OPZZ: Na rynku wciąż brakuje 5 mln miejsc pracy

CEO Magazyn Polska

Bezrobocie systematycznie spada, jednak wciąż blisko 2 mln Polaków nie może znaleźć zatrudnienia. Na emigracji zarobkowej przebywa ponad 2 mln osób, kolejny milion rozważa wyjazd w poszukiwaniu pracy. Związki zawodowe podkreślają, że aby przyspieszyć powstawanie nowych miejsc pracy, konieczne są zmiany w prawie gospodarczym i podatkowym. Istotne jest również zwiększenie pensji minimalnej i wprowadzenie minimalnej stawki wynagrodzenia za godzinę pracy niezależnie od formy zatrudnienia.

Niestety, sytuacja na rynku pracy wciąż nie jest najlepsza. Ponad 2 mln osób jest na emigracji zarobkowej. Jeśli dodamy do tego bezrobocie ukryte, to potrzeba nam dzisiaj około 5 mln nowych miejsc pracy. Liczba tworzonych miejsc pracy to jednak tylko jeden aspekt, drugi jest taki, że zatrudnienie powinno oznaczać umowę o pracę i wszystkie prawa wynikające z kodeksu pracy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

Jak wskazuje Guz, trudno wskazać jedną dziedzinę, która wymaga zmian, działania powinny być wielokierunkowe.

Nowe miejsca pracy powstaną wówczas, gdy zmieni się prawo. Przedsiębiorcy narzekają na trudności przy rejestracji firm i wysokie koszty pracy. Postulują również uproszczenia w prawie podatkowym. Badania firmy Podatkowiec wskazują, że 60 proc. przedsiębiorców negatywnie ocenia obowiązujące przepisy podatkowe. Problemem jest stopień ich skomplikowania i częste zmiany.

W resorcie finansów trwają prace nad zmianami w administracji podatkowej. Jednym z pomysłów jest wprowadzenie instytucji asystenta podatnika, który przez pierwsze 18 miesięcy wesprze mikroprzedsiębiorcę w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Trzeba także zmienić prawo międzynarodowe oraz zadania naszej dyplomacji przy wpieraniu naszej gospodarki. Myślę tu o nowych rynkach zbytu, bo przecież nasza gospodarka nastawiona jest na zbyt. Zmienione powinno być prawo inwestycyjne. Chciałbym, żeby cały kapitał, który jest jeszcze wolny w Europie i w świecie mógł tworzyć miejsca pracy u nas, uznając, że będzie to korzystniejsze niż w innych krajach – wskazuje przewodniczący OPZZ.

Aby zwiększyć konkurencyjność rodzimych produktów, należy także zwiększyć nakłady na innowacyjność i naukę.

W Polsce na niskim poziomie utrzymuje się średni godzinowy koszt pracy, ok. 7,3 euro (dane Eurostatu). Dla porównania w krajach unijnych było to 23,7 euro, a w krajach strefy euro – 28,20. Jednocześnie koszty pracy są w Polsce jednymi z najwyższych.

Zbyt mało pieniędzy trafia do pracownika, czyli z powrotem na rynek. Jeśli pracownik otrzyma 100 zł podwyżki, ok. 70 proc. wraca do budżetu. To 43 proc. na składki społeczne, zdrowotne, które pracodawca musi odprowadzić, podatek PIT – najmniej 18 proc., a przy zakupach kolejne 23 proc. zabiera nam państwo – przekonuje Guz.

OPZZ postuluje przywrócenie stawek podatku VAT 22 proc. i 7 proc. oraz zmiany w kształcie podatku dochodowego od osób fizycznych. Obok obecnie istniejących stawek podatkowych chce wprowadzenia niższej stawki podatku dla osób najmniej zarabiających. Ponadto – jak wskazuje Guz – należy zwiększyć wysokość kwoty wolnej w podatku dochodowym od osób fizycznych. Konieczne jest również podwyższenie wysokości pracowniczych kosztów uzyskania przychodu.

Zależy nam na tym, żeby określić stawkę godzinową płacy. Przecież 12 zł, co wynika z wyliczeń godzin pracy, to niewiele przy np. 8,5 euro w Niemczech. Ne może być takich praktyk cwaniaków gospodarczych, którzy wykorzystują tę sytuację, dając np. 2,40 czy 5 zł za godzinę w umowie cywilno-prawnej. Ma tańszego pracownika, wówczas ma też tańszy produkt i jest konkurencyjny wobec tych, którzy zatrudniają i płacą wszystkie podatki – tłumaczy Jan Guz.

M. Korolec: potrzebny nowy dialog między przedsiębiorcami a administracją

0

CEO Magazyn Polska

Dialog między biznesem a administracją jest kluczowy w procesie tworzenia prawa na poziomie krajowym, europejskim i światowym. Nie wystarczy jednak zgłaszanie postulatów. Potrzebna jest precyzyjna informacja i wskazówki od firm co do ich oczekiwań – mówi Marcin Korolec, wiceminister środowiska i pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej. Ma to istotne znaczenie również dla nowej perspektywy unijnej.

Ponad 80 mld euro do wydania w latach 2014-2020 motywuje do współpracy firmy i administrację. Tym bardziej że będzie to prawdopodobnie ostatni tak poważny zastrzyk pieniędzy z unijnej kasy. Dialog pomiędzy dwoma stronami jest jednak potrzebny również do tworzenia nowego prawa.

W obecnej rzeczywistości gospodarczej potrzeba kształtowania poprawnego dialogu pomiędzy przedsiębiorcami a organami administracji jest kwestią oczywistą.

Jest potrzeba ukształtowania tego dialogu w sposób nowy. Kiedyś mieliśmy do czynienia z taką kulturą współpracy, że przychodził jakiś biznesmen do administracji i mówił: „Wiecie, rozumiecie, zróbcie, żeby było dobrze”. Dzisiaj sprawy są bardziej skomplikowane i trzeba ze strony biznesu precyzyjnej analizy tego, co jest możliwe, w jakim czasie i w jakich parametrach – mówi agencji Newseria Marcin Korolec, wiceminister środowiska i pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej.

Ma to szczególne znaczenie przy tworzeniu nowego prawa, ponieważ to proces złożony, w którym uczestniczy wiele podmiotów. To z kolei wymusza konieczność prowadzenia precyzyjnego dialogu pomiędzy wszystkimi uczestniczącymi w nim jednostkami, a także szczegółowego określenia obowiązujących zasad.

Niezwykle istotny jest dialog bieżący, ale precyzyjny, dotyczący tego, co możliwe do osiągnięcia, co jest prawdziwym wyzwaniem i na czym administracja powinna się skupić. Uczymy się tego powoli, ale mam nadzieję, że będzie to dobrze funkcjonowało w przyszłości – uważa Marcin Korolec.

O tym, jak duże ma to znaczenie, świadczą chociażby podejmowane decyzje w zakresie polityki klimatycznej UE. Przemysł europejski przestrzega przed zbyt ambitnymi celami dotyczącymi redukcji emisji dwutlenku węgla, które mogłyby doprowadzić do tego, że zakłady przemysłowe przenosiłyby się za granicę, gdzie wymogi środowiskowe są mniej restrykcyjne.

Dobry dialog na linii przedsiębiorcy – administracja przyda się również przy projektach w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Jak podkreśla Marcin Korolec, tego typu współpracy też dopiero się uczymy. Realizowanych w ten sposób projektów jest jeszcze niewiele, więc i doświadczenie obu stron jest małe, ale w kolejnych latach – dzięki wsparciu UE – PPP będzie zyskiwać na znaczeniu.

Z opublikowanego pod koniec ubiegłego roku raportu Biura Analiz Sejmowych wynika, że jedną z barier rozwoju PPP w Polsce jest brak prawidłowych relacji między podmiotami publicznymi a prywatnymi. Po stronie sektora prywatnego zasadniczą obawą przed zaangażowaniem w PPP jest – poza ryzykiem finansowym i skomplikowanymi przepisami – brak wykształcenia dobrych praktyk tej współpracy. Coraz więcej firm jest jednak zainteresowanych tą formułą współpracy. Eksperci przewidują, że liczba skutecznie zawartych umów PPP będzie rosła o ok. 30-40 rocznie, szczególnie w ostatnich latach nowej perspektywy. Według danych Ministerstwa Gospodarki dziś w ramach PPP realizowanych jest 81 umów, a kolejne 128 ma status pomysłu lub projektu.

Zniesienie kwot mlecznych przez Unię Europejską wywiera presję cenową na producentów

CEO Magazyn Polska

Kolejne miesiące mogą być trudne dla branży mleczarskiej. Wciąż nie wiadomo, czy na ceny nie wpłynie negatywnie zniesienie kwot mlecznych w UE, a dodatkowo jest presja na obniżkę ze strony handlu. Przedstawiciele branży chcą więc intensyfikować działania zmierzające do pozyskiwania nowych rynków zbytu. 

Limit produkcji mleka dla Polski wynosił w latach 2014-2015 ponad 10 milionów ton. Z powodu rosnącej produkcji w ubiegłym roku przekroczono go o ponad 6,5 procent. Skutkować to może naliczeniem kar w kwocie około 800 mln zł, które dotkną około 70 tysięcy gospodarstw mlecznych w całym kraju.

O tym, że kwoty mleczne zostaną zniesione, wiedzieliśmy już od 2008 roku, więc to nikogo nie dziwi. Od dwóch lat obserwujemy wzrost produkcji na polskim rynku, w tym roku jest on znaczny, a zatem należy się spodziewać, że tego surowca na rynku będzie więcej. To oznacza, że musimy eksportować mleczne produkty poza nasz kraj, na rynek unijny, a także na rynki trzecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Maliszewska, dyrektor Biura Polskiej Izby Mleka.

Polska jest szóstym największym producentem przetworów mleczarskich w całej Unii Europejskiej. Wstępne szacunki mówią, że wartość eksportu polskich produktów mleczarskich w 2014 roku wyniosła 1,8 mld euro i była o około 15 proc. wyższa niż w poprzednim roku. Dobrej kondycji polskiego mleczarstwa nie zachwiało nawet rosyjskie embargo.

Resort rolnictwa, gospodarki i przedstawiciele branży aktywnie promują polskie produkty mleczne na rynkach bardziej egzotycznych. W ubiegłym tygodniu Polska Izba Mleka uczestniczyła w targach SIAL China, jednej z największych imprez wystawienniczych branży rolno-spożywczej na świecie. Produkty mleczarskie pochodzące z Polski i Europy, m.in. mleko w proszku czy sery żółte dojrzewające, są wysoko cenione przez chińskich konsumentów.

Nic nie wskazuje na to, że te ceny drastycznie będą spadały w całej Unii Europejskiej – mówi Agnieszka Maliszewska. – Wydaje mi się, że najbliższe miesiące będą bardzo trudne, jeśli chodzi o branżę mleczarską, bo nałożyć się może kilka sytuacji, które w efekcie będą niekorzystne dla branży. Więc tym bardziej konieczne jest wsparcie ze strony rządowej i podjęcie zdecydowanych działań.

Rosnąca podaż prowadzi do obniżek cen produktów mlecznych. Według kwietniowych danych średnia cena 1 hektolitra mleka wynosiła 121 zł. Jest to o ponad 20 proc. mniej niż w tym samym okresie w roku ubiegłym.

Oczywiście, że każda tego typu sytuacja uderza nie tylko w przetwórców, lecz także w rolników, czyli w tych, którzy mleko produkują, a tym samym w całą branżę mleczarską. Natomiast trzeba pamiętać również o tym, że często te obniżki wymuszane są przez sieci handlowe, czyli my jako konsumenci ostatecznie tego nie odczujemy – wyjaśnia Agnieszka Maliszewska.

Wraz ze zniesieniem kwot mlecznych znacznie nasiliła się presja cenowa ze strony niektórych sieci handlowych. Polska Izba Mleka wraz z Polską Federacją Hodowców Bydła i Producentów Mleka wystosowały już oficjalne pismo w tej sprawie skierowane do przedstawicieli władz.

Jako branża wyczerpaliśmy w tym momencie swoje możliwości negocjacyjne. Niestety, stajemy na pozycji nieuprzywilejowanej, nie żądamy, żeby tutaj ktoś był gorszy, ktoś był lepszy, bo zdajemy sobie sprawę z ekonomii rynku. Natomiast nie możemy być postawieni co do zasady na pozycji gorszej, w której każe się nam obniżać ceny, nie patrząc na to, jakie konsekwencje poniosą rolnicy – uzasadnia Maliszewska.

Przedstawiciele branży przygotowali też propozycje zmian, które mają uregulować relacje na linii producenci wyrobów mleczarskich – sieci handlowe. Na ten temat na początku maja rozmawiali również przedstawiciele firm mleczarskich, resortu rolnictwa i UOKiK. Eksperci podkreślają, że pozycję negocjacyjną producentów żywności może wzmocnić konsolidacja – zarówno w ramach jednej branży, jak i międzybranżowa.

Polski rynek gazu atrakcyjny dla nowych graczy

CEO Magazyn Polska

Wzrasta popularność transakcji gazowych zawieranych na TGE. W I kwartale wolumen wyniósł 35,5 TWh, co oznacza w ciągu roku wzrost przeszło 30-krotny, przy spadku średnich cen transakcyjnych. Rozwojowi rynku pomaga otwarcie się na giełdowy handel niebieskim paliwem. Stopniowa liberalizacja rynku powoduje, że Polską interesuje się coraz więcej mniejszych i większych firm.

Słyszymy od graczy, z którymi pracujemy w ramach naszych usług doradczych, że spodziewają się wejścia nowych konkurentów. To będą zarówno mniejsze firmy, jak i dwie lub trzy duże firmy, które zajmują się sektorem utilities – prognozuje Tomasz Kwiatek, członek zarządu firmy tradingowej OSTC Poland. – To jest niezwykle lukratywny rynek, więc spodziewamy się, że i mniejsi, i więksi gracze w perspektywie roku się na nim pojawią.

Nowych graczy zachęcają zmiany, jakie zachodzą i będą zachodzić na polskim rynku gazu.

– Zarówno przepisy unijne, jak i to, co się dzieje w Polsce, czyli wprowadzenie rynku finansowego na TGE, spowoduje – według nas – dywersyfikację rynku. Powstanie dość dużo miejsca dla nowych, wchodzących graczy, którzy chcą skorzystać z nowej przestrzeni na rynku – mówi Kwiatek.

Z informacji opublikowanych przez TGE wynika, że w I kwartale 2015 roku wolumen transakcji na rynku gazu wraz z aukcjami wyniósł 35 450 004 MWh (ponad 90 proc. przypada na rynek terminowy, na którym doszło do 1726 transakcji) – co oznacza aż 34-krotny wzrost w ujęciu rocznym. Jednocześnie spada średnia cena (spot) gazu  w I kwartale wyniosła 98,11 zł, przy 113,79 zł w IV kwartale 2014 roku.

– Wydaje nam się, że ten rynek będzie szedł ścieżką, jak szedł rynek energii w Polsce po jego liberalizacji, kiedy obserwowaliśmy wzrost wolumenów. Oczywiście dość duży wpływ na to ma również sytuacja na Wschodzie – mówi Kwiatek.

Jak dodaje, kolejnym czynnikiem wpływający na sytuację rynku jest mocne wejście na TGE spółki PGNiG, która część swojego wolumenu sprzedaje przez giełdę. W ubiegłym roku poprzez TGE spółka sprzedała 3,74 mld m3 gazu, z czego 2,6 mld mtylko w ostatnim kwartale.

– Nowe firmy mogą wykorzystać sytuację, że znaczna część produkcji przepływa przez rynek giełdowy. Na pewno instrumenty finansowe, czyli rozliczane niefizycznie, a finansowo będą bardzo pomagać. Według mnie to jest świetny ruch ze strony TGE – podkreśla członek zarządu OSTC Poland.

Tomasz Kwiatek zwraca uwagę na to, że dodatkowo atrakcyjność inwestycji na TGE może wesprzeć mniejsza korelacja między rynkiem energii w Polsce i Niemczech.

Zdaniem eksperta konsumenci finalnie nie odczują obniżek (mimo niższych cen transakcyjnych na TGE), gdyż nadal większość gazu Polska importuje zza wschodniej granicy, a wolumeny na energetycznej giełdzie ciągle są niewielkie.

– Oczywiście przepustowość na zachodniej czy południowej granicy zwiększa się i będzie się zwiększać dalej, ale niższe ceny to raczej perspektywa lat niż miesięcy – podsumowuje Tomasz Kwiatek.

Mieszkania na wynajem to dobra inwestycja, zwłaszcza w Warszawie i Gdańsku

CEO Magazyn Polska

Między 3,5 a 5 proc. – to średnie roczne zyski z wynajmu mieszkania na siedmiu największych rynkach w kraju, największe można osiągnąć w Gdańsku i Warszawie. Zainteresowanie takimi inwestycjami rośnie, również wśród mikroinwestorów. Eksperci przekonują, że potencjał polskiego rynku jest duży, bo zaledwie 4 proc. Polaków wynajmuje mieszkanie. W niektórych krajach zachodnich odsetek ten sięga 50 proc.

Przybywa inwestorów kupujących lokale do wynajęcia, by na nich zarabiać. Zysk z takiej działalności może znacznie przewyższać to, co oferują inwestorom banki. Obecnie stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego są najniższe w historii i w rezultacie takie też jest oprocentowanie bankowych lokat. Realnie można na nich dziś zarobić nieco ponad 2 proc. w skali roku. Kupienie mieszkania na wynajem daje dwa razy więcej. Obecnie średnia dla siedmiu największych polskich miast jest na poziomie ponad 4,3 proc. w skali roku – wynika z badania Domiporta.pl oraz Home Brokera.

Rynek nieruchomości jest rynkiem lokalnym, dlatego wiele czynników i zmiennych wpływa na to, jaką rentowność możemy uzyskać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości Domiporta.pl. – Po naszym ostatnim badaniu okazało się, że najlepszymi miastami do inwestowania w mieszkania na wynajem są Gdańsk, Warszawa oraz Wrocław. Tam można uzyskać jedną z największych rentowności. Wynika to przede wszystkim z tego, że tam jest największy popyt na mieszkania na wynajem, a co za tym idzie  można tam uzyskać dużo wyższe stawki czynszu.

Dziś średnia cena zakupu mieszkania w Warszawie to około 7,3 tys. zł za mkw., a średnia stawka najmu to około 45 zł za mkw. Przy dobrej lokalizacji i przy obłożeniu około 10,5 miesiąca w skali roku możemy uzyskać rentowność netto na poziomie 4,72 proc. W Gdańsku – przy średniej cenie 4,9 tys. zł za mkw. i czynszu 32,3 zł za mkw. – oczekiwane zyski są nawet jeszcze większe.

W zależności od tego, jaka jest relacja ceny zakupu do oferowanych na danym rynku stawek czynszów, rentowność plasuje się w Polsce od około 3,5 do prawie 5 proc. średnio w skali roku – ocenia Maciej Górka. – Oczywiście, jeżeli znajdziemy nieruchomość, która będzie dość tania w zakupie i nie będzie dużo kosztów inwestycyjnych do poniesienia, to oczywiście będziemy mogli uzyskać wyższą rentowność. Lokalizacja determinuje to, jaką stawkę czynszu uzyskamy.

Z danych Domiporta.pl wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba ogłoszeń najmu w siedmiu badanych miastach spadła o 36 proc. Dotyczy to wolumenu mieszkań w najbardziej popularnych segmentach, czyli jedno-, dwu- i trzypokojowych.

Jednocześnie zauważamy znaczny wzrost popytowy, głównie w grupie mikroinwestorów, którzy poszukują mieszkań do zakupu pod wynajem. Największe zainteresowanie jest w Warszawie i dotyczy małych mieszkań. Jeżeli chcielibyśmy kupić kawalerkę pod wynajem z rynku pierwotnego, to praktycznie nic od ręki nie dostaniemy. To pokazuje, jak duży jest popyt na mieszkania pod inwestycje – zauważa ekspert ds. nieruchomości Domiporta.pl.

Dane wskazują również na wzrost zapytań o wynajem – w ciągu ostatnich 12 miesięcy ich liczba zwiększyła się o 14 proc. Te dane jednak nie dziwią. Prognozy ekspertów mówią o tym, że polski rynek wszedł w fazę, którą rynki zachodnie przeszły 20 lat temu. Dziś w Polsce tylko ok. 4 proc. społeczeństwa mieszka w wynajętym mieszkaniu, na Zachodzie ten odsetek może być nawet kilkanaście razy większy. W Niemczech i krajach Beneluksu wynosi ok. 30-40 proc., a w Szwajcarii ponad 50 proc.

Ponad 90 proc. rodziców chce dbać o bezpieczeństwo dzieci korzystających z Internetu

CEO Magazyn Polska

Chociaż zdecydowana większość rodziców zdaje sobie sprawę z tego, że jest odpowiedzialna za bezpieczeństwo swoich dzieci w internecie, to w praktyce niewielu wie, jak sobie z tym radzić. Z badań wynika, że dzieci boją się w sieci nie tylko wirusów i hakerów, lecz także obawiają się zachowań innych internautów – podszywania się, publikowania ośmieszających zdjęć i internetowego hejtu.

Aż 69 proc. rodziców powiedziało, że najczęstszą metodą nadzoru nad korzystaniem ich dzieci z sieci, jest sprawdzenie historii otwieranych stron – wynika z badań przeprowadzonych przez TNS dla Orange Polska we współpracy z Fundacją Dzieci Niczyje. Oznacza to, że o tym, co dziecko robiło w sieci, dowiadują się po fakcie.

Rodzice unikają rozmów na temat internetu. To często dla nich trudne zagadnienie i przerasta ich subiektywną ocenę własnych możliwości technologicznych. Uważają, że przejrzenie historii aktywności dziecka w internecie jest najlepszym sposobem, żeby zobaczyć, co dziecko robi. To jest jednak złudne. Po pierwsze, robią to po fakcie, a po drugie, nie stają się dla dziecka partnerem w świecie online – przekonuje Małgorzata Ohme, psycholożka i psychoterapeutka dziecięca, ambasadorka programu „Bezpiecznie Tu i Tam”, prowadzonego przez Orange Polska.

Rodzice odczuwają potrzebę chronienia dzieci głównie przed niebezpiecznymi treściami (65 proc.), nawiązywaniem kontaktów z nieznajomymi (46 proc.) i publikowaniem prywatnych danych (39 proc.).

Z badań wynika, że dzieci też są świadome zagrożeń w sieci. Ponad połowa dzieci boi się wirusów i ataków hakerów, a mniej więcej co trzecie dziecko – zachowań innych internautów, czyli publikowania ośmieszających zdjęć (32 proc.) i internetowego hejtu (31 proc.).

Zdaniem Ohme rodzice, którzy mają na uwadze bezpieczeństwo dzieci, powinni zmienić sposób nadzoru, a przede wszystkim bardziej poznać internet i życie online ich dzieci. Dwie trzecie młodych podkreśla, że zdarza im się surfować po sieci wspólnie z rodzicami, jednak większość z nich uważa starszych za mniej kompetentnych internautów.

Przez brak zrozumienia rodzice negatywnie postrzegają czas, jaki dzieci spędzają w internecie.

Tymczasem okazuje, że większość rozwoju społecznego, emocjonalnego i tożsamości odbywa się na dwóch płaszczyznach. Dzieci zdobywają i utrzymują znajomości, tworzą  „ja” społeczne zarówno w świecie realnym, jak i w internecie – tłumaczy Małgorzata Ohme.

Jak podkreśla, kluczem do poprawy sytuacji nie są zakazy, ale edukacja. Program „Bezpiecznie Tu i Tam” ma pomóc rodzicom zapewnić bezpieczeństwo dziecku w sieci i nauczyć ich, jak bezpiecznie korzystać z internetu. W ramach programu Orange Polska oferuje też pakiety oprogramowania, które zabezpieczą komputery, urządzenia mobilne i sieć domową. Dostępne są również rozwiązania, które pozwalają dziecku mieć stały kontakt z opiekunem, nawet w przypadku braku środków na koncie, a także opcja geolokalizacji, która wskaże rodzicowi, gdzie jest jego dziecko. Informacje na ten temat można znaleźć na stronie Orange w zakładce Bezpieczeństwo.

Makarony Polskie zwiększają eksport do Chin i Egiptu

CEO Magazyn Polska

Rosnący rynek zdrowej żywności w Polsce zachęca kolejne firmy spożywcze do prac nad produktami tego typu. W połowie roku może trafić do sprzedaży nowa oferta Makaronów Polskich – makaron żytni i gryczany. Spółka liczy, że przyczyni się to do poprawy wyników finansowych. Podobnie jak zwiększony eksport do Chin i Egiptu, którym rekompensuje sobie spowolnienie w handlu ze Wschodem.

Rynki azjatyckie i afrykańskie są bardzo ciekawe, ale dzisiaj nie ma pustyni i na każdym rynku jest wielu konkurentów i wiele produktów. Myślę, że utrata rynku rosyjskiego i ukraińskiego będzie możliwa do skompensowania w Azji i Afryce, choć marzę o tym, żeby można było na Ukrainę sprzedawać tak, jak kiedyś – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zenon Daniłowski, prezes zarządu spółki Makarony Polskie.

Spółka od wielu lat była obecna na rynku makaronów w Rosji i na Ukrainie. Tylko w pierwszej połowie ubiegłego roku nie wyeksportowała makaronu za ok. 2 mln zł, który był już zakontraktowany.

Dzisiaj koncentrujemy się głównie na rynku egipskim, gdzie mamy bardzo mocnego dystrybutora. Jest to firma, która dystrybuuje również inne znane światowe brandy. W tym roku planujemy sprzedać do Egiptu około 3 tys. ton makaronu. To kraj do którego wysyłamy najwięcej. – mówi Zenon Daniłowski.

Na egipskim rynku sprzedają się głównie makarony tańsze, wytwarzane z miękkiej mąki, oraz sosy do makaronów.

Drugim silnie rozwijanym kierunkiem są Chiny.

– Tu sprzedajemy makarony semolinowe, czyli wyższej jakości, a także sosy i dżemy – wymienia prezes Makaronów Polskich. – Z Chinami jest bardzo trudno, ponieważ nasi partnerzy mnożą różne pytania, głównie o jakość. Odnosimy często wrażenie, że jest to związane z pewnym sposobem na zdobycie receptury produktu. Ale znajdują się też wśród nich tacy, którzy u nas kupują znaczne ilości makaronu.

Według raportu skonsolidowanego spółki za 2014 rok przychody ze sprzedaży Makaronów Polskich wyniosły 123,8 mln zł i były o blisko 8 mln zł niższe niż w 2013 roku. Przedsiębiorstwo osiągnęło zysk netto w wysokości 4,1 mln zł, o około 30 proc. wyższy niż rok wcześniej.

W tym roku planujemy wzrost organiczny na poziomie 10 proc. – prognozuje prezes spółki Makarony Polskie. – Po pierwszym kwartale widać, że idziemy w dobrym kierunku.

Progres ma dotyczyć zarówno sprzedaży, jak i zysku. Spółka planuje wzbogacenie oferty produktowej o artykuły prozdrowotne, takie jak makaron gryczany, żytni oraz razowy.

Nowe produkty cały czas trafiają na rynek. Makaron orkiszowy już jest w sprzedaży, a makaron żytni i gryczany – mam nadzieję  trafi w połowie roku – mówi Daniłowski.

Demografia wymusza zmiany w służbie zdrowia

CEO Magazyn Polska

Warszawski Instytut Reumatologii rozszerzy działalność o geriatrię i dziedziny pokrewne. Ma stać się jednostką prowadząca kompleksowe badania i terapię w tej dziedzinie. Zmiany w Instytucie wymusza demografia. Starzejące się społeczeństwo oznacza, że rosną potrzeby i wyzwania związane z opieką nad osobami starszymi. Władze Instytutu zapewniają, że modernizacja jest ogromną szansą na rozwój placówki.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów Instytut Reumatologii im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher w Warszawie ma rozszerzyć działalność o geriatrię i dziedziny pokrewne, m. in. psychogeriatrię, neurogeriatrię, neuroortopedię, onkologię i chirurgię, diabetologię, gastroenterologię oraz kardiologię dla osób powyżej 60. roku życia. Zmodernizowana jednostka będzie nosić nazwę Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Celem zmian jest poprawienie jakości opieki nad osobami starszymi – będą one mogły bowiem liczyć na kompleksową opiekę.

Instytut Reumatologii jest przygotowany do zmian. Decyzja o przekształceniu Instytutu Reumatologii w Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji zapadnie – mam nadzieję – w najbliższym czasie. Projekt rozporządzenia został zaakceptowany przez ministra. Pani premier wypowiedziała swoją opinię w exposé o konieczności powołania tego Instytutu, więc mam nadzieję, że nastąpi to wkrótce – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Bednarski, dyrektor Instytutu Reumatologii.

Przeciwnicy modernizacji Instytutu Reumatologii obawiają się, że na rozszerzeniu działalności placówki stracą pacjenci reumatologiczni. Władze Instytutu zapewniają jednak, że wbrew tym opiniom, restrukturyzacja nie będzie się odbywała kosztem żadnej ze specjalności oferowanych obecnie przez jednostkę. Nie ma też planów zlikwidowania ani ograniczenia działania Kliniki Reumatologii Wieku Rozwojowego, która jest niezwykle istotną częścią działalności bieżącej Instytutu Reumatologii. Dyrektor Instytutu uważa, że restrukturyzacja realnie może przyczynić się do poprawy opieki nad pacjentami oraz rozwoju Instytutu jako jednostki naukowej.

Pacjenci zyskają przede wszystkim nowych specjalistów. My jako jednostka naukowo-badawcza będziemy mogli również działać w sferze nauki i badań. W tej chwili działamy w systemie reumatologii, rehabilitacji i ortopedii, ale poszerzając działalność o geriatrię, wzbogacimy też cały zespół Instytutu po to, żeby mógł wykorzystywać swoje umiejętności i wiedzę do tego, by pomagać starzejącemu się społeczeństwu – mówi Piotr Bednarski.

Ministerstwo Zdrowia planuje zatrudnienie na co najmniej sześciu nowych etatach. Wydatki na pierwszy etap modernizacji Instytutu Reumatologii mają sięgnąć 20 mln zł i pochodzić częściowo z budżetu państwa. Zdaniem władz Instytutu jest on dobrze przygotowany do modernizacji – w najbliższym czasie rozpoczną się remonty pomieszczeń, w których usytuowana zostanie Klinika Geriatrii. Remontowi mają być również poddane dotychczasowe pomieszczenia poradni reumatologicznych, co ma znacznie poprawić warunki lekarzy i pacjentów.

Na remonty przygotowano pieniądze w Ministerstwie Zdrowia. Zostaną przeznaczone nie tylko na nowo powstającą Klinikę Geriatrii, lecz także na modernizację klinik związanych z reumatologią. Wszystko to pozwoli na to, żeby płynnie rozszerzyć działalność Instytutu o geriatrię, nie uszczuplając bieżącej działalności, jaką jest reumatologia, rehabilitacja i ortopedia – mówi Piotr Bednarski.

Firmy i kierowcy mało świadomi, czym to grozi zmanipulowanie tachografu

CEO Magazyn Polska

Co trzeci cyfrowy tachograf w Unii Europejskiej może być zmanipulowany i nie pokazywać prawdziwych danych. Na razie organy walczą z tym poprzez kontrolę, ale już za rok wprowadzone zostaną nowe, inteligentne i trudniejsze do zmanipulowania urządzenia. Kierowcy i właściciele firm przewozowych nie zdają sobie sprawy z tego, z jakimi konsekwencjami wiążą się manipulacje.

Komisja Europejska szacuje, że nawet 30-35 proc. danych z tachografów cyfrowych może być zmanipulowanych. W tej chwili wśród różnych służb kontrolnych na terenie całej Europy wykrywanie manipulacji w tachografach to jeden z głównych celów działań inspekcji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Gieruszczak, właściciel firmy Inelo, produkującej tachografy i dostarczającej systemy rozliczenia czasu pracy kierowców.

Jak podkreśla Gieruszczak, manipulacje tachografami przez kierowców nie tylko mają wpływ na branżę przewozów i uczciwych konkurentów, lecz także stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa innych uczestników ruchu.

Konsekwencje manipulacji tachografami mogą być także bardzo poważne dla kierowców oraz firm, którym zostanie udowodniony ten czyn. Prowadzącym pojazd poza wysokimi karami finansowymi (w Polsce do 6 tys. zł, w innych krajach nawet do kilkunastu tysięcy euro) grożą także kary pozbawienia wolności w przypadku poświadczenia nieprawdy, czyli nieprzyznania się do winy.

Przedsiębiorcom w Polsce grozi za to nakładana decyzją administracyjną kara do 5 tys. zł, a także utrata reputacji i bardziej szczegółowe (a więc czasochłonne i kosztowne) kontrole. Firmy ubezpieczeniowe mogą też odmówić wypłaty odszkodowania, gdy wypadek spowoduje kierowca prowadzący pojazd z niewiarygodnym tachografem.

Mimo tych poważnych sankcji świadomość na temat manipulacji jest niewielka.

Często firmy nie są świadome, że wśród ich kierowców występują pewne zjawiska, które inspekcje mogą postrzegać jako manipulacje. Mówię tu m.in. o jeździe kierowcy na pożyczonych kartach, stosowaniu reguły jednej minuty, która w powszechnym odbiorze jest uznawana za coś prawidłowego, a służby kontrolne mówią wyraźnie i jasno, że tak nie jest. Nawet krótki podjazd podczas odpoczynku ten odpoczynek przerywa, narażając i kierowcę, i przedsiębiorcę na kary – tłumaczy Gieruszczak.

Edukacja firm przewozowych jest coraz ważniejsza, bo polskie i europejskie organy kontroli coraz bardziej rygorystycznie sprawdzają rzetelność prowadzenia ewidencji czasu jazdy kierowców.

Służby kontrolne bardzo rygorystycznie zaczynają wyszukiwać manipulacje i za nie karać, warto więc, żeby przedsiębiorcy wiedzieli, z czym mają do czynienia – dodaje Gieruszczak.

Dodaje, że polska Inspekcja Transportu Drogowego, odpowiedzialna za kontrole w naszym kraju, jest jedną z lepiej wyposażonych i wyszkolonych europejskich służb w zakresie manipulacji tachografami. Dlatego przewoźnicy w naszym kraju muszą dobrze znać przepisy i unikać nielegalnych działań związanych z ewidencją czasu pracy kierowców. Gieruszczak zauważa, że o niskiej świadomości dotyczącej manipulacji tachografami przekonuje się na organizowanych przez Inelo szkoleniach wśród kierowców i przewoźników.

Sytuację poprawi nieco nowa technologia, która może pojawić się na rynku w przyszłym roku.

W marcu przyszłego roku powinniśmy mieć gotowy projekt dokumentacji do nowych tzw. inteligentnych tachografów, których wdrożenie na pewno w jakimś stopniu ograniczy ten problem – mówi Gieruszczak.

Tachografy, czyli cyfrowe urządzenia rejestrujące czas pracy kierowcy, muszą być zamontowane w większości pojazdów służących do przewozu osób i towarów o dozwolonej masie maksymalnej powyżej 3,5 ton. Przepisy przewidują liczne wyjątki, np. w przypadku przewozów pasażerskich regularnych o dystansie do 50 km. Brak tachografu wiąże się z karą w wysokości 3 tys. zł.

Polskie Stowarzyszenie Producentów Styropianu nie naruszyło prawa

Działania Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu nie naruszają konkurencji. Urząd zakończył postępowanie wyjaśniające, w którym przeanalizował programy kontroli jakości styropianu wprowadzone przez PSPS

Postępowanie wyjaśniające w sprawie praktyk Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu zostało wszczęte 22 grudnia 2014 r. UOKiK przeanalizował, czy wprowadzone przez PSPS  (Program Gwarancji Jakości Styropianu „Gwarantowany Styropian” oraz Program Rzetelny Dystrybutor Styropianu) programy kontroli jakości styropianu mogły naruszać konkurencję. Jedną z badanych kwestii było sprawdzenie, czy PSPS wprowadzając własne normy jakości produktu, jednocześnie wywierał presję na producentów, aby nie wprowadzali do obrotu produktów niezgodnych z tą normą, pomimo spełniania przez nich wymagań  przewidzianych przez przepisy prawa.

Postępowanie wykazało, że brak jest podstaw do podjęcia dalszych działań przez Urząd w tej sprawie. Programy nie miały bowiem negatywnego wpływu na konkurencję. Pierwszy z nich, który miał na celu zbadanie, czy oznakowanie produktu odpowiada jego parametrom, nie dyskryminował żadnego z producentów. Działanie PSPS miało natomiast pozytywne efekty dla odbiorców styropianu, w tym konsumentów, ponieważ mogło przyczynić się do wyeliminowania z rynku oznakowań wprowadzających w błąd. Drugi z programów nie został wprowadzony w życie, stąd jego analiza przez UOKiK była bezcelowa.

Dlatego 4 maja 2015 r. Urząd zamknął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

Postępowanie wyjaśniające wszczyna się z urzędu w celu wstępnego zbadania zjawisk rynkowych, które mogą, ale nie muszą prowadzić do naruszenia ustawy. Postępowanie to prowadzi się „w sprawie”, a nie „przeciwko”, tzn. nie jest skierowane przeciwko konkretnym przedsiębiorcom, a jedynie ma na celu zbadanie mechanizmów działających na określonym rynku.

Rynek podręczników – zakończenie postępowania UOKiK

UOKiK sprawdzał, czy znaczący wzrost cen pakietów podręczników do edukacji wczesnoszkolnej mógł być wynikiem łamania prawa konkurencji.

Badanie urzędu potwierdziło istotną dysfunkcjonalność rynku podręczników polegającą na tym, że cena nie ma istotnego wpływu na wybór. Rodzice i opiekunowie uczniów ze względu na powszechny obowiązek szkolny mają przymus zakupu podręczników, natomiast ich wpływ na wybór konkretnych podręczników jest minimalny. Wyboru tego dokonują bowiem nauczyciele i szkoły, dla których cena nie jest tak istotnym kryterium jak dla rodziców. Stwarza to zachętę dla wydawców do konkurowania przede wszystkim jakością, ale równocześnie daje im przestrzeń do znacznego podnoszenia cen.  Urząd dostrzega zatem, że wobec znacznego wzrostu cen podręczników uzasadnione jest podjęcie działań, mających na celu racjonalizację ich wyboru przez nauczycieli. Kluczową rolę mogą tu odegrać dyrekcje szkół i rady szkolne, w których głos mają także rodzice. Ze względu na istotny społecznie wymiar rynku podręczników, UOKiK będzie kontynuował jego monitoring pod kątem potencjalnych naruszeń prawa konkurencji i wspomagał Ministerstwo Edukacji Narodowej w działaniach, mających na celu promowanie najlepszych praktyk zakupowych dla szkół, opartych o zasadę „najlepszej jakości za rozsądną cenę”.

Informacja o wynikach analizy działalności przedsiębiorców na rynku podręczników

UOKiK zakończył wszczęte w sierpniu 2014 r. postępowanie wyjaśniające, którego celem było ustalenie, czy zidentyfikowany wzrost cen podręczników, ćwiczeń i innych produktów do edukacji wczesnoszkolnej sprzedawanych przez wydawnictwa WSiP, Nowa Era oraz Grupa Edukacyjna (w tym wydawnictwa Juka 91), mógł być wynikiem naruszenia przepisów ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Podstawą wszczęcia tego postępowania był znaczący wzrost cen pakietów podręczników do edukacji wczesnoszkolnej. Rynek ten ma istotne znaczenie – wartość hurtowej sprzedaży podręczników do edukacji wczesnoszkolnej wyniosła w 2013 r. ponad 190 mln zł. W latach 2010-2014 ceny podręczników do edukacji wczesnoszkolnej wzrosły o ponad 40%, podczas gdy w tym samym czasie wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych nie przekroczył 10%. Również wzrost cen książek ogółem sprzedawanych na rynku polskim był mniejszy i wyniósł w latach 2010-2014 około 14%.

Wykres 1. Porównanie skumulowanego wzrostu cen podręczników do edukacji wczesnoszkolnej, wzrostu cen książek ogółem (wg GUS) oraz wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (wg GUS) w latach 2010-2014 [1]

Przeprowadzona  analiza informacji i danych zgromadzonych w toku postępowania wyjaśniającego nie dała jednak podstaw do uznania, by stosowane przez wydawców ceny podręczników do edukacji wczesnoszkolnej mogły wskazywać na naruszenie przez ww. przedsiębiorców zakazu praktyk ograniczających konkurencję. Jakkolwiek wzrost cen podręczników badanych wydawnictw był znaczący, podobnie wysoką dynamiką cen (a w niektórych przypadkach nawet wyższą) charakteryzowały się również przyjęte do porównań podręczniki do gimnazjum oraz do języka obcego dla klas I-III szkoły podstawowej. Dodatkowo analiza zgromadzonych danych wskazuje również na znaczące różnice między zachowaniem poszczególnych wydawnictw. W latach 2010-2014 podnosiły one ceny podręczników do edukacji wczesnoszkolnej w różnym zakresie, zaś marże realizowane przez nie na sprzedaży podręczników do edukacji wczesnoszkolnej były wyraźnie zróżnicowane.

Wykres 2. Procentowy wzrost cen pakietów podręczników szkolnych do edukacji wczesnoszkolnej największych wydawców w latach 2011-2014

Analiza marż osiąganych przez wydawnictwa na sprzedaży podręczników do edukacji wczesnoszkolnej wykazała, że w badanym okresie były one wysokie, i wyraźnie odbiegały od średniej marży wyliczonej dla największych wydawnictw (z pominięciem badanych) oraz dla spółek z indeksów giełdowych.

Wykres 3. Średnie marże wydawnictw osiągane na sprzedaży podręczników do edukacji wczesnoszkolnej w latach 2010-2014

Na wykresie zaznaczono średnią  marżę największych wydawnictw (ciągła czarna linia) oraz średnią marż spółek giełdowych z indeksu WIG 20 i mWIG 40  (przerywana pomarańczowa linia).

Niemniej, wydawnictwa przyjmowały różne strategie w zakresie zarządzania cenami i kosztami pakietów podręczników, co miało odmienny wpływ na ich zyskowność (marże na sprzedaży). Zróżnicowanie strategii rynkowych i stosowanych cen jest zjawiskiem niewątpliwie charakterystycznym dla rynku konkurencyjnego.

W ocenie UOKiK na wzrost cen podręczników do edukacji wczesnoszkolnej wpływ ma przede wszystkim specyfika tego rynku. Rynek podręczników szkolnych jest rynkiem dysfunkcjonalnym, na którym cena sprzedawanych produktów nie ma tak istotnego wpływu na ich wybór jak na innych rynkach. Przy dotychczasowej organizacji rynku podręczników (tam gdzie nie wprowadzono jeszcze darmowych podręczników), rodzice i opiekunowie uczniów są zasadniczo tylko płatnikami, nie mając jednak  wpływu na wybór podręcznika. Wyboru takiego dokonuje co do zasady nauczyciel i to o niego, jako decydenta, konkurują wydawcy podręczników. Na normalnie funkcjonujących rynkach, to konsument wybiera towar, jak również za niego płaci. Pozwala to konsumentom w przypadku wzrostu cen produktów na poszukiwanie tańszych alternatyw i jeśli spełniają one wymogi konsumenta – zmianę sprzedawcy. W przypadku rynku podręczników szkolnych ten mechanizm nie działa. Rodzice i opiekunowie, mimo że ostatecznie ponoszą koszt podręczników, nie mają możliwości ich wyboru, w związku z czym ich zdolność do opierania się podwyżkom jest niewielka: muszą zapłacić ustaloną przez wydawcę cenę za podręcznik wybrany przez nauczyciela. Pozwala to wydawcom ustalać wysokie ceny podręczników. Opisany powyżej sposób funkcjonowania rynku powoduje zatem, że firmy wydające podręczniki konkurują nie ceną płaconą przez rodziców, ale przede wszystkim jakością postrzeganą przez nauczyciela. Starają się zatem, aby pakiety podręczników były możliwie jak najatrakcyjniejsze, zawierały dodatkowe pomoce naukowe ułatwiające proces dydaktyczny, a co za tym idzie pracę nauczycielowi, który dokonuje wyboru. Konkurencja  między wydawcami powoduje zatem, że stopniowo rosną koszty produkcji, a w efekcie ceny. Paradoksalnie zatem im większa konkurencja na tym rynku – a w konsekwencji  pakiety podręczników coraz bardziej bogate i urozmaicone – tym większa presja na wzrost cen.

Zaobserwowane zjawiska nie są zatem wynikiem antykonkurencyjnych działań przedsiębiorców, naruszających przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, ale konsekwencją sposobu organizacji rynku, który podlega w ostatnich latach stopniowej głębokiej zmianie (darmowe podręczniki do edukacji wczesnoszkolnej, finansowanie kosztów podręczników do wyższych klas).

Podsumowując – w wyniku przeprowadzonego badania nie znaleziono wystarczających podstaw do uznania, że stosowane przez wydawców ceny podręczników do edukacji wczesnoszkolnej były wynikiem zmowy cenowej, co w konsekwencji mogłoby uzasadniać wszczęcie postępowania antymonopolowego w sprawie.

Dodatkowo na ostatnim etapie prowadzonego postępowania, w związku ze zmianą zasad finansowania zakupu podręczników dla klasy I gimnazjum oraz klasy IV szkoły podstawowej (od roku szkolnego 2015/2016 nie rodzice, ale szkoły będą nabywały dla uczniów podręczniki, w ramach wyznaczonej kwoty dotacji z budżetu państwa), zaczęły napływać do UOKiK sygnały dotyczące ewentualnych nieprawidłowości w zakresie sprzedaży podręczników szkolnych dla tych klas. W szczególności wątpliwości te dotyczyły tego, czy działania wydawnictw, polegające na tworzeniu oferty pakietowej w cenie odpowiadającej kwocie dotacji, w skład której wchodzą wszystkie podręczniki niezbędne do nauki w danej klasie, są zgodne z prawem konkurencji. Z informacji wynika, że część wydawnictw przygotowuje własną ofertę pakietową (składającą się tylko z wydanych przez to wydawnictwo podręczników), a niektóre wydawnictwa wspólną ofertę pakietową (składającą się z podręczników wydawanych przez dwóch lub więcej wydawców). Dodatkowo pojawiły się wątpliwości, czy wydawnictwa będą oferowały szkołom możliwość zakupu podręczników danego wydawcy (czy też kilku wydawców, jeżeli była to wspólna oferta wydawnictw) poza wspomnianymi pakietami oraz czy brak takiej możliwości będzie zgodny z prawem.

Odnosząc się do przedstawionej sytuacji, należy zauważyć, że – co do zasady – każdy przedsiębiorca ma prawo do swobodnego dokonywania wyboru partnerów handlowych oraz swobodę ustalania cen, po których sprzedaje swoje towary. Również sama kooperacja przedsiębiorców polegająca na pakietowaniu produkowanych przez każdego z nich, uzupełniających się produktów (stworzenie na ich bazie wspólnej oferty), nie jest w prawie ochrony konkurencji zakazana per se. Co za tym idzie, fakt zawarcia umowy pomiędzy wydawcami dotyczący wspólnej sprzedaży produktów nie może być automatycznie kwestionowany. Zdarzają się bowiem sytuacje, w których wspólna oferta przedsiębiorców może wręcz zwiększyć konkurencję na danym rynku. Przykładem takiego działania może być startowanie w przetargu konsorcjum przedsiębiorców, z których żaden nie byłby w stanie złożyć samodzielnej oferty. Z drugiej strony, pakietowanie usług (przez danego przedsiębiorcę czy też wspólnie przez kilku przedsiębiorców) może być również korzystne dla konsumentów, ponieważ cena za usługi w pakiecie jest z reguły niższa niż cena płacona za poszczególne usługi (np. pakiet usług oferowanych przez operatorów telekomunikacyjnych czy kablowych).

Sytuacja, w której przedsiębiorcy oferują usługi taniej w pakiecie niż oddzielnie, jest zwykle uzasadniona ekonomicznie. Na wielu rynkach, w szczególności tam gdzie nabywcami nie są osoby fizyczne, ale przedsiębiorcy bądź instytucje, cena za dany produkt jest wręcz uzależniona od liczby zamawianych produktów. Im więcej produktów zamówi nabywca tym niższa jest cena jednostkowa. Podmioty nabywają ten sam produkt, ale jego końcowa cena jednostkowa może różnić się w zależności od wielkości zakupu. Ta sama zasada odnosi się do pakietów, gdzie zamiast jednego produktu nabywanych jest jednocześnie kilka różnych. Sam mechanizm wiąże się z faktem, że przedsiębiorca sprzedając pakiety produktów (zamiast pojedynczych produktów) ponosi mniejsze koszty sprzedaży, dystrybucji, obsługi płatności itp.

Warto jednak przypomnieć, że jak wynika z ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty, w przypadku podręczników szkolnych, niedozwolona jest sprzedaż samych tylko pakietów podręczników, bez oferowania do sprzedaży pojedynczych tytułów. Zgodnie z art. 22d ww. ustawy, zakazane jest oferowanie sprzedaży podręcznika wyłącznie z innym podręcznikiem lub dodatkowymi materiałami dydaktycznymi przeznaczonymi dla ucznia. Działania te stanowią czyn nieuczciwej konkurencji w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji a ewentualne roszczenia z tego tytułu są rozpatrywane przez sądy powszechne.

Należy również zauważyć, że w związku ze zmianą zasad finansowania zakupu podręczników, wydawnictwa znajdują się obecnie na etapie dostosowania swoich ofert do nowych wymagań. Zapewne część z tych ofert, to oferty wstępne, które mogą być próbą zwykłego sondowania rynku, a tym samym trudno jest na obecnym etapie ocenić, jaki ostateczny kształt przyjmą oferty poszczególnych wydawnictw i czy nie ulegną zmianie w reakcji na zachodzące obecnie na rynku dynamiczne zmiany. W tym kontekście najważniejsze stają się działania szkoły, która odpowiada za zakup podręczników. Sam fakt, iż niektóre wydawnictwa przedstawiły  ofertę dla szkół, która nie jest dla nich atrakcyjna, nie oznacza, że szkoły muszą ją automatycznie przyjąć. Oferty te szkoły mogą potraktować jako punkt wyjścia do negocjacji do ostatecznej ceny, tak jak to się dzieje na wielu rynkach. Należy podkreślić, że to wręcz od strategii negocjacyjnej szkoły i jej zdecydowania zależy, czy uzyska korzystne ceny na podręczniki.

Z uwagi na wspomniane gwałtowne zmiany zachodzące na tym rynku, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie kontynuował stały monitoring tego rynku pod kątem możliwego naruszenia zakazu praktyk ograniczających konkurencję.

[1] Jako rok bazowy do wyliczeń przyjęto rok 2010.
[2] Informacje dotyczące dynamiki wskaźnika cen towarów i usług (potocznie inflacji) oraz dynamiki cen książek pochodzą z GUS.

Jak zminimalizować ryzyko inwestując w fundusze inwestycyjne?

0

Czy Polacy wiedzą, czym są fundusze inwestycyjne?

Okazuje się, że z terminem tym spotkało się ponad 77 proc. badanych. Wśród nich niespełna 20 proc. posiada obecnie jednostki funduszy inwestycyjnych, a niecałe 9 proc. ma zamiar nabyć je w najbliższej przyszłości. Produkt ten kojarzy 60 proc. najmniej zarabiających (poniżej 1000 zł), ale już wśród osób o zarobkach powyżej 4 tys. zł odsetek ten przekracza 91 proc. Wynika z badań Deutsche Bank.

Z badania pokazały także, że inwestowanie w fundusze to przede wszystkim domena osób dobrze zarabiających. Wśród osób zaznajomionych z terminem fundusze, a które zarabiają miesięcznie poniżej 3 tys. zł, jednostki udziału posiada średnio ok. 11 proc. Dla ankietowanych osiągających miesięczne dochody powyżej 3 tys. zł średnia ta wynosi już 46 proc. Ta forma inwestycji największą popularnością cieszy się wśród osób zarabiających między 4 a 4,9 tys. zł (prawie 52 proc.) oraz wśród badanych o miesięcznym dochodzie powyżej 5 tys. zł.

Co powstrzymuje Polaków przed zaangażowaniem w fundusze? Kluczowym problemem zdaniem największej liczby badanych kojarzących ten produkt (ponad 38 proc.) jest obawa przed stratą oraz, w takim samym stopniu, brak wolnych środków do zainwestowania. Ten drugi element to kolejne potwierdzenie, że barierą do inwestowania często bywa faktyczny lub subiektywny brak możliwości finansowych. Co trzeci badany wskazywał, że do inwestycji zniechęca go duże ryzyko utraty zainwestowanych pieniędzy. Zbyt wysokie prowizje i opłaty, potrzeba posiadania znacznej kwoty na start, czy duży stopień skomplikowania tych produktów, okazały się najmniejszą przeszkodą dla korzystania z takiego produktu.

Naszą misją jest przekonanie Polaków, którzy ciężko pracują na swoje oszczędności, że ich pieniądze powinny pracować równie ciężko jak oni. Wzrost gospodarczy jest sygnałem, że warto uczestniczyć w jego kształtowaniu poprzez bezpośredni lub pośredni udział w rynku kapitałowym. Dlatego zachęcamy Polaków do wysłania choćby części swoich pieniędzy „do cięższej pracy”, czyli korzystania z takich rozwiązań finansowych, które w otoczeniu niskich stóp procentowych nie tylko oferują wyższy potencjalny zysk niż lokaty, ale także pozwalają aktywnie budować swój kapitał na przyszłość – mówi Leszek Niemycki, Wiceprezes Deutsche Bank. – Naszym celem jest, aby Klienci, którzy są zainteresowani nie tylko codzienną bankowością, ale przede wszystkim pomnażaniem swoich pieniędzy, postrzegali Deutsche Bank jako bank pierwszego wyboru pod względem doradztwa i strategii

w tym zakresie – dodaje Leszek Niemycki, Wiceprezes Deutsche Bank.

Polacy coraz odważniej planują wakacje

W tym roku kalendarz długich weekendów nie rozpieszcza, dlatego Polacy już myślą o wakacyjnych podróżach. Z raportu Expandera i Travelplanet.pl wynika, że swój urlop zaplanowało na czerwiec przeszło 10% rodaków więcej, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Popularnością cieszą się zarówno wyjazdy zorganizowane, jak i spontaniczne wycieczki „na własną rękę”. Jak jednak pokazują analizy, oferta touroperatora może być nawet o ponad 300 zł tańsza.

W ostatnich sześciu latach nastąpił istotny wzrost popularności ofert „na ostatnią chwilę”. Chętnych na lipcowe czy sierpniowe wojaże nie brakuje. Za tydzień wakacji organizowanych przez biura podróży w tym okresie w najpopularniejszych krajach, takich jak Grecja czy Turcja, Polacy płacą średnio 2 500 zł. W Bułgarii czy Tunezji – około 2 000 zł. Za granicę można także wyjechać na „własną rękę”, lecz nie zawsze jest to korzystne rozwiązanie. Z analiz wynika, że chociaż w najlepszym przypadku można zaoszczędzić do 150 zł, często jednak oferta touroperatora jest nawet o 315 zł tańsza w przeliczeniu na osobę.

Więcej za telefon czy tablet? Ceny mogą wzrosnąć o 8%

Wzrost cen tabletów i smartfonów na rynku krajowym nawet o 8 procent i wzrost zainteresowania ich zakupem poza Polską – takie skutki może mieć objęcie opłatą reprograficzną tego typu urządzeń mobilnych. Tak przynajmniej wynika z Raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową analizującego potencjalny wpływ opłaty reprograficznej na ceny produktów nimi objętych.

Opłata reprograficzna to opłata od kopiowania legalnie pozyskanych utworów w ramach tzw. dozwolonego użytku osobistego. W zamyśle ma zrekompensować straty ponoszone przez twórców w związku ze zwielokrotnianiem ich dzieł przy wykorzystaniu określonych urządzeń i nośników.

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową opracował raport, którego celem było określenie, czy i jaki wpływ na cenę produktów na rodzimym rynku miałoby objęcie opłatą reprograficzną tabletów i smartfonów. Z raportu wynika, że opłata reprograficzna wpłynęłaby istotnie na cenę urządzeń mobilnych. Największy wpływ miałaby na urządzenia w dolnym segmencie rynku tabletów i smartfonów, gdzie wzrosty cen mogłyby sięgnąć nawet 8 procent.

Bez pieniędzy? Ponad 60% firm dotknął problem nieterminowych płatności

0

Problem nieterminowych płatności przez kontrahentów MŚP pogłębił się, wynika z najnowszej edycji Raportu BIG, prezentującego Indeks Zatorów Płatniczych BIG. Od września notowanie Indeksu BIG obniżyło się o 3,4 pkt. proc. i obecnie wynosi 12,6 pkt. Szacunkowa wartość przeterminowanych należności przypadająca na jedną firmę to 69,5 tys. złotych. W co szóstej w zatorach płatniczych utyka 75 proc. wartości sprzedanych usług i towarów, podczas gdy w poprzednim badaniu kłopoty na taką skalę sygnalizowała co dziesiąta firma. Na spadek Indeksu Zatorów Płatniczych BIG wpłynęło także rozczarowanie części przedsiębiorców efektem wzrostu gospodarczego. Nie zawsze płynność poprawiła się, tak jak się tego spodziewano.

Na większy problem z zatorami płatniczymi przełożyły się takie czynniki jak rosnąca wartość przeterminowanych należności, coraz większy odsetek firm, które często spotykają się z nieterminowym płaceniem (61 proc. w marcu 2015 vs 50 proc. sierpniu 2014). Dla spadku Indeksu miało również znaczenie dołączenie do próby nowych branż: produkcji i przetwórstwa oraz transportu. Obie zostały najbardziej narażone na konsekwencje związane z geopolitycznymi wydarzeniami 2014 r. i mocno odczuły sankcje nałożone przez Rosję na kraje UE. W przypadku przewoźników poza ograniczeniem transportu na wschód, w grę weszła też obawa przed skutkami wprowadzenia płacy minimalnej dla zagranicznych kierowców wjeżdżających do Niemiec.

– 61 proc. MŚP, borykających się z zatorami płatniczymi, a wyłącznie takie firmy uczestniczą w naszym badaniu, wskazuje, że opóźnione płatności za produkty i usługi są ich codziennością. W porównaniu z wrześniem 2014 r. odsetek ten wzrósł o 11 pkt. proc. To niepokojące wyniki, które pokazują, że nie zawsze poprawiająca się koniunktura wpływa na zmniejszenie problemu niewiarygodnych kontrahentów. Z tego powodu przedsiębiorcy nie potrafią jednoznacznie ocenić czy sytuacja gospodarcza działa na ich korzyść. 47 proc. firm uważa, że warunki gospodarcze im sprzyjają, podczas gdy 44 proc., twierdzi coś całkowicie przeciwnego – tłumaczy Sławomir Grzelczak, Prezes Zarządu BIG InfoMonitor

Najnowsze badanie pokazuje, że średnio 42 proc. należności małych i średnich przedsiębiorstw jest opóźnionych. W co szóstej firmie w zatorach płatniczych utyka 75 proc. wartości sprzedanych usług i towarów. W poprzednim badaniu kłopoty na taką skalę sygnalizowała co dziesiąta firma. W czasie7 miesięcy o 10 proc. wzrósł udział firm, które mają przeterminowane należności o wartości powyżej 50 tys. zł. Obecnie szacunkowa wartość przeterminowanych należności przypadająca na jedną firmę wynosi 69,5 tys. złotych.

Mieszkania drożeją. Czy trend się utrzyma?

Mieszkania drożeją. Na razie zyskują nieznacznie, bo zaledwie o kilka procent wzrosły ceny w porównaniu tego roku z poprzednim. Powód? Większe koszty budowy oraz wzrost cen działek. Czy ta tendencja się utrzyma?

– Przygotowując nasze plany i prognozy na najbliższe miesiące, kwartały nie zakładamy większego wzrostu cen. Faktycznie obserwujemy w ostatnich kwartałach wzrost cen nieruchomości. Natomiast nie mięliśmy doczynienia z wzrostami większymi niż jeden, dwa, może trzy procent w skali roku w poszczególnych naszych inwestycjach – wyjaśnia newsrm.tv Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson Developmen.

Branży budowlanej pomagają natomiast niskie stopy procentowe. To one powodują, że kredyty są coraz tańsze i bardziej dostępne.

Kwaśniewski: Ogórek w dziwnym teatrze występuje

Myślę, że te wybory są dosyć dziwne. Z jednej strony mamy bardzo silnego kandydata jakim jest urzędujący prezydent. Z drugiej strony prawie wszystkie partie polityczne postanowiły wystawić polityków mniej znanych, może poza Januszem Palikotem i Korwinem Mikke. W związku z tym ta kampania jest dziwna, ci kandydaci są dziwni – mówi newsrm.tv Aleksander Kwaśniewski, były prezydent.

Co Były prezydent nie najlepiej ocenia także kampanie prowadzoną po lewej stronie sceny politycznej. Jako pierwszy z zarzutów wymienia brak jednego kandydata. Wśród tych którzy są, w opinii Aleksandra Kwaśniewskiego, nie ma osoby, która może nawet marzyć o drugiej turze. Co sądzi o kandydatce SLD, Magdalenie Ogórek?

– Znam panią Magdalenę, bardzo ją cenie, przychodziła do mnie na seminaria. Jest bardzo dobrym znawcą relacji państwo-kościół. Myślę, że przyjęła propozycje w niewłaściwym momencie, bo ani ona nie jest gotowa żeby być kandydatem na prezydenta, ani SLD nie jest gotowe żeby poważnie kampanię potraktować i w takim dziwnym teatrze występuje – mówi Aleksander Kwaśniewski.

Polaków stać na więcej. Kupujemy większe mieszkania

Perspektywy dla rynku deweloperskiego są bardzo dobre na trzy następne lata. Tani pieniądz, dostępność kredytu oraz ucieczka od lokat bankowych powoduje, że młodzi ludzie, których jest bardzo dużo, chcą kupować mieszkania – ocenia Dariusz Blocher,  dyrektor generalny Budimex.

Pokazują to też wyniki sprzedaży. Blisko o 100 proc., w pierwszych miesiącach roku, wzrosło zainteresowanie mieszkaniami – wynika z danych Budimex. Zmieniają się też oczekiwania klientów, których stać na coraz więcej. Obecnie najczęściej poszukiwane są mieszkania z trzema pokojami o powierzchni ok. 50 – 55 metrów kwadratowych.

Te auta najczęściej sprowadzamy

W 2014 roku w Polsce zarejestrowano ponad 2 razy więcej samochodów używanych sprowadzonych z zagranicy niż nowych aut zakupionych w kraju – podają rządowe statystyki Ministerstwa Finansów. Pojazdy przywożono najczęściej z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji – pokazuje analiza ponad 1400 zapytań ofertowych dotyczących transportu pojazdów do Polski złożonych w Oferteo.pl, serwisie łączącym osoby poszukujące produktów i usług wraz z ich dostawcami.

Jeśli chodzi o rodzaj importowanych pojazdów, Polacy zlecają najczęściej przywiezienie do Polski samochodów, w tym osobówek (84,81% zapytań), motocykli (5,27% osób) oraz ciągników rolniczych (3,18%).

Według danych Ministerstwa Finansów, w roku 2014 sprowadzono do Polski 748 963 używane samochody osobowe. Ponad połowa z nich miała co najmniej 10 lat (56,9%), nieco rzadziej spotykano 4-10 – letnie pojazdy (37,6%). Szacuje się, że średnia wartość importowanego pojazdu wynosiła w 2014 roku 15 tys. zł. Polacy preferują niemieckie marki, wśród najpopularniejszych wymieniane są takie jak Volkswagen, Opel, Audi, a także Ford i Renault.

Jak pokazuje analiza, pojazdy przywożone są przede wszystkim z krajów zachodniej Europy: Niemiec (37,15%), Wielkiej Brytanii (16,99%), Francji (11,6%), Włoch (9,98%) czy Belgii (5,73%). „Zdarza się również, że w serwisie poszukiwane są  firmy transportowe gotowe do przywiezienia pojazdu z Norwegii czy Szwecji” – dodaje Karol Grygiel, członek Zarządu Oferteo.pl.

Ponad połowa przewożonych samochodów waży od 2 do 7,5 tony (53,94%), zaś ponad jedna trzecia ma ciężar do 2 ton (38,17%).

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Jacek Janiuk nowym dyrektorem bankowości prywatnej w Citi Handlowy

Jacek Janiuk, wcześniej Dyrektor Biura Doradztwa Inwestycyjnego, od kwietnia 2015 roku pełni rolę Dyrektora Departamentu Bankowości Prywatnej. Bankowość prywatna to w Citi Handlowy jeden ze strategicznych obszarów bankowości detalicznej.

Wyrosłem z obszarów inwestycyjnych, a ten w ofercie bankowości prywatnej Citi Handlowy jest kluczowy. Po I kwartale 2015 r. odnotowaliśmy 32% wzrost sprzedaży inwestycji r./r. Moim planem jest rozwój tego obszaru i pozyskanie nowych klientów private banking”, mówi, Jacek Janiuk, Dyrektor Departamentu Bankowości Prywatnej.

Jacek Janiuk jest absolwentem Politechniki Śląskiej w Gliwicach na kierunku matematyka oraz Akademii Ekonomicznej w Katowicach na kierunku finanse. Z Citi Handlowy oraz Domem Maklerskim Banku Handlowego związany jest od 2011 roku.

Posiada ponad 15-letnie doświadczenie zdobyte w Polsce oraz za granicą w firmach zarządzających aktywami (AIG, Invesco, KBL European Private Bankers). W Citi Handlowy oraz DM Citi Handlowy, jako licencjonowany doradca inwestycyjny z tytułem Certified International Investment Analyst, odpowiadał za stworzenie koncepcji oraz wdrożenie modelu doradztwa inwestycyjnego, z którego korzysta obecnie kilka tysięcy kluczowych klientów Citigold. Przez ostatnie 4 lata pełnił obowiązki Dyrektora Biura Doradztwa Inwestycyjnego. W trakcie ostatnich 18 miesięcy zbudował silny zespół Menedżerów Inwestycyjnych, wspierających decyzje inwestycyjne zamożnych klientów Banku. W mediach znany jako komentator inwestycyjny i jeden z ekspertów prezentujących video flesze na kanale You Tube Citi Handlowy.

Od kwietnia 2015 zajął stanowisko Dyrektora Departamentu Bankowości Prywatnej w Citi Handlowy.

W 1998 roku Citi Handlowy jako jeden z pierwszych banków w Polsce wprowadził ofertę dla klienta zamożnego. Stworzył nowy segment – Citigold z aktywami aktualnie wynoszącymi minimum 300 tys. zł. W 2005 roku Bank otworzył w Warszawie pierwsze ekskluzywne Centrum Inwestycyjne, w którym najbardziej doświadczeni Senior Citigold Wealth Managerowie obsługują klientów Private Banking z aktywami minimum 1,5 mln zł. Jakość obsługi i oferta Banku została doceniona przez brytyjski magazyn „The Banker”, który przyznał Citi Handlowy nagrodę w kategorii najlepszy Private Bank w Polsce.

Polacy oczekują wsparcia w rozsądnym pożyczaniu pieniędzy – wynika z badania ING

Niemal dwie trzecie Polaków oczekuje od banków pomocy w rozsądnym pożyczaniu pieniędzy – pokazują wyniki badania „Barometr ING: Jak pożyczają Polacy”.

Zapytani o kwestię rozsądnego podejścia do pożyczania pieniędzy, Polacy główną rolę przypisują bankom – 59% jest zdania, że to one powinny wspierać takie podejście; dopiero 39% wskazuje Rzecznika Praw Konsumenta, a 12% organizacje pozarządowe. Na tym tle źle oceniane są dotychczasowe działania instytucji finansowych w kwestii pożyczania pieniędzy – 64% jest zdania, że reklamy pożyczek i kredytów zachęcają do bezmyślnego wydawania pieniędzy.

CEO Magazyn Polska

Polacy wolą unikać pożyczek. Nawet, jeśli posiadają zdolność kredytową – co deklaruje ponad połowa respondentów – to ostrożnie podchodzą do pożyczania pieniędzy. 48% woli unikać zadłużania się za wszelką cenę, a aż 64% Polaków boi się wpaść w spiralę zadłużenia. Jednocześnie 30% uważa, że pożyczki są dla osób z problemami finansowymi. Połowa respondentów deklaruje, że lepiej oszczędzać i zrealizować swoje plany, gdy już uzbiera się potrzebna kwota. Jednocześnie 54% twierdzi, że trudno jest coś odłożyć, jeśli niewiele zostaje w ciągu miesiąca.

Ostrożne podejście Polaków do zadłużania się trzeba oceniać przez pryzmat ich doświadczeń z ostatnich lat: boomu kredytowego prowadzącego często do „życia ponad stan” (2006-2008), globalnego kryzysu finansowego (2009) oraz przewlekłego spowolnienia gospodarczego (2012-2013). Mieszanka tych doświadczeń nauczyła Polaków powściągliwości w sięganiu po dług. Część odczuła na własnej skórze, inni zobaczyli na przykładzie znajomych, że nierozsądne pożyczanie pieniędzy może doprowadzić do kłopotów finansowych –powiedział Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Mimo ogólnej niechęci do pożyczania pieniędzy, Polacy są w stanie wskazać takie obszary swojego życia osobistego i zawodowego, na które uważają że warto pożyczyć pieniądze. Z badania wynika, że osoby które wcześniej korzystały z pożyczek, częściej podzielają taką opinię. Blisko jedna trzecia osób korzystających z pożyczek w ciągu ostatnich 3 lat uważa, że warto pożyczyć na coś ważnego i wartościowego (32% w porównaniu do 19%). Podobną przewagę osób mających doświadczenie z pożyczaniem widać w przypadku kredytowania innych celów – inwestycji w siebie lub rodzinę (23% w porównaniu do 13%) czy rozwoju firmy (22% w porównaniu do 16%).

Zmianę swojego podejścia do pożyczek rozważyłaby również niemal jedna czwarta tych, którzy nie zadłużali się w ciągu ostatnich trzech lat. Jej warunkiem są wiarygodne i jasne informacje jak rozsądnie pożyczać pieniądze z instytucji finansowych.

Pomimo oczywistych kosztów pożyczka może być inwestycją, swego rodzaju „dobrym długiem”, jeśli zostanie odpowiednio wykorzystana – przykładem może być rozwinięcie swoich kompetencji i zainteresowań lub realizacja planów wpływających na poprawę jakości i satysfakcji z życia.

Jak wiadomo wszystko jest dla ludzi. Pożyczki także. Wszystko zależy tak naprawdę od tego, kto w nas pożycza te pieniądze. Jeśli idziemy za głosem, który namawia nas do spełniania na kredyt konsumpcyjnych zachcianek, albo do przysłowiowego „zastaw się, a postaw się”, to oczywiście może to się skończyć finansowymi kłopotami. Jeśli jednak decyzja o zaciągnięciu długu ma wymiar inwestycji w siebie, na przykład w postaci kursu językowego, czy szkolenia, to kredyt może być finansowym narzędziem, które wspiera nasz rozwój – powiedział Mateusz Ostrowski, psychoterapeuta prowadzący warsztaty z psychologii pieniądza i publicysta ekonomiczny.

***

Dane na podstawie raportu „Barometr ING: Jak pożyczają Polacy”, przygotowanego dla ING Banku Śląskiego przez TNS Polska. Badanie przeprowadzono w ramach badania Omnibus, realizowanego metodą CAPI, na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie 1000 osób w wieku 15+, w terminie 13-19 marca 2015 roku. Celem badania było poznanie postaw Polaków wobec pożyczania pieniędzy z banku.

Ustawa o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów przyjęta przez Radę Ministrów

0

Upowszechnienie wykorzystywania mediacji i arbitrażu w sprawach cywilnych, zwłaszcza pomiędzy przedsiębiorcami to główny cel przygotowanego przez Ministerstwo Gospodarki we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości projektu ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów. Dokument 12 maja 2015 r. przyjęła Rada Ministrów

Nowe przepisy mają przede wszystkim podnieść świadomości przedsiębiorców, że mediacja może być alternatywą wobec procesu sądowego. Takie rozwiązanie umożliwia też zakończenie konfliktu w tańszy, szybszy i mniej sformalizowany sposób.

Projekt wprowadza m.in system uprawnień proceduralnych i organizacyjnych oraz bodźców ekonomicznych. Wprowadzone zostaną również regulacje dotyczące kwalifikacji mediatorów stałych. Wśród proponowanych rozwiązań są również zachęty podatkowe. Projekt ustawy wprowadza możliwość rozliczania faktury korygującej i innych dokumentów korygujących w zakresie korekty przychodu oraz kosztów uzyskania przychodów (korekta podstawy opodatkowania w PIT i CIT) w bieżącym okresie rozliczeniowym, co zmniejszy uciążliwości w stosunku do dzisiejszego obowiązku dokonywania korekty wstecz.

Ustawa pozwoli ponadto na zaliczenie kosztów mediacji prowadzonej na skutek skierowania przez sąd do wydatków sądowych. Zmianie ulegną także niektóre opłaty sądowe związane z prowadzeniem postępowania mediacyjnego. Rozwiązania zaproponowane w projekcie mają skłaniać strony do podejmowania prób polubownego rozwiązywania sporu zamiast kierowania sprawy do sądu.

Do najistotniejszych propozycji w zakresie mediacji należą m.in. wprowadzenie obowiązku poinformowania w pozwie, czy strony podjęły próbę mediacji lub innej alternatywnej metody rozwiązania sporu,

  • dokonywanie na każdym etapie procesu przez sędziego oceny czy sprawa może zostać zakończona
    polubownie i nakłanianie stron do mediacji,
  • zwolnienie od opłaty sądowej wniosku o zatwierdzenie ugody pozasądowej zawartej przed
    mediatorem,
  • możliwość zwolnienia od kosztów mediacji sądowej osób ubogich,
  • ułatwienie wyboru mediatora z publicznie dostępnej listy stałych mediatorów,
  • jak najszybsze przekazywanie danych kontaktowych stron mediatorowi.

W zakresie arbitrażu proponowane rozwiązania dotyczą m.in..

  • wprowadzenia jednoinstancyjności prowadzonych w sądach powszechnych spraw o uznanie lub stwierdzenie wykonalności wyroków krajowych sądów polubownych oraz postępowań ze skarg o uchylenie wyroku sądu polubownego (tzw. postępowania postarbitrażowe),
  • skrócenia terminu na wniesienie skargi o uchylenie wyroku sądu polubownego z trzech do
    dwóch miesięcy,
  • wprowadzenia równego standardu dla postępowań sądowych i arbitrażowych w przypadku upadłości przedsiębiorcy. Pomimo ogłoszenia upadłości zapis na sąd polubowny nie będzie tracił mocy, a toczące się przed sądem polubownym postępowania będą kontynuowane.

Rozwiązanie sporu w drodze polubownej ułatwi przedsiębiorcom prowadzenie działalności i pozwoli kontynuować współpracę pomiędzy firmami, co z reguły nie jest możliwe po długotrwałym i kosztownym procesie sądowym.
Ministerstwo Gospodarki (MG)

Ostatnia przed wakacjami Krakowska Giełda Domów i Mieszkań

Specjalne rabaty i eksperckie porady kredytowe – to tylko niektóre z atrakcji dla zwiedzających podczas 110. Krakowskiej Giełdy Domów i Mieszkań, która odbędzie się w dniach 16-17 maja w hali wystawowej Chemobudowa przy ul. Klimeckiego 14 w Krakowie. To także wyjątkowa okazja dla deweloperów na zaprezentowanie swoich inwestycji.

Targi mieszkaniowe to doskonały sposób, aby poznać lokalny rynek mówi Marek Szmolke, prezes firmy deweloperskiej PB Start. – To także niezwykła okazja dla zwiedzających, którzy mogą dowiedzieć się o inwestycjach o wiele więcej niż z folderów i stron internetowych – wyjaśnia przedstawiciel PB Start.

Podczas Krakowskiej Giełdy Domów i Mieszkań wystawcy będą prezentować swoje oferty, jednocześnie zdobywając wiedzę o potrzebach klientów zainteresowanych rynkiem mieszkaniowym. Targi to również sposób na uzyskanie wsparcia marketingowego i reklamowego dla inwestycji.

Bogatej ofercie wystawców będzie towarzyszył szereg wydarzeń pomagających zwiedzającym w podjęciu właściwej decyzji o zakupie nowego lokum. Giełda to czas wyjątkowych rabatów oraz eksperckich porad z zakresu kredytów mieszkaniowych. Dodatkowo, zwiedzający otrzymają mapę inwestycji mieszkaniowych z zaznaczonymi wszystkimi aktualnie realizowanymi inwestycjami deweloperskimi.

Po trudach poszukiwań będzie można odpocząć w jednej z giełdowych kawiarenek. Nie zabraknie także atrakcji dla najmłodszych, dzięki którym rodzice będą mogli zostawić dzieci pod opieką na czas zapoznawania się z ofertą wystawców.

Odbywająca się od 16 lat Krakowska Giełda Domów i Mieszkań to jedno z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych wydarzeń związanych z rynkiem mieszkaniowym w Małopolsce. Majowe targi będą ostatnią edycją przed wakacjami. Na kolejne prezentacje wystawców trzeba będzie zaczekać do września.

Fundusze inwestycyjne wracają do łask Polaków

W sytuacji rekordowo niskiego oprocentowania lokat bankowych Polacy poszukują innych sposobów lokowania swoich oszczędności. Zyskują na tym m. in. fundusze inwestycyjne. Z danych IZFA wynika, że pod koniec marca już ponad 2 mln osób posiadało ich jednostki i certyfikaty. Co więcej, ten miesiąc był już 30 z rzędu, w którym wpłaty do funduszy przewyższały wypłaty. Cieszą się one coraz większym zainteresowaniem, gdyż przynoszą znacznie wyższe zyski niż lokaty i to nie tylko w przypadku inwestycji w najbardziej ryzykowne grupy funduszy.

Zakładając przeciętną lokatę roczną w maju 2014 r. mogliśmy liczyć na odsetki wynoszące 2,74%. Na najlepszej oprocentowanie wynosiło 3,65%. Tymczasem średnia stopa zwrotu liczona dla wszystkich funduszy otwartych (notowanych w PLN) wyniosła 6,71%. W skład portfela inwestycyjnego, który przyniósł taki zyski wchodziły inwestycje wysokiego, średniego i małego ryzyka. Jednak nawet  ograniczając się tylko do dość bezpiecznych grup takich jak fundusze obligacji czy stabilnego wzrostu uzyskalibyśmy dochód wynoszący przeciętnie ok. 5%.

Najgorsze fundusze kwietnia

Korzystne wyniki historyczne nie gwarantują jednak, że fundusze dalej będą zarabiały w takim tempie. Inwestując w tego typu produkty, szczególnie te mogące lokować znaczną część aktywów w akcjach, nie można zapominać o ryzyku. W ciągu zaledwie miesiąca można bowiem ponieść dotkliwą stratę. Dla przykładu w kwietniu aż 6,29% straciły osoby, które posiadały jednostki funduszu Skarbiec Market Neutral. Patrząc na najgorsze wyniki z kwietnia można też zauważyć, że w ostatniej dziesiątce znalazły się aż cztery podmioty inwestujące w amerykańskie akcje i obligacje. Przyczyną tego jest w dużej mierze spadek kursu dolara. Dywersyfikacja poprzez lokowanie części pieniędzy na granicą ma więc tą wadę, że naraża nas na dodatkowe ryzyko – walutowe. Sposobem na to może być wybieranie produktów inwestycyjnych zabezpieczonych przed wahaniami kursów. Osoby obawiające się strat mogą skorzystać z produktów strukturyzowanych, których olbrzymią zaletą jest specjalny mechanizm bezpieczeństwa. Inwestor zwykle otrzymuje gwarancję, że w najgorszym wypadku otrzyma nie mniej niż kwota, jaką wpłacił.

10 najgorszych funduszy w kwietniu 2015

Najlepsze fundusze kwietnia

Tymczasem wśród dziesięciu najlepszych funduszy minionego miesiąca znalazły się dwa inwestujące w akcje rosyjskie. QUERCUS Rosja zarobił w kwietniu aż 12,11%, a Investor Rosja 7,72%. Dla wielu osób może to być zaskakujące, gdyż w ostatnim czasie o sytuacji gospodarczej w tym kraju przeważnie słyszymy złe informacje. Przyczyna tak dobrych wyników jest tu podobna jak w przypadku słabych wyników funduszów inwestujących Stanów Zjednoczonych – zmiany kursów walutowych. Dzięki wzrostom cen ropy naftowej umocnił się rubel i wzrosły ceny rosyjskich akcji.

Kolejnym regionem, który pomagał polskim funduszom inwestującym za granicą są Chiny, w których akcje zdrożały w minionym miesiącu o ponad 15%. To w połączeniu z opisaną sytuacją w Rosji najprawdopodobniej przyczyniło się do wyniku najlepszego funduszu kwietnia. Pioneer Akcji Rynków Wschodzących zarobił aż 12,85%. Trzeba jednak dodać, że jeśli przeanalizujemy jego wyniki w dłuższym terminie, to nie wyglądają one już tak rewelacyjnie. W ciągu minionych trzech lat przyniósł on stratę wynoszącą -2,15%. To jednak mimo wszystko niewiele w porównaniu do tego ile w tym czasie straciły fundusze inwestujące tylko w Rosji. Trzyletnia stopa zwrotu funduszu QUERCUS Rosja wynosi bowiem aż -30,98%.

10 najlepszych funduszy w kwietniu 2015

Expander

Ile kosztuje uroczystość pierwszej komunii?

komunia 2015Specjaliści z Centrum Finansów Aviva postanowili oszacować koszty, jakie rodzice ponoszą w związku z pierwszą komunią dziecka. Z wyliczeń wynika, że 1000 zł to absolutne minimum. Pierwsza komunia w wersji premium może kosztować 5 tys. zł i więcej.

Najważniejsze wydatki związane z komunią to zakup ubioru i akcesoriów oraz organizacja uroczystego obiadu. Poza tym rodzice ponoszą też koszty udekorowania kościoła oraz koszty utrwalenie uroczystości na filmie lub zdjęciach.

Koszt ubioru dziecka wynosi od 350 do 1500 zł. Składa się na to koszt alby, którą jest obecnie najpopularniejszym ubiorem komunijnym (90-150 zł), albo garnituru lub sukni. Warto dodać, że wielu rodziców kupuje dziecku zarówno albę do kościoła, jak i dodatkowy strój, w jaki dziecko przebiera się po tej uroczystości. Koszt butów to od 60 do 150 zł. Dziecko musi tez posiadać książeczkę, różaniec, medalik oraz świecę. Rodzice mogą zaoszczędzić nawet 200 zł, jeśli dziecko wykorzysta akcesoria, które zwykle zostały od chrztu.

Uroczystość komunijna dziewczynki jest o około 250 zł droższa niż w wypadku chłopca. Rodzice muszą dodatkowo kupić wianek za 25-60 zł oraz torebkę i rękawiczki za 50-200 zł. Dziewczynki też częściej niż chłopacy chodzą przed uroczystością do fryzjera, co może kosztować nawet 200 zł.

Rodzice płacą też parafii za udekorowanie kościoła, oprawę muzyczną i inne elementy związane z uroczystością. To przeciętnie koszt około 100 zł. Filmowanie lub zdjęcia zamawiane dla większej liczby dzieci to około 75 zł. W przypadku indywidualnego fotografa koszty mogą być kilkukrotnie wyższe.

Co ciekawe, koszty pierwszej komunii w miastach i na wsi są podobne. Z tym, że na wsiach więcej kosztuje ubiór, a mniej wydaje się na obiad, który zwykle odbywa się w domu. Koszt takiego obiadu to około 500 zł na 12 osób. W miastach silniejszy jest trend ku bardziej oszczędnej organizacji komunii w kościele, dzieci zwykle występują w albach co bardzo obniża koszty. Jednak to, co rodzice zaoszczędzą w ten sposób, zwykle wydają na bardziej wystawne, zwykle organizowane w restauracjach obiady lub przyjęcia komunijne. Organizacja komunii na 12 osób w restauracji waha się od 900 zł do nawet prawie 3000 zł.

Oddzielną pozycję stanowią prezenty. Największa popularnością cieszą się obecnie rowery, smartfony, tablety, zegarki, konsole do gier oraz quady. Taki prezent może kosztować od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Warto wspomnieć, że zamiast bardzo popularnej gotówki, prezentem mogą stać się różnego rodzaju produkty finansowe, np. wpłata do oszczędnościowej polisy na życie albo do funduszu inwestycyjnego. Popularne są także wyroby ze złota, np. okolicznościowe sztabki.

 

Na zorganizowanie uroczystości pierwszej komunii dziecka trzeba dysponować co najmniej tysiącem złotych. A wielu rodziców wydaje na ten cel znacznie więcej. Komunia dziewczynki kosztuje 250 zł więcej niż chłopca.