Dekada z frankiem: przez dwa do czterech złotych

Mija dziesięć lat, odkąd kredyty denominowane (indeksowane) we franku szwajcarskim zawojowały polski rynek kredytowy. Była to dekada walutowego rollercoastera, z frankiem spadającym poniżej dwóch złotych, a następnie drożejącym do przeszło czterech złotych.

10 lat temu Polska była szybko rozwijającą się gospodarką czekającą na strumień euro z tytułu świeżego członkostwa w Unii Europejskiej. Podczas gospodarczego boomu setki tysięcy Polaków zachłysnęło się kredytami mieszkaniowymi. Gdy banki wprowadziły do oferty nisko oprocentowane pożyczki w CHF, hipoteki nagle stały się dostępne niemal dla każdego.

– O ryzyku walutowym nikt wtedy nie myślał, bo i po co: frank taniał, a różnica w miesięcznych ratach pomiędzy „hipoteką” w CHF a PLN sięgała kilkuset złotych. I tak masa finansowych „spryciarzy” sama napędzała umocnienie złotego, na potęgę kupując szwajcarską walutę (za pośrednictwem banków, które co prawda wypłacały złote, ale zabezpieczały się na rynku międzybankowym długą pozycją w CHF – czyli „kupowały” franki). Od stycznia 2005 roku do sierpnia 2008 cena franka spadła z 2,60 zł do rekordowych 1,95 zł. Frank po mniej niż dwa złote był ewidentną aberracją, z której większość analityków nie zdawała sobie sprawy. Stało się to jasne dopiero na przełomie 2008/09, gdy wyszła na jaw afera opcji walutowych – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Otrzeźwienie nadeszło szybko. Świat finansów stanął na skraju upadku, co wywołało krach na złotym i innych walutach krajów rozwijających się. Równocześnie spekulacyjny kapitał uciekał do tzw. bezpiecznych przystani – czyli do złota i franka szwajcarskiego. Polscy frankowicze otrzymali więc podwójne uderzenie, łagodzone jedynie obniżkami Liboru w pobliże zera. W szczycie pierwszej fali paniki, w lutym 2009 roku, frank kosztował nawet 3,24 złotego. Dziś taki kurs jest marzeniem wielu, ale wtedy oznaczał on katastrofę i wzrost notowań franka o 66% w zaledwie pół roku – dodaje Kolany.

Przemyślane polowanie na okazje, których na nerwowym rynku z pewnością pojawi się wiele

Czynników ryzyka nagromadziło się na rynkach finansowych w ostatnim czasie aż nadto. Co gorsza, zapowiada się, że nieprędko się z nimi pożegnamy. Informacja o osiągnięciu porozumienia w sprawie Grecji nie spowodowała euforii. Wciąż możliwa jest kontynuacja perturbacji na chińskiej giełdzie, podwyższając i tak już niemałą skalę zmienności i niepewności. Na nasz rynek dodatkowo negatywny wpływ mają pojawiające się wciąż pomysły dotyczące kwestii kredytów we frankach oraz podatku, obciążającego instytucje finansowe. Druga połowa roku będzie więc z pewnością niespokojna i pełna silnych wahań nastrojów, których efekt trudno przewidzieć i wykorzystać, szczególnie w akcyjnych strategiach inwestycyjnych.

W takich warunkach posiadaczom wolnego kapitału o dużej tolerancji ryzyka, można polecić spokojne i przemyślane polowanie na okazje, których na nerwowym rynku z pewnością pojawi się wiele. Zwolennicy zasady kupowania, gdy leje się krew, będą w swoim żywiole. Raczej prędzej, niż później, trafnie dobrane fundamentalnie papiery przyniosą zysk.

Na straconej pozycji nie są jednak także bardziej, a nawet najbardziej ostrożni gracze. Na rynku nie brakuje atrakcyjnych, choćby w porównaniu z lokatami bankowymi, możliwości. Nic nie wskazuje na to, by jakiekolwiek zawirowania miały negatywny wpływ na wyniki funduszy obligacji korporacyjnych. Zdecydowana większość z nich notuje wciąż dodatnie stopy zwrotu, a fundusze Agio znajdują się w ścisłej czołówce liderów pod tym względem. W nerwowych czasach warto też zwrócić uwagę na wciąż niezbyt popularne fundusze aktywów zupełnie nieskorelowanych z szalejącymi rynkami finansowymi. W tej kategorii bezkonkurencyjne są fundusze nieruchomości oraz sekurytyzacyjne. Wymagają one nieco cierpliwości, ale jest ona godziwie wynagradzana, a dodatkowo wynagrodzenie to nie kosztuje tyle nerwów, co obecność na rynku akcji. Sceptykom polecamy następujące porównanie: WIG20 znajduje się wciąż na niemal identycznym poziomie, jak dwa lata temu; w ciągu 24 miesięcy fundusz AGIO SFIO subfundusz AGIO Agresywny przyniósł niemal 12 proc. zysku; AGIO Wierzytelności Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny FIZAN zyskał w tym czasie prawie 19 proc.

—————————-
Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.

Raport o inflacji – lipiec 2015

0

Raport o inflacji przedstawia projekcję inflacji i PKB w Polsce do 2017 r. W prezentacji raportu uczestniczyli dyrektor generalny Instytutu Ekonomicznego NBP prof. Andrzej Sławiński, zastępca dyrektora generalnego IE NBP Jacek Kotłowski , oraz Michał Greszta dyrektor Biura Prognoz i Projekcji IE NBP.

W dniach 12-13 września 2015 roku w Warszawskim Centrum EXPO XXI odbędzie się druga edycja FIWE – Międzynarodowych Targów Branży Fitness & Wellness

W dniach 12-13 września 2015 roku w Warszawskim Centrum EXPO XXI odbędzie się druga edycja FIWE – Międzynarodowych Targów Branży Fitness & Wellness.
To największe targi branżowe w Europie Środkowo-Wschodniej i jednocześnie najważniejsze wydarzenie sektora fitness & wellness w Polsce.

 

FIWE to targi o biznesowym charakterze, mające na celu zaprezentowanie bogatej gamy sprzętu, akcesoriów i usług fitness & wellness w jednym miejscu. To także doskonała okazja do spotkań i wymiany wiedzy pomiędzy reprezentantami tego dynamicznie rozwijającego się sektora oraz przedsiębiorcami i inwestorami poszukującymi nowych pomysłów na rozpoczęcie biznesu. Po sukcesie zeszłorocznej edycji organizator, firma Reinhold EXPO, podjęła decyzję o trzykrotnym zwiększeniu powierzchni wystawienniczej w stosunku do imprezy z 2014 roku.

Inwestorzy mile widziani

Wśród odwiedzających nie może zabraknąć inwestorów, deweloperów czy zarządców nieruchomości prowadzących lub planujących poszerzenie działalności o sektor fitness & wellness. Oferta targowa kierowana jest także do przedstawicieli hoteli, ośrodków leczniczo-wypoczynkowych i sanatoryjnych, dzielnicowych, miejskich i gminnych ośrodków sportu i rekreacji, parków rozrywki, szkół prywatnych oraz państwowych.

Znani goście, pokazy, prelekcje i wydarzenia specjalne

Odwiedzający FIWE z pewnością docenią szereg atrakcji przygotowanych specjalnie z myślą o nich. Publiczność zostanie zaproszona do udziału w wyjątkowych pokazach i treningach, panelach dyskusyjnych i konferencjach. Wydarzenia towarzyszące targom FIWE będą prowadzone przez międzynarodowych prelegentów i specjalistów branży. Imprezę uświetnią także pokazy gości specjalnych targów.

Ambasadorami FIWE zostali: Simeon Panda (jeden z najsłynniejszych fitness modeli na świecie będący jednocześnie w czołówce najpopularniejszych kulturystów), Michał Karmowski, Daniel Omielańczuk, Akop Szostak, Sylwia Szostak, Paweł Głuchowski, Mariusz Mróz, Michał Fijałka, Rafał Moks, Waldemar Nol, Łukasz Kaźmierczak i Bartosz Więckowski.

Przedsiębiorców zainteresuje z pewnością strefa FIWE EXPERTS – międzynarodowe spotkanie branży, networking, coaching, warsztaty, konferencje i panele dyskusyjne, które ułatwią nawiązywanie kontaktów z potencjalnymi partnerami.

Specjalnym wydarzeniem podczas Targów będzie FIWE BODYBUILDING – zawody kulturystyczne, podczas których odbędą się jedyne w Polsce eliminacje do Arnold Classic! Nowością będą także treningi powered by Reebok! prowadzone przez gwiazdy międzynarodowej sceny fitness oraz pierwsze w Polsce zawody Street Workout.

WYSTAWCY Targów FIWE to firmy, które chcą zaprezentować swoje usługi i produkty oraz nawiązać długofalowe relacji z klientami. Są nimi producenci, dystrybutorzy oraz importerzy:

  • sprzętu sportowego, wyposażenia siłowni oraz klubów fitness,
  • akcesoriów sportowych, akcesoriów
    do sportów walki,
  • sprzętu CrossFit,
  • sprzętu rehabilitacyjnego,
  • suplementów diety,
  • odzieży treningowej,
  • wyposażenia klubów sportowych,
  • urządzeń do odnowy biologicznej,
  • wyposażenia saun/łaźni parowych,
  • wyposażenia solarium.

12-13.09.2015r. Warszawa, Warszawskie Centrum EXPO XXI

Więcej informacji na: www.fiwe.pl oraz na oficjalnym profilu FIWE na Facebook’u

Czy można odwołać pracownika z urlopu?

Wyobraź sobie, że jesteś na urlopie. Odpoczywasz nad morzem, gdy dzwoni twój szef. Odbierasz i słyszysz, że natychmiast musisz wracać do firmy. Czy możesz odmówić? Jakie prawa – związane z urlopem – posiada pracownik?

Pracownik ma prawo do urlopu, którego nie może się zrzec (w przypadku umowy o pracę). Przepisy określają liczbę dni wypoczynku w zależności od stażu pracy. Dodatkowo, w Kodeksie pracy znajdziemy zapis o tym, że co najmniej jedna część urlopu nie może trwać krócej niż 14 kolejnych dni kalendarzowych. Co do terminu, to ustalany jest wedle własnych preferencji, jednak musi on zostać uzgodniony i zaakceptowany przez pracodawcę we wniosku lub oficjalnym planie urlopowym. Jednak nawet to nie może nas w pełni uchronić przed odwołaniem czy przerwaniem wypoczynku. Czy można się przed tym uchronić? Jakie przysługują nam prawa?

– Szef może odwołać pracownika z urlopu, ale pod warunkiem, że zaistnieją ważne okoliczności, których w chwili rozpoczęcia urlopu nie można było przewidzieć, a równocześnie nasza obecność w firmie jest w tym momencie niezbędna. W praktyce oznacza to na przykład sytuację, w której pracownik, który miał nas zastąpić nagle się rozchorował – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Na urlopie nie odbieram telefonu

Odwołanie pracownika z urlopu w rzeczywistości wcale nie musi być takie proste. Pracodawca, aby powiadomić pracownika o swojej decyzji – musi się z nim skontaktować. To może jednak stanowić pewien problem. A mianowicie pracownik nie ma obowiązku informowania pracodawcy, gdzie spędza urlop. Nie musi także odbierać telefonu służbowego, gdy dzwoni szef.

– W sytuacji odwołania z urlopu wypoczynkowego, pracownik może domagać się od pracodawcy zwrotu kosztów, jakie w związku z tym poniósł. Mogą to być pieniądze wydane np. na bilety lotnicze czy hotel. W uzasadnionych przypadkach zwrot kosztów może objąć też członków jego najbliższej rodziny – podkreśla Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Wczasy pod gruszą

Pracodawcy mają w sumie dwie możliwości dofinansowania pracownikom urlopu. Pierwszy to tzw. wczasy pod gruszą, dofinansowane z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych (ZFŚS), za 14 kolejnych dni nieprzerwanego wypoczynku. Drugi, to wypłata świadczenia urlopowego. Obie formy są jednak przejawem dobrej woli pracodawcy. W świetle przepisów, nie ma on bowiem obowiązku dofinansowywania wypoczynku zatrudnionym.

– W przypadku tzw. wczasów pod gruszą, gdy dofinansowanie przekroczy 380 zł, nadwyżka podlega opodatkowaniu według stawek skali podatkowej. Jeśli więc pracodawca dofinansował nam urlop z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych w wysokości 800 zł, to podatek potrącony będzie od 420 zł nadwyżki i wyniesie on 75,60 zł. Oznacza to, że na rękę dostaniemy 724,40 zł – wyjaśnia Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Z kolei firmy, które nie stworzyły odpowiedniego funduszu, a dofinansowują pracownikom wypoczynek z własnych środków, muszą również liczyć się z podatkiem, który w tym przypadku odliczany jest od pełnej kwoty.

Przedsiębiorca na urlopie

O ile jasne jest, że prawo do urlopu wypoczynkowego dotyczy osób zatrudnionych w ramach umowy o pracę, o tyle nie jest oczywiste, czy dotyczy ono również osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Na jakich zasadach przedsiębiorca może wziąć urlop?

– Warto pamiętać, że prawo do urlopu przysługuje wyłącznie osobie świadczącej pracę na podstawie stosunku pracy bez względu na podstawę prawną jej powstania. W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej stosunek ten nie istnieje, zatem nie ma przesłanki pozwalającej nabyć prawo do urlopu. Przedsiębiorca może więc „wziąć wolne”, ale ich koszt poniesie sam – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Najwięksi beneficjenci rozwoju sektora BPO/SSC w Polsce

Sektor Outsourcingu Procesów Biznesowych oraz Centrów Usług Wspólnych, określany także jako Branża Nowoczesnych Usług dla Biznesu, a w skrócie BPO/SSC, jest obecny w Polsce od blisko 20 lat. Jego rozwój silnie wpływał też na inne dziedziny polskiej gospodarki. Skorzystały na tym przede wszystkim miasta, przyciągając inwestorów i zwiększając liczbę miejsc pracy oraz swoją konkurencyjność. Duży rozwój zanotował także sektor nieruchomości komercyjnych, firmy rekrutacyjne, doradcze, a nawet uczelnie wyższe. Realne korzyści dla poszczególnych regionów Polski, otwartych na sektor, w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka Minister Gospodarki zrealizowanego w latach 2008-2013 wg danych PAIiIZ

Sukces miast

Polskie miasta udowodniły, że są w stanie zapewnić dobrą kadrę pracowniczą, znakomitą powierzchnię biurową oraz warunki logistyczne i finansowe dla rozwoju tej gałęzi gospodarki jaką są usługi dla biznesu. Największa dynamika wzrostu przypadła na lata 2007-2014, kiedy to powstawało w Polsce najwięcej centr operacyjnych. Początkowo większość z nich lokowała się w trzech miastach – Warszawie, Krakowie i Wrocławiu – co zostało dostrzeżone także przez zagraniczne ośrodki badawcze, np. międzynarodową firmę doradczą Tholons, która od 2006 roku sporządza rankingi 100 najlepszych na świecie lokalizacji dla usług outsourcingowych, i od kilku lat te trzy miasta widnieją na światowych mapach lokalizacji, w których sektor BPO/SSC prężnie się rozwija. Analizując okres ostatnich 10 lat możemy zaobserwować rozwój branży w takich aglomeracjach jak Trójmiasto, Łódź, Poznań czy też Lublin. Na tym jednak nie koniec. Z dobrego przykładu skorzystały kolejne polskie miasta i w tej chwili widzimy rozwój branży w kolejnych miastach, takich jak np. Bydgoszcz, Szczecin i Rzeszów – podkreśla  Wiktor Doktór Prezes Fundacji Pro Progressio, wspierającej inwestycje i rozwój polskich miast. Można by postawić pytanie, gdzie jest koniec tej ekspansji, szczególnie że coraz większa jest aktywność mniejszych miast, tak zwanych ośrodków satelitarnych dla swoich większych sąsiadów. Dobrymi przykładami są Radom dla Warszawy, Częstochowa dla Katowic czy Piła dla Poznania – dodaje Wiktor Doktór.

Niektórym z miast proces pozyskiwania inwestorów idzie szybciej, innym nieco wolniej, ale istotny jest fakt, że zagraniczni i polscy przedsiębiorcy z branży BPO/SSC mają w chwili obecnej szerokie pole wyboru w zakresie lokalizacji centrów usługowych. Na profilach aglomeracji, dostępnych na platformie Best2Invest, widoczne są listy firm z branży BPO/SSC wraz z ich specjalizacją, które wybrały lokalizacje takie jak np. Trójmiasto, Poznań, Lublin, Łódź, Rzeszów, Bydgoszcz, Szczecin czy Częstochowa. Na platformie wkrótce pojawią się dane z kolejnych polskich miast.

Wpływ na sektor nieruchomości biurowych

Każdy nowy inwestor z branży BPO/SSC motywuje władze miasta do nowego spojrzenie na możliwości, jakie miasto jest w stanie dać i zagwarantować w dalszym rozwoju projektów usługowych. Niewątpliwie rozwój sektora usług dla biznesu ma wpływ na rynek nieruchomości biurowych. To najemcy z tej branży stanowią jeden z największych odsetek wśród firm znajdujących się w budynkach klas A i B+. Wymogi, co do standardów jakości biur, podyktowane przez branżę BPO/SSC, spowodowały znaczne polepszenie się ofert polskich i zagranicznych deweloperów. Tacy ogólnopolscy gracze jak np. SKANSKA, Vastint, Torus, AIG/Lincoln, ale także i lokalni, jak JPBC (Lublin), OPG (Łódź), Unimor Development (Trójmiasto) czy Developres (Rzeszów) na terenie całej Polski budują i dostosowują swoje budynki biurowe m.in. z myślą o branży outsourcingu i centrach usług wspólnych. Część z budynków jest w stanie przyjąć najemców na kilka tysięcy mkw, a część tych mniejszych jest gotowych na otwieranie biur dla grup 100 – 200 pracowników. Profesjonalne firmy doradcze takie jak np. CBRE, Cushman&Wakefield, DTZ, JLL czy WalterHerz na co dzień doradzają branży BPO/SSC i prowadzą jedne z największych transakcji wynajmu nieruchomości jakie rok do roku są realizowane na polskim rynku, właśnie przez najemców z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Są to poważne transakcje i do tego odnawiane w okresach 3 – 5 i 7-letnich.

Wpływ na usługi rekrutacyjne

Branża outsourcingu procesów biznesowych i centr usług wspólnych jest także jednym z ulubionych klientów dla firm zajmujących się profesjonalnie rekrutacjami. W takich firmach jak np. Randstad, WorkService, Kelly Services czy Page Personnel są utworzone dedykowane zespoły do projektów typu BPO/SSC. Firmy rekrutacyjne, poza samym wsparciem przy znalezieniu odpowiednich kadr, wspierają branżę BPO także w procesach oceny pracowniczej, pracy tymczasowej i wielu innych. To branża BPO stanowiła jeden z czynników, za sprawą którego część firm rekrutacyjnych zaczęła otwierać oddziały w nowych lokalizacjach, aby być „bliżej” klienta i aby „szybciej” realizować procesy rekrutacyjne.

Edukacja

Rozwój usług dla biznesu to także wyszkolone kadry i szerokie zaplecze szeregu różnych specjalizacji. Branża się rozwija, a uczelnie poniekąd zostały „zmuszone” do zmian w procesach nauczania. Powszechne są już różne projekty kierunków, ale także i programy warsztatów realizowane na publicznych i niepublicznych uczelniach wyższych w wielu miastach. Dobrymi przykłady to: WorkGate w Poznaniu, Outsourcing Market Leaders Academy na SGH w Warszawie, Dni Przedsiębiorczości na UMCS w Lublinie, Podyplomowe Studia BPO w Radomiu czy BPO Education Center w Sopocie. Na każdych targach pracy w Polsce, sektor BPO/SSC jest wiodącym pracodawcą poszukującym kadry, a przedstawiciele centr operacyjnych prowadzą wykłady i warsztaty, oraz spotkania ze studentami i absolwentami szkół wyższych.

Patrząc na stały rozwój branży usług dla biznesu w Polsce, możemy postawić tezę, że w obszarze edukacji jesteśmy dopiero na początku drogi i zmian. Kolejne uczelnie wyrażają zainteresowanie współpracą z branżą usług, a następne firmy chcą się angażować we współpracę z uczelniami – co stanowi optymistyczny początek zmian w polskiej edukacji w kolejnych latach – dodaje Wiktor Doktór.

Eksport do Rosji bardzo ostro w dół, ale eksport ogółem w górę

Pierwsze miesiące 2015 r. przyniosły głęboki kryzys relacji handlowych z Rosją. Spadki eksportu do tego kraju, pogłębiające się od początku 2014 r., w pierwszych pięciu miesiącach 2015 r. sięgnęły 31,4 proc. r/r. Oznacza to wartość o 3,8 mld zł mniejszą niż w tym samym okresie minionego roku! Wyraźny kryzys na kierunku rosyjskim nie zdławił jednak całościowych wyników polskiego eksportu, który od stycznia do maja 2015 r. wzrósł o 6,4 proc. r/r. i dzięki któremu od kwietnia Polska notuje dodatnie saldo wymiany międzynarodowej.

Embargo i rubel bez znieczulenia

To, jak mocny cios polski eksport dostał od Rosji, pokazują dane GUS za pięć pierwszych miesięcy 2015 r. Spadek eksportu na poziomie 31,4 proc. w ujęciu r/r wprost odzwierciedla załamanie kursu rubla z końca 2014 r. i początku 2015 r., embargo, ale też wiele wewnętrznych problemów Rosji, które obniżają chłonność tego rynku i bolą naszych eksporterów. – Embargo samo w sobie jest dużym wyzwaniem, lecz polski eksport blokują równolegle inne zjawiska wynikające z konfliktu gospodarczego Rosji z UE. Rosyjska gospodarka się kurczy (spadek o 1,9 proc. w I kw. 2015 r.) a rosyjskie społeczeństwo ubożeje, więc nawet jeśli polskiego eksportera nie obejmuje embargo, to i tak ma on mniejsze szanse, że znajdzie popyt na swoje towary. Do tego w Rosji zapanowała moda na patriotyzm gospodarczy i wybieranie przez konsumentów i firmy rodzimych produktów czy usług. Przy sumie tych czynników spadek kursu rubla był przysłowiowym gwoździem do trumny – mówi Jarema.

Eksport sukcesywnie maleje…

Mimo iż rynek rosyjski stał się dużo mniej chłonny, to polscy eksporterzy wsłuchują się w każdą informację na temat możliwości powrotu na niego. Niestety, pomimo sugerowanej przez Dmitrija Miedwiediewa pod koniec maja br. możliwości częściowego zniesienia embarga jeszcze w tym roku, impas w stosunkach z UE i Zachodem wróży raczej zachowanie status quo w dłuższej perspektywie. To każe przewidywać, że udział Rosji w całości polskiego eksportu, który spadł z 4,3 proc. do 2,7 proc. (dane GUS za pierwsze pięć miesięcy 2015 r.) nadal będzie maleć.

Dynamika polskiego eksportu do Rosji w ujęciu r/r

EKSPORT
Okres w mln PLN Eksport r/r
I 2014 2140 -5,0%
I-II 2014 4684,2 -3,6%
I-III 2014 7200,4 -6,3%
I-IV 2014 9808,5 -7,3%
I-V 2014 12068,1 -8,3%
I-VI 2014 14707,3 -9,8%
I-VII 2014 17354,5 -10,2%
I-VIII 2014 19751,2 -12,1%
I-IX 2014 22273,2 -12,5%
I-X 2014 25034,4 -13,1%
I-XI 2014 27329,3 -13,6%
I-XII 2014 29291,3 -14,0%
I 2015 1755 -17,4%
I-II 2015 3346,9 -28,1%
I-III 2015 4999,7 -30,2%
I-IV 2015 6663,6 -31,7%
I-V 2015 8256,8 -31,4%
Źródło: Dane GUS, opracowanie AKCENTA

 

Dane GUS za rok 2014 nie ujawniły tak olbrzymich spadków wywozu do Rosji jak pokazały to pierwsze miesiące tego roku. W 2014 r. eksport do Rosji skurczył o 14 proc. (spadek o 4,8 mld zł). Dynamika eksportu ogółem była dodatnia i wyniosła 5,3 proc. (wzrost o 43,8 mld zł.) – W obliczu kilkunastoprocentowego spadku eksportu do Rosji, jednego z naszych najważniejszych partnerów handlowych, wzrost eksportu ogółem za 2014 r. należy postrzegać jako swego rodzaju sukces. Wirus afrykańskiego pomoru świń i embargo uderzyły w polskich eksporterów z zaskoczenia. Sam obserwowałem jakie zmiany wywołało to w biznesie naszych klientów. Cios był – a właściwie jest – naprawdę mocny i tym bardziej trzeba docenić zaradność, z którą polscy eksporterzy szukają dla siebie nowych rynków – mówi Radosław Jarema, dyrektor zarządzający instytucji płatniczej AKCENTA w Polsce.

…w imporcie nagłe załamanie

Radosław Jarema z instytucji płatniczej AKCENTA obsługującej transakcje walutowe eksporterów i importerów zwraca również uwagę, że o ile systematyczne obniżanie się wartości eksportu do Rosji było widoczne już od początku 2014 r., to w przypadku importu załamanie nastąpiło dopiero z początkiem 2015 r. i to od razu na bardzo dużą skalę. Ostatnie dane za pięć pierwszych miesięcy br. mówią o spadku wartości o 34,6 proc. r/r., podczas gdy wcześniej import miał niewielką w porównaniu do eksportu dynamikę spadkową. – Bacznie obserwujemy sytuację importerów z Rosji i staramy się pomóc klientom, którzy mają problemy na tym rynku. Oprócz propozycji negocjacji kursów wymiany, doradzamy zabezpieczenie swojej marży za pomocą forwardów. Dzięki transakcjom terminowym typu forward, eksporterzy i importerzy mogą zabezpieczyć kurs wymiany określonej waluty w danym dniu i uniknąć wahań na jej kursie, co może się przydać szczególnie w przypadku nieprzewidywalnego od czasu wybuchu kryzysu wschodniego rosyjskiego rubla – mówi przedstawiciel AKCENTY.

Pokolenie Y: wielozadaniowe, mobilne i…gotowe na emigrację

Prawie połowa Ygreków rozważa możliwość wyjazdu poza Polskę w poszukiwaniu lepszych perspektyw zawodowych i możliwości rozwoju – wynika z badania opinii studentów przeprowadzonego w ramach kampanii #jestemYgrekiem. nie jestem leniem. przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami (PSZK).

Spośród 1636 ankietowanych studentów biorących udział w badaniu zrealizowanym na potrzeby kampanii #jestemYgrekiem. nie jestem leniem. większość uważa, że główne cechy przedstawicieli pokolenia Y na rynku pracy to wielozadaniowość (71 proc.), mobilność (67 proc.) oraz znajomość nowych technologii (60 proc.). Odpowiednio o połowę rzadziej wskazywane cechy to: partnerskie podejście w relacjach z przełożonymi (35 proc.), duże oczekiwania wobec pracodawców (33 proc.) i work-life balance (28 proc.). Aż 46 proc. młodych ludzi po zakończeniu studiów bierze pod uwagę możliwość wykorzystania swoich atutów w poszukiwaniu pracy zagranicą. Studenci argumentują swoją gotowość do wyjazdu lepszymi perspektywami zawodowymi, chęcią poszerzenia horyzontów i rozwoju zawodowego, edukacyjnego oraz osobistego. Część ankietowanych ma też obawy dotyczące znalezienia pracy w swoim zawodzie bądź związanej z kierunkiem studiów. – Przedstawiciele pokolenia Y to osoby ambitne, otwarte na nowe wyzwania, doskonale odnajdujące się w „globalnej wiosce”. Nie dziwi więc, że są otwarci na budowanie kariery i rozwój poza granicami Polski. Natomiast rolą szeroko pojętego Państwa,  w tym  pracodawców jest zachęcenie studentów do aktywności zawodowej jeszcze w czasie nauki i pokazanie im, że również tutaj mają szansę na wartościowy i dynamiczny rozwój – komentuje Mariola Raudo, HR Business Partner w Nestlé Polska, firmie będącej Mecenasem kampanii #jestemYgrekiem. nie jestem leniem.

Badanie opinii studentów zrealizowane zostało w maju br. w ramach kampanii świadomościowej #jestemYgrekiem. nie jestem leniem., a jego celem było poznanie opinii i oczekiwań przedstawicieli pokolenia Y względem wysokiej jakości staży i praktyk oraz pracodawców, którzy je oferują. W badaniu wzięło udział 1636 studentów i absolwentów z największych ośrodków akademickich. Wyniki badania są dostępne na stronie www.stazeipraktyki.pl.

W trakcie okresu letniego aktywność na rynku IPO będzie niższa niż w 2014 roku

W drugim kwartale br. w Europie odnotowano 121 ofert o łącznej wartości 14,7 mld euro, co było drugim najlepszym wynikiem spośród drugich kwartałów w ciągu ostatnich pięciu lat (najlepszym był ubiegłoroczny, kiedy to łączna wartość ofert wyniosła aż 22,3 mld euro). W całym pierwszym półroczu 2015 roku łączna wartość IPO wyniosła 31,1 mld euro – o 8% mniej niż w analogicznym okresie 2014 roku, jednak więcej niż w ciągu pełnych 12 miesięcy w każdym z lat 2011, 2012 i 2013, tj. zanim na europejskim rynku ofert pierwotnych nastąpiło znaczne ożywienie.

Na pierwszym miejscu pod względem aktywności na rynku IPO uplasował się po raz kolejny Londyn, gdzie w drugim kwartale 2015 roku odnotowano prawie jedną trzecią łącznej wartości wszystkich ofert w Europie (29 IPO, 4,7 mld euro). Kolejne miejsca przypadły giełdzie madryckiej, Euronext oraz OMX. W samej Hiszpanii wartość IPO w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 6,9 mld euro i wzrosła niemal dwukrotnie względem pierwszych sześciu miesięcy 2014 roku (głównie za sprawą dwóch największych IPO w Europie w pierwszym półroczu 2015 roku – Aena i Cellnex). Na Euronext niemal cała aktywność na rynku IPO w pierwszym półroczu br. (4,9 mld euro) była wynikiem sprzedaży spółek portfelowych przez fundusze private equity.

Warto podkreślić, że ponad połowa spółek, które planowały IPO w drugim kwartale 2015 roku, została ostatecznie sprzedana przez swoich dotychczasowych właścicieli poza rynkiem giełdowym. Szacunkowa wartość ofert, które rozpoczęły się, lecz nie doszły do skutku, wyniosła ponad 2 mld euro (w tym takie oferty jak spółek New Look, Center Parks czy Slovak Telekom).

Innym trendem zauważalnym w roku 2015 są oferty spółek zależnych (spin-off) oraz związane z wydzieleniem części biznesu (carve-out), które stanowiły aż 27% łącznej wartości ofert w drugim kwartale br. (w analogicznym okresie 2014 roku stanowiły one 18% łącznej wartości transakcji). Warto podkreślić, że dwa spośród największych IPO – Cellnex i Inwit – stanowiły właśnie transakcje wydzielenia części biznesu z większych, notowanych już na giełdach spółek.

W wyniku sytuacji w Grecji, jak również w Chinach i Stanach Zjednoczonych, na rynki finansowe powróciła niepewność. Może to skutkować odwołaniem lub odsunięciem w czasie wielu ofert pierwotnych. Dlatego przewidujemy, że w ciągu najbliższych miesięcy aktywność na rynku IPO w Europie będzie umiarkowana. Powrotu lepszej koniunktury należy spodziewać się dopiero w czwartym kwartale bieżącego roku” – mówi Filip Gorczyca, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Aktywność na rynku IPO w Europie

Aktywność na rynku IPO w Europie

10 największych IPO w Europie w drugim kwartale 2015 roku

Spółka Wartość oferty (mln euro, wyłączając opcję nadsubskrypcji) Wartość oferty (mln euro, włączając opcję nadsubskrypcji) Sektor Giełda Kraj pochodzenia Spółka portfelowa funduszu private equity?
Cellnex Telecom 1 946 2 141 Usługi telekomunikacyjne BME Hiszpania Nie
Woodford Patient Capital Trust 1 108 1 108 Finanse Londyn Wlk. Brytania Nie
Spie 939 939 Przemysł Euronext Francja Tak
Europcar Groupe 879 879 Usługi konsumenckie Euronext Francja Tak
INWIT 796 796 Usługi telekomunikacyjne Borsa Italiana Włochy Nie
Pandox 601 601 Finanse OMX Szwecja Nie
Patentes Talgo 570 570 Przemysł BME Hiszpania Tak
Sophos Group 495 495 Nowe technologie Londyn Wlk. Brytania Tak
Cairn Homes 400 440 Dobra konsumenckie Londyn Irlandia Nie
Europris 431 431 Usługi konsumenckie Oslo Norwegia Tak
Razem 8 165 8 641

Na giełdzie w Warszawie odnotowano istotny wzrost aktywności na rynku pierwotnym. W drugim kwartale 2015 roku miało miejsce 16 debiutów (5 na rynku głównym oraz 11 na NewConnect), w porównaniu do zaledwie 6 debiutów w analogicznym okresie ubiegłego roku. Łączna wartość IPO wyniosła 312 mln euro (wzrost o 246% w porównaniu do 89 mln euro odnotowanych w drugim kwartale 2014 r.), z czego 126 mln euro przypadło na ofertę producenta felg samochodowych Uniwheels. Kolejne miejsca pod względem wielkości zajęły oferty spółek Wirtualna Polska Holding (73 mln euro) i Idea Bank (63 mln euro).

Na rynku alternatywnym NewConnect odnotowano 11 debiutów o łącznej wartości 3,6 mln euro. Największą ofertą (o wartości 0,9 mln euro) było IPO spółki Hetan Technologies (sektor nowych technologii). Na kolejnych miejscach uplasowały się oferty: Cenospheres Trade & Engineering (0,7 mln euro, sektor chemiczny) oraz Adiuvo Investments (0,6 mln euro, działalność inwestycyjna).

 „Miniony kwartał przyniósł długo oczekiwane ożywienie na rynku pierwotnym w Warszawie. Tym samym kilkunastomiesięczny okres, w którym koniunktura na naszym rynku mocno odstawała od rekordowych wyników obserwowanych na innych giełdach w Europie, dobiegł wreszcie końca. Wygląda na to, że sytuacja na GPW powoli odbudowuje się po szoku wywołanym zmianami w OFE. Do końca bieżącego roku spodziewamy się kilku ciekawych IPO, których powodzenie powinno przyczynić się do dalszej stopniowej poprawy koniunktury na rynku pierwotnym. Z drugiej strony w wyniku ostatnio obserwowanych zawirowań na rynkach międzynarodowych, m.in. wskutek wydarzeń w Grecji i Chinach, sytuacja dla potencjalnych emitentów w bieżącym kwartale będzie trudniejsza niż w minionych trzech miesiącach, co obrazuje choćby niedawne przesunięcie na jesień oferty spółki Enter Air” – podsumowuje Filip Gorczyca, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Dodatkowe informacje

  1. Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2014.
  1. O IPO Watch Europe

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Austrii, Belgii, Chorwacji, Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburgu, Niemczech, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rumunii, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii i we Włoszech) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 kwietnia do 30 czerwca 2015 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji. Dodatkowe informacje, w tym tabele danych, są dołączone do niniejszej informacji prasowej.

  1. O współtworzących raport

Raport został opracowany przez zespół ds. rynków kapitałowych PwC. Specjaliści ds. rynków kapitałowych PwC świadczą pełen zakres usług w zakresie transakcji na rynkach kapitałowych. Usługi te obejmują przygotowanie do oferty publicznej oraz całościową obsługę doradczą transakcji, w tym doradztwo finansowe, doradztwo prawne i doradztwo podatkowe.

Jest porozumienie w sprawie Grecji

Negocjacje, które miały być formalnością w lutym właśnie dobiegły końca. Zapewne nie kończy to całego zamieszania, ale jest krokiem w bardzo dobrą stronę. Na rynkach jest jeszcze jeden problem – Chiny.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Osiągnięto porozumienie w sprawie Grecji. Jeszce przed 9:00 na Twitterze pojawiły się informacje, że zawarto porozumienie na linii Unia Europejska – Grecja. W tym momencie porozumienie pomiędzy Grecją a Międzynarodowym Funduszem Walutowym jest już najprawdopodobniej tylko kwestią spłaty zaległości, które kraj ten ma wobec Funduszu od dwóch tygodni.

Podczas negocjacji nie tylko reformy budziły bardzo wiele kontrowersji samych Greków, ale również fakt, że pożyczkodawcy chcieli się zabezpieczyć na wypadek braku reform. Przykładem była propozycja, by stworzyć fundusz mający pod zastaw majątek grecki o porównywalnej wartości, z którego z prywatyzacji spłacane będą zobowiązania. Grecy nie chcieli również pożyczać środków z MFW, gdyż ten partner jest trudniejszy potem w negocjacjach i nie ustępuje tak łatwo z powodów politycznych.

Jak reagują rynki na porozumienie? W momencie publikacji informacji było widać wybicia w górę zarówno na EUR/USD jak i na parach złotowych. Ruch ten jednak nie był zbyt silny. W przypadku euro czy franka szwajcarskiego były to 3 grosze w dół. Jak to często bywa po takim ruchu korekta bardzo szybko zabrała prawie połowę. Dlaczego pomimo tego, że to Grecja trzęsła rynkami przez ostatnie tygodnie umocnienie jest tak słabe? Rynki mają obecnie większe zmartwienie. Są to giełdy w Azji.

W Chinach pierwsza spokojna sesja od dawna. Indeks wzrósł o “zaledwie” 2,39%. Jest to, patrząc z perspektywy ostatnich dni, kiedy dominowała panika i interwencje rządowe, naprawdę niski wynik. Indeks co prawda odbił się z dołka poniżej 3500 pkt i obecnie stara się przekroczyć 4000 pkt, ale inwestorzy wciąż mają w pamięci gwałtowność spadków z ostatnich szczytów.

Nie ma wątpliwości, że na giełdzie w Szanghaju coś jest nie tak. Głośno mówi się o tym, że na giełdzie mamy do czynienia z bańką spekulacyjną. Biorąc pod uwagę, że pomimo korekty znajdujemy się obecnie około 100% przed otwarciem z przed roku można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z szaleństwem. Z drugiej strony w 2007 roku indeks ocierał się o 6000 pkt, czyli niemalże 1000 pkt powyżej tegorocznych maksimów. To właśnie sytuacja w Chinach i konsekwencje ewentualnej głębszej korekty są obecnie głównymi tematami na rynkach. Podobnie jak w przypadku Grecji, pogorszenie się sytuacji będzie osłabiać złotówkę mocniej niż główne waluty.

EUR/PLNKomentarz walutowy 13.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 13.04.2015 do 13.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1450.

CHF/PLNKomentarz walutowy 13.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 13.04.2015 do 13.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Aktualnie obserwujemy odreagowanie tego ruchu. Kolejnym ważnym technicznie poziomem jest testowane dzisiaj 38,2% zniesienie Fibonacciego tj. 3,9630

USD/PLNKomentarz walutowy 13.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 15.04.2015 do 13.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 13.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 13.04.2015 do 13.07.2015

Kurs GBP/PLN wyłamał się z trendu wzrostowego. W tym przypadku wsparciami powinny być kolejne poziomy Fibonacciego zlokalizowane w okolicach 5,7650 oraz 5,70.

Czego i kiedy nie spłacają Polacy?

Statystyczny klient z przeterminowanym zobowiązaniem to mężczyzna w wieku 47 lat, którego zaległe płatności wynoszą blisko 6000 zł. Tak w największym skrócie, na podstawie danych Casus Finanse[1], rysuje się sylwetka przeciętnego nierzetelnego dłużnika. Jednak nie tylko dojrzali mężczyźni borykają się z problemem zadłużenia. Dotyka on wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania, wieku i płci. Analitycy Casus Finanse na podstawie ponad 160 tys. spraw, będących w obsłudze spółki, sprawdzili, kto najczęściej nie spłaca zaciągniętych kredytów, pożyczek i rachunków oraz jakie zobowiązania stanowią problem dla poszczególnych grup wiekowych.

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, co drugi dorosły Polak posiada choć jeden kredyt. Zobowiązania finansowe zaciąga minimalnie więcej kobiet niż mężczyzn (51,1% do 48,9%), przy czym kobiety są aktywniejsze kredytowo dopiero po 65 roku życia. Ilościowo najwięcej kredytów zaciągają przedstawiciele pokolenia X, czyli osoby w przedziale wiekowym 34-48 lat, głównie mężczyźni. W ubiegłym roku największa aktywność kredytowa odnotowywana została w woj. lubuskim, a najmniejsza w podlaskim[2]. Jednak to, jak zaciągamy nasze zobowiązania, nie zawsze odpowiada temu, w jaki sposób je spłacamy. Dlatego Casus Finanse przeanalizował obsługiwane, przeterminowane kredyty, pożyczki i rachunki i na ich postawie wysnuł wnioski dotyczące sytuacji Polaków zalegających ze spłatą.

Wspólnie – łatwiej

Analiza przeprowadzona została na wybranych sprawach, będących w obsłudze Grupy Casus Finanse. Ich liczba pozwala jednak zakładać, że przeanalizowane cechy można odnieść do całej populacji nierzetelnych kredytobiorców. Na wstępie warto zaznaczyć, że zbadane przypadki dotyczą jedynie zobowiązań podejmowanych indywidualnie, a nie kredytów zaciąganych wspólnie (będących we wspólnocie majątkowej). Okazuje się bowiem, że odsetek takich spraw w bazie Casus Finanse jest niewielki. Może to oznaczać, że jeśli przy danym zobowiązaniu figuruje dwóch kredytobiorców, w przeważającej liczbie przypadków jest ono spłacane lepiej niż w przypadku kredytów zaciąganych przez singli.

Mężczyźni – wcześniej i więcej

Mężczyźni wcześniej niż kobiety nie radzą sobie ze spłatą swoich zobowiązańPrzeciętny wiek nierzetelnego kredytobiorcy płci męskiej wynosi 47 lat. To zdecydowanie mniej niż u kobiet. Według analizy Casus Finanse mężczyźni w przeciwieństwie do przedstawicielek płci pięknej zalegają z większą liczbą kredytów i są to kredyty o wyższym saldzie.

„W naszej bazie ponad połowa nierzetelnych kredytobiorców to mężczyźni – udział ich zobowiązań w ogólnej liczbie spraw stanowi 53%. Saldo początkowe zaciąganych przez nich kredytów, pożyczek i nieopłaconych rachunków także jest wyższe niż u kobiet – wynosi 63%. Wartość średniego zaległego zobowiązania to przeszło 5900 zł, podczas gdy u kobiet niewiele ponad 4000 zł. To pokazuje, że mężczyźni odważniej zaciągają kredyty, ale ostatecznie mają z ich spłatą większe problemy” – powiedział Sławomir Szarek, Prezes Zarządu Casus Finanse SA.

Kredyt bankowy i rachunek za telefon – najczęściej niespłacane

Pod względem liczby kredytów będących w obsłudze Casus Finanse, mężczyźni najczęściej nie spłacają bankowych kredytów gotówkowych i rachunków za telefon komórkowy. W każdym przypadku jest to ok. 30% wszystkich niespłaconych zobowiązań. Wartościowo przeważają jednak kredyty gotówkowe – jest to blisko 65% wszystkich spraw.

W przeciwieństwie do kobiet, mężczyźni znacznie częściej zalegają ze spłatą kart kredytowych i kredytów hipotecznych (odpowiednio 60% i 62,5%). Zdecydowanie częściej niż kobiety nie spłacają też rat leasingu (72% do 28%) oraz składek za ubezpieczenie (82% do 18%). Może to świadczyć o dwóch tendencjach w postawach kobiet i mężczyzn – panowie częściej biorą auto w leasing, a panie są bardziej przezorne – chętniej się ubezpieczają i z reguły rzetelnie płacą raty za ubezpieczenie.

Instytucje pożyczkowe – domena kobiet

Jednak nie w każdej dziedzinie mężczyźni są mniej rozsądni finansowo niż kobiety. W przypadku zobowiązań zaciągniętych w parabankach to panie są mniej rzetelne płatniczo (42% mężczyzn do 58% kobiet). Wynikać to może z faktu, iż kobiety rzadziej niż mężczyźni mogą pozwolić sobie na kredyt w banku i w związku z tym częściej zaciągają zobowiązania w firmach pożyczkowych, których następnie, ze względu na wysokie oprocentowanie, nie są w stanie spłacić.

Mężczyźni wcześniej się zapętlają

Mężczyźni wcześniej niż kobiety nie radzą sobie ze spłatą swoich zobowiązań. Największe problemy z przeterminowaniem zadłużenia pojawiają się u nich między 21. a 35. rokiem życia. Do 65. roku życia to mężczyźni częściej nie płacą zaległych rat, tymczasem po 65. roku życia respondentów tendencja się odwraca i to kobiety częściej zalegają z płatnościami. Jeśli spojrzymy na cykl życia badanych, to przed 40. rokiem życia mężczyźni mają największy problem ze spłatą karty kredytowej i obciążeń na rachunku osobistym (ROR). Po 40-tce pojawiają się problemy ze spłatą kredytów hipotecznych i gotówkowych, a także kredytów obrotowych na działalność gospodarczą, leasingu oraz ubezpieczeń. Z kolei po 50-tce niespłacane są rachunki za energię i telefonię komórkową. Obrazuje to możliwości finansowe mężczyzn i ich zdolność kredytową do zaciągnięcia określonego typu zobowiązań na poszczególnych etapach życia, choć nie zawsze już – zdolność do długoterminowej regulacji zobowiązania.

Jedynie w łódzkim „wygrywają” kobiety

Jeżeli chodzi o rozkład terytorialny niespłacanych zobowiązań, to w całej Polsce dominują mężczyźni. Wszędzie, poza województwem łódzkim, liczba nierzetelnych kredytobiorców płci męskiej jest wyższa niż płci żeńskiej. W przypadku salda, czyli wartości zobowiązania – mężczyźni dominują w całym kraju.

Warto też podkreślić, że w większości spraw mężczyźni są kredytobiorcami, podczas gdy kobiety stosunkowo częściej poręczają kredyt i wchodzą w rolę współkredytobiorcy. Mężczyźni przy tym są mniej skorzy do ustępstw i negocjacji w sprawie spłaty zaległego zobowiązania. Jeśli jednak deklarują chęć spłaty, to częściej niższych kwot – do 500 zł (blisko 40% nierzetelnych płatników), niż tych w granicach 15 tys. zł (jedynie ok. 24%).

Kobiety – problemy przychodzą z wiekiem

Kobiety najczęściej nie radzą sobie ze spłatą kredytów gotówkowych (26% wszystkich spraw), które stanowią 60% wartości niespłacanych przez nie zobowiązańU nierzetelnych płatniczo kobiet średnia wieku jest wyższa niż u mężczyzn i wynosi 51 lat. W ich przypadku pierwsze trudności w spłacie pojawiają się między 36. a 50. rokiem życia. Poważne problemy ze spłatą zobowiązań przychodzą jednak znacznie później niż u mężczyzn – dopiero po 66. roku życia. Kobiety najczęściej nie radzą sobie ze spłatą kredytów gotówkowych (26% wszystkich spraw), które stanowią 60% wartości niespłacanych przez nie zobowiązań. Częściej niż mężczyźni nie płacą też rat w parabankach i rachunków za telefony komórkowe, choć wartościowo mają w nich niewielkie zadłużenie (odpowiednio 7% i 5% wartości wszystkich spraw). Na podstawie danych Casus Finanse można też stwierdzić, że kobiety zdecydowanie częściej niż mężczyźni nie płacą rachunków za energię, problem ten pojawia się jednak zwłaszcza po 50. roku życia. Co ciekawe, zdecydowanie lepiej płacą raty za ubezpieczenia (tylko 18% jest nie spłacanych), co oznacza, że są ostrożniejsze i bardziej przezorne niż mężczyźni.

Kobiety chętniej niż panowie deklarują chęć spłaty w rozmowie z negocjatorem. W młodszej grupie (21-35 lat) jest to aż 43%, w kolejnych poniżej 40%, ale i tak wciąż więcej niż u mężczyzn. Są więc bardziej ugodowe i chętne do współpracy.  W każdym województwie, poza łódzkim, kobiety mają mniej niż mężczyźni spraw związanych z zadłużeniem.

Wspólne cechy nierzetelnych kredytobiorców

Wspólne cechy nierzetelnych kredytobiorcówJeśli uśrednimy wiek wszystkich niefrasobliwych płatników z bazy Casus Finanse, okazuje się, że przeciętny klient zalegający z płatnościami ma 49 lat, przy czym najwięcej osób z problemami finansowymi znajduje się w grupie wiekowej 21-35 lat. Są to osoby, które niejednokrotnie dopiero wkraczają na rynek pracy, ich sytuacja finansowa nie jest więc stabilna, a zobowiązania finansowe, które powzięli zbyt duże, by mogli im podołać. Największe zadłużenie ilościowe odnotowano w województwie dolnośląskim, a wartościowe – w województwie mazowieckim. Ilościowo i wartościowo wysoko znalazł się także Śląsk oraz Wielkopolska. Widoczna jest więc tendencja częstszego niespłacania zobowiązań przez kredytobiorców z najbogatszych województw.

Ciekawie kształtuje się także „oś życia” nierzetelnego kredytobiorcy. Najmłodsi (21-35 lat) najczęściej nie płacą rat za kartę, ROR i kredyt gotówkowy, a stosunkowo mało osób w tym wieku ma problem z opłatami za energię i telefony komórkowe. Może to wskazywać na niefrasobliwość pokolenia Y w zaciąganiu kredytów na bieżące potrzeby, potrzebę stałego kontaktu telefonicznego z rówieśnikami i mieszkanie z rodzicami, co uwalnia ich od rachunków za prąd i gaz. Jak wynika bowiem z danych GUS za 2013 rok, w Polsce ponad 43 proc. młodych w wieku 25-34 lat mieszka z rodzicami. To jeden z wyższych wskaźników w Europie. Nieco starsi (36-50 lat) mają problemy ze spłatą kredytu hipotecznego, obrotowego, leasingu i ubezpieczenia. Jest to czas, gdy wkraczają w dorosłość i zderzają się z jej problemami, z którymi nie zawsze potrafią sobie poradzić. Według danych BIK to grupa najbardziej aktywna kredytowo. Z kolei ludzi w wieku 51+ najczęściej dotykają problemy ze spłatą rachunków za energię, telefony komórkowe i raty z parabanków. Patrząc globalnie na rozkład terytorialny niespłacanych zobowiązań – największą chęć do współpracy i spłaty zobowiązań wg. danych Casus Finanse deklarują mieszkańcy województwa podkarpackiego, wielkopolskiego, opolskiego i świętokrzyskiego (powyżej 40%). Z kolei mieszkańcy województwa śląskiego, pomorskiego, zachodniopomorskiego, łódzkiego i kujawsko-pomorskiego są mniej skorzy do negocjacji. Zaledwie 1 na 3 mieszkańców deklaruje chęć podpisania ugody i spłaty zobowiązania w ratach.

Problemy finansowe dotykają wszystkich grup wiekowych i przedstawicieli obu płci. Jednak typ zobowiązania, ze spłatą którego nie radzą sobie poszczególni kredytobiorcy, zależy od wielu czynników – najczęściej determinowanych wiekiem i adekwatnymi do niego potrzebami. Optymizmem napawa jednak fakt, że coraz mniej osób wpada w pętlę zadłużenia. Jak wynika z danych BIK, od II kwartału 2010 r. widoczna jest tendencja spadkowa w tym zakresie[3].

[1] Badanie wykonane na podstawie ponad 160 000 wybranych spraw  z lat 2011 – pierwszy kwartał 2015.

[2] https://www.bik.pl/informacje-prasowe/-/article/2015-05-25-portret-polskiego-kredytobiorcy

[3] https://www.bik.pl/informacje-prasowe/-/article/2014-03-13-coraz-mniej-nadmiernie-zadluzonych

Zmiany na liście największych odbiorców polskiego eksportu

Zmiany na liście największych odbiorców polskiego eksportu wyraźnie pokazują, że choć kryzys rosyjski zabolał nasze firmy, to ich ból dość skutecznie uśmierza rosnący popyt rynku Hiszpanii i Holandii. Zwiększył się także udział eksportu do trzech naszych największych odbiorców czyli Niemiec, Wielkiej Brytanii i Czech, a także do Włoch.

W ubiegłym roku, w okresie od stycznia do kwietnia, udział Rosji w całości polskiego eksportu wynosił 4,3 proc. W tym samym okresie tego roku jest o niższy ponad 1/3 (2,8 proc.). W zestawieniu największych zagranicznych odbiorców polskich towarów kraj ten – w minionym roku notowany na 6. miejscu – znalazł się na miejscu 8. – Rosja powoli zmierza poza grono naszych największych odbiorców i jest to niestety proces nieunikniony. Tym bardziej, że pomimo pewnych nadziei Rosja, utrzymała embargo na żywność z Unii Europejskiej. Przedsiębiorcy, którzy ucierpieli, nie mieli wyjścia i musieli znaleźć nowych odbiorców. I znaleźli. Na razie przekierowali eksport na bliskie rynki. Za chwilę wyjdą na dalsze – mówi Robert Antczak, odpowiedzialny za rozwój biznesu międzynarodowego w Banku Zachodnim WBK.

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów Banku Zachodniego WBK sprzed trzech miesięcy, przebojem do zestawienia 10 top-odbiorców polskiego eksportu weszła Hiszpania.  Dziś jest na miejscu 7. (awans z 11. miejsca w 2014 r.) ze wzrostem eksportu w pierwszych czterech miesiącach 2015 r. na poziomie 22,2 proc. r/r. – Półwysep Iberyjski będzie w najbliższych miesiącach jednym z popularniejszych rynków zbytu dla towarów z Polski. Stwierdzam to nie tylko na podstawie dotychczasowych wolumenów, ale też na podstawie zapytań naszych klientów. Wydaje się, że Hiszpania powoli zmierza w kierunku pierwszej piątki odbiorców polskich towarów – mówi Robert Antczak i podkreśla, że na Półwyspie Iberyjskim świetnie radzą sobie eksporterzy zbóż, głównie pszenicy i żyta, leków, kosmetyków i chemikaliów przemysłowych oraz np. wyrobów z kauczuku (w tym opon). Hiszpania jest też ważnym rynkiem dla branży motoryzacyjnej i mięsnej, jak również artykułów AGD i RTV oraz mebli.

Dane pokazują, że bardzo wzrósł też udział Holandii w całości polskiego eksportu. W pierwszych czterech miesiącach 2014 r. wynosił on 4,1 proc., w tym roku sięga już 4,6 proc. Do Holandii eksportujemy sprzęt elektroniczny i RTV oraz elementy i podzespoły do produkcji tego sprzętu, produkty mineralne, w tym głównie oleje. Mocni jesteśmy także w eksporcie na rynek holenderski mebli i elementów wyposażenia wnętrz oraz mięsa.

Polscy eksporterzy świetnie radzą sobie także na dotychczasowych najważniejszych kierunkach, głównie w strefie euro. W okresie styczeń-kwiecień br. eksport na rynek naszego najważniejszego partnera, czyli Niemiec wzrósł o 9 proc. r/r, natomiast do drugiej w zestawieniu Wielkiej Brytanii i trzecich Czech odpowiednio o 10,5 i 13,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2014 r. – W przypadku naszych głównych partnerów handlowych nawet umiarkowane przyrosty procentowe w udziale w całym naszym eksporcie przekładają się na bardzo duże kwoty bezwzględne. Przykładowo, w ciągu zaledwie czterech miesięcy obecnego roku, na rynek niemiecki polskie firmy wyeksportowały towary warte o ponad 6,8 mld zł więcej niż w podobnym okresie rok temu – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu Banku Zachodniego WBK.

Eksperci Banku Zachodniego WBK podkreślają, że polscy eksporterzy coraz odważniej patrzą na regiony dalsze geograficznie. – Podczas paneli dyskusyjnych odbywających się w ramach konferencji Programu Rozwoju Eksportu, za pomocą specjalnego systemu organizowaliśmy ankiety w czasie rzeczywistym. Na pytanie dotyczące perspektywicznych rynkach wielu przedstawicieli firm wskazywało na kraje Bliskiego i Dalekiego Wschodu, Afryki oraz Ameryki Południowej – mówi Robert Antczak.

Wynagrodzenia programistów w 2015 roku

Jak wynika z Raportu płacowego Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015, najwyższe wynagrodzenia wśród programistów otrzymują specjaliści od aplikacji mobilnych. Mediana wynagrodzeń całkowitych starszych specjalistów to aż 9 800 PLN. Doświadczeni programiści tych technologii zarabiają 7 200 PLN, a młodsi 4 095 PLN.

W dalszej części rankingu znalazły się: Java/JEE/J2EE, C/C++, bazy danych, .NET, serwisy i aplikacje internetowe, systemy klasy ERP oraz PHP.

Wykres 1. Wynagrodzenia całkowite programistów różnych języków z różnym doświadczeniem

Wynagrodzenia programistów w 2015 roku
Źródło: raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015

Wynagrodzenia programistów na kontrakcie oraz umowie o pracę

Ze względu na charakter pracy informatyków, właśnie w branży IT szczególnie często występują inne formy zatrudnienia niż umowa o pracę. W prezentowanej grupie stanowisk, pracownicy na kontrakcie zarabiają około 10% więcej, niż pracownicy na umowie o pracę. Średnio w całej branży IT wskaźnik ten wynosi 14%. Inne ciekawe zjawisko powszechne w branży IT, to relacja wynagrodzeń stanowisk kierowniczych do stanowisk eksperckich. Okazuje się, że często kierownicy niższego szczebla czy koordynatorzy zarabiają mniej niż starsi specjaliści czy eksperci od danego języka programowania.

Wykres 2. Wynagrodzenia całkowite wybranych pracowników zatrudnionych na kontrakcie oraz na umowie o pracę

Wynagrodzenia programistów w 2015
Źródło: raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015

Wynagrodzenia na stanowiskach kierowniczych w dziale projektowo-programistycznym

Najwyższe wynagrodzenie w dziale projektowo-programistycznym otrzymuje dyrektor ds. produkcji oprogramowania. Mediana wynagrodzeń na tym stanowisku to 19 667 PLN. Wysokie pensje otrzymują również koordynatorzy zespołów programistów i projektantów. Mediany ich wynagrodzeń wynoszą odpowiednio 10 239 PLN oraz 8 828 PLN.

Wykres 3. Wynagrodzenia całkowite na stanowiskach kierowniczych w dziale projektowo-programistycznym

Wynagrodzenia całkowite na stanowiskach kierowniczych
Źródło: raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015. Wszystkie przedstawione stawki są kwotami brutto wyrażonymi w PLN. Jeżeli w tekście nie zaznaczono inaczej, zaprezentowane wartości to mediany.

O raporcie

Analizy przeprowadzono w oparciu o metodologię Sedlak & Sedlak. Do prezentacji danych wykorzystano następujące miary statystyczne: mediana, średnia, kwartyle, decyle.

Informacje zawarte w raporcie Analizy ogólne prezentujące dane dla szczebli i poziomów stanowisk, z uwzględnieniem rodzaju współpracy (umowa o pracę, umowa zlecenie, kontrakt)*:
• wynagrodzenia podstawowe, całkowite, zmienne,
• wynagrodzenia w różnych województwach,
• wynagrodzenia w firmach polskich i zagranicznych,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości zatrudnienia,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości przychodu,
• wynagrodzenia w firmach o różnym profilu działalności,
• świadczenia pozapłacowe przysługujące pracownikom na poszczególnych poziomach stanowisk,
• wysokość i termin planowanych podwyżek,
• wysokość zrealizowanych podwyżek.

Analizy szczegółowe prezentujące dane dla 64 stanowisk*:
• opis stanowiska,
• wynagrodzenia podstawowe, całkowite i zmienne,
• wynagrodzenia w różnych województwach,
• wynagrodzenia w firmach polskich i zagranicznych,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości zatrudnienia,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości przychodu,
• wynagrodzenia w firmach o różnym profilu działalności,
• wykres prezentujący przyznawane świadczenia pozapłacowe.

*szczegółowy zakres analiz zależy od próby statystycznej

Źródło: Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

R. Antczak: bez głębokich reform sektora publicznego polska gospodarka nie przyspieszy w kolejnych latach

CEO Magazyn Polska

 Choć średnia dynamika PKB Polski wynosi w ostatnim czasie ponad 3 proc. rocznie, to ekonomiści ostrzegają, że model gospodarczy oparty na tradycyjnych rezerwach wzrostu wkrótce osiągnie swój kres. Po 25 latach niezbędne są głębokie reformy sektora publicznego. Na razie polską gospodarkę chroni napływ funduszy unijnych, jednak potrwa to tylko do 2022 roku. W przypadku braku zachęt dla inwestorów Polsce grozi znaczny spadek konkurencyjności.

– Wyzwań przed Polską nie zabraknie w najbliższym półroczu. Mają one jednak głównie charakter polityczny, ponieważ wiemy, że to będzie główna zmienna i to ona zadecyduje o tym, jaka polityka gospodarcza będzie prowadzona w roku przyszłym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte Business Consulting.

Jego zdaniem niezależnie od wyników jesiennych wyborów oraz prowadzonej polityki makroekonomicznej Polska powoli zbliża się do kresu modelu gospodarczego bazującego na rezerwach wzrostu. Tego rodzaju wzrost jest charakterystyczny głównie dla gospodarek postindustrialnych, a w przypadku Polski był on przez ostatnie 25 lat. Obecnie polska gospodarka zbliża się do punktu, w którym niezbędne będą głębokie reformy sektora publicznego.

– Sektor publiczny w Polsce miał gigantyczne pieniądze, a efektywność tego sektora jest bardzo słaba w porównaniu z sektorem prywatnym – tłumaczy przedstawiciel Deloitte.

Nieefektywność sektora publicznego odbija się na prywatnych przedsiębiorstwach. Podobna sytuacja ma miejsce nie tylko w Polsce, lecz także w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Zwiększenie przeciętnego poziomu płac możliwe będzie jedynie dzięki zwiększeniu wartości dodanej wytwarzanej przez gospodarkę, czyli produkowanie i eksportowanie bardziej przetworzonych produktów.

– I na tym polega m.in. polityka makroekonomiczna: w dłuższym okresie powinna prowadzić do tego, że dany kraj przesuwa się w łańcuchu do produkcji towarów o wyższej wartości dodanej – tłumaczy Antczak.

Podniesienie produktywności gospodarki będzie w opinii wiceprezesa Deloitte Business Consulting jednym z najważniejszych wyzwać stojących przed polskim rządem w perspektywie najbliższych 5-10 lat.

Rafał Antczak przypomina też o istotnym wsparciu w postaci środków unijnych. Fundusze europejskie będą płynąć do naszego kraju przynajmniej do 2022 roku, a ich obecność podniesie krajowe PKB o przynajmniej jeden punkt procentowy rocznie. Obecny wzrost na poziomie 3 proc., choć niewielki, to jest przynajmniej dość zrównoważony.

– Jest to zarówno eksport, jak i konsumpcja. Czasami do tego dochodzi ten bodziec inwestycyjny i mamy w tym roku do czynienia z małym ożywieniem inwestycyjnym i dlatego wzrost gospodarczy nam rośnie powyżej 3 proc. – wyjaśnia.

W I kwartale 2015 roku PKB Polski wzrósł o 3,6 proc. rok do roku. Popyt krajowy wzrósł o 2,6 proc., popyt inwestycyjny o 11,4 proc., a wpływ eksportu netto po raz pierwszy od końca 2013 roku był dodatni i wyniósł 1,1 proc. Ekonomista przypomina jednak, że polska gospodarka notowała już wzrost na dużo wyższym poziomie. W latach 2006-2007 było to ponad 6-7 proc. rocznie.

– Obecnym problemem jest to, że firmy działające w Polsce nie za bardzo dostrzegają długookresową perspektywę i nie chcą inwestować – ocenia Antczak.

Ekspert wylicza, że obecnie zagrożeniem dla dalszego wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki jest niepewność odnośnie do prowadzonej polityki podatkowej, nieprzewidywalny kurs walutowy oraz kierunek realizowanej polityki sektorowej.  

Ranking najtańszych ubezpieczeń samochodowych – czerwiec 2015

Od początku bieżącego roku już ponad 900 000 kierowców obliczyło swoją składkę ubezpieczeniową dzięki porównywarce Ubea.pl. W czerwcu kalkulację obowiązkowego ubezpieczenia OC, wykonało 150 000 internautów. Wyniki indywidualnych porównań posłużyły do stworzenia kolejnego rankingu polis OC dla kierowców. W ramach czerwcowego porównania można również podsumować wyniki z poprzedniego kwartału i pierwszego półrocza.

You Can Drive, Liberty i Link4 – to zwycięzcy czerwcowego rankingu

Ważną cechą rankingów Ubea.pl jest niezmienna metodologia. Dzięki identycznym zasadom przyznawania punktów, wyniki z poszczególnych miesięcy mogą być porównywane. W czerwcu każde z klasyfikowanych towarzystw również oceniono w skali od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach ulokował się na ostatniej pozycji. Firma z najwyższą ilością punktów (5,00 pkt) musiałaby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji wykonanej przez internautów” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Nina Kuczyńska zwraca uwagę, że w praktyce żaden ubezpieczyciel nie uzyskuje skrajnych wyników (0,00 pkt lub 5,00 pkt). Od 1 do 30 czerwca b.r. największą liczbę punktów w jednej kategorii zebrała firma Liberty Ubezpieczenia (4,61 punktu – ranking pakietów OC + AC i OC + AC + NNW). Ostatnie miejsce w czerwcowych kalkulacjach najczęściej zajmowały polisy OC dla kierowców sprzedawane przez Compensę (wynik: 1,35 punktu).

Po przeanalizowaniu danych z czerwca b.r. okazuje się, że firma Liberty Ubezpieczenia wygrała w dwóch kategoriach (OC + AC oraz OC + AC + NNW). Jeżeli chodzi o samodzielne polisy OC dla kierowców, to najwyższy wynik uzyskała Ergo Hestia (pod marką handlową You Can Drive). Najtańsze pakiety OC + NNW oferował natomiast Link4. Prócz wymienionych ubezpieczycieli, w czerwcu czołowe miejsca zajęły również firmy Aviva oraz AXA Direct. Pewnym zaskoczeniem jest wysokie miejsce PZU w rankingu pakietów OC + AC (zobacz poniższa tabela). „Największy krajowy ubezpieczyciel zajął jednak ostatnią pozycję w zestawieniu dotyczącym pakietów OC + NNW. W czerwcu rankingową stawkę zamykały też dwie inne firmy – Compensa i Proama” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Ranking OC dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. You Can Drive (Ergo Hestia) 4,29 12,82
2. Liberty Ubezpieczenia 4,20 12,62
3. Aviva 4,00 11,87
4. Link4 3,88 11,68
5. MTU (Ergo Hestia) 3,64 10,78
6. Generali Direct 3,58 10,55
7. PZU 3,56 10,23
8. AXA Direct 3,55 10,63
9. TUW TUZ 3,28 10,10
10. InterRisk 3,14 7,52
11. Ergo Hestia 3,06 8,65
12. Gothaer 2,92 8,56
13. UNIQA 2,85 8,26
14. TUW „TUW” 2,29 7,22
15. Proama 1,81 Firma nieklasyfikowana w kwietniu
16. Compensa 1,35 5,58

 

Ranking pakietów OC + NNW dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. Link4 4,17 12,45
2. You Can Drive (Ergo Hestia) 4,01 11,54
3. Aviva 3,97 11,42
4. Liberty Ubezpieczenia 3,96 11,47
5. MTU (Ergo Hestia) 3,75 10,76
6. AXA Direct 3,67 10,49
7. Generali Direct 3,60 10,19
8. Compensa 3,47 9,88
9. TUW TUZ 3,39 9,75
10. Ergo Hestia 2,92 8,96
11. Gothaer 2,87 7,64
12. UNIQA 2,61 6,76
13. InterRisk 2,58 8,04
14. Proama 2,50 Firma nieklasyfikowana w kwietniu i maju
15. PZU  2,17 10,58

 

Ranking pakietów OC + AC dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. Liberty Ubezpieczenia 4,61 13,80
2. Link4 4,46 13,37
3. PZU 4,00 Firma nieklasyfikowana w maju
4. AXA Direct 3,94 11,72
5. Aviva 3,79 11,26
6. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,67 11,19
7. Ergo Hestia 3,50 Firma nieklasyfikowana w maju
8. Gothaer 3,47 9,97
9. Generali Direct 3,07 8,82
10. TUW TUZ 3,06 8,64
11. MTU (Ergo Hestia) 3,02 8,59
12. UNIQA 2,43 6,64
13. InterRisk 1,50 Firma nieklasyfikowana w maju
14. Compensa 1,50 Firma nieklasyfikowana w maju

 

Ranking pakietów OC + AC + NNW dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. Liberty Ubezpieczenia 4,61 13,74
2. Link4 4,60 13,66
3. AXA Direct 4,24 12,65
4. Aviva 4,03 11,94
5. Compensa 3,96 11,58
6. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,95 11,34
7. Gothaer 3,68 10,56
8. Generali Direct 3,51 9,95
9. TUW TUZ 3,45 9,81
10. MTU (Ergo Hestia) 3,44 9,73
11. UNIQA 2,87 7,77
12. InterRisk 2,40 8,07
13. Ergo Hestia 1,94 6,78
14. PZU 1,88 8,83
15. Proama 1,46 7,24

 

Metodologia tworzenia rankingów: wynik punktowy jest ustalany na podstawie kalkulacji składek, które użytkownicy serwisu Ubea.pl wykonali w ostatnich 30 dniach. Najlepszy możliwy wynik to 5,00 punktów, a najgorszy to 0,00 punktów. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Kwartalne i półroczne wyniki potwierdzają dominację kilku firm …

Na uwagę zasługują również informacje dotyczące minionego kwartału. Po podsumowaniu punktów z trzech rankingów (kwiecień, maj, czerwiec) okazuje się, że rywalizację wygrali faworyci. Mowa o firmach:

  • Ergo Hestia (marka handlowa You Can Drive) – pierwsze miejsce w kwartalnej klasyfikacji polis OC dla kierowców
  • Liberty Ubezpieczenia – pierwsze miejsce w kwartalnej klasyfikacji pakietów OC + AC i OC + AC + NNW
  • Link4 – pierwsze miejsce w kwartalnej klasyfikacji pakietów OC + NNW

Nina Kuczyńska przypomina, że ze względu na porównywalność wyników we wszystkich rankingach, można również zsumować punkty, które towarzystwa ubezpieczeniowe uzyskały od początku bieżącego roku. Po uwzględnieniu sześciu kolejnych porównań okazuje się, że najwyższe noty otrzymały firmy:

  • Ranking OC – Link 4 (25,60 pkt), Ergo Hestia/You Can Drive (25,58 pkt), Liberty Ubezpieczenia (25,03 pkt)
  • Ranking OC + NNW – Link 4 (26,47 pkt), Ergo Hestia/You Can Drive (23,13 pkt), Liberty Ubezpieczenia (22,90 pkt)
  • Ranking OC + AC – Link 4 (27,61 pkt), Liberty Ubezpieczenia (27,55 pkt), AXA Direct (24,20 pkt)
  • Ranking OC + AC + NNW – Link 4 (27,85 pkt), Liberty Ubezpieczenia (27,16 pkt), AXA Direct (25,66 pkt)

„Zaprezentowane wyniki potwierdzają, że pod względem cenowym, rynek polis OC i pakietów dla kierowców został zdominowany przez trzy – cztery firmy. W ogólnej klasyfikacji na razie prowadzi Link4. Jest to konsekwencja przewagi punktowej, którą ten ubezpieczyciel osiągnął w pierwszym kwartale bieżącego roku” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl.

Rynek spożywczy w Polsce wart 243 mld zł w 2015 roku

Według prognoz PMR, w 2015 roku rynek artykułów spożywczych w Polsce osiągnie wartość prawie 243 mld zł, czyli 2,1% więcej w stosunku do poprzedniego roku[1]. Wzrost ten jest przede wszystkim generowany w segmencie dyskontów oraz convenience, a w jego tle nadal pozostaje deflacja cen produktów spożywczych z pierwszej połowy roku, jak wynika z najnowszego raportu PMR pt. „Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020”.

Rok 2014 zakończył się wzrostem rynku na jedynie trochę wyższym poziomie niż w roku wcześniejszym, bo o 1,8%, co przełożyło się na wartość 238 mld zł. Warto podkreślić, że jest to największy ze wszystkich segmentów rynku handlu detalicznego w Polsce.

Rynek ten można scharakteryzować jako względnie dojrzały, tzn. nie podlega on nagłym i znacznym zmianom w zależności od pogorszenia się lub polepszenia sytuacji ekonomicznej konsumentów lub ewentualnych zmian wśród największych graczy. Między innymi dlatego mimo deflacji cen na produkty spożywcze rynek ten wciąż rośnie. Niższe ceny i przez to częściowe oszczędności konsumentów dały klientom nieduże oszczędności, zostały wykorzystane na zakup produktów lepszych jakościowo, czy produktów na licznych promocjach prowadzonych przez największe sieci.

Co więcej rynek spożywczy w Polsce cechuje się dużą konkurencją. Oprócz czołowych zagranicznych sieci funkcjonuje na nim bardzo wiele polskich sieci małych sklepów i supermarketów. Z drugiej strony jest to także rynek zdominowany przez sieci międzynarodowe, bo tylko jedna spółka wśród największych dziesięciu firm operujących na tym rynku posiada polskiego właściciela. Między innymi dlatego propozycje dodatkowego podatku obrotowego dla największych sieci, czy poszerzenia liczby dni wolnych od handlu o niedzielę trafia na tak podatny grunt.

Wartość i dynamika rynku spożywczego w Polsce 2011-2015
Wartość i dynamika rynku spożywczego w Polsce 2011-2015. Źródło PMR

Warto jeszcze wspomnieć, że rynek ten z roku na rok się konsoliduje. Dziesięć największych firm generuje ponad połowę sprzedaży na rynku. Co więcej, w związku z tym, że małym sieciom, czy sklepom indywidualnym z roku na rok jest coraz trudniej, to albo przyłączają się one do franczyzy, albo starają się bardziej wyspecjalizować. Natomiast franczyzy sklepów jak: abc, Odido, Żabka, itp. są w znakomitej większości prowadzone przez największe spółki na rynku, co powoduje dalsze umacnianie pozycji liderów rynku.

Prognozujemy, że w najbliższych latach, w związku ze zmieniającymi się przyzwyczajeniami konsumentów, nastąpi polepszenie sytuacji mniejszych sklepów, dzięki formatowi convenience oraz sklepom specjalistycznym. Dodatkowo nasze prognozy pokazują, że deflacja ustąpi z końcem wakacji, przez co cały rynek w 2015 roku wzrośnie powyżej dynamiki z roku minionego.

[1] W ujęciu PMR, wartość rynku spożywczego obejmuje wartość wszystkich produktów sprzedawanych w sklepach spożywczych (w tym artykułów przemysłowych), jak również żywności nabywanej w innych kanałach dystrybucji.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2015.

Autor raportu:
Jarosław Frontczak

Wandalex pod nową nazwą WDX zapowiada wzrost przychodów o około 15 proc. rocznie oraz utrzymanie wysokiej rentowności

0

Spółka Wandalex, która ogłosiła zmianę nazwy na WDX, zapowiada zwiększenie rocznych przychodów o około 15 proc. W I kwartale br. firma znacząco poprawiła swoje wyniki finansowe i chce dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Zarząd będzie rekomendował wypłatę dywidendy w kolejnych latach na poziomie około 50 proc.

Zakładamy przede wszystkim 15-proc. średnioroczny wzrost skali przychodów – twierdzi Marek Skrzeczyński. – Oczywiście, żeby osiągnąć taki wynik, trzeba spełnić pewne warunki.

Spółka chce to zrealizować m.in. dzięki modernizacji i rozbudowie istniejących mocy produkcyjnych w zakładzie w Zgierzu, poprzez rozwój platformy produktowej czy wzrost sprzedaży eksportowej. Oprócz usług kompleksowej organizacji magazynów – od audytu logistycznego, poprzez zarządzanie projektami logistycznymi, aż po produkcję regałów i przenośników magazynowych – spółka jest dystrybutorem i serwisantem wózków widłowych, na których rynku w ciągu najbliższych trzech lat osiągnąć ok. 5 proc. udziałów (m.in. dzięki rozwoju dystrybucji internetowej).

Sprzyjać ma temu również rebranding. Mająca już około 20 lat nazwa Wandalex zostanie w najbliższym czasie zmieniona na WDX. Według Marka Skrzeczyńskiego nowy logotyp powinien przede wszystkim ułatwić kontakty z nowymi klientami.

Stara nazwa trąciła nieco myszką i miała niekorzystne skojarzenia – tłumaczy prezes Skrzeczyński. – Z drugiej strony zachowujemy ciągłość z uwagi na to, że WDX jest skrótem Wandaleksu i jako taki funkcjonuje na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Istotnym czynnikiem wzrostu potencjału spółki jest również e-commerce.

Ma on dla nas ogromne znaczenie – twierdzi prezes Marek Skrzeczyński. – Przykładem może być realizacja w czwartym kwartale ubiegłego roku dostaw wózków widłowych dla firmy Amazon, która wkroczyła do Polski w dwóch lokalizacjach. W tym roku, już w trzecim kwartale, będziemy realizować blisko 10-milionowy kontrakt dla tego klienta, który uwierzył w nas, jest usatysfakcjonowany i ponowił zamówienie. Ale są też inni, chociażby Merlin.

WDX zamierza przy tym dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Jak deklaruje prezes Skrzeczyński, zarząd będzie rekomendował wypłatę dywidendy w wysokości około połowy zysku.

Tu stanowisko zarządu i w ogóle spółki jest jasne – zapewnia szef spółki Wandalex. – Chcemy się dzielić zyskami, bo uważamy, że akcjonariusze mają do nich prawo.

W I kwartale br. spółka odnotowała znaczącą poprawę swoich wyników finansowych. Przychody ze sprzedaży przedsiębiorstwa wyniosły 30,5 mln i były o blisko połowę wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej (20,8 mln zł). Spółka w tym czasie zarobiła netto 2,75 mln zł wobec 486 tys. zł w pierwszym kwartale 2014 roku.

ZUS może dofinansować wydatki na bezpieczeństwo pracy w firmach. Mikroprzedsiębiorstwa mogą liczyć na zwrot 90 proc. kosztów

0

W ubiegłym roku w wypadkach przy pracy poszkodowanych zostało ponad 88 tys. osób. Choć dbanie o bezpieczeństwo pracy spoczywa na pracodawcy, mniejsze firmy mają problem ze sprostaniem wszystkim wymogom. W ramach programu wspierającego poprawę warunków pracy w firmach ZUS proponuje dofinansowanie do 500 tys. zł. Łącznie na ten cel zostanie w tym roku przeznaczone 27 mln zł. Środki będą stopniowo zwiększane – w 2017 roku będzie to już 46 mln zł. 

Pracodawcy są zobowiązani przestrzegać ogółu zasad i przepisów wynikających z prawa pracy i innych ustaw okołokodeksowych dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy. Oznacza to, że osoba, która prowadzi działalność i zatrudnia pracowników, musi obowiązkowo stosować się do wymogów zawartych w kodeksie pracy i różnych ustawach – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert rynku pracy Konfederacji Lewiatan.

Przede wszystkim sama organizacja pracy powinna zapewniać higieniczne warunki. Pracodawca ma również obowiązek kontrolować przestrzeganie przepisów, reagować na potrzeby w zakresie BHP i dzięki osiągnięciom techniki zapobiegać wypadkom i chorobom zawodowym. W zależności od branży i ewentualnych szkodliwych warunków pracy, obowiązują dodatkowe przepisy.

Przepisów jest bardzo dużo. Pracodawcy negatywnie oceniają niektóre rozwiązania, uważając je za nazbyt szczegółowe i wymagające, a przez to generują duże obciążenia. To powoduje, że budzą wątpliwości interpretacyjne i są czasami trudno wykonalne. Dotyczy to zwłaszcza małych firm, gdzie pracodawcy nie mają odpowiedniego zaplecza techniczno-organizacyjnego – podkreśla ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Często wynika to z konieczności poniesienia wysokich kosztów. Takim pracodawcom Zakład Ubezpieczeń Społecznych proponuje dofinansowanie inwestycji, które poprawią bezpieczeństwo w pracy, i projektów doradczych.

Firmy mogą skorzystać z dofinansowania do 500 tys. zł. Małym firmom, do 9 pracowników, dofinansujemy aż 90 proc. inwestycji. Tylko na ten rok mamy zarezerwowane na ten cel 27 mln zł. W 2016 będzie to już 35 mln zł, a w 2017 – 46 mln zł. Nie ma sytuacji, że nie przyjmujemy nowych wniosków. Dofinansowania wypłacane są w transzach i każdy może się o nie starać na bieżąco – podkreśla Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Poziom dofinansowania jest zróżnicowany w zależności od wielkości firmy. Maksymalna kwota dla mikroprzedsiębiorstw (1-9 osób) wynosi 40 tys. zł dla projektów doradczych, 100 tys. zł dla projektów inwestycyjnych i 140 tys. zł dla projektów doradczo-inwestycyjnych. Małe firmy (10-49 zatrudnionych) mogą liczyć na 80 proc. dofinansowanie, w wysokości odpowiednio 60, 150 i 210 tys. zł. Z kolei średnie przedsiębiorstwa przy 60 proc. dofinansowaniu dostaną maksymalnie 340 tys. zł.

Nasza oferta kierowana jest do wszystkich branż. Ale, co oczywiste, zależy nam na tych, które są najbardziej wypadkowe, czyli budownictwo, produkcja, obróbka różnego rodzaju materiałów, czyli wszędzie tam, gdzie mogą powstać urazy związane z wykonywaniem obowiązków pracowniczych – wskazuje Andrusiewicz.

Z danych GUS-u wynika, że w 2014 roku doszło łącznie do ponad 88,5 tys. wypadków przy pracy. To niewiele więcej niż rok wcześniej (o 0,4 proc.). Na Spada liczba wypadków ciężkich (o 3,3 proc.) i tych ze skutkiem śmiertelnym (o 5,4 proc.), wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie.

Dofinansowanie ma zmniejszyć prawdopodobieństwo wypadków przy pracy, pozwoli także na oszczędności dla pracodawców. Te przedsiębiorstwa, gdzie dochodziło do wypadków, płacą wyższe składki wypadkowe. Więcej wypadków to więcej osób na zwolnieniach, świadczeniach wypadkowych i chorobowych i tych, którzy otrzymują rentę z tytułu niezdolności do pracy.

Takie osoby nie zdobywają dodatkowego kapitału na emeryturę. Zależy nam więc na tym, żeby zatrudnionych utrzymywać na rynku pracy bez wypadku, tak by mogli zdobywać pieniądze na utrzymanie, a firmy nie musiały ponosić dodatkowych kosztów. Chcemy, by pracownicy mogli zarabiać na starość, żeby odeszli z pracy dopiero wtedy, kiedy będą mogli, a nie z powodu wypadku w pracy – tłumaczy ekspert ZUS.

Cyfryzacja kluczowa dla poprawy konkurencyjności polskiej gospodarki. Biznes może na tym skorzystać, ale potrzebne są dobra infrastruktura i regulacje

CEO Magazyn Polska

Polski biznes w większym stopniu mógłby wykorzystywać potencjał internetu i narzędzi cyfrowych do rozwoju działalności w kraju i za granicą – przekonują eksperci. Najpierw trzeba jednak rozbudować infrastrukturę dostępu do sieci i zwiększyć kompetencje cyfrowe. Do postępu w technologii powinny też być dostosowywane regulacje, zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym. Tymi kwestiami będzie zajmować się powołany Thinktankcyfrowy.pl (TTCpl).

Infrastruktura jest podstawą rozwoju gospodarki cyfrowej. Niezbędne są dalsze inwestycje w rozwój infrastruktury szerokopasmowej, zarówno kablowej, jak i mobilnej. Jest szereg programów, które mają nam w tym pomóc, m.in. PO PC, ale też niezwykle ważne są inwestycje prywatne operatorów, którzy działają bez subsydiów, inwestując własne środki – mówi agencji Newseria Biznes Patrycja Gołos, dyrektor ds. korporacyjnych i polityki publicznej, UPC Polska, jednego z inicjatorów Thinktankcyfrowy.pl.

Infrastruktura i konieczne inwestycje w jej rozwój to jeden z obszarów, którym będzie się zajmować Thinktankcyfrowy.pl. Ta inicjatywa powołana przez firmy Dirlango, Facebook, Microsoft, Poczta Polska i UPC Polska pod patronatem Krajowej Izby Gospodarczej, ma na celu zwiększanie konkurencyjności polskiej gospodarki i budowy nowoczesnego społeczeństwa.

Zależy nam na tym, żeby szukać rozwiązań, które będą motywowały tych, którzy do dzisiaj nie działali cyfrowo, do ekspansji, innowacji i zwiększania efektywności w prowadzeniu działalności – wyjaśnia Gołos. – Chcemy też wskazywać na bariery, które właśnie uniemożliwiają rozwój i stworzyć platformę wymiany myśli, wymiany najlepszych praktyk i doświadczeń, które pomogą nam docelowo zwiększać konkurencyjność przedsiębiorstw i konkurencyjność polskiej gospodarki.

TTCpl ma być platformą dialogu między biznesem, polityką a administracją. Jak przekonują eksperci, bez udziału strony publicznej cyfryzacja gospodarki nie będzie możliwa, ponieważ rozwojowi technologii powinno towarzyszyć dostosowywanie przepisów prawnych.

Nie ma granic między państwami z punktu widzenia technologii, ale z punktu widzenia regulacji one ciągle istnieją – mówi Jakub Turowski, head of public policy w Facebook. – Wyobraźmy sobie mały sklepik w Polsce, który chce eksportować swoje produkty. Technicznie rzecz ujmując, wystarczy stworzyć stronę na Facebooku i eksportować. Legislacyjnie istnieje gros barier, więc ten mały sklepik potrzebuje armii prawników, żeby dostosować się do 28 różnych reżimów prawnych.

Przekonuje, że taka sytuacja musi ulec zmianie, bo tym sposobem regulacje hamują wzrost gospodarczy. Z badania „Cyfrowa przyszłość Polski”, przygotowanego na zlecenie UPC w 2013 roku, wynika, że do 2020 roku udział internetu w PKB może wzrosnąć do 9,5 proc., co oznacza wkład w gospodarkę na poziomie 200 mld zł. Cyfryzacja wpłynie również na większą konkurencyjność na globalnym rynku.

Stany nie czekają, Korea też nie. W Europie mamy cudowny potencjał pod względem wiedzy i infrastruktury, ażeby też być liderem w rozwiązaniach cyfrowych. Musimy jednak mieć dostosowane do tego regulacje – podkreśla Turowski. – W Dolinie Krzemowej całe otoczenie, również regulacyjne, nakierowane jest na innowacyjność. Pierwsze zadawane pytanie to: „Czy z tego będą miejsca pracy i nowe firmy?”. Z takim podejściem powinniśmy częściej działać w Europie i Polsce.

Rozwój internetu mógłby przede wszystkim uruchomić potencjał małych i średnich firm. Chociaż – jak podkreśla Turowski – leży to w interesie również dużych korporacji.

Zdaniem Patrycji Gołos Polska ma duże możliwości cyfryzacji gospodarki. Prowadzone prace nad rozbudową infrastruktury szerokopasmowej sprawiają, że dziś jest ona dużo lepsza niż np. w Stanach Zjednoczonych. Większe są też prędkości internetu oferowane przez operatorów.

Mamy też bardzo dobrze wykształconych młodych ludzi, ambitnych, kreatywnych, którzy są gotowi do tego, żeby działać. Trzeba im tylko stworzyć odpowiednie warunki. Potrzebują tylko przyjaznego środowiska, w którym mogą dzielić się swoimi pomysłami, i warunków, w których będą mogli funkcjonować – mówi przedstawicielka UPC Polska.

Zapowiada, że pierwszą inicjatywą Thinktankcyfrowy.pl będzie raport zlecony centrum analitycznemu Polityka Insight „Cyfryzacja Polskiej Gospodarki”, który przedstawi wykorzystanie potencjału cyfrowego w Polskiej gospodarce oraz związane z nim szanse dla biznesu i wyzwania przed nim stojące.

Orange rozwija internet dużych prędkości. Ponad 4 mln gospodarstw domowych w zasięgu najszybszej Neostrady

CEO Magazyn Polska

Polacy poszukują coraz szybszego internetu – staje się on jednym z dominujących kryteriów wyboru usługi. Równie ważna jest dla nich stabilność połączenia z siecią. Dlatego Orange inwestuje w rozwój szybkiego internetu – modernizuje istniejącą sieć obsługującą Neostradę i rozbudowuje światłowody. Do końca roku w zasięgu sieci światłowodowej ma być ponad 650 tys. gospodarstw domowych.

Prędkość internetu stacjonarnego jest ważna, ponieważ w coraz większym stopniu korzystamy z serwisów, które wymagają niezakłóconej transmisji. Poza parametrem prędkości ważna jest także stabilność połączenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Paschalis-Jakubowicz, dyrektor wykonawczy ds. marketingu rynku masowego Orange Polska.

W tej chwili z Neostrady korzysta ponad 2 mln klientów. W jej zasięgu jest blisko 80 proc. gospodarstw domowych, z czego niemal połowa ma dostęp do jej najszybszej opcji, czyli do 80 Mbps (to w sumie 4,4 mln gospodarstw domowych). Orange prowadzi inwestycje, które mają ten udział zwiększać. Jak podkreśla ekspert, w tym roku szybka Neostrada jest wybierana przez co trzeciego klienta.

Do tego dostosowujemy naszą ofertę. Zrównaliśmy cenę płaconą przez internautów za każdą prędkość dostępną w Neostradzie. Czy jest to Neostrada o prędkości do 10, do 20 czy do 80 Mbps, cena jest ta sama i wynosi 39,90 zł. Jedynie dostępność techniczna łącza warunkuje to, z jakiej oferty klient może skorzystać. Takie zrównanie cen ma sens tylko wtedy, kiedy równocześnie zwiększamy zasięg tych najszybszych prędkości – wyjaśnia Paschalis-Jakubowicz.

Spółka inwestuje także w sieć światłowodową. Dziś mogą z niej korzystać użytkownicy z ośmiu miast Polski.

Do końca roku ponad 650 tys. gospodarstw domowych będzie w zasięgu światłowodu. W ofercie mamy prędkość gwarantowaną 100 lub 300 Mbps – mówi dyrektor w Orange Polska.

Z badań wynika, że Polacy spędzają w sieci coraz więcej czasu (ok. 13 godzin tygodniowo), a aż 80 proc. użytkowników z siecią łączy się także przez urządzenia mobilne. To efekt upowszechniania się coraz szybszego internetu mobilnego. W zasięgu szybkiego mobilnego internetu LTE Orange znajduje się niemal 79 proc. populacji kraju. Jak przekonuje Paschalis-Jakubowicz, internet stacjonarny i mobilny doskonale się uzupełniają, dlatego przyszłością jest łączenie tych technologii.

Dostęp do internetu w obu przypadkach ma trochę inną charakterystykę, inaczej zachowuje się połączenie mobilne, inaczej stacjonarne, więc różne są też zastosowania. Ważne jest to, żeby w swojej ofercie trafiać w potrzebę klienta – wyjaśnia Michał Paschalis-Jakubowicz. – To staramy się robić w naszej ofercie Orange Open, która łączy oba te rodzaje dostępu. Staramy się też rozwijać usługi polegające na tym, że klient Orange może korzystać z Wi-Fi innych klientów Neostrady, oczywiście nie ingerując w ich dostęp.

Upowszechnianie się usług internetowych stawia przed użytkownikami i dostawcami usług również wyzwania z zakresu bezpieczeństwa. Internauci zwracają na to coraz większą uwagę, bo też większa jest ich świadomość zagrożeń związanych z utratą danych lub pieniędzy. Tym bardziej że wielu z nich ma dostęp do bankowości internetowej i online przeprowadza większość operacji finansowych.

Ważne jest, żeby korzystać ze wszelkiego rodzaju programów antywirusowych czy zabezpieczających nas przed przejmowaniem kontroli nad naszym urządzeniem – mówi ekspert. – My jako operator również staramy się być bardzo odpowiedzialni. Oferujemy klientom Neostrady tzw. CyberTarczę, specjalną funkcjonalność w warstwie sieci, a więc niedotykającą sprzętu użytkownika, która pozwala wychwycić ataki botnetów na nasz modem i zapobiec przejmowaniu kontroli nad naszym komputerem – dodaje.

Z corocznego raportu UKE wynika, że Orange jest liderem usług internetowych w Polsce. W ubiegłym roku obsługiwał 29,1 proc. internautów. Na drugim miejscu jest Polkomtel (8,8 proc. użytkowników), a na trzecim T-Mobile (8,3 proc.).

Outsourcing procesów rekrutacji pozwala oszczędzić czas i koszty. W Polsce popularność takich usług jest jednak wciąż niewielka

CEO Magazyn Polska

Światowy rynek outsourcingu rekrutacji stałych rośnie w tempie 15 proc. rocznie. W 2016 roku jego wartość może wynieść 4,9 mld dolarów. Na Zachodzie z tego typu usług korzysta coraz więcej firm, m.in. banków i korporacji, w Polsce świadomość jest wciąż niewielka. Zlecenie innej firmie procesów rekrutacyjnych (RPO) pozwala obniżyć koszty nawet o jedną trzecią, zmniejszyć rotację nowo zatrudnianych pracowników, oszczędzić czas i zyskać dodatkową wiedzę rynkową.

Proces RPO w Polsce, czyli outsourcingu usług rekrutacyjnych, jest zjawiskiem raczkującym. Zauważamy coraz większą chęć klientów do korzystania z takiej możliwości w swoich siedzibach, ale świadomość rynku jest jeszcze niewielka i pracujemy nad tym, aby móc porównywać nasz rynek do tego, co dzieje się na Zachodzie. Tam większość największych graczy korzysta z tego typu usług – mówi agencji Newseria Biznes Anna Grabowska-Samulak, dyrektor ds. RPO w agencji rekrutacyjnej People.

Dostawca usług RPO staje się częścią firmy, a nie jedynie jej zewnętrznym dostawcą, jak w przypadku tradycyjnego outsourcingu. W praktyce oznacza to, że firma otrzymuje wyspecjalizowanych rekruterów na miejscu, na wyłączność. Ma gwarancję profesjonalnie zaplanowanej, kompleksowej rekrutacji, ujednolicenia procedur i skrócenia procesu do 4-6 tygodni.

Z danych agencji Hays wynika, że wartość rynku RPO dynamicznie się rośnie, nawet w tempie 15 proc. rocznie. W przyszłym roku rynek rekrutacji stałych będzie wart 2,2 mld dolarów, zaś rekrutacji czasowych – nawet 100 mld dolarów łącznie z wynagrodzeniem. W tym segmencie wzrost wynosi powyżej 25 proc. Największymi rynkami RPO są USA, Wielka Brytania i Australia. W Polsce firmy dopiero zaczynają korzystać z pomocy firm zewnętrznych przy rekrutacji.

RPO jest rozwiązaniem dla firm, które zatrudniają minimum około 200-300 pracowników lub dla organizacji dynamicznie rozwijających się, które w danym momencie potrzebują wzmocnić usługę HR-ową czy rekrutacyjną. Wachlarz obowiązków powierzanych agencji świadczącej usługi RPO może być bardzo szeroki – zaznacza ekspertka People.

Firmy świadczące usługi RPO przejmują na siebie cały proces rekrutacji: od stworzenia planu, profili idealnych kandydatów, pozyskiwanie aplikacji, aż po regularne raportowanie postępów po tworzenie analiz rynkowych czy dostarczenie technologii wykorzystywanych podczas np. testów, ocen kandydatów. Sposób prowadzenia takiego procesu ma bezpośrednie przełożenie na całość wrażeń kandydata, co jest określane terminem candidate experience. To istotne, zwłaszcza że jak pokazują badania, wrażenie, jakie robi rekruter, przekłada się na postrzeganie samej firmy.

To szczególnie ważne w przypadku pokolenia Y, młodych ludzi, którzy duży nacisk kładą na percepcję przyszłego pracodawcy. W tym rozwiązaniu możemy dopasować nasze narzędzia do populacji, którą rekrutujemy, stosując np. rozwiązania online, gamifikacyjne (wykorzystujące mechanizmy motywacyjne z gier) w przypadku młodego pokolenia lub standardowe metody rekrutacji z dużym przełożeniem na jakość, sprawdzające się w przypadku stanowisk specjalistycznych i menadżerskich – tłumaczy Anna Grabowska-Samulak.

Outsourcing procesów rekrutacji pozwala firmom zaoszczędzić nie tylko czas, lecz także pieniędzy. Zdaniem ekspertki z agencji People mowa o oszczędnościach rzędu 30-40 proc. Badania Aberdeen Group wskazują również, że RPO pozwala zmniejszyć rotację nowo zatrudnionych pracowników nawet o 55 proc.

Dużą korzyścią jest elastyczność. Wdrożenie RPO pozwala na dostosowywanie liczby i formy przebiegu procesów rekrutacyjnych do zmieniających się potrzeb biznesu, np. w wakacje kiedy ze względu na urlopy rośnie zapotrzebowanie na pracowników.

Koszt usługi RPO składa się z dwóch składowych. To opłata związana z tzw. management fee, czyli stała, którą płaci klient za utrzymanie zespołu. Drugim kosztem jest opłata rekrutacyjna. Zazwyczaj jest ona elastyczna i dużo niższa od standardowych na rynku. Wpływają na to przede wszystkim efekt skali oraz zwykle długoletnia współpraca z klientem – mówi Grabowska-Samulak.

Jeśli pracownik się nie sprawdzi, firma nic nie traci. W ramach okresu gwarancyjnego rekruter gwarantuje znalezienie nowej osoby o odpowiednich kwalifikacjach. W zależności od umowy okres gwarancji wynosi od 3 do 12 miesięcy.

Jesteśmy w stanie zamykać nawet około 3 tys. rekrutacji rocznie dla jednego klienta. Mówię o przykładzie dużej firmy z branży finansowej i prowadzeniu procesów zarówno zewnętrznych, w tym dbaniu o candidate experience, jak i wewnętrznych. Każdy pracownik danej firmy, który chciałby wziąć udział w procesie rekrutacyjnym, również musi przejść taką jakościową rekrutację – tłumaczy Anna Grabowska-Samulak.

Polska jednym z najważniejszych rynków UE dla Mitsubishi. W ciągu 10 lat sprzedaż nowych aut może się podwoić

CEO Magazyn Polska

Dla koncernu Mitsubishi Motors Corporation Polska jest jednym z najważniejszych europejskich rynków. Pod względem wielkości sprzedaży znajdujemy się na piątym miejscu. W 2014 roku w polskich salonach kupiono prawie 5,3 tysiąca nowych aut marki Mitsubishi. Oznacza to wzrost rok do roku na poziomie niemal 60 proc. Największa część przychodów pochodzi ze sprzedaży modeli ASX i Outlander. 

Mitsubishi Motors jest częścią globalnego koncernu Mitsubishi Corporation. Jest producentem średniej wielkości, a roczna produkcja wynosi około 1,3 mln samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Męciński, dyrektor sprzedaży w Mitsubishi Motors Polska.

Europa w tej chwili jest dla koncernu Mitsubishi Motors drugim najważniejszym kontynentem, zaraz po Azji. Z kolei Polska jest piątym pod względem wielkości sprzedaży rynkiem w Europie. Według danych Instytutu Samar w ubiegłym roku z salonów Mitsubishi w naszym kraju wyjechało łącznie blisko 5,3 tysiąca nowych samochodów. Wzrost sprzedaży wyniósł niemal 60 proc. rok do roku. Z krajowym rynkiem koncern wiąże duże nadzieje.

Polski rynek ma duży potencjał i w ciągu najbliższych 10 lat sprzedaż nowych samochodów powinna się podwoić – ocenia Męciński.

W 2014 roku w Polsce zarejestrowano ponad 327,2 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to wzrost o 12,9 proc. w stosunku do poprzedniego roku. W opinii dealerów w najbliższych latach rynek będzie nadal rósł, chociaż dynamika będzie niższa. Wpłynie na to chociażby brak korzyści fiskalnych, wynikających z kupna nowych aut przez firmy.

W Europie trwa już boom na samochody ekologiczne, zarówno elektryczne, jak i hybrydowe. Dla Mitsubishi, zaraz po modelu ASX, drugim najbardziej popularnym modelem w Europie jest Outlander hybrydowy – informuje przedstawiciel Mitsubishi Motors Polska.

Wskazuje, że w Polsce w dalszym ciągu brakuje odpowiednich regulacji prawnych, które zachęcałyby do kupna samochodów niskoemisyjnych. Tego typu rozwiązania stosuje wiele państw europejskich i przynoszą one efekty. Męciński ocenia jednak, że auta ekologiczne to kierunek, w którym będzie podążał europejski rynek motoryzacyjny.

Ekspert wskazuje na wyraźny boom na samochody typu crossover i SUV w ostatnich latach. Szczególnie widoczne jest to w przypadku aut klasy premium. Ten segment rynku wzrósł w 2014 roku aż o 24,4 proc., a wśród pięciu najpopularniejszych modeli znalazły się aż cztery SUV-y.

Obserwujemy bardzo duży przepływ klientów z segmentu C do samochodów crossover. To widać też po ofercie konkurencji – pojawia się coraz więcej takich modeli na rynku. Wydaje mi się, że to jest kierunek, w którym sprzedaż samochodów w Europie będzie się rozwijać – podsumowuje dyrektor sprzedaży w Mitsubishi Motors Polska.

Dane za ubiegły rok mówią, że dynamika sprzedaży Mitsubishi ASX osiągnęła wzrost aż o 76 procent w stosunku do poprzedniego roku. W przypadku Outlandera wzrost zainteresowania klientów był dwukrotnie większy. Model ASX odpowiadał za blisko 40 proc. przychodów uzyskanych przez koncern na polskim rynku.

Zwiększa się przeżywalność chorych na nowotwory hematologiczne. Nadzieja w terapiach ratujących życie

CEO Magazyn Polska

W Polsce poprawia się sytuacja chorych na nowotwory hematologiczne. Prawie dwukrotnie zwiększyła się przeżywalność ciepiących na szpiczaka plazmocytowego. Udaje się też wyleczyć ponad 90 proc. pacjentów z chłoniakiem Hodgkina, jednak ze względu na brak refundacji chorzy na oporną odmianę tego chłoniaka nie mają dostępu do terapii najnowszej generacji.

Nowotwory hematologiczne, do których zaliczają się chłoniak Hodgkina i szpiczak mnogi, przestają być równoznaczne z szybkim wyrokiem śmierci. Dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny stają chorobami przewlekłymi, a nawet w pełni wyleczalnymi. Chłoniak Hodgkina, nazywany również ziarnicą złośliwą, to nowotwór układu limfatycznego. Rozwija się głównie u ludzi w dwóch grupach wiekowych: 18-25 oraz 50-55 lat. W Polsce rocznie zapada na niego ok. 1 tys. osób. Jeszcze pół wieku temu przeżywalność wynosiła zaledwie 5-20 proc. pacjentów. Dziś lekarze są w stanie wyleczyć nawet 90 proc. chorych. Wciąż jednak ok. 10-15 proc. chorych z chłoniakiem Hodgkina jest oporna na standardowe leczenie chemiczne.

W ostatnich latach pojawiło się światełko w tunelu. Jest lekarstwo, które działa u tych chorych, a przede wszystkim może im udostępnić kolejną terapię, jaką jest przeszczepienie szpiku od innej osoby. To jest tzw. leczenie pomostowe – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii.

Lek ten to brentuksymab vedotin. Badania kliniczne potwierdziły jego skuteczność: 70 proc. chorych, u których nastąpił nawrót choroby po przeszczepie, odpowiedziało na nowy lek. U 25 proc. tych chorych nastąpiły remisje całkowite. Terapia tym lekiem dostępna jest w większości krajów Unii. W Polsce miała być stosowana w przypadku chorych po przeszczepie komórek macierzystych szpiku oraz po co najmniej dwóch terapiach lekowych, które nie przyniosły efektu. Agencja Oceny Technologii Medycznych negatywnie oceniła jednak terapię tym lekiem, uznając, że jest ona nieefektywna kosztowo.

Podstawowy problem z brentuksymabem vedotinem to oczywiście jego cena. Ona co prawda w ostatnim okresie podobno się zmniejszyła i mam nadzieję, że zmieści się w tej granicy, która została wyznaczona ustawowo, czyli około 105 tys. zł za dodatkowy rok życia i wtedy będzie przestrzeń do negocjacji między Ministerstwem Zdrowia a producentem, żeby tę terapię finansować – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Szpiczak mnogi jest nowotworem powstającym z komórek plazmatycznych, a więc komórek szpiku kostnego produkujących przeciwciała. Choroba ta rzadko występuje u dzieci i młodzieży, zazwyczaj diagnozowana jest u osób powyżej 55. roku życia. Szpiczak wciąż pozostaje chorobą nieuleczalną, jednak nowoczesne terapie są w stanie znacznie wydłużyć życie pacjentów, a także poprawić jakość życia chorych. Obecnie cierpiący na szpiczaka żyją nawet do pięciu lat od momentu rozpoczęcia terapii, czyli prawie dwukrotnie dłużej niż kilka lat temu. Niektóre ośrodki medyczne mówią nawet o przeżywalności 7-10 lat.

– Dzięki nowym metodom leczenia takim jak autotransplantacja komórek krwiotwórczych, która już nie jest nową metodą, nawet u osób starszych, które się nie kwalifikują do autotransplantacji, jeśli mają stosowane leki w skojarzeniu, tzw. leki immunomodulujące inhibitory proteazomu, bendamustynę, i czasami potem mają autotransplantację, przeżycie się zdecydowanie wydłużyło – mówi prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek, onkolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W opiece nad pacjentami chorymi na szpiczaka plazmocytowego istotne jest także łagodzenie objawów choroby, a więc leczenie anemii oraz niwelowanie bólu kości. W przypadku obu nowotworów niezwykle ważna jest wczesna diagnoza i możliwie szybko rozpoczęte skuteczne leczenie, co znacznie zwiększa szanse chorego na przeżycie bądź wydłużenie życia. Objawy szpiczaka i chłoniaka Hodgkina bardzo przypominają jednak zwykłe przeziębienie, dlatego chorzy często zbyt późno zgłaszają się do lekarza.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Podwyżki stóp procentowych za oceanem możliwe już jesienią. Wiele zależy jednak od sytuacji w Europie

CEO Magazyn Polska

Pierwsza podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych spodziewana jest przez ekonomistów jesienią. Mimo wahań wskaźnika PKB przybywa miejsc pracy, bezrobocie spada, a przemysł się rozwija. Decyzja Fedu uzależniona jest jednak w dużej mierze od sytuacji w Europie.

– Myślę, że amerykański bank centralny rozpocznie podwyżki stóp procentowych we wrześniu tego roku. Chociaż ten scenariusz też nie jest taki całkowicie bezwarunkowy – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Ekspert wskazuje jednak na to, że decyzja Fedu uzależniona jest zarówno od sytuacji w Grecji, jak i stanu całej gospodarki europejskiej. Podwyżki za oceanem nastąpią, kiedy amerykański bank centralny nie będzie dostrzegał żadnych większych przeszkód zagrażających ożywieniu.

– Z kolei gdyby doszło do grexitu, w jakiś sposób mogłoby to naruszyć pewność co do ożywienia w Europie i w efekcie osłabić perspektywę amerykańskiej gospodarki. Grexit zmniejsza szansę na podwyżki stóp w tym roku. Pewnie te podwyżki tak czy inaczej będą następowały, ale być może pierwsza dopiero po zakończeniu tego roku – wyjaśnia przedstawiciel banku BZ WBK.

Ekonomista jako bazowy przyjmuje jednak scenariusz, w którym Grecja ostatecznie zawrze porozumienie z wierzycielami, a pierwsza podwyżka stóp w USA nastąpi już we wrześniu. Fed będzie dokonywał następnych podwyżek dość ostrożnie, tak aby nie stłumić pojawiającego się ożywienia.

– Jest to początek procesu normalizacji polityki pieniężnej. To, że ona następuje, odzwierciedla pewności Fedu, że ta gospodarka zaczęła rzeczywiście podnosić się z kolan, dlatego nie sądzę, żeby to było katastrofalne dla rynków finansowych – ocenia Piotr Bielski.

Ekonomista BZ WBK nie sądzi, aby podniesienie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych istotnie wpłynęło na trendy panujące na giełdach czy rynkach walutowych. Inwestorzy decyzję Rezerwy Federalnej powinni odbierać raczej jako silny komunikat, że Fed wierzy w amerykańską gospodarkę, a pozytywne tendencje będą kontynuowane.

– Myślę, że amerykański Fed będzie stopniowo podnosił stopy. Właśnie po to, żeby po pierwsze, nie podciąć kruchych w miarę podstaw ożywienia, a po drugie, żeby nie dobić nastrojów inwestorów, którzy jak widać, też są rozchwiani z powodu tych wszystkich czynników niepewności – tłumaczy ekonomista BZ WBK.

W wyniku działań Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych poziom stóp procentowych za oceanem od 2009 roku pozostaje na poziomie zaledwie 0-0,25 proc.

Symbio pod kierunkiem nowego zarządu chce potroić przychody i wyjść na plus. Stawia na poszerzenie oferty i produkty wysokomarżowe

0

CEO Magazyn Polska

Symbio planuje wzrost przede wszystkim dzięki poszerzeniu asortymentu i rozbudowie bazy zaopatrzenia. Przychody spółki rosną znacznie szybciej niż sam rynek żywności ekologicznej, lecz zarówno w ubiegłym roku, jak i w I kwartale br. spółka odnotowała straty. W drugiej połowie tego roku dynamika wzrostu powinna przekroczyć 50 proc., a w 2016 roku tempo wzrostu ma być jeszcze większe. Wprowadzenie do oferty produktów o wyższej marży ma podnieść rentowność.

Pieniądze z emisji obligacji, czyli 1,5 mln zł, chcemy przeznaczyć na dwa cele. Pierwszy to potrzeby obrotowe, codzienne wydatki. Drugi jest związany z modelem biznesu, który opiera się na skupie ekologicznych owoców. Między wypłatą pieniędzy dla rolników a spływem należności od kontrahentów mija trochę czasu. Te pieniądze mają wypełnić lukę w krwiobiegu firmy – mówi agencji Newseria Inwestor Jacek Skowroński, prezes zarządu Symbio, producenta żywności ekologicznej.

W ubiegłym roku przychody firmy przekroczyły 18 mln zł i były o 14 proc. wyższe niż w 2013 roku. Sprzedaż detaliczna w spółce wzrosła zaś o 47 proc., ponaddwukrotnie szybciej niż rynek certyfikowanej żywności ekologicznej, który rośnie w tempie ok. 20 proc. rocznie. Jak przekonuje Skowroński, obecnie tempo wzrostu sprzedaży jest wyższe niż na koniec 2014 roku o ma rosnąć, a w najbliższych kilku latach spółka może nawet ją potroić.

Symbio ma dwie główne nogi biznesowe. Jedna to produkty detaliczne, które sprzedajemy głównie w Polsce, druga to półprodukty, czyli działalność polegająca na skupie owoców miękkich – malin, truskawek czy porzeczek, przerabianiu ich do postaci zamrożonej i sprzedaż głównie do klientów zachodnich. Oba te biznesy bardzo mocno się rozwijają i to tempo wzrostu wyniesie ok. 50 proc. – zapowiada prezes.

Spółka ma w ofercie ok. 200 produktów detalicznych, które są dostarczane do ponad 1 tys. sklepów (400 odbiorców). W tym roku Symbio chce pozyskać kolejnych 100 odbiorców detalicznych. Wzrost ma zapewnić nie tylko nawiązywanie współpracy z nowymi sklepami, lecz także rozszerzenie asortymentu. Konieczna będzie kompleksowość oferty, cały przekrój żywności ekologicznej dostarczanej partnerom. Symbio chce też więcej zarabiać na produkcji produktów wyżej przetworzonych, a więc i o wyższej marży. Od 2012 roku spółka odnotowuje bowiem stratę netto. W ubiegłym roku było to 470 tys. zł.

Powołujemy teraz dział rozwoju produktów, a jego głównym zadaniem będzie wprowadzenie produktów na rynek. Myślimy o produktach przetworzonych. Dotychczas rynek był przyzwyczajony, że produkty były proste. Teraz myślimy o produktach, które będą bardziej uszlachetnione i tym samym bardziej interesujące dla klienta – przekonuje Jacek Skowroński.  

A. Jawień (IFM): Japonia, Indie i Indonezja dobrymi miejscami na inwestycje

0

CEO Magazyn Polska

Jeżeli dane makroekonomiczne będą dobre, japoński rynek akcji jeszcze przez jakiś czas będzie jednym z najlepszych do inwestowania. Polityka tamtejszego banku centralnego jest ukierunkowana na utrzymanie kursu jena na niskim poziomie w stosunku do dolara i euro, rośnie więc eksport, co sprawia, że japońskie spółki mają coraz wyższe zyski. Zdaniem Aleksandra Jawienia z IFM Global Asset Management warto w tym roku także zwrócić uwagę na Indie i Indonezję.

Japonia jest rynkiem stabilnym, jeżeli chodzi o podstawy wzrostu, czyli o świetne dane makroekonomiczne – wskazuje z rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Jawień, prezes IFM Global Asset Management. – W tym kraju nadal trwa dodruk pieniądza, czyli bank centralny redukuje ryzyko inwestorów. Ale przede wszystkim świetne wyniki notują tamtejsze spółki, bo słaby jen przełożył się na dynamiczny wzrost eksportu i historycznie wysokie wyniki.

Od połowy października japoński indeks giełdowy Nikkei 225 wzrósł o blisko 40 proc. W I kwartale br. produkt krajowy brutto tego kraju zwiększył się o 3,9 proc. w ujęciu zannualizowanym. Urzędy statystyczne zrewidowały tym samym pierwszy odczyt z maja (2,4 proc.), który i tak był dużo wyższy od oczekiwań analityków (1,5 proc.).

Kwartalnie sezonowo wyrównany wzrost wyniósł 1 proc. i był najwyższy od roku, kiedy wyniki japońskiej gospodarki zawyżyły zwiększone zakupy dokonywane przed wejściem w życie podniesionej stawki podatku od sprzedaży. Na czerwcowym posiedzeniu BoJ zdecydował więc nie zmieniać głównych parametrów polityki monetarnej, podtrzymując swoje wcześniejsze zobowiązanie o rocznym wzroście bazy monetarnej o 80 bln jenów.

Rynkiem, na który warto zwrócić uwagę, są także Indie – zauważa Aleksander Jawień. – W br. wzrost gospodarczy tego kraju po raz pierwszy był wyższy niż w Chinach, gdzie spadł do 7 proc. Jednocześnie wprowadzone są długoterminowe reformy strukturalne: wydaje się bardzo dużo na inwestycje infrastrukturalne i ułatwia dostęp inwestorów zagranicznych do rynku w takich strategicznych sektorach jak finanse. W ciągu najbliższych lat stopniowo będzie redukowany podatek od zysków przedsiębiorstw z 30 do 25 proc.

Indie należą do najszybciej rozwijających się gospodarek. W drugiej połowie ub.r. wzrost PKB zbliżył się do 8 proc. W pierwszym kwartale br. dobra passa była kontynuowana. Ekonomiści ankietowani przez Bloomberga przewidują, że w całym 2015 roku indyjska gospodarka urośnie o 7,5 proc., czyli o 0,6 pkt proc. szybciej niż Chiny. Ostatni odczyt wskaźnika PMI sektora przemysłowego za marzec (52,1) wskazywał dobrą koniunkturę siedemnasty miesiąc z rzędu. W sektorze usług (53,2) był pozytywny po raz jedenasty. Produkcja przemysłowa także szybko się zwiększa. Ostatni odczyt był powyżej średniego tempa wzrostu w ostatnich latach.

Indie mogą być na celowniku inwestorów bardziej niż jeszcze w ciągu ostatnich dwóch kwartałów, bo reformy, które zapowiedział premier Modi, są sukcesywnie realizowane – przekonuje Jawień. – Jedynym czynnikiem ryzyka są podwyżki stóp procentowych.

Nie ma tam w dodatku silnej presji inflacyjnej. Bardzo ważnym wydarzeniem okołogospodarczym w Indiach zawsze jest monsun. W br. deszcze są bardzo obfite w stosunku do średniej. Oznacza to, że ceny żywności będą utrzymywać się prawdopodobnie na niskim poziomie. Spowoduje to, że bank centralny Indii będzie mógł obniżyć stopy procentowe, co z kolei wpłynęłoby na polepszenie warunków gospodarowania.

Zdaniem tego analityka Indie są na celowników inwestorów od dwóch lat, tak samo jak Indonezja, dlatego że szefami obu tych państw zostali reformatorzy. Zarówno Narendra Modi w Indiach, jak i Joko Widodo w Indonezji to osoby, które są zdeterminowane, by podnieść wzrost gospodarczy w sposób na tyle istotny, żeby miał on charakter długoterminowy i polepszył życie społeczeństw.

W rekordowym tempie przybywa nowych lokali mieszkalnych. Popyt nie hamuje

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy nie zwalniają tempa. W ciągu ostatniego roku wystąpili o pozwolenie na budowę ponad 83 tys. mieszkań. Tylko w maju rozpoczęli budowę 8,3 tys. lokali, co jest jednym z najlepszych wyników w historii. Popyt też nie zwalnia, coraz więcej klientów chce w nieruchomościach ulokować posiadane oszczędności.

Od początku roku do końca maja deweloperzy rozpoczęli budowę blisko 34 tys. mieszkań. To rekordowy wynik, bo w analogicznym okresie 2014 roku było ich aż o 30 proc. mniej. Liczba wydanych pozwoleń na budowę wzrosła o 13,2 proc. Według ostatnich dostępnych danych GUS-u w samym maju wydano pozwolenia na budowę 8,3 tys. mieszkań. To prawie o 60 proc. więcej niż przed rokiem.

Po kryzysie w latach 2008-2009 branża jest silniejsza i dużo bardziej rozsądna, zarówno sami deweloperzy, jak i firmy zajmujące się generalnym wykonawstwem postępują racjonalniej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Jankowski, prezes zarządu Grupy Waryński. – Dzisiaj branża rozwija się bardzo stabilnie.

Jak wyjaśnia prezes Grupy Waryński, na sytuację na rynku deweloperskim wpływ będzie miał przede wszystkim wzrost gospodarczy i stabilność na rynkach finansowych. Duże znaczenie ma również relacja między bankami a kredytobiorcami – zarówno klientami, którzy kredytem finansują zakup mieszkania, jak i deweloperami, którzy pożyczają na realizacje inwestycji.

Jankowski podkreśla, że wielu klientów kupuje nieruchomości za gotówkę. Niskie stopy procentowe sprawiają, że coraz więcej osób chce w ten sposób ulokować swoje oszczędności.

Popyt na mieszkania jest bardzo duży – mówi Jarosław Jankowski. – Warszawa jest rynkiem, który nadal konsumuje migrację do miast. To jest miejsce, gdzie ludzie przyjeżdżają na studia, do pracy, a następnie zostają na stałe i po okresie wynajmu kupują mieszkania. Popyt tutaj będzie wyższy niż w innych miastach.

Jak podkreśla prezes Grupy Waryński, na dobrą sprzedaż mieszkań wpływa jeszcze stosunkowo niski poziom cen, jednak ta sytuacja w najbliższych miesiącach będzie się zmieniać.

Już po naszych inwestycjach widzimy, że ceny rosną. Wychodziliśmy z niższych pułapów, dzisiaj ceny idą w górę i myślę, że ta tendencja jeszcze przez jakiś czas będzie się utrzymywać – podkreśla Jankowski. – Wszystkim, którzy chcą kupić mieszkanie, rekomenduję przyspieszyć ewentualną decyzję, gdyż jej odłożenie w czasie może skutkować wyższą ceną.

Na ceny mieszkań może mieć również wpływ nowelizacja ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych. Przegłosowane zmiany w programie Mieszkanie dla Młodych obejmą możliwość dopłat do kupna mieszkań na rynku wtórnym. Do tej pory taka możliwość istniała wyłącznie w przypadku lokali mieszkalnych z rynku pierwotnego.

J. Borowski (Crédit Agricole): w programie PiS-u wydatki niedoszacowane, przychody przeszacowane

CEO Magazyn Polska

Gospodarcze postulaty Prawa i Sprawiedliwości będą kosztowały znacznie więcej, niż twierdzi partia – uważa główny ekonomista Crédit Agricole. Z kolei przychody są przeszacowane – na przykład nie do osiągnięcia jest całkowite uszczelnienie systemu podatkowego, co miałoby wnieść ponad 50 mld zł do budżetu. Zdaniem Jakuba Borowskiego proponowane podatki dla sieci handlowych – mowa tu o bankowym i obrotowym – mogą zaszkodzić całej gospodarce.

Mamy propozycję znaczącego zwiększenia wydatków bez wskazania stabilnych i pewnych źródeł ich finansowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole.

Podczas konwencji programowej PiS zaprezentował swoje pomysły gospodarcze. Partia zapowiada m.in. obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8000 zł rocznie oraz dodatek w wysokości 500 zł na każde dziecko (z wyjątkiem pierwszego w zamożnych rodzinach).

Według dzisiejszej opozycji wprowadzenie tych pomysłów w życie będzie kosztowało 39 mld zł: obniżenie wieku emerytalnego – 10 mld zł, dodatek na dzieci – 22 mld zł, a kwota wolna – 7 mld zł. Borowski podkreśla jednak, że to nierealne założenie, bo koszty postulowanych rozwiązań są niedoszacowane.

Najprawdopodobniej mamy do czynienia z dużym niedoszacowaniem w przypadku wydatków związanych z obniżeniem wieku emerytalnego. Jest jeszcze oczywiście kwota wolna od podatku, tu też mieliśmy sygnały ze strony Ministerstwa Finansów wskazujące na to, że ten ubytek może być bardziej znaczący, wynoszący kilkanaście miliardów złotych – tłumaczy Borowski.

Według analityków koszty obniżenia wieku emerytalnego mogą sięgnąć nawet 20 mld zł.

Główny ekonomista Crédit Agricole zauważa, że PiS nie przedstawił wiarygodnego programu sfinansowania tych wydatków. Według partii 9 mld zł ma pochodzić z podatku VAT – to wyliczenie opierające się na tym, że 23 proc. z 39 mld zł trafi z powrotem do kasy państwa. Taki rachunek nie uwzględnia jednak chociażby tego, że nie wszystkie produkty są objęte 23-proc. VAT-em. Opozycja proponuje zresztą obniżkę tego podatku do 22 proc.

Kolejnym źródłem przychodów dla państwa ma być uszczelnienie systemu podatkowego (głównie w zakresie VAT-u). Dzięki likwidacji szarej strefy PiS chce zyskać aż 52 mld zł.

Zdecydowanie z największym przeszacowaniem dochodów mamy do czynienia w przypadku luki w dochodach z VAT – podkreśla Borowski. – Nie sądzę, żeby było możliwe tak szybkie zredukowanie luki w VAT i w związku z tym osiągnięcie bardzo dużych dodatkowych dochodów z tytułu tego podatku. Sądzę, że to będzie rozłożone na lata i w związku z tym w krótkim okresie nie może to być źródłem finansowania znacząco wyższych wydatków.

PiS zaproponował także dwa nowe podatki: obrotowy dla sieci handlowych i od aktywów dla banków. Mają one przynieść odpowiednio 3 mld i 5 mld zł. Borowski zauważa jednak, że ich skutki mogą być bardzo poważne.

Przede wszystkim dla konsumentów, którzy będą płacić najprawdopodobniej więcej za dobra nabywane w sklepach wielkopowierzchniowych i za usługi bankowe. W obu tych przypadkach właściciele kapitału w sytuacji, kiedy ich wynik finansowy ulega znaczącemu obniżeniu z tytułu wprowadzonego podatku, będą szukali pomysłów na to, jak go jednak zwiększyć – podkreśla Borowski.

Ekonomista zaznacza, że podatek bankowy może zabrać temu sektorowi jedną trzecią zysków netto. Dlatego jego wprowadzenie mogłoby doprowadzić nie tylko do wzrostu cen usług finansowych, lecz także do spowolnienia akcji kredytowej. Udzielane kredyty wpływają na wzrost aktywów banków – miałyby zatem bezpośrednie przełożenie na wysokość podatku.

Borowski dodaje, że niepotrzebny jest także inny pomysł PiS-u, czyli wykorzystanie kapitału spółek Skarbu Państwa i BGK do finansowania inwestycji polskich przedsiębiorców. Według niego w obecnej sytuacji polskiej gospodarki nie ma potrzeby uruchamiania wyjątkowych mechanizmów pobudzających inwestycje. W zamian należy popracować nad zmniejszeniem bezrobocia strukturalnego.

Bardzo trudno dalej znacząco obniżać bezrobocie, moce wytwórcze są już w dużym stopniu wykorzystane. W związku z tym polska gospodarka nie potrzebuje dzisiaj nadmiernej stymulacji – uważa Borowski.

Polacy coraz częściej wybierają dobre jakościowo wódki z wyższej półki cenowej. Segment premium rośnie, choć cały rynek spada

CEO Magazyn Polska

Polski rynek wódek premium powoli zwiększa swoje udziały w rynku alkoholowym – ocenia firma Stock, jeden z liderów branży. To wyjątek, bowiem sprzedaż wódki w ostatnich latach systematycznie spada. Branża liczy, że sprzedaż droższych alkoholi tradycyjnie najwyższa będzie pod koniec roku.

– Rynek wódek top premium notuje kilkuprocentowy wzrost rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Wałach, brand manager Stock Polska. – Rok do roku jest to około 4-5 proc. w ujęciu wolumenowym. Największą sprzedaż tego segmentu notuje się w dużych miastach, gdzie konsument wódek premium jest bardziej zamożny i skłonny wydać kilka złotych więcej na produkt wysokiej jakości.

W raporcie opisującym rynek alkoholi KPMG zwraca uwagę na to, że w Polsce dominującym trunkiem jest piwo. Jego udział w wartości sprzedaży to 47 proc. Na drugim miejscu była wódka – 30,7 proc. 6,3 proc. pieniędzy wydanych na alkohol Polacy przeznaczyli na wina, 4,3 proc. – na whisky, zaś 5,4 proc. – likiery, nalewki i podobne napitki.

Ubiegły rok ze względu na podwyżkę akcyzy na mocne alkohole przyniósł jednak spadek produkcji. Nawet mimo kilkudziesięcioprocentowej poprawy w produkcji wódki w I kwartale br. i tak była ona niższa od tej sprzed dwóch lat o 7 proc. Sprzedaż natomiast spadła o 4,5 proc.

– Ogólnie rynek wódek w Polsce notuje spadki – zwraca uwagę Paweł Wałach. – Konsumenci migrują też do różnych innych kategorii. Zauważyliśmy jednak, że segment top premium stale rośnie rok do roku. Jest to wzrost kilkuprocentowy, natomiast w odróżnieniu od pozostałych segmentów jest to kategoria, która pozwala optymistycznie spoglądać w przyszłość. Wzrosty notujemy zarówno w ujęciu wolumenowym, jak i wartościowym.

Z wypowiedzi producentów wynika, że największe znaczenie dla rozwoju branży będzie miała kategoria top premium (77 proc.), następnie premium (62 proc.), a potem dopiero wódek ekonomicznych (46 proc.).

Cechą charakterystyczną wódek z segmentu premium jest ich dopracowanie. Nie tylko sam trunek musi mieć wysoką jakość, lecz także ogromne znaczenie ma opakowanie. Najnowszy produkt Stocka, wódka Amundsen, odwołuje się więc do słynnej wyprawy – zdobycia bieguna południowego w 1912 roku, a stylizacja butelki nawiązuje do surowej scenerii Antarktydy.

– Podczas ostatnich badań zaobserwowaliśmy, że konsument segmentu premium i top premium jest coraz bardziej świadomy – tłumaczy Paweł Wałach. –Konsumenci stają się już koneserami i poszukują coraz więcej informacji o danym produkcie. Możemy powiedzieć, że powoli stają się ekspertami. Stąd też nasza nowa propozycja w tej kategorii.

Wartość polskiego rynku alkoholi oceniono w raporcie KPMG na ponad 41 mld zł. Obecnie najwięcej zarabiają na nim producenci lżejszych trunków. Na cięższe przyjdzie czas zimą.

– Lato jak wiadomo jest sezonem dla piwoszy – podkreśla brand manager Stock Polska. – W IV kwartale spodziewamy się odwrócenia tej dynamiki, a że jest to też okres żniw zarówno dla segmentu premium, jak i top premium, więc prognozujemy jeszcze wyższą sprzedaż naszych marek z tych dwóch segmentów.

Warszawiacy zadecydowali o wykorzystaniu 51 mln zł z budżetu partycypacyjnego na ten rok. 1/3 projektów z poprzedniego roku już zrealizowana

CEO Magazyn Polska

Mieszkańcy Warszawy wybrali projekty, które w 2016 roku będą realizowane w ramach drugiej edycji budżetu partycypacyjnego. Łącznie sfinansowane zostaną aż 622 inicjatywy, na które przeznaczone zostanie ponad 51 milionów złotych. Wśród wybranych projektów znalazły się między innymi budowa ścianki wspinaczkowej na Pradze-Północ, cyfryzacja kina we Włochach oraz budowa parku sportowego w Rembertowie.

W tym roku głosowało więcej osób niż w zeszłym, bo aż ponad 172 tys., w zeszłym niespełna 167 tys. osób. Jest to wynik, z którego bardzo się cieszymy – mówi Anna Petroff-Skiba z Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Największe zainteresowanie budżetem partycypacyjnym wykazali mieszkańcy dzielnicy Wesoła. Zagłosowało tam ponad 17 proc. mieszkańców. Równie dużym powodzeniem inicjatywa cieszyła się na Mokotowie, Żoliborzu i Woli. Średnia aktywność wyborcza wyniosła tam ponad 13 proc.

Większa niż przed rokiem była liczba osób, które zagłosowały osobiście za pomocą kart papierowych. Ten sposób wybrało 59 proc. głosujących. Reszta oddała głos przez internet. Ogółem wśród głosujących przeważały kobiety, których było blisko 60 proc.

Projektem, który powtarzał się w ponad 30 miejscach, był projekt łąk kwietnych i on w tych wszystkich miejscach będzie realizowany w 2016 roku – informuje Anna Petroff-Skiba, pytana o najpopularniejszy rodzaj zgłaszanych projektów. – Sporo było projektów dotyczących infrastruktury dla rowerów i pieszych, również dużo projektów dotyczyło działalności kulturalnej i inicjatyw ułatwiających życie mieszkańcom.

Największą liczbę głosów oddano na projekt związany z rozbudową ścieżki rowerowej na Pradze-Południe. Inicjatywę poparło ponad 4,2 tys. osób. 

Przyszłoroczny budżet partycypacyjny to 51,2 mln zł – blisko dwukrotnie więcej niż przed rokiem. Ta kwota zostanie wykorzystana w 98 proc.

Realizacja projektów w ramach budżetu partycypacyjnego 2015 cały czas trwa, bo część z nich to duże projekty inwestycyjne wymagające wykonania procedury przetargowej – mówi przedstawicielka Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Spośród inicjatyw wybranych w ubiegłym roku zrealizowano już 116 projektów. Dalsze 220 czeka na zakończenie. Wszystkie wykonania są łatwo dostrzegalne w przestrzeni publicznej Warszawy, a symbolizuje je logo budżetu partycypacyjnego.

Budżet partycypacyjny jest procesem, który ma bardzo wiele celów. Po pierwsze, chodzi o to, żeby mieszkańcy mogli współdecydować o swoim otoczeniu, przestrzeni, czasie wolnym i żeby mogli współdecydować poprzez to o pieniądzach z budżetu dzielnicy – tłumaczy Anna Petroff-Skiba.

Drugim celem jest edukacja. Miasto poprzez swoje inicjatywy liczy również na integrację mieszkańców oraz pobudzenia lokalnych działań społecznych.

Do drugiej edycji budżetu partycypacyjnego w Warszawie zgłoszono ponad 2330 projektów, a głosowanie odbywało się w ponad 70 okręgach.  

Najwięcej ofert pracy w sprzedaży i obsłudze klienta. Kandydaci poszukują jednak czegoś innego

CEO Magazyn Polska

W II kwartale najczęściej szukano do pracy w obszarach sprzedaży i obsługi klienta, IT oraz finansów i bankowości. Jednocześnie najczęściej poszukiwanymi ofertami przez kandydatów były stanowiska specjalisty ds. administracyjnych, sprzedawców i kierowców. W II kwartale był wysyp ofert dla pracowników fizycznych, a także w turystyce i hotelarstwie, co ma związek z rozpoczętym sezonem letnim.

Według raportu Praca.pl w II kwartale w serwisie najczęściej szukano specjalistów z obszaru sprzedaży i obsługi klienta. Tej branży dotyczyło 34 proc. wszystkich ogłoszeń. Na drugim miejscu byli specjaliści IT, głównie w zakresie programowania (17,2 proc. udziału w ofertach), oraz pracownicy specjalizujący się w finansach i bankowości (12,1 proc.)

– Topowe stanowiska, na które pracodawcy poszukiwali kandydatów, to przedstawiciel handlowy, księgowy oraz specjalista do spraw obsługi klienta – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Filipkiewicz z serwisu Praca.pl. – Wiosna i perspektywa wakacji przyniosła za to bardzo duży skok zapotrzebowania na pracowników fizycznych.

Oferty w tym sektorze stanowiły w ostatnim kwartale prawie 12 proc. wszystkich ogłoszeń. To o 5 proc. więcej niż kwartał wcześniej i o 3 proc. więcej niż rok wcześniej w analogicznym okresie. W raporcie Praca.pl czytamy także, że coraz więcej pracy jest w turystyce i hotelarstwie – pojawiło się dwa razy więcej ofert niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Także po stronie pracowników widać coraz większe i intensywniejsze zainteresowanie rynkiem pracy. Jak wskazują eksperci z Praca.pl, składanych aplikacji również było więcej niż przed rokiem.

– Jest pewien rozdźwięk między tym, kogo poszukiwali pracodawcy, a tym, jakiej pracy szukali pracownicy – wyjaśnia Michał Filipkiewicz. – Kandydaci poszukiwali najczęściej pracy na stanowisku specjalisty do spraw administracyjnych, sprzedawcy czy kierowcy. Widać tutaj pewne niedopasowanie pracowników do tego, czego oczekuje rynek pracy – dodaje.

Jak wskazuje ekspert, wśród pracodawców zaobserwowano szczególne zainteresowanie praktykami i stażami. Takich ofert nie brakuje, bo w okresie wakacyjnym firmy szukają dodatkowych rąk do pracy pod nieobecność stałych pracowników.

Tradycyjnie najwięcej ofert (17,3 proc. wszystkich opublikowanych) było w województwie mazowieckim, przy czym aż 73 proc. dotyczyło stolicy. Wyraźny wzrost ofert widać także w Małopolsce. Udział tego rynku zwiększył się o 3,2 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim i stanowił 13 proc. wszystkich ofert. Dolny Śląsk to 12,5 proc. wszystkich ofert.

Inaczej sytuacja wygląda natomiast w Wielkopolsce, która odnotowała największy spadek liczby ofert pracy, zarówno w porównaniu do ubiegłego roku, jak i pierwszego kwartału tego roku (odpowiednio o 1,6 proc. i 1 proc.)

– Mamy też trudną sytuację na Podkarpaciu. Na to województwo przypada ok. 2 proc. wszystkich ogłoszeń, czyli porównywalny odsetek, jak w województwie lubuskim czy opolskim. Natomiast należy wziąć pod uwagę to, że na Podkarpaciu mieszka dwa razy więcej ludzi niż w tych dwóch województwach – zauważa Filipkiewicz. – W związku z czym tamtejsi mieszkańcy mają do wyboru dwa razy mniej ogłoszeń.

Niepokojącym trendem może być fakt zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników administracyjnych przy jednoczesnym wzroście zainteresowania kandydatów tym obszarem pracy – czytamy w komentarzu do raportu.

Z ostatnich danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w czerwcu stopa bezrobocia spadła do 10,4 proc. i jest najniższa od 2009 roku.

Absurdalne przepisy uniemożliwiają leczenie pacjentom z nietrzymaniem moczu

CEO Magazyn Polska

W Polsce problemy z nietrzymaniem moczu ma 4 mln osób. Wiele z nich nie stać na leczenie, bowiem znaczna część nowoczesnych leków i zabiegów terapeutycznych nie jest refundowana przez państwo. Dodatkowo osoby cierpiące na nietrzymanie moczu mają tendencję do wycofywania się z życia społecznego i zawodowego.

Nietrzymanie moczu to mimowolne oddawanie moczu, prowadzące do częściowego lub całkowitego opróżniania pęcherza moczowego. W Polsce z tego powodu cierpią ok. 4 mln osób, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Schorzenie to dotyka co ósmą kobietę w wieku do 39 lat oraz co drugą po menopauzie.

Nietrzymanie moczu jest nie tylko chorobą, lecz także poważnym problemem społecznym. Wielu chorych z powodu wstydu, obniżonego poczucia własnej wartości i braku leczenia izoluje się od społeczeństwa oraz wycofuje z życia zawodowego.

– Kłopoty z pęcherzem nadreaktywnym i w ogóle nietrzymaniem moczu są ogromnym problemem. W Polsce szacuje się, że prawie 10 proc. społeczeństwa ma takie przypadłości. Są to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, osoby starsze i osoby bardzo młode, po porodach, a także dzieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia Osób z Nietrzymaniem Moczu UroConti.

Polska opieka medyczna zapewnia diagnostykę nietrzymania moczu. Leczenie NTM i zespołu pęcherza nadreaktywnego obejmuje terapie farmakologiczne oraz zabiegi mało inwazyjne i chirurgiczne. Pomagają także regularne ćwiczenia mięśni Kegla, które utrzymują pęcherz we właściwym miejscu. Nie wszystkie procedury diagnostyczne i terapeutyczne są jednak w Polsce refundowane przez NFZ.

Przykładem jest leczenie nietrzymania moczu w dysfunkcji neurogennej pęcherza. Potrafimy opanować ten objaw, wstrzykując toksynę botulinową. Niestety, nie jest ona refundowana. Również nie jest refundowana neuromodulacja, bardzo nowoczesna metoda poprawy czynności mikcyjnych zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Jest to procedura stosowana na Zachodzie od ponad 20 lat – mówi prof. Zbigniew Wolski, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Środowiska pacjenckie negatywnie oceniają konieczność wykonywania badania urodynamicznego w celu otrzymania refundacji leków na zespół pęcherza nadreaktywnego. Badanie to polega na wprowadzeniu do pęcherza cewnika, za pomocą którego pęcherz wypełniany jest solą fizjologiczną – w ten sposób mierzy się ilość oddawanego moczu oraz szybkość jego oddawania. Większość lekarzy jest zdania, że badanie urodynamiczne nie jest potrzebne do zdiagnozowania zespołu pęcherza nadreaktywnego. Polska jest jedynym krajem na świecie, który decyzje refundacyjną leków na OAB warunkuje wykonaniem tego badania.

– Jest to pomysł typowo administracyjny, który jak rozumiem, miał ograniczyć liczbę pacjentów korzystających z refundacji tych leków. Co dla mnie jest dziwne, dlatego że tam jest i tak współpłacenie pacjenta, więc ci, którzy naprawdę potrzebują, którym naprawdę to pomaga, będą to kupować. Reszta tego nie potrzebuje – mówi Tomasz Michałek, pełnomocnik zarządu UroConti ds. współpracy międzynarodowej i członek rady wykonawczej World Federation of Incontinent Patients (WFIP).

Na liczne zapytania organizacji pacjenckich, interpelacje poselskie i apele środowisk medycznych Ministerstwo Zdrowia zawsze miało tę samą odpowiedź – nie można zmienić przepisów dotyczących refundacji leków na OAB, chyba że ich producent wystąpi z takim wnioskiem. Producenci tłumaczyli, że oni nie wnioskowali o zapisanie warunku, więc czemu mieliby wnioskować o jego usunięcie. Pod naporem pacjentów i lekarzy zdecydowali się jednak taki wniosek złożyć.

Pytanie, czy faktycznie zostanie usunięta jedyna podawana przez resort zdrowia przeszkoda blokująca pacjentom dostęp do leczenia OAB, czy wymyśli on nowe ograniczenie – mówi Tomasz Michałek.

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl