VAT na karty prepaid – wyjaśnienia

Komunikat Ministerstwa Finansów w sprawie opodatkowania podatkiem od towarów i usług doładowań oferowanych przez operatorów telekomunikacyjnych w stanie prawnym obowiązującym od 1 stycznia 2015 r.

Z dniem 1 stycznia 2015 r. wejdzie w życie zasadnicza część ustawy z dnia 25 lipca 2014 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy Ordynacja podatkowa (Dz. U. z 2014 r. poz. 1171). Wprowadzane tą zmianą regulacje dotyczą w szczególnościrozliczania podatku od towarów i usług z tytułu zmiany miejsca świadczenia usług telekomunikacyjnych, nadawczych oraz elektronicznych. W związku z wprowadzeniem do ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2011 r. Nr 177, poz. 1054, z późn. zm.) – zwanej dalej „ustawą o VAT”, m.in. definicji usług telekomunikacyjnych u niektórych podatników powstały wątpliwości jak od 1 stycznia 2015 r. będzie opodatkowana sprzedaż kart „prepaid” (tzw. doładowań, przez które rozumiane są zarówno doładowania konta „na start” w ramach starterów z kartą SIM, jak również doładowania nabywane bez jednoczesnego przekazania przez operatora karty SIM – ale, których realizacja następuje z wykorzystaniem karty SIM – niezależnie od technologii dostarczenia doładowania). Wątpliwości dotyczą w szczególności sprzedaży kart „prepaid” w związku ze świadczeniem usług o podwyższonej opłacie, o których mowa w art. 64 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne (Dz. U. z 2014 r. poz. 243).

Na tym tle zgłaszano również konieczność jednoznacznego określenia, które z zasad dotyczących momentu powstania obowiązku podatkowego mają w omawianym obszarze zastosowanie.

W ocenie Ministerstwa Finansów należność płacona za doładowania w rzeczywistości stanowi należność za usługi telekomunikacyjne.

Pojęcie usługi telekomunikacyjnej jest zdefiniowane w art. 24 ust. 2 dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. (Dz. Urz. UE L 347 z 11.12.2006, str. 1, z późn. zm.) – zwanej dalej „dyrektywą VAT”. Zgodnie z tym przepisem, „usługi telekomunikacyjne” oznaczają usługi dotyczące transmisji, emisji i odbioru sygnałów, tekstów, obrazów i dźwięków lub wszelkiego rodzaju informacji drogą kablową, radiową, optyczną lub za pośrednictwem innych systemów elektromagnetycznych, w tym związane z nimi przeniesienie lub cesja praw do użytkowania środków dla zapewniania takiej transmisji, emisji i odbioru, wraz z zapewnieniem dostępu do ogólnoświatowych sieci informacyjnych. Definicja ta ma charakter ogólny, a jej brzmienie od 1 stycznia 2015 r. nie ulegnie zmianie.

Jednocześnie z dniem 1 stycznia 2015 r. definicja usługi telekomunikacyjnej, w związku z wejściem w życie rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 1042/2013 z dnia 7 października 2013 r. zmieniającego rozporządzenie wykonawcze (UE) nr 282/2011 w odniesieniu do miejsca świadczenia usług (Dz. Urz. UE L 284 z 26.10.2013 r., str. 1) zostanie doprecyzowana, poprzez wskazanie przykładowych świadczeń wchodzących w jej zakres oraz nieobjętych jej zakresem (por. art. 6a ww. rozporządzenia).

Należy podkreślić, że wprowadzona do ustawy o VAT definicja usługi telekomunikacyjnej będzie tożsama z definicją usługi telekomunikacyjnej z dyrektywy VAT, zatem wprowadzane zmiany nie zmienią co do zasady istoty rozumienia usługi telekomunikacyjnej (również w kontekście definicji usługi telekomunikacyjnej zawartej w art. 2 pkt 48 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne (Dz. U. z 2014 r. poz. 243), zgodnie z którą przez usługę telekomunikacyjną rozumie się usługę polegającą głównie na przekazywaniu sygnałów w sieci telekomunikacyjnej).

W zakresie działalności telekomunikacyjnej, a zatem i usług telekomunikacyjnych, mieszczą się usługi o podwyższonej opłacie, o których mowa w art. 64 ustawy Prawo telekomunikacyjne. Należy tu dodatkowo wskazać, że przemawia za tym również to, iż usługi takie są świadczone na podstawie umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych (por. art. 64 ust. 8 i art. 56 ustawy Prawo telekomunikacyjne).

Reasumując, ponieważ w związku z nabyciem doładowań realizowane są usługi telekomunikacyjne, a regulacje wchodzące w życie z dniem 1 stycznia 2015 r. nie powodują zmian, których efektem byłaby zmiana zakresu usług uznawanych za usługi telekomunikacyjne, jak również z uwagi na fakt, że wprowadzane zmiany nie dotyczą regulacji w zakresie momentu powstania obowiązku podatkowego, brak jest podstaw do stwierdzenia, że na skutek zmian w przepisach VAT wchodzących w życie z dniem 1 stycznia 2015 r. następują zmiany w rozliczaniu usług telekomunikacyjnych świadczonych na terytorium Polski, w związku z nabywanymi doładowaniami.

Obowiązek podatkowy przy sprzedaży doładowań powstaje zatem na zasadach właściwych dla usług telekomunikacyjnych, czyli – w myśl art. 19a ust. 5 pkt 4 lit. b oraz ust. 7 ustawy o VAT- z momentem wystawienia faktury, nie później niż z chwilą upływu terminu płatności. Przy czym przy sprzedaży na rzecz użytkowników końcowych, dla których nie są wystawiane faktury, decyduje moment zapłaty za doładowanie, który uznawany jest za termin płatności za świadczone w przyszłości usługi telekomunikacyjne.

10-lecie ustawy o dyscyplinie finansach publicznych

Konferencja pt. „Dyscyplina finansów publicznych w dziesięć lat po uchwaleniu ustawy – stan obecny i kierunki pożądanych zmian” odbyła się 17 grudnia 2014 r. w Ministerstwie Finansów z udziałem osób uczestniczących w procesie dochodzenia odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

W trakcie konferencji odbyła się  ceremonia wręczenia odznak honorowych „Za Zasługi dla Finansów Publicznych Rzeczypospolitej Polskiej” nadanych przez Ministra Finansów. Są one przyznawane za szczególne osiągnięcia w wieloletniej pracy związanej z dochodzeniem odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych i przyczynianie się do wytyczania standardów prawidłowego gospodarowania środkami publicznymi i przestrzegania ładu finansów publicznych.

W imieniu Ministra Finansów odznaki wręczył podsekretarz stanu w MF, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych Artur Radziwiłł.

Uhonorowani zostali:

  1. Jan Pyrcak – przewodniczący Głównej Komisji Orzekającej w Sprawach o Naruszenie Dyscypliny Finansów Publicznych,
  2. Jacek Roman Krawczyk – zastępca Głównego Rzecznika  Dyscypliny Finansów Publicznych,
  3. Ewa Janina Zwolińska – przewodnicząca Międzyresortowej Komisji Orzekającej w Sprawach o Naruszenie Dyscypliny Finansów Publicznych przy Ministrze Finansów,
  4. Marcin Stanisław Krzywoszyński – członek Głównej Komisji Orzekającej,
  5. Tomasz Aleksander Słaboszowski – członek Głównej Komisji Orzekającej.

Zakupy pod presją deflacji

Sprzedaż detaliczna w listopadzie spadła w ujęciu rocznym o 0,2 proc. – podał GUS

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Spadek sprzedaży detalicznej w listopadzie to przede wszystkim efekt deflacji oraz niższej sprzedaży samochodów i paliw. Dynamika sprzedaży wielu towarów, właśnie poza autami i paliwami, była bowiem porównywalna z tą z października. Widać więc, że gospodarstwa domowe wcale nie ograniczały swoich wydatków konsumpcyjnych. Na ich skłonność do zakupów pozytywny wpływ miała dobra sytuacja na rynku pracy – rosnące realne wynagrodzenia i zatrudnienie.

Niższa listopadowa sprzedaż samochodów, zarówno w cenach stałych (o 5 proc.), jak i w cenach bieżących (o 7,6 proc.), wskazuje, że Polacy wstrzymują się z zakupami ponieważ oczekują na jeszcze większe obniżki cen aut.
W grudniu dynamika sprzedaży detalicznej powinna przyśpieszyć i osiągnąć poziom z grudnia 2013 roku.

Konfederacja Lewiatan

Elastyczny czas pracy niekorzystny dla pracownika

Minął ponad rok, odkąd obowiązują przepisy umożliwiające wprowadzanie w firmach elastycznego czasu pracy. Skorzystało z tego więcej niż 1000 polskich przedsiębiorstw, głównie dużych – zatrudniających od 50 do 249 osób.

Wydłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy do maksymalnie 12 miesięcy i wprowadzenie ruchomego czasu pracy – to dwie możliwości, z których od ubiegłego roku korzystają przedsiębiorcy. Rozwiązania te pomagają lepiej zorganizować pracę, tylko czyją? – pyta Piotr Szumlewicz z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ). „Jeśli dochody pracownika przez pół roku są na wysokim poziomie, a przez następne pół otrzymuje on tylko minimalne wynagrodzenie, to nie ma stabilności zatrudnienia. Nie może inwestować ani wziąć kredytu” – dodaje ekspert. Zdaniem rozmówcy to rozwiązanie nie jest więc korzystne.

Niedobry dla pracownika, zwłaszcza jego życia prywatnego, często jest też ruchomy czas pracy. Może dojść do takiej sytuacji, że „pracuje on od 8 do 12, potem cztery godziny przerwy i powrót do pracy, która kończy się o 20” – wyjaśnia Piotr Szumlewicz. Dla osób, które pracują i mieszkają  w jednym mieście, to rozwiązanie może być trafione, ale wiele osób dojeżdża z daleka do miejsca zatrudnienia i traci czas z powodu przerwy.

Przepisy o elastycznych formach czasu pracy powinny być konsultowane przez szefów firm ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników. „W 80% przypadków w podpisywaniu porozumień nie brały udziału związki zawodowe. Nowe harmonogramy wprowadzał przedsiębiorca podczas rozmowy z pracownikami” – mówi serwisowi infoWire.pl ekspert. Ponadto nie przedstawiono dowodów na to, że elastyczne formy pracy mają wpływ na spadek bezrobocia – dodaje rozmówca.

Poczta Polska odwołała się od wyniku przetargu na „korespondencję rządową” organizowanego przez Centrum Usług Wspólnych

Poczta Polska odwołała się od wyniku przetargu na obsługę m.in. administracji rządowej, organizowanego przez Centrum Usług Wspólnych (CUW). Zdaniem Poczty Polskiej, oferta Inpost, wybrana przez CUW jako najtańsza, jest wadliwa i powinna zostać odrzucona. Sprawę odwołania Poczty Polskiej rozpatrzy Krajowa Izba Odwoławcza.

Krajowa Izba Odwoławcza 11 grudnia br. już raz uwzględniła odwołanie Poczty Polskiej i unieważniła wybór spółki InPost, której CUW chciał powierzyć doręczanie m.in. rządowej korespondencji. KIO nakazało, aby CUW odtajniło bezprawnie utajniony formularz cenowy InPost, następnie przeprowadziło ponowną ocenę ofert wykonawców (InPost i Poczty Polskiej) i w konsekwencji dokonało wyboru zwycięzcy. Jednak zanim KIO zdążyło sporządzić pisemne uzasadnienie wyroku, a Poczta zapoznać się z odtajnionym formularzem cenowym InPost, CUW tego samego dnia, 11 grudnia br. ponownie wybrało ofertę InPost. Stało się to po upływie niespełna dwóch godzin od ogłoszenia wyroku przez KIO.

Ciech umacnia swoją pozycję na europejskim rynku sodowym. Spółka liczy na dobre ceny w 2015 roku

CEO Magazyn Polska

Ciech zamierza zdobywać nowych klientów w krajach, w których już jest obecny, i szuka nowych rynków dla swoich towarów. Spółka chwali się wysoką rentownością na tle branży i liczy na to, że w przyszłym roku ceny sody będą stabilnie szły w górę.

– Według naszych szacunków oraz szacunków analityków możemy się spodziewać wzrostu cen w przyszłym roku mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Ciechu.

Należąca do grupy Soda Polska Ciech jest jedynym w Polsce, a drugim na rynku europejskim producentem sody kalcynowanej ciężkiej i lekkiej. Produkuje także sól, sodę oczyszczona, chlorek wapnia oraz dwutlenek węgla. Głównymi odbiorcami wyrobów spółki są huty szkła, producenci detergentów, przemysł chemiczny, metalurgiczny, spożywczy, paszowy, farmaceutyczny oraz gospodarstwa domowe. Fabryki sodowe Ciechu działają nie tylko w Polsce, lecz także w Niemczech i Rumunii.

– Jeśli chodzi o rynek sody, to można powiedzieć, że rok był bardzo udany ocenia Dariusz Krawczyk.  Zainstalowaliśmy nowy kalcynator w naszej rumuńskiej spółce, tym samym zwiększyliśmy zdolności produkcyjne do 460 tys. ton. Praktycznie cała produkcja jest sprzedawana na pniu, rynek nam sprzyja.

Spółka jest też bardzo zadowolona z osiągniętych w mijającym roku wyników. Ciech podkreśla, że po trzech kwartałach jej rentowność EBITDA okazała się najwyższa wśród wszystkich spółek chemicznych notowanych na warszawskiej giełdzie.

Lepiej zarządzamy ceną podkreśla prezes Ciech SA. Jesteśmy dużo sprawniejsi operacyjnie niż dwa lata temu, co zaowocowało również tym, że nasza firma, która miała w 2012 r. naprawdę bardzo poważne problemy finansowe, w tym roku całkiem nieoczekiwanie stała się liderem, jeśli chodzi o rentowność wśród spółek chemicznych notowanych na warszawskim parkiecie.

Ciech w poszukiwaniu nowych kierunków ekspansji penetruje rynek afrykański oraz azjatycki, jednak strategia spółki polega na umacnianiu pozycji w krajach, w których już działa. Jak mówi prezes, tam, gdzie marka jest już znana, łatwiej pozyskiwać klientów.

Przede wszystkim bardzo mocno weszliśmy w tym roku w rynek ukraiński – informuje prezes Ciechu Dariusz Krawczyk. Pozyskaliśmy tam poważnych klientów, dlatego też nie mieliśmy żadnych problemów ze sprzedażą sody, którą produkujemy w nowej instalacji w Rumunii. W przyszłym roku będziemy chcieli się jeszcze bardziej umocnić na tym rynku, dbając jednocześnie o to, by naszych dotychczasowych klientów obsługiwać tak, by nie zauważyli żadnej zmiany. Będzie temu służyło oddanie instalacji w naszej polskiej spółce w styczniu przyszłego roku.

Polska jednym z nielicznych krajów, w którym studenci chcą pracować w sektorze ubezpieczeń

– Sektor ubezpieczeniowy na świecie na tle innych sektorów nie jest atrakcyjnym miejscem pracy dla studentów kierunków ekonomicznych, którzy postrzegają tę branżę jako nudną i staromodną. Ubezpieczenia zajęły dopiero 18. miejsce w rankingu pożądanych branż swoich przyszłych pracodawców. Natomiast w podziale na kraje, sektor ubezpieczeniowy zyskał najwyższe noty ex aequo w Polsce i w Szwajcarii. To główny wniosek płynący z globalnego badania firmy doradczej Deloitte i agencji badawczej Universum „The Deloitte Talent in Insurance Survey 2014”. Może to wynikać z tego, że polscy studenci wśród celów życiowych na pierwszym miejscu stawiają stabilizację i bezpieczeństwo zatrudnienia, a takie atrybuty kojarzą z tym sektorem.

Badanie Universum (czołowej międzynarodowej organizacji specjalizującej się w badaniach, analizach i doradztwie z zakresu employer brandingu) zostało przeprowadzone na zlecenie Deloitte i zawiera odpowiedzi 174 tys. studentów kierunków ekonomicznych z 31 krajów świata, uczących się na ponad 2 tys. uczelni wyższych. W Polsce ankiety wypełniło ponad 6,6 tys. młodych ludzi, których średnia wieku wyniosła 22 lata.

Jak się okazało ubezpieczenia są na świecie jednym z najmniej popularnych, wśród wymienianych przez studentów branż, z którymi chcieliby związać swoje zawodowe życie. Zajmuje ona 18. miejsce na liście 30 objętych badaniem „Liczba młodych ludzi, która wybiera ten sektor od kilku lat nie zmienia się i jest na dość niskim poziomie. W tym roku odsetek ten sięgnął jedynie 1,4 proc. głosów. Dla porównania konkurencyjna bankowość zdobyła 15,4 proc. Polska jest krajem, w którym udział ubezpieczeń jest najwyższy na świecie i wynosi 3,4 proc. To ponad dwa razy więcej niż wynosi średnia dla wszystkich badanych krajów” – tłumaczy Natalia Pisarek, Starszy Konsultant w zespole Human Capital, Dział Konsultingu Deloitte. Obok Polski, w której jeszcze w 2008 roku wskaźnik ten wynosił 2,3 proc., ubezpieczenia osiągnęły także stosunkowo wysoki wynik w Szwajcarii czy Czechach.

Gdzie studenci chcą pracować? Popularność sektorów wśród studentów kierunków ekonomicznych na świecie / 8 najpopularniejszych branż oraz ubezpieczenia

Raport Deloitte stawia pytanie skąd popularność tej branży właśnie w Polsce, skoro udział składki przypisanej brutto w polskim PKB wynosi 3,9 proc., a przykładowo w Wielkiej Brytanii jest to aż 12,5 proc. A więc społeczna świadomość ubezpieczeń jest tam wyższa, sprzedaje się więcej ubezpieczeń i rynek ubezpieczeniowy się rozwija. Dlaczego to nie przyciąga młodych ludzi? W związku z tym, że mało który z przedstawicieli pokolenia Y miał w swoim życiu do czynienia z ubezpieczeniami, ich wyobrażenia w dużej mierze oparte są na stereotypach. Branża  dużej części  z nich kojarzy się z nudą, nic więc dziwnego, że np. brytyjscy studenci wybierają karierę w londyńskim City, a popularność ubezpieczeń wynosi tam tylko 0,2 proc. Tymczasem relatywnie duże bezrobocie i niepewność wśród młodych ludzi w Polsce sprawia, że poszukują oni stabilizacji i bezpieczeństwa i patrzą na sektor ubezpieczeniowy bardziej przychylnym okiem”– tłumaczy Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Działu Doradztwa Strategicznego dla Sektora Instytucji Finansowych w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Biorąc pod uwagę podział na płeć – wśród studentów zainteresowanych pracą w ubezpieczeniach kobiety dla wyników globalnych stanowiły 51,4 proc., w Polsce odsetek ten był wyższy i stanowił 79,52 proc.

Badanie pokazało, że obecnie wśród głównych celów życiowych studentów w naszym kraju wygrywa stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia dlatego właśnie, zdaniem ekspertów Deloitte, polscy studenci wybrali ubezpieczenia. Podczas gdy na świecie równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym znalazła się na podium celów zawodowych. Jednak także globalne wyniki wyraźnie wskazują, że stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia mogą w najbliższych latach przegonić chęć zachowania równowagi pomiędzy karierą a życiem osobistym (38,7 proc. w latach 2007-2008 wśród studentów zainteresowanych pracą w ubezpieczeniach, a 50,2 proc. w latach 2013-2014). Już w tej chwili ten priorytet, oprócz Polski, znajduje się na szczycie listy celów zawodowych studentów z Hong Kongu, Indii, Japonii, Czech, Niemiec Rosji, RPA i Turcji. Dla sektora ubezpieczeniowego to dobra wiadomość, bo branża ta bardziej niż inne kojarzy się właśnie z bezpieczeństwem. Studenci w Polsce na drugim miejscu wśród swoich celów życiowych wymieniali „bycie technicznym lub funkcjonalnym ekspertem”, co ich rówieśnicy w innych krajach uznali za ostatni z priorytetów.

Ponad 45 proc. studentów na świecie zainteresowanych karierą w sektorze ubezpieczeniowym chce związać się ze swoim pierwszym pracodawcą na pięć lat lub nawet dłużej. W regionie EMEA odsetek ten wyniósł 2,5 p.p. więcej. Tylko nieliczni (7,6 proc.) uważają, że w pierwszej pracy spędzą rok lub mniej. Co ciekawe, międzynarodowa kariera bądź służbowe podróże zagraniczne są stawiane przez łączną grupę wszystkich studentów kierunków ekonomicznych znacznie wyżej (8. miejsce) niż tych, którzy są zainteresowani pracą konkretnie w ubezpieczeniach (17. miejsce).

Na całym świecie studenci zainteresowani karierą w ubezpieczeniach wśród atrybutów tej branży wskazują na „szkolenie i rozwój zawodowy” jako najważniejszy spośród dwunastu czynników, które są dla nich ważne przy wyborze potencjalnego pracodawcy. Ponad 45 proc. studentów spodziewa się, że w ubezpieczeniach spotkają liderów, którzy wesprą ich rozwój, a prawie 43 proc. uważa, że atutem tego sektora jest siła finansowa. Także pod tym względem nieco inaczej odpowiadali młodzi Polacy, którzy po ubezpieczeniach spodziewają się bezpiecznego zatrudnienia (63,8 proc.), szacunku do ludzi (61,6 proc.) oraz przyjaznego środowiska pracy (60,5 proc.).

Młodzi Polacy planujący karierę w ubezpieczeniach, chcieliby przede wszystkim znaleźć zatrudnienie w PZU. Na tę firmę wskazało aż blisko 37 proc. ankietowanych. Co zaskakujące w piątce wymarzonych pracodawców, obok największego polskiego ubezpieczyciela, studenci wymienili także cztery banki, co zdaniem ekspertów Deloitte oznacza, że te dwie branże będą konkurować o te same talenty.

„Sektor ubezpieczeniowy na całym świecie musi wykonać ogromną pracę, by przekonać do siebie młodych ludzi, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę w biznesie. Firmy z tej branży muszą aktywnie promować się na uczelniach i walczyć ze stereotypem nudnych i staromodnych, które nie mają niczego ciekawego do zaoferowania. Wzorem innych sektorów powinny także starać się pozyskać najbardziej innowacyjnych i uzdolnionych technologicznie studentów. W Polsce wyzwaniem dla ubezpieczycieli będzie walka o najlepszych absolwentów z sektorem bankowym” – podsumowuje Grzegorz Cimochowski.

 

Alkomat połączony ze smartfonem czy zegarki mierzące kroki to jedne z najpopularniejszych prezentów dla fanów inteligentnej elektroniki

Zamiast tradycyjnego krawata czujnik ciśnienia w oponach. Polacy coraz chętniej kupują w prezencie świątecznym gadżety z zakresu inteligentnej elektroniki. Popularnością cieszą się zwłaszcza alkomaty połączone ze smartfonami, zegarki mierzące liczbę kroków, a nawet drobne elementy wyposażenia inteligentnego domu. Tego typu rozwiązania technologiczne jeszcze niedawno kojarzyły się z wysokimi kosztami, jednak dzisiaj nie musimy już dysponować dużym budżetem, by je nabyć.

Wraz z rozwojem technologii zmieniają się preferencje Polaków w zakresie świątecznych prezentów. Jeszcze do niedawna większość fanów elektroniki znajdowała pod choinką nawigację samochodową lub odtwarzacze MP3. Obecnie największym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania typu connected, czyli takie, które albo współpracują z innymi urządzeniami, albo są podłączone do internetu.

– Rozwiązania umownie nazwane connected możemy podzielić na kilka kategorii, dlatego że one dominują w zasadzie w każdym elemencie naszego życia. Jeżeli weźmiemy pod uwagę branżę automotive, to za przykład mogą nam posłużyć urządzenia, które wpinamy sobie w gniazdo OBD w samochodzie. One mogą monitorować pracę kierowcy, jego styl jazdy, prędkość, pracę silnika i co ważne, to wszystko jest spięte później z aplikacją, w której kierowca może ocenić jak jeździ, może ćwiczyć jazdę, może porównywać się ze znajomymi, a co najważniejsze, może udostępniać swoim znajomym – mówi Paweł Kacperek, wydawca „Connected Life Magazine”, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Dużą popularnością cieszą się także czujniki ciśnienia w oponach. Są to małe urządzenia montowane na oponie samochodu, wyposażone w aplikację, która poinformuje kierowcę o tym, że koło należy dopompować. Prawdziwą furorę jako prezent gwiazdkowy robią nowoczesne alkomaty, które łączą się poprzez Bluetooth ze smartfonem, wyposażonym w specjalną aplikację. W aplikacji należy wpisać takie dane, jak wiek, płeć, wagę i wzrost, następnie dmuchnąć w alkomat, a smartfon pokaże, czy można prowadzić samochód. Dobrym prezentem dla kobiety będzie natomiast zegarek, który mierzy tętno lub zawiera krokomierz, nie tylko mierzący liczbę kroków, lecz także podpowiadający, ile należy ich zrobić każdego dnia, aby zachować smukłą sylwetkę.

– Pojawiają się już nawet takie gadżety, jak inteligentne pierścionki. To pierścionek z wbudowanym czujnikiem, który po sparowaniu z aplikacją mobilną informuje o parametrach naszego życia, pozwala monitorować dietę. Inteligentne opaski pozwalają nawet monitorować fazy snu, informować nas o tym, kiedy śpimy dobrze, kiedy śpimy źle, kiedy powinniśmy wstać, bo może wstajemy za wcześnie lub za późno. To tzw. elektronika inteligentna, urządzenia z segmentu connected, które coraz częściej znajdują się wśród prezentów świątecznych mówi Paweł Kacperek.

Coraz większym zainteresowaniem klientów cieszą się także prezenty związane z domem inteligentnym. Namiastkę takiego domu mogą stanowić już żarówki z wbudowanym modułem Bluetooth. Oznacza to, że za pomocą odpowiedniej aplikacji w smartfonie można, siedząc w salonie, włączyć bądź wyłączyć oświetlenie w innym pomieszczeniu, w którym zainstalowane zostały te żarówki. Tego typu oświetlenie, po połączeniu ze smartfonem, może informować o przychodzącym połączeniu telefonicznym: przy wyłączonym dźwięku w telefonie migająca żarówka w kuchni poinformuje o połączeniu.

Jeszcze kilka lat temu tego typu rozwiązania kojarzyły się z wysokimi kosztami, dzisiaj są one znacznie tańsze i bardziej dostępne. Eksperci radzą jednak kupować takie rzeczy w sprawdzonych sklepach lub u autoryzowanych partnerów producenta, aby mieć gwarancję wysokiej jakości.

Najbogatsi Polacy w swoich wydatkach w 65 proc. kierują się pragmatyzmem i rozsądkiem. Co trzeci kupuje na pokaz

Dwie trzecie zamożnych Polaków pragmatycznie podchodzi do swoich wydatków – wybierają drogie produkty ze względu na ich jakość i trwałość. Częściej otaczają się luksusem dla przyjemności, ale ok. 30 proc. robi to na pokaz, ponieważ wymaga tego otoczenie – wynika z badania KPMG.

Zamożni Polacy to konsumenci, których cechuje przede wszystkim pragmatyzm. 65 proc. z nich podchodzi do bogactwa w sposób pragmatyczny. Z kolei 70 proc. powodów, dla których kupujemy dobra luksusowe, wynika z motywacji wewnętrznej. Zaledwie w 30 proc. kupujemy na pokaz, aby unaocznić innym swój stan posiadania – mówi Tomasz Wiśniewski, partner w dziale doradztwa finansowego w KPMG w Polsce.

Autorzy raportu podzieli badaną grupę na cztery kategorie, w zależności od źródła motywacji i stopnia pragmatyzmu. Najwięcej osób zaliczają do tzw. koneserów (52 proc.), którzy nabywają dobre rzeczy głównie po to, aby cieszyć się ich jakością.

Pragmatyzm polega na tym, że dokonujemy zakupów w sposób racjonalny, bez ulegania emocjom. Patrzymy także uważnie na cenę produktu, bo na nasze bogactwo musieliśmy ciężko zapracować – zaznacza ekspert KPMG. – Wynika albo z dobrej kariery zawodowej, albo z posiadania własnego przedsiębiorstwa, rzadko z dziedziczenia.

Zamożnych Polaków cały czas jest mniej niż w państwach Europy Zachodniej. Mimo niższych kosztów życia oraz relatywnie wyższego wzrostu gospodarczego dogonienie majątku per capita obywatela m.in. Francji czy Niemiec zajmie Polakom wiele lat. Dzisiaj jednak jesteśmy bogatsi niż Chorwaci, Litwini, Łotysze, Bułgarzy, Rosjanie czy Rumuni.

Na tle sąsiadów wyglądamy dobrze, ale pamiętajmy, że nasz region w dalszym stopniu jest biedniejszy niż region Europy Zachodniej. Średni majątek Polaka to ok. 22 tys. dolarów, czyli siedmiokrotnie mniej niż przeciętnego mieszkańca UE. Aby nadrobić ten dystans, potrzebujemy ponad 40 lat – wyjaśnia Wiśniewski.

Zamożni chętnie inwestują, głównie w nieruchomości i akcje. Grupa bogatych (o dochodach powyżej 20 tys. zł miesięcznie) w 51 proc. samodzielnie lokuje wolne środki w nieruchomości, a w 25 proc. w akcje.

Zdaniem Wiśniewskiego luksus dla Polaka nie zawsze oznacza czynniki czysto materialne. Może to być wolny czas poświęcony rodzinie czy swojemu hobby.

Z naszych analiz wynika, że dla wszystkich wspólnym mianownikiem luksusu w Polsce jest jego ekskluzywność, niedostępność i zazwyczaj wysoka jakość oraz przyjemność, jaką konsumenci czerpią z obcowania z nim –podsumowuje Tomasz Wiśniewski.

Raport definiuje zamożnych jako osoby osiągające dochody powyżej 7,1 tys. zł brutto miesięcznie. Pod względem bieżących możliwości konsumpcyjnych, osób posiadających co najmniej milion dolarów w płynnych aktywach jest w Polsce 47 tys. Posiadaczy 1-5 mln dolarów jest 44,52 tys., a tych powyżej 100 mln dolarów – 100 osób. Przeciętnie są to prywatni przedsiębiorcy zamieszkujący miasta powyżej 250 tys. mieszkańców.

Liczbę zamożnych Polaków szacujemy na ok. 800 tys. osób. Do 2016 r. liczba ta powinna przekroczyć 1 mln. Obecnie grupa osiąga dochody w wysokości 140 mld zł, a w 2017 roku może to być już 200 mld zł – przyznaje Wiśniewski.

29 proc. osób klasyfikowanych według raportu jako osoby bardzo zamożne (o miesięcznych dochodach 10-20 tys. zł) regularnie odwiedza restauracje, 20 proc. korzysta z usług prywatnego trenera, a 30 proc. z domowej gospodyni. Jedynie 2 proc. przedstawicieli tej grupy to stali użytkownicy usług concierge.

Voucher na bilet na koncert lub imprezę to pomysł na prezent na ostatnią chwilę

Voucher na bilet na koncern lub inne wydarzenie może się okazać ratunkiem dla spóźnialskich, którzy jeszcze nie mają prezentów dla najbliższych. Nie ma ryzyka, że nie trafimy w gust. Voucher można wykorzystać na dowolne wydarzenie, dzięki czemu wiadomo, że nie będzie to prezent chybiony.

Dostępne są vouchery o zróżnicowanych nominałach. Dla osoby młodej możemy kupić voucher za 200 zł ‒ w tej cenie zmieszczą się np. dwa bilety na imprezę klubową. Jeśli chcemy zaś obdarować kogoś, kto jest fanem supergwiazd, możemy wydać na voucher nawet 400 zł – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Drachal, szef operacji Eventimu.

Vouchery można też łączyć. Ważność takiego kuponu to rok, więc obdarowany ma czas, by wykorzystać voucher na odpowiadające mu wydarzenie. Voucher na bilet to dobry pomysł na prezent na ostatnią chwilę, bo można go kupić nawet kilka minut przed wieczerzą wigilijną. Jak podkreśla Drachal, zakup voucheru zajmuje jedynie kilka minut, a by go realizować, wystarczy wydrukować.

Poza świątecznymi voucherami w Eventimie w grudniu wzrasta też sprzedaż biletów. Drachal zauważa, że podobny trend jest obserwowany we wszystkich branżach, które zajmują się sprzedażą przez internet.

Mamy bardzo duże zainteresowanie biletami. Organizatorzy też to czują, zwiększając podaż biletów na różne imprezy, dlatego mamy dużo nowo otwartej sprzedaży biletów na różne koncerty – mówi ekspert.

W tej chwili już setki organizatorów udostępniają poprzez Eventim bilety na dziesiątki tysięcy wydarzeń. Liczby te rosną bardzo dynamicznie. Duża zmiana w polskim społeczeństwie nastąpiła wraz ze wzrostem regularności przyjazdów światowych gwiazd do naszego kraju. Drachal ocenia, że powstał zwyczaj uczestniczenia w takich wydarzeniach. Polscy klienci spółki często szukają atrakcyjnych wydarzeń również za granicą, podobnie jak przyjeżdżający na polskie koncerty i inne wydarzenia obcokrajowcy.

W tej chwili w systemie mamy takie imprezy, na które jeden bilet potrafi kosztować kilka tysięcy złotych, oraz takie, na które bilet może kosztować 10 zł. Przekrój jest ogromny – podkreśla Drachal.

Zaznacza, że dla spółki i jej klientów nowa ustawa konsumencka, która wchodzi w życie 25 grudnia, przyniesie niewielkie zmiany. Eventim już się do niej przygotował i wprowadził odpowiednie zmiany w swoich regulaminach. Ekspert przypomina, że jeden z najważniejszych elementów nowej ustawy, czyli możliwość bezkosztowego odstąpienia od umowy i zwrotu zakupionego towaru bez podawania przyczyny w ciągu 14 dni, nie obejmuje biletów na koncerty, wydarzenia sportowe i imprezy artystyczne.

Galerie handlowe znacząco zwiększają obroty. Grudzień to dla nich także ogromne wyzwanie organizacyjne

0

Dla handlu grudzień to większa sprzedaż i wyższe zyski. Najlepiej przygotowane na zwiększony ruch sklepy mogą je nawet podwoić. Okres przedświąteczny to jednak ogromne wyzwanie organizacyjne dla centrów handlowych. Oznacza tłumy klientów, których uwagę trzeba przyciągnąć, by skłonić do zakupów, i którym trzeba zapewnić właściwą obsługę.

Jak wynika z badania TNS Polska wykonanego na zlecenie Związku Banków Polskich, w tym roku Polacy zamierzają wydać na święta średnio 824 zł. To oznacza zwiększony ruch w sklepach i galeriach handlowych już pod koniec listopada. W grudniu ubiegłego roku sprzedaż detaliczna – według GUS – była o 17,3 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Okres przedświąteczny to najtrudniejszy czas zarówno dla osób pracujących w sieciach handlowych, jak i dla zarządców centrów handlowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Szmeja-Kroplewska, dyrektor generalna Polskiej Rady Centrów Handlowych.

I to pomimo zwiększonych obrotów, a co za tym idzie również większych zysków. Sklepy i centra handlowe odwiedza znacznie więcej osób niż zwykle. Jak podkreśla dyrektor PRCH, średniej wielkości centrum handlowe, z ofertą około 100 sklepów, w ciągu ponad 20 dni grudnia odwiedza około 1 miliona klientów. W tych większych jest ich nawet dwa razy więcej. Na ich przyjęcie trzeba się odpowiednio przygotować. I nie chodzi wyłącznie o atrakcyjną ofertę, która przyciągnie klientów.

– Wymaga to od zarządcy ogromnego nakładu pracy, jeżeli chodzi o zabezpieczenie, ochronę i serwisy sprzątające – wymienia Anna Szmeja-Kroplewska. – Z kolei dla punktów handlowo-usługowych wiąże się to z zagwarantowaniem odpowiedniej liczby obsługi i towaru oraz niezliczonymi kombinacjami logistycznych trudności, które trzeba pokonać tak, aby klient w sposób komfortowy mógł zrobić zakupy.

Średnio obroty sklepów i centrów handlowych rosną o 50 proc. W niektórych sektorach są one nawet kilkukrotnie większe.

Na rynku panuje bardzo duża konkurencja, zwłaszcza w dużych miastach. Więc tutaj trwa intensywna walka o klienta, przeważnie skupiająca się na prowadzeniu komunikacji i informowaniu o ofertach, animacjach i akcjach, które towarzyszą funkcjonowaniu centrów w grudniu – mówi dyrektor PRCH. – Zarządzający centrami starają się przyciągnąć klientów do swoich obiektów, budując odpowiedni klimat, aranżując świąteczne dekoracje czy angażując się w różnego rodzaju akcje, jak wspierana przez Polską Radę Centrów Handlowych inicjatywa „Świeć się, Galerio”, konkurs na najpiękniej oświetlone centrum handlowe w Polsce.

W Polsce działa ponad 350 tys. sklepów różnej wielkości, a połowa z nich znajduje się w centrach handlowych. Na grudniowy szczyt zakupowy centra handlowe przygotowują się praktycznie od połowy roku, wydając na przygotowania znaczącą część swych budżetów marketingowych. W przypadku największych galerii handlowych budżety mogą sięgać setek tysięcy złotych.

W święta i sylwestra mniej Rosjan i Ukraińców w polskich hotelach

Mniej turystów z Ukrainy i Rosji przyjedzie w tym roku na Podhale. W innych obszarach kraju poziom rezerwacji noclegów na okres świąteczno-sylwestrowy jest na podobnym poziomie jak rok temu. Przyszły rok zapowiada się dla hotelarzy bardzo dobrze. Branża oczekuje zwiększonej aktywności marek, a także coraz większego udziału rezerwacji mobilnych.

Sezon rezerwacji świątecznych i sylwestrowych w Polsce wygląda tradycyjnie stabilnie i przewidywalnie. Jedynym wyjątkiem w 2014 roku jest rejon Podhala. Tutaj mamy do czynienia z prognozami, które przewidują o wiele mniejszy udział turystów z Rosji i Ukrainy w udziale rezerwacji hotelowych w tym regionie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Dąbrowski, dyrektor generalny HRS Polska.

Dodaje, że dla hotelarzy z Podhala spadek liczby turystów ze Wschodu będzie bardzo odczuwalny. Dużo lepiej wyglądają jednak prognozy dla całej branży na przyszły rok.

Dąbrowski prognozuje, że HRS zanotuje w przyszłym roku istotny wzrost liczby rezerwacji, bo coraz więcej osób korzysta z internetowych kanałów sprzedaży. Szczególnie aktywne w pozyskiwaniu rezerwacji mają być sieci hotelowe i obiekty o znanych markach.

2015 rok z perspektywy branży hotelowej to również czas marki. W ciągu ostatnich miesięcy obserwowaliśmy zwiększoną aktywność marek hotelowych, które konsolidują różnego rodzaju indywidualne przedsiębiorstwa hotelowe w regionach Polski. Te brandy teraz muszą się sprawdzić od strony promocji, od strony dotarcia do klientów i od strony marketingu – przekonuje Dąbrowski.

Ocenia, że w branży hotelarskiej rośnie siła marki, nie tylko sieci. Właściciele najbardziej znanych marek, jak prognozuje Dąbrowski, będą inwestować  zarówno w jakość, jak i promocję, by jeszcze bardziej dotrzeć do klientów z informacją o standardach gwarantowanych przez ich brand.

Istotnym trendem w 2015 roku ma być wzrost udziału rezerwacji dokonywanych na urządzeniach mobilnych. Według badań przeprowadzonych przez ARC Opinia i Rynek, na które powołuje się Dąbrowski, rezerwacje mobilne to w Polsce niemal 10 proc. rynku. Dla HRS-u ten udział sięga 20 proc., ale już w ciągu najbliższych 12 miesięcy może wzrosnąć nawet do niemal 50 proc.

Jest to bardzo mocny trend. Można powiedzieć, że w Polsce dopiero staramy się nadążyć za resztą Europy – podkreśla Dąbrowski.

Firmy pożyczkowe krytykują nowe propozycje regulacji, choć ich zdaniem rynek wymaga uporządkowania

0

Przygotowany w resorcie finansów projekt nowelizacji ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym nie podoba się przedstawicielom firm pożyczkowych. W ich ocenie jest w nim wiele nieprecyzyjnych zapisów, a nowe przepisy nie spełnią swojego podstawowego celu: nie będą dobrze chronić interesów klientów. Jednocześnie podkreślają, że rynek wymaga uporządkowania.

Do 19 grudnia trwała druga tura konsultacji nowej wersji dokumentu. Projekt wprowadza m.in. pojęcie instytucji pożyczkowej jako nowego tworu na polskim rynku gospodarczym. Zakłada, że  firmy pożyczkowe będą musiały posiadać minimum 200 tys. kapitału własnego, a ich formą prawną może być tylko spółka akcyjna lub z ograniczoną odpowiedzialnością. Członkowie zarządu takiej spółki nie mogą być karani. Dla ewentualnych oszustów na tym rynku przewidziano zaś wyższe niż dotąd kary: do 10 lat więzienia i do 5 mln zł.

– Teoretycznie są to zapisy, które porządkują rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stefan Cieśla, radca prawny i pełnomocnik Profi Credit. – Firmy będą mogły udzielać pożyczek, stosując się do pewnych maksymalnych limitów, całkowity koszt kredytu nie będzie mógł przekroczyć 100 proc. wartości udzielonej pożyczki, bez względu na czas trwania pożyczki, a koszt windykacji nie będzie mógł przekroczyć ośmiokrotności kredytu lombardowego. Z przykrością stwierdzam jednak, że jest to kolejna wyjątkowo niechlujna regulacja.

Jak podkreśla, może ona doprowadzić do tego, że pewien segment pożyczek pozabankowych zniknie z rynku. Proponowane ograniczenie kosztów oznacza, że firmom pożyczkowym nie będzie się opłacało udzielać kredytów na dłuższy okres. Muszą one bowiem uwzględnić w swej działalności duże to, że mogą nie odzyskać pieniędzy.

I tutaj dochodzimy do poważnego problemu, ponieważ pożyczki są bez wątpienia drogie – zwraca uwagę Stefan Cieśla. – Ale dlaczego one są tak drogie? Otóż dlatego są drogie, że ludzie, którzy biorą pożyczki pozabankowe, nie spełniają kryteriów zdolności kredytowej określonej przez banki.

W praktyce zarabiają za mało albo nieregularnie, są zatrudnieni na umowy cywilnoprawne, a to dla banków zbyt ryzykowna grupa. Zdaniem Cieśli po wejściu w życie nowych regulacji mogą oni zostać pozbawieni dostępu do dodatkowego kapitału.

Firmy pożyczkowe ubolewają nad tym, że z projektu zniknął pomysł wprowadzenia rejestru firm pożyczkowych. To według nich mogłoby uporządkować rynek i wyeliminować z niego potencjalnie groźne dla klientów podmioty.

Najprościej byłoby, gdyby klient mógł sięgnąć do rejestru urzędowego, prowadzonego przez UOKIK lub resort gospodarki, by sprawdzić, czy określona firma jest w rejestrze i czy ma prawo udzielać pożyczek. Niestety, Ministerstwo Finansów wycofało się z tego pomysłu. Teoretycznie sąd rejestrowy będzie obowiązany badać, czy firma spełnia wymogi ustawy, ale to się sprowadza do formalnego złożenia oświadczenia, że nasze środki są środkami własnymi oraz że spełniamy wymogi ustawy. To będzie wyłącznie formalna deklaracja, nie poparta jakimkolwiek badaniem dokumentacji – mówi Stefan Cieśla.

Jak podkreśla, proponowana w projekcie definicja firmy pożyczkowej jest błędna. Zakłada ona bowiem, że instytucja pożyczkowa to instytucja, której działalność w przeważającej części polega na udzielaniu pożyczek.

Co to znaczy przeważająca część, w jakim okresie liczona? Aby to było weryfikowalne, trzeba byłoby podać konkretne dane. Bo firma może powiedzieć, że w okresie 5-letniej działalności udzielanie pożyczek stanowi niewielką część biznesu, bo przyjęła pięcioletni okres rozliczeniowy. To musi być zdefiniowane w ustawie, inaczej będziemy mieli kompletną dowolność, a co za tym idzie niemożliwość realizacji ustawy – mówi mecenas.

Inwestycja w mieszkanie na wynajem oferuje kilkakrotnie wyższą stopę zwrotu niż lokata bankowa. Perspektywiczne lokalizacje to Łódź, Kraków i Trójmiasto

CEO Magazyn Polska

W środowisku niskich stóp procentowych inwestycje w nieruchomości na wynajem są atrakcyjną alternatywą dla lokat bankowych. Potrafią przynieść zwrot 3-4 wyższy niż depozyt. Zdaniem prezesa spółki Mzuri CFI1, zajmującej się społecznościowym inwestowaniem w nieruchomości, najbardziej przyszłościowe lokalizacje to obecnie Łódź, Kraków i Trójmiasto.

Jedynym zagrożeniem dla stopy zwrotu z tego typu inwestycji jest wyraźna nadpodaż na rynku najmu. W Polsce nadal ceni się własność nieruchomości i większość potencjalnych klientów wynajęcie mieszkania traktuje jako ostateczność. Z drugiej strony nic tak nie przyspiesza znalezienia klienta jak obniżka ceny, a nawet konkurencyjne i znacznie tańsze od średniej rynkowe oferty najmu nadal gwarantują znacznie lepszy zwrot niż lokata bankowa.

– Inwestycje w nieruchomości, zwłaszcza dzisiaj, kiedy stopy procentowe są tak niskie, a depozyty czy obligacje oferują zwroty na poziomie średnio 2 proc., wydają się być bardzo atrakcyjną lokatą kapitału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri CFI1. – Bo w ogóle abstrahując od wzrostu wartości w długim czasie, z samego czynszu można osiągnąć 6, 7, 8, a czasem więcej procent zwrotu rocznie. A więc trzy- lub czterokrotność tego, co można otrzymać w banku.

Jedyny problem to cena zakupu mieszkania. Nawet najtańsze i najgorzej zlokalizowane kosztują dziesiątki tysięcy złotych. Takie firmy jak Mzuri CFI1 oferują więc możliwość zakupu udziału w mieszkaniach na wynajem. Zysk z najmu jest w takim wypadki proporcjonalny do kupionego udziału.

Nieruchomości dotychczas były raczej opcją dla osób zamożniejszych, takich, które dysponowały kwotą 100-150, albo i więcej tysięcy złotych podkreśla Artur Kaźmierczak. – Bo za 100 tys. można bez problemu w Polsce kupić i wyremontować małe mieszkanie i je wynajmować. Dzięki modelowi inwestowania grupowego staje się to teraz możliwe dla osób, które mają 10-20 tys. zł.

Na rynku nieruchomości najistotniejsza jest lokalizacja. Te mieszkania, które są dobrze położone, mają też ceny, które to położenie uwzględniają. Są jednak i takie nieruchomości, których lokalizacja nie wydaje się szczególnie atrakcyjna, ale inwestor, którzy dostrzeże jej potencjał, może na tym dodatkowo zarobić.

Wierzę w Łódź, która znajduje się blisko Warszawy i w kontekście niedługo otwieranego szybkiego połączenia kolejowego wierzę, że Łódź będzie coraz bardziej stawać się sypialnią Warszawy przekonuje Artur Kaźmierczak. – Wierzę w Kraków, który już dzisiaj jest największym w Europie centrum usług biznesowych i chyba ósmą lub dziewiątą taką lokalizacją na świecie. Wierzę też w Trójmiasto, które rozbudowuje port i przyciąga biznes ze Skandynawii, także w sektorze BPO. I wierzę w mieszkania na wynajem –zarówno te pojedyncze, jaki i te w kamienicach.

Zaletą tego typu inwestycji jest też jej bezpieczeństwo. O ile kupujący nie zaniedba sprawdzenie stanu prawnego lokalu, będzie miał gwarancję, że jego inwestycja nie przepadnie ani nie straci na wartości.

Warto zwrócić uwagę na to, że mieszkanie na wynajem nie tylko generuje dochód, lecz także w długim okresie jest duża szansa na to, że wzrośnie znacząco jego wartość, oraz że mamy bardzo duże bezpieczeństwo inwestycji przypomina Artur Kaźmierczak z Mzuri CFI1. Dlatego, że fakt, że jesteśmy właścicielem, jest potwierdzony wpisem do księgi wieczystej, który gwarantuje państwo. Jest to nadzwyczaj bezpieczna inwestycja, taka, gdzie nie grozi nam, że firma, której obligacje wykupiliśmy, zbankrutuje, czy bank, w którym zainwestujemy więcej niż poziom gwarantowany przez państwo, będzie miał problemy z płynnością.

NIK sprawdzi dostępność podręczników szkolnych

Rusza kontrola dotycząca dostępności podręczników szkolnych. Poprzedził ją panel ekspertów – przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej, reprezentanci fundacji i stowarzyszeń oświatowych oraz wydawcy dyskutowali w siedzibie NIK o problemach związanych z podręcznikami dla uczniów. Wnioski z debaty zostały wykorzystane w programie kontroli.

Zapoczątkowana w 1999 r. reforma oświaty umożliwiła funkcjonowanie wielu podręczników do poszczególnych przedmiotów oraz wprowadziła administracyjny tryb ich dopuszczania do użytku szkolnego na podstawie pozytywnych opinii rzeczoznawców. Efektem tej zmiany jest duża liczba wydawców i tytułów wydawniczych. Powstała olbrzymia konkurencja na rynku, która może być przyczyną zjawisk korupcjogennych. Stabilności na rynku podręczników szkolnych nie sprzyja również zbyt częsta zmiana podstaw programowych, co ogranicza dostęp do podręczników używanych.

Dodatkowe emocje budzi sprawa bezpłatnych podręczników szkolnych. Darmowe podręczniki niosą ze sobą szansę dla dzieci i młodzieży z terenów wiejskich oraz uboższych rodzin. Eksperci są zgodni, że uczniom należy stworzyć wyrównane warunki do nauki. Z drugiej strony Polska Izba Książki (PIK) alarmuje, że darmowe podręczniki dla klas I-III oznaczać będą spadek przychodów wydawców o około 350 mln zł rocznie, a straty (i być może przymusowe zwolnienia) dotkną także księgarzy, hurtowników i drukarnie. Eksperci tego zrzeszenia sceptycznie odnoszą się do proponowanej przez MEN wysokości dotacji, która ma wspomóc korzystanie przez uczniów z ćwiczeń i innych materiałów jednorazowego użytku.

Tezy i wnioski wynikające z debaty zorganizowanej przez NIK zostały wykorzystane w programie kontroli Dostępność podręczników szkolnych. Na jej wyniki czekają przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej, nauczyciele oraz wydawcy książek.

Końca przeceny euro wobec dolara nie widać. Jej skala zależy od wpływu niskich cen ropy na inflację oraz efektów spodziewanego programu luzowania monetarnego

CEO Magazyn Polska

Euro będzie nadal traciło wobec dolara – spodziewa się Andrzej Stefaniak, dealer walutowy firmy DMK. Jego zdaniem w pierwszej połowie 2015 roku czeka nas dalsza przecena wspólnej europejskiej waluty w rezultacie spodziewanego programu luzowania ilościowego. Presję na euro będą także wywierać skutki spadku cen ropy naftowej, w wyniku czego eurodolar może osiągnąć nawet poziom 1,0 (tzw. parytet).

Jest bardzo prawdopodobne, że luzowanie ilościowe w eurostrefie odbędzie się na początku przyszłego roku, w pierwszym kwartale – zauważa Andrzej Stefaniak, dealer walutowy firmy doradczej DMK. – Końcówka tego roku nie przedstawia się dla europejskiej waluty zbyt pozytywnie. Należy się spodziewać osłabienia euro w wyniku między innymi oczekiwania na to wydarzenie.

Na początku grudnia Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego, oświadczył, że na początku przyszłego roku Rada Prezesów EBC ponownie przeszacuje program stymulacyjny TLTRO (z ang. Targeted Longer-Term Refinancing Operation – operacja długoterminowego refinansowania banków z przeznaczeniem na kredyty). Jego zadaniem jest pobudzenie akcji kredytowej banków, kierowanej głównie do małych i średnich, europejskich przedsiębiorstw, która z kolei ma wesprzeć wzrost gospodarczy strefy euro. Jednak zarówno w pierwszej transzy we wrześniu, jak i w drugiej w grudniu chętnych na pożyczki było mniej niż oczekiwano. Rozważane może być także rozpoczęcie skupu obligacji skarbowych.

Byłoby to najważniejsze wydarzenie dla eurostrefy i europejskiej waluty w przyszłym roku – przekonuje Andrzej Stefaniak. – Jeżeli rzeczywiście miałoby ono miejsce, presja na euro pogłębiłaby się jeszcze bardziej. Widać to bardzo dobrze na przykładzie osłabienia się jena, funta brytyjskiego i dolara. Obecna fala przeceny, która wynosi dopiero kilka procent, jest zbyt mała i prawdopodobnie będzie przyspieszona. Dla europejskiej waluty cały 2015 rok wydaje się bardzo negatywny. Powinniśmy mieć do czynienia z przeceną zarówno w pierwszym, jak i drugim kwartale.

Notowania eurodolara w przyszłym roku – zdaniem dealera walutowego firmy DMK – zdecydowanie będą zniżkować. Stanie się tak w wyniku osłabienia europejskiej waluty poprzez zwiększenie jej ilości na rynku. Z drugiej strony na niekorzyść euro może zadziałać sytuacja, w której działania pomocowe EBC nie przyniosą efektu.

Zarówno pierwsza, jak i druga połowa roku powinny być zdecydowanie niekorzystne – uważa Andrzej Stefaniak. – Może się bowiem okazać, że program luzowania monetarnego, który prawdopodobnie zostanie ogłoszony, nie zacznie przynosić pozytywnych efektów. Jeżeli tak będzie, rynek zacznie przebąkiwać o drugim programie, co spowoduje kolejny, negatywny wpływ dla euro. Dlatego spodziewam się spadkowego scenariusza na eurodolarze w przyszłym roku.  Za rok będziemy na bardzo niskich poziomach, możemy zahaczyć nawet o 1,00.

Ale na notowania euro wpływ będą miały także, jak przekonuje Andrzej Stefaniak, dane makroekonomiczne. Obecnie trwa szacowanie skutków mocnego spadku cen ropy naftowej na inflację w eurostrefie.

W przyszłym roku cena ropy naftowej, jak wskazuje ekspert, także będzie najważniejszym czynnikiem kształtującym dane makroekonomiczne.

Jeżeli notowania ropy utrzymają się na niskich poziomach albo jeszcze bardziej pogłębią spadek, będzie to czynnik, który zdecydowanie pomoże strefie euro, danym makro i kondycji gospodarczej – przekonuje Stefaniak. – Miałoby to, rzecz jasna, przełożenie na wycenę europejskiej waluty. Na chwilę obecną trudno jednak prognozować, czy spadek cen ropy naftowej się utrzyma, czy będzie trwały.

Piotr Kuczyński (Xelion): Polska giełda będzie zyskiwać. W I kwartale warto zainwestować w akcje

CEO Magazyn Polska

Koniec roku na GPW nie powinien już przysporzyć większych emocji. W roku 2015, wyłączając zjawiska nieprzewidziane, polska giełda powinna rosnąć, głównie za sprawą środków unijnych napędzających wzrost gospodarczy.

– Spodziewam się, że dzięki uruchomieniu środków unijnych z nowej perspektywy finansowej 2014-2020 wzrost gospodarczy w Polsce przyspieszy w II połowie 2015 r. – przewiduje Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Jego zdaniem dlatego właśnie dobrym momentem na zakup akcji będzie I połowa roku lub nawet jego I kwartał, bo przyspieszenie gospodarki pociągnie za sobą większe zainteresowanie inwestorów spółkami z GPW, a ich akcje zaczną drożeć.

– Inwestujmy w akcje tych firm, które najbardziej skorzystają na środkach unijnych. Myślę, że duże pieniądze będą przeznaczone na rozwój, badania i informatykę, w związku z tym warto wybierać spółki działające właśnie w takich obszarach – mówi Piotr Kuczyński.

Jak dodaje, afera związana z niejasnościami dotyczącymi liczenia głosów przez PKW w niedawnych wyborach samorządowych mogła zaszkodzić wizerunkowi sektora informatycznego. W dodatku od początku roku indeks WIG-informatyka wzrósł tylko o ok. 2 proc. Choć to więcej niż dla całego WIG-u (+0,06 proc.), to w porównaniu z sektorem energetycznym (ponad 20 proc.) czy mediowym (prawie 14 proc.) wzrost wydaje się skromny i pozostawia przestrzeń do dalszego ruchu w górę.

Główny analityk Domu Inwestycyjnego tłumaczy, że niewielkie podciągnięcia indeksów na koniec roku są spowodowane zwykle chęcią uzyskania wyższych premii przez zarządzających funduszami na koniec roku. Zjawisko, zwane rajdem św. Mikołaja, zdecydowanie częściej ma miejsce w USA niż w Polsce.

W USA indeks Standard & Poor’s pobił w tym roku rekord wszech czasów 49 razy. To nadzwyczajne zjawisko, które nie miało miejsca od 1928 r. – zauważa główny analityk Xelion.

2014 r. okazał się korzystnym okresem dla światowych parkietów giełdowych. Amerykański indeks Dow Jones Industrial wzrósł w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 11 proc., Standard & Poor’s 500 zwyżkował o 14 proc., a wartość głównego indeksu w Japonii Nikkei 225 była wyższa o 19 proc. w stosunku do końca ubiegłego roku. Polski WIG20 zachowywał się na ich tle bardzo stabilnie, stracił na wartości niespełna 4 proc. To również może zachęcić inwestorów do kupowania polskich akcji, których ceny nie są wygórowane.

NCBR rozdał młodym naukowcom 40 mln zł na wdrażanie innowacyjnych projektów

0

Młodzi liderzy nagrodzeni. W piątej edycji programu Lider, prowadzonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, 36 młodych naukowców otrzymało w sumie 40 mln zł na realizację swoich innowacyjnych projektów. – Bez wsparcia młodych i zdolnych ludzi duże środki z UE i budowana infrastruktura naukowa będą nieprzydatne – podkreśla prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Wszyscy dzisiaj mówimy o innowacyjności, a ona bez nauki nie istnieje. Więc tworzymy ramy prawne i finansowe, będą duże fundusze strukturalne na współpracę nauki i biznesu, przygotowujemy różne centra transferu technologii, ale tak naprawdę te ramy będą puste bez liderów, bez ludzi młodych, zmotywowanych, energicznych, z pomysłami, którzy chcą z jednej strony uprawiać dobrą naukę, a z drugiej strony wdrażać swoje pomysły, żeby były pożyteczne dla społeczeństwa i gospodarki – mówi prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

W piątej edycji programu Lider, prowadzonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, 36 młodych naukowców otrzymało w sumie 40 mln złotych na realizację swoich projektów. Maksymalne dofinansowanie jednego projektu wynosi 1,2 mln złotych, a jego realizacja może trwać do 36 miesięcy. Dzięki udziałowi w programie młodzi naukowcy zwiększają swoje szanse na odniesienie sukcesu na początku kariery naukowej – wyłonieni w dwuetapowym konkursie laureaci otrzymują środki na stworzenie i zarządzanie własnym zespołem badawczym. Wyniki ich badań mają być potem wdrożone w gospodarce.

Uczymy się powoli, że trzeba skomercjalizować wyniki nauki, bo duża jej część powinna być praktyczna i przydatna dla społeczeństwa. Ale żeby udawała nam się ta komercjalizacja, wszyscy uczestnicy tego długiego procesu muszą mieć świadomość, jak ważna jest współpraca, jak ważne są rozwiązania prawne, które w tej chwili powstają – podkreśla minister.

Zainteresowanie programem jest duże – w tej edycji wpłynęło 240 wniosków, z których ze względów formalnych odrzucono 11, a dofinansowanie otrzymał co szósty projekt.

NCBR w planach ma już uruchomienie kolejnej edycji konkursu w przyszłym roku.

W ciągu pięciu edycji programu przyznaliśmy już 176 grantów na łączną kwotę 182 mln zł. Mamy więc zainwestowane spore pieniądze w karierę najlepszych młodych naukowców i to pozwala nam z optymizmem myśleć o polskiej nauce już za kilka lat – mówi prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W ramach dotychczasowych edycji największą liczbą liderów może się poszczycić Politechnika Warszawska. Z tej uczelni pochodzi 16 młodych naukowców wyróżnionych przez NCBR. Na kolejnych miejscach znalazły się Politechnika Gdańska (12 liderów) oraz Politechnika Poznańska i Politechnika Łódzka (po 9 liderów). Spośród uniwersytetów najwięcej laureatów programu Lider pochodzi z Uniwersytetu Gdańskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego (po 7 laureatów).

Na całym świecie już dostrzeżono, że młodzi wymagają specjalnej szansy, że mogą mieć równie dobre pomysły co doświadczeni naukowcy, a na pewno mają w większości przypadków więcej entuzjazmu i chęci zmagania się z tym, co się wydaje niemożliwe. Dlatego na nich trzeba stawiać, nie rezygnując ze wsparcia najlepszych naukowców o dojrzałym profilu – zapewnia prof. Kurzydłowski.

Wśród osiągnięć Liderów na pierwszy plan wysuwa się sukces laureata trzeciej edycji programu dra inż. Tomasza Żernickiego i jego projekt AudioSense: Opracowanie prototypowego systemu rekonstrukcji wirtualnej sceny dźwiękowej z wykorzystaniem bezprzewodowych sieci sensorowych. Eksperci podkreślają, że Zylia, stworzony przez jego firmę wynalazek, może zrewolucjonizować branżę muzyczną i filmową.

BGŻ: Tak niskich cen warzyw i owoców polscy konsumenci nie widzieli od 10 lat

CEO Magazyn Polska

Tegoroczne zakupy żywności świątecznej są tańsze niż w ubiegłym roku. W grudniu ceny żywności i napojów bezalkoholowych są niższe o 2,2 proc. niż rok temu. Niektóre z produktów typowo świątecznych potaniały jednak dużo bardziej – kapusta aż o 50 proc., buraki o 20-30 proc., a cukier o 30-40 proc.

W tym roku praktycznie wszystkie produkty żywnościowe są tańsze. Spadki cen utrzymują się już od lutego – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marta Skrzypczyk, analityk Banku Gospodarki Żywnościowej. ‒ Największe spadki notują warzywa i owoce ze względu na dużo wyższe zbiory w tym roku oraz embargo nałożone przez Rosję.

 

Skrzypczyk podkreśla, że niektóre z owoców i warzyw, które są podstawą dań w okresie świątecznym, potaniały w stosunku do ubiegłego roku nawet o połowę. Największe spadki cen dotyczą jabłek i kapusty – te potaniały nawet o 50 proc. w porównaniu z grudniem 2013 r. Jak zaznacza ekspertka, tak niskich cen polscy konsumenci nie widzieli od 10 lat.

Nieco mniej potaniały inne warzywa, takie jak buraki, cebula i marchew. Ich ceny detaliczne są w tym roku niższe o 20-30 proc.

Aż o prawie 25 proc., jak wynika z danych GUS, były w listopadzie tańsze ziemniaki (porównując do listopada 2013 r.).

Skrzypczyk zauważa, że pomimo tych spadków sklepy nadal oferują promocje, więc konsumenci często mogą spotkać się z jeszcze niższymi cenami.

Tańsze jest też mięso, głównie mięso wieprzowe. Tutaj spadki sięgają 7-10 proc. Przetwory mięsne, takie jak wędliny i kiełbasy, też są w niższych cenach, ale to są niewielkie różnice, maksymalnie do 5 proc. – dodaje Marta Skrzypczyk.

Tańsze mogą być też świąteczne desery, bo aż o 30-40 proc. potaniał w tym roku cukier. Mniej trzeba też zapłacić za gotowe słodycze, choć tu spadek nie jest aż tak znaczny.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w segmencie produktów mleczarskich. Skrzypczyk przypomina, że mleko już rok temu było bardzo drogie, a takie ceny utrzymywały się przez pierwsze miesiące tego roku. Końcówka roku przyniosła jednak ulgę konsumentom, bo zgodnie z danymi GUS w listopadzie mleko było o 17 proc. tańsze niż rok temu. Skrzypczyk ocenia, że zbliżona do ubiegłorocznej powinna być cena innych produktów mleczarskich, takich jak śmietana.

Pfizer szuka w Polsce innowacyjnych pomysłów na nowe terapie. Chce współpracować z małymi firmami i start-upami

Pfizer to jeden z największych koncernów farmaceutycznych na świecie, który rocznie na badania i rozwój wydaje ponad 7 mld dolarów. Firma jest otwarta jest na współpracę z polskimi ośrodkami naukowymi w celu opracowywania nowych leków. W przyszłym roku wprowadzi do sprzedaży innowacyjne leki dla osób chorujących na raka płuc.

Jako największe prywatne przedsiębiorstwo farmaceutyczne na świecie rocznie wydajemy 7 mld dolarów na badania kliniczne, na poszukiwanie nowych cząsteczek. W USA na sześciu bardzo dobrych uniwersytetach ośrodki terapii innowacyjnej, które skoncentrowane są tylko na poszukiwaniu nowych leków – mówi agencji Newseria Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska.

Jak wynika ze „Strategii rozwoju krajowego przemysłu farmaceutycznego do 2030 roku”, przygotowanej przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, Pfizer jest światowym liderem w tym zakresie. W Polsce wartość nakładów na B+R w sektorze farmaceutycznym wyniosła blisko 208 mln zł, co stanowiło 9,3 procent łącznych nakładów na ten cel w przemyśle.

Prezes Pfizer Polska wyjaśnia, że ośrodki uniwersyteckie zajmują się również oceną pomysłów i projektów z innych, mniejszych firm i start-upów, z którymi koncern współpracuje. Dla nich taka współpraca to często jedyna szansa na wprowadzenie tych leków na rynek, ponieważ wiąże się to z dużymi nakładami finansowymi.

Jesteśmy również bardzo otwarci na współpracę w Polsce. Udało mi się przekonać decydentów w firmie, aby inwestować w naszym kraju, w polskie start-upy i polskie molekuły – dodaje Hryniewiecka-Firlej.

Zdaniem Hryniewieckiej-Firlej znalezienie odpowiednich partnerów do współpracy nie jest łatwe. Nie wszystkie projekty innowacyjne nadają się do komercjalizacji. Bardzo często świat biznesu i świat nauki rozwijają się równolegle, ale bliżej ze sobą nie współpracują.

Nie każda innowacja nadaje się do tego, by móc ją skomercjalizować i leczyć tak powstałym lekiem pacjentów. Potrzebne jest większe zrozumienie biznesu przez świat nauki i odwrotnie – mówi prezes Pfizer Polska. – Wiemy, jakie są trendy w medycynie i jakie choroby nas czekają w perspektywie 20 lat, więc możemy się na to przygotować.

Zapowiada, że w przyszłym roku Pfizer zamierza wprowadzić na rynek nowe leki odpowiadające na zapotrzebowanie medycyny genetycznej, czyli leki do indywidualizowanej terapii.

Jeżeli na przykład mamy populację 100 tys. chorych na przykład na nowotwór, to nie leczymy ich w ciemno, tylko robimy badanie genetyczne każdemu choremu. Badając ładunek genetyczny, jesteśmy w stanie ocenić i powiedzieć, która z tych terapii będzie odpowiednia dla danego pacjenta – wyjaśnia prezes Pfizer Polska.

Przykładem jest nowy lek dla chorych na raka płuca. To pilna potrzeba, bo jak podkreśla Hryniewiecka-Firlej, większość cierpiących na tę chorobę pacjentów od momentu rozpoznania nie przeżywa jednego roku życia.

– Mamy lek, który jest przykładem indywidualnej terapii dla młodych chorych, u których nowotwór płuca jest nowotworem niezawinionym, czyli u młodych mężczyzn, którzy nie palą. Jest to lek, który się nazywa Xalkori. Będzie podawany po wcześniejszym badaniu genetycznym ściśle określonym pacjentom, co do których mamy pewność, że w wysokim procencie odpowiedzą na tę terapię – dodaje prezes.

Kontrola koncentracji: pięć decyzji

0

Prezes UOKiK wysłał pięć zgód na dokonanie koncentracji. W transakcjach biorą udział m.in. spółki: Elekta, Tauron Polska Energia, ArcelorMittal, Polski Tytoń,  SM Mlekovita, oraz Mostostal Puławy

Pierwsza z decyzji dotyczy przejęcia przez spółkę Elekta kontroli nad RTA.  Elekta  stoi na czele grupy kapitałowej, która zajmuje się m.in. produkcją i sprzedażą sprzętu medycznego używanego w leczeniu onkologicznym i chorobach mózgu. Przedmiotem działalności  RTA jest m.in. hurtowa sprzedaż aparatury i wyposażenia medycznego w Polsce. Spółka jest wyłącznym dystrybutorem produktów Elekta w Polsce.  W wyniku koncentracji Elekta przejmie całkowitą kontrolę nad RTA.

Tauron Polska Energia i ArcelorMittal będą mogły utworzyć wspólnego przedsiębiorcę. Pierwsza ze spółek  jest podmiotem dominującym grupy kapitałowej, która zajmuje się przede wszystkim wytwarzaniem energii elektrycznej oraz jej dystrybucją i sprzedażą w południowej Polsce. ArcelorMittal stoi na czele grupy kapitałowej, która jest m.in. producentem stali, rudy żelaza i węgla metalurgicznego.  Wspólny przedsiębiorca – Tameh Holding będzie sprawował pośrednią kontrolę nad elektrociepłowniami: Nowa w Dąbrowie Górniczej, Blachownia w Kędzierzynie-Koźlu (obie należą obecnie do Grupy Tauron) oraz Kraków w Krakowie i Ostrava w Ostrawie (własność ArcelorMittal). Tameh Holding będzie dostarczać media wytworzone w elektrociepłowniach do wyznaczonych odbiorców.

Zielone światło otrzymało również Przedsiębiorstwo Handlowo-Produkcyjne Polski Tytoń, które będzie mogło przejąć spółkę Bluepay. Polski Tytoń jest ogólnopolskim dystrybutorem hurtowym wyrobów tytoniowych i artykułów konsumpcyjnych codziennego użytku. Świadczy ponadto usługi dla handlu realizowane za pomocą wielofunkcyjnych terminali. Bluepay prowadzi działalność w m.in. w obszarze doładowań do telefonii komórkowej pre-paid oraz doładowań energetycznych (kart przedpłaconych).

Prezes Urzędu zgodził się również na połączenie Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita oraz  Tomaszowskiej Spółdzielni Mleczarskiej w Tomaszowie Lubelskim. Przedsiębiorcy prowadzą działalność w zakresie m.in.: skupu i przetwórstwa mleka oraz wyrobu produktów mleczarskich. Koncentracja zostanie przeprowadzona na podstawie prawa spółdzielczego, a po jej dokonaniu na rynku pozostanie jeden podmiot – SM Mlekovita.

Ostatnia z decyzji to zgoda dla spółki High Bussiness, która będzie mogła przejąć Mostostal Puławy. High Business nie prowadzi obecnie żadnej działalności gospodarczej, została powołana na potrzeby tej koncentracji. Mostostal Puławy zajmuje się m.in. usługami budowlanymi i projektowymi.

Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

Fajerwerki – zachowaj ostrożność

Petardy, rakiety, baterie, rzymskie ognie – konsumencie zachowaj ostrożność używając. Większość jest prawidłowo wykonana i oznakowana, ale nieprzestrzeganie zasad może doprowadzić do wypadku. UOKiK, Policja i Służby Celne przypominają wspólnie o zasadach bezpiecznych zakupów i używania fajerwerków

W jedną noc sylwestrową odpalamy więcej fajerwerków niż przez cały rok. W tym czasie na terenie Unii Europejskiej dochodzi do kilkuset poparzeń, zranień i pożarów, a nawet wypadków śmiertelnych. Przyczyną większości jest niewłaściwe użytkowanie fajerwerków i nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa. 80 proc. ofiar stanowią mężczyźni w wieku 19-50 lat. Najczęstsze obrażenia to oparzenia i skaleczenia głowy i rąk, urazy oczu i uszkodzenia słuchu.* O zgodność wyrobów pirotechnicznych z wymaganiami przepisów dbają Służba Celna i Inspekcja Handlowa. Pierwsza kontroluje produkty importowane do UE zatrzymując na granicy towar, który nie spełnia wymogów. Z kolei Inspekcja Handlowa stale sprawdza fajerwerki dostępne na rynku.

Bezpieczeństwo produktów – działania

W prowadzonych od października kontrolach inspektorzy Inspekcji Handlowej zakwestionowali 10 proc. z 529 sprawdzonych wyrobów. Zastrzeżenia dotyczyły głównie nieprawidłowego oznakowania i instrukcji obsługi. Wady konstrukcyjne miały jedynie 2 spośród 30 wyrobów wytypowanych do badań laboratoryjnych. Była to petarda błyskowa, której producent zastosował niedozwolony sposób zapłonu (przez tarcie) i emitująca zbyt duży hałas (dozwolony poziom to 120 dB). Inspektorzy zakwestionowali także baterię, która nie była wystarczająco stabilna i groziła odpaleniem ładunku w poziomie. Przedsiębiorcy, u których wykryto nieprawidłowości sami wycofali zakwestionowane produkty z obrotu lub zostali do tego zobowiązani. Informacja z kontroli wyrobów pirotechnicznych dostępna jest na  www.uokik.gov.pl.

Konsumencie pamiętaj, że fajerwerki są  materiałami wybuchowymi i muszą być używane ostrożnie i zgodnie z instrukcją.

KUPUJESZ – sprawdź, czy:

  1. Obudowa nie posiada żadnych wad mechanicznych (pęknięcia, przerwania, wgniecenia, wybrzuszenia) oraz nie wysypuje się mieszanina pirotechniczna,
  2. Elementy składowe są dobrze ze sobą połączone, nie przesuwają się i nie wypadają,
  3. Lont jest zabezpieczony pomarańczową osłoną lub opakowaniem,
  4. Podana jest nazwa producenta wraz z danymi adresowymi,
  5. Instrukcja obsługi napisana jest w języku polskim i zawiera co najmniej: informację o sposobie odpalenia oraz niezbędne ostrzeżenia.

UŻYWASZ – pamiętaj:

  1. Upewnij się, że strzelanie w wybranym miejscu i czasie jest dozwolone. W wielu miejscowościach obowiązują lokalne rozporządzenia, które ograniczają możliwość korzystania z wyrobów pirotechnicznych np. tylko w noc sylwestrową.
  2. Czytaj instrukcje. Bezwzględnie przestrzegaj zaleceń producenta.  Zwróć uwagę na ostrzeżenia.
  3. Zachowaj bezpieczną odległość – jest ona podana w instrukcji obsługi. Nigdy nie pochylaj się nad ładunkiem – stań z boku i trzymaj źródło ognia w wyciągniętej ręce.
  4. Wybierz miejsce, w którym korzystając z fajerwerków nie zrobisz nikomu krzywdy i  niczego nie zniszczysz. Sprawdź, czy na drodze ładunku nie znajdują się drzewa lub linie energetyczne.
  5. Sprzedaż wyrobów pirotechnicznych nieletnim, użytkowanie fajerwerków w sposób niebezpieczny czy zakłócanie porządku zgłoś na Policję.
  6. Gdy doszło do wypadku, wezwij służby ratownicze: Straż Pożarną, Pogotowie.

 

CT Creative Team – decyzja UOKiK

0

Roślinki vs. Robale, Magiczny Totem, Odpicuj Furę, Zwierzaki Atakują, czy Owocowe Bąbelki  – to tytuły gier na telefony komórkowe oferowanych przez CT Creative Team. Użytkownicy skarżyli się na niespodziewany wzrost rachunku telefonicznego. UOKiK nałożył na spółkę ponad 30 tys. zł kary finansowej

Spółka CT Creative Team jest właścicielem serwisu wapster.pl, w którym oferuje m. in. gry i aplikacje na telefony komórkowe. Postępowanie UOKiK przeciwko przedsiębiorcy zostało wszczęte w lipcu br. Sygnałem do działania były skargi konsumentów zaskoczonych wysokimi opłatami za smsy wysłane z ich telefonów komórkowych podczas korzystania z gier pt. Roślinki vs. Robale, Magiczny Totem, Odpicuj Furę, Zwierzaki Atakują czy Owocowe Bąbelki. Pobranie, uruchomienie i korzystanie z aplikacji było bezpłatne, jednak każda z nich zawierała dodatkowo płatne opcje związane z ułatwieniem gry. Ich zamówienie wiązało się z wysłaniem smsa na numer o podwyższonej opłacie. W większości przypadków użytkownikami były dzieci, do których, jak ustalił Urząd, spółka kierowała swoje reklamy.

W ocenie UOKiK CT Creative Team naruszyła zbiorowe interesy konsumentów nie przekazując we właściwym czasie informacji o rzeczywistych kosztach wynikających z wysyłania smsów pod numer o podwyższonej opłacie. Postępowanie wykazało, że spółka wprawdzie udostępniała w aplikacji i na stronie internetowej cennik i regulamin usługi, jednak nie wypełniła w całości swoich obowiązków informacyjnych wobec konsumentów. Zdaniem Urzędu powinna ona bowiem informować o kosztach również w trakcie gry i po każdej czynności związanej z naliczeniem dodatkowej opłaty.

UOKiK zakwestionował też sposób, w jaki użytkownicy byli zachęceni do zamawiania płatnych opcji dodatkowych. W większości wypadków pytanie poprzedzające zamówienie nie zawierało sformułowań wskazujących na zawarcie transakcji skutkującej obowiązkiem zapłaty, np. udzielenie odpowiedzi twierdzącej na pytanie: Masz za mało bąbelków. Czy mimo to chcesz rozwinąć moc? oznaczało zgodę na wysłanie smsa na numer o podwyższonej opłacie, o czym konsument nie był w jasny sposób informowany.

UOKiK nakazał zaprzestania niezgodnych z prawem praktyk i nałożył na CT Creative Team karę finansową – ponad 30 tys. zł. Decyzja nie jest prawomocna, spółka może odwołać się do sądu.

Jest to kolejne już postępowanie Urzędu w sprawie CT Creative Team w związku z smsami o podwyższonej opłacie. W ubiegłym roku Urząd zakwestionował treści reklamowe wysyłane do konsumentów w związku z konkursem smsowym Quiz wiedzowy. UOKiK nałożył wówczas na spółkę ponad 140 tys. zł kary. Przedsiębiorca odwołał się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który jednak zgodził się z zarzutami Urzędu oraz z nałożoną karą finansową.

Konsumenci, którzy uważają, że zostali wprowadzeni w błąd co do kosztów korzystania z aplikacji mobilnych czy wysłanych smsów uzyskają bezpłatną pomoc w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, u rzeczników konsumentów lub w Federacji Konsumentów pod numerem infolinii 800 007 707. Dochodzenie roszczeń może ułatwić również ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która daje konsumentom możliwość wytoczenia powództwa w ich indywidualnych sporach z przedsiębiorcami. W toku takiego postępowania sąd weryfikuje, czy dana praktyka rynkowa przedsiębiorcy jest nieuczciwa. W takim przypadku to przedsiębiorca musi udowodnić przed sądem, że stosowana przez niego praktyka rynkowa nie wprowadza konsumentów w błąd.

Ratyfikacja umowy w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA

0

Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że podpisana w dniu 7 października 2014 r. umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA, jest obecnie przedmiotem procedury ratyfikacyjnej uregulowanej w ustawie z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych (Dz. U. Nr 39, poz. 443, z późn. zm.).

Jednocześnie, z uwagi na fakt, że podpisana Umowa zakłada przekazywanie informacji o amerykańskich rezydentach podatkowych do krajowej administracji podatkowej, która będzie dokonywała ich automatycznej wymiany ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki, Ministerstwo Finansów rozpoczęło procedurę legislacyjną ukierunkowaną na wdrożenie tego mechanizmu do krajowego porządku prawnego. Znajdujący się w fazie uzgodnień wewnątrzresortowych projekt ustawy zakłada wprowadzenie odpowiednich zmian w ustawie z dnia z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz. U. z 2012 r. poz. 749, z późn. zm.). Przedmiotowy projekt uzyskał status projektu koniecznego i został wpisany do Wykazu prac Rady Ministrów pod numerem UD192.

Przekazując informacje o tzw. amerykańskich rachunkach raportowanych raportujące polskie instytucje finansowe powinny posługiwać się nazwą oraz Globalnym Numerem Identyfikującym Pośrednika (GIIN) nadawanym przez Urząd Skarbowy Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście Ministerstwo Finansów uprzejmie przypomina o konieczności zrejestrowania się przez instytucje finansowe w Urzędzie Skarbowym Stanów Zjednoczonych (IRS) w celu uzyskania Globalnego Numeru Identyfikacyjnego Pośrednika (GIIN).

Ministerstwo Finansów załącza instrukcję dot. rejestracji opracowaną przez IRS.

UOKiK: Choinkę można zareklamować. Potrzebny jednak dowód zakupu

0

Choinka, jak każdy inny produkt, powinna być w taki sposób oznaczona ceną, by kupujący nie miał żadnej wątpliwości co do jej wysokości. Przed zakupem warto też upewnić się, czy podana kwota to cena za całe drzewko, czy np. za metr. Po transakcji należy poprosić o potwierdzenie zakupu – nie musi być to paragon fiskalny, wystarczy kartka z podpisem lub pieczątką. Bez tego w razie ewentualnej reklamacji trudno będzie udowodnić, że to tu zostało zakupione drzewko świąteczne.

Każdy produkt powinien być odpowiednio oznakowany – podkreśla Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Najważniejsza dla konsumenta jest cena danej rzeczy. Jeżeli jej nie ma, to pamiętajmy o tym, żeby zapytać sprzedawcę o to, ile kosztuje choinka, bombka czy inny gadżet, który chcemy powiesić na drzewku świątecznym. To bardzo ważna informacja. Może się bowiem okazać, że przykładowe 50 zł kosztuje tylko metr danego drzewka.

Zgodnie z ustawą z 5 lipca 2001 r. o cenach każdy podmiot prowadzący sprzedaż na terenie Polski ma obowiązek poinformować konsumenta o wyrażonej w jednostkach pieniężnych wartości, którą jest on zobowiązany zapłacić za towar albo usługę. Cena powinna być, jak precyzują przepisy, określona w formie pisemnej, a najlepiej także (choć prawo nie nakłada takiego obowiązku na wszystkie kanały dystrybucji) również elektronicznej.

Warto pamiętać, że choinka również podlega reklamacji.

Jeżeli kupimy drzewko choinkowe nawet na targowisku, to powinniśmy otrzymać dowód zakupu. Nie musi to być paragon fiskalny. Wystarczy zwykła kartka z pieczątką i informacją o tym, od kogo kupiliśmy, kiedy i za ile. Jeżeli w domu okaże się, że coś z choinką jest jednak nie tak, że jest niezgodna z umową kupna-sprzedaży, to z potwierdzeniem zakupu będzie można ją zareklamować. W przeciwnym wypadku nie ma dowodu na to, że została nabyta właśnie tam, gdzie chcemy ją zareklamować – wskazuje Agnieszka Majchrzak w rozmowie z agencją Newseria.

Sprzedający powinni pamiętać o tym, że również tego rodzaju handel wymaga rejestracji. Gdy jego dochód w ciągu roku podatkowego przekracza 20 tys. zł, ma on obowiązek wyposażenia firmy w kasę fiskalną i wydawania potwierdzających dokonanie sprzedaży paragonów. Zgodnie z ustawą z 12 stycznia 1991 roku o podatkach i opłatach lokalnych powinien także odprowadzać opłatę targową. Jej zakres i stawki jednak, inaczej niż w przypadku podatku dochodowego, ustalane są przez radę gminy, na terenie której prowadzona jest sprzedaż.

Wolontariat pracowniczy przynosi korzyści nie tylko potrzebującym, lecz także wolontariuszom i firmom

W Polsce wolontariat i bezinteresowne wspieranie innych nie są jeszcze szczególnie popularne – w listopadowym globalnym rankingu World Giving Index Polacy zajęli odległe 115. miejsce, spadając o 31 pozycji w stosunku do poprzedniego roku. Polskie firmy próbują rozwijać wolontariat pracowniczy. Jak wynika z badań Fundacji Kronenberga, udzielanie pomocy słabszym to nie tylko ważny czyn społeczny, lecz także czynnik poprawiający jakość i efektywność pracy. Tak wskazuje ponad 80 proc. respondentów. Trzech na czterech badanych zaznacza, że dzięki wolontariatowi wzrosło ich zadowolenie i satysfakcja z pracy.

Patrząc na ostatnie 25 lat, wolontariat pracowniczy w Polsce jest relatywnie rozpowszechniony, choć w propagowaniu jego idei na pewno jest jeszcze wiele do zrobienia – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Kaczmar, prezes zarządu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy.

Ekspert definiuje wolontariat jako świadczenie pracy, poświęcanie czasu, dawanie siebie, swojej energii, umiejętności i wiedzy osobom niespokrewnionym, które potrzebują wsparcia.

W ostatniej edycji raportu World Giving Index, który bada zaangażowanie społeczne, w podrankingu wolontariat Polska spadła o 19 pozycji z 95. na 114. miejsce, co z pewnością nie jest pozytywnym zjawiskiem – wyjaśnia prezes zarządu Fundacji Kronenberga.

Autorem raportu jest organizacja Charities Aid Foundation, która po raz trzeci zbadała tematykę dobroczynnych zachowań wśród 155 tys. ludzi w 146 krajach. W ogólnym rankingu w tym roku Polska zajęła 115. miejsce, wobec 84. rok wcześniej. 35 proc. Polaków twierdzi, że pomaga w jakikolwiek bezinteresowny sposób innym (37 proc. przed rokiem). Polacy jednak chętniej dzielą się pieniędzmi niż swoim czasem. Co piąta osoba wspiera potrzebujących finansowo (32 proc. w 2013 r.), a 9 proc. poświęca swój czas, angażując się w akcje wolontariatu (12 proc. rok temu).

– Trudno powiedzieć, z czego wynika spadek w rankingu. Jeszcze nie mamy wykształconej pokoleniowej tradycji dzielenia się z innymi. Jeśli mamy czas lub specjalne umiejętności, to powinniśmy się nimi dzielić – zaznacza Kaczmar. – Nie chodzi tylko o wsparcie finansowe, jak choćby wspieranie takich akcji jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Niestety, ludzie często w taki właśnie sposób wypełniają swój społeczny obowiązek, a to zbyt mało.

Zdaniem eksperta, struktury wsparcia potrzebujących są w Polsce dobrze rozwinięte, ruch należy więc do społeczeństwa. Jak mówi Krzysztof Kaczmar, na rynku działa obecnie około 50 tys. pozarządowych organizacji zajmujących się wolontariatem.

– Wolontariat przynosi wiele dobrego nie tylko potrzebującym, lecz także nam samym. Z naszych badań wynika, że wolontariusze czują się szczęśliwsi, kiedy pomagają innym – przekonuje Krzysztof Kaczmar. Angażując się w wolontariat, przede wszystkim nabywają oni umiejętności lepszego zrozumienia drugiej strony.

Fundacja Kronenberga zbadała uczestników Programu Wolontariatu Pracowniczego w Citi Handlowy. 88 proc. respondentów wskazuje, że dzięki udziałowi w projekcie lepiej potrafi pracować w grupie, a 82 proc. deklaruje rozwinięcie swoich umiejętności komunikacyjnych. Z kolei dziewięciu na dziesięciu badanych poleca wolontariat innym i chciałoby w przyszłości zwiększyć swoją aktywność na tym polu. Grupą, dla której najchętniej zaangażowali się pracownicy Citi, są dzieci i młodzież, na drugim miejscu znajdują się społeczności lokalne.

Przede wszystkim jednak 83 proc. uczestników mówi o rosnącej świadomości problemów otaczającego świata oraz zrozumienia innych.

Pamiętajmy, że pracownicy, szczególnie dużych firm, pracują w klimatyzowanych pomieszczeniach, jeżdżą klimatyzowanymi autami i wracają do często klimatyzowanych domów. Zetknięcie się z innym, często odrębnym światem, pozwala nabrać innego sposobu postrzegania rzeczywistości – mówi prezes Fundacji Kronenberga. – Wolontariat po prostu wzbogaca pracowników.

Według ostatniego raportu GUS „Trzeci sektor w Polsce. Stowarzyszenia, fundacje, społeczne podmioty wyznaniowe, organizacje samorządu zawodowego, gospodarczego i pracodawców w 2012 r.”, przed dwoma laty istniało 32,4 tys. typowych stowarzyszeń i podobnych organizacji społecznych, 8,5 tys. fundacji oraz 8 tys. organizacji pożytku społecznego.

Ciepłe kraje zimą kuszą Polaków. Coraz częściej wybieramy egzotyczne kierunki

Polacy coraz częściej decydują się spędzić zimowe wakacje w ciepłych krajach. W ubiegłym sezonie ponad 70 proc. osób wybrało odpoczynek pod palmami. Największą popularnością cieszą się Egipt i Wyspy Kanaryjskie. Wzrasta też liczba Polaków, którzy decydują się na wyjazd do odległych krajów – Tajlandii, Meksyku czy Kuby. Dobre połączenia czarterowe sprawiają, że egzotyczne kierunki wybiera 12 proc. osób.

Wycieczki egzotyczne są coraz bardziej dostępne, dlatego że w tym roku mamy dużą liczbę połączeń samolotami czarterowymi. Znaczna część z nich realizowana jest najnowocześniejszymi samolotami typu Dreamliner, przez co skraca się czas podróży. Same ceny takich wycieczek również są przystępne i dlatego coraz więcej osób stać po prostu na takie wyjazdy – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marzena Szlichta z portalu Wakacje.pl.

Jak wynika z raportu Expandor Advisors i Travelplanet.pl w ubiegłym zimowym sezonie, od listopada do marca, 72 proc. wyjeżdżających wybrało ciepłe kraje. Choć wciąż największą popularnością cieszą się Egipt i hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie, coraz więcej osób wybiera odległe destynacje. Zdaniem ekspertki ma to związek także z tym, że polscy turyści zwiedzili już kraje europejskie i północnej Afryki, dlatego decydują się na egzotykę. W ubiegłym sezonie na takie wakacje zdecydowało się 12 proc. kupujących wycieczki. Oznacza to wzrost o 4 proc. względem poprzedniego roku.

Możemy wybrać wypoczynek na plaży w hotelu o wysokim standardzie, z opcją all inclusive lub wycieczkę objazdową, gdzie każdego dnia możemy być w innym miejscu danego kraju. Możemy też połączyć oba warianty i część urlopu spędzić na wypoczynku, a część na zwiedzaniu – mówi Szlichta.

Dużym zainteresowaniem cieszą się kraje Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim Tajlandia, Chiny, oraz Meksyk i Kuba. Rodziny z dziećmi wybierają Dominikanę, z dużym wyborem hoteli, szerokimi plażami i atrakcjami dla najmłodszych. Biura podróży oferują też dobre połączenia do krajów afrykańskich – m.in. Kenii czy RPA. Nowością są też bezpośrednie loty na Zanzibar.

Część Polaków, aby uciec przed świątecznym zgiełkiem, Boże Narodzenie i Nowy Rok decyduje się przywitać pod palmami. Choć najczęściej wybierane są dłuższe wyjazdy, 1- lub 2-tygodniowe, biura podróży oferują też 3-4 dniowe wypady.

Święta i sylwestra spędzimy przede wszystkim w Egipcie i Hiszpanii oraz na Wyspach Kanaryjskich, gdzie średnia temperatura wynosi ok. 25 stopni. W tym okresie równie chętnie wybierane jest bardziej egzotyczne Maroko – ocenia ekspertka z Wakacje.pl. – Narciarze spędzą swój urlop głównie w Austrii i we Włoszech. Natomiast zwolennicy wyjazdów egzotycznych najliczniej powitają Nowy Rok w kolorowej Tajlandii.

Po prezent do perfumerii. Kosmetyki i perfumy wybierze blisko jedna trzecia Polaków

Kosmetyki i perfumy to obok książek najchętniej wręczane prezenty świąteczne. Z badań Deloitte wynika, że w tym roku jedna trzecia Polaków po gwiazdkowe upominki uda się właśnie do drogerii i perfumerii. Polacy zdecydowanie preferują stacjonarne sklepy, gdzie mogą poradzić się ekspertów i przetestować produkt. Na zakupy w e-sklepach decyduje się co dziesiąty Polak. 

Badania firmy Deloitte pokazały, że z okazji Bożego Narodzenia Polacy najchętniej kupują swoim bliskim książki, kosmetyki, perfumy i słodycze. W tym roku produkty do pielęgnacji i zapachy zamierza wręczyć w prezencie 32 proc. badanych. Tego typu prezenty cieszą się popularnością wśród Polaków, ponieważ łączą praktyczne zastosowanie z wrażeniem luksusu.

– W ciągu roku miks sprzedaży jest różny – mówi Adam Kołodziejczyk, dyrektor generalny Sephora Polska, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.  – Latem mamy większą sprzedaż kategorii make-up i produktów do kąpieli. Sprzedaż zapachów wzrasta w II połowie roku, szczególnie w listopadzie i grudniu. W tym okresie sprzedają się przede wszystkim perfumy, ponieważ są one uważane za najlepszy prezent pod choinkę. Zapachy można kupić w różnego typu zestawach

Kosmetyki i perfumy Polacy najchętniej kupują w stacjonarnych perfumeriach i drogeriach kosmetycznych. W tego typu placówkach możliwe jest bowiem uzyskanie fachowej pomocy od personelu oraz przetestowanie produktu. W internecie kosmetycznych prezentów poszukuje co dziesiąty Polak. Zwolennikami zakupów w sieci są przede wszystkim ludzie młodzi, wykształceni i poświęcający dużo czasu na pracę zawodową. W porównaniu z innymi krajami, które wzięły udział w badaniu, Polacy i tak częściej wyszukują, porównują i kupują prezentów w internecie.

Sklep internetowy Sephora odniósł w tym roku ogromny sukces. Już po kilku miesiącach od uruchomienia był najbardziej rozpoznawalną perfumerią online w Polsce. Nasz asortyment w sklepie internetowym jest zharmonizowany z asortymentem w sklepach tradycyjnych. Czasami są jednak edycje specjalne, limitowane, które są dostępne tylko bądź to w sklepach tradycyjnych, bądź w sklepie internetowym – mówi Adam Kołodziejczyk.

Sephora uzyskała tytuł „Wybór Konsumenta” w badaniu koordynowanym przez Consumer Choice. Badani docenili przede wszystkim wysoką jakość obsługi oraz bogaty asortyment tych perfumerii. Adam Kołodziejczyk zapewnia, że tytuł jest dla niego motywacją do dalszego działania. W przyszłym roku sieć skupi się na dalszym remodellingu salonów, tak by jeszcze lepiej odpowiadały potrzebom klientów. Marka planuje także otwarcie nowych salonów oraz wprowadzenie kolejnych kosmetyków, również na wyłączność, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

Każdy klient jest dla nas ważny, zarówno panowie, jak i panie. Kobiety stanowią dominującą część naszych, jednak panowie również kupują coraz więcej kosmetyków. Rynek kosmetyków męskich rośnie dwucyfrowo rok do roku. Oczywiście panowie kupują często również kosmetyki i perfumy jako prezenty dla pań – mówi Adam Kołodziejczyk.

Projekt „Wybór Konsumenta” został opracowany i wdrożony w Portugalii w 2012 roku i jest to najpopularniejsze badanie konsumenckie realizowane w tym kraju. W tym roku po raz pierwszy przeprowadzono je także w Polsce. W kategorii perfumerie konsumenci mieli wskazać cechy, które ich zdaniem decydują o tym, gdzie kupują kosmetyki: widoczność ceny na produkcie, czystość, wykwalifikowany personel, wielkość oferty i dostępność próbek. Sieć Sephora pokonała takie marki, jak Douglas czy Inglot.

Co czwarty kupowany w Polsce produkt to marka własna sieci handlowej. Na Zachodzie ich popularność jest dwa razy większa

0

Polacy coraz chętniej kupują produkty marek własnych supermarketów. W Tesco ich udział w sprzedaży wynosi już ok. 25 proc., a po wliczeniu produktów sprzedawanych luzem ‒ nawet ponad 30 proc. To jednak wciąż dwa razy mniej niż na Zachodzie. Sieci handlowe widzą w tym segmencie duży potencjał rozwoju. 

W takich krajach jak Wielka Brytania czy Francja marka własna ma nawet 55-60 proc. udziału w sprzedaży. W Polsce ten poziom, dzięki Tesco jako marce bardzo znanej, osiąga mniej więcej 25 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ryszard Tomaszewski, prezes zarządu Tesco Polska. ‒ Widzimy potencjał, to może być nawet 45, 50 czy 55 proc.

Tesco ma obecnie główne trzy marki własne, których sprzedaż łącznie zwiększa się o kilka procent rocznie. Najtańszą jest Tesco Value, która kilka miesięcy temu zadebiutowała w nowej odsłonie. Tomaszewski ocenia, że istnieje potencjał na co najmniej podwojenie sprzedaży w tej kategorii, dzięki czemu Tesco stanie się bardziej konkurencyjne i tanie.

Marka Tesco to produkty, które mają jakość porównywalną z rozpoznawalnymi markami, ale są sprzedawane w korzystniejszych cenach. To kategoria, w której wzrosty sprzedaży są najbardziej dynamiczne. Najmniejszy udział mają niedawno wprowadzone produkty Tesco Finest z segmentu premium.

Jak dodaje Anna Grabowska, dyrektor działu zakupów artykułów żywnościowych, wiceprezes zarządu Tesco Polska, w okresie świątecznym spółka wprowadzi ok. 150 produktów marki Finest.

Większość z nich to produkty kontynentalne, importowane z Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Jeśli chodzi o produkty Tesco Finest pochodzące z Polski, to skoncentrowaliśmy się na wędlinach i mięsie. Przyglądamy się, jak klient zareaguje na tę ofertę – wylicza Grabowska.

Tesco stawia na rozwój marki własnej, bo jak pokazują badania, konsumenci coraz chętniej po nie sięgają. Z raportu On Board PR Ecco Network wynika, że aż 97 proc. Polaków kupuje takie produkty. 83 proc. konsumentów wskazuje, że skłania ich do tego atrakcyjna cena, ale już 64 proc. dostrzega dobrą relację jakości do ceny.

Tomaszewski podkreśla, że dzięki koncentracji na markach własnych i ich rozwojowi Tesco ma nie tylko lepszą kontrolę nad asortymentem, lecz także nad jego jakością i ceną.

Prace nad produktami pod markami własnymi Tesco będą prowadzone w otwartym w Krakowie Europejskim Centrum Innowacji. Opracowywane tam produkty będą trafiały również do Czech, Węgier i na Słowację. Jak podkreślają przedstawiciele sieci, to szansa dla polskich dostawców, by ze swoimi produktami trafili na nowe rynki zbytu.

Nowa usługa Służby Celnej – mobilna aplikacja GRANICA

Bezpłatna aplikacja „Granica” wdrożona przez Służbę Celną to kolejna innowacyjna usługa* dla osób przekraczających granicę. Aplikacja, przygotowana na urządzenia mobilne, udostępnia informacje o aktualnej sytuacji na polskich, drogowych przejściach granicznych. Pozwala uzyskać informacje o długości kolejki, średnim czasie oczekiwania na odprawę, prognozach zmiany tego czasu w najbliższych godzinach. Daje możliwość zaplanowania i wyboru najdogodniejszego przejścia granicznego.
Wschodnia granica Polski jest również zewnętrzną granicą Unii Europejskiej. Rosnący z roku na rok ruch osobowy i towarowy powoduje konieczność dostarczenia precyzyjnych informacji o warunkach panujących na i przed przejściami granicznymi. Wiedza ta pozwala na wybór najdogodniejszego przejścia granicznego przez kierowców zarówno w ruchu towarowym jak i osobowym.
„Priorytetem Służby Celnej jest wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów i świadczenie coraz lepszych usług dla osób przekraczających granicę Polski. Stąd też zrodził się pomysł na innowacyjną aplikację mobilną” – mówi kom. Marta Radomska, naczelnik Wydziału Informatyki Izby Celnej w Białymstoku.
Aplikacja mobilna „Granica” prezentuje pełną informację o czasach oczekiwania na polskich przejściach granicznych z Rosją, Białorusią i Ukrainą z możliwością przełączania się między tymi odcinkami, a także możliwością zmiany typu pojazdu, którym podróżujemy (osobowy/ciężarowy) i kierunku podróży (przyjazd do Polski/wyjazd z Polski). Kierowca planujący przekroczenie granicy będzie miał wyliczony indywidualny czas, który pozostał do wjazdu na teren danego przejścia zarówno w kierunku wywozowym, jak i przywozowym do Polski. Wykrywa także kierunek poruszania się jej użytkownika i na tej podstawie wyświetla dane przyjazdowe lub wyjazdowe wg położenia względem granicy RP.
Nowa usługa Służby Celnej prezentuje również prognozę czasów oczekiwania na kolejny tydzień na podstawie danych archiwalnych zgromadzonych w serwisie www.granica.gov.pl. Dzięki synchronizacji z serwisem istnieje także możliwość wysłania użytkownikowi powiadomień i komunikatów we wszystkim możliwych do wyboru językach. Komunikaty mogą być ogólne lub dotyczyć konkretnych przejść.
Dodatkową funkcją „Granicy” po jej pobraniu jest interfejs aplikacji typu „widget” dla systemu Android oraz „kafelek” dla systemu Windows Phone. Pokazuje on podróżnemu w skróconej formie aktualny czas oczekiwania na wybranych przejściach, oraz umożliwia szybkie uruchomienie pełnej aplikacji.
Dzięki aplikacji „Granica” podróżni, kierowcy ciężarówek oraz przedsiębiorcy zajmujący się międzynarodowym obrotem towarowym uzyskają indywidualną informację o czasie przekroczenia granicy oraz bieżącą informację o sytuacji przed i na wybranym przejściu granicznym. Nowa usługa Służby Celnej ułatwi również kierowcom planowanie podróży, poprzez wykorzystanie modułu prognozy czasu oczekiwania na najbliższy tydzień oraz pozwoli wybrać najdogodniejsze do przekroczenia przejście graniczne.
Bezpłatna aplikacja „Granica” dostępna jest na urządzenia mobilne z najpopularniejszymi systemami operacyjnymi (iOS, Android, Windows Phone) w  sklepach poszczególnych systemów (App Store, Google Play, Windows Phone Store) w 6 językach: polskim, angielskim, rosyjskim, ukraińskim, białoruskim i niemieckim.
Pod koniec grudnia na wszystkie drogowe przejścia graniczne z Rosją, Białorusią i Ukrainą trafi blisko 100 tys. ulotek informacyjnych prezentujących aplikację i zachęcających podróżnych do korzystania z niej.
* W ostatnich latach Służba Celna wdrożyła wiele innowacyjnych usług i ułatwień w przekraczaniu granicy, takich jak np:
  • zielone korytarze (specjalne pasy dla podróżnych przewożących towary w ramach przysługujących limitów),
  • e-zwrot VAT (elektroniczny system przetwarzający dokumenty Tax Free) ,
  • e-Booking Bus (możliwość rezerwacji czasu odprawy granicznej autokarów i busów on-line),
  • fast WAY (szybka ścieżka dla pustych ciężarówek powracających do UE),
  • strefy buforowe (system regulacji ruchu w kilkukilometrowej odległości od przejść granicznych uruchamiany w przypadku większych spiętrzeń w ruchu, w celu wyeliminowania zjawiska objeżdżania samochodów oczekujących w kolejce i zwiększenia bezpieczeństwa), 
  • wirtualny przewodnik (aplikacja internetowa pozwalająca podróżnym wirtualnie przekroczyć granicę i przygotować się do odprawy granicznej),
  •  kamery on-line (kamery, dzięki którym można obejrzeć w czasie rzeczywistym aktualne natężenie ruchu na wybranych przejściach granicznych).
W najbliższym czasie Służba Celna planuje pilotażowe uruchomienie na dwóch przejściach granicznych systemu e-Booking TRUCK (możliwość rezerwacji czasu odprawy granicznej ciężarówek poprzez specjalną aplikację on-line).

Obowiązek przekazywania informacji o rozwiązaniu umowy na usługi audytorskie

0

Komisja Nadzoru Audytowego (KNA) przypomina o Komunikacie Komisji z dnia 29 maja 2013 r., dotyczącym realizacji obowiązku przekazywania do KNA informacji o rozwiązaniu umowy na usługi audytorskie.

Zgodnie z art. 66 ust. 7 ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości KNA powinna zostać niezwłocznie poinformowana przez kierownika jednostki zlecającej badanie oraz podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych o rozwiązaniu umowy o badanie lub przegląd sprawozdania finansowego (chodzi zarówno o umowy obligatoryjne, jak i fakultatywne). Rozwiązanie ww. umowy jest możliwe jedynie w sytuacji zaistnienia uzasadnionej podstawy – nie są nią różnice poglądów w sprawie stosowania zasad rachunkowości lub standardów rewizji finansowej.

Przeprowadzona analiza przekazywanych do KNA informacji wykazała, że obowiązek ten nie jest realizowany w sposób jednolity zgodnie z oczekiwaniami Komisji wskazanymi w Komunikacie, zarówno przez podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych, jak i jednostki badane.

Treść Komunikatu szczegółowo określa zakres informacji, jakie powinny być przekazywane w związku z rozwiązaniem umowy na usługi audytorskie. W celu ujednolicenia tych treści, opracowany zostałformularz, stanowiący załącznik do Komunikatu.

***

Komisja Nadzoru Audytowego, której członków powołuje Minister Finansów, jest organem administracji publicznej, który sprawuje w Polsce od 2009 r. nadzór nad firmami audytorskimi, biegłymi rewidentami oraz ich samorządem – Krajową Izbą Biegłych Rewidentów. Obsługę KNA zapewnia Departament Rachunkowości i Rewizji Finansowej MF.

Warto pracować dla Polski

Dlaczego warto wracać do kraju i co Polska oraz polscy studenci studiujący za granicą mają sobie wzajemnie do zaoferowania? Na to pytanie odpowiadali przedstawiciele Ministerstwa Finansów i studenci z Polski uczący się na brytyjskich uczelniach podczas spotkania w MF 19 grudnia br.
Dwa światy – polityka i służba publiczna – spotykają się właśnie w Ministerstwie Finansów i zmieniają rzeczywistość – mówiła dyrektor generalny MF Mirosława Boryczka. – Jeśli na pytanie: kim jestem? odpowiem: jestem stąd, to konsekwencją powinno być zamieszkanie w Polsce i staranie się o zrobienie dla niej jak najwięcej można. Jak przekonywała Mirosława Boryczka, często nie tylko kwestie finansowe decydują o wyborze ścieżki zawodowej. – Dlaczego praca dla państwa? Bo tylko tu robi się rzeczy naprawdę ważne, które zmieniają otaczający nas świat – dodała dyrektor generalny i podkreśliła, że Ministerstwo Finansów tworzą jego ludzie, na co dzień dbający o najważniejsze dla obywateli kwestie, np. zapewnienie finansowania usług publicznych. Mirosława Boryczka wskazała Hannę Majszczyk (wiceminister finansów odpowiedzialna za budżet państwa), Jacka Dominika (komisarza UE ds. budżetu) i Agnieszkę Królikowską (generalny inspektor kontroli skarbowej, odpowiadająca m.in. za walkę z brudnymi pieniędzmi) jako przykłady karier osób, które związały swą przyszłość z resortem finansów bezpośrednio po studiach.
Ministerstwo Finansów to dobry pomysł na pierwszą pracę w życiu – potwierdził podsekretarz stanu w MF Artur Radziwiłł. Zaznaczył, że wciąż powstają tu ważne społecznie rozwiązania, takie jak np. ulga podatkowa dla rodzin wielodzietnych. Dzięki tej zmianie z ulgi dodatkowo skorzysta ponad milion rodzin (ok. 1,8 mln podatników), w których wychowuje się ok. 2 mln dzieci. Wiceminister zauważył, że Polsce można dobrze służyć również pracując za granicą, np. reprezentując ją na stanowiskach w instytucjach międzynarodowych.
Wspieranie interdyscyplinarności i specjalistycznego rozwoju zawodowego pracowników w różnych dziedzinach ekonomii, m.in. przez szkolenia zagraniczne i rozwój naukowy, wymienił dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w MF Sławomir Dudek, zachęcając studentów do podjęcia pracy w polskiej administracji. Dodał, że kompetencje pracowników z doświadczeniem w MF doceniają liczne firmy komercyjne, gdzie zajmują oni wysokie stanowiska (np. głównych ekonomistów czołowych polskich banków). Dyrektor Departamentu Unii Europejskiej Patryk Łoszewski opisał m. in. jak wyglądają kulisy negocjacji  na forum europejskim czy bezpośrednia współpraca ekspertów różnych szczebli z najwyższej rangi decydentami. Natomiast reprezentujący Departament Zagraniczny dyrektor Tomasz Skurzewski wyjaśnił, jak istotną rolę odgrywa współpraca z międzynarodowymi instytucjami finansowymi. Podkreślił przy tym, że wyobrażenie o niekończących się procedurach i formalnościach charakteryzujących urzędy rzadko znajduje odzwierciedlenie w pracy, której nadają rytm negocjacje międzynarodowe.  
Podczas pobytu w kraju studenci m.in. z London School of Economics oraz uniwersytetów w Cambridge, Oxford i Warwick uczestniczą w spotkaniach i konferencjach organizowanych przez instytucje publiczne i prywatne (np. banki, firmy consultingowe, Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych), aby poznać oferowane przez nie możliwości pracy i rozwoju zawodowego. Pozwoli im to po zakończeniu studiów w podjęciu decyzji o powrocie do Polski i związaniu z nią swojej kariery.

Sfinks wierzy we wzrost zamożności i optymizmu Polaków. Spółka zapowiada otwieranie nowych restauracji i wzrost zysków

Polacy są coraz zamożniejsi i coraz chętniej chodzą do restauracji. Sfinks Polska zapowiada więc dynamiczny rozwój sieci lokali i podwojenie zysków do 2020 roku. Jak ocenia, na polskim rynku jest jeszcze miejsce na 70 nowych restauracji Sphinx. 30 z nich chce otworzyć w ciągu 2 najbliższych lat.

W strategii jest opublikowany fragment dotyczący badania chłonności rynku mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska. Wynika z niego, że w dużych miastach powinno się jeszcze zmieścić bez większych około 70 restauracji Sphinx. Ten wzrost sprzedaży zakłada mniejszą liczbę niż rynek mógłby wchłonąć.

Spółka Sfinks zarządza dziś w Polsce ponad stu restauracjami. 92 z nich działają pod marką Sphinx. Wśród pozostałych 10 należy do wyższej klasy sieci restauracji Chłopskie Jadło, serwującej tradycyjna polską kuchnię. Siedem to specjalizujące się w kuchni azjatyckiej lokale marki Wook.

Będziemy rozwijali się głównie poprzez restauracje Sphinx, które są dzisiaj bardzo powtarzalne i gwarantują nam odpowiedni zwrot z inwestycji, odpowiednie marże deklaruje prezes Sfinks Polska. Nad pozostałymi konceptami będziemy pracowali bardziej jako inwestor private equity czy finansowy, w sposób bezpieczny, by ich rozwój nie powodował niepotrzebnego zabierania środków na mniej rentowne restauracje.

Prezes zapowiada, że jeżeli znajdzie metody finansowania, które będą odpowiadały i spółce, i potencjalnym inwestorom, to możliwe będzie przyspieszenie rozwoju także tych dwóch pozostałych konceptów. Na razie jednak spółka musiała się otrząsnąć po kryzysie jaki ok. 2010 roku przyniosły jej ryzykowne inwestycje w opcje walutowe. Obecnie jej kondycja znacznie się poprawiła. Spółka deklaruje, że jej przychody, w tym roku szacowane na 164 mln zł, za pięć lat mają przekraczać 314 mln. Zysk netto ma w tym czasie wzrosnąć o ponad 100 proc. – z 13,8 mln do ponad 30 mln zł.

To są nasze trendy już od kilku kwartałów podkreśla Sylwester Cacek.  Chcielibyśmy je zachowywać. Trudno będzie utrzymać tempo takie, jak było w poprzednich latach, po 40 proc. zmiany rok do roku, ale myślę, że średnia roczna 20 proc. nie jest zła.

Zakładając szybki rozwój sieci i wzrost zysków, prezes Sfinksa opiera się na optymistycznych prognozach dotyczących polskiej gospodarki i zamożności Polaków.

Rośnie optymizm konsumentów zwraca uwagę prezes Sylwester Cacek ze Sfinks Polska SA. Rosną prognozy wydatków na gastronomię, ogólnie na przyjemności. Zmienia się mentalność, trochę dlatego że młodsi ludzie częściej korzystają z restauracji. Wydajemy jednak bardzo mały procent naszych dochodów na gastronomię, nawet w porównaniu z Czechami, tak jak pisaliśmy w raporcie, czy z Bułgarami, jest to ponad dwa razy mniej. To musi rosnąć.

Sfinks zapowiada też ekspansję zagraniczną. Na razie franczyzobiorcą prowadzą lokale należące do jej marki na Węgrzech i w Rumuni. Spółka informuje, że są już zainteresowani tworzeniem restauracji Sphinx w kolejnych państwach Unii Europejskiej.

Pioneer Pekao TFI: Przez 11 miesięcy roku aktywa funduszy inwestycyjnych wzrosły dwucyfrowo. W przyszłym roku powinno być podobnie

CEO Magazyn Polska

Rok 2014 był dobrym czasem dla funduszy inwestycyjnych i ich klientów. Dla funduszy, bo wartość powierzonych im przez Polaków środków wzrosła. Dla klientów, bo większość funduszy dla nich zarobiła. Przez 11 miesięcy roku aktywa funduszy wzrosły o ponad 10 proc.

Wartość środków powierzonych krajowym funduszom inwestycyjnym wzrosła tylko w listopadzie o 1,2 proc., osiągając poziom 205,8 mld zł – wynika ze wspólnego raportu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami oraz Analiz Online. Przez rok zasoby funduszy zwiększyły się o 12,6 proc. Autorzy raportu podają, że w listopadzie nadwyżka wpłat nad wypłatami wyniosła 1,9 mld zł. Zysk z zarządzania powiększył stan aktywów o blisko 0,4 mld zł.

– Mamy grudzień, patrzymy, co się działo przez 11 miesięcy, i widzimy, że aktywa funduszy wzrosły o 10 proc. mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Lewandowski, prezes Pioneer Pekao TFI.  Jest to dość istotny przyrost. Bierze się on z dwóch powodów. Pierwszy to oczywiście wzrost wartości papierów wartościowych, instrumentów, które są w funduszach inwestycyjnych, natomiast drugi to napływy, wpłaty klientów, one również są bardzo istotne.

Widoczny na rynku wzrost zainteresowania Polaków funduszami związany jest z wyjątkowo niskimi stopami procentowymi. Po obniżeniu przez Radę Polityki Pieniężnej stóp NBP do najniższego poziomu w historii, trudno jest znaleźć lokatę, która realnie daje więcej niż 2 proc. rocznie.

Biorąc pod uwagę ten poziom obecnych stóp procentowych, to, co można zarobić na bezpiecznych depozytach, lokatach bankowych, to to, co oferuje rynek kapitałowy za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, jest wystarczająco atrakcyjne, żeby przyciągać nowy kapitał do funduszy ocenia Krzysztof Lewandowski. Podsumowując, to był dobry rok i dla funduszy, i dla klientów.

Także w przyszłym roku sytuacja na rynku powinna zachęcać klientów do poszukiwania nowych, alternatywnych sposobów oszczędzania i inwestowania swoich środków.

Myślę, że przynajmniej I połowa będzie z pewnością kontynuacją tego, co obserwowaliśmy w II połowie roku 2014, czyli napływu pieniędzy do funduszy uważa prezes Pioneer Pekao TFI. To wynika z tego dosyć niskiego otoczenia niskich stóp procentowych, a z tym będziemy mieli również do czynienia w 2015 roku.

Prezes Pioneera Pekao TFI liczy też na to, że dosyć dobre, choć nie spektakularne wyniki funduszy inwestycyjnych, skłonią część inwestorów do większego ryzyka. Na razie bowiem gros środków powierzanych funduszom inwestycyjnym trafia do bezpiecznych portfeli pieniężnych i dłużnych. Od początku roku aktywa zgromadzone w funduszach gotówkowych i pieniężnych zwiększyły się o 6,4 mld zł, zaś w funduszach dłużnych o 7,9 mld zł.

W tej chwili obserwujemy, że dużo środków płynie do funduszy pieniężnych. Myślę jednak, że klienci zaznajamiają się z funduszami inwestycyjnymi podkreśla Krzysztof Lewandowski z Pioneera Pekao TFI.  Niedługo zaczną wybierać inwestycje o wyższym stopniu ryzyka i wyższej potencjalnej stopie zwrotu, mówię tu o funduszach zrównoważonych, konserwatywnych czy tych z udziałem akcji.

Kto może być reprezentatywną organizacją pracodawców?

Konfederacja Lewiatan ze zdziwieniem i zaniepokojeniem odnotowuje budzącą wątpliwości prawne praktykę, zarówno wydziałów rejestrowych sądów rejonowych, jak i sądu okręgowego w Warszawie orzekającego o reprezentatywności organizacji pracodawców.

Praktyka ta polega, w odniesieniu do działalności sądów rejestrowych, na dokonywaniu rejestracji statutów organizacji społecznych w brzmieniu budzącym wątpliwości prawne. Statuty te stanowią bowiem, iż, przykładowo, podmiot, którego prawną formą działalności jest izba gospodarcza (podmiot działający na podstawie ustawy z dnia 30 maja 1989 r. o izbach gospodarczych) zgodnie z zapisami statutowymi, poza działalnością na podstawie tej ustawy działa jednocześnie na podstawie ustawy o organizacjach pracodawców. W dalszych zapisach statutowych zaś znajduje się odbicie uprawnień/zadań przypisanych przez ustawodawcę organizacjom pracodawców (a więc podmiotom działającym na podstawie ustawy z 23 maja 1991 r. o organizacjach pracodawców), a nie izbom gospodarczym.

Praktyka taka ma dalej idące konsekwencje w postaci ułatwienia takim podmiotom, po akceptacji KRS dla odpowiednich zapisów statutowych, uzyskania statusu organizacji reprezentatywnej. Przymiot taki, zgodnie z ustawą z 6 lipca 2001 r. o Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych i wojewódzkich komisjach dialogu społecznego (dalej: ustawa o TK) uzyskać mogą organizacje związkowe oraz organizacje pracodawców. Pierwsze są podmiotami działającymi na podstawie ustawy z 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych, drugie, na podstawie ustawy z tego samego dnia, o organizacjach pracodawców. Organizacje pracodawców mogą działać zaś w postaci związków pracodawców, ich federacji i konfederacji. Odpowiednia forma prawna organizacji pracodawców, jak i każdego innego podmiotu prawa, ujawniona jest w Krajowym Rejestrze Sądowym. O przyznaniu statusu organizacji reprezentatywnej na wniosek zainteresowanego podmiotu rozstrzyga w drodze postanowienia tylko jeden sąd w Polsce – sąd okręgowy w Warszawie.

Sąd orzekając o reprezentatywności stosuje kryteria zawarte w ustawie o TK, które dla organizacji pracodawców brzmią:

„Art. 7

3. Za reprezentatywne uznaje się organizacje pracodawców, które spełniają łącznie następujące kryteria:
1) zrzeszają pracodawców zatrudniających, z zastrzeżeniem ust. 4, więcej niż 300 000 pracowników,
2) mają zasięg ogólnokrajowy,
3) działają w podmiotach gospodarki narodowej, których podstawowy rodzaj działalności określony jest w więcej niż w połowie sekcji Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD), o której mowa w przepisach o statystyce publicznej”

Tymczasem analiza form prawnych podmiotów uznanych przez sąd za reprezentatywne wskazuje, że taki przymiot potwierdzono np. stowarzyszeniu, a więc podmiotowi, który w żaden sposób nie może być uznany za organizację pracodawców, nie jest bowiem ani związkiem pracodawców, ani konfederacją czy federacją takich związków. Co ciekawe, sąd w postanowieniu o reprezentatywności dotyczącym omawianego stowarzyszenia stwierdził, że niniejszym „stwierdza reprezentatywność związku pracodawców” .

Reprezentatywność to przymiot członków Komisji Trójstronnej, partnerów dialogu społecznego, podmiotów opiniujących projekty aktów prawnych, w tym projekt budżetu państwa.

Konfederacja Lewiatan

Prezes ATM: obrany przez spółkę kierunek rozwoju opłaci się w kolejnych latach

0

CEO Magazyn Polska

Trend spadkowy w branży telekomunikacyjnej wynika co najmniej z dwóch powodów. Jednym z nich wolniejsze tempo rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej, które wynika z tego, że najwięksi operatorzy ograniczyli swoje inwestycje. To z kolei przekłada się na spadek liczby zamówień na dostawy łączy światłowodowych. Drugim powodem jest obniżenie cen za usługi transmisji danych, których wielkość nie jest kompensowana dostawcom wolumenem sprzedawanych usług. Aktualna sytuacja nie martwi jednak prezesa ATM SA, który przewiduje, że spółkę czekają w najbliższych latach sukcesy.

Obserwowane w bieżącym roku spowolnienie na rynku to zjawisko, które dotyczy wszystkich telekomów. 30 proc. naszej marży jest wciąż realizowane z usług transmisji danych, w tym sprzedaży łączy największym operatorom. W sytuacji, kiedy Ci ograniczają wydatki na rozwój infrastruktury, notujemy spadki przychodów z tej części działalności – mówi agencji informacyjnej Newseria Tadeusz Czichon, prezes zarządu ATM SA. – Miało to wpływ na wszystkich największych graczy na rynku. Także na nasze przychody i marżę, jako podwykonawcy i dostawcy łączy światłowodowych.

Obrana przez Zarząd ATM SA strategia rozwoju spółki poprzez rozwój centrów danych i świadczenie usług kolokacyjnych ma na celu gwarantować wysoką dynamikę przychodów, więc słabszy wynik w 2014 roku może dziwić akcjonariuszy.

W ciągu trzech kwartałów przychody ze sprzedaży ATM SA bez OST 112 (projekt Ogólnopolska Sieć Teleinformatyczna na potrzeby obsługi numeru alarmowego 112) przekroczyły 91,7 mln zł. To o 4 mln mniej niż w poprzednim roku. Z kolei zysk netto spółki, choć przekraczał 9,3 mln zł, był o ponad 3,5 mln niższy niż po trzech kwartałach 2013 roku. Przychody z usług centrów danych w tym okresie wzrosły o 4,1 mln zł do 46,8 mln zł. Zdaniem prezesa ATM potwierdza to jego przekonanie, że realizacja przyjętych kierunków rozwoju, w tym skoncentrowanie biznesu spółki na usługach kolokacyjnych, przyniesie oczekiwany cel.

Przychody z naszej podstawowej działalności, jaką są usługi w centrach danych, w porównaniu z poprzednimi latami nie rosły w tempie zadowalającym. Spodziewaliśmy się lekkiego przesilenia i byliśmy na to przygotowani. Na wyniki spółki z usług kolokacyjnych bezpośredni wpływ miały decyzje biznesowe trzech dużych klientów związane z jednej strony z procesem konsolidacyjnym, a z drugiej – z ograniczeniem działalności biznesowej, a więc i mniejszym zapotrzebowaniem na nasze usługi – dodaje prezes ATM SA.

Patrząc w przyszłość w kontekście kilku najbliższych lat, prezes ATM SA jest dobrej myśli. Spółka dostosowała swój plan biznesowy do aktualnej sytuacji na rynku, aby kontynuować dotychczasową drogę szybkiego wzrostu. Ponadto ATM poszukuje nowych rynków dla swoich usług zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Wszystkie negatywne zjawiska, o których mówimy, niestety, skumulowały się w czasie. Dlatego 2014 rok jest relatywnie słabszy dla całego rynku. ATM SA dalej będzie rozwijać usługi kolokacyjne i inwestycje w rozbudowę centrów danych. Będziemy oferować nasze usługi także klientom z zagranicy, ponieważ wierzymy, że nasze usługi są dla nich atrakcyjne i konkurencyjne w stosunku do tych, które oferują dojrzałe europejskie rynki – podkreśla Tadeusz Czichon.

Technologiczna spółka Qumak zapowiada dobre tegoroczne wyniki. W IV kwartale spodziewa się najwyższych przychodów i wysokiej marży

0

CEO Magazyn Polska

IV kwartał dla spółki Qumak jest okresem zamykania kilku dużych przedsięwzięć. Jak zapowiada Paweł Jaguś, prezes informatycznej firmy, tegoroczne wyniki zapowiadają się bardzo dobrze. W ostatnim kwartale spółka powinna pokazać najlepsze przychody ze sprzedaży oraz wysoką marżę. Ostateczne rezultaty finansowe będą jednak znane w połowie lutego.

W branży technologicznej ostatni kwartał jest okresem największych kontraktów, zamykania dużych przedsięwzięć, więc sądzę, że dopiero w połowie stycznia będziemy mogli dokładnie określić nasze tegoroczne wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Jaguś, prezes zarządu Qumak SA. – Na razie mogę powiedzieć tylko, że wygląda to dobrze. IV kwartał pozwoli nam pokazać dobry wynik i myślę, że tak jak co roku w tym okresie zanotujemy najlepsze przychody, obroty i całkiem wysoką marżę.

Przyszły rok, jak prognozuje prezes Jaguś, także zapowiada się optymistycznie. Spółka będzie realizowała m.in. podpisany niedawno kontrakt na zaprojektowanie, dostarczenie, zainstalowanie i uruchomienie automatycznych systemów meteorologicznych dla krajowych lotnisk (24,4 mln zł).

W nowy rok wchodzimy z kilkoma istotnymi kontraktami, zwłaszcza w obszarach naszych linii biznesowych, na których najbardziej nam zależy, czyli oprogramowania dla sektora publicznego, infrastruktury lotniczej oraz Data Center – zapowiada prezes Jaguś. – Kilka tygodni temu rozpoczęliśmy budowę bardzo ciekawego obiektu  centrum danych dla PKO BP. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy finalizować tę inwestycję. Zapowiada się więc ciekawe dwanaście miesięcy z dużą liczbą ciekawych kontraktów.

Na zlecenie sektora publicznego, jak przypomina prezes Jaguś, firma realizuje dużą umowę podpisaną z Krajowym Zarządem Gospodarki Wodnej oraz Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej na budowę i wdrożenie Informatycznego Systemu Osłony Kraju (ISOK) przed nadzwyczajnymi zagrożeniami.

Ale jest dużo przedsięwzięć w obszarze naszych kompetencji software&HASH39;owych i musiałbym je długo wymieniać – przekonuje Paweł Jaguś. – W sumie myślę, że w przyszłym roku będzie to kilkaset milionów złotych.

Nowa perspektywa unijna, której jednym z priorytetów ma być wsparcie innowacyjnych rozwiązań, oznacza dla spółki większe budżety.

Obecnie kończymy kilka projektów, które były finansowane z pieniędzy z poprzedniego rozdania – informuje Jaguś. – Myślę, że przyszły rok może być dopiero początkiem rozpędzania się tego rodzaju projektów, bo są one dopiero na etapie przygotowania. Ale uważam, że już koniec 2015 roku i całe następne pięć lat będzie dobrym czasem dla Polski. Branża technologiczna-informatyczna to obecnie obszar, który wymaga doskonalenia i stawia wyzwania.

Qumak SA jest spółką informatyczno-technologiczną, notowaną na giełdzie od 2006 r. Oferuje innowacyjne rozwiązania w zakresie IT dla sektora prywatnego i publicznego oraz świadczy usługi konsultingowe, doradcze, projektuje, wdraża i rozbudowuje tego rodzaju systemy.

W 2015 r. więcej wsparcia dla młodych bezrobotnych oraz firm, które ucierpiały w wyniku embarga rosyjskiego

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku możliwy spadek bezrobocia poniżej 10 proc. – ocenia Jacek Męcina, wiceminister pracy. Już ten rok zapoczątkował pozytywne zjawiska na tym rynku, które będą kontynuowane w 2015 roku. Pojawią się też dodatkowe narzędzia, m.in. większe wsparcie na aktywizację młodych bezrobotnych oraz pomoc dla firm, które najmocniej odczuły skutki rosyjskiego embarga.

Na rynku pracy na pewno zagrożeniem jest niepewna sytuacja firm dotkniętych rosyjskim embargiem. Chcemy pomóc tym firmom, stąd prace nad nowelizacją tzw. ustawy antykryzysowej zapowiadanej przez premier Ewę Kopacz – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Chodzi o nowelizację Ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc prac. Rząd w połowie grudnia zarezerwował na ten cel 500 mln zł wydatkowanych w latach 2015-2016 z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Projekt zakłada m.in. dopłatę 1 tys. zł na jednego pracownika dla przedsiębiorstw objętych rosyjskimi sankcjami. Warunkiem wsparcia jest 15-proc. spadek obrotów firmy w trzech miesiącach po 6 sierpnia 2014 r. Jak dodaje Męcina, ustawa ma chronić miejsca pracy, rekompensować pracodawcom utrzymanie zatrudnienia, poprzez m.in. zmniejszenie wymiaru czasu pracy.

W ramach proponowanych rozwiązań przedsiębiorcy przez pół roku będą mogli otrzymywać po ponad 1 tys. zł miesięcznie na każdego pracownika, co powinno zahamować napływ bezrobocia i ochronić obecne miejsc pracy – wyjaśnia Jacek Męcina. – Ustawa szczególnie dotyczy czterech dużych sektorów gospodarki: przetwórstwa przemysłowego, handlu, usług oraz produkcji rolnej i hodowli mięsnej.

Ustawa ma wejść w życie 1 lutego 2015 r.

Drugim istotnym programem, który poprawi sytuację na rynku pracy, jest kontynuacja wsparcia młodych osób. Chodzi m.in. o „Gwarancje dla młodzieży” realizowane ze środków Funduszu Pracy oraz Europejskiego Funduszu Społecznego. Projekt zakłada aktywizację zawodową osób do 25. roku życia poprzez takie instrumenty, jak szkolenia, bony stażowe, poradnictwo, pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej itd.

Myślę, że 2014 rok na rynku pracy pozytywnie nas zaskoczył. Najbardziej zaskakująca jest największa w historii 25 lat transformacji liczba zatrudnionych według badania aktywności ekonomicznej ludności – podkreśla Jacek Męcina.

Według tych danych w III kw. zatrudnionych było 16,06 mln osób, co oznacza wzrost o 2,1 proc. w stosunku do okresu rok wcześniej. Natomiast liczba biernych zawodowo (niepracujących i nieposzukujących pracy osób powyżej 15. roku życia) wyniosła 13,48 mln osób (spadek o 0,7 proc. do III kw. 2013 r.).

To także rok instytucjonalnej reformy rynku pracy, która działa i przynosi pierwsze efekty – zaznacza minister.

Według ministra urzędy pracy poszukują więcej miejsc pracy dla osób bezrobotnych, rozwijają nowe instrumenty i są bardziej efektywne.

W IV kwartale oczywiście małe sezonowe wzrosty bezrobocia są widoczne, ale ogólny bilans tego roku jest bardzo dobry. W przyszłym roku bezrobocie może spaść poniżej 10 proc., a przynajmniej mogą być takie miesiące – prognozuje Jacek Męcina. – Pierwsze symptomy ożywienia możemy widzieć w lutym i marcu, a apogeum spadku bezrobocia i wzrostu zatrudnienia będziemy obserwować tradycyjnie na przełomie lipca i sierpnia.

W listopadzie stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 11,4 proc. i w stosunku do października wzrosła o 0,1 proc., a w porównaniu do okresu sprzed roku zmalała o 1,8 proc. W urzędach pracy zarejestrowanych było 1,80 mln osób.

W ocenie wiceministra pracy i polityki społecznej w  2015 r. będzie rosło zatrudnienie ze względu na wzrost inwestycji i lepszą koniunkturę gospodarczą.

Raje podatkowe mniej atrakcyjne. Od stycznia nowe zasady opodatkowania kontrolowanych spółek zagranicznych

1

CEO Magazyn Polska

Od stycznia raje podatkowe przestaną być tak atrakcyjne. Zmienią się bowiem zasady opodatkowania kontrolowanych spółek zagranicznych (CFC). Polski właściciel takiej spółki będzie musiał – po zaistnieniu kilku przesłanek – zapłacić podatek od jej zysków, nawet jeśli nie były one transferowane do kraju. Chyba że udowodni, że prowadzi ona rzeczywistą działalność gospodarczą. Eksperci podkreślają jednak, że w niektórych przypadkach będzie to trudne.

Zmiany, które mają wejść 1 stycznia 2015 roku, można nazwać rewolucyjnymi – ocenia Marek Szczepanik, doradca podatkowy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Ich istotą jest to, że polscy właściciele spółek zagranicznych będą pod pewnymi warunkami płacić podatek dochodowy od zysków uzyskiwanych przez te spółki, nawet jeśli nie są one transferowane do Polski. Czyli jeżeli kontrolowana spółka zagraniczna płaci za niskie podatki bądź nie płaci ich w ogóle, to polski fiskus opodatkuje takie zyski w deklaracji polskiego właściciela.

Znowelizowana ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych ma przeciwdziałać przenoszeniu aktywów generujących przychody pasywne do krajów o korzystniejszym systemie podatkowym. W podstawie opodatkowania podatnika będzie trzeba uwzględnić dochody spółek, których siedziba znajduje się w kraju o niższym poziomie opodatkowania, czyli w raju podatkowym.

Jak podkreśla Szczepanik, aby spółka faktycznie zapłaciła podatek w Polsce od spółek zagranicznych, musi jednak zaistnieć kilka przesłanek.

Po pierwsze, musi być spełniony warunek kontroli – polski właściciel musi posiadać co najmniej 25 proc. udziałów w organach stanowiących. Po drugie, spółka powinna osiągać przychody pasywne, czyli np. odsetki, zyski kapitałowe i dochody z opłat. Trzecim warunkiem jest to, że stawka podatku w odniesieniu do przynajmniej jednego z tych dochodów jest niższa niż 14,25 proc. – wyjaśnia doradca podatkowy.

Przepisy dotyczące opodatkowania CFC nie będą obowiązywały, gdy przychody spółek kontrolowanych nie przekroczą 250 tys. euro. Druga przesłanka wykluczająca pojawi się wówczas, gdy właściciel będzie w stanie udowodnić, że spółka prowadzi za granicą faktyczną działalność gospodarczą, a nie jest sztucznym tworem powstałym dla korzyści podatkowej.

W przypadku wielu rodzajów działalności nie powinien to być problem. Jeżeli spółka zagraniczna ma sieć sklepów, fabrykę czy inny „namacalny” biznes, to wtedy problemu z udowodnieniem rzeczywistej działalności gospodarczej nie będzie. Pewnym problemem może być udowodnienie działalności w przypadkach, gdy nie jest wymagana obecność pracowników, czyli biznesy internetowe, finansowe, wszelkiego rodzaju spółki holdingowe czy inwestycyjne – mówi Marek Szczepanik.

Ustawa wprawdzie daje pewne wskazówki do oceny działalności prowadzonej przez spółkę zagraniczną, jednak – według eksperta – i tak wiele będzie zależało od interpretacji organów podatkowych.

Dlatego będzie tutaj pewne pole niedookreśloności. Obawiam się, że dopiero sądy będą mogły pewne kwestie rozstrzygnąć na korzyść bądź niekorzyść podatników – przewiduje ekspert podatkowy.

Podobne regulacje obowiązują w większości krajów Europy Zachodniej, także w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Japonii.