UKE zapowiada poprawę jakości usług telekomunikacyjnych jeszcze w tym roku

Jeszcze w tym roku Urząd Komunikacji Elektronicznej chce opracować metody pomiaru wskaźników jakości usług telekomunikacyjnych. Prezes UKE apeluje do branży o współpracę, by uniknąć arbitralnych decyzji. Dzięki wskaźnikom konsumenci będą mieli więcej informacji na temat kupowanych usług.

Zespoły robocze opracowały już listę dziesięciu wskaźników, które będą kontrolowane w celu określenia jakości usług telekomunikacyjnych. To między innymi czas oczekiwania na połączenie czy prędkość transmisji danych. Urząd chce również kontrolować wskaźnik reklamacji poprawności faktur oraz czas przyłączenia do publicznej sieci telekomunikacyjnej.

– Tych wskaźników jest maksymalnie dziesięć. Przedsiębiorcy ciągle przez bardzo długi czas zgłaszali uwagi i zastanawiali się, czy na pewno ten albo inny wskaźnik, natomiast ten etap został zakończony. Określiłam, że ta liczba wskaźników, które zostały opracowane przez grupy robocze jest ostateczna – zapewnia Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Kolejnym krokiem po opracowaniu listy wskaźników jest ustalenie sposobu ich pomiaru. To może potrwać nawet kilka miesięcy. Magdalena Gaj podkreśla jednak, że chce, by prace nad tym zakończyły się jesienią tego roku. Jeśli do tego czasu nie uda się wypracować porozumienia z branżą, prezes UKE może jednostronnie zadecydować o miernikach.

– Przepisy prawa telekomunikacyjnego umożliwiają to prezesowi UKE, że może po prostu narzucić wskaźniki jakości usług decyzją regulacyjną i to kontrolować, ale myślę, że nie o to wszystkim chodzi i apeluję do wszystkich przedsiębiorców, żeby zwarli szyki, bo nie warto walczyć – apeluje Gaj.

Prowadzone prace to efekt podpisanego w ubiegłym roku memorandum w sprawie jakości usług. Zakłada ono tzw. miękką regulację, czyli współpracę urzędu z uczestnikami rynku w trakcie wprowadzania wskaźników oraz ich mierników. Stronami podpisanego w październiku memorandum są wszyscy najwięksi operatorzy telekomunikacyjni w Polsce, a także izby branżowe oraz środowiska naukowe.

– Myślę, że na naszym rynku telekomunikacyjnym jest czas, by walczyć o konsumenta jakością. Każda poprawa jakości będzie z korzyścią dla konsumenta, a to minimum, które i tak będzie dobre, zostało wypracowane w ramach memorandum – podkreśla prezes Gaj. – Przestaniemy kupować kota w worku, bo przedsiębiorcy będą musieli nam jasno określić przynajmniej te 10 wskaźników.

Obawy o wzrost cen żywności spowodowane powodziami są niepotrzebne.

Opady i podtopienia w poszczególnych regionach kraju nie wpłyną na ceny żywności – uspokaja prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Chociaż rolnicy przez utrzymującą się od kilku dni pogodę narzekają na zniszczone uprawy, to – według eksperta – tegoroczne warunki i tak są lepsze niż przed rokiem. Ceny w porównaniu do poprzedniego roku wzrosły nieznacznie.

Według dyrektora Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, podtopienia i powodzie w niektórych regionach kraju wywołują niepotrzebne obawy o wzrost cen żywności.

 – To jest tragedia dla osób dotkniętych powodzią czy podtopieniem, bo przy powodzi jest to często utrata majątku całego życia. Natomiast z punktu widzenia globalnego cen, ma to niewielkie znaczenie – tłumaczy prof. Andrzej Kowalski. – Warto przypomnieć sobie olbrzymie powodzie i wiele nieszczęść, np. pod koniec lat 90-tych, ale ich wpływ na ceny był niewielki.

Dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wskazuje natomiast na pozostałe, często niedostrzegane negatywne skutki opadów i wilgoci, jak m.in. ryzyko pojawienia się grzybów i szkodników.

 – Rolnicy nie mogą wyjść często w pole z zabiegami pielęgnacyjnymi, „dopieszczającymi” to, co jest na polach – podkreśla ekspert.

Zaznacza jednocześnie, że dla produkcji rolnej nie ma idealnej pogody, bo dla jednych roślin czy dziedzin rolnictwa dana aura jest bardziej korzystna, a dla innych mniej.

Dwa tygodnie przesunięcia

Zdaniem profesora Kowalskiego, trudno dokładnie porównywać tegoroczne ceny z tymi z 2012 roku. Przykładem mogą być truskawki. Jeszcze kilka dni temu konsumenci płacili za kilogram tych owoców znacznie więcej niż przed rokiem, ale nie do końca oznacza to rzeczywisty wzrost cen.

 – Jeżeli porównamy te ceny dzisiejsze i sprzed roku, to one już są identyczne, niewiele się różnią – przekonuje profesor.

Jak wyjaśnia, powód to wyjątkowo długa zima, mamy do czynienia z 2-3 tygodniowym przesunięciem zbiorów wobec ubiegłego roku.

Ekspert twierdzi wręcz, że tegoroczna pogoda jest korzystna dla produkcji rolnej.

 – Przebieg pogody w tym roku jest znacznie lepszy niż w ubiegłym. Rośliny nieźle przezimowały, była duża pokrywa śniegu, nie było tzw. zimnych ogrodników i zimnej Zośki [ochłodzenie, które zgodnie z obserwacjami, przypada na połowę maja – red.]  – ja nie pamiętam takiego roku – mówi prof. Kowalski.

 – W skali całego kraju nie zaobserwowano znaczących strat mrozowych w sadach. Uszkodzenia mrozowe zanotowano jedynie na niektórych niżej położonych plantacjach oraz w młodych nasadzeniach i gatunkach wrażliwych na mróz, takich jak: brzoskwinie, nektaryny, morele i czereśnie. Plantacje truskawek przezimowały w większości dobrze, jedynie na młodszych plantacjach wystąpiły niewielkie uszkodzenia – podał w „Wiosennej ocenie stanu upraw rolnych i ogrodniczych” Główny Urząd Statystyczny.

Prokratura Apelacyjna przystąpiła do systemu OGNIVO. Postępowania karne dotyczące działań bankowych będą szybsze i sprawniejsze

Prokuratura Apelacyjna w Krakowie na zasadzie pilotażu przystąpi do  systemu OGNIVO, który umożliwia elektroniczną wymianę informacji między bankami i innymi podmiotami. Ma to przede wszystkim usprawnić i przyspieszyć prowadzone postępowania, ale i obniżyć koszty działania prokuratury, związane z korespondencją papierową. 

 – W tej chwili dołącza do OGNIVO Prokuratura Apelacyjna w Krakowie, właśnie w formie pilotażu, jako że urzędy administracji państwowej, jak np. prokuratury, po pierwsze, są umocowane prawnie do pozyskiwania informacji od banków – to jest wprost w odpowiednich ustawach napisane. Po drugie, uzyskując te informacje, zakładamy, że będą działać w sposób bardziej sprawny – podkreśla Tomasz Jończyk, dyrektor Linii biznesowej rozliczenia w Krajowej Izbie Rozliczeniowej S.A., która sześć lat temu wdrożyła OGNIVO.

 – Podczas tych trzech miesięcy będziemy testować, czy ten system sprawdzi się w Prokuraturze i w jednostkach jej podległych – mówi Ewelina Wojciechowska, analityk kryminalny w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie. – Będziemy szukać problemów, które pojawią się na naszej drodze, wyłapywać błędy etc. W ten sposób chcemy doprowadzić do stworzenia idealnego systemu, który pomoże prokuratorom w szybkim czasie pozyskać potrzebne informacje – dodaje.

Do zalet systemu OGNIVO Wojciechowska zalicza dostęp do znacznej ilości pewnych informacji w jednym miejscu (w systemie uczestniczy 90 proc. banków), a także ograniczenie kosztów związanych z tradycyjnymi metodami (np. przesyłkami pocztowymi) oraz zmniejszenie nakładu pracy pracowników sekretariatów i samych prokuratorów.

Krajowa Izba Rozliczeniowa liczy, że do systemu będą dołączać kolejne prokuratury. W planach jest pilotaż w prokuraturach okręgowych w Krakowie, Nowym Sączu, Tarnowie i Kielcach.

Bezpieczne przepływy danych

Zadaniem systemu na początku była wymiana informacji między bankami, zwłaszcza w przypadku reklamacji, np. podwójnego przelewu. Dzięki temu banki odeszły od żmudnych procesów papierowych. Aktualnie w systemie uczestniczą także inne podmioty ze strefy okołobankowej – np. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który jest częstym odbiorcą przelewów, Poczta Polska, a od niedawna organy egzekucji komorniczej.

Jak podkreśla przedstawiciel Izby, system jest w pełni bezpieczny, bo posiada szereg zabezpieczeń technologicznych. Jednym z nich jest elektroniczny podpis.

 – Dopiero posiadając odpowiednie wyposażenie, który jest np. na bieżąco online weryfikowane, można wejść do systemu i zadać zapytanie. Również ten człowiek po drugiej stronie musi się odpowiednio uwierzytelnić – wyjaśnia Jończyk. – Te systemy są w odpowiedni sposób zabezpieczone i zapewniają pełne bezpieczeństwo informacji.

Nowy oddział IBM w Katowicach będzie nastawiony przede wszystkim na współpracę z uczelniami

0
Ales Bartunek
Ales Bartunek
Funkcja: Dyrektor Generalny IBM Polska i Kraje Bałtyckie

Kilka tysięcy nowych pracowników, szczególnie młodych ludzi, będzie potrzebować IBM w otworzonym właśnie Centrum Dostarczania Usług IT w Katowicach. Dlatego decydując się na ważną dla rozwoju inwestycję, firma równolegle rozpoczęła ścisłą współpracę z najważniejszymi uczelniami regionu, m.in. Politechniką Śląską i Uniwersytetem Śląskim. Chce wspierać szkoły w tworzeniu programów nauczania, a studentom proponuje wspólne projekty.

Firma widzi w Polsce duży potencjał inwestycyjny. Amerykański koncern od 2009 roku otworzył rozbudowuje sieć swoich centrów dostarczania usług (IDC).

 – IDC w Katowicach jest to centrum, które wspiera tysiące naszych klientów, dużych klientów na całym świecie, w dziedzinie usług technologicznych. Wierzymy, że przyczynimy się również do rozwoju Katowic i całego regionu, szczególnie dzięki naszej współpracy z uczelniami wyższymi. Dla nas jest to naturalne źródło nowych utalentowanych pracowników mówi Ales Bartunek, dyrektor generalny IBM Polska i Kraje Bałtyckie. – Już rozpoczęliśmy współpracę ze wszystkimi uczelniami wyższymi w regionie, planując rekrutację kadry do nowego centrum.

W związku z powstaniem katowickiego Centrum Dostarczania Usług, IBM w ciągu kliku lat zamierza zatrudnić kilka tysięcy pracowników. Ales Bartunek tłumaczy, że współpraca z uczelniami ma pomóc studentom poznać firmę i specyfikę pracy w niej.

 –  Myślę, że pozwoli to zbliżyć do siebie świat akademicki, świat nauki i biznesu, a to – moim zdaniem – jest niezwykle ważne – podkreśla dyrektor generalny.

Amerykański koncern będzie współpracować z Politechniką Śląską, Uniwersytetem Śląskim, Uniwersytetem Ekonomicznym i Górnośląską Wyższą Szkołą Handlową w ramach programu praktyk, dając studentom możliwość zdobywania doświadczenia w obszarze najbardziej zaawansowanych problemów informatycznych oraz zapewniając dostęp do najbardziej innowacyjnych technologii.

 – Wierzymy, że będziemy mieć wkład w rozwijanie specjalnych programów nauczania na  uniwersytetach i pomożemy opracować nowe programy, które wzbogacą umiejętności i wiedzę studentów. Pracujemy również nad wieloma programami, tak by gromadzić ludzi z IBM, menedżerów, doświadczonych ludzi i studentów przy okrągłych stołach. Rozważamy rozwój wspólnych projektów, które np. mogłyby skutkować współpracą przy pracach dyplomowych studentów, jak robiliśmy to w innych krajach europejskich – tłumaczy Ales Bartunek.

Nowe centrum IBM rozpocznie działalność operacyjną w sierpniu tego roku. Tym samym dołączy do sieci strategicznych ośrodków IBM świadczących szeroki zakres usług IT, w tym zarządzania systemami operacyjnymi serwerów, ochrony i bezpieczeństwa systemów, usług dla klientów końcowych, w tym utrzymania i monitorowania sprzętu IT oraz systemów oprogramowania.

Mimo kryzysu gospodarczego POHiD przewiduje wzrost zatrudnienień i płac w handlu detalicznym

Mimo gospodarczego spowolnienia szukający pracy w handlu detalicznym nadal mogą liczyć na zatrudnienie. W samej tylko Biedronce, która jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce, pracę znajdzie 5 tysięcy osób. Sieci szukają szczególnie pracowników średniego i niższego szczebla, i to zarówno w samych sklepach, jak i w centrach dystrybucyjnych.

Chociaż wzrost handlu jest w tym roku mniejszy niż w roku ubiegłym, to sytuację ratują dwa zjawiska. Po pierwsze większe i silniejsze przedsiębiorstwa przejmują mniejsze firmy, których właściciele obawiają się recesji, a co za tym idzie zwiększają zatrudnienie.

 – Po drugie są formaty handlowe, które rozwijają się świetnie, jak dyskonty czy sklepy mało- i średniopowierzchniowe, które bardzo szybko się integrują, wchodząc do różnego rodzaju sieci, np. franczyzowych – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – To powoduje, że rośnie zarówno sprzedaż jak i ilość obiektów w niektórych segmentach. Handel staje się kręgosłupem naszej gospodarki – dodaje.

Ten wzrost wiąże się ze zwiększonym zapotrzebowaniem na pracę.

  – Dyskonty rozwijają się w sposób naturalny, zwiększają liczbę swoich obiektów i zaplecze, np. liczbę centrów zakupowo-dystrybucyjnych – mówi Faliński.

Liderem rynku jest Biedronka. W 2012 r.właściciel sieci – Jeronimo Martins Polska zatrudnił w niej 5 tysięcy nowych pracowników, a plany na 2013 r. zakładają dalszy wzrost zatrudnienia aż do poziomu ok. 45 tysięcy pracowników. To idzie w parze ze wzrostem wynagrodzeń. Od kwietnia najniższa płaca w Biedronce wynosi 2000 zł brutto, a więc o 25 proc. więcej niż płaca minimalna.

 – Uważam, że pensje będą rosły, ponieważ firmy będą chciały ograniczyć rotację. W handlu wielkopowierzchniowym średnio na podstawowym stanowisku wynagrodzenie jest w okolicach 1800 zł. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy do końca tego roku lub do połowy przyszłego znaleźli się w okolicach 2000 zł. Dzieje się tak pomimo kryzysu i potrzeby oszczędzania – przekonuje dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Komentarz dzienny, 7 czerwca 2013

Zgodnie z oczekiwaniami, wczorajsze posiedzenie Rady Gubernatorów ECB nie przyniosło przełomu. Utrzymano stopy na dotychczasowym poziomie. Nie zaproponowano i nie zapowiedziano nowych działań niestandardowych (m.in. brak propozycji zakupu tzw. ABSów, czy pomimo dyskusji nad ujemną stopą depozytową brak większości dla tego kontrowersyjnego rozwiązania). Na konferencji M. Draghi potwierdził, że ECB jest obecnie w fazie tzw. ”wait and see”, co oznacza, że może dalej luzować politykę monetarną, ale nie jest to scenariusz bazowy. Pewnym zaskoczeniem była projekcja wzrostu przygotowana przez ekspertów ECB (tym razem punktowa) wskazująca na niewielką korektę w dół wzrostu w 2013 (-0,6%) i jego poprawę w 2014 (1,1%). Taki układ prognoz wskazuje, że ECB spodziewa się odbicia gospodarczego już w drugiej połowie tego roku. Naszym zdaniem scenariusz taki może uprawdopodabniać odejście od polityki dotkliwych cięć fiskalnych na peryferiach oraz wyższa dynamika wzrostu w USA. Lepszy wzrost w II połowie roku w strefie euro powinien również być wsparciem dla wzrostu w Polsce (lepsza druga połowa roku w polskiej gospodarce to nasz scenariusz bazowy).

Rządowe zabezpieczenia kredytów dla firm. Która oferta najlepsza?

Już od ponad dwóch miesięcy przedsiębiorcy mogą korzystać z kredytów przeznaczonych na sfinansowanie bieżącej działalności, na które gwarancji udziela Skarb Państwa. Bankier.pl sprawdził, w którym banku całkowity koszt kredytu jest najmniejszy.

Przyjęliśmy, że o kredyt ubiega się przedsiębiorca, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą od 3 lat, interesuje go kredyt z gwarancją de minimis w wysokości 50 tys. zł i chce go spłacić w 24 miesiące. Okazuje się, że różnica w całkowitych kosztach kredytu najlepszej i najmniej korzystnej oferty wynosi ponad 2 tys. zł. Sprawdź, który bank wygrał ranking.

Kredyt z gwarancją rządową nie dla wszystkich

– Przedsiębiorcy od dawna sygnalizują, że otrzymanie kredytu w większości przypadków graniczy z cudem. Nie są w stanie sprostać warunkom stawianym przez banki, zwłaszcza tym związanym z zabezpieczeniem kredytu. Dlatego rząd zaoferował firmom z sektora MŚP rozwiązanie, na które wszyscy czekali: gwarancję spłaty. Jeśli kredytobiorca nie będzie mógł go spłacić z własnych środków, to rząd gwarantuje bankowi spłatę do 60% wartości udzielonego kredytu. Jednak nie jest łatwo o taką pomoc, ponieważ firma musi bezwzględnie posiadać zdolność kredytową. To niestety wielu dyskwalifikuje na starcie – mówi Barbara Sielicka, analityk Bankier.pl.

– Przedsiębiorcy starający się o taki kredyt, oprócz zwracania uwagi na oprocentowanie i prowizje, powinni zainteresować się także innymi dodatkowymi kosztami, np. opłatami za prowadzenie firmowego rachunku. Niemal każdy bank wymaga przy tym kredycie założenia konta, którego koszt może wynieść nawet 1200 zł rocznie. Przy wyliczeniu całkowitego kosztu kredytu opłata za konto może stanowić istotną część spłaty – dodaje.

Wartość najcenniejszej firmy na Pomorzu czterokrotnie przewyższa budżet Gdańska

Raport „Przedsiębiorcy w województwie pomorskim*”, przygotowany przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan, to pierwsze tego typu opracowanie w Polsce, prezentujące największe przedsiębiorstwa i ich wpływ na region. Wśród spółek mających największy wpływ na gospodarkę województwa pomorskiego ENERGA zajęła pierwsze miejsce w najważniejszych kategoriach.

Jeremi Mordasewicz, doradca Zarządu PKPP Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca Zarządu PKPP Lewiatan

– Pomorze to zdecydowanie jeden z najdynamiczniej rozwijających się regionów w Polsce, w którym powstaje 5,7% polskiego PKB. To w dużej mierze zasługa przedsiębiorstw prowadzących działalność na tym obszarze. Świetnym przykładem jest Grupa ENERGA, której wartość szacowana przez rynek w 2011 roku na 8,5 mld zł czterokrotnie przewyższała budżet Gdańska, dając firmie pozycję lidera wśród najcenniejszych firm na Pomorzu. Dla przykładu wartość sklasyfikowanego na drugim miejscu Lotosu to 3,5 mld zł – podsumowuje Jeremi Mordasewicz, doradca Zarządu PKPP Lewiatan. – O wysokim tempie wzrostu spółki świadczy również dynamika jej zysku netto, która od 2006 roku wyniosła 303%.

Spółka została sklasyfikowana najwyżej pod względem wysokości zatrudnienia (11 640 etatów), nakładów na inwestycje (1,4 mld zł) oraz wysokości zysków netto (702,6 mln zł).

– Cieszymy się, że na naszym obszarze działają takie przedsiębiorstwa jak ENERGA. Tak znana i nowoczesna marka nie tylko podnosi prestiż naszego województwa, ale przynosi również realne korzyści, dzięki którym możemy realizować kolejne inwestycje. Wpływy do budżetu z tytułu podatku CIT spółek Grupy ENERGA, których siedziby znajdują się w województwie są najwyższe w regionie i wynoszą ponad 180 mln zł – powiedział Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

Kulczyk Oil Ventures Ukraina produkuje już ponad 560 tys. m sześc. gazu dziennie

Kulczyk Oil Ventures podłączył do urządzeń wydobywczych odwiert Makiejewskoje-16 zwiększając dzienną produkcję gazu do ponad 560 tys. m sześc. To kolejny rekord, jaki Spółka osiągnęła na Ukrainie. Całkowite wydobycie KUB-Gasu, w którym KOV ma 70 proc. udziałów przekracza już 800 tys. m sześc. dziennie.

M-16 został podłączony do urządzeń wydobywczych pod koniec maja, ze średnią produkcją prawie 77 tys. m sześc. dziennie (prawie 54 tys. m sześc. netto dla KOV). Efektem tego podłączenia jest rekordowy poziom całkowitej produkcji, która dzisiaj przekracza już poziom 800 tys. m sześc.

„M-16 jest jednym z bardziej znaczących odkryć KOV na Ukrainie, który nie tylko trafił na komercyjne ilości gazu, ale potwierdził występowanie kilku nowych, niebadanych dotąd stref z tym surowcem i wskazał na trzy kolejne obiecujące lokalizacje dodatkowych wierceń. Cieszymy się z tych rekordowych wyników i zabieramy do pracy nad modernizacją stacji przetwarzania gazu, którą będziemy chcieli przygotować do stale zwiększającej się produkcji na polach Makiejewskoje i Olgowskoje. Czujemy się usatysfakcjonowani, bo projekt ten dowodzi jak wiele osiągnęliśmy na Ukrainie i jak wiele jeszcze zamierzamy osiągnąć” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes KOV ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Makiejewskoje-16 to najgłębszy jak dotąd odwiert KOV realizowany na Ukrainie. Prace nad ta studnią rozpoczęły się na początku sierpnia 2012 r. Pod koniec listopada odwiert osiągnął planowaną głębokość 4 300 m, po czym został orurowany i przygotowany do testów, które rozpoczęły się w kwietniu br. Podczas testowania M-16 odkrył nowe, niebadane dotąd pokłady gazu uzyskując komercyjny przepływ w wysokości ponad 120 tys. m sześc. dziennie. Dla porównania, średnia produkcja z całego pola Makiejewskoje w pierwszych dniach kwietnia wyniosła ok. 396 tys. m sześc. dziennie.

Po podłączeniu M-16 do produkcji, stacja przetwarzania gazu, który obsługuje zarówno pole Makiejewskoje, jak i Olgowskoje, jest bardzo bliska osiągnięcia końcowej przepustowości 790 tysięcy m sześc. gazu dziennie. Zespół KOV pracuje obecnie nad modernizacją obiektu i podniesieniem poziomu przepustowości do 1,84 mln m sześc. dziennie. Spółka szacuje, że wydatki na projekt nie przekroczą 6 mln USD (4,2 mln USD dla KOV).

Mania kupowania czyli gdzie kupują Polacy

Wybierając się na zakupy spożywcze, najchętniej zaglądamy do Biedronki i Lidla, szukając kosmetyków, najczęściej trafiamy do Rossmanna, a wśród aptek największym zaufaniem darzymy sieć Dbam o Zdrowie. A gdzie kupujemy odzież? Tu prym wiodą dwie marki: H&M oraz Reserved. To wyniki 13. edycji badania European Trusted Brands 2013 przeprowadzonego przez Reader’s Digest.

− O wyborze miejsca zakupów decyduje, nie tylko zresztą w Polsce, odległość sklepu od miejsca zamieszkania, ceny i – dla większości rodaków – także łatwość dojazdu i zaparkowania. Nic dziwnego zatem, że w przypadku zakupów spożywczych wygrywa bezapelacyjnie najgęstsza sieć z „codziennie niskimi cenami” oraz dużą liczbą miejsc parkingowych. Te same kryteria wyróżniają, w przypadku zakupów drogeryjnych, sieć Rossmann, a w przypadku odzieży – H&M i Reserved. Brak wyraźnego lidera na rynku aptek wynika z braku dominujących sieci aptecznych i bardzo wyrównanych cen. – komentuje wyniki prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

W opinii Polaków najbardziej godną zaufania marką w kategorii Sklep spożywczy jest Biedronka. Markę tę wybrało 34% respondentów biorących udział w badaniu, dzięki czemu otrzymała ona Złote Godło European Trusted Brands 2013. Nieco rzadziej wskazywane były marki Lidl (10%) oraz Tesco (7%). Kryształowe Godło powędrowało do marki Lidl, którą Polacy cenią w szczególności za stosunek wartości do ceny oraz zrozumienie potrzeb klienta. Marka Biedronka otrzymała najwyższe noty za silny wizerunek.

W kategorii Drogeria podwójnym zwycięzcą została marka Rossmann,która zdobyła 66% głosów, dystansując drugą najczęściej wymienianą markę – Natura (11%), a także markę Sephora (4%). Marka Rossmann została bardzo wysoko oceniona za jakość, wizerunek oraz zrozumienie potrzeb klienta i uzyskała − oprócz Złotego Godła − również Kryształowe Godło European Trusted Brands. Oba wyróżnienia marka Rossmann zdobyła także w 2012 roku.

Respondenci zostali również poproszeni o wybranie marki najbardziej godnej zaufania w kategorii Apteka. 18% Polaków wskazało markę Dbam o Zdrowie i dlatego została ona wyróżniona Złotym Godłem. Poza tym ankietowani pojedynczo wskazywali różne inne marki aptek. Marka Dbam o Zdrowie otrzymała bardzo wysokie oceny za jakość oraz zrozumienie potrzeb klienta i w badaniu European Trusted Brands 2013 zdobyła również Kryształowe Godło.

Złote Godło w kategorii Sklep z odzieżą otrzymała marka H&M, którą wybrało 16% respondentów. Marka ta powtórzyła w ten sposób sukces z ubiegłego roku. Polacy zadeklarowali, że ufają także marce Reserved (7%) oraz C&A (5%). Laureat Złotego Godła został wyróżniony wysoką oceną za wizerunek, natomiast marka Reserved otrzymała najwyższe noty za jakość oraz zrozumienie potrzeb klienta i zdobyła Kryształowe Godło.

ENERGA przejmie duńskie i hiszpańskie farmy wiatrowe

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na przejęcie przez ENERGA Hydro farm wiatrowych od spółek DONG Energy Wind Power A/S oraz Iberdrola Renovables Energía, S.A.U. Finalizacja obu transakcji powinna nastąpić w najbliższych tygodniach.

Po sfinalizowaniu transakcji ENERGA przejmie trzy działające w północnej Polsce farmy wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 165 MW oraz pakiet projektów.

Umowa z DONG Energy przewiduje, że ENERGA przejmie pracującą farmę wiatrową w Karcinie w województwie zachodniopomorskim o mocy 51 MW oraz pięć rozpoczętych projektów w północnej Polsce o łącznej planowanej mocy około 220 MW.

Natomiast na mocy porozumienia zawartego z Iberdrola Renovables Energía, ENERGA przejmie dwie działające farmy wiatrowe – Karścino w województwie zachodniopomorskim i Bystra w województwie pomorskim – o łącznej mocy zainstalowanej 114 MW oraz pakiet projektów o mocy około 1190 MW.

Bank Pekao podpisał umowę na organizację emisji obligacji dla miasta Łódź na kwotę ponad 307 mln zł

Emisja obligacji będzie przeprowadzona w 10 seriach do końca bieżącego roku, jej łączna wartość wyniesie 307.650.000 zł. Wykup papierów wartościowych z ostatniej serii nastąpi do końca października 2023 r. Środki pozyskane z emisji obligacji przeznaczone zostaną na pokrycie deficytu budżetowego oraz spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu emisji papierów wartościowych oraz zaciągniętych pożyczek i kredytów.

– To ogromna satysfakcja, że znowu okazaliśmy się bankiem, który mimo rosnącej konkurencji nie ma sobie równych w organizowaniu dużych finansowań dla polskich miast i regionów. Kolejny raz Łódź zaufała nam i dzięki temu otrzyma olbrzymie środki na realizację ambitnych planów, których celem jest poprawa jakości życia mieszkańców. Mamy nadzieję, że wkrótce dołożymy kolejną cegiełkę do rozwoju polskiego rynku kapitałowego plasując dzisiejszą emisję na rynku giełdowym Catalyst, gdzie notowanych jest już kilka organizowanych przez nas programów m.in Warszawy, Krakowa, Elbląga – mówi Rafał Petsch, Dyrektor Zarządzający, Departament Instytucji Finansowych i Sektora Publicznego. Wymogi informacyjne wynikające z notowania obligacji na rynku giełdowym spowodują, że dostępność informacji o mieście będzie powszechniejsza i łatwiejsza do wykorzystania przez profesjonalne podmioty finansowe, co w przyszłości może ułatwić pozyskanie kapitału.

– Każdą złotówkę z tej ogromnej kwoty przeznaczymy na ważne inwestycje z punktu widzenia Łodzi. Warunki finasowania, które zaproponował Bank Pekao, sprawdzony już partner finansowy miasta, potwierdzają dobrą kondycję miejskich finansów i utrwaloną wiarygodność kredytową Łodzi –powiedziała Hanna Zdanowska Prezydent Łodzi.

Bank Pekao SA aktywnie finansuje zarówno inwestycje miejskie, jak i wojewódzkie w aglomeracji łódzkiej. Do tej pory zaangażowany był między innymi w finansowanie Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, rozbudowę Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta. Bank Pekao sfinansował również budowę Centrum Konferencyjno-Wystawienniczego Międzynarodowych Targów Łódzkich. Łącznie zaangażowanie Banku w finansowanie inwestycji komunalnych w aglomeracji łódzkiej wyniosło około 1,3 mld zł.

Morskie farmy wiatrowe mogą dać miliardy polskiej gospodarce

Zakładając, że do 2025 roku uda się w Polsce wybudować morskie elektrownie wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 6 GW, wartość dodana tych inwestycji dla całej naszej gospodarki może wynieść nawet ponad 73 mld zł – wynika z raportu firmy doradczej Ernst & Young przygotowanego dla Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Dzięki Morskiej Energetyce Wiatrowej (MEW) w ciągu następnych 12 lat może powstać także ponad 30 tys. miejsc pracy, a wpływy podatkowe wyniosą prawie 15 mld zł.

Raport „Morska energetyka wiatrowa – analiza korzyści dla polskiej gospodarki oraz uwarunkowań rozwoju” to pierwsza tak kompleksowa publikacja na temat MEW w Polsce. Eksperci firmy doradczej Ernst & Young analizowali obecny i przyszły stan rozwoju tej technologii do 2025 roku w 3 scenariuszach ilości mocy zainstalowanej (6 GW, 3,5 GW oraz 1 GW w roku 2025). – Jako scenariusz bazowy przyjęliśmy ścieżkę szybkiego rozwoju – czyli 6 GW mocy zainstalowanej w morskich elektrowniach wiatrowych w roku 2025. Jest to scenariusz ambitny, ponieważ w tej chwili łączna moc zainstalowana w MEW w całej Europie wynosi 5 GW. Jednak biorąc pod uwagę liczbę złożonych u nas wniosków lokalizacyjnych i szacunki branży co do rozwoju MEW w Europie, 6 GW w roku 2025 nie jest scenariuszem nierealnym – komentuje Kamil Baj, Menadżer w Grupie Energetycznej Ernst & Young.

Doradcy Ernst & Young podkreślają w swoim raporcie, że Polska ma bardzo dobre warunki naturalne do rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej. Morze Bałtyckie, w tym polska morska strefa ekonomiczna to prawdopodobnie bardzo korzystny obszar pod względem warunków wiatrowych. Do tego dochodzą kwestie technologiczne. Eksperci zauważają, że już teraz Polska eksportuje usługi związane z rozwojem morskich farm wiatrowych do innych krajów. Według indeksu uwarunkowań do rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE) stworzonego przez Ernst & Young Polska jest 8 najatrakcyjniejszym rynkiem na świecie dla inwestycji w energetykę wiatrową. – Wykorzystanie tego potencjału wymaga jednak rozwiązania problemów związanych z niestabilnością systemu wsparcia i zwiększonym ryzykiem inwestycyjnym. Wydaje, że z uwagi na długi czas rozwoju projektów morskich farm wiatrowych powinna ona podlegać specyficznym uregulowaniom – zauważa Aleksander Gabryś, Menadżer w Grupie Energetycznej Ernst & Young.

Rozwój MEW w skali umożliwiającej rozwój polskiego przemysłu blokują w tej chwili 2 najbardziej istotne kwestie. Po pierwsze brakuje w naszym kraju odpowiednich aktów prawnych, które sprzyjałyby rozwojowi tej technologii. Inwestycje w tę technologię, przy założeniach wynikających zarówno z obecnego jak i projektowanego systemu wsparcia OZE według projektu ustawy o OZE z października 2012, byłyby nieopłacalne. Po drugie tak znaczące inwestycje będą wymagały dedykowanych rozwiązań dotyczących przyłączenia morskich farm wiatrowych i zarządzania ich produkcją.

O tym, że warto stwarzać dobre warunki do rozwoju MEW eksperci Ernst & Young starają się przekonać liczbami. Do 2025, przy założeniu że do tego czasu powstanie w Polsce 6 GW mocy z MEW, korzyści dla PKB wyniosą 73,8 mld zł. Tyle bowiem wyniesie skumulowana wartość dodana z inwestycji w tę branżę. 14,9 mld wpłynie do budżetu z tytułu podatków z czego 2,2 mld przypadnie budżetom samorządowym, a 12,7 budżetowi państwa. Średnioroczne zatrudnienie w sektorze MEW do 2025 roku wyniesie natomiast 31,8 tys. etatów, licząc również zatrudnienie w sektorach, które wspierać będą inwestycje w MEW. Na rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej skorzystają głównie branże elektromaszynowa, budowlana oraz transport morski i lądowy (w tym przemysł stoczniowy i portowy). Rozwój morskich farm wiatrowych oznaczać będzie także uniknięcie do 2025 roku emisji CO2 do atmosfery na poziomie 40 mln ton, co przy cenie 10 EUR/tCO2 oznaczać będzie uniknięcie kosztu rzędu 1,5 mld zł rocznie.

– Korzyści szacowane przez Ernst & Young są znacząco większe niż potencjalne koszty wynikające głównie z potrzeby wsparcia tej technologii. Wytworzenie energii elektrycznej przez nową morską farmę wiatrową jest droższe niż, na przykład, przez nową elektrownię węglową. Istnieje jednak spory potencjał spadku kosztu energii elektrycznej z MEW, tym większy im większa będzie skala inwestycji w Polsce – zauważa Aleksander Gabryś.

Według Krajowego Planu Działań w zakresie energii ze źródeł odnawialnych Polska do 2020 roku ma posiadać 0,5 GW mocy zainstalowanej w MEW. Jednak eksperci EY podkreślają, że warto aby plany, w szczególności po 2020 roku, były bardziej ambitne.

– Zakładając, że uda nam się wybudować 6 GW mocy, udział sektora Morskiej Energetyki Wiatrowej w polskiej gospodarce może wynieść 0,6%. To tylko o 0,1pp. mniej niż wynosi w tej chwili udział sektora chemicznego. Krótko mówiąc, ponieważ sektor MEW w tej chwili w Polsce praktycznie nie istnieje, jego rozwój przyczyni się do wzrostu gospodarczego – podsumowuje Kamil Baj.

Dziś najwięcej mocy zainstalowanej w MEW ma Wielka Brytania (ok. 3 GW). Do roku 2020 ma mieć ich już ok. 18 GW. Zgodnie z szacunkami państw UE w 2020 roku w całej wspólnocie będzie prawie 50 GW mocy w MEW. Według szacunków branżowych realny jest nawet poziom 90 GW.

Kraje Europy Środkowej ponownie odnotowują pogorszenie sytuacji gospodarczej

W porównaniu do krajów Europy Zachodniej, wschodnioeuropejskie upadłości nasilają się w dramatycznym tempie. Dane zebrane lokalnie przez Coface świadczą o tym, że po recesji w 2009 r. i w kontekście kryzysu w strefie euro, przedsiębiorstwa z Europy Środkowej stały się bardzo wrażliwe. Prawie we wszystkich krajach tego regionu upadłości nasilają się w znacznie bardziej niepokojącej skali niż w Europie Zachodniej, od +7% w Słowacji do +27% w Czechach, według danych z 2012 r.

Najsilniejsza koncentracja upadłości widoczna jest w budownictwie (30% bankructw) – w wyniku stopniowego spadku produkcji oraz w dystrybucji (23%) – z racji dużej konkurencji i spadku zaufania konsumentów. Chociaż większość upadłości zarówno w Europie Środkowej, jak i Europie Zachodniej dotyczy sektora MSP i mikroprzedsiębiorstw, nie oszczędzają one również wielkich graczy rynkowych. Kryzys w końcu uderza w Polskę – rekordowa liczba ogłoszonych upadłości w 2012 roku. Branże najbardziej narażone na bankructwa to: budownictwo, produkcja, handel detaliczny i hurtowy. . W 2012 r. liczba upadłości wzrosła we wszystkich krajach regionu – z wyjątkiem Łotwy, Estonii i Ukrainy.

Wpływ kryzysu w krajach Europy Środkowej jest dotkliwie odczuwalny. Liczba firm ogłaszających upadłość wzrasta. W 2012 roku w regionie było ich więcej o 3,5%. Odpowiedzialne za sytuację są głównie Bułgaria i Chorwacja, gdzie wykazano dramatyczny wzrost liczby ogłaszanych upadłości. Jedyne kraje, w których następuje rzeczywista poprawa w tym zakresie, to Estonia i Łotwa. W ostatnich latach w Europie Środkowej odnotowuje się wzrost liczby firm ogłaszających upadłość. Porównując do roku 2009 (rok kryzysu po upadku Lehman Brothers), w roku 2012 liczba ta jest wyższa o 38,7%.

W roku 2012 największe kłopoty przeżywało budownictwo. Firmy budowlane ucierpiały m.in. w związku z wprowadzeniem programów oszczędnościowych i brakiem inwestycji w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Podobnie jak branża budowlana, dotknięte zostały też sektory produkcji oraz handlu detalicznego i hurtowego. Na problemy w sprzedaży negatywny wpływ ma wysokie bezrobocie i zmniejszające się wydatki gospodarstw domowych.

Najmniej dotknięte kryzysem sektory to IT, telekomunikacja, edukacja i zdrowie. Sektory te miały najniższy wskaźnik firm ogłaszających upadłość w 2012 roku. Należy wspomnieć, że dane dotyczące firm ogłaszających upadłość nie są całkowicie porównywalne, w związku z różnicami proceduralnymi w poszczególnych państwach. Prawo upadłościowe w niektó-
rych krajach np. bałtyckich, przewiduje standardy takie same jak w krajach europejskich, ale procedury w takich krajach jak Bułgaria czy Ukraina nadal wymagają reform.

Kraje, które najbardziej ucierpiały w 2012 roku: Bułgaria, Chorwacja i Słowenia, kryzys dotknął również Polskę

W Bułgarii ogólna liczba przedsiębiorstw, które ogłosiły upadłość w 2012 roku to 1 339, a w roku 2011 było ich zaledwie 390. Oznacza to wzrost o 243%. Główne przyczyny ogłaszania upadłości w Bułgarii w 2012 roku to bardzo wysokie zadłużenie przedsiębiorstw, wysokie koszty finansowe, niestabilne ceny podstawowych surowców oraz niska płynność. Co więcej, Bułgaria wciąż zmaga się z nieskutecznymi procedurami upadłościowymi. Porównując z rokiem 2011 wskaźnik ogłaszanych upadłości potroił się. Przewiduje się, że w latach 2013 i 2014 wskaźnik ten jeszcze wzrośnie.

W Chorwacji liczba ogłoszonych upadłości wzrosła w roku 2012 o blisko 175%, co oznacza, że wskaźnik upadłości potroił się z 0,88% w 2011 roku do 2,43% w 2012 roku. Główne przyczyny bankructw to kłopoty przedsiębiorców z nadążaniem za zmieniającym się środowiskiem biznesowym, brak spójnej strategii rządowej, niewielki rynek własny i niekonkurencyjne ceny produktów dla rynków zagranicznych. Gospodarka Chorwacji pozostaje w recesji, w której znalazła się w 2009 roku. Kryzys w strefie Euro wpłynął na Chorwację w dwojaki sposób, poprzez spadek eksportu i niepewność związaną z wpływami obcych banków w na gospodarkę krajową.

W 2012 roku w Słowenii otwarto postępowanie upadłościowe wobec 980 firm. Porównując do 2011 roku, liczba ta wzrosła o 39,2%, co oznacza, że wskaźnik ogłaszanych upadłości wynosi 0,65%. Główny problem to długotrwałe procedury upadłościowe (proces ogłoszenia bankructwa może zająć 10 lub więcej lat), przy czym dywidendy dla wierzycieli są bardzo niskie, ponieważ aktywa firm są prawie zawsze obciążone hipoteką. Produkt krajowy brutto Słowenii spadł o 2,3%. Główną przyczyną jest stagnacja w eksporcie oraz spadek konsumpcji krajowej.

Polska i jej gospodarka wciąż wyróżniają się stałym wzrostem ważnych wskaźników makroekonomicznych, jednak zwolnienie tempa wzrostu staje się coraz bardziej widoczne. Wskaźnik ogłaszanych upadłości jest najkorzystniejszy spośród krajów Europy Środkowej i Wschodniej (0,04%), ale liczba firm, których bankructwo ogłoszono wzrosła w poprzednim roku o 21,3%. Wynik z 2012 roku jest najgorszy od ośmiu lat i wyższy o 113% niż w 2008 roku. Nawet w roku 2009, w czasie największego kryzysu, bankructwo ogłosiło o 25% firm mniej niż w 2012 roku. Za ten wynik odpowiedzialna jest głównie branża budowlana – 25% wszystkich ogłoszonych bankructw. Drugim sektorem, który ma największy wpływ na liczbę bankrutów jest handel detaliczny.

W 2012 roku w Rumunii procedury upadłościowe rozpoczęto wobec 23 665 firm, co oznacza wzrost o 10% w porównaniu z rokiem 2011. Pod wpływem kryzysu ekonomicznego w ciągu ostatnich trzech lat, równowaga firm ulega stopniowej degradacji z powodu ograniczeń finansowych i pogorszenia się dyscypliny płatniczej w całej gospodarce. Dlatego też firmy są bardziej podatne na wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia, a to powoduje większą presję na płynność. Również w Czechach, w Słowenii i na Litwie znacząco wzrosła liczba firm ogłaszających upadłość. Najlepsze wyniki mają Łotwa, Estonia i Ukraina, natomiast dane Serbii należy uznać za niejednoznaczne. Na Łotwie, która najbardziej w regionie odczuła kryzys, odnotowano bardzo wysoki wzrost ogłaszanych upadłości w 2009 roku. Następnie w 2010 roku sytuacja się ustabilizowała i od tego czasu liczba przypadków wszczęcia procesów upadłościowych niezmiennie spada (w 2012 o 3,6%). Jednocześnie Łotwa wykazała najwyższy w Europie wzrost gospodarczy w 2011 i 2012 roku (5,3 i 5,6%).

W Estonii, liczba firm, które ogłosiły upadłość spadła o 5,6%, utrzymując średni wskaźnik upadłości na poziomie 0,74%. Wynik Ukrainy robi wrażenie – w 2012 roku ogłoszono tam o 30% mniej upadłości niż w 2011 roku, a wskaźnik upadłości utrzymuje się na poziomie 0,08%. Niemniej jednak kraj zmaga się z wysoce nieskutecznymi procedurami upadłościowymi, charakteryzującymi się niskim wskaźnikiem odzyskiwania długu i bardzo długim średnim czasem trwania procesu. W 2012 roku Bank Światowy uplasował Ukrainę na 157 miejscu (158 miejsce w 2011) spośród 185 krajów w zakresie rozstrzygania upadłości – średnio kraje Europy Środkowej i Wschodniej plasują się około 80 pozycji. Postępowanie upadłościowe na Ukrainie jest prawie dwa razy mniej skuteczne porównując do średniej z regionu.

Serbia wykazała spadek ogłaszanych upadłości o 43,8%. Jest to jednak wyłącznie rezultat wstrzymania w 2012 roku ustawy rządowej: wniosek o automatyczne bankructw, która powodowała liczne usunięcia z rejestru jednostek gospodarczych w 2010 i 2011 roku). W rzeczywistości Serbia ma poważny problem w postaci ogromnej ekspansji z okresu przed kryzysem, obecnie powodującej bardzo wysoki wskaźnik upadłości 7,93% w 2012 roku.

Rok 2013 nie będzie oznaczać końca kryzysu przedsiębiorstw wschodnioeuropejskich.

W roku 2013, biorąc pod uwagę przeprowadzone – także na potrzeby niniejszej Panoramy – badania statystyczne, Coface spodziewa się wzrostu upadłości w Europie Środkowej. W Rumunii, wzrost utrzyma się na tym samym poziomie +10%, co w roku 2012, ze względu na zbyt mały wzrostu konsumpcji krajowej (+1,2%). W Polsce, gdzie w 2013 roku światowy kryzys gospodarczy będzie dużo bardziej odczuwalny [słaby wzrost eksportu (+2%) i popytu krajowego (0,9%)], liczba upadłości firm wzrośnie o 25-30%. Na Słowacji, gdzie tempo wzrostu nie wydaje się być trwałe i w Czechach, z racji spadku eksportu, liczba upadłości powinna wzrastać w tym samym tempie, co w 2012 r.

Spółka Wind Mobile zawarła Umowę Partnerską na rozwój Open Ringback z partnerem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich

Nowy partner Wind Mobile jest liderem w zakresie muzyki cyfrowej z 60%-70% udziałem w rynku, obejmującym kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Umowa została zawarta na 4 lata z możliwością przedłużenia. Umowa obejmuje następujące kraje: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Egipt, Algierę, Tunezję i Maroko. Potencjał krajów objętych umową to 200 milionów mieszkańców i 240 milionów kart SIM.

„Przekonaliśmy naszego partnera, że Open Ringback to przełomowa koncepcja biznesowa, która pozwoli obu firmom zrobić wielki krok w przód. Wyniki Open Ringback w Polsce dały nam na tyle silną pozycję w rozmowach z partnerem, iż umowa została zawarta na wyłączność. Nasz partner jest aktywny w 22 krajach, ale zdecydowaliśmy się w pierwszej fazie na położenie nacisku na 6 kluczowych rynkach oraz 17 operatorach mobilnych. W krajach objętych umową mieszka łącznie dwieście milionów ludzi, w dużej mierze młodych, którzy są otwarci na innowacyjne usługi dodane. Możliwość dotarcia do pięciokrotnie większej populacji konsumentów w stosunku do Polski oraz otwarte drzwi do współpracy z ponad czterokrotnie większą ilością operatorów mobilnych w stosunku do naszej dzisiejszej pozycji – to unikalna okazja, którą dobrze wykorzystamy.” – mówi Igor Bokun, prezes Wind Mobile.

„Realizację naszej nowej umowy traktujemy jako strategiczną i długofalową inicjatywę Wind Mobile. Jest to na tyle duże przedsięwzięcie, a z drugiej strony tak wielka szansa dla Wind Mobile, że może okazać się koniecznym wzmocnienie zespołu oraz poczynienie większych inwestycji w regionie Bliskiego Wschodu. W pierwszej połowie czerwca organizujemy kilkudniowe warsztaty w Dubaju, podczas których doprecyzujemy z partnerem wspólny plan działań i wymagane zasoby, ustalimy eventy, w których warto wziąć udział oraz inne niezbędne narzędzia marketingu i sprzedaży, by halodzwonki w modelu Open Ringback głośno zagrały na Bliskim Wschodzie.” – mówi Tomasz Kiser, wiceprezes Wind Mobile.

Drugi odczyt PKB potwierdza pogorszenie koniunktury w I kw.

W I kw. PKB wzrósł o 0,5 proc. r/r. Zrewidowano zatem nieznacznie w górę odczyt flash (0,4 proc. r/r). W ujęciu odsezonowanym PKB wzrósł o 0,1 proc. kw/kw wobec stagnacji w IV kw. 2012.

Dane potwierdzają słabość popytu wewnętrznego, w tym konsumpcji. Konsumpcja utrzymała się na poziomie z ubiegłego roku (0,0 proc. r/r), spożycie publiczne kontynuowało spadki (-0,5 proc. r/r), inwestycje odnotowały poprawę w kontekście dynamicznym (-2,0 proc. wobec -4,1 proc. w poprzednim kwartale).

– Wydaje nam się jednak, że jest przedwcześnie, aby odtrąbić punkt przegięcia na cyklu inwestycyjnym, gdyż nie wskazują na niego dane o większej częstotliwości – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Przypominamy także, że model skonstruowany na takich danych wskazywał na dynamikę inwestycji rzędu minus 5-6 proc., a rewizja danych inwestycyjnych GUS za IV kwartał zbiegła właśnie do wskazań modelu – dodaje. Zdaniem ekspertów BRE GUS prawdopodobnie przeszacowuje komponent inwestycji prywatnych w maszyny i urządzenia, gdyż poprawa na całym agregacie przy znacznym powiększeniu spadków wartości dodanej w budownictwie wskazuje, że komponent ten zanotował solidne odbicie w I kwartale; patrząc na produkcję dóbr trwałych i inwestycyjnych wydaje nam się to jednak mocno wątpliwe. Kontrybucja zmian zapasów wyniosła -0,3pp., co pozwoliło na powrót dynamiki popytu krajowego do poziomów z III kwartału 2012 roku (-0,9 proc. r/r). Eksport netto dodał do wzrostu 1,4pp., co wydaje nam się wielkością nieco zaniżoną w kontekście opublikowanych danych o bilansie handlowym (problem nie tkwi tym razem w rozbieżności danych GUS i NBP; trudno też winić procesy cenowe, gdyż tam obserwujemy trend, a rozbieżności naszych obliczeń z danymi GUS pojawiają się niejako losowo i w obie strony).

Uważamy, że I kwartał był dnem cyklu koniunkturalnego. Co do perspektyw na kolejne kwartały, w II kwartale oczekujemy nieznacznego przyspieszenia konsumpcji – przewiduje Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Poprawa pozostałych części popytu krajowego odsunięta zostanie na II połowę roku – inwestycje prywatne powinny zareagować (sugerujemy wzięcie poprawki na obecne możliwe przeszacowanie ich wzrostu przez GUS) dopiero na poprawę perspektyw dla konsumpcji i otoczenia zewnętrznego (to drugie powinno nastąpić w znacznej mierze pod wpływem złagodzenia cięć fiskalnych w Eurolandzie). W całym roku, dynamika PKB będzie zbliżona do 1 proc. r/r, jednak trajektoria PKB będzie wznosząca.

Dzisiejsze dane spowodowały zniesienie porannej korekty oczekiwań co do poluzowania monetarnego (FRA i IRSy). Złoty i długi koniec krzywej pozostał pod presją głównie z powodów globalnej wyprzedaży obligacji.

Struktura PKB utwierdza nas w przekonaniu, że jest duża przestrzeń do poluzowania monetarnego (stagnacja w konsumpcji). Co więcej, sądząc po komentarzach z RPP, członkowie Rady zdają się ekstrapolować słabość z I kwartału na dalszą część roku, a nawet lata. W tej sytuacji oczekujemy kontynuacji poluzowania i obniżek stóp na czerwcowym i lipcowym posiedzeniu. Uważamy jednak przy tym, że dogodny okres na obniżki stóp będzie powoli dobiegał końca, gdyż kontekst decyzyjny w drugiej połowie roku istotnie się pogorszy: nastąpi wzrost inflacji, odbicie cyklu koniunkturalnego i nasilenie oczekiwań na zmniejszenie stymulacji ze strony Fed, co relatywnie i tak rozluźni politykę pieniężną w Polsce i może doprowadzić do uelastycznienia reakcji złotego na dysparytet stóp procentowych. W takich warunkach zapał RPP do obniżek stóp spadnie prawdopodobnie do zera.

Liczba biur podróży i agencji turystycznych, które mają problemy finansowe będzie rosnąć

Po serii ubiegłorocznych głośnych upadków biur podróży, ten sezon może przynieść kolejne przykre niespodzianki. Liczba biur i agencji turystycznych, które mają problemy finansowe, rośnie. Dla porównania na koniec ubiegłego roku w bazie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA było ich 427, w połowie kwietnia bieżącego roku już 441, a na koniec maja 454.

Dla branży turystycznej zeszły sezon zakończył się długami i utratą zaufania. Choć po medialnej burzy wywołanej plajtą kilku touroperatorów, liczba dłużników notowanych w KRD zmniejszyła się do 388 – wygląda jednak na to, że nie był to trwały trend. – Podejrzewamy, że ci, którzy nie płacili, choć mieli środki finansowe, chcieli wtedy zniknąć z rejestru, żeby nie tracić klientów. Z kolei ci, którzy mieli faktycznie kłopoty, nadal powiększali swoje zadłużenie – mówi Adam Łącki prezes Zarządu KRD. Aktualnie ich dług odnotowany w naszej bazie to ponad 8,8 miliona złotych.

Zadłużenie może być jeszcze większe, ponieważ wierzyciele zagraniczni, zwłaszcza spoza Unii Europejskiej, nie rejestrują długów polskich biur podróży u nas. Niedawno kilka dużych biur podróży znowu się pojawiło w bazie danych Krajowego Rejestru Długów, choć wciąż dominują średnie i małe agencje turystyczne, które nie dysponując wystarczającym kapitałem, ubezpieczają się na najniższą kwotę. Finansowe „dziury”, ewentualne roszczenia niezadowolonych łatają i pokrywają wpłatami od innych klientów. Działają tak często do momentu, aż na koncie będzie zero, albo znajdą się pod kreską.

Ministerstwo Sportu i Turystyki wprowadziło przepisy, które mają poprawić bezpieczeństwo turystów i uzdrowić tę sytuację. Zapisy dotyczą biur podróży, które działają krócej niż pięć lat. Wzbudzają one wiele kontrowersji, niewykluczone bowiem, że biura w ten sposób zostaną zmuszone do podwyższenia cen usług, co z kolei spowoduje spadek liczby klientów i w końcowym efekcie ich upadek.

Wygląda jednak na to, że Polacy nie obrazili się na biura podróży, po dużym spadku zaufania w ubiegłym roku w zagranicznej turystyce wyjazdowej eksperci spodziewają się wzrostu liczby zagranicznych wakacji na poziomie 3-4 procent. Ten sezon pokaże, czy szacunki się sprawdzą.

Wciąż należy jednak pamiętać, by decyzji o wyborze biura podróży, w którym chcemy wykupić wycieczkę nie podejmować w ostatniej chwili. Warto porównać różne oferty, a także sprawdzić wiarygodność touroperatora.

– Jeśli już zdecydujemy się pojechać w daleką podróż na zasłużony odpoczynek, to zróbmy wszystko, aby był on udany. Sprawdźmy finansowe kondycję i wypłacalność biura podróży. Dowiedzmy się, czy posiada Certyfikat Rzetelności, świadczący o jego transparentności i wiarygodności finansowej. Pamiętajmy, że lepiej korzystać z usług firm, które już długo działają na rynku, bo są doświadczone i bardziej odporne na ewentualne kryzysy – przekonuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Nie zapominajmy też sprawdzić wysokości sumy gwarancyjnej ubezpieczenia, z której w razie upadku biura podróży pokrywają koszty związane z powrotem turystów do kraju. Dane te znajdziemy pod adresem www.turystyka.gov.pl.

Tegoroczne wakacje będą sprawdzianem dla całej branży, okaże się czy organizatorzy wycieczek nauczyli się lepiej zabezpieczać interesy swoich klientów i czy mają szansę odbudować częściowo utracone zaufanie.

Projektanci mody dyktują nowe trendy w biznesie. Polskie marki zyskują międzynarodową renomę

W Polsce moda przez duże „M” to znikomy fragment rynku, jednak na przestrzeni ostatniego roku polski rynek mody przeżywa prawdziwą rewolucję. Na pokazach jest coraz bardziej światowo, pojawiają się nowe marki i projektanci którzy, bez wahania konkurują ze światowymi dyktatorami mody. Styl i jakość polskich marek coraz częściej doceniają także zagraniczne gwiazdy. W kreacjach od Ewy Minge mogliśmy oglądać Cheryl Cole, Paris Hilton, Kelly Rowland, czy Ivanę Trump. Kelly Rowland jak i słynna tenisistka Serena Williams wybrały torebki luksusowej marki antbag by ania.

Rynek mody to świat, w którym udaje się zaistnieć tylko nielicznym. Trudno jest przebić się do świadomości klientów i na stałe w niej zaistnieć. Jednak dzieki rozwójowi rynku handlu elektronicznego otworzył wiele nowych możliwości.

Przez długi czas sklepy internetowe z tego typu asortymentem w ogóle nie powstawały. Obecnie wraz z ogromną popularnością zakupów on-line oraz wzrostem zaufania do tej formy sprzedaży powstaje ich coraz więcej. Dotyczy to nie tylko typowych sklepów internetowych, ale również coraz powszechniejszej sprzedaży on-line poprzez strony firmowe konkretnych marek.

Zmiany na rynku prasy branżowej są w dużej mierze wynikiem przemian, które mają miejsce w samej branży. Według badań największy wpływ na odsetek zakupów online mają blogerzy. Blogi to coraz poważniejsza instytucja, z którą liczy się świat mody. Blogerki coraz częściej zapraszane są na pokazy mody i do współpracy w dużymi firmami. Często są określani mianem ekspertów, pojawiając się w tej roli w mediach, pisząc felietony i występując w programach telewizyjnych.

Serena Williams i Kim Kardashian torebka antbag by ania
Serena Williams i Kim Kardashian torebka antbag by ania

W 2013 r. rynek farmaceutyczny w Polsce wzrośnie o ponad 4%

W 2012 r. rynek apteczny w Polsce po raz pierwszy od wielu lat odnotował ujemną dynamikę zmian i spadł o 6% w stosunku do roku 2011, do wartości 26,53 mld zł w cenach detalicznych. Miało to głównie związek z wejściem w życie ustawy refundacyjnej. Była ona główną przyczyną spadku wartości sprzedaży w segmencie leków refundowanych w 2012 r., który wyniósł aż 23%. Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015” w 2013 r. dynamika rynku będzie znowu dodatnia.

Według prognoz PMR, w 2013 r. dynamika rynku aptecznego będzie dodatnia i wyniesie około 4%. Będzie to związane głównie z efektem niskiej bazy z 2012 r. – przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej (w czwartym kwartale 2011 r.) pacjenci kupowali lek na zapas, co przełożyło się to na istotne spadki sprzedaży na początku 2012 r.

W 2013 r. nadal na rynek będą mieć wpływ czynniki, które niekorzystnie wpływały na wartość segmentu w 2012 r., takie jak spadki sprzedaży leków refundowanych w stosunku do okresu w poprzednim roku, częste zmiany na listach leków refundowanych i dalsze obniżki cen. „W latach 2014-2015 przewidujemy dalszą stabilizację sprzedaży aptecznej w Polsce i dynamikę wzrostu na poziomie około 4,5-5,5%. Ogółem, CAGR (średnioroczna stopa wzrostu) dla lat 2013-2015 wyniesie 4,7%, a rynek przekroczy 30 mld zł w 2015 r.” mówi Agnieszka Skonieczna, starszy analityk rynku farmaceutycznego PMR i współautor raportu.

W 2012 r. większość kategorii ATC zanotowała spadki sprzedaży – największe odnotowane zostały w kategoriach leków stosowanych w chorobach krwi i układu krwiotwórczego oraz w przypadku leków przeciwnowotworowych i immunomodulacyjnych. Doszło do tego wskutek zmian na listach leków refundowanych oraz obniżek cen leków wymuszonych przez nowy system. W ostatnich dwóch latach trendy we wszystkich głównych kategoriach terapeutycznych były zbliżone: był to gwałtowny skok sprzedaży w czwartym kwartale 2011 r., spadek sprzedaży w pierwszym kwartale 2012 r. i utrzymanie stosunkowo niskiego poziomu sprzedaży w ciągu całego 2012 r.

Według prognoz PMR, w latach 2013-2015 najszybciej będą rozwijały się najmniejsze pod względem wartości sprzedaży kategorie ATC – leki przeciwpasożytnicze (CAGR 2013-2015: 10%) i leki wpływające na narządy zmysłów (9%).

W latach 2008-2009 r. leki onkologiczne i immunomodulujące były motorem wzrostu aptecznego rynku leków. Główną przyczyną była tu zmiana statusu immunosupresorów z preparatów stosowanych w lecznictwie zamkniętym na leki dostępne w aptekach. W 2012 r. apteczna sprzedaż leków onkologicznych i immunomodulujących spadła jednak najbardziej ze wszystkich kategorii, o blisko jedną czwartą. „Wynikało to przede wszystkim ze znaczących obniżek cen leków onkologicznych po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Według prognoz PMR, pomimo wzrostu zachorowalności na nowotwory (według Centrum Onkologii, do 2025 r., w porównaniu do 2009 r., nastąpi wzrost zachorowań o 43% u mężczyzn i 36% u kobiet ), dynamiki tej kategorii w sprzedaży aptecznej będą niewielkie. W Polsce największym problemem jest bowiem finansowanie najnowszej generacji leków onkologicznych” mówi Agnieszka Skonieczna.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory wzrasta i w roku 2010 osiągnęła poziom ponad 140 tys. zachorowań. Polska jest w porównaniu do średniej UE krajem o niskiej zachorowalności na nowotwory, lecz o wysokiej śmiertelności.

Najczęściej występującym nowotworem w całej populacji jest nowotwór oskrzela i płuca, chociaż zachorowalność na ten nowotwór spada od 15 lat. Jest on na pierwszym miejscu biorąc pod uwagę zachorowalność wśród mężczyzn i na drugim miejscu wśród kobiet. U kobiet obserwuje się wzrost zachorowalności na ten nowotwór, ponieważ kobiety urodzone w latach 1940-1960, wśród których było lub jest wiele palaczek, wchodzą obecnie w wiek największego zagrożenia chorobą nowotworową.

Ponad połowa nowych zachorowań na nowotwory notowana jest u osób powyżej 60 roku życia. Z roku na rok wzrasta jednak zachorowalność wśród osób w wieku produkcyjnym. Na przykład, w roku 2010 o prawie 10% wzrosła liczba nowych zachorowań wśród mężczyzn w wieku 35-39 lat w porównaniu do roku 2009.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Czy można szukać legalnych sposobów, by płacić możliwie najniższe podatki?

Przygotowywane przez Ministerstwo Finansów regulacje skłaniają do negatywnej odpowiedzi na to pytanie. Wraca kontrowersyjna koncepcja tzw. klauzuli obejścia prawa.

W opublikowanych przez Ministerstwo Finansów założeniach do nowelizacji ordynacji podatkowej znalazła się propozycja wprowadzenia ogólnej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Zapis ten uprawniałby organy administracji podatkowej do kwestionowania czynności prawnych (np. zawieranych transakcji) podejmowanych przez podatników, jeśli fiskus stwierdziłby, że dane działania zostały zrealizowane w sposób sztuczny, a ich jedynym lub najważniejszym celem jest uzyskanie korzyści podatkowej.

„Sama idea ogólnej klauzuli obejścia prawa podatkowego jako sposobu na uszczelnienie systemu podatkowego, a także instrumentu zapewniającego uczciwą konkurencję pomiędzy podatnikami, jest jak najbardziej słuszna i zapewne nieunikniona wobec presji na zapewnienie wpływów budżetowych.” – stwierdza Jan Tokarski, starszy menedżer w zespole postępowań podatkowych PwC. „Niemniej jednak wprowadzenie tego instrumentu musi być poprzedzone dogłębną analizą potencjalnych skutków dla podatników, łącznie z odwołaniem się do praktyk światowych.”

Z opracowanego przez PwC raportu „Powrót klauzuli obejścia prawa podatkowego” wynika, że ta instytucja jest stosowana w systemach prawnych wielu krajów, również tak gospodarczo rozwiniętych jak Niemcy, Chiny czy Holandia. Z kolei inne (Indie, Wielka Brytania) przygotowują się do wprowadzenia klauzuli.

Eksperci PwC wskazują zestaw cech, którymi powinna się odznaczać klauzula, aby była skuteczna a jednocześnie nie nadmiernie dolegliwa dla podatników:

  • Pewność prawa – jasno wskazany cel klauzuli
  • Szerokie wsparcie merytoryczne i możliwość konsultacji
  • Sprawiedliwość i skuteczność procedury (przejrzystość, niezależność i obiektywizm)
  • Oparcie na materiale dowodowym
  • Niezależny panel ekspertów zapewniających jednolitość zasad stosowania procedury
  • Zapis o nadużyciu jako warunku skorzystania z procedury
  • Sfery bezpieczne, w których procedura nie będzie stosowana

Mechanizmy zabezpieczające podatnika przed wdrożeniem procedury (np. wiążące zgody, opinie i interpretacje fiskusa).
Zdaniem specjalistów PwC, porównanie powyższych wymogów z przygotowaną przez MF koncepcją klauzuli w Polsce budzi poważne wątpliwości. Eksperci PwC prezentują prawdopodobne problemy praktyczne, z którymi może się wiązać wprowadzenie klauzuli obejścia prawa w zakładanym kształcie:

  • Potencjalna niekonstytucyjność klauzuli (poprzednio obowiązujące regulacje w tym zakresie uchylił Trybunał Konstytucyjny)
  • Dolegliwa sankcja z tytułu stosowania klauzuli (30% zobowiązania podatkowego, które należy zapłacić niezależnie od samego podatku wraz z odsetkami)
  • Praktyka organów podatkowych, które będą oceniać model prowadzonej działalności biznesowej podatników
  • Utrudniony dostęp do mechanizmów zabezpieczających, zwłaszcza dla mniejszych firm (za wydanie wniosku o opinię zabezpieczającą trzeba będzie zapłacić co najmniej 25 tys. złotych)
  • Niepewność podatników w stosowaniu prawa (przynajmniej w początkowym okresie).

„W tej chwili możemy analizować jedynie zaprezentowane założenia do nowelizacji. Jednak dopiero dokładne brzmienie klauzuli pozwoli szczegółowo prognozować wpływ tej instytucji na polskich podatników. Dlatego narzędzie to będzie wymagało bardzo precyzyjnego uregulowania w toku procesu legislacyjnego. W przeciwnym bowiem wypadku może ono ograniczać prawa podatników a fiskusowi umożliwić kwestionowanie zawieranych umów, jeżeli uzna, że ich jedynym celem było osiągnięcie korzyści podatkowych.” – podsumował Jan Tokarski z PwC.

Mobilny dostęp do Internetu będzie napędzać rozwój rynku mediów i rozrywki w latach 2013-2017

Do 2017 r. globalne wydatki na rozrywkę i media przekroczą 2,1 bln USD. Rynek polski w nadchodzących latach będzie rósł w tempie 3,2% rocznie, osiągając w 2017 r. wartość 11,4 mld USD – wynika z najnowszego raportu firmy doradczej PwC „Global Entertainment and Media Outlook 2013-2017”. Wprawdzie przez najbliższe pięć lat nadal dominować będą wydatki na media tradycyjne, ale zdecydowanie wzrosną wydatki na media dostarczane w formie cyfrowej.

Największy wzrost rynku mediów i rozrywki w okresie objętym raportem (2013-2017) odnotują Chiny, Brazylia, Indie, Rosja, Bliski Wschód i Afryka Północna, Meksyk, Indonezja i Argentyna. Prognozowana średnioroczna stopa wzrostu przychodów (CAGR) dla tych rynków jest ponad dwukrotnie większa niż dla całej branży rozrywki i mediów globalnie. W 2017 r. będą one odpowiadać za 22% łącznych światowych przychodów branży, co niemal podwoi ich udział wobec 12% w 2008 r. Na tle tych krajów, wydatki na rozrywkę i media w Polsce będą rosły znacznie wolniej – w tempie 3,2% rocznie, zbliżonym do rozwiniętych krajów Europy Zachodniej.

W najbliższych latach najistotniejszy wpływ na kształt rynku rozrywki i mediów będą nadal miały dwa główne czynniki: dalsza cyfryzacja rozrywki i mediów oraz rosnące znaczenie urządzeń mobilnych. W skali świata w 2014 r. przychody z mobilnego dostępu do Internetu w wysokości 259 mld USD będą stanowić ponad 50% całkowitych wydatków na dostęp do Internetu, przewyższając wydatki na kablowy Internet szerokopasmowy. Wydatki na Internet mobilny powinny przekroczyć wydatki na Internet kablowy w USA i Korei Południowej w 2013 r., w Wielkiej Brytanii w 2015 r., a w Polsce dopiero po zakończeniu okresu objętego prognozą PwC (po 2017 r.). Wydatki na cyfrową rozrywkę i media, którym sprzyja upowszechnienie inteligentnych urządzeń elektronicznych, do 2017 r. będą stanowić 44% całkowitych wydatków na dojrzałych rynkach (w Polsce 42%), co niemal podwoi ich poziom w stosunku do 2008 r. i będzie stanowić wzrost w porównaniu z 34% w 2012 r.

Rynek polski ogółem

W Polsce najszybciej w nadchodzących latach będą rozwijały się te segmenty rynku mediów i rozrywki, które są związane z technologiami cyfrowymi, czyli dostęp do Internetu, reklama w Internecie oraz gry wideo.

W prognozowanym okresie 2013–2017 r., rynek reklamy w Polsce będzie rósł w średniorocznym tempie 3,9% CAGR, napędzany głównie przez wzrost reklamy internetowej średniorocznie o ponad 10% CAGR. W 2017 r. reklama telewizyjna utrzyma dotychczasową dominującą pozycję, stanowiąc nadal ponad 39% rynku reklamy w Polsce, jednak wydatki na reklamę w Internecie osiągną podobny udział – 37% wartości rynku.

Wartość poszczególnych segmentów rynku mediów i rozrywki w Polsce oraz prognozowana średnioroczna stopa wzrostu przychodów (CAGR)

Ekspert wyjasnia dla kogo i jak działa nowa ustawa antykryzysowa

Dostrzegając znaczne spowolnienie gospodarcze przynoszące problemy ekonomiczne przedsiębiorców oraz związaną z tym redukcję etatów, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej podjęło próbę wyjścia im naprzeciw i postanowiło wesprzeć pracodawców. O proponowanych rozwiązaniach antykryzysowych opowiada ekspert, Marta Kosakowska, aplikant adwokacki w Kancelarii TGC Corporate Lawyers.

W tym celu przygotowano projekt ,,Ustawy o szczególnych rozwiązaniach na rzecz ochrony miejsc pracy związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców” zwanego nową ustawą antykryzysową z dnia 4 marca 2013 r.

Jakie działania dziś może przeprowadzić pracodawca

Obecnie przedsiębiorca, który boryka się z problemami finansowymi i spadkiem zamówień czy sprzedaży może stosować takie rozwiązania jak:
– jednostronna zamiana warunków pracy bądź płacy np. zmniejszanie wynagrodzenia, likwidację niektórych składników wynagrodzenia czy też obniżanie wymiaru etatu poprzez stosowanie wypowiedzeń zmieniających;
– likwidację poszczególnych stanowisk;
– zwolnienia grupowe;
– porozumienie się z pracownikiem w sprawie rozpoczęcia urlopu bezpłatnego;
– „wypożyczanie” pracownika innemu pracodawcy;
– wdrożenie programu dobrowolnych odejść.

Większość powyższych rozwiązań zmierza jednak do definitywnego zakończenia stosunku pracy i uszczuplenia zasobów kadrowych. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są dwojakie: w pierwszej kolejności może wystąpić sytuacja, w której poprzez okrojenie kadr pracodawca staje się niekonkurencyjny na rynku, obniża się jego renoma, a w momencie gdy przejściowy zastój mija, zwyczajnie nie ma rąk do pracy i zmuszony jest naprędce rekrutować i szkolić nowych pracowników. A to pociąga za sobą dodatkowe koszty – nieprawidłowo wytypowani do zwolnienia pracownicy, niewłaściwie przeprowadzone zwolnienia grupowe, źle skonstruowane wypowiedzenia zmieniające czy też błędnie rozpisany i poprowadzony program dobrowolnych odejść, bez pomocy prawników specjalizujących się w prawie pracy bądź specjalistów z dziedziny ZZL może doprowadzić pracodawcę do ogromnych problemów: konieczności wypłacenia gigantycznych odpraw, konfliktów ze związkami zawodowymi, roszczeń o odszkodowania i wielu pozwów do sądu pracy. Skutkiem tego może być jeszcze większa zapaść firmy a w skrajnych przypadkach nawet upadłość.

Dla kogo nowe przepisy

Według projektu, Ustawa skierowana jest do przedsiębiorców (zdefiniowanych w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej), u których:
• spadek obrotów – sprzedaży towarów i usług wyniósł minimum 15% przez 6 kolejnych miesięcy z 12 miesięcy poprzedzających dzień wystąpienia z wnioskiem o wsparcie,
• nie występują zaległości podatkowe, w opłacaniu składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne, Fundusz Pracy,
• nie ma przesłanek do ogłoszenia upadłości,
• w dniu złożenia wniosku o przyznanie świadczeń przewidzianych w ustawie nie zachodziły przesłanki do uznania, iż znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej.

Wyjątki:

• Przedsiębiorca, który ma zaległości w opłacaniu składek, ale zawarł stosowne porozumienie odnośnie spłaty zadłużenia i terminowo realizuje kolejne raty albo korzysta z odroczenia terminu płatności.
• Przedsiębiorca, u którego zaległości w opłacaniu składek powstały w okresie spadku obrotów gospodarczych i który w związku z tym wraz z wnioskiem o przyznanie świadczeń załącza plan spłaty zadłużenia obejmujący wszystkie składki.

Na czym będzie polegała pomoc

Wsparcie, jakie oferuje przedsiębiorcom Ministerstwo, będzie opierało się na:
• skorzystaniu z dopłat do wynagrodzeń pracowników zagrożonych zwolnieniami w okresie zastosowania przestoju ekonomicznego. Według projektu wynagrodzenie pracownika w wysokości co najmniej płacy minimalnej będzie opłacane w części ze środków pracodawcy a w części ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Takie dofinansowanie może trwać maksymalnie 6 miesięcy w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczenia,
• możliwości obniżenia wymiaru czasu pracy pracownika wraz z proporcjonalnym zmniejszeniem wynagrodzenia ale bez potrzeby zastosowania wypowiedzenia zmieniającego. Wymiar czasu pracy po obniżeniu nie będzie mógł być mniejszy niż pół etatu, a taki stan rzeczy będzie mógł obowiązywać przez maksymalnie pół roku w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczenia. Dzięki temu, że pracodawca wystąpi z wnioskiem do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych o udzielenie pomocy finansowej pracownik, któremu zostanie obniżony wymiar czasu pracy, będzie otrzymywał co najmniej minimalne wynagrodzenie pokrywane w części przez pracodawcę a w części przez FGŚP.

Zgodnie z definicją ujętą w projekcie ustawy przestój ekonomiczny to niewykonywanie pracy u przedsiębiorcy przez pracownika pozostającego w gotowości do pracy z przyczyn ekonomicznych niedotyczących pracodawcy.
Co istotne, przez okres korzystania z powyższych rozwiązań a także przez 3 miesiące następujące bezpośrednio po okresie pobierania świadczeń, pracownicy będą objęci ochroną przed zwolnieniem z przyczyn niedotyczących pracownika.
Wprowadzenie pierwszego bądź drugiego rozwiązania może następować w układzie zbiorowym pracy lub będzie musiało być poprzedzone porozumieniem ze związkami zawodowymi bądź w przypadku ich braku, z przedstawicielami pracowników.

Jak uzyskać wsparcie

Przedsiębiorca aby otrzymać pomoc, musi wystąpić z wnioskiem do marszałka województwa właściwego ze względu na siedzibę przedsiębiorstwa. Marszałek ma 7 dni na rozpatrzenie wniosku i podpisanie umowy o wypłatę świadczeń. Następnie zwraca się do dysponenta Funduszu o przekazanie odpowiednich środków finansowych na ten cel. Dysponent Funduszu przekazuje marszałkowi stosowne środki przeznaczone na pomoc oraz na opłacenie składek na ubezpieczenia społeczne pracowników, co stanowi dodatkowe wsparcie dla przedsiębiorcy. W ostatnim kroku marszałek dystrybuuje świadczenia do pracodawcy.

Dodatkowy bonus

Przedsiębiorca może wystąpić do właściwego starosty z wnioskiem o dofinansowanie z Funduszu Pracy kosztów szkolenia pracowników, co do których stosuje się rozwiązania z tytułu ochrony miejsc pracy i którzy pobierają w związku z tym świadczenia z powodu przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Jedynym warunkiem jest uzasadnienie szkolenia obecnymi lub przyszłymi potrzebami pracodawcy. Takie rozwiązanie jest niezwykle korzystne, gdyż małym nakładem finansowym pozwala dokształcić kadrę lub wręcz uzyskać jej nowe specjalistyczne kwalifikacje, zmienić profil przedsiębiorstwa lub dostosować je do potrzeb rynku i klientów. Kursy muszą rozpocząć się w okresie trwania przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Wysokość takiego dofinansowania to 80% kosztów szkolenia, nie więcej jednak niż 300% przeciętnego wynagrodzenia za pracę.

Branża chemiczna w USA zyskuje dzięki zasobom gazu łupkowego, a europejskie firmy szukają wzrostu przychodów na rynkach wschodzących

Procesy konsolidacji i przenoszenie produkcji tam, gdzie są tańsze surowce – to rzeczywistość przemysłu chemicznego na całym świecie. Dotyczy to także rynku polskiego, na którym w ostatnich kilkunastu miesiącach doszło do kilku znaczących fuzji. Zdaniem autorów raportu „2013 Global Chemical Industry Mergers and Acquisitions Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, podmioty prowadzące działalność w tym sektorze są zmuszone szukać nowych rynków w związku z reorganizacją swoich portfeli inwestycyjnych. Wyjątkiem są jedynie zakłady chemiczne z USA, które rozwijają się dzięki dużym zasobom gazu łupkowego w tym kraju.

Prym w branży chemicznej od lat wiodą firmy europejskie i północnoamerykańskie, choć w ostatnim okresie dołączyły do nich również spółki z Chin. Według raportu Deloitte przedsiębiorstwa z tego sektora, szczególnie te z Europy, wykazują dużą aktywność w poszukiwaniu możliwości rozwoju wynikających z fuzji i przejęć. Związana jest ona m.in. z kryzysem gospodarczym i dużą niepewnością ekonomiczną. „Akurat w tej branży doskonałe odzwierciedlenie znajduje zasada, że większy może więcej i to począwszy od negocjowania cen surowców, poprzez produkcję, aż do dystrybucji produktów. Poza tym spółki poprzez transakcje fuzji i przejęć mogą zmienić profil swojej działalności albo pozbyć się części biznesu, który nie jest dla nich kluczowa1” – tłumaczy Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Taką strategię przyjęły największe europejskie koncerny chemiczne, m.in. BASF czy Solvey. Zjawisko to nie ominęło również Polski, która jest jednym z wiodących graczy na tym rynku wśród krajów Unii Europejskiej i największym wśród tzw. nowych państw UE. Ostatnie kilkanaście miesięcy to okres konsolidacji w rodzimym sektorze chemicznym. Największym graczem jest w tej chwili Grupa Azoty, która powstała po przejęciu przez Zakłady Azotowe w Tarnowie fabryk w Kędzierzynie-Koźlu, Policach i Puławach. Możliwości rozwoju w Polsce szuka także BASF. Niemiecki gigant kupił aktywa Ciechu dotyczące produkcji TDI i rozpoczął budowę fabryki katalizatorów w Środzie Śląskiej, która ma być największym zakładem koncernu w Europie.

Kondycja branży chemicznej jest silnie uzależniona od koniunktury, stąd dążenie graczy działających na tym rynku do dywersyfikacji produkcji i takiej organizacji portfela inwestycyjnego, który pozwoli na uzyskanie silnej pozycji rynkowej w kluczowych obszarach. Stąd m.in. coraz większe zainteresowanie europejskich koncernów chemicznych rynkami wschodzącymi, głównie Ameryką Łacińską i Bliskim Wschodem, ale też Chinami. Eksperci Deloitte oszacowali że aż jedna czwarta transakcji M&A na europejskim rynku chemicznym spowodowana była właśnie chęcią zmiany prowadzonej działalności.

Podobnie jak europejskie firmy, również amerykańskie koncentrują swoją działalność na fuzjach i przejęciach. Jak czytamy w raporcie Deloitte, obserwowany wzrost tego typu transakcji będzie się nadal utrzymywał. Przyczyni się do tego ożywienie w sektorze budowlanym, dostęp do złóż gazu łupkowego oraz obniżenie cen surowców. Wartość inwestycji związanych z budową nowych zakładów produkcyjnych w ciągu najbliższych kliku lat wyniesie około 40 mld dolarów. W odróżnieniu jednak od europejskich firm, amerykańscy giganci w związku z dostępem do tańszych surowców w postaci gazu łupkowego na swoim kontynencie, w zdecydowanie mniejszym stopniu szukają inwestycji poza USA.

Być może gaz łupkowy okaże się także kołem napędowym dla rozwoju europejskiej branży chemicznej. Będzie on wykorzystywany nie tylko jako źródło energii, ale także jako surowiec do produkcji różnych materiałów i środków chemicznych. „Na razie są to jednak bliżej niesprecyzowane plany, choć niewątpliwie przemysł chemiczny, także w Polsce, bardzo liczy na sukces w wydobyciu tego cennego surowca. To co wiadomo na pewno, to że w najbliższych miesiącach firmy z branży chemicznej na całym świecie będą koncentrować się na realizacji inwestycji, które mogą zapewnić im tempo wzrostu przychodów powyżej średniego poziomu” – podsumowuje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Chemicznego Deloitte.

Fundusze Private Equity skupione na zarządzaniu portfelami i gromadzeniu funduszy na przyszłe transakcje

Prawie 70 proc. przedstawicieli funduszy private equity z Europy Środkowej ocenia, że w najbliższym półroczu warunki ekonomiczne nie ulegną znaczącej zmianie. Jednocześnie ich wskaźnik optymizmu, mierzony tzw. Confidence Index istotnie wzrósł, osiągając 101 pkt. (zmiana o 30 pkt. w ciągu pół roku). Zdecydowana większość funduszy private equity (55 proc.) chce w najbliższej przyszłości skoncentrować się na zarządzaniu portfelem już posiadanych inwestycji, w nadziei na wyższe zwroty w momencie poprawy koniunktury. Jednocześnie jak wynika z najnowszej edycji badania „Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey”, co trzeci fundusz private equity będzie w najbliższym czasie szukać szans na nowe inwestycje, co dziesiąty skoncentruje się na pozyskiwaniu finansowania na nowe transakcje.

Wcześniejsze edycje badania udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. Tym bardziej powinien cieszyć istotny wzrost wskaźnika ich optymizmu, który wynosi obecnie 101. Warto zaznaczyć, że jeszcze pół roku temu wskazywał on poziom 71 i był to wówczas trzeci najgorszy wynik w dziesięcioletniej historii badania.

„Jest to oczywiście pozytywna wiadomość, choć inwestorom bardzo daleko od optymizmu z lat sprzed kryzysu. Sytuacja makroekonomiczna w strefie euro nadal nie poprawia się w sposób znaczący, a do tego spowolnienie gospodarcze dotknęło również kraje regionu. Wskaźnik ten jednak udowadnia, że przedstawiciele funduszy private equity nie spodziewają się już pogorszenia nastrojów na rynkach Europy Centralnej, a raczej pewnej stabilizacji” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

To poczucie stabilizacji potwierdzają inne części badania. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych oczekuje, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie zmienią się. W porównaniu z poprzednią falą badania znacznie zmniejszył się odsetek tych, którzy uważają, że warunki się pogorszą. W tej chwili jest to 21 proc., a jeszcze jesienią ub. roku pesymistów było aż trzy razy więcej. Co więcej, w poprzedniej edycji badania wzrost dostępności finansowania dłużnego nie był odczuwalny. Obecnie taki pogląd wyraża już 14 proc. Może to być znak, że kredytodawcy są coraz bardziej przychylni planom inwestorów.

Nie oznacza to jednak, że jeśli chodzi o aktywność private equity zapanuje duże ożywienie. Choć, co prawda, ponad jedna trzecia badanych zamierza skupić się na nowych inwestycjach, to jednocześnie aż 55 proc. pozostanie przy swoim obecnym portfelu. W porównaniu z jesienną edycją ich odsetek wzrósł o 10 pp. „W sytuacji spowolnienia gospodarczego niektórym spółkom portfelowym private equity czas potrzebny do osiągnięcia satysfakcjonujących wyników może być dłuższy niż prognozowany na początku inwestycji. Dlatego fundusze nie śpieszą się ze sprzedażą spółek, koncentrując się na działaniach zwiększających wartość firm i realizując wyższy zwrot z inwestycji w późniejszym okresie” – wyjaśnia Mark Jung. Jednocześnie ekspert Deloitte zwraca uwagę, że fundusze, które posiadają w portfelu spółki średnio 4-6 lat, są coraz częściej gotowe na wyjście z inwestycji, a to może oznaczać wzrost liczby transakcji sprzedaży w perspektywie średniookresowej.

Spory odsetek przedstawicieli środkowoeuropejskich funduszy private equity uważa, że aktualna sytuacja już dziś sprzyja inwestycjom. Równocześnie rekordowo duży odsetek badanych, aż 28 proc. (począwszy od 2003 roku) deklaruje, że będzie więcej sprzedawać niż kupować. Nieco ponad jedna trzecia badanych spodziewa się, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć.

Warto zaznaczyć, że fundusze private equity niezmiennie zainteresowane są inwestycjami w przemysł wytwórczy i spożywczy. Nowych możliwości inwestycyjnych będzie poszukiwać w tych sektorach odpowiednio 31 proc. oraz 17 proc. respondentów. Mniej popularnymi sektorami są sektory telekomunikacyjny i technologiczny oraz handel, energetyka i surowce. Zaskakującym wynikiem badania jest brak zainteresowania sektorem finansowym. Dwie trzecie badanych ocenia, że rozmiar transakcji, jakie będą mieć miejsce na rynku w najbliższym czasie nie zmieni się, przy dalszej dominacji transakcji dotyczących firm średniej wielkości.

„Region Europy Środkowej i Wschodniej pozostaje obszarem z wielkim potencjałem wzrostu dla inwestorów związanych z private equity. Dlatego w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się wzrostu aktywności. Aczkolwiek niepewna sytuacja gospodarcza zarówno w strefie euro, jak i w całym regionie, powoduje, że pozyskiwanie nowych funduszy jest trudniejsze, ale nie niemożliwe” – podsumowuje Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Polskie klastry liczą na lepsze finansowanie ze środków rządowych i unijnych

Polskie klastry, czyli organizacje zrzeszające przedsiębiorców, współpracujących ze sobą w celu realizacji wspólnych projektów, mają często zbyt mało środków, by właściwie funkcjonować. Zdaniem prezesa Związku Pracodawców „Klastry Polskie”, działalność tych organizacji powinna być wspierana ze środków publicznych, ponieważ bardziej niż instytucje publiczne przyczyniają się do rozwoju regionalnego.

– W dużej mierze są to organizacje, które powstały niedawno. Większość przedsiębiorców, którzy uczestniczą w inicjatywach, to są małe i średnie przedsiębiorstwa, które borykają się z podstawowymi problemami natury finansowej – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Krystowski, prezes Związku Pracodawców „Klastry Polskie”. – Dla funkcjonowania klastrów potrzebne jest choćby zorganizowanie sali konferencyjnej czy sekretariatu. Tymczasem ze składek firm, które do klastra należą, często nie da się opłacić nawet jednego etatu.

Jak podkreśla, nie chodzi o duże sumy. Dla klastrów ważniejsze jest to, by choć w minimalnym stopniu mogły liczyć na wsparcie z budżetu i były to środki łatwo dostępne.

– Jako oddolna inicjatywa takie połączenia przedsiębiorstw, nauki i samorządu przejmują funkcje w rozwoju regionalnym całego kraju. Należy ich wesprzeć, bo nawet jeśli to będzie niewiele pieniędzy, to i tak wsparcie będzie nieporównywalnie bardziej efektywne niż wydawanie tych samych pieniędzy na instytucje publiczne – zapewnia Krzysztof Krystowski.

Są jednak klastry, które funkcjonują sprawnie, również dzięki dotacjom unijnym. To m.in. Śląski Klaster Lotniczy, którego prezesem jest Krystowski.

Zmienić model wsparcia

W obecnej perspektywie unijnej klastry były wspierane m.in. w ramach działania 5.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Jednak zdaniem Krystowskiego dostęp do środków z UE utrudniały wysokie kryteria dla beneficjentów.

– Dawano zbyt dużo pieniędzy na jeden projekt, ale jednocześnie zawierał on takie obwarowania, że był bardzo trudny do realizacji. W sumie przez 5 lat tylko kilka klastrów otrzymało pieniądze – zauważa Krzysztof Krystowski. – Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości po latach niepowodzenia zmieniła zasady. Dzisiaj wiem, że więcej klastrów może otrzymać te środki, nie są takie duże, ale są bardziej dostępne. I to jest dobry kierunek.

Zdaniem prezesa Związku Pracodawców „Klastry Polskie”, lepszy efekt przyniesie mniejsze wsparcie dla wielu incjatyw klastrowych, niż przeznaczenie tych samych pieniędzy na jeden projekt jednej firmy.

– Mamy w Polsce 50 działających rzeczywiście inicjatyw klastrowych, które chcą wspierać przedsiębiorców – mówi Krystowski. – Gdyby każda z nich otrzymała milion złotych rocznie, to kwota ta wystarczyłaby na biuro, obsługę administracyjną i pomoc we współpracy dla tych firm. Tymczasem niekiedy 50 mln zł otrzymuje jedna firma na pojedynczy projekt. Mówimy zatem o 50 mln złotych dla dwóch tysięcy firm kontra 50 mln złotych dla jednej firmy. Zupełnie inne oddziaływania, a te same pieniądze – przekonuje.

Dodaje, że przedstawiciele klastrów będą zabiegać o większe wsparcie przy podziale środków z nowej perspektywy budżetowej na lata 2014-2020.

– Chcemy powiedzieć decydentom, którzy dziś planują, jak te pieniądze będą wydawane: wiemy, co trzeba zrobić, jesteśmy chyba najtańszym sposobem wspierania przedsiębiorców i jesteśmy efektywni. Tworzymy miejsca pracy i to te stabilne, bo one głównie dotyczą małych i średnich przedsiębiorstw w innowacyjnych obszarach – podkreśla prezes.

Parlament Europejski chce uelastycznienia budżetu na lata 2014-2020

Jest mało realne, aby jeszcze w czerwcu Parlament Europejski i Rada Europejska doszły do porozumienia w sprawie budżetu na lata 2014-2020 – uważa Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości. I prognozuje, że powinno nastąpić to w przyszłym miesiącu. Prace opóźniają się, bo Parlament Europejski chce likwidacji deficytu w wydatkach budżetowych UE oraz uelastycznienia budżetu. Jeśli porozumienie nastąpi zbyt późno, będzie obowiązywał budżet prowizoryczny, a to ograniczy możliwości realizowania wieloletnich programów finansowanych z unijnych pieniędzy.

– Byłoby dobrze, gdyby pod koniec czerwca tego roku Parlament Europejski i Rada Europejska doszły do porozumienia co do kształtu nowej perspektywy finansowej, choć szanse na to są raczej niewielkie. Jeżeli to porozumienie będzie, możliwe stanie się przygotowanie nowej perspektywy finansowej, a przede wszystkim programów operacyjnych, z których Polska, polscy przedsiębiorcy i samorządowcy będą mogli korzystać. Myślę, że porozumienie uda się osiągnąć w lipcu – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Parlament Europejski chce między innymi uelastycznienia nowego budżetu, tak aby niewykorzystane pieniądze w danym roku mogły być przesuwane między poszczególnymi latami i działami budżetu. Chodzi o to, aby pieniądze nie były kierowane z powrotem do państw członkowskich, ale aby były wykorzystywane na projekty ogólnounijne.

– Parlament Europejski chce przede wszystkim zlikwidować deficyt w wydatkach budżetowych UE w tym roku. Domaga się, by dodatkowe środki zostały przeznaczone na wydatki budżetowe w tym roku. Druga kwestia dotyczy elastyczności unijnego budżetu w przyszłych latach. Chodzi nie tylko o to, aby niewykorzystane pieniądze w danym roku nie wracały do budżetów państw członkowskich, ale aby można było przesuwać pomiędzy rożnymi obszarami wsparcia – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Polska ma szansę stać się największym beneficjentem środków z budżetu UE. Nasz kraj na lata 2014-2020 ma otrzymać 105,8 mld euro unijnych funduszy, w tym na politykę spójności 72,9 mld euro, a na politykę rolną 28,5 mld euro.

– Jeżeli przeliczymy pieniądze dla Polski na jednego mieszkańca, to tu nie będziemy liderami, będziemy mniej więcej na 5-6 miejscu wśród krajów członkowskich UE. Ale niewątpliwie będą to duże pieniądze dla nas. W samej polityce spójności otrzymamy więcej niż w obecnej perspektywie finansowej – mówi wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości.

Środki te zostaną przeznaczone na innowacje, w nowej perspektywie finansowej będzie mniej pieniędzy na infrastrukturę.

Jeżeli nie uda się dojść do porozumienia w sprawie nowej perspektywy finansowej na przełomie czerwca i lipca, będzie obowiązywał budżet prowizoryczny.

– Budżet prowizoryczny nie daje krajom członkowskim pewności kontynuowania rozpoczętych projektów, które są rozłożone zwykle na lata. Dlatego też w naszym interesie jest, żeby Parlament Europejski i Rada Europejska się dogadały, abyśmy mogli rozpocząć działania w ramach nowej perspektywy finansowej w normalnym trybie – podsumowuje Jerzy Kwieciński.

Polkomtel opóźnia przyznanie częstotliwości z pasma 1800 MHz

Urząd Komunikacji Elektronicznej jest gotowy do wydania decyzji rezerwacyjnej dla częstotliwości z pasma 1800 MHz. Pomimo że przetarg rozstrzygnięto już w lutym, Polkomtel, który nie otrzymał częstotliwości, cały czas składa wnioski formalne, które opóźniają proces. Cenne częstotliwości umożliwiają świadczenie usług dostępu do szybkiego internetu w technologii LTE.

– Merytorycznie decyzja jest przygotowana, opracowana, dodajemy do niej tylko ciągle kwestie formalne, które są wywoływane przed podmioty, które nie uzyskały częstotliwości w ramach tego przetargu, które są bardzo „płodne” w pomysłach i korzystają z różnych możliwości formalnych, aby opóźnić proces przydziału rezerwacji konkurentom – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Gaj podkreśla, że decyzja miała być wydana w miniony wtorek lub środę, ale wniosek formalny złożony przez Polkomtel ponownie opóźnił proces. Prezes UKE podkreśla, że ostateczna decyzja musi być dopracowana w stu procentach.

– Nasza decyzja musi być dobra, żeby nie spowodować, że zostanie uchylona w sądzie, więc wszystkie formalne kwestie muszą być dopilnowane – podkreśla Magdalena Gaj.

Po poniedziałkowym wniosku formalnym Polkomtela (ta firma jako jedyna je składa) konieczne stało się uzupełnienie dokumentacji. Gaj przewiduje, że decyzję rezerwacyjną uda się wydać w przyszłym tygodniu. O ile nie wpłyną kolejne wnioski.

Dziś technologia LTE jest oferowana przez jeden podmiot na rynku, przez Polkomtel. Magdalena Gaj podkreśla, że dzięki umożliwieniu firmom, które wygrały przetarg (P4 i PTC), uruchomienia usług na częstotliwości 1800 MHz, zyskają klienci.

– Dla konsumentów ważne jest, by mieli różnorodność wyboru, również spośród ofert podmiotów, które po uzyskaniu tych rezerwacji będą mogły świadczyć usługi szybkiego internetu i przede wszystkim budować coraz więcej stacji, dzięki czemu te usługi dotrą do coraz większej liczby konsumentów – mówi Gaj.

W rozstrzygniętym w lutym przetargu na częstotliwości z pasma 1800 MHz UKE wybrał łącznie pięć ofert: trzy złożone przez P4 (operatora sieci Play) oraz dwie przez PTC (sieć T-Mobile). Po otrzymaniu decyzji rezerwacyjnej operatorzy będą mieli 12 miesięcy na wniesienie opłaty i rozpoczęcie wykorzystywania częstotliwości. Z tytułu opłat za dokonanie rezerwacji budżet państwa zyska ok. 950 mln zł.

Powstanie portal, gdzie Polacy będą mogli głosować za obywatelskimi projektami ustaw

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAC) pracuje nad projektem portalu, który umożliwi zbieranie głosów internautów pod obywatelskimi projektami ustaw. Obecnie trwają analizy dotyczące m.in. rozwiązań technicznych. Jak zapewnia minister Michał Boni, portal obywatelski powinien wystartować już w drugiej połowie tego roku.

– Jesteśmy w końcowej fazie analiz, a potem przygotowania technicznego. Myślę, że w drugiej połowie roku to już będzie funkcjonowało – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.

Jego zdaniem wdrożenie portalu jest ważne i użyteczne ze względu na wiedzę i pomysły obywateli. Twierdzi, że opinie zgłaszane za pośrednictwem portalu mogą sprzyjać wdrażaniu przez państwo lepszych regulacji.

– Taka platforma wymiany informacji, zgłaszania pomysłów, ich wspólnego szlifowania jest – moim zdaniem – bardzo twórcza i będzie sprzyjała lepszym rozwiązaniom. Ważne jest, by w świecie otwartości, demokracji, poczucia wolności – a internet to wspiera – wykorzystywać wiedzę obywateli. Tym bardziej, że są oni nie tylko klientami różnych usług, które państwo świadczy, ale w różnych sprawach mogą mieć swoje pomysły, a do tej pory konsultacje wykorzystywały raczej wiedzę organizacji zbiorowych – tłumaczy Michał Boni.

Z pomysłem stworzenia portalu obywatelskiego zwróciły się do resortu organizacje pozarządowe. MAC uznał, że jest on możliwy do zrealizowania.

Minister nie ukrywa, że pod względem organizacyjnym projekt jest złożony i wymaga szczegółowego przemyślenia wszystkich aspektów jego funkcjonowania, włącznie ze stworzeniem funkcji, które pozwolą na korzystanie z portalu osobom niepełnosprawnym.

– Projekt wymaga stworzenia warunków technicznych pełnej dostępności, a dla tych, którzy użytkują i przetwarzają to wszystko, co wpływa, odpowiedniego moderowania. Żeby wszystkie głosy obywatelskie nie wpadały do „czarnej dziury”, tylko żeby były wykorzystywane i aby każdy miał poczucie, że jego głos został dostrzeżony i jest jakaś odpowiedź. Myślimy o rozwiązaniach technicznych, które muszą być dopasowane i dostępne dla wszystkich, także dla niepełnosprawnych – tłumaczył Michał Boni w czasie Forum IAB 2013.

Komentarz dzienny, 6 czerwca 2013

Zgodnie z oczekiwaniami RPP obniżyła stopy o 25pb do rekordowo niskiego poziomu 2,75%. W opisowej części komunikatu RPP potwierdziła zarówno kontynuację spowolnienia (w tym mało optymistyczną strukturę wzrostu w Polsce), jak i spadków inflacji i oczekiwań inflacyjnych. Zagadkowa, bo całkiem inna niż w poprzednim miesiącu końcówka komunikatu „Rada uznaje, że rozpoczęty w listopadzie 2012 r. cykl obniżek stóp procentowych sprzyja ożywieniu gospodarki i ogranicza ryzyko kształtowania się inflacji poniżej celu inflacyjnego w średnim okresie” została już w czasie konferencji zinterpretowana nie jako koniec cyklu, ale jego trwanie. 

Tańsze kredyty – RPP obniża stopy procentowe o 25 punktów bazowych do poziomu 2,75 proc.

Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami obniżyła stopy procentowe do poziomu 2,75 procent. To najniższy poziom w historii, kredyt w Polsce jeszcze nigdy nie był tak tani. Dzięki obniżce przeciętny kredytobiorca zapłaci średnio o 15 zł niższą ratę na każde 100 tys. zł kredytu.

To już piąta obniżka stóp procentowych w tym roku – od stycznia realne obciążenia kredytobiorców spadły już o ok. 80 zł miesięcznie na każde 100 tys. zł kredytu. Niemniej czasy niskich stóp nie będą trwały wiecznie.

Niskie stopy to zagrożenie dla firm

Istnieje duże zagrożenie, że zbyt tani kredyt utrudni restrukturyzację przedsiębiorstw. Firmy, które mają kłopoty, zamiast dokonywać zmian w poszukiwaniu efektywniejszych rozwiązań, dalej będą finansować swoje działania rekordowo tanim kredytem. Po prostu zabraknie im impulsu do zmian.

Nawet przy stosunkowo niskich stopach, Polacy nie są chętni do zaciągania zobowiązań w bankach. Zdaniem niektórych analityków, czerwcowa obniżka była niepotrzebna, a wręcz szkodliwa, bo daje rządowi czas na odwlekanie niezbędnych reform. Niskie stopy, chociaż są zachętą do inwestycji, nie dają gwarancji, że koniunktura w gospodarce się poprawi.

Minister środowiska zapewnia pomoc gminom w zakończeniu wszystkich procedur związanych z ustawą „śmieciową” na czas, czyli do 1 lipca

Nie chodzi tylko o segregację, ale głównie o odzyskiwanie surowców – tak o tzw. ustawie śmieciowej mówi minister środowiska. Marcin Korolec jest przekonany, że nowe przepisy wprowadzają sprawny system segregacji odpadów, który ograniczy do minimum wyrzucanie śmieci na dzikie wysypiska. Gminom, które nie zdążą na czas (do 1 lipca) przygotować nowego systemu, obiecuje pomoc w szybkim zakończeniu wszystkich procedur.

Sama ustawa wprowadzi w kraju systemową zmianę polegającą na segregowaniu śmieci, ale nie to jest celem. Celem jest możliwość odzyskania produktów takich jak papier, szkło, plastik, metal – po to, żeby ponownie je użyć – mówi minister środowiska Marcin Korolec.

Według niego ta zmiana systemowa „o skali, jakiej jeszcze nie było” sprawi, że Polska osiągnie zakładane normy segregowania odpadów. Jak dodaje – jeśli surowców wtórnych będzie dużo – pojawią się firmy, które będą chciały je odbierać i zagospodarowywać do ponownego przetworzenia bądź użycia.

 – W 2020 roku co najmniej 50 proc.  papieru, szkła, plastiku musimy odbierać – takie mamy zobowiązanie wynikające z prawa europejskiego – tłumaczy minister.

Według Korolca, polskie przepisy mają należeć do najbardziej liberalnych w Europie. Jego zdaniem, nie było bowiem powodu do odgórnego wprowadzenia restrykcyjnych regulacji dotyczących segregacji.

 – Gminy dostały do zarządzania pewien obszar rzeczywistości i to ich decyzje będą wskazywać na to, czy mamy dwa pojemniki, czy więcej – na papier, na szkło, na metal czy na plastik. O tym nie powinno się decydować w sposób odgórny, bo byłby to rodzaj przeregulowania systemu – przestrzega Marcin Korolec.

Nowy system gospodarowania odpadami niektóre gminy, w tym m.in. podwarszawski Izabelin, wdrożyły jeszcze przed terminem. Nadal jednak jest wiele miast, w tym m.in. Warszawa, które nie rozstrzygnęły jeszcze nawet przetargów na odbiór odpadów. W stolicy oferty przetargowe zostaną otwarte dopiero w połowie czerwca. Minister środowiska zapewnia, że resort pomoże gminom zdążyć na czas, a także zminimalizować ewentualne spóźnienia.

 – Jeżeli miałby nastąpić ewentualnie jakiś poślizg, będziemy pomagać na poziomie eksperckim władzom samorządowym, żeby ten proces maksymalnie skracać, i żeby on był maksymalnie dostosowany do wymogów ustawowych – wyjaśnia.

Poza odzyskiwaniem surowców nowe prawo ma uszczelnić system gospodarowania odpadami i ograniczyć nielegalne wyrzucanie śmieci – m.in. do lasów czy na dzikie wysypiska.

Za kilka dni wybory prezydenckie w Iranie. Czy można się spodziewać zmian związanych z programem nuklearnym?

Wynik zaplanowanych na 14 czerwca wyborów prezydenckich w Iranie będzie oznaczać kontynuację polityki tego kraju na arenie międzynarodowej – uważają eksperci. Wszyscy kandydaci to osoby zaaprobowane przez Radę Strażników Konstytucji, ciało składające się islamskich prawników. Duchowo-polityczny przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, wezwał wszystkich kandydatów, by nie szli na żadne ustępstwa wobec Zachodu. Może to oznaczać dalszy brak współpracy władz w Teheranie z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej.

Międzynarodowa Agencją Energii Atomowej nie zamierza upominać władz w Teheranie w związku z programem nuklearnym Iranu do czasu rozstrzygnięcia wyborów prezydenckich w tym kraju. Eksperci nie spodziewają się również zmian w stanowisku samego Teheranu.

Przełomu w tej kwestii nie możemy się spodziewać, z tego względu, że w wyborach prezydenckich w Iranie startuje ośmiu kandydatów doskonale znanych władzom. Przeszli oni przez sito Strażników Konstytucji, więc nie reprezentują żadnego odmiennego od obecnego poglądu np. na sprawy energii atomowej – tłumaczy iranistka, Urszula Pytkowska.

Jednym z negocjatorów, który reprezentuje Iran w rozmowach z MAEA jest Said Dżalili, kandydujący na stanowisko prezydenta. Zdaniem Pytkowskiej, z tego względu nie ma co liczyć na jakikolwiek postęp w negocjacjach.

– Dżalili, który jest jednocześnie negocjatorem i kandydatem, będzie chciał pokazać się Irańczykom – wyborcom jako silny kandydat, jako twardy negocjator, więc z jego
ust nie usłyszymy żadnych ustępstw na rzecz Zachodu – podkreśla Urszula Pytkowska. – Natomiast inni kandydaci zarzucają Dżaliliemu to, że negocjacje prowadzone są nieudolnie, że nie doszło do żadnego konsensusu na korzyść Iranu – to sprawia, że mamy w tym momencie impas.

Z ośmiu kandydatów na stanowisko prezydenta żaden nie zapowiada gruntownych reform. Drobnych zmian można spodziewać się w polityce wewnętrznej. Stanowisko wobec partnerów międzynarodowych jeszcze przed wyborami zasygnalizował duchowo-polityczny przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, który wezwał kandydatów do zachowania kursu politycznego.

Przedwyborcze wstrzymanie ponagleń MAEA w sprawie atomu pod adresem Teheranu może, zdaniem Urszuli Pytkowskiej, mieć także cel polityczny.

– To jest taki krok w kierunku Iranu. Pokazanie, że międzynarodowa opinia publiczna nie chce głośno zarzucać z góry, że wybory w Iranie będą niewiarygodne, że wyniki będą sfałszowane, że tak naprawdę nie ma po co iść do tych wyborów – mówi Urszula Pytkowska.

Jak podkreśla, mimo że nazwiska kandydatów nie budzą większych nadziei na zmianę polityki zagranicznej Iranu, to może się zmienić sposób prowadzenia negocjacji z Zachodem na łagodniejszy.

MAEA podczas trwającego posiedzenia zapowiedziała, że inspekcja w irańskim ośrodku atomowym w Parczin, do którego dostępu żądała, nie odbędzie się. Z danych agencji wynika, ze Iran usuwa wszelkie ślady programu atomowego – zdjęcia satelitarne wskazują na przemieszczanie w tym miejscu mas ziemi, powlekanie pewnych miejsc smołą i rozbieranie infrastruktury.

Prezes BRE Banku: nowa odsłona mBanku pomoże pozyskać około 100 tys. nowych klientów rocznie

Dzięki nowej odsłonie mBank chce zwiększyć liczbę klientów w Polsce do 5 mln do 2015 roku. Obecnie bank ma 4,3 mln rachunków, ale liczba ta uwzględnia klientów w Czechach oraz markę Multibank. Prezes BRE Banku, właściciela marki mBank, liczy na pozyskanie rocznie nawet ponad 100 tys. nowych, szczególnie młodych klientów, którzy dopiero wchodzą w życie dorosłe.

 – Kierujemy nowy mBank do dwóch grup: jedną są aktualni klienci mBanku, w przyszłości również Multibanku, którym poprawiamy jakość tego serwisu i dodajemy nowe funkcjonalności. Z drugiej strony kierujemy to do nowej klienteli, przede wszystkim młodszych ludzi. Liczymy, że przy pomocy tak nowoczesnego rozwiązania będziemy w stanie ich przyciągnąć do banku i bankowości – mówi  Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku.

Nowy interfejs mBanku to pierwszy krok do połączenia marek mBank, Multibank oraz BRE Bank. Na razie dostęp do interfejsu otrzymali tylko ci użytkownicy, którzy wcześniej zgłosili się poprzez specjalną stronę internetową. Odświeżony system ma pomóc w przyciągnięciu wielu nowych klientów.

Stypułkowski podkreśla, że w bankowości w Polsce sytuacja nie jest zła. Osiągnięcie progu 5 mln klientów do 2015 roku jest, według niego, wykonalne, bo w samym I kwartale tego roku bank zyskał 90 tys. nowych rachunków. Część z nich przechodzi do mBanku od konkurencji, ale szansą są też młodzi ludzie, którzy wybierają swój pierwszy bank po wejściu w dorosłość.

 – W Polsce na rynek przychodzi średnio około 350 tys. klientów rocznie. Miedzy 350 a 400 tysięcy osób rocznie wchodzi w dorosłe życie. Jakby nam się udało jedną trzecią z nich pozyskać dla nowego mBanku rocznie, to byłoby bardzo dobrze – zapowiada Stypułkowski.

Nowy mBank po raz pierwszy przygotował ofertę dla klientów zamożnych. Do tej pory dla nich przeznaczona była przede wszystkim oferta Multibanku. Stypułkowski podkreśla jednak, że również w mBanku jest spora grupa klientów dysponujących dużymi środkami. Mając w perspektywie połączenie obydwu marek bank zdecydował się rozszerzyć ofertę dla tego segmentu.

 – W tle połączenia banku, uznania jednej nazwy, doprowadzenia do tego, że klienci mBankowi mają też dostęp do struktury oddziałowej, antycypujemy przejście Multibanku na nową platformę transakcyjną przez fakt wyodrębnienia kategorii klientów bardziej zamożnych w grupie klientów mBankowych. Dla nich będziemy się starali zbudować taką ofertę, która będzie łączyła funkcjonalności i zachęty materialne, które są dostępne dla klientów Multibanku – wyjaśnia Stypułkowski.

Klienci mBanku, który do tej pory był bankiem wyłącznie internetowym, zyskają w ramach połączenia marek dostęp do placówek Multibanku. Na rynku pozostanie jedynie marka mBank w pięciu wariantach kolorystycznych logotypu. Znikną marki Multibanku oraz BRE Banku. Połączenie powinno zakończyć się jesienią tego roku, jednak bank nie wyznacza ostatecznego terminu migracji wszystkich klientów do nowego systemu. Cały proces rebrandingu ma kosztować ok. 100 mln zł. Do tej pory bank wydał mniej więcej połowę z tej kwoty.

Jak Kraków walczy ze wzmożonym ruchem w centrum miasta?

Chociaż strefy ograniczonego wjazdu, m.in. do centrum miast są w Europie czymś powszechnym, to w Polsce tego typu pomysły napotykają na przeszkody natury prawnej. Znowelizowana 14 listopada 2003 r. ustawa o drogach publicznych nie daje podstawy prawnej do wprowadzania opłat za wjazd do centrów miast. Pozostają więc rozwiązania takie jak choćby planowane w Krakowie poszerzenie stref płatnego parkowania, uprzywilejowanie komunikacji miejskiej czy rozbudowa obwodnic.

Wprowadzenie tzw. opłaty kongestyjnej, czyli za wjazd do centrum, mogłoby – zdaniem jej przeciwników – doprowadzić do ograniczenia swobody poruszania się – szczególnie mniej zamożnych kierowców. Zwolennicy wprowadzenia takiej opłaty mówią o konieczności walki z zanieczyszczeniem powietrza w centrach miast. Powołują się także na przykład europejskich metropolii, w których strefy ograniczonego wjazdu są ważnym elementem inteligentnych, zintegrowanych systemów transportu. W Europie tego typu rozwiązania istnieją m.in. w Sztokholmie, Oslo, Mediolanie czy – od 10 lat – w Londynie.

Chociaż Polska zaczyna wdrażać inteligentne systemy transportowe, to stref ograniczonego wjazdu u nas na razie nie ma.

 – Polskie uregulowania prawne w tej kwestii są inne niż na całym świecie – mówi Ewa Wolniewicz-Warska, członek Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji oraz przedstawicielka Kapsch Telematic Services. – Nowelizacja ustawy o drogach publicznych z roku 2003 zniosła możliwość wprowadzania odpłatności za wjazd do strefy śródmiejskiej, czyli regulacji na życzenie samorządu i na życzenie mieszkańców.

Według ekspertki władze państwowe powinny dążyć do zmiany obecnego stanu prawnego. Tym bardziej, że ze strony miast nie brakuje zainteresowania takimi rozwiązaniami.

 – O ile mi wiadomo, w Krakowie jest przygotowywana koncepcja strefy spokojnego ruchu, natomiast jej realizacja napotyka ogromne przeszkody, właśnie natury prawnej – dodaje Wolniewicz-Warska.

Przy budowie systemów zarządzania ruchem często wykorzystuje się już istniejącą infrastrukturę.

 – W ten sposób można wykorzystać wysiłek kapitałowy, który już wykonano – zauważa Ewa Wolniewicz-Warska. – Systemy buduje się przy założeniu, że muszą mieć otwarte interfejsy umożliwiające połączenia z kolejnymi elementami, które miasto, samorząd czy kraj mogą chcieć doinstalować w przyszłości. Wobec tego wymóg interoperacyjności, otwartości, jest zasadniczy.

Kraków wdraża inteligentny transport

 – Nie rozważamy wprowadzenia opłat za wjazd do centrum, bo to jest prawnie niemożliwe – mówi Filip Szatanik, zastępca dyrektora ds. informacji Urzędu Miasta Krakowa.

Przyznaje, że na uspokojenie ruchu w centrum miasto ma kilka pomysłów.

 – To m.in. projekt reorganizacji ruchu wokół Plant. Chodzi o to głównie, by uniemożliwić kierowcom przejazd przez Śródmieście, oddać więcej przestrzeni miejskiej dla komunikacji zbiorowej, rowerzystów i pieszych – wyjaśnia przedstawiciel krakowskiego ratusza.

Miasto zamierza także dążyć do uprzywilejowania transportu publicznego, np. poprzez rozbudowę buspasów (obecnie 24 km) czy rozwój sieci tramwajowej wraz z poszerzeniem strefy sterowania ruchem, oraz objąć kolejnych ciągów drogowych tzw. zieloną falą.

 – Polega to na montowaniu na skrzyżowaniach specjalnych sterowników dostosowujących dynamikę zmiany świateł do panujących warunków drogowych. Rozwiązanie to okazało się bardzo skuteczne na Alejach Trzech Wieszczów. Korków wprawdzie nie zlikwidowano całkiem, ale zwiększono szybkość przejazdu przez ten rejon o 30 proc. – wyjaśnia Filip Szatanik.

Rozwiązaniem byłoby też rozbudowanie istniejącego układu obwodnic Krakowa. Miasto czeka na dokończenie przez rząd wschodniej obwodnicy.

Nawet 90% dofinansowania do kosztów ochrony patentu oferuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju chce zmotywować przedsiębiorców i jednostki naukowe do zarabiania na swoich wynalazkach na globalnych rynkach. Już za dwa tygodnie będą mogli oni składać wnioski w NCBiR o sfinansowanie części kosztów ochrony patentowej za granicą. Wnioskujący będą musieli wnieść wkład własny w wysokości 10 proc. wszystkich kosztów.

  Koszty ochrony patentowej będą mogły być pokrywane tylko w zakresie ochrony patentowej za granicą, np. w Europejskim Urzędzie Patentowym, amerykańskim, japońskim lub w trybie PCT [innych państwach międzynarodowego porozumienia ponad 140 krajów o ochronie patentowej – red.] – mówi Leszek Grabarczyk, zastępca Dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Ograniczenie to ma swoje uzasadnienie, bo dzięki ochronie patentowej za granicą beneficjent będzie mógł uzyskać wyższy zwrot z inwestycji, niż gdyby wynalazek były chroniony tylko w Polsce.

  Ochrona patentowa tylko w Polsce, bez wyjścia z ochroną patentową poza terytorium naszego kraju, z punktu widzenia biznesowego nie ma sensu. Rynek zbytu na dany produkt powinien być jak największy, aby można było zarobić na inwestycji. Dlatego motywujemy do tego, aby przedsiębiorcy szukali ochrony patentowej za granicą – podkreśla Leszek Grabarczyk.

Wsparcie obejmie nie tylko firmy, ale także jednostki naukowe.

 – Będziemy oferowali współfinansowanie, czyli my dokładamy 90 proc. do tych kosztów. Wymagamy minimalnego wkładu własnego po to, żeby strona wnioskująca do nas o wsparcie sama dokonała analizy, czy jest sens wydać własne pieniądze, czyli minimum 10 proc. na ochronę patentową i oceniła, czy istnieje perspektywa zarobienia na chronionym wynalazku – tłumaczy Grabarczyk.

Wnioski składane w konkursie będą oceniane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przy zachowaniu kilku kryteriów.

  Będziemy oceniali je pod kątem dojrzałości strategii biznesowej, zwłaszcza biznesowej ochrony własności intelektualnej i realności uzyskania ochrony na tych rynkach, które sobie zaplanuje wnioskodawca i w czasie, który sobie zaplanuje. Chodzi o to, że reguły ochrony patentowej są dosyć rygorystyczne. Są określone terminy, które muszą upłynąć, zanim rozpocznie się kolejny etap, albo których nie można przekroczyć dbając o to, żeby własne prawa zostały zachowane – wyjaśnia zastępca dyrektora NCBiR.

Zainteresowani będą mogli aplikować o przyznanie pomocy finansowej za 2 tygodnie, a nabór wniosków potrwa 30 dni.

 – Następnie poddamy wnioski ocenie merytorycznej. Mając na uwadze tak podwyższone przez nas standardy i wymagania dotyczące tego, co ma być przedmiotem ochrony i na jakich rynkach, już widzimy, że tylko około 1/3 wniosków przechodzi ocenę merytoryczną. Przypuszczam, że po mniej więcej 2-3 miesiącach będziemy mogli upublicznić wyniki. Prawdopodobnie pod koniec trzeciego kwartału ogłosimy kolejny konkurs. Na każdy konkurs możemy przeznaczyć 2-3 mln zł – podsumowuje Leszek Grabarczyk.

Polska będzie gospodarzem Globalnego Sympozjum Regulatorów rynku telekomunikacyjnego

Za miesiąc Warszawa będzie gościć Globalne Sympozjum Regulatorów rynku telekomunikacyjnego. Dopiero po raz drugi Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) zdecydował o organizacji spotkania w Europie. Polska jest gospodarzem dzięki dużemu potencjałowi wzrostu oraz innowacyjności naszego rynku telekomunikacyjnego.

 – Jest to konferencja, która skupia około 600 uczestników z całego świata. Są to zarówno szefowie organów regulacyjnych, jak również ministrowie, bo nie w każdym kraju na świecie jest odrębny organ, który zajmuje się stricte regulacją rynku. Będą też przedstawiciele dużych światowych koncernów z branży nowoczesnych technologii – wyjaśnia Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Polska została wybrana, ponieważ jest bardzo innowacyjnym, nowoczesnym krajem i mamy dobre praktyki, dobre rozwiązania w zakresie rynku telekomunikacyjnego.

W tej chwili branża telekomunikacyjna generuje ok. 20 mld euro dla polskiej gospodarki. To więcej niż górnictwo. Stanowi to ok. 4  proc. PKB naszego kraju. W ciągu ostatniej dekady wartość polskiego rynku telekomunikacyjnego podwoiła się. Ale prezes UKE podkreśla, że w ciągu najbliższych lat branża tele-informatyczna może mieć udział nawet 13-15 proc. w PKB Polski.

 – Żeby tak się stało, musimy pokazywać Polskę na świecie, musimy pokazać, że tutaj są dobre warunki, mądrzy włodarze, którzy stwarzają warunki dla przedsiębiorców. Oraz że inwestycje takich globalnych firm, jak chociażby Cisco, czy Intel, Motorola, którzy tutaj w Polsce lokują swoje centra badań i rozwoju, pokazują, że nasi ludzie, nasi inżynierowie są bardzo kompetentni i te globalne duże firmy chcą tutaj inwestować – przewiduje Gaj.

Szansą na promocję Polski jest właśnie spotkanie GSR 2013. Sympozjum po raz pierwszy jest organizowane w Unii Europejskiej, a dopiero drugi raz w Europie – pierwszym gospodarzem z naszego kontynentu była szwajcarska Genewa. Sympozjum jest nazywane „telekomunikacyjnym Davos”. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji są regulacje czwartej generacji, czyli dotyczące rozwoju komunikacji cyfrowej.

Magdalena Gaj podkreśla, że Polska może być przykładem dla wielu krajów w zakresie rozwiązań telekomunikacyjnych. Pod względem internetu stacjonarnego musimy gonić kraje starej UE, ale ITU zrzesza większość państw świata, łącznie 193 kraje. Nawet na tle Europy Polska staje się coraz bardziej zaawansowana.

 – Jeśli chodzi o internet mobilny to jesteśmy w czołówce europejskiej. Mamy bardzo dobre narzędzie pomagające w inwestycjach, jest to mapping infrastruktury, dane, które zbiera Urząd Komunikacji Elektronicznej o istniejących i planowanych inwestycjach. Jest to narzędzie, które bardzo pomaga przedsiębiorcom w procesie inwestycyjnym. Zostaliśmy zauważeni przez to, że mamy coraz lepsze praktyki – wylicza Magdalena Gaj.

Organizacja powstała już w 1865 r., a Polska jest jednym z 48 członków Rady ITU od 2010 r. GSR odbędzie się w Warszawie w dniach od 3 do 5 lipca. Honorowym patronatem wydarzenie objął prezydent Polski Bronisław Komorowski. Wśród gości jest między innymi dr Hamadoun Touré, sekretarz generalny ITU oraz Neelie Kroes, wiceprzeodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za agendę cyfrową.

Komentarz dzienny, 5 czerwca 2013

Decyzja RPP zostanie ogłoszona we wczesnych godzinach popołudniowych. Negatywne zaskoczenia majowymi publikacjami ze sfery realnej (PKB, produkcja) już odcisnęły swoje piętno na nastrojach w RPP. Myślimy, że Rada obniży stopy na swoim czerwcowym posiedzeniu. Obniżka o 25pb jest bardziej prawdopodobna niż o 50pb, jednak w Radzie rośnie poczucie konieczności przyspieszenia poluzowania w związku z nietrafioną diagnozą koniunktury i trendów inflacyjnych na początku roku. Ostatnie, choć dynamiczne, osłabienie złotego nie powinno na tym etapie wpłynąć na decyzję RPP. Ton komunikatu powinien pozostać gołębi (inflacja dalej będzie spadać, nie widać ożywienia gospodarczego). W końcowej jego części pojawi się warunkowanie kolejnej decyzji wynikami lipcowej projekcji inflacyjnej. Kolejnej obniżki spodziewamy się właśnie w lipcu, kiedy poza projekcją inflacyjną potrzebę poluzowania monetarnego wzmacniać będzie seria publikowanych słabych danych (aż pięć minusów przed rocznymi wskaźnikami).

Hiszpański – tłumaczenia przysięgłe Kraków

0

tłumaczenia przysięgłe hiszpański Kraków W ofercie Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. znajdziemy profesjonalne usługi tłumaczeń przysięgłych dokumentów na język hiszpański, jak i z hiszpańskiego na polski. Takiego uwierzytelnienia z pewnością wymagają dokumenty, które chcą Państwo użyć w celach urzędowych. Zaliczają się do nich:

  • akty urodzenia, ślubu, zgonu
  • świadectwa, dyplomy, suplementy do dyplomu
  • dokumenty samochodowe, medyczne
  • umowy, upoważnienia, zaświadczenia o zameldowaniu i niekaralności
  • wyciągi bankowe, historie kredytowe
  • dokumenty firmowe i odpisy KRS, NIP, REGON

Każdy z tego typu dokumentów tłumaczony jest bardzo skrupulatnie i szczegółowo (łącznie z pieczątkami, opisami, odnośnikami, itp.). Zajmujemy się również przekładami ustnymi przysięgłymi, do których zaliczają się procesy sądowe, spotkania w kancelariach, biurach adwokackich czy śluby. Zapraszamy do współpracy osoby prywatne, jak i małe firmy i duże korporacje. Przekłady wykonujemy zawsze w ustalnym terminie, z zachowaniem poufności i profesjonalizmu.

Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółową ofertą tłumaczeń ustnych i pisemnych z języka hiszpańskiego i na język hiszpański wykonywanych przez Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. Kraków na stronie: www.123tlumacz.com

W obliczu kryzysu gospodarczego do łask wraca budowanie długotrwałej relacji z klientem

Jak wynika z najnowszego badania Rzetelnej Firmy, 85 proc. przedsiębiorców uważa, że w czasie spowolnienia firmy powinny skupić się na budowaniu relacji. Aż 62 proc. badanych przyznaje, że inwestuje więcej czasu i zasobów na zdobycie zaufania konsumentów. Na takim podejściu klienci mogą tylko zyskać, oby więc nie przeminęło wraz z kryzysem.

Jak pokazuje najnowsze badanie przeprowadzone przez Rzetelną Firmę, dla 65 proc. polskich przedsiębiorców pozyskiwanie nowych klientów i zatrzymanie dotychczasowych stało się zdecydowanie trudniejsze niż jeszcze przed kilkoma laty. Ciężkie warunki rynkowe i zaostrzona konkurencja zmusiły firmy do pochylenia się nad relacją z klientem, przestawienia się na zindywidualizowane podejście do potrzeb i polepszenia jakości obsługi. Zdecydowana większość badanych przyznaje, że w czasie spowolnienia gospodarczego firmy muszą przywiązywać szczególną wagę do budowania długofalowej relacji opartej na zaufaniu. Aż 85 proc. badanych ma świadomość, że firmy powinny bardziej zabiegać o klienta, a 62 proc. przyznaje, że inwestuje więcej czasu i zasobów w budowanie poprawnych relacji z klientami. Co budujące, 33 proc. badanych przyznało, że koncentruje się na swoich klientach w takim samym stopniu jak dotychczas.

– Zastanawiający jest fakt, że dopiero w czasie kryzysu firmy zauważyły potrzebę budowania długotrwałych relacji z klientami – zauważa Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy. – Jednak to duża korzyść dla całego rynku, że przedsiębiorcy odkryli ogromny potencjał, jaki leży w budowaniu zaufania klientów. Wyższe standardy oznaczają korzyści dla konsumentów i kontrahentów, czyli lepszą obsługę i lepsze dopasowanie produktu do potrzeb. Zyskają na tym również sami przedsiębiorcy, którzy zaczynają przywiązywać większą wagę do swojej reputacji i marki – symbolu unikatowych wartości i jakości, która przyciąga klientów. Polecenie produktów czy usług ma o wiele większą wartość niż reklama, a poprawne relacje mogą uchronić przedsiębiorcę w momencie błędu – tłumaczy Waldemar Sokołowski.

Otworzenie się na dialog z klientem, na jego nie zawsze pochlebne oceny, na nieustanne udoskonalanie oferty w odpowiedzi na potrzeby i oczekiwania to niezbędne kroki, jakie musi podjąć przedsiębiorca, aby w zostać obecnej sytuacji dostrzeżonym na rynku. Dla 32 proc. przepytanych przez Rzetelną Firmę przedsiębiorców budowanie relacji z klientami to przede wszystkim indywidualne, dopasowane do potrzeb klienta oferty, a dla 26 proc. dbałość o jakość obsługi. 18 proc. firm stara się także rozbudowywać programy lojalnościowe i systemy rabatowe, a 9 proc. zbiera opinie klientów na temat produktów oraz usług i stara się na ich podstawie ulepszać ofertę.

Badanie przeprowadzone zostało w dniach 8-10 maja metodą wywiadu telefonicznego na reprezentatywnej próbce 1007 polskich przedsiębiorców zrzeszonych w programie Rzetelna Firma.

Akcjonariusze Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka zdecydowali o wypłacie 31,5 mln zł dywidendy

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy FFiL Śnieżka SA ustaliło wypłatę dywidendy z zysku za 2012 rok w wysokości 2,50 zł na jedną akcję. Jest to kwota wyższa o 0,50zł od zadeklarowanej w marcu br. przez Zarząd Śnieżki. Aktualna dywidenda jest jednocześnie najwyższą w historii Spółki.

Łącznie Śnieżka przeznacza na dywidendę 31,5 mln zł. Ustalenie dnia dywidendy przypadnie na 17 czerwca, a jej wypłata nastąpi 1 lipca 2013 r.

Wysokość wypłacanej dywidendy ma związek z bardzo dobrymi wynikami Grupy Kapitałowej Śnieżka za 2012 rok, kiedy to sprzedaż wyniosła 576,5 mln zł, a zysk netto 47,5 mln zł.