Asseco Poland wybuduje w Radomiu sieć w technologii LTE

0

Przetarg nieograniczony na opracowanie dokumentacji i budowę infrastruktury szerokopasmowej sieci bezprzewodowej w Radomiu wygrało konsorcjum z Asseco Poland jako liderem, które zaproponowało zastosowanie nowoczesnej technologii LTE (Long Term Evolution). Dzisiaj wiceprezes Asseco Poland, Włodzimierz Serwiński i prezydent Radomia, Andrzej Kosztowniak, podpisali umowę o wartości niemal 6 mln zł brutto.

W ciągu 9 miesięcy konsorcjum zaprojektuje i wybuduje sieć, która da bezpłatny dostęp do Internetu dla 1500 gospodarstw domowych w Radomiu, zagrożonych wykluczeniem cyfrowym z powodu ubóstwa lub niepełnosprawności. Jedna trzecia tych gospodarstw zostanie wyposażona w sprzęt komputerowy przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych (jego zakup i ubezpieczenie objęte są oddzielnym postępowaniem przetargowym). Uruchamiając projekt „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym” gmina miasta Radomia chce niwelować różnice w dostępie do Internetu i wyrównywać szanse edukacyjne swoich mieszkańców. Wszyscy uczestnicy projektu zostaną przeszkoleni z zakresu obsługi uruchomionego łącza, podstaw komunikacji elektronicznej, obsługi komputera oraz podstawowego oprogramowania. W ten sposób także mniej zamożni mieszkańcy Radomia i osoby niepełnosprawne zyskają dostęp do zasobów i usług internetowych. To podstawowy, ale nie jedyny cel budowy sieci szerokopasmowej w Radomiu.

– Znakomite parametry transferu danych nowoczesnej technologii LTE – w Polsce obecnej zaledwie od roku – pozwalają na świadczenie wielu zaawansowanych usług, np. wysokiej jakości wideokonferencji czy transmisji serwisów telewizyjnych. Radom, będąc de facto operatorem swojej sieci LTE, będzie mógł po zakończeniu programu wykorzystywać ją także do innych celów komunikacyjnych i za jej pomocą budować naprawdę inteligentne miasto na miarę XXI w. Sprawując dwuletni serwis nad wybudowaną infrastrukturą, z ochotą będziemy władze Radomia w takich zamierzeniach wspierać – powiedział po podpisaniu umowy Włodzimierz Serwiński, wiceprezes Asseco Poland.

Projekt „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym” jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 8 Oś Priorytetowa: Społeczeństwo informacyjne – zwiększanie innowacyjności gospodarki, Działanie 8.3 „Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu – eInclusion”. Wartość projektu to 10 149 100 złotych, z czego dofinansowanie ze środków europejskich i dotacji celowych z publicznych środków krajowych wynosi 8 626 735 zł.

Ekonomiści BRE zapowiadają bardzo trudny rok dla polskiej gospodarki

Recesja w pierwszej połowie roku i PKB w całym 2013 roku na poziomie 0,5 proc., dalszy spadek dynamiki kredytów hipotecznych oraz wolumenu kredytów korporacyjnych. Stopy procentowe na poziomie 3,25 pp oraz umocnienie złotego w końcówce roku – to główne prognozy ekonomistów BRE Banku na 2013 r.

Ekonomiści BRE Banku w swoich prognozach na rok 2013 spodziewają się ożywienia w USA oraz polepszenia sytuacji gospodarczej w strefie euro, jednak bez silnego ożywienia. Według nich, w najlepszej sytuacji będzie gospodarka niemiecka, jednak zobaczymy to dopiero w drugiej połowie roku. Kraje peryferyjne eurolandu będą znajdowały się w recesji.Ubezpieczenie ryzyka rozpadu strefy euro i kryzysu finansowego oraz widoki na kontynuację ożywienia w USA, wobec bardzo ograniczonej przestrzeni do dalszego spadku rekordowo niskich rentowności bezpiecznych obligacji, wzmagać będą rotację w doborze aktywów w stronę tych o większym ryzyku. Skutkiem powinien być wzrost rentowności obligacji niemieckich i amerykańskich. Wobec obecnego przecenienia premii za ryzyko rozpadu strefy euro, co już skutkowało umocnieniem euro, kurs EURUSD w kolejnych miesiącach w większym stopniu wiedziony będzie różnicą stóp procentowych, a więc i sekwencjami odczytów makro. W efekcie dolar powinien umocnić się do euro.

Sytuacja w gospodarce globalnej będzie miała duży wpływ na polską. – Uważamy, że konsensus prognoz wzrostu polskiego PKB na rok 2013, to jest 1,5 proc. rok do roku jest ciągle zbyt wysoki. – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku – W IV kwartale polskie PKB wzrosło według naszych szacunków zaledwie o 0,5 proc. rok do roku, co nie jest jeszcze dołem cyklu. W całym roku, dzięki ożywieniu w III i IV kwartale powinien osiągnąć poziom 0,5 proc.

Ekonomiści BRE Banku zwracają uwagę, że spadek koniunktury w Polsce to pogłębiać będzie brak spektakularnego przyspieszenia eksportu niemieckiego i stąd względnie płaska ścieżka polskiego eksportu (5-10 proc. r/r).Relatywnie mocny złoty będzie przyczyną niższej opłacalności eksportu, niższe oraz niższych marż eksporterów. Spodziewają się także dalszego wyhamowania inwestycji publicznych i mieszkaniowych oraz ograniczenia inwestycji prywatnych ze względu na pogorszenie perspektyw dla popytu.

Zwracają także uwagę, że w Polsce w kolejnych miesiącach spadać będzie zatrudnienie oraz optymizm konsumentów. Kolejne spadki zatrudnienia w ujęciu rocznym przekreślają scenariusz nawet niewielkiego odbicia dynamiki dochodu realnego gospodarstw domowych – stawia to duży znak zapytania nad finansowaniem konsumpcji i potencjalnie może nawet zatrzymać już i tak rachityczną ścieżkę dynamiki konsumpcji w 2013 roku, którą obecnie zakładamy.2013 rok przyniesie dalszy spadek dynamiki kredytów hipotecznych, oraz spadek wolumenu kredytów korporacyjnych.

Osłabienie wewnętrznych czynników wzrostu już teraz skutkuje w Polsce silną dezinflacją widoczną nie tylko w cenach producentów, ale i w cenach konsumenckich. Tu też konsensus prognoz odbieramy jako zbyt ostrożny. Uważamy, ze inflacja obniży się do poniżej 2 proc. w I kw. i do końca II kw. spadnie poniżej dolnej granicy celu NBP, t.j. 1,5 proc. Inflacja netto obniży się do poniżej proc. Recesja w I połowie 2013 i kontynuacja negatywnych zaskoczeń powinny skutkować dalszymi obniżkami stóp. Stopa REPO spadnie do około 3,25 proc.

Według ekonomistów BRE Banku rok 2013 nie będzie rokiem polskich obligacji. Sekwencje słabszych danych będą w najbliższym okresie prowadzić jedynie do niewielkiego spadku ich rentowności. Pomóc mogą obniżki stóp przez RPP. Według scenariusza na 2013 złoty umiarkowanie się osłabi w najbliższych miesiącach, co będzie wynikiem pogłębienia spowolnienia gospodarczego i zmniejszenia napływów na rynek obligacji. – W perspektywie końca 2013 złoty powinien jednak zyskiwać z powodu ożywienia globalnego oraz postępującego równoważenia polskiej gospodarki – mówi Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku.

Polska największym producentem sprzętu AGD w Europie

W 2012 roku wartość wyprodukowanych w Polsce artykułów gospodarstwa domowego wynosiła ok. 14 mld zł. 90 proc. tej produkcji stanowiło tzw. duże AGD: pralki, lodówki i kuchenki. Dziewięć na dziesięć egzemplarzy wysyłanych jest na eksport. Jednak jak wynika z raportu przygotowanego przez ekspertów Biura Analiz Sektorowych BRE Banku, branża musi walczyć z narastającą konkurencją ze strony azjatyckich rynków oraz stagnacją konsumpcji na rynku krajowym. Mimo tych wszystkich niesprzyjających czynników sektor ten znajduje się w stabilnej kondycji.

Pod względem wielkości produkcji sprzętu AGD Polska wyprzedza Włochy i Niemcy. W zależności od roku jej wartość rośnie od 5 do 10 proc. Ulokowanie wiodących producentów z tej branży akurat w naszym kraju wiąże się z korzystnym położeniem geograficznym, bliskością rynków wschodnich i stosunkowo tanią siłą roboczą.

Według danych za pierwsze dziesięć miesięcy 2012 roku pod względem wolumenowym zauważalny jest znaczny wzrost produkcji dużego AGD (o 8,6 proc. vs. analogiczny okres roku poprzedniego) oraz spadek wolumenu produkcji małego AGD (m.in. roboty kuchenne, blendery – o -17,3 proc.). „Powodem tej malejącej tendencji jest import sprzętu z Azji, znacznie tańszego niż polski, choć jakościowo gorszego. Rodzimi producenci nie mają szans wygrać cenowo z tamtejszymi przedsiębiorcami, choćby ze względu na dużo wyższe koszty pracy. Na szczęście z Dalekiego Wschodu, ze względu na gabaryty, nie opłaca się importować lodówek, pralek czy kuchenek, stąd niezagrożona pozycja Polski na tym rynku” – tłumaczy Mateusz Zieliński z Biura Analiz Sektorowych BRE Banku.

W pierwszej połowie 2012 roku wartość polskiego eksportu AGD wyniosła ok. 6,5 mld zł, co oznacza wzrost o 17,3 proc. w porównaniu z tym samym okresem w 2011 roku. Około 80 proc. sprzętu trafia do krajów UE, głównie Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Przytoczone wcześniej dane potwierdzają wcześniejsze założenia, że tempo wzrostu eksportu powinno wynieść około 15 proc. Ratunkiem dla naszego eksportu jest Rosja i Ukraina, gdzie trafia coraz więcej polskich wyrobów w 2011 roku wzrost dynamiki sprzedaży wyniósł odpowiednio 26 i 11 proc..

Tylko niewielki procent wyprodukowanego towaru pozostaje w kraju. Sprzedawany u nas sprzęt jest średnio o 5-15 proc. tańszy od tego w starych krajach UE, dlatego na krajowym rynku w mijającym roku zauważalne były podwyżki cen o 5-7 proc. Ten proces rozpoczął już w 2011 roku giełdowy Zelmer. Jest on największym graczem na rynku tzw. małego AGD. Choć jego akcje w całości, w pierwszej połowie 2013 roku, ma zamiar przejąć niemiecki producent BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego. Co oczywiście umocni pozycję firmy Bosch/Siemens na rynku małego AGD.

Biorąc pod uwagę wszystkich producentów sprzętu AGD, zatrudniających łącznie ok. 20 tys. osób, w Polsce obecne są największe międzynarodowe podmioty: LG, BSH ,Electrolux, Indesit oraz Whirlpool. Na rynku panuje duża konkurencja, dlatego Samsung i LG w 2012 roku otworzyły nowe linie produkcyjne, a Indesit nową fabrykę. Ponadto ten ostatni na początku 2013 roku planuje uruchomić kolejny oddział.

Zdecydowana większość polskich domów jest wyposażona w podstawowy sprzęt gospodarstwa domowego, choć nie stać nas jeszcze na wymianę lodówki czy pralki tak często jak choćby naszych zachodnich sąsiadów. Według szacunków średnia długość użytkowania artykułów AGD w zależności od ich rodzaju wynosi u nas od siedmiu do czternastu lat. Lodówkę, pralkę, kuchenkę czy odkurzacz posiada ponad 95 proc. gospodarstw domowych. Ten rodzaj sprzętu AGD nie ma więc już dużego potencjału wzrostu. W polskich rodzinach zdecydowanie gorzej jest za to z kuchenkami mikrofalowymi (ma je jedynie ok. 50 proc. badanych), robotami kuchennymi (ponad 60 proc.), a przede wszystkim ze zmywarkami (ok. 15 proc.). To właśnie wśród tych produktów, a także sprzętu do zabudowy, istnieje duży potencjał wzrostu.

Gdzie Polacy kupują sprzęt AGD? Sprzedaż detaliczna prowadzona jest w Polsce przez około 5,6 tys. punktów handlowych. Należy jednak zaznaczyć, że w tej branży coraz większą wagę odgrywają sklepy internetowe. Z raportu Centre for Retail Research wynika, że wartość polskiego rynku e-Commerce miała wynieść w 2012 roku 5,6 mld euro, co oznaczałoby wzrost o 24 proc. rok do roku. „Dużą część zakupów przez Internet stanowią zakupy sprzętu elektronicznego. Należy się spodziewać, że udział ten w najbliższych latach będzie jeszcze wzrastać” – mówi Mateusz Zieliński. Znaczącą rolę odgrywają tu niezależni sprzedawcy oraz platformy handlowe jak Allegro. Dodatkowo, coraz więcej stacjonarnych sieci handlowych otwiera własne sklepy internetowe. Silną pozycję w tym segmencie mają Neonet oraz Euro-net, choć coraz bardziej muszą się liczyć z konkurencją ze strony największego detalisty Media Saturn Holding Polska (marki Media Markt i Saturn), który także zdecydował się na sprzedaż internetową. Pod względem liczby sklepów wygrywa zaś Neonet z około 500 placówkami, należy jednak zaznaczyć, że są one powierzchniowo znacznie mniejsze niż u konkurentów.

Zdaniem ekspertów z BRE Banku w związku ze spowolnieniem gospodarczym i znacznym obniżeniem się tempa wzrostu krajowej konsumpcji należy spodziewać się stagnacji na rynku detalicznej sprzedaży sprzętu AGD. Zakupy produktów zaliczanych do segmentu dużego AGD są podejmowane po dogłębnej analizie, dlatego popyt na nie ulega wahaniom koniunkturalnym. „W związku z tym, nie bez przyczyny zdecydowanie w lepszej kondycji podczas spowolnienia gospodarczego jest segment małego AGD (znacznie tańszego niż duże AGD), gdzie zakupy są często dokonywane pod wpływem emocji oraz chwili. Znaczenie ma również fakt, że podkategoria ta oznacza się dużą różnorodnością, co powoduje, że spadki w dynamice sprzedaży jednego produktu mogą zostać nadrobione wzrostami w innych obszarach” – wyjaśnia Mateusz Zieliński.

Handel hurtowy zdominowali w Polsce sami producenci. W 2011 roku wartość sprzedanych artykułów gospodarstwa domowego wyniosła 5,1 – 5,6 mld zł, z czego 4,3 mld zł przypadło na duże AGD. Na polskim rynku dużego AGD pod względem liczby sprzedanego sprzętu liderem jest giełdowa Amica tuż przed globalnymi producentami – Electroluxem oraz Boschem. Jednak biorąc pod uwagę wartość sprzedanych produktów to pierwsze miejsce przypada Electroluxowi. Sprzedaż małego AGD zdominowana jest zaś przez firmę Zelmer z 22 proc. udziałem sprzedaży oraz wicelidera (jednocześnie lidera w tym segmencie w Europie Środkowowschodniej) – firmę Philips (18 proc.). Po ewentualnym przejęciu Zelmera przez BSH grupa ta znacząco wzmocniłaby się jako lider na poziomie ok. 28 proc.

Pod hasłem artykuły gospodarstwa domowego kryje się nie tylko sprzęt elektroniczny. To także szkło gospodarcze oraz stołowe wyroby ceramiczne. Wartość sprzedaży szkła wyprodukowanego w Polsce wyniosła w 2011 roku 2,1 mld zł (wzrost o 6,9 rok do roku). Aż 80 proc. stanowiły opakowania, a resztę szkło użytkowe (np. szklanki). Polska jest szóstym co do wielkości producentem szkła w Europie. Jednak tylko co 11 opakowanie używane w naszym kraju wykonane jest z tego surowca i to mimo że cenowo jest on tańszy od papieru czy tworzywa sztucznego.

Przemysł szklarski przeszedł w ostatnich latach etap transformacji. Znaczna konkurencja cenowa sprawiła, że wiele polskich hut szkła uległo likwidacji, a lepiej prosperujące zostały przejęte przez międzynarodowych potentatów. Dzięki temu firmy zyskały dostęp do środków na modernizację linii produkcyjnych i zwiększenie efektywności. Cały przemysł szklarski obejmuje ok. 100 przedsiębiorstw, które zgodnie z prognozami w 2012 roku miały wytworzyć ponad 3 miliona ton szkła. Największymi graczami na tym rynku są: O-I, Ardagh Glass oraz Warta Glass.

Krótkoterminowe prognozy dla producentów szkła gospodarczego są pozytywne. Wysoki, sięgający ok. 40 proc. udział gazy w kosztach bezpośrednich produkcji od początku przyszłego roku będzie tańszy, co będzie skutkowało niewielkim pozytywnym wpływem na wyniki finansowe firm z branży szklarskiej. Długoterminowo sytuacja wygląda także dobrze ze względu na fakt, że zużycie opakowań szklanych na jednego mieszkańca Polski jest w zależności od szacunków w skali roku średnio od 10 do 20 kg niższe niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie wynosi ono ok. 52 kg rocznie.

Spore zagrożenia występują na rynku wyrobów ceramicznych, których wartość produkcji w 2011 r. wynosiła 326 mln zł, co było spadkiem w porównaniu z 2010 rokiem o 5,7 proc. Spadek jest również możliwy w 2012 roku. Krajowi producenci oprócz presji kosztowej wpływającej negatywnie na marże muszą konkurować z tanimi produktami chińskimi (o gorszej jakości), które w coraz większym stopniu znajdują nabywców na rynkach europejskich. Co prawda w połowie 2012 roku UE nałożyła na chińskich producentów ceramiki cła antydumpingowe, co pomoże konkurować z Chińczykami, lecz należy pamiętać, że na razie będą one obowiązywać tylko do połowy maja 2013 roku. Wyższe koszty bezpośrednie oraz wyższe koszty pracy niż u dalekowschodnich producentów decydują o niższej konkurencyjności cenowej polskich przedsiębiorców. Branża producentów ceramicznych wyrobów stołowych i ozdobnych zdominowana jest przez małe i mikroprzedsiębiorstwa. Liderem pod względem wartości sprzedaży produkcji na tym rynku jest Lubiana, wyprzedzająca zakłady ZPS Karolina i Porcelanę Chodzież.

Raport Rynek Pracy Specjalistów w 2012 roku

Na rynku pracy bywało już lepiej. Jak wynika z raportu Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów”, w 2012 roku z kwartału na kwartał perspektywy na znalezienie pracy były coraz gorsze. Nie wszystkie grupy specjalistów miały jednak z tym problem.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego I połowę 2012 roku na rynku pracy charakteryzował stopniowy spadek bezrobocia (z 13,2% w styczniu do 12,3% w lipcu), a II połowę jego stopniowy wzrost (w listopadzie stopa bezrobocia wynosiła już 12,9%, a w grudniu, według danych MPiPS, 13,3%). Również analizując dane Pracuj.pl, dotyczące liczby ofert opublikowanych przez pracodawców w serwisie, można powiedzieć, że zdecydowanie lepsza była pierwsza połowa roku, a szczególnie I kwartał, kiedy odnotowano rekordową w historii serwisu liczbę opublikowanych propozycji zatrudnienia – ponad 91 tysięcy.

Sytuacja zaczęła się pogarszać po wakacjach, choć warto wspomnieć o wyjątkowo dobrym październiku (blisko 30 tys. ofert w serwisie). W sumie w drugiej połowie roku liczba ofert była o 10% niższa niż w pierwszej, a najgorszy był IV kwartał. Trzeba jednak pamiętać, że tradycyjnie już w tym okresie, a szczególnie w grudniu, firmy wstrzymują procesy rekrutacyjne.

Analiza rocznej dynamiki wzrostu* liczby ofert pracy w podziale na poszczególne miesiące pokazuje, że sytuacja na rynku pracy w 2012 roku była relatywnie gorsza niż w 2011. Krzywa całego 2011 roku znajduje się po dodatniej stronie – co oznacza, że każdy miesiąc tego roku był pod względem liczby ogłoszeń lepszy niż analogiczny okres w roku poprzedzającym, czyli w 2010. Amplituda wzrostu waha się od 13% do nawet 60%.

Natomiast w 2012 roku dynamika wzrostu w pięciu miesiącach znalazła się poniżej zera, co oznaczało mniejszą niż rok wcześniej liczbę ofert pracy. W ubiegłym roku najlepsze dla osób szukających pracy były pierwsze trzy miesiące roku, kiedy to było od 10 do 20% ofert więcej niż rok wcześniej oraz październik (o 8% więcej ogłoszeń). Co prawda nie można jeszcze mówić o kryzysie, ale z pewnością obserwujemy spowolnienie przyrostu liczby ofert i początek stagnacji na rynku pracy. Potwierdza to też całkowita liczba opublikowanych ofert w Pracuj.pl. W 2012 roku było ich bowiem prawie tyle samo (niecałe 330 tys.) co w 2011 (wzrost zaledwie o 1,85%).

Budownictwo w dół, turystyka do góry

W porównaniu do 2011 roku popyt na pracowników spadł najbardziej w branży budowlanej (o 18%) oraz
w przemyśle lekkim (spadek o 12%). Ubiegły rok był za to lepszy od 2011 – przede wszystkim za sprawą Mistrzostw Europy w piłce nożnej – dla osób szukających pracy w branży turystycznej i gastronomii (wzrost liczby ofert o 14%). Ale wzrosty odnotowano również w sektorze edukacyjnym i szkoleniowym (także o 14%) oraz w branży IT (wzrost o prawie 10%).

Najwięcej pracodawców poszukujących ludzi do pracy pochodziło z branż: handel i sprzedaż (28% wszystkich opublikowanych ofert); bankowość, finanse i ubezpieczenia (17%); telekomunikacja i zaawansowane technologie (12%) oraz przemysł ciężki (11%).

Handlowcem albo informatykiem być

W 2012 roku najczęściej poszukiwano specjalistów do działów sprzedaży oraz działów IT. W sumie oferty dla tych dwóch specjalizacji stanowiły 65% wszystkich opublikowanych w Pracuj.pl. Poszukiwanymi pracownikami byli również: pracownicy działów obsługi klienta i call center, działów finansowych (choć sporą część wakatów stanowiły tu oferty dotyczące doradztwa dla klienta i wsparcia sprzedaży) oraz różnego rodzaju specjaliści z wykształceniem technicznym. Trzeba jednak podkreślić, że ofert dla tych ostatnich było zdecydowanie mniej niż w 2011 roku (spadek aż o 10%). Natomiast w stosunku do 2011 najbardziej, bo prawie o 26%, wzrosło zapotrzebowanie na szkoleniowców, a także na księgowych (prawie 21% wzrostu).

W minionym roku prawie co 5. opublikowana oferta pochodziła z woj. mazowieckiego, ale w porównaniu z 2011 rokiem liczba propozycji zatrudnienia od pracodawców z tego regionu spadła najbardziej, bo o 3,5%. Wpływ na to miał przede wszystkim spadek zapotrzebowania na pracowników w branży budowlanej.

Więcej ofert było za to w woj. małopolskim (wzrost o 9,6%) i woj. dolnośląskim (wzrost o 6,8%). W przypadku tych regionów większa liczba ofert pracy wynikała przede wszystkim z rozwoju centrów usług wspólnych oraz sektora badawczo-rozwojowego. Szukano tam przede wszystkim specjalistów do działów badań i rozwoju, IT, księgowych, a także do działów personalnych. W 2012 roku nie zmieniła się natomiast prawie w ogóle liczba propozycji oferowanych przez zagranicznych pracodawców.

W 2012 roku pracodawcy szukali specjalistów i kierowników (wzrost liczby propozycji względem 2011 o ok. 3%). Mniej propozycji miały za to kadry najwyższego i najniższego szczebla. W tym ostatnim spadek wyniósł ponad 8%.

*Roczna dynamika wzrostu liczby ofert pracy to pokazany w procentach wzrost/spadek liczby opublikowanych ogłoszeń w danym miesiącu roku do analogicznego okresu w roku poprzedzającym.

Sąd Apelacyjny podtrzymał korzystny wyrok dla MCI

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu na rozprawie 17 stycznia wydał werdykt w sprawie z powództwa MCI przeciwko Skarbowi Państwa. Zgodnie z sentencją wyroku odczytaną przez Sąd MCI wygrał spór o odszkodowanie za utratę wartości akcji JTT w wyniku jej upadłości. Na jego rzecz zasądzono kwotę 28.821.828,28 zł plus ustawowe odsetki.

Sąd Apelacyjny ponownie zajął się sprawą JTT po uchyleniu wyroku przez Sąd Najwyższy w czerwcu 2012 roku. Na dzisiejszym posiedzeniu ogłosił wyrok w rozprawie z powództwa MCI Management S.A. przeciwko Skarbowi Państwa – Dyrektorowi Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu w sprawie upadłości spółki JTT Computer S.A, w którym podtrzymał werdykt tego samego sądu z kwietnia 2011 r. przyznając MCI odszkodowanie w wysokości 28.821.828,28 zł. Zasądzona kwota jest niższa od poprzednio przyznanej o 83 tys. zł. W sumie po uwzględnieniu odsetek ustawowych Sąd przyznał MCI Management odszkodowanie w kwocie ok 46 mln zł.

– Sąd Apelacyjny w sposób jednoznaczny potwierdził prawo MCI Management do otrzymania odszkodowania za doprowadzenie do upadłości JTT wskutek błędnych decyzji służb skarbowych. Czujemy satysfakcję, że Sąd Apelacyjny przyznał nam rację i wieloletni spór z Urzędem Kontroli Skarbowej zakończył wyrokiem korzystnym dla MCI – skomentowała Magda Pasecka, Członek Zarządu MCI Management SA.

Wyrok jest prawomocny i jest kolejnym rozstrzygnięciem w toczącym się postepowaniu, którego historia sięga 2006 r. JTT Computer SA to niegdyś jedna z największych polskich firm komputerowych. Jej udziałowcem było m.in. MCI Management, które posiadało ponad 40% udziałów w spółce komputerowej. Wskutek bezprawnych decyzji Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu spółka została doprowadzona do upadłości. W czerwcu 2012 r. Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego przyznającego MCI Management 28,9 mln odszkodowania wraz z odsetkami ustawowymi, co stanowiło kwotę 46,5 mln na dzień wypłaty, i przekazał sprawę Sądowi Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania. 17 stycznia 2013 r. sprawa była ponownie przedmiotem rozprawy sądowej.

Ponad 3,4 mld zł – to kwota pomocy de minimis udzielonej w 2011 roku

W 2011 roku wartość pomocy de minimis wyniosła 3 446,6 mln zł. To o 25 proc. mniej niż w 2010 roku. Najczęściej przedsiębiorcy otrzymywali różnego rodzaju dotacje, ulgi podatkowe. Wsparcie było udzielane głównie ze źródeł zasilanych jednocześnie ze środków krajowych i zagranicznych. Spadek wartości pomocy związany jest przede wszystkim z zawarciem w 2011 roku mniejszej ilości umów związanych ze wsparciem środków funduszy unijnych.

Pomoc de minimis to wsparcie państwa udzielane przedsiębiorcom, które nie wymaga notyfikacji Komisji Europejskiej. Zgodnie bowiem z zasadą prawa rzymskiego de minimis non curat lex (prawo nie troszczy się o drobiazgi), pomoc o niewielkich rozmiarach nie powoduje naruszenia konkurencji na rynku. Jednak łączna wartość pomocy de minimis dla jednego beneficjenta nie może przekroczyć 200 tys. euro w okresie trzech lat kalendarzowych, a przypadku przedsiębiorców z sektora transportu drogowego – 100 tys. euro.

Proste zasady udzielania pomocy de minimis powodują, że najczęściej korzystają z niej mniejsze podmioty. W 2011 roku z tej formy wsparcia skorzystało 130 tys. przedsiębiorców, a 77 proc. wartości pomocy de minimis trafiło do mikroprzedsiębiorstw, co wiąże się głównie z prostymi zasadami jej udzielania i brakiem powiązania z konkretnymi projektami. Jedynie ok. 5 proc. pomocy de minimis trafiło w 2011 roku do dużych przedsiębiorców.

W 2011 roku największej pomocy de minimis udzielił Prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (1 167,3 mln zł). To ponad 30 proc. całej wartości pomocy de minimis. Kwota ta została głównie przeznaczona na działania w ramach programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Na drugim miejscu znalazły się jednostki samorządowe (1 151 mln zł) – większość pieniędzy rozdysponowali starostowie powiatów głównie w ramach dotacji i refundacji związanych z zatrudnieniem i instytucjami rynku pracy. Gminy często stosowały zwolnienia podatkowe i umarzały zaległości podatkowe lub rozkładały je na raty. W 2011 roku pomocy de minimis o dużej wartości udzielili także beneficjenci Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki (306,9 mln zł) głównie na szkolenia i usługi doradcze.

Od kilku lat utrzymuje się stała tendencja, zgodnie z którą najwięcej pomocy de minimis udziela się w kilku tych samych województwach. W 2011 roku pomocy de minimis o największej wartości udzielono przedsiębiorcom z województwa wielkopolskiego (472,1 mln zł), mazowieckiego (462,2 mln zł), małopolskiego (323,9 mln zł). Najmniej otrzymali natomiast przedsiębiorcy z województwa podlaskiego (117,1 mln zł), lubuskiego (82,5 mln zł) oraz opolskiego (76,3 mln zł).

Rośnie zadłużenie branży budowlanej

W porównaniu do ubiegłego roku liczba firm z tego sektora notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wzrosła o 23%. Ich zadłużenie to już prawie 400 milionów złotych. Na liście dłużników znajduje się 9 648 firm budowlanych z całej Polski. Rekordzista ma prawie 6 milionów złotych długu. Wśród zadłużonych firm budowlanych dominują te z Mazowsza (15,5%), Śląska (13,81%), Dolnego Śląska (9,36%) i Wielkopolski (8,92%). Ponad 56% procent długów firm budowlanych to zobowiązania wobec innych przedsiębiorstw z tego samego sektora.

Jak wynika z najnowszego badania „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” zrealizowanego przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych problem zatorów płatniczych narasta w całej gospodarce, ale w budownictwie jest najbardziej dotkliwy. O ile w całej gospodarce 24,9% przedsiębiorstw wskazuje, że ma coraz większe kłopoty z otrzymaniem na czas należności, to w budownictwie problem ten dotyka 30,2% firm i jest to najwyższy wskaźnik spośród wszystkich branż. Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o odsetek niezapłaconych w terminie faktur. W skali całej gospodarki jest ich 26,6%, a w budownictwie 29,9% i to też najgorszy wynik, jeśli chodzi o branże. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że także w tym sektorze jest najwięcej pesymistów, którzy z obawą patrzą w przyszłość.

71,5% przedsiębiorców z tej branży twierdzi, że zaległe zobowiązania są ogromną barierą, która bardzo mocno wpływa na działalność biznesową. To również wskaźnik mocno odbiegający od średniej dla całej gospodarki, gdzie wynosi on 63%. Trudno się zatem dziwić, że 47,2% firm budowlanych musi tylko z powodu zatorów płatniczych ograniczać inwestycje, 40,7% nie jest w stanie regulować swoich należności, a 21,4% redukuje zatrudnienie.

– Sytuacja tej branży jest trudna. Dynamika produkcji budowlano-montażowej kolejny kwartał z rzędu bardzo znacząco spadła i jest o blisko 5% niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Niestety jest to zarówno związane z bardzo słabą sytuacją na rynku mieszkaniowym – ogromną nadpodażą nowych mieszkań, a także z coraz gorszą sytuacją w inwestycjach infrastrukturalnych, gdyż impuls związany z budową infrastruktury na Euro 2012 powoli wygasa. Trzeba też pamiętać, że znacząca grupa przedsiębiorstw poniosła straty na projektach infrastrukturalnych, co przekłada się na spadek zaufania do branży budowlanej w całości, a także zmniejsza zdolność firm z tej branży do podejmowania nowych projektów inwestycyjnych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Dynamiczny rozwój Polski do 2030 roku, a potem stopniowe wyhamowanie

Do 2030 roku PKB Polski z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej wzrośnie z 813 mld USD do 1415 mld USD. Później nasza gospodarka będzie rozwijać się znacznie wolniej i w 2050 roku wypadnie z pierwszej dwudziestki najsilniejszych rynków globu. Aby temu zapobiec musi zwiększyć się poziom krajowych oszczędności i inwestycji – są to główne wnioski z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC „World in 2050”.

Raport PwC publikowany od 2006 roku po raz pierwszy objął Polskę, która jako wiodący kraj Unii Europejskiej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, znalazła się na liście 20 najsilniejszych gospodarek świata, zajmując osiemnastą pozycję. W 2011 roku polskie PKB z uwzględnieniem siły nabywczej przewyższa produkt krajowy brutto Argentyny oraz Arabii Saudyjskiej. Liderami zestawienia są odpowiednio w kolejności USA, Chiny oraz Japonia.

Według analiz PwC nasz kraj będzie nadal się rozwijać i w 2030 roku polskie PKB z uwzględnieniem siły nabywczej osiągnie poziom dzisiejszego produktu krajowego brutto takich znaczących gospodarek, jak Korea Południowa, czy Kanada. Po 2030 roku rozwój niestety wyhamuje. Według prognoz w 2050 roku, w porównaniu do roku 2030, Polska, podobnie jak Australia, znajdzie się poza czołową dwudziestką najsilniejszych gospodarek świata, a w zestawieniu pojawią się nowe kraje takie jak Wietnam czy Nigeria.

Do 2050 roku PKB Polski będzie rosło średnio w tempie około 2,5 proc. rocznie. Aby zobrazować zmiany w poziomie produktu krajowego brutto w poszczególnych okresach, analitycy PwC zestawili ze sobą dane oraz prognozy dla Polski i Niemiec. „Na początku procesu reform z 1990 roku polskie PKB na głowę mieszkańca według rynkowych kursów wymiany stanowiło jedynie 8 proc. niemieckiego, a uwzględniając parytet siły nabywczej – 32 proc. Bieżące wskaźniki porównujące Polskę i Niemcy wynoszą odpowiednio 30 proc. i 54 proc.” – komentuje Mateusz Walewski, Starszy Ekonomista w PwC.

Dotychczas polska gospodarka rozwijała się znacznie szybciej niż niemiecka, co było efektem kumulacji kilku czynników. „Polska to nadal stosunkowo biedny kraj, który ciągle się modernizuje. Poziom zatrudnionych w rolnictwie sięga 12 proc. i należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Dzięki obecności w UE nasz kraj jest jednak postrzegany jako atrakcyjny rynek dla inwestorów zagranicznych. Polska to też europejska czołówka pod względem współczynnika skolaryzacji. To daje nadzieję dla potencjalnych inwestorów na pozyskanie wykwalifikowanej, obeznanej we współczesnych technologiach kadry. Dodatkowo, co najmniej do 2020 roku, Polska będzie jednym z największych odbiorców funduszy UE, co pozwoli na rozwój infrastruktury i unowocześnienie gospodarki” – analizuje Mateusz Walewski.

Ten stan też, jak prognozują analitycy PwC, ma szansę trwać do 2030 roku. Później różnice w tempie rozwoju zaczną się wyrównywać, co oznacza, że Polska praktycznie przestanie gonić swego zachodniego sąsiada.

Podstawowym czynnikiem zahamowania tempa wzrostu dla naszego kraju jest demografia. W wieku produkcyjnym (pomiędzy 15-64) w 2035 roku będzie nas aż o 14 proc. mniej. Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w UE (1,3), co więcej nie jest tak atrakcyjnym miejscem dla emigrantów jak np. sąsiednie Niemcy.

Inną barierą na drodze szybkiego rozwoju w kolejnych dekadach jest niska skłonność do oszczędzania. Znaczna część inwestycji w Polsce w ostatnich latach była finansowana przez napływ kapitału zagranicznego. Średni deficyt obrotów bieżących w polskiej gospodarce od 2004 r. wynosi 4,5 proc. PKB.

„Aby proces rozwoju polskiej gospodarki po 2030 roku mógł być kontynuowany, konieczne jest podniesienie poziomu zarówno krajowych oszczędności, jak i inwestycji” – podsumowuje Mateusz Walewski.

Raport „Word in 2050” został opublikowany przez firmę doradczą PwC po raz pierwszy w marcu 2006 roku i zawierał prognozy dotyczące potencjalnego wzrostu PKB w 17 wiodących gospodarkach świata w okresie do 2050 roku. Obejmował on kraje z tzw. grupy G7 (USA, Japonię, Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Kanadę), Australię, Koreę Południową, Hiszpanię oraz kraje z tzw. grupy E7 , czyli siedem najszybciej rozwijających się krajów na świecie (Chiny, Indie, Brazylię, Rosję, Indonezję, Meksyk i Turcję). Prognozy te były aktualizowane w marcu 2008 i styczniu 2011 r., przy rozszerzeniu listy krajów o Argentynę, RPA, Arabię Saudyjską, Wietnam i Nigerię. Obecna analiza obejmuje również Polskę (jako wiodącą gospodarkę UE w regionie Europy Środkowo-Wschodniej) oraz Malezję (jako szybko rozwijającą się średnią gospodarkę w regionie Azji i Pacyfiku).

Do końca 2013 roku liczba użytkowanych smartfonów zbliży się do 2 miliardów

W tym roku globalna sprzedaż smartfonów sięgnie miliarda, a to oznacza, że pod koniec 2013 r. w użytku będzie ich na całym świecie blisko 2 mld. Pomimo zaawansowania technologicznego nowych telefonów aż 20 proc. właścicieli używa ich jedynie do podstawowych funkcji, np. połączeń telefonicznych czy wysyłania wiadomości tekstowych. W Polsce wskaźnik ten sięga nawet 30 proc. Rok 2013 zapowiada się też jako okres dalszego rozwoju telewizji hybrydowej i OTT oraz stopniowego wprowadzania bardziej skomplikowanych zabezpieczeń naszych kont na różnych portalach, które będą skuteczniej chronić nas przed atakami hakerów. Na te właśnie trendy kształtujące rynek nowoczesnych technologii, mediów i telekomunikacji wskazuje firma doradcza Deloitte w tegorocznej, 12. edycji raportu „TMT Predictions 2013”. Sprawdzalność ubiegłorocznych prognoz Deloitte wyniosła aż 82 proc.

W 2013 r. jeden na pięciu właścicieli smartfona na świecie nie połączy się z Internetem za pośrednictwem sieci komórkowej lub Wi-Fi. Oznacza to, że 400 mln smartfonów będzie wykorzystywane jedynie do podstawowych funkcji komunikacyjnych. Użytkownicy, którzy nie umieją lub nie chcą korzystać z pełnej gamy funkcjonalności smarfonów najczęściej obawiają się związanych z tym kosztów. Jak wynika z badania Deloitte przeprowadzonego w 15 krajach na świecie, od 26 do 60 procent użytkowników telefonów komórkowych dostało w ciągu ostatniego roku rachunek wyższy niż oczekiwali. W Polsce odsetek użytkowników wykorzystujących potencjał smartfonów w bardzo ograniczonym zakresie sięga nawet 30 proc. „Wśród użytkowników smartfonów trzeba cały czas kreować popyt na usługi transmisji danych, budować świadomość możliwości tych urządzeń. Można to osiągnąć na przykład przez wspieranie rozwoju aplikacji mobilnych, odpowiednie konstruowanie planów taryfowych czy też rozbudowywanie sieci. Są w Polsce smartfony poza zasięgiem sieci 3G, które tylko czekają na sygnał i… ciekawą taryfę” – tłumaczy Grzegorz Sencio, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte w tym roku już nawet 100 operatorów komórkowych na świecie będzie oferować nielimitowany dostęp do określonych aplikacji w ramach stałych miesięcznych abonamentów. Oferta typu AYCA („all-you-can-app”, korzystanie z aplikacji bez ograniczeń) oznacza, że użytkownik w zamian za stałą, miesięczną opłatę, ma do niej nieograniczony dostęp. W ocenie Deloitte ceny usług typu AYCA będą się kształtować od zera do kilkudziesięciu dolarów miesięcznie. Wśród najpopularniejszych aplikacji, które są wskazywane przez użytkowników smartfonów jako te, do których chcieliby mieć nieograniczony dostęp przeważają media społecznościowe, usługi e-mail oraz wideo. Facebook był najbardziej pożądanym serwisem w ubiegłym roku w 12 z 14 przebadanych krajów (oprócz Rosji i Japonii), na drugim miejscu znalazł się YouTube (badanie Deloitte, grudzień 2012 r.).

Smartfony i tablety zrewolucjonizowały nie tylko rynek telekomunikacyjny, ale także medialny i technologiczny. Coraz większa ich popularność mogła stwarzać wrażenie, że niebawem zastąpią one komputery osobiste. Według ekspertów Deloitte nie ma takiego zagrożenia, a PC ciągle trzymają się mocno. W tym roku będą generować ponad 80 proc. ruchu w Internecie mierzonego w bitach. Co więcej, w dalszym ciągu ponad 70 proc. godzin spędzanych przy różnego rodzaju urządzeniach przetwarzających dane (PC, smartfonach, tabletach) przypadać będzie na komputery osobiste. Dużą część tego czasu spędzamy przed komputerem w godzinach pracy, ale również prywatnie prawdopodobnie przez więcej niż połowę czasu ciągle będziemy używać pecetów. Zdaniem Deloitte nie ma zatem mowy o „erze postpecetowej”, nadeszła wręcz era „peceta plus”. „Użytkownicy komputerów są nie tylko biernymi odbiorcami treści, ale są też jej twórcami. Łatwiej jest pracować na PC niż na tabletach czy smartfonach. Dlatego w 2013 r. na świecie nadal w użytku będzie aż 1,6 mld komputerów osobistych” – wyjaśnia Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Coraz częstsza obecność w Internecie powoduje, że więcej spraw, w tym dotyczących naszych finansów, załatwiamy za jego pośrednictwem. Jak zwraca uwagę Deloitte, powinno to zwiększać naszą wrażliwość na kwestie bezpieczeństwa. Zabezpieczenia dotychczas uważane za wystarczające mogą się okazać coraz mnie skuteczne w obliczu ataków hakerów. W tym roku aż 90 proc. haseł generowanych przez użytkowników będzie w ocenie Deloitte podatnych na ataki hakerów. Niewystarczające zabezpieczenie haseł może spowodować straty liczone w miliardach dolarów, spadek zaufania do transakcji internetowych i znaczące naruszenie reputacji spółek, którym nie udało się powstrzymać ataków.

Przez lata, często stosowane ośmioznakowe hasła, wykorzystujące małe i wielkie litery oraz cyfry i znaki specjalne uznawane były za bezpieczne. Niestety internauci powszechnie ułatwiają sobie życie, a przy okazji niestety również hakerom, poprzez stosowanie zbyt oczywistych kombinacji. Często popełniają też kardynalny błąd, używając wielokrotnie tego samego hasła w różnych serwisach, w tym jednocześnie, np. do transakcji bankowych i na serwisach społecznościowych. Jeszcze gorzej jest w przypadku transakcji wykonywanych za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Ich użytkownicy nie chcą tracić czasu na wpisywanie hasła, więc je zbytnio upraszczają. Zdaniem ekspertów Deloitte rozwiązaniem, które znajdzie szersze zastosowanie już w tym roku będzie uwierzytelnianie wielopoziomowe. „Polega ono na tym, że oprócz loginu i hasła, wpisujemy także np. hasło otrzymane na telefon komórkowy lub autoryzujemy operację odciskiem palca. Zabezpieczenia tego typu są zdecydowanie bardziej skuteczne, ponieważ prawdopodobieństwo, że hakerzy mają, np. jednocześnie dostęp do naszego komputera i telefonu komórkowego jest małe” – wyjaśnia Jakub Wróbel.

W mediach rok 2013 będzie przede wszystkim okresem rozwoju telewizji hybrydowej, ale też zmiany sposobu spędzania czasu przed telewizorem. Jak zauważają eksperci Deloitte, telewizja hybrydowa, polegająca na połączeniu telewizji cyfrowej z usługami interaktywnymi, rozwija się dziś niejako „przy okazji” postępującej ewolucji odbiorników TV. Okazuje się bowiem, że konsumenci decydujący się na zakup telewizora umożliwiającego dwukierunkową łączność z Internetem rzadko korzystają z tej funkcjonalności. W większości przypadków o zakupie decydują bowiem takie czynniki jak: cena, wielkość ekranu, grubość telewizora czy wręcz szerokość jego ramy. W 2013 r. liczba odbiorników umożliwiających korzystanie z telewizji hybrydowej przekroczy 100 milionów. Do końca dekady natomiast zdecydowana większość nowych telewizorów sprzedawanych w krajach rozwiniętych będzie miała taką możliwość.

Mimo przewidywanego wzrostu sprzedaży, zaledwie niewielka część – bo co najwyżej 15 procent odbiorników telewizji hybrydowej, które zostaną kupione w tym roku, będzie trafi do użytkowników głównie z powodu tej właśnie funkcjonalności. Co więcej, jak zauważają eksperci Deloitte, wiele gospodarstw domowych ma już telewizory hybrydowe, czasami nawet o tym nie wiedząc. „Odbiornik może być podłączony do Internetu nie tylko bezpośrednio, ale również za pomocą wielu urządzeń peryferyjnych, m.in. dekoderów cyfrowych czy nowoczesnych konsoli do gier, które często mają dwukierunkową łączność z siecią” – wyjaśnia Maciej Klimek, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. „W co najmniej dziesięciu krajach badanych przez Deloitte, telewizory hybrydowe znajdują się już w ponad 30 proc. domów, a na kilku rynkach o dużej penetracji szerokopasmowego Internetu może to być nawet 60 proc.”- dodaje. W Polsce na razie telewizja hybrydowa jest w początkowej fazie rozwoju. Jak dotąd jedynie TVP i Eska TV udostępniła widzom możliwość korzystania z takiej usługi.

Jak wynika z prognoz Deloitte rok 2013 będzie też końcem ery domowej walki o pilota. Około dziesięciu procent rodzin w krajach rozwiniętych i około trzech procent w krajach rozwijających się będzie oglądało telewizję jednocześnie na kilku ekranach. Innymi słowy, w domach pojawią się dwa lub więcej odbiorniki, najprawdopodobniej różnych rozmiarów, na których będzie można oglądać jednocześnie różne programy telewizyjne w tym samym pomieszczeniu. „Dwa ekrany w jednym salonie” nie oznaczają jednak, że koniecznie muszą to być dwa telewizory. Tym drugim odbiornikiem najczęściej jest i będzie laptop lub tablet.

Inflacja ponownie poniżej celu NBP

W grudniu roczny wskaźnik inflacji obniżył się do 2,4 proc. z 2,8 proc. zanotowanych w listopadzie 2012 r. Tym samym inflacja okazała się niższa od celu NBP na poziomie 2,5 proc.

– W grudniu jedyny istotny wzrost, zresztą typowo sezonowy, zanotowano w kategorii ceny żywności, gdzie ceny zwiększyły się o 0,8 proc. w skali miesiąca – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – W wielu kategoriach, takich jak odzież i obuwie, paliwa, transport, rekreacja i kultura ceny spadły. Ceny użytkowania mieszkania nie zmieniły się – dodaje ekonomista. Inflacja bazowa obniżyła się do 1,4 proc. – Tym samym z danych wyłania się obraz silnej dezinflacji w Polsce. Nie tylko potwierdza to skalę spowolnienia popytu wewnętrznego, ale i kontrastuje z obawami Rady Polityki Pieniężnej, jakoby inflacja bazowa miała spadać za wolno – tłumaczy Ernest Pytlarczyk.

– W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszego spadku inflacji. W styczniu będzie ona niższa niż 2 proc. Do końca II kw. spadnie poniżej dolnego ograniczenia celu NBP – ocenia Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Jego zdaniem inflacja bazowa powinna w 2013 roku notować niemal monotoniczny spadek. – Nasz model oparty na opóźnionej dynamice spożycia indywidualnego oraz kursie walutowym wskazuje, że do końca 2013 roku ta miara inflacji obniży się grubo poniżej 1 proc., nawet przy założeniu – na dzień dzisiejszy coraz bardziej realnym – osłabienia kursu walutowego do poziomu 4,25 – uzupełnia Ernest Pytlarczyk.

Zdaniem ekonomistów BRE w takim scenariuszu, okraszonym dodatkowo słabymi danymi ze sfery realnej, ciężko będzie RPP dokonać pauzy w lutym, czy wiarygodnie uzasadnić czynnikami globalnymi sygnalizowaną zmianę tonu. – Oczekujemy zatem, że RPP obniży stopy w lutym i wbrew obecnym komentarzom jastrzębich członków kontynuować będzie cykl poluzowania do poziomu 3,25 proc. – mówi główny ekonomista BRE Banku.

Dzisiejsze dane spowodowały spadek stawek na krótkim końcu krzywej o około 5pb. Są one początkiem sekwencji prowadzącej do korekty ostatnich wzrostów stóp rynkowych. Większego efektu (tj. spadków stóp rynkowych) eksperci BRE spodziewają się po serii piątkowych danych (prognozują spadek produkcji przemysłowej o 9,1 proc. r/r). Korekta ta odbędzie się jednak trochę wbrew oczekiwaniom co do globalnego trendu (oczekiwanie ożywienia w USA i wygaszanie QE do końca 2013 r.).

Komentarz indeksowy BossaFX 14 stycznia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 14 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Sławomir Komiński objął stanowisko dyrektora e-commerce grupy Komputronik

Sławomir Komiński, pełniący do tej pory funkcję Prezesa Zarządu benchmark Sp. z o.o., objął nowo utworzone w strukturach Grupy Kapitałowej Komputronik stanowisko Dyrektora e-commerce. Do jego obowiązków będzie należał m.in.: nadzór nad sklepami internetowymi Komputronik.pl i Karen.pl oraz nadzór nad działaniem K24 International SRO (spółka zależna Komputronik), która rozwija sprzedaż na rynku czeskim i słowackim. Będzie również koordynował prace zespołu roboczego odpowiedzialnego za działania marketingowe, rozwój platform i systemów informatycznych.

Wraz z przebudową struktur odpowiedzialnych za rozwój e-commerce, Spółka wyznacza nowe cele rozwoju, m.in.: rozpoczęcie sprzedaży konsumenckiej na nowych rynkach Europy Zachodniej, pozyskiwanie dużych przedsiębiorstw jako partnerów, którzy skierują ofertę Komputronik do swoich pracowników; rozwój oferty o nowe branże i projekty e-commerce; uruchomienie sprzedaży poprzez urządzenia mobilne – zarówno dzięki dedykowanym aplikacjom iOS / Android / Windows Phone, jak i odpowiednio przygotowanej mobilnej wersji strony internetowej.

Sławomir Komiński jest magistrem socjologii UAM w Poznaniu, ukończył również studia podyplomowe na kierunku Zarządzanie marketingowe na rynku B2B na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Jest również absolwentem studiów Executive MBA w Wielkopolskiej Szkole Biznesu przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i Nottingham Trent University.

Przez większość swojej kariery zawodowej związany jest z branżą interaktywną i nowymi technologiami. Najpierw w firmie będącej operatorem serwisu aukcyjnego dla jednego z portali internetowych, później, od początku istnienia firmy, związany z giełdową Spółką One-2-One, która jest integratorem usług mobilnych i świadczy usługi związane z marketingiem mobilnym. W firmie tej przeszedł przez wszystkie szczeble związane z szeroko pojętym „tworzeniem biznesu” – od stanowiska business development menagera, poprzez dyrektora działu kluczowych klientów, aż do wiceprezesa zarządu. Pod koniec 2010 roku rozstał się z firmą One-2-One i poświęcił się działalności w branży winiarskiej. Od kwietnia 2012 roku związany jest z Grupą Kapitałową Komputronik, pełniąc funkcję prezesa zarządu Spółki Benchmark.pl. Do momentu wyłonienia jego następcy, będzie nadal sprawował tę funkcję.

Sławek pracuje w Grupie Kapitałowej Komputronik od kilku miesięcy i dał się poznać jako sprawny i bardzo dynamicznie działający menedżer. Sektor e-commerce to strategiczny obszar działania i dalszego rozwoju Spółki, dlatego też przed nowym szefem stoją bardzo ambitne cele. Obserwując jednak dotychczasową pracę Sławka, jego wiedzę i zaangażowanie, jestem przekonany, że doskonale sobie z tymi zadaniami poradzi. Życzę mu samych sukcesów – powiedział Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Komputronik to organizacja, która z jednej strony posiada ugruntowaną i stabilną pozycję w branży, z drugiej zaś jest firmą elastyczną, zdolną do szybkiego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe. Jest to też firma tworzona przez zespół młodych ludzi, entuzjastów i ekspertów z dziedziny IT, dobrze znających rynek i nowe technologie. Cieszę się, że Zarząd docenił moje zaangażowanie i kompetencje, które, mam nadzieję, będę mógł w jeszcze większym stopniu rozwijać, a przede wszystkim współuczestniczyć w procesie budowania sukcesu Spółki. Praktycznie całe moje życie zawodowe spędziłem w branży nowych technologii, najczęściej uczestnicząc w tworzeniu firm i projektów od podstaw, teraz przede mną nowe wyzwanie – dalsze rozwijanie i umacnianie pozycji Komputronika, nie tylko jako lidera, ale i kreatora trendów w handlu elektronicznym. To duże wyzwanie, ale szczerze powiem, że już nie mogę doczekać się pierwszych projektów – powiedział Sławomir Komiński, Dyrektor e-commerce w Grupie Kapitałowej Komputronik.

Tylko 3 proc. firm zamierza zaciagnąć kredyt w tym roku

Z badania Homo Homini dla BRE Banku wynika, że co czwarta firma zamierza redukować swoje zadłużenie, a połowa chce je utrzymać na aktualnym poziomie. Tylko 3 proc. zapowiada, że zamierza zaciągnąć kredyt, wśród średnich firm ten odsetek wynosi 12 proc. Zdaniem analityków BRE Banku, w tym roku kredyty dla przedsiębiorstw i kredyty inwestycyjne będą spadać, prawdopodobnie nawet szybciej niż w końcówce ubiegłego roku. Nie oznacza to jednak ograniczenia inwestycji, bo tylko 7 proc. firm chce w ten sposób oszczędzać w kryzysie.

– Większość firm będzie dążyła do tego, żeby utrzymać poziom finansowania na obecnym poziomie, a nawet go zmniejszyć. Z drugiej strony, banki są w pełni przygotowane do tego, żeby przedsiębiorstwa kredytowo wspierać – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Przemysław Gdański, wiceprezes BRE Banku.

Problemem nie będzie więc dostęp do finansowania zewnętrznego, ale popyt na kredyty.

– Spodziewam się, że czeka nas ostra walka o dobre transakcje i dobrych klientów pomiędzy wiodącymi bankami – twierdzi Gdański.

Jednocześnie zapowiada, że BRE Bank nie będzie obniżać wymagań dotyczących udzielania kredytów ani marż.

– Staramy się być szybcy, sprawni w naszej obsłudze, w naszych procesach. Budować trwałe relacje z klientami, wieloproduktowe. Natomiast na pewno nie chcielibyśmy być tym bankiem, który pożycza najtaniej – mówi Przemysław Gdański. – Nie spodziewam się poluzowywania warunków, natomiast też nie spodziewam się ich zacieśniania.

Nowy mBank zawalczy o klientów korporacyjnych

Przed Grupą BRE stoi w tym roku dodatkowe wyzwanie, czyli połączenie placówek Multibanku i BRE Banku pod marką mBanku. Start tego projektu przesunięto z początku na połowę tego roku.

– BRE Bank wciąż pracuje nad tzw. nowym mBankiem. W to inwestujemy dużo czasu i zasobów. Przy okazji będzie parę rzeczy dla klientów korporacyjnych – wyjaśnia Gdański.

Grupa musi opracować nową strategią komunikacyjną, by przekonać klientów korporacyjnych i tych bardziej konserwatywnych, że nowy mBank będzie odpowiadał również na ich potrzeby. Do tej pory mBank skierowany był głównie do młodych klientów.

– mBank też będzie inną organizacją i trochę inaczej będziemy się komunikowali z rynku. Zniknie pewna frywolność czy żartobliwość naszych kampanii. Będziemy mówili zarówno do bardziej statecznego klienta korporacyjnego, jak i do młodego dynamicznego klienta detalicznego – mówi wiceprezes BRE Banku.

Grupa nie planuje likwidacji placówek Multibanku. Zostaną one włączone w projekt Nowego mBanku.

BRE Bank zajmuje w Polsce 3. miejsce pod względem posiadanych aktywów. Jego głównym udziałowcem jest niemiecki Commerzbank AG.

Słaby początek roku dla biur podróży. Sprzedaż niższa o kilkadziesiąt procent

Sprzedaż wyjazdów zimowych w pierwszych dniach stycznia była mniejsza o ok. 30 proc., a letnich – o 25 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku 2012. Przedstawiciele branży twierdzą jednak, że wpłynął na to rozkład dni świątecznych i patrzą w przyszłość z optymizmem, bo mimo trudnej sytuacji gospodarczej, liczba ich klientów w ubiegłym roku wzrosła o kilkanaście procent.

– Mimo że mówiliśmy o roku 2012 jako o roku kryzysowym, przyniósł on kilkunastoprocentowy wzrost liczby klientów, a w najbardziej popularnym segmencie imprez turystycznych, czyli czarterowych lotniczych wyjazdach turystycznych ten wzrost sięga blisko 20 proc. – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Szczegółowych danych za cały zeszły rok jeszcze nie ma, ale wiadomo, że sprzedaż całego zeszłorocznego sezonu letniego (rozpoczęta jeszcze jesienią 2011 roku) jest w ujęciu rocznym o 15 proc. wyższa. Przychody branży z turystyki wyjazdowej mogą być wyższe nawet o jedną piątą. Nie zmieniły się najpopularniejsze kierunki wyjazdów Polaków, do których od lat należą: Egipt – 18,1 proc., Hiszpania – 13,5 proc., Grecja – 9,6 proc., a także Turcja – 9,4 proc. i Włochy – 9,3 proc.

– Dostrzegamy jednak pewnie zmiany w zachowaniu konsumentów, którzy skracają okres dzielący ich pomiędzy terminem dokonywania rezerwacji a terminem wyjazdu – zauważa Krzysztof Piątek. – Później podejmujemy decyzje, być może niepewni, co do terminów naszych urlopów, może po prostu później planujemy wyjazdy, w każdym razie coraz liczniej korzystamy z turystyki i ten stan się nie zmieni – podkreśla.

78 proc. turystów kupuje wycieczkę nie wcześniej niż na dwa tygodnie przed wylotem. Z tego ponad połowa płaci zaledwie na tydzień przed imprezą.

Zastój po Nowym Roku

Pierwszy tydzień 2013 roku pokazał jednak, że rynek rozkręca się bardzo powoli. Z danych Polskiego Związku Organizatorów Turystyki zebranych miedzy 31 grudnia 2012 a 6 stycznia 2013 wynika, że liczba klientów, którzy wykupili wyjazdy zimowe była o prawie jedną trzecią mniejsza niż w tym samym czasie rok wcześniej. Chętnych na wyjazdy letnie było z kolei o około 25 proc. mniej. Po części wynikać to może z układu dni w wolnych w okresie świątecznym.

W tym czasie klientów najbardziej interesowały wyjazdy do: Grecji (18,9 proc.), Turcji (18,2 proc.), Hiszpanii (15,1 proc.), Egiptu (10,2 proc.), Włoch (6,5 proc.), Bułgarii (3,8 proc.), Portugalii (2,7 proc.), na Cypr (2,2 proc.), a także do Chorwacji (2,1 proc.) i Tunezji (2,1 proc.).

– Świadomy turysta rezerwuje na parę miesięcy przed terminem urlopu, z reguły bardzo chętnie korzystając z licznych promocji. Te promocje obecnie trwają, na pewno do końca stycznia można kupić wakacje letnie ze zniżkami sięgającymi nawet 30 proc. – uspokaja jednak prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki. I podkreśla: – Jesteśmy na stromej ścieżce wzrostu konsumentów korzystających z usług biur podróży. Ten proces na pewno nie zostanie zachwiany w kolejnych latach.

Jak na razie, mimo przedsprzedaży, ceny wakacyjnych wyjazdów są na dość wysokim poziomie. Za tygodniowy wyjazd do Egiptu przyjdzie nam zapłacić średnio 2,3 tys. zł, do Grecji – 2,8 tys. zł, Turcji – 2,9 tys. zł, a Hiszpanii – 3,2 tys. zł. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych krajów najtańsza jest Chorwacja – 1,8 tys. zł, a najdroższa z kolei Portugalia – 3,4 tys. zł.

Marka własna w Polsce zyskuje na wartości

Według szacunków zawartych w raporcie PMR „Marki własne detalistów w Polsce 2012. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2012-2014”, rynek marek własnych w Polsce wzrósł o 18% i w 2011 roku osiągnął wartość prawie 29 mld zł.

Wysoka dynamika rynku w 2011 roku była rezultatem znaczącego wzrostu wartości sprzedaży w supermarketach i dyskontach, który wyniósł odpowiednio po 20%. W konsekwencji oba formaty zanotowały wzrost udziałów w rynku. Intensywnie rozwijała się również sprzedaż poprzez hipermarkety, lecz z dynamiką niższą niż w ubiegłym roku (18%). Handel tradycyjny rósł znacznie poniżej poziomu rynkowego.

Na 2012 rok i kolejne lata PMR przewiduje dalszy dynamiczny wzrost rynku marek własnych, średnio o 21%. Do wzrostu rynku przyczyniać się będzie rozwój oferty private label we wszystkich kanałach handlu nowoczesnego, jak również w hurtowniach zaopatrujących sklepy tradycyjne.

Oferta marek własnych w Polsce systematycznie się rozwija. Detaliści powiększają dotychczasową ofertę produktów z własnym logo, wprowadzają marki własne w nowych kategoriach, a także optymalizują asortyment, wycofując produkty mniej rotujące, a na ich miejsce wprowadzając nowe. Rozszerzaniu asortymentu marek własnych sprzyja wciąż odczuwalne spowolnienie gospodarcze. Konsumenci ostrożniej wydają pieniądze, szukają tańszych produktów, a sieci, wychodząc naprzeciw ich potrzebom, proponują im produkty marek własnych.

Ponadto, więcej produktów w ramach wyższych półek cenowych, ich lepsza jakość oraz bardziej atrakcyjne opakowania przekładają się na wzrost zaufania do marek detalistów oraz lepszego ich postrzegania. Niebagatelne znaczenie w tym procesie odgrywa wzmożona aktywność promocyjna sieci handlowych, a zwłaszcza rosnące nakłady na reklamę telewizyjną.

Spada wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce

Od 2009 r. wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce spada. Zgodnie z ogólnymi tendencjami na rynku, do 2011 r. również przychody operatorów z segmentu biznesowego notowały spadki, chociaż na nieco niższym poziomie. W 2012 r. jednak sytuacja uległa zmianie i segment ten po raz pierwszy od czterech lat wszedł w okres wzrostu. Pomimo tego, w tym samym roku wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce ogółem, uwzględniając zarówno przychody operatorów z firm, jak i klientów indywidualnych, zanotowała kolejny spadek wartości.

Od 2007 r. dynamika zmian wartości usługach telekomunikacyjnych dedykowanych dla segmentu biznesowego w Polsce przejawiała mniejsze wahania niż rynek ogółem. Sytuacja ta zmieniła się w 2010 r., kiedy segment biznesowy nadal znajdował się pod silniejszym wpływem trendów negatywnych – firmy bowiem nadal odczuwały skutki spowolnienia. W roku następnym z kolei dynamika rynku ogółem i segmentu biznesowego znalazły się na zbliżonym poziomie. W 2012 r. jednak, według obliczeń zawartych w raporcie „Usługi telekomunikacyjne dla segmentu biznesowego w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”, pozytywna dynamika segmentu biznesowego przyczyni się do zahamowania głębszego spadku rynku telekomunikacyjnego w Polsce ogółem. W rezultacie zanotuje on spadek na poziomie 0,8% – tyle samo, ile w liczbach absolutnych wyniesie wzrost wartości segmentu biznesowego w danym roku.

Największym segmentem rynku usług telekomunikacyjnych dla segmentu biznesowego jest telefonia komórkowa. W latach 2007-2012 oddziaływanie tego segmentu na rynek usług biznesowych zwiększyło się. W 2007 r. usługi dla segmentu biznesowego w telefonii komórkowej wynosiły 48% wartości całego rynku. Szacujemy natomiast, że w 2012 r. odpowiadały one za 50% wartości rynku. Podobne trendy zanotował segment DLISP, którego wartość w 2009 r. po raz pierwszy przewyższyła wpływy z telefonii stacjonarnej. Udział przychodów z usług transmisji danych, łączy dzierżawionych oraz dostępu do internetu wzrósł z 21% w 2007 r. do 30% w 2012 r. Segmentem, który w okresie 2007-2012 r. zanotował spadek udziałów, była telefonia stacjonarna. Udziały segmentu obniżyły się z o 10 p.p., z 30% w 2007 r. do 20% w 2012 r.

Należy zaznaczyć, że pod względem wielkości zatrudnienia odbiorców końcowych, na polskim rynku telekomunikacyjnym dla segmentu biznesowego przeważają przychody pochodzące od firm małych i średnich. Jak zaznacza Zoran Vuckovic, jeden z autorów raportu – „ich udział nie jest jednak identyczny we wszystkich segmentach rynku. W segmencie telefonii komórkowej jest on najwyższy i odpowiada za ponad cztery piąte rynku. W segmencie telefonii stacjonarnej z kolei jest niższy i generuje połowę jego przychodów. Udział MŚP w przychodach z usług dostępu do internetu oscyluje wokół 70%”.

W opinii przedstawicieli firm telekomunikacyjnych badanych przez PMR w trzecim kwartale bieżącego roku, przedsiębiorstwa powinny w ciągu najbliższych 12 miesięcy zwiększyć swoje wydatki na większość usług telekomunikacyjnych. Spośród wymienionych segmentów najwyższe wzrosty powinien osiągnąć segment usług dostępu do internetu mobilnego, transmisji danych oraz hostingu. Około dwie trzecie respondentów oczekuje zwiększenia przez przedsiębiorstwa wydatków w tych obszarach. Należy zaznaczyć, że największy odsetek respondentów wymienił systemy komunikacji zunifikowanej jako najbardziej perspektywiczne – 70% respondentów uznało, że wydatki przedsiębiorstw na tego typu systemy będą się zwiększać w następnych 12 miesiącach. Jedynie 2% ankietowanych zgłosiło natomiast obawy co do analogicznych wydatków. Segmentami, co do których opinie respondentów pod kątem przewidywanych wydatków w następnych dwunastu miesiącach są podzielone, są usługi łączy dzierżawionych, rozmów za pomocą sieci telefonii komórkowej oraz dostępu do internetu stacjonarnego. Należy zaznaczyć, że spadek lub wzrost wydatków w opinii respondentów może być konsekwencją zarówno zmian w korzystaniu z danego typu usług, jak i zmian cen. Drugi czynnik jednak oddziałuje znacznie częściej i jest następstwem walki cenowej toczonej przez operatorów.

6% spadek na rynku chemii budowlanej

Mniejsza liczba rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych istotnie wpływa na słabsze prognozy dla rynku chemii budowlanej w Polsce, który w 2013 r. odnotuje kilkuprocentowy spadek. Scenariusz taki potwierdza także spadek indeksu koniunktury w branży chemii budowlanej – z poziomu 14,7 punktów odnotowanego w 2011 r. do 8,2 punktów w 2012 r.

Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR zatytułowanego „Rynek chemii budowlanej w Polsce 2013 − Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”, po niewielkich wzrostach w latach 2011-2012, w 2013 r. rynek chemii budowlanej w Polsce odnotuje kilkuprocentowy spadek, w granicach 6%. Na słabsze perspektywy rynkowe kluczowy wpływ będzie miał słabnący segment budownictwa mieszkaniowego, który odpowiada za trzy czwarte konsumpcji chemii budowlanej w Polsce. W latach 2012-2015 analitycy PMR oczekują systematycznego spadku metrażu ukończonych inwestycji mieszkaniowych z 15,4 mln m² w 2012 r. do ok. 13,5 mln m² w latach 2014-2015.

Słabsze perspektywy dla branży chemii budowlanej potwierdziła także przeprowadzona na potrzeby raportu druga edycja badania wśród 300 małych i średnich firm remontowo-budowlanych. Oceny badanych firm na temat obecnej oraz oczekiwanej w 2013 r. sytuacji jeśli chodzi o finanse firm, oraz ich portfel zamówień i poziom zatrudnienia okazały się mniej optymistyczne niż rok wcześniej. W rezultacie, wartość indeksu koniunktury na rynku chemii budowlanej w Polsce wyniosła 8,2 punktów wobec 14,7 punktów rok wcześniej.

Na postrzeganie perspektyw rynku na 2013 r. istotny wpływ ma zakres prac, jakimi zajmują się badane firmy. Opracowany przez analityków PMR indeks koniunktury w podziale na specjalizacje najwyższe wartości przyjmuje w przypadku firm zajmujących się realizacją systemów ociepleń (12,1 punktów) oraz przyklejaniem płytek (10,7). Firmy zajmujące się wylewkami oceniają sytuację w branży na średnim poziomie dla całej chemii budowlanej, z kolei firmy pracujące przy wznoszeniu ścian już dużo gorzej (6,9). Najgorszą diagnozę stawiają firmy zajmujące się tradycyjnymi tynkami grubowarstwowymi – wartość indeksu w ich przypadku (3,7) jest 2,5-krotnie niższa niż średnia dla całej branży. „Wskaźnik koniunktury okazał się najsłabszy w przypadku dwóch typów prac, gdzie dominują zlecenia związane z nowymi budynkami. Koniunktura prezentuje się natomiast znacznie lepiej w przypadku segmentów, w których poza nowymi obiektami, firmy mają też okazję zapełnić portfel zleceń robotami o charakterze remontowym. Jest to istotnie ważna kwestia zwłaszcza w obliczu oczekiwanego zmniejszenia liczby rozpoczynanych nowych inwestycji”, ocenia Bartłomiej Sosna, główny analityk rynku budowlanego w PMR i autor raportu.

Prognoza analityków PMR zakłada, że nawyki firm budowlanych w zakresie korzystania z gotowych zapraw nie ulegną zmianie i utrzymywać się będzie podobny odsetek firm korzystających z rozwiązań producenckich. Jednakże, w przypadku wzmożonych akcji promocyjnych producentów chemii budowlanej odsetek zapraw producenckich mógłby wzrosnąć, poprawiając tym samym dynamikę rynku. Bardziej prawdopodobny jest natomiast scenariusz, w którym udział zapraw producenckich spada, będąc rezultatem presji rynkowej na obniżenie kosztów generalnego wykonawstwa, co w 2012 r. było już widać w przypadku wybranych grup produktowych.

Najwyższy udział chemii własnej roboty, wytwarzanej z półproduktów na placu budowy, notuje się w przypadku wylewek podłogowych oraz zapraw murarskich – po ok. 40%. Inną kategorię, w której notuje się wysoki udział produktów wytwarzanych na terenie budowy, stanowią tynki – średnio jedna trzecia stosowanych tynków to produkty wytwarzane z półproduktów. Udział wyrobów producenckich jest najwyższy w przypadku systemów ociepleń oraz klejów do płytek – sięga on ok. 90%.

Kobiety częściej niż mężczyźni korzystają z usług mobilnych na smartfonach

Kobiety, które od lat są intensywnymi użytkowniczkami telefonów komórkowych, wyprzedzają mężczyzn pod względem zachowań związanych z używaniem smartfonów. Korzystają z nich do załatwiania codziennych spraw. W skali globalnej używają usługi SMS aktywniej niż panowie.

77% wysyła i odbiera fotografie, 59% korzysta z mediów społecznościowych, 24% używa aplikacji jako biletów lub kart wstępu, a 17% realizuje kupony za pomocą smartfonów.

Najaktywniejsze w wysyłaniu wiadomości tekstowych są Rosjanki, Egipcjanki i Turczynki. Kobiety przodują pod względem wysyłania i odbierania fotografii w rozwiniętych krajach Azji (87% kobiet vs 79% mężczyzn). W Europie Zachodniej aż 60% użytkowniczek smartfonów korzysta z sieci społecznościowych, w porównaniu z 52% użytkowników płci męskiej. Jedna czwarta kobiet w Ameryce Północnej (znacznie więcej niż w pozostałych regionach) używa smartfonów jako biletów lub kart wstępu. W Ameryce Łacińskiej panie częściej niż panowie realizują kupony, choć ogólne wskaźniki korzystania z tej usługi są tam niższe od średniej globalnej.

Sławomir Topczewski dołączy do zarządu Grupy Nokaut

Z dniem 1 lutego 2013 do zarządu Grupy Nokaut dołączy Sławomir Topczewski, który będzie odpowiedzialny za wzrost efektywności Grupy (Chief Operating Officer).

Sławomir Topczewski – absolwent organizacji i zarządzania Politechniki Warszawskiej. Posiada kilkunastoletnie doświadczenie menedżerskie związane z budowaniem efektywnych zespołów oraz restrukturyzacjami firm – również w koncernach międzynarodowych. Przed dołączeniem do zespołu Grupy Nokaut zarządzał Biurem Projektów oraz IT w Platformie Cyfrowej „n” (ITI Neovision) – w trakcie przygotowywania spółki do konsolidacji z Cyfrą +. Wcześniej związany był z Grupą Polpharma – jako dyrektor korporacyjny IT odpowiedzialny za teleinformatykę w spółkach i biurach w Polsce oraz za granicą (Rosja, Ukraina, Kazachstan i kraje bałtyckie) oraz z firmą Philips, gdzie odpowiadał za struktury korporacyjne IT w Polsce i regionie Europy Centralnej. Ponadto, współtworzył polski oddział koncernu informatycznego Origin (obecnie AtosOrigin/Atos), a także pracował w sektorze finansowym dla spółki Olivetti.

Jednocześnie od stycznia 2013 stanowisko doradcy zarządu ds. strategii i rozwoju Grupy Nokaut objął Stefan Nowak, który będzie odpowiedzialny za współtworzenie i realizację strategii, rozwój nowych przedsięwzięć, w tym za szczególnie istotny obszar mobilny. Pokieruje również pracą warszawskiego, nowo tworzonego oddziału firmy.

Stefan Nowak ostatnio pracował jako strateg na rzecz spółki Dirlango, należącej do Łukasza Wejcherta (m.in. rozwijał projekt Virgin Mobile w Polsce). Wcześniej był związany z Onet.pl, gdzie jako Head of Mobile odpowiadał za strategię partnerstwa oraz kształtowanie produktu mobilnego. Jeszcze wcześniej był dyrektorem zarządzającym polskiego oddziału międzynarodowej agencji konsutlingowo-reklamowej Wunderman (grupa Young & Rubicam Brands/WPP), zaś na stanowisku Portals & eMarketing Director przez prawie cztery lata współtworzył i rozwijał sieć telefonii komórkowej Play.

„Na bieżąco monitorujemy sytuację w firmie, dlatego zdecydowanie rekomendowaliśmy rozszerzenie zarządu oraz kluczowej kadry menedżerskiej o doświadczonych menedżerów o dużych uprawnieniach. Oczekujemy przeorganizowania kompetencji zarządczych w firmie i podniesienia efektywności, niezależnie od nakładów inwestycyjnych ponoszonych na rozwój nowego biznesu. W razie potrzeby podejmiemy dalsze działania, zmierzające do pełnego wykorzystania potencjału rozwoju Grupy Nokaut” – mówi Dariusz Piszczatowski, przewodniczący rady nadzorczej Grupy Nokaut.

„Cieszy mnie ta wyczekiwana decyzja. Zawsze szukamy najlepszych, więc proces rekrutacji był złożony. Spółka cały czas dynamicznie się rozwija, co wymaga zwiększania efektywności przez porządkowanie wielu różnych procesów. Osobiście w większym stopniu swój czas będę mógł poświęcić sprawom strategicznym. Szerokie doświadczenie obu Panów ma zasadnicze znaczenie dla kierunków naszego rozwoju. Razem – w poszerzonym składzie – planujemy położyć szczególny nacisk na wzrost efektywności dotychczasowego biznesu oraz zbudowanie nowych strumieni przychodów – między innymi w przyszłościowym obszarze mobilnym” – mówi Wojciech Czernecki, prezes zarządu Grupy Nokaut i zarazem jej największy akcjonariusz.

W 2012 roku Grupa Nokaut zrealizowała pierwszy etap projektu przekształcenia porównywarki w platformę handlową. Serwis oferuje swoim Użytkownikom możliwość dokonywania zakupów wybranych produktów na stronach Nokaut.pl w opcji “Kup teraz”, bez przechodzenia na stronę sklepu, bezpośrednio na stronach serwisu. Dalsze plany rozwoju platformy handlowej zakładają m.in. systematyczne poszerzanie funkcjonalności koszyka zakupowego oraz udostępnienie funkcjonalności platformy handlowej Użytkownikom aplikacji mobilnych Nokautu (Nokaut 24 i Nokaut Skaner).

Spółka zwiększyła przychody za III kwartał 2012 o 55% wobec analogicznego okresu 2011 – do poziomu 2,83 mln zł. Zysk netto wzrósł o 121%. Grupa mocno postawiła na rozwiązania mobilne i wprowadziła Nokaut24, czyli nową aplikację mobilną porównywarki cenowej Nokaut.pl na tablety z systemem iOS, wyznaczając nowe standardy w branży zakupów online. Ponadto, spółka po raz drugi znalazła się w gronie laureatów prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2012. Szacunkowe skonsolidowane przychody Grupy Nokaut za cały 2012 rok wyniosły 10,5 mln zł, czyli o 29% więcej w porównaniu do wyników za rok 2011.

Porównywarkę Nokaut.pl – współpracującą z ponad 3.700 sklepami i oferującą 12 mln produktów – odwiedza ponad 3,2 mln realnych użytkowników. W styczniu 2012 roku Nokaut.pl zajął– w rankingu przygotowanym przez serwis Wirtualnemedia.pl –pierwsze miejsce wśród polskich porównywarek cen, nieznacznie wyprzedzając Ceneo.pl.

Komentarz indeksowy BossaFX 11 stycznia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 11 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Komentarz indeksowy BossaFX 7 stycznia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 7 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Komentarz indeksowy BossaFX 4 stycznia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 4 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Adam Głos nowym prezesem zarządu Tax Care

Adam Głos, dotychczasowy wiceprezes odpowiedzialny za sprzedaż, objął funkcję prezesa firmy Tax Care. Pod starymi-nowymi rządami spółka będzie kontynuowała dotychczasową strategię tworzenia kompleksowych rozwiązań dla małych firm, których trzonem są usługi księgowe.

Decyzją Rady Nadzorczej, Adam Głos objął funkcję prezesa należącej do Idea Banku firmy Tax Care. Na tym stanowisku zastąpił Adriana Jarosza, który podjął się tworzenia nowego przedsięwzięcia w strukturach Grupy Idea Banku. Nowym wiceprezesem zarządu Tax Care został Rafał Krukowski, dotychczasowy dyrektor zarządzający obszaru księgowości.

Adam Głos jest związany z Tax Care od 2010 roku, od maja ub.r. w randzie wiceprezesa, a wcześniej dyrektora sprzedaży. Wśród jego dokonań wymienić można m.in. zbudowanie w bardzo krótkim czasie ogólnopolskiej sieci sprzedaży produktów księgowych i finansowych. W ciągu dwóch lat osiągane przez spółkę przychody ze sprzedaży produktów finansowych wzrosły ponad czterokrotnie. Adam Głos wprowadził ponadto w Tax Care nowatorskie rozwiązania zapewniające konsekwentny wzrost portfela stałych klientów korzystających z usług księgowych. Wcześniej Adam Głos współpracował z Getin Noble Bankiem, gdzie odpowiadał m.in. za budowę oddziałów franczyzowych, a karierę zawodową rozpoczął w firmie Expander, w której bardzo szybko awansował na stanowisko regionalnego dyrektora sprzedaży. Nowy prezes Tax Care jest absolwentem kierunku finanse i rachunkowość na Akademii Ekonomicznej w Katowicach.

Rafał Krukowski , wiceprezes zarządu Tax Care, związany jest z firmą od kwietnia 2010 roku. Ostatnio nadzorował pion księgowości, a wcześniej był m.in. dyrektorem sprzedaży, współtworząc innowacyjny model biznesowy Tax Care. Jest menedżerem z 11-letnim doświadczeniem. Przed rozpoczęciem pracy w Tax Care, z sukcesem zbudował m.in. sieć franczyzową firmy Expander. Jest absolwentem Politologii i Dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na tej uczelni ukończył też studia podyplomowe z psychologii zarządzania.

– Nowy zarząd Tax Care będzie kontynuował dotychczasową strategię dostarczania małym firmom kompleksowych rozwiązań, których trzonem są profesjonalne usługi księgowe – zapewnia Adam Głos. Obok tych usług klienci Tax Care mają też dostęp do wielu innych rozwiązań wspomagających prowadzenie własnego biznesu, wśród których można wymienić doradztwo finansowe, obsługę kadrowo-płacową, usługi windykacji i faktoringu, czy oferowane wspólnie z zewnętrzną kancelarią doradztwo prawne. Obok kompleksowej oferty dla małych firm, która wpisuje się w misję całej Grupy Idea Banku, na szczególną uwagę zasługuje elektroniczna księga przychodów i rozchodów zintegrowana z kontem firmowym w Idea Banku – unikalne rozwiązanie do zarządzania finansami firmy, redukujące do minimum czynności związane z wykonywaniem płatności czy monitorowaniem wystawionych i otrzymanych faktur.

Portret polskiego kredytobiorcy w 2012 roku

Aż ¼ kredytobiorców przy wyborze banku zwraca uwagę na kulturę osobistą prezentowaną przez jego pracowników. Po raz pierwszy w historii trzyletniego badania firmy doradczej PwC, dotyczącego rynku consumer finance, jest ona ważniejsza od dobrej oferty. W dobie zaawansowanej konkurencji cenowej jeszcze większa dbałość o indywidualne podejście do klienta, ma szansę stać się wyróżnikiem dla banków.

W porównaniu z poprzednią edycją raportu firmy doradczej PwC, w 2012 roku wyraźnie spadło znaczenie dobrej oferty banku dla klienta – w tej chwili wynosi ono 15 proc. wobec 25 proc.w 2011 roku. Dla 19 proc. kredytobiorców ważniejsza od samej oferty jest kultura osobista prezentowana przez pracowników banku i to właśnie ona znajduje się na pierwszym miejscu wśród cech wskazanych przez kredytobiorców. Na znaczeniu zyskała również dobra znajomość oferty przez pracownika banku (wzrost z 4 proc. w 2011 roku do 14 proc. obecnie).

„W kontekście coraz bardziej ujednoliconej cenowo oferty produktów bankowych nowego znaczenia nabiera podejście do klienta. Coraz ważniejszym elementem wyróżniającym dla banków powinny stać się wysoka jakość obsługi oraz rzetelna rozmowa z klientem. Część potencjalnych kredytobiorców oczywiście nadal będzie się koncentrować na cenie czy wysokości miesięcznej raty, ale dla większości z nich już dziś ważne są osobiste odczucia i zadowolenie z oferowanych usług oraz indywidualne podejście pracowników banku do ich potrzeb” – mówi Łukasz Bystrzyński, partner, lider zespołu ds. sektora finansowego w PwC.

Badanie firmy doradczej PwC pozwala na dokonanie segmentacji klientów w zależności od postawy wobec rynku consumer finance. W porównaniu z poprzednim rokiem spadła liczba tzw. klientów „lękliwych”, czyli bojących się zarówno banków, jak i kredytów (z 28 proc. do 22 proc. obecnie). Widoczny jest natomiast wzrost liczby klientów deklarujących postawę „pragmatyczną” (28 proc. wobec 24 proc. rok wcześniej) oraz „swobodną” (16 proc. w 2012 roku wobec 14 proc. w 2011 roku). Jednocześnie zwiększa się średnia liczba posiadanych kredytów – wynosi ona obecnie 1,8, wobec wskaźnika 1,7 w 2011 roku. Oznacza to większą znajomość produktów oferowanych przez banki oraz większą swobodę w korzystaniu z nich przez klientów. W tej chwili 41 proc. Polaków posiada jakikolwiek kredyt konsumpcyjny (w porównaniu z 36 proc. w roku ubiegłym).

„Wzrasta świadomość klientów banków dotycząca z jednej strony ich osobistych budżetów i zdolności do spłacenia kredytów, a z drugiej strony – oferty banków i umiejętności korzystania z poszczególnych produktów bankowych. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do klienta – tworzenie przez bank modelu sprzedaży pozwalającego na dobre rozpoznanie potrzeb potencjalnego kredytobiorcy, a następnie przygotowanie oferty dopasowanej do tych potrzeb. Takie podejście pozwoli bankowi na osiągnięcie przewagi nad konkurencją” – wyjaśnia Piotr Siciak, dyrektor w zespole ds. sektora finansowego PwC.

Z raportu firmy doradczej PwC wynika, że polski kredytobiorca nadal, jeśli chce wziąć kredyt, udaje się przede wszystkim do oddziału banku, choć widać wyraźny wzrost w korzystaniu z Internetu, szczególnie w przypadku kart kredytowych (obecnie 10 proc., co oznacza wzrost o 4 pkt. proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania) oraz kredytów odnawialnych (10 proc. w 2012 roku w porównaniu z 1 proc. w 2011 roku).

„Coraz więcej klientów banków przekonuje się do Internetu. Chętnie zakładamy konta typowo internetowe, a także korzystamy z mobilnego dostępu do nich. Biorąc pod uwagę jednocześnie wzrost znaczenia dla potencjalnego klienta czynników pozamerytorycznych, czyli innych niż tylko oprocentowanie i warunki spłaty, banki powinny zastanowić się nad stworzeniem jak najbardziej przejrzystego i intuicyjnego nawigowania w sieci. Ważne jest również umożliwienie pełnego dialogu klienta z bankowym specjalistą” – dodaje Łukasz Bystrzyński.

Z raportu firmy doradczej PwC wynika, że rynek kredytów konsumpcyjnych dla klientów indywidualnych rozwijał się w Polsce bardzo dynamicznie niemal do końca 2009 roku, czyli do czasu globalnego kryzysu. Od początku 2010 roku rynek maleje, przy czym nie mamy tutaj do czynienia z dramatycznymi ruchami, lecz długofalowym trendem spadkowym o umiarkowanym tempie.

„Rynek kredytów konsumpcyjnych jest jednym z tych obszarów, w którym Polska nie odstaje od rozwiniętych krajów europejskich. Średnioroczne tempo zmiany wielkości zadłużenia z tytułu kredytów konsumpcyjnych w naszym kraju w ostatnich dwóch latach jest zgodne ze średnią strefy euro. Na tle innych krajów europejskich tempo spadku kredytów w Polsce, wynoszące obecnie 3 proc., można określić jako umiarkowane” – mówi Łukasz Bystrzyński.

Polski sektor bankowy czeka konsolidacja

Polski rynek bankowy jest największy i najbardziej stabilny w Europie Środkowej. Jednocześnie krajowy sektor finansowy jest najmniej skoncentrowany a poziom ubankowienia Polaków jest na stosunkowo niskim poziomie. To zmieni się w najbliższych latach – piszą w swoim pierwszym raporcie zatytułowanym „The Banking Sector in Central Europe – Performance Overview” eksperci nowopowstałego Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego, powołanego przez firmę doradczą Deloitte.

Aktywa banków w ośmiu największych krajach Europy Środkowej, które objął raport, wyniosły w 2011 r. 893 mld euro. To wciąż niewiele biorąc pod uwagę wyniki państw Europy Zachodniej. Mimo krótkiej historii sektora bankowego w Europie Środkowej, charakteryzuje się on dużą dojrzałością. Jest to wynik wykorzystania (przy jego konstruowaniu) najnowocześniejszych technologii, metod oraz narzędzi. Jego dynamiczny rozwój został jednak mocno zahamowany wraz z nadejściem kryzysu gospodarczego w 2008 r. Niektóre rynki nie wróciły jeszcze do poziomu sprzed czterech lat.

„W najlepszej kondycji jest sektor bankowy w Polsce, Czechach i na Słowacji. Dużo gorzej jest w krajach na południu regionu, w tym na Węgrzech, gdzie zwrot z kapitału własnego banków, jako najważniejszy miernik oceny działalności banków, jest znacznie poniżej 10 proc. lub nawet ujemny” – wyjaśnia Zbigniew Szczerbetka, Partner Deloitte, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce i Europie Środkowej, Dyrektor Zarządzający Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego..

Rentowność (ROE) środkowoeuropejskich banków jest obecnie o średnio 40 proc. niższa niż w 2008 r. Na tym tle Polska, dziś z ROE na poziomie 12,2 proc., wypada bardzo dobrze. Lepsze wyniki mają jedynie Czechy (14,7 proc.) i Słowacja (15 proc.). Podobieństw pomiędzy poszczególnymi krajami regionu jest jednak sporo. Najważniejsze to obecność inwestorów zagranicznych wśród właścicieli banków, a także konsolidacja rynku, znacznie większa niż ma to miejsce w Europie Zachodniej. Dziesięć największych banków w Chorwacji jest w posiadaniu aż 92 proc. aktywów całego sektora w tym kraju. Na Słowacji jest to 85 proc., a w Czechach – 78 proc. Średnia dla całego regionu wynosi 76 proc. W Polsce ten wskaźnik wynosi jedynie 60 proc. i jest najniższy w regionie.

Od naszych sąsiadów różnimy się także tym, że i u nas instytucje bankowe należą w większości do inwestorów zagranicznych. Największy udział w polskim rynku (14,5 proc.) ma PKO Bank Polski. Eksperci Deloitte podkreślają jednak, że w związku z koniecznością obniżenia wskaźnika kosztów do przychodów, które najłatwiej uzyskuje się zwiększając skalę działalności, a także z uwagi na problemy finansowe banków-matek, które często są zmuszone pozbywać się aktywów na mniej istotnych rynkach, w najbliższych latach będziemy obserwować w naszym kraju przyspieszoną konsolidację.

Po zapaści gospodarczej w 2008 r. banki w Europie Środkowej starają się odbudować swoją pozycję. Corocznie ich aktywa rosną średnio o 8 proc., co zaowocowało wynikiem 893,4 mld euro na koniec 2011 r. Jest to bardzo niewiele w porównaniu z krajami starej Unii. Aktywa banków w niewielkiej Danii wyniosły w tym samym czasie 919,7 mld euro. Tempo wzrostu dla całego sektora w regionie wyniosło 5,8 proc. w 2011 r. i jest to zasługa przede wszystkim banków z Polski i Czech.

„Podobnie jak w innych krajach Europy Środkowej aktywa bankowe Polski pod koniec ubiegłego roku stanowiły 84 proc. wartości PKB. Nasz sektor, mimo spowolnienia gospodarczego, wciąż może osiągnąć wysokie tempo wzrostu przychodów i w tym aspekcie wyprzedza wszystkie inne kraje Unii Europejskiej. Taka sytuacja nie będzie jednak trwała wiecznie, stąd banki intensywnie poszukują sposobów na zmianę struktury dochodów” – wyjaśnia Michał Dubno, Dyrektor w Sektorze Instytucji Finansowych Deloitte.

W sektorze bankowym naszej części Europy niepokoi wzrastający od 2008 r. poziom kredytów nieregularnych, czyli takich, których spłata następuje z opóźnieniem (NPL). O ile w wiodących gospodarkach regionu, w tym w Polsce, nie ma jeszcze powodu do paniki (poniżej 7,3 proc.), o tyle na przykład w Serbii już prawie jedną piątą wszystkich udzielanych kredytów stanowią właśnie takie pożyczki. Eksperci Deloitte spodziewają się jednak, że sytuacja makroekonomiczna, w tym przede wszystkim wzrost bezrobocia, może powodować kolejne nasilenie tego zjawiska. Innym problemem jest brak płynności oraz to, że banki są zmuszone do szukania finansowania na otwartym rynku i nie mogą korzystać, jak przed kryzysem, z finansowania od swoich „matek”.

Rozwiązaniem dla banków regionu są inwestycje w innowacje, zarówno w technologie, jak i w świadczone usługi. Konkurencja na rynku jest wysoka, dlatego instytucje muszą skupić się na poprawie jakości usług, aby zagwarantować sobie lojalność klientów. Muszą też szukać nowych źródeł dochodu, bo dotychczasowe, jak choćby opłaty bankowe, kurczą się. „Struktura dochodów polskich banków jest wciąż bardzo konserwatywna. Około 60 proc. stanowią odsetki, jedną czwartą zaś opłaty i prowizje za poszczególne usługi. Uzupełniającym, a jednocześnie najbardziej niepewnym składnikiem są operacje finansowe, na które przypada od 14 do 21 proc. udziału w strukturze przychodów. W 2011 r. dochody polskich banków wyniosły 14 mld euro i był to po kilku latach spadków powrót do poziomu z 2008 r. W najbliższych latach możemy już jednak nie zobaczyć takich wyników”- mówi Michał Dubno.

Dla krajowych banków szansą na lepsze wyniki jest zwiększenie poziomu ubankowienia. W Polsce klientami przynajmniej jednego banku jest 20,4 mln osób, podczas gdy mogłoby być ich 10 mln więcej. Obecnie poziom ubankowienia polskiego społeczeństwa wynosi 67. proc.. To niewiele, biorąc pod uwagę rozmiar naszego rynku. Przyczyną dość niskiego wyniku jest m.in. to, że w Polsce wciąż ponad jedna trzecia ludności mieszka na wsi, a tam najtrudniej jest dotrzeć z ofertą bankową. Z prognoz Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego Deloitte wynika, że w 2015 r. ubankowienie wzrośnie do 73 proc., a dziesięć lat później, w 2025 r. osiągnie poziom 82 proc. To duży potencjał do polepszania wyników.

Raport „The Banking Sector in Central Europe – Performance Overview” powstał w Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego w Europie Środkowej, niezależnej, specjalistycznej jednostce analityczno-badawczej, powołanej przez Deloitte. „Będziemy dzielić się z rynkiem wiedzą publikując raporty eksperckie dotyczące sektora finansowego w Polsce i w całym regionie. Interesują nas kierunki jego rozwoju, w tym wykorzystanie nowoczesnych technologii, wpływ regulacji na rozwój banków oraz analiza opinii i doświadczeń klientów na temat jakości obsługi” – mówi Zbigniew Szczerbetka. „Naszą ambicją jest nie tylko pokazywanie, jak dziś funkcjonują banki, ale także prognozowanie rozwoju rynku dla różnych produktów, sektorów i segmentów klienta, rozwiązania, które pomogą instytucjom finansowym w realizacji strategii rozwoju. Sektor bankowy, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebuje dziś rzetelnych danych, informacji, wiarygodnych rekomendacji, niezależnych opinii i wizji rozwoju” – dodaje. Centrum skupiać będzie doświadczonych przedstawicieli sektora bankowego, ekspertów z innych branż powiązanych z usługami finansowymi oraz ekspertów Deloitte, posiadających ogromne doświadczenie w rozwiązywaniu złożonych problemów branżowych. Powołanie Centrum podkreśla znaczenie, jakie Deloitte przywiązuje do rozwoju sektora instytucji finansowych w Polsce i w regionie Europy Środkowej.

Więcej informacji: www.deloitte.com/pl/cfsCE

Ile polskie miasta zarobiły na EURO 2012?

W czterech polskich miastach goszczących EURO 2012 kibice wydali 1,5 mld złotych. Do budżetu Warszawy, Poznania, Gdańska i Wrocławia wpłynęło dodatkowo blisko 50 mln zł od UEFA i sponsorów.

Cztery polskie Miasta-Gospodarze Mistrzostw Europy w piłce nożnej UEFA Euro 2012 wydały na organizację tej imprezy łącznie 195 mln zł. Jednocześnie do budżetów Warszawy, Gdańska, Poznania i Wrocławia w związku z turniejem wpłynęło co najmniej 48 mln zł pochodzących od UEFA i sponsorów. Dużo większe okazały się jednak przychody z turystyki, które sięgnęły aż prawie 1,5 mld zł. Największą długofalową korzyścią jest promocja Polski na świecie oraz inwestycje w obiekty sportowe i infrastrukturę – to kluczowe wnioski z raportu „Podsumowanie kosztów i oszacowanie korzyści organizacji turnieju UEFA EURO 2012TM” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Warszawa będzie walczyć o możliwość współorganizacji UEFA Euro 2020. Władze UEFA zdecydowały, że 60-te mistrzostwa odbędą się w kilkunastu europejskich metropoliach, a nie jak dotąd – w jednym lub maksymalnie dwóch krajach. Pozostałe polskie miasta, które w czerwcu gościły u siebie europejskie drużyny także zapowiedziały, że zgłoszą do UEFA kandydatury Gdańska, Wrocławia i Poznania. „Ten ponowny akces dowodzi, że organizacja tak dużej imprezy to prestiż nie tylko dla kraju, ale także dla poszczególnych miast. Co prawda podjęcie się tak dużego wyzwania pociąga za sobą wysokie wydatki finansowe, ale nasz raport udowadnia, że korzyści znacznie przewyższają poniesione nakłady. Poza tym wszystkie cztery miasta mają już niezbędną infrastrukturę w postaci stadionów”- tłumaczy Daniel Martyniuk, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Podczas Euro 2012 w Polsce zostało rozegranych 15 meczów. Miasta-Gospodarze przygotowywały się do tej imprezy od 2007 r. Niemal od początku wiązało się to z dużymi wydatkami. Władze Warszawy, Poznania, Gdańska oraz Wrocławia na organizację imprezy wydały w sumie 195 mln zł, nie wliczając kosztów infrastruktury i środków przeznaczonych na budowę stadionów. Z tego najbardziej kapitałochłonne okazało się przygotowanie stref kibica, które kosztowały łącznie aż 65 mln zł. Najwięcej na ten cel wydała Warszawa (30 mln zł), która miała największą strefę kibica w kraju. Sporym wydatkiem okazała się również promocja imprezy i reklama miast. Na ten cel miasta przeznaczyły 51 mln zł.

Fundusze na finansowanie stadionów pochodziły zarówno z budżetu centralnego (budżetu państwa), jak i ze środków czterech miast-gospodarzy. Trzy obiekty zostały zbudowane od podstaw, a stadion w Poznaniu był modernizowany. Dziś to właśnie poznański obiekt jest najbardziej dostosowany do przyjęcia osób niepełnosprawnych (np. 266 specjalnie przystosowanych miejsc). Najdroższy był Stadion Narodowy w Warszawie, którego budowa pochłonęła 2 mld zł, z czego zdecydowana większość pochodziła z budżetu państwa. Stadion Miejski we Wrocławiu i gdańska PGE Arena kosztowały odpowiednio 904 i 709 mln zł – z czego mniej więcej jedną trzecią finansowały samorządy.

Mecze na polskich stadionach zobaczyło w czasie mistrzostw łącznie ponad 600 tys. osób. Stadion Narodowy w Warszawie, największy z nowopowstałych obiektów, pomieścił jednorazowo 58 tys. kibiców. Pozostałe po około 40 tys. widzów. Jednak zdecydowanie więcej ludzi niż na stadionach śledziło zmagania piłkarzy w specjalnie zbudowanych w centralnych częściach miast tzw. strefach kibica Na budowę strefy oprócz miast-gospodarzy zdecydował się także m.in. Kraków. Przez prawie miesiąc trwania turnieju strefy kibica w 5 miastach cieszyły się łącznie z 3,1 mln odwiedzin. Najwyższą frekwencją może pochwalić się Warszawa. W zbudowanej na warszawskim Placu Defilad strefie pojawiło się łącznie 1,4 mln kibiców. Również rekord odwiedzin został pobity w stolicy podczas rozgrywanych w tym samym czasie 16 czerwca br. meczów Grecja-Rosja i Polska-Czechy (170 tys. odwiedzin). Tego dnia łącznie we wszystkich strefach pojawiło się ponad 360 tys. widzów.

Okresowi przygotowań do mistrzostw towarzyszyły publiczne dyskusje czy i kiedy nastąpi zwrot poniesionych nakładów finansowych. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte do budżetów Warszawy, Wrocławia, Gdańska i Poznania oraz miejskich spółek wpłynęło bezpośrednio 48 mln zł. Na tę sumę składają się pieniądze od sponsorów i UEFA (m.in. na budowę stref kibiców), ale także opłaty za wynajem terenów czy powierzchni reklamowych. Do tego dochodzą także tzw. wkłady rzeczowe, czyli m.in. sprzęt i infrastruktura od UEFA i sponsorów. W przypadku Gdańska, Poznania i Wrocławia wyniosły one 35 mln zł (nie uwzględniono Warszawy).

„Kluczowe z punktu widzenia zamknięcia bilansu tej imprezy jest jednak podsumowanie wpływów niebezpośrednich. Są to pieniądze, które w czasie pobytu w czterech miastach wydali kibice i turyści. One nie zasilają oczywiście bezpośrednio kas samorządów, ale trafiają do nich pośrednio w postaci m.in. podatków od handlu czy usług gastronomicznych i hotelarskich” – wyjaśnia Daniel Martyniuk. Jak obliczyli eksperci Deloitte wpływy z turystyki podczas miesiąca trwania Euro 2012 w czterech omawianych miastach wyniosły 1,45 mld zł, a efekt netto wyniósł zaś 1,3 mld zł. Ta druga kwota uwzględnia osoby, które zrezygnowały z przyjazdu na turniej lub wybrałyby się do tych miast w celu turystycznym bez względu na Euro 2012.

Jak pokazuje raport Deloitte w czasie trwania Euro 2012 Warszawę, Wrocław, Gdańsk i Poznań odwiedziło 685 tys. gości zagranicznych i 750 tys. krajowych kibiców. W zależności od miasta i drużyn (które tam grały) główne grupy obcokrajowców stanowili Rosjanie, Niemcy, Irlandczycy i Hiszpanie. Kibic zagraniczny wydał na pobyt w Polsce średnio ponad dwa razy więcej niż Polak. Kwoty te wynoszą odpowiednio 1401 zł i 606 zł. Najbardziej hojni byli zagraniczni kibice odwiedzający stolicę, gdzie każdy z nich wydał tam średnio 1911 zł. Za to Polacy najwięcej pieniędzy zostawili w Gdańsku – średnio 733 zł na osobę.

Zdecydowana większość kibiców zagranicznych była zadowolona nie tylko z poziomu rozgrywek sportowych, ale też z organizacji, infrastruktury hotelowej czy oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Turniej w Polsce został oceniony lepiej niż Euro 2008 w Austrii i zebrał 85 proc. pozytywnych rekomendacji opisujących organizację mistrzostw. Dziewięciu na dziesięciu kibiców zagranicznych było zadowolonych z atmosfery wokół turnieju. Ośmiu na dziesięciu zadeklarowało, że chętnie powrócą do Polski1.

Nie do przecenienia jest również fakt, że Warszawa, Gdańsk, Wrocław i Poznań zdobyły unikatową szansę promocji w zagranicznych mediach. Na zlecenie miast obliczono ilość wzmianek w mediach o Miastach-Gospodarzach i o Polsce tuż przed i w czasie trwania mistrzostw. Z obliczeń wynika, że tylko w obcojęzycznych stacjach telewizyjnych, radiowych, prasie oraz Internecie materiały przełożyłyby się na ekwiwalent reklamowy (tzw. wskaźnik AVE) wart ponad 0,5 mld zł (dane nie uwzględniają Wrocławia).

„Oprócz zarobionych pieniędzy miasta zdobyły doświadczenie w zarządzaniu tak dużymi projektami jakim było Euro 2012. Był to sprawdzian dla służb administracyjnych oraz porządkowych, wyszkolono także rzeszę wolontariuszy. Mistrzostwa okazały się inwestycją nie tylko w infrastrukturę sportową, komunikacyjną czy hotelową. Mistrzostwa były również okazją na promocję i popularyzację sportu wśród młodzieży”- podsumowuje Daniel Martyniuk.

Rozwój telefonii komórkowej wpływa na wzrost PKB

Rozwój usług telefonii komórkowej przyczynia się do wzrostu PKB. Im nowocześniejsze są to technologie tym większy ich wpływ na gospodarkę i to zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się. Przykładowo zastąpienie 10 proc. tradycyjnej telefonii mobilnej 2G przez technologię 3G powoduje wzrost PKB per capita średnio o 0,15 punktu procentowego – wynika z raportu firmy doradczej Deloitte oraz globalnego stowarzyszenia operatorów komórkowych GSMA „What is the impact of mobile telephony on economic growth?”.

Telefonia komórkowa znacznie polepszyła komunikację i integrację społeczną, aktywność ekonomiczną i produktywność nie tylko w sferach biznesowych, ale także w innych dziedzinach życia jak zdrowie, edukacja czy rolnictwo. „Począwszy od 2005 r. penetracja telefonii komórkowej we wszystkich regionach świata podwoiła się. Według danych Banku Światowego ma ona obecnie ponad 6 mld aktywnych użytkowników na całym świecie1, a do 2015 r. ich liczba przekroczy 8,5 mld. Aż 90 proc. ludzi na świecie żyje w zasięgu sygnału sieci komórkowych2”– wyjaśnia Maciej Klimek, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. „Tymczasem usługi mobilnej telefonii rozwijają się niezwykle szybko, popularność smartfonów czy tabletów jest coraz większa, a ich wpływ na gospodarkę będzie coraz bardziej istotny” – dodaje.

Przeprowadzone już w 2005 r. badania wykazały, że zwiększenie liczby telefonów komórkowych przypadających na 100 osób choćby o 10 sztuk może podnieść wzrost PKB na mieszkańca o 0,6 pp., a na rynkach rozwijających się nawet więcej, bo aż o 0,8 – 1,2 pp.

Jak dotąd pytaniem pozostawało, jaki wpływ na procesy makroekonomiczne będzie miała technologia 3G, która obecnie rozwija się niezwykle dynamicznie. Średni udział połączeń opartych na 3G (mierzony liczbą takich połączeń na 100 osób) w roku 2011 przekroczył w Stanach Zjednoczonych 90 proc., a w Europie Zachodniej – 60 proc. Wzrost ten związany jest przede wszystkim z większą dostępnością smartfonów i tabletów.

Tymczasem okazuje się, że posiadanie modnego gadżetu może przysłużyć się także gospodarce. Analiza przeprowadzona w 96 krajach przez Deloitte oraz stowarzyszenie GSMA pokazała, że migracja użytkowników z technologii 2G do 3G wpływa pozytywnie na PKB. Już zwiększenie penetracji 3G o 10 proc. powoduje wzrost dochodu narodowego per capita o średnio 0,15 pp.

Rozwój technologii 3G nieuchronnie skutkuje coraz większym wykorzystaniem bezprzewodowej transmisji danych. W latach 2005 – 2010 stopień jej wykorzystania podwajał się średnio każdego roku w każdym spośród 96 krajów, w których przeprowadzono takie badania.

Raport Deloitte udowadnia, że występuje silna korelacja pomiędzy wielkością transmisji danych przypadającą na jedno połączenie 3G, a wzrostem gospodarczym. Jej podwojenie prowadzi do wzrostu PKB per capita o 0,5 pp. Im większy jest początkowy stopień wykorzystania transmisji danych podczas połączeń 3G tym większy jest pozytywny wpływ jego dalszego zwiększania na wzrost gospodarczy. Potwierdzają to przykłady Rosji, Wielkiej Brytanii czy Korei Płd., gdzie wzrost spowodowany analogicznym zwiększeniem transmisji danych sięgnął 1,4 pp.

O ile na rynkach rozwiniętych wzrost PKB jest stymulowany głównie bezprzewodową transmisją danych , o tyle w krajach rozwijających się telefonia mobilna oparta na usługach głosowych jest nadal źródłem wielu ekonomicznych korzyści. Jak udowodniono w raporcie, zwiększenie penetracji telefonii bezprzewodowej o 10 proc. przyczynia się do wzrostu łącznej wydajności czynników produkcji (TFP) o 4,2 pp., a to z kolei przekłada się na wzrost PKB poprzez lepsze wykorzystanie kapitału i nakładów pracy.

„Rządy wszystkich krajów powinny zachęcać zatem do inwestycji w nowoczesną infrastrukturę umożliwiającą szybką bezprzewodową transmisję danych, co zaowocuje wyższym wzrostem gospodarczym i przyniesie dodatkowe korzyści społeczne” – podsumowuje Maciej Klimek.

O raporcie nt. telefonii komórkowej:
Raport „What is the impact of mobile telephony on economic growth?” został stworzony przez Deloitte oraz, globalne stowarzyszenie operatorów komórkowych GSMA. w oparciu o dane przekazane przez firme Cisco Systems. Raport analizował 96 krajów z następujących regionów: Europa Zachodnia, Europa Wschodnia, Afryka i Bliski Wschód, Azja i Pacyfik, Ameryki.

Wzrostowy listopad w Rainbow Tours

W raporcie bieżącym numer 28/2012 Zarząd Rainbow Tours S.A. poinformował, że wartość jednostkowych przychodów ze sprzedaży z tytułu organizacji imprez turystycznych w listopadzie 2012 r. wyniosła 24,9 mln PLN, co w porównaniu z analogicznym okresem 2011 r., w którym przychody wyniosły 18,0 mln PLN, co stanowi wzrost sprzedaży o 38,3%

Przychody ze sprzedaży spółki w rachunku narastającym za okres od 1 stycznia do 30 listopada 2012 roku wyniosły 562,6 mln zł i są wyższe o 46,1% od przychodów za okres od 1 stycznia – 30 listopada 2011 roku, które wyniosły 385,0 mln zł.

Zarząd Rainbow Tours S.A. informuje, że wartość skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży Grupy Kapitałowej Rainbow Tours S.A. (bez wyłączeń konsolidacyjnych) wyniosła w listopadzie 2012 r. 26,8 mln PLN, co w porównaniu z analogicznym okresem 2011 r., w którym przychody wyniosły 21,4 mln PLN, stanowi wzrost sprzedaży o 25,2 %. Przychody ze sprzedaży Grupy w rachunku narastającym za okres od 1 stycznia do 30 listopada 2012 roku wyniosły 600,5 mln zł i są wyższe o 40,0 %, od przychodów za okres od 1 stycznia – 30 listopada 2011 roku, które wyniosły 428,8 mln zł.

List intencyjny dotyczący nabycia ZETO Poznań

24 grudnia Asseco Poland podpisało list intencyjny w sprawie nabycia akcji ZETO Poznań. Zgodnie ze strategią Grupy Asseco spółka wejdzie w skład konsekwentnie budowanej ogólnopolskiej firmy integracyjnej.

List intencyjny podpisany pomiędzy Asseco Poland a akcjonariuszami ZETO Poznań określa warunki nabycia akcji stanowiących 99,93% kapitału zakładowego ZETO Poznań. Akcje nabędzie Asseco Poland lub jednoosobowa spółka należąca do Grupy Asseco o nazwie Asseco Systems S.A. z siedzibą w Rzeszowie.

Nabycie ZETO Poznań wpisuje się w strategię Asseco Poland dotyczącą budowy ogólnopolskiego podmiotu koncentrującego działalność na rynkach lokalnych, pełniącego funkcję dostawcy, integratora oraz dystrybutora rozwiązań informatycznych. W ramach realizacji tej strategii Asseco w kwietniu br. nabyło akcje ZETO Łódź a we wrześniu podpisało list intencyjny w sprawie nabycia akcji ZETO Białystok.

Przedsiębiorstwo Usługowo-Handlowe Zastosowań Elektronicznej Techniki Obliczeniowej ZETO S.A. z siedzibą w Poznaniu świadczy kompleksowe usługi informatyczne ze szczególnym uwzględnieniem outsourcingu IT, usług wdrożeniowych i konsultingowych. Spółka zatrudnia 87 osób. Jej działalność obejmuje także usługi w obszarze integracji i bezpieczeństwa oraz dostawy sprzętu IT. ZETO Poznań osiągnęło w 2011 roku 22,2 mln zł przychodów ze sprzedaży i wypracowało 3,4 mln zł zysku netto.

Rynek spożywczy w Polsce wart 230 mld zł

Według szacunków PMR w 2012 roku rynek artykułów spożywczych w Polsce osiągnie wartość ponad 230 mld zł, 2,5% więcej w stosunku do poprzedniego roku (w ujęciu PMR, wartość rynku spożywczego obejmuje wartość wszystkich produktów sprzedawanych w sklepach spożywczych, w tym artykułów przemysłowych, jak również żywności nabywanej w innych kanałach dystrybucji). Wzrost ten jest przede wszystkim generowany w segmencie dyskontów, a w jego tle nadal pozostają rosnące ceny, jak wynika z najnowszego raportu PMR pt. „Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2012. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Sytuacja na rynku pracy oraz zwalniająca gospodarka nie zachęcają do zwiększania konsumpcji. W dodatku koszty życia, w tym ceny żywności nadal rosną, co przekłada się na stagnację realnych dochodów konsumentów, a tym samym kontynuację tendencji do racjonalnego wydawania posiadanych środków. „W naszych badaniach przeprowadzonych we wrześniu 2012 r., ponad 70% respondentów subiektywnie określiło swoje wydatki na żywność jako wyższe niż w roku poprzednim. Za tym wzrostem w dużej mierze kryje się nadal odczuwany wzrost cen, stąd gospodarstwa domowe podejmują wiele działań mających niwelować jego wpływ. Najwięcej, 23% badanych wskazało, że w stosunku do poprzedniego roku starają się kupować tyle samo, ale zwracając większą uwagę na ceny. Ale co ciekawe, w 2012 r. ponad połowa respondentów nie zmieniła znacząco swoich zwyczajów kupowania produktów spożywczych, które wypracowali w latach poprzednich”, opisuje Dominika Kubacka, analityk firmy PMR i autor raportu.

Zakupy w dyskontach coraz popularniejsze wśród Polaków

Kolejny rok w spożywczym handlu detalicznym upłynął pod znakiem dyskontów, które są obecnie najsilniejszym segmentem wśród wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych, a dzięki rozkręconej ekspansji, zmianom w strategiach oraz kosztownym kampaniom reklamowym ich nasycenie i popularność w Polsce wzrasta. Ich udział w rynku sięga 17% według wstępnych szacunków PMR za 2012 rok, a na milion mieszkańców przypada już prawie 80 sklepów dyskontowych. W ciągu ostatnich pięciu lat ich liczba wzrosła o blisko 80%, do niemal 3 tysięcy placówek, a udziały rynkowe sieci dyskontowych w tym okresie podwoiły się. W średniookresowej perspektywie dyskonty pozostaną wiodącym pod względem tempa rozwoju segmentem rynku. Prognozy wskazują, że za trzy lata będzie działać ok. 4 tysiące dyskontów, czyli ponad 100 na milion Polaków, które mogą odpowiadać już za prawie czwartą część rynku spożywczego.

Z kolei hipermarkety, przed laty skazane na sukces, a obecnie walczące co najwyżej o stabilizację swojej pozycji na rynku, wcale nie oddają tak łatwo pola, chociaż ich ekspansja osłabła i w latach 2011-2012 przybyło wyraźnie mniej placówek niż w latach poprzednich – o sześć hipermarketów mniej (czyli jedną czwartą) niż średnio w okresie 2008-2010. „Co prawda sieci, które przez ostatnie lata wstrzymały inwestycje zapowiadają wznowienie procesu, jednak plany budowy obiektów wielkopowierzchniowych weryfikuje rynek i bardzo często projekty są opóźnione. W dodatku na skutek przejęcia sieci Real przez Auchan obraz tego segmentu ulegnie znaczącej zmianie”, dodaje Dominika Kubacka.

Przetasowania wśród największych graczy handlu spożywczego

Potencjał dziesięciu największych grup handlowych w 2011 roku, łącznie z ich sieciami partnerskimi, to blisko 100 mld zł, 44% wartości całego rynku. Przejęcie większości spółek grupy Emperia przez Eurocash w 2011 roku, a także upadłość trzech spółek z grupy Bomi w połowie br. będzie miało zasadniczy wpływ na zmianę układu sił w pierwszej dziesiątce największych graczy rynku spożywczego w latach 2012-2013.

Z kolei biorąc pod uwagę jedynie operatorów posiadających własne sklepy, wielka trójka handlu spożywczego w Polsce, to polski oddział Jeronimo Martins zarządzający dyskontami Biedronka, sieci Grupy Schwarz – Lidl i Kaufland, oraz Tesco, które razem kontrolowały ponad piątą część rynku w 2011 roku, a prawie 24% wg szacunków PMR na 2012 r. W 2013 roku o miejsce w czołówce powalczy Grupa Auchan, znacznie wzmocniona po niedawno ogłoszonym przejęciu sieci Real.

Udziały rynkowe znajdują odzwierciedlenie w wynikach badania PMR, przeprowadzonego we wrześniu 2012, w którym sklepy należące do trzech wiodących graczy wskazało również najwięcej respondentów jako najczęstsze miejsca zakupów.

Sylwester w polskich górach? Ile kosztuje?

Sylwester w górach? Wyjątkowa atmosfera, możliwość pojeżdżenia na nartach… i odpowiedni koszt, który trzeba ponieść. Ile trzeba zapłacić za wyjazd do jednego z polskich zimowych kurortów? Jak bardzo różnią się ceny noclegu w poszczególnych ośrodkach zimowego wypoczynku? Internetowe Centrum Podróży eSKY.pl przygotowało zestawienie, które obnaża praktyki hotelarzy.

– Naturalnym zjawiskiem jest to, że w czasie newralgicznego okresu koszt noclegu w hotelu wzrasta. Jednak z przygotowanej przez nas analizy wynika, że po pierwsze cena rośnie dwa razy – pierwszy na święta, a drugi na sylwestra. A po drugie, że koszt pobytu w hotelu w czasie sylwestra rośnie, w niektórych wypadkach, prawie trzykrotnie – mówi Łukasz Neska z eSKY.pl.

Nikogo nie zaskoczy, że najdroższym wyborem jest Zakopane. Noclegi w tym mieście są rezerwowane na wiele miesięcy wprzód. Miłośników stolicy Tatr nie zniechęca nawet to, że standardowo średnia cena hotelu w tym mieście to 237 PLN za dobę w pokoju dwuosobowym, w święta koszty noclegu wzrosną do średniej kwoty 346 PLN, natomiast w sylwestra aż do 605 PLN. Oznacza to, że w trzygwiazdkowym hotelu, za pobyt w którym normalnie płacimy 192 PLN za dobę w święta zapłacimy 302 PLN, a w sylwestra aż 577 PLN.

Pobyt w Tatrach nie musi być jednak aż tak kosztowny, szczęśliwie miejscowości sąsiadujące z Zakopanem są z reguły tańsze – choć w tym wypadku niewiele. Średnia cena za dobę w pokoju dwuosobowym w hotelu w Bukowinie Tatrzańskiej w okresie zwykłym jest to koszt 147 PLN w święta rośnie ona do 247 PLN (czyli stawki osiągają taką wysokość, jaką normalnie mają w Zakopanem), a w sylwestra do 440 PLN.

– Istotne jest to, że często rezerwując nocleg za tak wysoką cenę, jesteśmy przekonani, że są w nią wliczone sylwestrowe atrakcje. Nie jest to jednak regułą. Są hotele, które w momencie, gdy goście zapłacą te 552 PLN za noc sylwestrową umożliwiają im uczestnictwo w balu, a są takie, które w ramach „promocji” gwarantują klientom nocleg w pokoju dwuosobowym już od 505 PLN za dobę, ale pod warunkiem, że pobyt będzie zarezerwowany przynajmniej na 7 dni, a dodatkowa opłata za bal sylwestrowy to u nich to 390 PLN od osoby dorosłej. Ten pierwszy hotel jest obiektem trzygwiazdkowym, w którym normalnie za dobę płacimy od 167 PLN, natomiast ten drugi czterogwiazdkowym z dobą w cenie od 313 PLN – wyjaśnia Łukasz Neska eSKY.pl.

Tańszą opcją jest sylwester spędzony w Beskidach czy w Sudetach. W przypadku Beskidów analitycy z serwisu eSKY.pl porównali ceny hoteli w czterech popularnych miejscowościach: Wiśle, Żywcu, Szczyrku i Ustroniu.

W przypadku tych kurortów najdroższy jest pobyt w Żywcu – w okresie nieświątecznym średnio koszt doby hotelowej w mieście wynosi 230 PLN i niewiele zwiększa się w czasie świąt – 250 PLN, natomiast na sylwestra koszty te rosną prawie dwukrotnie i wynoszą średnio 453 PLN. Najmniejsze koszty wiążą się z pobytem w Wiśle – w normalnym okresie za dobę w pokoju dwuosobowym płaci się tam średnio 129 PLN, w święta jest to 160 PLN, a w sylwestra 223 PLN. Jak widać spędzenie ostatniego dnia roku w Beskidach może być prawie trzy razy tańsze niż w Zakopanem.

Sprawdzono również koszty, które poniosą osoby spędzające sylwester w zimowych kurortach województwa dolnośląskiego. Przeanalizowane ceny dotyczą trzech popularnych miejscowości: Szklarskiej Poręby, Karpacza i Kudowy Zdroju. Należy zaznaczyć, że koszty pobytu w Kudowie są najwyższe, a ceny doby hotelowej są tam wyższe nawet niż te w Zakopanem. Średnie ceny w hotelach w normalnym okresie oscylują w okolicach 300 PLN, natomiast na sylwester wzrastają do 763 PLN (wszystkie hotele zlokalizowane w Kudowie Zdroju, które zostały poddane analizie w cenie noclegu oferują również bal sylwestrowy). W Szklarskiej Porębie i Karpaczu ceny są dużo bardziej przystępne, choć wyższe niż w Beskidach. Średni koszt doby hotelowej w pokoju dwuosobowym w normalnym okresie w obu tych miejscowościach wynosi ok. 160 PLN, w święta rośnie on do 210 PLN, a w sylwestra do 370 PLN.

– Należy podkreślić, że w przeprowadzonej przez nas analizie nie były brane pod uwagę kwatery prywatne. Ma to w tym wypadku duże znaczenie, bo najczęściej to właśnie ich właściciele najmocniej podnoszą ceny. Mogą je zmieniać właściwie w sposób dowolny i jeżeli widzą zapotrzebowanie na pokoje i zainteresowanie gości, to wykorzystują takie momenty. Może ceny kwater nie rosną do tak wysokich, jak noclegi w hotelach, ale gdy w przypadku hoteli koszty idą w górę maksymalnie o 100 proc. w stosunku do okresu zwykłego, to kwatery prywatne nie mają takich ograniczeń. Właściciele kwater dyktują warunki – tłumaczy Łukasz Neska z eSKY.pl.

Niezależnie od tego, jak rosną koszty pobytu w górach w okresie świątecznym i sylwestrowym zainteresowanie takimi wyjazdami nie maleje – przeciwnie. Coraz więcej osób rezygnuje z tradycyjnej Wigilii i zamiast spędzać święta w dużym rodzinnym gronie woli wyjechać i odpocząć w górach. W przypadku samych świąt liczba wyjazdów zwiększyła się o 8 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Oczywiście najwięcej osób wybiera się do Zakopanego i w jego okolice. Na drugim miejscu jeżeli chodzi o popularność są Beskidy, na trzecim miejscu są kurorty zlokalizowane w Sudetach. Z kolei w przypadku sylwestra serwis eSKY.pl odnotował o 13 proc. więcej rezerwacji na pobyt w górach niż w roku ubiegłym. Tu również wygrywa Zakopane – wybiera je 40 proc. klientów eSKY.pl, natomiast liczba rezerwacji w pozostałych górskich miejscowościach wypoczynkowych kształtuje się na podobnym poziomie – nieco poniżej 20 proc. zarówno dla Beskidów jak i Sudetów.

Asseco zbuduje system ZEFIR2 dla Służby Celnej

0

19 grudnia 2012 roku Asseco Poland zawarło z Ministerstwem Finansów umowę o wartości 32,6 mln zł brutto na budowę, utrzymanie i rozwój systemu ZEFIR2. Umowa obowiązuje do 2021 roku i realizowana będzie we współpracy z Izbą Celną w Krakowie.

System ZEFIR2, czyli Zintegrowany System Poboru Należności i Rozrachunków z UE i Budżetem, stanie się jednym z systemów wchodzących w skład Systemu Informacyjnego Służby Celnej (SISC). Powstanie w ramach realizacji „Programu Elektroniczne Cło” finansowanego przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego (EFRR) oraz budżet państwa w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007 – 2013 „Dotacje na innowacje”.

System ZEFIR2 stanie się następcą obecnego rozwiązania ZEFIR, które w sposób kompleksowy wspiera wszelkie procesy związane z finansami i rachunkowością Służby Celnej. Zmiana systemu ma na celu wprowadzenie nowej jakości dzięki wykorzystaniu nowych technologii, które nie istniały, gdy tworzone były podstawy Systemu ZEFIR – ostatnie lata XX wieku.

Architektura systemu ZEFIR2 dostosowana będzie do standardów obowiązujących w środowisku informatycznym Służby Celnej (SISC). Zastosowane zostaną mechanizmy i standardy gwarantujące współdziałanie systemu ZEFIR2 z pozostałymi rozwiązaniami składającymi się na SISC, m.in.: PDR, OSOZ2, ISZTAR4, SZPROT, CELINA/AIS, ZISAR, HERMES2, ECIP / SEAP PL, czy TREZOR.

System ZEFIR2 cechować będzie modułowa konstrukcja, standaryzacja współpracy z systemami zewnętrznymi i użytkownikami oraz standaryzacja dostępu do danych źródłowych. ZEFIR2 umożliwi elastyczne konstruowanie reguł procesowych i definiowanie struktur dokumentów, a także konsolidację raportowania i sprawozdawczości.

KFK podpisał umowę na utworzenie nowego funduszu Experior Venture Fund (EVF) o kapitalizacji 80 mln PLN

Połowę kapitału zadeklarował KFK ze środków pochodzących ze Szwajcarsko – Polskiego Programu Współpracy (SPPW), połowę zapewniają inwestorzy prywatni. Podmiotem zarządzającym Funduszem jest Experior Sp. z o.o. Sp. kom.

Experior Venture Fund zakłada szerokie spektrum inwestycyjne jeśli chodzi o branże, jednak będzie koncentrować się na projektach w fazie ekspansji i rozwoju. Możliwe są wspólne inwestycje z inwestorami zewnętrznymi. Zespół zainteresowany jest innowacyjnymi przedsiębiorstwami, posiadającymi wysokiej jakości kadrę zarządzającą, przedsiębiorstwami charakteryzującymi się dużym potencjałem wzrostu, działającymi na rynkach podlegających konsolidacji.

Strategia funduszu zakłada podejmowanie decyzji inwestycyjnych przede wszystkim na podstawie oceny potencjału kadry zarządzającej danego przedsiębiorstwa, modelu biznesowego, potencjału wzrostu branży, atrakcyjności warunków transakcji z punktu widzenia inwestorów funduszu. Inwestycje będą realizowane w trakcie 10-letniego horyzontu inwestycyjnego. Fundusz oraz podmiot zarządzający planują aktywnie wspierać spółki portfelowe swoją wiedzą i doświadczeniem.

Zarządzający Funduszem mają rozległe wielosektorowe doświadczenie transakcyjne, wyniesione z bankowości inwestycyjnej i funduszy Private Equity, a także wieloletnie doświadczenie w restrukturyzacji operacyjnej i finansowej, mającej na celu podnoszenie wartości przedsiębiorstwa. Jesteśmy przekonani, że dzięki takiej kompilacji doświadczenia będziemy w stanie wnieść wartość dodaną dla naszych przedsiębiorców i tym samym uzyskać atrakcyjne stopy zwrotu dla inwestorów Funduszu. Zdecydowaliśmy się na strategię inwestycyjną, która łączy w sobie minimalizację ryzyka i duży potencjał zwrotu. Nasze inwestycje będą dotyczyły finansowania ekspansji i rozwoju w zdywersyfikowanych branżach, w tym branżach uważanych za defensywne, ze szczególnym uwzględnieniem firm z wysoką barierą wejścia dla konkurencji – komentuje Marzena Bielecka, Partner Zarządzający Funduszu.

Umowa na utworzenie EVF jest kolejną w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy. Do tej pory KFK, w ramach dotacji budżetu państwa, Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz SPPW, w oparciu o podpisane umowy, zadeklarował wkłady do funduszy portfelowych w wysokości około 489 mln zł.

Szwajcarsko-Polski Program Współpracy jest formą bezzwrotnej pomocy zagranicznej udzielonej Polsce przez rząd Szwajcarii na zmniejszenie różnic społeczno-gospodarczych w rozszerzonej Unii Europejskiej. Na mocy umów międzynarodowych nowe państwa członkowskie Unii Europejskiej otrzymały ponad 1,25 mld CHF. Szwajcaria przyznała Polsce największą część tych środków (ok. 489 mln CHF). Szwajcarsko-Polski Program Współpracy obejmuje swoim zasięgiem cały kraj, przy czym co najmniej 40% środków całego Programu przeznaczone jest dla czterech województw południowo-wschodnich: lubelskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego oraz małopolskiego.

Koniec 2012 roku – spada zatrudnienie, trudna sytuacja budownictwa, tornado w motoryzacji

Przedostatni miesiąc 2012 roku nie przyniósł odwrócenia tendencji obserwowanych już od wielu miesięcy. Bieżąca, trudna sytuacja budownictwa z pewnością nie poprawi się w najbliższym czasie, bo sektor publiczny znacznie ogranicza inwestycje – podaje raport opracowany przez serwis eGospodarka.pl. Spowolnienie, albo nawet recesja, czekające polską gospodarkę w ciągu najbliższych miesięcy nie wróży dobrze przedsiębiorstwom utrzymującym się głównie ze współpracy z sektorem publicznym. Tymczasem instytucje publiczne realizują zakupy typowe dla końca roku a także wymuszone koniecznością wykorzystania tegorocznego budżetu.

Dane opracowane przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, wskazują, że w listopadzie 2012 w Biuletynie Zamówień Publicznych pojawiły się 18 tys. 32 ogłoszenia. To tylko nieco więcej niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku i nieznacznie mniej niż miesiąc wcześniej (w październiku 2012). W listopadzie 2011 roku w BZP znalazły 17 tys. 493 ogłoszenia, przyrost rok do roku wyniósł więc 3 proc. W październiku 2012 roku w BZP opublikowano 18 tys. 197 ogłoszeń o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Wynik listopadowy jest więc o 0,9 proc. gorszy niż październikowy.

W relacji rocznej dodatnią dynamikę zanotowały dwie notowane kategorie zamówień: dostawy towarów (przyrost względem listopada 2011 o 1,7 proc.) i dostawy usług (przyrost rdr o 6,9 procent). Spadła liczba zamówień na prace budowlano-remontowe – o 2,5 proc. W relacji miesięcznej rozkład był analogiczny jak w przypadku zmian rdr – przyrost również zanotowano w przypadku dostaw towarów (o 19 proc.) i dostaw usług (przyrost o 9,96 procent). Poniżej „kreski” znalazły się zamówienia na prace budowlano-remontowe (spadek miesięczny o 51,43 procent), to już jednak spadek o charakterze sezonowym, występujący rokrocznie w jesiennych miesiącach.

Podawane dane dotyczą postępowań przetargowych publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych, czyli o wartości powyżej równowartości 14 tys. euro, a poniżej tzw. „progów unijnych”.

Oprócz sektora budowlanego, który spadek obrotów i nowych zamówień rejestruje już od wielu miesięcy, coraz poważniejsze spowolnienie zaczyna dotykać sektor przemysłu.

Sektor budownictwa przez wiele ostatnich lat napędzany był z jednej strony dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi, zasilanymi środkami unijnymi oraz publicznymi, po wtóre trwały inwestycje związane z Euro 2012, po trzecie zaś – budownictwo mieszkaniowe przez kilka lat rozkwitało pod wpływem względnie łatwo dostępnych kredytów hipotecznych. Niestety te wszystkie trzy czynniki albo znacznie osłabły (jak środki unijne i publiczne na inwestycje drogowe lub kredyty hipoteczne) albo zupełnie zanikły (jak środki związane z inwestycjami na Euro 2012), co w połączeniu ze zjawiskami występującymi od pewnego czasu w sektorze budowlanym przyniosło szybko bardzo negatywne konsekwencje. W efekcie sektor budowlany notuje załamanie o skali nieobserwowanej od wielu lat.

Spada zatrudnienie, tornado w motoryzacji

Jak podał GUS, w listopadzie 2012 r. wzrosło bezrobocie, i to zarówno w ujęciu miesięcznym, jak i względem listopada ubiegłego roku. Zwiększyła się liczba osób długotrwale bezrobotnych. W listopadzie 2012 stopa bezrobocia wyniosła 12,9 proc., wobec 12,5 proc. w październiku i 12,1 procent w listopadzie 2012. W przedostatnim miesiącu roku bez pracy pozostawało ponad 2 mln 58 tys. osób. Bez prawa do zasiłku pozostawało 83,8 bezrobotnych.

W ciągu miesiąca przybyło 63,3 tys. osób bezrobotnych. Jak podaje GUS, w listopadzie 2012 roku najwyższa stopa bezrobocia utrzymywała się w województwach warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, podkarpackim, świętokrzyskim oraz lubuskim. Najniższą stopą bezrobocia charakteryzowały się województwa wielkopolskie, mazowieckie, śląskie i małopolskie.

Względem października 2012 r. liczba bezrobotnych wzrosła we wszystkich województwach, najbardziej w woj. lubelskim (o 4,3%), wielkopolskim (o 3,9%), dolnośląskim i małopolskim (po 3,7%) oraz warmińsko-mazurskim (o 3,6%). Również w porównaniu z listopadem 2011 r. liczba bezrobotnych zwiększyła się we wszystkich województwach, najbardziej znaczący wzrost odnotowano w województwach: małopolskim (o 10,8%), mazowieckim (o 10,5%), śląskim (o 10,0%), wielkopolskim (o 9,7%) i łódzkim (o 8,6%).

Według szacunków GUS, ceny dóbr i usług konsumpcyjnych w listopadzie 2012 r. wzrosły o 0,1 proc. w porównaniu z październikiem. W odniesieniu do listopada 2011 r. były zaś wyższe o 2,8 proc. Wolniej rosły ceny żywności. Szybciej natomiast spadały ceny paliw. Największy wpływ na kształtowanie się inflacji w listopadzie miał wzrost cen żywności. Szybciej od ogólnego wskaźnika inflacji rosły również opłaty związane ze zdrowiem.

W listopadzie zatrudnienie w gospodarce spadło o 0,3 proc., a wynagrodzenia wzrosły o 2,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Zatrudnienie, licząc rok do roku, zmniejszyło się po raz pierwszy od początku 2010 roku. Od kilku miesięcy spadają nasze płace realne – ich wzrost jest niższy od inflacji.

Według wstępnych szacunków GUS produkcja sprzedana w listopadzie 2012 r. była o 0,8 proc. niższa w porównaniu z analogicznym miesiącem 2011 r. i o 4,8 proc. niższa niż w październiku. Analitycy oczekiwali nieznacznego wzrostu produkcji.

W listopadzie spadek odnotowało 12 sekcji przemysłu (we wrześniu br. było to 27 sekcji). Wśród branż, którym gorzej się wiodło są producenci komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych, samochodów, metali, czy tworzyw sztucznych, a więc branże eksportowe. W bardzo trudnej sytuacji znalazł się przemysł motoryzacyjny.

W stosunku do listopada 2011 roku wzrost produkcji, co prawda niezbyt duży, odnotowano aż w 22 (spośród 34) działach przemysłu. Najlepsze wyniki odnotowano w produkcji urządzeń elektrycznych o (wzrost 5,5 proc.) oraz wyrobów z drewna, korka i wikliny o (wzrost 5,2 proc.). Na uwagę zasługują producenci artykułów spożywczych, którzy świetnie sobie radzą na rynkach zagranicznych (eksport polskiej żywności wzrósł w ciągu 9. miesięcy 2012 r. o 12,2 proc., podczas gdy eksport łącznie wzrósł w tym czasie o 1,6 proc.).

Spadek produkcji w październiku 2012 r., w porównaniu z analogicznym miesiącem zeszłego roku, odnotowały przedsiębiorstwa budowlane. W odniesieniu do października 2012 r. sprzedaż również spadła (o 9,1 proc.). Przez pierwsze jedenaście miesięcy sprzedaż przedsiębiorstw budowlanych była wyższa o 1,5 proc. niż przed rokiem. Spadek produkcji sprzedanej wystąpił we wszystkich działach budownictwa, nie tylko w budowie obiektów inżynierii lądowej i wodnej.

Z kolei z danych pochodzących z sądów gospodarczych wynika, iż w listopadzie upadłość ogłosiło 86 firm. Było to o 5,5% mniej firm niż w październiku, w którym zanotowano 91 upadłości oraz 59,3% więcej niż w listopadzie 2011 r., kiedy to upadły 54 firmy.

Niestety i w przyszłym roku wiele przedsiębiorstw może upaść, a to za sprawą znacznego spowolnienia gospodarczego. Jak przewiduje Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, do końca 2013 roku upadnie około 325 firm prowadzonych w postaci indywidualnej działalności gospodarczej, czyli 60,1% więcej w stosunku do 2012 roku (prognozowane 203 upadki). W drodze prawa upadłościowego i naprawczego zakończy działalność 988 spółek prawa handlowego (dla 2012 roku KUKE prognozuje 702 upadki), stanowi to wzrost o 40,7%. W całym 2013 roku liczba upadłości przekroczy 1300 i wyniesie około 1313 wszystkich przedsiębiorstw, czyli 45,1% więcej niż w 2012 roku. Tegoroczna silna tendencja wzrostowa ilości upadłości zostanie utrzymana w pierwszych dwóch kwartałach 2013r. Stopniową poprawę sytuacji analitycy KUKE przewidują na trzeci i czwarty kwartał następnego roku.

Cztery największe upadłości w listopadzie miały miejsce w branży producentów i dostawców wyrobów stalowych. Nie da się ukryć, iż firmy te dostarczały konstrukcje czy zbrojenia głównie na potrzeby budownictwa. Do końca listopada upadło 259 firm budowlanych, niemal dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku (wtedy – 132 upadłości).

– Polska gospodarka wyraźnie spowalnia. Do branż szczególnie dotkniętych spowolnieniem oprócz budownictwa dołączył również przemysł motoryzacyjny. Zwolnienia grupowe przeprowadza bądź je zapowiada coraz więcej przedsiębiorstw z tego sektora. Wyraźnie gorzej wiedzie się firmom produkującym na eksport, a to za sprawą dalszego pogorszenia koniunktury u naszych głównych partnerów handlowych. Jest tylko kwestią czasu, kiedy za mniejszą sprzedażą podążą kolejne zwolnienia pracowników lub zamrożenie płac. W sytuacji spowolnienia i jego bardzo negatywnego wpływu na rynek praca piłka jest teraz zdecydowanie po stronie rządu, który powinien znacznie przyspieszyć prace nad uelastycznieniem Kodeksu Pracy, choćby poprzez zmiany zasad rozliczania czasu pracy, wprowadzenie ruchomego czasu pracy czy zmiany zasad rozliczania godzin nadliczbowych. W sytuacji mniejszej sprzedaży i spadku zamówień prawo pracy powinno umożliwić szybkie i elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki oraz wpływać na utrzymanie miejsc pracy, nawet kosztem czasowo obniżonych zarobków pracowników – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Mało prawdopodobne jest jednak to, że rząd spowolnienie wykorzysta do wprowadzenia istotnych reform. Już podczas poprzedniego, dużo łagodniejszego hamowania polskiej gospodarki rządzący wykazywali bardzo zachowawczą postawę, nie chcąc ryzykować jakichkolwiek radykalnych zmian w gospodarce czy ewentualnego niezadowolenia społecznego – podsumowuje Beata Szkodzin.

Efekt „resztówek”

Ostatni kwartał roku, ze szczególnym uwzględnieniem listopada i grudnia to w wielu instytucjach budżetowych czas domykania budżetu, a więc i wydawania środków przewidzianych na rok bieżący do zakupów – czy to usług czy towarów. Stąd też pod koniec roku rośnie liczba zamówień na komputery, laptopy, oprogramowanie, szkolenia. Okres świąteczny dodatkowo sprzyja związanym z nim wydatkom – na bony zakupowe, paczki dla dzieci pracowników, imprezy świąteczne i sylwestrowe (opłacane z funduszy socjalnych, ale częstokroć realizowane wedle rygorów prawa zamówień publicznych). Pod koniec roku pojawiają się również zamówienia istotne ze względu na zapewnienie ciągłości działania instytucji – dostaw energii, paliw, usługi ubezpieczenia budynków i składników majątku.

Nie inaczej było w listopadzie 2012 – w ciągu miesiąca najwięcej przybyło ogłoszeń na dostawy żywności i napojów (przyrost liczby ogłoszeń o 491 procent), usługi pocztowe (+420 proc.), pieczywo, świeże wyroby piekarskie i ciastkarskie (+307 procent), różne produkty spożywcze (+290 proc.), benzynę bezołowiową (+233,33 procent), olej napędowy (+197 proc.), ubezpieczenia od skutków żywiołów (+171 procent), ubezpieczenia pojazdów mechanicznych (wzrost o 161 procent w ciągu miesiąca), usługi ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenia pojazdów mechanicznych od odpowiedzialności cywilnej, usługi ochroniarskie, talony oraz ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków. Zwiększyło się również zapotrzebowanie na sprzęt komputerowy: komputery nabiurkowe, komputery osobiste, pakiety oprogramowania i systemy informatyczne, drukarki laserowe, monitory, komputery przenośne, urządzenia komputerowe, urządzenia sieciowe.

O eGospodarka.pl
eGospodarka.pl (www.egospodarka.pl) to praktyczny poradnik Internetu dla małych i średnich przedsiębiorstw. Serwis udostępnia m.in. bezpłatną bazę przetargów publicznych, oferty pracy w Polsce i za granicą, porady z prawa pracy, podatków i rachunkowości, komentarze gospodarcze i finansowe, kursy walut, bezpłatne wzory dokumentów i formularzy, aktualności ze świata IT oraz najnowsze raporty i prognozy. Przedsiębiorcy znajdą w serwisie eGospodarka.pl narzędzia porównawcze, wyszukiwarki i kalkulatory.

Misją serwisu jest dostarczanie praktycznych informacji i narzędzi oraz pomoc w podejmowaniu decyzji dotyczących zaistnienia firmy w Internecie. Najczęściej odwiedzane przez użytkowników są działy: Firma, Podatki, Prawo, Praca i Przetargi.

Według badania Megapanel w marcu 2011 roku serwis eGospodarka.pl zanotował ponad 1 mln 812 tys. użytkowników, co stawia go w ścisłej czołówce najlepszych serwisów biznesowych. Dział www.przetargi.eGospodarka.pl w marcu odwiedziło natomiast ponad 219 tysięcy osób.

Firmy szybciej dostosowują się do słabszej koniunktury

W ostatnich latach przedsiębiorstwa dojrzały i teraz znacznie lepiej reagują na zmieniającą się sytuację w gospodarce. W czasie obecnego kryzysu szybciej dostosowują się do słabszej koniunktury gospodarczej niż 3-4 lata temu.
Wiedza, doświadczenie, które „zdobyły” w latach 2008-2009 przekłada się na ich bardziej skuteczne działania dzisiaj – wynika z badania małych i średnich przedsiębiorstw przygotowanego przez PKPP Lewiatan.

Ciągle jednak wśród MSP dominują firmy, których celem strategicznym jest przetrwanie (42,1 proc., ale w grupie mikrofirm 42,7 proc., w grupie firm małych – 39,5 proc., a w grupie firm średnich już tylko 27,6 proc.). Ale mimo osłabienia gospodarczego prawie 25 proc. MSP dąży do wzrostu sprzedaży, a prawie 11 proc. do wzrostu udziału w rynku. Wskazuje to na zdolność firm tego sektora do dostrzegania szans i umiejętność ich wykorzystywania – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

Nie zmienia się, a osłabienie gospodarcze temu nie służy, skłonność MSP do korzystania z zewnętrznego finansowania. Prawie 61 proc. firm (ale 63,8 proc. mikro firm, 43 proc. firm małych i tylko 28,7 proc. firm średnich) deklaruje, że nie korzysta z kredytów i pożyczek. A ich priorytetem na najbliższe dwa lata jest oparcie finansowania działalności na środkach własnych (91,4 proc. MSP). Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z finansowania zewnętrznego, ale na pewno jego ograniczenie. Korzystanie z instytucji rynku finansowego jest zresztą ciągle słabą stroną polskich MSP – 82,4 proc. korzysta z przelewów w bankach, ale już tylko niespełna 11 proc. z leasingu, a 1,8 proc. z factoringu. O bardziej zaawansowanych produktach bankowych większość MSP wie niewiele, a jeszcze mniej MSP z nich korzysta.

Ciągle niska jest skłonność MSP do inwestowania w innowacje. Werbalnie przydatność inwestycji w innowacje deklaruje prawie 2/3 firm ( 61,6 proc. firm mikro, 73,8 proc. firm małych i aż 81,3 proc. firm średnich), ale dane GUS są bezlitosne wskazując, że te deklaracje w niewielkim stopniu dotychczas przekładały się na decyzje przedsiębiorstw. Firmy, które już innowacje wprowadzają widzą silny związek między inwestycjami w „nowości” a możliwościami rozwoju firmy – prawie 70 proc. MSP mówi o tym, że zainwestowała w innowacje, bowiem rozwój firmy byłby bez tych inwestycji niemożliwy. A 80 proc. widzi wyraźny związek między inwestycjami w innowacje a wzrostem zysku.

Z badań PKPP Lewiatan wynika, że przedsiębiorcy obawiają się różnego rodzaju zagrożeń wynikających z regulacji dotyczących gospodarki, w tym rynku pracy, a także barier administracyjnych. Ciągle najważniejsze z nich związane są z wysokością podatków i brakiem przejrzystości systemu podatkowego. Dla prawie ¾ MSP poważnym utrudnieniem jest wysokość podatku VAT, co nie dziwi po jego podniesieniu o 1 pp – do 23 proc., a co ma dodatkowe negatywne znaczenie w okresie osłabienia gospodarczego. Dla 66 proc. (2. miejsce na liście zagrożeń) najpoważniejszą barierą są pozapłacowe koszty pracy, co także nie dziwi po podniesieniu od lutego 2012 r. składki rentowej po stronie pracodawców do poziomu 6,5 proc. Na 3. miejscu na liście barier jest stawka podatku dochodowego od działalności gospodarczej, a na kolejnych dwóch – niejednoznaczność systemu podatku VAT i podatku dochodowego od działalności gospodarczej. W dużej mierze konsekwencją wysokich, w opinii przedsiębiorców, podatków i pozapłacowych kosztów pracy, jest ucieczka w szarą strefę. Osłabienie gospodarcze tę tendencję potęguje. Przedsiębiorcy odczuwają ten proces we własnej działalności gospodarczej – 56,5 proc. MSP mówi, że konkurencja ze strony szarej strefy jest dla nich bardzo poważnym utrudnieniem.

Przedsiębiorcy mówią, że osłabienie gospodarcze jest szansą na rozwój, pod warunkiem, że tej szansy się poszukuje, i że chce i umie się ją wykorzystać. Ważne, aby także rząd, administracja i wszyscy politycy zasiadający w Sejmie i w Senacie umieli i chcieli szukać i wykorzystywać szanse. A szansą są takie zmiany regulacji, aby nie tworzyły one niepotrzebnych barier dla rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Szansą są także takie działania administracji, które będą przedsiębiorczość i przedsiębiorstwa wspierać, ograniczać koszty administracyjne i otwierać przed firmami nowe możliwości działania (chociażby będąc forpocztą dla ekspansji polskich firm na rynki o największej dynamice rozwoju). Jest wiele do zrobienia i osłabienie gospodarcze to doskonały „pretekstem” do działania – dodaje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Badanie małych i średnich firm zostało przygotowane przez PKPP Lewiatan w ramach projektu „Monitoring kondycji sektora MSP w latach 2010-2012″ współfinansowanego ze środków UE w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego ( CBOS zrealizował je w okresie 02 kwietnia – 10 lipca 2012 r. na losowej próbie 1500 MSP).

Cyberprzestępczość coraz groźniejsza szczególnie dla instytucji finansowych

Gwałtowna utrata przychodów, know how, poufnych danych klientów, a co najważniejsze reputacji, to coraz bardziej realne zagrożenie prowadzenia działalności biznesowej w sieci. Co ważne, dotyczy ono każdej firmy funkcjonującej na rynku. Jak wynika z globalnego badania Deloitte „2012 GFSI Security Study: Breaking Barriers”, aż jedna czwarta instytucji finansowych, które są najbardziej atrakcyjnym celem cyberprzestępców, była w ostatnim roku obiektem zewnętrznego ataku sieciowego. Ataki będą się nasilać, gdyż ten rodzaj przestępczości dynamicznie się profesjonalizuje.

Skala i sposób wykorzystania technologii informatycznych w biznesie ulegają gwałtownym zmianom. Towarzyszy im dynamiczna ewolucja zagrożeń, które stają się coraz bardziej skomplikowane, a przeciwdziałanie im jest z dnia na dzień coraz bardziej kosztowne. Postępująca integracja procesów biznesowych ze środowiskiem sieciowym czy powszechna mobilność, pozwalają firmom uatrakcyjniać produkty i usługi, ułatwiać życie klientom oraz, w niektórych wypadkach, znacznie ograniczać koszty. Z drugiej jednak strony digitalizując nasze działania stajemy się podatni na szereg szybko zmieniających się zagrożeń, których większość organizacji nie jest świadoma i do których nie umie się przygotować. „Dynamiczna ewolucja zagrożeń oraz łatwość uzyskiwania korzyści z nielegalnej działalności w sieci stworzyły nowy rodzaj cyberprzestępcy. „Haker 2.0” jest gotowy do długotrwałych, systematycznych i uporządkowanych działań, a także nie waha się przed wchodzeniem w sojusze z innymi osobami i grupami. Z naszych badań wynika, że praktycznie wszystkie zaatakowane organizacje padły ofiarą zorganizowanych działań o wysokim stopniu skomplikowania” – tłumaczy Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

W ostatnich latach powstało wiele doskonale przygotowanych i profesjonalnych, działających często na zlecenie, grup specjalizujących się w przestępczości internetowej. W sposób celowy i skoordynowany, z pobudek czysto ekonomicznych prowadzą one agresywną działalność zmierzającą do maksymalizacji zysków z nielegalnych działań w sieci oraz ograniczenia ryzyka ujawnienia swojej działalności. „Cyberprzestępczość stała się już swego rodzaju przemysłem, w którym istnieje podział zadań, a także wewnętrzni wyspecjalizowani dostawcy usług. Ekosystem przestępczości zorganizowanej w Internecie bardzo szybko dojrzewa – od wielu lat obserwujemy stopniowe upodabnianie się tego rynku do innych obszarów handlu. Na rynku tym funkcjonują typowi usługodawcy i usługobiorcy rozliczający się według cenników i rabatów. Usługi cyberprzestępców stają się coraz łatwiejsze do pozyskania – obecnie praktycznie każdy może wynająć grupę przestępczą, do przeprowadzenia złożonej operacji lub do utrudnienia działań swojej konkurencji” – mówi Cezary Piekarski, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Innym trendem jest tzw. haktywizm, czyli funkcjonowanie grup hakerów zaangażowanych społecznie lub ideowo. Działają oni nie z pobudek ekonomicznych, ale w specyficznie pojmowanym interesie społecznym czy politycznym. Dla firm, których działalność może budzić kontrowersje (np. sektor medyczny, energetyczny czy rolniczy) oraz placówek publicznych, jest to zjawisko nie mniej groźne niż kradzież pieniędzy czy danych. Straty wynikające z haktywizmu najczęściej nie mają wymiaru finansowego tylko wizerunkowy. Skuteczne przeciwdziałanie atakom motywowanym społecznie lub ideowo istotnie różni się od przeciwdziałania zorganizowanej przestępczości. Haker działający z pobudek ideowych lub społecznych będzie poszukiwał na przykład elementów naszej infrastruktury, które uszkodzone w istotny sposób wpłyną na nasze procesy biznesowe lub naszych klientów. Przykładem działania haktywistów na początku br. była zorganizowana akcja przeciwko wprowadzeniu w Polsce regulacji ACTA i w konsekwencji blokada rządowych i prywatnych stron internetowych, a także szerokie działania związane ze sprawą WikiLeaks.

Które branże są najbardziej narażone na cyberataki? „Tu nie ma wyjątków. Przestępcy wybierają cele w sposób racjonalny. W związku z tym, najbardziej zagrożone są instytucje finansowe, które posiadają duże ilości wartościowych informacji. Ponadto warto zwrócić uwagę na firmy z sektora usług medycznych, wysokich technologii (szczególnie tam gdzie posiadają one unikalny know-how) oraz branżę FMCG.”- wyjaśnia Jakub Bojanowski.

Jak pokazuje globalne badanie Deloitte „2012 GFSI Security Study: Breaking Barriers” zaledwie 16 proc. ankietowanych organizacji prawidłowo identyfikuje zagrożenia wynikające z ich obecności w sieci i aktywnie je monitoruje. Resztę charakteryzuje bezczynność lub nieskuteczne działanie. Dlatego, aby uchronić się przed coraz bardziej wyrafinowanymi atakami ze strony cyperprzestępców, instytucje finansowe oraz inne podmioty powinny jak najlepiej przygotowywać się na ewentualne incydenty. W praktyce oznacza to prowadzenie działań na dwóch płaszczyznach: proaktywnej prewencji oraz kooperacji. Pod tym pierwszym pojęciem mieszczą się m.in.: identyfikacja głównych miejsc powstawania zagrożeń, monitorowanie oraz kontrola, a także testy, treningi i ćwiczenia. „W praktyce oznacza to ciągłe, dostosowywanie technologii oraz proaktywne poszukiwanie informacji o nowych zagrożeniach. Firmy muszą zapewne liczyć się z poniesieniem dodatkowych kosztów wynikających z przystosowania się do nowych warunków, ale będą one i tak niewspółmiernie niskie w porównaniu z potencjalnymi stratami” – mówi Cezary Piekarski.

Kooperacja to z kolei stworzenie platformy współpracy dla wymiany informacji oraz zaprojektowanie i wdrożenie kompleksowego podejścia do identyfikacji cyber-zagrożeń. Powinna ona mieć miejsce zarówno pomiędzy uczestnikami sektora prywatnego, ale też prywatno-publicznego. Aktywna obecność państwa, odpowiednie przepisy prawa krajowego, unijnego oraz aktywna działalność organów ścigania są niezbędne w skutecznej walce z cyberprzestępczością. „Firmy, szczególnie z sektora finansowego, muszą szerzej otworzyć się na wymianę informacji o zagrożeniach z innymi uczestnikami rynku oraz instytucjami publicznymi. Kooperacja w przeciwdziałaniu ewoluującym zagrożeniom jest kluczem do sukcesu, a także drogą do uzyskania skutecznych systemów „wczesnego ostrzegania” przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów. Utrzymując aktualny trend zatajania informacji o problemach w obszarze bezpieczeństwa skazujemy się na samotną walkę z silnym przeciwnikiem, który cały czas dostosowuje narzędzia ataku. Wspólna odpowiedzialność oraz rozwój mechanizmów zapewnienia bezpieczeństwa będzie odróżniała organizacje, które tę walkę wygrają od tych, które będą musiały pogodzić się z utratą know-how, pieniędzy, klientów oraz reputacji” – dodaje Cezary Piekarski.

Wind Mobile rozwija infrastrukturę Orange

W dniu 4 grudnia do Spółki wpłynęła podpisana wieloletnia umowa ramowa z PTK Centertel Sp. z o.o., operatorem sieci Orange, na sprzedaż produktów oraz usług dla platformy MRF Server. Wartość zamówień powiązanych z wymienioną umową może przekraczać w każdym roku jej obowiązywania 10% kapitałów własnych emitenta.

„Dzięki dostarczonej przez nas platformie najnowszej generacji, Orange może budować nowe usługi multimedialne szybciej oraz bardziej efektywnie kosztowo. Świetna współpraca z naszym klientem w obszarze infrastruktury mobilnej w roku 2011 i 2012 zaowocowała nową umową, na bazie której będziemy rozwijać dostarczoną platformę o kolejne usługi. Pierwszą fazę wdrożenia zakończymy jeszcze w bieżącym roku, a biorąc pod uwagę elastyczność i możliwości platformy, współpraca w roku 2013 zapowiada się optymistycznie. Dzięki nabytym kompetencjom i doświadczeniom będziemy w stanie poszerzyć naszą ofertę dla całego rynku telekomunikacyjnego.” – mówi Kamil Nagrodzki, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Techniczny Wind Mobile S.A.