Ponad 1,1 mld euro obrotów między Polską a Portugalią

CEO Magazyn Polska

Wymiana handlowa z Portugalią notuje dwucyfrowe wzrosty. W ubiegłym roku polskie firmy wyeksportowały towary o wartości ponad 600 mln euro, a import do kraju wyniósł blisko 500 mln euro. Portugalscy klienci chętnie kupują polską żywność: jogurty, sery czy ogórki, a także wódkę. Z kolei Portugalczycy sprzedają u nas z powodzeniem wina, oliwę i owoce morza. Coraz częściej też portugalskie firmy chcą inwestować nad Wisłą.

Polska jest dziś celem przedsiębiorców z różnych sektorów, nie tylko handlu i bankowości, lecz także m.in. branży budowlanej i produkcji. Portugalskie firmy umacniają swoje pozycje w Polsce i regionie. Widzimy ostatnio wzrost tego rodzaju aktywności i możemy spodziewać się jej rozwoju w najbliższej przyszłości – mówi Pedro Pereira da Silva, prezes Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej.

Dane warszawskiego biura agencji AICEP wskazują, że rośnie liczba firm z kapitałem portugalskim zarejestrowanych w Polsce. W ubiegłym roku było ich 146. Największe to m.in. Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka, Banco Comercial Português, właściciel Banku Millennium, czy Mota-Engil, firma budowlana.

Z informacji Banku Portugalii wynika, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne portugalskich firm w Polsce na koniec 2014 roku wyniosły 1,9 mld euro (wzrost o 32,4 mln euro). To stawia nasz kraj na dziewiątej pozycji w rankingu najchętniej wybieranych kierunków portugalskich BIZ (pierwsza pozycja wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej i piąta wśród krajów UE – po Hiszpanii, Niemczech, Francji i Luksemburgu). Na tym tle polskie BIZ w Portugalii nie wypadają dobrze – wartość aktywów na koniec ubiegłego roku wyniosła 20 mln euro.

Ostatnio mogliśmy obserwować wzmożoną aktywność i ożywienie w relacjach handlowych pomiędzy Polską a Portugalią. Wyraźnie widać, że coraz więcej portugalskich firm interesuje się polskim rynkiem. Od kilku lat widzimy także, że polskie przedsiębiorstwa aktywnie poszukują nowych rynków zbytu. Stąd ich rosnące zainteresowanie Portugalią – mówi Pedro Pereira da Silva.

Portugalia to dla polskich producentów nie tylko dziesięciomilionowy rynek zbytu. Portugalczycy mogą dla nich być także oknem na bardziej egzotyczny świat – dzięki rozwiniętym kontaktom handlowym z krajami Ameryki Południowej i Afryki. Eksportem do Portugalii zajmuje się już ponad 1,3 tys. polskich firm.

W ubiegłym roku obroty handlowe między Polską a Portugalią wyniosły 1,1 mld euro. Polska od lat ma dodatni bilans handlowy (103,7 mln euro), ale zarówno eksport, jak i import rosną dwucyfrowo – odpowiednio o 20 i 10 proc. W eksporcie znaczący udział (13,3 proc.) mają artykuły rolno-spożywcze.

Słynna polska wódka jest doceniana w Portugalii, coraz bardziej widać jej obecność na portugalskim rynku. W sklepach można jednak znaleźć wiele innych polskich produktów spożywczych, np. ogórki, jogurty czy sery – wymienia prezes Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej. – Z kolei na polskim rynku najczęściej możemy znaleźć portugalskie owoce i warzywa, wino, oliwę i owoce morza. Dostępna oferta jest coraz większa.

Żywność ma w imporcie 12-proc. udział. I choć większy mają m.in. wyroby przemysłu elektromaszynowego, drzewno-papierniczego i chemicznego, to właśnie z kuchnią krajowi konsumenci bardziej kojarzą Portugalię. Ten obraz przybliża im również Polsko-Portugalska Izba Gospodarcza, która co roku organizuje Tydzień Portugalski „Flavours of Portugal”, czyli wydarzenie dla fanów tamtejszej kuchni. A tych jest coraz więcej, bo Portugalia – m.in., dzięki coraz większej siatce połączeń lotniczych – staje się popularną destynacją turystyczną.

Przy takich wydarzeniach ważne jest, by wszyscy zaangażowani robili to, co do nich należy, najlepiej jak umieją, bo w ten sposób osiąga się najlepszy rezultat. Sukces mierzy się nie tylko liczbą organizatorów i uczestników, lecz także jakością wydarzenia: przepisów, posiłków, występów i muzyki. Chcemy, by każdy, kto będzie uczestniczył w tym wydarzeniu, miał wrażenie, że to najlepsza w historii tego typu impreza – mówi Pedro Pereira da Silva.

Orbis liczy na rekordowo dobre wyniki w tym roku

0

CEO Magazyn Polska

W 2015 roku zyski Orbisu powinny znacząco wzrosnąć. Spółka przekonuje, że większa strata netto w I kwartale związana jest z sezonowością branży i wynika z powiększenia hotelowego portfolio Orbisu. Już w wynikach majowych po stracie nie powinno być śladu, a rezultat za cały rok – przez zwiększenie skali działalności – ma być rekordowo wysoki.

Po zawarciu w styczniu strategicznej transakcji z francuską siecią Accor i zakupie 38 hoteli działających w pięciu krajach, w których Orbis nie był dotąd obecny, rozwój spółki przyśpieszył – przekonuje zarząd spółki. W pierwszym kwartale przychody Orbisu wzrosły o ponad 100 mln zł w porównaniu z początkiem ubiegłego roku, przekraczając 229 mln. Spółka zwiększyła w tym czasie stratę z niemal 10 mln zł do przeszło 22 mln zł.

Spowolnienie w I kwartale każdego roku to typowe zjawisko w branży hotelarskiej, więc sytuacja w tym roku jest dokładnie taka sama jak w poprzednich latach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Gilles Clavie, prezes zarządu i dyrektor generalny Orbis SA. – Jedyną różnicą jest wielkość tej straty, na co wpływ miała transakcja zwiększająca skalę naszej działalności. Spółka nabyła sieć hoteli o wielkości porównywanej do już posiadanej. To przyczyniło się do naszej straty w pierwszym kwartale, jednak będzie poprawiało nasze wyniki w drugim, trzecim i czwartym kwartale roku.

By przekonać akcjonariuszy o tym, że sytuacja jest wyjątkowa, a perspektywy spółki dobre, zarząd przedstawił symulację pro forma, uwzględniającą wyniki nabytych spółek z Europy Wschodniej, tak jakby dane te podlegały konsolidacji od stycznia 2014 roku.

Pokazaliśmy w ten sposób, że gdybyśmy powiększyli sieć hoteli w styczniu 2014 roku, to strata, którą zanotowaliśmy w pierwszym kwartale br., byłaby dużo mniejsza od ubiegłorocznej. W odniesieniu do wyników pro forma zwiększyliśmy skonsolidowane przychody ze sprzedaży netto o 13 proc., EBIDTAR [zysk operacyjny przed uwzględnieniem odsetek, podatków, amortyzacji i czynszów – red.]  o 39 proc., a zysk operacyjny EBITDA – o blisko 190 proc. – mówi Gilles Clavie.

W większości państw regionu Orbis zanotował istotny wzrost frekwencji w porównaniu do wyników pro forma w I kwartale 2014 r. Łączna frekwencja wyniosła 53,5 proc., dzięki czemu przychód na jeden dostępny pokój (RevPAR) wzrósł o 14 proc.

To dopiero początek roku, więc w kolejnych miesiącach spodziewamy się także dobrych wyników. Po pierwszym kwartale była strata, ale w maju przekroczyliśmy już próg rentowności, co oznacza, że grupa jest na plusie. W kolejnych tygodniach spodziewamy się dalszej poprawy, co pokażą już wyniki po drugim kwartale. To będzie dopiero wstęp do bardzo dobrych wyników za cały rok – podkreśla Clavie.

Gilles Clavie podkreśla, że Orbis zamierza pozostać spółką dywidendową. Jak deklaruje, celem firmy jest jej dalszy rozwój i zwiększenie wartości dla akcjonariuszy. Przekonuje, że najlepszą metodą, by w sposób zrównoważony zwiększać zyski, jest presja na wzrost zysku netto z działalności operacyjnej. W czerwcu Walne Zgromadzenie zadecyduje o przeznaczeniu na dywidendę ponad 69 mln zł z 80-milionowego ubiegłorocznego zysku netto.

Po odkupieniu od Accoru sieci 38 hoteli o łącznej liczbie ponad 7 tys. pokoi Orbis ma największą sieć w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Oferuje 19 tys. pokoi w ponad 100 obiektach w 9 krajach.

Zarówno przy ogłoszeniu zakupu sieci, jak i przy jego finalizacji powtarzaliśmy, że to idealna transakcja, wpisująca się w naszą strategię – przypomina prezes Orbisu. – Podtrzymuję to zdanie. Jestem przekonany, że to była dobra decyzja, która przełoży się na dalszy wzrost grupy i dobre wyniki w całym roku.

Hitachi chce rozwijać się w Polsce dzięki innowacyjnym produktom

0

CEO Magazyn Polska

Hitachi zamierza się rozwijać w Polsce i całym regionie Europy Środkowej. Spółka do tej pory miała stosunkowo niewielki udział w tym rynku, ale chce to zmienić dzięki inwestycjom w innowacje. Planuje uczestniczyć we wszystkich najważniejszych procesach zachodzących w Polsce, związanych m.in. z rozwojem technologii IT i urbanizacją.

Europa Centralna jest jednym z rynków, na którego rozwoju w szczególności się skupiamy. Jest tu duża baza know-how, szczególnie w Polsce, co przy obserwowanym od kilku lat wzroście gospodarczym, zasobach wykwalifikowanej kadry oraz zaawansowanych technologicznie firmach sprawia, że jest to jeden z naszych rynków docelowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Pablo Hofelich, chief operating officer w Hitachi Europe.

Wywodzący się z Japonii koncern jest obecny na wielu rynkach m.in. w segmencie rozwiązań IT, a także sprzętu medycznego, przemysłowego, budowlanego i systemów dla infrastruktury i transportu. W Polsce poza głównym oddziałem grupy działają trzy spółki zależne Hitachi – zajmująca się przetwórstwem danych, sprzedażą narzędzi budowlanych oraz dostarczaniem systemów transportowych.

Jak jednak podkreśla Hofelich, w kolejnych latach Hitachi chce również inwestować w pozostałe obszary. Zaznacza, że na całym świecie zachodzą obecnie podobne zjawiska związane m.in. z coraz szerszym wykorzystywaniem informatyki, globalizacją oraz urbanizacją. Dzięki swoim produktom, Hitachi chce włączyć się w te procesy w Polsce.

Podstawą działania spółki mają być innowacje.

Bez innowacji nie ma produktów, nie ma klientów, a więc nie ma biznesu. Innowacje były przez ostatnie 100 lat integralną częścią strategii Hitachi. I tak jest również dzisiaj – działalność innowacyjna społecznie to jeden z kluczowych elementów naszej strategii – tłumaczy Hofelich. – Musimy realizować nasz plan, który obejmuje prace nad innowacjami i wprowadzanie ich na rynek. Dotyczy to również rynków, na których nie jesteśmy jeszcze bardzo silni, jak np. w Europie Środkowej i Polsce.

Działalność innowacyjna społecznie obejmuje prace nad innowacjami, które uwzględniają takie kwestie, jak bezpieczeństwo konsumentów czy stan środowiska i zasobów naturalnych. Dotyczy to wszystkich obszarów, w których działa koncern, zarówno logistyki, ochrony zdrowia, energetyki, jak i finansów.

Hofelich podkreśla, że w tej chwili Hitachi jest w Polsce ma niewielki udział rynkowy, ale liczy na to, że właśnie dzięki innowacjom w ciągu kolejnych lat spółce uda się to zmienić.

Chcielibyśmy w Polsce wzrastać i mieć większy wkład w lokalną wartość dodaną. Chcielibyśmy również być partnerem we współpracy i być postrzegani jako integralna część polskiego biznesu w zakresie rozwoju i innowacji – mówi Hofelich.

Ocieplenie domów jednorodzinnych może zmniejszyć zużycie węgla o 6 mln ton rocznie

CEO Magazyn Polska

Dzięki termomodernizacji starych budynków mieszkalnych w Polsce można by zmniejszyć zużycie węgla o nawet 6 mln ton rocznie. Ponad 80 proc. budynków w Polsce to domy jednorodzinne, a trzy czwarte z nich zostało zbudowanych przed 1989 r. To właśnie te starsze nieruchomości mają najniższy standard energetyczny i mogą najwięcej skorzystać na termomodernizacji.

Koszt ogrzewania budynku o powierzchni np. 100 mkw. bez termomodernizacji w przeliczeniu na ilość spalanego węgla to około 6 ton węgla rocznie na potrzeby centralnego ogrzewania. Po termomodernizacji można zejść co najmniej do 50 proc. tej wartości, czyli ok. 3 ton węgla – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów w Rockwool.

Jak wynika z danych GUS, w Polsce spośród 6,05 mln budynków aż 5,5 mln to domy jednorodzinne. Mieszka w nich 19,5 mln osób, czyli ponad połowa Polaków. Większość z tych nieruchomości jest jednak dość stara: 21,9 proc. powstało jeszcze przed 1944 r. (głównie w województwach wzdłuż granicy z Niemcami i w województwie opolskim), a kolejne 50 proc. w latach 1945-1988. Zaledwie niecałe 10 proc. powstało po 2003 r., kiedy standardy energetyczne były wyższe.

W Polsce do tej pory zaniedbywano systemową termomodernizację budynków jednorodzinnych. Było kilka programów dotyczących termomodernizacji budownictwa, jednak w większości skupiały się one głównie na budynkach użyteczności publicznej i budynkach wielorodzinnych – podkreśla Witczak.

Współczynnik przenikania ciepła, czyli standardowa miara strat ciepła, dla domu wybudowanego po 2003 r. może być nawet trzykrotnie niższy niż dla budynku sprzed 1944 r. To przekłada się na koszty. Jak wynika z raportu Rockwool, nieocieplony mały dom jednorodzinny o powierzchni 82 mkw. może rocznie pochłaniać prawie 600 kWh/mkw., co przekłada się na 5,1 tys. zł kosztów ogrzewania i prawie 7 ton zużytego węgla.

Jak jednak przekonuje Rockwool w raporcie, przy inwestycji w termomodernizację za 21,5 tys. zł – obejmującej m.in. ocieplenie ścian i dachu oraz wymianę okien – właściciel domu może szybko zmniejszyć wydatki na ogrzewanie. Oszczędności sięgają nawet 3,3 tys. zł rocznie. Do tego o ponad połowę – do 2,4 tony – może spaść ilość zużywanego węgla, co ma także pozytywne skutki dla środowiska naturalnego.

– W wyniku termomodernizacji 2 mln takich budynków, czyli połowy tego zasobu, który można termomodernizować, zaoszczędzamy 6 mln ton węgla rocznie. Przyjmuje się, że na ogrzewanie indywidualne w budynkach inwestorzy indywidualni co roku kupują około 12 mln ton węgla – mówi Witczak. – Inną sprawą jest oczywiście spalanie węgla w elektrociepłowniach, czyli w ciepłowniach w systemowym ogrzewaniu.

W skali statystycznej gminy wiejskiej termomodernizacja wszystkich nadających się do tego budynków, głównie jednorodzinnych, mogłaby zmniejszyć koszty ogrzewania z 7 do 2,2 mln zł – wynika z raportu Rockwool. Zapotrzebowanie na energię zmalałoby z 263 do 105 TJ rocznie, a zużycie węgla do 4,2 tys. ton rocznie. Do atmosfery trafiałoby 8,4 tys. ton dwutlenku węgla, czyli znacznie mniej niż obecnie (18,7 tys. ton).

Na termomodernizacji najbardziej skorzystać mogą mieszkańcy starych domów, bo tam standardy są niższe. Im lepszy punkt wyjścia, tym dłuższy czas zwrotu z inwestycji – przyznaje Witczak.

Jeżeli jest to budynek w dosyć kiepskim stanie, np. z lat 60. i 70., to zwrot z inwestycji w termomodernizację w takich obiektach wynosi około 6-7 lat. Natomiast jeżeli docieplamy budynek z końca lat 80. lub początku 90., to te zwroty z inwestycji oczywiście będą dłuższe i one mogą wynieść kilka lat więcej – mówi ekspert.

 

Roboty mogą zastąpić ludzi w 700 różnych zawodach

CEO Magazyn Polska

Nowe generacje robotów mogą spowodować, że z rynku pracy zniknie 700 zawodów. Mimo to dwie trzecie pracowników nie boi się, że zastąpią ich maszyny. 12 proc. twierdzi, że już dziś ich zadania mogłyby wykonywać roboty. Postępu technologicznego najbardziej obawiają się Niemcy – wynika z ankiety Monster.com.

Naukowcy z Uniwersytetu w Oksfordzie twierdzą, że w przeciągu najbliższych 10-20 lat zniknie aż 700 zawodów. Przestaną one bowiem wymagać obecności człowieka, który zostanie zastąpiony przez maszynę. Szczególnie zagrożone są zawody niewymagające wysokich kwalifikacji np. sprzedawca, recepcjonista, bibliotekarz, taksówkarz czy kurier. Obawiać się o swoją przyszłość nie muszą natomiast przedstawiciele zawodów wymagających kontaktu emocjonalnego z drugim człowiekiem, kompetencji miękkich lub zdolności manualnych. Z badań przeprowadzonych przez Monster.com wynika, że pracownicy nie boją się jednak zastąpienia ich pracy przez maszyny – tego zdania jest 63 proc. ankietowanych.

Jesteśmy optymistami i z nadzieją patrzymy w naszą przyszłość. Z naszych badań wynika, że automatyzacji czy robotyzacji najbardziej obawiają się mieszkańcy Niemiec  aż 40 proc. Natomiast najbardziej optymistycznie do tego zjawiska podchodzą mieszkańcy Ameryki Północnej czy Indii. 37 proc. ankietowanych twierdzi, że ich zawody mogą być zastępowane w przeciągu dwóch najbliższych dekad – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Majewska, dyrektor ds. marketingu w Monsterpolska.pl.

Robotyzacja pracy na całym świecie ma miejsce już od dłuższego czasu. Zjawisko to wynika z dużej konkurencji na rynku – zakłady produkcyjne dążą do zwiększenia produkcji i podniesienia jakości produkowanych wyrobów przy jednoczesnej redukcji kosztów. Z tego powodu ludzie coraz częściej zastępowani są przez inteligentne maszyny, co znacznie poprawia wydajność pracy, zwiększa moc produkcyjną i ogranicza przestoje. Maszyny mogą bowiem pracować 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Obecnie osoby pracujące w fabrykach to przede wszystkim pracownicy odpowiedzialni za obsługę maszyn wykonujących pracę, a nie produkcję, jak to miało miejsce jeszcze 20 lat temu. Zdaniem ekspertów ludzie nie powinni się jednak obawiać wyparcia z rynku pracy przez roboty.

Roboty nigdy nas nie zastąpią w stu procentach. Nie mają one inteligencji emocjonalnej, umiejętności miękkich, nie uczą się tak szybko jak my, bo uczą się na podstawie z góry określonych algorytmów. Poza tym ktoś te maszyny będzie musiał naprawiać, czyli zapotrzebowanie na mechaników i inżynierów również będzie bardzo duże – mówi Małgorzata Majewska.

Eksperci są zdania, że automatyzacja może być szansą, a nie zagrożeniem. Roboty pomagają ludziom się rozwijać – dzięki nim ludzie mogą nabywać nowe umiejętności i zdobywać nowe kwalifikacje, stając się w ten sposób bardziej atrakcyjnymi pracownikami czy kandydatami do pracy. W miejsce zawodów wypartych z rynku przez inteligentne maszyny pojawi się wiele nowych, dziś jeszcze ludziom nieznanych.

Greenpeace: W Polsce masowo wzrasta zużycie pestycydów

CEO Magazyn Polska

Długotrwały kontakt z pestycydami – podczas pracy w polu i ogrodzie czy poprzez spożywanie produktów zawierających ich pozostałości – zwiększa ryzyko wystąpienia wielu chorób nowotworowych, neurologicznych i zaburzeń w układzie hormonalnym. Najbardziej narażone są kobiety w ciąży i niemowlęta. Dlatego Greenpeace wzywa do zatrzymania chemizacji rolnictwa w Polsce i wykluczenia z użycia syntetycznych pestycydów.

Z badań przeprowadzonych przez Greenpeace wynika, że w latach 2000-2013 zużycie pestycydów w Polsce wzrosło o ok. 150 proc. Co więcej, wciąż nie została odpowiednio wdrożona dyrektywa na rzecz zrównoważonego używania szkodliwych substancji.

W raporcie pt. „Negatywny wpływ pestycydów na zdrowie. Rosnący problem” prezentowane są wyniki badań przeprowadzonych na całym świecie wskazujące na szkodliwy dla zdrowia wpływ kontaktu z pestycydami stosowanymi nie tylko w rolnictwie, lecz także np. w amatorskiej pielęgnacji ogrodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Jagiełło, koordynatorka kampanii „Rolnictwo ekologiczne” w Greenpeace Polska.

Zagrożenie dotyczy przede wszystkim rolników i pracowników szklarni, którzy na co dzień mają bezpośredni kontakt z pestycydami, przygotowują opryski i wdychają skażone powietrze. Ale narażeni są również konsumenci, bo szkodliwe substancje mogą również przeniknąć do miąższu lub pozostać na powierzchni warzyw i owoców.

Konsekwencje zdrowotne wynikające z kontaktu z pestycydami mogą być bardzo poważne. Mówimy o różnego rodzaju nowotworach, szczególnie nowotworach prostaty oraz płuc, chorobach neurodegeneracyjnych, np. o chorobie Parkinsona czy Alzheimera. Mówimy o zaburzeniach funkcjonowania układu hormonalnego oraz odpornościowego – wymienia Katarzyna Jagiełło.

Długotrwały kontakt z pestycydami może też zwiększać ryzyko zachorowania na niektóre choroby przewlekłe, np. astmę czy alergie.

Szczególnie wrażliwe grupy to dzieci i kobiety w ciąży. Jeżeli kobiety ciężarne lub karmiące piersią mają kontakt z pestycydami, ich dzieci również są narażone. Niektóre pestycydy mogą pokonać barierę krew-łożysko i dostać się do płodu, a także przeniknąć do mleka matki. Dzieci z kolei nie są w stanie pozbyć się toksycznych substancji z organizmu tak szybko, jak dorośli.

Konsekwencje dla płodów i małych dzieci mogą być bardzo poważne. Mówimy o różnego rodzaju wadach rozwojowych, opóźnieniach rozwoju poznawczego, zaburzeniach behawioralnych oraz np. o szeregu różnego rodzaju białaczek dziecięcych – mówi Katarzyna Jagiełło.

Katarzyna Jagiełło podkreśla, że w grupie ryzyka są nie tylko mieszkańcy wsi. Na szkodliwe działanie pestycydów narażony jest niemal każdy. Płody pochodzące z upraw, w których stosuje się szkodliwe substancje trafiają do tysięcy sklepów.

Z pestycydami możemy mieć kontakt także poprzez picie wody na terenach skażonych pestycydami czy np. podczas spacerów w parku miejskim, w którym dokonywano oprysków. Zależnie od tego, w jaki sposób mamy kontakt z pestycydami i od ich stężenia, będą one miały na nas różny wpływ. Należy jednak pamiętać, że niektóre np. chloroorganiczne czy fosforoorganiczne bywają tak szkodliwe, że nawet niewielki kontakt z nimi może mieć negatywny wpływ na zdrowie – dodaje Katarzyna Jagiełło.

Jednym rozwiązaniem tego problemu jest wyeliminowanie lub znaczne ograniczenie stosowania syntetycznych pestycydów i pójście w stronę rolnictwa ekologicznego.

Większość Polaków korzysta z usług płatnej telewizji

Mimo dynamicznego rozwoju oferty darmowej cyfrowej telewizji naziemnej zdecydowana większość gospodarstw domowych w Polsce korzysta z usług płatnej telewizji – satelitarnej lub kablowej (średnia dla Polski – 79 proc.). Jednocześnie penetracja użytkowników płatnej telewizji jest bardzo zróżnicowana geograficznie.Większość Polaków korzysta z usług płatnej telewizji

Mapa prezentuje zróżnicowanie penetracji płatnej telewizji w powiatach. Na mapie kolorem czerwonym zaznaczone zostały obszary o wysokim nasyceniu płatną telewizją, a kolorem niebieskim – powiaty o niskiej penetracji płatnej telewizji. Wskaźnik prezentowany na mapie to zindeksowana do średniej dla Polski liczba abonentów płatnej telewizji na tysiąc gospodarstw domowych. Rynek płatnej telewizji w Polsce wyraźnie koncentruje się w miastach oraz w powiatach zlokalizowanych na zachodzie kraju. Są to obszary, w których penetracja płatnej telewizji jest powyżej średniej dla Polski. Oznacza to, że na tysiąc gospodarstw domowych przypada ponad 789 abonentów płatnej telewizji kablowej bądź satelitarnej. marcu).

Informacje o badaniu
Dane prezentowane na mapie pochodzą z drugiej edycji analizy rynku płatnej telewizji na poziomie lokalnym w Polsce prowadzonej przez dział Customer Analytics & Sales Strategies instytutu GfK Polonia, który zajmuje się szacowaniem potencjałów i wartości rynku dla mikroobszarów. Dane zostały wyliczone na podstawie danych geomarketingowych GfK, Media Efficiency Panel GfK oraz danych z Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Każdy powiat i gmina zostały opisane informacją o liczbie abonentów płatnej telewizji w podziale na telewizję satelitarną i kablową co w połączeniu z zmiennymi geomarketingowymi pozwala oszacować potencjał rynku dla każdego obszaru.

Dobre tempo składania wniosków o dopłaty bezpośrednie

Minister rolnictwa Marek Sawicki spotkał się dzisiaj z grupą rolników, która uczestniczyła w szkoleniu dotyczącym nowej unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. Minister Sawicki podziękował rolnikom za sprawne składanie wniosków o płatności obszarowe za 2015 rok.

Fot. Minister Marek Sawicki przedstawia nowe rozwiązaniami zawarte w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020Fot. Minister Marek Sawicki przedstawia nowe rozwiązaniami zawarte w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020

– W tym roku na dopłaty bezpośrednie jest 3,5 mld euro i podobnie jak w latach ubiegłych należy się spodziewać, iż ubiegać się o nie będzie ok. 1 mln 350 tys. polskich rolników. Jak na razie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa otrzymała 844 tys. wniosków. Tempo składania dokumentów jest więc niezłe. A przypomnę, że z naszych doświadczeń wynika, że 60% rolników składa wnioski na 2 tygodnie przez końcem terminu, który w tym roku upływa 15 czerwca. Po tej dacie wnioski będzie można składać jeszcze do 15 lipca, ale za każdy dzień opóźnienia będziemy potrącać 1%. – przypomniał minister Sawicki.

Minister Sawicki odniósł się także do ostatnio pojawiających się żądań, aby Polska wprowadziła zakaz upraw GMO.

– Taki zakaz już dawno funkcjonuje. A jeżeli ktoś udaje, że tego nie wie, to zwyczajnie okłamuje ludzi. Owszem cały czas sprowadzamy pasze GMO, ale robią to wszystkie kraje UE. Jeżeli wszystkie państwa członkowskie zgodziłyby się na wstrzymanie takiego importu, to ja bym się podpisał pod takim dokumentem. Ale wszystkie, bez wyjątku – zadeklarował minister Sawicki.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Spotkanie przemysłu spożywczego z sieciami handlowymi

Na zaproszenie ministra Marka Sawickiego w ministerstwie rolnictwa spotkali się dzisiaj przedstawiciele przemysłu spożywczego oraz sieci handlowych, aby powrócić do rozmów na temat dobrowolnej regulacji wzajemnych relacji.

Fot. Spotkanie ministra Marka Sawickiego z przedstawicielami UOKiK oraz sieci handlowychFot. Spotkanie ministra Marka Sawickiego z przedstawicielami UOKiK oraz sieci handlowych

Ministerstwo rolnictwa i rozwoju wsi liczy, że w najbliższym czasie uda się wypracować kompromis, których będzie do zaakceptowania zarówno przez przemysł spożywczy jak i przez sieci handlowe. Kodeks Dobrych Praktyk byłby szansą na zażegnanie wieloletniego sporu jaki toczą między sobą przetwórcy oraz handel. Konflikt ten wybuchł ze zdwoją siłą po wygaśnięciu unijnego systemu kwotowania produkcji mleka, gdy handel zażądał od przetwórców 20% obniżek za dostarczane do sieci produkty mleczarskie.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Projekt ustawy o wspieraniu zrównoważonego rozwoju sektora rybackiego przyjęty przez Radę Ministrów

Rada Ministrów przyjęła dziś projekt ustawy o wspieraniu zrównoważonego rozwoju sektora rybackiego z udziałem Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego. Wejście w życie tej ustawy umożliwi realizację Programu Operacyjnego „Rybactwo i Morze” (PO RYBY 2014-2020).

Ustawa będzie regulować sposób wdrażania Programu dla polskiego sektora rybackiego na lata 2014-2020. Należy podkreślić, iż większość rozwiązań przyjętych w projekcie ustawy opiera się o rozwiązania funkcjonujące w okresie programowania 2007-2013. Jest tak m. in. w przypadku systemu instytucjonalnego, warunków przyznawania i zwrotu pomocy finansowej, sprawozdawczości, monitoringu oraz ewaluacji. Jednakże, przyszły okres zawiera nowe komponenty w postaci kontroli, gromadzenia danych połowowych, wprowadzania do obrotu i przetwarzania produktów rybołówstwa oraz zintegrowanej polityki morskiej.

W projekcie ustawy określono zadania i kompetencje organów wdrażających program oraz wskazano jego priorytety. Projekt Programu zakłada realizację sześciu priorytetów, na które zostały podzielone środki finansowe:

  • promowanie rybołówstwa zrównoważonego środowiskowo, zasobooszczędnego, innowacyjnego, konkurencyjnego i opartego na wiedzy;
  • wspieranie akwakultury zrównoważonej środowiskowo, zasobooszczednej, innowacyjnej, konkurencyjnej i opartej na wiedzy(chodzi o chów i hodowlę organizmów wodnych);
  • wspieranie wdrażania Wspólnej Polityki Rybołówstwa;
  • zwiększenie zatrudnienia i spójności terytorialnej;
  • wspieranie obrotui przetwarzania (chodzi o produkty rybołówstwa i akwakultury);
  • wspieranie wdrażania zintegrowanej polityki morskiej;

oraz pomoc techniczną.

Program Operacyjny „Rybactwo i Morze” będzie współfinansowany ze środków   Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego (EFMR), ustanowionego na lata 2014-2020. Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej z dnia 11 czerwca 2014 r. kwota przyznanych Polsce środków finansowych z EFMR wynosi ponad 531 mln euro, co łącznie z wkładem z budżetu krajowego (ok. 179 mln euro) daje w sumie ponad 710 mln euro, czyli blisko 3 mld zł. Oznacza to, że nasz kraj jest w czołówce państw, które otrzymały najwięcej środków. Polska plasuje się tuż za Hiszpanią, Francją i Włochami.

Program został już oficjalnie przekazany Komisji Europejskiej.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

WHO i EFPIA za jawnością badań klinicznych

Europejska Federacja Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA) poparła wyrażone przez WHO dążenie do jawności i rejestracji wszystkich inwazyjnych badań klinicznych. Zdaniem obu organizacji stanowi to naukowy i etyczny obowiązek podmiotów je prowadzących. Dzięki wypracowaniu przez innowacyjne firmy farmaceutyczne zbioru zasad dotyczących przejrzystości badań klinicznych pacjenci, środowisko naukowe oraz medyczne uzyskają pełny dostęp do danych i wniosków z badań.

Wydane przez Światową Organizację Zdrowia oświadczenie dotyczące podawania do publicznej wiadomości informacji na temat wyników badań klinicznych zostało z satysfakcją przyjęte przez EFPIA. Federacja oraz skupione w niej podmioty przywiązują ogromną wagę do przejrzystości realizowanych działań i od dawna działają na rzecz transparentności w obszarze badań klinicznych.

Dążenia innowacyjnej branży farmaceutycznej do prowadzenia otwartej polityki informacyjnej w obszarze badań klinicznych znalazły odzwierciedlenie we wspólnych zasadach odpowiedzialnej wymiany danych na temat badań klinicznych przyjętych przez EFPIA i PhRMA i obowiązujących od 1 stycznia 2014 r. (oryg. Joint EFPIA-PhRMA Principles for Responsible Clinical Trial Data Sharing).

Na ich podstawie dane kliniczne, pełne raporty oraz protokoły z badań klinicznych dotyczących leków zatwierdzonych w USA i UE mają być udostępniane badaczom z dziedziny nauk medycznych – z zastrzeżeniem prywatności pacjenta oraz poufnych informacji handlowych. Streszczenia sprawozdań z badań klinicznych przekazane do Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), Europejskiej Agencji Leków (EMA) lub krajowych organów państw członkowskich UE, będą upubliczniane po zatwierdzeniu nowego leku lub jego nowego wskazania. Innowacyjna branża farmaceutyczna potwierdza także ww. dokumentem swoje zobowiązanie do publikowania rezultatów badań klinicznych, niezależnie od tego, czy były one pozytywne, czy negatywne – odnosi się to przynajmniej do III fazy badań oraz badań o wyjątkowym znaczeniu dla medycyny. Jednym z najistotniejszych elementów polityki przejrzystości prowadzonej przez branżę w tym obszarze będzie ponadto planowana współpraca z organami regulacyjnymi nad stworzeniem skutecznego mechanizmu przekazywania merytorycznych wniosków z badań klinicznych pacjentom, którzy wzięli w nich udział.

Wypracowane przez innowacyjny przemysł farmaceutyczny zasady odpowiedzialnej wymiany danych na temat badań klinicznych uzupełniają istniejące przepisy UE mówiące o rejestrowaniu wszystkich badań i publikowaniu ich ogólnych wyników. EFPIA i jej członkowie dostosowują się też do nowych wymogów w sprawie przejrzystości danych klinicznych wynikających z European Medicines Agency’s policy 70 on Publication and Access to Clinical-Trial Data (Polityka nr 70 ws. publikacji i dostępu do danych z badań klinicznych przyjęta przez Europejską Agencję Leków), a także z nowego Rozporządzenia UE nr 536/2014. Celem tych działań jest stymulowanie wymiany wiedzy oraz wprowadzenie jednolitych standardów, które przełożą się na korzyści dla pacjentów oraz środowiska naukowego.

Wpływ Rozporządzenia UE nr 536/2014 na rynek badań klinicznych w Unii Europejskiej, m.in. w zakresie transparentności prowadzonych działań, ułatwionego dostępu środowiska naukowego oraz pacjentów do wyników jest szeroko komentowany we wszystkich krajach członkowskich. Dyskusja ta ma również miejsce w Polsce. Podczas organizowanej z okazji Międzynarodowego Dnia Badań Klinicznych konferencji „Badania kliniczne – nowe otwarcie!” nad skutkami implementacji tej regulacji dyskutować będą przedstawiciele administracji publicznej, środowiska medycznego, firm faramceutycznych oraz organizacji zajmujących się realizacją badań.

Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA reprezentuje 29 działających w Polsce wiodących firm sektora farmaceutycznego, prowadzących działalność badawczo-rozwojową i produkujących leki innowacyjne, w tym biotechnologiczne. INFARMA jest członkiem European Federation of the Pharmaceutical Industries and Associations (EFPIA).

Zrównoważony wzrost polskiej gospodarki

Wiadomości o wzroście polskiego PKB w I kwartale z 3.3% r/r do 3.5% r/r przyczyniły się w piątek do umocnienia wartości krajowej waluty. Zdaniem wiceprezes GUS, Haliny Dmochowskiej, ostatnie dane potwierdzają, że utrzymuje się pozytywny wpływ ze strony trzech kluczowych komponentów, a więc popytu wewnętrznego, popytu inwestycyjnego i eksportu netto, co oznacza to, że wzrost polskiej gospodarki pozostaje zrównoważony. Lepsze od prognozowanych okazały się także dane o saldzie rachunku bieżącego – jak wynika z informacji opublikowanych przez NBP w marcu nadwyżka w obrotach wyniosła 1938 mln euro wobec 225 mln euro nadwyżki w lutym. W efekcie, podczas piątkowej sesji kurs EUR/PLN spadł o 0.69%, do poziomu 4.0363, natomiast USD/PLN – o 1.01%, do 3.5241.

Dzisiejsza sesja rozpoczęła się od publikacji danych obrazujących aktualną sytuację ekonomiczną w Japonii. Rano uwagę inwestorów na Starym Kontynencie przyciągnęły także informacje dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w Szwajcarii. Popołudniu zza Oceanu napłyną natomiast wiadomości o kondycji amerykańskiego rynku pracy.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

W tym tygodniu kurs USD może nie być zależny od danych

W piątek kurs USD zamknął się na niskim poziomie po kolejnej niezbyt inspirującej serii danych, w szczególności po znacznym spadku wyników wstępnego badania nastrojów w maju, opublikowanych przez Uniwersytet Michigan. W kwietniu odczyt ten nie okazał się niższy niż poprzedni ze względu na wyniki badania zaufania konsumentów opracowanego przez Conference Board. Reakcja USD w piątek po południu została jednak częściowo zrównoważona pierwszymi transakcjami z początku tego tygodnia, mimo iż para EUR/USD pozostaje w okolicach maksimów cyklu, co sugeruje, że jest coraz bardziej osamotniona w umacnianiu się względem USD.

W tym tygodniu dane ze Stanów Zjednoczonych będą stosunkowo skromne; najbardziej interesującym odczytem będą dane dotyczące rynku mieszkaniowego po gwałtownym spadku liczby rozpoczętych budów w lutym i w marcu. W połowie tygodnia opublikowany zostanie protokół z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, który może okazać się nieco bardziej wyważony, a tym samym bardziej agresywny, niż przewiduje/ocenia to rynek, mimo iż nie należy się spodziewać szczególnych fajerwerków.

Być może najważniejszym czynnikiem w tym tygodniu będzie ewentualne zakończenie ostatniego gwałtownego wzrostu rentowności obligacji rządowych i awersji do ryzyka, w szczególności w odniesieniu do akcji spółek europejskich, które miałoby znacznie większy wpływ na akcję na rynkach walutowych, niż jakiekolwiek zdarzenie związane z ryzykiem przewidziane na ten tydzień.

Wykres: NZD/USD

W nocy para NZD/USD straciła na wartości po ostatniej próbie umocnienia w efekcie doniesień o opodatkowaniu nieruchomości mieszkaniowych będących w posiadaniu właściciela przez okres krótszy niż dwa lata podatkiem od zysków kapitałowych, dzięki czemu rząd chce uniknąć ryzyka wzrostu bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Taki ruch umożliwi Reserve Bank of New Zealand kontynuację łagodnej retoryki. Lokalna sytuacja techniczna, w tym akcja ubiegłej nocy i dziś rano, wskazuje na nacisk na zniesienie o 61,8% z linii rajdu rozpoczynającego się na poziomie ostatnich minimów – w przypadku, gdyby poziom ten został osiągnięty, będzie to argument za testem minimów cyklu poniżej obszaru 0,7200.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: piątkowe osłabienie zrównoważyła dzisiejsza akcja, trudno jednak mówić o rajdzie. USD może w tym tygodniu być nadal wrażliwy, jeżeli dane dotyczące amerykańskiego rynku mieszkaniowego okażą się rozczarowujące. Wyważony protokół z posiedzenia FOMC w środę mógłby jednak wesprzeć kurs tej waluty, w szczególności w przypadku uspokojenia sytuacji na rynkach obligacji i akcji.

EUR: pomiędzy obecnym kursem a poziomem 1,2000 Europejski Bank Centralny głośno zaprotestuje, dlatego należy uważać na wszelkie przeszkody na drodze do dalszej aprecjacji EUR, nawet jeżeli za wcześnie jest mówić o osiągnięciu wierzchołka cyklu w parze EUR/USD.

JPY: wydaje się, że rynek zrezygnował z wyceniania pary USD/JPY, co oznacza, że kurs JPY jedynie słabo podąża za ruchem USD w parach walutowych. Nie wiadomo, jaki może być następny katalizator dla tej pary – w piątek odbędzie się posiedzenie Bank of Japan, jednak nie są z nim związane szczególne oczekiwania, a w ubiegłym tygodniu prezes Kuroda zdecydowanie zapowiedział, że nie zamierza jeszcze zmienić swoich wytycznych.

GBP: aprecjacja z ubiegłego tygodnia jest już zawyżona, dlatego w parze GBP/USD należy skoncentrować się na lokalnym wsparciu. Inna sytuacja jest jednak w parze EUR/GBP: konsolidacja wydaje się wystarczająca i inwestorzy wydają się preferować nowy spadek i kontynuację z poziomu odnotowanego po wyborach w Wielkiej Brytanii.

CHF: w piątek miał miejsce interesujący ruch – para EUR/CHF sięgnęła obszaru 1,0500 pomimo braku jakichkolwiek widocznych czynników tego umocnienia. Para ta jest nadal interesująca pod względem technicznym, a czas na osiągnięcie porozumienia w sprawie Grecji się kończy.

AUD: waluta nieco straciła na wartości po uwagach wiceprezesa Lowe’a ubiegłej nocy. Dziś w nocy opublikowany zostanie protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia – czy rynek zbyt szybko zmienił swoje oczekiwania wobec RBA na neutralne? W przypadku zamknięcia w parze AUD/USD znacznie poniżej poziomu 0,8000 i dalszego negatywnego wpływu protokołu z posiedzenia RBA na AUD, niedźwiedzie uzyskają dodatkowe argumenty przemawiające za wejściem do gry.

CAD: para USD/CAD nadal nie dokonała przełamania w dół, jednak rajdy nie są przekonujące – nie jestem pewien, co mogłoby posłużyć za katalizator, skłaniam się jednak ku umocnieniu, i to znacznemu w przypadku, gdyby parze tej udało się pokonać obszar 1,2100/1,2200 w nadchodzących tygodniach.

NZD: rząd zapowiedział obłożenie nieruchomości mieszkaniowych nowym podatkiem od zysków kapitałowych – jest to działanie makroostrożnościowe (w przeciwieństwie do stanowiska RBNZ), którego celem jest uspokojenie sytuacji na rynku mieszkaniowym i umożliwienie podtrzymania umiarkowanych wytycznych przez RBNZ bez jakichkolwiek obaw o wpływ tej retoryki na ceny domów.

SEK: kolejne fałszywe przełamanie w parze EUR/SEK, tym razem w górę, zdezorientowało inwestorów. Czekamy na następne sygnały ze strony Riksbank.

NOK: przychylam się do zdania, że kurs NOK jest zagrożony spadkiem ze względu na ryzyko, że rynek błędnie odczytuje potencjał dalszego złagodzenia polityki nieprzewidywalnego Norges Bank – być może wzrost w parze USD/NOK byłby lepszy, niż aprecjacja pary EUR/NOK?

Najważniejsze dane ekonomiczne

  • Nowa Zelandia: wskaźnik wyników sektora usługowego (Performance of Services Index) w kwietniu wyniósł 56,5 w porównaniu z odnotowanym w marcu 57,6
  • Japonia: zamówienia na maszyny w marcu wykazały +2,9% m/m i +2,6% r/r w porównaniu z przewidywanymi odpowiednio +1,5%/-6,0% oraz odnotowanym w lutym wynikiem +5,9% r/r

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Stany Zjednoczone: indeks rynku nieruchomości NAHB w maju (14:00)
  • Australia: publikacja protokołu z posiedzenia RBA (01:30)

John J Hardy, Saxo Bank

saxo bank

Złoto coraz droższe

Początek tygodnia na rynku surowców upłynął pod znakiem znaczącego umocnienia wartości złota, którego cena wzrosła podczas poniedziałkowej sesji do najwyższego poziomu od trzech miesięcy, wynoszącego 1218.60 USD za uncję.

Zdaniem ekonomistów, powodem wyraźnej aprecjacji złotego kruszcu są słabsze od prognozowanych dane napływające ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w I kwartale 2015 roku PKB wzrosło zaledwie o 0.2% k/k, natomiast dynamika sprzedaży detalicznej spadła do 0.0% m/m. Wiele wskazuje na to, że perspektywa trwałego spowolnienia amerykańskiej gospodarki będzie w dalszym ciągu wspierała notowania tego surowca.

Rano zostały opublikowane dane obrazujące dynamikę inflacji CPI oraz inflacji PPI w Wielkiej Brytanii. W ciągu dnia uwagę inwestorów z Europy przyciągną także wiadomości o bilansie handlu zagranicznego (prognoza 23 mld euro) oraz inflacji HIPC (prognoza 0.6% m/m i 0.0% r/r) w strefie euro. Popołudniu poznamy natomiast informacje na temat aktualnej sytuacji na polskim rynku pracy.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Przeciętne wynagrodzenie znów poniżej 3 tys. zł netto

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w kwietniu 4123,26 zł i było o 3,7% wyższe niż rok wcześniej – poinformował Główny Urząd Statystyczny.

Ekonomiści spodziewali się wzrostu o 3,8% wobec 4,9% odnotowanych w marcu. Należy pamiętać, że dane podane dziś przez GUS dotyczą przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób. Nie obejmują zatem ani najmniejszych firm, ani sektora publicznego.

– Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu w skali miesiąca spadło o 2,2%. W kwocie netto znów nie przekroczyło 3 tys. zł (2939 zł). Duży wzrost w marcu spowodowany był jednorazowymi przesunięciami w sektorze górniczym. W kwietniu wartość dynamiki wzrostu przeciętnego wynagrodzenia bardziej pokrywa się z odnotowanym wzrostem PKB, który w I kw. 2015 roku wyniósł 3,5% rdr – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się o 1,1% rdr, co było wynikiem takim samym jak w marcu i zgodnym z szacunkami analityków.

– Obecnie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wynosi 5575,1 tys. osób, a to oznacza, że w skali miesiąca praktycznie nie uległo ono zmianie. Nie zmienia to faktu, że odnotowany wynik to rekord wielkości zatrudnienia w przedsiębiorstwach zatrudniających więcej niż 9. pracowników. Niestety, spory spadek bezrobocia rejestrowego z 11,5% do 11,3% nie pokrywa się proporcjonalnie z liczbą nowozatrudnionych, co pozwala domniemywać, że większość nowych miejsc pracy powstaje poza większymi przedsiębiorstwami. Ewentualnie spora grupa bezrobotnych udaje się na emigrację lub traci status bezrobotnego z przyczyn formalnych. Ponadto zahamowanie wzrostu zatrudnienia przy sporym wzroście PKB, mimo wszystko świadczy o niepewności na rynku. Obecnie trwająca kampania obietnic wyborczych wprowadza szum informacyjny nt. otoczenia prawno-podatkowego w Polsce, a to szkodzi biznesowi, który najbardziej lubi ciszę – dodaje Piechowiak.