Przedsiębiorcy wygrywają z fiskusem: Możliwość zwrotu VAT za nadpłacone stawki przy sprzedaży dań na wynos

Przedsiębiorcy wygrywają z fiskusem walkę o zwrot VAT z tytułu stosowania 8 proc. zamiast 5 proc. stawki VAT przy sprzedaży dań na wynos. Na początku sierpnia 2024 r. jeden z dyrektorów krajowej izby skarbowej wycofał z NSA swoją skargę kasacyjną w tej sprawie.

Jeden produkt, trzy stawki VAT

Firmy z branży gastronomicznej od wielu lat borykają się z pewnego rodzaju chaosem prawnym jaki towarzyszy ich działalności w kwestii ustalania stawek opodatkowania podatkiem od towarów i usług. Dla przykładu, makaron podany w restauracji w ramach usługi gastronomicznej podlega 8 proc. stawce VAT, ale już ten sam makaron podany z owocami morza – 23 proc. Z kolei sprzedaż makaronu z krewetkami zapakowanego w pojemnik, przeznaczonego do samodzielnego odgrzania przez klienta w domu – traktowana jest jako dostawa towarów spożywczych i podlega tylko 5 proc. stawce VAT.

Taki sam schemat działalności, ale odmienna interpretacja ws. opodatkowania

Przedsiębiorcom w praktyce trudno jest się w tym połapać. Dochodziło nawet do sytuacji, gdy w niemal identycznych przypadkach fiskus wydawał odmienne rozstrzygnięcia. Tak było np. w sprawie z 4 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Po 292/19 (wyrok WSA w Poznaniu). Franczyzobiorca stosował stawki 5 proc. dla części posiłków sprzedawanych na wynos, czyli jak dla dostawy towarów, i 8 proc. dla części dań spożywanych w lokalu, czyli ze stawką dedykowaną dla sprzedaży usług.

Skąd wziął te stawki? Z interpretacji indywidualnej wydanej przez organ podatkowy dla swojego franczyzodawcy, czyli przedsiębiorcy, w oparciu o którego schemat sprzedaży swoją działalność prowadzi franczyzobiorca. Jednak w przypadku tego ostatniego fiskus stwierdził, że zaniżał on stawki opodatkowania VAT. Gdy przedsiębiorca podniósł argument oparcia się w ustalaniu stawek o interpretację indywidualną wydaną jego franczyzodawcy, organ podatkowy odpowiedział, że interpretacje podatkowe nie stanowią w Polsce źródeł prawa powszechnie obowiązującego, stąd ta, na którą powołuje się firma, nie jest wiążąca w jej sprawie.

Nie ważne co, ważne gdzie

Organ postanowił więc ocenić podatnika indywidualnie i uznał, że prowadzi on restaurację bez względu na to, czy sprzedaje w niej posiłki na miejscu czy na wynos. Jak argumentował, przy ustalaniu odpowiedniej stawki należy posłużyć się Polską Klasyfikacją Wyrobów i Usług. Stawkę 5 proc. VAT można stosować dla sprzedaży gotowych posiłków i dań sklasyfikowanych pod nr PKWiU 10.85.1. Natomiast aktywność przedsiębiorcy należy klasyfikować pod numerem PKWiU 56.10.1, jako usługi restauracji i pozostałych placówek gastronomicznych, i jako usługi opodatkować 8 proc. VAT. Nie ma znaczenia, czy firma zatrudnia kelnerów. Funkcję obsługową spełniają bowiem pracownicy lokalu przyjmujący zamówienia, dbający o czystość i odpowiadający na pytania klientów. Ci ostatni mogą korzystać z toalet, oświetlenia.

Decyduje ruch klienta

W wyroku z 22 kwietnia 2021 r., w sprawie J.K. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej w Katowicach, Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że o klasyfikacji czynności jako dostawy towaru czy sprzedaży usługi decyduje sam klient, a dokładniej – jego ostateczna decyzja co do tego, czy chce skorzystać z oferty lokalu wraz z obsługą, czy zabierze produkt do domu, z obsługi tej rezygnując (sygn. akt C-703/19). Wydawało się, że wyrok unijnego trybunału zakończy spory interpretacyjne przedsiębiorców z fiskusem.

Przedsiębiorca wystąpił o zwrot VAT w oparciu o wyrok TSUE

Pół roku po wydaniu ww. rozstrzygnięcia TSUE, i w oparciu o nie, w październiku 2021 r. jedna z polskich firm wystąpiła o zwrot nadpłaconego jej zdaniem VAT w latach 2016 i 2017. Obarczała wówczas sprzedaż posiłków na wynos (m.in. frytki, tortille oraz napoje) stawką VAT 8 proc., podczas gdy jak wynika z wyroku C-703/19 – należną była tylko stawka 5 proc.

Jednak organy podatkowe obu instancji stwierdziły, ze przedsiębiorca błędnie odczytuje wyrok TSUE nie jako wskazówkę interpretacyjną a instrument do zmiany stawki opodatkowania z 8 na 5 proc. Jednak niższa stawka jest przeznaczona dla towarów objętych określona klasyfikacją PKWiU, a także w drodze analogii do towarów o charakterze podobnym. Natomiast grupowanie PKWiU – „Gotowe posiłki i dania”, których sprzedaż podlega 5 proc. VAT, obejmuje przygotowane, przyprawione i ugotowane posiłki i dania, zamrożone lub w puszkach, pakowane próżniowo lub przy pomocy innej technologii opakowań ze zmodyfikowaną atmosferą, składające się co najmniej z dwóch różnych składników (z wyłączeniem przypraw itp.), nie przeznaczone do bezpośredniego spożycia, które zwykle są pakowane i etykietowane z przeznaczeniem na sprzedaż. Jednak pod tym grupowaniem nie identyfikuje się wskazanych przez przedsiębiorcę posiłków i napoi, ponieważ przygotowywane są one przez niego i oferowane w punktach gastronomicznych do spożycia na miejscu lub na wynos. Nie są produktami zamrożonymi czy pakowanymi próżniowo. Są przeznaczone do bezpośredniego spożycia, jako efekt końcowy usługi gastronomicznej (a zatem ze stawką 8 proc. VAT).

Dodatkowo, według organów zwrot VAT nie przysługuje, jeśli podatnik nie wykaże poniesienia straty finansowej, a o takowej nie ma mowy, skoro ciężar zapłaty ewentualnego wyższego podatku poniósł ostateczny nabywca produktu.

To fiskus źle interpretował wyrok trybunału

Wojewódzki sąd administracyjny orzekł, że to organy błędnie interpretują przedmiotowy wyrok unijnego trybunału, przepisy ustawy o VAT oraz dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, odwołując się przy identyfikacji podejmowanych przez podatnika czynności do klasyfikacji PKWiU czy PKD. Z wyroku wyraźnie wynika, że identyfikacji tego, czy działania podatnika stanowią dostawę gotowych dań, posiłków i napojów, czy stanowią usługę związaną z wyżywieniem, należy dokonywać z uwzględnieniem charakteru i zakresu usług towarzyszących dostawie gotowej żywności, oraz ostatecznego sposobu zakupu produktu przez klienta końcowego. Jeżeli nie zdecyduje się on na skorzystanie z zasobów materialnych i ludzkich udostępnionych przez przedsiębiorcę, zasoby te nie mają dla niego decydującego znaczenia i w tym przypadku należy uznać, że dostarczaniu żywności lub napojów nie towarzyszy żadna usługa wspomagająca, i że przedmiotową transakcję należy zaklasyfikować jako dostawę towarów (5 proc. VAT) [wyrok WSA w Poznaniu z 5 kwietnia 2023 r., sygn. akt I SA/Po 81/23].

Firmy gastronomiczne mogą domagać się zwrotu VAT

W lipcu 2023 r. dyrektor izby administracji skarbowej wniósł skargę kasacyjną od tego wyroku. Postanowieniem z 2 sierpnia 2024 r. Naczelny Sąd Administracyjny umorzył postępowanie kasacyjne (I FSK 1187/23), bo pismem z 23 lipca 2024 r. organ wycofał swoją skargę. Wygląda na to, że fiskus w końcu się poddał w obronie słuszności swojego stanowiska i teraz przedsiębiorcy z branży gastronomicznej będą mogli łatwiej dochodzić zwrotu VAT z tytułu odprowadzania zawyżonych stawek przy sprzedaży dań i napojów.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rozczarowanie sprzedażą detaliczną w Polsce – oznaka spowolnienia gospodarczego?

Początek tygodnia pod znakiem braku apetytu na ryzyko. Sprzedaż detaliczna w Polsce znacznie niżej od prognoz. Czy to kolejna oznaka pogorszenia w gospodarce? Dolar amerykański w relacji do euro odbija się od wsparcia na poziomie 1,0810. 

Risk off

Kolejny tydzień października rozpoczyna się od kiepskich nastrojów na rynkach, a dominującym scenariuszem jest risk off. Widać to szczególnie po spadkowych sesjach w USA, czy również dzisiejszej na niemieckim Dax-ie, który traci 0,35%. Nie inaczej jest z naszym rodzimym parkietem – WIG20 traci dzisiaj blisko 1%. Uwagę przykuwają również rosnące ceny złota, które jest blisko wyjścia na nowe ATH, czyli ponad poziom 2740. Skoro mowa o risk off, to nie może dziwić również sytuacja na PLN, który traci do głównych walut. W przypadku EUR/PLN wyszliśmy ponad 4,32, a na USD/PLN niebezpiecznie „flirtujemy” z kluczowym oporem na poziomie 4,00.

Konsument słabnie

Jeśli chodzi o polską gospodarkę, to dzisiaj pojawiło się kolejne rozczarowanie, tym razem ze zwyczajowo mocnej „gałęzi”, a mianowicie od strony konsumenta. Sprzedaż detaliczna za wrzesień okazała się sporym rozczarowaniem i wyniosła -2,2%, przy oczekiwaniach na poziomie 2,1%. To również znaczny spadek względem sierpnia, kiedy wynosiła 3,2%. Widzimy więc kolejny symptom pogorszenia się sytuacji gospodarczej w naszym kraju, po wczorajszym spadku produkcji przemysłowej czy niższej dynamice wynagrodzeń. W pewnym stopniu taka sytuacja była oczekiwana przez analityków. Przyczyny? Problemy gospodarcze naszego największego partnera handlowego, czyli Niemiec, gdzie mamy do czynienia z klimatami recesyjnymi. Spadek zamówień musiał znaleźć odzwierciedlenie również w przypadku naszej gospodarki. Teraz kluczowe będzie to, jak lokomotywa strefy euro poradzi sobie z kłopotami. Z pewnością na efekt obniżki stóp przez EBC trzeba jeszcze poczekać kilka miesięcy.

Co z tym USD

Winowajcą risk off na rynkach jest z pewnością umacniający się dolar amerykański. Początek tygodnia w relacji do euro stał pod znakiem testu wsparcia, jakie stanowiło minimum z ostatniego czwartku w okolicach 1,0810. Póki co próba pokonania zakończyła się fiaskiem i doszło do delikatnego odbicia w górę. Niemniej jednak nadal mamy scenariusz przedefiniowania polityk monetarnych Fed i EBC, który działa na korzyść USD. Mowa o zmianie, na bardziej ostrożne, podejścia do dalszego cięcia stóp przez amerykańskich decydentów. I odwrotną sytuację, a mianowicie konieczność szybszego luzowania przez europejskich decydentów w obliczu kłopotów gospodarczych w strefie euro. Do tego dochodzi kwestia na plus dla dolara amerykańskiego – sondaże, które wskazują większe prawdopodobieństwo wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich. Mimo że kandydat Republikanów ma przewagę, wyścig nadal pozostaje nierozstrzygnięty. Jednak fakt, że kandydatka Demokratów ostatnich dni nie może zaliczyć do udanych, jest niezaprzeczalny. Bądź co bądź czas do 5 listopada będzie nerwowy, a kolejne prezentowane sondaże mogą wywracać sytuację na rynku FX. Dzisiaj w kalendarzu, poza wystąpieniami członków Fed, decyzja Banku Węgier w sprawie stóp procentowych. Analitycy są zgodni, że nic się nie zmieni, co powinno dać wsparcie HUF.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Rynek obiektów handlowych w Polsce w I połowie 2024 r.

Z raportu Polskiej Rady Centrów Handlowych „Rynek obiektów handlowych w Polsce” wynika, że na koniec pierwszego półrocza 2024 r. powierzchnia polskich obiektów handlowych osiągnęła 13,5 mln mkw. GLA. Łącznie w pierwszej połowie 2024 r. przybyło 190 tys. mkw. GLA. W efekcie nasycenie powierzchnią handlową wyniosło 359 mkw. na 1000 mieszkańców.

W pierwszej połowie 2024 r. w Polsce otwarto 15 nowych obiektów handlowych, a kolejnych 5 zostało rozbudowanych lub zmodernizowanych. Na koniec czerwca 2024 r. nowoczesna powierzchnia handlowa osiągnęła wielkość 13,5 mln mkw. GLA. Nową podaż zdominowały obiekty otwarte w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców, dotyczy to 75% nowej powierzchni handlowej. W strukturze zasobów handlowych dominują centra handlowe, które odpowiadają za 80% nowoczesnej powierzchni handlowej. Rośnie udział parków handlowych, na które przypada 18% powierzchni handlowej, a 2% stanowią centra wyprzedażowe – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Największymi obiektami oddanymi do użytku w pierwszej połowie 2024 r. były: OTO Park Koszalin w Koszalinie (38 000 mkw. GLA), Galeria Starówka w Lesznie (15 200 mkw. GLA) oraz obiekt S1 w Bytomiu (14 000 mkw. GLA). W budowie, z datą otwarcia do końca 2024 r., jest obecnie 28 obiektów o łącznej powierzchni handlowej 270 tys. mkw. GLA.

Aktualnie, 52% powierzchni zasobów handlowych w Polsce znajduje się w 8 największych aglomeracjach, 24% w miastach pomiędzy 100-400 tysięcy mieszkańców, a 24% w miastach poniżej 100 tysięcy mieszkańców.

W pierwszej połowie 2024 r. rynek nieruchomości komercyjnych odnotował zauważalny wzrost aktywności inwestorów. Wartość transakcji wyniosła 1,7 mld euro, co stanowi wzrost o 76 proc., w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 r. W tym, wartość transakcji dotyczących nieruchomości handlowych wyniosła niemal 497 mln euro. Blisko 77% liczby transakcji w branży handlowej dotyczyło aktywów o wartość poniżej 20 mln euro – w większości parków handlowych położonych w mniejszych miastach. Największą, był zakup portfolio firmy Cromwell (łącznie 219 tys. mkw. GLA) za kwotę 285 mln euro przez czeski fundusz Star Capital Finance.

Bain: Popyt na baterie do aut elektrycznych wzrośnie czterokrotnie do 2030 r.

Wraz z coraz większą popularnością samochodów elektrycznych zapotrzebowanie na baterie wzrośnie czterokrotnie do 2030 roku, prognozuje firma doradcza Bain & Company. Nadal dominować będą ogniwa litowo-jonowe, ale branża intensywnie poszukuje nowych rozwiązań, które zwiększą zasięg i obniżą ceny aut elektrycznych.

Bain & Company szacuje, że sprzedaż samochodów elektrycznych będzie rosnąć w tempie 20 proc. rocznie i w 2030 roku osiągnie poziom 37 mln sztuk. To oznacza, że elektryki będą stanowiły 38 proc. nowo sprzedawanych aut wobec 12 proc. w 2023 roku. Wzrost produkcji pojazdów z napędem elektrycznym przełoży się na większy popyt na baterie, który w 2030 roku będzie się kształtować na poziomie 4,1 tys. GWh wobec 1 tys. GWh rocznie w 2023.

Przyszłość elektromobilności zależy od rozwoju baterii. Koszt wytworzenia baterii wprost przekłada się na cenę końcową samochodu, natomiast trwałość i wydajność akumulatorów jest bardzo ważna dla użytkowników i wpływa na decyzję o zmianie pojazdu na elektryczny – mówi Marcin Szczuka, partner Bain & Company.W ciągu sześciu lat samochody elektryczne staną się produktem masowym, co oznacza, że wzrośnie zapotrzebowanie na baterie.

Zdaniem ekspertów Bain & Company dominującą technologią pozostaną baterie litowo-jonowe. Producenci cały czas starają się poprawiać ich wydajność i obniżać koszty produkcji. Usprawnienia idą w kierunku zastosowania nowych związków chemicznych, innego kształtu ogniw i zmian w samej architekturze baterii. Przemysł motoryzacyjny szczególnie uważnie przygląda się rozwiązaniom integrującym ogniwa z podwoziem aut, wykorzystaniu znacznie tańszych suchych elektrod oraz systemów opartych na AI zarządzających bateriami i zwiększającymi ich trwałość.

Technologie LFP, NMC i recykling baterii

Baterie litowo-jonowe dzielą się na kilka podkategorii ze względu na materiał, z którego zbudowana jest katoda. Ponad 90 proc. produkowanych obecnie baterii litowo-jonowych to urządzenia NMC (niklowo-manganowo-kobaltowe) i LFP (litowo-żelazowo-fosforanowe).

Od 2018 roku na popularności zyskuje technologia LFP dzięki lepszej gęstości energii i niższym kosztom produkcji. Zdaniem ekspertów Bain & Company baterie LFP będą dominować w Chinach za sprawą rosnącego popytu na tańsze samochody elektryczne oraz dostępu do surowców naturalnych – fosforytu i żelaza, niezbędnych do produkcji tego typu baterii.

W Stanach Zjednoczonych i krajach Unii Europejskiej udział LFP w rynku również rośnie, jednak znacznie wolniej niż w Chinach. Na razie w Europie i USA praktycznie nie produkuje się tego typu ogniw, a ich import z Chin jest mało opłacalny z powodu wysokich ceł. Ponadto ta kategoria baterii ma gorszy profil recyklingowy. Uwaga producentów aut z Zachodu kieruje się zatem w stronę baterii NMC o niskiej zawartości kobaltu, które z powodzeniem zdobywają rynek.

Mimo lepszego profilu kosztowego spodziewamy się, że udział baterii LFP w globalnym rynku nie przekroczy 40 proc. – mówi Marcin Szczuka. – Geograficzny podział świata między chińskie samochody z bateriami LFP i amerykańskie lub europejskie z bateriami NMC utrzyma się do końca dekady.

W opinii Bain & Company udział w rynku innych kategorii baterii, które nadal znajdują się na etapie prototypów i produkcji pilotażowej, czyli ogniw ze stałym elektrolitem oraz sodowo-jonowych o wysokiej gęstości, pozostanie jednocyfrowy do 2030 roku.

Wraz ze wzrostem liczby zużytych baterii i wprowadzaniem nowych regulacji rósł będzie również popyt na technologie recyklingowe. Obecnie żadne rozwiązanie nie dominuje na rynku, a branża jest w fazie poszukiwań. Firmy eksperymentują natomiast z modelami biznesowymi, takimi jak wynajem baterii, aby zachować kontrolę nad odbiorem zużytych ogniw i recyklingiem.

W najbliższych lata na kierunek rozwoju produkcji baterii będą mieć wpływ takie czynniki jak rozwój technologii, regulacje i napięcia geopolityczne – dodaje Marcin Szczuka.

Europejski rynek IPO, po silnym pierwszym półroczu, odnotował istotny spadek aktywności w 3 kw. 2024 r.

IPO Watch: Europejski rynek IPO, po silnym pierwszym półroczu, odnotował istotny spadek aktywności w trzecim kwartale 2024 roku. W Warszawie sezon letni nie przyniósł nowych debiutów, a cała uwaga zwrócona była na IPO Żabki.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w trzecim kwartale 2024 r. wyniosła 0,3 mld euro (łącznie 8 debiutów). To spadek o 92% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (3,6 mld euro, łącznie 16 debiutów).

Spokojny trzeci kwartał na europejskim rynku IPO był spowodowany głównie niepewnością związaną z wyborami oraz zmianami regulacyjnymi. Jednak pomimo spokojnego lata, pod koniec trzeciego kwartału ogłoszono kilka “mega IPO” w Europie, które będą testować apetyt inwestorów w czwartym kwartale jak i w 2025 roku. Wśród nich debiut Żabki, jeden z największych debiutów w historii GPW, który miał miejsce 17 października  – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Podsumowanie III kwartału 2024 r. na GPW w Warszawie

W trzecim kwartale 2024 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowało pięć spółek –  wszystkie debiuty odbyły się na alternatywnym rynku NewConnect. Na rynku głównym w tym kwartale nadal nie pojawiły się żadne nowe spółki, natomiast ogłoszono planowane IPO Żabki, które zakończyło prawie roczne oczekiwanie na debiut na głównym parkiecie GPW. Debiut Żabki, który odbył się 17 października, stanowi jedną z największych ofert w historii GPW – po ustaleniu ceny akcji na maksymalnym poziomie, wartość oferty wyniosła 6,45 mld zł (1,5 mld euro, wyłączając opcję dodatkowego przydziału).

Łączna wartość przeprowadzonych na NewConnect ofert w trzecim kwartale 2024 roku wyniosła 24,9 mln zł (5,8 mln euro), co oznacza ponad trzykrotny wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku, kiedy przeprowadzono trzy IPO (także wszystkie na NewConnect) o łącznej wartości 7,7 mln zł (1,7 mln euro). Największymi debiutantami na NewConnect w trzecim kwartale 2024 roku były Mentzen S.A., spółka oferująca usługi księgowe, doradztwo podatkowe i prawne dla przedsiębiorstw, której oferta wyniosła 12,6 mln zł (2,9 mln euro) oraz Lichthund S.A., firma z branży gier wideo – wartość oferty wyniosła 6,8 mln zł (1,6 mln euro).

“Trzeci kwartał 2024 roku na GPW odbił się bez echa, ale różnił się od poprzednich tym, że w końcu zaczęto mówić o konkretach, czyli o IPO Żabki, na którą zwrócona była cała uwaga rynku. Bez wątpienia było to jedno z najbardziej oczekiwanych wydarzeń tego roku. Duże zainteresowanie ta transakcją jest pozytywnym znakiem wskazującym m.in. na to, że po stronie inwestorów jest kapitał oraz chęć jego zainwestowania w dobrze przygotowane i zarządzane aktywa, bez względu na branżę.  Warto przy tym podkreślić, że IPO tej skali wymaga gruntownego przygotowania po stronie emitenta i wysiłku włożonego w zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych. Należy zatem zachować ostrożność przy formułowaniu szybkich konkluzji i wniosków , że IPO Żabki automatycznie wywoła “efekt kuli śnieżnej” i czeka nas wysyp nowych transakcji. Natomiast mam nadzieję, że transakcja Żabki zainspiruje innych kandydatów do solidnych przygotowań do IPO i pozwoli realnie patrzeć na możliwości pozyskania dodatkowego kapitału (lub exitu) poprzez GPW”  – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor PwC Polska,  zespół ds. rynków kapitałowych.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w III kwartale 2024 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA”, na europejskim rynku IPO w trzecim kwartale 2024 roku odnotowano istotny spadek aktywności kontrastujący ze wzrostami odnotowanymi w I półroczu br. (spadek wartości IPO o 95% do 0,3 mld euro w porównaniu do 6,6 mld euro w II kwartale 2024 r.). Od lipca do września br. na europejskich giełdach zadebiutowało 8 spółek, w porównaniu z 23 debiutami w poprzednim kwartale oraz 16 debiutami w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wybory w Europie, nadchodzące wybory w USA oraz zmiany regulacyjne w Wielkiej Brytanii zakończone latem, przyczyniły się do zmniejszonej aktywności podczas sezonu letniego na rynku europejskim. Natomiast we wrześniu rozpoczęło się kilka dużych IPO, które przetestują apetyt inwestorów w czwartym kwartale 2024 roku co także przełoży się na ocenę dalszych możliwości przeprowadzenia transakcji na początku 2025 roku.  Wśród wspomnianych i rozpoczętych w trzecim kwartale dużych IPO, trzy z nich to spółki portfelowe funduszy private equity – Springer Nature (Frankfurt), Europastry (Madrid Stock Exchange – oferta została ostatecznie odwołana), oraz oferta Żabki z rodzimego rynku polskiego (zakończona debiutem 17 października).

Liczba oraz wartość ofert na europejskich rynkach w trzecim kwartale była najniższa od lat, jednak nie oznacza zupełnego zastoju aktywności w zakresie IPO. Mimo zmian regulacyjnych i kalendarza wyborczego, wrześniowe zapowiedzi dużych międzynarodowych IPO wskazują, że spółki oraz sponsorzy (przede wszystkim fundusze private equity) nie odłożyły planów debiutu, a poświęciły letnie miesiące na przygotowanie i finalizację transakcji. Uplasowane z sukcesem oferty i rosnąca wycena spółek (w dniu debiutu oraz po nim) będą miały z pewnością pozytywny wpływ na pobudzenie rynku IPO. Jednak ze względu na wciąż niezakończony kalendarz wyborczy na ten rok, zauważalny istotny wzrost aktywności i pojawienie się większej liczby emitentów na europejskich parkietach prawdopodobne jest raczej w przyszłym roku niż w końcówce 2024 r.” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska, zespół ds. rynków kapitałowych.

Aktywność na europejskim rynku IPO w III kwartale od 2020* r.Raport IPO Watch EMEA

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020*

Aktywność na europejskim rynku IPO

*Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 lipca do 30 września 2024 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

3 kwartał 2024 najgorszy dla emisji obligacji korporacyjnych, ale październik przynosi odbicie

W trzecim kwartale tego roku emitenci obligacji korporacyjnych przeprowadzili siedem publicznych emisji na kwotę niecałych 270 mln zł. Tym samym były to zdecydowanie trzy najsłabsze miesiące tego roku. Dla porównania w pierwszym kwartale emitenci pozyskali 760 mln zł, a w drugim 349 mln zł. W związku z porównywalnie niedużą kwotą emisji średni poziom redukcji wyniósł prawie 50 proc., a inwestorzy na obligacje przeznaczyli w sumie ponad 678 mln zł. A to więcej niż w całym drugim kwartale. 

Emisje zakończone w lipcu, sierpniu i wrześniu
Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (%) Liczba Inwestorów
Victoria Dom 50 4,95 3 lipiec 162,08 69,15 1257
PragmaGo 35 4,50 3 lipiec 97,50 64,10 1467
Best 25 4,50 5 sierpień 136,38 81,67 1424
Olivia Fin 49,98 4,70 4 sierpień 49,98 0,00 417
Best 40 4,20 5 sierpień 114,43 65,06 1368
Cavatina Holding 38,68 6,00 4 wrzesień 38,68 0,00 614
PragmaGo 30 3,50 3 sierpień 78,98 62,01 1341
SUMA 268,66       678,02 48,85 7888

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 30.08.2024 1 EUR = 4,2798 PLN).

Emisje na 268 mln zł vs zapisy na 678 mln zł

Te dane właściwie mówią wszystko – potencjalnym problemem nie jest jednak popyt a podaż. Emitenci rzadziej wychodzą z emisjami – w pierwszym kwartale przeprowadzili ich 17, w kolejnym już tylko 8. Część prospektów emisyjnych wygasa, a ogromna część potrzeb kapitałowych emitentów została zaspokojona przez te poprzednie. Nowych emitentów na rynku publicznych prospektów obligacji korporacyjnych na razie nie widać – ale „starzy” ponownie pokazują się na horyzoncie.

Październik „prawie” lepszy niż cały 3 kwartał

We wrześniu KNF zaakceptował dwa publiczne prospekty emisyjne. Jeden dla spółki z branży finansowej PragmaGo (wartość do 500 mln zł), a drugi dla największej w Polsce firmy windykacyjnej Kruk (wartość do 900 mln zł). Drugi z emitentów już w październiku wyszedł na rynek z emisją na 75 mln zł. A skoro mowa o emisjach październikowych już sam ten miesiąc będzie zbliżony do całego poprzedniego kwartału. Zakończyła się już emisja dewelopera komercyjnego Olivia Fin i to sporą redukcją pomimo zwiększenia kwoty emisji do 60 mln zł. Do tego dwie emisje kolejnych windykatorów Best i Kredyt Inkaso. Zatem na drugą połowę października mamy łącznie 4 emisje na kwotę 225 mln zł – czyli prawie tyle ile w całym trzecim kwartale.

Emisje październikowe
Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (%) Liczba inwestorów
Olivia Fin 60 4,40 4 październik 127,57 53,00 127,57
Kruk 75 3,00 5 październik
Best 60 3,80 5 październik
Kredyt Inkaso 30 4,20 4 październik
SUMA 225       127,57

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Poprzednie emisje publiczne tych emitentów bardzo często kończyły się sporymi redukcjami (ostatnia emisja Best 65 proc. redukcji, Kruka 75 proc. redukcji, Kredyt Inkaso w PLN 71 proc. redukcji). Jeżeli dołożymy do tego IPO Żabki, z którego po redukcji wynoszącej ponad 90 proc. do inwestorów indywidualnych wróciło około 3 mld zł, obrazek rysuje się jednoznaczny. Ostatni kwartał tego roku samym październikiem zbliżył się do kwoty, po którą wyszli emitenci obligacji korporacyjnych w poprzednich 3 miesiącach.

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Presja na euro: Słabe wskaźniki PMI dla Europy mogą wpłynąć na dalszy spadek kursu EUR/USD

W tym tygodniu kluczowe dane makro, na które może w większym stopniu reagować rynek, a głównie waluta euro, to wstępne wskaźnik PMI dla Europy. Prawdopodobnie potwierdzą one słabą kondycję gospodarczą całego regionu. Perspektywy gospodarcze dla strefy euro pozostają niepokojące. Wspólna waluta może ponownie znaleźć się pod presją spadkową.

Wskaźniki dla przemysłu wg prognoz mają się minimalnie poprawić, ale będzie to raczej obraz stabilizacji na bardzo niskich poziomach (Niemcy 40,8 pkt., strefa euro 45,3 pkt., Francja 45 pkt.). W przypadku usług, mimo, że PMI utrzymają się raczej powyżej bariery 50 pkt., trend spadkowy wciąż jest widoczny a spodziewana minimalna poprawa liczb nie zmieni dominującej tendencji. Ciężko zatem będzie znaleźć argument przemawiający za silniejszym euro. Słabe wyniki z pewnością nie będą stanowiły zachęty dla EBC do wstrzymywania się z obniżkami stóp a w przypadku rozczarowania spowodują raczej, że spekulacje dotyczące mocniejszego ruchu banku centralnego w grudniu po prostu wzrosną.

Dodatkowo poznamy wiele wypowiedzi ze strony przedstawicieli europejskiej instytucji, które mogą dostarczyć wskazówek co do dalszych działań instytucji. Głos dziś zabierze Christine Lagarde oraz Philip Lane. Jeśli wypowiedzi ich zabrzmią „gołębio”, rynek prawdopodobnie poczuje się utwierdzony w swoim sceptycyzmie wobec euro.

Dopóki będzie się utrzymywać duży rozdźwięk w danych makro pomiędzy strefą euro a USA, tak jak jest to widoczne obecnie, dopóty kurs EUR/USD będzie kierował się w dół. Rynek bowiem coraz mocniej będzie oczekiwał zdecydowanego łagodzenia warunków monetarnych ze strony EBC i jednoczesnego spowolnienia tempa „luzowania” ze strony Fed. Ta dywergencja, która jest widoczna od kilku tygodni, może wciąż wyznaczać kierunek południowy dla głównej pary walutowej. Z technicznego punktu widzenia, od końca września nie otrzymaliśmy żadnej korekty wzrostowej, więc takowa może pojawić się w krótkim terminie. Kluczowy w tym momencie jest poziom 1,08-1,0780 a następnie 1,07.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Kurs do nauki angielskiego online – najważniejsze cechy wartościowej platformy

Nauka angielskiego online – czym się kierować przy wyborze kursu?

Sprawne komunikowanie się po angielsku to jedna z najcenniejszych umiejętności – przydatna (a często wręcz niezbędna) zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Którą spośród platform do nauki języka angielskiego przez internet warto wypróbować? Zobacz, co wyróżnia najbardziej wartościowe kursy i programy!

  • Nauka angielskiego przez gry i zabawy daje przyjemność i satysfakcję, ale słabo rozwija umiejętności potrzebne do prawdziwej konwersacji.
  • Kurs powinien stopniowo podnosić stopień trudności, a nie nagradzać samo uruchamianie aplikacji i wypełnianie (zbyt) prostych zadań.
  • Pomocne w nauce angielskiego są narzędzia AI, sprawdzają się m.in. w planowaniu powtórek i tworzeniu kolejnych materiałów do opanowania.

Nie da się nauczyć języka angielskiego bez wysiłku. Jak podkreślają twórcy aplikacji Taalhammer, dostępnej na https://www.taalhammer.com/ – jednym z najważniejszych zadań jest przełamanie strachu przed rozmową. A nie da się tego osiągnąć, jeżeli zadania dla użytkownika są zbyt mało wymagające. W rzeczywistej sytuacji nie dostajesz podpowiedzi w postaci zbioru gotowych słówek do ułożenia w prawidłowej kolejności. Kurs ma tak budować umiejętności, by użytkownik poradził sobie z realnymi wyzwaniami.

Kolejne ćwiczenia i lekcje angielskiego online mają wykształcić pewność płynnego mówienia

Nauka języka obcego przez gry oraz zabawy to chwytliwy slogan. Platformy, które oferują „łatwe i przyjemne” zadania, często bazują na mechanizmie nagrody. Skutecznie angażują i motywują do codziennego wysiłku (a także wydawania dodatkowych pieniędzy), ale niekoniecznie dbają o postępy użytkowników. Trudno o wyraźny i odczuwalny progres, jeżeli bardzo długo przerabiasz praktycznie to samo. Takie metody nie sprzyjają zapisywaniu informacji w pamięci długotrwałej. Według specjalistów kolejne powtórki materiału serwowane przez dobry kurs angielskiego online powinny być coraz bardziej oddalone w czasie od siebie, aby zwiększąć tzw retencję.

Kolejna kwestia to czas poświęcany na naukę języka angielskiego. Wiele aplikacji zapewnia o skuteczności już przy 10 minutach dziennie. Tymczasem badania pokazują, że na opanowanie języka obcego potrzeba ok. 600–700 godzin. Jeśli uczysz się średnio kwadrans na dobę, osiągnięcie płynności wypowiezi po angielsku zajmie Ci ok. 6,5 roku – ale jeżeli zachowasz dyscyplinę i będziesz ćwiczyć 2 h dziennie, osiągniesz ten poziom w rok. Do uzyskania takich rezultatów w aplikacji potrzebne są między innymi:

  • algorytmy powtórek tzw Spaced Repetition;
  • rozbudowana baza przykładów: słów, zdań i zwrotów;
  • translator, który uwzględnia różne konteksty i intencje;
  • ćwiczenia ze słuchu;

Sztuczna inteligencja sprawia, że nauka języka angielskiego online staje się efektywniejsza

Ťczenie maszynowe stwarza niezwykłe możliwości. Już dziś dostępne są urządzenia, które są w stanie tłumaczyć wypowiedzi na żywo w wielu językach. Czy w dobie takich technologii nauka języków obcych ma jeszcze sens? Tak! Narzędzia AI nie są (jeszcze?) zdolne do rozwijania kompetencji miękkich, więc zdolności interpersonalne wręcz zyskają na znaczeniu. Podstawowe przewagi wykształconego człowieka nad bezdusznym sprzętem to:

  • empatia;
  • dopasowanie do kontekstu;
  • zrozumienie dla różnych perspektyw;
  • postępowanie w trudnych, złożonych sytuacjach.
  • zdolność do budowania rzeczywistych relacji.

Zwróć uwagę, że kurs angielskiego online może wykorzystywać AI do wspierania procesu nauki – np. poprzez łatwe rozszerzanie materiału, zaawansowane algorytmy powtórek, zamianę tekstu na mowę czy generowanie powiązanych treści. W ten sposób łatwo dodasz do aplikacji kolejne słówka, wyrażenia i całe dialogi, które pozwolą opanować samodzielnie stworzony moduł tematyczny. W taki sposób platforma Taalhammer zintegrowała różne technologie do wspierania nauki angielskiego online.

Hybryda – najbardziej efektywny model pracy w 2024

Model hybrydowy to najbardziej preferowany w Polsce model pracy (badanie Pracuj.pl). Ponad połowa pracowników (59 proc.) chciałoby realizować swoje obowiązki zawodowe zdalnie. Już dawno dla większości pracowników hybryda przestała oznaczać „okazjonalną pracę z domu”, ale określony wymiar pracy zdalnej oferowanej pracownikowi (najlepiej z możliwością swobodnego decydowania nie tylko o wymiarze, ale też dniach, w których praca będzie realizowana spoza biura).  Być może dlatego 74 proc. badanych wskazuje, że chętniej zaaplikuje na ofertę pracy, jeśli firma daje możliwość dowolnego ustalenia proporcji pomiędzy pracą zdalną a pracą z biura.

Badania jednocześnie wskazują, że 15% badanych Polaków deklaruje, że poszukują obecnie pracy z uwagi na to, że chcą pracować zdalnie, a ich obecny pracodawca tego nie umożliwia.

– Niezaprzeczalnie, zbieżny z preferencjami pracownika wymiar pracy zdalnej może motywować pracowników do pozostania w firmie. Odległy od tych preferencji model może z kolei być bodźcem do szukania nowej pracy – zauważa Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska. Potwierdzają to badania Pracuj.pl, z których wynika, że 1 na 5 kandydatów wskazuje, że odpowiedni tryb pracy jest dla nich najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzję o aplikowaniu do danego pracodawcy.

Pracodawcy bacznie obserwują zmieniające się trendy na rynku pracy i preferencje pracowników, oceniając zasadność wyboru modelu pracy przez pryzmat efektywności. Według najnowszych badań przeprowadzonych przez WFH Research praca w pełni zdalna może prowadzić do spadku produktywności nawet o 10-20 procent. Analizując wyniki pracowników w dużej firmie, która przed pandemią korzystała zarówno z biurowych, jak i zdalnych centrów obsługi telefonicznej, odkryto, że gdy całe przedsiębiorstwo przeniosło się na zdalną pracę z powodu pandemii, liczba połączeń spadła o 8 procent. W przypadku hybrydowego modelu pracy, aż 67 proc. pracowników zgłasza poprawę i wzrost produktywności. Dodatkowo 30 porc. z nich wykonuje większą ilość zadań w tym samym czasie, a 24 proc. tę samą ilość obowiązków, ale w krótszym czasie.

Hybrydowy model pracy staje się popularnym rozwiązaniem, zwłaszcza wśród dynamicznie rozwijających się firm. Mimo to 69 proc. przedsiębiorstw woli tradycyjną pracę z biura. Warto zauważyć, że 67 proc. firm korzystających z modelu hybrydowego oszczędza rocznie 11,000 dolarów na pracownika (WFH Research). Dodatkowo środowisko hybrydowe redukuje potrzebę przestrzeni roboczej o 40 proc. i zmniejsza rotację pracowników o 12 proc.

W obliczu tych danych, pytanie o przyszłość pracy staje się kluczowe. Wybór między pracą zdalną a biurową niewątpliwie niesie ze sobą unikalne wyzwania i perspektywy, które kształtują efektywność pracownika.

Nie da się ukryć, że wciąż więcej pracowników w Polsce preferuje model hybrydowy niż jest pracodawców, którzy go oferują. I dlatego oferty dające tę możliwość będą zbierać więcej aplikacji od kandydatów. Zarządzanie hybrydowymi zespołami często stwarza wyzwania dla pracodawców, z którymi muszą mierzyć się na co dzień takie jak; utrudniona współpraca i budowanie relacji w zespole, czy brak wspólnego poczucia sensu i celu. Kluczowe zatem jest wykształcenie nowych praktyk zarządzania. W Polsce 73% firm wprowadziło zasady dotyczące pracy hybrydowej, ale 20% z pracowników nie jest zadowolonych z obowiązujących regulacji. Wdrażanie odpowiednich norm to kluczowy element ułatwiający zarządzanie hybrydowymi zespołami.

Przyszłość pracy zdalnej w Polsce i za granicą będzie kształtować elastyczność. Badania wskazują, że 2 dni w biurze i 3 dni zdalnie to najbardziej preferowany model. Warto jednak dostosować aktywności do miejsca pracy, ponieważ 41% pracowników uznaje pracę indywidualną za bardziej efektywną zdalnie.

Badanie EY: wykorzystanie GenAI w miejscu pracy rośnie lawinowo

Wyniki najnowszej edycji badania EY – Work Reimagined Study – wskazują, że już 75% osób wykorzystywało w swojej pracy narzędzia bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji. Tylko w przeciągu roku ten odsetek urósł aż o 53 punkty procentowe. Rozwarstwienie widoczne jest jednak nie tylko na poziomie branżowym, ale również pokoleniowym. Jako intensywnych użytkowników tej technologii identyfikuje się 27% badanych milenialsów i tylko 7% baby boomers. Podobne dysproporcje obserwowane są również w obszarze gotowości do zmiany miejsca zatrudnienia. Podczas gdy 38% osób wyraża chęć podjęcia takiej decyzji w perspektywie najbliższych 12 miesięcy (wzrost r/r o 4 pkt. proc.), to przedstawiciele najmłodszych pokoleń są 1,8 razy bardziej otwarci niż bardziej doświadczeni pracownicy.

Wyniki corocznego badania EY – Work Reimagined Study – wskazują, że na poziomie pracowniczym korzystanie z narzędzi bazujących na generatywnej sztucznej inteligencji staje się zjawiskiem powszechnym. W przeciągu roku odsetek osób deklarujących wykorzystanie GenAI w ich obowiązkach wzrósł aż o 53 punkty procentowe – z 22% do 75%. Najwyższy wskaźnik osiągnięto w branży technologicznej (90%), a najniższy w sektorze publicznym (60%).

Szczególnie interesujący jest fakt, że to pracodawcy mają bardziej optymistyczne podejście do GenAI niż pracownicy. Co więcej, różnice w kluczowych kategoriach przekraczają 20 punktów procentowych. W przypadku produktywności to 22 pkt. proc. (75% vs. 53%), a w obszarze pozytywnego wpływu na możliwość większej koncentracji na zadaniach o charakterze strategicznym – 21 pkt. proc. (71% vs. 52%). Pokazuje to, że pracownicy chociaż oswajają się z samą technologią, to wciąż nie są w stanie dostrzec w niej długofalowych korzyści. Szczególne trudności mogą mieć z tym najbardziej doświadczone osoby. Podczas gdy 27% ankietowanych przedstawicieli pokolenia Y postrzega siebie jako intensywnych użytkowników GenAI, to w gronie baby boomers ten odsetek wynosi 7%.

– Z perspektywy pracowników w przeciągu roku status narzędzi bazujących na generatywnej sztucznej inteligencji zmienił się z ciekawostki w element przynajmniej okazjonalnie obecny w ich biurowym życiu. Należy spodziewać się, że za kolejnych 12 miesięcy sporadyczny zmieni się w powszechny, a w dalszej perspektywie – stały. Popularyzacja tej technologii nie zawsze jednak idzie w parze z przeświadczeniem, że przyniesie ona realne korzyści. Po stronie firm pozostaje więc jeszcze znacząca praca do wykonania, aby zatrudnione osoby nie tylko miały dostęp do GenAI, ale również wiedziały, jak z tych narzędzi korzystać. W szczególności te działania powinny być skierowane do doświadczonych pracowników, dla których użytkowanie najnowszych rozwiązań technologicznych jest mniej naturalne niż dla młodszych generacji – mówi Artur Miernik, Partner w EY Polska, Lider zespołu People Consulting.

Rośnie chęć do zmiany pracy

Różnice pokoleniowe widoczne są nie tylko w wykorzystywaniu technologii, ale również w podejściu do potencjalnej zmiany miejsca zatrudnienia. Ogółem gotowość do podjęcia takiej decyzji w perspektywie najbliższego roku deklaruje 38% ankietowanych. W porównaniu r/r to wzrost o 4 punkty procentowe. W przypadku najmłodszych pokoleń (Z i Y) ten odsetek wynosi 40%. Dla najstarszej – baby boomers – 23%.

Zmiana biznesowego otoczenia najczęściej odbyłaby się w ramach jednego sektora (26%). Niewiele niższy odsetek respondentów – 25% – wskazał na możliwość zmiany gałęzi gospodarki, w której działa ich przyszły, potencjalny pracodawca. Założenie własnej firmy zadeklarowało 20% badanych. Taki sam procent ankietowanych planuje zostać GIGerami.

Wśród przyczyn najczęściej wymieniana była chęć uzyskania wyższego wynagrodzenia (39%) oraz bardziej atrakcyjna ścieżka zawodowa (35%). Co jednak ciekawe, niezwykle zbliżony odsetek badanych (34%) wskazał na lepsze programy z zakresu well-beingu.

Różne podejście do benefitów

Ostatnie lata stały pod znakiem upowszechnienia się narzędzi technologicznych umożliwiających pracę w modelu w pełni lub częściowo zdalnym. Obecnie jednak coraz większą uwagę przekłada się do samej kultury organizacyjnej, jej spójności oraz różnorodności. Pracownicy pragną się dowiedzieć nie „jak”, a „dlaczego” firma działa w określony sposób.

Co nie może dziwić, pracodawcy prezentują zdecydowanie bardziej optymistyczne podejście niż pracownicy w procesie ewaluacji zmiany kultury organizacyjnej. W 2024 roku pozytywnie na to pytanie odpowiedziało 80% przedstawicieli firm i jedynie 57% zatrudnionych osób. Tak znacząca różnica może częściowo wynikać z finalnego poczucia w firmach, że praca w modelu zdalnym nie musi przekładać się na spadek produktywności. Co więcej to sami pracownicy chętniej i częściej chcieliby wykonywać pracę wyłącznie stacjonarnie. W przypadku pracowników biurowych taką gotowość zadeklarowało 28% badanych, a wśród przedstawicieli firm ten odsetek wyniósł 14%.

Upowszechnienie się pracy zdalnej wpłynęło również na listę pożądanych benefitów. W wielu aspektach oczekiwania pracowników i gotowość pracodawców są do siebie jednak zbliżone. Największe różnice widoczne są w zakresie zajęć pozwalających zdobywać nowe kompetencje (7 pkt. proc. – preferencja pracodawców) oraz funduszy wyrównujących wzrost kosztów życia (8 pkt. proc. – w przypadku pracowników). Co jednak ciekawe na tę ostatnią kategorię wskazało aż 46% przedstawicieli baby boomers (najwyższy wynik w tej grupie) oraz pokolenia X – 37% (drugi najwyższy wynik). Dla porównania wśród generacji Z ten odsetek wyniósł 24%, a milenialsów – 30%.

– Z perspektywy pracodawców trudniej wyobrazić sobie bardziej dynamiczny okres niż ostatnie pięć lat. Skutkiem pandemii była technologiczna rewolucja, która wraz z rozwojem sztucznej inteligencji wyłącznie przyspiesza. Co więcej ostatnie miesiące stały pod znakiem wyraźnych wzrostów inflacyjnych, przekładających się na koszty życia. Do przeszłości odchodzi też postrzeganie pracowników jako jednolitej grupy, gdyż w firmach następuje coraz większe przecinanie się pokoleń. W efekcie pracodawcy muszą całkowicie przemodelować swoje strategie w podejściu do pozyskiwania i utrzymywania talentów, w tym również w kwestii benefitów, które ulegają większej personalizacji – podsumowuje Wioletta Marciniak-Mierzwa, starsza menedżerka w zespole People Consulting.

O badaniu
Piąta edycja globalnego badania EY – Work Reimagined Survey – została przeprowadzona na grupie 17 350 pracowników i 1 595 firm zatrudniających przynajmniej 500 osób. Reprezentowali oni 27 sektorów rynku i 23 obszary geograficzne z obu Ameryk, Azji-Pacyfiku, Europy, Bliskiego Wschodu, Indii oraz Afryki.

Stabilizacja czy już stagnacja? Dane GUS o budownictwie mieszkaniowym w okresie styczeń-wrzesień 2024

Wrześniowe dane GUS o budownictwie mieszkaniowym w Polsce są słodko – gorzkie. Dwie największe grupy podmiotów budujących w Polsce mieszkania i domy – firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe, pomimo braku jasnych deklaracji ze strony rządzących jaka polityki mieszkaniowej będzie w najbliższych latach realizowana, spokojnie ‘robią swoje’. Oznak ożywienia oczywiście nie widać i mimo że to niezwykle racjonalne zachowanie w kontekście niższych wyników sprzedaży z ostatnich miesięcy – to gorzka konkluzja dla branż powiązanych z budownictwem. Jednocześnie zarówno firmy deweloperskie, jak i gospodarstwa domowe (inwestorzy indywidualni) w okresie styczeń – wrzesień zdecydowały się rozpocząć budowę znacznie większej liczby lokali mieszkalnych niż w dwóch poprzednich latach. I to optymistyczna (słodka) część konkluzji.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań oddanych do użytku w Polsce we wrześniu była delikatnie wyższa niż miesiąc wcześniej i niemal taka sama jak rok wcześniej. We wrześniu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 16,6 tys. lokali, czyli o 2% więcej niż rok temu i o 14% więcej niż w sierpniu br. Deweloperzy oddali w ramach tej puli 11,1 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 31% w porównaniu do sierpnia i 4% więcej w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku. Trzeba jednak pamiętać, że wynik z poprzedniego miesiąca był najgorszym sierpniowym wynikiem od ośmiu lat więc ponad trzydziestoprocentowy wzrost nie jest sensacyjnie dobry i świadczy jedynie o powrocie do normalności. Firmy deweloperskie odpowiadają za aż 67% wszystkich oddanych do użytku we wrześniu lokali mieszkalnych. W sytuacji wyraźnie lepszych niż w sierpniu wyników firm deweloperskich, we wrześniu zmniejszył udział w ogólnej liczbie oddawanych lokali – domów budowanych przez inwestorów indywidualnych (z 37% do 32%). W porównaniu do września 2023 roku, gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę większej o 5% liczby domów/mieszkań ale w porównanie z poprzednim miesiącem o 3% mniej. A trzeba pamiętać, że również w tej grupie inwestorów wynik sierpniowy był słaby.

Optymizmu wynikającego z porównania danych GUS miesiąc do miesiąca niekorzystną nie potwierdzają dane prezentowane w formie narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. Do końca września firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 89,6 tys. mieszkań i domów czyli o prawie 8% mniej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni 51,6 tys. lokali, tj. o 15% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku. Te wyniki nie powinny jednak zaskakiwać szczególnie w przypadku firm deweloperskich ponieważ są efektem liczby budów rozpoczętych w 2022 roku. Co warte odnotowania w 2023 roku GUS odnotował najniższe wolumeny rozpoczynanych budów dlatego należy się spodziewać, że dopiero rok 2025 przyniesie spektakularne spadki w odniesieniu do liczby lokali oddawanych do użytkowania.GUS o budownictwie mieszkaniowym

Wrześniowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę przyniosły gorsze efekty niż w sierpniu. Pomimo tego, wyniki w tej kategorii należy uznać za stabilne i świadczące o dużej racjonalności podmiotów planujących realizację domów i mieszkań. Wiemy z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wyraźnie przekracza liczbę rozpoczynanych w analogicznych okresach budów, co oznacza istnienie znacznej nadwyżki pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości dostarczania na rynek nowej podaży w szczególności przez firmy deweloperskie. Dodatkowo, należy pamiętać że od 1 sierpnia obowiązują nowe warunki techniczne jakim powinny odpowiadać nowe budynki i ich usytuowanie. Zmiana ta z pewnością wpłynie na projektowanie i opłacalność realizacji budynków wielorodzinnych, dlatego firmy deweloperskie koncentrują się na złożeniu wniosku o pozwolenie na warunkach obowiązujących przed nowelizacją rozporządzenia o warunkach technicznych. W efekcie w końcówce roku możemy obserwować dalszy spadek aktywności firm deweloperskich w tym zakresie a w efekcie zmniejszającą się liczbę uzyskanych pozwoleń.

Łączna liczba pozwoleń wydanych we wrześniu wyniosła prawie 23 tys., z czego 16,1 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 6,8 tys. inwestorzy indywidualni. Zatem suma wrześniowych pozwoleń była o 10% niższa niż w sierpniu. W porównaniu do września sprzed roku, liczba pozwoleń na budowę spadła o zaledwie 0,5%. W przeciwieństwie do wyników sierpniowych tym razem to gospodarstwa domowe a nie firmy deweloperskie wykazały w tej kategorii większą niż rok wcześniej aktywność.

 

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie od początku roku do końca września (narastająco), jest znacząco wyższa niż rok temu. Do końca września deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 154,4 tys. mieszkań i domów (o 34,4% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 60,3 tys. (o 11,2% więcej).

GUS o budownictwie mieszkaniowym

Wrześniowe statystyki rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na stabilizację na poziomie 19-20 tys. (z lekką tendencją do spadku w kolejnych miesiącach). Wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły we wrześniu budowy 19,2 tys. lokali mieszkalnych czyli o 3% mniej niż w sierpniu i o 1 % więcej niż we wrześniu 2024 roku. Delikatny wzrost w stosunku do poprzedniego roku to przede wszystkim efekt działań podejmowanych przez gospodarstwa domowe, które rozpoczęły budowę większej liczby lokali – w stosunku do sierpnia br. o 1%,  a w stosunku do września ubiegłego roku o o 5%.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi prawie 38 tys. co oznacza, że 17% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Ten wynik nie byłby niepokojący gdyby nie fakt, że w pierwszych dziewięciu miesiącach roku inwestorzy indywidualni rozpoczęli większą od uzyskanych pozwoleń liczbę budów. Było to możliwe dzięki nadwyżce pozwoleń z lat poprzednich, co należy ocenić pozytywnie. W tym kontekście, jako zaskakujące (a może nawet niepokojące) należy odczytać wyniki firm deweloperskich, które od początku 2024 roku odłożyły 24% uzyskanych pozwoleń. Oznacza to, że w skali całego kraju nadwyżka pozwoleń nad rozpoczynanymi przez deweloperów budowami, systematycznie się powiększa. Kiedy jednak porównamy liczby pozwoleń uzyskanych przez deweloperów w ostatnich 12 miesiącach z rozpoczynanymi w tym samym czasie budowami okazuje się że w porównaniu do dwóch poprzednich lat sytuacja nieznacznie się poprawia. W kontekście niepewności co do kształtu polityki mieszkaniowej rządu w najbliższych latach ten fakt zaskakuje i świadczy o dużej dojrzałości i niezależności od uwarunkowań politycznych rynku mieszkaniowego w Polsce.GUS o budownictwie mieszkaniowym 3Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

Inwestycje mieszkaniowe w Polsce hamują, ale nie zatrzymują się – we wrześniu rozpoczęto budowę prawie 12 tys. mieszkań

Najnowsze dane GUS potwierdzają wcześniejsze przypuszczenia analityków, które mówiły o stopniowym wyhamowywaniu i oznakach stabilizacji w zakresie nowych inwestycji. Nadal jednak uruchamiane są nowe inwestycje i zdobywane pozwolenia.

We wrześniu br., deweloperzy rozpoczęli budowę 11 795 nowych mieszkań, przy średniej wynoszącej w pierwszych dziewięciu miesiącach roku 12 997 nowych lokali na miesiąc.

Nowo rozpoczynane inwestycje

Po bardzo silnym pierwszy kwartale, w którym aktywność inwestycyjna była napędzana m.in. dobrą koniunkturą związaną z funkcjonowaniem Bezpiecznego Kredytu 2 proc., z kwartału na kwartał obserwujemy powolne osłabienie podaży nowych inwestycji.

Na nieco większą wstrzemięźliwość w zakresie wprowadzania nowych projektów wpływa przede wszystkim aktualna wysoka oferta dostępnych mieszkań oraz niepewność w zakresie przyszłego kształtowania się popytu.

– Wydaje się, że w przypadku braku istotnej zmiany okoliczności rynkowych, takich jak spadek poziomu stóp procentowych i idącego za tym faktem zwiększenia dostępność kredytowej, liczba nowych inwestycji będzie ulegać dalszemu, powolnemu kurczeniu, ale nie powinna spać do poziomów niższych niż średnia ok. 10 tys. wprowadzeń na miesiąc – uważa Patyk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Pozwolenia na budowę…

Inwestorzy wciąż nie tracą zainteresowania uzyskiwaniem nowych pozwoleń na budowę. Ich liczba we wrześniu pozostała na stabilnym, relatywnie wysokim poziomie, obejmującym zgodę na realizację 16 122 lokali. Jest to wynik o 45,9 proc. lepszy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

…i na użytkowanie

Jedyna dana, która przedstawia regres w stosunku do zeszłego roku, dotyczy mieszkań oddanych do użytkowania. Jest to pokłosie załamania nowych inwestycji, które obserwowaliśmy przez cały 2022 i na początku 2023 roku. W związku z faktem, że proces budowy trwa około dwóch lat, kończące się dziś przedsięwzięcia rozpoczynały się właśnie w okresie dołka inwestycyjnego, stąd obniżenie wolumenu lokali oddawanych do użytkowania.

– Już teraz z pewnością możemy stwierdzić, że bieżący rok będzie pod tym względem najsłabszy od 2019 r. – komentuje Patryk Kozierkiewicz.

Dolar dalej mocny

Dolar amerykański odrabia straty do euro z końcówki ubiegłego tygodnia. Poznaliśmy pakiet danych z krajowej gospodarki: inflację producencką, produkcję przemysłową i dynamikę wynagrodzeń. Spokojny początek na rynkach, wystąpienia członków Fed w centrum uwagi. 

Test 1,08?

W piątek widzieliśmy lekkie osłabienie USD do EUR, a kurs powolnymi krokami zbliżał się do poziomu 1,0870. Dzisiaj jednak sytuacja się odwraca, a główna para walutowa świata wraca do spadków. Przynajmniej na ten moment wygląda na to, że będziemy świadkami testu wsparcia na 1,08. Trwający tydzień będzie dość ubogi pod względem danych makro, więc w głowach inwestorów nadal mocny pozostanie raport z rynku pracy czy choćby wyższa sprzedaż detaliczna z USA. Takie dane dają pożywkę dla scenariusza tylko minimalnego dostosowania polityki monetarnej na kolejnym posiedzeniu Fed (cięcie o 25 pkt bazowych). Poza tym pojawia się nawet opcja braku ruchu, która póki co ma minimalną szansę realizacji. Jednak, gdyby dane ze Stanów nadal pozytywnie zaskakiwały, nie jest to wcale wykluczone. Taka sytuacja będzie wpływać pozytywnie na USD, który od momentu cięcia stóp w USA o 50 pkt bazowych o dziwo nie traci, a zyskuje. Warto dodać, że w tym samym czasie rynek dyskontuje też większą liczbę obniżek stóp w strefie euro, co wpływa niekorzystnie na EUR.

Gorzej od prognoz

Pusty kalendarz makro nie dotyczy dzisiaj krajowej gospodarki, na temat której pojawiło się kilka publikacji. Zawiódł odczyt produkcji przemysłowej, wynik -0,3% we wrześniu był znacznie niższy od oczekiwań analityków (0,2%). Nieco niższa okazała się też dynamika wynagrodzeń we wrześniu 10,3% vs 11,1%. Również dzisiaj nastąpiła publikacja inflacji producenckiej, która pogłębia wartości ujemne i wyniosła -6,3% (w poprzednim miesiącu wynik był nieco wyższy -5,5%). Zwyczajowo ceny producentów są drogowskazem tego, co wydarzy się z inflacją konsumencką w niedalekiej przyszłości. Trudno jednak powiedzieć, że te dane w jakiś sposób wpłynęły na złotego, który dzisiaj jest zakładnikiem tego, co dzieje się na głównej parze walutowej świata. Kierunek południowy na edku wpływa na odwrót od rynków wschodzących, który dotyczy nie tylko PLN, ale również innych walut z tego koszyka takich jak HUF czy CZK.

Wypowiedzi członków Fed

Początek tygodnia rozpoczął się w dość średnich nastrojach, po doniesieniach z Bliskiego Wschodu o ataku Hezbollahu w okolicach willi premiera Izraela. Na rynkach znów można odczuć strach przed eskalacją konfliktu, widoczny choćby na notowaniach ropy naftowej (+1,5%) i złota (ponad 2730 za uncję), które znów rosną. Ostatnie dni przebiegały pod znakiem uspokajania sytuacji w tym rejonie świata. Nowe medialne doniesienia mogą znów spowodować, że będzie się mówić o odwecie Izraela i możliwych celach, nawet w Iranie. Słychać też głosy, że szczególnie Amerykanie pilnują, by Tel Awiw nie podejmował nerwowych ruchów, które mogą doprowadzić do regularnej wojny z Teheranem. Dzisiaj również na giełdach tendencja spadkowa, mimo że Bank Ludowy Chin obniżył nieco koszt pieniądza. Pobudzanie gospodarki w największej fabryce świata wcześniej stanowiło pozytywny impuls dla handlu. Tym razem jednak takowego nie ma, w związku z tym, że zmiana była oczekiwana i dość niewielka (o 25 pkt bazowych). W dość ubogim dziś kalendarzu wydarzeń makroekonomicznych warte uwagi pozostają wypowiedzi członków Fed, którzy mogą rzucić nieco światła na dalsze ruchy na stopach procentowych w USA.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Dolar zyskuje na rynkowych wycenach wygranej Trumpa

Ścieżka najmniejszego oporu dla dolara wiedzie wciąż w górę. Wspierają go silne odczyty gospodarcze i rynkowe wątpliwości dotyczące skali i harmonogramu przyszłych cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej. Polski złoty nie uciekł od globalnych trendów i stracił 1% wobec amerykańskiej waluty.

Kluczowe punkty:

  • PLN ponownie słabszy, przeszkadzają globalne trendy.
  • USD zyskuje na zakładach za wygraną Trumpa.
  • Dane ekonomiczne z USA sugerują, że gospodarka rośnie.
  • EBC obniżył stopy, Lagarde sugeruje kolejne cięcia.
  • Inflacja w Wlk. Brytanii spadła poniżej celu Banku Anglii.

Raporty ekonomiczne z USA w dalszym ciągu zaskakują w górę, a polityczne podenerwowanie głównie wspiera dolara jako safe haven. Podczas gdy wiele walut G10 zakończyło tydzień na niemal niezmienionym poziomie, przez wzrost obaw o poprawę szans Trumpa znacznie straciły waluty rynków wschodzących, szczególnie Ameryki Łacińskiej.

W miarę jak będziemy zbliżać się do dnia wyborów prezydenckich w USA, sondaże i platformy bukmacherskie będą coraz mocniej wpływać na rynek walutowy – odgrywając rolę taką samą lub jeszcze istotniejszą niż kluczowe raporty ekonomiczne i decyzje banków centralnych. Jedyną znaczącą publikacją będą w tym tygodniu wstępne wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej z różnych krajów. Najważniejsze będą te dla strefy euro, które w ubiegłym miesiącu pokazały, że jej gospodarka jest na krawędzi recesji, i które są właściwie jedynym mającym znaczenie aktualnym wskaźnikiem aktywności gospodarczej. Poza tym inwestorzy będą uważnie śledzić polityczne prognozy, by przekonać się, czy Trump utrzyma lepsze wyniki. Wydaje się, że ma obecnie przewagę w większości swing states, jest ona jednak niewielka.

PLN

Złoty pozostaje uwikłany w globalne trendy. Jako waluta o wysokiej becie doświadczył wyprzedaży względem większości walut rynków wschodzących i pozostałych walut regionu, ulegając sile dolara, względem którego stracił 1%. Słabsze argumenty za rozluźnieniem polityki monetarnej w USA i coraz silniejsze za tym w strefie euro ciążyły kursowi EUR/USD, ciągnąc w dół również złotego. W parze z referencyjnym euro trzyma się on jednak póki co nieźle i pozostaje od wielu miesięcy w trendzie bocznym.

Inwestorzy w zasadzie zignorowali krajowe odczyty. Wysoka inflacja oznacza, że nie ma tematu cięć stóp w tym roku – rynek przygotowuje się na obniżki w 2025 r. Ostatnie miesięczne dane dotyczące rachunku obrotów bieżących wzbudziły jednak zaskoczenie – deficyty są w szerokim kontekście lekko negatywną informacją dla złotego. Ten tydzień przyniesie wiele odczytów, spośród których najważniejsza będzie sprzedaż detaliczna (wtorek 22.10), będąca kluczowym proxy dla konsumpcji. Na polską walutę najsilniej powinny jednak wpływać informacje spoza kraju. W nadchodzących tygodniach wybory prezydenckie w USA wystawią na próbę wspomniany wielomiesięczny trend boczny kursu EUR/PLN. Szanse Trumpa na wygraną wydają się rosnąć, co nie jest dobrą wiadomością dla złotego.

EUR

Europejski Bank Centralny w ubiegłym tygodniu zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe. Komunikaty towarzyszące decyzji sugerują, że na jego poglądy wpłynęły kiepskie dane ekonomiczne ze strefy euro i oznaki, że inflacja wróciła do celu. Prezeska Christine Lagarde w dalszym ciągu podkreślała, że kolejne cięcia będą zależne od danych, rynki nie są jednak co do tego przekonane i wyceniają niemal w pełni obniżki na kilku kolejnych posiedzeniach, nie wykluczając przy tym możliwość ruchu o 50 pb.

Biorąc pod uwagę skalę ruchu na rynku stopy procentowej, euro radziło sobie raczej dobrze, kończąc tydzień niewielkim spadkiem względem podobnych walut, co może oznaczać, że ubija dno. Pogląd ten zostanie wystawiony na próbę w czwartek (24.10), kiedy opublikowane zostaną wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej, które są obecnie na granicy sygnalizowania kurczenia się gospodarki strefy euro.

USD

Handel powiązany z wyborami prezydenckimi w USA stał się już jasny: rynki spodziewają się, że wygrana Trumpa będzie oznaczała silną aprecjację dolara ze względu na większy protekcjonizm i perspektywy niższych podatków, wygrana Harris zaś oznaczałaby ograniczone spadki waluty z uwagi na mniejszą rynkową i geopolityczną niepewność. Ruchy waluty są teraz uzależnione od zmian w sondażach w większym stopniu niż od drugorzędowych danych z ubiegłego tygodnia, mimo że rysują one obraz silnej gospodarki, której daleko do recesji.

Ten tydzień będzie drugim z rzędu bez kluczowych raportów ekonomicznych z USA, handel będzie więc zależał przede wszystkim z jednej strony od sondaży i zakładów bukmacherskich, z drugiej zaś od komunikatów Rezerwy Federalnej. Będziemy wypatrywać kolejnych sygnałów jastrzębiości banku – oficjele FOMC wydają się obecnie przekonywać rynki, że od teraz stopy procentowe w USA będą obniżane w bardziej stopniowym tempie.

GBP

Funt osiąga nowe ośmioletnie maksima względem euro – wspierają go silne dane gospodarcze i stopniowe rozwiewanie się obaw dotyczących konfliktów handlowych z największym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii, czyli UE. Ubiegłotygodniowy raport inflacyjny za wrzesień pokazał niższą od oczekiwań inflację, dane dotyczące zatrudnienia i płac w sierpniu i wrześniu pozostały jednak dość silne, a sprzedaż detaliczna była w ubiegłym miesiącu znacznie powyżej oczekiwań i potwierdziła odporność krajowych wydatków konsumenckich.

O ile pozytywne argumenty za siłą funta pozostają w mocy, o tyle dostrzegamy zwiększone ryzyko dla waluty w najbliższym czasie. Zeszłotygodniowe dane inflacyjne nie dość, że niemal gwarantują kolejne cięcie stóp procentowych w listopadzie, to zwiększają też ryzyko gołębiego zwrotu w retoryce banku. Październikowe ogłoszenie budżetu – pierwsze za tej kadencji nowego rządu Partii Pracy – również może doprowadzić do wyprzedaży funta, jeśli planowane podwyżki podatków pójdą dalej, niż obecnie oczekuje rynek.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

PIGMiUR: nastroje w branży rolnej znowu w dół

O 0,11 proc. obniżyła się – w stosunku do kwietnia tego roku – wartość indeksu nastrojów oraz obecnej i przewidywanej koniunktury w branży maszyn rolniczych w Polsce – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). O pogorszeniu się nastrojów świadczyć może m.in. dalsze ograniczanie inwestycji w sprzęt przez rolników, czego wynikiem jest spadek sprzedaży maszyn towarzyszących na poziomie 30 a nawet 40 proc. Główne przyczyny tego stanu rzeczy wskazane w badaniu PIGMiUR to np. pogarszająca się dochodowość w rolnictwie, wprowadzenie zielonego ładu i brak dostępnych subwencji do inwestycji w innowacyjne rozwiązania i maszyny.

Jak pokazuje najnowszy, cykliczny, raport PIGMiUR o stanie nastrojów oraz obecnej i przewidywanej koniunkturze w branży maszyn rolniczych w Polsce, atmosfera w tym sektorze pozostaje nadal na niskim poziomie, a w stosunku do poprzedniego takiego badania nawet jeszcze się lekko pogarsza. – Na przełomie sierpnia i września wartość wskaźnika nastrojów i koniunktury spadła poniżej -3 punktów, i to mimo niewielkiego wzrostu wiosną. Potwierdza to utrzymywanie się negatywnych nastrojów wśród przedsiębiorców rolnych – przyznaje Hubert Seliwiak z Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR).

Lekki spadek nastrojów w ciągu blisko pół roku: rolnicy wciąż ograniczają inwestycje

Obecna wartość tego indeksu to dokładnie -3,39 wobec -3,28 uzyskanego z badania, jakie PIGMiUR przeprowadziła w kwietniu 2024 roku, a więc jeszcze na stosunkowo długo przed tegorocznymi zbiorami.

– Rolnicy wciąż ograniczają inwestycje, czego wynikiem jest spadek sprzedaży tzw. maszyn towarzyszących na poziomie 30 a nawet 40 proc – przeczytać można w raporcie PIGMiUR. Według bowiem oficjalnych danych, na rynku nowych ciągników, w okresie od stycznia do sierpnia br., PIGMiUR notuje tu spadek rejestracji o 17 proc. w stosunku do 2023 roku. W drugiej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką stanowią przyczepy, spadek ten wynosi nawet więcej, bo aż 18 proc. – Wskazywanym przez członków Izby tego powodem jest spadek zainteresowania rolników inwestycjami w maszyny – stwierdzają autorzy raportu.

Pogarsza się dochodowość i przedłuża się rozpatrywanie wniosków o dofinansowanie

Zwracają przy tym uwagę, że ograniczenia w tych inwestycjach wynikają z pogarszającej się dochodowości w rolnictwie, wprowadzenia zielonego ładu i braku dostępnych subwencji do inwestycji w innowacyjne rozwiązania i maszyny.

– Przedłużający się proces rozpatrywania wniosków o dofinansowanie w ramach PROW (Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich) 2014-2020 czy dodatkowo Rolnictwo 4.0 ogranicza sprzedaż firm branży maszyn rolniczych – wskazuje w raporcie PIGMiUR. Według Izby, należy tu jeszcze wymienić czynniki zewnętrzne, które już od dłuższego czasu wpływają na postawy przedsiębiorców. – To przede wszystkim wojna w Ukrainie, drastyczny wzrost cen nawozów, energii, paliw, niestabilna sytuacja cenowa dotycząca płodów rolnych i wreszcie ich import ze wschodu. To wszystko sprawia, że już drugi rok z rzędu rolnicy czekają na lepsze i pewniejsze czasy, wstrzymują się z inwestycjami i ograniczają je tylko do tych niezbędnych – stwierdzają autorzy badania nastrojów i koniunktury w branży maszyn rolniczych.

35 procentowy spadek sprzedaży i rosnące zapasy wyrobów gotowych potęgują nastroje pesymistyczne, resztę „dokłada” m.in. administracja państwowa

Jak zauważają, bezpośrednio przekłada się to na sytuację przedsiębiorców z branży maszyn rolniczych. – Wielu z nich przypomina tu kryzys w tym sektorze w 2016 roku, podkreślając duży, bo aż 35 proc., spadek sprzedaży, ale przy znacznie niższych kosztach. Obecne koszty działalności są bowiem znacznie wyższe, a te dotyczące finansowania działalności, w tym również magazynów maszyn, na poziomie 8-9 proc. w skali roku, znacznie wpływają na finansowe obciążenie działalności firm sektora rolno spożywczego – tłumaczy w badaniu PIGMiUR, dodając, że spadek sprzedaży i zwiększające się zapasy wyrobów gotowych potęgują jeszcze pesymistyczne nastroje wśród przedsiębiorców co do kolejnych miesięcy.

Badanie PIGMiUR obejmuje też pełną ocenę innych obszarów działalności przedsiębiorców rolnych np. podejścia administracji państwowej do prowadzenia biznesu w kraju. – Niestety tu aż dwie trzecie przedsiębiorców (67,4 proc.) uważa, że warunki, jakie stwarzają władze, nie sprzyjają do prowadzenia działalności gospodarczej – stwierdzają autorzy raportu PIGMiUR.

Podobnie negatywne oceny uzyskali, pytając ankietowanych o tempo obsługi wniosków w PROW 2014-2020, gdzie na prośbę o ocenę tempa obsługi wniosków w ramach tego programu autorzy raportu PIGMiUR uzyskali średnią ocenę 2,06 w skali od jednego do pięciu, gdzie pięć była najbardziej pozytywną, a jeden najbardziej negatywną.

– Tempo i jakość rozpatrywania wniosków jest ważna nie tylko dla rolników, ale również dla przedsiębiorców, tym bardziej, że dla zdecydowanej większości z nich środki płynące do rolników w ramach PROW na zakup nowych maszyn rolniczych były bardzo ważnym źródłem finansowania zakupów – przyznaje PIGMiUR.

I tak np. na zadane pytanie: „Na ile istotne dla działalności Państwa firmy były i są środki płynące do rolników w ramach PROW na zakup nowych maszyn rolniczych?” uzyskali średnią ocenę 4,02 w skali od jednego do pięciu, gdzie ocena jeden oznacza w ogóle nieistotne, a ocean 5 bardzo istotne. – Widać więc wyraźnie, jakie znaczenie mają skierowane do przedsiębiorców rolnych programy, i w związku z tym, w jakim stopniu możliwość korzystania z nich wpływa na ich działalność – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Coraz ciemniej rysuje się przyszłość

Według niego te wszystkie czynniki powodują, że ankietowani patrzą w przyszłość raczej w coraz ciemniejszych barwach.

– Z badania wynika też, że znacznie spadł odsetek przedsiębiorców, którzy przewidują poprawę koniunktury w branży. Znaczna większość z nich uważa bowiem, że nie ulegnie ona w ogóle zmianie i liczy na to, że przynajmniej się nie pogorszy – zaznacza Hubert Seliwiak.

Podobny schemat odpowiedzi PIGMiUR odnotowuje w pytaniu dotyczącym sprzedaży w firmach. – Tu także spada odsetek tych, którzy spodziewają się poprawy, a rośnie odsetek odpowiedzi neutralnych. Odpowiedzi negatywnych pozostaje mniej więcej na tym samym poziomie – dzieli się wynikami badania w tym obszarze Hubert Seliwiak. Dodaje przy tym, że spadek pozytywnych odpowiedzi w dwóch poprzednich pytaniach oraz wzrost wskazań w pytaniu o plany inwestycyjne na odpowiedź „nie planowałem i nie planuję żadnych inwestycji” w konsekwencji przełożył się na niewielki, ale jednak, spadek ogólnej wartości indeksu nastrojów w branży.

– Niestety, tak jak wynika z najnowszego naszego badania, takie same odczucia można zaobserwować w bezpośrednich rozmowach z przedsiębiorcami. Wszyscy oni odczuwają kryzys i złą koniunkturę. Trudno niestety wskazać, kiedy sytuacja ta się zmieni, wielu z nich  przewiduje jednak, że rok 2025 nadal będzie kryzysowym dla branży – prognozują autorzy raportu PIGMiUR.

Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych przeprowadziła badanie dotyczące nastrojów oraz obecnej i przewidywanej koniunktury w branży maszyn rolniczych na przełomie sierpnia i września tego roku. – Jest ono cykliczne, powtarzane co pół roku i przeprowadzane od czerwca 2014 roku. Jego efektem jest wartość liczbowa – indeks, który obrazuje nastroje panujące w branży rolnej (maszyn i urządzeń rolniczych), wśród przedsiębiorców, bo to oni biorą udział w badaniu – wyjaśnia Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany administracyjne, księgowe i podatkowe w 3 kw. 2024 r.

11 ważnych zmian regulacyjnych dla prowadzenia biznesu w Polsce, w tym aż siedem korzystnych. To bilans trzeciego kwartału bieżącego roku ujęty w Polskim Barometrze TMF Group, przygotowanym przez ekspertów globalnej firmy specjalizującej się w świadczeniu usług zgodności i administracyjnych ze 125 biurami w 87 jurysdykcjach podatkowych, w tym z dwoma biurami w Polsce.

Polski Barometr TMF Group to opracowanie zespołu firmy pracującego na co dzień w biurach w Katowicach i w Warszawie, zawierające istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany księgowe i podatkowe oraz administracyjne. W opracowaniu podsumowującym trzeci kwartał br. eksperci zestawili zmiany i propozycje zmian korzystne dla prowadzenia firm oraz te zwiększające kompleksowość w tym zakresie.

W najnowszym Barometrze TMF Group przeważają znacznie (siedem z 11) zmiany pozytywne dla firm.

Wśród nich znajdziemy kasowy PIT, a więc możliwości rozliczania przychodów i kosztów przez przedsiębiorców prowadzących samodzielnie działalność gospodarczą dopiero po otrzymaniu płatności przez kontrahenta. Zmiana wejdzie w życie od 1 stycznia 2025 roku. Obecnie przedsiębiorcy, którzy wystawią fakturę kontrahentowi muszą zapłacić podatek nawet wtedy, gdy druga strona nie wywiąże się ze zobowiązania lub zrobi to długo po terminie.

„Ta opcja rozliczeń będzie dla przedsiębiorców dobrowolna. Będą mogły z niej skorzystać również osoby rozpoczynające działalność gospodarczą. Ograniczenie jest jedno – w przypadku już prowadzonej działalności przychody z działalności w poprzednim roku podatkowym nie mogą przekroczyć kwoty 250 tys. euro.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group, współautor Barometru.

Jako pozytywną zmianę w przepisach autorzy Barometru wskazują również podniesienie limitów prowadzenia działalności nierejestrowej, a więc takiej która nie wymaga rejestracji w CEIDG, urzędzie skarbowym, a także GUS-ie. Limit wynosi obecnie 3,225 zł miesięcznie.

Eksperci polskiego oddziału TMF Group wskazują również, że w Sejmie znajduje się poselski projekt ustawy o ograniczeniu biurokracji i barier prawnych. Ustawa zawiera m.in. rozwiązanie, zgodnie z którym każda osoba fizyczna mogłaby skorzystać z uproszczonego rozwiązania prowadzenia działalności, jeśli przychód roczny z tej działalności nie przekroczyłby 9-krotności kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę i która nie prowadziła działalności gospodarczej w ciągu ostatnich 24 miesięcy.

„Jeżeli ten pomysł zostałby wdrożony to byłaby to duża szansa dla osób zakładających firmy, które bez zbędnych obciążeń i formalności chcą zweryfikować czy ich pomysł na biznes jest dochodowy.” – mówi Magdalena Grzegorczyk.

Za pozytyw dla prowadzenia biznesu autorzy Barometru uznali również projekt rozporządzenia z sierpnia br. przedłużenia do końca 2026 roku zwolnienia z obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży za pomocą kas fiskalnych. Zwolnienie dotyczy szerokiej grupy przedsiębiorców (choć w nowym projekcie wykluczono z tej możliwości niektórych z nich – jak np. sprzedawców wyrobów z konopi), a limitem zwolnienia jest poziom sprzedaży nie przekraczający 20 tys. złotych miesięcznie.

„Przedłużenie zwolnienia z konieczności korzystania z kas fiskalnych to uproszczenie dla przedsiębiorców, szczególnie rozpoczynających działalność, którzy nie będą musieli ponosić kosztu zakupu urządzenia. Mimo ograniczeń w zwolnieniu postrzegamy to działanie jako sprzyjające prowadzeniu biznesu w Polsce.” – dodaje Daria Cyrek, ekspert TMF Group, współautor Barometru.

Z kolei zarządy firm składających sprawozdania finansowe powinny zdaniem autorów Barometru być zadowolone z uchwały podjętej w lipcu br. przez Komitet Standardów Rachunkowości (KSR) o przyjęciu zaktualizowanego KSR nr 2 „Podatek Dochodowy”. Zmiany dotyczą objaśnienia zasad ujmowania, wyceny i prezentacji należności i zobowiązań z tytułu podatku dochodowego oraz aktywów i rezerw z tytułu odroczonego podatku dochodowego, którego podatnikiem jest jednostka, a także zasad ujawniania informacji ich dotyczących w sprawozdaniach finansowych.

„Wprowadzane zmiany zapewnią kompletność i zgodność zapisów podatkowych z wprowadzonymi zmianami w ustawie o rachunkowości, jak i w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Standard wejdzie w życie po raz pierwszy dla sprawozdań finansowych sporządzonych za rok obrotowy rozpoczynający się po 1 stycznia 2025 roku z możliwością wcześniejszego zastosowania.” – mówi Magdalena Grzegorczyk.

Przedsiębiorców zapewne ucieszą też pozytywne zmiany planowane w urzędach skarbowych, Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) i Punkcie Informacji.

Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) rozpoczęła wdrażanie szeregu zmian mających ułatwić życie podatnikom. Od łatwiejszych płatności kartami w urzędach skarbowych, przez łatwiejszy kontakt (już od początku października działa jeden numer ogólnopolskiej infolinii), po klarowne instrukcje wypełniania złożonych dokumentów. Zapowiadane są również zmiany w obszarze platformy PUESC (platformy wymiany informacji drogą elektroniczną pomiędzy KAS i klientami KAS we wskazanym zakresie tematycznym). Będą one dotyczyć m. in. e-Decyzji akcyzowych, e-Decyzji celnych i systemu e-Granica.

Natomiast w ramach CEiDG m.in. ma zostać stworzone miejsca do publikacji informacji o spółce cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca podlegający wpisowi do CEIDG, wprowadzona możliwość składania wniosków o wpis tylko w elektroniczny sposób, rezygnując z wersji papierowej czy zapewniony dostęp do danych zawartych w rejestrze oraz realizacja usług przez przedsiębiorców z wykorzystaniem aplikacji mObywatel.

W trzecim kwartale nie zabrakło też zmian, które mogą stanowić wyzwanie dla prowadzących firmy w Polsce.

Planowane zmiany w zakresie ulgi IP Box mogą zmartwić m.in. programistów. Ci z ulgi dającej możliwość korzystania z 5 proc. stawki opodatkowania dochodu mogą korzystać od 2019 roku. Z ogólnikowych założeń planowanych zmian w uldze, opublikowanych w sierpniu tego roku na stronach rządowych wynika, że warunkiem skorzystania z niskiego progu opodatkowania może być wymóg zatrudnienia pracowników.

„Większość uprawnionych do skorzystania z ulgi zostałaby jej pozbawiona, ze względu na brak zatrudniania pracowników. To zła wiadomość dla całej rzeszy programistów korzystających z ulgi. Zmiany miałyby natomiast wejść dopiero w 2026 roku.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk.

Z dodatkowymi wyzwaniami muszą liczyć się również już od sierpnia br. importerzy żelaza, stali, aluminium, nawozów, cementu, energii elektrycznej i wodoru, którzy będą zobligowani do pełnego raportowania o emisjach gazów cieplarnianych związanych z produkcją importowanych towarów.

Drugi kwartał br. był ostatnim okresem przejściowym, w którym możliwe było uproszczone raportowanie obejmujące towary objęte mechanizmem CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), a także wykorzystanie w raportach domyślnych wartości emisji gazów cieplarnianych związanych z ich produkcją, opublikowanych przez Komisję Europejską (np. kiedy importer nie mógł uzyskać informacji o rzeczywistej wartości emisji).

Zwiększyć koszty prowadzenia biznesu może również nowelizacja kodeksu pracy dotycząca stażu pracy. Opublikowany w lipcu br. projekt nowelizacji w tym zakresie zakłada wliczanie do okresu zatrudnienia m.in. okresu prowadzenia pozarolniczej działalności, wykonywania umowy zlecenia czy udokumentowanego, przebytego za granicą okresu innej niż zatrudnienie działalności zarobkowej.

„Proponowane zmiany choć korzystne dla pracownika, zwiększą jednak koszty pracy, wpłyną na okres wypowiedzenia i umożliwią szybsze nabywanie prawa do dłuższego urlopu. Pracodawcy będą musieli uwzględnić dodatkowy staż pracy przy wypłatach odpraw, dodatków i nagród jubileuszowych, co zwiększy ich obciążenia finansowe.” – tłumaczy Anna Jendo, ekspert TMF Group, współautorka Barometru.

W opracowaniu znajdziemy również informację o zmianie wysokości grzywien grożących za przestępstwa skarbowe i wykroczenia skarbowe, które są powiązane z wysokością minimalnego wynagrodzenia za pracę. Maksymalna grzywna za przestępstwo skarbowe może sięgnąć obecnie blisko 42 tys. złotych.

„Barometr za trzeci kwartał br. wypada korzystnie dla przedsiębiorców, lepiej niż pierwsze sześć miesięcy tego roku. Większość wprowadzonych i proponowanych zmian sprzyja uproszczeniu prowadzenia biznesu. Za takimi uproszczeniami idą zwykle realne korzyści w postaci niższych kosztów prowadzenia działalności operacyjnej.” – podsumowuje Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

Rekordowa passa złota trwa

  • Rynek surowców notował drugą z rzędu tygodniową stratę, niwelując połowę silnych wzrostów z poprzednich czterech tygodni.
  • Zróżnicowane wyniki: spadki w sektorze energii, metali przemysłowych i zbóż; wzrosty w sektorze metali szlachetnych i towarów miękkich.
  • Rekordowa hossa złota trwa, wspierana popytem ze strony inwestorów szukających ochrony przed licznymi niepewnościami.
  • Ropa naftowa, olej napędowy i gaz ziemny odnotowywały gwałtowne spadki z powodu słabego popytu, pomimo ryzyk geopolitycznych po stronie podaży.

Sektor towarowy odnotował drugą z rzędu tygodniową stratę, tracąc przy tym połowę wcześniejszych zysków, które wyniosły 10% w ciągu poprzednich czterech tygodni. Wtedy to pierwsze cięcie stóp procentowych w USA, nadzieje związane ze stymulacją w Chinach, zaostrzenie napięć na Bliskim Wschodzie oraz obawy dotyczące pogody w Brazylii przyczyniły się do wzrostu indeksu Bloomberg Commodity Total Return do pięciomiesięcznego maksimum. Od tamtej pory pozytywny wpływ tych czynników na ceny osłabł, a silne dane gospodarcze z USA zmniejszyły oczekiwania co do czasu, tempa i głębokości nadchodzących cięć stóp procentowych. Rynki stały się również coraz bardziej odporne na wiadomości związane z trwającą wojną Izraela z grupami wspieranymi przez Iran w Gazie i Libanie.

W Chinach wprowadzono szereg działań mających na celu złagodzenie polityki gospodarczej, głównie wspierających rynek nieruchomości i sektor bankowy, które początkowo spotkały się z pozytywnym przyjęciem i przyczyniły się do znacznych wzrostów na chińskim rynku akcji oraz w surowcach zależnych od Chin, takich jak miedź i ruda żelaza. Jednak w ciągu ostatnich kilku tygodni więcej niż połowa tych zysków została już zredukowana, a traderzy coraz bardziej kwestionują skalę i tempo ogłoszonych inicjatyw. Mimo że nastąpiła wyraźna zmiana w polityce na rzecz osiągnięcia celu wzrostu na poziomie 5%, te wzrosty — na razie — wyglądają na krótkotrwałe odbicia. Może się to zmienić, jeśli polityka fiskalna zostanie bardziej bezpośrednio skierowana na wspieranie konsumpcji, która, obok spadających cen nieruchomości, pozostaje jednym z kluczowych czynników hamujących wzrost gospodarczy w Chinach.

wykres 1

Po silnym rajdzie z zeszłego miesiąca, który przyniósł zyski we wszystkich sektorach, wyniki stały się znacznie bardziej zróżnicowane, szczególnie w minionym tygodniu, w którym osłabienie w sektorze energii, metali przemysłowych i zbóż zostało tylko częściowo zrekompensowane przez wzrosty w sektorze metali szlachetnych, z rekordowymi notowaniami cen złota. Ogólnie rzecz biorąc, indeks Bloomberg Commodity Total Return, który śledzi wyniki 24 głównych rynków futures i jest replikowany przez kilka funduszy notowanych na giełdzie, spadł o 1,8% w poprzednim tygodniu, co zmniejszyło zysk od początku roku do 4,5%.

Rekordowy rajd złota trwa, a po kolejnej płytkiej korekcie w połowie miesiąca, która przyciągnęła kupujących przed poziomem 2600 USD, cena przekroczyła 2700 USD, osiągając szósty rekordowy poziom w tym roku. Rynek metali szlachetnych doświadczył bezprecedensowego silnego trendu wzrostowego w minionym roku, a zarówno złoto, jak i srebro wzrosły o ponad 30% od początku roku, przy czym podczas tego długotrwałego rajdu, który na obecnym etapie nie wykazuje oznak zakończenia miały miejsce jedynie drobne korekty.

Wzrostowe czynniki w tym okresie są liczne — od ryzyka niestabilności fiskalnej i niepewności związanej z wyborami prezydenckimi w USA po atrakcyjność złota jako bezpiecznej przystani, napięcia geopolityczne oraz dedolaryzację. A teraz także cięcia stóp procentowych — nie tylko ze strony Fedu, ale również innych banków centralnych — obniżają koszt posiadania inwestycji nie generujących odsetek, takich jak złoto i srebro. To może prowadzić do zwiększonego popytu na fundusze ETF oparte na złocie ze strony niedoinwestowanych menadżerów zarządzających aktywami, zwłaszcza na Zachodzie, którzy od momentu rozpoczęcia agresywnych podwyżek stóp przez FOMC w 2022 roku do maja byli sprzedawcami netto.

Utrzymujący się popyt na metale inwestycyjne w tym czasie spowodował, przynajmniej na ten moment, rozbicie standardowej odwrotnej korelacji między złotem a dolarem. Najnowszym przykładem jest brak negatywnej reakcji złota na wzrost indeksu dolara Bloomberg o 2,5% od początku września — w okresie, w którym zmniejszono przewidywania dotyczące czasu, tempa i głębokości przyszłych cięć stóp procentowych w USA w obliczu utrzymującej się siły danych gospodarczych z USA.

tabela 1

Po wzroście o prawie 40% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, nie ma wątpliwości, że wielu potencjalnych inwestorów waha się przed perspektywą płacenia rekordowych cen, ale strach przed przegapieniem kontynuacji rajdu ostatecznie zmusza wielu do zaangażowania się. Po osiągnięciu rekordowych cen, zdolność do prognozowania następnego poziomu coraz bardziej opiera się na zgadywaniu i grze w podawanie okrągłych liczb, przy czym kolejnym głównym celem dla złota jest 3 000 USD, a dla srebra 35 USD.

W minionym tygodniu sondaż wśród delegatów z całego świata uczestniczących w corocznym zjeździe London Bullion Market Association przewidział wyższe ceny za rok dla złota, srebra, platyny i palladu. Oczekuje się, że cena złota wzrośnie o około 10% do 2 917,40 USD za uncję do końca października przyszłego roku, podczas gdy delegaci, podobnie jak my w Saxo, mieli bardzo zdecydowane zdanie na temat srebra, przewidując wzrost o ponad 40% do osiągnięcia poziomu 45 USD za uncję. Eksperci zauważają, że popyt przemysłowy nadal napędza deficyty na rynku, podczas gdy podaż z kopalń ma trudności, by nadążyć.

wykres 2

Wskaźnik złota do miedzi to miara finansowa, która odzwierciedla względną siłę obu surowców. W tym przykładzie wykorzystujemy miedź LME, która obecnie jest handlowana w okolicach 9 600 USD za tonę. Wskaźnik ten dostarcza informacji o różnych warunkach gospodarczych, w tym inflacji, oczekiwaniach wzrostu oraz ogólnym nastawieniu do ryzyka na rynku. Trwający rok rajd złota i niedawna korekta miedzi spowodowały spadek wskaźnika do 3,52, co jest poziomem, który obserwowaliśmy ostatnio w 2020 roku podczas pandemii, kiedy ceny miedzi tymczasowo spadły, a złoto zyskało na wartości w obliczu obaw związanych z inflacją napędzaną stymulacją.

Wcześniej wskaźnik był tak niski tylko po kryzysie finansowym w 2008 roku, kiedy obawy o recesję i inflację przez krótki czas kierowały oba metale w przeciwnych kierunkach. Chociaż miedź stała się coraz bardziej związana z popytem ze strony Chin, gdzie konsumowane jest około 50% globalnej podaży, spadający wskaźnik sygnalizuje potencjalne problemy gospodarcze i ogólny wysoki poziom niepewności.

wykres 3

Po powrocie do poziomu 4,30 USD i ponownym znalezieniu wsparcia w tym zakresie, co odzwierciedla środkowy poziom obserwowany od czerwca, krótkoterminowe perspektywy dla miedzi będą nadal zależały od wiadomości o stymulacji w Chinach, a także od spekulacji rynkowych dotyczących czasu, tempa i głębokości przyszłych cięć stóp procentowych w USA. Nasza optymistyczna długoterminowa prognoza pozostaje bez zmian, bazując na solidnym popycie, szczególnie w kontekście transformacji energetycznej. Ów popyt może prowadzić potencjalnie do niedoborów w obliczu trudności górników w zwiększaniu podaży przy wyższych kosztach surowców, niższej jakości rudy, zmian klimatycznych oraz rosnących kosztów regulacyjnych i interwencji rządowej. Ogólnie rzecz biorąc, trend wzrostowy od dołka pandemii w 2020 roku wydaje się dobrze ugruntowany i wymagałby zamknięcia tygodniowego poniżej 4 USD, by sytuacja uległa zmianie.

Straty w sektorze towarowym w ubiegłym tygodniu dotyczyły głównie sektora energii, gdzie ropa naftowa, olej napędowy i gaz ziemny doświadczyły znacznych spadków w obliczu rozczarowania dotychczasowymi wysiłkami Chin na rzecz stymulacji popytu oraz ostrzeżenia IEA o rosnącym ryzyku przewyższenia podaży nad popytem w przyszłym roku. Dzieje się to w momencie, gdy OPEC+ stara się zwiększyć podaż ropy na już przesyconym rynku, w obliczu słabego popytu. Elektryfikacja świata nadal wpływa na zapotrzebowanie na olej napędowy i benzynę, a dodatkowo ogólnie słabe perspektywy wzrostu wśród niektórych największych krajów konsumpcyjnych oraz rosnąca produkcja ze strony państw nienależących do OPEC+ pogłębiają problem.

Premia ryzyka związana z potencjalnym zakłóceniem dostaw w przypadku ataku Izraela na irańską infrastrukturę energetyczną podlega wahaniom. Wynika to z faktu, że słabe czynniki fundamentalne tłumią chęć traderów do podejmowania znaczących zakładów. Wiedzą oni bowiem, że mogą ponieść straty, jeśli taki scenariusz się nie zrealizuje. Pewne, choć jak dotąd ograniczone wsparcie pojawiło się przed weekendem po zabiciu lidera Hamasu w Gazie oraz po tym, jak chińskie dane gospodarcze pokazały niepewne oznaki poprawy. Dodatkowo, spadek zapasów ropy w USA poza sezonem przedłużył się do czwartego tygodnia, podczas gdy zapasy benzyny spadły do najniższego poziomu od niemal dwóch lat.

Po nieudanej próbie przebicia się powyżej 200-dniowej średniej kroczącej, obecnie na poziomie 81,60 USD, ropa Brent, globalny benchmark, powróciła do handlu w okolicach połowy 70 USD, co jest obecnie uważane za poziom neutralny. W ciągu ostatnich dwóch lat Brent jest handlowana w zasadzie w trendzie bocznym, a główne wydarzenia znaczące dla cen w tym czasie zasadniczo się równoważyły. Pozostawia to traderów z pytaniem, co będzie potrzebne, by ten impas przerwać. W nadchodzącym roku kierunek rozwoju rynku zostanie określony przez kilka kluczowych czynników, takich jak tempo elektryfikacji — zwłaszcza w Chinach, które zbliżają się do szczytowego popytu na benzynę i olej napędowy; wpływ obniżek stóp procentowych na aktywność gospodarczą; zdolność OPEC do zarządzania wzrostem produkcji bez obniżania cen; oraz rozwój sytuacji geopolitycznej.

wykres 4

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo

Polskie firmy finansowe inwestują w AI, przewyższając inne sektory w adaptacji nowych technologii

Badanie EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – wskazuje, że chociaż 86% firm z branży finansowej w Polsce potwierdza że proces digitalizacji ich organizacji posiada wysoki lub bardzo wysoki priorytet to w zakresie motywacji ten sektor różni się od innych gałęzi gospodarki. Aż 39% ankietowanych jako główną przyczynę do działania wskazało konkurencję – przewyższając rynkową średnią aż o 10 pkt. procentowych (29%). Proces cyfryzacji definiowany jest zaś przez zmniejszanie kosztów, na co wskazuje 50% badanych firm z branży finansowej (15 pkt. proc. więcej od średniej). Równocześnie, działania są częściej podejmowane zgodnie z wcześniej ustaloną strategią cyfryzacji (46% vs. 39%). Pozwala to skupić się na kluczowych obszarach jak np. sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, na które 30% firm z branży finansowej planuje zwiększyć budżet. To 9 pkt. proc. więcej od rynkowej średniej. Nie może więc dziwić, że już 40% przedsiębiorstw z tego sektora na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zaniechało wcześniej zaplanowanych projektów transformacyjnych na rzecz implementacji AI – o 6 pkt. proc. więcej niż wynik całej gospodarki (34%).

Wyniki badania EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – wskazują, że dla 86% przedstawicieli sektora finansowego proces digitalizacji ich przedsiębiorstwa stanowi przynajmniej wysoki priorytet. To bardzo zbliżony wynik do średniej ze wszystkich kluczowych gałęzi rynku (84%). Większe różnice zaczynają pojawiać się jednak w obszarach planowania oraz inwestycji.

Niemal połowa ankietowanych firm z sektora finansowego (46%) wprowadza zmiany zgodnie z ustaloną wcześniej strategią cyfryzacji poszczególnych zasobów lub procesów. Dla porównania uśredniony wynik dla gospodarki to 39%, czyli aż o 7 pkt. proc. mniej. Równocześnie, jedynie 6% przedsiębiorstw z branży finansowej przeznacza na cyfrową transformację poniżej 3% przychodu (średnia to 10%).Największy odsetek – 63% – mieści się w przedziale od 4 do 10%,. To rezultat o 6 pkt. proc. wyższy od ogółu.

Większe nakłady inwestycyjne mogą wprost wynikać ze specyfiki branży, cechującej się nie tylko wysoką innowacyjnością, ale również konkurencyjnością i efektywnością kosztową. Aż 39% przedstawicieli sektora finansowego jako główną motywację wskazało konkurencję (10 pkt. proc. więcej od rynkowej średniej). Ta różnica jest jeszcze większa w obszarze definiowana istoty procesu cyfrowej transformacji. Dla połowy firm (50%) z branży finansowej jest nią zmniejszenie kosztów. W tym przypadku różnica wynosi aż 15 pkt. procentowych.

– Sektor finansowy cechuje się znaczną konkurencyjnością, co w Polsce przekłada się również na wysoką innowacyjność. W rezultacie konsumenci nad Wisłą mają często dostęp jako jedni z pierwszych w Europie do najbardziej zaawansowanych rozwiązań. To efekt wieloletnich starań, które w ostatnim czasie wraz z rozwojem chmury oraz sztucznej inteligencji jedynie przyspieszyły. Ciągle jednak łatwo można zidentyfikować analogowe elementy w cyfrowym świecie. Jednym z nich są kredyty hipoteczne. Ucyfrowienie tego obszaru, skracające cały proces z tygodni do godzin, pozwoli na budowanie realnych przewag konkurencyjnych. Nie ma żadnych wątpliwości, że w tym aspekcie w niedługim czasie nadejdą znaczące zmiany – mówi Wojciech Soleniec, Partner w zespole Technology Consulting, EY Polska.

Wykres 1. Co stało się główną motywacją do wdrożenia transformacji cyfrowej w Państwa firmie?
Co stało się główną motywacją do wdrożenia transformacji cyfrowej w Państwa firmie

Sektor finansowy widzi przyszłość w AI, ale poszukuje odpowiednich kompetencji

W obszarze priorytetów cyfrowej transformacji firmy w Polsce – niezależnie od sektora – są zgodne. Najważniejsza jest obsługa klienta (48% – sektor finansowy, 47% – rynkowa średnia) i sprzedaż (42% vs. 43%). Różnice uwypuklają się w innych kategoriach. Branża finansowa wysoko wartościuje również wpływ digitalizacji na obszar księgowości (32% vs. 26%) oraz administracji (25% vs. 20%).

Sektor finansowy cechuje się wyższym, ogólnym zaawansowaniem w wykorzystaniu rozwiązań technologicznych w zakresie obsługi klienta lub hiperpersonalizacji ofert, a także niezwykle silnym opieraniu się na analizie danych. W efekcie w najbliższych 12 miesiącach częściej od przedsiębiorstw z innych sektorów (30% vs. 21%) zamierza zwiększać budżety w obszarze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. W obszarze AI działa również znacznie szybciej i bardziej zdecydowanie. Już 40% firm z sektora finansowego zadeklarowało, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zaniechało realizacji wcześniej zaplanowanego projektu transformacyjnego na rzecz implementacji działań opartych na sztucznej inteligencji. Dla ogółu gospodarki ten odsetek wynosi 34%, a więc 6 pkt. procentowych mniej.

Zaawansowane i nowatorskie działania wiążą się z jednak z koniecznością posiadania odpowiednich kompetencji ludzkich. To co może martwić to fakt, że aż 29% firm z branży finansowego wskazało ten aspekt jako główną barierę dla transformacji cyfrowej. To o 7 pkt. proc. więcej niż w przypadku średniej dla wszystkich kluczowych gałęzi gospodarki. Co więcej aż 31% przedstawicieli sektora finansowego wskazało, że w perspektywie 12 miesięcy najmniejszy budżet zostanie przeznaczony na szkolenie pracowników z kompetencji cyfrowych. W przypadku średniej dla rynku ten odsetek wyniósł o 10 pkt. proc. mniej (21%). Nie oznacza to, że branża finansowa nie zamierza prowadzić inwestycji w obszarze podnoszenia kompetencji. Jednakże, w przypadku zaawansowanych rozwiązań poszukuje wysoko wyspecjalizowanych osób, co stanowi wyzwanie dla przedstawicieli każdego sektora. W zakresie kompetencji cyfrowych – ze względu na dotychczasową skalę inwestycji – wiele zostało już jednak zrobione, co sprawia że budżety mogą być alokowane w inne obszary.

– Należy spodziewać się, że coraz więcej usług oferowanych przez branżę finansową będzie automatyzowanych. Ten proces, widoczny już w podstawowych aspektach jak bieżąca obsługa konta, będzie rozszerzany na coraz bardziej zaawansowane procesy jak np. analiza ryzyk kredytowych w oparciu o samodzielnie pozyskane dane. Pozwoli to na usprawnienie funkcjonowania organizacji i zwiększy poziom satysfakcji konsumentów. Jednakże coraz częściej wyzwaniem nie będzie sam aspekt technologiczny, a konieczność pozyskania i utrzymania kompetencji do rozbudowywania wysoce zautomatyzowanych procesów. Wzrosną więc budżety niezbędne na ich pozyskanie, być może kosztem wydatków niezbędnych na zwiększanie umiejętności pracowników w obszarze front i back office’u. – podsumowuje Anna Kożuchowska, Partnerka w Dziale Doradztwa Biznesowego i Liderka Obszaru Ryzyka Kredytowego, EY Polska.

O badaniu
Badanie EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – zostało wykonane przez CubeResearch na zlecenie EY metodą CATI i CAWI w pierwszym kwartale 2024 roku na próbie 494 średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce z sektorów produkcyjnego, finansowego, logistycznego oraz handlowego. Odsetek respondentów z branży finansowej wynosił 22%. Respondenci odpowiadają w firmach za obszar cyfrowej transformacji, IT, finansów lub są właścicielami / członkami zarządu.

Udział polskiego kapitału w inwestycjach na rynku nieruchomości komercyjnych wzrósł dwukrotnie w 2024 r.

W ciągu ostatniego roku udział polskiego kapitału w zakupach inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wzrósł dwukrotnie.

Po zawieszeniu aktywności przez międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych na rynku nieruchomości w Europie Środkowej zmienił się krajobraz inwestycyjny. Miejsce zachodnich funduszy inwestycyjnych, które wcześniej rozdawały karty na rynku inwestycyjnym w Polsce zajęli lokalni inwestorzy. Na naszym rynku inwestują teraz przede wszystkim podmioty z regionu CEE, m.in. z Czech, Słowacji, Węgier czy Litwy oraz Skandynawii i Niemiec. Kapitał płynie do Polski również ze Stanów Zjednoczonych.

Po wielu latach uśpienia do głosu dochodzi również kapitał polski. W pierwszej połowie 2024 roku jego udział w inwestycjach zrealizowanych w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce był dwa razy wyższy niż rok temu.

Jeszcze do 2022 roku polskie podmioty inwestycyjne odpowiadały zaledwie za 2 proc. zakupów na rynku nieruchomości komercyjnych nad Wisłą. W pierwszym półroczu 2024 roku udział rodzimego kapitału wzrósł z 6 do 12 proc. licząc rok do roku, co pozwoliło polskim inwestorom uplasować się na czwartej pozycji w inwestycjach. Najwięcej zainwestował w tym czasie kapitał brytyjski oraz kapitał pochodzący z regionu CEE i Europy Zachodniej.

Kurs na wzrost wartości inwestycji

Formy inwestowania, w które wchodzi polski kapitał są różne. Inwestorzy indywidualni decydują się na zakup akcji i obligacji deweloperów, sięgają po fundusze dłużne, pożyczki tzw. equity, czy pożyczki z możliwością konwersji na udziały. Kolejną grupą są inwestorzy, którzy nabywają grunty z możliwością realizacji projektów w formule JV albo samodzielną realizacją inwestycji, jak również kupujący lokale mieszkalne i komercyjne oraz wybrane lokale hotelowe z możliwością wynajmu komercyjnego, co wymaga już większych nakładów finansowych.

Polski kapitał poszukuje także budynków komercyjnych, których wspólnym mianownikiem jest dobra lokalizacja oraz atrakcyjna cena. Rodzimi inwestorzy skupiają się w głównej mierze na tańszych aktywach, typu value-add z przeznaczeniem do rewitalizacji, która często połączona jest ze zmianą ich funkcji. Inwestycje realizowane przez polskie podmioty to w dużym stopniu zakupy oportunistyczne, podyktowane chęcią odsprzedania inwestycji z zyskiem.

Zaangażowanie polskiego kapitału w sektorze handlowym wiąże się przeważnie z inwestowaniem w wolnostojące budynki przeznaczone zwykle pod sklepy spożywcze, często marek sieciowych. Rodzimi inwestorzy zainteresowani są również parkami handlowymi różnej wielkości, których ceny wynoszą od kilku do kilkudziesięciu mln euro. Ten rodzaj inwestycji obserwować możemy na przykładzie m.in. polskiej firmy Terg, która rozwija sieć Aura Park.

Polski kapitał inwestuje także w starsze budynki biurowe, których wartość mieści się w przedziale od kilku do kilkunastu mln euro. W tym przypadku akwizycja związana jest zwykle z planami podniesienia ich rentowności poprzez modernizację i rekomercjalizację obiektów czy zmianą przeznaczenia nieruchomości, w tym wyburzeniami. Tego typu transakcje zawierane były w ostatnim czasie m.in. w Warszawie. W nowe ręce przeszedł m.in. biurowiec Ludna 2, Curtis Plaza, czy budynki biurowe wchodzące w skład myHive Mokotów.

Należy też wspomnieć, że w tym roku szczególnym zainteresowaniem ze strony polskich inwestorów cieszyły się hotele. Za wszystkimi akwizycjami, które sfinalizowane zostały w pierwszych sześciu miesiącach br. w tym sektorze stał kapitał polski. Dwa hotele Hampton kupiła Satoria Group, a w podwarszawski Holiday Inn zainwestowały TMS Inwestycje.

Struktura polskiego kapitału

Polski kapitał reprezentowany jest zarówno przez większe podmioty inwestycyjne, które legitymują się wieloletnim doświadczeniem na rynku, jak i mniejszych inwestorów indywidualnych oraz firmy rodzinne, lokujące nadwyżki kapitałowe z podstawowej działalności w nieruchomości komercyjne w celu dywersyfikacji przychodu.

W niedalekiej perspektywie możemy się spodziewać wzrostu udziału polskich inwestorów w transakcjach, które realizowane będą w nowej formie prawnej, poprzez fundacje rodzinne.

Niestety, polscy inwestorzy zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni, wciąż mają bardzo ograniczone możliwości inwestowania i realizowania zysków na rynku nieruchomości, bo w Polsce wciąż brakuje legislacji, które umożliwiłaby zarabianie w sektorze komercyjnym.

Uczestnicy rynku zgodnie podkreślają, że dla dalszego rozwoju rynku nieruchomości kluczowe jest powstanie REIT-ów, które funkcjonują obecnie w 40 krajach, w tym w 14 państwach unijnych. Powołanie tego modelu inwestycyjnego, nad wprowadzeniem którego trwają obecnie prace w resortach, pozwoliłoby polskim inwestorom poważniej zaangażować się w inwestycje w nieruchomości komercyjne, a nie tylko mieszkaniowe. Kapitał Polaków, który mógłby popłynąć do spółek inwestujących w sektorze komercyjnym szacowany jest na około 20 mld zł, w tym około 11,5 mld zł to potencjał inwestorów indywidualnych.

Długoterminowo te zaoszczędzone środki mogłyby trafić do podmiotów inwestycyjnych działających w formie REIT-ów i przynosić inwestorom przyzwoite zyski. Jednocześnie efektywnie przyczyniając się do pobudzenia krajowych inwestycji w sektorze nieruchomości.

Odwilż w inwestycjach

Przypomnijmy, że w tym roku sytuacja na rynku transakcji inwestycyjnych w Polsce, jak również w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej uległa wyraźnej poprawie. W drugim kwartale 2024 mogliśmy zauważyć spore ożywienie. Nastąpiły pozytywne zmiany, które zwiastują powrót do wolumenów inwestycyjnych sprzed lat. Pierwszy kwartał br. zamknął się jeszcze bardzo słabym wynikiem, ale obroty zarejestrowane po 6 miesiącach tego roku osiągnęły w Polsce wartość 1,7 mld euro. Oznacza to prawie dwukrotnie lepszy wynik w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

W drugim kwartale 2024 doczekaliśmy się pierwszych, dużych transakcji portfelowych, które zrealizowane zostały w sektorze biurowym i handlowym. Dzięki temu, wartość akwizycji przekroczyła wolumeny zarejestrowane w tych segmentach w całym 2023 roku. Dobrym prognostykiem dla naszego rynku jest też fakt, że regularnie pojawiają się na nim nowe źródła kapitału. W nieruchomości komercyjne inwestują podmioty, które wcześniej nie były aktywne w naszym kraju.

Dobrym sygnałem dla inwestorów jest też zapoczątkowany przez EBC w czerwcu br. cykl obniżek stóp procentowych, co niesie nadzieję na ich dalsze cięcia i przystępniejsze koszty finansowania inwestycji w najbliższym czasie.

Rajd dolara napędzany mocnym raportem NFP i oczekiwaniami rynku

Spadki na EUR/USD w ostatnich 3 tygodniach były nad wyraz mocne. Z poziomu 1,12 kurs obniżył się do pułapu bliskiego 1,08. Ruch w dół widoczny od końca września był w dużej mierze „napędzany” przez silniejszego dolara. Euro zostało co prawda osłabione przez EBC w czwartek, jednak w podobnym okresie wspólna waluta w relacji do średniej walut G10 zyskała. Oczywiście aprecjacja była nieporównywalnie mniejsza do tej widocznej na USD. Zatem wyższe poziomu głównej pary walutowej są możliwe dopiero wówczas, kiedy „rajd” amerykańskiej waluty się zakończy.

Aktualna siła USD opiera się w głównej mierze na ostatnim mocnym raporcie NFP z amerykańskiego rynku pracy. Dane te w znacznym stopniu „rozwiały” obawy o recesję w USA i jednocześnie zredukowały do zera oczekiwania na obniżkę stóp proc. o 50 punktów bazowych przez Fed w listopadzie czy grudniu. Rynek obecnie nawet nie wycenia pełnych dwóch cięć o 25 pb na kolejnych posiedzeniach w tym roku. Biorąc pod uwagę pozostałe dane gospodarcze z ostatnich tygodni, rynek nie ma zbyt wielu powodów, by korygować swoje oczekiwania dotyczące kształtowania się dalszej ścieżki kosztu pieniądza w USA. Są one po prostu wystarczająco silne aby zakładać, że Fed będzie podejmował decyzje zdecydowanie bardziej „gołębie”. Oczywiście, jeśli w pewnym momencie figury makro zaczną pokazywać nieco odmienny obraz amerykańskiej gospodarki, nastawienie inwestorów może się diametralnie zmienić.

Warto przypomnieć sobie, jak bardzo dolar amerykański stracił na wartości na początku sierpnia, gdy dane z rynku pracy mocno rozczarowały. Jedynym problemem jest to, że przez jakiś czas nie ma żadnych ważnych publikacji. Dopiero kluczowymi wydarzeniami wydają się być raport NFP, wybory prezydenckie w USA oraz kolejne posiedzenie Fed. Dane z rynku pracy poznamy przed politycznym wydarzeniem, natomiast decyzja Rezerwy Federalnej zostanie ogłoszona już po tym jak amerykanie zdecydują wrzucając swój głos do urny wyborczej. Jest prawdopodobne, że silny wzrost liczby miejsc pracy na początku października zostanie zrewidowany w dół, tak jak miało to miejsce w ostatnich miesiącach.

Jeśli chodzi o wybory w USA, tu widoczny jest w ostatnim czasie wzrost szans Donalda Trumpa. Jego propozycje gospodarcze mogą potencjalnie wywołać silny wzrost USD, który może przyćmić rynek pracy i decyzję w sprawie stóp procentowych.

Pojawienie się wyraźnej siły euro w najbliższym czasie jest dość wątpliwe. Ostatnia konferencja prasowa Lagarde wzmocniła szanse na to, że EBC będzie w tym roku „luzował” mocniej niż wcześniej oczekiwano. Realna gospodarka strefy euro słabnie znacznie wyraźniej. Duża waga będzie przywiązywana do czwartkowych wstępnych odczytów PMI za październik.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Transition Technologies MS publikuje prospekt emisyjny i rozpoczyna ofertę publiczną

Transition Technologies MS (TTMS), rozpoczyna ofertę publiczną, z której planuje pozyskać netto do ok. 80 mln zł. Zgodnie z opublikowanym dziś prospektem emisyjnym, zapisy na akcje spółki dla inwestorów indywidualnych będą przyjmowane po cenie maksymalnej ustalonej na 35 zł i potrwają do 25 października 2024 r.

Jesteśmy polskim software housem, który działa globalnie, wspierając cyfrową transformację największych, międzynarodowych firm z wymagających sektorów. Przyjęty i konsekwentnie realizowany model biznesowy pozwala nam rozwijać się szybko, również poprzez zagraniczne przejęcia. Widzimy potencjał, aby dalej dynamicznie rosnąć poprzez zwiększanie obecności na rozwiniętych rynkach. To właśnie na akwizycje chcemy pozyskać kapitał od inwestorów – mówi Sebastian Sokołowski, prezes TTMS. – Analizujemy potencjalne podmioty do przejęcia na wybranych rynkach zagranicznych – interesuje nas zwłaszcza Europa Zachodnia. W Danii i Szwajcarii już z sukcesem dokonaliśmy transakcji M&A. Jak pokazały te doświadczenia, nasza siła to dobre dopasowanie spółek włączanych do Grupy, co pozwala w szybkim tempie, wyraźnie i obopólnie poprawiać wyniki dodaje prezes TTMS.

Podstawowym celem emisji jest pozyskanie środków finansowych na przyszłe akwizycje. Spółka postrzega przejmowanie podmiotów na rynkach międzynarodowych, zwłaszcza w Europie Zachodniej, jako szansę na przyspieszony rozwój Grupy.

Na sfinansowanie przyszłych akwizycji zarząd planuje przeznaczyć do ok. 68 mln zł, na refinansowanie przejęcia szwajcarskiej spółki Pixel Plus AG, do którego doszło na początku 2024 r. – do ok. 10 mln zł, a pozostałą część wpływów z oferty – do ok. 2 mln zł – na rozbudowę zespołów deweloperskich.

Jestem przekonany, że tempo wzrostu rynku IT w najbliższych latach będzie dynamiczne, m.in. za sprawą postępu technologicznego, zwłaszcza w rozwoju sztucznej inteligencji. Dlatego w TTMS rozwijamy kompetencje i wdrażamy systemy bazujące na tej technologii. Planowana emisja i debiut na GPW pozwolą nam pozyskać środki finansowe na kolejne przejęcia, a tym samym wejście na nowe rynki – dodaje prof. Konrad Świrski, Przewodniczący Rady Nadzorczej TTMS, Prezes Grupy TT.

Charakterystyka i atuty biznesu

  • Prowadzi działalność na perspektywicznym rynku IT
  • Współpracuje z największymi światowymi firmami z wymagających branż
  • Koncentruje się na segmentach wymagających wysokich specjalizacji – farmacja, sektor zbrojeniowy i przemysł
  • Świadczy usługi w oparciu o długoterminowe kontrakty, głównie w modelu managed services, czyli usług zarządzanych
  • Rozwija najbardziej pożądane technologie, takie jak cyberbezpieczeństwo, AI, big data i chmura obliczeniowa
  • Prowadzi skuteczną ekspansję międzynarodową – ma biura w Europie i Azji, zrealizowała akwizycje w Danii i Szwajcarii
  • W Polsce operuje w 8 lokalizacjach; na całym świecie zatrudnia ponad 800 osób
  • Z roku na rok dynamicznie zwiększa skalę działalności i przychody

Globalna ekspansja TTMS

Celem strategicznym TTMS jest wzmacnianie globalnej ekspansji. Strategia rozwoju geograficznego Grupy obejmuje trzy makroregiony: Europę, Azję i Australię oraz USA. Rozwój Grupy na terenie Europy koncentruje się na trzech regionach: DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria), Wielkiej Brytanii oraz krajach skandynawskich, w szczególności Danii i Szwecji. Spółka ma bogate doświadczenie w integracji nabytych firm, co pozwala na generowanie dodatkowych przychodów poprzez efektywne wykorzystanie lokalnej sprzedaży oraz zasobów centrów deweloperskich w Polsce. Akwizycje są starannie wybierane i koncentrują się na strategicznie istotnych rynkach.

Zarząd rozpoczął już poszukiwanie potencjalnych spółek spełniających kryteria dla akwizycji planowanych na 2025 r.

Zapisy na akcje i struktura oferty

Przyjmowanie zapisów na akcje od inwestorów indywidualnych trwa do 25 października 2024 r.

Zapisy na akcje przyjmują: IPOPEMA Securities, DM BOŚ i BM mBanku.

Inwestorzy indywidualni składają zapisy po cenie maksymalnej ustalonej na 35 zł. Liczba akcji w ramach jednego zapisu nie może być większa niż 240 000. Inwestorzy indywidualni mają prawo złożyć więcej niż jeden zapis na akcje. Największa część oferty skierowana jest do inwestorów instytucjonalnych. Dla inwestorów indywidualnych przeznaczono 10-15% oferty, a dla inwestorów w ramach transzy pracowniczej – 1,5% oferowanych akcji.

Harmonogram transakcji

21 października 2024 Publikacja prospektu
21-28 października 2024 Budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
21-25 października 2024 Przyjmowanie zapisów od inwestorów indywidualnych
22-25 października 2024 Przyjmowanie zapisów od inwestorów w transzy pracowniczej
29 października 2024 Publikacja informacji o ostatecznej liczbie oraz cenie akcji
29-30 października 2024 Przyjmowanie zapisów od inwestorów instytucjonalnych
31 października 2024 Przydział akcji
około 15 listopada 2024 Zakładany pierwszy dzień notowania PDA na GPW

 

Struktura akcjonariatu po transakcji (przy założeniu objęcia wszystkich oferowanych akcji)

Akcjonariusz Liczba akcji/głosów % kapitału/głosów
Transition Technologies S.A. 2 400 000 25,02%
Konrad Świrski 1 200 000 12,51%
Tomasz Maria Gilarski 1 200 000 12,51%
Sebastian Jan Sokołowski 1 437 000 14,98%
Adam Kaczmarczyk 477 000 4,97%
Krzysztof Zapała 477 000 4,97%
Pozostali 2 400 000 25,02%
Suma 9 591 000 100%

Lock-up

Na bazie umowy lock-up akcjonariusze, założyciele (Transition Technologies S.A., Tomasz Gilarski, Konrad Świrski, Sebastian Sokołowski, Adam Kaczmarczyk, Krzysztof Zapała) zobowiązują się, że przez 360 dni od daty pierwszego notowania akcji na GPW nie będą sprzedawali akcji, a spółka nie będzie prowadziła nowej emisji.

Dywidenda

Za rok obrotowy 2024 i lata następne zarząd spółki TTMS zamierza, w zależności od sytuacji finansowej spółki, rekomendować walnemu zgromadzeniu wypłatę dywidendy w kwocie od 50% zysku netto spółki uzyskanego w danym roku obrotowym, o ile nie zaistnieją żadne nadzwyczajne okoliczności zewnętrzne lub nie wystąpią znaczące potrzeby kapitałowe spółki, w tym związane z realizacją akwizycji stanowiącej cel oferty.

Wybrane dane finansowe

W ostatnich latach Grupa TTMS odnotowała wzrost przychodów z działalności operacyjnej i EBITDA. W 2023 r. przychody Grupy wyniosły 217,1 mln zł, zaś EBITDA Skorygowana wyniosła 29,7 mln zł, co stanowiło wzrost odpowiednio o 18,4% oraz nieznaczny spadek o 3,2% w stosunku do roku 2022.

  2021 2022 2023 1H 2023 1H 2024
Przychody ze sprzedaży (mln zł) 136,9 183,4 217,1 102,6 115,2
EBITDA raportowana (mln zł) 28,0 30,6 29,7 12,9 12,4
Zysk netto (mln zł) 19,2 25,2 14,1 20,6 9,0

Barometr ESG 2024. Jak polskie firmy realizują cele zrównoważonego rozwoju? Weź udział w badaniu!

Już po raz dziewiąty Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP) zaprasza do udziału w badaniu „ESG w praktyce – Barometr CCIFP”, którego celem jest poznanie powodów i skali zaangażowania firm w działania z zakresu zrównoważonego rozwoju, a także sposobów zarządzania tematem ESG w organizacji. Tegoroczna ankieta została dopasowana do europejskich standardów sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju i poszerzona o kilka pytań dotyczących włączania dostawców i podwykonawców w obszar ESG. Udział w badaniu pozwala firmom na sprawdzenie, jak w porównaniu z innymi wygląda ich poziom zaangażowania w kwestie społeczne, środowiskowe i z obszaru ładu korporacyjnego. „ESG w praktyce” jest najdłużej istniejącym, cyklicznym badaniem analizującym podejście biznesu do tematyki zrównoważonego rozwoju.

KLIKNIJ TUTAJ, BY PRZEJŚC DO ANKIETY ON-LINE >>>

Jej wypełnienie zajmie nie więcej niż 10 minut, a odpowiedzi zbierane są do piątku 8.11.2024 r.

Badanie adresowane jest do wszystkich firm działających w Polsce niezależnie od wielkości, czy pochodzenia kapitału. Pytania sprawdzają, które tematy są najbardziej istotne dla firm i jakie działania prowadzone są najczęściej. Ponadto raport z badania będzie pokazywał w jaki sposób obszar ESG jest zarządzany w organizacjach, kto opracowuje strategię, czy prowadzone jest raportowanie, w jakim zakresie, a także jakimi budżetami dysponują firmy na prowadzone działania.

Nasze badanie, dzięki zaangażowaniu coraz większej liczby firm, jest cennym źródłem informacji o dynamicznie rozwijającym się obszarze ESG w Polsce. Już nie tylko nowe regulacje, ale również oczekiwania ze strony największych firm, które od lat realizują ambitne cele w zakresie redukcji śladu węglowego, transformacji ekologicznej, czy społecznej, stają się istotną motywacją dla firm MŚP do realizacji działań z obszaru zrównoważonego rozwoju. – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. Komunikacji we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej.

Raport z badania zostanie zaprezentowany 3 grudnia na konferencji organizowanej przez CCIFP. Wraz z nim przedstawione zostaną wyniki ankiety prowadzonej przez Havas Media Network Poland wśród konsumentów. Bada ona w jakim stopniu tematy związane ze zrównoważonym rozwojem, etyką, czy ochroną środowiska są istotne dla konsumentów i czego oczekują oni od firm w tych obszarach.

Raport z poprzedniej edycji badania ESG w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej jest do pobrania na stronie CCIFP >>>.

Partnerami badania są: Orange Polska, PwC, Havas Media Network Poland, Havas PR Warsaw, Bureau Veritas, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Global Compact Network Poland, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Krajowa Izba Gospodarcza, Irlandzko-Polska Izba Gospodarcza, Belgijska Izba Przemysłowo-Handlowa, Wprost biznes, Proto.pl, CEO.com.pl, Teraz Środowisko, ESG.pl, ESGinfo.pl., Instytut ESG, oESG.pl, Raport CSR, Raport ESG.

Wzrosty sprzedaży i stabilna odwiedzalność – pozytywne wyniki centrów handlowych

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce. Trzeci kwartał przyniósł kontynuację wysokiej aktywności deweloperskiej, a nowe otwarcia zostały kompletnie zdominowane przez parki handlowe. To pierwszy taki kwartał w rozwoju polskiego rynku, kiedy jeden format całkowicie zdominował nową podaż. Dobrym nastrojom w segmencie nieruchomości handlowych towarzyszy też rosnąca liczba debiutów marek, a także pozytywne wyniki notowane po stronie sprzedaży detalicznej, odwiedzalności centrów handlowych i ich obrotów.

PODAŻ: 102 000 mkw. otwartej powierzchni handlowej III kwartale

Trzeci kwartał w sektorze nieruchomości handlowych stanął pod znakiem wysokiej aktywności deweloperskiej i przyniósł 102 000 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej dostarczonej na rynek. Wszystkie nowe otwarcia dotyczyły formatu parków handlowych, które powstały zarówno w dużych aglomeracjach, jak i miastach do 50 000 mieszkańców. Tym samym całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce sięgają aktualnie ok. 16,6 mln mkw., a według prognoz cały 2024 rok zamknie się wynikiem ok. 460 000 mkw. nowej podaży, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Największe obiekty to parki handlowe BIG Gorzów oraz BIG Ostróda, obydwa o powierzchni ok. 25 000 mkw. GLA. W tym czasie na rynku zadebiutował również San Park Piaseczno dostarczając na rynek Mysiadła ok. 18 500 mkw., który wraz z budynkami Castoramy, OBI, Biedronki i Selgrosa (zostały wybudowane wcześniej) tworzy kompleks przekraczający 45 000 mkw. Dodatkowo rozbudowy trzech parków handlowych w Radomsku, Skarżysko-Kamiennej i Sycowie przyczyniły się do zwiększenia podaży o 5700 mkw.

Aktualnie w realizacji pozostaje 350 000 mkw., a deweloperzy są w trakcie budowy 44 obiektów handlowych, z czego 26 nieruchomości to całkiem nowe inwestycje. Z kolei 14 projektów przypadnie na rozbudowy, a 4 na przebudowy istniejących już obiektów. Analizując przyszłą podaż pod względem lokalizacji można zauważyć, że najwięcej powierzchni buduje się w województwach śląskim oraz mazowieckim, gdzie powstaje odpowiednio 55 000 i 54 000 mkw. powierzchni. Ponadto 37% powierzchni w budowie znajduje się w miastach i miejscowościach poniżej 50 000 mieszkańców, zaś 43% w największych aglomeracjach powyżej 400 000 mieszkańców, mówi Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

POPYT: aż dziesięć nowych marek na polskim rynku

Trzeci kwartał zaowocował debiutem dziesięciu brandów planujących dalszy rozwój w naszym kraju i były to: Arket, Bulgari, Carpatree, Dior Fashion, Dreame, GAP, Greek House, Rebernia, TAG Heuer oraz Tissot. Siedem z nich na otwarcie pierwszego w Polsce sklepu wybrało Warszawę.

SPRZEDAŻ DETALICZNA: trzeci kwartał nadal pozytywny

Dynamika sprzedaży detalicznej w trzecim kwartale 2024 kontynuowała dobrą passę i była dodatnia – według najnowszych danych opublikowanych przez GUS wyniosła 4,4% r/r w lipcu oraz 2,6% r/r w sierpniu. Dla porównania trzeci kwartał poprzedniego roku notował spadki na poziomie -4,0% r/r w lipcu i -2,7% r/r w sierpniu. Badając sprzedaż detaliczną w cenach stałych w sierpniu 2024, można zauważyć, że najwyższe wzrosty względem sierpnia poprzedniego roku wystąpiły w przypadku kategorii „Pojazdy samochodowe, motocykle i ich części” oraz grupy „Pozostałe”, które zanotowały wzrost o odpowiednio 15,7% i 13,9% r/r. Pozytywnie wyglądała też sytuacja w grupie produktów „Farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny”, które osiągnęły dodatnią dynamikę na poziomie 11,2% r/r, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Rokroczne spadki wystąpiły w czterech kategoriach. Najgorszy wynik odnotowano dla „Tekstyliów, odzieży i obuwia” (-13,6% r/r), „Mebli, RTV i AGD (-5,3% r/r), „Prasy i książek” (-1,9% r/r) oraz „Żywności, napojów i wyrobów tytoniowych” (-0,4% r/r).

Wskaźniki nastrojów konsumenckich są lepsze niż rok temu, co ma odzwierciedlenie w wyższych wydatkach społeczeństwa. Według najnowszego odczytu z lipca obecna wartość BWUK jest wyższa o 10,9 pp. w odniesieniu do lipca 2023 roku, dodaje Ewelina Staruch.

Udział e-handlu w sprzedaży detalicznej w sierpniu wyniósł 8,0%, co stanowi niewielki wzrost o 0,7 p.p. r/r. Kategorie handlowe z najwyższym udziałem e-commerce to multimedia (obejmujące prasę, książki, sprzedaż w sklepach wyspecjalizowanych), sektor mody oraz meble, RTV i AGD.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY: stabilizacja liczby klientów i ich wydatków w centrach handlowych

Odwiedzalność w centrach handlowych w okresie lipiec – sierpień 2024 wyniosła średnio ok. 450 000 klientów w przeliczeniu na jeden obiekt. Ten wynik jest podobny do poprzednich lat.

W porównaniu do 2023 roku zaobserwowano nieznaczny, bo 1-procentowy spadek r/r liczby odwiedzających, jednak zestawiając ten wynik z 2022 rokiem, widzimy, że nastąpił 4-procentowy wzrost. Najlepsze wskaźniki zmian odwiedzalności rok do roku odnotowały największe centra handlowe o powierzchni najmu powyżej 60 000 mkw. Wstępne wyniki za wrzesień pokazują jednak kilkuprocentowe spadki odwiedzalności rok do roku, które mogą wynikać z wyjątkowo dobrej pogody i wynikającej z niej niższej skłonności do odwiedzin w centrum handlowych i zakupów jesiennych kolekcji, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz.

W okresie lipiec – sierpień 2024 średnie obroty najemców centrów handlowych przekroczyły 1100 PLN netto na mkw., a w całym trzecim kwartale były nominalnie średnio wyższe o 4% w porównaniu do 2023 roku. Natomiast po uwzględnieniu inflacji realne średnie obroty odpowiadają zeszłorocznym poziomom. Najwyższy wzrost został zanotowany w przypadku najmniejszych centrów handlowych – nominalny średni wzrost o 5%, co przekłada się realny wzrost obrotów ok. 1%.

CZYNSZE: rokroczne wzrosty czynszów we wszystkich trzech segmentach rynku

Analiza czynszów za najlepsze obiekty typu “prime” wykazała ich systematyczny wzrost. Porównując trzeci kwartał 2024 do trzeciego kwartału 2023 można zauważyć, że w przypadku centrów handlowych wzrost ten wyniósł 19% r/r, a średni poziom czynszu sięgnął 155 EUR/ mkw./ miesiąc. W lokalach zlokalizowanych przy ulicach handlowych również zaobserwowano 19-procentowy wzrost czynszów. Nieco wyższy rokroczny wzrost odnotowano natomiast dla parków handlowych, gdzie stawki urosły średnio o 23% r/r, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: Poznań i Wrocław z najwyższym wskaźnikiem powierzchni niewynajętej

Badanie obejmowało osiem największych aglomeracji w Polsce i wykazało, że wskaźnik pustostanów według stanu na trzeci kwartał 2024 wyniósł 3,2%. W poprzednim roku był on nieznacznie wyższy – 3,6%. Poznań nadal pozostaje na niechlubnym prowadzeniu pod względem poziomu pustostanów, który wyniósł w tym mieście 4,6%. Wrocław z kolei odnotował wskaźnik 4,0%. Najmniej dostępnej powierzchni do wynajęcia jest w Łodzi, zaledwie 1,1%.

EBC obniża stopy procentowe o 25 pb – rynek oczekuje dalszych cięć, euro słabnie wobec dolara

EBC zrobił tak jak sugerował. Obniżka stóp procentowych o 25 punktów bazowy wpisała się w konsensu rynkowy. Wszystko wskazuje na to również, że w najbliższej przyszłości ten proces będzie kontynuowany. Przemawiają za tym słabsze wyprzedzające wskaźniki gospodarcze, postępujący proces dezinflacji a także to, że w Radzie Prezesów EBC przeważającą większość ma obóz „gołębi”. Euro zareagowało osłabieniem. Na spadki głównej pary walutowej wpływ miały także lepsze dane makro z USA, które umocniły dolara.

Podczas poprzedniej konferencji we wrześniu, można było odnieść wrażenie, że EBC obniży stopy procentowe dopiero w grudniu. Opublikowane w międzyczasie dane na temat PMI a także tempa inflacji spowodowały, że Rada zmieniła zamiary, co było zasugerowane przez Christine Lagarde w wystąpieniu w Parlamencie Europejskim. Jak zakomunikowano tak zrobiono i aktualnie stopa refinansowa w strefie euro wynosi 3,4 proc. a depozytowa 3,25 proc. To trzecia redukcja kosztu pieniądza w tym roku. Rynek oczekuje kolejnych mocniejszych obniżek.

Dziennikarze na konferencji prasowej chcieli uzyskać odpowiedź, czy w przyszłości decyzje o cięciach będą podejmowane jedynie na posiedzeniach kiedy dostępne będą najnowsze projekcje makro czy może jednak instytucja będzie podejmować działania na każdym, planowanym spotkaniu. Lagarde odpowiedziała trochę wymijająco, nie chcąc się zobowiązywać do z góry ustalonej ścieżki cyklu. Więc usłyszeliśmy „wyświechtane” już zdanie, o decyzjach podejmowanych z posiedzenia na posiedzenia w oparciu o dane makro. Rynek nie byłby jednak sobą, gdyby nie zaczął mocniejszych spekulacji. Po konferencji wzrosło prawdopodobieństwo redukcji stóp w grudniu o 50 pb prawie do 60 proc. co jest dużą zmianą, ponieważ jeszcze dwa dni wcześniej taki scenariusz w ogólnie nie był brany pod uwagę.

EBC zatem będzie dalej „luzować” a coraz silniejsza zależność od danych będzie powodować, że euro będzie mocniej wahliwe w czasie publikacji kluczowych „figur”. Aby nie doszło do obniżki na każdym posiedzeniu, wskaźniki wyprzedzające musiałyby się ożywić, a faza niskich wzrostów cen konsumpcyjnych związanych z energią musiałaby się zakończyć. Wskaźniki „core” są wspierane przez płace, które wciąż rosną znacznie szybciej niż jest to zgodne z celem inflacyjnym EBC. Ta silna presja kosztowa powinna ponownie zwiększyć inflację bazową w średnim okresie.

Kurs EUR/USD osiągnął poziom bliski 1,08. Na głównej parze walutowej od końca września obserwujemy dość dynamiczny impuls spadkowy. Formacja podwójnego szczytu, która widoczna jest na wykresie o interwal dziennym, już wcześniej skutecznie sugerowała możliwe spadki. Kluczowe było przełamanie potencjalnej „linii szyi”, która przebiega w granicach poziomu 1,10. Najbliższym wsparciem horyzontalnym wydaje się być pułap 1,0780 – 1,08 a nieco niżej przebiega linia trendu wzrostowego, łącząca minima z października 2023 roku oraz kwietnia i czerwca bieżącego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek najmu mieszkań ze spadkiem popytu i cen

We wrześniu zanotowano mniejszą liczbę wyszukiwań mieszkań na wynajem o 13% w ujęciu miesięcznym. Dotyczy to wszystkich miast wojewódzkich a największa zmiana widoczna jest w Krakowie (-33%). Jednocześnie nastąpiła, charakterystyczna dla września, delikatna korekta stawek. Przeciętny koszt wynajmu lokalu mieszkalnego nie wzrósł jednak miesiąc do miesiąca, jak to miało miejsce w poprzednich latach, a zmalał – o 0.9% w porównaniu z sierpniem. 

Na rynku najmu wyczuwa się stabilizację. W ostatnich dniach września liczba oferowanych mieszkań na wynajem wyniosła 24879, co oznacza wzrost o 12% w ujęciu miesięcznym i powrót do poziomu podobnego do tego z końca czerwca  – a więc sprzed sezonowych wahań. Największy skok dostępnej bazy ogłoszeń widać w Sopocie (o 49%), co jest konsekwencją kończącego się okresu letniego i dominującego tam najmu krótkoterminowego. Wśród miast wojewódzkich silne wzrosty notują: Zielona Góra, Kielce oraz Warszawa i Kraków – odpowiednio o 34%, 21% i 18%, natomiast spadek podaży można zaobserwować w trzech lokalizacjach – Olsztynie (-13%), Opolu (-5%), a także Rzeszowie (-5%).

Rosnąca podaż lokali mieszkalnych na wynajem zatrzymała wzrost cen na rynku. Spadek stawek we wrześniu w ujęciu miesięcznym – choć bardzo marginalny – jest pewnego rodzaju odmiennością. Natomiast zasadnicze zmiany widać, patrząc na ofertowe stawki w skali roku. We wrześniu 2022 był to wzrost o 29%, rok później 7%, a teraz jest on na poziomie 2,1%. Trudno dziś jednoznacznie sondować, czy ta tendencja się utrzyma. Pewne jest jednak, że spłaszczenie dynamiki zmian cen, w zestawieniu z niższym popytem, jest pożądaną sytuacją z punktu widzenia najemców, w tym studentów poszukujących zakwaterowania na ostatnią chwilę. Daje bowiem większe pole do negocjacji – wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku nieruchomości Otodom

Ceny po raz pierwszy w III kwartale poszły w dół

We wrześniu 2024 roku za wynajem mieszkania w głównych miastach Polski trzeba było zapłacić średnio 3 581 zł. Najwyższe przeciętne stawki dotyczą Warszawy – blisko 5 003 zł. Jednak tam nastąpił jeden z największych spadków cen miesiąc do miesiąca (o -2,9%). Podobną zmianę widać też w Trójmieście i Olsztynie – odpowiednio o -3% i -2,5%. Z kolei największe wzrosty ofertowych stawek obserwuje się w Kielcach (2,5%) i Rzeszowie (2,3%), w których koszt najmu mieszkania to średnio 2035 zł i 2686 zł. Kielce są jedną z trzech najtańszych lokalizacji wśród miast wojewódzkich. Podobne kwoty trzeba przeznaczyć na wynajem lokalu mieszkalnego w Bydgoszczy (2030 zł) i Łodzi (2 105 zł).

Popyt mniejszy, ale dwupokojowe mieszkania nadal w centrum uwagi

Zgodnie z przewidywaniami we wrześniu popyt na mieszkania na wynajem zaczął spadać. Zainteresowanie poszukujących było skoncentrowane przede wszystkim na dwupokojowych ofertach o metrażu powyżej 40 mkw. (21% wszystkich wyszukiwań), dwupokojowych powyżej 30 mkw. (17%) oraz trzypokojowych o powierzchni powyżej 50 mkw. (10%). Co ciekawe, na rynku właściwie nie ma zapotrzebowania na lokale z pięcioma lub więcej pokojami (0,36%). Może to wynikać z zarówno z ekonomii, jak i zmieniających się potrzeb najemców. Współczesne gospodarstwa domowe są mniejsze niż kiedyś. Poza tym, jak pokazuje raport “Szczęśliwy dom. Mieszkanie na osi czasu” wynajem mieszkań i domów to przede wszystkim domena niezależnych Młodych Dorosłych, a więc osób do 39. roku życia – aż 56% z nich w ostatnich 12 miesiącach przed badaniem zdecydowało się najem. W wielu przypadkach to osoby, które wyfrunęły z rodzinnego gniazda, rozpoczęły studia, zdobywają pierwsze doświadczenia zawodowe, nie uzyskały zdolności kredytowej, nie mają dzieci, albo często zmieniają miejsce zamieszkania. Zdawać by się więc mogło, że pięcio- czy sześciopokojowe nieruchomości nie są im potrzebne.

Czego zatem można się spodziewać w kontekście nadchodzących tygodni?

Wydaje się, że sytuacja jest dość przewidywalna, a październik nie przyniesie znaczących zmian na rynku. Przyzwyczajeni do corocznych podwyżek właściciele mieszkań na wynajem najprawdopodobniej będą musieli z nich zrezygnować. Powodem jest zwiększona podaż, która jest zasilana z dwóch źródeł. Po pierwsze beneficjenci programu Bezpieczny Kredyt 2%, którzy dotychczas wykańczali nieruchomości nabyte w jego ramach, zwalniają wynajmowane lokale. Po drugie, nowe mieszkania deweloperskie, oddawane do użytku, pełnią również funkcję produktu inwestycyjnego. W tej sytuacji zakup nieruchomości na wynajem staje się coraz mniej korzystny finansowo, szczególnie dla osób posiłkujących się kredytem hipotecznym wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka rynku nieruchomości Otodom. 

Nowa Ustawa Planistyczna, czyli jak zmienią się zasady planowania przestrzennego i ich wpływ na rynek nieruchomości

Wraz z wejściem w życie nowej ustawy planistycznej, uchwalonej 24 września 2023 roku, polski rynek nieruchomości staje przed znaczącymi zmianami, które mogą wpłynąć na sposób, w jaki deweloperzy, inwestorzy i samorządy będą podchodzić do zagospodarowania przestrzennego. Nowe regulacje, mające na celu uporządkowanie i ujednolicenie procesów planistycznych, będą miały bezpośredni wpływ na sektor nieruchomości, a szczególnie na inwestycje w projekty magazynowe i przemysłowe. Nowa ustawa stawia na większą przejrzystość, skrócenie procedur oraz lepsze dostosowanie planów przestrzennych do realnych potrzeb rozwojowych, ale jednocześnie wprowadza nowe wyzwania i ograniczenia. Co zatem czeka rynek nieruchomości od 2026 r. omawia Jacek Szkuta, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych, AXI IMMO.

Obecny stan prawny i dotychczasowe problemy

Dotychczasowy system planowania przestrzennego opierał się na trzech kluczowych dokumentach: wojewódzkich planach zagospodarowania przestrzennego, studiach uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin oraz miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Studium uwarunkowań nie miało statusu aktu prawnego, co oznaczało, że decyzje o warunkach zabudowy (tzw. „wuzetki”) mogły być wydawane nawet wbrew założeniom studium. Urzędnicy często mieli dużą swobodę w ich wydawaniu, co prowadziło do sytuacji, gdzie decyzje urbanistyczne były podejmowane niekoniecznie w oparciu o długoterminową strategię, lecz doraźne potrzeby. Skutkowało to niejednokrotnie chaosem przestrzennym, co w dłuższej perspektywie negatywnie odbijało się na ładzie przestrzennym w gminach.

Z jednej strony budowa magazynów poza obszarem miejskim umożliwiała uruchomienie inwestycji w nieprzemysłowej lokalizacji, która dawała możliwość otwarcia nowych miejsc pracy, z drugiej zaś dochodziło do sytuacji, gdzie obiekt odbiegał od struktury architektonicznej okolicznych zabudowań, co utrudniało harmonijny rozwój przestrzenny okolicy.

Nowe zasady – Miejscowe Plany Ogólne

Nowa ustawa zmienia ten stan rzeczy, wprowadzając obligatoryjne miejscowe plany ogólne zastępujące studia uwarunkowań. MPO mają być bardziej zwięzłe i łatwiejsze w uzyskaniu kompleksowej informacji. Gminy, które do tej pory nie miały miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego lub miały je tylko częściowo (np. w zakresie 30-40% swojego terytorium), będą musiały do 1 stycznia 2026 roku uchwalić miejscowe plany ogólne obejmujące całość terytorium gminy. Postanowienia planu ogólnego, będą wiążące dla ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego oraz decyzjach o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Dotychczasowe miejscowe plany zagospodarowania zachowają swoją moc, do czasu wygaśnięcia z mocy ustawy.

Jacek Szkuta, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych, AXI IMMO, wskazuje: „Miejscowe plany ogólne będą obejmowały maksymalnie 13 rodzajów stref planistycznych oraz jasno określone wskaźniki, takie jak maksymalna nadziemna intensywność zabudowy, wysokość budynków czy powierzchnia biologicznie czynna. Wprowadzenie takich parametrów ma na celu ograniczenie możliwości dowolnego interpretowania przepisów przez urzędników i zminimalizowanie ryzyka wydawania decyzji, które nie są zgodne z długofalowymi planami rozwojowymi gminy. Co więcej, nowe przepisy wprowadzają pięcioletni okres ważności decyzji o warunkach zabudowy, co ma na celu ograniczenie spekulacji gruntami i wymusić na inwestorach szybsze realizowanie inwestycji”.

Strefy uzupełnień zabudowy i ich znaczenie

Jednym z kluczowych elementów nowej ustawy jest wprowadzenie stref uzupełnień zabudowy, które mają na celu bardziej precyzyjne zagospodarowanie przestrzeni poprzez zapełnienie luk na terenach już ukształtowanych. Każda gmina będzie zobowiązana do wyznaczenia takich stref na podstawie analiz urbanistycznych. Strefy te mogą mieć różnorodne funkcje, od mieszkaniowych, przez usługowe, po przemysłowe i magazynowe. Dla sektora inwestycji magazynowych szczególnie istotne jest, że na terenach nieobjętych tymi strefami nie będzie można uzyskać decyzji o warunkach zabudowy, co oznacza ograniczenie możliwości stawiania nowych inwestycji w miejscach, które nie zostały z góry przewidziane jako tereny rozwojowe.

Od tej zasady będzie kilka wyjątków, ale dotyczyć one będą odbudowy, nadbudowy i rozbudowy istniejących obiektów. Kolejną zmianą jest terminowość WZ, zgodnie z nowelizacją WZ będą z mocy prawa wygasać po 5 latach od daty, w której stały się prawomocne. Natomiast ich ważność przed wejściem w życie nowelizacji nie jest ograniczona tym 5 letnim terminem.

Jacek Szkuta, wyjaśnia: ”Wyznaczenie stref uzupełnień zabudowy wymaga spełnienia kilku warunków. Na przykład, aby strefa mogła zostać uznana za uzupełniającą zabudowę, musi obejmować co najmniej zgrupowanie pięć budynków, w których odległość między sąsiadującymi ze sobą budynkami nie przekracza 100 metrów. Obszar ten wyznacza się krzywą poprowadzoną w odległości 50 m od obrysu budynków. To oznacza, że tworzenie nowych inwestycji magazynowych będzie ściślej kontrolowane i uzależnione od istniejącej zabudowy”.

Zintegrowany Plan Inwestycyjny – Nowe narzędzie dla inwestorów

Chociaż wprowadzenie miejscowych planów ogólnych oraz stref uzupełnień zabudowy wiąże się z pewnym ograniczeniem elastyczności w planowaniu przestrzennym, nowa ustawa oferuje inwestorom także narzędzia, które mogą ułatwić realizację ich projektów. Jednym z takich narzędzi jest zintegrowany plan inwestycyjny, który zastąpi dotychczasowe specustawy, takie jak np. Lex Deweloper, poprzez poszerzenie katalogu inwestycji, ponieważ mogą to być już wszelkie rodzaje inwestycji nie tylko mieszkaniowe jak poprzednio.

Zintegrowany plan inwestycyjny musi obejmować inwestycję główną oraz uzupełniającą, pozwala inwestorowi na negocjowanie z gminą warunków realizacji inwestycji, musi on być jednak zgodny z planem ogólnym, a w okresie przejściowym ze studium. Inwestor, zobowiązany jest podpisać tzw. umowę urbanistyczną z władzami gminy, zobowiązuje się do sfinansowania pewnych inwestycji na rzecz gminy (np. budowa drogi, przedszkola, infrastruktury publicznej) w zamian za przekształcenie terenu pod swoje potrzeby. W przypadku, gdy ZPI spełnia warunki postępowania uproszczonego wójt, burmistrz czy prezydenta miasta wykonuje czynności bez wyrażania przez radę gminy zgody na przystąpienie do sporządzenia ZPI. Takie podejście daje większą elastyczność w realizacji inwestycji, ale jednocześnie wiąże się z dodatkowymi kosztami po stronie inwestora.

Jacek Szkuta, komentuje: ”Nowe narzędzie daje inwestorom szansę na realizację projektów w przyspieszonym trybie, pod warunkiem współpracy z gminą i pokrycia kosztów infrastrukturalnych. Długoterminowo, ustawa ma na celu lepsze zarządzanie przestrzenią i dostosowanie terenów do rzeczywistych potrzeb gospodarczych i społecznych, co może sprzyjać stabilizacji rynku nieruchomości, ale także wprowadzić większą selektywność w wyborze terenów pod inwestycje. W praktyce ustawa wymusi bardziej strategiczne podejście do planowania inwestycji i może przyczynić się do profesjonalizacji rynku, jednak wymagać będzie od inwestorów elastyczności, a od gmin efektywnego zarządzania planami przestrzennymi”.

Wpływ ustawy na rynek inwestycji magazynowych

Dla rynku inwestycji magazynowych nowa ustawa może przynieść zarówno korzyści, jak i wyzwania. Z jednej strony, większa przejrzystość i przewidywalność systemu planistycznego oznacza, że inwestorzy będą mieli jaśniejsze wytyczne dotyczące tego, gdzie i na jakich warunkach mogą realizować swoje projekty. Dzięki temu czas oczekiwania na decyzje administracyjne może ulec skróceniu, a proces uzyskiwania pozwoleń na budowę stanie się bardziej przejrzysty.

Z drugiej strony, nowe regulacje mogą prowadzić do zmniejszenia dostępności działek pod inwestycje magazynowe. Ograniczenie wydawania decyzji o warunkach zabudowy poza wyznaczonymi strefami uzupełnień zabudowy oznacza, że tylko wybrane tereny będą mogły być przeznaczone pod nowe projekty. To może spowodować wzrost cen gruntów w strategicznych lokalizacjach oraz większą konkurencję o atrakcyjne działki.

Jednakże, dla inwestorów, którzy zdecydują się na wykorzystanie zintegrowanego planu inwestycyjnego, nowe regulacje mogą być szansą na realizację bardziej złożonych projektów w miejscach, które wcześniej nie były przeznaczone pod inwestycje magazynowe. O ile inwestorzy będą w stanie pokryć koszty związane z infrastrukturą dla gminy, mogą negocjować warunki, które umożliwią im realizację inwestycji na wybranych terenach.

„Nowa ustawa planistyczna z 2023 roku wprowadza istotne zmiany, które mają na celu uporządkowanie procesów planowania przestrzennego i zwiększenie przewidywalności inwestycji. Dla rynku nieruchomości, zwłaszcza w sektorze magazynowym i przemysłowym, zmiany te przyniosą zarówno korzyści, jak i wyzwania. Z jednej strony, większa przejrzystość wynikająca z wprowadzenia miejscowych planów ogólnych ułatwi planowanie i skróci procesy administracyjne. Z drugiej strony, ograniczenie możliwości uzyskiwania decyzji o warunkach zabudowy poza strefami uzupełnień zabudowy oraz bardziej restrykcyjne regulacje mogą prowadzić do zmniejszenia dostępności gruntów pod inwestycje, co wpłynie na ceny działek,” podsumowuje Jacek Szkuta.

Czy debiut Żabki zniechęci inwestorów?

Debiut grupy Żabka pozostanie w pamięci inwestorów na długo. Dla samej spółki i warszawskiej giełdy był on zdecydowanie sukcesem. Było to czwarte największe IPO na polskim rynku i czwarte pod względem wielkości w tym roku w Europie. Tym samym rodzimy parkiet może znowu pojawić się na radarach zagranicznych inwestorów instytucjonalnych oraz indywidualnych  . O tych drugich szczególnie zabiega od dłuższego czasu GPW. Oferta Żabki mogła okazać się kamieniem milowym potrzebnym do rozruszania polskiego rynku kapitałowego i tym samym zachęcić inwestorów do dywersyfikacji majątków, często zbyt skoncentrowanych w nieruchomościach.

Jednak emocje, jakich doświadczyli dzisiaj pojedynczy akcjonariusze, mogą częściowo zniechęcić do podejmowania ryzyka na giełdzie. Oczekiwania wobec akcji Żabki były bardzo wysokie, lecz kurs zamknął się równo na cenie ofertowej, czyli 21,5 zł za walor. Z jednej strony Żabce udało się uchronić przed spadkami obecnymi na szerokim rynku, z drugiej natomiast nie sprawdził się scenariusz szybkiego zysku. Pozostaje więc zadać pytanie, czy coś poszło nie tak?

W końcu udało się wybronić cenę ofertową w trudnych warunkach i przy bardzo wysokich oczekiwaniach. Następne dni mogą przynieść lepsze wiadomości dla inwestorów. Niedługo Żabka powinna zostać dodana do indeksu mWIG40, a zapowiadane są już przez zarząd dalsze działania. Prezes Żabki Tomasz Suchański w rozmowie dla Pulsu Biznesu podzielił się informacją o planowanym programie lojalnościowym dla akcjonariuszy. Ma to więc być zachęta do długoterminowego inwestowania w spółkę i wspierania jej wizji.

Równocześnie dla inwestorów detalicznych może nastać ciekawy czas, bo Żabka otworzyła puszkę IPO. W kolejce czeka już Transition Technologies MS, które potwierdziło plany w poniedziałek 14.10.2024 roku. W niedalekiej przyszłości z emisją ruszy również Studenac od funduszu Enterprise Investors. Spekuluje się również o wejściu na giełdę sieci laboratoriów Diagnostyka czy odmrożeniu postępowań Desy i Oferteo. Każda z tych emisji może zaoferować interesującą możliwość inwestycji w spółki, które często są obecne w naszym życiu.

Maksymilian Kuch, analityk, XTB

Wynagrodzenia w finansach i księgowości niezmiennie szybują w górę

Polski rynek pracy wciąż intensywnie poszukuje specjalistów z obszarów finansów, księgowości i prawa. Firmy potrzebują zarówno ekspertów, jak i menedżerów na kluczowe stanowiska, co wpływa na rosnące wynagrodzenia w tych dziedzinach. Wzrost ten wynosi średnio 15-20% r/r. Nie tylko pieniądze przyciągają kandydatów – coraz większe znaczenie mają elastyczność pracy, work-life balance i możliwości rozwoju zawodowego. Z kolei pracodawcy, w obliczu dynamicznych zmian rynkowych i technologicznych, szczególnie cenią sobie kompetencje miękkie oraz umiejętność adaptacji. To tylko niektóre wnioski, płynące z najnowszej edycji Przeglądu Wynagrodzeń i Trendów na Rynku Pracy 2025, w której konsultanci Michael Page przeanalizowali aktualne tendencje w zatrudnieniu i płacach dla 10 różnych obszarów, w tym finansów.

Z najnowszego raportu Michael Page wynika, że polski rynek pracy wciąż potrzebuje pracowników z dziedzin finansów i księgowości. Firmy intensywnie poszukują zarówno specjalistów, jak i menedżerów w tych obszarach. Do 5 najbardziej pożądanych stanowisk należą obecnie: Finance Manager/Director, Główny Księgowy, Kontroler Finansowy, Samodzielny Księgowy i Analityk Finansowy.

– W mojej ocenie widać, że z roku na rok coraz więcej kandydatów z obszaru finansów aplikuje na ogłoszenia, natomiast nie przekłada się to w równie dużym stopniu na sukcesy rekrutacyjne. Najlepsi kandydaci w większości nie poszukują aktywnie nowej pracy i pozostają pasywni na rynku. Część z nich jest gotowa rozważyć propozycje zmian zawodowych, ale w bardzo selektywny sposób podchodzi do wyboru pojawiających się ofert. Dotyczy to w szczególności doświadczonych specjalistów i ekspertów. Rekrutacja tych kandydatów jest według mnie dzisiaj najbardziej wymagająca, ponieważ osoby te otrzymują najwięcej propozycji oraz często poszukują już możliwości awansu pionowego lub istotnej zmiany w odpowiedzialności, która w niedalekiej przyszłości taki awans im umożliwi – mówi Michał Kłak, Director w Michael Page.

Strategiczni pracownicy

Obszar związany z finansami, księgowością oraz prawem wyróżnia się na tle innych przede wszystkim wyższym przeciętnym poziomem wynagrodzeń. Wynika to z szeregu wymagań pracodawców i konieczności posiadania odpowiednich umiejętności na danym stanowisku. Istotną rolę pełni też odpowiedzialność zawodowa związana ze strategicznym charakterem pracy dla funkcjonowania przedsiębiorstw. Pracownicy mogą m.in. dostarczać analizy, optymalizować procesy finansowe czy doradzać w kwestiach związanych z rentownością lub zarządzaniem ryzykiem. Jednocześnie mnogość zmian legislacyjnych oraz wysoka dynamika rynku w skali makro i mikro wymuszają na pracownikach ciągłą potrzebę poszerzania swojej wiedzy i dostosowywania się do nowej rzeczywistości. Postępujące zmiany determinują stale rosnące wynagrodzenia w dziedzinach związanych z finansami.

Przykładowo najczęściej oferowanym wynagrodzeniem na stanowisku Głównego Księgowego jest kwota 23 tys. zł brutto, czyli prawie 10% więcej w porównaniu do zeszłorocznych 21 tys. zł. Podwyżki objęły również Kontrolerów Finansowych, których najczęstsze wynagrodzenie wzrosło o ponad 14%, z 14 tys. zł do 16 tys. zł brutto, oraz Samodzielnych Księgowych, których pensje zwiększyły się o blisko 17%, z 12 tys. zł do 14 tys. zł brutto.

Interesujące jest to, że w wyjątkowych sytuacjach, w określonych strukturach organizacyjnych, mocno wzrosło również maksymalne wynagrodzenie proponowane na danym stanowisku. W takich przypadkach wynagrodzenie Głównego Księgowego może sięgać nawet 34 tys. zł, Kontrolera Finansowego 20 tys. zł, a Samodzielnego Księgowego 18 tys. zł. Nie są to częste sytuacje, ale warto mieć na uwadze, że one też mają istotny wpływ na oczekiwania kandydatów.

Nie tylko wynagrodzenia

Tegoroczny raport Page Group – Talent Trends 2024 pokazał, że wynagrodzenia są kluczowym czynnikiem na polskim rynku pracy. Na kolejnych miejscach znalazły się wciąż istotne work-life balance oraz elastyczność pracy. Tendencje te widać wyraźnie w finansach.

Kandydaci coraz bardziej doceniają nie tylko wyższe wynagrodzenia. Interesuje ich też praca hybrydowa, a także zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Ważna jest dla nich również możliwość rozwoju zawodowego, perspektywy awansu, zarządzanie zespołami i udział w międzydziałowych projektach.

– Kandydaci oczekują od nowej pracy nie tylko wyższego wynagrodzenia – choć jest to jeden z kluczowych warunków, który finalnie musi być spełniony, aby kandydat zaakceptował ofertę. Chcą również realnej zmiany swojej roli, otrzymania pewnej wartości dodanej. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której możliwość otrzymania w nowej pracy wyższego wynagrodzenia jest warunkiem koniecznym, aby zainteresować kandydata rozmową o jej zmianie. Jednak to, czy oferta zostanie zaakceptowana i dołączy on do nowej firmy, zależy od wspomnianych czynników pozapłacowych, które są dla niego atrakcyjne. Mówiąc wprost – te dwie kwestie muszą iść ze sobą w parze – dodaje Michał Kłak.

Kluczowe umiejętności i kompetencje

Pracodawcy w księgowości oczekują od kandydatów umiejętności analizy danych, tworzenia rekomendacji biznesowych oraz wspierania organizacji w ich implementacji. Cenne są także umiejętności techniczne, takie jak wdrażanie systemów ERP czy optymalizacja procesów, co przekłada się na większą efektywność operacyjną.

Oprócz wiedzy specjalistycznej dla danej roli, to właśnie kompetencje miękkie, takie jak przedsiębiorczość, elastyczność, adaptacja do nowych warunków i odporność psychiczna, często decydują o sukcesie pracownika. Szczególnie cenione są też samodzielność i inicjatywa, a na stanowiskach kierowniczych istotna jest dodatkowo zdolność do dostosowania stylu zarządzania do potrzeb różnych pokoleń pracowników, które obecne są na rynku pracy.

Ponadto pracownicy muszą wykazywać się biegłością w zarządzaniu zmianą, także cyfrową. Rewolucja, jaką niesie za sobą rozwój sztucznej inteligencji, nie ominie finansistów, księgowych i analityków. Mimo widma znaczących zmian związanych z automatyzacją procesów, eksperci przewidują, że zawody te przejdą ewolucję, zmieniającą ich rolę w firmach. Rozwój AI może być też motywacją do nauki i poszerzania swoich umiejętności.

Wyzwania dla działów prawnych

Działy prawne stoją dziś przed wyzwaniami związanymi z ochroną danych osobowych, szczególnie w kontekście szybkiego rozwoju technologicznego oraz przeciwdziałaniem praniu pieniędzy w organizacjach. Rośnie również popyt na prawników specjalizujących się w ESG i prawie ochrony środowiska, co wynika z rosnącej świadomości ekologicznej i wymagań dotyczących zrównoważonego rozwoju. Dziedzina ta jest wciąż młoda na polskim rynku, przez co występuje niedobór pracowników. Niska podaż przekłada się z kolei na możliwość negocjacji stawek i warunków przez pracowników.

– W ostatnich latach firmy coraz częściej tworzą lub rozbudowują wewnętrzne działy prawne, aby utrzymać kluczowe kompetencje w organizacji. Taki krok ma na celu nie tylko obniżenie kosztów związanych z zewnętrznym doradztwem, ale także przyspieszenie podejmowania decyzji biznesowych przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka prawnego. Działy te odgrywają również istotną rolę w dostosowywaniu się do coraz częstszych zmian w przepisach. Przykładami takich wyzwań są nowa ustawa o sygnalistach oraz wymogi związane z raportowaniem ESG. Dodatkowo rośnie zapotrzebowanie na specjalistów ds. compliance i AML, co wynika z potrzeby skuteczniejszego dbania o zgodność operacji firmy z dynamicznie zmieniającymi się regulacjami prawnymi – podsumowuje Rafał Olczak, Senior Manager w Michael Page.

Dyrektorzy IT, a sztuczna inteligencja – dużo obaw, braki w wiedzy i inne priorytety. Nowe badanie Salesforce

Aż 84% dyrektorów IT wierzy, że sztuczna inteligencja (AI) będzie równie znacząca dla ich firm, jak niegdyś internet. Mimo to jedynie 11% z nich przyznaje, że w pełni wdrożyło tę technologię, głównie z powodu wyzwań technicznych i organizacyjnych, takich jak bezpieczeństwo i obecna infrastruktura danych – wynika z badania firmy Salesforce, w którym wzięło udział 150 CIO w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 1 000 pracowników, w tym z Polski. Raport dostarcza przegląd stanu wdrożeń AI w przedsiębiorstwach oraz przeszkód, jakie muszą pokonać firmy, aby przyspieszyć wdrażanie agentów AI.

Najważniejsze wnioski obejmują:

  • CIO odczuwają presję bycia ekspertami w dziedzinie AI. Aż 61% dyrektorów IT uważa, że oczekuje się od nich większej wiedzy na temat AI, niż faktycznie posiadają, a ich głównym źródłem informacji są inni CIO z innych firm.
  • AI to przełomowa technologia, ale dyrektorzy IT podchodzą do niej ostrożnie. Choć 84% z nich uważa AI za równie znaczącą, jak internet, aż 67% podchodzi do jej wdrażania z większą ostrożnością niż do innych technologii.
  • Priorytetem dla IT są dane, a nie AI. CIO przeznaczają średnio 20% swoich budżetów na infrastrukturę danych, podczas gdy tylko 5% na AI. Największe obawy dotyczą zagrożeń związanych z bezpieczeństwem lub prywatnością oraz braku zaufanych danych.
  • Partnerzy biznesowi muszą zweryfikować swoje oczekiwania dotyczące AI. 66% CIO wierzy, że zrealizują zwrot z inwestycji (ROI) w AI, ale 68% uważa, że interesariusze biznesowi mają nierealistyczne oczekiwania co do terminu uzyskania tych korzyści.
  • Dyrektorzy IT widzą rozbieżności między działami w kwestii AI. Choć takie działy, jak obsługa klienta, są uważane za mające największy potencjał w wykorzystaniu AI, są one postrzegane jako najmniej przygotowane do wdrożenia tej technologii.

„Generatywna sztuczna inteligencja to jedna z najbardziej transformacyjnych technologii tego stulecia” – powiedział Juan Perez, CIO w Salesforce. „To badanie daje wgląd w fundamenty, które CIO w różnych branżach i lokalizacjach przygotowują, by wprowadzić naprawdę przełomową AI” – dodaje ekspert.

Wdrożenie AI opóźnia się w stosunku do oczekiwań interesariuszy, wprowadzając tym samym niemałe ryzyko

Wykorzystanie sztucznej inteligencji gwałtownie rośnie w miejscach pracy, ponieważ interesariusze biznesowi dostrzegają szanse na zwiększenie efektywności. Aż 77% CIO twierdzi, że mają dobre lub doskonałe wsparcie zarządu w kwestii wartości AI. Jednak dyrektorzy IT obawiają się presji ze strony partnerów biznesowych – 68% z nich uważa, że istnieją nierealistyczne oczekiwania dotyczące szybkiego zwrotu z inwestycji (ROI) związanego z wdrożeniem AI.

Duże grupy liderów biznesowych z obszarów sprzedaży, marketingu, obsługi klienta oraz e-commerce deklarują, że znają możliwości AI i korzystają z niej w codziennej pracy. Istnieją jednak dowody na to, że wiele z tych wdrożeń odbywa się bez zgody CIO, co wprowadza znaczące ryzyko związane z bezpieczeństwem, gdy pracownicy przesyłają wrażliwe dane za pomocą niezabezpieczonych dużych modeli językowych (LLM).

Z drugiej strony, tylko 11% CIO — posiadających większą wiedzę techniczną i szerszy ogląd organizacji — twierdzi, że w pełni wdrożyło AI, co stanowi o 18 do 38 punktów procentowych mniej, niż ich odpowiednicy w innych działach biznesowych.

„Przyjęcie narzędzi generatywnej AI przez pracowników wprowadza nową erę tzw. „shadow AI”, co podkreśla pilność wdrożenia zaufanych narzędzi” – powiedział Perez.

CIO stawiają na dane i bezpieczeństwo przed AI

Wolne tempo wdrażania szeroko zakrojonych strategii AI w przedsiębiorstwach można przypisać konieczności wykonania prac przygotowawczych, z którymi dyrektorzy IT muszą się zmierzyć w pierwszej kolejności. Ze względu na transformacyjny charakter AI, 67% CIO twierdzi, że podchodzą do jej wdrożenia bardziej ostrożnie w porównaniu z innymi technologiami. Napotykają oni na wiele wyzwań związanych z implementacją AI, ale te dotyczące bezpieczeństwa i danych są zdecydowanie najczęstsze.

Chociaż kwestie bezpieczeństwa można rozwiązać, wybierając dostawców z solidną infrastrukturą zabezpieczeń i systemami zapewniającymi etykę i wiarygodność. Dane, które są podstawą AI, powinny być aktualne, wysokiej jakości, co może być szczególnie trudnym wyzwaniem – ten wątek został podkreślony przez wielu ankietowanych z różnych branż. Zrozumienie, że przed pełnym wdrożeniem AI muszą uporządkować swoje dane, sprawia, że CIO obecnie przeznaczają średnio czterokrotnie większy budżet na inicjatywy związane z przetwarzaniem, magazynowaniem oraz zarządzaniem informacjami.

„Inicjatywy związane z danymi nie są niczym nowym, ale teraz osiągnęły bezprecedensowy poziom pilności i priorytetów” – powiedział Perez. „Prawie każda firma, z którą rozmawiam, przekierowuje swoje zasoby, aby zapewnić integrację, dostępność i relewantność danych”.

Mimo to CIO odczuwają niepewność co do tego, ile środków powinno być przeznaczonych na AI na wczesnym etapie rozwoju tej technologii. Tylko 47% dyrektorów IT ma pewność, że przydzieliło odpowiednią ilość budżetu na inicjatywy związane z AI.

Jednak CIO nadal mają wątpliwości, ile środków przeznaczyć na sztuczną inteligencję (AI) na wczesnych etapach rozwoju tej technologii. Tylko 47% CIO jest przekonanych, że przydzielili odpowiednią ilość budżetu na inicjatywy związane z AI.

CIO mają trudności z ustaleniem priorytetów dla AI

Poza wyzwaniami związanymi z budowaniem fundamentów danych, wielu CIO zmaga się z trudnością określenia, gdzie i jak AI powinna być wdrażana w organizacji. Jest to szczególnie istotne, biorąc pod uwagę nowość technologii AI oraz brak zrozumienia, a nawet obawy wobec niej w różnych działach.

Chociaż przypadki użycia AI mogą być bardziej oczywiste w niektórych obszarach biznesu, te działy mogą nie być najbardziej otwarte lub zdolne do wykorzystania tej technologii. Na przykład, CIO postrzegają dział obsługi klienta jako ten, który ma najwięcej przypadków użycia AI, ale jednocześnie jest on najmniej entuzjastyczny. Z kolei marketing jest uznawany za najbardziej chętny do wykorzystania AI, ale najmniej przygotowany pod kątem umiejętności.

Niektórzy CIO odkrywają, że ta rozbieżność między wartością biznesową AI, entuzjazmem a gotowością wymaga bardziej precyzyjnego podejścia do wdrażania tej technologii w całym przedsiębiorstwie.

W rezultacie niektórzy dyrektorzy IT uważają, że bardziej skuteczne jest uruchamianie projektów pilotażowych, które pokazują moc AI, aby przedstawić argumenty za jej szerszym wdrożeniem. W rzeczywistości 75% respondentów opisuje swoje organizacje jako będące w fazie eksperymentalnej wdrażania AI.

CIO zwracają się do siebie o edukację w zakresie sztucznej inteligencji

Podczas gdy ich szefowie koncentrują się na implikacjach biznesowych AI, CIO znajdują się pod prawdopodobnie największą presją w swojej karierze, aby pomóc w definiowaniu i wdrażaniu strategii. Sztuczna inteligencja jest nie tylko nieznaną technologią, ale także taką, która ewoluuje w niezwykłym tempie. W rezultacie dyrektorzy IT muszą być na bieżąco i to szybko.

Wiedzą oni jednak, że nie są sami, jeśli chodzi o deficyt wiedzy na temat sztucznej inteligencji. Podczas gdy ponad trzech na pięciu CIO uważa, że oczekiwania interesariuszy dotyczące ich wiedzy specjalistycznej w zakresie sztucznej inteligencji są nierealistyczne, tylko 9% uważa, że ich koledzy mają większą wiedzę.

Starając się rozwijać wiedzę specjalistyczną w zakresie szybko rozwijającej się technologii, CIO zwracają się do znanych źródeł informacji, takich jak firmy analityczne, dostawcy technologii i media technologiczne. Jednak dyrektorzy IT są najbardziej skłonni zaufać swoim kolegom z innych firm w tej sprawie.

Metodologia

Salesforce zlecił NewtonX przeprowadzenie podwójnie anonimowej ankiety wśród 150 zweryfikowanych CIO przedsiębiorstw na całym świecie. Ankieta została przeprowadzona między 23 a 30 lipca 2024 r. i przyniosła odpowiedzi z 18 krajów i 17 branż, w tym z Polski. Przedsiębiorstwo definiuje się w badaniu jako firmę zatrudniającą co najmniej 1000 pracowników.

Wrześniowy odczyt inflacji CPI w UE jest niższy od wstępnego odczytu

Finalny odczyt wrześniowego wskaźnika inflacji CPI w UE za wrzesień wyniósł 1,7 proc. r/r i jest niższy od wstępnego odczytu o 0,1 p.p. oraz niższy od sierpniowego odczytu aż o 0,5 p.p.

Do tego finalny odczyt w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,1 proc., co potwierdza wcześniejsze deflacyjne prognozy i jest spadkiem o 0,2 p.p. w stosunku do odczytu z poprzedniego miesiąca.

Malujący się z tych danych obraz powinien upewnić EBC w kontynuowaniu cyklu obniżek stóp procentowych. Negatywne zaskoczenia, choć w tym przypadku niewielkie, mogą przełożyć się na szybsze niż wcześniej zakładane tempo obniżek stóp procentowych, co z kolei może wpłynąć na osłabienie EUR i obniżenie rentowności obligacji w strefie Euro. Najbliższe dni mogą być w tych segmentach ciekawe.

Piotr Bawolski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw w Polsce znów wzrosła

Od początku roku do końca września niewypłacalność ogłosiło 4 465 polskich firm. Firma Coface, która co kwartał przygotowuje raport na ten temat, podkreśla, że to aż 95% wszystkich przedsiębiorstw, które podjęły działania insolwencyjne w 2023 roku. Do końca roku pozostały jeszcze 3 miesiące, a eksperci już dziś prognozują, że w grudniu liczba niewypłacalności osiągnie rekord i wyniesie 5 tysięcy. W których sektorach dynamika wzrostu była największa i jakie branże ucierpiały najbardziej?

Choć polska gospodarka znajduje się obecnie w fazie ożywienia, a eksperci notują coraz większy realny wzrost PKB, to sytuacja przedsiębiorstw nadal pozostaje trudna. Zmagają się one m.in. z wysokimi cenami paliwa i energii, z dużymi kosztami działalności, a także ograniczoną liczbą zamówień przeznaczonych na eksport. Nie bez znaczenia dla naszej gospodarki jest również kondycja ekonomiczna naszych partnerów handlowych, a szczególnie Niemiec, które pozostają w recesji. Czynniki te spowodowały, że liczba niewypłacalnych polskich firm po trzech kwartałach 2024 roku jest o 23% wyższa niż po analogicznym okresie w ubiegłym roku. Warto również podkreślić, że, tak jak w poprzednich latach, większa część wszystkich zgłoszonych niewypłacalności to postanowienia restrukturyzacyjne – stanowią one 96% wszystkich niewypłacalnych firm.

Budownictwo i transport z dużą dynamiką niewypłacalności

Sytuacja budownictwa i transportu nie uległa zmianie. Podobnie jak w drugim kwartale 2024 roku branże te, obok przemysłu drzewnego i spożywczego, wysuwają się na prowadzenie pod względem dynamiki niewypłacalności.

Jak wskazują eksperci, niemal 60% tegorocznych zgłoszeń niewypłacalności dotyczy budownictwa specjalistycznego. Najbardziej ucierpiały tutaj jednoosobowe działalności, najczęściej instalacyjne, remontowe i ogólnobudowlane. Działając na lokalnych rynkach, nie były one w stanie pozyskać zleceń o wystarczającej wartości, a z drugiej strony wygenerować niezbędnych środków umożliwiających kontynuowanie działalności gospodarczej. Z problemami zmaga się także sektor transportowy.

– Sytuacja w transporcie jest bardzo zła. Udział firm z sektora TSL w całej populacji niewypłacalnych podmiotów nieustannie wzrasta. Na koniec 2022 roku stanowiły one niecałe 10%, po 2023 roku – 11,6%, zaś po trzech kwartałach 2024 roku ich udział wyniósł 14,2% – mówi Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface z Polsce. – Polski transport drogowy był dotychczas liderem usług transportowych w Europie. Niestety wiele sektorów w gospodarkach europejskich pozostaje dalej w recesji lub rozwija się poniżej oczekiwań, co generuje niższy popyt na usługi przewozowe. Wyzwania natury popytowej to jednak tylko wierzchołek góry lodowej – dodaje.

Bez większych zmian w niewypłacalności pod względem regionów i formy prawnej

Trzeci kwartał 2024 roku nie zaskakuje pod względem rozłożenia niewypłacalności na regiony. Czołówka trzech województw pozostaje taka sama jak w dwóch poprzednich kwartałach: mazowieckie – 818 niewypłacalnych firm, śląskie – 586 oraz wielkopolskie – 482. Zmiana nastąpiła jednak na końcu zestawienia. Regionem, w którym podjęto najmniej działań insolwencyjnych było w trzecim kwartale województwo świętokrzyskie (79 firm), nie zaś, jak w poprzednich miesiącach, Opolszczyzna.

Tak jak w poprzednich kwartałach i latach, najwięcej upadłości zanotowano w grupie indywidualnych podmiotów – przedsiębiorców (3243). Na drugim miejscu znalazły się spółki z.o.o. (992), a dalej spółki komandytowe (92) i akcyjne (70).

Co czeka nas w kolejnych miesiącach?

Za wzrost liczby niewypłacalnych firm w trzecim kwartale 2024 roku odpowiadają zarówno zjawiska mikro, jak i makroekonomiczne. Istotne znaczenie miały m.in. wysokość marż znajdujących się pod dużą presją oraz wzrost kosztów pracy. Największe ryzyko dla polskiej gospodarki stanowi jednak sytuacja na rynkach zagranicznych – zwłaszcza we wspomnianych już Niemczech. Polska nadal pozostaje atrakcyjnym miejscem do lokowania inwestycji, ale niepewność gospodarcza na świecie powoduje niższy napływ inwestycji zagranicznych do naszego kraju niż w ubiegłych latach.

Biorąc pod uwagę te czynniki, ekonomiści prognozują dalszy wzrost niewypłacalności. Prawdopodobnie do końca roku dotknie ona ok. 5 tysięcy firm.

– Dynamika wzrostu wynagrodzeń pozostanie dodatnia, ale będzie się stabilizować na jednocyfrowych poziomach. Inwestycje w aktywa trwale będą miały rosnący udział we wzroście gospodarczym kosztem konsumpcji prywatnej – przewiduje Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i w Regionie Europy Centralnej. – Wzrost inwestycji, zwłaszcza w ramach środków unijnych, jest oczekiwany przez branżę budowlaną, która odnotowuje znaczny spadek aktywności od początku tego roku. Niewypłacalności w budownictwie zwiększyły się aż o 47%, a zakładając, że od momentu przetargów do realizacji kontraktów musi minąć określony czas, branża ta nadal będzie jednym z niechlubnych liderów wzrostu postępowań także w kolejnych raportach niewypłacalności – podsumowuje ekspert.

Co ze spodziewanym wzrostem gospodarczym? Choć drugi kwartał 2024 roku wskazywał na lekkie ożywienie, należy się spodziewać, że bieżący rok zakończy się z PKB na poziomie 3%. Dopiero w 2025 roku gospodarka nieco wyraźniej przyśpieszy.

Raport po III kwartale: ceny mieszkań z rynku wtórnego niższe o 2-7 proc.

Właściciele mieszkań schodzą na ziemię i powoli obniżają ceny.

III kwartał 2024 r. przyniósł w końcu nieco lepsze wieści dla kupujących. Po raz pierwszy od dawna średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w miastach wojewódzkich częściej spadały niż rosły, zarówno w przypadku kawalerek, jak i większych lokali. – Osoby sprzedające, widząc trudną sytuację na rynku, w końcu urealniają swoje oczekiwania cenowe – mówi Rafał Bieńkowski z portalu ogłoszeniowego Nieruchomosci-online.pl.

Analiza przeprowadzona przez Nieruchomosci-online.pl objęła 18 miast wojewódzkich. Okazało się, że w III kwartale br. średnie ceny ofertowe kawalerek spadły w 8 stolicach województw, mieszkań dwupokojowych – w 6, a trzypokojowych – w 8. Było też sporo przypadków ustabilizowania się cen na poziomie z II kwartału.

– Szczególnie w przypadku lokali dwu- i trzypokojowych na palcach jednej ręki można policzyć miasta, w których ostatni kwartał przyniósł wzrost średniej ceny ofertowej – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Ceny mieszkań w Warszawie zamroziły się

Średnie stawki ofertowe kawalerek spadły w niektórych miastach w porównaniu do II kwartału o 2-6%. Korekta pojawiła się w Białymstoku, Gorzowie Wlkp., Krakowie, Łodzi, Opolu, Rzeszowie, Szczecinie i Wrocławiu. Z kolei w Warszawie, Bydgoszczy i Toruniu ceny się ustabilizowały – praktycznie nie drgnęły, bo tak należy interpretować wahania wynoszące w górę lub dół mniej niż 1 proc.

Średnie stawki ofertowe za metr mieszkania dwupokojowego są niższe w części miast o 2-7 proc. k/k. W tym przypadku osoby sprzedające właśnie o tyle były gotowe ustąpić w Białymstoku, Olsztynie, Opolu, Rzeszowie, Szczecinie i Toruniu. Co ważne, aż w ośmiu kolejnych miastach wojewódzkich ceny zatrzymały się na poziomie z II kwartału. Dotyczy to Gdańska, Katowic, Kielc, Krakowa, Łodzi, Warszawy, Wrocławia i Zielonej Góry.

W przypadku „trójek” korekty kwartalne były wprawdzie nieco mniejsze – wynosiły 1-3 proc. w dół – ale też przeważały, bo wystąpiły w Białymstoku, Katowicach, Kielcach, Łodzi, Olsztynie, Opolu, Rzeszowie i Szczecinie. Zaledwie w dwóch miastach średnia cena ofertowa lekko wzrosła i były to Bydgoszcz oraz Lublin. W pozostałych ośmiu miastach ceny się zamroziły, ponieważ wahania były kosmetyczne, wynoszące mniej niż 1 proc.

– Co ciekawe, jest kilka miast, które w ostatnim kwartale „zapaliły się” na zielono we wszystkich analizowanych przez nas wielkościach mieszkań. Białystok, Opole, Rzeszów i Szczecin to lokalizacje, w których średnia cena ofertowa spadła zarówno w przypadku kawalerek, jak i mieszkań dwu- i trzypokojowych – dodaje Rafał Bieńkowski.

Koniec roku też raczej bez wzrostów

– To znacząca zmiana w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w pierwszej połowie roku, kiedy obniżki były rzadkie i nieśmiałe. Obecnie na rynku panuje pewne zdezorientowanie zarówno wśród kupujących, jak i sprzedających. Część osób nie wie, co robić w oczekiwaniu na zapowiadany przez rząd program mieszkaniowy. Jeszcze inni czekają, bo liczą na to, że zapowiadana na przyszły rok obniżka stóp procentowych stanie się faktem. Obecnej sytuacji nie powinniśmy więc odczytywać jako zapaść w mieszkaniówce. Po prostu osoby sprzedające, widząc trudną sytuację na rynku, w końcu urealniają swoje oczekiwania cenowe. Powoli rozumieją, że bez obniżek nie będzie klienta – komentuje Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Prognozy agentów nieruchomości wskazują, że w IV kwartale tego roku ceny ofertowe mieszkań też nie powinny rosnąć. W badaniu nastrojów przeprowadzonym przez Nieruchomosci-online.pl wzrost stawek przewidywało tylko 29 proc. pośredników.Rynek wtórny – ceny III kw. 2024

Elektryczne samochody w Polsce: 74 307 zarejestrowanych pojazdów do września 2024 r.

Według danych z końca września 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 74 307 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze trzy kwartały br. ich liczba zwiększyła się o 14 102 szt. (tj. o 5% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec września 2024 r. po polskich drogach jeździło 128 914 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 66 937 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 61 977 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 7 403 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec września składała się z 22 691 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 886 179 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 393 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1327 szt., zaś wodorowe – 66 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec września 2024 r. w Polsce funkcjonowały 7 962 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych (4 400 stacji). 30% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

–  We wrześniu tego roku liczba nowych samochodów elektrycznych zarejestrowanych w Polsce wzrosła o 18%. To dobra wiadomość, choć jeśli spojrzymy na cały rok, to w przypadku rejestracji jest to poziom poprzedniego – 2023 roku. Widać wyraźnie, że bez systemu wsparcia przez państwo ten segment nie będzie się rozwijał wystarczająco szybko. Dlatego tak ważne jest, żeby jak najszybciej został uruchomiony system wsparcia dla osób fizycznych wpisany do KPO oraz by jak najszybciej ponownie została uruchomiona ścieżka leasingowa programu „Mój elektryk”, zawieszona we wrześniu. Te rozwiązania z całą pewnością pozwolą na rozwój segmentu zeroemisyjnych pojazdów w przyszłym roku – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

W 2024 r. szczególny wzrost zanotował jeden segment sektora e-mobility – samochody ciężarowe. Przez ostatnie trzy kwartały flota eHDV w Polsce zwiększyła się o niemal połowę. Liczby bezwzględne pozostają jednak niskie, dlatego tak ważne jest możliwie szybkie uruchomienie programu „Wsparcie zakupu lub leasingu pojazdów zeroemisyjnych kategorii N2 i N3”, który pod koniec ubiegłego tygodnia został zaakceptowany przez Europejski Bank Inwestycyjny. Branża wciąż czeka również na rozpoczęcie naboru w ramach programu wsparcia infrastruktury dla eHDV. Zatwierdzenie tego programu nastąpiło już w marcu, przyjmowanie wniosków miało ruszyć w III kwartale b.r., a mimo to wciąż brakuje oficjalnych informacji na temat terminu wdrożenia dotacji. Spodziewamy się, że po uruchomieniu wspomnianych instrumentów subsydiów oraz zapowiedzianego programu dopłat do przyłączy elektroenergetycznych, w 2026 r. liczba nowo rejestrowanych, elektrycznych samochodów ciężarowych może wzrosnąć w Polsce do nawet 4,5 tys. szt.  – mówi Łukasz Witkowski, Wiceprezes PSNM.

Rynek usług i produktów związanych z AI wzrośnie do $990 mld w 2027 r.

Rynek sprzętu i oprogramowania związanego ze sztuczną inteligencją (AI) będzie rósł 40-55 proc. rocznie i osiągnie wartość $780-$990 mld w 2027 roku, wynika z analiz firmy doradczej Bain & Company. Gwałtowny rozwój AI będzie skutkował rosnącym zapotrzebowaniem na wielkie centra danych i procesory graficzne (GPU), co może wywołać kolejny, globalny kryzys dostępności półprzewodników.

Popyt na rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji rośnie na całym świecie i we wszystkich sektorach, a nowa technologia już dziś odgrywa ważną rolę w zwiększaniu produktywności firm. Według ekspertów Bain, narzędzia wykorzystujące AI pozwalają zmniejszyć czas obsługi w centrach klientach o 20-35 proc., skracają pracę przy tworzeniu oprogramowania o 15 proc., a także redukują czas potrzebny na tworzenie treści marketingowych i sprzedażowych o 30-50 proc.

Firmy wychodzą już z eksperymentalnej fazy wdrażania nowych rozwiązań i zaczynają skalować zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji. Wiele organizacji postawiło sobie ambitny cel wprowadzenia AI do wszystkich obszarów swojej działalności – mówi Paweł Szreder, partner Bain & Company.

Eksperci Bain szacują, że liczba zadań wykonywanych przez AI będzie rosła 25-35 proc. rocznie do 2027 roku, co spowoduje znaczne zwiększenie popytu na sprzęt i oprogramowanie z tym związane. Przełoży się to na radykalne zwiększenie skali działania centrów danych w najbliższych 5-10 latach. Ich średnia moc wzrośnie z obecnych 50–200 MW do powyżej 1 GW.

Rosnące zapotrzebowanie na centra danych będzie miało daleko idące konsekwencje. Ich działanie już dzisiaj pochłania ogromne ilości energii elektrycznej, a w przyszłości będą one musiały dodatkowo konkurować o zasoby z coraz większą ilością aut elektrycznych. Kraje muszą działać już teraz, inwestować w swoje sieci i produkcję energii, by przyciągnąć liderów tej technologii i zapewnić im odpowiednie warunki – dodaje Paweł Szreder.

Rozwój sztucznej inteligencji będzie skutkował również gwałtownym wzrostem zapotrzebowania na procesory graficzne (GPU) i zwiększy popyt na ich komponenty o co najmniej 30 proc. do 2026 roku. W niektórych obszarach wzrost popytu będzie jeszcze bardziej drastyczny. Według szacunków Bain, producenci obudów do układów scalonych musieliby rozbudować swoje moce produkcyjne aż trzykrotnie do 2026 roku, by sprostać zapotrzebowaniu na ich produkty.

Trendy, które obserwujemy mogą spowodować kolejny kryzys łańcucha dostaw i wywołać braki w dostępności półprzewodników. Wpływ na te zjawisko będą mieć napięcia geopolityczne, przede wszystkim w Azji Wschodniej. Braki na rynku z pewnością odbiłyby się również na producentach aut, komputerów osobistych i smartfonów – mówi Paweł Szreder.

Raport Bain zwraca również uwagę na nowe zjawisko, jakim jest powstawanie własnych krajowych rozwiązań opartych o AI, które pojawiły się już w Kanadzie, Francji, Indiach, Japonii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rosnąca rywalizacja między państwami, a także obawy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności danych powodują, że coraz więcej krajów chce rozwijać swoje lokalne kompetencje w obszarze AI.

Rządy na całym świecie subsydiują rodzime firmy, które tworzą własne modele sztucznej inteligencji. Mówimy tutaj o miliardowych inwestycjach potrzebnych do budowy infrastruktury obliczeniowej i modeli tworzonych w oparciu o lokalne dane. Jednak potencjał tej technologii jest tak duży, że zwłaszcza w kontekście globalnych zawirowań geopolitycznych wiele krajów widzi potrzebę posiadania własnych lokalnych zdolności w tym obszarze – dodaje Paweł Szreder.

Trump chce „pomagać” Fed

Dolar amerykański dalej silny na rynku FX. Euro czeka na jutrzejsze posiedzenie EBC. Niższa inflacja na Wyspach wspiera scenariusz cięcia stóp o 25 pkt bazowych na posiedzeniu listopadowym. 

Sondaże wpływają na rynki

Na rynku walutowym nadal prym wiedzie USD i nie jest to do końca kwestia tego co zrobi Fed, bo scenariusze nie zmieniają się od kilku dni, a raczej dyskontowanie powrotu do prezydentury Trumpa. W ostatnich dniach sondaże jasno wskazują, że kandydat Republikanów zyskuje i jest bliżej wygranej, widać to również po notowaniach bukmacherów. Efekty (wzrost rentowności) można też zauważyć na rynku obligacji, a to dlatego, że pomysły Trumpa na gospodarkę mają zadziałać proinflacyjnie, a w konsekwencji wstrzymać cięcia stóp procentowych. W ogóle temat Fed i Trumpa w ostatnich godzinach stał się gorący. Kandydat Republikanów znów zaszokował wypowiedzią, w której twierdził, że to prezydent powinien mówić decydentom, co mają robić ze stopami procentowymi. Niby nic nowego, bo przecież kilka lat wcześniej Trump chciał ograniczać niezależność Fed, ale pokazuje to w jakim kierunku możemy zmierzać po jego wygranej. Powrót Trumpa do władzy to także potencjalnie plus dla rynku akcji, gdzie zanosi się na obniżki podatków, które będą wspierać finansową stronę firm. Wspominaliśmy o kwestii proinflacyjnej, która może wpłynąć na ograniczenie działań Fed w kolejnych latach i mniejszą skłonność do obniżki stóp. To przekłada się na silniejszego dolara.

Nie chcę, ale muszę

Główna para walutowa świata dryfuje dzisiaj tuż pod granicą 1,09. Mimo tego, że mamy mix czynników pro-dolarowych i raczej tych negatywnych dla euro, dalszy ruch na południe został zahamowany. Być może to też faza oczekiwania na to, co zrobi jutro EBC. W teorii zapowiadał na poprzednim posiedzeniu, że cięcia stóp będą dokonywane raz na kwartał. Niemniej jednak pozostawiająca wiele do życzenia sytuacja gospodarcza na naszym kontynencie skłania do tego, że trzeba działać jednak nieco szybciej. Rynek niemal w 100% wycenia scenariusz, że już jutro zobaczymy cięcie stóp o 25 pkt bazowych. Tym bardziej, że nawet zwyczajowo jastrzębi członkowie EBC w swoich wypowiedziach wskazywali, że wyceny rynkowe odnośnie dalszych działań są adekwatne. Taka decyzja jutro może dać zielone światło do spadków EUR/USD w okolice nawet 1,08. W średnim terminie gołębi EBC w połączeniu ze słabością gospodarczą mogą spowodować spadek kursu jeszcze niżej w okolice nawet 1,06. Momentem, który zmieni sytuację może być dopiero sygnał odbicia gospodarczego, choćby z Niemiec.

Inflacja daje zielone światło

Sporo się dzieje również na Wyspach Brytyjskich, gdzie każdy dzień przynosi nowe informacje w kontekście możliwego działania przez Bank Anglii na posiedzeniu 7 listopada. Wczoraj dane z rynku pracy wskazały na lepszą sytuację, szczególnie tempo wzrostu wynagrodzeń nadal pozostaje wysokie (4,9%), co wskazuje na to, że może być problem z dalszym wygaszaniem presji inflacyjnej. Stąd po publikacji zmniejszyła się nieco szansa na to, że BoE dokona cięcia stóp choćby o 25 pkt bazowych. Dzisiaj sytuacja znów się zmieniła, tym razem na korzyść scenariusza zmniejszania kosztu pieniądza. Chodzi o dane inflacyjne za wrzesień, które okazały się niższe od prognoz 1,7% vs 1,9%. To również spadek względem poprzedniego miesiąca, gdzie widzieliśmy 2,2%. Funt traci więc dzisiaj na rynku FX, bo znów prawdopodobieństwo obniżki stóp stało się tym najbardziej realnym, GBP/USD powraca w okolice 1,30, a EUR/GBP oscyluje w okolicach 0,8350.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Realna stopa procentowa i polityczne koszty: Jak NBP wpłynęło na inflację i sytuację polityczną w Polsce

Inflacja CPI w roku 2023 wyniosła 11,5%, więc wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych o 4,9%  w okresie ostatnich miesięcy  oznacza silny spadek inflacji.

Ten spadek jest spowodowany nową, wyraźnie ostrzejszą niż w poprzednich kilku latach polityką pieniężną, bo  utrzymywaniem stopy referencyjnej NBP na stałym  poziomie 5,75% r/r w roku 2023 i  przez  pierwszą połowę roku 2024, pomimo spadającej inflacji. Oznacza to, że stopy rynkowe  wynoszą teraz  około 8-9%.

Wysoka  realna stopa procentowa  oznacza zwykle duży polityczny koszt  dla rządu. Tę nową politykę monetarną NBP prawdopodobnie należy wiązać z utratą rządu przez PIS na rzecz koalicji  czterech partii, bo szef NBP oraz większość Rady Polityki Pieniężnej  to osoby wybrane przez PIS . Obecna Rada uwolniła się w wyniku wyborów od swojej zależności politycznej. Równocześnie ta nowa polityka  podtrzymała  na stabilnym poziomie kursy złotego wobec dolara i euro, co obniżyło ceny w zakresie transportu. Dzięki temu  w ostatnich miesiącach inflacja zaczęła spadać pomimo dużego wzrostu kosztów pracy.

NBP podkreśla teraz , że ponieważ ustawowym celem jest spadek inflacji do około 2,5%,  to dalsze obniżki stopy referencyjnej powinny być zdaniem całego RPP, a nie tylko jej senackiej części,  stosunkowo powolne. Taka polityka byłaby w interesie kraju. – podkreśla Stanisław Gomułka.

Sztuczna inteligencja wkracza na rynek pracy. Czy nasze etaty są zagrożone?

W przyszłości inteligentne rozwiązania technologiczne stworzą nowe zawody. Sztuczna inteligencja zwiększy wydajność pracy, tak jak uczyniły to maszyny i komputery.

Dziś sztuczna inteligencja (AI) jest wszędzie. Używane na co dzień technologie, finanse, zdrowie, motoryzacja, informatyka, przemysł i produkcja, rolnictwo, marketing i sprzedaż – to tylko niektóre dziedziny życia, w których zastosowania znajdują inteligentne rozwiązania. Czaty już generują treści na dowolne tematy, programy samoistnie tworzą grafikę i filmy, a aplikacje rozpoznają obrazy. Nowoczesne technologie coraz częściej zastępują człowieka w analizie danych i tworzeniu treści. Czy rozwój sztucznej inteligencji pozbawi nas zatem pracy?

Niels Bohr, laureat nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, miał powiedzieć, że prognozowanie jest trudne, szczególnie wtedy, gdy chodzi o przyszłość. Z drugiej strony jednak przysłowie mówi, że historia lubi się powtarzać. Tak naprawdę nikt jednak nie wie, jak potoczą się nadchodzące zdarzenia. Dlatego prognozując przyszłość opieramy się na danych z przeszłości, a te dowodzą, że rozwój technologii nigdy nie powodował bezrobocia.

Od lat wszelkie ingerencje w rynek pracy, w tym postęp technologiczny, powodują niepokój i strach o przyszłość. Dzieje się tak, ponieważ rynek pracy jest rynkiem szczególnym. Przedmiotem transakcji na nim jest praca poszczególnych ludzi, a działalność zawodowa człowieka determinuje jego zarobki i byt. Dlatego perspektywa zmian technologicznych na rynku pracy często rodzi obawy przed utratą zatrudnienia i pozbawieniem środków do życia. Obawy te czasami prowadziły do gwałtownych wydarzeń. Podczas rewolucji przemysłowej na początku XIX wieku w Anglii narodził się luddyzm, radykalny ruch społeczny skupiający rzemieślników i tkaczy, którzy sprzeciwiali się stosowaniu maszyn i urządzeń tkackich, uważając je za zagrożenie dla swoich miejsc pracy. Z tego powodu angielscy robotnicy napadali na fabryki i niszczyli krosna.

Jak jednak pokazuje historia, rozwój technologii nie przyczynił się do powstania masowego bezrobocia. Oszczędził nam natomiast wiele trudu i sprawił, że jesteśmy bardziej produktywni. Choć prognozy znacznego skrócenia czasu pracy nie sprawdziły się. W 1930 roku John Maynard Keynes, jeden z najwybitniejszych ekonomistów, przewidywał, że za 100 lat dzięki maszynom i technologii będziemy pracować zalewie 15 godzin tygodniowo. Po blisko wieku przeciętny Polak przepracował w 2023 r. ponad 1800 godzin, co z uwzględnieniem świąt i urlopów daje ponad 34 godziny tygodniowo – wynika z danych OECD.

Sztuczna inteligencja bez wątpienia zmieni charakter pracy, ale nam jej nie zabierze. Może natomiast spowodować zanik niektórych profesji. Szczególnie zagrożone są zawody związane z rutynową analizą danych i tworzeniem treści. Redukcja części zawodów w wyniku wprowadzenia innowacji nie jest jednak czymś nowym. W wyniku postępu technicznego rynek pracy od zawsze ulegał transformacji, przez co niektóre profesje zostały zapomniane. Wynalezienie żagli spowodowało, że nie potrzebujemy galerników, prąd elektryczny pozbawił pracy ulicznych latarników, a druk komputerowy sprawił wymarcie zawodu zecera.

Rozwój sztucznej inteligencji zlikwiduje więc pewne zawody, ale zrodzi nowe. Inżynierowie uczenia maszynowego, badacze sztucznej inteligencji, inżynierowie przetwarzania języka naturalnego, architekci inteligentnych rozwiązań, wdrożeniowcy i konsultanci systemów sztucznej inteligencji, specjaliści ds. etyki i cyberbezpieczeństwa w inteligentnych aplikacjach – to tylko niektóre zawody przyszłości, które wymagają unikalnej wiedzy z zakresu programowania, matematyki, statystyki, a także uczenia maszynowego, przetwarzania danych i algorytmów. Komputeryzacja wyeliminowała z rynku pracy maszynistki, telefonistki, zecerów i rachmistrzów, ale powstały nowe profesje: programiści, administratorzy systemów informatycznych, specjaliści ds. bezpieczeństwa IT, administratorzy baz danych, twórcy gier komputerowych itp. Dziś nie wyobrażamy sobie świata bez komputerów. Niewątpliwie w przyszłości równie trudno będzie nam funkcjonować bez wsparcia sztucznej inteligencji.

Dzięki innowacjom stajemy się bardziej wydajni, co przekłada się na zwiększenie ilości wytwarzanych dóbr ekonomicznych i podniesienie standardu życia. Spowodowany postępem technologicznym wzrost produktywności rolnictwa nie tylko uchronił ludzkość od maltuzjańskiej wizji głodu, ale też umożliwił zwiększenie zatrudnienia w przemyśle. Automatyzacja i robotyzacja przemysłu przyczyniły się do zwiększenia zatrudnienia w usługach. Ewolucja sztucznej inteligencji spowoduje, że powstaną nowe dziedziny, rozwiązania i potrzeby, których dziś sobie nawet nie wyobrażamy.

Obecne zainteresowanie sztuczną inteligencją przypomina gorączkę złota. Podobnie jak w XIX wieku, kiedy doniesienia o odkryciu złóż tego szlachetnego metalu powodowały wielkie poruszenie, przyciągając tłumy poszukiwaczy szczęścia, tak dziś ogromne zainteresowanie wywołuje AI.

Początkowo jej rozwojowi towarzyszyła niemalże euforia. Jednak ten entuzjazm zaczął ustępować miejsca bardziej realistycznemu spojrzeniu. Okazało się, że wiele problemów, które wydawały się łatwe do rozwiązania za pomocą AI, w rzeczywistości wymaga znacznie bardziej złożonego podejścia. Inteligentne rozwiązania nie w pełni radzą sobie przecież z kierowaniem autonomicznymi samochodami, czy obsługą klientów mających wyjątkowe problemy.

Potencjał sztucznej inteligencji jest jednak wciąż ogromny. W przyszłości inteligentne rozwiązania technologiczne z pewnością zmienią rynek pracy i stworzą nowe zawody. AI zwiększy wydajność pracy, tak jak uczyniły to maszyny i komputery. Już dziś inteligentne technologie stają się przecież narzędziem na co dzień wspomagającym nasze działania. Jednak nie należy spodziewać się, że zastąpią ludzką pracę i kreatywność.

Autor: Paweł Janukowicz jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Kolejna obniżka stóp procentowych EBC coraz bliżej? Rynek przygotowany na decyzję

Już jutro nieco większych emocji może dostarczyć europejska instytucja bankowości centralnej. EBC prawdopodobnie zdecyduje się na kolejną redukcję stóp procentowych. Rynek w tym momencie zakłada, że taki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. Instrumenty OIS niemal w pełni wyceniły obniżkę o 25 punktów bazowych. Gdyby Rada zdecydowała się jednak na „pauzę”, wówczas euro mogłoby zdecydowanie zyskać. Z drugiej strony czy wspólna waluta jest w stanie dalej się osłabiać, mimo, że cięcie październikowe jest już w „cenach”.

Istnieje wysoka szansa, że koszt pieniądza w strefie euro po raz kolejny obniży się. Tak widzą to rynki. Narracja ta została wzmocniona przez ostatnie spadki indeksów menadżerów zakupów (PMI) a także stopy inflacji we wrześniu. Dodatkową sugestia popłynęła ze strony Christine Lagarde, która podczas swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim dała wszystkim jasno do zrozumienia, że ostatnie wydarzenia wzmacniają przekonanie Rady, że dynamika wzrostu cen powróci w obręb celu EBC w odpowiednim czasie. Powiedziała wprost, że to zostanie wzięte pod uwagę. Ciężko zatem taki komunikat interpretować w inny sposób niż jako sygnał kolejnego cięcia. Obniżkę sugerują także członkowie zaliczani do grona „jastrzębi”. Mowa tu o ostatnich słowach Martinsa Kazaksa, który przyznał, że zgadza się w wyceną rynkową.

Aktualna faza obniżek może potrwać do końca tego roku. Rynek coraz częściej jednak zastanawia się jak będzie wyglądał cykl w 2025 roku. Istnieje ryzyko, że pod koniec tego kwartału zobaczymy podbicie inflacji, ponieważ czynniki specjalne, które obniżyły CPI w sierpniu oraz wrześniu, nie będą już działać. Dodatkowo inflacja bazowa może być uporczywa. Płace wciąż silnie rosną co będzie wywierać presję na ceny usług. W miarę upływu czasu koszt pieniądza w strefie euro będzie zbliżać się do neutralnej stopy procentowej. W Radzie Prezesów może pojawiać się zatem coraz więcej głosów za wstrzymaniem cyklu. Obecnie EBC taki poziom postrzega pomiędzy 2 a 2,5 proc. Lagarde będzie musiała w jakiś sposób zakomunikować rynkowi, że tempo zmian parametrów polityki monetarnej w nadchodzącym roku zmniejszy się. Prawdopodobnie decyzje będą podejmowane jedynie na spotkaniach, kiedy dostępne będą najnowsze projekcje makro.

Euro w średnim terminie powinno pozostać słabe, z dwóch powodów: „gołębiego” nastawienia EBC oraz słabości gospodarki. Zejście kursu EUR/USD w stronę 1,08 – 1,06 w ciągu kolejnych kilku tygodniu/ kwartału jest jak najbardziej realne. W długim horyzoncie czasowym dużo będzie zależeć od tempa obniżek stóp procentowych przez EBC (2025 rok). Jeśli gospodarka zacznie wykazywać oznaki odreagowania (co będzie oznaczać, że dołek koniunkturalny jest już za nami), rynek może ponownie kupować euro w oczekiwaniu, że koszt pieniądza ostatecznie nie spadnie tak nisko, jak nisko był utrzymywany przez wiele lat.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Blisko połowa pracujących Polaków oczekuje wzrostu wynagrodzeń w nadchodzących miesiącach

43,3 proc. pracujących otrzymało podwyżkę pensji w II kwartale tego roku, wynika z raportu „Wynagrodzenia 2024. Oczekiwania Polaków”, przeprowadzonego przez Gi Group. Jednocześnie 42% zatrudnionych oczekuje wzrostu wynagrodzenia w ciągu najbliższych miesięcy, podczas gdy nie spodziewa się tego niemal połowa zatrudnionych.

Poziom wynagrodzeń Polaków

Z badania wynika, że 43,3 proc. Polaków otrzymało podwyżkę pensji w II kwartale tego roku, o 5,7 p.p. mniej niż dwa lata temu. Jednocześnie 45,8 proc. wskazało, że nie uległo ono zmianie (wzrost o 3,8 p.p.). Na obniżkę wskazało 11 proc. respondentów (mniej o 2 p.p.).Jak zmieniły się wynagrodzenia w II Q 2024_Wynagrodzenia 2024 Gi Group

W tym roku kobiety i mężczyźni w równym stopniu deklarowali wzrost lub spadek wynagrodzeń w poprzednim kwartale. Dwa lata temu na utrzymanie się pensji na tym samym poziomie wskazywały częściej kobiety (44 proc. vs 40 proc. – mężczyźni), podczas gdy mężczyźni częściej deklarowali ich wzrost (52 proc. vs 45 proc. – kobiety). Z badania wynika też, że odsetek odnotowujących zwiększenie przychodów maleje wraz ze wiekiem (59,2 proc. najmłodsi, 34,7 proc. najstarsi), natomiast rośnie wraz z wykształceniem. Na wzrost pensji w II kwartale br. częściej wskazywali też badani, których dochód przekracza 5 000 zł netto miesięcznie (52,9 proc.), najrzadziej zarabiający do 2 000 zł (30,4 proc.). Podwyżka wynagrodzenia objęła przede wszystkim mieszkańców regionu wschodniego.

– Warto zwrócić uwagę na wyraźny spadek dynamiki wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. W sierpniu tego roku wyniosło ono 8 190 zł brutto i było o 11 proc. wyższe niż rok wcześniej. W kolejnych miesiącach dynamika ta osiągnie najprawdopodobniej jednocyfrowy wynik – komentuje Agnieszka Zielińska, dyrektor Polskiego Forum HR.

Pensje w górę czy w dół?

Presja w obszarze wynagrodzeń jest widoczna. Jest to zrozumiałe ze względu na rosnące ceny produktów i usług, a wraz z nimi kosztów utrzymania. Zatrudnieni chcą, by wartość zakupowa ich pensji nie malała. Nie tylko chcą. Pracują więcej niż średnia europejska – według danych Eurostatu poświęcają jej średnio 40,4 godz. tygodniowo. Są jednocześnie zapobiegliwi, co potwierdzają też wyniki naszego tegorocznego badania „Jak dorabiają Polacy”. Wynika z niego, że aż 45 proc. z nich podejmuje się zleceń poza głównym etatem, a prawie 60 proc. chce kontynuować lub podjąć dodatkową pracę w ciągu najbliższych miesięcy – komentuje Marcos Segador Arrebola, dyrektor zarządzający Gi Group Holding.

Z badania wynika, że blisko połowa (48,8%) Polaków spodziewa się utrzymani pensji na dotychczasowym poziomie w najbliższych miesiącach. Z większym optymizmem na przyszłość spogląda nieco mniejszy odsetek – wzrostu wynagrodzenia oczekuje 42,4 proc. pracowników. Natomiast 9 proc. zatrudnionych obawia się jego spadku.Spodziewana zmiana wynagrodzenia_Wynagrodzenia 2024. Gi Group

Na podwyżki liczy nieco więcej mężczyzn (44 proc.) niż kobiet (41 proc). Oczekiwania maleją przy tym wraz z wiekiem. Wzrostu wynagrodzenia spodziewa się 32 proc. osób o po 50-tce, w przypadku pracowników, którzy nie przekroczyli 24 roku życia jest to blisko 61 proc. Różnica między pokoleniami jest więc niemal dwukrotna. Mniejszy wpływ na oczekiwania ma poziom wykształcenia – podwyżek spodziewa się 45,1 proc. osób, które ukończyły zasadniczą szkołę zawodową i 41,6 proc. pracowników z dyplomami uczelni wyższych.Spodziewana zmiana wynagrodzenia_Płeć Wiek_Wynagrodzenia 2024. Gi Group

Wyższych zarobków spodziewają się mieszkańcy największych miast (46,1%) i pracujący w regionie północnym oraz województwie mazowieckim – na zwiększenie wynagrodzenia liczy blisko 48 proc. badanych. Dużo rzadziej podwyżek spodziewają się pracujący w regionie południowym (33,1 proc.).Spodziewana podwyżka wynagrodzenia_regiony_Wynagrodzenia 2024

– Oczekiwania pracowników dotyczące wzrostu wynagrodzeń będą utrzymywały się, a nawet rosły w niektórych branżach. Wiąże się to z wysokimi kosztami utrzymania, znaczącym wzrostem cen dóbr i usług oraz obciążeniami gospodarstw domowych. Chociaż wysokość płacy minimalnej była podwyższana w ostatnim czasie, to nie zawsze przekładało się to na sukcesywny wzrost pozostałych wynagrodzeń wypłacanych pracownikom o wyższych kwalifikacjach czy dłuższym stażu pracy. W efekcie obserwuje się spłaszczanie struktury płac, co negatywnie oddziałuje na motywację zatrudnionych – wyjaśnia prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.Spodziewana zmiana wynagrodzenia_Porównanie 2022 i 2024_Wynagrodzenia 2024. Gi Group

Podczas gdy w tym roku kobiety i mężczyźni w równym stopniu spodziewają się wzrostu lub spadku wynagrodzeń, dwa lata temu widoczne były znaczne różnice. W 2022 roku na utrzymanie pensji na tym samym poziomie wskazywały przede wszystkim kobiety (58 proc. vs 44 proc.), mężczyźni częściej liczyli natomiast na ich wzrost (47 proc. vs 36 proc.). Rozbieżności są również widoczne w przypadku wieku respondentów – im starsi, tym mniejszy odsetek liczących na podwyżkę pensji. Na uwagę zwraca jednak zmiana nastawienia najmłodszego pokolenia. Dwa lata temu podwyżki spodziewało się 51 proc. respondentów do 24 roku życia, obecnie stanowią oni już 60,6 proc. Z porównania z badaniem sprzed dwóch lat wynika również, że nie ma znaczących różnic dotyczących oczekiwanych zmian w obszarze płac w zależności od poziomu wykształcenia.

– Firmy nadal z dużą ostrożnością podchodzą do zmian w obszarze rekrutacji czy uposażeń, dostosowując działania do bieżącej sytuacji rynkowej. Wpływ na ich nastawienie mają tegoroczne podwyżki wynagrodzenia minimalnego. Objęły one znaczną grupę, nie tylko najmniej zarabiających – część firm zwiększyła pensje, by uniknąć wypłaszczenia płac, a tym samym niezadowolenia pracowników lub rotacji. Kolejna podwyżka jest planowana na 2025 rok. Sprawi to, że także pozostałe wynagrodzenia będą musiały wzrosnąć – w szczególności specjalistów o rzadkich kompetencjach oraz osób z dużym doświadczeniem, które trudno byłoby zastąpić w organizacji. Utrzymanie efektywnej polityki płacowej będzie wyzwaniem zważywszy na rosnące koszty działalności i walkę o rentowność – komentuje Marcos Segador Arrebola, dyrektor zarządzający Gi Group Holding.

O badaniu

Badanie zostało zrealizowane przez SW Research metodą CAWI na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1169 ankiet z udziałem reprezentatywnej ze względu na płeć wiek i miejsce zamieszkania grupy respondentów, w tym 837 ankiet z osobami pracującymi. Grupę respondentów stanowiły Polki i Polacy powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i wielkość miejscowości. Badanie zostało przeprowadzone w dniach 1.08 – 8.08 2024 roku.

Debiut Żabki: Czwarte największe IPO w historii polskiego rynku kapitałowego z potencjałem na rewolucję na GPW

Debiut Żabki na warszawskim parkiecie będzie czwartym największym IPO w historii polskiego rynku kapitałowego. Wartość pakietu akcji w wolnym obrocie wyniesie 6,4 mld zł (według ceny emisyjnej na poziomie 21,5 zł), a wliczając dodatkowy przydział nawet 7,4 mld zł. Taka cena sprawia, że rynkowa kapitalizacja całej spółki osiągnie 21,5 mld zł, co będzie oznaczało, że Żabka stanie się 11 największą spółką notowaną na polskiej giełdzie.

Potencjalny popyt ze strony inwestorów instytucjonalnych może utworzyć presję wzrostową w pierwszych sesjach po debiucie. Redukcja na poziomie ponad 90%może zachęcić inwestorów indywidualnych do dokupienia akcji po debiucie. Jak kształtują się perspektywy spółki w krótkim- i długim terminie? Czy możemy spodziewać się podobnej sytuacji, jak cztery lata temu po debiucie Allegro?

Żabka – lider wśród sklepów “convenience”

Polski rynek handlu detalicznego w segmencie żywności pozostaje mocno pod naporem “wojny cenowej” czołowych dyskontów działających w kraju. Walka o klientów mocno osłabionych przez silną inflację w kraju wraz z otoczeniem wysokich stóp procentowych spowodowało osłabienie marż czołowych spółek działających na polskim rynku. Żabka jednak nie jest tak mocno dotknięta obecnymi trendami w tym sektorze. W przypadku Biedronki (należącej do Jeronimo Martins), a także Dino Polska, działalność nastawiona jest przede wszystkim na klientów robiących duże, cotygodniowe zakupy spożywcze. W przypadku dużych rozbieżności między cenami w dyskontach konsumenci mogą szybko zmienić swoje zwyczaje zakupowe i wybrać konkurencję.

Działalność Żabki opiera się jednak na nieco innym kliencie docelowym i innym schemacie zakupowym. Sklepy Żabki wpisują się przede wszystkim w tzw. segment sklepów “convenience” oferujących swoim klientom większą wygodę ze względu na bliską lokalizację i korzystniejsze godziny otwarcia w zamian za wyższe ceny produktów. Stąd działalność Żabki opiera się na klientach, którzy akceptują wyższe koszty produktów w zamian za ich łatwiejszą dostępność. Co więcej, zakupy w Żabce w większości spożywane są w dniu zakupu i są one znacznie mniejsze niż w przypadku dużych, cotygodniowych zakupów w dyskontach. Według danych opublikowanych przez spółkę 76% klientów dokonuje w niej zakupów produktów do konsumpcji tego samego dnia. To powoduje, że klienci Żabki są mniej wrażliwi na wyższe ceny, co pozwoliło spółce poprawiać zarówno przychody, jak i marże w ostatnim półroczu.

Poza handlem detalicznym spółka rozwija także segment usług dla klientów, w tym m.in. odbiór paczek, płatności rachunków, usługi telefoniczne i doładowania. Poza tym spółka kładzie nacisk na usługi dostarczania cateringu dietetycznego, współpracy w ramach błyskawicznych internetowych zakupów spożywczych, a także rozszerza swoją działalność w segmencie autonomicznych sklepów Nano. Choć na razie ostatni z tych segmentów pozostaje na etapie testów (w całej Polsce i Niemczech otwartych jest jedynie 44 takich lokali), tak wraz z rozwojem technologii możliwy będzie wzrost znaczenia nie tylko segmentu sklepów autonomicznych, ale wcześniej także hybrydowych.

Czy sukces podczas debiutu jest przesądzony?

Żabka ma szansę poważnie namieszać na warszawskim parkiecie. Wszystko związane jest z dniem debiutu i tzw. „szybką ścieżką”, która pozwala spółce na wejście do WIG20 już w dniu debiutu w trybie zmiany nadzwyczajnej. Istotne jest jednak spełnienie odpowiednich warunków, jak przekroczenie progu, który wynosi 5 proc. wartości kapitalizacji akcji w wolnym obrocie. Przy obecnej kapitalizacji indeksu wynoszącej 295,16 mld zł wiązałoby się to z wyceną pakietu na poziomie 14,76 mld zł. Oznacza to, że debiut Żabki musiałby się zakończyć 98,96% wzrostem pierwszego dnia. Ten scenariusz jest mało prawdopodobny, natomiast Żabka skorzysta z tej samej ścieżki i już w dniu debiutu spełni warunki wejścia do indeksu mWIG40. Równocześnie warto pamiętać, że jest to czwarte największe IPO w Europie w tym roku i czwarte największe w historii giełdy przy Książęcej. Tym samym Polska znajdzie się na radarach funduszy z całego świata i pytanie, jak wykorzysta to momentum.

ipo na gpw
Źródło: XTB Research

Debiut Żabki często porównywany jest do Allegro z racji podobnych rozmiarów i podmiotu oferującego akcje. W obu przypadkach sprzedającym jest fundusz Private Equity, gdzie nie ma miejsca na emisję nowych udziałów. Równocześnie jednak Allegro debiutowało przy niższych wycenach i sprzedało akcje o wartości 10,6 mld zł. Ten splot zdarzeń pozwolił spółce skorzystać z szybkiej ścieżki i wejść do WIG20 kilka dni po debiucie. Warto również pamiętać o tym, jak zachowywał się kurs w dniu debiutu. Pierwsza cena w notowaniach wyniosła 65 zł w poniedziałek o 9:15, a dzień zakończył się na poziomie ponad 70 zł za walor. W ofercie publicznej ustalono cenę 43 zł za akcję, co dało zwrot na poziomie 64%. W szczytowym momencie na zakupie podczas emisji dało się zarobić aż 128%. Jednocześnie po osiągnięciu tej wartości notowania nie wróciły jeszcze w okolice ceny z tygodnia debiutu.
ipo żabki

Źródło: xStation

Dla akcjonariuszy Żabki taki scenariusz jest wymarzony, lecz niekoniecznie prawdopodobny. Równocześnie, jeśli w dniu debiutu udałoby się spełnić warunki wejścia do WIG20, to następne sesje będą walką o to, jak mocno inwestorzy instytucjonalni są w stanie przepłacić za posiadanie akcji. W przypadku dodania do indeksu pojawiłby się znaczący popyt ze strony pasywnie zarządzanych funduszy, które zostałyby zmuszone do zakupu walorów bez względu na cenę.

W zupełnie innym kierunku poszedł kurs Dino, który ponad 10-krotnie przewyższył cenę emisyjną. Warto jednak pamiętać, że Dino oferowało swoje akcje w innym momencie rozwoju spółki niż obecnie Żabka.

Czy długoterminowa przyszłość Żabki jest równie zielona?

Grupa Żabka planuje znaczną ekspansję swojej sieci sklepów, zarówno w Polsce, jak i za granicą. W kraju firma dostrzega potencjał dla około 19,5 tysięcy placówek, co skłania ją do ambitnego planu otwarcia około 4,5 tysięcy nowych sklepów w latach 2024-2028. Przedstawiciele grupy zapewniają, że ryzyko kanibalizacji między placówkami jest minimalne.

Równolegle Żabka rozpoczęła fazę testową na rynku rumuńskim, gdzie do końca bieżącego roku zamierza uruchomić około 50 sklepów. Już teraz funkcjonuje tam ponad 20 placówek. Rumunia, jako trzeci najludniejszy kraj Europy Środkowo-Wschodniej, przyciąga uwagę firmy ze względu na swój potencjał rynkowy. Spółka szacuje bezpośrednio adresowalny rynek (DAM) Rumunii na około 43 miliardy złotych, przewidując jego wzrost o 7% w latach 2023-2028.

Wybór Rumunii nie jest przypadkowy. Kraj ten charakteryzuje się rozdrobnionym rynkiem spożywczym, gdzie aż 33% sprzedaży odbywa się poprzez tradycyjne kanały handlu (dla porównania, w Polsce odsetek ten wynosi około 15%). Segment nowoczesnych sklepów typu convenience stanowi obecnie zaledwie 5% rynku, ale wykazuje dynamiczny wzrost. Żabka widzi w tym szansę i celuje w utworzenie sieci około 4000 sklepów w Rumunii. Decyzje dotyczące tempa ekspansji na rynku rumuńskim zostaną podjęte po pierwszym półroczu 2025 roku, co pozwoli na dokładną analizę wyników fazy testowej i dostosowanie strategii do lokalnych warunków.

Kontynuując analizę sytuacji Żabki, warto zwrócić uwagę na potencjalne ryzyka i korzyści związane z inwestycją w tę spółkę, szczególnie w kontekście jej planowanego debiutu giełdowego.

Jednym z kluczowych aspektów, który może budzić obawy inwestorów, jest kwestia lock-upu. Podobnie jak w przypadku Allegro, prospekt emisyjny Żabki zawiera informację o 180-dniowym okresie zakazu sprzedaży akcji dla głównego akcjonariusza (CVC), oraz rocznym dla kadry zarządzającej. Doświadczenia inwestorów mniejszościowych Allegro pokazują, jak istotne mogą być konsekwencje wygaśnięcia tego okresu. Warto przypomnieć, że główni akcjonariusze Allegro przeprowadzili pierwszą transakcję ABB (Accelerated Book Building) zaskakująco szybko, powołując się na „pewne zwyczajowo stosowane wyjątki” jeszcze przed formalnym zakończeniem lock-upu. W długiej perspektywie może to oznaczać, że nad Żabką będzie ciążyć znaczący nawis podażowy.

Kolejnym czynnikiem ryzyka, jest fakt, że Żabka, podobnie jak Allegro, jest zarejestrowana jako spółka prawa luksemburskiego. Choć w przypadku Allegro nie stanowiło to dotychczas problemu dla inwestorów, przykład spółki Kernel, również zarejestrowanej w Luksemburgu, pokazuje potencjalne komplikacje. Proces delistingu Kernela, do którego dąży główny akcjonariusz, budzi kontrowersje i wątpliwości prawne. W odpowiedzi na te obawy, Żabka zapowiedziała wprowadzenie do statutu (który ma obowiązywać po IPO) rozwiązań chroniących akcjonariuszy mniejszościowych, wzorowanych na regulacjach stosowanych wobec spółek zarejestrowanych w Polsce.

Mimo tych ryzyk, inwestycja w akcje Żabki może nieść ze sobą szereg korzyści. Wzorem innych dużych spółek, takich jak Orlen czy PZU, Żabka mogłaby wprowadzić program lojalnościowy dla akcjonariuszy. Takie inicjatywy mogłyby zachęcić do długoterminowego inwestowania i wzmocnić przywiązanie do marki.

Ponadto, inwestycja w Żabkę daje możliwość uczestnictwa w dalszym rozwoju marki, z której usług wielu potencjalnych inwestorów już korzysta. Po ewentualnym włączeniu spółki do indeksu WIG20 oraz indeksów zagranicznych, Żabka stanie się znaczącym graczem na warszawskiej giełdzie, co może przyczynić się do wzrostu jej wartości i atrakcyjności inwestycyjnej.

Czy Żabka uruchomi lawinę IPO?

Wejście Żabki na warszawski parkiet zdecydowanie przyniesie wiele emocji, zarówno w krótkiej, jak i dłuższej perspektywie. Tak duży debiut stanowi szansę nie tylko dla samej spółki, ale także i warszawskiej giełdy, dla której jednym z najważniejszych celów jest rozruszanie rynku IPO. W kolejce po debiucie Żabki czeka już Transition Technologies MS, które potwierdziło plany w poniedziałek 14.10. W niedalekiej przyszłości z emisją ruszy również Studenac od funduszu Enterprise Investors. Spekuluje się również o wejściu na giełdę sieci laboratoriów Diagnostyka, czy odmrożeniu postępowań Desy i Oferteo.

Autor: Maksymilian Kuch, analityk XTB