Nowi partnerzy EY Polska

0

Maja Mandela jest partnerem w Grupie Rynków Finansowych, zajmującym się głównie tematyką ubezpieczeniową. Posiada bogate doświadczenie w zakresie audytów firm z branży finansowej, transakcji na rynku ubezpieczeniowym i bankowym, doradztwie z zakresu rachunkowości, a także w doradztwie biznesowym w procesach transformacji IT. Zdobyła je w trakcie współpracy z wiodącymi polskimi i zagranicznymi zakładami ubezpieczeń, bankami i firmami z sektora asset management. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej, gdzie specjalizowała się w ubezpieczeniach i metodach aktuarialnych, a także biegłym rewidentem, autorką artykułów o tematyce ubezpieczeniowej oraz prelegentką na konferencjach dotyczących rynków finansowych.

Łukasz Jeśkiewicz jest partnerem w Dziale Doradztwa Podatkowego, zajmującym się tematyką fuzji i przejęć. Posiada doświadczenie w zakresie międzynarodowego prawa podatkowego, międzynarodowych standardów rachunkowości i rachunkowości zarządczej, a także w zakresie fuzji i przejęć, które zdobył doradzając w biurach EY w Warszawie i Londynie przy wykupach lewarowanych, projektach due diligence, strukturyzacjach dezinwestycji, integracji potransakcyjnej oraz doradztwie w zakresie umów nabycia aktywów. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Centrum Prawa Brytyjskiego i Europejskiego, a także licencjonowanym doradcą podatkowym i członkiem ACCA. Współtworzył książkę ,,Międzynarodowe Planowanie Podatkowe”. Był autorem artykułów o tematyce podatkowej.

Jakub Kraszkiewicz jest partnerem w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć, odpowiedzialnym za nadzór audytów dochodzeniowych i śledczych oraz projekty wdrażania narzędzi minimalizujących ryzyko nadużyć. Specjalizuje się w prowadzeniu dochodzeń i audytów śledczych, analizie procesów gospodarczych i ocenie systemów kontroli wewnętrznej. Jest absolwentem Finansów i Bankowości na Uniwersytecie Łódzkim. Studiował także na University of Tampere w Finlandii. Skończył podyplomowo Zarządzanie Ryzykiem Nadużyć na Nottingham Business School. Dyplomowany Audytor Wewnętrzny (CIA); Certyfikowany Menedżer Projektów (PMP) i Biegły ds. Wykrywania Oszustw i Nadużyć Gospodarczych (CFE). Posiada też certyfikat Certified Anti-Money Laundering Specialist (CAMS). Wspólnie z Akademią Leona Koźmińskiego w Warszawie opracował program studiów „Compliance – teoria i praktyka”. Jest wykładowcą z zakresu compliance w Szkole Głównej Handlowej oraz na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie.

Zbigniew Liptak jest partnerem w Dziale Doradztwa Podatkowego, specjalizującym się w doradztwie regulacyjnym oraz w opodatkowaniu obrotu towarowego (VAT, akcyza, opłaty środowiskowe i celne). Jest liderem zespołu Center for Tax Policy. Pracuje dla klientów z przemysłu ciężkiego oraz FMCG. Występował jako pełnomocnik w postępowaniach podatkowych i celnych m.in. przed Naczelnym Sądem Administracyjnym i Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Studiował na Wydziale Ekonomii Akademii Ekonomicznej w Krakowie; na Wydziale Ekonomii Wyższej Szkoły Technicznej w Bielefeld w Niemczech oraz w Szkole Biznesu Uniwersytetu Sztokholmskiego w Szwecji. Jest licencjonowanym doradcą podatkowym. W 2008 roku został nagrodzony Złotym Paragrafem „Gazety Prawnej” w kategorii „Najlepszy doradca podatkowy”. Jest współautorem czterech komentarzy do przepisów VAT i akcyzowych, a także autorem kilkuset artykułów podatkowych w pismach branżowych i prasie ekonomicznej.

 

Jazda na podwójnym gazie – 90% informacji docierających do kierowcy to informacje wzrokowe

Każda ilość spożytego alkoholu wpływa na funkcjonowanie organizmu człowieka. Prowadzenie pojazdu wymaga przede wszystkim świetnej koordynacji wzrokowo – ruchowej, ponieważ 90% informacji docierających do kierowcy to informacje wzrokowe. Te alkohol zaburza najszybciej. Picie alkoholu przez kierowcę uniemożliwia bezpieczną jazdę samochodem.

W zależności od stężenia alkoholu, reakcja organizmu na bodźce zewnętrzne zostaje zaburzona. Przy stężeniu alkoholu we krwi w ilości:

  • 0,3 – 0,5 promila następuje upośledzenie reakcji wzrokowo-ruchowej,
  • 0,5 – 0,7 promila następuje obniżenie samokontroli (błędna ocena własnych możliwości)
  • 0,7 – 2,0 promila ma miejsce zaburzenie równowagi
  • 2,0 – 3,0 promila następuje zaburzenie mowy i wzmaga się senność
  • 3,0 – 4,0 promila spada ciśnienie krwi, rozpoczyna się zanik naturalnych odruchów
  • powyżej 4,0 promili może dojść do śpiączki a nawet śmierci

Kraje członkowskie Unii Europejskiej dostosowują kodyfikacje do możliwości współczesnej technologii. Nie muszą już być odbierane uprawnienia za jazdę pod wpływem, by wyeliminować pijaństwo za kółkiem.

– „Osoba wsiadająca do pojazdu poddaje się próbie na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Jeżeli urządzenie wykaże przekroczenie dozwolonej wartości wówczas nie będzie można uruchomić pojazdu. W Europie prym wiodą państwa skandynawskie. Urządzenia te są już bardzo szeroko stosowane. Niektóre kraje z zastosowaniem alkolocków poszły o krok dalej. W Szwecji wszystkie samochody wyprodukowane po 2014 roku muszą być wyposażone w blokady antyalkoholowe.” – mówi Bartłomiej Czernecki, dyrektor zarządzający Noidss Sp. z o.o.

Noidss stworzył system blokady alkoholowej - alkolock
Noidss stworzył system blokady alkoholowej – alkolock, czyli tester z ustnikiem, który zintegrowany jest z modułem sterującym urządzenia. Po analizie stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu pozwala on lub uniemożliwia uruchomienie auta. W przypadku stwierdzenia przekroczenia dopuszczalnej w danym kraju normy alkoholu we krwi zapala się czerwone światło Led  i słyszalny jest potrójny sygnał dźwiękowy. Źródło: Noidss Sp. Z o.o. www.noidss.com

To było el dorado Europy – benefity po grecku

Grecka sielanka trwała długo, jednak obecnie Grecy muszą zacisnąć pasa. Nad byłą Helladą nieubłaganie wisi groźba bankructwa.. Od poniedziałku (29 czerwca 2015 roku) na tydzień zamknięto banki, wprowadzono też dzienny limit wypłat z bankomatów w wysokości 60 EUR, który nie dotyczy obcokrajowców, posiadających środki na zagranicznych kontach bankowych.

Między innymi brak reform oraz niezwykle niska skuteczność ściągania podatków doprowadziły do kryzysu. Trzeba przyznać, że Grecy to wyjątkowo oryginalny naród. „Niedokończone”, ale zamieszkałe domy, za które nie odprowadzają podatków to tylko kropla w morzu oszustw. Na 39-tysięcznej wyspie Zakinthos 700 osób pobierało zasiłek dla niewidomych. Nieco mniej nieuczciwych obywateli było na Kalymnos, gdzie okazało się, że na 152 osoby które otrzymywały zasiłek, aż 100 niewidomych nagle zostało „cudownie uzdrowionych” po przeprowadzeniu kontroli. W 2013 roku pod lupę wzięto również przedsiębiorstwa. Kontrola skarbowa, która odbyła się w 1 465 firmach wykazała nieprawidłowości w 731 z nich.

Pomysłowości nie można odmówić Grekom przede wszystkim w kwestii wynagrodzeń i benefitów. Tamtejszy rząd notorycznie przekraczał limity wydatków, a ich ogromna część była przeznaczona na transfery socjalne i wynagrodzenia w sektorze publicznym. Pracownicy otrzymywali trzynastą pensję na Boże Narodzenie a czternastą na Wielkanoc. Grecką fantazję dobrze ilustrują uzyskiwane przez Greków benefity. Premie mogły tam stanowić od 5 do 1 300 EUR miesięcznie. Leśnicy otrzymywali premię za pracę na zewnątrz, niektórzy urzędnicy dostawali dodatki za pracę przy komputerze, nie mówiąc już o wysokich gratyfikacjach za znajomość języków obcych. Tygodnik Ateński opublikował listę najciekawszych benefitów. Urzędnicy państwowi za doręczenie kopert do rąk własnych mogli otrzymać nawet 290 EUR miesięcznie. W jednym z przedsiębiorstw sfery budżetowej oferowano dodatek za mycie rąk (420 EUR miesięcznie). Pracownicy innej państwowej firmy otrzymywali 600 EUR miesięcznie za niespóźnianie się do pracy. Aby zachęcić do korzystania z darmowej stołówki pracowniczej, osobom które zdecydowały się na obiady w pracy dopłacano 120 EUR miesięcznie do pensji. Pracownikom administracyjnym płacono również 870 EUR miesięcznie za wysyłanie faksów, a wymiaru sprawiedliwości 595 EUR miesięcznie za skuteczne prowadzenie spraw. Na atrakcyjne premie mogli liczyć również kierowcy. Za rozgrzanie silnika samochodu dostawali 69 EUR miesięcznie, za punktualne przyjazdy na miejsce mogli otrzymać 310 EUR miesięcznie, a za przejmowanie i zdawanie samochodów 450 EUR miesięcznie. W wielu przypadkach dodatki stanowiły 50% wartości pensji.

Również greckie prawo pracy było przyjazne dla pracowników. Część Greków mogła przejść na emeryturę po ukończeniu 53 roku życia, a osoby utrzymujące się z turystyki pracowały przez 4-5 miesięcy w roku. W pozostałych miesiącach otrzymywały zasiłek, który pozwalał na dostatnie życie.

Greccy pracownicy otrzymywali też szereg dodatków ustawowych:

  • Za wysługę lat, np. dla urzędników, którzy po przepracowaniu 3 lat otrzymywali 10% dodatku do wynagrodzenia.
  • Rodzinny dla małżeństw – każdy z małżonków uzyskiwał 10% do podstawy wynagrodzenia i 5-procenowy dodatek na każde dziecko.
  • Za znajomość języka obcego, w wysokości 10%, nawet jeśli nie była ona udokumentowana.
  • Za uciążliwe warunki pracy ,w wysokości 15% podstawy wynagrodzenia. W tej grupie znalazły się między innymi sprzątaczki.
  • Naukowy, przysługujący za każdy tok nauki po szkole średniej, w wysokości 5% wynagrodzenia.
  • Komputerowy, w wysokości 15% wynagrodzenia podstawowego, dla pracowników, którzy cały dzień pracują przy komputerze.
  • Świąteczny. Z okazji Bożego Narodzenia dodatek w wysokości miesięcznej pensji, na Wielkanoc ½ wysokości wynagrodzenia.
  • Urlopowy, dla pracowników, którzy u jednego pracodawcy przepracowali przynajmniej 10 miesięcy – w wysokości połowy miesięcznego wynagrodzenia.

Ewelina Jurczak
Sedlak & Sedlak
 Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Wielton SA wypłaci dywidendę za rok 2014 w wysokości 14 490 OOO zł

0

Zarząd Wielton SA poinformował, że w dniu 29 czerwca 2015 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki podjęło decyzję o wypłacie dywidendy z zysku netto spółki Wielton, który w roku obrotowym 2014 wyniósł 30 356 894,36 zł. Na wypłatę dywidendy przeznaczona została kwota 14 490 OOO zł, tj. 0,24 zł na akcję. Pozostały zysk netto w wysokości 15 866 894,36 zł przeznaczono na kapitał zapasowy. Dzień dywidendy ustalono na 31 lipca 2015 roku. Dywidenda zostanie wypłacona w dwóch transzach. Pierwsza transza w wysokości 6 037 500 zł, tj. 1 O groszy na akcję, trafi do akcjonariuszy 21 sierpnia 2015 roku. Druga transza – 8 452 500 zł, tj. 14 groszy na akcję – zostanie wypłacona 10 grudnia 2015 roku.

WIELTON STAWIA NA INNOWACYJNOŚĆ I ROZWÓJ ZAGRANICZNY

29 czerwca 2015 roku Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Wielton SA powołało do Rady Nadzorczej Waldemara Frąckowiaka oraz Tadeusza Uhla. Nowi członkowie Rady Nadzorczej będą wspierać Zarząd w rozwoju innowacyjności oraz ekspansji zagranicznej.

W skład 8-osobowej Rady Nadzorczej spółki Wielton wchodzą ponadto: Przewodniczący Rady Nadzorczej Paweł Szataniak, Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Ryszard Prozner, Sekretarz Rady Nadzorczej Krzysztof Półgrabia, Członkowie Rady Nadzorczej Mariusz Szataniak, Krzysztof Tylkowski, Członek Niezależny Piotr Kamiński. Ze składu Rady Nadzorczej został odwołany Andrzej Podsiadło.

Tadeusz Uhl – profesor zwyczajny Akademii Górniczo-Hutniczej, założyciel i Prezes spółki EC Grupa – grupy 14 firm z obszaru R&D, w Radzie Nadzorczej Wieltonu będzie doradzał w obszarze dalszego rozwoju innowacyjności. Prof. Tadeusz Uhl jest kierownikiem Katedry Robotyki i Mechatroniki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ma na swoim koncie ponad 600 publikacji naukowych oraz kilkadziesiąt patentów krajowych i międzynarodowych. Członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierów Mechaników, Towarzystwa Mechaniki Eksperymentalnej (SEM) oraz przewodniczący Polskiego Towarzystwa Diagnostyki Technicznej.

Prof. dr hab. Waldemar Frąckowiak, ekspert w obszarze fuzji, przejęć oraz międzynarodowych projektów inwestycyjnych, będzie wspierał rozwój grupy Wielton na rynkach zagranicznych. Waldemar Frąckowiak, profesor zwyczajny Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, jest pomysłodawcą, założycielem i kierownikiem Katedry Inwestycji i Rynków Kapitałowych na tej uczelni. Waldemar Frąckowiak jest również założycielem i partnerem zarządzającym spółki Grant Thornton. W minionych latach pełnił funkcję prezesa oraz członka zarządu bez uprawnień wykonawczych w takich spółkach, jak KGHM Polska Miedź SA, BZ WBK Bank SA oraz Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Autor ponad 300 publikacji naukowych i prasowych. Alumn Harvard Business School, członek European Capital Market Institute w Madrycie, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego oraz Kapituły Fundacji Rozwoju Rachunkowości przy GPW w Warszawie SA.

Polska gospodarka znów rośnie

Dobre dane z Polski zawsze cieszą. Rosnące indeksy PMI często wyprzedzają dobre informacje z gospodarki. Grecy zgodnie z zapowiedziami nie spłacili kolejnej raty zadłużenia, natomiast wystąpili o wydłużenie terminu spłat. W Chinach powstała przeciwwaga dla MFW.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Dobre wiadomości z polskiej gospodarki. Indeks PMI dla przemysłu wzrósł do 54,3 pkt, to ponad 2 pkt powyżej oczekiwań. Świadczy to o tym, że pomimo zawirowań na rynkach menażerowie są spokojni i optymistycznie patrzą w przyszłość. Wzrosty tego indeksu często wyprzedzają wzrosty PKB. W nocy poznaliśmy odczyty z Azji. Japoński odpowiednik PMI – Tankan – wzrósł o 3 pkt, z kolei chiński PMI wbrew oczekiwaniom pozostał bez zmian, rynki oczekiwały wzrostu o 0,3 pkt.

Po wczorajszym niezapłaceniu kwoty 1,55 mld euro Grecja objęła mało zaszczytny tytuł jedynego kraju rozwiniętego, który zalega z płatnościami wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Grecja co prawda poprosiła o wydłużenie terminu spłaty, jednakże Rada Wykonawcza MFW jeszcze nie zdążyła się zebrać by rozpatrzyć wniosek. Pozytywna decyzja jest niewykluczona, gdyż suma rat w lipcu jest relatywnie niska i wynosi “zaledwie” 0,3 mld euro. Nie wykluczone zatem, że jeszcze ten miesiąc będziemy obserwować zmagania Greków. Obecnie Ateny dołączyły do mało prestiżowej grupy niewypłacalnych państw, będąc tam w towarzystwie Zimbabwe, Sudanu i Somalii.

W Chinach powstał AIIB (Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych). Założycielami Banku jest 57 państw, z czego 50 już podpisało się pod aktem założycielskim. W Polsce procedura się wydłużyła i prawdopodobnie w ciągu 1-2 miesięcy przyłączymy się do tej inicjatywy. Polska, o ile dojdzie do podpisu i ratyfikacji umowy, co w roku wyborczym nigdy nie jest 100% pewne obejmie około 0,85% udziałów w nowej organizacji. Co ciekawe do inicjatywy przystąpiło również wiele państw zachodnich. Brakuje tylko USA i Japonii, które boją się przeciwwagi, jaką może być ta instytucja dla MFW.

Kolejna agencja ratingowa obniża ocenę wiarygodności kredytowej Grecji. Tym razem Fitch obniżył z CCC do CC. Złośliwi mogliby zauważyć, że teraz to już mleko się rozlało i jest to ruch po fakcie. Z drugiej strony oceny zaczynające się od C nie mówią o papierach inwestycyjnych a spekulacyjnych, w przypadku których mówi się nie o ryzyku opóźnień, ale o realnej niewypłacalności. W dalszym ciągu nie można powiedzieć, że Ateny na pewno bankrutują, gdyż istnieje coś takiego jak wola polityczna i niewykluczone, że ktoś w końcu znajdzie porozumienie na podstawie, którego ktoś za te długi zapłaci.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:

  • 10:30 – Wielka Brytania – indeks PMI dla przemysłu,
  • 14:15 – USA – Raport ADP o zatrudnieniu,
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu.

EUR/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1650.

CHF/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na znacznie sympatyczniej wyglądającym poziomie 3,9800.

USD/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,6800 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 01.07.2015 Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.04.2015 do 01.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminiowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8650. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kryzys w Grecji nie wpłynął na optymizm dyrektorów finansowych w Polsce

Zdaniem dyrektorów finansowych (CFO) polska gospodarka weszła w fazę stabilnego rozwoju. Aż 58 proc. z nich uważa, że perspektywy finansowe ich przedsiębiorstw w najbliższych miesiącach będą „lepsze” lub „znacznie lepsze”. Na wzrost pozytywnych nastrojów menedżerów odpowiedzialnych za finanse, którzy wykazują coraz większy apetyt na ryzyko i myślą o nowych inwestycjach, na razie kryzys grecki nie wpływa. Mają oni za to duże oczekiwania wobec polskiego rządu, który powstanie po październikowych wyborach.

Najważniejszymi priorytetami są według CFO znaczące zmiany przepisów podatkowych i usprawnienie administracji podległej Ministerstwu Finansów. To najważniejsze wnioski z ósmej edycji badania „Deloitte CFO Survey 2015 H1”, przeprowadzonego wśród dyrektorów finansowych w Polsce.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich zdaniem gospodarka weszła obecnie w fazę rozwoju. Stąd 51 proc. z nich prognozuje wzrost PKB na poziomie powyżej 2,6 proc., z czego zdaniem 15 proc. ankietowanych wzrost ten sięgnie ponad 3,5 proc. Z kolei 61 proc. badanych spodziewa się spadku bezrobocia, a 81 proc. dyrektorów finansowych prognozuje wzrost cen na poziomie poniżej 2 proc., co oznacza, że oczekiwania inflacyjne są najniższe od trzech lat.

CFO wiarygodnie przewidują rzeczywistość gospodarczą polskiej gospodarki. Ich historyczna prognoza wzrostu PKB Polski na poziomie ok. 1,5% PKB w roku 2013 sprawdziła się. Na rok 2014 przewidywali wzrost PKB na poziomie około 3%.

Prognozy dyrektorów finansowych uwzględniają ich ocenę kryzysu greckiego – badanie realizowane było na przełomie maja i czerwca 2015 roku. Na tym tle pojawiają się różnice oceny poziomu niepewności gospodarczej. O ile 63% dyrektorów uważa, że jest ona niska lub przeciętna to aż 37% uważa, że jest wysoka lub bardzo wysoka.

Wskaźnik optymizmu netto (rozumiany jako odsetek osób wskazujących, że perspektywy finansowe ich firm są lepsze w porównaniu z sytuacją sprzed 6 m-cy, pomniejszony o odsetek wskazujących na pogorszenie sytuacji) odrobił straty i powrócił do poziomu +40 (pół roku temu było to +20).

Jednak 18 proc. CFO ocenia perspektywy finansowe swoich firm bardziej pesymistycznie w porównaniu do sytuacji sprzed sześciu miesięcy. Polaryzacji uległa również ocena stabilności gospodarczej: 63 proc. CFO uważa, że poziom niepewności ekonomicznej jest niski (13 proc.) lub przeciętny (50 proc.). Jednocześnie co dziesiąty badany uważa, że jest on bardzo wysoki. „Już samo zróżnicowanie odpowiedzi może wskazywać na wzrost niepewności. Bardziej niż ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w Polsce wiązałbym to zjawisko z zagrożeniem ze strony kryzysu w Grecji” – mówi Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte, Lider Programu CFO w Polsce. „Jednocześnie napięta sytuacja w strefie Euro nie wpływa na razie na optymistyczne nastroje polskich CFO, których pytaliśmy o zdanie w maju i czerwcu br. Należy jednak pamiętać, że sytuacja jest bardzo dynamiczna, a skutki najczarniejszego scenariusza mogą być dotkliwe dla całej Unii Europejskiej” – dodaje ekspert. Jak pokazało badanie, 58 proc. dyrektorów finansowych przewiduje utrzymanie obecnego kursu EUR/PLN (przedział 4,00 – 4,19 zł). Na prognozy te może jednak wpłynąć rozstrzygnięcie kwestii pozostania lub wyjścia Grecji ze strefy Euro.

Priorytety i ryzyka CFO

Podobnie jak w ostatnich edycjach, również i w tym badaniu, CFO jako biznesowy priorytet wskazują wzrost przychodów na aktualnych rynkach (67 proc.). Warto zauważyć, że rośnie znaczenie inwestycji, które są priorytetem dla 61 proc. badanych (pół roku wcześniej 44 proc.). Trend ten idący w parze z apetytem na ryzyko, zadeklarowany przez 58 proc. respondentów (w poprzedniej edycji badania 47 proc.), wyraźnie wskazuje na poprawę koniunktury w Polsce. Jednocześnie nie przekłada się to na razie na dynamikę zmian na rynku fuzji i przejęć. Niespełna połowa badanych dyrektorów finansowych prognozuje jedynie nieznaczny wzrost poziomu transakcji M&A w Polsce. Charakter prognozy pozostaje stabilny od dłuższego czasu i oznacza, że rynek M&A będzie się w Polsce rozwijał powoli.

Podobnie do poprzedniej edycji badania najważniejszym ryzykiem pozostaje presja cenowa. Obecnie wskazuje na nią 26 proc. respondentów. Istotnym ryzykiem z punktu widzenia menedżerów odpowiedzialnych za finanse pozostaje także obawa o spadek popytu (wskazało na nią również 26 proc. badanych CFO). Duże wzrosty zanotowały dwie inne kategorie ryzyka (po 15 proc. wskazań): problemy z płynnością oraz zmienne prawo podatkowe i gospodarcze.

W tej edycji badania dyrektorzy finansowi byli pytani także o dyrektywę 2014/95/UE, która rozszerza sprawozdawczość firm o obowiązek ujawnienia danych pozafinansowych oraz informacji dot. różnorodności. Od 2017 r. obowiązek ten będzie dotyczył m.in. spółek giełdowych, banków oraz funduszy inwestycyjnych, które zatrudniają ponad 500 osób i mają sumę bilansową powyżej 20 mln EUR lub obroty netto powyżej 40 mln EUR. Jak się okazuje sama świadomość zmian nie jest powszechna, gdyż ponad 45 proc. dyrektorów finansowych nie zna nowych wymogów. Jedynie niespełna 15 proc. firm jest w trakcie wdrażania wymagań, które niesie za sobą nowa dyrektywa. – „Mały poziom świadomości firm co do nowych wymagań niepokoi. Polskie firmy powinny wykorzystać dyrektywę jako szansę na usprawnienie i transformację biznesu, a nie przymus. Raportowanie pozafinansowe może przynieść firmom wiele korzyści, m.in. większe zaufanie ze strony inwestorów, lepsze zrozumienie modelu biznesowego, strategii i ryzyk oraz identyfikację nowych szans biznesowych.” – podkreśla Irena Pichola, Partner, Lider zespołu Sustainability Consulting Central Europe Deloitte.

Finansowanie

Rynek finansowania kredytem jest oceniany najlepiej od kilku lat. Kredyt jako źródło finansowania jest atrakcyjny dla aż 64 proc. badanych CFO, co stanowi istotny wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania, kiedy to 45 proc. osób było tego zdania.

Kredyty są łatwo dostępne dla 37 proc. CFO, a pozostają trudno dostępne dla niewielkiej liczby podmiotów (jedynie 5 proc.). W ostatnich kwartałach stale poprawia się dostępność zewnętrznego finansowania dla przedsiębiorstw. Liczba CFO przewidujących wzrost poziomu zadłużenia jest dwukrotnie większa niż tych, którzy spodziewają się obniżenia tego poziomu. Maleje liczba CFO spodziewających się kolejnych obniżek kosztów finansowania (18 proc.), a więcej niż połowa CFO (53 proc.) przewiduje stabilizację kosztów finansowania na aktualnym poziomie. „Może to wskazywać, że respondenci nie spodziewają się już dalszej obniżki stóp procentowych. Należy przy tym zwrócić uwagę, że z kolei emisje akcji nadal nie stanową atrakcyjnego źródła finansowania i są stosowane dosyć rzadko. Wybrało je jedynie 16 proc. respondentów” – mówi Krzysztof Pniewski.

Rynek pracy

Z punktu widzenia dyrektorów finansowych sytuacja na rynku pracy staje się coraz bardziej skomplikowana. Rośnie bowiem liczba firm odczuwających trudności ze znalezieniem właściwych pracowników (z 26 proc. rok temu do 39 proc. obecnie). Wśród poszukiwanych finansistów największy deficyt odczuwany jest niezmiennie na poziomie specjalistów średniego szczebla (na braki w tym obszarze kompetencyjnym wskazuje 41 proc. CFO). Jednocześnie pogłębia się niedostępność pracowników na stanowiskach niższego szczebla (w drugim półroczu 2014 roku 23 proc. CFO widziało trudność w rekrutacji w tym obszarze, a w pierwszym półroczu bieżącego roku 29 proc.) oraz absolwentów (analogicznie wzrost z 8 do 19 proc.).

Perspektywa długoterminowa

3-letnie perspektywy dla sytuacji finansowej polskich przedsiębiorstw są nadal bardzo dobre, choć należy zaznaczyć, że nastroje odnoszące się do dalszej poprawy lekko się obniżają. Liczba CFO, którzy uważają, że możliwość obsługi zadłużenia ich przedsiębiorstw poprawi się, spadła w ciągu pół roku z 57 proc. do 48 proc.

Dyrektorzy finansowi wskazują, że nowy rząd po wyborach powinien w pierwszej kolejności przystąpić do usprawnienia regulacji oraz działania administracji w obszarach kompetencji Ministerstwa Finansów (podatki VAT, CIT, Ordynacja), Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Pracy (ubezpieczenia społeczne, kodeks pracy) i Ministerstwa Sprawiedliwości (postępowania sądowe).

Ostatnia edycja badania obejmowała także pytania dotyczące najważniejszych priorytetów i najważniejszych kierunków, na których powinien skoncentrować się nowoskonstruowany rząd po jesiennych wyborach parlamentarnych. Każdy z badanych mógł wskazać trzy najważniejsze z jego punktu widzenia obszary. „Z racji charakteru pracy CFO, naturalnie w przedmiocie ich zainteresowań pozostają głównie finanse oraz gospodarka. Ponad połowa badanych uważa, że rząd w roku 2016 powinien skoncentrować się na wprowadzeniu znaczących zmian przepisów i usprawnieniu działania administracji będących w zakresie kompetencji Ministerstwa Finansów. Prawie połowa wskazała również na potrzebę zmian w przepisach w zakresie kompetencji Ministerstwa Gospodarki. Najważniejsze obszary, które powinny ulec zmianom to VAT, CIT oraz ordynacja podatkowa. Polscy dyrektorzy finansowi wskazywali także m.in. na zagadnienia związane z Kodeksem Pracy czy ubezpieczeniami społecznymi” – mówi Krzysztof Pniewski.

Informacje o badaniu:

„Deloitte CFO Survey” to przeprowadzane cyklicznie przez Deloitte badanie opinii dyrektorów finansowych (CFO).  W Polsce badanie przeprowadzane jest dwa razy do roku. Najnowsza (VIII) edycja badania „Deloitte CFO Survey” zrealizowana została na przełomie maja i czerwca 2015 roku przy udziale ponad 60 CFO z Polski. Prognozy CFO dotyczą sytuacji makroekonomicznej oraz priorytetów i wyzwań firm w perspektywie najbliższego roku oraz trzech lat.

CI Games intensywnie inwestuje w nowe gry komputerowe. Na dywidendę inwestorzy muszą poczekać

CEO Magazyn Polska

CI Games jest na etapie dużych inwestycji, co wiąże się ze sporymi wydatkami i wyklucza wypłatę dywidendy. W efekcie mają powstać jednak nowe gry komputerowe, a te cieszą się rosnąca popularnością na międzynarodowych rynkach.

Spółka podkreśla, że cały czas inwestuje w swoje studia. Rekrutuje pracowników, a wraz z rozwojem zespołu rosną koszty działalności. Zwiększają się też wydatki związane z odbiorem prac zleconych firmom zewnętrznym, bo te są właśnie realizowane i trzeba za nie płacić.

– „Sniper Ghost Warrior 3”, tak jak to było w przypadku gry „Lords of the Fallen”, w dużej mierze powstaje w firmach outsourcingowych, głównie są to firmy w Azji, które budują dla nas ten wirtualny świat mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Tymiński, prezes CI Games. – W związku z tym koszty outsourcingowe są odpowiednio wysokie. Dzięki temu jesteśmy jednak w stanie efektywnie tworzyć te gry i jeśli gdzieś brakuje nam zasobów wewnątrz organizacji, to wtedy w bardzo sprawny sposób jesteśmy w stanie posiłkować się właśnie poprzez tych partnerów, których mamy już sprawdzonych po grze „Lords of the Fallen”.

W pierwszym kwartale przychody CI Games nie przekroczyły 4 mln zł i były o ponad 2,5 mln niższe niż rok wcześniej. Zysk netto spółki wyniósł 34 tys. zł przy niemal 1,5 mln zł strat w pierwszych miesiącach 2014 roku. W całym ubiegłym roku spółka miała 2 mln zł zysku. Jak jednak podkreśla Marek Tymiński, pieniądze na inwestycje są zabezpieczone. Na koniec I roku CI Games nie miało żadnego zadłużenia, środki finansowe na koncie spółki miały wartość blisko 16 mln zł, wysoki był też stan zobowiązań wobec spółki.

– Najwięcej pieniędzy spółka wydaje na produkcję, w tym momencie na „Sniper Ghost Warrior 3”. Natomiast mamy zapewnione finansowanie, bo spółka z jednej strony ma własne środki finansowe, pozyskane poprzez sprzedaż poprzednich produktów, a z drugiej strony zagwarantowała sobie umowę kredytową z Bankiem PKO BP. Dzięki temu mamy w tym momencie 15 mln zł, które gdybyśmy potrzebowali, czekają gotowe, bank udziela nam kredytu.

Z tego też powodu spółka nie zamierza na razie dzielić się zyskiem z akcjonariuszami, a ewentualne zmiany w polityce dywidendowej nastąpią dopiero po 2016 roku.

– W tym momencie za 2015 rok absolutnie nie przewidujemy wypłaty dywidendy i dzielenia się tym zyskiem z akcjonariuszami, dlatego że jesteśmy na etapie inwestycji i 2016 rok będzie dla nas okresem wyjątkowo istotnym, szczególnym zapowiada prezes Marek Tymiński, z CI Games. – Kiedy właśnie będziemy mieli tę największą premierę w historii spółki. Dopiero po tej premierze będę mógł coś więcej powiedzieć, w bardziej szczegółowy sposób nakreślić, jak może wyglądać przyszłość firmy.

Dla producenta gier komputerowych bardzo dobrą informacją jest dynamiczny rozwój handlu elektronicznego. Tego typu produkty sprzedają się bowiem w ten sposób coraz lepiej.

– W tym roku w Stanach Zjednoczonych kilka dużych tytułów podczas premiery miało około 40 proc. sprzedaży cyfrowej, 60 proc. sprzedaży pudełkowej – zwraca uwagę prezes CI Games. – Kanał cyfrowy bardzo się rozwija i jest to dobra wiadomość nie tylko dla nas, jako producenta i wydawcy gier wideo, lecz także dla innych producentów, bo marże osiągane w sprzedaży cyfrowej są przeważnie znacznie wyższe niż te osiągane w tradycyjnych kanałach sprzedaży.

Zatrudniasz nieletnich? Pamiętaj o ich prawach

W wakacje sporo dzieci szuka pracy, aby zdobyć pierwsze doświadczenie zawodowe i zarobić pieniądze, np. na kolonie. Pracodawcy chętnie przyjmują młodocianych pracowników, ponieważ pozwalają oni uzupełnić luki związane z wyjazdami na urlopy stałej kadry, a są tani. Czy wszyscy wiedzą jednak, na jakich zasadach można zatrudniać dzieci?

Według prawa pracy osoba młodociana (czyli mająca od 16 do 18 lat) może zostać zatrudniona jedynie w celu przygotowania zawodowego oraz – jeśli jest on inny – do prac lekkich. Musi mieć ponadto ukończone gimnazjum i przedstawić zaświadczenie lekarskie stwierdzające, że wykonywane obowiązki nie będą zagrażały jej zdrowiu.

Dzieci poniżej 16. roku życia w zasadzie zatrudniać nie wolno. Wyjątkowo mogą to robić podmioty prowadzące działalność kulturalną, artystyczną, sportową lub reklamową. Konieczne jest jednak uzyskanie zgody opiekuna dziecka oraz zezwolenia z inspekcji pracy.

„Osoby młodociane mają specjalne prawa w pracy” – przypomina w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Alicja Biernat z Kancelarii Adwokackiej EIR Legal Alicja Biernat. Przede wszystkim niepełnoletni nie mogą pracować dłużej niż 6 godz. na dobę. „Dodatkowo pracowników młodocianych nie można zatrudniać w nadgodzinach i porze nocnej. Mają oni również dłuższy odpoczynek dobowy (14 godz.) i dłuższy odpoczynek tygodniowy (48 godz.)” – informuje prawniczka.

Pracownicy młodociani podlegają badaniom wstępnym, okresowym oraz kontrolnym. Pracodawca ma obowiązek prowadzenia ewidencji tych osób.

Zmiany w Zarządzie ING Lease Polska

Oscar Swan został powołany przez Radę Nadzorczą ING Lease Polska na stanowisko Wiceprezesa Zarządu. Od 1 lipca 2015 roku będzie on odpowiedzialny za obszar ryzyka w spółce.

Oscar Swan pracował w ING Bank NV/Oddział w Warszawie, a następnie w ING Banku Śląskim w latach 1995 – 2002. Po kilkuletniej przerwie, podczas której pełnił funkcję dyrektora odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem rynków finansowych w BZ WBK, powrócił do ING Banku Śląskiego i w 2004 roku objął funkcję dyrektora odpowiadającego za Zarządzanie Ryzykiem Rynkowym. W 2007 roku został powołany na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ING Banku Śląskiego odpowiedzialnego za Pion Zarządzania Ryzykiem Kredytowym i Zarządzania Ryzykiem Rynkowym.

Tomasz Grzybowski, Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za obszar ryzyka w ING Lease Polska, został Dyrektorem Departamentu Ryzyka Kredytowego Centrali ING Banku Śląskiego. Na tym stanowisku będzie odpowiedzialny za obszar klientów strategicznych oraz finansowanie specjalistyczne klientów korporacyjnych.

W strukturze organizacyjnej spółki ING Lease Polska przestanie istnieć stanowisko Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za finanse i operacje. W związku z tym, Bogdan Przepiórka, dotychczasowy Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za finanse i administrację, będzie kontynuował karierę poza Grupą ING. Bogdan Przepiórka przez ponad 16 lat pracy w ING Lease koordynował kluczowe projekty biznesowe. Rada Nadzorcza wyraziła podziękowania za jego wieloletnie zaangażowanie, które przyczyniły się do rozwoju spółki i osiągnięcia jej obecnej pozycji.

 

Od 1 lipca łatwiej wybudujesz dom

Krajowa Izba Gospodarcza rekomenduje zmiany w sektorze pożyczek pozabankowych

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Czy Grecja szykuje się do Grexitu?

Rząd grecki rzekomo powołał zespół, którego celem jest opracowanie sposobu powrotu do drachmy. Zaplecze polityczne Aleksisa Ciprasa zdementowało te doniesienia, ale nie ulega żadnym wątpliwościom, że scenariusz wyjścia Grecji ze strefy euro jest bardzo realny.

Sytuacja w Grecji jest nieciekawa. Banki w tym kraju będą zamknięte do 6 lipca. Nie działa też giełda w Atenach. Z bankomatów można wyciągnąć maksymalnie 60 euro dziennie na osobę. Jeżeli Grecy nie wpłacą dzisiaj do MFW 1,55 mld euro to kraj ten stanie się faktycznym bankrutem.

Chociaż oficjalne negocjacje pomiędzy rządem w Atenach i Komisją Europejską zostały przerwane, rozmowy wciąż się toczą. Jean-Claude Juncker, szef Komisji Europejskiej, podjął próbę przekonania Grecji do porozumienia z kredytodawcami. Jednak bez porozumienia w sprawie reform kraj ten nie otrzyma pieniędzy. Źródła unijne informują, że Juncker będzie naciskał na ministrów finansów państw strefy euro, by jednak wypłacono Atenom pomoc umożliwiając zrealizowanie zobowiązania wobec MFW.

Impas na Półwyspie Bałkańskim stanowi poważne zagrożenie dla polskich kredytobiorców walutowych. O możliwości wyjścia Grecji ze strefy euro mówią już nie tylko ekonomiści, ale i politycy oraz członkowie zarządu EBC. Niezależnie od scenariusza, najprawdopodobniej spekulanci walutowi będą grali na umocnienie franka, a to oznacza poważne kłopoty dla osób zadłużonych w helweckiej walucie. Analitycy przewidują, że czasowe osłabienie złotego należy rozpatrywać w krótkim terminie, ale nie podają dokładnych przedziałów czasowych.

– Po referendum w Grecji frank raczej zdrożeje, dlatego kredytobiorcy, którzy mają więcej oszczędności, powinni zabezpieczyć się przed wzrostem kursu i po prostu przezornie wymienić walutę wcześniej – stwierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

Sejm uchwalił Ustawę o leczeniu niepłodności

A. Furgalski: LOT powinien mieć zyski na poziomie 150-200 mln zł. Przewoźnik potrzebuje inwestora, ale o branżowego będzie trudno

CEO Magazyn Polska

LOT zapowiada nowe połączenia – od stycznia przyszłego roku poleci do Tokio, a od jesieni do Seulu i Bangkoku. Tym samym przewoźnik rozpoczyna etap rozwoju po ograniczeniach związanych z restrukturyzacją. By zapewnić sobie stabilność, spółka musi jeszcze bardziej zwiększyć zyski i znaleźć inwestora, choć o branżowego będzie trudno.

LOT nie jest już w sytuacji, kiedy grozi mu utrata płynności. Może zacząć rozmawiać o rozwoju, zwłaszcza że za chwilę skończą się kagańce nałożone przez Unię Europejską w związku z pomocą publiczną. Drugi etap jest nawet trudniejszy, bo LOT po raz pierwszy będzie musiał wykazać, że w sprzedaży jest linią agresywną, bardzo elastycznie reagującą na rynek i na to, co proponuje konkurencja – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Plany co do międzykontynentalnych czy nawet europejskich lotów, a przez to plany podwojenia liczby pasażerów, zwiększenia floty i liczby portów, w których LOT będzie obecny, są ambitne, ale wykonalne.

Polski przewoźnik ogłosił, że w przyszłym roku uruchomi łącznie 17 nowych tras. To trzy połączenia długodystansowe (Tokio, Bangkok i Seul) oraz 14 krótko- i średniodystansowych. Spośród tych drugich większość to powrót na trasy, które w związku z udzieloną pomocą publiczną LOT musiał zawiesić. Są też trzy nowe trasy: do Lublany, Klużu-Napoki i Wenecji.

Zapowiedziane trasy nie wyczerpują planów ekspansji LOT-u. Przewoźnik chce uruchomić jeszcze dwie kolejne linie długodystansowe w 2016 r. Dokładne kierunki ogłosi jednak jesienią.

Rozwój LOT-u od przyszłego roku będzie możliwy po dwóch latach wymuszonego ograniczania oferty. Ponieważ przewoźnik otrzymał 527 mln zł pomocy publicznej od grudnia 2013 r., Komisja Europejska nakazała mu oddać część rentownych tras, by inni, niewspierani przez państwo przewoźnicy mogli uruchomić te loty.

Furgalski podkreśla, że przejście z etapu restrukturyzacji do rozwoju będzie dla LOT-u dużym wyzwaniem.

Na pewno ta część, która jest już za LOT-em, była trudniejsza społecznie, ale stosunkowo prosta. Bo kiedy mówimy o cięciach, to łatwo jest znaleźć w firmie miejsca, gdzie można ciąć i gdzie można znaleźć oszczędności – tłumaczy ekspert. Zastrzega jednak: – Zyski, które LOT wykazał za rok ubiegły i które są większe od planu restrukturyzacji, to jednak wciąż za mało, żeby czuć się bezpiecznym.

Przewoźnik w 2014 r. zarobił na działalności podstawowej niemal 100 mln zł, aż o 30 mln zł więcej, niż zakładał plan. Furgalski szacuje jednak, że dla zapewnienia bezpiecznych podstaw finansowych do rozwoju potrzebne są nawet dwukrotnie większe zyski – na poziomie 150-200 mln zł.

Ekspert równocześnie pozytywnie ocenia decyzję o uruchomieniu lotów akurat do Tokio. Furgalski podkreśla, że za tym kierunkiem przemawia duża wymiana handlowa pomiędzy Polską a Japonią.

Wydaje mi się, że i zwiększenie częstotliwości lotów do portów, gdzie LOT jest już obecny w Stanach Zjednoczonych, i nowe kierunki, jak choćby Tokio, gdzie jest duża wymiana turystyczna i biznesowa, powinny być strzałem w dziesiątkę – ocenia Furgalski. – Na pewno w połączeniach międzykontynentalnych LOT ma dziś przewagę w postaci Dreamlinera, który jest samolotem tańszym w eksploatacji, a przy tym jest bardzo chwalony przez pasażerów jako wygodny, z ciekawym serwisem.

Jak podkreśla ekspert, nowe połączenia są potrzebne, by jak najefektywniej wykorzystać flotę samolotów boeing 787 Dreamliner. LOT posiada obecnie sześć takich maszyn, ale jedna została do wiosny wypożyczona linii Air Europa. Jesienią 2016 r. przewoźnik otrzyma siódmego Dreamlinera, a w 2017 r. ósmego.

Restrukturyzacja LOT-u ma doprowadzić do znalezienia inwestora. Furgalski chwali, że prezes LOT-u Sebastian Mikosz wspomina o tym w swoich planach. Zwraca jednak uwagę na to, że najlepszy okres do prywatyzacji przewoźnika był kilka lat temu, zanim popadł on w problemy finansowe. Teraz dużo trudniej będzie mu znaleźć inwestora. Szczególnie mało prawdopodobne zdaje się pozyskanie inwestora branżowego, czyli innej linii.

Dzisiaj trudno patrzeć po Europie i szukać linii, która byłaby chętna do zakupu LOT-u. Z kolei linie spoza Unii Europejskiej nie mogą być większościowym właścicielem LOT-u, a taki inwestor byłby najlepszy. Pewnie skończy się na jakimś inwestorze kapitałowym, może na częściowym wpuszczeniu LOT-u na giełdę – przewiduje Furgalski.

Monetia zapowiada intensywny rozwój na rynku przekazów międzynarodowych

CEO Magazyn Polska

Monetia planuje rozwój usługi przekazów międzynarodowych. Chce wprowadzić kolejne kierunki transferu pieniędzy – nie tylko do Polski, lecz także do innych państw europejskich oraz z Polski na Wschód, głównie na Ukrainę. Dzięki temu z platformy Monetia24.pl będą mogli korzystać zarówno Polacy, jak i obywatele innych państw.

– Chcemy stworzyć usługę, która pozwoli na wysyłanie pieniędzy z Polski na Ukrainę oraz do innych krajów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wojciech Jóźwiak, prezes Monetii. – Planujemy ją rozwinąć tak, by możliwe było wysyłanie pieniędzy z Wielkiej Brytanii do innych państw europejskich, czyli np. do Bułgarii, Rumunii itd.

Prezes Monetii zwraca uwagę na to, że na samą Ukrainę wysyłane jest co roku ok. 7 mld zł. Z drugiej strony do Polski co roku trafia w formie przekazów pieniężnych 30 mld zł od Polaków mieszkających za granicą, głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych.

– Chcemy, by z Monetia24.pl mogło korzystać więcej osób  deklaruje prezes Wojciech Jóźwiak.  Nie tylko Polacy, lecz także obcokrajowcy pracujący w innych państwach, którzy chcą przesłać pieniądze na rachunek w swoim kraju. Jesteśmy instytucją płatniczą, dzięki czemu poprzez paszportowanie możemy w każdym kraju Unii Europejskiej świadczyć tę usługę.

Monetia24.pl to platforma, która została uruchomiona w październiku ub.r. i która umożliwia realizację przekazów z zagranicy do Polski.

Spółka zapowiada także dywersyfikację źródeł przychodów. Obecnie większość przychodów stanowi obsługa płatności gotówkowych. Jednak za 2-3 lata połowa ma być generowana przez nowo wprowadzoną ofertę, np. z obsługi punktów kasowych samorządów, gdzie Monetia zwiększa swój udział w rynku.

– W zakresie outsourcingu obsługi kasowej współpracujemy z wieloma bankami, których klientami są jednostki samorządu terytorialnego, czyli urzędy miast i gmin. – mówi Wojciech Jóźwiak. – Rozwijamy współpracę z naszymi partnerami korporacyjnymi, a także tymi z sektora publicznego, jak urzędy skarbowe. Tutaj jesteśmy liderem rynku. Mamy 12 proc. udziału w obsłudze kasowej wszystkich urzędów skarbowych i dalej będziemy go zwiększać.

W 2014 roku Monetia uzyskała od Komisji Nadzoru Finansowego licencję Krajowej Instytucji Płatniczej. W zeszłym roku otworzyła w Polsce ponad 70 nowych oddziałów i obecnie ma w kraju 623 placówki. Obsługuje w nich ponad pół miliona klientów. Jest spółką rentowną i nie potrzebuje zewnętrznych źródeł finansowania dla inwestycji.

W placówkach Monetia można nie tylko dokonać płatności, lecz także kupić produkty finansowe.

– W 150 placówkach wdrożyliśmy dystrybucję produktów pożyczkowych informuje Wojciech Jóźwiak. – W najbliższym czasie będziemy wdrażać kredyty bankowe, wprowadzając jednocześnie tę ofertę do kolejnych placówek.

J.Piechociński: Produkcja cydru rozwiązała częściowo problem polskich sadowników po wprowadzeniu embarga rosyjskiego. Jego sprzedaż dynamicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

Rośnie spożycie cydru w Polsce. W ubiegłym roku konsumenci wypili ponad 9 mln litrów, w 2013 roku były to zaledwie 2 mln. W tym roku branża spodziewa się jeszcze większej dynamiki wzrostu. To szansa dla polskich sadowników, którzy ucierpieli na rosyjskim embargu. Eksperci zwracają jednak uwagę, że konieczne są zmiany w ustawie winiarskiej, a produkcja i sprzedaż cydru powinna być silnie powiązana z polskimi jabłkami, a napój powinien powstawać bezpośrednio z soku z jabłek, a nie przemysłowego koncentratu.

Poprzez upłynnienie jabłek na napoje, w tym także na cydr, w znacznej mierze rozwiązaliśmy kłopot związany z dramatem polskiego sadownictwa w związku z embargiem na polskie owoce i warzywa na rynek rosyjski. Przypomnę, że 54 proc. eksportu polskiego jabłka z 3,5 mln ton zbiorów w 2013 roku trafiło właśnie do Rosji – mówi agencji Newseria Biznes Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki.

W 2013 roku do Rosji trafiło 677 tys. ton polskich jabłek, ponad połowa całego eksportu tych owoców. W 2014 było to dwie trzecie tej ilości. Przeznaczenie owoców na inne rynki oraz do przetwarzania na nowe produkty, takie jak cydr, pozwoliło ograniczyć straty sadowników pomimo embarga. Jednak brak w ustawie winiarskiej precyzyjnych zapisów dotyczących produkcji cydru, analogicznych do produkcji wina powoduje, że produkt ten musi konkurować z tańszymi wyrobami z koncentratu, a nie ze świeżych jabłek.

Polacy w ostatnich latach polubili smak cydru. W 2013 roku spożycie wyniosło 2 mln litrów, w ubiegłym roku było to już przeszło 9 mln. Jeszcze lepiej może być w tym roku. W ocenie branży można spodziewać się podwojenia wyników sprzedaży, a w ciągu 5 lat rynek cydru może sięgnąć 80 mln litrów. Polska jest jedną ze światowych potęg pod względem produkcji jabłek. Ponad 3 mln ton to tyle, ile wynoszą zbiory winogron w Hiszpanii. Zostało jednak sporo do zrobienia, bo konsumpcja cydru per capita wynosi w Polsce jedynie 0,25 l, podczas gdy dla porównania w Litwie to 5,7 l, a w Anglii ponad 20 litrów.

Mamy sporo europejskiego cydru, który już od lat jest na rynku, ma duży potencjał zbytu i produkcji. Polski cydr jest dopiero na początku tej drogi. Istotna jest także technologia opakowań, uruchamianie cydru w puszkach, po stronie przedsiębiorców jest jeszcze wiele do zrobienia. Ale jestem przekonany, że w najbliższych latach polski cydr będzie zwiększał swój potencjał wytwórczy i będą to nie kilku, ale kilkudziesięcioprocentowe zmiany – ocenia Piechociński.

Dlatego sadownicy i producenci cydru postulują, by powiązać w ustawie jego produkcję z polskimi sadownikami i owocami. Wówczas polski cydr może stać się także towarem eksportowym. Istotne jednak, by napój był produkowany w sposób naturalny, tak by każdy region, z którego pochodzi dany owoc, charakteryzował się innym smakiem. Tylko w ten sposób, jak przekonują autorzy pomysłu, polscy sadownicy mogą zaistnieć na międzynarodowym rynku.

Najlepszym przykładem są wina. To produkt, w którym z definicji prawa międzynarodowego dopuszczana jest jedynie produkcja bezpośrednio ze świeżo wyciśniętego soku ze świeżych winogron. To wpływa na różnorodność oraz wyjątkowość tego napoju, jego nieprzemysłowość. I właśnie w tym pojęciu i w tych warunkach nieprzemysłowości cydru tkwi pierwszy warunek realizacji wizji polskiego cydru – przekonuje Robert Ogór, prezes Ambry, producenta Cydru Lubelskiego.

Przekonuje, że będzie to możliwe dopiero wówczas, gdy zmieniona zostanie ustawa winiarska. Powinien w niej znaleźć się zapis nakazujący produkcję w sposób naturalny. W przypadku winiarskich potęg wino zostało ustawowo powiązane z surowcem, a to pozwala chronić uprawy i całą infrastrukturę.

Wspieramy tę ideę polskiego cydru, apelując o zmianę ustawy winiarskiej. Cydr jest produktem winiarskim, pochodzi z fermentacji jabłek i soków jabłkowych i na wzór wina cydr powinien być powiązany, również ilościowo z jabłkiem. Mam na myśli przede wszystkim ograniczenie wpływu na polski rynek cydrów produkowanych z koncentratów – tłumaczy Ogór.

Przekonuje, że wyniki badań konsumenckich Ambry pokazują, że dla konsumentów najważniejszy jest naturalny, owocowy smak i polskie pochodzenie produktu. Według niego warto wykorzystać ten trend, a w ustawie zamieścić takie zapisy, które wzmocnią rodzimą produkcję.

Symbioza i równanie: tyle cydru, ile jabłek, funkcjonuje wtedy, kiedy produkujemy cydr ze świeżych soków – wskazuje prezes. – Jeżeli nie będzie w ustawie zbudowanej definicji cydru, który ma szansę stać się produktem regionalnym, charakterystycznym dla określonych walorów naszego bogactwa narodowego, jakim jest jabłko, to oczywiście też nie będzie produktu, z którym będziemy mogli wyjść na zewnątrz – podkreśla.                                   

Sejm pracuje nad regulacjami rynku pożyczkowego. KIG: to lepsza ochrona konsumentów i dostęp do finansowania dla małych firm

CEO Magazyn Polska

Jutro sejmowa podkomisja nadzwyczajna ma zająć się projektem przepisów regulujących rynek pożyczkowy. Możliwe, że prace w Sejmie zakończą się jeszcze przed wakacjami. Przedstawiciele branży i eksperci oceniają, że nowe regulacje pozwolą lepiej chronić konsumentów, eliminując nieetyczne praktyki. W opinii Krajowej Izby Gospodarczej mogą one także ułatwić pozyskanie finansowania małym firmom i start-upom. KIG popiera rozwiązania proponowane przez rząd, bo regulują one rynek według wzorów europejskich.

Krajowa Izba Gospodarcza pozytywnie ocenia propozycję regulatora. Bardzo zależy nam na tym, aby pojawił się rejestr firm pożyczkowych i żeby pojawiły się wymogi kapitałowe dotyczące tych firm. Powinno to wzmocnić ochronę konsumenta – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Durlik-Khouri, ekspertka Krajowej Izby Gospodarczej.

Trwające od kilku lat prace nad regulacjami rynku pożyczkowego powoli dobiegają końca. Pracuje nad nimi nadzwyczajna podkomisja, która została powołana właśnie w celu rozpatrzenia rządowego projektu.

W Polsce praktycznie nie ma żadnych szczególnych regulacji dotyczących do firm pożyczkowych. Jest to zwykły rodzaj działalności gospodarczej. Jedyne, co te firmy obowiązuje, to ustawa o kredycie konsumenckim, która warunkuje to, jakie mają być koszty kredytu dla konsumenta. Muszą też informować konsumenta o tym, jakie będą koszty udzielanej mu pożyczki. Natomiast nie ma rejestrów firm pożyczkowych czy udzielania licencji. Nie są one także obwarowane dodatkowymi wymogami, np. kapitałowymi – mówi Agnieszka Durlik-Khouri.

Sama branża i eksperci podkreślają, że nowe przepisy są potrzebne, bo zwiększą przejrzystość rynku i wyeliminują z niego nieuczciwe firmy. Tym samym zwiększy się ochrona konsumentów. Propozycja resortu finansów – w ocenie ekspertów Krajowej Izby Gospodarczej – jest rozsądnym kompromisem. Z jednej strony nie jest ona nadmiernie restrykcyjna dla graczy rynkowych, z drugiej – zwiększa bezpieczeństwo ich klientów.

Bez regulacji dotyczących wyłącznie rynku pożyczkowego może dojść do sytuacji, w której konsumenci zadłużą się nadmiernie bądź koszty pożyczek będą tak wysokie, że konsumenci nie będą w stanie ich udźwignąć. Regulator nie tylko nadzoruje same firmy, patrząc na umowy czy koszty, lecz także chroni konsumenta przed nieświadomym, zbyt wysokim zadłużaniem się – mówi Durlik-Khouri.

Na regulacji rynku pożyczkowego skorzystać mogą również firmy, szczególnie najmniejsze i start-upy. Ich właściciele często finansują lub współfinansują swoją działalność, pożyczając jako klienci indywidualni, także na rynku pozabankowym. Nowe przepisy powinny sprawić, że będzie to tańsze i bezpieczniejsze.

W wielu krajach unijnych podobne regulacje już istnieją. W niektórych są one znacznie bardziej restrykcyjne niż te proponowane przez polski resort finansów.

W części krajów nadzór jest taki sam jak nad sektorem bankowym. W innych nadzór nad firmami pożyczkowymi sprawują odpowiedniki Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Są jeszcze regulacje wymagające rejestracji w różnego typu regionalnych organach. Ale jest też kraj, w którym bank centralny nadzoruje rynek pożyczkowy. Możliwych rozwiązań jest bardzo dużo i polski rząd mógłby przyjąć jedno z nich. Ważne jest, aby przyjął je jak najszybciej – mówi ekspertka Krajowej Izby Gospodarczej.

Brak nadzoru i regulacji tego sektora widoczny jest tylko w dwóch europejskich krajach – w Polsce i Czechach. W większości państw regulowane są także limity kosztów pożyczek pozabankowych.

Rynki finansowe czekają na wynik greckiego referendum. Niewypłacalność Grecji mogłaby osłabić złotego

CEO Magazyn Polska

Niepewność związana z przyszłością Grecji powoduje, że polskie obligacje tanieją. Decyzja o przeprowadzeniu referendum w sprawie przyjęcia warunków programu pomocowego wpłynęła także na wzrost rentowności obligacji peryferyjnych krajów Unii, takich jak Portugalia, Hiszpania czy Włochy. Przyjęcie programu ratunkowego uspokoiłoby sytuację na rynkach. Choć spadła wartość złotego, to utrzymuje się na stabilnym poziomie. W dłuższej perspektywie na złotego większy wpływ mogą mieć jesienne wybory parlamentarne.

Efekt Grecji był widoczny już od kilku tygodni, ponieważ były obawy, że porozumienie może nie zostać zawarte i to powodowało wzrosty rentowności również polskich obligacji. Kiedy okazało się, że program pomocowy nie będzie przedłużany i że w niedzielę zostanie przeprowadzone referendum w Grecji, wzrosty rentowności były kontynuowane nie tylko w Polsce, lecz także w krajach peryferyjnych strefy euro, czyli Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech – mówi agencji Newseria Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Od soboty rentowność 10-letnich obligacji Włoch wzrosła o 9 proc. do 2,3 proc., Hiszpanii o przeszło 8 proc. do niemal 2,3 proc., a Portugalii o 9,5 proc. do 3 proc. Choć niepewność na rynkach się utrzymuje, to zdaniem ekspertki sytuacja powoli się uspokaja, a we wtorek wyglądała już nieco lepiej. Dużo będzie zależeć jednak od samego wyniku referendum.

Jest jeszcze nadzieja na rynkach finansowych, że negocjacje zostaną wznowione albo Grecy opowiedzą się w niedzielę za programem pomocowym. Wówczas nastąpiłby też powrót do negocjacji albo rozpoczęcie negocjacji przez nowy rząd. To powoduje, że obecnie emocje są nieco mniejsze – ocenia Kurtek.

Ewentualna niewypłacalność Grecji mogłaby osłabić złotego. Już groźba wyjścia Grecji ze strefy euro wpłynęła na kursy. Za euro trzeba zapłacić 4,19 zł, przy 4,16 kilka dni wcześniej. Powyżej 4 zł utrzymuje się również kurs franka. Ewentualne opowiedzenie się Greków za programem pomocy umożliwi spłatę zaległej raty zadłużenia wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego (1,6 mld euro) oraz wykup greckich obligacji z Europejskiego Banku Centralnego (3,5 mld euro). W konsekwencji umocni się złoty, wzrośnie też popyt na polski dług. Zdaniem Moniki Kurtek w dłuższym terminie złoty ma szanse na umocnienie.

W dłuższej perspektywie, nawet jeśli faktycznie nastąpi wyjście Grecji ze strefy euro, złoty ma szanse się umacniać, ponieważ fundamenty polskiej gospodarki są całkiem dobre. Oczywiście, ważne będą też wybory parlamentarne, na co również zwracają uwagę rynki finansowe – podkreśla główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Philipiak Milano chce podbić rynek amerykański i azjatycki. Polsko-włoska firma planuje być wiodącą marką naczyń do zdrowego gotowania w USA

3

CEO Magazyn Polska

Philipiak Milano od czasu wejścia na rynek amerykański notuje co miesiąc wzrosty sprzedaży sięgające 200 proc., a docelowo chce stać się na tym rynku wiodącą marką naczyń do zdrowego gotowania. Amerykanie są coraz bardziej świadomi zasad zdrowego odżywiania, mieszkańcom Chin natomiast bardziej zależy na prestiżu i jakości wykonania. 

Jesteśmy obecni już na kilkudziesięciu rynkach na świecie. Kluczowy, poza polskim, włoskim, rosyjskim i ukraińskim, jest przede wszystkim rynek amerykański, na którym debiutujemy. Pod marką własną naszych dystrybutorów lokalnych prowadzimy też sprzedaż w Chinach, Korei Południowej czy Australii – mówi agencji Newseria Tomasz Lis, rzecznik prasowy fabryki naczyń Philipiak Milano.

Wciąż najwięcej naczyń sprzedawanych jest w Europie i Chinach, choć zwłaszcza na rynku azjatyckim potencjał jest znacznie większy. Chiny należą do czołówki pod względem sprzedaży dóbr luksusowych, dlatego firma liczy na wyraźny wzrost sprzedaży. Istotnym rynkiem mogą być jednak przede wszystkim Stany Zjednoczone, gdzie firma zadebiutowała w kwietniu, a obecnie co miesiąc notuje ok. 200-proc. wzrost.

W perspektywie najbliższych 5 lat chcielibyśmy stać się wiodącą marką naczyń do zdrowego gotowania. To nasz cel i myślę, że w modelu opartym o telemarketing jest to możliwe. Mamy też doświadczenie z innych rynków, gdzie w ciągu 2-3 lat od debiutu byliśmy w stanie uplasować się w czołówce producentów i dystrybutorów – podkreśla rzecznik prasowy.

Lis wskazuje również na to, że sprzedaż naczyń do zdrowego gotowania jest inna w zależności od rynku. Amerykanie coraz chętniej sięgają po ekologiczne produkty i stawiają na gotowanie na parze zamiast na smażenie. To wszystko przekłada się na większe zainteresowanie produktami, które umożliwiają zdrowe odżywianie.

Ważne było też, w jakiej kondycji jest amerykańska gospodarka. Patrząc globalnie, to jeden z najbardziej perspektywicznych rynków. Zakończyła się recesja, widać ożywienie gospodarcze, a nastroje konsumentów są bardzo pozytywne. Amerykanie wydają dużo na te rzeczy, które są dla nich ważne, a zdrowie jest jednym z bardziej istotnych elementów, dlatego uznaliśmy, że warto tam wejść – wskazuje przedstawiciel Philipiak Milano.

Dla Chińczyków zdrowe odżywianie nie jest priorytetem. Sięgają po produkty firmy przede wszystkim ze względu na jakość. Badanie KPMG „Globalny zasięg chińskiego luksusu” wskazuje, że 88 proc. mieszkańców Chin jest w stanie przeznaczyć więcej pieniędzy na dobra luksusowe, a 80 proc. przywiązuje wagę do ekskluzywności produktu.

W Chinach sięgają po nasz produkt, bo chcą mieć w kuchni prestiżowe naczynia. Patrzą na kraj pochodzenia, jakość wykonania i design. Zdrowe odżywianie jest na dalszym planie. Myślę jednak, że ten rynek będzie rósł, bo wzrośnie świadomość odnośnie zdrowego gotowania – przekonuje Lis.

Rzecznik Philipiak Milano podkreśla również, że zainteresowaniem cieszą się też droższe komplety garnków, np. wykonane ze złota, które robią furorę w Rosji i Dubaju, teraz również w USA.

Do Dubaju eksportujemy ok. 40 kompletów, to nie są dobra masowe, ale za to znacznie droższe, bo kosztują kilkanaście tysięcy dolarów – mówi Lis.

Na stabilnym poziomie utrzymuje się też sprzedaż w Polsce, choć obecnie firma notuje niewielką tendencję wzrostową. Jeszcze niedawno wysokiej jakości garnki do gotowania były kupowane ze względu na chęć podniesienia poziomu życia. Obecnie jest to związane z trybem życia i preferowanym zdrowym odżywianiem. Badanie TNS Polska i Philipiak Milano wskazują, że blisko połowa Polaków (45 proc.) sięga po ekologiczne produkty, coraz więcej osób jest też świadomych, że tradycyjne gotowanie pozbawia produkty składników odżywczych.

Trafiają do nas klienci młodzi, którzy skupiają się na diecie, bo żyją aktywie, trenują. Wiedzą też od trenerów, że ok. 70 proc. ich wysiłku to tak naprawdę dieta. Zainteresowane są też osoby po 50. roku życia, które od lekarza albo ze względu na schorzenia autoimmunologiczne muszą zwracać większą uwagę na swoją dietę – podkreśla przedstawiciel Philipiak Milano.

Od dzisiaj zmiany w prawie alimentacyjnym. Nowe regulacje utrudnią życie zalegającym z alimentami

0

CEO Magazyn Polska

Od 1 lipca dane o dłużnikach, których wyręcza fundusz alimentacyjny, będą trafiać do wszystkich rejestrów dłużników prowadzonych przez biura informacji gospodarczych. Szerszy dostęp do informacji o zaległościach alimentacyjnych sprawi, że dłużnikom trudniej będzie zaciągnąć kredyt czy kupić coś na raty. Zyskają także gminy, bo obecnie blisko 329 tys. dzieci alimenty zamiast od rodzica dostaje od państwa. Największe zaległości mają dłużnicy z województwa mazowieckiego, gdzie 18 tys. osób nie płaci alimentów.

1 lipca wchodzi w życie nowelizacja kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw, która zmienia m.in. ustawę o udostępnianiu informacji gospodarczych oraz wymianie danych gospodarczych. Wprowadza ona zmianę dotyczącą umieszczania dłużników alimentacyjnych w biurach informacji gospodarczych – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Ostaszewska z Kancelarii Radców Prawnych Baurska, Senkowska, Szczęsna i Partnerzy.

Gminy będą miały obowiązek umieszczać informacje o dłużnikach we wszystkich czterech działających w Polsce rejestrów. Taki obowiązek został wprowadzony już w 2008 roku, ale dotychczas wystarczało zgłoszenie dłużnika tylko do jednego rejestru. Zmiana znacznie utrudni życie tym, których wyręcza fundusz alimentacyjny.

W przypadku chęci zaciągnięcia przez takie osoby kredytu, pożyczki czy kupienia czegoś na raty, instytucje, które zajmują się finansowaniem takich świadczeń, skorzystają z informacji zawartych w biurach informacji gospodarczych. Częstotliwość i prawdopodobieństwo, że przyszły kredytodawca dowie się o tym, że jego potencjalny kredytobiorca zalega z alimentami na rzecz dzieci, będzie teraz większa niż w dotychczas funkcjonującym prawie – przekonuje Katarzyna Ostaszewska.

To może spowodować, że zalegający z alimentami będą chcieli to zmienić. Na tym z kolei skorzystają również gminy, które wyręczały dłużników i sięgały po pieniądze z funduszu alimentacyjnego. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2013 roku alimenty od państwa zamiast od rodzica dostało blisko 329 tys. dzieci, a gminy domagały się zwrotu od 243 tys osób. W ubiegłym roku udało się odzyskać zaledwie 13,9 proc. wartości kwoty dłużników. W podawanych przez BIG InfoMonitor szacunkach Centrum Praw Kobiet, uwzględniających zarówno alimenty z funduszu, jak i pozostałe, ściągalność jest nieco wyższa, na poziomie 16-17 proc. Należy pamiętać o tym, że koniecznym do spełnienia warunkiem, aby sięgnąć po pomoc do funduszu alimentacyjnego, jest dochód nieprzekraczający 725 zł na osobę.

Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, największe zadłużenie alimentacyjne jest w województwie mazowieckim (18 tys. osób i 507,4 mln zł).

Na Mazowsze przypada około 12 proc. całkowitej wartości długów alimentacyjnych. Następne są województwo śląskie (15 tys. osób i 355 mln zł zaległości) i łódzkie (14 tys. osób i 391 mln zł) – wskazuje Ostaszewska.

Po zmianach prostsze ma być również zarządzanie bazą danych. Dotychczas, aby móc zamieścić informacje o dłużnikach w danym biurze, należało mieć z nim podpisaną umowę. Teraz nie będzie ona konieczna, a wszystkie wcześniej umowy zawarte między gminami a biurami informacji wygasną z końcem lipca, czyli 30 dni od wejścia w życie nowelizacji.

Minister gospodarki zamieści w Biuletynie Informacji Publicznej wykaz wszystkich istniejących na terenie Polski biur informacji gospodarczej. Będzie miał też obowiązek aktualizacji biur tak, żeby każdy z potencjalnych wierzycieli miał wiedzę, na jaki adres należy to zgłaszać. Należy jednak pamiętać o tym, że dotyczy to wyłącznie dłużników alimentacyjnych. W przypadku innych dłużników zostanie zachowana taka sama procedura, jaka obowiązywała dotychczas – tłumaczy ekspertka.

Saturn rusza do walki o sprzedaż produktów Apple w Polsce. W Krakowie uruchomił specjalistyczny punkt z ofertą producenta

CEO Magazyn Polska

Sieć marketów Saturn uruchomiła kolejny Apple Shop. Decyzja o otwarciu sklepu w Galerii Krakowskiej wiąże się z rosnącym zainteresowaniem konsumentów zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi. Klienci mogą tam nie tylko znaleźć innowacyjne produkty, lecz także poznać ich funkcjonalność i możliwości, jakie oferują w codziennym życiu. Saturn zapowiada, że to właśnie tu będą miały premierę nowości wypuszczane przez Apple na rynek.   

Otwarcie Apple Shop w Saturnie w Galerii Krakowskiej było odpowiedzią na rosnące potrzeby i zainteresowanie klientów najwyższymi technologiami. Rozwiązania, zwłaszcza te łączące ludzi, czyli tzw. connectivity, cieszą się coraz większą popularnością, dlatego stworzyliśmy miejsce, które gromadzi entuzjastów oraz osoby potrzebujące doradztwa, a przede wszystkim miejsce przeglądu najnowszych rozwiązań na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Bieńkowski, dyrektor marketu Saturn w Galerii Krakowskiej.

W sklepie można znaleźć wszystkie produkty Apple&HASH39;a dostępne na polskim rynku, także nowości, m.in. iPhone 6 i iPhone 6 Plus, iPad Air 2, iPad mini 3 z czytnikiem linii papilarnych Touch ID, nowy MacBook Pro, iMac z wyświetlaczem Retina 5K. Przy zakupie każdego urządzenia Mac czy iOS można też bezpłatnie pobrać aplikację iWork czy iLife.

Nie ma w zasadzie takiego rozwiązania technologicznego, z którym nasi klienci nie mogliby się zapoznać i na temat którego nie mogliby uzyskać kompetentnej wiedzy na temat funkcjonalności, zalet i szczegółów technologicznych. Jesteśmy sklepem premium, dbamy o to, by wszelkiego rodzaju nowości pojawiały się w pierwszej kolejności u nas. Mogę zagwarantować, że wszelkie premiery powinny pojawiać się w tym miejscu – mówi Bieńkowski.

Dyrektor Saturna w Galerii Krakowskiej przekonuje, że w sklepie duży nacisk kładziony jest na jakość obsługi. Pracownicy mają nie tylko wiedzę, to również pasjonaci, którzy potrafią przedstawić wszystkie możliwości danego urządzenia

To osoby, które z autopsji mogą powiedzieć, w jaki sposób dana technologia może pomagać w codziennym życiu. Nie tylko w sferze komunikacji, lecz także dostępu do informacji. Nie można również zapominać o wszelkiego rodzaju hobbystycznych aplikacjach. Nasi pracownicy potrafią doradzić i zademonstrować, w jaki sposób można z tych urządzeń korzystać – podkreśla Bieńkowski.

Polacy chętnie przyswajają nowe trendy, coraz częściej korzystają też z nowoczesnych urządzeń technologicznych. Raport „Polska jest mobi 2015” wskazuje, że smartfony posiada 58 proc. osób, co piąta ma tablet. Większa jest także świadomość, w jaki sposób używać urządzeń oraz jakie są ich możliwości. Dlatego otwarcie sklepu 27 czerwca przyciągnęło klientów, Saturn liczy też na dobre wyniki w najbliższym czasie.

Pierwsze godziny były bardzo gorące. Był nawet mały wyścig po towary promocyjne. To także święto naszych klientów, jesteśmy naprawdę zadowoleni z tych pierwszych chwil – ocenia dyrektor Saturna.

Apple Shop w Galerii Krakowskiej to drugi tego typu punkt w sieci Saturn. Pierwszy sieć otworzyła w Warszawie.

Spotkanie ministrów rolnictwa 16 państw Europy Środkowo-Wschodniej i Chin

Podsekretarz Stanu Zofia Szalczyk wzięła udział w spotkaniu ministrów rolnictwa 16 państw Europy Środkowo-Wschodniej i Chin, które odbyło się w Sofii.

Fot. Wiceminister Zofia Szalczyk podczas spotkania ministrów rolnictwa w Sofii
Fot. Wiceminister Zofia Szalczyk podczas spotkania ministrów rolnictwa w Sofii

Program wizyty obejmował ponadto inaugurację Stowarzyszenia na rzecz Wspierania Współpracy Rolnej między Chinami a krajami Europy Środkowo-Wschodniej (poprzez podpisanie Podstawowych zasad ustanowienia i działania Stowarzyszania na rzecz promocji współpracy w dziedzinie rolnictwa między Chinami i EŚW) oraz udział w obradach Forum Rolnego i Inwestycyjnego.

Podczas spotkania ministrów podsekretarz stanu Z. Szalczyk wyraziła oczekiwanie, że działalność Stowarzyszenia przyczyni się do wzrostu wymiany handlowej, na miarę potrzeb, możliwości i oczekiwań wszystkich 17 krajów biorących udział w inicjatywie. Podkreśliła, że kluczowe znaczenie ma identyfikacja barier w handlu i współpraca w ich eliminowaniu. Polska, która ma bardzo duży potencjał produkcyjny sektora rolno-spożywczego przy rozbudowanym, stale doskonalonym systemie kontroli jakości, oferując żywność bardzo wysokiej jakości, jest zainteresowana zwiększeniem eksportu na rynek chiński, a co za tym idzie – zmniejszeniem dysproporcji w bilansie handlowym z Chinami.

Wiceminister Szalczyk kontynuowała wypowiedź dotyczącą możliwości zwiększenia eksportu rolno-spożywczego na rynek chiński podczas Forum Rolnego i Inwestycyjnego. Po pierwsze, podkreśliła znaczenie równowagi w wymianie handlowej i zainteresowanie strony polskiej zwiększeniem eksportu na rynek chiński, charakteryzując polski potencjał eksportowy pod względem asortymentu i jakości. Po drugie, skupiła się na uwarunkowaniach wymiany, tj. jakości produktów, usuwaniu barier administracyjnych, znajomości potrzeb partnerów oraz promocji. W tym kontekście szczególne  istotne jest zakończenie procedur dotyczących dostępu do rynku chińskiego oraz promocja europejskiej marki na rynku chińskim.

Alior Bank połączył się z Meritum Bankiem

30 czerwca 2015 r. nastąpiła fuzja prawna Alior Banku i Meritum Banku, potwierdzona sądowym wpisem w Krajowym Rejestrze Sądowym. Do połączenia banków doszło w zaledwie 5 miesięcy od sfinalizowania transakcji nabycia akcji Meritum Banku, co oznacza, że jest to bez wątpienia jeden z najszybciej i najsprawniej realizowanych procesów integracji w polskim sektorze bankowym.

W wyniku fuzji, Alior Bank, wykorzystując najlepsze praktyki i rozwiązania, a także potencjał technologiczny obu organizacji i ich pracowników, wzmocni swoje przewagi konkurencyjne oraz ugruntuje pozycję lidera innowacyjności.

W wyniku połączenia, Alior Bank stał się następcą prawnym i wstąpił we wszystkie prawa
i obowiązki Meritum Banku. Połączony bank będzie działać pod nazwą prawną Alior Bank SA, ale nadal zachowana zostanie marka handlowa: Meritum Bank. Połączenie nie wymaga od klientów podejmowania żadnych działań. Wszystkie dotychczasowe umowy pozostają w mocy. Numery rachunków bankowych nie ulegają zmianie, aktywne pozostają karty płatnicze i numery PIN. Nie zmieniają się numery Infolinii Meritum Banku oraz hasła i loginy do bankowości elektronicznej.

Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku

Jako jeden bank chcemy zapewnić klientom kompleksową i szeroko dostępną ofertę produktów finansowych oraz obsługę na najwyższym poziomie” – powiedział Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku. „Tempo połączenia z Meritum Bankiem dowodzi, że połączony Alior Bank dysponuje zarówno kadrą menedżerską z bogatym doświadczeniem w procesach fuzji, jak i nowoczesną architekturą informatyczną. Ze wsparciem ze strony nowego inwestora strategicznego spełniamy wszystkie warunki, aby odegrać znaczącą rolę w dalszej konsolidacji sektora bankowego –dodał Wojciech Sobieraj.

Proces integracji zakończy fuzja operacyjna, w ramach której dojdzie do pełnego ujednolicenia procesów, systemów i infrastruktury IT obu instytucji oraz przygotowania jednolitej oferty produktów i usług. Zgodnie z harmonogramem, połączenie operacyjne nastąpi do końca 2015 r.

Departamenty Centrali Alior Banku są obecnie zlokalizowane w Gdańsku, Krakowie i Warszawie. Nowa struktura organizacyjna w optymalny sposób wykorzystuje potencjał wniesiony przez połączone banki oraz ich pracowników oraz stanowi podstawę do dynamicznego rozwoju i realizacji celów biznesowych. Synergie kosztowe i przychodowe wynikające z integracji Alior Banku z Meritum Bankiem wyniosą 198 mln zł do 2017 r., zaś szacowane koszty połączenia to 50 mln zł.

Alior Bank jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się banków w Polsce. W wyniku fuzji aktywa Alior Banku wzrosły do poziomu 34,9 mld zł, co plasuje go obecnie na 13. miejscu wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Bank zwiększył też udziały rynkowe do poziomu przekraczającego 3 proc. Alior Bank obsługuje łącznie blisko 3 mln klientów. Ich sprawną obsługę zapewnia czwarta co do wielkości bankowa sieć dystrybucji, która obejmuje ponad 1000 placówek. Ponadto wybrane produkty i usługi Alior Banku oferowane są w blisko 800 punktach T-Mobile, w ramach strategicznego partnerstwa obu firm.
Od 2014 r. akcje Alior Banku wchodzą w skład indeksu WIG20 skupiającego największe i najbardziej płynne spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wyniki połączonego banku (źródło: skonsolidowane dane za I kw. 2015 r.)

Aktywa 34, 9 mld zł (3,2 mld zł)*
Depozyty 27,8 mld zł (3 mld zł)*
Kredyty 27,4 mld zł (2,8 mld zł)*
Koszty / Dochody (C/I) 49,6 proc.
Kredyty / Depozyty (L/D) 98,6 proc.
CAR 13 proc.
NIM 4,6 proc.

* wpływ Meritum Banku

Źródło: Alior Bank

Polski biznes tworzy listę postulatów dla rządu

Czołowi przedstawiciele polskiego biznesu chcą stworzyć Kodeks, zawierający szkice ustaw, które mogłyby poprawić warunki do prowadzenia biznesu w Polsce. W tym celu zawiązali największą w tej części Europy inicjatywę, która ma na celu wyłonienie spośród regulacji 21 państw Europy Środkowo-Wschodniej takich rozwiązań, które najlepiej wspierają lokalny biznes i które można by wdrożyć także w Polsce. Zacznijmy od reform w takich obszarach jak prawo podatkowe, prawo pracy i prawo zamówień publicznych – mówią zgodnie. Konkretne propozycje zmian w formie Raportu mają zostać przedłożone Radzie Ministrów.

To jedna z pierwszych takich inicjatyw, gdzie polski biznes chce wziąć sprawy w swoje ręce i zamanifestować potrzebę reform mówiąc jednocześnie jak chciałby to zrobić. Partnerem do dyskusji są środowiska prawne, organizacji pozarządowych, przedstawiciele samorządów,  które chcą wesprzeć tworzenie szkiców nowych regulacji, zwłaszcza w obszarze: prawa podatkowego, prawa pracy, prawa zamówień publicznych czy partnerstwa publiczno-prywatnego. Wnioski zostaną przedstawione na Forum dla Wolności i Rozwoju, które odbędzie się w dniach 28 – 30 października w Katowicach.

„Motorem rozwoju gospodarczego w Europie jest lokalny biznes. Dla przykładu w Polsce małe i średnie przedsiębiorstwa odpowiadają za niemal 50% PKB, duże polskie firmy są z kolei siłą napędową wielu regionów. Warto poszukać rozwiązań legislacyjnych, które w sposób szczególny będą wspierały krajowe biznesy”, mówi dr Andrzej Arendarski, Prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Inicjatywę wspiera kilkanaście firm, m.in. Atlas, Fakro oraz kilkunastu ekspertów z obszaru prawa, biznesu, nauki i polityki.

„Jest wiele obszarów, które mają wpływ na to, czy za kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt lat będziemy żyć w kraju dobrobytu i stabilności gospodarczej czy w kurczącej się ekonomii i zależności od zewnętrznych wpływów. Już teraz powinniśmy wdrażać odpowiednie zmiany. Temu właśnie ma służyć Forum dla Wolności i Rozwoju”, podsumowuje Henryk Siodmok, Prezes Grupy Atlas, wpierający inicjatywę.

Podczas kongresu 28-30 października, odbędzie się m.in. 20 paneli tematycznych poświęconych różnym obszarom gospodarki i funkcjonowania państwa. Wszystkie dyskusje będą toczyć się na forum publicznym, a w każdej z nich wezmą udział eksperci prawni, którzy na bieżąco będą oceniać możliwości wdrożenia w życie konkretnych postulatów zgłaszanych przez przedstawicieli biznesu. Wśród prelegentów znajdą się m.in. Tibor Navracsics – Komisarz Europejski ds. Edukacji, Kultury, Młodzieży i Sportu, Ryszard Florek – Prezes zarządu spółki FAKRO, Mateusz Morawiecki – Prezes zarządu Banku Zachodniego WBK, Marcin Beme – Założyciel i prezes Audioteki, Wojciech Dziomdziora – Radca prawny w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, Maciej Gawroński – Partner zarządzający polskiego biura Bird&Bird i Rafał Fronczek – Prezes Krajowej Rady Komorniczej.

Więcej informacji: www.law4growth.com

Małe firmy rentowne i płynne

0

Katarzyna Puchalska z Instytutu Ekonomicznego NBP o najnowszym raporcie „Sytuacja finansowa małych przedsiębiorstw na tle kondycji przedsiębiorstw dużych i średnich. Lata 2005-2014”.

Transformacja energetyki szansą na rozwój gospodarczy

W Unii Europejskiej trwają prace nad reformą europejskiej gospodarki. Za ważne uznaje się pobudzenie inwestycji w kluczowych sektorach przemysłu i energetyki. Jednym z rozwiązań jest tzw. plan Junckera, który dzięki inżynierii finansowej ma wygenerować projekty inwestycyjne warte 315 mld euro. Dokonanie tego jest możliwe tylko poprzez radykalną transformację tych sektorów i modernizację w oparciu o najnowsze technologie. O takich właśnie rozwiązaniach rozmawiali uczestnicy konferencji NEUF 2015 „Transformacja gospodarki poprzez energetykę i przemysł – efektywność, produktywność, dialog społeczny”, która odbyła się w Ministerstwie Gospodarki.

Transformacja potrzebna od zaraz

Coraz większe wymagania w zakresie polityki energetycznej, efektywności wytwarzania energii i redukcji emisji CO2 sprawiają, że przemysł i energetyka, zwłaszcza w Polsce stoją przed widmem ponoszenia ogromnych kosztów. Nie sprzyja temu również wcześniejsze uruchomienie Market Stability Reserve. MSR jest bowiem największym wrogiem energetyki węglowej i górnictwa węgla kamiennego, który pozwala na swobodne i arbitralne wycofywanie z rynku pozwolenia na emisję CO2 (EUA). Celem stworzonego systemu jest usuwanie nadmiaru pozwoleń, które powstają w wyniku mniejszej niż przewidywana konsumpcji energii w Europie. Szacuje się, że na dzień dzisiejszy pozwolenia te generują o 2 mld ton szkodliwych związków za dużo. Usunięcie pozwoleń sprawi, że na rynku będzie ich mniej, a więc utrzymane zostaną wysokie ceny za emisję, co z kolei obciąży w szczególności polską gospodarkę, a zwłaszcza sektor energetyczny. Koszty związane z emisją CO2 przełożą się nie tylko na przemysł, ale również na społeczeństwo. Wyższe koszty produkcji, to wyższe koszty wytwarzanych produktów czy usług. W konsekwencji zdrożeć może każdy produkt, który dostępny jest dziś na sklepowych półkach. Sposobem na uniknięcie tych problemów jest silna transformacja przemysłu i energetyki w oparciu o najnowsze technologie.

Produkcja energii a transformacja systemów przesyłowych i dystrybucyjnych

Produkcja energii elektrycznej jest i będzie szczególnie obciążona ze względu na działania związane z polityką klimatyczną. Problemem jest nie tylko wytwarzanie energii, ale również jej dystrybucja.

W Unii Europejskiej rzeczywiste starty energii w sieciach przesyłowych i dystrybucyjnych sięgają 6%, co w przeliczeniu daje nam poziom około 7 mld euro rocznie. W Polsce sytuacja jest podobna, średnie starty wynoszą 7-8%, przy czym warto podkreślić, że najlepsi są w stanie ograniczyć je nawet do 6%. W sieciach dystrybucyjnych procent strat jest wyższy i sięga 10%, co w roku 2011 przełożyło się na kwotę około 1,8 mld złotych. To również w nich powstają największe straty, które stanowią 84% wszystkich strat powstających w całym systemie sieci energetycznych. Są to więc ogromne kwoty, które wyparowały z naszych budżetów, dlatego warto zastanowić się, jak unikać podobnych kosztów w przyszłości.

Nowoczesne technologie energetyczne wspierane informatyką i komunikacją stanowią doskonałe rozszerzenie podejmowanych dziś działań na rzecz zwiększenia efektywności energetycznej i dodatkowo podnoszą niezawodność sieci. Przy dzisiejszej dynamice zmian zachodzących w energetyce, narzędzia informatyczne stają się niezbędne Dodatkowo, wdrażanie takich rozwiązań, jak magazyny energii, samochody elektryczne, energetyka rozproszona, czy niestabilne źródła energii odnawialnej powodują, że nasze sieci energetyczne stają się coraz bardziej skomplikowane, a zarządzanie nimi wymaga stosowania nowych narzędzi. mówił Michał Ajchel, Wiceprezes ds. Rynku Energii w Schneider Electric Polska. Podobnie jak kilka lat temu w telekomunikacji, dziś energetyka przeżywa podobną rewolucję technologiczną. Będzie ona korzystna zarówno dla operatorów systemów, jak i dla odbiorców. Doświadczenia Schneider Electric pokazują, że nasze systemy, są w stanie zidentyfikować miejsce i wielkość powstających start z dużą dokładnością.  Dla przykładu w sieci niskiego napięcia zasilanej przez transformator o mocy 630 kVA, do którego przyłączonych jest od 5 do 15 odbiorców, można zlokalizować starty na poziomie 100W. Jest to moc jednej żarówki! Ta liczba najlepiej oddaje możliwości narzędzi, jakimi dzisiaj dysponujemy – dodaje Michał Ajchel.

Nowe wyzwania biznesowe

Nowym wyzwaniem również dla sieci dystrybucyjnych są rozproszone źródła energii, zwłaszcza, jeśli chodzi o energetykę wiatrową. Ich niestabilność i duże wahania mocy wprowadzanej do systemu sprawiają (tylko teoretycznie) dużo problemów. Istnieją jednak rozwiązania, które pozwalają te problemy rozwiązywać. Jednym z nich jest opracowany przez naszą firmę system WeatherSentry, który służy do prognozowania pogody
i dostarczania informacji na temat tego ile energii w danym dniu czy okresie będzie w stanie wyprodukować farma wiatrowa przy danej pogodzie –
mówi Michał Ajchel Wiceprezes ds. Rynku Energii w Schneider Electric Polska. Co więcej system pozwala przewidywać także zapotrzebowanie na energię w systemie, na podstawie swoich prognoz i profili odbiorców – dodaje Michał Ajchel.

Zachodzące zmiany w energetyce mogą być również traktowane, jako okazja do zmian dotychczasowych modeli biznesowych i do osiągania jeszcze lepszych wyników. Chodzi tu głównie o dostosowanie się do zmian, jakie zachodzą na rynku producentów i odbiorców energii związanych głównie z pojawianiem się instalacji typu odnawialne źródła energii. Zastosowanie nowoczesnych technologii rozdziału, magazynowania i przesyłu energii będzie istotnie wpływać na pojawianie się nowych systemów rozliczeniowych dla klientów. Na nowoczesnych technologiach może zyskać już dziś klient indywidualny, który powinien dostać możliwość zmian taryf oraz dostosowania zapotrzebowania na energię do własnych potrzeb. Na nowoczesnych technologiach może wygrać także każdy przedsiębiorca, w tym producent, dystrybutor i sprzedawca energii, o ile dostrzeże w porę zachodzące zmiany i w porę dostosuje do nich swój model biznesu. Wprowadzenie wszystkich omawianych podczas konferencji zmian pozwoli na rzeczywistą transformację sektora i zwiększy szansę na przyśpieszenie rozwoju polskiej gospodarki oraz dostosowanie się do nowych potrzeb globalnego rynku.

Gra Kremla czy zmiana rządu? Pięć dróg dla Grecji

– Nawet jeżeli Rosja nie miała nic wspólnego z rozwojem sytuacji w Atenach, to i tak wygodnie byłoby jej rozpuszczać takie plotki. Zbudowanie scenariusza zakładającego udział Kremla nie jest zresztą trudne. Jaką drogą może pójść Grecja i co może się stać z tym krajem? Komentuje Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Społeczeństwo wybiera oszczędności

W tej chwili wydaje się, że Grecy w referendum odrzucą plan wierzycieli i zrezygnują z polityki oszczędności, skoro wcześniej wybrali populistyczną Syrizę. Zaprzeczają jednak temu sondaże przeprowadzone w ub. tygodniu i publikowane przez greckie pracownie badawcze Kapa Research oraz Alco Polls.

Według pierwszej z nich, 53 proc. ankietowanych nie popiera działań rządu prowadzących do wyjścia ze strefy euro, a jedynie 43 proc. są zwolennikami polityki konfrontacji.

Z kolei według Alco Polls, 57 proc. badanych uważa, że Grecja powinna osiągnąć porozumienie z wierzycielami. Przeciwnego zdania jest natomiast co trzeci ankietowany (29 proc.). Pod znakiem zapytania stoi jednak kwestia, czy te opinie nie zmienią się po wprowadzeniu kontroli przepływu kapitału.

Czy brak dostępu do gotówki spowoduje, że społeczeństwo bardziej się zradykalizuje, czy też otrzeźwieje i zobaczy, że życie bez ochronnej strefy euro będzie jeszcze trudniejsze? Niedługo zostaną opublikowane nowe sondaże. To będzie jedna z najważniejszych informacji.

Zmiana rządu

Jeżeli Grecy w referendum uznają, że należy kontynuować politykę oszczędności, wtedy najprawdopodobniej nastąpi zmiana rządu. Ten obecny nie będzie miał mandatu do wprowadzania reform, skoro się z nimi nie zgadzał. Prawdopodobnie powstanie techniczny gabinet, a w niedługim czasie zostaną ogłoszone nowe wybory.

Dodatkowo najprawdopodobniej wierzyciele będą robić wszystko, aby nagrodzić Greków za wybór rozwiązania narzuconego przez Brukselę. Niewykluczone więc, że zaproponują nawet wyczekiwaną redukcję długów, co spowoduje, że szanse na zwycięstwo proeuropejskiej koalicji znacznie się zwiększą.

Waluta równoległa

Odrzucenie przez Greków planu narzuconego przez Brukselę zwiększy prawdopodobieństwo wyjścia Hellady ze strefy euro. Niewykluczone jednak, że przez pewien czas w Atenach będzie można posługiwać się dwiema walutami. W jednej (krajowej), wartej mniej niż euro, będą wypłacane wynagrodzenia sektora publicznego, pobierane daniny dla państwa oraz sprzedawane czy też dotowane przez rząd najpotrzebniejsze towary. W euro natomiast będzie rozliczał się sektor prywatny.

To spowoduje, że nominalne pensje budżetówki znacznie spadną. Obniży to koszty działalności państwa, a jednocześnie umożliwi generowanie dodatkowej gotówki przez bank centralny. Pozwoli to również ograniczyć szok gospodarczy, który mógłby powstać, gdyby z dnia na dzień wprowadzono nową, znacznie zdewaluowaną walutę.

Grexit

Wyjście Grecji ze strefy euro, scenariusz oceniany jeszcze przed weekendem jako mało realny, zaczyna być przez niektórych odbierany jako najbardziej prawdopodobny. Mohamed El-Erian, były szef największego na świecie funduszu instrumentów dłużnych PIMCO, uważa nawet, że na 85 proc. nastąpi Grexit. Według banku Morgan Stanley, ryzyko nastąpienia Grexitu do końca 2016 r. wzrosło z 45 proc. do 60 proc.

Nie wszyscy są jednak tak pesymistycznie nastawieni. BNP Pribas, Credit Suisse oraz UBS oceniają szanse na opuszczenie obszaru wspólnej waluty przez Grecję na odpowiednio 20 proc., 33 proc. oraz 40 proc. Niewykluczone jednak, że te wskazania będą się jeszcze zmieniać po publikacji nowych sondaży dotyczących niedzielnego referendum.

Kreml i oś Moskwy

Nawet jeżeli Rosja nie miała nic wspólnego z obecnym rozwojem sytuacji w Atenach, to i tak Moskwie będzie wygodnie rozpuszczać takie plotki. Zbudowanie scenariusza zakładającego udział Kremla nie jest zresztą trudne. Po upokorzeniu, które zafundował mu Zachód wprowadzeniem sankcji, Rosja planuje odwet. Wybiera sobie za cel najsłabsze ogniowo, czyli Grecję. Rozżalone społeczeństwo głosuje na populistycznego Tsiprasa, który gra va banque z Brukselą, gdyż wie, że w razie czego dostanie pomoc Moskwy (przedpłata za transfer gazu). Zresztą obecny premier Grecji nawet nie kryje się z tym, że jego stosunki z Putinem są bliskie. Kilka dni przez zakładanym porozumieniem z wierzycielami odwiedza szczyt gospodarczy w Petersburgu i spotyka się z prezydentem Rosji. Dodatkowo wiemy, że z Tsiprasem wielokrotnie kontaktował się sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych podczas kluczowych momentów negocjacji. Czyżby Jack Lew znacznie wcześniej miał sygnały o kolejnej wizerunkowej rozgrywce między mocarstwami?

Stanisław Cichocki z IE o rynku pracy w I kw. 2015

0

O rynku pracy w pierwszym kwartale 2015 r. mówi Stanisław Cichocki z Instytutu Ekonomicznego NBP

Co trzeci klient banków, za najważniejszą cechę przelewu uznaje szybkość jego realizacji

Z najnowszego badania opinii, przeprowadzonego przez Związek Banków Polskich we współpracy z KIR wynika, że co trzeci klient banków, za najważniejszą cechę przelewu uznaje szybkość jego realizacji. Opinie respondentów znajdują potwierdzenie w rosnących statystykach prowadzonego przez KIR systemu Express Elixir, obsługującego przelewy natychmiastowe. Wśród innych istotnych aspektów przelewu, ankietowani wymieniali również niskie opłaty, bezpieczeństwo transakcji i łatwość obsługi.

W tegorocznym badaniu „Wizerunek polskiego sektora bankowego”, zrealizowanym przez ZBP we współpracy z KIR, jedna trzecia ankietowanych klientów banków (32 proc.), obok kwestii związanych z opłatami, za najważniejszą cechę przelewu uznała szybkość transakcji. Wyniki wyraźnie pokazują, że czas realizacji przelewów bankowych ma coraz istotniejsze znaczenie. – Łatwiejszy dostęp do Internetu, m.in. dzięki urządzeniom mobilnym, takim jak smartfony, powoduje, że częściej korzystamy z usług dostępnych od ręki – zauważa, wiceprezes Zarządu KIR. – Przykładem może być kupno biletu, rezerwacja hotelu czy zakup treści elektronicznych. To oczekiwanie przenosi się na branżę finansową, w tym płatności. Ze względu na sieciowy charakter usług płatniczych, spełnienie rosnących oczekiwań klientów wymaga od banków podejmowania wspólnych działań – zaznacza M. Szymański.

co trzeci klient banków, za najważniejszą cechę przelewu uznaje szybkość jego realizacji

Z udostępnianych przez KIR statystyk systemów rozliczeniowych wynika, że wśród Polaków rośnie zapotrzebowanie na płatności natychmiastowe. Tylko w maju br. klienci banków zlecili ponad 116 tys. takich przelewów, o wartości przekraczającej 521 mln zł. W stosunku do danych z maja 2014 r., liczba transakcji zwiększyła się o 67 proc. (z 69,4 tys.), przy równoczesnym wzroście wartości o 74 proc. (z 299 mln zł). Łącznie – od momentu uruchomienia w czerwcu 2012 r. do końca maja 2015 r. – liczba transakcji rozliczonych w systemie Express Elixir przekroczyła 1,86 mln, osiągając wartość 8,6 mld zł.

Na kolejnych miejscach, wśród cech przelewu wskazanych przez respondentów jako istotne, znalazły się: bezpieczeństwo transakcji (25 proc.) oraz łatwość ich obsługi (18 proc.). Choć badanie wykazało stosunkowo niewielkie zapotrzebowanie na usługę przelewu bankowego wykonywanego z wykorzystaniem telefonu (6 proc.), to zdaniem KIR, sytuacja ta będzie się zmieniać wraz ze wzrostem popularności bankowości mobilnej. – Już wkrótce klienci banków będą mogli dokonywać płatności typu P2P (person to person), które zlecane będą bezpośrednio na numer telefonu komórkowego drugiej osoby. Przelewy te będą przetwarzane w systemie Express Elixir z wykorzystaniem prowadzonej przez spółkę PSP bazy aliasów. W tym modelu, numer telefonu będzie automatycznie zamieniany na odpowiadający mu numer rachunku bankowego odbiorcy, czyli NRB – zapowiada M. Szymański.

Badanie zrealizowane zostało w marcu 2015 r. w ramach cyklicznego wielotematycznego badania Omnibus, przeprowadzanego przez TNS Polska na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 15+. Liczebność próby (N=998).

KIR

Zmiany w Zarządzie ING Commercial Finance

0

Rada Nadzorcza ING Commercial Finance podjęła decyzję o zmianach w składzie zarządu spółki. 1 lipca 2015 roku, stanowisko Wiceprezesa Zarządu ING Commercial Finance obejmie Paweł Mitoraj.  

Paweł Mitoraj z dniem 1 lipca br. obejmie stanowisko Wiceprezesa Zarządu ING Commercial Finance, odpowiedzialnego za nadzór nad ryzykiem kredytowym i procesami. W ING Banku Śląskim pracuje od początku swojej kariery zawodowej, najpierw jako FX i Money Market Dealer, następnie szef Zespołu Obsługi Klientów Korporacyjnych w Departamencie Skarbu oraz Dyrektor Regionalny w Pionie Klientów Korporacyjnych w Gliwicach. W 2008 roku został powołany na Dyrektora Departamentu Korporacyjnych Produktów Kredytowych, a w 2011 roku objął stanowisko Dyrektora Departamentu Ryzyka Kredytowego Regionów.

Paweł Mitoraj ukończył Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach.

Marek Szymański, dotychczasowy Członek Zarządu ING Commercial Finance, obejmie stanowisko Dyrektora Centrum Korporacyjnego Ryzyka Kredytowego w Pionie Klientów Korporacyjnych w ING Banku Śląskim.

 

Częstochowa prezentuje biznesowe oblicze

Dynamiczny rozwój branży BPO/SSC sprawił, że mniejsze miasta wychodzą z cienia wielkich biznesowych ośrodków. Jednym z przykładów jest Częstochowa. Zaplecze akademickie, konkurencyjne koszty prowadzenia działalności gospodarczej, dobre położenie geograficzne i dwie strefy ekonomiczne w trzech lokalizacjach sprawiają, że miastem zaczynają interesować się inwestorzy z sektora usług dla biznesu.

Częstochowa, postrzegana do tej pory jako miasto z potencjałem turystycznym, rozwija się obecnie jako ośrodek gospodarczy i akademicki. Miasto słynęło zawsze z przemysłu tekstylno-włókienniczego i metalurgicznego, a obecnie wiodąca jest branża motoryzacyjna, paliwowo-energetyczna i szklana. Z najnowszego raportu Fundacji Pro Progressio wynika, że  prężnie rozwija się również sektor usług dla biznesu.

Miejsce przyjazne inwestorom

Miasto rozumie trend, zgodnie z którym Polska staje się liderem branży BPO/SSC w Europie i stara się stworzyć potencjalnym inwestorom sprzyjające środowisko biznesowe. Poza ulgami podatkowymi wynikającymi z pozwolenia na działalność w SSE, miasto oferuje atrakcyjne zwolnienia z podatku od nieruchomości dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy. Dodatkowo można liczyć na wsparcie administracyjne i organizacyjne przy realizacji każdej inwestycji,  a także przejrzystą procedurę zakupu gruntów, dedykowaną konkretnej inwestycji. Bardzo zaawansowane są również prace nad stworzeniem kolejnej uchwały, która zwolni z ww. podatku, deweloperów, budujących biurowce o standardzie B+ i wyższym.

Gdzie się ulokować? Jak dojechać?Częstochowa prezentuje biznesowe obliczeCzęstochowa prezentuje biznesowe oblicze

Częstochowa prezentuje biznesowe obliczeObecnie miasto posiada 22 100 m kw.  Powierzchni biurowej klasy B/B+. W budowie jest kolejnych 6 088. Średni koszt wynajmu w budynku klasy B to 30-45 zł za m kw. a opłaty serwisowe wahają się między 10 a 15 zł. Stanowi to konkurencyjną ofertę w stosunku do większych ośrodków biznesowych. Infrastruktura drogowa (autostrada A1 oraz drogi krajowe 46, 1 i 3) oraz oddalone o niecałe 60 km lotnisko w Katowicach (35 kierunków wylotów) zapewniają dobre skomunikowanie z innymi ośrodkami biznesowymi.

Kadry szyte na miarę

Częstochowa posiada wykwalifikowane kadry pracownicze, a średnie koszty pracy są tu niższe niż w aglomeracji śląskiej. Cztery lokalne uczelnie oferują studia na filologiach języków obcych, których znajomość w zaawansowanych usługach dla biznesu jest niezwykle istotna.  Warto podkreślić, że szkoły wyższe są otwarte na współpracę z miastem w zakresie kształcenia studentów, zgodnie z potrzebami konkretnego inwestora.

Zrozumieć biznes

Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio podkreśla, że o sile destynacji biznesowej decyduje nie tylko potencjał inwestycyjny wynikający z odpowiedniej infrastruktury czy zasobów kadrowych. Równie ważna jest odpowiednia promocja gospodarcza, o czym polskie miasta niekiedy zapominają. Częstochowa rozumie potrzebę budowania wizerunku miejsca atrakcyjnego inwestycyjnie. Miasto jest członkiem Klubu Outsourcingu, organizuje cykliczne wydarzenia dla przedsiębiorców, udostępnia dane na sześciojęzycznej platformie Best2Invest. Mocno kibicujemy Częstochowie i jesteśmy przekonani, że  będzie ona szybko zyskiwała nowe przedsiębiorstwa zarówno produkcyjne jak i usługowe. Lokalizacja jest już doceniana przez krajowych, ale także i międzynarodowych inwestorów, stąd obecność tu np. centrum operacyjnego firmy TRW – mówi Prezes Fundacji Pro Progressio.

Pełen raport Focus On Częstochowa dostępny tutaj:

  • http://www.proprogressio.pl/pl/baza-wiedzy/focus-on/focus-on-czestochowa-pl.html

7 grzechów głównych polskiego rekrutera

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że niemal jedna trzecia bezrobotnych w Polsce to osoby poniżej 30 roku życia. Często są to osoby z dyplomem uczelni wyższej. Młodych i wykształconych, czyli teoretycznie pożądanych przez pracodawców kandydatów, nie brakuje, a mimo to, rekrutacja nowego pracownika nie jest zadaniem łatwym i stanowi duże wyzwanie dla bardzo wielu firm. Aby sprostać oczekiwaniom zarówno pracodawców, jak i samych kandydatów, rekruterzy muszą bardzo dobrze przygotować się do tego zadania. Eksperci eRecruiter podpowiadają, jak uniknąć najważniejszych grzechów rekrutacyjnych.

Jako firma dostarczająca narzędzie wspierające pracodawców w zarządzaniu tysiącami projektów rekrutacyjnych widzimy, że obecnie w bardzo wielu branżach to pracodawcy w Polsce powinny zabiegać o dobrego pracownika, a nie odwrotnie. Wzorem państw zachodnich, gdzie z taką sytuacją mamy do czynienia już od kilkunastu lat, firmy powinny większą uwagę przywiązywać do działań w obszarze employer brandingu, w tym o dbałość o jakość procesu rekrutacyjnego. W innym wypadku mogą mieć poważny problem z pozyskaniem lub zatrzymaniem największego kapitału firmy, jakim są ludzie – mówi Marcin Sieńczyk, Business Development Director w eRecruiter.

Lista błędów, często nieświadomie popełnianych przez rekruterów poszukujących pracowników, może być naprawdę długa.

Grzech pierwszy: schematyczne ogłoszenia o pracę

Szablonowe ogłoszenie z pewnością nie pomoże w pozyskaniu dobrego kandydata. W wielu branżach jak np. w IT, osoby, z którymi chętnie porozmawialibyśmy podczas spotkania rekrutacyjnego, bardzo często w ogóle nie przeglądają ofert. A jeśli już, to odpowiadają tylko na te, które w szczególności przykuły ich uwagę. Dlatego aktywnością powinny wykazać się same firmy i rekruterzy. Kreatywne billboardy, oferty zaszyfrowane w języku programowania czy ogłoszenia wyświetlane w miejscach publicznych – to tylko wybrane kreatywne sposoby, które mają za zadanie zwrócić uwagę wymagającej grupy zawodowej. Ograniczenie się do tradycyjnego ogłoszenia, które nie będzie się wyróżniać na tle innych, może w wielu sytuacjach okazać się niewystarczające.

Grzech drugi: za długi formularz aplikacyjny

Formularze aplikacyjne mogą znacznie ułatwić selekcję aplikacji, warto więc z nich korzystać, jednak należy też pamiętać, że za każdym razem powinny być „uszyte na miarę”. Oznacza to, że pytania w nim zawarte powinny być indywidualnie dopasowane do grupy zawodowej. Każdy kandydat oczekuje pytań, które są związane z polem jego specjalizacji, natomiast zniechęca go nadmiar szczegółowych pytań, które odbiegają od meritum sprawy. Zbyt mocno rozbudowany formularz aplikacyjny może odstraszyć i zniechęcić do wypełnienia.

Grzech trzeci: nieznajomość branży kandydata

Aż 1/3 respondentów badania „Candidate Experience” przeprowadzonego przez eRecruiter odpowiedziała, że rekruterom w Polsce brakuje specjalistycznej wiedzy. – Taki wynik martwi, bo sukces skutecznej rekrutacji tkwi również w znajomości branży, do przedstawicieli której jest skierowana oferta. Każdy rekruter powinien posiadać przynajmniej podstawową wiedzę o firmie, oferowanych przez nią produktach i usługach, którą podczas spotkania rekrutacyjnego może podzielić się z kandydatem – mówi Marcin Sieńczyk. Ponadto, zagłębienie się w specyfikę danej branży pozwoli na zdobycie wiedzy na temat wyróżników kandydatów – co jest dla nich ważne, a czego nie tolerują. Dzięki temu dużo łatwiej można przygotować strategię employer brandingową i znaleźć „kartę przetargową” w staraniach o największe talenty.

Grzech czwarty: brak kontaktu z kandydatem

Piętą Achillesa wielu prowadzonych rekrutacji jest brak komunikacji z kandydatem w czasie trwania procesu. Kontakt z potencjalnym pracownikiem powinien być utrzymany na każdym etapie rekrutacji. Już po otrzymaniu aplikacji warto wysłać do kandydata maila zwrotnego z podziękowaniami za udział w rekrutacji i informacją na temat kolejnych kroków. Warto podkreślić, że jeśli kandydat bierze udział w kilku kolejnych etapach takich jak rozmowa telefoniczna czy spotkanie, bardzo istotne jest, aby otrzymywał informację zwrotną po każdym z nich. Dzięki temu będzie czuł się nie tylko dobrze poinformowany, ale przede wszystkim ważny. Wpłynie to z pewnością na jego ogólne wrażenie z procesu rekrutacji i zostanie docenione niezależnie od jego ostatecznego wyniku.

Grzech piąty: niekończąca się historia

Rekrutacja powinna być wcześniej zaplanowana i przebiegać zgodnie z przygotowanym harmonogramem. Aby uniknąć przedłużania się procesu, rekruter musi zadbać m.in. o płynną komunikację z menedżerami działów, którzy będą wspierać rekrutację i sprawdzać kompetencje kandydatów. Zamiast spotkań z kilkunastoma kandydatami, warto pierwszej selekcji dokonać na podstawie rozmowy telefonicznej bądź wideo rekrutacji. To pozwoli na oszczędność czasu zarówno rekrutera jak i samego kandydata. A jeśli niestety proces wydłuża się, należy zadbać o właściwą komunikację z kandydatami – każdy z nich powinien otrzymać informację o statusie procesu i czasie, w jakim może spodziewać się odpowiedzi.

Grzech szósty: brak elastyczności pracodawcy

Pracodawcy bardzo często oczekują od kandydatów elastyczności, m.in. w zakresie dostępności. Na to samo powinni liczyć potencjalni pracownicy. To może dotyczyć terminu spotkania rekrutacyjnego czy czasu potrzebnego na przygotowanie zleconego zadania. Warto także pamiętać, że nawet w sytuacji, gdy rekruter znalazł doskonałego kandydata zainteresowanego propozycją pracy, ten może zawsze wycofać się z procesu. Zdarza się tak m.in. z uwagi na sztywne ustalenia i niepodlegające negocjacjom warunki. Czasem drobne ustępstwa ze strony firmy, jak określone benefity czy możliwość pracy z domu, mogą przeważyć o podjęciu przez kandydata pozytywnej decyzji.

Grzech siódmy: brak bazy kandydatów                                                                 

Większość rekruterów skupia się tylko na kandydatach, którzy przeszli do finalnego etapu rekrutacji, a zapomina o tzw. kandydatach odrzuconych. Nie zdają sobie sprawy, że przygotowana i następnie odpowiednio zarządzana baza może ułatwić im przyszłe rekrutacje. W sytuacji, w której rekruter ma niewiele czasu na zrekrutowanie nowego specjalisty, lub otrzymał niewiele aplikacji w odpowiedzi na ofertę pracy, zawsze może zajrzeć do bazy CV i dać drugą szansę wybranym kandydatom. Taką bazę, w szybki i prosty sposób można stworzyć np. dzięki elektronicznym platformom rekrutacyjnym jak eRecruiter.

– Zorganizowanie i właściwe przeprowadzenie procesu rekrutacji w rzeczywistości jest bardziej skomplikowane niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Uzyskanie oczekiwanego efektu w postaci wartościowego kandydata powinno być poprzedzone solidnym przygotowaniem. I to nie tylko ze strony rekrutera, ale także firmy, która powinna zadbać o wyposażenie personelu w odpowiednie narzędzia rekrutacyjne – radzi Marcin Sieńczyk z eRecruiter.

Na rynkach wciąż jeden temat

Grecja nie schodzi z czołówek biznesowych. Dzisiaj minie termin kiedy niespłacona zostanie pierwsza rata i dojdziemy do tego, co bez woli współpracy było nieuniknione.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Dzisiaj mija termin spłaty skonsolidowanej raty płatności wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego przez Greków. Po fiasku negocjacji pomocowych mało kto wierzy w utrzymanie spłaty zobowiązań. Kwota, która musiałaby dzisiaj trafić na rachunki w MFW wynosi 1,55 mld euro i najprawdopodobniej pomimo nie wypłacenia pełnych pensji i emerytur władze w Atenach w dalszym ciągu nie dysponują taką sumą. Rząd grecki potwierdził, że nie zapłaci, aczkolwiek warto zwrócić uwagę, że akurat ta instytucja w tym procesie wielokrotnie mijała się z prawdą.

Agencja Ratingowa S&P obniżyła perspektywę kredytową Grecji do poziomu CCC-. Co oznacza ten poziom? Wszystko co znajduje się poniżej BBB uznawane jest już za papiery nieinwestycyjne. W tym wypadku wyjaśnienie brzmi “papiery, w przypadku których potrzebne są korzystne warunki ekonomiczne lub polityczne by w ogóle mogły być spłacone”. Takimi warunkami w dalszym ciągu jest obecność w strefie euro i wola politycznych przywódców wspólnoty na nie robienie precedensu. Agencja co ciekawe wycenia szansę na opuszczenie przez Greków strefy euro na około 50%. Jest to zaskakująco wysoka ocena, ale najwyraźniej wciąż brany jest pod uwagę scenariusz zrzucenia się przez resztę Unii na Greków by nie wpuścić tej części świata do rosyjskiej strefy wpływów.

Władze w Atenach, czekając na zaplanowane 5 lipca referendum, chwytają się różnych pomysłów. Wczoraj ogłosiły pozwanie EBC przed Trybunałem Sprawiedliwości. Powodem pozwu miało być nie zwiększenie pomocy dla greckich banków. Co w efekcie nie pozwoliło bankom uzupełnić depozytów. Podstawowy problem z jakim przyjdzie się teraz Unii zmierzyć to brak procedur wychodzenia państw z poszczególnych porozumień lub w ogóle struktur unijnych.

Co będzie się zatem działo w tym tygodniu? Banki i giełda czekają z otwarciem na 6 lipca. Będzie to poniedziałek po najdziwniejszym referendum. Grecy jako ojcowie demokracji staną przed pytaniem czy chcą zapłacić zadłużenie czy uwierzyć Syrizie, że spłacanie własnych zobowiązań jest bez sensu i lepiej żeby zrobili to inni. Kuriozalna jest tutaj wypowiedź Donalda Tuska, który zwrócił uwagę, że odrzucenie spłaty w referendum nie wzmocni pozycji do negocjacji greckiego rządu.

EUR/PLNKomentarz walutowy 30.06.2015  Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 30.03.2015 do 30.06.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1650.

CHF/PLNKomentarz walutowy 30.06.2015  Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 30.03.2015 do 30.06.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na znacznie sympatyczniej wyglądającym poziomie 3,9800.

USD/PLNKomentarz walutowy 30.06.2015  Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.06.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,6800 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 30.06.2015  Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.06.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminiowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8650. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Liczba bankructw spada. Poprawa w budownictwie, pogorszenie w transporcie. Raport nt. upadłości firm w Polsce w I półroczu 2015 roku.

Coface przygotował raport dotyczący bankructw firm polskich I półroczu br. W badanym okresie sądy wydały postanowienia o upadłości 382 polskich przedsiębiorstw. W pierwszej połowie br. zmniejszył się odsetek upadłości w celu likwidacji majątku (o 6 proc.), za to liczba postępowań upadłościowych z możliwością zawarcia układu pozostała na tym samym poziomie. Wyraźny wzrost liczby upadłości zanotowano w transporcie (+28 proc.). Wzrost liczby bankructw za całe półrocze nie jest już jednak tak spektakularny jak w I kwartale br. (wtedy było to +86 proc.). Nieco gorzej jest także w produkcji (+3 proc.). I półrocze br. przynosi znaczny wzrost (+38 proc.) liczby upadłości w woj. mazowieckim, co jest zmianą w stosunku do roku ubiegłego, gdzie w analogicznym okresie zanotowano spadek (-13 proc.).

Postanowienia upadłościowe w Polsce w I półroczach lat 2002-2015

rodzaj postępowania upadłościowego I-VI 2008 I-VI 2009 I-VI 2010 I-VI 2011 I-VI 2012 I-VI
2013
I-VI 2014 zmiana2015/14 I-VI 2015
Upadłości w celu likwidacji majątku 170 274 287 290 348 380 347 327
Upadłości z możliwością zawarcia układu 32 49 65 58 76 75 55 55
ogółem 202* 323* 352* 348* 424* 455* 402** – 5% 382**

* Stan wg wiedzy na koniec każdego roku.

** Stan wg wiedzy na koniec II kwartału. Statystyki wieloletnie pokazują, że ostateczna liczba upadłości w I półroczu będzie wyższa o około 10-15 przypadków.

Komentuje Marcin Siwa, dyrektor oceny ryzyka w Coface

Liczba upadłości w pierwszym półroczu tego roku spadła o 5 proc. w stosunku do tego samego okresu roku ubiegłego. To dobra wiadomość, po niezbyt obiecującym początku roku (wzrost liczby upadłości o 3 proc. w I kwartale 2015 r.). Statystyki upadłościowe odzwierciedlają bardzo dobre wyniki polskiej gospodarki. Wzrost PKB przyspiesza, ostatnio nawet do 3,6 proc. r/r w 2015 r., bezrobocie nadal spada, rozpędzać zaczyna się branża budowlana. Produkcja budowlano-montażowa rośnie, coraz więcej jest nowych inwestycji infrastrukturalnych. Perspektywy teoretycznie są bardzo dobre i można uwierzyć w kolejne lata szybkiego rozwoju. To, co jednak nie pozwala na optymizm, to sytuacja gospodarcza i polityczna w naszym sąsiedztwie. Dalsze losy Unii Europejskiej, a przede wszystkim stan jej gospodarki w perspektywie najbliższy lat, są mocno niepewne. Grecja jest na skraju bankructwa. Jej ewentualne wyjście ze strefy euro może mieć bardzo niebezpieczne skutki zarówno dla wzrostu gospodarczego Unii jak i jej przyszłości politycznej. Kursy walut są niepewne, co może wpłynąć zarówno na polską wymianę handlową jak i na sytuację przeciętnego Polaka. Obserwowane ostatnimi czasy wzrosty konsumpcji prywatnej wcale nie muszą trwać długo. Niepewność jest dominującym obecnie uczuciem na rynkach europejskich. Dalszy rozwój naszej gospodarki w ogromnym stopniu zależy od tego, jak uda się obecny kryzys rozwiązać. Nie należy również zapominać o ciągnącym się problemie na wschodzie Ukrainy i wynikających z tego tytułu zagrożeniach dla Polski. Nie popadajmy jednak w pesymizm. Polskie firmy radzą sobie dobrze, ich przeciętna płynność jest coraz lepsza, a ryzyko braku zapłaty obecnie mniejsze niż jeszcze przed rokiem. Coface prognozuje spadek liczby upadłości o około 7-8 proc. na koniec 2015 r.

Transport – wzrost liczby bankructw

Ograniczenia w handlu z Rosją i Ukrainą nadal dotykają branżę transportową. Wzrost liczby upadłości za całe półrocze nie jest już tak spektakularny jak w I kwartale br. (wtedy było to +86 proc.), jednak przewoźnicy nadal borykają się z mniejszą ilością zleceń, dużą konkurencją i malejącymi obrotami. Ceny paliw znów zaczęły rosnąć, co również nie sprzyja poprawie sytuacji w branży. Nadal nierozwiązana pozostaje kwestia stawek płaconych kierowcom poruszającym się po niemieckich drogach. Ryzyko wzrostu kosztów dla sektora wciąż istnieje. Podtrzymanie embarga na wybrane polskie produkty spożywcze ze strony Rosji również nie daje nadziei na szybkie odblokowanie kierunku wschodniego dla polskiej wymiany handlowej, a co za tym idzie, szanse na zwiększenie przewozów za wschodnią granicę są małe.

Przetwórstwo przemysłowe – nieznaczny wzrost liczy upadłości

Sytuacja w przemyśle jest stosunkowo stabilna, lecz nie widać tutaj poprawy, która odzwierciedlałaby ogólne wskaźniki makroekonomiczne. Po znaczącej poprawie, jaka miała miejsce w roku 2014, I półrocze bieżącego roku wskazuje minimalne pogorszenie statystyk, zwłaszcza w przetwórstwie metali, tworzyw sztucznych czy odzieży i wyrobów tekstylnych. Wyraźna presja na ceny i brak akceptacji podwyżek przez rynek wciąż sprawiają, że sytuacja w przetwórstwie metali, czy tworzyw sztucznych jest trudna. Poprawiające się wskaźniki konsumpcji prywatnej oraz wzrost inwestycji generują wyższe przychody i jednocześnie ograniczają ryzyko upadłości w produkcji artykułów spożywczych, papieru i wyrobów chemicznych, a także maszyn czy urządzeń. Ogólnie sytuację w sektorze produkcyjnym należy ocenić pozytywnie, choć zachowania płatnicze oraz ryzyko upadłości bardzo uzależnione są od rodzaju produkcji. Rosnący popyt wewnętrzny oraz eksport sprawiają, że sytuacja płynnościowa przedsiębiorstw jest jednak generalnie stabilna.

Handel – gorzej w handlu hurtowym, lepiej w detalicznym

Rosnące płace i konsumpcja wewnętrzna, a także comiesięczny wzrost sprzedaży detalicznej pozytywnie odbijają się na sytuacji płynnościowej firm handlowych, szczególnie detalicznych. Konsumenci chętniej kupują, sieci i sklepy detaliczne odnotowują wzrost przychodów, a płynność poprawia się. Instytucje finansowe chętniej wspomagają sprzedawców detalicznych nowymi środkami, a dostępność kapitału obniża ryzyko upadłości. Nieco gorzej wygląda sytuacja na rynku hurtowym – przede wszystkim ze względu na postępującą konsolidację. Łańcuch dostaw się skraca, coraz częściej producenci trafiają bezpośrednio do detalistów z pominięciem hurtowni, co wynika z coraz większej siły zakupowej detalistów (sprzedaż detaliczna konsoliduje się szybciej i jest już ważnym partnerem dla producentów). Deflacja i walka cenowa również nie ułatwiają życia hurtownikom, którym coraz trudniej jest wygenerować marże na poziomie wystarczającym do zachowania rentowności i wypłacalności.

Budownictwo – znaczna poprawa

Największym beneficjentem poprawy koniunktury jest budownictwo. Statystki upadłościowe potwierdzają znaczącą poprawę sytuacji w tym segmencie gospodarki. Poprawa jest szczególnie widoczna w drugim kwartale bieżącego roku. Pierwszy, tradycyjnie słaby w budownictwie, przyniósł jeszcze sporo upadłości (33 upadłości – wartość porównywalną z rokiem ubiegłym), jednak drugi był zdecydowanie lepszy i całe półrocze należy ocenić zdecydowanie na plus. Rosnący popyt na usługi budowlane, duża ilość inwestycji mieszkaniowych i komercyjnych, a także ruszająca stopniowo machina inwestycji infrastrukturalnych powodują, że nastrój w sektorze jest zdecydowanie lepszy niż w roku ubiegłym, a ilość pieniądza większa. Nie zmienia to faktu, że ryzyko płynnościowe w sektorze budowlanym nadal istnieje i dotyczy szczególnie mniejszych podmiotów, uzależnionych od terminowych płatności od generalnych wykonawców czy inwestorów. Branża nadal generuje dużo przeterminowanych zobowiązań i sytuacja zapewne szybko nie ulegnie zmianie.

I półrocze br. przynosi znaczny wzrost (+38 proc.) liczby upadłości w woj. mazowieckim, co jest zmianą w stosunku do roku ubiegłego, gdzie w analogicznym okresie zanotowano spadek (-13 proc.). Gorzej jest również w woj. świętokrzyskim (+43 proc.) oraz śląskim (+19 proc.). Znacznie mniej upadłości zanotowało natomiast woj. podlaskie (-60 proc.).

Generalnie liczba upadłości wśród poszczególnych form prawnych spadła. Wyjątkiem są tylko spółki z ograniczoną odpowiedzialnością tu nieznaczny wzrost (+1 proc.). Największą poprawę widać wśród spółdzielni (-22 proc.) oraz spółek akcyjnych i przedsiębiorców (po -15 proc.).

Upadłości a rok założenia firmy i zatrudnienie

Analizując wiek firm (Coface dysponuje danymi w 75 proc. przypadków) – spośród upadających przedsiębiorstw jedno z nich – Fabryka Urządzeń Mechanicznych PORĘBA Sp. z o.o. – ma ponad dwustuletnią tradycję (rok założenia firmy 1798). Firm, które zbankrutowały, a zostały utworzone przed 1989 r. było 27, a tych po 89’ r. aż 288.

Wśród bankrutów znalazło się jedno przedsiębiorstwo – Zakład Usług Gospodarczo-Socjalnych ANTEMA Sp. z o.o. – które zatrudniało ponad 2 tys. osób. 7 bankrutujących firm to zakłady, które zatrudniały powyżej 250 osób. Aż 187 przedsiębiorstw to bankruci z zatrudnieniem do 250 osób.

Prezentowane statystyki są przygotowywane przez ubezpieczyciela należności Coface od 1997 roku w oparciu o daty wydania postanowień sądów o ogłoszeniu upadłości, czyli faktyczne daty upadłości. Wyniki za I półrocze 2015 nie są ostateczne i należy się jeszcze spodziewać wzrostu o kilkanaście przypadków. Jednak dane sprzed roku, do których liczony jest ostatni wzrost procentowy r/r, pochodzą także z końca I półrocza, co zapewnia rzetelność porównań statystycznych. Dane historyczne, dotyczące lat 2002-2013, pokazują wyniki znane na koniec każdego roku.

Majowo-czerwcowa korekta okazją do wejścia na rynek akcji. Bezpieczeństwo w trakcie wakacji zapewnią fundusze obligacji lub rynku pieniężnego

CEO Magazyn Polska

Od połowy maja WIG20 stracił na wartości blisko 8 proc. Powodem, nie licząc ostatniego spadku związanego z Grecją, mogła być przedwakacyjna realizacja zysków. Dla osób z długim horyzontem inwestycyjnym ostatnia – niemal dwumiesięczna – korekta jest dobrą okazją do powrotu lub wejścia na rynek akcji. Obecne wyceny na polskiej giełdzie są bardziej atrakcyjne niż na Zachodzie. Alternatywą dla obawiających się ryzyka, którzy chcą dla swoich oszczędności znaleźć bezpieczną przystań na czas wakacji, są fundusze obligacji korporacyjnych oraz rynku pieniężnego.

–  Jak zwykle wszystko zależy od naszego horyzontu inwestycyjnego. Jeżeli jest krótki, to powinniśmy wybierać bezpieczne inwestycje, natomiast jeżeli mamy pieniądze do zainwestowania na dłużej, to możemy bardziej zaryzykować i ulokować większą część chociażby w akcjach czy nieruchomościach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Lis, dyrektor biura aktywów akcyjnych BPH TFI.

Ekspert zwraca uwagę na silną korektę na rynkach akcji, która miała miejsce w ostatnich tygodniach zarówno w Polsce, jak i Europie Zachodniej. Choć część analityków tłumaczy ją napiętą sytuacją w Grecji, to jednak w opinii Jarosław Lisa jej przyczyną (nie licząc poniedziałkowych spadków) mogła być po prostu przedwakacyjna realizacja zysków. Od połowy maja indeks WIG20 stracił na wartości blisko 9 proc.

Dyrektor biura aktywów akcyjnych BPH TFI osobom szukającym bezpiecznych aktywów na wakacje poleca przede wszystkim fundusze rynku pieniężnego oraz obarczone nieco większym ryzykiem, ale oferujące wyższe zyski fundusze obligacji korporacyjnych. W opinii Lisa warto też teraz rozważyć powrót lub wejście w rynek akcji.

– Wyceny akcji, przynajmniej na rynku polskim, są niskie i atrakcyjne nawet w stosunku do Europy Zachodniej i myślę, że to jest dobry moment na pomyślenie o takiej inwestycji czy nawet zainwestowanie na polskim rynku akcji i oczekiwanie na pokaźne stopy zwrotu przynajmniej w horyzoncie kilku kwartałów – wyjaśnia przedstawiciel BPH TFI.

Ekspert w rozmowie z agencją Newseria Inwestor wskazuje na fundusze inwestycyjne wyspecjalizowane w małych i średnich spółkach. To właśnie te podmioty w dużo większym stopniu korzystają z poprawy koniunktury, a ich wyceny ciągle znajdują się na atrakcyjnych poziomach. Jarosław Lis przestrzega natomiast przed kupnem akcji spółek zachodnioeuropejskich.

– Oczekiwałbym jednak, że ten nasz region, czy rynek polski, czy akcje w Europie Środkowo-Wschodniej, będzie jednak lepszym wyborem od akcji z Europy Zachodniej z tego względu, że mamy de facto te same czynniki wpływające na koniunkturę, a wyceny są dzisiaj dużo niższe – tłumaczy dyrektor biura aktywów akcyjnych BPH TFI.

Lis tłumaczy, że wysoka stopa zwrotu wygenerowana w ostatnich miesiącach na rynkach Europy Zachodniej jest w dużej mierze spowodowana drukiem pieniądza przez Europejski Bank Centralny. Przykładowo francuski indeks CAC 40 znajduje się obecnie o ponad 7 wyżej niż w momencie ogłoszenia planu luzowania ilościowego w Europie w połowie stycznia bieżącego roku.

Wzrost ilości pieniądza jest również czynnikiem, który będzie ciągnął w górę polski rynek. Nastąpi to w momencie, kiedy uspokoi się sytuacja w Grecji.

– Myślę, że teraz wchodzimy w okres korzystny dla porównań historycznych i stopy zwrotu, które możemy obserwować za rok, dwa czy nawet trzy lata są na tyle atrakcyjne, że zachęcą inwestorów do zwiększenia zdecydowanie obecności na rynku akcyjnym, a to przełoży się na napływy do funduszy akcyjnych – ocenia Jarosław Lis.

Dane Analiz Online pokazują, że po pierwszym kwartale 2015 roku do funduszy inwestycyjnych napłynęło łącznie 5,5 miliarda złotych. Aż 1,5 miliarda przypada na fundusze akcyjne. Napływy środków do krajowych TFI były dodatnie w każdym z ostatnich 24 miesięcy.

Cloud Technologies planuje za rok obecność na głównym parkiecie GPW

0

CEO Magazyn Polska

Cloud Technologies chce przyspieszyć rozwój i wejść na nowe rynki. Na emisję akcji i inwestycje firma planuje przeznaczyć 10 mln zł. Emisję połączy z przejściem na rynek główny warszawskiej giełdy. Spółka chce wykorzystać rozwój nowych technologii związanych z pozyskiwaniem danych z urządzeń mobilnych oraz wzrostem segmentu gier na urządzenia mobilne. Nie kryje też zainteresowania ewentualnymi przejęciami innych firm branży.

Będę rekomendował walnemu zgromadzeniu przejście na rynek regulowany do końca czerwca przyszłego roku – mówi w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. – Planujemy emisję około 10 mln zł, będą to środki przeznaczone na przyspieszenie po części naszego rozwoju organicznego lub ewentualne akwizycje w zakresie rozwiązań mobilnych – wskazuje.

Ubiegły rok był przełomowy dla Cloud Technologies. Firma osiągnęła przychody w wysokości 17,5 mln zł, czyli o ok. 40 proc. wyższe od oczekiwanych (12,5 mln zł), przy zysku netto 8 mln. Dla porównania w 2013 roku przychody przekroczyły 2,6 mln zł, a zysk netto 16,5 tys. zł. Dynamicznie rozwija się cały rynek reklamy internetowej w zakresie big data, firma szuka jednak nowych dróg rozwoju w oparciu o produkty i usługi przeznaczone na urządzenia mobilne.

Podstawą naszej działalności jest big data. To jest wspólny mianownik naszych produktów i usług. Natomiast wszystkie badania wskazują na to, że np. reklama internetowa w ciągu 2-3 lat będzie zdominowana przez rozwiązania mobilne, czyli przewaga urządzeń mobilnych będzie wyraźna. Dlatego już dziś inwestujemy właśnie w te technologie, które nie tylko są przyszłościowe, lecz także jeszcze w bardzo łatwy sposób dają nam dostęp do rynków globalnych – przekonuje Prajsnar.

Dla firmy ważnym obszarem jest cała Unia Europejska, ale ze względu na inwestycje w rozwiązania mobilne ważnym celem jest USA. Pod koniec 2014 roku został tam pozyskany zespół, który zajmuje się tworzeniem gier mobilnych. W kwietniu tego roku premierę miała Bouncing Ball, dotychczas pobrana przez ok. 5 mln użytkowników. Już wkrótce na rynku powinna się pojawić druga gra, a do końca roku firma planuje stworzyć łącznie nawet 10 gier mobilnych. Do połowy czerwca spółka stworzyła łącznie cztery gry mobilne.

Bankowość inwestycyjna dla średnich i mniejszych firm to priorytet Vestor Domu Maklerskiego. Broker chce też rozwijać usługi dla zamożnych klientów indywidualnych

CEO Magazyn Polska

Vestor Dom Maklerski chce utrzymać pozycję lidera usług bankowości inwestycyjnej dla małych i średnich firm. Reforma związana z OFE sprawiła, że wiele firm zaczęło poszukiwać płynności za granicą, dlatego przyszłością mniejszych przedsiębiorstw jest finansowanie poprzez giełdę. Dom maklerski zamierza się też skupić na rozwoju usług pośrednictwa inwestycyjnego dla zamożnych klientów, większy ma być również udział w transakcjach polskich inwestorów na zagranicznych giełdach. 

Jesteśmy jedną z wiodących firm na rynku finansowania i wsparcia rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, zarówno poprzez emisje akcji prywatne i publiczne, jak i emisje obligacji. To nisza, która tak naprawdę w finansowaniu polskich przedsiębiorstw wciąż nie jest wyeksplorowana w prawidłowy sposób. Duże firmy inwestycyjne koncentrują się na dużych transakcjach, małe firmy na małych, a pośrodku jest bardzo dużo miejsca, żebyśmy mogli się rozwijać – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jakub Bartkiewicz, prezes zarządu Vestor Dom Maklerski.

Klientami Vestora są firmy szukające pieniędzy z emisji obligacji, ale też te firmy, którym trudno pozyskać finansowanie bankowe. Przy emisji akcji dom maklerski zwraca uwagę na mniejsze, ale innowacyjne przedsiębiorstwa. W tym roku Vestor chce przeprowadzić ok. 5 IPO i 35 emisji obligacji na ok. 1 mld zł.

Rynek ten z racji reformy OFE ma ogromny potencjał wzrostowy. Wszystkie przedsiębiorstwa, które w Polsce finansowały się z dużych funduszy inwestycyjnych, dzisiaj są w lekkim odwrocie, natomiast małe i średnie przedsiębiorstwa, zarówno na giełdzie, jak i poza giełdą, to przyszłość naszego rynku – podkreśla Bartkiewicz.

Raport „Rynek kapitałowy jako narzędzie finansowania rozwoju polskich regionów” przygotowany przez firmę PwC wskazuje, że przez ostatnie 25 lat ponad tysiąc polskich przedsiębiorstw pozyskało finansowanie poprzez giełdę, emitując akcje lub obligacje. Rola rynku kapitałowego w najbliższych latach powinna jeszcze wzrosnąć, prezes Vestora liczy na kilkuletnią hossę.

Dom maklerski chce też skoncentrować się na usługach private brokerage, adresowanych do zamożniejszych klientów indywidualnych.

Przede wszystkim chodzi nam o osoby zamożne z Polski. Natomiast bardzo wiele osób, do których dotarliśmy i które zaczynają z nami współpracować, to osoby, które do tej pory korzystały z podobnych usług za granicą. Mamy nadzieję na istotny powrót dużej części tych pieniędzy do Polski – wskazuje prezes zarządu.

Vestor zakłada też zwiększenie udziału w transakcjach polskich inwestorów na giełdach zagranicznych. Po reformie OFE, ze względu na ograniczenie płynności towarzystwa funduszy inwestycyjnych coraz częściej uciekają za granicę. W tym roku OFE zwiększyły swoje zaangażowanie na giełdach zagranicznych do rekordowego poziomu ponad 9 mld zł. Dla porównania, w styczniu 2014 roku było to 5 mld.

Zarządzający TFI i OFE od 2 lat aktywnie kupują akcję za granicą. To większe, płynniejsze rynki, lepszy pricing firm i lepsze możliwości zarządzania płynnością funduszy i powierzonych środków. Widzimy bardzo duży flow transakcji tego typu z Polski za granicą i uważamy, że jeśli chodzi o polskich inwestorów instytucjonalnych, to jest to dopiero początek. Przed nami kilka lat tego typu operacji – zaznacza Jakub Bartkiewicz.

Od lipca zmiany w procesach karnych. Zebranie dowodów będzie obowiązkiem stron postępowania, a nie sądu

0

CEO Magazyn Polska

1 lipca wchodzi w życie reforma zmieniająca prowadzenie procesu karnego. Obowiązek gromadzenia dowodów będzie spoczywał wyłącznie na stronach, a sąd będzie pełnił raczej funkcję obserwatora i arbitra. Nowe prawo daje też więcej możliwości porozumienia między stronami. W szybkich trybach ma kończyć się 80 proc. spraw, które wpływają do sądów.

Nowelizacja procesu karnego stawia przed przedsiębiorcami nowe wyzwania, jeżeli zechcą dochodzić swoich roszczeń w postępowaniu karnym. Przede wszystkim proces idzie w kierunku kontradyktoryjności, czyli zwiększenia aktywności stron w postępowaniu. Teraz przedsiębiorcy, którzy chcą dochodzić swoich praw w procesie, będą musieli sami przedstawiać dowody, zbierać i przedkładać je przed sądem – mówi agencji Newseria Biznes Arkadiusz Matusiak, adwokat z Kancelarii Bird & Bird, szef praktyki prawa karnego gospodarczego.

Po zmianach w kodeksie obowiązek przedstawienia dowodów będzie spoczywał wyłącznie na stronach. To model znany choćby ze Stanów Zjednoczonych. Sąd, który dotychczas zbierał dowody, teraz będzie pełnił wyłącznie funkcję arbitra. Co więcej, dowody będzie można przedstawić w określonym terminie, w apelacji i sądzie drugiej instancji będzie można skorzystać z dowodów przedstawionych do zakończenia rozprawy w pierwszej instancji.

Kolejna trudność jest taka, że już na etapie postępowania apelacyjnego sąd odwoławczy będzie rozpoznawał sprawę tylko w granicach zarzutów. To z kolei oznacza w praktyce konieczność korzystania z profesjonalnego pełnomocnika, który te zarzuty w prawidłowy sposób sformułuje. Ten obowiązek będzie dotyczył każdej strony. Czyli jeżeli ktoś będzie działał sam, to sam będzie musiał sformułować te zarzuty w taki sposób, ażeby w ich granicach sąd apelacyjny mógł rozpoznać sprawę – wyjaśnia adwokat.

W nowych przepisach nie będzie już powództwa adhezyjnego, czyli możliwości dochodzenia roszczeń cywilnych w procesie karnym. Taka możliwość była korzystna np. dla firm, które zostały oszukane.

Mogły one złożyć powództwo adhezyjne w procesie cywilnym. Nie trzeba było ponosić kosztów postępowania w procesie cywilnym, tylko dochodzić roszczeń w procesie karnym. Ta możliwość znika, natomiast rozszerzone zostają uprawnienia pokrzywdzonego w zakresie dochodzenia roszczeń wnioskiem o naprawienie szkody – podkreśla Arkadiusz Matusiak.

Wniosek będzie można złożyć do zakończenia rozprawy (obecnie do zakończenia pierwszego przesłuchania). Dzięki zmianom w kodeksie większą wagę zyskują natomiast środki kompensacyjne. Zdaniem Matusiaka przedsiębiorcy zyskają przede wszystkim na sprawiedliwości naprawczej w procesie, gdzie istotne będzie nie tylko ukaranie sprawcy, lecz także naprawienie szkody.

Jeśli przy przestępstwach przeciwko mieniu zagrożonych karą do 5 lat pozbawienia wolności dojdzie do pojednania pomiędzy pokrzywdzonym a sprawcą i do naprawienia szkody, to wówczas taki przedsiębiorca będzie mógł złożyć wniosek o umorzenie postępowania. Dochodzimy do modelu, w którym przedsiębiorca odzyska wszystko, co stracił na skutek przestępstwa, a sprawca będzie mógł uniknąć kary, czyli obie strony będą miały z tego korzyść w postępowaniu – tłumaczy adwokat.

Rozszerzony zostaje też zakres konsensualnego rozstrzygnięcia postępowań, gdzie dochodzi do ugody z prokuratorem i dobrowolnego poddania się karze. Zmiany mają na celu zwiększenie efektywności postępowania przy zachowaniu gwarancji procesowych oskarżonego i pokrzywdzonego. To rozwiązanie korzystne dla pokrzywdzonych, ponieważ będą mogli uzależnić wydanie zgody na daną karę od naprawienia zadanej mu szkody. Do tej pory ich stanowisko nie było brane pod uwagę.

Dzisiaj w sposób konsensualny kończy się nie więcej niż połowa spraw, które są w sądzie. Po nowelizacji założenie jest takie, że 80 proc. spraw będzie się kończyć poprzez porozumienie pomiędzy pokrzywdzonym i prokuratorem a oskarżonym, a tylko 20 proc. to będą faktyczne procesy, które będą się toczyć przed sądem – mówi Matusiak.

Dzięki nowelizacji nowy kształt zyskają też przepisy dotyczące postępowania odwoławczego. Zmieniony będzie skład w sądach odwoławczych – dla większości spraw zamiast kilkuosobowych składów będzie jednoosobowy skład. Procesy powinny też przebiegać szybciej, poszerzona zostanie możliwość orzekania reformatoryjnego, czyli zmianie orzeczenia sądu I instancji przez sąd II instancji poprzez rozstrzygnięcie istoty sprawy. Dotychczas w sądach apelacyjnych dominowała kasacja, odsyłanie spraw do ponownego rozpatrzenia przez sąd I instancji.

Nowelizacja ma spowodować, żeby sąd wydawał końcowy wyrok: albo skazywał, albo uniewinniał, a żeby wyroki uchylające stanowiły jak najmniejszą część orzeczeń sądów odwoławczych. To powinno przyspieszyć dochodzenie roszczeń w procesie karnym, a często dochodzenie roszczeń w procesie cywilnym uzależnione jest od ustalenia winy w procesie karnym. I to powinno skrócić postępowanie – podkreśla Arkadiusz Matusiak.