Stulatkowie otwierają listy dłużników

Mimo sędziwego wieku trafił do Krajowego Rejestru Długów. Ma 105 lat i jest winien 1572 zł. Stulatkowie otwierają listy dłużników aż w 4 województwach. W ostatnim czasie zwiększył się procentowy udział emerytów wśród dłużników notowanych w KRD. O ile rok temu było ich nieco ponad 3%, to teraz już 6,51%.

Dominują osoby do 70-roku życia, które stanowią 73,78%, 80-latkowie to blisko 21% zadłużonych seniorów, 90-latkowie to niecałe 5%, a emeryci powyżej 90 roku życia to 0,38%.

O ile rosnące zadłużenie emerytów do 70 roku życia można tłumaczyć jeszcze niespłaconymi należnościami z okresu aktywności zawodowej, to trudno uwierzyć, aby osoby starsze niż 70 lat zaciągały kolejne zobowiązania dla zaspokojenia swoich potrzeb. Zwłaszcza, że najczęściej ich wierzycielami są albo banki, albo już firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne, czyli instytucje, które odkupują długi najczęściej właśnie od banków.

– Starsi ludzie coraz częściej padają ofiarą swoich bliskich, którzy w ich imieniu zaciągają pożyczki i następnie nie spłacają tych zobowiązań. O ile można zrozumieć, że sędziwy emeryt może nie mieć pieniędzy na opłacenie rachunków za prąd czy gaz, to trudno przyjąć, że namiętnie kupuje coś na raty – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

ABC Data 70 mln zł zysku w 2011 r.

ABC Data podał szacunkowe wyniki za minione dwanaście miesięcy. Zysk netto Spółki był o 152 proc. wyższy niż zakładała prognoza i wyniósł 70 mln zł.

Wyższe, od zakładanej prognozy, szacunkowe wyniki są efektem bardzo dobrego dla ABC Data ostatniego kwartału 2011 r. Wpływ na osiągnięty wynik miała także transakcja wniesienia do spółki zależnej zorganizowanej części przedsiębiorstwa zajmującej się marketingiem i posiadającej prawa do znaków towarowych spółki. Bez uwzględnienia tej transakcji zysk netto wyniósłby 47,2 mln zł, czyli również powyżej prognozy. Przychody ABC Data w minionych 12 miesiącach były na poziomie 3,3 mld zł, a wynik EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja) wyniósł 70,3 mln zł.

„Druga połowa zeszłego roku okazała się dla nas bardzo udana. Rekordowo wysokie były przychody i zyski ABC Daty w czwartym kwartale. Liczymy, że na początku 2012 roku uda się podtrzymać pozytywne tendencje i dynamiczny rozwój.” – mówi Michał Rumiński, prezes ABC Data.

Rok 2011 był bardzo ważny z punktu widzenia strategicznego rozwoju Grupy ABC Data. Do rynków, na których operuje Spółka, dołączyły Łotwa i Estonia, od tego momentu Spółka prowadzi bezpośrednią działalność dystrybucyjną w siedmiu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, planując wejście do kolejnych krajów w roku 2012. W czerwcu 2011 roku ABC Data na rynek wprowadziła pierwszą markę własną, czyli Colorovo, które oferuje alternatywne materiały eksploatacyjne do drukarek, a jej produkty dostępne są w całej sieci sprzedaży Spółki. Projekt ten już w tym roku powinien przynieść istotną kontrybucję do zysku netto ABC Daty.

„Mamy w planach wejście na kolejne rynki. Po dokonaniu tego będziemy działali na rynkach zamieszkałych przez 100 mln osób. Już dzisiaj operujemy na rynku 85-cio milionowym, co czyni naszą ofertę wyjątkowo atrakcyjną dla producentów i partnerów handlowych. Jest to najdynamiczniej rozwijający się obszar Europy.” – dodaje Michał Rumiński.

Dobre perspektywy inwestycji zagranicznych w Polsce

45% międzynarodowych firm, które posiadają zagraniczne inwestycje w krajach rozwijających się wskazuje Polskę jako jedną z lokalizacji, która oferuje największe możliwości zwiększenia dochodów w perspektywie 3 lat. Nasz kraj znalazł się na drugim miejscu w Europie Wschodniej zaraz po Rosji. Jednym z warunków sukcesu, nie tylko w Polsce, ale we wszystkich rozwijających się gospodarkach będzie unikalne podejście i dostosowanie swojej oferty do potrzeb lokalnych konsumentów – wynika z raportu „Fortresses and Footholds: Emerging market growth strategies, practices and outlook” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W czasach, gdy większość rozwiniętych gospodarek ciągle próbuje uporać się ze skutkami kryzysu gospodarczego, który rozpoczął się w 2008 r. w państwach takich jak Chiny, Indie czy Brazylia oczekuje się dużego wzrostu. Przewiduje się, że wschodzące rynki w ciągu najbliższych 7 lat będą odpowiadać za większość światowego produktu krajowego brutto. Zmieni się także pozycja tych gospodarek na światowej mapie – o ile pierwotnie inwestowano w nich głównie w celu ograniczenia kosztów, o tyle obecnie zaangażowanie na rynkach wschodzących postrzegane jest jako istotny czynnik generujący realny wzrost przychodów. Trzeba jednak pamiętać, że ta grupa nie jest jednolita pod względem tempa rozwoju – wg szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego Chiny będą rosły w tempie 9% w 2012 r., Indie – 7,5%. Wzrost w innych państwach będzie bardziej umiarkowany i osiągnie poziom 4,1% w Rosji oraz 3,6% w Brazylii i Meksyku.

Specjaliści odpowiedzialni w globalnych firmach za rynki wschodzące spodziewają się tam wzrostów przychodów nawet na poziomie 25% w perspektywie najbliższych 3 lat. Największe nadzieje wiążą z Indiami i Chinami – odpowiednio 57 % i 56% respondentów ocenia, że na tych rynkach, co najmniej tak wysoki wzrost jest realny. Obiecujące perspektywy rysują się także przed inwestorami w Brazyliina możliwość wypracowania dobrych wyników w tym kraju wskazuje 49% osób badanych przez firmę Deloitte. Na liście gospodarek, które mają duży potencjał jest także Rosja, Meksyk, Argentyna, państwa zlokalizowane na południowym wschodzie Azji oraz Polska. 28% ankietowanych specjalistów przyznało, że rynki wschodzące już teraz generują ponad 30% globalnego przychodu, a ponad połowa badanych (51%) oczekuje, że osiągną ten poziom w ciągu najbliższych 3 lat. W regionie Europy Wschodniej Polska znalazła się na drugim miejscu jako najbardziej atrakcyjny dla inwestorów angażujących się w rynki wschodzące, zaraz po Rosji – wskazało ją 45% badanych. „Polska została wskazana jako rynek z którym inwestorzy wiążą wzrost dochodów w najbliższych latach, co jest wyrazem zmiany w strategiach planowania wzrostu przez miedzynarodowe korporacje. Dotąd te rynki były przede wszystkim źródłem oszczędności kosztów” – komentuje Magdalena Burnat–Mikosz, Partner Deloitte odpowiedzialna za R&D and Governement Incentives w Europie Środkowej.

W ramach planowania strategii rozwoju na rynkach wschodzących firmy muszą postanowić czy decydują się na wzrost organiczny, będą szukać możliwości zawiązania joint venture czy też wejdą na regionalny rynek poprzez przejęcie lokalnego gracza. Dla większości respondentów, niezależnie od branży, którą reprezentują wzrost organiczny będzie głównym motorem rozwoju – stwierdziło tak 61% badanych. Zaledwie 20% specjalistów wskazało na możliwość nawiązania współpracy z lokalną firmą, jeszcze mniej – 10% deklaruje chęć rozwoju poprzez fuzje i przejęcia.

Otwieranie lokalnych oddziałów na rynkach wschodzących pozwala nie tylko lepiej poznać potrzeby lokalnych konsumentów, ale także ułatwia budowanie świadomości marki, oraz daje lepszą pozycję negocjacyjną w rozmowach z administracją lokalną czy rządową. Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika, że najlepsze rezultaty dawały strategie, które w rozwój biznesu włączały lokalne centra sprzedażowe – na powodzenie tego rozwiązania wskazało 62% respondentów. Wysoko ocenione zostały także rozwiązania, które uwzględniają prowadzenie lokalnie centrów badań i rozwoju – rekomenduje je 45% badanych. „Taki trend odpowada potrzebom przyciagania inwestycji o dużej wartości dodanej do gospodarki, nie tylko w infratrukturę ale także w kapitał ludzki” – dodaje Magdalena Burnat–Mikosz.

Niezależnie od obiecujących perspektyw globalne firmy muszą zmierzyć się z kilkoma istotnymi wyzwaniami. Z przeprowadzonego badania wynika, że największym z nich będzie budowanie świadomości marki na konkretnym rynku – to zagadnienie znalazło się w pierwszej trójce najważniejszych wyzwań na wszystkich rynkach. W Ameryce Łacińskiej (oprócz Brazylii) było wskazywane na pierwszym miejscu. Istotną kwestią było także dostarczenie produktów i usług w umiarkowanych cenach. Z racji na duże zróżnicowanie rynków wschodzących występowały różnice pomiędzy poszczególnymi krajami – w Chinach na przykład największym problemem dla międzynarodowych firm okazuje się niedostateczna ochrona własności intelektualnych. Z kolei w Indiach, w Rosji i Europie Wschodniej największą przeszkodą w rozwijaniu biznesu jest protekcjonizm wobec narodowych producentów i nadmierna biurokracja.

Tłumaczenia techniczne angielski Kraków

88

tłumaczenia techniczne angielski KrakówJeśli interesują cię tłumaczenia techniczne języka angielskiego w Krakowie zapraszamy do skorzystania z usług krakowskiego Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o..

Biuro Tłumaczeń wykonuje profesjonalne tłumaczenia techniczne oraz specjalistyczne w języku angielskim.

Aby uzyskać bezpłatną wycenę lub zamówić usługę tłumaczenia, należy przesłać zapytanie na adres mailowy biura lub skorzystać z formularza wyceny na stronie internetowej: http://123tlumacz.com. Zachęcamy także do kontaktu pod numerem telefonu: 881-500-123.

Wszystkie tłumaczenia techniczne i specjalistyczne wyceniane są indywidualnie. Podczas wyceny brane są pod uwagę różne czynniki, w tym zakres słownictwa, specyfika branżowa.

Tłumaczenia ustne angielski Kraków

Tłumaczenia ustne angielski KrakówJeśli interesują cię tłumaczenia ustne języka angielskiego w Krakowie (podczas rozmów biznesowych, spotkań, szkoleń, wykładów itp.) zapraszamy do skorzystania z usług krakowskiego Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o..

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. Kraków wykonuje profesjonalne tłumaczenia ustne symultaniczne i konsekutywne w języku angielskim. Firma zapewnia również obsługę spotkań, konferencji, prezentacji, wykładów oraz negocjacji handlowych.

Aby uzyskać bezpłatną wycenę lub zamówić usługę tłumaczenia ustnego, należy przesłać zapytanie na adres mailowy lub skorzystać z formularza wyceny na stronie internetowej: http://123tlumacz.com/.

Wszystkie tłumaczenia ustne wyceniane są indywidualnie. Podczas wyceny brane są pod uwagę różne czynniki, w tym ilość godzin, para językowa, typ tłumaczenia.

Przyspieszony rozwój systemów Business Intelligence

Według analiz Gartnera (2011), do 2014 r. 30% aplikacji Business Intelligence (BI) będzie „zdolnych” proaktywnie przewidywać rzeczywistość biznesową. Liczne badania potwierdzają rosnące znaczenie narzędzi BI i prognozują, że ich upowszechnieniu, także w polskich przedsiębiorstwach, paradoksalnie może pomóc globalne spowolnienie gospodarcze.

Business Intelligence (BI), nazywany „wschodzącą technologią”, jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów rynku IT. Potwierdza to najnowsza analiza Forrester Research, według której Business Intelligence będzie najszybciej ewoluującym narzędziem wśród nowoczesnych technologii w ciągu najbliższych 3 lat. Co więcej, aż 50% respondentów określiło BI jako narzędzie, które może wygenerować jeszcze większą wartość dodaną dla biznesu.

BI to aplikacje i technologie wspomagające procesy decyzyjne poprzez zbieranie, gromadzenie i analizowanie danych teraźniejszych i przeszłych, dotyczących np. sprzedaży, produkcji, magazynowania, dystrybucji czy działań konkurencji. Jak wynika z badań Forrester Research2, to właśnie analizy biznesowe pełnią najważniejszą funkcję w projektach IT (70%), przed planowaniem i budowaniem architektury informatycznej (66%) i zarządzaniem projektami (65%). Według ekspertów, Business Intelligence to już nie tyle źródło przewagi konkurencyjnej na rynku, ale standard, który odpowiednio wykorzystany może zwiększyć zyski organizacji, zwłaszcza w obliczu spowolnienia gospodarczego.

– Brak inwestycji w obszarze BI bardzo szybko doprowadza do wzrostu kosztów oraz zmusza firmę do podążania za trendem wyznaczonym przez innych. Dziś BI nie jest wartością dodaną, ale stanowi o „być czy nie być” firmy na rynku – wyjaśnia Jacek Sośnia, Architekt Systemów Informatycznych w Globalnym Centrum Biznesowym Procter & Gamble w Warszawie. – W perspektywie kolejnych lat będziemy obserwować dynamiczny rozwój systemów wirtualizujących rzeczywistość, które będą nie tylko opisywać i interpretować świat zastany, ale i przewidywać co wydarzy się w kolejnych kwartałach czy nawet latach. Proaktywne aplikacje przyszłości będą odkrywały modele biznesowe, o których nikt wcześniej nie myślał – dodaje Jacek Sośnia.

Potwierdzają to analizy Gartnera, z których wynika, że w najbliższej przyszłości będziemy obserwować dynamiczny rozwój aplikacji typu BI. Do 2013 r., 33% funkcji, jakie niesie za sobą BI będzie wykorzystywanych w urządzeniach przenośnych. Firmy zaczną również wykorzystywać na szeroką skalę wewnętrzne sieci intranetowe jako źródło danych, wspierających podejmowanie decyzji, a 40% wydatków na analizy biznesowe pochłoną systemy integrujące, a nie jak dotąd dostawcy aplikacji software. Dodatkowo, według Forrester Research (2011), BI będzie wykorzystywany przy coraz większej liczbie procesów biznesowych, a do 2020 r. będzie narzędziem na tyle rozwiniętym, że nie będzie przypominał tego, czym firmy posługują się dziś. Zdaniem Jacka Sośni, pewną ilościową zmianą jest i będzie również przekazywanie dostępu do narzędzi BI coraz większej grupie osób.

– Jeszcze 10 lat temu z narzędzi BI korzystali tylko analitycy i planiści, dostarczający wyników swojej pracy do kadry zarządzającej. Dziś systemy BI są dostępne dla ponad połowy pracowników P&G, a także dla wyselekcjonowanych interesariuszy z zewnątrz. Czasy, kiedy tylko matematycy zajmowali się analizą danych już minęły – mówi Jacek Sośnia.
Upowszechnianie rozwiązań BI na różnych szczeblach organizacji jest również wynikiem zwiększania się liczby danych, jakie firmy muszą przetwarzać. W Globalnym Centrum Biznesowym Procter & Gamble w Warszawie, specjaliści codziennie analizują terabajty danych, na podstawie których zapadają strategiczne decyzje dotyczące rozwoju produktów i inwestycji.

Druga fala rozwoju

Zainteresowanie analizami biznesowymi wzrosło na fali ostatniego kryzysu gospodarczego (2008 – 2009), a także niepokojów społecznych i politycznych na Bliskim Wschodzie (2011). Wiele firm zdało sobie wówczas sprawę, że nie jest w stanie dostatecznie szybko reagować na nieprzewidziane wydarzenia. Dlatego eksperci, przewidują, że nakłady na inwestycje w aplikacje Business Intelligence będą nadal rosły i ewoluowały w stronę bardziej zaawansowanych rozwiązań. Zwłaszcza w obliczu zjawiska kaskadowego kryzysu przewidywanie możliwych scenariuszy w różnych obszarach rynku staje się bezwzględną koniecznością. Badania IBM (2011), wskazują, że aż 76% CEO wymienia biznesowe analizy danych jako kluczowy czynnik sukcesu w ciągu kolejnych 5 lat, przed takimi elementami jak: „bycie blisko klienta” czy „kompetencje pracowników”. Według badań CIO Insight, ponad 70% CIO wskazuje, że BI odgrywa istotna rolę w wynikach finansowych ich firm, zaznaczając jednak, że jest jeszcze wiele funkcji, których obecne na rynku systemy nie spełniają. Jedną z kluczowych potrzeb biznesu jest integracja danych i ich głębsze osadzanie w procesach biznesowych. Rośnie również popyt na rozwiązania dedykowane dla poszczególnych branż. Część firm korzysta z uniwersalnych systemów dostępnych na rynku, a część tworzy własne aplikacje, wykorzysujące unikalne algorytmy.

– W P&G analizy biznesowe są dostarczane przez centrum usług wspólnych Global Business Services. Centrum tworzy dedykowane rozwiązania przeznaczone dla oddziałów koncernu na całym świecie oraz dostarcza im analizy w czasie rzeczywistym. Dzięki temu koncern szybciej i elastyczniej reaguje na zmiany na rynku, w tym także zmieniające się preferencje konsumentów – mówi Jan Wenda, Manager Globalnej Platformy Analitycznej w Globalnym Centrum Biznesowym P&G GBS w Warszawie.

Dzięki analizie wskaźników, np. demograficznych i ich korelacji z danymi np. sprzedażowymi firma może przewidzieć gdzie i kiedy rozpocząć produkcję, jakie usługi wprowadzić na rynek i na jaką skalę, a także kiedy objąć je promocją czy wycofać z rynku.

Rozwiązania Business Intelligence są wykorzystywane nie tylko w zagranicznych korporacjach, ale i przedsiębiorstwach z polskim kapitałem, które inwestują w złożone i coraz bardziej zaawansowane aplikacje BI. Przykładowo, polska firma Holicon, świadcząca usługi contact center wykorzystuje tzw. Platformę Wymiany Informacji (PWI), która gromadzi i standaryzuje dane dotyczące ruchu telefonicznego, czasu pracy konsultantów czy osiąganego poziomu wskaźników KPI, zdefiniowanych przez klientów. Przechowywane informacje tworzą Hurtownie Danych, z którymi zintegrowane są moduły raportujące.

– Narzędzia raportujące dostarczają informacje o bieżących oraz historycznych wynikach biznesowych, a także pozwalają na przeprowadzenie analiz wielowymiarowych. Dzięki temu, managerowie projektów uzyskują informacje pozwalające określić bieżący stan kluczowych wskaźników i jego przyczyny – wyjaśnia Krzysztof Chyliński, Dyrektor Technologii Holicon. – Przy dużej skali działania, liczbie klientów i pracowników rozwiązania Business Intelligence są niezbędne, aby prognozować zjawiska ekonomiczne w branży i podejmować trafne decyzje biznesowe – dodaje Krzysztof Chyliński.
Ta inwestycja się opłaca

Według IDC, średnia stopa zwrotu z inwestycji z Business Intelligence wśród amerykańskich i europejskich firm wynosi 112%. Użytkownicy narzędzi BI zauważają wzrost jakości prowadzonych procesów biznesowych (54%), wzrost produktywności (42%) i redukcję kosztów (4%). Przy czym analizy IDC wykazują, że im szersze wykorzystanie BI, tym szybszy i większy ROI. Ogólnoświatowe spowolnienie gospodarcze będzie zapewne sprzyjać upowszechnianiu rozwiązań analitycznych w organizacjach, a także digitalizacji i automatyzacji analiz. Po pierwszym kryzysie ekonomicznym, aż 70% respondentów twierdziło, że rozwiązania BI mogą skutecznie niwelować skutki zawirowań gospodarczych3. Podobne oczekiwania managerowie wykazują i teraz.

Goldenline w grupie Agory

Agora S.A. została mniejszościowym udziałowcem spółki Goldenline Sp. z o. o., właściciela portalu społecznościowego Goldenline.pl

– Zakończyliśmy negocjacje ze wspólnikami spółki Goldenline Sp. z o. o. („Wspólnicy”, „Spółka”) i podpisaliśmy ze Wspólnikami umowę sprzedaży udziałów oraz umowę wspólników. W wyniku realizacji tych umów, poprzez nabycie części udziałów od Wspólników, Agora S.A. stała się posiadaczem pakietu 36% udziałów Spółki dających prawo do wykonywania 36% głosów na zgromadzeniu wspólników Spółki. Łączna cena zapłacona za 36% udziałów Spółki wyniosła 11.520.000 zł, co implikuje wartość całej Spółki na poziomie 32 mln zł i daje mnożnik transakcyjny do oczekiwanych przychodów ze sprzedaży za 2011 rok w wysokości około 3,5 – powiedział Zbigniew Bąk, wiceprezes zarządu Agory.

– Inwestycja jest zgodna z naszą strategią internetową i wzmocni pozycję Grupy Agora w zakresie serwisów społecznościowych oraz w kategorii „praca”. Obecny prezes zarządu Spółki, Mariusz Gralewski, pozostanie na stanowisku i nadal będzie odpowiedzialny za strategię i rozwój Spółki. Będziemy wspólnie rozwijać Spółkę zgodnie z pierwotną wizją strategiczną jej założycieli. Spółka jest już rentowna i w chwili obecnej nie wymaga dokapitalizowania – powiedział Tomasz Józefacki, członek zarządu i dyrektor segmentu Internet Agory.

Na mocy zmienionej umowy Spółki oraz umowy wspólników podpisanej przez Agorę i Wspólników, Agora otrzymała szereg uprawnień typowych dla udziałowca mniejszościowego, z których najważniejsze to: (i) proporcjonalne prawo pierwszeństwa nabycia udziałów w przypadku zamiaru zbycia udziałów przez któregokolwiek ze Wspólników; (ii) prawo powoływania i odwoływania jednego z dwóch członków zarządu Spółki; (iii) prawo powoływania i odwoływania dwóch z pięciu członków rady nadzorczej Spółki; (iv) podejmowanie kluczowych decyzji przez zgromadzenie wspólników Spółki kwalifikowaną większością 2/3 głosów (w tym: zgoda na zbycie udziałów Spółki na rzecz osoby trzeciej oraz zgoda na przystąpienie do Spółki nowego wspólnika); (v) podejmowanie kluczowych decyzji przez radę nadzorczą Spółki kwalifikowaną większością 2/3 głosów (w tym zatwierdzanie rocznych budżetów Spółki). Umowa wspólników przewiduje również możliwość skorzystania przez Wspólników z prawa zbycia swoich udziałów Agorze oraz przez Agorę z prawa nabycia udziałów Wspólników, ale nie są to bezwzględne zobowiązania i każda ze stron może się zwolnić z tych zobowiązań poprzez głosowanie na zgromadzeniu wspólników Spółki za realizacją alternatywnych scenariuszy upłynnienia udziałów Spółki.

Prognozy dla strefy euro na rok 2012

W strefie euro potencjalnie możliwe są cztery scenariusze rozwoju sytuacji gospodarczej: ekspansja monetarna dzięki zastrzykowi środków z Europejskiego Banku Centralnego, kontrolowane bankructwa najbardziej zadłużonych krajów, opuszczenie strefy euro przez Grecję oraz utworzenie nowego bloku walutowego – wynika z raportu firmy doradczej PwC (wcześniej PricewaterhouseCoopers) pt. „Co dalej w strefie euro – możliwe scenariusze na rok 2o12”.

Cztery potencjalne scenariusze dla strefy euro:

Scenariusz 1 – Ekspansja monetarna: Europejski Bank Centralny otrzyma „zielone światło” dla zasilenia zagrożonych krajów znacznymi środkami, a stopy procentowe zostaną utrzymane na niskim poziomie w perspektywie krótkoterminowej. Z jednej strony, pozwoli to uniknąć recesji. Z drugiej zaś nastąpi wzrost inflacji znacznie powyżej docelowego poziomu 2%, a waluta europejska ulegnie deprecjacji.

Scenariusz 2 – Kontrolowane bankructwa: Dla najbardziej zadłużonych krajów zostanie uzgodniony program kontrolowanych bankructw. Spowoduje to spiralę zadłużenia i przeciągającą się recesję. Będzie ona trwać od dwóch do nawet trzech lat, w wyniku czego PKB w strefie euro spadnie nawet o ok. 5%.

Scenariusz 3 – Opuszczenie strefy euro przez Grecję: Grecja będzie zmuszona wystąpić ze strefy euro, co spowoduje gwałtowne pogorszenie sytuacji gospodarczej w kraju, szybką deprecjację jej nowej waluty oraz nagły skok inflacji. Strefa euro będzie usiłowała ochronić swoją walutę, wprowadzając twardą dyscyplinę fiskalną i inne środki podejmowane w celu uzyskania wzrostu zaufania inwestorów. Mimo to nie uda się uniknąć recesji, która może trwać do dwóch lat.

Scenariusz 4 – Nowy blok walutowy: Uznanie przez tandem francusko-niemiecki, że strefa euro w obecnym kształcie jest nietrwała, utoruje drogę do utworzenia nowego, mniejszego i ściślej regulowanego bloku walutowego. Po „nowym euro” spodziewano by się silniej aprecjacji oraz korzyści dla nowego bloku z gwałtownego wzrostu popytu krajowego. Kraje wykluczone z bloku doświadczyłyby ostrego spadku wartości walut i poważnego regresu gospodarczego.

„W chwili obecnej doświadczamy w strefie euro niepewności na nieznaną dotąd skalę. Potencjalne skutki polityczne i gospodarcze kryzysu mogą być zasadniczo różne, ale bez względu na wybraną przez polityków drogę, nie unikniemy bolesnego dostosowania się do nowej rzeczywistości fiskalnej” – wskazuje Yael Selfin, dyrektor zespołu makroekonomicznego PwC w Wielkiej Brytanii. „Rosnąca presja rynkowa oraz wysokie transze długu państwowego, których refinansowanie przypada wczesną wiosną, wskazują na prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia obecnej fazy kryzysu w okolicach pierwszego kwartału 2012 r.” – dodaje.

Polskie firmy przepłacają za oprogramowanie

1/5 kosztów funkcjonowania działu IT w firmie to koszty oprogramowania, przeciętnie w ciągu roku oznacza to kwotę ok. 8 000 zł od każdego użytkownika systemu. Ta suma może być mniejsza dzięki właściwemu zarządzaniu licencjami w firmie. Optymalne ich wykorzystanie pozwoli także przedsiębiorcom na uniknięcie wysokich kar za niewłaściwe wykorzystywanie oprogramowania – ostrzegają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Koszty oprogramowania pochłaniają 18% budżetu IT w dużych firmach, a w małych i średnich przedsiębiorstwach – 20%. Na całkowity koszt aplikacji składa się zarówno początkowa cena nabycia, obejmująca opłatę licencyjną i koszty administracyjne oraz późniejsze wydatki eksploatacyjne, w tym uaktualnienia, utrzymanie i wsparcie techniczne. Istotnym elementem są także koszty związane z zapewnieniem szkoleń dla pracowników. Eksperci firmy doradczej Deloitte szacują, że wydatki te można skutecznie redukować dzięki odpowiedniemu zarządzaniu oprogramowaniem.

„Obecnie firmy mogą korzystać zarówno z tradycyjnych jak i niestandardowych modeli licencjonowania. W ramach pierwszego wzoru występuje licencja wieczysta lub subskrypcja. Coraz więcej przedsiębiorstw wybiera jednak systemy w niestandardowym modelu licencjonowania jak Freemium, Open Source czy finansowanie przez reklamę. Wybranie optymalnego modelu zależy od wielu czynników m.in. etapu rozwoju, na którym znajduje się firma, dlatego nie ma jednego uniwersalnego wzorca – rozwiązania należy dobierać po szczegółowej analizie potrzeb przedsiębiorstwa i planów jego rozwoju.” – mówi Mariusz Ustyjańczuk, Starszy Konsultant w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Firmy nierzadko marnotrawią pieniądze płacąc za oprogramowanie nieużywane, czyli takie, które zostało zainstalowane na komputerze użytkownika, ale nie jest mu ani potrzebne, ani przez niego wykorzystywane. Często przedsiębiorstwa wykupują także licencję na oprogramowanie, które nigdy nie zostaje wdrożone. Szacuje się, że wartość nieużywanego oprogramowania w Wielkiej Brytanii to ponad 100£ na komputer, w USA jest to kwota 100$ na komputer. Średnio w tych krajach 22%-23% zakupionego oprogramowania nigdy nie zostało wdrożone do użytku. Skala strat występująca na powyższych rynkach nie jest wyjątkowym zjawiskiem, przeciwnie – potwierdza trend panujący na całym świecie, także w Polsce.

Eksperci Deloitte podkreślają, że problem efektywnego zarządzania oprogramowaniem dotyczy praktycznie wszystkich sektorów gospodarki, ale szczególne znaczenie ma dla instytucji o zdecentralizowanym modelu organizacyjnym. W związku z tym szczególnie istotne jest to dla branży energetycznej, firm dystrybucyjnych i handlowych, oraz dla tych, które tradycyjnie wydają dużo na rozwiązania IT, czyli sektora finansowego czy firm telekomunikacyjnych. Skala oszczędności, wynikających z wdrożenia efektywnego systemu zarządzania licencjami, będzie zależała przede wszystkim od ilości wykorzystywanych licencji, jakości programu zarządzania oraz treści umów podpisanych z producentem oprogramowania.

„Na polskim rynku nasilają się kontrole producentów oprogramowania. Stwierdzenie nieprawidłowości może wiązać się z wielomilionowymi karami. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że w Polsce niezwykle rzadko zdarzają się przypadki świadomego łamania warunków licencjonowania. Najczęstszym powodem rozbieżności podczas audytów nie jest zła wola użytkownika, ale niezrozumienie warunków licencjonowania lub luki w inwentaryzacji.” – dodaje Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Przedsiębiorcy nie powinni się jednak obawiać kontroli oprogramowania, tylko właściwie do niego przygotować. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują na dwa istotne elementy procesu przygotowawczego. Przede wszystkim firmy powinny sprawdzić warunki umowy licencjonowania. Warto odpowiednio przygotować się do rozmowy na temat problematycznych punktów i sformułowań, które mogą prowokować dyskusję. Drugi krok to przeprowadzenie wewnętrznego audytu i lokalizacja potencjalnego źródła kłopotów licencyjnych zanim zrobi to dostawca.

Globalne firmy farmaceutyczne osiągają coraz mniejszy zwrot z inwestycji w badania i rozwój

Badanie przeprowadzone przez Deloitte objęło dwanaście najważniejszych firm farmaceutycznych na świecie i wykazało, że średnie koszty związane z wprowadzeniem na rynek produktów leczniczych zwiększyły się z 830 mln dolarów w 2010 roku do 1,04 mld dolarów w 2011 roku. Jest to wzrost o ponad 25%. Średnia liczba preparatów w konkretnym koncernie będących w zaawansowanym stadium rozwoju spadła w tym czasie z 23 do 18. Dodatkowo, w ujęciu rok do roku wewnętrzna stopa zwrotu z inwestycji w badania i rozwój w firmach farmaceutycznych zmniejszyła się z 11,8% do 8,4%.Wg ekspertów Deloitte wynika to przede wszystkim z rosnących kosztów prac rozwojowych oraz konsekwencji przerywania procesu badawczego w końcowych etapach opracowywania leków.

„Obraz ten przedstawia rzeczywiste wyzwania produkcyjne stojące przed branżą, jednak są firmy, które osiągają sukcesy niezależnie od trendów globalnych. Niemal dwóm trzecim badanych firm udało się wypracować więcej zysków z komercjalizacji leku, niż wynosiły straty spowodowane niepowodzeniem produktu w zaawansowanym stadium rozwoju. Ponadto, w 12 badanych firmach, koszty niezwiązane z badaniami i rozwojem zmalały, podnosząc ich rentowność. Dzięki temu uwolnione zostały środki, które można zainwestować w dział R&D” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider R&D and Government Incentives w Europie Środkowej w Deloitte.

Receptą na ograniczenie kosztów działów badań i rozwoju jest współpraca pomiędzy firmami farmaceutycznymi, która pozwoli na podzielenie się wiedzą zdobytą podczas badań prowadzonych w określonym zakresie. Innowacyjne podejście przejawiające się w ściślejszej współpracy już okazało się sukcesem. W niektórych przypadkach przestają istnieć tajemnice i rośnie liczba graczy branżowych tworzących sojusze i realizujących wspólne przedsięwzięcia, aby połączyć wiedzę. W przyszłości organizacje badawczo-rozwojowe będą się łączyć, aby uprościć procedury i dzielić się umiejętnościami, co przyczyni się do obniżenia kosztów. Wspólne modele rozwoju leków pozwolą uniknąć dublowania prac, zwiększyć wykorzystanie mocy oraz wykorzystać ekonomię skali wśród dostawców usług.

„Z perspektywy polskiego rynku należy zwrócić uwagę na niepewność lokalnych przedsiębiorców związaną z wprowadzoną ustawą refundacyjną i wynikającymi z niej obowiązkami. Niektóre z nowych regulacji mogą spowodować ograniczenie lokalnych wydatków na badania i rozwój. Z drugiej strony, otrzymujemy pozytywne sygnały z rynku lokalnego, gdzie polscy przedsiębiorcy inwestują istotne kwoty w rozwój nowych produktów. Prowadzone badania mają na celu przede wszystkim odkrycie nowych substancji w odpowiedzi na konkretne potrzeby rynku. Nie są one więc skierowane wyłącznie na odkrywanie nowych cząsteczek i szukaniu dla nich zastosowania” – dodaje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia w Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte, aby ograniczyć obciążenia finansowe związane z działami badań i rozwoju przedsiębiorstwa będą najprawdopodobniej otwierać specjalistyczne centra i zatrudniać w nich analityków posiadających umiejętności zarządzania finansami. Tacy specjaliści będą mogli racjonalnie podejmować decyzje o inwestycjach oraz o kontynuacji lub zaprzestaniu badań nad konkretnymi nowymi lekami.

Zmiany w zarządzie Infovide-Matrix SA

Z początkiem roku 2012 stanowisko prezesa zarządu Infovide-Matrix SA obejmie Borys Stokalski, współzałożyciel i jeden z głównych udziałowców spółki, prezes zarządu Infovide w latach 1997-2006, obecnie wiceprezes. Jan Maciejewicz – aktualnie prezes, złożył rezygnację z funkcji w zarządzie Infovide-Matrix z dniem 31 grudnia 2011 i zamierza kontynuować pracę na rzecz spółki jako członek rady nadzorczej. Nowa struktura władz związana jest z zakończeniem procesu transformacji Infovide-Matrix.

– W grudniu tego roku kończy się zasadnicza część transformacji firmy. Spółka została zreorganizowana, sprawnie działają zespoły branżowe i centra realizacyjne. Uruchomiliśmy i doskonalimy system motywacyjny, którego celem jest wsparcie rozwoju kompetencji w firmie. Moja misja w zarządzie spółki dobiega co prawda końca, zamierzam podjąć nowe zadania, ale nadal będę aktywnie wspierać firmę w jej rozwoju z poziomu rady nadzorczej i doradztwa.– mówi Jan Maciejewicz, prezes Infovide-Matrix.

– Przed nami kolejny wymagający rok. Dzięki wprowadzonym zmianom jesteśmy znacznie lepiej przygotowani, by sprostać oczekiwaniom naszych klientów i skutecznie rywalizować z konkurencją. W 2012 zamierzamy skupić się na rozwoju sprzedaży i oferty, konsekwentnym doskonaleniu jakości usług, oraz dalszej poprawie rentowności grupy kapitałowej. Dzięki organizacji skupionej na klientach, strategia i oferta spółki nabrała wyraźnie branżowego charakteru, i z pewnością utrzymamy ten kierunek rozwoju. Dla powodzenia planów spółki ważne jest też wsparcie udzielane przez członków Rady Nadzorczej aktywnie pracujących na rzecz rozwoju firmy. – dodaje Borys Stokalski, od stycznia 2012 nowy prezes spółki.

2011 rok dla rynku nieruchomości komercyjnych

Miniony rok był lepszy dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych niż 2010 r., a zwłaszcza kryzysowy 2009 r. Wzmożony ruch było widać w każdym z segmentów.

Ożywienie na rynku hotelowym, zwłaszcza w zakresie transakcji kupna obiektów hotelowych, wynikało ze zbliżającego się wielkimi krokami turnieju EURO 2012. Również w sektorze powierzchni magazynowo – przemysłowej zanotowano poprawę. Dzięki rosnącemu popytowi w tym segmencie już drugi rok z rzędu ma miejsce spadek odsetka pustostanów. Nadal jednak projekty spekulacyjne pozostają w mniejszości, a większość z powstających magazynów to obiekty typu built to suit – budowane w oparciu o zawarte transakcje i dostosowywane do indywidualnych potrzeb najemcy. Jeżeli chodzi o powierzchnię handlową, to w mijającym roku deweloperzy w większym stopniu zwrócili się w stronę średniej wielkości oraz mniejszych ośrodków miejskich, gdzie do tej pory występowało niskie nasycenie nowoczesną powierzchnią handlową.
2011 rok stał zdecydowanie pod znakiem ożywienia na rynku powierzchni biurowej.

Najbardziej widocznym jego przejawem był wzrost popytu ze strony najemców. W efekcie odnotowano wzrosty stawek najmu (Warszawa, Wrocław, Kraków), które mogą pozostać w trendzie wzrostowym również w 2012 r. Czynsze transakcyjne w stolicy oscylują wokół poziomu 24 – 25 euro/mkw. w centrum oraz około 15 euro w poza centralnych lokalizacjach. We Wrocławiu i Krakowie trzeba zapłacić 15 – 16 euro/mkw. Spośród największych miast regionalnych najtaniej jest w Łodzi, gdzie stawki mieszczą się w przedziale 11 – 13 euro/mkw.

Wraz ze wzrostem popytu, zwiększała się również i podaż, której przyrost był spotęgowany przez fakt, że zwłaszcza na stołecznym rynku widać lukę w ofercie wynikającą z mniejszej liczby nowych projektów rozpoczynanych w latach 2009 – 2010. Co więcej część dużych firm deweloperskich kojarzonych do tej pory wyłącznie z mieszkaniówką postanowiła spróbować swoich sił właśnie na rynku biurowym. Z jednej strony jest to spowodowane potrzebą dywersyfikacji działalności w niepewnych czasach, ale również wynika z chęci wykorzystania koniunktury w tym segmencie.

W całym kraju na etapie budowy znajduje się łącznie prawie 1 mln mkw. nowej powierzchni, z czego ponad połowa powstanie w Warszawie. Warto również dodać, że wolumen inwestycji w biurowce za 2011 r. przekroczy 800 mln euro podczas, gdy w zeszłym roku oscylował jeszcze wokół 580 milionów euro.

Całkiem niezłe, jak na bieżące warunki perspektywy wzrostu PKB sprawiają, że Polska jest obecnie często wybierana jako miejsce lokaty kapitału w nieruchomości, a zagraniczni inwestorzy instytucjonalni dominują na rodzimym rynku komercyjnym. Zgodnie z raportem przygotowanym przez NBP w 2010 roku wartość transakcji na krajowym rynku nieruchomości komercyjnych wyniosła 2 mld euro. Można się spodziewać, że wynik za 2011 r. okaże się lepszy i może dojść nawet do pułapu 2,5 mld euro. Oceniając perspektywy rozwoju rynku komercyjnego w 2012 r. należy jednak kierować się ostrożnym optymizmem, sytuacja będzie bowiem zależeć przede wszystkim od koniunktury gospodarczej zarówno w naszym kraju, jak i na świecie.

Rozwój energetyki światowej i polskiej w 2012 roku

Sektor energetyczny w Polsce może spodziewać się inwestycji na poziomie 25 mld Euro do 2020 r. – wskazują na to zamierzenia koncernów energetycznych. Jednak finansowanie niezbędnych projektów może napotkać trudności, związane z ryzykami natury politycznej, regulacyjnej i rynkowej. Eksperci Deloitte oceniają, że w najbliższych latach najważniejszymi wyzwaniami dla polskiego rynku będzie finansowanie nowych projektów energetycznych, ostateczne określenie ram funkcjonowania projektu jądrowego, scenariusze rozwoju rynku gazowego, rola gospodarek azjatyckich oraz aktywność na rynku fuzji i przejęć. Są to również kluczowe trendy na światowym rynku energetyczno-surowcowym podsumowane w Raporcie „Energy Predictions 2012” opracowanym przez ekspertów firmy doradczej Deloitte dla sektora energetycznego na świecie.

Jednym z najważniejszych trendów zarówno w gospodarce globalnej jak i w Polsce jest rosnące znaczenie gazu. Analizy oparte na światowych modelach rynku gazu pokazują, że średnia roczna stopa wzrostu popytu na gaz na świecie wyniesie 1,9% do 2030 r. W Unii Europejskiej będzie to wzrost na poziomie ok. 14% (do 2030 r.), natomiast w Polsce w tym okresie może być jeszcze wyższy – nawet do 37%. Pozycja Polski na regionalnej mapie energetycznej może się zmienić, a istotnym elementem tej przemiany będzie gaz. W związku z uruchomieniem gazociągu Nord Stream, Polska traci status znaczącego kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu.

Jednocześnie wyniki trwających obecnie badań nad złożami gazu łupkowego w naszym kraju mogą potencjalnie zmienić układ sił w tym regionie w długim okresie. Kluczowe znaczenie dla kontynuowania poszukiwań będą miały czytelne wytyczne w zakresie zasad przyznawania potencjalnych koncesji na wydobycie surowca. Niezależnie rośnie liczba projektów energetycznych opartych na gazie ziemnym, jednak wiele z nich pozostaje ciągle w fazie planowania. Zamknięcie projektów inwestycyjnych i pozyskanie finansowania będzie w dużej mierze zależne od dostępu do sieci gazowej, jego ceny i powiązanej z nim liberalizacji rynku gazu.

„Rynek fuzji i przejęć w sektorze energetycznym w Polsce w najbliższych 2-3 latach może być zdominowany przez dużych graczy i konsolidatorów. Strategie podmiotów międzynarodowych mogą skutkować restrukturyzacją portfeli (czytaj: kontynuacją wyprzedaży na rynku polskim) lub umacnianiem pozycji na rynku lokalnym. Jest tu miejsce dla graczy strategicznych jak i w większym niż kiedyś stopniu dla inwestorów finansowych: funduszy private equity i międzynarodowych funduszy infrastrukturalnych. Przedmiotem ich zainteresowania jest m.in. sektor energii odnawialnej oraz – w wybranych przypadkach – możliwości, które wciąż oferują procesy prywatyzacji. Większej niż dotychczas aktywności należy również spodziewać się ze strony dużych graczy w sektorze paliwowym poszukujących za granicą nowych możliwości w sektorze wydobywczym” – mówi Marcin Sieczyk, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energii i Zasobów Deloitte.

Pomimo katastrofy w Fukushimie w marcu 2011 r. kraje Europy Środkowej podtrzymują zainteresowanie energetyką jądrową. W Polsce prace przygotowawcze budowy pierwszej elektrowni jądrowej przez PGE są zaawansowane: przeprowadzono wstępne analizy pre-feasibility study, wybrano trzy potencjalne lokalizacje, trwają prace doradców nad przygotowaniem przetargu na dostawcę technologii. Rozruch inwestycji planowany jest na lata 2020-2022. Jednakże przyszły sektor jądrowy stoi ciągle przed wieloma wyzwaniami. Do najważniejszych z nich należy ustalenie ostatecznej struktury prawnej i otoczenia regulacyjnego przedsięwzięcia, oraz zbudowanie odpowiednich zasobów określenie regulatora – Państwowej Agencji Atomistyki. Potrzebne są ramy prawne i organizacyjne, które zagwarantują najwyższą jakość prac i implementacji projektu. Nie mniej ważne, tym bardziej w czasach kryzysu jest kwestia finansowania projektu – w tym określenie możliwości i struktury wsparcia rządowego.

Według ekspertów Deloitte jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed sektorem energetycznym w Polsce są możliwości pozyskania ich finansowania. Zamierzenia inwestycyjne kluczowych koncernów energetycznych do 2020 r. zakładają realizację inwestycji na ponad 25 mld Euro. Jednakże plany te muszą zostać skonfrontowane z niepewnością w zakresie wsparcia regulacyjnego, rosnącą awersją sektora bankowego do przyjmowania ryzyka politycznego, regulacyjnego i rynkowego w dużych projektach infrastrukturalnych.

„W polskim sektorze energetycznym konieczne są duże i kapitałochłonne inwestycje związane przede wszystkim z odbudową lub gruntowną modernizacją mocy wytwórczych oraz zdolności przesyłowych i dystrybucyjnych. Pozyskanie środków zewnętrznych na inwestycje w energetyce jest istotnym czynnikiem niepewności, m.in. z uwagi na ograniczone doświadczenia banków finansujących nowe inwestycje w energetyce w warunkach rynkowych. Byłoby cenne, aby na rynku pojawiły się instrumenty finansowe, których zapadalność odpowiadałaby horyzontowi działania aktywów energetycznych, tj. 20-25 lat zamiast 6-7 lat” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energii i Zasobów Deloitte.

Eksperci Deloitte zwracają również uwagę na rosnącą rolę Chin na rynku energetycznym. W Polsce jak i w Europie Środkowej (Rumunia, Czechy, Węgry) możemy spodziewać wzrostu aktywności chińskich inwestorów w ten sektor. Obecność chińskich koncernów energetycznych, takich jak Shanghai Electric, State Grid Corporation of China, Sepco, China Resources czy China Guodian może być czynnikiem wspomagającym realizację nowych inwestycji w Polsce. Inwestorzy Państwa Środka rozważają realizację nowych projektów inwestycyjnych, we współpracy z dużymi koncernami energetycznymi, jak również udziałem w transakcjach fuzji i przejęć.

Wojciech Rabiej Członkiem Zarządu Nordea PTE S.A.

W dniu 07.12.2011 Wojciech Rabiej został powołany na stanowisko Członka Zarządu Nordea Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego S.A. Obejmie swoją funkcję z dniem uzyskania zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego.

Wojciech Rabiej jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz ukończył studia podyplomowe w University of Manchester. Ma ponad 14-letnie doświadczenie na rynkach finansowych. Swoją karierę zawodową rozpoczął w Arthur Andersen, gdzie brał udział w projektach doradczych i audytowych dla czołowych towarzystw ubezpieczeniowych, banków, powszechnych towarzystw emerytalnych oraz instytucji państwowych. Był również członkiem zarządu Link4 TU S.A. oraz liderem projektu porównywarki ubezpieczeniowej rankomat.pl.

W Nordea Powszechnym Towarzystwie Emerytalnym S.A. Wojciech Rabiej będzie odpowiedzialny za rozwój e-biznesu.

Rynek pracy cudzoziemców – oczami pracodawców i pracowników

90 procent pracodawców uważa braki kadrowe na polskim rynku pracy za istotny problem, wpływający na decyzję o zatrudnieniu pracowników z zagranicy. W raporcie agencji EastWestLink „Rynek pracy cudzoziemców 2011” przedstawione zostały wyniki badania rynku pracy, przeprowadzonego przez analityków EWL na grupie polskich pracodawców zatrudniających obcokrajowców, jak i na zatrudnionych w Polsce cudzoziemcach.

Na przestrzeni ostatnich 3 lat zaobserwować można prawie dwukrotny wzrost liczby cudzoziemców zatrudnianych na terytorium RP. Badania przeprowadzone przez EastWestLink przygotowane zostały z myślą o miarodajnym odzwierciedleniu sytuacji na rynku pracy obcokrajowców w odniesieniu do głównych czynników świadczących o rosnącym zapotrzebowaniu na pracę. W oparciu o wyniki badań przedstawiono rozwiązania dla najważniejszych zagadnień, dotyczących relacji między polskimi pracodawcami, a zatrudnianymi przez nich cudzoziemcami. Bazując na wynikach badań, do kluczowych problemów, na które zwracają uwagę pracodawcy należą braki kadrowe na rynku pracy, a także niedostateczne kwalifikacje rekrutowanych pracowników.

W roku 2011 pogłębieniu uległ deficyt kadrowy, wynikający z lepszej niż to miało miejsce w latach 2009/2010 koniunktury gospodarczej, jak również z otwarcia nowego, chłonnego rynku pracy w Niemczech. Brak satysfakcjonujących ofert dla pracowników nie wpłynął pozytywnie na zainteresowanie ze strony polskich kandydatów, niechętnie podejmujących gorzej płatne i mniej atrakcyjne posady. Pracownicy z zagranicy, zwłaszcza z krajów Europy Wschodniej, stali się alternatywą, z której korzystać zaczyna coraz więcej pracodawców. Łatwiejsza procedura zatrudnienia, oparta o wnioski o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę, umożliwia dużo szybszą legalizację pracy, niż w przypadku tradycyjnych zezwoleń. W branżach charakteryzujących się wysoką sezonowością, takich jak rolnictwo i budownictwo, pozwala to pracodawcom na łatwiejsze dostosowanie się do koniunktury, bez obawy o braki kadrowe na lokalnych rynkach pracy.

Biorąc pod uwagę dane prezentowane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w roku bieżącym liczba cudzoziemców zatrudnionych na terytorium RP może wzrosnąć o nawet 50% w stosunku do liczby z roku 2010. W pierwszej połowie 2011 Powiatowe Urzędy Pracy zarejestrowały 163 984 wnioski o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca – w porównaniu do 119 tysięcy wniosków zarejestrowanych w pierwszej połowie 2010 roku to wzrost o około 40%. Zmiany w polskim prawie, wymuszone wprowadzeniem założeń dyrektywy sankcyjnej Unii Europejskiej, kładą z kolei większy nacisk na legalne zatrudnienie cudzoziemców w polskich firmach i powinny przyczynić się do zwiększonej liczby wniosków w ostatnich miesiącach roku.

W przeprowadzonych badaniach, na pytanie “Co było głównym powodem zatrudnienia cudzoziemca?” aż 90% pracodawców uznało braki kadrowe na rynku pracy za istotne, lub bardzo istotne. Ponad połowa (57%) uznała również oszczędności związane z zatrudnieniem obcokrajowców za czynnik istotny. Dużo mniejszą rolę w kształtowaniu popytu na pracę kadr z zagranicy mają, według pracodawców takie czynniki jak łatwiejsza procedura zatrudnienia, czy wysokie kwalifikacje pracownika. Pracodawcy zapytani o argumenty przemawiające za zatrudnianiem cudzoziemców zwracali przede wszystkim uwagę na niższy koszt pracy (aż 81% ankietowanych), a także na wysoką motywację pracowników (45%).
Pracodawcy zostali również poproszeni o podanie głównych, ich zdaniem, przeszkód występujących w procesie zatrudniania cudzoziemców. Zdecydowana większość wymieniła jako główny powód utrudnień problemy w komunikacji z nowymi pracownikami, wynikające z istniejącej bariery językowej (77% badanych). Ponadto, aż połowa badanych wymieniła brak kwalifikacji u nowych pracobiorców jako czynnik problematyczny.

Pomimo pewnego niezadowolenia pracodawców z wymiaru komplikacji prawnych i licznych formalności związanych z zatrudnieniem obcokrajowców (36% respondentów), Polska jest jednym z najbardziej liberalnych państw Unii Europejskich w kwestii polityki migracyjnej – kierunek jaki polskie państwo obiera (prezentowany w takich dokumentach, jak opublikowany w tym roku raport MSWiA „Polityka migracyjna Polski”), zakłada dalsze otwieranie się Polski na środowiska cudzoziemców, przy jednoczesnym dążeniu do ograniczenia zjawiska szarej strefy. Kluczowe dla powodzenia tych działań jest dalsze doprecyzowanie poszczególnych aspektów migracji, w szczególności kwestii legalizacji pracy i priorytetów w stosunku do branż, w których występuje największe zapotrzebowanie na pracę. Pewne aspekty polityki wizowej, zwłaszcza w przypadku wydawania wiz dla pracowników z krajów azjatyckich, również wymagają dopracowania.

Dla pracowników najistotniejszym powodem podjęcia pracy na terytorium RP są czynniki zarobkowe – aż 66% pracowników wymieniło je w kwestionariuszach. Kolejnym istotnym powodem wymienianym przez nich są sprawy prywatne, lub rodzinne, podobnie jak brak perspektyw w miejscu zamieszkania i idące za tym problemy ze znalezieniem pracy. Na Ukrainie stopa bezrobocia wynosi wg danych MOP (Międzynarodowej Organizacji Pracy) wynosi około 9%, jej faktyczny poziom jest prawdopodobnie jeszcze wyższy, wpływając tym samym na nastroje obywateli Ukrainy.

Wyniki badań wskazują na poprawę wizerunku imigrantów ze Wschodu pracujących w Polsce, którzy coraz rzadziej są postrzegani jako niebezpieczna konkurencja dla polskich pracowników. Znacznie więcej pojawia się opinii o cudzoziemcach, jako o alternatywie stanowiącej uzupełnienie braków kadrowych na polskim rynku pracy. Pracodawcy oceniają również wykonywaną przez obcokrajowców pracę na równi z wykonywaną przez polskich pracowników.

– „To bardzo pozytywny zwrot w ocenie cudzoziemców ze strony polskich pracodawców i jednocześnie znak, że polski rynek pracy dla pracowników z zagranicy nie osiągnął jeszcze nasycenia.” – mówi Andrzej Korkus, prezes EastWestLink. – „Z drugiej strony, nadal bardzo wiele zależy od polityki migracyjnej polskiego rządu, a także od ogólnej koniunktury gospodarczej. W zależności od tego, jak wiele z planowanych działań mających na celu ocieplenie klimatu dla polityki migracyjnej przyniesie skutek, możemy spodziewać się dalszego wzrostu napływu pracowników do Polski.”

Źródło: MPiPS, East West Link
Pełny raport można przeczytać na stronie ewl.com.pl (http://www.ewl.com.pl/pl/o-firmie/raporty/233-rynek-pracy-cudzoziemcow-2011-raport-ewl.html)

Futuris S.A. – prezes kupuje akcje spółki

Andrzej Woźniakowski, prezes zarządu notowanej na NewConnect spółki inwestycyjnej Futuris S.A. nabył 13.046.571 akcji swojej firmy stanowiących 7,12% w kapitale zakładowym oraz 6,94% w ogólnej liczbie głosów. Transakcja została zawarta w dniu 19 października po średniej cenie 0,09 zł za walor.

Zakup akcji nastąpił na podstawie umów cywilno-prawnych, poza rynkiem alternatywnym NewConnect. W wyniku wtorkowych transakcji, Andrzej Woźniakowski kontroluje pakiet stanowiący 11,66% w kapitale zakładowym i w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Futuris S.A. Bezpośrednio oraz przez podmiot przez siebie kontrolowany – Willamette Enterprises Limited – posiada łącznie 21.371.571 akcji zwykłych na okaziciela.

– Futuris S.A. to spółka o dobrych perspektywach i ciekawym portfelu inwestycyjnym, a jej wycena z ostatnich tygodni jest nieadekwatnie niska w stosunku do jej wartości fundamentalnej i możliwości. Jestem pewien, że to najlepszy moment by zwiększyć zaangażowanie kapitałowe w spółce – powiedział Andrzej Woźniakowski, prezes zarządu Futuris S.A.

Agroma S.A. – rekordowe przychody spółki

Agroma S.A., notowana na New Connect, największa polska firma handlowo-produkcyjna, działająca na rynku urządzeń do pielęgnacji ogrodów, podała w raporcie miesięcznym wyniki za wrzesień 2011. Przychody Spółki ze sprzedaży wyniosły ponad 5 mln 830 tys. złotych i były wyższe o 602 procent w porównaniu z wrześniem 2010 (wtedy przychody wyniosły ponad 830 tys zł.). Marża brutto wyniosła 1 mln 384 tys. złotych, co oznacza wzrost o ponad 370 proc. w porównaniu do września 2010 (290 tys. zł).

„To szósty miesiąc z rzędu, który spółka zamyka znaczącym wzrostem przychodów i marży brutto, sięgającym kilkudziesięciu procent licząc rok do roku. We wrześniu pobiliśmy kolejny rekord – przychody były aż sześć razy wyższe niż rok temu. To efekt konsekwentnego realizowania naszej strategii biznesowej” – powiedział Piotr Staszewski, prezes zarządu Agroma S.A.
Realizując strategię Agroma m.in. rozbudowuje portfolio produktów, rozszerza współpracę z największymi sieciami handlowymi w Polsce, weszła także w perspektywiczny sektor OPP – produktów przeznaczonych dla bardzo szerokiej grupy mniej zaawansowanych użytkowników.

„Agroma dynamicznie rozwija oferty produktowe, zarówno dla klientów profesjonalnych, jak i gamę urządzeń do użytku codziennego. Śledzimy trendy rynkowe i dbamy, by nasza oferta odpowiadała potrzebom naszych klientów. Pomimo niepewnej sytuacji gospodarczej, rynek maszyn i urządzeń ogrodowych jest w okresie dynamicznego rozwoju. Dopiero uczymy naszych klientów stosowania rozwiązań, które na Zachodzie, np. w Niemczech czy Francji znane są od lat. W Polsce zaledwie od kilku lat właściciele terenów zielonych stosują np. rozdrabniacze i odśnieżarki” – wyjaśnia Piotr Staszewski.

We wrześniu Agroma rozpoczęła także realizowanie zamówień sprzętu na sezon jesienny. Dużą popularnością cieszą się oferowane przez Agromę rozdrabniarki do gałęzi, odkurzacze do liści, piły i pilarki oraz myjki ciśnieniowe. Do odbiorców dotarły także pierwsze odśnieżarki.

Ile kosztowały nas reklamy wyborcze?

Tegoroczne wydatki reklamowe wygenerowane podczas wyborów nie będą miały znaczącego wpływu na całkowity wzrost wartości tego rynku w 2011 roku. W opinii Equinox Polska tempo wzrostu rynku reklamowego w 2011 będzie stabilne i powinno wynieść ok. 4-5 proc. a jego wartość na koniec roku szacowana jest na poziomie 7 mld PLN.

Każda partia obrała inną strategię działania i alokowania środków w konkretne nośniki reklamy. W tegorocznej kampanii komitety wyborcze zainwestowały w większość dostępnych kanałów marketingowych. Ponad 14 mln PLN zainwestowano w telewizję, co stanowiło około 17 proc. całkowitych wydatków reklamowych podczas kampanii.

Ile to nas kosztowało?

Ze wstępnych szacunków Instytutu Badawczego AGB Nielsen Research wynika że tegoroczna kampania telewizyjna, cennikowo kosztowała partie ponad 14 mln PLN, co jest wynikiem o ponad 41 procent niższym niż 4 lata temu. 4 lata temu wydatki telewizyjne PO, PiS, PSL i SLD wyniosły ponad 23,8 mln zł.

Ciekawa jest struktura tych wydatków: PO zwiększyło wydatki tylko o 4 proc zamykając inwestycję na poziomie 6,6 mln zł. O ponad 50% mniej wydało na kampanię PiS (tylko 3,7 m zł). Przyczyną takiego spadku inwestycji był PSL, który zredukował swoje wydatki na telewizję aż o 97 proc z 5,1 mln zł do 162 000 zł i SLD, którego wydatki spadły z 4,6 mln zł na 3,5 mln zł. Najefektywniejszą kampanię prowadził Ruch Palikota, który alokowł w telewizji tylko 165 000 zł. W 2007 roku spoty telewizyjne lokowane były przede wszystkim w 4 głównych stacjach telewizyjnych. W tym roku trend się zmienił i 11 proc całościowego budżetu telewizyjnego trafiło do stacji tematycznych m.in. takich jak: TVN24, Polsat News, TVP Info.

Telewizja to – wg analityków Equinox Polska – główne medium partii politycznych służące dotarciu do wyborców. W 2007 roku alokowano w nim prawie 44 proc budżetów reklamowych. Kolejnym medium jest outdoor koncentrujące 33 proc wydatków oraz dzienniki – ponad 12 proc Radio i magazyny skupiają odpowiednio 8 i 2 procent inwestycji.

Ekstrapolując proporcje wydatków z roku 2007 na 2011 i zakładając inflacyjny wzrost kosztów mediów, można oceniać, że koszty tegorocznej kampanii zamknęły się kwotą 37,3 mln zł. Niebadane są wydatki w Internecie. Można zakładać, ze znacząca część wydatków przeznaczonych w 2007 roku na kampanie telewizyjne została przekierowana do tego medium.

Biorąc pod uwagę kilka motywów kampanii reklamowych można ocenić, że waga telewizji w tym roku była niedoreprezentowana, szczególnie w kampanii PiS (spadek z ponad 65,6 mln kontaktów w 2007 roku do 42,9 mln w tym roku).

Najefektywniejsza kampanię przeprowadziła partia RP, gdzie koszt dotarcia do 1000 wyborców wyniósł niewiele ponad 114 zł, na drugim miejscu PSL – 135 zł, trzecia pozycja należy do PiS – 976 zł, PO znalazła się na 4 lokacie z kosztem – 1177 zł, ostatnie miejsce należy do SLD z kosztem 2 991 zł.

Trend ten potwierdzają inne źródła. Polska Agencja Prasowa na początku października br. poinformowała, że całkowita wartość wydatków reklamowych wszystkich partii wyniosła nieco ponad 80 mln PLN w porównaniu do 112 mln PLN w 2007. Oznacza to, że partie polityczne w sumie wydały ok. 30 proc. mniej na prowadzenie kampanii wyborczych niż przed 4 laty. Przy założeniu 49 proc. frekwencji wyborczej, partie polityczne wydały średnio 4,5 zł na pozyskanie każdego wyborcy – szacują analitycy Equinox Polska.

Niemieckie landy szpiegują obywateli

W minioną sobotę niemiecki klub hakerów poinformował o wykryciu konia trojańskiego R2D2, wykorzystywanego do „uprawnionego przejmowania” danych osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa. Wkrótce po tym pięć niemieckich krajów związkowych przyznało się do stosowania oprogramowania szpiegującego własnych obywateli

Hakerzy zrzeszeni w niemieckim Chaos Computer Club (CCC) w minioną sobotę zamieścili na swojej stronie wiadomość, która zelektryzowała nie tylko niemiecką opinię publiczną, ale i całą branżę antywirusową. Badacze-amatorzy wykryli konia trojańskiego R2D2, który według nich był wykorzystywany do pozyskiwania informacji pochodzących z komputerów niemieckich obywateli. – Nie mamy powodu, by nie wierzyć CCC – stwierdził na firmowym blogu Mikko Hypponen, szef działu badań F-Secure, firmy specjalizującej się w zabezpieczeniach systemów IT. Wkrótce potem badania laboratorium F-Secure ostatecznie potwierdziły podejrzenia o rządowym pochodzeniu trojana.

Co potrafi R2D2? Według członków CCC trojan, noszący imię sympatycznego robocika z Gwiezdnych Wojen, może nie tylko przeniknąć do komputera i – używając wbudowanego keyloggera, czyli programu śledzącego „aktywność” klawiatury – wykradać hasła z Firefoxa, Skype, MSN Messengera, ICQ oraz innych aplikacji, ale także tworzyć zrzuty z ekranu i nagrywać dźwięk, w tym rozmowy prowadzone przez Skype’a. Może także uruchomić kamerę lub mikrofon połączony z komputerem, by śledzić aktywność użytkownika. Co więcej, oprogramowanie automatycznie się aktualizuje, łącząc się z serwerami zlokalizowanymi w pobliżu Duesseldorfu.

To jednak nie koniec rewelacji. Z opublikowanej przez Chaos Computer Club dokumentacji wynika, że trojan R2D2 jest programem, w którym roi się od błędów, a zastosowane w nim rozwiązania dotyczące szyfrowania danych są bardzo niedoskonałe. W praktyce oznacza to, że R2D2 może być bez większego trudu wykorzystany przez osoby postronne, nie zaś jedynie instytucje rządowe. Jak twierdzi Constanze Kurz z Chaos Computer Club, z trojana R2D2 użytek może zrobić praktycznie każdy dowolny użytkownik Internetu. – Nie mamy wątpliwości, że to władze stworzyły tego trojana. Inaczej byśmy tego nie upublicznili – zapewniła Kurz w wywiadzie dla państwowej stacji radiowej NDR

Opinię tę podziela Mikko Hypponen, szef działu badań F-Secure i jeden z najbardziej cenionych na świecie ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa IT. – Nie mamy żadnego powodu, by wątpić w odkrycie CCC. Wyniki badań Chaos Computer Club od lat potwierdzają swoją wiarygodność – stwierdza. Po oświadczeniu CCC, firma F-Secure zdecydowała się dodać zabezpieczenia przed R2D2 do portfolio swoich produktów.

Podsłuch za dwa miliony euro

Wkrótce po tym laboratorium F-Secure potwierdziło doniesienia CCC o stworzeniu trojana przez niemieckie władze, odnajdując plik instalacyjny trojana w portalu VirusTotal. To portal, w którym internauci umieszczają próbki potencjalnie niebezpiecznych programów w celu ich weryfikacji przez fachowców z branży antywirusowej. Kolejnym ważnym tropem w poszukiwaniach rodowodu złośliwego programu okazała się wiadomość o tym, że jeden z komputerów zarażonych trojanem R2D2 został zainfekowany podczas kontroli celno-imigracyjnej na monachijskim lotnisku. Aplikacja okazała się… komercyjnym rozwiązaniem, zakupionym przez niemieckie Biuro Śledcze Służby Celnej z siedzibą w Kolonii. Według dokumentów udostępnionych na portalu WikiLeaks, rządowa agencja kupiła program od firmy DigiTask z heskiego miasta Haiger za… ponad dwa miliony euro.

Czy użytkownicy programów antywirusowych są bezpieczni? Według Seana Sullivana, głównego doradcy ds. bezpieczeństwa F-Secure, około połowa dostępnych na rynku produktów chroni swoich użytkowników przed trojanem R2D2. – Część produktów antywirusowych, takich jak nasz F-Secure Internet Security, zawiera dodatkowe zabezpieczenia, które neutralizują nawet nieznane wcześniej groźne programy. Instalator R2D2 zostałby zablokowany przez „chmurę” serwerów F-Secure, nawet gdyby uprzednio nie został dodany do naszej bazy znanych zagrożeń – wyjaśnia Sullivan.

O czym świadczy pojawienie się próbki instalatora trojana R2D2 na dostępnym dla wszystkich portalu VirusTotal? – Być może dla jego twórców był to jedyny dostępny sposób, aby zweryfikować jego skuteczność? A może ten fakt po prostu demaskuje ignorancję niemieckiego rządu i wynajętej przezeń firmy w odniesieniu do aktywności branży antywirusowej oraz tego, jak sprawnie użytkownicy Internetu potrafią współpracować z niezależnymi ekspertami, aby się chronić? – zastanawia się Sean Sullivan.

Landy biją się w piersi, minister wzywa do śledztwa

Bawaria, Badenia-Wirtembergia, Brandenburgia, Dolna Saksonia i Szlezwik-Holsztyn – tak aktualnie przedstawia się lista landów, które dotychczas potwierdziły stosowanie oprogramowania szpiegowskiego przeciw własnym mieszkańcom. Przedstawiciele poszczególnych ministerstw spraw wewnętrznych zastrzegli jednak, że trojan R2D2 wykorzystywany był w granicach prawa, tzn. wyłącznie w pojedynczych przypadkach i w celu dotarcia do sprawców ciężkich przestępstw, np. handlu narkotykami.

Ich wyjaśnienia nie przekonują jednak Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, ministra sprawiedliwości w rządzie Angeli Merkel. – Nie możemy bagatelizować i ukrywać tej sprawy przed opinią publiczną. Każdy obywatel – zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej – musi być chroniony przed szpiegującymi mechanizmami stosowanymi przez władze – stwierdziła, wzywając rządy niemieckich landów do wspólnego śledztwa w tej sprawie. Jednocześnie odcięła się od oskarżeń, jakoby z wykrytego trojana korzystał federalny rząd.

Sprawa może okazać się jednak bardzo poważna. Wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego z 2008 roku dopuszcza nagrywanie rozmów prowadzonych przez Internet, ale wyłącznie po uzyskaniu nakazu sądowego. W związku z zaawansowanymi funkcjami trojana R2D2 może się okazać, że jego wykorzystywanie przez organy państwowe oznacza złamanie konstytucyjnych praw obywatelskich w Niemczech. Jak przypomina radio Deutsche Welle, „w kraju naznaczonym przez totalitarne reżimy – nazizm i komunizm – jest to bardzo poważne oskarżenie”.

Niemcy w jednym szeregu z dyktaturami

Trojan R2D2 nie jest pierwszym odkrytym komercyjnym programem do śledzenia obywateli przez władze. W marcu bieżącego roku, podczas rewolucji w Egipcie, w centrali sił bezpieczeństwa reżimu Hosniego Mubaraka protestujący odkryli dokumenty świadczące o chęci zakupu przez obalone władze programu FinFisher, działającego na podobnej zasadzie do R2D2 i także wyprodukowanego przez niemiecką firmę.

W 2001 roku kontrowersje natury etycznej wywołał trojan „Magic Lantern”, rzekomo wyprodukowany przez FBI lub Narodową Agencję Bezpieczeństwa USA w celu wykrywania działalności terrorystycznej. Niektórzy amerykańscy producenci programów antywirusowych zadeklarowali, że celowo zostawią dla niego otwartą furtkę. Kierownictwo F-Secure wydało wówczas oświadczenie, w którym zapewnialo, że firma będzie zabezpieczać swoich użytkowników przed jakimkolwiek szkodliwym oprogramowaniem niezależnie od źródła jego pochodzenia.

O stosowanie systemu inwigilacji własnych obywateli są także podejrzane władze Iranu. Według niepotwierdzonych informacji, irański rząd kupił infrastrukturę i oprogramowanie od fińsko-niemieckiego koncernu NokiaSiemens.

Awans Warszawy w rankingu miast biznesowych Europy

Stolica Polski awansowała o trzy miejsca w klasyfikacji miast europejskich najlepszych dla biznesu. Ranking, który powstał na podstawie wywiadów z kadrą menedżerską odpowiedzialną za ekspansję 501 największych firm europejskich, przygotowała międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield.

Warszawa zajmuje 21 miejsce w zestawieniu najbardziej atrakcyjnych miast dla biznesu w Europie. Wyprzedziliśmy między innymi Wiedeń i Pragę. Analiza 36 miast obejmuje takie kategorie jak m.in. jakość życia, dostęp do rynków, dostępność wykwalifikowanych pracowników, jakość usług telekomunikacyjnych oraz połączenia transportowe. Warszawa awansowała aż w ośmiu kategoriach z dwunastu.

Warszawa poprawiła swój wynik m.in. w kategoriach: łatwy dostęp do rynków i klientów (19 miejsce) i dostępność do wykwalifikowanych pracowników (14 miejsce). Warszawa zajęła też pierwsze miejsce pod względem kosztu powierzchni biurowej w stosunku do jej standardu. Wysoko, bo aż na 5 miejscu, oceniono klimat dla biznesu tworzony przez rząd. Najniższe pozycje miasto zajęło w kategoriach: jakość życia dla pracowników (32 miejsce) i czystość środowiska (34 miejsce).

Najlepszym miastem do prowadzenia działalności biznesowej w Europie jest Londyn, drugie miejsce w rankingu zajął Paryż, a trzecie Frankfurt (niezmiennie od 1990 r.). W pierwszej piątce znalazł się Amsterdam i Berlin, wykorzystując spadek Barcelony i Brukseli. Swoją pozycję aż o osiem miejsc poprawił Bukareszt (obecnie na 27 miejscu). Największy spadek (o siedem miejsc) zanotował Rzym, który zajął w tym roku 35 pozycję. Ostatnie, 36 miejsce, w głównym rankingu zajęły Ateny.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, Prezydent m.st. Warszawy, powiedziała: „Od wielu lat stawiamy na rozwój Warszawy jako metropolii przyjaznej biznesowi. Inwestujemy w transport publiczny, drogownictwo, infrastrukturę teleinformatyczną. Usprawniamy pracę urzędów, tak aby były bardziej przyjazne inwestorom. Cieszę się, że nasze działania są doceniane przez firmy i instytucje międzynarodowe”.

Marek Noetzel, Partner w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Niewątpliwym sukcesem jest pierwsze miejsce Warszawy pod względem kosztu powierzchni biurowej w stosunku do jej standardu, gdyż jest to jeden z czynników, na który zagraniczne firmy zwracają szczególną uwagę. Także w kategorii: ekspansja firm w ciągu najbliższych 5 lat, stolica znalazła się wysoko – na trzecim miejscu”.

Ranking „European Cities Monitor” powstaje na podstawie wywiadów z kadrą menedżerską i członkami zarządów odpowiedzialnych za ekspansję 501 najlepszych firm europejskich. Od 1990 r. przeprowadza je niezależna firma badawcza TNS BMRB na zlecenie Cushman & Wakefield.

Przedstawiciele światowego e-commerce spotkali się w Polsce

Po latach szybkich zmian w dziedzinie handlu internetowego, na użytkowników czekają kolejne rewolucje związane tym razem z rozwojem rynku smartfonów. W sieci sprzedaje się teraz wszystko, od luksusowych samochodów po świeże ryby, a handel tradycyjny coraz bardziej przenika się ze swoją internetową odmianą.

To tylko niektóre wnioski płynące z pierwszego dnia międzynarodowej konferencji „e-nnovation – more than experience” organizowanej w dniach 10-11 października w Poznaniu przez Grupę Allegro, w której bierze udział ok. 700 uczestników z całego świata.

W pierwszym dniu spotkania swoimi doświadczeniami dzielili się m.in. Eric Ly z biznesowego serwisu społecznościowego LinkedIn, który ma 100 mln użytkowników, Grzegorz Wójcik Dyrektor Generalny Grupy Allegro prowadzącej ok. 75 serwisów e-commerce w 20 krajach oraz Jeff Taylor, założyciel i dyrektor zarządzający Monster.com – największego na świecie serwisu rekrutacyjnego. Eric Ly i Jeff Tylor mówili o wnioskach płynących z sukcesów biznesów internetowych z Doliny Krzemowej oraz sposobach na prowadzenie własnych projektów. Grzegorz Wójcik przeanalizował trendy, którym ulega branża e-handlu na świecie.

– Zorganizowaliśmy e-nnovation, by umożliwić spotkanie przedstawicieli biznesu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej z czołówką specjalistów ze świata, którzy zajmują się jedną z najdynamiczniej rozwijających się gałęzi gospodarki, czyli handlem w internecie – mówi Magdalena Krukowska Dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej Grupy Allegro. – Ok. 700 uczestników, przedstawicieli branży z Europy Środkowo-Wschodniej, inwestorów, dyrektorów zarządzających m.in. w branży retail i właścicieli sklepów internetowych, wymienia się wiedzą i doświadczeniami, które mają ułatwić im wykorzystanie nowych kanałów sprzedaży – dodaje.

W czasie imprezy zaprezentowano również siedmiu finalistów, autorów najlepszych projektów zgłoszonych na konkurs Start with e-nnovation. Wśród nich znaleźli się przedsiębiorcy internetowi z Chorwacji, Irlandii, Litwy, Francji, Hiszpanii, Egiptu, a także Polski.

W kolejnym i ostatnim dniu konferencji wystąpi m.in. Don Dodge twórca pierwszej wyszukiwarki internetowej AltaVista, były dyrektor ds. rozwoju w Microsoft, który obecnie zarządza i doradza developerom projektującym dla Google. Drugiego dnia poznamy również zwycięzcę, autora najlepszego w Europie Środkowo – Wschodniej pomysłu na biznes internetowy, który otrzyma 10 tys. EUR.

Więcej informacji o konferencji na stronie http://e-nnovation.pl/.

Rynek mobilnych usług dodanych w Polsce

Pod względem częstotliwości wysyłania wiadomości tekstowych Polacy są jednym z liderów w Europie – 8 na 10 użytkowników telefonów komórkowych wysyła przynajmniej jednego SMS-a dziennie. Dużo rzadziej natomiast korzystamy z usług on-line w telefonie. Najczęściej wykorzystujemy je w celu wyszukania informacji, najrzadziej – dokonujemy w ten sposób zakupów. Połowa z nas wysyła e-maile z komórek co najwyżej raz w tygodniu – takie wnioski płyną z badania „Addicted to connectivity. Perspectives on the global mobile consumer 2011” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Z analizy wykonanej przez Deloitte wynika, że oprócz prowadzenia typowych rozmów Polacy używają swoich telefonów komórkowych przede wszystkim do komunikacji tekstowej – 78% osób wysyła SMS-a przynajmniej raz dziennie, a kolejne 12% co najmniej kilka razy w tygodniu. SMS jest traktowany jako uniwersalny środek komunikacji bez względu na grupę wiekową użytkownika, czy posiadany model telefonu. Pod względem częstotliwości wysyłania wiadomości tekstowych nasz kraj jest jednym z europejskich liderów – zajmujemy pierwsze miejsce ex equo z Norwegią, kolejna jest Wielka Brytania (66% użytkowników wysyła co najmniej jednego SMS-a dziennie), Francja (59%), Hiszpania (48%) oraz Niemcy (45%).

Rzadziej mieszkańcy naszego kraju wykorzystują swoje aparaty do korzystania z usług on-line. 51% posiadaczy smartfonów wysyła e-maila z komórki rzadziej niż raz w tygodniu lub w ogóle nie korzysta z takich możliwości. Z badania wynika, że co tylko czwarta osoba posiadająca smartfon korzysta codziennie z poczty elektronicznej. Dla porównania w USA robi to aż 53% użytkowników. Z portali społecznościowych przynajmniej raz w tygodniu korzysta 4 na 10 posiadaczy smartfonów z Polski, podczas gdy tej formy komunikacji używa 6 na 10 Amerykanów.

„Łącząc się z internetem za pomocą komórki Polacy najczęściej korzystają z wyszukiwarki internetowej, e-maila oraz sprawdzają różnego rodzaju wiadomości, np. sportowe. Liderem pod względem liczby smartfonów i częstotliwości korzystania z usług mobilnych jest Korea. Porównanie do niej, jak i do innych krajów europejskich wskazuje na istotny potencjał wykorzystania w naszym kraju telefonów do różnych usług on-line. Na przykład aż 58% Koreańczyków wykorzystuje telefon do ściągania aplikacji, podczas gdy w Polsce z tej usługi korzysta zaledwie 28% posiadaczy telefonów. Innym przykładem jest korzystanie z wyszukiwarek w telefonach – w Polsce robi to 50% abonentów, podczas gdy w Korei – 79% . Co prawda powyższe można wyjaśnić różnicami kulturowymi, ale niemniej potencjał wzrostowy w Polsce jest bezsprzeczny” – podkreśla Dariusz Nachyła, Partner zarządzający działem Technologii, Mediów i Telekomunikacji Deloitte w Europie Środkowej.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika także, że, pomimo niższych zarobków, Polacy są w stanie zapłacić za bardzo szybki mobilny internet (100 Mbit/s) tyle samo co obywatele innych krajów. Prawie połowa polskich respondentów za atrakcyjną uważa cenę ok. 105 zł, a maksymalnie za szybki mobilny internet jest skłonna płacić ok. 155 zł. Interesujące jest natomiast to, że co czwarty respondent – posiadacz smartfona- w naszym kraju nie korzysta w ogóle z usług internetowych. Barierą w tym przypadku nie jest prędkość połączenia, cena czy niska świadomość o istniejących usługach, lecz deklarowany przez osoby biorące udział w badaniu, brak takiej potrzeby.

Najbardziej pożądanymi przez operatorów komórkowych klientami są użytkownicy smartfonów. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, posiadacze smartfonów generują znacznie większe przychody dla operatorów komórkowych niż użytkownicy prostych aparatów. Największe różnice w rachunkach zauważalne są w Wielkiej Brytanii i Niemczech.

„Według deklaracji uczestników badania w Polsce posiadacze smartfonów płacą o 49% wyższe rachunki niż posiadacze standardowych telefonów, podobna dysproporcja występuje również w Norwegii i Francji. Na świecie trend ten jest jeszcze wyraźniejszy – największe różnice w rachunkach występują w Wielkiej Brytanii- aż 94% i Niemczech – 86%. W interesie operatorów komórkowych jest więc poszerzenie grona osób korzystających z tych urządzeń.” – mówi Dariusz Nachyła z Deloitte.

Ceramika Paradyż ma nowego Rzecznika Prasowego

Wraz z początkiem października Iwona Filipczak, dotychczasowy Kierownik Działu Kreacji i Ekspozycji w pionie marketingu Ceramiki Paradyż, obejmuje nowe stanowisko – menadżera ds. komunikacji oraz Rzecznika Prasowego Ceramiki Paradyż.

Do obowiązków menadżera ds. komunikacji i Rzecznika Prasowego należy m.in. kształtowanie wewnętrznej polityki komunikacyjnej Spółek Grupy Paradyż – tworzenie i nadzorowanie wewnętrznych procedur komunikacyjnych, rozwój intranetu, wdrażanie rozwiązań usprawniających komunikację wewnętrzną, projektowanie i wdrażanie rozwiązań z zakresu komunikacji wewnętrznej budujących dobre relacje pomiędzy poszczególnymi pionami i komórkami organizacyjnymi w strukturze Spółek Grupy Paradyż, opracowywanie konkursów i innych działań zwiększających zaangażowanie pracowników oraz kształtowanie właściwego wizerunku Spółek Grupy Paradyż poprzez tworzenie i wdrażanie strategii Public Relations Spółek Grupy Paradyż. Ponadto koordynuje obowiązki związane z kształtowaniem właściwego wizerunku firmy poprzez przygotowywanie i realizację projektów z zakresu programu społecznej odpowiedzialności biznesu oraz projektów sponsoringowych. Dodatkowo nadzoruje kształtowanie strategii komunikacji dla marek w portfolio Grupy Paradyż, w tym współudział w planowaniu i realizacji kampanii reklamowych oraz działań z zakresu Social Media.

Iwona Filipczak z Grupą Paradyż związana jest od 9 lat. Od początku jej kariera rozwijała się w dziale marketingu. Przez ostatnie lata obejmowała stanowisko Kierownika Działu Kreacji i Ekspozycji w pionie marketingu. Do jej obowiązków należało m.in.: realizowanie strategii marketingowych, koordynacja działań wspomagających sprzedaż, projektowanie i modyfikowanie elementów wizualnych, reklam oraz ogłoszeń. Na tym stanowisku od 1 października zastąpi ją p.o. Magdalena Węgrzynowska. Filipczak wcześniej pracowała, jako Specjalista ds. Marketingu.

Jest absolwentką Uniwersytetu Łódzkiego, kierunek – Filologia Polska, specjalizacja – edytorstwo. Obecnie uczęszcza na Podyplomowe Studia Public Relations i Strategicznego Komunikowania w Firmach w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Rusza Centrum Aktywnych – program wspierający przedsiębiorczych studentów

10 tys. zł na realizację autorskiego projektu to tylko jedna z nagród czekających na studentów, którzy wezmą udział w konkursach organizowanych podczas programu Centrum Aktywnych. Program zainicjowany przez Credit Agricole Bank Polska wystartował 3 października i dedykowany jest wszystkim studentom szukającym wsparcia finansowego dla swoich projektów.

Pokolenie studiujące w nowej rzeczywistości gospodarczej charakteryzuje większa potrzeba samorealizacji oraz chęć rozpoczęcia własnej działalności biznesowej. Credit Agricole Bank Polska (do niedawna LUKAS Bank), bazując na swoim wieloletnim doświadczeniu we współpracy z młodymi ludźmi na całym świecie, przygotował dla polskich studentów program Centrum Aktywnych.

Podczas programu, który wystartował 3 października, przeprowadzone zostaną dwa konkursy. Pierwszy – „Mam plan! Wykonam go z Credit Agricole Bank Polska” – dedykowany jest studentom, którzy szukają finansowego wsparcia dla swoich pomysłów. Aplikować można w trzech kategoriach: własny biznes, organizacja wydarzenia kulturalnego, program wolontariatu. Wybranych przez jury sześć projektów zostanie dofinansowanych kwotą od 5 do 10 tys. zł.

Równolegle prowadzony będzie konkurs na projekt badawczy dedykowany kołom naukowym. Organizatorzy zachęcają do przesyłania pomysłów na badania, a najlepsze koncepcje zostaną nagrodzone grantami w wysokości od 2 do 5 tys. zł. Zgłoszenia do konkursów można przesyłać do 30 listopada, wyniki zostaną ogłoszone 15 grudnia.

Na potrzeby programu stworzona została specjalna strona internetowa www.centrumaktywnych.pl, na której znaleźć można informacje o konkursach oraz złożyć aplikację. Dzięki zakładce „Przedsiębiorczy przewodnik” studenci mają szansę sprawdzić się w roli przedsiębiorcy organizatora eventów. Aplikacja ma poruszyć wyobraźnię użytkownika i zachęcić go do spróbowania sił we własnym biznesie.

Nowoczesne trendy w zarządzaniu zasobami ludzkimi

26% polskich firm ma problemy z zatrzymaniem kluczowych grup pracowników. Niezmiennie jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed działami personalnymi jest przyciągnięcie ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami. Kluczem do sukcesu jest właściwa motywacja pozapłacowa, dopasowana do indywidualnych potrzeb pracownika. Osoby odpowiedzialne za dział personalny w firmie stoją obecnie przed szansą by z dostawców usług stać się strategicznym partnerem zarządu, wspierającym go w procesie rozwoju biznesu – to główne wnioski z raportu Trendy HRM przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Jednym z poważniejszych wyzwań, z którymi pracownicy działów HR będą musieli się wkrótce zmierzyć, są zmiany demograficzne. Mogą one spowodować, że w ciągu najbliższych trzech lat firmom zabraknie kadr z odpowiednimi kwalifikacjami – problem ten zauważa 36% przedsiębiorstw badanych przez Deloitte. Dodatkową przeszkodą w zarządzaniu ludźmi będzie konieczność organizacji współpracy i komunikacji wewnątrz zróżnicowanych wiekowo zespołów.

Polskie firmy coraz częściej kompleksowo ujmują kwestię wynagrodzeń. W związku z tym stosują bardziej zaawansowane i zróżnicowane systemy motywacji finansowej pracowników. „Na znaczeniu zyskały elastyczne formy zatrudnienia. Wśród nich najbardziej popularna to niepełny wymiar pracy – obecnie stosuje go, lub zamierza wprowadzić w najbliższym roku 64% firm. Prawie jedna piąta badanych organizacji wykorzystuje również telepracę, czyli możliwość wykonywania obowiązków służbowych poza siedzibą firmy, a 13% wprowadza możliwość skróconego tygodnia pracy. Najmniej popularnym rozwiązaniem jest wciąż forma „job sharing’u”(6%), czyli podziału pracy pomiędzy dwóch pracowników, którzy sami dzielą się obowiązkami na pełnoetatowym stanowisku” – mówi Aneta Woźny, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Z badania Deloitte wynika, że narzędziem rekrutacyjnym najczęściej stosowanym przez firmy są programy budowy pożądanego wizerunku pracodawcy. W ocenie respondentów badania ułatwiają pozyskanie oraz zatrzymanie najlepszych kandydatów. Choć obecnie programy te posiada niespełna jedna piąta wszystkich organizacji, jest to inicjatywa, którą wdraża najwięcej firm (39%).

Z analizy wynika, że przedsiębiorstwa odkładają na później opracowywanie narzędzi wspierających rozwój pracowników. „Tylko 20% z nich planuje po 2011 roku przeprowadzenie analizy luki kompetencyjnej, lub też wprowadzenie planu sukcesji, czyli rozwoju ludzi w celu przygotowywania następców na najważniejsze stanowiska. Opracowanie indywidualnych ścieżek kariery dla pracowników deklaruje zaledwie 17% respondentów. Tymczasem jest to szczególnie ważne, ponieważ nawet na dzisiejszym nasyconym rynku pracy ciągle trwa wojna o najbardziej utalentowanych pracowników. Firmy nieustannie toczą walkę o to, by pozyskać kilka procent najbardziej efektywnych kandydatów, o strategicznie istotnych kompetencjach. Bardzo ważni są również pracownicy o specyficznym wykształceniu. Prym wiodą umiejętności techniczne”- mówi Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Nadal niewielki odsetek firm mierzy i kontroluje koszty pracy. Przedsiębiorstwa, które liczą efektywność realizacji procesów HR lub też planują wdrożenie tej inicjatywy, robią to przede wszystkim w odniesieniu do procesu rekrutacji. Najrzadziej spotykanym narzędziem w tym obszarze jest pomiar zwrotu z inwestycji w kapitał ludzki (aż 65% organizacji nie planuje wdrażania tej inicjatywy) oraz optymalizacja procesów kadrowych (ponad połowa firm nie planuje jej wdrażać).

Wyniki badania Deloitte pokazują, że po stronie działów zarządzania zasobami ludzkimi istnieje gotowość przyjęcia odpowiedzialności, jaka wiąże się z pełnieniem roli strategicznego doradcy zarządu. Pożądany w dzisiejszych czasach kierunek to transformacja działu HR w stronę realizowania strategicznych projektów związanych z zarządzaniem ludźmi, które będą koordynowane na poziomie zarządu i wdrażane w ścisłej współpracy z liniami biznesowymi.

Badanie Deloitte Trendy HRM zostało przeprowadzone wśród grona dyrektorów i profesjonalistów HR wiodących firm działających w Polsce w okresie czerwiec-lipiec 2011 roku. W badaniu trendów w zarządzaniu zasobami ludzkimi wzięły udział 254 firmy.

Firmy potrzebują przywódców na nowe czasy

Nowa globalna gospodarka potrzebuje świeżego spojrzenia na kwestię przywództwa. Dawne teorie nie sprawdzają się w szybko zmieniającej się rzeczywistości, dlatego firmy szukają nowatorskich sposobów zarządzania by z sukcesem realizować swoje cele biznesowe. O tym, które modele najlepiej pozwalają wykorzystać potencjał tkwiący w organizacji dyskutowali podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie światowej sławy praktycy i teoretycy w dziedzinie zarządzania. Pretekstem do dyskusji była innowacyjna teoria przywództwa zaprezentowana w książce „As One” przez James’a Quigley’a, Starszego Partnera, byłego Partnera Globalnego Deloitte, USA.

Ostatnie lata przyniosły nie tylko kryzys zaufania do firm i instytucji, spowodowany światową recesją, ale także nieufność pracowników do przedsiębiorstw. Postępująca globalizacja wymusza pracę w wielokulturowym środowisku ludzi wywodzących się z różnego otoczenia, a zmiany demograficzne sprawiają, że dziś często współpracują ze sobą osoby w różnym wieku. Nowe technologie zmieniają natomiast sposoby komunikacji w firmie. W świetle tego, liderzy kierujący organizacjami muszą odpowiedzieć sobie na pytania, które narzędzia zarządzania są dziś skuteczne w firmie, organizacji, sektorze publicznym oraz jakie typy przywództwa będą skuteczne w szybko zmieniającym się środowisku. „Liderzy dzisiaj muszą zrozumieć, że nie mają monopolu na pomysły, mimo że podejmują decyzje. Otwartość, uczciwość i lojalność wobec zespołu oraz organizacji to wartości, które powinny cechować przywódców” – uznał Andrzej Klesyk.

Obecni na panelu eksperci zgodzili się, że nowa, globalna gospodarka potrzebuje głębokiej refleksji nad kwestią przywództwa. Od lat 50. XX w. rozwinęło się wiele teorii pokazujących, jak być skutecznym liderem. Jednak wiele z nich nie odpowiada już wyzwaniom współczesności. Nie mamy do czynienia z kryzysem przywództwa, ale z sytuacją, kiedy część modeli biznesowych nie sprawdziła się. W szczególności nie sprawdził się model korporacyjny, który można nazwać modelem „bezkarnego zarządzania”, gdzie ryzyko długofalowych decyzji ponoszą akcjonariusze stwierdził Leszek Czarnecki.

Za kilkanaście lat zmieni się równowaga ekonomiczna w światowej gospodarce i dominującą rolę będą odgrywały państwa azjatyckie. Również firmy działające w Europie, coraz częściej będą zatrudniać emigrantów z różnych rejonów świata. Wielokulturowość w korporacji, a nawet w zespole stanie się zjawiskiem codziennym, dlatego już teraz coraz większy nacisk w organizacjach kładzie się na soft-skills oraz umiejętność funkcjonowania w zróżnicowanym i wielojęzycznym środowisku. Zmiany te wymagają nowego spojrzenia na strategię poszukiwania i zarządzania talentami oraz umiejętności budowania lojalności wobec firmy i przywiązania do pracodawcy. Jedną z najcenniejszych cech współczesnego przywódcy staje się więc umiejętność zarządzania wielokulturowym zespołem i motywowania go do wspólnego osiągania celu.

Ważnym aspektem zmieniającej się rzeczywistości jest także wydłużenie średniej długości życia. Nierzadko w pracy spotykają się przedstawiciele różnych pokoleń, co stawia przed liderami konieczność zarządzania zróżnicowanymi wiekowo zespołami. Co więcej, niż demograficzny w krajach zachodnich sprawia, że na rynku jest coraz mniej pracowników – wyzwaniem staje się więc poszukiwanie i wyławianie rzadkich talentów. „Posiadanie utalentowanych pracowników, ich poszukiwanie i dbanie o nich, to priorytet dla liderów.” – powiedział Jurgen Thumann, prezydent BusinessEurope.

Uczestnicy debaty zwrócili uwagę, że w obecnym świecie pracownik coraz częściej kładzie nacisk na zachowanie równowagi pomiędzy pracą a życiem zawodowym, w związku z czym zmieniają się jego oczekiwania wobec pracodawcy. Klasycznie rozumiana kariera odchodzi w przeszłość, pojawiają się modele nietypowych biografii, łączących doświadczenia z różnych dziedzin. Ten trend stawia przed liderami wyzwania i rodzi konieczność poszukiwania nowych sposobów motywowania pracowników, a także budowania lojalności wobec lidera i organizacji. To co istotne dziś dla lidera to umieć wytłumaczyć swoim zespołom „dlaczego” i „po co” działają. To jest ważniejsze niż instrukcja „co mają robić”- zaznaczył prof. Wiktor Askanas.

W obliczu poważnych zmian demograficznych, kierujący organizacjami – niezależnie od tego czy reprezentują sektor publiczny czy prywatny – powinni zastanowić się nad strategią kierowania firmami. Niezbędna staje się zmiana dotychczasowego postrzegania zarządzania jednostkami oraz uwzględnienie zróżnicowania opinii i potrzeb.

Dotychczasowe podejście do pracy zespołowej wyrażało się zazwyczaj w modelu „command and control”, albo stylu współpracującego. Obecnie rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Teoria Jima Quigleya i Mehrada Baghai, zawarta w książce „As One” opiera się na założeniu, że dobry przywódca może i powinien dopasowywać swój styl kierowania do potrzeb organizacji i zmieniających się warunków biznesowych.

„Nowa filozofia wychodzi naprzeciw potrzeb globalizującego się świata, w którym korporacje posiadają dziesiątki oddziałów na całym świecie, w różnych krajach i modelach kulturowych. W tych warunkach zarządzanie indywidualnościami, talentami staje się coraz trudniejsze. Kluczowe wydaje się być stworzenie takiej kultury firmy, aby pracownicy czuli, że pracują jak jeden organizm i efektywnie realizowali cele biznesowe firmy, jednocześnie elastycznie reagując na zmieniające się otoczenie rynkowe” – podkreślił James H. Quigley, Starszy Partner Deloitte, USA. „Rozwinięta przez Deloitte teoria zarządzania zakłada, że istnieje 8 archetypów przywództwa, sprawdzających się w różnych organizacjach, w zależności od ich profilu, kontekstu kulturowego oraz potrzeb. Firmy muszą zdefiniować, który z modeli najlepiej odpowiada ich potrzebom biznesowym, a także pozwala optymalnie wykorzystać tkwiący w nich potencjał” – dodaje.

W dyskusji panelowej „Przywództwo w nowej globalnej rzeczywistości”, udział wzięli:
prof. Wiktor Askanas – Profesor wizytujący w Akademii im. L. Koźmińskiego, Profesor Emeritus Uniwersytetu New Brunswick, Kanada/Polska
dr Leszek Czarnecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding SA i Getin Noble Bank SA
Andrzej Klesyk – Prezes Zarządu PZU SA
Janusz Moroz – Członek Zarządu ds. handlu RWE
James H. Quigley – Starszy Partner Deloitte USA, były Partner Globalny Deloitte
Jürgen Thumann – Prezydent Europejskiej Konfederacji Biznesu BUSINESSEUROPE, Niemcy

Zmiany w Radzie Nadzorczej InteliWISE SA

Paul Bragiel, ekspert w obszarze nowych przedsięwzięć internetowych w Dolinie Krzemowej, ma zasilić Radę Nadzorczą InteliWISE S.A.

Do Rady Nadzorczej InteliWISE – spółki IT notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych rynku New Connect – zgłoszono kandydaturę pana Paula Bragiela.

Paul Bragiel jest założycielem i współwłaścicielem inkubatora technologicznego w San Francisco. Jako inwestor i doradca związany jest z ponad 30 spółkami sektora Hi-Tech, które z jego pomocą rozwinęły się i zwiększyły swoją wartość o ok. 50 mln USD! Wcześniej zarządzał trzema stworzonymi przez siebie firmami. Wszystkie przedsięwzięcia związane były z jego zawodową fascynacją nowoczesnymi technologiami, w ramach których szczególną uwagę skupia on na networkingu, zaawansowanej technologicznie interaktywnej rozrywce i komunikacji online.

Zbigniew Kempiński w Zarządzie Spółki pkt.pl

Nowym członkiem władz spółki został Zbigniew Kempiński, który objął również stanowisko Dyrektora ds. HR i Obsługi Klienta.

„Zarządzanie zasobami ludzkimi odgrywa kluczową rolę w biznesie – zwłaszcza w przypadku takich spółek jak pkt.pl, gdzie większość pracowników ma bezpośredni kontakt z Klientem. Dlatego systematycznie inwestujemy w pracowników, bez których nasz sukces nie byłby możliwy. Cieszę się, że udało się nam jeszcze bardziej wzmocnić zespół oraz Zarząd spółki” – mówi Piotr Strzałkowski, Prezes Zarządu pkt.pl.

„Połączenie funkcji HR i obsługi Klienta nie jest typowym rozwiązaniem, ale daje niezwykle cenną perspektywę w zarządzaniu” – mówi nowy Członek Zarządu pkt.pl, Zbigniew Kempiński. „Z jednej strony może ściślej powiązać HR z biznesem, zaś z drugiej pomóc w konsekwentnej realizacji dobrych praktyk obsługi Klienta zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz organizacji.”

Jako Członek Zarządu i Dyrektor ds. HR i Obsługi Klienta Zbigniew Kempiński będzie odpowiadał m.in. za konsolidację strategii i polityki personalnej oraz szkoleniowej. Do jego obowiązków należeć będzie także nadzór nad działaniami z zakresu komunikacji wewnętrznej i budowy nowoczesnych narzędzi kontaktu z Klientem oraz stałego podnoszenia standardów obsługi. Zbigniew Kempiński ma ponad 15-letnie doświadczenie w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Wcześniej pracował w firmach działających w obszarze marketingu i telekomunikacji, m.in.: US WEST Polska, GTE, Polskiej Telefonii Cyfrowej, czy SFERIA SA (grupa Polsat). Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego.

Trendy na rynku telefonii mobilnej

Nasycenie indywidualnego rynku telefonii komórkowej w Polsce jest większe niż telefonii stacjonarnej i według obliczeń Komisji Europejskiej wynosi 110,8%. Średnia europejska to 124,5%. V Group S.A. widzi przyszłość sektora dystrybucyjnego w konsolidacji punktów sprzedaży produktów i usług operatorów sieci GSM.

Nasycenie polskiego rynku znajduje się poniżej średniej europejskiej, co oznacza, że polscy operatorzy komórkowi mają pole do działania, a nasz rynek ogromny potencjał. Ma to przełożenie na przychody spółek w branży telefonii ruchomej, które rosną każdego roku. V Group rozumie chłonność tego rynku, dlatego planuje akwizycję kolejnych punktów sprzedaży sieci Plus poprzez spółkę zależną. Spółka posiada w obecnej chwili 5 punktów sprzedaży produktów i usług sieci Plus. Do końca roku planuje przejąć kolejne 7 do 10 w strukturze swojej grupy. Działalność holdingu V Group S.A. opiera się na przejęciach punktów sprzedaży produktów i usług operatorów sieci Plus na terenie całej Polski.

„Duże rozdrobnienie właścicieli punktów sprzedaży powoduje, iż pomimo wysokich standardów obsługi wdrażanych przez wszystkich operatorów komórkowych wciąż jest duży obszar do poprawy jakości. Wynika to z faktu, iż właściciele punktów stosują nierzadko odrębne od wytycznych operatora standardy obsługi klienta. Dodatkowo dochodzą cechy niemierzalne obsługi jak życzliwość, uśmiech itp. Skoncentrowanie punktów sprzedaży w kilku silnych podmiotach dbających o wysokie standardy i narzucających dodatkowe procedury kontroli jakości z czasem wyprze z rynku słabszych graczy. Wzrost jakości obsługi zaowocuje również zauważalnym wzrostem przychodów” – mówi Robert Walicki, Prezes Zarządu V Group S.A.

Zgodnie z raportem Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) o stanie sektora telekomunikacyjnego w Polsce, penetracja rynku telefonii komórkowej wyniosła na koniec 2010 r. 123,2%. Oznacza to, że w kraju jest prawie 47 milionów aktywnych numerów telefonii mobilnej. Wzrost nasycenia sprzyja wzrostowi dochodów firm dystrybucyjnych. Głównie z powodu stabilizacji bazy klientów regularnie przedłużających umowy abonenckie. Właśnie to źródło stanowi przeważającą część dochodów punktów sprzedaży sieci komórkowych.

„Potencjał rynku telefonii komórkowej wynika z możliwości przejęć i konsolidacji poszczególnych punktów sprzedaży jak i klientów. Taka sytuacja ma miejsce, głównie dzięki kwestii lokalizacji, która odgrywa kluczową rolę w dotarciu do klienta końcowego. Większość dotychczasowych punktów sprzedaży zlokalizowana jest w mniejszych miastach, gdzie są najczęściej jedynymi dystrybutorami sieci Plus, co dodatkowo wpływa na ich dochodowość. Mając na celu szybki rozwój holdingu będziemy przejmowali strategicznie zlokalizowane punkty sprzedaży w większych miastach, w tym w Warszawie, co pozwoli na wzrost przychodów oraz zysku dla akcjonariuszy” – dodaje Robert Walicki.

Zgodnie z raportem UKE wartość polskiego rynku telekomunikacyjnego mierzona wielkością przychodów ze sprzedaży w 2010 r. wyniosła ponad 42,8 mld zł i była o 1,9 proc. wyższa w stosunku do 2009 r. W końcu 2010 r. na polskim rynku telefonii komórkowej w użyciu było ok. 46,8 mln aktywnych kart SIM. Na 100 mieszkańców Polski przypadały zatem niemal 124 karty SIM, czyli o ok. 4,8% więcej w porównaniu z 2009 r. Wartość segmentu telefonii ruchomej mierzona przychodami z usług detalicznych wzrosła o 1,55% w porównaniu do roku poprzedniego, osiągając prawie 19 mld PLN. Jest zatem o co walczyć.

V Group S.A. odnotowała w 2010 r. 3 016 256,84 PLN przychodów ze sprzedaży, z czego 72,3% przypadało na drugą połowę roku. Wtedy to zostały dołączone nowe punkty sprzedaży do sieci Inspirio Sp. z o.o., pierwszej spółki zależnej w grupie. Tym samym V Group S.A. zwiększyła przychody oraz zysk netto, który za 2010 r. wyniósł 172 613 zł. Dzięki kolejnym akwizycjom zaplanowanym w IV kwartale 2011 r. zarówno przychody ze sprzedaży jak i zysk netto mają w przyszłym roku osiągnąć odpowiednio 22,9 mln zł i 1,85 mln zł netto.

Futuris S.A. zwiększył udziały w Dobra Nasza S.A.

Futuris S.A., poprzez Spółkę zależną ITVENT S.A. zwiększył udział w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu notowanej na New Connect spółki Dobra Nasza S.A. Zmiana ta nastąpiła na skutek zamiany akcji imiennych uprzywilejowanych serii A na akcje zwykłe na okaziciela serii A.

Futuris S.A. poprzez ITVENT S.A. posiada 120.000 akcji zwykłych na okaziciela, które przed wspomnianą zmianą stanowiły 7,57% w kapitale zakładowym oraz 4,64% w ogólnej liczbie głosów, a po zmianie stanowią 7,57% w kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Dobra Nasza S.A.

Dobra Nasza S.A. to istniejąca od 2008 roku agencja reklamowa świadcząca usługi full service. Firma projektuje i realizuje kompleksowe kampanie reklamowe z zakresu ATL i BTL , a także marketingu wirusowego. Dobra Nasza S.A. specjalizuje się również w kompleksowej obsłudze działań promocyjnych dla miast i regionów.

Waldemar Olbryk prezesem Skanska Property Poland

Waldemar Olbryk, pełniący dotychczas funkcję dyrektora regionalnego w Skanska Property Poland, został powołany na stanowisko prezesa zarządu firmy. Jest pierwszym Polakiem na stanowisku prezesa Skanska Property Poland. Waldemar Olbryk zastąpił Nicklasa Lindberga, który został nowym prezesem jednostki Skanska Commercial Development Europe (CDE), odpowiedzialnej za komercyjne projekty deweloperskie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Waldemar Olbryk rozpoczął pracę w Skanska w 2008 roku. Jako dyrektor regionalny zbudował dynamiczny zespół, dzięki któremu Skanska Property Poland rozwinęła inwestycje w regionie Polski południowej. Przed dołączeniem do Skanska, zajmował stanowisko menadżera ds. nieruchomości w polskim oddziale firmy Philips. Waldemar Olbryk posiada również doświadczenie w realizowaniu projektów handlowych, które zdobył zajmując stanowiska kierownicze w BP Polska oraz Apsys Sp. z o.o., gdzie pracował nad projektem Manufaktura w Łodzi, jednym z największych centrów handlowo-rozrywkowych w Europie. Ukończył ekonomię na Uniwersytecie Łódzkim oraz studia MBA prowadzone wspólnie przez Uniwersytet Łódzki i College of Maryland. Posiada również tytuł Profesjonalnego Managera Projektu według standardu Project Management Institute.

„W Skanska bardzo cenimy osiągnięcia Waldemara. W ogromnym stopniu przyczynił się do rozwoju naszej firmy dzięki wielkiemu zaangażowaniu i jasno określonej wizji przyszłości. Skanska Property Poland jest teraz w pełni polską organizacją” – powiedział Nicklas Lindberg, prezes Skanska Commercial Development Europe.

Grzegorz Strutyński, dotychczasowy dyrektor regionalny w Skanska Property Poland, awansował na stanowisko prezesa zarządu w węgierskiej spółce Skanska Property Hungary. Na stanowisku tym zastąpił Andreasa Lindelöfa. Do jego głównych zadań należy zarządzanie firmą i jej projektami realizowanymi na terenie Węgier. Grzegorz Strutyński przed dołączeniem do zespołu Skanska Property Poland zdobywał doświadczenie zawodowe w firmie Colliers International Poland, a następnie w GE Capital Golub Europe. Był odpowiedzialny za wynajem i marketing prestiżowych obiektów biurowych klasy A, takich jak Warsaw Financial Center, Warsaw Corporate Center oraz International Business Center. Jest absolwentem Wydziału Ekonomicznego Politechniki Radomskiej.

Katarzyna Zawodna objęła funkcję dyrektora regionalnego w Skanska Property Poland, zastępując Grzegorza Strutyńskiego. W tej roli jest odpowiedzialna za tworzenie strategii i rozwój inwestycji biurowych realizowanych w Warszawie, Poznaniu i Trójmieście. Katarzyna posiada tytuł akredytowanego profesjonalisty systemu certyfikacji środowiskowej LEED (LEED Accredited Professional) i dotychczas pełniła funkcję menadżera ds. zrównoważonego rozwoju. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Funkcję dyrektora regionalnego w Skanska Property Poland objął również Marcin Łapiński, zastępując Waldemara Olbryka. Marcin Łapiński odpowiada obecnie za strategię i rozwój nowych inwestycji w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu i Katowicach. Wcześniej na stanowisku dyrektora ds. wynajmu zajmował się komercjalizacją projektów Skanska Property na polskim rynku. Przed dołączeniem do zespołu Skanska zdobywał doświadczenie zawodowe w Colliers International w zespole reprezentacji klienta. Posiada tytuł CCIM (Certified Commercial Investment Member). Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Nowy akcjonariusz w Digital Avenue

Digital Avenue kontynuuje rozwój w oparciu o kolejne akwizycje, na które przeznaczy m.in. środki pozyskane z ostatniej emisji, w wysokości 240 tys. PLN. Nowe przejęcia mają szansę dojść do skutku jeszcze w tym roku.

W dniu 22 września br. Digital Avenue przeprowadził emisję akcji skierowaną do Marka Kamoli, dotychczasowego akcjonariusza, który w ten sposób zwiększył swoje zaangażowanie w Spółce do ponad 7%. Marek Kamola jest inwestorem giełdowym, akcjonariuszem m.in. Benefit Systems. Jest to kolejne zwiększenie przez niego zaangażowania w Spółce – poprzednio zwiększył swój udział do ponad 5,3%.

Zwiększenie zaangażowania w Spółkę przez dotychczasowego Akcjonariusza pokazuje jego zaufanie do zarządu Digital Avenue i poparcie dla realizowanej dotychczas strategii rozwoju. Spółka dynamicznie poprawia wyniki finansowe i systematycznie dokonuje kolejnych przejęć – mówi Sylwester Janik, przewodniczący rady nadzorczej Digital Avenue, zarządzający funduszem MCI.TechVentures, w którego portfelu znajduje się Digital Avenue.

Ostatnie NWZA przegłosowało również emisję akcji dla MCI Management S.A. W ręce funduszu trafią papiery o wartości 460 tys. zł. Celem oferty jest rozliczenie istniejących wobec MCI zobowiązań spółki z tytułu umowy sprzedaży udziałów iPlay Sp. z o.o., zawartej w 2007 r.

Kontynuujemy strategię rozbudowy Grupy Kapitałowej, zarówno poprzez przejęcia, które zamierzamy zrealizować jeszcze w tym roku, jak i przez rozwój organiczny. Kolejne akwizycje chcielibyśmy przeprowadzić jeszcze w bieżącym roku. Cieszę się, że nowi inwestorzy oraz dotychczasowy duży akcjonariusz są zainteresowani dalszą inwestycją w Spółkę. Wierzę, że realizowana przez nas strategia rozwoju spółki będzie w długoterminowej perspektywie źródłem satysfakcjonującej stopy zwrotu dla wszystkich naszych Akcjonariuszy – komentuje Piotr Wąsowski, prezes Digital Avenue.

Portale należące do Digital Avenue, docierające do blisko 3 mln realnych użytkowników miesięcznie (czyli do 15% ogółu polskich internautów), osiągnęły w I półroczu 2011 r. blisko 3 mln zł przychodów netto ze sprzedaży i ponad 520 tys. zysku EBITDA. Zysk netto spółki wyniósł na koniec czerwca 2011 r. – 314 tys. zł (wzrost o 15%), a wskaźnik EBITDA 521 tys. zł (wzrost o 23%). To tyle, co przez cały ubiegły rok. Według specjalistów z domu mediowego MPG, przy wzroście całego rynku reklamy w Polsce o ok. 6,9%, rynek reklamy internetowej rośnie o ponad 17% rocznie. Z kolei tempo wzrostu Digital Avenue jest kilkukrotnie wyższe niż całego rynku reklamy internetowej.

Andrzej Woźniakowski nowym prezesem Futuris S.A.

Zarząd notowanej na NewConnect spółki Futuris S.A. poinformował o powołaniu Andrzeja Woźniakowskiego na stanowisko prezesa zarządu. W dniu 20 września br. ze stanowiska ustąpił Janisław Muszyński, dotychczas kierujący Spółką. Nowy prezes będzie odpowiadał za dalszy rozwój Futuris S.A. po zmianie profilu działalności.

Andrzej Woźniakowski od początku kariery zawodowej związany jest z branżą informatyczną, a od kilku lat także z rynkiem kapitałowym. Jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Karierę rozpoczynał w firmie Sekom (obecnie Qumak-Sekom S.A.), gdzie pracował jako inżynier serwisu, a następie Dyrektor Techniczny. Był założycielem i (od 1995 r.) prezesem zarządu spółki Computer Service Support S.A., którą w roku 1998 wprowadził na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. W 2007 r. doprowadził do połączenia CSS S.A. z Comp S.A. tworząc jedną z największych w kraju spółek świadczących usługi informatyczne, w której objął funkcję wiceprezesa zarządu. Nowy prezes Futuris S.A. jest również założycielem takich spółek z branży IT, jak: CT Partners S.A., Advanced Technology Investors S.A. oraz notowanej na NewConnect ArtNewMedia S.A. Zasiadał także w radach nadzorczych m.in. Qumak-Sekom S.A., Big Vent S.A, Edusoft Sp. z o.o., Zeus S.A. i HRK S.A. Obecnie sprawuje funkcję członka organów nadzorczych spółek takich jak: Betacom S.A., B3SYSTEMS S.A., Black Pearl Capital S.A., Runicom S.A., Bio-Med Investors S.A. oraz MC Comp S.A.

– Z satysfakcją przyjąłem wyzwanie rozwoju grupy kapitałowej działającej w szczególnie mi bliskim obszarze IT i nowych technologii. Jestem przekonany, że moje kompetencje w tej dziedzinie pozwolą na rozwój Futuris S.A. zgodnie z obraną strategią, pomimo trudnej sytuacji na rynku kapitałowym – powiedział Andrzej Woźniakowski.

W kwietniu br., Futuris S.A. (wcześniej Bio Inventions S.A.) zmieniła profil działalności, przekształcając się w fundusz typu private equity i rozpoczęła budowę grupy kapitałowej działającej w branży innowacyjnych technologii, mediów i telekomunikacji. W nowej roli, Andrzej Woźniakowski będzie odpowiedzialny za realizację i rozwój strategii Spółki, zakładającej inwestycje w małe i średnie spółki z sektora szeroko pojętych nowych technologii (TMT).

W drugim kwartale 2011 r. Futuris S.A. odnotował zysk netto w wysokości 40.800 zł przy przychodach na poziomie 118.400 zł. Prognoza finansowa na rok 2011 zakłada osiągnięcie ok. 750.000 zł przychodów i ok. 250.000 zł zysku netto.

Inteligo ma nową strategię i obiecuje rozwój

W myśl nowej strategii, Inteligo ma być najbardziej internetowym bankiem w Polsce, w każdym elemencie swojego działania. Cel ten ma zostać zrealizowany dzięki rozwojowi depozytów i produktów transakcyjnych oraz optymalizacji procesów ich otwierania i obsługi.

Internetowość i brak opłat stały się już tak powszechne, że nie stanowią już cechy wyróżniającej bank. Będziemy koncentrować się na wzroście satysfakcji z użytecznych cech interfejsu internetowego, ułatwieniu korzystania z najbardziej potrzebnych funkcji i produktów oraz rozwoju atrakcyjnych, również cenowo, produktów depozytowych i transakcyjnych. Internetowa filozofia działania wpływa na dobór parametrów oferty i na nasze priorytety. Istotą Inteligo są obecnie i będą w przyszłości produkty zrozumiałe, proste, których internetowa obsługa jest dla użytkownika przyjemnością. Z tą myślą wdrażać będziemy nasze kolejne innowacje związane z marką Inteligo. – tłumaczy Wojciech Bolanowski, Dyrektor Zarządzający kierujący Pionem Bankowości Elektronicznej PKO Banku Polskiego, szef projektu Inteligo.

Bank zapowiada także optymalizację obecnie istniejącej oferty kredytowej i portfolio kart Inteligo, głównie pod kątem wygody i prostoty użytkowania oraz ułatwień w procesie wnioskowania i obsługi.

Pierwsze zmiany w ramach nowej strategii już widać – we wrześniu Inteligo rozszerzyło ofertę swojego najpopularniejszego produktu depozytowego, Dobolokaty z dzienną wypłatą odsetek, o nowe terminy z wyższym oprocentowaniem.

Rynek nieruchomości w Polsce, Wrzesień 2011

Według danych Agencji Nieruchomości Ober-Haus, w sierpniu 2011 roku ceny* mieszkań spadły najwięcej 1,5% w Poznaniu, co obniżyło średnią cenę mieszkań do 5 880 PLN/m2. Najmniejsza korekta miała miejsce w Krakowie i Warszawie – spadek o odpowiednio 0,1% i 0,3%. Ceny spadły również w Katowicach, Gdańsku i Łodzi odpowiednio o 0,6%, 0,7% i 0,9%.

W okresie poprzednich 12 miesięcy średnia cena mieszkań spadła od 9,1% w Łodzi do 0,8% w Warszawie. Średnia cena mieszkań w porównaniu najwyższego poziomu w badanym okresie do sierpnia 2011 spadła od 10,3% w Warszawie do 27,5% w Łodzi.

Polska ma szansę stać się gwiazdą rynku nieruchomości komercyjnych

Ostatnie zawirowania na światowych rynkach nastąpiły w samym środku boomu na nieruchomości komercyjne. W niepewnych czasach inwestorzy w Europie są bardziej skłonni budować, bądź przejmować obiekty handlowe czy biura zamiast lokować pieniądze w papiery wartościowe.

W pierwszym półroczu 2011 r. Polska była wymieniana wśród czterech najbardziej atrakcyjnych rynków dla takich inwestycji. Zyskać mogą zwłaszcza średniej wielkości miasta.

Jak zauważają analitycy Deutsche Bank Research, w ostatnich latach obserwowaliśmy gwałtowny wzrost zainteresowania nieruchomościami komercyjnymi. W 2010 roku obroty w Europie na tym rynku wzrosły o około 40 proc. Zdaniem Deutsche Bank Research to efekt szerszego trendu jaki można zaobserwować wśród inwestorów, którzy dojrzeli już do bardziej ryzykownych inwestycji w obszarze nieruchomości komercyjnych po ciężkich latach 2008-2009, gdy wolumen transakcji załamał się aż o 75 proc.

180 proc. wzrostu inwestycji i 6 proc. zysku

W ciągu ostatniego roku wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Europie Środowo-Wschodniej wzrosła o 4,4 miliarda euro – podał w najnowszym raporcie CB Richard Ellis. W pierwszych pięciu miesiącach 2011 roku inwestycje w tej części Europy, głównie w Polsce, Czechach i Rosji wzrosły aż o 180 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej.

W samej Polsce w nieruchomości komercyjne zainwestowano w tym roku 1,112 miliarda euro – szacuje w sierpniowej analizie Jones Lang LaSalle. Właściciela zmieniły m.in. warszawskie Galeria Mokotów, Wars-Sawa-Junior, Promenada czy gdańska Osowa. Największym zainteresowaniem cieszą się obiekty handlowe – sprzedano ich aż siedem. Łączna kwota tych transakcji to 611 mln euro. Były tym samym bardziej popularne od obiektów biurowych (cztery transakcje za łączną sumę 501 mln złotych) czy magazynów-centrów logistycznych (dwie transakcje za łączną sumę 79 mln euro).

Zdaniem brytyjskiego Królewskiego Stowarzyszenia Dyplomowanych Rzeczoznawców (RICS) Polska jest jedną z czterech wschodzących gwiazd, obok krajów takich jak Rosja, Malezja i Brazylia, gdzie stopy zwrotu z inwestycji mogą być najwyższe. Organizacja zauważyła też, że europejski rynek będzie coraz bardziej zróżnicowany ze względu na kłopoty finansowe Grecji, Portugalii i Irlandii.

Niekoniecznie Warszawa – warto znaleźć swoje miasto

Warszawa jest jednym z najpopularniejszych miast wśród zagranicznych inwestorów. Według badań Savills stolica Polski oferuje stabilne stopy zwrotu w wysokości około 6,5 proc. Jednak inni analitycy zwracają uwagę, że w całej Europie aktywność inwestycyjna na rynkach nieruchomości komercyjnych zmniejsza się. W II kw. 2011 r. obroty były o 11,5 proc. niższe niż w pierwszym. Skąd taki trend?

Z jednej strony analitycy Deutsche Bank Research zwracają uwagę, że w większości dużych miast europejskich w ciągu ostatniej dekady mogliśmy zauważyć strukturalny wzrost ilości wolnej powierzchni biurowej oraz malejące wahania cen w zależności od sezonu i cykli. „W rezultacie potencjał wzrostu czynszów wraz z ożywieniem gospodarczym jest niższy niż w latach 1990.”, czytamy w najnowszym raporcie DB Research.

Z drugiej, w rosnącej liczbie przypadków zapotrzebowanie dużych aglomeracji na nieruchomości handlowe jest zaspokojone. – W Polsce dojrzałe rynki w największych miastach mają już ograniczony potencjał inwestycyjny z uwagi na ich znaczne nasycenie funkcjonującą powierzchnią komercyjną. Dlatego teraz inwestorzy szukają nisz w mniejszych miejscowościach – komentuje Anna Oleksy, Dyrektor Centrum Finansowania Nieruchomości Komercyjnych Deutsche Bank PBC. – Popularne stają się tzw. convenience shopping centers, czyli centra wygodnych zakupów. Ich zaletą z punktu widzenia inwestorów jest skala inwestycji. Projekt w centrum dużego miasta to ogromny wydatek finansowy, wymagający pełnego zaangażowania jednego albo kilku podmiotów. Trudniej uzyskać wszelkie niezbędne zgody, dopełnić formalności. Wszystko to przekłada się na znacznie dłuższy okres budowy i zwrotu z inwestycji oraz dużo więcej ryzyk, które mogą się pojawić w trakcie procesu inwestycyjnego – tłumaczy Anna Oleksy.

W małych miejscowościach dominują proste formaty parterowe z wejściem z zewnątrz i parkingiem naziemnym. Klienci wpadają do nich na chwilę, załatwić sprawunki, nie na cały dzień, jak do dużych galerii handlowych. Podczas gdy w dużych miastach, jak Poznań, nasycenie powierzchnią handlową przekracza często 500 m kw. na 1000 mieszkańców, w mniejszych, jak np. Kalisz ma wartość nieco ponad 200 m kw. – zauważa Anna Wysocka z Jones Lang LaSalle.

Trudno zgadywać, jak zachowa się rynek nieruchomości komercyjnych wobec finansowej burzy, która właśnie przechodzi przez giełdy i rynki walutowe na całym świecie. – Jeśli sytuacja globalna odbije się na polskiej gospodarce, to miejmy nadzieję, że w mniejszym stopniu na sektorach, które do tej pory wskazywały dobre fundamenty do dalszych wzrostów – mówi Anna Oleksy. – Inwestorzy wciąż będą poszukiwać atrakcyjnych projektów na rynkach, które mają jeszcze duży potencjał, takich jak polski rynek nieruchomości komercyjnych.

Dolar i obligacje USA schronieniem inwestorów

W ostatnich dniach rozgorzała dyskusja dotycząca poszukiwań przez inwestorów nowej tzw. „bezpiecznej przystani”. Częściowe usztywnienie franka szwajcarskiego i rozczarowujące dane gospodarcze ze strefy euro zdyskredytowały obie waluty. Inwestorzy zwrócili się w stronę dolara, który historycznie bywał uznawany za „bezpieczne miejsce”.

Jednakże poszukiwanie kolejnych nowych bezpiecznych przystani nie jest niczym innym, jak wyznaczaniem nowych spekulacyjnych aktywów. To dość istotna różnica w przekazie i w szczególności inwestorzy indywidualni powinni mieć tego świadomość.

Historycznie, szczególnie w okresach zawirowań gospodarczo-politycznych, złoto było uważane za jedno z przedmiotowych aktywów. Czyli na przykład w przypadku wojen, aktywa zapisane papierowo traciły moc, a liczyły się aktywa bardziej namacalne. Nadal w okresie bessy inwestorzy giełdowi zazwyczaj odwracali się w stronę akcji przedsiębiostw użyteczności publicznej, które w porównaniu z bardziej ryzykownymi sektorami oferują pewne bezpieczeństwo i przewidywalność wyników. Podobnie, ostatnim miejscem schronienia inwestorów wielokrotnie był USD i obligacje USA. Są to historyczne przykłady „safe haven”.

Analizowanie złota w kontekście klasycznej bezpiecznej przystani nie jest do końca uprawnione. Stało sie ono instrumentem mocno spekulacyjnym. Złoto rosło ostatnio zarówno w okresach wzrostów, jak i spadków na giełdzie, presji inflacyjnej oraz obaw deflacyjnych. Dodatkowo, analizując historyczną siłę nabywczą złota, okazuje się, iż metal ten nie zawsze zabezpiecza inwestora przed inflacją.

Pod przykrywką poszukiwania „safe haven” inwestorzy tworzą więc nowe trendy spekulacyjne. Na przykład pojawiają się głosy o prawdopodobnym zwróceniu się w kierunku trzech koron – norweskiej, szwedzkiej i czeskiej. Szczególnie określanie bezpieczną przystanią CZK jest wyjątkowo mylące. Główną cechą takiego aktywu powinna być zadowalająca płynność, czego napewno nie można powiedzieć o czeskiej koronie. Dodatkowo czeska gospodarka jest mała i niestabilna. To przecież typowa gospodarka rozwijającego się kraju Europy Środkowo-Wschodniej.

Inwestorzy indywidualni powinni mieć świadomość, iż globalni gracze mogą na moment zwrócić się w stronę wspomnianych walut, a następnie równie szybko je opuścić. Dodatkowo, z dużym prawdopodobieństwem władze monetarne tych państw będę bronić rodzimych walut przed nadmierną aprecjacją, co zniechęci inwestorów tak samo, jak związanie kursu franka szwajcarskiego.

Próżne jest więc poszukiwanie bezpiecznej przystani wśród walut mniejszych państw, tym bardziej tak mało płynnych, jak korony szwedzka, norweska czy czeska. Dużo bardziej rozsądne będzie zwrócenie sie w stronę aktywów, które długookresowo i historycznie sprawdziły się w tej roli oraz nie są przedmiotem gry spekulacyjnej.

Rusza konkurs „Forex BossaFX – gra z zasadami” pula nagród wynosi 650 000 zł

10 października startuje kolejna edycja konkursu DM BOŚ – Forex BossaFX – w którym inwestorzy mogą zmierzyć się w grze o 100 000 CHF. „Forex BossaFX – gra z zasadami” jest jedynym w Polsce konkursem tradingowym, w którym rywalizacja odbywa się na prawdziwych forexowych rachunkach inwestycyjnych, a uczestnicy mogą poczuć autentyczne emocje towarzyszące inwestowaniu. Łączna pula nagród w konkursie wynosi 650 000 zł.

Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są już od 19 września, ale prawdziwa rywalizacja ruszy 10 października br. Uczestnicy „Forex BossaFX – gra z zasadami” rozpoczną grę z początkową wartością rachunku w wysokości 1 000 PLN, które przez pięć tygodni będą inwestować w dowolne instrumenty dostępne na platformie transakcyjnej BossaFX. Zwycięzcą Rankingu Głównego zostanie osoba, która w dniu zakończenia konkursu uzyska największą stopę zwrotu z inwestycji.

Forex BossaFX – Gra z zasadami to pierwszy i jedyny w Polsce konkurs, który pozwala inwestorom zmierzyć się w grze na forexie, w autentycznych i równych dla wszystkich warunkach panujących na światowym rynku walutowym- mówi Sebastian Zadora, Dyrektor Wydziału Sprzedaży Instrumentów Finansowych DM BOŚ S.A. Handel na platformach demonstracyjnych jest tylko symulacją rzeczywistych mechanizmów tego rynku i co istotniejsze – pomija kluczowy aspekt inwestowania, jakim jest czynnik emocjonalny związany z odpowiedzialnością za swoje decyzje. Natomiast rywalizacja w autentycznych warunkach to wyzwanie, z którym jak pokazała pierwsza edycja konkursu, inwestorzy chcą się mierzyć. Konkurs kierujemy zarówno do doświadczonych graczy, którzy pragną spróbować swoich sił w walce z najlepszymi w Polsce inwestorami, jak i do tych, którzy swoją przygodę z forexem dopiero rozpoczynają. Regularne komentarze naszych ekspertów oraz działania edukacyjne Biura prowadzone w czasie konkursu na pewno pomogą lepiej zrozumieć i poznać ten rynek – dodaje Sebastian Zadora.

W trakcie gry prowadzone będą 2 dodatkowe rankingi. Ranking Portfeli Optymalnych budowany na podstawie wskaźnika Sharpe’a wyłoni uczestnika, który osiągnie najwyższą stopę zwrotu przy możliwie niskim ryzyku. Wprowadzony po raz pierwszy Ranking Automatów umożliwi natomiast rywalizację również przy użyciu automatycznych strategii transakcyjnych. Dla właścicieli kont z największą tygodniową stopą zwrotu, organizatorzy przewidują także specjalne premie tygodniowe- tablety IPAD2.

Handel automatyczny, który na świecie jest już bardzo popularny, także w Polsce cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Inwestorzy coraz częściej dopytują nas o możliwości korzystania z automatów. Są zainteresowani ich działaniem i przede wszystkim skutecznością. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy, że w tegorocznej edycji Konkursu pojawi się również Ranking Automatów. Rywalizacja konkursowa jest dobrą okazją by spróbować swoich sił na tym polu i przetestować potencjał automatów transakcyjnych – dodaje Sebastian Zadora.

Główną nagrodą w konkursie jest 100 000 CHF. Zdobywcy II i III miejsca otrzymają kolejno 25 000 CHF i 10 000 CHF. Gracze, którzy uplasowali się od czwartego do dziesiątego miejsca otrzymają nagrody w postaci laptopów, a zwycięzcy rankingów „Automaty” i „Optymalny Portfel” zdobędą kolejno 20 000 CHF i 5 000 CHF. Każdy z uczestników konkursu otrzyma egzemplarz najnowszej książki pp. Grzegorza Zalewskiego i Tomasza Zaleśkiewicza „Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych ”.

Platforma BossaFX (MT4), na której której przebiegać będzie rywalizacja to najpopularniejszy wśród inwestorów indywidualnych systemy transakcyjny dla rynku Forex, wzbogacony o stworzone przez DM BOŚ skrypty i wskaźniki, pozwalające min. składać zlecenia z wykresu czy stosować gotowe strategie inwestycyjne. Oferta bossafx została niedawno po raz kolejny rozszerzona. Tym razem o 10 nowych kontraktów CFD, w tym 6 nowych par walutowych: USDZAR, USDMXN, USDTRY, EURTRY, GBPCAD, NZDJPY oraz 4 kontrakty CFD, których wyceny oparte są na terminowych cenach ryżu, gazu ziemnego, 2-letniej obligacji rządowej Niemiec oraz głównego indeksu giełdy w Amsterdamie AEX. Uczestnicy będą więc mogli korzystać łącznie z 72 instrumentów dostępnych na platformie i sprawdzić jej efektywność, płynność i czas realizacji zleceń.

Pierwsza edycja konkursu BossaFX prowadzona pod hasłem „Prawdziwe są lepsze” cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów. Zwycięzcą Rankingu Głównego okazał się inwestor, który zmagania zakończył z saldem rachunku równym ponad 9150 złotych. Oznacza to, że w trakcie trwającego 5 tygodni konkursu BossaFX, ponad ośmiokrotnie powiększył początkową wartość swojego konta. Aby zakwalifikować się do pierwszej dziesiątki inwestorów w konkursie, należało zarobić co najmniej 233%.

Szczegóły konkursu oraz jego regulamin dostępne na platformie bossafx.pl.
Więcej na bossafx.pl i facebook.com/bossafx

Kryzys finansowy wymusił oszczędności na zdrowiu

Wydatki na leczenie stają się coraz większym obciążeniem dla gospodarstw domowych. Wynika to z rosnących kosztów opieki zdrowotnej oraz niepewnego stanu gospodarki. Konsumenci ograniczają inne wydatki by finansować leczenie, a także żądają przepisywania im tańszych lekarstw – to główne wnioski płynące z dorocznego badania klientów sektora opieki zdrowotnej „2011 Survey of Health Care Consumers”, przeprowadzonego po raz czwarty przez firmę doradczą Deloitte.

Z badania przeprowadzonego przez Deloitte w dwunastu krajach wynika, że znacząca liczba respondentów (od 40 do 50%) odczuła wpływ rosnących kosztów leczenia na ich budżet domowy. Wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie odsetek ten wyniósł 22%, a także Kanada (29%) i Chiny (37%).

W USA trzy czwarte konsumentów (75%) twierdzi, że niedawny kryzys gospodarczy wpłynął na obniżenie ich wydatków na leczenie. Ponad połowa badanych potwierdza, że finansowanie leczenia w ich gospodarstwie domowym odbywa się kosztem realizacji innych potrzeb. Tylko w Wielkiej Brytanii i Kanadzie odsetek ten wyniósł mniej – odpowiednio 24% i 39%. Wydatki na leczenie ograniczają możliwości zakupu innych niezbędnych dóbr, m.in. żywności, paliwa oraz pokrywania kosztów mieszkania czy edukacji. W związku z tym np. w USA 36% badanych prosi lekarzy o przepisywanie generyków zamiast oryginalnych leków, aby oszczędzić pieniądze.

W ostatnim roku jedna czwarta amerykańskich konsumentów znacznie ograniczyła liczbę wizyt u lekarza. Spośród tych, którzy zrezygnowali z konsultacji, odsetek osób, które zrobiły to ze względu na koszty wyniósł 49% w USA, 39% w Belgii, 35% w Chinach, 34% w Meksyku, zaledwie 5% w Kanadzie i 7% w Wielkiej Brytanii i Luksemburgu.

Oceny ogólnej sprawności działania systemów opieki zdrowotnej w krajach objętych badaniem Deloitte były bardzo zróżnicowane. Ocenę doskonałą (A) lub bardzo dobrą (B) wystawiła ponad połowa badanych: w Luksemburgu 69%, w Belgii 57%, w Szwajcarii 52%, we Francji 51%, w Kanadzie 50%. Dobre oceny wystawiło swoim systemom tylko 22% konsumentów w USA, 18% w Portugalii, 15% we Meksyku i 8% w Brazylii. W powyższych krajach większość badanych oceniła system jako niesprawny (D lub F). Było to 57% konsumentów w Brazylii, 44% w Meksyku, 38% w USA i 33% w Portugalii.

Zdaniem wielu badanych systemy opieki zdrowotnej są niesprawne i marnują pieniądze. Zwłaszcza w USA konsumenci krytykują przerosty biurokracji (55%), brak odpowiedzialności za własne zdrowie (49%), tzw. leczenie „defensywne” (46%) oraz niechęć do metod doświadczalnych (40%).

„Tegoroczne badanie dowiodło, że powszechnie obowiązują trzy poglądy: konsumenci nie mają pewności co do dalszego funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, uważają, że nie sprawdza się on w porównaniu do innych systemów i że marnuje się w nim pieniądze” – twierdzi Bob Go, dyrektor zarządzający globalnym zespołem ds. nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej w Deloitte.

„Wnioski z badania znajdują odzwierciedlenie także na polskim rynku. Niepewność związana z bieżącym i przyszłym funkcjonowaniem systemu publicznej opieki zdrowotnej w pewnym stopniu skutkuje m.in. rozwojem sektora prywatnej opieki, który co do zasady notuje wzrost nawet w okresach spowolnienia gospodarczego” – przyznaje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia Deloitte. „Znaczący wpływ na polski system ochrony zdrowia mają obecnie wprowadzone zmiany przepisów dotyczących m.in. refundacji leków oraz przekształceń szpitali publicznych w spółki prawa handlowego. W perspektywie kilku najbliższych lat m. in. te zmiany ukształtują jego postrzeganie przez pacjentów” – dodaje.

Metodologia

Badanie Deloitte, przeprowadzone w kwietniu i maju 2011 r., objęło ponad 15 000 konsumentów usług medycznych w następujących krajach: Belgii, Brazylii, Kanadzie, Chinach, Francji, Niemczech, Luksemburgu, Meksyku, Portugalii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i USA.

Początki kłopotów – dane GUS dotyczące sytuacji na rynku pracy

Mijające wakacje nie przyniosły spodziewanego ożywienia na polskim rynku pracy. Pomimo możliwości zwiększenia poziomu zatrudnienia za sprawą prac sezonowych, nie odnotowujemy poprawy sytuacji na rynku pracy. Najnowsze dane GUS wskazują, że zatrudnienie w polskich przedsiębiorstwach nieznacznie zmalało, a wzrost płac może wywołać jedynie decyzja o podniesieniu płacy minimalnej.

Najnowsze dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny wskazują na zwiększenie poziomu zatrudnienia rok do roku w sektorze przedsiębiorstw o przeszło 3,1% do poziomu 5,520 mln osób.

Dane publikowane przez GUS stanowią podsumowanie niezbyt udanego sezonu letniego na polskim rynku pracy. W sierpniu odnotowaliśmy minimalny spadek liczby nowych miejsc pracy, co jest nienaturalne w okresie wakacyjnym, kiedy wymiernie wzrasta popyt na pracowników tymczasowych. Brak poprawy sezonowej będzie tylko wzmagał trudności na rynku pracy wywołane podniesieniem płacy minimalnej, która przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest dodatkowym impulsem do wyhamowania tworzenia nowych miejsc pracy – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Poziom wynagrodzeń na przestrzeni ostatniego miesiąca uległ nieznacznej pogorszeniu na poziomie 0,06% i wynosi obecnie 3591,23 zł. W porównaniu do sierpnia zeszłego roku obecny wynik jest lepszy o 5,4%.

Prognozy dotyczące Polski mówią o dynamice PKB na poziomie 4%. W skali europejskiej jest to wynik zadowalający, jednak dla wyraźnej poprawy sytuacji na rynku pracy potrzebujemy wzrostu na poziomie 5,5 – 6%.

Największy wpływ, na poziom wynagrodzeń w Polsce w najbliższych miesiącach, będzie miała decyzja o podniesieniu płacy minimalnej. Zwiększenie jej poziomu o ponad 8% w perspektywie przyszłego roku, będzie przekładało się na silny wzrost presji płacowej. Obecne dane wskazują, że minimalne wynagrodzenia w ciągu roku wzrosną niemal dwa razy szybciej niż średnia płaca w Polsce, co będzie wymuszało na pracodawcach podnoszenie stawek za pracę – podsumowuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.