Święta to dobry okres dla internetowych sklepów spożywczych. Przeciętny koszyk zakupów o 13 proc. większy niż rok temu

CEO Magazyn Polska

W przedświątecznej gorączce Polacy coraz częściej wybierają wirtualne zakupy. Ruch na stronach e-supermarketów rośnie w okresie przedświątecznym o jedną trzecią. Większy jest również koszyk zakupowy statystycznego klienta. Niektóre produkty  jak bakalie, barszcz czy uszka  notują nawet dziesięciokrotne wzrosty. Dynamicznie rośnie również sprzedaż ryb i słodkości.

Zawsze przed świętami konsumenci mają najmniej czasu na zwykłe, spożywcze zakupy: koncentrują się wtedy na wybieraniu upominków, prezentów, w związku z tym artykuły spożywcze są dla nich w pewnym sensie utrapieniem i szkoda im na nie czasu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Bielecki, wiceprezes Frisco.pl.

Ruch na stronie Frisco.pl jest o jedną trzecią większy niż w innych miesiącach roku. Bielecki podkreśla, że jest grupa klientów, którzy robią zakupy regularnie tylko w okresie świątecznym.

– Polacy nie chcą stać w korkach, szukając miejsca do zaparkowania, w kolejce do kasy, wolą, żeby zakupy przyjechały do domu – mówi wiceprezes Frisco.pl.

Sieć spodziewa się w grudniu obrotów o kilkanaście procent większych niż w innych miesiącach. Przed świętami Polacy nie tylko kupują częściej, lecz także kupują więcej. W porównaniu z innymi miesiącami grudniowy koszyk świąteczny jest o ok. 13 proc. większy.

Zarządzający platformą Frisco.pl spodziewają się, że grudniowe przychody ze sprzedaży będą o kilkanaście proc. wyższe niż w innych miesiącach roku.

Są w nim produkty tradycyjnie spożywane w czasie świąt, jak uszka, barszczyk czy bakalie – one notują w tym okresie wzrost nawet o tysiąc procent – tłumaczy Bielecki.

Dynamicznie rośnie sprzedaż ryb i wyrobów cukierniczych. W ubiegłym roku te kategorie wzrosły odpowiednio o 24 i 16 proc.

W święta każdy lubi zjeść coś słodkiego, a tradycyjne polskie potrawy są rybne – wyjaśnia Wiceprezes Frisco.pl. – Co ciekawe, do tej pory na wigilijnym stole dominował przede wszystkim karp, dzisiaj obserwujemy, że dosyć dużą popularnością cieszą się również łosoś czy dorsz, czyli ryby, które w ogólnej sprzedaży stanowią ponad 36 proc. – mówi Grzegorz Bielecki.

Polacy to tradycjonaliści. Nie wyobrażają sobie świąt bez rodzinnej kolacji, tradycyjnych potraw i choinki

Czas spędzony z bliskimi, obdarowywanie ich prezentami i tradycyjne wigilijne potrawy – to najważniejsze elementy świąt dla Polaków według badania „Za co Polacy kochają święta?”. Również młodzi ludzie są przywiązani do tradycji, bo większość wskazała, że najważniejsze symbole Gwiazdki to choinka, Święty Mikołaj i puste nakrycie na stole. Polacy nie wyobrażają sobie Bożego Narodzenia bez kolacji z najbliższymi, prezentów i… filmu „Kevin sam w domu”.

Polacy należą do społeczeństw, dla których tradycja jest bardzo ważna. Jako najważniejsze tradycje świąteczne wskazują Tradycyjne potrawy. Oprócz tego ważnym elementem i symbolem świąt dla Polaków jest choinka, a także zwyczaj obdarowywania bliskich prezentami – mówi agencji Newseria Biznes dr Tomasz Sobierajski, socjolog.

Z badania „Za co Polacy kochają święta?” przeprowadzonego przez instytut badawczy IQS na przełomie listopada i grudnia 2014 na zlecenie marki Coca-Cola wynika, że większość z nas jest przywiązana do tradycyjnej symboliki. 72 proc. Polaków wskazuje, że najważniejsza w Bożym Narodzeniu jest możliwość spędzenia czasu z bliskimi i sprawianie im radości (37 proc.).

Chcemy dać najbliższym osobom w prezencie to, co najcenniejsze, czyli wolny czas, którego często brakuje na co dzień. Liczy się również to, żeby dać im prezenty i sprawić radość – wyjaśnia Sobierajski. – Te badania przeczą tezie, o której się mówi bardzo często, że święta się skomercjalizowały, że najważniejsze to wydać mnóstwo pieniędzy i dostać jak najlepsze prezenty.

Podobnie odpowiadali również młodzi ludzie, w grupie 18-24 lata. Dla nich święta nie mogą się obyć bez wspólnej kolacji z najbliższymi (71 proc.), choinki (58 proc.) i…filmu „Kevin sam w domu” (46 proc.). 30 proc. z nich wskazało prezenty, ale jak zaznacza Sobierajski, jeśli Polacy mówili o prezentach świątecznych to raczej w kontekście obdarowywania, a nie otrzymywania. Element wspólnotowości widać również w dzieleniu się opłatkiem – ponad 50 proc. badanych wskazało to jako ulubioną świąteczną tradycję.

Nad tym wszystkim – według badań – figuruje choinka i Święty Mikołaj jako symbole ciepła, dobroci i szansy na to, że być może ten świat będzie lepszy, przynajmniej w te kilka świątecznych dni – mówi socjolog.

Polska medycyna jest innowacyjna mimo problemów finansowych

Medycyna może stać się wizytówką innowacyjnej polskiej gospodarki na świecie. Pionierskie operacje i terapie wykorzystujące najnowsze technologie pokazują, że polska medycyna jest innowacyjna mimo problemów finansowych. Zdaniem ekspertów eksponowanie sukcesów polskich lekarzy na arenie międzynarodowej może przyczynić się do zwiększenia nakładów finansowych na opiekę zdrowotną, co może przynieść korzyści całej gospodarce.

W Polsce przeprowadza się coraz więcej innowacyjnych operacji i terapii, które często są działaniami pionierskimi na skalę światową. Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego we Wrocławiu z powodzeniem przeprowadzili operację, dzięki której sparaliżowany po przecięciu rdzenia kręgowego mężczyzna mógł wstać z wózka inwalidzkiego. W grudniu światowe media obiegła informacja o 2-letnim Adasiu, którego krakowscy lekarze wyprowadzili z głębokiej hipotermii.

Zdaniem Michała Kępowicza, dyrektora Departamentu Funduszy Europejskich w Ministerstwie Zdrowia polska medycyna stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza w zakresie poziomu leczenia i rozwoju technologii – szczególnie w zakresie telemedycyny. Najlepszym przykładem jest projekt Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu wspierany w ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego dotyczący utworzenia pierwszej na świecie Krajowej Sieci Teleaudiologii czy Instytut Kardiologii w Aninie, który od dłuższego czasu prowadzi monitorowanie stanu zdrowia pacjentów na odległość.

Niestety, podstawowymi problemami branży medycznej są jednak niedofinansowanie, braki kadrowe oraz brak odpowiednich regulacji prawnych.

Najważniejsze jest to, żebyśmy mieli jasno sformułowane zasady, w jaki sposób nowe technologie mogą być transferowane, w jaki sposób można je wprowadzać na rynek tak, żeby one mogły w perspektywie przysłużyć się dobru i zdrowiu pacjentów. Dzisiaj takiego mechanizmu w Polsce nie ma. Oczywiście jest wiele rozwiązań, dzięki którym jesteśmy zdecydowanie dalej, niż byliśmy jeszcze kilka lat temu, jak chociażby finansowanie części zadań przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Wydaje się jednak, że taka systemowa ścieżka tylko dla ochrony zdrowia jest u nas potrzebna – mówi Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Eksperci Krajowej Izby Gospodarczej są zdania, że polska medycyna powinna wykorzystywać i rozwijać potencjał najzdolniejszych naukowców i najlepiej zarządzanych placówek, które należy traktować jako szkoły dobrego zarządzania. Takie placówki to m.in. Centrum Onkologii w Bydgoszczy, Instytut Kardiologii w Aninie, Centralny Szpital Kliniczny MSW i Światowe Centrum Słuchu w podwarszawskich Kajetanach. Ten ostatni ośrodek powstał w maju 2012 roku dzięki dorobkowi istniejącego od 20 lat Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. To prof. dr hab. Henryk Skarżyński, jego założyciel, w 1992 roku przeprowadził pionierską w Polsce operację wszczepienia implantu ślimakowego osobie niesłyszącej.

IFPS to placówka unikalna pod wieloma względami. Działa w nim zespół interdyscyplinarny, w którym pracują lekarze razem z inżynierami, fizykami, biologami, surdologopedami i logopedami. To niewątpliwie jest wizytówką nowoczesnej placówki, która tymi problemami się zajmuje oraz świadczy o nowoczesnym podejściu i kompleksowym potraktowaniu problemu zaburzeń słuchu, głosu i komunikacji językowej – mówi prof. dr hab. Krzysztof Kochanek, sekretarz naukowy Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Do największych sukcesów Instytutu należy zainicjowanie programu badań przesiewowych słuchu u noworodków ponad 20 lat temu. Ośrodek opracował także programy badań przesiewowych słuchu u dzieci w wieku szkolnym, bo według badań Instytutu aż 1/5 pierwszoklasistów ma problemy ze słuchem. Sukcesy polskich lekarzy pokazują, że rodzima opieka medyczna to nie tylko kolejki w przychodniach i zbyt krótka lista leków refundowanych.

Zdaniem ekspertów z Krajowej Izby Gospodarczej polska medycyna prężnie rozwijająca się mimo trudnej sytuacji finansowej, dlatego może być wizytówką innowacyjnej polskiej gospodarki na świecie. Eksponowanie sukcesów polskich lekarzy może – zdaniem ekspertów KIG – doprowadzić do zwiększenia nakładów finansowych na służbę zdrowia.

W Polsce na służbę zdrowia łącznie przeznacza się 7,2 proc. PKB. To wciąż mniej niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie średnia wynosi ponad 10 proc. – wskazuje raport Deloitte „Global health care outlook: shared challenges, shared opportunities”.

Przed świętami więcej ofert pracy. Dodatkowi pracownicy poszukiwaniu w handlu i logistyce

Okres przedświąteczny to dobry czas dla rynku pracy sezonowej. Dodatkowych rąk do pracy potrzebują przedsiębiorstwa związane z branżą handlową, usługową i produkcyjną. W okresie sylwestrowym pojawia się też coraz więcej ofert dla stylistek i opiekunek do dzieci. Firmy, gdzie zapotrzebowanie na pracowników jest dużo większe, proponują nie tylko wyższe wynagrodzenie, lecz także pozapłacowe bonusy, takie jak bezpłatny transport do firmy czy wyżywienie.

W niektórych branżach zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych jest w okresie przedświątecznym i sylwestrowym nawet dwukrotnie wyższe niż w pozostałych miesiącach.

Największą popularnością cieszy się Święty Mikołaj i jego gwardia, czyli osoby pracujące na stanowiskach magazynierów i pakowaczy w centrach logistycznych. Koncerny międzynarodowe, które w ostatnich latach otworzyły siedziby w Polsce, szukają pracowników na stanowiska ściśle związane z pakowaniem prezentów czy wysyłką – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Zabilska, menadżer w Adecco Poland, firmie doradztwa personalnego.

W centrach logistycznych i przy akcjach promocyjnych można liczyć na zarobki rzędu 10-30 zł brutto za godzinę. Na zdecydowanie wyższe wynagrodzenie mogą liczyć osoby zatrudnione na stanowisku mikołaja, dużo zależy jednak od predyspozycji pracownika – najlepsi zarobią kilkaset złotych w ciągu dnia.

Pod warunkiem, że to jest dobry mikołaj, który świetnie się prezentuje, jest empatyczny, ma odpowiednie podejście do dzieci i oczywiście sędziwą brodę – mówi Zabilska. – Zdecydowanie w tym sezonie mamy więcej stanowisk magazynowych, dla operatorów wózków widłowych, pickerów, pakowaczy, hostess, audytorów, merchandiserów oraz inne, które są związane z wzmożona pracą w branży FMCG.

Bliżej okresu sylwestrowego zwiększa się zapotrzebowanie na sprzedawców fajerwerków oraz na wszelkiego rodzaju zawody związanymi z usługami upiększającymi,czyli fryzjerów, makijażystki czy stylistki.

Jak podkreśla ekspertka, chętnych do pracy tymczasowej nie brakuje, choć nie wszystkie stanowiska cieszą się dużą popularnością. Co roku najtrudniej znaleźć pracowników do działu rybnego, sprzedawców karpi w supermarkecie – i to mimo tego, że oferowane zarobki są całkiem dobre.

Jak co roku bardzo trudno jest też znaleźć dobrą opiekunkę lub opiekuna do dziecka na noc sylwestrową. Osoby w tym okresie nie chcą pracować. Z reguły wszyscy jesteśmy zainteresowani tym, żeby się dobrze bawić, więc o dobrą niańkę trudno – mówi Karolina Zabilska.

Co ciekawe, dużo większe niż w innych miesiącach zapotrzebowanie na pracowników sprawia, że firmy muszą mocno zabiegać o dodatkowych pracowników. Poza tym, że oferują coraz wyższe stawki, kuszą też pozapłacowymi bonusami.

Duże zapotrzebowanie sprawia, że firmy walczą o pracowników, oferują nie tylko wyższe wynagrodzenie, lecz także pozapłacowe bonusy.

Pracodawcy zaczynają proponować coraz lepsze pakiety medyczne, prywatną opiekę, transport do firmy czy wyżywienie. Zdarzyło się, że jeden z moich klientów w Gorzowie Wielkopolskim, żeby zachęcić pracowników, proponował śniadania w miejscu pracy – mówi ekspertka z Adecco.

Pracownicy nie muszą płacić podatku od firmowej wigilii

0

Pracownicy biorąc udział w firmowych wigiliach nie uzyskują przychodu, który należałoby doliczyć do ich podstawy opodatkowania. Jak podkreśla doradca podatkowy Dominika Dragan-Berestecka, wątpliwości z tym związane rozstrzygnął wyrok Trybunału Konstytucyjnego, z którego wynika, że tego typu spotkania nie powodują powstania korzyści dla pracowników.

Kwestia opodatkowania i rozliczania imprez integracyjnych, w tym spotkań wigilijnych dla pracowników, od dłuższego czasu budziła sporo kontrowersji i niejasności. Odmienne stanowiska prezentowały poszczególne urzędy skarbowe, a nawet składy orzekające Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Niektórzy mówili, że przecież można ustalić przychód statystycznie i każdemu pracownikowi uczestniczącemu w imprezie integracyjnej czy wigilii firmowej doliczyć ten statystyczny przychód do jego podstawy opodatkowania. Przeciwnicy takiego rozwiązania twierdzili, że nie sposób ustalić przychód, bo nie wiemy, w jakim zakresie pracownik skorzystał z danego świadczenia, ile zjadł, ile wypił, a zatem nie możemy mu opodatkować statystycznego przychodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy z Kancelarii Chmieliński i Żemantowski Radcowie Prawni i Doradcy Podatkowi.

Jak podkreśla, wątpliwości rozstrzygnął w lipcu br. Trybunał Konstytucyjny, który orzekł, że uczestnictwo pracownika w imprezie integracyjnej nie stanowi dla niego przychodu i nie osiąga on korzyści, uczestnicząc w imprezie organizowanej przez pracodawcę.

Taką interpretację można rozciągnąć także na skutki podatkowe udziału w wigiliach firmowych organizowanych przez pracodawcę. Bowiem pracownik nie uzyskuje przychodu, uczestnicząc w takim spotkaniu świątecznym – wyjaśnia Dominika Dragan-Berestecka.

Zgodnie z wyrokiem TK, aby świadczenie było opodatkowane, musi albo prowadzić do powiększenia aktywów (np. wypłata pieniędzy), albo do zaoszczędzenia wydatków (np. polisy ubezpieczeniowe, wydatki na transport). Zdaniem Trybunału nie można założyć, że uczestnik spotkania integracyjnego sam poniósłby określone wydatki, gdyby to nie pracodawca organizował spotkanie. Poza tym korzyść pracownika musi być spełniona w jego interesie, a nie interesie pracodawcy. Musi też być przypisana mu indywidualnie, a nie skierowana w sposób ogólny do wszystkich podmiotów.

Co trzecia zabawka zakwestionowana przez Inspekcję Handlową. Niektóre zawierają groźne dla zdrowia i życia substancje chemiczne

Na ponad 2,5 tys. skontrolowanych zabawek Inspekcja Handlowa zakwestionowała bezpieczeństwo 36 proc. z nich. Najczęściej uwagi dotyczyły niewłaściwego oznakowania, ale w 7 proc. zastrzeżenia dotyczyły konstrukcji i materiałów, z których wykonano produkty. Eksperci ostrzegają przez zabawkami, które zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne i mogą powodować nawet nowotwory. Radzą, by zwracać uwagę na możliwość uszkodzeń mechanicznych.

Wśród tych 7 proc. zakwestionowanych zabawek najczęściej stwierdzane wady polegały m.in. na obecności małych elementów, które dziecko mogłoby połknąć, występowaniu zadziorów stwarzających ryzyko zranienia czy nieodpowiednim zabezpieczeniu komory bateryjnej. Certyfikująca wyroby, technologie, systemy zarządzania i personelu firma TÜV Rheinland Polska ostrzega przez zabawkami, które zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne i mogą powodować nowotwory.

Najważniejsza jest zawartość substancji, które mogą wpływać negatywnie na skórę bądź płyny ustrojowe. Gdy dziecko bierze zabawkę do buzi, zdarza się, że przenika do jego organizmu substancja chemiczna. W dalszej perspektywie może to powodować skutki uboczne i prowadzić nawet do nowotworów. Szczególnie niebezpiecznymi substancjami są metale ciężkie oraz wielołańcuchowe węglowodory aromatyczne – precyzuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Michał Bak, kierownik laboratorium mechanicznego TÜV Rheinland Polska.

Pod kątem skutków chemicznych szczególną ostrożność należy zachować, wybierając grzechotki dla niemowlaków. Przy zakupie zabawki – zarówno dla tych młodszych, jak i starszych dzieci – trzeba wziąć pod uwagę zagrożenia mechaniczne.

Przykładowo domki drewniane, huśtawki, elementy zjeżdżalni, które przeważnie stawiane są przed domem, mogą być nieodpowiednio zabezpieczone przed upadkiem bądź uwięźnięciem części ciała: palców, dłoni czy nawet całej głowy – objaśnia Michał Bak. – Może to prowadzić do różnego rodzaju uszkodzeń mechanicznych. W bardzo skrajnym przypadku mogą one nawet prowadzić do śmierci.

Najwięcej zastrzeżeń Inspekcja Handlowa miała do nieodpowiedniego oznakowania produktów. Jak podkreślają eksperci TÜV Rheinland, na produkcie powinny się znaleźć wszystkie wymagane prawem informacje, m.in. znak CE, nazwa i adres producenta, nazwa zabawki oraz dodatkowe oznaczenia, np. nieodpowiednie dla dzieci poniżej 3 lat. Ich brak powinien wzbudzić wątpliwość kupującego.

To tym istotniejsze, że wiele zabawek jest importowanych z krajów, gdzie standardy bezpieczeństwa są niższe niż w UE. Kontrole wykonywane przez inspekcje handlowe w poszczególnych miastach czy przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wskazują, że nie wszystkie zabawki, które trafiają na polskim rynek z zagranicy, są bezpieczne dla dzieci.

Każdy podmiot, który wprowadza produkt na rynek unijny, zobowiązany jest do wykonania oceny zgodności wyrobu, która wymaga od producenta czy dystrybutora potwierdzenia bezpieczeństwa pod względem mechanicznym, chemicznym i prawnym – przypomina Michał Bak. – Zabawki, które trafiają na polski rynek, powinny być bezpieczne. Aczkolwiek to, czy wszystkie podmioty zajmujące się dystrybucją to wykonują, jest już kwestia odrębna.

Firma TÜV Rheinland Polska zajmuje się certyfikacją produktów. Ma dwa laboratoria: w Wieliczce i Poznaniu. Jej eksperci wykonują analizy artykułów zarówno spożywczych, jak i przemysłowych oraz technologii pod kątem jakości oraz bezpieczeństwa. Zainteresowanie certyfikacją wśród producentów i importerów zabawek rośnie. Wynika to nie tylko ze zmieniających się wymagań prawnych, lecz także z potrzeb rynku i wzrostu świadomości konsumentów. Coraz więcej sieci handlowych wymaga od dostawców raportów z badań i certyfikatów.

Sklepy tradycyjne nadal domeną Polaków

Polacy są najbardziej przywiązani do tradycyjnych zakupów, spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Zakupy robimy głównie w supermarketach i dyskontach, które znajdują się najbliżej naszego miejsca zamieszkania. Jak wynika z najnowszego badania Wybór Konsumenta, w tradycyjnych sklepach najważniejsza jest dla nas: jakość produktów świeżych, szeroki wachlarz oferty oraz cena.

 Zgodnie z prognozami ekspertów, sklepy wielopowierzchniowe w 2014 roku wygenerują ponad 50 proc. wartości sprzedaży osiągniętej na rynku artykułów spożywczych –Konsumenci, chętnie wybierają sklepy blisko domów lub te, zlokalizowane w centrach handlowych, aby przy okazji cotygodniowych zakupów spożywczych, zakupić odzież lub skorzystać z innych punktów usługowych lub rozrywkowych – wyjaśnia Karolina Dias, koordynator badania Wybór Konsumenta. Warto podkreślić, że zgodnie z naturą Polaka, chętnie robimy zakupy w supermarketach i dyskontach, podkreślając jednocześnie jak bardzo nie lubimy tej formy kupowania.

Najnowsze badania Wybór Konsumenta dotyczące zachowań zakupowych pokazują, że Polacy na pierwszym miejscu wskazali jakość produktów świeżych. Aż 88 proc. kupujących wybrało tę cechę jaką najistotniejszą podczas wybierania produktów z półek sklepowych. 8 na 10 osób postawiło na jasne i aktualne oznaczenia cenowe a także szeroki wachlarz oferowanych produktów. 

Produkty marki własnej górą

Blisko 80 proc. polskich obywateli dokonało zakupów w dyskontach, z czego co czwarta osoba przyznaje się do regularnych zakupów wyłącznie w tej kategorii sklepów sieciowych (Ranking PBS 2013 r.). Jak wynika z badania Wybór Konsumenta, niekwestionowanym liderem na polskim rynku w kategorii dyskontów jest Biedronka. Na kolejnych miejscach plasują się: Lidl, Netto oraz Aldi. – Polacy wybierają zakupy w takiej kategorii punktów sprzedaży ponieważ, dyskonty kuszą nas nie tylko licznymi promocjami i niską ceną, ale także bogatą ofertą produktów własnych – na co wskazało aż 83 proc. badanych – dodaje Karolina Dias, koordynator badania Wybór Konsumenta.

To co lubimy najbardziej w zakupach w dużych sieciach handlowych, to przede wszystkim promocje i sezonowe obniżki cen. Jesteśmy zdolni kupić produkty w promocyjnych cenach, do tego stopnia, by posiadać dodatkowy gadżet, który często jest zbędny i niepotrzebny. Warto podkreślić, że Polacy mają bardzo mocno zakorzenione nawyki konsumenckie, często ulegają emocjom i kupują produkty po okazjonalnej cenie. Dlatego o ostatecznym zakupie danego towaru decyduje często cena jak i jakość.

Zwrotów nie przyjmujemy

Natomiast w przypadku sklepów odzieżowych, szczególnie w przypadku zakupów świątecznych, najważniejsza dla nas jest różnorodność oferty –  blisko 90 proc. osób tak odpowiedziało oraz jasna polityka zwrotów i wymiany towarów (85 proc.). W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że sprzedawca nie ma żadnego obowiązku przyjmować zwrotów towarów od kupujących. Każdy sklep ustala swoje zasady i reguły przyjmowania zwrotów i reklamacji.

Sprzedawca w sklepie tradycyjnym ma możliwość dowolnego ustalania zasad przyjmowania zwrotów (inaczej jest w przypadku sprzedaży na odległość np. w sklepie internetowym). Może zadecydować, że będzie przyjmował zwroty towarów na szczególnych zasadach, np. w oryginalnym opakowaniu, z oryginalnymi metkami, nieużywany i tylko w oznaczonym terminie – wyjaśnia Paweł Rokicki z Fundacji Konsumentów.

Weekend w galerii handlowej

Jak pokazują wyniki badania TNS Pentor przeciętny Polak poświęca minimum 3 godziny w tygodniu na zakupy. Najczęściej w dni wolne od pracy w sobotę i niedzielę. Co trzeci kupujący, będący czynny zawodowo, przyznaje, że właśnie w te dni robią największe zakupy. Natomiast osoby nie pracujące i osoby starsze częściej robią zakupy w godzinach przedpołudniowych, by uniknąć kolejek i spokojnie załatwić wszystkie sprawunki. Co ciekawe, osoby młode, deklarują, że często odwiedzają galerie handlowe tuż po godzinie 16.

 

NIK o lokalach socjalnych

Gminy nie mają wystarczających środków, aby zaspokajać potrzeby mieszkaniowe osób w trudnej sytuacji życiowej. Niewywiązywanie się z obowiązku zapewnienia lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych powoduje, że gminy muszą płacić wysokie odszkodowania. Tymczasem kolejka oczekujących na gminne lokum wydłuża się. Na koniec 2013 r. lokali socjalnych w skontrolowanych gminach było prawie 2 razy mniej niż oczekujących. Taka sytuacja może powodować zwiększenie grupy osób bezdomnych.

Stan obecny

Zgodnie z przepisami gminy muszą zaspokajać potrzeby mieszkaniowe osób w trudnej sytuacji życiowej, jednak w praktyce nie mają na to wystarczających środków. Lokale socjalne są najczęściej przyznawane na podstawie wniosków o najem oraz sądowych wyroków eksmisyjnych. Jeśli zgodnie z wyrokiem sądu gmina nie zapewni lokalu, musi płacić odszkodowanie właścicielowi mieszkania zajmowanego przez osobę z wyrokiem eksmisji. Dodatkowo od 16 listopada 2011 r. gminy mają prawny obowiązek zapewnienia pomieszczenia tymczasowego dłużnikom, którym zgodnie z wyrokiem sądu nie przysługuje lokal socjalny. Jednak ustawodawca nie zadbał o przekazanie gminom środków na pozyskanie takich pomieszczeń. W efekcie gminy często nie są w stanie zagwarantować eksmitowanym pomieszczeń tymczasowych, co oznacza, że – tak jak w przypadku lokali socjalnych – muszą płacić odszkodowania.

Lokale socjalne

W latach 2011-2013 liczba lokali socjalnych w kontrolowanych gminach wzrosła średnio o 19% (z 3133 w 2011 r., do 3739 w 2013 r.), jednak wskutek rosnącego zapotrzebowania na te lokale (z 6340 gospodarstw domowych do ponad 7 tys., czyli o 11%), potrzeby mieszkańców nie były zaspokajane. W latach 2011-2013 głównymi źródłami zapotrzebowania na lokale socjalne były wyroki eksmisyjne z orzeczonym prawem do lokalu socjalnego oraz wnioski o najem lokalu socjalnego z zasobów gminnych. Lista osób oczekujących na lokale socjalne (z tytułu wniosku o najem) wydłużyła się o 35%. Jednocześnie w związku z niedoborem tych lokali, na realizację wyroku eksmisyjnego (a tym samym na przyznanie mieszkania) trzeba było poczekać średnio 2,5 roku, a w skrajnych przypadkach nawet 20 lat.

Pomieszczenia tymczasowe

W odpowiedzi na wnioski komornicze o wskazanie pomieszczenia tymczasowego w ponad 90% przypadków gminy oświadczały, że takich pomieszczeń nie mają. Np. w Sosnowcu, na 109 wniosków komorników, urząd wskazał pomieszczenie tymczasowe tylko w jednej sprawie, w ośmiu sprawach pomieszczenia zostały zapewnione przez inne podmioty niż gmina, a w pozostałych 100 sprawach pomieszczeń tymczasowych zabrakło. Z jednej strony oznacza to brak możliwości skutecznego przeprowadzenia egzekucji i odzyskania swojego lokalu przez wierzyciela, a z drugiej strony dla części dłużników – eksmisję do noclegowni. W ocenie NIK taka sytuacja prowadzi do nasilenia się zjawiska bezdomności.

Nieprawidłowości

Gminy objęte kontrolą NIK podejmowały szereg działań w celu zaspokojenia potrzeb lokalowych swoich mieszkańców. Najwięcej lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych gminy pozyskiwały w wyniku zamiany mieszkań komunalnych o obniżonym standardzie (łącznie 44% pozyskanych lokali), w wyniku adaptacji lub modernizacji istniejących budynków, lokali i innych obiektów należących do gminy (łącznie 40% pozyskanych). Część lokali socjalnych przeszła w ręce gmin wskutek działalności inwestycyjnej (16%), sporadycznie były one kupowane na wolnym rynku, w kilku przypadkach zostały przejęte od Skarbu Państwa. Gminy zmagające się z niedoborem lokali socjalnych wynajmowały je czasem od innych podmiotów.

Część gmin działała z naruszeniem prawa, np. zawierając umowy z czynszem socjalnym w lokalach innych niż socjalne albo podpisując umowy najmu pomieszczenia tymczasowego w lokalach socjalnych. Zdarzało się, że podpisywano umowy najmu lokalu socjalnego w lokalach niespełniających odpowiednich standardów. Kontrola NIK ujawniła również inne nieprawidłowości po stronie gmin, które utrudniały skuteczne rozporządzanie ich zasobem mieszkaniowym:

  • żadna ze skontrolowanych gmin nie określiła jasnych kryteriów dotyczących kolejności przyznawania lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych, co stwarzało ryzyko dowolności postępowania w tym zakresie;
  • wiele lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych było zajmowanych bezprawnie, a gminy w wielu przypadkach miały problemy z ich odzyskaniem. Poza tym gminy nie potrafiły skutecznie zweryfikować, czy  dany lokal rzeczywiście zajmują osoby potrzebujące takiej pomocy. Np. w Oświęcimiu lokal socjalny był niezamieszkiwany przez prawie 3 lata. Dopiero w wyniku skargi gmina wypowiedziała umowę najmu i przeprowadziła eksmisję osoby rzekomo zajmującej lokal;
  • część gmin nie znała rzeczywistego poziomu zapotrzebowania na lokale socjalne na swoim terenie. Główną przyczyną były błędy w ewidencjach wyroków eksmisyjnych i wniosków o przydział lokalu socjalnego oraz nieweryfikowanie tych ewidencji. Poza tym niektóre gminy oferowały lokale socjalne wyłącznie osobom z wyrokami eksmisyjnymi (pomijając osoby składające wnioski o najem), co sprawiało, że nie znały bieżącego, całościowego zapotrzebowania mieszkańców w tym zakresie. Problemem są też obowiązujące przepisy. W obecnym stanie prawnym w przypadku mieszkań komunalnych (gdzie umowa najmu podpisywana jest na czas nieokreślony) gminy nie mają możliwości sprawdzania, czy lokal zajmują osoby do tego uprawnione. Zdarza się, że są to osoby osiągające na tyle wysokie dochody, że mogłyby sobie pozwolić na wynajem samodzielnego mieszkania o wyższym standardzie. W takiej sytuacji gminy nie mają wiedzy, ilu gospodarstwom domowym lokale socjalne rzeczywiście się należą;
  • część gmin nie zarządzała aktywnie problemem braku lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych, ponieważ nie opracowała koncepcji rozwiązania tego problemu. Dokumenty strategiczne gmin nie uwzględniały kwestii lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych. W rezultacie gminy nie osiągały zamierzonych celów. W ocenie NIK przykładem godnym naśladowania jest Poznań, gdzie – pomimo dużej skali problemu – skutecznie pozyskiwano lokale socjalne i pomieszczenia tymczasowe. Poznań był jedyną gminą w badanym okresie, która zrealizowała wszystkie wnioski komorników o zapewnienie pomieszczenia tymczasowego.

Wnioski de lege ferenda – dotyczą przede wszystkim:

  • rozszerzenia uprawnień gmin do weryfikacji – w trakcie trwania umowy najmu – zasadności przyznanej pomocy mieszkaniowej (w ocenie NIK niezwykle ważne jest sprawdzanie przez gminy, czy lokale komunalne nie są zajmowane przez osoby, które są w stanie samodzielnie zaspokoić swoje potrzeby mieszkaniowe);
  • wzmocnienia kontroli społecznej w obszarze rozpatrywania i załatwiania wniosków o najem lokali mieszkalnych (urzędy gmin powinny informować mieszkańców m.in. o osobach zakwalifikowanych do otrzymania pomocy mieszkaniowej i o sposobie jej realizacji).

Dodatkowo NIK wnioskuje o:

  • odejście od formalnego wydzielenia zasobu lokali socjalnych (poprzez umożliwienie zawierania umów najmu lokalu socjalnego na każdy lokal gminny, w zależności od rzeczywistych potrzeb, przy zachowaniu ustalonych kryteriów dochodowych).

Sejm przyjął budżet na rok 2015

Wzrost produktu krajowego brutto o 3,4 proc., spadek deficytu sektora finansów publicznych poniżej 2,8 proc. PKB oraz 1,2 proc. inflację przewiduje ustawa budżetowa na rok 2015, przyjęta przez Sejm 17 grudnia br. Dochody budżetu państwa zaplanowano na 297,3 mld zł (wobec 277,8 mld zł zaplanowanych na 2014 r.), a wydatki na 343,3 mld zł (wobec 325,3 mld zł przewidzianych na br.). Deficyt budżetowy w przyszłym roku ma wynieść maksymalnie 46,8 mld zł.

To budżet, który pozwoli Polsce wyjść z procedury nadmiernego deficytu, a jednocześnie będzie nadal wspierał polskie możliwości rozwojowe – powiedział minister finansów Mateusz Szczurek.

Minister, przedstawiając posłom 8 października br. projekt budżetu na przyszły rok, zwracał uwagę na konieczność znalezienia bezpiecznej równowagi między uwarunkowaniami makroekonomicznymi, zachowaniem stabilności finansów publicznych a potrzebami i oczekiwaniami obywateli państwa. –Ten trudny dylemat nie jest nowy, ale w tym roku po raz pierwszy wsparciem dla niego będzie stabilizująca reguła wydatkowa, tworząca ramy dla finansów publicznych w dwóch pierwszych wymiarach: sytuacji gospodarczej i stabilności finansów publicznych – mówił wówczas Mateusz Szczurek, oceniając budżet na rok 2015 jako „racjonalny i oszczędny, ale nie pozbawiony wrażliwości”.

Polityka prorodzinna – większe ulgi na dzieci

W tym kontekście minister finansów wskazał m.in. zagwarantowanie środków na zwiększenie dostępności i limitów ulgi podatkowej z tytułu posiadania dzieci. Na tych zmianach skorzysta ponad milion rodzin (ok. 1,8 mln podatników), w których wychowuje się ok. 2 mln dzieci. To znaczy, że ponad 97 proc. rodzin, płatników PIT, będzie mogło wykorzystać w pełni ulgę na dzieci. – Proponowane przez rząd zmiany poprawią sytuację rodzin wielodzietnych oraz rodzin o niskich dochodach, ale też obniżą klin podatkowy, i tym samym będą impulsem aktywizacyjnym oraz zachętą do wyjścia z szarej strefy – oceniał w październiku Mateusz Szczurek. Dzięki temu np. rodzina z trójką dzieci i dochodem 65 tys. zł rocznie nie zapłaci podatku dochodowego, a przez zapowiadane zmiany zostanie wielokrotnie zwiększona kwota wolna od podatku. Zmiany w uldze na dzieci to element polityki prorodzinnej państwa i instrument wspierania dzietności, która w Polsce jest poniżej wartości zapewniającej zastępowalność pokoleń i wymaga aktywnego wsparcia przez państwo.

W ustawie budżetowej na rok 2015 zakłada się również m.in. znaczący wzrost nakładów na oświatę i wychowanie, w tym na przedszkola i bezpłatne podręczniki dla uczniów. W związku z sytuacją międzynarodową dużo więcej nakładów będzie przeznaczonych na obronność – obecnie ustawowo ten wskaźnik wynosi 1,95 proc. PKB. W 2015 r. wyniesie on blisko 2,3 proc. PKB (co wynika z płatności w ramach programu wyposażenia polskiej armii w myśliwce wielozadaniowe), natomiast od 2016 r. wskaźnik wydatków na obronność zostanie podniesiony do 2,0 proc. PKB.

W skład indeksu RESPECT na GPW weszły 24 spółki, w tym trzy nowe. Indeks obliczany jest już od pięciu lat

CEO Magazyn Polska

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła nowy skład indeksu RESPECT. W skład 8. edycji indeksu weszły 24 spółki, w tym trzy nowe. Indeks, którego celem jest promowanie spółek społecznie odpowiedzialnych, działa już pięć lat.

– Tegoroczne podsumowanie RESPECT Index zbiegło się z piątą rocznicą publikowania tego indeksu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Wiśniewski, wicedyrektor Działu Rozwoju Produktów Informacyjnych i Indeksów Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Do indeksu kwalifikowane są spółki, które wypełnią ankietę i spełnią określone kryteria w trzech podstawowych obszarach: środowisko, społeczeństwo i zarządzanie. Bardzo dobrą informacją jest to, że rośnie nam liczba uczestników tego indeksu. W tym roku pojawiają się trzy nowe spółki i to jest wyraźny sygnał pozytywnego efektu tego projektu, że rośnie zainteresowanie indeksem.

W skład RESPECT Indeksu będą wchodziły 24 spółki, w tym trzy nowe: Lubelski Węgiel Bogdanka, Energa. i RAWLPLUG. Nowy skład indeksu będzie obowiązywał od 22 grudnia 2014 r.

Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80, które w ocenie GPW oraz Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych w nienaganny sposób prowadzą komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników. Następnie spółki muszą przejść weryfikację przez niezależnego audytora, firmę Deloitte. Zdaniem Tomasza Wiśniewskiego spółki notowane na warszawskim parkiecie coraz lepiej wypełniają stawiane przed nimi wymogi.

Warto wgłębić się w wyniki samych spółek i tutaj też widać wyraźny postęp. Wyniki tych spółek są coraz lepsze w poszczególnych obszarach, czy to w obszarze zarządzania, czy obszarze środowiska, czy kwestiach związanych z interakcją z interesariuszami, a także dbania o kwestie pracownicze – podkreśla wicedyrektor Działu Rozwoju Produktów Informacyjnych i Indeksów GPW. – I tutaj dzieje się tak niezależnie od tego, czy są to spółki branży przemysłowej, finansowej, czy usługowej.

Przebieg notowań pokazuje, że inwestorzy chętnie kupują akcje spółek odpowiedzialnych społecznie. Od 19 listopada 2009 roku do 19 listopada 2014 r., czyli przez pięć lat od momentu powstania indeksu, zwiększył on swoją wartość o przeszło 70 proc. W tym czasie indeks szerokiego ryku WIG wzrósł o 35 proc.

– To jest ta różnica, która występuje między poszczególnymi spółkami giełdowymi, a tymi, które są uczestnikami indeksu RESPECT – podkreśla Wiśniewski. – Odnosząc się do tego, co dzieje się na świecie, można powiedzieć, że inwestorzy coraz baczniej zwracają uwagę na to, co spółki robią poza tą podstawową działalnością, która wpływa na ich wynik. A tą dodatkową działalnością są właśnie kwestie odpowiedzialności społecznej. Inwestorzy na świecie coraz bardziej doceniają te spółki, które takie działania podejmują.

Tomasz Wiśniewski przypomina też wyniki badań, które giełda przeprowadziła na temat tego, jakie dodatkowe korzyści występują w przypadku dla spółek CSR-owych. Wielu analityków czy zarządzających zwracało w nich uwagę na kwestię ryzyka. Ich zdaniem ryzyko w przypadku takich spółek jest dużo niższe, co jest ważnym kryterium w przypadku inwestowania giełdowego.

Bardzo dobre zbiory zbóż na świecie obniżają ceny na rynku. Inwestorom trudno będzie liczyć na wzrost cen

CEO Magazyn Polska

Na zbożowym rynku ceny są coraz niższe i w przyszłym roku ich wzrost jest mało prawdopodobny. Przyczyną są wysokie zbiory na całym świecie. W ocenie analityków w 2015 roku trudno będzie liczyć na obniżenie podaży i wzrost cen.

Jak podaje resort rolnictwa, 14 grudnia tona pszenicy konsumpcyjnej kosztowała niecałe 700 zł i była o 9,4 proc. tańsza niż rok wcześniej. Za tonę żyta trzeba było zapłacić 511 zł, czyli o 6,4 proc mniej niż przed rokiem. Tona kukurydzy paszowej kosztowała zaś 568 zł, czyli o 14,6 proc mniej niż pod koniec 2013 roku. Nie inaczej sytuacja miała się na rynku kontraktów na zboża.

– W Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z rekordowymi zbiorami soi i rekordowymi zbiorami kukurydzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk z Domu Maklerskiego BOŚ. – Również podaż pszenicy na globalnym rynku jest duża. I to nie tylko w Europie, gdzie te zbiory były bardzo dobre, lecz także na przykład w Azji, m.in. w Indiach, gdzie ten sezon był bardzo udany, oraz Australii. Czyli pojawiła się tutaj podaż z różnych miejsc na świecie.

Sytuacja poprawiła się nieco w drugiej połowie roku. Ceny soi latem przestały spadać, choć również nie rosną. Jeden buszel (miara towarów sypkich w krajach anglosaskich, odpowiednik ok. 36 litrów) kosztuje niewiele ponad 10 dolarów i jest o ponad 19 procent tańszy niż na początku roku. Kukurydza, choć od października drożeje, wciąż jest tańsza niż w styczniu o ponad 2 proc. i kosztuje nieco ponad 4 dolary za buszel. Nieco lepiej radzi sobie pszenica, na którą kontrakty po kilkumiesięcznych spadkach wybiły się w grudniu ponad poziom z początku roku i wyceniane są na 6,6 dolara za buszel.

–  Przede wszystkim zostały przecenione zboża podkreśla Dorota Sierakowska. – Kukurydza, soja czy pszenica notowały przez parę miesięcy bardzo dynamiczne spadki. I teraz tak naprawdę dopiero ostatnie tygodnie przynoszą pewne odbicie na tym rynku. Jeżeli chodzi o rynek towarów rolnych, to z pewnością ten rynek zbóż był najbardziej popularny wśród inwestorów i ten spadek cen wynikał przede wszystkim z faktu, że podaż zbóż na globalnym rynku jest bardzo duża.

W przyszłym roku ceny zbóż także będą pochodną wielkości zbiorów. Wielu analityków uważa, że jeśli chodzi o pszenicę, będą one rekordowe, zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Te prognozy zmienić może tylko pogoda.

Widzimy, że dobry sezon powoduje spadek notowań zbóż zwraca uwagę analityczka z Domu Maklerskiego BOŚ. – Natomiast, jeżeli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości co do podaży, jeżeli pojawiają się słabe warunki meteorologiczne, to notowania rosną. A więc dużo będzie zależało od tego, jak będzie się kształtowała chociażby sytuacja pogodowa. To jest jednak bardzo chwiejny rynek, dużo mniej przewidywalny niż rynki surowców energetycznych czy przemysłowych.

W miarę szybko wyklarować powinna się sytuacja na rynku kukurydzy oraz soi. Największe znaczenie będą tu miały zbiory w Ameryce Południowej, czyli w Brazylii i Argentynie. Te dwa kraje są bardzo ważnymi eksporterami na globalny rynek i to ich plony kształtują ceny. Zbiory tam są zaplanowane na okolice marca, jednak scenariusz wzrostu cen jest bardzo mało prawdopodobny i z punktu widzenia inwestorów – dość ryzykowny.

– Podobnie ma się sytuacja także w przypadku pszenicy – ocenia Dorota Sierakowska z Domu Maklerskiego BOŚ. – Tutaj wprawdzie ta Ameryka Południowa nie jest tak ważna, ale ważne stają się na przykład oczekiwania dotyczące produkcji w rejonie Morza Czarnego, czyli  w Rosji czy na Ukrainie. Pojawiły się pewne wątpliwości, czy produkcja pszenicy ozimej będzie faktycznie tak duża, jak tego wcześniej oczekiwano – to był główny czynnik, który ostatnio powodował wzrost notowań pszenicy. W ogólnym rozrachunku, patrząc z szerokiej perspektywy, podaż pszenicy na globalnym rynku jest jednak duża, dlatego również w tym przypadku trudno spodziewać się, żeby pszenica znacząco podrożała.

Dziś ostatni dzień zapisów na akcje Gekoplastu. Debiut na NewConnect prawdopodobnie w styczniu

0

Dziś zakończą się dwudniowe zapisy na akcje Gekoplastu. Po budowie księgi popytu cenę akcji ustalono na 8,80 zł. Tym samym wartość oferty sięgnie niemal 7,5 mln zł.

Spółka w przyszłym roku chce zainwestować ok. 4 mln zł w nowe linie biznesowe, zwiększenie mocy produkcyjnych i dalszą modernizację.

Naszą domeną jest produkcja płyt komórkowych z polipropylenu, głównie opakowań – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA. – Drugim segmentem wyrobów firmy są tzw. płyty pełne, które są wykorzystywane jako materiał konstrukcyjnym m.in. w przemyśle motoryzacyjnym, chłodniczym, chemicznym i sanitarnym.

Rozwój polskich producentów tworzyw sztucznych to głównie efekt przenoszenia do Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry) zakładów przemysłowych wykorzystujących materiały z tworzyw sztucznych do dalszej produkcji. Drugim czynnikiem jest organiczny wzrost światowego rynku tworzysz sztucznych. Ich produkcja wzrosła z 250 do 288 mln ton w latach 2009-2012, przy czym rosnący trend na rynku jest widoczny od 1950 r.; średniorocznie wzrost wynosi 9 proc.

Głównymi odbiorcami produktów spółki Gekoplast są przedstawiciele przemysłu AGD, motoryzacji, budownictwa i przemysłu opakowaniowego – zaznacza Górowski. – Na rynkach zagranicznych lokujemy 50 proc. produkcji. Naszym głównym rynkiem zagranicznym są Niemcy i planujemy tam dalsze zwiększanie naszego eksportu.

Gekoplast eksportuje swoją produkcję praktycznie do wszystkich państw Unii Europejskiej. Na rynku płyt komórkowych w rejonie państw CEE spółka jest liderem sprzedaży, a w Europie zajmuje 5. miejsce.

W ostatnich latach zainwestowaliśmy 18 mln zł, co pozwoliło nam gruntownie zmodernizować nasz park maszynowy, rozwinąć moce produkcyjne i uruchomić nowe linie produktowe. Zbudowany potencjał w kolejnych latach chcemy wykorzystać do tego, by zwiększyć sprzedaż, efektywność oraz poprawić wyniki finansowe – wyjaśnia Górowski.

Obecnie przetwarza 10 tys. ton surowców i produkuje 120 mln sztuk opakowań rocznie. Zdolności produkcyjne firmy z obecnych 13,6 t/rok wzrosną o 16,2 proc. do 15,8 tys. t/rok, co przy liderach rynku europejskiego (15-32 tys. t/rok) wprowadzi spółkę do ścisłej międzynarodowej czołówki.

5 grudnia rozpoczęła się oferta publiczna akcji spółki. Inwestorzy mogą nabyć 850 tys. akcji serii D, co stanowi 15 proc. akcji posiadanych przez fundusz Capital Partners Investment I FIZ. Cenę akcji ustalono na podstawie budowy księgi popytu na 8,80 zł (cena maksymalna wynosiła 12 zł) i tym samym wartość oferty to 7,48 mln zł. Spółka planuje debiut na NewConnect na początku nadchodzącego roku, jednocześnie obiecuje coroczną dywidendę w wysokości 30 proc. zysku.

Prognozuje się, że w całym 2014 r. spółka, uzyskując 76,5 mln zł przychodu, wypracuje 4,1 mln zł zysku netto. EBITDA wyniesie blisko 10 proc., czyli 7,6 mln zł. Rentowność netto ukształtuje się na poziomie 5,4 proc. W 2015 r. wynik netto ma według prognoz wzrosnąć do 6,3 mln zł, a EBITDA – do 11 mln zł, przy przychodach przekraczających 90 mln zł. Oznacza to, że EBITDA przekroczy 12 proc, a rentowność netto wyniesie ok. 7 proc.

W 2013 r. sprzedaż opakowań wygenerowała firmie 40 proc. przychodów ogółem, a handel płytami komórkowymi wyniósł 37 proc. całkowitych obrotów w firmie.

W nadchodzącym roku planujemy wzrost sprzedaży o prawie 20 proc i oczekujemy wzrostu wyniku netto o 54 proc., z 4,1 w 2014 r. do 6,3 mln zł w 2015 r., natomiast EBITDA wzrośnie z 7,6 do 11 mln zł – tłumaczy Piotr Górowski.

PARP z ofertą dla mikro- i małych firm. Oferuje doradztwo przy ubieganiu się o finansowanie

CEO Magazyn Polska

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości chce ułatwiać miko- i małym firmom pozyskiwanie środków na rozwój biznesu. Oferuje wsparcie doradcy, który pomoże z formalnościami, a dzięki współpracy z 10 bankami i funduszami umożliwi pozyskanie finansowania na preferencyjnych warunkach.

Przygotowaliśmy specjalną usługę doradczą dedykowaną głównie mikro-, małym, ale i średnim firmom w zakresie zaplanowania przedsięwzięcia gospodarczego i jego późniejszej realizacji zgodnie z biznesplanem – mówi Mariola Misztak-Kowalska, dyrektor Departamentu Rozwoju Instytucji Otoczenia Biznesu w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Propozycja PARP jest odpowiedzią na bolączki polskiego sektora MŚP wynikające z trudności z uzyskaniem finansowania. Idea opiera się na kombinacji zwrotnego finansowania kredytowego lub leasingowego z 100-godzinną usługą doradczą, pomagającą uzyskać, a potem właściwie wydatkować nowe środki.

W ramach realizacji projektu zachęciliśmy do współpracy 10 instytucji finansowych, tj. 8 banków komercyjnych i 2 fundusze leasingowe. Zadaniem tych instytucji jest dostosowanie oferty  finansowania do potrzeb mikro- i  małych przedsiębiorców – wyjaśnia Misztak-Kowalska.

Przedsiębiorcy w ramach oferty mogą skorzystać z dofinansowanej z budżetu UE usługi doradczej pomagającej w prowadzeniu biznesu, istnieje dla nich także specjalna oferta leasingowa i kredytowa przygotowana przez zaangażowane w projekt podmioty. To Alior Bank, Bank BGŻ, Deutsche Bank, Idea Bank, Bank Spółdzielczy w Sieradzu, Bank Spółdzielczy w Ciechanowcu, Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa oraz Poręczenia Kredytowe, a wśród instytucji leasingowych Pekao Leasing i Societe Generale Equipment Leasing.

Misztak-Kowalska wyjaśnia, że ułatwienia przede wszystkim polegają na mniejszych wymogach formalnych, łatwiejszych do spełnienia wymaganiach co do zabezpieczenia zobowiązań oraz niższych kosztach finansowania (odsetki, marże za rozpatrzenie wniosku, inne jednorazowe opłaty kredytowe i leasingowe).

Program „Planowanie działań w MŚP a finansowanie zwrotne” jest skierowany głównie do podmiotów, które dotychczas nie korzystały z finansowania bankowego – przekonuje dyrektor w PARP. – Zaletą programu jest jego elastyczność. Współpracujące instytucje oferują zarówno kredyty obrotowe w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, jak i inwestycyjne – w wysokości 2-3 mln zł. Mówimy też o leasingu zarówno na urządzenia, produkty, jak i surowce do produkcji.

Przedsiębiorca w ramach projektu może skorzystać nawet ze 100 godzin usługi doradczej i nie może być wcześniej beneficjentem finansowania zwrotnego. Z kolei konkretne nowe przedsięwzięcie musi być finansowane przynajmniej w części ze środków zwrotnych.

Dla właściciela biznesu program rozpoczyna się od momentu nawiązania współpracy z doradcą, który pomaga mu w weryfikacji biznesplanu i dobiera najbardziej właściwą formę finansowania. Przez kolejne miesiące nadzoruje projekt i pomaga rozliczyć finansowanie – wyjaśnia Mariola Misztak-Kowalska.

PARP sukcesywnie oferuje regionalne całodniowe seminaria pomagające przybliżyć najważniejsze zagadnienia programu. W grudnia odbyły się dwa takie spotkania – w Rzeszowie i Wrocławiu.

Większość pracowników określa swoich przełożonych jako przeciętnych i bezbarwnych. Kryzys przywództwa to jeden z większych problemów w firmach

CEO Magazyn Polska

Większość pracowników nie uważa swoich przełożonych za silnych liderów – wynika z globalnego badania WorkForce 2020 przeprowadzonego na zlecenie SAP. Globalny kryzys przywództwa jest jednym z najważniejszych wyzwań dla działów personalnych. Kolejnym jest zbyt mała wiedza pracodawców na temat zatrudnionych osób, a także zarządzanie wielopokoleniowymi zespołami. To z kolei może się przełożyć na wyniki firmy.

Badanie WorkForce 2020 pokazuje dobitnie, że pracownicy nie rozpoznają wśród swoich menadżerów przywódców i prawdziwych liderów. Przywództwo okazuje się być dość słabe. Myślę, że to zagadnienie, któremu działy personalne powinny poświęcić więcej uwagi – podkreśla Katarzyna Rusek, dyrektor ds. personalnych w SAP Polska, firmie, która dostarcza systemy m.in. do zarządzania zasobami ludzkimi.

W Polsce większość pracowników uważa swoich przełożonych za przeciętnych i bezbarwnych. Badanie jednak wskazuje, że problem ten ma wymiar globalny – podobne odpowiedzi stanowiły większość również w innych krajach. Jak podkreśla Katarzyna Rusek, zapotrzebowanie na silne przywództwo jest w ostatnim czasie silniejsze, ponieważ otoczenie ekonomiczne i geopolityczne, w którym funkcjonują firmy, jest mniej przewidywalne niż w przeszłości.

Poza radzeniem sobie z kryzysem przywództwa wyzwaniem dla działów personalnych jest rzetelna wiedza na temat potrzeb zawodowych pracowników.

– Z badań wynika, że podwładni to wielki znak zapytania dla organizacji oraz działów personalnych. Niestety, mało wiemy na ich temat. Problemy często wynikają z braku komunikacji. Działy personalne za mało rozmawiają z pracownikami, a oni niewiele nam mówią o sobie – wyjaśnia dyrektor ds. personalnych w SAP Polska w rozmowie z agencją Newseria.

Brak komunikacji powoduje, że pracodawcy niewiele wiedzą o oczekiwaniach i potrzebach pracobiorców. Dowodem na to jest fakt, że niecałe 40 proc. pozapłacowych świadczeń, które firma oferuje, odpowiada na zapotrzebowanie zatrudnionych w niej osób. Można z tego wnioskować, że pozostałe 60 proc. benefitów nie spełnia swojej roli, czyli nie motywuje pracowników do lepszej pracy.

Zbyt mała wiedza o podwładnych ma też inne konsekwencje – pracodawca nie jest w stanie w pełni wykorzystać ich potencjału, by rozwijać firmę.

Z badania WorkForce 2020 wynika, że 80 proc. firm, stając przed nowymi biznesowymi wyzwaniami, chce szukać nowych specjalistów na rynku pracy. Eksperci wskazują, że takie podejście może być mniej efektywne niż wykorzystanie kompetencji i potencjału dotychczasowych pracowników – mówi Katarzyna Rusek. W takiej organizacji jak SAP w Polsce są co najmniej cztery pokolenia, już nie tylko X i Y, lecz także Z, czyli tzw. Millenialsi – dodaje ekspertka.

Jak wskazuje, do tego potrzebne jest efektywne zarządzanie przez cele i zarządzanie talentami. W Polsce robi to tylko nieco połowa firm. To tym istotniejsze, że w ostatnich latach poważnym wyzwaniem dla działów HR stało się zarządzanie organizacją wielopokoleniową.

Polskie firmy z całą pewnością wyszły już z epoki administrowania zasobami ludzkimi tylko za pomocą systemów kadrowych czy płacowych, należy jednak nadal zwiększać programy związane z rozwijaniem talentów, budowaniem ścieżek kariery i dopasowywać szkolenia i oferty rozwojowe do istniejących zasobów – podkreśla Rusek.

W badaniu WorkForce 2020, przeprowadzonym przez Oxford Economics na zlecenie SAP, wzięło udział ponad 2,7 tys. menadżerów oraz przeszło 2,7 tys. pracowników niższego szczebla z 27 krajów, w tym także z Polski. Obszarem zainteresowania badaczy była obecna kondycja zarządzania kadrami oraz gotowość firm do administrowania coraz bardziej zróżnicowanym kapitałem ludzkim, przekładająca się bezpośrednio na osiągnięcie wyższej konkurencyjności na rynku oraz osiąganie zamierzonych celów biznesowych.

W 2015 roku Lenovo razem z marką Motorola zawalczy na rynku smartfonów

0

CEO Magazyn Polska

Lenovo po przejęciu Motoroli od Google zamierza w przyszłym roku powalczyć o rynek smartfonów, również w Polsce. Celem jest osiągnięcie dwucyfrowego udziału w rynku. Dzięki przejęciu działu serwerów biznesowych x86 od IBM spółka może podwoić obroty w tym segmencie polskiego rynku.

Po akwizycji Motorola Mobile będziemy starali się walczyć na rynku smartfonów. Naszym celem na początku jest dwucyfrowy udział w rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sowiński, dyrektor generalny Lenovo w Polsce.

W jego ocenie mimo nasycenia rynku jest na nim miejsce dla jeszcze jednego gracza. Z kolei Motorola to solidny brand, który u wielu osób budzi pozytywne skojarzenia sprzed lat.

Chiński koncern 30 października sfinalizował przejęcie Motoroli od firmy Google za 2,91 mld dolarów. Internetowy gigant trzy lata wcześniej kupił Motorolę za 12,5 mld dolarów, jednak ta przynosiła straty, co zadecydowało o sprzedaży znacznie poniżej ceny nabycia.

Długoterminowym celem Lenovo jest czołowe miejsce wśród producentów tabletów i smartfonów na świecie.

Mijający rok był niełatwym i wymagającym okresem dla branży IT. Mieliśmy kwartały, kiedy nie notowaliśmy wzrostów, a nawet zaliczaliśmy niewielkie spadki sprzedaży. Cały rok w naszej opinii zakończy się jednak niewielkim wzrostem. Na tak trudnym rynku Lenovo poradziło sobie bardzo dobrze, zwiększyliśmy udziały rynkowe z 20 do 30 proc. – podkreśla Andrzej Sowiński.

Polski rynek cały czas pozostaje pod presją konsumentów, dla których istotnym czynnikiem pozostaje cena. Głównym zainteresowaniem cieszyły się więc urządzenia niskobudżetowe. Jednak na rynku można zaobserwować również intensywny rozwój nowych kategorii produktowych, jak komputery all-in-one z ekranem dotykowym i urządzenia konwertowalne – będące połączeniem laptopa i tabletu.

Polacy są zainteresowani nowoczesnymi technologiami i ten segment rynku bardzo dynamicznie rośnie. Spodziewam się, że to jest trend długoterminowy – mówi Sowiński. – W 2015 r. w branży oczekuję jednocyfrowych wzrostów na rynku komputerów osobistych oraz nieco powyżej 10-proc. rozwoju rynku w przypadku tabletów.

Według szacunków ośrodka badawczego IDC w III kwartale tego roku w skali globalnej rynek tabletów urósł o 11,5 proc. rok do roku, a segment komputerów osobistych skurczył się o 1,7 proc.

Sowiński zapowiada, że w segmencie komputerów osobistych Lenovo chce utrzymać silną pozycję, a dynamicznie rosnąć zamierza na rynku tabletów i smartfonów.

W kategorii produktów enterprise’owych dla biznesu w krótkim czasie Lenovo powinno co najmniej podwoić obroty. To dzięki przejęciu działu serwerów biznesowych x86 od firmy IBM – zaznacza dyrektor generalny Lenovo w Polsce.

Wartość transakcji z IBM wyniosła 2,3 mld dolarów. Akwizycja uczyniła z chińskiej firmy informatycznej trzeciego na świecie gracza na rynku serwerów x86.

Jako firma międzynarodowa zmierzamy do tego, aby w skali światowej osiągnąć 30-proc. udział w rynku komputerów osobistych. Również w segmencie smartfonów, tabletów i produktów enterprise Lenovo dąży do bycia największym dostawcą, czyli osiągnięcia pozycji lidera na świecie – podsumowuje Andrzej Sowiński.

Według IDC, w III kwartale 2014 r. firma Lenovo na świecie sprzedała 3 mln sztuk tabletów, co dało jej 4,8 proc. udziałów rynkowych. Komputery osobiste Lenovo wygenerowały 20 proc. udział w rynku (sprzedaż 15,70 mln sztuk).

Michał M. Lisiecki przenosi część działalności za granicę. Wszystko przez wysokie podatki i nieprzyjazne przepisy

1

CEO Magazyn Polska

Nieprzyjazne warunki dla przedsiębiorców i wysokie podatki. To powód, dla którego Michał M. Lisiecki, główny akcjonariusz PMPG Polskie Media SA, w którego portfolio są m.in. tygodniki „Wprost” i „Do Rzeczy”, częściowo przenosi działalność swoich spółek za granicę. Ma nadzieję, że to chwilowe rozwiązanie.

Naturalną i bardzo prostą metodą sięgnięcia po kapitał jest optymalizacja kosztów, wydatków i podatków mówi agencji informacyjnej Newseria Michał M. Lisiecki. – Mam z tym kłopot, bo żeby łatwiej pozyskać kapitał, muszę przenieść część mojej działalności za granicę, choć wolałbym tego nie robić. Jest to sprzeczne z wyznawanymi przeze mnie wartościami, ale jednocześnie wolę rozwijać biznes i być może za jakiś czas, gdy regulacje będą łatwiejsze, będę w stanie większą firmę sprowadzić z powrotem do Polski.

Prezes Polskich Mediów skarży się na problemy formalno-prawne i utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. Również na polskie podatki.

Wiem, że to jest kłopotliwe, wszyscy mówimy o tym, że podatki powinno się płacić u źródła, tam, gdzie mamy biznes i gdzie mamy też serce – przyznaje Michał M. Lisiecki. – Moje serce jest w Polsce, ale podam prosty przykład: moja firma powstała ze studenckiego start-upu 20 lat temu z 2 tys. dolarów. 10 lat temu zatrudniałem ponad 2,5 tys. osób, wystawiając 2,5 tys. PIT-ów. Dzisiaj, choć moja firma jest większa, wystawia tych PIT-ów tylko 250 – 10 razy mniej.

W tegorocznej edycji rankingu „Doing Business”, przygotowywanym przez Bank Światowy, Polska zajęła 32. miejsce na 189 krajów. Wyprzedziły nas m.in. Macedonia, Litwa, Łotwa, Estonia i Gruzja. Najgorzej Polska wypada pod względem stopnia trudności uzyskania pozwolenia na budowę, podatków i warunków rozpoczynania działalności gospodarczej. Stosunkowo najłatwiej dostać kredyt (17. pozycja), choć i tu nastąpił spadek Polski o trzy lokaty w porównaniu z poprzednim rokiem.

Regulacje są zwyczajnie nieprzyjazne i jedną z prostych furtek jest pozyskanie kapitału przez optymalizację biznesu – podkreśla wydawca „Wprost” i „Do Rzeczy”. – Mam nadzieję, że rozwiązania, nad którymi będziemy pracować, będą również sprzyjały przedsiębiorcom, czerpały z najlepszych przykładów na świecie i przenosiły zagraniczne rozwiązania na grunt polski i żeby podatki od moich biznesów, mimo że robię je również w Stanach, mógł płacić na przykład w Polsce, a nie w Stanach.

Prawnicy polski system podatkowy określają jako chaotyczny i niejednoznaczny. Kontrolerzy skarbowi często interpretują przepisy na niekorzyść podatnika i choć prezydent wniósł do Sejmu projekt zmian w Ordynacji podatkowej, które mają nakładać na urzędników obowiązek interpretowania niejasnych sytuacji na korzyść podatnika, to jest on dopiero we wstępnej fazie prac.

Niewydolne sądy często latami nie są w stanie ocenić działań kontrolerów i obronić skrzywdzonych przez fiskusa. Do tego dochodzi przeregulowane prawo, które często wymieniane jest przez przedsiębiorców jako jedna z poważniejszych przeszkód w rozwoju ich firm. A resort finansów już zapowiedział zaostrzenie kontroli w przyszłym roku.

Liczba ograniczeń i regulacji, chociażby w branży mediów i marketingu, sprawia, że ten rynek się kurczy, a nie rozwija, chociaż rozwiązania są bardzo proste – ocenia Michał M. Lisiecki. – Chętnie zatrudniałbym 2,5 tys. osób i nie widzę ku temu przeszkód. Bo nie trzeba zatrudniać tylko w Polsce, ale i za granicą.

Sejm pracuje nad ustawą o OZE. Wsparcie fotowoltaiki może wygenerować tysiące miejsc pracy

0

CEO Magazyn Polska

Już w styczniu może zostać uchwalona długo oczekiwana ustawa o odnawialnych źródłach energii. Dzięki ustanowieniu wsparcia dla instalacji fotowoltaicznych, mogłyby się one zwracać nawet szybciej niż w ciągu 5 lat. Rozwój tego sektora to nie tylko szansa na poprawę efektywności energetycznej w Polsce, lecz także tysiące nowych miejsc pracy w pokrewnych obszarach gospodarki.

Planowane przez rząd dofinansowanie w ramach kosztów inwestycyjnych pozwalałoby uzyskiwać w niektórych przypadkach zwroty z inwestycji w ciągu 6-7 lat. W przypadku, kiedy dla przedsiębiorców również zostałby udostępniony net-metering [opomiarowanie netto, sposób rozliczenia energii dostarczanej do sieci elektroenergetycznej z mikroinstalacji – red.]mogłoby się to im opłacać nawet jeszcze bardziej, czyli mogliby uzyskiwać bardzo racjonalne ‒ pięcioletnie, a może krótsze ‒ okresy zwrotu z inwestycji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Włodzimierz Chwiała, właściciel firmy SOLTeam zajmującej się instalacjami fotowoltaicznymi.

Rozwój fotowoltaiki na dużą skalę będzie możliwy jednak dopiero po uchwaleniu nowej ustawy o OZE. W lipcu trafiła ona do Sejmu, kończą się prace nad jej poprawionym kształtem w sejmowej komisji. Pierwsze, a może i drugie czytanie ma się odbyć jeszcze w grudniu.

Dla firm działających w sektorze fotowoltaicznym najważniejsze są zapisy dotyczące energetyki prosumenckiej. Pierwszy dotyczy rozszerzenia definicji prosumenta, co ułatwiłoby dostęp dla szerszej grupy zainteresowanych do dofinansowań do instalacji paneli słonecznych. Mogą one wynieść nawet 40 proc. (tak jak ma to miejsce w programie Prosument NFOŚiGW), co jak ocenia Chwiała, z pewnością zachęci więcej osób do inwestycji w tego typu urządzenia. Wsparcie finansowe wyraźnie skraca czas zwrotu z inwestycji.

W ustawie mają znaleźć się także przepisy korzystne dla prosumentów, czyli osób i przedsiębiorstw produkujących energię na potrzeby własne, umożliwiające rozliczenia na zasadzie tzw. net-meteringu, czyli pomiaru różnicy pomiędzy energią pobraną z sieci a wprowadzoną do sieci z własnych źródeł (np. paneli fotowoltaicznych). Prosumenci mogą w ten sposób oszczędzać, wykorzystując sieć dystrybucyjną jako akumulator energii, i istotnie zmniejszyć rachunki za prąd, a w przypadku wprowadzenia do sieci niewykorzystanej energii nawet zarabiać na jej produkcji.

Do tej pory Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej miał program wsparcia prosumentów poprzez dofinansowanie instalacji OZE, ale dotyczył on jedynie spółdzielni i samorządów.

Gdyby w ustawie o OZE, na którą wszyscy czekamy, pojawił się net-metering dla instalacji fotowoltaicznych, problem użytkowania energii na własne potrzeby w zasadzie przestałby być problemem, a stałby się istotną częścią wsparcia prosumentów. Inwestycje fotowoltaiczne spłacałyby się wtedy zdecydowanie szybciej – podkreśla Chwiała.

Chwiała oczekuje, że jeśli ruszy państwowy system wsparcia inwestycji w OZE, to Polacy zaczną nie tylko chętniej inwestować w panele fotowoltaiczne, lecz także poszerzą swoją wiedzę o tych instalacjach. Przy okazji może poprawić się stan wiedzy na temat efektywności energetycznej i energooszczędności, co da wymierne korzyści finansowe.

Na rozwoju fotowoltaiki może też skorzystać cała gospodarka.

Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, jaka liczba miejsc pracy mogłaby powstać w branży. Ale myślę, że nie byłoby ich mniej, niż wygenerowały kolektory słoneczne w oparciu tylko o program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Dzięki niemu powstały dziesiątki tysięcy miejsc pracy – podkreśla Chwiała.

Dodaje, że nowe miejsca pracy nie powstaną tylko w sektorach związanych bezpośrednio z dystrybucją i montażem paneli fotowoltaicznych. Wzrost ich liczby wykreuje nowe zapotrzebowanie na usługi, takie jak doradztwo, usługi finansowe oraz ubezpieczenia.

Na razie mało się mówi na przykład o monitoringu instalacji fotowoltaicznych, a to jest kolejny element, który może nieść ze sobą duży potencjał, przede wszystkim związany z oszczędnością energetyczną – mówi Chwiała. ‒ Pojawiają się kwestie ubezpieczeń, kredytów specjalnych na fotowoltaikę. Biorąc pod uwagę 6 milionów dachów, jest to potencjał, który będzie generował określone korzyści ekonomiczne w skali kraju.

XV Europejskie Forum Podpisu Elektronicznego

Specjaliści od usług zaufania z Europy i świata spotkają się w 2015 r. nad polskim Bałtykiem podczas XV Europejskiego Forum Podpisu Elektronicznego. Wydarzenie będzie okazją do wymiany opinii i doświadczeń na temat wprowadzenia unijnego rozporządzenia regulującego kwestie podpisu elektronicznego – eIDAS.

XV edycja Europejskiego Forum Podpisu Elektronicznego (EFPE) poświęcona będzie przede wszystkim zagadnieniom związanym  z wdrożeniem  rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym (eIDAS). Weszło ono w życie 23 lipca br. i otworzyło nowe możliwości dla rozwoju gospodarki elektronicznej w Unii Europejskiej.

Do nowej regulacji i związanych z nią aktów wykonawczych dostosowywane będą uregulowania krajowe państw członkowskich. Regulacja ta zastąpi od lipca 2016 r. wszystkie krajowe ustawy o podpisach elektronicznych i wpłynie na wszystkie akty odnoszące się do tych ustaw. Będzie też rodziła skutki dla usługodawców oraz sektora publicznego, ponieważ w systemach informatycznych administracji publicznej od połowy 2018 r. wystąpi konieczność uznawania zagranicznych środków elektronicznej identyfikacji. Niezbędne będą więc znaczące zmiany prawne, organizacyjne i techniczne, które będą omawiane podczas konferencji EFPE 2015.

– W naszej ocenie kluczowa jest wymiana doświadczeń oraz dialog pomiędzy administracją publiczną i przedstawicielami biznesu,  który powinien doprowadzić do wypracowania dobrych praktyk wdrażania i świadczenia usług zaufania – mówi Tomasz Litarowicz, Dyrektor Obszaru Biznesowego Podpis Elektroniczny Unizeto Technologies SA i Dyrektor Konferencji EFPE.

XV edycja konferencji EFPE odbędzie się w dniach 10-12 czerwca 2015 r. w Międzyzdrojach (Polska).

Bezpieczny budżet na 2015 rok

W przyszłym roku dochody budżetu państwa mają wynieść 297 mld 252 mln 925 tys. zł, a wydatki 343 mld 332 mln 925 tys. zł, deficyt nie powinien przekroczyć 46 mld 80 mln zł – przewiduje przyjęta przez Sejm ustawa budżetowa.

Komentarz dr Jacka Adamskiego, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Budżet na 2015 roku jest nadal bezpieczny, pomimo o wiele głębszej deflacji w Polsce niż przewidywano oraz rosnącej niepewności w związku z rosyjskim kryzysem gospodarczym. Deflacja, która potrwa prawdopodobnie do końca I półrocza 2015 r. może istotnie obniżyć zakładane przyszłoroczne przychody podatkowe z VAT i akcyzy. Załamanie rynku zbytów w Rosji (i na Ukrainie) może skomplikować sytuację części ulokowanego w Polsce potencjału eksportowego.

Jednak obydwa te niekorzystne czynniki wydają się blednąć wobec dużo lepszego od wykonania budżetu w 2014, co tworzy bazę dla przyszłorocznego budżetu. Do końca listopada, według szacunkowych danych MF, wykonanie budżetu postępuje znakomicie (głównie dzięki wpływom z VAT) i deficyt osiąga jedynie 50 proc. planu. Drugim czynnikiem pozytywnym jest szybszy niż przewidywano wzrost PKB w Polsce w 2014 roku.

Wkraczamy więc w 2015 rok z realnym budżetem, który jest kolejnym, choć nieznacznym krokiem, ku zrównoważeniu finansów publicznych. Tempo konsolidacji fiskalnej jest bowiem niewystarczające dla powstrzymania stałego wzrostu długu publicznego.

Konfederacja Lewiatan

Opublikowano rekomendacje EFNI dla Komisji Europejskiej

• Polityka UE musi być nakierowana przede wszystkim na wzrost i konkurencyjność
• Zapowiedziany przez Przewodniczącego KE plan inwestycji na kwotę 300 miliardów euro powinien być jak najszybciej wdrożony
• Polityki energetyczną i klimatyczną należy podporządkować polityce wzrostu konkurencyjności europejskiej gospodarki
• Urzeczywistnienie jednolitego rynku cyfrowego to jedno z najważniejszych zadań nowej Komisji. Tylko do roku 2020 może on zwiększyć europejskie PKB o 250 miliardów euro
• Należy zakończyć negocjacje umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi (TTIP) i zawrzeć w niej klauzulę dotyczącą mechanizmu rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS)

Rekomendacje dla władz UE, będące efektem tegorocznej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI), zmierzają do pobudzenia europejskiej gospodarki i wzmocnienia konkurencyjności Europy na świecie. EFNI od czterech lat organizuje w Sopocie Konfederacja Lewiatan we współpracy z BUSINESSEUROPE, Miastem Sopot oraz czołowymi polskimi i międzynarodowymi firmami i instytucjami.

– Biznes chce się włączyć w budowę bardziej zamożnej Europy, której przewaga konkurencyjna powinna w większym stopniu opierać się na reindustrializacji oraz na połączeniu innowacji z cyfryzacją. Rekomendacje EFNI to szereg postulatów, których realizacja może pomóc uwolnić potencjał Europy, osiągnąć wzrost i stworzyć nowe miejsca pracy w najbliższych latach – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Rekomendacje EFNI to zbiór konkretnych rozwiązań, mających na celu pobudzenie wzrostu i wzmocnienie konkurencyjności Europy, w tym między innymi: dokończenie tworzenia jednolitego rynku cyfrowego i wewnętrznego rynku energii, zamknięcie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie wspólnego rynku transatlantyckiego oraz zwiększenie nacisku na reindustrializację. Publikacja EFNI zawiera również przesłanie biznesu z krajów Trójkąta Weimarskiego, skierowane do nowych władz instytucji unijnych.

– Jeżeli Europa ma nadążać za globalną konkurencją, priorytetem nowej Komisji Europejskiej musi być konkurencyjność i tworzenie lepszego otoczenia regulacyjnego dla biznesu. Trzeba zapewnić przedsiębiorstwom, zwłaszcza małym i średnim, łatwiejszy dostęp do finansowania, które jest im niezbędne w rozwoju. Można tego dokonać przez udostępnienie środków z budżetu UE i z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
Dostrzegamy też potrzebę stworzenia wewnętrznego rynku energii w celu zapewnienia przystępnych cen dla przemysłu w Europie, co z kolei pobudzi wzrost i zwiększy zatrudnienie – ocenia Henryka Bochniarz.

Gospodarka europejska potrzebuje planu inwestycji

Komisja Europejska powinna w pierwszej kolejności wdrożyć ogłoszoną przez jej Przewodniczącego J.C. Junckera propozycję funduszu inwestycyjnego, w ramach którego 300 miliardów euro zostanie wydatkowanych ze środków publicznych i prywatnych w ciągu najbliższych trzech lat. To pobudzi europejską gospodarkę i stworzy nowe miejsca pracy. Działania te wymagają zapewnienia otoczenia przyjaznego inwestycjom, zmniejszenia obciążeń prawnych, promocji partnerstwa publiczno-prywatnego, a także zwiększenia akcji kredytowej przez Europejski Bank Inwestycyjny. Trzeba również bardziej efektywnie wykorzystywać środki z budżetu UE i możliwości inwestowania na rynkach kapitałowych.

Spójność polityki przemysłowej, energetycznej i klimatycznej

Aby zwiększyć konkurencyjność Unii Europejskiej, należy dostosować jej politykę energetyczną i klimatyczną do jej celów przemysłowych, mając na uwadze wysoki potencjał wzrostu produkcji przemysłowej i zatrudnienia w tym sektorze. Produkcję przemysłową ograniczają wysokie ceny energii w Europie w porównaniu chociażby z cenami energii w Stanach Zjednoczonych. Ceny te mogą obniżyć się po utworzeniu wewnętrznego rynku energii, który według szacunków Komisji Europejskiej może przynieść korzyści gospodarcze na kwotę między 16 a 40 miliardów euro rocznie. Mając na uwadze obecne wyzwania geopolityczne w sąsiedztwie Unii Europejskiej, związane z potencjalnym ryzykiem odcięcia dostaw surowców energetycznych ze wschodu, należy więcej uwagi poświęcić dywersyfikacji. Będzie to możliwe dzięki rozwojowi istniejącej infrastruktury i stworzeniu ogólnoeuropejskiej sieci przesyłowej.

Umowa TTIP z klauzulą ISDS

Szybkie zakończenie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie transatlantyckiego partnerstwa w dziedzinie handlu i inwestycji (TTIP) to warunek konieczny przekształcenia potencjału gospodarki amerykańskiej i europejskiej w rzeczywisty dobrobyt przedsiębiorstw i obywateli. Będzie to miało w praktyce trzy korzyści: szerszy wybór usług, jednolite standardy i niższe cła. Dlatego po wejściu w życie umowa TTIP będzie miała duży wpływ na transatlantycką współpracę gospodarczą i stanie się zbiorem najlepszych praktyk dla podobnych negocjacji w przyszłości. Jest też sprawą kluczową, aby umowa zawierała postanowienia określające mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo (ISDS), który przyczyni się do lepszego zabezpieczenia inwestycji. Ponadto władze UE powinny stworzyć koalicję partnerów społecznych w celu lepszego zrozumienia przez opinię publiczną korzyści wynikających z transatlantyckiej umowy handlowej dla europejskich przedsiębiorców i konsumentów, takich jak np. pełny dostęp do rynku amerykańskiego.

Jednolity rynek cyfrowy warunkiem niezbędnym do wykorzystania potencjału cyfryzacji.
Komisarze europejscy powinni dążyć do zakończenia działań w kierunku stworzenia w pełni funkcjonalnego jednolitego rynku cyfrowego oraz wspierać cyfryzację gospodarki europejskiej. Może to doprowadzić do dodatkowego wzrostu nawet o 250 miliardów euro w następnych pięciu latach. W tym celu niezbędna jest transeuropejska infrastruktura. Jednym z czynników ograniczających rozwój gospodarki cyfrowej i handlu elektronicznego w Europie jest brak wspólnego prawa, co sprawia, że około 60% zamówień internetowych nie jest realizowanych. Należy zająć się tym problemem i stworzyć nowe ramy prawne, które będą lepiej chroniły konsumenta i dane.

EFNI 2015

Powyższe rekomendacje stanowią przykłady postulatów, które padły podczas tegorocznej edycji EFNI. Wzięło w niej udział ponad 130 wybitnych panelistów – polskich i międzynarodowych ekspertów w dziedzinie biznesu, polityki i nauki. Kolejna – piąta już – edycja Europejskiego Forum Nowych Idei odbędzie się w Sopocie w terminie od 30 września do 2 października 2015 r.

Świąteczny prezent Szwajcarów dla frankowców

Szwajcarski Bank Narodowy po raz pierwszy w swej historii wprowadził ujemne stopy procentowe. Stopa depozytowa dla banków wyniesie -0,25%, a docelowy trzymiesięczny Libor dla franka ma spaść do przedziału -0,75%-0,25%.

– Szwajcarski Bank Narodowy jest kolejnym bankiem centralnym, który zdecydował się na wprowadzenie ujemnych stóp procentowych. Taką decyzję w przypadku stopy depozytowej podjął Europejski Bank Centralny oraz szwedzki Riksbank, ale Szwajcarzy poszli krok dalej i jako pierwsi sprowadzili poniżej zera stawkę referencyjną – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Decyzja SNB jest sporym zaskoczeniem, ponieważ zaledwie tydzień temu miało miejsce regularne posiedzenie szwajcarskich władz monetarnych, które nie przyniosło żadnych zmian w polityce pieniężnej.

– W ciągu ostatnich kilku dni pewne czynniki wpłynęły na wzrost popytu na bezpieczne inwestycje. Wprowadzenie ujemnych stóp procentowych czyni frankowe aktywa mniej atrakcyjnymi i w ten sposób wspiera minimalny kurs wymiany – dodaje Piechowiak.

Co to oznacza dla frankowców?

Sprawa jest bez precedensu. Istnieje teoretyczna możliwość, że polskie banki będą dopłacać do kredytów frankowców, tzn. kredytobiorcy nie będą musieli spłacać części odsetkowej, tylko regulować zobowiązania dotyczące części kapitałowej. Ta, może być dodatkowo obniżona jeżeli suma LIBOR i marży będzie miała wartość ujemną. Innymi słowy, wysokość rat wyrażona we frankach spadnie. Jednak to, czy frankowcy rzeczywiście zapłacą mniej zależeć będzie od kursu wobec złotego.

– Decyzja SNB to dobra wiadomość dla osób spłacających kredyty we frankach. Z jednej strony oznacza ona spadek oprocentowania, już dziś w niektórych przypadkach symbolicznego. Z drugiej – otwiera  drogę do osłabienia helweckiej waluty wobec złotego. Ciekawa sytuacja może mieć miejsce, gdy stawka LIBOR przybierze wartość ujemną. Wówczas oprocentowanie kredytów we frankach będzie niższe niż marża –zauważa dr Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Bankier.pl zapytał banki, jak w takiej sytuacji zamierzają naliczać raty kredytów – na razie dowiedzieliśmy się, że trwają analizy prawne.

Zgoda na Koncentrację: Alior Bank i Meritum Bank

0

Alior Bank może przejąć Meritum Bank. Postępowanie przeprowadzone przez UOKiK wykazało, że koncentracja nie będzie miała negatywnego wpływu na konkurencję

Wniosek o wydanie zgody na przejęcie Meritum Bank przez Alior Bank wpłynął do UOKiK 31 października 2014 r. Alior Bank zajmuje się obsługą klientów detalicznych, przedsiębiorstw oraz instytucji rządowych i samorządowych. Meritum Bank kieruje swoje produkty i usługi przede wszystkim do klientów indywidualnych, osób prowadzących działalność gospodarczą oraz mikro i małych przedsiębiorstw.

W trakcie postępowania UOKiK przeanalizował sytuację na rynkach wspólnych dla Alior Banku i Meritum Banku. Na żadnym z nich ich łączne udziały oraz wzrost pozycji przejmującej spółki nie będą na tyle wysokie, żeby transakcja doprowadziła do ograniczenia konkurencji. Dlatego Prezes Urzędu wydał zgodę na koncentrację.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

e-pity 2014 już dostępne. Uwaga na zmiany w rozliczeniach

Wprowadzone w tym roku zmiany w prawie podatkowym zmuszają do zachowania ostrożności przy sporządzaniu deklaracji podatkowych za 2014 r. Przed przystąpieniem do wypełnienia PIT-a warto zwrócić uwagę przede wszystkim na zmienione zasady rozliczania ulgi na dzieci oraz nowe obowiązki płatników. Program e-pity 2014 ułatwi poprawne wypełnienie deklaracji w myśl najnowszych przepisów.

Nowe zasady z pewnością ucieszą podatników korzystających z ulgi z tytułu wychowywania trojga lub większej liczby dzieci. W tym roku obowiązuje wyższa niż w 2013 r. kwota odliczenia – na trzecie  dziecko ulga wzrosła o 331,92 zł, a na czwarte i kolejne dzieci po 475,92 zł rocznie. Podatnicy mogą więc odliczyć od podatku z tytułu wychowywania jednego lub dwójki dzieci po 1112,04 zł rocznie za każde z nich, w związku z trzecim dzieckiem 2000,04 zł, a na czwarte i każde kolejne – 2700 zł.

Korzystną zmianą dla rodziców i opiekunów jest również prawo do zwrotu niewykorzystanej kwoty ulgi na dzieci. Przysługuje on podatnikom, których zarobki są na tyle niskie, że nie mogą całości lub części kwoty ulgi odliczyć od podatku w deklaracji PIT-36 lub PIT-37. O zwrot wystąpić mogą również osoby, które – korzystając z innych ulg podatkowych – wyczerpią kwotę podatku do zapłaty przed odliczeniem ulgi na dzieci. W konsekwencji wprowadzonych zmian, od rozliczenia za 2014 r., niewykorzystana kwota ulgi nie przepada. Podatnicy występujący o zwrot tej kwoty muszą wypełnić dodatkowy załącznik do deklaracji podatkowych – nowy druk PIT/UZ.

Osoby składające PIT/UZ powinny kontrolować, czy mają prawo do zwrotu w pełnej wysokości wyjaśnia Adam Mielcarski, wiceprezes e-file sp. z o.o., producenta aplikacji e-pityNie może on bowiem przekraczać kwoty zapłaconych w danym roku składek ZUS i zdrowotnych, odliczanych przez podatnika w zeznaniach PIT-36 lub PIT-37. W przypadku małżonków limit ustalany jest na podstawie sumy składek zapłaconych przez nich oboje.

Uwaga na ulgę na internet

Uważać powinny także osoby korzystające z ulgi na Internet. Już od zeszłego roku można z niej skorzystać wyłącznie przez dwa bezpośrednio następujące po sobie lata podatkowe. Jeżeli podatnik korzystał po raz pierwszy z odliczenia w zeznaniu za rok 2013 (składanym z początkiem 2014 r.), ostatni raz może skorzystać z ulgi w zeznaniu za rok 2014 (składanym na początku 2015 r.). W latach kolejnych ulga nie będzie mu przysługiwać.

Nowe obowiązki pracodawców

W 2015 r. zmieniają się również zasady wysyłki druków przez płatników PIT. Wszyscy, którzy są zobowiązani sporządzić informację podatkową lub roczne obliczenie podatku dla więcej niż 5 podatników muszą wysłać do urzędu skarbowego informacje podatkowe w formie elektronicznej.

Wychodząc naprzeciw nowym obowiązkom podatników e-file wprowadza możliwość wysyłki PIT-11, PIT-8C, PIT-8AR, PIT-R, PIT-4R, IFT-1/IFT-1R, IFT-3/IFT-3R podpisanych bezpiecznym podpisem elektronicznym bezpośrednio z programu do rozliczeń rocznych. Wersja dla płatników PIT z 3 darmowymi deklaracjami oraz poradnikami i opisem zmian znajduje się na stronie http://www.e-pity.pl/platnik

W programie wypełnić można również wszystkie inne deklaracje i e-deklaracje podatkowe: PIT-37, PIT-36 i 36L, PIT-28, 28/A i /B, PIT-38 i 39, załączniki PIT/B, /D, /M, /O, /UZ, /Z, /ZG, PIT-2, 2K, 2A, druki PIT-3, PIT-12, PIT-19A oraz formularze ORD-ZU, ZAP-3, NIP-7, IFT-1, 1R, IFT-3, 3R i IFT/A. Wypełnione formularze można przesłać bezpośrednio z programu z pomocą e-podpisu lub korzystając z danych uwierzytelniających podatnika, jak również wydrukować i przekazać do urzędu w formie tradycyjnej – pocztą lub osobiście.

Wypełniając PIT-a w programie można użyć poręcznego kreatora lub aktywnych deklaracji. Dane osób, które korzystały z aplikacji w poprzednich latach zostaną wczytane z komputera użytkownika i skopiowane do wszystkich deklaracji i załączników. Program e-pity jest darmowy i pozwala na samodzielne wpisanie nr KRS organizacji, której chcemy przekazać 1%. Aplikacja działa na systemach Windows, Mac OS i Linux oraz w wersji on-line z opcjonalnym zapisem deklaracji na wirtualnym dysku Google Drive.

Wszyscy, którzy jeszcze przed końcem roku chcą policzyć swój podatek lub przygotować się do szybkiego złożenia deklaracji w pierwszych dniach stycznia 2015 r. najnowszą wersję programu e-pity do rozliczeń za 2014 r. mogą pobrać ze strony www.e-pity.pl

Czy Polacy zadłużą się na tegoroczne święta?

Grudniowe wydatki w polskiej rodzinie mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych. Czy w tym roku zadłużymy się na święta? Okazuje się, że tylko w niewielkim stopniu. Niemal trzech na czterech Polaków zakupy świąteczne chce sfinansować z bieżących dochodów. Pozostali sięgną do własnych oszczędności lub skorzystają z pomocy rodziny czy przyjaciół. Tylko 2% deklaruje wzięcie świątecznej pożyczki.

Chętnie organizujemy wystawne święta, lubimy, aby stół uginał się od smakołyków i żeby dla nikogo nie zabrakło prezentów. Nie oszczędzamy w tym czasie na przyjemnościach czy rodzinnych spotkaniach. Choć zdajemy sobie sprawę z tego, że za wszystko trzeba zapłacić, często w grudniu tracimy głowę i kontrolę nad wydatkami. Przez pośpiech i presję idealnych świąt wydajemy w tym miesiącu kilkakrotnie więcej niż w innych.

Jak wynika z badania społecznego przeprowadzonego w grudniu 2014 roku na zlecenie Grupy KRUK,  aż 73% Polaków zamierza sfinansować wydatki świąteczne ze swoich bieżących dochodów. 13% sięgnie w tym celu po oszczędności, kolejne 8% może liczyć na pomoc rodziny lub przyjaciół.

I chociaż banki i firmy pożyczkowe kuszą ofertami, świąteczna pożyczka wydaje się być obecnie dla Polaków ostatecznością. Tylko 2% respondentów zapowiada, że weźmie pożyczkę na święta, przede wszystkim na zakup żywności oraz prezentów. Jednocześnie te osoby przyznają, że spłata pożyczki będzie później obciążeniem dla domowego budżetu.

W gorączce świątecznych zakupów łatwo stracić kontrolę nad wydatkami. Może więc okazać się, że ostatecznie więcej niż 2% Polaków poszuka dodatkowych pieniędzy w bankach czy firmach pożyczkowych – mówi Karolina Barańska z Grupy KRUK.

 Wydatki pod kontrolą

Niewiele polskich gospodarstw może pozwolić sobie na wystawne święta. Dlatego najlepszym wyjście pozostaje dobre planowanie i umiar.

 Zanim pójdziemy na zakupy, najlepiej dokładnie je wcześniej zaplanować  ̶ sporządzić listę potrzebnych produktów oraz prezentów i postarać się nie kupować niczego, co wykracza poza nią. Zwłaszcza, że większość z respondentów zadeklarowało, że zamierza wyprawić tegoroczne święta z bieżących wydatków. Pamiętajmy, że to prosta droga do tarapatów finansowych, zwłaszcza gdy posiadamy już wcześniej zaległości w płatnościach. Jeśli nasz domowy budżet  ledwo się domyka lub jest już „na minusie”, to sytuacja może się jeszcze pogorszyć.  – mówi Karolina Barańska z Grupy KRUK. – Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest systematyczne odkładanie konkretnych sum na święta. Jeśli nie udało się tego zrobić w tym roku, warto wziąć się za to od początku 2015 rok, by kolejne Boże Narodzenie nie nadwyrężyło naszych finansów.

Raport o deflacji w Polsce

Piąty miesiąc deflacji w Polsce, a nie spada ani zatrudnienie, ani produkcja detaliczna. Mamy do czynienia z sytuacją paradoksalną – dziwią się ekonomiści, z którymi rozmawiał portal Money.pl. I prognozują: już w 2015 roku nastąpi odbicie. Kiedy dokładnie? Musimy na nie poczekać od dwóch do dwunastu miesięcy.

W ciągu roku najbardziej potaniała żywność (o 2,7 proc.), transport (o 3,7 proc.) oraz ubrania i buty (o 4,6 proc.). Podrożały z kolei alkohol i papierosy (o 3,6 proc.) oraz prowadzenie mieszkania (o 0,4 proc.). Średni poziom cen spadł o 0,6 procent – donosi Główny Urząd Statystyczny, ogłaszając piąty miesiąc deflacji w Polsce. Obawiano się jej już w czerwcu 2013 roku, kiedy ceny rosły bardzo wolno, bo w tempie 0,2 procent. Jednak dopiero w lipcu tego roku, pierwszy raz od 1972 roku, wskaźnik cen spadł poniżej zera.

Eksperci zaczynają przestrzegać, że taka sytuacja może mieć negatywne skutki dla polskiej gospodarki – kiedy mamy deflację, ze względu na spadek cen, produkcja staje się mniej opłacalna, zamówienia odsuwa się w czasie i gospodarka popada w recesję.

Inflacja w Polsce w latach 2000-2014

– Wynagrodzenia nie wzrastają, a mimo to stać nas na coraz więcej. Mimo to, nie jest to wcale dobra wiadomość dla wszystkich. Bo za recesją przychodzi bezrobocie i na większe zakupy stać coraz mniej osób – tłumaczy w Money.pl Andrzej Bratkowski z Rady Polityki Pieniężnej.

Zagrożeniem może być również tak zwana spirala deflacyjna. Ludzie, widząc, że ceny spadają i taka sama suma jest warta coraz więcej, odkładają zakupy na później. To zaś skutkuje spadkiem popytu, a firmy, reagując na niego, ograniczają produkcję.

Bratkowski nie przewiduje jednak takiego scenariusza w Polsce. Podobnego zdania jest ekonomista, prof. Dariusz Filar: – W stosunku do tego, co obserwujemy w Polsce, nie użyłbym słowa deflacja. Nie występują bowiem zjawiska, z którymi się wiąże, czyli spadek produkcji detalicznej, zatrudnienia oraz płac. Wręcz przeciwnie – u nas to wszystko delikatnie rośnie. Mamy więc do czynienia z sytuacją paradoksalną.

Z tego też powodu większość ekspertów jest zdania, że Rada Polityki Pieniężnej nie musi na razie ciąć stóp procentowych. – Nie mamy jednak do czynienia z długotrwałą deflacją, to sytuacja przejściowa, nie ma co panikować – przekonuje w rozmowie z Money.pl ekonomista, prof. Marian Noga.

Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiał portal Money.pl, sytuacja w Polsce wynika wyłącznie z tego, co dzieje się na zagranicznych rynkach. Podobnego zdania jest NBP, który podkreśla, że w ciągu ostatnich miesięcy wskaźnik spadł bowiem w większości krajów strefy euro, między innymi w Niemczech i we Francji, podobnie było w krajach Europy Środkowo – Wschodniej.

Wszędzie inflacja spada z dwóch powodów. Po pierwsze, na rynkach światowych tanieje żywność. Po drugie, rekordowo spadają ceny energii. Na przykład ropa potaniała w ciągu roku o ponad 40 procent. NBP zwraca również uwagę na spadek cen węgla na świecie, zwłaszcza w USA, gdzie postawiono na gaz łupkowy.

Cena baryłki ropy od początku roku

Eksperci są jednak pewni – niedługo deflację zastąpi inflacja. –Na pewno w 2015 roku będzie się ona kształtować na poziomie 1-1,5 procent, a już rok później nawet do 2,5 procent – zapewnia Marian Noga. Kiedy nastąpi odbicie? Noga sądzi, że już za dwa, trzy miesiące. Andrzej Bratkowski z Rady Polityki Pieniężnej jest dużo ostrożniejszy. Jego zdaniem możemy na to poczekać nawet do końca 2015 roku.

Co podrożeje? – Z całą pewnością usługi, a więc kultura, rekreacja, turystyka – przekonuje Dariusz Filar. W górę pójdą również ceny żywności. Eksperci nieśmiało prognozują również delikatny wzrost cen energii i ropy.

 

41 proc. Polaków kupi pod choinkę książkę. To gorący okres dla księgarni i wydawnictw

Jak co roku przed świętami ruch w księgarniach rośnie. Książka jest najczęściej wybieranym prezentem dla najbliższych. Z badania Deloitte wynika, że w tym roku kupi ją pod choinkę 41 proc. Polaków. To gorący okres również dla wydawnictw – dlatego na ostatnie miesiące roku planowane jest najwięcej premier.

Książka ciągle jest górą – jest najchętniej kupowanym prezentem świątecznym. Wydawcy świetnie zdają sobie z tego sprawę i większość najważniejszych nowości jest przygotowywana właśnie w okresie jesiennym. Ten wzrost zaczyna się już w październiku. To jest moment, kiedy ludzie powoli zaczynają myśleć o świątecznych prezentach – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Górecka z Oficyny Literackiej Noir sur Blanc.

Z badań przeprowadzonych przez firmę doradczą Deloitte wynika, że w tym roku pod choinkę książkę kupi 41 proc. Polaków. Co więcej, może to być trafiony pomysł, ponieważ prawie tyle samo osób (42 proc.) wskazało, że chciałoby w prezencie otrzymać właśnie książkę.

Wydawcy często przygotowują tzw. packi, czyli łączą 2-3 tytuły w jedno elegancko wydane pudełko i oferują je w atrakcyjniejszej cenie. To się cieszy bardzo dużym powodzeniem Każdy wydawca myśli, żeby w tym okresie dać czytelnikowi książkę ładnie wydaną, która sprawi szczególną przyjemność i rzeczywiście będzie wyjątkowym prezentem– dodaje Joanna Górecka.

Jak podkreśla, statystyki wskazują, że klienci nie wybierają pierwszych z brzegu tytułów. Dobrze sprzedają się też specjalne wydania klasycznych pozycji.

O naszych czytelnikach bardzo dobrze świadczy to, że rośnie sprzedaż większości dobrych, interesujących tytułów. Czyli nie tyle ważna jest piękna okładka, ile przede wszystkim treść, zawartość, popularni autorzy oraz nowości. Właśnie wtedy często księgarnie zamawiają więcej ambitnych tytułów, bo wiedzą, że ludzie będą szukać tych szczególnych pozycji, które być może kupują tylko raz do roku – podkreśla Joanna Górecka.

Księgarze przyznają, że nie da się jednoznacznie określić, która książka jest hitem tego sezonu. Dużą popularnością przed świętami cieszy się zarówno poezja, jak i kryminały czy albumy.

Ogromnym wzięciem cieszy się poezja Charlesa Bukowskiego. Zrobiliśmy w ciągu dwóch miesięcy już po dwa dodruki jego tytułów, bo błyskawicznie znikają z półek księgarskich. To samo dotyczy kryminałów – tytuły Andrei Camilleri’ego czy Donny Leon też w tym okresie sprzedają się lepiej. Oczywiście książki Umberto Eco, Sławomira Mrożka – to są takie tytuły, których czytelnicy w tym czasie szczególnie poszukują. Dużym powodzeniem cieszy się też literatura podróżnicza, na przykład książki Mariusza Wilka – wylicza Joanna Górecka.

Bony i talony świąteczne nie podlegają zwolnieniu podatkowemu

0

W tym roku 44 proc. pracodawców planuje świąteczne prezenty dla pracowników. Eksperci przypominają, że wolne od podatku dochodowego są świadczenia pieniężne i rzeczowe do wysokości 380 zł, sfinansowane w całości z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Bony i talony, często wybierane przez pracodawców przed świętami, zwolnieniu podatkowemu nie podlegają. Dlatego lepszym pomysłem może być premia, np. w postaci kart przedpłaconych.

Jak wynika z badania Benefit Systems i HRNews, ponad 44 proc. pracodawców zamierza wręczyć świąteczne prezenty. Chociaż pracowników najbardziej ucieszyłaby premia pieniężna, to pracodawcy częściej wybierają różnego rodzaju bony podarunkowe. Trzeba jednak pamiętać, że podlegają one opodatkowaniu.

Nawet jeżeli zostały sfinansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych – a takie świadczenia są zwolnione z opodatkowania do wysokości 380 złotych, to bony i talony, które uprawniają do wymiany na towar lub usługę, zostały z tego zwolnienia wyłączone. Dlatego przekazanie pracownikowi bonu skutkuje koniecznością opodatkowania jego wartości – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy w Kancelarii Chmieliński i Żemantowski.

Zgodnie z prawem od otrzymanych bonów pracownik musi zapłacić podatek, nie ma znaczenia, czy zostały zakupione z ZFŚS, czy z innych środków. Wypłata świadczenia nakłada na pracodawcę obowiązek uwzględnienia bonusu w podstawie opodatkowania.

Automatycznie wartość bonu pojawi się w zeznaniu rocznym pracownika, który wypełni je na podstawie PIT-11 wystawionego przez pracodawcę – przypomina ekspertka.

Jeśli jednak pracownik otrzyma świadczenie rzeczowe, które zostało w całości sfinansowane z ZFŚS i jego wartość nie przekroczy 380 zł, podatku nie trzeba będzie płacić. Podobnie jest w przypadku świadczenia pieniężnego. Ważne jest to, że również karty przedpłacone, na które pracodawca przelewa określoną sumę, są traktowane jak gotówka.

W przypadku, gdy pracownik otrzyma od pracodawcy kwotę większą niż 380 zł, podatek zapłaci od samej nadwyżki. W zależności od skali podatkowej będzie to 18 lub 32 proc.

Marek Cywiński najlepszym menadżerem 2014 wg „Bloomberg Businessweek”. W tym roku wpływy z viaTOLL przekroczą 1,4 mld zł

Marek Cywiński, prezes Kapsch Telematic Services, został zaliczony do grona najlepszych menadżerów bieżącego roku przez tygodnik „Bloomberg Businessweek”. Kapsch od czterech lat buduje i zarządza systemem viaTOLL. Z tytułu opłat za korzystanie z dróg w tym roku wpłynie do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 1,4 mld zł. Firma ma nadzieję, że w przyszłym roku przyspieszy proces ujednolicania systemu na wszystkich autostradach w kraju.

Po tegorocznych rozszerzeniach elektroniczny system poboru opłat obowiązuje na 2 917 km dróg w kraju. Objętych nim jest 809 km dróg krajowych, ponad 1 tys. km dróg ekspresowych i prawie tyle samo autostrad.

Jesteśmy przekonani, że w przyszłym roku dojdzie do kolejnych rozszerzeń systemu viaTOLL. Mamy nadzieję, że nie będzie to ograniczone wyłącznie do samochodów ciężarowych, jak do tej pory – mówi Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL.

Według danych na koniec listopada w systemie zarejestrowanych jest ponad 842 tys. pojazdów i 476 tys. firm. System viaTOLL na wybranych odcinkach jest obowiązkowy dla samochodów powyżej 3,5 tony. Na autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (A2 i A4) z urządzeń viaAUTO mogą korzystać również samochody osobowe – w ten sposób mogą przejechać przez bramkę bez konieczności manualnego wnoszenia opłat.

Toczące się dyskusje i rozmowy prowadzone przez ministerstwo z koncesjonariuszami pozostałych autostrad i ich wstępne deklaracje wskazują wyraźnie na to, że istnieje poważna szansa, by doprowadzić do interoperacyjności systemu na autostradach polskich z wykorzystaniem systemu elektronicznego, jaki w tej chwili jest na autostradach zarządzanych przez GDDKiA, a których operatorem jest Kapsch – mówi Marek Cywiński.

Dzienne wpływy z viaTOLL to 3,8 mln zł. Od momentu uruchomienia systemu w lipcu 2011 roku do KFD wpłynęło 3,8 mld zł. Tylko w tym roku będzie to 1,4 mld zł.

Marek Cywiński znalazł się w gronie najlepszych menadżerów 2014 według tygodnika „Bloomberg Businessweek”.

Ta jest nagroda dla całego zespołu, którym mam zaszczyt kierować. Bo menadżer jest tak dobry, jak dobrzy są ludzie, z którymi współpracuje. Firma jest czwarty rok na rynku, uczestniczy w dużym projekcie. Ten projekt przynosi określone rezultaty, jest dobrze postrzegany zarówno w Polsce, jak i za granicą. Stąd pewnie to uznanie i wyróżnienie w gronie naprawdę bardzo zasłużonych i znanych w Polsce menadżerów – mówi dyrektor KTS.

Wśród wyróżnionych znaleźli się również m.in.: Zbigniew Jagiełło (PKO BP), Andrzej Klesyk (PZU SA), Jarosław Augustyniak (IDEA BANK), Sebastian Buczek (Quercus TFI), Iwona Sroka (KDPW).

Dwucyfrowy wzrost liczby wysyłanych przesyłek kurierskich. Rynek napędzają małe i średnie firmy z sektora e-commerce

O 10-15 proc. rocznie rośnie co roku liczba przesyłek kurierskich w Polsce. Grudzień to najlepszy miesiąc w roku dla firm działających na tym rynku – w porównaniu z listopadem przesyłek jest nawet o 25 proc. więcej. Rynek napędzają małe i średnie przedsiębiorstwa z sektora e-commerce. Ich klienci coraz większą uwagę zwracają nie tylko na cenę, lecz także na jakość, czas oraz elastyczność dostawy.

Rynek rośnie coraz dynamiczniej. Głównym komponentem tego wzrostu jest rozwój rynku e-commerce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Sulich, dyrektor ds. marketingu DHL Parcel. ‒ W tej chwili tempo wzrostu rynku liczone liczbą paczek mieści się gdzieś pomiędzy 10-15 proc. rocznie. Natomiast w okresie świątecznym, w listopadzie i grudniu, kiedy mamy do czynienia z masowymi zakupami, ten wzrost jest nawet rzędu 20-25 proc.

W tym roku świąteczne prezenty docierają do odbiorców bez większych problemów, bo kurierom sprzyja pogoda i brak śniegu. Firmy z tej branży przygotowały się też na wzmożony ruch w grudniu.

Sulich podkreśla, że grudniowy wzrost liczby wysyłanych paczek to przede wszystkich wynik aktywności małych i średnich przedsiębiorstw. Ich liczba oraz wielkość sprzedaży szybko rosną, a cały sektor e-commerce może w tym roku być warty nawet 30 mld zł. To dobra informacja dla firm kurierskich, bo właśnie sklepy internetowe są ich podstawowymi i najważniejszymi klientami.

Chociaż struktura rynku z dominującymi małymi i średnimi przedsiębiorstwami e-commerce pozostaje niezmienna, to nieco inne są preferencje klientów. O ile dawniej najważniejsza była dla nich cena, teraz rośnie wpływ innych czynników. Sklepy internetowe szukają sposobów na wyróżnienie się i zdobycie przewagi konkurencyjnej. Wsparciem w tym może być oferta firm kurierskich.

Te przewagi mieszczą się w obszarze, który my nazywamy wygodą konsumenta – wyjaśnia Sulich. ‒ Chcemy dać konsumentowi możliwość zadecydowania w każdej chwili o innym miejscu doręczenia tej przesyłki niż pierwotnie wskazany adres. Wydaje mi się, że to jest kierunek, w którym będziemy zmierzać, czyli wygoda konsumenta, większy wybór, możliwość dostosowania czasu i miejsca doręczenia paczki do preferencji klienta i jego możliwości, tak żeby nie był niewolnikiem kuriera.

Sulich dodaje, że firmy kurierskie coraz poważniej traktują preferencje klientów. Dawniej najważniejszym uczestnikiem rynku byli nadawcy, jednak teraz odbiorcy przesyłek mają coraz większe wymagania.

Chcemy trzeciemu segmentowi, czyli odbiorcom przesyłek, dostarczyć dokładnie tego, czego się spodziewa. Jednocześnie chcemy, aby nasi partnerzy którzy wysyłają paczki i z którymi mamy kontrakty, także mieli pewność, że jeżeli podpisują umowę, wchodzą w relacje prawne z DHL Parcel, to ich przesyłki i klienci są bezpieczni – podkreśla Sulich.

Dodaje, że w przyszłym roku rynek będzie najprawdopodobniej dalej zmierzał w kierunku szukania przewag konkurencyjnych innych niż cena. To może też wpłynąć na poszukiwanie nowych sposobów dostarczania przesyłek, więc daje pole do rozwoju dla firm kurierskich.

Newsy IMM: Producenci artykułów dla dzieci wydali w tym roku na reklamy 170 mln zł. Ponad dwa razy mniej niż w 2013 roku

W tym roku reklamodawcy z branży dziecięcej wydali o 100 mln zł mniej niż w 2013 roku. Z przeznaczonej na promocję kwoty 170 mln zł blisko 85 proc. trafiło do telewizji – wynika z analizy przeprowadzonej przez Instytut Monitorowania Mediów dla magazynu „Marketer+”. Najczęściej wybierano stacje Polsat i TVN oraz Cartoon Network.

Dla reklamodawców z branży dziecięcej, czyli firm, które wytwarzają i promują żywność dla dzieci, zabawki, artykuły piśmiennicze czy produkty edukacyjne, nadal najbardziej atrakcyjnym medium jest telewizja – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów. – Drugim najbardziej atrakcyjnym medium była prasa kolorowa, kolejnym – reklama radiowa.

Jak wynika z analizy IMM, do listopada br. firmy z branży wydały na emisję spotów w telewizji około 140 mln zł, co stanowiło prawie 85 proc. wszystkich wydatków tej branży na promocję w mediach (ok. 170 mln zł). 20 mln trafiło do kolorowych magazynów parentingowych, a 4 mln zł kosztowała reklama radiowa. Łączne wydatki reklamowe w tym samym okresie roku ubiegłego były o ok. 100 mln zł wyższe.

– Stacjami, do których firmy z branży dziecięcej  zwracały się najczęściej, były telewizje Polsat, TVN oraz Cartoon Network – wskazuje Łukasz Jadaś. – Szczególnie podkreślam rolę tej ostatniej, która ofertę programową kieruje głownie do dzieci, co wydaje się znaczące.

Znaczna część wydatków, bo niemal 38 mln zł, trafiła na emisję reklam w telewizji Polsat. Niewiele mniej, bo ponad 33,5 mln zł, przeznaczono na promocję w Cartoon Network, gdzie emitowano najwięcej kreacji tańszych cennikowo. Kolejne stacje dzieli od czołowej dwójki już większy dystans. Do TVN trafiło 19,3 mln zł, TV Puls – 10 mln zł, a TVN7 – niemal 9 mln zł. Pod względem budżetów telewizja zdeklasowała inne media tradycyjne. Pierwszy tytuł prasowy (miesięcznik „Mamo, To Ja”) znalazł się na 12. miejscu, a stacja radiowa (Radio Eska Poznań) – na 24.

Według analizy IMM reklamodawcy z tej branży dostosowują emisję spotów do cyklu życia dzieci i rodziców zarówno w skali roku, jak i doby. W ciągu dnia najwięcej reklam promujących produkty dla najmłodszych emitowanych jest między godziną 6 a 10 oraz w droższych pasmach i tzw. prime time (między 18 i 22). Kluczowe znaczenie ma również dzień tygodnia, na który zaplanowano promocję. Jak wynika z analiz IMM, wyraźnie większe wydatki wiążą się z emisją reklam w weekend. Firmy intensyfikują kampanie w maju, przed Dniem Dziecka, oraz listopadzie, przed Bożym Narodzeniem.

– Wiosną częściej promowane są zabawki, zimą natomiast rusza cała machina bożonarodzeniowa, czyli reklamowane są zabawki oraz sklepy, które je sprzedają – precyzuje Jadaś. – W sierpniu, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, o kilkaset procent rosną nakłady firm z sektora produktów piśmienniczych i biurowych. Kreacje reklamujące przedszkola i edukację najmłodszych osiągają szczyt między czerwcem i wrześniem. Sezonowości nie poddają się jedynie kampanie artykułów spożywczych, w tym kaszek i mleka oraz pieluch.

Najwięcej środków na promocję w kanałach telewizyjnych przeznaczyła Nutricia (ok. 40,5 mln zł), Nestlé(37,5 mln zł) oraz Procter & Gamble (14,7 mln zł). Również pod względem wartości zamieszczenia reklam w druku Nutricia przodowała. Na falach eteru najczęściej promował się producent akcesoriów i zabawek dziecięcych Akpol Baby.

Z analizy IMM wynika, że im większa częstotliwość reklamy danej marki, tym więcej komentarzy internautów na jej temat.

Internauci oglądają reklamy i żywo na nie reagują – przekonuje Łukasz Jadaś. – Zależność pomiędzy liczbą emisji a skalą dyskusji w internecie jest wprost proporcjonalna. Może to wskazywać na to, że internauci sugerują się tym, co zobaczą w telewizji. Inspiruje ich to do wymiany poglądów.

Energa wiosną uruchomi największą w Polsce elektrownię fotowoltaiczną w Czernikowie k. Torunia

CEO Magazyn Polska

Według projektu nowej „Polityki energetycznej Polski do 2050 roku” przygotowanego przez Ministerstwo Gospodarki w 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii ma osiągnąć 15 proc., a po kolejnych 10 latach ma być znacznie wyższy. Eksperci szacują, że może to być 20 proc. Już teraz pojawiają się duże projekty związane z inwestycjami w OZE. W najbliższych miesiącach Energa SA uruchomi największą w Polsce farmę fotowoltaiczną w Czernikowie k. Torunia, która zwiększy udział energii słonecznej w bilansie OZE o kilkadziesiąt procent. 

Projekt zakłada instalację paneli słonecznych o powierzchni 18,9 tys. m2. Inwestycja ma zostać oddana w połowie 2015 r. Kilka tygodni temu w miejscowości Kolno k. Łomży firma AMB Energia otworzyła jak dotychczas największą tego typu elektrownię w Polsce o mocy 1,84 MW.  Eksperci szacują, że łączna moc fotowoltaiki w Polsce wynosi 5-6 MW. Toruńska inwestycja znacząco ten wskaźnik podniesie.

Plany na 2015 r. są takie, że zakładamy inwestycje na poziomie tegorocznym. Będziemy głównie inwestowali w system dystrybucji – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Bieliński, prezes Energi.

Według strategii firmy na lata 2014-2022 Energa planuje wydać na inwestycje 18,2 mld zł, czyli średnio ok. 2 mld zł rocznie. Z tego kwota 12,5 mld zł jest przeznaczona na rozwój systemu dystrybucji. Pozostałe 6 mld zł stanowią rezerwy na akwizycje na rynku lub potencjalne inwestycje.

Dzisiaj niektóre inwestycje w energię niekonwencjonalną wydają się nierentowne, ale jeżeli parametry na rynku się zmienią, to z pewnością je uruchomimy – twierdzi Bieliński.

Chodzi o projekty, takie jak elektrownie konwencjonalne, gazowe, biogazownie rolnicze (CHP) czy odnawialne źródła energii (OZE). Prace nad ustawą o tych ostatnich znajdują się na ostatniej prostej w Sejmie. Tylko w tym roku Energa oddała w lipcu do użytku nowy blok biomasowy w Elblągu, który zwiększył moce wytwórcze grupy w OZE o 25 MWe, oraz wybudowała w Gdańsku farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 1,64 MW.

– Po trzech kwartałach 2014 r. nasze wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Sądzę, że październik i listopad również są bardzo dobre. Obecnie czekamy na wyniki z grudnia – mówi Mirosław Bieliński.

Grupa Energa w ciągu 9 miesięcy 2014 r. wypracowała zysk netto w wysokości 825 mln zł, przy 581 mln zł w analogicznym okresie w roku poprzednim. Przychody spółki spadły o 8,7 proc., z 8,53 mld zł (I-III kw. 2013 r.) do 7,79 mld zł po III kwartale br., wzrosła jednak ich rentowność do 10,6 proc. Zysk EBITDA w badanych okresach wyniósł odpowiednio 1,48 mld zł i 1,83 mld zł i zanotował wzrost o 24 proc. Mirosław Bieliński podkreśla, że bycie spółką publiczną ułatwia zdobycie środków na inwestycje nie tylko poprzez bezpośrednie emisje, lecz także większą wiarygodność spółki.

Obecność na giełdzie sprzyja spółce – przekonuje prezes Bieliński. – Jesteśmy bardziej poważnym partnerem, bo z przedmiotu transakcji staliśmy się podmiotem ewentualnych transakcji. Dopiero wejście na GPW powoduje, że przez znacznie szerszą grupę inwestorów i interesariuszy jesteśmy postrzegani jako spółka bardziej wiarygodna.

Od debiutu spółki na giełdzie 11 grudnia 2013 r. kurs akcji wzrósł o około 50 proc., co wiąże się z rozwojem firmy i poprawą wyników. Rosnącemu trendowi sprzyja także pozytywna sytuacja w sektorze energetycznym – branżowy indeks WIG-ENERGA w tym samym okresie wzrósł o 24 proc.

– Efektem wejścia na giełdę jest zwiększona obecność na rynku finansowym w porównaniu z tym, co mieliśmy wcześniej – podkreśla prezes Energi. – Zaczęliśmy od międzynarodowych instytucji finansowych, emisje obligacji, euroobligacji, po drodze uzyskaliśmy dobre ratingi inwestycyjne. Natomiast dopiero wejście na giełdę akcji oznacza, że możemy być przez znacznie szerszą grupę inwestorów czy interesariuszy finansowych uznani za spółkę bardzo wiarygodną, a to będzie nam owocowało w przyszłości.

Popracujesz krócej, by zarobić na święta

Choć na najbliższe święta przeznaczymy o 13% więcej pieniędzy niż w 2013 r., to na nasze tegoroczne wydatki świąteczne pracujemy krócej niż w latach poprzednich – twierdzą ekonomiści.

Statystyczny Polak chce wydać na święta 1160 zł. Aby zarobić tę kwotę, najdłużej – ponad 16 dni – pracować muszą kasjer w hipermarkecie, nauczyciel kontraktowy czy pracownik produkcji. Księgowej, kierowcy TIR-a czy handlowcowi zajmie to ok. tygodnia. Najmniej muszą pracować sędziowie i lekarze – tylko trzy dni. „Wszyscy pracujemy o dwa dni mniej niż w 2013 r. To efekt wzrostu o 3,4% – w ujęciu rok do roku – przeciętnego wynagrodzenia brutto, ale również skutek bezrobocia, najniższego od pięciu lat w naszym kraju. Jest więcej pracy i więcej pieniędzy” – mówi serwisowi infoWire.pl Tomasz Ślęzak z Work Service.

Ponadto mamy deflację i wiele towarów kosztuje nas mniej, dlatego w tegorocznym koszyku z zakupami znajdzie się więcej rzeczy. Mało tego, rośnie tzw. wskaźnik optymizmu konsumentów – wynosi 86 pkt i jest wyższy niż na początku 2014 r. To dobra wiadomość, bo nie tyle musimy, ile chcemy wydawać więcej. „Za to coraz mniej jesteśmy skłonni do kupowania dóbr trwałych, np. auta, mebli. Bardziej chcemy wydawać na to, co mamy tu i teraz – na organizację świąt i zapewnienie najbliższym prezentów pod choinką” – podkreśla ekspert.

Jak wynika z raportu Deloitte’a naszym bliskim damy w prezencie głównie książki, kosmetyki i perfumy, a kupimy je najchętniej przez internet – w przeciwieństwie do produktów spożywczych, po które pójdziemy zwykle do sklepów dyskontowych.

Nominacje dla Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych

0

Podsekretarz stanu w MF Dorota Podedworna-Tarnowska wręczyła 15 grudnia br. nominacje przedstawicielom banków krajowych i zagranicznych, wybranych do pełnienia funkcji Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych (DSPW) w 2015 r. DSPW wyłoniono w drodze rocznego konkursu zakończonego 30 września br., a ich liczba w stosunku do bieżącego roku wzrosła o jeden bank (JP Morgan) i wynosi 15 – pełna lista poniżej.

System DSPW zapewnia bezpieczeństwo finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa oraz efektywne funkcjonowanie rynku wtórnego Skarbowych Papierów Wartościowych (SPW). Banki nominowane do tej roli mają w zamian za określone przywileje, w tym przede wszystkim wyłączne prawo do składania ofert na przetargach SPW czy też preferencje dotyczące przeprowadzania emisji na rynkach zagranicznych, wypełniać obowiązki w zakresie zakupu SPW na rynku pierwotnym, zapewniać płynność na rynku wtórnym i  współpracować z Ministrem Finansów w ramach polityki emisyjnej.

Wiceminister Podedworna-Tarnowska podziękowała bankom za aktywność w konkursie oraz określiła oczekiwania Ministerstwa Finansów w stosunku do DSPW w obszarze ich działalności zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym obligacji skarbowych, w szczególności w zakresie dalszej współpracy przy zwiększaniu efektywności i płynności rynku oraz dywersyfikacji grona finalnych nabywców SPW.

W spotkaniu uczestniczyli członkowie zarządów banków oraz osoby nadzorujące w bankach działalność na rynku Skarbowych Papierów Wartościowych. Dorota Podedworna-Tarnowska wręczyła im pamiątkowe statuetki związane z uzyskaniem tytułu DSPW na 2015 r.

Dealerzy Skarbowych Papierów Wartościowych na 2015 r. według kolejności miejsca, uzyskanego w konkursie:

1            Bank Handlowy w Warszawie S.A.

2            BNP Paribas S.A.

3            ING Bank Śląski S.A.

4            Bank Zachodni WBK S.A.

5            HSBC Bank plc

6            PKO BP S.A.

7            Bank PEKAO S.A.

8            Société Générale S.A. Oddział w Polsce

9/10       Bank Millennium S.A.

9/10       Goldman Sachs International

11          Deutsche Bank Polska S.A.

12          Barclays Bank plc

13          mBank S.A.

14          Erste Group Bank AG

15          J.P. Morgan Securities plc

UWAGA: MF nie prosi o dane z kart płatniczych

Ministerstwo Finansów informuje, że w ostatnim czasie wykryto kolejne próby wyłudzania informacji dotyczących danych z kart płatniczych i podszywania się pod Ministerstwo Finansów. MF przypomina, że nie jest autorem tych maili.

W e-mailach sugerujących, że zostały wysłane z Ministerstwa Finansów i dotyczą zwrotu podatków, zawarte są prośby o podanie m.in. następujących danych:

  • imię i nazwisko na karcie,
  • adres,
  • miasto,
  • kod pocztowy,
  • numer karty,
  • test numer (CVV – 3 cyfry z tyłu karty),
  • data przydatności,
  • numer rachunku karty,
  • NIK (Numer Identyfikacyjny Klienta),
  • PIN,
  • data urodzenia (DD.MM.RRRR),
  • secure Code(Visa – Mastercard).

W związku z tym zwracamy uwagę, by zachować czujność i nie odpowiadać na korespondencję tego typu. W żadnym wypadku nie należy wysyłać też danych dotyczących kart płatniczych, klikać w załączone do podejrzanego e-maila linki ani podawać swoich danych w formularzach internetowych.

Przemysł na plusie, ale coraz słabszy

Produkcja przemysłowa była w listopadzie o 0,3 proc. wyższa niż przed rokiem – poinformował GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł w listopadzie był słabszy niż w październiku. Ale jeśli spojrzeć na branżową strukturę wzrostu produkcji, to widać, że nadal dobrze sobie radzą działy przemysłu związane z eksportem, natomiast osłabiają dynamikę produkcji górnictwo oraz wytwarzanie i zaopatrzenie w energię elektryczną i gaz. Jedyną branżą eksportową, która kolejny już miesiąc ma kłopoty (spadek o 3,9 proc., r/r), jest produkcja artykułów spożywczych. To efekt rosyjskiego embarga nałożonego na nasze towary, a także ograniczonej sprzedaży na rynek ukraiński.

Rok 2014 nie był łatwy dla przemysłu. Wzrost w ciągu 11 miesięcy produkcji tylko o 3 proc. nie można uznać za sukces. Przemysł nie był więc w tym roku silnym motorem napędowym gospodarki. Warto pamiętać, że w 2014 roku spodziewany wzrost PKB wyniesie 3,3 proc. Wszystko wskazuje na to, że IV kwartał będzie dla przemysłu jeszcze słabszy, co niewątpliwie wpłynie na tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich trzech miesiącach roku. Niestety, także przyszły rok może być, nie tylko w branży spożywczej, słaby ze względu na wpadającą w coraz większy kryzys gospodarkę rosyjską i słabnącego dramatycznie rubla, co spowoduje, że także te firmy, których eksport do Rosji nie został objęty embargiem, będą miały kłopoty ze sprzedażą swoich towarów i usług.

W efekcie 2015 rok dla przemysłu może być słabszy niż oczekiwaliśmy, chyba że eksporterzy znajdą dla swoich towarów nowe rynki zbytu, jak bywało wielokrotnie w dalszej i bliższej przeszłości.

Słabo spisuje się też budownictwo. Od wielu miesięcy nie może wyjść z dołka. Szans dla tej branży trzeba upatrywać dopiero w II połowie 2015 roku, kiedy zostaną uruchomione fundusze unijne.

P. Szulec (Pioneer Pekao): gospodarka amerykańska jest w doskonałym stanie. Spadek cen ropy naftowej jeszcze bardziej ją wzmocni

CEO Magazyn Polska

Coraz bardziej realna staje perspektywa cyklu podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Na zakończonym wczoraj posiedzeniu usunięto z komunikatu powtarzaną od miesięcy formułę o utrzymaniu zerowej stopy procentowej przez dłuższy czas, choć zapewniono, że Fed będzie cierpliwy w normalizowaniu polityki pieniężnej. Może to oznaczać, że stopy po raz pierwszy wzrosną za pół roku. Gospodarka za oceanem ma się dobrze, a dodatkowo pozytywnie powinna na nią wpływać wyraźna przecena na rynku ropy naftowej.

Szefowa Fedu Janet Yellen zapowiedziała na wczorajszej konferencji, że stopy nie wzrosną przez kilka najbliższych posiedzeń (w przeciwieństwie do większości banków centralnych Rezerwa Federalna spotyka się na decyzyjnych posiedzeniach osiem razy w roku).

 Liczba tworzonych nowych miejsc pracy, chociażby z ostatniego raportu z rynku pracy, siła rynku nieruchomości i nawet kwartalne tempo wzrostu, które ostatnio obserwujemy, wskazują na to, że gospodarka amerykańska rozwija się bardzo szybko – uważa Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management. – Jedynym minusem, o którym inwestorzy wiedzą, jest to, że bardzo dobry stan gospodarki przyspiesza pierwsze podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Czynnik ten stanowi pewne ryzyko przynajmniej jednorazowego wstrząsu po ogłoszeniu pierwszej podwyżki. Natomiast warto pamiętać o podstawowej zasadzie, że tego rodzaju działania zawsze są reakcją na to, że gospodarka jest w dobrej kondycji.

Jak wynika z ogłoszonych na początku grudnia br. danych z amerykańskiego rynku pracy, w listopadzie br. liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 321 tys., podczas gdy konsensus rynkowy wynosił 232 tys. W sektorze prywatnym zatrudniono 314 tys. nowych osób, podczas gdy oczekiwano 225 tys. O niemal 30 tys. skorygowano też w górę dane za poprzedni miesiąc. Stopa bezrobocia utrzymała się na niskim poziomie 5,8 proc. Pozytywny wpływ na gospodarki krajów rozwiniętych będzie miała w przyszłości, jak podkreśla Piotr Szulec, także spadająca cena ropy naftowej.

Patrząc na to, z jak mocną przeceną już mieliśmy do czynienia, szacuje się, że każdy spadek cen ropy o 10-20 dolarów na baryłce przekłada się w  gospodarkach rozwiniętych na przyspieszenie tempa wzrostu o 0,2-0,3, czasami 0,4 proc. w skali roku – wskazuje Piotr Szulec z Pioneer Pekao. – Dzisiaj jesteśmy już ponad 40 dol. poniżej poziomu, na którym ropa konsolidowała się przez ostatnie trzy-cztery lata, co dla gospodarki europejskiej i amerykańskiej, przynajmniej w perspektywie pierwszego roku, oznacza wartość dodaną rzędu 0,6-0,7 proc. W przypadku kolejnego roku może to być nawet więcej.

W związku z tym – zdaniem dyrektora ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management – w najbliższym czasie warto trzymać w portfelach akcje amerykańskich spółek.

Natomiast inwestorzy, którzy zastanawiają się nad wejściem na ten rynek, powinni poczekać do pierwszych podwyżek stóp procentowych – radzi Piotr Szulec. – Reakcja rynku zawsze jest negatywna, przynajmniej w krótkim okresie. Natomiast, jeżeli spojrzymy historycznie, to po takich jednorazowych wstrząsach, a szczególnie przy końcu cyklu podwyżek, rynek amerykańskich akcji zawsze wchodzi w nową fazę hossy.

Na amerykański rynek akcji jednak, jak radzi Szulec, warto spojrzeć przez pryzmat przede wszystkim indeksu S&P 500.

Na ten rok zakładaliśmy, że indeks ten może osiągnąć poziom 2 tys. punktów, a jak wszyscy widzimy ten przekroczył go z dużą lekkością i właściwie 2,1 tys. punktów może w tym roku być do zrobienia – dowodzi Szulec. – Natomiast pojawia się pytanie, czy tego typu wzrosty są w tej chwili uzasadnione. Patrząc na siłę rynku amerykańskiego, jego podstawy fundamentalne, rynek wycenia obecnie to, co już obserwujemy. Nie wiadomo, czy gospodarka amerykańska nadal będzie rosła w takim tempie, jak to ma miejsce obecnie.

Pioneer Pekao Investment Management zakłada, jak informuje Piotr Szulec, że w przyszłym roku wzrost PKB za oceanem wyniesie od 2,5 do 3 proc. Sam Fed podtrzymał swoją prognozę na podobnym poziomie (2,6-3,0 proc.).

Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że amerykański Fed wejdzie w fazę podwyżek stóp procentowych, to poziomy indeksu S&P 500 pod koniec przyszłego roku będą podobne do tych, które obserwujemy teraz – zauważa Piotr Szulec. – Po negatywnym zachowaniu w wyniku pierwszych podwyżek rynek indeks ten będzie się konsolidował z przedziałem wahań w okolicach 5 proc.

Millennium: w przyszłym roku sektor bankowy może mieć gorsze wyniki niż w 2014 r.

CEO Magazyn Polska

Po korzystnych dla sektora bankowego latach 2013 i 2014 przychodzą trudne czasy. W 2015 r. prawdopodobnie cały sektor bankowy odnotuje niższe wyniki – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Kulesza, dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich Banku Millennium. Przyczyny to głównie obniżka stóp procentowych i stawek interchange oraz wzrost opłat na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Po dobrej koniunkturze dla sektora bankowego w Polsce w ciągu minionych kilkunastu miesięcy eksperci wskazują w najbliższym czasie na osłabienie nastrojów i spadek osiąganych przychodów.

W ostatnim kwartale roku nie będziemy w stanie utrzymać trendu wzrostu z kwartału na kwartał – mówi Artur Kulesza z Banku MillenniumWyniki finansowe Banku Millennium po III kwartałach 2014 r. są bardzo dobre, uzyskaliśmy 26 proc. wzrostu zysku netto, porównując do z 9 miesięcy minionego roku. To rekordowe wyniki w historii banku, patrząc na przychód bankowy czy kwartalny zysk netto. Od siedmiu kwartałów poprawialiśmy sukcesywnie wynik netto – tłumaczy Artur Kulesza.

Na gorsze perspektywy składa się kilka zewnętrznych przyczyn, które mają wpływ na nową sytuację, w jakiej znalazły się banki.

 Na pierwszym miejscu postawiłbym spadek stóp procentowych. Obecny cykl rozpoczął się dosyć silnym jednorazowym obniżeniem stopy referencyjnej o 50 punktów bazowych na początku października. Dodatkowo zostało to wzmocnione obniżką stopy lombardowej o jeden punkt procentowy, co było dla nas zaskoczeniem – tłumaczy dyrektor Departamentu Relacji Inwestorskich Banku Millennium.

Część produktów bankowych jest oprocentowanych maksymalną stawką, tzn. czterokrotnością stopy lombardowej, która obecnie wynosi 3,00 proc. Obniżka zatem ma wpływ na oprocentowanie portfela banku, co warunkuje zmianę w jego przychodach.

Drugim istotnym czynnikiem jest zapoczątkowana 1 lipca obniżka stawek interchange. Kolejna jest zapowiadana na przyszły rok. Tutaj negatywny efekt będzie odczuwalny na przychodach z tytułu kart płatniczych – ocenia Kulesza. Trzeci czynnik dotyczy już przyszłego roku, ale został ogłoszony w listopadzie. To wzrost opłat na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czego skutki odczujemy już na początku roku.

Ze względu na niepewność co do dalszych kroków Rady Polityki Pieniężnej Artur Kulesza jest ostrożny w prognozach na 2015 r. Przewiduje jednak, że wzrost kredytów wyniesie ponad 5 proc., może nawet będzie bliżej 8 proc., przy wzroście depozytów w granicach 5 proc.

– Sądzę, że w kredytach nastąpi przyspieszenie tempa wzrostu w ślad za spadającymi stopami. Natomiast pewnie zwolnieni tempo przyrostu depozytów – mówi Artur Kulesza.

W 2014 r. według ostatnich dostępnych danych KNF zobowiązania kredytowe klientów wzrosły od początku roku do końca października o 6,3 proc. i wyniosły 890,76 mld zł (z czego wzrost wartości kredytów dla przedsiębiorstw to 8,3 proc. przy 301,28 mld zł wartości portfela kredytowego). Z kolei wkłady depozytowe w pierwszych dziesięciu miesiącach 2014 r. zanotowały 5,1 proc. wzrostu w stosunku do minionego roku i wyniosły 815,27 mld zł (w tym depozyty firm – 213,31 mld zł i wzrost rzędu 1,7 proc. rok do roku).

J. Piechociński: Co nie jest zabronione, będzie dozwolone. Nowe Prawo działalności gospodarczej w I połowie 2015 r.

0

Nowe Prawo działalności gospodarczej, którego projekt założeń trafił do konsultacji, ma pomagać w prowadzeniu firmy i odciążać od nadmiernych kosztów administracyjnych, które obecnie tłumią przedsiębiorczość. Janusz Piechociński liczy na to, że ustawa zostanie uchwalona jeszcze w pierwszym półroczu przyszłego roku. W ułatwianiu przedsiębiorcom działalności pomóc ma także przesłany niedawno przez prezydenta do parlamentu projekt nowej Ordynacji podatkowej.

Po pierwsze, zadaniem nowego prawa gospodarczego jest zakotwiczenie stanowienia przepisów w Polsce w jednej fundamentalnej zasadzie: nowe rozwiązania nie mogą szkodzić, już na etapie pozycji wyjściowych muszą tylko pomagać, poprawiać i odciążać gospodarkę od nadmiernych kosztów administracyjnych, a także zmuszać instytucje publiczne obsługujące gospodarkę do sprawności, wydolności i tworzenia przyjaznego klimatu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. – Co nie jest zabronione, powinno być dozwolone.

Także wątpliwości wobec przedsiębiorcy i podejmowanych przez niego działań powinny być rozstrzygane przez aparat skarbowy na ich korzyść.

Chcemy, aby przedsiębiorca nie musiał już udowadniać niewinności, lecz by w sprawach skrajnych to po stronie urzędu było dowiedzenie popełnienia błędów – tłumaczy Piechociński.

Jego zdaniem jednak budowa nowego prawa gospodarczego nie zakończy się wydaniem jednej ustawy, bo to proces trwały. Ministerstwo Gospodarki już wdrożyło cztery pakiety deregulacyjne, które ułatwiają prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce.

Jednocześnie wyjaśniamy procedury, skracamy okresy przechowywania określonych danych, tworzymy ogólnopolską informację gospodarczą, do polskiego systemu wdrażamy i zachęcamy do stosowania mediacji w rodzaju arbitrażu, aby odciążyć sądy. Tymi zapisami zmuszamy także urzędników do większej aktywności i decyzyjności – mówi wicepremier.

Jak podkreśla, zmiany w prawie mają zmienić funkcjonowanie polskich urzędów. Dziś zarówno przedsiębiorcy krajowi, jak i inwestorzy zagraniczni jako największą bolączkę gospodarki wskazują niewydolność administracji, brak decyzyjności i długotrwałe procedury.

Polscy przedsiębiorcy dorzucają do tego brak szybkiej ścieżki uzyskiwania pozwoleń na budowę, kłopoty decyzyjne oraz nadmierne kontrole – mówi Janusz Piechociński. – W związku z tym odwracamy to wszystko, bo chcemy stworzyć najlepsze otoczenie do rozwoju przedsiębiorczości i krajowej, i zagranicznej. To wymaga też podglądania najlepszych rozwiązań w Europie. Stąd w tych propozycjach, które kierujemy do parlamentu, jest bardzo dużo przeniesionych z innych państw, np. Holandii, Niemiec, Austrii czy Szwajcarii.

Wicepremier liczy na to, że nowa ustawa wejdzie w życie w I połowie 2015 roku. Szybkie prace w Sejmie będą jego zdaniem możliwe mimo kalendarza wyborczego, bo to zmiany, które powinny popierać wszystkie strony sceny politycznej.

Kilka dni temu został podpisany przez prezydenta i skierowany do Sejmu idący w podobnym kierunku projekt nowej Ordynacji podatkowej. Zdaniem Janusza Piechocińskiego to dobrze, że prezydent potwierdza swoje zainteresowanie wspieraniem przedsiębiorczości.

Jeśli Sejm, prezydent i rząd będą w tej sprawie grali razem i stworzą wspólnotę, to jest duża szansa na to, że niedługo będziemy mieli w Sejmie zatwierdzoną nową, przyjazną dobremu podatnikowi i przedsiębiorcy ordynację – przewiduje Janusz Piechociński.

Paliwa coraz tańsze. W okresie świątecznym ceny mogą sięgać nawet 4,50 zł za litr

CEO Magazyn Polska

Na stacjach benzynowych w dalszym ciągu obniżki. Głównym powodem są zniżkujące notowania ropy naftowej na światowych rynkach – baryłka jest już prawie dwa razy tańsza niż przed rokiem. Sytuacja wynika głównie z nadpodaży surowca na świecie i braku ograniczenia produkcji przez kraje OPEC. Z drugiej strony spada zapotrzebowanie na ropę, m.in. w Stanach Zjednoczonych. W konsekwencji w Polsce ceny paliw od lipca spadły już o 60-70 groszy, a dalsze obniżki są prawie pewne.

Prawdopodobnie obecna sytuacja na krajowym rynku paliw utrzyma się przez  kilkanaście najbliższych tygodni i w tym momencie nie ma żadnych czynników, które mogłyby odwrócić spadkową tendencję, którą obserwujemy od lipca – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Urszula Cieślak, analityk rynku paliw BM Reflex.

Jak wynika z danych BM Reflex, najpopularniejsza 95-oktanowa benzyna bezołowiowa 11 grudnia średnio kosztowała 4,79 zł/l, a diesel – 4,76 zł/l.

Początek 2015 r. powinien przynieść dalsze spadki cen. W większym stopniu obniżki mogą jednak dotyczyć benzyny niż oleju napędowego, ze względu na specyfikę zimowego rynku. Nie zachwieje to jednak ogólnego trendu spadkowego – zaznacza Urszula Cieślak.

Zdaniem ekspertki ceny powyżej 5 zł za litr paliwa kierowcy spotkają jeszcze na stacjach przy autostradach i drogach szybkiego ruchu.

Województwo zachodniopomorskie od wielu lat pozostaje regionem, gdzie paliwo jest najdroższe – wyjaśnia Cieślak. – Przeciętna różnica w stosunku do średniej krajowej ceny paliwa to przynajmniej 10 groszy litrze, choć różnice na niektórych stacjach mogą sięgać nawet 40 groszy.

W pierwszej połowie grudnia w województwie zachodniopomorskim kierowcy średnio za benzynę płacili 4,90 zł/l, a za olej napędowy – 4,88 zł/l. Najtańszą benzynę tankowali mieszkańcy województwa pomorskiego (4,72 zł/l), a w przypadku diesla najmniej płacili kierowcy z województwa podlaskiego (4,70 zł/l).

Według Urszuli Cieślak ceny na stacjach są zróżnicowane, co zależy głównie od lokalizacji i bezpośredniej konkurencji na rynku oraz dużego nasycenia stacji na danym obszarze. Natomiast regułą są zwykle niższe ceny na stacjach samoobsługowych oraz tych działających przy hipermarketach.

W mojej opinii ceny benzyny i oleju napędowego mogą spaść jeszcze przynajmniej o kilkanaście groszy. Nie jest jednak wykluczone, że w okresie świątecznym na pojedynczych stacjach pojawi się paliwo w cenie 4,50 zł/l – prognozuje Urszula Cieślak.

Według przedstawicielki BM Reflex, najbliższe tygodnie powinny przynieść wyrównanie cen benzyny i oleju napędowego.

Przyczynami spadków cen paliw w Polsce i na świecie są przede wszystkim zniżkujące notowania ropy naftowej. Kontrakty terminowe na europejską odmianę typu Brent w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadły o ponad 45 proc. W grudniu 2013 r. wartość jednej baryłki wynosiła około 110 dolarów, z kolei obecnie trzeba za nią zapłacić mniej niż 60 dolarów. Natomiast tańsza amerykańska ropa crude spadła już poniżej poziomu 55 dolarów za baryłkę.

Atende będzie starało się o kontrakty na oprogramowanie w energetyce

0

CEO Magazyn Polska

Atende będzie ubiegać się o kolejne kontrakty na dostawę oprogramowania do firm energetycznych. Spółka weszła na ten rynek dzięki współpracy z Energa Operatorem przy projekcie instalacji inteligentnych mierników energii (tzw. smart metering). Bez IT nowoczesna energetyka jest niemożliwa – przekonuje prezes Atende Roman Szwed.

W pewnym momencie gospodarstwo domowe czy firma, mała lub duża, potrzebuje dobrej informacji na temat zużycia prądu. Jak ją uzyskać? Trzeba zbudować system, który opomiaruje to wszystko, który zbierze informacje. To jest pierwszy element. Potem dobrze byłoby umieć sterować tymi licznikami – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Szwed, prezes zarządu Atende.

Atende dostarczyło oprogramowanie IT firmie Energa Operator, w ramach jednego z największych w Europie projektów wymiany liczników zużywanej energii. Projekt AMI, zrealizowany przez spółkę córkę Atende Software, odczytuje niemal 400 tys. układów i umożliwia m.in. zarządzanie danymi pomiarowymi oraz daje klientom dostęp do nich.

Jak podkreśla Szwed, Atende będzie zainteresowane kolejnymi przetargami w tym obszarze, jednak na razie nie zostały rozstrzygnięte żadne zamówienia. Podkreśla jednak, że w jego ocenie projekt dla Energi Operatora był dobrze zrealizowany.

Dostarczanie systemów informatycznych cieszy, jeżeli widać, że jest to robione z sukcesem, że są użytkownicy, a firma, która używa ten system zaczyna być wiodącym operatorem w Polsce pod względem technologii – zauważa Szwed.

Dodaje, że w miarę rozwoju technologii i zapotrzebowania na prąd coraz większa będzie potrzeba dobrego zarządzania informacjami i samym zużyciem energii.

Załóżmy, że za parę lat wszyscy będziemy jeździć samochodami elektrycznymi i załóżmy, że w jakiejś dzielnicy 100 tys. ludzi w tym samym momencie będzie chciało naładować swoje auto. Co się wtedy stanie? Wszystko wyleci w powietrze, ponieważ te samochody będą miały olbrzymie akumulatory i będą pobierać bardzo dużo prądu. Trzeba to jakoś rozłożyć, umieć to kontrolować – przekonuje Szwed.

W ramach systemu dostarczonego dla Energi Operator liczniki energii co 15 minut przesyłają informację o zużyciu energii. Tak precyzyjny pomiar umożliwia m.in. identyfikację pików energetycznych oraz wprowadzenie taryfowych zachęt do korzystania z prądu w innym czasie. Szwed opisuje, że jeśli użytkownicy będą mogli korzystać z tańszej energii poza pikiem, to wielu z nich tak zaprogramuje swoje urządzenia, by uniknąć przepłacania. To może mieć wymierne korzyści dla całej gospodarki – podkreśla Szwed. Redukcja zapotrzebowania w godzinach szczytu może zmniejszyć wymogi inwestycyjne.

Jeżeli z tego prądu zrezygnuje 100 tys. użytkowników, to nie ma piku. Czyli nie trzeba budować jednej elektrowni więcej, żeby zapewnić prąd na parę dni w ciągu roku. A to są wymierne oszczędnościach. To może być jeden z powodów, dla którego takie systemy warto budować. Zbliżamy się także do momentu, kiedy coraz większą rolę będą odgrywać źródła rozproszone – podkreśla Szwed.

Dodaje, że wraz ze wzrostem znaczenia fotowoltaiki oraz elektrowni wiatrowych coraz, częściej instalowanych przy domach, pojawi się konieczność budowy systemów umożliwiających dwukierunkowy przepływ prądu. Dzięki sieciom smart grid możliwe będzie m.in. oddawanie wyprodukowanej w domu energii do sieci, co pozwoli na zmniejszenie rachunków za prąd.