WB Electronics i Thales podpisały umowę o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

0

WB Electronics i Thales podpisały umowę o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych. Dzięki zawartemu porozumieniu możliwe stało się zbudowanie polskiego bezzałogowego statku powietrznego klasy taktycznej – Gryf.

Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych
Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

Bezzałogowce dla polskiej armii

Jednym z kluczowych programów operacyjnych w ramach modernizacji Sił Zbrojnych RP jest dostarczenie polskiej armii bezzałogowych systemów powietrznych (BSP). Po trzech latach dialogu technicznego Inspektorat Uzbrojenia MON podjął decyzję o budowie BSP średniego zasięgu siłami polskiego przemysłu obronnego. Jednocześnie MON zapowiedział, że BSP klasy taktycznej zostaną pozyskane w ramach umowy międzyrządowej od zagranicznego kontrahenta. Powodem takiej decyzji jest brak możliwości budowy takiego systemu w Polsce.

Możliwości te zmienia podpisana 8 lipca br. umowa pomiędzy WB Electronics i Thales. Umowa zakłada budowę polskiego BSP klasy taktycznej Gryf bazującego na doświadczeniach i technologiach systemu Watchkeeper 450. Współpraca zakłada budowę BSP Gryf w polskich zakładach i zgodnie z wymaganiami MON. Co więcej, zgodnie z porozumieniem technologie krytyczne (np. data link, komputer misyjny, oprogramowanie, niektóre głowice obserwacyjne, elementy kryptograficzne, integracja z systemami C4ISR) będą opracowane przez polskich inżynierów. Pozwoli to uzyskać pełną kontrolę nad oferowanym polskiej armii systemem, a także kluczami szyfrowania, co pozwoli zabezpieczyć podstawowe interesy kraju.

– Dzisiaj spółki Thales i WB Electronics podpisały memorandum porozumienia w celu rozpoczęcia bliskiej współpracy i stworzenia warunków, które wesprą polskie inwestycje w bezzałogowe systemy powietrzne i związane z nimi technologie. Oczekujemy, że pozwoli ono na stworzenie trwałego i rentownego partnerstwa podczas opracowywania systemu Watchkeeper przeznaczonego na polski rynek. Mamy w tym wsparcie rządu Wielkiej Brytanii. Watchkeeper to dojrzały system nowej generacji, który obecnie jest wykorzystywany przez brytyjskie siły zbrojne i został sprawdzony podczas misji w Afganistanie. Jest także wyjątkowy: bezzałogowiec posiada stosowne certyfikaty bezpieczeństwa lotów w przestrzeni powietrznej oraz mechanizm przeciwoblodzeniowy, co sprawia że doskonale nadaje się dla potrzeb polskich sił zbrojnych. Jesteśmy gotowi do współpracy z polskim przemysłem, aby zagwarantować Polsce pełną niezależność w zakresie korzystania z systemu Watchkeeper – powiedział Victor Chavez, Prezes Thales w Wielkiej Brytanii.

Thales to główny wykonawca systemu Watchkeeper. Ten największy program bezzałogowy w Europie umocnił spółkę na pozycji lidera w zakresie bezzałogowych systemów powietrznych. Watchkeeper jest wyposażony w dwa zaawansowane sensory oraz stanowi system przystosowany do działań we wszystkich warunkach pogodowych, który zapewnia stałą możliwość prowadzenia nadzoru i obserwacji na całym świecie. Co ważne, Watchkeeper to obecnie jedyny bezzałogowiec zaprojektowany, skonstruowany i przetestowany, który spełnia europejskie cywilne i wojskowe kryteria zdatności do lotu. Jest również certyfikowany przez brytyjski Inspektorat Lotnictwa Wojskowego w ramach brytyjskiego ministerstwa obrony.

Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych
Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

Podpisane porozumienie z Thales stwarza nam niezwykłą szansę na opracowanie polskiego BSP klasy taktycznej. Tworząc technologie kluczowe dla bezpieczeństwa Polski siłami krajowych producentów działamy zgodnie z polską racją stanu. Szczególnie gdy za krytyczne rozwiązania dla funkcjonowania BSP będzie odpowiadała strona polska – powiedział Adam Bartosiewicz, Wiceprezes Zarządu WB Electronics.

Polski BSP finansowany z NCBiR

Polski przemysł posiada szerokie kompetencje w budowie samolotów bezzałogowych. Wiele polskich rozwiązań, jak FlyEye oferowany przez WB Group, wykorzystywanych jest obecnie przez Siły Zbrojne RP. Potwierdzeniem kompetencji polskich przedsiębiorstw w dziedzinie bezzałogowców jest utworzenie przez Narodowe Centrum Badania i Rozwoju programu sektorowego dotyczącego platform bezzałogowych. O wnioskowało 17 podmiotów zrzeszonych w Polskiej Platformie Technologicznej Systemów Bezzałogowych. Program sektorowy (IINNOSBZ) szacowany jest na ok. 800 mln złotych.

– Dzięki finansowaniu z NCBiR na bazie rozwiązań, które znajdujemy w BSP Watchkeeper możemy polskimi siłami, w polskich przedsiębiorstwach i przy użyciu krytycznych technologii opracowanych przez polskich inżynierów zbudować bezzałogowca klasy Gryf, którego będziemy mogli w pełni kontrolować i być może w przyszłości eksportować do innych państw – dodał Adam Bartosiewicz, Wiceprezes Zarządu WB Electronics.

Korzystając z finansowania NCBiR polski przemysł może – na bazie Watchkeepera – rozwinąć technologię bezzałogowców klasy taktycznej do zastosowań cywilnych i wojskowych. Spółka Thales zaprosiła spółkę WB Electronics do wzięcia udziału w dojrzałym programie wartym na jego finalnym etapie niemal miliard funtów brytyjskich, aby ta była w stanie w pełni korzystać z  jej doświadczenia w ustanawianiu niezależnej kontroli nad rozwojem jej systemu bezzałogowego najnowszej generacji.

Firmy deklarują wyższe nakłady na B+R głównie licząc na unijne dotacje

Aż 48 proc. polskich firm przeznaczyło w 2014 roku na działalność B+R więcej niż 3 proc. swoich obrotów, a 67 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat zwiększą wydatki na ten cel. Jednocześnie wpływ na te optymistyczne prognozy ma przede wszystkim uruchomienie funduszy z Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Jak wynika z piątej edycji badania „Badania i rozwój w przedsiębiorstwach” przeprowadzonego w Polsce i dziesięciu krajach Europy Środkowej przez firmę doradczą Deloitte, tylko jedna trzecia polskich firm ma przemyślaną i wypracowaną strategię badań, rozwoju i wspierania innowacyjności.

Wydatki na B+R w Polsce rosną. Jeszcze w 2006 roku przeznaczaliśmy na ten cel 0,55 proc. polskiego PKB. W 2013 roku było to już 0,87 proc., co oznacza wzrost o 58 proc. „Choć dokonaliśmy bardzo znaczącego skoku, to pod tym względem wciąż pozostajemy w tyle za Czechami i Węgrami, które na działalność badawczo-rozwojową w 2013 roku przeznaczyły odpowiednio 1,91 i 1,41 proc. swojego PKB. Średnia dla Unii Europejskiej wynosiła w tym samym czasie 2,02 proc.” – mówi Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives, Deloitte.

Źródłem finansowania prac B+R są w Polsce przede wszystkim środki publiczne (54,3 proc.). Wskaźnik BERD (ang. Business Expenditures on R&D), czyli wydatki badawczo-rozwojowe przedsiębiorstw w stosunku do PKB wyniosły w roku 2013 w Polsce 0,38 proc.

Jak pokazało badanie Deloitte udział firm, których wydatki na badania i rozwój przekroczyły 3 proc. obrotów zwiększył się z 26,3 proc. w 2013 roku do 48 proc. rok później, a to oznacza, że poprawia się świadomość przedsiębiorców na temat znaczenia inwestowania w innowacyjność w rozwoju ich biznesu. Średnia dla całego regionu Europy Środkowej wyniosła 51 proc. Krajem, w którym najwięcej firm (47 proc.) przeznacza na B+R więcej niż 10 proc. swoich obrotów jest Estonia. Z kolei udział polskich firm nieponoszących wydatków na B+R lub ponoszących wydatki mniejsze niż 1 proc. obrotów praktycznie nie uległ zmianie (31,9 proc. w 2013 r. w porównaniu do 31 proc. w 2014 r.).
Tylko nieco ponad jedna trzecia firm w Polsce deklaruje, że posiada strategię badań, rozwoju i innowacji – w pozostałych przypadkach decyzje związane z działalnością badawczo – rozwojową podejmowane są doraźnie przed zarząd. Aż 64 proc. badanych przyznało, że w ich firmach nie wdrożono żadnej strategii w tym zakresie.

Pozytywne sygnały pojawiają się za to w obszarze finansowania działalności naukowo-badawczej. Aż 67 proc. firm wierzy, że ich wydatki na B+R wzrosną w przeciągu 3-5 lat. Jeszcze dwa lata temu o takim zamiarze mówiło 51,2 proc. badanych. „W tej materii polskie firmy są jednymi z najbardziej optymistycznych w Europie Środkowej, gdzie wzrost w tym samym okresie zadeklarowało 53,4 proc. respondentów. Ambitne plany zwiększenia wydatków na B+R wiążą się najpewniej z uruchomieniem w tym roku nowej fali dotacji unijnych na ten cel w latach 2014-2020, które w Polsce wyniosą ponad 10 mld euro oraz zamiarem wprowadzenia nowej ulgi podatkowej na B+R w 2016” – wyjaśnia Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives, Deloitte.

Jakie zewnętrzne czynniki wpływają na poziom finansowania działalności badawczo-rozwojowej w polskich przedsiębiorstwach? Czynnikiem, który kolejny rok z rzędu miał największy wpływ na wzrost wydatków na B+R w Polsce była dostępność kilku różnych form korzyści dla firm, w tym dotacji pieniężnych i ulg podatkowych. Tegoroczne wyniki badania dowodzą również ciągłego wzrostu znaczenia innych czynników zewnętrznych: dostępności wykwalifikowanej i doświadczonej kadry badawczej, większej liczby dotacji niż ulg podatkowych oraz dostępu do uniwersytetów i jednostek badawczych, a także współpracy z nimi. W regionie największe znaczenie miała dostępność do większej liczby rodzajów wsparcia (75 proc.) oraz dostępność wykwalifikowanej i doświadczonej kadry B+R (71 proc.).

Ponad dwie trzecie spośród polskich firm (68 proc.), które decydują się na współpracę ze stronami trzecimi (w tym ośrodkami akademickimi i jednostkami badawczymi) przy realizacji projektów B+R, czyni to, ponieważ jest to niezbędne dla przeprowadzenia projektów badawczych. Dla połowy firm takim powodem są wymagania systemu wsparcia, a dla 41 proc. chęć otrzymania wyższego dofinansowania.

„W innych krajach Europy Środkowej czynniki te w znacznie mniejszym stopniu decydują o podejmowaniu współpracy. W Polsce rośnie potrzeba współpracy z uniwersytetami i jednostkami badawczymi, ale nadal wykorzystywanie tej formy wsparcia działalności B+R jest niewystarczające. Deklaruje ją tylko 53 proc. badanych firm, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi aż 66 proc.” – mówi Tomasz Gondek, Lider R&D Networks w ramach Innovation Consulting w Deloitte.

Badanie Deloitte pokazało, że w Polsce rośnie świadomość potrzeby ochrony praw własności intelektualnej. Liczba firm deklarujących, że nie korzysta z tego typu ochrony spadła w ciągu roku z 9,7 proc. do 8 proc. Najczęściej wykorzystywanym sposobem ochrony własności intelektualnej zarówno w Polsce, jak i w Europie Środkowej jest tajemnica przedsiębiorstwa. Wskazało na nią 77 proc. polskich badanych. Z kolei odsetek firm chroniących własność intelektualną i know-how za pomocą patentów i wzorów użytkowych zmniejszył się o 13,4 pp. w Polsce i o 6,3 punktów procentowych w Europie Środkowej (w porównaniu z badaniem z 2014 r.). W naszym kraju patenty są domeną przede wszystkim jednostek badawczych, a nie przedsiębiorstw komercyjnych.

Ankietowani byli pytani również o ich stosunek do ulg podatkowych związanych z działalnością B+R. „Ponad 42 proc. respondentów twierdzi, że nie ma pewności co do podejścia organów podatkowych do kosztów B+R, wobec czego uznaje korzystanie z ulg podatkowych za ryzykowne. Należy jednak wyjaśnić, że w Polsce brak jest obecnie ulgi na prowadzenie prac B+R, a przedsiębiorcy zwracają uwagę nie na wykładnię stosowaną przez urzędy skarbowe, a na brak jednolitych przepisów dotyczących działalności B+R w obszarze podatkowym, księgowym i grantowym.” – wyjaśnia Michał Turczyk.

W 2014 roku taką wątpliwość wyrażała jedna trzecia badanych. Obecnie niepewność ta ma szczególne duże znaczenie w przypadku mikroprzedsiębiorstw i firm zatrudniających powyżej 500 osób, wśród których odsetek wskazań wynosi odpowiednio 86 proc. i 60 proc.

To samo pytanie padło także o stosunek firm do dotacji. W Polsce 38 proc. respondentów deklaruje, że ma wiedzę na ten temat i z nich korzysta. Spośród badanych krajów wyższy wskaźnik uzyskała jedynie Bułgaria (39 proc.).

Dlaczego pozostali respondenci nie korzystają z systemu dotacji? Aż 45 proc. firm z tej grupy co prawda orientuje się w systemie dotacji na działalność B+R, ale nie aplikuje o dofinansowanie, ponieważ proces uzyskania i korzystania z nich jest zbyt sformalizowany i skomplikowany. Na szczęście w nowej perspektywie unijnej zmiany idą w kierunku uproszczenia procedur.

Zdaniem ankietowanych, na wzrost wydatków na B+R w ich firmach najbardziej wpłynąłby mieszany system zachęt, składający się zarówno z ulg, jak i dotacji. Takiej odpowiedzi udzieliło 48 proc. badanych. W tej chwili spośród krajów OECD system taki jest stosowany w 27 na 34 państwa OECD, co dla firm prowadzących działalność na poziomie międzynarodowym ma istotne znaczenie w aspekcie decydowania o lokowaniu działalności B+R w krajach o najlepszych warunkach do prowadzenia takiej działalności. Badanie wskazało również na duże znaczenie wprowadzenia dodatkowej premii za działalność B+R w formie ulgi podatkowej. Aż 44 proc. respondentów jest zdania, że dzięki temu środki przeznaczane przez nich tę działalność wzrosłyby w perspektywie najbliższego roku lub dwóch lat, a 59 proc. deklaruje taką zmianę w najbliższych 3-5 latach. Znaczenie ma również fakt, że 34 proc. ankietowanych w Polsce źle ocenia obecny system zachęt wspierających działalność B+R.

„Z roku na rok nasze badanie udowadnia, że polscy przedsiębiorcy mają coraz większą świadomość i wiedzę na temat działalności B+R. Nadal jednak czynnikiem zewnętrznym mającym największy wpływ na poziom wydatków B+R jest dostępność większej liczby rodzajów wsparcia, a współpraca z jednostkami naukowymi stymulowana jest głównie wymogami programów pomocowych lub chęcią uzyskania wyższego dofinansowania. Można zatem dojść do wniosku, że polskie przedsiębiorstwa nie dostrzegają jeszcze korzyści wynikających z badań, rozwoju i innowacji i oparcia na tych filarach swojego długofalowego rozwoju” – podsumowuje Magdalena Burnat-Mikosz, Partner Zarządzająca zespołami Innovation Consulting i R&D and Government Incentives, Deloitte.

O badaniu:
Badanie w tym roku przeprowadzono w 11 krajach Europy Środkowej: Polsce, Czechach, Słowacji, Chorwacji, Bułgarii, Estonii, Rumunii, Słowenii, na Węgrzech, Litwie oraz Łotwie. Wzięło w nim udział 411 przedstawicieli firm prowadzących działalność w wyżej wymienionych krajach. Raport dotyczący polskich przedsiębiorstw jest dostępny na deloitte.com/pl/badaniairozwoj. Pełny raport z badania regionalnego zostanie opublikowany we wrześniu 2015 r.

Badanie Samsung Techonomic Index 2015

Badania Samsung Techonomic Index 2015 pokazały wyraźną różnicę pomiędzy krajami Europy Południowej i Północnej, a w kontekście obecnej sytuacji gospodarczej Starego Kontynentu wyniki wydają się zaskakujące. Mieszkańcy krajów skandynawskich wykazują powściągliwość w planowaniu wydatków związanych z nowymi technologiami, podczas gdy mieszkańcy krajów Europy Południowej są bardziej skłonni do zakupu nowych urządzeń. Jak w badaniach wypadli Polacy?

Przedmiot pożądania

Badanie Samsung Techonomic Index 2015 przeprowadzone w 18 krajach Europy wyraźnie pokazuje rożne trendy w Europie Północnej i Południowej: aż 41% Włochów, 31% Hiszpanów i 30% Greków zadeklarowało chęć zakupu nowego telefonu komórkowego w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Liczby są zaskakująco wysokie, zważywszy na nie najlepszą koniunkturę gospodarczą w tej części Europy. Co więcej, odsetek osób planujących nowe wydatki na urządzenia mobilne wśród mieszkańców krajów Europy Południowej jest znacznie wyższy od średniej europejskiej, która wynosi 21%. Kraje skandynawskie wykazują największą powściągliwość w wydatkach: tylko 13% Finów i 14% Duńczyków w najbliższym kwartale planuje zakup telefonu komórkowego.

W kategorii telefonów komórkowych Polska nie odbiega mocno od średniej europejskiej – w najbliższym kwartale 25% Polaków planuje nabyć nowy model. Przyczyny zakupów są różne, ale przeważa chęć posiadania urządzenia o lepszych parametrach – tak przyznało 29,9% respondentów spośród tych, którzy wyrazili zamiar zakupu nowego telefonu komórkowego. 29,5% tej grupy odpowiedziało, że obecnie posiadany produkt nie działa tak dobrze, jak powinien, co skłania ich do kupna nowego urządzenia. Na plany zakupowe Polaków zdecydowanie wpływu nie mają celebryci. Jedynie 0,4% Polaków kupi telefon, ponieważ widziało go u znanej osoby.

Południowy apetyt na technologię…

Podobne tendencje ujawniają się w przypadku innych rodzajów sprzętu elektronicznego. W nadchodzącym kwartale trzykrotnie więcej konsumentów we Włoszech niż w innych krajach europejskich planuje zakup nowych telewizorów oraz urządzeń do sprzątania i gotowania. Tablet zamierza nabyć 26% Włochów i 18% Greków – to znacznie wyższy wynik w porównaniu z całą Europą, gdzie średnia wynosi zaledwie 11%. W kwestii zakupu tego typu sprzętów elektronicznych Polska zbliża się do średniej europejskiej: 10% Polaków planuje nabyć tablet w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Tyle samo osób chce zakupić nowy telewizor, a odpowiednio 9% i 11% planuje nabyć urządzenia do gotowania i sprzątania.

… a północna powściągliwość

Interesująco prezentuje się oszczędność mieszkańców północnych rejonów Europy. W krajach skandynawskich aż 60% respondentów nie zamierza kupić żadnego sprzętu elektronicznego w nadchodzącym kwartale. Tak samo odpowiedziało 45% Polaków, przy czym 35,2% Polaków nie martwi się przyszłoroczną sytuacją finansową, a obawia się o nią 46,3%. Dla porównania, aż 59% Norwegów ze spokojem patrzy na najbliższe 12 miesięcy.

Europejskie gospodarstwa domowe pod lupą

Obecnie aż 98% europejskich gospodarstw domowych posiada przynajmniej jeden telefon komórkowy, komputer stacjonarny lub laptop, telewizor i urządzenie gospodarstwa domowego. W europejskim domach znajduje się średnio 19 urządzeń elektronicznych, czyli o jedno więcej niż w 2014 roku. Jednocześnie wzrósł czas spędzany przy użyciu tychże sprzętów – konsumenci korzystają z urządzeń elektronicznych przez 8 godzin dziennie. W porównaniu z rokiem poprzednim czas ten wzrósł o 0,3 godziny.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w Polsce. W przeciętnym gospodarstwie domowym znajduje się 18 urządzeń elektronicznych, wśród których znajdziemy przede wszystkim telefony komórkowe, komputery i telewizory. Tylko 1% gospodarstw domowych nie posiada telefonu komórkowego, 3% nie ma komputera lub laptopa i w 5% domów nie znajduje się żaden telewizor. W typowym dniu Polacy korzystają z telefonów komórkowych średnio przez 1 godzinę 26 minut, a telewizję oglądają średnio przez ponad 3 godziny 26 minut.

Pomimo niepewności gospodarczej w Europie, gospodarstwa domowe uznają korzyści, jakie technologia może przynieść w codziennym życiu – zarówno rodzinnym, jak i towarzyskim czy związanym z edukacją. Ma to duży wpływ na decyzje zakupowe Europejczyków – komentuje Radosław Miszkiel, Dyrektor Działu B2B, Samsung Electronics Polska.

Samsung Techonomic Index 2015:

Firma Lightspeed GMI, za pośrednictwem własnych paneli internetowych w Austrii, Belgii, Bułgarii, Danii, Finlandii, Niemczech, Grecji, we Włoszech, na Węgrzech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Rumunii i Wielkiej Brytanii, przeprowadziła wywiady z 18 000 osób mających 16 i więcej lat (1000 osób na rynek). Danym przypisano wagę stosownie do znanego profilu wieku i płci dla każdego kraju. Rozmowy ankietowe w formie online odbyły się w dniach 21 kwietnia – 18 maja 2015 r. Firma Lightspeed GMI była odpowiedzialna za przeprowadzenie badań terenowych, natomiast firma Blue Rubicon sporządziła wszystkie raporty i analizy.

Bankier.pl proponuje Kwotę Wolną od Wszystkiego

W przededniu wyborów parlamentarnych politycy prześcigają się w składaniu propozycji dla obywateli. My też postanowiliśmy dorzucić swoje trzy grosze, dlatego Bankier.pl proponuje wprowadzenie Kwoty Wolnej od Wszystkiego.

Niskie płace to gigantyczny problem, bo napędzają emigrację, burzą pokój społeczny, a według niektórych ekonomistów nawet skracają życie. Istnieje kilka pomysłów na ich podniesienie, ale najprostszym z nich byłaby radykalna reforma systemu podatkowego.

Obecnie system wygląda tak, że człowiek zatrudniony na umowę o pracę, otrzymujący wynagrodzenie minimalne, na rękę dostaje 1286 zł netto (1750 zł brutto). Łączne koszty pracodawcy to ponad 2,1 tys. zł. Wartość ta jest większa niż kwota brutto, bo państwo celowo rozdziela składki na dwie części – jedną płaci pracownik, a drugą pracodawca. W mediach różne opcje i partie polityczne proponują zwiększenie kwoty wolnej od podatku zupełnie tak, jakby miało to być remedium na niskie płace w kraju. Jednak nawet trzykrotne zwiększenie tej kwoty, czyli do 10 tys. zł rocznie, spowodowałoby zwiększenie dochodów netto tylko o nieco ponad 100 zł miesięcznie.

Docelowo dochody do 2 tys. zł miesięcznie powinny być całkowicie wolne od wszelkich składek i podatków, a wyższe też nie powinny być w żaden sposób dzielone na koszty pracownika i pracodawcy. Powyżej progu 2 tys. zł łączne obciążenia podatkowe i składkowe mogą wynosić, tak jak obecnie – 40%, ale dzielone w systemie 60/40. To oznacza, że na każde 100 zł brutto dochodu powyżej 2 tys. zł, pracownik na rękę otrzymywałby 60 zł netto, a do państwa trafiałoby 40 zł.

– Dzięki temu człowiek, który dzisiaj zarabia 2500 zł brutto dostałby na rękę 2300 zł netto, a nie 1800 zł, jak obecnie. Zmniejszyłyby się też koszty pracodawców. Realnie zarobki wzrosłyby średnio o 30%. Naturalnie wiązałoby się to z poważnym uszczupleniem dochodów państwa, docelowo o ok. 70 mld zł. W przyszłości ożywienie gospodarcze skompensowałoby te straty. Druga sprawa, to prostota systemu, który jest przyjazny nie tylko dla obywatela, ale też dla księgowego i systemu podatkowego, a to generowałoby poważne oszczędności na wydatkach administracyjnych, które trudno nazwać innowacyjnymi. Ponadto warto zwrócić uwagę na inny problem – otóż jeśli państwa nie stać na to, by nie opodatkowywać najmniej zarabiających, to oznacza, że państwo jest utrzymywane głównie przez najbiedniejszych, a tak nie powinno być – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

Pierwszy krok po dotacje z UE 2014-2020 na zakup oprogramowania klasy ERP dla przedsiębiorstw

Decyzja o zakupie i wdrożeniu systemu klasy ERP wymaga wielu przygotowań, także pod kątem finansowym. Część przedsiębiorców może połączyć zakup i wdrożenie systemu z pozyskaniem zewnętrznych, a bezzwrotnych źródeł finansowania, jakimi mogą być dotacje z Unii Europejskiej. Gdzie szukać dodatkowego wsparcia podpowiada Hicron, integrator systemów IT.

Rozdanie funduszy europejskich w ramach nowej perspektywy finansowania 2014 – 2020 już wystartowało. Zatwierdzone są Programy Operacyjne ze szczegółowymi opisami osi priorytetowych, działań i poddziałań. Aktualnie poszczególne województwa przygotowują i ogłaszają harmonogramy naboru wniosków, które przynoszą ogłoszenia o kolejnych konkursach. Jakie szanse na dofinansowanie mają firmy w nowej unijnej rzeczywistości? Oto garść praktycznych wskazówek.

Dla kogo wsparcie z UE?

Każdy program operacyjny jest przeznaczony dla innej grupy beneficjentów, definiowanej na podstawie rozmaitych wskaźników, w tym np. lokalizacji, czy też wielkości przedsiębiorstwa. Często przy tej okazji pojawia się skrót MŚP, dokładnie opisujący szczegółowe wskaźniki pozwalające przyporządkować firmę do danej grupy.

Skrót MŚP odnosi się do małych i średnich przedsiębiorstw. Unia Europejska zdefiniowała to pojęcie w rekomendacji 2003/361/EC.

Podstawowe czynniki decydujące o tym, czy dana firma może zostać uznana za MŚP, to:

  1. Liczba pracowników oraz
  2. Roczny obrót albo całkowity bilans roczny.
Kategoria przedsiębiorstwa Liczba pracowników Roczny obrót albo Całkowity bilans roczny
Średnie < 250 ≤ 50 mln euro ≤ 43 mln euro
Małe < 50 ≤ 10 mln euro ≤ 10 mln euro
Mikro < 10 ≤ 2 mln euro ≤ 2 mln euro

Powyższe progi odnoszą się wyłącznie do wyników indywidualnych firm. Przedsiębiorstwo, które stanowi część większej grupy firm, może być zmuszone dodać niektóre dane dotyczące pracowników/obrotu/bilansu takiej grupy do własnych danych.

Okres programowania 2014-2020 – co dla przedsiębiorców na wdrożenie systemów IT?

Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą liczyć na duże wsparcie ze środków unijnych na lata 2014-2020. Wsparcie pochodzić będzie z trzech głównych źródeł :

  1. Programu Inteligentny Rozwój
  2. Programu Polska Wschodnia
  3. oraz 17 Regionalnych Programów Operacyjnych.

Komisja Europejska w rozporządzeniach na nową perspektywę wskazała w jedenastu ogólnych punktach (tzw. celach tematycznych) obszary, na które będzie można przeznaczyć fundusze. Na dwa z tych celów, które są skierowane bezpośrednio do firm i dotyczą inwestycji w badania i innowacje oraz podnoszenia konkurencyjności, przewidziano (w ramach ww. programów) prawie 16 mld euro.

  1. Program Operacyjny Polska Wschodnia – realne możliwości

Program Operacyjny Polska Wschodnia to dodatkowy ukierunkowany terytorialnie instrument wsparcia finansowego 5 województw: lubelskiego, podlaskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego, który wzmacnia i uzupełnia działania prowadzone w ramach regionalnych i krajowych programów operacyjnych.

Tu na uwagę zasługuje Priorytet I – Przedsiębiorcza Polska Wschodnia, działanie 1.2: Internacjonalizacja MŚP. Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) zarządzająca programem wskazuje, że na zakup oprogramowania niezbędnego do automatyzacji procesów biznesowych w związku z przygotowaniem do internacjonalizacji działalności przewidziano dofinansowanie do wysokości 20% wydatków kwalifikowalnych.

  1. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój

Potencjał i środki na wdrożenie systemu klasy ERP widzimy w Programie Operacyjnym Inteligentny Rozwój, Priorytet III Wsparcie innowacji w przedsiębiorstwach. Wsparcie oferowane w ramach III osi POIR będzie dostępne wyłącznie dla przedsiębiorstw sektora MŚP. Finansowanie obejmuje projekty polegające na wdrożeniu innowacyjnych produktów, usług lub technologii. Nacisk położony zostanie na wybór takich projektów, które dotyczą zastosowania wyników prac B+R w działalności gospodarczej – mówi Anna Rutkowska z Hicron.

Ponadto w III osi przewiduje się wsparcie innowacyjnych startup’ów, czyli młodych firm prowadzących prace B+R lub wdrażających innowacyjne pomysły w swojej działalności. W ramach III osi programu finansowane są również usługi doradcze z zakresu internacjonalizacji firm oraz programy promocji polskich marek produktowych. Celem tych działań jest zapewnienie kompleksowej obsługi MŚP w procesie umiędzynarodowienia działalności. To kolejna okazja dla przedsiębiorców, by otrzymać wsparcie na wdrożenie systemu klasy ERP.

  1. Regionalne Programy Operacyjne i ich dwa główne działania

Dla sektora realne pieniądze na technologie IT, w tym na zakup i wdrożenie rozwiązań klasy ERP wraz z odpowiednią infrastrukturą sprzętową, są możliwe właśnie z Regionalnych Programów Operacyjnych. W poszczególnych RPO dla każdego z województw należy szukać osi priorytetowych dotyczących rozwoju przedsiębiorstw i innowacji, a tam – działań skierowanych na rozwój przedsiębiorczości poprzez innowacje procesowe, organizacyjne oraz działań wspierających internacjonalizację biznesu.

Zestawienie poszczególnych działań dla MSP np. na wdrożenie dla każdego z województw zostało przedstawione w tabeli nr 1. W zależności od regionu dofinansowanie może wynieść nawet do 70% kosztów zakwalifikowanych do wsparcia.

Przykład: Regionalny Program Operacyjny woj. lubelskie

Maksymalny % poziom dofinansowania UE wydatków kwalifikowalnych na poziomie projektu:

  • Mikroprzedsiębiorstwa i małe przedsiębiorstwa: 70% (zgodnie z mapą pomocy regionalnej).
  • Średnie przedsiębiorstwa: 60% (zgodnie z mapą pomocy regionalnej).
  • Podmiot wdrażający instrument finansowy: 85 %.

Minimalna i maksymalna wartość projektu (PLN):

  • Minimalna wartość projektu: 50 000,00 PLN
  • Maksymalna wartość projektu: 13 000 000,00 PLN

Jak uzasadnić we wniosku wdrożenie ERP?

Jak uzasadnić we wniosku na umiędzynarodowienie firmy czy internacjonalizację biznesu zakup i wdrożenie systemu klasy ERP? – Trzeba skupić się na wybranych funkcjonalnościach systemu: np. wdrożenie systemu dającego możliwość zakupu usługi przez Internet, płatności kartą sail pass, rozliczania płatności w systemie elektronicznym, generowania deklaracji Intrastat, sprzedaży i wystawiania faktur w walucie obcej i w wybranym języku, wparcie wielooddziałowości przedsiębiorstwa, zarządzanie magazynami konsygnacyjnymi w kraju i zagranicą, czy elektronicznej wymiany danych z zagranicznym kontrahentem – mówi Anna Rutkowska, Business Consultant w Hicron, integratorze systemów IT. – Tak umotywowany wniosek ma duże szanse na akceptację i tym samym otrzymanie zgody na dofinansowanie.

Z kolei przy działaniach dotyczących wprowadzenia innowacji procesowej, produktowej, organizacyjnej systemy klasy ERP i poszczególne ich moduły usprawniają procesy zarządcze w przedsiębiorstwach. Zarządzanie zasobami ludzkimi, towarowymi i usługowymi, systemami finansowo-księgowymi, produkcją, automatyzacja procesu produkcyjnego, controlling oraz zarządzanie kontaktami z klientami wpłynie na wzrost konkurencyjności firmy i dostosowanie się do wyzwań rynkowych, co jest jednym z głównych celów do osiągnięcia w projekcie.

Oprócz rozwiązań klasy ERP w nowej perspektywie unijnej dużą szansę na dofinansowanie zdobędą również modele działające w chmurze, a także rozwiązania z dziedziny Big Data czy Business Intelligence.

„Pewniaki” na innowacje dla MŚP, czyli priorytety i działania, w ramach których można aplikować po środki na zakup i wdrożenie technologii informacyjno-komunikacyjnych (w tym wdrożenie systemów klasy ERP), ilustruje poniższa tabela.

Województwo Priorytet Działanie/ priorytet inwestycyjny
Program Operacyjny Polska Wschodnia Oś Priorytetowa I:

Przedsiębiorcza Polska Wschodnia

Działanie 1.2: Internacjonalizacja MŚP.
Dolnośląskie Oś Priorytetowa I:

Przedsiębiorstwa i innowacje

Działanie 1.4: Internacjonalizacja przedsiębiorstw.

Działanie 1.5: Rozwój produktów i usług w MŚP.

Kujawsko-pomorskie Oś Priorytetowa I:

Wzmocnienie innowacyjności i konkurencyjności gospodarki regionu

 

Działanie 3.2: Opracowywanie i wdrażanie nowych modeli

biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Działanie 3.3: Wspieranie tworzenia i rozszerzania

zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Lubelskie Oś priorytetowa III:

Konkurencyjność przedsiębiorstw

Działanie 3.6: Marketing gospodarczy.

Działanie 3.7: Wzrost konkurencyjności MSP.

Lubuskie Oś Priorytetowa I:

Gospodarka i innowacje

Działanie 1.2: Rozwój przedsiębiorczości.

Działanie 1.4: Promocja regionu i umiędzynarodowienie sektora MŚP.

Łódzkie Oś priorytetowa II:

Innowacyjna i konkurencyjna gospodarka

Działanie 2.2: Internacjonalizacja przedsiębiorstw.

Działanie 2.3: Zwiększenie konkurencyjności MŚP.

Małopolskie Oś Priorytetowa III:

Przedsiębiorczość małopolska

Działanie 3.3: Umiędzynarodowienie małopolskiej gospodarki.

Działanie 3.4: Rozwój i konkurencyjność małopolskich MŚP.

 

Mazowieckie Oś Priorytetowa III:

Rozwój potencjału innowacyjnego i przedsiębiorczości

Działanie 3.2: Internacjonalizacja MŚP.

Działanie 3.3: Innowacje w MŚP.

Opolskie Oś Priorytetowa I:

Innowacje w gospodarce

Działanie 1.1: Innowacje w przedsiębiorstwach.
Oś priorytetowa II:

Konkurencyjna gospodarka

Działanie 2.1: Nowe produkty i usługi w MŚP.

Działanie 2.1.1: Nowe produkty i usługi.

Działanie 2.1.2: Wsparcie TIK w przedsiębiorstwach.

Działanie 2.1.3: Nowe produkty i usługi w MŚP na obszarach przygranicznych.

Podkarpackie Oś Priorytetowa I:

Konkurencyjna i innowacyjna gospodarka

Działanie 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.
Podlaskie Oś Priorytetowa I:

Wzmocnienie potencjału i konkurencyjności gospodarki regionu

Działanie 1.3: Wspieranie inwestycji w przedsiębiorstwach: wdrażanie innowacji technicznych (produktowych i technologicznych), marketingowych i organizacyjnych.

 

Pomorskie Oś priorytetowa II:

Przedsiębiorstwa

Działanie 2.1: Inwestycje podstawowe.

Działanie 2.2: Inwestycje profilowane.

Działanie 2.3: Aktywność eksportowa.

Śląskie Oś Priorytetowa III:

Konkurencyjność MŚP

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.
Świętokrzyskie Oś priorytetowa II:

Konkurencyjna gospodarka

Priorytet inwestycyjny 3.2: Opracowywanie i wdrażanie nowych modeli biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Warmińsko-mazurskie Oś priorytetowa I:

Inteligentna gospodarka Warmii i Mazur

 

Priorytet inwestycyjny 3.2: Opracowanie i wdrażanie nowych modeli biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Wielkopolskie Oś priorytetowa I:

Innowacyjna i konkurencyjna gospodarka

Działanie 1.4: Internacjonalizacja gospodarki regionalnej.

Działanie 1.5: Wzmocnienie konkurencyjności przedsiębiorstw.

Zachodnio-pomorskie

 

Oś priorytetowa I:

Gospodarka, innowacje, nowoczesne technologie

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

 

Jak wybrać dostawcę, który sprosta wymogom UE?

Wybór podwykonawcy, któremu zostanie powierzone wdrożenie systemu ERP przy wsparciu zewnętrznego finansowania, to istotny element. Podejmując się realizacji tego zadania, dostawca systemów IT zobowiązuje się nie tylko do implementacji środowiska IT, lecz także prowadzenia i raportowania przebiegu projektu zgodnie z wymaganiami instytucji udzielających dofinansowania. Kluczem do sukcesu jest zatem nie tylko doświadczenie w realizacji podobnych przedsięwzięć, lecz także umiejętność elastycznego dopasowania się do specyfiki projektowej, w tym do cyklu życia unijnego projektu.

10 kroków do unijnych dotacji

  1. Wybór źródła finansowania inwestycji.
  2. Sprawdzenie w harmonogramie naboru wniosków dla danego województwa/programu planowanego terminu ogłoszenia konkursu.
  3. Przygotowanie kompletnego wniosku wraz z biznesplanem i innymi wymaganymi załącznikami.
  4. Ewentualne uzupełnienia we wniosku, bądź biznesplanie.
  5. Ogłoszenie wyników projektów zakwalifikowanych do dofinansowania.
    1. W szczególnych przypadkach – odwołanie się od oceny i ponowne rozpatrzenie wniosku.
  6. Podpisanie umowy o dofinansowanie.
  7. Rozpoczęcie realizacji projektu.
  8. Zarządzanie projektem.
  9. Rozliczenie projektu.
  10. Utrzymanie trwałości rezultatów projektu.

Na drodze zawodowej stykamy się z wieloma firmami, które już w poprzednim rozdaniu funduszy europejskich z sukcesem, wystartowali to unijne wsparcie, dokonali udanej implementacji systemów SAP i z powodzeniem rozliczyli projekty. Połączenie zmiany organizacyjnej związanej z wymianą systemu IT, zarządzanie projektem z wymaganiami stawianymi przez urzędników w poszczególnych programach wymaga jednak właściwej dyscypliny i odpowiedniego zespołu. W Hicron nad sukcesem każdego projektu pracują zarówno eksperci z naszego zespołu, jak i zewnętrzni doradcy, którzy służą wsparciem na każdym z 10 kroków aplikacji. Nowe programy UE to kolejna szansa na podniesienie konkurencyjności firmy przy pomocy zewnętrznego finansowania, z której warto skorzystać – podsumowuje Anna Rutkowska z Hicron.

Grecy oczekują finansowania przez kolejne 3 lata

Tak jak wcześniej zakładano Grecja złożyła formalny wniosek o pomoc z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Ateny oczekują finansowania przez kolejne 3 lata. Na tę chwilę w Grecji przedłuża się czas zamknięcia banków, na pewno będą nieczynne jeszcze dzisiaj, prawdopodobnie też jutro, czyli tym samym do końca tygodnia.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Zaskoczeniem jest to, że minister finansów Grecji obiecał realizację programu reform i to już od przyszłego tygodnia. Reformy mają także objąć system podatkowy i emerytalny, to istotna zmiana ponieważ dotychczas to były sfery największych rozbieżności z wierzycielami.

Szczegółowy program reform zostanie przedstawiony przez premiera Alexisa Ciprasa dzisiaj lub najpóźniej jutro. Wiadomym jest, że zbytnio wierzycielom nie może ustępować. W końcu 60% Greków wyraziło poparcie dla jego działań. Pokajanie się przed wierzycielami mogłoby oznaczać spadek zaufania wśród społeczeństwa, które obdarzyło go sporym kredytem zaufania.

Grecja ma na zakończenie negocjacji czas tylko do niedzieli. Syriza, aby otrzymać pomoc musi tak naprawdę zrzec się stanowiska, o które walczyła ostatnie 5 miesięcy, i w końcu podjąć się trudnych reform. Patrząc na ostatnie wydarzenia trudno się spodziewać, by coś takiego miało miejsce. I na nic zdają się groźby wierzycieli mówiące o tym, że plan wyjścia ze strefy euro Grecji już jest gotowy. Wiadomo, że straty poniosłyby obie strony, mimo wszystko jednak po wyjściu z unii monetarnej najwięcej straciliby Grecy. Hellada chyba nie zdaje sobie sprawy, że tym razem brak porozumienia będzie oznaczał koniec dostarczania płynności finansowej dla greckich banków.

W całym tym zamieszaniu sporo traci polska waluta. Niestety nikt już nie pamięta o rekordowo niskim bezrobociu. Gospodarka polska ma się bardzo dobrze, RPP na dzisiejszym posiedzeniu podniósł prognozy makroekonomiczne, zakładając choćby wyższe tempo wzrostu PKB. Mimo że ekspozycja polskiej gospodarki na kryzys grecki jest znikoma, złotówka jest pod presją. Inwestorzy w takich sytuacjach odchodzą od rynków rozwijających. Mimo to w sytuacji niepomyślnego rozwiązania w niedzielę, polska waluta nie powinna już stracić wiele na wartości.

Dzisiejszy kalendarz nie jest zbyt bogaty. Co prawda o 13 Bank Anglii przedstawi decyzję co do wysokości stóp procentowych, sensacji jednak być nie powinno i polityka monetarna powinna zostać bez zmian. Warto jeszcze zwrócić uwagę o 14.30 na liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z amerykańskiej gospodarki.

EUR/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1850.

CHF/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Poprzedni opór na 4,0500 został przebity a kurs powoli ustanawia kolejne coraz bardziej niepokojące maksima. Wsparciem jest psychologiczna wartość 4zł a dalej dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9700.

USD/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,8150 a następnie dolne ograniczenie kanału na 3,7250.

GBP/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8300 a następnie 38,2% zniesienie Fibonacciego na 5,7700. Dla ruchu w górę oporem jest maksimum na 5,9800 a następnie górne ograniczenie kanału na 6,0100.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

65 proc. kandydatów nie kupi produktu od firmy, która nie odezwała się do nich po wywiadzie rekrutacyjnym

Poszukując pracy, liczymy na kontakt ze strony pracodawców, bez względu na to, jakim wynikiem zakończy się postępowanie rekrutacyjne. Tymczasem z odpowiedzią pracodawcy mają duży problem, co jest bardzo rozczarowujące dla kandydatów.

Czekając na…

Mijają dni, tygodnie, a nawet miesiące, a kandydat wie tyle samo, ile wiedział wówczas, kiedy zdecydował się wysłać swoje zgłoszenie. Co prawda, można przyjąć, że nie spełnił wymagań stawianych przez pracodawcę, ale nie oznacza to, że należy ten fakt przemilczeć. Pracodawcy często zakładają, że spokój ich sumienia zawarty jest w dopisku widniejącym przy ogłoszeniu o pracę, a mianowicie, że zastrzegają sobie kontakt tylko z tymi, którzy pomyślnie przebrną przez pierwszy etap rekrutacji. To błędne założenie. Wystarczy wczuć się w rolę osoby poszukującej pracy, by zdać sobie sprawę, że brak reakcji wywołuje rozczarowanie, frustrację, zniechęcenie. Trudno oczekiwać, że każdemu z osobna firma wyjaśni powody takiej a nie innej decyzji, udzielając przy tym wskazówek na przyszłość, ale zwykły komunikat z pewnością zrobiłby lepsze wrażenie niż powstrzymanie się od jakiejkolwiek odpowiedzi.

Konsekwencje

Szukając powodów takiego zachowania firm, można wskazać poczucie, że nie wszystkim trzeba odpowiadać, za duża liczba kandydatów, brak czasu, czy też wewnętrzne zasady. Jakkolwiek by nie było, takie postępowanie niekorzystnie odbija się na wizerunku firm i zniechęca do korzystania z ich produktów czy usług. Zgodnie z wynikami badania serwisu CareerBuilder – The 2015 Candidate Behavior, 69 proc. osób poszukujących pracy jest mniej skłonna do zakupu produktu lub usługi od firmy, która źle potraktowała ich podczas rekrutacji, 65 proc. kandydatów nie kupi produktu od firmy, która nie odezwała się do nich po wywiadzie rekrutacyjnym, 58 proc. kandydatów deklaruje, że rzadziej kupią produkt firmy, która nie potwierdziła nawet przesłania aplikacji. Zmiana nastawienia firm przekłada się na inne nastroje wśród kandydatów. Niemal 70 proc. z nich chętniej kupi produkt firmy, która dobrze ich potraktowała w trakcie rekrutacji, 67 proc. chętniej kupi produkt, jeśli firma zadbała o to, by przez cały proces rekrutacji informować o tym, na jakim etapie jest aplikacja kandydata. Zdaniem Marka Jurkiewicza, General Managera InfoPracy, w wielu przypadkach odpowiednia reakcja firm jest równie skutecznym sposobem zyskiwania przychylności kandydatów i potencjalnych klientów, jak akcje marketingowe. Zaniedbania na tym polu mogą być trudne do odrobienia pod względem budowania marki, dbałości o potencjalnych pracowników i szeroko pojętego employer brandingu.

Stan kandydatur InfoPraca

Budując efektywnie rynek pracy, InfoPraca dokłada starań, by na linii pracodawca-kandydat istniał przepływ informacji. Służy do tego stan kandydatur. Kandydat od początku wie, na jakim etapie rekrutacji jest jego zgłoszenie. Status „otrzymane” dowodzi, że CV trafiło do rekrutera, czyli właściwej osoby, „rozpatrywane”, że jest poddawane analizie, a „zaakceptowane” – że przed nim kolejne etapy. Nawet jeśli postępowanie nie zakończy się sukcesem, kandydat będzie o tym wiedział, widząc komunikat „odrzucone”. Zasadność takiego komunikowania spotyka się z pozytywnym oddźwiękiem ponad 70 proc. pracodawców zamieszczających ogłoszenia na portalu InfoPraca, a wskaźnik ten stale rośnie. Przyciąga to kandydatów, dla których im mniej niewiadomych, tym bardziej przejrzysta sytuacja.

Raytheon przekazał grant w wysokości 100 tys. dolarów dwóm polskim uczelniom technicznym

0

Firma Raytheon Company (NYSE: RTN) poinformowała, że przekazała grant w wysokości  100 000 dolarów dwóm czołowym polskim uczelniom technicznym – Wojskowej Akademii Technicznej oraz Politechnice Warszawskiej na rozwój studiów w dyscyplinach STEM -nauce, technologii, inżynierii i matematyce. Grant  opiewający na kwotę 50 000 dolarów dla każdej z uczelni posłuży do sfinansowania stypendiów i programów badawczych wspierających studia magisterskie  na kierunkach inżynierskich.

Thomas Vecchiolla – Prezes Raytheon International Inc. oraz po lewej Rektor-Komendant gen. bryg. prof. dr hab. inż. Zygmunt Mierczyk –Wojskowa Akademia Techniczna
Thomas Vecchiolla – Prezes Raytheon International Inc. oraz po lewej Rektor-Komendant gen. bryg. prof. dr hab. inż. Zygmunt Mierczyk –Wojskowa Akademia Techniczna

Jako lider w dziedzinie technologii i innowacyjności, Raytheon docenia strategiczne znaczenie globalnej współpracy z przemysłem, uniwersytetami i środowiskiem naukowym. Firma prowadzi rozmowy z czołowymi polskimi uczelniami aby ustalić, jak najlepiej wspierać studia i badania naukowe w dziedzinie technologii. Celem firmy jest współpraca w zakresie długofalowych inicjatyw edukacyjnych i naukowych, które zachęcają do nieustających inwestycji w technologie i innowacje –  najważniejsze siły napędowe każdej gospodarki narodowej.

„Jedną z korporacyjnych misji firmy Raytheon jest promowanie innowacyjnej edukacji aby stymulować zainteresowanie dyscyplinami naukowymi oraz powiększać grona studentów i pracowników naukowych dysponujących kompetencjami w zakresie STEM –nauki, technologii, inżynierii oraz matematyki– powiedział Thomas Vecchiolla, prezes Raytheon International, Inc.” Ta inwestycja w wysokości 100 000 dolarów stanowi pierwszy etap naszego wsparcia dla wyjątkowego zaangażowania Polski w rozwój badań naukowych w obszarach , które przyczyniają się do gospodarczego rozwoju kraju.”

Grecki kryzys nie będzie miał długoterminowego wpływu na złotego

Ze względu na brak komunikatów Europejskiego Banku Centralnego dotyczących nowej polityki monetarnej, cała uwaga Europy skupiała się od kilku miesięcy na Grecji ze względu na nasilenie trwającego w tym kraju kryzysu finansowego. W lipcu Grecja zrobiła duży krok w kierunku opuszczenia strefy euro, co określane jest jako „Grexit”, gdy w długo oczekiwanym referendum mieszkańcy stanowczo opowiedzieli się przeciwko reformom gospodarczym proponowanym przez kraje, które wcześniej udzielały Grecji pomocy.

Enrique Diaz - Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury
Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

Wydarzenia z Aten na razie nie wpłynęły znacząco na euro, jednak trwające negocjacje i zagrożenie wyjściem Grecji z unii monetarnej odbiło się w pewnym stopniu na kursie wspólnej waluty, której wartość spadła początkiem lipca do najniższego poziomu od 5 tygodni. Opuszczenie przez Grecję strefy euro, którego prawdopodobieństwo szacujemy na 60%, przypuszczalnie spowoduje dalsze kłopoty wspólnej waluty.

W związku z obawami dotyczącymi wpływu greckiego kryzysu na Polskę, wiceminister finansów Artur Radziwiłł stwierdził, że nie będzie on miał prawie żadnego bezpośredniego wpływu na krajową gospodarkę ani system bankowy zarówno w najbliższym czasie, jak i w perspektywie długoterminowej. Premier Ewa Kopacz również podkreśliła, że bank centralny ma instrumenty potrzebne do obrony złotego przed negatywnym wpływem sytuacji w Grecji.

Rezerwy walutowe w naszym kraju znacząco wzrosły w poprzedniej dekadzie i równoważą około ośmiomiesięczne wydatki na import. Dlatego Narodowy Bank Polski ma duże możliwości interwencji na rynku wymiany walut, aby chronić naszą walutę, w przypadku gdy wydarzenia w Grecji zaczną wpływać na jej kurs.

Biorąc pod uwagę możliwości i gotowość banku centralnego do stabilizacji kursu wymiany złotego, jeśli będzie to konieczne, nie przewidujemy żadnego długoterminowego wpływu greckiego kryzysu na wartość polskiej waluty. Przypuszczamy, że kurs złotego będzie raczej kształtowany przez podniesienie stóp procentowych przez Rezerwę Federalną w USA oraz osłabienie euro po wdrożeniu przez Europejski Bank Centralny programu poluzowania polityki monetarnej.

Autor: Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

J. Borowski (Crédit Agricole): Gdyby o grexicie decydowały względy ekonomiczne, Grecja opuściłaby Unię. Decydujące będą jednak względy polityczne

główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski

Względy polityczne prawdopodobnie zdecydują o kompromisie między Grecją a Unią Europejską, uważa główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski. Ateny mogą liczyć na rozłożenie długu na więcej mniejszych rat lub redukcję odsetek. Choć uspokoi to nastroje, Grecja nadal nie będzie sobie mogła pozwolić na deficyt budżetowy.

– Scenariusz podstawowy to dzisiaj nadal pozostanie Grecji w strefie euro, dlatego że decyzja o pozostaniu i decyzja o zgodzie obu stron na jakiś kompromisowy pakiet jest w znacznym stopniu decyzją polityczną. Gdyby dzisiaj podejmowano decyzję o tym, czy dalej Grecji pomagać i na jakich warunkach, kierując się wyłącznie kryteriami ekonomicznymi, najprawdopodobniej rozstrzygnięcie byłoby negatywne – tłumaczy Jakub Borowski.

Przedstawiciel Crédit Agricole jako najważniejszy czynnik o charakterze politycznym wskazuje chęć utrzymania stabilności strefy euro oraz niedopuszczenie do powstania znaczących napięć społecznych w Grecji. Największy wpływ na ostateczną decyzję w sprawie Aten będą miały wiodące gospodarki strefy euro, ze wskazaniem na Niemcy.

– Grecja powinna mieć zredukowany dług publiczny znacząco w tym sensie, że powinna być to stopniowa redukcja długu w zamian za reformy, które będzie wprowadzać. Najpierw reformy, potem redukcja długu, a nie odwrotnie – tłumaczy Jakub Borowski.

Wysokość greckiego długu publicznego sięga już 175 proc. PKB, a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Aten wynosi niemal 20 proc. i w ciągu ostatnich dwóch tygodni wzrosła niemal dwukrotnie. To poziom z drugiej połowy 2012 roku, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2014 roku rentowność greckich papierów dłużnych nie przekraczała 6 proc. W obecnej sytuacji rząd Hellady nie ma możliwości terminowej obsługi zadłużenia. Jakub Borowski jako rozwiązanie wskazuje na redukcję długu do poziomu około 120 proc. PKB. Obecnie jednak prawdopodobieństwo, że Eurogrupa zgodzi się na taką opcję, jest według niego bliskie zera.

– Sądzę, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz trwania, polegającego na tym, że ten dług jest zrestrukturyzowany, ale ta restrukturyzacja długu nie polega na tym, że się umarza Grecji jakąś kwotę, tylko pozwala jej się zapłacić tę kwotę później, rozłożyć raty na dłuższy czas, być może nawet na kilkadziesiąt lat – mówi przedstawiciel Crédit Agricole.

Jakub Borowski zwraca jednak uwagę na to, że rozłożenie długu w czasie wraz z redukcją jego oprocentowania nie będzie równoznaczne z całkowitym rozwiązaniem greckiego kryzysu. Powrót Grecji do pełnej równowagi ekonomicznej możliwy jest dopiero w długoletniej perspektywie.

– Ale można mieć nadzieję, że taki wariant rozłożenia tego długu na bardziej korzystne raty, na dłuższy czas, będzie czynnikiem uspokajającym nastroje w Grecji i jednocześnie czynnikiem, który zwiększy prawdopodobieństwo przeprowadzenia kolejnych reform – ocenia ekonomista.

Zdaniem Jakuba Borowskiego kompromis z wierzycielami jest rozwiązaniem znacznie lepszym, niż opuszczenie przez Ateny strefy euro. Ewentualny grexit skutkowałby bardzo dużymi zawirowaniami rynkowymi i prowadził do dalszej eskalacji kryzysu.

– Niezależnie od tego, gdzie Grecja będzie, czy w strefie euro, czy poza nią, nie ma przestrzeni do tego, żeby prowadzić ekspansję fiskalną, wydawać więcej, niż się zarabia – kończy wypowiedź główny ekonomista Crédit Agricole.

Grecja ma mało czasu na zakończenie negocjacji z wierzycielami. Już na 20 lipca przypada termin wykupu obligacji o wartości 3,5 miliarda euro, będących w posiadaniu EBC.

Maleje udział polskich eksporterów w skandynawskich rynkach

Skandynawskie banki centralne obniżają stopy procentowe, aby chronić własne gospodarki przed nadmiernym umocnieniem swoich walut. Ofiarą tych działań są polscy eksporterzy. Sprzedaż krajowych towarów na rynkach tego regionu spada od początku roku.

Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Polska eksportuje do krajów skandynawskich głównie produkty przemysłu elektromaszynowego oraz samochodowego. Sprzedajemy także żywność, surowce drzewne oraz wyroby chemiczne.

Jednak eksport polskich towarów do tych krajów spada od początku 2015 r. Sprzedaż w kwietniu zmalała aż o 2.9 proc. w porównaniu do ub.r. Był to najgorszy wynik od 2006 r. Z każdym miesiącem tendencja pogłębia się. W dodatku udział krajów z tego regionu w polskim eksporcie maleje. Jeszcze w grudniu wynosił on 7 proc., aby w kwietniu zmniejszyć się do 6.5 proc.

Eksport do krajów skandynawskich (zmiana rok do roku). Źródło: GUS. Opracowanie: Cinkciarz.pl
Eksport do krajów skandynawskich (zmiana rok do roku). Źródło: GUS. Opracowanie: Cinkciarz.pl

Bardzo słaby ogólny wynik eksportu do tych państw jest spowodowany silnym spadkiem sprzedaży do Norwegii. Jest on aż o 27 proc. niższy niż przed rokiem. W przypadku pozostałych krajów mamy co prawda do czynienia ze wzrostem, ale zdecydowanie wolniejszym niż w ostatnich latach. Niemniej analiza dotyczy regionu jako całości.

Dlaczego tak się dzieje?

W połowie 2014 r. kraje Skandynawii zostały dotknięte problemami wynikającymi z załamania cen ropy naftowej (spadek z ok. 100 dol. do blisko 50 dol. obecnie). To oznaczało konieczność ograniczenia inwestycji w sektorze wydobywczym oraz petrochemicznym. Szkodzą również niskie ceny rud żelaza i stali.

Od początku 2015 r. nie widać jednak spadku eksportu polskich produktów przemysłu elektromaszynowego, wykorzystywanych w sektorze wydobywczym (ogólnie wzrósł on o 12.2 proc., jedynie sprzedaż do Norwegii zmalała). Można natomiast dostrzec ograniczenie eksportu w kategoriach produktów, które są wrażliwe cenowo.

To oznacza wyraźnie wolniejszy wzrost sprzedaży produktów przemysłu drzewnego oraz chemicznego. Gorsze wyniki widać także w niektórych kategoriach produktów żywnościowych. To może oznaczać, że za ograniczeniem eksportu tych towarów stoją zbyt wysokie ceny wynikające z umocnienia złotego.

Sposób na silne waluty

Na początku 2015 r. Europejski Bank Centralny zaczął kupować rządowe obligacje, aby wesprzeć gospodarkę oraz pobudzić inflację w strefie euro. Napływ taniego euro na światowe rynki zmusił kraje posiadające własne waluty do odpowiedzi. Stąd obserwowana od początku roku fala obniżek stóp procentowych, często dochodząca do rekordowo niskich poziomów.

Ostatnie kilka tygodni przyniosły kolejną rundę cięć. 2 lipca br.szwedzki bank centralny (Riksbank) niespodziewanie ściął stopy procentowe o 10 punktów bazowych do minus 0.35 proc. Władze monetarne zdecydowały dodatkowo o zwiększeniu skupu rządowych obligacji.

Decyzja Riksbanku była sporym zaskoczeniem. Kondycja szwedzkiej gospodarki jest bowiem stosunkowo dobra. Bank centralny uzasadnił obniżenie stóp procentowych niepewnością związaną z greckim kryzysem oraz wpływem tego czynnika na kurs walutowy. Ostatnio obserwowano wyraźne umocnienie korony. Tym samym Szwedzi przyznali wprost, że walczą o słabszą walutę.

Kilka tygodni wcześniej (18 czerwca br.) podobne kroki podjął norweski bank centralny, Norges Bank. Stopa procentowa została ścięta do rekordowo niskiego poziomu 1 proc. Jednak w porównaniu do Szwecji, kondycja norweskiej gospodarki jest znacznie gorsza. Kraj został mocniej doświadczony przez spadek ceny ropy naftowej. Ostatnio ten surowiec ponownie traci na wartości, co zwiększa prawdopodobieństwo kolejnych cięć. Ich rezultatem będzie dalsze osłabienie korony.

Szczególny jest przypadek Danii, ponieważ tutaj korona jest sztywno powiązana z euro. Po decyzji EBC o rozpoczęciu skupu obligacji, kraj zastosował ujemne stopy procentowe, aby nie dopuścić do oderwania kursu swojej waluty od euro. Z polskiej perspektywy taka sytuacja oznacza, że duński pieniądz zachowuje się praktycznie tak samo w stosunku do złotego, jak do euro.

Natomiast ostatni z krajów tej grupy, czyli Finlandia, jest członkiem strefy euro. Tym samym tutaj zasadnicze znaczenie ma kurs wspólnej waluty, który jest dość stabilny.

Silny złoty hamuje eksport

Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN* dla grupy krajów skandynawskich pokazuje, że mamy obecnie do czynienia z okresem silnego złotego. W czerwcu był on wyższy o 1.9 proc. wobec poprzedniego roku, a miesiąc wcześniej było to aż 4.4 proc.

Jak na razie niewielkie znaczenie ma czerwcowy spadek indeksu o 1 proc. wobec poprzedniego miesiąca. Trend wzrostowy indeksu SCAN trwa już od początku 2012 r. Natomiast po decyzjach Riksbanku i Norges Banku trudno oczekiwać zahamowania tendencji. Sytuacja jest gorsza tylko w przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN. Źródło: Cinkciarz.pl
Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN. Źródło: Cinkciarz.pl

Eksport do krajów skandynawskich odpowiada rozmiarami sprzedaży do Wielkiej Brytanii, która jest drugim po Niemczech najważniejszym partnerem handlowym Polski. To oznacza, że spadek sprzedaży do tych krajów znajdzie odbicie w pogorszeniu bilansu handlowego Polski, przez co wpłynie na zmniejszenie wzrostu PKB.

Odpowiedź banków centralnych z tego regionu na działania podjęte przez EBC wpisuje się w kolejną odsłonę starań o osłabienie krajowych walut. Wszystko po to, aby poprawić swoją konkurencyjność.

Na początku czerwca widmo powrotu do podobnych rozwiązań wskrzesiła Angela Merkel. Niemiecka kanclerz oceniła silne euro jako zagrożenie dla wzrostu gospodarek zmagających się z problemami budżetowymi, takich jak Hiszpania czy Irlandia. Kilka dni wcześniej, podczas szczytu G7, Barack Obama miał powiedzieć, że silny dolar szkodzi amerykańskiej gospodarce, chociaż później zaprzeczył tym słowom.

Osłabienie eksportu na rynki skandynawskie pokazuje, jak istotne znaczenie ma troska o konkurencyjność cenową towarów.

* Szczegółowe informacje o indeksach walutowych Cinkciarz.pl są dostępne tutaj:
https://cinkciarz.pl/nowosci/komentarze-walutowe/indeks-zlotego-cinkciarz-pl-raport-lipiec-2015-czesc-1

https://cinkciarz.pl/nowosci/komentarze-walutowe/indeks-zlotego-cinkciarz-pl-raport-lipiec-2015-czesc-2

Autor: Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Konferencja Rady Polityki Pieniężnej w dniu 08.07.2015 r.

0

Konferencja prasowa po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, które odbyło się w dniach 7 – 8 lipca 2015 r.

Po przejęciu Delecty Bakalland stawia na rozwój organiczny. Zainwestuje w usprawnienie procesów technologicznych w zakładach w Łodzi, Janowie i Włocławku

0

CEO Magazyn Polska

Bakalland i Delecta, które od lipca działają prawnie jako jedna firma, przygotowują obecnie plan finansowy. Spółka chce skupić się na rozwoju organicznym, a w perspektywie najbliższych lat będzie inwestować w marki i usprawnienie procesów technologicznych w zakładach w Janowie, Włocławku i Łodzi. Aktywa firmy mają w wyniku tych inwestycji wzrosnąć o kilkadziesiąt milionów złotych.

Połączenie dwóch spółek, Delecty z Bakallandem, miało na celu uzyskanie wszystkich synergii, które się z tym wiążą. I efekt ostatniego półrocza w pełni potwierdził nasze założenia – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Marek Moczulski, prezes zarządu Bakalland SA. – Mamy ponad 400 mln obrotów, komplementarne kategorie, synergie produktowe i kosztowe. Daje nam to pewność, że to połączenie miało sens.

Ubiegłoroczne przejęcie Delecty kosztowało Bakalland ok. 100 mln zł. Reakcje rynku po ogłoszeniu transakcji były pozytywne, akcje spółki zyskały 30 proc. Firmy mają uzupełniające się produkty i od początku roku korzystają z efektów synergii, jakie dają wspólne akcje promocyjne. Prawne połączenie nastąpiło jednak dopiero od lipca. Obecnie opracowywany jest nowy budżet zatwierdzany przez radę nadzorczą.

Zakładamy inwestycje capeksowe, czyli w środki trwałe i promowanie naszych marek. Z jednej strony umacniamy pozycję rynkową, należy podkreślić, że w okresie łączenia spółek nie tylko nie traciliśmy rynku, lecz wręcz przeciwnie – zyskiwaliśmy w każdej kategorii marek, i Delecty, i Bakallandu. Można powiedzieć, że w naszym przypadku dwa plus dwa dało nie cztery, a sześć – podkreśla Moczulski.

Spółka chce zwiększyć możliwość sprzedaży produktów, dlatego usprawnia procesy produkcyjne. Jak zaznacza prezes Bakallandu, choć w każdym z zakładów planowane są inwestycje, nie wszędzie konieczne jest zwiększanie mocy wytwórczych – we Włocławku i Łodzi należy usprawnić linie technologiczne i cały proces, w Janowie natomiast potrzebne są dodatkowe maszyny pakujące.

Nie można wyszczególnić, że to tylko kwestia budynków czy maszyn. Inwestycje kapitałowe dotyczą kilku obszarów – wskazuje Moczulski. – Będą one znaczące. Suma bilansowa po wszystkich inwestycjach wyniesie kilkadziesiąt milionów złotych, choć nie chcę na razie ujawniać szczegółów – zastrzega.

Grupa Bakalland nie zakłada w najbliższym czasie akwizycji, choć nie wyklucza ich w dalszej przyszłości. Obecnie po fuzji wciąż trwa proces tworzenia nowej kultury organizacyjnej, tak by pozostać liderem na rynku. Dlatego grupa chce się skupić na rozwoju organicznym. Ułatwieniem może być wzajemne uzupełnianie się oferowanych przez Bakalland i Delectę produktów.

Rzadko się zdarza, że tak komplementarne produkty mogły mieć szansę na połączenie w jedną firmę. W dalszej strategii myślimy o umocnieniu naszych marek i w tym momencie nie planujemy dalszych akwizycji – przyznaje Moczulski.

Rynek bakalii wciąż się rozwija. Według szacunków branży rośnie o 10-12 proc. rocznie. Dlatego Bakalland chce wykorzystać potencjał i wprowadzić na rynek nowe produkty. Prezes grupy przypomina, że batony zbożowo-bakaliowe, które pojawiły się w sprzedaży w ubiegłym roku, szybko stały się popularne.

Naszą polityką jest ciągłe zaskakiwanie konsumentów nowościami. W tym roku również planujemy kilka takich produktów, ale nie będę zdradzać szczegółów – mówi Moczulski. – W kategorii bakalii jesteśmy absolutnym liderem, ciągle umacniamy swoją pozycję i w tej kategorii również przygotowaliśmy dla polskich konsumentów kilka nowości – dodaje.

Od połowy maja WIG20 stracił ponad 10 proc. Okazje mogą się trafić w sektorach budowlanym, turystycznym, handlowym i spożywczym

CEO Magazyn Polska

Choć polska gospodarka nie jest bezpośrednio uzależniona od sytuacji w Grecji, to jednak negatywny sentyment inwestorów przekłada się na rynki finansowe. Indeks WIG20 stracił od połowy maja ponad 10 proc. Jeszcze mocniej przeceniony jest sektor bankowy. Obecna korekta daje jednak szansę wejścia na rynek przy atrakcyjnych poziomach, a szczególnie warto się przyjrzeć sektorom budowlanemu, turystycznemu, spożywczemu i handlowemu.

Jeżeli chcemy kupić akcje jakiejś spółki, to rzeczywiście możemy je teraz kupić po nieco korzystniejszych cenach. Tylko pytanie, gdzie będzie ustanowiony dołek, bo rzeczywiście skala tej korekty zaskakuje wiele osób – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Indeks WIG20 obecnie znajduje się na poziomie ponad 10 proc. niższym, niż jeszcze w połowie maja. Ostatni raz tak niskie wartości spółek blue-chipów notowano w połowie 2012 roku. To zdaniem Łukasza Bugaja dobry moment na zakup tanich akcji. Analityk radzi jednak, by sektorom i spółkom przyglądać się wybiórczo.

Wydaje się, że sektor budowlany i spółki z nim powiązane, które nieźle zachowują się w tym roku, cały czas powinny prezentować niezłą kondycję i jest to związane z wydawaniem środków w ramach nowej perspektywy budżetowej z Unii Europejskiej – rekomenduje na okres najbliższych dwóch kwartałów Łukasz Bugaj.

Analityk DM BOŚ radzi spojrzeć również na branżę turystyczną. Obecnie na rynku działa kilku wyraźnych liderów, którzy skupiają na sobie większość popytu. Ich pozycję wzmacnia fakt, że coraz więcej Polaków korzysta z ofert urlopów zagranicznych. Inflacja, której pojawienie się prognozowane jest już w IV kwartale bieżącego roku, powinna wesprzeć z kolei sektor spożywczy.

Sektor spożywczy całkiem ciekawie wygląda choćby ze względu na spodziewane odbicie cen żywności i gdzieś tam ta tendencja wzrostowa spółek, szczególnie liderów z tego sektora, może nie jest bardzo duża, ale na pewno od kilku miesięcy zauważalna – ocenia ekonomista.

Łukasz Bugaj wyjaśnia, że niezależnie od sektora należy odróżniać liderów danej branży od podmiotów radzących sobie gorzej. Lepsze efekty przyniesie kupno udziałów w silnej spółce już znajdującej się w trendzie wzrostowym niż inwestycja w tanie akcje przedsiębiorstwa o słabej kondycji finansowej.

Wiele sektorów radzi sobie cały czas nieźle. Należy jednak w ramach tych sektorów dokonać podziału na spółki, które są liderami, i te, które radzą sobie gorzej. Lepiej bowiem wybrać lidera, którego akcje są już w trendzie wzrostowym, i kupić je na korekcie, choćby takiej jak obecna, niż szukać spółek, których akcje są w tendencji spadkowej – mówi Łukasz Bugaj.

A. Halicki: Dobre perspektywy dla Poczty Polskiej. Porozumienie ze związkami zawodowymi i status operatora wyznaczonego przyspieszą jej rozwój

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska, która została decyzją Urzędu Komunikacji Elektronicznej operatorem wyznaczonym, będzie strategicznym partnerem resortu administracji i cyfryzacji. Decyzja zbiegła się w czasie z rejestracją nowego układu zbiorowego pracy w Poczcie Polskiej, którego najważniejszym celem jest premiowanie wyników. To dwa czynniki, które w najbliższych latach pozwolą spółce przyspieszyć rozwój.

Mówimy dzisiaj, nie odsłaniając jeszcze wszystkich szczegółów, o długofalowym działaniu i współpracy Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji z Pocztą Polską jako strategicznym partnerem do powszechnej obsługi – dużo szerszej niż rynek pocztowy, a więc także obsługi w ramach e-administracji, w ramach usług, które dzięki nowoczesnym technologiom będą możliwe do upowszechnienia w placówkach Poczty Polskiej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji.

W zeszłym tygodniu decyzją Urzędu Komunikacji Elektronicznej Poczta Polska została wybrana na operatora wyznaczonego do pełnienia powszechnych usług pocztowych przez następne dziesięć lat.

Poczta Polska ma przed sobą bardzo dobre lata. Cieszy nie tylko fakt, że spółka została narodowym operatorem, lecz także jakość oferty złożonej przez spółkę. Należy podkreślić, to jest w zasadzie maksymalna ocena punktowa. Bezwzględna, jeżeli chodzi o fakty, liczby, możliwości i oczekiwania Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Ta obiektywna ocena oznacza, że Poczta Polska jest właściwym wyborem – podkreśla Halicki.

Wyniki konkursu zbiegły się w czasie z rejestracją nowego układu zbiorowego (ZUZP) dla zatrudnionych przez Pocztę Polską w Państwowej Inspekcji Pracy w Warszawie. Układ zbiorowy wprowadza nowy system wynagrodzeń, koncentrujący się na premiowaniu wyników i efektywności pracowników. Nowy ZUZP wszedł w życie pierwszego lipca.

– Teraz, po zarejestrowaniu zakładowego układu zbiorowego, będzie łatwiej – przekonuje Krzysztof Fidelis, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Straż Pocztowa. – Trendy rynkowe są takie, a nie inne, i trzeba się do nich dostosować. Stawiamy na nowoczesność i w przeciwieństwie do innych firm zamiast pracowników zwalniać, będziemy ich zatrudniać.

Polska jako pierwszy kraj w UE po liberalizacji rynku przeprowadziła konkurs na operatora wyznaczonego. Jak przekonuje Halicki, wiązało się z tym wiele niepewności.

Było wiele uwag, co do tego, że nie musimy być pierwszymi w UE, którzy ten konkurs przeprowadzą. Było też wiele obaw związanych z samym procesem, a także z atmosferą i konkurencją na rynku – tłumaczy Andrzej Halicki. – Pamiętać trzeba jednak, że otwarcie rynku nie może oznaczać obniżenia jakości.

W ogłoszonym pod koniec zeszłego roku konkursie Poczta Polska stanęła do walki z Polską Grupą Pocztową. Oferta prywatnego operatora PGP nie spełniła wymogów uczestnictwa w drugim etapie konkursu, czyli w ocenie merytorycznej. Chodziło o posiadanie odpowiednio rozbudowanej sieci placówek pocztowych i centrów rozdzielczych, środków transportu, a także stabilną organizację przedsiębiorstwa i płynność finansową.

Także Krzysztof Fidelis ocenia, że decyzja UKE stwarza duże szanse rozwojowe dla PP.

Przede wszystkim oznacza ona stabilność. Pracownicy w końcu ją zyskają. Wcześniej mieliśmy sporo obaw z pojawieniem się na rynku dość dużego nowego operatora – twierdzi Krzysztof Fidelis. – Jesteśmy szczęśliwi, że możemy dalej pracować w spokoju oraz budować firmę.

Białe plamy na mapie internetowej Polski może pomóc zlikwidować internet satelitarny. Dałby dostęp do sieci 800 tys. gospodarstw, które nie mogą liczyć na stałe łącza

CEO Magazyn Polska

Technologie do niedawna wykorzystywane podczas lotów kosmicznych pomogą zapewnić internet w rejonach, gdzie niemożliwe jest zainstalowanie tradycyjnej sieci bądź korzystanie z mobilnej. W Polsce jest aż 800 tysięcy takich gospodarstw domowych (6–9 proc. odbiorców). Technologia satelitarna znajduje coraz więcej zastosowań w codziennym życiu.

Latałem w okresie pionierskim, kiedy jeszcze obowiązywała technika analogowa. Dotyczyło to wszystkich źródeł komunikacji, samego systemu sterowania, komunikowania się – wspomina Mirosław Hermaszewski, kosmonauta, który 37 lat temu odbył lot w kosmos na statku Sojuz 30. – Wszystkie obliczenia, nawet te skomplikowane, robiliśmy sami. Żeby sobie ulżyć, sam opracowałem wcześniej odpowiednie tabele, wykresy, z których korzystałem, bo odpowiadałem za dynamikę lotu, zbliżenie, stykówkę. Byłem tam w roli inżyniera pokładowego. Za naszych czasów pilotowanie statku, te wszystkie manewry, zbliżanie itd., to wszystko zajmowało nam 80 proc. czasu, 20 proc. procent przeznaczone było na program naukowy. Dziś jest na odwrót – wyjaśnia.

Zaawansowane technologie satelitarne służą dziś nie tylko lotom w kosmos, lecz także coraz częściej znajdują zastosowanie w codziennym życiu. Wszędzie tam, gdzie tradycyjne kablowe łącze światłowodowe i sieć mobilna nie są dostępne, zarówno ze względów ekonomicznych, jak i technicznych, dostęp do szerokopasmowego internetu jest w stanie zapewnić technologia satelitarna. Jej zastosowanie sprawia, że odbiorca jest zupełnie niezależny od infrastruktury naziemnej.

Dzięki technologii satelitarnej jesteśmy w stanie świadczyć usługi dwukierunkowe. Czyli odbieranie i wysyłanie danych odbywa się płynnie jednocześnie. To odróżnia ją od usług starszej generacji, kiedy ta transmisja była jednokierunkowa – mówi agencji Newseria Biznes Daniel Zadrożny, dyrektor regionalny Eutelsat Broadband w Polsce, oferującego satelitarny dostęp do internetu Tooway.

Technologia satelitarna to jeden z najszybciej rozwijających się segmentów branży telekomunikacyjnej. Według programu operacyjnego Polska Cyfrowa konieczna jest praca nad zwiększeniem dotarcia z łączami internetowymi do coraz większej liczby użytkowników. Technologia satelitarna może pomóc w ograniczeniu obszarów zwanych białymi plamami.

Zgodnie z Europejską Agendą Cyfrową do 2020 roku każdy obywatel UE będzie mieć dostęp do internetu szerokopasmowego o prędkości co najmniej 30 Mbps. Dziś w wielu miejscach UE realizację tego planu utrudnia niski stopień cyfryzacji. Obecnie jedna trzecia Polaków przyznaje, że nigdy nie korzystała z internetu. Jedynie 60 proc. korzysta z niego regularnie. W krajach Unii to odpowiednio 22 i 70 proc. Drugim problemem są białe plamy, czyli obszary, gdzie internet szerokopasmowy nie dociera za pośrednictwem kabli, fal radiowych czy usług oferowanych przez operatorów komórkowych.

Dzisiaj mamy szerokie spektrum – satelita KA-SAT z bardzo wysokimi możliwościami transmisyjnymi, które przekładają się na usługi konsumenckie – prędkość 22 Mb/s ściąganie, 6 Mb/s wysyłanie, a wkrótce będziemy mieli 30 Mb/s na ściąganie danych – wymienia Daniel Zadrożny.

System Tooway wykorzystuje transmisję danych w paśmie Ka, obsługiwanym w Europie np. przez satelitę Eutelsat KA-SAT. Jak podkreśla Zadrożny, to najnowocześniejszy satelita we flocie Eutelsat, co umożliwia świadczenie usług o wysokiej wydajności w Polsce i Europie.

Satelita nie jest jedynym elementem systemu, mamy także w pełni zintegrowany system stacji naziemnych, dzięki któremu jesteśmy w stanie świadczyć usługi najnowszej generacji – mówi Zadrożny.

Internet to nie jest jedyny obszar, gdzie znajduje zastosowanie technologia satelitarna. Zdaniem Zadrożnego jest wiele innych możliwości.

Wykorzystanie technologii kosmicznych w usługach konsumenckich będzie się rozwijać. Chodzi o transmisję danych, transmisje telewizyjne, wysyłanie i odbieranie obrazu wykorzystywane w telemedycynie, monitoring i zbieranie danych z bardzo odległych miejsc czy zapewnienie transmisji danych dla masztów telefonii komórkowej znajdujących się w oddalonych miejscach – wymienia Zadrożny. – Ciekawym rozwiązaniem jest monitorowanie zbiorów, obserwowanie, jak się rozwijają na dużych obszarach i stosowanie odpowiednich nawozów. Także monitorowanie powodzi – za pomocą satelity możemy zobrazować, jaki jest stan zalania, i komputerowo przemodelować, jak będzie postępować lub jak woda będzie się cofać.

Przeciętna polska firma przepłaca za prąd co najmniej 10-15 proc.

CEO Magazyn Polska

Polscy mali i średni przedsiębiorcy marnują prąd przez nieodpowiednie oświetlenie, ogrzewanie i zbędną pracę maszyn. Tym samym zwiększają swoje koszty średnio o 10-15 proc. Inwestycje służące obniżeniu zużycia energii zwracają się nawet wcześniej niż po półtora roku.

Według danych zebranych przez firmę Polski Prąd podczas audytu ponad 200 małych i średnich firm ponad 75 proc. przedsiębiorstw, które zużywają 50-300 MWh energii elektrycznej rocznie, mogłoby zredukować rachunki za prąd nawet o 10-15 proc.

U części z nich widzieliśmy liczby sięgające nawet 30 proc. – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Owczarski, prezes zarządu Polski Prąd. – Przeciętna firma w Polsce ma potencjał oszczędności sięgający 8-10 proc. Można je generować w prosty sposób i w efekcie zmniejszyć koszty zużycia energii, zarówno kupowanego prądu, jak i dystrybucji.

Większość oszczędności dotyczy trzech obszarów: oświetlenia, pracy jałowej urządzeń oraz niewłaściwej termoizolacji obiektów przemysłowych.

W oświetleniu widzimy szereg dość typowych błędów. Począwszy od prześwietlania pomieszczeń, czyli umieszczania większej liczby źródeł światła, niż to jest potrzebne, poprzez niestosowanie wyłączników czasowych,  a skończywszy na tym, że instalowane są lampy o zbyt dużej mocy – wyjaśnia Owczarski.

Prezes Polskiego Prądu zwraca także uwagę na to, że w Polsce wciąż małą popularnością cieszy się technologia LED. Według niego wymieniając tradycyjne oświetlenie na LED-y bądź neony, przedsiębiorcy byliby wstanie zaoszczędzić nawet do 80 proc. energii zużytej na światło. Przykładowo firma mająca 1000 punktów oświetleniowych o mocy 35W każdy mogłaby w ten sposób zaoszczędzić około 45 tys. zł rocznie. Zainstalowanie wyłączników czasowych i czujników obecności w pomieszczeniach może z kolei obniżyć roczne koszty prądu o kolejne 10-15 tys. zł.

Inwestycji w oświetlenie zwróciłby się już w czasie krótszym niż dwa lata – podlicza Owczarski.

Również błędy konstrukcyjne w budynkach i systemach grzewczych powodują, że firmy przepłacają za energię elektryczną.

Mamy np. bardzo duży kocioł grzewczy, ale za małe profile rur, które rozprowadzają ciepło do kaloryferów lub na odwrót. Często stan instalacji ogrzewania odbiega od ideału – wyjaśnia prezes Polskiego Prądu.

Optymalizacja efektywności energetycznej może zredukować zużycie prądu o ponad jedną trzecią.

Kolejnym obszarem, gdzie można zaobserwować nieefektywność zużycia energii elektrycznej, jest jałowa praca silników, np. wentylatorów w pustych pomieszczeniach, schodów ruchomych czy drzwi obrotowych, które często włączone są niepotrzebnie. Jak podkreślają eksperci Polskiego Prądu, te oszczędności są bardzo łatwe do osiągnięcia. Nawet jeśli działania te wymagają nakładów finansowych, to szybko się zwracają.

Nawet w tych przypadkach, kiedy nakłady sięgały 50-100 tys. zł, redukcja kosztów była tak duża, że zwracała się niemal natychmiast. A oszczędności były ogromne, gdyż – co trzeba zaznaczyć inwestycje powodowały wieloletnie obniżki kosztów – mówi ekspert.

Z badania wynika jednak, że właściciele firm rzadko zwracają uwagę na możliwość oszczędzania.

To nigdy nie jest palący temat. Z perspektywy klienta wszystko działa, prąd płynie. Ludzie nawet, jeżeli wiedzą, że mogą zaoszczędzić na fakturze, nie zastanawiają się nad tym, jak to zrobić. Wynika to z tego, że klient najczęściej nie czuje potrzeby szukania rozwiązania, które pozwoli mu zaoszczędzić – mówi Owczarski. – To są małe i średnie firmy, które nie zatrudniają na etat osoby zajmującej się utrzymaniem instalacji energetycznej. W konsekwencji firmy wciąż tracą pieniądze.

Ekspert wyjaśnia jednak, że możliwości oszczędzania są w każdej branży, różne będą tylko zastosowane metody.

W hotelach głównym elementem będzie oświetlenie, z kolei w branży restauracyjnej ciekawym rozwiązaniem jest akumulacja ciepła, które powstaje w procesie przygotowania jedzenia, i użycie go do celów grzewczych. Rozwiązania będą różne w różnych branżach, ale sam potencjał oszczędności w każdej taki sam – wyjaśnia Paweł Owczarski.

Zainteresowanie leasingiem maszyn rolniczych rośnie o 9 proc. rocznie. Rolnicy coraz chętniej korzystają z ofert banków, niekoniecznie spółdzielczych

CEO Magazyn Polska

Przychody branży leasingowej w segmencie agro wzrosły w całym ubiegłym roku i w I kwartale tego roku o 9 proc. Instytucje finansowe na coraz większą skalę rozbudowują oferty dla rolników. To ważna grupa klientów 92 proc. z nich korzysta z produktów bankowych. Co czwarty zaciąga pożyczki gotówkowe na inwestycje, a co dziesiąty pożyczki celowe lub korzysta z leasingu.

– Zgodnie z badaniami, które przeprowadziła dla nas firma Martin & Jacob, rolnicy dzisiaj to przede wszystkim przedsiębiorcy rolni. Korzystają z bardzo szerokiej, kompleksowej oferty różnego rodzaju produktów banków i instytucji finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Sudaj, dyrektor ds. strategii rynkowej BZ WBK Leasing.

Całkowita wartość maszyn i urządzeń wziętych w leasing przez rolników wyniosła w 2014 roku blisko 3,7 mld zł. Średnia wartość pojedynczej umowy opiewała na sumę około 160 tys. zł. Rolnicy finansują głównie ciągniki, maszyny i urządzenia niezbędne do prowadzenia działalności rolnej. Coraz częściej przedmiotem leasingu są także pojazdy osobowe.

Wśród rolników dużym zainteresowaniem cieszą się także pożyczki gotówkowe – wynika z badania firmy Martin & Jacob. Ponad 25 proc. badanych korzystało z ofert instytucji finansowych w celu uzyskania dodatkowych środków na zakup maszyn i urządzeń oraz na finansowanie bieżącej działalności gospodarczej.

– Ponad 90 proc. rolników korzysta z oferty różnego rodzaju instytucji bankowych w Polsce – mówi Sudaj. – Rolnicy korzystają praktycznie z całej oferty produktów bankowych: rachunków bieżących, kart płatniczych, kart kredytowych, finansowania różnego rodzaju inwestycji, kredytów, pożyczek czy finansowania bieżącego w rachunku.

Coraz częściej też korzystają z ofert banków innych niż spółdzielcze. Rolnicy szukają wśród instytucji finansowych przede wszystkim stabilnych partnerów biznesowych, których oferta będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie sygnalizowane potrzeby.

– W zeszłym roku branża leasingowa zanotowała wzrost w segmencie agro o blisko 9 proc. Dla nas jest to jeden z kluczowych segmentów działalności. Notujemy tu blisko 46-proc. dynamiki – podkreśla dyrektor w BZ WBK Leasing.

Jak zapewnia, tak wysoka dynamika sprzedaży w przypadku grupy Santander, której członkiem jest BZ WBK Leasing, była możliwa dzięki dopasowaniu oferowanych produktów i rozwiązań do potrzeb branży. Specyfika oferty polega m.in. na innym rozłożeniu spłat ze względu na sezonowość prac i wpływów. W ofercie znajduje się specjalnie przygotowany dla branży Agro Pakiet, który pozwala zarządzać finansami rolników.

Tomasz Sudaj przekonuje, że unijne środki, które otrzymują rolnicy, nie są konkurencją dla produktów bankowych, wręcz przeciwnie, uzupełniają się nawzajem i motywują do inwestowania w gospodarstwa. W latach 2014-2020 na realizację Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich przeznaczonych zostanie 13,5 mld euro.

– Środki z funduszy są impulsem, który bardzo często rozpoczyna cały proces inwestycyjny, proces optymalizacji i unowocześniania gospodarstwa. Jednocześnie nawet brak tych środków nie zatrzymuje procesów inwestycyjnych – wyjaśnia Tomasz Sudaj.

Ekspert pozytywnie ocenia zmiany zachodzące w ostatnim okresie w branży rolniczej w Polsce. Dotyczy to nawet przedsiębiorców niekorzystających z unijnego finansowania. Na polskiej wsi widać konsekwentnie realizowane inwestycje, które wpływają na wzrost efektywności i dochodowości całego sektora.

– Kolejne środki w ramach programów na lata 2014-2020 to zastrzyk gotówki, który w naszej ocenie bardzo pozytywnie wpłynie na rozwój rynku i będzie determinował następne inwestycje – mówi dyrektor w BZ WBK Leasing.

Ukraińskie firmy chcą przez polski rynek IT zdobywać klientów w Europie. Branżowe targi i konferencje ułatwiają nawiązywanie relacji

2

CEO Magazyn Polska

Rynek IT i urządzeń mobilnych w Polsce dynamicznie się rozwija. Prawie 60 proc. Polaków korzysta ze smartfonów. Potencjał rynku dostrzegają nie tylko krajowe, lecz także zagraniczne firmy. Bardzo duże zainteresowanie Polską jest między innymi na Ukrainie. Tamtejsze firmy – ze względu na trudną sytuację gospodarczą i polityczną w kraju – chcą zdobywać klientów w Polsce, a także planują dalszą ekspansję przez polski rynek. Branżowe targi i konferencje ułatwiają nawiązywanie międzynarodowych relacji.

Rynek telekomunikacyjny i IT w Polsce i Europie Wschodniej jest bardzo ciekawy. Jego potencjał jest cały czas rosnący, dlatego że technologie, trendy oraz produkty cały czas się zmieniają. Nieustannie rośnie też zapotrzebowanie na nowe usługi – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Cieślak, prezes MiT Media Group, organizatora Mobility Reseller Days.

Rynek urządzeń mobilnych rośnie dynamicznie zarówno w Europie, jak i w Polsce. Według najnowszych szacunków TNS Polska pod koniec 2015 roku ponad 60 proc. Polaków będzie korzystać ze smartfonów. Jeszcze trzy lata temu było to zaledwie 25 proc. Podobnie jest na całym kontynencie. Jeśli ten trend się utrzyma, to w 2019 roku liczba smartfonów w Europie przekroczy liczbę jej mieszkańców i sięgnie 760 milionów.

Polski rynek z racji swojego położenia jest miejsce, gdzie kojarzą i integrują się firmy ze wschodu i zachodu kontynentu. Problemem w zacieśnianiu relacji biznesowych jest jednak bieżąca sytuacja polityczno-ekonomiczna panująca za naszą wschodnią granicą.

Firmy z Rosji i Ukrainy, które przeżywają kryzys gospodarczy, szukają w Polsce relacji. Nasz kraj jest dla nich ciekawym miejscem ze względu na wspólną kulturę, bliskość logistyczną, strefę czasową, poza tym jest dla nich bardziej przyjazna – wyjaśnia Tomasz Cieślak.

Jak podkreśla, potencjał ukraińskich firm działających na tym rynku jest dość znaczny, choć w dużej mierze zależy od zaangażowania finansowego. Europa jest otwarta na nowe pomysły, które dają możliwości rozwoju i kooperacji między firmami z różnych krajów. Nie oznacza to jednak, że zaistnienie na polskim rynku i nawiązanie relacji biznesowych jest dla nich proste. Pomagają w tym jednak imprezy branżowe, konferencje i targi, które przyciągają wystawców i firmy z całego świata.

Mobility Reseller Days jest właśnie takim wydarzeniem branżowym, podczas którego spotykamy się z firmami z Europy i ze Wschodu, również z Chin. To ułatwia nawiązywanie wielu relacji biznesowych. Chodzi tu przede wszystkim o dostawców produktów, dystrybutorów, kanały sprzedaży i sieci zakupowo-sprzedażowe. Takie miejsca wpływają pozytywnie na budowanie biznesu – mówi Tomasz Cieślak.

Podczas tegorocznej edycji MRD w październiku br. organizatorzy oczekują wielu nowości związanych z telefonią komórkową, tabletami czy usługami. W ubiegłym roku swoją aktywność zaznaczyły firmy z Ukrainy, Francji czy Rumunii. Nie zabrakło także przedstawicieli uznanych międzynarodowych marek, jak Intel czy Samsung. Także w tym roku oczekiwanych jest wiele ciekawych premier, chociaż – jak zaznacza Tomasz Cieślak – szczegóły na temat prezentowanych produktów będą znane w późniejszym terminie.

Ostatni kwartał jest o tyle ciekawy, że zawsze mamy do czynienia z największą sprzedażą. Wiąże się to m.in. z back to school, czyli rozpoczęciem roku szkolnego i akademickiego. Potem mamy promocje związane ze świętami, więc na pewno pojawi się bardzo dużo ciekawych produktów i usług podczas Mobility Reseller Days – zwraca uwagę przedstawiciel MiT Media Group.

Tegoroczna edycja targów Mobility Reseller Days odbędzie się w dniach 7-8 października w centrum konferencyjnym EXPO XXI w Warszawie.

Poprzedni tydzień w mediach upłynął pod znakiem tolerancji. Temat legalizacji małżeństw jednopłciowych w USA był szeroko komentowany

0

CEO Magazyn Polska

1,2 tys. komentarzy pojawiło się w mediach społecznościowych po decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego ws. legalizacji małżeństw jednopłciowych. Głos w tej sprawie zabierali również artyści i politycy. W „tęczowym tygodniu” między 29 czerwca a 6 lipca najczęściej wyrażano poparcie dla tej decyzji poprzez hasztag HASHLoveWins. Nie zabrakło jednak również negatywnych i prześmiewczych wpisów.

Zgodnie z analizą Instytutu Monitorowania Mediów ostatni tydzień w mediach społecznościowych upłynął pod znakiem tolerancji. Wynikało to z faktu, że w amerykański Sąd Najwyższy zalegalizował możliwość zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci we wszystkich 50 stanach – mówi Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem wielu użytkowników Twittera i Facebooka. Najczęściej poparcie wyrażano hasztagiem HASHLoveWins – pojawił się on m.in. na profilach Białego Domu, prezydenta Baracka Obamy, a także wielu gwiazd kultury, rozrywki i sztuki. Później został przejęty również przez pozostałych internautów.

W Polsce odzew internautów też był szeroki. Jak jednak wynika z monitoringu IMM, trwał on dość krótko. Medialny szum zmalał już po weekendowym wybuchu radości.

Szacuje się, że w okresie od 29 czerwca do 6 lipca na ten temat pojawiło się ponad 1,2 tys. wzmianek – mówi Masalska.

W badanym okresie najbardziej aktywni autorzy w social media użyli hasztaga HASHLoveWins nawet kilkanaście razy. Najchętniej komentowano te kwestie na Twitterze, który był źródłem prawie 80 proc. wszystkich publikacji na temat decyzji amerykańskiego sądu.

Kolejnym portalem był Facebook, na którym było jednak trzy razy mniej informacji niż na Twitterze. Internauci wyrażali swoje poparcie dla tej idei głównie poprzez wstawienie do swojego zdjęcia profilowego odcieni tęczy dzięki specjalnej aplikacji stworzonej przez Facebooka – mówi ekspertka z IMM.

Temat ten poruszany był również w serwisach Wykop.pl, Google Plus czy Instagram.

Wśród publikacji często udostępnianych przez Polaków na Twitterze były fotografie par, które czekały na możliwość zawarcia związku małżeńskiego do momentu legalizacji związków homoseksualnych.

Zainteresowaniem cieszyły się także wpisy polskich polityków i artystów, m.in. facebookowe komentarze Roberta Biedronia oraz Czesława Mozila. Hasztaga HASHLoveWins użyli ich autorzy lub osoby komentujące.

Na razie nic nie wskazuje na to, by akcja HASHLoveWins na dłużej utrzymała się w Polsce. Bardziej wynikało to z jednorazowego poparcia i uznania dla decyzji Sądu Najwyższego w USA, która realnie wpłynęła na życie ponad 10 mln mieszkańców Stanów Zjednoczonych – mówi Karolina Masalska.

IMM wskazuje, że w mediach społecznościowych pojawiło się także wiele negatywnych i nieprzychylnych komentarzy na temat decyzji amerykańskiego sądu. HASHLoveWins używane w nich było rzadko, a jeśli już to w tonie prześmiewczym i ironicznym. Zdarzały się też wpisy agresywne i atakujące środowiska homoseksualne – najwięcej na Facebooku, Twitterze i Wykop.pl.

MCI Management zbyła akcje własne kluczowym menadżerom

8 lipca 2015 roku MCI Management S.A. (Spółka) zbyła na rzecz swoich kluczowych menedżerów 52.879 akcji własnych stanowiących 0,08% udziału w głosach na Walnym Zgromadzeniu Spółki. Zbycie akcji stanowiło realizację uchwał Rady Nadzorczej Spółki z 16 kwietnia 2015 roku oraz porozumienia zawartego 16 czerwca 2015 roku pomiędzy Spółką, a Cezarym Smorszczewskim.

Uchwałami numer 4, 5 oraz 6 Rada Nadzorcza Spółki 16 kwietnia 2015 roku przyznała Cezaremu Smorszczewskiemu, Tomaszowi Czechowiczowi oraz Ewie Ogryczak, uprawnienie do nabycia odpowiednio 17.575, 4.394 oraz 17.575, akcji w kapitale zakładowym Spółki. Przyczyną podjęcia ww. uchwał przez Radę Nadzorczą Spółki była chęć wynagrodzenia przez Spółkę zaangażowania członków Zarządu w rozwój oraz wzrost wartości Spółki. Akcje zostały objęte przez osoby uprawnione po 1 grosz.

Dodatkowo zbytych na rzecz Cezarego Smorszczewskiego 13.335 akcji w kapitale zakładowym Spółki, stanowiło wynagrodzenie należne za sprawowanie funkcji w zarządzie Spółki za okres od 1 stycznia 2015 roku do dnia 16 czerwca 2015 roku.

Łącznie Spółka dokonała zbycia następującej liczby akcji w kapitale zakładowym Spółki:

  • 394 akcji – Tomasz Czechowicz, Prezes Zarządu Spółki,
  • 575 akcji – Ewa Ogryczak, Wiceprezes Zarządu Spółki,
  • 910 akcji – Cezary Smorszczewski, były Prezes Zarządu Spółki.

Przed zbyciem wyżej wymienionych akcji Spółka posiadała 1.043.856 akcji własnych. Na dzień publikacji omawianego raportu MCI Management S.A. posiada 990.977 akcji własnych, co uprawnia do 990.977 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki, stanowiących 1,59% udziału w głosach na tymże Walnym Zgromadzeniu.

Zbywanie przez Spółkę posiadanych akcji własnych nabytych w ramach zakończonego 17 stycznia 2012 roku programu odkupu, stanowi realizację przyjętych przez właściwe organy Spółki założeń dotyczących wynagradzania akcjami własnymi Spółki kluczowych menadżerów realizujących postawione priorytety i mających istotny wkład w rozwój Spółki.

Tylko w co ósmym banku zmiana rat jest prosta

Chcesz kupić nowy produkt bankowy? Nie ma problemu, możesz to łatwo zrobić przez Internet. Jeśli jednak chcesz z niego zrezygnować, to zwykle musisz udać się do banku osobiście.

Bankowość internetowa pozwala bankom w łatwy sposób obniżyć koszty działalności operacyjnej na poziomie podstawowych usług. Z analizy Bankier.pl wynika, że w większości banków bez problemów przez Internet zmienimy hasło do bankowości elektronicznej, zamówimy nową kartę płatniczą, czy też wystąpimy o kredyt w koncie lub gotówkowy. Procedury są proste i wygodne, ale gdy chcemy dokonać poważnej zmiany, niekoniecznie korzystnej dla banku, to musimy iść do oddziału.

Z analizy Bankier.pl wynika, że zaledwie co ósmy bank umożliwi klientowi zmianę harmonogramu spłaty kredytu z poziomu bankowości internetowej. Nieco lepiej jest w przypadku modyfikacji limitu na karcie kredytowej – na taką wygodę pozwala 1/3 banków działających na polskim rynku. Niechętnie też pozwalają klientowi zakończyć współpracę – tylko 33 proc. pozwoli zamknąć konto przez Internet, a 27 proc. umożliwi rezygnację z karty płatniczej.

– Banki chętnie udostępniają te funkcje, które pozwolą im ciąć koszty działalności operacyjnej albo poprawią współczynnik zyskowności klienta. Elastyczność banków w Internecie jest znacznie niższa w przypadku, gdy klient chciałby zmienić harmonogram spłat kredytu lub zrezygnować z konta – komentuje Mateusz Gawin, redaktor Bankier.pl.

– Niektórych zmian nie powinno dokonywać się przez Internet ze względu na bezpieczeństwo klientów. Słusznie, że nie można dopisać pełnomocnika do rachunku przez Internet, bo tutaj byłoby zbyt duże zagrożenie, że ktoś wymusił np., na osobach starszych zlecenie odpowiedniej dyspozycji lub zwyczajnie włamał się na konto klienta. Słusznie, że banki też nie pozwalają na dowolne zwiększanie limitu kredytów w karcie kredytowej, bo tutaj również jest duże ryzyko zwiększenia strat w przypadku włamania na konto przez hakerów. Jednak trudno zrozumieć dlaczego tak wiele banków wymaga od klientów osobistego udania się do oddziału w celu rezygnacji z karty płatniczej lub zmianie harmonogramu spłat kredytu – w sensie, zgłoszenia wcześniejszej spłaty kapitału. To wyraźnie działania zniechęcające klienta do podejmowania działań niekorzystnych dla banków – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Stopy procentowe bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła dziś stopy procentowe na dotychczasowym poziomie, który od marca br. wynosi 1,50 proc.

Decyzje RPP dot. stóp procentowych mają bezpośredni wpływ nie tylko na oprocentowanie depozytów oferowanych przez banki, ale również na wysokość odsetek od kredytów i pożyczek.

Posiadacze zobowiązań finansowych z największym zaangażowaniem obserwują wyniki comiesięcznych głosowań NBP. Podwyżka lub obniżka stóp wpływa bowiem na poziom płaconych przez nich rat kredytowych – tłumaczy Jacek Kasperczyk, główny analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Przykładowo: aktualna rata 30-letniego kredytu zaciągniętego w styczniu 2009 roku na kwotę 300 tys. złotych wynosi 1488 złotych (stopy procentowe najniższe w historii), ale jeszcze rok temu była ona o 149 złotych wyższa (1637 zł). Gdybyśmy jednak cofnęli się w czasie o trzy lata, czyli do lipca 2012 roku (wtedy stopa referencyjna wynosiła 4,75 proc.), to rata kredytu była o 584 zł wyższa niż obecnie, wynosiła aż 2072 zł.

Kiedy podwyżka?

Niewiele wskazuje na to, aby Narodowy Bank Centralny podniósł stopy procentowe w najbliższym czasie. Jednak nic nie trwa wiecznie…

Pierwszą oznaką końca, a raczej zahamowania obniżek stóp procentowych, jest zachowanie rynkowej stopy WIBOR3M, której wartość od dwóch miesięcy systematycznie wzrasta. Na początku maja br. wynosiła ona 1,65 proc., a obecnie jest już równa 1,72 proc. – wyjaśnia Jacek Kasperczyk, główny analityk Comperia.pl.

 

Nie zapłacisz sądowej grzywny, to trafisz na listę dłużników

Od 1 lipca osoby niepłacące prawomocnie zasądzonych kar grzywny spotka dodatkowa kara. Dzięki zmianom ustawy regulującej działanie BIG-ów orazKodeksu karnego wykonawczego sądy wpiszą skazanych ociągających się z płatnościami do wszystkich Biur Informacji Gospodarczej. Zaglądający na listy dłużników BIG-ów zobaczą zarówno dług jak i dowiedzą się czego on dotyczy.

Skazany, który nie zapłaci w terminie 30 dni, jak wymaga tego kodeks karny wykonawczy, orzeczonych przez sąd grzywien, nawiązki czy też kosztów sądowych zostanie wpisany
do wszystkich czterech działających w kraju Biur Informacji Gospodarczej. Nowe prawo obowiązuje od 1 lipca również dla wyroków wydanych przed tym dniem. Znaczenie ma data wysłania wezwania do zapłaty. Jeśli wezwanie wyszło z sądu po 30 czerwca i zawiera stosowne ostrzeżenie, że „sąd przekaże do biur informacji gospodarczej informację gospodarczą o powstaniu zaległości”, skazany może być pewien, że trafi do rejestrów dłużników.

Utrata reputacji i wiarygodności finansowej

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Z uwagi na skuteczność biur informacji gospodarczej z pewnością zwiększy to ściągalność grzywien. Nie da się ukryć, że potencjalny klient, który znajduje się na liście dłużników z długami wobec wymiaru sprawiedliwości traci na wiarygodności- zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Dla kogo będzie mniej wiarygodny? M.in. dla przedsiębiorców, banków, firm pożyczkowych, telekomunikacyjnych czy samorządów, bo to oni korzystają z list dłużników BIG InfoMonitor. Dlatego, też osoba, która się na niej znajdzie może mieć problem z uzyskaniem pożyczki, kredytu, zakupami w systemie ratalnym, zakupem abonamentu telefonicznego, zakupem dostępu do Internetu czy też działalnością gospodarczą, bo potencjalny kontrahent coraz częściej sprawdza nie tylko wiarygodność firmy, ale również jej właścicieli. Na dodatek sądowy dłużnik znajdzie się nie w jednej, lecz we wszystkich czterech bazach biur informacji gospodarczej, trudniej mu będzie pozostać niezauważonym, nawet jeśli dana firma korzysta tylko z usług jednego BIG-u.

Wsparcie rejestrów dłużników ma zwiększyć ściągalność kar grzywny i kosztów sądowych, które obecnie nie są szczególnie chętnie płacone. Jak to wygląda konkretnie? Trudno ocenić.
W uzasadnieniu, do wprowadzonych od lipca zmian prawnych, Ministerstwo Sprawiedliwości napisało, że „Powszechnie znany jest fakt niskiej skuteczności ściągania przez sądy grzywien i należności sądowych. Rezultatem tego stanu rzeczy są zarówno niższe wpływy do budżetu państwa i umarzanie postępowań wykonawczych zwłaszcza w odniesieniu do kosztów sądowych”.

Tylko w zeszłym roku sądy wymierzyły prawie 145 tys. grzywien, a ma być ich więcej

Tymczasem wymierzanie kar grzywny to częsta praktyka w polskich sądach, a będzie jeszcze powszechniejsza, bo grzywny mają częściowo zastąpić mało dotkliwe dla skazanych wyroki kar
w zawieszeniu. W zeszłym roku sądy zawiesiły wykonanie ponad 173,5 tys. kar na 307,3 tys. wydanych wyroków skazujących. Jest jeszcze jeden powód, dla którego wymiar sprawiedliwości od lipca chętniej zacznie sięgać po kary grzywny. Zmiany Kodeksu karnego uchyliły zakaz orzekania kary grzywny ze względu na sytuację materialną oskarżonego (usunięto w art. 58 Kodeksu karnego paragraf 2), choć przy ustalaniu wysokości grzywny nadal ważne będą możliwości finansowe skazanego, tak aby kara mogła być skutecznie ściągana.

Najwięcej grzywien za prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu

Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości wyroków zasądzających grzywny obecnie jest całkiem sporo. W 2014 r. z ponad 307,3 tys. skazanych, karę finansową otrzymało blisko 144,8 tys. osób. W Sądach Rejonowych wyłącznie karę grzywny wymierzono 59 345 osobom, a w 81 563 przypadków grzywna towarzyszyła karze ograniczenia lub pozbawienia wolności. W Sądach Okręgowych na 7 423 skazanych, kara grzywny pojawiła się w 3855 przypadkach. Zdecydowanie najwięcej grzywien zasądzanych było w sprawach prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających (art. 178a paragraf 1 KK) – ponad 40 tys., na drugim miejscu znalazły się oszustwa (art. 286 kk) oraz posiadanie narkotyków – po około 11 tys. grzywien, a na kolejnych kradzieże (art. 278 kk) – 10 tys. oraz niezastosowanie się do wyroków sądu (art. 244 kk) -ok. 8 tys.

Podstawy prawne

Tzw. Ustawa o BIG czyli „Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych” art. 16 ust. 7: Wierzyciel będący sądem przekazuje do biura informacje gospodarcze dotyczące zobowiązanego do uiszczenia grzywny, również orzeczonej jako kara zastępcza, nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, kwoty pieniężnej stanowiącej przedmiot przepadku, kosztów sądowych lub pieniężnej kary porządkowej na podstawie prawomocnego orzeczenia sądowego wydanego w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie, który nie uiścił ich w terminach określonych w art. 44 § 1 (30 dni) lub art. 206 § 1 Kodeksu karnego wykonawczego (30 dni).

O takiej ewentualności skazany zostanie poinformowany zgodnie art. 12a. § 1 Kodeksu karnego wykonawczego, który mówi, że w razie nieuiszczenia przez skazanego/skazaną grzywny/należności sądowych na podstawie prawomocnego orzeczenia sądowego w całości w oznaczonym terminie, sąd przekaże do biur informacji gospodarczej informację gospodarczą o powstaniu tej zaległości.

Grzywny sądom będzie łatwiej orzekać po uchyleniu w art. 58 Kodeksu karnego paragrafu 2, mówiący, że Grzywny nie orzeka się, jeżeli dochody sprawcy, jego stosunki majątkowe lub możliwości zarobkowe uzasadniają przekonanie, że sprawca grzywny nie uiści i nie będzie jej można ściągnąć w drodze egzekucji.

Mirosław Szczepański wiceprezesem Unidevelopment S.A.

Zgodnie z decyzją Rady Nadzorczej Unidevelopment S.A. Mirosław Szczepański objął od 1 lipca 2015 roku funkcję Wiceprezesa spółki. W firmie odpowiada za zarządzanie procesami inwestycyjnymi oraz bezpośrednio nadzoruje prace działu realizacji.

Mirosław Szczepański wiceprezesem Unidevelopment S.A.
Mirosław Szczepański wiceprezesem Unidevelopment S.A.

Mirosław Szczepański dołączył do Unidevelopment S.A. w 2014 roku jako Członek Zarządu. Jego doświadczenie oraz szerokie kompetencje pozwalają mu z powodzeniem realizować działania związane m.in. z przygotowywaniem kolejnych inwestycji Unidevelopment S.A. Nominacja związana jest z podziałem obowiązków w ramach struktury firmy i dużym znaczeniem obszaru, którym kieruje nowy wiceprezes. Nowe projekty, ze względu na ich liczbę oraz skomplikowany charakter procesów związanych z realizacją, wymagają szczególnej uwagi i stałego zarządzania przez wysoko wykwalifikowanego specjalistę w tym zakresie.

Mirosław Szczepański jest menadżerem z ogromnym doświadczeniem oraz wiedzą na temat branży budowlanej. Już w ciągu kilku miesięcy obecności w naszej firmie potwierdził swoje predyspozycje do realizacji złożonych projektów. Jest osobą, która w imieniu zarządu może samodzielnie nadzorować procesy inwestycyjne prowadzone przez spółkę. Jako Prezes mam pewność, że pod jego opieką nasze projekty są we właściwych rękach i mogę w większej mierze skupić się na koordynacji pozostałych obszarów funkcjonowania spółki, w tym procesach sprzedaży i pozyskiwania nowych gruntów.” – mówi Zbigniew Gościcki, Prezes Zarządu Unidevelopment S.A.

Mirosław Szczepański od 20 lat związany jest z branżą budowlaną. Dotychczas sprawował m.in. funkcje menadżerskie w obszarze realizacji inwestycji deweloperskich w Budimex Nieruchomości Sp. z o.o. oraz Dom Developement S.A. Absolwent budownictwa lądowego Politechniki Świętokrzyskiej oraz podyplomowych studiów menedżerskich dla deweloperów Szkoły Głównej Handlowej.

Podatek (już) nie od wszystkich „nieruchomości”: jak interpretować zmiany w prawie budowlanym?

W niedzielę, 28 czerwca 2015 roku, zmieniły się przepisy budowlane – czy będzie to miało wpływ na wysokość podatków płaconych przez przedsiębiorców? Okazuje się, że tak, gdyż podatek od nieruchomości naliczany jest od gruntu oraz budynków i budowli, tj. obiektów budowlanych (z małymi wyjątkami). Warto więc sprawdzić, czy nadal musimy płacić podatki od wszystkich nieruchomości, od których dotychczas były one naliczane, bo może się okazać, że będziemy zwolnieni z pewnych świadczeń. Jakie pytania należy sobie zadać, zanim wypełnimy deklarację podatkową?

Przede wszystkim musimy zastanowić się, czy nasze środki zostały wzniesione z użyciem wyrobów budowlanych – zmienione przepisy od tego uzależniają uznanie danego obiektu za obiekt budowlany (art.3 pkt.1 prawa budowlanego). Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi „nie”, możemy sobie wstępnie gratulować. Wstępnie, gdyż opodatkowane jako budowle są także tzw. urządzenia budowlane, czyli urządzenia techniczne, które pozwalają użytkować dany obiekt budowany. Innymi słowy, jeśli urządzenie techniczne nie jest niezbędne do sprawnego użytkowania jakiegoś obiektu budowlanego (np. przyłącze mediowe jest konieczne do funkcjonowania budynku biurowego), powinniśmy udać się do urzędu miasta/gminy ze skorygowanym zeznaniem podatkowym.

Jeśli natomiast nieruchomość została wzniesiona z użyciem wyrobów budowlanych, pamiętajmy, że nie wszystkie obiekty budowlane podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Z zakresu opodatkowania wyłączone są tzw. obiekty małej architektury, takie jak np. fontanny, ławeczki ogrodowe itp. Oznacza to, że nie trzeba wykazywać ich w deklaracji podatkowej.

Zakładając, że nie zgłaszamy do podatku obiektów małej architektury lub – przeczytawszy powyższy akapit – usunęliśmy je z deklaracji podatkowej, musimy na koniec rozważyć, czy nasz obiekt budowlany jest budynkiem, czy też budowlą. Pytanie może wydawać się banalne, ale takie nie jest. Budynek jako obiekt budowlany musi mieć pełne ściany, dach oraz fundamenty w gruncie, do którego jest trwale przymocowany (art.1a ust.1 pkt.1 ustawy podatkowej).

W praktyce jednak ocena tych kryteriów nie zawsze jest łatwa. Niektóre budynki przemysłowe mają otwory technologiczne w ścianach – czy są to pełne ściany, co pozwalałoby nadal traktować je w zeznaniu podatkowym jako budynki? Czasem z piwnicy budynku biegnie podziemny tunel komunikacyjny do sąsiedniego budynku – czy będzie to część budynku, a jeśli tak, to którego? Coraz popularniejsze są tzw. budynki kontenerowe – czy w świetle regulacji dotyczących podatku od nieruchomości to także będą budynki? Takich pytań może być wiele i nie sposób przygotować z góry odpowiedzi na nie wszystkie. Również posiłkowanie się ekspertyzą specjalistów z zakresu prawa budowlanego może nie zapewnić nam spokoju, gdyż fiskus jest niezależny w swojej ocenie i może mieć inne zdanie niż ekspert budowlany.

Na pocieszenie można dodać, że rozstrzygnięcie pomiędzy budynkiem a budowlą to już ostatnie z pytań – jeśli ocenimy, iż dany obiekt budowlany jest budynkiem, wówczas zgłaszamy jego powierzchnię użytkową. Jeśli natomiast nie jest budynkiem, a wcześniej wykluczyliśmy go ze zbioru obiektów małej architektury, jest on budowlą i do podatku należy zgłaszać jego wartość księgową lub rynkową. Można zadać sobie w tym momencie pytanie: „Kiedy rynkową, a kiedy księgową, a jeśli księgową, to którą: netto czy brutto, podatkową czy bilansową?” Temat ten wymaga jednak oddzielnego artykułu.

Łukasz Szatkowski

PO pomaga frankowcom. Ryzyko podzielone na pół, ale zapłacimy wszyscy

Od czasu decyzji SNB obserwowaliśmy prawdziwy festiwal propozycji i obietnic dotyczących rozwiązań dla frankowców. Najbardziej populistyczne zakładały przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania czy dopłaty rządowe dla spłacających kredyty w walutach. Przeciwko takim propozycjom stanowczo protestowali kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty w złotówkach i od początku płacili wyższe raty. Zarzucali, że to z ich pieniędzy pośrednio finansowane będą dopłaty do kredytów.

Obecna propozycja rządu Platformy Obywatelskiej to w praktyce propozycja przedstawiona w lutym przez szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka. Zakłada ona podział ryzyka na pół między frankowiczów i banki. Jeśli klient zdecyduje się na przewalutowanie, to bank będzie musiał policzyć ile kosztowałby taki sam kredyt zaciągnięty w złotówkach. Różnica zostanie podzielona na pół, z czego jedna połowa zostanie umorzona, a drugą trzeba będzie spłacić. Podczas konferencji pani poseł Skowrońska powiedziała, że z takiej propozycji będą mogły skorzystać osoby posiadające jedno mieszkanie, czyli automatycznie zostaną wykluczeni inwestorzy, którzy zaciągali kredyty pod inwestycje np. pod wynajem. Będzie też obowiązywało ograniczenie dotyczące powierzchni kredytowanej nieruchomości. W przypadku mieszkań powierzchnia nie może przekraczać 75 mkw., a w przypadku domów 100 mkw. To obostrzenie nie będzie dotyczyło rodzin z co najmniej trójką dzieci.

Posłowie PO szacują, że koszt takiej operacji dla banków wyniesie około 9-9,5 mld zł. Będzie to kolejne obciążenie nałożone na banki.

Przypomnijmy, że posłowie PiS proponują też obłożenie sektora dodatkowym podatkiem. Dodatkowo banki płacą od tego roku wyższe składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny i zarabiają mniej na opłatach interchange. Niestety banki reagują w takich sytuacjach dość przewidywalnie – podnoszą opłaty i prowizje wszystkim klientom. W dłuższej perspektywie może to oznaczać, że kredyty, karty i konta będą jeszcze droższe.

A co z kredytami złotowymi?

Tekst jest komentarzem do informacji http://www.bankier.pl/wiadomosc/PO-przedstawia-propozycje-dla-frankowiczow-7269353.html

autor: Wojciech Boczoń

TAURON: Ruszają roboty fundamentowe przy budowie bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III

Prace ziemne przy budowie bloku węglowego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III ruszyły z początkiem marca. Pierwszy etap wykopów pod fundamenty budynku głównego kotłowni i maszynowni oraz pod fundamenty chłodni kominowej został już zakończony. 8 lipca rozpoczął się kolejny ważny etap – palowanie pod płytę fundamentową kotłowni.

Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia
Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia

Prace przy realizacji największej inwestycji Grupy TAURON przebiegają zgodnie z harmonogramem. Z uwagi na kompleksowość oraz rozmach inwestycji wiele procesów z nią związanych przebiega równolegle poza placem budowy. M.in. 2 lipca w fabryce RAFAKO w Raciborzu rozpoczęła się produkcja kotła pyłowego, który będzie miał 124 m wysokości. Budowa bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III to wielkie przedsięwzięcie organizacyjno-logistyczne. Szacujemy, że podczas szczytu prac na placu budowy będzie pracowało około trzy tysiące osób – mówi Dariusz Lubera, prezes TAURON Polska Energia.Ruszają roboty fundamentowe przy budowie bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III

Palowanie to jedna z grup robót fundamentowych polegająca na osadzaniu w gruncie, przy użyciu odpowiednich technologii, stałych pali. Pod budynkiem kotłowni jaworznickiego bloku znajdzie się 220 pali CFA (ang. Continous Flight Auger) każdy o średnicy 800 mm. Pale zlokalizowane będą w pięciu strefach, w zależności od rozkładu naprężeń w płycie fundamentowej. Długość pali będzie się wahała od 22,5 do 30,5 metra. Średnia masa jednego pala, na który potrzeba mniej więcej 13 m3 betonu, to 32 tony. Zgodnie z planem, prace związane z palowaniem potrwają do końca sierpnia.

Ten etap prac poprzedzony był wykonaniem i poddaniem próbnym obciążeniom pali testowych. Otrzymane wyniki pozwoliły sprawdzić zgodność praktycznego wykonania z teoretycznymi założeniami projektowymi oraz umożliwiły optymalizację fundamentu, czyli lepsze dopasowanie rzeczywistej nośności pali do występujących obciążeń – wyjaśnia Albert Kępka, prezes TAURON Wytwarzanie.

Po zakończeniu palowania i osiągnięciu przez beton wytrzymałości nastąpi rozebranie platformy roboczej, skucie nadmiaru pali i wyrównanie wykopu. Następnie wykonany zostanie podkład z chudego betonu i rozpocznie się zbrojenie płyty kotłowni.

O inwestycji:

Budowa bloku węglowego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III to największa inwestycja Grupy TAURON. Zgodnie z zapisami kontraktowymi, prace potrwają 59 miesięcy. Blok do eksploatacji zostanie przekazany w 2019 r.

Inwestycja obejmuje budowę bloku energetycznego w oparciu o kocioł pyłowy, opalany węglem kamiennym z niskoemisyjną komorą spalania, przepływowy, na nadkrytyczne parametry pary oraz kondensacyjną turbinę parową sprzęgniętą z generatorem wytwarzającym energię elektryczną. Blok będzie podłączony do nowej rozdzielni 400 kV wyprowadzającej energię elektryczną do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Umowa z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi na wyprowadzenie mocy i przyłączenie bloku do rozdzielni 400 kV stacji Byczyna została już zawarta. 17 kwietnia 2014 r. podpisany został kontrakt z głównym wykonawcą bloku konsorcjum Rafako – Mostostal. 14 listopada plac budowy został przekazany głównemu wykonawcy. Z początkiem marca rozpoczęto prace ziemne.

 

Kalifornia zmienia zasady przyznawania dopłat do ekologicznych samochodów

Kalifornia zmienia zasady przyznawania dopłat do ekologicznych samochodów, uzależniając je od dochodu kupujących. W nowych regulacjach uwzględniono wsparcie zakupu samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe w wysokości 6,5 tys. dolarów dla osób zarabiających poniżej 250 tys. dolarów i 5 tys. dolarów dla zamożniejszych kierowców.

We wrześniu tego roku Toyota Mirai zadebiutuje na rynku amerykańskim. Władze Kalifornii uwzględniły ten fakt w nowych regulacjach dotyczących dopłat do ekologicznych samochodów w ramach programu Clean Vehicle Rebate Program. Dopłaty do samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe wyniosą 6,5 tys. dolarów dla mniej zarabiających i 5 tys. dolarów dla osób o dochodach wyższych niż 250 tys. dolarów. Toyota Mirai będzie kosztowała w USA 57,5 tys. dolarów lub 499 dolarów w leasingu.

Mirai jest sedanem średniej wielkości, napędzanym silnikiem elektrycznym o mocy 154 KM. Jednostka zasilana jest zestawem ogniw paliwowych, które produkują energię w reakcji utleniania wodoru. Jedynym produktem ubocznym jest woda. Dzięki umiejscowieniu większości elementów układu napędowego pod podłogą samochód ma nisko położony środek ciężkości, co zapewnia stabilne prowadzenie. Elektryczny napęd Mirai pracuje bardzo cicho, a pełny moment obrotowy jest dostępny od chwili ruszenia. Wodorowa Toyota będzie wyposażona w systemy bezpieczeństwa czynnego: układ zapobiegający zderzeniu wykorzystujący radar (Pre-collision System), układ ostrzegający o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, układ uniemożliwiający niezamierzony start pojazdu w trakcie operowania skrzynią biegów na postoju oraz system wykrywania martwego pola w lusterkach.

Do tej pory w ramach programu Clean Vehicle Rebate Program władze Kalifornii przyznawały 1,5 tys. dolarów dopłat do hybryd plug-in i 2,5 tys. dolarów do samochodów elektrycznych. Przy nowych regulacjach gospodarstwa domowe o niskich dochodach będą mogły liczyć na dopłaty w wysokości odpowiednio 3 tys. dolarów i 4 tys. dolarów. Klienci z dochodami powyżej 250 tys. dolarów nie będą otrzymywać wsparcia w zakupie tych samochodów. Nowe przepisy uderzą w dużym stopniu w Teslę, której najtańszy model kosztuje 75 tys. dolarów, dlatego znajduje nabywców wśród osób zamożnych.

Z badań wynika, że dotychczas dopłaty do zakupu ekologicznych samochodów odbierali przede wszystkim zamożni mieszkańcy stanu. W drugim kwartale 2015 roku 73% dopłat trafiło do osób zarabiających powyżej 99 tys. dolarów. Jak deklaruje California Air Resources Board, wprowadzane zmiany mają ułatwić zakup niskoemisyjnego samochodu tym mieszkańcom stanu, którym dopłaty są najbardziej potrzebne. Pomoże w tym na pewno także zwiększenie budżetu programu na lata 2015-2016 z 121 milionów dolarów do 163 milionów dolarów.

Obecnie w Kalifornii działa 8 stacji tankowania wodoru, a 49 stacji jest w budowie. Według wyliczeń potrzeba 85 odpowiednio rozmieszczonych stacji, aby zapewnić kierowcom możliwość dotarcia do jednej z nich w ciągu 6 minut z dowolnego miejsca stanu. Właściciele samochodów na wodór nie będą jednak musieli polegać wyłącznie na publicznych stacjach. Czysty wodór można produkować w przydomowych elektrolizerach, które najkorzystniej jest zasilać energią słoneczną. W Kalifornii słońca nie brakuje, dlatego coraz więcej gospodarstw domowych decyduje się na panele słoneczne. Dostępne są nawet wiaty do parkowania samochodu elektrycznego z dachem pokrytym panelami fotowoltaicznymi.

Uruchomienie produkcji Jeepa w Indiach

Fiat Chrysler Automobiles N.V. (FCA) ogłosił zamiar zainwestowania około 280 milionów dolarów w spółkę produkcyjną joint venture – Fiat India Automobiles Private Limited – jaką utworzył wspólnie z Tata Motors Limited.

Inwestycja w zakład produkcyjny w miejscowości Ranjangaon w Indiach dotyczy produkcji nowego Jeepa®, a zakład planuje uruchomić produkcję w drugim kwartale 2017 r.

Zrobiliśmy znaczący krok na drodze do zapewnienia coraz większej ilości samochodów marki Jeep na rynkach całego świata” – powiedział Sergio Marchionne, Dyrektor Generalny FCA. „Na początku roku zaznaczyliśmy, że rok 2015 będzie dla nas rokiem transformacji w zakresie globalizacji marki, a dzisiejszy komunikat jeszcze wyraźniej potwierdza naszą determinację. Uruchomienie produkcji Jeepa w Indiach da nam szansę zaoferowania coraz większej liczbie ludzi możliwość doświadczenia tej wolności i uczucia przygody, jakie daje jazda Jeepem. Cieszymy się, że inwestycja ta umocni obecność FCA na rynku indyjskim i jesteśmy przeświadczeni, że spółka joint venture będzie produkować samochody klasy światowej, jak te, które noszą legendarną plakietkę z nazwą Jeep” – powiedział Marchionne.

Związki Fiata ze stanem Maharashtra nie są niczym nowym, zostały bowiem nawiązane wiele dziesiątków lat temu” – powiedział sekretarz generalny Devendra Fadnavis.

Z radością przyjęliśmy decyzję FCA o zainwestowaniu w stan Maharashtra i potwierdzamy gotowość naszej administracji do dalszego rozwijania współpracy z FCA poprzez udzielanie pełnego poparcia dla tej nowej inicjatywy„.

W roku 2014 światowa sprzedaż samochodów marki Jeep przekroczyła milion sztuk, ustanawiając tym samym nowy rekord wszech czasów trzeci rok z rzędu. Aby jeszcze skuteczniej dotrzeć do Klientów w skali globalnej, Ranjangaon będzie czwartym największym po USA zakładem na świecie produkującym Jeepy. Aktualnie samochody marki Jeep są także produkowane we Włoszech i Brazylii, a w czwartym kwartale 2015 r. ruszy ich produkcja w Chinach.

Raport Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów” w drugim kwartale 2015 r.

W II kwartale 2015 r. w serwisie Pracuj.pl opublikowano 109 548 ofert pracy, co oznacza wzrost o 12,13%, w porównaniu z II kwartałem 2014 r. Niezmiennie dwa pierwsze miejsca należą do branż handel i sprzedaż oraz bankowość/finanse/ubezpieczenia. W II kwartale 2015 r. najwięcej ofert pracy skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży, obsługi klienta, finansistów oraz specjalistów IT. Po stronie pracowników także widać coraz intensywniejsze zainteresowanie rynkiem pracy i wzrost liczby składanych aplikacji.

Jakich specjalistów poszukiwano w drugim kwartale 2015 r.?

Najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży – ofert było 40 776 (37,2% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń). Na kolejnych miejscach uplasowali się specjaliści ds. obsługi klienta(19% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń), specjaliści ds. finansów (15,9% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń) oraz specjaliści ds. IT (13,9% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń).

Wśród pozostałych grup specjalistów największe  wzrosty odnotowano w ogłoszeniach o pracę dlaspecjalistów HR/zasobów ludzkich (28,8% wzrostu rok do roku), pracowników produkcji (26% wzrostu rok do roku), inżynierów (17,1% wzrostu rok do roku) oraz logistyków (16,3% wzrostu rok do roku).

Specjaliści ds. handlu i sprzedaży

Najczęściej poszukiwano specjalistów zajmujących się sprzedażą usług profesjonalnych, dla tej specjalizacji odnotowano także bardzo duży przyrost liczby ogłoszeń – wyniósł on 37% (rok do roku). Przyrosty w granicach 25% zaobserwowano także dla specjalistów handlu specjalizujących się w motoryzacji, inżynierii oraz chemii/kosmetykach. Najwięcej pracy dla specjalistów ds. sprzedaży było, co nie dziwi, w branży handel i sprzedaż. Drugą branżą w której najłatwiej było omawianym specjalistom o pracę była branża finansowa, z której pochodziło 6 551 ogłoszeń skierowanych do handlowców i sprzedawców. Stały trend wzrostowy obserwowany już od ponad roku w branży budownictwo i nieruchomości przełożył się także na duże wzrosty w liczbie ogłoszeń skierowanych z tej branży do specjalistów handlu (rok do roku wzrost o 16%). Kolejną branżą, w której zaobserwowano zwiększenie liczby ogłoszeń dla pracowników zajmujących się sprzedażą jest przemysł ciężki z 11% wzrostem rok do roku.

 Specjaliści ds. obsługi klienta

Głównymi pracodawcami dla specjalistów obsługi klienta są branże: handel i sprzedaż (6 519 ofert pracy, 17% wzrostu rok do roku), bankowość/finanse (3 544 ofert pracy) oraz przemysł ciężki (1 390 ofert pracy). Tak jak w przypadku specjalistów handlu, tak i dla pracowników obsługi klienta, największe wzrosty zaobserwowano w budownictwie i przemyśle ciężkim – były one rekordowe i wyniosły rok do roku, odpowiednio 53% i 50% procent.

 Specjaliści ds. IT

Stale rośnie także zapotrzebowanie na specjalistów IT, przyrost rok do roku wyniósł 10,8%, w II kwartale 2015 r. skierowano do nich 15 214 ogłoszeń o pracę. Dla tej specjalności największy przyrost odnotowano dla stanowisk związanych z Administracją IT (19% rok do roku), a wśród nich, dla osób specjalizujących się w administrowaniu systemami. Także spory, bo 7% przyrost, nastąpił w obszarze stanowisk związanych z rozwojem oprogramowania, w tym najwięcej ofert skierowano do programistów.

 Specjaliści ds. finansów

Dla specjalistów ds. finansów w II kwartale 2015 r. adresowano 17 439 ofert pracy, o 2% więcej ogłoszeń niż w analogicznym kwartale roku 2014. Wśród specjalistów bankowości największy przyrost nastąpił w obszarze bankowych analiz/ryzyka. Największe zapotrzebowanie w II kwartale 2015 r. było na księgowych, a największy, bo aż 30%, przyrost zapotrzebowania na ekspertów od analizy finansowej. W ubezpieczeniach najwięcej ofert pracy było dla osób specjalizujących się w ubezpieczeniach majątkowych.

Jakie branże zatrudniały w II kwartale 2015 r.?

 Branża handel i sprzedaż

Jak wynika z danych Pracuj.pl, branża handel i sprzedaż jest wciąż głównym pracodawcą, publikując w II kwartale 2015 r. o 4% więcej ofert pracy (w porównaniu z II kwartałem 2014 r.). Najwięcej ofert skierowano do specjalistów sprzedaży, obsługi klienta (aż 20% przyrost rok do roku); poszukiwano także marketingowców, inżynierów oraz specjalistów odpowiedzialnych za łańcuch dostaw.

 Branża bankowość/finanse/ubezpieczenia

Drugim największym pracodawcą pozostaje branża bankowość/finanse/ubezpieczenia; udział ogłoszeń z tej branży wobec wszystkich ofert z II kwartału 2015 r. wynosi 14,9%. Ciekawie rysuje się w tym obszarze rynek pracy dla specjalistów ds. bankowości. Sektor bankowy w Polsce w 2015 roku działa w całkowicie nowym otoczeniu. Stopy procentowe NBP znajdują się na historycznie najniższym poziomie, przez rynek przelewa się fala fuzji i konsolidacji, zaostrzają się także warunki związane z udzieleniem kredytów. Czynniki te nie pozostają bez wpływu na rynek pracy w bankowości, choć co może zaskakiwać, pomimo konsolidacji wielu dużych banków rynek pracy dla specjalistów ds. bankowości indywidualnej nie maleje, a nawet odnotowuje wzrosty. W II kwartale 2015 r. największe zapotrzebowanie dotyczyło wspomnianych specjalistów ds. bankowości detalicznej (8% wzrostu rok do roku), a największy wzrost liczby ofert odnotowano dla specjalistów od bankowej analizy/ryzyka – było to 19% wzrostu rok do roku. Na fakt, iż rynek pracy dla specjalistów ds. bankowości indywidualnej nie maleje, może mieć wpływ to, że coraz więcej banków otwiera swe placówki w centrach handlowych, co wiąże się z dłuższymi godzinami otwarcia i automatycznie zapotrzebowaniem na większą liczbę pracowników.

 Branża budownictwo i nieruchomości

Jak wynika z analizy rynku budownictwa i nieruchomości w Polsce, branża ta osiąga coraz wyższy poziom zyskowności, co przekłada się na nastroje pracodawców. Choć nadal ostrożni, patrzą z coraz większym optymizmem w przyszłość, co widoczne jest w liczbie publikowanych przez tę branżę ofert pracy na Pracuj.pl (o 19,3 % więcej rok do roku). Pracodawcy z omawianej branży w II kwartale 2015 r. poszukiwali głównie inżynierów od elektroniki/elektryki, monterów/serwisantów oraz specjalistów ds. projektowania. Bardzo wzrosło zapotrzebowanie z tej branży na specjalistów budownictwa, aż o 27% wzrostu rok do roku, a w szczególności na osoby odpowiedzialne za budownictwo mieszkaniowe/przemysłowe. Widać także, że branża ta coraz intensywniej konsumuje owoce trwającej już kilka kwartałów odwilży – znacznie zwiększyło się w niej zapotrzebowanie na specjalistów ds. obsługi klienta (53% wzrostu rok do roku) oraz sprzedaży (16% wzrostu rok do roku).

 Branże przemysł ciężki i lekki

Przemysł ciężki zanotował 17,4% wzrost zapotrzebowania na pracowników rok do roku. Największe wzrosty z tej branży dotyczyły pracowników produkcji, inżynierów – w tym głownie inżynierów odpowiedzialnych za konstrukcje/technologie, mechaników, monterów/serwisantów, elektronikę/elektrykę. Szukano także specjalistów ds. obsługi klienta oraz sprzedaży. W przemyśle ciężkim zatrudnienie zwiększały głównie branże produkcja maszyn i urządzeń oraz produkcja aut i części samochodowych.

Przemysł lekki odnotował porównywalny do przemysłu ciężkiego wzrost; wyniósł on 17,1% rok do roku. W przemyśle lekkim głównie zwiększały zatrudnienie branże: produkcja artykułów gospodarstwa domowego, produkcja artykułów poligraficznych, produkcja elektryczna i elektroniczna. Szukano głównie osób odpowiedzialnych za produkcję i optymalizację produkcji oraz inżynierów odpowiedzialnych za elektronikę/elektrykę, konstrukcję/technologię a także monterów i serwisantów. Również w tej branży zwiększono zapotrzebowanie na specjalistów ds. obsługi klienta i sprzedaży.

 W których województwach było najłatwiej o pracę w II kwartale 2015 r.?

Najwięcej ogłoszeń o pracę na Pracuj.pl opublikowali pracodawcy z województwa mazowieckiego – było ich 24 619, co stanowiło 22,5% wszystkich ofert pracy z II kwartału 2015 r (wzrost 17,1 % rok do roku).  Kolejne województwa, w których w pierwszym kwartale 2015 r. było najwięcej ofert pracy to, województwo dolnośląskie –  11 270 ogłoszeń o pracę (10,3 % udział w ogólnej liczbie ogłoszeń z całego kwartału i wzrost o 18,1 % rok do roku), województwo małopolskie –  10 539 ofert (9,6% udział w ogólnej liczbie ogłoszeń z całego kwartału i wzrost o 20,4% rok do roku), województwo wielkopolskie (9 642 ofert) oraz śląskie (9 508 ofert pracy).

 Wielkość firmy a zatrudnienie

Jak wynika z Indeksu Optymizmu Przedsiębiorców publikowanego przez Pracodawców RP w czerwcu, 60% przedsiębiorców zakłada, że w ciągu najbliższego pół roku ich sytuacja ulegnie poprawie; jest to rekordowo wysoki wynik. Czerwcowe badanie pokazuje także, iż znacząco wzrasta optymizm wśród najmniejszych firm, które obecnie lepiej oceniają swą sytuację, niż firmy największe. Optymizm ten widać także w liczbie opublikowanych przez firmy ogłoszeń. W przypadku wszystkich rodzajów firm odnotowano wzrosty zapotrzebowania na pracowników. Wciąż największym pracodawcą pozostają firmy zatrudniające powyżej 250 osób, z 28,9% udziałem w rynku. Jednak analiza przyrostów zapotrzebowania pokazuje, że to nie firmy największe (7,3% przyrostu rok do roku), a średnie (26,2% wzrostu rok do roku) i małe (8,9% wzrostu rok do roku) zatrudniały w II kwartale 2015 r. najchętniej. Mikroprzedsiębiorstwa (do 10 osób) zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników o 4,9% rok ro roku.

Także sygnały płynące ze strony pracowników potwierdzają ożywienie na rynku pracy. W II kwartale 2015 r. na Pracuj.pl zarejestrowało się ponad 200 000 nowych użytkowników, co oznacza 38,3% wzrostu rok do roku. W drugim kwartale 2015 r. użytkownicy Pracuj.pl wysłali o 10,6% więcej aplikacji niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

***

Przemysław Gacek, prezes zarządu Grupy Pracuj SA,
Przemysław Gacek, prezes zarządu Grupy Pracuj SA,

Komentarz Przemysława Gacka, Prezesa Zarządu Grupy Pracuj S.A.:

Wzrost liczby publikowanych na Pracuj.pl ofert pracy w II kwartale 2015 o 12,13% porównując rok do roku oraz o 5,6% porównując do I kwartału 2015 roku potwierdza stałe ożywienie na rynku pracy. Co więcej, liczba publikowanych ofert na Pracuj.pl drugi kwartał z rzędu przekroczyła 100 000. Tradycyjnie najbardziej poszukiwani pracownicy to ci odpowiedzialni za handel i sprzedaż, obsługę klienta, finanse i IT. Zarazem branża sprzedaż i handel oraz branża finansowa to główni pracodawcy, co trzecia oferta pracy pochodzi z jednej z tych branż.

Porównując do analogicznego okresu w 2014 roku dynamicznie wrasta zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych, budownictwa, inżynierów. Wzrost zapotrzebowania na pracowników produkcyjnych i inżynierów ma w dużej mierze związek z ożywieniem w polskim przemyśle. Dobrą kondycję polskiego przemysłu potwierdza czerwcowy wskaźnik PMI, który kształtuje się na poziomie 54,3, jak i odnotowany na Pracuj.pl ponad 17% wzrost, porównując rok do roku, zapotrzebowania na pracowników z tej branży. Odnotowany przez nas prawie 19% wzrost, porównując rok do roku, zapotrzebowania na pracowników zgłoszony z branży budownictwo i nieruchomości również tłumaczy wzrost zapotrzebowania na pracowników budowlanych i inżynierów. Nasz barometr nastrojów pracodawców, czyli właśnie zgłaszane zapotrzebowania na pracowników, pokazuje, że branża budowlana ma się coraz lepiej. Potwierdzają to dane GUS, które pokazują co prawda ogólny klimat koniunktury w budownictwie na poziomie minus 2, ale to i tak jest jednym z najlepszych wyników od połowy 2011 roku. 

W II kwartale br. na Pracuj.pl konto założyło prawie 220 000 nowych użytkowników, o prawie 40% więcej niż w II kwartale 2014 roku. W tym czasie użytkownicy Pracuj.pl wysłali również o 10% więcej aplikacji na oferty pracy. Pokazuje to, że Polacy uwierzyli, że sytuacja na rynku pracy jest na tyle dobra, że mogą starać się zmienić pracę na lepszą. Dodatkowo 27% wzrost zapotrzebowania na sprzedawców z obszaru motoryzacja czy 22% wzrost zapotrzebowania na sprzedawców z obszaru kosmetycznego może wskazywać również na coraz lepsze nastroje Polaków jako konsumentów.

Nadal systematycznie wzrasta też zapotrzebowanie na specjalistów ds. HR, ofert dla tych pracowników było o 12% więcej niż w minionym kwartale i aż o 28% więcej niż rok temu. Duże i dynamicznie zwiększane zapotrzebowanie na HR-owców odnotowujemy szczególnie w przemyśle, budownictwie, branży telekomunikacja i zaawansowane technologie, finansowej, a takie dane z reguły oznaczają planowane dalsze rekrutacje w tych branżach.

 

 

 

MasterCard ma już 40-procentowy udział w rynku kart

Narodowy Bank Polski opublikował nowy raport o kartach płatniczych po I kwartale 2015 roku. Po raz pierwszy udziały MasterCarda przekroczyły 40 proc. w rynku kart płatniczych. Visa nadal utrzymuje pozycję lidera, ale jej terytorium kurczy się z kwartału na kwartał.

Można powiedzieć, że to symboliczny moment. Na koniec I kwartału 2015 roku udziały rynkowe MasterCarda po raz pierwszy przekroczyły granicę 40,1 proc. Stało się to m.in. kosztem Visy, która ma dziś „zaledwie” 59 proc. rynku. Wciąż jest liderem, ale jej udziały topnieją z kwartału na kwartał. Zaledwie 5 lat temu, na koniec 2009 roku, rynek kart należał do niej aż w 67 procentach. Niedawno zastanawiałem się, na ile realny jest podział rynku na pół między obie organizacje. Obserwując obecną dynamikę wzrostu MasterCarda, można było zakładać, że to kwestia kolejnych kilku lat.

Dziś nie jest to już jednak takie pewne. Szyki może pokrzyżować wprowadzenie lokalnej karty płatniczej. Nad takim rozwiązaniem zastanawiają się niektóre banki. W ten sposób przełamałyby duopol Visy i MasterCarda i jednocześnie istotnie ograniczyły koszty. Takie rozwiązania funkcjonują z powodzeniem na innych rynkach, na przykład w Niemczech. W Polsce mieliśmy już kiedyś karty z logo Polcardu. Za pomocą karty lokalnej można płacić tylko na terenie kraju. Dziś lokalnym systemem płatniczym są na przykład mobilne płatności BLIK.

Za wprowadzeniem karty lokalnej lobbuje m.in. Konfederacja Lewiatan. Z jej danych wynika, że aż 97,5 proc. transakcji kartowych w Polsce to transakcje krajowe – dokonywane przy użyciu kart wydawanych w naszym kraju. „W porównaniu do innych państw odsetek ten należy do jednego z najwyższych na świecie. Na pierwszy rzut oka oznaczać to powinno istotną korzyść dla użytkowników tego rodzaju instrumentów płatniczych. Problem w tym, że w Polsce nadal wszystkie transakcje kartowe realizowane są przez międzynarodowe schematy. Przy takiej skali transakcji krajowych nie ma to racjonalnego uzasadnienia – koszt rozliczeń jest w ten sposób wyższy i najczęściej zostaje on uwzględniony w cenie karty. Za niepotrzebne pośrednictwo płaci tym samym każdy Polak, dlatego istnieje potrzeba uniezależnienia się od międzynarodowych instytucji kartowych.” – uważa Konfederacja Lewiatan.

MasterCard ma już 40-procentowy udział w rynku kart

Pierwszym krokiem w kierunku karty lokalnej może być wprowadzenie na rynek karty bankomatowej. Taki produkt lada moment znajdzie się w ofercie Banku Zachodniego WBK. Karta bankomatowa będzie służyła wyłącznie do wypłaty środków z bankomatów BZ WBK. W przyszłości bank może nawiązać porozumienie z innymi bankami dysponującymi szeroką siecią bankomatów i udostępnić swoim klientom maszyny partnerów. W tym kontekście nieoficjalnie wymienia się PKO Bank Polski. Na razie jednak PKO BP (przynajmniej oficjalnie) nie pracuje nad wdrożeniem karty bankomatowej.

Tymczasem Visa traci kolejne banki. Wydawała karty klientom Meritum Banku, ale po fuzji z Aliorem podstawowym plastikiem staną się MasterCardy. Będzie to miało także swoje przełożenie na klientów Tesco, którzy korzystają z kart Visa Clubcard. Obecnie w sieci Tesco można dostać wyłącznie karty z logo MasterCarda. Takie karty pojawiają się też w innych bankach „visowych”. Wdrożył je na przykład Bank Pocztowy, który do tej pory proponował klientom wyłącznie plastiki Visa. MasterCardy zaczął wydawać młodzieży nawet PKO Bank Polski. Plastik z logo tej organizacji jest podstawową kartą do konta studenckiego w tym banku.

Raport NBP o kartach zawiera jeszcze kilka ciekawych informacji. W pierwszym kwartale spadła liczba kart płatniczych, o czym informowałem już w jednym z poprzednich tekstów. Na koniec marca a polskim rynku znajdowało się w obiegu 35,6 mln kart płatniczych, to jest o 514 tys. kart mniej niż w grudniu 2014 r., co stanowiło spadek o 1,4 proc. Za spadek w dużej mierze odpowiadają karty debetowe (jest ich mniej o 440 tys.).

Bank centralny zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do poprzednich okresów, odnotowano minimalny wzrost liczby kart wyposażonych wyłącznie w pasek magnetyczny. Na koniec marca 2015 r. liczba kart wyposażonych tylko w pasek wynosiła 1,8 mln szt. i w porównaniu do poprzedniego kwartału zwiększyła się o 7,9 tys.

Jeszcze innym ważnym wydarzeniem dla rynku kart, na które warto zwrócić uwagę był spadek ogólnej liczby transakcji kartami. W I kwartale 2015 r. przeprowadzono przy użyciu kart płatniczych 725,8 mln transakcji (gotówkowych oraz bezgotówkowych) i w porównaniu do poprzedniego kwartału odnotowano zmniejszenie liczby transakcji o 13,3 mln, co stanowi spadek o 1,8 proc. Jak podaje NBP w omawianym okresie przeważająca większość transakcji, tj. 90,1 proc., była dokonywana kartami debetowymi.

Systematycznie rośnie sieć akceptacji kart. Na koniec I kwartału liczba terminali POS wynosiła 407 tys., z czego 311 tys. (76 proc.) to terminale akceptujące karty zbliżeniowe.

Krótka historia pożyczki ubranej w dwa suwaki

My Polacy mamy problem z oszczędzaniem. Co prawda uważamy, że oszczędzać warto i należy to robić, ale realizacja tego przekonania pozostawia wiele do życzenia. Jedynie co dwudziesty Polak oszczędza regularnie, a z danych za rok 2014 wynika, że około 20 milionów Polaków nie ma żadnych oszczędności1. Konsekwencji tej sytuacji jest wiele.

W dłuższej perspektywie na pewno będzie to wpływać na sytuację emerytalną Polaków, w krótszej – na zdolność radzenia sobie z opłaceniem większych wydatków. Innymi słowy: gdy pojawia się potrzeba zrobienia remontu, wymiany sprzętu AGD czy zakupu komputera, co od czasu do czasu zdarza się w większości gospodarstw domowych, nie możemy sięgnąć do własnych zasobów, bo najczęściej ich nie zgromadziliśmy. Jedynym sposobem poradzenia sobie z tą sytuacją jest pożyczenie pieniędzy. Korzystają z tego banki i firmy oferujące pożyczki. Jak podaje BIK, liczba kredytów konsumpcyjnych udzielonych w 2014 roku wzrosła w stosunku do roku 2013 o 14 proc., a tym samym rynek powrócił do stanu sprzed 2012 roku2.

Wprawdzie ile udzielonych pożyczek, tyle potrzeb, które za nimi stoją, ale generalnie większość tych kredytowych celów można podzielić na trzy grupy: pożyczki zaciągane na realizację bieżących potrzeb (39 proc.), na realizację planów (33 proc.) i wreszcie na realizację marzeń (17 proc.). Wydawałoby się, że w tej sytuacji naturalne jest sprzedawanie czy reklamowanie pożyczek jako doraźnej pomocy. Nic bardziej mylnego. W komunikacji marketingowej banki prezentują pożyczki jako sposób na spełnienie marzeń, ewentualnie na realizację planów. Banki najczęściej mówią: weź pożyczkę i spełnij swoje marzenia. Brakuje natomiast komunikacji, która koncentrowałaby się na pożyczce jako na sposobie na zaspokojenia bieżących potrzeb. Dlaczego tak jest? Marzenia lepiej się sprzedają? Na pewno tak, ale czy mimo wszystko nie warto wrócić do faktycznych potrzeb potencjalnych klientów? Jeżeli my się do nich nie odwołamy, ryzykujemy, że zrobi to nasz konkurent i być może skutecznie zagospodaruje tym działaniem część rynku.

Szybcy i tani nie zawsze wygrają

Cel pożyczki to jednak nie jedyny aspekt pomijany w komunikacji. Jeśli zadamy podstawowe pytanie: jaka powinna być pożyczka gotówkowa, aby klient na nią zwrócił uwagę, to odpowiedź, która się nasuwa jako pierwsza, jest prosta: pożyczka musi być tania. Wiedzą to zarówno bankowi, jak i niebankowi pożyczkodawcy – i skrupulatnie wykorzystują w reklamach. Banki mówią zatem o prowizji lub oprocentowaniu 0 proc., a firmy pożyczkowe oferują pierwszą pożyczkę za darmo ( jak choćby Vivus) lub za symboliczną opłatę, np. 10 złotych (Wonga.com).

W 2014 roku firmy niebankowe wydały na reklamę ponad 311 mln zł, podczas gdy wydatki reklamowe banków w kategorii pożyczek gotówkowych wynosiły przeszło 547 mln zł3. Zważywszy, że wartość pożyczek pozabankowych była w 2014 roku 17-krotnie mniejsza (!) niż pożyczek udzielanych przez banki4, widzimy, jak duży wpływ na oczekiwania klientów i wyobrażenia o pożyczce gotówkowej mają firmy pozabankowe. W efekcie sprawnej masowej komunikacji firmy pożyczkowe wywołały rewolucję komunikacyjną na tym rynku i w dużej mierze narzuciły warunki gry w ciągu ostatnich trzech lat. Teraz już dla wszystkich pożyczkodawców (także banków) jest oczywiste, że jedną z najważniejszych cech pożyczek jest szybkość i łatwość ich zaciągnięcia, czyli cechy charakterystyczne dla pożyczek udzielanych do niedawna jedynie przez niebankowe instytucje finansowe.

Wydaje się, że początkowo banki nie doceniały wszystkich konsekwencji pojawienia się w 2012 roku nowych graczy. Aby nie przegrać z nimi walki o wspólną część rynku – zmodyfikowały swoją propozycję produktową i sposób komunikacji, najczęściej według reguł podyktowanych przez nowych konkurentów. Przykładów nie trzeba długo szukać. Eurobank gwarantuje teraz udzielenie pożyczki w ciągu 15 minut, a mBank jest jeszcze szybszy – może przelać pieniądze na konto klienta w 30 sekund. I tu dochodzimy do ściany szybciej już się chyba nie da.

Rozmowa z klientami o pożyczce została sprowadzona do dwóch parametrów prostych i zrozumiałych dla każdego, a mianowicie do kwoty pożyczki i okresu zadłużenia – od tej pory większość potencjalnych klientów już wie, że wystarczy przesunąć dwa suwaki, aby obliczyć koszty pożyczki i ustalić, jaką pożyczkę wybrać.

Warto jednak pamiętać, że w Polsce jest sporo potencjalnych klientów, dla których ani ostateczny koszt, ani szybkość procesu nie są najważniejsze. Dwie piąte osób na rynku pożyczek gotówkowych, wybiera pożyczkodawcę, kierując się miękkimi elementami, takimi jak przyjazność i życzliwość personelu, zaufanie oraz kompetencje doradców.5 To ludzie, którzy zaciągając pożyczkę, chcą, aby pożyczkodawca potraktował ich indywidualnie i pokazał, że rozumie ich sytuację. Te potrzeby są obecnie często pomijane. Ludzie, którzy być może są trochę zagubieni w świecie finansów, nie potrzebują „pożyczki w 15 minut” ani gwarancji najniższej raty, bo i tak nie będą potrafili jej wyliczyć porównując oferty. Istotne jest dla nich osobiste spotkanie z doradcą, który spokojnie przyjrzy się ich sytuacji finansowej, doradzi najlepsze rozwiązanie i zapewni, że będą w stanie spłacić zobowiązanie. Warto o tym pamiętać, wydając kolejne miliony na komunikację z klientami.

Nowa konkurencja

Zanim na rynku pojawiły się Vivus i Wonga w 2012 roku, pożyczki pozabankowe kojarzyły się nam wyłącznie ze specyficznym rodzajem klientów, którzy sięgali po nie najczęściej z konieczności. Obecnie w społeczeństwie o pożyczkach internetowych nie mówi się, że to produkty gorsze od bankowych. Pokazywane są one jako usługa równoprawna, tyle że dopasowana do określonych sytuacji: kiedy klient potrzebuje gotówki szybko i bezproblemowo, kiedy nie chce się tłumaczyć bankowi, na co pożycza itd. Otwartość Polaków na ofertę pozabankową wydaje się największą zmianą ostatnich lat na rynku pożyczkowym. Być może skorzystają na niej zresztą nie tylko internetowe czy tradycyjne firmy pożyczkowe – w przyszłości może ona ułatwić wejście na rynek nowym podmiotom, także z innych branż (dość przypomnieć o planach Play wejścia na rynek pożyczek6). Mimo wszystko rynek pożyczek gotówkowych w Polsce wydaje się w miarę ustabilizowany, a ogólne reguły nim rządzące jasne: po pożyczki o większej wartości lub długoterminowe klienci idą do banków, a jeżeli potrzebują mniejszych pieniędzy, na krótki okres, lub jeżeli mają gorszą lub słabo udokumentowaną zdolność kredytową – rośnie prawdopodobieństwo, że udadzą się do firmy pożyczkowej.

Tę strukturę mogą zaburzyć jednak nowe podmioty, które będą się pojawiać na rynku. Nie chodzi tu o kolejny bank, czy o kolejną firmę pożyczkową, która z impetem wejdzie na polski rynek, tylko o możliwe alternatywne źródła finansowania wydatków. Fenomenem na niektórych rynkach zachodnich stały się społecznościowe platformy pożyczkowe.

W Polsce nie są one jeszcze liczącym się konkurentem dla banków i firm pożyczkowych, ale mają już na koncie pewne sukcesy. Przykładem może być Kokos – platforma działająca na naszym rynku od kilku lat, która zdążyła udzielić w sumie ponad 100 tys. pożyczek na łączną kwotę przeszło 120 mln złotych7. Czynnikiem, który zdecydował o sukcesie takich platform zagranicą, jest sposób ich funkcjonowania – działają one poza instytucjami finansowymi, łącząc bezpośrednio inwestorów i pożyczkodawców. Sposób działania platform pożyczkowych – konsekwentnie realizowany np. przez brytyjską Zopę – wpisuje się w preferencje pokolenia Y, które przychylnym okiem patrzy na zjawiska omijające tradycyjne instytucje rynkowe i dodatkowo podkreślają bezpośrednie relacje z innym człowiekiem.

Zupełnie nowy pomysł na usługi finansowe proponują niektóre amerykańskie start-upy. Przykładem może być tutaj FlexWage, który przedstawia swoją propozycję jako rozwiązanie dla osób o nieregularnych zarobkach, które pozwoli im utrzymać płynność finansową poprzez wyrównanie strumienia przychodów8. Sposób działania usługi jest następujący: pożyczkobiorcy przelewana jest zaliczka – kwota odpowiadająca wynagrodzeniu za wykonaną już pracę, zanim ostatecznie zapłaci za nią pracodawca. Kolejną innowacją jest fakt, że FlexWage kieruje swoje usługi bezpośrednio do pracodawców, którzy mogą przedstawiać to narzędzie jako dodatkowy benefit pracowniczy. Mamy więc do czynienia z produktem konkurencyjnym dla oferty firm pożyczkowych i atrakcyjnym cenowo (opłata za usługę to maksymalnie 5 dolarów dla pracowników i niewielka opłata dla pracodawcy). Produkt opakowany jest jednak w zupełnie nowy sposób: uderza wprost w potrzebę ostatecznych użytkowników i pozycjonuje się jako rozwiązanie ich problemu, ani razu nie używając słowa „pożyczka”.

Podobne rozwiązania być może niebawem pojawią się na polskim rynku – stawiając obecne na nim podmioty przed koniecznością zmiany oferty lub jej komunikacji.

Widzieć więcej, działać lepiej

Główni gracze nie powinni dać się zaskoczyć zmianie, czyli stale trzymać rękę na pulsie – obserwować nie tylko konkurencję, ale także trendy na zagranicznych rynkach pożyczek gotówkowych, wypatrywać podmiotów z innych branż, które mogą stać się dla nich konkurencją.

Często słyszy się na różnych rynkach, że kluczem do sukcesu jest wsłuchiwanie się w potrzeby swoich klientów i odpowiadanie na nie. To – pozornie zgrane – hasło ma zastosowanie także w odniesieniu do pożyczkodawców: oznacza z jednej strony przyjrzenie się faktycznym powodom zadłużania się klientów (pożyczki najczęściej zaciągane są na zaspokojenie bieżących potrzeb, a nie na realizację marzeń), a z drugiej strony znalezienie sposobu, w jaki moglibyśmy wpasować się w tę sytuację (np. pożyczkę krótkookresową można pokazać klientom jako sposób na ustabilizowanie płynności finansowej – jak to zrobiło FlexWage). Aby było to możliwe, doradcy musieliby na chwilę odejść od rozmowy o kategoriach i parametrach produktów i świeżym okiem spojrzeć na swoich obecnych i potencjalnych klientów.

Możliwości konkurowania i wyróżnienia się kategoriach „szybko i łatwo” oraz „tanio” są już bardzo ograniczone. Szansę daje natomiast zmiana sposobu rozmowy z klientami – pokazanie się jako partnera w zarządzaniu domowym budżetem, a nie sklepu z pożyczkami. Oznaczałoby to dla wielu instytucji finansowych zasadniczą zmianę w sferze pozycjonowania, komunikacji i w sposobie obsługi klientów. Wymagałoby to postawienia się w roli doradców i przewodników po świecie finansów oraz budowy długookresowych relacji z klientami opartych na partnerstwie i zaufaniu.

Ewa Kantecka, Account Manager w TNS Polska
Zuzanna Faizy, Senior Research Executive w TNS Polska

1 Źródło: „Audyt Bankowości Detalicznej”, badanie TNS Polska na ogólnopolskiej próbie 12 tys. mieszkańców Polski, 2014.
2 Źródło: „Kredyt Trendy”, BIK, marzec 2015.
3 Źródło: dane o wydatkach mediowych, Kantar Media.
4 Banki udzieliły w 2014 roku pożyczek gotówkowych w wysokości 78 mld zł („Kredyt Trendy. Raport Biura Informacji Kredytowej”, BIK, marzec 2015), firmy niebankowych – ok. 4,5 mld zł (Jarosław Ryba, „Co czeka rynek w 2015 roku?”, Gazeta Finansowa Online, styczeń 2015).
5 Źródło: „Audyt Bankowości Detalicznej”, badanie TNS Polska na ogólnopolskiej próbie 12 tys. mieszkańców Polski, 2014.
6 Źródło: Puls Biznesu, Eugeniusz Twaróg, Magdalena Wierzchowska „Play chce udzielać pożyczek on-line”
7 Źródło: oficjalne statystyki podawane na stronie internetowej firmy kokos.pl/info/statystyki.
8 Źródło: Mary Wisniewski, „Can Reengineering the Pay Cycle Disrupt Payday Lending?”, (w:) American Banker”, sierpień 2014 (www.americanbanker.com/issues/179_157…>

To dobry moment na zakup mieszkania na rynku wtórnym

Jak wynika z najnowszego raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera, obecnie rynek nieruchomości wtórnych cechuje się dużą stabilnością. To dobry moment na zakup mieszkania pod kątem zbliżającego się roku akademickiego. Jesienią natomiast możemy spodziewać się znacznego ożywienia spowodowanego między innymi objęciem programem MdM nieruchomości wtórnych oraz tradycyjnym wzrostem aktywności kupujących we wrześniu i październiku.

Spokojne nastroje na rynku nieruchomości

W czerwcu, podobnie jak miesiąc wcześniej, rynek nieruchomości wtórnych charakteryzował się dużą stabilnością. Przeciętna cena ofertowa dla 15 monitorowanych miast wzrosła zaledwie o 0,1% w stosunku do poprzedniego zestawienia. Jedynie w Katowicach i Sopocie zauważalne są istotne obniżki na poziomie odpowiednio 2,3% oraz 1,5% – W nadchodzącym czasie można jednak spodziewać się silnego ożywienia na rynku nieruchomości wtórnych – mówi Marta Kosińska, ekspert Szybko.pl. – Będzie ono spowodowane przede wszystkim typowym jesiennym wzrostem aktywności kupujących i wynajmujących. Dodatkowo rynek zdynamizują jeszcze zmiany spowodowane regulacjami wysokości wymaganego wkładu własnego orazrozszerzenie programu MdM o nieruchomości z drugiej ręki. W zależności od ustalonych limitów cenowych, w różnych lokalizacjach będzie ono miało odmienną siłę oddziaływania. Dla przykładu, w Łodzi dopłatami może być objęte nawet 50%, a w Poznaniu – 40% nieruchomości (przy założeniu, że próg cenowy kwalifikujący mieszkanie do dopłat będzie wynosił odpowiednio 3 700 i 4 847 złotych1). Na drugim biegunie są Warszawa i Kraków, gdzie zaledwie 3% i 2% wystawionych na sprzedaż mieszkań będzie kwalifikowało się do wsparcia w ramach programu MdM.

Ceny transakcyjne w sezonie wakacyjnym

Okres wakacyjny to pora, kiedy liczba ofert lokali wystawionych na sprzedaż maleje. Jednak w tym czasie istnieje duża szansa na nawiązanie transakcji z klientem gotówkowym. Najczęściej takimi kupującymi są rodzice maturzystów, którzy dostali się na studia poza miejscem swego zamieszkania. Osoby nabywające lokal mają powody do zadowolenia. – W porównaniu do ubiegłego miesiąca, transakcyjne ceny mieszkań nieco spadły. Największe obniżki widać na gdyńskim rynku nieruchomości. Nabywcy powinni dysponować kwotą poniżej 5 000 zł za mkw. – mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – Zbliżoną sytuację można zaobserwować w Gdańsku. Rynek nieruchomości w obu tych miastach kształtuje się podobnie. Najczęściej kupujący przeznaczali 260 tys. zł na zakup lokalu.

Wrocław to jedyne miasto spośród badanych w raporcie, gdzie ceny transakcyjne nieco wzrosły.

– Aktualnie kupujący muszą się liczyć z wydatkiem na poziomie 5 252 zł za mkw. – zauważa Jańczuk. – Co ciekawe, to właśnie w stolicy Dolnego Śląska kupowane są lokale o największych metrażach. Zupełnie odwrotnie przedstawia się sytuacja w Łodzi, gdzie najszybciej z rynku znikają mniejsze lokale- dodaje ekspert.

Oprocentowanie minimalnie wzrasta

Nieznacznie zmieniła się wysokość oprocentowania kredytów. – Dla zobowiązań z wysokim wkładem własnym (25%) wskaźnik ten zwiększył się z3,47% do 3,48 i nadal pozostaje na bardzo niskim poziomie – mówi Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors. – W przypadku długu o wartości 300 000 zł, zaciągniętego na okres 30 lat, rata wynosi jedynie 1 499 zł. Porównując do takiego samego kredytu, jednak uruchomionego w 2012 r. klient zobowiązany był spłacać miesięcznie 2 054 zł. Obecnie raty są więc dość niskie, ale w kolejnych miesiącach najprawdopodobniej będą powoli rosły.

Dobrą wiadomością dla osób zainteresowanych kupnem lokalu są planowane zmiany w rządowym programie MdM. Istnieją szanse, że jeszcze w tym roku zostanie rozszerzony katalog nieruchomości, które mogą być objęte dofinansowaniem, także o mieszkania pochodzące z rynku wtórnego. Jest to istotne szczególnie dla osób zainteresowanych nabyciem lokalu w mniejszych miejscowościach, gdzie nowe nieruchomości nie powstają tak często jak w dużych miastach.

1 szacunki dotyczące limitów cenowych wykonane przez Bankier.pl

W 2014 roku Polscy kierowcy w Niemczech spowodowali ponad 20 tys. szkód

W 2014 roku polscy kierowcy spowodowali za granicą ponad 46 tys. szkód o średniej wartości 16,4 tys. zł. Postawie Polaków na europejskich drogach w najnowszym raporcie przyjrzeli się specjaliści porównywarki ubezpieczeń mfind oraz Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

Polscy kierowcy jeżdżą coraz gorzej?

W Niemczech spowodowaliśmy ponad 20 tys. szkódW 2014 roku kierowcy na polskich tablicach rejestracyjnych spowodowali na europejskich drogach 46 681 szkód. To o ponad 2 tys. więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z raportu porównywarki ubezpieczeń mfind oraz PBUK, ta statystyka z roku na rok jest gorsza. Jeszcze w 2010 r. polscy kierowcy spowodowali „tylko” 34 579 szkód.

Zdarzenia, które powodują Polacy, są też coraz kosztowniejsze. W 2012 roku średnia wartość pojedynczej szkody wyniosła 14,6 tys. zł, w 2013 – 15,4 tys. zł, a w 2014 r. już 16,4 tys. zł. W sumie, w zeszłym roku wypłacono ponad 765 mln zł osobom poszkodowanym przez naszych rodaków!

Niemiec płacze, jak wjeżdżamy

W których krajach polscy kierowcy powodują najwięcej szkód? Zdecydowanie najgorzej jest w Niemczech. W 2014 r. u naszych zachodnich sąsiadów spowodowaliśmy 22 118 szkód. Na dalszych pozycjach znalazły się m.in. Wielka Brytania (4313), Francja (3617), Włochy (3209) oraz Holandia (2781).W Niemczech spowodowaliśmy ponad 20 tys. szkód

Warto zwrócić uwagę na to, że w porównaniu do 2013 roku, pogorszyła się sytuacja m.in. na drogach niemieckich, brytyjskich, francuskich oraz włoskich. Nieco lepiej było w Holandii.

Polscy kierowcy bez OC płacą miliony z własnej kieszeni

Chociaż w 2014 roku nasi rodzimi kierowcy jeżdżący bez OC nie pobili rekordu liczby spowodowanych szkód ustanowionego 4 lata temu, to jednak były to zdarzenia najbardziej obciążające ich kieszeń. W sumie za 365 szkód wypłacono ponad 8 mln zł odszkodowań! To dwa razy więcej niż w 2013 r.W Niemczech spowodowaliśmy ponad 20 tys. szkód

Należy pamiętać, że osoba poszkodowana w wypadku z polskim kierowcą bez OC, otrzymuje odszkodowanie od Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. PBUK zwraca się następnie o zwrot tych pieniędzy do sprawcy zdarzenia. Dlaczego w 2014 r. odszkodowania był tak wysokie? Jest to związane z większą liczbą bardziej kosztownych szkód na osobach, czyli niestety ofiar ciężko lub śmiertelnie rannych.

– Zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach obowiązkowych PBUK po dokonaniu wypłaty ma prawo dochodzić zwrotu poniesionych kosztów zarówno od sprawcy (kierującego) jak i właściciela, jeżeli są to dwie różne osoby. Koszty są egzekwowane solidarnie od dłużników do momentu odzyskania całości kwoty zobowiązania względem PBUK. W przypadku gdy proces odszkodowawczy jest nadal w toku i suma wypłaconych środków wzrasta w związku z wpływem nowych roszczeń przedstawionych przez zagraniczne Biuro Narodowe, wówczas kolejne żądania zwrotu są wysyłane do sprawcy i posiadacza – tłumaczy Dominik Szczygielski, starszy inspektor w Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

– Wyjeżdżając samochodem za granicę powinniśmy pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze zawsze należy sprawdzić, czy mamy ważną polisę OC. W niektórych państwach konieczna będzie Zielona Karta – należy zaopatrzyć się w nią przed wyjazdem. Kolejnym obowiązkiem jest sprawdzenie przepisów ruchu drogowego we wszystkich krajach, przez które będziemy przejeżdżać – aby uniknąć mandatu i nieprzyjemności z lokalną policją – radzi Dominika Grabek, redaktor naczelna Akademii ubezpieczeń mfind.

Średnia kwota długu przypadająca na jednego zadłużonego studenta to 1 883 zł

O 300 tys. spadła w ciągu ostatnich czterech lat liczba studentów w Polsce. W tym czasie trzykrotnie wzrosła jednak liczba tych, którzy mają nieuregulowane zobowiązania wobec swoich uczelni. Średnia kwota długu przypadająca na jednego zadłużonego studenta to 1 883 zł. Jedni zadłużają się, bo nie stać ich na utrzymanie się, a inni rzucają studia i zapominają, że z uczelnią też wiąże ich umowa, którą trzeba wypowiedzieć.

Czesne kosztuje studenta od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie. Wielu z nich musi również zapłacić za wynajęty pokój, dojazdy na uczelnię, korepetycje i pomoce naukowe. Mimo tak wysokich kosztów, liczba studentów w Polsce przekracza 1,5 mln. Nie wszyscy są jednak w stanie udźwignąć tak duże obciążenie finansowe. Widać to w statystykach Krajowego Rejestru Długów, według których studenci są winni szkołom wyższym 9,67 mln zł.

Na wpisanie zadłużonych studentów do Krajowego Rejestru Długów zdecydowało się dotychczas 26 wyższych uczelni w Polsce, w większości prywatne, choć jest w tym gronie też kilka publicznych. W 2011 roku było ich o połowę mniej.

– Spada liczba studentów, a w związku z tym również dochody uczelni. Muszą one nie tylko oferować żakom coraz bardziej konkurencyjną ofertę studiów, co mnoży koszty, ale również staranniej przyglądać się swoim finansom. Dlatego też coraz rzadziej przymykają oko na brak opłaty za czesne i decydują się na skuteczną windykację należności- mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najczęściej zadłużają się uczniowie krakowskich uczelni – w KRD znajduje się 2 168 dopisanych przez nie zobowiązań – każde na średnio 1 300 zł. Najwięcej do oddania mają studenci z Lublina – ich średni dług przypadający na jednego żaka to aż 3 490 zł.

– Z naszych badań wynika, że tylko 37% płacących za studia ponosi te koszty samodzielnie pracując. 15% studentów decyduje się na zaciągnięcie kredytu lub pożyczki. Najczęściej jednak, bo w 48% przypadków, naukę finansują im rodzice- wylicza Łącki.

Część studenckich długów powstaje na skutek niewystarczających dochodów lub wykorzystania pieniędzy przeznaczonych na studia na „życie studenckie”. Spory odsetek spraw trafiających do Krajowego Rejestru Długów to jednak wynik niefrasobliwości. Zdarza się, że z różnych przyczyn żak rzuca studia – zwyczajnie przestaje przychodzić na zajęcia, ale zapomina przy tym wypowiedzieć umowę z uczelnią.

– Bardzo często to od nas studenci dowiadują się, że mają do zapłaty zaległe faktury – mówi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji Kaczmarski Inkasso. – Zrezygnowali z nauki w czasie semestru, ale nie dopełnili formalności i nie poinformowali o tym uczelni. Formalnie, czesne wciąż było naliczane, dług więc stale się powiększał – wyjaśnia.

Uczelnie coraz chętniej zlecają windykację firmom zewnętrznym. Odzyskiwanie należności na własną rękę jest nieopłacalne i mało skuteczne.

– Średnia kwota długu wobec uczelni wynosi 1 600 zł. Dłużnikami są przeważnie ludzie młodzi, między 20 a 30 rokiem życia. 85% zaległych faktur spłaca się po naszej interwencji- mówi Koński.

Niektórzy studenci liczą, że ich dług ulegnie przedawnieniu. O tym jednak decydują sądy, a te z kolei różnie interpretują rodzaj działalności uczelni – niektóre traktują taką usługę jako umowę – zlecenie, inne jako świadczenie w ramach działalności gospodarczej, ale zdarzało się też że usługa ta nie była traktowana jako działalność gospodarcza. Czas ten może więc wynosić 2, 3, a nawet 10 lat. Próbując uniknąć płacenia za czesne, można narazić się na naprawdę wysokie koszty, ponieważ do każdej zaległej faktury wierzyciel doliczy koszty windykacji i ustawowe odsetki. Wtedy z kilkuset złotych, dług może urosnąć nawet do kilku tysięcy.