Banki wolą sprzedać niespłacany kredyt hipoteczny, niż przejąć nieruchomość. Dzięki temu rośnie rynek wierzytelności hipotecznych

CEO Magazyn Polska

Bankom nie opłaca się przejmowanie zadłużonych nieruchomości. Sprzedając firmom windykacyjnym niespłacone kredyty hipoteczne, są w stanie odzyskać od 1/6 do 1/3 należności, do tego dochodzą odpisy podatkowe. Dzięki temu rynek wierzytelności hipotecznych sprzedawanych firmom windykacyjnym rośnie.

Przejęcie na własność nieruchomości oznacza dla banków wyłącznie problemy. Zarówno fiskalne, z przejęciem tego typu zabezpieczeń, jak i związane z administrowaniem przejętych obiektów czy terenów. Z tego powodu banki znacznie chętniej decydują się na sprzedaż niż na przejęcie zadłużonych nieruchomości.

 

 

 

– Banki, sprzedając tego typu wierzytelności funduszowi sekurytyzacyjnemu, korzystają z tarczy podatkowej i w ten sposób odnoszą podwójną korzyść – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Prot Zastawniak, dyrektor zarządzający ds. sekurytyzacji Pragma Inkaso. – Jeżeli mówimy o cenie transakcyjnej, które w zeszłym roku oscylowały od 15 do 32 proc. za globalny portfel wierzytelności zabezpieczonych nieruchomościami, to korzyść podatkowa wynikająca ze sfinalizowania takiej transakcji dla banku może stanowić nawet drugie tyle.

System podatkowy wygląda tak, że bankom w wypadku niespłaconych kredytów niekoniecznie zależy na uzyskaniu maksymalnej ceny za wierzytelność.

Tarcza podatkowa jest liczona od niespłaconej kwoty kredytu, czyli od różnicy między nominalną wartością kredytu i ceną uzyskaną ze sprzedaży wierzytelności wyjaśnia Prot Zastawniak. Reasumując, im gorsze wierzytelności bank sprzedaje, nawet za kilka procent wartości, tym proporcjonalnie większy ma odzysk w postaci odpisu podatków. Wynika z tego, że banki tak czy inaczej wychodzą na plus, a transakcje sprzedaży oznaczają żywą gotówkę zaoszczędzoną w budżetach banków.

Z drugiej strony fundusz, który kupuje dług zabezpieczony hipoteką, również ma spore pole manewru. Może dążyć do polubownego załatwienia sporu, zaoferować wierzycielowi warunki, które ten będzie w stanie realizować.

– Ze względu na naszą elastyczność i na to, że kupujemy z pewnym dyskontem portfele hipoteczne, jesteśmy skłonni iść naprawdę na znacznie ustępstwa w rozmowach z dłużnikiem podkreśla dyrektor zarządzający ds. sekurytyzacji Pragma Inkaso. – Dotyczy to na przykład umorzenia warunkowo części długu, możliwości promesy sprzedaży takiej nieruchomości po niższej wartości niż wartość kredytu, czy też ugody i spłaty ratalnej w jakimś dłuższym okresie.

Wspomniane uwarunkowania powodują, że Polski rynek wierzytelności systematycznie rośnie. W zeszłym roku podaż nieregularnych wierzytelności wyniosła 14 mld zł, w tym roku wynik ten zostanie co najmniej powtórzony.

Na polskim rynku działa wiele firm windykacyjnych, jednak dla graczy o formacie krajowym miejsca jest tu niewiele. Prot Zastawniak ocenia, że dla jednego, maksymalnie dwóch. Pozycja takich liderów, jak Kruk czy Getin Holding, nie wydaje się zagrożona. Dla mniejszych firm jest jednak także w Polsce miejsce. Ważne, by znalazły dla siebie rynkową niszę.

– Na takim rynku jest albo miejsce dla hurtowników, albo dla artystów, my raczej widzimy się po tej drugiej stronie. Oznacza to, że podejmując decyzje o zakupie pakietów wierzytelności, szukamy portfeli ambitnych, trudnych, niekoniecznie detalicznych, takich które kupują wszyscy, ale portfeli, które gwarantują dużą stopę zwrotu, a jednocześnie pozwalają na wykorzystanie naszego dość specyficznego know-how.

Złoty może stracić kolejne 10 proc. w relacji do głównych walut

CEO Magazyn Polska

Sytuacja fundamentalna polskiej waluty nie jest najlepsza. Niewykluczone, że złoty może stracić kolejne kilkadziesiąt groszy do franka szwajcarskiego, co wynika nie tylko z niepewnej relacji EUR/CHF, lecz także ze słabości złotego do pozostałych walut. Na nowej sytuacji rynkowej skorzystają eksporterzy.

Prognozowanie w świetle tego, co się dzieje teraz na świecie na rynkach finansowych w długim terminie jest wróżeniem z fusów. Parę dni przed ogłoszeniem decyzji bank centralny Szwajcarii informował inwestorów o utrzymaniu relacji euro do franka szwajcarskiego na poziomie 1,20, po czym zrezygnował z tego. Konsekwencje na rynkach są olbrzymie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Wardyn, dyrektor zarządzający City Index, platformy transakcyjnej umożliwiającej handel kontraktami CFD.

W jego ocenie inwestorzy na świecie postawili na franka i dolara. Oczekują, że będą rosły stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych, kupują dolara i można założyć, że taki trend utrzyma się, choć prognozowanie w długim terminie jest trudne, także ze względu na niepewną sytuację na rynku ropy naftowej i rubla.

Dyrektor zarządzający City Index twierdzi, że na rynku złotego w krótkim terminie sytuacja jest niebezpieczna. Wpływa na nią dodatkowo niepewna relacja euro/frank.

Jeżeli spojrzymy na koszyk polskich walut, to jesteśmy jeszcze w trendzie horyzontalnym, który trwa od przełomu 2011 i 2012 roku. Brakuje jednak bardzo mało do osłabienia złotego – jeżeli przebilibyśmy się wyżej, to skutkowałoby to osłabieniem być może nawet o kolejne 10 proc. do głównych par walut – ostrzega Łukasz Wardyn. – W przypadku CHF/PLN jesteśmy także bardzo blisko niebezpiecznego punktu, czyli poziomów z przełomu 2011 i 2012 roku. Jeżeli te poziomy zostałyby przebite, to również dotknie to franka. Na szczęście po wzmocnieniu złotego z ostatnich dni oddaliliśmy się od tych poziomów.

Ekspert tłumaczy, że na parze EUR/CHF zarysowała się podobna sytuacja jak w sierpniu 2011 roku (okolice 1-1,008) i prawdopodobnie utrzymanie takiego kursu powinno sprzyjać stabilizacji. Z kolei na kształt kursu CHF/PLN wpływa nie tylko relacja pary euro do franka szwajcarskiego, lecz także dodatkowa słabość polskiej waluty do głównych walut, w tym euro.

Z uwagi na urealnienie kursów franka po decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego o de facto 20 proc. dla kredytobiorców niepożądany scenariusz jest taki, że banki musiałyby wzywać ich do uzupełniania swoich depozytów lub zabezpieczeń. Na razie kredyty hipoteczne oparte na franku były dość dobrze spłacane, więc do tej pory żadnego dramatu nie było. Mam nadzieję, że dalej go nie będzie, natomiast bez dwóch zdań sytuacja będzie trudniejsza, a raty zdecydowanie wzrosną – ocenia Wardyn.

Jak dodaje, osoby, które mają kredyt we franku, będą też miały mniej środków na konsumpcję, co przełoży się na gospodarkę. Czysto hipotetycznie raty średnio rosną o kilkanaście procent, co przy kilkuset tysiącach może nieznacznie wpłynąć na konsumpcję w tym roku.

Z drugiej strony pamiętajmy o tym, że wartość złotego spada już od połowy 2014 roku, co w pewnym uproszczeniu, ale sprzyja eksporterom. Bardziej obawiałbym się przełożenia na złotego zamieszania na światowych rynkach finansowych niż wpływu lokalnych czynników – tłumaczy ekspert.

Na słabym złotym tracą importerzy. Po trudnej sytuacji na rynku opcji w latach 2008-2009 wielu z nich odwróciło się od zabezpieczania swoich pozycji walutowych. Wardyn jednak zaznacza, że wymiana handlowa Polski ze Szwajcarią nie jest wysoka, więc nie należy w dużym stopniu się o to obawiać. Ze względu na ogólną sytuacją na rynku walutowym większy problem mają importerzy, którzy rozliczają swoje transakcje w dolarach.

Dolar w ciągu ostatnich 7 miesięcy w stosunku do złotego umocnił się o niemal 25 proc., a w relacji do euro o około 20 proc.

Regulacje ECOFIN ws. opodatkowania spółek i prania pieniędzy

Rada ds. Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN) przyjęła zmiany w dyrektywie dot. opodatkowania spółek dominujących i zależnych w zakresie ogólnej klauzuli służącej zapobieganiu unikaniu opodatkowania. Mają one zapobiegać obchodzeniu dyrektywy w celu unikania opodatkowania oraz zapewnienie większej spójności w jej stosowaniu w poszczególnych państwach członkowskich UE. W posiedzeniu w Brukseli  27 stycznia br. wziął udział podsekretarz stanu w MF Artur Radziwiłł.

Klauzula ułatwi także państwom członkowskim walkę z agresywnym planowaniem podatkowym przez grupy przedsiębiorstw oraz zapewni bardziej sprawiedliwe opodatkowanie w zakresie opodatkowania działalności gospodarczej w UE. Państwa członkowskie muszą wdrożyć nowe przepisy do końca 2015 r.

Współpraca przeciw finansowaniu terroryzmu i EFIS

Rada zatwierdziła także porozumienie z Parlamentem Europejskim dotyczące zapobiegania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Ponadto, w świetle ataków terrorystycznych w styczniu br. w Paryżu, Rada i Komisja Europejska (KE) przyjęły deklarację, w której podkreśliły znaczenie podejmowania zdecydowanych działań na rzecz walki z finansowaniem terroryzmu oraz wzmocnienia współpracy w tym zakresie między odpowiednimi instytucjami wywiadu finansowego w poszczególnych państwach członkowskich UE.

Ministrowie dyskutowali także o przedstawionej przez KE 13 stycznia br. propozycji ustanowienia Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS), który ma ułatwić mobilizację środków finansowych w wysokości 315 mld euro na inwestycje prywatne i publiczne w całej UE. Fundusz ten stanowi rdzeń Planu Inwestycyjnego dla Europy przedstawionego przez Komisję w listopadzie 2014 r. Jak najszybsze osiągnięcie porozumienia i nadanie operacyjności temu Funduszowi do połowy br. jest jednym z głównych priorytetów przewodnictwa Łotwy w Radzie UE w I połowie br. Polska już na wczesnym etapie była promotorem działań na rzecz zwiększenia inwestycji i konieczności pobudzenia wzrostu gospodarczego w Europie.

Ministrowie zapoznali się także z programem prac Rady ECOFIN w okresie przewodnictwa Łotwy w I połowie 2015 r. W tym czasie będą kontynuowane działania służące zapewnieniu zrównoważonego wzrostu w UE, w tym prace dotyczące utworzenia EFIS. Będą także prowadzone prace w zakresie przeglądu europejskich ram zarządzania gospodarczego, realizacji Strategii Europa 2020 oraz zapewnienia efektywnej realizacji kolejnego cyklu Semestru Europejskiego. Jednym z priorytetów są także prace dotyczące sektora finansowego oraz walki z oszustwami podatkowymi i unikaniem opodatkowania.

Plan pracy na 2015 r.

Komisja Europejska przedstawiła także plan pracy na 2015 r., podkreślając znaczenie działań na rzecz zwiększenia zatrudnienia, wzrostu gospodarczego i inwestycji. Oprócz prac dot. EFIS Komisja przedstawi propozycje regulacji poprawiających otoczenie biznesowe przez ograniczenie barier regulacyjnych i pozaregulacyjnych oraz wzmacniających jednolity rynek. KE zajmie się też funkcjonowaniem rynków finansowych w UE, w tym utworzeniem unii rynków kapitałowych i pogłębienia jednolitego rynku detalicznych usług finansowych. W obszarze podatków Komisja zwiększy wysiłki w zakresie walki z oszustwami podatkowymi i unikaniem opodatkowania oraz zapewnienia sprawiedliwych i przejrzystych praktyk podatkowych. Ministrowie zapoznali się także z komunikatem KE ws. przeglądu regulacji określających ramy zarządzania gospodarczego w UE (tzw. sześcio- i dwupak) oraz komunikatem ws. elastyczności Paktu Stabilności i Wzrostu. Jego celem jest ułatwienie realizacji reform i inwestycji potrzebnych do pobudzenia wzrostu i zwiększenia zatrudnienia oraz zapewnienie respektowania przez państwa członkowskie uzgodnionych wspólnie zasad określonych w Pakcie.

Rada zatwierdziła także stanowisko UE na spotkanie ministrów finansów i prezesów banków centralnych w ramach G20 w Stambule w dniach 9-10 lutego br.

Firmy poszukują absolwentów nauk ścisłych. Ericpol zatrudni w tym roku 300 specjalistów

CEO Magazyn Polska

150 wykwalifikowanych specjalistów znajdzie w tym roku pracę w centrum rozwoju oprogramowania, które w Łodzi otworzył Ericpol. Kolejne 150 osób firma zatrudni w swojej siedzibie w Krakowie. Ericpol to firma inżynierska świadcząca usługi w branży IT. Stawia głównie na młodych matematyków. Polskie przedsiębiorstwa coraz częściej rozwijają swój biznes, opierając się na współpracy z naukowcami. Dzięki mariażowi nauk ścisłych i nowych technologii Polska będzie doganiać bogatsze kraje Zachodu.

Współpracujemy ściśle zarówno z AGH w Krakowie, jak i z uczelniami w Łodzi. Jest to ważne dla obu stron. My mamy wpływ na to, w jaki sposób i czego uczy się studentów, a uczelnie dzięki współpracy są bliżej biznesu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Smela, prezes firmy Ericpol.

Ericpol, polska firma inżynierska świadcząca usługi międzynarodowym potentatom technologicznym, stawia na młodych matematyków. We wtorek w Łodzi otworzyła centrum rozwoju oprogramowania Ericpol Software Pool, w którym zatrudni 150 specjalistów. Drugie tyle znajdzie pracę w siedzibie Ericpola w Krakowie. Prezes firmy podkreśla, że ludzie, którzy rozwiną talent matematyczny, z łatwością odnajdą się później na rynku pracy jako kompetentni inżynierowie, programiści czy naukowcy.

Matematyka jest bazą wszystkich nauk i to jest najlepszy trening w myśleniu analitycznym, logicznym – ocenia Jan Smela. – Nie mówię tego z punktu widzenia firmy, ale także z punktu widzenia Polski. Uważam, że jeżeli mamy rzeczywiście dogonić bogate kraje, to właśnie dzięki świetnym techniko i inżynierom, a matematyka jest w tym wypadku podstawą.

Postawienie na nauki ścisłe, to – jak zaznacza – podstawa dla firm, które planują długoterminowy rozwój. Dzięki naukowcom mogą one szukać odpowiedzi na problemy, które napotykają specjaliści zajmujący się nowoczesnymi technologiami.

Jeżeli myślimy o rozwoju kraju, to musimy naukę wykorzystywać do tego, by rozwiązywać problemy powstające w polskich firmach. To nie jest oczywista sprawa, bo polscy naukowcy są rozliczani z czegoś innego – mówi Marek Gajowniczek, dyrektor ds. programów w firmie Ericpol. – Pierwszym krokiem, by to zmienić, jest wzajemne poznanie się. Wtedy naukowcy zaczynają rozumieć, jaki my mamy problemy. My zaczynamy rozumieć, jakie są uwarunkowania na uczelniach i instytutach badawczych, w jakich obszarach możemy liczyć na pomoc drugiej strony. Ta wiedza też jest potrzebna.

To dotyczy wielu segmentów szeroko rozumianej branży IT.

Ludzie oczekują, że w przyszłości więcej urządzeń, które ich otaczają i z których korzystają, będzie połączonych ze sobą, a ta komunikacja będzie inteligentniejsza niż dzisiaj – uważa Mikael Anneroth, manager user experience lab z Ericssona. – Pojawią się nowe sposoby na komunikowanie się z tymi urządzeniami. Będą one się do nas przystosowywać i „uczyć się” z wzorów naszych interakcji z nimi. Pojawią się też nowe sposoby na interakcję z tymi urządzeniami – kiedyś będą potrafiły odczytywać nasze emocje i będą próbowały w jakiś sposób przewidzieć, jaki będzie nasz następny krok, w jaki sposób mogą stać się bardziej przydatne.

Jeszcze dalej idą neuroinformatycy, którzy pracują nad rozwojem współpracy między mózgiem i komputerem. Technologia, dziś bardzo droga i ograniczona możliwościami, stosowana jest m.in. w komunikacji z osobami sparaliżowanymi, ma też zastosowania militarne. Z czasem jednak rozwinie się, stanieje i upowszechni.

Nie jest to odczytywanie myśli wbrew pozorom – zastrzega prof. Piotr Durka, specjalista od neuroinformatyki z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jest to odczytywanie tylko świadomie generowanych intencji, śladów myśli. Działa to cały czas powoli, to jest kilka, kilkanaście liter na minutę w najlepszym razie, ale rzeczywiście działa. Zastosowania dla tej technologii to już jest sprawa całkowicie otwarta.

Specjaliści zaangażowani – zarówno po stronie nauki, jak i biznesu – w rozwój nowych technologii mają ogromną szansę na sukces międzynarodowy. Jak podkreślali uczestnicy debaty „Nowy Złożony Świat: rola nauki w technologiach przyszłości” zorganizowanej przez Ericpol, to stwarza duże możliwości dla młodych, innowacyjnych ludzi, których w Polsce nie brakuje. Eksperci ocenili, że w Polsce jest potencjał na sukcesy na miarę Skype’a.

Sądzę, że młodzi Polacy sami nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak są dobrzy. Dziś edukacja w Polsce jest bardziej zaawansowana niż w Szwecji. Wielu młodych z pewnością chciałoby pracować w branży IT, ale oni nie wiedzą jeszcze tego, co wielu młodych Szwedów już odkryło, że jeśli jesteś innowacyjny, kreatywny, to potrafisz zaprojektować aplikację i założyć własną firmę, nawet jeśli nie przynosi ona początkowo zysku – zwraca uwagę prof. Harald Kjellin, informatyk i psycholog z Ericpol AB. – Kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi w Polsce, nie widzę na razie tego zainteresowania. Polacy nie są przekonani do tego, że są w stanie zrobić to samodzielnie. A potencjał jest.

Od niedzieli wchodzą w życie maksymalne stawki opłat za śmieci

0

Miesięczna opłata za odpady komunalne nie będzie wyższa niż 25 zł od osoby lub 70 zł od gospodarstwa domowego. Z kolei stawki za niesegregowane śmieci nie mogą przekroczyć podwójnych stawek odbioru odpadów posegregowanych. To skutek nowelizacji ustawy śmieciowej. Zmiany wprowadzono z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis o dowolności gmin w ustalaniu stawek za wywóz śmieci jest niekonstytucyjny.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nakazał rządowi ustalenie maksymalnych stawek, jakie mogą być pobierane od mieszkańców, osób produkujących odpady i gospodarstw domowych, a nie maksymalnych stawek, jakie mogą być płacone zakładowi przetwarzania – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Ostapiuk, wiceminister środowiska.

Zmiany wprowadza nowelizacja tzw. ustawy śmieciowej. Dokładnie chodzi o Ustawę z dnia 28 listopada 2014 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw. Jedna osoba według nowych zasad winna płacić nie więcej niż 2 proc. dochodu rozporządzalnego ustalonego przez GUS. Akt prawny wprowadza ponadto górne granice innych opłat komunalnych uzależnionego od powyższego dochodu. Użytkownicy za 1 metr sześcienny wody zapłacą maksymalnie 0,7 proc. dochodu rozporządzalnego, za 1 metr powierzchni użytkowej 0,08 proc. oraz w przypadku powierzchni gospodarstwa domowego – 5,6 proc.

Każde gospodarstwo domowe ma swój dochód, który po opłaceniu podatków i innych rzeczy wyraźnie określonych prawem stanowi kwotę dyspozycyjną dla każdego gospodarstwa – mówi Ostapiuk.

Według ostatnich dostępnych danych GUS w 2013 roku w gospodarstwie domowym przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny wyniósł 1299 zł, rok wcześniej był na poziomie 1278 zł.

Przyjęliśmy, że maksymalna stawka za gospodarkę odpadami, jaką może płacić osoba w gospodarstwie domowym, to 2 proc. od tej kwoty, maksimum około 25 zł – tyle maksymalnie samorząd może nałożyć podatku na obywatela – podsumowuje Janusz Ostapiuk.

Kantory internetowe z miliardowymi obrotami

Obroty kantorów internetowych w Polsce w 2014 r. wyniosły ok 25 mld zł – szacują eksperci z Currency One. W tym roku liczba ta może zwiększyć się o ok. 30 proc. Z roku na rok internetowe platformy zabierają klientów bankom i stacjonarnym placówkom. Wygrywają niskimi spreadami i szybkimi transakcjami do banków.

Currency One, właściciel InternetowyKantor.pl i Walutomat, podał obroty swoich platform w 2014 r. Stanowią one w sumie ponad 10,4 mld zł, czyli ponad 40 proc. całego rynku wymiany walut online w Polsce w zeszłym roku.

Szacujemy, że w 2015 roku Polacy wymienią w sieci ponad 30 mld zł – mówi Łukasz Olek z zarządu Currency One. – Branża z roku na rok notuje stały wzrost. Siłą napędową jest biznes i osoby spłacające kredyty walutowe. Zwłaszcza przy rosnących kursach walut, ludzie poszukują oszczędności, a spready w sieci są minimalne.

Ciekawie przedstawiają się dane NBP na temat kantorów stacjonarnych, które wymieniły walutę w 2013 r. na kwotę 156 mld zł. W pierwszym półroczu zeszłego roku było to 70 mld zł. Za wcześnie by mówić o tendencji spadkowej, ale niewątpliwie kantory internetowe ugryzły spory kawałek tortu stacjonarnym placówkom.

W Walutomacie, pierwszej w Polsce platformie wymiany walut między użytkownikami wymieniono w zeszłym roku 6,2 mld zł, co stanowi wzrost o 24 proc. w stosunku do poprzedniego roku (5 mld zł). Także w internetowyKantor.pl obroty zwiększyły się o 31 proc. i wyniosły w zeszłym roku 4,2 mld zł. Liczba klientów obu tych serwisów sięga już prawie 300 tys.

Czego oprócz wzrostu obrotów można spodziewać się na rynku e-kantorów w 2015 r.? – Obecnie w Internecie funkcjonuje ok. 50 kantorów, większość z nich przy niskich marżach w branży nie może sobie pozwolić na inwestycje i dynamiczny rozwój. Przewidujemy, że odbędą się konsolidacje na rynku – mówi Łukasz Olek z Currency One.

Ciekawym kierunkiem obranym w tym roku jest także rozwój międzynarodowy. Wprowadzany już przez polskie e-kantory, choćby na przykładzie Valutomatu, uruchomionego przez Currency One w Czechach. Na razie jest on niezależną swoistą giełdą walut, ale w przyszłości może umożliwić płatności między klientami polskimi i czeskimi, co będzie dużą wartością dla klientów biznesowych.

Prawo zamówień publicznych wciąż z wadami. Problemy pokazuje ciągnący się przetarg na system zarządzania drukiem dla ZUS-u

0

CEO Magazyn Polska

Pomimo ubiegłorocznej nowelizacji ustawy Prawo zamówień publicznych wciąż są duże problemy z przetargami. Na ich rozstrzygnięcie trzeba często czekać latami. Głównie z powodu braku jednoznacznej definicji rażąco niskiej ceny, a także wciąż zbyt małej roli innych czynników niż cena w procesie oceny ofert. Skalę problemu pokazuje m.in. trwający od kwietnia 2014 r. przetarg na dostawę drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych wraz z materiałami eksploatacyjnymi i serwisem dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

‒ Wiele przetargów jest zamrożonych do momentu jakiegoś rozstrzygnięcia. Wynika to z nieprecyzyjnych przepisów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bińkowski, analityk Warsaw Enterprise Institute. ‒ W obecnym stanie prawnym i faktycznym przetarg może być zamrożony na wiele miesięcy, pewnie nawet lat. Ostatecznie nikt na tym nie zyskuje, a wszyscy tracą.

Raport przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute pokazuje, że jednym z głównych problemów z prawem zamówień publicznych jest brak jasnej definicji rażąco niskiej ceny. Po ubiegłorocznej nowelizacji ustawy zamawiający ma obowiązek zażądać wyjaśnienia od oferenta, który proponuje cenę niższą o co najmniej 30 proc. od wartości zamówienia lub od średniej ceny wszystkich ofert. W innych przypadkach zamawiający ma takie prawo.

WEI zwraca uwagę na to, że przepisy są niejasne, a do tego nie ograniczają procedur odwoławczych. Zamawiający może domagać się wyjaśnień od wszystkich oferentów, nawet gdy proponowana przez nich cena jest tylko nieznacznie niższa od średniej. Argument rażąco niskiej ceny to też szansa dla oferentów na walkę z tańszymi konkurentami. W przetargu na dostawę drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych wraz z materiałami eksploatacyjnymi i serwisem dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych najtańsza oferta złożona przez firmę Arcus została zakwestionowana i odrzucona.

‒ Główny problem dotyczy właśnie rażąco niskiej ceny. Sytuacja polega na tym, że jeden z oferentów, którego oferta nie została wybrana w toku przetargu, odwołał się od wyniku przetargu, wskazując na to, że zamawiający, czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych, niesłusznie nie odrzucił oferty zwycięzcy przetargu z powodu rażąco niskiej ceny – wyjaśnia Bińkowski.

Przetarg ZUS-u na zakup łącznie ponad 3,3 tys. drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych został ogłoszony już w kwietniu 2014 r. Najtańszą ofertę, wartą ponad 36,2 mln zł, przedstawiła spółka Arcus. Była ona o niecałe 30 proc. tańsza od kwoty przeznaczonej na zamówienie przez ZUS oraz od średniej cen ofert. Zwycięzcą przetargu została spółka Arcus, jednak przegrani złożyli odwołanie. Krajowa Izba Odwoławcza rozstrzygnęła sprawę na korzyść odwołujących, nakazując ZUS-owi powtórzenie przetargu z odrzuceniem oferty firmy Arcus, uznanej za rażąco tanią.

‒ Zarówno zamawiający, czyli ZUS, jak i zwycięzca przetargu twierdzą zgodnie, że cena była odpowiednia – zauważa Bińkowski. Tłumaczy: Wskazują na fakt, że 70 proc. ceny zaoferowanej w toku przetargu dotyczyło ceny serwisowania sprzętu, natomiast nie samego fizycznego dostarczenia tego sprzętu. Zwycięzca przetargu ma swoje punkty serwisowe w siatce rozsianej po całej Polsce, dzięki czemu koszty serwisowania będą znacznie niższe.

WEI zwraca uwagę na to, że gdyby przetarg odbył się według znowelizowanej ustawy, sytuacji Arcusa byłaby lepsza. To jednak nie oznacza, że nowa ustawa rozwiązuje problemy związane z zamówieniami publicznymi. Bińkowski twierdzi, że napisanie dobrego prawa w tym zakresie jest bardzo trudne, bo musi ono godzić interesy wykonawców i zamawiających.

‒ Cały katalog przyczyn takiego stanu rzeczy jest dosyć długi – twierdzi Bińkowski. ‒ Przepisy dotyczące ceny rażąco niskiej są nieprecyzyjne i zezwalają, na odwoływanie się od decyzji zamawiającego w nieskończoność. W efekcie przetargi kończą się o wiele później, niż powinny.

Według niego najlepszym wyjściem byłby powrót do badania ceny przez zamawiającego przy udziale niezależnych ekspertów, ale bez udziału konkurentów. Tak było przed ubiegłoroczną nowelizacją. WEI zwraca również uwagę na zbyt słabą ochronę tajemnicy handlowej oraz niejasną definicję przedmiotów powszechnie dostępnych. Krytycznie ocenia również możliwość narzucenia wykonawcom formy zatrudnienia pracowników.

Mimo to WEI pozytywnie ocenia intencje ustawodawcy przy nowelizacji prawa. Analitycy zwracają uwagę, że do zaledwie 33 proc. spadł udział przetargów, w których cena jest wyłącznym kryterium. WEI chwali także wprowadzenie możliwości renegocjacji umów.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Przez sankcje i tanią ropę Rosja znajdzie się w 2015 r. wśród trzech najwolniej rozwijających się gospodarek świata

Rosja jest w pierwszej trójce gospodarek świata o najgorszych prognozach na 2015 rok. Jej sytuacja będzie się dalej pogarszać, bo wciąż wisi nad nią groźba kolejnych sankcji. Natomiast samo obniżenie ratingu tego kraju do poziomu śmieciowego nie oznacza dla Rosji katastrofy.

Zachód ukarał Rosję na dwa sposoby. Sankcjami, które ograniczają dostęp do kapitału, i cenami ropy, które dzięki zwiększeniu wydobycia przez USA spadły do poziomu ograniczającego zyski Rosji z eksportu.

– Ta sytuacja trwa już od kilku miesięcy i dla Rosji jest ona po prostu zła – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.W tym momencie nie mówimy już o tym, czy w tym roku będzie recesja w Rosji, ale raczej o tym, jak będzie poważna. Prognozy dla gospodarki Rosji są, jeżeli nie najgorsze, to na pewno sytuują ją w tym roku w pierwszej trójce najgorszych gospodarek na świecie.

Decyzja agencji ratingowej Standard & Poor’s, która uznała rosyjskie obligacje za papiery śmieciowe, oznacza, że już nawet część lubiących ryzyko inwestorów nie będzie ich kupować. Część funduszy inwestycyjnych ma w statucie zapisane klauzule, które zakazują im inwestycji w papiery z tak niskim ratingiem, więc nie będą one mogły inwestować w rosyjskie papiery, nawet jeżeli uznają, że ich oprocentowanie równoważy ryzyko.

– Paradoksalnie tych obligacji wcale nie jest aż tak dużo – ocenia Łukasz Bugaj. Budżet poprzez wcześniejsze wysokie dochody ze sprzedaży ropy nie był w Rosji napięty, dopiero w ostatnim czasie, z powodu zniżki cen ropy, pojawiły się pewne potrzeby z tym związane. To również nie jest tak, że nie znajdą się kupcy. Pamiętajmy o tym, że będzie problem z kupcami zewnętrznymi, ale niekoniecznie z kupcami na rynku wewnętrznym, w samej Rosji.

Tyle że zgromadzone w czasie dobrej współpracy z Zachodem zasoby Rosji w szybkim tempie maleją, a koszty zbrojeń i wydatki socjalne zapewniające Kremlowi polityczny spokój – wręcz przeciwnie. Nie poprawia się też sytuacja międzynarodowa Rosji.

Perspektywa jest negatywna, czemu nie można się dziwić, gdyż w aktualnym środowisku kondycja Rosji jest bardzo trudna – uważa analityk DM BOŚ. Bo z jednej strony mamy spadki cen ropy naftowej, czyli główne źródło dochodów budżetowych w Rosji, i innych surowców, a z drugiej strony mamy sankcje.

Sankcje okazały się niezwykle skuteczne. Wprawdzie odporność Rosji na kryzys jest dość wysoka, ale koszty, jakie z ich powodu ponosi, są wymierne i co najmniej ograniczają możliwość prowadzenia takiej polityki, jakiej chciałby Kreml. Rosyjski budżet na zbrojenia ma wynieść w tym roku w przeliczeniu ok. 70 mld dolarów. Podczas pierwszych przymiarek, w kwietniu 2014 było to 2,5 bln rubli, w październiku, gdy trwały prace nad budżetem, kwota wzrosła do 3,3 bln, a dziś, by osiągnąć założony poziom wydatków, Rosja musi wydać ponad 4,6 bln rubli.

Sankcje, które dosyć boleśnie uderzają w gospodarkę Rosji, zdecydowanie łagodnej biją w kraje zachodnie – podkreśla Łukasz Bugaj. – W tym samym czasie, kiedy doszło do obniżki ratingu, mówi się potencjalnie o nowych sankcjach. Miałyby być związane ze wzrostem napięcia na Ukrainie po weekendowych atakach na obiekty mieszkalne na wschodzie Ukrainy.

Unia Europejska w czwartek podjęła decyzję o objęciu sankcjami kolejnych osób i firm. Ich lista ma być przygotowana do 9 lutego. Ponadto sankcje przedłużono o pół roku, do września. Na najbliższym szczycie, zaplanowanym na 12 lutego, zostaną rozważone nowe działania.

Poprawia się koniunktura w branży budowlanej. Głównie jednak dla małych i średnich firm

CEO Magazyn Polska

Zapowiada się dobry rok dla małych i średnich firm w branży budowlanej. Koniunkturę napędzą inwestycje w budownictwie mieszkaniowym i przemysłowym, przy których pracuje sporo niewielkich wykonawców. Duże firmy zaangażowane w inwestycje infrastrukturalne na ożywienie muszą poczekać do 2016 r. Ceny materiałów budowlanych również wzrosną za rok.

W pewnych obszarach można liczyć na wzrost produkcji budowlanej, ale to raczej będą korekty i nieduże wahania niż jakaś intensywna skala wzrostów. O większych wzrostach będzie można mówić raczej w 2016 roku, kiedy na szerszą skalę zaczną być realizowane rządowe projekty budowy infrastruktury zarówno drogowej, jak i kolejowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Styliński ocenia, że w tym roku ożywienie nastąpi przede wszystkim w budownictwie mieszkaniowym i przemysłowym. Zwiastunem poprawy koniunktury w tym pierwszym sektorze jest rosnąca liczba pozwoleń na budowę mieszkań – w 2014 r. wydano ich ponad 156 tys., czyli o 13 proc. więcej niż rok wcześniej. Z kolei wzrost w budownictwie przemysłowym wynika wprost z rosnącego PKB i coraz większych potrzeb firm.

To dobre wiadomości dla małych i średnich przedsiębiorstw, bo te są szczególnie zaangażowane w inwestycje mieszkaniowe i przemysłowe. Przy tego typu budowach prace znajdują m.in. firmy instalacyjne. Największe koncerny budowlane koncentrują się na inwestycjach infrastrukturalnych, a w tym obszarze przyspieszenie nastąpi dopiero za rok.

Na razie te projekty częściowo się opóźniają, a częściowo są to projekty, które z założenia były przewidziane do realizacji w ramach modelu „Zaprojektuj i wybuduj”, czyli wykonawca po zawarciu umowy w wyniku postępowania przetargowego nie zaczyna od razu robót budowlanych, tylko zaczyna prace projektowe. W związku z tym w wielu przypadkach w 2015 roku będą prowadzone dopiero prace projektowe, a nie roboty budowlane – wyjaśnia Styliński.

Prezes PZPB dodaje, że dopiero start dużych inwestycji infrastrukturalnych wpłynie na wyraźne zwiększenie produkcji budowlanej, ale to ma nastąpić w 2016 r. Duże firmy już teraz szykują się do tych projektów i szukają pracowników. W 2014 r. liczba ofert pracy dla inżynierów i specjalistów wzrosła o ok. 8 proc. Wynika to właśnie z oczekiwanego wzrostu portfela zamówień w sektorze infrastrukturalnym w kolejnych miesiącach.

Z inwestycjami infrastrukturalnymi mocno powiązane są też ceny materiałów budowlanych. Styliński zaznacza, że za rok należy spodziewać się wzrostu cen, zwłaszcza kruszyw, stali i cementu. W tym roku wahania cen nie powinny być za to zbyt wysokie, tym bardziej że na rekordowo niskim poziomie utrzymują się ceny paliw.

Dzisiaj największym potencjalnym zagrożeniem dla budownictwa mieszkaniowego i przemysłowego jest ograniczenie koniunktury gospodarczej, czyli zahamowanie wzrostu gospodarczego w Polsce. Wydaje się, że dzisiaj nie ma jakichś fundamentalnych powodów do tego, by twierdzić, że finansowanie jako takie będzie zasadniczo ograniczane przez banki – ocenia Styliński.

Zaznacza, że w obszarze inwestycji infrastrukturalnych dużą rolę odgrywają środki unijne, które również nie są zagrożone. Niepewne jest jedynie finansowanie inwestycji przemysłowych, bo międzynarodowe koncerny często korzystają z kredytów w walutach obcych.

Styliński zauważa, że pewnym problemem dla branży w dłuższej perspektywie może być brak odpowiedniej kadry na rynku. Dotyczy to przede wszystkim pracowników średniego szczebla. Rozwiązaniem problemu jest odbudowa szkolnictwa zawodowego. To jednak przyniesie poprawę dopiero za kilka lat.

 Dziś nie widać zasadniczych problemów na rynku pracy. Musimy jednak być świadomi tego, że jeśli będziemy w stanie utrzymywać koniunkturę w budownictwie w perspektywie więcej niż roku czy dwóch lat, to wzrośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry, a te trzeba budować w sposób długofalowy i m.in. rozwój szkolnictwa zawodowego będzie dobrym kierunkiem – przekonuje Styliński.

W ubiegłym roku na sprzedaż trafiło 14 mld zł wierzytelności. W tym roku rekord może zostać pobity

CEO Magazyn Polska

W 2014 r. na rynek trafiły wierzytelności o rekordowej wartości. Banki i instytucje finansowe wystawiły na sprzedaż długi warte 14 mld zł. W tym roku może być ich więcej, bo rynek coraz bardziej się zmienia: silnie się specjalizuje, pojawili się zagraniczni inwestorzy i nowe produkty. Po raz pierwszy zostały wystawione na sprzedaż znaczące wierzytelności wynikające z kredytów hipotecznych – łącznie 2 mld zł.

Podaż w ubiegłym roku była rekordowo wysoka. Ciekawe były zmiany dotyczące struktury właścicielskiej oraz specjalizacji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Prot Zastawniak, MjA1NzUwNjc1 dyrektor zarządzający ds. sekurytyzacji spółki Pragma Inkaso. – Po raz pierwszy wartość wystawionych na sprzedaż przez banki i instytucje finansowe wierzytelności osiągnęła poziom 14 mld zł.

Dodatkowe 6 mld zł to tzw. rynek wtórny, czyli portfele wierzytelności przedsiębiorstw windykacyjnych. W sumie na rynek trafiło więc 20 mld zł wierzytelności. Jak podkreśla Zastawniak, nie wszystkie zostały sprzedane w ubiegłym roku, część transakcji została przesunięta na 2015 rok.

Ubiegły rok był ciekawy również ze względu na zmiany zachodzące w strukturach właścicielskich. Pojawiło się kilku inwestorów zagranicznych zainteresowanych polskim rynkiem.

Mamy do czynienia z inwestorami branżowymi wyspecjalizowanymi w windykacji. I tak możemy już od paru lat oglądać na polskim rynku biznesy skandynawskie, w tym roku na przykład duże przejęcie wrocławskiego Ultimo przez norweski B2 Holding. Do tego w ostatnich dniach mieliśmy informacje o nabyciu dużego portfela Getinu przez prawdopodobnie amerykańskiego inwestora, ta informacja nie jest jednak jeszcze oficjalnie potwierdzona – wymienia dyrektor w Pragma Inkaso.

Jego zdaniem inwestorów przyciąga nie tylko potencjał polskiego rynku, lecz także m.in. jego wysoka specjalizacja i nowe kanały. Na rynku pojawiły się – po raz pierwszy w takiej skali – kredyty hipoteczne. Banki przeznaczyły do sprzedaży łącznie ok. 2 mld zł wierzytelności hipotecznych

W tym roku możemy spodziewać się porównywalnej podaży na rynku wierzytelności z tendencją rosnącą – ocenia Prot Zastawniak. – Na pewno będzie na to wpływała wciąż duża konsolidacja rynku bankowego. Przy okazji konsolidacji rynku zawsze mamy do czynienia z czyszczeniem portfeli, czy to jest czyszczenie na przywitanie nowego inwestora, na tzw. nową miotłę, czy jest to tak naprawdę czyszczenie starego portfela.

Z drugiej strony na rynku odczuwalna będzie presja popytowa, bo nowi gracze wchodzący do Polski są zainteresowani dużym wolumenem transakcji.

Sprzedający również chętnie dokonują dużych transakcji, sprzedając w drodze exclusivity talks duży portfel, tak naprawdę otrzymują paradoksalnie lepszą cenę, niż wtedy, gdy sprzedawaliby pojedyncze wierzytelności lokalnym graczom – podkreśla Prot Zastawniak.

Ścisła współpraca firm ułatwia im wchodzenie na zagraniczne rynki, również te dalekie

0

CEO Magazyn Polska

Firmy łączą siły, żeby wchodzić na zagraniczne rynki. Dzięki ścisłej współpracy producentom z danej branży czy z danego regionu łatwiej zdobywać klientów w Azji, Ameryce czy Afryce, a także umacniać pozycję na rynkach UE. W ubiegłym roku działalność rozpoczął klaster eksportowy Polska-Wschód, który na rynkach azjatyckich i arabskich wspiera sprzedaż zagraniczną polskich producentów i promuje Polskę jako atrakcyjny kraj do inwestowania.

W przyszłości możemy się spodziewać, że klastry będą dźwignią polskich przedsiębiorstw chcących wejść na konkretny rynek, czy to dalekowschodni, czy amerykański, a także umocnić się na rynkach europejskich ze swoim produktem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Dondelewski, ekspert Związku Pracodawców Klastry Polskie. – Klastry mogą być jedno- lub wielobranżowe, o charakterze horyzontalnym. To są wspólne wyjazdy, targi, promocja, programy eksportu, ale z czasem na pewno obserwujemy pojawienie się takich grup liderów wokół branż, które być może staną się dla Polski dobrymi markami eksportowymi.

Po 11 miesiącach 2014 r. eksport towarów osiągnął wartość prawie 150,5 mld euro i był wyższy o 4,8 proc. w porównaniu z sytuacją sprzed roku. Popyt zagraniczny wciąż odgrywa istotną rolą we wzroście PKB kraju. W związku m.in. z rosyjskim embargiem i sytuacją za wschodnią granicą w ubiegłym roku resorty gospodarki, rolnictwa i spraw zagranicznych zintensyfikowały poszukiwania alternatywnych rynków zbytu. Większą aktywność zaczynają jednak wykazywać również same firmy.

Coraz częściej obserwujemy ruchy samych przedsiębiorców. Przykładem może być klaster eksportowy Polska-Wschód – przedsiębiorstwa skupione na Dolnym Śląsku, Śląsku czy w Małopolsce konsolidują swoją ofertę eksportową, przechodzą wspólnie pewne procedury oraz przygotowują pewne rozwiązania pozwalające im sprawniej i efektywniej wejść na dany rynek – wyjaśnia Dondelewski.

Koordynatorem tego klastra jest Instytut Nowoczesnych Technologii Logistycznych. Celem przedsięwzięcia jest stworzenie sieci współpracy pomiędzy producentami, dystrybutorami, jednostkami badawczymi i instytucjami z otoczenia biznesu oraz administracją. Wszystko po to, by zwiększyć skuteczność realizacji eksportu na rynek rosyjski i inne rynki azjatyckie oraz do kraje arabskie. Członkowie klastra chcą nie tylko promować swoje produkty za granicą, lecz także zachęcać inwestorów ze Wschodu do lokowania inwestycji w Polsce. To m.in. wspólne misje gospodarcze, wspólne badania i projekty innowacyjne oraz ubieganie się o dofinansowanie czy szkolenia.

Przykładem kolejnej inicjatywy jest zaangażowanie przedsiębiorstw małopolskich, które myślą o tworzeniu własnej regionalnej agencji rozwoju eksportu z udziałem firm i instytucji regionalnych oraz z wykorzystaniem środków unijnych na eksport. W mojej ocenie należy spodziewać się jeszcze mocniejszej konsolidacji w branż eksportowej w nadchodzących latach – podkreśla Marek Dondelewski.

Jak podkreśla ekspert, klastry eksportowe mogą być szansą np. dla sektora rolno-spożywczego. Zdaniem przedstawicieli Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szczególnie dotyczy to silnych segmentów tej branży. Największe szanse stania się silnymi światowymi klastrami eksportującymi mają te w sektorach drobiarskim, mleczarskim oraz owoców jagodowych. Eksperci postulują o wsparcie publiczne dla tych obszarów, bo – jak zaznaczają – silne klastry eksportujące są siłą napędową gospodarek regionalnych.

Jedną z form klastrów jest oczywiście skupisko geograficzne przedsiębiorstw, ale powstają też klastry regionalne o charakterze eksportowym i klastry branżowe. Na przykład klaster rolno-spożywczy, który koordynuje Krajowa Spółka Cukrowa, ma również za zadanie przygotowanie przedsiębiorców sektora rolno-spożywczego do uwalnianych możliwości eksportowych – wyjaśnia Marek Dondelewski. – W 2017 roku uwolniona zostanie cena cukru i możliwości sprzedaży zagranicznej w tym zakresie znacznie wzrosną.

Początek roku motywuje do zmiany trybu życia na zdrowszy. Fitness i diety dominują w dyskusjach internautów

CEO Magazyn Polska

Praca nad sylwetką i formą to na początku roku jeden z najpopularniejszych tematów internetowych publikacji. Polacy zaczynają realizować noworoczne postanowienie zmiany trybu życia na zdrowszy i chętnie dzielą się swoimi osiągnięciami na portalach społecznościowych i blogach. Tam też szukają pomysłu na trening lub dietę, a także popularnych osób propagujących zdrowy tryb życia. Z informacji Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że najskuteczniej Polaków motywuje Ewa Chodakowska.

Styczeń jest miesiącem, kiedy zaczynamy ćwiczyć, kiedy stawiamy na zdrowe odżywianie i sport. Instytut Monitorowania Mediów odnotował ponad 180 tysięcy publikacji na ten temat w okresie od 24 grudnia do 21 stycznia. Największy ich wzrost zaobserwowaliśmy 2 stycznia – kiedy wracamy do normalnego życia, kupujemy karnet i zaczynamy ćwiczyć – mówi agencji Newseria Barbara Koziar z Instytutu Monitorowania Mediów.

Liczba publikacji wskazuje na duże zainteresowanie tematem. Ma to związek z realizacją postanowień noworocznych, wśród których co roku dominują dieta i sport. IMM zbadał publikacje w social mediach i internecie. 86 proc. wzmianek na ten temat pojawiło się w mediach społecznościowych. Najaktywniejszymi źródłami dyskusji były: Facebook (51 proc. wszystkich publikacji z top 5 najbardziej aktywnych źródeł), Twitter (37 proc.) oraz forum.vitalia.pl, photoblog.pl, plus.google.com (po 4 proc. każdy).

Komentarze są w większości neutralne. Raczej wrzucamy informacje o tym, że ćwiczymy, jak ćwiczymy i co jemy. Negatywnie nacechowanych jest tylko promil publikacji – one raczej zawierają komentarze, że przeszkadzają nam tłumy na siłowniach, na bieżni, czasami komentujemy też nieodpowiedni ubiór osób, które pierwszy raz przyszły na trening, np. miały trampki zamiast adidasów – mówi Barbara Koziar.

Publikacje dotyczące zdrowego stylu życia Instytut Monitorowania Mediów podzielił na trzy segmenty: odchudzanie, fitness i bieganie. Najpopularniejszym okazał się fitness – na ten temat ukazało się ponad 120 tys. publikacji. Internauci najchętniej pisali o uprawianiu sportu w klubach, centrach sportowych i innych zamkniętych obiektach sportowych. Większość z publikacji dotyczyła konkretnych miejsc i rodzajów wybieranych aktywności fizycznych.

Internet stanowi dla Polaków nie tylko sposób na podzielenie się z innymi własnymi doświadczeniami treningowymi. W sieci osoby dbające o sylwetkę poszukują pomocy w wyborze rodzaju aktywności fizycznej lub diety najlepiej spełniającej ich oczekiwania. Szukają też wsparcia, zarówno w innych internautach borykających się z podobnym problemem, jak i w popularnych osobach propagujących zdrowy tryb życia.

 Inspirują nas Ania Lewandowska i Ewa Chodakowska, z dużą przewagą tej drugiej – aż 68 proc. wszystkich publikacji na ich temat dotyczyło Ewy Chodakowskiej – mówi Barbara Koziar.

Obie popularne trenerki komunikują się ze swoimi fanami na bieżąco za pośrednictwem social mediów, publikują posty z poradami dotyczącymi treningów i zdrowego żywienia, w ten sposób podtrzymując ich motywację. Coraz częściej z ich porad korzystają również mężczyźni.

Co ciekawe, w tym roku nie ma dominującego trendu na konkretną dietę (w ubiegłych latach były to np. dieta Dukana, kopenhaska czy kapuściana), internauci raczej stawiają na zdrowe odżywianie, które jest zresztą propagowane przez Lewandowską i Chodakowską.

Internauci doceniają także aplikacje, choćby Endomondo, które pozwalają zarejestrować odbyty trening, oraz serwisy społecznościowe, choćby Instagram, na którym możemy publikować zdjęcia z treningów lub przygotowywanych w ramach diety posiłków.

W niedzielę 115 mln widzów obejrzy w telewizji Super Bowl. Koszt emisji półminutowego spotu reklamowego to 4,5 mln dolarów

Nawet 115 mln widzów obejrzy w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu telewizyjną relację z Super Bowl, czyli finału rozgrywek ligi futbolu amerykańskiego NFL. To niemal dziesięciokrotnie więcej widzów niż podczas emisji wydarzeń związanych z piłką nożną i siatkówką. Koszt emisji półminutowego spotu reklamowego w trakcie wydarzenia w tym roku sięgnie 4,5 mln dolarów.

‒ Super Bowl to największe wydarzenie w Stanach Zjednoczonych, porównywalne tylko do wyborów prezydenckich i exposé, które wygłasza prezydent. Jest to wydarzenie, które przed samymi ekranami telewizorów zbiera około 115 mln widzów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Piętka, prezes Starcom MediaVest Group w Polsce. ‒ To niewyobrażalna skala jak na Polskę.

Dane te nie uwzględniają kolejnych milionów widzów, którzy Super Bowl obejrzą w internecie. Finałowy mecz ligi NFL będzie transmitowany przynajmniej w części w 190 krajach na świecie. Ubiegłoroczny Super Bowl zgromadził przed telewizorami 111,5 mln widzów.

Piętka przypomina, że finał mistrzostw Europy w piłkę nożną oglądało w Polsce przed telewizorami 16 mln widzów, a finał mistrzostw świata w siatkówkę w ubiegłym roku – 15 mln.

Tak wielka liczba widzów Super Bowl to olbrzymia zachęta dla reklamodawców. 30-sekundowy spot reklamowy w trakcie finału kosztuje w tym roku 4,5 mln dolarów – to o 500 tys. dolarów więcej niż rok temu i ponadstukrotnie więcej niż koszt reklamy podczas pierwszego Super Bowl w 1967 r. Wiele firm przygotowuje na to wydarzenie specjalne reklamy, które same w sobie często są wydarzeniem medialnym.

‒ Budżety reklam to kwoty idące w miliony dolarów. To są spoty i całe wydarzenia, cała akcja budowana wokół Super Bowl. Jest to już wielka machina, podobna do produkcji filmu już nie reklamowego, lecz telewizyjnego – wyjaśnia Piętka.

Zwraca uwagę na to, że wielu reklamodawców co roku decyduje się na kampanię związana z Super Bowl, co świadczy o efektywności tej promocji. W tym roku widać jednak pewne zmiany.

‒ W 2015 roku wycofały się z reklam wokół Super Bowl większe firmy, a trendem jest to, że pojawiają się firmy mniejsze, które potrafią poświęcić na to wydarzenie nawet do 10 proc. swojego rocznego budżetu mediowego. Chcą zaistnieć, pokazać się szerszej publiczności – wyjaśnia Piętka.

Wydatki na reklamę podczas Super Bowl ograniczyły zwłaszcza koncerny motoryzacyjne.

Tegoroczny Super Bowl to już 49. finał rozgrywek ligi NFL. Mecz odbędzie się na stadionie Uniwersytetu Phoenix w stanie Arizona. Tytułu z ubiegłego roku broni drużyna Seattle Seahawks, której gwiazdami są rozgrywający Russell Wilson, biegający Marshawn Lynch i obrońca Richard Sherman. Ich rywalem będzie zespół New England Patriots, który już po raz ósmy dotarł do finału NFL. Patrioci są prowadzeni przez rozgrywającego Toma Brady’ego, a w zespole jest też m.in. Rob Gronkowski. Hymn Stanów Zjednoczonych przed meczem wykona Idina Menzel, a w przerwie wystąpi Katy Perry w towarzystwie Lenny’ego Kravitza.

Mecz rozpocznie się o godz. 0:30 w poniedziałek. W Polsce Super Bowl XLIX będzie transmitowany przez stację Polsat Sport.

Banki drenują kieszenie klientów

Kolejne banki zapowiadają wzrost opłat za obsługę kont i kart. W ten sposób rekompensują sobie obniżki opłat interchange i niskie stopy procentowe NBP. W najbliższych tygodniach nowe cenniki pojawią się m.in. w PKO BP, CreditAgricole, czy ING Banku Śląskim.

Wpływ na podwyżki ma kilka czynników. Do najważniejszych należą jednak niskie stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego i obniżki opłat interchange. Banki rekompensują sobie w ten sposób niskie wpływy z odsetek od kredytów i prowizji pobieranych od punktów handlowych za akceptację kart.

– Na podwyżki decydują się głównie duże banki. W mniejszych wciąż znajdziemy tanie lub bezpłatne konta, bo te instytucje nie mogą pozwolić sobie na odpływ klientów – mówi Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Jeśli nie chcesz płacić – zmień konto lub kartę

W lutym zmieni się cennik w Banku Zachodnim WBK. Bank wprowadzi sztywną miesięczną opłatę w wysokości 7 zł za karty  MasterCardOmni i MasterCardPaybackOmni. Za te karty bank nie pobierał opłat i wydawał je do bezpłatnego Konta Godnego Polecenia (rachunek reklamował amerykański aktor Kevin Spacey). Posiadacze Konta Godnego Polecenia będą mogli wymienić kartę na Visa Sol, która kosztuje 4 zł. By obniżyć tę opłatę do 0 zł, trzeba będzie dokonać co najmniej 5 transakcji miesięcznie.

Kolejne podwyżki szykuje swoim klientom PKO Bank Polski. W pakietach Superkonto od maja z 29 do 39 zł wzrośnie opłata roczna za kartę PKO Ekspres wydaną do Superkonta (umowy zawarte do 13 marca 2011 r.)  oraz Superkonta Student. Bank zmieni opłaty w kartach debetowych wydawanych do PKO Kont za Zero, które zostały otwarte przed 1 października 2014 roku. Karta będzie kosztowała 4,90 zł, a żeby uniknąć opłaty trzeba będzie wydać 200 zł. Taki sam mechanizm zostanie zastosowany w kartach wydawanych do PKO Kont Rodzica. Ponadto bank podniesie opłatę za prowadzenie PKO Konta bez Granic z 15.00 do 17,90 zł oraz opłaty za srebrne karty kredytowe z 69 do 79 zł i za złote – ze 150 do 195 zł.

Podwyżki szykują swoim klientom także CreditAgricole i ING Bank Śląski. Warto przypomnieć, że od stycznia nowe, mniej korzystne dla klientów cenniki obowiązują już w Alior Banku, Banku BPH czy Citi Handlowym.

– Mniejsze dochody z tytułu kredytów i sprzedaży innych usług sektor bankowy rekompensuje podniesieniem opłat za już sprzedane produkty. Za tak drastyczne podwyżki możemy też podziękować SKOK-om. Ostatnie upadłości SKOK Wspólnota oraz SKOK Wołomin kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny ok. 3 mld zł. To blisko 30% zasobów funduszu, w związku z tym konieczne było podniesienie składki do BFG by dalej mógł on spełniać swoją funkcję gwarancji depozytów. Sektor bankowy przerzuca część tych kosztów na klientów właśnie poprzez zwiększenie różnych opłat – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Zima – najtrudniejszy czas dla kierowców

Nie da się ukryć, że poruszanie się samochodem w zimie to wyższa szkoła jazdy. Niska temperatura, ograniczona widoczność i śnieg sprawiają, że podróżuje się trudniej. Dlatego warto pamiętać o kilku zasadach.

W technice jazdy bardzo ważna jest płynność. „Każdy gwałtowny ruch może spowodować utratę przyczepności i w konsekwencji wpadnięcie w poślizg” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy. Jednak sama technika jazdy to nie wszystko. „Zimą powinniśmy zmobilizować się, by wyjść wcześniej z domu, odśnieżyć dokładnie swój samochód, czyli stworzyć sobie dobre warunki do jazdy i dopiero wtedy wyruszyć” – uważa ekspert.

O tej porze roku najtrudniej jest kierowcom, którzy przyzwyczajeni są do dynamicznej jazdy. Zima błyskawicznie weryfikuje nasze błędy. „Na co dzień nie jeździ się w poślizgach i zwykle powodują one zaskoczenie. Ludzie panikują w takich sytuacjach i często nie wiedzą, jak sobie poradzić” – mówi Jakub Bielak.

W technice jazdy obowiązują oczywiście pewne wskazania. Na przykład, wchodząc w zakręt, zdejmujemy nogę z gazu, wychodząc – prostujemy kierownicę i przyspieszamy. Nie ma jednak generalnych zasad, które określałyby nasze zachowania. „Technika jazdy daje narzędzia. Natomiast ruch drogowy jest nieprzewidywalny, a każda sytuacja inna” – podkreśla rozmówca.

W zimie bądźmy przede wszystkim spokojni i uważni. „Zachowujmy większą odległość między pojazdami, nie pozwólmy się zaskoczyć” – radzi ekspert. Zapamiętajmy, że jadąc wolniej, możemy dojechać dalej.

W Polsce przybywa urodzeń, ale ubywa ludności

W 2014 r. odnotowano spadek ludności Polski o mniej więcej 12 tys. Obecnie jest nas 38 mln 484 tys. 52% populacji stanowią kobiety – na 100 mężczyzn przypada 107 pań. Nie są to jedyne dane demograficzne zebrane przez Główny Urząd Statystyczny (GUS).

Pod względem liczby ludności Polska zajmuje 33. miejsce na świecie. Jest nas coraz mniej, bo nadal mamy ujemne saldo migracji – w 2014 r. wyjechało 15 tys. Polaków. „Ubiegły rok był jednak pierwszym od wielu lat, w którym odnotowano dodatni przyrost naturalny. Liczba urodzeń była wyższa od liczby zgonów o prawie 4 tys.” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Satora, rzecznik prasowy GUS.

„Niestety jest nas nadal za mało. 100 kobiet rodzi obecnie 126 dzieci. Aby osiągnąć poziom zastępowalności pokoleń, każda z pań powinna urodzić co najmniej dwoje” – zaznacza rozmówca. Współczynnik przyrostu naturalnego jest zdecydowanie wyższy na wsi. Mieszkańców przybyło w czterech województwach: mazowieckim, pomorskim, małopolskim i wielkopolskim. Najbardziej ubyło z kolei w świętokrzyskim, lubelskim, opolskim i łódzkim.

GUS odnotował wzrost liczby zawieranych małżeństw, przy czym podniósł się średni wiek nowożeńców (mężczyźni – 29 lat, kobiety – 27). W 2014 r. według wstępnych danych rozwiodło się ok. 66 tys. par. Przeżyły one ze sobą średnio ok. 14 lat.

W ubiegłym roku zmarło ponad 372 tys. osób – ponad 15 tys. mniej niż w roku wcześniejszym. „Głównymi przyczynami zgonów (więcej niż 70%) są choroby układu krążenia i choroby nowotworowe” – wyjaśnia Artur Satora. Przeciętna kobieta żyje 81 lat, a mężczyzna – 73.

Prognozy demograficzne dla Polski nie są optymistyczne. Szacuje się, że w 2035 r. będzie nas 2 mln mniej niż obecnie, a w 2050 – już 4 mln mniej niż dziś. Na 50 osób w wieku produktywnym będzie przypadać wtedy 100 emerytów.

Niższe koszty przyjmowania płatności bezgotówkowych dla przedsiębiorców

0

Maksymalne poziomy opłaty interchangena poziomie 0,2 proc. wartości transakcji dla kart debetowych oraz 0,3 proc. dla kart kredytowych oraz innych niż karty debetowe i kredytowe to efekt przepisów ustawy z dnia 28 listopada 2014 r. o zmianie ustawy o usługach płatniczych, która weszła w życie 29 stycznia 2015 r. Interchangeto główny składnik opłaty, jaką punkty handlowo-usługowe przekazują za pośrednictwem agentów rozliczeniowych do banków w związku z akceptacją kart płatniczych.

Nowe rozwiązania mają ograniczyć negatywne skutki zmiany od 1 stycznia br. zasad regulujących świadczenie usługi transgranicznego rozliczania transakcji kartami płatniczymi na terytorium Unii Europejskiej, w związku z decyzją wydaną przez Komisję Europejską w 2014 r. w stosunku do jednej z globalnych organizacji kartowych, działających na terenie Polski. Regulacja zapewni równe warunki konkurencji pomiędzy podmiotami rozliczającymi transakcje kartami płatniczymi, niezależnie od tego czy podmioty te działają transgranicznie, czy też posiadają siedzibę na terenie Polski.

Ministerstwo Finansów przypomina, że w przypadku ustalenia w umowie pomiędzy punktem handlowo–usługowym a agentem rozliczeniowym wyższej stawki opłaty interchange niż wskazana w ustawie należy stosować maksymalną stawkę ustawową. Należy pamiętać, że na polskim rynku usług płatniczych działa kilkunastu agentów rozliczeniowych. Warto więc, by przedsiębiorcy, chcący przyjmować płatności kartowe, zapoznali się z ofertą przynajmniej kilku agentów rozliczeniowych. Pozwoli im to wybrać najbardziej korzystne rozwiązanie, umożliwiające przyjmowanie płatności kartami płatniczymi. Obniżka podstawowego składnika opłaty z tytułu przyjmowania płatności kartami płatniczymi powinna stanowić zachętę do rozpoczęcia akceptacji kart przez punkty handlowo-usługowe, które dotychczas nie oferowały takiej formy płatności klientom. Jednocześnie dla tych punktów, które taką opcję już oferują, spadną koszty obsługi transakcji bezgotówkowych.

Lewiatan ocenia pakiet zmian dotyczących urlopów rodzicielskich

Prezydencki projekt ustawy zakładający zmianę przepisów związanych z urlopami rodzicielskimi zawiera wiele dobrych rozwiązań, np. określenie maksymalnego wieku dziecka uprawniającego matkę do korzystania przez nią z płatnej przerwy na karmienie, czy wydłużenie terminu do złożenia wniosku o udzielenie urlopu rodzicielskiego i wychowawczego. Ale zawiera też propozycje, które nakładają na pracodawców dodatkowe biurokratyczne obowiązki – uważa Konfederacja Lewiatan.

Do konsultacji społecznych trafił prezydencki projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks Pracy oraz niektórych innych ustaw zawierający pakiet zmian w obszarze przepisów dotyczących urlopów związanych z rodzicielstwem.

Zmiany akceptowane przez pracodawców
Część zmian zaproponowanych w projekcie zyskało akceptację pracodawców. Należy do nich zaliczyć zdefiniowanie dwóch funkcjonujących w obecnym porządku prawnym określeń „dodatkowego urlopu macierzyńskiego” oraz „urlopu rodzicielskiego” jednym terminem „urlopu rodzicielskiego”.

– Cieszy wprowadzenie przepisu określającego maksymalny wiek dziecka uprawniający matkę do korzystania przez nią z płatnej przerwy na karmienie (nie później niż do ukończenia przez dziecko 3 roku życia). Pracodawcy pozytywnie oceniają tę zmianę, gdyż obecnie nie ma przepisu, który określałby tę granicę, a skądinąd wiadomo, iż uprawnienie to jest często nadużywane – mówi Anna Kapłon, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy przewiduje wydłużenie terminu do złożenia wniosku o udzielenie urlopu rodzicielskiego i wychowawczego z obecnych 14-stu do 21 dni. Obowiązek informowania pracodawcy na co najmniej 21 dni przed planowanym rozpoczęciem urlopu pozwoli mu na lepsze przygotowanie procesu pracy do zmienionych warunków związanych z przyszłą absencją w pracy osoby składającej wniosek.

Projekt zakłada również zmianę w zakresie trybu rezygnacji z urlopu rodzicielskiego i urlopu wychowawczego. Rezygnacja z urlopu rodzicielskiego lub wychowawczego przed terminem ich zakończenia i powrót do pracy następowałaby wyłącznie za zgodą pracodawcy (z wyłączeniem tzw. długiego wniosku – gdzie obowiązywałoby rozwiązanie dotychczasowe). Ta zmiana z pewnością przyczyni się do wzrostu poczucia komfortu osób zatrudnianych na zastępstwo.

Istotną zmianą jest umożliwienie rodzicom dzielenia się uprawnieniami związanymi z opieką nad dzieckiem, w przypadku gdy jedno z nich jest objęte statusem pracownika, drugie zaś jest objęte ubezpieczeniem społecznym w razie choroby i macierzyństwa na innej podstawie niż stosunek pracy (np. jest osobą prowadzącą działalność gospodarczą). Zmiana ta wyrównuje sytuację ojców, którzy pomimo, iż sami są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę nie mogą korzystać z „rodzicielskich uprawnień urlopowych” ze względu na fakt, że uprawnienia takie nie przysługują nie zatrudnionym na umowę o pracę, a prowadzącym działalność gospodarczą, matkom ich dzieci.

Kolejną pozytywną zmianą jest wydłużenie z 12-stu do 24 miesięcy życia dziecka okresu w jakim ojciec dziecka może wykorzystać przysługujący mu dwutygodniowy urlop ojcowski. Zdaniem Konfederacji Lewiatan istnieje potrzeba wprowadzenia dodatkowych zachęt, w tym m.in. przepisów przyznających wyłączne „kwoty urlopowe” dla ojców na wzór krajów skandynawskich. Jak pokazują przykłady krajów skandynawskich rozwiązania takie mają przełożenie na zwiększenie popularności wykorzystywania urlopów przez ojców, co w efekcie miałoby także wpływ na poprawę trudniejszej w odniesieniu do mężczyzn sytuacji kobiet na rynku pracy.

Zmiany krytykowane przez pracodawców

W projekcie znalazły się również propozycje, które w ocenie członków Konfederacji Lewiatan nie niosą istotnych merytorycznych zmian z punktu widzenia pracodawców, a nakładają na nich jedynie dodatkowe biurokratyczne obowiązki.

Za takie rozwiązania pracodawcy uznali propozycje przepisów nakładających na pracodawcę obowiązek sporządzania pisemnych uzasadnień w przypadku negatywnego rozpatrzenia przez pracodawcę wniosku pracownika dotyczącego zmniejszenia wymiaru czasu pracy ( lub ustalenia indywidualnego rozkładu czasu pracy) ze względu na spoczywające na pracowniku obowiązki rodzinne.

Wątpliwości wzbudza zasadność wprowadzania powyższych zmian między innymi w kontekście obowiązujących przepisów dotyczących obowiązku przechowywania przez pracodawcę dokumentacji pracowniczej przez wiele lat.

Kolejną niekorzystną zmianą jest wprowadzenie obowiązku informowania pracowników o przysługujących im uprawnieniach związanych z rodzicielstwem. Bardziej skutecznym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie regulacji, które umożliwiałyby pracownikom bezpośrednio zainteresowanym tym tematem zapoznanie się z uprawnieniami związanymi z rodzicielstwem przy okazji np. rejestracji dziecka w urzędzie stanu cywilnego, poprzez wręczanie rodzicowi dokonującemu rejestracji kompleksowego pakietu aktualnych informacji dotyczących przedmiotowych uprawnień.

Zmianą, która wzbudza kontrowersje jest propozycja polegająca na likwidacji zasady bezpośredniości jaka obowiązuje w odniesieniu do sposobu korzystania z poszczególnych części urlopów związanych z rodzicielstwem. Projekt zakłada możliwość wykorzystania 16-stu tygodni urlopu rodzicielskiego w jednej lub dwóch częściach nie następujących bezpośrednio po poprzednio wykorzystanych częściach urlopu, co de facto oznacza możliwość wykorzystania tej części urlopu w dowolnym czasie, w jednej lub dwóch częściach, aż do ukończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 rok życia. To, zdaniem pracodawców pogorszy i utrudni proces związany z organizacją pracy w zakładzie.

Kolejną propozycją, co do której pracodawcy podchodzą z dużą rezerwą jest proporcjonalne wydłużenie okresu urlopu rodzicielskiego (maksymalnie do 64 tygodni w przy pojedynczym porodzie ) w przypadku powrotu pracownika do pracy na część etatu. Przy czym pracodawcy za właściwą uznali propozycję zawartą w projekcie polegającą na uzależnieniu możliwości pracy w takiej formule od ostatecznej zgody pracodawcy.

Konfederacja Lewiatan

Polska służba zdrowia w ogonie Europy

W opublikowanym Euro Health Consumer Indeks 2014 Polska zajęła 32 miejsce na 37 badanych krajów europejskich. Dopóki podstawą systemu opieki zdrowotnej nie stanie się pacjent nie można mówić o prawdziwej dostępności do usług na najwyższym poziomie. Jeśli priorytetem będzie obrona finansów NFZ, a nie racjonalne wydawanie pieniędzy, dopóty pacjent będzie zagubionym niewolnikiem systemu – uważa Konfederacja Lewiatan.

Ochrona zdrowia kuleje. Konfederacja Lewiatan często zwraca uwagę na brak systemowego podejścia do proponowanych zmian i łatania przez Ministerstwo Zdrowia dziur w sytuacji podbramkowej. Obecne sygnały dotyczące funkcjonowania pakietu onkologicznego też nie dają złudzeń, że w najbliższym czasie coś się zmieni (a mamy dopiero koniec stycznia).

– Z uwagi na okres przedwyborczy w najbliższym czasie nie ma co liczyć na zmiany i wcale nie cieszy, że nasze obserwacje znajdują również odzwierciedlenie w opublikowanym Euro Health Consumer Index 2014 – wskazuje dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Jak wynika z raportu zajmujemy 32 miejsce na 37 badanych państw Europy.

Z danych zawartych w Indeksie szczególną uwagę przykuwa brak w naszym kraju dobrej dostępności do lekarza pierwszego kontaktu, trudności z dostępnością do specjalistów i powiązane z tym kolejki do leczenia. Do tego dochodzą potwierdzane kolejny raz statystyki o jednym z najniższych współczynników liczby lekarzy w przeliczeniu na pacjentów. Z Indeksu wynika, że w zakresie oczekiwania na leczenie zajmujemy w Europie 24 miejsce.

Lepiej natomiast oceniani jesteśmy w zakresie opieki kardiochirurgicznej, czy opieki dentystycznej. Cieszy również wysoka pozycja w zakresie dostępności pacjentów do dokumentacji medycznej, chociaż i tutaj mamy zaległości – w szczególności w zakresie rozwoju e-zdrowia. Do tej pory nie uregulowano kwestii wizyt na odległość, wystawiania e-recept czy e-zleceń.

Ważnym elementem, pomijanym od lat przez rządzących, jest wprowadzenie realnej oceny jakości świadczeń zdrowotnych udzielanych przez placówki opieki zdrowotnej. W Polsce nie ma żadnych wyznaczników dotyczących oceny rezultatów leczenia przy uwzględnieniu rodzaju schorzeń, oceny podejścia do pacjenta w placówkach medycznych czy sprawdzania jakości aparatury medycznej.

W Indeksie zwrócono również uwagę na brak polityki w opiece długoterminowej. W badaniu w zakresie liczby pielęgniarek w opiece domowej oraz ilości łóżek dla pacjentów senioralnych jesteśmy w Europie na szarym końcu.

Konfederacja Lewiatan

Software Mind SA: wdrożenie iLumio w branży medycznej

Jest to pierwsze wdrożenie iLumio w branży medycznej, które kompleksowo ma zaspokoić potrzeby pacjentów Nowego Szpitala Wojewódzkiego we Wrocławiu. Zostanie w nim wdrożonych 316 punktów iLumio, których główną funkcją będzie dostarczanie rozrywki dla pacjentów, począwszy od telewizji HD po możliwość korzystania z internetu, gier i aplikacji. Dodatkową funkcją będzie system informacyjny, dzięki któremu pacjenci otrzymywać będą bieżące wiadomości od personelu szpitalnego. iLumio, jako kanał komunikacji, istotnie usprawnia obsługę pacjenta oraz podnosi jego komfort poprzez bieżący dostęp do informacji szpitalnych.

Do tej pory rozwiązanie oferowane przez Grupę Wind Mobile zdobyło głównie uznanie branży hotelarskiej, lecz potencjał systemu iLumio pozwala na jego zastosowanie także w innych dziedzinach. Przedsmakiem użyteczności iLumio dla branży medycznej było sponsorowane przez nas wdrożenie na oddziale Onkologii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu, które wykazało, jak bardzo nasze rozwiązanie jest przydatne dla placówek medycznych. Korzyści są obustronne – pacjent ma zapewnioną rozrywkę i informację, szpital natomiast dysponuje sprawnym narzędziem, które ułatwia porozumiewanie się z pacjentami. – mówi Justyna Michalczyk , General Manager iLumio w Software Mind SA.

Coraz częściej nowoczesne placówki szpitalne intensywnie wykorzystują technologie telemedyczne. Adaptują one szereg rozwiązań, podnoszących komfort pobytu pacjenta, które do niedawna były domeną wyłącznie branży hotelarskiej. Nowy Szpital Wojewódzki we Wrocławiu jest tego idealnym przykładem. Placówka, której otwarcie planowane jest na pierwszą połowę 2015 r., przeznaczona będzie dla mieszkańców Wrocławia i Województwa Dolnośląskiego. W czterokondygnacyjnym szpitalu o powierzchni 48 700 m2 mieści się 550 łóżek na 16 oddziałach oraz przychodnia przyszpitalna. Szpital dysponuje „gorącą platformą”, w skład której wchodzi: dział diagnostyki obrazowej, blok operacyjny z 10 salami, SOR, oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Równocześnie dzięki systemowi iLumio szpital będzie mógł zaoferować dodatkowe pomocne w leczeniu funkcje użytkowe dla pacjenta oraz podnieść komfort pobytu chorych w szpitalu.

Wind Mobile podkreśla, że istnieje bardzo duży potencjał rozwoju dla zastosowania rozwiązań takich jak iLumio. W Polsce funkcjonuje obecnie ponad 900 szpitali wyposażonych w blisko 200.000 łóżek. Jednocześnie rośnie liczba szpitali przechodzących proces komercjalizacji (170 placówek), a co się z tym najczęściej wiąże, placówek, które istotnie podnoszą standard obsługi pacjenta. Potencjał całego rynku europejskiego to ponad 14.000 szpitali z 3 milionami miejsc, gdzie udział szpitali prywatnych wynosi ok. 50%.

 

Budownictwo i nieruchomości na fali wznoszącej

Dane z raportu Pracuj.pl „Specjaliści na Rynku Pracy 2014” wskazują na ożywienie w branży budownictwo i nieruchomości. W 2014 ofert pracy z tej branży było aż o 13,4% więcej, niż w roku 2013. W 2014 r. na Pracuj.pl opublikowano z tej branży,  ponad 25 tys. ogłoszeń o pracę co stawia ją na piątym miejscu pod względem liczby opublikowanych ofert.

Jacy specjaliści są poszukiwani w budownictwie i nieruchomościach?

Pracodawcy w tej branży poszukiwali inżynierów, osób odpowiedzialnych za prace budowlane i produkcję, a także finansistów, pracowników działów obsługi klienta oraz handlowców  i sprzedawców. Sporo ofert pracy dotyczyło także specjalistów ds. nieruchomości i pracowników odpowiedzialnych za IT. Zapotrzebowanie na specjalistów z różnych obszarów potwierdza również Aneta Lebieżyńska, Główny Specjalista ds. Rekrutacji i Adaptacji ze Skanska S.A: „W 2014 roku zapowiadaliśmy zatrudnienie 800 osób i nie tylko zrealizowaliśmy te plany, ale znacznie je przekroczyliśmy. Tym niemniej nadal poszukujemy doświadczonych specjalistów. Na chwilę obecną najwięcej naszych ofert pracy kierujemy do inżynierów z uprawnieniami: kierowników budów i robót, szczególnie ze specjalizacji elektrycznej, energetyczne, niskoprądowej czy kolejowej. Poszukujemy również osób z wykształceniem innym niż budowlane m.in. w obszarze finansów, zasobów ludzkich, analizy biznesowej czy zarzadzania projektami. Chcemy zatrudnić zarówno specjalistów z doświadczeniem, jak również młode osoby, absolwentów, którzy wraz z rozwojem naszej firmy będą rozwijać swoje umiejętności”.

Zarówno w 2013 roku, jak i 2014, na pierwszych trzech miejscach pod względem liczby opublikowanych ogłoszeń, znaleźli się specjaliści budownictwa, handlu i sprzedaży oraz inżynierii. Pod względem dynamiki wzrostu, niekwestionowanym liderem jest inżynieria. Liczba ogłoszeń dedykowanych specjalistom tej dziedziny wzrosła o 14%. Wyraźne wzrosty liczby ofert pracy widoczne są także dla specjalistów produkcji i obsługi klienta. W pozostałych obszarach liczba ogłoszeń o pracę, w porównaniu rok do roku, była na zbliżonym poziomie.

 Kluczowy specjalista – Inżynier

W 2014 w branży budownictwo i nieruchomości największe szanse na zmianę pracy mieli specjaliści w dziedzinie inżynierii. Ofert dla nich było aż o 14% więcej niż w roku poprzednim i stanowiły one aż jedną piątą wszystkich ogłoszeń o pracę z tej branży. Co ważne, wzrost zapotrzebowania na tych specjalistów utrzymywał się przez cały rok – w każdym miesiącu ofert pracy było więcej, niż w analogicznym okresie 2013 r. Poszukiwano inżynierów z obszarów konstrukcje/ technologie, elektronika/elektryka i projektowanie – co więcej, liczba ofert pracy dla tych specjalistów dynamicznie rosła.

Rosnące zapotrzebowanie na inżynierów potwierdza również m.in. firma Budimex. „Z perspektywy Grupy Budimex mogę potwierdzić, że w 2014 roku odnotowaliśmy duży wzrost liczby osób nowozatrudnionych w porównaniu do 2013 roku. W 2014 roku przyjęliśmy ponad 500 nowych pracowników, przeszło dwa razy więcej niż w roku poprzednim. Wśród wszystkich zatrudnionych 70% stanowili inżynierowie i projektanci różnych specjalności, głównie budownictwa i energetyki – wyjaśnia  Monika Wiśniewska – Pietruszka, Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju w Budimex SA. „W tym roku planujemy dalszy wzrost zatrudnienia w spółkach grupy Budimex. Rozwijamy działalność w nowych sektorach, jak energetyka i budownictwo przemysłowe, stąd w 2015 roku będziemy rekrutować inżynierów w tych branżach. Dzięki pozyskaniu wielu kontraktów zwiększamy także skalę naszej działalności w budownictwie infrastruktury komunikacyjnej, dlatego planujemy znaczny wzrost ofert pracy adresowanych również do inżynierów w specjalności drogowej i mostowej. Będziemy też szukać specjalistów do nadzorowania robót ogólnobudowlanych oraz instalacyjnych w zakresie instalacji sanitarnych, elektrycznych oraz automatyki. W sumie w 2015 roku planujemy przyjąć w samym tylko Budimeksie SA ok. 800 nowych pracowników” – dodaje Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju w Budimex SA.

 Jaka pora roku sprzyja poszukiwaniu pracy w branży budownictwo i nieruchomości?

 Jak wynika z danych Pracuj.pl, najlepszym miesiącem na poszukiwanie pracy w omawianej branży był w 2014 roku, styczeń – opublikowano wtedy 2 609 ofert pracy. Także miesiące letniei wczesnojesienne sprzyjają pracownikom z branży budownictwo i nieruchomości. Natomiast listopad i grudzień to czas, kiedy liczba ofert pracy zasadniczo spada. W listopadzie 2014 r. opublikowano ich 1 832, a w grudniu tego samego roku 1 499. Podobne zjawisko obserwowano w 2013 r. Wtedy także początek roku przyniósł znaczący wzrost ogłoszeń o pracę, a koniec zasadnicze ich obniżenie.

Kto zatrudniał?

Pierwsze prognozy i wyniki 2014 roku mogły napawać przedstawicieli branży budownictwo i nieruchomości pewnym optymizmem. Na duży wzrost zamówień liczyli najwięksi gracze na rynku – generalni wykonawcy oraz firmy liczące ponad 250 pracowników. Znalazło to przełożenie w liczbie opublikowanych przez te firmy ogłoszeń. Ich wzrost rok do roku był bardzo znaczący i wyniósł 41% (z 5 565 ogłoszeń w 2013 do 7 406 ogłoszeń w 2014).

Mniejsze firmy były nieco ostrożniejsze, choć także one zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników. W mikro przedsiębiorstwach (do 10 pracowników) wzrost ten wyniósł 14%, w firmach nieco większych wzrost był na poziomie 2-3%, a firmy średnie w niewielkim stopniu zmniejszyły zapotrzebowanie w stosunku do roku 2013.

W jakim województwie najłatwiej o pracę w branży?

Najwięcej ogłoszeń z branży budownictwo i nieruchomości publikują pracodawcy z województwa mazowieckiego. W sumie w 2014 r. było ich 4 808, czyli o ponad tysiąc więcej, niż w 2013 (3775). Duża liczba ofert pracy w 2014 r. pochodziła z województw: śląskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego, małopolskiego oraz pomorskiego. Te województwa mają dość stały poziom zapotrzebowania na pracowników, powiększający się systematycznie z roku na rok. Mapa zatrudnienia w branży budownictwo i nieruchomości stanowi w dużym stopniu odzwierciedlenie mapy rozwoju Polski.

Odśnieżaj samochód dokładnie, a unikniesz mandatu

0

Odśnieżasz auto przy włączonym silniku? Uważaj, bo zapłacisz mandat. Podobne konsekwencje mogą cię spotkać, jeśli jedziesz samochodem niedokładnie wyczyszczonym ze śniegu i ludu.

Zima to dla kierowców prawdziwa udręka, szczególnie gdy za oknem pada śnieg, a temperatura spada poniżej zera. Wielu kierowców włącza silnik przed odśnieżaniem samochodu, by „nagrzał się on od środka”. W ten sposób łamiemy prawo. Po pierwsze przepisy zakazują pozostawiania auta z włączonym silnikiem na terenie zabudowanym, po drugie zabrania się używania samochodu, gdy praca silnika wiąże się z nadmierną emisją spalin lub nadmiernym hałasem – mówi serwisowi infoWire.pl Robert Koniuszy z Komendy Głównej Policji. „To nie są nowe przepisy. Takie prawo funkcjonuje od wielu lat. Wynika przede wszystkim z troski o środowisko i ekologię” – wyjaśnia funkcjonariusz.

Policjanci nie mogą przechodzić obojętnie obok osób, które łamią prawo. Za odśnieżanie auta z włączonym silnikiem grozi mandat w wysokości od 20 do 500 zł. „Można też zastosować pouczenie i jedynie zwrócić uwagę na wykroczenie, którego dopuszcza się kierowca” – informuje przedstawiciel prawa.

Od zapobiegania nadmiernej emisji spalin jeszcze ważniejsze jest dbanie o bezpieczeństwo i odpowiednie przygotowanie samochodu do jazdy. Do dokładnego odśnieżania auta zobowiązuje nas kodeks drogowy. „Pojazd powinien być tak utrzymany, by nie stwarzał zagrożenia nam oraz innym uczestnikom ruchu” – zaznacza Robert Koniuszy. Oczyszczenie szyb z lodu to podstawa. Ponadto powinniśmy pozbyć się śniegu z dachu, reflektorów i tablicy rejestracyjnej. Za nieprzestrzeganie tego przepisu także możemy otrzymać mandat w wysokości od 20 do 500 zł.

Płatności przez Internet? Poznaj 7 nowych zasad bezpieczeństwa

Myślisz, że o bezpieczeństwie płatności online napisano już wszystko? Nawet jeżeli, cyberprzestępcy nie ustają w wysiłkach tworząc nowe i niestety często skuteczne sposoby pozwalające włamać się na konto bankowe i dokonać kradzieży pieniędzy. Jak ustrzec swój majątek przed cyberatakiem?

Sprawdź zaufane instytucje płatnicze

Instytucje płatnicze to podmioty oferujące usługi finansowe, w tym przede wszystkim banki, agencje rozliczeniowe oraz inne, licencjonowane podmioty. Ich rejestr prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego, która weryfikuje czy akredytowana firma spełnia wszystkie, surowe wymagania bezpieczeństwa. Obecność takiego podmiotu w rejestrze dostawców usług płatniczych można w każdej chwili sprawdzić w wyszukiwarce dostępnej na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego. Dodatkowo można prześledzić rejestr licencjonowanych Agentów Rozliczeniowych prowadzony przez Narodowy Bank Polski. Jeżeli firma znajduje się na listach, możemy być spokojni o nasze środki finansowe.

Zweryfikuj wiarygodność pośrednika

Kiedyś by sprawdzić wiarygodność instytucji płatniczej wystarczyło zweryfikować adres strony www. Jeżeli zaczynał się od HTTPS i zawierał znak kłódki, czuliśmy się bezpieczni. Dziś taka weryfikacja to zbyt mało. Podszywanie się pod instytucje płatnicze to bardzo częsty sposób na wyłudzenie pieniędzy od nieświadomego internauty. Normą stały się oszustwa polegające na wykorzystaniu adresów typu: https://nazwa-banku.pl-oszukana-domena.com, do których certyfikat został poprawnie wystawiony, ale dla firmy innej niż bank. Właśnie dlatego zawsze należy sprawdzać adres strony i klikać w kłódkę, by weryfikować komu komunikat został wystawiony.

Dodatkowo można upewnić się czy instytucja finansowa posiada certyfikat PCI DSS świadczący o zgodności z popularnymi systemami płatności kartami kredytowymi. Standard ten potwierdza spełnianie światowej jakości norm dotyczących bezpieczeństwa.

Podnieś bezpieczeństwo transakcji

Wiarygodne instytucje płatnicze obsługą miliony transakcji finansowych dziennie. Za pomocą analizy statystycznej danych są w stanie skutecznie wykrywać potencjalne próby wyłudzeń. Każde takie działanie poprawia szansę na rozszyfrowanie schematu ewentualnego oszustwa oraz efektywne unieszkodliwianie działań podejmowanych przez cyberprzestępców.

Każdego dnia przeprowadzamy dziesiątki tysięcy transakcji zbierając ogromne ilości danych i informacji. Dzięki temu jesteśmy w stanie wykrywać wzorce pojawiające się przy próbach wyłudzeń i skutecznie im przeciwdziałać. Przykładowo próba obciążenia karty na niską kwotę, a następnie na kwotę dużo wyższą jest częstym sposobem badania możliwości dokonania oszustwa. Dlatego nie powinniśmy ignorować podejrzanych obciążeń, nawet jeśli ich kwota jest niewielka – mówi Bernadetta Madej, dyrektor ds. handlowych z Dotpay. Specjalistyczne zabezpieczenia oraz systemy do wykrywania oszustw stosują również banki, dlatego łączne korzystanie z usług instytucji bankowej oraz operatora płatności na pewno skutecznie podniesie bezpieczeństwo transakcji.

Sprawdź numer konta – trzy razy

Złośliwe oprogramowanie, takie jak np. VBKlip lub Banatrix, potrafi wykryć czynność skopiowania rachunku bankowego, podmieniając przy wklejaniu cyfry na inne, wskazane przez cyberprzestępcę. Dlatego jeśli kopiujemy numer konta np. z treści e-maila lub strony sklepu internetowego, powinniśmy po wklejeniu do formularza przelewu upewnić się, że cyfry są poprawne. Niestety, to nie zawsze wystarczy – niektóre wersje Banatrixa potrafią pokazać w przeglądarce poprawny numer konta, a do banku wysłać sfałszowany. Dlatego należy dokonać ponownej weryfikacji przy przepisywaniu kodu SMS potwierdzającego transakcję (jeśli nasz bank go wysyła).

To niestety nie wszystko. Cyberprzestępcy stworzyli KINS służący do atakowania telefonów i podmiany SMS-ów przychodzących z banku. Dla bezpieczeństwa należy zatem wykonać trzeci krok, tj. sprawdzić poprawność numeru konta po potwierdzeniu operacji na stronie banku. Warto też w miarę możliwości korzystać z operatorów szybkich przelewów internetowych. Przy takich transakcjach nie musimy przepisywać numeru konta, nie ma więc ryzyka zaatakowania przez złośliwe oprogramowanie.

Sposób na wyłącznie trojana zainfekowanym użytkownikom znaleźli informatycy z CERT Polska i Multibanku. Wykorzystali lukę w złośliwym oprogramowaniu instalowanym przez oprogramowanie KINS i ZITMO. W jaki sposób? Okazało się, że wystarczy wyprzedzić treść SMS-a wykrzyknikiem, który dla trojana był komendą zmuszającą do usunięcia.

Nie korzystaj z publicznych hotspotów

Mimo szyfrowania transmisji między przeglądarką a serwerem banku, powinniśmy zwracać uwagę na źródło internetu, z którego korzystamy. Na atak cyberprzestępcy jesteśmy szczególnie narażeni, gdy łączymy się z siecią publiczną (np. w kawiarni, z miejskiego internetu, na uczelni).

Jak działa atak? Cyberprzestępca tworzy sieć o neutralnej nazwie (DarmowyInternet, DlaGosci, Publiczna, FreeHotSpot itp.), do której podłącza się wiele osób. Router włamywacza potrafi jednak zmodyfikować treść przesyłanych stron – w locie zmieniać numery kont, prezentować fałszywe formularze logowania albo niezauważenie przekierować adresy stron na inne serwery. Wystarczy więc chwila nieuwagi, by dokonać logowania na podstawionej stronie, udostępniając w ten sposób nasze dane cyberprzestępcy. Dlatego w sieciach publicznych najlepiej nie przekazywać żadnych informacji, których podsłuchanie mogłoby nam w jakikolwiek sposób zaszkodzić.

Sprawdź komu podajesz numer karty

Jeśli chcesz zapłacić kartą za zakupy w sieci, sprawdź komu dokładnie podajesz swoje dane. Oczywiście wykorzystywanie takich informacji na podejrzanych stronach, np. z pirackim oprogramowaniem, grami hazardowymi czy treściami dla dorosłych, to proszenie się kłopoty. Z drugiej strony nawet dużym firmom zdarzają się wycieki danych. Przykładem może być Sony, na które atak doprowadził do wycieku danych 1,5 miliona kart kredytowych. W efekcie VISA czasowo wykreśliła firmę z listy podmiotów spełniających standardy bezpieczeństwa.

Warto zawczasu zadbać o bezpieczeństwo transakcji przeprowadzanych kartą. Niektóre banki (np. Citibank) wysyłają SMS-em kod, który należy wprowadzić w trakcie płatności przez Internet (usługa 3D Secure), a wiele z nich daje też możliwość otrzymywania SMS-ów informacyjnych o przeprowadzonych transakcjach. Dodatkowo możemy wyrobić sobie kartę przedpłaconą, na którą przelewamy tylko tyle pieniędzy, ile potrzebujemy do przeprowadzenia pojedynczej transakcji. Karta nie jest w żaden sposób powiązana z naszym głównym kontem bankowym. Nawet jeśli cyberprzestępca pozna dane, i tak nie będzie miał z nich żadnego pożytku. Takie karty oferują m.in. BZ WBK oraz bank Pekao.

Pamiętaj o chargebacku

A co, jeśli jednak zostałeś ofiarą cyberprzestępcy? Większość polskich banków nie podaje tej informacji, ale wszystkie transakcje przeprowadzane kartami kredytowymi VISA i MasterCard objęte są dodatkową gwarancją (tzw. chargeback). Z gwarancji można skorzystać m.in. jeśli dane naszej karty wyciekły, a na rachunku zaczęły pojawiać się nieautoryzowane transakcje. Po złożeniu reklamacji w banku należy czekać na decyzję, choć powszechnie wiadomo że zwykle wydawane są po myśli klientów.

Warto dodatkowo sprawdzić czy w naszym banku transakcje kartą kredytową przeprowadzane przez dodatkowego operatora płatności (Dotpay, PayPal itp.) mogą być reklamowane w ten sposób. W części instytucji finansowych jest to możliwe, w części trzeba spełnić dodatkowe warunki (np. najpierw należy złożyć reklamację u operatora płatności), a w części takie reklamacje w ogóle nie są uwzględniane. Można także skorzystać z dodatkowego ubezpieczenia transakcji przeprowadzanych za pomocą szybkich przelewów internetowych. – W tym przypadku gwarancji udziela operator płatności, a nie bank. Z opcji tej można skorzystać, gdy złożyliśmy i opłaciliśmy zamówienie ze sklepu internetowego, ale nie otrzymaliśmy zamówionego towaru. W takiej sytuacji zwrotu dokonuje operator płatności – podsumowuje Bernadetta Madej.

Dziś obiektem ataku hakerskiego może zostać każdy – zarówno firma, prywatny użytkownik, jak i instytucja państwowa. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo danych przechowywanych w sieci zależy przede wszystkim od nas samych. Kluczowa jest wiedza na temat skutecznej ochrony komputera i dokonywanych przez sieć transakcji. Dlatego zawsze zwracajmy uwagę na zasady bezpieczeństwa, szczególnie w czasie płatności w internecie, tak by nieświadomie nie stać się celem ataku cyberprzestępcy.

Prawie 40 proc. studentów przed aplikacją na staż sprawdza jego jakość

Poszukując staży i praktyk prawie 40 proc. studentów uwzględnia informacje o certyfikatach i nagrodach uzyskiwanych przez firmy w związku z organizacją staży lub praktyk – wynika z badania przeprowadzonego przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami w czerwcu 2014 roku. Potwierdza to rosnącą świadomość studentów w zakresie rzetelnej edukacji praktycznej, ale i większe zainteresowanie pracodawców weryfikacją swojej oferty stażowej.

Aby ułatwić młodym ludziom sprawne wejście na rynek pracy, PSZK od roku przeprowadza audyt programów staży i praktyk oferowanych przez firmy. W procesie audytu badana jest zgodność danego stażu bądź praktyki z założeniami Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk, czyli zbioru norm regulujących standardy realizowania wysokich jakościowo programów. – Badanie jakości staży i praktyk ma na celu wyróżnienie Znakiem Jakości tych organizacji, które zapewniają młodym ludziom rzetelne kształcenie zawodowe, a tym samym, udane pierwsze kroki na drodze kariery. Tym bardziej, że młode pokolenie podchodzi do poszukiwania staży i praktyk coraz bardziej świadomie, co pokazują wyniki zrealizowanego przez nas badania opinii studentów. Mimo złożoności procesu, coraz więcej firm decyduje się na przystąpienie do Programu. Do grona organizacji, które pozytywnie przeszły badanie audytowe dołączyły w ostatnim czasie: Allianz Polska, Bank BPH, Bonduelle Polska, Corning Optical Communications Polska, Instytut Lotnictwa/ GE Company Polska, Veolia Support Services: Center of Excellence SAP. Trwają audyty kolejnych programów staży i praktyk – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

Podczas audytu PSZK szczegółowo bada wszystkie zawarte w Ramach obszary, z których powinien składać się staż wysokiej jakości, m.in.: walor edukacyjny, umowa, wynagrodzenie, czy mentoring. Równie istotne są wywiady przeprowadzane zarówno z pracownikami działu personalnego, kadrą menedżerską, jak i praktykantami i stażystami. – Proces audytu jest czasochłonny i wymaga sporego zaangażowania ze strony firmy. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi swoich oczekiwań wobec pracodawców, Znak Jakości ułatwia przyciąganie do firmy najlepszych kandydatów – komentuje Gabriela Wróbel, HR Business Partner w firmie Veolia Support Services – jednej z organizacji, które pozytywnie zakończyły badanie.

Więcej informacji na temat Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk oraz programów staży i praktyk, które otrzymały Znak Jakości można znaleźć na stronie www.stazeipraktyki.pl oraz na portalu Facebook.

33 mld złotych – to szacunkowa wartość polskiego rynku e-commerce w 2015r. Determinantą rozwoju branży są płatności online oraz płatności mobilne

Wraz z rosnącą popularnością usług internetowych zmienił się dotychczasowy model funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki. Handel wszedł w nowy wymiar – zakupów i płatności online.

Stałe wprowadzanie innowacji stanowi dziś niekwestionowany warunek rozwoju branży
e-commerce. W związku z tym rynek płatności elektronicznych stanowi w ostatnich latach obszar dynamicznego rozwoju innowacji płatniczych. Odnoszą się one zarówno do procesu realizacji płatności, jak i wykorzystywania w jego toku instrumentów płatniczych.
Jedną z determinant wpływających na upowszechnienie się innowacji płatniczych są regulacje oraz inicjatywy o podobnym charakterze, dotyczące rynku płatności mobilnych oraz płatności online.

W grudniu 2014r wprowadzona została ustawa, która  gruntownie zmieniła przepisy i sposób prowadzenia handlu internetowego w Polsce. Wiążące się z nią zmiany dotyczą nie tylko zapisów zamieszczonych na stronie e-sklepu (np. informacja o prawie do odstąpienia od umowy, informacje o oferowanych metodach płatności i terminie zapłaty), lecz także zmiany struktury procesu zakupowego (np. wygląd strony z podsumowaniem zamówienia). Wynika z tego, iż największy potencjał w stymulowaniu zainteresowania branżą e-commerce mają te regulacje, których skutki są widoczne dla klienta i przez niego odczuwalne.

Zmiana handlu w e-handel, wykorzystujący stale wdrażane nowości technologiczne, staje się coraz bardziej powszechna. Dzięki rozwojowi mobilnego Internetu oraz aplikacji mobilnych nastąpił również rozwój sfery m-commerce. Obszar ten nie ogranicza się tylko do prowadzenia sprzedaży przez sklepy internetowe. Obejmuje także wiele różnorodnych usług i innych możliwości dokonywania transakcji przez urządzenia mobilne. Klient ma możliwość korzystania z nowoczesnych form płatności, które stale ewoluują. Przykładowo, w systemie Dotpay można płacić wszystkimi wiodącymi metodami płatności online: telefonem komórkowym za pośrednictwem karty kredytowej Visa i MasterCard, jak również szybkiego e-transferu czy też przelewem internetowym – komentuje Bernadetta Madej, Dyrektor Działu Handlowego Dotpay S.A.

E-handel w Polsce

Wg. tygodnika Time pierwszy polski sklep internetowy został otwarty 18 lat temu. Mimo to, dopiero kilku lat temu e-handel zaczął rozwijać się z niespotykaną dotąd dynamiką, bijąc kolejne rekordy sprzedaży. Z raportu firmy PMR – „Handel internetowy w Polsce 2014” wynika, iż w 2014 roku przychody branży handlu w sieci przekroczyły 27 mld PLN. To o 3,5 mld więcej niż rok wcześniej. Co ważne, obroty branży – jedynie w Polsce – zwiększają się w tempie przynajmniej 15% w skali roku.

Wg badania „Kupuję w Internecie 2014”, opracowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, największym zainteresowaniem  w okresie ostatnich 5 lat cieszyły się produkty z następujących kategorii: perfumy i kosmetyki (wzrost o 460%), produkty dla dzieci i zabawki (233%), sklepy wielobranżowe (213%) oraz odzież (81%). Najbardziej popularną kategorią e-commerce w Polsce – co raczej nie powinno stanowić zaskoczenia – wciąż są promocje i wyprzedaże –  wzrost aż o 757%!

17 mln internautów odwiedza serwisy e-commerce

Analizy niezbicie dowodzą, iż w Polsce stale rośnie zainteresowanie e-zakupami. 21,6 mln populacji (64%) to internauci, z czego 17 mln (78%) odwiedza serwisy e-commerce, zaś 21,7 mln (59%) odwiedza e-sklepy. W ciągu ostatnich 5 lat liczba internautów zainteresowanych tematyką e-commerce wzrosła z  13 079 701 do 17 727 596, czyli o 36%, podczas gdy liczba internautów wzrosła w tym okresie o 30%*. Stale zwiększa się zainteresowanie klientów
e- commerce.  W związku z tym, mechanizmy w obszarach e-handlu, w tym płatności, również ewoluują, co z kolei napędza zainteresowanie klientów zakupami oraz płatnościami internetowymi.

Banki wskazują kierunek zmian – inwestycje w aplikacje mobilne oraz płatności Internetowe

Warto zwrócić uwagę na działania banków, które stale inwestują w nowości w systemach online
oraz w aplikacje mobilne. Powstał już nawet pierwszy w pełni mobilny bank na świecie – Amerykański BankMobile. Dostęp do jego usług jest dostępny wyłącznie za pośrednictwem odpowiedniej aplikacji na smartfona. Jeśli chodzi o rodzimy rynek, posiadamy już pewną ilość aplikacji mobilnych, z których każda posiada innowacyjną funkcję. Przykładowo, aplikacja IKO PKO BP pozwala płacić w sklepach, wypłacać pieniądze z bankomatu, przesyłać środki na zasadzie SMS-ów czy nawet wystawiać wirtualne czeki – wszystko za pomocą telefonu! Są one podobne do polecenia wypłaty, możliwego do wykorzystania w bankomacie celem podjęcia pieniędzy. Pomysł IKO opiera się na systemie kodów jednorazowych, które są wyświetlane na ekranie telefonu i którymi zatwierdza się transakcje w bankomatach lub terminalach kartowych.

M-commerce oraz płatności mobilne

Rynek m-commerce, czyli obszar handlu elektronicznego w którym najistotniejszą rolę odgrywają urządzenia mobilne, rozwija się w błyskawicznym tempie. Z roku na rok obserwuje się coraz większe zainteresowanie konsumentów korzystających z usług sklepów internetowych oraz finalizacji zakupów poprzez dokonywanie płatności online. Z Badań  firmy analitycznej Flurry Analitics wynika, iż w 2014 r. korzystanie z aplikacji w urządzeniach przenośnych wzrosło o 76%. Najchętniej były one wykorzystywane do robienia zakupów, a także do zadań związanych z pracą i organizacją czasu oraz komunikowaniem się z otoczeniem. Okazało się również, że dynamicznie wzrosło zainteresowanie programami instalowanymi w smartfonach
i tabletach.

Zaufanie klientów kluczem do sukcesu

Sposobem na zdobycie zaufania klientów i zapewnienie bezpieczeństwa dokonywanych przez nich e-zakupów jest współpraca z profesjonalnym operatorem płatności Internetowych
np. Dotpay, Jako oficjalny członek Polskiego Standardu Płatności, wspólnie z największymi bankami, firma wypracowuje najlepsze metody obsługi płatności online. Operacje oferowane przez integratora płatności online, pozwalają e-sklepom na udostępnienie klientom większej liczby szybkich przelewów, zapewniając przy tym wysoką jakość realizowanych transakcji i pełne bezpieczeństwo. Ich zaletą jest także dostęp do mobilnych rozwiązań (aplikacje do szybkich płatności), dokonywanie i opłacanie zakupów za pomocą jednego kliknięcia, a także szansa kupowania produktów online w systemie ratalnym – bez konieczności załatwiania jakichkolwiek formalności osobiście.

Rosnąca rola segmentu prywatnego w polskim rynku usług stomatologicznych

Świadczenia stomatologiczne w Polsce od wielu już lat są domeną podmiotów niepublicznych, a ich rola będzie jeszcze wzrastać w ciągu najbliższych kilku lat, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek usług dentystycznych w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”.

Nakłady NFZ na stomatologię bez zmian

Począwszy od 2011 r. wydatki NFZ na opiekę dentystyczną w Polsce plasują się na stałym poziomie około 1,8 mld zł. Jest to kilkukrotnie mniej niż wydatki sektora prywatnego. Świadczenia stomatologiczne finansowane przez NFZ charakteryzują się niskim standardem, np. plomby światłoutwardzalne są zakładane tylko w przednich zębach, nie ma możliwości dopłaty do materiałów wyższej jakości.

PMR nie przewiduje w kolejnych latach wzrostu finansowania publicznego świadczeń stomatologicznych, co wobec wzrastających nakładów prywatnych powodować będzie dalszy spadek znaczenia płatnika publicznego w finansowaniu stomatologii.

Jednocześnie, jedynie część Polaków, którzy nie uzyskają świadczeń w ramach NFZ, zdecyduje się na leczenie prywatne. Jak wynika bowiem z różnych badań (np. badania GUS i Diagnoza Społeczna), brak pieniędzy jak najczęstszą przyczyną rezygnacji przez Polaków z leczenia zębów.

Implantologię czeka szybki rozwój

Jednym z najszybciej rozwijających się segmentów stomatologii w Polsce jest implantologia. W ciągu zaledwie kilku ostatnich lat liczba implantów wszczepionych w Polsce wzrosła więcej niż dwukrotnie i w 2014 r. wyniosła ponad 100 tys., wynika z szacunków PMR. Spadek ceny, do około 3,5 tys. zł za implant oraz wzrost popularności systemów ratalnych finansowania świadczeń stomatologicznych sprawiły, że stały się one dostępne dla większej liczby pacjentów.

Polski rynek implantów ma przed sobą duży potencjał rozwoju. Dla przykładu, w Niemczech liczba wszczepień implantów wynosi około 1 miliona rocznie. W kraju tym jest jednak możliwa refundacja implantu przez państwo, a w Polsce jest to segment wyłącznie prywatny.

Warto również podkreślić, że jest to segment najbardziej czuły na sytuację gospodarczą i zmianę dochodów ludności spośród wszystkich w stomatologii, dlatego też ewentualne spowolnienie gospodarcze odbije się na nim bardziej niż na innych sektorach.

Stomatologia polskim towarem eksportowym?

Stomatologia jest jedną z czterech głównych grup świadczeń oferowanych w ramach turystyki medycznej w Polsce. Dla pacjentów zagranicznych najczęściej wykonywane są zabiegi wysokospecjalistyczne, np. odbudowa kości, implantacje, podniesienie zatok szczękowych, skomplikowane leczenie kanałowe. Pacjenci z zagranicy najczęściej decydują się na kompleksowe leczenie w czasie jednej wizyty.

Istnieje szereg czynników rozwoju stomatologii w ramach turystyki medycznej, począwszy od dobrej opinii polskich lekarzy tej specjalizacji i coraz wyższych standardów opieki medycznej w Polsce, poprzez korzystny kurs złotego do euro, funta i dolara, aż do inkorporacje przez kraje Unii Europejskiej dyrektywy o leczeniu na terenie UE.

W związku z wejściem w życie dyrektywy transgranicznej na szybki rozwój mogą liczyć te placówki medyczne, które zainwestują w obsługę pacjentów w ich ojczystych językach oraz te, które przystosują się do europejskich standardów i będą oferowały np. odbiór dokumentacji medycznej w formie elektronicznej bezpośrednio ze strony placówki oraz umożliwią sprawne umawianie wizyt drogą elektroniczną.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek usług dentystycznych w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”

Komunikat w sprawie „C.H. NEXA” Spółka z o.o.

0

W związku z licznymi publikacjami medialnymi dotyczącymi Pana Stanisława Kujawy, mając na względzie m.in. prawo obywateli do ich rzetelnego informowania o działaniach kontroli skarbowej, w dniu 27 stycznia 2015 r., Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej, w trybie art. 34 ust. 1a-1c ustawy o kontroli skarbowej, wyraził zgodę na ujawnienie informacji dotyczących postępowań kontrolnych prowadzonych w „C.H. NEXA” Spółka z o.o.

Ujawnione informacje stanowią materiały zgromadzone w toku dotychczasowych działań kontroli skarbowej i będą podlegały dalszej weryfikacji administracyjnej oraz sądowej.

MF wsparło 23. Finał WOŚP

2.325 zł za zwiedzenie Ministerstwa Finansów wpłynie na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kwota ta wesprze podtrzymanie wysokich standardów leczenia dzieci na oddziałach pediatrycznych i onkologicznych oraz opiekę medyczną seniorów.

Minister finansów Mateusz Szczurek osobiście zapraszał na stronie aukcji do zwiedzenia zabytkowego gmachu ministerstwa. – Wierzę, że osoba która wygra licytację będzie zadowolona z możliwości obejrzenia miejsc, które na co dzień nie są dostępne do zwiedzania. W ramach wizyty zwycięzca będzie mógł zobaczyć najciekawsze pomieszczenia w ministerstwie, takie jak Sala Portretowa będąca miejscem spotkań i narad kierownictwa ministerstwa, gdzie zapadają szczególnie ważne dla finansów publicznych decyzje, czy Sala Kolegialna, w której odbywają się konferencje prasowe i uroczystości okolicznościowe – zachęcał minister.

Zwycięzca licytacji może liczyć również na spotkanie z Mateuszem Szczurkiem i pamiątkowe zdjęcie.

W Polsce potrzebny jest prosty, bezpieczny i trwały system dobrowolnych ubezpieczeń emerytalnych

W tym roku w Polsce liczba emerytów sięgnie 5,2 mln osób, a liczba ubezpieczonych podlegających ubezpieczeniu emerytalnemu wyniesie około 14,7 mln osób. W chwili obecnej na jednego emeryta przypadają około trzy osoby, za które odprowadzane są składki. W 2050 roku proporcje te zmienią się na tyle, że pierwsza grupa zwiększy się o milion, a druga zmniejszy się aż o 2 mln osób. Na jednego emeryta będzie więc przypadało już tylko około dwie osoby, za które odprowadzane są składki, a prognozy mówią, że liczba ta będzie dalej maleć. Szacuje się, że w 2060 roku zgromadzone w ZUS środki mogą nie wystarczyć na świadczenie w wysokości minimalnej emerytury dla 25-50 proc. osób przechodzących na emeryturę.

Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte te pesymistyczne prognozy oraz zjawisko skądinąd pozytywne – systematycznego wydłużania się życia Polaków wskazują na silną potrzebę dodatkowego, samodzielnego oszczędzania na starość. Warunkiem koniecznym, który pozwoli uniknąć katastrofy emerytalnej jest stworzenie prostego, trwałego, bezpiecznego III filaru, który zachęci Polaków do zadbania o swoją przyszłą emeryturę. Oszczędzanie powinno stać się popularne i modne.

W 2013 roku liczba Polaków wynosiła blisko 38,5 mln osób. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego (Prognoza ludności na lata 2014-2050, opracowana 2014 r.) za 35 lat liczba ta zmniejszy się o około 4,55 mln osób. W tym czasie w strukturze demograficznej dojdzie do poważnych zmian. Znacznie zwiększy się liczba osób starszych, tych po 65. roku życia. Szacuje się, że w 2050 roku ich udział w strukturze demograficznej będzie wynosił 32,7 proc., w porównaniu do 14,7 proc. na koniec 2013 roku. „Od 1991 roku średnie dalsze trwanie życia 67-letnich kobiet wydłużyło się o prawie cztery lata, a mężczyzn o trzy lata. Zjawisko to rodzi wiele pytań i wyzwań, które mają wpływ na różne obszary naszego życia społecznego, gospodarczego i politycznego. Wiemy na pewno, że musi się zmienić rola osób starszych na rynku pracy, tak, aby po przejściu na emeryturę nie doświadczały one ubóstwa. Świadczenia społeczne nie nadążą bowiem za kosztami utrzymania przyszłych emerytów” – wyjaśnia Renata Onisk, Aktuariusz, Partner w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Według prognozy wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2060 roku opublikowanej przez ZUS w maju 2013 roku, w 2015 roku liczba emerytów, pobierających świadczenia z ZUS, wyniesie 5,24 mln osób. W tym samym czasie liczba osób ubezpieczonych płacących składkę emerytalną sięgnie 14,7 mln. A to oznacza, że tzw. systemowy współczynnik obciążenia (tj. relacja pomiędzy liczbą emerytów pobierających emerytury finansowane z funduszu emerytalnego oraz liczbą osób objętych ubezpieczeniem emerytalnym) wyniesie 36 proc. W 2050 roku proporcje te znacznie się zmienią. I tak liczba emerytów zwiększy się do 6,2 mln, a liczba osób odprowadzających składki zmaleje do 12,7 mln. Współczynnik obciążenia systemowego zwiększy się do 49 proc., a dziesięć lat później o kolejne 10 pp. W 2013 roku budżet państwa dofinansował system ubezpieczeń społecznych kwotą blisko 80 mld zł, co stanowiło 4,7 proc. polskiego PKB. Oprócz dofinansowania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na kwotę tę w 2013 roku złożyły się wydatki na emerytury i renty służb mundurowych (15,3 mld zł) oraz dotacja do KRUS (16,5 mld zł).

Wpływ na system emerytalny mają cztery główne składniki:
• wysokość oraz długość pobierania świadczeń,
• wysokość składek,
• wiek emerytalny oraz
• wzrost gospodarczy kraju.

W ostatnich latach w polskim systemie emerytalnym wprowadzono istotne zmiany. Do najważniejszych należą: ograniczenie możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę, stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 lat oraz transfer aktywów z OFE do ZUS w wysokości 153 mld zł do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Nie bez znaczenia były także zmiany w dobrowolnym III filarze, w tym utworzenia kont IKE (Indywidulane Konto Emerytalne) oraz IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), które mają zachęcać Polaków do samodzielnego oszczędzania na emeryturę.

Niemniej jak podaje KNF w 2013 roku tylko 5,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków posiadało pierwsze z nich, z czego jedynie 31,8 proc. dokonało jakichkolwiek wpłat. Jeżeli chodzi o IKZE, to w tym samym czasie posiadało je 3,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków, a wpłat dokonało 11 proc. spośród nich. Należy także dodać, że 2,4 proc. pracujących osób należy do Pracowniczych Programów Emerytalnych. Na koniec 2013 roku w IKE zgromadzono około 4,3 mld zł, a w IKZE 119 mln zł. „Aż 90 proc. składek na IKZE odliczonych od podatku za 2012 rok zostało wpłaconych przez osoby znajdujące się w grupie 20 proc. najlepiej zarabiających, a to oznacza, że wiedza o tym produkcie wśród szerokiej rzeszy Polaków jest niewielka lub w ogóle nie istnieje. Niezbędna jest więc duża ogólnopolska akcja promocyjna tych rozwiązań aby oszczędzanie stało się popularne i modne. Oszczędzać powinien każdy, tym bardziej wbrew stereotypom, osoby o niższych dochodach. Dodatkowo, bardzo istotne dla osób młodych jest żeby zacząć oszczędzać na starość już teraz, odkładanie nawet małych kwot miesięcznie w długiej perspektywie czasowej pozwala zbudować relatywnie pokaźny kapitał” – wyjaśnia Tomasz Hasiów, Starszy Konsultant w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Prognozy Ekspertów NBP wskazują na istotny spadek wysokości nowo przyznanych emerytur w relacji do średniej płacy w gospodarce. W tym roku w przypadku mężczyzn wynosi ona 85 proc., a kobiet 63 proc. W 2040 roku będzie to już tylko odpowiednio 40 i 37 proc.

Odsetek osób starszych (powyżej 60 roku życia) aktywnych zawodowo w Polsce wynosi jedynie 4,9 proc. i jest jednym z najniższych w Europie. Dla porównania w Czechach jest to 6,6 proc., w Niemczech już 13,2 proc., a Estonii aż 19,5 proc. Według prognoz Banku Światowego pracujący Polacy w wieku pomiędzy 20. a 50. rokiem życia, chcący osiągnąć stopę zastąpienia równą dzisiejszej (tj. mniej więcej taką jaką mają obecni emeryci), muszą dodatkowo oszczędzać 10 proc. swoich obecnych rocznych zarobków. Choć według raportu Fundacji Kronenberga 75 proc. Polaków popiera oszczędzanie to tylko niespełna 41 proc. gospodarstw domowych posiada jakiekolwiek oszczędności.

Z czego wynika potrzeba dodatkowych oszczędności emerytalnych? „Przyszłe emerytury będą niskie, a to spowoduje, że coraz więcej osób może znajdować się poniżej progu minimalnej emerytury, co w konsekwencji wymagać będzie dopłaty z budżetu do emerytury minimalnej., Dodatkowo część emerytów będzie mogła potrzebować wsparcia innych instytucji, gdy przekroczony zostanie przez nich próg uznawany za próg ubóstwa. Według prognoz specjalistów NBP emerytury od 25 do 50 proc. osób przechodzących na emeryturę w 2060 roku mogą nie przekraczać progu emerytury minimalnej i będą wymagać dopłaty Budżetu Państwa” – wyjaśnia Tomasz Hasiów.

Zdaniem ekspertów Deloitte, aby system dobrowolnych ubezpieczeń społecznych działał sprawnie, powinien spełniać kilka warunków:

  • Powinien być trwały (musi istnieć gwarancja, że nie będzie podlegał częstym zmianom prawym, a warunki ustalone początkowo nie mogą zmienić się na gorsze),
  • Powinien być bezpieczny (oszczędzający muszą mieć pewność, że pieniądze, które oszczędzają faktycznie do nich trafią, gdy przejdą na emeryturę.),
  • Powinien być prosty i przejrzysty (tj. zasady muszą być jasne, kwoty limitów powinny być zaokrąglone itp.),
  • Powinien być efektywny (wiązać się z niskimi kosztami dla uczestników i skutecznie zachęcać do gromadzenia w nim środków),
  • Powinien mieć relatywnie niski koszt dla budżetu państwa.
  • Powinien uwzględniać indywidualny apetyt na ryzyko oszczędzających.

W ostatnim czasie na nowo rozgorzała dyskusja o kształcie systemu emerytalnego w Polsce. Raport Towarzystwa Ekonomistów Polskich „Dodatkowy System Emerytalny w Polsce – Diagnoza Zmian i Rekomendacje” oprócz analizy obecnie dostępnych dobrowolnych rozwiązań emerytalnych, proponuje trzy warianty zmian: ulgę podatkową (zmiana w istniejącym już IKZE), jednorazową dopłata do oszczędności oraz automatyczne zapisanie do PPE.

Propozycje te powinny być poddane dalszej dyskusji, uwzględniającej także opinie ekspertów rynkowych. W naszej opinii obecne produkty III filarowe są dobre w swojej konstrukcji, a przede wszystkim korzystne dla uczestników w porównaniu do innych opcji długoterminowego oszczędzania. Istotne jest jednak, aby rozwiązania te były trwałe i stabilne, tak aby nie pogarszać warunków już istniejącego systemu. Oszczędzający muszą mieć pewność, że podejmując wysiłek samodzielnego odkładania na emeryturę nie napotkają w przyszłości na zmiany, które spowodują, że to co dziś wydawało się rozsądne straci sens czy wręcz będzie nieopłacalne” – podsumowujeRenata Onisk.

Zarobki Polaków na tle Europy

Jak wynika z raportu „European Salary Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, koszty pracodawców, które ponoszą z tytułu zatrudnienia pracowników na umowę o pracę, plasują Polskę w środku stawki wśród wybranych krajów europejskich. Pod tym względem największe koszty ponoszą pracodawcy w Belgii i Francji, ale też w Czechach i na Słowacji. Jednak zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy porównamy takie same wynagrodzenia brutto z kwotami, jakie pracownik otrzymuje na rękę – w tej klasyfikacji Polska zajmuje ostatnie miejsce w całej Europie w przypadku niskich pensji.

Deloitte w corocznej edycji swojego raportu przeprowadził analizę w 19 krajach europejskich, w tym m.in. w Polsce, Czechach, Słowacji, Niemczech, Francji i w państwach z południa kontynentu. Analiza obejmuje trzy różne elementy: dochód netto, koszt ponoszony przez pracodawcę z tytułu umowy o pracę oraz stosunek dochodu netto pracownika do kosztów ponoszonych przez pracodawcę.

Obliczeń dokonano przy różnych wysokościach pensji brutto dla osoby mającej na utrzymaniu niepracującego partnera/partnerkę i dwoje dzieci, oraz oddzielnie dla bezdzietnej osoby samotnej. Wszystkie obliczenia uwzględniają stan prawny i stawki podatkowe w danym kraju, które obowiązywały w 2014 roku.

Raport zawiera kilka wariantów wysokości wynagrodzeń, ale ze względu na wysokość płac w Polsce, w niniejszym materiale wzięto pod uwagę najniższe z nich, pensje brutto bez dodatkowych profitów (np. auto służbowe). Do wyliczeń przyjęto kurs euro na poziomie 4,2 zł:
• ok 22 tys. euro brutto rocznie, ok. 7.700 brutto zł /m-c,
• ok 32 tys. euro brutto rocznie, ok. 11.200 brutto zł /m-c.

Pensja 21.958,90 euro brutto rocznie – ile netto dla pracownika?

W pierwszym scenariuszu, dla rocznego wynagrodzenia brutto w wysokości 21.958,90 euro, w przypadku osoby mającej na utrzymaniu rodzinę, najwyższe pensje netto otrzymają pracownicy w Belgii, Irlandii oraz Holandii. Polska w tym wariancie zajęła ostatnie miejsce z 19-tu analizowanych krajów z roczną pensją w wysokości 16.152,27 euro netto. Dla porównania Czesi otrzymają 17,9 tys. euro rocznie, a Słowacy 17,4 tys. euro. W przypadku osoby samotnej Polska zajęła trzecie miejsce od końca przed Niemcami i Portugalią, z wynagrodzeniem netto w wysokości 15.490,37 euro.

Te różnice w wysokości pensji netto po odliczeniu obciążeń publiczno-prawnych w Polsce wynikają z ulg podatkowych przysługujących osobom mającym dzieci oraz możliwości wspólnego rozliczania podatku ze współmałżonkiem (jednak przy tym poziomie wynagrodzenia i dochodu podlegającego opodatkowaniu korzyść z wspólnego rozliczenia małżeńskiego w Polsce jest relatywnie niska). W niektórych analizowanych krajach różnice w obciążeniach podatkowych w przypadku posiadania rodziny a osobą samotną bywają jeszcze większe. Można to zaobserwować w Belgii, Danii, Włoszech, Portugalii, Czechach i Niemczech, gdzie przykładowo wynoszą one prawie 1,9 tys. euro w Czechach i aż 4,2 tys. euro w Belgii (na korzyść posiadania rodziny)” – wyjaśnia Marcin Grzesiak, Starszy Menedżer, Zespół Doradztwa dla Pracodawców, Dział Doradztwa Podatkowego, Deloitte.

Wynagrodzenie 21.958,90 euro brutto rocznie – jakie koszty ponosi pracodawca?

Uwzględniając koszty ponoszone przez pracodawcę w związku z zatrudnieniem na umowę o pracę osoby, która ma na utrzymaniu rodzinę, jak i osoby samotnej, to w przypadku wariantu 21.958,90 euro brutto rocznie, największe koszty ponoszą pracodawcy belgijscy. Na drugim i trzecim miejscu pozostają odpowiednio Francja oraz Słowacja. Polska znalazła się na 11. miejscu – pracownik kosztuje pracodawcę łącznie 26.513,18 euro.

W kalkulacjach przygotowanych dla Polski na koszty pracodawcy składają się:
• wynagrodzenie brutto,
• składki na ubezpieczenia społeczne w części finansowanej przez pracodawcę oraz
• składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

W tym wariancie najniższymi kosztami są obciążeni brytyjscy i duńscy pracodawcy (około 23,7 i 23,6 tys. euro rocznie).

Pensja 31.940,22 euro brutto rocznie – ile netto dla pracownika?

Sytuacja wygląda podobnie przy wariancie rocznej pensji brutto w wysokości 31.940,22 euro. Polski pracownik (mający na utrzymaniu partnera i dwoje dzieci) w ciągu roku zarobi 23.578,46 euro netto, co daje nam 16. miejsce wśród analizowanych krajów. Za Polską pozostają Austria, Portugalia oraz Grecja. W przypadku osoby samotnej pensja netto wyniosłaby 21.871,79 euro, co plasuje nasz kraj na 14. pozycji. W obu scenariuszach największe wynagrodzenia netto przypadłyby pracownikom z Irlandii oraz Szwajcarii. Także w tych przypadkach o kilka miejsc wyżej od Polski znalazłyby się Czechy i Słowacja. Sytuacja osobista pracownika ma wpływ na wysokość pensji netto – największe różnice w obciążeniach podatkowych widoczne są w Belgii, Niemczech, Portugalii, Irlandii, Danii i Luksemburgu. Niektóre kraje, takie jak Szwecja, Grecja czy Wielka Brytanii nie uwzględniają sytuacji osobistej swoich podatników.

Wynagrodzenie 31.940,22 euro brutto rocznie – jakie koszty ponosi pracodawca?

„W drugim scenariuszu, gdy roczne wynagrodzenie brutto wynosi 31.940,22 euro, na pierwszym miejscu pod względem wysokości kosztów pozostają Belgowie, a na drugim Francuzi. Na trzecim miejscu znaleźli się Słowacy, którzy wyprzedzają Czechów. Pracodawcy u naszych najbliższych sąsiadów w tym wariancie ponoszą koszty większe o około 5 tys. euro rocznie niż polscy pracodawcy, którzy ponoszą koszty zatrudnienia pracownika na poziomie 37.721,85 euro rocznie. Jak wynika z tego porównania, koszty zatrudnienia w Polsce w przypadku umów o pracę nie należą do najwyższych w Europie” – mówi Marcin Grzesiak. Polska została w tym scenariuszu zakwalifikowana na 13. pozycji wśród analizowanych krajów.

Stosunek wynagrodzenia pracownika netto do kosztów pracodawcy (poza wynagrodzeniem)

Raport Deloitte analizuje także europejskie wynagrodzenia pod względem procentowego stosunku dochodu netto do kosztów dodatkowych ponoszonych przez pracodawcę, tych poza wynagrodzeniem brutto. W 19. analizowanych krajach waha się on od 83,2 proc. (Irlandia) do 53,5 proc. (Francja) w przypadku scenariusza z rocznym wynagrodzeniem w wysokości 21.958,90 euro dla osoby mającej na utrzymaniu rodzinę oraz od 79,7 proc. (Szwajcaria) do 51 proc. (Francja) w przypadku osoby samotnej. W Polsce było to odpowiednio 60,9 proc. (14. pozycja) oraz 58,4 proc. (12. pozycja).

Podobną symulację przeprowadzono dla wariantu wynagrodzenia brutto w wysokości 31.940,22 euro rocznie. Stosunek ten waha się od 80,5 proc. (Irlandia) do 53,5 proc. (Francja) w przypadku pracownika posiadającego niepracującego partnera i dwoje dzieci na utrzymaniu oraz od 75,9 proc. (Szwajcaria) do 47,3 proc. (Belgia) w przypadku osoby samotnej. Dla Polski wskaźnik ten wynosił odpowiednio 62,5 proc. (8. miejsce) oraz 58 proc. (9. miejsce). „Polska plasuje się w tym scenariuszu pośrodku stawki wśród badanych krajów europejskich wypadając lepiej niż nasi południowi sąsiedzi (Czechy i Słowacja), ale również wyprzedzając niektóre kraje zachodnioeuropejskie np. Niemcy i Francję. Znacznie lepsze wskaźniki w tej kategorii mają natomiast kraje zachodnioeuropejskie, gdzie koszty zatrudnienia pracowników są najniższe (Irlandia, Szwajcaria, Luxemburg i Wielka Brytania)” – zauważa Marcin Grzesiak.

 

Informacje o raporcie:
5. edycja raportu „European Salary Survey 2014. European employer keeps on struggling with high employer cost” została opublikowana w grudniu 2014 r. przez Deloitte Belgia.

Raport obejmuje 19 krajów: Polska, Niemcy, Francja, Holandia, Luksemburg, Austria, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Malta, Grecja, Irlandia, Szwajcaria, Belgia; Dania, Szwecja, Czechy i Słowacja.

Propozycje dla frankowiczów

Propozycje przedstawione przez wicepremiera Janusza Piechocińskiego pokrywające się z wcześniej złożonymi deklaracjami banków: obniżenie oprocentowania wynikające z ujemnej stopy procentowej LIBOR, wydłużenie okresu spłaty kredytu, rezygnacja z dodatkowych zabezpieczeń, są rozsądne i nie naruszają zasady równego traktowania klientów, którzy zaciągnęli kredyty walutowe i złotowe – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Bardzo pozytywnie oceniamy propozycję rezygnacji z opodatkowania umorzonej części kredytu po stronie kredytobiorcy i możliwość zaliczenia kosztów umorzenia do kosztów uzyskania przychodu banków.

Bezprowizyjne przewalutowanie kredytów po średnim kursie NBP w dniu dokonania tej transakcji byłoby obecnie niekorzystne dla kredytobiorców w sytuacji wyjątkowo słabego złotego i mocnego franka. Prawdopodobieństwo umocnienia się złotego wobec franka w długim okresie jest większe niż prawdopodobieństwo jego osłabienia.

Pomoc w obsłudze kredytu osobom w szczególnie trudnej sytuacji, przy użyciu pieniędzy publicznych, jest rozwiązaniem bardzo kontrowersyjnym i wymagającym pogłębionej debaty publicznej, ponieważ prowadzić będzie do bardziej ryzykownych zachowań zarówno kredytobiorców, jak i banków.

Politykom opozycji, którzy krzyczą, że rząd niedostatecznie pomaga osobom, które wpadły w pułapkę kredytową zastawioną przez banki, przypominamy, że w 2006 roku Prawo i Sprawiedliwość sprzeciwiało się wprowadzeniu ograniczenia dostępu do kredytów walutowych. Politycy tej partii argumentowali, że skutkiem będzie zmniejszenie możliwości zakupu mieszkań szczególnie przez młode osoby. Bagatelizowali gwałtowny wzrost liczby udzielanych kredytów mieszkaniowych i ryzyko osłabienia złotego. Oskarżali Komisję Nadzoru Bankowego i Radę Polityki Pieniężnej o forsowanie rozwiązania sprzyjającego największym bankom kosztem obywateli i interesu publicznego. Nie były to indywidualne głosy posłów, ale oficjalne stanowisko Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Do dzisiaj politycy PiS, nie przyznali się do błędu i nie przeprosili osób, które zaciągnęły kredyty we frankach.

Konfederacja Lewiatan

Rynek pracy pod presją zmian

Ostatnie dane, które napływają z rynku pracy napawają umiarkowanym optymizmem. W grudniu 2014 r. stopa bezrobocia wzrosła w stosunku do listopada tylko o 0,1 pkt. proc. do poziomu 11,5%. Tak niski przyrost bezrobocia w tym miesiącu jest ewenementem.
Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Ten rok rozpoczynamy w atmosferze bardzo szybkiego tempa zmian na rynku pracy. Przy dużej dostępności ofert pracy, rotacja pracowników poszukujących nowego zatrudnienia osiągnęła poziom najwyższy od czterech kwartałów. Jednocześnie odsetek osób poważnie obawiających się utraty pracy jest najwyższy od 4 lat. Tak wynika z najnowszego badania agencji zatrudnienia Randstad „Monitor Rynku Pracy”.

Powodów do optymizmu dostarczają najnowsze wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL). przeprowadzonego w III kwartale 2014 r. Wskazują, że w porównaniu z analogicznym okresem 2013 roku nastąpił wyraźny wzrost liczby osób pracujących przy jednoczesnym spadku liczby bezrobotnych (odpowiednio wzrost o 325 tys., tj. o 2,1% i spadek o 288 tys., tj. o 16,8%). Zatrudnienie osiągnęło w efekcie rekordowy poziom 16 063 tys. pracujących. Wzrost zatrudnienia był nieco szybszy w przypadku mężczyzn (187 tys. wobec 138 tys. osób), co wskazuje na koniunkturalny charakter wzrostu. Zatrudnienie kobiet zwykle pozostaje mniej wrażliwe na wzrost gospodarczy, natomiast zatrudnienie mężczyzn wykazuje większe wahania związane ze zmiennością rynku.

Wzrost zatrudnienia dotyczył przede wszystkim pracowników najemnych – wzrost o 327 tys. osób, tj. o 2,7% wobec 8 tys. przyrostu liczby pracodawców i 29 tys. więcej pracujących na własny rachunek. Warto zauważyć, że wśród pracowników najemnych nastąpił znaczący wzrost posiadających umowę o pracę na czas określony – o 339 tys. (tj. o 10,2%). Wyniki BAEL wskazują, że zmniejsza się liczba osób, które chcą zmienić pracę. Innej pracy niż obecnie wykonywana poszukiwało 339 tys. osób. W stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku liczba ta zmniejszyła się o niemal 9%, a w porównaniu z poprzednim kwartałem o 15,5%. Realne działania na rzecz zmiany pracy podejmowało zatem tylko ok. 2% pracowników najemnych wobec niemal 2,5% przed rokiem. Najważniejszą przyczyną poszukiwania pracy pozostaje chęć poprawy warunków finansowych.

Dane BEAL wyraźnie korespondują z wynikami 18 badania Monitor Rynku Pracy. Wysoki poziom rotacji wynika z poprawiającej się sytuacji i wzrostu popytu na pracę. Indeks mobilności, choć ciągle wysoki to jednak od 3 kwartałów pozostaje wciąż stabilny. Brak wzrostu skłonności do zmiany pracy pomimo poprawiających się szans rynkowych, jak i główne motywy dla zmiany pracy wskazują, że Polacy są ciągle bardziej nastawieni na stabilizację niż na rozwój zawodowy.
Duży poziom obaw przed utratą pracy w Polsce może być wiązany z wysokim udziałem pracujących na podstawie umów na czas określony, jak i wzrostem udziału zatrudnienia w usługach, które często ma mniej trwały charakter. Można też zauważyć, że znaczna część prac wykonywanych w Polsce ma anachroniczny charakter. Pracownicy najwyraźniej zdają sobie z tego pracę, skoro 30% badanych Polaków ocenia, że w ciągu najbliższej dekady ich zawód ulegnie automatyzacji, a ich samodzielna praca nie będzie już potrzebna w takim kształcie jak obecnie jest wykonywana.
Właśnie ten strukturalny charakter zmian na rynku pracy wydaje się bliżej związany z obawą utraty pracy niż warunki gospodarcze. W badaniu wyraźnie przybyło bowiem optymistów.

Konfederacja Lewiatan

Zapłacimy więcej za prąd. Gaz niewiele tańszy

Już wiadomo, że w nowym roku zapłacimy więcej za prąd, i to nawet o 2 zł miesięcznie. Mało pocieszające jest to, że spadną ceny gazu, skoro w górę pójdzie stawka dystrybucji. Urząd Regulacji Energetyki (URE) wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje.

Podwyżki spowodowane są wzrostem cen dystrybucji, czyli opłat sieciowych wynikających z inwestycji. Nasze rachunki będą w 2015 r. wyższe o 0,7–1,5 zł miesięcznie. „Sieci energetyczne wymagają renowacji. Tylko sprawnie działające systemy zapewnią ciągłość zasilania i bezpieczeństwo dostaw energii. Przedsiębiorstwa sieciowe muszą inwestować w te systemy i stąd wzrost cen dystrybucji” – mówi serwisowi infoWire.pl Agnieszka Głośniewska z URE.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku gazu. Z powodu inwestycji podrożały koszty przesyłu – od 1,5% (dla odbiorców EuRoPol Gazu) do 6,4% (dla odbiorców Gaz-Systemu). Sam gaz dla klientów PGNiG Odbiór Detaliczny jednak potanieje o 0,8–1,8%, w zależności od typu. Dla odbiorców przemysłowych spadek ten wyniesie 1,4% lub 4%. „Odbiorcy w gospodarstwach domowych odczują groszowe spadki płatności, w przeciwieństwie do większych odbiorców, których miesięczne płatności mogą lekko wzrosnąć ze względu na większe stawki dystrybucyjne” – wyjaśnia ekspertka.

Do wzrostu cen przyczyniają się też zwiększone wymagania związane z uzyskiwaniem zielonych certyfikatów, czyli dokumentów potwierdzających wytwarzanie energii z odnawialnych źródeł.

Stawki za energię zostały zatwierdzone na cały rok 2015, taryfy gazowe – jedynie na cztery miesiące. W marcu URE przeprowadzi analizę, której wyniki mogą skutkować wprowadzeniem innych taryf.

J. Jankowiak (Polska Rada Biznesu): Program luzowania ilościowego w strefie euro powinien mieć pozytywny wpływ na polską giełdę. Dolar się umocni, ale w tym roku nie zrówna się z euro

CEO Magazyn Polska

Ogłoszony przez Europejski Bank Centralny program luzowania ilościowego (QE) w strefie euro w dużej części został już dyskontowany przez rynki finansowe. Jego efektem będzie osłabienie europejskiej waluty względem dolara, który to ruch dodatkowo wzmocnią spodziewane podwyżki stóp za oceanem. Jak uważa Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu, dla polskiej giełdy europejski program skupu obligacji może mieć pozytywne skutki.

Marzec będzie pierwszym miesiącem, w którym skup ruszy na taką skalę, jaką zapowiedział Europejski Bank Centralny [docelowo około biliona euro i 60 mld miesięcznie – red.] – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Natomiast reakcje związane ze Stanami Zjednoczonymi, kursami walutowymi między euro, dolarem i frankiem, odbędą się oczywiście wcześniej. Rynek doskonale już w tej chwili wie, w którą stronę i w jakiej skali zostaną przeprowadzone zapowiadane operacje. Będzie więc działał z wyprzedzeniem.

Według Jankowiaka decyzja EBC z pewnością wpłynie na notowania eurodolara w kierunku zgodnym z oczekiwaniami, czyli zmierzającym do osłabienia europejskiej i umocnienia amerykańskiej waluty.

Trudno powiedzieć jaka będzie jego skala, dlatego że inwestorzy już w dużej części już tę decyzję zdyskontowali, więc nie sądzę, żeby parytet [kurs wymiany na poziomie 1 dolara za 1 euro – red.] był do osiągnięcia w br. – uważa Janusz Jankowiak. – Ale pewne jest, że jeżeli amerykański bank centralny zacznie w tym roku podwyżki stóp procentowych, rozpocznie proces ich podnoszenia, to w dalszym ciągu będzie wzmacniał dolara względem euro.

Wczorajszy komunikat Rezerwy Federalnej podtrzymał oczekiwanie na zacieśnienie przez nią polityki pieniężnej, gdyż stwierdzono w nim poprawę w gospodarce i nie wycofano się z zapowiedzianej wcześniej podwyżki, choć utrzymano również zdanie o cierpliwym oczekiwaniu na dogodny do tego moment. Fed dostrzegł też wyraźniejszą niż w poprzednim komunikacie poprawę na rynku pracy. Po decyzji o pozostawieniu stóp na niezmienionym poziomie i komunikacie amerykańskie giełdy poszły w dół, podobnie jak cena ropy, a dolar lekko się umocnił.

Jednak zdaniem głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu, słabe euro poprawi możliwości eksportowe Europy w niewielkim stopniu.

Wszystkie doświadczenia, które mamy z osłabianiem walut poprzez program ilościowego luzowania wskazują, że to nieznacznie wpływa na bilanse handlowe, inaczej mówiąc nie poprawia bardzo mocno eksportu – przekonuje Jankowiak. – Nie stało się tak ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Japonii, nie sądzę więc, żeby miało tak być w strefie euro.

Program powinien mieć jednak, według Janusza Jankowiaka, pozytywny wpływ na polską giełdę.

Właściwie w tej chwili jest jedynym czynnikiem zewnętrznym, który może nieść polski WIG, dlatego że innych, po stronie instytucjonalnych inwestorów krajowych, raczej nie widać – uważa Jankowiak.

Ogłoszony w ub. tygodniu przez prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego program skupu aktywów ma potrwać od marca br. do września 2016 roku z możliwością przedłużenia, w razie gdyby wyznaczony cel inflacyjny nie został osiągnięty. W tym czasie EBC ma skupować obligacje o ratingu inwestycyjnym, kierując się udziałem poszczególnych państw w kapitale banku.

Komentarz indeksowy Bossafx 29 stycznia 2015 r.

Komentarz indeksowy Bossafx 29 stycznia 2015 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

M. Stebakow (DM BPS): drogi dolar i niepewna pogoda pogorszą wyniki spółek odzieżowych

Inwestowanie w spółki z branży odzieżowej będzie w tym roku wymagać rozwagi, przestrzegają analitycy. Kluczowe dla ich wyników będą notowania dolara oraz pogoda. To zaś oznacza, że nie będzie to czas łatwych zysków. Szczególnie po dobrych wynikach z 2014 roku.

Osłabienie złotego do dolara niekorzystnie wpłynie na rentowności niektórych spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Stebakow, dyrektor Departamentu Analiz DM Banku BPS. Najwięksi detaliści, jak LPP i CCC, mogą mieć problemy z realizowaniem marż porównywalnych do tych, które mieli w 2014 roku, przynajmniej w I połowie roku, ze względu na wzrost kursu dolara, jaki obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach. Spółki te mają sporą ekspozycję walutową, dlatego wyższy koszt zakupu dolara wpłynie negatywnie na ich wyniki.

Dotyczy to także spółki Bytom, która importuje część towarów z Azji, podobnie Monnari i Solar, które za 80 proc. kolekcji musi zapłacić producentom w dolarach. Amerykańska waluta jest obecnie droższa niż w I połowie 2014 roku o jedną czwartą i zgodnie z przewidywaniami analityków i ekonomistów, będzie się jeszcze umacniać.

Spółkom z tej branży nie pomoże też napięta sytuacja międzynarodowa. Ich klienci na Ukrainie i w Rosji raczej nie będą mieli w najbliższych miesiącach głowy do kupowania modnych strojów, a to oznacza, że rynek się skurczy. Sprzedaż osłabia także słaby rubel, a koszty – z powodu drożejącego dolara rosną. Ucierpi na tym głównie lider rynku,czyli spółka LPP.

Dodatkowym elementem niepewności w przypadku spółek odzieżowych jest pogoda.

– Spółki detaliczne zawsze mogą powiedzieć, że jakąś tam wymówką dla wyników jest pogoda – zwraca uwagę Marcin Stebakow. – One jednak nie działają w próżni i muszą liczyć się z tym, że konsumenci realizują swoje decyzje zakupowe, kierując się m.in. pogodą, tym, czy jest ciepło, czy zimno.

W poprzednim roku większość spółek odzieżowych mogła się pochwalić zupełnie przyzwoitymi wynikami. Sprzedaż Bytomia wzrosła np. o 25 proc., Monnari o ponad 20 proc., LPP o 15 proc., a Redanu o ponad 7 proc. Teraz kolejne wyniki porównywane będą z dobrymi zeszłorocznymi i by zaimponować inwestorom, powinny być jeszcze lepsze.

 Pierwsze półrocze z racji czynników takich jak ewentualnie zwyżka na dolarze będzie niekorzystne – ocenia dyrektor Departamentu Analiz DM Banku BPS. – Do tego pojawia się niepewność, jaka będzie tak naprawdę wiosna tego roku, czy przyjdzie późno, czy wcześnie. W 2014 roku zimy praktycznie nie było, więc można było handlować i już realizować wysokie marże. Teraz jest wysoka baza i wysoki dolar, a to może niekorzystnie wpływać na wyniki rok do roku.

Dla notowań spółek na warszawskiej giełdzie kluczowe będą w tym roku decyzje inwestycyjne TFI. Te jednak szukać będą raczej spółek o dobrych fundamentach, które dają nadzieję na dobre wyniki także w dalszej perspektywie. Mniejsze znaczenie będą miały jednorazowe sukcesy.

– Pojawia się zatem pytanie o perspektywy spółki, ocenę jej wartości i wpływu na portfel danego akcjonariusza – podkreśla Marcin Stebakow z Departamentu Analiz DM Banku BPS.Myślę, że inwestorzy nie będą się już koncentrowali na tym, że jest jakiś pozytywny element, który można wykorzystać, tylko będą starali się kupować te spółki, które generują jakąś wartość i mają np. wysoki zwrot z kapitału zainwestowanego.

Prezes Korona Candles: inwestowanie w Stanach Zjednoczonych wymaga poznania specyfiki rynku, ale daje szanse na duży zbyt

0

CEO Magazyn Polska

Polska spółka Korona Candles z Wielunia zamierza tylko w ciągu trzech lat zainwestować 21 mln dolarów w rozwinięcie swej pozycji na rynku amerykańskim. Prezes spółki nie wyklucza zwiększenia nakładów w kolejnych latach.

Korona Candles z Wielunia należy do potentatów na światowym rynku produkcji świec. Tylko w Polsce z jej taśm zjeżdża 9 mln sztuk tych produktów dziennie, a roczna produkcja spółki sięga 2,5 mld sztuk. Pokaźna część z nich trafia do USA.

– Rynek amerykański jest największym rynkiem na całym świecie i jest praktycznie o połowę większy niż rynek europejski – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor, Krzysztof Jabłoński, prezes zarządu Korona Candles. – W związku z tym podbijanie tego rynku jest dla nas wyzwaniem. W Ameryce jesteśmy od kilku lat. Już dzisiaj udział tego rynku w naszej sprzedaży to 16 proc. W związku z tym, że chcemy dalej się tam rozwijać, postanowiliśmy wybudować fabrykę w Wirginii, konkretnie w hrabstwie Pulaski, w miejscowości Dublin.

W marcu zeszłego roku Korona otrzymała klucze do swej amerykańskiej fabryki, zaś w listopadzie wyjechały stamtąd pierwsze ciężarówki z towarem. W trzy lata polska spółka planuje tam wydać na inwestycje 21 mln dolarów.

– W Stanach docelowo będziemy zatrudniali 170 osób informuje Krzysztof Jabłoński.Obecnie pracuje tam 90. W Polsce od lat nasze zatrudnienie jest na stałym poziomie i wynosi w zależności od sezonowości od 850 do 900 osób. Obecnie zatrudniliśmy kilka osób w Wieluniu, które obsługują naszą firmę córkę w USA dając jej zaplecze logistyczne, serwisowe, IT.

Jak podkreśla prezes, rozpoczęcie produkcji w USA przez polską spółkę to ogromne wyzwanie. Poza barierą czasową, prezes Jabłoński wymienia inną  mentalność ludzi, inne warunki konkurencji aniżeli w Europie i wreszcie szereg innych uwarunkowań: prawnych, ekonomicznych, podatkowych.

USA jest jednym z najtrudniejszych rynków – ocenia prezes Korony Candles. – Myślę, że polscy eksporterzy, którzy dzisiaj sprzedają swoje towary ze znakiem „Made in Poland”, mogą coś na ten temat powiedzieć. My również wiemy, jak trudno jest zaistnieć. Jeszcze trudniej jest sprzedawać towary produkowane „Made in USA” przez polską spółkę. Ale myślę, że dzięki naszej innowacyjności i technologii sprostamy tym zadaniom.

Odmienna mentalność mieszkańców Stanów Zjednoczonych jednak nie tylko stawia przed nami wyzwania, lecz także w pewien sposób ułatwia prowadzenie działalności gospodarczej, dlatego – w ocenie polskiego inwestora  warto się niekiedy brać przykład z Amerykanów.

– Amerykanie mają inne podejście – podkreśla prezes Korony. – To, co mnie w jakiś sposób pozytywnie zaskoczyło, to ich otwartość i to, że wszyscy chcą nam pomóc. Amerykanie są bardzo otwarci, szczerzy, cieszą się z każdego miejsca pracy. Tak powinno być też w Polsce. Władze są bardzo otwarte. Już nie mówię o tym, że wspierają nas również finansowo, ale współpraca z nimi to naprawdę przyjemność. Tego powinny się od nich nauczyć polskie firmy i instytucje finansowe.

J. Kosaty (PKO BP): W perspektywie kilku miesięcy rosyjska waluta może się ustabilizować na poziomie 60 rubli za dolara. Powrót do poziomów sprzed wojny jest nierealny

CEO Magazyn Polska

Osłabienie rubla to nie tylko efekt obniżenia ratingu Rosji do poziomu śmieciowego przez agencję S&P, lecz także stałej presji spowodowanej niskimi cenami ropy i mocnym dolarem. Powrót do notowań sprzed wojny nie wydaje się analitykom możliwy, ale w dłuższej perspektywie obrona kursu 60 rubli za dolara jest całkiem realna.

Przez pół roku wartość rosyjskiej waluty spadła o połowę. Kreml próbował bronić kursu, wydając na to walutowe rezerwy, jednak bez skutku. Rezerwy walutowe tego kraju pod koniec 2013 roku szacowano na ponad 520 mld dolarów. Dziś stopniały one do mniej niż 400 mld. Dolar, za którego przed kryzysem wystarczyło zapłacić ok. 30 rubli, dziś kosztuje ponad 65.

Ta obrona w początkowej fazie osłabienia tej waluty nie do końca była sensowna mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Kosaty, strateg walutowy PKO BP. – To była trochę taka próba zahamowania spadającego wodospadu. Wydaje się, że kurs w okolicach 60 dolarów za rubla jest bardziej realny. To sensowny poziom, który można obronić przy niespecjalnie dużym wykorzystywaniu tych rezerw, które są, bez względu na to, jak księgowo się je wylicza, w oparciu o jakie zmienne.

Obecnie można przypuszczać, że Bank Rosji nadal będzie uczestniczył w obronie kursu rubla. Jego poziom jednak zależy dziś przede wszystkim od notowań ropy naftowej oraz innych surowców naturalnych, które w ostatnim czasie bardzo mocno spadają. Baryłka ropy kosztuje ostatnio mniej niż 50 dolarów, podczas gdy, jak oceniają analitycy, budżet Rosji stabilizuje się przy kursie przekraczającym 100 dolarów za baryłkę.

W dużym stopniu na sytuacji rubla waży też sytuacja na wschodniej Ukrainie zwraca uwagę Jarosław Kosaty. Tutaj eskalacja konfliktu jest czynnikiem, który potencjalnie zwiększa presję na tę walutę. Natomiast wydaje się, że najgorsze momenty rubel ma już za sobą, raczej nie spodziewam się, że pobije nowe rekordy. Sytuacja powinna się stopniowo stabilizować, dlatego że możliwość dalszych spadków cen ropy naftowej na globalnych rynkach jest w dużym stopniu ograniczona.

Analityk uważa, że władzom Rosji uda się ustabilizować kurs krajowej waluty na poziomie ok. 60 rubli za jednego dolara amerykańskiego. Jak ocenia, jest to obecnie kurs równowagi dla tej waluty.

Rosjanie mają bardzo duże rezerwy walutowe i mogą je wykorzystać na dofinansowanie banków podkreśla strateg walutowy PKO BP.Wydaje się, że parę lat mogą spokojnie przetrwać ten najgorszy moment gospodarki globalnej i tym samym ustabilizować swoja walutę. Natomiast z gospodarczego punktu widzenia w najbliższym czasie na pewno grozi im recesja. Obniżenie przez agencję S&P ratingu ich obligacji do poziomu śmieciowego może być pewnym zagrożeniem, ale ograniczona przestrzeń spadku cen ropy powinna im trochę pomóc.

Problem Rosji polega na tym, że jakikolwiek pozytywny scenariusz dla tego kraju wymaga uspokojenia sytuacji politycznej. Przy eskalacji działań zbrojnych na Ukrainie na wiele liczyć jednak nie mogą.

– Jeśli uda im się doprowadzić do zniesienia sankcji i równocześnie przeczekać dwa najgorsze lata, to wartość rublu na pewno się ustabilizuje, a ich gospodarka będzie zmierzać do równowagi, oczywiście troszeczkę gorszej niż to miało miejsce przed spadkami cen ropy naftowej i przed interwencją na Ukrainie – ocenia Jarosław Kosaty z PKO BP. – Możliwe jest osiągnięcie stabilności przez tę gospodarkę, ale będzie się to wiązało ze znacznie niższym niż przed kryzysem poziome życia ludności rosyjskiej. 

Profesor L. Balcerowicz: nowe prawo upadłościowe pomoże w naprawie przedsiębiorstw

W Sejmie trwają prace nad nowym prawem upadłościowym i restrukturyzacyjnym. Nowe przepisy mają zapewnić przedsiębiorstwom większe szanse na gospodarcze przeżycie. Do tej pory zbyt mocno koncentrowały się na procesie likwidacji, a za mało na naprawie – ocenia prof. Leszek Balcerowicz.

Upadłość nie musi oznaczać likwidacji przedsiębiorstwa. Może być nią układ z wierzycielami i naprawa przedsiębiorstwa. Dotychczasowe prawo w praktyce głównie koncentrowało się na likwidacji, a bardzo mało na naprawie i restrukturyzacji. Dlatego wiążemy duże nadzieje z nowymi regulacjami, które są rezultatem pracy wybitnych ekspertów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Zgodnie z założeniami nowelizacji ustawy, nad którą trwają prace w Sejmie, firmy znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej będą mogły skorzystać z szeregu tzw. procedur restrukturyzacyjnych. Mają one pomóc w opanowaniu problemów z płynnością i uniknięciu likwidacji poprzez m.in. zmiany w strukturze majątku, zobowiązaniach i zatrudnieniu. Planowane jest wprowadzenie nowej definicji stanu niewypłacalności, która spowoduje, że zmienią się również przesłanki do jej ogłoszenia.

W Polsce jest bardzo mało wniosków o zgłaszanie upadłości np. w porównaniu do Węgier, co oznacza w praktyce, że wykorzystywane są jakieś alternatywne rozwiązania regulacji stosunków między wierzycielami i dłużnikami – mówi prof. Balcerowicz. – Nowe prawo upadłościowe powinno zwiększyć atrakcyjność rozwiązań dotyczących naprawy czy – w skrajnej sytuacji – likwidacji przedsiębiorstwa. Prace w Sejmie trwają już od trzech lat i mam nadzieję, że w tej kadencji zostaną zakończone.

Przedstawiciele resortu gospodarki, którzy wraz z Ministerstwem Sprawiedliwości przygotowywali przepisy, podkreślają, że celem nowego prawa jest maksymalna ochrona wartości ekonomicznej firmy i zapewnienie przedsiębiorstwu szansy na gospodarcze przeżycie. Przewidziane są narzędzia, które nie tylko będą zapobiegać sytuacjom kryzysowym w firmach lub też pomagać w sprawnej restrukturyzacji, lecz także będą służyły sprawnemu przeprowadzeniu upadłości. Likwidacja ma być traktowana jako ostateczność. Ustawodawca chce również ułatwić przedsiębiorcom nowy start w biznesie.

Jak wynika z danych Monitora Sądowego i Gospodarczego, w 2014 r. na skutek niewypłacalności działalność gospodarczą w Polsce zakończyło 818 przedsiębiorstw – o 7,7 proc. mniej niż w 2013 roku, kiedy to odnotowano 886 upadłości. W grudniu ub.r. sądy gospodarcze ogłosiły upadłość 61 przedsiębiorstw.

Maleje opłata interchange. To kolejny duży impuls do rozwoju sieci akceptacji kart płatniczych

Dziś po raz kolejny obniżona zostanie maksymalna wysokość opłaty interchange pobieranej przez banki za płatność kartą. Wszystkich, którzy podpiszą nową umowę z operatorami terminali, będzie obowiązywała niższa stawka: 0,3 proc. dla kart kredytowych i 0,2 proc. dla debetowych. Nadal rozwoju sieci akceptacji hamować będą jednak wysokie koszty wynajmu terminali, ale można je obniżyć dzięki mobilnym terminalom mPOS.

Będzie to już druga zmiana i to bardzo głęboka. W lipcu ubiegłego roku mieliśmy obniżkę do 0,5 proc. z 1,2 proc. Teraz w ekspresowym tempie kolejna obniżka z 0,5 proc. do 0,2 proc. dla kart debetowych i 0,3 dla kart kredytowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Bober, prezes zarządu spółki Polskie ePłatności. ‒ To zmiany istotne i idące w dobrym kierunku. Do tej pory opłata interchange w Polsce bardzo odbiegała od średniej europejskiej. Dzisiaj jesteśmy już właściwie w gronie krajów, które stosują najniższe stawki.

Opłata interchange jest pobierana przez banki od każdej transakcji kartowej. Akceptanci, czyli np. sklepy, odprowadzają ją za pośrednictwem operatorów terminali. Wysoka opłata interchange była jedną z głównych barier rozwoju rynku płatności bezgotówkowych w Polsce. Bober zwraca uwagę na to, że dotyczyło to przede wszystkim małych sklepów, których nie stać było na ponoszenie takich kosztów.

Wchodząca właśnie w życie ustawa powinna wzmocnić rynek płatności bezgotówkowych. Wszystkie nowe umowy między akceptantami a operatorami terminali będą musiały zakładać maksymalnie 0,2- lub 0,3-proc. poziom opłaty interchange. Ci, którzy podpisali umowy wcześniej, także skorzystają na obniżce ‒ operatorzy będą musieli obniżyć im stawkę interchange najpóźniej do końca kwietnia.

Parlamentarzyści się spisali, bo ustawa właściwie w trzy miesiące została przygotowana, omówiona i podpisana przez prezydenta – przypomina Bober. ‒ Opłata interchange była istotnym elementem opłat pobieranych od akceptantów za procesowanie transakcji. Stanowiła ponad 80 proc. kosztów pobieranych od akceptanta, w związku z tym jeżeli ona spada, to my przenosimy te obniżki na akceptantów.

Bober ocenia, że dzięki tym obniżkom możliwość płatności kartą pojawi się w wielu nowych punktach handlowo-usługowych. Zaznacza jednak, że nie tylko interchange stanowi barierę w rozwoju sieci akceptacji. Akceptanci muszą także regulować czynsz za terminale. Ta opłata nie maleje, ale Bober podkreśla, że jest alternatywny sposób przyjmowania transakcji bezgotówkowych za pomocą mobilnego urządzenia mPOS. Jego koszt to jednorazowy wydatek rzędu ok. 400 zł.

To jest taki terminal płatniczy zbudowany w oparciu o smartfon, mały, zgrabny czytnik, który akceptuje zarówno płatności stykowe, jak i bezstykowe, czyli wszelką komunikację między kartą a terminalem. Czytnik łączy się ze smartfonem poprzez Bluetooth – tłumaczy Bober.

Dodaje, że w ślad za zwiększeniem liczby miejsc akceptujących płatności bezgotówkowe przybywać będzie także osób skłonnych płacić w ten sposób.

Obniżając stawki, stwarzamy warunki do akceptacji płatności kartą wszelkim dostawcom, mniejszym i większym sklepom, dzięki czemu poszerzamy sieć akceptacji, a tym samym dajemy cardholderowi możliwość płacenia kartą wszędzie tam, gdzie potrzebuje – podkreśla Bober.

Wciąż jednak 80 proc. transakcji w Polsce dokonywanych jest za pomocą gotówki.