Prof. Pawłowicz: konkurencja jest najlepszym regulatorem działalności firm pożyczkowych

CEO Magazyn Polska

Zamiast regulacji rynku – wspieranie konkurencyjności wśród firm pożyczkowych – uważa prof. Leszek Pawłowicz, dyrektor Gdańskiej Akademii Bankowej. To jego zdaniem najlepszy sposób na zwiększenie ochrony konsumentów na tym rynku. Przeregulowanie branży może zniszczyć zdrową konkurencję, a tym samym zagrozić interesom klientów.

Przepisy dotyczące uregulowania rynku firm pożyczkowych mają uchronić klientów przed nadmiernym zadłużaniem się. W tym celu resort finansów proponuje m.in. wprowadzenie maksymalnego limitu kosztów pożyczek. 

 – Najlepszą ochroną konsumenta jest większa konkurencja pomiędzy tymi, którzy chcą mu tego kredytu udzielić, a nie taka czy inna ustawa antylichwiarska, gdzie proponuje się maksymalne pułapy oprocentowania kredytów konsumpcyjnych albo limit kosztu związanego z dodatkowymi, pozaodsetkowymi opłatami – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Leszek Pawłowicz, dyrektor Gdańskiej Akademii Bankowej.

Zgodnie z propozycją resortu, koszt pożyczki nie będzie mógł przekroczyć 50 proc. kwoty udzielonego kredytu. Eksperci sektora finansowego uważają, że wprowadzenie limitu może mieć odwrotny skutek – spowodować likwidację części firm pożyczkowych i skazać wielu Polaków na pożyczanie w szarej strefie bądź też korzystanie z usług lombardów lub banków, które pożyczają wyższe kwoty i na dłuższy okres. Podobnego zdania jest prof. Pawłowicz, który przekonuje, że konsument ma prawo do samodzielnego decydowania o tym ile, na jak długo i od kogo pożycza. 

 – Nie można traktować ludzi jako istoty absolutnie niemyślące i nieodpowiedzialne, i chronić ich przed wszystkim. Tak samo jak rodzice chronią dzieci, ale w którymś momencie dziecko musi się poparzyć, żeby wiedzieć, że nie powinno się dotykać gorącego. I tak samo w życiu, ta mania regulowania wszystkiego jest drogą donikąd – argumentuje prof. Pawłowicz.

Dodatkowo ministerstwo proponuje wprowadzenie rejestru firm pożyczkowych, minimalnych progów kapitału zakładowego czy wyższych kar za nielegalną działalność parabankową.

Zdaniem profesora Pawłowicza zamiast regulować branżę, należałoby mocniej wspierać konkurencję na rynku firm pożyczkowych, co przełożyłoby się m.in. na spadek ich marż. 

 – Gdybyśmy dążyli do tego, żeby wspierać konkurencję pomiędzy pośrednikami finansowymi, to na pewno byłoby to dużo lepsze rozwiązanie z punktu widzenia praw konsumenta i ochrony konsumenta niż przeregulowanie tego typu. Przeregulowanie to jest ochrona iluzoryczna, która niszczy zdrową konkurencję. Jeśli jakaś regulacja jest potrzebna, to najpierw wycofajmy się z trzech innych regulacji, a wprowadźmy jedną. Wtedy to będzie coś sensownego – mówi dyrektor GAB.

POPIHN: nie spodziewamy się w tym roku znaczących wzrostów i spadków cen paliw

CEO Magazyn Polska

Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego szacuje, że tegoroczne ceny detaliczne paliw będą utrzymywać się na podobnym poziomie co w ubiegłym roku. Oznacza to, że za litr benzyny Pb95 i oleju napędowego będziemy płacić w 2014 roku średnio 5,50 zł. Najkorzystniejszy dla kierowców ma być I kwartał, bo cena paliwa powinna być w tym czasie jeszcze niższa od średniej prognozowanej na cały rok.

Paliwa w 2013 roku były o ok. 3-4 proc. tańsze niż w poprzednim roku, co dało kierowcom około 20 gr oszczędności na każdym zakupionym litrze. Według danych POPiHN w ubiegłym roku za litr benzyny 95 płacono średnio 5,50 wobec 5,71 zł w 2012 roku. Średnia cena benzyny prognozowana na 2014 rok również daje zmotoryzowanym powody do zadowolenia.

 – Licząc średnio dla roku możemy się spodziewać cen benzyny 95 i oleju napędowego na podobnych poziomach, jak w roku 2013, czyli w okolicach 5,50 za litr – potwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. – Krótkookresowo, czyli na najbliższy kwartał możemy założyć, że ceny będą nieco niższe.

Podstawą do tych optymistycznych prognoz jest przede wszystkim stabilna sytuacja na światowym rynku paliw.

 – Ropa nie jest zbyt droga, a złoty w stosunku do dolara trzyma się całkiem dobrze. W związku z czym pewnie przez najbliższy okres będziemy mieli do czynienia z cenami, które mamy w tej chwili na rynku. Jeżeli sytuacja w zaopatrzeniu w ropę się nie zmieni, a jej obraz na najbliższe miesiące kształtuje się dobrze, i jeżeli złoty w stosunku do dolara utrzyma się na poziomie około 3 zł, to jest szansa, że ceny w pierwszym półroczu mogą być nawet nieco niższe niż były rok temu – podkreśla dyrektor. – Potem mamy wakacje i jak zwykle w tym okresie ceny na pewno nieco wzrosną.

Ceny zależeć będą również od marż na stacjach benzynowych. Te w 2013 roku były zbliżone do marż z 2012 roku. Jest szansa, że w tym roku będą na wyższych poziomach, ale nie wiadomo, czy zostaną one wypracowane podwyżką cen paliw.

BZ WBK: liczba banków się zmniejszy. Na polskim rynku trwa konsolidacja sektora bankowego

CEO Magazyn Polska

Polski sektor bankowy będzie się w dalszym ciągu konsolidował – prognozuje Jerzy Śledziewski z Banku Zachodniego WBK. Ostatnie dwa lata były okresem intensywnych przejęć w sektorze bankowym, a w kolejnych miesiącach będą finalizować się te zapowiedziane. Te dotychczasowe zaczynają przynosić korzyści dla klientów. Ekspert przewiduje, że kilka największych banków skoncentruje się na bankowości uniwersalnej, pozostałe będą stawiać na specjalizacje.

Dziś w Polsce działa ok. 50 banków. W rękach trzech głównych graczy jest obecnie 40 proc. rynku, podczas gdy na przykład w sąsiednich Czechach ten wskaźnik wynosi ponad 60 proc., podobnie jak w wielu innych krajach.

 – Dzisiaj kilka banków jest w trakcie różnych procesów połączeniowych, więc po ich zakończeniu liczba banków się zmniejszy. W dłuższym horyzoncie czasowym na pewno też podzieli się stawka na dwie grupy: na kilka banków, które będą zajmować się bankowością uniwersalną, na większą skalę. I druga grupa banków, która będzie stawiała na konkretne specjalizacje finansowe i szukała  swojej szansy w konkretnych  segmentach klientowskich czy w obszarach produktowych – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Śledziewski, dyrektor Departamentu Bankowości Korporacyjnej, Region Centralny w Banku Zachodnim WBK.

W 2014 roku sfinalizowane mają zostać dwa przejęcia: PKO BP i Nordei oraz BGŻ z BNP Paribas. Komisja Nadzoru Finansowego ma wydać decyzję w tej sprawie w I kwartale tego roku. Eksperci oceniają jednak, że 2014 rok będzie okresem konsumowania efektów przejęć z minionych miesięcy.

 – W naszej branży bardzo ważna jest efektywność kosztowa i skala daje tę efektywność. Daje szansę bycia konkurencyjnym zarówno w  ofercie  dla klientów, jak i zapewnia zwrot z inwestycji właścicielom. Myślę, że konsolidacja to jest kierunek, który w naszym sektorze będzie postępował. Jednak nie spodziewałbym się dużych nowych fuzji w roku 2014, a bardziej realizacji tego, co stało się faktem w roku 2013 i w roku 2012 – mówi Jerzy Śledziewski.

W ubiegłym roku z sukcesem udało się zamknąć proces połączenia  Banku Zachodniego WBK i Kredyt Banku. W ocenie Banku Zachodniego WBK efekty są więcej niż zadowalające. Powstał silniejszy bank pod względem aktywów, z bogatszą, innowacyjną ofertą dla klientów i komplementarną siecią blisko 1000 placówek w całej Polsce. Rozwojowi rynku bankowego w przyszłym roku powinny pomóc oczekiwane lepsze wyniki polskiej gospodarki. Wielu bankowców liczy na to, że polska gospodarka będzie rosła w tempie wyższym niż przewidziany w projekcie tegorocznego budżetu. 

 – Mam nadzieję, że to będzie dobry rok gospodarczy – podkreśla dyrektor Śledziewski – Wiemy, że w przedsiębiorstwach kredyty nie rosły, za to rosły depozyty. Więc spodziewałbym się, że przedsiębiorstwa zaczną się bardziej rozwijać. Eksport jest motorem napędowym, ale też wykorzystanie mocy produkcyjnych jest już dość duże, więc spodziewamy się inwestycji i rozwoju. Także ostanie dwa kwartały pokazują wzrost popytu krajowego A jak firmy się rozwijają, to naturalnie i banki będą miały szansę rozwoju.

Prace nad poszukiwaniem gazu z łupków mogłyby przyspieszyć po ograniczeniu uprawnień organizacji ekologicznych

CEO Magazyn Polska

Szerokie uprawnienia pozarządowych organizacji środowiskowych podczas konsultacji społecznych umożliwiają im skuteczne blokowanie inwestycji w energetyce, w tym poszukiwań gazu łupkowego. – To jest bolączka polskiego sektora energetyki i górnictwa – uważa Karolina Siedlik z kancelarii prawnej CMS Cameron McKenna. Innymi barierami w prowadzeniu tych prac są niepewność co do przyszłych regulacji prawnych oraz udział państwa w koncesjach.

 – Wszędzie tam, gdzie jest wymagana decyzja środowiskowa, pojawia się konieczność przeprowadzenia konsultacji publicznych. Ustawodawca polski poszedł do przodu przed unijnym i przyznał organizacjom pozarządowym szersze kompetencje niż wymagane dyrektywą UE, np. prawo odwoływania się w postępowaniu. Dyrektywa wymaga umożliwienia społeczeństwu zgłaszania uwag i zapewnia, że organ wydający decyzję musi je uwzględnić, rozważyć, nie może ich odrzucić bez uzasadnienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Siedlik.

Przytacza przykład planów rozbudowy Elektrowni Opole należącej do Polskiej Grupy Energetycznej. Fundacja ClientEarth złożyła w maju skargę do Komisji Europejskiej przeciwko polskiemu rządowi, sprzeciwiając się tej inwestycji i zwracając uwagę na to, że węglowe bloki miały powstać bez ekspertyzy CCS readiness, pokazującej możliwości zastosowania technologii do wychwytywania dwutlenku węgla. Dzięki niej miałaby zostać ograniczona emisja tego gazu. Również amerykański Chevron mierzy się z protestami mieszkańców, którzy sprzeciwiają się poszukiwaniu gazu łupkowego w okolicy ich domów. Koncern musiał na początku grudnia z podobnego powodu wstrzymać po raz drugi prace również w Rumunii.

 – Organizacje środowiskowe, również niemające stażu, działające w zupełnie innych obszarach kraju, uczestniczą na prawach strony w postępowaniu. A co gorsza, mogą dołączyć w późniejszych etapach postępowania jako strona i na przykład odwoływać się przez kolejne instancje. To jest polska specyfika – przekonuje radczyni prawna. – Od dłuższego czasu toczy się dyskusja, że należy te uprawnienia zredukować, zmienić procedury.

ClientEarth odpowiada, że polskie regulacje musiały zostać zmienione i dopiero ich obecny kształt jest zgodny z unijnymi regulacjami. Wcześniej Komisja Europejska zarzucała Polsce, że organizacje ekologiczne i strony postępowania mają odmienne uprawnienia, co było niezgodne z prawem unijnym (i przepisami zawartymi w Konwencji z Aarhus). Chodzi o ustawę o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Jej brzmienie (konkretnie art. 44) jest wynikiem uwzględnienia przez ustawodawcę polskiego zarzutów Komisji Europejskiej. Dotyczył on nieprawidłowej transpozycji dyrektywy w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko naturalne. 

 – Choćby z tego powodu należy przyjąć, że ograniczenie uprawnień organizacji ekologicznych (np. przez uniemożliwienie im uczestniczenia w postępowaniu na prawach strony i odwoływania się od wydanych decyzji) nie jest uzasadnione. Bo w takim przypadku Polska zostałaby narażona na te same zarzuty, z powodu których postanowiono uchwalić ustawę w obecnym brzmieniu – mówi Bolesław Matuszewski, adwokat, pełnomocnik ClientEarth.

Zdaniem Karoliny Siedlik, problemem dla inwestorów jest również to, że decyzje środowiskowe wydają organy gminy.

 – Wydaje się, że scentralizowanie tego w organach ochrony środowiska, chociażby w Regionalnych Dyrekcjach Ochrony Środowiska, już by dużo dało. Wtedy przynajmniej można by ustalić jednolite podejście, które te organy by stosowały. W tej chwili jest tak, że w takich samych stanach faktycznych i prawnych, decyzje są różne – mówi ekspertka.

Podkreśla, że inwestowanie w Polsce w poszukiwania gazu łupkowego obarczone jest wysokim ryzykiem także z innych powodów. Rząd zaprezentował założenia do ustawy węglowodorowej 16 października 2012 r. i od tego czasu zmieniają się koncepcje, ale nadal nie wiadomo, jakie będą nowe regulacje. Eksperci zwracają uwagę, że oznacza to niepewność co do opłat eksploatacyjnych i podatków oraz niestabilność prawa.

 – Zanim firma zainwestuje duże pieniądze obciążone wielkim ryzykiem, musi wiedzieć, jaka ma być ta kwota i musi mieć pewność, że w okresie zwrotu z inwestycji ta sytuacja nie zmieni się – podkreśla Siedlik.

Przyznaje, że kontrowersje budzi również kwestia Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych (NOKE), czyli spółki, która według planu rządu ma mieć udziały w zyskach z wydobycia węglowodorów proporcjonalne do udziału w kosztach. Zgodnie z dotychczasowymi ustalenia nie będą mogły przekroczyć 5-proc. udziału w ramach jednej koncesji. Dla porównania w przypadku państwowych instytucji w Danii wynosi on 20 proc. (gaz i ropa), w Holandii ok. 40-50 proc. (gaz i ropa), a w Norwegii – ok. 24 proc. (ropa) i ok. 46 proc. (gaz). Mimo to inwestujący w łupki w Polsce 11 grudnia zwrócili się do ministra środowiska Macieja Grabowskiego protestując przeciwko powołaniu do życia NOKE. 

 – NOKE też jest ryzykiem, zwłaszcza dlatego, że podmioty zagraniczne niekomfortowo czują się z przymusowo dobranym partnerem publicznym, który ma dość istotne uprawnienie. Natomiast myślę, że ta kwestia będzie łatwiejsza do rozwiązania niż brak pewności co do systemu podatkowego – podkreśla Karolina Siedlik.

Rynek wtórny z powodu programu „Mieszkanie dla młodych” może zamrzeć

CEO Magazyn Polska

Pośrednicy w obrocie nieruchomościami liczą się z mniejszym popytem na rynku wtórnym. Rządowy program dopłat do kredytów mieszkaniowych wspiera tylko rynek pierwotny, co niekoniecznie jest korzystne dla klientów, bo to mieszkania z drugiej ręki są tańsze. „Mieszkanie dla młodych” (MDM) ma doprowadzić do zakupu około 130 tys. mieszkań. Łącznie dofinansowania pochłoną 3,5 mld zł.

 MDM przeznaczono dla rynku pierwotnego na sfinansowanie zakupu nowo wybudowanych mieszkań. Może się okazać, że jeśli z powodu nowego programu dopłat część popytu zostanie przerzucona na rynek pierwotny, to zmniejszy się popyt na rynku wtórnym. A właśnie na rynku wtórnym znajdują się tańsze mieszkania – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Leszek A. Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN).

Z drugiej strony poprawiająca się sytuacja gospodarcza i lekki optymizm na rynku dają nadzieję na wzrost konsumpcji, w tym zwiększenie popytu na domy i mieszkania. Mogłoby to zniwelować potencjalnie negatywny wpływ dopłat do kredytów na rynek wtórny. Eksperci jednak nie spodziewają się szybkiego tempa wzrostu sprzedaży nieruchomości.

 – Rynek nieruchomości, podobnie jak rynek akcji, jest rynkiem inwestycyjnym, jednak nigdy nie reaguje na zmiany sytuacji tak szybko jak giełdy papierów wartościowych. Co prawda mówi się, że jest to papierek lakmusowy każdej gospodarki narodowej, ale to rynek dość spokojny, na którym nie zachodzą gwałtowne ruchy – tłumaczy prezydent PFRN.

Jego zdaniem, trudno się dziwić, że przyznawanie ulg – dla jednego segmentu rynku – budzi wątpliwości.

 – To rodzi pytanie: dlaczego pieniędzmi podatnika dofinansowywać takie czy inne zjawiska, z których korzysta tylko pewna grupa społeczeństwa. Czy nie wystarczy, że płacimy podatki? – pyta prezydent PFRN.

Specyfika polskiego rynku jest odmienna od rynków nieruchomości w znacznie bogatszych krajach Europy Zachodniej. U nas przeważają mieszkania własne, większość obywateli chce mieć nieruchomość na własność. Na Zachodzie najbardziej popularny jest wynajem, na kupno decydują się nieliczni.

 – W pewnym sensie stoimy na głowie: nie jesteśmy zamożnym społeczeństwem, ale wolimy mieszkania kupować niż wynajmować. Inna rzecz, że gminy powinny się przyjrzeć kwestiom najmu i lokali socjalnych. Gdyby sprawy budownictwa socjalnego w gminach były sensownie załatwione i gdyby uwolniono dzięki temu wszystkie zasoby prywatnych mieszkań na wynajem na wolnym rynku, to należałoby się poważnie zastanowić, czy się opłaca kupować, czy raczej jednak wynajmować. Osobiście uważam, że wynajem, podobnie jak w Niemczech, byłby bardziej opłacalny – podsumowuje Leszek A. Hardek.

MFO debiutuje na giełdzie. Spółka zainwestuje 26 mln zł i liczy na rekordowy zysk w tym roku

CEO Magazyn Polska

Debiutująca dziś na warszawskiej giełdzie spółka MFO planuje osiągnąć w tym roku rekordowy zysk na poziomie 8 mln zł. Dzięki debiutowi giełdowemu spółka, która zajmuje się głównie produkcją profili stalowych, pozyska 22,6 mln zł, które zostaną przeznaczone na inwestycje.

 – Jesteśmy w trakcie inwestycji, zgodnie z naszym planem rozwoju. 26 mln zł chcemy zainwestować w spółkę, w rozbudowę zakładu produkcyjnego. Częściowo środki będą pochodziły z emisji, częściowo z kredytu technologicznego dofinansowanego środkami unijnymi – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Mirski, prezes MFO.

Cena emisyjna akcji MFO wynosiła 11,3 zł. Według Mirskiego duże zainteresowanie zapisami na akcje daje powody do optymizmu. Spółka przydzieliła wszystkie udziały. Do inwestorów indywidualnych trafi 400 tys. akcji, a do instytucjonalnych 1,6 mln akcji. Dodatkowo 900 tys. akcji sprzedawał inwestor finansowy.

MFO to krajowy lider w produkcji profili stalowych. Spółka notuje dodatnie wyniki finansowe. W 2012 r. zarobiła netto 4,9 mln zł przy przychodach wynoszących 162,5 mln zł. Mirski zapowiada, że wynik za ubiegły rok będzie jeszcze lepszy i wyniesie 5,6 mln zł zysku netto przy 167 mln zł przychodów.

 – W roku 2014 jesteśmy w trakcie rozbudowy zakładu produkcyjnego. Inwestujemy w dwie bardzo nowoczesne linie technologiczne, w budowę dużej hali, chcemy także zainstalować nowy system informatyczny klasy ERP. Mamy nadzieję, że to wszystko uda nam się w tym roku osiągnąć – mówi Mirski.

Mimo inwestycji wyniki finansowe w tym roku mają być jeszcze lepsze. Mirski zapowiada, że zysk netto w 2014 r. przekroczy 8 mln zł, a przychody ze sprzedaży sięgną 212 mln zł. Za ubiegły rok spółka nie planuje wypłacać dywidendy. Mirski zapowiada, że decyzja o ewentualnej wypłacie dywidendy za 2014 r. zależy od wyników finansowych spółki.

Dodaje, że korzystny wpływ na sytuację MFO będzie miała nowelizacja ustawy o VAT i rozszerzenie tzw. odwróconego VAT-u (płaci go nabywca, a nie dostawca) na niektóre wyroby stalowe.

 – Odwrócony VAT będzie miał wpływ na polepszenie sytuacji cenowej na rynku. Osiągniemy wyższe marże, wydaje mi się, że będzie uczciwa sytuacja, co pozwoli nam łatwiej sprzedawać nasze wyroby na rynku polskim – ocenia Mirski.

Nowa zrównoważona polityka rybołówstwa od 2014 roku

Reforma wspólnej polityki rybołówstwa, łącznie ze środkami przeciw przełowieniu oraz zakazem pozbywania się na morzu niechcianych a już złowionych ryb, spełniająca najważniejsze postulaty Parlamentu, została przyjęta w głosowaniu, we wtorek. Zasady oznakowania sprzedawanych ryb również zostały zmienione, zapewniając konsumentom dokładniejsze informacje. Nowe przepisy, które powinny pozwolić na bardziej zrównoważone rybołówstwo, zaczną obowiązywać od początku 2014 roku.

„Ta reforma rozprawi się z największym problemem wspólnej polityki rybołówstwa, jakim jest przełowienie. Rada Unii Europejskiej będzie teraz zobowiązana do działania w sposób pozwalający na negocjowanie zrównoważonych kwot połowowych”, powiedziała odpowiedzialna za pracę nad przepisami Ulrike Rodust (S&D, DE).

Rybacy będą musieli przestrzegać zasady „maksymalnego podtrzymywalnego połowu” (MSY), tzn. nie łapać więcej ryb niż dane stado może odtworzyć w ciągu roku. Celem jest odnowienie i zachowanie stad powyżej poziomu, który potrzebny jest do wytworzenia MSY.

Zakaz marnotrawstwa

Marnotrawstwo, polegające na wyrzucaniu złowionych już ryb, zwykle z powodu ich zbyt małej wagi lub niewłaściwego gatunku, odnosi się do prawie jednej czwartej wszystkich połowów w UE. Większość wyrzuconych ryb ginie.

Aby zakończyć te praktyki, które obecnie nie są zakazane, statki będą miały obowiązek wyładowania 95% całego połowu, zgodnie z ustalonym harmonogramem, różnym dla poszczególnych łowisk oraz gatunków, który wprowadzany będzie stopniowo od 2015 roku. Parlament walczył o utrzymanie wielkości obowiązkowego wyładunku, na poziomie, który w praktyce oznaczać będzie prawie całkowity zakaz pozbywania się niechcianych ryb.

Złapane ryby, niespełniające norm, będą używane do innych celów niż konsumpcja przez ludzi.

Wszechstronna reforma

Reforma wprowadza zmiany w wielu zasadach wspólnej polityki rybołówstwa. Na przykład zasada zachowania równowagi obowiązywać będzie odtąd także statki rybackie z UE łowiące poza wodami terytorialnymi Unii. Oznacza to, że rybacy z UE będą mogli łowić tylko nadmiar ryb na wodach terytorialnych krajów trzecich. Ponadto, państwa członkowskie posiadające zbyt dużą flotę rybacką, mogą zostać ukarane wstrzymaniem subsydiów unijnych

Dodatkowo, nowe przepisy o sposobie sprzedaży oraz informowania konsumentów zapewnią kupującym wyczerpujące informacje, dzięki etykietom podającym szczegóły dotyczące, między innymi, miejsca oraz narzędzi używanych podczas łowienia.

Kolejne kroki

Przedstawiciele państw członkowskich wciąż muszą formalnie przyjąć pozycje Parlamentu w drugim czytaniu, zanim przepisy opublikowane zostaną w Dzienniku Urzędowym UE.

Budżet 2014: Brak zgody na cięcia w wydatkach na zatrudnienie i badania

Parlament przywrócił kwoty obcięte przez Radę w wydatkach na badania oraz zatrudnienie na rok 2014, podczas środowego głosowania w Strasburgu. Posłowie nie wyrazili też zgody na cięcia w funduszach przeznaczonych na działania międzynarodowe, takie jak pomoc humanitarna dla uchodźców z Syrii i Bliskiego Wschodu oraz zwiększył wydatki na Frontex – Agencję zarządzającą granicami zewnętrznymi.

Parlament przyjął swoje stanowisko 480 głosami za, 119 głosami przeciw, przy 86 wstrzymujących się.

Parlament proponuje, żeby budżet na rok 2014, wynosił €142, 6 miliarda na pokrycie zobowiązań oraz €136, 1 miliarda środków na pokrycie płatności. Obie te kwoty są niższe w porównaniu z rokiem ubiegłym, o €8, 1 miliarda, jeśli chodzi o środki na pokrycie zobowiązań oraz o €4, 3 miliarda mniej na pokrycie płatności. Rada już zmniejszyła propozycję budżetu przygotowaną przez Komisję Europejską o €240 milionów środków na pokrycie zobowiązań oraz o €1.06 miliarda na pokrycie płatności, do, odpowiednio, €141.8 miliardów oraz €134.8 miliardów.

Nie zmniejszajcie wydatków wspomagających wzrost gospodarczy

W obszarach, które posłowie uważają za najistotniejsze dla wzrostu gospodarczego, takich jak cyfryzacja, przedsiębiorczość oraz zatrudnienie (zwłaszcza ludzi młodych), Parlament postąpił zgodnie z rekomendacjami komisji ds. budżetu, odrzucając, zaproponowane przez Radę w lipcu, cięcia w wysokości €629 milionów i dodając €34 miliony.

Uchodźcy

Posłowie zagłosowali także za przywróceniem €250 milionów zaproponowanych przez Komisję, na pomoc dla uchodźców na Bliskim Wschodzie, w projekcie budżetu oraz za dodaniem to tej kwoty jeszcze €50 milionów. Posłowie głosowali również za zwiększeniem wydatków na pomoc humanitarną, mając na uwadze sytuację w Syrii.

Anne Jensen (ALDE, DK), która jest odpowiedzialna za negocjacje budżetowe w Parlamencie, podkreśla, że budżet dla uchodźców na Bliskim Wschodzie musi odpowiadać rzeczywistym potrzebom. „UE musi wywiązać się ze swoich obietnic i zobowiązań. Zakładam, że wszyscy rozumieją powagę sytuacji i potrzebę dostarczanie pomocy humanitarnej w tym regionie”.

„Mega pakiet” negocjacyjny

Przewodniczący komisji parlamentarnej ds. budżetu Alain Lamassoure (EPP, FR), odniósł się do ilości nieustalonych kwestii: „Czekają nas negocjacje nad „mega pakietem”, zawierającym budżety korygujące na lata 2013, budżet 2014 oraz wieloletnie ramy finansowe 2014-2020 (MFF). Parlament przyjmuje na siebie odpowiedzialność, zatwierdzając w trybie pilnym DAB6, który pozwoli Komisji Europejskiej zapłacić rachunki, których termin płatności upływa w przyszłych miesiącach. Wszyscy: Rada, Komisja i Parlament muszą przyjąć odpowiedzialność za trudne negocjacje, jakie mamy przed sobą. Jedna rzecz powinna być jasna, Parlament nie pozwoli, aby deficyt przeniesiony został na kolejny rok”.

Kolejne kroki

Po głosowaniu plenarnym, Rada i Parlament wejdą w 21 dniowy okres „koncyliacji”, podczas którego będą negocjować nowe porozumienie. Jeśli uda się je osiągnąć, zostanie ono poddane pod głosowanie podczas sesji plenarnej, w listopadzie.

W międzyczasie, Parlament czeka na zaakceptowanie przez Radę budżetu korygującego N° 8 (€3.9 miliarda). Kwota ta jest potrzebna do zlikwidowania niedoborów budżetowych w tym roku, ponadto akceptacja Rady jest warunkiem, pod którym Parlament zgodzi się na przyjęcie wieloletnich ram finansowych dla UE, na lata 2014-2020. Kolejny budżet korygujący (N°.9), który przeznaczony jest na pomoc dla Niemiec, Austrii i Czech w celu złagodzenia skutków tegorocznej powodzi oraz dla Rumunii w celu złagodzenia skutków suszy, również musi zostać uzgodniony.

Rekomendacje komisji parlamentarnej ds. budżetu, dla różnych pozycji budżetowych, a także rekomendacje Rady, znajdują się w tabelce po prawej stronie.

Nowy rok – nowe prawa w Unii Europejskiej

Wśród ważniejszych wchodzących w 2014 r. w życie praw, znajdą się gwarancje ochrony konsumentów, praw autorskich oraz środowiska naturalnego. Polepszy się sytuacja pacjentów, a w celu poprawy jakości życia wszystkich obywateli, UE w planie ma wprowadzenie nowych regulacji ws. wykorzystywania rtęci oraz ograniczenia marnotrawstwa energii elektrycznej. W drodze są także propozycje prawne tworzące zręby unii bankowej oraz usprawniające mobilność pracowników.

Własność intelektualna

Prawa własności intelektualnej zostaną wzmocnione dzięki poszerzeniu katalogu możliwych naruszeń, a już odd stycznia w większej części państw członkowskich wprowadzone zostaną także uaktualnione wytyczne ws. prowadzenia postępowań sądowych w tych sprawach.

Prawie 10 tysięcy osób w ciągu najbliższych siedmiu lat będzie mogło pomagać w prowadzonych przez UE misjach humanitarnych, dzięki wchodzącemu w życie programowi unijnego wolontariatu.

Nowy Erasmus

Erasmus+ – nowa odsłona kultowego programu edukacyjnego pozwoli czterem milionom Europejczyków studiować lub odbyć staż za granicą. W latach 2014-2020 przeznaczone na ten cel zostanie 14 miliardów euro.

Zasady dotyczące korzystania z elektrycznych suszarek do prania zadebiutują w lutym. Jeszcze w listopadzie dołączy do nich pakiet określający sposoby recyklingu sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Również w tym roku żywot zakończą rtęciowe termometry – Unia Europejska chce wyeliminować toksyczny metal z przedmiotów codziennego użytku.

Bezpieczeństwo żywności i naszych oszczędności

Konsumenci skorzystają z nowych zasad znakowania żywności – na etykietach będzie musiało znaleźć się dokładne określenie wartości odżywczej, także produktów przetworzonych czy precyzyjne podanie kraju pochodzenia mięsa. Wyraźniej zaznaczone będą na opakowaniu składniki mogące uczulać, takie jak orzechy czy laktoza.

W 2014 r. zaczną obowiązywać także regulacje dotyczące postępowania z upadającymi bankami oraz firmami inwestycyjnymi. Dzięki nim nasze oszczędności będą lepiej chronione, a podjęcie pracy za granicą będzie łatwiejsze.

Tytoń i dane online

UE poświęci także sporo uwagi walce z uzależnieniem od nikotyny – pierwsze zasady dotyczące produktów tytoniowych, mające na celu zniechęcić Europejczyków do palenia wejdą w życie jeszcze w tym roku. Zreformowana zostanie także ochrona naszych danych prywatnych w sieci.

Pełne odliczenie VAT od aut z kratką wraca, ale na nowych warunkach

Ministerstwo Finansów proponuje wprowadzenie pełnego odliczenia VAT od ceny auta i rachunków za paliwo, jeśli pojazd będzie wykorzystywany wyłącznie do działalności gospodarczej. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nowe przepisy będą lepiej dostosowane do realiów gospodarczych.

Jednocześnie resort finansów chce, aby przedsiębiorca kupujący samochód osobowy lub auto „z kratką” mógł odliczyć połowę VAT od ceny pojazdu (bez limitu kwoty odliczenia),a od połowy 2015 r. – także połowę VAT od ceny paliwa do tych pojazdów. Jednocześnie do 50 proc. zostałaby ograniczona kwota odliczeń VAT od rachunków z warsztatów za obsługę służbowych samochodów.

– Nowe przepisy nie będą, aż w takim stopniu dyskryminowały tych przedsiębiorców, którym dla prowadzenia działalności gospodarczej nie jest niezbędny samochód ciężarowy – mówi Przemysław Pruszyński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan z zadowoleniem przyjmuje, że nie zostaną utrzymane ograniczenia, które przestały obowiązywać z końcem 2013 r., tj. prawo do odliczenia 60 proc. VAT naliczonego przy nabyciu samochodu osobowego, nie więcej jednak jak 6000 zł oraz brak możliwości odliczenia podatku od nabywanego paliwa do ich napędu.

Nowe ograniczenia w odliczaniu do wysokości 50 proc. podatku z tytułu wydatków związanych z samochodami osobowymi, w tym wydatkami na zakup paliwa do ich napędu, odnoszą się jedynie do samochodów wykorzystywanych do innych celów niż działalność gospodarcza podatnika lub jego pracowników.

Projekt przewiduje ograniczenie prawa do odliczenia podatku VAT z tytułu nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego i gazu, aż do 30 czerwca 2015 r. Założono, że odpowiedni przepis wejdzie w życie dopiero od tego terminu, odmiennie niż cała ustawa, która zacznie obowiązywać po upływie 14 dni od dnia jej ogłoszenia. Zdaniem Konfederacji Lewiatan uprawnienie do takiego rozwiązania w żaden sposób nie wynika z przepisów unijnych, więcej, stanowić będzie jednoznaczne i rażące naruszenie przepisów wspólnotowych.

Duże wątpliwości Lewiatana budzi również termin wejścia w życie całej ustawy, tj. po 14 dniach od dnia ogłoszenia. Zmiany ingerujące w bardzo istotny sposób w zasady odliczania podatku, mogą zacząć obowiązywać w trakcie okresu rozliczeniowego, tj. w trakcie miesiąca lub kwartału. Samo w sobie stanowić to będzie naruszenie konstytucyjnej zasady pewności prawa, ponieważ w czasie danego okresu rozliczeniowego podatnik powinien mieć zapewnione jednolite prawa, w tym prawa do odliczenia podatku VAT. Zdaniem Konfederacji Lewiatan tak istotne zmiany zasad odliczania podatku VAT powinny wchodzić w życie od konkretnej daty, stanowiącej jednocześnie początek nowego okresu rozliczeniowego, tj. np. od 1 kwietnia 2014 r.

Zgodnie z projektem ograniczenie odliczenia VAT do 50 proc. nie będzie miało zastosowania do pojazdów wykorzystywanych wyłączenie do działalności gospodarczej. W uzasadnieniu doprecyzowano, że prawo do pełnego odliczenia przysługiwać będzie tylko od pojazdów służbowych, co do których nie ma możliwości, aby pracownik skorzystał z nich w celu dojazdu do swojego miejsca zamieszkania. Niemniej w praktyce zdarzają się jednak sytuacje, gdy pracownik bierze udział w porannym spotkaniu (np. o godz. 8.00) w miejscowości oddalonej o 2 godziny jazdy od siedziby firmy, w której to siedzibie pracę rozpoczyna się o godz. 7.00 (i o tej godzinie najwcześniej mógłby mu zostać wydany samochód). W tej sytuacji jedynym możliwym rozwiązaniem jest pobranie przez tego pracownika samochodu służbowego na koniec pracy w dniu poprzedzającym, aby już ze swojego domu wyjechał, przed godz. 6.00 w dniu spotkania.

Czytając literalnie projekt nowelizacji oraz jego uzasadnienie można przypuszczać, iż wystąpienie w praktyce przywołanej sytuacji spowodowałoby zakwestionowanie przez organ podatkowy prawa podatnika do odliczenia 100 proc. podatku VAT. W ocenie Lewiatana wskazany przepis wymaga dodania zastrzeżenia, iż za niezwiązane z działalnością gospodarczą nie uważa się wykorzystania samochodu służbowego przez pracownika podatnika na dojazd do i z domu, jeżeli z przyczyn logistycznych niezależnych od tego pracownika jest to niezbędne do odbycia podróży służbowej.

Konfederacja Lewiatan

Stanowisko prezesa Carrefour Polska objął Guillaume de Colonges

Z dniem 1 stycznia 2014 roku stanowisko prezesa Carrefour Polska objął Guillaume de Colonges. Zastąpił on dotychczasowego prezesa – Jean Anthoine, który rozpocznie nową misję w Grupie Carrefour.

Guillaume de Colonges związany jest z Carrefour od ponad 21 lat. Posiada duże doświadczenie zarówno w kompleksowym zarządzaniu przedsiębiorstwem jak również w operacyjnej działalności handlowej. W swojej karierze zawodowej zajmował liczne stanowiska zarządcze, realizując ambitne zadania, min. z zakresu ekspansji oraz przejęć spółek na arenie międzynarodowej.

Guillaume de Colonges swoją karierę zawodową w Carrefour, rozpoczął we Francji w 1992 roku. Po 6 latach pracy został awansowany na dyrektora handlowego dział non-food w Polsce, gdzie odpowiadał m.in za otwarcia pierwszych sklepów Carrefour.

Następnie otrzymał nominację na dyrektora handlowego i logistyki Carrefour w Turcji, a w 2006 roku został dyrektorem ds. rozwoju supermarketów i odpowiadał za przejęcie 86 sklepów. W 2008 roku objął stanowisko COO (Chief Operation Officer) w Tajwanie (63 sklepy), po czym został nominowany na stanowisko prezesa Carrefour w Singapurze i Malezji. W 2010 roku powrócił do Turcji, gdzie jako CEO (Chief Executive Officer) Carrefour zarządzał 245 sklepami.

Guillaume de Colonges jest absolwentem nauk ekonomicznych, ukończył także Advanced Management Program w Harvard Business School w Stanach Zjednoczonych. Guillaume de Colonges ma 45 lat, jest żonaty i ma trójkę dzieci.

MCI porządkuje strukturę grupy kapitałowej

0

MCI Management rozpoczął proces upraszczania struktury GK MCI. Pierwszą inicjatywą jest połączenie funduszy MCI.CreditVentures i MCI.BioVentures w jeden wehikuł inwestycyjny.

W ramach optymalizacji struktury działalność funduszu MCI.CreditVentures zostanie technicznie wygaszona a jego aktywa przeniesione do funduszu MCI.BioVentures, w którego portfolio na koniec 2013 r., po przeniesieniu spółki Biotech Varsovia Pharma do portfolio funduszu MCI.TechVentures i sprzedaży Internetowego Domu Zdrowia, pozostała tylko spółka Genomed. Nowo utworzony podmiot przyjmie nazwę MCI.CreditVentures.

Po zakończeniu pierwszego projektu w ramach reorganizacji w GK MCI pozostaną 3 fundusze tzw. evergreen, tj. inwestujące i pozyskujące środki na inwestycje na bieżąco oraz 2 fundusze tzw. commitment współtworzone z Krajowym Funduszem Kapitałowym z zamkniętym horyzontem inwestycyjnym, inwestujące w spółki na etapie early stage. W ramach optymalizacji struktury GK MCI rozważa również utworzenie w przyszłości 2 nowych funduszy typu commitment.

– Połączenie dwóch funduszy w jeden podmiot inwestycyjny pozwoli nam uprościć strukturę Grupy i osiągnąć oszczędności z tytułu zmniejszenia kosztów administracyjnych. Z kolei niższa baza kosztowa pozwoli nam jeszcze efektywniej realizować naszą strategię inwestycyjną – komentuje Wojciech Marcińczyk, członek zarządu MCI Management odpowiedzialny za fundraising i zarządzanie funduszem MCI.CreditVentures FIZ w Grupie MCI.

Strategia inwestycyjna MCI realizowana jest przez fundusze typu early stage, growth i expansion i opiera się na trzech filarach wzrostu:

1) Inwestycjach w tzw. digital disruption

MCI rozważa i realizuje inwestycje w czyste modele internetowe (tzw. pure players). Największe wzrosty prognozuje dla spółek działających w segmentach: media cyfrowe, e-commerce, marketplaces, Fintech, Internet of Things, Software as a Service, cloud computing, mobilny internet oraz rozrywka cyfrowa.

2) Inwestycjach w tzw. digital ecosystem

MCI bierze pod uwagę inwestycje w spółki działające na rynku rozwoju infrastruktury internetowej, takie jak telekomy i centra gromadzenia danych.

3) Inwestycjach w tzw. digital adaptation

MCI wspiera inwestycyjnie spółki, które po osiągnięciu wiodącej pozycji w tradycyjnej gospodarce, mają ambicje aby wspiąć się na poziom europejski i globalny dzięki wykorzystaniu możliwości Internetu. Fundusz poszukuje spółek, które mają potencjał osiągnięcia sukcesu na miarę takich polskich czempionów jak Empik.com, mBank i GPW.

Gala Noworoczna KGHM

0

KGHM, zgodnie z kilkuletnią tradycją, również w tym roku organizuje dwa koncerty pod wspólnym tytułem „Gala Noworoczna”. Koncerty odbędą się 17 stycznia o godz. 18.00 w legnickiej katedrze oraz 18 stycznia o godz. 17.00 kościele Św. Maksymiliana Marii Kolbego w Lubinie.

Polska nadal będzie przeciwstawiała się interwencji na rynku CO2

CEO Magazyn Polska

Interwencja Komisji Europejskiej w systemie handlu emisjami to niebezpieczny precedens, który może się powtórzyć – uważa Andrzej Dycha, wiceminister gospodarki. I choć wycofanie z rynku 900 mln uprawnień do emisji CO2 nie powinno wpłynąć znacząco na ceny certyfikatów, ponieważ rynek zdążył już to zdyskontować, to kolejne podobne działania KE mogą doprowadzić do wzrostu cen energii, również w Polsce.

Komisja Europejska w listopadzie uzyskała prawo do wycofania z rynku 900 mln uprawnień do emisji CO2, co w ocenie Unii ma przywrócić równowagę w systemie ETS. Andrzej Dycha, wiceminister gospodarki, tłumaczy, że polski rząd był przeciwny tej ingerencji, ponieważ system miał być „w pełni rynkowy”, a ponadto wprowadzone zmiany miały działać na niekorzyść polskiej gospodarki opartej nadal w ok. 90 proc. na węglu. Europejski System Handlu Emisjami (EU ETS) miał w założeniu dawać impuls do inwestowania w niskoemisyjne technologie, ale ceny uprawnień tzw. zielonych certyfikatów spadły znacznie poniżej prognozowanych poziomów i takie działania przestały być opłacalne.

 – O kształcie systemu miały decydować popyt i podaż. Interwencja o charakterze politycznym i administracyjnym zakłóca tę równowagę. Ale ważniejsze jest, że wycofanie części uprawnień miało powodować wzrost cen energii na rynkach europejskich, zwłaszcza w Polsce – mówi przedstawiciel resortu gospodarki.

Mimo to wiceszef resortu zgadza się z argumentami części ekspertów, którzy twierdzą, że to przesunięcie nie wpłynie na ceny, ponieważ rynek zdążył już to zdyskontować.

Ceny świadectw pochodzenia są dziś bardzo niskie. Według analiz Grupy Consus, doradzającej w zakresie ochrony klimatu i monitorującej rynek certyfikatów, wzrosty cen certyfikatów nie powinny być wysokie – rzędu ok. 10-20 proc. Od wielu miesięcy cena uprawnień waha się pomiędzy 4,50 a 5,50 euro.

 – Ta interwencja nie wpłynęła na poziom cen uprawnień na rynku. Sytuacja, w której Komisja Europejska dokonała interwencji na rynku ETS, jest niebezpiecznym precedensem, który może się powtórzyć. Ewentualne kolejne interwencje mogą doprowadzić do wzrostu cen energii, którą płacą nie tylko użytkownicy przemysłowi, lecz także obywatele w Polsce. Temu rząd polski stanowczo się przeciwstawia – podkreśla Andrzej Dycha. – Nasi główni partnerzy handlowi prowadzą politykę zmierzającą do obniżania cen energii. Unia Europejska również powinna dbać o to, żeby były one na niskim poziomie.

Jak podkreśla, niskie ceny energii zwiększają konkurencyjność gospodarek, przyciągając inwestycje i obniżając koszty produkcji. Zdaniem wiceministra, Komisja Europejska, której skład i wielkość zmienią się od 1 listopada tego roku, w większym stopniu niż do tej pory będzie starała się zwracać uwagę na problem niskich cen energii.

 – Istniejące systemy tworzące rynek energii, w tym również Europejski System Handlu Emisjami, będzie użytkowany i zmieniany w taki sposób, aby zapewnić niskie ceny energii dla gospodarki europejskiej – uważa Andrzej Dycha.

R. Petru: I kwartał może być statystycznie jednym z najlepszych dla gospodarki

CEO Magazyn Polska

Początek 2014 r. powinien być korzystnym okresem dla polskiej gospodarki. Rosnąć ma eksport, konsumpcja i inwestycje prywatne. Problemem w całym roku, i to coraz większym, będzie jednak bezrobocie.

 – Pierwsze półroczne powinno być bardzo dobre dla gospodarki ze względu na efekt bazy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Petru, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich i partner w firmie PwC. –  Będziemy mieli relatywnie niską inflację w stosunku do początkowego okresu 2013 roku. Dzięki wzrostowi konsumpcji i inwestycji prywatnych oraz eksportowi netto, pierwszy kwartał 2014 r. może być statystycznie jednym z lepszych.

Ekonomista prognozuje, że w kolejnych kwartałach będzie zauważalna stopniowa poprawa w gospodarce, ale na prawdziwe przyspieszenie będzie trzeba poczekać do 2015 roku.

Nie oznacza to jednak, że polska gospodarka nie będzie musiała mierzyć się z problemami. Najpoważniejszym z nich będzie bezrobocie.

 – Jestem przekonany, że bezrobocie pójdzie w górę, bo gospodarka opiera się głównie na eksporcie – mówi Petru. – Okres zimowy nie sprzyja też tworzeniu nowych miejsc pracy. Mam nadzieję, że wskaźnik bezrobocia nie przekroczy 14 proc., ale i tak jego poziom będzie wysoki. Aby to zmienić, musimy postawić na inwestycje prywatne – dodaje ekonomista.

Rewolucji w finansach publicznych nie będzie

Petru podkreśla, że w polskiej gospodarce potrzebne są szybkie i rozsądne zmiany, m.in. deregulacyjne. Minister finansów Mateusz Szczurek zadeklarował, że w ciągu dwóch lat ordynacja podatkowa zostanie zastąpiona przez kodeks podatkowy, w którym zostaną wyszczególnione prawa podatnika. Uczynić  ma to system bardziej przyjaznym dla podatnika, jednak nie oznacza to zmniejszenia ciężarów fiskalnych.

 – Nie spodziewam się deklaracji obniżki podatków. Przy tak  wysokim deficycie i długu, i na obecnym etapie cyklu koniunkturalnego zwyczajnie nie ma na to miejsca – twierdzi Petru.

Zdaniem ekonomisty, nie ma jednak potrzeby stymulowania gospodarki przez dalsze obniżki stóp procentowych, których orędownikiem był poprzedni szef resortu finansów.

 – Nic nie wskazuje na to, żeby Rada Polityki Pieniężnej miała obniżać stopy, gospodarka bardzo powoli się rozkręca i w takiej sytuacji stóp się raczej nie obniża – mówi Petru. – Nie ma też potrzeby podwyżek, bo nie ma presji inflacyjnej z wewnątrz gospodarki. 

Od lipca podstawowa stopa referencyjna wynosi w Polsce 2,5 proc., a więc jest na najniższym poziomie w historii. Kolejna decyzja RPP już dziś.

Zmiany w emeryturach nie wpłyną na ich wysokość, bardziej na pewność ich wypłat

CEO Magazyn Polska

Zmiany w systemie emerytalnym w długim terminie nie wpłyną na wysokość emerytur, ale nie dają też gwarancji, że w ogóle będą wypłacane, bo za te zobowiązania w całości odpowiadać będzie państwo. – Czy się z nich wywiąże? To pozostaje kwestią otwartą, choć narażoną na wiele różnych ryzyk – uważa Krzysztof Nowak z firmy doradczej Mercer Polska.

Rząd przeforsował nowelizację ustawy o zmianach w systemie emerytalnym, ale prezydent po podpisaniu skierował ja do Trybunału Konstytucyjnego, by orzekł, czy jest zgodna z Konstytucją. Do wczoraj wniosek nie wpłynął jeszcze do TK, a ten z kolei nie ma ograniczeń czasowych na wydanie orzeczenia. W lutym więc najprawdopodobniej połowa oszczędności zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych, czyli ok. 150 mld zł, zostanie przekazana do ZUS-u, co ma zmniejszyć deficyt budżetowy.

 – Do lipca będziemy musieli zdecydować, gdzie chcemy przekazywać naszą składkę: czy kontynuować przekazywanie do OFE, czy też przekazywać już w całości wszystkie środki do ZUS. I to jest tak naprawdę jedyna szybka konsekwencja ustawy. Natomiast w średnim terminie należy przyjąć, że zmiana ta istotnie wpłynie na sytuację na giełdzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Nowak z firmy doradczej Mercer Polska.

Zgodnie z ustawą od 4 lutego tego roku OFE będą musiały lokować nie mniej niż 75 proc. aktywów w akcje, będą miały zakaz inwestowania w skarbowe papiery wartościowe oraz dług gwarantowany przez Skarb Państwa.

 – Wszystko na to wskazuje, że OFE będą mniejszym inwestorem, mniej składek będzie zamienianych na akcje, m.in. dlatego, że wzrośnie limit inwestycji zagranicznych. Pojawi się mniej pieniędzy na rynku, to będzie w średnim terminie widoczne, a w długim terminie nikt nie wie, jaki będzie wpływ tych zmian, chociaż wszyscy ponoszą ryzyko związane z wypłacalnością i pewnością naszych emerytur. Zmiana powoduje, że za zobowiązania będzie odpowiadać ZUS, czyli de facto państwo. Czy wywiąże się z tych zobowiązań, to jest kwestią otwartą, a niestety narażoną na dużo różnych ryzyk – zwraca uwagę Krzysztof Nowak.

Ekspert dopuszcza scenariusz, według którego ZUS nie będzie miał pieniędzy na wypłatę emerytur, które pozostaną tylko formalnymi zapisami na kontach.

Przyjęte zmiany nie powinny wpłynąć na wysokość emerytur. Przyszli emeryci mogą liczyć najwyżej na połowę poborów wobec otrzymywanej wcześniej pensji.

 – Trudno się spodziewać, żebyśmy dostrzegli zmianę w wysokości emerytur. Te świadczenia nie będą równe wysokości wynagrodzeń, które otrzymujemy pracując. Szacuje się, że tak zwany współczynnik zastąpienia nie będzie przekraczać połowy zarobków w przypadku osób, które zarabiają poniżej limitu ZUS-owskiego, czyli 100 tys. zł rocznie. Będzie ona procentowo niższa dla osób, które zarabiają więcej – mówi Krzysztof Nowak.

Banki będą zamykać swoje oddziały. Spada liczba klientów odwiedzających placówki banków

CEO Magazyn Polska

To będzie rok rozwoju bankowości cyfrowej twierdzi Chris Skinner, prezes The Financial Services Club. Dziś bardzo szybko rozwija się ona w krajach skandynawskich. Efektem tego jest spadek liczby klientów odwiedzających oddziały, a co za tym idzie, również liczby tradycyjnych placówek. To radykalne odejście od tego, czym bankowość była dawniej. Teraz obserwujemy proces automatyzacji kontaktów klienta z bankiem  wyjaśnia Skinner.

Bankowość elektroniczna opiera się na przeniesieniu wszystkich transakcji i relacji z klientem do internetu. Klienci, korzystając ze specjalnych aplikacji, mogą sprawdzić saldo, dokonać przelewu, wziąć pożyczkę gotówkową czy założyć lokatę. Te transakcje nie wymagają odwiedzania placówek bankowych. Oznacza to oszczędność czasu i pieniędzy zarówno klientów, jak i banków.

 – Przez ostatnie 50 lat banki stopniowo automatyzowały swoją działalność, jednak wciąż większość bankowości odbywa się w filiach – mówi Chris Skinner, prezes The Financial Services Club. – W przyszłości będziemy świadkami podziału na banki, które będą prowadziły agresywną politykę zróżnicowanej bankowości internetowej oraz te banki, które będą otwierały wyspecjalizowane filie, które będą skierowane do innych klientów.

Nasz kraj zajmuje 20. miejsce na świecie pod względem liczby osób, które korzystają z bankowości online: robi to około 10 mln Polaków. Najdynamiczniej ten fragment rynku rozwija się w Danii i Islandii. Przekłada się to również na spadek liczby oddziałów. We wspomnianych krajach ich liczba zmniejszyła się nawet o 60 proc.

 – Na całym świecie spadek ten wynosi około 10 proc. – wyjaśnia Skinner. – Filie, które zostały, służą przede wszystkim do udzielania rad, do dostarczania wyspecjalizowanych usług, skupiają się na sprzedaży, ale nie służą już jako miejsce zawierania transakcji czy kontroli środków pieniężnych i depozytów, jak miało to miejsce w przeszłości.

Ekspert twierdzi jednak, że nie grozi nam całkowity zanik bankowości tradycyjnej, czyli likwidacja oddziałów. Część spraw wciąż wymaga i będzie wymagać wizyty w banku. Trudno sobie wyobrazić, że możliwe będzie uzyskanie kredytu hipotecznego na 30 lat za pomocą aplikacji w telefonie czy przy pomocy przeglądarki internetowej.

 – Oczywiście część klientów może woleć wciąż załatwiać swoje sprawy w filiach, twarzą w twarz z doradcą. Powoli obserwujemy podział na banki w pełni zautomatyzowane i działające zdalnie, np. Alior Bank czy mBank w Polsce, oraz na te, które wciąż przyjmują w swoich filiach klientów, ponieważ mają oni inne potrzeby. Być może część starszych klientów będzie chciała korzystać z tradycyjnej formy bankowości, jednak w przyszłości stopniowo liczba filii banków będzie spadać – objaśnia rozmówca Newserii Biznes.

Coraz chętniej z bankowości elektronicznej korzystają również firmy, w tym duże korporacje. Dzięki temu można wyeliminować część dotychczasowych kosztów związanych z kontrolą dokonywanych operacji.

 – W tym obszarze banki oferują usługi z zakresu zarządzania środkami finansowymi na tabletach. To nowość dla środowiska korporacyjnego, ponieważ dawniej firmy potrzebowały specjalnie wyszkolonych, monitorowanych i nadzorowanych osób, które były odpowiedzialne za zarządzanie przepływami pieniężnymi czy transakcje wymiany walut – mówi Skinner.

Jednym z problemów bankowości elektronicznej jest niestabilność systemów IT, na których oparte są aplikacje. Z tym wyzwaniem zmaga się wciąż wiele instytucji, inwestując w sprzęt i nowe rozwiązania. Czasami jednak trudno uniknąć kłopotów z techniką, czego przykładem jest ubiegłoroczna fala awarii w systemie teleinformatycznym PKO BP.

 – Natomiast to tak naprawdę nie jest problem bankowości cyfrowej, a wszystkich banków, szczególnie jeśli z powodu błędów w systemie nie można na przykład zapłacić kartą w sklepie albo dokonać innej transakcji. Jeśli system nie działa, to nie ma mowy o żadnej bankowości – wyjaśnia prezes The Financial Services Club.

The Financial Services Club organizuje spotkania dla kadry zarządzającej sektora bankowego z ważnymi przedstawicielami branży. Spotkania odbywają się w Londynie, Wiedniu, Dublinie, Edynburgu, Sztokholmie, Oslo i Warszawie.

Na rynku nieruchomości stabilizacja. W połowie roku ceny mogą nieznacznie wzrosnąć

CEO Magazyn Polska

Trudne czasy dla branży budowlanej i deweloperskiej dobiegają końca. Przełom w branży ma nadejść w połowie roku. Równowaga pomiędzy popytem a podażą na rynku nowych mieszkań przełoży się nawet na kilkuprocentowy wzrost cen. Deweloperzy zapowiadają rozpoczęcie kolejnych inwestycji.

 – Jeżeli te tendencje, zarówno w sprzedaży, jak i w rozpoczynaniu nowych inwestycji, utrzymają się, to spodziewamy się, że w połowie roku nastąpi wyrównanie popytu i podaży – mówi Jacek Bielecki, dyrektor ds. jakości segmentu deweloperskiego w Marvipolu.  Jeżeli rynek rzeczywiście się zrównoważy, należy się spodziewać niewielkich wzrostów cen. Będą to różnice kilkuprocentowe.

W opinii eksperta, rynek nie odczuje zbytnio efektów Rekomendacji S, która działa od początku stycznia. Wprowadza ona obowiązek posiadania wkładu własnego – na razie tylko 5-proc. – dla osób, które chcą zaciągnąć kredyt hipoteczny na zakup mieszkania. Rynku nie będzie również kształtował rządowy program „Mieszkanie dla Młodych”, przynajmniej w niektórych miastach.

 – Z jednej strony mamy Kraków i Warszawę, gdzie odpowiednio ok. 4 proc. i 8 proc. ofert według dzisiejszych kalkulacji mieści się w tym programie, więc to jest żaden wpływ na rynek. Po drugiej stronie są takie miasta jak Łódź czy Gdańsk. W obu miastach ponad połowa dostępnej oferty mieści się w tym programie, więc tu program może mieć znaczenie dla kupujących i wzmocni chęć zakupów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dyrektor ds. jakości segmentu deweloperskiego Marvipolu.

Spółka nie wyklucza, że w pewnym stopniu dostosuje swoją ofertę do założeń programu, ale to zależy od tego, jakie będzie zainteresowanie ze strony kupujących.

Warszawski Marvipol, celujący w klientów z klasy średniej, zapowiada także, że przygotowuje się do nowej inwestycji. Jeszcze wiosną ma ruszyć budowa nowego osiedla na Ursynowie.

 – Ruszymy z dużą, nową inwestycją na Ursynowie, i z pewnością to będzie duże wydarzenie dla rynku – zdradza Jacek Bielecki, dyrektor ds. jakości segmentu deweloperskiego Marvipolu.  Będą to raczej mniejsze mieszkania dostosowane do dzisiejszych potrzeb.

Markowa odzież, książki i tablety hitami sprzedaży internetowej

CEO Magazyn Polska

Ubrania, obuwie, kosmetyki, a także książki, płyty i nowinki technologiczne – te produkty cieszyły się w ubiegłym roku największym zainteresowaniem klientów w sklepach internetowych. Amatorów zakupów w sieci z dnia na dzień przybywa i dzięki temu branża e-commerce rozwija się bardzo dynamicznie. Okres przedświąteczny to dla niektórych e-sklepów nawet połowa ich rocznych obrotów.

 – Polacy w 2013 roku najchętniej kupowali odzież, obuwie i akcesoria odzieżowe. Na kolejnym miejscu prawdopodobnie uplasowała się kategoria health & beauty, czyli zdrowie i uroda. Polacy bardzo często kupują książki, muzykę i film, czyli szeroko rozumiana kategoria kultura – mówi agencji informacyjnej Newseria Jakub Radkowski, doradca zarządu ds. projektów specjalnych w Merlin.pl.

W tej kategorii największym zainteresowaniem cieszyły się bestsellery na DVD, najlepsze premiery płytowe i nowości wydawnicze.

 – Przynajmniej w e-commerce nie widać tego, że Polacy czytają rzadko, a może po prostu chętniej kupują te produkty na prezenty. W ubiegłym roku hitami były „Saga Burz”, czyli kolejna część „Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego, i „Inferno” Dana Browna. Te dwa tytuły ewidentnie zrobiły sprzedaż – przyznaje Jakub Radkowski. – Patrząc na nasze wyniki, w tym roku zdecydowanie na czołowe miejsce sprzedaży wysunęła się kategoria zabawek.

W tej kategorii wzrosty są większe niż przed rokiem. Odpowiada za to przede wszystkim większa sprzedaż gier edukacyjnych i planszowych.

Polacy co prawda najczęściej kupują odzież, kosmetyki, książki i płyty, ale jednak najwięcej pieniędzy wydają na elektronikę. W tej kategorii prym wiodą tablety, smartfony, laptopy i telewizory.

 – Trendem w najbliższych dwóch, trzech latach będzie wzrost wartości sprzedaży produktów z kategorii szeroko rozumianego health & fitness, czyli produkty związane z urodą, ale też ze zdrowym trybem życia, z fitnessem, z ekologią. To jest trend, który już obserwujemy i który w kolejnych kilku latach na pewno będzie bardzo wyraźny i odciśnie piętno na e-commerce w Polsce –  prognozuje Jakub Radkowski.

Sklepy internetowe kuszą niższymi cenami, szerokim asortymentem oraz możliwością porównywania ofert różnych handlowców. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że zabiegani i zapracowani klienci mają coraz mniej czasu na wizyty w tradycyjnych sklepach.

 – Branża e-commerce zdecydowanie się rozwija. Jak dla całego handlu detalicznego, tak i dla e-sklepów ważny był okres przedświąteczny, który dla niektórych serwisów oznacza 30-50 proc. ich obrotu. Drugim ważnym momentem będzie Dzień Dziecka, z kolei dla biznesu książkowego to sezon podręcznikowy, trwający od czerwca do sierpnia – mówi Radkowski.

Od kwietnia brytyjskie autostrady płatne dla zagranicznych ciężarówek

CEO Magazyn Polska

Od kwietnia autostrady w Wielkiej Brytanii będą płatne dla ciężarówek powyżej 12 ton. W Niemczech opłatami mają zostać objęci kierowcy wszystkich pojazdów zagranicznych. To dla tych państw szansa na znaczne zwiększenie wpływów do budżetu. Komisja Europejska jest jednak przeciwna opłatom tylko dla obcokrajowców.

 – Użytkownicy dróg to są jedni z większych płatników, którzy tworzą budżet poszczególnych państw. Gdyby wprowadzono opłaty w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, budżety tych państw na pewno uległby znacznemu zwiększeniu, a pieniędzy brakuje przez cały czas. Z drugiej strony patrząc na ten problem, to zastanawiamy się, czy to jest sprawiedliwe rozwiązanie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Zgodnie z umową koalicyjną chadeków i socjaldemokratów w Niemczech wprowadzone mają być opłaty za autostrady dla wszystkich pojazdów zagranicznych. Obecnie myto w Niemczech muszą płacić kierowcy wszystkich pojazdów o masie powyżej 12 ton.

W Wielkiej Brytanii obecnie wszystkie autostrady są darmowe. Od kwietnia tego roku przejazd pojazdów o masie powyżej 12 ton będzie płatny. W zależności od ilości emitowanych spalin opłata będzie wynosić od 1,7 funta do 10 funtów dziennie. Najdroższa roczna opłata wyniesie 1000 funtów. Dla brytyjskich ciężarówek o równowartość opłaty zostanie zmniejszony podatek drogowy, co oznacza, że w praktyce obciążone będą również wyłącznie zagraniczne pojazdy.

Nie wiadomo, czy na takie rozwiązania zgodzi się Komisja Europejska. Niemcy czekają na opinię Brukseli przed wprowadzeniem zmian. Komisja podkreśla, że pobór opłat wyłącznie od pojazdów zagranicznych jest sprzeczny z unijną zasadą niedyskryminacji.

 – Zasada niedyskryminacji dotyczy opłat za drogi w takim samym stopniu jak wszystkich innych obszarów. Rozmowy z Niemcami toczą się od pewnego czasu. Jest możliwe wprowadzenie na przykład zniżek dla samochodów o niższej emisji, ale muszą one dotyczyć w takim samym stopniu pojazdów mieszkańców zarówno danego kraju, jaki i obcokrajowców – podkreśliła podczas wtorkowej konferencji Helen Kearns, rzeczniczka prasowa wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej odpowiedzialnego za transport Siima Kallasa.

Władze krajów, wprowadzających takie myta, argumentują, że właściciele zagranicznych pojazdów niszczą drogi, lecz nie płacą w danym kraju żadnych podatków.

 – Przecież ktoś wjeżdżający samochodem spoza Wielkiej Brytanii na teren tego kraju najprawdopodobniej też pomaga rozwojowi tego kraju, czyli uczestniczy w jego produkcji globalnej – przekonuje Malusi. – Uczestnicząc w ruchu w Niemczech tak samo płacimy za paliwo, które tam tankujemy, więc nie wiem, czy do końca jest to sprawiedliwe.

Dodaje, że przychody od uczestników ruchu drogowego – podatki związane z tankowaniem, zakupem części i samochodów oraz opłaty drogowe – w Polsce generują 40-50 mld zł przychodu do budżetu rocznie. Jednak tylko niewielka część tych pieniędzy jest przeznaczana z powrotem na inwestycje drogowe. Według Malusiego tylko 3 mld zł trafia z budżetu Polski na drogi, większość z tego jest przeznaczana na administrację, a nie na inwestycje.

Jak wynika z danych cytowanych przez „The Economist”, brytyjski system opłat będzie również bardzo mało efektywny. Po uwzględnieniu kosztów wdrożenia system zbilansuje się najwcześniej w 2015 r., a potem będzie przynosił jedynie ok. 23 mln funtów zysku netto rocznie. To według brytyjskiego tygodnika zbyt mało, by zbudować choćby milę (ok. 1,6 km) nowej autostrady.

Obecnie w siedmiu unijnych krajach i Szwajcarii obowiązuje płatność za autostrady za pomocą winiet. Ponieważ roczne winiety są tańsze w przeliczeniu na dzień niż krótkoterminowe, kierowcy spoza tych krajów są w większym stopniu obciążeni opłatami.

Nad wprowadzeniem opłat tylko dla ciężarówek zastanawiają się także Belgia i Łotwa. Podobne systemy obowiązują także w Austrii, Szwajcarii i na Litwie. W Polsce system viaTOLL obowiązuje na autostradach wszystkie pojazdy, ale na samochody ciężarowe opłaty są nakładane również na innych drogach.

Malusi nie wyklucza, że opłaty tylko dla cudzoziemców są testem przed wprowadzeniem powszechnej płatności. Wprowadzenie i ujednolicenie opłat za autostrady zaleciła już w 2008 roku Unia Europejska.

Dąży się do tego, ażeby opłaty były wyrównane dla wszystkich w całej Unii Europejskiej, i być może to jest przygrywka do tego typu rozwiązań. Najpierw wypróbujemy na obcokrajowcach, a potem być może przy lepszej koniunkturze politycznej wprowadzimy opłaty dla mieszkańców tego kraju – przypuszcza Malusi.

ProgTrans, szwajcarska firma analityczna, oszacował w 2010 r., że po wprowadzeniu opłat w całej UE zyskałyby tylko Austria, Czechy, Francja i Niemcy. Dla innych krajów, szczególnie dla położonych na obrzeżach UE Portugalii i Hiszpanii, koszty byłyby zdecydowanie wyższe od przychodów.

Śląsk, Mazowsze i Dolny Śląsk wiedzą, jak przyciągnąć inwestorów

Najatrakcyjniejszym dla przedsiębiorców województwem od lat jest Śląskie. Największy problem z przyciągnięciem inwestorów mają województwa ze ściany wschodniej. Ich szansą na rozwój jest promowanie swoich unikatowych zasobów i przyciągnięcie mniejszych przedsiębiorców.

Województwa śląskie, dolnośląskie i mazowieckie najskuteczniej potrafią przyciągać inwestorów dając korzyści finansowe i ułatwienia w prowadzeniu biznesu. Wykazała to analiza zasobów i kosztów pracy, aktywności województw wobec inwestorów, dostępności transportowej, wielkości rynku zbytu, poziomu rozwoju infrastruktury gospodarczej, poziomu rozwoju infrastruktury społecznej oraz poziomu bezpieczeństwa.

 – Inwestor musi dostać wykwalifikowanych pracowników. To jest kluczowe. Musi mieć zapewnioną odpowiednią dostępność komunikacyjną, transport, internet, czyli łączność, zachęty inwestycyjne oraz dobry klimat – obsługę ze strony samorządów i tych, którzy podejmują decyzje administracyjne w sprawie takich inwestycji – tłumaczy dr Maciej Tarkowski z Uniwersytetu Gdańskiego oraz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Na drugim końcu rankingu znajdują się województwa: podkarpackie, warmińsko-mazurskie, świętokrzyskie, lubelskie i podlaskie. Muszą one poprawić dostęp do infrastruktury oraz popracować nad tzw. działaniami miękkimi.

 – Są nimi informacja, promocja i obsługa inwestora. Jak już nam się uda kogoś przyciągnąć, to ważne, żeby proces inwestycji przebiegał sprawnie. I co ważne, a o czym często zapominamy, obsługa poinwestycyjna. Nie powinniśmy zostawiać inwestora samemu sobie. On często ma zwykłe, prozaiczne problemy, jak każda firma, na przykład dotyczące częstotliwości kursowania komunikacji miejskiej, że autobus odjeżdża nie o tej godzinie, o której wychodzą pracownicy z firmy. I to trzeba pomóc mu załatwić – podkreśla przedstawiciel Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Ekspert podpowiada też, by te słabsze regiony nie naśladowały polityki prowadzonej przez te większe, bogatsze, lepiej sobie radzące. Ich specyfika jest inna i mogą ją wykorzystać poprzez znalezienie niszy, w którą mogliby się wpisać inwestorzy. Wykorzystując swoje unikatowe zasoby, mogą przyciągnąć mniejszych przedsiębiorców.

Szwajcarzy zachęcają Polaków do korzystania z referendum

Szwajcarzy od kilku do kilkudziesięciu razy w roku głosują w referendach. Władze pytają obywateli o zdanie na trzech poziomach: ogólnokrajowym, kantonalnym i gminnym. Prawo zwołania referendum mają też sami mieszkańcy. Zdaniem Szwajcarów taki system to nie tylko większe zaangażowanie mieszkańców w rozwiązywanie problemów, lecz także wymierne oszczędności publicznych pieniędzy. Namawiają więc Polaków do częstszego korzystania z instytucji referendum

  Myślę, że największą zaletą jest fakt, że ludzie bardzo identyfikują się z tym systemem. Czują, że mają coś do powiedzenia, bo kilka razy w roku są pytani o zdanie na temat różnych sprawach i im się to podoba – mówi Newserii Biznes prof. Uwe Serdült, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Demokracją Bezpośrednią w Aarau, pracownik naukowy Uniwersytetu w Zurychu.

Szwajcaria jest obok Liechtensteinu jednym z tych krajów Europy, któremu najbliżej do modelu demokracji bezpośredniej. Cały system kształtował się kilka wieków.

 – Zaczęliśmy od obowiązkowego referendum w sprawach konstytucyjnych, potem były opcjonalne referenda w sprawach, w których zbierane były podpisy, aż do inicjatyw obywatelskich, w których mieszkańcy mogą proponować nowe rozwiązania prawne albo zmiany w konstytucji – tłumaczy prof. Uwe Serdült.

Mieszkańcy Szwajcarii wypowiadają się w referendach na trzech poziomach: narodowym (ok. 9 rocznie), na poziomie kantonów (ok. 5) oraz gmin, i są jednym z najczęściej głosujących narodów w Europie. System głosowań jest uruchamiany także w przypadku wysokich wydatków publicznych.

 – Mieszkańcy, szczególnie na poziomie kantonów i gmin, dość często głosują w sprawach wydatków: ile wydamy na szkoły, ile na drogi i czy w ogóle chcemy wydać – tłumaczy Uwe Serdült. – Doświadczenie pokazuje, że w kantonach, w których często przeprowadzane są referenda, deficyt jest niższy, a mieszkańcy bardziej ostrożni w wydawaniu pieniędzy.

Poza korzyściami finansowymi są też zyski społeczne. Referenda w demokracji bezpośredniej zastępują sondaże opinii publicznej i są od nich bardziej wiarygodne.

 – Obywatele i stowarzyszenia obywatelskie w demokracji bezpośredniej są bardziej aktywne. Mają możliwość proponowania rozwiązań prawnych, a to jest mechanizm aktywizowania obywateli, którego chętnie używają. Oczywiście dotyczy to także partii politycznych – mówi Uwe Serdült. – Szwajcarzy chętnie korzystają ze swoich praw, a dzięki temu rząd i politycy otrzymują informację zwrotną dotyczącą swoich decyzji.

Polacy mogą głosować w referendach lokalnych i ogólnonarodowych. Warunek to zebranie odpowiedniej liczby głosów. Pod koniec sierpnia prezydent Bronisław Komorowski skierował do Sejmu projekt ustawy, która ma zaostrzyć kryteria ważności referendów dotyczących odwołania władz lokalnych i znieść próg ważności w referendach dotyczących innych kwestii.

Jarosław Koziński partnerem zarządzającym działem doradztwa podatkowego EY

1 stycznia 2014 r. Jarosław Koziński objął funkcję partnera zarządzającego działem doradztwa podatkowego firmy doradczej EY Polska (dawniej: Ernst & Young). Wcześniej stanowisko to pełnił Jacek Kędzior, który kieruje obecnie całą polską praktyką EY.

Jarosław Koziński jest związany z branżą doradczą od ponad 20 lat. Partnerem w spółce doradztwa podatkowego EY jest od 2002 roku. Wcześniej był partnerem w firmie Arthur Andersen, w której pracował przez 9 lat.

Z wykształcenia magister ekonomii – ukończył Wydział Zarządzania i Informatyki na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Jest licencjonowanym doradcą podatkowym. Realizuje projekty dla firm polskich i międzynarodowych. Specjalizuje się m.in. w doradztwie regulacyjnym i planowaniu strategii podatkowych. Ostatnio z powodzeniem zrealizował projekt dla Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, prowadzący do zatrzymania wyłudzeń VAT w branży stalowej, które zagrażały istnieniu polskich producentów stali.

W latach 2011 i 2012 został uznany najlepszym doradcą podatkowym w kategorii optymalizacji podatkowej (I miejsce w rankingu doradców podatkowych – „Dziennik Gazeta Prawna”). Od września 2013 r. Jarosław Koziński pełni także funkcję partnera zarządzającego praktyki podatkowej EY w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowej.

W Polsce przed branżą doradztwa podatkowego stoją wyzwania daleko wykraczające poza interpretację przepisów. Dziś znacznie częściej jesteśmy dla naszych klientów doradcami w biznesie, którzy oczywiście świetnie znają się na kwestiach podatkowych – zauważa Jarosław Koziński. – Kiedy zagadnienia dotyczą najważniejszych spraw danej firmy, a czasem jej przetrwania, to współpraca staje się kluczowa nie tylko dla dyrektora finansowego czy podatkowego, ale także dla prezesa zarządu. W EY od zawsze przywiązujemy ogromną wagę do jakości i praktyczności nowych rozwiązań, dlatego jestem przekonany, że nadal będziemy zajmować wiodącą pozycję w branży.

Jarosław Koziński ma żonę Annę i dwie córki – Jagodę oraz Kalinę. Jest pasjonatem narciarstwa i sportów wodnych.

Optymalizacja stron internetowych z SEOKitten

Właśnie wystartowało nowe e-narzędzie do rozwiązywania problemów z optymalizacją stron internetowych pod kątem wyszukiwarki Google – SEOKitten. Jest to darmowa aplikacja, dostępna pod adresem seokitten.com, która w kilka sekund pozwoli na sprawdzenie najważniejszych parametrów każdej strony www, takich jak chociażby prędkość wyświetlania witryny, meta informacje, błędy w kodzie i nagłówkach, ilość backlinków, rankingi Alexa i Moz, a także sygnały w mediach społecznościowych.

Logo z kotkiem ubranym w trykotowy strój superbohatera oraz zabawna parafraza wierszyka z bajki o Królewnie Śnieżce (Kitty, Kitty on the wall who’s got the best site of them all?) kryją narzędzie najzupełniej poważne, a co najistotniejsze – niezwykle przydatne programistom zajmującym się projektowaniem witryn internetowych, webmasterom, marketingowcom, pozycjonerom czy specjalistom od e-commerce.

Dlaczego warto dołożyć szczególnych starań, by strona internetowa była jak najlepiej oceniana przez Google? Przede wszystkim dlatego, żeby zajmowała jak najwyższe pozycje w wynikach wyszukiwania Google dla najtrafniej opisujących ją wyrażeń kluczowych. Jeśli twoja witryna nie pokazuje się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania to tak jakby twój e-biznes nie istniał, a szanse na pozyskanie klientów z najpopularniejszej wyszukiwarki dramatycznie maleją. Google od kilku lat sukcesywnie ulepsza stosowany przez wyszukiwarkę algorytm, dzięki czemu internauci otrzymują coraz lepsze i bardziej wyselekcjonowane wyniki wyszukiwania, lecz właściciele stron internetowych są zmuszeni do zwiększenia uwagi na zawartość swoich stron www zarówno pod kątem treści i kodu.

Google cały czas dąży do stosowania coraz inteligentniejszego algorytmu obsługującego zachowanie wyszukiwarki oraz zwracanie wyników wyszukiwania. Kiedyś o wysokiej pozycji witryny w wynikach wyszukiwania decydowała liczba odnośników z innych stron. Ale te czasy już dawno minęły.

Aktualizacja Google nazwana pieszczotliwie Pandą sprawiła, że o pozycji strony w wynikach wyszukiwania decyduje jej zawartość. Innymi słowy, Google wprowadziło Pandę, aby zmniejszyć widoczność witryn niskiej jakości. Stąd unikalne, rozbudowane i przydatne dla użytkowników treści zamieszczone na stronie www i jej podstronach mają kluczowe znaczenie dla rankingu w wyszukiwarce. Pingwin z kolei zmusił pozycjonerów do zadbania o jak najwyższą jakość linków przychodzących, które powinny pochodzić z wartościowych dla internautów treści i tematycznie skorelowanych miejsc o dobrej reputacji. Najnowsza aktualizacja Koliber zapoczątkowała dominację wyszukiwania semantycznego w Internecie. Oznacza to, że Google dokonuje analizy znaczeniowej zawartości strony, a frazy kluczowe będą odczytywane w związku z kontekstem, w którym występują. Co to oznacza dla twórców stron internetowych oraz specjalistów od pozycjonowania i w jaki sposób pomoże im SEOKitten?

Największym atutem aplikacji SEOKitten jest błyskawiczne wychwytywanie najważniejszych błędów na stronie wpływających na jej widoczność w Google – kanonicznych, związanych z indeksacją, kodem HTML czy nagłówkami, itp. oraz wykrywanie potencjalnie niebezpiecznych domen z tym samym IP co badana witryna www. SEOKitten dostarczy też danych o prędkości ładowania się strony, informacji META, liczbie backlinków prowadzących do sprawdzanej strony internetowej z podziałem na dofollow i nofollow (czyli takich, które wpływają na pozycję w wynikach wyszukiwania i takich, które są dla rankingu neutralne). To jednak nie wszystko. SEOKitten informuje również o rankingu Alexa analizowanej przy pomocy tego e-narzędzia witryny, a więc wskaźniku popularności, na którą składa się ilość jej użytkowników oraz przeglądanych podstron serwisu. SEOKitten pokazuje rezultat uzyskany w rankingu Moz, którego wysokość świadczy o użyteczności i popularności witryny w sieci. Aplikacja SEOKitten pozwala jednocześnie na zbadanie sygnałów pochodzących z mediów społecznościowych takich jak Facebook, Google+ oraz Twitter (like’ów, komentarzy, fanów, tweetów, itd.). Wszystkie te informacje pozwolą programistom oraz specjalistom od SEO na jak najlepsze zoptymalizowanie witryn pod kątem Google, co w połączeniu z dobrymi jakościowo treściami na nich publikowanymi wpłynie znacząco na widoczność, wiarygodność i popularność.

Kolejne aktualizacje i zmiany algorytmu Google zmusiły specjalistów od pozycjonowania i webmasterów do dbałości o bardzo szeroko rozumianą jakość stron internetowych. Poprzez analizę semantyczną zawartości witryn Koliber w jeszcze większym stopniu, niż kiedykolwiek wcześniej, inspiruje do tworzenia treści dobrze przemyślanych, użytecznych internautom i spójnych tematycznie. SEOKitten jest narzędziem, które pozwala na maksymalnie sprawne i efektywne radzenie sobie z wyzwaniami stawianymi przez Google, a jednocześnie ułatwia tworzenie stron www kompletnie przygotowanych do konkurowania o najwyższe pozycje w SERPach.

Czego obawiają się twoi klienci?

Sektor usług rządzi się swoimi prawami. Bezwzględna era prosumenta, w której to klient posiada wiedzę o produktach i usługach oraz chętnie się z nią dzieli, zobowiązuje nas do ciągłego monitorowania informacji pojawiających się w sieci. Okazuje się bowiem, iż opinie w Internecie to najcenniejsze źródło informacji oraz czynnik warunkujący sukces bądź porażkę poszczególnych usług.

O ile, w przypadku sprzedaży lub zakupu sprzętu elektronicznego decyzja podejmowana przez klienta wydaje się być dziecinnie prosta, o tyle zlecając np. remont mieszkania ciężko przewidzieć oczekiwany rezultat. Decyzję o zakupie danego produktu ułatwia fakt, iż dobra można wypróbować, dotknąć. Równocześnie, ciężko byłoby „zmierzyć” nowy, zgrabniejszy nos lub poprosić ogrodnika o próbne koszenie trawnika. Nie sposób pójść do kina na kilka seansów, płacąc tylko za ten, który przypadnie nam do gustu. Według ostatnich publikacji GUS, firmy usługowe wytworzyły w ubiegłym roku ok. 63,6 % wartości dodanej w całej gospodarce krajowej. Tendencja zwyżkowa nie traci impetu. Dbając o sukces marki, pamiętajmy zatem o tym, iż dobra komunikacja marketingowa w przypadku usług powinna różnić się od tej „produktowej”.

Sprzedaż produktu opiera się na jednej prostej zasadzie. Podkreślamy zalety w taki sposób, aby potencjalny klient, pomimo tego, iż nie jest ekspertem, porzucił obawy i zdecydował się potwierdzić walory za pomocą własnego doświadczenia. Uwydatniamy zatem te aspekty, które konsument może sam zweryfikować. Wyjątkowo komfortowy zestaw wypoczynkowy okraszony hasłem „Usiądź i doznaj przyjemności” to równocześnie komenda oraz ciche przyzwolenie na wzbudzenie pozytywnych emocji względem naszego produktu.

Prowadząc firmę usługową jesteśmy zmuszeni do ciągłego dostarczania argumentów dla swoich potencjalnych klientów. O ile klient nie czuje potrzeby informowania go o wszystkich parametrach usługi, chciałby mieć pewność, iż zostanie ona dostarczona przez eksperta w danej dziedzinie.

Redukując troski swoich klientów warto postawić na dwa atrybuty. Pierwszym z nich jest bogate doświadczenie, czyli przedstawienie siebie, usługodawcy jako mistrza, profesjonalisty. Drugim z nich, jest poszczycenie się poparciem zadowolonych klientów. Nienaganna opinia to klucz do sukcesu. – mówi Kamila Szwagiel, Product Manager GRUPA365NET.

Najlepszym sprzymierzeńcem kreowania takiego zaplecza jest bez wątpienia Internet. Jego rozwój nie tylko ułatwił aktywną wymianę informacji, ale również uaktywnił grę zwaną marketingowym szumem. Ponad 57% Internautów przyznaje się, iż to właśnie sieć stanowi dla nich najcenniejsze źródło informacji.

Wzrastająca w siłę postawa konsumenta aktywnego, który chętnie dzieli się wiedzą o produktach, przez co wpływa na ich jakość, daje ogromne pole do popisu. Wielu producentów bagatelizuje taki potencjał i rezygnuje z monitoringu głosu prosumentów, dochodzącego z sieci. Niesłusznie. Głos internautów z dnia na dzień nabiera coraz większego znaczenia. Coraz częściej pełnią oni role najlepszych ambasadorów marki. Opinie i rekomendacje klienta są nie tylko główną determinantą zakupu, ale stanowią również swoistą przeciwwagę dla przekazu reklamowego. To właśnie tutaj, w sposób szybki i wygodny potencjalny klient przekona się lub zniechęci do zakupu.

Partnerstwo publiczno-prywatne

Mieszkania socjalne, parkingi czy obiekty sportowe oraz drogi – to inwestycje realizowane w ramach tzw. finansowania PPP. Co się kryje za tym tajemniczym skrótem? Nic innego jak współpraca sektora publicznego z prywatnym.

Nowy rok, nowe wyzwania – również dla samorządów w Polsce. Te często borykają się z istotnym problemem. Oczekiwania społeczności wobec rozwoju miejscowości, w których mieszkają, rosną. Budżety natomiast są niejednokrotnie napięte do kresów wytrzymałości. Samorządy poszukują zatem alternatywnych źródeł finansowania swoich zadań. Jedno z nich to partnerstwo publiczno-prywatne. Istotą tego narzędzia finansowego jest współpraca pomiędzy jednostkami administracji publicznej i samorządowej a podmiotami prywatnymi, w sferze świadczenia usług publicznych. Partnerstwo może dotyczyć infrastruktury mieszkaniowej, drogowej, sportowo-rekreacyjnej czy gospodarki komunalnej.

Mimo że współpracę w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego reguluje ustawa sprzed sześciu lat, to narzędzie, jakim jest PPP, nadal nie jest w pełni wykorzystywane. Jak podkreśla Robert Kałuża z Departamentu Wsparcia Projektów PPP w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego „W Polsce nadal można mówić o bardzo płytkim rynku PPP. Jednak pojawiły się też projekty – jaskółki i mamy nadzieję, że ten rynek będzie się rozwijał. Przede wszystkim z punktu widzenia większej wiedzy, którą zdobywają samorządy i na podstawie doświadczeń pewnych projektów, które są w Polsce realizowane.”

Niewątpliwie kluczem do sukcesu jest wiedza, którą warto wykorzystać podczas rozpoczynającego się nowego unijnego programowania finansowego na lata 2014-2020. Warto zaznaczyć, że finansowanie inwestycji z udziałem środków prywatnych i pochodzących z Unii Europejskiej jest możliwe. Nie jest to proste rozwiązanie, ale może przynieść ogromne korzyści. „Mówimy o tzw. projektach hybrydowych. Łączą one finansowanie unijne z Funduszy Spójności czy Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego z kapitałem prywatnym. Tych środków do tej pory było wykorzystywanych niewiele, ale w najbliższym czasie powinno się to zmienić” – twierdzi Robert Kałuża.

I musi się zmienić, bo – jak podkreślają eksperci – w nadchodzących latach będziemy cierpieć z powodu deficytu środków finansowych na realizację inwestycji. Polskie samorządy nie będą mogły pozwolić sobie na rezygnację z korzyści, jakie płyną z partnerstwa publiczno-prywatnego.

Poczta Polska zapowiada rewolucję w systemie dostaw paczek. Ma być szybciej, sprawniej i taniej

CEO Magazyn Polska

Największy na polskim rynku dostawca listów i przesyłek wprowadza zmiany w dostawach. Paczki, w zależności od wybranej usługi, mają docierać do adresatów w ciągu 24 lub 48 godzin. Poczta Polska zapewnia również bezpłatne ubezpieczenie i elektroniczny monitoring przesyłki.

Operator pocztowy wprowadził nowy podział usług. Od stycznia klienci mogą korzystać z Paczki 24, Paczki Ekstra 24 i Paczki 48. Wszystkie przesyłki objęte są gwarantowanym terminem doręczenia i ubezpieczeniem. 

 – Paczka Ekstra 24 gwarantuje dostarczenie przesyłki następnego dnia na terenie całego kraju, natomiast Paczka 24 – w wyznaczonej strefie A. Pokrywa ona 70 proc. Polski – tłumaczy Sławomir Żurawski, dyrektor obszaru paczkowego Poczty Polskiej.

Usługa Paczka Ekstra 24 daje możliwość zdefiniowania czasu doręczenia. To oznacza, że nadawca może określić zarówno dzień, jak i godzinę dostarczenia przesyłki. Zmieniły się również ceny tych usług, Jak podkreślają przedstawiciele firmy, nowe stawki są o wiele bardziej konkurencyjne i dostosowane do rynku.

Poczta Polska modernizuje również swoje usługi kurierskie. Od stycznia Pocztex odbierze przesyłkę bezpośrednio od klienta – po złożeniu zamówienia telefonicznego lub online – i dostarczy do adresata, bez konieczności wizyty w placówce. Tym samym Poczta startuje z pełnowartościowym produktem kurierskim.

 – Pocztex stanie się usługą stricte kurierską. Nie będzie obsługiwany w placówkach pocztowych. Zdecydowanie chcemy pozycjonować tę usługę dla klientów biznesowych – mówi Żurawski.

Poczta Polska proponuje także aplikację e-Nadawca, dzięki której klient może przygotować przesyłkę do nadania, zarządzać nią, wydrukować etykietę, a później śledzić, sprawdzać terminowość i otrzymywać raporty dostarczenia.

ePoczta

Obecnie co piąta paczka w kraju przesyłana jest za pośrednictwem Poczty Polskiej. Zmiany mają pomóc w zwiększeniu liczby paczek oraz w coraz aktywniejszym działaniu w obszarze e-commerce. Podobne przeprowadzili już najwięksi europejscy operatorzy.

 – Poczta Polska zakłada bardzo duży wzrost swoich udziałów w tym rynku. I tym samym strategicznie zakłada, że przychody z niego będą w znacznej mierze pokrywać tendencje spadkowe w tradycyjnych przesyłkach, szczególnie w przesyłkach listowych – wyjaśnia dyrektor obszaru paczkowego.

Rynek e-commerce, czyli handel internetowy, ma pozwolić Poczcie Polskiej odnaleźć się w nowej sytuacji i dać spory wzrost. Portfel operatora ma powiększyć się o usługi finansowe, wsparcie firm i udział bezpośredni w sprzedaży produktów.

 – Nie chcemy być tylko operatorem dla e-commerce. Poczta Polska chce być e-commerce. Chcemy nie tylko uczestniczyć w prostym przesyle paczek, lecz także w całym łańcuchu dostaw wraz z usługami dodatkowymi takimi jak: finansowanie przedsiębiorców, finansowanie zakupów, obsługa płatności, obsługa zwrotów oraz wsparcie działalności firm e-commerce – twierdzi Sławomir Żurawski.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju określiło swoje priorytety

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju planuje inwestować w spójność społeczno-terytorialną, a także w poprawę konkurencyjności. Służyć temu ma wspieranie komercjalizacji wyników badań naukowych i wsparcie przedsiębiorczości. W ramach nowej perspektywy budżetowej UE więcej pieniędzy zostanie przekazanych regionom do zarządzania, co jest szansą dla Polski Wschodniej. 

 – Bardzo mocno stawiamy na konkurencyjność i spójność społeczno-terytorialną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wiceminister infrastruktury i rozwoju Paweł Orłowski. – Musimy inwestować w te potencjały, które są unikatowe dla regionów oraz wspierać przedsiębiorczość, która tworzy PKB i daje miejsca pracy.

Kolejnym priorytetem ma być zwiększenie komercyjnego wykorzystania wyników polskich prac badawczo-rozwojowych. Dlatego znacząca część środków z UE będzie przeznaczana na badania i rozwój.

 – Nie inwestujemy już w budowę nowych uczelni czy rozbudowę już istniejących – mówi Orłowski. – Ta baza została już zbudowana i teraz trzeba ją wykorzystać w gospodarczej praktyce.

W ramach  budżetu unijnego  na lata 2014-20 więcej środków zostanie przeznaczonych do zarządzania przez regiony. Jest to szansa dla Polski Wschodniej, która zmaga się z problemem zapóźnienia gospodarczego i infrastrukturalnego w porównaniu do reszty kraju.

 – Część regionów Polski Wschodniej ma bardzo silny przemysł rolno-spożywczy. To dziedzina, w którą warto zainwestować, która ma szansę być konkurencyjną w skali europejskiej – zauważa Orłowski.

Zdaniem wiceministra w tym regionie istnieje potencjał dla rozwoju innych branż, takich jak odnawialne źródła energii czy technologie komunikacyjne. Potrzebne są także inwestycje w infrastrukturę kolejową czy drogową, która jest słabo rozwinięta w porównaniu do innych części kraju, a także w kapitał ludzki.

 – Środki unijne to mniej więcej 1/3 środków rozwojowych – mówi Orłowski. – Mają one wyzwalać pewien impuls, ale potrzebne są zmiany w wielu dziedzinach, takich jak edukacja czy szkolnictwo wyższe, które trzeba powiązać z potrzebami pracodawców.

Ministerstwo Gospodarki: Polska i Niemcy powinny współpracować w rozwijaniu technologii węglowych

CEO Magazyn Polska

Korzystając z węgla, można zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Trzeba tylko rozwijać najnowsze technologie węglowe, a Polska z Niemcami powinny być tu wiodące, ponieważ są państwami, które zużywają najwięcej tego surowca w Europie – uważa Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Górnictwa w resorcie gospodarki. 

Jak przekonuje dyrektor w Ministerstwie Gospodarki, węgiel jest jednym z najtańszych surowców energetycznych. Myśląc więc o konkurencyjności na globalną skalę, na tym źródle Polska powinna oprzeć swoje bezpieczeństwo energetyczne. Zwłaszcza, że jak podkreśla Kaliski, odnawialne źródła energii (OZE) są zbyt drogie, ponieważ Polska nie ma odpowiednich technologii. W miksie, jego zdaniem, powinny znaleźć się więc także i te źródła, ale to węgiel ma mieć zapewnioną dominującą pozycję. 

 – Na wiatrakach czy na fotowoltaice zarabia się bardzo dobre pieniądze. Niestety energetyka oparta na tych surowcach jest kilkukrotnie droższa niż produkcja energii ze źródeł konwencjonalnych. Polska w Unii Europejskiej postrzegana jest jako czarna owca, kraj spalający węgiel i emitujący dwutlenek węgla. Ale jeżeli przeliczymy emisję na głowę mieszkańca, zużycie węgla dwukrotnie większe jest w Niemczech – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Górnictwa w resorcie gospodarki. 

Dlatego postuluje, by Polska i Niemcy współpracowały ze sobą w zakresie polityki węglowej. Jednak do tej pory, gdy na unijnym forum Polska blokowała przyjęcie planów ws. zwiększania celu redukcji emisji CO2 w UE, Niemcy były orędownikiem bardziej ambitnych celów. Na przestrzeni zaledwie dziesięciu lat udział OZE w bilansie energetycznym Niemiec wzrósł z 6 proc. do 25 proc., a do roku 2020 kraj ten ma czerpać z tych źródeł przeszło 40 proc. energii. Natomiast Polska do tego czasu chce zrealizować cel 10-proc. udziału energii z odnawialnych źródeł i już trzeci rok spóźnia się z implementacją unijnej dyrektywy o OZE.

Ministerstwo Gospodarki przygotowuje „Politykę Energetyczną Polski do 2050 roku”, która ma być gotowa w ciągu kilku miesięcy. Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że będzie ona kontynuacją obecnie funkcjonującego dokumentu – „Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku”. Oznacza to oparcie miksu energetycznego w maksymalnym stopniu na zasobach własnych, czyli utrzymanie dominującej roli energii z węgla, rosnące znaczenie gazu oraz energetyki odnawialnej.

 – Nowe technologie pozwalają spalać węgiel ze sprawnością 46 proc., a blok energetyczny w projekcie budowy Kompanii Węglowej w Kopalni Czeczott ma osiągnąć 46,2 proc. To oznacza zredukowanie emisji dwutlenku węgla o 30 proc. Jeżeli więc wszystkie nowe bloki energetyczne będą budowane w oparciu o najnowsze technologie, to emisja gazów cieplarnianych znacząco spadnie – mówi Maciej Kaliski. 

PKP Cargo: jesteśmy gotowi na przyspieszenie gospodarki i ewentualne przejęcia

CEO Magazyn Polska

W ostatnich miesiącach na polskich torach można zaobserwować wzmożony ruch. W ocenie PKP Cargo druga połowa roku była pod tym względem wyjątkowo korzystna dla całej branży. W 2014 roku przewoźnik oczekuje dalszej poprawy sytuacji. Chce przede wszystkim zwiększać udziały w polskim rynku przewozów, ale skupi się na ekspansji zagranicznej.

PKP Cargo po udanym debiucie na warszawskim parkiecie szykuje serię zmian optymalizujących koszty działania spółki i zwiększających konkurencyjność firmy. Między innymi w ramach tych zmian trwają prace analityczne nad zapowiadanym połączeniem zakładów spółki i zmniejszeniem ich liczby z obecnych 10.

 – Spółka się zmienia i będzie się zmieniać w roku 2014. To realizacja naszej strategii – wyjaśnia Adam Purwin, członek zarządu ds. finansowych, pełniący obowiązki prezesa. – Wzmacniamy nasz zespół najlepszymi zarządzającymi z rynku, poprawiamy jakość monitorowania procesów w spółce, co ułatwi nam optymalizację działań. Pracownicy nie muszą się jednak obawiać, bowiem działa Pakt Gwarancji Pracowniczych. Optymalizacja oznacza zmianę sposobu działania, korzystanie z dobrych praktyk rynkowych przy jednoczesnym wykorzystaniu ogromnego doświadczenia naszych pracowników.

Dziś przewoźnik umacnia swoją pozycję. Do użytku trafią w tym roku nowe i zmodernizowane wagony. Kontynuowane będą również inwestycje związane z rozwojem transportu intermodalnego. PKP Cargo nie wyklucza również przejęć na rynku polskim. Ale kluczowym elementem strategii jest rozwój międzynarodowy – przewoźnik chce również w coraz większym stopniu zaznaczać swoją obecność na rynkach zagranicznych, szczególnie w krajach graniczących z Polską. 

 – To będzie rok ekspansji na rynki międzynarodowe. Chcemy rozwijać się trójtorowo: po pierwsze, wzmacniając nasz zespół pracowników odpowiedzialnych za rozwój poza granicami, po drugie kontynuować rozwój organiczny poprzez zdobywanie przyczółków w ważnych z punktu widzenia naszej działalności krajach, a po trzecie – poprzez uczestniczenie w potencjalnych fuzjach i przejęciach. Nie ukrywam, że mamy na naszym radarze kilka ciekawych obiektów, które mogą być naszymi realnymi celami akwizycyjnymi w 2014 roku, natomiast dziś jest zdecydowanie za wcześnie, żeby wymienić nazwy i opisać rynki, na których w ten sposób chcemy zaistnieć. Status spółki giełdowej stwarza dla nas nowe możliwości ekspansji zagranicznej i jeszcze bardziej zwiększa naszą wiarygodność na europejskim rynku – tłumaczy Adam Purwin.

Trudny, ale lepszy rok

Największy kolejowy przewoźnik towarów w Polsce zamyka rok z zadowoleniem. Przede wszystkim na rynku przewozów towarowych znów widoczny jest wzmożony ruch. Co oznacza, że z trudniejszego okresu wychodzi nie tylko branża, lecz także cała gospodarka. 

 – Często mówimy o tym, że PKP Cargo jest barometrem polskiej gospodarki, w związku z czym optymistyczne prognozy rozwoju makro i PKB na poziomie 2 proc. w kolejnym roku w naszej ocenie są absolutnie zasadne – twierdzi Adam Purwin. – Oczekujemy dobrego roku, jeżeli chodzi o poziom dostępnej na rynku masy do przewiezienia, ale i roku pełnego wyzwań, jeżeli chodzi o średnią prędkość handlową w polskiej sieci kolejowej.

Trudny okres czeka wszystkich przewoźników działających na polskich torach. Dziś średnia prędkość handlowa to 23 km/h. Po przeprowadzeniu wszystkich koniecznych modernizacji ma ona się podnieść do 60 km/h, a na niektórych odcinkach pociągi będą mogły jechać z prędkością 120 km/h.

 – To będzie rok wzmożonego wysiłku, jeżeli chodzi o przygotowanie taboru PKP Cargo, dobre przygotowanie logistyki i współpracy z klientami, jeżeli chodzi o terminowość dostaw, i z PKP PLK, jeżeli chodzi o minimalizację uciążliwości na sieci. Od kilku miesięcy przygotowujemy się na pełen wyzwań rok 2014, usprawniamy przede wszystkim kwestie związane z podstawieniem większej liczby taboru, tak by utrzymać odpowiednio wysoki poziom usług dla klientów. Współpracujemy także z PKP PLK w celu wymiany informacji na temat utrudnień na sieci. Mimo tych wyzwań jestem przekonany, że pod względem przewiezionej masy rok 2014 będzie lepszy niż 2013 z powodu przyspieszającej gospodarki. Jesteśmy na to przyspieszenie gotowi – wyjaśnia członek zarządu ds. finansowych.

W składach należących do PKP Cargo wożony jest dziś głównie węgiel i koks, następnie materiały budowlane i paliwa. Spółka wozi dziś prawie 60 proc. towarów na terenie Polski i jest drugim największym przewoźnikiem w Europie.

Giełdowe złote dziecko

Pod koniec października spółka zadebiutowała na warszawskim parkiecie. Do obrotu trafiło prawie 21 mln akcji. Zainteresowanie nimi przerosło oczekiwania i w pierwszym dniu obecności na GPW PKP Cargo odnotowała prawie 20 proc. wzrost. Spółka zapisała w prospekcie, że polityka wypłacania dywidendy będzie zakładać dzielenie się nawet połową zysków z akcjonariuszami. Rok 2013 jest jednak wyjątkowy, ponieważ PKP Cargo poniosło koszty związane z wypłatą premii prywatyzacyjnej w wysokości ok. 200 mln zł.

 – Nie oznacza, to, że zarząd nie może rekomendować wypłaty dywidendy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że ewentualna dywidenda może nie odzwierciedlać potencjału firmy. Ostateczna decyzja oczywiście i tak należy do akcjonariuszy spółki, po uprzedniej rekomendacji zarządu – wyjaśnia Adam Purwin.

Rosną oszczędności Polaków. Głównie na czarną godzinę

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej Polaków oszczędza. Rosną także odkładane przez nich kwoty. Zwykle oszczędzamy na wypadek nieprzewidzianych wydatków i zdarzeń. Motywująco na Polaków podziałały też przepisy dotyczące kredytów hipotecznych, które zakładają, że począwszy od tego roku każdy kredytobiorca będzie musiał zgromadzić 5-procentowy wkład własny.

Sześć na dziesięć osób nie posiada żadnych oszczędności – wynika z tegorocznego raportu „Diagnoza Społeczna 2013”. Kryzys finansowy podziałał jednak na Polaków motywująco. Jeszcze 4 lata temu oszczędności miała jedynie jedna trzecia społeczeństwa. 

 – Trend jest bardzo korzystny i to jest najważniejsze. Oszczędzamy głównie na czarną godzinę, odkładamy pieniądze, tworząc poduszkę finansową – mówi Jacek Kur, ekspert Expandera, firmy będącej członkiem Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Co czwarty z oszczędzających na nieprzewidziane wydatki czy z obawy o utratę pracy zgromadził oszczędności w wysokości jednego miesięcznego dochodu – wynika z raportu „Oszczędzanie i wydatki mieszkaniowe Polaków” Expander Advisors, Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Domu Kredytowego Notus. Większość ekspertów podkreśla jednak, że tzw. oszczędności buforowe powinny stanowić równowartość co najmniej trzykrotności miesięcznych wydatków gospodarstwa domowego. Najbezpieczniejsza opcja to zgromadzenie sześciokrotności wydatków.

Drugi najbardziej popularny cel oszczędzania to wydatki mieszkaniowe. Według raportu aż 34,7 proc. respondentów odkłada pieniądze z takim przeznaczeniem. 

 – Oszczędzamy na wkład własny. Od nowego roku jest wymagane 5 proc. wkładu własnego przy kredytach mieszkaniowych. Odkładamy też na remont mieszkania. Według badań, jedna trzecia osób oszczędzających odkłada właśnie na ten cel – podkreśla Jacek Kur.

Polacy chętnie oszczędzają na bieżące wydatki. Dużo gorzej wyglądają ich oszczędności przeznaczone na przyszłą emeryturę. Badania pokazują, że Polacy nie mają tendencji do myślenia perspektywicznego i odkładania pieniędzy na starość. Tylko 4,3 proc. respondentów przyznało, że oszczędza na emeryturę. 

 – To jest bardzo niski odsetek, biorąc pod uwagę fakt, że obecny system emerytalny jest niewydolny, z pewnością nie zapewni godziwych emerytur. W związku z tym zastanawiające jest to, dlaczego tylko co dwudziesta osoba oszczędzająca ma taki cel zbierania pieniędzy – mówi Jacek Kur.

Według ekspertów najlepszy system to odkładanie 10 procent swoich dochodów. Ale warto oszczędzać nawet mniejsze kwoty. 

 – Minimum, które przyjmuje się na ten cel, to jest 200 złotych miesięcznie. Ponieważ przy oszczędzaniu przez około 30 lat w sumie niewielkiej kwoty, jesteśmy w stanie sobie zapewnić dość pokaźny dodatek do emerytury państwowej – dodaje Jacek Kur.

Grunty rolne wciąż drożeją, choć wolniej niż w ciągu poprzednich 8 lat

CEO Magazyn Polska

Ceny gruntów rolnych w ubiegłym roku po raz kolejny bardzo dynamicznie rosły. Choć wzrost był niższy niż średnia od 2004 r., to w pierwszych trzech kwartałach i tak sięgnął 11 proc. Najlepiej sprzedają się grunty o niskiej jakości i w pobliżu dużych miast, które łatwo przekształcić na tereny budowlane. Tego typu grunty w ubiegłym roku średnio kosztowały prawie 20 tys. zł za hektar.

 – W przypadku gruntów rolnych mieliśmy dobry rok, trochę gorszy niż poprzedni, ale cały czas dobry. Jeżeli spojrzymy na dotychczas posiadane dane ostatnie za III kwartał 2013 roku to okaże się, że przeciętna cena transakcyjna wzrosła w ciągu 12 miesięcy o prawie 11 proc. Od 2004 roku średnia roczna to było 17 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości z Lion’s Bank.

Dynamiczny wzrost cen spowodował, że kupujący średnio płacili 25,3 tys. zł za hektar. Najlepiej sprzedawały się jednak tańsze grunty o najniższej jakości. Inwestorzy przekształcają je w tereny budowlane. To szczególnie opłaca się w pobliżu dużych miast. Jak podkreśla Turek, największym zainteresowaniem cieszyły się grunty w odległości do 50-60 km od aglomeracji.

Za grunty o najniższej klasie bonitacyjnej, czyli określającej przydatność do uprawy, inwestorzy płacili w ubiegłym roku niemal 20 tys. zł za hektar. To bardzo duży wzrost, bo jeszcze w grudniu 2004 r. tereny z tej kategorii kosztowały jedynie 4,2 tys. zł za hektar.

 – Mówimy tutaj o skali całego kraju. Inaczej ceny się kształtują w okolicach największych miast. W przypadku Warszawy 100, 150, a nawet 200 tys. zł za hektar  takie ceny są jak najbardziej możliwe – zaznacza Turek. – Oczywiście ceny się różnią w zależności od tego, czy mówimy o dobrych, czy o słabych gruntach. Te dobre cały czas są najdroższe, przeciętna cena transakcyjna to około 35 tys. zł. A przypomnijmy, że jeszcze pod koniec 2004 roku to było mniej niż 10 tys. zł za hektar.

W przypadku gruntów słabej jakości najlepiej sprzedają się tereny w okolicach Warszawy, a także innych dużych miast. Pod względem lepszych gruntów, które będą wykorzystywane rolniczo, dużym zainteresowaniem cieszy się województwo dolnośląskie. Ceny są tam jednak najwyższe. Jak zaznacza Turek, dolnośląskie oferuje nie tylko grunty dobrej jakości, lecz także dobrą infrastrukturę dojazdową. Według niego inwestorzy zwracają także uwagę na środowisko naturalne oraz lokalne uwarunkowania.

 – Im dalej od Warszawy, tym relatywnie taniej – podsumowuje Turek.

Koleje Mazowieckie prognozują zwiększenie liczby pasażerów

CEO Magazyn Polska

Świętujące dziesięciolecie działalności Koleje Mazowieckie liczą na dalszy wzrost liczby pasażerów w 2014 r. Samorządowa spółka nie obawia się o przyszłość pomimo trudnej sytuacji finansowej województwa i obniżenia jego ratingu oraz umieszczenia spółki na liście obserwacyjnej z perspektywą negatywną. W tym roku dzięki unijnym dotacjom modernizowany będzie tabor przewoźnika.

 – Ten rok dla Kolei Mazowieckich na pewno będzie lepszy niż 2013, chociaż to też był dobry rok. Przewidujemy, że rok 2014 będzie kolejnym, w którym będzie nam przybywało pasażerów. Liczymy również na to, że w tym roku uda nam się dokończyć modernizację 74 elektrycznych zespołów trakcyjnych i zakupić nowoczesne pociągi piętrowe, 22 wagony – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Grajda, członek zarządu Kolei Mazowieckich.

Przetarg na 22 wagony piętrowe, w tym dwa sterownicze, oraz dwie lokomotywy został ponownie ogłoszony w listopadzie. Spółka planuje również zakup 20 elektrycznych zespołów trakcyjnych, a także modernizację starych pociągów. Koszty związane z odnową taboru to ok. 250 mln zł. To właśnie na nowe pociągi i modernizację starych zostanie przeznaczona większość środków, które spółka otrzyma z Brukseli.

W ubiegłym roku spółka przewiozła rekordową liczbę pasażerów – 62 mln. Grajda podkreśla, że na plany związane z taborem i wzrostem liczby pasażerów wpływu nie będzie miała trudna sytuacja finansowa województwa mazowieckiego. Samorząd jest właścicielem Kolei Mazowieckich.

 – Mamy podpisaną wieloletnią umowę z samorządem województwa i zamawiający nie obcina nam środków. To, co mamy zapisane w umowie na 2014 rok, zostanie nam przekazane – mówi Grajda. – Jesteśmy prawie jedyną firmą kolejową, która na czas płaci wszystkie rachunki. Mamy ugruntowaną pozycję, a wzrost liczby podróżnych jest stały.

Dodaje, że zmiana perspektywy ratingu obligacji Kolei Mazowieckich przez agencję Fitch na negatywną, co oznacza możliwe obniżenie samego ratingu, nie wynika bezpośrednio z sytuacji spółki. Ekonomiści uznali, że przewoźnik może ucierpieć w związku z zadłużeniem i słabymi wynikami budżetowymi samorządu. Ocenione przez Fitcha obligacje mają wartość 100 mln euro i zapadają w 2016 r. Grajda zapewnia jednak, że finanse Kolei Mazowieckich nie są zagrożone.

Zapowiada także, że spółka będzie poprawiać ofertę dla pasażerów w województwie mazowieckim. Oznacza to m.in. nowe ulgi, a także konkursy dla podróżnych z okazji dziesięciolecia spółki, która jest najstarszym przewoźnikiem samorządowym w Polsce.

 – Chociaż w tym roku to będzie trudne, bo na torach trwają modernizacje i remonty, utrzymujemy pozycję przede wszystkim dzięki zwiększeniu i poprawie oferty, poprzez podnoszenie jakości świadczonych usług, czyli poprzez lepszą obsługę podróżnych, lepszy system sprzedaży biletów, wprowadzanie udogodnień, nowoczesności, wprowadzenie Wi-Fi w niektórych pociągach – wylicza Grajda.

Dodaje, że pozycji spółki nie osłabi konkurencja ze strony przewoźników autobusowych, którzy przygotowują nowe oferty dla pasażerów. Grajda przyznaje, że kolej jest mniej elastyczna m.in. z uwagi na ograniczenia wynikające z układu torowego, ale równocześnie podkreśla, że pasażerowie mieszkający w odległości 50-80 km od Warszawy dojeżdżający do stolicy wybierają kolej.

Od maja wejdą w życie ułatwienia dla cudzoziemców studiujących i pracujących w Polsce

CEO Magazyn Polska

Cudzoziemcy, którzy chcą osiedlić się w Polsce, tu studiować i pracować, od maja będą mieli ułatwione zadanie – znikną niektóre ograniczenia, a biurokracja zostanie zmniejszona. Jednak nie wszystkie bariery ograniczające wjazd do kraju i pracę cudzoziemcom znikną, a Polacy nadal będą chronieni przed konkurencją ze strony pracowników spoza UE.

 – Cudzoziemiec, który przyjeżdża do Polski w celu wykonywania pracy, już nie będzie musiał stać w dwóch kolejkach, uzyskiwać dwóch osobnych zezwoleń na pracę i na pobyt. Będzie więc mniej stresu i mniej czasu poświęconego na ich zdobycie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców. – Do tej pory, jeśli ktoś stracił pracę, to tracił zezwolenie na pobyt. Teraz taka osoba będzie miała miesiąc na to, żeby znaleźć nowe miejsce zatrudnienia, nie tracąc zezwolenia.

Co więcej wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy będzie można złożyć w dogodnym dla siebie momencie, ale nie później niż w ostatnim dniu legalnego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Obecnie, aby przedłużyć pobyt, należy złożyć dokument przynajmniej 45 dni przed końcem ważności wizy lub aktualnego zezwolenia na pobyt.

Zmiany wprowadzane w ustawie dotyczą też wydłużenia z 2 do 3 lat zezwolenia na pobyt czasowy dla cudzoziemców oraz zezwolenia na pobyt czasowy do 3 lat dla cudzoziemców kontynuujących w Polsce studia.

 – Do tej pory cudzoziemiec, który kończył w Polsce studia, automatycznie tracił powód swojego przebywania w Polsce, który zadeklarował w zezwoleniu pobytowym. Teraz absolwent polskiej uczelni będzie mógł starać się o zezwolenie roczne, które umożliwi mu szukanie pracy w naszym kraju. Jeśli więc ktoś się u nas wykształci, to także będzie miał szansę podjąć w naszym kraju pracę – wyjaśnia Ewa Piechota.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami to pracodawca, który chce zatrudnić w Polsce cudzoziemca, musi ubiegać się o zezwolenie dla niego. A dopiero po jego uzyskaniu, obcokrajowiec może wystąpić o zezwolenie na pobyt. To się zmieni, dzięki wprowadzeniu wspomnianej jednej procedury ubiegania się o pobyt czasowy i zezwolenie o pracę.

 – Jeśli chodzi o pracodawców, to nie wszystko będzie łatwiejsze. Pewne procedury muszą zostać zachowane ze względu na ochronę polskich pracowników. Natomiast samo to, że cudzoziemcom będzie łatwiej, czasami też ułatwi sprawy pracodawcy. Musimy się skupiać na tym, aby chronić zarówno cudzoziemca, który jest zatrudniony, jak i miejsca pracy dla naszych rodaków – uważa Ewa Piechota.

Stąd nadal pracodawca, chcąc zatrudnić osobę spoza UE, będzie musiał wykazać, że nie ma możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych na lokalnym rynku pracy. Poza tym ubiegając się o pozwolenie na pobyt czasowy w Polsce, cudzoziemiec będzie musiał przejść przez machinę biurokratyczną i podać m.in. informacje o posiadanym ubezpieczeniu zdrowotnym i szczegółowe dane z zakładu pracy, a także informacje o środkach finansowych na pokrycie kosztów utrzymania swojego i rodziny. Oznacza to na przykład, że wysokość miesięcznego dochodu powinna być wyższa niż wysokość dochodu uprawniającego do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej w odniesieniu do cudzoziemca oraz każdego członka rodziny pozostającego na jego utrzymaniu.

Wkrótce ma zostać uruchomiona strona internetowa poświęcona ustawie o cudzoziemcach pod adresem www.cudzoziemcy.gov.pl.

W piątek 27 grudnia prezydent podpisał ustawę o cudzoziemcach, którą Sejm uchwalił na początku listopada. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zawarło w niej wszystkie regulacje związane z pobytem cudzoziemców w Polsce, które dotychczas znajdowały się w różnych aktach prawnych. Dostosowuje też polskie prawo do unijnych dyrektyw.

Najbardziej poszukiwani na rynku pracy są technicy, ale humaniści mają większy wybór ofert

CEO Magazyn Polska

Absolwenci kierunków technicznych zarabiają więcej i wciąż jest na nich zapotrzebowanie, za to humaniści mają większe możliwości w wyborze zatrudnienia ze względu na bardziej ogólne wykształcenie. Bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem jest o połowę niższe niż wśród tych, którzy nie kontynuowali nauki.

Ponad ćwierć miliona Polaków z wyższym wykształceniem jest bezrobotna – wynika ze statystyk GUS z czerwca 2013 roku. W III kwartale ub.r. bezrobocie wśród absolwentów szkół wyższych wynosiło ok. 24 proc. 

 – Bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem jest o połowę niższe niż wśród osób bez wykształcenia. Czyli jeśli zadajemy sobie pytanie, czy warto się kształcić, to odpowiedź jest jedna: oczywiście, że warto. Kontynuując jakąkolwiek edukację zwiększamy swoje szanse na rynku pracy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Kazimierz Sedlak, dyrektor firmy Sedlak & Sedlak.

Jak wskazuje raport Narodowego Banku Polskiego, ok. 60 proc. tych, którzy po wyższej uczelni wchodzą na rynek pracy, znajduje zatrudnienie. Znacząca część absolwentów decyduje się jednak na kontynuację nauki. Dr Kazimierz Sedlak wylicza, że dzięki wyższej edukacji budujemy kapitał intelektualny kraju oraz doskonalimy i rozwijamy samego siebie.  Niezależnie od wybranego kierunku studiów. To jednak ma decydujący wpływ na szanse absolwentów na rynku pracy.

 – Humaniści mają większe szanse na rynku pracy, ponieważ mają wykształcenie ogólne i mogą pracować w wielu zawodach o charakterze ogólnym. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko wykształcenie techniczne, to zakres specjalności jest bardzo wąski – wyjaśnia ekspert.

Dodaje, że to właśnie specjalistów technicznych wciąż brakuje w kraju. Technicy mają też lepsze możliwości zarobkowe.

 – Zdecydowanie wyższe wynagrodzenia otrzymują osoby, które ukończyły kierunki techniczne.  Inżynierowie zarabiają w granicach 6-8 tys. zł. Natomiast po studiach humanistycznych niestety zwykle zarobki są znacznie mniejsze i rzadko przekraczają 3-4 tys. zł – mówi Sedlak.

Jego zdaniem, nie należy jednak obwiniać uczelni wyższych o to, że kształcą zbyt wielu humanistów. Nie powinno się również nakłaniać młodych ludzi do zdobywania technicznego wykształcenia za wszelką cenę, wbrew ich zainteresowaniom.

 – Warto, jeżeli mamy zdolności techniczne, wybierać kształcenie w tym kierunku, bo to zdecydowanie zwiększa nasze szanse na rynku pracy i myślę, że przez najbliższe lata tak będzie – mówi dr Sedlak. – Ale humaniści też są potrzebni.

Połączenie ENEA Wytwarzanie S.A. z Elektrociepłownią Białystok S.A., Elektrowniami Wodnymi Sp. z o.o. i Dobitt Energia Sp. z o.o.

Z dniem 31 grudnia 2013 r. ENEA Wytwarzanie S.A. połączyła się z Elektrociepłownią Białystok S.A., Elektrownie Wodne Sp. z o.o., Dobitt Energia Sp. z o.o. Połączenie Spółek zostało dokonane poprzez przeniesienie całego majątku Spółek Przejmowanych na ENEA Wytwarzanie S.A.. Jednocześnie, z dniem 31 grudnia 2013 r., ENEA Wytwarzanie S.A. wstąpiła we wszystkie prawa i obowiązki Spółek Przejmowanych.

Polscy przedsiębiorcy czują się dyskryminowani przez prawo o jednolitej ochronie patentowej

Nie wiadomo, kiedy wejdzie w życie system jednolitej ochrony patentowej. Przeciwko niemu protestują polskie organizacje biznesowe i przemysłowe. Ich zdaniem umowa o Jednolitym Sądzie Patentowym wiąże się z ryzykiem naruszenia cudzych praw poprzez fakt, że patenty będą dostępne tylko w trzech językach, bez publikacji po polsku. Ponadto podkreślają, że wprowadzenie tego systemu oznacza dostępność patentów tylko dla dużych, międzynarodowych firm oraz wymuszanie wysokich opłat licencyjnych za ich wykorzystywanie.

– Sama idea jednolitego systemu patentowego w Europie nie jest zła, natomiast sposób, w jaki ona jest w tej chwili zrealizowana, wydaje się, że może nam przynieść więcej szkód i problemów niż korzyści. Uprzywilejowane są trzy języki: niemiecki, francuski, angielski, co oznacza, że łatwiej będzie trzem nacjom, które zgłaszają najwięcej patentów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Maciej Gawroński, partner zarządzający kancelarii Bird & Bird w Polsce.

Podpisanie umowy międzynarodowej o Jednolitym Sądzie Patentowym (JSP) odbyło się 19 lutego br. Umowę podpisały 24 państwa członkowskie UE – bez Polski, Hiszpanii i Bułgarii.

Umowa o JSP to część pakietu patentowego, w skład którego wchodzą dwa unijne rozporządzenia w dziedzinie jednolitej ochrony patentowej, których przepisy mają być stosowane od 1 stycznia 2014 r. lub od dnia wejścia w życie Porozumienia w sprawie Jednolitego Sądu Patentowego. Umowa o JSP zacznie obowiązywać dopiero po jej ratyfikacji przez 13 państw.

Kłopoty z językiem procedury patentowej

Do systemu JSP wiele zarzutów zgłaszają organizacje biznesowe w Polsce. Podstawowy to ten, że w odróżnieniu od obecnie obowiązujących europejskich patentów, jednolite patenty nie będą wymagały tłumaczenia na język polski, lecz będą obowiązywały w języku, w którym zostały udzielone (angielskim, francuskim albo niemieckim). W tych trzech językach będzie można składać zgłoszenia patentowe.

// Więcej na ten temat: tłumaczenia jednolity patent europejski //

– Sądy patentowe, które mają rozstrzygać sprawy, również będą w tych trzech krajach, co oznacza, że trzeba podróżować daleko w sprawach patentowych i sporów z tym związanych. Istnieje też obawa, że zostaniemy zalani patentami z zagranicy Z szacunków wynika, że co roku w Polsce obowiązywałoby 65 tysięcy patentów więcej, gdyby Polska przystąpiła do systemu jednolitej ochrony patentowej – uważa Maciej Gawroński.

Obecnie europejskie patenty wymagają tzw walidacji, która polega na dostarczeniu przez właściciela do polskiego Urzędu Patentowego tłumaczenia opisu patentowego na język polski. Tłumaczenia są następnie publikowane, dzięki czemu polskie firmy mogą zapoznać się z patentami i uniknąć odpowiedzialności za ich naruszenie. Jednolite patenty nie będą podlegały tej procedurze i będą obowiązywały automatycznie.

Zniesienie obowiązku tłumaczenia patentów oznacza przerzucenie kosztów tłumaczenia na przedsiębiorców w krajach, w których językiem urzędowym nie jest angielski, francuski czy niemiecki. Wiąże się to także z ryzykiem naruszenia cudzych praw patentowych w razie błędnego tłumaczenia opisu patentu.

– W związku z tym istnieje obawa, że nie będziemy na równych prawach jak te uprzywilejowane nacje, które będą miały bliżej sądy i postępowanie w swoim języku. Prawda jest też taka, że od 20 lat staramy się nadrobić nasze różnice gospodarcze, społeczne, więc startujemy z nieco gorszego miejsca, a i tak chyba idzie nam całkiem nieźle. Polska do porozumienia nie przystąpiła, ale to da nam czas na przyjrzenie się, jak ten system funkcjonuje – podsumowuje Maciej Gawroński.

Inne zarzuty wobec umowy o JSP

Polskie organizacje biznesowe i przemysłowe obawiają się także, że wejście w życie umowy o JSP może spowodować unieważnienie części dotychczasowych patentów europejskich, bo JSP zyska także kompetencję w tym zakresie. Ponadto uważają, że system ten doprowadzi do monopoli patentowych i ich dostępności tylko dla dużych firm. JSP ma być bowiem dostępny nie tylko dla firm z Europy, ale z całego świata.

Niepewność co do ochrony patentowej spowoduje także, ich zdaniem, pogorszenie warunków prowadzenia działalności gospodarczej i rozwoju badawczego – a to z kolei będzie miało wpływ na ceny towarów i usług. Ponadto polskie firmy obawiają się, że właściciele patentów będą wymuszali zawieranie umów licencyjnych, z wysokimi opłatami licencyjnymi, pod groźbą procesu za naruszenie patentu.

Podkreślany jest także fakt, że Jednolity Sąd Patentowy nie jest ani sądem, ani trybunałem, co oznacza sprzeczność przepisów o jego powołaniu z polską konstytucją, która stanowi, że wymiar sprawiedliwości sprawują jedynie sądy i trybunały.

Korek, worek i rozporek. Na czym wpadają politycy

Adam Hofman ostatnio zaliczył wszystkie trzy przypadki. Tomasz Kaczmarek, czyli słynny agent Tomek, uszkodził luksusowe czarne porsche cayenne S. I wtedy okazało się, że auto nie należy do niego. W najnowszym wydaniu tygodnika WPROST – dziewczyny, samochody, pieniądze i pistolety, czyli jak żyją królowie życia.

Ponadto w nowym WPROST: mistrz nie zawsze czystych zagrywek, czyli jaki jest nowy minister sportu, jak polska prokuratura walczy z faszyzmem, kto w Polsce czerpie największe korzyści z unijnych miliardów i dlaczego nieautoryzowana monografia Lady Pank budzi mieszane uczucia.

Nie mam wątpliwości, jakie zarzuty spotkają nas po dzisiejszej publikacji ze strony tak zwanych elit. Że szukamy dziury w całym. Że czepiamy się porządnych facetów, którzy przecież „od czasu do czasu muszą”. Wystarczy przypomnieć reakcje po naszych tekstach o Wojciechu Fibaku, który z podstarzałymi biznesmenami „kojarzył miłe młode panie”. Wtedy to nas oskarżono o nieprzyzwoitość. Choć przecież już Norwid pytał retorycznie: „Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala?” – pisze we wstępniaku do najnowszego wydania tygodnika WPROST redaktor naczelny Sylwester Latkowski.

A w nowym numerze m.in. o lśniącym czarnym porsche cayenne S, którym jeździł poseł Tomasz Kaczmarek. Jego samochód wzbudzał zainteresowanie w Sejmie, ale przecież poseł Kaczmarek lubił zwracać na siebie uwagę. Zwłaszcza epatując luksusem, nawet jeśli to luksus pożyczony. Kiedy na jednym z warszawskich rond Kaczmarek wjechał w tył innego samochodu, okazało się, że samochód nie należy do Kaczmarka, tylko do jego narzeczonej. A ściślej – do spółki Orix, od której firma narzeczonej je leasinguje. Umowę podpisała zaledwie kilka dni przed stłuczka. Sama spółkę założyła niewiele wcześniej. Na jakiej zasadzie polityk używa cudzego luksusowego auta? Kim jest jego tajemnicza narzeczona, do której zresztą samochód formalnie nie należy? Tygodnik WPROST sprawdził te spekulacje.

A przy okazji pisze o zażyłych relacjach byłego agenta z tzw. grupą Hofmana – najbardziej rozrywkową frakcją PiS. Widać to na ujawnionych kilka miesięcy temu przez WPROST taśmach z imprezy na Podkarpaciu, gdzie Hofman i agent świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Poseł Hofman ostatnio zaliczył trzy poważne wpadki. O ile sama sprawa taśm mu nie zaszkodziła i nawet na jakiś czas umocnił swoja pozycję, o tyle sprawa pożyczek kosztowała go stanowisko. Gdy tylko w związku z pożyczkami Hofmana pojawiło się nazwisko Roberta Pietryszyna, w PiS ruszyła lawina plotek. Pietryszyn to najbliższy przyjaciel Hofmana. Kiedy zaczął rządzić PiS, Pietryszyn został prezesem klubu sportowego Zagłębie Lubin, z wielkim budżetem na wydatki… Przed Euro 2012 został prezesem spółki Wrocław 2012. Czy swoją karierę zawdzięcza znajomości z posłami PiS? O królach życia z Prawa i Sprawiedliwości – w najnowszym WPROST.

We WPROST także sylwetka nowego ministra sportu. Na rządowy fotel zaprowadziły go bezwzględność i spryt. Teraz z byłym wuefistą spod Łodzi musi się liczyć sam premier. Kim jest Andrzej Biernat? Jakim jest człowiekiem i politykiem? Poprzednia kadencja sejmu. Bar Za Kratą w Nowym Domu Poselskim, późny wieczór. Kilka posłanek PO siedzi przy stoliku, popijając piwo. Nagle pojawia się wstawiony Andrzej Biernat. Zaczyna się łapać za genitalia, wykonywać dziwne ruchy, a to, co mówi, nie nadaje się do powtórzenia. Wiele kobiet w PO narzeka na zachowanie Biernata i stwierdza, że jak ognia unika spotkań z nowym ministrem. Zwłaszcza gdy nie jest w pełni dysponowany. Co prawda koledzy bronią ministra, twierdząc, że w tej kadencji bardzo się zmienił. Przestał zaczepiać kobiety, spoważniał i nawet kupił sobie okulary dla poprawy wizerunku. O mistrzu politycznych, nie zawsze czystych, zagrywek pisze we WPROST Agnieszka Burzyńska.

Na łamach WPROST również o tym, jak polska prokuratura walczy z faszyzmem. Mija sześć miesięcy od czasu, kiedy Bartłomiej Sienkiewicz, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wypalił do neofaszystów: „Idziemy po was”. Na razie skończyło się na zapowiedziach. Najnowszy pomysł MSW na walkę z neofaszystami to powołana specgrupa złożona z oficerów policji i ABW. W walkę ze skinami zaangażowała się też Prokuratura Generalna, tworząc specjalne zespoły śledcze do zwalczania przestępstw o podłożu rasistowskim i faszystowskim. Działania te nie przynoszą jednak żadnych efektów. Dlaczego naziskini cały czas czują się bezkarni – o tym w nowym WPROST.

Na łamach tygodnika także o tym, kto w Polsce czerpie największe korzyści z funduszy europejskich. Właśnie zagwarantowaliśmy sobie ponad 100 mld euro funduszy Unii Europejskiej na kolejne siedem lat. Najwięcej ze wszystkich państw członkowskich. Zdaniem premiera, nowy zastrzyk unijnej kasy to szansa dla Polski na drugi skok cywilizacyjny. Ale czy unijne miliardy rzeczywiście zmieniają życie zwykłych obywateli? A jeśli, to w jaki sposób? Na takie pytania próbowali odpowiedzieć badacze z Instytutu Spraw Publicznych. I przygotowali ranking pokazujący, kto w Polsce jest mistrzem w „wyciskaniu brukselki”, a kto na Unii zyskał dotąd najmniej. Na pierwszym miejscu znaleźli się… politycy. Od lewa do prawa trudno znaleźć europosła, którego majątek byłby mniejszy niż milion złotych. Kto jeszcze skorzystał na milionach z Brukseli – ranking w nowym WPROST.

We WPROST także o nieautoryzowanej monografii zespołu Lady Pank. Napisał ją Michał Grzesiek, śląski politolog, który deklaruje, że jest wielbicielem zespołu i napisał książkę, żeby oddać hołd artystom i pokazać fenomen ponad trzydziestoletniej historii jednej z najbarwniejszych grup na polskiej scenie muzycznej. Problem w tym, że autor nie zadał sobie trudu, by zebrane informacje wzbogacić i uzupełnić o opowieści najbardziej zainteresowanych: Jana Borysewicza, Janusza Panasewicza czy Andrzeja Mogielnickiego. Autor tłumaczy, ze nie próbował rozmawiać z artystami, bo zna podejście Borysewicza i pamięta jego stanowisko sprzed kilku lat, że dopóki istnieje Lady Pank, dopóty nie powstanie na ten temat żadna publikacja. Czy autor miał prawo wydać taką książkę? I komu w ten sposób wystawił świadectwo – artystom czy sobie? Gdzie jest granica dowolności autora? O sporze o książkę – w nowym WPROST.

Już 21,5 miliona osób ma dostęp do bankowości internetowej

Bankowość internetowa niezależnie od zmian sytuacji gospodarczej dynamicznie rośnie. Na koniec III kw. Ponad 21,5 miliona osób i blisko 1,9 miliona firm miało dostęp do swojego banku drogą elektroniczną. Prawdziwym hitem wśród klientów są karty zbliżeniowe, jest ich blisko 20 milionów sztuk, a wszystkich kart płatniczych około 35 milionów – wynika z 12. edycji raportu netBank przygotowanego przez Związek Banków Polskich i zaprezentowanego na wtorkowej konferencji prasowej.

W Konferencji wzięli również udział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP, Jerzy Bańka, Wiceprezes ZBP, Mieczysław Groszek, Wiceprezes ZBP oraz Marcin Idzik z TNS Polska.

W III kwartale bieżącego roku liczba klientów indywidualnych mających dostęp do bankowości internetowej wzrosła o 1,64% w porównaniu do II kwartału i aż o 8,75% w ujęciu rocznym. Po raz pierwszy od 2009 roku nieznacznie spadła liczba aktywnych klientów indywidualnych bankowości internetowej (0,5%). Jednak w ujęciu rocznym nadal mamy do czynienia ze wzrostem o prawie 1 milion osób (8,5%).

„Rozwój rynku bankowości internetowej trudno porównać do któregokolwiek obszaru działalności bankowej. Zarówno stabilność jak i dynamika wzrostu tego segmentu nie ma precedensu. To doskonały przykład na to, że wspólne działania uczestników rynku mogą dawać bardzo pozytywne rezultaty. Mamy dobre regulacje, najnowsze i przyjazne klientom technologie co skutkuje ogromnym wzrostem popularności korzystania z internetowego kanału dostępu do banków.”– mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Warta odnotowania jest zmniejszająca się średnia wartość przelewów wśród klientów indywidualnych, co może świadczyć o większej popularności przelewów opiewających na mniejsze kwoty. Spadek średniej wartości płatności dokonywanych kanałem internetowym na jednego aktywnego klienta wynika z gwałtownego wzrostu liczby aktywnych klientów indywidualnych.

Na koniec III kwartału 2013 roku liczba klientów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw mających możliwość korzystania z usług bankowości internetowej wyniosła ponad 1,88 miliona, co, w porównaniu do II kwartału 2013 roku, stanowi wzrost o 26 tysięcy (1,43%). W ujęciu rocznym wzrost liczby użytkowników wyniósł prawie 45 tysięcy (2,45%).

Kolejny kwartał z rzędu polski rynek kart płatniczych bije rekord w liczbie wydanych kart. W porównaniu końca pierwszego półrocza, ogólna liczba kart płatniczych wzrosła o prawie 0,5 miliona sztuk (1,42%) i wynosi teraz 34,89 milionów. W odniesieniu do analogicznego okresu 2012 roku ogólna liczba kart płatniczych wzrosła o 1,72 miliona (5,20%).

„Nasycenie kartami płatniczymi w Polsce nadal nie jest duże, liczba kart per capita wynosi około 0,90. Odstajemy od europejskiego poziomu, gdzie średnia wynosi 1,46 kart per capita. Można jednak powiedzieć, że goni europejską czołówkę, szczególnie dzięki kartom zbliżeniowym. Obecnie jest ich blisko 20 milionów sztuk, tylko w ciągu minionego roku ich liczba wzrosła po ponad 6,5 miliona sztuk. Co szczególnie ważne dla klientów, równie dynamicznie rośnie liczba terminali akceptujących zbliżeniowe transakcje, stanowią one już blisko połowę z ponad 300 tysięcy urządzeń.”– dodaje Mieczysław Groszek, Wiceprezes ZBP

W III kwartale wzrosła ogólna liczba (o ponad 21 mln, 3,81%) oraz wartość (o prawie mld PLN, 5,38%) transakcji wykonanych kartami płatniczymi. Systematycznie zmienia się sposób w jaki klienci korzystają z kart płatniczych. Ilościowo coraz rzadziej wykorzystują je do płatności gotówkowych (np. wypłata gotówki w bankomacie) – już niemal 65% procent transakcji to transakcji bezgotówkowe. Mimo to transakcje gotówkowe stanowią prawie 70% wartości wszystkich transakcji. Długoterminowe trendy wskazują jednak na rosnące znaczenie obrotu bezgotówkowego.

Od początku roku, systemy Krajowej Izby Rozliczeniowej S.A. przetworzyły ponad 1,26 mld transakcji, z czego 378 mln przypadło na III kwartał. Wszystkich bezgotówkowych transakcji kartowych było w tym okresie 301 mln. Wartość obrotów od początku roku to 3,17 bln zła więc ponad dwukrotność PKB Polski za 2012 r. Zarówno liczba, jak i wartość transakcji bezgotówkowych w 2013 r. systematycznie rosną – w podstawowym systemie rozliczeń ELIXIR®, wartości te były odpowiednio wyższe o 6% i 4% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Pengab: Rok 2013 dobry ale wymagający

Mijający rok w opiniach środowiska bankowego oceniono jako wymagający, a jednocześnie korzystany dla branży bankowej. Wzrost optymizmu był powszechny lecz jego dynamika powolna. Pengab r/r wzrósł o 9 p. do 26,3 w grudniu br. Nastąpiła również poprawa oceny sytuacji ekonomicznej banków z 19 pp. do 35 pp. Pomimo trudnej sytuacji na rynku kredytów po pierwszym półroczu 2013 r. nastąpiła dynamiczna poprawa, kluczowa dla wzrostu koniunktury w bankowości. Pomimo tego dopiero w IV kw. 2013 r. można mówić o upowszechnieniu pozytywnych kierunków. Za główne źródło zysków banków w 2013 r. uważa się bardziej redukcję kosztów niż wzrost przychodów. Za największe stymulanty rozwoju bankowości w mijającym roku uznano fuzje i przejęcia banków, wzrost gospodarczy, poziom centralnych stóp procentowych oraz wysokość marż odsetkowych.

Półroczny wzrost indeksu Pengab jest dowodem stale poprawiających się nastrojów bankowców. Niespełna połowa sądzi, że miniony rok był dobry dla bankowości, niewielu mniej uważa go za porównywalny do poprzedniego. Wydaje się, że dobre nastroje utrzymają się również w 2014 roku czemu sprzyjać może prognoza makroekonomiczna gospodarki. Poziomy optymizmu w perspektywie półrocznej stanu sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, gospodarstw domowych i stanu polskiej gospodarki konsekwentnie zwyżkują. Wszystkie te wskaźniki od początku roku zanotowały kilkudziesięciopunktowy wzrost. Ostatni miesiąc przyniósł natomiast korektę prognoz kredytów i depozytów bankowych. Spadki te w większym stopniu odnoszą się jednak do gospodarstw domowych niż do podmiotów gospodarczych.