pracy, dla przedsiębiorstwa może to oznaczać ogromne koszty. Często są one lekceważone, ponieważ nie widać ich „gołym okiem”. Najczęściej ukrywają się pod postacią złej organizacji pracy, nieefektywnych działań, czy też złej atmosfery w pracy – a wszystko to powoduje, że firma nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Koszty wynikać też będą ze wzmożonej rotacji pracowników – każdą nową osobę należy wdrożyć do pracy, a więc czas, który mógłby być przeznaczony na zwiększanie zysków firmy, trzeba poświęcić na przyuczanie nowej osoby do jej obowiązków.

Dlatego właśnie znacznie bardziej opłaca się znaleźć czas na rozmowy o potrzebach pracowników, a następnie na dopasowanie do nich systemu motywacyjnego w firmie, niż na siłę poszukiwać osób, które wpiszą się w obowiązujący w przedsiębiorstwie, niereformowalny system zarządzania.

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Grupa Waryński w ciągu 5 lat chce przeprowadzić ok. 10 etapów inwestycji mieszkaniowych. Planuje też nowe projekty, przede wszystkim w Warszawie

CEO Magazyn Polska

Dobre perspektywy przed rynkiem deweloperskim – na wysokim poziomie utrzymuje się popyt na mieszkania, rosną też ceny. Grupa Waryński w ciągu najbliższych kilku lat chce zrealizować ok. 10 etapów inwestycji mieszkaniowych na warszawskiej Woli. Jeszcze w tym roku zapadną pierwsze decyzje w sprawie nowych przedsięwzięć na terenie Warszawy, m.in. na Bemowie i Mokotowie. Ich budowa powinna rozpocząć się w 2016 roku.

Myślę, że po kryzysie w latach 2008-2009 branża jest dzisiaj silniejsza i dotyczy to zarówno deweloperów, jak i firm zajmujących się generalnym wykonawstwem. Rynek jest stabilny, dobry jest również popyt na mieszkania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jarosław Jankowski, prezes Grupy Waryński.

Z raportu firmy REAS wynika, że w ubiegłym roku w 6 największych miastach w Polsce (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi) na rynek trafiło 47,5 tys. mieszkań. To dwukrotnie więcej niż w 2013 roku. Rośnie też popyt na mieszkania. Od kwietnia 2014 roku sprzedano 43,5 tys. lokali, czyli o 20 proc. więcej niż w rekordowych dla branży latach 2007 i 2013 (ok. 36 tys.).

– Pierwsza faza naszej inwestycji Stacja Kazimierz liczy 179 mieszkań, a mamy sprzedanych już ponad 150 lokali. Jesienią planujemy rozpoczęcie kolejnego etapu sprzedaży. W drugiej inwestycji, Mieście Wola, w pierwszym etapie zostały nam dwa wolne mieszkania. To projekt nieco mniejszy – liczy 112 mieszkań. Drugi etap na 113 lokali rozpoczął się niespełna pół roku temu, a obecnie mamy sprzedanych już około 50 proc. mieszkań – mówi Jankowski.

Grupa Waryński chce zagospodarować dwie działki przy ul. Jana Kazimierza w Warszawie o łącznej powierzchni około 7 ha. Ma na nich powstać ok. 100 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Budowa wszystkich etapów mieszkaniowych w obu inwestycjach miała planowo trwać 7 lat. Jednak ze względu na wysokie tempo sprzedaży, czas ten może się skrócić nawet do 4-5 lat.

– W tym czasie na pewno chcemy rozpocząć także nowe projekty. Dzisiaj prowadzimy rozmowy dotyczące przede wszystkim Warszawy i takich dzielnic, jak Wola, Bemowo czy Mokotów – zapowiada prezes Grupy Waryński.

Zdaniem Jankowskiego duże perspektywy ma przede wszystkim Wola. Tradycyjnie dzielnica przemysłowa od kilkunastu lat obrasta w biurowce, a od kilku – w nowe osiedla mieszkaniowe. Biznesowe centrum stolicy przesuwa się na zachód, dlatego na Woli będzie przybywać inwestycji, również mieszkaniowych.

– Zachodnia część Warszawy rozwija się dynamicznie, zarówno pod kątem biurowym – co widać w okolicy Ronda Daszyńskiego i ulicy Prostej, jak i mieszkaniowym. Ulica Jana Kazimierza jest dzisiaj poligonem dla wszystkich liczących się w Warszawie deweloperów – przekonuje prezes Grupy Waryński.

Grupa Waryński stawia przede wszystkim na inwestycje mieszkaniowe. Rynek biurowy, zwłaszcza że w Warszawie jest trudny. Dlatego spółka nie wyklucza, że na osiedlach Stacja Kazimierz i Miasto Wola, gdzie planowo w ostatnich etapach, że powstanie również część biurowa, będą jedynie lokale mieszkalne.

– Widzimy po naszych inwestycjach, że ceny stopniowo rosną i taka tendencja jeszcze przez jakiś czas powinna się utrzymywać. Wszystkim, którzy chcą kupić mieszkanie, rekomenduję przyspieszyć ewentualną decyzję, gdyż jej odłożenie w czasie może skutkować wyższą ceną  – zaznacza ekspert.

Średnio za metr mieszkania na rynku pierwotnym trzeba zapłacić 7,750 zł. Choć cena utrzymuje się na stabilnym poziomie, to w maju ceny były o ok. 3 proc. wyższe niż miesiąc wcześniej.

Preferencje mieszkaniowe Polaków od kilku lat utrzymują się na zbliżonym poziomie. Największym zainteresowaniem cieszą się niewielkie (45-50 mkw.) mieszkania, przeważnie 2-pokojowe. Coraz częściej kupowane są jednak lokale nieco większe, o powierzchni do 60 metrów.

Dzisiaj jest spora grupa klientów, i  zaczyna być powoli dominująca, chętnych na większe mieszkania. Mówimy o pierwszym mieszkaniu dla rodziny, lokalach 3-pokojowych, które są dzisiaj najchętniej poszukiwane. Uwzględniamy je w naszej ofercie i w kolejnych planowanych etapach inwestycji – podkreśla Jarosław Jankowski.

Spółka Braster 39 mln zł z nowej emisji akcji przeznaczy na budowę linii produkcyjnej i rozpoczęcie sprzedaży. Pierwsze przychody pod koniec 2016 r.

CEO Magazyn Polska

W ramach przejścia Braster SA z rynku NewConnect na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, spółka przeprowadziła nową emisję akcji o wartości 39 milionów złotych. Środki przeznaczone zostaną m.in. na budowę linii technologicznej oraz opracowanie komercyjnej wersji urządzenia Braster Tester, służącego do samodzielnej diagnostyki raka piersi. Sprzedaż ma ruszyć w drugiej połowie 2016 roku.

W listopadzie 2015 roku powinna zakończyć się budowa linii produkcyjnej matryc ciekłokrystalicznych, które posłużą do produkcji urządzenia diagnostycznego Braster Tester. Koszt wykonania linii szacowany jest na około 11,7 miliona złotych, z czego większość pochodzić będzie ze środków uzyskanych z ostatniej emisji akcji spółki.

– Zgodnie z umową i kontraktem linia produkcyjna ma powstać do końca listopada tego roku i nie przewidujemy tutaj żadnych odchyleń. Wszystko idzie zgodnie z planem, harmonogram jest realizowany tak, jak został ustalony, więc spodziewam się, że na początku grudnia będziemy świętować zakończenie budowy – informuje Marcin Halicki, prezes zarządu spółki Braster.

W opinii zarządu środki pozyskane z emisji akcji mają wystarczyć do tego, aby już jesienią przyszłego roku rozpocząć sprzedaż na terenie Polski. Choć spółka istnieje od 2008 roku, na razie nie osiąga jeszcze żadnych przychodów. Mimo to zainteresowanie ostatnią ofertą było bardzo duże. Oferującym udało się uplasować całą emisję akcji. Wśród wiodących akcjonariuszy znajdują się obecnie takie podmioty, jak Dom Maklerski BOŚ (5,8 proc. akcji) czy Ipopema TFI SA (5,7 proc.).

– Ku naszemu zaskoczeniu wszystkie rodzaje funduszy były nami zainteresowane. Uważam to za duży sukces, że w naszym akcjonariacie znajduje się obecnie kilkunastu inwestorów instytucjonalnych –  głównie to TFI, ale również kilka OFE mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Halicki.

Prezes Braster SA zwraca uwagę na bardzo stabilny akcjonariat spółki. Obecni udziałowcy ulokowali swój kapitał z pełną świadomością tego, że pierwsze przychody spodziewane są dopiero pod koniec 2016 roku, a spółka znajduje się dopiero w początkowej fazie rozwoju.

– Jeżeli są zdecydowani, żeby w nas zainwestować teraz i towarzyszyć nam przez ten okres rozwoju do rozpoczęcia sprzedaży, kiedy te wyniki finansowe wreszcie się pojawią, robią to z pełną świadomością, że inwestycja ta wymaga cierpliwości – tłumaczy przedstawiciel spółki Braster.

Branża telemedyczna charakteryzuje się bardzo wysokimi marżami handlowymi. Na podstawie innych biznesów osiągających przychody oparte na usługach dostarczanych abonamentowo lub w formie pakietów medycznych ich wysokość można szacować nawet na 70 proc.

– Zakładamy między 60 a 70 proc. marży, po tym jak nasz model biznesowy się ustabilizuje – prognozuje Halicki.

Spółka Braster zadebiutowała na rynku alternatywnym NewConnect w grudniu 2012 roku. Pod koniec czerwca bieżącego roku przeniosła notowania na główny parkiet GPW.

P. Bielski (BZ WBK): mimo sytuacji w Grecji Polska wciąż atrakcyjnym miejscem dla inwestorów długoterminowych

CEO Magazyn Polska

Ponad 60 proc. obywateli Grecji w niedzielnym referendum zagłosowało przeciwko korzystaniu z dalszej pomocy finansowej od międzynarodowych instytucji na ich warunkach. Wynik głosowania nie przesądza jeszcze o opuszczeniu przez Ateny Unii Europejskiej, jednak ryzyko takiego scenariusza wyraźnie wzrosło. Choć eskalacja kryzysu może mieć znaczny wypływ na rynki finansowe, to jednak w dłuższej perspektywie Polska pozostaje bezpiecznym miejscem do inwestowania.

– Jeżeli mówimy o inwestorach portfelowych, krótkoterminowych, to oni w tej chwili głównie patrzą na sytuację w Grecji, czyli kierują się emocjami, kierują się nastrojami. I nawet gdybyśmy mieli najlepsze dane makroekonomiczne z kraju, to w sytuacji grexitu, jakichś większych perturbacji z tym związanych, to będziemy mieli do czynienia z ucieczką kapitału z Polski, tego portfelowego kapitału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Ekspert zaznacza jednak, że dla inwestorów długoterminowych Polska w dalszym ciągu pozostaje bardzo atrakcyjnym miejscem. Krótkoterminowa panika rynkowa paradoksalnie sprzyja inwestowaniu w naszym kraju. Przecena pozwala bowiem na wejście na rynek przy atrakcyjniejszych poziomach cenowych. Indeks giełdowy WIG20 znajduje się obecnie najniżej od połowy stycznia.

– Bo klimat inwestycyjny czy ogólnie perspektywy polskiej gospodarki aż tak bardzo się nie zmieniają pod wpływem zmian nastroju związanych z Grecją. Natomiast złoty jest tańszy, co powoduje, że inwestowanie u nas jest bardziej atrakcyjne – wyjaśnia Bielski.

Niepewność inwestorów co do przyszłości strefy euro przekłada się na notowania zarówno wspólnej waluty europejskiej, jak i polskiego złotego. Obecnie za jednego dolara należy zapłacić ponad 3,80 zł. Ostatni raz tak wysokie poziomy notowano w drugiej połowie maja.

– Myślę, że dla Polski najważniejsza będzie kwestia, czy w konsekwencji grexitu nastąpi jakiś niekontrolowany rozwój kryzysu na rynkach finansowych i być może kolejny kryzys zadłużeniowy, kolejna fala recesji w krajach Unii Europejskiej, czy jednak ten kryzys jest do opanowania – ocenia ekonomista BZ WBK.

W opinii Piotra Bielskiego pozostałe państwa strefy euro powinny być w stanie zahamować ekonomiczne skutki ewentualnego grexitu. Problem stanowi jednak niepewność, co do faktycznego wpływu takiego scenariusza na rynki finansowe. Kluczowa w tym przypadku może okazać się kondycja Niemiec, jak i pozostałych gospodarek europejskich.

– Najważniejsze będzie właśnie to, czy  jesteśmy w stanie zahamować to rozprzestrzenianie się kryzysu i recesji w Europie. Oczywiście też ważną kwestią będzie np. to, co z polityką Fedu. Bo wyjście Grecji ze strefy euro też może wpłynąć na decyzję amerykańskiego banku centralnego o terminie podwyżki stóp – wyjaśnia ekonomista.

Finansowanie najbliższego programu unijnego z powodu grexitu może być realnie zagrożone. Według Piotra Bielskiego ziszczenie najgorszego scenariusza będzie równoważne z początkiem końca Unii Europejskiej.

– Gdyby rzeczywiście tak było, że w następstwie wyjścia Grecji mamy to rozprzestrzenianie się paniki, rozprzestrzenianie się recesji, w efekcie też kryzysu zadłużeniowego i np. te populistyczne ruchy w innych krajach południa Europy nabierają znaczenia i rozsadzają od środka Unię Europejską, to to by oznaczało w ogóle koniec Unii Europejskiej i finansowania z tego tytułu – ostrzega ekspert Banku BZ WBK.

Piotr Bielski zaznacza jednak, że jest to scenariusz ekstremalny, którego ziszczenie się jest bardzo mało prawdopodobne.

Mimo negatywnego wyniku referendum oraz dymisji ministra finansów Janisa Varoufakisa rozmowy między Grecją a wierzycielami będą kontynuowane. Ateny mają jednak mało czasu. Na 20 lipca przypada bowiem termin wykupu obligacji o wartości 3,5 miliarda euro, będących w posiadaniu Europejskiego Banku Centralnego. Brak terminowego rozliczenia zobowiązań będzie skutkować dalszą eskalacją kryzysu.

A. Halicki: Niebawem na poczcie zapłacimy kartą. Będzie również więcej e-usług administracyjnych

CEO Magazyn Polska

Niebawem klienci Poczty Polskiej powinni mieć możliwość płacenia kartą – zapowiada minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki. Zyskają oni również możliwość załatwiania w placówce pocztowej wielu spraw administracyjnych. Rozwijanie i unowocześnianie oferty umożliwiają Poczcie Polskiej osiągnięte wyniki – 2014 rok był piątym rokiem z rzędu  zyskiem.

Na poczcie powinniśmy móc płacić kartą. Oczekuje się tego od dawna i myślę, że niebawem uda się to spełnić – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – Powinniśmy także otrzymać możliwość załatwienia spraw administracyjnych i to jest kolejny etap rozwoju Poczty Polskiej i współpracy z Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji.

2014 był piątym rokiem z rzędu z zyskiem. Tym razem wyniósł on 142 mln zł i był o 52 proc. wyższy niż rok wcześniej. Zysk udało się zwiększyć mimo coraz silniejszej konkurencji na rynku i dalszych spadków w segmencie papierowej korespondencji (o 10 proc.).

Dobry wynik w bardzo trudnym roku oznacza jedno – dzisiaj można z dużo większym optymizmem planować rozwój, inwestycje, a także wydatki związane z zatrudnianiem, innowacyjnością, bo myślimy o punktach, które powinny także serwować nowoczesne usługi,  oraz o rozwoju firm, które związane są z tymi usługami w ramach Grupy. Poczta Polska jako narodowy operator, jako operator wyznaczony ma przed sobą lata dynamicznego rozwoju – mówi Andrzej Halicki.

To był rok, kiedy po raz pierwszy utraciliśmy obsługę sądów i prokuratur, więc 290 mln zł uciekło nam z przychodów. Musieliśmy to nadrobić i poszukać inicjatyw nowych, przychodowych i oszczędnościowych. Cała Poczta była w to zaangażowana – mówi Jerzy Jóźkowiak, prezes Poczty Polskiej.

Podkreśla, że dobre wyniki to m.in. zasługa skutecznej restrukturyzacji. Spółce udało się utrzymać dyscyplinę kosztową – w ubiegłym roku koszty były o 300 mln zł niższe niż przed rokiem.

Motorem wzrostu był za to rynek usług paczkowo-kurierskich. Wzrost Poczty Polskiej w tym segmencie był dwukrotnie szybszy niż na całym rynku. Usługi kurierskie stanowią połowę wolumenu na tym rynku i w ubiegłym roku wzrosły o 50 proc. Tak dobre wyniki powodują, że ten segment znalazł się w centrum strategii Poczty Polskiej. Spółka chce w tym segmencie osiągnąć 1,5 mld zł przychodów do 2020 roku (100-proc. wzrost).

Usługi e-commerce są dla nas najważniejsze z perspektywy przyszłości. Zakładamy, że będziemy potrzebować ok. 0,5 mld zł na inwestycje w samo e-commerce, a w perspektywie 2020 roku inwestycje Poczty sięgną 1,5 mld zł – podkreśla Jóźkowiak. – Myślimy też o zautomatyzowanych liniach do sortowania paczek, czyli dostosowaniu się do potrzeb klienta.

Poza ofertą usług logistycznych spółka chce rozwijać także usługi bankowe i ubezpieczeniowe.

Poczta Polska będzie inwestować także w ludzi – na przestrzeni ostatnich lat wydatki na ten cel sięgnęły 600 mln zł (w 2014 roku 240 mln zł). Inwestycje objęły projekty rozwojowe wspierające m.in. aktywizację sprzedaży, obsługę klienta i jakość świadczenia usług.

Drugim priorytetem jest usprawnianie procesów, co oznacza duże inwestycje w nowoczesne systemy informatyczne

Poczta dotąd jeszcze nie ma scentralizowanego systemu księgowego, co jest już domeną wszystkich dużych spółek Skarbu Państwa. Poza tym system okienkowy, który usprawni i ułatwi obsługę klientów, i wszystkie inne rzeczy wspomagające obsługę klienta – podkreśla prezes Poczty Polskiej.

Świadczenie emerytalne warto przeliczyć. Większe korzyści dla absolwentów i przebywających na urlopach wychowawczych przed 1999 r.

CEO Magazyn Polska

Nowe zasady ustalania kapitału początkowego mogą pomóc zwiększyć emeryturę. Na wyższe świadczenie mogą liczyć matki, które przebywały na urlopie wychowawczym, można też liczyć na większe korzyści za okres studiów. Przepisy pozwalają też na wybór tej tablicy dalszego trwania życia, która jest korzystniejsza dla emeryta. Wniosek o przeliczenie można złożyć w dowolnym momencie – ZUS ma 60 dni na jego rozpatrzenie.

Nowa regulacja daje osobom, które mają zreformowane emerytury lub ubiegają się o nie, możliwość wybrania tablicy średniego dalszego trwania życia, albo tej z momentu ubiegania się o emeryturę, albo wówczas, gdy osiągały wiek emerytalny. To praktyczna korzyść dla emerytów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Bednarczyk, dyrektor Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Z tablic dalszego trwania życia ogłaszanych przez GUS w ostatnich latach wynika, że średni wskaźnik dalszego trwania życia ulega stopniowemu wydłużeniu. Dotychczas nawet mimo wyższych składek wzrosty emerytur nie były odczuwalne, bo wydłużał się również wiek życia na emeryturze. Teraz dla osób, które po przekroczeniu wieku emerytalnego pracowały lub pracują, świadczenia po nowych zasadach przeliczania mogą okazać się wyraźnie wyższe.

Osoba, która ma wiek emerytalny np. 60 lat i 8 miesięcy, składa wniosek o emeryturę w wieku 64 lat. Zgodnie z dotychczasowymi przepisami bierze się tablicę średniego dalszego trwania życia z tego roku, w którym wniosek jest składany. A jeśli popatrzymy na tablicę z 2015 roku i tablicę sprzed 4 lat, to oczywiście dla osoby 64-letniej zauważymy istotną różnicę – tłumaczy ekspertka.

Dla osób 64-letnich urodzonych w styczniu jeszcze w 2012 roku GUS prognozował średnio 220,2 miesiąca życia, w 2014 już 221,7 a w 2015 roku – 226,2 miesiąca. Teraz będzie można wybrać do wyliczenia emerytury tę tablicę, która jest korzystniejsza.

Dzięki zmianie ustawy na wyższe emerytury mogą liczyć matki, które urodziły dziecko i przebywały na urlopie wychowawczym przed 1999 rokiem. Za każdy rok tego okresu uwzględnia się po 1,3 proc. podstawy wymiaru kapitału początkowego, a nie jak dotychczas po 0,7 proc. podstawy wymiaru. Na zmianie mogą skorzystać również te osoby, które studiowały przed 1999 rokiem, bo uwzględniony może zostać dłuższy wymiar okresu studiów wyższych.

Aby skorzystać z przepisów zmienionych od maja, osoba, która pobiera już emeryturę, powinna złożyć wniosek o przeliczenie. Nie ma żadnego określonego terminu. Wniosek można złożyć w każdym momencie. Działa on na pierwszy dzień miesiąca, w którym został złożony. Nie ma więc obawy, że niezłożenie wniosku w ciągu kilku miesięcy spowoduje, że utraci się ewentualne korzyści – przypomina Bednarczyk.

Na wydanie decyzji trzeba czekać do 60 dni od daty ustalenia ostatniej okoliczności. Ekspertka zaznacza jednak, że jest to czas maksymalny, a ZUS stara się załatwiać sprawy w miarę ich wpływu. Przeciętny czas oczekiwania na decyzję może wynosić ok. 30 dni. Co więcej, nie ma obowiązku składania wniosku na określonym druku, choć taki został przygotowany.

Wniosek złożony nawet na zwykłej kartce będzie przyjęty, jeśli tylko wynika z niego, o co dana osoba się ubiega, czy o przeliczenie kapitału początkowego, czy o emeryturę. Wniosek można złożyć w każdej placówce ZUS. Nawet jeśli trafi do niewłaściwego organu, na pewno zostanie przekazany właściwemu i tam też będzie rozpatrzony – podkreśla Ewa Bednarczyk.

Stock Polska z nowym centrum logistycznym w Lublinie. Większe możliwości magazynowania i dystrybucji

0

CEO Magazyn Polska

Producent alkoholi Stock Polska otworzył w Lublinie nowe centrum logistyczne. Obiekt ma zrewolucjonizować łańcuch dostaw w firmie, począwszy od zamówień butelek czy etykiet, poprzez możliwości magazynowania, aż po dystrybucję na rynki zbytu. To kolejna już inwestycja Stock Polska w regionie – pół roku temu zakończyła się budowa nowych instalacji produkcyjnych.

Bardzo się cieszę, że możemy otworzyć nowe centrum logistyczne Stock Polska w Lublinie. Jest to dopełnienie wieloletnich inwestycji w produkcję. Teraz mamy obiekt logistyczny, dzięki któremu możemy tę produkcję obsługiwać na światowym poziomie – mówi agencji Newseria Allan Jagger, dyrektor logistyki i systemów operacyjnych Stock Polska.

Praca w nowym obiekcie ruszy w ciągu kolejnych tygodni. Będą go obsługiwać pracownicy obecnego centrum logistycznego w Niemcach koło Lubartowa.

Teraz, po oficjalnym otwarciu inwestycji, naszym priorytetem jest wprowadzenie się do nowego budynku i uczynienie go w pełni operacyjnym, tak byśmy mogli oferować wszystkie usługi, których potrzebują nasi klienci – mówi Jagger.

Jak podkreśla, nowe centrum ma znacznie zwiększyć łańcuch dostaw w Stock Polska. Nowy obiekt to nie tylko większa elastyczność i możliwości magazynowania, lecz także integracja procesów planowania całej produkcji i dystrybucji w łańcuchu dostaw.

Centrum znajduje się znacznie bliżej naszej fabryki, więc cały łańcuch dostaw korzysta na tej inwestycji. Ważnym aspektem jest większa elastyczność – od zamówień do wyrobów gotowych – podkreśla Allan Jagger. – Dzięki temu skupiamy całą naszą aktywność logistyczną w jednym miejscu. Oznacza to, że mamy możliwość przechowywania całej produkcji z zakładu w Lublinie i możemy prowadzić dystrybucję na wszystkie nasze rynki, nie tylko w Polsce.

Nowe centrum logistyki o powierzchni 33,5 tys. mkw. będzie dzierżawione od firmy Goodman, która buduje parki logistyczne i nimi zarządza. Przedstawiciele spółki zapowiadają, że to początek ich obecności we wschodniej części Polski.

To miejsce jest naturalne zarówno dla Goodmana, jak i dla Stocka. Stock ma swoją fabrykę oddaloną zaledwie kilka kilometrów stąd, w centrum Lublina. Goodman jest bardzo aktywnym deweloperem w całej Europie, również w Polsce, ale do tej pory nie byliśmy obecni w tym rejonie – mówi Jarosław Czechowicz, portfolio menadżer odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Goodman. – Ta lokalizacja jest świetna, gdyż jest doskonale połączona z resztą kraju oraz z Lublinem. W związku z tym zarówno Stock, jak i my wiążemy z nią bardzo duże nadzieje.

W grudniu 2014 roku Stock Polska zakończyła inwestycję w nowe zaawansowane technologicznie instalacje, które są wykorzystywane w produkcji wódek czystych i alkoholi smakowych. W lubelskiej fabryce produkowanych jest ponad 40 różnych alkoholi wysokoprocentowych, mi.in. Żołądkowa de Luxe i Lubelskie.

Wakacje to okres żniw dla cyberprzestępców. Celem coraz częściej są urządzenia mobilne

CEO Magazyn Polska

Urządzenia mobilne, z których korzystamy podczas wyjazdów, są szczególnie narażone na ataki cyberprzestępców. Eksperci radzą, żeby nie logować się do niezabezpieczonych sieci, a jeśli już jest konieczność skorzystania z nich, to lepiej unikać transakcji bankowych. Ryzyko jest większe, bo wciąż niewielu użytkowników smartfonów chroni swój sprzęt odpowiednim oprogramowaniem. Na rynku jest wiele narzędzi gwarantujących ochronę, a ich koszt nie musi przekraczać 10 zł miesięcznie.

Podczas wakacji częściej myślimy o tym, jak wypocząć, jak się cieszyć słońcem. Jednocześnie musimy raz na jakiś czas skorzystać z internetu, nawet niekoniecznie w celu sprawdzenia służbowej poczty, ale chociażby po to, aby wykonać przelew, spłacić kartę albo upewnić się, że na koncie znajduje się właściwa ilość środków finansowych. Zainteresowani głównie realizacją celu bardzo często nie zwracamy szczególnej uwagi na to, w jakich okolicznościach i w jakich miejscach łączymy się z siecią. Hakerzy starają się to bardzo sprytnie i szybko wykorzystać – mówi agencji Newseria Biznes Michał Iwan, dyrektor zarządzający F-Secure Polska.

Główne zagrożenie wynikają z korzystania z niezabezpieczonych sieci internetowych. Logujemy się w pubach, restauracjach, hotelach czy na lotniskach, nie zwracając uwagi na to, czy jest to sieć zabezpieczona hasłem i jak silne jest to hasło. Ekspert przekonuje, że podczas korzystania z takich sieci, powinniśmy unikać wykonywania transakcji bankowych i finansowych.

Jeżeli już to musimy zrobić, to zwracajmy uwagę na to, czy urządzenie jest chronione. Nikt za nas nie pomyśli o bezpieczeństwie, nie oczekujmy tego tylko od udostępniającego połączenie z internetem czy od samej platformy do płatności, gdyż wiele zagrożeń czyha na nas jeszcze zanim wylądujemy na szyfrowanej stronie banku. Pamiętajmy, że inne zabezpieczenia mamy na komputerach osobistych, a inne na telefonach komórkowych. Niezależnie od tego, czy korzystamy z urządzenia z systemem Windows, czy z systemem Android, może ono stać się celem ataku hakera – mówi Michał Iwan.

Jednym z zabezpieczeń jest system antywirusowy na urządzenia mobilne. Iwan przekonuje jednak, że jeszcze bardziej skuteczną ochronę daje VPN, czyli aplikacja, która zabezpiecza połączenia odpowiednim kluczem.

Jeżeli nawet haker będzie próbował przechwycić nasz ruch, nie będzie go w stanie odczytać, bo będzie on zabezpieczony odpowiednim algorytmem szyfrującym – wyjaśnia Michał Iwan.

Wciąż jednak niewielu użytkowników urządzeń mobilnych ma świadomość zagrożeń i stara się przed nimi chronić. Eksperci przekonują, że na rynku jest wiele produktów, które mogą zabezpieczyć smartfony i tablety, trzeba tylko wybrać odpowiednie. Również koszt nie jest dużym problemem, bo skuteczne oprogramowanie można kupić za mniej niż 10 złotych miesięcznie. Producenci tacy jak F-Secure i inni umożliwiają wykupienie licencji na określoną liczbę miesięcy, tak więc koszt nie musi równać się rocznej subskrypcji.

Na rynku jest wiele różnych rozwiązań. W sklepach internetowych zdarzają się jednak oprogramowania, które podają się za program antywirusowy, wcale nimi nie będąc. De facto mogą wyrządzić więcej szkód niż pożytku. Dlatego spędźmy trochę czasu na tym, żeby wybrać odpowiednie rozwiązanie, albo zaufajmy komuś, kto taką wiedzę już ma – doradza Iwan.

Wyjaśnia, że niektóre dostępne na rynku narzędzia chronią tylko przed wirusami, a niektóre także przed innymi zagrożeniami. Ekspert zwraca uwagę na konieczność ochrony przed tzw. trackingiem, czyli śledzeniem naszych ruchów w sieci. Dzięki niemu usługodawcy wiedzą, co lubimy, gdzie przebywamy i jakie mamy preferencje zakupowe.

Na przykład F-Secure Freedome chroni ruch między użytkownikiem a punktem, z którym chce się on połączyć, ale zapobiega też trackingowi – mówi Michał Iwan. – Warto stosować rozwiązania, które sprawią, że będziemy w internecie anonimowi. Nie jest tajemnicą, że w momencie kiedy usługodawca zda sobie sprawę z tego, że jesteśmy czymś bardziej zainteresowani niż inny użytkownik, może za pośrednictwem wszelkiego rodzaju dostępnych na rynku mechanizmów wystawiać w sklepach wyższą cenę dla nas niż dla pozostałych użytkowników – dodaje.

Podkreśla, że ewentualne straty poniesione w wyniku cyberataku znacznie przekraczają koszt zakupu zabezpieczenia.

Polska Ekstraklasa coraz bezpieczniejsza. Tylko jeden poważny incydent w minionym sezonie

0

CEO Magazyn Polska

Bezpieczeństwo na stadionach coraz większe. Tylko jeden incydent z użyciem przemocy fizycznej i dwa na tle rasistowskim  to bilans minionego sezonu polskiej Ekstraklasy. Dwa razy dla publiczności został także zamknięty stadion. Problemem nadal pozostaje jednak używanie materiałów pirotechnicznych przez kibiców.

Polska Ekstraklasa staje się coraz bezpieczniejsza. W zakończonym na początku czerwca sezonie doszło do znacznie mniejszej liczby przypadków naruszenia porządku niż w latach ubiegłych. Z raportu „Bezpieczeństwo na meczach Ekstraklasy w sezonie 2014/2015” wynika, że podczas wszystkich 296 meczów Ekstraklasy miał miejsce tylko jeden incydent z użyciem przemocy. Oznacza to, że liczba poważnych zakłóceń porządku zmniejszyła się o ponad 83 proc. w stosunku do sezonu 2013/2014.

– Na stadionach Ekstraklasy nie mamy incydentów związanych z rasizmem w dużej liczbie – były tylko dwa takie przypadki, ten spadek nas cieszy. Spadły znacząco także statystyki dotyczące pirotechniki, aż o kilkanaście procent – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Animucki, wiceprezes Ekstraklasa SA.

W minionym sezonie zanotowano 54 przypadki użycia materiałów pirotechnicznych podczas meczów. To o 14 mniej w stosunku do sezonu poprzedniego, nadal jednak dość dużo. W okresie od 18 lipca 2014 do 7 czerwca 2015 tylko dwa razy zostały ponadto podjęte decyzje o zamknięciu stadionu lub trybun. W sezonie poprzednim decyzje takie zapadły aż 19 razy. Zdaniem przedstawicieli Ekstraklasy poprawa bezpieczeństwa na stadionach to w dużej mierze efekt wdrożonego dwa lata temu projektu „Bezpieczne stadiony Ekstraklasy”.

– To jest proces długotrwały. Różnego rodzaju incydenty na stadionach Bundesligi, Premier League czy ligi hiszpańskiej pokazują, że nie wszystko jest tak, jak byśmy sobie życzyli. W porównaniu do głównych lig jesteśmy jednak naprawdę na bardzo dobrym poziomie. Chwalą nas nawet przedstawiciele lig zagranicznych czy zachodni eksperci – mówi Marcin Animucki.

Wiceprezes Ekstraklasa SA twierdzi, że poprawa bezpieczeństwa na stadionach była możliwa dzięki współpracy różnych podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, a więc środowiska piłkarskiego, policji, administracji publicznej (głównie samorządów lokalnych) oraz organizacji kibicowskich. W następnych latach Ekstraklasa zamierza kontynuować tę politykę. Planuje też odchodzić od zamykania stadionów i trybun, co okazało się mało efektywnym sposobem walki z zagrożeniami bezpieczeństwa podczas meczów.

– Wsparcie przez samorządy czy administrację publiczną budowy nowoczesnych stadionów pozwoliło na stworzenie bazy, na której kluby dzisiaj budują kwestię związaną z bezpieczeństwem. Nowoczesne stadiony są tak zaprojektowane, aby były bezpieczne. Kluby przeznaczają także wiele pieniędzy na zabezpieczenie imprez masowych, chodzi tutaj o bardzo wysoki poziom stewardingu czy ochrony meczu mówi Marcin Animucki.

Nowy sezon Ekstraklasy rozpocznie się 17 lipca, a zakończy 21 maja 2016.

Po zamachach w Tunezji polscy turyści wybierają inne kraje basenu Morza Śródziemnego. Więcej osób decyduje się na wypoczynek w Polsce

CEO Magazyn Polska

Zagrożenie terroryzmem sprawiło, że turyści rezygnują z wyjazdu do Tunezji, dotychczas będącej jedną z najpopularniejszych wakacyjnych destynacji. Zyskają na tym inne kraje basenu Morza Śródziemnego – Hiszpania, Turcja, Egipt i kraje bałkańskie. W tym roku najchętniej wybieramy Grecję, mimo zawirowań politycznych i ekonomicznych. Ceny wyjazdów utrzymują się na zbliżonym poziomie, ze względu na ataki terrorystyczne niższy jest koszt wyjazdu do Tunezji.

W związku z wydarzeniami w Tunezji inne kraje mogą zyskać na popularności. To tradycyjnie rejon basenu Morza Śródziemnego, czyli Grecja, Turcja, Egipt, Hiszpania, również Bułgaria, Chorwacja i inne kraje bałkańskie – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki (PIT).

W ubiegłym roku Tunezja była jednym z najpopularniejszych wakacyjnych kierunków. Wyjechało tam ponad 100 tys. polskich turystów. W tym roku już po marcowych zamachach biura podróży notowały spadek zainteresowania tym krajem. Z danych generowanych przez systemy rezerwacyjne wynika, że sprzedaż spadła o blisko 30 proc. Po czerwcowych zamachach część biur podróży wycofała Tunezję ze swojej oferty.

Jest też grupa turystów, którzy nie chcą słyszeć o odwołaniu wyjazdu. Trzeba do tego podchodzić indywidualnie. Zalecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest takie, aby powstrzymywać się od wyjazdów do tego kraju. W Polsce turyści reagują zawsze tak samo  kierunek, w którym coś się wydarzyło, jest ponownie popularny po około 2 miesiącach – wskazuje ekspert.

Więcej osób może zdecydować się na wypoczynek w Polsce. W tym roku ma być to blisko 10 mln osób, o 1 mln więcej niż w roku ubiegłym. Z badań firmy Nielsen Polska, zleconych przez Mondial Assistance, wynika, że najpopularniejszym zagranicznym kierunkiem, podobnie jak rok temu, jest Grecja. W 2014 roku wybrał ją co czwarty polski turysta. W tym roku, niezależnie od sytuacji ekonomicznej Grecji, wciąż wybierze ją wielu turystów, zwłaszcza że w ofercie biur podróży pojawiły się mniejsze wyspy, gdzie dotychczas wyjazdów nie było.

Grecja jako kierunek wyjazdów zorganizowanych w tym roku bije rekordy popularności. Nie obserwujemy żadnych zmian po tym okresie, kiedy pojawiły się informacje medialne dotyczące możliwości wystąpienia różnych problemów, np. z podejmowaniem gotówki z bankomatów – zaznacza Niewiadomski.

Ekspert przypomina, że podczas wyjazdu do Grecji należy zabrać więcej gotówki, bo wypłata pieniędzy z bankomatu może być utrudniona. W przypadku turystów, którzy podróżują na własną rękę, warto oprócz wyrobienia karty EKUZ wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Pojawiają się sygnały o możliwych problemach w funkcjonowaniu publicznej służby zdrowia.

Klienci, którzy wyjeżdżają za pośrednictwem biur podróży i korzystają z zorganizowanego wypoczynku, mają takie ubezpieczenie w pakiecie. Komercyjne ubezpieczenie kosztów leczenia i następstw nieszczęśliwych wypadków to obowiązek ustawowy biur podróży – przypomina prezes PIT.

Mniejsze zainteresowanie turystów Tunezją raczej nie wpłynie na wzrost cen wycieczek do innych krajów.

Ceny wycieczek do Tunezji minimalnie spadły. Tutaj decydują prawa popytu i podaży, ale dopiero pod koniec sezonu turystycznego będziemy mogli przeanalizować dokładnie, jaki efekt spowodowały ostatnie wydarzenia – ocenia Niewiadomski.

W tym roku średni szacowany koszt wyjazdu wakacyjnego na jedną osobę jest tylko nieznacznie wyższy, to wzrost z 1,6 tys. zł w 2014 roku do blisko 1,8 tys. zł. Wybierając zagraniczny wypoczynek, należy liczyć się z kosztem 2,6 tys. zł. Połowę tego zapłacimy za wypoczynek w Polsce.

Ile zapłacimy za miejsce postojowe w garażu podziemnym?

W jakiej cenie deweloperzy oferują miejsca postojowe w powstających osiedlach? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl przeprowadzili sondę wśród firm by sprawdzić, w których inwestycjach nabywcy mieszkań są zobligowani do ich zakupu.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od miasta i charakterystyki projektu. W inwestycjach realizowanych przez LC Corp ceny miejsc postojowych wynoszą od 15 tys. zł do 40 tys. zł, a ich zakup nie jest obligatoryjny.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

W ofercie każdej z naszych inwestycji znajdują się miejsca garażowe. W zależności od projektu koszt ich zakupu wynosi od 29 tys. do 45 tys. zł. Miejsca postojowe są na ogół przyporządkowane do zakupu lokalu, jednak nie zawsze ich nabycie jest konieczne. Wszystko zależy od uwarunkowań konkretnego budynku.

Karolina Guzik, koordynator sprzedaży Skanska Residential Development Poland

Na położonym na pograniczu Żoliborza i Bielan Osiedlu Mickiewicza klienci mogą nabyć miejsce garażowe w parkingu podziemnym nieobligatoryjnie w cenie 39 900 zł. Natomiast w Parku Ostrobramska na warszawskiej Pradze-Południe zakup ten jest obligatoryjny, a jego koszt to 24 900 zł. Parkingi, wyposażone w odpowiednią wentylację i czujniki, przystosowane są również do samochodów z instalacją LPG. W Parku Ostrobramska mieszkańcy mają także do dyspozycji ładowarkę do samochodów elektrycznych.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Garaże w naszych projektach kosztują średnio 25 tys. zł, a ich zakup do niektórych mieszkań nie jest konieczny.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

Zakup miejsc garażowych w naszych inwestycjach jest obowiązkowy. Ceny miejsc garażowych kształtują się od 25 tys. zł za miejsce standardowe do 36 tys. zł za miejsce podwójne . Ceny są zależne od rodzaju i wielkości miejsca postojowego.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

W większości naszych inwestycji w podziemiach zaaranżowany jest garaż przynależny do nieruchomości. Średni koszt wykupu miejsca parkingowego wynosi 27 000 zł. Zakup miejsca garażowego we wszystkich inwestycjach Wawel Service jest dobrowolny.

Michał Witkowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Z zasady w naszych inwestycjach zakup miejsca parkingowego w podziemnym garażu jest obowiązkowy. Wyjątkiem jest nasza aktualna oferta w budynku ConceptHouse Mokotów, gdzie klient sam może podjąć decyzję, czy chce zdecydować się również na zakup miejsca garażowego. W tej inwestycji w ramach promocji – Ostateczna wyprzedaż – obniżyliśmy koszt miejsca postojowego do 26 tys. zł.

Miejsca postojowe w naszych inwestycjach zazwyczaj kosztują ok. 40 tys. zł, w zależności od projektu i kondygnacji garażu. Im niższy poziom, tym cena jest niższa.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Ceny miejsc garażowych rozpoczynają się w naszych inwestycjach od 10 tys. zł. W takiej cenie można je nabyć w Oazie Piątkowo w Poznaniu. W większości inwestycji cena wynosi ok. 20 tys. zł. Miejsce garażowe zapewnia wygodę i bezpieczeństwo pojazdów mieszkańców. Można je także potraktować jako inwestycję i przeznaczyć pod wynajem.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Miejsce parkingowe w garażu podziemnym w naszych inwestycjach kosztuje od 24 900 do 39 000 zł. Zakup miejsc postojowych nie jest z zasady obowiązkowy, są jednak wyjątki. W inwestycji Central Park Ursynów przy ul. Kłobuckiej w Warszawie na obszarze ponad 10 hektarów, w 24 budynkach powstanie ponad 2 500 mieszkań, a cały ruch kołowy po osiedlu będzie zlokalizowany w garażu podziemnym. W tym przypadku zakup miejsca parkingowego w garażu jest warunkiem koniecznym, aby zapewnić przyszłym mieszkańcom wygodne parkowanie. Cena nie jest jednak wysoka, wynosi 24 900 zł.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

W zależności od inwestycji dysponujemy miejscami parkingowymi w garażu podziemnym, miejscami naziemnymi, które zlokalizowane są na parterze budynku , miejscami na platformach parkingowych oraz tzw. miejscami rodzinnymi, umożliwiających zaparkowanie dwóch samochodów. Rodzaje miejsc determinują ceny, które kształtują się w przedziale 20-30 tys. zł.
W organizowanych często promocjach w cenie jednego miejsca można otrzymać dwa lub też miejsce parkingowe może być wliczone w cenę mieszkania. Obecnie w cenie mieszkania w budynku przy ul. Strąkowej na warszawskim Bemowie klienci otrzymują jedno miejsce parkingowe, a dodatkowe mogą dokupić w cenie 5 tys. zł. Z założenia do każdego mieszkania należy zakupić miejsce parkingowe, ale istnieją od tej reguły wyjątki.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

W warszawskiej Białołęce w osiedlu Tarasy Dionizosa zakup garażu jest obowiązkowy. Miejsce postojowe w garażu podziemnym kosztuje 24 300 zł. Do rodzinnego, podwójnego miejsca garażowego trzeba dopłacić dodatkowo 10 tys. zł.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Zakup miejsca garażowego w zależności od inwestycji jest z reguły obligatoryjny. Oprócz miejsc podziemnych, oferujemy naszym klientom również miejsca postojowe naziemne. Ceny miejsc mieszczą się w przedziałach od 10 tys. do 29 tys. zł. Niektóre z projektów, w tym mieszkania bezczynszowe, mają przewidziane jedno, a czasem dwa miejsca postojowe w cenie lokalu.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment

W zależności od lokalizacji inwestycji ceny miejsc parkingowych kształtują się na poziomie od 20 tys. do 25 tys. zł. We wrocławskiej inwestycji Skarbowców etap II miejsca postojowe są już wliczone w cenę mieszkania, która wynosi od 4750 zł /m kw. Zakup miejsc parkingowych w naszych projektach nie jest obligatoryjny.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Cena miejsca garażowego zależy od lokalizacji, co jest również związane z kosztami realizacji poszczególnych inwestycji, w tym m.in. budowy, czy zakupu działki. Najwięcej kosztują miejsca w projektach warszawskich. W 17 piętrowym budynku TRIO Apartamenty cena miejsca w garażu podziemnym wynosi 42 tys. zł, a w inwestycji Hubertus 34 tys. zł. Miejsce garażowe w gdańskim osiedlu Wolne Miasto kosztuje niespełna 20 tys. zł. W tej inwestycji oferujemy również miejsca naziemne w cenie 7 tys. zł. Szczególnie w Warszawie klienci chętnie kupują miejsca garażowe z uwagi na niedostateczną ilość miejsca do parkowania, które zapewnia miasto.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Realizowane przez Grupę Waryński kompleksy mieszkaniowe oferują rozbudowaną infrastrukturę osiedli, na którą składają się m.in. komfortowe miejsca parkingowe. W każdym z etapów naszych projektów zaplanowaliśmy miejsca parkingowe, zlokalizowane zarówno w garażach podziemnych, jak i wokół inwestycji. W żadnej z inwestycji zakup miejsca parkingowego nie jest obligatoryjny, jednak należy zaznaczyć, że cieszą się one bardzo dużym zainteresowaniem nabywców.
W przypadku Stacji Kazimierz pojedyncze miejsce parkingowe w garażu podziemnym to koszt ofertowy w wysokości 29 tys. zł. W Mieście Wola cena kształtuje się na poziomie 30 tys. zł. Przygotowaliśmy również atrakcyjne pakiety rodzinne na dwa samochody, w których cena w rozbiciu na pojedyncze miejsce jest zdecydowanie niższa.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest

Zakup miejsca postojowego w przypadku inwestycji realizowanych przez Home Invest jest obowiązkowy. Nie stanowi to jednak bariery w procesie zakupu nieruchomości, bowiem zazwyczaj klienci są zainteresowani wykupieniem miejsca, czy w garażu podziemnym, czy zewnętrznego miejsca postojowego. Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od inwestycji. Obecnie oferujemy 50 proc. rabat na miejsca postojowe w warszawskiej inwestycji Na Sokratesa na Bielanach i 10 tys. zł zniżki na miejsca garażowe w osiedlu Krasińskiego 58 na Żoliborzu.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Suma środków zainwestowanych w nieruchomości komercyjne sięgnęła w 2014 r. rekordowego poziomu 13,6 bln USD

Według najnowszej, 41. edycji raportu firmy DTZ Money into Property ogólna suma środków ulokowanych w nieruchomości komercyjne wzrosła w 2014 r. o 5% i osiągnęła rekordowy poziom 13,6 bln USD.

Największy wzrost kapitału zanotowano w regionie Azji i Pacyfiku, tj. o 10% do 5,1 bln USD. W Ameryce Północnej nastąpił przyrost o 5% do 4,2 bln USD. Z kolei wartość zainwestowanego kapitału w nieruchomości w Europie utrzymała się na poziomie 4,4 bln USD, choć w ujęciu w walucie euro nastąpił wzrost o 2% do 3,4 mld EUR, co oznacza przebicie szczytowego poziomu z 2007 r. na poziomie 3,3 mld EUR.

Największy wzrost kapitału zainwestowanego na rynku nieruchomości komercyjnych miał miejsce w Turcji (wzrost o ok. 30%), a największy odpływ nastąpił w Rosji (spadek o, blisko 20%), co jest efektem sankcji nałożonych przez Unię Europejską i konfliktu na Ukrainie.

Odnotowano wzrost zaangażowania kapitału własnego w inwestycje w nieruchomości kosztem finansowania dłużnego. W konsekwencji stosunek wysokości długu do wartości nieruchomości spadł w ubiegłym roku do 55% wobec 56% w 2013 r.

Wolumen transakcji inwestycyjnych w ujęciu globalnym wyniósł na koniec 2014 r. 633 mld USD, co stanowi wzrost o 20% w stosunku do 2013 r. Największy, 32-procentowy wzrost wartości transakcji inwestycyjnych odnotowano w Europie. Eksperci firmy DTZ szacują, że globalny wolumen inwestycji w nieruchomości może wynieść w bieżącym roku 771 mld USD.

Analitycy firmy DTZ przewidują również, że w 2015 r. inwestorzy na całym świecie mogą przeznaczyć rekordowy poziom nowych środków na inwestycje w nieruchomości komercyjne o wartości 429 mld USD.

– Europejski rynek nieruchomości komercyjnych jest narażony na ryzyko wzrostu stóp procentowych. To może wywołać spadek aktywności inwestycyjnej i odwrócenie przepływu kapitału, co wpłynęłoby na wycenę. Niemniej jednak rynek nieruchomości wygląda obecnie atrakcyjnie na tle innych klas aktywów. Przewidujemy, że wolumen transakcji w Europie wzrośnie w tym roku o 10% do 280 mld USD, a apetyt inwestycyjny utrzyma się do 2016 r. – mówi Craig Maguire, Dyrektor Zespołu Rynków Kapitałowych, DTZ.

Aviva nabyła udziały w Expanderze. Zmiany w zarządzie i kontynuacja strategii

Liczba IPO na świecie w pierwszej połowie 2015 roku wzrosła o 6% w porównaniu z 2014 rokiem, ale ich łączna wartość była mniejsza

W sumie przeprowadzono 631 pierwszych ofert publicznych akcji, a ich wartość wyniosła 103,7 mld USD. Generalnie jednak – wynika z raportu EY„Globalne trendy IPO” – widać spowolnienie na rynkach kapitałowych. Wyjątkiem są Chiny.

Pierwsze oferty publiczne przestają być głównym źródłem zdobywania kapitału. Coraz szersze możliwości finansowania, np. poprzez fuzje i przejęcia, fundusze typu private equity lub venture capital, powodują, że wiele firm nie decyduje się na wejście na giełdę.

– Spowolnienie IPO w 2015 roku nie oznacza powszechnego braku pewności ze strony potencjalnych emitentów  – mówi Artur Żwak, Partner w Dziale Audytu EY. – To ochłodzenie rynku odzwierciedla czas, którego przedsiębiorcy i prezesi firm potrzebują na rozważenie wszystkich dostępnych źródeł finansowania– dodaje.

Europa wypada najsłabiej

W sumie w Europie było 122 pierwszych ofert akcji, o 27% mniej niż w analogicznym okresie 2014 r. Wartość wszystkich wyniosła 31,5 mld USD. Głównymi powodami spowolnienia, wskazywanymi w raporcie EY były: niepewna sytuacja gospodarcza na kontynencie, wybory w aż 7 krajach, napięta sytuacja związana z Ukrainą i Rosją oraz wciąż nierozwiązany kryzys grecki.

Londyn nadal jest wiodącą, europejską giełdą, chociaż IPO o największej wartości miały miejsce w Madrycie, który stał się czwartą giełdą na świecie. Generalnie w Europie na giełdę wchodziły przede wszystkim firmy z sektora przemysłowego, dóbr konsumenckich oraz ochrony zdrowia.

Polska nieco lepsza od reszty kontynentu

W pierwszej połowie 2015 roku na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowało 7 spółek, zaledwie o 1 mniej niż w tym samym okresie 2014 roku. Dodatkowo 3 spółki przeniosły się z NewConnect na główny parkiet. Całościowa wartość IPO w Warszawie to około 1,3 mld PLN.

– Pod względem wartości ofert publicznych ten rok jest dla warszawskiej giełdy o wiele lepszy. W pierwszej połowie 2014 r. debiuty były w sumie warte nieco ponad 440 mln PLN – mówi Artur Żwak. Trzy największe, tegoroczne debiuty, czyli Uniwheels, Wirtualna Polska oraz Idea Bank były warte więcej niż wszystkie debiuty z pierwszej połowy 2014 roku, przy czym statystykę zawyża debiut Uniwheels – dodaje.

Polskie IPO to przede wszystkim sektor budownictwa, motoryzacyjny, nowoczesnych technologii, finansowy oraz private equity.

Chiny królują

Ponad połowa wszystkich światowych IPO (57%) przypada na szybko rozwijające się kraje, w tym głównie na Chiny. W tym roku w Państwie Środka było o 132% więcej pierwszych ofert publicznych – aż 239 transakcji, o wartości 40 mld USD, czyli 141% więcej niż w analogicznym okresie 2014 r. Poza tym czterech chińskich emitentów zadebiutowało w USA i dwóch w Londynie. Główne sektory chińskich IPO to przemysł, surowce naturalne, nowoczesne technologie, ochrona zdrowia i produkty konsumenckie.

Pozostałe kraje Azji oraz kraje Pacyfiku także zanotowały wzrost zarówno liczby jak i wartości IPO. Odpowiednio było to 355 ofert wartych 48,4 mld USD.

Stany Zjednoczone odrabiają straty

2014 rok był w Stanach Zjednoczonych rekordowy (od 14 lat) pod względem liczby pierwszych ofert publicznych akcji, więc trudno będzie osiągnąć lepszy wynik. Zwłaszcza że amerykańska gospodarka dopiero teraz odżywa po ciężkiej zimie, która miała poważny wpływ na cały biznes. W sumie w USA było 101 IPO, czyli o 36% mniej niż w pierwszej połowie 2014. Łączna wartość ofert to 19,4 mld USD. Najczęściej emitentami były firmy związane z ochroną zdrowia, nowoczesnymi technologiami (chociaż było ich zdecydowanie mniej niż rok temu) oraz sektorem finansowym.

Które giełdy najlepsze?

Największe pod względem wartości IPO miały miejsce w Szanghaju, Hongkongu, Nowym Jorku, Madrycie, Shenzhen oraz na NASDAQ. Poza Chinami najbardziej wartościowe oferty przeprowadzono w USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, Australii i Francji.

– Zarówno niesłabnąca wiara inwestorów w rynki kapitałowe jak i szerokie plany dotyczące IPO w najbardziej kluczowych krajach – to czynniki, które pozwalają optymistycznie patrzeć na perspektywy ofert publicznych w drugiej połowie roku – mówi Artur Żwak. – W dodatku widać zdrową dywersyfikację emitentów z punktu widzenia zarówno sektorów gospodarki, jak i rynków, z których pochodzą.

O raporcie:

EY bada rynek IPO co kwartał na podstawie wszystkich pierwszych ofert publicznych, jakie są na całym świecie, opierając się na danych własnych oraz Dealogic. Ten raport został przygotowany na podstawie danych od stycznia do 16 czerwca 2015, przy czym uwzględniono także oferty zapowiedziane na drugą połowę czerwca.

Polski rynek świeżych warzyw i owoców wart rocznie prawie 10,9 mld zł

Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, że w okresie ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakup świeżych warzyw i owoców prawie 10,9 mld zł. W porównaniu do poprzedniego analogicznego okresu wartość tego rynku spadła o 2,1 proc.

W ujęciu wartościowym w ostatnich 12 miesiącach największy udział w rynku świeżych warzyw w miały pomidory oraz ziemniaki (40,5 proc.), z kolei największy udział w rynku świeżych owoców miały jabłka i truskawki (24,3 proc.).

W ujęciu ilościowym w ostatnich 12 miesiącach polskie gospodarstwa domowe kupowały przede wszystkim: ziemniaki (38,8 proc.), pomidory (15,0 proc.), a wśród świeżych owoców kupowały głównie jabłka (29,1 proc.). Procentowa zmiana wartości zakupów dla ziemniaków oraz pomidorów wyniosła odpowiednio: -27,4 i +4,3, natomiast w ujęciu wolumenowym wspomniane kategorie świeżych warzyw zmieniły się odpowiednio o: +5,9 proc. oraz -0,9 proc. W ramach kategorii warzyw wartym zauważenia jest ilościowy wzrost zakupów jarmużu. Na rynku owoców zakupy jabłek spadły wartościowo o 15,1 proc., ale wzrosły ilościowo – o 9,5 proc. W ramach kategorii świeżych owoców znacząco wzrosły wolumenowo oraz wartościowo zakupy granatów oraz owoców sharon/kaki.

Biorąc pod uwagę miejsca zakupu i kanały sprzedaży, największy udział w zakupach świeżych warzyw i owoców miały dyskonty (30,3 proc.), supermarkety (16,4 proc.), hipermarkety (13,5 proc.). Jednak, obok kanałów nowoczesnej dystrybucji, nadal ważną rolę spełniają sklepy wieloasortymentowe oraz uliczni sprzedawcy, których udziały w dystrybucji omawianej kategorii produktów wyniosły odpowiednio 11,6 i 14,0 proc.

O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z prowadzonego od 20 lat Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Jego próbę stanowi 8 tys. polskich gospodarstw domowych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG.