MCI partnerem Rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE

0

Aż 27 polskich firm wyróżniono w najnowszej odsłonie prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE, który przedstawia listę najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw technologicznych w regionie Europy Środkowej. Podstawą oceny spółek była dynamika wzrostu przychodów z działalności operacyjnej. MCI Management SA był partnerem tegorocznej edycji Rankingu Deloitte Technology Fast 50 CE.

Trzeci raz z kolei liderem rankingu została rumuńska spółka z polskimi korzeniami Vola.ro. Na kolejnym miejscu uplasowała się serbska Bitgear Wireless Design Services. Trzecie miejsce przypadło najwyższej sklasyfikowanej polskiej spółce – krakowskiej Softhis. Łączna wartość przychodów firm sklasyfikowanych w głównej kategorii wyniosła w 2012 roku 714 mln euro.

Uroczystość wręczenia nagród poprzedziła dyskusja panelowa pt. „Nauka i biznes: realna współpraca czy rytualny taniec pingwinów?”, w której udział wzięli: Prof. Marek Niezgódka – Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego; Magdalena Burnat-Mikosz – Lider Działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej Deloitte; Tomasz Czechowicz – Prezes Zarządu MCI Management, Adam Maciejewski, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych; dr Bartosz Ziółko – Akademia Górniczo-Hutnicza, Marcin Warwas – Wiceprezes Comarch.

Komentarz dzienny, 29 października 2013

Produkcja przemysłowa w USA wzrosła o 0,6% (konsensus rynkowy +0,4%). Wielkość rewizji netto poprzednich publikacji jest neutralna. Dobry odczyt headline maskuje gorszą kompozycję wzrostu. Przetwórstwo przemysłowe wzrosło jedynie o 0,1% (oczekiwania opiewały na +0,4%; dodatkowo poprzedni odczyt zrewidowano w dół), górnictwo o 0,2%, zaś dystrybucja mediów o 4,4% (i jest to główna przyczyna wzrostu całej produkcji w ogóle).

Po uruchomieniu Sierra Gorda KGHM będzie jednym z głównych producentów molibdenu na świecie

0

CEO Magazyn Polska

Chilijski projekt Sierra Gorda i kanadyjski Victoria to największe przedsięwzięcia zagraniczne, na których koncentruje się KGHM Polska Miedź. Kopalnia w Chile ma ruszyć w II kwartale przyszłego roku. Na początek będzie tam produkowane 110 tys. ton miedzi w koncentracie. Kopalnia będzie też jednym z wiodących producentów molibdenu – planowana na początek produkcja to 11 tys. ton, co odpowiada 10 proc. światowej produkcji.

 W pierwszej fazie realizacji projektu Sierra Gorda myślimy o produkcji 110 tys. ton miedzi w koncentracie oraz około 11 tys. ton molibdenu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Romanowski wiceprezes zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź S.A. – Produkcja molibdenu ulegnie obniżeniu po pięciu latach, jednak poziom przychodów nie powinien zmienić się znacząco.

Ze względu na skalę produkcji molibdenu i kwestie ulokowania jej na rynku, KGHM zamierza opóźnić realizację projektu Malmbjerg na Grenlandii, gdzie znajduje się jedno z największych światowych złóż tego metalu. Wydobycie tu rozpocznie się prawdopodobnie po planowanym zmniejszeniu produkcji molibdenu w Sierra Gorda.

 – Projekt Sierra Gorda zwiększy znacząco także nasze wydobycie miedzi. Ta produkcja będzie przez okres około 5 lat w miarę stabilna, natomiast w kolejnym okresie zamierzamy zwiększyć produkcje miedzi w Sierra Gorda do ponad 200 tys. ton. Biorąc pod uwagę 55 proc. udział KGHM w kopalni Sierra Gorda to będzie to około 30 proc. wzrost wydobycia miedzi przez KGHM w porównaniu z wydobyciem w Polsce – wyjaśnia Jarosław Romanowski.

Nie tylko Sierra Gorda

Kolejnym istotnym dla KGHM projektem jest Victoria w kanadyjskiej prowincji Ontario.

 – Pod względem wartości, która będzie stworzona w grupie KGHM Polska Miedź S.A. w kolejnych latach, jest to bez wątpienia projekt numer dwa, po Sierra Gorda – twierdzi wiceprezes spółki. – Będzie to kopalnia głębinowa produkująca nie tylko miedź, ale również nikiel i platynowce, dzięki czemu znacząco spadną koszty wydobycia.

Rozpoczęcie produkcji planowane jest na rok 2018, ale pełną produkcję osiągnie w 2023 roku.

Również w Kanadzie KGHM International realizować będzie projekt Afton Ajax, w ramach którego prowadzone będą wiercenia w obszarach Rainbow i Ajax North, a także poszukiwanie – przez badania geofizyczne i wiercenia poszukiwawcze – nowych surowców w rejonach, które sąsiadują ze złożem Ajax North.

 – W ostatnim okresie dzięki pracom eksploracyjnym odkryliśmy nowe możliwości jeżeli chodzi o udokumentowanie złoża. W związku z tym podjęliśmy decyzję, aby opóźnić proces starania się o pozwolenia środowiskowe, a skupić się na tym, aby w  miarę możliwości udokumentować więcej złóż niż pierwotnie zakładaliśmy – wyjaśnia Romanowski. – Zakład przeróbczy, który będziemy tam budować, będzie wymagał podobnej wielkości nakładów inwestycyjnych, natomiast potencjalna wielkość produkcji i długość życia kopalni może ulec istotnemu przedłużeniu.

P. Woźniak: przeciwnicy gazu łupkowego są zbyt emocjonalni. Potrzebny jest zimny rachunek ekonomiczny

CEO Magazyn Polska

Zwolennicy zwiększenia nadzoru nad wydobywaniem gazu łupkowego starają się zmienić unijne prawo tak, by środowisko naturalne było chronione w większej mierze. Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za kwestię łupków w polskim rządzie, liczy, że będzie możliwa racjonalna, a nie emocjonalna dyskusja na unijnym forum. Do kolejnego starcia między zwolennikami a przeciwnikami łupków dojdzie w grudniu.

Parlament Europejski, głównie głosami socjalistów, Zielonych i liberałów, przegłosował zaostrzenie dyrektywy środowiskowej, co oznacza konieczność sporządzania oceny oddziaływania inwestycji na środowisko już na etapie prowadzenia poszukiwań gazu łupkowego. Jednak to nie koniec prac nad wprowadzeniem wspólnego, unijnego prawodawstwa.

 – Następnym etapem będzie uzgodnienie stanowiska przyjętego w czytaniu przez Parlament Europejski w tzw. procedurze trilogu z Radą UE, w tym wypadku z radą ministrów środowiska – tłumaczy Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska. – Wymagać to będzie od nas ogromnego wysiłku na poziomie Rady, gdzie będzie można podjąć rzeczową dyskusję. Czytanie projektu zmian w PE było podszyte niesłychaną emocją, a tu jest potrzebny zimny rachunek ekonomiczny i dobra analiza środowiskowa wpływu takiej regulacji na przyszłość nowego przemysłu, czyli ropy i gazu ze złóż niekonwencjonalnych.

Dyskusja dotycząca zagrożeń dla środowiska, zdaniem wiceministra, przebiega w sposób „niesłychanie niezrównoważony”, i przeważają w niej oponenci.

Piotr Woźniak przypomina, że jeśli w Europie rozwinie się wydobycie gazu niekonwencjonalnego i dojdzie do zmian podobnych, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych, to może to zupełnie odwrócić porządek rzeczy.

 – W Stanach Zjednoczonych jeszcze cztery lata temu kwitł import gazu, choćby skraplanego. W tej chwili jest presja firm amerykańskich na to, żeby eksportować gaz, dlatego że tyle jest go na rynku. Z kolei energia produkowana z innych nośników niż gaz jest od prawie dwóch lat droższa niż ta produkowana z gazu, ponieważ ceny tego paliwa spadły – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak.

Choć nadzieje związane z gazem łupkowy, zwłaszcza w Polsce, są duże, to eksperci nie liczą na to, że złoża tego surowca doprowadzą do aż tak dużej rewolucji na rynku. Do tej pory nie udało się uzyskać wiarygodnych danych potwierdzających, jak duże pokłady gazu kryją polskie łupki i ile z nich uda się wydobyć na skalę przemysłową.

 – Pewnie nie będziemy mieli tak optymistycznego scenariusza jak w przypadku USA, ale zanosi się na poważną zmianę akcentów i zmianę na rynku. A to zawsze wzbudza ogromną reakcję. Przed nami sporo pracy przed pierwszym posiedzeniem, w którym będzie próba uzgodnienia stanowiska Parlamentu i Rady, a to pewnie nastąpi jeszcze w grudniu tego roku – informuje Piotr Woźniak.

Od przyszłego roku akademickiego staże dla studentów obowiązkowe

0

CEO Magazyn Polska

Od 3 do 7 mln zł otrzymają uczelnie, które współpracując z biznesem, stworzą nowoczesne staże dla swoich studentów. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczą na realizację zwycięskich projektów 50 mln zł. Resort chce w ten sposób przygotować uczelnie, studentów i pracodawców do stałej praktyki organizacji staży, które od przyszłego roku akademickiego staną się obowiązkowe.

Zadaniem konkursowym postawionym przed uczelniami jest stworzenie wraz pracodawcami takich programów stażowych, które obejmą przynajmniej 30 proc. studentów danego rocznika na wybranym kierunku. Oznacza to, że skorzysta z nich łącznie około 10 tys. osób.

 – Program pomoże przede wszystkim uzyskać doświadczenie w firmie, w biznesie, w jednostce otoczenia społecznego, w administracji publicznej, szkole etc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Chcemy stymulować uczelnie do tego, żeby rozpoczęły przygotowywanie ciekawych praktyk dla studentów.

To jednak nie jest jedyny cel rządowej inicjatywy. Organizowany konkurs ma również służyć przygotowaniu uczelni do nowych przepisów,  które wejdą w życie od nowego roku akademickiego.

 – Naszym zadaniem jest wprowadzenie w życie przepisów, które od 1 października 2014 roku zobowiążą uczelnie realizujące kierunki praktyczne do organizowania trzymiesięcznych staży – tłumaczy minister. 

Uczelnie mają szansę na zdobycie nawet 7 mln zł. Kwota dofinansowania zależeć ma od liczby studentów uczących się na danej uczelni. Poza sfinansowaniem staży, uczelnie będą mogły pozostałą część przyznanej im kwoty przeznaczyć m.in. na zorganizowanie wykładów i zajęć z wybitnymi praktykami, zagraniczne wyjazdy studyjne czy wzmocnienie oferty Akademickich Biur Karier.

 – Naszym celem jest, aby to nie uczelnia określała, co będzie student robić podczas stażu, ale przede wszystkim przyszły pracodawca. Zależy nam na tym, żeby studenci nie tylko poznawali otoczenie przyszłej pracy, ale także uczyli się kompetencji miękkich, pracy zespołowej, zarządzania projektami – podkreśla Barbara Kudrycka.

Choć szansę na wygraną  ma każda uczelnia i każdy kierunek, resort przyzna dodatkowe punkty projektom z kierunków matematycznych, ścisłych i technicznych oraz tym, które związane są z ekoinnowacjami, odnawialnymi źródłami energii, zarządzaniem środowiskowym w przedsiębiorstwach oraz technologiami przyjaznymi dla środowiska naturalnego.

 – Uczelnie niepubliczne i publiczne, preferowane kierunki oczywiście z zakresu bio–info–techno oraz ochrony środowiska, ale nie oznacza to, że na kierunkach społecznych czy humanistycznych nie można organizować staży i aplikować o dodatkowe wsparcie – wyjaśnia minister.

Pierwsze staże, które zwyciężą w konkursie, mają ruszyć od stycznia 2014 roku. Efekty pilotażowych programów zostaną na koniec poddane ocenie.

 – Będziemy weryfikować efekt jakościowy poprzez sprawdzenie, na ile trafił on w sedno, czyli w rzeczywistą potrzebę, i na ile szczegóły konstrukcji tej oferty MNiSW i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pozwalały na osiągnięcie celu, dla którego te 50 mln złotych są wykładane – wyjaśnia Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora NCBR. – Czyli dla zwiększenia praktycznych kompetencji w wykształceniu ludzi, którzy opuszczają mury uczelni i dla zmniejszenia bezrobocia wśród absolwentów uczelni.

Budżet konkursu ma być systematycznie zasilany z oszczędności wypracowanych przy innych konkursach z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.

Polski kantor internetowy uruchamia biuro w londyńskim City

0

CEO Magazyn Polska

Kantor internetowy Cinkciarz.pl otwiera biuro w finansowym City w Londynie. W stolicy Wielkiej Brytanii dokonuje się obecnie 30 proc. światowego obrotu walutowego. Jeśli inwestycja przyniesie oczekiwany zwrot, można oczekiwać ekspansji firmy na innych europejskich rynkach.

 – Otwieramy nowe biuro w samym centrum finansowego City w Londynie. Jesteśmy na etapie operacyjnym, mamy już konkretne miejsce, organizujemy sprzęt. Chcemy, żeby w tej diasporze angielsko-irlandzkiej nasza obecność była bardzo mocna  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kiciński, członek zarządu Domu Maklerskiego Cinkciarz.pl.

Kierunki i rozmiar kolejnych inwestycji firmy zależą od nadwyżek finansowych wygenerowanych dzięki obecności w Londynie.

 – Przyglądamy się kilku miejscom, gdzie istnieje dość duża diaspora biznesowa lub polska – wyjaśnia Kiciński. – Jeżeli chcemy wejść na rynek, musimy myśleć o co najmniej kilkuset milionach złotych obrotów rocznie. Cinkciarz.pl nie chce być firmą, która obsługuje tylko Polskę. Nasi klienci są wszędzie, choć w większości są nimi Polacy.

Przelewy walutowe i  być może  giełda

Kantor planuje także wprowadzenie przelewów międzynarodowych z przewalutowaniem. Dzięki temu np. Polak pracujący w Wielkiej Brytanii mógłby przelać zarobione funty rodzinie mieszkającej w Polsce, a pieniądze zostałyby przez kantor zamienione na złote.

 – Diaspora polska jest druga na świecie pod względem wykorzystania przelewów międzynarodowych – zauważa Kiciński. – Jest to związane z naszą silną obecnościach w Irlandii, Anglii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i w innych krajach. Obecnie oferujemy jedynie prostą wymianę walut bez możliwości przelewania, ale chcemy to zmienić. Nie jest to jednak możliwe od razu, konieczne są rozwiązania prawne i technologiczne.

Cinkciarz.pl w dalszej perspektywie nie wyklucza także debiutu giełdowego. Kiciński zaznacza, że na razie działalność jest dochodowa i nie ma potrzeby pozyskiwania kapitału z zewnątrz, jednak w miarę kolejnych inwestycji taka potrzeba może się pojawić. Wówczas wejście na giełdę będzie brane pod uwagę.

Cinkciarz.pl jest pierwszym w Polsce kantorem internetowym. W początkowej fazie działalności usługi internetowe były dostępne dla klientów kantorów stacjonarnych, ale od 2010 r. nie jest to już wymagane, a swoje rachunki w kantorze mogą otworzyć klienci 28 banków. Na początku października firma wprowadziła możliwość zakupu 11 nowych walut – m.in. juana chińskiego, dolara hongkońskiego, dolara nowozelandzkiego czy lita litewskiego. Obecnie kantor umożliwia wymianę 26 walut.

Carrefour: sklepy osiedlowe mają szansę stać się silniejsze

0

CEO Magazyn Polska

90 proc. Polaków codziennie robi zakupy w sklepach osiedlowych i, zdaniem ekspertów, mają one spory potencjał dalszego rozwoju, szczególnie jeśli będą one franczyzą dobrej marki. Wciąż prawie 50 proc. udziałów w branży produktów szybkozbywalnych przypada na rynek tradycyjny. To znacznie więcej niż europejska średnia.

 – Małe sklepy mają ogromny potencjał, o ile ich właściciele zrozumieją, że trzeba teraz bardzo szybko pomyśleć, w jaki sposób zarządzać tym sklepem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Francois Vincent, dyrektor ds. franczyzy Carrefour. – Trzeba zawsze pamiętać o tym, że klient potrzebuje konceptu, stabilnego asortymentu w danym sklepie. Większość właścicieli małych i tradycyjnych sklepów nie wie, jak zarządzać sklepem. To nie jest problem kompetencji, tylko braku czasu.

Dlatego walki konkurencyjnej nie przetrwają, jego zdaniem, małe sklepy działające niezależnie. Pomocny może być model franczyzowy, w ramach którego duża sieć sklepów udostępnia franczyzobiorcy markę, szerokie wsparcie, wiedzę, szkolenia itd. Jest to korzystne zwłaszcza dla tych franczyzobiorców, którym brakuje czasu na kompleksowe zarządzanie sklepem.

 – Carrefour, dając franczyzę, daje pełny pakiet i pomaga. Partner wtedy nie musi się zastanawiać, jak zarządzać sklepem, jak go zatowarować, w jaki sposób rozłożyć asortyment, bo ma wszystko przygotowane. Dzięki temu może się skoncentrować bardziej na klientach – przekonuje Vincent. – Miejsce właściciela sklepu nie jest w biurze ani na negocjacjach z dostawcami. Powinien być na sali sprzedaży z klientami – dodaje dyrektor ds. franczyzy Carrefoura.

Sieć sklepów Carrefour współpracuje z 400 sklepami, występującymi pod szyldem Carrefour Express albo Globi. Według firmy PROFIT System, w Polsce działa już łącznie około 900 systemów franczyzowych, w których skupionych jest ponad 50 tysięcy sklepów.

Korki w miastach mógłby rozładować system zarządzania ruchem. Pracuje nad nim resort transportu

0

CEO Magazyn Polska

Budowa systemów zarządzania ruchem powinna towarzyszyć rozbudowie infrastruktury drogowej – przekonuje Adrian Furgalski. Dzięki lepszemu zarządzaniu GDDKiA zaoszczędzi pieniądze, a kierowcy czas i nerwy. Ekspert podkreśla, że w systemie powinny zostać wykorzystane elementy już istniejącej infrastruktury. 

 – Działania polegające na tym, że się monitoruje ruch, steruje się ruchem, są z jednej strony dobre dla GDDKiA, bo pozwalają oszczędzać infrastrukturę, ale także dla kierowców, ponieważ starają się wpływać na jego zachowania, np. po to, żeby nie brnął tam, gdzie jest dzisiaj ślepa uliczka, zablokowana zbyt dużą ilością samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Furgalski przekonuje, że w takim systemie nie chodzi tylko o oszczędności, ale także o samopoczucie kierowców, którzy mniej czasu będą spędzać w korkach. Płynniejszy ruch wpłynie także na mniejsze zanieczyszczenie środowiska.

System zarządzania ruchem może uwzględniać m.in. urządzenia pomiaru prędkości i natężenia ruchu, znaki drogowe o zmiennej treści, monitoring pojazdów, ich wagi czy ograniczenia dotyczące wjazdu do centrów miast. W instalacji takiego systemu może pomóc już istniejąca infrastruktura, w tym m.in. bramownice, na których zainstalowane są czujniki elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL. 

 – Nie ma sensu, aby inna jednostka, taka jak Inspekcja Transportu Drogowego, kupowała np. wagi przenośne i montowała je na placach. Wystarczy odpowiednie rozwiązanie i przejeżdżające pod bramownicami samochody mogą być także dzięki odpowiednim urządzeniom ważone. Także kontrola prędkości, pomiar odcinkowy prędkości, to jest do zastosowania dzięki tym urządzeniom – uważa Furgalski.

W jego ocenie, w ten sposób można obniżyć koszty wdrożenia takiego systemu. Operator systemu viaTOLL zapewnia, że takie możliwości techniczne są. Dlatego – jak podkreśla Furgalski – potrzebna jest jedynie decyzja polityczna.

Zdaniem eksperta, aby system był sprawny i spełniał swoje zadania, musi uwzględniać dane z wielu różnych urządzeń. Taka integracja pozwoli na najbardziej efektywne zarządzanie ruchem na polskich drogach.

M. Gronicki: rząd i minister finansów szukają łatwych rozwiązań ingerując w OFE

Ingerencja w OFE to szukanie łatwych, ale tymczasowych rozwiązań. Problemem nie są bowiem otwarte fundusze emerytalne, a cały system emerytalny, którego głównym filarem jest ZUS. Zdaniem Mirosława Gronickiego, byłego ministra finansów, w obecnej sytuacji Polacy będą musieli sami zatroszczyć się o swoje emerytury.

 – Finanse publiczne są w kłopotach – brakuje finansowania zewnętrznego, sięgamy wysokich limitów długu publicznego. I to powoduje, że szuka się łatwych rozwiązań, a te związane z OFE wydają się – przynajmniej rządowi i Ministerstwu Finansów – dość proste – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Gronicki, były minister finansów. – To samo można byłoby zrobić, jeżeli chodzi o zmniejszenie długu publicznego, wykorzystując aktywa, które są w gestii sektora finansów publicznych. A te są dość pokaźne.

To rozwiązanie jednak, jak podkreśla, byłoby trudniejsze, bardziej skomplikowane, choć wykonalne.

Dodaje, że można było znacznie wcześniej ingerować w system OFE, naprawiać go tak, by nie był obciążeniem dla finansów publicznych – tak jak traktuje je resort finansów – a elementem, który finanse publiczne mógłby wspomagać.

 – Jeżeli przez kilkanaście lat nie monitorowano systemu OFE, to funkcjonował tak, jak został nakreślony. I trudno spodziewać się, żeby działały na swoją niekorzyść. Korzystne dla OFE rozwiązania niekoniecznie byłyby dobre dla nas wszystkich. Chociażby to, że opłaty za wejście do OFE, za zarządzanie były dość wysokie. Struktura inwestowania była dziwna. Stworzono zamkniętą grupę funduszy, które mogą działać tylko jako emerytalne. Te problemy można było rozwiązać – uważa Mirosław Gronicki.

Zdaniem byłego ministra problemem polskiego systemu emerytalnego nie jest OFE, tylko zarządzanie pieniędzmi w ZUS.

 – Wielkość dopłat do całego systemu emerytalnego w Polsce w tym roku przekroczy 90 miliardów złotych, a OFE dostaną transfery rzędu 8-9 miliardów złotych – tłumaczy Mirosław Gronicki. – Politycy, prędzej czy później, staną przed dylematem, co robić z tym znacznie większym problemem niż OFE. I tu już nie będzie możliwości wprowadzania prostych, szybkich rozwiązań – przestrzega..

Dlatego, zdaniem ekonomista, Polacy powinni zacząć myśleć o swojej starości i odkładać pieniądze na własną rękę.

 – Nie ma skłonności do oszczędzania w kraju. A jeżeli ludzie wydawaliby trochę mniej, trochę więcej by oszczędzali, wierzyliby bardziej w polski pieniądz i system finansowy, to sytuacja byłaby trochę inna. Ale jesteśmy w nowym systemie gospodarczym trochę ponad 20 lat. To nawyki, które gdzie indziej są oczywiste, u nas jeszcze muszą się – niestety – pokazać –  podsumowuje Mirosław Gronicki.

Rząd zapowiedział zmianę w otwartych funduszach emerytalnych polegającą na przeniesieniu połowy zgromadzonych w nich oszczędności do ZUS. Zaś przyszli emeryci zadecydują, czy będą nadal odkładać część swojej składki w OFE, czy całość kierować do ZUS. Jeśli w ciągu trzech miesięcy nie zgłoszą swojej decyzji, środki zostaną automatycznie przeniesione do ZUS. Te oszczędności, które pozostaną w funduszach, będą na 10 lat przed przejściem na emeryturę stopniowo przenoszone do ZUS.

Właściciel InPostu poszukuje inwestora. Potrzebuje pieniędzy na światową ekspansję

0

CEO Magazyn Polska

16 tys. paczkomatów do końca 2016 r. na całym świecie – to cel rozwojowy Integer.pl. Aby go zrealizować, właściciel InPostu, czyli największego prywatnego operatora pocztowego w Polsce, prowadzi rozmowy z prywatnymi inwestorami. Projekt rozwoju sieci pochłonął w ciągu półtora roku 100 milionów euro, a spółka zamierza pozyskać co najmniej drugie tyle.

 – Finansowanie jest absolutnym kluczem tak szybkiego rozwoju sieci, który zakłada 16 tysięcy maszyn do końca 2016 roku. W pierwszym etapie finansowania wspólnie z naszym partnerem – funduszem private equity PineBridge Investments – zainwestowaliśmy 108 milionów euro. Oprócz tego Integer pozyskał kilka miesięcy temu z polskiej giełdy 33 miliony euro, które zamierzamy przeznaczyć – w ponad 90 proc. tej kwoty – na dofinansowanie projektu easyPack – wymienia Rafał Brzoska, prezes zarządu Integer.pl w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że prowadzone są zaawansowane rozmowy z funduszami, które chcą dołączyć do tego projektu.

 – Najprawdopodobniej będziemy mieli współinwestora – zapowiada Rafał Brzoska. – Kluczem jest utrzymanie większościowego pakietu. Akcjonariusze Integera mogą być spokojni, że zarząd zrobi wszystko, aby większościowy pakiet akcji w easyPacku został utrzymany albo wręcz zwiększony.

Prezes zapewnia, że spółka kończy proces rozlokowania 1100 paczkomatów w Polsce. W ramach międzynarodowej ekspansji sieci easyPack jeszcze w tym roku uruchomionych zostanie 2 tys. nowych paczkomatów, m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Austrii, na Węgrzech, w Turcji, Norwegii i Szwecji. W 14 krajach na całym świecie jest około 2400 paczkomatów grupy. Są zlokalizowane np. w Arabii Saudyjskiej, Australii, Chile, Rosji czy na Cyprze.

 – W ciągu półtora roku zainwestowaliśmy prawie 100 milionów euro. Kolejny etap finansowania zakłada pozyskanie 100-150 milionów euro z rynku giełdowego, private equity bądź na zasadzie oferty private placement. Każdy z tych scenariuszy jest równie prawdopodobny, więc trudno mówić o szczegółach. Sytuacja wyjaśni się w ciągu kilku miesięcy – zaznacza prezes Integer.pl.

Zdradza natomiast, że spółka planuje jak najszybciej pozyskać kilka tysięcy partnerskich punktów, w których będzie można nadać i odebrać list, paczkę oraz przekaz pieniężny. To jest „absolutny priorytet” w zakresie rozbudowy infrastruktury InPostu. We wrześniu podpisano w tej sprawie porozumienie ze Stefczyk Finanse, operatorem placówek Kas Stefczyka, dzięki czemu sieć punktów obsługi klienta powiększy się o kolejne 400 punktów (w sumie będzie ich 1700).

 – Przykład SKOK-u jest namacalnym dowodem na to, że sieciowi gracze przestali traktować konkurencję Poczty Polskiej jako marginalnego, potencjalnego partnera, który być może wygeneruje jakiś ruch. Traktują coraz bardziej serio rosnącą pozycję InPostu na rynku i widzą w tym olbrzymią szansę również dla siebie, ponieważ my, generując ruch klientów, powodujemy, że mogą oni być także klientami SKOK-u czy każdego innego banku. I taki jest główny cel tego typu współpracy partnerskiej – tłumaczy Rafał Brzoska.

Szansę na rozwój prezes widzi w przejęciach. Pod koniec września Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał pozytywną decyzję w sprawie przejęcia dwóch spółek z rynku polskiego, spółki Inforsys oraz Polskiej Grupy Pocztowej.

Integer.pl to druga co do wielkości w Polsce grupa pocztowa, do której należą największa prywatna poczta – InPost, niezależny operator finansowo-ubezpieczeniowy – InPost Finanse oraz Paczkomaty InPost. Grupa jest notowana na GPW od 2007 roku.

Angela Ahrendts dołącza do Apple jako starsza wiceprezeska ds. sklepów detalicznych i internetowych

0

Angela Ahrendts, obecnie dyrektorka generalna (CEO) Burberry, dołączy do Apple, zajmując nowo utworzone stanowisko starszej wiceprezeski i członkini zarządu. Jej bezpośrednim przełożonym będzie dyrektor generalny Apple, Tim Cook.

Angela Ahrendts będzie nadzorować kierunek strategiczny, ekspansję i funkcjonowanie sklepów detalicznych i internetowych Apple, które stwarzają setkom milionów klientów na świecie niespotykane wcześniej warunki do robienia zakupów. Sklepy detaliczne Apple wyznaczają najwyższy standard obsługi, oferując m.in. takie innowacyjne rozwiązania, jak stanowiska Genius Bar, osobista konfiguracja i indywidualne szkolenia One to One, które pomagają klientom w pełni wykorzystać potencjał produktów Apple.

„Niezwykle cieszę się, że Angela dołączy do naszego zespołu”, powiedział Tim Cook. „Łączą nas wspólne wartości, wizja innowacji oraz przekonanie o znaczeniu, jakie ma całokształt doświadczeń klientów w naszych sklepach. W swojej karierze Angela dowiodła, że jest ponadprzeciętną liderką, i może pochwalić się znaczącymi osiągnięciami zawodowymi”.

„Jestem zaszczycona, mogąc w przyszłym roku dołączyć do Apple na nowo utworzonym stanowisku. Bardzo cieszę się na współpracę z globalnymi zespołami Apple przy dalszym wzbogacaniu doświadczeń klientów w sklepach internetowych i tradycyjnych”, powiedziała Angela Ahrendts. „Zawsze podziwiałam innowacyjność produktów i usług Apple oraz wpływ, jaki wywierają one na życie ludzi. Mam nadzieję, że przynajmniej w niewielkim stopniu będę mogła przyczynić się do dalszych sukcesów i umacniania pozycji Apple — firmy, która zmienia świat”.

Wiosną Angela Ahrendts przejdzie do Apple ze spółki Burberry, gdzie pełni funkcję dyrektorki generalnej (CEO) i z powodzeniem zarządza przedsiębiorstwem w okresie niezwykle dynamicznego rozwoju w skali globalnej. Przed podjęciem pracy w Burberry Angela była wiceprezeską w spółce Liz Claiborne Inc., a wcześniej pełniła funkcję prezeski Donna Karan International.

Apple tworzy komputery Mac, najlepsze komputery osobiste na świecie, system operacyjny OS X, pakiety iLife, iWork oraz oprogramowanie do zastosowań profesjonalnych. Apple jest również pionierem w rewolucji multimediów cyfrowych za sprawą iPoda i iTunes. Firma zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, wprowadzając rewolucyjny telefon iPhone oraz uruchamiając App Store. Zaprezentowany przez firmę iPad definiuje przyszłość mediów mobilnych i elektroniki użytkowej.

Komentarz dzienny, 28 października 2013

Wzmocnione przez samoloty (cywilne: +57,5% m/m; wojskowe: +15,2% m/m), zamówienia na dobra trwałe wzrosły we wrześniu o 3,7% m/m, powyżej oczekiwań. Tym niemniej, zaskoczenie wynika tylko i wyłącznie ze wzrostów w najbardziej wahliwych kategoriach, jako że wszystkie kategorie bazowe dość mocno rozczarowały – zamiast oczekiwanych wzrostów, spadły zamówienia po wyłączeniu środków transportu oraz zamówienia i dostawy cywilnych dóbr inwestycyjnych po wyłączeniu środków transportu. Czarę goryczy dopełniły rewizje danych sierpniowych w dół w powyższych kategoriach.

Handel w sieci rozwija się w Polsce najszybciej w Europie

Udział e-handlu w sprzedaży detalicznej w Polsce dynamicznie rośnie. Obecnie stanowi on 3,8 procent, a według prognoz ekspertów wkrótce zwiększy się do 6-7 procent. Z najnowszego raportu firmy Deloitte przygotowanego wspólnie z Allegro i PayU wynika, że w internecie najczęściej kupujemy produkty związane z domem i ogrodem, ubrania, buty oraz produkty przeznaczone dla dzieci.

 – Technologia staje się mądrzejsza od ludzi. To ludzie muszą ją doganiać, ale tak naprawdę nie muszą się uczyć niczego nowego, bo większość urządzeń będzie wyposażona w geolokalizatory i geointeligencję – powiedział James Canton, socjolog, prezes Institute for Global Futures, w czasie konferencji „e-nnovation 2013”.

Jak podkreślali goście tegorocznej konferencji „e-nnovation” w Poznaniu, internetowy konsument bardzo się zmienia. Z jednej strony kupuje natychmiast to, co widzi, jednak duża grupa wykorzystuje sieć, by kupować taniej – to fani tzw. showroomingu. Stanowią oni prawie 1/3 polskich kupujących.

 – Dziś najpierw sprawdzasz wszystko w wyszukiwarce, potem na polskich stronach internetowych poświęconych produktowi, jeśli nie kosztuje cię to za dużo pracy, i dopiero wtedy idziesz do marketu – zauważa Patrick Dixon, prezes i założyciel Global Change.

 – Najbliższe pięć lat to będzie czas edukacji, medycyny, transportu i sprzedaży detalicznej. Wszystkie te dziedziny przejdą proces cyfryzacji. Jeżeli źle odczytasz kierunek rynku, jeżeli wybierzesz złą technologię, zbankrutujesz – uważa Michio Kaku, fizyk teoretyczny, publicysta naukowy.

Eksperci widzą perspektywy w mediach społecznościowych. Prawie 9 milionów Polaków korzysta z Facebooka – to jeden z najlepszych wyników na świecie. Dlatego blisko 90 proc. firm ma swój profil na tym portalu. Mimo to, tylko dla co czwartej firmy jest to miejsce pozyskiwania nowych klientów.

Rewolucja cyfrowa to również duże wyzwanie dla banków czy systemów takich jak PayU, umożliwiających transfer pieniędzy pomiędzy kupującymi i sprzedającymi.

 – Nie wydaje mi się, by pieniądze kiedykolwiek zniknęły. Myślę, że powstanie alternatywa. P2P, czyli bezpośredni sposób przekazywania pieniędzy od człowieka do człowieka, zarówno lokalnie, jak i międzynarodowo. I większość tego typu inicjatyw będzie się rozwijać – uważa James Canton.

Eksperci obecni na konferencji „e-nnovation 2013”podkreślają, że większość banków, operatorów komórkowych czy operatorów płatności zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłością są płatności mobilne. W ubiegłym roku urządzeniem mobilnym płaciło 212 mln ludzi, za dwa lata będzie to 384 mln, a wartość takich płatności będzie bliska 500 mld dolarów – wynika z raportu Deloitte. Według prognoz w ciągu następnych kilku lat płatności mobilne staną się popularniejsze, niż płatności online dokonywane za pomocą komputera.

Oprócz płatności, dla klientów e-sklepów równie ważna jest kwestia dostawy zamówionego towaru. Badania wskazują, że zamawiającym zależy przede wszystkim na szybkiej przesyłce do domu.

 – Wokół e-commercu powstaną nowe drogi dostawy. Dzięki czemu produkt będzie trafiał ze sklepu w bliskiej okolicy prosto do domu. Tego nie załatwią tradycyjne firmy dostawcze – podkreśla Patrick Dixon.

Badania potwierdzają, że doświadczenia użytkowników są kluczowe dla przyszłości sklepów internetowych. Dwie trzecie deklaruje, że zamyka stronę internetową z powodu jej ubogiego wyglądu lub oferty. Blisko połowa internautów dzieli się z przyjaciółmi złymi wrażeniami na temat danego serwisu czy sklepu, szczególnie w kwestii płatności lub dostawy. Dostosowanie więc wyglądu strony lub świadczonych usług do oczekiwań użytkowników przynosi wymierne efekty, czyli znaczący wzrost liczby klientów.

O wpływie postępu technologicznego na rozwój e-commerce dyskutowali wybitni futuryści, wizjonerzy, naukowcy i doradcy biznesowi z całego świata, którzy przyjechali do Poznania na czwartą edycję konferencji „e-nnovation” organizowanej przez Allegro i PayU.

Resort pracy: w ciągu 2-3 lat bezrobocie spadnie do 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Jest szansa, że bezrobocie spadnie do poziomu 10 proc.  w ciągu najbliższych 2-3 lat  uważa Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej. Dzięki ożywieniu w gospodarce lekki wzrost zatrudnienia ma być odczuwalny już w przyszłym roku. Natomiast zdecydowanej poprawy na rynku pracy resort oczekuje w 2015 roku. Wiceminister podkreśla, że zmniejszenie pozapłacowych kosztów pracy nie będzie możliwe bez zwiększenia poziomu zatrudnienia.

Według danych GUS, bezrobocie od dwóch miesięcy jest na poziomie 13 proc. w skali kraju. To o 0,6 punktu procentowego więcej niż we wrześniu 2012 r. Wskaźnik ten zwiększył się we wszystkich województwach.

W kolejnych miesiącach stopa bezrobocia – jak w poprzednich latach – będzie rosnąć, co wynika z zakończenia prac sezonowych. Na koniec roku, zgodnie z założeniami przyjętymi przez rząd w ustawie budżetowej, wyniesie 13,8 proc. 

 – Myślę, że to jest realna stopa bezrobocia – zapewnia Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej. – Cały czas zatrudnienie sezonowe w branży turystycznej, ogrodniczej, rolniczej ma ogromne znaczenie na rynku pracy. Zatem spodziewamy się, że to bezrobocie będzie rosło, także w styczniu i lutym 2014 r., po czym zacznie spadać  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Na znaczącą poprawę na rynku pracy w przyszłym roku raczej nie ma co liczyć. Zdaniem wiceministra, bezrobocie będzie lekko spadać. Natomiast w 2015 roku wzrost zatrudnienia powinien przyspieszyć.

 – Miejmy nadzieję, że wchodząc na szybszą ścieżkę wzrostu gospodarczego w roku 2015 będziemy już odczuwać mocniejsze zapotrzebowanie na pracowników – mówi Męcina. – Według standardów Eurostatu dość szybko mamy szansę osiągnąć 10 proc., natomiast stopa bezrobocia rejestrowanego na poziomie 10 proc. to okres 2-3 lat.

Wiceminister podkreśla, że od zwiększenia poziomu zatrudnienia uzależnione jest ewentualne zmniejszanie pozapłacowych kosztów pracy, czyli np. składek na ubezpieczenie społeczne czy podatków. To nieustanny postulat pracodawców, który – jak podkreślają – przyczyniłby się do powstawania kolejnych miejsc pracy.

 – Najlepiej byłoby, gdybyśmy mogli mówić o zmianach związanych z kosztami pracy, ale wiemy doskonale, że dzisiaj pierwszym warunkiem jakiejkolwiek rozmowy na temat redukcji pozapłacowych kosztów pracy jest zwiększenie wskaźnika zatrudnienia. Ten wskaźnik musi rosnąć, bo wtedy wpływy czy do FUS czy z PIT są wyższe – stwierdza Jacek Męcina.

Poprawa na rynku pracy powinna zmienić nastawienie młodych ludzi do emigracji zarobkowej, a tych, którzy za granicą pracują poniżej swoich kwalifikacji, zachęcić do powrotu. 

 – Im gorsza sytuacja na rynku pracy, tym te zachowania migracyjne są częstsze, choć jak pokazują dane GUS z 2012 roku, na szczęście nie obserwujemy wzmożonych wyjazdów. Niestety migracje zarobkowe cały czas będą atrakcyjne dla części osób, zwłaszcza młodych, ze względu na 3-5 razy wyższe pensje – twierdzi wiceminister. – Ważne jest jednak, żeby mieli perspektywę powrotu do kraju. Bo pamiętajmy, że często zatrudnienie za granicą jest podejmowane poniżej kwalifikacji.

Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, we wrześniu 2013 r., w porównaniu do sierpnia 2013 r., liczba bezrobotnych zmniejszyła się o pół tysiąca osób.  Na koniec września br. największe bezrobocie wystąpiło w województwie warmińsko-mazurskim (20,4 proc.), a najmniejsze w województwie wielkopolskim – 9,4 proc. W ubiegłym miesiącu w urzędach pracy zarejestrowało się 252,5 tys. osób. Najliczniejszą grupę bezrobotnych tworzą osoby bez wykształcenia średniego – 54,4 proc. ogółu zarejestrowanych w urzędach pracy.

Spółki energetyczne dostaną 400 mln zł, by zapobiec przerwom w dostawie prądu

CEO Magazyn Polska

Za trzy lata mogą nam grozić wyłączenia prądu. Żeby zapobiec takiej sytuacji, trwają prace nad zapewnieniem alternatywnych dostaw energii. W przyszłym roku do spółek energetycznych ma trafić 400 mln zł, jeśli zobowiążą się do zagwarantowania rezerw mocy.

 – Tak zwany środek tymczasowy, czyli operacyjna rezerwa mocy, to preludium do rynku mocy – mówi agencji informacyjnej Newserii Biznes Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki. – Wprowadzamy nowe zasady wyceniania rezerwy mocy.

Operacyjna rezerwa mocy jest utrzymywana przez producentów energii za odpowiednią opłatą. Polskie Sieci Energetyczne, które będą korzystały z tej rezerwy, przeznaczą na dopłaty dla spółek energetycznych ok. 400 mln złotych.

 – Szacujemy, że to powinno w zupełności wystarczyć na zagwarantowanie, że operator będzie miał odpowiedni poziom rezerw wytwórczych w systemie. To rozwiązanie zostanie uruchomione od 1 stycznia. Kończą się konsultacje publiczne karty aktualizacji kodeksu sieci przesyłowej, która opisuje i wprowadza tę zmodernizowaną usługę – informuje prezes URE.

Usługa będzie oferowana, dopóki sytuacja na rynku nie zostanie ustabilizowana, czyli stare elektrownie nie zostaną zastąpione nowymi – w najbliższych latach planowane jest wyłączenie ponad 7 tys. MW mocy zainstalowanej. Regulator rynku podkreśla, że 2016 r. i 2017 r. będą  krytycznymi latami pod względem niedoboru energii. W praktyce oznacza to możliwość wystąpienia przerw w dostawach energii.

 – Operacyjną rezerwę mocy może w przyszłości zastąpić docelowe rozwiązanie, czyli tzw. rynek mocy, bądź mechanizm wynagradzania zdolności wytwórczych  tłumaczy Marek Woszczyk.

Prezes URE ocenia, że przygotowanie koncepcji rynku mocy powinno zostać ukończone w drugiej połowie przyszłego roku. W jego ramach mają być stosowane tzw. kontrakty różnicowe. Polegają na tym, że rząd będzie płacił operatorom systemu przesyłowego, gdy ceny energii nie pokrywają kosztów jej wytworzenia.

 – To rozwiązanie, które mogłoby się dobrze wpisywać w europejski model rynku jednotowarowego, nie może być jednak stosowane bezkrytycznie i bez ograniczeń – podkreśla Marek Woszczyk. – Nie chodzi o to, abyśmy powrócili do sytuacji, w której znowu większość albo całość energii pozostaje związana w tzw. kontraktach długoterminowych, bo to z gruntu rzeczy sprzeciwia się idei konkurencyjnego rynku energii elektrycznej.

W Polsce już były stosowane mechanizmy mocowe. Do 1999 funkcjonowały płatności mocowe (rynek mocy z segmentem średnioterminowym i długoterminowym), a do 2009 roku – rynek rezerw mocy.

Orange: Program Polska Cyfrowa powinien wspierać rozwój chmur obliczeniowych

CEO Magazyn Polska

Strategia Polski Cyfrowej na lata 2014-2020 musi uwzględniać kierunki rozwoju technologii, czyli większe wykorzystanie tabletów oraz chmur obliczeniowych – przekonuje wiceprezes Orange. Konsultacje społeczne programu, w którym do wydania będą niemal 2 mld euro, potrwają do 6 listopada.

 – Mamy wrażenie, że ten dokument powinien już ujrzeć światło dzienne. Zbliżamy się do kolejnej perspektywy finansowej 2014-2020, mamy zobowiązania związane z realizowaniem Europejskiej Agendy Cyfrowej na rok 2020. Dla nas program Polski Cyfrowej jest absolutnym priorytetem, wytycza kierunki rozwoju, wytycza pewne granice możliwości dalszego inwestowania dla operatorów komercyjnych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Muszyński, wiceprezes ds. operacyjnych Orange Polska.

Program Operacyjny Polska Cyfrowa będzie siedmioletnim projektem współfinansowanym z środków unijnych. Zgodnie z informacjami Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, do wydania będą łącznie prawie 2 mld euro. Najwięcej, bo po ok. 880 mln euro, zostanie przeznaczonych na stworzenie powszechnego dostępu do sieci szerokopasmowych oraz na e-administrację.

Muszyński przyznaje, że opracowanie założeń programu to bardzo skomplikowane zadanie. Błędy na etapie przygotowania mogą mieć poważne skutki zarówno dla inwestorów prywatnych, jak i dla budżetu państwa. Dlatego, choć Orange bardzo czeka na dokument, Muszyński rozumie zwłokę i twierdzi, że nie należy poganiać urzędników.

Dodaje, że Polska powinna być lepiej przygotowania do realizacji założeń Polski Cyfrowej dzięki trwającym od kilku lat programom rozbudowy dostępu do internetu szerokopasmowego.

 – Jeżeli nie, to znaczy, że naprawdę zmarnowaliśmy ostatnie 6 lat, kiedy uruchomiliśmy program sieci szerokopasmowych, które budujemy dzisiaj w różnych modelach, wprawdzie skutecznie budujemy od 2010-2011 roku, ale budujemy. W związku z tym, jeżeli to nie pomogło nam przygotować się do kolejnego ruchu, to znaczy, że naprawdę coś jest nie tak z tym rynkiem i z tym, w jaki sposób na tym rynku funkcjonujemy od strony inwestycji – przekonuje Muszyński.

Dodaje, że w nowym programie niezwykle ważne jest to, by dostosować założenia do zmieniających się trendów w korzystaniu z nowoczesnych technologii.

 – Moim zdaniem przyszłością będzie tablet, który do dzisiaj służył nam tylko jako przeglądarka, bo nie posiada mocy obliczeniowej – przewiduje Muszyński. – Połączony z chmurą, daje nam możliwość wykorzystania nieograniczonej bez mała mocy obliczeniowej.

Muszyński ma nadzieję, że rozwój tego obszaru będzie wspierany w programie Polska Cyfrowa. Podkreśla, że rozwój technologii chmury umożliwia znacznie lepsze wykorzystanie dostępnych mocy obliczeniowych i rozłożenia ich na wiele ośrodków. Taka optymalizacja daje bardzo duże oszczędności, wymusza jednak rozwagę przy inwestowaniu i rozwoju centr danych. Skorzystać na tym może też administracja państwowa.

 – Administracja państwowa inwestuje środki publiczne, środki unijne. Na pewno, mając na uwadze realizację zadań związanych z Polską Cyfrową, z e-administracją, ta moc obliczeniowa musi stanowić priorytet z punktu widzenia spełnienia celów i realizacji strategii państwa. A chmura może tylko w tym pomóc – przekonuje Muszyński.

Dodaje, że Orange może wykorzystać swoją przewagę, bo już teraz dysponuje jednym z większych centrów przetwarzania danych.

 – My jesteśmy dzisiaj w Polsce jednym z największych dostawców usługi. Mamy spółkę Integrated Solutions, która zajmuje się dostarczaniem kompleksowych rozwiązań m.in. w chmurze, wykorzystując jedno z największych data centers w Polsce, czyli centrum Orange – mówi wiceprezes spółki.

E-commerce w Polsce rozwija się najszybciej w Europie

0

CEO Magazyn Polska

Udział e-handlu w sprzedaży detalicznej w Polsce dynamicznie rośnie. Obecnie stanowi on 3,8 procent, a według prognoz ekspertów wkrótce zwiększy się do 6-7 procent. Z najnowszego raportu firmy Deloitte przygotowanego wspólnie z Allegro i PayU wynika, że w internecie najczęściej kupujemy produkty związane z domem i ogrodem, ubrania, buty oraz produkty przeznaczone dla dzieci.

 – Technologia staje się mądrzejsza od ludzi. To ludzie muszą ją doganiać, ale tak naprawdę nie muszą się uczyć niczego nowego, bo większość urządzeń będzie wyposażona w geolokalizatory i geointeligencję – powiedział James Canton, socjolog, prezes Institute for Global Futures, w czasie konferencji „e-nnovation 2013”.

Jak podkreślali goście tegorocznej konferencji „e-nnovation” w Poznaniu, internetowy konsument bardzo się zmienia. Z jednej strony kupuje natychmiast to, co widzi, jednak duża grupa wykorzystuje sieć, by kupować taniej – to fani tzw. showroomingu. Stanowią oni prawie 1/3 polskich kupujących.

 – Dziś najpierw sprawdzasz wszystko w wyszukiwarce, potem na polskich stronach internetowych poświęconych produktowi, jeśli nie kosztuje cię to za dużo pracy, i dopiero wtedy idziesz do marketu – zauważa Patrick Dixon, prezes i założyciel Global Change.

 – Najbliższe pięć lat to będzie czas edukacji, medycyny, transportu i sprzedaży detalicznej. Wszystkie te dziedziny przejdą proces cyfryzacji. Jeżeli źle odczytasz kierunek rynku, jeżeli wybierzesz złą technologię, zbankrutujesz – uważa Michio Kaku, fizyk teoretyczny, publicysta naukowy.

Eksperci widzą perspektywy w mediach społecznościowych. Prawie 9 milionów Polaków korzysta z Facebooka – to jeden z najlepszych wyników na świecie. Dlatego blisko 90 proc. firm ma swój profil na tym portalu. Mimo to, tylko dla co czwartej firmy jest to miejsce pozyskiwania nowych klientów.

Rewolucja cyfrowa to również duże wyzwanie dla banków czy systemów takich jak PayU, umożliwiających transfer pieniędzy pomiędzy kupującymi i sprzedającymi.

 – Nie wydaje mi się, by pieniądze kiedykolwiek zniknęły. Myślę, że powstanie alternatywa. P2P, czyli bezpośredni sposób przekazywania pieniędzy od człowieka do człowieka, zarówno lokalnie, jak i międzynarodowo. I większość tego typu inicjatyw będzie się rozwijać – uważa James Canton.

Eksperci obecni na konferencji „e-nnovation 2013”podkreślają, że większość banków, operatorów komórkowych czy operatorów płatności zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłością są płatności mobilne. W ubiegłym roku urządzeniem mobilnym płaciło 212 mln ludzi, za dwa lata będzie to 384 mln, a wartość takich płatności będzie bliska 500 mld dolarów – wynika z raportu Deloitte. Według prognoz w ciągu następnych kilku lat płatności mobilne staną się popularniejsze, niż płatności online dokonywane za pomocą komputera.

Oprócz płatności, dla klientów e-sklepów równie ważna jest kwestia dostawy zamówionego towaru. Badania wskazują, że zamawiającym zależy przede wszystkim na szybkiej przesyłce do domu.

 – Wokół e-commercu powstaną nowe drogi dostawy. Dzięki czemu produkt będzie trafiał ze sklepu w bliskiej okolicy prosto do domu. Tego nie załatwią tradycyjne firmy dostawcze – podkreśla Patrick Dixon.

Badania potwierdzają, że doświadczenia użytkowników są kluczowe dla przyszłości sklepów internetowych. Dwie trzecie deklaruje, że zamyka stronę internetową z powodu jej ubogiego wyglądu lub oferty. Blisko połowa internautów dzieli się z przyjaciółmi złymi wrażeniami na temat danego serwisu czy sklepu, szczególnie w kwestii płatności lub dostawy. Dostosowanie więc wyglądu strony lub świadczonych usług do oczekiwań użytkowników przynosi wymierne efekty, czyli znaczący wzrost liczby klientów.

O wpływie postępu technologicznego na rozwój e-commerce dyskutowali wybitni futuryści, wizjonerzy, naukowcy i doradcy biznesowi z całego świata, którzy przyjechali do Poznania na czwartą edycję konferencji „e-nnovation” organizowanej przez Allegro i PayU.

Firmy pożyczkowe chciałyby mieć szerszy dostęp do informacji o swoich klientach

CEO Magazyn Polska

Według branży pożyczkowej poza dostępem do rejestru dłużników, pożyczkodawcy powinni zyskać możliwość wglądu w dane np. o produktach finansowych klienta, a także historii spłat jego wcześniejszych zobowiązań. To byłaby szansa na obniżenie kosztów pożyczek, a zarazem zwiększenie ich dostępności.

Obecnie jedną z ważniejszych barier w procesie udzielania pożyczek jest brak wystarczającej wiedzy firm pożyczkowych na temat klientów. Niepewność co do ich rzetelności i terminowości spłat podnosi koszty udzielanych pożyczek oraz może prowadzić do decyzji odmownej.

 – Rejestr długów pozwala nam przede wszystkim wyeliminować tych nieuczciwych klientów, bo i tacy są, którzy chcą wykorzystywać pewne możliwości do tego, żeby wyłudzać pieniądze – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kaczmarski, dyrektor Departamentu Obsługi Klienta Vivus Finance. – W momencie, gdy mają zadłużenie w jednej, drugiej czy trzeciej firmie, potrafią iść do czwartej i też prosić o pożyczkę. Oni doskonale wiedzą, że nie powinni jej brać i że jej nie spłacą.

W celu uzyskania bliższych informacji na temat historii kredytowej danego klienta, firmy pożyczkowe mogą obecnie korzystać m.in. z usług Krajowego Rejestru Długów (KRD). Pozwala im to dokładniej oszacować zdolność kredytową pożyczkobiorcy i ograniczyć ryzyko związane z podjęciem złej decyzji o udzieleniu pożyczki.

 – Bez takiej firmy jak KRD bylibyśmy bez takiej wiedzy, bez dostępu do informacji, że dana osoba jest zadłużona w kilku innych przedsiębiorstwach – podkreśla Kaczmarski.

Fakt, że ktoś figuruje w KRD nie oznacza, że nie dostanie pożyczki. Jak wyjaśnia Kaczmarski, w procesie badania zdolności kredytowej do każdego klienta podchodzi się indywidualnie, za każdym razem biorąc pod uwagę różne czynniki, które mogą wpływać na jego wypłacalność.

 – Chcemy wiedzieć, jakie są nawyki płatnicze, jakie są nawyki dotyczące spłacalności każdego klienta, bo my go po prostu nie widzimy, nie znamy – mówi Kaczmarski. – My byśmy chcieli mieć dostęp do znacznie szerszej informacji, o tym, jakich kart płatniczych ludzie używają, czy często, jakie mają nawyki płatnicze, czy płacą swoje zobowiązania regularnie. To dopiero byłoby rewolucją na rynku polskim.

Choć już na pierwszym etapie badania zdolności kredytowej firmy pożyczkowe sięgają po informację do KRD, często i ona może okazać się niewystarczająca. Tym bardziej, że rzetelnej oceny zdolności kredytowej oczekują też sami klienci, którzy często nie są w stanie samodzielnie oszacować, jaką kwotę mogliby pożyczyć, żeby ją bez problemu spłacić.

Niepełna informacja na temat potencjalnych dłużników powoduje, że firmy pożyczkowe zawsze muszą brać pod uwagę ryzyko niewywiązania się klienta ze zobowiązań. To z kolei przekłada się na wyższe koszty udzielanych pożyczek.

 – Każdy uczciwy przedsiębiorca, a większość taka jest, ogląda dwa razy każdą złotówkę, którą musi pożyczyć konsumentowi lub innej firmie. On chce zapłacić pensje swoim pracownikom, chce spłacić swoje zobowiązania, w związku z tym musi podjąć ryzyko decydując, czy może udzielić pożyczki, kredytu – dodaje.

Podkreśla przy tym, że zmiana reguł gry na rynku firm pożyczkowych byłaby korzystna dla obu stron.

 – Gdyby pożyczkodawca dysponował taką wiedzą, na pewno udzieliłby takiej pożyczki taniej, szybciej, łatwiej. Bezwzględnie znacznie większa grupa osób miałaby dostęp do pieniędzy, zarówno na rynku konsumenckim, jak i biznesowym – zapewnia.

Związek Firm Pożyczkowych, do którego należy m.in. Vivus Finance, zgadza się z proponowaną przez Ministerstwo Finansów (w ramach uregulowania rynku pożyczek pozabankowych) zasadą wzajemności we współpracy z BIK i BIG-ami. Zgodnie z nią firmy pożyczkowe na zasadach dobrowolności miałyby raportować tym instytucjom zarówno o swoich dłużnikach, jak i o klientach rzetelnie spłacających zobowiązania.

Inwestycje na rynku walutowym mogą dać kilkadziesiąt procent zysku w skali roku

CEO Magazyn Polska

Tysiąc złotych wystarczy, by rozpocząć inwestowanie na rynku walutowym Forex. Potencjalne zyski to nawet kilkadziesiąt procent rocznie, jednak ryzyko jest duże. By je zminimalizować, można rozpocząć inwestowanie od darmowego rachunku demonstracyjnego. Trzeba jednak śledzić dane makroekonomiczne.

 – Żeby zacząć swoją przygodę z Foreksem, wystarczy mieć niedużą porcję kapitału. Dla początkujących, którzy chcą się uczyć inwestowania na Foreksie i obracać rzeczywistymi środkami, myślę że minimalna wpłata to może być 1-2 tys. złotych – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Izabela Kozakiewicz, dyrektor XTB na Polskę. – Potencjalne zyski, które nasi inwestorzy osiągają, które są znaczącymi zyskami, są rzędu kilkudziesięciu, nawet kilkuset procent.

Izabela Kozakiewicz dodaje, że przy długoterminowych inwestycjach na rynku Forex, zysk może wynieść kilkadziesiąt procent rocznie. Zależy to jednak od wyboru strategii i jej optymalizacji, bo ryzyko na giełdzie walutowej jest bardzo duże.

Transakcje na Foreksie polegają na sprzedaży i kupnie walut na zdecentralizowanym światowym rynku. Rynek ten jest bardzo duży – dzienne obroty były w 2012 r. szacowane na kilka bilionów dolarów – oraz płynny, jednak z uwagi na bardzo zmienną sytuację inwestowanie wymaga wiedzy i ostrożności.

 – Ryzyko przy Foreksie jest duże, natomiast jest kilka sposobów, żeby je minimalizować, na przykład tzw. zlecenia obronne. Możemy ustawiać sobie maksymalną akceptowalną stratę czy też poziom zysku, przy którym system automatycznie zamyka nam tę pozycję i to rzeczywiście bardzo ułatwia zarządzanie portfelem. Nie trzeba siedzieć stale przy komputerze, a dodatkowo pozwala nam to kontrolować swoje emocje. To jest jeden z filarów sukcesu – przekonuje Kozakiewicz.

Dodaje, że poza zleceniami obronnymi istnieją również inne możliwości poprawy wyników. To m.in. darmowe rachunki demonstracyjne, na których początkujący inwestorzy mogą bez ryzyka straty nauczyć się rynku Forex. Na rynku nie brakuje też literatury oraz szkoleń z tego zakresu. Na naukę trzeba poświęcić nawet kilka miesięcy.

Doświadczeni inwestorzy podejmują decyzję przede wszystkim w oparciu o dane makroekonomiczne. Ich znaczenie różni się w zależności od tego, jakiego rynku czy kraju dotyczą. Najważniejsze są dane dotyczące dolara i rynku amerykańskiego. Jak wynika z danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych, aż 87 procent obrotów na  Foreksie to handel dolarem. Na drugim miejscu znajduje się euro, które generuje ponad 33 procent. Dane nie sumują się do 100 proc., gdyż dotyczą zarówno sprzedaży, jak i kupna walut.

 – Publikacje z rynku amerykańskiego będą niezwykle ważne dla dolara, ale też dla wszystkich innych rynków, których ruchy są pokłosiem tego, co dzieje się na dolarze, czyli np. dla naszego złotego. Najważniejsze dane, czyli np. publikacje danych o bezrobociu w Stanach Zjednoczonych, znacząco działają na wszystkie rynki, na waluty, natomiast jest szereg bardzo ważnych publikacji, które warto wziąć pod uwagę – przekonuje Kozakiewicz. – Jest szereg kalendariów, w których są zaznaczone wagi tych danych makroekonomicznych, czy one historycznie miały wysoki wpływ na zmienność rynkową czy na zmiany cen, czy też niski.

Dodaje, że na rynek Forex wpływ mają też bardziej nieprzewidywalne wydarzenia polityczne, ekonomiczne, a nawet militarne. By je wykorzystać, należy bardzo uważnie śledzić rynek i szybko reagować, w czym pomocne są dobre platformy transakcyjne wspomagające inwestorów walutowych.

Ożywienie w branży odzieżowej. Pojawiają się nowe marki

0

CEO Magazyn Polska

W Polsce działa 31 tys. zakładów odzieżowych, które zatrudniają ponad 100 tys. ludzi. Branża całkiem dobrze poradziła sobie z kryzysem, zwiększając eksport swoich wyrobów.  – Jest pewne ożywienie w branży odzieżowej. Na rynku projektantów mody pojawiło się wiele osobowości – mówi Iwona Kossmann, właścicielka marki odzieżowej Kossmann Fashion.

90 proc. branży modowej jest w rękach mikrofirm odzieżowych.

 – To są może mikrofirmy, ale są to ważne firmy. Z jednej strony kreują bardzo dużo nowości, wnoszą pierwiastek twórczy do środowiska modowego, do branży odzieżowej, która nie istniałaby bez osób twórczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Iwona Kossmann, właścicielka marki odzieżowej Kossmann Fashion.

Jej zdaniem, dzisiaj dla przedsiębiorców największą szansą na zaistnienie w świecie mody jest szycie na zagraniczne rynki. Choć największą grupą odbiorców naszych wyrobów są kraje rozwinięte, polska branża odzieżowa boryka się z problemem nadmiernej konkurencji ze strony międzynarodowych graczy.

 – Jest to bardzo trudna branża właśnie dlatego, że ta konkurencyjność jest tak wysoka. Nie dość, że rośnie ona w środowisku lokalnym, ale również jest bardzo dużo zewnętrznych graczy, międzynarodowych, takich jak H&M, Inditex [właściciel m.in. Zary red.], które mają tak szeroką, bogatą ofertę, że trudno z nimi konkurować – mówi Kossmann. – Dla mnie najważniejsza jest jakość produktu, ale również cena. Chciałabym, żeby moje produkty były wybierane ze względu na te dwa czynniki.

Podkreśla, że stanowią one najważniejsze kryterium decyzji o zakupie danej rzeczy.

 – To jest argument, który dociera do polskich klientek, szczególnie do kobiet biznesu, które są bardzo racjonalne w podejmowaniu decyzji, często ważą wydatek, bo wiedzą, że nie muszą kupować za najwyższe ceny, bo to nie jest już gwarantem jakości, tak jak 20 lat temu – twierdzi Iwona Kossmann.

W pierwszym półroczu głównymi odbiorcami polskich ubrań i dodatków były Niemcy, Holandia, Ukraina, Czechy, Szwecja i Rosja.

Sytuacja gospodarcza sprzyja fuzjom i przejęciom. Decyduje się na nie coraz więcej polskich firm

CEO Magazyn Polska

Prognozowany wzrost gospodarczy i poprawiająca się sytuacja na rynkach mogą sprzyjać fuzjom i przejęciom mniejszych podmiotów przez większe firmy. Dotyczy to zarówno Polski, jak i polskich spółek wchodzących na zagraniczne rynki. – Polskie firmy będą szukać nowych możliwości zbytu produktów czy nowych możliwości pozyskania surowców – prognozuje Jerzy Kalinowski, partner w firmie doradczej KPMG.

Przejęć i konsolidacji należy spodziewać się zwłaszcza w sektorach, w których mamy do czynienia z rozdrobnieniem rynku, czyli z dużą liczbą graczy oraz równie dużą konkurencją.

 – Dobrym przykładem jest sektor telewizji kablowej, bankowości czy ubezpieczeń, gdzie istnieje bardzo duża liczba podmiotów, które w tej chwili konkurują ze sobą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Kalinowski. – Biorąc pod uwagę perspektywy rozwojowe rynku, należy się spodziewać, że będą następowały przejęcia mniejszych przez większych.

Nie można tez wykluczyć, że część zagranicznych inwestorów zacznie się wycofywać z Polski, sprzedając swoje udziały innym graczom. Zdaniem analityków, równie prawdopodobne wydają się przejęcia, których dokonywałyby polskie przedsiębiorstwa za granicą. W ocenie eksperta, nasze firmy wraz z nadchodzącym ożywieniem gospodarczym będą poszukiwały nowych rynków zbytu czy źródeł możliwego rozwoju.

 – W szczególności dotyczy to największych firm, tzw. narodowych czempionów, czyli bardzo dużych spółek. Przykładem jest KGHM, który już zrobił taką akwizycję w Kanadzie – mówi Kalinowski.

Przejęcia spółek zagranicznych muszą być poprzedzone analizą tamtejszych rynków.

 – Mogą to być kraje Europy Wschodniej i Centralnej, bo to w naturalny sposób może odpowiadać potrzebom tamtych rynków, jeśli chodzi np. o usługi finansowe – mówi Jerzy Kalinowski z KPMG. – W przypadku spółek surowcowych będzie to poszukiwanie miejsc, gdzie jest surowiec  ropa naftowa czy kopaliny.

Europosłowie chcą zaostrzenia przepisów dotyczących poszukiwania i wydobywania gazu łupkowego.

CEO Magazyn Polska

Według Parlamentu Europejskiego nie tylko wydobycie, ale i poszukiwanie gazu z łupków będzie objęte obowiązkową oceną oddziaływania na środowisko. To, zdaniem części polskich europosłów i ekspertów, spowolni proces wydobycia surowca. Do tej pory i bez tych ograniczeń nie udało się wykonać wystarczającej liczby odwiertów, by stwierdzić, czy wydobycie surowca w Polsce będzie opłacalne.

 – Trochę nam dyrektywa przeszkodzi, ale i bez niej dużo nie zrobiliśmy. Obawiam się, że będzie listkiem figowym, wszyscy będą tłumaczyć, że dlatego nic nie robią, bo muszą badania przeprowadzić – uważa prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, ekspert ds. energetycznych Politechniki Warszawskiej. – Do tej pory nie było takiego wymogu, a odwiertów za dużo nie mamy.

W ocenie eksperta, w Polsce są więc inne, poważniejsze bariery blokujące te inwestycje.

 – Przypuszczam, że wynika to z niepewności na rynku, czyli z analizy ryzyka. Nie wiadomo, ile można zarobić, a ile stracić. W związku z tym jest duże ryzyko, a w takiej sytuacji nikt nie wykłada pieniędzy. Inwestorzy, zwłaszcza z prywatnym kapitałem, nie pchają się, a niektórzy się wycofują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Krzysztof Żmijewski.

Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za łupki, poinformował niedawno o stanie prac wiertniczych w Polsce. Do początku października wykonano 51 otworów rozpoznawczych. Do końca roku mają zostać zakończone prace przy trzech odwiertach, a rozpoczęte przy kolejnych pięciu. Po przekroczeniu liczby ok. 100 odwiertów eksperci będą mogli ocenić realne zasoby gazu łupkowego w Polsce i opłacalność ich eksploatacji.

Inwestorzy ostrożnie prowadzą drogie poszukiwania gazu, ponieważ kolejny rok przedłużają się prace nad regulacjami dotyczącymi tego sektora.

Prof. Krzysztof Żmijewski zwraca uwagę na lobbing Rosji, na której terenie znajdują się największe na świecie zasoby gazu ziemnego.

 – Gazprom prowadzi dosyć widoczną politykę PR-owską w samej Brukseli przekonując, że gaz łupkowy jest „złym” gazem, a niełupkowy jest „dobrym”, chociaż to ten sam gaz, tłumacząc, że nasze odwierty są złe, a ich – dobre. Trudno się dziwić takiej polityce, dziwne tylko, że nie przeciwdziałamy temu, dyskutując na przykład o szczelności rurociągów gazowych prowadzonych z Syberii i jaka część metanu z nich ucieka na zewnątrz. Jego wpływ na efekt cieplarniany jest 21 razy większy niż dwutlenku węgla – podkreśla w rozmowie z Newserią Biznes prof. Krzysztof Żmijewski.

Nad stanowiskiem Parlamentu Europejskiego i ostatecznym kształcie przepisów zadecydują europosłowie wspólnie podczas negocjacji z przedstawicielami unijnych krajów.

Według danych z początku września w Polsce obowiązuje 105 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz 35 polskich i zagranicznych podmiotów (koncesjonariuszy).

ING Securities podwyższyło cenę docelową dla ENEI

0

Analitycy ING Securities w raporcie z dnia 25 października podwyższyli cenę docelową dla walorów ENEI z 16,35 zł na 17,00 zł utrzymując jednocześnie rekomendację „Kupuj”.

Polish Weekly Review, 25 października 2013

In September retail sales accelerated to 3.9% y/y from 3.4% y/y reported in the previous month (market consensus: +4.6%, our forecast: +5.5%). The somewhat disappointing (considering the favorable working day difference) September reading is a result of very poor food sales. This has been the worst m/m growth of this category (insensitive to working days, by the way) since the Central Statistical Office started to publish retail sales figures using the latest sector breakdown (PKD2007). Excluding food and fuels, retail sales grew by 7.4% y/y in nominal terms and by 8.9% y/y in constant prices. Favorable trends stay intact, then.

Komentarz dzienny, 25 października 2013

Październik potwierdził część obaw co do europejskiej gospodarki, przynosząc jedynie minimalną poprawę indeksów PMI dla przemysłu i znaczący spadek oceny koniunktury w sektorach usługowych. PMI w przemyśle dla strefy euro wzrósł wprawdzie z 51,1 do 51,3, ale największa w tym zasługa niemieckiego sektora przemysłowego (wzrost z 51,1 do 51,5), indeks dla francuskiego przemysłu spadł bowiem z 49,8 do 49,4 (27 miesiąc bez przekroczenia bariery 50 punktów), a w pozostałych państwach eurolandu również zanotowano pogorszenie sytuacji. Negatywnie zaskoczyły usługi, w dużej mierze niwelując zaskakujące wzrosty z poprzedniego miesiąca (Niemcy – spadek z 53,7 do 52,3; Francja – spadek z 51 do 50,2; strefa euro – spadek z 52,2 do 50,9).

Polska podpisała strategiczne partnerstwo z Koreą Południową

0

CEO Magazyn Polska

W obecności prezydenta Bronisława Komorowskiego Polska Agencja Inwestycji i Informacji Zagranicznych podpisała porozumienie ze swoim odpowiednikiem z Korei Południowej. Dzięki strategicznemu partnerstwu Polski i Korei, do naszego kraju może napłynąć więcej inwestycji, a wynoszący prawie 13 mld zł deficyt w wymianie handlowej zmaleje. Jest szansa, by Polska stała się ważnym punktem w Europie dla partnerów z Azji.

 – Polski przemysł spożywczy cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony Korei Południowej. Także przemysł jachtowy, a ze strony Polski udział polskiego przemysłu farmaceutycznego w Korei – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Dziekoński przypomina, że Korea Północna dokonała w ciągu ostatnich 50 lat wielkiego skoku cywilizacyjnego, podnosząc średni dochód na mieszkańca ze 160 dolarów w latach 60. do około 30 tys. dolarów w 2012 roku (zgodnie z danymi Banku Światowego, po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej). W Polsce, zgodnie z tym samym źródłem, dochód narodowy na mieszkańca wynosi ok. 21 tys. dolarów.

Według Dziekońskiego, źródłem sukcesu Korei Południowej jest m.in. dobra edukacja oraz nauka nastawiona na współpracę z biznesem. Dlatego nie bez znaczenia był wykład prezydenta Komorowskiego na seulskim uniwersytecie. Koncentracja koreańskich firm na obszarze badań i rozwoju ma już wpływ na Polskę, bo to właśnie u nas znajduje się drugie największe centrum badawczo-rozwojowe Samsunga.

 – Ponad 2 tys. osób, które pracują w sektorze R&D [badań i rozwoju red.]dla Samsunga w Polsce, to szansa również dla dobrego wiązania polskich firm już na etapie przygotowywania innowacyjnego produktu, a nie tylko i wyłącznie jego wykonywania – podkreśla Dziekoński. – Warto przypomnieć, że już istniejące firmy koreańskie w Polsce zainwestowały dosyć dawno temu, kiedy nie byliśmy jeszcze w NATO czy UE. A więc one mają tę szczególną szansę i premię za ryzyko, które podjęły.

Dziekoński liczy, że po wizycie prezydenta i dzięki porozumieniu PAIiIZ z koreańską agencją, uda się zacieśnić współpracę przemysłu farmaceutycznego, górnictwa, rolnictwa, przemysłu spożywczego, a także w obszarze innowacyjnych technologii. Przedstawiciele wszystkich tych sektorów towarzyszyli oficjalnej delegacji do Korei.

Po podobnej misji prezydenta do Chin znacznie wzrosło zainteresowanie przedsiębiorców z tego kraju Polską i wzajemnie – polskie firmy powoli inwestują w Chinach. Dziekoński liczy, że podobnie stanie się w przypadku Korei, w relacjach z którą Polska ma znaczny deficyt handlowy (niemal 13 mld zł w 2012 r.). Pierwszym krokiem może być stałe połączenie kontenerowe z portów Korei do Polski.

 – To buduje nową możliwość wykorzystania drogi morskiej dla usprawnienia funkcjonowania handlu, i co więcej, dla stworzenia z Polski swoistego rodzaju hubu gospodarczego dla Azji – ocenia Dziekoński. – Jeden z istotnych koncernów farmaceutycznych koreańskich zainteresowany jest działaniem na terytorium Polski, także mamy nadzieję, że to nastąpi. Rozmowy są już prowadzone.

Pomimo wysokiego deficytu handlowego z Korea Południową w 2012 r. już są pierwsze oznaki poprawy sytuacji. Eksport w 2012 r. był o 40 proc. większy niż w 2011 r., podczas gdy import wzrósł tylko o 6 proc.

Dziekoński dodaje, że koreańskie firmy już teraz często wykorzystują Polskę jako początek dalszej dystrybucji swoich towarów w Europie i budują polski eksport. Dlatego w jego ocenie bardzo ważne jest zwiększenie zaangażowania polskich firm w ten proces, czemu służy podpisane porozumienie.

Komentarz indeksowy BossaFX 25 października 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 25 października 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Minister rolnictwa: Polski przemysł spożywczy eksportuje na potęgę

CEO Magazyn Polska

Po ośmiu miesiącach roku, według danych Ministerstwa Rolnictwa, eksport wzrósł o niemal 13 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Główni partnerzy to Niemcy, Wielka Brytania i Rosja, ale Polska stawia również na dalsze rynki, m.in. w Afryce.

 – Handlujemy z państwami z Afryki. Ostatnio byłem w Republice Południowej Afryki, z którą już prowadzimy handel, między innymi kazeiną spożywczą. Uzgodniliśmy następne świadectwa, co do naszego eksportu mleka w proszku i innych produktów mlecznych – informuje minister rolnictwa i rozwoju wsi Stanisław Kalemba.

Oprócz sektora mleczarskiego, Afryka okazała się perspektywicznym rynkiem również dla innych produktów spożywczych.

 – Pięć firm z Polski wyraziło zainteresowanie eksportem drobiu na ten rynek. Omawialiśmy szczegóły, te rozmowy będą kontynuowane. Interesuje nas także eksport wieprzowiny, ale również np. karmy dla ryb ozdobnych. To może nie jest wielka wymiana handlowa, ale RPA jest najbardziej rozwiniętym państwem w Afryce i ma przełożenie na inne państwa, więc będziemy ten handel rozwijać – zapewnia Stanisław Kalemba w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Polska rozwija handel produktami spożywczymi m.in. z  Chinami (eksportuje głównie mięso), Koreą czy Japonią. Jednak głównym rynkiem zbytu jest Europa, w tym głównie Niemcy  (ok. 23 proc. całego eksportu żywności).

 – W ciągu ośmiu miesięcy wyeksportowaliśmy do Niemiec towary za około 2,8 mld euro. Z tak wymagającym partnerem mamy nadwyżkę około 800 mln euro. Natomiast na drugim miejscu jest Wielka Brytania, a na trzecim eksport do Federacji Rosyjskiej. Tutaj też jest dynamika ponad 17 proc. – dodaje minister.

Największą popularnością w Niemczech cieszą się takie polskie produkty jak sok jabłkowy, wyroby drobiarskie, mleczarskie, cukiernicze i rybne. Jakość polskich jabłek doceniają również Rosjanie, którzy zgłaszają największy popyt na te owoce. Co istotne, nasza nadwyżka w handlu zagranicznym z Rosją wynosi ok. 800 mln euro, co daje nam ponad 10 razy większy wolumen eksportu niż importu.

W statystykach dotyczących wymiany handlowej korzystnie wypadają również nasi południowi sąsiedzi, tacy jak Słowacja i Czechy.

 – Na Słowacji mamy utrzymaną dynamikę około 22 proc. – to bardzo ważne. Ta kampania, która była prowadzona przeciw naszym produktom, specjalnie nam nie zaszkodziła. Ona była bardziej niekorzystna dla tych państw, które próbowały tę kampanię prowadzić, bo nasza nadwyżka jeszcze bardziej wzrosła  – mówi Kalemba.

Wartość sprzedaży artykułów rolno-spożywczych za granicę od stycznia do sierpnia br. wyniosła 12,6 mld euro, co daje o  12,7 proc. lepszy wynik niż w tym samym okresie 2012 r. Wartość importu wzrosła natomiast o 3,4 proc., do 9,1 mld euro. Oznacza to, że dodatnie saldo w handlu żywnością wyniosło w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku 3,5 mld euro wobec 2,4 mld euro rok wcześniej, czyli wzrosło o blisko 50 proc. rok do roku.

 – Dynamika eksportu za pierwsze 8 miesięcy tego roku jest prawie 13 proc., a saldo w handlu zagranicznym poprawiło się o około 50 proc., więc tutaj jako gałąź gospodarki jesteśmy liderem – komentuje Stanisław Kalemba.

W ciągu ostatnich dziewięciu lat eksport żywności wzrósł czterokrotnie – z 4,5 mld euro do 17,9 euro w 2012 r. Z kolei import wzrósł w tym czasie ponad trzykrotnie – z 4 mld euro do ponad 13 mld euro. Polska jest pierwszym w UE producentem jabłek i pieczarek, drugim – ziemniaków i żyta oraz trzecim – buraków i rzepaku. Dodatnie saldo osiąga przede wszystkim w handlu produktami pochodzenia zwierzęcego, tytoniem, zbożami i wyrobami cukierniczymi.

Dolny Śląsk napędza rozwój gospodarczy. To zasługa głównie dużych firm tam zlokalizowanych

CEO Magazyn Polska

Stworzenie przyjaznych warunków dla firm i przyciąganie nowych inwestorów to jeden z najważniejszych punktów strategii rozwoju Dolnego Śląska do 2020 roku. Prezes KGHM, największej spółki regionu, podkreśla, że ze względu na swój potencjał wydobywczy i turystyczny Dolny Śląsk jest lokomotywą rozwoju gospodarczego Polski.

 Uważam, że Dolny Śląsk jest na mapie, nawet Europy, bardzo szczególny. To tutaj jest naturalny potencjał do wykorzystania, związany z surowcami mineralnymi, z turystyką – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes KGHM Polska Miedź Herbert Wirth.

Jednym ze źródeł kreatywności Dolnego Śląska jest, zdaniem przedsiębiorców, jego różnorodność kulturowa.

 – Dolny Śląsk to różne kultury, ale i przedsiębiorczość. Tu zrodziło się kilka banków, kilka spółek od zera, które potem weszły na giełdę, są znaczącymi podmiotami w Polsce. Dolny Śląsk tworzy nowe idee, nowy biznes. To nas mocno wyróżniamówi Grzegorz Dzik, przewodniczący Rady Zachodniej Izby Gospodarczej i prezes Impela.

Na Dolnym Śląsku działa obecnie ponad 300 tysięcy podmiotów gospodarczych, a statystycznie co 5 minut powstaje tam nowa firma. Na sukces gospodarczy regionu przekłada się również jego lokalizacja.

 – Dolny Śląsk jest dobrym miejscem na biznes. Nie tylko ze względu na ludzi, na swoją historię, ale też ze względu na komunikację i geografię, czyli położenie na styku granic z Niemcami i Czechami – podkreśla Grzegorz Dzik.

Z punktu widzenia rozwoju gospodarczego Dolnego Śląska, najważniejsze są inwestycje. Jak wynika z danych regionu – przedsiębiorcy rocznie inwestują tam około 10 mld złotych. O konkurencyjności dolnośląskiej gospodarki decydują też innowacje. Tamtejsze firmy wydały na ten cel w ostatnim roku ponad 2 mld złotych.

W strategii rozwoju województwa do 2020 roku (przygotowanej w tym roku), jednym z priorytetów jest stworzenie dobrych warunków rozwojowych dla działających w regionie przedsiębiorców i przyciąganie nowych.

Duże znaczenie dla rozwoju przedsiębiorczości w regionie ma spółka KGHM Polska Miedź. To nie tylko największy płatnik podatku CIT w kraju, ale również największy pracodawca w regionie, który wdraża nowe technologie, współpracuje z ośrodkami naukowo–badawczymi oraz angażuje się w realizację nowo opracowanej strategii dla województwa dolnośląskiego.

 – To jest firma, która zatrudnia 18 tysięcy w biznesie bezpośrednim, a jeżeli policzymy to z 40–ma spółkami, to około 100 tysięcy ludzi żyje pośrednio lub bezpośrednio w KGHM – wyjaśnia prezes Wirth.

Prezes KGHM jest zeszłorocznym laureatem nagrody gospodarczej Dolnośląskie Gryfy przyznanej mu w kategorii Osobowość Dolnego Śląska. W tym roku uhonorowano nią prof. Alicję Chybicką – senatora RP oraz kierownika Katedry i Kliniki Transplantologii Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Dolnośląskie Gryfy to nagroda od 10 lat przyznawana firmom i samorządom za wkład w rozwój regionu, innowacyjność i najlepszy samorządowy program rozwoju.

 – Wyróżniamy  instytucje samorządu terytorialnego za osiągnięcia związane z pozyskiwaniem i wykorzystywaniem środków unijnych, ambitne i nowatorskie plany rozwoju gospodarczego i działania na rzecz mieszkańców. To nagroda promująca osoby, firmy i instytucje, które tworzą dobrobyt naszego regionu – podkreśla Grzegorz Dzik.

Fundusze inwestycyjne rosną w siłę. Lokaty nie są już dobrą inwestycją

CEO Magazyn Polska

Ze względu na utrzymujące się niskie stopy procentowe aktywa z bankowych depozytów są przenoszone do funduszy inwestycyjnych. Tylko we wrześniu saldo wpłat i umorzeń wyniosło 420 mln zł. Ponieważ przez najbliższych kilka miesięcy stopy procentowe prawdopodobnie nie wzrosną, to taka tendencja może się utrzymywać. Chyba że banki zaczną mocniej konkurować z funduszami o oszczędności Polaków.

 – W sytuacji, kiedy oprocentowanie lokat spadło bardzo mocno i to średnie jest na poziomie 0,5-1 proc. w skali roku, stopy zwrotu z najbardziej bezpiecznych funduszy rynku pieniężnego są na poziomie 3-3,5 proc mówi Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. – Transfer środków z sektora bankowego, występujący z różnym nasileniem w różnych miesiącach, cały czas trwa i to jest tendencja, którą w tym roku cały czas obserwujemy.

Są też inwestorzy, którzy oceniają, że obecnie jest dobry czas na wejście w fundusze wysokiego ryzyka, czyli z dużym udziałem akcji w portfelu. Skłaniają ku temu rosnące indeksy i sytuacja na giełdzie, które przez niektórych analityków oceniana jest jako hossa. Takie informacje przekonują do inwestowania właśnie na tym rynku za pośrednictwem funduszy, czyli instrumentu łatwiejszego w obsłudze niż bezpośrednie operacje na rachunku maklerskim.

 – W tych dwóch grupach funduszy, funduszy pieniężnych i funduszy akcyjnych, napływ jest największy. Jest to pewien trwały trend, który oczywiście może przybrać na sile, może też zwolnić, ale to wszystko jest uzależnione do sytuacji na rynku mówi Dyl agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Niekonkurencyjne wobec funduszy oprocentowanie lokat zakładanych dzisiaj nie zmieni się znacząco w najbliższym czasie, głównie ze względu na to, że na podwyżki stóp procentowych trzeba będzie poczekać przynajmniej do wiosny, a według niektórych ekonomistów nawet do połowy przyszłego roku. Jedyną więc możliwością, by zyski z lokat wzrosły, jest zwiększenie oprocentowania przez banki w walce o klienta.

 – Inwestorzy pewnie dalej będą przenosili środki do bardzo bezpiecznych funduszy, dopóki banki nie stwierdzą, że muszą jednak mocniej konkurować i stosować bardziej agresywną politykę. Niektóre banki już stosują bardziej agresywną walkę o klienta, ale powstaje pytanie, jak szybki byłby ten ruch, czy on będzie bardzo rozłożony w czasie, czy też nie  mówi prezes IZFiA.

Jeszcze trudniej przewidzieć, jak będzie rósł rynek giełdowy. Według Dyla, jest jeszcze miejsce, by giełdy nabrały rozpędu, ale są elementy, które go hamują zarówno w polskiej, jak i światowej gospodarce.

 – Trend, który widzimy najmocniej na rynku krajowym, to jest długotrwała dyskusja dotycząca systemu emerytalnego. Dopóki sprawa nie jest zakończona, to cały czas nie wiemy do końca, jak ten rynek będzie wyglądał. Wobec tego inwestorzy wyczekują, nie tylko polscy, ale też inwestorzy zagraniczni, którzy lokują na naszym rynku – wyjaśnia prezes IZFiA.

Nowe płatne drogi w systemie viaTOLL. Płatny przejazd na A1, A2, A4 i drogach ekspresowych

CEO Magazyn Polska

Do końca roku system elektronicznego poboru opłat dla samochodów o masie powyżej 3,5 tony zostanie rozszerzony o ok. 460 km dróg.  Większość z nich będzie płatna już od końca października, część od grudnia. Od uruchomienia systemu w lipcu 2011 r. przybyło już ponad 1000 km płatnych dróg, a wpływy z systemu sięgają niemal 2,2 mld zł. 

 – Do końca roku obejmiemy dodatkowo systemem około 460 km dróg. To chociażby A2 Stryków-Konotopa, czyli Łódź – Warszawa, jak również wschodni odcinek autostrady A4 tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services, operatora systemu viaTOLL.

Rozszerzenia zaplanowane są na 31 października oraz 1 grudnia. Od końca października płatne będą nowe fragmenty autostrad A1 (Kowal-Kutno), A2 (Łódź-Północ-Konotopa oraz obwodnica Mińska Mazowieckiego) oraz A4 (Szarów-Tarnów oraz obwodnica Rzeszowa).

Drugie rozszerzenie będzie znacznie mniejsze i obejmie drogi ekspresowe, w tym fragment S3 pomiędzy Międzyrzeczem a Sulechowem oraz nowo otwartą S79 w Warszawie od lotniska do węzła Marynarska.

 – Po najbliższych rozszerzeniach system viaTOLL urośnie łącznie o ponad 1 tys. km w porównaniu do jego wielkości w dniu uruchomienia. Pod koniec roku osiągnie 2563 km – podkreśla Cywiński.

Przychody z systemu viaTOLL od początku jego funkcjonowania to już prawie 2,2 mld zł. Cywiński zauważa, że dobre wyniki to skutek poprawy koniunktury, wzrostu przewozów oraz powrotu pojazdów na płatne drogi. 

 – Widzimy wyraźny przyrost zbieranych opłat. Jest to spowodowane tym, że w dużej części pojazdy wracają na drogi, które zostały objęte opłatami, jak i również sądzimy, że jest to również skutek wzrostu przewozów towarowych. W ostatnich miesiącach zbieramy regularnie po ponad 100 mln zł miesięcznie – ocenia Cywiński.

Polacy ostrożni w zaciąganiu kredytów. Spodziewanego odbicia na rynku kredytowym nie było

CEO Magazyn Polska

Klienci są coraz ostrożniejsi w podejmowaniu decyzji o zaciągnięciu zobowiązań kredytowych – wynika z analiz Biura Informacji Kredytowej. To jeden z powodów, dla których spada liczba udzielanych kredytów, zwłaszcza kredytów hipotecznych. W porównaniu z ubiegłym rokiem, różnice sięgają kilkunastu procent.

Z raportu Biura Informacji Kredytowej wynika, że w drugim kwartale br. udzielono o prawie 9 proc. kredytów gotówkowych mniej niż w analogicznym okresie 2012 roku. O blisko 16 proc. spadła liczba drobnych zobowiązań, których kwoty nie przekraczają 4 tys. zł.

Wyraźnie spadła też liczba sprzedanych przez banki kredytów hipotecznych. Pierwsze półrocze 2013 roku okazało się pod tym względem gorsze od analogicznego okresu poprzedniego roku o 13 proc.

Mimo spadku liczby udzielanych kredytów, rośnie ich wartość. W pierwszym półroczu odnotowano wzrost o 6,6 proc. w ujęciu rocznym.

 – Klienci są bardziej ostrożni, selektywnie podchodzą do ofert, bardziej dbają o swoje finanse i nie zaciągają kredytów tak pochopnie, jak to było jeszcze kilka lat temu – ocenia Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Banki, mając bardziej świadomych klientów, ponoszą mniejsze ryzyko, co jest korzyścią zarówno dla banków, jak i dla klientów, którzy nie wpadają z tego tytułu w kłopoty – dodaje.

Jego zdaniem, zmiana sytuacji na rynku kredytowym to pośrednio efekt restrykcyjnych przepisów kredytowych, wprowadzonych przez nadzór bankowy oraz przez same banki kilka lat temu. Dla części konsumentów otrzymanie kredytu w banku stało się niemożliwe, stąd też wzrost sprzedaży m.in. w firmach pożyczkowych.

Analitycy BIK liczyli, że rozluźnienie kryteriów udzielania drobnych kredytów przez banki, podobnie jak uproszczenie zasad oceny zdolności kredytowej, spowoduje powrót kredytów ratalnych do sektora bankowego, ale po wynikach pierwszych ośmiu miesięcy w bazach BIK jeszcze tego nie widać.

Mariusz Cholewa zwraca uwagę na konieczność regulacji rynku firm pożyczkowych. Chodzi przede wszystkim o potrzebę wymiany informacji o transakcjach kredytowych miedzy sektorem bankowym a pożyczkowym. W jego opinii taka regulacja jest korzystna dla obu stron: zarówno dla firm, jak i ich klientów.

 – Gdyby wszystkie firmy pożyczkowe przekazywały informacje istotne z punktu widzenia zarządzania ryzykiem i oceny zdolności kredytowej, w podobnym trybie jak banki, byłoby to bardzo ważnym narzędziem, umożliwiającym wszystkim uczestnikom rynku, jak również samym klientom ochronę przed tzw. pętlą zadłużenia – tłumaczy Cholewa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Dodaje, że w interesie klienta jest, by jego dane o terminowych spłatach zobowiązań znajdowały się w takich bazach jak BIK. W ten sposób buduje swoją wiarygodność kredytową, a przy zaciąganiu kolejnej pożyczki, może liczyć na lepsze warunki.

Usługi bankowe wciąż nieprzyjazne dla klientów

CEO Magazyn Polska

Usługi finansowe zbyt często dopasowane są do potrzeb oferujących je firm zamiast do oczekiwań klientów. W systemie bankowym powinny zajść zmiany, które dostosują usługi finansowe do codziennych potrzeb klientów, np. poprzez płatności mobilne.

 – Jednym ze zjawisk, jakie zaobserwowaliśmy w ciągu ostatnich 15-20 latach w usługach finansowych jest to, że firmy zatraciły potrzebę wytwarzania produktów dla klienta. Banki czy firmy ubezpieczeniowe wypuszczały na rynek produkty, mając na uwadze swoje potrzeby, a nie oczekiwania klientów. Dlatego my chcemy wrócić do takiej kultury usług, gdzie produkt projektowany jest z myślą o kliencie i spełnia jego potrzeby – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Udayan Goyal, współzałożyciel Anthemis Group.

Udayan Goyal zaznacza, że w ciągu ostatnich lat produkty i usługi finansowe stały się znacznie słabiej dopasowane do oczekiwań klientów. Tymczasem dzięki innowacjom może następować rozwój m.in. płatności mobilnych, które pozwalają na integrację usług finansowych z życiem codziennym.

 – Coraz popularniejsze stają się transakcje dokonywane przez telefony komórkowe. One już zdobyły pewne rynki, powoli wchodzą do Europy, ale najpierw były wprowadzone w krajach afrykańskich, gdzie zdobyły dużą popularność. To jest sposób płatności bardzo dopasowany do stylu życia – powiedział Goyal w czasie spotkania The Financial  Services Club Polska w Ambasadzie Brytyjskiej.

Podkreśla również konieczność innych zmian dotyczących lepszego dostosowania usług finansowych do oczekiwań klientów. To np. zmiana form i sposobu udzielania kredytu. Jak zauważa Goyal, klienci nie chcą brać kredytu, tylko kupić dom, a pożyczka jest jedynie metodą finansowania. Dlatego w jego ocenie usługa finansowa powinna być oferowana w pakiecie przy zakupie nieruchomości lub samochodu.

Anthemis Group to międzynarodowa grupa zajmująca się doradztwem i inwestycjami w innowacyjne usługi finansowe. W portfelu spółek wspieranych przez Anthemis Group znajdują się firmy zajmujące się m.in. analizą danych, finansowaniem kapitału, zarządzaniem majątkiem, usługami finansowymi dla handlu detalicznego, ubezpieczeniami, m-commerce oraz wizualizacją danych.

Energooszczędność w Polsce na razie mało popularna

CEO Magazyn Polska

Polacy rzadko myślą o korzyściach, jakie mogą uzyskać dzięki oszczędzaniu energii w domach. Jednak sytuacja ta powoli się zmienia. To może oznaczać rozwój perspektywicznego sektora dla polskich firm – w zakresie budownictwa energooszczędnego lub termomodernizacji już istniejących budynków.

 – To bardzo duży sektor rynku, który można zagospodarować w zakresie tworzenia nowych, małych firm, nie tylko w dużych miastach, ale szczególnie w regionach w Polsce, bo tam rzeczywiście jest bardzo dużo domów budowanych w latach 70-80., które absolutnie nie spełniają standardów i warto byłoby to zmienić, przeprowadzając głęboką termomodernizację – mówi Agnieszka Tomaszewska, ekspert ds. efektywności energetycznej w Instytucie na rzecz Ekorozwoju.

Dla firm działających na tym rynku i nowych, które próbują na nim zaistnieć, koniecznością będzie podnoszenie kwalifikacji. Wprawdzie Polacy, kupując mieszkanie czy budując dom, wciąż rzadko zwracają uwagę na koszty jego utrzymania w przyszłości, ale świadomość w tym zakresie rośnie. Problemem może być to, że koszty energooszczędnego budownictwa są wyższe niż w przypadku tradycyjnej budowy. Jednak eksperci podkreślają, że zwrot poniesionych na ten cel nakładów to tylko kwestia czasu.

 – Mało kto u nas myśli o tym, ile będzie płacić za ogrzewanie domu czy mieszkania – mówi Tomaszewska. – Zależy nam na tym, by mieć własne lokum. Szkoda, bo w perspektywie 10-20 lat, dzięki posiadaniu energooszczędnej nieruchomości, można oszczędzić naprawdę znaczące kwoty.

W polskim prawie budowlanym nie ma definicji budynku energooszczędnego. Zdaniem ekspertki, przepisy pozwalają na to, by nieegzekwować najwyższych standardów w tym zakresie. Pod tym względem jesteśmy w tyle za państwami europejskimi.

 – Budynki, które w Polsce powstały kilkadziesiąt lat temu, ale też te, które powstają teraz, są znacznie bardziej nieefektywne energetycznie niż te budowane w innych krajach o podobnym klimacie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Tomaszewska.

Za granicą popyt na związane z efektywnością energetyczną usługi jest na razie znacznie większy niż w Polsce, dlatego zagraniczne rynki są szansą dla polskich firm. To kolejny powód, by podnosiły swoje kwalifikacje w tym zakresie.

 – Trzeba pamiętać, że standardy w zakresie budownictwa są za granicą znacznie wyższe – mówi Tomaszewska. – Jeśli firma chce uczestniczyć w tym rynku, musi się odpowiednio przygotować.

Dodatkowo, w perspektywie kolejnych lat będą rosły – regulowane prawem – standardy wobec nowego budownictwa. Zgodnie z unijną dyrektywą w sprawie charakterystyki energetycznej budynków, od 31 grudnia 2020 roku wszystkie nowe budynki powinny posiadać niemal zeroenergetyczny standard.

 – Szykowane są zmiany, które będą wymagać, by budynki spełniały jak najwyższe normy. Wprowadzane będą m.in. klasy energetyczne. Wszystko to doprowadzi do tego, że wartość rynkowa budynków energooszczędnych za kilka lat będzie wyższa – dodaje ekspertka InE. 

Polacy, którzy chcą kupić dom lub mieszkanie energooszczędne, mogą liczyć na dofinansowanie do kredytu. Umożliwia to realizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej program. Na dopłaty przeznaczono 300 mln zł. Szacuje się, że skorzysta z nich ok. 12 tysięcy nabywców domów i mieszkań.

Rośnie liczba wyjazdów Polaków do ciepłych krajów zimą

CEO Magazyn Polska

Wyspy Kanaryjskie, Madera oraz Wyspy Zielonego Przylądka – to popularne cele zimowych podróży Polaków. Coraz więcej osób decyduje się na wyjazd po sezonie letnim, nie tylko na narty. To bardzo dobry czas również na zwiedzanie krajów w Azji Południowo-Wschodniej.

Dr Zdzisław Preisner, ekspert Katedry Turystyki i Rekreacji Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu podkreśla, że pod względem wyjazdów narciarskich preferencje Polaków nie zmieniają się. Osoby, które mają zwyczaj wyjeżdżać zimą na takie wakacje, nie rezygnują z tego i udają się zarówno do Czech i Słowacji, jak i do Austrii i Włoch. Jednak coraz więcej osób wybiera się zimą także do ciepłych krajów.

 – Alternatywą, ku której coraz więcej osób się skłania, jest szukanie miejsc, które mają zupełnie odmienne warunki klimatyczne, czyli jest ciepło, słońce, można zażyć kąpieli – podkreśla dr Preisner. – Trzeba szukać regionów poza kontynentem europejskim. Jest kilka takich, stosunkowo blisko położonych, do których należą Wyspy Kanaryjskie, Madera, a ostatnio także Wyspy Zielonego Przylądka.

Dr Preisner zauważa, że popularne latem kraje basenu Morza Śródziemnego nie są aż tak ciekawym celem zimowych podróży jak dalsze kierunki. Choć temperatura jest tam wyraźnie wyższa niż w Polsce, pogoda jest niestety deszczowa. Dlatego lepsze są nieco dalsze wyjazdy, np. na wyspę Sal w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. Biura podróży np. z Czech już od ponad 10 lat  proponowały wyjazdy na te wyspy, przez Polaków ten archipelag jest też odkrywany już od kilku lat.

Ekspert dodaje, że miesiące zimowe to także doskonały czas na wyjazdy do Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.

 – Latem nie polecam podróżowania do Indii, do krajów Indochin czy Indonezji, bo będzie gorąco i deszczowo. To jest czas monsunowy, w związku z tym niezbyt sprzyjający podróży. Okres zimowy, a także wiosenny i jesienny, jest doskonały dla tych kierunków, zarówno w celach poznawczych, jak też wypoczynkowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Preisner z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Wylicza, że ciekawymi kierunkami podróży poznawczych mogą być m.in. Wietnam, Tajlandia, czy Birma, ale także inne kraje ciekawe pod względem kulturowym tej części Azji.

Zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia

0

Zarząd Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. z siedzibą w Bogdance, działając na podstawie żądania akcjonariusza Spółki, reprezentującego co najmniej 1/20 kapitału zakładowego Spółki – Aviva Otwarty Fundusz Emerytalny Aviva BZ WBK S.A., postanawia zwołać na dzień 22.11.2013 r. o godz. 13.00, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. z siedzibą w Bogdance, które odbędzie się w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., ul. Książęca 4, 00-498 Warszawa, w Sali NewConnect.

Jeden mBank od 25 listopada

25 listopada 2013 r. BRE Bank i MultiBank zmienią nazwę na mBank. Trwa akcja informacyjna w tej sprawie, skierowana do klientów Grupy BRE. Marka mBanku będzie wykorzystywana w całej działalności banku, na wszystkich rynkach.

Miedziowi wolontariusze

0

Na rejestrację 600. potencjalnego dawcy szpiku pracownicy KGHM, wolontariusze z Miedziowego Towarzystwa Sportowego Drużyny Szpiku KGHM czekali z niecierpliwością. Ten ważny moment nastąpił podczas tegorocznego XXVIII Biegu Barbórkowego.

Podatki – jak rozliczać emerytury z zagranicy?

Co do zasady, emerytury otrzymywane od zagranicznych instytucji przez polskich rezydentów podatkowych stanowią przychód podlegający opodatkowaniu PIT, podobnie jak świadczenia wypłacane przez ZUS. Wraz z innymi przychodami opodatkowanymi na ogólnych zasadach, podlegają one stawkom progresywnym, czyli obecnie 18% i 32%.

Wątpliwości dotyczące rozliczania zagranicznych emerytur wyjaśnia ekspert, Wojciech Garczyński, doradca podatkowy w Baker Tilly Poland.

Od emerytur zagranicznych w ciągu roku podatkowego należy rozliczać zaliczki na PIT. Jeżeli świadczenia uzyskiwane są za pośrednictwem polskiego banku (zagraniczna instytucja przysyła emeryturę na rachunek w polskim banku), wówczas to właśnie on będzie płatnikiem dla tych zaliczek. W innej sytuacji do rozliczania zaliczki zobowiązany jest sam podatnik-emeryt.

Uniknąć podwójnego opodatkowania

Powyższe uzupełniają przepisy umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Zasadą z nich wynikającą jest opodatkowanie emerytury w kraju zamieszkania, czyli w tym przypadku wyłącznie w Polsce. Jednakże w wielu umowach zawarto szczególne zastrzeżenia dla emerytur pochodzących z systemów ubezpieczeń społecznych. Są one różnie sformułowane, ale zasadniczo przewidują, że takie świadczenia podlegają opodatkowaniu w kraju wypłaty, czyli poza Polską.

Zastrzeżenia te należy zazwyczaj odczytywać w kontekście przepisów dotyczących metod unikania podwójnego opodatkowania. W większości umów, których stroną jest Polska, do przychodu z emerytur zagranicznych ma zastosowanie metoda wyłączenia z progresją, wedle której przychód w Polsce jest zwolniony z opodatkowania, ale bierze się go pod uwagę przy obliczaniu stawki PIT. Niekiedy zastosowanie ma metoda zaliczenia proporcjonalnego. Polega ona na tym, że przychód zagraniczny wykazywany jest w Polsce, ale zaliczeniu na poczet PIT podlega podatek zapłacony od emerytury za granicą, do wysokości podatku, jaki byłby należny od tego przychodu w Polsce.

W niektórych umowach powyższe zastrzeżenia skonstruowane są w taki sposób, że przychód z emerytury nie tyle jest zwolniony z PIT w Polsce, co w ogóle pozostaje poza ramami PIT. Ma to istotny wymiar praktyczny, bowiem takiego przychodu ani nie trzeba wykazywać w informacjach czy zeznaniach, ani analizować pod kątem mającej zastosowanie metody unikania podwójnego opodatkowania. Przychód taki pozostaje w ogóle poza obszarem zainteresowania organów podatkowych.

Powyższe zasady mają zastosowanie także do zagranicznych rent, np. rodzinnych (po zmarłych członkach rodziny) i wypadkowych.

Osobnym tematem jest kwestia składek na ubezpieczenie zdrowotne od zagranicznych świadczeń emerytalno-rentowych, która nie tylko ma bezpośredni wpływ na wysokość opodatkowania, ale także stanowi źródło istotnych wątpliwości przy ich stosowaniu w kontekście międzynarodowym.

Jak wynika z powyższego, podatnicy-emeryci i renciści, którzy uzyskują świadczenia z instytucji zagranicznych, powinni z dużą uwagą sprawdzać, czy oni sami albo ich banki, odpowiednio rozpoznają obowiązek podatkowy. Jeżeli błędnie naliczają PIT (gdy nie jest należny), zaistnieje podstawa do stwierdzenia i zwrotu nadpłaty. Zdecydowanie bardziej ryzykowna jest jednak sytuacja odwrotna, gdy od świadczenia nie byłby potrącany PIT. W takim przypadku organy podatkowe nie tylko będą mogły dochodzić samego zaległego podatku, ale także odsetek od powstałych zaległości. Nie można także wykluczyć, że zdecydowałyby się na postawienie zarzutów karnych skarbowych.

Jak poprawnie wyliczyć wymiar swojego urlopu

Chociaż zasady naliczania urlopu określa jasno Kodeks pracy, indywidualne sytuacje zatrudnionych wzbudzają niekiedy ich wątpliwości. Komu przysługuje tylko 20 dni wypoczynku, a komu już 26? Czy nawet po miesiącu pracy należy nam się urlop i kiedy można wystąpić o jego udzielenie w trybie „na żądanie”? Niejasności tłumaczy ekspert, Kamil Jabłoński, aplikant radcowski w TGC Corporate Lawyers.

Długość urlopu wypoczynkowego zależy od stażu pracy i zasadniczo może wynosić 20 dni – jeżeli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat, bądź 26 dni – jeżeli pracuje on od co najmniej 10 lat. Kodeks pracy przewiduje również, że przy obliczaniu wymiaru urlopu uwzględnia się okresy pobieranej nauki.

Do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wlicza się z tytułu ukończenia:
1) zasadniczej lub innej równorzędnej szkoły zawodowej – przewidziany programem nauczania czas trwania nauki, nie więcej jednak niż 3 lata,
2) średniej szkoły zawodowej – przewidziany programem nauczania czas trwania nauki, nie więcej jednak niż 5 lat,
3) średniej szkoły zawodowej dla absolwentów zasadniczych (równorzędnych) szkół zawodowych – 5 lat,
4) średniej szkoły ogólnokształcącej – 4 lata,
5) szkoły policealnej – 6 lat,
6) szkoły wyższej – 8 lat.

WAŻNE! Powyższe okresy nie podlegają sumowaniu.

Ile dni urlopu
Kodeks pracy w zakresie obliczania wymiaru urlopu rozróżnia dwa odrębne przypadki. Gdy osoba podejmuje pierwszą pracę – w roku kalendarzowym, w którym została zatrudniona, z upływem każdego miesiąca pracy uzyskuje prawo do urlopu w wymiarze 1/12 wymiaru urlopu przysługującego mu po przepracowaniu roku.

Inaczej sytuacja kształtuje się, gdy podejmujemy kolejną pracę zawodową w życiu. Wówczas należy ustalić proporcjonalny wymiar urlopu wypoczynkowego pracownika, przysługujący mu po przepracowaniu danego okresu u pracodawcy. Przyjmuje się, że kalendarzowy miesiąc pracy odpowiada 1/12 wymiaru urlopu przysługującego pracownikowi.

PRZYKŁAD

Pani Kowalskiej przysługuje obecnie 20 dni urlopu. W firmie ABC pracowała od 1 lipca do 31 sierpnia. Zatrudniona była na całym etacie, a stosunek pracy łączący ją z pracodawcą był kolejnym zatrudnieniem, przysługują jej więc 4 dni urlopu. Ustalając proporcjonalny wymiar urlopu, należy pomnożyć 2/12 przez 20 dni urlopu. W efekcie otrzymamy 3,33 dni urlopu wypoczynkowego, które po zaokrągleniu do pełnego dnia dadzą nam 4 dni urlopu. Zgodnie z Kodeksem pracy niepełny kalendarzowy miesiąc pracy zaokrągla się bowiem w górę do pełnego miesiąca.

Na żądanie
Pracodawca ma obowiązek udzielić na żądanie pracownika i w terminie przez niego wskazanym nie więcej niż 4 dni urlopu w każdym roku kalendarzowym. Zatrudniony zgłasza takie żądanie najpóźniej w dniu jego rozpoczęcia. Urlop zostaje udzielony pracownikowi z puli dni przeznaczonych na przysługujący mu w danym roku kalendarzowym urlop wypoczynkowy. Zatem podstawową różnicą urlopu na żądanie w stosunku do urlopu wypoczynkowego jest tryb jego udzielania.

Urlop na żądanie w wymiarze 4 dni może być przyznany łącznie lub w częściach, np. po jednym dniu. Jednak należy pamiętać, że pracownik nie może decydować sam o jego rozpoczęciu. Dopóki pracodawca nie wyrazi na to zgody, dopóty pracownik nie może z niego skorzystać. Takie stanowisko wyraził Sąd Najwyższy w wyroku z 16 września 2008 r. (II PK 26/08). Posługując się więc analizowanym przykładem, pracownica, której przypadają 4 dni urlopu wypoczynkowego, mogła w okresie zatrudnienia skorzystać z urlopu na żądanie.