Byle do pierwszego, czyli Polacy na granicy… wypłacalności

Ponad 90 proc. podstawowych i najczęstszych wydatków Polacy pokrywają z comiesięcznych dochodów. Tylko co piąty Polak finansuje wakacje, remont, zakup sprzętu domowego, naprawę samochodu czy organizację ślubu z oszczędności lub pieniędzy otrzymanych w prezencie. Najchętniej kupujemy odzież, buty, prezenty dla najbliższych i kosmetyki. Najmniej przyjemności sprawiają nam natomiast zakupy, na które zaciągamy kredyty.

 Jak pokazało badanie przeprowadzone przez Instytut Millward Brown na zlecenie Grupy KRUK, lidera na rynku zarządzania wierzytelnościami w Europie Środkowej, aż dwie trzecie Polaków ocenia swoją sytuację finansową jako przeciętną. Ich miesięczne dochody pokrywają się z wydatkami, co oznacza, że ta grupa nie gromadzi oszczędności. Zaledwie 13 proc. ankietowanych zadeklarowało, że ich wydatki przewyższają zarobki. Natomiast 17 proc. badanych ocenia swoją sytuację finansową jako pozytywną ̶ nie mają zaległości z płatnościami i udaje im się na bieżąco odkładać pieniądze na przyszłość.

Wydatki Polaków

Najczęstsze koszty ponoszone przez Polaków to wydatki na podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie czy ubrania. Na drugim miejscu znalazły się podstawowe wydatki związane z domem, czyli czynsz, opłaty za ogrzewanie, prąd, wodę oraz gaz, a na trzecim comiesięczne rachunki za telefon, telewizję czy internet. Polacy pokrywają je w ponad 90 proc. z comiesięcznych dochodów takich jak pensja, emerytura lub wynajem mieszkania. Jak deklarują respondenci, wydatki nieplanowane czy okazyjne, takie jak wakacje, remont, zakup sprzętu domowego, naprawa samochodu czy organizacja ślubu, pokrywamy, posiłkując się oszczędnościami i pieniędzmi otrzymanymi w prezencie. Osoby zamożne korzystają ze swoich oszczędności nieco częściej, co może być podyktowane większą stabilizacją finansową, a pożytkują je na okazjonalne wydatki oraz wyjazdy. Osoby niezamożne również korzystają ze swoich oszczędności, jednak częściej przeznaczają je na cele związane z dziećmi.

Patrząc na wyniki badania, można postawić tezę, że skoro zdecydowana większość podstawowych kosztów takich jak m.in. jedzenie, ubrania lub czynsz pokrywane są z regularnych dochodów, to każdy wydatek, który nas zaskoczy lub nie wpisuje się w comiesięczny, rutynowy plan, mocno odbija się na naszym domowym budżecie. Taka sytuacja jest niebezpieczna, ponieważ może prowadzić do zaległości w terminowej spłacie zobowiązań, a w dłuższej perspektywie do wpadnięcia w poważne długi – komentuje Karolina Barańska z Grupy KRUK.

Na co lubimy wydawać pieniądze?

Instytut Millward Brown sprawdził również, na co najchętniej wydajemy pieniądze. Najbardziej lubimy wydawać pieniądze na stosunkowo małe, przynoszące bezpośrednią przyjemność wydatki, takie jak odzież, buty, prezenty dla najbliższych, hobby czy jedzenie. Dla kobiet najatrakcyjniejsze są zakupy odzieży, butów, biżuterii oraz związane z dbaniem o urodę. Mężczyźni natomiast najchętniej wydają pieniądze na elektronikę, a także zakupy związane z motoryzacją, sportem oraz używkami. Po przeciwnej stronie znalazły się wydatki, które traktujemy jako obowiązek, np. opłaty za czynsz i media, kredyty czy leki.

Co interesujące, wydatki, na które bierzemy kredyty, nie sprawiają nam aż takiej przyjemności, podobnie jak spłacanie rat zaciągniętych kredytów i pożyczek, które są najmniej lubianą grupą kosztów. Warto jednak zaznaczyć, że spłata kredytów jest bardziej atrakcyjna dla osób mniej zamożnych. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że spłata każdej z rat przybliża nas do momentu, kiedy to zobowiązanie przestanie być dużym obciążeniem dla domowego budżetu – zauważa Karolina Barańska.

Opóźnienia w spłacie zobowiązań

Badani odpowiedzieli również na pytania związane z opóźnieniami w spłacie zobowiązań. Co szósty-siódmy Polak potwierdził, że zdarzyło mu się mieć opóźnienie w spłacie należności. Ta odpowiedź była jednak zdecydowanie częściej wskazywana – aż w jednej trzeciej przypadków – przez osoby negatywnie oceniające swoją sytuację, pracujące dorywczo oraz bezrobotne.

Prawie 40 proc. z tych, którym zdarzyło się mieć opóźnienia w spłacie, wskazało, że ta sytuacja dotyczyła spłaty rat kredytów lub pożyczek. Jeszcze więcej osób nie zapłaciło w terminie za czynsz czy media oraz wydatki okazyjne – mówi Karolina Barańska.

Boruta Zachem stawia na biotechnologię. Firma inwestuje w badania i linie do produkcji biosurfaktantów

0

CEO Magazyn Polska

W najbliższych latach produkty wytwarzane w wyniku rafinacji ropy naftowej będą powoli zastępowane produktami powstającymi dzięki rafinacji produktów biomasy roślinnej ocenia spółka chemiczna Boruta Zachem. Firma dotąd specjalizująca się w produkcji barwników inwestuje w badania oraz ich przemysłowe wdrożenia, które pozwolą jej zdobyć dobrą pozycję na tym rynku.

Od 14 maja trwają zapisy na akcje spółki nowej emisji. Dzięki niej firma chce pozyskać 9 mln zł, z których sfinansuje część z szacowanej na 23 mln inwestycji związanej z produkcją biosurfaktantów .

Nasza inwestycja jest finansowana z kilku źródeł mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Pawlikowski, wiceprezes zarządu Boruty Zachem. – 19 mln zł to dotacja z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Część tych pieniędzy już pozyskaliśmy od naszych akcjonariuszy w formie pożyczki i teraz chcemy pozyskać brakującą kwotę właśnie w kwocie około 9 mln zł.

Zgodnie z harmonogramem i umową podpisaną z PARP-em spółka ma czas do końca roku, by zakończyć inwestycje. Ten termin stara się jednak przyspieszyć i zrobić rozruch jeszcze w sierpniu bądź może nawet w lipcu. Ma bowiem podpisany kontrakt ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i powinna już w sierpniu dostarczać gotowy produkt.

– Fundamentem i podstawą do stworzenia systemowego rozwiązania w postaci biorafinerii jest dla nas linia do produkcji biosurfaktantów deklaruje Marcin Pawlikowski.Mamy podejście kaskadowe do produkcji różnych produktów z biomasy rolniczej. Uważamy, że w najbliższych latach produkty wytwarzane w rafinerii ropy naftowej będą powoli zastępowane produktami, które będą powstawały właśnie w rafineriach w wyniku rafinacji produktów biomasy roślinnej i takie podejście nasza firma prezentuje.

Boruta Zachem chce osiągnąć taki poziom technologiczny, by tę biomasę rozkładać na czynniki pierwsze i frakcjonować, izolować związki o dużej wartości dodanej. Pod koniec marca spółka założyła konsorcjum międzynarodowe z takimi firmami, jak Evonik, EmulTech, UCB Pharma, a także kilkoma europejskimi instytutami z Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Włoch. W ramach unijnego programu wspierania nauki Horyzont 2020 chcą one pracować nad nowymi technologiami

– Chcemy wspólnie opracować technologię przemysłową do produkcji prebiotyków, którą będziemy również mogli stosować na naszej linii technologicznej, oczywiście w odpowiedni sposób ją dostosowując i rozwijając informuje wiceprezes zarządu Boruty Zachem.Idziemy w stronę produkcji biotechnologicznej, wykorzystując właśnie biomasę rolniczą.

Specjalnością Boruty Zachem była produkcja barwników i pigmentów. Dziś jest to rynek stabilny i niedający szans na dynamiczny rozwój, dlatego firma stawia na rozwój produktów, które będą oparte właśnie na biosyntezie, na fermentacji, idziemy w stronę biotechnologiczną.

Chcemy iść w kierunku biotechnologii, wykorzystując nasze zasoby ludzkie, gdyż zatrudniamy wielu bardzo zdolnych chemików, biotechnologów – podkreśla Marcin Pawlikowski z Boruty Zachem. Uważam, że radziliśmy sobie do tej pory bardzo dobrze, udało nam się pozyskać jeszcze w starej perspektywie dość spore dofinansowanie i mamy gotowe projekty, które będziemy wspólnie, czy z Uniwersytetem Wrocławskim, czy sami, czy z naszymi międzynarodowymi, zagranicznymi partnerami składać w najbliższej perspektywie.

Wiceminister Dycha w sprawie TTIP na formalnej Radzie ds. Zagranicznych UE

Mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS) w ramach negocjowanego porozumienia TTIP to jeden z najważniejszych  tematów Formalnej Rady UE ds. Zagranicznych z udziałem ministrów właściwych ds. handlu. W spotkaniu w Brukseli 7 maja 2015 r. wziął udział podsekretarz stanu w  MG Andrzej Dycha.

Podczas spotkania ministrowie ocenili, że zaproponowana przez KE reforma mechanizmu rozstrzygania sporów między państwem a inwestorem, która ma się znaleźć w umowie o wolnym handlu między UE a USA, idzie we właściwym kierunku.  Ma ona m.in. na celu zwiększenie przejrzystości postępowania, jeszcze większe zabezpieczenie prawa do wprowadzania regulacji, poprawę funkcjonowania trybunałów oraz unikanie konfliktu interesów. Planowane jest, że do rozmów w tej sprawie strony mają powrócić jesienią 2015 r.

Jak wyjaśnia wiceminister Dycha, Polska w 1990 r. zawarła ze Stanami Zjednoczonymi umowę, na podstawie której inwestycje amerykańskie w Polsce są szczególnie chronione, na podstawie klauzuli ISDS dotyczącej sporów pomiędzy państwem i inwestorem znajdującej się w tej umowie. – Podobnego typu umowy z USA mają inne państwa naszego regionu – kraje bałtyckie, Czechy, Słowacja, Rumunia czy Chorwacja – przypomina. – Z naszego punktu widzenia rozwiązania polegające na tym, że klauzule dotyczące ochrony inwestycji amerykańskich w Europie i europejskich w Stanach Zjednoczonych byłyby rozstrzygane na poziomie europejskim może okazać się
korzystne, tworząc lepszą ochronę dla interesów finansowych państwa
– ocenia wiceminister.

 

Ministerstwo Gospodarki (MG)
Ministerstwo Gospodarki (MG)

Tylko 12 proc. klientów ufa informacjom podawanym przez producentów

Mimo spowolnienia gospodarczego przychody ze sprzedaży 250 największych spółek z branży dóbr konsumpcyjnych osiągnęły w minionym roku finansowym (zakończonym najpóźniej w czerwcu 2014 roku) prawie 3,1 bln dolarów, o 5,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z ósmej edycji cyklicznego raportu „Global Powers of Consumer Products 2015. Connecting with the connected consumer”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, szacunkowa wartość transakcji M&A w tym sektorze sięgnęła w 2014 roku 296 mld dolarów. Z kolei największym wyzwaniem, które stoi przed producentami dóbr konsumpcyjnych jest zdobycie zaufania coraz bardziej wyedukowanych i świadomych klientów.

W minionym roku finansowym firmy z sektora dóbr konsumpcyjnych zmagały się jeszcze ze skutkami globalnego spowolnienia gospodarczego. Jednocześnie jednak, spadek cen ropy naftowej oraz zwiększona presja deflacyjna na rozwiniętych rynkach, takich jak USA, Europa czy Japonia spowodowały, że w krajach o wysokim zużyciu ropy naftowej (Japonia, Indie, USA i większość krajów europejskich) wzrosła siła nabywcza. To z kolei wpłynęło na poprawę kondycji branży dóbr konsumpcyjnych.

Średni wzrost przychodów w ostatnim zamkniętym roku podatkowym wyniósł 5,6 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 5,1 proc. „Połowa firm, które znalazły się w zestawieniu, odnotowała szybsze tempo wzrostu przychodów niż rok wcześniej. Marża zysku netto wzrosła średnio o 9,6 proc. Jest to najlepszy wynik od 2010 roku, kiedy branża zaczęła poprawiać swoje wyniki po globalnym kryzysie gospodarczym” – wyjaśnia Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Na tle poprawiających się wyników nadal nie najlepiej wypada Europa, gdzie wzrost przychodów ze sprzedaży wyniósł jedynie 1,2 proc. W przypadku Europy już trzeci rok z rzędu jest to wynik poniżej średniej całego zestawienia. W Ameryce Północnej było to z kolei 3,6 proc. Nadzieję na rozwój i wzrost przychodów dają producentom niektóre rynki wschodzące: Ameryka Łacińska (7,3 proc.) oraz region Azji i Pacyfiku (10,9 proc.). W Afryce i na Bliskim Wschodzie było to 4,1 proc.

Więcej fuzji i przejęć w branży dóbr konsumpcyjnych

Od czasu stagnacji w 2009 roku aktywność w zakresie M&A na rynku dóbr konsumpcyjnych stale rosła do 1421 transakcji w roku 2013 w skali światowej. W przeciwieństwie do rosnącej liczby transakcji fuzji i przejęć, ich wartość spadała od 2009 roku aż do roku 2013 (223 mld dolarów). Przykładowo spadek wartości transakcji odnotowany w 2012 wynikał w dużym stopniu z okazyjnych sprzedaży związanych ze spowolnieniem gospodarczym, dzięki którym spółki przejmujące kupowały aktywa po atrakcyjnych cenach.

Na podstawie wstępnych danych za rok 2014 można spodziewać się, że liczba transakcji M&A sięgnie 1295. To co prawda mniej niż rok wcześniej, ale ich wartość była wyższa niż w 2013 roku i sięgnęła 296 mld dolarów.

W omawianym okresie ostatniego zamkniętego roku finansowego największą transakcją był zakup firmy Beam przez japoński koncern Suntory Holdings za 15,4 mld dolarów. „Wzrost organiczny pozostaje wyzwaniem dla wielu firm w branży dóbr konsumpcyjnych. W związku z tym nadal wybierają one przejęcia strategiczne jako metodę szybszego zwiększania udziału w rynku. W nadchodzących latach nadal należy spodziewać się rosnącej liczby przejęć i fuzji, co pozytywnie wpłynie na kształt portfela produktów i pozwoli zwiększyć elastyczność firm, które muszą szybko dostosowywać się do zmieniających się preferencji konsumentów” – wyjaśnia mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Jak dotrzeć do konsumenta w sieci?

Badania Deloitte wykazały, że pomimo dostępu do ogromnej liczby informacji i fachowych opinii na temat produktów w Internecie, konsumenci znacznie częściej konsultują swoje wybory z najbliższymi (przyjaciele, rodzina) niż z ekspertami. Aż 60 proc. ankietowanych twierdzi, że największe zaufanie budzą w nich opinie na temat produktów i usług wyrażone przez rodzinę, przyjaciół lub innych konsumentów. Nieco mniej badanych (43 proc.) opiera się na opiniach niezależnych ekspertów oraz pracowników sklepu stacjonarnego lub internetowego (16 proc.). Tylko 12 proc. respondentów ufa informacjom producenta. Eksperci Deloitte mówią nawet o „luce zaufania”, która wytworzyła się między klientami, a sprzedawcami. „Okazuje się, że z zaufaniem ściśle wiąże się poczucie bezpieczeństwa, które także wpływa na decyzje zakupowe konsumentów. Aż 80 proc. osób jest bardziej skłonnych do zakupów, jeśli wierzą, że ich dane powierzone producentom i sprzedawcom są należycie chronione. To jedno z największych wyzwań, jakiemu muszą stawić czoła firmy z branży dóbr konsumpcyjnych” –wyjaśnia Magdalena Jończak.

Ostatni zamknięty rok podatkowy ponownie należał do producentów sprzętu elektronicznego. Przychody w tym sektorze wzrosły o niemal 11,2 proc., czyli dwa razy więcej niż wynosi średnia dla całego zestawienia. Jednak „zadyszkę” złapali dwaj liderzy w tym sektorze i w całym TOP 250. Przychody zwycięzcy rankingu, koreańskiego giganta Samsung wzrosły o 13,7 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 21,9 proc. Z kolei Apple nie był w stanie utrzymać tempa wzrostu z ostatnich pięciu lat, które sięgało średnio ponad 40 proc. rocznie. W omawianym roku finansowym przychody ze sprzedaży amerykańskiej firmy wzrosły o 9,2 proc., podczas gdy rok wcześniej było to 44,6 proc.

Kolejny nie najlepszy rok zanotowała branża modowa, w której wzrost przychodów wyniósł 6,8 proc. Rok wcześniej sektor osiągnął tempo wzrostu na poziomie 7,3 proc.

Łączne przychody ze sprzedaży dziesięciu największych producentów dóbr konsumpcyjnych na świecie wyniosły ponad 906 mld dolarów, a to oznacza, że ich udział w przychodach TOP 250 wyniósł prawie 30 proc. Ich średnie dochody wzrosły o 7,7 proc., a marża zysku netto o 12 proc.

Z pierwszej dziesiątki i z całego zestawienia wycofano firmę Panasonic, której większość przychodów nie pochodzi już ze sprzedaży dóbr konsumpcyjnych. Podobna sytuacja zaistniała z Nokią i Blackberry. Dzięki usunięciu z zestawienia Panasonica na 10. miejscu zadebiutował największy na świecie przetwórca mięsa – brazylijska firma JBS.

W pierwszej dziesiątce największych producentów dóbr konsumpcyjnych 4. miejsce, które rok temu należało do Panasonica, zajął koncern Procter & Gamble, który awansował z 5. pozycji. Z kolei z 6. na 5. miejsce przesunęło się Sony, a z 8. na 6. PepsiCo. LG Electronics awansował z 10. na 8. pozycję.

Firmy, które znalazły się w zestawieniu musiały osiągać roczne przychody na poziomie co najmniej trzech miliardów dolarów. Średnia wartość przedsiębiorstwa wyniosła w omawianym roku 12,3 mld dolarów.

Informacje o raporcie:

Raport „Global Powers of Consumer Products 2015. Connecting with the connected consumer” przedstawia ranking 250. największych światowych producentów dóbr konsumpcyjnych w oparciu o powszechnie dostępne dane finansowe firm za ostatni zamknięty rok finansowy (obejmujący rok podatkowy firm kończący się najpóźniej w czerwcu 2014 roku). Raport prezentuje również prognozę dla gospodarki światowej, analizę kapitalizacji rynkowej w branży oraz omówienie podstawowych trendów oddziałujących na firmy w sektorze.

Raport EY: W Polsce w 2014 roku zawarto 245 transakcji fuzji i przejęć. Daje to drugie miejsce w regionie

W sumie w całym regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w minionym roku dokonano 1304 transakcji to o 16,9% mniej niż w 2013 roku. Najwięcej fuzji i przejęć miało miejsce w Turcji. Polska i Czechy także znalazły się na kolejnych miejscach podium. Pod względem wartości transakcji, 2014 rok był także nieco słabszy od poprzedniego. Łączna wartość przejętych aktywów wyniosła 38,5 mld USD. To o 2,4% mniej niż w 2013 roku.

Jak wynika z badania Barometr transakcji fuzji i przejęć EY o niższych wpływach z transakcji zdecydował spadek średniej wartości największych umów tych powyżej 100 mln USD. W Turcji łączna wartość transakcji wyniosła 12,3 mld USD i była wyższa o ponad 1/3 w porównaniu z 2013 rokiem. Na drugim miejscu znalazły się Czechy, gdzie sprzedano aktywa za 7,9 mld USD. Polska z transakcjami na łączną kwotę 6,4 mld USD zajęła trzecią pozycję. Natomiast za największy, bo ponad 170% wzrost, odpowiada Rumunia.

Turcja została liderem także pod względem liczby zawartych transakcji zawarto tam 305, czyli blisko umów wszystkich fuzji i przejęć w regionie. Na drugim miejscu znalazła się Polska z 245 transakcjami, a na trzecim Czechy z 221. Największy spadek fuzji i przejęć w ujęciu rocznym miał miejsce w Bułgarii, gdzie w ciągu roku ich liczba zmniejszyła się o 79,3%.

Inwestorzy strategiczni odpowiadali za ponad 2/3 transakcji w regionie. W Polsce ten odsetek był nieco niższy i wyniósł 64%. Ciekawym przykładem była Grecja, gdzie stosunek inwestorów strategicznych do finansowych wyniósł 9:1. Z kolei w Bułgarii i Rumunii instytucje finansowe były odpowiedzialne za ponad połowę zakupów.

Wewnętrzne fuzje i przejęcia stanowiły ponad połowę (53%) zawartych umów. Są to transakcje, w których kupujący i sprzedający pochodzą z tego samego kraju. W Polsce stanowiły one 56% wszystkich umów. Z kolei inwestorzy zagraniczni średnio w regionie stanowili średnio 36%, a 12% były to fuzje i przejęcia dokonane przez polskie spółki zagranicą mówi Bartłomiej Smolarek, Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY. W największą liczbę transakcji zarówno w całym regionie jak i w Europie byli zaangażowani inwestorzy pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Najbardziej aktywnym sektorem w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej  była branża IT. Odpowiadała on za 16% wszystkich transakcji zawartych w 2014 roku. Największym zakupem w tym obszarze było przejęcie rumuńskiego start-upa LiveRail przez spółkę Facebook za 500 mln USD. Także w Polsce sektor IT należał do najbardziej aktywnych i choć w 2014 roku nie było w naszym kraju transakcji w sektorze IT porównywalnych wartościowo do LiveRail to mieliśmy do czynienia z wieloma przejęciami małych i średnich przedsiębiorstw. Świadczy to o tym, że inwestorzy zauważają potencjał rynku e-commerce, a z drugiej strony istnieje w tym segmencie w Polsce bardzo wiele młodych, dynamicznych przedsiębiorstw tłumaczy Bartłomiej Smolarek. Drugim najbardziej dynamicznym sektorem w regionie pod względem liczby transakcji był przemysł z 155 zawartymi umowami. Na kolejnych miejscach znalazły się usługi (120 transakcji), nieruchomości (112) i handel (98).

Wśród 10 największych transakcji w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej znalazły się dwa przejęcia, które miały miejsce w Polsce. Zakup budynku Rondo 1 przez Deutsche Asset & Wealth Management za 411 mln USD zajął 7. miejsce w zestawieniu, a nabycie centrum handlowego Poznań City Center przez Ece Projekt management i Resolution Property za 326 mln USD znalazło się na 8. pozycji.

Lista największych 10 transakcji w 2014 roku zarówno w regionie jak  i w Polsce została zdominowana przez transakcje nieruchomościowe. Spośród dużych transakcji spoza tego segmentu, warto zwrócić uwagę na aktywność polskich podmiotów zagranicą. Zarówno ubezpieczyciel PZU, jak i PKN ORLEN sfinalizowały bowiem w 2014 roku zagraniczne przejęcia o wartości ponad 200 mln USD. W dalszym ciągu dużą aktywność obserwowaliśmy na rynku opieki medycznej, gdzie do konsolidujących ten rynek Lux Medu i PZU dołączyła również notowana na giełdzie firma Neuca. Duże pod względem wartości transakcje miały również miejsce w portfelu Abris Capital Partners, który sprzedał z sukcesem swoje akcje w firmie kurierskiej Siódemka SA, zaś zainwestował w niedoceniany do tej pory rynek dealerów używanych samochodów kupując czeski podmiot AAA Auto z zamiarem jego rozwoju również w Polsce   podsumowuje Brendan OMahony, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Transakcyjnego EY.

Barometr transakcji fuzji i przejęć EY jest analizą i podsumowaniem dostępnych publicznie informacji znajdujących się m.in. w: DealWatch, MergerMarket, Capital IQ, Zephyr, a także w zasobach własnych EY.

Cameron musi rozliczyć się z UE

Wynik wyborów w Wielkiej Brytanii pod wieloma względami jest zdumiewający. Partia Pracy dostała odpowiednią nauczkę, a wręcz została ukarana za brak spójnej polityki gospodarczej, przy czym wynik odnotowany w Szkocji jest po prostu zawstydzający. Wynik SNP to jednak sygnał, którego premier David Cameron nie może zignorować.

Reakcja na rynkach finansowych była, co zrozumiałe, pozytywna: GBP znacznie się umocnił, ponieważ wydaje się, że Wielka Brytania wkracza w okres stabilnej i odpowiedzialnej polityki gospodarczej.

Bardzo cieszy mnie fakt, iż przynajmniej niektórzy wyborcy europejscy wybierają przywódców będących zwolennikami ostrożności ekonomicznej i uważam, że zwycięstwo Camerona jest w pełni zasłużone.  Strategia umiarkowania względem UKIP okazała się sukcesem, jednak obecnie Cameron musi wypełnić obietnicę przeprowadzenia referendum w sprawie członkostwa w UE, którego spodziewa się tak wielu Brytyjczyków.

Jeżeli tak jak ja jest się przyzwyczajonym do wyborów proporcjonalnych, wydaje się dziwne, że trzecie co do wielkości ugrupowanie uzyskało zaledwie kilka mandatów. Mimo to, Nigel Farage miał pozytywny wpływ na politykę Wielkiej Brytanii wobec UE.

Miejmy nadzieję, że Bruksela właściwie to odczyta, aczkolwiek osobiście w to wątpię. UE nigdy niczego nie odwzajemnia. Raczej sięga po coraz więcej kontroli na każdym polu.

Unijnej biurokracji brakuje samokrytycyzmu. Niczego się nie żałuje, bez względu na to, jak bardzo i jak często się zawodzi. Unia po prostu kontynuuje rozszerzanie swojej władzy i proces ten się nie zakończy, o ile ktoś nie postawi twardego ultimatum i nie powie „stop”.

Wynik wyborów w Wielkiej Brytanii to nasza jedyna szansa na powiedzenie „stop”!

W ubiegłym roku obchodziliśmy 25. rocznicę obalenia Muru Berlińskiego. Kto w 1989 r. mógłby przypuszczać, że już po 25 latach zapomnimy o zwycięstwie kapitalizmu, o niebezpieczeństwach i porażkach ponadnarodowych rządów i kontroli, zapomnimy o kompletnym bankructwie socjalizmu i o znaczeniu konkurencyjności, efektywnej alokacji kapitału i specjalizacji? I oto osiągnęliśmy ten punkt, a UE powtarza nieudane eksperymenty z przeszłości.

Już dość!

Mam nadzieję, że Cameron, dzięki temu zaskakującemu zwycięstwu, dotrzyma obietnicy złożonej w inspirującej wypowiedzi udzielonej agencji Bloomberg w styczniu 2013 r., w której wzywał do głębokich reform instytucji unijnych.

Słusznie podkreślił, że publiczne rozczarowanie UE osiągnęło krytyczny poziom, ponieważ ludzie uważają, że UE zmierza w kierunku, na jaki nigdy się nie pisali. Wyraził obawy większości Europejczyków, a przynajmniej Brytyjczyków i Duńczyków, że, najprościej rzecz ujmując, wiele osób zadaje sobie pytanie: „Dlaczego nie możemy otrzymać po prostu tego, na co głosowaliśmy – wspólnego rynku?”.

Wiemy, że wielu mieszkańców Wielkiej Brytanii zgadza się ze swoim ponownie wybranym premierem na temat tego, że każda ideologia, która rzekomo przekracza granice państw, jest sprzeczna z ludzką naturą. Miejmy nadzieję, że Cameron podtrzyma to stanowisko.

Referendum na temat członkostwa Wielkiej Brytanii w UE to największa nadzieja na realną Europę. Dołożę wszelkich starań, aby zapewnić, że Dania pójdzie w ślady Wielkiej Brytanii i podejmie wszelkie możliwe środki, by powrócić do Europy słynącej z historii, zróżnicowania kultur, umiejętności, ducha konkurencyjności i wolności.

Lars Seier Christensen, Saxo Bank

saxo bank

Czy inwestowanie w rubla jest opłacalne?

Na przestrzeni ostatniego roku rubel przeszedł długą drogę od statusu jednej z najsłabszych walut w 2014 roku, do wejścia do czołówki najsilniejszych walut w pierwszych miesiącach 2015 roku.

Od początku bieżącego roku rubel umocnił się względem dolara o około 17 proc., a w stosunku do euro prawie o 23 proc. Z czego wynika obserwowana siła rubla na szerokim rynku? Czy inwestycja w tę walutę jest cały czas opłacalna?

Zeszłoroczne osłabienie rosyjskiej waluty było spowodowane przez dwa istotne czynniki. Po pierwsze byliśmy świadkami rekordowych spadków notowań ropy naftowej na światowych rynkach, od których w znaczniej mierze zależy poziom rozwoju gospodarczego Rosji. Inwestorzy wyprzedawali rubla w obawie, że tamtejsza gospodarka może stanąć w obliczu kryzysu spowodowanego intensywnym spadkiem cen ropy. Drugim z czynników stojących za zeszłoroczną przeceną rubla był konflikt militarny na wschodzie Ukrainy i wcześniejsza aneksja Krymu. W związku z tymi wydarzeniami Unia Europejska wraz ze Stanami Zjednoczonymi zdecydowały się na nałożenie sankcji gospodarczych na Rosję, tym samym znacznie osłabiając sytuację gospodarczą w tym kraju.

Jednak problemy wpływające na przecenę rubla zostały w pewnej mierze zażegnane. Notowania ropy naftowej odbiły się od dna i obecnie wartość baryłki typu Brent wycenia się na 66 dolarów. Sytuacja na Ukrainie uspokoiła się i bardzo prawdopodobne, że w niedługim czasie uda się wypracować porozumienie pomiędzy walczącymi stronami. Gdyby do tego doszło, zachodnie państwa prawdopodobnie zdecydowałyby się na zniesienie sankcji gospodarczych, a to znacznie przyspieszyłoby poziom wzrostu gospodarczego w Rosji.

Istnieją jednak czynniki, które mogą stanąć na przeszkodzie dalszej aprecjacji rubla. Przewodnicząca banku centralnego Rosji Elvira Nabiullina stwierdziła podczas konferencji w Moskwie, że oczekuje szybkiego powrotu inflacji do poziomów z zeszłego roku i w związku z tym bank centralny będzie kontynuował obniżanie stóp procentowych, które w chwili obecnej wynoszą 12,5 proc. To powinno wpłynąć na deprecjację rubla na szerokim rynku. Poza tym mocna waluta jest negatywnie postrzegana przez przedstawicieli rosyjskiego rządu jako czynnik silnie ograniczający konkurencyjność eksportu, a zwłaszcza wpływów ze sprzedawanej ropy naftowej.

Zatem wygląda na to, że w najbliższej perspektywie rubel może się jeszcze umocnić na fali rosnących notowań ropy naftowej. Mimo to należy pamiętać, że inwestycja jest obarczona sporym ryzykiem. Nie wiemy, na jak dynamiczną ścieżkę obniżek stóp procentowych zdecyduje się bank centralny Rosji. Dodatkowo trzeba pamiętać, że niewykluczony jest także powrót cen ropy naftowej do trendu spadkowego, co mogłoby spowodować kolejną falę deprecjacji rosyjskiej waluty. Ponadto należy mieć na uwadze, że konflikt na Ukrainie nie został jeszcze oficjalnie zakończony, więc cały czas obowiązują sankcje gospodarcze nałożone na Rosję.

Podsumowując, w średniej perspektywie rubel może jeszcze się umacniać, ale w dłuższym terminie jego notowania powinny powrócić do trendu spadkowego.

Robert Pietrzak

HFT Brokers Dom Maklerski S.A.

Marketplanet prognozuje szybki wzrost internetowych transakcji B2B. W ciągu pięciu lat ich wartość ma się zwiększyć o połowę

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba transakcji, jakie polskie firmy przeprowadzają między sobą w internecie. Marketplanet, który oferuje przedsiębiorstwom platformę do przeprowadzania transakcji B2B, ocenia, że w ciągu 4-5 lat wart obecnie 215 mld złotych rynek wzrośnie o 40-60 proc.

– Rynek transakcji B2B wygląda coraz lepiej mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Matysik, prezes zarządu Marketplanet. – Obserwujemy przenoszenie trendów z zakupów czysto masowych do sektora handlu pomiędzy przedsiębiorstwami i to daje nadzieje na to, że już wkrótce bardzo wiele firm będzie prowadzić handel, wyłącznie korzystając z elektronicznych mediów.

Marketplanet szacuje, że wartość handlu elektronicznego pomiędzy firmami jest obecnie na poziomie około 215 mld zł, z czego handel z wykorzystaniem narzędzi tej firmy to ok. 24-25 mld zł.

Zakładamy, że w ciągu najbliższych 4-5 lat parametry te znakomicie wzrosną i że około 40 do 60 proc. tej wartości pierwotnej, czyli 215 mld, zostanie przeniesione do handlu internetowego pomiędzy firmami ocenia Piotr Matysik. – Jest to trend, który – tak jak wspominałem – jest trendem dominującym również na rynku masowym. Ma to także związek z tym, że pracownicy korporacji coraz częściej zachowują się w życiu zawodowym bardzo podobnie i stosują bardzo podobne metody, jak w życiu prywatnym.

Oszczędności wynikające z wykorzystania tego typu narzędzi są spore i jak podkreśla prezes Marketplanet, dwojakiego rodzaju.

Za każdym razem, kiedy reorganizujemy i optymalizujemy procesy zakupowe w dużej strukturze, w dużej firmie, to wiąże się z tym, że pewne działania upraszczamy, a pewne eliminujemy. W związku z tym w tych procesowych wątkach zakładamy i na bazie też naszych przeprowadzonych projektów te oszczędności dochodzą do 15-20 proc. Druga grupa oszczędności to te wynikające z kumulacji wolumenów i negocjacji przeprowadzonych również dla struktur centralnych, gdzie tak naprawdę kumulujemy pewne wolumeny zakupowe. Tam te oszczędności w zależności od kategorii są od poziomu 10 proc. nawet do 50-60, więc tak naprawdę jest o co walczyć.

Marketplanet ma w planach ekspansję w Europie. Już teraz wraz z klientami firma dokonuje wdrożeń poza granicami Polski. Plany na kolejne lata zakładają wchodzenie nie tylko na rynki Europy Wschodniej, lecz także – mimo działającej już silnej konkurencji na rynki w państwach zachodnich.

– Każda z tych grup ma olbrzymi potencjał zwraca uwagę prezes Piotr Matysik z Marketplanet. – Kraje, które znajdują się na zachód od Polski, przede wszystkim są bardzo obeznane z tego typu narzędziami, w związku z tym poziom konkurencyjności jest duży. Natomiast mamy pełną świadomość, że nasze narzędzie jest w tej chwili bardzo rozwiniętym funkcjonalnie, dlatego zamierzamy tam konkurować zarówno cenowo, jak i funkcjonalnie. Natomiast w Europie Wschodniej liczymy przede wszystkim w pierwszym kroku na edukację tego rynku, w drugiej fazie na nasycanie naszym produktem. I pewnie jest to trudne zadanie na kolejne 4-5 lat.

Kredyt „brutto brutto” – nowa moda?

Zaciągający kredyty gotówkowe zdążyli już przekonać się, że oprocentowanie pożyczonych środków często nie jest najważniejszym elementem kosztu. Banki coraz częściej sięgają jednak po kolejne triki, które utrudniają samodzielne oszacowanie ceny kredytu.

W idealnym świecie udając się do banku po kredyt gotówkowy naszą uwagę zaprzątałby tylko jeden parametr – wysokość oprocentowania. Wybór najlepszej oferty byłby wtedy prosty. Należałoby porównać naliczane przez kredytodawcę odsetki, a jeśli zestawilibyśmy ze sobą oferty kredytów na ten sam okres do podjęcia decyzji wystarczyłoby nawet tylko spojrzenie na wysokość raty.

– Niestety opłaty i prowizje pobierane przez banki komplikują proces wyboru. Prowizja może zostać doliczona do kwoty kredytu i dopiero od tej sumy naliczane są odsetki. Okazuje się jednak, że sytuację można zaciemnić jeszcze bardziej – mówi Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

W niektórych bankach oprócz wysokości opłat szczególnej wagi nabiera kolejność ich naliczania. Moglibyśmy spodziewać się, że do kwoty zaciąganego przez nas kredytu dodane zostaną kolejno prowizja, opłata i składka. Sięgamy jednak do przypisu w taryfie i dowiadujemy się, że „podstawą naliczania prowizji jest kwota kredytu przeznaczona do wypłaty na rachunki wskazane przez kredytobiorcę powiększona o opłatę przygotowawczą i kwotę kosztu przystąpienia do ubezpieczenia”. Czyli bank najpierw dodaje do kwoty opłatę i ubezpieczenie, a dopiero potem nalicza prowizję.

Wbrew pozorom to dość istotna różnica, podnosząca pierwotną wysokość długu, a w konsekwencji łączny koszt kredytu – wskazuje Michał Kisiel. W ten sposób rośnie „kwota na start”, a więc dług, od którego bank dopiero będzie naliczał odsetki.

– Triki stosowane przy naliczaniu opłat i prowizji to w pewnej mierze wynik obecnego poziomu maksymalnego oprocentowania narzucanego przez ustawę antylichwiarską. Banki w poszukiwaniu sposobów ominięcia 10-procentowego limitu decydują się na przerzucenie kosztów kredytu w większej części do dodatkowych pozycji z cennika – dodaje Kisiel.

Zmiany w MdM będą miały realny wpływ na gospodarkę

„Mieszkanie dla Młodych” (MdM) – jak się okazuje – nie tylko pomaga w zakupie wymarzonego „M”, lecz także w znaczący sposób wpływa na polską gospodarkę. Według ekspertów w 2015 i 2016 r. wpływ ten wzrośnie jeszcze bardziej, ponieważ zainteresowanie programem ma być większe.

Polska od wielu lat boryka się z deficytem mieszkaniowym – brakuje nawet 2 mln lokali. Sytuację najpierw miał ratować program „Rodzina na Swoim”, a później – MdM. Niestety w pierwszym roku funkcjonowania tego drugiego programu przepadła połowa środków przeznaczonych na dopłaty. Powód? „Zbyt nisko ustawione limity dotyczące cen za metr kwadratowy mieszkania, które odbiegały od tych oferowanych na rynku” – wyjaśnia w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich Konrad Płochocki. Deweloperzy powoli dostosowują jednak ofertę do wymogów programu i wprowadzają na rynek coraz więcej tańszych produktów.

MdM pozwala na wymianę starego zasobu mieszkaniowego na nowy – bardziej energooszczędny i ekologiczny, szczególnie gdy mowa o ograniczeniu emisji CO2. Jak zaznacza ekspert, program przyczynia się też do poprawy sytuacji na rynku pracy: „Według analiz naukowych zatrudnienie bezpośrednio w budownictwie ok. 100 osób przyczynia się do powstania od 200 do 300 miejsc pracy w branżach pokrewnych”.

W II kwartale 2015 r. Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosił nowe limity cen za metr kwadratowy lokalu, który może być zakupiony w ramach MdM. W większości miast limity te zostały zwiększone, choć nieznacznie – średnio o 300 zł. „To dobry znak. Limity powinny wzrastać, tak aby młodzi Polacy mogli sami decydować, czy wolą kupić mniejsze mieszkanie w centrum miasta czy większe na obrzeżach, ale z wyższą dopłatą (przy czym nie postulujemy zwiększenia samych dopłat)” – zaznacza rozmówca. Korzystnym posunięciem byłoby również zniesienie wymogu nieposiadania pierwszego mieszkania przez rodziny wielodzietne (a nawet te z dwójką dzieci): powinny mieć one możliwość skorzystania z programu, gdy chcą powiększyć metraż lokalu.

W Polsce jest bezpieczniej niż w Norwegii, ciaśniej w domach mają tylko w Turcji

Najnowszy ranking krajów, w których żyje się najlepiej, nie jest zaskoczeniem. W pierwsza trójka to: Australia, Norwegia i Szwecja. Polska znalazła się dopiero na 27 miejscu. Money.pl sprawdził, jak nasz kraj wypada w poszczególnych 11 kategoriach. I tutaj w kilku miejscach można mówić o nieoczekiwanych wnioskach.

Raport Better Life Index, opublikowany przez OECD rozkłada na czynniki pierwsze elementy życia społeczno-gospodarczego w 36 krajach. Wśród nich są 34 państwa członkowskie oraz dwa aspirujące do dołączenia – Rosja i Brazylia.

Better Life Index. W tych krajach OECD żyje się najlepiej
źródło: OECD
1. Australia 13. Belgia 25. Korea
2. Norwegia 14. Niemcy 26. Słowacja
3. Szwecja 15. Austria 27. Polska
4. Dania 16. Irlandia 28. Estonia
5. Kanada 17. Luksemburg 29. Portugalia
6. Szwajcaria 18. Francja 30. Węgry
7. USA 19. Słowenia 31. Chile
8. Finlandia 20. Japonia 32. Brazylia
9. Holandia 21. Hiszpania 33. Rosja
10. Nowa Zelandia 22. Włochy 34. Grecja
11. Islandia 23. Czechy 35. Meksyk
12. Wielka Brytania 24. Izrael 36. Turcja

akość mieszkalnictwa – 34. miejsc

 

Jakość mieszkalnictwa – 34. miejsce

Jeden pokój na domownika. Taką przestrzeń do życia ma do dyspozycji statystyczne polskie gospodarstwo domowe. Do tego dodajmy nadal spotykaną toaletę na korytarzu albo podwórku (w co dwudziestym domu) i duże koszty utrzymania domu. Warunki mieszkaniowe w Polsce są na tle innych krajów OECD fatalne. Pod tym względem zajmujemy trzecie miejsce od końca. Jak podaje Money.pl, za nami są już tylko Rosja i Turcja.

Jakość środowiska – 31. miejsce

Pod względem ilości znajdującego się w powietrzu pyłu zawieszonego (tak zwany PM10) jesteśmy w OECD na szarym końcu. Gorzej jest już tylko w Turcji i Chile. W występującym u nas stężeniu pył ten może być szkodliwy dla zdrowia, zwłaszcza dzieci i osób starszych. Na jeden metr sześcienny powietrza przypadają prawie 33 mikrogramy tej substancji, zaś bezpieczny, dopuszczalny limit ustanowiony przez Światową Organizację Zdrowia wynosi 20 mikrogramów na metr sześcienny. Do tego dochodzi niska ocena jakości wody, jakiej dokonali Polacy. Jak informuje Money.pl, tylko 77 proc. z nas uważa, że pije wodę satysfakcjonującej jakości, podczas gdy średnia w krajach OECD wynosi 84 proc.

Praca – 30. miejsce

Warunki pracy to kolejny element codziennego życia, w którym na tle innych krajów OECD wypadamy blado. Aż 40 proc. zdolnych do pracy Polaków w wieku 15-64 lata nie ma żadnego płatnego zajęcia (średnia OECD wynosi 35 proc.). 3,5 proc. zdolnych do pracy jest bezrobotnych przez ponad rok – to też dużo w porównaniu z innymi rozwiniętymi krajami. Mało zarabiamy – średnia roczna pensja to u nas 21 tysięcy dolarów, podczas gdy w najlepszych pod tym względem USA ponad dwa razy tyle. Do tego ryzyko utraty pracy w Polsce jest olbrzymie – jesteśmy na piątym miejscu od końca. Bardziej bać się zwolnienia mogą już tylko Turcy, Portugalczycy, Grecy i Hiszpanie.

Zadowolenie z życia – 30. miejsce

Ten wskaźnik pokazuje, że Polacy dostrzegają rzeczywistość taką, jaka jest i nie żyją w wymyślonym świecie. Pod kątem dochodów, dostępu do mieszkań czy rynku pracy OECD wystawiło nam niskie noty i my sami również słabo oceniamy nasze subiektywne zadowolenie z życia – zaledwie na 5,7 w 10-punkotwej skali (podczas gdy średnia w krajach OECD to 6,6 punktu). Nieco bardziej zadowolone z życia są kobiety i ludzie lepiej wykształceni. Mimo wszystko, w sumie 76 proc. Polaków (tyle samo, co średnia OECD) deklaruje, że w ciągu dnia spotyka ich więcej przyjemnych niż nieprzyjemnych doświadczeń.

Dochód – 29. miejsce

Pod względem zarobków i majątkowego dobrobytu gorsze od nas pod tym względem są Węgry, Rosja, Chile, Estonia, Meksyk, Turcja i Brazylia. Statystyczne polskie gospodarstwo domowe zarabia znacznie poniżej średniej OECD, która wynosi prawie 24 tysiące dolarów rocznie na osobę. U nas jest to zaś jedynie nieco ponad 16 tysięcy dolarów. W dodatku mamy niezwykle skromne oszczędności i majątek.

Zdrowie – 29. miejsce

Jeśli poziom zanieczyszczenia środowiska w Polsce nadal będzie wysoki, z naszym zdrowiem będzie coraz gorzej. Już dziś nie jest zresztą najlepiej. Średnia długość życia mieszkańca naszego kraju to niecałe 77 lat (81 lat dla kobiet i 73 lata dla mężczyzn), o ponad pięć lat mniej niż w najlepszych pod tym względem Szwajcarii, Włoszech i Japonii.

Równowaga między pracą a życiem prywatnym – 28. miejsce

Statystyczny Polak przepracowuje w ciągu roku 1929 godzin – znacznie więcej niż średnia OECD na poziomie 1765 godzin. Na gotowanie i dbanie o dom mężczyźni poświęcają statystycznie 157 minut dziennie, podczas gdy kobiety aż dwa razy więcej. Pracujący na pełny etat Polacy w pracy spędzają nieco mniej niż jedną trzecią doby, pozostałe 60 (14,2 godziny) procent czasu poświęcają na dbanie o siebie – spanie, jedzenie i przyjemności. To mniej niż średnia OECD, która wynosi 15 godzin.

Społeczność – 23. miejsce

89 proc. Polaków wierzy, że zna kogoś, na kogo może liczyć w razie gdyby świat zaczął im się walić na głowę – pisze Money.pl. Co ciekawe, takie przekonanie nieco częściej mają kobiety niż mężczyźni. Więcej myślących w ten sposób osób jest wśród tych lepiej wykształconych. Na tym polu dorównujemy średniej w krajach OECD, gorzej zaś wypadamy w statystykach mówiących o realnym niesieniu pomocy. Tylko jedną minutę dziennie przeznacza statystyczny Polak na działania wolontaryjne, podczas gdy mieszkańcy innych rozwiniętych krajów – cztery razy więcej. Rzadziej też pomagamy nieznajomym. W ciągu jednego miesiąca robi to jedynie co trzeci z nas, a średnia w krajach OECD wskazuje, że pomaga co drugi obywatel.

Zaangażowanie obywatelskie – 17. miejsce

Nie najgorzej wypada Polska pod względem obywatelskiej postawy. Miejsce w połowie stawki wśród krajów rozwiniętych zapewniła nam przede wszystkim bardzo wysoka ocena przejrzystości przy tworzeniu prawa, która – według OECD – lepsza jest jedynie w Wielkiej Brytanii i Szwecji. Za to znacznie gorzej idzie nam z zaufaniem do polityków. Na taki gest zdobyło się jedynie 16 proc. Polaków, przy średniej w OECD na poziomie 39 proc.

Poziom edukacji – 2. miejsce

W końcu coś, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy i co doceniła OECD. Jeśli chodzi o poziom edukacji i umiejętności naszych uczniów, wśród krajów rozwiniętych lepsza od nas jest tylko Finlandia. Co zdecydowało o tak wysokiej pozycji Polski w tym zestawieniu? Pierwszy czynnik to poziom wykształcenia naszych rodaków. 89 proc. spośród ludzi w wieku 24-64 lata skończyło przynajmniej szkołę średnią. Druga kwestia to świetne wyniki, jakie uzyskali polscy uczniowie w uniwersalnych testach PISA, sprawdzających umiejętności językowe, matematyczne i rozumienie przedmiotów przyrodniczych. Jak się okazuje, nasza młodzież jest jedną z najzdolniejszych ze wszystkich rozwiniętych krajów. Lepiej od niej testy PISA rozwiązali tylko Koreańczycy, Japończycy, Finowie, Estończycy i Kanadyjczycy.

Bezpieczeństwo – 2. miejsce

To kolejny po edukacji obszar, na którym jesteśmy mistrzami. Polska to bardzo bezpieczny kraj – wynika z cytowanych przez Money.pl statystyk OECD. Okazuje się bowiem, że – za wyjątkiem Japonii – wszędzie w krajach rozwiniętych jest gorzej. W Polsce na sto tysięcy mieszkańców na skutek zabójstwa ginie tylko jedna osoba, podczas gdy średnia unijna to ponad cztery osoby. Pozytywnie – jakkolwiek dziwnie to nie brzmi – rysują się też statystyki napadów w naszym kraju. Tylko 1,4 proc. Polaków zgłosiło, że w ostatnim roku było ofiarą bandyty.

 

PEPEES inwestuje w nowe moce produkcyjne i zatrudnia pracowników

0

CEO Magazyn Polska

Łomżyński PEPEES po tym jak zwielokrotnił zyski w 2014 roku, liczy na dalszą poprawę wyników finansowych. Spółka inwestuje w nowe przetwórnie ziemniaków i biogazownię, zwiększa też zatrudnienie. Niemal zamknęła już kontraktację na br., co powinno oznaczać wzrost sprzedaży i wyniku.

Kierownictwo spółki założyło wzrost kontraktacji ziemniaków, a plany są już niemal wykonane. Większe zakupy związane są ze wzrostem produkcji, a co za tym idzie – poprawę wysokości sprzedaży i wyniku finansowego.

Nasze plany oparte są o bieżącą działalność, która wynika ze strategii przyjętej w końcówce 2013 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Homenda, członek zarządu, dyrektor finansowy PEPEES. Przekłada się to na działania inwestycyjne, które prowadzimy również w tym roku, jak chociażby inwestycja w nową suszarnię skrobi w PEPEES-ie w Łomży czy inwestycja w linię do produkcji płatków ziemniaczanych w spółce zależnej w Lublinie. To w ewidentny sposób uzasadnia nasze optymistyczne podejście do tego roku.

Obok tych dwóch najważniejszych inwestycji PEPEES ma też w planach inne wydatki na rozwój. Grupa miała dobry 2014 rok i mimo że jej skonsolidowane przychody ze sprzedaży spadły o ponad 3 mln zł, do poziomu przeszło 116 mln,to  zyski wzrosły znacząco. Wobec ponad 650 tys zysku netto w 2013 roku, rok później grupa zarobiła na czysto ponad 3,3 mln zł, czyli pięciokrotnie więcej. Zarząd nie chce jednak wypłacać dywidendy i zarekomendował przeznaczenie całości zysku na kapitał zapasowy, by mieć z czego finansować inwestycje. Ostateczną decyzję ws. podziału zysku podejmie WZA 26 maja.

Tych działań i projektów inwestycyjnych różnego rodzaju mamy więcej – podkreśla Krzysztof Homenda. Są to inwestycje towarzyszące tej głównej suszarni skrobi oraz inwestycje modernizacyjne. Przygotowujemy się do dodatkowych inwestycji, które założyliśmy w naszej strategii. Mam na myśli chociażby bazę magazynową, przygotowania do modernizacji zakładu w spółce zależnej w Bronisławiu czy inwestycje w skrobię ziemniaczaną modyfikowaną i w skrobię pszenną, który to projekt w tej chwili analizujemy.

Każda nowa inwestycja firmy oznacza wzrost zatrudnienia. Obecnie firma zatrudnia ok. 1 tys. osób i jest odbiorcą ziemniaków od – jak informujetysięcy plantatorów.

Wszystkie działania, które podejmujemy, wiążą się ze zwiększeniem liczby miejsc pracy – zwraca uwagę dyrektor finansowy spółki. Przykładowo nasze zaangażowanie w nową działalność w CHP Energia, czyli w budowę biogazowni. To jest projekt, który został zupełnie od zera uruchomiony. W tej chwili już działa, a kilkanaście osób, które zostaną tam zatrudnione, to nowe miejsca pracy.

Strategia na lata 2013-2018 zakłada, że na koniec tego okresu przychody grupy wzrosną do 220 mln zł. Celem strategicznym spółki jest stworzenie silnego kapitałowo holdingu Polska Skrobia, który byłby konkurencją dla europejskich potentatów z Niemiec, Holandii czy Francji.

– Inwestycje, które realizujemy obecnie, są finansowane po części ze środków własnych, a po części z kredytu – mówi Krzysztof Homenda. Kilka tygodni temu informowaliśmy rynek o zaciągnięciu kredytu inwestycyjnego w kwocie niecałych 10 mln zł i jest to kredyt, który w siedemdziesięciu kilku procentach będzie pokrywał inwestycję w suszarnię skrobi. Pozostałe inwestycje zamierzamy finansować w podobny sposób, a więc po części ze środków własnych, a po części będziemy również posiłkować się kredytem.

PIU: zbyt restrykcyjne przepisy dla branży ubezpieczeniowej mogą ograniczyć dostęp klientów do niektórych produktów

1

CEO Magazyn Polska

Mające działać na korzyść konsumentów zapisy nowej ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej mogą się okazać dla nich niekorzystne – przestrzega Polska Izba Ubezpieczeń. Przepisy, nad którymi obecnie trwają prace, traktowane zbyt restrykcyjnie mogą bowiem ograniczyć wybór produktów.

Nowe prawo ma w pierwszej kolejności dostosować polskie przepisy do zmieniających się uregulowań europejskich. Unijna dyrektywa Solvency II ma wejść w życie z początkiem przyszłego roku i zaostrzyć wymogi wypłacalności dla ubezpieczycieli. Określa ona m.in. kwoty kapitału, jakie posiadać muszą firmy ubezpieczeniowe w Unii Europejskiej, by zagwarantować wypłatę należnych ubezpieczeń.

Część nowych przepisów dotyczy klienta. Nakłada na ubezpieczycieli szereg nowych obowiązków.

Nowe regulacje bardzo mocno wpływają na zakłady ubezpieczeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Trzeba pamiętać o tym, że jesteśmy z jednej strony branżą regulowaną przez państwo, nadzorowaną przez Komisję Nadzoru Finansowego, a jednocześnie bardzo mocno kontrolowaną przez takie instytucje, jak UOKiK czy Rzecznik Ubezpieczonych, które koncentrują się głównie na ochronie konsumenta.

W przepisach, które chce wprowadzić polski rząd, mają się znaleźć również takie, których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa klientów firm ubezpieczeniowych. Zakłady będą miały więcej obowiązków informacyjnych zarówno przy przygotowywaniu oferty produktowej, jak i przy sprzedaży.

Zakłady będą musiały m.in. przeprowadzić analizę potrzeb klienta przed podpisaniem umowy i ocenić, czy produkt oferowany danemu klientowi jest odpowiedni do jego potrzeb, wiedzy, doświadczenia w dziedzinie ubezpieczeń na życie i jego sytuacji finansowej. Ma to ograniczyć ryzyko nietrafionego zakupu. Jeśli analiza wykaże, że produkt nie jest odpowiedni dla danego klienta, to firma nie będzie go rekomendować, a zakup będzie możliwy pod warunkiem, że klient zaświadczy o tym, że wie o negatywnej rekomendacji.

Nowe regulacje niekoniecznie muszą być dobre dla konsumenta – przestrzega jednak Jan Grzegorz Prądzyński. – Mogą one doprowadzić do tego, że wyeliminowane z rynku zostaną pewne produkty, które mogą być potrzebne konsumentom. Przykładem może być osoba po 70. roku życia, która chce kupić określony produkt ubezpieczeniowy. Oczywiście, jeżeli to jest produkt inwestycyjny z perspektywą kilkunastu lat, to będzie misselling i nie powinien on być sprzedany takiej osobie. Natomiast nie powinniśmy tej osobie zabronić zakupu produktu ze składką jednorazową, którą on traktuje jako np. aktywo, które odziedziczą jego spadkobiercy.

Polska Izba Ubezpieczeń zwraca uwagę na to, że branża sama stara się ograniczyć ewidentnie niekorzystne dla konsumentów oferty. W tym celu wprowadziła np. Kartę Produktu, dzięki której klient może zapoznać się ze wszystkimi uwarunkowaniami kupowanej polisy, porównać je z podobnymi polisami konkurencji i świadomie podjąć decyzję.

Oba sposoby regulacji, czyli twarda regulacja ustawowa oraz samoregulacja branży, są komplementarne – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński. – Myślę, że w dzisiejszych czasach potrzebne są ramy tworzone poprzez regulacje ustawowe i wypełnienie tych ram poprzez samoregulację branży.

Konkurencja na rynku gazu coraz większa

CEO Magazyn Polska

Mimo ciepłej zimy i rosnącej konkurencji na rynku gazu PGNiG zwiększyło zysk w I kwartale roku. Skutki trudnego otoczenia rynkowego udało się zmniejszyć przez program zwiększania efektywności i cięcie kosztów, m.in. związanych z zakupem gazu. Te mają szanse być jeszcze niższe dzięki renegocjacji kontraktu z Gazpromem.

Spółka prowadzi dość aktywny program ograniczania kosztów i lepszego zarządzania kosztami, a przez to zwiększania swojej efektywności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Zajdler, ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego. – Ten program już zaczyna przynosić pewne efekty. Powinien być kontynuowany, bo zarówno sytuacja krajowa, czyli rosnąca konkurencja, jak i coraz większe otwarcie rynku na możliwości dostawy gazu z innych kierunków wpływają na to, że ta rentowność będzie potrzebna.

Pierwszy kwartał br. PGNiG zakończył z 1,2 mld zł zysku, czyli o 5 proc. więcej niż przed rokiem. Przychody ze sprzedaży sięgnęły 12,5 mld zł i były o niemal 3 mld zł wyższe niż w pierwszy trzech miesiącach 2014 roku. Spółka podkreśla, że wyniki udało się poprawić mimo drugiej z kolei ciepłej zimy.

Obniżenie jednostkowego kosztu pozyskania gazu spowodowało 4-proc. wzrost marży na sprzedaży gazu wysokometanowego, a przychody całego segmentu Obrót i Magazynowanie wzrosły o 41 proc.

Wyniki PGNiG oceniam generalnie jako dobre, dlatego że rynek w tym okresie był dość trudny – zaznacza Robert Zajdler. – Ze 100 zł przychodu w I kwartale zeszłego roku spółka zyskiwała 12 zł, natomiast w tym kwartale z tych 100 zł zyskiwała 10 zł, czyli faktyczna zyskowność była mniejsza. To wynika z tych trudności na rynku i rosnącej konkurencji.

Lepsze wyniki pokazują, że prowadzony przez spółkę program zwiększania efektywności działania i ograniczania kosztów przynosi efekty.

PGNiG udało się w zeszłym roku złagodzić zasady kupna gazu w ramach kontraktu katarskiego, w tej chwili mamy negocjacje związane z kontraktem z Gazpromem – podkreśla ekspert IS. – PGNiG wykorzystał możliwości arbitrażu cenowego między gazem rosyjskim a gazem z kierunku zachodniego i przez to udało mu się ten gaz taniej pozyskać. To główne czynniki, które zdecydowały o tym, jak I kwartał zamknął się dla spółki.

Na sytuację spółki ma też wpływ światowy rynek surowców. Dzięki zwiększeniu wydobycia PGNiG sprzedał o jedną piątą więcej ropy naftowej, jednak blisko 40-proc. spadek cen surowca (wyrażony w złotych) spowodował, że zysk całego segmentu Poszukiwanie i Wydobycie był o 22 proc. niższy niż przed rokiem.

Segment Wytwarzania energii elektrycznej i ciepła stanowił ok. 13 proc. całości zysku. Tutaj też spółka pochwaliła się dodatnim wynikiem, co po części wynika z tego, że zostało przywrócone wsparcie dla kogeneracji, co zwiększyło atrakcyjność inwestowania m.in. w kogenerację gazową – mówi Zajdler.

Na obecny rok Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ma ambitne plany. Spółka zakłada w strategii m.in. wzrost przychodów do niemal 41 mld zł. To o 6,5 mld więcej niż w roku 2014. W ocenie Roberta Zajdlera jest to możliwe, o ile spółce uda się ograniczyć koszty, zarówno wewnętrzne, jak i związane z zakupem gazu od Rosjan.

Zobaczymy jeszcze, jak będzie się kształtował kurs dolara, bo on też będzie miał znaczenie. Pozostaje też kwestia kolejnej zimy – czy w okresie od października do grudnia będzie zwiększone zapotrzebowanie na gaz ziemny, czy nie, bo to też będzie miało znaczenie dla finalnego wyniku w 2015 roku – dodaje ekspert.

Sztuczne napędzanie wzrostu PKB grozi destabilizacją unijnej gospodarki

CEO Magazyn Polska

Pobudzanie wzrostu gospodarczego na siłę może bardziej zaszkodzić niż pomóc europejskiej gospodarce – ocenia Tomáš Sedláček, czeski ekonomista i pisarz. Kraje UE powinny teraz przede wszystkim zmniejszyć zadłużenie, bo w innym przypadku nie poradzą sobie z kolejnym spowolnieniem.

Z ekonomicznego punktu widzenia największym zagrożeniem dla Zachodu jesteśmy my sami. Kiedy zaczął się kryzys, nie było żadnego zagrożenia zewnętrznego. Obawiam się, że problemem jest to, co zrobiliśmy z naszą cywilizacją w ostatnich dwóch pokoleniach: sprzedawaliśmy stabilność, by kupić wzrost. I udało się nam. Stworzyliśmy szybko rozwijające się, ale bardzo niestabilne społeczeństwo – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Tomáš Sedláček, ekonomista i pisarz z Uniwersytetu Karola w Pradze.

Sedláček zwraca uwagę na to, że stymulowanie przez państwo gospodarki związane z rosnącym zadłużeniem powinno być narzędziem do walki z kryzysem. W okresie dekoniunktury państwo może w ten sposób pobudzić gospodarkę. Jest to jednak możliwe jedynie wtedy, gdy wciąż możliwe jest zwiększenie zadłużenia.

Teraz państwa w Europie są jednak tak zadłużone, że dalsze zwiększanie deficytu nie jest możliwe. Dług publiczny całej UE w 2013 r. wyniósł 87,4 proc. PKB – o 25 pkt proc. więcej niż w 2008 r. Wśród najbardziej zadłużonych państw są nie tylko wciąż borykające się z problemami Grecja (175,1 proc. PKB) czy Włochy (132,6 proc.), lecz także najważniejsze kraje wspólnoty: Francja (93,5 proc.), Wielka Brytania (90,6 proc.) czy Niemcy (78,4 proc.).

Jako Zachód jesteśmy w sytuacji, w której wykorzystaliśmy już do końca politykę fiskalną i nie możemy bardziej pogrążać się w długach. Wykorzystaliśmy już do końca politykę monetarną, a gospodarka wciąż nie rośnie, więc może powinniśmy na chwilę odpuścić. Nie da się wyprodukować cudu, nie da się wyprodukować wzrostu, więc powinniśmy po prostu się zrelaksować – apeluje Sedláček.

Czeski ekonomista przypomina, że właśnie takie usilne stymulowanie wzrostu finansowane z długu doprowadziło do kryzysu w latach 2008-2009. Wtedy w Stanach Zjednoczonych bezrobocie było niskie, a wszystkie wskaźniki makroekonomiczne bardzo pozytywne. W wyniku załamania systemu finansowego i niestabilności gospodarki kryzys rozpoczął się jednak bardzo szybko i był bardzo głęboki.

Jak podkreśla, kryzys nie zaczął się na południu Europy, lecz uderzył przede wszystkim w kraje bogate, nie będące w strefie euro: poza Stanami była to Islandia i Wielka Brytania. Dopiero potem skutki zapaści odczuły inne kraje – podkreśla Sedláček.

Według niego wzrostu opartego na zadłużaniu w ogóle nie powinno się liczyć, bo nie wpływa on na stabilny przyrost dobrobytu.

Jeśli wezmę kredyt w wysokości 10 tysięcy euro, to tylko głupiec powie, że jestem o 10 tysięcy euro bogatszy. Jednakże kiedy rząd zrobi dokładnie to samo, kosztuje to 3 proc. PKB zainwestowanego jako kredyt, zainwestowanego w gospodarkę. Powiedzmy, że w kolejnym roku gospodarka rośnie o 3 proc. i wszyscy bijemy brawo, że jesteśmy o 3 proc. bogatsi. Sztucznie przyspieszyliśmy gospodarkę, ale skończyliśmy z większym długiem – mówi Sedláček.

Podkreśla, że takie stymulowanie gospodarki powinno być działaniem zarezerwowanym na wyjątkowy czas. Cykliczność gospodarki każe spodziewać się kryzysu nawet wtedy, gdy koniunktura jest bardzo dobra. Dlatego odczuwana teraz poprawa sytuacji powinna być dla rządów motywacją do szybkiego zmniejszenia zadłużenia.

Sedláček przekonuje, że nawet jeśli mniejsze wydatki publiczne i spłata zadłużenia spowolnią wzrost gospodarczy, to pozwoli to zwiększyć stabilność gospodarek UE. W ten sposób będą lepiej przygotowane do kolejnego kryzysu.

Niemcy, Włochy i kraje wschodnie na celowniku Pesy

CEO Magazyn Polska

PESA dzięki eksportowi chce zniwelować skutki braku planowanych zamówień w Polsce. Bydgoski producent pomimo opóźnienia w uzyskaniu homologacji spalinowych Linków nadal będzie stawiał na rynek niemiecki. Nie zaniedbuje też Wschodu mimo obecnych problemów politycznych. Docelowo PESA chce, by tramwaje i pociągi miały równy udział w eksporcie.

Dzięki eksportowi suchą nogą chcemy przejść przyszły rok, który będzie kryzysowy, ponieważ nie są planowane żadne zakupy w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Świechowicz, wiceprezes i dyrektor ds. finansowych Pesy. – Poza tym trzeba szukać przede wszystkim fundamentów pod kryzys, który nastąpi w 2023 roku, kiedy skończy się unijna perspektywa i nastąpi załamanie na rynku długofalowych zamówień publicznych.

PESA rozpoczęła eksport do krajów UE w 2006 r., zawierając pierwszy kontrakt we Włoszech. Ten kraj cały czas jest bardzo atrakcyjnym rynkiem, bo dzięki liberalizacji rynku kolejowego rośnie tam zapotrzebowanie na nowy tabor. Po dostawach m.in. dla kolei regionalnych w regionach Apulii, Emilia-Romagna i Mediolanu do jesieni PESA dostarczy 40 pociągów ATR220 Atribo dla narodowego przewoźnika Trenitalia.

Ważnym rynkiem dla spółki są też Niemcy. Na początku tego roku PESA straciła wart 140 mln zł kontrakt z Netinerą na 12 spalinowych zespołów trakcyjnych link. Przewoźnik rozwiązał umowę z uwagi na przeciągającą się homologację tych pociągów w Niemczech. Świechowicz zapewnia jednak, że to tylko przejściowe problemy.

Uzyskanie homologacji się przesunęło. Okazało się, że wszyscy mieli opóźnienie od półtora roku do dwóch, więc jesteśmy w tej samej lidze, co najwięksi tego świata – tłumaczy Świechowicz. – Zakładamy, że dopuszczenie do ruchu będziemy mieli już w tym roku, co jest związane z realizacją innych kontraktów, nie tylko dla Deutsche Bahn. Realizujemy kontrakty dla innych przewoźników i pojazdy w ruchu pasażerskim pojadą w Niemczech już pod koniec roku.

Największym kontraktem w historii Pesy jest ramowe zamówienie od Deutsche Bahn warte ponad miliard euro. Na razie niemiecki przewoźnik potwierdził zamówienie ponad 70 pojazdów, z których pierwsze mają trafić do ruchu w 2017 r. Cały kontrakt ramowy obejmuje nawet 470 linków. Poza tym pociągi te zamówiła także spółka Niederbarnimer Eisenbahn, obsługująca połączenia w rejonie Berlina. Linki jeżdżą już także w Czechach.

Świechowicz dodaje, że wyprodukowane już dla Netinery Linki bez trudu znajdą innych nabywców. Cztery pierwsze pociągi z tej puli trafiły już do Kolei Wielkopolskich, kolejne mogą trafić albo do polskich przewoźników, albo na rynek czeski. Przewoźnicy korzystający ze środków UE jeszcze tylko do końca tego roku mogą wydawać fundusze z perspektywy 2007-2013, więc jest wiele przetargów o bardzo krótkim czasie dostawy.

Perspektywa środków unijnych powoduje w branży publicznej taką rzeczywistość, jakby świat miał się skończyć w grudniu tego roku. Mamy bardzo dużo zapytań o dostawę tych pojazdów spalinowych w kraju, ale również za granicą – mówi Świechowicz.

Dodaje, że PESA pomimo obecnej trudnej sytuacji politycznej nie zaniedbuje rynku wschodniego. Największym kontraktem w tym kierunku jest dostawa 120 tramwajów Twist Fokstrot dla Moskwy. Do tej pory spółka dostarczyła połowę z nich, a reszta jest gotowa do transportu. PESA czeka jednak na zapowiedziane gwarancje rządowe z Kremla, bo z powodu spadku wartości rubla zapłata za tramwaje przekroczyła możliwości finansowe budżetu Moskwy.

Tramwaje mają mieć docelowo równy udział w eksporcie jak pociągi. Jak podkreśla Świechowicz, w fabryce Pesy powstanie w tym roku 220 tramwajów, co daje bydgoskiej spółce pozycję jednego z liderów tego segmentu. Duża część z nich może trafiać na rynki zagraniczne.

Uważam, że jest ogromny potencjał, jeżeli chodzi o te rozwiązania, bo mamy bardzo szeroki zakres wielu rozwiązań funkcjonalnych, wielu typów tramwajów, które są porównywalne, a nawet lepsze od konkurencyjnych rozwiązań, czy to oferowanych przez wielkie zachodnie koncerny, czy też środkowoeuropejskie – tłumaczy Świechowicz w rozmowie przeprowadzonej podczas EKG w Katowicach. – Jesteśmy firmą kolejowo-tramwajową, będziemy rozwijać tramwaje w Polsce i będziemy je eksportować w jeszcze większym zakresie.

Polscy przedsiębiorcy zaczynają doceniać potencjał Arabii Saudyjskiej: boom inwestycyjny i dostęp do 300 mln konsumentów

0

CEO Magazyn Polska

Mniej niż 600 mln dolarów wynosi wymiana handlowa Polski z Arabią Saudyjską. Wprawdzie w ubiegłym roku eksport na ten rynek wzrósł o ponad jedną trzecią, ale i tak nie wykorzystujemy w pełni potencjału, jaki on posiada. Arabia Saudyjska przeżywa teraz boom inwestycyjny, a ze względu na silną pozycję w regionie otwiera dostęp nawet do 300 mln konsumentów. Dlatego tym rynkiem szczególnie powinny zainteresować się branże spożywcza oraz budowlana i meblarska.

Jesteśmy marginalnym partnerem, bo roczne obroty między Polską i Arabią Saudyjską zamykają się śmieszną kwotą 600 mln dolarów – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Antoni Mielniczuk, prezes Polsko-Saudyjskiej Izby Gospodarczej. – Natomiast od kilku lat robimy bardzo dużo, żeby spopularyzować ten rynek wśród polskich firm.

W ubiegłym roku w obrotach z Arabią Saudyjską Polska odnotowała ponad 36-proc. wzrost sprzedaży, do ok. 520 mln euro. Wysoka dynamika cieszy, ale i tak nie wyczerpuje to potencjału tego rynku. Jak przekonuje Mielniczuk, możliwości są ogromne. Arabia Saudyjska to liczący prawie 30 mln konsumentów rynek, jednak ze względu na silną pozycję wśród krajów arabskich otwiera dostęp do 300 mln osób.

Kraj ten importuje 98 proc. żywności – informuje Mielniczuk. – Dlaczego nie kupuje jej w Polsce? Na pewno szansę na tym rynku mają firmy żywnościowe, pod warunkiem że się tym zainteresują i będą potrafiły skonstruować organizm, który wypromuje polskie specjały.

Arabia Saudyjska jest najbardziej rozwiniętym gospodarczo krajem arabskim, który odpowiada za blisko jedną czwartą PKB całego świata arabskiego, i przeżywa gigantyczny boom inwestycyjny. PKB Arabii Saudyjskiej wynosi ok. 750 mld dol.

Budowane są miasta, centra finansowe, handlowe, fabryki, dlaczego nas w tym wszystkim nie ma? – pyta Mielniczuk. – Ze względu na inwestycje na pewno mile widziane będą firmy dostarczające materiały budowlane i wykończeniowe.

Obecnie w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej, budowane jest metro. Według saudyjskich władz będzie to największe przedsięwzięcie tego rodzaju na świecie. Jednocześnie powstaje sześć linii i około setki stacji. Koszt inwestycji został oszacowany na 22,5 mld dol. Podziemna kolejka ma być gotowa pod koniec 2019 roku.

Na pewno więc potrzeba wiertnic, a także glazury, terakoty, rurek takich, rurek innych, schodów – wymienia Mielniczuk. – Jeżeli buduje się setki tysięcy mieszkań, to znaczy, że będzie popyt na meble. Tymczasem w Arabii Saudyjskiej nie ma żadnej firmy meblarskiej z Polski, która jest ponoć potęgą w tej branży na świecie.

Realizacją projektu metra w Rijadzie zajmują się trzy grupy przedsiębiorstw, na których czele staną potentaci ze Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii oraz Włoch. Największe zlecenie, wartości 9,45 mld dol., otrzymało amerykańskie konsorcjum wokół Bechtel Corp. Partnerami są w nim też amerykański AECOM i niemiecki Siemens. Jak podkreśla Mielniczuk, firmy z takich krajów, jak USA, Niemcy, Francja czy Chiny już dawno dostrzegły potencjał tego rynku i systematycznie zwiększają zaangażowanie w działalność na nim.

Wszystkie miejsca są zajęte, Amerykanie czy Niemcy już je zajęli – zauważa Mielniczuk. – Polska jest krajem, który w tej chwili przeżywa boom eksportowy i potrafimy zmusić Amerykanów, Francuzów czy Niemców żeby się trochę przesunęli. To da się zrobić.

Jak podkreśla, zainteresowanie tym kierunkiem rośnie – podobnie jak innymi krajami czy to w Azji, czy w Afryce. Wpłynęły na to problemy gospodarcze, z jakimi Unia Europejska – nasz główny partner handlowy – w ostatnich latach się zmagała.

Pewną przeszkodą w rozwoju wzajemnych relacji może być obawa o różnice kulturowe. Jak podkreśla prezes PSIG, są to obawy niesłuszne, choć rzeczywiście sposób robienia interesów jest nieco inny. Na pewno trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Jest to rynek niesłychanie konkurencyjny, gdzie potencjalnego partnera musimy do siebie przekonać – zauważa Mielniczuk. – Tamtejsza kultura wymaga, żeby człowiek przyjechał raz, potem drugi, trzeci, żeby saudyjski partner zaprosił do domu, poznał z rodziną. Wtedy dopiero można usiąść w wygodnych kanapach i zacząć rozmawiać o pieniądzach, wymianie i robieniu wspólnych biznesów.

Optymistyczne prognozy wzrostu w inwestycjach i budownictwie poprawiają także perspektywy producentów cementu

CEO Magazyn Polska

Optymistyczne prognozy wzrostu w inwestycjach i budownictwie poprawiają także perspektywy producentów cementu. Branża liczy w tym roku na 5-6 proc. wzrost. Wsparciem w kolejnych latach będzie projekt budowy 800 km dróg w technologii betonu cementowego GDDKiA. W nowej perspektywie unijnej szykuje się również wiele zleceń w kolejach i energetyce. 

Po pierwszym kwartale sprzedaż cementu na rynku polskim wzrosła o 3,4 proc. w porównaniu do sytuacji sprzed roku – podało Stowarzyszenie Producentów Cementu. Branża liczy więc, że rok 2015 będzie rokiem kolejnego wzrostu sprzedaży, o 5-6 proc. To oznaczałoby sprzedaż na poziomie 16 mln ton, przy 15,1 mln ton w 2014 roku.

Zużycie cementu w Polsce w I kw. tego roku było około 3 proc. wyższe niż w ubiegłym. Pogoda podobnie jak przed rokiem nam sprzyjała, bo było ciepło. To oznacza, że cały 2015 rok powinien być stosunkowo dobry – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Balcerek, prezes zarządu Górażdże Cement.

Dla branży bardzo ważna jest decyzja Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o tym, że 800 km dróg w nowej perspektywie powstanie w technologii betonu cementowego.

Chcemy w tym uczestniczyć. Mamy też duże doświadczenie w dostawach materiałów budowlanych do konstrukcji mostów – to dwa mosty we Wrocławiu. Czyli ogólnie interesuje nas infrastruktura drogowa i energetyka – mówi Andrzej Balcerek. – Na Opolszczyźnie mamy sztandarową budowę – dwa bloki energetyczne w Elektrowni Opole. Grupa Górażdże realizuje dostawy betonu pod te dwa bloki, to ogromne przedsięwzięcie, w cyklu 24 miesięcy dostarczymy 0,5 mln m3 betonu.

Górażdże Cement zakłada, że w tym roku sprzeda około 3,5 mln ton cementu, około 6 mln ton kruszyw i 1,5 mln m3 betonu.

To jest realna wielkość sprzedaży – ocenia Balcerek. – Są pewne przesłanki mówiące o tym, że rynek budowlany się budzi. Chcemy również uczestniczyć w odnowie dróg kolejowych, bo to też duże przedsięwzięcia.

Inwestycje energetyczne i drogowe to jednak tylko część budów na których stosowany jest cement. W Polsce znacznie lepiej ma się budownictwo mieszkaniowe. Coraz więcej domów stawiają inwestorzy indywidualni oraz deweloperzy. Buduje się biurowce, centra handlowe i hotele. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w marcu 2015 roku oddano do użytku ponad 11 tys. mieszkań, czyli o 4,3 proc. więcej niż przed rokiem. Liczba mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia, przekroczyła 16 tys. – w ujęciu rocznym to wzrost o 5,6 proc., a w ujęciu miesięcznym – o 42,7 proc.

Nasze zdolności produkcyjne w linii cement to 5 mln ton i nie będziemy inwestować w dodatkowy wzrost zdolności produkcyjnej, ale będziemy chcieli utrzymywać nowoczesność tej produkcji. W linii beton nasze zdolności produkcyjne to około 1,5-2 mln m3. Chcemy zwiększać tę ilość i chcemy, korzystając z okazji na rynku, uczestniczyć w akwizycjach – mówi prezes Górażdże Cement podczas EKG w Katowicach.

Spółka planuje m.in. zakup innych fabryk cementu. Rozmawia np. z JD o przejęciu 8 betoniarni i dwóch zakładów kruszyw. Czeka w tej sprawie na zgodę UOKiK.

Zapowiada również intensywne inwestycje w zwiększanie mocy produkcyjnych kruszyw.

Sprzedaż piwa stadionowego pozytywnie oceniana przez kibiców i organizatorów imprez masowych

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej klubów piłkarskich decyduje się na sprzedaż piwa na swoich stadionach. Zarówno przedstawiciele klubów, jak i kibice oraz organizatorzy imprez sportowych podkreślają, że możliwość konsumpcji piwa nie wpływa na zmniejszenie bezpieczeństwa podczas meczów, m.in. dlatego, że ma niższą zawartość alkoholu. Dla wielu fanów sportu złoty trunek to nieodłączny element kibicowania.

W 2012 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, przyjętej przed Euro 2012. Zgodnie z nią podczas tego typu imprez, m.in. meczów piłkarskich, można sprzedawać, podawać i spożywać napoje wysokoprocentowe. Impreza nie może jednak należeć do wydarzeń podwyższonego ryzyka, jak niektóre mecze piłkarskie, a zawartość alkoholu w piwie nie może przekraczać 3,5 proc. Zgodnie z ustawą podczas imprez masowych nie można ponadto sprzedawać piwa w puszkach lub butelkach. Piwo stadionowe dostępne jest wyłącznie w plastikowych kubeczkach o pojemności 0,4 l. W nadchodzącym sezonie wprowadzone zostaną również ekologiczne kubeczki wielorazowego użytku.

Dochodzą do nas bardzo pozytywne sygnały, zarówno od kibiców, jak i od organizatorów imprez masowych, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, można się napić piwa na imprezach sportowych. Piwo jest elementem kultury, kibice mogą spokojnie napić się piwa, równocześnie ciesząc się samym wydarzeniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Kwiatkowska, kierownik ds. kontaktów z mediami Kompanii Piwowarskiej.

Pierwszym sprawdzianem dla nowych przepisów było Euro 2012 – to pierwsza tak duża masowa impreza sportowa, na której dostępne było stadionowe piwo. Kwiatkowska podkreśla, że obyło się bez incydentów z udziałem nietrzeźwych kibiców.

Takiego piwa stadionowego nie wypije się dużo. Będąc na stadionie, cieszymy się imprezą i powoli konsumujemy piwo, gasząc nim pragnienie. Jesteśmy naprawdę w stanie wypić dosłownie 2-3 piwa podczas eventu, który trwa 3-4 godziny. Nie wlejemy w siebie tak dużo alkoholu. Piwo jest tylko akcentem – mówi Joanna Kwiatkowska.

Piwo stadionowe to nowa odmiana, stworzona specjalnie na potrzeby nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, a nie wersja light obecnych na rynku marek. Z możliwości jego sprzedaży korzystają przede wszystkim kluby Ekstraklasy – jako jeden z pierwszych piwo na stadiony wprowadził klub Lechia Gdańsk. Obecnie coraz więcej klubów korzysta z takiej możliwości, zarówno ze względu na zadowolenie kibiców, jak i możliwość dodatkowego dochodu. KGHM Zagłębie Lubin podczas każdego meczu sprzedaje ok. 2 tys. kubków piwa. W tym roku na sprzedaż piwa stadionowego zdecydował się klub Pogoń Szczecin. Większość klubów zastrzega, że mecz można oglądać z piwem w ręku w każdym sektorze oprócz rodzinnego.

W najbliższym czasie będzie trochę dużych imprez sportowych. Piwo, które jest na stadionach, w żaden sposób nie zakłóci tych imprez. Wręcz przeciwnie, osoby biorące w nich udział mogą kibicować, popijając piwo, zamiast pić alkohol o wyższym stężeniu tuż przed imprezą – mówi Joanna Kwiatkowska.

W tym roku Warszawę czeka kolejna bardzo duża impreza sportowa – finał Ligii Europy 2015 na Stadionie Narodowym.

W ubiegłym roku do Europejskiego Urzędu Patentowego wpłynęło blisko pół tysiąca wniosków od Polaków

CEO Magazyn Polska

Od wejścia Polski do Unii Europejskiej krajowe podmioty zgłaszają coraz więcej wniosków do Europejskiego Urzędu Patentowego. W ubiegłym roku było ich ponad 470, o jedną czwartą więcej niż w 2013 roku. Na milion obywateli Polska ma ok. 12 zgłoszeń patentowych. Pod tym względem wyprzedziła Węgry i zbliża się do Czech. Daleko nam jednak do Słowenii, lidera regionu, która ma 60 zgłoszeń patentowych na milion obywateli.

W ciągu kilkunastu lat, mniej więcej od wejścia Polski do Unii Europejskiej, notujemy stały, dynamiczny wzrost liczby zgłoszeń patentowych do Europejskiego Urzędu Patentowego (EUP) w wysokości kilkunastu procent rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Czernicki, IP Counsel z firmy doradczej Crido Taxand. – W ubiegłym roku polskie podmioty zgłosiły 475 wniosków. Jest to kolejny znaczny wzrost – w 2013 roku takich zgłoszeń było trochę ponad 370.

Jak wynika z danych firmy doradczej Crido Taxand, w 2005 roku wniosków do EUP było zaledwie 105. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ich liczba wzrosła prawie pięciokrotnie. Zgłoszone w ubiegłym roku patenty z Polski stanowiły mniej więcej 45 proc. wszystkich zgłoszeń z Europy Środkowo-Wschodniej. Najczęściej dotyczyły rozwiązań z zakresu biotechnologii, informatyki oraz metrologii (nauka dotycząca sposobów dokonywania pomiarów oraz zasad interpretacji uzyskanych wyników).

W liczbach bezwzględnych, na tle innych krajów tego regionu Europy, Polska jest więc liderem. Pod względem liczby wniosków na milion obywateli Polska wprawdzie plasuje się w czołówce, daleko jej jednak do liderów. Na milion mieszkańców w ubiegłym roku przypadało 12 zgłoszeń z Polski, podczas gdy z Estonii – 27. Liderem tej części Starego Kontynentu była Słowenia z wynikiem 60 wniosków na milion obywateli. Trzecie miejsce, przed Polską, zajęły Czechy.

W ubiegłym roku w tej konkurencji po raz pierwszy w historii pokonaliśmy Węgrów. Jeżeli utrzymamy tak wysoką dynamikę wzrostu w najbliższym czasie, to uda nam się również wyprzedzić Czechy. W 2007 roku Polska zajmowała w tej kategorii dziewiąte miejsce na jedenaście notowanych krajów. Mamy więc najsilniejszą dynamikę wzrostu w regionie – zwraca uwagę Czernicki.

Prawdziwa przepaść jednak dzieli polskie podmioty i ich zachodnioeuropejskich konkurentów. W ubiegłym roku z Niemiec do EUP wpłynęło ponad 25 tys. wniosków patentowych.

Pozycja tego kraju wynika w dużej mierze z długoletniej tradycji i wysokiej kultury w tym zakresie – tłumaczy Czernicki. – Właściwie wszelkie nowe rozwiązania technologiczne poddawane są tam analizie patentowej. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że ochrona patentowa może się przekładać na realne pieniądze, bo tak naprawdę oznacza zapewnienie sobie monopolu na stosowanie pewnych rozwiązań technologicznych, dlatego Niemcy utrzymują pozycję lidera.

W ubiegłym roku sporą niespodziankę sprawiła Holandia, z której napłynęło 17 proc. więcej wniosków do EUP niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy. Czernicki przekonuje, że w rankingu wyraźnie można wyróżnić kraje, które mają zaawansowane technologie i zgłaszają bardzo dużo wynalazków. Liczba zgłoszeń patentowych z takich państw mniej więcej co roku utrzymuje się na podobnym poziomie.

To pokazuje również, jak wiele Polska ma w tej sprawie do nadrobienia – uważa Łukasz Czernicki. – Otrzymanie patentu udzielonego przez EUP powoduje, że firma zyskuje realną możliwość zapewnienia ochrony swojemu rozwiązaniu technologicznemu na terytorium wszystkich krajów Unii Europejskiej oraz dziesięciu sąsiadów UE. Wchodzi w to również Szwajcaria, Turcja, Norwegia oraz kraje bałkańskie.

 

Używane opony wymagają szczególnej ostrożności przy zakupie

CEO Magazyn Polska

Złe przechowywanie opon przez użytkowników może prowadzić do poważnych, choć niewidocznych uszkodzeń. Dlatego kierowcy muszą zachować szczególną ostrożność, kupując używane ogumienie, nawet w pozornie doskonałym stanie. Tego problemu nie ma, jeśli kupujemy nowe opony, nawet takie, które zostały wyprodukowane kilka lat wcześniej.

Kupowanie opon używanych zawsze obarczone jest ryzykiem. Dopiero prześwietlanie opony promieniami rentgenowskimi, choć i tak nie zawsze, daje nam większą pewność, że opona na pewno jest dobra. Mogą być jakieś drobne naprawy, których nie widać. Jak coś jest nowe, prosto od producenta czy dystrybutora, to mamy 100-proc. pewność bezpieczeństwa. Natomiast, jeżeli coś raz kiedyś było już używane, to takiej gwarancji nie ma – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Zielak, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Jak przyznaje Zielak, rynek wtórny opon w Polsce ma się bardzo dobrze. Wielu Polaków nie stać bowiem na zakup nowego ogumienia do samochodów. Używane opony są pozyskiwane zarówno w kraju, jak i za granicą.

Kupno takich opon jest jednak obarczone pewnym ryzykiem. Jak tłumaczy Zielak, Polacy najczęściej oceniają oponę po stanie bieżnika oraz wyglądzie ogólnym. Tymczasem kilkuletnia opona, nawet pozornie mało zużyta, może być poważnie uszkodzona. Jednym z powodów jest jej złe przechowywanie przez poprzednich właścicieli.

Wewnątrz tej opony mogą pojawić się pewne rodzaje uszkodzeń, np. uszkodzenia kordu, który odpowiada za wytrzymałość opony. Potem w eksploatacji, kiedy potrzebne są ekstremalne warunki hamowania, może to spowodować, że dojdzie do wypadku – przestrzega Zielak. – Gdyby to była rzeczywiście opona dobra, prawdopodobnie właściciel by jej nie zdemontował.

Podkreśla, że opona nowa, nawet jeśli będzie w takim samym wieku, jak używana, to będzie w lepszym stanie technicznym. Dystrybutorzy opon dbają bowiem o przechowywanie ich w odpowiednich warunkach.

W zasadzie pomiędzy oponą kilkuletnią a oponą wyprodukowaną wczoraj żadnych różnic nie ma – zapewnia Zielak.

Podkreśla, że wybór nowych opon nie jest trudny, bo w instrukcji każdego pojazdu znajdują się wskazówki dotyczące szerokości, profilu i średnicy opony, a także indeksu prędkości (czyli maksymalnej prędkości, z jaką można jechać na danej oponie). Dodatkowe informacje przydatne dla kierowców zawierają etykiety opon, które zostały wprowadzone w listopadzie 2012 r. Jest na nich oznaczona efektywność paliwowa danego ogumienia, przyczepność na mokrej nawierzchni oraz hałas generowany podczas jazdy.

Zielak zaznacza, że w przypadku wątpliwości należy skonsultować się z fachowcami w serwisach wulkanizacyjnych.

Comperia.pl S.A. wyniki za I kwartał 2015 roku

Comperia.pl S.A. zarządzająca grupą serwisów oraz internetowych porównywarek finansowych, ubezpieczeniowych i telekomunikacyjnych pierwszy kwartał 2015 roku zakończyła z 85% wzrostem przychodów ze sprzedaży na poziomie jednostkowym, które wyniosły aż 6,4 mln zł. Spółka wypracowała zysk netto w wysokości 1,1 mln zł, co oznacza wzrost o 16% w stosunku do pierwszego kwartału ubiegłego roku. Comperia.pl S.A. zdecydowanym krokiem podąża ścieżką dynamicznego rozwoju, czego dowodem są nowe inwestycje oraz rekordowe wzrosty kluczowych dla spółki wskaźników, np. generowanych „leadów” i przychodu na „lead” oraz inkaso i prowizji w działalności ubezpieczeniowej.

– Comperia.pl S.A. jest w świetnej kondycji finansowej i ma bardzo dobre perspektywy wzrostu. Dynamika liczby klientów przesyłanych do naszych partnerów rośnie w skali blisko 70% rok do roku, co potwierdza, że działania podejmowane przez spółkę przynoszą zwrot w podstawowej działalności. Bardzo cieszy fakt, że mamy coraz więcej klientów w obszarze ubezpieczeń i produktów pozafinansowych. Dzięki temu Comperia.pl S.A. jest coraz bardziej odporna na ewentualne zawirowania rynkowe. Patrząc jednak na tempo rozwoju branży internetowej w Polsce trudno spodziewać się wystąpienia negatywnych zjawisk, dlatego optymistycznie patrzymy w przyszłość – mówi Bartosz Michałek, prezes zarządu Comperia.pl S.A.

Niebagatelny wpływ na świetne wyniki wypracowane przez Comperia.pl S.A. w pierwszych miesiącach 2015 roku miała rekordowa pod względem liczby uczestników promocja Comperia Bonus zrealizowana z Raiffeisen Polbank przy dodatkowym wsparciu telewizyjnej oraz szeroko zakrojonej internetowej kampanii reklamowej i zaangażowaniem najpopularniejszych blogerów finansowych. Tan flagowy produkt spółki wzmocniony przekazem reklamowym przełożył się w krótkim czasie również na zwiększenie liczby wydawców w programie partnerskim ComperiaLead, dzięki czemu spółka znacząco poszerzyła zasięg i zdobyła nowe źródła pozyskiwania „leadów”. Sukcesem jest także stale rosnące zainteresowanie internautów kolejnymi edycjami Comperia Bonus oraz produktami i usługami dostępnymi w porównywarkach Comperia.pl S.A.

Spółka powołała Comperia Bonus Club, czyli program lojalnościowy dla coraz większej społeczności gromadzonej wokół promocji Comperia Bonus, umożliwiający klubowiczom m.in. zarabianie na polecaniu produktów klientów Comperia.pl S.A. (np. banków, ubezpieczycieli, telekomów) – to kolejny krok w kierunku dywersyfikowania źródeł przychodów spółki.

Niezwykle istotnymi inwestycjami pierwszego kwartału br., które dają podstawię do wzrostu biznesu Comperia.pl S.A. w kolejnych miesiącach, są m.in. rozbudowana porównywarka GSM w serwisie TELEPOLIS.PL oraz poszerzona porównywarka ubezpieczeniowa, dzięki którym spółka generuje coraz wyższe przychody w obszarze produktów pozafinansowych. Comperia.pl S.A. powołała także dwie nowe marki: platformę blogową z wbudowanym modelem biznesowym Compare Yourself, dzięki której rośnie grono partnerów ComperiaLead oraz aplikację Comperia Analytics, która umożliwia przygotowywanie zaawansowanych analiz o produktach bankowych na bazie ponad 2 tys. ofert.
W zakresie działalności ubezpieczeniowej Comperia.pl S.A. inwestowała w rozwój własnej naziemnej struktury oraz wewnętrznej infolinii sprzedażowej, wiele czasu poświęciła także dostosowaniu aplikacji dla agentów ubezpieczeniowych Comperia Agent do oferty towarzystw ubezpieczeniowych oraz indywidualnego zapotrzebowania multiagencji, w których spółka wdraża aplikację. Te działania Comperia.pl S.A. przełożyły się na rekordowe inkaso składki i prowizji oraz zawarcie kolejnej umowy na wdrożenie innowacyjnej aplikacji Comperia Agent i wzrost sprzedanych oraz wdrożonych licencji.

Wyniki skonsolidowane Grupy Comperia, w skład której wchodzi Comperia.pl S.A. oraz spółka zależna Comperia Ubezpieczenia, prezentują wysoki wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 6,2 mln zł w porównaniu z pierwszym kwartałem 2014 roku (zmiana o 103%) oraz blisko 0,5 mln zł zysku netto.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Grupa Kapitałowa EGB Investments ogłasza wyniki za 2014 rok

0

Grupa Kapitałowa EGB Investments wypracowała w 2014 roku zysk netto wyższy aż o 37 proc. niż rok wcześniej, przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 70,6 mln zł. Spółki tworzące Grupę Kapitałową utrzymują wysoką sprawność operacyjną, efektywnie prowadzą działania sprzedażowe, a dzięki zdywersyfikowanemu dostępowi do źródeł finansowania, są skutecznie przygotowane do inwestycji w perspektywiczne portfele wierzytelności.

Wyższy zysk i rosnące przychody

Przychody netto ze sprzedaży Grupy Kapitałowej EGB Investments wyniosły w 2014 roku 70,6 mln zł, natomiast łączne przychody (obejmujące przychody ze sprzedaży, pozostałe przychody operacyjne oraz przychody finansowe) wyniosły 74,5 mln zł. Stanowi to wzrost odpowiednio o 26 proc. i 15 proc. w porównaniu do roku 2013. Zysk netto osiągnął rekordową wartość 12,1 mln zł i był o 37 proc. wyższy niż przed rokiem. Wpływ na taki poziom wyników miała m.in. dalsza poprawa efektywności operacyjnej Grupy, wynikająca z dynamicznego wzrostu przychodów ze sprzedaży przy utrzymaniu ścisłej dyscypliny w zakresie kosztów działalności operacyjnej. Szczególne znaczenie mała tutaj rosnąca dynamika w zakresie liczby i wartości nabywanych przez spółkę zależną wierzytelności niewymagalnych oraz wzrost przychodów z wierzytelności własnych w spółce dominującej.

Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A.
Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A.

„Jednym z naszych priorytetów jest ciągły wzrost efektywności Grupy Kapitałowej” – tłumaczy Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A. – „Nasze wysiłki w tym zakresie są widoczne m.in. we wzroście poziomu wszystkich wskaźników rentowności, w porównaniu do zeszłego roku. W dalszym ciągu optymalizujemy koszty operacyjne oraz w sposób niezwykle racjonalny podchodzimy do decyzji w zakresie inwestycji w nowe portfele wierzytelności.” W roku 2014 EBIT i EBITDA osiągnęły wyższy poziom (odpowiednio o 141 proc. i 132 proc.) w porównaniu do roku 2013, co jest potwierdzeniem wysokiej efektywności operacyjnej Grupy Kapitałowej EGB Investments.

Umacnianie specjalizacji

W 2014 roku spółka dominująca (EGB Investments S.A.) konsekwentnie rozwijała know-how w zakresie obsługi wierzytelności korporacyjnych i zabezpieczonych hipotecznie oraz budowała przewagi konkurencyjne w obszarze sekurytyzacji. Natomiast Spółka zależna (EGB Finanse) dynamicznie umacniała pozycję w sektorze finansowania bieżącej działalności mikro i małych przedsiębiorców, bijąc kolejny rekord w zakresie liczby i wartości nabytych wierzytelności niewymagalnych za pośrednictwem Systemu Transakcyjnego www.egbfinanse.pl. „Dodatkowym motorem wzrostu Grupy Kapitałowej będą w kolejnych okresach inwestycje w ramach nowego segmentu rynku – transakcji wtórnych, rozumianych  jako nabywanie portfeli wierzytelności od konkurentów oraz  przejmowanie  funduszy sekurytyzacyjnych lub ich aktywów” – wyjaśnia Krzysztof Matela. – Natomiast w EGB Finanse będziemy nadal pracować na miano lidera rynku finansowania dla MMP, dostarczając przedsiębiorcom zmuszonym do udzielania długich kredytów kupieckich skutecznych rozwiązań służących poprawie ich płynności finansowej.”

Dobre relacje i zaufanie

Wśród czynników wpływających na osiągnięcie satysfakcjonujących rezultatów w 2014 roku Zarząd spółki dominującej wskazuje m.in. niezwykłą dbałość o rentowność relacji ze Zleceniodawcami, szybki dostęp i dywersyfikację źródeł finansowania inwestycji w portfele wierzytelności, doskonałe relacje z Obligatariuszami oraz wysoką jakość Relacji Inwestorskich, której potwierdzeniem tego jest obecność EGB Investments S.A. kolejny rok z rzędu wśród finalistów konkursu Złota Strona Emitenta, organizowanego przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych. Grupa Kapitałowa utrzymywała wysoką zdolność do bieżącego wywiązywania się ze zobowiązań, m.in. terminowo wykupując wszystkie serie wyemitowanych obligacji. – „Wierzę, że Grupa Kapitałowa EGB Investments w obecnym kształcie tworzy zdrowy i silny organizm, będący w stanie sprostać nawet największym wyzwaniom” – podsumowuje Krzysztof Matela, prezes zarządu EGB Investments S.A.

PBOC bez wpływu na rynki

PBOC bez wpływu na rynki - Raport dzienny FXMowa oczywiście o cięciu stopy procentowej o 25 p.b. w niedzielę przez Ludowy Bank Chin. Pozytywnej reakcji zbytnio nie widać – pytanie, czy inwestorzy nie zaczynają, aby zadawać sobie pytania, na ile ostatnie decyzje Chińczyków mogą zapowiadać potencjalne decyzje w sprawie wdrożenia programu skupu aktywów, a na ile na ostatnich ruchach na stopach (także tych dotyczących rezerw obowiązkowych dla banków) sprawa się zakończy.

Pod presją spadkową pozostał dolar nowozelandzki – to wynik rosnących spekulacji, że RBNZ mógłby zdecydować się na cięcie stóp już w 11 czerwca – taki głos pojawił się ze strony jednego z lokalnych banków. Wyjątkiem jest relacja NZD/NOK, ale korona norweska traci dzisiaj w większości układów. To echo opublikowanych dzisiaj danych nt. inflacji CPI za kwiecień. Niższe od oczekiwań były dane bazowe (0,4 proc. m/m i 2,1 proc. r/r), co teoretycznie może zwiększać spekulacje, że Norges Bank znajdzie jednak miejsce do obniżki w czerwcu – po ostatniej decyzji o ich braku, takiej możliwości nie wykluczył szef banku centralnego. Na niewielkich minusach pozostawała dzisiaj rano także większość układów z AUD i CAD.

A co na głównej parze? Euro pozostaje pod delikatną presją w kontekście dzisiejszego spotkania Eurogrupy. Politycy (poza greckimi) nie obiecują sobie wiele. Jeżeli po spotkaniu rzeczywiście nie pojawi się nawet cień próby znalezienia porozumienia, które mogłoby zostać dopracowane w kolejnych tygodniach, to będzie to rzutować na rynki. Jutrzejsza płatność na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego najpewniej zostanie zrealizowana w terminie, ale w czerwcu łączne raty przekroczą już 1,6 mld EUR. Czy Grecy to uciągną?

Na wykresie EUR/USD widać rosnące szanse na przetestowanie strefy 1,1051-1,1096. To czy uda się w tym tygodniu zejść niżej, nie będzie już zależeć od informacji z greckiego frontu negocjacji, a danych z USA (w środę mamy kwietniową sprzedaż detaliczną, a w piątek produkcję przemysłową).

Kursy walut pozostały obojętne wobec danych makro

Michał Borzuchowski AKCENTA
Michał Borzuchowski AKCENTA

W miniony poniedziałek polska waluta wystartowała z poziomów 4,068 EUR oraz 3,635 USD. Bez zaskoczenia przyjęto decyzję Rady Polityki Pieniężnej, która zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

Europejska waluta utrzymywała się przez cały ubiegły tydzień zdecydowanie powyżej 4 PLN. Para EURPLN była notowana najniżej we wtorek na poziomie 4,013 spadając aż o 5,53 groszy w stosunku do poniedziałkowego otwarcia. Osłabienie wspólnej waluty miało miejsce mimo pozytywnych odczytów PMI dla przemysłu Niemiec i strefy euro oraz gorszego od oczekiwań odczytu PMI dla polskiego przemysłu. Słabszy od oczekiwań okazał się również przemysł Francji. Po nieuzasadnionych spadkach na parze EURPLN, kurs odbił aby w czwartek osiągnąć tygodniowe maksimum na poziomie 4,086. Czwartek był też najbardziej nerwowym dniem dla tej pary walutowej. Tego samego dnia kurs EURPLN spadł prawie o 5 groszy a w piątek ponownie obserwowaliśmy umocnienie wspólnej waluty.

W minionym tygodniu na parze USDPLN od poniedziałku obserwowaliśmy 3-dniowe spadki. Z najwyższego poniedziałkowego kursu (3,639) dolar spadł do poziomu 3,556 w środę. Największym zaskoczeniem dla rynku była wtorkowa publikacja bilansu handlu zagranicznego Stanów Zjednoczonych. Deficyt handlowy USA był aż o 10 mld. USD większy niż się spodziewano. Po środowym spadku kurs USDPLN odbił zmierzając przez 2 dni w kierunku kursu z poniedziałkowego otwarcia. Nie obserwowano na rynku przesłanek fundamentalnych dla takiego odbicia. Może się to okazać zwykłą korektą w trendzie spadkowym najważniejszej waluty świata. W całym tygodniu obserwowaliśmy na dolarze stosunkowo niewielkie wahania. Różnica między maksymalnym i minimalnym kursem tygodnia wyniosła 8,31 groszy podczas gdy w poprzednich tygodniach różnica ta wynosiła nawet po kilkanaście groszy.

Ciężkie banknoty? Zadanie dla cyborgów

„The Wall Street Journal” donosi, że Sumitomo Mitsui Banking Corp. testuje 8 robo-egzoszkieletów, które mają pomagać pracownikom w przenoszeniu ciężkich paczek z banknotami.
Urządzenia przygotowała firma Cyberdyne Inc., której nazwa nawiązuje do korporacji pojawiającej się w filmie „Terminator”. Roboty trafią do starszych pracowników SMBC Delivery Service Co., spółki odpowiedzialnej za transport gotówki pomiędzy oddziałami banku. Spośród 1600 pracowników firmy
około 16 proc. ma 65 lub więcej lat.

Hybrid Assistive Limb, czyli uprząż przypinana do kręgosłupa i nóg, pozwala zredukować wysiłek potrzebny do przenoszenia ciężkich przedmiotów o około 40 proc. Dzięki jej pomocy 10-kilogramowa paczka banknotów sprawia wrażenie lżejszej o 4 kilogramy. Urządzenia testowane są także w domach opieki społecznej, gdzie pomagają pracownikom w przenoszeniu ciężkich przedmiotów oraz na pacjentach poddawanych fizjoterapii wzmacniającej mięśnie rąk i nóg.

Japonia zmaga się z problemem starzenia się populacji. Obecnie ponad 25 proc. Japończyków przekroczyło 65. rok życia. Technologia może sprawić, że seniorzy będą mogli wykonywać ciężkie prace fizyczne bez uszczerbku  na zdrowiu – przynajmniej tak swój eksperyment uzasadniają przedstawiciele banku SMBC.

Citi Handlowy zwiększy udziały w strategicznych obszarach

Dobrze przygotowaliśmy się ten rok, by teraz rozpocząć działania na rzecz wzrostu. Chcemy zwiększyć skalę działania naszego biznesu – wzmocnić pozycje lidera tam, gdzie już odgrywamy znaczącą rolę i zwiększyć nasze udziały na rynku w strategicznych dla nas obszarach, powiedział Sławomir S. Sikora, prezes Citi Handlowy, Mamy dobry zespół skupiony na przyszłości a nie tylko na szukaniu rozwiązań w odpowiedzi na codzienne wyzwania. Mamy model biznesowy oraz infrastrukturę, które mają silne podstawy i doskonale się sprawdzają w warunkach tegorocznej koniunktury. To najlepszy czas, by to wykorzystać.

W I kwartale 2015 rok Bank wypracował zysk netto w wysokości 217 mln zł, co oznacza wzrost o 6 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Bank utrzymał wysoką efektywność – wskaźniki ROTE (17,4 proc.), ROE (14,1%) i ROA (1,9 proc.) uplasowały się powyżej sektora. Wskaźnik kosztów do dochodów na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 53%.

Bank jest dobrze przygotowany na wzrost o czym świadczy silna pozycja kapitałowa (Tier 1 wyniósł 17,8%) oraz wysoka płynność, mierzona wskaźnikiem kredyty/depozyty (72%). Bank wyróżnia się na rynku wysoką jakością portfela kredytowego i nie jest zaangażowany na rynku kredytów walutowych.

Do końca tego roku Citi Handlowy chce zwiększyć udziały w strategicznych obszarach. Celem banku jest wzmocnienie pozycji lidera na rynku FX i kart kredytowych. Niezmiennie Bank konkurować będzie także jakością a na koniec roku wskaźnik jakości obsługi klientów zamożnych w Citi Handlowy ma być najwyższym na rynku. Bank chce zwiększyć również udziały w takich obszarach jak: kredyty korporacyjne, rachunki operacyjne firm, produkty inwestycyjne i aktywa inwestycyjne.

Rozwój bankowości detalicznej

Na koniec I kwartału 2015 roku sieć oddziałów Smart w Citi Handlowy zwiększyła się o kolejne 3 placówki w Katowicach, Poznaniu i Krakowie. W najbliższych tygodniach Bank otworzy szesnastą placówkę Smart na krakowskim Kazimierzu. Koncepcja Smart Bankowości na początku tego roku uzupełniona została o sieć 80 mobilnych doradców, którzy działają już w 6 największych miastach. Ich celem jest być bliżej klienta, stąd działają poza oddziałami – wyposażeni w aplikacje na iPad z każdego miejsca dogodnego dla klienta są w stanie sfinalizować wniosek o dowolny produkt.

Wraz z rozwojem koncepcji Bankowego Ekosystemu Smart wzrasta też liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej, która na koniec I kwartału 2015 roku wyniosła ponad 54 tys., co stanowi wzrost o 23% w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Udział transakcji dokonanych za pomocą kanałów bankowości internetowej lub mobilnej w transakcjach bankowych ogółem na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 95% i wzrósł o 2 p.p. względem analogicznego okresu 2014 roku.

Bank kontynuował aktywne wsparcie akwizycyjne dla segmentów klientów Citigold oraz Citi Priority poprzez działania takie jak oferty promocyjne dla lokat, i dla nowych klientów Citigold oraz Program Rekomendacji Citigold. W efekcie w I kwartale 2015 roku liczba klientów Citigold i Citigold Select wzrosła o 6%, tak samo jak w przypadku Citi Priority, w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

Bank wzmocnił też pozycję lidera na rynku kart kredytowych pod względem wartości udzielonych kredytów z udziałem rynkowym według danych na koniec marca 2015 roku na poziomie 18,5%. Tempo wzrostu salda pożyczek gotówkowych zostało utrzymane na dwucyfrowym poziomie (+12,1% r./r.). Łączne saldo rachunków bieżących wyniosło ponad 3,48 mld zł, co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku o niemal 21%.

Lider bankowości korporacyjnej

Pierwsze trzy miesiące nowego roku przyniosły dynamiczny rozwój w ramach oferty Emerging Market Champions. Bank wspiera już ponad 300 polskich i globalnych firm w realizacji ich planów zagranicznej ekspansji. Liczba globalnych firm, które w Polsce chcą się rozwijać z Citi Handlowy wzrosła w I kwartale tego roku o 5 proc. rok do roku i sięgnęła 299. Coraz więcej polskich firm decyduje się na rozwój zagranicą, Citi Handlowy wspiera w tym zakresie 50 przedsiębiorstw.

Bank wsparł finansowaniem ponad 170 inicjatyw i projektów jakie realizowane są przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Warszawa z kolei dzięki realizowanej przez Citi na świecie inicjatywie Citi Mobile Challenge była w kwietniu akceleratorem dla start-upów z pomysłem na bankową aplikację. W ramach Citi Mobile Challenge zebrano ponad 700 pomysłów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschody. W tym około 100 projektów z Polski. Najciekawsze mają szansę wygrać łącznie 100 tysiące dolarów z pierwszym takim międzynarodowym, bankowym hackathonie.

W I kwartale 2015 roku Bank po raz trzeci z rzędu utrzymał pozycję lidera w ogólnym rankingu konkursu na pełnienie funkcji Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych na rok 2016 oraz oficjalne wyróżnienie lidera Market Makingu za osiągnięcia na rynku kasowym Treasury BondSpot Poland.

To był też kolejny kwartał wzrostu transakcji walutowych zawieranych przez klientów korporacyjnych. W I kwartale Bank połączył system bankowości elektronicznej dla przedsiębiorstw CitiDirect z platformą CitiFX Puls, co umożliwiło klientom łatwiejsze zarządzanie transakcjami wymiany walut. W konsekwencji 75% wszystkich transakcji wymiany walutowej jest realizowanych poprzez platformę. Bank wzbogacił przy tym ofertę walut dostępnych w ramach rachunku firmowego. Dzisiaj Citi Handlowy jest jedynym bankiem na rynku, który udostępnia firmom 46 walut na jednym rachunku.

Zgodnie z trendem widocznym wyraźnie wśród klientów indywidualnych, rośnie też liczba firm korzystających z mobilnych rozwiązań finansowych – o 60% rok do roku, przy jednoczesnym wzroście wolumenu transakcji o 42%.

Fidelity publikuje wyniki badania Global Analyst Survey 2015

Fidelity Worldwide Investment przeprowadził ankietę wśród analityków w celu zidentyfikowania nowych trendów i atrakcyjnych okazji inwestycyjnych na globalnych rynkach akcji i długu. Główne wnioski badania są następujące:

  • Analitycy są bardziej pozytywnie nastawieni do rynków rozwiniętych niż wschodzących.
  • Oczekiwane są stabilne lub rosnące dywidendy we wszystkich regionach.
  • Przewidywane są pozytywne perspektywy dla branży medycznej i finansowej oraz negatywne dla sektora energetycznego i materiałowego.

Fidelity Global Sentiment Index

Badanie umożliwiło stworzenie barometru nastrojów analityków, opartego na pięciu głównych kryteriach oceny: nastroje zarządu, nakłady inwestycyjne, polityka dywidendowa, stopy zwrotu w branży oraz siły bilansu. Zagregowane wyniki odpowiedzi w skali od 1-10 pkt. (10 pkt. oznacza najbardziej pozytywną ocenę) pozwalają na dogłębną analizę obecnej kondycji oraz prognozę wzrostu spółek i sektorów na globalnych rynkach finansowych. Wskaźnik umożliwia również bezpośrednie porównanie poszczególnych regionów i sektorów. Kompleksowe badanie sentymentu analityków sprawia, że inwestorzy zyskują pełniejszy obraz sytuacji, co może stanowić istotne wsparcie przy definiowaniu strategii i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Globalny wskaźnik nastrojów analityków w 2015 r. wyniósł 5,7 pkt. wobec 6,4 pkt. w 2014 r., co wskazuje na pogorszenie ogólnego sentymentu względem ubiegłego roku. W ujęciu regionalnym, analitycy Fidelity są najbardziej pozytywnie nastawieni do Japonii (7,1 pkt.), Europy (5,8 pkt.) i USA (5,6 pkt). Dalsze miejsca w zestawieniu zajmuje Azja i Pacyfik (5,3 pkt. – z wyłączeniem „Państwa Środka” i Japonii), Chiny (4,4 pkt.) oraz Ameryka Łacińska/EMEA (4,3 pkt.), co sugeruje pogłębienie się regionalnej dyferencjacji na korzyść państw rozwiniętych. Natomiast do sektorowych faworytów analityków Fidelity należy branża opieki zdrowotnej i finansowa (odpowiednio 6,8 pkt. i 6,4 pkt.), a na drugim biegunie znajduje się branża energetyczna (2,1 pkt.) oraz materiałowa (3,8 pkt).

Wyniki tegorocznej ankiety są niezwykle ciekawe. Na pierwszym miejscu naszego ogólnego rankingu nastrojów znalazła się Japonia, na drugim Europa, ale i w USA nastroje utrzymały się na wysokim poziomie. Widać ponadto, że sektory oparte na innowacjach i wiedzy zaczynają wyraźnie wychodzić przed szereg – komentuje Henk-Jan Rikkerink, szef działu badań na Europę, USA, region EMEA i Amerykę Łacińską w Fidelity.

Japonia liderem

Z badania wynika, że liderem pod względem optymizmu analityków jest Japonia. To efekt reform strukturalnych i stymulowania gospodarki „abenomiką”. 75% badanych oczekuje wzrostu stopy zwrotu z inwestycji, podobnie jak większych dywidend. Dla porównania – większego ROE na europejskich i amerykańskich parkietach spodziewa się odpowiednio 36% i 23% analityków. Dodatkowo, 70% ekspertów jest zdania, że bilanse spółek notowanych w Japonii są zdrowsze niż rok wcześniej. – Nasi analitycy spodziewają się wzrostu wypłacanych dywidend z uwagi na mocne bilanse spółek. Trzech z czterech analityków objętych badaniem prognozuje zwiększenie dywidendy w ciągu nadchodzących 12 miesięcy – wyjaśnia Rikkerink.

Ożywienie Europy i USA

W Europie widać ożywienie i poprawę kondycji spółek, napędzane programem luzowania ilościowego Europejskiego Banku Centralnego oraz osłabieniem wspólnej waluty. Analitycy dostrzegają również atrakcyjną wycenę europejskich spółek na tle amerykańskich walorów. Co więcej, na Starym Kontynencie odnotowano wzrost popytu na kredyty przeznaczone na restrukturyzację przedsiębiorstw. Spodziewana jest umiarkowana aktywność na rynku fuzji i przejęć, głównie w formie transakcji typu bolt-on.

Po silnym 2014 r. w amerykańskiej gospodarce, analitycy oczekują stabilności w nastrojach zarządu, dywidendach i stopach zwrotu z kapitału. Z uwagi na zdrową sytuację na rynku kredytów, niskie koszty finansowania, duże rezerwy gotówkowe oraz wzrost zatrudnienia, tutaj eksperci przewidują kontynuację fuzji i przejęć, napędzanych transakcjami typu bolt-on. – Umiarkowany optymizm przeważa w Europe w wyniku poprawiających się fundamentów spółek, obniżki cen ropy i deprecjacji euro. Naszym zdaniem warunki w USA pozostaną zdrowe i stabilne – twierdzi Rikkerink.

Ostrożnie z Chinami

W przypadku Chin spodziewany jest spadek wydatków inwestycyjnych i stopy zwrotu z inwestycji ze względu na spowolnienie gospodarcze i osłabienie popytu wewnętrznego. Niemniej, 81% analityków spodziewa się w tym roku utrzymania poziomu wypłacanych dywidend. – Przeważa ostrożne podejście do Chin z uwagi na spowolnienie wzrostu. Jednakże w naszej ocenie w tym roku prawdopodobnie nie dojdzie do kryzysu systemowego. Mimo spowolnienia, w Państwie Środka nadal występują okazje do zrealizowania zysku – tłumaczy Rikkerink.

Mniej optymistycznie Emerging Markets i Ameryka Łacińska

Analitycy są mniej optymistycznie nastawieni do rynków w regionie EMEA (Europa Wschodnia, Bliski Wschód
i Afryka) oraz Ameryce Łacińskiej. Połowa respondentów uważa, że tamtejsze spółki zmniejszą nakłady inwestycyjne w nadchodzącym roku głównie z powodu słabości sektora energetycznego, na którym ciąży spadek cen ropy oraz aprecjacji dolara, skutkującej wzrostem kosztów finansowania.

Korzystne perspektywy dla posiadaczy papierów o stałym dochodzie

Badani pozytywnie oceniają perspektywy dla dywidend, które najbardziej wzrosną w sektorze zdrowotnym,
a następnie w branży dóbr konsumpcyjnych i użyteczności publicznej (utilities). Jedynie spółki z branży energetycznej nie podzielą się zyskiem z akcjonariuszami. – 75% naszych analityków przewiduje wzrost dywidend wypłacanych przez spółki notowane na japońskim parkiecie, podczas gdy odpowiednio połowa i 1/3 analityków prognozuje zwiększenie wypłat dla akcjonariuszy w przypadku spółek, których walory są notowane na amerykańskiej i europejskiej giełdzie – twierdzi Rikkerink.

Branżowi liderzy i outsiderzy

60% analityków spodziewa się wzrostu stopy zwrotu z kapitału w branży medycznej. Co drugi ekspert prognozuje wzrost dywidend, podczas gdy żaden z nich nie przewiduje ograniczenia wypłaty zysku dla akcjonariuszy.

Co więcej, 92% analityków przewiduje spadek stopy zwrotu z inwestycji w sektorze energetycznym, na którym ciąży obniżka cen ropy. – Te założenie odzwierciedla dostosowanie sektora energetycznego do znaczącej przeceny tego surowca – wyjaśnia Rikkerink. Taka sytuacja szczególnie uderza w eksporterów (np. Rosja), choć z drugiej strony zyskują na niej importerzy (np. Indie). Eksperci zgodnie przewidują redukcję nakładów inwestycyjnych w tym sektorze.

Coroczna ankieta analityków jest prowadzona od 2012 r. W tegorocznej edycji uczestniczyło 159 specjalistów Fidelity Worldwide Investment, w tym 122 analityków rynku akcji i 37 ekspertów rynku długu znajdujących się w Europie i Azji, którzy w minionym roku przeprowadzili 17 tys. bezpośrednich rozmów z zarządzającymi obserwowanych przez nich spółek. Ankietowanym zadano łączne 38 pytań dotyczących nastrojów zarządów, nakładów inwestycyjnych, polityki dywidendowej spółek, wyceny rynku.

Zwycięstwo Camerona umacnia funta

Jak wynika z sondażu exit poll przygotowanego dla BBC, w czwartkowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii zwycięstwo odniosła Partia Konserwatywna zdobywając 325 mandatów w liczącej  650 miejsc Izbie Gmin. Wszystko wskazuje na to, że zwycięstwo Davida Camerona w istotny sposób ograniczy ryzyko związane z przedłużającymi się negocjacji w sprawie utworzenia rządu – zgodnie z zapowiedziami brytyjskiego premiera, jego celem pozostanie działanie na rzecz wszystkich obywateli. Wiadomość o zdobyciu znaczącej przewagi przez Partię Konserwatywną została także pozytywnie odebrana przez inwestorów, co sprzyjało znaczącemu umocnieniu brytyjskiej waluty. W reakcji na ogłoszenie wstępnych wyników kurs EUR/GBP spadł o 1.92% , podczas gdy GBP/USD wzrósł o 1.12%.

Rano uwagę inwestorów na Starym Kontynencie przyciągnęły wiadomości napływające zza Odry, gdzie zostały opublikowane dane obrazujące dynamikę produkcji przemysłowej oraz bilans handlu zagranicznego Niemiec. Popołudniu poznamy natomiast oficjalne informacje na temat aktualnej sytuacji na amerykańskim rynku pracy, w tym dotyczące zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (prognoza 225K) oraz stopy bezrobocia (prognoza 5.4%).

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Wykorzystanie limitu w programie „Mieszkanie dla młodych” wzrost w kwietniu o 26 mln zł

Wciąż rośnie zainteresowanie osób kupujących mieszkanie na kredyt w ramach rządowego programu finansowego wsparcia młodych ludzi, który umożliwia uzyskanie dofinansowania wkładu własnego. W kwietniu do BGK wpłynęło 1856 wniosków, a tegoroczny limit jest już zarezerwowany w 34 proc.

 

Wykorzystanie tegorocznego limitu na podstawie wniosków przekazanych do Banku Gospodarstwa
Krajowego przez banki kredytujące do 30 kwietnia wynosi już 246 mln zł. Wysokość dofinansowania w ciągu miesiąca wzrosła zatem o 26 mln zł. Co ważne, znacząca kwota dopłat dotyczy już kolejnych lat – na 2016 r. kredytobiorcy złożyli ponad 2 tys. wniosków na kwotę dofinansowania prawie 51 mln zł.

W ramach limitu obowiązującego w 2015 r. do BGK wpłynęły 10 592 wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania, a łączna ich liczba od początku realizacji programu wynosi prawie 22 tysiące.

W ciągu 16 miesięcy funkcjonowania programu „Mieszkanie dla młodych” najwięcej lokali i domów z rządową dopłatą kupili mieszkańcy Mazowsza (3 715 wniosków), Pomorza (3 303 wniosków) oraz Wielkopolski (3 098 wniosków). Najmniej umów o zakup mieszkań ze wsparciem państwa zawarto w województwach opolskim (170 wniosków) i świętokrzyskim (219 wniosków).

 

Średnia powierzchnia mieszkań nabywanych w programie wynosi 53,12 m2. Osoby korzystające z programu „Mieszkanie dla młodych” mają również możliwość zakupu domu jednorodzinnego – obecnie jego średnia wielkość to 84,59 m2.

„Mieszkanie dla młodych” to program Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, który wspiera młodych Polaków w zakupie pierwszego mieszkania, jednocześnie pozytywnie oddziaływując na sektor budowlany i wzrost gospodarczy. Obsługą finansową przedsięwzięcia zajmuje się Bank Gospodarstwa Krajowego, którego rolą jest wspieranie społecznego i gospodarczego rozwoju kraju. Od 2007 roku BGK zapewnia profesjonalną obsługę programu „Rodzina na swoim”, który pomógł ponad 192 tysiącom Polaków nabyć mieszkanie na własność.  Dopłaty do kredytów preferencyjnych „Rodzina na swoim” będą wypłacane do 2022 roku.

 

Grupa Kapitałowa MCI po I kwartale 2015 r.: 47,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto

0
  • Aktywa netto na akcję wyniosły 17,22 zł względem 13,98 zł przed rokiem (wzrost o 23,2% r/r). Plan roczny zakłada 19,75 zł
  • 47,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto
  • Aktywa netto w wysokości 1 mld 80 mln zł względem 873 mln zł przed rokiem (wzrost o 23,7% r/r)
  • Certyfikaty inwestycyjne funduszy wyniosły na 31.03.2015 r. 1 mld 421 mln zł (wzrost o 28% r/r)
  • Sukces oferty publicznej akcji Private Equity Managers S.A. i pierwszy debiut na GPW spółki zarządzającej aktywami private equity.

Wskaźnik aktywów netto na akcję Grupy MCI, najlepiej charakteryzujący kondycję funduszy typu private equity, wyniósł na koniec I kwartału 2015 r. 17,22 zł, co oznacza wzrost o 23,2% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. W omawianym okresie Grupa MCI wypracowała 47,5 mln zł skonsolidowanego zysk netto. Największy udział w wyniku miał wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszy MCI.TechVentures (o 23,9 mln zł) i MCI.EuroVentures (o 22,1 mln zł) oraz wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu MCI.CreditVentures 2.0 (o 3,4 mln zł). Wartość certyfikatów inwestycyjnych funduszy, których właścicielem jest MCI Management, wyniosła na koniec marca 2015 r. 1 mld 421 mln zł, co oznacza wzrost o 28% względem stanu na koniec I kwartału 2014 r. Aktywa netto wzrosły w ciągu roku o 23,7% do poziomu 1 mld 80 mln zł. Od początku br. do momentu publikacji niniejszego sprawozdania, fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI, zrealizowały 5 wyjść z inwestycji na łączną kwotę ponad 400 mln zł.

To pierwszy raz kiedy grupy MCI i PEManagers będą publikować swoje wyniki osobno. Cieszę się, że możemy zaprezentować akcjonariuszom MCI znaczący wzrost aktywów netto na akcję oraz wysoki zysk netto – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management S.A. – Nieustannie naszym strategicznym celem jest budowanie wartości dla naszych akcjonariuszy poprzez systematyczny wzrost wskaźnika NAV na akcję oraz kursu akcji – dodał.

MCI prognozuje, że wartość aktywów netto na akcję ukształtuje się na poziomie 19,75 zł na koniec 2015 r. Oceniając wyniki pierwszego kwartału jest na dobrej drodze, by swój plan zrealizować.

W okresie marzec 2014 r. – marzec 2015 r. kurs akcji MCI wzrósł o 28%. Wskaźnik P/BV wyniósł na dzień 31.03.2015 r. 0,70 zł, co oznacza, że MCI nadal wyceniana jest przez inwestorów z istotnym dyskontem wobec wartości księgowej Spółki.

Fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI Management, planują zwiększyć skalę inwestycji w tym roku. Na ten cel zamierzają przeznaczyć około 400 mln zł do końca roku biznesowego.

Wyniki Grupy kapitałowej Getin Holding po I kwartale 2015 roku

W pierwszym kwartale 2015 roku Grupa Getin Holding wypracowała zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej na poziomie 45,8 mln PLN, co jest wynikiem o 41,7% lepszym w ujęciu rok do roku. W kwietniu br. Idea Bank Polska zadebiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pozyskując ponad 250 mln PLN na dalszy rozwój Grupy IB.

Deprecjacja lokalnych walut, kryzys ekonomiczny oraz niepewna sytuacja polityczna w Europie Wschodniej, od ponad roku stwarzają niekorzystne warunki do rozwoju biznesu bankowego w tym regionie. Dlatego Grupa będzie kontynuować strategię opartą o ścisłą dyscyplinę kosztową oraz wzmacniać obszar zarządzania ryzykiem kredytowym- powiedział Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding. Dzięki nabyciu pakietu akcji Getin Leasing Grupa uzyskała współkontrolę nad jednym z liderów rynku leasingu w Polsce. Jestem przekonany, że transakcja przyczyni się do wzrostu wartości dla Akcjonariuszy i umocni pozycję Holdingu w tym perspektywicznym segmencie rynku- dodaje.

 

W trzech pierwszych miesiącach br. grupa kapitałowa Idea Bank osiągnęła zysk netto w wysokości 63,1 mln PLN, co jest wynikiem dwukrotnie lepszym względem analogicznego okresu rok wcześniej. Od początku roku Idea Bank systematycznie rozwija innowacyjne kanały kontaktu z Klientami, jak Idea Cloud, Idea HUB oraz mobilne wpłatomaty. Bank koncentruje się również na dalszym wzmacnianiu synergii biznesowych w ramach Grupy oraz optymalizacji kosztowej. W kwietniu br. Spółka zadebiutowała na GPW pozyskując 254,2 mln PLN na dalszy rozwój biznesu. Na koniec marca współczynnik adekwatności kapitałowej Idea Banku wynosił 14,1%.

W konsekwencji negatywnych trendów utrzymujących się w gospodarce rosyjskiej Grupa Carcade funkcjonuje w warunkach ograniczonego dostępu i wysokich kosztów finansowania. Spółka odnotowuje również pogorszenie dyscypliny płatniczej Klientów, co jest efektem spadku siły nabywczej związanej z deprecjacją rubla oraz niekorzystnych warunków gospodarczych. W I kwartale Grupa przeprowadziła intensywne działania związane z optymalizacja kosztową co przyczyniło się do spadku kosztów operacyjnych w PLN o 16,2% (r/r). W kwietniu br. Holding zawarł warunkową umowę sprzedaży akcji Idea Bank Rosja.

 

W I kwartale br. Grupa Idea Bank Białoruś wypracowała zysk netto na poziomie 5,4 mln PLN, co oznacza wzrost o blisko 50% w ujęciu rok do roku. Od początku roku Bank systematycznie odbudowywał i stabilizował bazę depozytową. Warto podkreślić, że od marca widoczny jest trend spadku kosztów finansowania depozytami detalicznymi w BYR. Bank wdrożył również strategię optymalizacji kosztowej co przyczyniło się do spadku kosztów operacyjnych o ponad 1,1 mln PLN (r/r).

 

W wyniku trwającej od ponad roku niekorzystnej sytuacji politycznej na Ukrainie, w pierwszym kwartale br. Grupa Idea Bank Ukraina odnotowała stratę netto na poziomie 6,2 mln PLN. Oznacza to zmniejszenie poziomu straty netto względem analogicznego okresu 2014 roku o ponad 40%. Zgodnie z przyjętą strategią Bank stale utrzymuje wszystkie wskaźniki nadzorcze na poziomie wymaganym przez Narodowy Bank Ukrainy. W związku z pogłębiającą się deprecjacją hrywny oraz pogarszająca się sytuacją ekonomiczną, w I kwartale Bank odnotował znaczący wzrost kosztów finansowania w lokalnej walucie.

 

Celem strategicznym Idea Bank Rumunia (dawniej Romanian International Bank) jest osiągnięcie w nadchodzących miesiącach progu rentowności w ramach działalności bankowej. Tylko w pierwszych trzech miesiącach roku Bank odnotował wzrost sprzedaży kredytowej do poziomu 36,4 mln PLN, względem 9,1 mln w IV kwartale 2014 roku. Działania Banku koncentrują się na aktywnej rozbudowie portfolio produktowego oraz intensyfikacji akcji marketingowych zapoczątkowanym procesem rebrandingu. Nowe hasło „Idea Bank – fresh banking from Poland” zostało pozytywnie przyjęte na lokalnym rynku i stanowi kluczowy element pozycjonowania marki wśród nowoczesnych instytucji finansowych.

Grupa Famur planuje podbój azjatyckiego rynku. Spółka chce dostarczać maszyny górnicze m.in. do Indii

0

Trudna sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego sprawia, że Grupa Famur szuka nowych rynków zbytu dla swoich kombajnów na innych kontynentach. Spółka rozszerza też asortyment produkowanych urządzeń o maszyny stosowane w górnictwie odkrywkowym.

Famur stara się radzić sobie z problemami, dywersyfikując swoją działalność. Spółka swe maszyny stara się sprzedawać także na rynkach azjatyckich, w Ameryce Południowej i Centralnej, krajach Bliskiego Wschodu.Chce również zaistnieć w krajach bałkańskich.

– Prace nad zbudowaniem naszej globalnej pozycji na rynkach zagranicznych cały czas trwają – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mirosław Bendzera, prezes Grupy Famur. Będziemy je wspierali, intensyfikowali, bo tak naprawdę jest to jedyna droga rozwoju dla takich spółek jak nasza. Staramy się również rozszerzać nasze portfolio produktowe.

W tym celu w połowie ubiegłego roku Famur sfinalizował transakcję przejęcia Grupy Fugo Famak.

– To pozwoliło nam dodać do naszego aktualnego portfolio produktowego również rozwiązania dla górnictwa odkrywkowego – informuje Mirosław Bendzera. Dlatego dzisiaj jesteśmy w stanie zaproponować naszym klientom zdecydowanie szerszy wachlarz rozwiązań, bardziej kompleksową ofertę, zarówno tę, która jest kierowana do firm potrzebujących rozwiązań w zakresie eksploatacji złóż metodą podziemną, jak i tych, które realizują te zadania na powierzchni, czyli dla kopalń odkrywkowych.

Obecnie dla grupy najbardziej perspektywiczna jest Azja. Szczególnie takie potęgi, jak Indie, dają spółce bardzo szeroką i długofalową perspektywę zaistnienia na tym rynku – podkreśla prezes Grupy Famur.

Przy czym nie ukrywam, że jest to rynek bardzo trudny, który będzie wymagał od takich firm jak nasza dostarczenia rozwiązań nie tylko w zakresie technicznym, lecz także w zakresie technologicznym. Potrzebne będą również szkolenia oraz dostosowanie rozwiązań finansowych do potrzeb tamtejszych inwestorów.

Obsługa tego typu inwestycji rozpoczyna się od rozpoznania złoża, na którym ma być realizowane zamówienie. Wymaga zaprojektowania i dostosowania rozwiązania technicznego do faktycznych potrzeb, których oczekuje klient, dostarczenia mu rozwiązania technicznego, zapewnienia obsługi w zakresie realizacji tego przedsięwzięcia, później nadzoru i wsparcia w zakresie jego obsługi bieżącej, czyli nadzoru nad efektywnością eksploatacji złoża. Wreszcie zapewnienie mu możliwości sfinansowania tych inwestycji.

Chcemy stać się globalnym dostawcą rozwiązań dla górnictwa zarówno tego podziemnego, jak i odkrywkowego – deklaruje prezes Mirosław Bendzera z Grupy Famur. Dodaje, że jedyną drogą, która pozwoli realizować tę strategię, nazwaną przez firmę „Go Global”, jest zebranie wiedzy na temat potrzeb, które generują poszczególne rynki w różnych rejonach świata i ekspansja zagraniczna.

Mając tę wiedzę, jesteśmy w stanie dobrze przygotować się do tego, żeby z naszą ofertą i naszym rozwiązaniem po pierwsze zaistnieć na tym rynku, a po drugie skutecznie ją na ten rynek wprowadzić. I nad tym bardzo intensywnie pracujemy. Oczywiście za tym idą również elementy ekonomiczne. Większa sprzedaż związana jest również z oczekiwaniem zdecydowanie większej poprawy wyników finansowych, które chcemy generować.

Nowy Styl szykuje się do przejęcia kolejnej zagranicznej firmy. Spółka stawia na eksport

CEO Magazyn Polska

Grupa Nowy Styl, zajmująca się wyposażeniem biur, 85 proc. przychodów generuje za granicą. Firma mająca fabryki w pięciu państwach zapowiada kolejne przejęcie, które umożliwi jej rozpoczęcie produkcji w następnym kraju.

Grupa specjalizuje się w dostarczaniu kompleksowych rozwiązań meblowych dla przestrzeni biurowych oraz miejsc użyteczności publicznej. Firma posiada międzynarodową sieć sprzedaży składającą się z 19 lokalnych spółek dystrybucyjnych w Europie oraz Stanach Zjednoczonych i na Bliskim Wschodzie.

– Większość produkcji z Polski eksportujemy, oprócz tego mamy jeszcze produkcję w czterech innych państwach, więc z całości przychodów na poziomie 1,2 mld zł 85 proc. generujemy za granicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jerzy Krzanowski, współwłaściciel i wiceprezes zarządu Grupy Nowy Styl.

W rezultacie Grupa Nowy Styl zajmuje się kompleksowym meblowaniem biur w 100 krajach.

W pięciu produkujemy, prawdopodobnie ogłosimy niedługo kolejne przejęcie w szóstym państwie mówi deklaruje Jerzy Krzanowski. – Głównym rynkiem  w Europie na pewno są Niemcy. W ogóle koncentrujemy się głównie na Europie, ale nie zapominamy też o Bliskim Wschodzie, sprzedajemy tam do wielu krajów. Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy firmą globalną.

Firma chlubi się tym, że na liście jej klientów są wielkie międzynarodowe korporacje, instytucje kulturalne, m.in. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia oraz Opera w Monachium. Wreszcie wszystkie polskie stadiony, na których grano mecze mistrzostw EURO 2012. Na krzesłach Grupy informuje spółkaobradowali przywódcy państw podczas szczytu NATO w Lizbonie, zasiadają na nich urzędnicy w niemieckim Urzędzie Kanclerskim oraz publiczność w Leicester Square Theatre w Londynie, a w najbliższym czasie również na stadionie Olympique w Lyon.

Sam eksport, gdy ma się partnerów lokalnych, nie jest jakimś wielkim problemem ocenia współwłaściciel Grupy Nowy Styl. Tutaj nie widzę jakichś wielkich zagrożeń, jeżeli tylko zna się podstawowy elementarz, wie, co trzeba zrobić, jakie są ubezpieczenia i różne inne rzeczy. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zaczynasz realizować projekty w danym kraju, sprzedawać już B2B, ewentualnie uruchamiać jakąś produkcję czy własne systemy dystrybucyjne. To już jest zdecydowanie trudniejsze zadanie.

Grupa Nowy Styl działa na rynku od 22 lat. Jak podkreśla jeden z jej założycieli, w tak hermetycznej branży, zdominowanej w Europie przez biznes rodzinny, to właśnie odwaga w wyborze kierunków eksportowych zapewniła firmie powodzenie.

– Myśmy od samego początku zaczęli sprzedawać na eksport, czyli od 1993 roku, parę miesięcy po powstaniu Nowego Stylu sprzedawaliśmy na Ukrainę i do Rosji i to z wielkim sukcesem, z wielkimi marżami – przypomina Jerzy Krzanowski. – Pierwszą produkcję za granicą uruchomiliśmy w 1999 roku na Ukrainie, w Charkowie, z lokalnym partnerem. Od tego czasu, przez te 15 lat, zbudowaliśmy tam dużą organizację. Później uruchomiliśmy produkcję w Rosji, następnie 3 lata temu dokonaliśmy dwóch przejęć w Niemczech oraz niedawno, w tamtym roku, przejęcia firmy tureckiej.

Artur Zipf, Malik: Polscy szefowie mają problem z tworzeniem wizji rozwoju firm. Mają wiedzę i doświadczenie, ale nie potrafią być liderami

0

CEO Magazyn Polska

Polskich menadżerów cechuje ogromna wiedza praktyczna, ich wielką zaletą jest zdobyte doświadczenie oraz międzynarodowe wykształcenie. Brakuje im jednak zdolności przywódczych, mają problem z odgrywaniem roli lidera w swoich firmach i tworzeniem długoterminowej strategii ich rozwoju – uważa Artur Zipf z niemieckiej firmy konsultingowej Malik.

Praktyczny problem wynikający ze słabych kompetencji przywódczych polskich menadżerów objawia się podczas tworzenia strategii, szukania kierunków rozwoju, planowania przyszłości firm. Polscy szefowie mają problem ze znalezieniem kompleksowych rozwiązań i pomysłów na swoje firmy.

– Chodzi o to, żeby ustalić priorytety w perspektywie kolejnych kilku lat, nie mówię tu o kolejnych kilku miesiącach mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Zipf, partner i dyrektor zarządzający na Polskę w Malik Management. Wydaje się więc, że mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności. Mówię o trudnościach związanych z dobrą organizacją zarządzania na najwyższym szczeblu, tak by naprawdę być obecnym na rynku i zdolnym do funkcjonowania przez kolejnych kilka lat.

Skutek jest taki, że gdy wszystko toczy się zgodnie z założeniami, polskie firmy mają się doskonale. Gorzej, gdy na rynku dochodzi do zawirowań, tak jak obecnie.

Taka sytuacja wywiera presję głównych menadżerów i czasem prowadzi do niepodejmowania żadnych decyzji albo niemonitorowania ich w odpowiedni sposób zwraca uwagę Artur Zipf. Wydaje się więc, że mamy do czynienia z pojawieniem się nowego obszaru, który nazwałbym opanowywaniem złożonych sytuacji, zamiast pozwalania na to, by to złożona sytuacja zdominowała nasze działania.

Według niego w Polsce część menadżerów nie zauważyła jeszcze nadchodzących problemów i próbuje rozwiązywać napotykane trudności, wykorzystując sposoby, z których korzystali w przeszłości. Ponieważ często są to metody wciąż skuteczne, osoby te odnoszą sukcesy w biznesie, wciąż dobrze sobie radząc. Jak jednak podkreśla partner i dyrektor zarządzający na Polskę w Malik Management, gdy spojrzeć na ogólną sytuację w Europie i na świecie, wygląda na to, że dokonuje się fundamentalna zmiana, która wymusi zmianę podejścia do podejmowania decyzji i mierzenia się z ich konsekwencjami.

W Polsce czy innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej mamy do czynienia z ogromną wiedzą ekspercką. Ludzie są tu naprawdę świetnymi ekspertami. Natomiast porównując menadżerów z ich odpowiednikami w świecie zachodnim, można powiedzieć, że tam w większym stopniu już się uznaje konieczność wiedzy na temat zarządzania, kierowania firmą i dbałości o profesjonalizm przywództwa, o bycie nie tylko ekspertem, lecz także liderem.

Polscy szefowie i kierownicy mają jednak jego zdaniem potencjał, by sprostać temu wyzwaniu, a ich niewątpliwą zaletą są szerokie horyzonty, wykształcenie, wiedza, a także młody wiek i elastyczność.

 Bardzo pozytywnym sygnałem, szczególnie jeśli chodzi o Polskę, jest to, że ludzie są bardzo zmotywowani, żeby zapanować nad tą sytuacją ocenia Artur Zipf z Malik Management. Osoby pełniące funkcje zarządcze są dużo młodsze niż w krajach Zachodu i moim zdaniem jest to wielka szansa, ponieważ są otwarte na globalny rozwój i bardzo dobrze wyedukowane. W większości przypadków mają wykształcenie międzynarodowe i nie mam wątpliwości, że poradzą sobie również z globalnymi wyzwaniami.

Łatwiej będzie odzyskać należności od unijnych kontrahentów

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy i konsumenci będą mogli dochodzić swoich roszczeń wobec unijnych kontrahentów przez internet. Polska dołączyła do pilotażu systemu e-CODEX, który ma m.in. wyeliminować kłopotliwe i czasochłonne doręczenia do sądów w innych krajach UE, co przedłużało procedury. Elektroniczne postępowania będą dotyczyły m.in. europejskiego nakazu zapłaty i drobnych roszczeń.

W tej chwili największą barierą w skutecznym odzyskiwaniu należności o charakterze transgranicznym są doręczenia, które w zdecydowany sposób przedłużają postępowania i utrudniają sprawne ich przeprowadzenie. W związku z tym e-doręczenia, które będą wprowadzone w ramach rozwiązań pilotażowych w projekcie e-CODEX, znacznie usprawnią przeprowadzanie tych postępowań – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lucyna Łuczak-Noworolnik, radca prawny z Instytutu Logistyki i Magazynowania w Poznaniu.

Celem projektu e-CODEX ma być ułatwienie transgranicznego dostępu do środków prawnych w Europie dla obywateli i przedsiębiorstw oraz umożliwienie współpracy na szeroką skalę między organami wymiaru sprawiedliwości w poszczególnych krajach UE.

Po dołączeniu Ministerstwa Sprawiedliwości do unijnego programu e-CODEX, w którym do tej pory Polskę reprezentował poznański instytut, w ciągu kilka miesięcy ruszy pilotaż e-usług o charakterze transgranicznym, m.in. dla firm, które chcą lub muszą dochodzić roszczeń o charakterze pieniężnym od kontrahentów w UE.

Możliwość wysłania pozwu drogą elektroniczną to wyczekiwane i bardzo potrzebne ułatwienie. Dzięki unijnym przepisom teoretyczna droga do odzyskania roszczeń od kontrahentów w UE jest bardzo prosta. UE wprowadziła już w 2008 r. procedurę europejskiego nakazu zapłaty, a w 2009 r. postępowanie w sprawie drobnych roszczeń (do 2000 euro). Obydwa te mechanizmy umożliwiają przesłanie do sądu wniosku na formularzu, co jest znacznie prostsze dla przedsiębiorców. Przesyłanie tego formularza pocztą tradycyjną wydłuża jednak całą procedurę. Dzięki e-CODEX i elektronicznej wysyłce formularze znacznie szybciej dotrą do właściwego sądu, a przedsiębiorca otrzyma należne mu pieniądze.

Dlatego elektronizacja tego postępowania i pilotażowa procedura, która zostanie przeprowadzona w ramach projektu e-CODEX, pozwolą nam rzeczywiście znacznie przyśpieszyć to postępowanie – podkreśla Łuczak-Noworolnik. – To jest najbardziej – w mojej ocenie – newralgiczny punkt postępowania. Jak wskazuje zresztą rozporządzenie europejski, nakaz zapłaty powinien być wydany w ciągu 30 dni, jednak właśnie z uwagi na doręczenia bardzo często ten termin znacząco się przedłuża – mówi ekspertka.

Zaznacza, że w przypadku postępowania nakazowego, o ile jest ono bezsporne, przedsiębiorcy nie muszą udawać się na rozprawę. Muszą jednak czasem poprawić pozew – odesłanie go pocztą tradycyjną i ponowne dostarczenie może trwać bardzo długo.

W pilotażu e-CODEX wezmą udział organy m.in. z Włoch i Niemiec. Urzędem koordynującym ten projekt na skalę europejską jest Ministerstwo Sprawiedliwości niemieckiego landu Nadrenia Północna-Westfalia. Jak zaznacza Łuczak-Noworolnik, projekt wprowadzany będzie w taki sposób, aby zapewnić jego trwałe funkcjonowanie po zakończeniu pilotażu. e-CODEX pomoże zaoszczędzić czas i obniżyć koszty dzięki bezpiecznej i prostej obsłudze spraw w ramach postępowania prawnego w Unii Europejskiej.

J. Steinhoff: Polska energetyka wymaga inwestycji w sektorze wytwarzania i modernizacji sieci przesyłowych

CEO Magazyn Polska

Przed sektorem energetyki w Polsce stoi wiele wyzwań – przede wszystkim dostosowanie się do wymagań pakietu klimatycznego i budowa nowych mocy wytwórczych. Zdaniem Janusza Steinhoffa pozytywną zmianą jest liberalizacja rynku oraz spadek energochłonności gospodarki.

– Polska elektroenergetyka stoi przed wielkimi wyzwaniami związanymi z konsekwencjami pakietu klimatyczno-energetycznego i ponoszeniem kosztów emisji dwutlenku węgla – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. – Ponad 90 proc. energii produkujemy z paliw stałych, z węgla kamiennego i brunatnego, a także biorąc pod uwagę fakt, że nasz podsektor wytwarzania nie dysponuje wysoko sprawnymi urządzeniami wytwórczymi, musimy modernizować nasz podsektor wytwarzania. Z jednej strony chodzi o obniżanie emisji dwutlenku węgla, a z drugiej strony o wzrost sprawności działania.

Ekspert zwraca uwagę na skutki pakietu klimatyczno-energetycznego, szczególnie te dotyczące węgla kamiennego. Steinhoff prognozuje, że jego konsekwencją może być substytucja nośników energii w elektroenergetyce. Głównymi założeniami pakietu jest redukcja gazów cieplarnianych o 40 proc. w 2030 roku oraz zwiększenie udziału OZE do 27 proc.

– Pozytywnym aspektem jest spadek energochłonności polskiej gospodarki od 1989 roku. Teraz musimy dbać o to, aby nasza elektroenergetyka i podsektor wytwarzania, dystrybucji i przesyłu były nowoczesne – mówi były wicepremier.

Steinhoff dodaje, że potrzebna jest również modernizacja sieci dystrybucyjnych i przesyłowych. W ostatnich latach inwestycje w sieci przesyłowe przyspieszyły. Tylko w tym roku spółka ENERGA-Operator zamierza zainwestować ponad 1,1 mld zł w modernizację sieci, z kolei poznańska Enea planuje w 2015 roku wydać 899 mln zł przede wszystkim na poprawę jakości segmentu dystrybucji.

– Zaczęliśmy budować nowoczesne bloki w Pątnowie, Łagiszy i Bełchatowie. Natomiast w sumie przez 25 lat polskiej transformacji zbudowaliśmy niewiele więcej niż 2 tys. nowych nowoczesnych mocy wytwórczych – mówi Steinhoff.

Jednocześnie pozytywnie ocenia następującą liberalizację rynku energii i jego rosnącą konkurencyjność.

 Zdecydowanie nastąpiła liberalizacja rynku energii, a na naszym rynku jest coraz większa konkurencja. Odbiorcy energii elektrycznej mogą zmieniać swojego dostawcę – mówi były wicepremier i minister gospodarki. – Mam nadzieję, że on się będzie otwierał również na Europę w większym stopniu, ale to wymaga inwestycji w transgraniczne moce przesyłowe.

W opinii eksperta konkurencyjność na rynku będzie rosła, co jest w interesie zarówno dostawców, jak i odbiorców. Liczba zmian sprzedawców energii rośnie z miesiąca na miesiąc. W lutym zmiany dokonało ponad 9,7 tys. gospodarstw domowych i 2,4 tys. odbiorców przemysłowych. W marcu z tej możliwości skorzystało odpowiednio nieco ponad 10,3 tys. oraz 2,5 tys. odbiorców. W sumie dostawcę energii zmieniło już blisko 320 tys. gospodarstw domowych.

– Rynek gazu kształtuje się trochę inaczej, mamy rewolucję łupkową w Stanach Zjednoczonych, odejście od wytwarzania energii elektrycznej z węgla na rzecz gazu ziemnego, który jest mniej emisyjny – wyjaśnia były minister gospodarki. – Nowe technologie w zakresie wydobycia, szczególnie gazu uwięzionego i łupkowego, mogą wywołać w tej materii istotną substytucję w elektroenergetyce.

Trwają prace nad ustawą o elektrośmieciach

0

CEO Magazyn Polska

W środę sejmowa komisja zajmie się rządowym projektem ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Celem nowych przepisów powinno być zwiększenie ilości elektrosprzętu przekazywanego do recyklingu i uszczelnienie systemu, bo dziś szara strefa obejmuje 40-60 proc. rynku – postuluje organizacja ElektroEko. Przyspieszenie prac nad zmianami jest konieczne, bo Komisja Europejska grozi Polsce wysokimi karami.

Projekt ustawy o elektrośmieciach ma wdrożyć do polskiego prawa przepisy unijnej dyrektywy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym.

Dyrektywa, którą Komisja Europejska przyjęła w lipcu 2012 roku, nakłada na wszystkie kraje unijne nowe zadania. Są one związane z większymi wymaganiami dotyczącymi ochrony środowiska, wykorzystywaniem surowców wtórnych do ponownego użycia oraz zintensyfikowaniem systemu zbierania zużytego sprzętu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Skrzypczak, prezes zarządu ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego.

Do końca 2015 roku przedsiębiorca, który wprowadza sprzęt do gospodarstw domowych, będzie musiał osiągnąć poziom zbierania zużytego sprzętu pochodzącego z tych gospodarstw w wysokości 35 proc. masy sprzętu sprzedanego rok wcześniej. Współczynnik ma rosnąć i docelowo w 2021 wynieść 65 proc. Polska będzie musiała zwiększyć masę zebranego sprzętu przypadającą na jednego mieszkańca z 4 kg (ok. 170 tys. ton) do ok. 10 kg (385 tys. ton), czyli o blisko 230 proc. Jak podkreślają przedstawiciele ElektroEko, bez systemowych zmian w przepisach, których w obecnym projekcie brakuje, osiągnięcie tego wyniku może być nierealne. Poważnym problemem jest szara strefa.

Powinny zostać wprowadzone takie przepisy, które spowodują, że środki finansowe przeznaczane przez producentów sprzętu nie będą z systemu wyprowadzane w postaci dywidend dla organizacji odzysku – przekonuje Skrzypczak.

Z danych ElektroEko wynika, że do 2014 roku skumulowana wartość dywidendy, jaką część organizacji odzysku wypłaciła swoim akcjonariuszom, to ok. 70 mln zł. To o ponad 20 mln złotych więcej niż szacowana na ten rok wartość rynku. Patologicznym zjawiskiem na polskim rynku jest fałszowanie dokumentów potwierdzających zbiórkę i przetworzenie elektrośmieci. Formalnie poddane recyklingowi w rzeczywistości nie zostały nawet zebrane.

Wedle do tej pory przeprowadzonych badań od 40 do 60 proc. rynku zużytego sprzętu określane jest jako szara strefa. Ma ona wiele wymiarów i pod tym względem państwo ma bardzo dużo do zrobienia – podkreśla ekspert.

Jak wskazują dane Ministerstwa Środowiska, w 2013 roku wprowadzono do obiegu 486 tys. ton sprzętu, z czego ponad 171 tys. ton poddano przetworzeniu. Łącznie to 35 proc., czyli 4,2 kg elektrośmieci na mieszkańca. To jednak tylko teoria, bo w Polsce nie brakuje przedsiębiorców, którzy dążą do coraz większych zysków niezgodnie z prawem. Przekłada się to na marże, które z powodu szarej strefy są na bardzo niskim poziomie.

Jeżeli te procesy zbierania i przetwarzania sprzętu nie są realizowane, a są potwierdzanie wyłącznie w formie fałszywych dokumentów, to wówczas te marże są gigantyczne i zabijają cały rynek – ocenia prezes ElektroEko. – Kiedy zaczynaliśmy zbierać i przetwarzać zużyty sprzęt, wartość rynku wynosiła około 200 mln zł. Dziś ocenia się, że jest to nie więcej niż 50 mln zł. To właśnie z powodu szarej strefy i fałszywych dokumentów, które obniżają wartość rynku.

Według przedstawicieli ElektroEko niewdrożenie przepisów dyrektywy unijnej to efekt ich blokowania przez podmioty działające na rynku. Ich brak naraża jednak Polskę na poważne kary, bo właśnie z tego powodu pod koniec kwietnia Komisja Europejska pozwała Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W polskim prawie nowe przepisy powinny znaleźć się do 14 lutego 2014 roku. Kary mogą przekroczyć 71,6 tys. euro za dzień do czasu wdrożenia przepisów.