ZETO Bydgoszcz dołącza do Asseco

18 lutego 2013 r. została sfinalizowana transakcja zakupu 2 936 sztuk akcji Przedsiębiorstwa Informatyki ZETO Bydgoszcz S.A. przez jednoosobową spółkę Asseco Systems S.A. Wartość nominalna jednej akcji wyniosła 800 zł. Nabyte akcje stanowią 100 proc. kapitału zakładowego ZETO Bydgoszcz i dają prawo do 100 proc. głosów na walnym zgromadzeniu tej spółki.

Spółka ZETO Bydgoszcz jest obecna na polskim rynku od 45 lat. Dostarcza kompleksowe usługi informatyczne dla sektora ubezpieczeń społecznych, administracji publicznej oraz przemysłu. Koncentruje się głównie na usługach outsourcingu IT, tworzeniu i rozwoju własnego oprogramowania, dostawie oraz integracji nowoczesnych technologii informatycznych. Do kluczowych klientów spółki należą między innymi ZUS, KRUS, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Kujawsko-Pomorskie Centrum Zdrowia Publicznego, Pierwszy Urząd Skarbowy w Bydgoszczy oraz Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 2 w Bydgoszczy. Spółka dostarcza również wysokiej jakości zintegrowane rozwiązania klasy ERP dla średnich i małych przedsiębiorstw. W 2011 roku spółka osiągnęła przychody w wysokości 35,5 mln zł i wypracowała 9,4 mln zł zysku. Spółka zatrudnia 127 osób.

Działalność ZETO Bydgoszcz wpisuje się w strategię Grupy Asseco w zakresie budowy ogólnopolskiego podmiotu koncentrującego się na rynkach lokalnych, który świadczy usługi informatyczne związane z przetwarzaniem danych, outsourcingiem oraz kompleksowe usługi w obszarze infrastruktury sprzętowo-sieciowej, systemów bezpieczeństwa, instalacji teletechnicznych i okablowania strukturalnego.

Spółki integracyjne wiodące w poszczególnych regionach kraju zostaną zgrupowane przez holding Asseco Systems S.A.

Warszawa zajęła 10 miejsce w rankingu perspektyw inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Europie

Z opracowania „Emerging Trends in Real Estate Europe 2013” firmy doradczej PwC i Urban Land Institute (ULI) wynika, że stolica Polski wyprzedziła miasta Europy Środkowo-Wschodniej, a także m.in. Wiedeń, Rzym i Madryt.

Na tle dwudziestu siedmiu europejskich miast Warszawa jest nadal atrakcyjna dla inwestorów z branży nieruchomości komercyjnych. Nie jest jednak tak dobrze jak przed rokiem, kiedy to stolica Polski zajmowała trzecią pozycję.

„Spadek pozycji Warszawy jest powodowany tym, że miasta ze stabilnych gospodarczo państw takich jak Monachium, Berlin, Hamburg oraz Londyn poprawiły swoje notowania na tle Warszawy w porównaniu z rokiem ubiegłym. Polska jest nadal ceniona przez światowych inwestorów. Wynika to nie tylko z wielkości oraz płynności rynku, ale również z poczucia dobrego stosunku jakości do ceny. Dodatkowo, wraz z rosnącą siłą polskiej gospodarki (20 gospodarka na świecie) oraz rozwojowi rynku kapitałowego, Warszawa jest biznesowym i finansowym centrum naszego regionu” – mówi Kinga Barchoń, dyrektor w zespole ds. nieruchomości PwC.

W kategorii inwestycji w nowe nieruchomości, Warszawa zajęła 8. miejsce (w poprzednim roku 6.) – najwyższe wśród metropolii Europy Środkowej (Praga zajęła 17. pozycję, a Budapeszt 26.). W rankingu dotyczącym perspektyw dla działalności deweloperskiej Warszawa uplasowała się na 6. miejscu (Praga na 18., a Budapeszt – na 23. pozycji).

„Inwestorzy, tak jak i w poprzednim badaniu spodziewają się wzrostu znaczenia Warszawy dla rynków kapitałowych na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Podstawowymi argumentami są tu rozmiary naszego rynku – Polska jest największym krajem regionu – oraz ma relatywnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego. Polska jest uważana za jeden z najbardziej dojrzałych rynków usług wspólnych w Europie, i 5-y na świecie (Kraków był 11-y a Wrocław 78-y w rankingu destylacji centów usług wspólnych wg “2012 Tholons Top 100 outsourcing destinations”). Atutem jest także postrzeganie naszego kraju jako ważnego centrum logistycznego Europy. Polska, ze względu na swoje centralne położenie, jest głównym punktem dystrybucyjnym łączącym Europę Wschodnią i Zachodnią, cały czas wykorzystujemy też fundusze europejskie na ulepszanie infrastruktury drogowej” – dodaje Kinga Barchoń z firmy doradczej PwC.

Najlepszym rodzajem inwestycji w Warszawie – zdaniem inwestorów – będą w 2013 r. powierzchnie handlowe (8. miejsce w tym segmencie), oraz w drugiej kolejności powierzchnie biurowe (6. miejsce w tym segmencie).

W rankingu perspektyw inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Europie najwyżej ocenione zostały Monachium, Berlin i Londyn. Najgorzej postrzegane są nadal miasta z krajów znajdujących się w centrum kryzysu ekonomicznego z 2008 roku – Ateny, Lizbona, Dublin, Madryt i Barcelona. „Pięć lat od początku kryzysu finansowego inwestorzy nadal bardzo ostrożnie podchodzą do inwestowania kapitału. Skupiają się więc na miastach niskiego ryzyka znajdujących się w państwach o stabilnych gospodarkach” – przekonuje Joe Montgomery, dyrektor naczelny ULI Europe.

Około 80 proc. przedsiębiorców ankietowanych przez twórców raportu jest przekonanych, że kryzys strefy euro otworzył przed ich firmami nowe możliwości. Ten względny optymizm jest studzony powszechnie panującym przekonaniem, że w roku 2013 nie nastąpi istotna ogólna poprawa ani w zakresie gospodarki europejskiej, ani na rynku nieruchomości. Ankietowani wyrażali się z większym pesymizmem na temat perspektyw rynków nieruchomości w miastach niż w którymkolwiek z wcześniejszych badań prowadzonych przez firmę doradczą PwC oraz ULI, a 45 proc. respondentów przewiduje stagnację inwestycyjną do 2017 r.

Jednym z problemów w sektorze jest dostępność finansowania oraz szacowana luka kredytowa w przedziale 350-600 mld funtów spowodowana kontynuacją strukturalnego ograniczania finansowania nieruchomości komercyjnych przez banki. Raport pokazuje, że niemal 43 proc. firm trudniej było w roku 2012 uzyskać finansowanie, natomiast 56 proc. sektora spodziewa się, że w roku 2013 finansowanie będzie mniej dostępne zarówno dla potrzeb refinansowania, jak i nowych inwestycji. Pesymizm ten jest szczególnie odczuwany w Portugalii, Grecji i krajach Beneluksu, chociaż ograniczenie dostępności finansowania jest także spodziewane w Hiszpanii, Włoszech i Turcji. Natomiast w Wielkiej Brytanii ponad 60 proc. firm spodziewa się niezmienionych lub lepszych możliwości finansowania, mimo że pojedyncze banki nadal niechętnie zgadzają się na status jedynego finansującego w przypadku transakcji powyżej 50 mln funtów.

Według raportu „Emering Trends in Real Estate Europe” w 2013 roku rynek nieruchomości w kluczowych miastach powinien skupić się na firmach z sektora telekomunikacji, mediów i technologii (TMT) oraz przedsiębiorstw kreatywnych. Dodatkowo, Europa pozostanie głównym kierunkiem dla turystów z Chin i innych rynków wschodzących, dlatego korzyści mogą przynieść inwestycje w powierzchnie handlowe, hotele oraz rozrywkę dla tych klientów.

Informacje o raporcie

Raport Emerging Trends in Real Estate Europe jest przygotowywany przez firmę doradczą PwC oraz Urban Land Institute regularnie od 2003 roku. Omawia on rynki europejskie pod względem perspektyw inwestycyjnych oraz rozwojowych w obszarze nieruchomości. Tegoroczna publikacja powstała w oparciu o opinie ponad 500 czołowych przedstawicieli branży – inwestorów, deweloperów, finansistów i zarządców nieruchomości

Smartfony, laptopy i tablety kluczem do wzrostu wydajności

W ciągu ostatnich 25 lat produktywność amerykańskiej administracji znacząco spadła, podczas gdy w sektorze prywatnym w tym samym czasie wzrosła aż o ponad 50 proc. Firmy prywatne „produkują” średnio 62,7 dolara na godzinę, a instytucje rządowe jedynie 34,5 dolara. Problem dotyczy również Europy. Aby zniwelować tę różnicę rządy państw powinny w jak najszerszej skali implementować nowoczesne technologie, a przede wszystkim urządzenia mobilne. To najważniejsze wnioski z globalnego raportu „Gov on the Go. Boosting Public-Sector Productivity by Going Mobile” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Policjant sprawdzający w swoim tablecie, czy posiadamy ubezpieczenie OC (w przypadku, gdy zapomnieliśmy zabrać ze sobą dowodu opłacenia polisy)? Ważna decyzja administracyjna, którą odczytujemy w smartfonie, a nie otrzymujemy listem poleconym? Takie udogodnienia brzmią dziś jak mało realne marzenie fana e-administracji. Jednak rewolucja cyfrowa w sektorze publicznym nie jest wcale tak odległą perspektywą.

Według danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) koszty administracji publicznej w badanych 34 krajach wzrosły średnio z 20,9 proc. PKB w 2000 r. do 23,3 proc. w 2009 r. W Wielkiej Brytanii w ciągu dziesięciu lat (1997-2007) produktywność w sektorze publicznym spadała średnio o 0,3 proc. rocznie, podczas gdy w firmach prywatnych rosła o 2,3 proc. W całej Europie pomiędzy 1990 a 2000 rokiem wydajność w biznesie wzrosła trzy razy szybciej niż w sektorze publicznym. „Skąd tak duże różnice? Ostatnie lata to okres dynamicznego rozwoju nowoczesnych technologii, w tym urządzeń mobilnych, takich jak laptopy, smartfony i tablety. Jednak jak dotąd znalazły one zastosowanie przede wszystkim w biznesie. Ograniczone przez biurokrację rządy pozostają w tyle w rozwoju cywilizacyjnym. Aby zniwelować tę lukę administracje rządowe muszą jak najszybciej znaleźć możliwie najszersze zastosowanie dla tych nowoczesnych urządzeń, co pozwoli nie tylko zwiększyć efektywność i produktywność, ale także poprawić jakość usług” – wyjaśnia Dariusz Nachyła, ekspert ds. TMT w Deloitte.

Niektóre państwa dostrzegają już tę potrzebę i pracują nad poprawieniem obecnego stanu rzeczy. Amerykańska strategia „cyfrowego rządu” zakłada m.in. że do maja 2013 r. w każdej agencji rządowej przynajmniej dwie kluczowe usługi będą dostępne na urządzeniach mobilnych. „W Polsce nie mamy jeszcze co prawda „strategii mobilnej” w administracji państwowej, ale niektóre usługi on-line dla obywateli wymagające nieskomplikowanej nawigacji są również dostępne poprzez smartfony. Wiele urzędów w Polsce zdecydowało się na wysyłanie zainteresowanym mieszkańcom komunikatów sms-owych np. o zagrożeniu powodziowym lub przerwach w dostawach wody. Natomiast, z wyjątkiem niektórych służb, stosowanie urządzeń mobilnych w codziennej działalności administracji w celu zwiększenia jej efektywności nie przyjęło się jeszcze, przede wszystkim ze względu na przywiązanie do papieru, pieczątek i podpisów” – dodaje Dariusz Nachyła.

Według ekspertów firmy doradczej Deloitte w nowoczesne urządzenia mobilne, takie jak smartfony, tablety czy laptopy powinny być przede wszystkim wyposażone służby ratownicze, organy ścigania oraz opieka społeczna i zdrowotna, czyli wszystkie te sektory, w których działający w terenie pracownicy są pod nieustającą presją czasu. Jak wynika z wyliczeń Deloitte wyposażenie funkcjonariuszy opieki społecznej w urządzenia mobilne mogłoby spowodować wzrost ich produktywnego czasu pracy aż o 45 proc. Przykłady udowadniają, że inwestycje w mobilny sprzęt szybko się zwracają. Kiedy ponad 2,3 tys. pracowników socjalnych na Florydzie wyposażono w laptopy i smartfony, okazało się, że liczba wizyt domowych u ich podopiecznych wzrosła o 30 proc. przy tej samej liczbie pracowników socjalnych. Podobne rezultaty osiągnięto w Szwecji. Z kolei wyposażenie kalifornijskich strażaków w tablety pozwoliło zaoszczędzić im 300 godzin rocznie na czynnościach administracyjnych. Analogicznie w przypadku policjantów, którzy potrzebują szybkiego dostępu do danych, chociażby podczas zwykłej kontroli drogowej. I tak dzięki mobilnemu dostępowi do policyjnych kartotek funkcjonariusze z Baltimore oszczędzają pół godziny każdego dnia. Szacunki pokazują, że gdyby taką możliwość miał każdy z ponad 630 tys. funkcjonariuszy w USA rocznie przyniosłoby to oszczędność 50 mln godzin, co odpowiada sumie 1,3 mld dolarów.

Mobilne technologie mogą wspomóc także służbę zdrowia. Używana w Wielkiej Brytanii aplikacja pozwala w nagłych przypadkach wybrać pacjentom odpowiednią i najbliższą dla siebie placówkę medyczną, co odciążyło tamtejsze oddziały ratunkowe. Przykładów możliwości zastosowania urządzeń mobilnych można szukać w każdej dziedzinie życia społecznego, jak choćby w komunikacji (np. zarządzanie korkami w czasie rzeczywistym czy szukanie miejsc parkingowych za pośrednictwem smartfona) czy nawet usługach pocztowych (Duńczycy mogą kupić znaczek za pomocą SMS). Bolączką wielu przedsiębiorców jest urzędnicza biurokracja. I tu sytuacja mogłaby się poprawić. Dobrym przykładem są m.in. urzędnicy inspekcji budowlanej w Salt Lake City, którzy wysyłają petentom wyniki kontroli na smartfony.

Szeroka implementacja urządzeń mobilnych w sektorze publicznym to także ogromna oszczędność pośrednich kosztów utrzymania administracji. Jak wynika z analiz Deloitte, 32 proc. urzędników federalnych w USA mogłoby pracować zdalnie. Nawet gdyby pracowali tak tylko przez połowę łącznego czasu pracy to rząd zaoszczędziłby w ten sposób 5,4 mld dolarów. Niestety w tej chwili jedynie 7 proc. urzędników w USA korzysta z możliwości telepracy.

Eksperci Deloitte ostrzegają jednak, że choć sama idea włączenia nowoczesnych technologii w sektorze publicznym jest bardzo pozytywna i potrzebna, to istnieje obawa, że podzieli ona los e-administracji, w której wiele rozwiązań pozostało na etapie rozważań teoretycznych. Dlatego administracje rządowe muszą się dobrze przygotować do rewolucji mobilnej, m.in. poprzez dokładne testowanie odpowiednich rozwiązań. „Przede wszystkim należy sobie wyznaczyć długofalowe cele, które chce się osiągnąć. Niezbędna jest też zmiana mentalności, która pozwoli zrozumieć, że urządzenia mobilne przy odpowiednich zabezpieczeniach nie stwarzają żadnego zagrożenia, i że nie są to tylko gadżety czy dodatki, bez których można się obejść. Mobilność powinna trafić na szczyt priorytetów każdej nowoczesnej administracji publicznej” – podsumowuje Dariusz Nachyła.

Komentarz indeksowy BossaFX 20 lutego 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 20 lutego 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Wartość leasingu w 2012 roku wyniosła 31 mld zł

Szacunkowa łączna wartość całego rynku leasingu w ubiegłym roku w Polsce wyniosła około 31 mld zł, co oznacza niewielki spadek około 0,5 proc. Widać wyraźnie, że dynamika rynku leasingu zmniejsza się, a średnioroczne wzrosty rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu procent, z którymi mieliśmy do czynienia odchodzą do historii. Oceniamy, że w 2013 roku wzrost rynku będzie hamowany przez różne czynniki m.in. ograniczanie inwestycji przez przedsiębiorstwa, spadek tempa wzrostu eksportu z uwagi na recesję w strefie euro, osłabienie popytu wewnętrznego czy wzrost bezrobocia.

Mimo to szacujemy, że w całym 2013 roku suma aktywów oddanych w leasing nie ulegnie istotnej zmianie. Trzeba pamiętać, że aktywny portfel wszystkich przedmiotów leasingu, który wyniósł na koniec czerwca ubiegłego roku 61 mld zł jest porównywalny z saldem kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki w wysokości 80 mld zł. Osobiście stawiam na pozytywny efekt synergii spółek leasingowych należących do banków ze względu na ciągle niewykorzystany potencjał cross sellingu. Posiadanie wiarygodnej relacji klienta z bankiem powinno przełożyć się na łatwiejszy dostęp do usług leasingowych. Wydaje się, że głównym źródłem wzrostu rynku powinien być segment pojazdów ciężarowych i w mniejszym stopniu maszyn rolniczych.

Z punktu widzenia rynku flotowego, miniony rok był dobrym czasem dla rozwoju branży. Pomimo negatywnych sygnałów dotyczących sytuacji gospodarczej na świecie, był to kolejny rok, w którym operatorzy Full Service Leasing pozyskali wiele atrakcyjnych kontraktów. Spodziewamy się też, że w 2013 roku Full Service Leasing będzie głównym sposobem pozyskiwania samochodów przez przedsiębiorstwa w Polsce.

Stagnacja płac i dalsze spadki zatrudnienia

W styczniu płace w sektorze przedsiębiorstw wzrosły zaledwie o 0,4 proc. r/r po 2,4 proc. wzroście zanotowanym w grudniu. – Trzeba podkreślić, że niska dynamika płac to w dużej mierze zasługa efektów bazowych w górnictwie z poprzedniego roku, ale nie tylko. W sytuacji silnej dezinflacji i polityki redukcji kosztów zamrożenie płac jest naturalną strategią rosnącej grupy przedsiębiorstw – ocenia Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Na powyższe dość jednoznacznie wskazują zresztą wyniki monitoringu wśród przedsiębiorstw prowadzonego przez NBP. W pierwszym półroczu 2013 wzrost płac może oscylować w okolicy 1,5-2,0 proc. – dodaje. Jego zdaniem w kolejnych kwartałach coraz większy wpływ na ograniczenie wzrostu płac w Polsce może mieć polityka deflacyjna na … peryferiach strefy euro i ciągły monitoring kosztów przez polskich producentów konkurujących na rynkach UE.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 0,8 proc. r/r (prognoza BRE to -0,6 proc., konsensus rynkowy -0,9 proc.). Jak zwykle w styczniu doszło do zmiany próbki GUS, której kierunek zgodny był z zasadami rządzącymi zmianą tego kierunku w poprzednich latach (duża korelacja z całkowitą zmianą zatrudnienia w ciągu roku). Stąd też w otoczeniu spadków na rynku pracy mamy jednorazowy wzrost o 32 tys. (dla porównania w 2009 roku styczniowy wzrost wyniósł +21,2 tys. a następnie nastąpiła seria dotkliwych spadków). – Skala zmiany była jednak średnio nieco niższa niż we wszystkich poprzednich latach, tzn. zatrudnienie spadło o nieco więcej niż można było się spodziewać, co tylko potwierdza słabość rynku pracy. Nie tylko przedsiębiorstwa nie rosną w dostatecznym tempie, aby zostać objęte badaniem GUS, ale także te już obecne w próbie nie zatrudniają lub nawet zwalniają – wyjaśnia Marcin Mazurek, analityk BRE Banku. – Podtrzymujemy nasze wcześniejsze stwierdzenia, że kolejna faza osłabienia rynku pracy jest bardzo prawdopodobna i powinna być widoczna ponownie w danych lutowych i będzie się przejawiać znacznym spadkiem zatrudnienia w ujęciu miesięcznym – dodaje.

W styczniu fundusz płac realnie obniżył się o 2 proc. w skali roku. – Podtrzymujemy naszą prognozę spadku PKB w ujęciu rocznym w 1 kw. 2013, tym bardziej że potwierdzają się sygnały solidnych spadków inwestycji – rozpoczęte budowy mieszkań obniżyły się w styczniu o 38 proc. r/r. Wobec stagnacji dochodu i rosnącej stopy oszczędności jedynie wiarygodne szacunki co do promowanego ostatnio mechanizmu „polskiego ducha” mogłyby spowodować rewizję naszych prognoz – mówi Ernest Pytlarczyk.

Rynek długu i waluty nie zareagowały na dane. Dane dzisiejsze w teorii powinny zwiększyć szansę na marcową obniżkę stóp, jednak inwestorzy świadomi są skomplikowania procesu decyzyjnego w RPP. – Myślimy, że wizja spadku PKB i spadku inflacji poniżej dolnej granicy celu w połączeniu z nijaką projekcją powinny wystarczyć do obniżki stóp w marcu. Słaba pierwsza połowa 2013 powinna ostatecznie sprowadzić stopę NBP do poziomu 3,25 proc. – podsumowuje Ernest Pytlarczyk.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 lutego 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 lutego 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

30 mln ton miedzi rocznie przez co najmniej 30 lat – kanadyjska firma oszacowała możliwości wydobycia w KGHM

18,6 mln ton miedzi i 1,8 mld uncji srebra – firma Micon International potwierdza szacowane przez KGHM Polska Miedź zasoby surowców w Legnicko-Głogowskim Okręgu Miedziowym. Kanadyjska firma prognozuje, że w najbliższych kilku dekadach pozwoli to utrzymać wydobycie na obecnym poziomie, czyli 29-30 mln ton miedzi rocznie. Jest to jedno z najbogatszych złóż na świecie.

Niezależny raport Micon International potwierdził wielkość i jakość polskich zasobów miedzi i srebra należących do polskiego koncernu. Wynika z niego, że zasoby istniejących kopalń i złoża Głogów Głęboki Przemysłowy pozwolą na utrzymanie obecnego poziomu wydobycia nawet przez następnych 40 lat.

– To jest też potwierdzenie tego, że nasze złoże zalegające pomiędzy Legnicą a Głogowem jest jednym z najbogatszych złóż na świecie. Pierwsze lub drugie, geolodzy tu się spierają – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Kędzia, wiceprezes ds. produkcji w KGHM Polska Miedź.

To stan na koniec grudnia 2011 roku. Te statystyki mogą się jeszcze poprawić, zwłaszcza że spółka pracuje nad nowymi projektami w bezpośrednim sąsiedztwie m.in. Radwanice-Gaworzyce, Bytom Odrzański i Retków, które mogą powiększyć zasoby KGHM o kolejne 987 mln ton rudy miedzi, zawierającej ok. 17 mln ton czystego surowca.

Jak podkreślają przedstawiciele KGHM i Micon International, raport został przeprowadzony zgodnie z kanadyjskimi wytycznymi. Tego typu publikacje nie są wymagane przez polskie prawo. Jednak – jak zaznacza wiceprezes spółki – firma uznała, że jest to potrzebne, biorąc pod uwagę pozycje KGHM w świecie, tj. czwarte co do wielkości zasoby miedzi i dziewiąte miejsce w jej produkcji oraz pozycja lidera w produkcji srebra.

– KGHM jest firmą globalną, a więc musi raportować, pokazywać informacje dla inwestorów zgodnie z normami przyjętymi na świecie, stąd też wybór firmy kanadyjskiej. Na giełdzie w Toronto znajdują się wszystkie globalne firmy górnicze – wyjaśnia Wojciech Kędzia.

Dodaje, że to powinno podnieść wiarygodność spółki dla zagranicznych inwestorów, a to z kolei przełoży się na notowania akcji KGHM.

– Na pewno ten raport będzie się pojawiał co pewien czas, dlatego że sytuacja na rynku jest zmienna. Natomiast inwestorzy cały czas chcą mieć przegląd informacji, czy zainwestowane pieniądze w akcje są dobrą lokatą – dodaje wiceprezes spółki. – Inwestorzy odnajdą w nim nie tylko zasoby geologiczne, ale również ocenę ciągu produkcyjnego, sytuację ekonomiczną w ujęciu 5 lat wcześniejszych i 5 lat jako prognozę na przyszłość – wymienia.

Raport sporządzony przez międzynarodowych doradców w sektorze górniczym wskazuje, że w ostatnich latach działalność koncernu była bardzo zyskowna, głównie dzięki drożejącym surowcom. Zysk operacyjny (z działalności wydobywczej i przeróbczej) w okresie 2007-2011 wynosił średnio 2 mld dolarów rocznie.

– Dla mnie pozytywnym sygnałem na pewno jest dobra ocena produkcji w KGHM Polska Miedź S.A. na terenie Polski. Drugi bardzo dobry sygnał, który płynie dla inwestorów, to fakt, że nawet w przypadku słabego, pesymistycznego scenariusza KGHM będzie generował dodatnie przepływy gotówkowe, a więc będzie generował zysk – wyjaśnia Wojciech Kędzia.

Prognozowany przez Micon gotówkowy zysk operacyjny w tym roku wyniesie nieco ponad 1,9 mld dolarów, a w kolejnych dwóch latach odpowiednio 1,7 mld oraz 1,3 mld dolarów. Działalność KGHM w Polsce pozostanie zyskowna, nawet biorąc pod uwagę prognozowane spadki cen metali i podatek od wydobycia niektórych kopalin. Micon szacuje, że podatek ten wyniesie ok. 30 proc. przyszłych zysków operacyjnych generowanych z działalności wydobywczej i przeróbczej.

PARP: 750 mln zł na tegoroczne dotacje dla firm. Pierwszy konkurs już 4 lutego

750 milionów złotych czeka w tym roku na przedsiębiorców, którzy wystartują w konkursach organizowanych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach działań 8.1 i 8.2 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Uzyskane w ten sposób środki mają być przeznaczone na inwestycje związane z rozwojem procesów informatycznych w firmie, np. budowę platformy wymiany danych czy wdrożenie e-usług.

Kolejny konkurs w ramach działania 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka zostanie ogłoszony 4 lutego. Przyszli beneficjenci wnioski o dofinansowanie będą mogli składać od 18 lutego do 1 marca 2013 r. bezpośrednio w regionalnych instytucjach finansujących. Działanie adresowane jest przede wszystkim do mikro- i małych przedsiębiorstw, czyli zatrudniających do 50 osób.

– Jes to wsparcie tej działalności przedsiębiorców, która będzie dotyczyła bezpośrednio przygotowania i wdrożenia e-usługi, czyli usługi, której świadczenie bezpośrednio związane jest z siecią, z internetem – tłumaczy Radosław Runowski, dyrektor Departamentu Wsparcia e-Gospodarki w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Gra toczy się o duże pieniądze. Do rozdysponowania będzie ok. 300 mln złotych. Przedsiębiorcy, którzy w dniu złożenia wniosku nie przekroczyli 27. roku życia będą mogli się starać maksymalnie o 560 tys. złotych wsparcia. Starsi – o 70 tys. złotych mniej. Środki te mogą pokryć co najwyżej 70 proc. wydatków kwalifikujących się do objęcia wsparciem. Ich kwota nie może natomiast przekroczyć 700 tys. złotych.

Zasady ogłaszanego wkrótce konkursu mają być podobne do tych, jakie obowiązywały wcześniej.

– Jeżeli będą jakiekolwiek zmiany, to na poziomie dokumentacji, mające na celu dostosowanie do bieżących warunków, uelastycznienie tych informacji – zapewnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Radosław Runowski.

Istotne zmiany dotyczyć za to będą zasad ogłaszanego wkrótce konkursu w ramach działania 8.2 PO IG, gdzie do „rozdania” będzie ok. 400 mln złotych na projekty polegające m.in. na elektronicznej wymianie danych pomiędzy firmami. Chodzi tu np. o tworzenie baz danych czy programów, do których dostęp ma szereg współpracujących ze sobą przedsiębiorstw.

– W tej chwili procedowane jest rozporządzenie ministra rozwoju regionalnego w sprawie wdrażania przez PARP działań 8.1 i 8.2, i tam znajdą się te zasadnicze zmiany, które następnie zostaną odzwierciedlone w dokumentacji konkursowej – dodaje dyrektor Departamentu Wsparcia e-Gospodarki PARP.

Można się spodziewać, że w konkursowe szranki stanie wielu przedsiębiorców. Z analiz PARP wynika, że systematycznie rośnie zainteresowanie, zarówno działaniem 8.1 jak i 8.2.

– W ubiegłym roku w działaniu 8.1 przez pierwsze dwie rundy złożono w każdej z rund po około 800 wniosków, natomiast w ostatniej rundzie ponad 1200 wniosków – mówi Radosław Runowski.

W tym roku zostaną ogłoszone trzy rundy aplikacyjne.

Rozpatrzone zostaną wszystkie prawidłowo wypełnione wnioski. O przyznaniu pomocy nie decyduje kolejność, w jakich zostały one złożone, ale suma punktów, które każdy wniosek otrzyma na etapie oceny merytorycznej.

Cloud computing to jeden z najważniejszych trendów w branży IT

Rośnie światowy rynek cloud computingu, czyli mocy obliczeniowej oraz przestrzeni dyskowych do przechowywania danych. Szacuje się, że jego wartość przekracza już dziś kwotę 100 mld dolarów. Zainteresowanie korzystaniem z tej usługi wzrasta z miesiąca na miesiąc. Głównie ze względu na niewielkie koszty dla firm i użytkowników końcowych. Nieporównywalnie mniejsze do tych, które musieliby wydać na budowę własnej infrastruktury informatycznej.

Usługa ta umożliwia przechowywanie danych i aplikacji nie na komputerze użytkownika, a poza lokalną siecią, korzystając z infrastruktury należącej do zewnętrznego dostawcy. W ten sposób użytkownik ma dostęp do danych z dowolnego urządzenia: komputera lub urządzenia mobilnego, który jest podłączony do internetu.

Korzystając z chmury, możemy zbudować na przykład sklep internetowy, bazę danych, system CRM (zarządzania relacjami z klientem) czy inne potrzebne rozwiązania. Klient nie musi kupować licencji na oprogramowanie, instalować czy rozbudowywać własnych serwerów, płaci tylko za to, z czego aktualnie korzysta.

– Szacuje się wielkość rynku cloud computingu na świecie na ponad 100 mld dolarów. Rośnie on w tempie 30-40 proc. i to tempo wcale nie ma ochoty się zmniejszać – mówi Janusz Żebrowski, prezes Grupy K2, właściciela Oktawave, czyli polskiej chmury obliczeniowej.

Ojczyzną tego typu usług, których największym dostawcą jest firma Amazon, są Stany Zjednoczone. W Europie chmurę oferuje tylko kilku usługodawców. Wartość polskiego rynku cloud computingu szacuje się na ok. 200 mln zł.

Zalety chmury to elastyczność, łatwiejszy dostęp do infrastruktury, a przede wszystkim niższe koszty działania, co zaczyna dostrzegać coraz więcej przedsiębiorców. Głównie są to duże firmy, które na tego typu usługach opierają procesy archiwizacji czy testów i wdrożeń nowych rozwiązań. Nie muszą bowiem kupować drogiego sprzętu czy inwestować w zabezpieczenie swoich danych.

Także małe i średnie przedsiębiorstwa oraz startupy zaczynają dostrzegać zalety związane z rozwojem tego typu rozwiązań informatycznych. Jak podkreślają dostawcy, chmura może być również przydatna w instytucjach administracji publicznej i służby zdrowia.

– To się wpisuje w trend niekupowania sprzętu, tylko korzystania z tego, co potrzebujemy dzisiaj, bo jutro potrzeby mogą być całkiem inne, a za miesiąc jeszcze inne – mówi Janusz Żebrowski. – Dzięki korzystaniu z chmury firmy nie wydają niepotrzebnie pieniędzy.

Eksperci szacują, że w kolejnych latach zapotrzebowanie na takie usługi będzie rosło jeszcze szybciej. Według szacunków IDC, liczba danych, które gromadzą firmy, co dwa lata ulega podwojeniu. A to oznacza, że albo muszą rozbudowywać własną infrastrukturę informatyczną, albo zlecą zarządzanie danym firmom zewnętrznym.

Dlatego zarząd Grupy K2 ma nadzieję, że Oktawave powtórzy sukces Audioteki – platformy również należącej do Grupy oferującej dostęp do audiobooków. W 2012 roku jej wartość wzrosła o ponad 100 proc. Ten rok ma być lepszy, co wiązać się będzie z próbą zagranicznej ekspansji. Aplikacja poza Czechami, gdzie jest obecna już dziś, będzie dostępna także w Hiszpanii i Francji.

– W innych krajach nie ma tego rodzaju usług, które byłyby zintegrowane z nowymi telefonami, smartfonami i za tym też idzie kilka drobnych innowacji, związanych z tym, jak ten produkt jest serwowany, jak on dociera do klienta – mówi prezes Grupy K2.

Polska Izba Książki przeciwna planom łamania praw autorskich

Twórcy obawiają się propozycji resortu administracji i cyfryzacji w sprawie udostępniania dzieł kultury. – Jesteśmy stanowczo przeciwko upaństwawianiu tego, co jest objęte ochroną praw autorskich. To burzy porządek prawny i konstytucyjny – podkreśla Piotr Marciszuk, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki. I przestrzega, że wbrew założeniom może to utrudnić dostęp odbiorców do kultury.

Propozycje przedstawione w grudniu ubiegłego roku przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zakładają powszechne udostępnienie za darmo w formie cyfrowej zasobów, które zostały wytworzone za publiczne pieniądze (udział środków budżetowych w finansowaniu wydania przekroczył 50 proc.). Dotyczy to materiałów edukacyjnych oraz zasobów dziedzictwa kulturowego i naukowego. MAC chce również stworzyć ramy prawne, które umożliwią twórcom udostępnianie efektów swojej pracy internautom czy instytucjom publicznym.

Projekt spotkał się z ostra krytyką środowisk twórczych, m.in. Związku Kompozytorów Polskich, Stowarzyszenia Autorów ZAiKS i Polskiej Izby Książki, które wprawdzie popierają szersze udostępnienia tego, co należy do domeny publicznej, ale jednocześnie są przeciwko otwieraniu tego, co objęte jest ochroną praw autorskich.

– Konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z wprowadzenia tej regulacji są niezwykle groźne nie tylko dla rynku książki, ale w ogóle dla całej kultury – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Piotr Marciszuk, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki. – Ona zmienia porządek prawny, a nawet konstytucyjny. Nasze opinie prawne wskazują, że rozwiązania proponowane przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji naruszają pewne artykuły konstytucji.

Ustawa ta, zdaniem twórców, prowadzi do ograniczenia wolności gospodarczej i podważa zaufanie do państwa.

– W momencie, kiedy się wszystko otwiera za darmo, twórcy stracą motywacje do tworzenia nowych dzieł, bo nie będą na nich zarabiać. Ustawa w takim kształcie pozbawi także motywacji do inwestowania przemysł kreatywny – tłumaczy Marciszuk. – Skorzysta na tym jedynie dystrybucja, i to dystrybucja dzieł w sposób elektroniczny.

W opinii Polskiej Izby Książki należy się spodziewać załamania tradycyjnego rynku dystrybucji dzieł. Stracą na tym m.in. firmy wydawnicze.

– Projekt regulacji zawiera punkt, iż poszkodowane mogą być podmioty sektora wydawniczego, wymieniona jest liczba 15 tysięcy – mówi Marciszuk. – Pod tą liczbą kryje się ponad 100 tys. ludzi, którzy pracują na rzecz przedsiębiorstw wydawniczych, bo to są również dystrybutorzy, drukarze, czyli całe szerokie spectrum ludzi, którzy mogą stracić pracę.

Zdaniem Piotra Marciszuka zasoby objęte ochroną praw autorskich mogą być otwierane wyłącznie w sposób kontrolowany, przy poszanowaniu zgody lub braku pozwolenia na udostępnianie ze strony autora.

– Twórca może wyrazić zgodę na określoną kwotę za swoją pracę, ale pod warunkiem, że ta jego zgoda zostanie uwzględniona, nie można go do tego zmusić – mówi przedstawiciel Polskiej Izby Książki.

W rozmowie z Newserią minister Michał Boni zapewniał, że taka jest też intencja jego resortu.

– Trzeba znaleźć rozwiązania, które będą akceptowane przez twórców. Jedni będą chcieli się umawiać, co do większego otwierania swoich dzieł i udostępniania, inni będą chcieli to robić w mniejszej skali. Ale to będzie na pewno prawo wyboru, z pełnym respektowaniem prawa własności podmiotowego, czyli kto jest twórcą, autorem, i przedmiotowego, czyli w sensie materialnym – wyjaśnia Michał Boni.

Na całym świecie, na bieżąco udostępniane są w internecie utwory, należące do domeny publicznej, do których zyskują dostęp wszyscy zainteresowani. Tych dzieł przybywa. Przykładem jest platforma Europeana, na której udostępniane są zasoby europejskich bibliotek narodowych, znajdujące się w domenie publicznej.

– Do tych dzieł, które są chronione prawem autorskim, jest jedynie odesłanie do stron wydawców, twórców i można mieć do nich dostęp płatny – tłumaczy Marciszuk.

Spożycie piwa może przekroczyć 100 litrów na osobę. Polska w europejskiej czołówce

Statystyczny Polak wypija 97 litrów piwa rocznie, a w kolejnych latach spodziewany jest dalszy wzrost konsumpcji. Jednak browary czekają ciężkie miesiące. To efekt coraz ostrożniejszych zakupów konsumentów. Na odbicie w sprzedaży piwa branża może liczyć najwcześniej w IV kwartale.

– W tej chwili nasza branża dochodzi do poziomu prawie 38 mln hektolitrów. To już jest bardzo poważna liczba. Konsumpcja piwa na głowę jest w tej grupie krajów, które przewodzą w Europie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Piotr Jurjewicz, wiceprezes ds. marketingu Kompanii Piwowarskiej.

Dla porównania w 2011 roku było to blisko 36 mln hektolitrów. Jednak w ubiegłym roku rynek piwa rozwijał się tylko do lipca, a w drugiej połowie roku popyt na złoty trunek wyhamował. Ostatni kwartał był już widocznie gorszy od końcówki 2011 roku, bo sprzedaż zmalała o 0,5 proc.

– Dynamika w drugiej połowie roku sięgnęła około -2 proc. To jest dosyć dużo biorąc pod uwagę, że w pierwszej połowie roku branża wzrosła o około 8 proc. – podkreśla wiceprezes Kompanii Piwowarskiej.

Wpływ na tak dobre wyniki w pierwszej połowie roku miała przede wszystkim ciepła wiosna i organizacji Euro 2012. Łącznie w zeszłym roku sprzedano 37,8 mln hektolitrów piwa., czyli około 97 litrów na osobę.

– Myślimy, że sprzedaż może dojść nawet do 100 litrów na osobę w pewnej perspektywie. Takie możliwości zdecydowanie jeszcze istnieją – podkreśla Piotr Jurjewicz.

– Rynek przez trzy kwartały roku będzie raczej dosyć stabilny. Myślimy, że dobrym wynikiem będzie, jeżeli nie pojawi się żaden spadek wolumenu sprzedaży, a jeżeli byłby jakiś drobny wzrost, to już będzie dobry wynik – uważa Piotr Jurjewicz. – Oczekujemy również, że ostatni kwartał roku, a może i nieco wcześniej, to będzie lepszy czas i że wówczas pojawią się już bardziej zauważalne wzrosty konsumpcji.

Teraz branży daje się we znaki przede wszystkim spadek nastrojów konsumenckich i spowolnienie gospodarcze.

– Konsumenci martwią się o swoją przyszłość, widzą, że sąsiad stracił pracę, a informacje w mediach nie są zbyt optymistyczne, zaczynają przygotowywać na gorsze czasy. Piwo to wprawdzie nie jest wydatek jednostkowo istotny, ale ludzie zasadniczo mają mniejszą skłonność do tego, żeby wydawać pieniądze na produkty, które nie są tymi pierwszej potrzeby – wyjaśnia wiceprezes Kompanii Piwowarskiej.

W całym 2012 roku Polacy wydali na piwo 21,4 mld zł, na co wpływ miało także rosnące zainteresowanie piwami regionalnymi i smakowymi. Te pojawiały się w ofercie zarówno małych warzelni (reaktywowany browar w Zwierzyńcu), jak i dużych browarów (Carlsberg wprowadził Somersby, Grupa Żywiec – Warkę Radler, a Kompania Piwowarska – Lecha Shandy).

– Z jednej strony to jest dobre dla branży, bo wzbudza zainteresowanie, oferuje konsumentom szerszy wybór. To, co może się wiązać negatywnego z tym trendem to to, że nakręca głównie konkurencje cenową – podkreśla Jurjewicz.

Piwa niszowe, w tym m. in. niepasteryzowane, pszeniczne czy smakowe skupiają w tej chwili około 7 proc. rynku, choć jeszcze 2-3 lata temu należało do nich 3-4 proc.

Konkurencja obniżyła ceny, teraz mogą wzrastać

Ale choć rosło spożycie piwa i na rynku pojawiały się kolejne nowości, to jego średnia cena spadała. O ile w 2009 roku wynosiła 5,27 zł za litr, to np. w marcu 2012 roku było to już tylko 5,06 zł.

– Wiąże się to z kilkoma czynnikami, w tym między innymi wzrostem segmentu piw tanich. Natomiast mamy do czynienia z sytuacją, kiedy koszty produkcji, surowców, energii wzrastają. Jestem przekonany, że branża będzie zmierzała ku podwyższaniu cen – twierdzi Piotr Jurjewicz.

Ale zdania na rynku – co do wzrostu cen piw – są podzielone. Nie bez znaczenia jest także fakt, że konsumenci coraz częściej szukają swoich ulubionych marek w innych kanałach sprzedaży, w tym np. w dyskontach, czyli tam gdzie ceny są zdecydowanie niższe.

Komisja Europejska chce, żeby przesyłki międzynarodowe były tańsze

Unijni urzędnicy będą walczyć z wysokimi cenami przesyłek pocztowych na terenie Unii Europejskiej. Nad regulacjami dotyczącymi rynku pocztowego pracuje Komisja Europejska, a wkrótce zajmą się nimi parlamentarne komisje. – Paczka, która przekracza granice jest nawet siedem razy droższa, nawet jeśli jest to tylko kilka kilometrów, niż ta, która przebędzie setki kilometrów wewnątrz kraju – zwraca uwagę eurodeputowana Platformy Obywatelskiej, Róża Thun. To z kolei przekłada się na mniejsze tempo rozwoju handlu elektronicznego w Europie.

– Nie mamy wspólnego rynku pocztowego – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Róża Thun. – I choć e-handel rośnie, to on nie rośnie w skali całej UE. Jeżeli chcemy, żeby ta gospodarka naprawdę się rozwinęła, to sprzedający musi mieć do dyspozycji 500 mln obywateli, cały rynek unijny, a kupujący musi mieć wybór produktów z całego rynku.

O potrzebie wypracowania wspólnych, jednolitych zasad, które obowiązywałyby na rynku przesyłek pocztowych w Europie mówi się od dłuższego czasu. Zwracają na to uwagę przede wszystkim konsumenci, korzystający na co dzień z usług operatorów pocztowych. Przykładowo, paczka ze Szczecina do Przemyśla może być 5-7 razy tańsza niż ze Szczecina do niemieckiego miasta oddalonego kilka kilometrów od granicy.

Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem, sytuacja wygląda podobnie w całej Europie. Sposób dostarczenia towaru wciąż stanowi istotną barierę w rozwoju e-handlu. Wielu sprzedawców nie chce realizować transakcji międzynarodowych. Kupujących z kolei odstrasza cena przesyłki, która niejednokrotnie przewyższa koszt zamówionego towaru.

– Dlatego Komisja Europejska przygotowała tzw. Green Paper, czyli Zieloną Księgę z takimi propozycjami, co zrobić, żeby granice, których nie zauważamy, gdy jedziemy autem, nie blokowały nam przesyłek – mówi eurodeputowana PO.

Propozycje Komisji trafią wkrótce do Parlamentu Europejskiego. Europosłowie zamierzają wypracować zasady podobne do tych, jakie panują dziś na rynku telekomunikacyjnym. Do niedawna operatorzy komórkowi dyktowali ceny za międzynarodowe połączenia telefoniczne, które przekraczały możliwości większości mieszkańców Unii Europejskiej. Dzięki regulacjom przyjętym przez Brukselę, które weszły w życie 1 lipca 2012 roku, dziś stawki są niższe o kilkadziesiąt procent.

Róża Thun prognozuje, że na pewno spotka się to z oporem przedstawicieli firm, operujących na rynkach pocztowych poszczególnych państw.

– Już teraz przychodzą do mnie przedstawiciele poczt z poszczególnych krajów i mówią, że tego zrobić się nie da – mówi Róża Thun. – Jestem pewna, że nie tylko się da, ale my, parlamentarzyści, jesteśmy zobowiązani w stosunku do naszych wyborców i obywateli europejskich, żeby stopniowo znosić bariery na jednolitym rynku europejskim.

Ujednolicanie rynku zajmie co najmniej kilka lat, więc – według europosłanki – należy dzisiaj kontynuować proces przełamywania monopolu krajowych operatorów pocztowych oraz wspierać pojawianie się na rynku nowych, prywatnych podmiotów.

– Będziemy coraz bardziej otwierać tę przestrzeń dla przedsiębiorców dynamicznych, pomysłowych, nowych i budować zdrową konkurencję z tymi tradycyjnymi pocztami tak, żeby oni mogli wchodzić na rynek i dobrze obsłużyć klienta czy to przedsiębiorcę, czy konsumenta – zapowiada Róża Thun. – Tradycyjne poczty chyba w każdym kraju miały monopol, oni nie są do tego przygotowani, żeby rzucić się na głęboką wodę i myśleć w zupełnie nowych kategoriach wielkiej przestrzeni europejskiej, dogadania się między sobą, żeby rynek pocztowy, szczególnie jeśli chodzi o wysyłkę paczek, funkcjonował jako jeden wspólny rynek – dodaje.

Zdaniem europosłanki PO sam proces legislacyjny będzie z pewnością długotrwały.

– Chciałabym, żeby do końca tej kadencji PE były już widoczne ślady otwierania się na siebie nawzajem, ale wątpię, żeby przez te półtora roku udało się problem rozwiązać – prognozuje.

Jakubas o unijnym budżecie: dostaliśmy bardzo dużo. To fenomenalny wynik

Zastrzyk pieniędzy z nowego unijnego budżetu pomoże polskiej gospodarce dopiero za dwa lata. W tym czasie, a szczególnie w najbliższych miesiącach, trzeba więc szukać innego motoru napędzającego gospodarkę. Zdaniem Zbigniewa Jakubasa, właściciela grupy kapitałowej Multico, wynik negocjacji unijnego budżetu jest fenomenalny i wpłynie nie tylko na kondycję gospodarki, ale też na interesy jego spółek.

Budżet UE, który w ubiegłym tygodniu uzgodnili szefowie 27 państw, po raz pierwszy w historii jest niższy od poprzedniego. Mimo to fundusze dla Polski są większe o 4 miliardy euro. W sumie z unijnej kasy w ciągu 7 lat nasz kraj otrzyma 105,8 miliardów euro, z czego niemal 73 miliardy w ramach funduszy spójności.

– Powinniśmy się z tego cieszyć i skończyć biadolenie, zwłaszcza wśród polityków opozycji, że można było więcej. Dostaliśmy bardzo dużo. To jest zasługa naszych polityków, którzy po stronie Brukseli negocjowali i minister Bieńkowskiej, która jest nie do przecenienia, jeżeli chodzi o jej zdolności negocjacyjne i jej wpływ na to, co nam się udaje z Unii uzyskać – mówi Agencji Informacyjnej Zbigniew Jakubas, właściciel Grupy Multico.

Zdaniem inwestora, fundusze mimo wszystko można wykorzystać lepiej. Polska administracja nadal uczy się jednak skomplikowanych procedur i tego, jak korzystać z dotacji. Urzędnicy boją się popełnić błąd, a sytuacji nie ułatwia też pełna nieufności atmosfera wokół inwestycji. Jednak, zdaniem Jakubasa, głośne krytykowanie sposobu wykorzystywania unijnych pieniędzy przez samych Polaków jest dużym błędem.

– Nie strzelajmy sobie jako Polska, jako społeczeństwo w kolano, mówiąc, że Polska to jest kraj, gdzie się wszystko rozkrada, kraj korupcji, bo potem podchwytują to inni, np. Anglicy, Irlandczycy. Wykorzystują te informacje, żeby nas ograbić, z czego tylko jest możliwe, dać nam jak najmniej dotacji. Bądźmy sprawiedliwi. Starajmy się robić to lepiej, ale jednocześnie nie dezawuujmy tego, co nam się udało zrobić – podkreśla rozmówca Newserii.

Na unijne pieniądze czekają polskie firmy i giełda

– Moja firma buduje koleje, więc infrastrukturę będziemy budowali dalej. Ponadto dobra infrastruktura pomaga nam w prowadzeniu biznesu. Dziś już transport jest dużo lepszy, wygodniejszy w poruszaniu się po Polsce, bo tych autostrad trochę jest, natomiast należy ten program dokończyć – podkreśla Zbigniew Jakubas.

Zdaniem inwestora obecnie Polska gospodarka jest w trudnej sytuacji, także dlatego, że na środki z nowej unijnej perspektywy budżetowej przyjdzie jeszcze poczekać, a te z poprzednich lat się kończą. To oczekiwanie będzie miało wpływ także na spółki notowane na giełdzie.

– Gdybyśmy zobaczyli ożywienie i trochę entuzjazmu w gospodarce – tylko pytanie, skąd to ożywienie, przecież środków unijnych nie dostaniemy ani w tym, ani w następnym roku – ale gdyby takie ożywienie przyszło, np. w postaci popytu wewnętrznego, to możemy z giełdą w II połowie roku trochę „podjechać”. Ale nie spodziewałabym się niesamowitych wzrostów. Jeśli będzie wzrost, to kilkuprocentowy. Jednak jeśli utrzymamy się z obecnym poziomem przez cały rok, w takiej kołyszącej się koniunkturze, to też nie powinniśmy narzekać – podkreśla Zbigniew Jakubas.

Rekordowo udany kwartał i rok dla Wind Mobile

Spółka Wind Mobile ogłosiła wyniki za czwarty kwartał 2012 osiągając w skali roku ponad 3 miliony złotych zysku netto przy przychodach przekraczających 13 milionów złotych.

Zysk netto osiągnięty w czwartym kwartale wynoszący ponad milion złotych był rekordowy w całej historii spółki i wyższy w stosunku do roku poprzedniego o 102%. Wzrost zysku netto o 32% rok do roku pokazuje, że Wind Mobile jest jedną z najatrakcyjniejszych propozycji inwestycyjnych w segmencie entertainment/IT na GPW.

„Rok 2012 był pełen wyzwań. Pracowaliśmy nad nowymi, pionierskim w skali Europy projektami. Dzięki konsekwentnej strategii i determinacji świetnego zespołu osiągnęliśmy rekordowe wyniki i zrealizowaliśmy strategiczne cele związane z premierami nowych produktów. Czy osiągnięty wynik pokazał cały potencjał Wind Mobile? Uważam, że nie. W roku 2012 zmagaliśmy się z restrukturyzacją jednego z naszych kluczowych klientów, co spowodowało przesunięcie terminu premiery Open Ringback o ponad pół roku. Nasze intensywne inwestycje w kierunku reklamy mobilnej powodują, że w przyszłości wyniki Wind Mobile nie będą zależne od kilku klientów, a kilkudziesięciu lub kilkuset. Ta zmiana w znacznym stopniu pozwoli nam na pełne rozwiniecie skrzydeł. Coraz bardziej krystalizują się również rozmowy dotyczące kontraktów zagranicznych, co napawa mnie optymizmem. Rok 2012 jest już za nami, ale najważniejsza jest przyszłość spółki i jestem zadowolony, że w rok 2013 wchodzimy na pełnych obrotach, wyposażeni w nowe, sprawdzone produkty, które zapewniają nam niedostępny dotychczas potencjał wzrostu przychodów i zysków. To będzie kolejny fantastyczny rok na drodze rozwoju Wind Mobile.” – mówi Igor Bokun, prezes spółki.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 lutego 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 lutego 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

BRE Bank po 2012 r.: 4,1 mln klientów i 1,2 mld zł zysku

Ponad 1,2 mld zł w 2012 roku zarobiła na czysto Grupa BRE Banku. To o 6 proc. więcej niż w poprzednim – również bardzo dobrym – 2011 r. Z kolei liczba klientów obsługiwanych przez mBank i MultiBank przekroczyła 4,1 mln. BRE jest również coraz bardziej efektywną spółką – współczynnik kosztów do dochodów za cały 2012 r. wyniósł 46,4 proc.

– To był najlepszy rok w historii BRE Banku. Po raz pierwszy zarobiliśmy 1,2 mld zł i po raz pierwszy od lat zamierzamy zarekomendować wypłacenie dywidendy – mówi Cezary Stypułkowski, prezes banku. – Pozwala na to bardzo dobra sytuacja kapitałowa BRE. Współczynnik wypłacalności na koniec 2012 r. wyniósł 18,7 proc. Bank już teraz jest przygotowany do wprowadzenia zasad Bazylei III – dodaje.

BRE Bank z kwartału na kwartał poprawia również strukturę finansowania swojej działalności. Wartość kredytów udzielonych we frankach szwajcarskich w ciągu dwóch ostatnich lat zmniejszyła się o 10 proc. Dywersyfikację źródeł finansowania zwiększyła również emisja euroobligacji o wartości 500 mln euro, przeprowadzona w drugiej połowie 2012 r. Wskaźnik kredytów do depozytów obniżył się do 116 proc. ze 125 proc. rok wcześniej.

– Również rok 2013 będzie przełomowy dla naszego banku. W jego pierwszej połowie uruchomimy mBank w nowej odsłonie – projekt będący połączeniem przyjaznej bankowości elektronicznej z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, przydatnymi klientom. W drugiej połowie roku nasza grupa zacznie funkcjonować po wspólną nazwą mBanku – zapowiada Cezary Stypułkowski.

Bankowość korporacyjna

151,4 ml zł brutto zarobił w samym tylko IV kwartale segment klientów korporacyjnych, podczas gdy kwartał wcześniej było to 109,9 mln zł.

– W całym 2013 r. systematycznie zwiększała się liczba obsługiwanych przez BRE Bank firm. Na koniec roku wynosiła ona już niemal 15,1 tys. podmiotów i była o 8 proc. wyższa niż rok wcześniej – mówi Przemysław Gdański, członek zarządu BRE Banku ds. bankowości korporacyjnej. – Wzrost zysków był możliwy nie tylko dzięki zwiększaniu liczby obsługiwanych firm, ale również rozwojowi relacji z już obsługiwanymi przedsiębiorstwami – dodaje. Jako przykład podaje liczbę klientów korzystających z najbardziej zaawansowanych rozwiązań w zakresie konsolidacji środków na rachunkach bankowych, która wzrosła w ciągu ostatniego roku o 13, 6 proc.

W 2012 r. BRE Bank wprowadził również wiele innowacji produktowych dla klientów korporacyjnych. Uruchomiono serwis informacyjny iBRE News, dzięki któremu klienci mogą bez wychodzenia z systemu transakcyjnego, mieć szeroki dostęp do sprofilowanych pod ich potrzeby informacji z rynku. Z kolei w listopadzie wprowadzono szereg usprawnień i nowych rozwiązań w ramach platformy wymiany walut iBRE FX.

Bankowość detaliczna

W IV kwartale 2012 r. pion bankowości detalicznej BRE wypracował blisko 180 mln zł zysku brutto. Ten wynik był niższy o 17 proc. w stosunku do średniego wyniku kwartalnego brutto, co jest efektem intensywnej akcji depozytowej. W całym roku bankowość detaliczna osiągnęła łącznie ponad 860 mln zł zysku brutto.

– W zakresie akcji kredytowej, niższą sprzedaż kredytów hipotecznych zastępujemy ciągle rosnącą sprzedażą kredytów nie-hipotecznych. W 2012 r. udzieliliśmy ich na kwotę niemal 3,3 mld zł, czyli więcej o prawie miliard złotych niż rok wcześniej. Zakładamy utrzymanie sprzedaży w tym segmencie na podobnym poziomie również w roku bieżącym – mówi Cezary Kocik, członek zarządu BRE Banku, odpowiedzialny za bankowość detaliczną.

– W minionym roku wspieraliśmy również akwizycję, dzięki czemu liczba obsługiwanych przez nas klientów detalicznych wzrosła o ponad 200 tys. – informuje Kocik.

W tym roku mBank i MultiBank postawiły na innowacje – z pierwszego w Polsce programu umożliwiającego oszczędzanie podczas wydawania pieniędzy (mSaver i MultiSaver) korzysta już przeszło 190 tys. osób. – Biorąc pod uwagę, że produkt wprowadzaliśmy jako pierwsi na rynku, a świadomość klientów co do tego typu produktów była niewielka, uważam to za duży sukces – mówi Cezary Kocik i dodaje, że rok 2012 r. był też okresem zwiększonej koncentracji na depozytach. – Oferty promocyjne podniosły co prawda nasze koszty odsetkowe, ale przede wszystkim przełożyły się na poprawę struktury finansowania. W czwartym kwartale 2012 r. pozyskaliśmy 4,5 mld zł depozytów, co przełożyło się na wzrost detalicznej bazy depozytowej o prawie 16 proc. – wyjaśnia.

W ostatnim kwartale mBank i MultiBank, jako pierwsze banki w Polsce, zaoferowały we współpracy z Orange i T-Mobile mobilne płatności z wykorzystaniem technologii zbliżeniowej.

Natomiast z wprowadzonych w 2012 r. kart kredytowych, powiązanych z programem Miles&More, korzysta już 13,4 tys. klientów, którzy dzięki przeprowadzonym transakcjom zebrali do tej pory 89 tys. darmowych mil.

Pozytywna dynamika rynku faktoringu w 2013 roku

Polski rynek faktoringu zbliża się już pod względem wielkości do pierwszej dziesiątki w Europie. W roku 2012 faktoring był jednym z najlepiej radzących sobie segmentów rynku finansowego. W tym roku może być wręcz jedynym, który będzie mógł pochwalić się dużym wzrostem. Tańsze finansowanie w połączeniu z zaostrzaną polityką kredytową banków daje spore pole do popisu dla faktorów. W obliczu spowolnienia gospodarczego, faktorzy widzą ryzyko upadłości klientów, dlatego będą ostrożniej wybierać kontrahentów. Wciąż jednak widać istotne czynniki, które będą wspierać pozytywną dynamikę rynku faktoringu.

Wyniki branży faktoringowej na koniec roku 2012 pokazują, że powoli mamy do czynienia już nie z nowym, dynamicznie rosnącym rynkiem, ale z segmentem w miarę ukształtowanym. Według ekspertów BRE Faktoring nasycenie rynku wynosi obecnie ok. 6,5 proc. Daleko nam co prawda do takich krajów jak Włochy, Wielka Brytania czy Hiszpania, ale jest to poziom nasycenia zbliżony do niemieckiego, gdzie na koniec 2011 r. wyniosło ono 6,1 proc.

Zdaniem Dariusza Stecia, Członka Zarządu BRE Faktoring S.A. , w ostatnich latach polski faktoring mocno nadrabiał i intensywnie rósł. – Spodziewam się, że w perspektywie średnioterminowej rynek faktoringu nadal będzie notował spore wzrosty – przewiduje – Jednak przy ustabilizowanej liczbie klientów i wielkości rynku wyniki faktorów będą w coraz większym stopniu zależały od koniunktury – zaznacza.

Od kilku lat branża faktoringowa rosła w tempie ok. 20 proc. r./r. Według szacunków BRE Faktoring, w 2013 r. będzie dalej rosnąć, choć nie będzie to już rząd 20-tu proc., a raczej okolice kilkunastu proc. Wobec wysokiej bazy nadal można będzie mówić o bardzo dobrej dynamice. W 2012 r. liczba klientów korzystających w Polsce z faktoringu wzrosła o 14 proc., przy wzroście obrotów całej branży o 21 proc. – Oczekiwałbym, że w 2013 r. będziemy mieć do czynienia z wyższą dynamiką wzrostu liczby klientów, ale nie przełoży się ona raczej na wzrost obrotów w skali całej branży – dodaje Dariusz Steć.

Wobec spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego klienci firm faktoringowych prawdopodobnie mogą notować niższą sprzedaż, co oznacza mniej faktur lub faktury o mniejszej wartości. Wysoka dynamika faktoringu powinna być jednak zachowana, np. ze względu na obniżki stóp procentowych, co przekłada się na zmniejszenie kosztu kredytów i faktoringu. Według szacunków ekspertów BRE Faktoring, tylko dzięki efektowi obniżonych stóp koszt finansowania w ramach faktoringu może dla klienta spaść w perspektywie pół roku o 30 proc.

W faktoringu firma może liczyć na większe kwoty finansowania, przyznawane szybciej niż mogłoby to mieć miejsce w banku. Dodatkowo silna konkurencja w branży daje klientowi komfort wyboru najlepszej dla niego oferty.

Światowe rynki stabilne, w Polsce słabe dane makroekonomiczne

Rynki europejskie pozostają stabilne – szczególnie optymistyczne są wyniki wskaźników z Niemiec, istotne w kontekście rozwoju polskiej gospodarki.

– Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni informacjami z Europy. Dane makro opublikowane w ostatnich tygodniach są lepsze niż przewidywali inwestorzy. Nie oznacza to oczywiście końca problemów Stefy Euro, ale pokazuje utrzymanie stabilności na europejskich rynkach, co wystarcza do tego, aby ceny akcji rosły. W związku z tym nie oczekujemy większej przeceny na GPW. Częściowo dokonała się już w styczniu, podobnie jak w przypadku innych rynków wschodzących. Osłabienie na parkiecie uważamy za dobrą okazję do kupna akcji w dłuższym terminie – mówi Michał Marczak, szef analityków DI BRE.

Z comiesięcznej analizy DI BRE, wynika, że na giełdach dominuje względny optymizm. Stabilizacja otoczenia biznesowego, którą Europa zawdzięcza polityce ECB, powoli pomaga gospodarce, co przejawia się m.in. rosnącymi wskaźnikami wyprzedzającymi. W przypadku większości krajów (negatywny wyjątek stanowi Francja) indeksy rosną od trzech miesięcy. W zależności od tego, jak w kolejnych miesiącach będzie przebiegała poprawa sytuacji w gospodarce niemieckiej, z tak silnym ożywieniem będziemy mieli do czynienia w Polsce w drugiej połowie roku. Na dziś rysuje się obraz mało optymistyczny, bo oprócz stosunkowo wolno odbudowującej się sytuacji na rynkach zewnętrznych, wyraźnie słabnie popyt wewnętrzny. Słabe dane o sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej czy wreszcie z rynku pracy (oczekiwany efekt drugiej rundy) potwierdzają, że przynajmniej w pierwszych miesiącach roku dynamika PKB w Polsce może mieć wartości ujemne.

W całym 2012 PKB wzrósł o 2,0 proc. r/r, po 4,3 proc. wzroście w 2011. DI BRE szacuje, że w IV kwartale 2012 wzrost PKB mógł być zbliżony do 0,9 proc. r/r, co oznacza kwartalną dynamikę zbliżoną do 0. Konsumpcja spadła prawdopodobnie o więcej niż 1 proc. r/r, po niewielkim wzroście zanotowanym w III kwartale. – Jest to pierwszy ujemny wynik w historii badania. Tym samym przeświadczenia o niemożliwości spadku konsumpcji należą już do przeszłości . Wydaje się, że to właśnie odzwierciedla bezsens bazowania na porównaniach historycznych w tym epizodzie spowolnienia, a naszym zdaniem nawet recesji – dodaje Michał Marczak.

Eksperci DI BRE nie zmieniają prognozy słabnącego PKB w rocznym ujęciu, w pierwszej połowie bieżącego roku. Wpływ na podtrzymanie stanowiska ma m.in. pogarszająca się sytuacja konsumentów dotykanych redukcjami zatrudnienia (20 tys. miesięcznie) oraz spadającą dynamiką wynagrodzeń. W obecnej chwili nie możemy liczyć na diametralny wzrost konsumpcji. W I kwartale dane natkną się również na wysoką bazę z poprzedniego roku na inwestycjach i budownictwie, co spowoduje spadek inwestycji prywatnych o około 5 proc. r/r. Podsumowując, nawet czysto arytmetycznie bardzo trudno będzie osiągnąć dodatnie tempo wzrostu PKB. Z danych wyłania się także obraz silnej dezinflacji w Polsce. Nie tylko potwierdza to skalę spowolnienia popytu wewnętrznego, ale i kontrastuje z obawami RPP, jakoby inflacja bazowa miała spadać za wolno.

W styczniu będzie ona niższa niż 2 proc., w kolejnych miesiącach eksperci DI BRE spodziewają się dalszego spadku inflacji. Analizując poszczególne branże DI BRE wskazuje, że nadchodzi lepszy czas dla spółek paliwowych i górniczych. – Zarysowujące się już pozytywne tendencje na marżach przerobowych wspierane „dobrymi” danymi o zapasach paliw będą pozytywnym katalizatorem dla rafinerii, szczególnie dla Orlenu który korzysta dodatkowo na mocnym makro w petrochemii – twierdzi Michał Marczak. W średnim terminie podtrzymane zostało pozytywne nastawienie do wszystkich analizowanych spółek wydobywczych. – Od marca sezonowo powinny spadać zapasy miedzi, co będzie nadal wspierało cenę surowca i pozytywnie wpływało na kurs KGHM – dodaje.

Specjaliści DI BRE podtrzymują preferencje akcji Tauronu, wskazując iż załamanie cen uprawnień emisyjnych i spadek notowań energii powinny obciążyć notowania CEZ i PGE. Nadchodzące dwa miesiące wyników sprzyjały notowaniom Apatora, Ergis, Fasing, Relpol, SecoWarwick. Analitycy spodziewają się ujemnej dynamiki rezultatów w Alchemii Boryszewie, Cognorze, ES-System, Impexmetal, Orzeł Biały, Libet, Kopex, PGO, Ropczycach, Rovese, i Zamet Industry. Dobre rezultaty Apatora, to zdaniem ekspertów DI BRE, dobra okazja do sprzedaży akcji Spółki.

W branży budownictwa DI BRE podtrzymuje pozytywną ocenę małych i średnich spółek, w szczególności firmy spoza indeksów głównych – duże spółki otrzymały ocenę neutralną. Wśród spółek deweloperskich pozytywnymi wynikami za IV kwartał wyróżnią się Echo i P.A. Nova, będące jedynymi z najsilniejszych fundamentalnie w sektorze. Po bardzo dobrych statystykach sprzedaży mieszkań, pierwsza połowa roku powinna przynieść wyraźne spowolnienie.

W raporcie miesięcznym analitycy DI BRE podwyższają rekomendację dla spółek ING BSK (Akumuluj), Lotos (Trzymaj), Pekao (Akumuluj), PKO BP (Kupuj), PZU (Akumuluj) oraz obniżają zalecenie inwestycyjne dla spółek: Elektrobudowa (Redukuj), Kruk (Akumuluj), Ulma CP (Akumuluj).

Tylko 26 proc. dzisiejszych 20- i 30-latków uważa, że szefowie wspierają ich działalność innowacyjną

– Aż 78 proc. pracowników z pokolenia Y (urodzonych po 1982 r.) uważa innowacyjność za kluczowy czynnik rozwoju biznesu. Dodatkowo aż dwie trzecie badanych przy wyborze miejsca zatrudnienia kieruje się właśnie innowacyjnością firmy. Jednocześnie jednak tylko co czwarty respondent chwali swojego szefa za dostateczne wsparcie jego innowacyjnego podejścia do pracy. Najczęstszą przyczyną krótkowzroczności zarządów i menedżerów jest brak pieniędzy i w dalszym ciągu konserwatywne podejście do biznesu. To najważniejsze wnioski z globalnego badania „Millennial Innovation Survey” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 18 krajach świata.

Jedna trzecia respondentów zalicza innowacyjność do trzech najważniejszych celów biznesowych, które powinna stawiać sobie każda nowoczesna firma. Tylko dwa procent więcej wskazało zysk finansowy. Aż 87 proc. badanych uważa, że sukces w biznesie powinien być mierzony właśnie poziomem innowacji, ale nie tylko wynikami finansowymi.

Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte
Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte

Badanie pokazało, że pokolenie Y charakteryzuje się postawami prospołecznymi. Siedmiu na dziesięciu badanych uważa, że innowacje w biznesie mają przełożenie na rozwój społeczny, a 36 proc. wymienia poprawę sytuacji społecznej jako jeden z priorytetowych celów biznesowych. „Aż 65 proc. zadeklarowało, że innowacyjna działalność ich własnych firm również skutkuje korzyściami społecznymi. Dowodzi to, że młodzi ludzie, którzy w przyszłości będą pełnić stanowiska menedżerskie uznają nowatorskie rozwiązania nie tylko za czynnik napędzający rozwój firmy, ale także panaceum na rozwiązanie najbardziej palących problemów społecznych” – wyjaśnia Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte.

Dodatkowo młodzi ludzie uważają, że biznes który musi dokonywać ciągłych innowacji ma większy wpływ na społeczeństwo (45 proc.) niż władza publiczna (18 proc.) oraz ośrodki akademickie i naukowe (17 proc.). Okazuje się, że najbardziej innowacyjnym sektorem są dla nich TMT – Technologie, Media i Telekomunikacja (52 proc.), dobra i usługi konsumpcyjne (47 proc.) oraz produkcja (37 proc.) Najmniej zaś: szkolnictwo (27 proc.), energetyka (18 proc.), władze centralne (15 proc.) oraz sektor finansowy (14 proc.).

Magdalena Burnat-Mikosz, Deloitte
Magdalena Burnat-Mikosz (Deloitte)

„Ciągły rozwój rynku i pojawianie się nowych rozwiązań wprowadza zdrową konkurencję między przedsiębiorstwami. Innowacyjność jest motorem zmian, a te są podstawowymi elementami strategii biznesowej. Innowacyjność jest środkiem realizowania strategii rozwoju, wzrostu i budowania wartości. Nic więc dziwnego, że właśnie biznes jest czołowym źródłem innowacyjnych rozwiązań” – komentuje Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Innowacyjność jest ważna także z punktu widzenia rozwoju osobistego przedstawicieli pokolenia Y. Dwie trzecie z nich deklaruje, że przy wyborze potencjalnego pracodawcy bierze pod uwagę właśnie ten czynnik. Powinien to być ważny sygnał dla szefów firm, biorąc pod uwagę fakt, że do 2025 r. aż 75 proc. zatrudnionych będą stanowić ludzie z pokolenia Y.

60 proc. respondentów jest zdania, że pracują obecnie dla innowacyjnych organizacji. Najwyższy odsetek takich osób jest w Indiach (81 proc.), a najniższy w Japonii (25 proc.). Z krajów europejskich najwyżej uplasowała się Wielka Brytania (65 proc.). Jeszcze mniej, bo już tylko nieco więcej niż połowa badanych osób uważa, że praca pomaga rozwijać ich innowacyjność. W tym obszarze nie mają też wsparcia w szefostwie, gdyż tylko 26 proc. młodych ludzi jest zdania, że ich przełożeni zachęcają swoich pracowników do innowacyjności (dzielenie się pomysłami niezależnie od stażu pracy, kreatywność w wykonywaniu zadań etc).

Co najczęściej stoi na przeszkodzie, aby zmienić ten stan rzeczy? Dla 22 proc. badanych jest to brak środków finansowych, dla 20 proc. przeszkodą jest wewnętrzna kultura danej firmy, a dla 12 proc. bariery stwarza środowisko zewnętrzne (rząd, sytuacja ekonomiczna, biurokracja).
Co w takim razie powinni zrobić pracodawcy, aby spełnić wymogi dotyczące innowacyjności, które stawiają dzisiejsi 20- i 30-latkowie?
• 42 proc. badanych uważa, że należy zachęcać ludzi do innowacyjnego myślenia na wszystkich szczeblach danej organizacji. Dziś 26 proc. respondentów pracuje w takich warunkach,
• dla 39 proc. respondentów konieczne są zachęty i nagrody za opracowanie pomysłów i twórcze podejście. Zdaniem badanych dziś ten warunek spełnia 20 proc. przełożonych,
• dla 34 proc. ludzi z pokolenia Y w rozwoju innowacyjności niezbędny jest czas wolny na naukę i twórcze myślenie. Jednocześnie tylko połowa z tej grupy ma w aktualnym miejscu pracy takie możliwości,
• 32 proc. stawia na otwartość i swobodę rzucania wyzwań. Jednocześnie zaledwie 17 proc. ma takie warunki w miejscu pracy.

„Wyniki ankiety pokazują, jaka jest rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami młodych ludzi a rzeczywistością, z którą stykają się w codziennej pracy. Pracodawcy powinni z uwagą przyjrzeć się tym wynikom. Ci, którzy tego nie zrobią narażają się na utratę największych talentów. Ci zaś, którzy postawią na innowacyjność będą mieli szansę na zatrzymanie najlepszych specjalistów, zdobędą przewagę konkurencyjną na rynku, a wpływ ich firm na społeczny rozwój będzie rósł” – podsumowuje Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte.

LW BOGDANKA S.A. PODPISAŁA UMOWĘ NA ZAKUP TRZECIEGO KOMPLEKSU STRUGOWEGO

Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A. podpisała z Caterpillar Global Mining Europe GmbH umowę na dostawę kolejnego ścianowego kompleksu strugowego. Zgodnie z umową, urządzenie zostanie dostarczone do Spółki do końca czerwca 2014 roku. Jego rozruch planowany jest na trzeci kwartał 2014 roku.

Wyrównywanie szans między płciami na rynku pracy za pieniądze unijne

Równość szans pozostanie jednym z priorytetów w perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Jak mówi wiceminister pracy i polityki społecznej Czesława Ostrowska, w ostatnich latach udało się wiele poprawić, ale wyrównywanie pozycji kobiet i mężczyzn, szczególnie na rynku pracy, wymaga jeszcze wiele pracy. Zadanie to będzie kontynuowane w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Każdy z realizowanych programów w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS) musi uwzględniać równość płci. Polska dostaje środki na ten cel od początku członkostwa w UE, czyli od 2004 roku. Były one przeznaczane m.in. na wsparcie bezrobotnych kobiet.

Czesława Ostrowska zapewnia, że programy ze środków EFS będą nadal wydatkowane na cele związane z walką ze stereotypami.

– Działania, które realizowaliśmy w tej perspektywie już wywarły pozytywne skutki w walce ze stereotypami i muszą one być kontynuowane. Mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia, by wyrównać szanse kobiet i mężczyzn w życiu społecznym, przede wszystkim na rynku pracy – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria wiceminister pracy i polityki społecznej.

Choć pula pieniędzy na EFS w nowej perspektywie finansowej nie jest jeszcze znana, to resort pracy i polityki społecznej przygotowuje konkretne propozycje działań.

– Myślę, że już niedługo dowiemy się, jakie to będą wielkości środków, ale te działania są bardzo ważne i muszą być kontynuowane. Jesteśmy na etapie przygotowań do stworzenia programów operacyjnych, gdzie już będą szczegółowe cele tematyczne, które zamierzamy realizować, przełożone na konkretne działania – podkreśla Czesława Ostrowska.

We wcześniejszych latach ze środków EFS były realizowane w Polsce m.in. programy mające na celu zmniejszanie nierówności w stopniu upowszechniania edukacji przedszkolnej czy też pomoc rodzicom w powrocie do pracy po urlopie wychowawczym.

– Nowe projekty to kontynuacja tego, co było dobre w obecnej perspektywie. Ze środków europejskich wspieraliśmy i wspieramy nadal tworzenie żłobków. Zakończyliśmy niedawno drugi konkurs w tym zakresie na alokacje kolejnych 50 mln zł, wcześniej wydaliśmy już 150 mln zł. Otworzyliśmy też przedszkola przyzakładowe. Stworzyliśmy też model kształcenia np. pracowników instytucji rynku pracy z zakresu realizacji w praktyce zasad równości w dostępie do zatrudnienia – mówi wiceminister pracy i polityki społecznej.

Podobnie wydatkuje się środki EFS w ramach programów wyrównywania szans w innych państwach członkowskich UE. Przykładowo w Niemczech środki z EFS są przeznaczane na: wspieranie godzenia życia zawodowego i prywatnego wśród kobiet i mężczyzn, uwzględnienie potrzeb i potencjału kobiet, mężczyzn i rodzin, zwiększenie uczestnictwa kobiet w rynku pracy, likwidację nierówności ze względu na płeć w życiu zawodowym, wzmacnianie przedsiębiorczości i wspieranie zakładania firm przez kobiety oraz wspieranie sprawiedliwości płciowej w obszarze edukacji, badań i innowacji.

China Exim Bank chce inwestować w Polsce. Ma do dyspozycji 10 mld usd

– China Exim Bank jest bardzo zainteresowany wejściem do Polski, zarówno poprzez fundusz inwestycyjny, jak i poprzez udostępnienie kredytów – informuje Jarosław Dąbrowski, prezes Dąbrowski Finance. To bank będący dysponentem linii kredytowej, której uruchomienie dla 16 państw Europy Centralnej zapowiedział w kwietniu ub.r. premier Chin, Wen Jiabao. 10 mld dolarów będzie przeznaczone na inwestycje w infrastrukturę, energetykę i telekomunikację w naszym regionie. W najbliższych miesiącach można się spodziewać pierwszych projektów, o ile po stronie polskiej pojawią się ciekawe pomysły na współpracę.

– To jest bank taki jak Bank Gospodarstwa Krajowego. Realizuje projekty finansowe o charakterze publicznym, w ramach projektów publiczno-prywatnych czy publicznych. To jest bank, który finansuje ogromną część inwestycji chińskich przez kapitał, ale także poprzez dług, w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej – wyjaśnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jarosław Dąbrowski.

Podczas wizyty w Warszawie w kwietniu ub.r. premier Wen Jiabao przedstawił 12 propozycji współpracy, które mogą poprawić równowagę w wymianie handlowej Chin z krajami Europy Środkowej i Bałkanów. Wśród tych propozycji jest projekt utworzenia preferencyjnej linii kredytowej 10 mld dolarów dla firm z 16 państw europejskich, które są zainteresowane projektami wykonywanymi wspólnie z Chinami.

– Wen Jiabao podjął decyzję, że chciałby, żeby w Europie Centralnej Exim Bank zbudował linię na 10 mld dolarów, która by służyła finansowaniu inwestycji chińskich w infrastrukturę, energetykę, logistykę, telekomunikację. Polska wydaje się naturalnym krajem, który miałby większość z tych inwestycji otrzymać. W najbliższym czasie pewnie będą trwały rozmowy. W ciągu najbliższych kilku miesięcy możemy spodziewać się tego typu projektów, byle tylko były pomysły gospodarcze chińskich i polskich partnerów – zapowiada ekspert bankowości międzynarodowej.

Jakiekolwiek decyzje w tej sprawie zapadną prawdopodobnie po zakończeniu procesu zmian na szczytach władzy w Państwie Środka. W marcu odbędzie się zjazd Chińskiej Partii Komunistycznej, na którym oficjalnie Xi Jinping obejmie stanowisko sekretarza generalnego partii i prezydenta kraju, a Li Keqiang zostanie nowym premierem Chin. Zdaniem Jarosława Dąbrowskiego, analitycy liczą, że nowa władza będzie kontynuować prorozwojowe reformy, zapoczątkowane w ubiegłym roku.

– Nie sądzę, żeby nowi przywódcy w jakiś sposób zmniejszyli zainteresowanie czy zablokowali proces zapoczątkowany przez Wen Jiabao. Myślę, że Exim Bank i inne chińskie banki, które są w Polsce i Europie Centralnej, czekają na zamknięcie procesu zmian. Nie zapominajmy, że Chiny to mocno scentralizowany kraj, gdzie element polityki gospodarczej jest bardzo ważny i on determinuje szybkość i tempo podejmowanych decyzji – wyjaśnia ekspert.

Inwestycje chińskie szansą dla Polski

Chińska gospodarka nadal jest jedną z najbardziej dynamicznie rosnących na świecie. W trzecim kwartale ubiegłego roku – choć był to najgorszy wynik od trzech lat i eksperci mówili o spowolnieniu – wzrost gospodarczy w Chinach wyniósł 7,4 proc. W czwartym kwartale gospodarka przyspieszyła i rozwijała się w tempie 8 proc. Chiny mają dziś duże nadwyżki finansowe, których nie są w stanie w całości zainwestować na rodzimym rynku. Dlatego szukają możliwości inwestycji w krajach takich jak Polska.

– Z polskiego punktu widzenia uważam, że warto byłoby wejść w tematy, które może są droższe niż bezzwrotna pomoc z UE, ale też nie uzależniają polskiego wzrostu od tego, co mamy dzisiaj. Wszyscy rozmawiamy o budżecie, który być może będzie w grudniu, a być może będzie w listopadzie 2014. A co z Polską? Taka jednostronna sytuacja, w której jesteśmy uzależnieni od jednego dużego źródła finansowania inwestycji w infrastrukturę, jest dla nas niebezpieczna – mówi Jarosław Dąbrowski, ekspert bankowości międzynarodowej, prezes Dąbrowski Finance.

Tym bardziej, że unijne środki z czasem będą płynąć do Polski coraz mniejszym strumieniem.

Polska przyczółkiem chińskich firm

Chińskie firmy od lat obecne są w Polsce. Po nieudanej współpracy przy budowie autostrady A2 z chińską firmą COVEC widać odbudowanie zaufania po każdej ze stron. Jednym z największych inwestorów na polskim rynku jest obecnie Huawei, gigant telekomunikacyjny, produkujący sprzęt i infrastrukturę telekomunikacyjną. Zatrudnia w Polsce 500 osób. Koncern z powodzeniem zaczyna konkurować w Europie o realizację zamówień przedsiębiorstw i instytucji publicznych.

– To jest ważny temat, który pokazuje, że jeśli Polska staje się centrum dla dużej firmy chińskiej, z którego obsługuje 21 krajów w Europie Centralnej, Północnej i Południowej, to ten proces ciekawie i dynamicznie się rozwija – mówi Jarosław Dąbrowski.

Telekomunikacja i nowe technologie to potencjalne obszary dwustronnej współpracy. Kolejnym może być infrastruktura transportowa: drogi, koleje, logistyka. Innym obszarem, którym chińskie firmy są szczególnie zainteresowane w kontekście Polski, jest energetyka. Nie chodzi jednak tylko o budowę nowych bloków energetycznych czy innych elementów infrastruktury.

– Polskie firmy będą szukały w energetyce partnerów, ponieważ nie aż tak wiele banków będzie gotowych finansować te projekty, od energetyki wiatrowej aż po tradycyjną, typu węgiel, gaz i ewentualnie w przyszłości także energetykę związaną z łupkami. Chińczycy postawili bardzo mocno na łupki i prawdopodobnie wyprzedzą Polskę, jeśli chodzi o tempo i szybkość budowania technologii i wydobycia, bo widzą w tym ogromną szansę dla siebie. Wydaje mi się, że chociażby po to, żeby zrównoważyć wpływy rosyjskie, warto byłoby wpuścić na projekty chińskie firmy – mówi prezes Dąbrowski Finance.

Rozwojem w Polsce jest zainteresowana np. chińska firma Sinovel, największy producent sprzętu do energetyki wiatrowej.

Synthos wspiera UKH Unia

Synthos S.A.Spółka wspierać będzie działalność klubu, który od prawie czternastu lat z powodzeniem szkoli dzieci i młodzież w tej dziedzinie sportu.

Synthos darzy szacunkiem osoby i organizacje, które podejmują się ambitnych wyzwań. Szczególnie doceniamy działania instytucji działających na rzecz dzieci i młodzieży, dlatego z chęcią wspierać będziemy UKH. W Polsce sport profesjonalny ma wielu sponsorów i reklamodawców, natomiast kuleje szkolenie najmłodszych pasjonatów. Udzielanie wsparcia finansowego dla tych, którzy dopiero stoją przed swoją życiową szansą, odzwierciedla również naszą filozofię jako firmy – inwestowania w  ciężką pracę i młode talenty, które z entuzjazmem podchodzą do stojących przed nimi szans. Liczymy, że nasza pomoc pozwoli młodym hokeistom w rozwoju i osiąganiu celów, nie tylko sportowych – powiedział Tomasz Kalwat, Prezes Synthos S.A.

Uczniowski Klub Hokejowy Unia powstał w 1999 roku. Obecnie skupia około 170 zawodników reprezentujących 7 grup młodzieżowych: mini hokej, mikrus, żak młodszy, żak starszy, młodzik, junior młodszy oraz centralna liga juniorów. Ich szkoleniem zajmuje się 5 trenerów.

Do sukcesów Klubu należy zaliczyć wielokrotne tytuły Mistrzów Polski w różnych kategoriach wiekowych i coroczne ligowe sukcesy. Zawodnicy Klubu są także corocznie powoływani do kadry Reprezentacji Polski.

Ministerstwo Gospodarki pracuje nad programem ograniczenia emisji CO2

Ministerstwo Gospodarki przygotowuje program pokazujący, jak zmniejszyć emisję CO2, a jednocześnie nie stracić na konkurencyjności i zapobiec przenoszeniu fabryk do państw, gdzie normy środowiskowe nie są tak restrykcyjne. Komisja Europejska za pomocą polityki energetyczno-klimatycznej stara się nakłonić państwa członkowskie do przestawienia gospodarek na niskoemisyjne. Polska jednak sprzeciwia się zaostrzaniu tej polityki, argumentując, że jej koszty ekonomiczne są zbyt wysokie.

Resort gospodarki przygotowuje model, który będzie służył sprawdzeniu, jak dane rozwiązanie technologiczne czy organizacyjne wpływa na emisje gazów cieplarnianych.

– Ważne będzie nie tylko to, że obniży poziom emisji, ale również to, że nie zaszkodzi gospodarce. Czyli spowoduje, że nasza gospodarka, pomimo istotnego obniżenia poziomu emisji, będzie się nadal rozwijała. To jest główne założenie tego szerokiego programu obejmującego i efektywność energetyczną, i zmianę sposobu życia i modelu konsumpcji – informuje Jerzy Majchrzak, dyrektor Departamentu Innowacji i Przemysłu w Ministerstwie Gospodarki.

Jak tłumaczy, jest to duży program obejmujący wiele aspektów życia i gospodarki. Prace nad nim mają zostać zakończone do końca tego roku, a w 2014 roku ma zostać przyjęty.

Polityka KE zmierza do zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska dwutlenkiem węgla i innymi gazami cieplarnianymi, które według części naukowców są odpowiedzialne za wzrost globalnej temperatury oraz przyczyniają się m.in. do rozwoju chorób nowotworowych. Jeśli jednak proponowane rozwiązania z zakresu transformacji niskoemisyjnej nie będą dopasowane do specyficznych warunków naszego kraju, przechodzenie na zieloną gospodarkę może być jedynie dodatkowym kosztem opóźniającym rozwój Polski. Dodatkowo, może doprowadzić do nasilenia zjawiska carbon leakage, czyli zastępowania produkcji polskiej czy unijnej, obciążonej kosztami polityki niskoemisyjnej, importem towarów z krajów trzecich, zwykle mających wyższe progi emisji.

– Jeżeli będziemy sprowadzać truskawki z Meksyku samolotem, to jest to wysokoemisyjna gospodarka, bo przecież przywożenie tych owoców z tamtych krajów w zimie pochłania dużą emisję CO2. Chcemy to liczyć globalnie, nie tylko tak, że zmniejszymy emisję w Polsce, a trzy razy zwiększymy poza naszymi granicami. Ma być to gospodarka, która spowoduje, że nasz poziom życia będzie coraz wyższy, lepszy, ale jednocześnie nie będziemy emitować więcej globalnie, nie tylko w Polsce – wyjaśnia Majchrzak w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Dyrektor w Ministerstwie Gospodarki podkreśla, że to globalne podejście jest szczególnie istotne.

– Model sprawdzania wpływu na emisje CO2 zacznie niedługo funkcjonować, więc nie będziemy wprowadzać tych rozwiązań, które są pozorne i tylko udają, że zmniejszają emisję. Patrzymy też na to, jak jest w innych krajach – mówi Jerzy Majchrzak. – Ta zmiana wiąże się z nowym modelem gospodarczym Polski, zmianą sposobu życia: będziemy mieć samochody spalające mniej paliwa i będziemy używać sprzętu AGD o mniejszym zużyciu energii, będziemy zwracać większą uwagę na oszczędzanie wody, energii czy śmieci.

W dokumencie „Potencjalne konsekwencje rozwiązań dotyczących unijnej polityki klimatycznej dla polskiej gospodarki oraz wpływu na jej konkurencyjność” resort gospodarki przedstawił dotychczas wykonane opracowania i analizy w zakresie unijnego podejścia do transformacji niskoemisyjnej. Wynika z nich, że koszty wdrożenia proponowanej przez Komisję Europejską polityki klimatycznej do roku 2050 w odniesieniu do PKB są w Polsce większe niż średnia dla całej UE. Do 2020 roku koszty w postaci utraty dynamiki PKB i miejsc pracy z tytułu realizacji zobowiązań zawartych w pakiecie klimatyczno-energetycznym mają być ponad dwukrotnie wyższe dla Polski (ok. 1,4 proc. PKB do roku 2020) niż średni koszt w UE (ok. 0,6 proc. PKB).

M. Mrowiec: coraz więcej argumentów przeciw szybkiemu przyjęciu euro

– Silne argumenty za wejściem do strefy euro albo mocno osłabły, albo całkowicie odpadły, natomiast dosyć mocno wzrosły argumenty przeciw – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao SA Dyskusję na temat naszej integracji ze strefą euro ponownie podjął premier Donald Tusk, który uważa, że należy zrobić wszystko, by jak najszybciej zastąpić złotego wspólną, europejską walutą.

Głosy ekonomistów na „tak” lub na „nie”, co do naszego ewentualnego wstąpienia do eurostrefy, są podzielone. Zwolennicy takich ruchów mówią, że w ten sposób uda się wyeliminować ryzyko kursowe, powstrzymując ewentualne próby manipulowania kursem złotego. Dodają, że Polska zyskałaby w ten sposób na wiarygodności. Często podnoszonym argumentem było też to, że obligacje wielu krajów strefy euro są niżej oprocentowane niż papiery dłużne emitowane przez Skarb Państwa. A im niższa rentowność tym lepiej dla danego kraju, bo oznacza spłatę niższych odsetek od długu.

– Ten argument już od kilku kwartałów nie działa – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA. – Nasze rentowności są wyraźnie niższe od wielu krajów strefy euro. Rynki wróciły więc do oceny wiarygodności poszczególnych krajów poprzez to, jaką one prowadzą politykę makroekonomiczną, a nie względem tego, czy są w strefie euro, czy ich nie ma.

Niewystarczający jest, według ekonomisty, kolejny argument za szybkim przyjęciem euro. Chodzi o twierdzenie, że obecność w eurostrefie gwarantuje niższe stopy procentowe, co przełoży się bezpośrednio na inwestycje i wzrost gospodarczy.

– Jesteśmy bogatsi o doświadczenia krajów, gdzie rzeczywiście niższe stopy procentowe zdynamizowały inwestycje, ale to były inwestycje w nieruchomości, które doprowadziły do powstania baniek na tamtych rynkach. A te w konsekwencji doprowadziły do poważnych problemów dla sektora bankowego, np. w Hiszpanii – mówi Marcin Mrowiec.

Dodaje, że jeśli będziemy przekonani, że niższe stopy procentowe rzeczywiście zagwarantują nam rozwój, to nic nie stoi na przeszkodzie, by Rada Polityki Pieniężnej kontynuowała cykl obniżek.

Zdaniem Marcina Mrowca, im mniej jest argumentów „za”, tym więcej pojawia się „przeciw” naszej integracji ze strefą euro. Chodzi przede wszystkim o problemy, z jakimi od wielu miesięcy zmagają się jej członkowie i o sytuację w europejskim systemie finansowym.

– Jest pytanie, czy powinniśmy się przyłączać do takiego bloku, który trochę drży w posadach i który w perspektywie ma jeszcze większe kłopoty niż to, co do tej pory widzieliśmy – dodaje główny ekonomista Pekao SA.

Tym bardziej, że zamiana złotego na euro mogłaby okazać się kosztowna dla konsumentów, choćby z powodu tzw. efektu cappuccino, czyli zaokrąglania cen w górę przy zmianie waluty. Na Słowacji, na przykład, nie do końca sprawdził się zastosowany tuż przed wprowadzeniem euro mechanizm zapobiegania podwyżkom cen.

– On rzeczywiście zadziałał między miesiącem przed euro a miesiącem po euro i na to był nastawiony. Natomiast jeśli popatrzymy na poziom cen, to one rosły na Słowacji w stopniu mniejszym, ale za to przez dłuższy czas – zauważa Mrowiec. – Poza tym, bogatsi o doświadczenie kryzysu widzimy, że Słowacy nie mieli kursu walutowego, który mógłby się tak osłabić jak złoty w drugiej połowie 2008 i w 2009.

W Polsce dzięki osłabionej walucie wzmocnił się eksport, jednocześnie osłabiając import. I to właśnie eksport netto był główną siłą napędową polskiej gospodarki w trudnych kryzysowych czasach.

– Gdybyśmy w czasie kryzysu nie mieli swojej waluty, tylko mielibyśmy euro, to patrząc na dane historyczne można by postawić tezę, że nie bylibyśmy zieloną wyspą, że ten efekt by w ogóle nie zadziałał i bylibyśmy na minusie, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Własna waluta jest jednak pewnym buforem, który dla nas dosyć mocno zadziałał – mówi Marcin Mrowiec.

CMMI w Asseco. Sukces Pionu Org. Międzynarodowych i Służb Mundurowych

0

Asseco Poland jako pierwszy – i jak dotąd jedyny – polski producent oprogramowania dołączyło do elitarnej grupy firm posiadających jednostki organizacyjne, których procesy wytwórcze zostały formalnie ocenione jako zgodne z Capability Maturity Model Integration for Development na trzecim poziomie dojrzałości.

Model CMMI jest rezultatem przeszło 20 lat prac Carnegie Mellon University prowadzonych wspólnie z przedstawicielami przemysłu, rządu (w szczególności Departamentu Obrony USA) oraz Software Engineering Institute. Wspierany przez Carnegie Mellon University, CMMI Institute ciągle doskonali model procesowy i działa na rzecz rozwoju stosowania najlepszych praktyk i rozwiązań w odpowiedzi na pojawiające się potrzeby m.in. sektora informatycznego na całym świecie.

Model CMMI wydatnie ułatwia współpracę, zwłaszcza w przypadku rozległych i wielokulturowych organizacji, niejednokrotnie posługujących się własnymi metodykami w dziedzinie wytwarzania oprogramowania. CMMI oferuje wspólny język, co pozwala uniknąć uciążliwych dyskusji poświęconych uściślaniu pojęć z dziedziny inżynierii oprogramowania. Dlatego posługiwanie się standardem zgodnym z modelem CMMI ułatwia zgranie z wieloma dostawcami i konsorcjantami, a także włączenie części zespołu klienta do procesu dostawcy. Dla zamawiającego formalna ocena zgodności z CMMI-DEV na trzecim poziomie dojrzałości jest obiektywnym i formalnie uznanym gwarantem poziomu dojrzałości reprezentowanego przez dostawcę.

– Uzyskanie formalnego potwierdzenia zgodności naszych procesów z prestiżowym modelem CMMI-DEV na poziomie 3 było naszym celem od 2009 roku. Sprostanie jego wymaganiom wymagało znacznego wysiłku organizacyjnego. Tym niemniej podjęliśmy to wyzwanie, gdyż posiadanie takiej oceny wzmocni naszą konkurencyjność i zdolność konsorcyjną na rynku międzynarodowym – powiedziała Jadwiga Nowotnik, dyrektor Pionu Organizacji Międzynarodowych i Służb Mundurowych, Asseco Poland S.A.

Ocena zgodności procesów zarządczych i wspierających dotyczących produkcji oprogramowania odbyło się podczas trzytygodniowego audytu przeprowadzonego przez firmę KUGLER MAAG CIE GmbH, która jest partnerem CMMI Institute afiliowanego przy Carnegie Mellon University . W toku oceny przeprowadzonej zgodnie z metodyką SCAMPI A dokonano szczegółowego przeglądu dokumentacji oraz przeprowadzono kilkanaście wywiadów z członkami zespołów projektowych oraz przedstawicieli Pionu Organizacji Międzynarodowych i Służb Mundurowych.

 

 

Warsztaty AO na finiszu

Ponad 3 tysiące osób z całej Polski dowiedziało się, jak świadomie inwestować na giełdzie. Spotkaniem w Krośnie zakończyła się druga edycja spotkań o inwestowaniu na giełdzie organizowanych przez Ministerstwo Skarbu Państwa wraz z liczną grupą partnerów. W ciągu niecałych 4 miesięcy w warsztatach wzięło udział 3 074 inwestorów giełdowych. Eksperci giełdowi odwiedzili w sumie  33 miasta w całej Polsce. Szczególną popularnością cieszyły się spotkania w Krakowie (250 uczestników), Krośnie (170) i Warszawie (165).

Nowy kalkulator pomiaru jakości EPS

Synthos S.A.W dniu 22 stycznia 2013 odbyła się w siedzibie Instytutu Technologii Budowlanej w Warszawie, konferencja prasowa Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu. ITB, na zlecenie PSPS, przeprowadziło badanie, którego celem było ustalenie relacji pomiędzy najistotniejszymi parametrami materiałów izolacyjnych a jego gęstością. Analizę przeprowadzono na podstawie danych zebranych w bazie Instytutu oraz próbek pobranych z rynku. Wyniki Badań potwierdzają bezpośrednią zależność współczynnika przewodzenia ciepła l oraz wytrzymałość na ściskanie w relacji do gęstości materiału.

Teraz podjęcie decyzji o wyborze najlepszego styropianu do ocieplenia budynków jest znacznie łatwiejsze. Wystarczy zważyć paczkę styropianu zwykłą wagą i porównać wyniki z tabelą publikowaną w ulotkach i na stronie PSPS.

Aby ułatwić dobór właściwego styropianu, Synthos S.A. wraz z Polskim Stowarzyszeniem Producentów Styropianów przygotował kalkulator pomiaru jakości EPS. Ta wygodna aplikacja (dostępna w dwóch wersjach – uproszczonej i zaawansowanej) nie tylko pozwala uchronić się przed złej jakości wyrobami, ale pozwala również na dobór właściwej izolacji oraz  wylicza korzyści płynące z zastosowania Gwarantowanego Styropianu.

***

Synthos S.A. jest trzecim największym producentem EPS w Europie. Ma dwa zakłady produkcyjne ulokowane w Europie Centralnej (Polsce i Republice Czeskiej). Oprócz produkcji EPS, firma jest znana z produkcji kauczuku, polistyrenów, XPS, dyspersji, klejów oraz innych innowacyjnych produktów w branży chemicznej

Zmiany w funkcjonowaniu specjalnych stref ekonomicznych

Do końca roku ma zapaść decyzja w sprawie przyszłości specjalnych stref ekonomicznych, które zgodnie z prawem działać mogą tylko do 2020 roku. Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński liczy na to, że rząd – już w oparciu o nowe kryteria – „podejmie solidarną i racjonalną decyzję o wydłużeniu funkcjonowania stref”. Zgodnie z proponowanymi zmianami strefy mają funkcjonować w szczególności na terenach objętych strukturalnym bezrobociem.

Specjalne strefy ekonomiczne powstały w Polsce blisko 20 lat temu, na mocy ustawy z 1994 roku. Pierwotnie miały być wygaszone w 2014 roku. Decyzją z 2008 roku Sejm przedłużył okres ich działalności do końca 2020 roku. Od kilku miesięcy trwa ożywiona dyskusja na temat dalszego wydłużenia o kolejne lata.

– Sądzę, że decyzja w sprawie przedłużenia funkcjonowania stref w Polsce zapadnie stosunkowo szybko, bo jeszcze w roku 2013 – zapowiada wicepremier i minister gospodarki.

Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu rząd zdecydował, że ministrowie finansów i gospodarki wspólnie mają przeanalizować kryteria decydujące o wpuszczeniu do strefy określonego rodzaju działalności gospodarczej, ale też dopuszczalne formy pomocy publicznej, biorąc pod uwagę również doświadczenia europejskie.

– Jestem przekonany, że w oparciu o czytelniejsze niż dotąd kryteria, gdzie w pierwszej kolejności będzie przesuwanie aktywności stref do terenów: powiatów, grupy gmin, gdzie jest duże strukturalne bezrobocie, cały rząd podejmie solidarną i racjonalną decyzję o wydłużeniu funkcjonowania stref – mówi Agencji Informacyjnej Newseria wicepremier i szef resortu gospodarki, Janusz Piechociński.

Rozporządzenia, którymi tydzień temu miał się zająć rząd, zakładały, że SSE będą działać do końca 2026 roku. Waldemar Pawlak, były minister gospodarki, był zwolennikiem bezterminowego wydłużenia ich funkcjonowania.

W dyskusje włączyli się przedstawiciele czternastu działających dzisiaj w Polsce specjalnych stref ekonomicznych, przedsiębiorcy, samorządowcy i politycy. Chodzi o wypracowanie nowych mechanizmów pomocy publicznej, będących formą przyciągania inwestycji. Największym problemem jest spór na linii resort gospodarki – resort finansów, który do tej pory blokował decyzje w tej sprawie.

– My mówimy, że nie tylko trzeba oszczędzać, ale inwestować i zarabiać. Inni zwracają uwagę, że przez niższe podatki, np. CIT, skuteczniej niż poprzez nadzwyczajne formy, przyciąga się inwestycje – mówi minister gospodarki. – Na jakimś poziomie trzeba zawrzeć kompromis.

Może o niego być trudno, bo ewentualne dalsze ulgi dla firm działających w strefach osłabiłyby wpływy do budżetu. Janusz Piechociński mówi, że to tylko jedna strona medalu. Druga to korzyści wynikające z dalszego istnienia SSE – stabilne miejsca pracy, działalność związana z rozwojem wysoko technologicznych, innowacyjnych projektów, kooperacja z innymi podmiotami – poddostawcami i podwykonawcami.

Wicepremier dodaje, że w jego ocenie dotychczasowe rozwiązania prawne, system zachęt, adresowanych do inwestorów, sprawdziły się. Mimo trudnej sytuacji gospodarczej do Polski wciąż napływają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, których wartość w 2011 roku osiągnęła pułap 10,9 mld euro, a w ubiegłym roku była wyższa o 6 proc. Biorąc pod uwagę wzrost procentowy byliśmy lepsi, m.in. od Niemców, Francuzów i Włochów. Nieznacznie ustąpiliśmy Wielkiej Brytanii, Litwie i Macedonii.

– To, że dziś, na początku 2013 roku, polski rząd analizuje i dyskutuje na ten temat, pokazuje bardzo wyraźnie, jak poważnie traktujemy inwestycje bezpośrednie, jak tym mechanizmem chcemy wspierać tereny poprzemysłowe albo tereny, gdzie jest bardzo mało lokalnej przedsiębiorczości, a bardzo dużo strukturalnego bezrobocia – dodaje wicepremier.

Na wiążące decyzje w tej sprawie liczą potencjalni inwestorzy, którzy muszą wiedzieć, na jakich zasadach mają inwestować swój kapitał, z jakich ulg będą mogli korzystać i do kiedy będą one obowiązywać. Jak podkreśla Janusz Piechociński, w strefach jest dzisiaj około 5 ha niezagospodarowanych terenów, ale są też obszary, na których wygasła już działalność gospodarcza, a pozostała pełna infrastruktura techniczna.

– Marnotrawstwem byłoby pozostawienie tego stanu rzeczy i przyzwolenie na dewastację, na niewykorzystanie tych terenów – ocenia Janusz Piechociński.

Z danych resortu gospodarki wynika, że dzięki istnieniu czternastu stref ekonomicznych przez kilkanaście lat powstało w Polsce ok. 250 tys. nowych miejsc pracy, a wartość inwestycji przekroczyła 75 mld zł.

Szefowie polskich firm przewidują koniec kryzysu w 2015 r.

Polscy prezesi i dyrektorzy zarządzający, choć wciąż pozostają pesymistyczni wobec sytuacji swoich firm w krótkim okresie, wykazują więcej optymizmu w dłuższym horyzoncie czasowym. Prawie połowa z nich pozytywnie ocenia perspektywy wzrostu w ciągu najbliższych trzech lat. Nadal, wśród działań mających na celu zwiększenie konkurencyjności przedsiębiorstw, dominuje kompleksowa restrukturyzacja kosztów, planuje ją aż 45% respondentów – to główne wnioski z badania „CEO Survey 2013” przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC.

Z badania firmy doradczej PwC wynika, że zaledwie 26% polskich prezesów ocenia, iż przychody ich firm zdecydowanie wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w porównaniu do 28% rok wcześniej. Jest to z jednej strony, znacznie poniżej średniej dla naszego regionu (Europa Środkowo – Wschodnia -aż 42%) i świata (36%), ale z drugiej, nieco lepiej niż średnia dla Europy Zachodniej (22%), z którą jesteśmy najsilniej związani gospodarczo. Bardzo poprawiły się natomiast oczekiwania dotyczące perspektyw rozwojowych firm w dłuższej perspektywie. Aż 45% polskich prezesów wykazuje optymizm w horyzoncie 3-letnim (rok temu było to tylko 33%), podczas gdy na świecie odsetek silnie przekonanych co do wzrostu przychodów ich firm w ciągu 3 lat wciąż spada (46% wobec 47% rok temu).

Szefowie polskich firm najbardziej obawiają się negatywnych tendencji makroekonomicznych, bezpośrednio związanych z obecną sytuacją gospodarczą. 88% respondentów odczuwa niepokój w związku z niepewnym lub bardzo nieregularnym wzrostem PKB, a 77% pytanych obawia się zmiany zachowań konsumenckich (wobec 49% na świecie).

„Znacznie mniej niepokoju wśród polskich liderów budzą długookresowe trendy biznesowe, które mogą mieć wpływ na sposób prowadzenia firm i trwale zmieniają ich funkcjonowanie. Zaledwie 37% respondentów obawia się o dostępność pracowników o kluczowych umiejętnościach, a 23% pytanych zmian technologicznych czy problemów z ochroną własności intelektualnej. W wynikach światowych, tendencja ta jest odwrotna. Świadczy to o tym, iż globalne procesy natury strukturalnej wciąż docierają do naszego kraju z pewnym opóźnieniem” – mówi prof. Witold Orłowski, Główny Doradca Ekonomiczny PwC.

Działania restrukturyzacyjne planowane na 2013 r. będą bardzo podobne do tych z roku ubiegłego. Ich zakres związany jest ze strategią zmian w przedsiębiorstwach, która koncentruje się na działaniach obronnych. Firmy zarówno w Polsce (45%) jak i na świecie (70%) planują przede wszystkim kompleksowe programy restrukturyzacji kosztów. Na drugim miejscu jest wyprowadzenie na zewnątrz (outsourcing) procesu lub funkcji biznesowej, co wskazało 30% prezesów w Polsce (wobec 31% na świecie). Rzadziej w polskich firmach planowane są natomiast kroki w zakresie zawarcia aliansu strategicznego lub joint-venture (25% wobec aż 47% na świecie) czy realizacji transakcji międzynarodowej z zakresu fuzji i przejęć (15% wobec 28%). Działania te są jak widać filarami budowy przewagi firm na świecie. Zdaniem ekspertów firmy doradczej PwC, jeżeli polskie firmy chcą być konkurencyjne na światowych rynkach, muszą poszukać nowych, odważniejszych rozwiązań.

Z badania firmy doradczej PwC wynika również, że polscy CEO częściej niż w poprzednich latach planują wyjście na rynki zagraniczne, choć rzadko z nowymi produktami. Rok temu gotowość taką deklarowało tylko 5% ankietowanych, w tym roku jest to już 12%. Mimo tego, że 68% prezesów deklaruje zwiększenie zakresu prac badawczo-rozwojowych w firmie, częściej widzą oni szanse w zdobyciu nowych rynków zagranicznych, niż w opracowaniu nowego produktu lub usługi.

„Trudne czasy wymagają właściwego przywództwa. Polscy prezesi są gotowi brać na siebie to wyzwanie, 71% respondentów deklaruje, że odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem jest w firmach coraz bardziej scentralizowana, a 82%, że kluczowe decyzje podejmowane są na najwyższym szczeblu. Proces ten oznacza, iż bardzo istotne dla długookresowego rozwoju przedsiębiorstwa staje się zarówno przygotowanie odpowiednich następców dla obecnej kadry kierowniczej, jak i opracowanie efektywnych metod wyłaniania przyszłych liderów” – podkreśla prof. Witold Orłowski z PwC.

Narzędzia stosowane w polskich firmach są tu bardzo zbliżone do stosowanych na świecie: angażowanie menedżerów niższego szczebla w podejmowanie decyzji strategicznych (78% w Polsce wobec 79% na świecie), dedykowane programy rozwoju (odpowiednio 66% i 68%) oraz rotacje pomiędzy funkcjami (odpowiednio 63% i 62%). Zdecydowanie rzadziej w polskich firmach stosowane są promowanie różnorodności (36% wobec 58% na świecie) oraz aktywne planowanie sukcesji (55% wobec 71%).

Polscy prezesi lepiej niż na świecie oceniają funkcjonujące modele wynagrodzeń kadry menedżerskiej. W ocenach światowych liderów biznesu widać gorzkie lekcje, które wyciągnięto w krajach rozwiniętych z systemów wynagradzania nadmiernie premiujących ryzyko i skłaniających do poszukiwania krótkookresowych zysków. W przypadku polskich prezesów, akceptacja dla tych modeli jest dużo większa.

Kryzys ekonomiczny nie dotknął największych europejskich klubów piłkarskich

Real Madryt ósmy rok z rzędu jest klubem piłkarskim o największych przychodach na świecie. Jego przychody w sezonie 2011/2012 wyniosły 513 mln euro. Drugie i trzecie miejsce bez zmian – FC Barcelona oraz Manchester United. Dwudziestka największych futbolowych drużyn europejskich zarobiła prawie 5 mld euro. Wśród nich wyróżniają się kluby angielskiej Premier League, którym przypadła połowa miejsc w pierwszej dziesiątce światowego rankingu „Football Money League 2013” po raz 16. przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Real Madryt jako pierwszy klub sportowy na świecie (z uwzględnieniem wszystkich dyscyplin) osiągnął przychody przekraczające 500 mln euro. Przychody hiszpańskiego giganta wzrosły w porównaniu z poprzednim sezonem o 33,1 mln euro (7 proc.) do niespełna 513 mln euro i pozwoliły po raz ósmy stanąć na czele klubów piłkarskich z największymi przychodami. Tym samym Real Madryt wyrównał rekord Manchesteru United, który zajmował pozycję lidera Football Money League przez osiem lat do sezonu 2003/2004. „Przykład Realu Madryt pokazuje, że są kluby odporne na kryzys. Klub ten narzucił swoim konkurentom niesamowite tempo zwiększania przychodów i to m.in. dzięki niemu dwudziestka czołowych klubów zwiększyła sumarycznie swoje przychody o 10 procent w sezonie 2011/2012”- argumentuje Dan Jones, Partner, Sports Business Group, Deloitte UK.

Łączne przychody dwudziestu najlepiej zarabiających klubów piłkarskich osiągnęły poziom 4,8 mld euro. Oznacza to, że od czasu rozpoczęcia publikowania rankingu Deloitte w 1997 roku zwiększyły się one aż czterokrotnie. „Osiem klubów w zestawieniu co prawda zanotowało spadek przychodów w sezonie 2011/2012, ale ich przyczyną były gorsze wyniki sportowe, a nie recesja. Przychody czołowej dwudziestki stanowią ponad jedną czwartą sumy przychodów całego europejskiego rynku piłkarskiego. Oczekujemy, że w sezonie 2012/2013 grupa ta zarobi ponad 5 mld euro” – dodaje Dan Jones.

Już piąty rok z rzędu sześć czołowych miejsc w Football Money League zajmują wciąż te same kluby. Oprócz Realu Madryt są to FC Barcelona, Manchester United, Bayern Monachium, Chelsea oraz Arsenal. Tak wysoka pozycja oznacza, że kluby te mają najwięcej kibiców, a co za tym idzie największe przychody i to zarówno na rynkach krajowych, jak i zagranicą.

Tradycyjnie najwięcej miejsc w zestawieniu przypadło angielskim drużynom. W tym roku jest ich siedem, a w pierwszej dziesiątce aż pięć. Tegorocznym debiutantem jest Newcastle United, który zastąpił hiszpańską Valencię.

Największy awans w sezonie 2011/2012, bo aż o pięć miejsc, uzyskały trzy drużyny: Manchester City (pozycja 7.), Bosrussia Dortmund (miejsce 11.) oraz Napoli (15.). Warto przypomnieć, że filarami niemieckiej drużyny są trzej Polacy: Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski oraz Łukasz Piszczek. Borussia Dortmund uznawana jest za rewelację tegorocznej Ligi Mistrzów, z której odpadła już Chelsea, ubiegłoroczny zwycięzca europejskich rozgrywek. Zdaniem ekspertów Deloitte w połączeniu z ograniczoną pojemnością stadionu Stamford Bridge może to spowodować spadek londyńskiego klubu w przyszłorocznej edycji rankingu i zajęcia jego miejsca na przykład przez Manchester City, triumfatora Premier League z ubiegłego sezonu.

Czy Real Madryt i FC Barcelona w kolejnych edycjach Football Money League obronią pozycję lidera i wicelidera? Eksperci Deloitte zauważają, że zagrożeniem dla nich może być Manchester United, który choć notuje gorsze wyniki sportowe, to osiąga coraz wyższe przychody z działalności komercyjnej. „Manchester United nadal wykorzystuje globalną rozpoznawalność swojej marki. Siedmioletnia umowa sponsorska zawarta z General Motors podwoi przychody klubu uzyskiwane dzięki umieszczeniu logo partnera na koszulkach zawodników. W połączeniu z nowymi umowami na transmisję rozgrywek Premier League na sezon 2013/2014 gwarantującymi każdemu z angielskich klubów zwiększone dochody od 20 do 30 mln funtów może to skutkować wyprzedzeniem hiszpańskich klubów przez Czerwone Diabły. Nowe umowy dotyczące transmisji mogą oznaczać zaś, że za kilka lat połowę stawki w zestawieniu będą stanowić drużyny angielskie” – wyjaśnia Austin Houlihan, Starszy Menedżer, Sports Business Group, Deloitte UK.

Eksperci Deloitte zauważają, że na sytuację finansową europejskich klubów piłkarskich wpłynie wymóg UEFA, tzw. Financial Fair Play, oznaczający, że kluby nie będą mogły więcej wydawać niż zarabiają. „Coraz więcej uwagi przywiązuje się do racjonalizacji wydatków klubów w odniesieniu do poziomu ich zarobków. Należy popierać sprawność i odpowiedzialność struktur zarządczo-finansowych w europejskiej piłce nożnej oraz inwestowanie w obiekty sportowe i rozwój młodzieży” – podsumowuje Paul Rawnsley, Dyrektor, Sport Business Group, Deloitte UK.

Amazon przejmuje polską firmę IVONA Software

Polska firma IVONA Software, której syntezator mowy Ivona zyskał uznanie tak rodzimych, jak i zagranicznych użytkowników komputerów, została przejęta przez Amazon. Przejęcie jest kolejną odsłoną rywalizacji między Amazonem a jego konkurentami mającymi własne syntezatory mowy, takie jak Samsung S-Voice czy Siri należąca do Apple.

Firmę założyli w 2001 roku dwaj absolwenci Politechniki Gdańskiej, Łukasz Osowski i Michał Kaszczuk. W 2011 roku pierwotna nazwa firmy (IVO Software) została zmieniona na IVONA Software. Firma tworzy i rozwija wielokrotnie nagradzany na świecie syntezator mowy IVONA TTS (ang. Text-to-Speech) – program zmieniający tekst na mowę. Jego możliwości technologiczne, wysoka jakość mowy porównywalna z mową ludzką, różnorodność głosów, kodeków i licencji sprawia, że korzystają z niego zarówno duże korporacje, jak i małe firmy. Amazon korzysta już z technologii firmy IVONA Software w swoich tabletach Kindle Fire, które oferują takie funkcje jak Text-to-Speech, Voice Guide oraz Explore by Touch.

„Opracowana przez IVONA Software wyjątkowa technologia text-to-speech wyróżnia się naturalnością, dokładnością wymowy oraz łatwością wykorzystania. Jest ona kluczowym elementem funkcji zwiększających dostępność Kindle Fire, w tym Text-to-Speech, Voice Guide, czy Explore by Touch”, powiedział Dave Limp, Vice President, Amazon Kindle. „Zespół IVONA podziela naszą pasję do innowacji i koncentrację na potrzebach klienta. Liczymy na dalszy rozwój i dostarczanie świetnych produktów pozwalających na budowę najwyższej klasy rozwiązań głosowych klientom na całym świecie.”

„Od ponad dziesięciu lat nasz zespół koncentruje się na budowie innowacyjnej technologii text-to-speech,” mówi Łukasz Osowski, Prezes i współzałożyciel firmy IVONA. „Cieszymy się, że wsparcie Amazon pozwoli nam na dalszy rozwój, innowacje oraz dostarczanie nowych głosów i języków klientom na całym świecie.”

Szczegóły finansowe transakcji nie zostały ujawnione przez żadną ze stron.

Kryzys w Chinach i gaz łupkowy zwiększą PKB Polski

Wyhamowanie dynamiki wzrostu gospodarczego Chin może oznaczać wzrost polskiego PKB o 1 proc. w ciągu trzech lat. Z kolei rozpoczęcie wydobycia gazu łupkowego w Polsce może zwiększyć PKB naszego kraju łącznie o ponad 3 proc. w latach 2013-2022. Analizy przyczyn i skutków tych czynników – „chińskiego kryzysu” i wydobycia gazu łupkowego – dokonał Bank DnB NORD z firmą doradczą Deloitte w raporcie „Kierunki 2013. Pozytywne szoki gospodarcze?”.

Po pierwsze: „kryzys” w Chinach
Szacunki i prognozy na najbliższe dwa lata wskazują na stabilizację wzrostu PKB w krajach rozwiniętych, na poziomie około 2,5 proc. w Stanach Zjednoczonych i 1,5 proc. w strefie euro oraz 8 proc. w Chinach. W analizie przygotowanej przez Bank DnB NORD wspólnie z Deloitte rozważany jest też scenariusz zakładający spowolnienie dynamiki PKB Chin do 5 proc. rocznie.

– Skutki takiego, prawdopodobnego naszym zdaniem, zdarzenia będą odczuwalne dla gospodarek na całym świcie – podkreśla Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Business Consulting, jeden z autorów raportu. – Nie będzie to kryzys w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale „kryzys chiński”, który wywoła pozytywny szok podażowy na świecie, którego echa dotrą także do Polski.

Chiny mogą doświadczyć spowolnienia wzrostu do „zaledwie” 5 proc., ponieważ – według twórców publikacji – kraje rozwinięte, czyli główni partnerzy handlowi Chin, przechodzą właśnie terapię ograniczania deficytów i konsumpcji. Równocześnie chińskie rezerwy wzrostu (oparte o inwestycje i eksport) są na wyczerpaniu, a potencjalne jego nowe źródła (związane z wewnętrzną konsumpcją i innowacyjnością) będą wymagać zmian o charakterze politycznym i społecznym, co w obecnej sytuacji wydaje się mało prawdopodobne.

– Polski przemysł, choć nie jest bezpośrednio powiązany z koniunkturą w Chinach, to pośrednio poprzez eksport komponentów do produkcji unijnego eksportu do Chin pozostaje z nią dosyć silnie skorelowany – wyjaśnia Artur Tomaszewski, prezes zarządu banku DnB NORD Polska. – Spowolnienie dynamiki chińskiego PKB wpływać będzie na polską gospodarkę dwoma kanałami: poprzez handel międzynarodowy, a także spadek cen surowców – dodaje prezes Tomaszewski.

Według autorów raportu ewentualne spowolnienie w Chinach wpłynie pozytywnie na polską gospodarkę. Spadek dynamiki PKB Chin o 1 pkt proc. (poprzez związany z nim spadek indeksu cen surowców na rynkach światowych) spowoduje wzrost PKB Polski o 0,16 pkt proc. w każdym roku. Natomiast łączny wpływ „kryzysu chińskiego” na sytuację gospodarczą Polski przez kolejne trzy lata byłby bardziej korzystny i wyniósłby w sumie około 1,1 pkt proc. To niemało, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę możliwą niską dynamikę wzrostu PKB Polski w najbliższych latach – na co się zapowiada, biorąc pod uwagę przewlekłość globalnego kryzysu finansowego.

Po drugie: gaz łupkowy (także w Polsce).

Największe szacowane złoża gazu łupkowego znajdują się w Ameryce Północnej (26 proc. światowych zasobów) i Azji (23 proc.). Biorąc pod uwagę poszczególne kraje największe złoża są zlokalizowane w Chinach. Europa posiada raczej symboliczne zasoby (8 proc. światowych złóż), ale mają one istotne znaczenie, gdyż znajdują się w krajach (w tym w Polsce) silnie uzależnionych od importu gazu.

W przypadku wzrostu wydobycia gazu łupkowego obecna zależność wielu krajów od importowanego gazu ulegnie zmniejszeniu, a co za tym idzie – zmienić się może bilans eksportu-importu gazu na świecie. Obserwujemy spadek cen gazu nie tylko na rynku amerykańskim, ale i globalnym. Powyższe procesy będą miały raczej charakter trwały i mogą doprowadzić do rewolucji na rynku źródeł energii – piszą autorzy raportu.

Co to oznacza dla polskiej gospodarki?

W kontekście szacowanych zasobów gazu łupkowego na terenie naszego kraju różnice pomiędzy dwoma możliwymi scenariuszami: pierwszym (fiasko wydobycia istotnych ilości gazu łupkowego) oraz drugim (sukces łupkowego przedsięwzięcia), nie są dramatycznie duże. Polska nie będzie zatem drugą Norwegią. Niemniej korzyści, które odniesie gospodarka będą widoczne. Autorzy raportu szacują, że dla polskiego PKB korzyści netto w postaci wzrostu konsumpcji – mimo wszystko tańszego gazu, inwestycji w rozbudowę wydobycia i infrastrukturę oraz spadku importu wynosić mogą łącznie ponad 3 proc. PKB w latach 2013-2022. Jest to poziom zbliżony do korzyści, jakie odniosła z tytułu wydobycia i konsumpcji gazu łupkowego gospodarka USA w latach 2005-2010.

Rynek nowych mieszkań w Polsce w 2012 r.

Ostatni kwartał roku był pod względem liczby zawartych transakcji bardzo dobrym okresem, zaś cały rok 2012 – niezłym rokiem dla większości firm. Kluczowe znaczenie dla takiego wyniku mieli nabywcy kupujący mieszkania ze wsparciem programu „Rodzina Na Swoim”. Pomimo dostrzegalnego spowolnienia gospodarczego i perturbacji spowodowanych wejściem w życie ustawy o ochronie praw nabywców sektor deweloperski wykazał dojrzałość i umiejętność elastycznego reagowania na zmiany w otoczeniu rynku.

Komentując sytuację na rynku deweloperskim Kazimierz Kirejczyk, Prezes REAS powiedział: „Ze względu na spodziewaną sytuację makroekonomiczną w 2013 r. nasili się proces różnicowania sytuacji poszczególnych deweloperów. Firmy z największymi problemami mogą być zmuszone do wyprzedaży mieszkań po bardzo atrakcyjnych dla nabywców cenach. Natomiast te, które zachowają dobrą kondycję finansową, będą mogły nadal sprzedawać mieszkania z satysfakcjonującymi marżami. Dostrzegalny będzie także proces konsolidacji rynku.

Niemniej, o ile nie wystąpią szczególnie silne negatywne czynniki w otoczeniu rynku, to sam sektor deweloperski powinien sobie poradzić ze spowolnieniem gospodarczym, a rok 2014 może przynieść wyraźną poprawę koniunktury na polskim rynku mieszkaniowym.” dodał Kazimierz Kirejczyk.

Daniel Ścigała nowym dyrektorem Biura Maklerskiego Banku BGŻ

Daniel Ścigała związany jest z rynkiem finansowym od kilkunastu lat. Ostatnio w Grupie BNP Paribas odpowiadał za bankowość prywatną, uruchomienie biura maklerskiego oraz pełnił funkcję Prezesa TFI BNP Paribas Polska.

W latach 2000-2010 związany był z BRE Bankiem, gdzie m.in. odpowiadał za bankowość prywatną, tworzył i kierował domem maklerskim BRE Wealth Management. Daniel Ścigała zajmuje się komentowaniem bieżącej sytuacji na rynku kapitałowym, usług i produktów inwestycyjnych oraz komentarzami giełdowymi. Zespół analityków Biura Maklerskiego przygotowuje szczegółowe analizy spółek giełdowych oraz komentarze giełdowe. Głównie są to firmy z branży przemysłowej, budowlanej, finansowej, handlowej, telekomunikacyjnej, IT czy energetycznej.

Apple ogłasza rekordowe wyniki kwartalne

Firma Apple ogłosiła dzisiaj wyniki finansowe za pierwszy, 13-tygodniowy kwartał roku obrotowego 2013, który zakończył się 29 grudnia 2012 r. Spółka zadeklarowała rekordowe przychody kwartalne w wysokości 54,5 miliarda USD i rekordowy kwartalny zysk netto w wysokości 13,1 miliarda USD, czyli 13,81 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym 14-tygodniowym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 46,3 miliarda USD, a zysk netto 13,1 miliarda USD, czyli 13,87 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 38,6 procent w porównaniu z 44,7 procent w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 61 procent przychodów ze sprzedaży w zakończonym kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.

Średni przychód tygodniowy w zakończonym kwartale wyniósł 4,2 miliarda USD w porównaniu z 3,3 miliarda USD w analogicznym kwartale poprzedniego roku.

Spółka sprzedała w tym kwartale rekordową liczbę 47,8 miliona telefonów iPhone w porównaniu z 37 milionami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała też w zakończonym kwartale rekordową liczbę 22,9 miliona iPadów w porównaniu z 15,4 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka sprzedała 4,1 miliona komputerów Mac w porównaniu z 5,2 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała w zakończonym kwartale 12,7 miliona iPodów w porównaniu z 15,4 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku.

Rada dyrektorów Apple zadeklarowała dywidendę gotówkową w wysokości 2,65 USD na akcję zwykłą. Dywidenda jest płatna w dniu 14 lutego 2013 r. dla akcjonariuszy zarejestrowanych na koniec dnia pracy 11 lutego 2013 r.

„Niezwykle cieszą nas rekordowe przychody w wysokości ponad 54 miliardów USD i sprzedaż ponad 75 milionów urządzeń z systemem iOS w jednym kwartale”, powiedział Tim Cook, Dyrektor Generalny Apple. „Jesteśmy głęboko przekonani o wartości naszej oferty i modelu dystrybucji, nadal koncentrując na innowacjach i tworzeniu najlepszych produktów na świecie”.

„Znakomite wyniki działalności przyniosły w ciągu kwartału ponad 23 miliardy USD w gotówce”, powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple. „Ustanowiliśmy nowy rekord wszechczasów w kwartalnej sprzedaży telefonów iPhone i iPadów, znacząco poszerzyliśmy nasz ekosystem i wygenerowaliśmy najwyższe kwartalne przychody ze sprzedaży w historii Apple”.

Apple prognozuje następujące wyniki w drugim kwartale roku obrotowego 2013:

• przychody ze sprzedaży: od 41 do 43 miliardów USD;
• marża brutto: od 37,5 do 38,5 procenta;
• koszty operacyjne: od 3,8 do 3,9 miliarda USD;
• pozostałe przychody/(koszty): 350 milionów USD
• stawka opodatkowania: 26%

Apple udostępni na żywo transmisję telekonferencji z prezentacją wyników finansowych za 1. kwartał roku obrotowego 2013 o godzinie 14:00 czasu pacyficznego (PST)/23:00 czasu CET w dniu 23 stycznia 2013 r., pod adresem www.apple.com/quicktime/qtv/earningsq113. Webcast ten będzie dostępny do odtworzenia jeszcze przez około dwa tygodnie po tym terminie.

Niniejsza informacja prasowa zawiera wybiegające w przyszłość stwierdzenia, w tym bez ograniczeń te dotyczące szacowanych przychodów ze sprzedaży, marży brutto, kosztów operacyjnych, pozostałych przychodów/(kosztów) i stawek opodatkowania. Ze stwierdzeniami tymi wiążą się elementy ryzyka i niepewności, a faktyczne wyniki finansowe mogą być różne od prognozowanych. Do elementów ryzyka i niepewności należą bez ograniczeń: wpływ czynników konkurencyjnych i ekonomicznych (oraz reakcji Spółki) na decyzje konsumentów i przedsiębiorców dotyczące zakupu produktów Spółki; nieustanna presja konkurencyjna na rynku; zdolność Spółki do terminowego wprowadzania na rynek nowych programów, produktów i innowacji technologicznych oraz stymulowania popytu na nie; wpływ zmian w produktach, ich cenach lub ofercie i/lub wzrost kosztów podzespołów na marżę brutto Spółki; ryzyko związane z utrzymaniem zapasów zamawianych przez Spółkę z wyprzedzeniem, zanim klienci zamówią produkty Spółki; dostępność, na akceptowalnych warunkach, określonych podzespołów i usług niezbędnych do prowadzenia przez Spółkę działalności, a obecnie nabywanych ze źródeł o ograniczonej dostępności lub takich, dla których nie ma alternatywy; wpływ zależności Spółki od usług produkcyjnych i logistycznych świadczonych przez firmy trzecie na jakość, ilość lub koszt produktów bądź usług; czynniki ryzyka związane z działalnością zagraniczną Spółki; zależność Spółki od własności intelektualnej i treści cyfrowych dostarczanych przez firmy trzecie; potencjalny wpływ ewentualnego orzeczenia, że Spółka naruszyła prawa własności intelektualnej innych podmiotów; zależność Spółki od wyników działalności dystrybutorów, operatorów telekomunikacyjnych i innych pośredników w sprzedaży produktów Spółki; wpływ ewentualnych problemów z jakością produktów i usług na sprzedaż i zysk operacyjny Spółki; ciągłość pracy i dostępność kluczowych członków kadry zarządzającej i pracowników; wojny, akty terroru, kryzysy zdrowia publicznego, katastrofy naturalne i inne okoliczności, które mogłyby zakłócić dostawy, transport i kształtowanie się popytu na produkty; niekorzystne wyniki innych postępowań prawnych. Dodatkowe informacje na temat potencjalnych czynników wpływających na wyniki finansowe Spółki zamieszczane są niekiedy w sekcjach pt. „Risk Factors” (Czynniki ryzyka) i „Management’s Discussion and Analysis of Financial Condition and Results of Operations” (Omówienie i dokonana przez Zarząd analiza stanu finansowego i wyników działalności) wchodzących w skład ogólnodostępnych sprawozdań Spółki składanych w amerykańskiej Komisji ds. Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), w tym Formularza 10-K za rok obrotowy zakończony 29 września 2012 roku i Formularza 10-Q za kwartał zakończony 29 grudnia 2012 roku, który zostanie złożony w komisji SEC. Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość. Informacje takie powinny być interpretowane w kontekście daty ich ogłoszenia.

Ponad 21 mld zł to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2011 roku

Zgodnie z najnowszym raportem ogólna wartość wsparcia w 2011 roku wyniosła 21,47 mld zł, w 2010 – 24,09 mld zł. W 2011 roku ponad 4 mld zł to pomoc udzielona w transporcie (ok. 70 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W Raporcie analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.

Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach 2005-2010, ulgi podatkowe i dotacje (97,3 proc. wartości pomocy). Wśród instytucji udzielających pomocy w 2011 roku na pierwszym miejscu znalazł się Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych – 2,75 mld zł, Prezes Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – 2,12 mld zł – prawie trzykrotnie więcej niż w 2010. Mniejszego wsparcia udzielili za to: marszałkowie województw 1,69 mld zł (w 2010 – 4,66 mld zł), organy skarbowe i celne – 2,01 mld zł (w 2010 r. – 2,86 mld zł) czy Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości -1,69 mld zł (w 2010 r. – 3,28 mld zł).

W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano ponad 5,6 mld zł – w 2010 było to 6,22 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie (2,80 mld zł, w 2010 – 2,98 mld zł), ochronę środowiska (1,07 mld, w 2010 – 1,48 mld zł), szkolenia (0,70 mld zł, w 2010 – 0,45 mld zł).

W przypadku pomocy sektorowej środki utrzymały się na podobnym poziomie – 3,39 mld zł w 2010, a rok później – 3,43 mld zł. Największy wzrost pomocy (o 982 mln zł) odnotowano w sektorze energetyki. Pomoc dla podmiotów z tego sektora została udzielona w ramach rekompensaty za dobrowolne rozwiązanie umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej – 1,89 mld zł.

Wartość pomocy regionalnej wyniosła 6,43 mld zł – w 2010 -10,72 mld zł. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili marszałkowie województw (1,58 mld zł). 1,40 mld zł trafiło od Ministra Gospodarki do przedsiębiorców z przeznaczeniem na pomoc na inwestycje w produkcję energii elektrycznej lub ciepła z odnawialnych źródeł energii oraz inwestycje o dużym znaczeniu dla gospodarki.

Wsparcie według województw

Na pierwszych miejscach ponownie znaleźli się przedsiębiorcy z: mazowieckiego – 2,95 mld zł (w 2010 – 4,77 mld zł), śląskiego – 2,34 mld zł (w 2010 – 3,16 mld zł) oraz łódzkiego – 1,92 mld zł (w 2010 – 1,64 mld zł). Najmniejszą pomoc przekazano przedsiębiorcom z województw: świętokrzyskiego – 371,3 mln zł, lubuskiego – 431,6 mln zł, warmińsko-mazurskiego – 435,9 mln zł. Wysoka wartość pomocy w niektórych województwach wynika z faktu, że wielu przedsiębiorców wybiera na swoje siedziby duże miasta.

Wsparcie według beneficjentów

Podobnie jak w latach poprzednich w 2011 roku beneficjentami ponad połowy pomocy były duże przedsiębiorstwa. Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) była spółka PKP Intercity – 1,25 mld zł, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna – 1,18 mld zł. Na drugim miejscu znalazła się spółka Przewozy Regionalne – 1,04 mld zł. Następnie: Polskie LNG – 440,9 mln zł, Polskie Sieci Elektroenergetyczne Operator – 396,5 mln zł, Krakowski Holding Komunalny – 377,0 mln zł, Spółka Restrukturyzacji Kopalń – 371,5 mln zł, PKN Orlen – 322,7 mln zł, Międzygminny Kompleks Unieszkodliwiania Odpadów ProNatura – 318,0 mln zł, Południowy Koncern Energetyczny – 239,4 mln zł, PGE Elektrownia Opole – 235,3 mln zł, Zakład Unieszkodliwiana Odpadów – 222,1 mln zł, Telewizja Polska – 205,4 mln zł.

Spadek wartości pomocy

W 2011 roku w porównaniu z 2010 odnotowano spadek całkowitej wartości pomocy o 2,62 mld zł. Związane jest to przede wszystkim z tym, że to właśnie w 2010 roku rozstrzygnęło się wiele konkursów o wsparcie unijne i w związku z tym zostało zawartych więcej umów. Spadła również wartość pomocy udzielanej przez marszałków województw w ramach regionalnych programów operacyjnych (o ok. 3 mld zł) oraz przez Prezesa PARP w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (o ok. 1,7 mld zł).