Polwax redukuje zadłużenie. Do października 2016 r. chce spłacić obecne długi, by mieć możliwość finansowania nowych inwestycji

0
Piotr Kosiński, dyrektor finansowy i członek zarządu Polwaksu
Piotr Kosiński, dyrektor finansowy i członek zarządu Polwaksu

Do października przyszłego roku Polwax planuje spłatę całości swojego zadłużenia. Wtedy będzie gotowy do zaciągania nowych zobowiązań, których celem ma być sfinansowanie inwestycji w instalację odolejenia rozpuszczalnikowego, co ma znacząco zwiększyć sprzedaż produktów przemysłowych. Przychody zajmującej się wytwarzaniem i dystrybucją parafiny przemysłowej spółki w pierwszym kwartale br. wzrosły o prawie 20 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej.

Jak wynika ze sprawozdania finansowego, w ciągu pierwszych trzech miesięcy br. zadłużenie spółki spadło do 32,3 mln zł z 58,6 mln zł. Zobowiązania krótkoterminowe zmniejszyły się o ponad połowę, do 23,3 mln zł z 48,4 mln zł na koniec grudnia.

Jest to związane ze znacznym generowaniem przepływów gotówkowych oraz przygotowywaniem do inwestycji, których rozpoczęcie przewidujemy w najbliższych dwóch latach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kosiński, dyrektor finansowy i członek zarządu Polwaksu. – Robimy więc wszystko, aby nasze zadłużenie było jak najniższe. Zapadalność jedynego kredytu długoterminowego, który firma posiada, to październik 2016 roku. Potem zadłużenie spadnie w zasadzie do zera i spółka będzie gotowa do zaciągania nowych zobowiązań w kontekście planów rozwojowych skupionych w ramach projektu Future.

Chodzi o inwestycję w instalację odolejania rozpuszczalnikowego, wartą ok. 60-80 mln zł.

Strategia rozwoju spółki na najbliższe lata to także systematyczny wzrost przychodów z eksportu. Zarząd chce rozwinąć sprzedaż zarówno w obu Amerykach, Azji, jak i Afryce. Dziś swoje produkty parafinowe spółka eksportuje przede wszystkim do krajów europejskich, głównie Niemiec, Holandii, Węgier i Słowenii. W pierwszym kwartale br. spółka ulokowała za granicą około 23 proc. produkcji.

Uważam, że wyniki pierwszego kwartału były bardzo dobre z uwagi na znaczący wzrost przychodów oraz istotną poprawę EBITDA w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku – przekonuje Kosiński. – Spółka odnotowała przy tym wzrost przychodów zarówno w segmencie produkcji surowców do zniczy, jak i tych wytwarzanych dla przemysłu. Pozyskaliśmy nowych klientów, więc myślę, że nasze wyniki będą korzystne.

Pod koniec marca br. Polwax przejął od Lotos Lab dwa zakłady świadczące usługi analityczne w segmencie produktów naftowych, wód i środowiska pracy. Dzięki akwizycji spółka planuje rozszerzenie zakresu prowadzonych prac badawczo-rozwojowych, jak i wejście na nowy obszar działania. Zarząd szacuje, że działalność laboratoriów zwiększy przychody Polwaksu o około 7 mln zł.

Staramy się rozwijać nasz kontakt z przemysłem, ze spółkami w segmencie przemysłowym, kierować nowe produkty i pozyskiwać kolejnych klientów – przekonuje Piotr Kosiński. – Po pierwszym kwartale widać, że nam się to udaje. Ale nie chciałbym wypowiadać się co do całości i pełnego roku. Będziemy robić wszystko, aby było lepiej niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.

Polwax jest jednym z największych producentów i dystrybutorów parafiny przemysłowej w Europie oraz liderem tej branży w Polsce. Posiada fabryki w Jaśle oraz Czechowicach-Dziedzicach. W ciągu pierwszych trzech kwartałów br. przychody spółki wyniosły 53,8 mln zł i były o ponad osiem milionów zł wyższe niż w tym samym okresie 2014 roku. Zysk netto lekko spadł z 4,2 mln zł do niespełna 4 mln zł z powodu niestabilnej sytuacji na rynku surowców ropopochodnych, kryzysu na Wschodzie i wahań kursu złotego.

Na warszawskiej giełdzie spółka zadebiutowała w październiku 2014 r.

Unijne inicjatywy dla młodych na rynku pracy nieskuteczne

CEO Magazyn Polska

Podejmowane przez Komisję Europejską inicjatywy na rzecz wsparcia młodych na rynku pracy nie rozwiążą problemów demograficznych Europy – mówi europosłanka Danuta Jazłowiecka. W Parlamencie Europejskim zbyt mało rozmawia się n ten temat. Lokalnym problemem dotyczącym rynku pracy w Europie Środkowo-Wschodniej jest zbyt krótka zdolność do pracy obywateli.

Dużo dyskutujemy na temat młodych ludzi, na temat ich aktywności bądź jej braku, by rozpocząć karierę zawodową. Przejście z edukacji w życie zawodowe jest olbrzymim stresem. To jest podobny stres do tego, który towarzyszy przejściu na emeryturę. Ale nikt jakoś specjalnie nie angażuje się w to, żeby przygotować tych młodych ludzi do aktywności – krytykuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes europosłanka Danuta Jazłowiecka (PO), wiceprzewodnicząca Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych.

Jazłowiecka zwraca uwagę na to, że dwie główne inicjatywy Brukseli skierowane do młodych ludzi, czyli Youth Guarantee i Youth Opportunities, nie będą skuteczne. Obydwie koncentrują się na oferowaniu im miejsc pracy oraz staży i praktyk, zarówno w ich kraju pochodzenia, jak i w innych państwach UE. Europosłanka ocenia jednak, że potrzebne jest inne podejście – skierowane bardziej na aktywizację młodych (czyli ich wykształcenie i zwiększenie możliwości) niż na zaoferowanie im po prostu miejsc pracy. W jej ocenie tylko w ten sposób poziom bezrobocia w tej grupie wiekowej może trwale spaść.

Niestety, dzisiaj w Europie problemy z zatrudnieniem ludzi młodych są bardzo duże. Cała Europa płaci cenę za to, że staraliśmy się młodzież wyręczać w różnej aktywności. Dzisiaj ta młodzież oczekuje od nas pomocy – zauważa Jazłowiecka.

Zwiększenie zatrudnienia wśród młodych to nie tylko odpowiedź na problemy tego pokolenia ze startem w dorosłe życie. Od tego, ile osób i jak długo będzie pracować zależy także stabilność całego systemu emerytalnego. Z uwagi na starzenie się europejskiego społeczeństwa tak czy inaczej w wieku produkcyjnym będzie coraz mniejsza część.

Poza zmniejszaniem liczby osób niepracujących rozwiązaniem jest też niepopularne podnoszenie wieku emerytalnego. Jazłowiecka zwraca uwagę na to, że istnieje jeszcze jeden wskaźnik, który określa liczbę lat zdolności do pracy, a nie wiek przejścia na formalną emeryturę.

To bardzo dobry instrument, który trochę więcej nam mówi o tym, w jaki sposób powinniśmy wartościować nasze życie i w jaki sposób powinniśmy się przygotować do życia zawodowego. Okazuje się, że 60 proc. osób, które wykazują niski wskaźnik zdolności do pracy, po 11 latach pracy przechodzi na rentę – wyjaśnia Jazłowiecka.

Pod względem wskaźnika zdolności do pracy szczególnie słabo wypadają kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Wynika to z tego, że w ciągu 25 lat od transformacji ustrojowej nadal wiele osób nie docenia znaczenia ciągłego podnoszenia kwalifikacji oraz dbania o swoje zdrowie. To z kolei powoduje, że szybciej znikają z rynku pracy.

Nikt nam 25 lat temu nie mówił, że więcej wolności oznacza też więcej odpowiedzialności. Myślę, że to wymaga czasu i przygotowań, które z pewnością powinniśmy rozpocząć dzisiaj, od małych dzieci. Nastolatkom powinniśmy pokazywać, jak ma wyglądać życie zawodowe i jak mają się do niego przygotować – uważa Jazłowiecka.

Według danych NATPOL 2011 co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia, co oznacza, że nie będzie w stanie pracować do emerytury. Wciąż przyrasta osób zapadających na choroby cywilizacyjne (choroby układu krążenia czy cukrzyca). To może oznaczać, że coraz dłuższe życie Polaków wcale nie musi być coraz zdrowsze.

Priorytetami resortu środowiska do końca kadencji będą ustawa wrakowa, prawo łowieckie i przepisy dotyczące elektrośmieci

CEO Magazyn Polska

Efektywność energetyczna i działania związane z ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych będą priorytetami Ministerstwa Środowiska w najbliższych latach. Chociaż dużo inicjatyw będzie podejmowanych również w pozostałych obszarach. Wśród najpilniejszych zadań jest dokończenie prac nad ustawą wrakową i ustawą o elektrośmieciach. Najważniejszym projektem do końca kadencji będzie nowelizacja gwarantująca odszkodowanie dla rolników za straty spowodowane przez dzikie zwierzęta.

Paleta naszych działań jest bardzo szeroka, ale naszym priorytetem w najbliższych latach będzie efektywność energetyczna i działania związane z ograniczeniem emisji gazów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Grabowski, minister środowiska.

Jak zapewnia minister, programy wsparcia oferowane przez resort środowiska oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej są odpowiedzią na potrzeby rynku. Grabowski przekonuje, że pomiędzy władzami centralnymi, samorządami a beneficjentami z sektora prywatnego jest prowadzona intensywna wymiana informacji.

Dzięki temu możliwe jest osiągnięcie wyznaczonych przez prawo unijne i krajowe celów w zakresie ochrony środowiska. Jak wyjaśnia Grabowski, beneficjenci wskazują ministerstwu oraz NFOŚiGW możliwości, a organy centralne współfinansują inicjatywy.

W odpowiedzi na potrzeby rynku powstały programy priorytetowe w 26 obszarach. Grabowski tłumaczy, że obejmują one niemal wszystkie ważne zagadnienia środowiskowe. Dofinansowywane są m.in. budowa oczyszczalni ścieków czy sieci kanalizacyjnych, redukcja zanieczyszczeń powietrza, wzrost efektywności energetycznej czy wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

Te działania są bardzo różnorakie i skierowane do różnych beneficjentów. To nie są tylko samorządy lokalne, chociaż one są bardzo ważnymi partnerami, lecz także przedsiębiorcy, którzy mogą sięgać po te środki, żeby współfinansować np. swoje filtry w kominach – podkreśla Grabowski.

Poza dofinansowywaniem inwestycji resort stara się również wpływać na poprawę jakości środowiska naturalnego poprzez prawodawstwo. Resort liczy na to, że jeszcze przed końcem kadencji uda się zakończyć prace nad kilkoma ważnymi projektami.

Najważniejszym z nich – według Grabowskiego – jest zmiana prawa gwarantująca odszkodowania dla rolników za zniszczenia spowodowane przez dziką zwierzynę. Nowelizacja ma też dostosować prawo do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że tworzenie obwodów łowieckich i organizacja polowań na gruntach prywatnych bez zgody ich właścicieli narusza prawo własności. Projekt budzi dużo kontrowersji, m.in. pomysł sfinansowania z budżetu funduszu odszkodowawczego.

Grabowski ma nadzieję, że uda się osiągnąć kompromis, który m.in. zagwarantuje rolnikom odszkodowania oraz przyspieszy proces szacowania strat.

Wydaje mi się, że ci rolnicy mają prawo do tego, żeby mieć zapewnione odszkodowanie. Dlatego bardzo mi zależy na tym, żeby projekt w podobnym kształcie do tego, który przedstawiliśmy parlamentowi, został ostatecznie przez Sejm przyjęty – mówi Grabowski.

Dodaje, że resort będzie jeszcze w tej kadencji chciał przeprowadzić przez Sejm ustawę o elektrośmieciach. Ma ona zwiększyć poziom sprzętu elektronicznego, który podlega utylizacji. Za niewypełnianie unijnych norm Polsce grożą kary. Ustawą zajmuje się specjalnie powołana do tego podkomisja sejmowa.

Trzecią istotną sprawą jest tzw. ustawa wrakowa, czyli przepisy o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji. W ubiegłym tygodniu do projektu swoje uwagi zgłosili senatorowie, na najbliższym posiedzeniu zajmie się nimi Sejm. Zgodnie z założeniami resortu nowelizacja ma ograniczyć szarą strefę w recyklingu pojazdów.

Usługi publiczne między krajami UE będą znacznie prostsze

CEO Magazyn Polska

Unijny projekt e-Sens ma na celu cyfryzację szeregu usług publicznych w krajach członkowskich UE, dzięki czemu procedury transgraniczne zostaną uproszczone. Łatwiej będzie m.in. rozpocząć działalność gospodarczą w innym państwie unijnym. Ułatwienia będą dotyczyć również służby zdrowia i europejskich zamówień publicznych. Pomysłodawcy projektu podkreślają, że pozwoli on nie tylko uruchomić potencjał 20 mln małych i średnich firm w UE, lecz także przyniesie duże oszczędności.

eSens to projekt, który ma na celu tworzenie usług transgranicznych. W ramach projektu będzie też budowana infrastruktura, która umożliwi realizację tych usług między krajami europejskimi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marcin Kraska, kierownik Centrum Elektronicznej Gospodarki Instytutu Logistyki i Magazynowania.

W ramach projektu będą wspierane usługi publiczne w kilku obszarach. To m.in. e-zdrowie, e-sądownictwo, elektroniczne zamówienia publiczne i rozpoczynanie działalności gospodarczej. Dzięki budowie uniwersalnych rozwiązań projekt umożliwi Europejczykom i unijnym firmom bezpieczną komunikację elektroniczną z organami administracji publicznej na terenie całej UE.

Usługi transgraniczne ułatwiają przedsiębiorcy polskiemu realizację usług w innym kraju. Mogą one dotyczyć rozpoczynania szerokiego rodzaju usług transgranicznych czy działalności gospodarczej w innych krajach. Infrastruktura, która jest budowana w ramach projektu, ma pomóc w odnalezieniu się w gąszczu przepisów innego kraju – wyjaśnia Marcin Kraska. – Przykładowo przedsiębiorca, wypełniając dokumenty, które są wymagane w kraju docelowym swojej działalności, np. we Włoszech, będzie wiedział dokładnie, jakie dokumenty z Polski ma złożyć wraz z wnioskiem o rozpoczęcie działalności gospodarczej.

W niektórych przypadkach – w zależności od regulacji w poszczególnych krajach – możliwe będzie również złożenie tego wniosku online.

Polskie firmy w coraz większym stopniu korzystają z tego rodzaju nowoczesnych narzędzi. Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Gospodarki, do końca lutego br. wydano 1,093 mln uprawniających do używania podpisu elektronicznego certyfikatów (aktywnych było 318 tys.) oraz 448 mln potwierdzających datę i godzinę sygnowania dokumentu znaczników czasu. Powoli rośnie także liczba spraw kierowanych do e-sądów.

Przykładem usługi w obszarze sądownictwa jest europejski nakaz zapłaty, który także można realizować w sposób elektroniczny dzięki projektowi. W zakresie e-zdrowia ułatwienie ma dotyczyć np. wymiany informacji zdrowotnych pomiędzy krajami europejskimi, czyli też pilotażowo realizowane są prace, aby ułatwić przepływ informacji pomiędzy krajami członkowskimi – wymienia Marcin Kraska. – Projekt ma zapewnić infrastrukturę, która będzie umożliwiać przesyłanie odpowiednich dokumentów pomiędzy krajami członkowskimi i podpisywanie tych dokumentów.

Tworzenie e-Sens rozpoczęło się dwa lata temu i potrwa jeszcze kilka miesięcy. Bazuje na wynikach pilotażowych projektów (m.in. e-CODEX, epSOS, SPOCS), które udowodniły, że technologie ICT mogą usprawnić świadczenie usług publicznych w UE.

Ułatwienie procedur i ograniczenie biurokracji powinno zaktywizować potencjał drzemiący w unijnych firmach. Działa ich w UE ok. 20 milionów, z czego zdecydowana większość to małe i średnie przedsiębiorstwa, które zatrudniają ok. 87 milionów ludzi (66 proc. miejsc pracy w UE). Wyjście na zagraniczne rynki to dla nich duża szansa na rozwój.

Dodatkowo zmiany w unijnej e-administracji powinny skutkować wymiernymi korzyściami i oszczędnościami dla firm i administracji, zarówno czasu, jak i pieniędzy.

Głównym produktem na rynku IT stają się technologie: cloud, mobilne i big data

CEO Magazyn Polska

Sprzęt przestał być głównym produktem branży IT. Dostawcy z tego segmentu coraz bardziej przenoszą swoją uwagę na oprogramowanie, szczególnie dotyczące technologii chmurowych, mobilnych oraz przetwarzania dużej ilości danych. Motorem rozwoju są najbardziej innowacyjne małe, młode firmy, choć rynek dużych dostawców jest mocno skonsolidowany.

Ten rynek bardzo się zmienia. W tej chwili jest to w zasadzie rynek usług i rozwiązań, a nie rynek sprzętowy. Chociaż sprzętu sprzedaje się sporo, to nie jest on już nawet nośnikiem rozwiązań, lecz raczej bazą, podstawą do tego, aby określone systemy instalować – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Durka, wiceprezes zarządu Sygnity.

Durka zauważa, że jeszcze kilka lat temu przedsiębiorcy dość sceptycznie podchodzili do technologii dzielonych, czyli w chmurze. Dziś jednak mało która firma z nich nie korzysta, a tego trendu nie da się już zatrzymać. Dlatego tego typu usługi będą się bardzo rozwijały.

Drugim wyraźnym trendem jest zwiększenie mobilności pracowników, wymuszające stosowanie technologii, które są dostępne również poza biurem. Firmy, które zbierają coraz więcej informacji, muszą też inwestować w oprogramowanie do ich analizy. Big data umożliwia dokładne poznanie zachowań klientów, a tym samym zwiększenie efektywności sprzedaży.

W związku z tym, że tych danych jest sporo i trzeba je przetwarzać i przesyłać, to oprócz całego konceptu big data silnie rozwijają się sieci oraz bezpieczeństwo sieci i danych w sieci. Pojawiają się firmy tworzące produkty z zakresu bezpieczeństwa danych, o których jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał – mówi Durka.

Kwestia bezpieczeństwa IT w firmie jest ważna także ze względu na coraz popularniejszą metodę pracy „bring your own device”, czyli na własnych urządzeniach pracowników. Durka zwraca uwagę na to, że szczególnie młodzi pracownicy wolą często pracować na własnych tabletach czy komputerach. Firmy muszą więc zadbać o odpowiednie zabezpieczenie tych urządzeń. Jak wskazują dane firm analizujących cyberzagrożenia, podłączanie prywatnych urządzeń pracowników do sieci jest jednym z głównych czynników ryzyka.

Durka zaznacza, że bezpieczeństwo to decyzja czysto ekonomiczna. Wprawdzie odpowiednie zabezpieczenie kosztuje, ale często ewentualne straty wynikające z cyberataku mogą być wyższe niż koszt inwestycji w bezpieczeństwo.

Nieco trudniej dokładnie ocenić kierunek rozwoju usług w chmurze i usług mobilnych, ale Durka jest przekonany, że kolejne lata upłyną pod ich znakiem. Jak podkreśla, ten rynek napędzają innowacje, które często powstają w małych firmach.

Dziś rozwój w informatyce odbywa się głównie w firmach mniejszych i dopiero produkty sprawdzone bywają inkorporowane przez duże firmy. Światowe potęgi informatyczne nie mogą się bez tych małych firm i start-upów obejść, dlatego że ich inne podejście, mniej strukturalne do produktu, rynku i klienta, oraz niskie koszty, na których pracują, dają im szansę tworzenia czegoś zupełnie innego – ocenia Durka.

Dodaje, że dostrzeżenie tych innowacji i odpowiednie ich zaadaptowanie jest wyzwaniem dla największych firm, ale te, które nie będą potrafiły tego zrobić, mogą mieć problem z przetrwaniem na rynku.

Mimo że to małe firmy są motorem innowacyjności, Durka zauważa, że przynajmniej w Polsce doszło do dużej konsolidacji rynku. Choć firm z sektora IT są setki, to liczących się graczy na rynku jest już tylko kilku. Dalsza konsolidacja byłaby niekorzystna, bo mogłaby prowadzić do monopolizacji – przestrzega wiceprezes Sygnity.

Dojazd koleją do prawie 50 zakładów przemysłowych ma się poprawić

CEO Magazyn Polska

PKP Polskie Linie Kolejowe wytypowały łącznie 47 obiektów przemysłowych, do których ma zostać usprawniony transport kolejowy. Rozmowy w tej sprawie trwają. Spółka chce również poprawić dostęp do kolei specjalnym strefom ekonomicznym. Nastawione na przewozy towarowe inwestycje PKP PLK mają wesprzeć unijny cel reindustrializacji Polski i Europy.

W ramach strategicznych działań Polskich Linii Kolejowych zostały wykonane pewne analizy. Wytypowano już dwa obiekty, które zdecydowanie będą wspierane w realizacji budowy bocznic i w ogóle dostępu do głównych szlaków cargo, które planujemy. 47 obiektów jest wytypowanych do rozmów i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych 5 lat one również uzyskają bardzo dobry dostęp do kolei – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Krężel, przewodniczący rady nadzorczej PKP Polskich Linii Kolejowych.

Jak zaznacza poza wytypowaniem najważniejszych z punktu polskiej gospodarki obiektów przemysłowych i poprawą linii kolejowych do nich prowadzących PKP PLK stara się też inwestować w dojazd do specjalnych stref ekonomicznych. Lokowane w nich duże fabryki często wykorzystują tego typu transport, jednak wymaga on usprawnienia. Dużym problemem dla przewoźników są m.in. fragmenty linii kolejowych ze zbyt niskim dopuszczalnym naciskiem na oś. Wśród największych zakładów produkcyjnych ulokowanych w SSE i korzystających z kolei są m.in. fabryki samochodów i sprzętu AGD.

W unijnej perspektywie finansowej na latach 2014-2020 inwestycje w transport kolejowy mają skupiać się przede wszystkim na usprawnieniu transportu towarowego. Niezbędne jest m.in. podniesienie średniej prędkości na polskich torach – obecnie dla pociągów towarowych wynosi ona ok. 25 km/h, czyli o połowę mniej niż w Europie Zachodniej.

Inwestycje mają zwiększyć znaczenie transportu kolejowego w Polsce. Unijnym celem jest poziom 30 proc., podczas gdy w Polsce w 2013 r. jedynie 12,6 proc. towarów było przewożonych koleją. Krężel podkreśla, że do tego celu trzeba się zbliżyć i ocenia, że jest to realne.

Zwiększenie znaczenie kolei jest konieczne ze względu na program reindustrializacji Europy. Jak podkreśla przewodniczący, transport kolejowy, choć tani i ekologiczny, nie ma być celem samym w sobie, lecz ma pełnić rolę służebną wobec przemysłu i innych gałęzi gospodarki.

– Europejski program reindustrializacji w dużym stopniu obejmie potencjał, który jest dzisiaj w Polsce i kolej się do tego bardzo mocno i szybko musi przygotować. Transport zawsze był i zawsze będzie pełnił rolę służebną wobec gospodarki. To jest element, który powinien tkwić w głowie każdego, kto się zajmuje infrastrukturą transportową – przekonuje Krężel.

Przewodniczący zastrzega jednak, że do zwiększenia udziału kolei w polskim transporcie nie wystarczą inwestycje na torach. Potrzebna jest współpraca administracyjna, np. przy ustalaniu opłat za przejazd drogami. Rosnące opłaty za drogi mogą być dodatkowym argumentem dla wielu firm za przeniesieniem transportu na tory. Obecnie transport drogowy ma w nim ok. 80-proc. udział.

To wymaga jeszcze większego doprecyzowania, bardzo ścisłej współpracy Ministerstwa Gospodarki z resortami infrastruktury i środowiska, żeby ten element był jak najlepszy z punktu widzenia rozwoju gospodarczego – mówi Krężel. Zapewnia: – Chcemy się bardzo mocno włączyć w ten program reindustrializacji właśnie przez budowanie takiego systemu i wsparcie nowych inwestycji.

Europejczycy na bakier z higieną w miejscu pracy

CEO Magazyn Polska

Do higieny w miejscu pracy największą wagę przywiązują Azjaci, którzy stawiają wysokie wymagania firmom sprzątającym. Europejczycy mogliby się od nich uczyć, bo jak wynika z badań Rentokil Initial, ich poziom dbałości o higienę pozostawia wiele do życzenia. Widać jednak znaczące postępy w tym zakresie, co chcą wykorzystać firmy dostarczające urządzenia i środki do higieny w toaletach oraz maty wejściowe.

Mamy specjalne systemy do badania, które liczą ludzi wchodzących do łazienek i myjących ręce przy wyjściu z łazienki. Badania z Wielkiej Brytanii są dość ciekawe. Około 50 proc. mężczyzn nie myje rąk po wyjściu z toalety. Z kolei 95 proc. deklaruje, że to robi – mówi agencji informacyjnej Newseria Włodzimierz Łoziński, dyrektor ds. sprzedaży Rentokil Initial Polska.

Wśród kobiet odsetek niemyjących rąk wynosi 25 proc. Z tych osób, które ręce myją, zaledwie 33 proc. używa mydła, a 16 proc. poświęca na tę czynność tyle czasu, ile należy – wynika z analiz koncernu. Z higieną w miejscu pracy w Europie jest już nieco lepiej.

W Polsce mamy jeszcze sporo do zrobienia w zakresie higieny w miejscach pracy i miejscach publicznych, ale bardzo szybko gonimy Zachód – ocenia Włodzimierz Łoziński. – Najczystsze są miejsca pracy w Azji, gdzie wręcz firmy sprzątające badają specjalnymi miernikami poziom bakterii na biurkach w pracy.

Badania pokazują, że regularne mycie i dezynfekowanie rąk zmniejsza ryzyko infekcji i zachorowań aż o 50 proc., co z kolei ma wpływ na poziom absencji w pracy, a tym samym na funkcjonowanie firmy.

Coraz większe wymagania w tym zakresie przyczyniają się do tego, że rynek produktów i usług z tej dziedziny szybko się rozwija. Rentokil Initial to jeden z największych na świecie dostawców usług i artykułów higienicznych, który rozpoczął działalność w Polsce w wyniku przejęcia polskiej firmy Matadoor w 2008 roku, wzmacniając i poszerzając jej ofertę. Wśród klientów firmy są zakłady produkcyjne, usługowe, biura, centra handlowe czy obiekty widowiskowo-sportowe. Koncern dostrzega w Polsce spory potencjał wzrostu, nie wyklucza więc akwizycji firm z branży.

Sytuację na rynku oceniam jako bardzo obiecującą – deklaruje Krzysztof Matowski, dyrektor zarządzający Rentokil Initial Polska. – Ostatnie lata pokazały, że można się rozwijać dynamicznie, można wypracowywać zysk, który gwarantuje dobry rozwój. Zostaliśmy wyróżnieni Gazelą Biznesu za lata 2011-2013. Rok 2014 był jeszcze lepszy, w związku z tym patrzymy na przyszłość bardzo optymistycznie.

W samej Warszawie firma obsługuje blisko 4 tys. klientów, miesięcznie pozyskuje około 100-130 nowych.

Rentokil Initial dostarcza klientom usługi i produkty, które mają polepszyć wizerunku firmy poprzez dbałość zarówno o klientów, jak i pracowników firm i instytucji oraz poprawę warunków, higieny i bezpieczeństwa w miejscu pracy. Specjaliści Rentokil Initial zwracają uwagę na problem brudu w miejscu pracy, który w 80 proc. przedostaje się z zewnątrz na podeszwach obuwia pracowników, klientów czy interesantów – wszystkich, którzy odwiedzają siedzibę danej firmy, biura czy instytucji. Tworzone i wdrażane przez firmę rozwiązania mają na celu likwidację tego problemu.

Rentokil Initial stawia także na marketing zapachowy – badania wskazują, że 75 proc. naszych codziennych decyzji, w tym konsumenckich, jest podejmowanych pod wpływem zapachów.

Jest to coś zupełnie nowego na rynku. Oddziałujemy na emocje klientów poprzez zapach, który wywołuje określone zachowania, odwołując się do doświadczenia i emocji klienta – opowiada Krzysztof Matowski.

Ubywa niewynajętej powierzchni magazynowo-przemysłowej

CEO Magazyn Polska

Rozwój gospodarczy oraz e-commerce napędzają popyt na nieruchomości magazynowo-przemysłowe. W I kwartale wyniósł 625 tys. mkw., z czego ponad 390 tys. mkw. stanowiły nowe umowy najmu. Był to wynik o ponad jedną czwartą lepszy niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Znacząco zmniejszyła się liczba pustostanów. Dlatego na rynku przybywa inwestycji spekulacyjnych, czyli bez z góry podpisanych umów najmu.

– I kwartał był bardzo dobry dla rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Renata Osiecka, partner zarządzający w firmie doradczej Axi Immo. – Rzeczą charakterystyczną dla tego okresu było wchłonięcie dotychczas pustych powierzchni. Nowa podaż zagospodarowała nadwyżkę podaży nad popytem.

Według ostatniego raportu specjalizującej się w analizie rynku powierzchni komercyjnych firmy Axi Immo podczas pierwszych trzech miesięcy roku popyt na nieruchomości komercyjne (brutto) wyniósł 625 tys. mkw., z czego ponad połowę (390 tys. mkw.) stanowiły nowe umowy najmu. Na rynku pojawiło się 280 tys. mkw. nowej powierzchni, co powiększyło łączną powierzchnię do 9,1 mln mkw.

W strukturze najemców przeważali operatorzy logistyczni, choć widoczna była również wzmożona aktywność klientów związanych z branżą DiY (Do it Yourself, głównie markety budowlane), meblarską oraz sektora motoryzacyjnego. We wszystkich tych branżach istotną część zapotrzebowania generował rozwój internetowych kanałów dystrybucji (e-commerce).

Na pewno koniunktura i ogólna kondycja przemysłu to kluczowe czynniki przyczyniające się do rozwoju rynku powierzchni magazynowych – tłumaczy Renata Osiecka. – W ostatnim kwartale popyt wynikał głównie ze zwiększenia eksportu oraz obsługi nowego rynku e-commerce, który rozwija się bardzo intensywnie.

Zdaniem Renaty Osieckiej charakterystycznym zjawiskiem było zagospodarowanie na podstawie nowych umów powierzchni dotychczas pustych. Obecnie poziom pustostanów wynosi 5,7 proc., co na rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych jest bardzo niską wartością.

– To powoduje, że decyzje inwestorów i deweloperów są na tak dla projektów spekulacyjnych, odnotowujemy nowe projekty spekulacyjne, co pokazuje, że kondycja rynku magazynowego poprawia się – mówi Osiecka.

Jak wynika z raportu Axi Immo największy spadek miał miejsce w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie pod koniec 2014 roku udział niewynajętej powierzchni wynosił 14,2 proc. i spadł poniżej 5 proc. Na tamtejszym rynku brakuje przede wszystkim modułów o powierzchni większej niż 10 tys. mkw. W kolejnych miesiącach nieznacznego wzrostu pustostanów specjaliści Axi Immo spodziewają się we Wrocławiu, gdzie ponad 40 proc. realizowanych obecnie projektów stanowi właśnie powierzchnia spekulacyjna (aktualnie bez najemcy).

Oczekujemy, że ten rok będzie bardzo interesujący i rekordowy – prognozuje Renata Osiecka. – Na rynku mamy do czynienia z dużą liczbą nowych umów najmu i rozszerzeń starych, co oznacza, że najemcy dobierają powierzchnie, rozwijają swoje biznesy i powiększają produkcję. To bardzo pozytywny trend.

Tego rodzaju ekspansje w pierwszym kwartale stanowiły około 15 proc. popytu. Ogólnie jednak w analizowanym okresie najaktywniejsze były dojrzałe rynki oraz mniejsze regiony, takie jak Rzeszów czy Szczecin. Największym zainteresowaniem cieszyły się nieruchomości w Polsce Centralnej, gdzie popyt wyniósł 152 tys. mkw. Podobny wolumen transakcji odnotowano również w okolicach Warszawy (120 tys. mkw.) i na Górnym Śląsku (95 tys. mkw.). Najwięcej nowych umów zostało zawartych w Poznaniu (74 tys. mkw.).

Obserwujemy wreszcie wyrównanie popytu na rynku inwestycyjnym z popytem w sektorze najmu – uważa Renata Osiecka. – Do tej pory mieliśmy dużą przestrzeń, ale mało najemców, inwestorzy byli bardzo skłonni kupować magazynowe projekty inwestycyjne, stopy kapitalizacji od zeszłego roku skompresowały się o 100 punktów bazowych. Rynek najemców dopiero teraz zaczyna doganiać inwestycyjny, co stwarza dosyć zdrową sytuację.

Polskich sadowników i ogrodników czekają dobre zbiory, ale wzrostu cen raczej nie będzie

CEO Magazyn Polska

W tym roku zapowiadają się w Polsce dobre zbiory, ale też niskie ceny warzyw i owoców. Sadownicy szukają nowych rynków zbytu, żeby zrekompensować embargo rosyjskie i większą konkurencję na rynku krajowym, jednak w większości produktów podaż przewyższać będzie popyt. Wyjątkiem mogą być maliny i porzeczki.

W przypadku owoców i warzyw istotne są warunki pogodowe. Na razie nie ma sygnałów, że przymrozki majowe wyrządziły istotne szkody. W związku z tym możemy oczekiwać, że w tym roku produkcja owoców będzie dość wysoka mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Winek, główny ekonomista Banku Gospodarki Żywnościowej.

To oznacza, że w tym roku można się spodziewać wysokich plonów sztandarowego polskiego owocu, czyli jabłek. Wyzwaniem będzie jednak ich zyskowna sprzedaż.

– Cały czas pamiętamy o embargu i problemach z eksportem polskich jabłek zwraca uwagę Dariusz Winek. – Tylko około 50 proc. eksportu, który trafiał do Rosji, zostało sprzedane na innych rynkach. Z tego najwięcej poszło na Białoruś i być może potem do Rosji. Białoruś rekompensuje 55 proc. tego, co wcześniej trafiało do Rosji.

Nad innymi kierunkami eksportu polskich jabłek pracują zarówno sadownicy, jak i politycy. Na polskie owoce otwierają się wprawdzie nowe rynki, zarówno na kontynencie, jak i np. w Azji, jednak te wspólne wysiłki przynoszą wciąż jeszcze niewystarczające efekty.

– Mamy co prawda wzrost eksportu również na teren Unii Europejskiej, ale jednak istniejące embargo uderza w producentów jabłek ocenia główny ekonomista BGŻ. Mimo obserwowanych w ostatnim okresie wzrostów cen w przypadku jabłek deserowych sięgają one 2 zł, jednak pozostają one mało atrakcyjne dla sadowników.

Na rynku hurtowym w Broniszach ceny większości oferowanych tam owoców i warzyw w ostatnich dniach były stabilne. Jedynie truskawki gwałtownie tanieją i od zeszłego tygodnia straciły ok. 85 proc. Kilogram tych owoców kosztuje średnio 7 zł brutto, podczas, gdy jeszcze kilka dni temu kosztował 14 zł.

Zdaniem Winka ze względu na wysokość zbiorów to będzie dobry sezon również dla owoców miękkich, w szczególności truskawki.

– W związku z tym prawdopodobnie ceny będą dość niskie, natomiast produkcja dość wysoka uważa Dariusz Winek. Ciekawym wyjątkiem może być malina, gdzie ceny pozostają bardzo atrakcyjne i tak prawdopodobnie będzie również w tym sezonie. Być może cena porzeczki będzie wyższa w tym roku, ponieważ w ubiegłym część upraw została zlikwidowana na skutek bardzo niekorzystnych relacji cenowych.

Ekonomista BGŻ zwraca uwagę na to, że w przypadku warzyw, m.in. pomidorów czy ogórków, sezonowe spadki cen są nieco niższe niż w poprzednich latach.

– Natomiast jest pewnie szansa na to, że będzie nieco mniejsza produkcja na terenie Polski, w związku z tym będzie nieco lepsza cena. W przypadku kapusty czy cebuli sytuację mamy podobną. Te relacje cenowe w większości przypadków są podobne do tych, które były w zeszłym roku, ale trudno na razie oczekiwać jakiejś wyraźnej poprawy cen.

Nabywcy nieruchomości najbardziej zainteresowani mieszkaniami wykończonymi pod klucz

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy zauważają, że ich klienci chętnie wybierają takie oferty, w których w pakiecie jest wykończenie mieszkania pod klucz. Młodzi ludzie kupują głównie 30-metrowe kawalerki i mieszkania dwupokojowe z oddzielną kuchnią. Dużo osób korzysta także z rządowego wsparcia w ramach programu Mieszkanie dla Młodych.

Z raportu opublikowanego przez Narodowy Bank Polski wynika, że w ubiegłym roku ponad 60 proc. nowych mieszkań w Warszawie zostało sprzedanych w cenie 6001-8000 zł za mkw. Z kolei wśród lokali w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu największą popularnością cieszyły się te w przedziale cenowym 4001-6000 zł za mkw.

W tej chwili Polacy, którzy kupują mieszkanie, zwracają uwagę już nie tylko na metraż. Poprzez zmiany na rynku, dotyczące m.in. wprowadzenia rządowego programu dofinansowania zakupu Mieszkania dla Młodych czy programów wykończeniowych przez deweloperów, młodzi ludzie zwracają uwagę również na inne atuty wynikające z zakupu mieszkania – mówi agencji informacyjnej Newseria Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży i marketingu Osiedla Alpha i Alpha Park.

Deweloperzy starają się dopasować swoją ofertę do potrzeb klientów i oprócz promocji cenowych oferują choćby wykończenie mieszkania. Ta opcja spotyka się z dużym zainteresowaniem kupujących, bo odebranie lokalu w stanie surowym wiąże się z poszukiwaniem ekip remontowych, zakupem materiałów na własną rękę i wieloma innymi utrudnieniami, z którymi nie każdy chce się borykać.

Opcja wykończenie mieszkania pod klucz wiąże się z tym, że klient nie traci czasu na jego wykończenie. To ma już zagwarantowane przez dewelopera. Dostaje klucze do mieszkania i od razu w nim zamieszkuje, urządzając je sobie tak, jak chce. Z tego powodu ma np. trzymiesięczne oszczędności, bo nie płaci czynszu za inny lokal, w którym musiałby w tym czasie mieszkać – tłumaczy Teresa Witkowska.

Wciąż najpopularniejsze na rynku są mieszkania małe – albo kawalerki, ok. 30 mkw., albo niewielkie dwupokojowe mieszkania, coraz częściej również z oddzielną kuchnią.

Jest to mieszkanie długoterminowe, czyli kupują je zarówno single, jak i młode rodziny z jednym dzieckiem, wykorzystując m.in. również program Mieszkanie dla Młodych – wyjaśnia Teresa Witkowska.

Klienci, którzy nie ukończyli 35. roku życia, mogą skorzystać z rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. W ramach którego można otrzymać dofinansowanie wkładu własnego oraz wsparcie w formie spłaty części kredytu ze środków budżetu państwa.

Z badania przeprowadzonego przez Westwing Home & Living wynika, że 53 proc. Polaków mieszka w dwu- lub trzypokojowych mieszkaniach, a 16 proc. ankietowanych ma do dyspozycji cztery pokoje.

Polacy podkreślają, że nie chcą wynajmować i płacić za użytkowanie cudzego lokalu. Jeżeli tylko jest taka możliwość, to decydują się na zakup mieszkania. Takim decyzjom sprzyjają coraz wyższe pensje, stosunkowo niskie ceny nieruchomości, tanie kredyty oraz przeciętnie niższa stawka za metr kwadratowy przy wyższym metrażu.

Perspektywa niewypłacalności Grecji staje się coraz bardziej realna

Euro stabilne mimo greckiej niepewności. Inwestorzy czekają na dane z gospodarki. Złoty odrobił straty poniesione po publikacji wyników wyborów prezydenckich.

Perspektywa niewypłacalności Grecji staje się coraz bardziej realna. Minister spraw wewnętrznych Nikos Voutsis oświadczył podczas niedzielnego wystąpienia w telewizji, że Ateny nie posiadają wystarczająco pieniędzy, aby spłacić najbliższą ratę zobowiązań wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kolejna płatność 300 mln euro ma mieć miejsce 5 czerwca. W całym czerwcu Ateny muszą oddać MFW aż 1.5 mld euro (więcej o tej kwestii w porannym komentarzu).

Szersze spojrzenie na doniesienia dotyczące Grecji jest coraz mocniej niepokojące. W minionym tygodniu niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble miał nawet zasugerować, że Ateny powinny rozważyć wprowadzenie równoległej waluty do euro. Taka propozycja została odczytana przez część komentatorów jako dowód na zgodę Berlina na rozpad strefy euro. W dodatku rozmowy polityków podczas unijnego szczytu w Rydze nie przyniosły żadnych nowych rozstrzygnięć obok powtarzanych od dawna zapewnień dotyczących kontynuowania rozmów.

W tyn kontekście zapewnienia ze strony ministra finansów Yanisa Varoufakisa, że porozumienie osiągnięte w trzech czwartych jest mało przekonujące. Natomiast premier Alexis Tsipras oczekuje od międzynarodowych wierzycieli – zwłaszcza do MFW – złagodzenia oczekiwań dotyczących programu reform, kolejny raz powtarzając, że Grecja nie zniesie więcej polityki oszczędności.

Stabilizacja EUR/USD

Podczas poniedziałkowej sesji główna para walutowa jest stosunkowo stabilna. Po silnym osłabieniu podczas piątkowej sesji dzisiaj handel jest zdecydowanie bardziej spokojny. Taka sytuacja jest konsekwencją faktu, że dzisiaj w wielu krajach europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych mamy dzień wolny.

Powrót inwestorów będzie raczej oznaczać dalsze spadki euro wobec dolara. Piątkowe wystąpienie prezes Rezerwy Federalnej Janet Yellen nie było tak gołębie, jako można by oczekiwać, patrząc na najświeższe raporty z amerykańskiej gospodarki. To oznacza, że chociaż podwyżki stóp procentowych nie należy spodziewać się w czerwcu, to jednak jesień jest już bardziej prawdopodobna. Najbliższe dni przyniosą sporo danych, które lepiej pozwolą ocenić kondycję amerykańskiej gospodarki.

Jednocześnie puchnące obawy związane z przyszłością Grecji będą popychać euro w dół. Kolejnym impulsem do przeceny może być decyzja Europejskiego Banku Centralnego dotycząca zaostrzenia zasad dostarczania awaryjnej płynności dla greckich banków.

Do tej pory frankfurcka instytucja wzbraniała się przed podobnym krokiem ze względu na fakt, że politycy zapewniali o postępach w negocjacjach. Teraz przedstawiciele greckiego rządu mówią wprost o zamiarze nierealizowania swoich zobowiązań, co może skłonić EBC do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków.

Złoty odrabia straty

Niespodziewany wynik wyborów prezydenckich w Polsce negatywnie odbił się na postawie złotego. Tuż po wznowieniu handlu po weekendowej przerwie polska waluta została bardzo mocno przeceniona w relacji do wszystkich najważniejszych par. Jednak w drugiej części sesji złoty zdołał odrobić straty oraz powrócił blisko poziomów z piątkowego zamknięcia.

Przed głosowaniem ocenialiśmy, że znaczenie niedzielnego głosowania dla zachowania kursu złotego będzie raczej krótkotrwałe. Wpływ prezydenta na determinowanie polityki gospodarczej jest bowiem ograniczony. Większe znaczenie będą miały natomiast wybory parlamentarne jesienią.

Zmienność na rynku złotego podczas poniedziałkowej sesji jest stosunkowo wysoka. W kontekście niepewności związanej z przyszłością Grecji oraz dość słabych danych z polskiej gospodarki pokazanych w poprzednim tygodniu złoty pozostanie pod presją w najbliższym czasie.

Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kolejne problemy Grecji – Hellada prawdopodobnie nie spłaci najbliższej raty dla MFW

Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl

Kolejne problemy Grecji – Hellada prawdopodobnie nie spłaci najbliższej raty dla MFW, a jej wierzyciele zajmują coraz twardsze stanowisko. Yellen w piątek, wbrew oczekiwaniom, wcale nie była gołębia. Złoty słabnie po wyborach, ale konsekwencje zmiany prezydenta dla krajowej waluty są niewielkie i jedynie przejściowe.

Najważniejsze dane makro (czas CET – środkowoeuropejski). Szacunki danych makro są na podstawie informacji z Bloomberga, chyba że zaznaczono inaczej.

  • Brak danych makro, które mogą wyraźnie wpłynąć na analizowane pary walutowe.

Grecja znowu na tapecie

Przez weekend znowu pojawiło się wiele negatywnych informacji dotyczących Hellady. Rynek skupia się głównie na wypowiedzi przekazanej przez ministra spraw wewnętrznych. Nikos Voutsis stwierdził na antenie greckiej telewizji, że rata w wartości 300 milionów euro dla MFW, której płatność przypada na 5 czerwca, nie zostanie uregulowana.

Ateny muszą spłacić około 1,5 miliarda euro między 5 a 19 czerwca. Jeżeli do tego czasu nie nastąpi porozumienie z wierzycielami, Grecja będzie musiała ogłosić bankructwo. To z kolei prawdopodobnie przyśpieszy wycofywanie kapitału z kraju, a rząd będzie musiał ogłosić jego kontrolę.

Niewypłacalność nie oznacza jednak automatycznego wyjścia Hellady ze strefy euro, choć trudno powiedzieć, jak odniesie się do tego faktu EBC, które utrzymuje na powierzchni greckie banki poprzez operacje płynnościowe.

„Financial Times” donosi również, że wierzyciele usztywnili swoje stanowisko i domagają się kompleksowych reform. W ostatnich tygodniach rynek spekulował, iż MFW może zostać odsunięte od negocjacji, a ciężar finansowania Grecji zostanie przerzucony na eurogrupę. Tak się jednak prawdopodobnie nie stanie, gdyż zarówno Hollande, jak i Merkel, wspierają twardsze podejście MFW.

Z drugiej jednak strony podwyższona presja na gabinet Tsiprasa może spowodować, iż Syriza ugnie się przed troiką w zamian za jakieś niewielkie ustępstwa. Brak środków na podstawową działalność państwa i perspektywa dramatycznego pogorszenia się nastrojów na początku kadencji parlamentu to negatywna informacja dla obecnego gabinetu, mimo iż cieszy się on nadal wysokim poparciem.

Niewykluczone więc, iż do przyszłego piątku codziennie będziemy bombardowani komunikatami dotyczącymi Grecji. Zanim jednak nie zostanie uzgodnione kompleksowe porozumienie, kwestia ta będzie negatywnie działać na europejską walutę i EUR/USD.

Yellen mniej gołębia

Piątkowe przemówienie Janet Yellen na temat amerykańskiej gospodarki było bardziej optymistyczne, niż można było się spodziewać, analizując „minutes” z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej czy też napływające dane makro. Szefowa Fedu stwierdziła, iż według niej spowolnienie w pierwszym kwartale było spowodowane przez czynniki przejściowe i spodziewa się odbicia w kolejnych miesiącach.

Yellen potwierdziła także, iż oczekuje pierwszej podwyżki stóp procentowych w tym roku, jeżeli gospodarka będzie rozwijać się zgodnie z jej planem. Z tego również wynika, iż na głębsze wnioski rynek będzie musiał poczekać na posiedzenie Fedu zaplanowane na połowę czerwca. Dopiero za trzy tygodnie dowiemy się więc, jak wyglądają najnowsze szacunki FOMC dotyczące przyszłego wzrostu PKB oraz ścieżki stóp procentowych. To będzie jedno z ważniejszych posiedzeń Rezerwy Federalnej w ostatnich kwartałach.

Rynek zagraniczny w kilku zdaniach

Piątkowa wyższa inflacja, stosunkowo jastrzębie komentarze Yellen oraz kolejne negatywne doniesienia z Grecji powodują, iż EUR/USD utrzymuje się w graniach 1.10. Dziś ze względu na zamknięcie głównych rynków nie należy się spodziewać bardziej znaczących wydarzeń, ale od jutra ponownie w grze będą dane makro z USA oraz prawdopodobnie dalsze doniesienia z Hellady. Na razie sentyment na głównej parze walutowej pozostaje negatywny.

Wpływ wyborów na złotego

Złoty osłabił się w relacji do głównych walut po publikacji sondażowych wyników wyborów prezydenckich. To osłabienie nie było jednak duże i zamknęło się w najbardziej nerwowym momencie w granicach 2-3 groszy. Ogólna słabość złotego wynika cały czas z kwestii globalnych oraz serii słabszych danych makro z kraju. Potwierdza to między innymi zestawienie złotego z forintem. PLN osłabł w relacji do HUF od piątku poprzedzającego pierwszą turę wyborów, jedynie o pół procenta. W tym zawarte są już gorsze od oczekiwań odczyty o sprzedaży detalicznej, czy produkcji przemysłowej.

W kolejnych dniach rynek już „zapomni” o polityce i ta kwestia prawdopodobnie powróci dopiero na klika tygodni przed wyborami parlamentarnymi. Ich wpływ będzie znacznie większy na krajową walutę, zwłaszcza w perspektywie braku możliwości utworzenia stabilnego rządu. Jednak do tego czasu PLN będzie uzależniony od sytuacji ekonomicznej strefy euro, perspektywy zmiany polityki pieniężnej w USA oraz publikacji makroekonomicznych z rodzimej gospodarki.

Spodziewane przedziały par złotowych w zależności od kursu EUR/USD:

Kurs EUR/USD 1.1050-1.1150 1.0950-1.1050 1.1150-1.1250
Kurs EUR/PLN 4.0800-4.1200 4.0800-4.1200 4.0800-4.1200
Kurs USD/PLN 3.6600-3.7100 3.7000-3.7400 3.6300-3.6700
Kurs CHF/PLN 3.9400-3.9800 3.9400-3.9800 3.9400-3.9800

 

Spodziewane poziomy kursu GBP/PLN w zależności od GBP/USD:

Kurs GBP/USD 1.5550-1.5650 1.5450-1.5550 1.5650-1.5750
Kurs GBP/PLN 5.7800-5.8200 5.7600-5.8000 5.8000-5.8400

Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl

Rekordowe dane – ekspansja SOFORT AG nabiera tempa

0

Firma za Q1 2015 odnotowała wzrost 40% r/r. Polska znalazła się wśród państw, które w dużym stopniu przyczyniły się do tak dobrego wyniku – od początku roku spółka na tym rynku odnotowała przyrost transakcji o 35% oraz obrotów o 25%.

Oprócz Polski, ponad przeciętne wyniki SOFORT miał także w Belgii, Hiszpanii i we Włoszech. Wszystkie te rynki należą do priorytetowych w strategii rozwoju firmy. SOFORT AG zyskuje głównie dzięki temu, że zgodnie z oczekiwaniami konsumentów coraz więcej e-sprzedawców implementuje tę metodę płatności. Gwarantuje ona maksymalną elastyczność podczas zakupów online, szczególnie w wymiarze transgranicznym.

SOFORT Banking stanowi idealną metodę płatności dla e-sklepów, które skupiają się na potrzebach swoich klientów i chcą rozwijać biznes na rynkach zagranicznych. Dotychczas rozwiązania SOFORT są zintegrowane z ponad 30 000 sklepami w 13 europejskich krajach. Między innymi firmy takie jak: Dell, Deutsche Bahn, Doc Morris, IKEA, Nestlé, Obi, Rossmann, Redcoon czy notebookbilliger.de, wszystkie przeprowadzają swoje płatności za pomocą SOFORT Banking. Celem spółki w średnim okresie jest zaistnienie na wszystkich istotnych rynkach europejskich.

Gerrit Seidel, CEO SOFORT AG
Gerrit Seidel, CEO SOFORT AG

Jesteśmy przekonani, że w przewidywalnej przeszłości metody płatności ograniczające się do funkcjonowania tylko w ramach jednego rynku staną się przeszkodą. Tylko te rozwiązania, które działają ponad granicami, jak SOFORT Banking, będą dominować – powiedział Gerrit Seidel, CEO SOFORT AG. Dodatkowo, spodziewane wdrożenie Dyrektywy w sprawie usług płatniczych (PSD 2), powinno w pozytywny sposób przyczynić się do dalszego rozwoju SOFORT. Nowe prawo ma na celu zwiększenie konkurencyjności poprzez otwarcie rynku płatności oraz ułatwienie płatności w obrocie transgranicznym.

Na mieszkanie w dużym mieście trzeba oszczędzać od 7 do 21 lat

Jarosław Sadowski Główny Analityk Expander Advisor
Jarosław Sadowski
Główny Analityk Expander Advisor

Okres oszczędzania na mieszkanie zależy nie tylko od ceny wymarzonego „M” czy wysokości naszych zarobków. Istotne jest również to, czy w trakcie gromadzenia środków musimy jednocześnie przeznaczać część wynagrodzenia na wynajem lokalu. Wyliczenia Expandera pokazują, że w takim przypadku małżonkowie zarabiający średnią krajową na 50-metrowe mieszkanie będą odkładać od 13 do nawet 21 lat. Jeśli natomiast para może liczyć na darmowe lokum u rodziców, to wyprowadzi się od nich „na swoje” po 7-12 latach.

Zakup mieszkania to często największa transakcja finansowa w życiu człowieka. Zwykle jest ona finansowana kredytem, ponieważ zebranie pieniędzy na ten cel zajęłoby wiele lat. To, jak długo trzeba oszczędzać na własne „M” w dużej mierze zależy od wysokości zarobków oraz ceny mieszkania. Nie zapominajmy jednak, że w okresie oszczędzania trzeba przecież gdzieś mieszkać. Jeśli będziemy mogli skorzystać z gościnności rodziców, to uda nam się zgromadzić niezbędną kwotę znacznie szybciej.

Załóżmy, że na własne „cztery kąty” o powierzchni 50 mkw. zbierają dwa przykładowe małżeństwa o przeciętnych zarobkach, czyli średniej krajowej zanotowanej w 2014 r. ( 2703 zł netto). Pierwsze małżeństwo w czasie oszczędzania wynajmuje mieszkanie. W rezultacie będą oni mogli pozwolić sobie na odkładanie 20% dochodów. Przy tym założeniu na nieruchomość o wskazanym metrażu mogą zbierać nawet 21 lat, jeśli postanowią zamieszkać w Warszawie. Jeśli wybiorą inne duże miasto to ten czas wyniesie 16 lat (największe miasta) lub 13 lat (inne duże miasta).

Druga para ma natomiast możliwość darmowego mieszkania u rodziców. Małżonkowie nie poniosą więc kosztów wynajmu, dzięki czemu będą mogli przeznaczać na własne lokum aż 40% wynagrodzenia. Taka wartość może wydawać się wysoka, ale większość banków zgadza się, aby rata kredytu przekraczała 40% dochodów. Oznacza to, że oszczędności na takim poziomie są realne. Dzięki wyższym kwotom odkładanym każdego miesiąca czas gromadzenia pieniędzy na własne mieszkanie w stolicy skróci się z 21 lat do 12 lat. W innych miastach będzie to 7-8 lat.

Co w sytuacji dochodów niższych niż średnia

Oczywiście na wynik ma wpływ także wysokość dochodów rodziny. Niestety większość Polaków zarabia mniej niż wynosi średnia. Dlatego policzyliśmy również ile lat musieliby oszczędzać małżonkowie zarabiający po 2000 zł netto. Wynik w Warszawie wzrósł z 21 do 26 lat, w przypadku odkładania 20% dochodów oraz z 12 do 15 lat w przypadku małżeństwa mieszkającego z rodzicami.

Jarosław Sadowski
Główny Analityk Expander Advisor

FX 4 w tym tygodniu: jak wykorzystać osłabienie funta?

Krótkie pozycje w parze GBP/USD

W ostatnim czasie dążyliśmy do kupna GBP poprzez sprzedaż pary EUR/GBP i strategia ta okazała się udana. W kontekście tego tygodnia podejrzewam jednak, że ruch GBP jest nadmiernie przeciągnięty i skłaniam się ku spowolnieniu dalszej aprecjacji GBP poprzez sprzedaż pary GBP/USD, ponieważ ostatni rajd GBP staje się zawyżony względem USD.

Rajd ten w znacznej mierze był wynikiem kontynuacji ruchu w górę po zwycięstwie konserwatystów w wyborach powszechnych oraz kilku mocnych odczytów ze Zjednoczonego Królestwa, w szczególności idealnego raportu w sprawie sprzedaży detalicznej, opublikowanego w tym tygodniu.

Wydaje się jednak, że ruch ten został nadmiernie przeciągnięty i w stosunkowo spokojnym tygodniu pod względem napływu danych może to oznaczać konsolidację – biorąc pod uwagę, że nasze prognozy długoterminowe dla GBP zostały skorygowane w dół. W czwartek uwaga na odczyt brytyjskiego PKB w I kwartale.

Podejście inwestycyjne: Krótkie pozycje w parze GBP/USD, dopóki zamknięcia będą poniżej poziomu 1,5700 ze zleceniami stop powyżej poziomu 1,5750, a także dodawanie nowych pozycji w przypadku wyprzedaży poniżej poziomu 1,5550 pod kątem testu powrotu w okolice poziomu 1,5300 lub niżej.

Para USD/CHF – opcje kupna

To powtórka dyskusji na temat możliwego spadku kursu CHF przy założeniu, że w ciągu kilki tygodni Grecja osiągnie porozumienie z wierzycielami. W tym tygodniu doniesienia z Grecji sugerowały, że termin na zawarcie porozumienia jest dość krótki i że ostateczną datą może być nawet 5 czerwca.

Niektórzy inwestorzy mogą spróbować rozegrać to za pomocą pary EUR/CHF zamiast USD/CHF. Ze względu na wysokie ryzyko błędnej interpretacji tej sytuacji, proponuję opcję, które umożliwiają zajęcie pozycji bez ryzykowania kwoty przekraczającej wartość premii, na podstawie której opcję nabyto.

Podejście inwestycyjne: Kupno opcji kupna na parę USD/CHF z terminem jedno- lub dwumiesięcznym, lub obydwu, po dwóch różnych cenach wykonania – jednej bliższej, np. 0,9500, a drugiej bardziej agresywnej, powiedzmy: 0,9700 (przy czym druga z nich dotyczyłaby nieco dłuższego tenoru – dwóch czy nawet trzech miesięcy).

Spadek w parze EUR/JPY

Bank of Japan skorygował swoje stanowisko w sprawie gospodarki na posiedzeniu w tym tygodniu i najwyraźniej nie zamierza rozszerzać swojego programu bodźców w najbliższej przyszłości. Ze względu na stabilizację apetytu na ryzyko i rentowności obligacji po ostatniej sugestii Europejskiego Banku Centralnego, że zamierza jeszcze przed początkiem lata „przyspieszyć” swój program luzowania ilościowego, rynek może czekać na okazję do powrotu do transakcji carry i sprzedawać euro na wielką skalę.

Szereg sygnałów ze strony banku centralnego wskazuje na spadek w parze EUR/JPY, a ostatnie odwrócenie w dół może być kontynuowane.

Podejście inwestycyjne: Należy wziąć pod uwagę sprzedaż w przypadku, gdyby para EUR/JPY pozostawała poniżej poziomu 136,00 (a para EUR/USD – poniżej poziomu 1,1300, ponieważ pomiędzy obiema parami istnieje pozytywna korelacja), ewentualnie dwutygodniowe opcje sprzedaży, np. 100 pipsów poza pieniądzem. Najważniejszym poziomem docelowym pod względem technicznym w perspektywie tygodnia lub dwóch będzie wierzchołek chmury Ichimoku.

Sprzedaż AUD

To powtórka tematu z ubiegłego tygodnia, przy czym nasza strategia zakończyła się sukcesem, ponieważ para AUD/USD straciła na wartości z maksimum powyżej poziomu 0,8150 do minimum poniżej poziomu 0,7900. Przewidujemy spadek kursu AUD w związku z ryzykiem dotyczącym oceny Australii w zalewie słabych danych z Chin i niechęci Reserve Bank of Australia do aprecjacji waluty narodowej. W tym tygodniu opublikowanych zostanie jedynie kilka mniej istotnych odczytów dotyczących Australii.

Podejście inwestycyjne: Należy wziąć pod uwagę krótkie pozycje w parze AUD/CAD, o ile para ta pozostawać będzie poniżej 200-dniowej średniej ruchomej (w ostatnim tygodniu prawie ją dotknęła nieco powyżej poziomu 0,9750, uwaga jednak na posiedzenie Bank of Canada w najbliższą środę), a także uwzględnić ewentualny spadek w parze AUD/USD w przypadku zamknięcia znacznie poniżej poziomu 0,8000, przy czym spadek przyspieszy w przypadku przełamania poziomu 0,7800 w kierunku minimów poniżej poziomu 0,7550.

Dzika karta: wybicie w parze USD/JPY

Próby wyjścia z przedziału przez parę USD/JPY były źródłem frustracji inwestorów, ponieważ wierzchołki i dna przedziału zostały określone jeszcze w grudniu, a od tego czasu granice stały się jeszcze węższe – obecnie to 118,50 i 121,50/122,00.

W ubiegłym tygodniu byliśmy blisko przełamania, jednak należy zaczekać na obrót spraw, ponieważ istnieje ryzyko, że powtórzy się sytuacja z 2014 roku, kiedy to przez osiem miesięcy transakcje odbywały się w wąskim przedziale, a przełamanie nastąpiło dopiero w sierpniu.

Para ta może czekać z przełamaniem do cyklu amerykańskich danych za maj, jednak w przypadku wybicia w górę chciałbym na nim skorzystać, ponieważ rynek nie wydaje się przygotowany do takiego ruchu i może nastąpić masowe „nadrabianie” transakcji po pojawieniu się nowego trendu.

Scenariusz taki odsunąłby w cień krótkie pozycje w parze EUR/JPY.

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Doradcy ZFDF sprzedają o 30% więcej produktów inwestycyjnych. Branża doradztwa finansowego w I kwartale 2015 r.

Pierwszy kwartał 2015 r. okazał się równie stabilny co IV kw. ubiegłego roku. Firmy zrzeszone w Związku Firm Doradztwa Finansowego odnotowały 30 procentowy wzrost sprzedaży produktów inwestycyjnych, osiągając wolumen na poziomie 1,7 mld zł. Popularnością wśród klientów cieszą się także kredyty gotówkowe, których łączna wartość w I kwartale wyniosła blisko 479 mln zł, czyli aż o 20% więcej niż poprzednio. Przedstawiciele organizacji pośredniczyli również w udzieleniu kredytów hipotecznych o całkowitej wartości 3,3 mld zł, utrzymując poziom zbliżony do analogicznego okresu 2014 r.

Sprzedaż kredytów hipotecznych

W I kw. 2015 r. doradcy ZFDF pośredniczyli przy sprzedaży kredytów hipotecznych o łącznej wartości ponad 3,3 mld zł. Andrzej Oślizło, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Expander Advisors: -Wartość kredytów hipotecznych udzielonych za pośrednictwem firm doradztwa finansowego w I kwartale nieznacznie spadła w porównaniu do analogicznego okresu 2014 r. Na początku roku oferta, zwłaszcza w największych bankach, nie zachęcała do zadłużania się.

Dopiero wiosną banki wprowadziły promocje, które zwiększyły zainteresowanie kredytami. Te decyzje zapewne przełożą się na wzrost wartości udzielonych kredytów, ale dopiero od II kwartału. Na korzyść rynku kredytów hipotecznych mogą również zadziałać planowane zmiany w programie „Mieszkanie dla Młodych” oraz stopniowo poprawiająca się sytuacja na rynku pracy. Wpływ tej ostatniej widać już w znaczącym wzroście wartości udzielonych kredytów gotówkowych, na które nie oddziaływały negatywne czynniki, jakim poddany był rynek hipoteczny.

Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego
Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego

Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Open Finance: – Cieszymy się ze stabilnej sprzedaży kredytów hipotecznych w I kwartale w porównaniu z poprzednimi okresami 2014 roku. Szczególne zadowolenie budzi fakt, że nie sprawdziły się obawy spadku popytu z powodu wejścia w życie kolejnego progu Rekomendacji S, dotyczącego obowiązkowego wkładu własnego. Jednocześnie zauważamy większą przychodowość z tytułu sprzedaży tych produktów.

Polacy coraz chętniej inwestują

Doradcy sukcesywnie dywersyfikują także portfel oferowanych usług. Dowodem tego jest zwiększona sprzedaż produktów inwestycyjnych, której łączna wartość w I kw. 2015 r. wyniosła ponad 1,7 mld zł. Wynika to niewątpliwie z rosnącej świadomości finansowej Polaków. Coraz więcej konsumentów zdaje sobie sprawę z potrzeby gromadzenia i pomnażania własnych środków. Biorąc pod uwagę niskie stopy procentowe, a tym samym symboliczne zyski z lokat, klienci chętniej sięgają po rozwiązania, które mogą przynieść im większe zyski.

Wzrost sprzedaży kredytów gotówkowych

Za pośrednictwem firm zrzeszonych w ZFDF uruchomiono kredyty gotówkowe o łącznej wartości niemal 479 mln zł. To o 20% więcej niż w IV kw. 2014 r. Jak twierdzą eksperci ZFDF, do zwiększenia zainteresowania tymi instrumentami finansowymi przyczyniło się obniżenie oprocentowania a tym samym kosztów zaciągnięcia tego zobowiązania.

Dominik Skrzycki, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Aspiro: -Dzięki niskim stopom procentowym przekładającym się bezpośrednio na bardzo atrakcyjne koszty kredytu, z kwartału na kwartał rośnie sprzedaż kredytów gotówkowych. W I kwartale 2015 roku Doradcy Finansowi działający pod egidą ZFDF sprzedali ponad 478 mln kredytów gotówkowych, co stanowi 20% wzrost sprzedaży. Zainteresowanie klientów kredytami gotówkowymi nadal rośnie i w najbliższych kwartałach trend ten nie powinien ulec zmianie.

Grecja nie spłaci swoich zobowiązań

Z tygodnia na tydzień groźba niewypłacalności Grecji staje się coraz bardziej realna. Mimo entuzjastycznych zapewnień greckiego ministra finansów, Janisa Warufakisa, o „ogromnych postępach”, jakie jego kraj zrobił w negocjacjach z unijnymi kredytodawcami, wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie Grecja nie będzie w stanie uregulować swoich zobowiązań. W wywiadzie udzielonym w ubiegłym tygodniu greckiej telewizji Mega, minister spraw zewnętrznych, Nikos Wucis, podkreślił, że rząd premiera Aleksisa Tsiprasa nie spłaci kolejnych rat kredytu. „Cztery raty dla MFW w czerwcu wynoszą 1.6 miliarda euro. Te pieniądze nie zostaną przekazane i nie mamy ich do przekazania” – stwierdził w niedziele Wucis.

Ze względu na niewielką liczbę publikacji makroekonomicznych, a także obchodzony za Oceanem Dzień Pamięci, dzisiejsza sesja na rynku walutowym upłynie dosyć spokojnie. Uwagę inwestorów przyciągną jedynie podsumowania wystąpień szefów banków centralnych, którzy w weekend wzięli udział w Forum Europejskiego Banku Centralnego w Portugalii. Wiele wskazuje na to, że nad Wisłą tematem przewodnim pozostaną natomiast niedzielne wybory prezydenckie.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej staje się Uniwersytetem

Innowacyjność, odwaga w działaniu oraz dbanie o wysokie standardy kształcenia i badań naukowych – te wartości świadczą o jakości uczelni. SWPS od samego początku dowodzi swoimi osiągnięciami, że rozróżnienie na uczelnie dobre i złe powinno zastąpić podział na uczelnie publiczne i niepubliczne. Wysoki poziom dydaktyki i działalności naukowej Uczelni potwierdzi od 1 czerwca zmiana w Uniwersytet SWPS.

Od momentu powstania SWPS inwestuje w rozwój nauki i prowadzi projekty badawcze na najwyższym poziomie. Przygotowuje studentów do wyzwań współczesnego rynku pracy poprzez udostępnianie im nowoczesnego kształcenia, opartego na badaniach o międzynarodowych standardach i wiedzy praktycznej.

Silną pozycję Uczelnia zawdzięcza pasji do zdobywania wiedzy, odwadze i konsekwencji w zachowaniu najwyższej jakości kształcenia i badań. – Założycielom SWPS zależało na stworzeniu akademickiej uczelni, z której pracownicy i studenci byliby dumni, i z którą by się w pełni utożsamiali. Kamieniem węgielnym SWPS przy jej tworzeniu było nastawienie na bardzo wysoką jakość dydaktyki i badań naukowych na poziomie światowym oraz pragnienie stworzenia bardzo dobrego zaplecza organizacyjnego. Takie założenie przyczyniło się do formowania kultury pracy, która przyciągała najlepszych. Spełnienie tych dążeń nie byłoby możliwe bez talentów i zaangażowania pracowników wszystkich działów oraz studentów SWPS – mówi prof. Andrzej Eliasz, Rektor.

Potwierdzeniem wysokiej jakości dydaktyki i nauki SWPS jest zdobycie kolejnego uprawnienia doktorskiego. SWPS posiadając 6 uprawnień do nadawania stopnia naukowego doktora w 5 dyscyplinach (psychologii, kulturoznawstwie, socjologii, prawie i literaturoznawstwie) uzyskało możliwość zmiany nazwy na uniwersytet przymiotnikowy określający profil uczelni. Oficjalna nazwa uczelni brzmi SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny, w skrócie Uniwersytet SWPS.

Szkolnictwo wyższe musi oddychać dwoma płucami – świetną dydaktyką i doskonałą nauką. – W takiej atmosferze studenci oddychają pełną piersią, czują, że nie tylko otrzymują wiedzę, ale także współtworzą ją z naszymi badaczami. Jestem przekonany, że wszyscy – nasi studenci, kadra dydaktyczno-naukowa i administracja – tworzymy coś wyjątkowego dla siebie i dla innych – mówi prof. Roman Cieślak, Prorektor ds. nauki.

Uniwersytet SWPS oferuje praktyczne programy studiów dostosowane do wymagań dynamicznego rynku pracy, takie jak psychologia, neurokognitywistyka, prawo, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, psychokryminalistyka, komunikacja wizualna, grafika czy wzornictwo. Uczelnia współpracuje z ponad tysiącem firm i instytucji, które umożliwiają studentom realizację praktyk, staży i zdobycie zatrudnienia jeszcze przed końcem nauki. Innowacyjne metody kształcenia oraz partnerskie relacje studentów i naukowców pozwalają im pracować w multidyscyplinarnych zespołach i realizować nowatorskie projekty.

–  Ogromnym wsparciem jest dostrzeganie tych najlepszych, zaangażowanych studentów, którzy mogą, dzięki stypendiom naukowym, twórczym czy sportowym, stale się rozwijać. Tutaj wystarczy świeża głowa, pomysły i zaangażowanie – podkreśla Małgorzata Osowiecka, laureatka Studenckiego Nobla 2014, uczestniczka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich, wykładowca na Wydziale Zamiejscowym w Sopocie.

Dydaktycy z Uniwersytetu SWPS nie tylko dzielą się ze studentami najnowszą wiedzą, lecz także odkrywają ją wspólnie ze studentami. Wyniki prowadzonych przez nich badań znajdują zastosowanie w różnych obszarach gospodarki i życia społecznego. Naukowcy uczelni odpowiadają na rzeczywiste potrzeby człowieka. Neurokognitywiści wspierają rozwój mózgu, językoznawcy tłumaczą język urzędniczy, wrocławscy badacze angażują się w walkę z otyłością, psychologowie biznesu odkrywają mroczną stronę pieniądza, a psychologowie społeczni eliminują dyskryminację w szkołach.

– Wielu badaczy z naszej uczelni zajmuje czołową pozycję w nauce międzynarodowej. Publikujemy nasze prace w najważniejszych pismach naukowych, a także w renomowanych podręcznikach z niemal wszystkich obszarów psychologii. Zdobywamy międzynarodowe granty. Nasi pracownicy są edytorami i recenzentami w najwyżej notowanych czasopismach naukowych. Organizujemy znaczące międzynarodowe konferencje i sympozja. Można zatem powiedzieć, że współtworzymy naukę światową; jesteśmy jej ważną częścią – wymienia prof. Tomasz Zaleśkiewicz, Dziekan Wydziału Zamiejscowego we Wrocławiu.

O wysokim poziomie naukowym Uniwersytetu SWPS świadczą kolejno zdobywane uprawnienia doktorskie, habilitacyjne i najwyższe oceny parametryczne (A+). Naukowcy zrealizowali 348 projektów w 2014 roku w ramach dofinansowania NCN, NCBiR, a także FNP na kwotę prawie 30 mln złotych i 13 projektów europejskich ze środków EFS w ramach PO KL na kwotę ponad 23 mln zł.

Uniwersytet SWPS to nowoczesna uczelnia oparta na trwałych wartościach. – Nasz sukces jest godny najwyższego uznania i chylę czoła przed wszystkimi, którzy się do tego przyczynili. Jestem przekonany, że nowa nazwa uczelni wzmocni uzasadnioną dumę z pracy i studiów w Uniwersytecie SWPS – mówi prof. Andrzej Eliasz, Rektor.

Więcej informacji na stronie: uniwersytet.swps.pl.

Nadchodzą dobre czasy dla frankowców?

Andrzej Duda w trakcie kampanii wyborczej przedstawił swoją wizję rozwiązania problemu kredytów walutowych. Przyszły prezydent sięgnął do sprawdzonych na Węgrzech wzorów i zaproponował przewalutowanie zobowiązań. Zobaczmy, co oznaczałoby to dla kredytobiorców.

Po styczniowym nagłym wzroście kursu franka sprawa kredytów walutowych znowu stała się obiektem zażartych dyskusji. Jednak po kilku tygodniach, w których zarysy planów pomocy dla kredytobiorców zaprezentował m.in. rząd, KNF i Związek Banków Polskich, sprawa nieco ucichła.

Temat powrócił w kampanii prezydenckiej, a zwycięzca wczorajszych wyborów deklarował: „Uważam, że te kredyty mogłyby być przewalutowane według kursu, po jakim były brane. Będę starał się w tej sprawie interweniować (…) Prezydent ma olbrzymią legitymację, żeby załatwiać trudne sprawy na poziomie państwowym.”

Przewalutowanie dla każdego

Pomysł przewalutowania zobowiązań kredytobiorców na złote nie jest nowy i pojawił się już m.in. w propozycjach wysuwanych wcześniej przez PiS. Przynajmniej część najbardziej aktywnie walczących o swoje prawa frankowców zdecydowanie popiera takie rozwiązanie, a właściwie kwestionuje samą istotę kredytu, wskazując, że najlepszym wyjściem byłoby „odfrankowienie” umów. Świadczy o tym chociażby obywatelski projekt ustawy, pod którym zbierane są obecnie podpisy.

W styczniu podobny pomysł zaserwował, ku zaskoczeniu obserwatorów rynku, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak. Chociaż późniejsza wersja planu nie zawierała już postulatu użycia kursu z dnia podpisania umowy kredytowej.

Zostawiając z boku wątpliwości dotyczące skutków finansowych takiej operacji dla systemu bankowego i realnej siły prezydenta w obecnej sytuacji politycznej, sprawdźmy co mogłoby oznaczać wprowadzenie planu dla portfela przykładowego kredytobiorcy.

autor: Michał Kisiel

TOP 5 stanowisk, na które brakuje właściwych kandydatów

Rosnąca gospodarka Polski oferuje specjalistom coraz więcej możliwości zmian w życiu zawodowym. Najlepsi eksperci, posiadający cenione kompetencje nie mają problemów ze zmianą pracy, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. 

Paweł Prociak, Executive Manager w Page Personnel
Paweł Prociak, Executive Manager w Page Personnel

Na jakie stanowiska poszukiwani są dzisiaj kandydaci? Jakie doświadczenie i cechy powinni posiadać? Ile mogą zarobić? Na te pytania odpowiada ekspert międzynarodowej firmy doradztwa personalnego Page Personnel, która właśnie opublikowała przeglądy płac w podziale na branże, działy i wybrane stanowiska. Paweł Prociak, Executive Manager w Page Personnel, wskazuje 5 stanowisk, na które istnieje wysokie zapotrzebowanie ze strony pracodawców.

Administracja Biurowa – Asystent/ka

Korzyści ze wsparcia profesjonalnej asystentki dostrzegają już nie tylko zagraniczni, ale także i polscy menedżerowie. Rosnący  zakres obowiązków i różnorodność kompetencji asystentek sprawia, że stanowiska te cieszą się coraz większym prestiżem. Asystentka menedżera wyższego szczebla jest dzisiaj jego doradcą i ważnym wsparciem biznesowym, bierze udział w spotkaniach służbowych i kontroluje przepływ informacji. „Niestety pomimo, że zarówno ogłoszeń jak i kandydatów na te stanowiska jest bardzo dużo, pracodawcom wciąż trudno znaleźć osoby, dla których praca ta byłaby wyborem świadomym i docelowym” – ocenia Paweł Prociak. I dodaje: „Dysponując odpowiednimi kompetencjami oraz wyczuciem, elastycznością, umiejętnością znalezienia się w różnych sytuacjach, czy odpornością na stres, profesjonalna asystentka może coraz więcej zarobić”.

Według „Przeglądu Płac Administracja Biurowa, Analizy biznesowe, HR, Obszar Prawny 2015” Page Personnel miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Asystentki Zarządu to minimum 6 500 PLN, najczęściej oferowane jest 7 000 PLN, a maksimum jakiego można oczekiwać to około 8 000 PLN.

Analizy biznesowe – Analityk Biznesu

W dynamicznym otoczeniu biznesowym dotkniętym masowo prowadzonymi projektami optymalizacyjnymi pracodawcy poszukują osób, które rozumieją mechanizmy funkcjonujące w danej organizacji i branży, potrafią wyciągać wnioski z danych liczbowych oraz zmieniającej się sytuacji rynkowej i dostrzegać związki pomiędzy nimi. Specyfika pracy analityka biznesowego wymaga rozumienia zasad rządzących firmą, relacji pomiędzy finansami, logistyką, sprzedażą czy marketingiem, umiejętności kooperacji z rożnymi zespołami, znajomości planów rozwoju organizacji oraz wykorzystywania tej wiedzy w codziennej pracy. „Analitycy biznesowi z holistycznym spojrzeniem na biznes prowadzą wielowymiarowe analizy łączące dane pochodzące z różnych działów firmy, są w stanie określić jak sezonowość wpływa na przychody firmy, czy też które akcje promocyjne są rentowne. Dlatego w dzisiejszej rzeczywistości analitycy biznesowi są dla firm coraz cenniejsi” zauważa Paweł Prociak.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Administratora Systemów Biznesowych/Analityka Biznesowego wg. „Przeglądu Płac Administracja Biurowa, Analizy biznesowe, HR, Obszar Prawny 2015” Page Personnel wynosi: minimum 7 000 PLN, najczęściej oferowane to 8 500 PLN, a maksimum – 10 000 PLN.

Zasoby Ludzkie – HR Business Partner

Rosnąca waga roli HR w rozwoju organizacji i skutecznym konkurowaniu na rynku doprowadziła do pojawienia się stanowiska HR business partnera. Jest on odpowiedzialny za pracownika począwszy od etapu wyboru i zatrudnienia, po zdobywanie kolejnych szczebli kariery lub rozstanie z pracodawcą. Pełni rolę partnera biznesu wspierającego działy operacyjne, animatora zmian, orędownika pracowników oraz eksperta administracyjnego. HR business partner bierze udział w ocenie pracowników, pomaga wskazać osoby charakteryzujące się wysokim potencjałem rozwoju, planuje ścieżki kariery oraz inicjuje niezbędne działania rozwojowe. „Na tym stanowisku pracownik działu HR ma wpływ na realizację zadań poprzez budowanie motywacji, również tej finansowej. Ponieważ jego wpływ na biznes jest mierzalny, pracodawcy zwiększają liczbę HR business partnerów w swoich firmach” – dodaje ekspert Page Personnel.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku HR Business Partner wg. „Przeglądu Płac Administracja Biurowa, Analiza, HR, Obszar Prawny 2015” firmy Page Personnel to minimum 8 000 PLN, najczęściej 9 000 PLN, a maksimum 10 000 PLN.

Łańcuch Dostaw – Planista Popytu/Demand Planner

Rosnące wymagania firm w zakresie optymalizacji kosztów i poprawy efektywności funkcjonowania organizacji zaowocowały zwiększeniem znaczenia i rozwojem struktur planowania sprzedaży oraz centralizacją procesów planowania. Pojawiło się wiele nowych stanowisk planistycznych, o bardziej złożonych kompetencjach i interdyscyplinarnym charakterze. Tendencje te będą się pogłębiały w przyszłości, włącznie z coraz większą centralizacją procesów w największych organizacjach. „Jednym ze stanowisk, na które wręcz brakuje kandydatów na dzisiejszym rynku pracy w ramach łańcucha dostaw jest planista popytu. I pomimo, że w ciągu ostatnich lat wynagrodzenia w tym obszarze generalnie nie uległy zmianie, to na tym stanowisku zaobserwowaliśmy wyraźny wzrost” – komentuje Prociak.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Planisty Popytu wg. „Przeglądu Płac Produkcja i Łańcuch Dostaw 2015” firmy Page Personnel wynosi minimum: 7 000 PLN, najczęściej oferowane jest 8 500 PLN, a maksimum to 11 000 PLN.

Contact Centre – Agent z językami obcymi

Działy obsługi klienta należą do jednych z niewielu, w których wciąż rośnie zapotrzebowanie na osoby nie posiadające doświadczenia zawodowego, ale posługujące się biegle językami obcymi, takimi jak: czeski, duński, niemiecki, norweski, rumuński, szwedzki czy węgierski. Trend ten jest wynikiem rozwoju rynku SSC/BPO w naszym kraju, który stał się dla wielu koncernów centralą na region Europy Środkowo – Wschodniej. „W przypadku call center znajomość języków obcych jest warunkiem koniecznym otrzymania zatrudnienia. Co ciekawe pozwala ona osobie rozpoczynającej drogę zawodową nie tylko znaleźć pracę, ale także otrzymać satysfakcjonujące wynagrodzenie, które w przypadku języka niemieckiego jest nawet 50 proc. wyższe niż jeszcze 2-3 lata temu” – wyjaśnia ekspert Page Personnel. Oprócz znajomości języków, najbardziej poszukiwani pracownicy, powinni cechować się także dużym potencjałem rozwoju zawodowego, chęcią do pracy i zaangażowaniem w wykonywane obowiązki.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Agenta z językami obcymi wg. „Przeglądu Płac Obsługa Klienta i Logistyka 2015” firmy Page Personnel to minimum 3 500 PLN, najczęściej oferowane jest 4 500 PLN, a maksimum to 6 000 PLN.

Polska branża IT atrakcyjna dla zagranicznych partnerów

Coraz więcej polskich  firm stara się rozwinąć swoją działalność poza granice naszego kraju. Nielicznym udaje się to na szeroką skalę. Dlaczego tak jest? Jakie podejmować działania, aby osiągnąć sukces? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w historii firmy Transition Technologies, polskiej firmy informatycznej, która od 24 lat skutecznie współpracuje z partnerami zagranicznymi na trudnym rynku rozwiązań IT. Kontrakty zagraniczne, na wszystkich kontynentach, stanowią 70% obrotu spółki.

Polskie firmy chcące pozyskać międzynarodowych klientów, szczególnie tych reprezentujących duże korporacje, muszą zdać sobie sprawę, że będą musiały wykazać się dużą elastycznością. Zagraniczne firmy mają swoją ściśle ustaloną politykę działań i wymagania dotyczące nowych kontraktów, które często różnią się w znaczący sposób od polskiej praktyki. Firmy chcące pozyskać międzynarodowych partnerów muszą wykazać się nie tylko ciekawą i konkurencyjną ofertą, ale także zrozumieniem potrzeb drugiej strony i gotowością do znaczących ustępstw. Zdobycie kilkudziesięciu kontraktów zagranicznych, w tym 6 z dużymi międzynarodowymi graczami jest jednak możliwe, także na rynku IT, który wydawałoby się został zdominowany przez zachodnie spółki. Udowadnia to historia firmy Transition Technologies.

Jakie czynniki przyciągają kontrakty zagraniczne?

Transition Technologies to firma, która nieprzerwanie od 1991 roku tworzy autorskie systemy informatyczne oraz nowoczesne rozwiązania techniczne dla wybranych sektorów rynku: energetyki, gazownictwa, przemysłu i biomedycyny. Firma na swoim koncie ma wdrożenia w Ameryce Północnej, Południowej, Europie i na Bliskim Wschodzie. 70% obrotu Transition Technologies generują kontrakty zagraniczne. Historia firmy od początku związana jest ze współpracą z międzynarodowymi firmami – początkowo były to kontrakty na lokalizację i rozwój systemów i oprogramowania światowych koncernów w Polsce.

Za kluczowe dla swojej ekspansji międzynarodowej firma uznaje brak bariery językowej – pracownicy firmy biegle władają nie tylko angielskim, czy niemieckim i hiszpańskim, ale także bardziej egzotycznymi językami – chińskim czy tureckim. Bardzo ważne jest także to, aby firma miała wypracowane procedury współpracy z firmami zagranicznymi – zwłaszcza te dotyczące wzorca umów, zapisków dotyczących poufności czy wyceny dostaw. – Dzięki wieloletniej współpracy z firmami zagranicznymi udało nam się wypracować standardowe procedury związane z kontraktami międzynarodowymi. Jesteśmy dzięki temu bardziej elastyczni i wiemy czego możemy się spodziewać. Dzięki temu możemy szybciej reagować na potrzeby kontrahentów i realizacja kontraktu nie jest przedłużana ze względu na niedopełnienie procedur formalnych. Zagraniczni klienci bardzo sobie cenią tą elastyczność i zrozumienie, szczególnie w kwestiach dotyczących zachowania poufności – podkreśla Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies. Kluczem do sukcesu jest także najwyższa jakość usług i produktów, potwierdzona referencjami od krajowych potentatów i międzynarodowych partnerów. Z tym czynnikiem jest także bezpośrednio związana wiarygodność w biznesie – budowanie długotrwałych relacji trwających wiele lat jest doskonałym dowodem na jakość obsługi. W przypadku Transition Technologies część zagranicznych klientów jest związana z firmą niemal od początku jej istnienia – jak np. firma Emerson Process Management.

Bardzo istotne są także miękkie predyspozycje, charakteryzujące firmę. Kreatywność we wszelkich działaniach jest bardzo ceniona przez firmy zagraniczne i potrafi zadecydować o rozszerzeniu współpracy.  – Transition Technologies odnotowało wiele przypadków, gdy początkowo pracowali dla klienta na zamówienie (outsourcing) a później przechodzili do produkcji własnych produktów i licencjonowania do partnerów zagranicznych. Ważnym czynnikiem jest także zebranie w firmie doświadczonego zespołu osób, które są w pełni zaangażowane w swoją pracę, do której podchodzą z pasją. Nasi pracownicy mają ciągły głód wiedzy i chcą poszerzać swoje horyzonty, dlatego gotowi są wyjeżdżać na kontrakty zagraniczne do międzynarodowych klientów – dodaje Konrad Świrski.

Krótka historia sukcesu

Jednym z kluczowych zagranicznych klientów Transition Technologies jest firma PTC (Parametric Technology Corporation) – światowy lider w zakresie oprogramowania PLM (Product Lifecycle Management) oraz 3D CAD – obecnie wiodąca firma IoT (Internet od Things). Pierwszy kontakt obu firm nastąpił w 2004 roku – PTC szukało partnera, który mógłby na początek zaoferować kilku inżynierów programistów dla wspomagania wdrożeń ich systemów w Europie (m.in. dla firmy Airbus). Początkowo planowali umowę z firmą w Polsce i zlecenie na zatrudnienie czterech programistów w pierwszym roku kontraktu. Już po kilku miesiącach współpracy w Transition Technologies na potrzeby PTC pracowało ponad 20 osób. W 2006 roku firma otworzyła w Łodzi biuro dedykowane do obsługi zagranicznego klienta. W kolejnych latach otwierano kolejne oddziały oddelegowane do obsługi PTC – w Białymstoku i Kielcach. Obecnie w dziale Poland Solution Center, który współpracuje z PTC, Transition Technologies zatrudnia ponad 150 osób, dostarczających usługi programistyczne i wdrożeniowe w całej Europie, USA, Azji (np. w Japonii). Końcowymi klientami są największe światowe korporacje (m.in. Airbus). Aktualnie polska spółka IT obsługuje kilka linii produktowych PTC, a także pracuje dla ich działu R&D przy rozwoju nowych produktów.

Sieć sklepów KiK w poszukiwaniu partnerów biznesowych

0

Sieć odzieżowa KiK otworzyła nowe sklepy w Jarocinie i Bielsku-Białej. W najbliższym czasie otwartych zostanie kilka kolejnych sklepów, co wiąże się ze strategią ekspansji realizowaną przez KiK. Właściciele sieci poszukują jednocześnie partnerów biznesowych, zainteresowanych wynajmem lokali.

Sieć odzieżowa KiK stawia na dynamiczny rozwój. Funkcjonując na polskim rynku od 2012 roku, otworzyła już 79 sklepów, a w najbliższym czasie jej portfolio poszerzy się o kilkanaście kolejnych. Docelowo w Polsce ma powstać 500 sklepów pod szyldem KiK. Oddawane do użytku klientów lokale mieszczą się zarówno w małych, jak i dużych miejscowościach, we wszystkich formatach obiektów handlowych – galeriach handlowych, centrach typu convenience, retail parkach, jako obiekty w wolnej zabudowie przy głównych ulicach handlowych, zajmując powierzchnię ok. 500 mkw.

Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK, stawia na dynamiczną ekspansję przy współpracy z partnerami z całej Polski
Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK, stawia na dynamiczną ekspansję przy współpracy z partnerami z całej Polski

Jak mówi Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK Polska – „Jesteśmy nastawieni na dynamiczny rozwój sieci naszych sklepów. Chcemy być dostępni w całej Polsce, umożliwiając klientom dokonywanie zakupów „korzystnie, modnie, z pomysłem”. Propagujemy ideę, że atrakcyjne ubrania i topowe trendy można kupić w rozsądnych cenach. Klienci cenią nas za upowszechnianie tego modelu biznesowego, dlatego chcemy udostępniać go na szeroką skalę. Poszukujemy partnerów, którzy wynajmą nam lokale, tym samym urozmaicając tenant mix zarządzanych przez siebie obiektów”.

Nasycenie miast wielkoformatowymi obiektami handlowymi oznacza, że tworzy się miejsce na mniejsze centra, sytuowane w znacznej odległości od ścisłego centrum. Jednocześnie małe pod względem powierzchni i liczby ludności miasta upominają się o obiekty handlowe z pełną ofertą, w których mieszkańcy będą mogli na co dzień dokonywać zakupów znanych i popularnych marek.

– „Dostrzegamy potrzeby mieszkańców ze wszystkich rejonów Polski, a także rosnące uznanie dla naszego asortymentu, który może konkurować pod względem jakości i stylistyki. Chcemy zapewnić klientom możliwość wybierania spośród zróżnicowanej oferty – stawiamy na dostępność i bliskość” – mówi Mariusz Kulik i dodaje – „Zależy nam na pozyskaniu partnerów biznesowych, chętnych do nawiązania długoterminowej współpracy na zasadach partnerskich. Jesteśmy godnym zaufania najemcą, któremu, podobnie jak właścicielom obiektów handlowych, bliskie jest zabieganie o komfort i zadowolenie klientów, a także przyciągnięcie ich do sklepu. Chcemy umacniać nasz koncept, ponieważ jego założenia się sprawdzają, dając nam powody do zadowolenia pod względem zysków oraz satysfakcji ze skutecznej promocji wśród konsumentów”.

Komercjalizacja części biurowej Stadionu Narodowego została zakończona

Firma Walter Herz, wyłączny agent odpowiedzialny za wynajem powierzchni biurowej przy Stadionie Narodowym w Warszawie, poinformowała że biura na terenie obiektu znalazły już najemców

Stadion Narodowy oferuje ponad 15 000 m kw. powierzchni biurowej klasy A, która ulokowana jest na dwóch kondygnacjach. Biura wyposażone są w najnowsze rozwiązania techniczne, charakteryzuje je ponadprzeciętna wysokość 3,4 m, industrialne sufity i obszerne przeszklenia. Ich niewątpliwym walorem jest wyjątkowy widok na panoramę Warszawy, w tym Most Poniatowskiego i Wisłę, Most Świętokrzyski, Saską Kępę, jak również na płytę stadionu.

Korzyści, jakie przynosi ten rozpoznawalny, warszawski adres doceniły firmy, które wybrały Narodowy na swoją siedzibę. Obecnie proces komercjalizacji części biurowej stadionu jest już na finiszu.

Do części biurowej Stadionu Narodowego wprowadziły się firmy z różnych sektorów rynku. Jak informuje Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu firmy Walter Herz, która jest wyłącznym agentem wynajmu biur przy Stadionie Narodowym, umowy które zostały zawarte dotyczą modułów o metrażu od 100 do 6 000 m kw. – Na wynajem powierzchni biurowej przy Alei Księcia Józefa Poniatowskiego 1 zdecydowały się m.in. firmy z sektora IT, agencje marketingowe, firmy doradcze i szkoleniowe, pracownie architektoniczne, wydawnictwa, firmy medyczne i edukacyjne, związki sportowe, operatorzy turystyczni, firmy dystrybucyjne, handlowe, a nawet produkcyjne – wymienia Bartłomiej Zagrodnik.

Prezes Walter Herz przyznaje, że współpraca przy komercjalizacji tak niepowtarzalnego obiektu, jakim jest Stadion Narodowy, należała do jednych z najbardziej wymagających projektów. – Zachętą dla najemców okazały się m.in. pakiety rabatowe na usługi Centrum Konferencyjnego i Biznes Klubu, udział w wydarzeniach całostadionowych oraz wynajem powierzchni do organizacji eventów i lóż na stadionie – wyjaśnia Bartłomiej Zagrodnik.

Mateusz Strzelecki, manager projektu w Walter Herz, odpowiedzialny za udział w procesie komercjalizacji Stadionu Narodowego, zwraca też uwagę, że najemcy mają do dyspozycji nieograniczoną liczbę naziemnych miejsc parkingowych, z których mogą korzystać bezpłatnie. Mogą uczestniczyć w wydarzeniach stadionowych, odwiedzać organizowane imprezy i wystawy oraz korzystać z restauracji i punktów gastronomicznych, sklepu, czy kina 5 D, znajdujących się na terenie obiektu.

Stadion Narodowy to świetnie rozpoznawalna, innowacyjna marka, która jest również dobrym miejscem do prowadzenia biznesu. Dzięki swojemu położeniu przy Rondzie Waszyngtona obiekt zapewnia bezpośredni dostęp do wszystkich środków komunikacji miejskiej, w tym stacji drugiej linii metra, a od lotniska im. F. Chopina dzieli go odległość 12 km.

Jednocześnie znajduje się w otoczeniu zieleni Parku Skaryszewskiego i nabrzeży Wisły oraz sąsiaduje z lubianą przez mieszkańców miasta Saską Kępą.

Od stycznia 2013 roku, kiedy operatorem obiektu została spółka PL.2012+, SN wyraźnie rozwinął swoją działalność. Dziś Narodowy to nie tylko obiekt piłkarski. To arena multifunkcjonalna. Miejsce, które ma znaczenie dla sportu, rozrywki, biznesu, kultury i edukacji. W nadchodzących miesiącach arena będzie miejscem organizacji wielu atrakcyjnych i prestiżowych wydarzeń.

Tomasz Półgrabski, szef spółki zarządzającej obiektem poinformował, że 2014 rok był najlepszym w historii Stadionu Narodowego. W ciągu 12 miesięcy zorganizowano ponad 500 wydarzeń, w których wzięło udział blisko 2 mln gości. A dzięki konsekwentnie realizowanej strategii i wizji marki arena stała się samofinansującym się przedsiębiorstwem. Po raz pierwszy w historii stadion nie pobrał dotacji z budżetu państwa.

Obecnie Narodowy wynajęła UEFA, by zorganizować finał Ligi Europy. Jedno z dwóch najważniejszych spotkań piłkarskich organizowanych w tym roku na świecie odbędzie już 27 maja.

Korzystanie ze smartfonów a zdrowy sen

Wertowanie elektronicznej poczty, odwiedzanie serwisów społecznościowych lub czytanie newsów w telefonie czy tablecie to już dla wielu stały rytuał przed snem. Nie każdy jednak ma świadomość jak te czynności wpływają na jakość naszego wypoczynku.

Jakość i długość snu mają ogromny wpływ na samopoczucie i kondycję następnego dnia. To właśnie w trakcie nocnego wypoczynku nasz organizm robi coś w rodzaju przeglądu wszystkich systemów, naprawiając ewentualne usterki. Powinniśmy mu ten proces ułatwiać, dbając o odpowiednią higienę snu. Zrobimy to zapominając o serfowaniu po ulubionych stronach tuż przed zaśnięciem.

Wyświetlacze na cenzurowanym

Melatonina to główny sprzymierzeniec snu. Produkcja tego hormonu jest organizmowi wręcz niezbędna do zasypiania. Tymczasem wpatrując się w jasne ekrany urządzeń mobilnych, skutecznie hamujemy proces wytwarzania melatoniny. Głównym winowajcą jest niebieskie światło. W naturze, jego najsilniejsza emisja występuje w godzinach porannych i to właśnie ono daje do mózgu sygnał „czas wstawać, już rano…!”. Ekrany w smartfonach, tabletach czy komputerach emitują właśnie ten rodzaj światła, skutecznie zaburzając nasz rytm biologiczny.

Nie rób z sypialni miejsca do pracy

Oczywiście to głównie niebieskie światło, hamujące proces produkcji melatoniny, wpływa na zaburzenia snu. Jednak to nie jedyny powód, dla którego powinniśmy zapomnieć o korzystaniu z urządzeń mobilnych przed zaśnięciem. Innym aspektem jest mechanizm, tworzący się w naszych umysłach. Sypialnia zamiast miejsca utożsamianego wyłącznie z wypoczynkiem, coraz częściej staje się przestrzenią, w której nasz mózg jest stymulowany do dalszej aktywności i pracy.

Smartfony to nie wszystko

Tak naprawdę ograniczyć korzystanie z urządzeń mobilnych powinniśmy na co najmniej godzinę przed snem. Jednak to tylko jeden z elementów dbania o komfort spania. Nie zapominajmy o takich czynnościach jak wywietrzenie sypialni czy zjedzenie lekkiej kolacji, najlepiej popijając posiłek ziołową herbatką. Zdrowy sen może nam zapewnić także dobry materac – Jeżeli chcemy budzić się z uśmiechem powinniśmy zainwestować w wysokiej jakość materac, który będzie nam służył przez lata. Wybierając ten odpowiedni, zwróćmy uwagę na jego twardość i rodzaj wypełnienia. Dobrym sprawdzeniem tego pierwszego kryterium jest prosty test, polegający na wsunięciu rozłożonej dłoni pod plecy podczas leżenia na materacu na wznak. Jeśli ręka wsunie się stawiając lekki opór, będziemy mieli pewność, że nasz kręgosłup zyska odpowiednie podparcie ­– tłumaczy Tomasz Goc, Dyrektor Handlowy Fabryki Materacy Janpol.

Ubezpieczenia najszybciej rozwijającym się segmentem na rynku prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce

W latach 2015-2020 polski rynek prywatnej opieki zdrowotnej będzie rósł w tempie około 7% średniorocznie, a ubezpieczenia zdrowotnej będą najszybciej rozwijającym się segmentem rynku, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020.

Stabilny wzrost rynku

Dynamika rynku prywatnej opieki medycznej będzie wzrastać w kolejnych latach, w związku ze stopniową poprawą ogólnej sytuacji ekonomicznej. Pozytywnie na rynek wpływać będą zwłaszcza wzrost PKB, wzrost konsumpcji prywatnej, wzrost średnich miesięcznych wynagrodzeń oraz spadek bezrobocia. Mimo nieco niższych niż we wcześniejszych latach dynamik wzrostu rynku abonamentów i ubezpieczeń zdrowotnych w latach 2017-2020, wzrost całkowitego rynku prywatnej opieki zdrowotnej nie zostanie zatrzymany, głównie za sprawą silnej dynamiki przewidywanej dla wydatków ponoszonych przez pacjentów z własnej kieszeni właśnie w tych latach.

Ubezpieczenia zdrowotne: wzrost pomimo braku bodźców

Rynek ubezpieczeń zdrowotnych, jako niedojrzały i uzależniony od czynników makroekonomicznych, zanotował wyraźne zahamowanie dynamiki wzrostu w roku 2013 w stosunku do lat poprzednich. Historyczne dane pokazują bardzo duże wahania dynamiki rynku w tym segmencie. Wynika to z niskiej bazy, która z jednej strony umożliwia generowanie dużo wyższych dynamik niż w przypadku abonamentów, ale z drugiej strony powoduje to, że jednorazowe czynniki (np. wprowadzenie przez daną firmę polis zdrowotnych do oferty lub poszerzenie oferty w tym zakresie), powodują silne wahania.

W naszej opinii, popartej także opinią firm, z którymi przeprowadziliśmy wywiady na potrzeby tego raportu, żadne istotne zmiany prawne nie nastąpią co najmniej w ciągu najbliższych 2-3 lat. Wynika to z faktu, iż w momencie przygotowywania raportu nie były prowadzone żadne prace nad ustawą o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych.

W latach 2015-2016, w sytuacji braku prawnych uwarunkowań rynku oraz niskiej bazy największy wpływ na rozwój rynku dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych będą miały czynniki makroekonomiczne. Dopóki rynek ubezpieczeń nie nasyci się, czynniki makroekonomiczne będą na niego wpływać w największym stopniu. Lata 2017-2020 to także okres dobrych prognoz makroekonomicznych. Należy spodziewać się wtedy osiągnięcia przez rynek pewnej stabilizacji i częściowego uniezależnienia się od czynników makroekonomicznych. Dlatego, mimo prognoz, które przewidują dalszy spadek bezrobocia w analizowanym okresie, nasycenie rynku spowoduje wtedy wyhamowanie dynamiki jego wzrostu.

Abonamenty medyczne niezagrożone

Pomimo szybkiego rozwoju segmentu ubezpieczeń zdrowotnych, na rynku prywatnej opieki medycznej w najbliższych latach nadal będą dominowały usługi abonamentowe. Rozwojowi tego sektora sprzyja brak mocnych perspektyw dla segmentu ubezpieczeń zdrowotnych. Dlatego też w najbliższych latach rozwojowi usług abonamentowych nie powinien zagrozić plan wejścia firm ubezpieczeniowych w sektor opieki zdrowotnej. Motorem rozwoju, podobnie jak w poprzednich latach, będą ponadto: bardzo dobry marketing oraz zaplecze techniczne firm medycznych, którym udało się w sposób bardziej efektywny niż towarzystwom ubezpieczeniowym dotrzeć do najważniejszych potencjalnych klientów (pracodawców), a także wzrastająca świadomość zdrowotna w społeczeństwie.

W dwucyfrowym tempie będą rozwijały się usługi FFS (fee-for-service, świadczenia płatne bezpośrednio z własnej kieszeni). W obliczu niedoboru podaży usług publicznej służby zdrowia i rosnących kolejek do specjalistów w ramach abonamentów medycznych lub DUZ oraz braku perspektyw na rozwiązanie tych problemów, rośnie chęć Polaków (zwłaszcza tych zamożniejszych) do prywatnego opłacania wizyt lekarskich, pobytów w szpitalu i usług rehabilitacyjnych. Dużą rolę w rozwoju tego segmentu ma przede wszystkim zależność od płac i dochodów.

Wyjaśnienia metodologiczne

Na wartość rynku składają się wydatki na leki i nieleki z kieszeni pacjenta, usługi rehabilitacyjne, badania diagnostyczne i wizyty lekarskie opłacane z własnej kieszeni, abonamenty oferowane przez firmy medyczne wraz z usługami medycyny pracy, ubezpieczenia zdrowotne oferowane przez towarzystwa ubezpieczeniowe, opłaty w szarej strefie, np. „dowody wdzięczności” dla lekarzy oraz inne opłaty ponoszone bezpośrednio z kieszeni pacjenta.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce 2015.

Jak zarobić na rolnictwie?

Dzięki wielomiliardowym dotacjom do polskiego rolnictwa popłynął strumień pieniędzy. Jak skierować środki finansowe obracające się w branży do swojego portfela? Sprzedając rolnikom to, czego potrzebują.

W ciągu 10 lat obecności naszego kraju w Unii Europejskiej polscy rolnicy otrzymali 97 mld zł dopłat. Środki te były przeznaczane na wymianę parku maszynowego, zakup ziemi, przebudowę budynków gospodarskich, nowe technologie pracy w uprawach, nawozy. Co roku o fundusze stara się około 1,4 mln rodzimych właścicieli gruntów rolnych. Po raz pierwszy w historii do polskiego rolnictwa, przemysłu przetwórczego i na tereny wiejskie popłynął tak duży strumień pieniędzy na modernizację, rozwój i poprawę warunków życia. Zniknął też mit zacofania polskiego rolnika, który jeszcze w latach 80. większość prac wykonywał ręcznie. Zmieniła się mentalność – właściciele gospodarstw zaczęli traktować je jako firmy, które muszą się dostosować do rynku.

Do tej pory za unijne pieniądze rolnicy kupili 36 tys. ciągników, przeszło 228 tys. maszyn i urządzeń rolniczych, zrealizowani ponad 3,1 tys. inwestycji budowlanych. A nie jest to bilans ostateczny.

Zmiany w rolnictwie pociągnęły za sobą rozwój i zmiany w strukturze placówek handlowych, które odpowiedziały na potrzeby tego sektora i dostosowały się do jego wymagań. Kto zatem zarabia na rolnictwie? Niewątpliwie specjalistyczne sklepy oferujące części zamienne do maszyn rolniczych, ciągników, hydraulikę siłową, artykuły do produkcji zwierzęcej, ogumienie, koła, akumulatory i akcesoria. W rolnictwie potrzebna jest też specjalistyczna odzież i obuwie oraz artykuły związane z ochroną osobistą.

Nie ma handlu bez zaopatrzenia

Sklep GRENE
Wyznacznikiem sukcesu w tej branży jest przede wszystkim stały dostęp do wysokiej jakości towarów w konkurencyjnych cenach i umiejętne zarządzanie punktem handlowym. Przykładem jest tu sieć specjalistycznych sklepów technicznego zaopatrzenia rolnictwa, przemysłu i ogrodnictwa działająca pod marką GRENE.

Historia działalności marki w Polsce sięga blisko 19 lat, kiedy na gruncie przekształcających się przedsiębiorstw wywodzących się z punktów handlowych Agroma zrodziła się idea profesjonalnego sklepu skupiającego wokół siebie lokalną społeczność rolników, ogrodników oraz zwykłych działkowców.

Pod marką GRENE działają obecnie 92 sklepy własne i 34 franczyzowe. Planuje się, że do końca 2018 roku sieć będzie liczyć łącznie 220 placówek. Kompleksowe know-how zdobyte przez lata prowadzenia i rozwoju sieci detalicznej jest na tyle dopracowane, że firma chce dzielić się doświadczeniem i rozwija sieć franczyzową.

– Rozwój naszej sieci nie byłby tak dynamiczny, gdyby nie fakt, że korzystamy ze wsparcia firmy Kramp, która jest największą w Polsce i Europie firmą zajmującą się hurtową sprzedażą części zamiennych i technicznego zaopatrzenia rolnictwa. Dzięki współpracy z nowoczesnym magazynem logistycznym w Modle Królewskiej k/Konina jesteśmy w stanie dostarczyć produkt z oferty ponad 700 tys. pozycji w przeciągu 24-72 godzin od momentu złożenia zamówienia – mówi Leszek Niewiedziała, Kierownik Działu Franczyzy GRENE.

Znasz się na ciągnikach? Poradzisz sobie w biznesie

Sklep GRENE - Paweł i Karol
Według relacji przedstawiciela sieci, w tym biznesie doskonale się sprawdzą osoby mające doświadczenie w sektorze rolniczym – ktoś, kto zna branżę od podszewki. Właściciel sklepu GRENE jest jednocześnie kierownikiem, sprzedawcą i doradcą w swojej placówce. Oczywiście samo to, że ktoś zna branżę i ma kapitał na rozkręcenie biznesu nie gwarantuje sukcesu.

– Może się nie powieść tym, którzy prowadzą kilka firm jednocześnie i zamiast skupić się na prowadzeniu sklepu koncentrują się na innych swoich biznesach. Sklepu GRENE nie da się bowiem prowadzić „przy okazji”. Najczęściej popełnianym błędem jest też to, że właściciel sklepu nie wyznacza osoby odpowiedzialnej za kierowanie punktem handlowym – przestrzega Leszek Niewiedziała.

Nie jest to też biznes dla tych, którzy spodziewają się szybkiego zysku. Potencjalni franczyzobiorcy w Polsce są bardzo niecierpliwi i oczekują szybkiego zwrotu z inwestycji. Jak wynika z sondy portalu franczyzawpolsce.pl aż 60% jej uczestników uważa, że półtora roku powinno wystarczyć by zainwestowane we franczyzowy biznes środki się zwróciły. W przypadku franczyzy GRENE zwrot z inwestycji następuje w trzecim lub czwartym roku działalności sklepu.

– Oszacowując okres zwrotu inwestycji uwzględniamy, między innymi, wydatki poniesione w związku z dostosowaniem istniejącego lokalu. Umowa franczyzy jest podpisywana na okres pięciu lat. Opłata za przystąpienie do systemu to koszt 20 tys. zł. Przy przedłużeniu umowy ta opłata już nie występuje. Do kosztów inwestycyjnych należy również zaliczyć wartość pierwszego zatowarowania sklepu, która kształtuje się na poziomie 200 – 250 tys. złotych netto – tłumaczy Leszek Niewiedziała.

Firma cały czas prowadzi rekrutację kandydatów na franczyzobiorców. Współpraca z nią gwarantuje efektywne wykorzystanie kapitału i znacznie zmniejsza ryzyko związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Szukając lokalizację warto wziąć pod uwagę bliskie sąsiedztwo stacji kontroli pojazdów, stacji paliw, sklepu budowlanego czy myjni samochodowej. Preferowane są lokale parterowe, na jednej kondygnacji.

Analizując rynek można stwierdzić, że system franczyzowy sklepów rolniczo – technicznych GRENE to jedyny w tej branży, zapewniający model bezpiecznej współpracy, za którego budową i rozwojem stoi silna grupa kapitałowa. Franczyzodawca zapewnia siłę marki, marketing, atrakcyjne ceny zakupu i szeroki asortyment towarów oraz szereg innych ważnych z punktu widzenia działalności gospodarczej narzędzi. Potwierdzają to franczyzobiorcy GRENE, którzy decydują się na dalsze kroki w tym biznesie.

– Od lat istniejemy na lokalnym rynku rolniczym. Biznes ten znamy i nim żyjemy. Chcieliśmy od dawna rozwijać się dalej, dlatego nasz wybór padł na rozpoznawalną w sektorze rolniczym markę – opowiada Leszek Pietrasik, właściciel sklepu GRENE w Szprotawie. Powodzenie tej placówki, popularność wśród lokalnej społeczności i wsparcie GRENE sprawiły, że przedsiębiorca zdecydował się na drugi sklep i w kwietniu tego roku uruchomił kolejny punkt franczyzowy w Nowej Soli.

Mama na rynku pracy

Jak wynika z badania Pracuj.pl „Specjaliści na rynku pracy” dla niemal 40% aktywnych zawodowo kobiet równowaga między pracą a życiem osobistym jest istotna przy wyborze nowego pracodawcy, a dla 13% brak takiej równowagi jest powodem dla którego poszukują nowej pracy. Pracuj.pl sprawdził czego jeszcze kobiety oczekują od pracodawcy i na jakie udogodnienia mogą liczyć pracujące mamy.

Kobiety oczekują dobrych zarobków – i to właśnie zarobki są, jak wynika z badania Specjaliści na ryku pracy 2014, kluczowym czynnikiem zachęcającym je do poszukiwania czy zmiany pracy. Jak wynika z cytowanego badania aż 72% pracujących pań wskazuje na zarobki jako na decydujący przy wyborze nowego pracodawcy czynnik. Ale wskazują także na wiele innych aspektów które są dla nich istotne w pracy, należą do nich: elastyczny czas pracy – na który wskazało 18% badanych kobiet oraz dodatkowe benefity oferowane przez pracodawcę – ważne dla 17% respondentek oraz wspomniana wcześniej równowaga między pracą i życiem osobistym.

 Pracodawcy dla rodziców

Wielu pracodawców uważa, że pracujące matki posiadają umiejętności, które wyróżniają je na rynku pracy. Umiejętność godzenia wielu sprzecznych interesów, szybkość reagowania, elastyczność, wielozadaniowość – to tylko niektóre z cech rozwijanych przez mamy na co dzień w domu, które przeniesione na grunt zawodowy okazują się bardzo przydatne.

Dlatego też wiele firm czeka na mamy powracające po urlopach macierzyńskich oferując im ułatwienia w powrocie do pracy oraz dodatkowe przywileje ułatwiające godzenie pracy zawodowej z rodzicielstwem. Taką firmą jest na przykład Skandia Życie, w której duży nacisk kładzie się na respektowanie potrzeb matek i ojców. Z poziomu pracodawcy czekamy na powrót rodziców z urlopów macierzyńskich, dzięki czemu mają komfort powrotu do pracy niezależnie od czasu trwania nieobecności. Przed urlopem macierzyńskim udzielamy mamom pełnej informacji o przysługujących prawach i obowiązkach, a w czasie urlopów macierzyńskich – utrzymujemy kontakt z rodzicami. Nie zapominamy o ojcach, których również informujemy o ich uprawnieniach związanych z rodzicielstwem – opowiada Małgorzata Woody, Dyrektor Departamentu Zarządzania Zasobami Ludzkimi, Skandia Życie.

Skandia zapewnia także możliwość korzystania z opieki medycznej, nawet na urlopach wychowawczych. Po powrocie rodzica do pracy jesteśmy elastyczni w dostosowaniu godzin rozpoczynania i kończenia pracy oraz przy planowaniu urlopów. Organizujemy również imprezy z okazji Dnia Dziecka, na których pracownicy-rodzice i ich pociechy mogą wspólnie spędzać czas, biorąc udział w atrakcyjnych zabawach. Wielu naszych pracowników uczestniczy również z rodzinami w wydarzeniach sportowych współorganizowanych przez Skandię, aktywnie spędzając czas – dodaje Małgorzata Woody ze Skandii.

 O kobiety w ciąży i młode mamy w wyjątkowy sposób dba także grupa Beiersdorf w Polsce w skład, której wchodzą m.in. NIVEA Polska. – W naszej firmie wprowadziliśmy program „Working Parents”, który obejmuje m.in. możliwość częściowego przeorganizowania swoich obowiązków na czas ciąży, skorzystania z opcji elastycznego czasu pracy lub z możliwości tzw. stopniowego powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim. Ponadto rodzicom przysługują dwa dodatkowe, płatne dni wolne w roku. Udogodnieniem dla kobiet w ciąży jest również możliwość korzystania ze specjalnego miejsca parkingowego położonego blisko wejścia do biura, a dla kobiet w ciąży i młodych mam przygotowano odpowiednio wyposażony pokój odpoczynku. NIVEA jako pierwszy pracodawca w Poznaniu otworzyła firmowe przedszkole z bogatym programem edukacyjnym. mówi Małgorzata Biwan, Compensation & Personnel Administration Manager w grupie Beiersdorf.

Jak wynika z analiz Pracuj.pl pracodawcy mogą na wiele sposobów pomóc pracującym mamom w godzeniu życia zawodowego z prywatnym.  Bardzo ważne są ułatwienia w powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim czyli możliwość powolnego wdrażania się w obowiązki. Pomaga w tym elastyczny czas pracy, możliwość pracy z domu czy praca w niepełnym wymiarze etatu. Istotne jest także utrzymywanie relacji z mamą w trakcie jej urlopu macierzyńskiego dzięki czemu jest ona na bieżąco z życiem firmy. Są przedsiębiorstwa, prowadzące żłobki czy przedszkola dla dzieci pracowników, które funkcjonują w godzinach pracy rodzica, inne dofinansowują pracownikom żłobki i przedszkola dla dzieci – każde z tych rozwiązań ułatwia mamom godzenie pracy z życiem osobistym. Coraz więcej firm oferuje kobietom w ciąży czy młodym mamom pokoje odpoczynku czy specjalne miejsca parkingowe. Wiele przedsiębiorstw umożliwia także objecie całej rodziny abonamentem medycznym, co nie jest bez znaczenia dla pracujących rodziców.

Cytowanie danych za podaniem źródła: Badanie Pracuj.pl Specjaliści na rynku pracy

Badanie Specjaliści na rynku pracy zostało przeprowadzone przez portal Pracuj.pl metodą ankiety dostępnej online na grupie 4656 osób z min. 2-letnim doświadczeniem na rynku pracy, pracujących na stanowiskach specjalistycznych, menadżerskich i wyższych. Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2014 r.

Inter Cars w br. stawia na samochody ciężarowe i zapowiada wzrost przychodów Grupy Kapitałowej o 8-12 proc.

Robert Kierzek, prezes zarządu dystrybutora części samochodowych, spółki Inter Cars
Robert Kierzek, prezes zarządu dystrybutora części samochodowych, spółki Inter Cars

Inter Cars spodziewa się, że w br. przychody Grupy Kapitałowej wzrosną o około 8-12 proc. Spółka chce przede wszystkim skorzystać z dynamicznie rosnącego popytu na samochody dostawcze. Strategicznym celem firmy jest zwiększanie sieci dystrybucji, w tym głównie za granicą. Już połowie przyszłego roku powinna zakończyć się budowa nowego centrum logistycznego w Zakroczymiu koło Warszawy.

W br. nastawiamy się głównie na wzrosty w segmencie samochodów ciężarowych i segmencie opon – mówi agencji Newseria Inwestor Robert Kierzek, prezes zarządu dystrybutora części samochodowych, spółki Inter Cars. – Rynek części do aut osobowych jest mocno nasycony, panuje też na nim duża konkurencja, więc tutaj o spektakularne wzrosty będzie trudno. Dalej jednak planujemy rosnąć szybciej niż rynek. Przewidujemy, że całej Grupy Kapitałowej uda się zrealizować wzrost między 8 a 12 proc.

Według Polskiego Związku Przemysły Motoryzacyjnego (PZPM) w kwietniu br. zarejestrowano 32554 nowych samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 t, o 3,9 proc. więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej i mniej o 15,1 proc. niż w marcu. Liczba nowych aut osobowych powiększyła się o 28526 samochodów, czemu sprzyjała, jak oceniają analitycy PZPM, korzysta sytuacja gospodarcza. Po dwóch miesiącach spadków odnotowano zatem niewielki wzrost nowych rejestracji (o 1,7 proc.) wobec tego samego miesiąca rok wcześniej.

Bardziej dynamicznie rozwija się rynek samochodów dostawczych (do 3,5 tony). Tempo wzrostu w tej części (w stosunku do kwietnia ub.r.) przekroczyło jedną piątą (22,4 proc.). W kwietniu br. zarejestrowano łącznie 4028 tego rodzaju pojazdów. Zgodnie z sezonowym trendem było to mniej niż w poprzednim miesiącu (o 15,2 proc.), jednak od początku roku w tej grupie rejestracji umacnia się dobra koniunktura i po czterech miesiącach tempo zmiany wynosi już 15,8 proc. Do klientów trafiło 15914 pojazdów.

Wzrosty spółki w segmencie samochodów o ładowności masie 3,5 t  na pewno będą dwucyfrowe – zapowiada Robert Kierzek. – Trudno mi jednak dokładnie w tej chwili coś prognozować. Poczyniliśmy natomiast sporo inwestycji zarówno w towar, jak i struktury sprzedaży. To wszystko powinno zaowocować znacznie wyższymi wzrostami niż w naszym naturalnym segmencie, którym są części do aut osobowych.

Inter Cars jest największym w Polsce importerem i dystrybutorem elementów zamiennych do samochodów. Oferta firmy obejmuje również wyposażenie warsztatowe, w szczególności urządzenia do obsługi i naprawy samochodów oraz części do motocykli i tuningu. Spółka ma ponad 310 filii, w tym 172  w kraju. Strategiczne cele tej firmy to rozwój sieci dystrybucji oraz ciągłe usprawnianie procesów logistycznych.

Zagranica rozwija się dużo dynamiczniej, w związku z tym rozwój sieci filialnej będzie tam zdecydowanie większy niż na rynku wewnętrznym – zapowiada prezes Inter Cars. – W kraju jesteśmy obecni we wszystkich dużych miastach. W wielu z nich jest po kilka naszych filii, więc teraz przyszedł czas na mniejsze miejscowości, mające kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Nasza najnowsza filia została otwarta w podkarpackim Jarosławiu.

W Polsce Grupa posiada magazyn centralny w Czosnowie oraz trzy Regionalne Centra Dystrybucji. Sprawna sieć logistyczna umożliwiała dotąd wzrost sprzedaży, ale posiadany dotychczas potencjał logistyczny (powierzchnie magazynowe, technologie logistyczne oraz systemy informatyczne) mógł stanowić barierę dla dalszego rozwoju. Dlatego ILS, spółka logistyczna Grupy, buduje w niedalekim  Zakroczymiu, w pobliżu Lotniska Warszawa-Modlin, Centrum Logistyczne, która ma stworzyć 200 nowych miejsc pracy. Nowa placówka będzie obsługiwać przyjmowanie towarów od dostawców, realizację zamówień, wydań, konfekcjonowania i zwrotów oraz obsługę przeładunków cross-docking. Inwestycja pochłonie ponad 150 mln złotych, dając 40 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. W środę 27 maja odbędzie się podpisanie aktu erekcyjnego pod tę inwestycję.

Jest to nasze największe zadanie inwestycyjne w ostatnich latach, budowa już się zaczęła, w tej chwili trwają prace nad konstrukcją hali – zauważa prezes Kierzek. – Plan mamy ambitny: chcemy skończyć inwestycję w połowie przyszłego roku. Będzie to najnowocześniejsze centrum logistyczne dystrybucji części zamiennych w Europie połączone z rozwiązaniami logistyki wewnątrzmagazynowej, jakiej w tej branży jeszcze nikt nie ma.

Mimo inwestycji Inter Cars nie zamierza zmieniać polityki dywidendowej i dzielić się choć częścią zysku z akcjonariuszami. Rada Nadzorcza zatwierdziła wypłatę udziałowcom 10 z 95,7 mln zł zysku za ubiegły rok.

– Dynamiczny rozwój wymaga dostępu do środków finansowych. Oczywiście korzystamy z finansowania zewnętrznego w momencie, kiedy są ku temu  przesłanki. Natomiast wydaje się, że polityka dywidendowa, którą firma od paru lat stosuję, jest polityką dobrą, bo budzi dodatkowe zaufanie akcjonariuszy do naszej półki – przekonuje Kierzek.

Po pierwszym kwartale br. przychody Grupy Inter Cars wyniosły 982,5 mln zł i były wyższe o około 12 proc. niż w tym samym okresie 2014 roku. Spółka wypracowała zysk netto w wysokości 35,8 mln wobec 33,4 mln zł przed rokiem.

Rubel i ropa to para, która nie będzie na razie drożeć. Pokój na Ukrainie jest kluczem do umocnienia rosyjskiej waluty

Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus
Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus

Rubel, choć odrobił w ostatnich miesiącach część strat z 2014 roku, dalej już drożeć nie powinien. Dopóki ropa jest tania, a sytuacja na Ukrainie napięta, dopóty rosyjska waluta pozostanie na obecnym poziomie.

– Rubel jest bardzo ciekawą walutą, ponieważ jest bardzo mocno związany z rynkiem surowcowym mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus. Gdybyśmy sobie na jednym wykresie nałożyli wykres cen ropy i wykres cen rubla, to się okazałoby, że drożejąca ropa jest korzystna dla rubla i vice versa. Jeżeli ropa tanieje, rubel się osłabia. Od stycznia tego roku mamy do czynienia ze stopniowym wzrostem cen ropy, a więc również rubel zaczyna bardzo wyraźnie odrabiać straty z ubiegłego roku.

Rosyjska gospodarka w ogromniej mierze opiera się na sprzedaży ropy naftowej. Niskie ceny surowców na rynkach oznaczają, że w rosyjskim budżecie brakuje pieniędzy. Nie zarabiają ich też rosyjskie firmy ani obywatele. Tymczasem baryłka ropy kosztuje dziś niespełna w granicach 57-66 dolarów. I to ropa Ural, sprzedawana przez Rosję, jest obecnie najtańsza. Dzisiejsza cena jest wprawdzie trochę lepsza dla Rosjan niż notowane w styczniu 45 dolarów, ale daleka od ponad 115 dolarów z wiosny 2013 roku.

Przed zajęciem Krymu przez wojska rosyjskie za jedno euro trzeba było zapłacić 45 rubli. Po rozpoczęciu wojny rosyjska waluta systematycznie traciła na wartości i w styczniu 2015 euro kosztowało już 78 rubli. Dopiero negocjacje pokojowe i podpisanie mińskiego zawieszenia broni uspokoiły inwestorów. Obecnie za europejską walutę płaci się ok. 55 rubli, choć kilka dni temu doniesienia o ostrzelaniu miasta Maripol przez Rosjan natychmiast osłabiły na chwilę ich walutę.

Na początku tego roku paradoksalnie inwestycje w rublu wyglądały bardzo atrakcyjnie – zwraca uwagę Marcin Mróz. Mieliśmy kraj, w którym waluta w ubiegłym roku przeceniła się prawie dwukrotnie. Mieliśmy kraj o wysokim poziomie stóp procentowych, więc dla inwestorów zdecydowanych na wysokie ryzyko, a jednocześnie polujących na wysokie stopy zwrotu rubel był bardzo atrakcyjnym rynkiem.

Obecnie Rosja korzysta z premii za miński rozejm.

Złożywszy to razem z wyższymi cenami ropy i zarazem trochę z wygasaniem konfliktu na Ukrainie, wszystko to razem przyczyniło się do tego, że mamy do czynienia ze stopniowym odrabianiem strat przez rubla ocenia główny ekonomista Grupy Copernicus. I moim zdaniem recepta na najbliższą przyszłość dla przewidujących rosyjską walutę jest bardzo prosta: patrzmy na to, co się będzie działo z cenami ropy. Jeżeli będą rosły, to również rubel będzie się umacniał.

To, co będzie się działo z rosyjską walutą w najbliższych miesiącach, zależy więc od jej relacji z Ukrainą oraz podaży ropy na światowych rynkach. A sytuacja na rynku ropy w dużej mierze zależy od Amerykanów, którzy po zaatakowaniu Ukrainy zwiększyli sprzedaż swojej ropy, by odebrać Moskwie sporą część dochodów z eksportu.

Naturalnie przechodzimy do kolejnego punktu, czyli tego, co może się dziać z cenami ropy – podkreśla Marcin Mróz z Grupy Copernicus. Moim zdaniem pole do dalszego wzrostu cen tego surowca przy dużej nadpodaży ropy na rynkach światowych jest bardzo ograniczone, więc jeżeli miałbym zaryzykować prognozę dla rubla na najbliższy czas, raczej widziałbym go w trendzie horyzontalnym. Natomiast dalsze odrabianie strat raczej przełożyłbym na moment, kiedy uspokoi się sytuacja militarna w regionie i inwestorzy dużo przychylniejszym okiem zaczną patrzeć na inwestycje w Rosji.

Sztuka wchodzi do centrów handlowych

0

Współpraca ludzi sztuki i biznesu może rodzić wspaniałe przedsięwzięcia, na których zyskuje przede wszystkim społeczeństwo. Nie każdy z nas ma możliwość podziwiania prac wybitnych artystów w muzeach czy galeriach. Dzięki przedsiębiorcom wysoka sztuka może jednak wychodzić poza nie.

Wielka sztuka zawsze rozwijała się dzięki mecenasom. „Przedsiębiorcy dzisiaj coraz częściej chcą wyrażać sens swojego biznesu przez dzieła sztuki. To bardzo dobra tendencja, która w Polsce rozwija się na wzór tego, co miało miejsce w wielkich europejskich stolicach” – mówi serwisowi infoWire.pl Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie.

Przykładem tego trendu jest – promujące rzeźbiarstwo – przedsięwzięcie „Figury” sieci galerii i centrów handlowych Dekada. Zakłada ono pojawienie się przed obiektami firmy 10 figur wykonanych z brązu, autorstwa prof. Adama Myjaka, rektora warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. „Nasze centra handlowe odwiedzają dziennie tysiące osób. Dodanie elementów sztuki spowoduje, że klienci staną się jej odbiorcami” – zauważa Aleksander Walczak, prezes Dekady. Nie zawsze mamy przecież czas i pieniądze, by odwiedzać muzea i galerie sztuki. Rekompensować powinna nam to przestrzeń miejska. „Sens jest taki, żeby łączyć działalność komercyjną z artystyczną” – dodaje prezes.

„Człowiek to moduł, który zawsze będzie w centrum zainteresowania artystów, a moim w szczególności” – zaznacza prof. Adam Myjak, rektor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, twórca rzeźb, które staną przed galeriami i centrami handlowymi Dekady. „Interpretacja rzeźby jest dowolna. Moja może symbolizować np. »Anioła Biznesu«. Dla mnie najważniejsze było stworzenie optymistycznego i dynamicznego obiektu mającego pozytywnie działać na miejsce, w którym się znajduje, i otoczenie” – mówi artysta.

Zarabiasz więcej? Nie stracisz świadczeń rodzinnych

Przekroczenie progu dochodowego nie będzie już dla rodziny oznaczało utraty zasiłku – 1 stycznia 2016 r. ma wejść w życie nowelizacja Ustawy o świadczeniach rodzinnych.

Obecnie, aby móc otrzymywać zasiłek, przeciętny miesięczny dochód na osobę w rodzinie nie może przekraczać 574 zł (664 zł – jeśli jednym z jej członków jest niepełnosprawne dziecko). Nawet najmniejsze przekroczenie tego progu powoduje utratę prawa do korzystania ze świadczeń. Od przyszłego roku – wraz z wprowadzeniem zasady „Złotówka za złotówkę” – ma się to zmienić.

„W przypadku przekroczenia progu dochodowego świadczenie rodzinne będzie dalej wypłacane, ale jego wysokość zostanie pomniejszona o kwotę, o którą ten próg jest przekraczany” – mówi serwisowi infoWire.pl Minister Pracy i Polityki Społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz. Przykładowo, jeżeli próg jest przewyższany o 100 zł, otrzymywane świadczenie będzie o 100 zł mniejsze. Minimalna kwota zasiłku ma wynosić 20 zł. Co ważne, rodziny, którym przestano wypłacać świadczenia z powodu przekroczenia progu, będą mogły otrzymywać je z powrotem.

Zasada „Złotówka za złotówkę” dotyczy zasiłku rodzinnego i jego dodatków: z tytułu urodzenia dziecka, samotnej opieki nad dzieckiem, opieki nad dzieckiem w okresie korzystania z urlopu wychowawczego, wychowywania dziecka w rodzinie wielodzietnej, kształcenia i rehabilitacji dziecka niepełnosprawnego, rozpoczęcia roku szkolnego, a także podjęcia przez dziecko nauki w szkole poza miejscem zamieszkania.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej szacuje, że w 2016 r. – dzięki wprowadzeniu zmian – ze świadczeń skorzysta dodatkowe 160 tys. rodzin.

AB uruchamia sieć franczyzową Wyspa Skarbów specjalizującą się w sprzedaży zabawek

0

CEO Magazyn Polska

Spółka AB, dystrybutor elektroniki użytkowej oraz rozwiązań z zakresu IT, zapowiada uruchomienie nowej sieci handlowej pod nazwą Wyspa Skarbów, która ma specjalizować się w sprzedaży zabawek. Firma chce wykorzystać swoje doświadczenia, które zdobyła, zarządzając placówkami handlowymi w Europie Środkowej i Wschodniej. Zarząd liczy na konsolidację rynku i zbudowanie sieci, która docelowo będzie obejmować ponad 100 sklepów.

Obecnie mamy 1,5 tys. punktów sprzedaży w Europie Środkowo-Wschodniej w sieci różnego rodzaju franczyz – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Przybyło, prezes spółki AB. – Swoje bogate doświadczenia chcemy teraz wykorzystać także na rynku zabawek. Uruchamiamy więc nową inicjatywę – sieć franczyzową sklepów z zabawkami pod nazwą Wyspa Skarbów.

Nowa struktura ma być głównym ośrodkiem konsolidacji rozdrobnionego obecnie rynku, wartego wg szacunków ok. 2 mld zł. Spółka chce, aby docelowo w skład nowej sieci wchodziło ponad sto sprzedających zabawki placówek handlowych.

– Uważam, że rynek jest bardzo rozdrobniony, dlatego znajdzie się na nim miejsce dla każdego. Chcemy ten rynek konsolidować, w planach mamy na pewno dynamiczny rozwój. Mogę obiecać, że chcemy mieć docelowo ponad 100 sklepów – zapowiada szef AB.

Zgodnie z planami spółki w Magnicach pod Wrocławiem już podczas tegorocznych wakacji ruszyć ma nowe centrum dystrybucyjno-logistyczne przedsiębiorstwa. To jedna z kluczowych inwestycji w ostatnich latach, dzięki której cała grupa ma uzyskać przewagę rynkową pod względem logistyki. Do nowej lokalizacji przeniesiony zostanie nie tylko cały dział magazynowo-logistyczny, lecz także centrala. Nowa siedziba AB będzie mieć 27 tys. mkw. powierzchni, ponad dwa razy więcej niż obecnie.

Centrum było projektowane głównie pod kątem obsługi e-commerce – przypomina prezes Andrzej Przybyło. – Obsługa zwiększonego ruchu w internecie to ogromne wyzwanie przyszłości. Nasze nowe centrum ma nam na to pozwolić. Dzięki niemu będziemy mogli jeszcze intensywniej się rozwijać, bo planujemy przepustowość na poziomie około 120 tys. paczek dziennie. Sercem tego systemu jest oczywiście automatyka magazynowa, wielopoziomowe antresole z dużą wydajnością, czyli ruch w zasadzie zautomatyzowany.

Rynek dystrybucji elektroniki użytkowej i rozwiązań z zakresu IT, jak wskazuje prezes zarządu spółki AB, charakteryzuje się dużą sezonowością. Największe przychody firmy na nim działające osiągają w ostatnim kwartale roku.

Staramy się uniezależnić od tego trendu, dlatego działamy w wielu segmentach: na rynku telekomunikacyjnym, SMB [małe i średnie przedsiębiorstwa – red.], w segmencie dużych projektów oraz przetargów – tłumaczy Andrzej Przybyło. – Jako broadliner [firma zwiększająca przychody dzięki konsolidacji rynku – red.] jesteśmy bardziej niezależni od trendów i wahań. Widzimy dla siebie dużą szansę na przyszły rozwój, bo tutaj rynek będzie na pewno lepiej się rozwijał niż na przykład w Stanach Zjednoczonych.

Podczas pierwszych trzech kwartałów rozpoczętego rok temu w lipcu roku obrotowego przychody Grupy Kapitałowej AB wyniosły blisko 5,27 mld zł i były o ponad 1 mld zł wyższe niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Firma zarobiła netto 54,2 mln zł wobec 44,9 mln zł rok wcześniej.

M. Szczurek: po zdjęciu procedury nadmiernego deficytu nadal będziemy trzymać finanse publiczne w ryzach

CEO Magazyn Polska

Zdjęcie z Polski procedury nadmiernego deficytu nie oznacza, że możliwe będzie znaczące zwiększanie wydatków czy cięcie podatków – przekonuje minister finansów Mateusz Szczurek i zapowiada, że działania resortu będą nakierowane na równoważenie budżetu. Przyznaje jednak, że tempo redukcji deficytu może teraz nieco wyhamować.

To nie jest tak, że będąc poza procedurą nadmiernego deficytu, możemy sobie pozwolić na dowolne wydatki czy dowolne cięcia podatków. Bardzo dobrze byłoby, gdyby było to możliwe, ale obowiązek pilnowania finansów publicznych i trzymania w ryzach deficytu cały czas na Polsce i zarządzających polską gospodarką ciąży – mówi agencji informacyjnej Newseria minister finansów Mateusz Szczurek.

Po rekomendacji Komisji Europejskiej dotyczącej zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu (musi ją jeszcze zatwierdzić w połowie czerwca Rada UE) pojawiła się możliwość rozluźnienia polityki budżetowej, która od 2009 r. musiała być nastawiona przede wszystkim na szybką redukcję długu.

Otwiera to drogę do obniżki podatku VAT, wzrostu kwoty wolnej od podatku czy podwyżek płac w budżetówce. Szczurek przestrzega jednak, by nie liczyć na szybkie zmiany i odwrót od polityki ograniczania zadłużania.

Tempo obniżania deficytu może być nieco mniejsze niż w przeszłości, ale cały czas każdy wydatek musi mieć swoje finansowanie po to, by nie zostawiać naszym dzieciom zbyt dużego zadłużenia – mówi Szczurek.

Procedura nadmiernego deficytu jest nakładana przez UE na kraje, których deficyt przekracza 3 proc. PKB. Na Polskę została nałożona w 2009 r., kiedy to deficyt sektora finansów publicznych wynosił 7,4 proc. PKB. Rok później sięgnął nawet 7,9 proc.

Szczurek podkreśla jednak, że w ciągu ostatnich lat polski rząd stopniowo redukował deficyt. W 2013 sprowadzono go do 4 proc. PKB, a w ubiegłym roku spadł do 3,2 proc. W tym ma być poniżej 3 proc. Właśnie ta konsekwentna polityka została doceniona przez Komisję Europejska. Jak ocenia minister finansów, taki sposób ograniczenia deficytu nie spowolnił gospodarki.

Z jednej strony, zawsze mieliśmy na względzie stabilność finansów publicznych, bo bez niej nie można mówić o jakimkolwiek rozwoju, finansowaniu działalności inwestycyjnej czy tanich kredytach. Z drugiej strony, proces obniżania deficytu był stopniowy, przyjazny dla wzrostu gospodarczego, czego dowodem są wyniki i wzrost PKB w ciągu ostatnich 8 lat 24-proc.wzrost – tłumaczy Szczurek.

Równocześnie z Polską Komisja Europejska zarekomendowała zdjęcie procedury z Malty. Cały czas objęte jest nią dziewięć krajów: Chorwacja, Cypr, Portugalia, Słowenia, Francja, Irlandia, Grecja, Hiszpania i Wielka Brytania.

Rosną szanse, że polska wieprzowina wróci na azjatyckie rynki

CEO Magazyn Polska

Agencja weterynaryjna w Singapurze zadecydowała o zniesieniu embarga na polską wieprzowinę. Polska branża mięsna liczy na to, że kolejne azjatyckie kraje pójdą w ślad za Singapurem. Minister rolnictwa zapewnia, że trwają intensywne uzgodnienia z Chinami i Japonią. Straty branży wynikające z trwającego od lutego 2014 roku zakazu eksportu wieprzowiny do krajów azjatyckich liczone są co najmniej w setkach milionów złotych.

Jak wynika z danych Agencji Rynku Rolnego, w ubiegłym roku eksport mięsa wieprzowego był o 15 proc. mniejszy niż rok wcześniej (spadek z 444 tys. ton do 380 tys. ton), a jego wartość spadła o jedną czwartą (z 925 mln euro do 699 mln euro). To efekt zarówno embarga rosyjskiego na produkty z UE, jak i zakazu importu nałożonego przez państwa azjatyckie z uwagi na wykrycie przypadków afrykańskiego pomoru świń (ASF) w lutym 2014 roku.

Trudno przeliczyć i powiedzieć jednoznacznie, że z powodu zamkniętego rynku rosyjskiego tracimy tyle, a z powodu chińskiego tyle. Wiemy jednak, że Polska branża mięsna traci na zamkniętych rynkach, a straty są liczone w setkach milionów złotych, jeśli nie miliardach złotych, bo przecież można ocenić wartość tych rynków i eksportu na nie – mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Wolumen eksportu do państw WNP był około 88 proc. mniejszy niż w 2013 r., a wartość – o 90 proc. mniejsza. Największy spadek odnotowano w eksporcie do Chin, Japonii i Korei Południowej (o 82–85 proc. w odniesieniu do wolumenu i wartości). Początek tego roku również był niezbyt dobry. W styczniu br. eksport żywca, mięsa, tłuszczów i przetworów wieprzowych spadł o 15 proc. rok do roku.

W ubiegły czwartek Singapurska Rządowa Agencja Weterynarii podjęła decyzję o zniesieniu zakazu importu polskiej wieprzowiny. Singapur jest pierwszym i na razie jedynym krajem, który ponownie otworzy rynek. Zdaniem ministra rolnictwa i firm z branży to dobry sygnał dla kolejnych państw azjatyckich.

Wiele czynników będzie miało wpływ na decyzje innych krajów. Po pierwsze, czy OIE, czyli Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt, uzna w Polsce regionalizację [chodzi o dopuszczenie importu z regionów wolnych od ASF – red.], bo to jest podstawą rozmów. Musi być jakiś kraj, który zrobi pierwszy krok i uzna, że nie ma zagrożenia z polskiej strony jeśli chodzi o ASF i uznanie regionalizacji spowoduje, że ten eksport będziemy mogli wznowić do poszczególnych krajów świata – mówi Choiński.

Jak podkreśla resort rolnictwa, jest to efekt intensywnej współpracy przedstawicieli rządu i instytucji ze stroną singapurską. Trwają uzgodnienia z pozostałymi krajami. Pod koniec maja Marek Sawicki udaje się z wizytą do Chin.

– Ta wizyta, miejmy nadzieję, będzie również dotyczyła powrotu polskiej wieprzowiny na rynek chiński. Wizyty na wysokim szczeblu, w których często bierzemy udział, są bardzo potrzebne, bo bez nich nie da się przekonać naszych odbiorców do tego, by powrócili do handlu z nami. One przyczyniają się do otwartość rozmów i często do ich przyspieszenie – podkreśla Witold Choiński.

Azjatyckie rynki są dla polskich producentów bardzo perspektywiczne, bo trafiają na nie produkty, które w Polsce i UE nie są przydatne kulinarnie.

Na tych niskocenowych produktach uzyskiwaliśmy w Chinach dosyć wysokie ceny, czyli na pewno rentowność branży skoczyłaby po otwarciu tego rynku. To oczywiście nie dotyczyłoby wszystkich firm, bo ograniczona ich liczba ma uprawnienia do eksportu na rynek chiński. Dziś jest ich 15. Ale i tak spowodowałoby to pewne rozluźnienie na rynku krajowym. To dotyczy zresztą nie tylko Chin, lecz także Japonii, Tajwanu, Rosji czy Białorusi. Otwarcie każdego rynku spowoduje potencjalnie polepszenie sytuacji i marży dla polskich firm branży mięsnej – podkreśla prezes Związku Polskie Mięso.

W Polsce konieczne są zmiany w systemie opieki, służbie zdrowia i diagnostyce

CEO Magazyn Polska

Polskie społeczeństwo się starzeje. Wraz z rosnącym dobrobytem i rozwojem medycyny Polacy żyją coraz dłużej, ale oznacza to nowe wyzwania. Ludzie powinni zacząć dbać o siebie, by dłużej utrzymać sprawność. Z kolei państwo powinno zadbać o system opieki długoterminowej i profilaktykę.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2014 roku średnio mężczyźni żyli w Polsce 73,8, zaś kobiety – 81,6 roku. Piętnaście lat temu mężczyźni w Polsce żyli średnio 69 lat, a kobiety 78. W porównaniu do połowy ubiegłego stulecia przeciętna długość życia wydłużyła się w zależności od płci o ok. 17-20 lat. Na tle obywateli zachodnich państw Unii Europejskiej Polacy jednak nadal żyją o kilka lat krócej, ale dystans systematycznie maleje. Dodatkowo osoby starsze będą stanowiły coraz większą grupę społeczną. W 2035 roku 23 procent Polaków będzie miało powyżej 65 lat. W 2050 tę granicę przekroczy już co trzeci Polak.

Głównym wyzwaniem, przed którym stoimy, jest starzenie się populacji Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Duszczyk, zastępca dyrektora Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. – Wiemy o tym, że za kilka lub kilkanaście lat będziemy mieli bardzo dużą populację osób starych, które będą wymagały naszego wsparcia.

Dziś chodzi o to, żeby przygotować się do tego wyzwania. Częściowo jest to zadanie społeczeństwa. Trzeba nakłonić osoby w wieku 35-50 lat, by zaczęły w większym stopniu dbać o zdrowie, co pozwoli im pracować i żyć dłużej, a także w lepszej kondycji.

To jest ważna kwestia. Musimy sprawić, by te osoby się częściej badały i częściej identyfikowały swoje ewentualne choroby w początkowym stadium, w którym leczenie jest najszybsze. A jeżeli się to uda już wykryć, to musimy się zastanowić, w jaki sposób zapewnić im bardzo szybki dostęp do służby zdrowia i specjalistów, żeby ta choroba się nie pogłębiała – mówi Maciej Duszczyk.

To z kolei zadanie państwa, by poprawić dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej i promować profilaktykę.

Ważna jest również szybka interpretacja wyników – podkreśla Maciej Duszczyk. – Okres oczekiwania jest kluczowy – czy chory czeka miesiąc, czy dwa, czy pół roku. To powoduje to, że okres w zdrowiu się bardzo skraca, a okres w chorobie bardzo się wydłuża.

Profilaktyka to jednak nie wszystko. Polska musi się też przygotować na pewne zmiany w strukturze społecznej. Z czasem będzie rosła grupa ludzi starszych. Według danych NATPOL 2011 blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia, co oznacza, że nie będzie w stanie pracować do emerytury.

To jest kwestia opieki długoterminowej nad osobami, które funkcjonują w naszym społeczeństwie, ale nie będą w stanie samodzielnie funkcjonować – zauważa ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.

Badania wskazują, że co roku przybywa pacjentów z chorobami przewlekłymi. Chorych na nadciśnienie tętnicze przybywa w tempie 2 proc., zaś na cukrzycę 2,5 proc. rocznie. Choroby układu krążenia są odpowiedzialne za blisko 27 proc. zgonów przed 65. rokiem życia oraz za 24 proc. przypadków niepełnosprawności, prowadzącej do utraty zdolności do pracy. To oznacza poważne koszty medyczne, społeczne i gospodarcze.

Tylko większa sprzedaż może zrekompensować sieciom handlowym spadające ceny żywności

CEO Magazyn Polska

Deflacja ogranicza wzrost zysków branży detalicznej. Coraz niższe ceny sieci handlowe mogą rekompensować tylko większymi wolumenami sprzedaży, ale na bardzo konkurencyjnym rynku wymaga to dużego zaangażowania sił i środków. Właściciel supermarketów Stokrotka, spółka Emperia Holding, liczy na to, że utrzyma w tym roku dotychczasowe tempo wzrostu dzięki ograniczeniu kosztów i wyższym marżom.

Jak wynika z danych GUS, deflacja wyniosła w kwietniu 1,1 proc. Spadek cen nieznacznie wyhamował, bo w marcu był na poziomie 1,5 proc. Dla branży detalicznej nadal są to jednak bardzo trudne warunki do działania. Także dlatego, że spadek cen żywności i napojów jest większy niż średnia dla wszystkich towarów i usług.

Warunki rynkowe, w których deflacja grała kluczową rolę, na pewno nam nie pomagały – mówi agencji informacyjnej Newseria Cezary Baran, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Emperii Holding, właściciela sieci Stokrotka. – Zakończony kwartał pokazał rekordowy odczyt deflacyjny, -3,7 proc. na produktach spożywczych i napojach bezalkoholowych. To bardzo trudne warunki do funkcjonowania podmiotów detalicznych, takich jak nasza spółka zależna Stokrotka, która ma istotny wpływ na wyniki całej grupy.

W I kwartale Emperia Holding zanotowała wzrost skonsolidowanych przychodów o prawie 7 mln zł, do 486 mln. Zysk spółki wzrósł do 18,8 mln zł i był o ponad 15 mln zł wyższy niż przed rokiem. Przychody samego segmentu detalicznego wyniosły 472 mln zł i były o 0,87 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Przyrosty sprzedaży są nieznaczne i głównie wynikają z otwarć nowych sklepów – tłumaczy Cezary Baran.

W pierwszych trzech miesiącach sieć Stokrotka powiększyła się o dwa supermarkety, sześć marketów i jeden sklep franczyzowy. Na koniec tego okresu liczyła 259 sklepów detalicznych.

Trudne otoczenie rynkowe nie przeszkodziło nam jednak w tym, żeby zrealizować pozytywne wyniki finansowe. Udało nam się to osiągnąć nie tylko dzięki przyrostowi marży [wzrost o 0,39 proc. do poziomu 28,56 proc. – red.], lecz także dzięki temu, że poprawiliśmy naszą efektywność kosztową we wszystkich obszarach. Zarówno w kosztach centrali, jak i w kosztach operacyjnych sklepów i kosztach logistyki – mówi Cezary Baran.

W pierwszym kwartale sieć rozpoczęła realizację lokalnego centrum dystrybucji w Lublinie, które po uruchomieniu na przełomie 2015 i 2016 roku ma dalej ograniczyć koszty logistyki.

Jak podkreśla Cezary Baran, pierwszy kwartał to dla handlu tradycyjnie najtrudniejszy okres roku. Ponieważ spółka pomyślnie przez niego przeszła, pozostaje optymistą w kwestii prognoz na kolejne miesiące.

Spodziewamy się kontynuacji dobrze zapoczątkowanego roku. Raczej nie sądzimy, żeby nasze marże spadały, jesteśmy zdeterminowani, żeby poprawiać efektywność kosztową. Jest nadzieja na to, że będzie udawało się poprawiać wyniki w kolejnych kwartałach. Jesteśmy umiarkowanymi optymistami, aczkolwiek bardzo dużo zależy dzisiaj od rynku i tego, w jaki sposób konkurenci będą prowadzili na nim grę – wyjaśnia wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Emperii Holding.

Z prognoz ekonomistów wynika, że deflacja w Polsce będzie się stopniowo zmniejszać. Do końca roku spadek cen powinien zostać zahamowany. Dla branży detalicznej jednak to powód do bardzo ograniczonego zadowolenia. Drożeć zaczną bowiem inne towary niż żywność.

To z dużym prawdopodobieństwem oznacza, że wskaźnik inflacji, w tym przypadku deflacji, na artykułach spożywczych prawdopodobnie będzie poniżej zera – ocenia Cezary Baran. – A to zmusza detalistów do tego, żeby kompensować braki sprzedaży wynikające ze spadków cen zwiększonymi wolumenami sprzedaży, co na bardzo konkurencyjnym rynku jest dosyć trudne i wymaga dużego zaangażowania sił i środków.

Rynek analityki biznesowej w Polsce jeszcze niezagospodarowany, ale ma dobre perspektywy

0

CEO Magazyn Polska

Wart ponad 14 mld dolarów światowy rynek business intelligence szybko się rozwija, bo analiza ogromnych zbiorów danych i połączeń między nimi staje się coraz ważniejsza dla firm. Pozwala im nie tylko lepiej zarządzać ryzykiem, lecz także wykrywać oszustwa i zarządzać skomplikowanymi procesami. Firmy technologiczne pracują nad coraz to nowymi rozwiązaniami, które umożliwią bardziej dokładną analizę, i zapowiadają rewolucję na rynku.

To, co my robimy, czyli analizowanie połączeń pomiędzy różnymi zestawami danych w spółkach, do tej pory było bardzo ograniczone. Istnieją jednak pewnego rodzaju bardzo specyficzne problemy w dużych instytucjach, których rozwiązanie wymaga zastosowania nowego podejścia. Dotychczasowe metody nie wystarczały – to tak jakby do kwadratowej dziury próbować włożyć okrągły klocek – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Wieczyński, prezes zarządu firmy PiLab, spółki technologicznej działające na tym rynku.

PiLab jest liderem polskiego rynku w zakresie analizy połączonych zbiorów danych. Takie przetwarzanie umożliwia pozyskanie zupełnie nowych informacji. Jak tłumaczy Wieczyński, część z tych procesów można próbować wykonywać za pomocą tradycyjnych narzędzi, jest to jednak bardzo skomplikowane, czasochłonne i nie daje najlepszych efektów.

Przedstawiciele spółki podkreślają, że wartość światowego rynku business intelligence w 2013 roku wynosiła ponad 14 mld dolarów i wciąż rośnie. Ich zdaniem konieczna jest jednak zmiana w sposobie, w jaki systemy BI rozwiązują coraz bardziej skomplikowane problemy w firmach.

Oczywiście, da się zastosować tradycyjne podejście, ale proszę sobie wyobrazić, że musimy realizować detekcję defraudacji czy zarządzać ryzykiem spółki, patrząc na statyczne raporty, czyli na wizualizacje danych, które nie mają zaawansowanych połączeń pomiędzy różnymi źródłami. To jest dzisiaj bardzo utrudnione – wyjaśnia Wieczyński. – Dzisiaj skupiamy się wyłącznie na najtrudniejszych i najcięższych sprawach, które są najważniejsze dla naszych klientów.

Nowe metody mogą być zastosowane m.in. do wykrywania oszustw i defraudacji, szacowania ryzyka czy zarządzania skomplikowanymi procesami oraz inwestycjami. Duże przedsiębiorstwa często muszą podejmować takie działania, dlatego PiLab koncentruje się właśnie na tym segmencie business intelligence.

Ta część rynku business intelligence, którą się zajmujemy, czyli segment, który dotyczy analizy połączeń, to dzisiaj w Europie niezagospodarowany jeszcze rynek. To segment właściwie dzisiaj się tworzący i wkrótce czeka nas rewolucja – zapowiada prezes PiLab.

Widać to już w Stanach Zjednoczonych. Lider rynku, firma Palantir Technologies, która dostarcza tego typu rozwiązania amerykańskiemu rządowi i spółką giełdowym, w ciągu 12 lat rozwinęła biznes tak, że jest warta ponad 15 mld dol., a od inwestorów pozyskała 1 mld dol. Jak podkreśla Wieczyński, pomimo tego amerykański rynek jest daleki od nasycenia, dlatego na tym potencjale chce również skorzystać PiLab.

Wieczyński liczy, że wiedza o zaletach analizy połączonych zbiorów danych dotrze również do Polski. Jest optymistą, bo na rozwój tego rynku wskazują analitycy. Jednak przyznaje, że firma PiLab ma trudne zadanie jako pionier na tym rynku.

To, co robimy, jest zupełnie inne od tego, co dzisiaj jest dostępne na rynku. W związku z tym większym wyzwaniem jest bycie pionierem. Musimy edukować i pokazywać, jak można zastosować technologię, która do tej pory nie była wykorzystywana – mówi Wieczyński.

Ożywienie na rynku budownictwa jeszcze w tym roku

CEO Magazyn Polska

W latach 2016-2017 rynek budownictwa czeka realne przyspieszenie, a pierwsze jego oznaki powinny być widoczne już w drugiej połowie tego roku. To może być dobry czas na przygotowanie się branży na scenariusz po unijnej perspektywie, czyli po 2020 roku. Firmy budowlane i ich dostawcy powinny liczyć się z tym, że wynagrodzenia pracowników będą rosnąć, więc tania siła robocza przestanie być przewagą konkurencyjną. Dlatego potrzebne są inwestycje w innowacyjność.

Rynek budownictwa na pewno będzie rósł. Myślę, że ożywienie nastąpi w drugim półroczu tego roku, a realne przyspieszenie nastąpi w 2016 i 2017 rok. Moja opinia jest związana z inwestycjami infrastrukturalnymi i unijnymi dotacjami. Może to nie będzie taki boom jak w latach 2011-2012, ale na pewno wyraźne ożywienie na rynku budownictwa nastąpi – mówi agencji Newseria Krzysztof Folta, prezes zarządu spółki TIM SA, dystrybutora artykułów elektrotechnicznych.

Lata ożywienia mogą być dobrym momentem na przygotowanie do okresu po 2020 roku, czyli po zakończeniu unijnej perspektywy i związanych z nią inwestycji. Krzysztof Folta ocenia, że firmy wyciągnęły wnioski z lat poprzednich i uda się uniknąć kolejnej fali bankructw firm budowlanych.

Jak podkreśla, optymistyczne prognozy dotyczą również sprzedaży na rynku konsumenckim. Ten powiązany jest z sytuacją na rynku pracy. Folta prognozuje na nim pozytywne tendencje.

Wynagrodzenia w Polsce będą rosły. Jeżeli pracodawcy myślą, że będzie inaczej, to jest to zaklinanie rzeczywistości. Najbardziej będą rosły płace na stanowiskach najmniej wykwalifikowanych. Musimy się z tym wszyscy jako pracodawcy liczyć – przewiduje przedstawiciel spółki TIM.

To jednak oznacza, że Polska może utracić dotychczasową przewagę konkurencyjną wobec firm europejskich, czyli stosunkowo niskie koszty pracy. Opracowanie Eurostatu pokazuje, że Polska należy do krajów o najniższych kosztach pracy w całej Unii Europejskiej. Przeciętna stawka godzinowa wynosi poniżej 4 euro, podczas gdy unijna średnia to prawie 12 euro. Wśród 28 krajów członkowskich mniej zarabiają jedynie Słowacy, Węgrzy, Łotysze, Litwini, Rumuni i Bułgarzy. Te proporcje będą się jednak zmieniać. Stąd potrzebne są zmiany w organizacji pracy oraz większe nakłady na innowacje.

Problemem nie jest to, ile się płaci pracownikom, problemem jest, za co się płaci pracownikom. Moim celem jest, żeby moi pracownicy  począwszy od magazynierów, poprzez handlowców, aż po dyrektorów – zarabiali jak najwięcej. Ale jeżeli nie damy im narzędzi, żeby ich wydajność wzrosła, to albo zbankrutujemy, albo nie podniesiemy im wynagrodzeń. Nasze inwestycje w nowy magazyn są po to, żeby zautomatyzować stary magazyn, który jeszcze będzie działał przez najbliższe dwa lata, bo to podniesie wydajność. Jak wzrośnie wydajność, to pracownicy będą więcej zarabiali – tłumaczy Krzysztof Folta.

Zestawienie Eurostatu pokazuje, że licząc wydajność na każdą przepracowaną godzinę, Polska znajduje się w samym ogonie państw wspólnoty ze wskaźnikiem 59 proc. unijnej średniej, wyprzedzając jedynie Łotwę, Rumunię i Bułgarię. Nieco lepiej wypada statystyka przeliczona na pracownika. Tu wskaźnik wynosi 75 proc. średniej ze wszystkich państw, co daje nam 22. miejsce ex aequo z Litwą.

Prezes TIM SA wskazuje na ważną rolę pracodawców w procesie podnoszenia wydajności pracy. Wzrost wynagrodzeń może nastąpić dopiero po dokonaniu inwestycji i wprowadzeniu odpowiedniej organizacji pracy.

Jeżeli magazynier w Niemczech, dokąd z Wrocławia jest stosunkowo blisko, zarabia 8,5 euro na godzinę, czyli miesięcznie ok. 5,5 tys. zł i organizacja pracy pozwala mu utrzymać jego wynagrodzenie, to musimy się zastanowić, co zrobić, żeby nasz magazynier nie zarabiał minimalnej pensji, co się dzieje w wielu firmach, tylko żeby zarabiał 2, 3 czy 4 tys. zł, a my jako pracodawcy, żebyśmy mieli z tego korzyści – wyjaśnia Folta.

W opinii eksperta, głównym pytaniem, stojącym przed krajowymi pracodawcami, jest to, w jaki sposób utrzymać konkurencyjność i rentowność sprzedaży przy inwestycjach w innowacje i wzroście poziomu wynagrodzeń.