Za 2-3 lata Stalexport może wypłacić dywidendę. Spółka rozważa też inwestycje w ramach partnerstwo publiczno-prywatnego

0

CEO Magazyn Polska

Zarząd Stalexportu myśli o inwestycjach lub wypłacie dywidendy. Autostradowa spółka ma pieniądze i chciałaby uczestniczyć w przedsięwzięciach finansowanych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Ta forma inwestowania na razie jednak nie cieszy się w Polsce popularnością.

– W niedługim czasie, w perspektywie 2-3 lat, może pojawić się po raz pierwszy dywidenda dla akcjonariuszy giełdowych mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Emil Wąsacz, prezes Stalexport SA. W tej chwili jednoznacznie można powiedzieć, że zależy to od aktualnej sytuacji. Ale po prawie dwudziestu latach pojawiła się perspektywa dywidendy.

Tylko w pierwszym kwartale obecnego roku Stalexport miał ponad 54 mln zł przychodu, o niemal 5 mln więcej niż rok wcześniej. Zysk netto spółki przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej sięgał niemal 19 mln zł.

– Zarząd tylko wykonuje decyzje walnego zgromadzenia akcjonariuszy i to oni zadecydują o ewentualnej wypłacie dywidendy deklaruje Emil Wąsacz.Zaznaczam, to nie jest decyzja, ale jeśli w tym czasie pojawi się dobry biznes w sektorze autostrad, to będzie to reinwestowane.

Tyle że w ocenie prezesa Stalexportu, szanse na pojawienie się w Polsce inwestycji, która wzbudzi zainteresowanie udziałowców spółki są dziś niewielkie.

– Praktycznie tak jak w tej chwili partnerstwo publiczno-prywatne w Polsce jest martwe. Akcjonariusze w prosty sposób odbiorą pieniądze, które zainwestowali i być może razem z końcem koncesji nastąpi koniec działalności tej spółki. Natomiast oczywiście jako zarząd chciałbym, żeby było inaczej. To specyficzna spółka w tej branży, więc zależy to przede wszystkim od tego, czy będzie istniało w branży infrastrukturalnej partnerstwo publiczno-prywatne.

Obecnie, jak podkreśla zarząd spółki, Stalexport jest w dobrej kondycji finansowej. Kilkanaście lat temu firmie groziło jednak bankructwo. Dopiero w 2003 roku przedsiębiorstwo zrezygnowało z prowadzenia interesów na rynku stalowym, podpisało układ z wierzycielami i ograniczyło działalność do zarządzania 60-kilometrowym odcinkiem autostrady A4 Katowice-Kraków. Do wygaśnięcia 30-letniej koncesji ma więc zapewnione stałe źródło dochodu.

Kiedyś to była głównie firma handlująca stalą, stąd nazwa Stalexport, obecnie jest to wyłącznie spółka autostradowa – przypomina prezes Emil Wąsacz ze Stalexportu. – Spółka autostradowa to biznes o małym stopniu ryzyka. Przewidywalny, ale wyłącznie długoterminowy. Koncesje na zarządzanie autostradą Kraków-Katowice mamy od 1997 roku, a dywidendy jeszcze nie wypłacono.

P.A. NOVA otworzy w tym roku trzy nowe centra handlowe. Większość ma już komplet najemców

0

CEO Magazyn Polska

Deweloperska spółka P.A. NOVA skończy w tym roku budowę trzech nowych centrów handlowych. Mimo że otwarcie każdego z nich planowane jest na jesień, dwa mają już komplet najemców, a trzecie wynajęte jest w 70 proc.   

W listopadzie P.A. NOVA zamierza otworzyć dla klientów swą sztandarową inwestycje  Galerię Galena w Jaworznie. Obiekt z powierzchnią najmu przekraczająca 30 tys. mkw. jest wynajęty w znacznej części, a inwestor zakłada, że do momentu otwarcia komercjalizacja galerii wzrośnie z 70 do co najmniej 90 proc.

– Mamy m.in. Multikino czy Fabrykę Formy, czyli fitness dla dorosłych mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Bobkowska prezes zarządu P.A. NOVA. Dla dzieci bardzo dużą bawialnię, najemcę spożywczego Carrefour, całą Grupę LPP, także duży i wygodny parking na ponad 800 samochodów. Poza Galeną spółka jest w trakcie budowy dwóch parków handlowych: jednego w Krośnie, drugiego w Kamiennej Górze. Mamy już komplet najemców i otwieramy je we wrześniu tego roku.

P.A. NOVA jako spółka budowlana działa na rynku zarówno jako generalny wykonawca, jak i jako samodzielny inwestor. Buduje i wynajmuje hale fabryczne i obiekty handlowe. Dziś posiada 8 obiektów handlowych w mniejszych polskich miastach.

Nasze obszary zainteresowania to są miasta poniżej 100 tys. mieszkańców i tam widzimy niszę, gdzie jeszcze przez następne 2-3 lata będzie można inwestować w mniejsze obiekty komercyjne deklaruje Ewa Bobkowska. Czyli parki handlowe, małe galerie. Duży potencjał widzimy także w przyszłości obiektów przemysłowych, hal produkcyjnych z zapleczami biurowymi i socjalnymi. W ten segment już od 2 lat też mocno wchodzimy.

Przychody spółki w I kwartale przekraczały 35 mln zł i były o 2 mln niższe niż rok wcześniej, a zysk netto spadło o 4 mln, sięgając 1,4 mln zł.  Prezes firmy ocenia jednak, że kondycja spółki jest dobra, a na polskim rynku budowlanym zapowiada się dobry rok.  

– Myślę, że w tej chwili rynek budowlany się odradza. Widać to chociażby po zapytaniach do podwykonawców, którzy mają dużo pracy.. Natomiast musimy jeszcze trochę zaczekać, jeszcze pół roku, może rok, żeby to był rynek budowlany taki, jakiego byśmy sobie życzyli.

Model finansowania inwestycji spółki opiera się na schemacie: wkład własny na poziomie 30 proc. dla każdej inwestycji i 70 proc. kredytu bankowego. Firma cieszy się dobrą współpracą z bankami: mBankiem,  PKO BP oraz BOŚ.  Ocenia, że banki są w tej chwili bardzo otwarte na linię kredytową i nie ma problemu z pozyskiwaniem kredytu na dobrych warunkach.

Oczywiście projekt musi być dobry, skomercjalizowany, mieć pozwolenie na budowę, wtedy jak najbardziej banki są bardzo chętne do współpracy podkreśla prezes  Ewa Bobkowska z P.A. NOVA i dodaje, że strategia biznesowa spółki jest bardzo stabilna.

Budujemy i na własny portfel, i jako generalny wykonawca. Czyli jesteśmy deweloperem, który ma własne obiekty, które wynajmuje i są to zarówno obiekty komercyjne, jak i projekty, które są związane z przemysłem. Natomiast jako generalny wykonawca budujemy to, na co jest zamówienie.

Młodzi klienci firm ubezpieczeniowych nie chcą rozmawiać z agentami

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy ubezpieczeniowe czekają zmiany związane z obsługą klienta. Na rynku jest coraz większa grupa klientów uważających tradycyjne metody pracy ubezpieczycieli za anachronizm. Zamiast kontaktu z agentem sprzedającym polisy wolą oferty online i sprawne aplikacje na urządzenia mobilne. W kanale direct w ubiegłym roku sprzedano ponad 5 mln polis.

Ubezpieczyciele mają dosyć trudne zadanie, ponieważ zwykle kontakt z klientem jest ograniczony do momentu sprzedaży – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU. – Musimy poszukać możliwości, aby tę relację z klientem budować stale, np. poprzez systematyczny kontakt, akcje edukacyjne, może pewnego rodzaju oferty nieinwazyjne, ponieważ w obecnych czasach klienci nie chcą być bombardowani informacjami.

Jak wynika z ubiegłorocznego „Światowego badania klientów firm ubezpieczeniowych EY”, Polacy oczekują spersonalizowanej komunikacji. Ponad połowa chciałaby, żeby firmy ubezpieczeniowe kontaktowały się z nimi przynajmniej raz w roku – czy to z przygotowaną ofertą ubezpieczeń na życie, czy ubezpieczeń majątkowych. Wśród badanych tylko jedna trzecia Polaków nie zainicjowała żadnego kontaktu ze swoim ubezpieczycielem w ciągu poprzedzających ankietę 18 miesięcy. Jeśli doszło do kontaktu, to 77 proc. przyznaje, że była to owocna rozmowa, zakończona kupnem nowej polisy, rozszerzeniem dotychczasowej lub poprawą opinii na temat ubezpieczyciela.

Jak podkreśla Klesyk, zmiany w zachowaniach klientów zależą od tego, o jakiej grupie wiekowej mówimy.

Klienci starsi nie zmienili się zbytnio. Są oczywiście pewne niewielkie zmiany, np. chcą więcej informacji o danym produkcie lub chcą przez telefon zawrzeć jakąś umowę – mówi prezes PZU. – Największą zmianę widzimy w grupie najmłodszych, a więc ludzi, którzy są przyczepieni do smartfona i którzy nie wyobrażają sobie współpracy z agentem, ponieważ uważają, że to jest staroświecki sposób robienia biznesu – ocenia.

Badani przez EY klienci chcieliby, by ubezpieczyciele kontaktowali się z nimi drogą mailową. Tego oczekuje blisko jedna trzecia posiadaczy polis na życie oraz 28 proc. posiadaczy polis majątkowych. Oczekują także większego dostępu do aplikacji mobilnych jako kanału komunikacji. Coraz więcej zakładów ubezpieczeń decyduje się na uruchomienie takiej aplikacji, która – poza możliwością zakupu określonych polis i obliczenia składek – oferuje również możliwość wezwania pomocy w razie problemów. Takie aplikacje ma już m.in. PZU, Warta i Generali.

W ubiegłym roku poprzez kanał direct, czyli przez telefon i internet, Polacy kupili ponad 5 mln ubezpieczeń. Sektor ten notuje dynamiczny wzrost od 2006 roku. Najczęściej klienci kupują w ten sposób polisy komunikacyjne – w zeszły roku zawarto 1,3 mln umówi OC i 344 tys. umów AC.

Problem, z jakim mierzą się firmy ubezpieczeniowe działające na rynku polis na życie, to relatywnie niewielkie zainteresowanie klientów tego typu ofertami. Jak podaje Polska Izba Ubezpieczeń, towarzystwa zebrały w zeszłym roku 28,6 mld zł składki przypisanej brutto. To o 8,3 proc. mniej niż w 2013 roku. Tymczasem już wtedy zebrana kwota była niższa o ponad 14 proc. niż w 2012 roku. Ubezpieczyciele liczą jednak, że uda im się przełamać tę niekorzystną tendencję.

Jest to możliwe tylko dzięki pewnego rodzaju akcjom edukacyjnym – mówi Klesyk. – Co prawda trudno jest wytłumaczyć młodemu człowiekowi, że kiedyś umrze, ponieważ z definicji wydaje mu się, że ktoś 10-20 lat starszy już jest dziadkiem. To będzie dosyć duże wyzwanie, dlatego edukację trzeba zacząć nie w wieku 20 lat, tylko w wieku 10.

Europejski portal e-Sprawiedliwość ułatwi sprawdzenie kondycji kontrahenta

0

CEO Magazyn Polska

Ok. 300 tys. osób miesięcznie korzysta z europejskiego portalu e-Sprawiedliwość. Na 30 tys. stron w 23 językach można znaleźć informacje o przepisach i praktykach prawnych we wszystkich krajach członkowskich Unii. Możliwe jest także wyszukanie prawnika czy notariusza w danym państwie w oparciu o takie kryteria, jak znajomość języka czy specjalizacja. Trwają prace nad ułatwieniem przeszukiwania rejestrów upadłości państw członkowskich – w ten sposób łatwiej będzie można sprawdzić kondycję finansową kontrahenta.

Europejski portal e-Sprawiedliwość przekazuje informacje dotyczące transgranicznej sprawiedliwości w 23 językach dla różnych grup odbiorców: obywateli, przedsiębiorców, pracowników sądownictwa, adwokatów, prawników. Obecnie zawiera ok. 30 tys. stron z różnego typu informacjami statycznymi w 23 językach – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Dębski, który pracuje nad projektem europejskiego portalu e-Sprawiedliwość w Dyrekcji Generalnej ds. Sprawiedliwości w Komisji Europejskiej.

Na portalu obywatele mogą znaleźć informacje dotyczące systemów prawnych w krajach członkowskich, tego, jak postępować przy rozwodzie, śmierci bliskiej osoby lub sporze prawnym. Można też znaleźć prawnika w innym kraju w oparciu o znajomość danego języka czy ukończoną specjalizację. Sędziowie i notariusze zyskują poprzez portal dostęp do prawnych baz danych, mogą też skontaktować się z prawnikami z innych krajów czy znaleźć informacje odnośnie organizowanych szkoleń.

W niedługim czasie pojawi się możliwość wyszukiwania rejestrów handlowych w krajach członkowskich. Będzie można w nich znaleźć i sprawdzić kontrahentów z innych krajów. Pilotaż, który właśnie trwa, pozwala sprawdzić, czy dana firma jest w rejestrze upadłości w wybranych krajach, które uczestniczą w pilotażu. W najbliższym czasie, kiedy projekt zostanie rozszerzony na wszystkie kraje członkowskie, pojawi się możliwość sprawdzenia rejestrów upadłości we wszystkich państwach w wybranym języku – zaznacza Dębski.

Na portalu można również znaleźć informacje o instrumentach europejskich wprowadzonych w celu usprawnienia kwestii transgranicznych. Europejskie postępowanie w sprawie drobnych roszczeń przyspiesza proces postępowania dotyczący roszczeń do 2 tys. euro. Europejski Nakaz Zapłaty jest z kolei uznawany we wszystkich krajach unijnych. Aby móc skorzystać z możliwości takich instrumentów, wystarczy wypełnić odpowiedni formularz, również poprzez portal.

 Od momentu uruchomienia portalu w 2010 roku liczba jego użytkowników stale rośnie. W ubiegłym roku przekroczyliśmy 2 mln wizyt. W tym momencie mamy ok. 300 tys. wizyt miesięcznie. Liczymy na to, że będziemy w stanie popularyzować ten portal jeszcze bardziej – podkreśla ekspert.

Jak wskazuje Dębski, zostało jeszcze sporo do zrobienia, trwają prace nad kolejnymi projektami, które mają usprawnić współpracę między krajami członkowskimi.

To 5 dużych projektów i mamy nadzieję, że dzięki nim interoperacyjność miedzy poszczególnymi krajami zostanie poprawiona, więcej z nich będzie mogło uczestniczyć w procesach transgranicznych i dostarczać usługi swoim użytkownikom. Polska uczestniczy w wielu z tych projektów i jest jednym z bardziej aktywnych krajów członkowskich – wskazuje Tomasz Dębski.

Polscy producenci żywności z silną pozycją na zagranicznych rynkach

CEO Magazyn Polska

Rynek produktów rolno-spożywczych jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się sektorów polskiej gospodarki. Wartość eksportu w 2014 roku wyniosła ponad 20 miliardów euro, a dodatnie saldo handlowe osiągnęło wartość 6 miliardów euro. Na zagranicznych rynkach polscy producenci konkurują nie tylko ceną, lecz także jakością. To wyzwanie, bo gusta odbiorców w poszczególnych krajach mogą się znacząco od siebie różnić.

O sukcesach polskiego rynku rolno-spożywczego mogą świadczyć sukcesy na rynkach światowych. Przez całe 50 lat realnego socjalizmu byliśmy importerem netto żywności. W tej chwili jesteśmy poważnym graczem na rynkach światowych, i to już nie tylko europejskich, lecz także światowych. Można to zobrazować jedną wielkością. W ostatnim roku saldo dodatnie handlu zagranicznego produktami rolno-spożywczymi przekroczyło 6 mld euro. To jest mniej więcej cały eksport z początku lat 90. z 5 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Według danych Agencji Rynku Rolnego udział segmentu rolno-spożywczego w strukturze polskiego eksportu wyniósł w 2013 roku 13,1 proc. Wielkość zagranicznej sprzedaży w stosunku do poprzedniego roku wzrosła o kilkanaście procent. Większość wyrobów kierowana była na rynki krajów Unii Europejskiej.

Polska ma szereg przewag pozwalających z sukcesami konkurować na międzynarodowych rynkach rolno-spożywczych. Koszty pracy w naszym kraju w dalszym ciągu są stosunkowo niskie. Według opracowania firmy Sedlak&Sedlak koszt roboczogodziny w naszym kraju wyniósł w 2014 roku mniej niż 8 euro, co stanowi zaledwie 1/3 unijnej średniej. Ważnym czynnikiem jest również korzystny dla Polski kurs walut obcych. W kwestii konkurencyjności należy jednak zwracać uwagę nie tylko na cenę, lecz także na jakość oferowanych wyrobów.

Jednak przez jakość zupełnie co innego rozumiemy w Polsce, a zupełnie inaczej mogą ją definiować Francuzi czy Japończycy. Nam smakują jabłka wybarwione, a są kraje, gdzie jabłko koniecznie musi być żółte. Jeszcze inni preferują zielone. Pokazuje to, że z jakością za każdym razem trzeba trafiać do konsumenta. Zarówno krajowego, jak i odbiorcy za granicą – wyjaśnia prof. Kowalski.

Sukcesom na zagranicznych rynkach towarzyszy silna pozycja przemysłu rolno-spożywczego w kraju. W ostatnich latach znacznie zmieniły się standardy produkcji rolnej w Polsce. Według Andrzeja Kowalskiego dzięki temu konsumenci mają większość pewność, że żywność trafiająca na stół jest zdrowa i bezpieczna. Chociaż z drugiej strony standaryzacja procesu produkcyjnego sprawia, że ta sama potrawa smakuje identycznie w różnych częściach kraju czy świata.

Coraz mniej jest tej tradycyjnie wytwarzanej żywności. Kiedyś prosięta karmiono praktycznie wyłącznie ziemniakami z różnego rodzaju dodatkami, dziś karmi się je paszami przemysłowymi. Nie może to nie wpływać na smak. Podobnie w dalszych fazach. Kiedyś jedliśmy głównie produkty przetworzone w domu. Nasze mamy i babcie przygotowywały dania z surowców, teraz coraz częściej kupujemy półprodukty, które już tylko w końcowej fazie poddawane są obróbce – ocenia Kowalski.

W opinii eksperta polski rynek towarów rolno-spożywczych ma bardzo dobre perspektywy. Niezależnie od panującej koniunktury gospodarczej czy czynników międzynarodowych nasz eksport będzie systematycznie rósł. Dodatnie będzie także saldo handlu zagranicznego.

Krajowym konsumentom życzymy, żeby import także rósł, bo mamy wtedy większą swobodę wyboru produktów, które nam smakują. To jednocześnie jest wyzwanie dla polskich producentów żywności, żeby wykazywać, że to, co się rodzi w kraju i zostaje tu przetworzone, jest lepsze od egzotycznych produktów – mówi Andrzej Kowalski.

Zarówno w imporcie, jak i eksporcie produktów rolno-spożywczych duży udział mają sieci handlowe obecne na polskim rynku.

Na temat różnego rodzaju dyskontów czy sklepów wielkopowierzchniowych jest wiele różnych zdań. Najczęściej mówi się, że ta siła ekonomiczna powoduje, że często producent, przetwórca jest wykorzystywany, bo proponowane są niższe ceny. Ale trzeba też pamiętać o tym, że sieci mają dużą część w eksporcie. Łatwo sobie odpowiedzieć na pytanie, ile musielibyśmy wydać na reklamę, promocję, żeby polskie produkty trafiły na półki wielkich sieci w Paryżu, Londynie czy Rzymie – mówi ekspert Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Hybrydy coraz częściej wybierane na samochody flotowe

CEO Magazyn Polska

Firmy coraz częściej wybierają do flot auta z napędem hybrydowym. Wpływ na to ma mniejsze spalanie i niższy koszt eksploatacji takich samochodów. Na taki krok zdecydowała się również korporacja EcoCar, która zainwestowała w kilkadziesiąt hybrydowych Toyot. W maju wyjadą one na ulice Warszawy i Wrocławia, a w dalszej kolejności – Trójmiasta, Krakowa i Poznania.

Wprowadzenie samochodów hybrydowych do floty firmy EcoCar pokazuje trend rynkowy, który obserwujemy od dłuższego czasu – podkreśla Mirosław Sochacki, szef działu sprzedaży korporacyjnej firmy Toyota Motor Poland. – Firmy coraz mniejszą uwagę przywiązują do kosztów zakupu samochodu, coraz bardziej koncentrując się na analizie całkowitych realnych kosztów eksploatacji pojazdów. Na tym tle oferta samochodów hybrydowych wygląda bardzo interesująco.

Samochody hybrydowe są wprawdzie nieco droższe od tradycyjnych pojazdów tej samej klasy, ale zainwestowane w nie pieniądze odzyskuje się, płacąc znacznie mniej za ich eksploatację. Jak podkreśla Sochacki, hybrydy zarabiają tam, gdzie inne auta tracą, czyli w miejskich korkach. W przypadku biznesu taksówkowego to bardzo istotny aspekt.

Taką decyzję podjęła firma EcoCar, która w kolejnych dwóch latach chce stopniowo wymienić flotę aut z silnikiem benzynowym na auta hybrydowe. Pierwsze 30 ekologicznych taksówek marki Toyota właśnie rozpoczyna kursowanie. Przedstawiciele EcoCar podkreślają, że wymiana aut na hybrydowe zgodna jest z ekologiczną filozofią spółki.

Ta filozofia ekologiczna wiąże się również z ekonomią, ponieważ zużycie paliwa w tych samochodach jest bardzo niskie. To dla nas jest ogromna przewaga, dlatego że jeździmy po mieście w korkach, czyli wtedy, kiedy spalanie w samochodach jest duże – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Ogrodniczek, prezes zarządu firmy EcoCar.

Początkowo nowe ekologiczne auta pojawią się w Warszawie i Wrocławiu, a w dalszej kolejności na ulicach Trójmiasta, Krakowa i Poznania. Docelowo na ulice wyjadą 64 hybrydowe aurisy.

Liczymy, że auta te będą zużywały maksymalnie 5-6 litrów paliwa w korkach, czyli to jest znaczna różnica w porównaniu z silnikami spalinowymi – mówi Ogrodniczek. – Oprócz tego są one bardzo komfortowe, w związku z czym spełniają wszystkie oczekiwania naszych klientów, a poza tym marka Toyota daje nam gwarancję niezawodności. Myślę, że te samochody na stałe zagoszczą w naszej flocie.

Poza niższymi kosztami paliwa dla firm duże znaczenie mają inne koszty związane np. z serwisowaniem samochodów flotowych i wymianą części, a te w przypadku hybryd są niższe.

Coraz więcej firm i młodych przedsiębiorstw będzie wybierało hybrydy jako swoje auta flotowe, bo jak weźmiemy pod uwagę całościowy koszt użytkowania auta, to one przebijają każde auto użytkowane dzisiaj w Polsce – mówi Paweł Jarząbek, specjalista ds. kluczowych klientów dla firmy Carolina Car Company.

Wspólnie z naszym partnerem  Toyotą Leasing przygotowaliśmy bardzo ciekawą propozycję najmu długoterminowego, dlatego że poszczególne składowe łącznych kosztów eksploatacji w przypadku hybryd są naszą niewątpliwą przewagą. To wszystko sprawia, że koszt wynajmu hybrydy można z powodzeniem porównać z kosztem wynajmu konwencjonalnego samochodu – dodaje Mirosław Sochacki.

Ulice handlowe i dworce kolejowe przyszłością handlu w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Polacy mają do dyspozycji 450 centrów handlowych, a w budowie jest kolejnych 30 obiektów. Równolegle stopniowo rozwijają się również ulice handlowe. Sprzyjają temu m.in. zmieniające się preferencje klientów i polityka władz poszczególnych miast. Szczególnie atrakcyjne są lokalizacje przy dworcach i innych węzłach komunikacyjnych.

Infrastruktura handlowa w Polsce jest dobrze rozwinięta – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Knap, dyrektor operacyjny Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH). – Polski rynek handlowy cechuje się coraz większą dojrzałością i już dziś plasujemy się na poziomie średniej europejskiej pod względem nasycenia powierzchnią centrów handlowych. Pod względem ulic handlowych jednak dopiero zaczynamy nadrabiać w stosunku do rynków bardziej rozwiniętych.

Przybywa zarówno dużych galerii handlowych, jak i mniejszych centrów, typu convenience, czyli blisko klienta. Na polskim rynku coraz więcej jest parków handlowych, ale także outletów – dziś działa w kraju 11 obiektów tego typu.

W budowie obecnie jest ponad 30 obiektów. W zdecydowanej większości są to centra mające mniej niż 20 tys. mkw. – mówi Radosław Knap. – Są jednak obszary, które wciąż wymagają inwestycji i mają bardzo duży potencjał rozwoju. Niewątpliwie należą do nich węzły komunikacyjne. To miejsca, gdzie ludzie się gromadzą, gdzie często przechodzą, czyli dworce kolejowe, lotniska czy stacje metra, które skupiającą dużą grupę potencjalnych klientów.

Klienci coraz chętniej robią w takich miejscach zakupy – odwiedzają je po drodze do domu lub w oczekiwaniu na pociąg czy samolot. Władze polskich miast i deweloperzy już zauważyli ten trend – przykładem jest choćby Galeria Katowicka czy Krakowska, zlokalizowane przy głównych dworcach miast.

Wiele centrów i parków handlowych powstaje na obrzeżach miast, przy trasach wylotowych, wydaje się jednak, że największy potencjał drzemie w handlu przy dworcach kolejowych. Po gruntownych modernizacjach poprawia się ich estetyka i komfort przebywania na nich. Stają się także prawdziwymi węzłami przesiadkowymi, a więc są tam dworce autobusowe czy przystanki komunikacji miejskiej – mówi Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Jak podkreśla, jest jeszcze kilka białych plam, czyli miejsc atrakcyjnych, ale niezagospodarowanych przez inwestorów. To m.in. warszawskie węzły komunikacyjne.

Węzeł Warszawa Zachodnia, którego realizację PKP rozpoczyna wspólnie z deweloperem, to dobry przykład połączenia funkcji komunikacyjnych, handlowych i biurowych. Warszawa Główna również może stać się doskonałym przykładem takich rozwiązań w perspektywie najbliższych lat – mówi Furgalski.

Coraz większą popularność wśród polskich klientów zyskują ulice handlowe, i to nie tylko te położone w pobliżu węzłów komunikacyjnych. Wciąż jednak ich potencjał nie jest w pełni wykorzystany i pozostajemy daleko w tyle za innymi krajami europejskimi. Eksperci podkreślają, że ulic handlowych nie należy postrzegać jako konkurencji dla ofert centrów, lecz jako ich uzupełnienie.

Dobrą praktyką jest to, by ulice handlowe znajdujące się w centrach miast połączone były dobrze rozwiniętą siecią komunikacyjną, tak by tworzyły w mieście przestrzeń handlową. Zauważalny jest trend, głównie na zachodzie Europy, gdzie powstają całe kwartały handlowe miast, do których klienci uczęszczają ze względu na możliwość korzystania z różnych usług i handlu, które wpływają na rozwój miasta – podkreśla Radosław Knap.

Z raportu PRCH i BNP Paribas Real Estate wynika, że łączna powierzchnia wynajmu przy takich szlakach niejednokrotnie odpowiada jednemu dużemu bądź dwóm mniejszym centrom handlowym. Szansą dla ulic jest ograniczona dostępność powierzchni do wynajęcia w śródmiejskich galeriach. Centra miast mogą zarówno stać się miejscem ekspansji marek, jak i tworzyć alternatywną ofertę wobec standardowych rozwiązań w centrach handlowych, w których dobór najemców często jest powtarzalny.

Eksperci podkreślają jednak, że problemem w bardziej dynamicznym rozwoju ulic handlowych jest brak koordynacji w zakresie planowania przestrzennego i planów miasta.

Sporym problemem jest również brak komunikacji i porozumienia pomiędzy wszystkimi uczestnikami rynku: władzami samorządowymi, inwestorami, właścicielami nieruchomości oraz najemcami – mówi Radosław Knap.

Jeszcze kilka lat temu na głównych i najbardziej atrakcyjnych ulicach polskich miast główną grupę najemców stanowiły banki, wpływ na to miała m.in. bardzo wysoka cena wynajmu. Trend ten jednak stopniowo zaczyna się odwracać. Jak podkreśla Furgalski, niektóre miasta wychodzą z inicjatywą wobec handlu. Na warszawskiej Pradze obniżono czynsz, by przyciągnąć zakłady rzemieślnicze, wprowadzono też preferencyjne stawki dla tych, którzy chcą otworzyć kawiarnię. Inne miasta stwarzają pole do rozwoju ulic handlowych, ograniczając ruch drogowy w ścisłym centrum lub w innej, określonej części.

O stanie i rozwoju infrastruktury handlowej w Polsce rozmawiać będą uczestnicy targów ReDI (Retail Destination Initiative), które odbędą się w dniach 10-11 czerwca w Warszawie. W ubiegłorocznej edycji uczestniczyło blisko 1400 decydentów z branży nieruchomości, ponad 350 przedstawicieli sieci i przeszło 50 wystawców, którzy prezentowali portfolio ponad 100 centrów handlowych z Europy Centralnej i Wschodniej.

Obsługę klienta czekają rewolucyjne zmiany

CEO Magazyn Polska

Internet rzeczy może zrewolucjonizować obsługę klienta. Dzięki podłączeniu do sieci sprzętów domowych, jak lodówka czy zmywarka, sygnał o awarii czy zakłóceniach w działaniu dotrze do producenta szybciej niż w czasie rzeczywistym, dzięki czemu możliwa będzie błyskawiczna naprawa, nawet bez angażowania klienta.

 W tym miesiącu wspólnie z magazynem „Marketer+” przyglądamy się internetowi rzeczy. Jest to technologia, która zakłada, że właściwie każde urządzenie i przedmiot może być połączony z siecią i z niej korzystać, dzięki czemu może on rozwinąć swą funkcjonalność i możliwości – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów z Instytutu Monitorowania Mediów.

Konsekwencją dla konsumentów i użytkowników internetowych rzeczy według eksperta będzie istotna zmiana jakości obsługi klienta. Dla przykładu, aplikacja wbudowana w dane urządzenie (np. zmywarkę) będzie stale monitorować pracę podzespołów takiego sprzętu i kiedy pojawią się zakłócenia w działaniu lub też usterki automatycznie poinformuje o tym producenta. Dzięki temu reakcja serwisu lub obsługi klienta będzie błyskawiczna.

– De facto może to doprowadzić do sytuacji, w której obsługa klienta będzie na tyle proaktywna, że będzie mogła reagować szybciej niż w czasie rzeczywistym – przekonuje Jadaś. –  W rzeczywistości producent dowie się o nieprawidłowościach danego sprzętu szybciej niż użytkownik.

Łukasz Jadaś wskazuje, że może to oznaczać przesunięcie obowiązków od klienta do producenta. Wtedy działy obsługi klienta będą musiały szczególnie czuwać nad wszelkimi nieprawidłowościami w działaniu danego urządzenia, po to, by zareagować szybko i przyzwyczaić klienta do wysokich standardów obsługi.

– Internet i media społecznościowe są wykorzystywane do obsługi klienta już dzisiaj, m.in. poprzez specjalne kanały będące alternatywą dla infolinii lub przez monitoring mediów społecznościowych, dzięki któremu firmy śledzą wzmianki na temat swoich marek i reagują odpowiednio na daną sytuację. Wprowadzenie internetu rzeczy będzie jednak kolejnym krokiem, który dla obsługi klienta może okazać się krokiem milowym – podsumowuje Łukasz Jadaś.

Eksperci podkreślają, że istotą powodzenia IoT (Internet of Things) jest czynnik ludzki. Inicjatywa będzie na tyle użyteczna, na ile producenci będą akceptować wzięcie na siebie nowych obowiązków. Skoro niektórzy producenci nie reagują na skargi zamieszczane pod ich adresem w serwisach społecznościowych, to nie ma pewności, że zareagują na informację o usterce sprzętu.

Zdaniem ekspertów odpowiednie wykorzystanie internetu rzeczy daje duże możliwości w zakresie ochrony zdrowia, medycyny czy bezpieczeństwa.

Linie Emirates wspierają polskie firmy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

0

CEO Magazyn Polska

Blisko 1,3 mld dolarów wyniosła w ubiegłym roku wymiana handlowa między Polską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. To wzrost o blisko 50 proc. względem 2013 roku. Coraz więcej polskich firm odkrywa eksportowy potencjał ZEA i jest zainteresowanych sprzedażą na tym rynku. Inicjatywy takich przedsiębiorców wspierają linie lotnicze Emirates, promując Dubaj jako centrum biznesowe.

Sprawa dla Emirates jest oczywista. Bez biznesu nie możemy istnieć, więc jest dla nas jasne, że wsparcie naszych partnerów to jedno z kluczowych zadań, jakie mamy na rynku – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Pyrka, country manager Emirates.

Wsparcie dla biznesu obejmuje m.in. współpracę z lokalnymi instytucjami odpowiedzialnymi za kontakty międzynarodowe i współorganizację różnego typu wydarzeń i konferencji promujących Dubaj jako centrum biznesowe. Przykładem może być współpraca Emirates i DTCM (Department of Tourism and Commerce Marketing, czyli Departamentu Turystyki, Handlu i Marketingu Zjednoczonych Emiratów Arabskich). Wiele działań podejmowanych jest także we współpracy przewoźnika z wydziałem gospodarczym ambasady Emiratów Arabskich w Polsce.

Łączymy biznes również poprzez rozwój naszych połączeń. Dzięki temu biznesmeni i ludzie zainteresowani rozwojem biznesu są w stanie się przemieszczać do miejsc, którymi są potencjalnie zainteresowani. I to najbardziej potwierdza otwarte połączenie między Warszawą i Dubajem, które niedawno obchodziło swoją drugą rocznicę istnienia – mówi Pyrka.

W ciągu dwóch lat działalności w Polsce Emirates obsłużył w sumie 330 tysięcy pasażerów latających do i z Warszawy. Bezpośrednie połączenie z Dubajem jest jednym z połączeń, które przewoźnik dalej chce mocno rozwijać.

Współpracujemy z firmami, które szukają w ZEA swoich możliwości i szans. To współpraca na poziomie czysto biznesowym – mamy specjalne oferty dla naszych klientów, np. z możliwością zastosowania specjalnych stawek, dodatkowych przywilejów, skorzystania ze specjalnych produktów, np. z usługi szofera – wymienia Pyrka.

Z danych GUS wynika, że w ubiegłym roku eksport do ZEA wyniósł ponad 1,1 mld dolarów (cała wymiana handlowa to 1,3 mld dol.) i był o blisko 50 proc. większy niż rok wcześniej. Największy udział w eksporcie miały aparaty telefoniczne (blisko 60 proc.). Na kolejnych miejscach – z niewielkim, ponad 1-proc. udziałem – znalazły się takie kategorie, jak masło kakaowe, maszyny do automatycznego przetwarzania danych czy chłodziarko-zamrażarki.

Dubaj to miejsce, które łączy ze sobą praktycznie wszystkie branże i kanały biznesowe zarówno ze wschodu jak i zachodu, północy oraz południa, wszystko dzięki dogodnej lokalizacji geograficznej – mówi Maciej Pyrka. – Oprócz tego Dubaj jest centrum regionalnym Bliskiego Wschodu, otwiera także bramy do Afryki. To nowy, bardzo interesujący kierunek biznesowy, który również za pośrednictwem Dubaju można rozwijać.

Ambitne plany rozwoju w tamtym regionie ma polski producent obuwia firma Kazar. Pierwszy salon powstał w styczniu w Abu Zabi, kolejny – w Dubaju, a na ten rok zapowiadane jest jeszcze jedno otwarcie. Władze spółki podkreślają, że pierwsze efekty sprzedażowe są bardzo zachęcające.

Jednym z kluczowych elementów tej współpracy jest współpraca w dziedzinie cargo. Nasz samolot latający codziennie z Warszawy do Dubaju to jedyny operujący z Polski samolot szerokokadłubowy zagranicznej linii, który oprócz 237 pasażerów zabiera odpowiednio dużą liczbę cargo. To przyczynia się do tego, że zarówno towar, jak i przedstawiciele firm w ciągu zaledwie 5,5 godziny mogą znaleźć się w Dubaj – mówi Maciej Pyrka

Dobre wyniki Agory skłaniają do kolejnych inwestycji

0

CEO Magazyn Polska

Pozaprasowe segmenty Agory rosną coraz szybciej, dlatego spółka stawia na kolejne inwestycje. Planuje budowę kolejnych kin, inwestuje w sieć rozgłośni radiowych i nośniki reklamowe. Działalność prasową stara się zaś przenieść do internetu – rozpoczyna wdrażanie własnej platformy technologicznej dla płatnych treści „Gazety Wyborczej”.

Ogółem przychody spółki w I kwartale wzrosły w porównaniu z sytuacją w I kwartale 2014 roku o ponad 11 proc., zbliżając się do 283 mln zł. W rezultacie Grupa miała prawie 1,3 mln zł zysku po niemal 9 mln zł straty przed rokiem.

Wyniki potwierdzają, że udaje nam się z sukcesem realizować nasz plan strategiczny i wracać na ścieżkę wzrostu – deklaruje Bartosz Hojka, prezes zarządu Agora SA. – Wzrost przychodów w ostatnich dwóch kwartałach jest bardzo intensywny. To już trzeci kwartał, kiedy rzeczywiście firma rośnie, a to przekłada się na poprawę naszych wyników operacyjnych.

Jak podaje Agora w raporcie finansowym, w  pierwszym kwartale rozpowszechnianie płatne dzienników w Polsce zmniejszyło się o ponad 8 proc. Największe spadki miały zaś miejsce w segmencie ogólnopolskich dzienników ogólnoinformacyjnych. Przychody reklamowe „Gazety Wyborczej” spadły w tym czasie o ponad 10 proc. Za to sprzedaż egzemplarzy dziennika wzrosła o ponad 3 proc., dając spółce 26 mln zł przychodu. Prezes Agory podkreśla jednak, że strategia wzrostu firmy opiera się przede wszystkim na poprawie wyników operacyjnych biznesów pozaprasowych.

Sieć kin Helios to dziś najlepiej prosperująca część biznesu Agory. Frekwencja w pierwszym kwartale sięgnęła 2,9 mln widzów i zwiększyła się o 21 proc. Same tylko przychody ze sprzedaży biletów były wyższe o 22,9 proc. i sięgnęły 51 mln zł.

Cały czas uruchamiamy kolejne obiekty kinowe. Na koniec kwietnia uruchomiliśmy nowe kino w Jeleniej Górze, co umocniło naszą pozycję największego pod względem liczby obiektów operatora kinowego w Polsce. Mamy 35 obiektów, a jeszcze w tym roku planujemy uruchomić trzy kolejne kina – mówi prezes Agory.

Dodatkowo sprzedaż barowa przyczyniła się do wzrostu przychodów z pozostałej sprzedaży do 39,7 mln zł, zaś działalność filmowa Agory przyniosła 8,4 mln zł przychodów.

To jeden z obszarów naszej działalności, które mają największy potencjał wzrostu. Obejmuje on zarówno działalność filmową, a więc działalność w zakresie koprodukcji filmowej i produkcji, bo jesteśmy na etapie kończenia naszego pierwszego własnego projektu produkcyjnego, jak i dystrybucję, gdzie mamy bardzo duże sukcesy także w tym roku. Jesteśmy dystrybutorem najpopularniejszego jak na razie polskiego filmu „Disco polo”, który już obejrzało prawie 900 tys. ludzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Hojka.

Spółka NEXT FILM wprowadziła do polskich kin trzy polskie produkcje filmowe. Poza „Disco Polo” było to także „Ziarno prawdy” i „Polskie gówno”. Agora pozyskała również zewnętrznego partnera do pierwszej samodzielnej produkcji – filmu „Król życia”, który wejdzie do kin jesienią.

Hojka podkreśla, że spółka jest też zadowolona z wyników działalności telewizyjnej – Agora jest partnerem Kino Polska w projekcie Stopklatka TV.

Spółka stawia też na reklamę zewnętrzną, która przyniosła jej w I kwartale ponad 31 mln zł przychodu i zapowiada inwestycje w budowę nośników, m.in. zbudowała już w Warszawie 200 wiat przystankowych z miejscami na reklamę, a planuje postawić jeszcze ponad 1,3 tys. Intensywnie inwestuje też w rozgłośnie radiowe, które w ostatnich miesiącach przyniosły jej ponad 21 mln zł przychodu.

Pod koniec roku uruchomiliśmy stację w Jędrzejowie z zasięgiem w województwie świętokrzyskim, w kwietniu stację w Tarnowie. Na decyzję KRRiT czekają dwie kolejne stacje w Białymstoku i Częstochowie. Rada podjęła uchwały o przyznaniu tych koncesji na rzecz Radia TOK FM, czekamy jeszcze na dopełnienie wszystkich formalności – mówi Bartosz Hojka.

Spółka planuje również dalsze zmiany w swoim sztandarowym segmencie, czyli w działalności prasowej.

Chcemy cyfryzować naszą działalność prasową tak, aby zatrzymać spadki do 2016 roku i w 2016 ustabilizować nasz wynik na rentownym poziomie. W tym projekcie również mamy duże postępy – podkreśla prezes Agory.

Rozwój płatnych treści przynosi efekty – pod koniec ubiegłego roku „Gazeta Wyborcza” miała 55 tys. cyfrowych subskrypcji, podczas gdy plan spółki zakładał sprzedaż 40 tys.

Teraz przechodzimy do kolejnego, bardzo istotnego etapu w realizacji tego projektu  do wdrożenia naszej własnej platformy technologicznej. Będziemy mogli o wiele lepiej dostosowywać naszą ofertę do oczekiwań użytkowników i mieć kontrolę nad całym procesem sprzedaży naszej oferty cyfrowej – zapowiada Hojka.

Warszawiacy żyją dłużej niż mieszkańcy pozostałej części kraju – mężczyźni 75 lat, a kobiety 81,5

CEO Magazyn Polska

Ze statystyk wynika, że najdłużej żyją mieszkańcy Wilanowa, a najkrócej Pragi Północ i Woli. Lekarze tłumaczą, że w biedniejszych dzielnicach panuje większe bezrobocie, ludzie nie mają pieniędzy na korzystanie z prywatnej opieki medycznej i nie przywiązują wagi do zdrowego stylu życia. Warszawiacy – podobnie jak mieszkańcy pozostałej części kraju – trafiają do szpitala głównie z powodu chorób układu krążenia (mężczyźni) i chorób nowotworowych (kobiety).

Statystyki pokazują, że od 2001 roku długość życia mężczyzn w Polsce wzrosła z 66 do 73 lat. Z kolei Polki średnio dożywają 81 lat. Duże znaczenie ma w tej kwestii miejsce zamieszkania. Najmniej korzystne są miasteczka poniżej 5 tys. mieszkańców, a najdłużej żyje się w dużych skupiskach ludności, takich jak Warszawa, Wrocław czy Gdańsk. Wyjątkiem jest Łódź, gdzie długość życia jest przeciętnie o trzy lata krótsza niż w innych częściach kraju.

Warszawiacy obu płci przeciętnie żyją dłużej niż mieszkańcy pozostałych regionów Polski. Średnia wieku mężczyzn wynosi 75 lat, a kobiet – 81,5. Są jednak bardzo duże różnice między poszczególnymi dzielnicami stolicy. Najdłuższe przeżycie notujemy na Wilanowie – tutaj mężczyźni żyją średnio 82 lata, a kobiety 85 lat. Natomiast najkrótsze średnie przeżycie występuje wśród mieszkańców Pragi Północ: mężczyźni żyją do 70. roku życia, natomiast kobiety do 78. – mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Ewa Czernicka-Cierpisz, specjalista w zakresie chorób wewnętrznych i chorób płuc.

Z raportu „Stan zdrowia mieszkańców Warszawy” wynika, że mężczyźni, którzy mieszkają na Wilanowie, żyją nawet o 12 lat dłużej niż ci z Pragi Północ. Mimo że ta dzielnica od dawna jest na samym końcu statystyki, to pocieszający może być fakt, że w ostatnim czasie tendencja spadkowa została zahamowana i średnia przeżywalności obu płci wzrosła o cztery lata.

W biedniejszych dzielnicach ludzie nie zwracają tak bacznej uwagi na styl życia, odżywianie, stosowanie odpowiedniej diety czy uprawianie sportu. W tych dzielnicach, bo tuż za Pragą Północ jest Wola, jest też najwyższe bezrobocie. To prowadzi do tego, że mieszkańcy nie są poddawani obowiązkowym badaniom profilaktycznym, bardzo często leczą się na własną rękę i zgłaszają się do lekarza dopiero wtedy, kiedy objawy chorobowe nie ustępują – tłumaczy dr n. med. Ewa Czernicka-Cierpisz.

Lekarze zwracają również uwagę na różnicę w sposobie hospitalizacji w Warszawie i pozostałych częściach Polski. Blisko połowa pacjentów stołecznych szpitali to osoby niezwiązane z tym miastem. Przyjeżdżają tu tylko ze względu na możliwość skorzystania z szybszej diagnostyki i wysokospecjalistycznej opieki medycznej.

Warszawiacy są hospitalizowani głównie z powodu chorób układu krążenia i chorób nowotworowych. Choroby układu krążenia są domeną mężczyzn, natomiast choroby nowotworowe – kobiet. Tutaj jest podobnie jak w pozostałych regionach Polski – mówi dr n. med. Ewa Czernicka-Cierpisz.

Z badań wynika, że długość życia w znacznym stopniu zależy od poziomu wykształcenia. Polacy z dyplomem uczelni żyją aż 14 lat dłużej niż ci, którzy ukończyli jedynie szkołę podstawową.

Na świecie nadal najdłużej żyją Japończycy: kobiety – 87 lat, a mężczyźni – 80 lat.

Eurobank poleca instalację programu Trusteer Rapport. Złodzieje też

Eurobank proponuje swoim klientom zainstalowanie na komputerze oprogramowania antyphishingowego pod nazwą Trusteer Rapport. Ma ono podnieść bezpieczeństwo użytkowników bankowości internetowej poprzez blokowanie podejrzanych stron. Zainstalowanie programu Trusteer Rapport zalecają też… internetowi oszuści.

Nie dalej jak kilka dni temu eurobank poinformował klientów, że wspólnie z firmą IBM udostępnił możliwość instalacji na komputerach programu Trusteer Rapport. Aplikacja zabezpiecza połączenie z serwisem eurobank, dzięki czemu chroni klienta banku przed wszelkiego rodzaju próbami oszustwa. Program uniemożliwia między innymi logowanie się do konta klienta przez wirusy oraz blokuje strony phishingowe. Żeby z niego skorzystać należy wejść na tę stronę, pobrać aplikację i zainstalować ją na komputerze. Od tego momentu elektroniczny strażnik zabezpiecza połączenia klienta z eurobank online.

Niestety oszuści nie śpią. W internecie pojawiło się już złośliwe oprogramowanie, które zaleca instalację fałszywego programu Trusteer Rapport. Na stronie mBanku pojawił się komunikat ostrzegający klientów przed nowym wirusem infekującym komputery użytkowników. W pierwszej kolejności zainfekowany oszuści infekują wirusem komputer klienta. Dzięki temu mogą przechwycić hasło i login do bankowości internetowej. Po zalogowaniu do systemu transakcyjnego prezentowany jest fałszywy komunikat informujący o konieczności zainstalowania na telefonie komórkowym specjalnego oprogramowania o nazwie Trusteer Rapport. Program o takiej samej nazwie jak aplikacja IBM ma rzekomo podnosić bezpieczeństwo korzystania z bankowości internetowej.mbank

 

Klient proszony jest więc o podanie numeru komórki, na którą przychodzą hasła SMS. Złodzieje wysyłają tam link do fałszywej aplikacji antywirusowej. Po zakończeniu instalacji, czyli zainfekowaniu telefonu komórkowego, przestępcy zyskują możliwość przechwytywania haseł SMS. Mają więc login, hasło i narzędzie autoryzujące transakcje dzięki czemu mogą wyprowadzić pieniądze z konta klienta.

mBank przypomina, że nigdy nie wymaga instalacji na urządzeniach mobilnych żadnego dodatkowego oprogramowania, zwłaszcza takiego, które miałoby podnosić poziom bezpieczeństwa wykonywanych operacji lub dostępu do serwisu transakcyjnego.

I tu niestety pojawia się bardzo duży problem. Do tej pory banki jednogłośnie mówiły, że nie należy instalować na komputerze czy telefonie specjalnych programów zwiększających bezpieczeństwo korzystania z e-banku. Oczywiście poza standardowym programem antywirusowym. Eurobank wyszedł przed szereg i jako pierwszy zaoferował właśnie taki program. Zapewne za chwilę konkurencja wprowadzi podobne rozwiązania. I niestety mimo dobrych chęci może to być woda na młyn działań oszustów. Nie minął tydzień a mamy już pierwszy przypadek pojawienia się fałszywego oprogramowania pod nazwą Trusteer Repport. Wkrótce klienci mogą mieć problem z rozróżnieniem oryginału od podróbki. Pewnie już tylko kwestią czasu jest atak phishingowy, w którym oszuści podrzucą klientom w załączniku do maila program antywirusowy Trusteer Repport z prośbą o pilną instalację.

Swoją drogą ciekawe jak na to zareaguje KNF. Całkiem niedawno zakazała bankom oferować usługi oparte o screen scraping, bo jej zdaniem godziło to w prowadzoną przez lata kampanię edukacyjną. Klientom mówiono, by nigdy nie podawali podmiotom trzecim swoich danych do logowania. I właśnie mamy do czynienia z podobną sytuacją. Do tej pory banki edukowały przecież klientów, by nie instalowali żadnego oprogramowania zwiększającego bezpieczeństwo korzystania z systemów transakcyjnych. Czy teraz KNF również pogrozi bankom placem?

autor: Wojciech Boczoń

 

TAURON oraz Akademia Górniczo-Hutnicza zawarły umowę o współpracy

Porozumienie gwarantuje partnerstwo uczelni i spółek Grupy TAURON w kolejnych latach oraz porządkuje obszary wspólnych działań.

Nadrzędnym celem porozumienia jest maksymalne wykorzystanie możliwości obu partnerów na niwie naukowo-dydaktycznej. Strony zobowiązały się do realizacji inicjatyw, programów, projektów i usług o charakterze edukacyjnym, naukowym, badawczo-rozwojowym, doradczym oraz promocyjnym. W ich zakres wchodzi m.in. rozwijanie technologii dystrybucji i wytwarzania energii elektrycznej, współdziałanie w zakresie pozyskiwania funduszy na prowadzenie wspólnych przedsięwzięć i inicjatyw badawczo-innowacyjnych, współpraca mająca na celu unowocześnianie procesów dydaktycznych i programów kształcenia, organizowanie studiów podyplomowych dla pracowników spółek Grupy oraz organizacja praktyk i staży studenckich w spółkach Grupy TAURON.

– Grupa TAURON, z racji wielowymiarowego profilu swej działalności, potrzebuje kierunkowo wykwalifikowanych absolwentów różnych technicznych dziedzin nauki. Tymczasem Akademia Górniczo-Hutnicza od pokoleń na wysokim poziomie kształci ekspertów m.in. w branży górniczej, elektrycznej, czy energetycznej. Z tego względu nasza współpraca jest czymś naturalnym i realnie odbywa się od lat. Dzięki porozumieniu możemy ją uporządkować i maksymalnie wykorzystać potencjał partnerów – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

– Myślę, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że współpraca pomiędzy AGH i Grupą TAURON to swego rodzaju „typ idealny” kooperacji pomiędzy uczelnią i firmą. Akademia Górniczo-Hutnicza, jako największa uczelnia techniczna w Polsce, zajmuje się całym spektrum tematów bezpośrednio dotyczących codziennego funkcjonowania takich firm jak TAURON. Wiedza naszych naukowców i świetnie wykształceni absolwenci są dla firmy cenni. Z drugiej strony my również wiele na tej współpracy korzystamy, prowadząc np. wspólne projekty badawcze na szeroką skalę. Bardzo cieszę się z tej umowy i wierzę, że nasza współpraca będzie układać się co najmniej tak dobrze, jak do tej pory – powiedział prof. Tadeusz Słomka, Rektor AGH.

–Wspólnie z AGH realizujemy liczne projekty badawcze oraz dydaktyczne, które pomagają budować nam przewagę konkurencyjną na rynku. Zgodnie ze strategią biznesową Grupy TAURON, kładziemy mocny akcent na obszar badań i rozwoju, dlatego mamy nadzieję, że współdziałanie w tym zakresie z tak znakomitą uczelnią jaką jest AGH przyniesie spółkom Grupy TAURON duże korzyści – dodaje Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. strategii i rozwoju.

To kolejna umowa o współpracy z uczelnią wyższą, którą TAURON podpisał w ciągu ostatnich kilku miesięcy. W listopadzie ubiegłego roku spółka zawarła podobne porozumienie z Politechniką Śląską w Gliwicach, a w lutym tego roku – z Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach.

Kredyt na ubezpieczenie, czyli ubezpieczenie auta na raty

Nie wszyscy właściciele samochodów decydują się na wykupienie kompletu ubezpieczeń komunikacyjnych. W znacznym stopniu jest to spowodowane kosztami – domowy budżet nie zawsze pozwala na taki jednorazowy wydatek, szczególnie przy ubezpieczeniu nowego auta. Jak więc czuć się bezpiecznie w przypadku zdarzeń losowych na drodze, a przy tym nie martwić się o finanse?

W Polsce właściciele samochodów są zobligowani jedynie do nabycia ubezpieczenia OC. Taka polisa chroni nas przed odpowiedzialnością cywilną wobec poszkodowanego, nie zapewnia jednak ochrony w zakresie uszkodzeń naszego pojazdu i ewentualnych następstw wypadku negatywnie wpływających na nasze zdrowie. Warto zatem mieć szerszy pakiet ubezpieczeń, ale sfinansować go przyjaźnie dla własnego portfela.

Ubezpieczenie auta na raty

Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej oferują możliwość rozłożenia kosztu ubezpieczenia samochodu na raty. Najczęściej spotykanym rozwiązaniem jest spłata polisy w dwóch lub czterech częściach, co nie zawsze spełnia oczekiwania kierowców. Pod względem wygodnego rozłożenia płatności na raty wyróżnia się na rynku oferta przygotowana przez Volkswagen Serwis Ubezpieczeniowy, która zapewnia bardziej elastyczne rozliczenie, zgodne z finansowymi możliwościami nabywców – mówi Anna Adamowicz, specjalista z Departamentu Ubezpieczeń Volkswagen Banku.

Pakiety dostosowane do potrzeb

Dzięki rozłożeniu składki na miesięczne raty łatwiej jest zaplanować wydatki na ubezpieczenie. Można też pozwolić sobie na szerszy zakres polisy, np. gwarantujący udostępnienie auta zastępczego przy szkodzie nawet na 30 dni. Volkswagen Serwis Ubezpieczeniowy przygotował dostosowaną do oczekiwań klientów, kompleksową ofertę pakietów zawierających OC, Autocasco, NNW oraz Car Assistance.

Najbardziej wymagający właściciele aut w ofercie Volkswagen Serwis Ubezpieczeniowy otrzymają najszerszy na rynku wachlarz usług Assistance oraz dodatkowe zabezpieczenia. W najbogatszym wariancie ubezpieczenia pakietowego znalazło się ubezpieczenie od zagubienia lub zniszczenia kluczyków, od uszkodzeń powstałych na skutek nierówności na drodze, dodatkowe ubezpieczenie szyb oraz zabezpieczenie przed utratą zniżek – wymienia Anna Adamowicz. Dla osób pokonujących w ciągu roku wiele kilometrów nie bez znaczenia jest też wysoka suma ubezpieczenia Następstw Nieszczęśliwych Wypadków (NNW), czy samochód zastępczy nawet do 30 dni, przy całkowitym zniszczeniu lub kradzieży pojazdu. Klienci mogą liczyć nawet na zakwaterowanie po szkodzie lub zapewnienie możliwości kontynuacji podróży drogą lotniczą.Warto jednak podkreślić, że pozostałe produkty Volkswagen Serwis Ubezpieczeniowy również zapewniają pełną ochronę, zarówno w zakresie Autocasco, jak i Car Assistance. Klient może z dużą dowolnością rozszerzać polisę o dodatkowe opcje, takie jak wymienione wyżej, lub ograniczać zakres ochrony, jeżeli na przykład samochód zastępczy nie jest mu potrzebny, ponieważ ma drugie auto –podkreśla ekspertka Volkswagen Banku.

Bezpieczeństwo w wygodnych ratach

Wykupienie pakietu ubezpieczeń komunikacyjnych daje każdemu właścicielowi pojazdu poczucie bezpieczeństwa i świadomość bycia chronionym w przypadku zdarzeń losowych. Dodatkowo na komfort i spokój kierowcy może wpłynąć również wygodne rozłożenie kosztu ubezpieczenia na 12 rat. Warto skorzystać z takiego rozwiązania, tym bardziej, że formalności kredytowe zajmują krótką chwilę, a koszt nie przekracza 10 proc. wartości rozkładanej na raty kwoty –podsumowuje Anna Adamowicz z Departamentu Ubezpieczeń Volkswagen Banku.

Polacy coraz bardziej zadłużeni

Na jednego Polaka przypada przeciętnie 2,3 tys. euro kredytu hipotecznego. Pod tym względem jesteśmy w ogonie Europy, w pięciu krajach zadłużenie mieszkańców jest wyższe od naszego dziesięciokrotnie lub więcej.

Choć w latach 2006-2014 całkowite zadłużenie polskich gospodarstwo domowych z tytułu kredytów hipotecznych wzrosło prawie pięciokrotnie (z 78 mld zł do 350 mld zł), to na tle innych krajów Unii Europejskiej nadal mamy bardzo mało kredytów. Wg danych Europejskiego Banku Centralnego i Eurostatu, zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych stanowi obecnie w Polsce 21,7 proc. produktu krajowego brutto, przy unijnej średniej na poziomie niemal 44 proc. Patrząc na to od drugiej strony, na Polaka przypada średnio 2,3 tys. euro kredytu hipotecznego, podczas gdy np. w Wielkiej Brytanii jest to 48,5 tys. euro, a w Danii ponad 50 tys. euro.

Wskaźnik zadłużenia hipotecznego w relacji do PKB niezmiennie w Polsce rośnie, jeszcze w 2010 r. było to mniej niż 18 proc., a w 2012 równe 20 proc., by po pierwszym kwartale 2015 r. dojść do 21,7 proc. Z 28 krajów unijnych w ośmiu wskaźnik ten jest niższy, w pozostałych 19 państwach jest wyższy. Pod względem kwotowego zadłużenia na mieszkańca Polska jest w UE na 22. miejscu.

Zadłużenie polskich gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych w latach 2004-2015 (w mld euro)
CEO Magazyn Polska
Źródło: obliczenia Home Broker na podst. danych EBC

Zadłużenie podobne do sąsiadów

21 proc. PKB to wartość podobna do tej w Chorwacji, Łotwie, Czechach, Włoszech i Słowacji. Najbardziej zadłużonym społeczeństwem są Duńczycy. Ich łączne saldo kredytów hipotecznych to obecnie prawie 110 proc. PKB. Jest to jednak sytuacja wyjątkowa, bo w kraju tym istnieje model rynkowy zupełnie inny niż w pozostałych. Bazuje on na sekurytyzacji kredytów za pomocą listów zastawnych. Dane dla Danii należy więc traktować raczej jako ciekawostkę. Wielka Brytania, Cypr, Szwecja i Holandia mają wskaźnik hipotecznego zadłużenia przekraczający 60 proc., czyli trzy razy większy niż Polska.

Przyjrzenie się unijnym statystykom pokazuje, że większość krajów, które do Unii wstąpiły w 2004 r. lub później ma mniejsze zadłużenie hipoteczne niż państwa „starej Unii”. Najmniej zadłużonym narodem są Rumuni, tam stosunek salda kredytów hipotecznych do produktu krajowego brutto wynosi zaledwie 6,9 proc. – jest to jedyny kraj UE, w którym wskaźnik ten jest niższy od 10 proc.

Gdy jednak spojrzeć poza Europę to znaleźć można kraje, w którym poziom zakredytowania obywateli jest jeszcze niższy. W Argentynie czy Filipinach mało kto korzysta z kredytów hipotecznych i poziom zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych nie przekracza kilku procent PKB.

6,1 bln euro w kredytach

Łącznie, na koniec pierwszego kwartału 2015 r. mieszkańcy 28 krajów Unii Europejskiej byli z tytułu kredytów mieszkaniowych winni bankom 6,1 bln euro. To o 4,3 proc. więcej niż przed rokiem. Najwięcej kredytów mają w portfelach Brytyjczycy (1,48 bln euro), Niemcy (1,05 bln euro) i Francuzi (0,86 bln euro). Na te trzy kraje przypada 56 proc. zadłużenia mieszkaniowego całej Unii Europejskiej. Przez ostatni rok największy wzrost wartości zadłużenia z tytułu hipotek zanotowano w Belgii (21,7 proc.), Wielkiej Brytanii (16,3 proc.) i Słowacji (13,8 proc.). W dziesięciu Państwach wartość ta spadła, najbardziej w Irlandii (o 7,1 proc.), na Łotwie (o 5,6 proc.) i na Węgrzech (5,1 proc.).
Marcin Krasoń, Home Broker,

Bank Ochrony Środowiska opublikował wyniki kwartalne

Jednostkowy zysk netto Banku Ochrony Środowiska w I kwartale 2015 r. wyniósł 15,2 mln zł. Bank, podobnie jak w minionym roku, umacniał swoją pozycję na rynku finansowania projektów wspierających ochronę środowiska. Na koniec marca 2015 r. udział kredytów proekologicznych w portfelu Banku wynosił ok. 28 proc. salda kredytów ogółem, czyli o 1,5 pkt proc. więcej w porównaniu z 31 grudnia 2014 r.

Bank Ochrony Środowiska zwiększa stan portfela kredytowego. W I kwartale 2015 r. stan kredytów Banku wzrósł o 1,1 proc. w porównaniu z końcem 2014 r. i sięgnął 12,7 mld zł. Największy wzrost, o 3,5 proc., czyli o 183,1 mln zł odnotowano w segmencie korporacyjnym. Warto podkreślić, że saldo kredytów proekologicznych w BOŚ Banku na koniec I kwartału 2014 r. wyniosło 3,6 mld zł. Oznacza to, że ich udział w całym portfelu kredytowym Banku sięgnął blisko 28 proc. Dla porównania na koniec 2014 r. udział ten w saldzie kredytów ogółem wynosił 26,5 proc.

Ekologia coraz mocniejsza

Wzrost zaangażowania BOŚ Banku na polu przedsięwzięć proekologicznych jest szczególnie widoczny w segmencie odnawialnych źródeł energii, w tym finansowaniu budowy farm wiatrowych. Istotne jest także to, że w porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku, wzrost sprzedaży kredytów proekologicznych oferowanych przez Bank wyniósł prawie 60 proc.

Warto jednocześnie podkreślić, że zapisy uchwalonej w br. Ustawy o OZE wprowadzają nie tylko nowe zasady dla funkcjonowania dużych instalacji proekologicznych, ale stwarzają również zupełnie nowe perspektywy dla rozwoju rynku prosumenta, czyli energetyki obywatelskiej. Bank wspiera ten nowy sektor gospodarki zarówno na polu własnych rozwiązań obejmujących nie tylko finansowanie, ale i dostawę urządzeń OZE oraz w ramach ogólnopolskich programów promujących rozwój energetyki rozproszonej, jakim jest Program Prosument finansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Wyniki finansowe

Zysk netto Banku sięgnął w pierwszym kwartale 2015 r. 15,2 mln zł, natomiast wynik netto Grupy BOŚ wyniósł minus 1,1 mln zł. Wśród spółek zależnych Grupy ujemny wynik na działalności handlowej w wysokości 4,0 mln zł odnotował Dom Maklerski BOŚ. Było to związane z jednorazowym zdarzeniem, tj. styczniową decyzją Narodowego Banku Szwajcarii o zaprzestaniu utrzymywania sztywnego kursu franka szwajcarskiego w stosunku do euro. Ujemny wynik był spowodowany brakiem możliwości zamknięcia przez DM BOŚ pozycji zabezpieczających transakcje klientów na skutek zawieszenia obrotu na instrumentach opartych na franku szwajcarskim. Zdarzenie to nie będzie miało wpływu na wyniki Grupy w kolejnych kwartałach.

Wskaźniki Grupy BOŚ pozostały na bezpiecznym poziomie. Współczynnik wypłacalności Grupy wg CRR wyniósł 14,01 proc. na koniec I kwartału 2015 r. wobec 14,03 proc. na koniec 2014 r. Współczynnik Tier 1 wyniósł 10,58 proc. na koniec I kwartału 2015 r. wobec 10,46 proc. na koniec 2014 r.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

TAURON: rtęć kolejnym wyzwaniem dla energetyki

Zagadnienia emisji rtęci, metod jej usuwania i wpływu na środowisko to główne tematy konferencji naukowej, zorganizowanej 13-14 maja przez Akademię Górniczo-Hutniczą im. Stanisława Staszica w Krakowie, TAURON oraz KIC InnoEnergy.

Polski przemysł – a w szczególności sektor elektroenergetyczny – od lat poświęca wiele uwagi kwestiom ekologicznym i emisyjnym. Zakłady wytwórcze Grupy TAURON ponoszą znaczne wydatki inwestycyjne, które mają na celu m.in. zminimalizowanie emisji szkodliwych substancji do otoczenia.

– Przez lata działania ograniczające emisje, podobnie jak i publiczne debaty, koncentrowały się głównie na emisjach dwutlenku węgla czy tlenków azotu oraz siarki. Trzeba jednak pamiętać, że obok tych „klasycznych” emisji należy oczekiwać również wprowadzania nowych regulacji dotyczących zanieczyszczeń występujących w mikrokoncentracji, a nawet w nanokoncentracji -– jak rtęć, która zaliczana jest do szczególnie niebezpiecznych – mówi Dariusz Lubera prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Unia Europejska oraz poszczególne kraje członkowskie w ostatnich latach systematycznie zaostrzają normy dopuszczalnych emisji rtęci do środowiska oraz jej stężeń w ubocznych produktach spalania.

Docelowa strategia Unii Europejskiej w sprawie rtęci, zgodnie ze stanowiskiem Rady Europy, która zaleciła Komisji przygotowanie spójnej strategii mającej na celu ochronę ludzkiego zdrowia lub środowiska przed uwalnianiem się rtęci, będzie zmierzać do ustalenia standardów dotyczących nie tylko emisji do powietrza, ale również do wód i produktów procesu m.in. popiołów lotnych i gipsu – zaznacza Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. strategii i rozwoju. – Pozyskanie technologii redukcji emisji rtęci i określenie możliwości implementacji technologii w elektrowniach spalających węgiel kamienny w kotłach pyłowych jest szczególnie istotny w świetle planowanego wprowadzenia Konwencji Rtęciowej.

Wyprzedzając potencjalne regulacje, TAURON wraz ze światem nauki poszukuje innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie monitorowania i ograniczenia emisji rtęci. Grupa wraz z Akademią Górniczo-Hutniczą realizuje obecnie projekt (współfinansowany ze środków UE przez European Institute of Technology (EIT) za pośrednictwem Węzła Wiedzy (Knowledge and Innovation Community – KIC)) monitorowania i obniżania emisji rtęci w procesach zgazowania i spalania węgla. Jego celem jest określenie skalę problemu emisji rtęci w jednostkach wytwórczych TAURON Wytwarzanie.

 

Czy deweloper da rabat na duże mieszkanie?

Jakie największe mieszkania oferują deweloperzy? Ile kosztują? Czy dostaniemy rabat na duży lokal? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl sprawdzili, w których inwestycjach można negocjować ceny.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Największe mieszkania w naszej ofercie mają 80 -100 m kw. Tego typu lokale można znaleźć w większości prowadzonych przez nas projektów, a ich cena zaczyna się od 4 300 zł/m kw. Udział tego rodzaju mieszkań w ofercie zależy od lokalizacji, podobnie jak tempo ich sprzedaży. Aktualnie nie prowadzimy promocji dotyczących dużych mieszkań, warto jednak zaznaczyć iż z uwagi na metraż, cena za mkw. w przypadku takich mieszkań jest niższa od mniejszych lokali w danym projekcie.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Duże mieszkania, o powierzchni do 130 m kw., oferujemy w warszawskim projekcie Kolska od Nowa. Generalnie jednak staramy się projektować większe lokale tak by móc łączyć je z sąsiednimi mieszkaniami na życzenie klienta. Z naszych doświadczeń wynika, że dobrze zaaranżowane, duże mieszkania sprzedają się najczęściej już na początku realizacji inwestycji. Ich odbiorcy to wymagające osoby, starające się wybrać najlepszy lokal z oferty.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Coraz więcej osób pyta o duże mieszkania, ale nadal są one dostępne tylko dla wybranej grupy osób. Największe mieszkania, jakie posiadamy w ofercie, liczą ponad 100 m kw. Mamy na przykład pięciopokojowe mieszkanie o powierzchni 117 m kw. z dużym tarasem w ukończonym budynku w osiedlu Neptun Ząbki pod Warszawą. Kosztuje 4 700 zł/m kw. i plasuje się w najniższym przedziale cen oferowanych w tej inwestycji. W rozpoczętym właśnie etapie inwestycji Śródmieście Wilanów (budynek E) mieszkanie pięciopokojowe o metrażu 104 m kw. można kupić w promocyjnej cenie 6 700 zł/m kw.

Karolina Guzik, koordynator sprzedaży Skanska Residential Development Poland

W Osiedlu Mickiewicza w Warszawie największe mieszkania mają 106 m kw. Podobnie jest w stołecznym Parku Ostrobramska, gdzie oferujemy lokale o metrażu 110 m kw. w cenie od 6 000 zł za m kw.

Michał Witkowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Mieszkania o dużej powierzchni mamy w ofercie dwóch osiedli w Warszawie: ConceptHouse Mokotów i Capital Art Apartments obok Ronda Daszyńskiego. W Capital Art Apartments oferujemy już tylko jeden taki lokal – trzy pokoje o powierzchni 115 m kw., w cenie 9 000 zł za m kw. Osoby, które w nim zamieszkają będą miały do dyspozycji dwie łazienki i dwie loggie o metrażach 10 m kw. i 4 m kw.

W ConceptHouse Mokotów mamy w ofercie dwa dwupoziomowe apartamenty o powierzchni 163 i 166 mkw. w cenie 7 900 zł za m kw. Są to lokale o podwyższonym standardzie, z dużymi przeszkleniami i podwyższonymi stropami oraz preinstalowaną klimatyzacją.

Zazwyczaj duże mieszkania dłużej czekają na właściciela, ponieważ są dostępne dla węższej grupy klientów. W ConceptHouse Mokotów w ramach wprowadzonej właśnie oferty specjalnej – Ostateczna wyprzedaż – obniżyliśmy ceny lokali o ok. 5 proc., a miejsc postojowych do 26 tys. zł. Oferujemy możliwość indywidualnego negocjowania ostatecznej ceny zakupu.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment

W  naszej inwestycji 4 Wieże (Wieża C) w Katowicach oraz Skarbowców II we Wrocławiu, największe mieszkania mają ponad 100 m kw. Ceny mieszczą się w przedziale 4 750 – 4 800 zł/m kw. brutto, jednak zawsze istnieje możliwość indywidualnych negocjacji.

W krakowskich inwestycjach Okulickiego i Banacha największe mieszkania mamy o powierzchni 72 m kw. Klientom poszukującym większych lokali oferujemy możliwość  łączenia mieszkań. Należy przyznać, że większe lokale zawsze pozostają dłużej w ofercie niż mniejsze, ze względu na wyższą cenę.

Alicja Dolińska, dyrektor działu marketingu i reklamy Dolcan

Największe mieszkania są dostępne w naszych inwestycjach bezczynszowych. W warszawskiej Białołęce w projekcie Kamyk Zielony można kupić 160-metrowe mieszkanie już za 460 tys. zł. To niezwykle okazyjna cena, mieszkanie ma własny ogródek i poddasze.

W centralnie położonej, warszawskiej inwestycji Ogrody Ochota można zakupić mieszkanie 104-metrowe w cenie 7 100 zł za m kw.

Duże metraże, nawet 218 m kw., oferujemy również w inwestycji domów jednorodzinnych Wellhome Zacisze w Warszawie. Ze względu na luksusowy charakter projektu i dużą powierzchnię ogrodu ceny nieruchomości są wyższe.

W Rembertowie w Osiedlu Magenta oferujmy segmenty o powierzchni 170 m kw. w cenie ok. 5 000 zł/m kw.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Największe mieszkania możemy zaproponować w warszawskim projekcie Hubertus. Są to apartamenty dwupoziomowe o powierzchni 178 m kw. z 60-metrowymi ogrodami w cenie    1 398 000 zł.

W inwestycji TRIO przy ul. Stawki w Warszawie oferujemy penthous’y o powierzchni 151 i 152 m kw. na 16 i 17 piętrze z widokiem na panoramę miasta. W przypadku największych apartamentów ceny negocjowane są indywidualnie.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

Do klientów zainteresowanych zakupem dużych mieszkań staramy się zawsze podejść bardzo indywidualnie i zapewnić im możliwie dowolną aranżację powierzchni. Takie mieszkania na nabywców nie czekają długo. Mamy jeszcze dostępne dwa gotowe lokale o powierzchni 86 m kw. w warszawskiej Pradze Południe przy ul. Morgowej. Z kolei w inwestycji przy ul. Siedleckiej w Warszawie dostępne jest jeszcze jedno mieszkanie o powierzchni 80 m kw.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Grupy Waryński

W inwestycji Miasto Wola w Warszawie przygotowaliśmy przestronne kilkupokojowe apartamenty, których powierzchnia przekracza 100 m kw. Usytuowane są na ostatnich kondygnacjach kaskadowych budynków, dzięki czemu ich mieszkańcy będą mieli dostęp do dużych, komfortowych tarasów. Tego typu mieszkania cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem klientów. Największy apartament, oferowany w pierwszym etapie projektu, liczył 143 m kw. i znalazł nabywcę niedługo po rozpoczęciu sprzedaży. Powierzchnia największego mieszkania, jakie mamy obecnie w ofercie w pierwszym etapie osiedla, wynosi 126 m kw., a w drugiej fazie Miasta Wola największe mieszkanie liczy 104 m kw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Duże mieszkania oferujemy  w inwestycji Krasińskiego 58 na warszawskim Żoliborzu i w projekcie Na Sokratesa w dzielnicy Bielany. Klienci mogą w nich kupić mieszkania o powierzchni nawet 100 m kw. Aktualnie na rynku zaczyna brakować takich mieszkań, stąd daje się zauważyć większe zainteresowanie tego typu lokalami już na etapie budowy. Klienci mogą skorzystać z przygotowanych przez nas promocji, które wiążą się z obniżką cen mieszkań, miejsc postojowych, czy komórek lokatorskich.

Wojciech Stisz z Barc Warszawa

Warszawska Białołęka, w której prowadzimy naszą flagową inwestycję – Tarasy Dionizosa, oferuje jedne z najtańszych mieszkań w mieście, które wybierają najczęściej młodzi ludzie, chcący się usamodzielnić. Mieszkania kilkupokojowe, na które decydują się rodziny z dziećmi, dostępne w projektach zlokalizowanych w tej dzielnicy na ogół są również kompaktowe. W naszym projekcie przy ul. Winorośli największe lokale czteropokojowe mają powierzchnię 73 m kw. i kosztują ok. 430 tys. zł.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Największe mieszkania, dwupoziomowe, o powierzchni do 220 m kw. mamy w prestiżowej inwestycji Hill Park Apartments w warszawskich Bielanach. Na działce o powierzchni blisko 4 hektarów wybudowanych zostało 13 czteroapartamentowych domów z elegancką drewniano-kamienną elewacją łączoną ze szkłem. Apartamenty na niższych kondygnacjach mają ogródki, a położone na piętrze – tarasy. W promocyjnej cenie – 7 490 zł za metr kw. mamy w ofercie kilka mieszkań o powierzchni ok. 200 m kw. Mieszkania w Hill Park są przestronne, mają dobrze oświetlone pokoje dzienne z przylegającymi do nich jadalniami i kuchniami.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

Największe mieszkanie, jakie oferujemy obecnie w warszawskiej inwestycji Viva Garden to trzypokojowy lokal o powierzchni 56 m kw. w cenie 5 800 zł/m kw. W Osiedlu Classic w Warszawie mamy mieszkania czteropokojowe o metrażu 70 m kw. w cenie od 5 690 -5 790 zł/m kw. W kolejnym etapie tej inwestycji, który niebawem rozpoczniemy, zaproponujemy duże mieszkania. Będzie również możliwość łączenia mieszkań, co pozwoli osiągnąć powierzchnie nawet ponad 100 m kw.

W naszej najnowszej inwestycji – Osiedle Przy Parku – przy ul. Rembielińskiej na warszawskim Targówku, która trafi do sprzedaży w ciągu najbliższych 2 tygodni, największe mieszkanie czteropokojowe będzie miało 60 m kw. W przypadku pierwszego budynku w tym projekcie będzie  możliwość łączenia mieszkań, by uzyskać większy metraż. W kolejnych budynkach na ostatnich dwóch kondygnacjach zaprojektowane zostały mieszkania o powierzchni do 85 m kw. i wysokości 3 metrów.

Piotr Kijanka, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Największy wybór mieszkań o większych metrażach można znaleźć w naszej inwestycji z segmentu premium – Apartamenty Sowiniec – znajdującej się przy ul. Wiosennej w Woli Justowskiej w Krakowie. To luksusowa enklawa budynków apartamentowych usytuowana nieopodal Willi Decjusza. W każdym domu znajdzie się do 6 jedno i dwupoziomowych apartamentów o powierzchni do 185 m kw.  W cenie apartamentu oferujemy projekt wykończenia oraz aranżacji wnętrz zgodny z wymaganiami klienta.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Największe lokale posiadamy w inwestycji Bliska Wola – o powierzchni ok. 120 m kw., w Katowicach w osiedlu Nowe Tysiąclecie – do 128 m kw. oraz w osiedlach Villa Campina i Zielona Dolina – o powierzchni do 86 m kw. Lokale o powierzchni do 100 m kw. cieszą się sporym zainteresowaniem, np. w Bliskiej Woli oraz Nowym Tysiącleciu mieszkania 3 i 4-pokojowe sprzedały się w pierwszej kolejności. Obecnie w promocji oferujemy duże mieszkania o powierzchni 86 m kw. w osiedlu Zielona Dolina w warszawskiej Białołęce, gdzie obniżyliśmy cenę za m kw. do 4 324 zł.

Turystyka wiejska

Maj to ostatnie dni na podejmowanie decyzji – gdzie i jak wypoczywać – zwrócił uwagę minister Marek Sawicki otwierając konferencję prasową poświęconą turystyce wiejskiej. – 30 kwietnia zapowiadałem w „Ziołowym Zakątku” specjalne spotkanie poświęcone tylko temu wydarzeniu – dodał szef resortu.

Fot. Konferencja prasowa nt. turystyki wiejskiejFot. Konferencja prasowa nt. turystyki wiejskiej

– Warto skorzystać z oferty, którą przedstawiają gospodarstwa agroturystyczne – zachęcał minister Sawicki zwracając uwagę, że – to nie tylko wysoki standard usług, wspaniałe jedzenie i przepiękna przyroda, to także powrót do przeszłości, powrót do korzeni.

W konferencji uczestniczyli ponadto: podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki Tomasz Jędrzejczak, prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej Rafał Szmytke oraz prezes Zarządu Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej Wiesław Czerwiec.

Wiceminister zwrócił uwagę na fakt, że systematycznie rośnie znaczenie możliwości 3-4 dniowych wyjazdów na wypoczynek, a takie propozycje posiadają gospodarstwa agroturystyczne, których jest ponad 8 tysięcy.
Prezes Polskiej Organizacji Turystycznej przypomniał, że na początku maja podpisane zostało porozumienie o współpracy pomiędzy POT a MRiRW. Według prezesa Szmytke nasi rodacy odkrywają Polskę na nowo i to również dzięki wspaniałej kuchni i regionalnym przysmakom.

Natomiast szef Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej zwrócił uwagę na bogactwo oferty spędzania czasu wolnego na terenach wiejskich. Podkreślił coraz większą specjalizację i ukierunkowanie ofert pod oczekiwania turystów.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Wicepremier Piechociński: Wsparcie przedsiębiorczości wymaga kompleksowych działań

Prace na nowymi przepisami prawa gospodarczego (PDG) czy działania na rzecz upowszechniania mediacji i arbitrażu, to istotne elementy realizowanej przez MG kompleksowej strategii poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce – powiedział wicepremier, minister Janusz Piechociński podczas spotkania z dziennikarzami 13 maja 2015 r. Projekt założeń nowego Prawa działalności gospodarczej i projekt ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów 12 maja 2015 r. przyjęła Rada Ministrów. 

Wicepremier Piechociński przypomniał, że działania MG w zakresie usprawnienia prawa dla przedsiębiorców prowadzone są w oparciu analizę wpływu obowiązujących przepisów na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Dodał, że są one również wynikiem zarówno współpracy z przedsiębiorcami i organizacjami ich reprezentującymi, jak i z innymi ministerstwami i organami administracji.

Chcemy, żeby nasze działania były odpowiedzią na realne problemy osób prowadzących działalność gospodarczą w Polsce i wyznaczały standardy relacji pomiędzy przedstawicielami administracji publicznej a przedsiębiorcami – podkreślił wicepremier. – Inicjatywy takie jak PDG czy upowszechnianie mediacji i arbitrażu realizują ten cel. Są jednocześnie komplementarne wobec innych naszych działań takich jak np. ustawy deregulacyjne czy rozwijanie roli konsultacji publicznych w stanowieniu prawa – dodał.
Ministerstwo Gospodarki (MG)

Wicepremier Piechociński: Polska przedsiębiorczość

– Każdego dnia nową firmę w Polsce zakłada średnio około tysiąca osób. Rośnie również rola rodzinnych biznesów. Obserwujemy również, że coraz prężniej zaczynają działać start-upy. Cały czas staramy się nadążać za oczekiwaniami osób prowadzących działalność gospodarczą przygotowując rozwiązania, które będą pobudzać przedsiębiorczość – mówi wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński.

Wicepremier Janusza Piechociński zwraca uwagę, że efektem wprowadzenia czterech tzw. ustaw deregulacyjncych jest wprowadzenie w latach 2011-2014 blisko 300 zmian w ponad 100 ustawach, które wspierają przedsiębiorców w prowadzeniu firm. – Wszystkie podejmowane przez nas działania w zakresie usprawnienia prawa dla przedsiębiorców są prowadzone w oparciu o systematycznie przeprowadzaną  przez ekspertów Ministerstwa Gospodarki analizę wpływu obowiązujących przepisów na warunki prowadzenia firmy w Polsce – dodaje. Jednocześnie podkreśla, że są one również wynikiem, zarówno współpracy resortu gospodarki z przedsiębiorcami i organizacjami ich reprezentującymi, jak i z innymi ministerstwami oraz organami administracji.

Szef resortu gospodarki zwraca uwagę, że ustawy deregulacyjne stanowią istotny element kompleksowych działań MG w obszarze usystematyzowania i uproszczenia otoczenia prawnego biznesu w Polsce. – To co warto podkreślić, działania te są komplementarne wobec inicjatyw rządowych, takich jak Program Lepsze Regulacje 2015, którego jednym z celów jest zwiększenie roli oceny skutków regulacji i konsultacji publicznych w procesie tworzenia prawa – dodaje.

Wicepremier Piechociński podkreśla, że obecnie w MG prowadzone są prace nad nowym Prawem Działalności Gospodarczej. – Nowe przepisy mają służyć wzmocnieniu praw przedsiębiorców. W sposób wyraźny zaakcentowane oraz usystematyzowane zostaną podstawowe również zasady dotyczące wykonywania działalności gospodarczej, stanowiące katalog podstawowych praw przedsiębiorcy – podkreśla. Nowe prawo restrukturyzacyjne, upowszechnianie polubownych metod rozwiązywania sporów gospodarczych, to kolejne inicjatywy legislacyjne, tworzone lub współtworzone przez Ministerstwo Gospodarki. – Celem tych działań jest usprawnienie obrotu gospodarczego – twierdzi wicepremier.
Ministerstwo Gospodarki (MG)

Komentarz wiceprezesa zarządu Przemysława Lutkiewicza do wyników spółki LPP w I kwartale 2015.

0

W pierwszym kwartale 2015 r. dzięki obniżeniu kosztów LPP udało się osiągnąć zysk operacyjny, powyżej oczekiwań rynku.

Firma nadal aktywnie planuje rozwijać sektor e-commerce oraz siec sklepów na Bliskim Wschodzie, oczekując debiutu swojej nowej, szóstej marki w przyszłym roku.

Blisko 2000 nowych miejsc pracy w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu

Sektor outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu nie zwalnia tempa. Według danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) pierwsze miesiące 2015 roku to zagraniczne inwestycje o łącznej wartości niemal 17 mln EUR i 1968 nowych miejsc pracy.

Polski sektor BPO/SSC oraz branża badawczo-rozwojowa (R&D) od ponad dekady rozwija się w niesłabnącym tempie. Co roku sektor powiększa się o blisko 15% przyciągając zagraniczny kapitał i tworząc kolejne miejsca pracy. Najnowsze inwestycje firm takich jak Moneygram, Atos, RBS i TRW Steering Systems udowadniają, że tempo to ma szansę się utrzymać w kolejnych latach. Jak informuje PAIiIZ, cztery wspomniane podmioty zdecydowały się na rozwój swojej działalności w Polsce.

Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro ProgressioAtos zwiększa swoją obecność w Bydgoszczy tworząc kolejne 850 etatów w obszarze ICT, Firma TRW Steering Systems wybrała Bielsko-Białą na lokalizację centrum B+R w obszarze rozwoju układów kierowniczych i w związku z tym zatrudni 68 osób. W Warszawie Moneygram tworzy centrum operacyjne na 550 osób. Również RBS (Royal Bank of Scotland) postawił na polską stolicę i planuje dalszy rozwój działalności, co przełoży się na utworzenie kolejnych 500 nowych miejsc pracy.

Branża BPO/SSC, mimo że stosunkowo młoda, zatrudnia w Polsce już blisko 200 tysięcy osób. Niezwykle pozytywnym zjawiskiem jest fakt, iż nowi inwestorzy biorą pod uwagę już nie tylko duże ośrodki: Warszawę czy Kraków, ale również w destynacje mniejsze, takie jak Bydgoszcz czy Bielsko-Biała, tworząc nowe miejsca pracy i przyczyniając się do rozwoju tych regionów – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Informacje o obecności na polskim rynku firm z branży nowoczesnych usług dla biznesu można na bieżąco uzyskać w systemie Best2Invest.org, który dostępny jest dla internautów w sześciu wersjach językowych.

Fatalne dane z USA

Fatalne dane z USABrak odbicia w sprzedaży detalicznej za kwiecień wobec 1,1 proc. m/m wzrostu po rewizji w marcu, oraz zaledwie 0,1 proc. m/m dla wskaźnika oczyszczonego o wolumen sprzedaży samochodów, to dane, które zmuszają do postawienia sobie pytania, czy bliżej realnych wyników PKB za II kwartał nie będą czasem ekonomiści z oddziału FED w Atlancie, którzy prognozują wzrost zaledwie na poziomie 0,8 proc. w wersji zanualizowanej. Przypomnijmy, że jak na razie idealnie przewidzieli oni odczyt za I kwartał, który wyniósł 0,2 proc. – chociaż może być zrewidowany w dół ze względu na słabe dane nt. bilansu handlowego za marzec. Skoro tak, to nie dziwi fakt kolejnej fali osłabienia dolara – prawdopodobieństwo podwyżki stóp w terminie wrzesień-październik maleje. Zobaczymy jeszcze co pokażą piątkowe dane nt. produkcji przemysłowej.

W przypadku EUR/USD na słabsze dane z USA nałożyło się też odbicie rentowności niemieckich obligacji, co pchnęło notowania powyżej poziomu 1,13. Chociaż rano rynek wydawał się jeszcze być nieco zawiedziony słabszym odczytem PKB za I kwartał w Niemczech (0,3 proc. kw/kw i 1,1 proc. r/r), co wpłynęło na ostateczne dane dla całej strefy euro (0,4 proc. kw/kw i 1,0 proc. r/r). Chociaż te nie były już takie złe ze względu na lepsze wyniki z Francji i Włoch.

W przypadku EUR/USD kluczowe pytanie brzmi – czy można liczyć na formację RGR? W takim układzie prawe ramię powinno się wyrysować w rejonie 1,1350-1,1375 wspominanym we wczorajszym komentarzu. Niemniej złą passę dolara mogą przełamać teraz tylko zaskakująco dobre wyniki nt. produkcji przemysłowej, które poznamy w piątek. Inaczej droga w stronę poziomu 1,1530, który bazuje m.in. na zasięgu z formacji podwójnego dna z I kwartału stanie się całkiem prawdopodobnym scenariuszem.

Wyniki sprzedaży obligacji oszczędnościowych w kwietniu 2015 r.

Ministerstwo Finansów sprzedało w kwietniu obligacje oszczędnościowe o nominalnej wartości 129,1 mln zł. Sprzedaż utrzymała się na stabilnym poziomie, zbliżonym do średnich wyników emisji standardowych w ostatnich sześciu miesiącach. Największym zainteresowaniem nabywców indywidualnych cieszyły się papiery o najkrótszym okresie do wykupu.

Kwietniowa oferta Ministerstwa Finansów dla nabywców indywidualnych obejmowała cztery standardowe rodzaje papierów dłużnych: 2-letnie obligacje o stałym oprocentowaniu (DOS0417) oraz obligacje o oprocentowaniu zmiennym: 3-letnie (TOZ0418), 4-letnie (COI0419) i 10-letnie (EDO0425).

Inwestorzy najczęściej sięgali po 2-letnie obligacje o stałym oprocentowaniu – ich udział w strukturze sprzedaży powiększył się i wyniósł w kwietniu 75,6%. Drugimi najchętniej wybieranymi papierami skarbowymi były czterolatki (11% udział), a na kolejnej pozycji uplasowały się obligacje 10-letnie, które są najczęściej wybierane przez osoby oszczędzające na emeryturę za pomocą konta IKE-Obligacje.

Wyniki sprzedaży standardowych obligacji oszczędnościowych w kwietniu osiągnęły poziom zbliżony do średniej odnotowanej w ostatnich sześciu miesiącach. Wyraźnie wzrosła przewaga sprzedaży obligacji dwuletnich (udział w strukturze sprzedaży 75,6%) w stosunku do papierów wartościowych o dłuższych okresach zapadalności. W aktualnej ofercie obligacje 2-letnie oferują zyskowność 2,00%, co jest stawką preferencyjną dla nabywców indywidualnych, i nadal wyższą od rentowności analogicznych obligacji skarbowych oferowanych inwestorom na rynku hurtowym (obecnie ok. 1,7%).

W majowej ofercie nie zmieniło się również oprocentowanie pozostałych rodzajów obligacji oszczędnościowych, które wynosi w pierwszym okresie odsetkowym odpowiednio – 2,10% dla obligacji 3-letnich, 2,30% dla 4-letnich i 2,50% dla 10-letnich. Utrzymany został też korzystny poziom opłat ponoszonych w przypadku wcześniejszego zakończenia oszczędzania (0,70 zł dla obligacji 2, 3 i 4-letnich oraz 2 zł dla 10-letnich). Oczywiście kontynuujemy też stosowanie w praktyce hasła: czyste zasady dla wszystkichkomentuje Piotr Marczak, Dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów 

Dwuletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o oprocentowaniu stałym DOS0417

W kwietniu 2015 roku sprzedano obligacje DOS0417 o wartości nominalnej 97,6 mln zł w tym 307,9 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji ustalono na poziomie 2,00%. W drodze zamiany zakupiono obligacje dwuletnie o wartości nominalnej 41,4 mln zł, co stanowiło 42,4% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Trzyletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o zmiennej stopie procentowej TOZ0418

W kwietniu 2015 roku sprzedano obligacje TOZ0418 o wartości nominalnej 5,6 mln zł, w tym 63,1 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym okresie odsetkowym (6 miesięcy) ustalono na poziomie 2,10% w skali roku. W drodze zamiany zakupiono obligacje trzyletnie o wartości nominalnej 1,0 mln zł, co stanowiło 18,6% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Czteroletnie indeksowane oszczędnościowe obligacje skarbowe COI0419

W kwietniu 2015 roku sprzedano obligacje COI0419 o wartości nominalnej 14,4 mln zł, w tym 91,6 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym rocznym okresie odsetkowym ustalono na poziomie 2,30%. W drodze zamiany zakupiono obligacje czteroletnie o wartości nominalnej 7,8 mln zł, co stanowiło 54% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Emerytalne dziesięcioletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe EDO0425

W kwietniu 2015 roku sprzedano obligacje EDO0425 o wartości nominalnej 11,5 mln zł, w tym 4,8 mln zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym rocznym okresie odsetkowym ustalono na poziomie 2,50%. W drodze zamiany zakupiono obligacje dziesięcioletnie o wartości nominalnej 4,2 mln zł, co stanowiło 36,5% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

O obligacjach Skarbu Państwa

Obligacje skarbowe – dłużne papiery wartościowe emitowane przez Skarb Państwa reprezentowany przez Ministra Finansów. Emitent (Skarb Państwa) pożycza od nabywcy obligacji pewną sumę pieniędzy i zobowiązuje się ją zwrócić w określonym terminie (wykupić obligacje) oraz wypłacić odsetki. Wykup obligacji wraz z wypłatą należnych odsetek następuje ze środków budżetu państwa. Obligacje skarbowe to forma oprocentowanej pożyczki pieniężnej zaciąganej przez Skarb Państwa u osób zakupujących obligacje. Skarb Państwa finansuje z tej pożyczki potrzeby pożyczkowe budżetu państwa (w tym deficyt i spłaty zaciągniętego wcześniej zadłużenia).

Skarb Państwa emituje:

Dwuletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o oprocentowaniu stałym (DOS), cena sprzedaży 100 zł – równa wartości nominalnej, oprocentowanie stałe ustalone przez Emitenta, kapitalizacja roczna – odsetki
wypłacane w dniu wykupu razem z nominałem, wykup po 2 latach od dnia zakupu.

Trzyletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o zmiennej stopie procentowej (TOZ), cena sprzedaży 100 zł
– równa wartości nominalnej, oprocentowanie zmienne, obliczane co pół roku na podstawie stawki WIBOR 6M (średnia stawka, po której największe banki w Polsce pożyczają sobie środki pieniężne na okres 6 miesięcy), odsetki wypłacane co pół roku (za ostatni okres razem z nominałem), wykup po 3 latach od dnia zakupu.

Czteroletnie indeksowane oszczędnościowe obligacje skarbowe (COI), cena sprzedaży 100 zł – równa wartości nominalnej, oprocentowanie stanowiące sumę rocznej inflacji oraz marży ustalonej przez Emitenta, odsetki wypłacane raz na rok (za ostatni okres razem z nominałem), wykup po 4 latach od dnia
zakupu.

Emerytalne dziesięcioletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe (EDO), cena sprzedaży 100 zł – równa wartości nominalnej, oprocentowanie stanowiące sumę rocznej inflacji oraz marży ustalonej przez Emitenta, kapitalizacja roczna – odsetki wypłacane w dniu wykupu razem z nominałem, wykup po 10 latach od dnia zakupu.

Ryzyko wzrostu w parze USD/JPY, jeżeli rentowności obligacji będą rosły

Poniedziałek był stosunkowo spokojny z wyjątkiem dalszego gwałtownego umocnienia GBP i spadku NZD, przez co uwaga wszystkich skupiła się, nietypowo, na parze GBP/NZD, w której wczoraj nastąpiło przełamanie monumentalnej formacji głowy i ramion na wysokości szyi w okolicach obszaru 2,1000/50; poziom ten odtąd będzie służył jako wsparcie w przypadku zniesień.

Osobiście preferuję parę NZD/USD; zobaczymy, czy dalsza presja spadkowa zepchnie ją w kierunku minimów cyklu poniżej poziomu 0,7200 i dalej.

Wczorajsze spotkanie Eurogrupy nie przyniosło żadnych nowych rozstrzygnięć co do przeciągających się negocjacji Grecji z wierzycielami i rynek wydaje się brać ten fakt pod uwagę: para EUR/CHF nadal lekko się umacnia, a spready rentowności obligacji greckich i państw peryferyjnych UE nie odnotowały żadnych wahań związanych z najnowszymi doniesieniami.

W tym momencie najważniejsze wydarzenie na rynkach ma miejsce z dala od rynków walutowych – to kolejny zły dzień dla obligacji rządowych. Wczoraj nastąpiła intensywna wyprzedaż amerykańskich papierów skarbowych. Wydaje się, że potwierdziła ona rentowności na dłuższym końcu amerykańskiej krzywej dochodowości powyżej poziomu 200-dniowych średnich ruchomych oraz nowych maksimów na 2015 r. w przypadku rentowności dziesięcioletnich obligacji, obecnie w okolicach 2,30%, w przypadku których widać obecnie spadającą, znajdującą się pod presją linię trendu.

To wydarzenie, wraz ze wzrostem rentowności niemieckich obligacji rządowych w wyniku wstrząsu, tak bardzo odbiega od ogólnej narracji na rynkach, że należy zwrócić na nie szczególną uwagę. Przede wszystkim – co to oznacza dla walut i apetytu na ryzyko?

Jeżeli apetyt na ryzyko spadnie w efekcie tego nadal skromnego wzrostu rentowności, może to okazać się wsparciem dla jena, jednak w przypadku, gdyby się utrzymał, presja na parę USD/JPY byłaby zdecydowanie wzrostowa, ponieważ para ta ma tendencję do korelacji z poziomem amerykańskich stóp.

Wykres: para USD/JPY a rentowności dziesięcioletnich obligacji

Para USD/JPY już od dawna pozostaje w granicach przedziału, jednak jeżeli wzrost rentowności amerykańskich się utrzyma, może wywołać dalszą presję na przełamanie w górę. Wszyscy inwestujący w tę parę powinni uważnie obserwować rynki obligacji. Poniższy wykres agencji Bloomberg prezentuje rentowności amerykańskich dziesięcioletnich obligacji (linia żółta) i kurs pary USD/JPY (linia biała).

Podsumowanie w koszyku G-10

USD: dziś rano waluta była słabsza w parach, ponieważ z jakiegoś powodu kurs USD mocno się skorelował z apetytem na ryzyko – należy pokreślić, że większa część piątkowej reakcji na raport w sprawie zatrudnienia już jest za nami, na co wskazują kontrakty terminowe na fundusze Fed – jest to wyraźnie korzystne dla USD.

EUR: waluta zachowuje się biernie – w parze EUR/USD poziom 1,1200 wydaje się ważnym taktycznie obszarem oporu, inaczej możemy ryzykować osunięcie z powrotem w kierunku zniesień Fibo przed poziomem 1,1300.

JPY: waluta obecnie nie ma wyraźnego profilu – wydaje się, że w pewnym momencie rynek może zacząć obawiać się o ryzyko spadku w przypadku, gdyby rentowności obligacji kontynuowały wzrost.

GBP: waluta znalazła wczoraj wsparcie w efekcie inercji spowodowanej przez wynik wyborów w ubiegłym tygodniu, jednak należy uważać do czasu jutrzejszych wydarzeń związanych z ryzykiem, w szczególności publikacji raportu Bank of England na temat inflacji. Brytyjskie stopy krótkoterminowe muszą wzrosnąć po jutrzejszej publikacji, aby udzielić wsparcia parze GBP/USD, ponieważ w innym przypadku rajd wydaje się zawyżony.

CHF: w parze EUR/CHF trwa rajd pomimo rozczarowujących doniesień z Grecji – jednak analiza techniczna nie daje nam podstaw do dalszego wzrostu. W parze USD/CHF pierwsza istotna strefa wsparcia to rejony poziomu 0,9300.

AUD: AUD trzyma kurs w związku z korzystną sytuacja na rynkach najważniejszych surowców (rudy żelaza i miedzi) oraz z uznaniem przez rynek, że Reserve Bank of Australia przyjął bardziej neutralne stanowisko. Czekamy na powód uzasadniający sprzedaż pary AUD/USD; wymagałoby to zamknięcia poniżej poziomu 0,7850, a w istocie – poziomu 0,7800.

CAD: waluta działa na inwestorów usypiająco, pozostając w połowie przedziału pomiędzy poziomem 1,1950 a 1,2200 w parze USD/CAD; uznaje się, że krańce tego przedziału to poziomy uruchamiające kolejny ukierunkowany ruch.

NZD: waluta jest wyjątkowo słaba w efekcie gwałtownego spadku rentowności i przewidywanych cięć ze strony Reserve Bank of New Zealand; stare pozycje, które należałoby zamknąć, mogą wywierać dalszą presję. Para AUD/NZD sięga już maksimów z tego roku w okolicach poziomu 1,0800, natomiast para NZD/USD powróciła w dolne rejony przedziału i może kierować się w stronę minimów poniżej poziomu 0,7200, o ile USD nieco się umocni. Uwaga na dzisiejsze dwukrotne wystąpienie prezesa RBNZ, Graeme’a Wheelera.

SEK: dziś poznamy szwedzkie dane dotyczące inflacji – a reakcja SEK może być zdecydowana w kontekście ogólnej niezdolności pary EUR/SEK do obrania wyraźnego kierunku. Wzrost rentowności obligacji na całym świecie nie wspiera SEK ze względu na fakt, iż rentowności szwedzkich obligacji są wyjątkowo niskie.

NOK: cena ropy sięgnęła zaledwie 5 USD za baryłkę i jedynym powodem, dla którego wyprzedaż NOK jeszcze nie wzrosła, jest decyzja Norges Bank o nieobniżaniu stóp.

Najważniejsze dane ekonomiczne

  • Wielka Brytania: wskaźnik sprzedaży detalicznej w ujęciu porównywalnym (BRC Sales like-for-like) w kwietniu wykazał -2,4% r/r w porównaniu z przewidywanym +0,6% i odnotowanym w marcu +3,2%
  • Nowa Zelandia: indeks cen domów w kwietniu wykazał +0,5% m/m i +9,3% r/r/ w porównaniu z odnotowanym w marcu +8,5% r/r
  • Norwegia: wskaźnik zaufania konsumentów w II kw. wyniósł 1,7 w porównaniu z odnotwanym w I kw. 6,5

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Szwecja: publikacja protokołu z posiedzenia Riksbank (07:30)
  • Szwecja: CPI w kwietniu (07:30)
  • Wielka Brytania: wskaźnik produkcji przemysłowej i wytwórczej w marcu (08:30)
  • Szwecja: wystąpienie prezesa Ingvesa z Riksbank (12:00)
  • Stany Zjednoczone: wystąpienie Dudleya z Fed (13:15)
  • Nowa Zelandia: wystąpienie Wheelera z RBNZ (21:05)
  • Nowa Zelandia: wystąpienie Wheelera z RBNZ przed komisją parlamentarną (01:10)
  • Australia: wskaźnik cen i płac (Wage Price Index) w V kw. (01:30)

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Szybkość ważniejsza niż koszty. Jak pożycza Polak?

Pieniądze powinny być szybko i okazuje się, że to jest jeden z głównych kryteriów przy wyborze pożyczki – wynika z analiz Mikołaja Fidzińskiego, analityka Comperia.pl. Mniej ważne okazują się natomiast rzeczywiste koszty późniejszej spłaty.

– Jeżeli chodzi o takie krótkie pożyczki 1000 zł, 500 zł, na kilkanaście dni, czy na miesiąc to, tu osoby zwracają uwagę przede wszystkim na szybkość. Same koszty mają dużo mniejsze znaczenie – mówi Mikołaj Fidziński, analityk Comperia.pl S.A. – Takie krótkie pożyczki w dużej części przeznaczane są na finansowanie bieżących wydatków. Wiele firm kusi pierwszą pożyczką za darmo. Co prawda są tutaj kruczki np. jeżeli ktoś spóźni się ze spłatą to naliczane są karne odsetki i opłaty. Kolejne pożyczki już udzielane są na innych zasadach.

Wygrana kredytobiorców czy niedźwiedzia przysługa Trybunału Konstytucyjnego?

Publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie bankowego tytułu egzekucyjnego uruchomiła lawinę komentarzy, sugerujących zwycięstwo po stronie kredytobiorców. Oto bowiem TK stwierdził, że BTE narusza konstytucyjną zasadę równości stron. Innymi słowy, bank jako wierzyciel uzyskiwał przewagę nad niewywiązującym się ze swoich zobowiązań dłużnikiem.

Z pełną premedytacją piszę o niesolidnym kredytobiorcy, ponieważ warunkiem wystawienia BTE jest niespełnianie warunków umowy kredytowej w sposób powtarzalny. Zwłoka w spłacie rat kredytu pojawiająca się sporadycznie nie stanowi dla racjonalnie działającego banku przesłanki do wypowiedzenia umowy kredytu. Tak jak istnieje segmentacja klientów po stronie sprzedaży, również aktywni klienci kredytowi są segmentowani.

Istnieje zatem segment klientów, spłacających regularnie, płacących z opóźnieniem ale nie stanowiącym zagrożenia dla wywiązania się z umowy kredytowej (slow payers) wymagający jednak przypominania o dyscyplinie spłaty; płacący z trudnościami, ale ze zdolnością do powrotu do harmonogramu spłat. Wreszcie grupa, która utraciła na trwałe zdolność do spłaty oraz i ci, którzy nigdy nie zamierzali spłacić, czyli wyłudzenia.

Aby pożyczać pieniądze z zyskiem, dobra polityka kredytowa musi skutecznie eliminować dwie ostatnie z wymienionych wyżej grup dłużników. Naiwnością jest sądzić, że bank może działać nie ponosząc strat kredytowych (niespłacalne kredyty). I tu należy koniecznie dodać element czasu. Nie bez przyczyny powstało powiedzenie „time is money”, bo gdzie jak nie w bankowości najpełniej oddaje podstawowy jego sens. BTE dając bankom możliwość przekazywania wierzytelności do egzekucji z pominięciem postepowania rozpoznawczego przez sądy, pozwalał skrócić czas. Uzasadnieniem dla uprzywilejowania banków w porównaniu z pozostałymi wierzycielami jest status instytucji zaufania publicznego, wynikający z funkcji „strażnika” środków powierzonych w formie depozytów. Być może właśnie dla tej przyczyny TK zakwestionował dwa przepisy i nie uchylił całego BTE. W tym kontekście dobrze jest zwrócić uwagę na dwa stwierdzenia sędziów którzy opowiedzieli się za naruszeniem konstytucyjnej zasady równości – „wyeliminowanie BTE nie grozi katastrofą dla banków” i odroczenie wejście w życie wyroku odroczono, by „zapobiec chaosowi w obrocie bankowym”. Co do pierwszego ze stwierdzeń – pełna zgoda, co do drugiego – czas pokaże, jakie skutki będzie miało kierowanie się przez sądy wyrokiem TK.

Banki działają w bardzo restrykcyjnych warunkach regulacyjnych właśnie ze względu na interes ochrony depozytów. Po to istnieją zasady tworzenia rezerw na złe kredyty pochodzące nie od banku, ale od nadzoru. Wobec faktu, że rezerwa na złe kredyty jest kosztem, banki muszą skutecznie zarządzać złymi długami – odzyskiwać lub sprzedawać. Tu dochodzimy do drażliwej kwestii zabezpieczeń. Stara zasada bankowa głosi, że najlepszym zabezpieczeniem kredytu jest wysokie morale dłużnika. Zabezpieczenie ma dodatkowo motywować do spłaty tak, aby dłużnik miał do stracenia więcej niż tylko kredyt bankowy. Wysokość i jakość zabezpieczenia wpływa również na wysokość rezerw, bowiem te pomniejsza się o wartość zabezpieczeń. Dlaczego o tym piszemy w kontekście wyroku TK w sprawie konstytucyjności BTE? Ze względu na sposób uzasadnienia wyroku oraz jego skutki dla kredytobiorców.

We wrzawie o sukcesie jakim jest wyrok TK o niekonstytucyjności BTE ginie racjonalna argumentacja. W tym miejscu przytacza się ostatnie przykłady niesłusznych egzekucji komorniczych, a więc skrajności. Powstaje zatem uzasadnione pytanie: jaka jest relacja między prawidłowym wykorzystaniem przywileju wynikającego z możliwości przejścia do egzekucji z pominięciem rozpoznania a skrajnymi nieprawidłowościami? Warto w tym miejscu streścić zdanie odrębne Prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. Zdaniem Prezesa, nie ma formalnego powodu do orzeczenia naruszenia zasady równości, bowiem wypłacenie kredytu przez bank jest spełnieniem umowy natomiast gdy dłużnik z umowy się nie wywiązuje sam narusza tę zasadę. „Bank i jego dłużnik nie są podmiotami podobnymi”.

Rację ma sędzia sprawozdawca Teresa Liszcz wskazując na to, że banki mają inne instrumenty dochodzenia swoich słusznych umownie roszczeń. Ale jak rozumiem, intencją sędziów TK jest ustawienie banków w normalnej kolejce sądowej co znacznie wydłuży okres wyegzekwowania niespłaconego kredytu. A tymczasem odsetki te normalne i karne będą narastać, podobnie jak i same koszty postepowania egzekucyjnego które na koniec obciążą dłużnika. Do czasu ich wyegzekwowania koszty będzie ponosił wierzyciel. Kalkulując cenę kredytu banki będą musiały wręcz wziąć pod uwagę nie dający się określić termin rozstrzygnięcia. Zgodnie z zasadami ostrożnościowymi będzie musiał tworzyć rezerwy na ryzyko prawne. A to oznacza znacznie wyższe niż dotychczas rezerwy kosztem zysku.

 

A ponieważ te nowe pozycje „zjadające zysk” trzeba czymś pokryć bak ma cała paletę do wykorzystania – od kredytów do opłat za prowadzenie rachunków, usługi płatnicze czy wreszcie oprocentowanie depozytów. Naiwna wiara, że presja konkurencyjna nie pozwoli na dociążenie wszystkich klientów nowymi pozycjami kosztowymi wynika chyba z nieuwzględnienia faktu że wszystkie banki będą w tej samej sytuacji braku BTE. Żadnemu z nich akcjonariusze nie pozwolą na ot tak sobie pozbycie się części zysku na skutek nowej regulacji prawnej.Kolejny aspekt tego wyroku jaki trzeba będzie uwzględnić w pragmatyce bankowej to wcześniej już dotknięte zasady tworzenia rezerw na złe kredyty i rolę jaką odgrywają zabezpieczenia. W sytuacji gdy nie daje się realistycznie ocenić czasu w którym należność zostanie odzyskana lub możliwa do spisania w straty banki będą „dobezpieczać” kredyty – wrócą zatem poręczenia majątkowe, przystępujący do długu kredytowego i zapomniani już „żyranci”. A to z kolei spowoduje, że klienci zamiast szukać poręczycieli poszukają łatwiejszego sposobu pożyczenia pieniędzy. Racjonalnie dojdą do w wniosku, że dobrą alternatywą dla banku jest firma pożyczkowa.

 

Źródło: KPF

Mirosław A. Bieszki, Doradca Ekonomiczny KPF, Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. W 1986 stażysta w Komisji Europejskiej, w 1987 otrzymał stypendium badawcze Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Swoją karierę bankowości rozwijał w Bank Austria Creditanstalt, później prezes GMAC Polska S.A. oraz prezes Santander Consumer Bank. Dziś niezależny konsultant; publikował komentarze dla www.obserwatorfinansowy.pl (NBP), przygotowywał ekspertyzy dla Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, publikował komentarze w Forbes oraz jako ekspert komentował w CNBC Business, Doradca Ekonomiczny KPF.

 

PRNews.pl

Bardzo dobry kwartał Grupy Energa – wyższe zyski i poprawa rentowności

Grupa Energa odnotowała w I kwartale 2015 roku zysk netto na poziomie 355 mln zł, co oznacza wzrost o 13 proc. EBITDA wyniosła 691 mln zł i była wyższa o 7 proc. w stosunku do wyniku sprzed roku. Przychody ukształtowały się na poziomie  2 913 mln zł, co oznacza wzrost o 6 proc.  

Segment Dystrybucji – kluczowy dla Grupy segment w I kwartale poprawił wynik EBITDA o 22 proc., osiągajac poziom 498 mln zł. To efekt wyższego o 4 proc. wolumenu dostarczonej energii, jak i  wyższej średniej stawki sprzedaży usług dystrybucyjnych. Dodatkowo, do zwiększenia  zysków przyczynił się spadek strat sieciowych. To głównie efekt przejścia z sześciomiesięcznych odczytów na dwumiesięczne. Taki system pozwolił zwiększyć jednorazowo przychody z usług dystrybucyjnych.

Segment Sprzedaży – stabilne wyniki kwartału: wynik EBITDA był o 7 proc wyższy. W I kwartale ceny sprzedaży energii do odbiorców końcowych wzrosły średnio o ok. 6 proc. Utrzymany został wolumen sprzedaży detalicznej (4,3 TWh). Wszystkie te czynniki poprawiły rentowność Grupy w tym obszarze.

Segment Wytwarzania –  zanotował słabsze wyniki, a wpływ na nie miały czynniki rynkowe, m.in. niskie ceny zielonych certyfikatów i spadająca cena urzędowa wyznaczana przez Prezesa URE. Z początkiem 2014 roku do katalogu usług systemowych świadczonych na rzecz PSE weszła operacyjna rezerwa mocy, która znacznie zwiększyła przychody segmentu. W I kwartale tego roku przychód za tę usługę był na poziomie zbliżonym do roku ubiegłego.

Grupa Energa notuje stabilne wzrosty. W pierwszym kwartale poprawiły się wyniki w kluczowym Segmencie Dystrybucji – wyższy wolumen dostarczanej energii i rentowność w tym obszarze. Dodatkowo, dzięki zrealizowanym inwestycjom, widocznie zwiększyła się produkcja energii z OZE. Naszym celem jest wykorzystanie wewnętrznego potencjału Energi i zapewnienie wysokiej efektywności w każdym obszarze jej działania. Jestem przekonany, że nasza praca na rzecz dalszego rozwoju całej Grupy pozwoli jej reagować na zmieniające się warunki rynkowe i legislacyjne –  mówi Andrzej Tersa, Prezes Zarządu Energa SA.

Wyniki I kw. 2015 przychody zysk ebidta.jpg

Wzrost produkcji energii z OZE dzięki nowym instalacjom

Całkowita moc wytwórcza zainstalowana w Grupie Energa na koniec I kwartału 2015 roku wyniosła 1,4 GWe. Grupa wytworzyła 1,2 TWh energii elektrycznej brutto, czyli o 4 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Spadek wynika głównie z mniejszej produkcji opartej o węgiel w związku  z mniejszym zapotrzebowaniem na pracę na rzecz Operatora Sieci Przesyłowej w elektrowni w Ostrołęce.

Energa odnotowała natomiast 10-procentowy wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych, które wygenerowały 530 GWh. Na poprawę wpływ miało uruchomienie w połowie 2014 r. bloku biomasowego w Elblągu oraz nowej farmy wiatrowej Myślino. Dzięki dobrym warunkom hydrologicznym więcej energii wyprodukowano także w przepływowych elektrowniach wodnych.

O 4 proc. wzrósł wolumen energii elektrycznej dostarczonej przez Energa-Operator – wyniósł on 5,5 TWh, wobec 5,3 TWh energii przesłanej w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców końcowych utrzymana została na stabilnym poziomie i wyniosła podobnie jak w zeszłym roku 4,3 TWh, natomiast ilość energii sprzedanej na rynku hurtowym wyniosła 2,6 TWh i była o 4 proc. niższa.

Niezawodność sieci po przejściu orkanu Felix

Na koniec I kwartału 2015 roku średni czas awarii na odbiorcę (wskaźnik SAIDI) wyniósł 106 min. wobec 99 min. w analogicznym okresie ubiegłego roku. Średnia częstotliwość przerw w dostawach prądu na odbiorcę (wskaźnik SAIFI) wzrosła z 1 do 1,2. Pogorszenie wskaźników wynika z awarii masowych spowodowanych w styczniu przez orkan Felix.

Grupa Energa w celu minimalizacji awaryjności sieci konsekwentnie inwestuje w jej modernizację i rozbudowę. Nowoczesne rozwiązania umożliwią dalszą poprawę niezawodności dostaw energii, zmniejszenie liczby awarii i czasu ich trwania, nawet przy trudnych warunkach pogodowych. W I kwartale 2015 roku z 268 mln zł nakładów inwestycyjnych Grupy wydatki w Segmencie Dystrybucji wyniosły 179 mln zł. Przeznaczone były głównie na  modernizację sieci oraz jej rozbudowę w związku z przyłączaniem nowych odbiorców, a także na wdrażanie elementów inteligentnej sieci Smart Grid.

Kolejne inicjatywy w obszarze badań i rozwoju

Energa została liderem powołanego w kwietniu przez Zarząd Województwa Pomorskiego projektu Inteligentne Specjalizacje Pomorza, którego celem jest zmniejszenie energochłonności gospodarki i jej negatywnego oddziaływania na środowisko. Cel osiągany będzie dzięki innowacyjnym rozwiązaniom, które pozwolą zmniejszyć zużycie energii, głównie w budownictwie i transporcie, a także dzięki rozwojowi odnawialnych źródeł energii, energetyki prosumenckiej, czy smart grid w przesyle i dystrybucji energii.

W ramach prowadzonego przez Grupę Energa projektu eMobility, którego celem jest poznanie i zbadanie sposobów użytkowania samochodów elektrycznych przez mieszkańców Gdańska, Gdyni i Sopotu, powstają punkty ładowania samochodów elektrycznych. W Trójmieście spółka uruchomiła dwa punkty szybkiego i trzy półszybksiego ładowania aut z napędem elektrycznym.

Wkrótce dywidenda trafi do akcjonariuszy

Już 21 maja Energa wypłaci dywidendę: akcjonariusze otrzymają 1,44 zł na każdą posiadaną akcję spółki. Zwyczajne Walne Zgromadzenie  29 kwietnia br. zadecydowało o przeznaczeniu na ten cel 92 proc. jednostkowego zysku netto, czyli 596 mln zł. Stopa dywidendy z dnia ZWZ wyniosła 5,4 proc. co oznacza, że była istotnie wyższa niż obecne poziomy lokat bankowych.

W związku z tym, że w I kwartale roku dokonywane są wypłaty dywidend spółek zależnych na rzecz Energa SA, jednostkowy zysk netto tej spółki, który będzie podstawą do wypłaty dywidendy za kolejny rok, wyniósł po minionym kwartale 917 mln zł.

Stabilna pozycja finansowa wspiera realizację atrakcyjnej polityki dywidendowej. W roku ubiegłym na wypłatę dywidendy przeznaczono 83 proc. jednostkowego zysku netto. Zeszłoroczna premia wyniosła 1 zł na akcję, a łącznie wypłacono akcjonariuszom 414 mln zł. W ostatnich dniach nowo powołany Zarząd IV kadencji zadeklarował chęć podtrzymania polityki dywidendowej.

W I kwartale Energa przedstawiła solidny zestaw wyników. Zysk netto wzrósł o 13 proc. a EBITDA o 7 proc. Przychody wyniosły 2,9 mld zł i były o 6 proc. wyższe niż rok temu. Dzięki nowym instalacjom produkcja energii ze źródeł odnawialnych wzrosła o 10 proc., Grupa dostarczyła również więcej energii do swoich odbiorców.