W PKO Banku Polskim sfinansowanie remontu czy modernizacji wielorodzinnych budynków przez wspólnoty mieszkaniowe stało się szybsze i wygodniejsze. Dzięki nowemu modelowi oceny kredytowej wspólnoty mogą otrzymać decyzję kredytową nawet w 1 dzień przy minimum formalności.
UOKiK przeprowadził kontrolę przedsiębiorców świadczących usługi deweloperskie
Ponad 1,1 tys. zbadanych wzorców umów, blisko 600 przeanalizowanych prospektów informacyjnych. Prawie 500 postanowień umownych wzbudziło zastrzeżenia UOKiK. Urząd sprawdził czy deweloperzy przestrzegają przepisów. To pierwsza kontrola przeprowadzona przez Urząd od momentu wejścia w życie nowej ustawy.
Ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego weszła w życie 29 kwietnia 2012 r. Po roku jej obowiązywania, UOKiK przeprowadził kontrolę przedsiębiorców świadczących usługi deweloperskie. Sprawdzono czy wywiązują się oni z obowiązków nałożonych nowymi przepisami. Podczas kontroli trwającej od kwietnia do grudnia 2013 r. Prezes Urzędu przeanalizowała 1162 wzorce umów sprzedaży mieszkania lub domu na rynku pierwotnym, 565 prospektów informacyjnych oraz 1239 faktycznie zawartych kontraktów. Jej celem było wyeliminowanie niekorzystnych dla konsumentów praktyk i postanowień wzorców umownych, a także weryfikacja przestrzegania przez deweloperów przepisów nowej ustawy.
Podczas badania Urząd skontrolował 93 przedsiębiorców, w tym 9 spółdzielni prowadzących działalność deweloperską. Zastrzeżenia wzbudziły praktyki 89 podmiotów, wobec których UOKiK podjął działania. W sumie Urząd zakwestionował 470 niedozwolonych postanowień umownych.
Ochrona środków finansowych
Ustawa obowiązująca od 21 miesięcy nałożyła na przedsiębiorców szereg zobowiązań, mających w rezultacie lepiej chronić interesy konsumentów. Najważniejszym z nich jest zapewnienie środka ochrony finansów klientów w razie bankructwa dewelopera — jest nim mieszkaniowy rachunek powierniczy w czterech możliwych konfiguracjach. Może to być zamknięty mieszkaniowy rachunek powierniczy, otwarty mieszkaniowy rachunek powierniczy z dodatkowym zabezpieczeniem w postaci gwarancji ubezpieczeniowej lub gwarancji bankowej, bądź otwarty mieszkaniowy rachunek powierniczy bez dodatkowych zabezpieczeń. Tylko jeden ze skontrolowanych deweloperów nie przestrzegał tego obowiązku, Urząd postawił mu zarzut stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.
Prospekt informacyjny
Prezes Urzędu skontrolowała 565 prospektów informacyjnych przekazanych przez 84 deweloperów. Pomimo obowiązku ustawowego, 9 przedsiębiorców nie zamieściło w nich wymaganych informacji. W takim przypadku nabywca ma prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 30 dni bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Najczęściej brakowało harmonogramu prac (7 przypadków) oraz informacji o prawie do odstąpienia od umowy i wymaganych załącznikach (np. rzutu kondygnacji z zaznaczeniem lokalu). Pominięcie ważnych informacji przez dewelopera, zdaniem Urzędu, może znacząco wpływać na decyzję nabywcy. Tym bardziej, że w wielu przypadkach decyzja podejmowana jest wyłącznie w oparciu o prospekt, bez możliwości obejrzenia budowanego mieszkania lub domu. W związku z niekompletnymi prospektami UOKiK postawił 11 zarzutów.
Umowy stosowane przez deweloperów
Nowe przepisy nakazują zamieszczanie w umowie określonych informacji. Należą do nich m.in.: cena, opis zasad działania rachunku powierniczego, powierzchnia lokalu i sposób jej pomiaru, termin rozpoczęcia i zakończenia prac budowlanych oraz przeniesienia praw na nabywcę. Brak którejkolwiek z nich uprawnia konsumenta do bezkosztowego odstąpienia od umowy. Spośród skontrolowanych deweloperów, 10 nie zamieściło w treści umów informacji wymaganych przez ustawę. W związku z pomijaniem w nich ważnych informacji, UOKiK postawił 12 zarzutów.
Ponadto podczas badania wzorców umownych zakwestionowano 470 klauzul tożsamych z wpisanymi do rejestru. Prezes UOKiK najczęściej kwestionowała wyłączanie lub ograniczanie odpowiedzialności deweloperów za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy. 75 przedsiębiorców unikało odpowiedzialności m.in. za nieterminowe oddanie lokalu, zmianę jego powierzchni, wady w wykonaniu czy wprowadzenie zmian w projekcie. Ponadto deweloperzy uniemożliwiali odstąpienie od umowy w przypadku zmiany ceny, nakładali na konsumenta nieuzasadnione obowiązki, np. ubezpieczenia czy wykończenia lokalu i nie zamieszczali w umowach danych wymaganych przez ustawę.
Ponad 1,4 mld zł w budżecie państwa dzięki dobrym wynikom Totalizatora Sportowego
Totalizator Sportowy zarobił w ubiegłym roku ponad 250 mln zł netto. Pomimo niewielkiej liczby dużych kumulacji i dzięki produktom niekumulacyjnym udało się też ustanowić trzeci najlepszy w historii spółki wynik sprzedażowy. Najszybciej, bo o 32 proc., rosła sprzedaż zdrapek. Totalizator przekazał też ponad 700 mln zł na sport i kulturę.
W ubiegłym roku Totalizator przekazał też prawie 1,5 mld zł do budżetu państwa. Prawie połowę z tej kwoty, czyli łącznie ponad 680 mln zł, stanowiły podatki od gier, loterii i zakładów wzajemnych oraz dochodowy. Nieco więcej, bo aż ponad 729 mln zł, zostało przekazanych na sport i kulturę.
– Nasze działania podwoiły świadomość wśród społeczeństwa, że rzeczywiście jesteśmy podmiotem, który wspiera sport i kulturę. Ale to nie my jedyni, to gracze są sponsorami, mecenasami kultury i sportu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Szpil, prezes zarządu Totalizatora Sportowego.
Totalizator w 2013 r. dopłacił ponad 560 mln zł do Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej oraz ponad 145 mln zł do Funduszu Promocji Kultury. Niecałe 22 mln zł zostały przeznaczone na walkę z uzależnieniem od hazardu.
Jak informuje Totalizator, dzięki środkom przekazanym na sport można by wybudować 40 krytych pływalni, ponad 170 sal gimnastycznych lub ponad 1,5 tys. boisk. Środki przekazane na kulturę wystarczyłyby na remont ponad 250 bibliotek lub 40 szkół artystycznych.
Dobre wyniki bez dużych kumulacji
Szpil podkreśla, że Totalizator przekracza wynik sprzedażowy już trzeci rok z rzędu.
– W 2013 roku były zaledwie dwie kumulacje powyżej 20 mln zł, niemniej jednak poprawiliśmy wynik w porównaniu z planem sprzedaży o co najmniej 2 proc. To daje nam trzeci wynik w historii sprzedaży w ciągu tych 58 lat działalności Totalizatora – mówi Wojciech Szpil.
Ubiegłoroczna sprzedaż Totalizatora Sportowego wyniosła niemal 3,3 mld zł. W dużej mierze było to zasługą tzw. produktów niekumulacyjnych, których wszystkie rodzaje sprzedawały się w 2013 r. lepiej niż rok wcześniej. Lotto pozostaje podstawowym produktem Totalizatora, ale najwyższe wzrosty spółka odnotowała w segmencie zdrapek, których sprzedało się aż o 32 proc. więcej (446 mln zł, czyli prawie 14 proc. całej sprzedaży) oraz w loterii Joker (wzrost o prawie 40 proc., 24 mln zł).
Lepiej sprzedawały się też Mini Lotto (wzrost o 6 proc.), Multi Multi z Plusem (+1 proc.) oraz Keno (+20 proc.).
– W ramach strategii i decyzji, jakie podjęliśmy w 2012 roku, dywersyfikujemy przychody Totalizatora. W ramach dywersyfikacji przesuwamy ciężar odpowiedzialności za wynik z Lotto, wciąż podstawowego naszego produktu, na inne produkty – między innymi zdrapki i inne produkty loteryjne. To daje nam dużo większą szansę uniezależniania się od kumulacji i ubiegły rok był tego przykładem – zaznacza Szpil.
Totalizator ma ambitne plany na nadchodzący rok i chce dalej zwiększać sprzedaż zdrapek oraz poszerzać ofertę.
– Z jednej strony rozszerzamy naszą sieć. Staramy się rozwijać sieć o salony, które będą salonami wzorcowymi, gdzie będzie można dostać pełne portfolio naszych produktów. Kumulacje w ramach podstawowego produktu Lotto jeszcze będą dominowały przez jakiś czas, natomiast nasza próba uniezależnienia się od kumulacji, jak widać, daje efekty, i w tę stronę będziemy dalej podążać. Rok 2013 pokazał, że loterie zdrapkowe wzrosły o 1/3, więc można zakładać, że ten trend dalej się utrzyma – zapowiada Szpil.
Dużą rolę odgrywa wprowadzona w ubiegłym roku platforma „Win4life”. Szpil podkreśla, że trudno przewidzieć udział zdrapek w całkowitych przychodach spółki. Prezes Totalizatora chciałby utrzymać poziom powyżej 10 proc., ale trudno o dokładne prognozy z uwagi na szeroką ofertę produktów spółki.
Już prawie 200 z 250 największych spółek na świecie prowadzi e-commerce
Pomimo trudnych warunków gospodarczych łączne przychody 250 największych na świecie sieci handlowych wyniosły w ubiegłym roku obrotowym 4,3 biliona dolarów. W porównaniu rok do roku był to wzrost na poziomie 4,9 proc. Podobnie jak w poprzednim roku detaliści zawdzięczają ten wzrost głównie ekspansji na rynkach wschodzących. Jak wynika z najnowszej 17. edycji corocznego raportu „Global Powers of Retailing 2014. Retail Beyond begins” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy ze STORES Media, liderem w tym sektorze pozostaje amerykański gigant Wal-Mart, a największym sprzedawcą e-commerce na świecie jest Amazon.com.
Wzrost przychodów na poziomie 4,9 proc. jasno wskazuje, że sytuacja największych detalistów jest stabilna. Rok wcześniej było to bowiem 5,1 proc. Jak wynika z raportu średni wzrost w latach 2007-2012 wynosił 4,6 proc. Aby znaleźć się na liście TOP250 spółka musiała w roku obrotowym 2012** osiągnąć przychody w wysokości co najmniej 3,8 mld dolarów, a średni ich poziom przypadający na jedną firmę wyniósł 17 mld dolarów. Średnia marża zysku netto w branży wyniosła 3,1 proc. (rok wcześniej 3,8 proc.)
„Początek ubiegłego roku był trudny dla światowej branży detalicznej. Jednak największe firmy potrafiły poradzić sobie z kryzysem na tyle, że niemal 80 proc. spośród 250 największych spółek zanotowało wzrost przychodów ze sprzedaży detalicznej. Jednak dla niektórych utrzymanie dobrych wyników finansowych oznaczało to pozbycie się części inwestycji” – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w Dziale Audytu Deloitte.
Zjawisko sprzedaży części aktywów doprowadziło do przetasowań wśród 10 największych detalistów na świecie. O ile Wal-Mart umocnił pozycję lidera, o tyle Carrefour (dotąd drugi największy na świecie detalista) spadł na czwarte miejsce. Spowodowane to było malejącymi przychodami ze sprzedaży na przestrzeni ostatnich lat, głównie w wyniku wydzielenia sieci dyskont Dia w lipcu 2011 roku. Tesco, które w tym roku wskoczyło na drugie miejsce także odczuło skutki zamknięcia działalności Fresh & Easy w USA. W naszej części Europy Metro Group sprzedała sieć Real francuskiemu Auchan. Na trzecie miejsce z szóstego awansowała amerykańska spółka Costco Wholesale Corporation.
W FY 2012 10 największych sprzedawców detalicznych na świecie rosła wolniej niż całe TOP 250 i zanotowała wzrost przychodów o 4,2 proc.
W omawianym okresie detaliści działający na rynkach wschodzących nadal odnosili korzyści z wysokiego popytu wewnętrznego. W odróżnieniu od spółek działających na rynkach rozwiniętych, które zmagały się z nienajlepszą sytuacją ekonomiczną, dobra koniunktura na rynkach wschodzących umożliwiła kontynuację agresywnego wzrostu. Spółki na rynkach wschodzących stanowiły ponad połowę (26) z 50-ciu najszybciej rozwijających się detalistów na świecie. Były to wszystkie cztery największe spółki rosyjskie, sześć z siedmiu detalistów z Afryki i Bliskiego Wschodu oraz sześć z dziewięciu spółek z siedzibą w Ameryce Łacińskiej.
Stawce przewodzili detaliści z Ameryki Południowej, których przychody wzrosły o prawie 15 proc., wyprzedzając spółki z sektora konsumpcyjnego z regionu Afryki i Bliskiego Wschodu (13,5 proc.). Spółki detaliczne skutecznie zmieniają swe strategie w taki sposób, aby móc wyjść naprzeciw konsumentom wywodzącym się z klasy średniej w gospodarkach rozwijających się, które cechuje silny popyt na wyroby konsumpcyjne począwszy od samochodów i elektroniki, kończąc na kosmetykach.
Już kolejny rok z rzędu detaliści europejscy odczuli trudności w sprzedaży związane z recesją w regionie, wywołaną wprowadzaniem programów oszczędnościowych mających na celu zapobiegnięcie kryzysowi kredytowemu w strefie euro. Skutkowało to niskim wzrostem i wysoką stopą bezrobocia w wielu krajach europejskich. „W grupie 250 największych na świecie detalistów zakładanych przychodów ze sprzedaży nie udało się uzyskać spółkom z Niemiec oraz Wielkiej Brytanii. Nic więc dziwnego, że źródeł wzrostu szukali na rynkach zagranicznych, na których działa aż 80 proc. z nich. Europejskie firmy działały średnio w 15 krajach, i aż 40 proc. ich przychodów pochodzi spoza rodzimego rynku. Ogólnie dla całego TOP250 prawie jedna czwarta przychodów pochodzi z rynków zagranicznych” – wyjaśnia Marcin Diakonowicz.
Podobnie jak w poprzednim roku sektor FMCG stanowi ponad 50 proc. wszystkich detalistów w zestawieniu. Sektor ten pod względem wzrostu przychodów (5,3 proc.) wyprzedził w omawianym okresie branżę modową i przemysłową, co świadczy o tym, że jest on najbardziej odporny jeżeli chodzi o zmiany w gospodarce i wahania popytu konsumpcyjnego. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż najbardziej rentownym z handlowych działów jest moda, której średnia marża zysku netto wyniosła 7,4 proc., czyli ponad dwa razy więcej niż w całym TOP250. Co ciekawe, to właśnie w tym sektorze doszło do dużych zmian w Polsce. Marki lokalne należące do np. CCC coraz częściej wygrywają z sieciami zagranicznymi. W ub. roku sklepy zamknęła międzynarodowa sieć obuwnicza Nine West, a do marca swe salony zamkną Cottonfield i Jackpot.
W związku z rosnącą wagą e-commerce, po raz pierwszy w raporcie Deloitte znalazł się podranking 50 największych na świecie e-sprzedawców. „Ponad trzy czwarte z nich należy jednocześnie do grupy 250 największych na świecie detalistów. Sprzedaż przez Internet stanowiła istotną część łącznych przychodów ze sprzedaży detalicznej 50 czołowych e-sprzedawców w roku obrotowym 2012 i wyniosła średnio prawie jedna trzecią ich sprzedaży” – wyjaśnia Marcin Łaszkiewicz, Menadżer w Dziale Konsultingu Deloitte.
Przeważająca większość spółek z podrankingu 50 czołowych e-detalistów (42 spółki) to sprzedawcy stosujący rozmaite kanały sprzedaży. Zaledwie osiem z nich nie prowadzi sprzedaży w sklepach tradycyjnych. Większość spośród 50 czołowych e-detalistów ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych (28) i Europie (17), a jedynie pięć spółek z branży wywodzi się z rynków wschodzących. Liderem w tym zestawieniu jest amerykańska grupa Amazon.com, która niebawem w Polsce otworzy trzy centra logistyczne.
Aktywność w handlu elektronicznym poddano także analizie dla całej grupy 250 największych globalnych spółek z branży sprzedaży detalicznej. W roku obrotowym 2012 średnio 7,7 proc. łącznej sprzedaży spółek z tej grupy uzyskano z e-commerce. „Z perspektywy regionu handel elektroniczny miał największy wpływ na wielkość przychodów w Ameryce Północnej, a najmniejszy w Europie. Wzrost sprzedaży on-line był najsilniejszy wśród detalistów z regionu Azji i Pacyfiku, a najsłabszy w spółkach z Ameryki Północnej. Jak wynika z zestawienia 53 spółki w ogóle nie prowadzą sprzedaży on-line. Są to głównie reprezentanci branży spożywczej” – mówi Marcin Łaszkiwicz.
Handel elektroniczny to jedna z prężniejszych gałęzi gospodarki także w Polsce. Jak wynika z raportu Deloitte przygotowanego wspólnie z Grupą Allegro „Digital Trends 2013” całkowita wartość dodana polskiego e-commerce wynosiła w 2012 roku 7,3 mld zł. Wielkość gospodarki internetowej w Polsce w ciągu ostatnich sześciu lat podwoiła się i odpowiada ona już za 5,8 proc. PKB wypracowanego w 2012 roku.
** Ostatni zamknięty rok finansowy tj. FY 2012 (obejmujący rok podatkowy kończący się najpóźniej w czerwcu 2013 r.).
Usługi budowlane oraz finansowo-doradcze najczęściej poszukiwane w Internecie
Dynamicznie rośnie liczba osób, która za pośrednictwem Internetu poszukuje wykonawców usług. Dobrym przykładem jest serwis Oferteo.pl, który w 2013 roku odnotował 46-procentowy wzrost liczby użytkowników składających zapytania o oferty – z Oferteo.pl skorzystało 82 021 nowych użytkowników. O jedną czwartą (25%) natomiast zwiększyła się w tym czasie liczba Firm poszukujących nowych Klientów i gotowych do współpracy z użytkownikami Oferteo.pl. Od początku swojej działalności serwis umożliwił złożenie ponad 1 000 000 ofert osobom poszukującym produktów i usług. W 2013 roku największą popularnością cieszyło się budownictwo, a w drugiej kolejności również usługi doradczo-finansowe.
W 2013 roku najpopularniejszą kategorią w Oferteo.pl było budownictwo: blisko 50% internautów poszukiwało firm, które wykonują usługi remontowo-budowlane oraz dostawców materiałów budowlanych. Największa liczba zapytań ofertowych pojawiła się między majem a październikiem.
W plasującej się na drugim miejscu kategorii finansowo-doradczej zapytania dotyczyły przede wszystkim kredytów i pożyczek (50% zapytań w tej kategorii) oraz doradztwa i audytu. Internauci poszukują tutaj kredytów, leasingu maszyn i urządzeń, a także chcą sprzedać wierzytelności. Statystyki pokazują, że największa ilość zapytań w kategorii finansowo-doradczej notowana jest pod koniec roku.
Jak zauważa Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.pl, „wzrost liczby zapytań ofertowych na usługi związane z finansami i doradztwem świadczy o poszukiwaniu przez firmy i osoby prywatne wygodnych sposobów pozyskania firmy do współpracy oraz oszczędności. Konsumenci nie polegają już tylko na tradycyjnych formach poszukiwania, ale coraz częściej sięgają do zasobów i narzędzi dostępnych w Internecie”.
SkyCash zdobył nagrodę „Złoty Bell” w konsumenckiej kategorii „Aplikacja roku 2013”
SkyCash, system płatności przez komórkę, zdobył nagrodę „Złoty Bell” w konsumenckiej kategorii „Aplikacja roku 2013”. Finał rywalizacji odbył się podczas Gali Mobility Trends 2013, wyróżniającej najlepsze produkty i usługi z obszaru nowych technologii.
Podczas tegorocznej Gali Mobility Trends system płatności przez komórkę SkyCash otrzymał nagrodę Złoty Bell w kategorii „Aplikacja roku 2013”. O zwycięstwie zdecydowali konsumenci, oddając głosy w internetowym plebiscycie. Wydarzenie, które zostało zorganizowane już po raz czwarty, ma na celu wyłonienie najlepszych produktów i usług w dziedzinie nowych technologii. Nagrody są przyznawane na cześć Alexandra Grahama Bella, wynalazcy telefonu i kilkudziesięciu innych wynalazków telekomunikacyjnych.
SkyCash to aplikacja płatności telefonem komórkowym, z której korzysta już blisko 500 tys. osób. Najpopularniejsze usługi dostępne w ramach systemu to kupowanie biletów komunikacji miejskiej i kolejowej oraz płatności za parkowanie, które działają w kilkudziesięciu miastach na terenie całej Polski. Uniwersalność SkyCash pozwala na regularne dodawanie kolejnych, ułatwiających codzienne życie rozwiązań, jak wypłacanie gotówki z bankomatów czy regulowanie należności za domowe rachunki. Wśród najnowszych usług SkyCash znajdują się płatności za parkowanie w saldo kart paliwowych ORLEN Flota oraz możliwość kupowania biletów komunikacji miejskiej w technologii NFC.
– Zdobycie nagrody przyznawanej głosami samych użytkowników, którzy na co dzień korzystają z nominowanych aplikacji, jest dla nas szczególnym wyróżnieniem – powiedział Dariusz Mazurkiewicz, prezes zarządu SkyCash Poland S.A. – Od samego początku rozwijamy SkyCash jako system uniwersalny, dostosowany do potrzeb współczesnych konsumentów. Nasi użytkownicy cenią sobie prostotę rozwiązania i fakt, że łączy w jednej aplikacji wiele uzupełniających się usług – dodaje Mazurkiewicz.
Organizatorem konkursu i Gali Mobility Trends jest MIT MEDIA Group, wydawca magazynu mobilnych technologii Mobility. Wręczenie nagród odbyło się 30 stycznia br. w warszawskim Space Club.
Nowy Prezes Zarządu i Dyrektor generalny spółek Grupy Generali Polska
W dniu 31.01.2014 podjęto decyzje o znaczących zmianach w strukturach zarządu spółek Grupy Generali w Polsce. Robert Sokołowski został mianowany nowym Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym firmy, zastępując Artura Olecha, który z powodów osobistych złożył rezygnację z zajmowanych stanowisk i podejmie nowe wyzwania zawodowe poza strukturami Grupy Generali.
Mariusz Kozłowski został mianowany Wiceprezesem Zarządu Grupy Generali Polska, zaś Krzysztof Wiecha zrezygnował z funkcji Członka Zarządu firmy.
Łukasz Jadachowski zastąpi Roberta Sokołowskiego na stanowisku Dyrektora Generalnego Proama, a Krzysztof Wanatowicz obejmie funkcję Dyrektora Sieci Sprzedaży, Produktu i Likwidacji Szkód w Proama.
Nominacje wymagają jeszcze formalnych zgód odpowiednich władz nadzoru rynku i organów korporacyjnych.
Jako Dyrektor Generalny w Proama Robert Sokołowski był odpowiedzialny za wprowadzenie marki na polski rynek od 2011 r. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz posiada tytuł MBA z UCLA Anderson School of Management w Los Angeles. Swoje doświadczenia zawodowe budował w firmie McKinsey, gdzie odpowiadał za doradztwo strategiczne na rynku ubezpieczeniowym. Pełnił również funkcje zarządcze w randze Dyrektora ds. Operacji oraz Dyrektora Sprzedaży i Obsługi w Liberty Direct.
Mariusz Kozłowski pracował w Proama od 2011 r., gdzie odpowiadał za obszar sieci sprzedaży, produktu i likwidacji szkód. Jest absolwentem Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wroclawskiej, a także licencjonowanym aktuariuszem. Swoje doświadczenia zawodowe zdobywał w firmie doradczej Deloitte, a także PZU i Liberty Direct.
Deutsche Bank Polska i Deutsche Bank PBC połączone. Fuzja zwiększy możliwości kredytowe banku

Deutsche Bank PBC SA i Deutsche Bank Polska SA od piątku działają pod jedną marką Deutsche Bank Polska. – To korzyść zarówno dla akcjonariuszy, jak i dla klientów – przekonuje prezes banku. Dzięki połączeniu zwiększą się możliwości finansowe banku, a co za tym idzie, dynamicznie będzie się rozwijać akcja kredytowa zarówno w zakresie kredytów hipotecznych, kredytów gotówkowych, jak i finansowania małych i średnich firm. Równocześnie możliwości kredytowe w stosunku do pojedynczego klienta korporacyjnego będą znacznie większe.
– Zdecydowaliśmy połączyć obydwa banki – detaliczny i korporacyjny w jedną dużą, silną i uniwersalną instytucję. Jestem przekonany, że jest to racjonalne dla akcjonariusza, gdyż te dwa segmenty do siebie przylegają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kalicki, prezes zarządu Deutsche Bank Polska.
Deutsche Bank Polska świadczył do tej pory usługi dla klientów finansowych i instytucjonalnych. Z kolei Deutsche Bank PBC obsługiwał klientów indywidualnych oraz małe i średnie przedsiębiorstwa. Powstały w wyniku fuzji Deutsche Bank Polska będzie posiadał ofertę skierowaną zarówno do klientów prywatnych, jak i do biznesowych, korporacyjnych i instytucjonalnych. W efekcie Deutsche Bank Polska, według „Global Finance” należący do największej na świecie grupy finansowej, będzie dwunastym bankiem w Polsce.
– Dzięki fuzji nasze zdolności finansowe będą znacznie większe, na czym skorzystają klienci – mówi prezes banku. – Będziemy mogli dalej rozwijać zarówno działalność hipoteczną, jak i akcję kredytową dla małych i średnich przedsiębiorstw. Z większego limitu finansowania będą mogły skorzystać także duże korporacje finansowe czy samorządy.
W obszarze biznesowo-instytucjonalnym połączona instytucja będzie nadal koncentrować się na korporacyjnej bankowości inwestycyjnej. W latach 2010, 2011 i 2013 Deutsche Bank Polska został uznany przez „Euromoney” za Najlepszy Bank Inwestycyjny w Polsce.
– Drugim bardzo ważnym segmentem z punktu widzenia działalności banku są transakcje wymiany międzynarodowej – mówi Krzysztof Kalicki. – Jest to finansowanie eksportu, importu czy rozliczenia międzynarodowe, jak również transakcje walutowe, zabezpieczenie kursów walutowych i stóp procentowych.
Bank zamierza także nadal świadczyć usługi custodialne na rzecz funduszy inwestycyjnych oraz emerytalnych, a także kontynuować wzmacnianie finansowania małych i średnich przedsiębiorstw. W sferze klienta indywidualnego planuje koncentrować się na kredytach hipotecznych, kredytach gotówkowych dla segmentu klientów średniozamożnych i zamożnych oraz ofercie produktów inwestycyjnych.
Prezes banku liczy na to, że 2014 rok będzie jeszcze lepszy dla kierowanej przez niego instytucji zarówno ze względu na jej mocniejszą pozycję na rynku, jak i poprawiającą się koniunkturę. W 2013 roku oba banki, według niezaudytowanych wyników, wypracowały ok. 350 mln zł zysku brutto. Obecnie mają 35 miliardów aktywów i 3,6 mld zł funduszy własnych.
Dziś OFE mają przekazać do ZUS-u 51,5 proc. zgromadzonych środków
W sobotę weszła w życie ustawa o OFE. Dziś, zgodnie z ustawą, fundusze mają przekazać do ZUS-u 51,5 proc. zgromadzonych środków. Zmniejszenie aktywności OFE na rynku kapitałowym może mieć negatywny wpływ na warszawski parkiet. Z drugiej strony, indeksom giełdowym sprzyjać będzie poprawiająca się koniunktura w gospodarce – ocenia Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych.
– Polska gospodarka wychodzi z okresu spowolnienia, co na pewno wpłynie pozytywnie na notowania giełdowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy. – Negatywnym czynnikiem niewątpliwie jest zmniejszenie aktywności otwartych funduszy emerytalnych na rynku kapitałowym. Pytanie zasadnicze jest takie, czy zamiast aktywnych funduszy emerytalnych, które dostarczały kapitał polskim przedsiębiorstwom, pojawią się inni inwestorzy, krajowi lub międzynarodowi, którzy wypełnią tę lukę kapitałową.
Marginalizacja OFE będzie miała natomiast wpływ nie tyle na obroty, ile na kapitalizację giełdy.
– Wpływ na obroty wynikające z marginalizacji OFE może nie będzie tak duży, ponieważ OFE tradycyjnie były inwestorami długoterminowymi, niezaangażowanymi w codzienne spekulacje giełdowe – tłumaczy prezes Rady Giełdy. – Kolejne pytanie, jak będzie się przedstawiała sytuacja w ciągu najbliższych miesięcy, gdy uczestnicy OFE mają zdecydować, czy dalej będą chcieli przenosić składki do OFE, czy przerzucą wszystkie swoje składki emerytalne do ZUS–u.
W ubiegłym tygodniu minister finansów Mateusz Szczurek wyjaśniał, że pozostawienie limitów inwestycyjnych dla otwartych funduszy emerytalnych pozwoli na uniknięcie zaburzeń na giełdzie z powodu wyprzedaży akcji z portfela OFE. Zgodni z ustawą minimalny poziom inwestycji funduszy w akcje wynosi 75 proc. do końca tego roku, a w kolejnych będzie stopniowo zmniejszany.
Dopiero w sierpniu okaże się, ilu ubezpieczonych zdecydowało się na pozostawienie części swoich składek w OFE i jaki może być ostateczny wpływ zmian w systemie emerytalnym na warszawski parkiet. W ubiegłym tygodniu prezydent skierował ustawę o OFE do Trybunału Konstytucyjnego.
Lotnisko Chopina jednym z najtańszych w regionie

Warszawskie Lotnisko Chopina należy do najtańszych w tej części Europy. Nowa polityka cenowa ma zachęcić do współpracy nowych przewoźników, a już obecnych w Warszawie skłonić do poszerzania siatki połączeń. Wiąże się ona także z obniżeniem przychodów portu o 30-40 mln zł.
– Od 1 stycznia tego roku w naszym porcie została wprowadzona znacząca, bo 50-proc., zniżka dla pasażera tranzytowego, który przesiada się w Warszawie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Biznes Michał Marzec, naczelny dyrektor Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze” i dyrektor Lotniska Chopina w Warszawie. – Liczymy, że to w znaczący sposób wpłynie na opłacalność ruchu tranzytowego.
Rola Warszawy jako regionalnego portu przesiadkowego rośnie. Już teraz pasażerowie w tranzycie stanowią ok. 15 proc. w ogólnym ruchu na Lotnisku Chopina. Michał Marzec szacuje, że wprowadzenie obniżki zmniejszy tegoroczne przychody lotniska o 30-40 mln złotych. Dla Lotniska Chopina rok 2014 może się więc okazać gorszy pod względem finansowym od 2013 r. Tym bardziej że Lotnisko nadal będzie musiało ponosić koszty kontroli bezpieczeństwa pasażerów, którą przejęło w ubiegłym roku.
– Bardzo nam zależy na tym, żeby nasza pozycja w regionie była coraz silniejsza. Przede wszystkim sprowadza się to do wsparcia ruchu tranzytowego, który realizowany jest przez naszego głównego i najważniejszego partnera, jakim są Polskie Linie Lotnicze LOT – podkreśla dyrektor Lotniska Chopina. – Te 30-40 mln zł to są pieniądze, które zostaną w liniach lotniczych realizujących tranzyt na naszym lotnisku i mamy nadzieję, że pomogą im rozwinąć ten ruch.
Kosztowna, ale przyjazna przewoźnikom polityka cenowa portu – np. wprowadzenie zniżek w opłatach lotniskowych do 99 proc. dla linii lotniczych, które decydują się na uruchamianie nowych długodystansowych połączeń – przynosi efekty. W tym roku lotnisko spodziewa się kilkunastu nowych połączeń.
– Dzięki tym zniżkom pojawili się u nas znaczący przewoźnicy, jak Qatar Airways czy Emirates – mówi Michał Marzec. – Cały czas pracujemy nad liniami lotniczymi i w tym roku spodziewamy się uruchomienia od 13 do 15 nowych połączeń. Swoją aktywność na naszym lotnisku zwiększają linie Norwegian i Wizzair. Wizzair zacznie bazować tutaj czwarty samolot, natomiast linia Norwegian ma w tegorocznych planach uruchomienie trzech nowych destynacji z Warszawy – dodaje.
Dyrektor portu podkreśla, że Warszawa jest prawdopodobnie najtańszym lotniskiem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki temu pod względem liczby pasażerów udało się przegonić budapeszteńskie lotnisko Ferihegy, a w pierwszym półroczu ubiegłego roku było ich więcej niż na lotnisku w Pradze.
– Pokazuje to, że stosowane przez nas narzędzia przynoszą określone efekty – zapewnia Marzec.
Jednocześnie podkreśla, że powstające pod Berlinem nowe lotnisko nie stanowi zagrożenia dla rozwoju warszawskiego portu lotniczego.
– To są zupełnie niezależne rynki i trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś chciał wsiadać w samochód i jechać 5 czy 6 godzin tylko po to, żeby odlecieć z Berlina – twierdzi Michał Marzec. – Zresztą nie sądzę, żeby oferta nowego lotniska w znaczący sposób odbiegała od naszej. Poza tym lotnisko w Berlinie ma powielić przepustowość istniejących dwóch lotnisk berlińskich. Jeżeli będzie ono miało jakiś wpływ, to najwyżej na niektóre zachodnie regiony Polski. Nawet to nie jest jednak pewne, gdyż kilkanaście lat temu powstało ogromne lotnisko w Lipsku, co nie miało żadnego wpływu ani na ruch we Wrocławiu, ani w Poznaniu.
Ceny ropy naftowej będą w tym roku spadać. Pomoże to polskiej gospodarce

Ceny ropy naftowej będą w tym roku delikatnie, ale systematycznie spadać – wynika z prognoz DNB Nord i Deloitte. Na cenach gazu ziemnego, podobnie jak w ubiegłym roku, będzie zauważalna korekta, która, zdaniem prezesa DNB Nord, może trwać kilka lat, dopóki Chińczycy nie zaczną wydobywać gazu łupkowego. Globalne trendy na rynku surowców powinny być korzystne dla polskiego przemysłu.
Odkrycia nowych złóż i rozwój technologii wydobycia pozwalają przewidywać spadki cen paliw. Polska gospodarka w umiarkowanym stopniu jest od nich uzależniona, a na konkurencyjność przemysłu wpływają przede wszystkim ceny energii produkowanej w kraju. Dobrą wiadomością są prognozowane dość niskie ceny ropy naftowej.
– Na rynku ropy naftowej prognozujemy, że w tym roku ceny będą lekko, ale konsekwentnie spadać do poziomu 90-95 dolarów za baryłkę. Główną przyczyną tego faktu jest znacząco rosnąca podaż tzw. ropy łupkowej w Stanach Zjednoczonych, która będzie miała globalny wpływ na ceny ropy na całym świecie – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes DNB Nord Polska.
Również prognozy amerykańskiej Energy Information Administration mówią o tym, że w kolejnych trzech latach ceny ropy mają spadać do poziomu 90 dolarów za baryłkę. Eksperci wskazują, że poziomy prognozowane w latach 2017-2025 mogą być o ok. 40 dolarów niższe od tych, które były prognozowane w 2012 roku.
Zdaniem prezesa DNB Nord, podobnie sytuacja wygląda na rynku gazu.
– Ceny gazu drastycznie spadły w ostatnich latach, odczuli to także polscy przedsiębiorcy. W tym roku następuje lekkie odbicie cen – to tendencja widoczna już w ubiegłym roku. W tym spodziewamy się kontynuacji, ale będzie to raczej minimalny wzrost cen. Trend utrzyma się przez kilka lat, do czasu kiedy Chiny zaczną wydobywać własny gaz łupkowy – uważa Tomaszewski.
Prognozowany wzrost wydobycia gazu łupkowego w Chinach ma nastąpić od 2020 roku. Dlatego też, jak podkreśla prezes banku, prognozy do tego roku są bardzo prawdopodobne.
Mimo korzystnych prognoz dla cen surowców, spodziewany jest wzrost cen energii elektrycznej w Polsce. Jak podkreślono w raporcie „Kierunki 2014. Made in Poland” DNB Nord i Deloitte, oficjalne prognozy przygotowane przez ARE zakładają blisko dwukrotny wzrost cen na rynku hurtowym do 2030 roku.
– Po znaczącym spadku w zeszłym roku, nastąpi lekkie odbicie cen. Analizowaliśmy przewidywania Agencji Rynku Energii i nasza prognoza jest bardziej konserwatywna. Uważamy, że ceny nie wzrosną znacząco. Nie ma pewności, czy i jak szybko wzrosną koszty emisji CO2, dodatkowo koszty inwestycji w energetyce nie przełożą się wprost na wzrost cen energii. Dlatego można się spodziewać stabilizacji cen lub ich łagodnego wzrostu – przekonuje Artur Tomaszewski.
Płatności zbliżeniowe wypierają gotówkę w drobnych transakcjach
Ponad połowa terminali w Polsce obsługuje karty zbliżeniowe, a Polacy coraz chętniej korzystają z tej formy płatności. Co druga karta Visa w kraju daje możliwość płatności zbliżeniowej. Co miesiąc Polacy dokonują blisko 20 mln transakcji zbliżeniowych Visa. To najlepszy wynik w Europie.
– Ponad 11 mln kart Visa to karty zbliżeniowe. Ponad 50 proc. wszystkich terminali zainstalowanych w Polsce obsługuje karty zbliżeniowe. W grudniu dokonano nimi ponad 19 mln transakcji – wylicza Jakub Kiwior, dyrektor Visa Europe w Polsce. – To krok milowy do wdrażania rozwiązań opartych o płatności zbliżeniowe dokonywane smartfonami.
Jak wynika z obserwacji Visa, płatności zbliżeniowe coraz mocniej wypierają gotówkę przy zakupach o niskiej wartości.
Zarząd Visa Europe w Polsce jest zadowolony z wyników osiągniętych w ubiegłym roku sprawozdawczym (do września 2013). Liczba płatności kartami Visa wzrosła w ujęciu rocznym o ponad 11 proc. (840 mln transakcji), a wartość zwiększyła się o 5 proc.
– Na płaszczyźnie internetowej liczba transakcji kartami Visa w zeszłym roku urosła o 30 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Bardzo dobrze rozwijają się karty debetowe i płatności zarówno w sklepach tradycyjnych, jak również w nowo otwieranych segmentach takich, jak handel hurtowy, płatności za rachunki czy płatności publiczno-prawne – wymienia Jakub Kiwior.
Możliwość regulowania płatności publiczno-prywatnych użytkownicy kart Visa mają w ok. 80 jednostkach samorządowych, przedszkolach czy urzędach skarbowych.
– W 2014 r. będziemy kontynuować wszystkie nasze działania związane z aktywacją i użytkowaniem kart, rozbudową sieci akceptacji, a także wdrażaniem nowoczesnych produktów płatniczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kiwior.
Pierwszym krokiem jest upowszechnianie nowoczesnego portfela elektronicznego V.me by Visa. Jego głównym celem ma być zwiększenie zaufania klientów do płatności kartą za zakupy w internecie. Dane karty klienta korzystającego z e-portfela są rejestrowane tylko raz i nie trzeba przekazywać ich sklepom internetowym. Na początku roku jako pierwszy wdrożył go w Polsce ING Bank Śląski.
– Program ma być docelowo wdrażany przez kolejne polskie banki i być dostępny dla klientów połowy z nich. Ma być także dostępny w 50 proc. sieci akceptacji płatności zbliżeniowych – mówi Kiwior.
W ubiegłym roku usługę elektronicznego portfela wdrożono w takich krajach, jak: Francja, Hiszpania i Wielka Brytania.
W ostatnich latach Visa Europe stawia na rozwój sieci akceptacji swoich kart. W ramach rozpoczętego w 2010 r. programu „Kartą Visa zapłacisz wszędzie” zainstalowano ponad 150 tys. terminali płatniczych. Inicjatywa, na którą przeznaczono 200 mln zł, miała na celu dofinansowanie agentów rozliczeniowych instalujących terminale – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.
Rynek RTV kurczy się

Rynek RTV w Polsce wchodzi w okres stagnacji. Producenci podkreślają, że wzrosty sprzedaży telewizorów z poprzednich lat, spowodowane np. przejściem na naziemną telewizję cyfrową, w najbliższym czasie się nie powtórzą. Wciąż najpopularniejsze są telewizory ze średniej półki, o przekątnej 40 cali, choć rozmiar wybieranego sprzętu w kolejnych latach ma się zwiększać.
Zgodnie z szacunkami firmy PMR z poprzednich lat, wartość całego detalicznego rynku sprzętu RTV, AGD i IT to około 23 mld złotych. Roczna sprzedaż telewizorów w Polsce wynosi ok. 2,4 mln sztuk. Rosnący rynek telewizorów jeszcze niedawno wiązał się z cyfryzacją telewizji, kiedy wielu konsumentów decydowało się na wymianę odbiorników na nowsze modele. Z drugiej strony mniej więcej pół miliona gospodarstw zadowoliło się dekoderami cyfrowymi podłączonymi do starych telewizorów analogowych.
– Rynek powoli popada w stagnację. Widoczne jeszcze kilka lat temu przyrosty ani w tym, ani przyszłym roku już się nie powtórzą. Zwykle bodźcami wzrostu są zmiany technologiczne, tak jak na przykład zmiana systemu nadawania czy dystrybucji materiału. Ale ten potencjał już się wyczerpał – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Urynowicz, dyrektor marketingu Sharp Polska.
Stabilizacja poziomu sprzedaży nie oznacza, że nie ma zmian w różnych segmentach rynku.
– Najszybciej rośnie rynek telewizorów ze średniej półki, czyli urządzeń o przekątnej około 40 cali. W najbliższych latach dojdzie do delikatnych przesunięć w kierunku wyższych przekątnych. To poniekąd efekt starzenia się społeczeństwa i potrzeb osób w zaawansowanym wieku, które wolą obraz w telewizorach o większej przekątnej – tłumaczy Cezary Urynowicz.
Na polskim rynku obecni są wszyscy liczący się na świecie producenci i wybór dla klienta jest szeroki. Nie wszyscy zamierzają konkurować w najbardziej popularnym segmencie, upatrując swych szans w bardziej zyskownych niszach.
– Staramy się przekonać klientów do kupna telewizorów powyżej 60 cali. Wbrew pozorom nie są przeznaczane do olbrzymich domów czy pokoi – mogą bardzo dobrze zaspokajać nasze potrzeby telewizyjne w średniej wielkości pokojach w bloku – komentuje dyrektor marketingu Sharp Polska.
Rynek sprzętu RTV i AGD stara się jak najczęściej pokazywać nowe rozwiązania i innowacyjne urządzenia prezentowane na światowych targach i wprowadzane do masowej produkcji. Najnowsze oferty producentów to urządzenia o wielkich przekątnych z ekranami w technologii OLED, pod względem cenowym trudno dostępne dla większości Polaków. Walka konkurencyjna zmusza producentów do szukania optymalnych rozwiązań łączących nowe technologie z możliwą do zaakceptowania ceną.
– W tym roku pokażemy produkt dla klientów, którzy jeszcze nie zdecydują się na technologię 4K, ale oczekują czegoś więcej niż zwykłe HD. Będzie to Quattron Pro wykonany w technologii umożliwiającej osiągnięcie trzykrotnie wyższej rozdzielczości na standardowym ekranie HD na standardowej matrycy. Dodatkowo produkt będzie kompatybilny z obrazem 4K – wyjaśnia Cezary Urynowicz.
W planach na najbliższą przyszłość Sharp ma również rozszerzanie oferty produktowej w zakresie elektroniki użytkowej.
– Bardziej idziemy w kierunku również rozszerzenia naszej oferty produktowej, w kierunku produktów z elektroniki użytku domowego, czyli np. lodówki czy pralki. Staramy się poszerzyć ofertę dla klienta końcowego, nie koncentrując się tylko na urządzeniach wizyjnych, jak było to do tej pory – zaznacza dyrektor.
Eksporterzy lepiej oceniają swoją sytuację
Poprawiają się nastroje wśród mikro- i małych firm zajmujących się eksportem. Ze względu na zwiększone przychody i rosnącą rentowność z większym optymizmem patrzą na swoją działalność w kolejnych miesiącach. Wciąż największym problemem dla nich jest ryzyko kursowe i duża konkurencja ze strony zagranicznych firm.
Znaczenie eksportu dla najmniejszych firm rośnie. Co czwarta mała firma prowadzi działalność eksportową. Wśród mikrofirm odsetek ten jest znacznie niższy i wynosi 7 proc. – wynika z raportu Pekao SA.
– W tym zakresie jest więc pole do poprawy. Ale ci, którzy eksportują, wykazują zdecydowanie wyższą rentowność swojej działalności i wyższe przychody. To dobry prognostyk – mówi Grzegorz Piwowar, wiceprezes Pekao SA.
Eksporterzy oceniają swoją sytuację lepiej niż podmioty, które działają tylko na rynku krajowym.
Coraz więcej polskich firm gotowych jest do tego, by skutecznie rywalizować z konkurencją na obcych rynkach, zwłaszcza w Unii Europejskiej. Największymi odbiorcami towarów pochodzących z Polski są wciąż kraje Unii Europejskiej. Spośród naszych firm z sektora mikro– i małych przedsiębiorstw zajmujących się eksportem, aż 56 proc. deklaruje współpracę z partnerami zza zachodniej granicy. Na drugim miejscu są Wielka Brytania i Irlandia – 20 proc., a dalej kraje skandynawskie. Dla mikro– i małych firm istotnym czynnikiem w eksporcie jest odległość do rynków zbytu, stąd duża część eksportu kierowana jest do krajów sąsiednich.
Mikro–, małe i średnie firmy jako największe problemy w prowadzeniu działalności – już po raz kolejny – wskazały koszty pracy oraz wysokość podatków. Te dwa elementy stanowią dla nich poważniejsze wyzwanie niż dostęp do zewnętrznego finansowania.
– Dla eksporterów barierą jest obszar związany z ryzykiem kursowym, co jest naturalnym elementem prowadzenia tego typu działalności, i drugi – dotyczący silnej konkurencji na rynku – wymienia Grzegorz Piwowar w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Ponad połowa ankietowanych przez Pekao SA uważa, że wprowadzenie euro będzie korzystne dla działalności eksportowej firmy.
Raport banku wskazuje również na wzrost o 4 punkty rok do roku ogólnego wskaźnika Koniunktury Mikro– i Małych firm. Dzisiaj wynosi on 94 punkty i jest to najlepszy wynik od czterech lat. Wyraźny wzrost, o 6 punktów, daje się zauważyć w oczekiwaniach na nadchodzący rok. Wzrost wskaźnika w sektorze budownictwa wyniósł ponad 6 punktów i wynosi 95 punktów. Tak samo oceniana jest koniunktura w usługach. O 1 punkt gorzej natomiast w sektorze produkcji, o 3 – w handlu.
Mimo tzw. ustawy śmieciowej Polacy wciąż przetwarzają mało odpadów. Większość trafia na wysypiska
W Polsce wciąż bardzo niewielka część odpadów podlega recyklingowi. Aż 87 proc. odpadów trafia na wysypiska. To ponad dwukrotnie więcej niż wynosi unijna średnia, którą zawyżają przede wszystkim nowe kraje członkowskie. Świadomość ekologiczna i poziom recyklingu powoli jednak rosną, również przez obowiązujące w Polsce unijne wymogi.
– Ponieważ gospodarka się rozwija, konsumpcja wzrasta, to również wzrasta produkcja odpadów. Jest ich coraz więcej, rządy czynią starania na poziomie Unii Europejskiej, żeby je zagospodarowywać w taki sposób, aby jak najmniej z nich trafiało na wysypiska – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Nowakowska, dyrektor sprzedaży i marketingu Stena Recycling.
Każdy Polak rocznie wytwarza średnio 300 kg odpadów. Łącznie produkowanych jest 11 mln ton odpadów komunalnych. Znacznie więcej odpadów pochodzi z przedsiębiorstw – 124 mln ton rocznie. Z tych opadów aż 87 proc. trafia na składowiska. Unijna średnia to zaledwie 40 proc., a w przodujących pod względem recyklingu krajach skandynawskich, np. Szwecji, wskaźnik przetwarzanych odpadów przekracza 95 proc.
Polska musi gonić nie tylko Skandynawów, lecz także na przykład Niemców. Poziom selektywnego odzyskiwania odpadów w Polsce wynosi 4,5 kg na mieszkańca, a za naszą zachodnią granicą jest to 78 kg na mieszkańca. Zwiększenie poziomu recyklingu to unijny wymóg. Do przyszłego roku powinniśmy odzyskiwać 60 proc. odpadów. Stąd niedawne zmiany w polskim prawie.
– Niedawno wprowadzona została ustawa o odpadach komunalnych, to jest też obowiązek, który został przełożony z przepisów unijnych. Mamy już pewne sukcesy, głównie na polu odpadów generowanych przez przedsiębiorstwa; trochę mniejsze, jeżeli chodzi o odpady komunalne, tutaj jesteśmy zupełnie na początku drogi. Musimy się dostosować do wymogów Unii Europejskiej i te odzyski zwiększać – podkreśla Nowakowska.
Dodaje, że każdy rodzaj przedsiębiorstwa musi w inny sposób podchodzić do kwestii utylizacji odpadów. Choć wszystkie mają obowiązek ewidencjonowania i zgłaszania ilości produkowanych odpadów, gospodarka nimi musi być dopasowana do organizacji produkcji.
– Mamy rozwiązania, które są specyficzne dla określonej branży. Na przykład jest to branża odpadów budowlanych, gdzie są bardzo specyficzne warunki, ponieważ gromadzenie odpadów odbywa się na zewnątrz, i są tam bardzo konkretne rodzaje odpadów. Są klienci, którzy wytwarzają produkty spożywcze, tutaj jest inna specyfika, bo mamy do czynienia z odpadami organicznymi – wylicza Nowakowska.
Dodaje, że w sieciach handlowych bardzo ważne jest z kolei regularne odbieranie odpadów, np. pustych opakowań.
Choć Stena Recycling zajmuje się przetwarzaniem odpadów z działalności biznesowej i przemysłowej (przetwarza 700 tys. kg rocznie), to od niedawna oferuje również usługi przeznaczone dla klientów indywidualnych. W 2012 r. w Warszawie powstał pierwszy punkt zbiórki selektywnej Stena Ekostacja. Polacy mogą tam przynieść aż 40 typów odpadów, których przetworzenie jest normalnie problemem.
– Drugim takim obszarem jest stacja demontażu i recyklingu pojazdów, która funkcjonuje w Warszawie oraz w Swarzędzu, gdzie można na przykład wycenić samochód przez nasz system internetowy i gdzie cały proces wyrejestrowania i zakończenia życia samochodu bierzemy na siebie – dodaje Nowakowska.
Stena kieruje się wzorcami z krajów skandynawskich. Kładzie także duży nacisk na edukację. W punktach spółki klienci mogą poszerzyć swoją wiedzę na temat recyklingu. Na terenie Ekostacji istnieje wystawa pokazująca sposoby przetwarzania oraz potencjalne sposoby wykorzystania odpadów po recyklingu. Jak wyjaśnia Nowakowska, np. z 35 plastikowych butelek można zrobić bluzę z polaru.
Olimpiada w Soczi kosztować będzie 60 mld dolarów. Kredyty na jej organizację Rosja będzie spłacać przez wiele lat
Dla organizatorów Igrzysk Olimpijskich w Soczi najważniejszą sprawą jest teraz zapewnienie bezpieczeństwa sportowcom i kibicom. Niestabilna sytuacja w regionie sprawia, że imprezie towarzyszy wzmożone zainteresowanie, ale i ogromne ryzyko. – Te igrzyska mogą być zapamiętane jako jedne z najbardziej nieudanych – uważa ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Zimowa olimpiada rozpoczyna się już w najbliższy piątek. Kredyty zaciągnięte na jej organizację Rosja będzie spłacać przez wiele lat.
– Kolejne zamachy, które dokonują się gdzieś w dalekiej odległości od Soczi sprawiają, że coraz więcej osób zastanawia się nad tym, czy te igrzyska rzeczywiście odbędą się w spokojnej atmosferze i to bardzo źle wpływa na wizerunek Rosji i na samą imprezę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Ćwiek-Karpowicz, kierownik Biura Badań i Analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
To dokładnie odwrotnie niż chcieli Rosjanie i sam Władimir Putin, osobiście bardzo zaangażowany w organizację igrzysk. Na zbudowanie wizerunku silnej Rosji pójdzie nawet 60 mld dolarów – o 20 mld więcej niż Chińczycy przeznaczyli na olimpiadę w Pekinie. Ten wizerunek podziwiać będą często jednak nie przywódcy poszczególnych państw-uczestników, a jedynie ich delegaci. Poza groźbą zamachów wciąż obowiązują deklaracje o bojkocie igrzysk przez wielu polityków ze względu na politykę władz Rosji dotyczącą mniejszości seksualnych i praw człowieka.
– Niewątpliwie dla wielu zachodnich przywódców kwestia przyjazdu bądź nie do Soczi staje się problematyczna. Jak z jednej strony manifestować swoje niezadowolenie wobec polityki Władimira Putina, ale z drugiej strony nie wpłynąć negatywnie na stosunki handlowe, polityczne między krajami – mówi Ćwiek-Karpowicz.
Do Soczi nie wybierają się między innymi: Barack Obama, David Cameron, Francois Hollande czy Joachim Gauck. Nie pojedzie też Bronisław Komorowski ani Donald Tusk, ale obaj podkreślają, że ich decyzje to nie jest bojkotowanie imprezy.
Według eksperta PISM Rosjanom zależy obecnie głównie na tym, żeby olimpiada odbyła się bez większych skandali i bezpiecznie.
– Bardzo niespokojna, niestabilna sytuacja i brak bezpieczeństwa w tym regionie sprawiają, że igrzyskom będzie towarzyszyło wzmożone zainteresowanie, ale też olbrzymie ryzyko, że igrzyska mogą one być zapamiętane jako jedne z najbardziej nieudanych – podkreśla kierownik Biura Badań i Analiz w PISM.
Na pewno nie będą udane pod względem ekonomicznym. 60 mld dolarów zostało wydane na podniesienie rangi regionu, który nie ma szczególnego znaczenia gospodarczego. Soczi to miasto praktycznie odcięte pod względem transportowym – prowadzi tam jeden szlak drogowy i kolejowy. Wszelkie inwestycje, które zostały tam poczynione, nie mają większego przełożenia na region – wyjaśnia Ćwiek-Karpowicz.
– Widać tu negatywne zjawisko: separatystyczny okręg Abchazji, który sąsiaduje z Soczi, bardzo cierpi na tym, że wszelkie inwestycje dokonywane są tam, a Abchazja jest niejako eksploatowana z różnych surowców, osób, a pieniądze trafiają tylko do samego kurortu – mówi ekspert. – Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Rosji przyjdzie jeszcze spłacać kredyty zaciągnięte na zimową imprezę przez wiele lat.
DM BZ WBK zaleca „Kupuj” dla ENEI
W raporcie z 30 stycznia analitycy DM BZ WBK podwyższyli rekomendację dla akcji ENEI z „Trzymaj” do „Kupuj”. Cena docelowa również została podniesiona i ukształtowała się na poziomie 16,5 zł za akcję.
Idzie lepsze w TSL
Według najnowszych danych, 2014. ma być rokiem powrotu koniunktury w branży TSL. Po kilku latach niepewności, eksperci przewidują ożywienie gospodarcze, które może przynieść realne wzrosty na rynku logistycznym. Gdzie szukać oznak poprawy sytuacji? Czego możemy spodziewać się po najbliższych 12 miesiącach?
Pierwsze jaskółki ożywienia
Badania donoszą o rosnącym optymizmie pracodawców. Według Manpower, I kwartał 2014 r. przyniesie znaczący wzrost zatrudnienia, w branży TSL oraz produkcyjnej. Liczba miejsc pracy zwiększy się w tych segmentach odpowiednio o 20 i 14%. Do najbardziej pożądanych specjalistów będą należeć kierownicy centrów dystrybucji oraz przedstawiciele handlowi frachtu morskiego i lotniczego – przewiduje firma doradcza Antal International.
Najbliższą przyszłość w jasnych barwach widzą również analitycy rynku. Według danych Instrumentu Szybkiego Reagowania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, prognozy makroekonomiczne dla polskiego przemysłu są co najmniej korzystne do końca 2014 roku. Wzrost gospodarczy po I kwartale ma przekroczyć 3%, a zagrożenie upadkami firm produkcyjnych nie wzrośnie, nawet jeśli sprawdzą się najczarniejsze z rozpisanych przez ekspertów scenariuszy. Wiarę, że idą lepsze czasy, u swych klientów obserwują również wytwórcy urządzeń i techniki magazynowej – Zauważamy wyraźną poprawę nastrojów – mówi Tomasz Sobczak, Regionalny Dyrektor Handlowy STILL Polska. – Nieprzerwany wzrost sprzedaży naszych rozwiązań w ostatnim czasie dobitnie świadczy, że przedsiębiorcy odmrozili budżety inwestycyjne – dodaje.
Inwestycje. Ale w co?
Poprawa koniunktury i zwiększenie popytu na usługi logistyczne wymuszą inwestycję w tabor i parki maszynowe. Czynnikiem motywującym do zakupów mogą być również zapowiedziane w unijnej perspektywie finansowania dotacje wspierające rozwój gospodarki niskoemisyjnej.
Jeden z priorytetów inwestycyjnych programu Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju – „Promowanie efektywności energetycznej i wykorzystania OZE przez przedsiębiorstwa” – wymienia wśród celów, na które będzie można otrzymać dofinansowanie: zastosowanie w przedsiębiorstwach efektywnych energetycznie rozwiązań oraz zmianę systemu wytwarzania lub wykorzystania paliw i energii dążące do popularyzacji oszczędnych technologii produkcji. – Z wyciąganiem ostatecznych wniosków na temat możliwości wykorzystania unijnych pieniędzy powinniśmy poczekać, aż rozpisane zostaną szczegółowe konkursy – mówi Tomasz Sobczak z firmy STILL Polska. – Na tę chwilę możemy liczyć, że będzie można otrzymać pomoc w razie inwestycji w ekologiczne rozwiązania – pojazdy z silnikami hybrydowymi czy zmniejszające spalanie systemy automatyzacyjne – dodaje.
Nowe drogi świadczenia usług
Pozytywnie na funkcjonowanie branży TSL mogą wpłynąć również przewidziane w ramach innej unijnej Osi Priorytetowej fundusze na rozwój ważnej w skali europejskiej i przyjaznej dla środowiska infrastruktury. Docelowo ma powstać spójna, jednolita sieć transportowa. Realizowane będą projekty dróg o dużej przepustowości pozwalającej na skomunikowanie wszystkich miast wojewódzkich. W ciągach inwestycji obejmujących budowę, przebudowę lub rozbudowę dróg ekspresowych, realizowane będą także obwodnice miast.
Przewidziano również środki na poprawę przepustowości portów lotniczych oraz rozwój transportu śródlądowego i morskiego. Powstawać mają multimodalne punkty przeładunkowe, pozwalające na przyjazny środowisku przewóz towarów drogami wodnymi o wysokich parametrach.
Podsumowując – gospodarka rusza, a unijne programy finansowania przewidują spore nakłady na inwestycje w usprawnienia – zarówno w intralogistyce, jak i w transporcie zewnętrznym. Wszystko wskazuje więc na to, że w najbliższym czasie otoczenie będzie sprzyjać rozwojowi przedsiębiorstw działających w branży TSL.
Rak, czyli jak go oswoić, by wygrać życie
Dla niego nie jest istotne ile ma się lat. Nieistotna jest także płeć. Rozwija się w organizmie po cichu, a atakuje niespodziewanie, przewracając całe życie do góry nogami. Rak. Szacuje się, że co czwarta osoba w Polsce choruje na nowotwór. I choć informacja o raku przytłacza i szokuje – wola życia w każdym chorym jest ogromna, więc podejmują oni często nierówną walkę. Czasem wygrywają, czasem oswajają raka. Są też niestety tacy, którzy mimo woli przegrywają z nim.
Choć wydaje się, że rak to dość nowa choroba, to myli się ten, kto tak sądzi. Nazwa „rak” znana jest już od antycznych czasów. Po raz pierwszy tego sformułowania użył Hipokrates z Kos, jednak współczesne znaczenie tzw. choroby nowotworowej ustalił w 1865 roku niemiecki chirurg Karl Thiersch. Odnosiło się ono przede wszystkim do raka szyjki macicy. Dopiero w 1932 roku amerykański patolog Albert Compton-Broders rozpowszechnił używanie terminu „rak lokalny”, który stosowany jest do dziś.
Pochodzenie nazwy to jednak mało istotna sprawa w porównaniu z tym, ile osób musi zmagać się z nowotworem na co dzień. Niestety – obecnie nie są znane dokładne dane, ale te ostatnie z 2009 roku pokazują, że aż 92 tysiące osób zmarło w wyniku zachorowania na nowotwór. Jak podkreśla prezes Fundacji Rak’n’ Roll – Wygraj życie, Kapsyda Kobro, która na co dzień boryka się z białaczką „[…] Rak to choroba cywilizacyjna, która w dzisiejszych czasach zaczyna dziesiątkować ludzi. Styl życia, środowisko, sposób odżywania wpływa na to, że organizm jest dużo bardziej podatny na choroby, wśród nich na raka.”
Nowotwór wiadomo – jest złośliwy lub nie. Zaskakująca może być jednak informacja, że obejmuje ponad 100 chorób, które dotyczą prawie każdej części ciała. Wyróżniamy: raka – nowotwór, który pochodzi ze skóry, płuc, trzustki i innych narządów. Mięsaka, który powstaje w kościach, mięśniach, tkance tłuszczowej. Jest też chłoniak – nowotwór układu limfatycznego i białaczka – nowotwór krwi. „Rak to nie wyrok tylko choroba przewlekła. […] Największym problemem jest bycie autentycznym. Nie wiemy co zrobić i boimy się, że nie sprostamy oczekiwaniom. Każdy inaczej reaguje na wiadomość o raku. Szok, wyparcie, zaprzeczenie lub unikanie tego tematu. Należy jednak wraz z lekarzem prowadzącym ustalić plan leczenia i spróbować zmierzyć się z tym problemem” – podkreśla Kapsyda Kobro.
Z rakiem borykają się kobiety, ale też mężczyźni, których jak wiadomo – trudno namówić do przeprowadzenia badań, chociażby w kierunku raka prostaty. Stąd też kampania „Gadaj-Badaj”, o dość bezpośrednich hasłach: „Kto nie wypina, tego wina”; „Rozmawiasz z kumplami o dupach? Pogadaj o swojej” czy „Aby żyć, czasem wystarczy się schylić”. Jacek Michalski z Fundacji Rak’n’Roll – Wygraj życie zaznacza „[…] Rak jest chorobą cichą w pierwszej fazie. Człowiek nawet tego specjalnie nie czuje. Gdy pojawiają się objawy, to najczęściej jest już późno na leczenie. To nie jest jeszcze kres drogi, jeszcze można z tego wyjść, ale zdecydowanie jest lepiej to wcześniej wykryć. Im wcześniej, tym lepiej – leczenie jest wtedy znacznie prostsze i bardziej skuteczne.”
Wielu chorych na nowotwór umiera. Jeszcze większej rzeszy osób raka udaje się pokonać. Polacy podejmują leczenie zazwyczaj po 250 dniach od wystąpienia objawów choroby. To zbyt późno. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. I jak zgodnie zaznaczają ci, którzy chorują, z możliwości bezpłatnych badań powinni móc skorzystać wszyscy, a nie tylko osoby po 55 roku życia. Na chorobę nowotworową coraz częściej zapadają bowiem ludzie młodzi. Rak nie oszczędza nawet dzieci.
Badania to jedno, zmiana trybu życia to drugie. Do rozważenia są również szczepienia przeciwko wirusowi HPV, który wywołuje raka szyjki macicy. Co roku pół miliona kobiet zapada na tę chorobę, z czego połowa umiera. Tu przede wszystkim odwagą i świadomością powinni się wykazać rodzice, bo choć ten rodzaj raka występuje u kobiet po 30 roku życia, to aby się przed nim uchronić szczepionkę należy przyjąć w wieku 13 lat, a nawet wcześniej. Jak podkreśla lek. med. Michał Sutkowski, specjalista medycyny rodzinnej i chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Enel-Med „Jest to szczepionka bezpieczna i bardzo skuteczna. […] Rak szyjki macicy jest chorobą, która zbiera bardzo duże żniwo w Polsce. Kobiety najczęściej zgłaszają się do lekarza za późno i bardzo rzadko wykonują badania cytologiczne. To jest podstawa profilaktyki.”
Rak staje się głównym zabójcą ludzi w XXI wieku. Według Światowej Organizacji Zdrowia w ciągu najbliższych 15 lat co trzecia osoba zachoruje, co czwarta umrze w wyniku choroby nowotworowej. Lepiej zatem wziąć sprawy w swoje ręce i regularnie poddawać się badaniom profilaktycznym. Warto porozmawiać z lekarzem rodzinnym, by zlecił specjalistyczne badania. I choć czekając na wyniki nie da się uniknąć stresu i czarnych myśli „co by było, gdyby…”, warto je zrobić. Dla siebie.
Robert Cooper dyrektorem w Kompanii Piwowarskiej
W styczniu 2014 r. do kadry zarządzającej Kompanii Piwowarskiej dołączył Robert Cooper, który objął stanowisko dyrektora ds. zarządzania projektami i transformacją. Nowy dyrektor będzie odpowiedzialny za koordynację kluczowych projektów biznesowych KP.
Robert Cooper został członkiem zespołu zarządzającego pionem komercyjnym KP (ComCo Management Team, w skrócie CCMT). Dyrektor ds. zarządzania projektami i transformacją to nowo utworzone stanowisko w Kompanii Piwowarskiej, co zostało podyktowane coraz większą konkurencją i dynamiczną sytuacją na rynku piwa w Polsce.
Robert Cooper ma szerokie umiejętności zarządcze oraz doświadczenie w zakresie przywództwa merytorycznego, zdobyte w międzynarodowych firmach z sektora FMCG w Europie i Ameryce Łacińskiej. Do Kompanii Piwowarskiej przeszedł z Gruppo Campari, w której był dyrektorem zarządzającym na Karaiby; wcześniej przez 13 lat pracował na wyższych stanowiskach kierowniczych w grupie Diageo plc., m.in. w obszarze łańcucha dostaw, obsługi klienta i strategii. Robert Cooper ukończył Uniwersytet Cambridge, posiada dyplom inżyniera produkcji i dodatkowo tytuł MBA Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii.
Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej
Polskie oddziały globalnych koncernów technologicznych, odpowiedzialne za marketing i komunikację, działają w zupełnie odmienny sposób niż ich odpowiedniki w regionie Europy Środkowo – Wschodniej (CEE). Jest to jeden z wielu wniosków, które zostały zaobserwowane i opisane w raporcie MSLGROUP „Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej”. Dokument opracowano na podstawie ankiet oraz wielogodzinnych rozmów z kluczowymi specjalistami ds. komunikacji największych firm IT.
Badanie „Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej” przeprowadzono w IV kwartale 2013 roku w Polsce, Bułgarii, Rumunii, Estonii, Słowenii oraz na Ukrainie. W projekt zaangażowani byli konsultanci z działów Nowych Technologii, pracujący w lokalnych agencjach należących do MSLGROUP.
Głównym celem raportu była dogłębna analiza wyzwań komunikacyjnych, jakie stoją przed branżą IT w tej części Europy. Szczerość i otwartość PR Managerów z Polski, biorących udział w badaniu, pozwoliła przedstawicielom agencji wyjść poza ramy zwykłej ankiety. Rozmowy często przeradzały się w długie spotkania, podczas których dyskutowano nie tylko o rozwoju branży PR, ale również o kondycji polskiej nauki czy chociażby przyszłości dziennikarstwa.
Raport zwraca uwagę na kilka szczególnie ważnych obszarów:
Dominacja działów marketingu nad działami komunikacji
Wyniki badania dowodzą, że w krajach Europy Środkowo-Wschodniej departamenty komunikacji nie mają istotnego wpływu na strategię przedsiębiorstwa i są niemal całkowicie zależne od decyzji działów marketingu. Polskie działy komunikacji cieszą się większą niezależnością niż ich odpowiedniki w pozostałych krajach biorących udział w ankiecie, jednak zdają sobie sprawę z nieuchronnej konieczności integracji z marketingiem.
Stabilność budżetowa
Działy komunikacji firm technologicznych z Europy Środkowo-Wschodniej są bardziej optymistyczne od polskich w kontekście słabszej kondycji gospodarczej i jej wpływu na Public Relations. Żaden spośród badanych z regionu CEE nie zadeklarował, że sytuacja finansowa jego departamentu pogorszy się w nadchodzącym roku. Co więcej, aż 23% rozmówców z Europy Środkowo – Wschodniej spodziewa się wzrostu środków na działania Public Relations. Z Polski ten odsetek wyniósł niecałe 8%.
Zróżnicowane opinie o współpracy z agencjami PR
Polscy managerowie ds. komunikacji mają wysokie wymagania wobec agencji PR i są względem nich bardzo krytyczni. Agencje bywają postrzegane jako cenny, lecz nie niezbędny partner, któremu często brakuje dyscypliny i samodzielności.
Czym powinna cechować się idealna agencja? Według rozmówców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, powinna ona być nie tylko skuteczna i profesjonalna, ale również przyjazna. Większość PR Managerów z CEE nie wyobraża sobie pracy bez wsparcia specjalistów Public Relations.
Wzrost znaczenia Twittera
Co drugi dział komunikacji firm IT w Polsce sam zarządza Social Mediami. W krajach sąsiednich – zaledwie co dziesiąty. Obowiązek ten przejmuje dział marketingu, HR lub agencja PR. Za najważniejsze medium społecznościowe został uznany Twitter. Na kolejnych miejscach znalazł się Facebook, LinkedIn oraz blogi firmowe. Za granicą popularnością cieszy się portal W Kontakte.
Przyszłość przed Public Affairs
Rozmówcy uważają, iż polski rynek technologiczny dopiero wdraża profesjonalne usługi Public Affairs i w przyszłości odniesie dzięki nim wiele korzyści. Kluczowe dla działania rodzimych firm wydaje się budowanie poprawnych relacji z szeroko rozumianą administracją publiczną oraz wpływ na decyzje podejmowane na szczeblu Unii Europejskiej.
Wyniki badania „Trendy w komunikacji firm technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej” zostały zaprezentowane podczas konferencji zorganizowanej 28 stycznia 2014 roku w Warszawie.
Sytuacja na rynku akcji po pierwszych tygodniach stycznia 2014
O sytuacji na rynku akcji opowiada Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Jak można ocenić pierwsze tygodnie roku na warszawskiej giełdzie?
Porównując obecne trendy z historycznymi, zauważamy inne niż w latach ubiegłych zachowanie indeksu największych versus najmniejszych spółek. Dotąd indeks giełdowych maluchów w styczniu zachowywał się wyraźnie lepiej, w tym roku jest odwrotnie.
Czy jakieś sektory lub spółki szczególnie się wyróżniły?
Nieźle zachowywały się banki, czyli najważniejszy sektor reprezentowany na GPW. Przyczyn zainteresowania walorami banków można upatrywać w przewidywanej na ten rok poprawie ich wyników finansowych. Szczególnie dużą dynamiką zysków ma szansę zaimponować PKO BP. Taki scenariusz dyskontują zresztą sami inwestorzy, chętnie kupując jego akcje.
Akcje banków nie były tanie już w poprzednich miesiącach. Czy nie grozi nam „bańka”, choćby na papierach PKO BP?
Akcje polskich banków nie są tanie, ale do historycznych rekordów jeszcze daleko, więc trudno mówić o „bańce”. Szczególnie w kontekście tak stabilnego i płynnego emitenta, jak PKO BP. W tym kontekście warto tylko zwrócić uwagę, jak kurs jego akcji będzie się zachowywał w momencie, gdy OFE – posiadające duży udział w akcjonariacie spółki – przekażą obligacje do ZUS. Już teraz akcje największego polskiego banku stanowią pomiędzy 4% a 5% portfela niektórych funduszy emerytalnych. Po oddaniu obligacji ich wartość może dojść nawet do 10% całości aktywów. Jak na OFE, to bardzo duży udział w jednej spółce.
A zatem możliwe jest, że OFE będą sprzedawać?
Istnieje takie ryzyko. Bacznie przyglądałbym się także ruchom ze strony Polskich Inwestycji Rozwojowych. Spółka ta otrzymała od Skarbu Państwa akcje trzech polskich gigantów – PKO BP, PGE i PZU. Udziały w jednej z nich najprawdopodobniej będzie musiała sprzedać, by pozyskać kapitał na inwestycje. Na pierwszy plan wysuwają się akcje albo PZU, albo PKO BP, co oznacza, że w najbliższym czasie może się pojawić zwiększona podaż akcji jednej z wymienionych spółek.
Przenieśmy się na chwilę za granicę. Czy niepokoje polityczne na Ukrainie mogą mieć przełożenie na polski rynek?
Raczej nie. Ukraina jest naszym sąsiadem, ale jej związki kapitałowe, gospodarcze i polityczne z Polską są dość słabe. Dlatego wpływu na polskie PKB czy walutę, a docelowo na polski rynek, nie należy oczekiwać. W razie negatywnego rozwoju sytuacji na Ukrainie ucierpieć mogą co najwyżej tamtejsze spółki notowane na GPW, np. Kernel, Astarta czy Agroton.
Na koniec wróćmy jeszcze do Polski. Czy początek roku przyniósł nowe, dodatkowe okoliczności, które wpłynęłyby na postrzeganie perspektyw polskiego rynku akcji przez Union Investment TFI?
Jak dotąd nie pojawiły się żadne przesłanki, które burzyłyby obstawiany przez nas scenariusz rozwoju sytuacji na polskiej giełdzie. Perspektywy rysujące się przed polską gospodarką, a co za tym idzie za polskimi aktywami, są dobre, a na poprawę wskazuje także optymizm przedsiębiorców – część firm po okresie przestoju planuje w tym roku odważniej ruszyć z inwestycjami.
Jak do tych prognoz mają się ostatnie spadki na giełdzie i kolejne ograniczenia skali programu QE3?
Rzeczywiście, w ostatnich dniach indeksy warszawskiego parkietu tracą, podobnie jak większość giełd na świecie. Rynki wprawdzie oczekują dalszego stopniowego wycofywania się Fed z QE3, ale to głównie wysokie poziomy indeksów giełdowych w USA oraz słabsze dane z rynku pracy wywołały korektę. W naszym odczuciu nie powinna być ona głęboka, a obawy inwestorów związane z zakończeniem procesu skupu aktywów są przesadzone.
Abstrahując jednak od krótkoterminowych czynników ryzyka, cały rok ma szansę być umiarkowanie dobry dla warszawskiej giełdy, a przede wszystkim dla wybranych spółek. Kluczem do zwiększenia zysków będzie dobra selekcja, szczególnie spośród mniejszych firm, które mogą skorzystać na ożywieniu gospodarczym.
Sytuacja po pierwszych tygodniach 2014 na rynku obligacji
O sytuacji na rynku obligacji opowiada Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI
Za nami pierwsze tygodnie nowego roku. Jak upłynęły na światowych rynkach obligacji?
Na rynku długu od początku roku obserwujemy duży rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistym zachowaniem rynków. Wszyscy zakładali, że rentowności obligacji na świecie będą szły do góry. Taki scenariusz jednak nie do końca się realizuje – przez znaczną część stycznia obserwowaliśmy spadek rentowności m.in. amerykańskich i niemieckich papierów skarbowych. Początek zeszłego tygodnia przyniósł ruch w przeciwną stronę, ale już w drugiej części tygodnia popyt na obligacje powrócił.
Jak na tym tle wypadła Polska?
Również w Polsce sytuacja prezentowała się nieźle. Sukcesem zakończył się przetarg obligacji skarbowych. Ministerstwo Finansów sprzedało inwestorom papiery o rekordowej wartości ponad 12 mld zł, dzięki czemu sfinansowało ponad 50% potrzeb pożyczkowych na ten rok. Wśród kupujących najprawdopodobniej znaleźli się także inwestorzy zagraniczni, dla których polskie obligacje prezentują się relatywnie dobrze.
Czy przekazanie obligacji przez OFE do ZUS może mieć wpływ na rynek długu?
Obligacje znajdujące się w portfelach OFE będą przenoszone do ZUS po cenie rynkowej nie niższej niż na 3 września 2013 r. To jednak oznacza, że im wyższe okażą się ceny obligacji w dniu przekazania, tym mniej aktywów OFE będą musiały finalnie oddać. W najbliższych dniach możemy więc obserwować podwyższoną zmienność na rynku.
Pojawiają się głosy, że z uwagi na wzrost gospodarczy Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe szybciej, niż dotąd planowała.
Rzeczywiście, większość członków Rady Polityki Pieniężnej mówi ostatnio dość zdecydowanie, że już w tym roku należałoby podnieść stopy procentowe. Ich zdaniem obecny poziom stóp jest zbyt niski, dlatego nie używają w tym kontekście pojęcia „zacieśnianie polityki pieniężnej”, tylko „powrót do normalności”. Obecnie jest jednak za wcześnie, aby upatrywać w tych wypowiedziach realnych zagrożeń dla polskiego rynku długu, w tym dla wyników funduszy obligacji.
Komentarz Głównego Ekonomisty PZU nt. PKB w 2013 r.
Według wstępnego szacunku GUS, PKB w Polsce wzrósł w 2013 r. o 1,6%. To zaskakująco dobry wynik. Powszechnie spodziewano się wzrostu o 1,5%, a jeszcze kilka miesięcy temu konsens prognoz kształtował się na poziomie 1,3-1,4%.
GUS podał jedynie ogólne szacunki wzrostu PKB za cały rok. Dysponując tą informacją i przyjmując robocze założenie, że nie zmieniono wcześniejszych danych za pierwsze trzy kwartały 2013 r., można pokusić się o przybliżenie dynamiki PKB w ostatnim kwartale 2014 r. To właśnie możliwość oceny tego co działo się ze wzrostem gospodarczym w ostatnich miesiącach minionego roku jest tu najbardziej interesująca.
Przy tych założeniach, dynamika PKB w IV kw. sięgnęła co najmniej 2,8% r/r. Po publikacji grudniowych danych o aktywności gospodarczej wydawało się, że będzie raczej bliska 2,5% r/r. Tak jak można się było spodziewać, stopniowo ożywa popyt krajowy. Zauważalnie wyższe w stosunku do III kw. 2013 r. (i najwyższe od I kw. 2012 r.) było zarówno tempo wzrostu konsumpcji indywidualnej, jak i inwestycji w środki trwałe. Stopniowego ożywienia konsumpcji należało oczekiwać wobec wzrostu realnych dochodów i symptomów poprawy na rynku pracy. Skala przyspieszenia wzrostu konsumpcji w IV kw. mogła jednak pozytywnie zaskoczyć. Ważne, że po kilku słabych kwartałach formuje się tendencja wzrostu inwestycji. Może to świadczyć o przełamywaniu poczucia niepewności w przedsiębiorstwach.
Z tych orientacyjnych szacunków wynika również, że skala pozytywnego wpływu eksportu netto na dynamikę PKB była w IV kw. wyższa niż w III kw. Niezbyt to współgra z danymi NBP o obrotach handlowych z ostatnich miesięcy, gdzie dynamika importu dogania stopniowo tempo wzrostu eksportu.
Podsumujmy zatem. Wzrost PKB w ostatnich miesiącach 2013 r. wyraźnie przyspieszył. Rośnie konsumpcja i – co ważne dla trwałości ożywienia – także inwestycje. Do tego ostatnio publikowane badania koniunktury wskazują na kontynuację przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego w pierwszych miesiącach 2014 r. W tych warunkach możliwe jest osiągnięcie wyższego niż 3% wzrostu PKB w 2014 r.
Konsorcjum PGP, InPostu i Ruchu w lutym zacznie testować elektroniczne potwierdzenie odbioru. Rok przed Pocztą Polską

Konsorcjum Polskiej Grupy Pocztowej, InPostu i Ruchu rusza w lutym z testami elektronicznego potwierdzenia odbioru. Testy rozpoczną się w Białymstoku. Usługa ta będzie szczególnie użyteczna przy realizacji dostaw przesyłek z sądów i prokuratur, które od prawie miesiąca realizuje Polska Grupa Pocztowa razem z InPostem i Ruchem.
– Największy projekt, czyli wprowadzenie elektronicznego potwierdzenia odbioru, w Poczcie Polskiej ma być wdrażany w czerwcu 2015 roku. My już w lutym zaczynamy testy w Białymstoku. To pokazuje jak operatorzy prywatni, mimo trudności związanych z otoczką społeczną i medialną, są w stanie jednak realizować swój plan szybko i skutecznie, mam nadzieję, że również przy współpracy z ministerstwem – podkreśla Rafał Brzoska, prezes zarządu Grupy Integer, do której należy InPost.
Do tej pory konsorcjum firm dostarczyło już łącznie ze zwrotami ponad 3,7 mln przesyłek z sądów i prokuratur (czyli 7,1 mln jednostek wraz z ZPO). Jak zaznacza Brzoska, skala reklamacji przy realizacji tego typu przesyłek wynosi zaledwie ułamek promila. PGP wprowadziło też pewne udogodnienia, udostępniając sporo placówek czynnych w weekendy oraz wieczorami.
– Kluczem jest jak najdłuższa dostępność sieci do odbioru przesyłek awizowanych. W tej chwili sieć udostępniona przez nas w 78 proc. czynna jest w soboty i w 10 proc. w niedziele. Poczta Polska udostępnia tylko 18 proc. placówek w sobotę i 2 proc. w niedzielę. Liczba placówek otwartych do późnych godzin wieczornych czterokrotnie przewyższa liczbę placówek Poczty Polskiej – podkreśla Brzoska.
Kontrowersje budzi fakt, że przesyłki często są dostarczane do kiosków czy nawet sklepów spożywczych. Prezes Grupy Integer zapewnia jednak, że wszyscy pracownicy są odpowiednio szkoleni, a szeroka sieć placówek wpływa na większą ich dostępność.
– Mitem jest, że wyłącznie pracownik Poczty Polskiej ma status urzędnika, który może zajmować się korespondencją. Każdy operator pocztowy zarejestrowany w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej ma status operatora, który może zajmować się obsługą korespondencji, również najbardziej wrażliwej. Pracownicy są szkoleni do tego celu również w punktach agencyjnych Ruchu – zapewnia Brzoska.
Według niego Polacy przekonają się do usług PGP dzięki oferowanym im udogodnieniom. Działa już infolinia dla osób niepełnosprawnych, dzięki której osoby te mogą umówić się na indywidualne doręczenie korespondencji. Duże znaczenie ma również liczba placówek. Dwa tygodnie temu spółka zadecydowała o uruchomieniu kolejnych 2,5 tys. placówek. I chociaż Poczta Polska od ponad roku odmawia odpłatnego udostępnienia własnych placówek operatorom prywatnym, niedługo sieć PGP osiągnie 10 tys. placówek, czyli ponad 2000 punktów więcej niż sieć Poczty. Brzoska zapewnia, że nowe placówki znajdą się tam, skąd obecnie napływa najwięcej sygnałów.
Dodaje, że zmiana dostawcy oznacza też ułatwienia dla sądów i prawników. W sądach wdrażany jest już system informatyczny, który przyspieszy obieg korespondencji oraz ułatwi pracę i przygotowanie przesyłek w kancelariach sądów. Grupa Integer chce również jak najszybciej podjąć rozmowy z okręgowymi izbami radców prawnych i Naczelną Radą Adwokacką o wdrożeniu oprogramowania, które pozwoli śledzić przesyłki. Po jego instalacji pełnomocnicy będą mogli łatwo sprawdzić, czy przesyłka została nadana i kiedy mogą się jej spodziewać. Nie będą konieczne telefony do kancelarii i skomplikowane procedury.
Dwuletni kontrakt na dostarczanie listów z sądów i prokuratur jest warty nawet 500 mln zł. W jego trakcie PGP ma dostarczyć ok. 100 mln przesyłek, czyli ponad 4 mln miesięcznie.
Rekomendacje w sprawie zmian w finansowaniu polskiego sportu

Od dziesięciu miesięcy zespoły eksperckie pracują przy Okrągłym Stole Polskiego Sportu nad planem zmian, które mają poprawić organizację i finansowanie sportu w Polsce. Najważniejsze wnioski i rekomendacje zostaną oficjalnie przekazane premierowi po Igrzyskach Olimpijskich w Soczi.
– W tej chwili poszczególne zespoły formułują najbardziej konkretne wnioski, które zostaną przedstawione na kolejnych obradach okrągłego stołu po Igrzyskach Olimpijskich w Soczi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Krzesiński, sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego. – Jeśli okrągły stół zgodzi się z tymi wnioskami, zostaną one przedstawione wszystkim instytucjom, wszystkim ciałom, od których zależy to, na jakim poziomie i w jakich realiach funkcjonuje polski sport. Mam tu na myśli zarówno rząd, jak i parlament oraz samorządy.
Inicjatywa ma na celu wymianę idei i zbudowanie podstaw długoterminowej strategii poprawy sytuacji w polskim sporcie zawodowym i amatorskim. Pierwsze obrady Okrągłego Stołu Polskiego Sportu odbyły się w marcu 2013 roku. Powołano trzy zespoły eksperckie: ds. finansowania sportu, strategii i legislacji, które przez 10 ostatnich miesięcy pracowały nad szczegółowymi rozwiązaniami prawnymi i organizacyjnymi. Zdaniem Adama Krzesińskiego ich rekomendacje będą stanowić esencję wiedzy, spostrzeżeń i wniosków na temat polskiego sportu.
– Wszyscy będą mogli się zapoznać z głosem wielu środowisk, który będzie przedstawiał oczekiwania polskiego środowiska sportowego, oparte na wiedzy, doświadczeniu i obserwacji również środowisk pozasportowych – biznesu, kultury i świata polityki – podkreśla Adam Krzesiński.
Beata Mońka, prezes Gremi Business Communication, podkreśla, że wspólnym celem uczestników wielkiej debaty o sporcie jest przede wszystkim określenie długofalowej strategii.
– Chodzi o sformułowanie nie tylko strategii rozwoju, lecz także promocji sportu w Polsce. Po drugie konsekwentne wdrożenie tej strategii, biorąc pod uwagę liczbę środowisk, czyli Polski Komitet Olimpijski, środowisko sportowe, środowisko biznesowe, środowisko polityków, jak również media – przekonuje Beata Mońka.
Krzesiński uważa, że inicjatywa Jana Kulczyka, (przewodniczącego Rady Patronów PKOl) może istotnie przełożyć się na poprawę jakości polskiego sportu – nie tylko wyczynowego, czego odzwierciedleniem mogą być sukcesy sportowców, lecz także sportu powszechnego, uprawianego przez dzieci i młodzież.
– Pracy jest bardzo dużo. Ważna jest przede wszystkim konsekwencja w jej wdrażaniu, po to, żebyśmy mogli być dumni z osiągnięć naszych polskich sportowców, na koniec dnia promować Polskę w Polsce i za granicą – podkreśla Mońka.
Na wynajem mieszkań z rządową dopłatą trzeba będzie poczekać. Na razie trwają przygotowania formalne

Fundusz Mieszkań na Wynajem, który powstaje przy Banku Gospodarstwa Krajowego, rozpocznie działalność na przełomie I i II kwartału tego roku. Pojawienie się pierwszych ofert wynajmu zależy od tego, jak szybko znajdą się na rynku odpowiednie inwestycje. Powstały już podmioty w ramach BGK, które będą zajmować się działalnością inwestycyjną oraz zarządzaniem nieruchomościami. Wszystkie działania związane z bieżącą obsługą budynków i najemców przejmą firmy zewnętrzne na zasadach outsourcingu.
– W połowie grudnia powstała spółka BGK Nieruchomości, która będzie zarządzać aktywami funduszy. Powstał też TFI BGK. Złożyliśmy już do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o wydanie zezwolenia na prowadzenie działalności jako towarzystwo funduszy inwestycyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kuszewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Kapitałowych Banku Gospodarstwa Krajowego.
Jak wyjaśnia, ta część inicjatywy Funduszu Mieszkań na Wynajem ma się skoncentrować na działalności inwestycyjnej – wyszukiwać odpowiednie budynki i kupować je po przeanalizowaniu opłacalności inwestycji.
– W tej chwili spółka BGK Nieruchomości przygotowuje się do działalności operacyjnej – mówi Kuszewski. – Wierzymy, że Fundusz Mieszkań na Wynajem powstanie na przełomie pierwszego i drugiego kwartału tego roku. Wydanie zezwolenia przez Komisję Nadzoru Finansowego dla TFI BGK nie jest istotne dla tego procesu, bo zawsze można taki fundusz w formie funduszu inwestycyjnego zamkniętego, aktywów publicznych założyć w innym TFI, a potem tylko w momencie uzyskania zezwolenia przez nasze TFI ten fundusz przekazać.
Wszystkie pozostałe czynności związane z serwisowaniem nieruchomości, obsługą najemców i innymi tego typu działaniami będą zlecane wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym.
– Zapewnimy standard umowy najmu w formule najmu okazjonalnego, balansujący we właściwy sposób obowiązki najemcy i jego korzyści dla oraz zabezpieczający interesy właściciela nieruchomości – podkreśla rozmówca Newserii Biznes i wyjaśnia, że procedura wynajmu nie będzie odbiegała od innych tego typu transakcji na rynku. – Kiedy ktoś znajdzie lokal, który go zainteresuje, będziemy weryfikowali zdolność do płacenia czynszu. Osoba, która będzie posiadała taką zdolność, będzie opłacała kaucję, a potem odbierała klucz.
O terminie, w którym dostępne będą lokale do wynajęcia w ramach funduszu, trudno na razie mówić. Jak wyjaśnia Kuszewski, najpierw trzeba będzie znaleźć odpowiednie budynki, które będą w całości na sprzedaż i będą spełniały wymagania inwestora.
– To niestety nie jest pietruszka i nie rośnie na grządce. Jeżeli uda nam się znaleźć gotowe, całe budynki, które będziemy mogli kupić, to oczywiście rozważymy taką możliwość, przeanalizujemy, wykonamy odpowiednie badanie pod kątem opłacalności tych inwestycji. Jeżeli się okaże, że nie ma takich budynków, to będziemy musieli poczekać, aż one powstaną i będą zgodne z naszymi standardami – zapewnia dyrektor.
PKP Energetyka wyda 1 mld zł na modernizację zasilania kolei

PKP Energetyka wyda łącznie ponad 1 mld zł na modernizację sieci trakcyjnej w ramach projektu modernizacji układów zasilania. Połowę tej kwoty spółka pozyska poprzez obligacje. Do końca 2015 r. ponad 100 obiektów zasilania zostanie zmodernizowanych lub wybudowanych od nowa. W tym roku zakończy się modernizacja 40 stacji, co pozwoli na wprowadzenie szybkich pociągów Pendolino.
– Modernizacja układów zasilania jest nieodłącznym elementem modernizacji linii kolejowej. Jeżeli zamierzamy zwiększyć prędkość, puścić pociągi w mniejszych odstępach czasu, oznacza to pewne wymagania dla układu zasilania – wyjaśnia agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Besztak, dyrektor ds. eksploatacji i rozwoju sieci w PKP Energetyka. – W ramach projektu modernizacji układów zasilania (MUZa) zamierzamy do końca 2015 roku zmodernizować lub zbudować od podstaw ponad 100 obiektów zasilania, czyli podstacji trakcyjnych i kabli.
Program inwestycyjny warty ponad 1 mld zł rozpoczął się już w ubiegłym roku. Do końca 2013 r. zmodernizowano 21 obiektów. W tym roku harmonogram przewiduje modernizację kolejnych 40, a cały program zakończy się do grudnia 2015 r.
Środki na inwestycje w połowie pochodzą z obligacji. W październiku 2013 r. spółka podpisała umowę z ING Bankiem Śląskim oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego na emisję obligacji o wartości 500 mln zł. Reszta środków pochodzi z bieżącej działalności spółki oraz z opłat za przyłączenie, płaconych przez PKP Polskie Linie Kolejowe.
Besztak podkreśla, że przeprowadzone modernizacje umożliwią zwiększenie prędkości pociągów, a także wprowadzenie do eksploatacji Pendolino.
– Po linii kolejowej, jeżeli jest zwiększona prędkość, poruszają się pociągi o większych mocach. Dlatego potrzebna jest większa moc, którą musimy dostarczyć z układów zasilania. Należy zwrócić uwagę, że modernizacja układów zasilania jest robiona nie tylko pod pociągi Pendolino. Robimy ją na kolejnych kilkadziesiąt lat do przodu, bo taki jest mniej więcej czas życia infrastruktury – podkreśla Besztak.
Dzięki inwestycjom moc układów zasilania zwiększy się około dwukrotnie. Powstaną nowe linie zasilające, nowe systemy rozdzielania średniego i wysokiego napięcia, a także systemy rozdzielania prądu stałego 3 kV, który zasila polską trakcję kolejową.
Besztak zapewnia, że ze strony PKP Energetyka nie będzie żadnych opóźnień lub zmian harmonogramu, które mogłyby wpłynąć na planowane na grudzień 2014 r. wprowadzenie do eksploatacji pociągów Pendolino. Już testy szybkich pociągów, w trakcie których osiągnięto rekordową prędkość 293 km/h, pokazały, że zasilanie nie będzie problemem.
– Poza projektem MUZa PKP Energetyka jest operatorem systemu dystrybucyjnego. W związku z tym mamy cały szereg innych wymagań, między innymi związanych z zapewnieniem odpowiedniego zasilania naszym pozostałym odbiorcom, przyłączaniem nowych odbiorców, dbaniem o to, by awaryjność była na stosunkowo niskim poziomie – podkreśla Besztak.
Chorwacja planuje podnieść standard usług turystycznych. Branża ta stanowi już 15 proc. chorwackiego PKB

Ponad 12 mln turystów odwiedziło w ubiegłym roku Chorwację. Turystyka ma ok. 15-procentowy udział w PKB. Dlatego chorwackie władze stawiają na podnoszenie standardu usług, a także chcą ułatwić procedury otrzymywania wizy dla turystów z Rosji czy Turcji.
– W ubiegłym roku Chorwację odwiedziło 12 mln turystów. To prawie trzykrotnie więcej niż liczba mieszkańców tego kraju, która wynosi 4,5 miliona – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Szczęsny, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.
Co roku turystów przybywa – najliczniej odwiedzają ten kraj Niemcy, Słoweńcy i Austriacy. Jest też coraz popularniejsza wśród Polaków – w ubiegłym roku do Chorwacji pojechało prawie 680 tys. turystów z Polski – o 17,5 proc. więcej niż w 2012 roku.
Na wejściu Chorwacji do Unii Europejskiej ucierpieli turyści z Ukrainy, Rosji, Bośni i Hercegowiny oraz Turcji, którzy od 1 lipca 2013 roku potrzebują wizy na wjazd do tego kraju. Tylko w lipcu liczba przyjeżdżających do Dubrownika turystów z Rosji i Turcji spadła o 35 proc. Dlatego rząd zapowiedział ułatwienie i skrócenie procedur wizowych.
Turystyka staje się jedną z najważniejszych dziedzin życia gospodarczego – stanowi ok. 15 proc. chorwackiego PKB. W 2012 r. przychody z turystyki wyniosły 6,83 mld euro, a w okresie pierwszych ośmiu miesięcy 2013 r., według szacunków ministerstwa turystyki, były one o 11 proc. wyższe niż w odpowiednim okresie 2012 r.
– W chorwackiej turystyce zatrudnionych jest około miliona osób, to znaczy, że co czwarty Chorwat znajduje zatrudnienie w turystyce. Dlatego Chorwacja stawia na tę branżę, a Unia z pewnością przyczyni się do tego, bo Chorwaci otrzymają mnóstwo pieniędzy z UE, które będą inwestowane w turystykę. Pieniądze będą trafiały do średnich i małych przedsiębiorstw, takich do 50 mln euro obrotu – mówi Krystyna Szczęsny.
Jej zdaniem, władze chorwackie zauważyły, że aby przyciągnąć turystów, nie wystarczą piękne widoki i sprzyjający klimat, chcą więc podnosić standard usług.
– Rząd chorwacki chciałby, aby ten kraj był destynacją czterogwiazdkową, choć to nie wszystkim się podoba, gdyż część osób obawia się, że nie wszystkich będzie już stać na wakacje w tym kraju. Jednak choć w szczycie sezonu ceny będą z pewnością wysokie, to przed i po sezonie będą spadały, co pozwoli skorzystać z turystyki większej liczbie ludzi – twierdzi Krystyna Szczęsny.
Choć powierzchnia Chorwacji to jedynie 56 tysięcy kilometrów kwadratowych, to w kraju można wyróżnić aż trzy sfery klimatyczne. To sprawia, że kraj ten jest atrakcyjny nie tylko latem, dla spragnionych słońca turystów, lecz także zimą, dla miłośników sportów zimowych, bo w części centralnej często występują obfite opady śniegu.
Nowy tygodnik prawno-ekonomiczny wchodzi na rynek. Również w darmowej wersji online

W poniedziałek ukaże się pierwsze wydanie „Tygodnika Biznes i Prawo”. Będzie to pierwsze czasopismo prawno-ekonomiczne z dominującym bezpłatnym e-wydaniem, ale do kupienia również w wersji tradycyjnej. Taki model biznesowy ma być odpowiedzią na potrzeby czytelników, którzy szukają specjalistycznych treści przede wszystkim w formie elektronicznej.
– Obserwujemy odpływ czytelników od prasy codziennej, szczególnie od prasy specjalistycznej, od tematyki prawnej i biznesowej, której zresztą w prasie biznesowej jest coraz mniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Kutarba, redaktor naczelny „Tygodnika Biznes i Prawo”.
Nakład wersji papierowej ma wynieść 5 tys. egzemplarzy, a w formie elektronicznej ma być dystrybuowany do 550 tys. odbiorców. Twórcy pisma podkreślają, że dominujące ma być e-wydanie.
W ocenie redaktora naczelnego „Tygodnika Biznes i Prawo” menedżerowie, prawnicy oraz inni adresaci czasopisma coraz częściej szukają specjalistycznych treści w internecie. Podobny trend widać na całym świecie. Kutarba zwraca uwagę na „Financial Times” i „The Wall Street Journal”, dwa dzienniki specjalizujące się w tematyce biznesowej, które skutecznie zachęcają czytelników do czytania wydań elektronicznych.
– To jest kierunek, w którym prasa będzie zmierzała. To oczywiście nie oznacza, że papier umrze, ale podstawowym kanałem będzie jednak kanał elektroniczny. Częściej będziemy widzieć osoby, które czytają prasę na tabletach, komórkach, które mają coraz czytelniejsze ekrany, ułatwiające docieranie do treści w takiej formie, jaką zapewniała prasa tradycyjna, papierowa. A coraz rzadziej będziemy widzieli pasjonatów, czytających wydania papierowe – ocenia Kutarba.
Odpowiedzią na ten trend ma być właśnie forma wydawania „Tygodnika Biznes i Prawo”. Tytuł ten będzie uzupełnieniem płatnych, profesjonalnych czasopism wydawnictwa Wiedza i Praktyka.
Kutarba przekonuje, że nowocześni czytelnicy traktują wydania papierowe raczej jako dodatek, dlatego właśnie ta wersja będzie płatna. Bezpłatna wersja elektroniczna ma nie tylko być bonusem dla stałych czytelników, lecz także zachęcić nowych.
Wśród felietonistów tytułu znajdą się m.in.: Wiktor Legowicz, znany dziennikarz ekonomiczny Programu III Polskiego Radia, Jarosław Neneman, były wiceminister finansów, oraz Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.
– Przede wszystkim zależy nam na czytelnikach biznesowych, na profesjonalistach obsługujących biznes, na urzędnikach, czyli na tych wszystkich osobach, które mają największy wpływ na to, jak wygląda w Polsce legislacja, jak działa biznes, jak działa gospodarka, czyli de facto wpływają na to, jak i my funkcjonujemy w społeczeństwie – mówi Kutarba.
Prezes Dow Polska: Branża chemiczna będzie rosła
Przemysł chemiczny zatrudnia ponad 250 tysięcy Polaków. Dzięki poprawiającej się koniunkturze w kraju i na rynkach Europy Zachodniej branża rozwija się dynamicznie i zdaniem jej przedstawicieli tak też będzie w kolejnych latach. Planowane porozumienie USA-UE o wolnym handlu nie powinno tego zahamować.
Negocjacje w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (Transatlantic Trade and Investment Partnership – TTIP) mają zakończyć się w IV kwartale br., a dalsza liberalizacja handlu ma, zdaniem jej zwolenników, przyczynić się do wzrostu PKB i zatrudnienia.
– Już dzisiaj możemy sprowadzać produkty z Ameryki, Azji czy z innych kontynentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Stankiewicz, prezes Dow Polska. – Firmy chemiczne są często firmami globalnymi, które mają swoje jednostki produkcyjne na wielu kontynentach, więc w zasadzie wolny rynek jest już teraz. Moim zdaniem umowa transatlantycka nie będzie miała dla nas jakichś gigantycznych konsekwencji.
Odmienne zdanie w tej sprawie wyraził niedawno Zenon Pokojski, wiceprezes zarządu Zakładów Azotowych „Puławy” SA z Grupy Azoty. Jego zdaniem umowa o wolnym handlu może zagrozić polskiemu i unijnemu przemysłowi chemicznemu z uwagi na spodziewane trudności w ochronie przed dumpingiem. Ponadto, według Pokojskiego, dzięki rewolucji łupkowej w USA Amerykanie mogą sprzedawać gaz znacznie taniej, co dodatkowo ułatwiają bardziej liberalne regulacje ekologiczne, a więc koszty produkcji są niższe niż w Europie.
Plany inwestycyjne
W 2014 r. Dow Chemical, czyli największa spółka chemiczna w USA, planuje skupić się na trzech najważniejszych projektach inwestycyjnych. Przede wszystkim chce kontynuować projekt inwestycyjny Sadara w Arabii Saudyjskiej. Zakłada także budowę potężnego i zintegrowanego kompleksu chemicznego, który będzie składał się z 26 fabryk o mocy produkcyjnej rzędu 3 mln ton rocznie. Produkowane mają być tam specjalistyczne chemikalia i tworzywa sztuczne. Pierwsze produkty mają powstać w drugiej połowie przyszłego roku, a pełna zdolność produkcyjna ma być osiągnięta w połowie 2016 r.
– Projekt ten wymaga miliardów dolarów – mówi prezes Dow Polska. – Kontynuujemy też dużą inwestycję budowy fabryk w Zatoce Meksykańskiej.
Konkurencyjność produkcji w tym regionie ma opierać się na wykorzystaniu amerykańskiego gazu łupkowego. W nowych fabrykach produkowane będą innowacyjne kauczuki i tworzywa.
– Są jeszcze inwestycje w badania i rozwój. Firma od lat czyni gigantyczne nakłady na ten cel. Tylko w 2011 roku było to 1,65 mld dolarów, w 2012 roku – podobna kwota. Co roku inwestujemy też w ulepszanie naszych produktów – zapewnia Robert Stankiewicz.
Dow Chemical opublikował w środę wyniki za IV kw. 2013 roku. Były lepsze od oczekiwań i od wyników z IV kwartału 2012 roku. Zysk na akcję wyniósł 65 centów wobec spodziewanych 43, a przychody osiągnęły 14,4 mld dolarów. Na sesji w dniu publikacji wyników spółka była trzecią najmocniej rosnącą firmą w indeksie S&P500 i zyskała prawie 4 procent.
EY: Pracownicy nie są zagrożeniem dla bezpieczeństwa danych firmowych
Pracownik przestał być największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa informacji w firmie. Dziś większym wyzwaniem dla działów IT w przedsiębiorstwach jest rozwój nowych technologii mobilnych i takie zjawiska, jak big data czy cloud computing. Firmy z roku na rok zwiększają swoje nakłady na ochronę wrażliwych danych.
Technologie mobilne stanowią dziś największe wyzwanie dla bezpieczeństwa informacji w firmach. Wiele przedsiębiorstw nie potrafi skutecznie chronić najbardziej wrażliwych danych.
– Co roku rosną wydatki na bezpieczeństwo. Są one przeznaczane zarówno na utrzymanie, jak i na rozwój innowacji – wyjaśnia Kazimierz Klonecki, partner EY. – Z drugiej strony luka pomiędzy tym, ile chcemy wydać, a tym, ile możemy utracić, cały czas niestety rośnie.
Z przeprowadzonego pod koniec ubiegłego roku badania firmy EY wynika, że do najczęściej wymienianych zagrożeń zalicza się te związane ze stosowaniem urządzeń mobilnych (45 proc. firm), korzystaniem z mediów społecznościowych (32 proc.), cloud computingiem (25 proc.). Na czwartym miejscu są działania niedbałych lub nieświadomych pracowników (24 proc.).
– W poprzednim roku kluczowym zagrożeniem był pracownik, który ma dostęp do informacji i do rozwiązań technicznych, które tę informację chronią – mówi Klonecki. – Teraz badanie pokazuje też, że pracownik jest istotny, ale dużo większym wyzwaniem są stosowane technologie. W tym roku wchodzą takie zjawiska, jak big data, cloud computing, który jest już od pewnego czasu na rynku, jak również inne, o których nawet dzisiaj jeszcze nie myślimy. One wygenerują coraz większe ryzyko, coraz większe problemy związane z ochroną tej informacji.
Świadomość polskich firm co do ryzyka, jakie wiąże się z utratą danych, z roku na rok wzrasta. Rosną też ich nakłady na ochronę informacji, ale to wcale nie oznacza, że jest ona skuteczna.
– Nie sztuką jest chronić całe przedsiębiorstwo, ale wtedy zabezpieczenia będą bardzo drogie, a po stronie zarządów też są jakieś ograniczenia. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby wiedzieć, jaką informację chcemy chronić, co jest dla nas kluczowe, by mechanizmy kontrolne i rozwiązania związane z bezpieczeństwem były dostosowane do tego, co jest w organizacji – twierdzi Klonecki.
Ekspert zauważa, że wiele polskich firm korzysta z rozwiązań na światowym poziomie. To efekt tego, że wiele polskich firm inwestowało w tego rodzaju rozwiązania stosunkowo niedawno.
– Dzisiaj wiele spółek, instytucji finansowych, jak również regulatorów wymaga, żeby bezpieczeństwo było dyskutowane na poziomie zarządów. Oczywiście dalej są firmy małe, których nie stać na zabezpieczenia, albo które uważają, że nie mają informacji, która wymagałaby ochrony. Ale docelowo Polska jako element globalnej sieci musi stosować trendy, które są na świecie – podkreśla ekspert.
Zwraca uwagę na to, że zmienił się również model cyberprzestępczości. Dziś na informacje warte miliony polują dobrze zorganizowane grupy przestępcze, a nie hakerzy-amatorzy.
– Zmieniły się również metody i nakłady, które potencjalni przestępcy mogą wykorzystać do tego, by zagrozić bezpieczeństwu naszych klientów, instytucji, które chcą chronić informacje – wyjaśnia partner EY.
Konkurencyjność przemysłu unijnego i polskiego zagrożona. Obniża ją polityka klimatyczno-energetyczna UE

Zaostrzenie pakietu klimatyczno-energetycznego UE może okazać się zgubne dla polskiej gospodarki – ostrzegają eksperci KIG i apelują do rządu o dokładne obliczenie kosztów związanych z przyjęciem ambitnych celów pakietu. Rygorystyczne wymogi środowiskowe, choć możliwe do spełnienia, mogą znacząco obniżyć konkurencyjność całej UE.
– Realizacja pakietu 3×20 wpłynie negatywnie na konkurencyjność nie tylko polskiego, lecz także unijnego przemysłu, który już od kilku lat znacząco traci na konkurencyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Herbert Leopold Gabryś, były wiceminister przemysłu odpowiedzialny za energetykę i przewodniczący Komitetu ds. polityki klimatyczno-energetycznej przy KIG.
Przyjęty w grudniu 2008 r. pakiet klimatyczno-energetyczny 3×20 zakłada, że do 2020 r. państwa członkowskie zwiększą o 20 proc. efektywność energetyczną, osiągną 20-procentowy udział energii z odnawialnych źródeł i zmniejszą o 20 proc. emisję gazów cieplarnianych. Zdaniem Gabrysia cel ten zostanie prawdopodobnie osiągnięty przez Polskę i inne unijne kraje.
W ubiegłym tygodniu KE przyjęła propozycje zaostrzenia pakietu, m.in. zwiększenia udziału OZE do 27 proc. oraz wprowadzenia nakazu zredukowania emisji dwutlenku węgla o 40 proc. do 2030 r.
– W krajach, gdzie przemysł i elektroenergetyka opierają się na paliwach stałych, jest to wyzwanie na miarę potężnej rewolucji, ogromnie kosztownej dla gospodarki – mówi Herbert Leopold Gabryś. – Przyjęcie pierwotnych wyzwań oznaczałoby utratę od kilkunastu do ponad 20 procent w wielu gałęziach przemysłu w Polsce, takich jak np. przemysł chemiczny, papierowy, hutniczy czy AGD. Stoi za tym zagrożenie utraty kilkunastu tysięcy miejsc pracy.
Zdaniem przewodniczącego Komitetu ds. polityki klimatyczno-energetycznej przy KIG, Polska nie powinna się godzić na nadmiernie rygorystyczne wymagania klimatyczne bez policzenia ich skutków dla gospodarki i społeczeństwa.
– W samej trosce o środowisko jest wiele dobrych przesłanek, ale policzmy zyski i koszty – przekonuje Gabryś. – Boimy się, że w ferworze politycznych emocji nasi politycy zaakceptują propozycje, a potem dostaniemy koszty, wobec których będziemy bezradni. Dlatego przestrzegamy przed taką lekkomyślnością zarówno Brukselę, jak i polskich polityków, również tych startujących do Parlamentu Europejskiego – dodaje.
Prywatne firmy kontra urzędy pracy – sposób na zmniejszenie bezrobocia
Nie urzędy pracy, ale prywatne firmy będą zajmować się aktywizacją osób długotrwale bezrobotnych. To nowe założenia ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Pomysł nie jest nowy, ale polscy rządzący dopiero teraz zaczynają sięgać po pomoc w zwalczaniu bezrobocia, m.in. poprzez kontraktowanie usług. A szkoda – podkreślają urzędnicy pośredniaków i pracodawcy, choć lepiej późno niż wcale.
To, dlaczego osoby bezrobotne nie mogą znaleźć pracy, wynika z różnych przyczyn. I nie chodzi tu tylko o brak odpowiednich kwalifikacji czy doświadczenia. Często kłopot z zatrudnieniem wynika chociażby z uwarunkowań osobowościowych, tj. braku pewności siebie czy problemów zdrowotnych. To pokazuje, że bezrobocie nie jest zjawiskiem jednorodnym i osoby bez zatrudnienia potrzebują indywidualnego podejścia i wsparcia dopasowanego do ich potrzeb.
Nic zatem dziwnego, że w Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Projekt ma zakładać trzy kluczowe elementy. Podstawą będzie profilowanie pomocy dla bezrobotnych, polegające na zdiagnozowaniu sytuacji, dlaczego dana osoba nie może znaleźć zatrudnienia. Jeśli będzie ona wymagać skomplikowanej pomocy, zostanie przekazana pod skrzydła prywatnego podmiotu. Tam, podczas indywidualnej pracy i wsparcia doradcy zawodowego, klient będzie szukał zatrudnienia. Kiedy już je znajdzie, będzie to monitorowane, bo skuteczność trwałego zatrudnienia to najważniejszy cel.
Projekt miałby opierać się na doświadczeniach aktywizacji osób bezrobotnych z innych krajów, podkreśla Mirosław Proppé, szef grupy doradztwa KPMG. „Najwcześniej na kontraktowanie tego typu usług u prywatnych operatorów otworzyła się Australia – ponad 20 lat temu. Od tego czasu rola publicznych służb jest niewielka. One tylko kwalifikują bezrobotnych do różnych grup, w zależności od tego, jakiej potrzebują pomocy.”
Dzięki przekazaniu zadania aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych wyspecjalizowanym podmiotom prywatnym, urzędy pracy będą skupiać się na osobach, którym mogą szybko i efektywnie pomóc. Czyli takim, którym można znaleźć pracę „od ręki”. Czy to się sprawdzi? W Polsce realizowane są projekty wdrażające model pomocy podmiotów prywatnych. Dzieje się tak chociażby na Podkarpaciu, Dolnym Śląsku, Mazowszu i w Małopolsce. Anna Karaszewska, Dyrektor Zarządzająca Ingeus Polska – firmy, która w pilotażowym projekcie przejęła tysiąc osób długotrwale bezrobotnych, m.in. z Powiatowego Urzędu Pracy w Tarnowie, zaznacza „W przeciwieństwie do tego, co dominuje na polskim rynku, nie płaci się nam za usługę – za to, jakie działania podejmuje doradca zawodowy – tylko za zatrudnianie osób bezrobotnych i utrzymanie ich zatrudnienia. 80% ostatecznej kwoty za to co robimy, otrzymujemy w oparciu o efekt.”
A efekty mogą być duże. Dlaczego? Podmioty prywatne mają szerszy wachlarz instrumentów i narzędzi dostępnych w aktywizacji bezrobotnego, podczas gdy publiczne instytucje muszą trzymać się sztywnych ram, narzuconych przez ustawy. W prywatnej firmie na jednego doradcę zawodowego przypada 80 osób, w urzędzie pracy nawet 600. Dyrektorzy pośredniaków liczą, że nowe regulacje prawne szybko wejdą w życie, bo jak twierdzi Stanisław Dydusiak, Dyrektor PUP w Tarnowie, nie każdy w urzędzie czuje się komfortowo. Firmy zajmujące się pośrednictwem pracy będą mogły zagubionym bezrobotnym poświęcić więcej czasu i pomóc im na rynku pracy.
Na wdrożenie nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy liczą też pracodawcy i ich przedstawiciele. „Ona przewiduje szereg różnych rozwiązań, które będą służyły poprawie sytuacji na rynku pracy. Będą służyły też wprowadzeniu różnych mechanizmów, takich jak kontraktowanie usług”- zaznacza Jakub Wojnarowski, Zastępca Dyrektora Generalnego Konfederacji Lewiatan.
Działania, aktywizujące osoby długotrwale bezrobotne przez firmy prywatne, miałyby być finansowane z Funduszu Pracy (5% całej kwoty, jaką co roku otrzymują wojewódzkie urzędy pracy) i pieniędzy pochodzących z Unii Europejskiej. Ile to będzie w przeliczeniu na jedną osobę? Nie wiadomo. Wiadome jest, że 2 miliony Polaków to osoby bezrobotne, z czego połowa długotrwale. Dużą grupę stanowią matki i młodzi ludzie. Ich koszt – biorąc pod uwagę wyłącznie utracone korzyści dla budżetu państwa oraz wydatki na składki zdrowotne – to ponad 10 miliardów złotych rocznie. Jak zaznaczają eksperci – do tego trzeba doliczyć jeszcze wydatki na zasiłki, pomoc społeczną oraz kursy, szkolenia i działania aktywizacyjne. Z bezrobociem niewątpliwie trzeba walczyć. Skuteczną bronią może okazać się nowa ustawa.
Firmy w Europie nie są gotowe na przyjęcie standardu płatniczego SEPA
Przeprowadzone przez Sage badanie dowodzi, że europejskie przedsiębiorstwa nie są gotowe na przyjęcie standardu płatniczego SEPA – szczęśliwie Komisja Europejska przedłuża termin do 1 sierpnia 2014 roku. Połowa z przebadanych firm średniej wielkości nie zna dokładnego terminu przejścia na system SEPA lub nie ma planu dostosowania się do nowego systemu – jednak 74% z nich przewiduje, że już latem będzie obsługiwać płatności w tym standardzie.
Prawie połowa europejskich przedsiębiorców przyznała, że nie zna daty migracji na standard SEPA (Jednolity Obszar Płatności w Euro), będący nowym unijnym schematem zleceń zapłaty i poleceń przelewu. Tak wynika z niezależnego badania, przeprowadzonego przez Sage wśród firm średniej wielkości, na temat stanu przygotowań do przejścia na system płatniczy SEPA.
Przeważająca większość respondentów (82%) twierdziła, że zna termin przejścia na system SEPA. Jednakże, w praktyce prawidłowy termin znała mniej niż połowa (63%) z nich.Blisko jedna czwarta (24%) francuskich i ponad trzy czwarte (76%) polskich przedsiębiorców, którzy twierdzili, że znają termin dostosowania się do standardów płatniczych SEPA, w praktyce nie znało prawidłowego terminu. Zaledwie nieco więcej niż połowa (55%) przedsiębiorców brytyjskich również nie podała tego terminu właściwie.
Wyniki badania ogłoszono po tym, jak Komisja Europejska o sześć miesięcy przedłużyła termin dostosowania systemów płatniczych przedsiębiorcom pracującym nad integracją ze standardem SEPA. Taką decyzję podjęto, gdy okazało się, że wielu z nich nie dotrzyma terminu 1 lutego 2014 roku.Wokół inicjatywy mającej na celu uproszczenie przelewów bankowych w euro między 33 państwami panuje obecnie zamęt, ponieważ nadal nie ma jasności, co do sposobu wdrożenia jej na poziomie poszczególnych krajów.
Christophe Letellier z Sage powiedział:„Zgodnie z oświadczeniami Europejskiego Banku Centralnego oraz Komisji Europejskiej nadal nie ma jasności w tej kwestii.Natomiast nie ma wątpliwości co do tego, że przygotowanie się przez przedsiębiorców na czas jest niezmiernie istotne.Przez ostatnie dwa lata Grupa Sage była w czołówce przygotowujących się do przejścia na SEPA. Zachęcamy i dopingujemy innych przedsiębiorców do finalizowania swoich zadań migracyjnych i prowadzenia prac aż do samego dnia migracji, czyli 1 lutego 2014 roku.”
Wyniki badania pokazały również brak przygotowania przedsiębiorstw do bezwzględnych wymogów legislacyjnych, w tym do zarządzania poleceniami zapłaty i danymi. Prawie połowa (49%) organizacji objętych badaniem obecnie nie dysponuje planem dostosowania się do systemu płatniczego SEPA, pomimo, że w ośmiu z dziesięciu firm (81%) wyznaczono pracownika odpowiedzialnego za zarządzanie migracją. Ponadto, mimo że termin przejścia zbliża się nieuchronnie, tylko jedna na siedem firm (15%) obsługuje płatności w standardzie SEPA.
Prawie trzech na dziesięciu respondentów (29%) twierdzi, że najpoważniejszym efektem braku zgodności ze standardem SEPA będzie wydłużenie procesu płatniczego. Natomiast czterech na dziesięciu przedsiębiorców (41%) uważa, że SEPA będzie miało największy wpływ na regulowanie zobowiązań płatniczych przez wierzycieli. Tyle samo osób jest przekonanych, że SEPA ułatwi im wykonywanie płatności.
Prawne implikacje braku zgodności wzbudzają największe zaniepokojenie na rynku brytyjskim, podczas gdy przedsiębiorcy niemieccy za najistotniejsze uważają kwestie komunikacji z klientami. Hiszpania obawia się przerw w działalności spowodowanych migracją na system SEPA. Bardzo niepokojący jest fakt, że wśród respondentów, którzy nie będą gotowi na obsługiwanie płatności w systemie SEPA w terminie, dwóch na pięciu (40%) jako przyczynę swojego nieprzygotowania na czas podaje brak informacji, podczas gdy blisko jedna czwarta winą za to obarcza zamieszanie legislacyjne.
Metodologia
Firma analityczna Vanson Bourne przeprowadziła wywiady z pracownikami działów finansów w 600 małych i średnich firmach (100-500 pracowników) sektora prywatnego w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Polsce i Belgii. Wywiady przeprowadzono w formie ankiet internetowych i telefonicznych, w których zastosowano surowe procesy przesiewowe.
GUS: W ubiegłym roku polska gospodarka urosła o 1,6%
W ubiegłym roku polska gospodarka urosła o 1,6% – poinformował Główny Urząd Statystyczny. Dzisiejszy odczyt okazał się nieco wyższy od przewidywań analityków, którzy spodziewali się wzrostu o 1,5%.
– Warto zapoznać się z komunikatem GUS, w którym znajdziemy jedno dość interesujące zdanie: „W 2013 r. popyt krajowy zmniejszył się realnie o 0,2 % przy wzroście PKB o 1,6 %. W 2012 r. popyt krajowy zmniejszył się o 0,1 % przy wzroście PKB o 1,9 %.” Oznacza to, że przed spadkiem PKB uchronił nas tylko eksport netto, czyli rosnący eksport i malejący import. Dlatego większość Polaków odczuwało ostatnie dwa lata jako faktyczną recesję, co potwierdzały statystyki rynku pracy: malejące zatrudnienie i rosnąca stopa bezrobocia – przekonuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.
Dla merytorycznej oceny stanu gospodarki znaczenie mają rezultaty kwartalne, na podstawie których od drugiego kwartału 2013 roku mówimy o postępującym ożywieniu gospodarczym. Uśrednione wyniki za cały miniony rok jedynie zaciemniają obraz sytuacji, chociaż nie da się ukryć, że na tle innych państw UE wypadamy bardzo dobrze.
– Wzrost na poziomie 1,6% to umiarkowanie dobra wiadomość, bo jest to wartość najniższa od 2009 roku. Niemniej biorąc pod uwagę odczyty za poprzednie kwartały, końcowy wynik na tym poziomie oznacza, że wzrost PKB w IV kw. 2013 wyniósł ok. 3%. Zobaczymy ile, wyniesie korekta, ale najprawdopodobniej ostateczny wynik nie powinien być gorszy niż 2,5% wzrostu PKB za IV kw. Jest to zgodne z oczekiwaniami analityków. Jeżeli tendencja się utrzyma, to Polacy odczują realną poprawę koniunktury jeszcze w pierwszej połowie 2014 roku. Przy czym poprawa koniunktury dla przeciętnego obywatela oznacza realne zwiększenie wynagrodzeń oraz zmniejszenie stopy bezrobocia – twierdzi Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.
Poprzedni rok był bardzo trudny dla przedsiębiorstw (nie licząc eksporterów). Odnotowaliśmy rekordowo dużą liczbę upadłości, a także znaczny wzrost bezrobocia. Ponadto obfitował on w wiele trudnych decyzji – konieczna nowelizacja budżetu z 50 mld zł deficytu, reforma OFE oraz utrzymanie podniesionych stawek VAT. Dobre dane płynące z gospodarki to sygnał dla rządu, że niebawem będzie mógł trochę poluzować politykę fiskalną. Bez tego nie da się utrzymać wzrostu w dłuższym okresie.
Więcej na ten temat: http://www.bankier.pl/wiadomosc/PKB-w-gore-o-1-6-3050437.html




