Odliczenie VAT od paliwa – do 30 czerwca i od 1 lipca

1 lipca weszła w życie zmiana w przepisach podatkowych. Na jej podstawie możemy już odliczyć 50% VAT od paliwa do samochodów osobowych w użytku mieszanym. Zmiana jednak dotyczyć będzie tylko paliwa zakupionego po 30 czerwca. Co natomiast z duplikatami i fakturami wystawionymi po 1 lipca, a dotyczącymi wcześniejszego nabycia paliwa?

Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl
Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl

Odliczenie VAT od paliwa – do 30 czerwca i od 1 lipca

Od 1 kwietnia 2014 roku obowiązywał zakaz odliczania VAT od nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu, wykorzystywanych do napędu:

  1. samochodów osobowych,
  2. samochodów innych niż osobowe, o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony, w których liczba miejsc (siedzeń) łącznie z miejscem dla kierowcy wynosi:
  • 1 – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 425 kg,
  • 2 – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 493 kg,
  • 3 lub więcej – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 500 kg.

Zakaz obowiązywał tylko do 30 czerwca 2015 r. w przypadku, gdy pojazd nie był używany jedynie w działalności gospodarczej, ale też prywatnie. Fakt użytkowania samochodu dla celów firmowych należało udowodnić za pomocą m.in. ewidencji przebiegu pojazdu, która dodatkowo musiała zgadzać się ze stanami licznika. Obecnie, zarówno od samego nabycia pojazdu, jak i pozostałych wydatków eksploatacyjnych można odliczyć 50% VAT. Przepisy te stosuje się zarówno do samochodów osobowych, jak i motocykli. Przedsiębiorcy będą mogli więc odliczyć VAT od paliwa, nawet jeśli pojazd będzie wykorzystywany także prywatnie.

Paliwo zakupione w czerwcu, faktura wystawiona w lipcu

W przypadku, gdy paliwo zostało kupione w czerwcu, a faktura wystawiona w lipcu, zastosowanie ma następujący przepis ustawy o VAT: Obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika do dnia 30 czerwca 2015 r. paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu (…).  Oznacza to, że istotniejsza jest data zakupu paliwa i to ona wpływa na możliwość dokonania odliczenia 50% VAT od paliwa.  Do sytuacji, gdy przedsiębiorca kupił paliwo przed 30 czerwca, a fakturę otrzymał po 1 lipca, stosuje się zatem przepisy obowiązujące przed wejściem w życie nowelizacji, a zatem zakazujące odliczenia podatku VAT od paliwa.

Duplikat faktury a odliczenie VAT

Prawo do odliczenia VAT przez przedsiębiorcę, który otrzymał po 1 lipca duplikat faktury za zakup paliwa do auta osobowego w użytku mieszanym, również zależy od daty sprzedaży.  Jeśli miała ona miejsce do 30 czerwca 2015 r., przedsiębiorca nie ma prawa do odliczenia VAT.

Data wystawienia faktury, a właściwie data dokonania sprzedaży, ma znaczenie przy księgowaniu faktur za zakup paliwa do auta osobowego użytkowanego w celach mieszanych.  Jeśli zakup miał miejsce do 30 czerwca 2015 r., data wystawienia lub otrzymania faktury po 1 lipca nie ma znaczenia – przedsiębiorcę będą obowiązywać przepisy przejściowe, które  zabraniają odliczenia VAT.

Rejestratory przejazdów na czerwonym świetle zaczęły już pojawiać się na drogach całej Polski

Według policyjnych statystyk w 2014 r. kierowcy w Polsce doprowadzili do 492 wypadków przez wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Śmierć poniosło w nich 25 osób, a 707 zostało rannych. Do poprawy statystyk ma się przyczynić wprowadzenie specjalnych rejestratorów.

Urządzenia te instaluje się na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną. Działają na dwa sposoby. Mogą albo cały czas nagrywać dane skrzyżowanie, albo robić zdjęcia tylko tym pojazdom, które wjechały tam na czerwonym świetle. Uzyskane materiały stanowią podstawę do wystawiania mandatów. Co ważne, w przeciwieństwie do fotoradarów o rejestratorach przejazdów na czerwonym świetle żadne znaki drogowe nie ostrzegają.

Jak mówi serwisowi infoWire.pl Anna Dąbrowska, prezes zarządu Fundacji Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych: „Głównym celem wprowadzenia urządzeń jest wyłapanie tych użytkowników ruchu drogowego, którzy łamią przepisy nie dlatego, że przekraczają prędkość, tylko – jadą na czerwonym świetle. Jest to jedna z poważniejszych przyczyn wypadków drogowych w miastach”.

Pierwsze rejestratory działają w Polsce już od kilku miesięcy. Na razie jest ich ok. 20, ale jeśli się sprawdzą, na naszych drogach pojawią się kolejne. „W pewnym czasie urządzenia te staną się integralnymi elementami skrzyżowań. Zmusi to kierowców do tego, żeby uważali i nie wjeżdżali na czerwonym świetle na skrzyżowanie, co może pozwolić uniknąć pewnej liczby wypadków” – przewiduje ekspertka.

Bierzesz „chwilówkę”? Uważaj, co trzeci Polak tego żałuje

W. Rozłucki (Rada Giełdy): prywatyzacja polskiej gospodarki jeszcze się nie zakończyła. Bardzo liczymy na jesienny debiut Banku Pocztowego

Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych

Choć liczba możliwych do prywatyzacji poprzez giełdę spółek się skurczyła, wciąż jednak możliwe są kolejne debiuty, które przyciągną inwestorów. Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych i jej współtwórca liczy na jesienny debiut akcji Banku Pocztowego, którego właścicielami są obecnie  PKO BP oraz Poczta Polska.

Sądzę, że giełda jest najlepszym sposobem na przejrzyste i sprawne przeprowadzenie prywatyzacji – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Wisław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Bardzo liczymy na jesienny debiut Banku Pocztowego. Myślę, że rynek oczekuje ciekawych ofert.

Właścicielami Banku Pocztowego są obecnie Poczta Polska oraz PKO BP. Na razie nie wiadomo, ile akcji trafi na sprzedaż ani po jakiej cenie będzie można je kupić. Pod koniec kwietnia br. PKO BP zdecydowało o sprzedaży części swojego 25-proc. udziału. Należący do tej instytucji pakiet został wyceniony na 146 mln zł. Można szacować, że cały Bank Pocztowy wart jest ok. 600 mln zł.

Pierwsze półrocze 2015 roku nie obfitowało w debiuty. Wyjątkowo skromny okazał się zwłaszcza pierwszy kwartał, gdy na rynek główny weszły dwie spółki, a tylko jedna wyemitowała nowe akcje. Drugi kwartał przyniósł poprawę: na parkiet główny wkroczyło osiem spółek, w tym pięciu debiutom towarzyszyła nowa emisja.

Historycznie największą ofertą publiczną prywatyzowanej spółki na warszawskiej giełdzie była IPO PZU o wartości ponad 8 mld zł. Ostatni duży debiut tego typu, czyli debiut Energi w grudniu 2013 roku, przyniósł 2,4 mld zł.

Mam nadzieję, że proces, który się toczy w okresie wyborczym, nie zostanie zakłócony wydarzeniami czysto politycznymi – wskazuje Wiesław Rozłucki. – Prywatyzacja jest ofertą dla inwestorów i nie ma nic wspólnego z polityką. Giełda, rynek kapitałowy potrzebują tego rodzaju debiutów. Od dłuższego czasu nie są one głównym motorem wzrostu warszawskiej giełdy, ale dodatkowym, choć bardzo ważnym, wspomaganiem. Myślę, że to jeszcze nie koniec.

W zasobach Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego jest jeszcze wiele spółek, zdaniem Rozłuckiego, które mogłyby zostać sprywatyzowane.

Są jeszcze liczne firmy, które można wprowadzić na giełdę, myślę tutaj również o mających dużą płynność spółkach komunalnych – precyzuje Rozłucki.

Jego zdaniem nie ma co się spodziewać spektakularnych debiutów firm zagranicznych na warszawskim parkiecie. Tamtejsze przedsiębiorstwa koncentrują się bowiem na macierzystych rynkach, zagraniczne traktując raczej jako uzupełnienie. Wyjątkiem są spółki ukraińskie, dla których Warszawa często jest priorytetem.

Rynek rodzimy na Ukrainie jest bardzo słabo rozwinięty, więc dla tamtejszych spółek GPW może być rzeczywiście głównym miejscem obrotu – tłumaczy Rozłucki. – O takie firmy należy walczyć. Ale muszą być dobre, sprawdzone i funkcjonować w sposób akceptowalny przez polskich inwestorów.

Na rynku głównym warszawskiej giełdy na 474 notowane obecnie spółki są 52 zagraniczne.

Raport UKE: coraz częściej korzystamy z telefonii internetowej

Zainteresowanie telefonią internetową (VoIP) wyraźnie rośnie – wynika z najnowszego raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Wolumen ruchu wzrósł w ubiegłym roku niemal o 30%. Zwiększyła się także liczba abonentów.
UKE zwraca uwagę, że wolumen ruchu wzrósł zarówno w przypadku usług świadczonych w oparciu o własną sieć, jak i przy wykorzystaniu sieci innych operatorów – odpowiednio o 28,8% oraz 6,4%. Dla porównania, telefonia komórkowa zanotowała w tym okresie 9,1% wzrost wolumenu ruchu a stacjonarna spadek niemal o 10%.
W ubiegłym roku wyraźnie zwiększyła się także liczba użytkowników telefonii internetowej oraz czas trwania połączeń przez nich wykonywanych. Na koniec 2014 r. operatorzy telefonii IP posiadali 1,34 mln abonentów – o ponad 150 tys. więcej niż rok wcześniej – którzy wykonali połączenia wychodzące o łącznym czasie 2,5 mld minut. Oznacza to, że każdy z abonentów rozmawiał średnio przez 1870 minut w ciągu roku. Trochę mniej niż posiadacze telefonów komórkowych (2145 minut), ale więcej niż abonenci telefonii stacjonarnej (1728 minut).

Rosnące zainteresowanie usługami VoIP wpływa na lepsze wyniki operatorów. Według danych UKE sumarycznie wzrosły one co prawda nieznacznie – średnio o 1,62% – ale niektórzy dostawcy zanotowali znacznie lepsze wyniki. Dla przykładu przychody easyCALL.pl, operatora wyróżnionego w raporcie UKE jako lidera rynku usług VoIP realizowanych w oparciu o sieć innego operatora (24,6% udział w rynku), wzrosły w 2014 r. o ponad 15%. Rok wcześniej aż o ponad 370%.

Zdaniem Piotra Mazurkiewicza, członka zarządu easyCALL.pl, istotną zmianą na rynku jest zmiana struktury klientów. Telefonia internetowa wciąż jest wykorzystywana przez klientów indywidualnych jako sposób na ograniczenie kosztów rozmów za granicą, ale to nie oni generują największy ruch. Coraz istotniejszym odbiorcą telefonii IP stają się przedsiębiorcy i administracja publiczna, którzy porzucają telefonię stacjonarną na rzecz VoIP-a.

– Wynika to z jednej strony z chęci obniżenia kosztów telekomunikacyjnych, z drugiej znacznie większej funkcjonalności tej telefonii. W zasięgu sieci Wi-Fi użytkownik może wykonywać i odbierać połączenia kierowane na stacjonarny numer za pośrednictwem swojego telefonu komórkowego. VoIP daje też dostęp do usług dodatkowych – infolinii, kolejkowania i przekierowywania połączeń czy ustawiania powiadomień głosowych. Staje się więc uzupełnieniem telefonii komórkowej i realną alternatywą dla telefonii stacjonarnej. Zwłaszcza, że jakościowo dzisiaj się od niej absolutnie niczym nie różni. – tłumaczy Piotr Mazurkiewicz.

Według danych UKE, w ubiegłym roku liczba przeniesionych numerów w porównaniu do 2013 r. zwiększyła się o około 200 tys. Częściej z tej możliwości korzystali klienci biznesowi. W 2014 r. liczba takich przeniesień wyniosła blisko 300 tys.

Polska przygotowana na opanowanie negatywnych skutków wyjścia Grecji ze strefy euro

CEO Magazyn Polska

Planowane na niedzielę greckie referendum w sprawie przyjęcia warunków porozumienia z kredytodawcami będzie kluczowe dla ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro i przyszłości wspólnej waluty. Do najczarniejszego scenariusza najprawdopodobniej nie dojdzie, stąd Polska nie odczuje boleśnie konsekwencji najbliższych wydarzeń.

Polska handluje przede wszystkim z Europą Zachodnią i jeśli wyjście Grecji pogrążyłoby gospodarkę strefy euro, to byłby to także cios dla polskiego eksportu i naszej gospodarki – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Tego scenariusza raczej nie powinniśmy się spodziewać.

Jeśli wyjście Grecji ze strefy euro nie doprowadzi do kryzysu podobnego do tego sprzed ośmiu lat, to polska gospodarka jest w stanie poradzić sobie z ewentualnymi konsekwencjami.

Nawet jeśliby doszłoby do Grexitu, to negatywne skutki będą opanowane – dodaje Piotr Bielski. – Dla nas skutki tego będą widoczne przede wszystkim na rynku finansowym – wyjaśnia Piotr Bielski. – Wakacje pewnie będą trochę droższe, bo złoty będzie, przynajmniej krótkoterminowo, słabszą walutą. Eksport jednak nie powinien ucierpieć.

Przyjęcie przez Greków programu pomocy finansowej umożliwi spłatę raty w wysokości 1,6 mld euro wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz wykupienie greckich obligacji wartych 3,5 mld euro z Europejskiego Banku Centralnego. To z kolei umocni także polską walutę. Jeśli jednak do porozumienia nie dojdzie, Grecja najprawdopodobniej będzie musiała opuścić strefę euro.

– Bardzo trudno sobie wyobrazić proces wychodzenia z Eurolandu. Nikt takiego wydarzenia nie przewidywał i nie ma żadnych procedur – wyjaśnia Piotr Bielecki.

Według ekonomisty, jeśli Grecja zrezygnuje z pakietu pomocy i nie będzie w stanie spłacać długów, Europejski Bank Centralny podejmie decyzje o zaprzestaniu wspierania płynności finansowej greckich banków. Te z kolei staną się niewypłacalne. By zapobiec ich bankructwu, rząd Aleksisa Ciprasa podejmie decyzję o wprowadzeniu równolegle do euro dodatkowej drugiej waluty, która po okresie przejściowym zastąpiłaby w obiegu obecną.

Zdaniem Piotra Bielskiego ryzyko, że po wyjściu Grecji ze strefy euro inne kraje będą chciały pójść w jej ślady, jest znikome. Będzie to bowiem operacja bardzo dotkliwa dla społeczeństwa, a doświadczenia Greków zniechęcą inne narody do pójścia tą drogą.

Jeśliby doszło do wyjścia ze strefy euro, to doświadczenia Greków będą bardzo bolesne. Obywatele bardzo ucierpią – twierdzi ekonomista. – W krótkim czasie po prostu zabraknie pieniędzy na podstawowe świadczenia. Można sobie wydrukować własne banknoty na zakup podstawowych towarów, ale import np. leków może być trudny w sytuacji, gdy euro będzie brakowało.

PKP Cargo uruchomi z amerykańskim gigantem produkcję wagonów towarowych. Zatrudnienie znajdzie kilkaset osób

CEO Magazyn Polska

Spółka PKP Cargo i Greenbrier Europe Wagony Świdnica w przyszłym roku rozpoczną wspólną produkcję wagonów towarowych w Szczecinie. W ten sposób przewoźnik chce pozyskiwać nowoczesny, dostosowany do swoich potrzeb tabor taniej niż od zewnętrznych producentów. Inwestycja warta jest 11,5 mln zł. Docelowo w szczecińskim zakładzie PKP Cargo chce produkować 500 wagonów rocznie.

PKP Cargo i Greenbrier Europe Wagony Świdnica – jeden z największych producentów taboru – podpisali 1 lipca list intencyjny w sprawie uruchomienia produkcji wagonów towarowych.

Greenbrier Europe Wagony Świdnica to światowy gigant, firma notowana na giełdzie w Nowym Jorku. Cieszę się bardzo, że do tego projektu udało nam się pozyskać spółkę ze światowej czołówki – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

W ramach współpracy Greenbrier dostarczy m.in. technologię oraz wyposażenie linii produkcyjnej, z kolei PKP Cargo – wykwalifikowaną kadrę i zaplecze warsztatowe. Linia produkcyjna powstanie w należącym do PKP CargoTabor Zakładzie Napraw Taboru w Szczecinie. Docelowo ma tam powstawać nawet 500 wagonów rocznie.

Produkcja wagonów w naszej placówce w Szczecinie ruszy już w I połowie 2016 roku. Do tego czasu będziemy prowadzili prace projektowe i uruchamiali nowoczesny ciąg technologiczny – zapowiada Purwin.

Początkowo będą tam produkowane węglarki, czyli wagony do przewozu towarów masowych.

Docelowo będziemy również produkowali inne typy wagonów, w tym zupełnie nowe rozwiązania, których dziś jeszcze na rynku nie ma, na bazie właśnie platform intermodalnych – zapowiada prezes PKP Cargo.

Polski przewoźnik zainwestuje w uruchomienie linii produkcyjnej 11,5 mln zł. Produkcja wagonów wewnątrz grupy ma być tańsza niż zakup od zewnętrznych producentów. Prezes spółki podkreśla, że pozwoli również na zwiększenie zatrudnienia i rozwój pracowników.

Przy produkcji nowoczesnych wagonów znajdzie zatrudnienie nawet kilkaset osób. W pierwszej fazie to będzie ponad 150 osób, głównie pracownicy PKP Cargo, którzy dzięki podniesieniu swoich kwalifikacji będą kontynuować pracę w spółce – mówi Purwin.

Tabor PKP Cargo liczy ponad 61,5 tys. wagonów towarowych. Wiek większości z nich przekracza 25 lat. Spółka prowadzi prace modernizacyjne i wymianę wagonów. W tym roku rozpisała przetarg o wartości około 400 mln zł na zakup 20 lokomotyw wielosystemowych do obsługi połączeń transgranicznych. W ciągu kolejnych 10 lat przewoźnik chce wymienić cały tabor, w ten sposób obniżając koszty jego utrzymania.

Pożyczki za 0 zł przyciągają klientów. Rzadko okazują się jednak darmowe

CEO Magazyn Polska

Blisko co trzeci klient, który skorzystał z oferty tzw. chwilówek za 0 zł, czuje się oszukany – wynika z badania Millward Brown dla Provident Polska. Ankietowani przyznają, że darmowa pożyczka często okazuje się być bardzo kosztowna. Badania pokazują, że oferty za 0 zł przyciągają klientów, nawet tych, którzy nie mają pilnej potrzeby pożyczania.

W firmach chwilówkowych działających w Polsce za 0 zł można pożyczać coraz większe kwoty. Zaś klienci, nawet ci, którzy nie mają pilnych potrzeb pożyczkowych, chętnie z takich ofert korzystają. Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie Provident Polska wynika, że przeciętny konsument oferty chwilówkowej, czyli szybkich pożyczek na okres do 30 dni, spłacanych w całości, w ciągu ostatniego roku zaciągnął więcej niż 2,5 pożyczki.

Z tego 4 na 10 klientów skorzystało z oferty pożyczki za 0 zł. To pokazuje, że taka pożyczka jest bardzo kusząca i  że promocja bardzo działa na klientów – mówi Piotr Wardziak, ekspert rynku pożyczkowego w Provident Polska.

Wśród klientów Providenta, którzy korzystają z oferty pożyczki konsolidacyjnej, a wcześniej skusili się na darmową chwilówkę, blisko jedna trzecia przyznała, że taka oferta skłania do zadłużania się mimo braku pilnej potrzeby.

Co innego mówią natomiast o prawdziwość oferty za 0 zł, bo okazuje się, że ta darmowość tej pożyczki jest bardzo złudna – wyjaśnia Wardziak. – Ofertą pożyczki za pozorne 0 zł czuje się oszukanych 1/3 przebadanych klientów. Te wyniki są zatrważające.

Blisko połowa pożyczek w ofercie za 0 zł została spłacona z dodatkowym kosztem, który wynikał z opóźnienia spłaty. Statystycznie osoba, która miała problem z terminową  spłatą, musiała spłacić dwie takie pożyczki i dopłacić ok. 41 proc. wartości każdej z nich. Średnia długość przeterminowania pożyczki to dwa miesiące.

Okazało się, że zamiast spłacić pożyczkę po miesiącu, musieli wziąć jeszcze średnio dwie kolejne pożyczki na zrolowanie tej pierwszej, a to oznaczało dla nich dodatkowe koszty. W efekcie okazało się, że biorąc tysiąc złotych, po trzech miesiącach musieli oddać ponad 1,4 tys. zł – podkreśla Wardziak.

Jak dodaje, wyniki badania pokazują, jak ważna jest regulacja rynku pożyczkowego, m.in. eliminująca rolowanie pożyczek. Procedowane w Sejmie przepisy mają zwiększyć przejrzystość rynku i zlikwidować patologie, chroniąc w większym stopniu interesy klientów.

Ustawa powinna być korzystna dla wielu klientów tego rynku, bo to oni są najważniejsi i to dla nich jest pisane prawo, a nie dla firm pożyczkowych – podkreśla Wardziak.

Klient w e-sklepie wydaje średnio cztery razy więcej niż w tradycyjnym. Co 10. zamówienie składane jest przez aplikację mobilną

CEO Magazyn Polska

Klient serwisu internetowego wydaje na każde zakupy czterokrotnie więcej niż w tradycyjnym sklepie. W koszyku coraz częściej znajdują się produkty świeże, a już niemal co 10. zamówienie jest składane za pośrednictwem urządzeń mobilnych. E-klient jest znacznie bardziej lojalny wobec raz wybranego sklepu. Liderzy rynku, jak Ezakupy sieci Tesco, notują dwucyfrowe wzrosty, więc jest coraz więcej chętnych, żeby na tym rynku zaistnieć.

Handel internetowy bardzo szybko się zmienia. E-sklepy poradziły już sobie z wyzwaniem, jakim na początku była szybkość dostaw. To zaprocentowało wzrostem sprzedaży takich produktów, jak wędliny, sery czy owoce i warzywa.

Statystyczny e-klient wydaje na zakupy średnio cztery razy więcej oraz charakteryzuje się dużo większą lojalnością. Co jest ciekawe, ów klient ma bardzo duży udział produktów świeżych w swoim koszyku – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Manikowski, dyrektor zarządzający Tesco Polska. – Każdy walczy na rynku o zwiększanie wartości koszyka oraz budowę lojalności klientów. Multikanałowość i sprzedaż z wykorzystaniem internetu od razu pozwalają nam to zdobyć. Ten kanał rośnie dwucyfrowo.

Za sukcesem, jaki odnosi w Polsce e-handel, stoi wygoda klientów. W Tesco prawie 86 proc. kupujących deklaruje, że korzysta z wirtualnego sklepu z powodu oszczędności czasu. 84 proc. podkreśla, że korzysta na tym, bo nie musi dźwigać zakupów do domu.

Internet cały czas się rozwija, nie tylko w kontekście wolumenu sprzedaży, lecz także sposobu robienia zakupów – podkreśla Adam Manikowski. – Klienci coraz częściej korzystają z aplikacji mobilnych i ze smartfonów. Teraz już niemal co dziesiąte zamówienie jest robione przez aplikacje i strony mobilne.

Coraz popularniejszą usługą jest także „click and collect”, czyli składanie zamówienia online i odbieranie spakowanych zakupów w dogodnym terminie w sklepie tradycyjnym.

Handel elektroniczny rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie, co potwierdzają doświadczenia Tesco. Serwis Ezakupy notuje co tydzień 3 tys. nowych zamówień. Co 20 sekund gdzieś w Polsce kolejna dostawa z tej sieci dociera do klienta – w jej zasięgu jest prawie 14 mln Polaków.

Równo trzy lata temu uruchomiliśmy usługę Tesco Ezakupy i z dumą muszę powiedzieć, że przekroczyliśmy już 2 mln zamówień. Po trzech latach udało nam się zdobyć ponad 40 proc. udziału w rynku FMCG [dóbr szybko zbywalnych – red.] online – mówi Manikowski.

Dobre wyniki firm działających w e-handlu zachęcają nowych graczy do spróbowania swoich sił w tym segmencie. Manikowski ocenia, że konkurencja będzie coraz większa. Tym bardziej że na razie tylko pięć największych sieci handlowych jest obecnych w tym kanale.

Na rynku jest miejsce dla tych, którzy oferują najlepszy model biznesowy, model operacyjny, który pozwala budować nie tylko innowacyjność i lojalność dla klienta, lecz także percepcję jakości, która jest kluczowa dla rozwoju sprzedaży produktów spożywczych w tym kanale – zwraca uwagę Adam Manikowski. – Spodziewamy się dużej konkurencyjności, ale i bardzo dynamicznego wzrostu.

Sieci energetyczne problemem dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Brakuje możliwości nowych przyłączeń

CEO Magazyn Polska

Stan sieci energetycznych pozostawia wiele do życzenia, co ogranicza możliwość przyłączania do nich nowych mocy, a to z kolei hamuje rozwój odnawialnych źródeł energii. Dodatkowo problemem dla inwestorów jest uzyskanie warunków przyłączenia. Na razie przyznano warunki na przyłączenia do sieci elektroenergetycznych w ilości 18,7 tys. MW, które nie są wykorzystane i są blokowane przez firmy spekulacyjne.

Brak możliwości przyłączenia mocy, w sytuacji kiedy wiadomo, że w najbliższym czasie zostaną wyłączone stare elektrownie, które emitowały duże ilości różnych zanieczyszczeń, jest dużym problemem. Jest potrzeba inwestycji i budowy nowych mocy. Dzisiaj istotne jest to szczególnie ze względu na politykę klimatyczną Unii Europejskiej i rozwój odnawialnych źródeł energii. Brak nowych mocy powoduje, że inwestorzy, szczególnie farm wiatrowych, nie mają gdzie się przyłączać – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej i przewodniczący rady nadzorczej spółki G-Energy.

Zdaniem Kocha ma to zasadniczy wpływ na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dodatkowo ta bariera w rozwoju OZE grozi niewypełnieniem zobowiązań Polski wynikających z polityki klimatycznej. Polska zobowiązała się do osiągnięcia 15 proc. udziału energii odnawialnej w całej produkcji energii elektrycznej do 2020 roku. Jak wynika z raportu PSE, w latach 2004-2014 w energetyce wiatrowej wybudowano 3,8 tys. MW, do 2020 roku możliwe jest przyłączenie do sieci kolejnych 5,2 tys. MW.

Ekspert podkreśla, że poważnym problemem dla inwestorów inwestujących w odnawialne źródła dzisiaj jest uzyskanie warunków przyłączeniowych oraz podpisanie umów przyłączeniowych. Do 2014 roku deweloperzy planujący budowę farm wiatrowych uzyskali warunki przyłączenia na 18,7 tys. MW. Z tej liczby umowy zostały podpisane na 16 tys. MW, ale wybudowanych zostało jedynie 3,8 tys. MW, czyli niecałe 20 proc.

Ponad 70 proc. stanowią umowy i warunki wirtualne. Starały się o nie głównie firmy spekulacyjne, które do dziś nie podjęły żadnych działań, by zakończyć inwestycję, co blokuje przyłączanie rzeczywistych inwestorów w Polsce – mówi Mieczysław Koch.

Dodatkowo stan sieci energetycznej w Polsce wymaga szybkich i poważnych inwestycji.

Nie mamy czym się dziś pochwalić. Jeżeli chodzi o sieci wysokich napięć wprawdzie nie jest najgorzej, za to stan sieci średnich i niskich napięć jest już w znacznie gorszym stanie. Tragedii nie ma, jednak sieci te wymagają głębokiej modernizacji. Przez lata zaniedbań nie były one modernizowane, a przyrastają nam nowe źródła wytwarzania energii, nowe elektrownie, dlatego potrzebujemy nowych przyłączeń – wskazuje przewodniczący rady nadzorczej spółki G-Energy.

Do sprawnej modernizacji brakuje w Polsce zmian przepisów dotyczących służebności gruntu dla przesyłu. Dziś prace modernizacyjne są blokowane przez właścicieli gruntów, przez które przebiegają linie elektroenergetyczne.

Przedsiębiorcy chcą ograniczyć koszty podróży służbowych, ale nie zamierzają zmniejszać ich częstotliwości

CEO Magazyn Polska

Co trzecia polska firma zamierza w tym roku obniżyć koszty delegacji. Nie chcą one jednak zmniejszać częstotliwości podróży służbowych, ale lepiej nimi zarządzać. Wprawdzie 61 proc. firm ma politykę podróży służbowych, ale tylko w 8 proc. z nich jest samodzielne stanowisko menadżera podróży.

Większość badanych przez nas przedsiębiorców deklaruje, że w 2015 roku będzie chciała zmniejszyć wydatki na podróże służbowe. Natomiast nie zamierza tego robić, zmniejszając liczbę samych podróży, ale przez redukcję wartości jednostkowej wyjazdu. To oznacza lepszą kontrolę nad budżetami poszczególnych działów w organizacjach i większą kontrolę nad tym, na co pieniądze są wydawane – wyjaśnia Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska, dostawcy rozwiązań informatycznych pomocnych przy planowaniu i organizacji podróży służbowych.

Znacząca większość tych firm oczekuje dużych oszczędności – 72 proc. planuje co najmniej 8-proc. cięcia. Ale tylko mniej niż połowa chce ograniczyć liczbę wyjazdów. Rek podkreśla, że takie plany nie dziwią. W wielu firmach budżety na delegacje stanowią drugi – po wynagrodzeniach – koszt dla pracodawcy.

Z naszych badań wynika, że ponad 11 proc. firm w Polsce wydaje na podróże ponad milion złotych. Są firmy, w których budżety sięgają nawet 100 mln zł. To są już naprawdę bardzo duże nakłady i duża część budżetu firmy – mówi Paweł Rek.

Dla większości firm najważniejszym kryterium decydującym o przebiegu delegacji jest jej koszt (wskazuje tak 77 proc. przedsiębiorców). Dwie trzecie z nich zatrudnia pracownika odpowiedzialnego za monitorowanie i kontrolę budżetu na wyjazdy służbowe. Eksperci przekonują, że by ograniczyć koszty podróży służbowych, trzeba nimi odpowiednio zarządzać.

Z badania firmy Amadeus Polska wynika, że polityka podróży służbowych obowiązuje w 61 proc. firm. W niewielu z nich jest jednak osoba, która zarządza delegacjami. Organizacje, które nie mają polityki podróży, chcą ją wdrożyć w celu obniżenia kosztów. Ponad połowa badanych firm zapowiada wprowadzenie bardziej rygorystycznych zasad polityki podróży (niższa klasa biletu lotniczego lub kolejowego, hotel o niższej liczbie gwiazdek itp.).

Aż 3/4 badanych przez nas przedsiębiorstw oczekuje zmian w sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Obecnie stosowane przez nich metody organizacji nie do końca im odpowiadają. Podróżni oczekują tego, że ich doświadczenie w organizacji podróży będzie jak najbardziej płynne, a i sama podróż będzie przebiegała bez zakłóceń. Takie są przede wszystkim oczekiwania podróżnych wobec biur podróży – wyjaśnia dyrektor generalny Amadeus Polska.

Jak podkreśla, na rynku jest dostępnych coraz więcej narzędzi, które ułatwiają zwiększanie efektywności wyjazdów służbowych. Oczekiwania koncentrują się przede wszystkim na narzędziach do samodzielnej rezerwacji. 30 proc. firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi – od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, przez rezerwację podróży służbowych, aż po ich rozliczenie.

1/3 badanych chciałaby takie narzędzie wdrożyć u siebie, więc myślę, że to jest przyszłość – mówi Paweł Rek. – Oczekiwaniem przedsiębiorstw i samych podróżnych jest to, że oferta biur podróży będzie coraz bogatsza. Mamy ostatnio doświadczenie z firmą, która oferuje przejazdy z lotniska na lotnisko i to na pewno wzbogaca ofertę. Osoby, które zarządzają podróżami, oczekują przede wszystkim usprawnienia procesu i oszczędności, a to wiąże się z koncentracją całego procesu organizacji delegacji w jednym miejscu.

30 proc. badanych wskazuje, że organizacja delegacji powinna być mniej sformalizowana, 16 proc. oczekuje większej przejrzystości w procesie organizacji i wyceny podróży, a 13 proc. – skrócenia czasu realizacji zamówienia wyjazdu.

Podróżni oczekują też tego, że ich wyjazd służbowy będzie połączony w jakiejś mierze z częścią prywatną. 1/3 badanych deklarowała, że przedłuża swoje delegacje i wykorzystuje je w celach prywatnych. Myślę, że to jest bardzo ciekawe. Żyjemy coraz szybciej, jak mamy już okazję gdzieś wyjechać, to możemy sobie pozwolić na to, żeby odpocząć w tym czasie, przedłużając nieco pobyt. To jest dosyć ciekawa informacja – mówi Paweł Rek.

Wysoka umieralność na raka prostaty w Polsce. Przyczynami są zbyt późna wykrywalność i brak dostępu do nowoczesnych leków

CEO Magazyn Polska

Rak prostaty to trzeci, po raku płuca i jelita grubego, nowotwór występujący u polskich mężczyzn. Co roku z jego powodu umiera 4 tys. Polaków, mimo że wcześnie wykryty jest całkowicie uleczalny. Przyczynami wysokiej umieralności są zbyt późna wykrywalność oraz ograniczona dostępność do skutecznych leków.

Rak gruczołu krokowego to najczęściej wykrywany nowotwór u mężczyzn. Stanowi on drugą przyczynę zgonu z powodu nowotworów złośliwych w Unii Europejskiej. W Polsce w ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na raka prostaty zwiększyła się blisko czterokrotnie. Co roku zapada na niego 9 tys. mężczyzn, z czego blisko 4 tys. umiera.

Rak prostaty należy do najgroźniejszych zabójców polskich mężczyzn, ponieważ jest coraz więcej zachorowań na ten nowotwór. Im starsze społeczeństwo, tym chorych będzie coraz więcej. Wiemy, że u wielu mężczyzn, choć może nie u wszystkich, bo jest to choroba, który ma bardzo długi przebieg, ten nowotwór będzie stanowił bezpośrednią przyczynę ich śmierci – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Piotr Wysocki, onkolog z Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie.

Rak prostaty rozwija się bardzo powoli, czasem nawet kilkanaście lat, dlatego najczęściej diagnozowany jest u mężczyzn po 70 roku życia. Jego objawy to m.in. częste oddawanie moczu, trudności z oddawaniem moczu, krwiomocz, bóle podbrzusza, zaburzenia wzwodu oraz obecność krwi w spermie. Na rozwój nowotworu prostaty wpływają m.in. wiek, rasa, predyspozycje genetyczne, używki, niezdrowa dieta oraz brak aktywności fizycznej.

Prawidłowa masa ciała i regularny wysiłek fizyczny są czynnikami, które zdecydowanie zmniejszają ryzyko wystąpienia tego nowotworu i poprawiają rokowania tych, u których już go zdiagnozowano. W USA pokazano, że chorzy, którzy w ciągu tygodnia ok. 4 godziny spacerują w tempie 5 km/h lub szybszym, mają o 40 proc. zmniejszone ryzyko zgonu i nawrotu choroby w porównaniu do pacjentów, którzy nie ćwiczą w takim zakresie – mówi prof. Wysocki.

W diagnostyce raka prostaty stosowane są badania per rectum, czyli przez odbytnicę, TRUS, czyli ultrasonografia przezodbytnicza, oraz określanie stężenia białka PSA w surowicy krwi. Badanie PSA powinien wykonać każdy mężczyzna, który ukończył 50 rok życia. Po zdiagnozowaniu nowotworu prostaty możliwe są dwie ścieżki terapeutyczne. W przypadku raka na wczesnym etapie zaawansowania stosuje się terapie radykalne, a więc zabieg chirurgiczny lub radioterapię. Obie te metody umożliwiają całkowite wyleczenie chorych. Gdy choroba jest bardziej zaawansowana, a przerzuty wykraczają poza obręb miednicy, stosowane jest leczenie paliatywne, którego celem jest wydłużenie przeżycia chorych i zapewnienie jak najlepszej jakości życia.

Na tym etapie mówimy przede wszystkim o metodach farmakologicznych – mówi prof. Piotr Wysocki. – Enzalutamid należy do leków hormonalnych nowej generacji, które okazały się być bardzo skuteczne u chorych, u których wyczerpano już możliwości klasycznej hormonoterapii. To lek, który zdecydowanie poprawia rokowania chorych, wydłuża czas przeżycia całkowitego, opóźnia moment wystąpienia progresji i wyraźnie wpływa na poprawę jakości życia chorych.

Przyczyną wysokiego stopnia umieralności na raka prostaty w Polsce jest w dużej mierze zbyt późna diagnoza. Mężczyźni za późno zgłaszają się do lekarza, zazwyczaj kierowani wstydem przed badaniem. Wielu nie poddaje się terapii, zwłaszcza chirurgicznemu usunięciu gruczołu krokowego, w obawie przed utratą potencji.

Problemem jest także ograniczona dostępność do leków nowej generacji. Nowoczesne leki są niezbędne na każdym etapie leczenia, także w przypadku zaawansowanej choroby. Są one wówczas w stanie znacznie poprawić jakość życia chorego, ograniczyć ryzyko przerzutów, złamań kości długich oraz zmniejszyć ból.

Gdy mówimy o możliwościach leczenia raka gruczołu krokowego, szczególnie na tym zaawansowanym etapie, i chcemy porównać się do UE lub innych krajów o zbliżonym PKB do Polski, to widzimy, że dostępność do nowych leków w Polsce jest zdecydowanie mniejsza. Mamy do dyspozycji z dwóch nowych leków hormonalnych tylko jeden – mówi ekspert.

Opóźnienia we wdrażaniu nowoczesnych leków wynikają przede wszystkim z długotrwałego procesu ich rejestracji. Aby leki mogły być wprowadzone na rynek, muszą otrzymać pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Dopiero wtedy Ministerstwo Zdrowia może rozpocząć rozmowy z producentami leku na temat wprowadzenia go na listę leków refundowanych. Cały ten proces może zająć nawet dwa lata.

Który rodzaj kredytu jest najpopularniejszy

Z danych BIK wynika, że w kwietniu 2015 roku niemal dwie trzecie klientów banków w Polsce (9 298 tys. osób) korzystało tylko z jednego rodzaju produktu kredytowego.  Większość z nich to posiadacze kart i limitów kredytowych (4 852 tys. osób). Klienci monoproduktowi (posiadający tylko jeden rodzaj kredytu) są zadłużeni na łączną kwotę 147,8 mld złotych – jedynie co dziesiąty z nich ma problemy z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań. Najlepszą spłacalnością charakteryzują się kredytobiorcy, którzy zaciągnęli tylko kredyt mieszkaniowy.

Polacy – klienci monoproduktowi

Z danych zgromadzonych przez BIK wynika, że na 30 kwietnia 2015 roku dominującą grupę wśród polskich kredytobiorców stanowią osoby spłacające tylko jeden rodzaj zobowiązania kredytowego:

  • 62% klientów banków (9 298 tys.) spłaca tylko jeden rodzaj kredytu;
  • Klienci monoproduktowi mają na koniec kwietnia 2015r. do spłaty łączną kwotę 147,8 mld złotych;
  • Najlepiej wśród klientów monoproduktowych spłacają kredyt osoby posiadające tylko kredyt mieszkaniowy – jedynie 1,5% to osoby z opóźnieniem w spłacie  przekraczającym 90 dni;
  • Najpopularniejszym produktem wśród klientów monoproduktowych jest karta lub limit kredytowy (4 852 tys. osób). 3 406 tys. klientów wybiera jedynie kredyty gotówkowe i ratalne, zaś 1 040 tys. – kredyty mieszkaniowe;
  • Największe problemy z terminową regulacją zobowiązań występują wśród kredytobiorców posiadających tylko kredyt gotówkowy i ratalny – aż 19,7% z nich spłaca ten kredyt z opóźnieniem przekraczającym 90 dni.[1]

Który rodzaj kredytu jest najpopularniejszy

– Terminowa spłacalność kredytów mieszkaniowych to zjawisko naturalne, które można wytłumaczyć w oparciu o dwie przesłanki – mówi prof. dr hab. Waldemar Rogowski, ekspert Biura Informacji Kredytowej. – Po pierwsze, kredyty mieszkaniowe to długoterminowe zobowiązania zaciągane w celu zapewnienia sobie podstawowych warunków bytowych. Natomiast kredyty gotówkowe i ratalne służą zazwyczaj zaspokajaniu bieżących potrzeb konsumpcyjnych poszczególnych gospodarstw domowych. Druga przesłanka wynika z tego, że zazwyczaj osoby, które zaciągają kredyt mieszkaniowy, charakteryzuje w większości przypadków wyższy poziom dochodów. Potwierdzają to dane KNF[2], z których wynika, że 96% osób, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy w 2014 r. nie przeznacza więcej niż 60% swoich dochodów na regulowanie rat i odsetek z tytułu kredytu mieszkaniowego – dodaje profesor Rogowski.

Spłacalność kredytów a konfiguracja produktowa

Choć klientów korzystających równocześnie z kilku rodzajów produktów kredytowych jest w Polsce zdecydowanie mniej (5 718 tys.), są oni zadłużeni na dużo wyższą, łączną kwotę niż monoproduktowi. Klienci wieloproduktowi posiadają zobowiązania o wartości 372,5 mld złotych.

  • Wieloproduktowi klienci banków mają natomiast większy kłopot ze spłatą połączonych zobowiązań gotówkowych  i ratalnych) oraz kart i limitów kredytowych, których łączna suma zamyka się w kwocie 70,4 mld złotych. Na takie rozwiązanie decyduje się najliczniejsza grupa klientów wieloproduktowych (3 397 tys. osób), jednak 12,8% z nich nie reguluje swoich zobowiązań terminowo;
  • Znacznie lepiej radzą sobie kredytobiorcy łączący kredyty mieszkaniowe i zadłużenie z kart i limitów kredytowych. Choć ich zobowiązania są ponad dwa razy wyższe (147,6 mld złotych), zaledwie 2% klientów łączących te produkty notuje opóźnienia w spłacie kredytów swoich zobowiązań, przekraczające 90 dni;
  • Proces łączenia wszystkich wymienionych kredytów (konsumpcyjnych, mieszkaniowych, kart kredytowych i limitów  kredytowych) nie odznacza się w Polsce wielką popularnością. Tylko 848 tys. Polaków zdecydowało się spłacać jednocześnie wszystkie wymienione kredyty. Osoby te są zadłużone na łączną kwotę 117,8 mld złotych i jedynie 5,37% z nich ma kłopoty z terminową spłatą zobowiązań.

 


[1] Obliczenie według metody bilansowej, przy czym kredyty udzielone w 2010 roku i później charakteryzuje lepsza jakość – szkodowość już tylko na poziomie ok. 4%.

[2] Raport o sytuacji banków w 2014 r., Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, Warszawa 2015.

Od 1 lipca odliczenie VAT od paliwa bardziej dostępne

1 lipca br. weszły w życie przepisy dotyczące możliwości odliczenia podatku VAT od eksploatacji pojazdów służbowych do 3,5 tony. Dzięki tym zmianom, przedsiębiorcy wykorzystujący pojazd do celów mieszanych, za tankowanie zapłacą mniej. Niezmienne obowiązują przepisy pozwalające na pełne odliczenie podatku, jednak pod pewnymi warunkami – przypomina Konfederacja Lewiatan.

Dotychczas właściciele firmowych samochodów o masie do 3,5 tony, używanych zarówno do działalności, jak i do celów prywatnych, mogli odliczyć 50 proc. kwoty VAT-u naliczonego od wydatków związanych z nabyciem, importem czy wydatków dotyczących używania pojazdów na podstawie umowy najmu, dzierżawy czy leasingu, a także od wydatków dotyczących eksploatacji. Jednak wyjątek stanowił zakup paliwa. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, do końca czerwca br. podatnikom nie przysługiwało prawo do jakichkolwiek odliczeń z tytułu nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego, gazu do określonego typu pojazdu.

Kiedy przedsiębiorca odliczy 50 proc.

Po 1 lipca 2015 r. wyjątek ten zostanie wyłączony – przedsiębiorca jeżdżący samochodem do 3,5 tony i korzystający z niego zarówno w pracy, jak i poza nią, będzie mógł od faktury za paliwo odliczyć połowę zapłaconego VAT-u.

Odliczenie podatku VAT od paliwa w przypadku przedsiębiorców użytkujących pojazdy do celów mieszanych, będzie możliwe po raz pierwszy od początku obowiązywania w Polsce przepisów o podatku od towarów i usług (1993 r.). Jest to przepis, z którego skorzystają wszyscy przedsiębiorcy użytkujący tego typu pojazdy w działalności gospodarczej – w tym klienci firm leasingowych – zaznacza Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu, który jest członkiem Konfederacji Lewiatan.

A kiedy 100 proc. ?

W mocy pozostają przepisy pozwalające przedsiębiorcy odliczyć pełny VAT zarówno od paliwa jak i innych wydatków eksploatacyjnych ponoszonych w przypadku auta firmowego o masie do 3,5 tony. Należy jednak spełnić kilka warunków. Kluczowe jest używanie samochodu firmowego wyłącznie w celach związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą, z czym wiąże się prowadzenie ewidencji przebiegu pojazdu, czyli tzw. „kilometrówki”.

Ewidencja przebiegu pojazdu musi być prowadzona bardzo precyzyjnie. Ustawa określa, że ewidencja powinna zawierać: numer rejestracyjny pojazdu, dzień rozpoczęcia i zakończenia prowadzenia ewidencji, stan licznika przebiegu na dzień rozpoczęcia prowadzenia ewidencji, na koniec każdego okresu rozliczeniowego oraz na dzień zakończenia prowadzenia ewidencji,wpis osoby kierującej pojazdem dotyczący każdego wykorzystania pojazdu, obejmujący: kolejny numer wpisu, datę i cel wyjazdu, opis trasy (skąd – dokąd), liczbę przejechanych kilometrów, imię i nazwisko osoby kierującej pojazdem potwierdzony przez podatnika na koniec każdego okresu rozliczeniowego w zakresie autentyczności wpisu osoby kierującej pojazdem, jeżeli nie jest ona podatnikiem.

Rozległość i szczegółowość ewidencji przebiegu pojazdu, a także ryzyka z tytułu błędnej interpretacji przez podatnika zdarzeń jako wykonywanych w celach prowadzonej działalności gospodarczej i wysokie kary, jakie z tego tytułu grożą, często zniechęcają przedsiębiorców do tego typu odliczeń i w efekcie poprzestają na mieszanym użytkowaniu pojazdu. Dzięki nowym przepisom, po 1 lipca także ci przedsiębiorcy zapłacą za paliwo mniej”- dodaje Andrzej Sugajski.

Przedsiębiorcy wykorzystujący pojazdy wyłącznie do działalności gospodarczej, mają także obowiązek złożenia naczelnikowi urzędu skarbowego informacji o pojazdach (VAT 26) dla których prowadzą ewidencję w terminie 7 dni od dnia, w którym poniosą pierwszy wydatek związany z tymi pojazdami.

W sytuacji kiedy termin nie zostanie dotrzymany, urząd skarbowy uzna, że pojazd jest wykorzystywany wyłącznie do działalności gospodarczej, dopiero od dnia złożenia druku. W przypadku zmiany wykorzystywania pojazdu przedsiębiorca jest zobowiązany do aktualizacji informacji VAT-26, najpóźniej przed dniem, w którym dokonuje tej zmiany.

Konfederacja Lewiatan

 

Za wysokie opłaty za legalizację samowoli budowlanej

Obecnie opłaty przy legalizowaniu samowoli budowlanej ustala się według wskazanego w ustawie algorytmu przy uwzględnieniu kategorii obiektu budowlanego, określonej w załączniku do ustawy. Natomiast w projekcie kodeksu budowalnego uzależniono ustalanie wysokości opłaty legalizacyjnej od wartości nieruchomości i ma ona wynosić do 30 proc. jej wartości, co w wielu przypadkach może oznaczać znaczący wzrost. Należy przy tym podkreślić, że nie zawsze konieczność legalizacji wynika z faktycznej samowoli. W wielu przypadkach jest to związane z interpretacją stanu formalnego inwestycji przeprowadzonych w dobrej wierze.

Ponadto, wprowadzenie zasady ustalania opłaty legalizacyjnej w uzależnieniu od wartości obiektu spowoduje konieczność zmiany organu właściwego do wymierzania wysokości tej opłaty, wskazując naczelnika urzędu skarbowego, jako najwłaściwszy organ, który ma wykwalifikowane i doświadczone kadry oraz odpowiednie instrumenty prawne.

Istotna jest również zmiana w zakresie sankcji z tytułu nielegalnego użytkowania obiektu budowlanego. W chwili obecnej kara pieniężna jest nakładana nie za fakt nielegalnego użytkowania (a więc bez zawiadomienia o zakończeniu budowy, pomimo sprzeciwu albo bez uzyskania decyzji o pozwoleniu na użytkowanie), ale za nielegalne przystąpienie do użytkowania, a więc za jednorazowe działanie (przystąpienie), a nie za działanie trwałe (użytkowanie).

Zgodnie z projektem kodeksu budowlanego, karane będzie użytkowanie, a nie przystąpienie do użytkowania. Jest to o tyle istotne, że w chwili obecnej organ nadzoru budowlanego tylko raz może nałożyć karę z tytułu nielegalnego przystąpienia do użytkowania. Natomiast projektowane wprowadzenie kary za użytkowanie pozwoli nakładać takie kary wielokrotnie (w okresie trwania stanu naruszenia). Zmieniony zostaje również organ właściwy do wymierzenia kary (nie będzie to już organ nadzoru budowlanego, ale organ podatkowy), jak również sposób obliczenia wymiaru kary.

Konfederacja Lewiatan

 

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w czerwcu 54,3 pkt, wobec 52,4 pkt w maju br. – podał Markit.

Obawy co do wytracania dynamiki wzrostu przez polski przemysł okazały się nieuzasadnione. Czerwcowy wskaźnik PMI wrócił do poziomu potwierdzającego siłę głównego sektora naszej gospodarki. Na dodatek ta siła w coraz większym stopniu oparta jest na rynku wewnętrznym, bowiem nowe zamówienia w przemyśle rosną w większym stopniu w wyniku wzrostu popytu krajowego niż zamówień eksportowych. Aczkolwiek i te rosną. A ostatnie dane z Niemiec i gospodarek UE, które są naszymi głównymi partnerami handlowymi wskazują, że przemysł nie ma się o co martwić. Potwierdzają to dzisiejsze dane PMI dla sektora przemysłowego w Niemczech (wzrost PMI do 51,9), w Czechach (wzrost do 56,9), Włoszech (mimo nieznacznego spadku, ciągle wysoki poziom PMI – 54,1), Holandii (wzrost do 56,2). Nawet francuskiemu przemysłowi udało się wrócić na ścieżkę wzrostu, a to nasz 4. partner handlowy z prawie 6 proc. udziałem w eksporcie. Jedynie sektor przemysłowy w Rosji jest ciągle „pod kreską” – w czerwcu PMI wyniósł 48,7 punktów.

Rosnące zamówienia z krajowego rynku wskazują, że polska gospodarka nie tylko ma się dobrze, ale także krótko- i średnioterminowe perspektywy wzrostu są pozytywne. Rośnie wielkość produkcji 9. miesiąc z rzędu, a w czerwcu – najszybciej od początku roku. Rośnie aktywność zakupowa firm przemysłowych, co wskazuje na optymistyczne postrzeganie przyszłości.

Jedynym obszarem, w którym dynamika zmian jest słabsza jest zatrudnienie. Rośnie ono, ale relatywnie wolno, co potwierdza, że firmy przemysłowe ciągle uznają silniejszy wzrost zatrudnienia za czynnik ryzyka. Wielokrotnie już w kontekście PMI (i nie tylko) wskazywałam, że polskie prawo pracy nakazuje być ostrożnym przy zatrudnianiu nowych pracowników. A zatem ta wstrzemięźliwość w zatrudnianiu nie jest efektem sytuacji w gospodarce, a zobowiązań, które firmy biorą na siebie przyjmując do pracy kolejnych pracowników. Patrząc jednak na dane dotyczące wzrostu zatrudnienia w firmach 10+, a także dotyczące spadku stopy bezrobocia, można zakładać, że zatrudnienie w przemyśle będzie w „spokojnym” tempie dalej rosło. I pamiętać, że jedno nowe miejsce pracy w przemyśle generuje kolejnych 3 do 5 nowych miejsc pracy w usługach.

Czerwcowy PMI wrócił do poziomów z początku roku i kształtuje się istotnie powyżej progu 50,0. I to na przemysł możemy liczyć prognozując wzrost gospodarki w 2. połowie roku.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Michał Witkowski dyrektorem sprzedaży w Skanska

Od 1 lipca br. stanowisko dyrektora sprzedaży w Skanska Residential Development Poland objął Michał Witkowski. Będzie odpowiedzialny za sprzedaż, obsługę klienta i zarządzanie nieruchomościami spółki w Polsce. Dotychczasowy dyrektor sprzedaży i marketingu Jakub Zagórski będzie pełnił, jak do tej pory, obowiązki dyrektora marketingu i komunikacji dla projektów mieszkaniowych Skanska.

Michał Witkowski dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland
Michał Witkowski dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland

Michał Witkowski przez osiem lat zajmował stanowisko dyrektora sprzedaży i marketingu w Atlas Estates, spółce giełdowej inwestującej w nieruchomości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W Skanska Residential Development Poland, firmie deweloperskiej realizującej wysokiej jakości projekty mieszkaniowe, będzie odpowiadał za wdrożenie i realizację strategii sprzedażowych projektów. Obecnie Skanska realizuje dwie inwestycje – Park Ostrobramska na warszawskiej Pradze-Południe oraz Osiedle Mickiewicza na styku Żoliborza i Bielan, będące pierwszym w Polsce osiedlem certyfikowanym w systemie BREEAM. Wszystkie projekty Skanska charakteryzuje doskonała lokalizacja, funkcjonalny układ pomieszczeń i ciekawe rozwiązania w przestrzeni wspólnej.

Michał Witkowski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Ukończył także program Executive MBA prowadzony przez Szkołę Główną Handlową oraz Uniwersytet Minnesota w USA.

Z e-faktur korzysta 63 proc. Polaków

E-faktury przestały być nowością – prawie każdy mieszkaniec kraju deklaruje ich znajomość. Z faktur elektronicznych korzysta już niemal tyle samo osób co z papierowych. Jednak dynamika zmian może w najbliższym czasie znacząco spaść. Osoby, które nie korzystają dziś z e-faktur, nie chcą bowiem zmieniać swoich przyzwyczajeń – wynika z badań zleconych m.in. przez Konfederację Lewiatan.

Koalicja „Wybieram e-faktury”, w skład której wchodzą Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe Sp. z o. o. (Envelo), przeprowadziła badanie popularności elektronicznych faktur w Polsce. Była to już druga edycja badania, które po raz pierwszy zrealizowano w 2013 roku.

Jak wynika z badania, jedynie co dziesiąta dorosła osoba w Polsce nie spotkała się dotąd z e-fakturami, a wśród mieszkańców największych miast oraz osób poniżej 40 roku życia słyszał o nich niemal każdy. Gorsze rezultaty zanotowano wśród kobiet oraz osób starszych (powyżej 60 roku życia) – odpowiednio 13% oraz 22% osób, które nie słyszały o e-fakturach.

Z faktur elektronicznych korzysta obecnie około 63% Polaków, jest to wynik bardzo zbliżony do poziomu wykorzystania faktur papierowych. Oznacza to potężną zmianę w stosunku do roku 2013. Dwa lata temu papierowe faktury zdecydowanie dominowały wśród odbiorców, aż 87% badanych otrzymywało informacje o płatnościach w takiej formie, a z e-faktur korzystało zaledwie 37% badanych. W poziomie wykorzystania e-faktur widać jednak duże rozwarstwienie w podziale na płeć oraz wiek, kobiety i seniorzy z większym dystansem podchodzą do zmiany. 57% Polek korzysta z e-faktur, podczas gdy wśród mężczyzn wskaźnik ten wyniósł 73%. W ujęciu ze względu na wiek, kluczowy dla popularności e-faktur jest 60 rok życia – wśród osób poniżej tej granicy wykorzystanie e-faktur jest dosyć powszechne, powyżej znacząco maleje.

Dr hab. Agata Gąsiorowska, psycholog ekonomiczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu wskazuje na brak jednoznacznego przełożenia świadomości istnienia e-faktur na ich poziom wykorzystania. – Świadomość istnienia elektronicznej formy faktury u Polaków jest bardzo wysoka, co jednak nie przekłada się bezpośrednio na korzystanie z e-faktur. Co prawda odsetek osób korzystających z faktur w formie elektronicznej podwoił się w ciągu ostatnich dwóch lat, to jednak cały czas 1/3 Polaków wybiera jedynie faktury papierowe. Problem z akceptacją e-faktur podobny jest do problemów z przyjmowaniem innych nowych technologii. Kluczowy wydaje się tutaj niski poziom wiedzy Polaków, zarówno tej bezpośrednio związanej z fakturami elektronicznymi, jak i ogólnie niski poziom wiedzy ekonomicznej i tej związanej z funkcjonowaniem w świecie wirtualnym. Brak wiedzy rodzi poczucie niepewności a czasem wręcz nieuzasadniony lęk, co skutkuje oporem społecznym w akceptowaniu nowych, korzystnych rozwiązań. – zauważa Agata Gąsiorowska.

Osoby, które nie korzystają z e-faktur w większości nie chcą zmieniać sposobu otrzymywania dokumentów. Najczęściej wynika to z przywiązania do papierowych faktur (70% wskazań) lub niekorzystania z Internetu (51%). Wydruk wielu Polakom służy jako przypomnienie o terminie płatności (28%). Nie bez znaczenia jest również wątek bezpieczeństwa, na który wskazało również 28% badanych.

Doradca podatkowy i ekspert Lewiatana Przemysław Pruszyński zauważa, że obawy te są oparte w dużej mierze na stereotypach i przyzwyczajeniach. – Jak pokazują wyniki badania, wielu Polaków obawia się przejścia na e-faktury ze względu na bezpieczeństwo i trwałość dokumentu. Wielu z nich ma poczucie, że papierowa faktura będzie dowodem transakcji, który można łatwo przechowywać i wrócić do niego np. w przypadku reklamacji. W rzeczywistości jednak papierowy dokument dosyć łatwo zniszczyć lub zgubić, a jego odtworzenie może kosztować nas sporo pracy. Inaczej jest w przypadku faktury elektronicznej, do której zawsze łatwo dotrzeć poprzez zalogowanie na pocztę e-mail lub konto użytkownika. Raz wystawiona faktura elektroniczna jest stale przechowywana w sieci, a dostęp do niej jest zupełnie niezależny od wszelkich wydarzeń losowych, takich jak chociażby awaria komputera – mówi.

Prawdziwym wyzwaniem dla dalszego rozwoju elektronicznego fakturowania w Polsce będzie przekonanie do tego rozwiązania tych, którzy do tej pory nie zdecydowali się na zmianę. Zdecydowana większość w tej grupie nie planuje przejścia na e-faktury, ponadto aż 63% z nich deklaruje, że nic nie jest w stanie ich przekonać do korzystania z e-faktur. Jednocześnie aż 60% z nich nie jest w stanie bezpośrednio wskazać żadnej wady dokumentów elektronicznych.

Mapa cen paliw w Polsce, czyli gdzie w wakacje tankować taniej

Za Pb 98 w Pobierowie zapłacimy nawet 5,62 zł. To samo paliwo w Warszawie kosztuje 4,91 zł. 71 groszy różnicy na litrze pozwala oszczędzić na jednym tylko tankowaniu ponad 35 złotych. Przy bardziej zaawansowanych planach na zwiedzanie, oszczędności idą w setki złotych – pisze portal Money.pl.

Mapa cen paliw w Polsce, czyli gdzie w wakacje tankować taniejJest kilka regionów, które oszczędni kierowcy powinni w miarę możliwości omijać. – Co roku zachodniopomorskie i wybrzeże biją rekordy w cenach paliwa. Pamiętajmy, że wystarczy zatankować choćby 50 kilometrów od nadmorskiego kurortu i na jednym baku możemy mieć oszczędność za którą zjemy rybę z frytkami – mówi w rozmowie z Money.pl Rafał Zywert analityk rynku paliw z BM Reflex.

Trzeba mieć też na uwadze, że ceny na stacjach tuż przy naszej zachodniej granicy skrojone są na niemiecką kieszeń i je również powinniśmy omijać. Podobnie wyśrubowane stawki nie dotyczą tylko i wyłącznie północy kraju. Również w górskich kurortach możemy nadziać się na wykorzystujących lokalizację ajentów, którzy podbijają marże bez żadnych limitów. Z reguły najtaniej w całym kraju w paliwa zaopatrzymy się na stacjach należących do sieci handlowych.

– Od lat już nie ma poważniejszych problemów z jakością paliwa w Polsce. Kontrole UOKiK nie wykazują nic więcej niż jakieś drobne odstępstwa od norm, które jednak nie zagrażają silnikom naszych samochodów. Zdecydowanie również nie ma powodów, by omijać stacje należące do marketów, bo to przecież to samo paliwo, które oferują również światowe koncerny – wyjaśnia w Money.pl Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw z e-petrol. – Ostra konkurencja sprawia, że nawet w obrębie jednego miasta i kilku skrzyżowań różnice mogą sięgać 30 groszy.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy handlujący w tym sektorze są uczciwi: – Mamy poważny problem z odmierzaczami. Jak wykazały kontrole NIK, zdarza się, że kupujemy czasami mniej niż nam się wydaje – mówi Maziak. Zastrzega, że to przypadki wyjątkowe, a nie reguła.

Opracowana przez Money.pl mapa, pokazująca średnie ceny w poszczególnych miastach wyraźnie udowadnia, że tradycyjnie najdrożej w wakacje jest nad morzem. Różnica między Szczecinem a Rzeszowem dla tankujących 98-kę to średnio 12 groszy. Większa jest dla tankujący ON. Tutaj cenowy dystans między Szczecinem a Katowicami to już nawet 25 groszy.

Najmniejsze różnice obserwujemy przy najpopularniejszej 95-tce i LPG. Oczywiście to nie jest jakaś istotna przepaść, ale cały czas trzeba pamiętać, że to uśrednienie i za brak ostrożności podczas tankowania możemy słono zapłacić.

Rekordowa różnica przy tym samym paliwie to 71 groszy. – Pobierowo nie zaskakuje. W tym roku też jest tam najdrożej. Jest jeszcze jedna taka stacja w Polsce po przeciwległej stronie kraju w Zakopanem, gdzie również obserwujemy najwyższe ceny. W tym roku ajenci żądają tam od nas 5,19 za Pb 95 i 5,62 za Pb 98. Dla tankujących ON najdrożej jest właśnie w stolicy Tatr – 4,99 zł – wylicza Maziak.

Z kolei najtaniej 98-kę można zalać pod korek w Warszawie przy markecie – 4,91, Pb 95 – w Zielonej Górze za 4,78, ON – w Łodzi również przy markecie za 4,49 zł.Mapa cen paliw w Polsce, czyli gdzie w wakacje tankować taniej

W tym sezonie urlopowym zdecydowanie najbardziej zadowoleni powinni być posiadacze instalacji gazowych. – Ostatnio tak mało płaciliśmy za LPG 8 lat temu. Do niedawna cena gazu stanowiła blisko połowę ceny benzyny. Teraz już zbliżamy się do jednej trzeciej.

Czy w ciągu najbliższych wakacyjnych miesięcy paliwo nie zdrożeje? – Wydaje się, że właśnie obserwujemy szczyt cenowy. Lipiec i sierpień przyniesie stabilizację, a też możliwe pewne zniżki. Wszystko jednak zależy od odpowiedzi na dwa kluczowe pytania. Co dalej z Grecją i Iranem – mówi w Money.pl Rafał Zywert.

Rzeczywiście oba te rozstrzygnięcia będą mieć kluczowy wpływ na ceny ropy na światowych giełdach i kurs dolara, w którym odbywa się rozliczanie kontraktów na ten surowiec. Na początku lipca dowiemy się, czy realne jest rozstrzygniecie w kwestii programu atomowego w Iranie. Zdjęcie sankcji z tego kraju pozwoli im odkręcić kurki z ropą, co oczywiście skutkować będzie obniżeniem cen. Wyjście Grecji ze strefy euro i pogłębienie się problemów gospodarczych tego kraju też da tańszą ropę. Jak przewidują w rozmowie z Money.pl eksperci rynku paliwowego, spowolnienie gospodarcze, które będzie z tym związane obniży popyt na surowiec, którego i tak na rynku jest rekordowo dużo.

Plejada polskich osobowości marketingu na Golden Marketing Conference

Są niepokorni i bardzo kreatywni. Ich nazwiska przywołują na myśl ekspercką wiedzę i doświadczenie dzielenia się informacjami na temat budowania marki. Brand marketing przez wszystkie przypadki odmienią Natalia Hatalska, Paweł Tkaczyk oraz Michał Wawrzyniak.

Dokładnie trzy słoneczne miesiące dzielą nas od GOLDEN MARKETING CONFERENCE – wydarzenia, które rozpali zmysły i rzuci nowe światło na zagadnienia związane z brand marketingiem. Dwudniowe spotkanie z absolutnie pierwszoligowymi prelegentami skierowane jest głównie do top managementu, osób, których wizja rozwoju przedsiębiorstwa wyznacza nowe cele, ale też standardy realizowania założonych planów. Dlatego też w dniach 29-30 września będzie można wziąć udział zarówno w części wykładowo-prezentacyjnej (29.09.2015 r.) autorstwa światowej klasy prelegentów – Kevina Lane Kellera, Simona Mainwaringa oraz Davida Bella, jak i warsztatowej (30.09.2015 r.).

W charakterze marketingowych trenerów wystąpi plejada polskich osobowości marketingu, czyli Natalia Hatalska, Paweł Tkaczyk oraz Michał Wawrzyniak. Trzy totalnie różne osobowości, które łączy profesjonalizm i niespotykana kreatywność. Każdy z nich jest praktykiem, a zdobyte doświadczenie stanowi miarę sukcesu, którym podzielą się z uczestnikami GOLDEN MARKETING CONFERENCE.

Zróżnicowana konwencja wydarzenia, w którym teoria przenikać się będzie z możliwością praktycznego jej przetestowania, stanowi jeden z cenniejszych wyznaczników jakości GOLDEN MARKETING CONFERENCE. Bezwzględnie jednak uwagę przykuwa zakres merytoryczny oraz najwyższy poziom słuchaczy chcących poszerzać swoje kompetencje biznesowe – mówi Ilona Rosiak-Łukaszewicz, dyrektor projektu. – Zarówno amerykańscy prelegenci, którzy po raz pierwszy wystąpią przed polską publicznością, jak i polskie gwiazdy brand marketingu zainspirują swoją odkrywczością i odkryją nowe pokłady inspiracji – pointuje.

Kim są polscy eksperci drugiego dnia GOLDEN MARKETING CONFERENCE?

Natalia Hatalska
Natalia Hatalska – autorka bloga hatalska.com uznawanego za jeden z najbardziej wpływowych blogów w Polsce i bestsellerowej książki „Cząstki przyciągania”. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Natalia Hatalska – obserwatorka trendów, autorka bloga hatalska.com uznawanego za jeden z najbardziej wpływowych blogów w Polsce i bestsellerowej książki „Cząstki przyciągania”. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Jako stypendystka prestiżowego programu Joseph Conrad Scholarship studiowała również w London Business School w Wielkiej Brytanii. Współpracuje z domem mediowym Universal McCann jako Chief Inspiration Officer. Pomysłodawczyni wielu kampanii opartych na niestandardowych działaniach reklamowych i nagrodzonych w konkursach reklamowych. Członek Rady Marek w konkursie Superbrands. Członek Creative Communication Cluster. Członek Rady Ekspertów Think Tank. Nagrodzona przez Geek Girls Carrots Srebrną Marchewką za bycie wzorem kobiety zajmującej się nowymi technologiami.

Paweł Tkaczyk - człowiek Roku Polskiego Marketingu, autor Marketingowej Książki Roku.
Paweł Tkaczyk – człowiek Roku Polskiego Marketingu, autor Marketingowej Książki Roku.

Paweł Tkaczyk – człowiek Roku Polskiego Marketingu, autor Marketingowej Książki Roku. Od ponad 10 lat dzieli się wiedzą, jak tworzyć silne marki, bo dobra marka to świetnie opowiedziana historia. Potrafi wzbudzić iskrę, od której wszystko się zaczyna: inspiracja do działania, szlifowanie pomysłów i nadanie kierunku działaniom marketingowym firm.

Paweł Tkaczyk jako właściciel agencji brandingowej MIDEA, tworzy projekty dla takich firm, jak Agora, Diners Club czy Lukas Bank. Doradza przy projektach startupowych. Współpracuje z takimi tytułami, jak „Brief”, „Marketing w Praktyce”, znany jest również z „Polityki”, „Forbsa”, „Wprost” czy „Gazety Wyborczej”.

Michał Wawrzyniak – założyciel firmy MentalWay
Michał Wawrzyniak – założyciel firmy MentalWay

Michał Wawrzyniak – założyciel firmy MentalWay, ekspert od uwalniania ludzkiego potencjału, kurator pierwszego dnia GOLDEN MARKETING CONFERENCE, a drugiego dnia prowadzący warsztaty VIP „Mentorship – ślady, jakie zostawiasz po sobie w biznesie”.

Spacer przez labirynt brand marketingu prowadzić będzie przez mentalne stacje, które oszałamiając bodźcami z pogranicza sztuki, teatru, kabaretu i show, otworzą i uwrażliwią uczestników konferencji na nowe treści, sposoby myślenia i przygotują na porażające efekty tej dwudniowej podróży.

Czego więcej można się spodziewać po tym charyzmatycznym trenerze, artyście i filantropie? Dowiemy się przybywając do Poznania w dniach 29-30 września 2015. Jedno jest pewne – odtąd Zawsze i Wszędzie będzie Można WSZYSTKO!

Jak uniknąć konsekwencji dziedziczenia długów?

W wielu sytuacjach po śmierci najbliższych stajemy się posiadaczami nie tylko dóbr, ale również długów, które często przekraczają wartość spadku, jak i nasze możliwości finansowe. Co zrobić, kiedy w trudnym czasie zostajemy dodatkowo obarczeni przyjęciem długów? O zasadach dziedziczenia opowiada Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju z firmy Compass Money.

Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money
Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money

Dziedziczymy zarówno aktywa, jak i pasywa, ponieważ po śmierci spadkodawcy na jego bliskich przechodzą wszystkie prawa oraz obowiązki. Ważne jest, by poznać zasady przyjmowania spadku, aby uniknąć sytuacji, w której my oraz nasi najbliżsi wpadniemy w pętlę zadłużenia. Po konsultacji z Karolem Obrębskim z Departamentu Prawnego Compass Money opracowany został zbiór najważniejszych informacji dotyczących zasad dziedziczenia długów w Polsce.

Czas naszym sprzymierzeńcem i wrogiem

„Pierwszym i najistotniejszym momentem jest chwila, w której dowiadujemy się o tytule powołania do spadku z testamentu lub z ustawy. Jest to czas, w którym otrzymujemy informację o śmierci spadkodawcy lub o odrzuceniu spadku przez osobę, która według przepisów miała do niego prawo wyprzedzające nasz tytuł. Warto również pamiętać, że moment dowiedzenia się o tytule podlega oczywiście dowodzeniu, jeśli sprawa dotyczy spadkobiercy z dalekiej rodziny lub takiego, z którym się nie utrzymywało żadnych kontaktów – możemy się o tym dowiedzieć nawet dopiero po wielu latach od śmierci. Od tego momentu mamy 6 miesięcy na to, by podjąć decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu dziedzictwa. Jeżeli tego nie zrobimy, to odziedziczymy cały spadek z długami, które będziemy musieli opłacić z własnych zasobów finansowych”- mówi Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju z Compass Money i dodaje – „Złożenie oświadczenia w przedmiocie spadku może nastąpić w sądzie, gdzie należy dostarczyć stosowny wniosek lub u notariusza – jest to znacznie szybsze i wygodniejsze rozwiązanie. Wystarczy umówić się na spotkaniepodczas którego notariusz wskaże potrzebne dokumenty, a po sporządzeniu aktu notarialnego prawnik prześle go do sądu. Ta czynność prawna obarczona jest niewielkim kosztem finansowym – zazwyczaj poniżej 100 złotych od osoby”.

W całości, w połowie albo w ogóle

„Możliwe są 3 warianty dziedziczenia. Pierwszym z nich jest przyjęcie spadku wprost. Dochodzi do niego z woli spadkobiercy lub w sytuacji, gdy w określonym czasie nie zadeklarował on swojego stosunku wobec spadku. Ten rodzaj dziedziczenia obarcza nas w całości aktywami i pasywami spadkodawcy. Przyjęcie spadku wprost skutkuje odpowiedzialnością za długi spadkowe także z własnego majątku, kiedy wartość otrzymanego nie wystarcza na spłacenie zaległości zmarłego. Nie ma możliwości, by odziedziczyć majątek z pominięciem długów. Należy również zaznaczyć, że przyjęcie spadku wprost nie dotyczy osób małoletnich.

Drugim wariantem jest odrzucenie spadku. W tym wypadku na nasze miejsce spadkobiercy wstępują osoby, które dziedziczyłyby po nas – żona, dzieci czy rodzeństwo – te osoby, aby uniknąć dziedziczenia długów, muszą złożyć odrębne oświadczenia o odrzuceniu spadku, przy czym należy uzyskać zgodę sądu rodzinnego na odrzucenie spadku imieniem małoletnich dzieci. Ważne jest, by nie pominąć żadnych prawnych aspektów, ponieważ możemy doprowadzić tym odrzuceniem spadku do obciążenia długami naszych najbliższych.

Trzecią, najlepszą opcją, kiedy obawiamy się obciążenia znacznym długiem, jest zdecydowanie się na przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza. W ten sposób długi spadkodawcy zostaną uregulowane do wysokości wartości otrzymanych aktywów. Dzięki tej formie dziedziczenia nie obarczymy zaległościami finansowymi naszych najbliższych. Dobrodziejstwo inwentarza zakłada utrzymanie stabilności finansowej spadkobiercy. Jeżeli odziedziczymy dług wysokości 100 000zł oraz dobra materialne o wartości 50 000zł, to tymi dobrami spłacimy dług i nie będziemy obciążeni resztą zaległości. Jedynym wymogiem tego wariantu dziedziczenia jest wystąpienie o sporządzenie inwentarza spadku, który służy ustaleniu wartości aktywów i pasywów spadkodawcy, a tym samym pokrycie jego kosztów. Inwentarz, jeśli w skład spadku wchodzi dużo drobnych przedmiotów, które muszą zostać opisane i wycenione, zazwyczaj sporządza komornik. Jest to wariant, który działa na korzyść spadkobierców, obciążając przy tym wierzycieli zmarłego. Warto zaznaczyć, że małoletni spadkobiercy bez złożonego w określonym czasie wniosku otrzymują spadek z dobrodziejstwem inwentarza” – podsumowuje Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju z Compass Money.

Dziedziczenie jest związane nie tylko z przyjęciem dóbr materialnych i finansowych po bliskim zmarłym. Równa się ono także przejęciu wszelkich długów, obowiązków czy nawet rachunków. Warto dowiedzieć się, jakie zasady dziedziczenia obowiązują w polskim prawie, by uniknąć wplątania siebie lub swoich najbliższych w kłopoty finansowe związane z dodatkowym obciążeniem portfela. Jeżeli jednak nie uda nam się dokonać niezbędnych formalności i zostaniemy obciążeni długiem, z pomocą przyjdzie firma Compass Money, która oferuje różne formy wsparcia finansowego, nadając właściwy kierunek finansom.

Compass Money sp. z o.o. to oparta na wyłącznie polskim kapitale firma zrzeszająca wykwalifikowanych doradców finansowych, która rozpoczynała swoją działalność w 2009 roku jako SNS Centrum. W efekcie szybkiego rozwoju i kolejnych przekształceń, od 2013 roku funkcjonuje jako Compass Money.

Działalność firmy skupia się na ofercie dla klientów indywidualnych i biznesowych – małych i średnich przedsiębiorstw, obejmującej najatrakcyjniejsze na rynku produkty i finansowe, takie jak kredyty, pożyczki oraz leasing. Jak najmniejsza złożoność procesów oraz opieka osobistego doradcy pozwalają zapewnić klientom wygodną obsługę i profesjonalną, kompleksową pomoc w wyborze optymalnego kierunku finansów.

Od 20 sierpnia 2014 roku Compass Money sp. z o.o. współpracuje z Komisją Nadzoru Finansowego. Firma przystąpiła do wielu programów chroniących bezpieczeństwo finansów jej klientów, takich jak Rzetelna Firma, a w swoich działaniach opiera się na przepisach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Nowa generacja Klasy A

Zmodernizowany Mercedes-Benz Klasy A godzi sprzeczności: sportowe osiągi i większy komfort. System trybów jazdy DYNAMIC SELECT pozwala kierowcy w jednej chwili zmienić charakter samochodu, z komfortowego na sportowy lub szczególnie ekonomiczny. W ramach liftingu poszerzono gamę jednostek napędowych. Rolę bazowej odmiany przejmuje niedostępny wcześniej wariant A 160 z silnikiem o mocy 75 kW (102 KM), a nowym mistrzem oszczędności jest wersja A 180 d BlueEFFICIENCY Edition o mocy 80 kW (109 KM), zużywająca średnio zaledwie 3,5 l/100 km. Kolejna nowość to propozycja dla fanów sportów motorowych – specjalna seria „Motorsport Edition” z akcentami nawiązującymi do barw zwycięskich bolidów Formuły 1 zespołu MERCEDES AMG PETRONAS. Modernizacja obejmuje również model Mercedes-AMG A 45 4MATIC. Z jednostką generującą moc 280 kW (381 KM) i 475 Nm maksymalnego momentu obrotowego bazowy to dziś najmocniejszy samochód kompaktowy na świecie. Nowe przełożenia skrzyń biegów, udoskonalona aerodynamika i tryby jazdy DYNAMIC SELECT zwiększają wydajność zmodernizowanej Klasy A i podkreślają jej czołową pozycję w segmencie. Zamówienia na odnowiony model można składać od 3 lipca br. Pierwsze egzemplarze będą dostępne u dealerów pod koniec września.

– Rok 2012 był rokiem zmiany w klasie aut kompaktowych. Nowa Klasa A w radykalny sposób odcięła się od poprzednich serii i zdobyła wielką popularność. Jako najbardziej progresywny model w segmencie, znacznie przyczyniła się do odmłodzenia naszej marki. Prezentując zmodernizowaną Klasę A, spełniamy życzenia wielu klientów, którzy oczekiwali jeszcze większego komfortu bez strat na dynamice i osiągach – mówi Ola Källenius, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za sprzedaż i marketing osobowych Mercedesów. – Dzięki zastosowaniu systemów Apple® CarPlay® i MirrorLink® nowa Klasa A robi kolejny krok w kierunku kompleksowej, intuicyjnej integracji ze smartfonem swojego kierowcy.

Zgodnie z językiem zmysłowej przejrzystości, karoserię Klasy A definiują wyraziste rysy i dynamiczne przetłoczenia oraz charakterystyczna dla aut coupé linia bocznych szyb. Kształt nowego przedniego zderzaka z szerszym wlotem powietrza nawiązuje do wyglądu koncepcyjnej Klasy A z 2011 r. Diamentowa osłona chłodnicy, nowe reflektory LED-owe (opcja, standard w A 45), nowe wypełnienie tylnych lamp i zintegrowane ze zderzakiem końcówki wydechu podkreślają sportowy charakter kompaktowego Mercedesa.

Panel zatopionych w rurach wskaźników z atrakcyjną grafiką i galwanizowane przełączniki podnoszą jakościowy odbiór wnętrza, podobnie jak wolnostojący, bezramkowy ekran systemu multimedialnego – teraz na życzenie dostępny również w większym rozmiarze, o przekątnej 20,3 cm (8 cali). Nowa kolorystyka, materiały i desenie deski rozdzielczej zapewniają świeżą atmosferę. Lista dostępnych wariantów wykończenia wzbogaciła się o dwukolorową, skórzaną tapicerkę w kolorach saharyjskiego beżu i czerni (pakiet Exclusive) oraz obicia foteli z czerwonymi lub zielonymi akcentami (linia wyposażenia Style). W ofercie debiutuje też nastrojowe oświetlenie kabiny o 5 stopniach intensywności, dostępne w 12 kolorach do wyboru. Wszystkie odmiany są teraz standardowo wyposażone w regulację głębokości siedziska w zakresie do 60 mm. Ponadto, w modelu A 45 uwagę zwraca nowa, jeszcze bardziej poręczna kierownica wielofunkcyjna ze spłaszczonym u dołu wieńcem i perforowaną skórą w okolicach chwytu.

Kolejną nowością w gamie Klasy A jest specjalna seria „Motorsport Edition”, z efektowną stylizacją utrzymaną w barwach zwycięskiego zespołu Formuły 1 MERCEDES AMG PETRONAS. Zderzaki, obręcze AMG i spojler tylnej klapy mają tu akcenty w charakterystycznym, zielonym kolorze. W modelach A 250 Sport i A 250 Sport 4MATIC można je znaleźć również na bocznych lusterkach. W kabinie wzrok przykuwa zielona oprawa otworów wentylacyjnych, pasy bezpieczeństwa z zielonymi krawędziami, przeszycia i akcenty tapicerki w tym samym kolorze oraz sportowe fotele pokryte mieszanką skóry i mikrofibry DINAMICA. Seria „Motorsport Edition” jest oferowana dla wszystkich odmian od A 200/A 200 d w górę (poza A 45).

Układ napędowy: jeszcze szersza gama silników

Rolę bazowej wersji przejmuje nowy model A 160 z benzynowym silnikiem o mocy 75 kW (102 KM). Nowym mistrzem oszczędności jest z kolei wariant A 180 d BlueEFFICIENCY o mocy 80 kW (109 KM), zużywający średnio zaledwie 3,5 l/100 km (cykl NEDC). Nowe są także dynamiczne odmiany A 250 i A 250 Sport z manualnymi przekładniami.

Wysokoprężna wersja A 220 d została wzmocniona o 5 kW (7 KM), do 130 kW (177 KM), podobnie jak wspomniane już benzynowe modele A 250 Sport i A 250 Sport 4MATIC, które osiągają teraz moc 160 kW (218 KM) zamiast 155 kW (211 KM). Ponadto, auta z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT zostały wyposażone w funkcję wspomagania ruszania Launch Assist, umożliwiającą jeszcze szybsze ruszenie z miejsca. Łącznie, gama napędowa Klasy A liczy obecnie 17 wariantów. W utrzymaniu przyjaznego środowisku stylu jazdy wspiera kierowcę nowy wyświetlacz ECO.

Modernizacja objęła również Mercedesa-AMG A 45 4MATIC. Jego 4-cylindrowa jednostka 2.0 turbo rozwija została wzmocniona z 265 kW (360 KM) do 280 kW (381 KM), a jej maksymalny moment obrotowy wzrósł z 450 do 475 Nm. Tym samym najmniejszy model z Affalterbach jest najmocniejszym samochodem kompaktowym na świecie. Dodatkowy zastrzyk mocy przekłada się na jeszcze lepsze osiągi: A 45 przyspiesza od 0 do 100 km/h w ciągu 4,2 s, o 0,4 s szybciej niż poprzednik. Równocześnie zużycie paliwa modelu pozostaje bez zmian i w cyklu NEDC wynosi średnio od 6,9 l/100 km. Żaden inny sportowy kompakt nie jest tak oszczędny.

– Nigdy nie spoczywamy na laurach, lecz stale dążymy do rozwijania naszych modeli – mówi Tobias Moers, szef Mercedes-AMG GmbH. – A 45 wciąż ma mnóstwo potencjału i czuliśmy, że musimy go w pełni uwolnić.

Żywiołowe serce pod maską A 45 z 1 litra pojemności osiąga imponującą moc 141 kW (191 KM) – to rekord wśród seryjnych silników 4-cylindrowych i poziom zarezerwowany dla prawdziwych supersamochodów. Przyrost mocy uzyskano dzięki nowej konfiguracji zespołu zaworów i rozrządu oraz turbosprężarki, a w konsekwencji – poprzez optymalizację procesu spalania. Maksymalne ciśnienie doładowania, tak jak dotychczas, wynosi 1,8 bara.

I podobnie jak wcześniej, A 45 działa na wszystkie zmysły – z jej przeszywającą ścieżką dźwiękową nie może równać się żadna inna rzędowa „czwórka”. Seryjne wyposażenie modelu obejmuje sportowych wydech z automatycznie sterowanymi klapami, regulowanymi zależnie od trybu jazdy lub za naciśnięciem przycisku.

Mercedes-Benz wykorzystał lifting Klasy A do wprowadzenia nowej nomenklatury. O ile wersje benzynowe, tak jak wcześniej, nie mają żadnego dodatkowego oznaczenia, o tyle w przypadku odmian wysokoprężnych dopisek „CDI” zastępuje mała litera „d”. Przykładowo, wcześniejszy model A 200 CDI nazywa się teraz A 200 d.

Dane techniczne zmodernizowanej Klasy A – wersje wysokoprężne:

Diesel A 160 d A 180 d A 180 d BEE1 A 200 d/
A 200 d 4MATIC
A 220 d/
A 220 d 4MATIC
Liczba i ukł. cylindrów R4 R4 R4 R4 R4
Pojemność (ccm) 1461 1461 1461 2143 2143
Moc maks.
(kW/KM przy obr./min)
66/90 przy
2750-4000
80/109 przy
4000
80/109 przy
4000
100/136 przy
3200-4000(przy 3400-4400)
130/177 przy
3600-3800
Maks. moment obr. (Nm przy obr./min) 240 przy
1700-2500
260 przy
1750-2500
260 przy
1750-2500
300 przy
1400-3000
350 przy
1400-3400
Średnie zużycie paliwa od
(l/100 km)
4,1-3,7
(3,9-3,7)
4,1-3,7
(3,9-3,7)
3,5 4,5-4,1
(4,1-3,8)
[4,9-4,6]
(4,2-4,0)
[4,9-4,6]
Średnia emisja CO2 od (g/km) 107-98
(104-98)
107-98
(104-98)
89 116-106
(108-99)
[127-121]
(109-104)
[127-121]
Klasa wydajności A+ (A+) A+ (A+) A+ A (A+) [A] (A+)
[A]
Przyspieszenie
0-100 km/h (s)
13,6
(10,4)
11,3
(11,3)
11,3 9,3 (8,8)
[8,8]
(7,5)
[7,5]
Prędkość maks. (km/h) 180
(190)
190
(190)
190 210 (210) [210] (224)
[220]

W nawiasach okrągłych podano dane dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT, a w nawiasach kwadratowych – dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT i napędem na obie osie 4MATIC
1 BlueEFFICIENCY Edition

Dane techniczne zmodernizowanej Klasy A – wersje benzynowe:

Benz. A 160 A 180 A 180 BEE1 A 200 A 220 4MATIC
Liczba i ukł. cylindrów R4 R4 R4 R4 R4
Pojemność (ccm) 1595 1595 1595 1595 1991
Moc maks.
(kW/KM przy obr./min)
75/102 przy
4500-6000
90/122 przy
5000
90/122 przy
5000
115/156 przy
5300
135/184 przy
5500
Maks. moment obr. (Nm przy obr./min) 180 przy
1200-3500
200 przy
1250-4000
200 przy
1250-4000
250 przy
1250-4000
300 przy
1200-4000
Średnie zużycie paliwa od
(l/100 km)
5,6–5,4
(5,4-5,1)
5,7-5,5
(5,4-5,1)
5,2 5,7-5,5
(5,4-5,1)
[6,6-6,3]
Średnia emisja CO2 od (g/km) 128-124
126-119
133-127
(126-119)
120 134-128
(126-119)
[154-148]
Klasa wydajności B (B) B (B) B B (B) [C]
Przyspieszenie
0-100 km/h (s)
10,6 (10,4) 8,9 (8,6) 8,9 8,1 (7,8) [7,4]
Prędkość maks. (km/h) 190 (190) 202 (202) 190 224 (224) [228]
Benz. A 250/
A 250 4MATIC
A 250 Sport/
A250 Sport 4MATIC
A 45 4MATIC
Liczba i ukł. cylindrów R4 R4 R4
Pojemność (ccm) 1991 1991 1991
Moc maks.
(kW/KM przy obr./min)
155/211 przy
5500
160/218 przy
5500
280/381 przy 6000
Maks. moment obr. (Nm przy obr./min) 350 przy
1200-4000
350 przy
1200-4000
475 przy 2250-5000
Średnie zużycie paliwa od
(l/100 km)
6,7-6,6
(6,0-5,8)
[6,6-6,5]
6,8 (6,2)
[6,6]
[6,9]
Średnia emisja CO2 od (g/km) 154-151
(139-136)
[154-152]
158 (143)
[154]
[162]
Klasa wydajności D (C)
[C]
D (C)
[C]
[D]
Przyspieszenie
0-100 km/h (s)
6,5 (6,4)
[6,4]
6,3 (6,3)
[6,3]
[4,2]
Prędkość maks. (km/h) 240 (240) [240] 240 (240) [240] [250]

W nawiasach okrągłych podano dane dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT, a w nawiasach kwadratowych – dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT i napędem na obie osie 4MATIC
1 BlueEFFICIENCY Edition

Zawieszenie: komfort za naciśnięciem przycisku

System trybów jazdy DYNAMIC SELECT pozwala w mgnieniu oka zmieniać charakter samochodu – wciśnięcie przycisku na konsoli środkowej wpływa na reakcje silnika i skrzyni biegów oraz pracę zawieszenia, układu kierowniczego i klimatyzacji. Kierowca ma do wyboru cztery zróżnicowane programy: Comfort, Sport, Eco i Individual.

Układ DYNAMIC SELECT należy do standardowego wyposażenia modeli: A 200 d 4MATIC, A 220 4MATIC, A 220 d, A 220 d 4MATIC, A 250 4MATIC, A 250 Sport oraz A 250 Sport 4MATIC, a także wszystkich wersji z przekładnią 7G-DCT, w linii wyposażenia AMG lub z obniżonym zawieszeniem. Można go zamówić dla pozostałych odmian za wyjątkiem dwóch modeli BlueEFFICIENCY Edition.

Szczególnie szeroki zakres ustawień system DYNAMIC SELECT zapewnia w połączeniu z nowym zawieszeniem z aktywnym tłumieniem (opcja). Wciśnięcie przycisku wpływa wtedy również na charakterystykę resorowania – do wyboru jest tryb komfortowy lub sportowy. Elektronika decyduje o twardości amortyzatorów na podstawie danych z czujników przyspieszenia, które mierzą ruchy karoserii, a także szeregu innych informacji: kąta i prędkości skrętu kół oraz pochylenia nadwozia. Sterowane elektronicznie zawory proporcjonalne w poszczególnych amortyzatorach w zależności od sytuacji kontrolują przepływ oleju i zmieniają siłę tłumienia w nieskończonym zakresie, osobno dla każdego koła.

A 45 z mechaniczną blokadą dyferencjału

Mercedes-Benz A-Klasse (W 176) 2015Mercedes-Benz A-Class (W 176
A 220d 4MATIC (Style), Elbaitgrün. Interieur Schwarz / Grün
A 220d 4MATIC (Style), elbaite green, Interior black / green

Mercedes-AMG A 45 4MATIC seryjnie dysponuje systemem DYNAMIC SELECT z czterema trybami jazdy: Comfort, Sport, Sport+ i Individual, tak samo jak modele GT oraz C 63. Nowością na liście opcji jest pakiet AMG DYNAMIC PLUS z mechaniczną blokadą przedniego dyferencjału, która dodatkowo poprawia stabilność podczas zmiany obciążenia i zwiększa trakcję na wyjściu z zakrętu. Pakiet obejmuje też sportowe zawieszenie AMG RIDE CONTROL z adaptacyjnym tłumieniem oraz piąty program DYNAMIC SELECT: Race, służący przede wszystkim do jazdy torowej i wyróżniający się m.in. jeszcze sprawniejszą pracą przekładni AMG SPEEDSHIFT DCT.

W trybie Comfort po raz pierwszy wprowadzono funkcję „żeglowania” (jazda na luzie), działa w nim również funkcja ECO start/stop. Włączenie programów Sport i Sport+ wyostrza reakcje przepustnicy i skrzyni biegów, a dźwięk silnika staje się bardziej gardłowy. W trybie Individual kierowca może wybrać ustawienia poszczególnych podzespołów, włącznie z progiem działania 3-stopniowego układu ESP®. Zawieszenie AMG RIDE CONTROL ma dwa tryby pracy: komfortowy i sportowy, wpływające również na działanie progresywnego układu kierowniczego.

Jeszcze bardziej dynamiczny charakter A 45 to także zasługa skróconych przełożeń sportowej przekładni AMG SPEEDSHIFT DCT. Krótsze biegi od 3. do 7. sprawiają, że samochód chętniej przyspiesza w zakresie wyższych prędkości. W modelu po liftingu skrzynia wyróżnia się też zoptymalizowanym czasem reakcji i zmiany przełożeń. Tak jak dotychczas, moment obrotowy trafia do kół za pośrednictwem napędu na obie osie AMG Performance 4MATIC, który przekazuje moment obrotowy w zmiennej proporcji od 100:0 do 50:50. Takie rozwiązanie zapewnia optymalną dynamikę, przyczepność i wydajność.

Multimedia: pionier w integracji smartfona z samochodem

Mercedes-Benz A-Klasse (W 176) 2015Mercedes-Benz A-Class (W 176
A 220d 4MATIC (Style), Elbaitgrün. Interieur Schwarz / Grün
A 220d 4MATIC (Style), elbaite green, Interior black / green

Nowa generacja Klasy A to pierwszy model Mercedes-Benz pozwalający na kompleksową integrację smartfona z samochodem. Od początku 2016 r. model będzie dostępny z systemami informacyjno-rozrywkowymi Apple® CarPlay® (dla użytkowników iPhone’ów®) i MirrorLink®.

Apple® CarPlay® obsługuje telefon, nawigację, odtwarzacz muzyczny, wysyłanie i odbieranie SMS-ów oraz e-maili, a także komendy głosowe Siri. Aby uniknąć rozpraszania uwagi kierowcy, na ekranie systemu multimedialnego będzie prezentowana tylko istotna zawartość smartfona.

Równocześnie w Klasie A debiutuje nowa generacja telematyki – jeszcze bardziej intuicyjna w obsłudze, wzbogacona o animowane menu i atrakcyjniejszą grafikę, a na życzenie także większy ekran (o przekątnej 8 zamiast 7 cali).

Aktywne bezpieczeństwo: jeszcze większe wsparcie kierowcy, LED-owe reflektory w opcji

Mercedes-Benz A-Klasse (W 176) 2015Mercedes-Benz A-Class (W 176
A 220d 4MATIC (Style), Elbaitgrün. Interieur Schwarz / Grün
A 220d 4MATIC (Style), elbaite green, Interior black / green

Szeroka oferta systemów wspomagających – od układu monitorującego zmęczenie ATTENTION ASSIST do aktywnego tempomatu DISTRONIC PLUS – sprawia, że Klasa A zapewnia kierowcy kompleksowe wsparcie i ochronę. Działanie wybranych systemów zostało zmodyfikowane. Przykładowo, montowany standardowo układ kolizyjny COLLISION PREVENTION ASSIST PLUS poszerza funkcjonalność wcześniejszego COLLISION PREVENTION ASSIST (radarowa kontrola odległości i wspomaganie hamowania realizowane przez funkcję Adaptive Brake Assist) o częściowo autonomiczne hamowanie w celu ograniczenia skutków kolizji polegającej na najechaniu na tył poprzedzającego samochodu.

Wzbogacono także funkcjonalności seryjnego systemu ATTENTION ASSIST, który działa teraz w szerszym zakresie prędkości (60-200 km/h) i informuje kierowcę o poziomie koncentracji za pomocą wskaźnika o 5-stopniowej skali.

Nowe, opcjonalne reflektory LED-owe (standard w A 45) nie tylko podkreślają wyraziste spojrzenie Klasy A, ale zwiększają też bezpieczeństwo jazdy nocą – emitują szeroką wiązkę o barwie zbliżonej do światła dziennego.

Historia sukcesu Klasy A: pierwszy Mercedes dla dwóch z trzech jej nabywców

Nowa generacja Klasy A zadebiutowała na rynku we wrześniu 2012 r. Wyjątkowa popularność modelu sprawiła, że jest on produkowany nie tylko w Rastatt, ale – od sierpnia 2013 r. – także w fabryce fińskiej firmy Valmet Automotive. Tylko w ubiegłym roku sprzedaż kompaktowego Mercedesa w Wielkiej Brytanii wzrosła o 46%, a w Chinach – o 51%. Nadal najwięcej egzemplarzy Klasy A trafia jednak do rodzimych Niemiec.

Około połowa nabywców Mercedesów Klas A, B, GLA czy CLA w Europie Zachodniej jeździło wcześniej samochodem innej marki. W przypadku samej Klasy A współczynnik ten wynosi 2/3. Od chwili wprowadzenia na rynek nowej generacji kompaktowych modeli wizerunek Mercedes-Benz został znacząco odmłodzony. Dzisiaj właściciel Klasy A w Europie jest średnio o 13 lat młodszy niż poprzedniej serii. W Chinach średnia wieku nabywcy modelu to 34 lata.

Horyzont 2020 w ofercie Idea Banku

Już w sierpniu br. ruszy innowacyjna oferta finansowa dla przedsiębiorców, współtworzona przez polski bank w Programie Horyzont 2020. Prawie 100 mln złotych preferencyjnego finansowania, przede wszystkim na inwestycje dla mikro, małych i średnich firm, uruchomi Idea Bank- pierwszy oficjalny polski pośrednik finansowy w programach UE nowego rozdania (2014-2020).

Większość instrumentów zwrotnych (vel finansowych)Unii Europejskiej 2014-2020 realizowana zostanie z udziałem tzw. narodowych Pośredników Finansowych. Mogą nimi zostać instytucje finansowe (np. banki, fundusze pożyczkowe, przedsiębiorstwa leasingowe czy fundusze vc). Od jakości i konkurencyjności oferty kandydata na pośrednika zależy jego powodzenie w międzynarodowym konkursie na pośredników finansowych ww. programów UE i w efekcie dostęp do tych środków przedsiębiorców z danego państwa. Brak tu bowiem tzw. kopert narodowych. Wygrywają tylko najlepsze projekty, bez względu na pochodzenie.

Pierwszym polskim Narodowym Pośrednikiem Finansowym Programu ramowego na rzecz badań naukowych i innowacji, na lata 2014-2020″Horyzont 2020″ i programów ramowych UE z nowego rozdania w ogóle, będzie: IDEA BANK SA. W ostatnich tygodniach bank podpisał stosowną umowę z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym (EFI).

– Od początku swojego istnienia Idea Bank konsekwentnie buduje ofertę finansowania przyjaznego dla rożnych grup przedsiębiorców. Naszym oczkiem w głowie są właściciele mikro i małych firm. Aby udostępnić im elastyczne i atrakcyjne cenowo finansowanie sięgamy zarówno do programów unijnych, jak i światowych rozwiązań stworzonych po to, by wspierać innowacyjne biznesy. Jestem przekonany, że połączenie tych dwóch potencjałów pozwoli na wprowadzenie nowej jakościowo oferty dla polskich innowatorów. Z doświadczenia wiem, że na rynku jest wiele bardzo interesujących biznesowo, ale i ryzykownych projektów, na które trudno pozyskać standardowe finansowanie. Nowy produkt, we współpracy z EFI, pozwoli nam szerzej otworzyć się na to wyzwanie – powiedział Marcin Syciński, Członek Zarządu Idea Banku, odpowiedzialny za politykę kredytową, w tym właśnie za europejski projekt Banku.

UE udzieliła tu wsparcia w ramach Programu Horyzont 2020 – działania InnovFin pn. SME Guarantee, tj. gwarancji Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego na finansowanie dla innowacyjnych MSP i tzw. midcaps. EFI udzielił 50% gwarancji, bez limitu kwotowego (cap)na spłatę „innowacyjnych” kredytów (inwestycyjnych i obrotowych) polskich firm.

EFI jest częścią Grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego z Luksemburga, wyspecjalizowaną w projektowaniu wsparcia finansowego przedsiębiorczości, innowacji i rozwoju. EFI jest największym europejskim operatorem kapitału vc i gwarancji dla MŚP (odpowiednio: 500 funduszy vc i 350 umów gwarancyjnych na 2014r.).

Beneficjentem europejskiego projektu Idea Banku będą MŚP oraz przedsiębiorcy niebędący MŚP, zatrudniający do 499 osób (tzw. midcaps), do których w okresie od 1 sierpnia 2015r. do 31 lipca 2017r. (lub do wcześniejszego wykorzystania środków), Bank skieruje ponad 80 mln PLN preferencyjnego kredytu. Bank zapewnia tu liczne korzyści dla klientów, jak m.in. zmniejszenie wymogów w zakresie zabezpieczeń własnych przedsiębiorcy, obniżenie ceny kredytu czy brak rygorów pomocy publicznej.

– Bardzo nas cieszy informacja, że polski bank skutecznie sięgnął po unijne wsparcie
i przełoży się to na ułatwienie w dostępie do finansowania dla małych i średnich firm. Wydaje się że ten produkt odpowiada na dwie największe bolączki i bariery polskich przedsiębiorstw w dostępie do kredytu- tj. cenę i brak wystarczających zabezpieczeń jego spłaty
– powiedział Edward Tomasz Połaski, Prezes Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw Program Horyzont 2020-źródło wsparcia polskich przedsiębiorców –Warto podkreślić, że po 10 miesiącach od uruchomienia instrumentów zwrotnych programu Horyzont 2020 następuje polska inauguracja pierwszej umowy pośrednictwa finansowego.

W ramach programów ramowych na lata 2014-2020 Unia Europejska przeznaczyła ponad 4,5 mld euro na tworzenie instrumentów zwrotnych, wspierających dostęp do finansowania. Jest to odpowiedź na potwierdzone przez rynek zapotrzebowanie zarówno u przedsiębiorców, jak i instytucjach otoczenia biznesu – powiedziała dr Ewa Synowiec, Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Program ramowy Unii Europejskiej „Horyzont 2020” jest największym w historii UE programem w zakresie badań naukowych i innowacji. Swoim zakresem obejmuje m.in.: badania, rozwój transfer technologiczny, innowacje dla przemysłu i przedsiębiorczości, w tym pobudzanie zaangażowania MŚP oraz generalnie- szerszego uczestnictwa sektora prywatnego. Budżet programu to blisko 80 mld euro, z czego prawie 3 mld euro przeznaczono na instrumenty finansowe (InnovFin) – wspierające dostęp do finansowania dla przedsiębiorców i innych podmiotów realizujących projekty badawcze bądź związane z innowacjami. Wartość preferencyjnego finansowania dla przedsiębiorców będzie wielokrotnie większa, dzięki dodatkowym środkom udostępnionym przez pośredników finansowych: instytucje korzystające z gwarancji oraz fundusze VC.

Polski rząd oraz środowiska proinnowacyjne w naszym kraju dostrzegają szanse, jakie niesie program Horyzont 2020 i mają ambicje korzystać z niego dużo szerzej niż z wcześniejszych edycji programów ramowych. Szczególnie dotyczy to instrumentów dla przedsiębiorców, w tym instrumentów zwrotnych. Polski rząd uruchomił w tym celu dwa eksperckie wehikuły wsparcia: krajowe punkty kontaktowe – jeden ds. programów badawczych oraz drugi ds. instrumentów finansowych. Bardzo ważnym elementem skutecznego wykorzystania budżetu Horyzontu 2020 będzie zaangażowanie polskich instytucji finansowych – powiedział Prof. Włodzisław Duch, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

KE szacuje wartość preferencyjnego finansowania zwrotnego dla beneficjentów wygenerowanego w H2020 na ponad 48 mld euro. Skala tego finansowania wzrośnie dodatkowo w wyniku połączenia ww. środków z innymi, w ramach tzw. Planu Junckera.

– Warto podkreślić, że inaugurowany dzisiaj projekt to po pierwsze – instrument zwrotny, po drugie – instrument łączący sektor publiczny i prywatny we wspólnym celu- rozwoju konkurencyjności gospodarki. Instrumenty rewolwingowe i planowana dźwignia finansowa pozwalają zwiększyć realne zaangażowanie sektora prywatnego na polu inwestycji i innowacji. Przykładem takiego zaangażowania z udziałem Grupy EBI jest również Plan Junckera, w ramach którego niniejszy projekt można także niejako zakwalifikować – powiedział Artur Radziwiłł, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i przedstawiciel Polski w Radzie Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Idea Bank otrzymał wsparcie na etapie informacji i przygotowania wniosku ze strony Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów UE (KPK), który także współpracuje z narodowymi pośrednikami finansowymi w kampanii informacyjnej, mającej ułatwić szybkie dotarcie do środków przedsiębiorcom – głównym adresatom wsparcia. KPK świadczy przedsiębiorcom usługi bezpłatnie i na terenie całego kraju.

– Idea Bankowi należy pogratulować europejskiego sukcesu. Starł się z wieloma konkurentami – z innych państw, a także z Polski i udowodnił, że jest w stanie przebić ich ofertę i najszybciej wdrożyć innowacyjny produkt. Zainteresowanie instytucji finansowych nowymi instrumentami jest wysokie. Teraz czas na wdrożenie- aby jak najszybciej nowy program trafił do adresatów- przede wszystkim mikro i małych przedsiębiorców. Jako KPK będziemy wspierać naszych narodowych pośredników finansowych także na tym etapie powiedział Arkadiusz Lewicki, Dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

KPK ustalił, że Idea Bank będzie dwunastą europejską instytucją finansową (na ponad trzydzieści aplikacji złożonych z 17 państw), której udało się uzyskać mandat InnovFin SME Guarantee (Horyzont 2020). Wcześniej dokonały tego przede wszystkim instytucje z państw o wysokim poziomie innowacyjności gospodarek (np. Danii, Szwecji, Niemiec, Luksemburga czy Wielkiej Brytanii). Z informacji KPK wynika, że grupa następnych umów pośredników z EFI znajduje się na finalnym etapie negocjacji, pośród nich znajdzie się także kolejna polska umowa.

Źródło: Idea Bank

Klienci po 50-tce kupują droższe mieszkania

Im mieszkania droższe (w ujęciu ceny metra kwadratowego), tym odsetek osób po 50-tce wśród kupujących jest większy. Jednocześnie ludzie tacy, częściej niż młodsi, nabywają nieruchomości małe. Home Broker przeanalizował transakcje dokonane przez swoich klientów na rynku pierwotnym w ostatnim roku pod kątem wieku nabywców.

Klienci Home Broker kupujący mieszkania od deweloperów (badaniu poddano prawie 2,3 tys. transakcji dokonanych przez klientów HB na rynku pierwotnym) to najczęściej ludzie w przedziale wiekowym 30-39 lat. Stanowią oni prawie 39 proc. kupujących nowe mieszkanie za pośrednictwem firmy. Przed 30-tką jest 30 proc., a po 50-tce 18 proc.

Wykres 1: Struktura wiekowa klientów Home Brokera kupujących mieszkanie na rynku pierwotnym

Wykres 1 Struktura wiekowa klientów Home Brokera kupujących mieszkanie na rynku pierwotnymŹródło: Home Broker

Wiek kupującego vs powierzchnia mieszkania

Wśród mieszkań kupionych przez ostatni rok mieszkanie od dewelopera za pośrednictwem Home Brokera najpopularniejsze były lokale o powierzchni 40-50 mkw. (36 proc.). Najmniej kupiono nieruchomości małych (do 30 mkw. – 5,5 proc.) i dużych (powyżej 70 mkw. – 8 proc.).

Zainteresowanie poszczególnymi metrażami jest jednak różne w poszczególnych grupach wiekowych klientów. Ponad 11 proc. osób w wieku przekraczającym 50 lat kupuje mieszkania do 30 mkw. W młodszych grupach nieruchomości takie wybiera mniej osób. W kategorii 30-39 lat jest to 4 proc., a 20-29 lat mniej niż 2 procent. Mieszkania największe (ponad 70 mkw.) to domena osób w wieku 30-39 lat, które kupiły ponad 51 proc. tych lokali.

Z czego wynika fakt, że najstarsi klienci kupują najwięcej małych mieszkań, a 30-latkowie największych? W czwartej dekadzie życia lat wiele osób dochodzi do dobrze płatnej pracy i niektórzy kupują swoje drugie mieszkanie (gdy pierwsze okaże się za małe), które powinno odpowiadać potrzebom rozwijającej się rodziny.

Ludzie po 50-tce z kolei kupują małe mieszkania głównie dlatego, że na pewnym etapie życia (czasem po 50-tce, czasem po 70-tce) nie mają potrzeby utrzymywania domu czy większego mieszkania. Inna grupa to nabywcy nieruchomości przeznaczonej dla dzieci. Często są to mieszkania niewielkie, ale dobrze zlokalizowane (bo takie są potrzeby młodych ludzi), zatem relatywnie drogie. Nie można też zapominać o zakupach inwestycyjnych – kawalerka, choć relatywnie droga, nadal znajduje amatorów.

Wykres 2: Struktura powierzchni mieszkań kupowanych na rynku pierwotnym przez klientów Home Brokera

Wykres 2 Struktura powierzchni mieszkań kupowanych na rynku pierwotnym przez klientów Home BrokeraŹródło: Home Broker

Wiek kupującego vs cena mieszkania

Ciekawostką jest, że w skali całego kraju ludzie po 50-tce stanowią tym większy odsetek kupujących, im droższe mieszkania (biorąc pod uwagę cenę za metr kwadratowy) weźmie się pod lupę. Odsetek takich klientów w mieszkaniach do 7 tys. zł za mkw. nie przekracza 18 proc. W przedziale 7-8 tys. zł za mkw. jest to 23 proc., w kolejnym (8-9 tys. zł) już 27 proc., a w przypadku lokali droższych niż 9 tys. zł za mkw. – ponad 31 procent. To wiąże się ze statystyką rozmiaru lokali, bo im mieszkanie mniejsze, tym cena za metr kwadratowy jest wyższa.

Wykres 3: Struktura wiekowa kupujących mieszkania zależnie od ceny mieszkania za metr kwadratowy

Wykres 3 Struktura wiekowa kupujących mieszkania zależnie od ceny mieszkania za metr kwadratowyŹródło: Home Broker

Największy odsetek nieruchomości z rynku pierwotnego kupowanych w całej Polsce za pośrednictwem Home Brokera stanowią mieszkania kupione za 200-299 tys. zł, jest to 43 proc. Tych najdroższych, za ponad 800 tys. zł, jest niedużo – stanowiły w ostatnim roku 0,6 proc. lokali kupionych przez klientów Home Brokera. Nieruchomości droższe niż pół miliona złotych stanowiły z kolei 5,5 proc.

Miasto vs powierzchnia mieszkania

Najwięcej sprzedawanych za pośrednictwem HB mieszkań ma powierzchnię 40-50 mkw., ale w poszczególnych miastach ich odsetek jest różny. Najmniej jest ich w Łodzi i Poznań (27 proc.), a najwięcej w Rzeszowie (41,3 proc.). Udział dużych mieszkań (70 mkw. i większych) w transakcjach jest najwyższy w Łodzi (15 proc.) i Poznaniu (14 proc.), najniższy zaś w Rzeszowie (2 proc.).

Wiek kupującego vs miasto

Interesujące jest również, że struktura wiekowa klientów znacznie różni się w poszczególnych miastach. W Bydgoszczy 45 proc. kupujących mieszkania to ludzie poniżej 30-tki, a w Rzeszowie jest ich zaledwie 17 proc. W stolicy Podkarpacia jest za to wysoki odsetek (wyższy odnotowaliśmy jedynie w Krakowie) osób w wieku 50+. To 25 proc. klientów, podczas gdy w Poznaniu ledwie 8 proc.

W większości badanych miast największa grupa kupujących to 30-latkowie, wyjątkiem jest Bydgoszcz, gdzie przeważają osoby młodsze, w Poznaniu te dwie grupy mają taką samą reprezentację.

Wykres 4: Struktura wiekowa kupujących mieszkania na rynku pierwotnym w miastach

Wykres 4 Struktura wiekowa kupujących mieszkania na rynku pierwotnym w miastachZa strukturą wiekową kupujących nieruchomości idzie średni wiek kupującego. Z ośmiu największych rynków jakie przepadał Home Broker, najniższa średnia wieku jest w Poznaniu i jest to 33,7 lat. Wynika to z wysokiego poziomu życia w tym mieście. Osoby dorastające w Poznaniu nie szukają innych miast do zamieszkania, tylko po wejściu w dorosłość i zdobyciu zdolności zakupowej, kupują mieszkanie. Dość niska średnia wieku nabywców jest też w Bydgoszczy (35,1 lat) i Gdańsku (35,8 lat). Na przeciwnym biegunie są Rzeszów (39,4 lat) i Kraków (39,5 lat).

Tabela 1: Średni wiek kupujących mieszkania na rynku pierwotnym w poszczególnych miastach

Miasto Średni wiek kupujących mieszkanie
Bydgoszcz 35,1 lat
Gdańsk 35,8 lat
Kraków 39,5 lat
Łódź 37,9 lat
Poznań 33,7 lat
Rzeszów 39,4 lat
Warszawa 37,5 lat
Wrocław 35,8 lat

Źródło: Home Broker

Marcin Krasoń, Home Broker,
Robert Latuszek, Analityk Projektów Inwestycyjnych, Home Broker Business
Źródło: Home Broker

Nowy szef działu IM (IT&Mobile) w Samsung Electronics Polska

Od 1 lipca 2015 odwrócony VAT w obrocie elektroniką, paliwami i metalami

Ile Polacy zarabiają w Norwegii?

Norwegia na początku XXI wieku stała się nowym kierunkiem, który obierają emigranci zarobkowi z naszego kraju. Poza Wielką Brytanią to właśnie królestwo Haralda V zaczęło kusić naszych rodaków wysokimi zarobkami. Większość ofert pracy dotyczy Oslo, Bergen, Stavanger i Trondheim. Jak podaje OECD, średnie roczne wynagrodzenie w tym kraju było prawie 6 razy wyższe od naszego. Miesięczne zarobki przedstawione przez OECD obliczono dla 160 godzinnego etatu (bez uwzględnienia nadgodzin). Dodatkowo stawki zostały przedstawione w złotówkach przy średniorocznym kursie NOK/PLN w 2015 roku.

Nie tylko zarobki w Norwegii są wysokie, ale także koszty różnych produktów. Poniżej zestawione zostały ceny produktów, używek i usług w tym kraju i w Polsce. Aby ułatwić porównanie, dla 28 krajów Unii Europejskiej przyjęto wartość bazową równą 100. Okazuje się, że w Norwegii większość produktów jest prawie trzy razy droższa, niż w naszym kraju. Najmniejsze różnice wystąpiły w cenach ubrań i transportu, natomiast największe w cenach używek (alkohol i tytoń).

 

Tabela 1. Ceny żywności, napojów alkoholowych, wyrobów tytoniowych,
ubrań oraz transportu w Polsce i Norwegi w 2014 roku (w EUR, UE28=100)

produkt Norwegia Polska O ile % jest drożej w Norwegii
chleb i płatki śniadaniowe 168,6 58,8 186,73%
mięso 157,5 54 191,67%
ryby 133 66,1 101,21%
mleko, ser, jajka 187,5 62,6 199,52%
owoce, warzywa 162,9 55,9 191,41%
alkohol 266,8 92,9 187,19%
wyroby tytoniowe 242,7 61,6 293,99%
ubrania 127,3 83,8 51,91%
transport 144,3 70,4 104,97%

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie EUROSTAT
Według danych z norweskiego urzędu statystycznego na początku bieżącego roku na terenie tego kraju przebywało prawie 670 tys. imigrantów – w tym ok. 100 tysięcy Polaków. Branżą, w której wielu naszych rodaków otrzymuje pracę, jest budownictwo. W ostatnich latach Norwedzy zaczęli bardzo doceniać i szanować naszych specjalistów. Polscy budowlańcy są uważani za znakomitych fachowców, pracowników którzy podchodzą do zleconej pracy bardzo starannie.

Pomimo tego, że w Norwegii nie ma centralnie ustalonej stawki minimalnej, to jednak w wielu branżach obowiązują tzw. minima branżowe. Jest tak z budownictwem, w którym wynoszą one:
• 79 PLN za godzinę – pracownik bez wykształcenia oraz doświadczenia,
• 82 PLN za godzinę – pracownik z minimum rocznym doświadczeniem,
• 53 PLN za godzinę – pracownik który nie ukończył 18 roku życia,
• 87 PLN za godzinę – pracownik wykwalifikowany (specjalista).

Natomiast jeśli chodzi o nadgodziny, to nie zostały odgórnie ustalone. Za taką pracę należy się 40% wynagrodzenia więcej.

Wykres 1. Maksymalne i minimalne zarobki Polaków na wybranych stanowiskach w branży budowlanej w Norwegii w 2015 roku (PLN)

 

Wykres 1. Maksymalne i minimalne zarobki Polaków  na wybranych stanowiskach w branży budowlanej w Norwegii w 2015 roku (PLN)

Dużo ofert pracy skierowanych do Polaków dotyczy przemysłu. Najwyższe stawki oferowano operatorom koparek, maksymalnie nawet ponad 19 tys. PLN miesięcznie, bez uwzględnienia nadgodzin. Spawaczom oferowano wynagrodzenie z przedziału 12 tys. PLN do 18 tys. PLN. Podobne wynagrodzenie otrzymywali też operatorzy CNC oraz wózków widłowych. Natomiast najmniej zarabiali wulkanizatorzy oraz lakiernicy (miedzy 10,5 tys. PLN, a 13 tys. PLN).

Schemat 1. Maksymalne i minimalne zarobki Polaków na wybranych stanowiskach przemysłowych w Norwegii w 2015 roku (PLN)

Maksymalne i minimalne zarobki Polaków  na wybranych stanowiskach przemysłowych w Norwegii w 2015 roku (PLN)
Źródło: Opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie portalu praca-norwegia24.pl

Mateusz Rachucki
wynagrodzenia.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

KGHM rozpoczyna komercyjną produkcję w Sierra Gorda

Zakład przeróbki miedzi w Sierra Gorda od ponad sześćdziesięciu dni osiąga 65 proc. docelowych możliwości przeróbczych. Poniesione zostały wszystkie główne koszty niezbędne do uruchomienia komercyjnej produkcji, a sam zakład został w pełni przekazany personelowi operacyjnemu. Wcześniej uruchomiony został magazyn koncentratu w porcie Antofagasta, dzięki czemu produkowana w kopalni miedź transportowana jest do portu wagonami kolejowymi, a następnie przechowywana i ładowana na statki. Ułatwia i skraca to proces transportu koncentratu, a także przyczynia się do rozwoju całej branży górniczej w Chile.

KGHM rozpoczyna komercyjną produkcję w Sierra Gorda

Herbert Wirth, prezes KGHM
Herbert Wirth, prezes KGHM

– Rozwój kopalni odbywa się zgodnie z ustalonymi planami. To ważne z punktu widzenia naszych akcjonariuszy, którzy dostrzegają wzrost wartości generowany przez komercyjny sukces Sierra Gorda, ale też kontrahentów, pracowników i społeczności lokalnych. Naszym celem jest realizacja zadeklarowanego wcześniej planu sprzedaży, jaki w Sierra Gorda został przyjęty na ten rok – powiedział Herbert Wirth, prezes KGHM.

Równolegle do rozpoczęcia komercyjnej produkcji miedzi, zakład przeróbki molibdenu wyprodukował koncentrat z minimum 40-proc. zawartością tego metalu. Koncentrat molibdenu dostarczany jest przez kopalnię Sierra Gorda do zakładów chilijskiej firmy Molymet, w których przetwarzany jest do postaci tlenku molibdenu w jakości technicznej, w formie proszku, brykietu i ferromolibdenu. Pierwszy transport tych produktów nastapi w lipcu.

Kredyt konsolidacyjny – kiedy warto sięgnąć po takie rozwiązanie?

Duża ilość mniejszych oraz większych zobowiązań kredytowych, o których należy pamiętać lub problem ze spłaceniem zaciągniętych długów – z tymi kłopotami boryka się wielu z nas. Najlepszym rozwiązaniem jest w takiej sytuacji skonsolidowanie swoich kredytów, czyli połączenie ich i spłacanie tylko jednej raty. Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money mówi, kiedy i dla kogo kredyt konsolidacyjny jest najbardziej opłacalny.

Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money
Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money

Skonsolidować można kredyty i pożyczki różnego rodzaju, które zostały udzielone na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą. Połączeniu podlegają kredyty hipoteczne, samochodowe, ratalne, w rachunku bieżącym oraz karty kredytowe. Konsolidacja polega na spłacie poprzednio zaciągniętych zobowiązań finansowych przez bank udzielający kredytu konsolidacyjnego. W ten sposób zamiast kilku różnych opłat, kredytobiorca spłaca tylko jeden kredyt w jednym banku. Decydując się na kredyt konsolidacyjny, pieniądze nie są przelewane na nasz rachunek, ale automatycznie znajdują się na kontach wierzycieli, u których zaciągnęliśmy poprzednie długi. Istnieje możliwość dobrania środków do kredytu, które nie tylko uregulują nasze aktualne zobowiązania, lecz będziemy mogli przeznaczyć je na dowolny cel. Firma Compass Money oferuje swoim klientom kredyty konsolidacyjne oparte na najlepszych indywidualnych warunkach.

Dla kogo konsolidacja?

„Ten rodzaj kredytu przeznaczony jest w szczególności dla osób zadłużonych, które nie są w stanie poradzić sobie ze spłatą kolejnych rat zaciągniętych kredytów. Połączenie wszystkich zobowiązań w jeden skonsolidowany kredyt o znacznie obniżonej racie, przy jednoczesnym wydłużeniu czasu spłaty jest dla wielu osób wybawieniem, ponieważ pozwala na utrzymanie płynności i swobody finansowej” – mówi Kamil Muskus z firmy Compass Money, dodając, iż kredyt konsolidacyjny jest znakomitym rozwiązaniem dla osób, które mają przejściowe problemy finansowe, ponieważ redukuje on miesięczne koszty wszelkich zobowiązań. Dzięki mniejszej miesięcznej racie pozostałe pieniądze możemy przeznaczyć na dowolny cel.

Rodzaje kredytów konsolidacyjnych

Można wyróżnić dwa typy kredytów konsolidacyjnych: zabezpieczony oraz bez zabezpieczenia. Gdy decydujemy się na pierwszy rodzaj, kredyt zostaje zabezpieczony naszą hipoteką. Posiada on dużo niższe oprocentowanie, które jest zbliżone do tego przy pożyczkach hipotecznych. Jego górny limit uzależniony jest od wartości nieruchomości w stosunku na ogół nie przekraczającym 70-80%. Firma Compass Money oferuje swoim klientom ten rodzaj konsolidacji z możliwością zabezpieczenia kredytu na nieruchomości osoby trzeciej. „Indywidualni doradcy Compass Money dostosowują kredyt do możliwości i oczekiwań klientów, negocjując dla nich najlepsze warunki spłaty. Zajmujemy się wszelkimi formalnościami i dobieramy odpowiedni plan finansowy, który w rezultacie może obniżyć miesięczną ratę kredytu aż o 50%. Tym, co nas wyróżnia na tle konkurencji jest niepobieranie prowizji za udzielenie kredytu oraz zwiększenie stosunku konsolidacji z zabezpieczeniem hipotecznym aż do 90% wartości nieruchomości. Dodatkowo akceptujemy różnorodne źródła dochodów, dzięki czemu każdy klient może odetchnąć z ulgą i cieszyć się swobodą finansową” – dodaje Kamil Muskus z firmy Compass Money.

Kredyt konsolidacyjny bez zabezpieczenia jest podobny do kredytu gotówkowego. W Compass Money, aby go uzyskać, nie trzeba podawać we wniosku jego przeznaczenia. Jak mówi Kamil Muskus, kwota kredytu w całości wpłacana jest na wskazany przez klienta rachunek, a sam kredyt udzielany jest na niższe kwoty i w krótszym terminie spłaty niż kredyt konsolidacyjny hipoteczny.

Kredyt konsolidacyjny ma wiele zalet, które pomogą ustabilizować domowe finanse oraz wyjść ze spirali zadłużenia. Obniżenie miesięcznej raty odciąży nasz budżet, a możliwość dobrania dodatkowych środków pozwoli spełnić skryte marzenia dotyczące wakacji lub planowany od dawna remont domu. Firma Compass Money stawia na indywidualne podejście do klienta, które owocuje wieloletnią współpracą opartą na najlepszych warunkach. Zastanawiając się nad konsolidacją aktualnych zobowiązań, dobrym rozwiązaniem jest konsultacja z doradcami Compass Money, którzy dobiorą odpowiedni plan finansowy dla naszego portfela. Firma odznacza się na tle konkurencji wysoką dbałością o szczegóły i permanentny rozwój, który owocuje wysokiej jakości produktami i usługami. Wyróżnienia Solidnej Firmy, Lauru Zaufania czy Firmy Przyjaznej Klientowi świadczą o profesjonalizmie Compass Money. Wart podkreślenia jest fakt, że firma dysponuje wyłącznie polskim kapitałem, co w czasach dominacji globalnych podmiotów dumnie podkreśla wartości przedsiębiorstwa. W efekcie Compass Money pomaga klientom obrać właściwy kurs finansów.

Inżynier kontraktowy coraz popularniejszy

Aż 15-20% inżynierów to freelancerzy – wynika z szacunków firmy inżynierskiej i rekrutacyjnej Bergman Engineering. Wśród elastycznych form współpracy, szczególnie popularne stają się kontrakty.

Dawniej kontrakt bywał uważany za gorszą alternatywę umowy o pracę. Obecnie jednak postrzeganie takiej formy współpracy radykalnie się zmienia. Firma Bergman Engineering, która sama zatrudnia inżynierów oraz  świadczy usługi rekrutacyjne dla firm związanych m.in. z produkcją i nowymi technologiami, notuje coraz większe zainteresowanie polskich inżynierów pracą na kontrakcie.

W poszukiwaniu wyzwań

Kontrakt nie musi dotyczyć pracy w obecnym miejscu zamieszkania. Inżynierowie stają się coraz bardziej mobilni – dla rozwoju kariery i wyższych zarobków gotowi są zarówno na przeprowadzkę do innego województwa, jak i na migrację za granicę, szczególnie do Niemiec lub państw Skandynawii. Z badania Bergman Engineering opublikowanego jesienią 2014 roku wynika, że aż 75% inżynierów kontraktowych jest otwartych na propozycje zatrudnienia związane z relokacją.

Inżynierowie, którzy już wybrali pracę na kontrakcie podkreślają, że taka forma współpracy daje im większą niezależność. Kontrakt powoduje, że zarówno czas wykonywania pracy, jak i pozostałe warunki zatrudnienia są znacznie bardziej elastyczne niż w przypadku tradycyjnej umowy o pracę.

Kontrakty wiążą się z dużymi wyzwaniami dla inżynierów, ponieważ często kierowani są oni do specjalnych, unikalnych projektów wymagających uczestnictwa najlepszych specjalistów. Dzięki temu mogą oni sprawdzić się w różnorodnych i ambitnych przedsięwzięciach, co z kolei zapewnia pracę ciekawą i pozbawioną monotonii. Bogate doświadczenia można zdobyć szczególnie wówczas, gdy kontrakty wiążą inżynierów nie bezpośrednio ze zleceniodawcami, ale z firmą zajmującą się specjalistycznym leasingiem pracowniczym. Jeden specjalista może być wtedy delegowany do różnych klientów i rozmaitych projektów.

Inżynier kontraktowy coraz popularniejszy
Niewątpliwie argumentem, który często przechyla szalę korzyści na rzecz decyzji o podpisaniu kontraktu, jest kwestia wynagrodzenia.

– Inżynier kontraktowy zarabia średnio o 20-30% więcej niż gdyby pracował na etacie. Jeszcze większy wzrost wynagrodzenia możliwy jest wówczas, gdy polski specjalista podpisze kontrakt zagraniczny – mówi Tomasz Szpikowski, Prezes Bergman Engineering.

Z danych firmy wynika, że ten sam inżynier, który w Polsce na etacie mógłby zarobić od 3 do 9 tys. zł brutto (w zależności od posiadanego doświadczenia oraz miejsca pracy), w Norwegii mógłby liczyć nawet na 30-40 tys. zł miesięcznie. W Niemczech średnie zarobki inżyniera na kontrakcie wynoszą 18 tys. zł miesięcznie.

Sposób na najlepszych

Wzrost zainteresowania pracą w oparciu o kontrakt wynika również z faktu, że przedsiębiorstwa same coraz chętniej wychodzą z inicjatywą i proponują taką właśnie formę współpracy. Kontrakty opłacają się bowiem zarówno inżynierom, jak i pracodawcom.

– Firmy poszukują pracowników kontraktowych nie tylko dlatego, że formalnie wstrzymane zostały rekrutacje nowych pracowników albo trzeba znaleźć nową osobę do pracy w bardzo krótkim czasie. Podstawowym argumentem przemawiającym na rzecz kontraktów staje się chęć nawiązania współpracy z niezależnym, ale wysoko wykwalifikowanym specjalistą, a taki może nie być zainteresowany etatem – uważa Jarosław Adamkiewicz, Prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Dzięki kontraktom, przedsiębiorstwa mogą obniżać koszty zatrudnienia i elastyczniej dostosowywać liczbę współpracowników do aktualnego zapotrzebowania. Kontrakt, szczególnie gdy firma korzysta z usług wyspecjalizowanej agencji rekrutacyjnej, pozwala na pozyskanie wysokiej klasy specjalisty niemal „od ręki”.

Dotychczas do inżynierów kontraktowych najbardziej przekonali się pracodawcy z branży motoryzacyjnej, energetycznej, lotniczej, nowych technologii i IT. W tych obszarach można także liczyć na najbardziej mobilnych inżynierów. Na podobną elastyczność trzeba jeszcze poczekać w branży farmaceutycznej oraz w obszarach związanych z finansami i administracją.

Najbardziej poszukiwani na rynku są inżynierowie sprzedaży, którzy muszą łączyć wiedzę techniczną z doskonałymi umiejętnościami komunikacyjnymi, ale bardzo duże zapotrzebowanie dotyczy także inżynierów procesu oraz konstruktorów.

Inżynier na mocnej pozycji

Warto podkreślić, że zarówno krajowi, jak i zagraniczni przedsiębiorcy są bardzo pozytywnie nastawieni wobec polskich inżynierów. Absolwenci krajowych uczelni technicznych mają opinię specjalistów o dużej wiedzy teoretycznej. Jeśli do tego dodamy co najmniej kilkuletnie doświadczenie zawodowe, będziemy mieli do czynienia z pracownikiem szczególnie poszukiwanym na rynku pracy. Polscy inżynierowie cenieni są także za elastyczność oraz wielozadaniowość.

–  Dobry inżynier nigdy nie miał problemu ze znalezieniem zatrudnienia, ale obecnie rynek jeszcze bardziej zmienia się na korzyść kandydata – wyjaśnia Tomasz Szpikowski, Prezes Bergman Engineering. – Pracodawcy powinni wiedzieć, że dziś najzdolniejsi inżynierowie mogą przebierać w wielu ofertach, związanych nie tylko z propozycjami pracy na etacie, ale także z umowami kontraktowymi w Polsce i na świecie – dodaje.

Do ideału brakuje jedynie lepszej znajomości języków obcych oraz wyższego poziomu kompetencji miękkich (np. zdolności komunikacyjnych i umiejętności związanych ze współpracą w zespole). Inżynierowie chętnie jednak chłoną nową wiedzę, dlatego i pod tym względem z pewnością szybko dogonią swoich zagranicznych kolegów. Najważniejsze, że pod względem wiedzy technicznej, nie mają powodów do kompleksów.

Ilona Dzierżanowska z ING Banku Śląskiego w Zarządzie ING we Francji

0

Ilona Dzierżanowska obejmie stanowisko Chief Operating Officer w ING Bank France w Paryżu od 1 lipca 2015 roku. Będzie odpowiedzialna na tym stanowisku za Operacje, IT oraz Projekty.

Ilona Dzierżanowska rozpoczęła pracę w Grupie ING w 1998 roku w Nationale Nederlanden. W 2005 roku dołączyła do ING Banku Śląskiego jako Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu dla Klienta Korporacyjnego, a od 2008 przejęła zarządzanie Departamentem Wsparcia Klienta Korporacyjnego w Pionie Operacji. Od grudnia 2009 na stanowisku Dyrektora Banku nadzorowała Pion Usług ING Banku Śląskiego.

Ilona Dzierżanowska ukończyła Szkołę Główną Handlową w Warszawie.

ING jest obecne na rynku francuskim od 2000 roku. Jako ING Bank France obsługuje blisko 1 mln klientów, w tym klientów detalicznych oraz korporacyjnych.

Jeszcze 447 mln złotych do wydania na „Mieszkanie dla młodych”

Po zmianach w programie „Mieszkanie dla młodych” wyraźnie wzrośnie popularność kredytów z dopłatą. W drugim półroczu wciąż jest do wydania 447 milionów złotych, więc ryzyko, że pod koniec roku środków zabraknie jest niewielkie. Problem pojawić się może jednak za rok.

Bartosz Turek, Lion's Bank
Bartosz Turek, Lion’s Bank

Do końca czerwca br. z pieniędzy przewidzianych na dopłaty w programie „Mieszkanie dla młodych” w 2015 roku wydano 268,4 mln złotych (37,5% z zaplanowanej kwoty 715 mln zł). To niewiele biorąc pod uwagę, że z pieniędzy zarezerwowanych na dopłaty w tegorocznym budżecie można też było korzystać w 2014 roku. Przyspieszenie tempa wydawania pieniędzy mogło być jednym z celów jaki przyświecał ustawodawcy podczas tworzenia zmian programu przyjętych przez Sejm 25 czerwca br. Teraz zostaje już czekać tylko na podpis prezydenta pod ustawą, opublikowanie jej w dzienniku ustaw i wejście w życie. Faktycznie nowelizacja może więc zacząć działać już w sierpniu – szczególnie jeśli na złożenie podpisu zdecyduje się jeszcze urzędujący prezydent.

Dopłaty już nie tylko dla nielicznych

Tak czy inaczej zmiany w programie „Mieszkanie dla młodych” w końcu pozwolą większej części społeczeństwa na korzystanie z dopłat. Nowelizacja wprowadza bowiem możliwość zakupu ze wsparciem mieszkania używanego. W efekcie na pieniądze mogą liczyć już nie tylko nabywcy z 20 największych miast Polski. Tak powinno być od początku działania wsparcia, ponieważ na fundusz dopłat „składają się” wszyscy podatnicy. I choć trzeba przyznać, że w nowelizacji można znaleźć zmiany „na plus”, to często tylko maskują spore niedociągnięcia pierwotnej wersji ustawy.

Używane tak, ale znacznie tańsze

I tak na przykład z jednej strony ustawodawca zezwala na zakup mieszkań używanych na kredyt z dopłatą, ale wciąż wyraźnie faworyzuje lokale deweloperskie. W efekcie w miejscowościach, w których nie działają deweloperzy, pojawi się możliwości skorzystania z dopłat, ale tam gdzie program do tej pory działał, wciąż preferowane będą lokale nowe. Dla przykładu w Warszawie chcąc kupić na kredyt z dopłatą mieszkanie od dewelopera można na metr wydać maksymalnie 6588 zł, a w przypadku lokalu z drugiej ręki jest to tylko 5390 zł za m kw. Problem w tym, że ofert z taką ceną prawie nie ma.

Inną zmianą jest podniesienie kwoty dopłaty dla rodziny z przynajmniej trójką dzieci aż o 160% względem pierwotnej wersji ustawy. Efekt będzie taki, że będzie można pokazać, że ta grupa docelowa faktycznie korzysta ze wsparcia. Przez 12 miesięcy kredyt z dopłatą wzięło bowiem jedynie 37 rodzin z trójką dzieci (0,3% wszystkich beneficjentów). Nie należy przy tym nadmiernie się łudzić, że pieniądze trafią do biednych rodzin wielodzietnych, bo tych często nie stać na opłacanie rat kredytowych.

Nowelizacja ułatwia też dostęp do kredytów z dopłatą przy zakupie mieszkań od spółdzielni. Te są często tańsze niż deweloperskie. Ustawa w poprzedniej wersji była tak napisana, że tylko w wybranych przypadkach można było liczyć na dofinansowanie przy zakupie nowego lokum od spółdzielni. Teraz będzie łatwiej. Nie zmieniono natomiast regulacji dotyczących zakupu domów. Te są na tyle restrykcyjne, że przez 15 miesięcy działania programu jedynie 438 domów zostało kupionych na kredyt z dopłatą (2,4% umów z dopłatą).

Zasady działania programu „Mieszkanie dla młodych” po zmianach:

Jest to mechanizm pozwalający uzyskać dopłatę do zakupu mieszkania na kredyt. Dedykowany jest on do osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat, a w rodzinach z przynajmniej trójką dzieci obostrzenie nie obowiązuje) otrzymać ze środków publicznych substytut wkładu własnego. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść:

  1. 10% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla singli i rodzin bezdzietnych,
  2. 15% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla rodzin z jednym dzieckiem,
  3. 20% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla rodzin z dwójką dzieci,
  4. 30% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości – dla rodzin z przynajmniej trójką dzieci,
  5. dodatkowe 5% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości, jeśli w ciągu pięciu lat od nabycia nieruchomości urodzi się w rodzinie przynajmniej trzecie dziecko.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 mkw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 mkw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu – ten okresowo będzie publikowany przez BGK i wynosić będzie:

  • na rynku pierwotnym 110% średniego wskaźnika, który odzwierciedla koszt odtworzenia metra kwadratowego mieszkania na danym terenie (w Warszawie to prawie 6,6 tys. zł za m kw.).
  • na rynku wtórnym 90% średniego wskaźnika, który odzwierciedla koszt odtworzenia metra kwadratowego mieszkania na danym terenie (w Warszawie byłoby to dziś niecałe 5,4 tys. zł za m kw.).

Kto „bogatemu” zabroni?

Gdyby nie nowelizacja programu w 2015 roku pieniędzy na „Mieszkanie dla młodych” nie mogłoby zabraknąć. Po nowelizacji nie jest to wcale takie oczywiste, choć trzeba podkreślić, że ryzyko, że w bieżącym roku banki odprawią klientów z kwitkiem wciąż jest niewielkie. Jeśli bowiem przyjąć, że nowelizacja ustawy wejdzie w życie w sierpniu, to popularność dopłat musiałaby wzrosnąć aż trzykrotnie, aby faktycznie budżet na 2015 rok został wykorzystany do cna. Gorzej będzie już w przyszłym roku, kiedy zliberalizowana wersja ustawy będzie działała przez 12, a nie 5 miesięcy roku.

Tak czy inaczej trzeba podkreślić, że pieniądze publiczne nie powinny jednak być wydawane szybko, lecz z głową. Dość powiedzieć, że za 3,6 mld zł (tyle do 2018 roku zaplanowano do wydania w ramach „MdM”) można było stworzyć program, który pozwoliłby wesprzeć w drodze do własnych czterech kątów kilka a nawet kilkanaście razy więcej rodzin niż „MDM”. Wystarczy wzorować się na rozwiązaniach brytyjskich, duńskich, francuskich, czy niemieckich. Tam dzięki pożyczkom, gwarancjom i długoterminowemu oszczędzaniu, publiczne pieniądze są wydawane efektywniej niż w Polsce, pomagając za te same pieniądze znacznie większej grupie obywateli.

Nie można też zapomnieć o fakcie, że program „Mieszkanie dla młodych” wpływa na rynek nieruchomości. Do tej pory częściowo dzięki niemu, a częściowo dzięki niskim stopom procentowym deweloperzy nie mieli problemów ze sprzedaniem mieszkań. W związku z tym ich optymizm był tak wielki, że przez pierwsze 5 miesięcy br. zaczęli budowy tak dużej liczby mieszkań jak jeszcze nigdy w historii. Z punktu widzenia firm budujących mieszkania, problem w tym, że zbliżające się podwyżki stóp procentowych w ogóle mogą obniżyć popyt na mieszkania, a rozszerzenie programu „Mieszkanie dla młodych” z dużym prawdopodobieństwem spowoduje, przesunięcie części popytu z rynku pierwotnego na wtórny. W efekcie spodziewane zmiany mogą utrudnić sprzedaż w tak lawinowo rozpoczynanych nowych inwestycjach. Zyskać może za to rynek wtórny, na który bez wątpienia trafi spora część dofinansowania.

Bartosz Turek, Lion’s Bank

Maciej Kossowski dołącza do Grupy Wirtualna Polska

0

Maciej Kossowski dołączył do Zespołu Zarządzającego Grupy Wirtualna Polska. Jako VP Sales Strategy, wspólnie z Joanną Pawlak – VP Sales Key Clients, będzie kierował działem sprzedaży Grupy WP, raportując bezpośrednio do prezesa, Jacka Świderskiego. Do jego obowiązków należeć będzie m.in. rozwój oferty reklamowej oraz zarządzanie nowymi kanałami sprzedaży.

– Znakomite rezultaty przychodowe z ostatniego roku są zasługą zespołu kierowanego przez Joannę Pawlak – mówi Jacek Świderski, Prezes Zarządu Grupy Wirtualna Polska. – Za nami już osiem akwizycji, które wzbogaciły nasze portfolio produktów dla użytkowników i reklamodawców, a przed nami kolejne transakcje. Nowa osoba w Zespole Zarządzającym pozwoli nie tylko odzyskać pełną atencję Joanny dla bieżącej ofensywy sprzedażowej, ale również przyczyni się do długoterminowego rozwoju produktów reklamowych konsekwentnie budowanej przez nas nowej Grupy Wirtualna Polska.

Maciej Kossowski dołączył do Zespołu Zarządzającego Grupy Wirtualna Polska
Maciej Kossowski dołączył do Zespołu Zarządzającego Grupy Wirtualna Polska

Maciej Kossowski w latach 2000-2014 związany był z Grupą Onet.pl S.A. Pracę rozpoczął na stanowisku Key Account Managera, następnie pełnił funkcje kierownicze w sprzedaży, a od czerwca 2011 do grudnia 2013 – jako Dyrektor Sprzedaży i Członek Zarządu Grupy Onet.pl S.A. – odpowiadał za przychody reklamowe firmy. Współpracę z Onetem zakończył jako Wiceprezes Zarządu Media Impact Polska, spółki odpowiedzialnej za sprzedaż serwisów Grupy Onet oraz tytułów prasowych i serwisów Ringier Axel Springer Polska.

Od lat zaangażowany jest też w prace polskiego oddziału IAB. Ostatnio pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej IAB Polska. Wcześniej pracował dla JMG Sport Publishing, wydawcy „Przeglądu Sportowego”, „Tempa” i „Sportu”. Jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Jakie mieszkania są już dla nas za drogie?

Jaką kwotę może wydać większość kupujących mieszkania w inwestycjach, które powstają w największych aglomeracjach? O możliwości nabywcze osób decydujących się na zakup nowych mieszkań zapytali deweloperów analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Granicę całkowitego wydatku na zakup mieszkania wyznacza cel zakupu i możliwości finansowe nabywców. Osoby podejmujące decyzję o zakupie inwestycyjnym kierują się zakładaną stopą zwrotu, a nie ceną. Natomiast klienci poszukujący lokalu dla rodziny, w którym planują mieszkać przynajmniej kilka lat, najczęściej podejmują decyzje w oparciu o swoją zdolność kredytową, a ta warunkowana jest w dużej mierze aktualnymi stopami procentowymi. Ich niski poziom w ostatnich kwartałach miał istotny wpływ na wzrost siły nabywczej Polaków kupujących mieszkania, czego odzwierciedleniem jest duża popularność mieszkań 3 i 4 pokojowych w ostatnim czasie. Na rynku warszawskim lokale trzypokojowe w tzw. segmencie popularnym dostępne są w inwestycjach Mała Praga, Osiedle Promenady czy Osiedle na Woli, gdzie ich ceny kształtują się na poziomie 380 – 430 tys. zł. Oceniamy, że barierę psychologiczną wyznacza konieczność wydania kwoty około 450 tys. zł. Dla porównania, we Wrocławiu na popularnym i atrakcyjnym Osiedlu Graniczna klienci chętnie kupują mieszkania trzypokojowe o powierzchni 60-65 m kw. w cenach do 350 tys. zł, a barierę psychologiczną wyznacza kwota 400 tys. zł. W Krakowie jest podobnie.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Ceny lokali możliwe do zaakceptowania przez nabywców w Warszawie są bardzo różne w zależności od lokalizacji i standardu budynku. Naszym głównym zadaniem jako dewelopera w procesie przygotowania i analizy projektu jest właśnie dopasowanie inwestycji, a co za tym idzie cen ofertowych do potrzeb i siły nabywczej naszych klientów. W segmencie popularnym najwięcej poszukiwanych mieszkań mieści się w budżecie do 350 tys. zł, natomiast w średniej i średniej-wyższej półce cenowej są to już kwoty plasujące się powyżej 500 tys. zł, które znacząco różnią się w zależności od charakteru inwestycji i jej lokalizacji.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

W Warszawie klienci najchętniej kupują mieszkania w cenie do 350 tys. zł. Oczywiście w innych miastach limity są zdecydowanie niższe i nabywcy interesują się lokalami w cenach do 250 tys. zł. Liczba zawieranych transakcji zdecydowanie spada, jeśli przekraczają te kwoty.

Karolina Guzik, koordynator sprzedaży Skanska Residential Development Poland

Coraz częściej zauważamy, że bardziej od ceny dla klienta istotny jest wysoki standard wykonania inwestycji oraz jej położenie. Atrakcyjna przestrzeń wspólna, wysokiej jakości materiały użyte przy budowie oraz gwarancja jakości w postaci np. certyfikatu to także wartości dodane, na które klienci coraz częściej zwracają uwagę. Pierwszym osiedlem w Polsce, które otrzyma certyfikat środowiskowy BREEAM jest nasza najnowsza inwestycja – Osiedle Mickiewicza w Warszawie. To znane na świecie oznaczenie wysokiej jakości budynków, które spełniają precyzyjnie określone kryteria zdrowotne, środowiskowe oraz wysokie standardy bezpieczeństwa, a także przekładają się na realne oszczędności w budżecie domowym.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Większość kupujących decyduje się na lokale w kwocie do 400 tys. złotych o metrażu do 60 m kw. Dotyczy to naszych inwestycji we wszystkich lokalizacjach. Klienci najczęściej korzystają z kredytów. Osoby decydujące się na zakup za gotówkę, zwykle wybierają wyżej wycenione mieszkania i lokale z segmentu premium, np. w warszawskich inwestycjach Wellhome Zacisze i Osiedle Magenta.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Klienci szukają nieruchomości typowych, które są łatwo zbywalne. Cena zakupu graniczna dla Krakowa to ok. 5 600 zł/m kw., dla Warszawy w okolicach 10 000 zł/m kw. Jak wynika z danych rynkowych za 2014 rok, większość zawieranych transakcji dotyczy zakupu mieszkań w cenie do 300 tys. zł.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Możliwości nabywcze klientów w stolicy są nieco wyższe niż w innych miastach. Największą popularnością we wszystkich miastach cieszą się mieszkania w cenie do 300 tys. zł, które posiadamy we wszystkich inwestycjach. W takiej kwocie można nabyć wygodnie mieszkanie dwupokojowe z dostępem do dobrej infrastruktury, a nawet małą trójkę. Dodatkowym wsparciem dla młodych ludzi jest oczywiście także program MdM. W prestiżowych inwestycjach, takich jak Bliska Wola przy ulicy Kasprzaka, czy Rezydencja Redłowo w Gdyni, ceny są nieco wyższe, ale inna jest także grupa docelowa, do której kierujemy ofertę. W Bliskiej Woli, zlokalizowanej blisko centrum Warszawy, mieszkania szybko znajdują nabywców, ceny lokali zaczynają się od 230 tys. zł.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

W inwestycjach dedykowanych młodym rodzinom, które bardzo często chcą skorzystać z dopłat w programie Mieszkanie dla młodych, akceptowalną dla większości klientów granicę ceny wyznaczają limity przyjęte w MdM. O cenie decyduje najczęściej lokalizacja. Niemal każda warszawska dzielnica ma inny poziom cenowy akceptowalny przez większość nabywców.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

To, jaka cena jest do zaakceptowania dla kupującego mieszkanie w Warszawie w dużej mierze zależy od indywidualnych możliwości nabywczych, zdolności kredytowej i wyboru dzielnicy, w której chciałby zamieszkać. Większość kupujących w Central Park Ursynów, przy ul. Kłobuckiej akceptuje cenę 300 tys. zł za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 50 m kw. Klienci szukający mieszkań w bardziej atrakcyjnych lokalizacjach, jak na przykład w inwestycji Bielany Residence, czy Rezydencji Arteco na Żoliborzu za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni ok. 50 m kw. są gotowi zapłacić do 400 tys. zł, a w dzielnicy Włochy w Osiedlu Zielona Italia w granicach 300 tys. zł. Górna granica ceny dwupokojowych mieszkań, akceptowana przez kupującego, waha się od ok. 6000 do 8000 zł/m kw.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa

Klienci, kupujący mieszkania w zlokalizowanym na warszawskiej Białołęce osiedlu Tarasy Dionizosa, wybierają najczęściej lokale w cenie do 350 tys. zł, ale największym zainteresowaniem cieszą się najmniejsze mieszkania dwupokojowe w kwocie ok. 200 tys. zł.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

W inwestycji Hubertus w Warszawie najwięcej transakcji opiewa na kwotę 500 – 600 tys. zł, mniej klientów decyduje się na zakup mieszkań w cenie powyżej 700 tys. Inaczej jest w Wolnym Mieście w Gdańsku, gdzie największa ilość transakcji mieści się w przedziale 250 – 300 tys., a niewiele jest tych powyżej 400 tys. zł. O możliwościach zakupu decyduje przede wszystkim zdolność kredytowa, a z racji wysokości zarobków, w Warszawie jest ona największa.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Specyfika poszczególnych inwestycji mieszkaniowych oraz złożoność sposobów finansowania zakupu lokalu uniemożliwiają precyzyjne określenie łącznej kwoty, przy której kończą się możliwości nabywcze większości klientów. Całkowita cena mieszkania uzależniona jest od wielu czynników, wśród których możemy wymienić: charakterystykę danego mieszkania, jak i całej inwestycji, zakres usług deweloperskich, z których korzysta nabywca oraz przede wszystkim mechanizm finansowania zakupu. Możliwości negocjacji ceny także różnią się w przypadku zakupu gotówkowego i finansowania zewnętrznego. W naszych, warszawskich inwestycjach Stacja Kazimierz i Miasto Wola średnie ceny mieszkań oscylują wokół 350 – 400 tys. zł dla lokali dwu lub trzypokojowych. Na tę kwotę składa się wiele elementów, włącznie z wykończeniem mieszkania pod klucz wliczonym w cenę. W obu naszych projektach dużym zainteresowaniem cieszą się również lokale o powierzchni ok. 100 m kw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest

Najwięcej osób kupujących mieszkania w naszych warszawskich inwestycjach jest zainteresowanych ofertami w cenie do 300 tys. zł, ale bardzo szybko przybywa chętnych, którzy decydują się na zakup mieszkania do 400 tys. zł. Taką kwotę klienci są w stanie przeznaczyć na mieszkania dwu i trzypokojowe. Kredyty na wyższą sumę są zaciągane rzadko, chociaż zależy to od możliwości finansowych kredytobiorcy. W inwestycji Monte Verdi zlokalizowanej w dzielnicy Włochy przewidujemy, że klienci będą mogli skorzystać z oferty mieszkań z dopłatą rządową w programie MdM.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment

Na podstawie sprzedaży mieszkań w prowadzonych przez nas inwestycjach w Krakowie i Katowicach możemy stwierdzić, że w tych miastach najchętniej kupowane są lokale w cenie do 250 tys. zł. Takich mieszkań mamy w ofercie najwięcej. Droższe lokale dłużej oczekują na nabywców.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Zysk z wynajmu mieszkania wyższy niż z lokaty

4,21 proc. netto w skali roku wynosi oczekiwana rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem w największych miastach – wynika z najnowszego raportu Domiporta.pl oraz Home Brokera. Z siedmiu badanych miast najlepiej wypada Gdańsk, gdzie oczekiwana stopa zwrotu wynosi 5,21 proc. Wartość ta jest zależna głównie od ceny zapłaconej za mieszkanie oraz stawki najmu uzgodnionej z najemcą. Nie należy jednak zapominać o innych czynnikach, takich jak stawka czynszu, nakłady poniesione na przygotowanie nieruchomości oraz czas potrzebny na znalezienie najemcy.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – maj 2015

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 - maj 2015
Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z maja 2015 r.; oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z maja 2015 r. obniżone o 5 proc.

Zyskowny Gdańsk

W najnowszym raporcie Gdańsk pozostaje jedynym badanym miastem, w którym przeciętna oczekiwana rentowność najmu przekracza 5 proc. netto. Przeciętnie za metr kwadratowy mieszkania w tym mieście należy zapłacić 5 242 zł, zaś mediana stawki najmu to 34,64 zł za mkw. Po uwzględnieniu czynszu, podatków i faktu, że 100-proc. obłożenie mieszkania jest mało prawdopodobne, oczekiwana rentowność takiej inwestycji to 5,21 proc. netto w ujęciu rocznym. To oznacza, że nieruchomość zwróci się po 19 latach i 2 miesiącach. Ale Gdańsk to bardzo zróżnicowany rynek nieruchomości. Lokale w prestiżowej okolicy (Starówka) czy nad morzem kosztują krocie (często ponad 10 tys. zł za mkw.), a jednocześnie mieszkania przeznaczone do remontu zlokalizowane w mniej atrakcyjnej okolicy to czasami wydatek poniżej 3 tys. zł za mkw.

26 lat oczekiwania na zwrot z inwestycji

Na przeciwny biegunie rentowności są Kraków, Gdynia i Poznań, gdzie oczekiwana stopa zwrotu wynosi 3,7-3,8 proc. w skali roku. To oznacza, że zwrot z inwestycji nastąpi po 26-27 latach. Należy jednak pamiętać, że zakup mieszkania na wynajem może procentować nie tylko poprzez zarobek od najemcy, uwzględnić należy także możliwy wzrost wartości samej nieruchomości. Tu oczywiście trudno przewidywać, jak zachowywać się będą ceny na przestrzeni kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, aczkolwiek obserwacje dojrzałych rynków pokazują, że w długim terminie ceny mieszkań rosną 1-2 punkty procentowe ponad inflację. Przy czym znaczenie ma oczywiście fakt, w jakim momencie koniunktury nieruchomość zostanie nabyta. Zakup na szczycie hossy sprawi, że samo odrobienie strat zajmie wiele lat.

Warszawa, największy i najbardziej dynamiczny rynek nieruchomości w kraju, niezmiennie przyciąga inwestorów. Ostatnie wzrosty cen (przeciętna cena transakcyjna metra kwadratowego wzrosła od początku roku z 7,1 do ponad 7,4 tys. zł) obniżyły jednak nieco średnią rentowność inwestycji w lokal na wynajem. Kilka miesięcy temu było to ponad 4,8 proc. rocznie, dziś stawka ta wynosi 4,35 proc. Podobnie jest w Łodzi, gdzie od początku roku wzrost cen przekroczył 15 proc. (to efekt m.in. niskiej bazy), co doprowadziło do spadku rentowności najmu z 5 do niewiele ponad 4 proc. rocznie.

Rentowność najmu mieszkań w poszczególnych miastach w maju 2015 roku

Miasto Średnia cena
zakupu mkw.
Średnia stawka najmu (za mkw.) Rentowność brutto Rentowność netto
Gdańsk 5 242 zł 34,64 zł 5,80% 5,21%
Gdynia 5 212 zł 27,27 zł 4,34% 3,88%
Kraków 6 280 zł 31,67 zł 4,15% 3,70%
Łódź 4 134 zł 23,75 zł 4,58% 4,07%
Poznań 5 107 zł 26,60 zł 4,29% 3,83%
Warszawa 7 445 zł 42,47 zł 4,86% 4,35%
Wrocław 5 722 zł 33,93 zł 4,97% 4,44%

Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z maja 2015 r.; oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z maja 2015 r. obniżone o 5 proc.

Nie każdy zarobi tyle samo

Badanie rentowności najmu opiera się na medianach cen transakcyjnych oraz stawek ofertowych najmu pomniejszonych o 5 proc. Oczywiście nie każdy zarobi tyle co rynkowa średnia. Wśród mieszkań na wynajem są bardziej i mniej zyskowne.

Najlepiej oprocentowana lokata roczna na wyższą kwotę (np. 100 tys. zł – to wyklucza promocje, które często dotyczą maksymalnie kilku tys. zł) to obecnie niespełna 2,3 proc. netto. Jakby na to nie patrzeć, nawet najlepsza lokata daje dziś znacznie niższy zysk niż mieszkanie na wynajem w każdym z badanych miast. Należy jednak pamiętać, że nieruchomość taka to więcej zachodu niż założenie depozytu, które można załatwić w kilka minut, nie odchodząc od komputera. Na dodatek w lokacie od razu wiadomo ile wyniesie zysk, podczas gdy z mieszkaniem na wynajem sytuacja jest bardziej skomplikowana i nieprzewidywalna. Rynkowe średnie dają jednak podstawy by wierzyć, że jest to korzystne rozwiązanie.

Rośnie zainteresowanie najmem

– Z analizy danych popytowych w naszym serwisie wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy odnotowaliśmy 8-proc. wzrost liczby zapytań o mieszkania na wynajem w siedmiu badanych lokalizacjach – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Stanowią one prawie 23 proc wszystkich zapytań o najem w skali całego kraju – dodaje. Oznacza to, że rośnie zainteresowanie najmem, na co wpływ ma m.in. rosnąca mobilność młodych osób migrujących po kraju za pracą. Obszary aglomeracyjne absorbują coraz większą liczbę ludności poprzez generowanie i udostępnianie nowych miejsc pracy. – Jednocześnie obserwujemy znaczny, bo prawie 12-proc. spadek zainteresowania mieszkaniami do sprzedaży, co może wynikać z początku wzrostu cen w ostatnich miesiącach – komentuje ekspert z Domiporta.pl. Według analiz portalu największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania 2-pokojowe w przedziale cenowym 1,7 -2,0 tys. zł za miesiąc, które stanowią 37 proc wszystkich zapytań.

Jak liczona jest rentowność najmu?

Oczekiwana rentowność z inwestycji w mieszkanie na wynajem liczona jest na podstawie cen transakcyjnych mieszkań (z transakcji dokonanych przez klientów Home Broker i Open Finance) oraz ofert na wynajem zamieszczonych na stronach portalu Domiporta.pl. Stawki ofertowe najmu zostały do obliczeń obniżone o 5 proc. W wyliczeniach uwzględniano dane z siedmiu rynków nieruchomości: Gdańska, Gdyni, Krakowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Pod uwagę bierzemy medianę, która urealnia dane zmniejszając wagę ofert znacząco odstających od przeciętnych.

Rentowność netto uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu mieszkania, 5 PLN za metr miesięcznego czynszu dla administracji płaconego przez właściciela (6 PLN w Krakowie i Wrocławiu oraz 7 PLN w Warszawie) oraz podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 proc.

Marcin Krasoń, Home Broker
Maciej Górka, Domiporta.pl
Źródło: home broker

Niemal jeden na trzech klientów chwilówek czuje się oszukany ofertą za 0 zł

Firmy chwilówkowe reklamują coraz większe kwoty, które można według nich pożyczyć za 0 zł. Doświadczenia klientów, którzy uwierzyli zachętom i skusili się na taką ofertę, pokazują jak szybko darmowa pierwsza pożyczka okazała się bardzo kosztowna. 

Jak wynika z badania Provident Polska przeprowadzonego przez Millward Brown przeciętny konsument oferty chwilówkowej (szybkich pożyczek branych na okres do 30 dni, które trzeba spłacić w całości) w okresie ostatnich 12 miesięcy zaciągnął ponad dwie i pół pożyczki. Z tego 43 proc. badanych skorzystało z co najmniej jednej pożyczki krótkoterminowej w ofercie za 0 zł. To pokazuje jak bardzo ten rodzaj promocji działa na klientów, co cieszy firmy chwilówkowe. Innego zdania są jednak konsumenci, którzy ulegli złudnej magii darmowej pożyczki.

Przemysław Kasza

Chcieliśmy poznać opinię naszych klientów, którzy obecnie korzystają z oferty pożyczki konsolidacyjnej, a wcześniej skusili się na chwilówki za 0 zł. Wyniki były zatrważające. Prawie 33 proc. badanych użytkowników chwilówek uważa, że oferta za 0 zł skłania do zadłużania się, pomimo braku pilnej potrzeby. Oznacza to, że ich działania były impulsywne i do końca nie przemyśleli swojej decyzji. Niemal co trzeci badany użytkownik chwilówek uznał także, że firma chwilówkowa oszukała ich ofertą za 0 zł komentuje Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska SA.

Badania wykazały, że aż 49 proc. pożyczek udzielonych w ofercie za 0 zł zostało spłaconych z dodatkowym kosztem, wynikającym z opóźnienia spłaty. Przeciętna osoba, która zetknęła się z tym problemem musiała: spłacić dwie takie pożyczki, ponieść koszt ok. 41 proc. wartości każdej z nich (przykładowo pożyczając 1000 zł za 0 zł oddała w sumie 1410 zł). Uwagę zwraca także czas średnia długość przeterminowania pożyczki wynosi 2 miesiące.

To dodatkowe argumenty, który pokazują jak ważna i potrzebna jest w Polsce ustawa regulująca rynek pożyczek pozabankowych. Przygotowane przez rząd przepisy na pewno zwiększą transparentność sektora. Proponowana ustawa pomoże także oczyścić go z firm, które teraz działają w sposób sprzeczny z etyką mówi Roman Jamiołkowski, rzecznik prasowy Provident Polska.

Nowa regulacja z pewnością poprawi też pozycję konsumentów. To wszystko powinno wpłynąć na zwiększanie zaufania do sektora, na czym powinno zależeć wszystkim firmom pożyczkowym dodaje.

Badanie zostało zrealizowane w dniach 22-23.06.2015 w studio CATI Millward Brown SA i pod jej wyłącznym nadzorem. W badaniu udział wzięła losowa próba konsumentów, którzy korzystali z ofert pożyczek krótkoterminowych (od 7 dni do 2 miesięcy) w okresie ostatnich 12 miesięcy.

Niewyspany jak Polak?

Aby odnieść sukces zawodowy, trzeba czasami zrezygnować z wielu godzin snu – takiego zdania jest aż 57 proc. freelancerów, managerów, pracowników korporacji i przedsiębiorców. Zdecydowana większość z nich przesypia w tygodniu maksymalnie tylko 6 godzin na dobę. Jest to spowodowane zbyt dużą ilością obowiązków na głowie, ale także różnymi zaburzeniami snu wywołanymi przez stres, problemy zdrowotne i niekomfortowe warunki spania. Te i inne wnioski płyną z badania TNS Polska „Jak śpią Polacy” przeprowadzonego na zlecenie marki Dormeo – producenta materacy.
W badaniu „Jak śpią Polacy” szczegółowo przebadano grupę managerów, pracowników korporacji, młodych przedsiębiorców oraz przedstawicieli wolnych zawodów. Grupa ta powszechnie kojarzy się z pracoholikami, pochłoniętymi swoją pracą, nastawionymi na cele i sukces. A jak to jest w rzeczywistości?
Aż 51% ankietowanych wskazało, że ludzie z ich otoczenia zawodowego często zawalają noce i niedosypiają z powodu obowiązków służbowych, a 27% wprost przyznało, że ważniejsza jest dla nich kariera, niż to żeby się wyspać. Potwierdzają to dane na temat długości snu. Aż 49 % przeznacza na niego w trakcie tygodnia maksymalnie 6 godzin na dobę. Brakujące godziny są chętnie odbierane podczas weekendów. 82% badanych pozwala sobie wtedy na dłuższy, ponad 7 godzinny sen. Mimo iż większość przedsiębiorców i pracowników w badanej grupie (74 %) przyznaje, że sen jest dla nich cenny i każdą jego godzinę starają się wykorzystać jak najlepiej okazuje się, że prawie połowa z nich, rzadko lub bardzo rzadko jest zadowolona z jakości swojego snu. W konsekwencji często czują się zmęczeni i niewyspani zaraz po przebudzeniu (44 %), a w ciągu dnia odczuwają znużenie i senność (55%). Do tego dochodzą problemy z zaśnięciem, budzenie się w środku nocy i brak komfortu podczas snu. Ogólnie, do różnych problemów (częstych lub sporadycznych) ze snem przyznaje się 74 % badanych.

Zapytaliśmy także, jakie są zdaniem ankietowanych najczęstsze przyczyny zaburzeń snu. Na pierwszym miejscu wskazywany był wysoki poziom stresu w pracy (57%). Na drugim problemy zdrowotne, a na trzecim niekomfortowe warunki spania (niewygodny materac lub łóżko). Niestety jak pokazują kolejne dane, zaburzenia snu przekładają się bezpośrednio na jakość i efektywność pracy. 58 % wskazało, że po źle przespanej nocy jest gorzej zorganizowana i ma problemy, by poradzić sobie ze wszystkim zadaniami w ciągu dnia.

Niewyspany jak Polak? Jak śpią Polacy?

Z laptopem w łóżku?

Każdemu zdarza się zostawać w pracy po godzinach czy nawet „zabierać pracę” do domu. Jak się okazuje, pracy nie zabieramy tylko do domu, ale także do własnego łóżka. Według badania „Jak śpią Polacy”, przeprowadzonego przez TNS Polska na zlecenie Dormeo, do częstej lub bardzo częstej pracy w łóżku przyznaje się co piąty ankietowany. Aż połowie, zdarza się po powrocie do domu pracować jeszcze do późnych godzin nocnych. Ma to niekorzystny wpływ na sen, ponieważ, sztuczne światła emitowane przez monitory laptopów oraz smartfonów sprawiają, że nasz umysł automatycznie przestawia się na tryb pracy, utrudniając relaks przed snem i zaśnięcie.

Kiedy sen jest luksusem…

Według badania 20% managerów, pracowników korporacji, młodych przedsiębiorców oraz przedstawicieli wolnych zawodów, przyznaje, że sen jest dla nich luksusem, na który często nie mogą sobie pozwolić. I, jak się okazuje, nie tylko dla nich… Amerykański miliarder, Donald Trump, sypia od czterech do pięciu godzin. Ciężko mu sobie wyobrazić, jak osoba, która sypia 12-14 godzin na dobę, może osiągnąć sukces w biznesie w porównaniu z osobą, która sypia trzy albo cztery. Natomiast Jack Dorsey, założyciel Twittera, pracuje dziennie od 16 do 20 godzin! I wciąż znajduje czas, aby każdego ranka wstać o 5:30 i pobiegać. Jak zatem sprawić, aby pomimo niewielkiej ilości czasu na sen, móc pracować na pełnych obrotach przez cały dzień?

Efektywność nie tylko przy realizacji planów

O efektywności w życiu zawodowym mówi się bardzo wiele. Firmy organizują specjalne szkolenia, ucząc swoich pracowników, jak mądrze zarządzać swoim czasem i zadaniami. Dostępna jest ogromna ilość aplikacji na smartfony, które w tym pomagają. Dlaczego zapominamy o tej zasadzie w życiu prywatnym? Obok zdrowego, rozsądnego odżywiania mądry sen jest podstawą poprawnego funkcjonowania w ciągu dnia. Pozwala dobrze się czuć, mieć otwarty umysł i pozytywny nastrój.
Ludzie szczególnie zabiegani, którzy spędzają w pracy większość swojego dnia, a bardzo często także wieczór, powinni rozpocząć analizę swojego środowiska snu od najważniejszego elementu, czyli materaca. Należy zwrócić uwagę na to, czy materac dopasowuje się do naszego ciała podczas snu, zapewniając idealne podparcie. Właściwości te posiada materac Dormeo z linii Air Comfort, w którym zastosowano technologię sprężyn Octaspring®. Zwróćmy także uwagę na zachowanie się powierzchni materaca – musimy mieć pewność, że powraca do swojej pierwotnej postaci, niezależnie od nacisku poszczególnych części ciała. Taki materac pozwala na o wiele szybszą regenerację, a także bardzo dobrze wpływa na jakość naszego snu – radzi Szczepan Figat, fizjoterapeuta z kliniki Fizjoperfekt, ekspert firmy Dormeo.

Pracowałeś za granicą? Sprawdź, czy należy ci się emerytura

Osoby pracujące w krajach Unii Europejskiej, Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii mogą ubiegać się o przyznanie zagranicznego świadczenia emerytalnego. Trzeba jedynie złożyć wniosek.

Kraje mają określone zasady nabywania prawa do emerytury. Jednym z warunków może być np. czas wykonywania pracy. Jeśli osoba spełnia ustalone kryteria, powinna ubiegać się o świadczenie emerytalne z danego państwa.

Jak mówi serwisowi infoWire.pl Radosław Milczarski z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS): „Kiedy chcemy uzyskać prawo do zagranicznej emerytury, składamy wniosek w ZUS lub – jeżeli mieszkamy poza Polską – analogicznej instytucji w danym kraju”. Jeśli złożyliśmy pismo w ZUS, sprawdzi on zawarte w dokumencie informacje o naszym zatrudnieniu i przekaże do określonego urzędu zagranicznego, a ten wyliczy nam świadczenie emerytalne.

Gdy wyjeżdżamy do pracy za granicę, powinniśmy sprawdzić przepisy obowiązujące w danym kraju, które określają, jakie warunki musimy spełnić, aby otrzymać prawo do np. emerytury bądź renty. Wszelkie informacje na temat nabywania świadczeń i ich koordynacji znajdziemy na stronie ZUS – www.zus.pl.