Kradzież dopiero od 800 zł? Handlowcy protestują

Straty będące wynikiem drobnych kradzieży w sklepach sięgają 3 proc. obrotu. Zdaniem organizacji handlowych – podniesienie z 250 zł na 800 zł limitu uznania kradzieży za przestępstwo doprowadzi do jeszcze większych strat. Wskutek proponowanych zmian najbardziej ucierpią właściciele małych przedsiębiorstw, którzy nie mają środków na ochronę czy monitoring.

– Jest to pomysł bardzo niekorzystny i niebezpieczny, zarówno dla właścicieli biznesu, jak również dla klientów i dla naszego społeczeństwa, szczególnie dla młodzieży – mówi Marcin Kraszewski, dyrektor Fundacji Polskiego Handlu. – Wysyłanie takiej informacji, że kradzież w pewnym momencie przestaje być przestępstwem, jest wielce szkodliwa i bardzo dwuznaczna.

Podwyższenie górnej granicy wykroczenia to pomysł Komendy Głównej Policji. Zdaniem jej przedstawicieli ustalona w 1998 roku kwota 250 zł jest zbyt niska i powinna być podniesiona do poziomu 1000 zł. Jak mówią zwolennicy tej zmiany, wykroczenia jest łatwiej ścigać niż przestępstwa, bo nie trzeba do tego angażować tylu policjantów. Krótszy jest też czas dochodzenia. Policjanci a także prokuratorzy i sędziowie nie byliby obciążeni taką ilością spraw, a to przełożyłoby się na oszczędności.

Jednak – jak alarmuje Polska Izba Handlu – już przy dzisiejszych przepisach drobne kradzieże są plagą handlowców. Na rynku działają gangi wyspecjalizowane w kradzieżach przedmiotów o wartości do 250 zł. Taka kradzież jest traktowana jako wykroczenie i nie skutkuje wpisem do Krajowego Rejestru Karnego i dotkliwymi konsekwencjami.

W toku prac sejmowych nad nowelizacją prawa karnego limit ten obniżono do 800 zł. Ale to i tak za wysoko – mówią handlowcy.

– Planowana modyfikacja prawa to ukłon w stronę takich gangów, ponieważ będą mogli praktycznie bezkarnie przywłaszczać towar lub okradać obywateli do kwoty 800zł, natomiast statystyki będą pokazywały spadek przestępczości w Polsce (przecież ich działania będą tylko błahymi wykroczeniami) – czytamy w komunikacje Polskiej Izby Handlu.

– Rozmawiałem z właścicielem kilku franczyzowych stacji benzynowych, który mówił mi, że średnio miesięcznie jedna stacja traci 2-3 tys. złotych wyłącznie na kradzieżach paliwa do 250 zł – podaje przykład dyrektor Fundacji Polskiego Handlu.

Na proponowanych zmianach stracą przede wszystkim drobni przedsiębiorcy, właściciele niewielkich sklepów czy straganów. Nie stać ich zwykle na instalację monitoringu czy zatrudnianie ochrony.

– Jeżeli wyobrazimy sobie sklep o powierzchni do 80m2, który jest obsługiwany maksymalnie przez trzy osoby, to trudniej jest im upilnować złodzieja, który jest w tym momencie w stanie z tego skorzystać – tłumaczy Kraszewski i podaje konkretne straty, jakie co miesiąc odnotowują placówki handlowe ponoszone z tytułu kradzieży. – W przypadku obiektów wielkopowierzchniowych taka norma jest ustalona na poziomie 0,5 proc obrotu, natomiast w sklepach małych to jest nawet 2-3 proc.

Fundacja Polskiego Handlu chce rozmawiać z posłami i przekonywać ich do rezygnacji z tego pomysłu. Przeciwna zmianom jest również Polska Izba Handlu, która skierowała w tej sprawie pisma, zarówno do prezydenta, Bronisława Komorowskiego, jak i premiera Donalda Tuska oraz marszałek Sejmu, Ewy Kopacz.

Zainteresowanie Chińczyków inwestycjami w Polsce rośnie

Sprzedaż chińskim inwestorom części maszynowej Huty Stalowa Wola i Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku to pierwsze poważne chińskie inwestycje na polskim rynku. Zainteresowanie inwestorów z Państwa Środka rośnie, brakuje jednak zdecydowanych działań polskiego rządu, które wspierałyby napływ chińskiego kapitału. Te pieniądze mogą więc trafić do Czech czy Węgier – ostrzega Jarosław Dąbrowski, ekspert ds. bankowości międzynarodowej.

– Jesteśmy w sytuacji, w której Polska potrzebuje kapitału zagranicznego, ponieważ nie jesteśmy w stanie wytworzyć go w takiej ilości w kraju. Chiny, Rosja i Turcja to nowi gracze, którzy będą wchodzić do Polski. Chodzi o to, żebyśmy wprzęgli ten kapitał na tyle, na ile możemy, także do realizacji projektów istotnych z punktu widzenia państwa polskiego – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jarosław Dąbrowski.

– Niedawno zamknięta została transakcja wejścia do Fabryki Łożysk Tocznych dosyć dużej, znanej firmy chińskiej Tri Ring Group. To drugi po sprzedaży przez Agencję Rozwoju Przemysłu części maszynowej Huty Stalowa Wola korporacji Liu Gong, wyraźny sygnał, że chiński kapitał do Polski będzie napływał – podkreśla Dąbrowski.

Trzeba się spieszyć

Podczas ubiegłorocznej wizyty w Polsce premier Chin Wen Jiabao deklarował, że chińskie firmy są zainteresowane w szczególności inwestycjami w przemysł motoryzacyjny, infrastrukturę, energetykę i telekomunikację. Przedstawił też propozycje utworzenia preferencyjnej linii kredytowej dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, którą dysponowałby China Exim Bank. Kredyty byłyby dostępne dla firm z 16 państw europejskich zainteresowanych inwestycjami realizowanymi wspólnie z chińskimi partnerami.

– Chińczycy, którzy strategicznie podjęli decyzję, że chcą być bardziej aktywni i rozwijać inwestowanie w Polsce, powinni być pozytywnie przyjmowani i na dobrych, zdrowych, komercyjnych warunkach wprzęgani w proces unowocześnienia Polski. Istnieje ryzyko, że sąsiedzi faktycznie mogą nas wyprzedzić. Węgrzy już kilkanaście miesięcy temu jasno zaakcentowali, że przyjmą każdą chińską inwestycję – mówi Dąbrowski.

Węgierski rząd nie poprzestaje na deklaracjach – gromadzi własny wkład do funduszu i zapowiada, że jest już gotowy na uruchomienie procesu inwestycyjnego.

– Obawiam się, że dalsze przeciąganie po polskiej stronie tych terminów może nie wyłączy nas zupełnie z tego obiegu inwestycyjnego, bo Polska jest dużym krajem i cennym rynkiem, ale być może centrum dowodzenia tym funduszem nie będzie w Warszawie, ale w Budapeszcie albo w Pradze – ostrzega ekspert.

Jego zdaniem brakuje w Polsce spójnego i usystematyzowanego planu otwarcia się na Chiny. A skutki tego już są widoczne. Polska nie wypada korzystnie, jeśli porównamy skalę chińskich inwestycji w państwach Europy Centralnej z wielkością ich gospodarek.

– Ostatnio dowiedziałem się, że Chin już nie ma w rankingu najwyższych priorytetów państwa polskiego. Są kraje takie jak Indie, Turcja, ale Chiny, a także Ukraina z tego rankingu wyleciały. Myślę, że to jest niekonsekwencja. W Chinach nic łatwo się nie realizuje i nic nie staje się szybko, ale to jest 1,3 mld ludzi i bardzo duży rynek, druga największa gospodarka na świecie, eksporter numer jeden. Wydaje mi się, że nadal bezwzględnie powinien być na liście naszych priorytetów – twierdzi prezes Dąbrowski Finance.

Ekspert podkreśla, że strategia państwa powinna również uwzględniać to, że nie możemy już liczyć na kapitał z miejsc, z których płynął do tej pory, czyli państw Unii Europejskiej, borykających się z problemami gospodarczymi.

– Musimy się otworzyć na tych, którzy są gotowi tutaj inwestować i być może traktują Polskę jako pewną autostradę do UE, ale w końcu nam wszystkim o to chodziło. Dlatego musimy stawiać na Chińczyków, Turków czy Rosjan. Jeśli będziemy zwlekać, nie będziemy dynamiczni w tym procesie i bardzo profesjonalni, to będziemy tracić, bo inni będą nas wyprzedzać. A Polska nadal potrzebuje i będzie w najbliższych 10 latach potrzebować bezpiecznych inwestycji zagranicznych. Sami Polski nie rozwiniemy w takim tempie, który zapewni miejsce w czołowej piątce krajów UE – dodaje Jarosław Dąbrowski.

Komentarz dzienny, 4 czerwca 2013

Wzrost polskiego indeksu PMI w maju do 48 pkt (z 46,9 odnotowanych w kwietniu) był zgodny z naszą prognozą (48) i przewidywaniami rynku (47,7-47,8) i zbliżony do odnotowanego w Niemczech i w strefie euro (na czym bazowały zapewne wszystkie prognozy analityków). Jest to więc czternasty z kolei miesiąc, w którym ankietowani przedsiębiorcy sygnalizowali kontrakcję aktywności ekonomicznej. Od ostatniego szczytu (styczeń 2011 r.) upłynęło więc jeszcze więcej czasu – 29 miesięcy.

Strategia LW Bogdanka S.A. na lata 2013 – 2020 wraz z polityką dywidendową

W dniu 03.06.2013 r. spółka ogłosiła Strategię rozwoju na lata 2013 – 2020. Najważniejsze elementy strategii to finalizacja, do 2015 roku, programu inwestycyjnego mającego na celu podwojenie wydobycia oraz dwukrotne zwiększenie zasobów operatywnych Spółki w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, i tym samym przedłużenie żywotności kopalni do około 2050 roku. W efekcie zwiększenia wydobycia LW BOGDANKA S.A. zamierza do 2015 roku osiągnąć 20% udziału w rynku sprzedaży węgla energetycznego w kraju.
LW BOGDANKA zamierza także pozostać liderem efektywności w górnictwie, między innymi poprzez budowę „inteligentnej kopalni”. Będzie to możliwe dzięki dalszemu rozwojowi systemu zarządzania gospodarką złoża oraz dalszej informatyzacji i automatyzacji ciągu produkcyjnego w Spółce. W połączeniu z ciągłym usprawnianiem organizacji pracy i rozwojem outsourcingu, ma to zaowocować zmniejszeniem jednostkowego gotówkowego kosztu wydobycia (Unit Mining Cash Cost) o 15% do 2017 roku (w ujęciu realnym).
Spółka zamierza także wykorzystać potencjalne synergie z producentami energii i analizuje dwa projekty: modernizację i rozbudowę Łęczyńskiej Energetyki oraz współpracę z Grupą GDF SUEZ Polska Energia w ramach projektu budowy elektrowni o mocy 500 MWe w bliskim sąsiedztwie LW BOGDANKA.
Spółka ogłosiła także politykę dywidendową na najbliższe lata – zakłada ona rekomendację przeznaczenia na wypłatę dywidendy 60% skonsolidowanego zysku netto za lata 2013 -2015.
ZAKOŃCZENIE PROCESU INWESTYCYJNEGO W CELU PODWOJENIA PRODUKCJI
Spółka zamierza, do 2015 roku, sfinalizować program inwestycyjny, mający na celu podwojenie wydobycia, w porównaniu do osiągniętego w 2011 roku. W efekcie zwiększenia wydobycia Spółka zamierza do 2015 roku osiągnąć 20% udziału w rynku sprzedaży węgla energetycznego w kraju (wobec 10% na koniec 2011 roku i 14% na koniec 2012 roku).
Dodatkowo, dzięki modernizacji szybu 1.5 w Nadrybiu, LW BOGDANKA zamierza zwiększyć swoje zdolności produkcyjne do ok. 12 mln ton w 2018 roku.
PODWOJENIE ZASOBÓW I ZWIĘKSZENIE ŻYWOTNOŚCI KOPALNI DO 2050 ROKU
LW BOGDANKA zamierza blisko dwukrotne zwiększyć swoje zasoby operatywne w Lubelskim Zagłębiu Węglowym Spółka ubiega się o pozyskanie nowych koncesji w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, w celu zwiększenia zasobów operatywnych do ok. 450 mln ton, z ok. 237 mln ton obecnie.
Tym samym, przy średnim rocznym poziomie produkcji netto sięgającym ok. 12 mln ton węgla, oznacza to przedłużenie żywotności kopalni do ok. 2050 r. (obecnie posiadane zasoby pozwalają na żywotność kopalni do 2034 r.).
DALSZE ZWIĘKSZANIE EFEKTYWNOŚCI I INTELIGENTNA KOPALNIA
LW BOGDANKA zamierza pozostać liderem efektywności i innowacyjnych rozwiązań w górnictwie, między innymi dzięki budowie „inteligentnej kopalni”.
Będzie to możliwe dzięki dalszemu rozwojowi systemu zarządzania gospodarką złoża oraz dalszej informatyzacji i automatyzacji ciągu produkcyjnego w Spółce.
LW BOGDANKA już dziś dysponuje unikalnymi w polskim górnictwie podziemnym rozwiązaniami jeśli chodzi o wspomaganie decyzji w procesie przygotowywania złoża do inwestycji, uwzględniającymi najnowsze rozwiązania techniczne w górnictwie światowym.
Spółka zamierza nadal rozwijać posiadany system zarządzania gospodarką złoża (opracowany wspólnie z Polską Akademią Nauk), w skład którego wchodzi m.in. cyfrowy model złoża (dotychczas jedyny w polskim górnictwie węgla kamiennego), cyfrowa mapa wyrobisk górniczych i cyfrowy harmonogram robót udostępniających, przygotowawczych oraz eksploatacyjnych.
Dodatkowo, w ramach budowy „Inteligentnej Kopalni” LW BOGDANKA jest także w trakcie budowy mapy obiektowej infrastruktury dołowej. Następnym krokiem będzie wdrożenie aktywnych tagów pozwalających na śledzenie stanu infrastruktury dołowej na mapie wyrobisk górniczych.
W efekcie powyższych działań, jak również dzięki ciągłemu usprawnianiu organizacji pracy i wykorzystaniu outsourcingu, Spółka zamierza zmniejszyć jednostkowy gotówkowy koszt wydobycia (tzw. Unit Mining Cash Cost) o 15% do 2017 roku (w ujęciu realnym) w stosunku do roku 2012.
POTENCJALNE SYNERGIE Z PRODUCENTAMI ENERGII
Spółka zamierza także wykorzystać potencjalne synergie z producentami energii i analizuje dwa projekty:
  • realizację programu inwestycyjnego spółki zależnej – Łęczyńskiej Energetyki Sp. z o.o. – zakładającego wykonanie bloku energetycznego o mocy 69 MWt i 77 MWe wraz z niezbędnymi instalacjami pomocniczymi,
  • współpracę z Grupą GDF SUEZ Polska Energia w ramach projektu budowy elektrowni o mocy 500 MWe w bliskim sąsiedztwie LW BOGDANKA – Spółka byłaby kluczowym dostawcą paliwa w postaci węgla kamiennego oraz mułów węglowych i ich mieszanek.
Ostateczna decyzja dotycząca wyboru wariantu inwestycji zależeć będzie od wyników prowadzonych analiz.
FINANSOWANIE I POLITYKA DYWIDENDOWA
Spółka określiła niezbędny poziom środków pieniężnych dla zabezpieczenia ryzyk działalności operacyjnej Spółki w latach 2013 – 2015 na poziomie miesięcznych przychodów ze sprzedaży lub ok. 200 – 250 mln PLN. Spółka zamierza utrzymywać dług (dług oprocentowany plus zobowiązania pracownicze) na poziomie nie wyższym niż EBITDA x 1,50.
Jednocześnie Spółka opracowała politykę dywidendową, zakładającą przeznaczenie 60% skonsolidowanego zysku netto za lata 2013-2015 na wypłatę dywidendy. W ocenie Spółki taka polityka dywidendowa pozwoli na dalszą długoterminową budowę wartości Spółki, przy jednoczesnym zapewnieniu wypłat zysku dla akcjonariuszy na poziomie zgodnym z dobrymi praktykami światowych spółek surowcowych.

Czy proponowane wprowadzenie samoobsługi na stacjach z autogazem obniży ceny tego paliwa?

Przepisy umożliwiające samoobsługę na stacjach autogazu mają wejść w życie najpóźniej jesienią. Nie będzie to obowiązkowe rozwiązanie, więc kierowcy wciąż będą mogli korzystać z pomocy pracownika stacji. Wprowadzenie samoobsługi z pewnością skróci czas oczekiwania w kolejce na tankowanie. Cena autogazu jednak prawdopodobnie zostanie taka sama.

Zdaniem Andrzeja Olechowskiego, dyrektora Polskiej Organizacji Gazu Płynnego, zmiana przepisów pozwalająca na samoobsługę dla osób tankujących autogaz może wejść w życie w trzecim kwartale 2013 r. Ministerstwo Gospodarki czeka jeszcze na zatwierdzenie nowych przepisów przez Komisję Europejską.

 – W przypadku paliw tradycyjnych mamy wybór: możemy jechać na stację obsługową lub bezobsługową i tam sami zatankować. Podobnie będzie wkrótce z autogazem. Klient będzie mógł zadecydować, czy odpowiada mu, że musi sam tankować autogaz, czy woli poczekać na obsługę stacji – mówi Andrzej Olechowski.

Korzyść dla klienta będzie polegała na tym, że skróci się czas obsługi, w przypadku gdy wybierze on stację samoobsługę. Koszt dla konsumenta prawdopodobnie pozostanie niezmieniony.

 – Szczerze mówiąc, wątpię, czy przełoży się to na cenę. Moim zdaniem umożliwienie samoobsługi nie będzie mieć wpływu na cenę detaliczną – twierdzi dyrektor POGP.

Z kolei koszt umożliwienia samoobsługi zależeć będzie, zdaniem Olechowskiego, od sytuacji na konkretnych stacjach. Na ogół jednak nie powinien on być znaczący. Opracowane przez Ministerstwo Gospodarki nowe przepisy w kwestii samoobsługi wymagają od właścicieli stacji zainstalowanie wyłącznika tankowania, zaworów odcinających, umieszczenie odpowiedniego oznakowania, a także piktogramów.

  – Na wielu stacjach to praktycznie już jest, może oprócz piktogramów – podkreśla dyrektor Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. – Jest jeszcze jedna rzecz, która może się wiązać z kosztami, to jest konieczność wymiany pistoletów na pistolety o nowych, bezpieczniejszych dla użytkownika parametrach. To koszt kilkuset złotych za jeden pistolet – dodaje.

Obecne prawodawstwo nie umożliwia samoobsługi w zakresie tankowania autogazem. Zmiana tego stanu rzeczy wymaga korekty bądź anulowania rozporządzenia ministra gospodarki z 2.11.2005 r. „w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać bazy i stacje paliw płynnych, rurociągi przesyłowe dalekosiężne służące do transportu ropy naftowej i produktów naftowych i ich usytuowania” oraz rozporządzenia ministra transportu z 20.10.2006 r. „w sprawie warunków dozoru technicznego w zakresie projektowania, wytwarzania, eksploatacji, naprawy i modernizacji specjalistycznych urządzeń ciśnieniowych”.

Brak spodziewanego odszkodowania od ubezpieczyciela to najczęściej wynik niedopełnienia obowiązków przez poszkodowanego

Niedopełnienie obowiązków przez poszkodowanego – to najczęstszy powód odmowy wypłaty odszkodowań przez zakłady ubezpieczeń. Często są to na przykład braki w dokumentacji czy niewezwanie policji na miejsce zdarzenia. O wysokości możliwego odszkodowania decydują zapisy w umowie, ale też kwota płaconej składki.

Zaniżanie wartości ubezpieczanego majątku w celu obniżenia składki to częsty błąd, który powoduje problemy z uzyskaniem odpowiedniego odszkodowania.

Jeżeli samochód jest wart 50-60 tys. według Infoexperta, to trzeba na taką sumę ubezpieczyć, a nie szukać pozornych oszczędności poprzez zaniżanie sum ubezpieczenia. Dotyczy to w podobny sposób ubezpieczenia domu i mieszkania – przekonuje Jacek Wrzosek, prezes kancelarii prawno-brokerskiej Adversum. – Trzeba więc patrzeć na to, żeby w tej grupie majątkowej ubezpieczenia były pełne i odpowiadały wartościom ubezpieczanego mienia.

Są dwa sposoby określania wysokości wypłacanego odszkodowania. Jeden to tzw. wartość odtworzeniowa, czyli kwota, jaka według ubezpieczyciela umożliwia przywrócenie np. nieruchomości do stanu sprzed szkody. Drugi sposób polega na wpisaniu konkretnej sumy maksymalnego odszkodowania.

Wartość odtworzeniowa nie zawsze jest równoznaczna z tym, co wpiszemy w polisę – zastrzega szef Adversum radząc, by raczej wybierać ofertę z konkretną kwotą.

Zdaniem Wrzoska, warto też zapłacić więcej, aby polisa zawierała ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Dzięki temu obowiązek wypłaty odszkodowania w razie szkody zawinionej przez klienta spada na towarzystwo ubezpieczeniowe.

Im więcej dokumentów tym lepiej

Problemy przy wypłacie odszkodowania są najczęściej wynikiem niedopełnienia obowiązków przez poszkodowanego.

Przy szkodzie osobowej musi być wezwana policja, która musi określić okoliczności zdarzenia. To jest niezwykle ważne przy odpowiedzialności cywilnej, bo jeżeli to ma być naprawione z czyjejś polisy, to obecność policji w miejscu zdarzenia jest nieodzowna. W szkodach majątkowych, w których jest odpowiedzialność cywilna przy szkodzie znaczącej, w wysokości kilku czy kilkunastu tysięcy złotych, także warto policję wezwać, by móc później dokumentować w sposób pewny, kto ponosi odpowiedzialność za to zdarzenie, za zaniechanie czy za zaniedbanie – dodaje prezes kancelarii Adversum.

Ubiegając się o odszkodowanie trzeba pamiętać o gromadzeniu wszelkich dowodów, dotyczących poniesionych kosztów, np. recept, rachunków za szpital czy za leki. Ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania, jeśli poniesione wydatki nie będą udokumentowane.

Przy zadośćuczynieniu nieliczalnym, które jest naprawieniem szkody niematerialnej, czyli krzywdy, bólu, bardzo istotne jest, żeby wykazać, jak dana choroba wpłynęła na nasze życie, czy to zdarzenie nie wyeliminowało z naszego życia czegoś, czy nie ograniczyło naszych możliwości poruszania się. Te wszystkie elementy, które wskazują na to, że ponieśliśmy krzywdę, że to życie zupełnie inaczej wygląda po wypadku niż wyglądało przed wypadkiem – tłumaczy Wrzosek.

Niezależnie od rodzaju polisy, przed podpisaniem umowy należy szczegółowo zapoznać się z ogólnymi warunkami ubezpieczenia oraz z treścią samej umowy. Tym bardziej, że są one niemodyfikowalne, to znaczy nie można zmieniać ich treści, nie można ich negocjować. W przypadku braku zgody na któryś z warunków pozostaje tylko wybór innego ubezpieczyciela.

Albo emerytura albo zdrowie

Ekspert radzi, by w przypadku ubezpieczeń na życie oddzielić element inwestycyjny, czyli zabezpieczenie życia na emeryturze od ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków czy choroby

Tu powinny być zawierane dwie odrębne polisy lub powinien być przygotowany cały program ubezpieczeniowy, który przewiduje różne aspekty. Przy zabezpieczeniu zbyt długiego życia, czyli zabezpieczenia emerytalnego, trzeba dobrać takie polisy, które mają charakter inwestycyjny, bezpieczny. W zależności od tego, ile czasu nam zostało do tej emerytury, polityka inwestycyjna w ramach tej polisy, powinna być odpowiednio dobrana – podkreśla Jacek Wrzosek.

Władze Krakowa przeciwne są nowym inwestycjom. Według przedsiębiorców nowe plany mogłyby ożywić rynek pracy

Małopolscy przedsiębiorcy i inwestorzy liczą na więcej inicjatywy ze strony władz miasta. Przez brak porozumienia na linii biznes-miasto kilka dużych inwestycji, które mogłyby dać nowe miejsca pracy, nie może ruszyć z miejsca. Problemem są także wdrażane plany zagospodarowania przestrzennego, które ograniczą część inwestycji.

Cały region i Kraków potrzebują inwestycji, które ożywiłyby lokalny rynek pracy. Inwestorzy jednak podkreślają, że Kraków jest trudnym miejscem do inwestowania. Przykładem są problemy przedsiębiorców z branży budowlano-deweloperskiej i inwestycje blokowane od lat przez miasto. Oficjalnie na przeszkodzie stoi brak planów zagospodarowania przestrzennego. Dziś pokryta jest nimi niecała połowa miasta. Władze planują ich wprowadzenie na większym obszarze, ale – według inwestorów – robią to bez właściwych konsultacji z zainteresowanymi.

 – Sporządzanie planów, które na wstępie mają nikłe szanse albo wręcz wiadomo, że nie będą realizowane – nie ma sensu. Sporządzając plan powinno się mieć w perspektywie to, jak on będzie realizowany – przez kogo i na jakich warunkach. Jeżeli sygnalizujemy, że w obecnych zapisach jest to niemożliwe, to znaczy, że coś jest na rzeczy i że inaczej należałoby ten plan sporządzić – mówi Dariusz Anisiewicz, architekt, przedstawiciel Echo Investment.

Do firmy należy działka z Hotelem Cracovia. Inwestor chce tam postawić wielofunkcyjny kompleks usługowo-handlowo-rozrywkowy, z zespołem kin, restauracji, galerii handlowej i fitness. Jednak propozycje planu miejscowego dla tej części miasta nie uwzględniają tej koncepcji. Władze chcą, by w tym miejscu funkcjonował hotel. Rozmowy między miastem a Echo Investment trwają.

 – Liczymy na to, że dojdzie do bezpośredniej rozmowy z planistami, nie tylko tej, którą ustawa przewiduje, ale również partnerskiej, bo bez inwestora plan nie zostanie zrealizowany. Plan to jest tylko narzędzie kierunkujące i ograniczające. Natomiast nie można planem zmusić inwestora do budowania czegoś, czego nie zamierza realizować – podkreśla Dariusz Anisiewicz.

Zdarzają się sytuację, w których przygotowanie planów powierza się osobom, które nie mają wystarczających kompetencji. Poznań przez błędy urzędników przy przygotowaniu planów zagospodarowania przestrzennego musi wypłacić jednemu tylko inwestorowi wielomilionowe odszkodowanie. Do sądów trafiają kolejne wnioski.

Potwierdza to również Szymon Duda z GD&K Group, mniejszościowego właściciela słynnego krakowskiego „Szkieletora”: – Powstawanie planów zagospodarowania jest często delegowane w ręce osób, które mają niewielką wiedzę w specyficznych zakresach. Przykład – próba projektowania budynków biurowych, które nie są możliwe do zbudowania – mówi.

Zdaniem Szymona Dudy, problem takich budynków jak „Szkieletor” czy Hotel Cracovia, które od wielu lat stoją niewykorzystane, polega na tym, że brakuje dialogu między miastem a właścicielami działek. A krakowscy inwestorzy zgodnie powtarzają, że bez konsultacji i kompromisów żadnych inwestycji nie będzie.

 – Wyobrażam sobie sytuację, w której deweloperzy mogliby bardziej aktywnie uczestniczyć w rozmowach o rozwoju miasta. Oczywiście, to mogą być rozmowy otwarte, ale dziś deweloperzy raczej nie są dopuszczani do spotkań – mówi Szymon Duda.

A to może powodować wzajemną niechęć.

By Kraków się rozwijał, potrzebuje odważnej wizji i czytelnych zasad inwestowania – tylko wtedy stanie się miastem przyjaznym oraz otwartym na nowe i tak potrzebne inwestycje.

 – Mam nadzieję, że będziemy tym inwestorem, który przełamie taką złą passę, którą mają inwestorzy w Krakowie. I że będziemy mogli powiedzieć: w Krakowie bardzo dobrze się inwestuje – mówi Dariusz Anisiewicz z Echo Investment.

Bywa, że miasto wystawia na sprzedaż atrakcyjne działki z określonymi warunkami zabudowy, a gdy tylko znajduje się zainteresowany inwestor, próbuje objąć teren planem miejscowym lub zapisami konserwatorskimi, uniemożliwiając prowadzenie inwestycji. Co więcej, miasto w takich przypadkach nie przyjmuje na siebie kosztów utrzymania „zabytkowych” obiektów ani  nie jest zainteresowane  odkupieniem cennych dla siebie działek czy budynków. Nie wykazuje też zainteresowania, by zrealizować projekt wspólnie z inwestorem.

Podobnie jest z pasem startowym dawnego lotniska w Czyżynach. Budująca tam nowoczesne osiedle spółka Budimex-Nieruchomości natrafia na wiele trudności z zagospodarowaniem tej atrakcyjnej przestrzeni, pomimo wcześniejszych kompleksowych uzgodnień z miejskimi agendami. Obecnie miasto próbuje promować swoją wizję dla tego obszaru, wprowadzając pospiesznie niedopracowany plan zagospodarowania przestrzennego.

 – Plan ten – oparty na starym studium wykonalności – może zniweczyć wydane wcześniej decyzje o warunkach zabudowy. Taka sytuacja naraża krakowską gminę na wypłatę wielomilionowego odszkodowania – uważa projektant osiedla architekt Józef Białasik, współwłaściciel Biura Architektonicznego B-2 Studio, cytowany przez „Dziennik Polski”.

Autorzy planu w swojej prognozie skutków finansowych nie biorą pod uwagę takiej ewentualności, a w wypowiedziach urzędników słychać przekonanie, że niezawisły i kierujący się interesem społeczno-gospodarczym sąd wcale nie musi wydać werdyktu po myśli inwestora. Władze Poznania myślały podobnie, a ich decyzje naraziły miasto na wielomilionowe straty.

Eksperci UOKiK: uchybienia parabanków w reklamach pożyczek.

Wprowadzanie klientów w błąd w kwestii oferowanych pożyczek i ich kosztów oraz nagminne sugerowanie wyjątkowości ofert na tle konkurencji, które nie mają pokrycia w rzeczywistości – to największe stwierdzone przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uchybienia instytucji parabankowych w reklamach pożyczek. Eksperci wskazują, że obecnie przepisy umożliwiają co prawda UOKiK kontrolę tych firm, ale nie można zakazać emitowania nieuczciwych reklam do czasu zakończenia postępowania.

  Postępowanie przed UOKiK w tego rodzaju sprawach może trwać nawet do roku. Później mamy postępowanie odwoławcze przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, które może potrwać około 1,5 roku. W ślad za tym może dojść do postępowania apelacyjnego, które również może potrwać od 6 miesięcy do roku. W związku z tym ten okres wydłuża się nam do około 3-4 lat. W tym czasie nie ma skutecznego środka, który umożliwiałby prezesowi UOKiK wstrzymanie emitowania tego rodzaju reklam w trakcie toczącego się postępowania – mówi Paweł Zouner z Kancelarii Chałas i Wspólnicy.

To oznacza, że zarówno na etapie postępowania przed urzędem antymonopolowym, jak i postępowania odwoławczego i apelacyjnego takie reklamy mogą być w dalszym ciągu emitowane. Aż do prawomocnego zakończenia się postępowania przed sądami powszechnymi.

 – Wniosek co do tego, że takich środków tymczasowych jeszcze w obrocie prawnym nie ma, wynika wprost z analizy i raportu przedstawionego przez Komitet Stabilności Finansowej pracujący przy Ministerstwie Finansów [„Analiza działań organów i instytucji państwowych w odniesieniu do Amber Gold sp. z o.o.” – red.]. Obecnie prace legislacyjne jeszcze nie trwają, natomiast dyskusja co do tych środków została już podjęta wyjaśnia Zouner.

Przeprowadzona przez prezes UOKiK kontrola reklam parabanków wykazała szereg nieprawidłowości. Wykryte uchybienia polegały na naruszeniu obowiązków podawania w reklamie wymaganych danych dotyczących kosztów pożyczki, stosowaniu nieuczciwych praktyk rynkowych oraz czynów nieuczciwej konkurencji. UOKIK sprawdził 37 firm. Ogółem zakwestionowano 32 reklamy stosowane przez 23 firmy poddane badaniu, a prezes UOKiK wszczęła 23 postępowania w sprawie praktyk naruszających interesy konsumentów.

  Raport UOKiK pokazuje niezbyt ciekawy obraz parabanków. Na 37 skontrolowanych przedsiębiorców ponad 2/3 stosowało nieuczciwe reklamy. Raport UOKiK został sporządzony na skutek wydarzeń ubiegłego roku związanych z działalnością tego typu instytucji – mówi Paweł Zouner.

Wśród zakwestionowanych przez UOKiK reklam największą grupę stanowiły te, które zawierały sformułowania „bez BIK”, ewentualnie „bez weryfikacji w BIK”. Hasło „bez BIK” może być przez przeciętnego konsumenta rozumiane jako niebadanie zdolności kredytowej w ogóle. Tymczasem kredytodawcy mają obowiązek oceny ryzyka kredytowego w związku z każdym udzielanym kredytem.

Inne uchybienia polegają na używaniu sformułowań sugerujących wyjątkowość oferty parabanku na tle konkurencji. Chodzi tu o sformułowania typu „jedyna taka oferta na rynku”, „najtańsi na rynku”. Kontrola UOKiK takich reklam i ofert skontrolowanych firm wykazała, że tego rodzaju zwroty w większości nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Parabanki wprowadzają także klientów w błąd co do kosztów pożyczki. Np. używany przez jedną ze skontrolowanych firm zwrot w reklamie „Bez prowizji i bez opłat wstępnych” dotyczył jedynie niepobierania od konsumentów opłat i prowizji na etapie wnioskowania i oceny ryzyka kredytowego, co oznacza, że tylko w sytuacji niezawarcia umowy pożyczki konsument nie ponosi żadnych kosztów. UOKiK podkreśla, że dane dotyczące kosztu pożyczki muszą być podane w sposób jednoznaczny, zrozumiały i widoczny.

Wprowadzaniem w błąd i nieuczciwą praktyką jest też podawanie informacji, że klient może odstąpić od umowy w ciągu 14 dni od jej podpisania. Tymczasem takie uprawnienie jest normą, a nie cechą wyjątkową oferty.

Jeżeli konsument – na skutek nieuczciwej reklamy – podpisał niekorzystną umowę z parabankiem, ma prawo powoływać się przed sądem na stosowanie przez przedsiębiorcę praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów albo nieuczciwych praktyk rynkowych.

Nieścisłości w projekcie ustawy o zakazie handlu w niedziele. Co na to małe, prywatne sklepy?

0

Proponowany  przez posłów zakaz handlu w niedzielę budzi wątpliwości Fundacji Polskiego Handlu, organizacji zrzeszającej małe i średnie sklepy. Zdaniem dyrektora fundacji, przepis jest nieprecyzyjny, bo zakazuje pracy w placówkach handlowych, a nie w handlu. Sam pomysł ograniczenia handlu w niedziele Fundacji Polskiego Handlu popiera, o ile bez zmian pozostaną przepisy pozwalające właścicielom małych sklepów na prowadzenie sprzedaży.

 – W projekcie jest wyłącznie mowa o zakazie pracy w punktach handlowych, więc właściwie trudno jest to zinterpretować. Myślę że należałoby ten akt na pewno dopracować – podkreśla Marcin Kraszewski,  dyrektor Fundacji Polskiego Handlu.

Według niego, niejasności budzi, kogo miałby ten zakaz dotyczyć.

 – Jeżeli mówimy o zakazie pracy to znaczy że wszelkie osoby zatrudnione w punktach handlowych nie mogą podejmować pracy w tych punktach w niedzielę. Również pracownicy ochrony i firm sprzątających. Wydaje mi się to lekkim nieporozumieniem, wątpię aby taka była intencja ustawodawcy – dodaje dyrektor Fundacji Polskiego Handlu.

Przyznaje, że popiera ograniczenie handlu, tym bardziej, że został on wprowadzony w innych krajach Europy, np. w Niemczech i gospodarki sobie z tym radzą. Kraszewski uważa, że skorzystaliby na tym wszyscy, przede wszystkim z socjologicznego punktu widzenia, bo niedziela jest dniem, który spędza się z rodziną i na aktywności społecznej, a niekoniecznie na zakupach. To samo dotyczy pracowników handlu.

Jednak – jak podkreśla dyrektor fundacji – pomysł jest dobry, o ile zachowane zostaną przy nim takie rozwiązania jak przy handlu w święta.

 – Tak długo jak ten zapis będzie dopuszczał prowadzenie działalności np. przez właścicieli sklepów, tak jak to ma miejsce w święta państwowe obecnie w Polsce – to jesteśmy za. Natomiast, jeżeli miałoby to dotykać absolutnie wszystkich, to nie wyobrażam sobie, żebym nie mógł w niedzielę na Krupówkach nabyć np. napoju – podkreśla Kraszewski.

Jak dodaje, zamknięte hipermarkety to szansa na zwiększoną sprzedaż dla małych sklepów czy innych jednostek drobnego handlu.

Projekt zmian w Kodeksie pracy jest w przeważającej mierze inicjatywą posłów PiS (65 z 86 podpisów) a także części posłów PO, SP i PSL. Argumentują oni, że niedziela w polskiej tradycji jest dniem świętym i rodzinnym. Zakaz handlu w niedziele to również niezmienny od wielu lat postulat „Solidarności”. Pomysł ten krytykuje natomiast Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, argumentując to możliwymi konsekwencjami, jak  m.in. spadkiem zatrudnienia w handlu (o 5-10 proc.), obrotów (o 3-7 proc.), a co za tym idzie spadek rentowności sieci handlowych oraz bankructwa sklepów.

Ministerstwo Finansów wprowadza nowy, przyjazny system podatkowy dla przedsiębiorstw szukających gazu łupkowego

W ciągu najbliższych dni powinny zostać ukończone prace nad projektem ustawy regulującej opodatkowanie wydobycia węglowodorów – zapewnia Maciej Grabowski, wiceminister finansów. Trwają ostatnie uzgodnienia międzyresortowe dotyczące np. formy prawnej przedsiębiorstw szukających gazu łupkowego. Jak zapewnia wiceminister, system podatkowy ma być przyjazny inwestorom, a jednocześnie zapewnić wystarczające wpływy do budżetu państwa.

 – Ten projekt jest wyważony i domknięty na 95 proc.. W najbliższych dniach zakończymy ostatnie etapy pracy legislacyjnej – zapowiada  Maciej Grabowski, wiceminister finansów. – Przedstawiliśmy ponad dwa miesiące temu projekt ustawy, odbyliśmy konferencję uzgodnieniową z zainteresowanymi ministerstwami, które zgłosiły wiele uwag. Część z nich wyjaśniliśmy. Wydaje mi się, że jesteśmy już blisko tego, żeby przedstawić ostateczny projekt ustawy.

Wiceminister wyjaśnia, że po przełożeniu tych uzgodnień na język prawny dokument trafi do Komitetu Stałego Rady Ministrów, a następnie do Rady Ministrów. Ostateczna wersja projektu powinna być gotowa w ciągu najbliższych kilku dni.

 – Są jeszcze spory z kolegami w rządzie – przyznaje Grabowski. – Na przykład uważamy, że forma prawna przedsiębiorcy, który miałby wydobywać gaz, powinna być spółką akcyjną albo spółką z ograniczoną odpowiedzialnością. Ale w stosunku do tych rozbieżności, które już nam się udało uzgodnić, myślę, że te, które jeszcze nas czekają, są marginalne.

Wiceminister wyjaśnia, które uwagi ministerstwa zostaną uwzględnione w nowej wersji projektu.

 – Najistotniejsza część mówi o tym, żeby obciążenia fiskalne, które poniosą inwestorzy faktycznie zaczęły obowiązywać od 2020 roku. Uwzględniamy problem związany z tzw. gazem towarzyszącym, to jest taki gaz, który się ulatnia najczęściej przy pozyskiwaniem ropy. To są ilości śladowe i nie chcemy tego paliwa opodatkowywać – wymienia Grabowski. – Uwzględniamy specyfikę i w związku z tym wyższe koszty, związane z wydobywaniem gazu z dna morskiego.

Wiceminister zapewnia, że ten nowy system podatkowy ma być przyjazny dla inwestorów, a z drugiej strony zapewnić godziwe pożytki dla Skarbu Państwa, będącego właścicielem tych zasobów: gazu i ropy, które w naszej ziemi pozostają.

 – Przyjęliśmy stosunkowo prosty system, który funkcjonuje i w Wielkiej Brytanii, i w Australii. Z jednej strony opiera się o  podatek oparty o dodatnie przepływy finansowe, czyli kiedy jest zwrot z kapitału, to wówczas przedsiębiorca dzieli się tym zyskiem ze Skarbem Państwa. Z drugiej strony – o stosunkowo niewielką opłatę związaną wyłącznie z samym wydobywaniem. Czyli są dwa źródła, które mają zapewnić godziwe dochody również dla Skarbu Państwa – informuje Maciej Grabowski.

Przypomina, że rząd założył, że obciążenie całkowite powinno wynosić około 40 proc. zysków brutto na przestrzeni życia całego projektu (czyli nawet 50 lat).

 – Zysk brutto na przestrzeni tych lat powinien być dzielony w proporcji 60 do 40, czyli 40 proc. zysku brutto powinno zostać w naszym państwie, w naszym budżecie, a 60 proc. zysku mógłby przejmować inwestor – dodaje wiceminister.

Resort środowiska informuje, że do połowy maja wykonano w Polsce łącznie 44 odwierty za tzw. gazem łupkowym. Na 2013 rok zaplanowanych jest 41 wierceń, w tym 9 „opcjonalnych”, czyli nieobjętych ścisłym zobowiązaniem koncesyjnym. Z szacunków wynika, że inwestorzy będę wydobywać gaz na skalę przemysłową najwcześniej w 2015 roku.

Komentarz dzienny, 3 czerwca 2013

Dochody osobiste Amerykanów utrzymały się w kwietniu na niezmienionym poziomie; dochód rozporządzalny nieznacznie spadł (-0,1% m/m) zaś ta sama kategoria w ujęciu realnym odnotowała nieznaczny wzrost o 0,1%. Wydatki konsumpcyjne spadły o 0,2% m/m, na czym przeważyły wydatki na dobra nietrwałego użytku (1,1%); kompozycja nie jest zatem najgorsza i mogła wynikać z czynników pogodowych. Obie wielkości (i dochód i wydatki) uplasowały się poniżej konsensusu prognoz. Stopa oszczędności nieznacznie wzrosła do 2,5%.

Polish Weekly Review, 31 maja 2013

New week, the same story. Selloff on bonds continued, as investors realised that without QE those bonds look expensive. Yields on 10 year bonds went up another 30bp and now with weakening currency there is a pressure even on the short end of the curve.

Czy pracujący rodzic to gorszy rodzic? Niekoniecznie!

Promowany w mediach model rodzicielstwa wpędza rodziców w poczucie winy, jeśli nie poświęcają swoim dzieciom 100 procent swojej uwagi – podkreślają psychologowie. Tymczasem praca zawodowa rodziców to jeden z elementów wprowadzania dziecka w dorosłe życie i uczenia go pozytywnych wartości, które niesie ze sobą praca. Zadowolona z pracy mama i zaangażowany w zawodowy rozwój tata to zazwyczaj lepsi rodzice.

Współczesny model rodzicielstwa zakłada, że wychowanie dziecka powinno być priorytetem rodziców. Psychologowie podkreślają jednak, że jest nim jak najlepsze przygotowanie dziecka do wejścia w świat i stopniowe usamodzielnienie się.

 – Nasza praca zawodowa jest ważnym elementem edukacyjnym. Pokazuje, że to jest coś istotnego, że ludzie, którzy czerpią przyjemność ze swojej pracy w ogóle są zadowoleni. Zadowolony rodzic to bardzo często dobry rodzic – mówi dr Magdalena Śniegulska, psycholog dziecięca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Poza wysokimi wymaganiami, jakie stawiane są współczesnym rodzicom, dodatkowym czynnikiem stresującym jest kryzys finansowy, który oznacza redukcje w wielu firmach.

 – Posiadanie pracy w w tej sytuacji ekonomicznej jest naprawdę powodem do radości i zadowolenia, więc warto o tę pracę zadbać – dodaje Magdalena Śniegulska.  Uspokoiłabym tych rodziców, którzy mają poczucie, że przez swoją pracę zabierają ważne elementy z dzieciństwa swoich synów i córek.

Jak podkreśla, zapracowani rodzice, skoro mają mniej czasu dla swoich pociech, to powinni zastanowić się, w jaki sposób go wspólnie efektywnie spędzić. Dziecko musi czuć wsparcie i bliskość rodzica, a to oznacza, że czas z dzieckiem nie zawsze należy wypełniać ambitnymi zadaniami.

 – Chciałabym trochę umniejszyć to przekonanie, że jak już mamy ten wspólny czas, to musi być zadanie, np. wyjście do galerii – musimy oglądać obrazy czy program edukacyjny – musimy poznać nowe słowa. Może mamy takie dziecko, które tego potrzebuje, ale czasami to może być po prostu poleżenie w łóżku w piżamie i pogadanie o tym, co się dzieje, poprzytulanie, zrobienie razem obiadu – podkreśla psycholog.

Jej zdaniem, rodzic musi być otwarty na potrzeby i pomysły dziecka i być gotowy do poświęcania swojego wolnego czasu na rzeczy, które będą robić wspólnie.

 – Ten balans między życiem zawodowym a prywatnym polega właśnie na zadbaniu o to, żeby w przestrzeni wolnego czasu nasze dziecko w ogóle zaistniało, żeby miało świadomość, że jest dla nas istotne. Ale nie może być też tak, że z tego powodu, że jesteśmy rodzicami, to mamy poczucie krzywdy, że idziemy do pracy. Praca naprawdę może być bardzo fajna – dodaje Magdalena Śniegulska.

Sytuacja gospodarcza się poprawia, kwota niespłaconych przez Polaków długów powinna przestać rosnąć, może nawet zacząć spadać

Możliwości zadłużania się Polaków osiągają szczyt, a to oznacza, że jeszcze w tym roku kwota niespłacanych terminowo długów powinna przestać rosnąć. Według przedstawicieli firm windykacyjnych, może nawet zacząć spadać, bo sytuacja w gospodarce – zgodnie z prognozami – za kilka miesięcy powinna się poprawić.

 – Od paru lat kwota nieregularnie obsługiwanych wierzytelności rośnie i ta krzywa wzrostu nie jest tak bardzo płaska, więc myślę, że i ona będzie wciąż rosła. Niemniej spodziewam się, że ona w tym roku osiągnie swój szczyt i się zatrzyma. Być może będzie spadać prognozuje Jacek Daroszewski, prezes zarządu Fast Finance, firmy zajmującej się skupowaniem i odzyskiwaniem wierzytelności osób fizycznych.  Sytuacja gospodarcza się poprawia. Poza tym gdzieś jest kres zadłużania się.

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że Polacy znacznie chętniej zadłużają się niż oszczędzają na planowane wydatki. Zobowiązania gospodarstw domowych o 24 miliardy przekraczają zgromadzone przez nie oszczędności. Na różnych listach nierzetelnych dłużników znajduje się 2,2 mln osób.

 – Banki mają zasięg ogólnopolski. Nie ma regionalnych instytucji tego typu, więc zadłużenie raczej jest równomiernie. Na pewno więcej długu niespłacanego jest tam, gdzie jest też więcej uzyskiwanego, czyli przeważają duże aglomeracje i rejony o gęstym zaludnieniu – mówi Jacek Daroszewski, prezes zarządu Fast Finance, firmy zajmującej się skupowaniem i odzyskiwaniem wierzytelności osób fizycznych.

Z danych firmy wynika, że statystyczny dłużnik ma 30-40 lat i mieszka w większym mieście. W sumie Polacy zalegają ze spłatą ponad 38 mld złotych. Zaległe raty 60 procent dłużników nie przekraczają sumy 5 tysięcy złotych.

  Wszystkie długi teoretycznie są trudne do odzyskania, ale wszystkie są możliwe do odzyskania – tłumaczy Jacek Daroszewski.

Banki i inne instytucje finansowe sięgają po usługi firm windykacyjnych po wyczerpaniu się innych sposobów odzyskania długu. Zdaniem prezesa Fast Finance, zmieniło się postrzeganie takich usług na rynku, również przez samych dłużników.

 – Te firmy właśnie nie „wydzierają” pieniędzy, a zdecydowanie pomagają. Zawsze jesteśmy nastawieni na to, żeby zawrzeć ugodę z dłużnikiem. Zawsze jesteśmy gotowi na wszelkie ustępstwa, byle wierzytelność dostała spłacona – wyjaśnia Jacek Daroszewski.

Zagraniczni inwestorzy lokują swe magazyny w Polsce. Mamy coraz lepsze autostrady i lotniska

Na  koniec I kwartału 2013 r. łączne zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej i logistycznej wynosiły w Polsce 7,4 mln m. kw., a odsetek powierzchni niewynajętych wynosił 10 proc. – wynika z danych firmy doradczej CBRE. Zagranicznych najemców powierzchni magazynowych przyciąga do Polski coraz lepsza infrastruktura, w tym nowe autostrady, drogi ekspresowe oraz lotniska. Nowym zjawiskiem jest też rozwój rynków lokalnych na wschodzie kraju – głównie w regionie Rzeszowa i Lublina.

Poszukujący magazynów do wynajęcia zwracają uwagę przede wszystkim na lokalizację.

 – Inwestorów zagranicznych interesują lokalizacje jak najbliższe autostrady. Każdy z nich chciałby mieć autostradę tuż przy swoim magazynie. To najważniejszy czynnik. Zwykle zagraniczne firmy mają już jakąś lokalizacje na Zachodzie, np. w Niemczech i chciałyby, żeby ich nowa lokalizacja w Polsce była położona o jeden dzień drogi tirem od ich obecnej lokalizacji. Dlatego też bezpośrednia dostępność drogowa jest bardzo ważna – mówi Aleksander Kuźniewski, starszy negocjator w dziale powierzchni magazynowych i przemysłowych CBRE – firmy doraczej w sekorze nieruchomości.

Dlatego inwestorzy najbardziej poszukują powierzchni w zachodnich regionach Polski oraz na Śląsku.

 – Chodzi o Poznań, Wrocław, Śląsk, obszar wzdłuż całej autostrady A4 i A2. Nowe lokalizacje pojawiające się z nowymi drogami, wszystkie korytarze główne transportowe są tak naprawdę w kręgu zainteresowań potencjalnych inwestorów – podkreśla ekspert.

Łączna wartość inwestycji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w 2012 roku wyniosła 2,7 mld euro, z czego inwestycje w sektorze logistycznym wyniosły 460 mln euro, czyli 17 proc. – znacznie więcej w porównaniu z latami wcześniejszymi.

Rośnie rynek powierzchni magazynowych na Wschodzie

Nowym zjawiskiem jest rozwój nowych regionalnych rynków logistycznych. Rośnie zainteresowanie Polską Wschodnią, w tym przede wszystkim regionem Rzeszowa i Lublina. To miasta bliskie granicy kraju, z tanimi gruntami w regionie oraz korzystające z zalet specjalnych stref ekonomicznych, a także obecności polskich i zagranicznych firm z sektora produkcji. Łączne zasoby powierzchni logistycznej w tym regionie wynoszą tylko 128 tys. m. kw., ale w budowie lub planach są już następne projekty.

Kolejnym wschodzącym rynkiem logistycznym jest region kujawsko-pomorski, z Bydgoszczą i Toruniem, którego atuty to centralna lokalizacja i dostęp do autostrady A1 łączącej północ i południe kraju. Na razie dostępnych jest tu jedynie 80 tys. m.kw. powierzchni logistycznej, ale w planach jest dwukrotne jej zwiększenie.

Wśród najemców z zagranicy dominują logistycy i sektor motoryzacyjny. Coraz większy wpływ na rynek powierzchni magazynowych ma też rozwój branży e-commerce.

 – Powoli będzie następowała taka tendencja, że odejdziemy od dużych centrów handlowych w stronę małych sklepików, gdzie będzie można zobaczyć produkt,  dotknąć go, a potem wrócimy do domu i będziemy kupować w internecie. Sklep internetowy działający w Poznaniu może być obsługiwany z magazynu w Piotrkowie Trybunalskim, w dzisiejszych czasach nie jest to żadną przeszkodą – stwierdza ekspert.

Nie jest tak dobrze jak w 2008 roku

Zmianie ulega także sposób inwestowania w powierzchnie magazynowe.

 – Jeszcze w 2008-2009 roku budowało się nawet bez klienta. Budowało się, bo wiadomo było, że klient się znajdzie. Teraz, żeby budować magazyn, trzeba mieć klienta przynajmniej na dużą część magazynu. Można ewentualnie zbudować o 20-40 proc. większy magazyn i czekać na następnych klientów, którzy przyjdą. Jednak do budowy magazynu deweloperzy potrzebują pierwszego najemcy, który jest zabezpieczeniem dla banku na sfinansowanie inwestycji – podsumowuje Aleksander Kuźniewski.

Z danych CBRE wynika, że w 2012 r. popyt na nowoczesne powierzchnie logistyczne wyniósł 1,8 mln m.kw. Około 70 proc. tej powierzchni wynajęto poza Warszawą i regionem stołecznym, z czego około 230 tys. m.kw. na Górnym Śląsku i ponad 105 tys. m.kw. w regionie Poznania.

Stawki wyjściowe czynszów w regionie warszawskim wynoszą 2,50-3,60 euro/mkw./miesiąc, a stawki efektywne to 1,90 – 3,00 euro/mkw./miesiąc.

Kompania Piwowarska odnotowuje spadek, ratunkiem może być długie i ciepłe lato

Kompania Piwowarska liczy się z pesymistycznym scenariuszem rozwoju sytuacji na rynku w tym roku. – Możemy obserwować nieznaczne spadki – twierdzi jej prezes Robert Priday. Wszystko przez długą zimę i kiepskie nastroje konsumentów. Branża ma nadzieję na długie i gorące lato, które dla browarów jest okresem żniw.

W ubiegłym roku sprzedaż na całym rynku wzrosła o 4,2 proc. (do 38 mln hl).

 – Myślę, że będzie trudno o wzrost na rynku piwa. Jedyna szansa, jeśli będziemy mieć długie lato i piękną pogodę, która rozciągnie się na sierpień, wrzesień, może październik – mówi Robert Priday, prezes Kompanii Piwowarskiej (KP). – W innym przypadku będziemy obserwować lekki spadek.

Spadek ten może wynieść 1-2 proc., przy negatywnych założeniach dotyczących pogody w dalszej części roku – zwłaszcza w sezonie letnim. Szacuje się, że ponad 50 proc. rocznej sprzedaży piwa przypada na okres od maja do września. Tegoroczna ostra i długa zima była wyjątkowo ciężka dla piwowarskich przedsiębiorstw. Nie pomagają im nastroje na rynku – w efekcie pogarszającej się sytuacji gospodarczej w drugiej połowie 2012 r. spadła konsumpcja piwa.

 – Potrzebujemy więc długiego i pięknego lata – podkreśla Priday.

Jego zdaniem, polski rynek i tak nie wygląda źle na tle innych europejskich państw. Sytuacja na piwnych rynkach odzwierciedla kondycję gospodarek poszczególnych krajów, czyli spadki na południu kontynentu i stabilna sytuacja na północy. Sprzedaż złotego trunku zależy od tego, jak bardzo konsumenci muszą oszczędzać.

 – Jeśli ludzie mają pieniądze, to kupują piwo, ale kiedy pieniędzy ubywa, nie decydują się na taki zakup. Niestety, europejski rynek nieco się skurczył i jest to skutkiem tego, co się dzieje w krajach południa. Kraje północne, również Polska, były w stanie utrzymać naszą sprzedaż na dobrym poziomie – tłumaczy prezes Kompanii Piwowarskiej.

Kondycji browarów nie polepszają obciążenia fiskalne ze strony państwa. Ale zdaniem Roberta Pridaya, branża nie powinna liczyć na obniżenie podatków. Tym bardziej uwzględniając trudną sytuację budżetową.

 – Jedyna rzecz, o jaką prosimy rząd, to nienakładanie na nas dodatkowych podatków. Zapłacimy to, co musimy, ale jeśli opodatkujecie pieniądze, jakie możemy zainwestować, by pobudzić rynek, zwiększyć zatrudnienie, ożywić gospodarkę, to będzie dla nas bardzo trudne – podkreśla.

W roku finansowym 2012/2013, który zakończył się 31 marca b.r., sprzedaż Kompanii Piwowarskiej wzrosła o 8 proc., do 14,5 mln hl. Zarząd tłumaczy to m.in wprowadzeniem nowych produktów. W tym roku finansowym firma chce utrzymać wzrost sprzedaży, ale nie zdradza, jakiej spodziewa się dynamiki. Zapowiada też wprowadzanie kolejnych nowości. Ostatnio jej oferta poszerzyła się m.in. o takie piwa jak Książęce Jasne Ryżowe, Wojak Radler czy nowa odmiana Lecha Shandy.

Nawet 200 tys. złotych dofinansowania dla firm, które chcą zaistnieć za granicą

0

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju czeka na wnioski aplikacyjne polskich firm z sektora nowoczesnych technologii, które ze swoim innowacyjnym produktem lub wynalazkiem chcą zaistnieć w kraju lub zagranicą. Środki na wsparcie dla nich będą pochodzić z drugiej edycji programu „Go Global”. Termin składania wniosków upływa 25 czerwca.

Program „Go Global” adresowany jest do przedsiębiorców, którzy mają już gotowe wyniki prac badawczo-naukowych. Jednak w zaistnieniu przeszkadza im specyfika rodzimego rynku, który czasem okazuje się zbyt płytki lub mało innowacyjny.

 – Oferujemy im 200 tys. zł maksymalnego wsparcia na dopasowanie strategii do rynku docelowego, światowego, gdzie chcą zaistnieć – mówi Daniel Maksym, szef działu rozwoju infrastruktury szkolnictwa wyższego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Te pieniądze mogą wykorzystać ponadto na dostosowanie swoich umiejętności, prezentacji oferty, na zakup usług doradczych i – przede wszystkim – na kontakt z potencjalnym inwestorem i zaprezentowanie mu oferty.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oczekuje od przyszłego beneficjenta programu, że ten zainteresuje swoim projektem jak największą liczbę potencjalnych kontrahentów z zagranicy. Jak podkreśla Daniel Maksym, o dofinansowanie mogą starać się firmy z branży nowych technologii, ale nie muszą to być start-upy.

 – Zależy nam na firmach, które mają dobry produkt, przetestowany w warunkach rzeczywistych, na rynku krajowym, ktoś się tym produktem zainteresował, ktoś chciałby dać mu dofinansowanie, czyli innymi słowy nie jest to idea, jest to coś, co rzeczywiście funkcjonuje na rynku i daje się wycenić – wyjaśnia przedstawiciel NCBiR. – Ważne, żeby była to technologia, produkt czy usługa wytworzona w wyniku prac badawczo-rozwojowych, żeby była z sektora wysokich technologii i by miała przewagę konkurencyjną.

Dodaje, że takich firm – wbrew pozorom – nie jest dużo. W pierwszej edycji do konkursu zgłosiło się 26 firm, a ze względu na wysoko postawioną poprzeczkę wybrano jedynie pięć projektów.

 – Są to projekty wysokich technologii z branży informatycznej, a także z branży chemicznej i produkcji przemysłowej – wymienia Maksym.

Przedsiębiorca zainteresowany udziałem w programie musi złożyć prosty wniosek aplikacyjny przez internet. Ma na to czas do 25 czerwca. Nie musi do niego dołączać żadnych załączników w formie pisemnej.

 – Jest to wniosek, który może wypełnić sam, bez pomocy firm doradczych – ocenia szef działu rozwoju infrastruktury szkolnictwa wyższego NCBiR. – Zainteresowany musi w nim podać opis swojego projektu, poinformować nas, kto chciałby się tym projektem zainteresować, jakie są jego rynki docelowe oraz jaki jest jego plan na wykorzystanie tych 200 tys. zł.  

Przedsiębiorcy, dostrzegający w sobie i swoim przedsięwzięciu potencjał, pozwalający myśleć o podboju zagranicy, widzą siebie przede wszystkim na rynku amerykańskim, europejskim i azjatyckim.

 – Co ciekawe, żaden z przedsiębiorców, którzy zadeklarowali chęć udziału w konkursie nie chciał wejść na rynek afrykański – mówi Maksym. – A to jest, moim zdaniem bardzo perspektywiczny rynek, ogromny kontynent, niezagospodarowany przez polskie firmy.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju finansuje wszelkie koszty wyjazdów przedsiębiorcy do potencjalnego inwestora, i to w formie ryczałtowej. Nie trzeba więc gromadzić faktur, co nie stwarza dodatkowych trudności z późniejszym rozliczeniem projektu. Co ważne, przyszły beneficjent otrzymuje 80 proc. przyznanych mu środków w zaliczce, w związku z czym może finansować przedsięwzięcie z pieniędzy z NCBiR. Szanse na zainteresowanie kogoś, z zagranicy wcale nie są małe.

 – Pojawiają się firmy, które są reprezentowane przez fundusze kapitałowe, bo przyjęta zasadą na świecie jest inwestowanie za pomocą pośredników – tłumaczy  Daniel Maksym. – Mamy nowych partnerów w naszym przedsięwzięciu, chociażby Plug and Play Tech Center z Kalifornii, czy USPTC, czyli US-Polish Trade Council też z Doliny Krzemowej czy Mittel- und Osteuropa Zentrum z Lipska, czyli jeden z instytutów Fraunhofera.

Jego zdaniem ważne jest, by przedsiębiorca, lecąc na spotkanie z potencjalnym inwestorem do Ameryki czy Azji miał pomysł na siebie i wiedział komu i jak chce się sprzedać.

 – Pamiętajmy, że ma się kilkanaście minut na zaprezentowanie się inwestorowi, ale plusem jest to, że tych inwestorów może jednego dnia przyjść kilkudziesięciu – tłumaczy przedstawiciel Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Zygmunt Solorz-Żak: w Polkomtelu potrzebne są zmiany sposobu zarządzania i mentalności pracowników

0

Zygmunt Solorz-Żak skupia swoją uwagę na Polkomtelu. W należącej do niego od 2011 r. spółce telekomunikacyjnej największym wyzwaniem jest zmiana mentalności pracowników i sposobu zarządzania. W związku z tymi zadaniami biznesmen nie planuje na razie nowych przedsięwzięć.

Polkomtel S.A. został utworzony pod koniec 1995 r. Kiedy Zygmunt Solorz-Żak przejmował spółkę, jej udziałowcami były  m.in. KGHM Polska Miedź i PKN Orlen (po 24,39 proc.) oraz PGE (21,85 proc.).

 – Teraz jest tam inne zarządzanie, inna odpowiedzialność. Dotychczas zarząd miał bardzo dużo do powiedzenia, bo udziałowcami były firmy państwowe, a teraz trudno to szybko zmienić – opisuje sytuację w Polkomtelu Zygmunt Solorz-Żak.

Zygmunt Solorz-Żak podkreśla, że największym wyzwaniem związanym z quasi-państwową przeszłością Polkomtela jest mentalność pracowników.

 – Tam naprawdę jest co robić, trzeba inaczej to zorganizować, a to jest bardzo trudne. Ta firma funkcjonowała w ten sposób ponad 15 lat. Aby wprowadzić zmiany trzeba odmienić mentalność ludzi, a to nie jest takie proste albo wręcz jest niemożliwe – mówi Solorz-Żak.

Dodaje, że zmiany w Polkomtelu wymagają tak dużo pracy, że nowe przedsięwzięcia muszą poczekać. Jednym z wyzwań jest wprowadzenie nowych procedur.

 – Żeby cokolwiek przepchnąć trzeba pięciu podpisów. Ja chciałem zrobić dwa podpisy, a okazało się, że jest ich siedem. Trudno jest te regulacje wewnętrzne wszystkie pozmieniać, ponieważ od dawna to funkcjonowało tak, a nie inaczej – komentuje Solorz-Żak.

Polkomtel to operator sieci telefonii komórkowej Plus, 36,6 oraz Sami Swoi. Solorz-Żak zakupił spółkę za rekordowe 18,1 mld zł. Umowa między udziałowcami Polkomtela a spółką należącą do biznesmena została podpisana w czerwcu 2011 roku, a sfinalizowano ją kilka miesięcy później, w listopadzie, po uzyskaniu zgody urzędu antymonopolowego. Właścicielem 100 proc. udziałów stał się Spartan Capital Holdings. W lutym br. nastąpiło połączenie spółek poprzez przeniesienie całego majątku Spartan Capital Holdings na spółkę Polkomtel.

Farmy wiatrowe na Bałtyku dadzą około 32 tysięce nowych miejsc pracy

Blisko 74 mld zł i 32 tysiące nowych miejsc pracy – to potencjalne korzyści dla gospodarki z morskiej energetyki wiatrowej. Eksperci Ernst & Young wyliczyli, że jest to możliwe, jeśli do 2025 roku na Bałtyku zostanie zainstalowane 6 GW mocy z farm wiatrowych. Już dziś, mimo że żadnej farmy jeszcze na morzu nie posiadamy, Polska czerpie korzyści z rozwoju tej technologii. Głównie dzięki zagranicznym zamówieniom dla firm z przemysłu stoczniowego.

Opublikowany dziś raport Ernst & Young na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej analizuje wpływ rozwoju farm wiatrowych na Bałtyku na polską gospodarkę. Eksperci wskazują, że przyniesie to przede wszystkim oszczędności związane z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla. Emisja mniejsza o ok. 40 mln ton oznacza dodatkowe 1,6 mld zł oszczędności. Poza tym rozwój morskiej energetyki wiatrowej (offshore) to również wiele nowych miejsc pracy – do 2025 roku będzie zapotrzebowanie na 31,8 tys. nowych pracowników w tej branży.

  Te miejsca pracy będą powstawać przede wszystkim w przemyśle stoczniowym, tak jak to ma już miejsce obecnie, a także generalnie w rejonach nadmorskich związanych z przemysłem portowym i maszynowym – mówi Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energii Wiatrowej.

Najwięcej miejsc pracy – ok. 5,1 tys. może powstać w przemyśle elektromaszynowym. Drugie tyle powstanie – według prognoz – w transporcie morskim, przemyśle stoczniowym i portowym.

 – Chodzi głównie o produkcję komponentów i elementów niezbędnych do budowy farm wiatrowych na morzu, czyli przy tworzeniu wież, fundamentów, ale również przy budowie specjalistycznych statków i wyposażenia dla nich i dla samych morskich farm wiatrowych. Krąg beneficjentów rozwoju tej branży energetyki odnawialnej jest więc dość szeroki – dodaje Cetnarski.

Pierwsze zamówienia już są

Mimo że branża offshore w Polsce dopiero raczkuje, to polski przemysł stoczniowy, maszynowy i stalowy mają już pierwsze zamówienia. Pochodzą głównie od inwestorów zagranicznych, którzy instalują farmy wiatrowe na Morzu Północnym. Sukcesy na światowych rynkach odnoszą m.in. takie polskie firmy jak stocznia CRIST, zajmująca się budową specjalistycznych jednostek montażowych i obsługą farm wiatrowych, czy GSG Towers produkująca wieże dla takich farm. Konstrukcje dla zagranicznych inwestorów tworzy też Polimex-Mostostal.

Inwestycje w farmy wiatrowe na Bałtyku doprowadzi do zwiększenia zmówień. Zdaniem Cetnarskiego, wybudowanie do 2025 r. ok. 6 GW mocy z energii wiatrowej jest realistyczne.

 – Są to realne liczby pod warunkiem, że będziemy korzystać z dobrego systemu wsparcia i regulacji pozwalających na inwestowanie w branżę – mówi Cetnarski.

Choć koszt wybudowania farmy na morzu jest dwukrotnie wyższy niż na lądzie, to – zgodnie z oczekiwaniami ekspertów – z czasem będzie on coraz niższy.

  – Symulacje dotyczące kosztów bazują na danych z Morza Północnego, gdzie warunki do budowy morskich farm wiatrowych są mniej korzystne niż na Bałtyku – mówi Cetnarski. – Dla rozwoju polskiej morskiej energetyki wiatrowej koszty inwestycyjne powinny dość istotnie spaść, nawet o 30 proc. do 2020 r. Spadek ten może być nawet większy, jeśli weźmiemy pod uwagę rozwój technologiczny.

Do zwiększenia stopy zwrotu z inwestycji w farmy offshorowe, przyczyni się ustawa o OZE, jeśli ostatecznie wejdzie w życie. Zgodnie z jej ostatnią wersją (z października 2012 roku) dla tego typu energetyki tzw. współczynnik korekcyjny ma wynieść 1,8. Oznacza to, że wsparcie wyniesie 1,8 razy cena zielonego certyfikatu, który potwierdza produkcję energii ze źródeł odnawialnych (w 2012 r. wynosił niecałe 300 zł za megawatogodzinę). Dla porównania, współczynnik korekcyjny dla instalacji wykorzystujących energię wiatru o mocy zainstalowanej powyżej 100 kW do 500 kW – 1,20, a te o mocy zainstalowanej powyżej 500 kW – 0,90. Wartość współczynnika będzie obowiązywać przez 15 lat, ale nie dłużej niż do końca 2035 roku.

 – Jeśli parlament uchwali ustawę odpowiednio szybko, nic nie będzie stało na przeszkodzie, byśmy w 2020 r. zobaczyli pierwsze polskie farmy wiatrowe – twierdzi prezes PSEW.

Wzrost inwestycji w odnawialne źródła energii wynika także ze zobowiązań Polski wobec UE. W 2020 r. udział energii z OZE w zużyciu finalnym brutto ma wynieść min. 15 proc.

Więcej Polaków wyjedzie na wakacje w tym roku, ale prawie połowa z nich nie zamierza wykupić ubezpieczenia

W tym roku więcej Polaków planuje wakacyjny wyjazd – na urlop wybiera się ponad 16 milionów rodaków, niespełna 6 milionów z nas spędzi go zagranicą.. Główne kierunki wypoczynku to nadal Włochy, Grecja, Turcja, ale przede wszystkim Chorwacja, która zdeklasowała dotychczasowego lidera Hiszpanię. Planujemy przy tym wydać mniej pieniędzy niż w roku ubiegłym. Oszczędzamy m.in. na ubezpieczeniach, choć tu mamy coraz szerszą ofertę.

 – Zgodnie z naszymi badaniami wyjedzie nas o milion więcej niż w zeszłym roku. Po raz pierwszy od kilku lat więcej niż połowa rodaków zamierza spędzić wakacje na wyjeździe – mówi Tomasz Frączek, prezes Mondial Assistance.

Wyjazd podczas tegorocznych wakacji planuje 52 proc. przebadanych przez Nielsen Polska na zlecenie Mondial Assistance. To 16 milionów dorosłych Polaków. Wśród nich 37 proc. zamierza wyjechać za granicę, a 63 proc. spędzić wakacje w Polsce.

 – To i tak więcej niż w ubiegłym roku, kiedy urlop planowało niespełna 15 mln Polaków, z czego ponad 4,5 mln wyjeżdżało zagranicę – informuje Tomasz Frączek.

Na tegoroczne wakacje wyjadą przede wszystkim osoby młode (w wieku 18-29 lat), mieszkające w miastach, z wykształceniem średnim i wyższym, o dochodzie gospodarstwa domowego powyżej 4,5 tys. zł. Na zagraniczne wakacje wybierają się osoby, których dochód gospodarstwa domowego kształtuje się powyżej 6 tys. zł.

Najbardziej popularne miejsca wyjazdów zagranicznych w 2012 roku to Hiszpania, Chorwacja, Włochy, Grecja, Turcja. Wśród tegorocznych wakacyjnych planów Chorwacja wyprzedziła Hiszpanię, pozostała trójka pozostaje bez zmian.

 – Głównie wyjeżdżamy samochodem, mniej więcej 2/3, natomiast 1/3 udaje się na wypoczynek zorganizowany, samolotem lub autokarem czy pociągiem. Ale liczba ludzi deklarujących wyjazd samochodowy wzrasta i stąd pojawienie się nowego lidera, czyli Chorwacji – mówi prezes Mondial Assistance. – Warto powiedzieć o pewnym spadku Egiptu, jako interesującego miejsca na spędzanie urlopu. Mniej więcej dwa razy mniej ludzi deklaruje chęć pojechania do tego kraju niż w zeszłym roku, gdy było to 7 proc., a obecnie jest ponad 3 proc.

Z badania wynika, że mimo większej liczby chcących wyjechać na wakacje, spada liczba deklarujących wykupienie ubezpieczenia. Taki zamiar, wśród planujących wakacje za granicą w 2012 roku, deklarowało 62 proc. Polaków. W tym roku ten odsetek spadł do 58 proc.

 – Dla wielu ludzi ubezpieczenie jest zbędnym kosztem. Są to na przykład optymiści, którzy nigdy się nie ubezpieczają, jest ich mniej więcej 1/4. Są też tacy, którzy uważają, że jeśli do tej pory nic im się nie zdarzyło, to się nie zdarzy. Są tacy którzy mówią, że jest to zbędny koszt. A przecież koszt ubezpieczenia realnie nie powinien odgrywać roli przy budżetach wakacyjnych – uważa Tomasz Frączek.

Średni szacowany koszt wyjazdu zagranicznego przypadający na jedną osobę w 2012 roku wyniósł 2 613 zł, wyjazdu w Polsce – 1 188 zł. Natomiast w tym roku ten średni koszt wyjazdu zagranicznego nieco spada – do 2 315 zł, z kolei w Polsce nieznacznie rośnie – do 1 191 zł.

 – Średni koszt jednego dnia ubezpieczenia zamyka się w 8-9 zł, w związku z tym w kontekście 2 300 zł to naprawdę nie jest wysoka pozycja. Przy średniej długości wyjazdu około 8 dni mówimy o dodatkowych 60 zł za ubezpieczenie. A w pakietach rodzinnych te koszty są jeszcze niższe – dodaje Tomasz Frączek.

Blisko 2/3 Polaków wyjeżdżających za granicę ma jednak zamiar wykupić ubezpieczenie turystyczne.

 – To jest osoba w wieku 20-39 lat, czyli młody świadomy mieszkaniec dużego miasta, wyjeżdżający głównie z rodziną. Ci, którzy jadą we dwójkę bądź rodzinnie, deklarują, że oni właśnie kupią sobie ubezpieczenie – wyjaśnia prezes.

Aby przyciągnąć klientów, ubezpieczyciele oferują dodatkowe usługi.

 – Produkt się zmienia, ewoluuje od lat i coraz bardziej dopasowujemy go do potrzeb klientów. Dotyczy głównie problemów związanych z zachorowaniami bądź wypadkami – mówi Tomasz Frączek.

Są to dwa główne komponenty pakietu turystycznego, do których można dodać  usługi okołoubezpieczeniowe, pomocowe, jak zlecenie organizacji dowolnej usługi, skorzystanie z serwisu awaryjnego w razie awarii samochodu, uzyskanie potrzebnych informacji. Zależnie od pakietów ubezpieczenie obejmuje uprawianie sportów, ubezpieczenie utraty lub zniszczenia bagażu, a nawet możliwość zwrotu kosztów wycieczki w przypadku odwołania podróży spowodowanej np. chorobą lub innym wypadkiem losowym.

Po wprowadzeniu możliwości płatności smartfonem przyszła kolej na zintegrowany portfel elektroniczny

0

Polska będzie czwartym w Europie krajem, w którym Visa wprowadzi usługę V.me, czyli zintegrowanego portfela elektronicznego. Analitycy Visy prognozują szybki wzrost ilości kart zbliżeniowych używanych przez Polaków. Drugim segmentem rynku, który będzie dynamicznie się rozwijał będą płatności mobilne, które umożliwią zastąpienie karty własnym telefonem komórkowym. 

Visa Europe wprowadziła już nową usługę V.me w trzech europejskich krajach: Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii.

 – Polska jest czwartym rynkiem. Myślę, że uruchomimy usługę jeszcze w tym roku – deklaruje dyrektor Visa Europe w Polsce, Jakub Kiwior.

Polska jest ciekawym rynkiem dla operatorów kart płatniczych ze względu na młody system bankowy, na którym od ponad 20 lat wprowadzane są najnowsze rozwiązania. Polacy coraz chętniej płacą kartami, w tym zbliżeniowymi. Mają w portfelach już ponad 15 milionów takich kart, a liczba ta do końca roku ma wzrosnąć do 20 milionów. Przybędzie też punktów obsługujących taki typ transakcji. Z prognoz firmy Polasik Research wynika, że do końca roku powinno ich być ok. 170 tysięcy.

Kolejny krok to płatność smartfonem.

  Telefon z funkcją zbliżeniową będzie zachowywał się dokładnie tak samo w punkcie sprzedaży, jak karta zbliżeniowa. Przy czym klient będzie mógł zobaczyć od razu w swojej bankowości elektronicznej, jakiej płatności dokonał, gdzie jej dokonał, na jaką kwotę i jak zmieniło się jego saldo rachunku – tłumaczy Jakub Kiwior.

Płatności mobilne zostaną zintegrowane z płatnościami internetowymi i elektronicznym portfelem.

  Portfel V.me będzie polegał na tym, że klient tylko raz zarejestruje swoją kartę w swoim wirtualnym portfelu, a potem będzie mógł dokonywać płatności w sklepach internetowych wpisując tylko swoją nazwę i hasło, które sam sobie nada. Czyli nie będzie musiał za każdym razem wpisywać wszystkich danych karty, które w dużej mierze powodowały, że takie transakcje nie były do końca przyjazne dla klientów – wyjaśnia Jakub Kiwior.

Według przewidywań Visa Europe, do końca 2020 r. z portfela V.me by Visa będzie korzystać jedna trzecia konsumentów w Europie.

Władze firmy podkreślają, że płatności bezgotówkowe to nie tylko wygoda dla klientów, ale również niższe koszty transakcji niż przy obrocie gotówkowym. Poza klientami zyskują też sprzedawcy – transakcje są bezpieczne.

  Sklepy, jeśli akceptują karty zbliżeniowe, to mają pełną gwarancję otrzymania płatności oraz korzystają z szybkości dokonywania płatności i możliwości dotarcia do nowych klientów, zarówno takich, którzy płacą kartami debetowymi, jak i kartami kredytowymi i korzystają z kredytu w punkcie sprzedaży – dodaje dyrektor Visa Europe w Polsce.  Jest to korzystne także dla gospodarki, gdyż karty i płatności elektroniczne obniżają koszt obiegu pieniądza oraz ograniczają wielkość szarej strefy – podsumowuje.

Podział uczelni wyższych na akademickie i zawodowe już za 3 lata

Już za 3 lata uczelnie wyższe będą się dzielić na akademickie i zawodowe. Podział wprowadza przyjęty przez rząd projekt zmian w Prawie o szkolnictwie wyższym. Szkoły będą musiały w tym czasie dostosować swoje programy odpowiednio do profilu kształcenia. W tych opracowaniu programów oraz prowadzeniu zajęć, szczególnie zawodowych, aktywny udział mają wziąć pracodawcy.

Podział uczelni wyższych na ogólnoakademickie i zawodowe to jedno z głównych założeń przyjętych przez rząd propozycji zmian w Prawie o szkolnictwie wyższym.  Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce, aby zmiany weszły w życie pod koniec 2013 r. lub na początku przyszłego roku, ale to nie oznacza, że już wtedy pojawią się nowe programy studiów.

 – Uczelnie będą miały czas na dostosowanie się do nowych wymogów. Na wszystkich uczelniach – i ogólnoakademickich i w zawodowych – trzy lata, natomiast na kierunkach licencjackich – dwa lata na przygotowanie nowego programu – wylicza prof. Barbara Kudrycka.

Według rządowych propozycji, system szkolnictwa wyższego będzie się składał z dwóch podstawowych typów uczelni: kształcących praktycznie (uczelnie zawodowe) i uczelni akademickich. Szkoły, które nie mają prawa do nadawania stopnia doktora będą mogły uruchomić wyłącznie studia o profilu praktycznym, a kształcące własną kadrę i uprawnione do doktoryzowania będą mogły prowadzić zarówno studia ogólnoakademickie, jak i praktyczne.

 – Uczelnia powinna kształcić nie tylko teoretyczną wiedzę, ale również umiejętności praktyczne i kompetencje społeczne. W uczelniach zawodowych umiejętności praktyczne są jednym z najważniejszych celów, które powinny stawiać sobie uczelnie niepubliczne i publiczne, np. państwowe wyższe szkoły zawodowe, które chcą mieć dobrą „zatrudnialność” absolwentów – mówi minister nauki.

Obowiązkowe praktyki

Projekt nakłada też na uczelnie obowiązek organizowania co najmniej trzymiesięcznych praktyk zawodowych na kierunkach studiów o profilu praktycznym. Obecnie praktyki nie są obowiązkowe ani na profilu praktycznym, ani ogólnokształcącym. Większość uczelni prowadzi praktyki na profilu praktycznym, ale trwają one na ogół 3-4 tygodnie, na niektórych kierunkach dwa miesiące.

Według pracodawców, praktyki w takim wymiarze są zbyt krótkie i absolwenci nie uzyskują koniecznych umiejętności do podjęcia pracy. Teraz przedstawiciele biznesu będą mieli większy wpływ na kształcenie swoich przyszłych kadr. W składzie konwentu zawodowych uczelni publicznych zostanie zwiększona liczba pracodawców. Rozwiązanie to ma pomóc w dostosowywaniu kształcenia do potrzeb rynku pracy.

 – Pracodawcy potrzebują dobrze wykwalifikowanych pracowników, często na średnich stanowiskach w zakładach pracy. Tam jest wciąż duże zapotrzebowanie na konkretne umiejętności praktyczne. Jeśli uczelnie zawodowe będą zapraszać pracodawców do współpracy, do tego, żeby pomagali tworzyć programy studiów i wpływali na tę część programów, która ma kształtować praktyczne umiejętności i gdyby mogli również prowadzić zajęcia kształcące umiejętności, to osiągnęlibyśmy swój cel – uważa prof. Kudrycka.

W uczelniach ogólnoakademickich natomiast szczególny nacisk będzie położony na kształcenie z wykorzystaniem najnowszych badań naukowych.

 – Bardzo ważne jest, aby wykłady i inne zajęcia dydaktyczne w uczelniach badawczych bazowały na najnowszych badaniach światowych i badaniach prowadzonych w samej uczelni oraz aby studenci mogli również być włączeni w ich realizację – podkreśla minister.

Zgodnie z propozycjami, możliwe będzie prowadzenie wspólnych studiów interdyscyplinarnych nie tylko w ramach tej samej uczelni, ale też pomiędzy uczelniami. Studia takie będą mogły prowadzić jedynie instytucje, które mają prawo do nadawania stopnia doktora habilitowanego.

Ułatwieniu ma ulec dostęp do studiów wyższych osobom dojrzałym  uczelnie będą mogły potwierdzać efekty uczenia uzyskane poza systemem szkolnictwa wyższego np. w pracy, na kursach i szkoleniach, przez samodoskonalenie czy wolontariat.

Dyskusje na temat nowego modelu funkcjonowania służby zdrowia ciągle trwają

Ministerstwo Zdrowia mimo opóźnień we wdrożeniu zmian w Narodowym Funduszu Zdrowia, nie zmienia zdania co do konieczności likwidacji centrali NFZ. Konsultacje propozycji resortu trwają, a dodatkowe miesiące są potrzebne na dokładne przeanalizowanie i przedyskutowanie nowego modelu funkcjonowania służby zdrowia. Wśród propozycji MZ jest również przekazanie kompetencji wojewódzkim oddziałom funduszu oraz powołanie Urzędu Ubezpieczeń Zdrowotnych, który ma zajmować się wyceną świadczeń. 

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że projekt reformy NFZ będzie gotowy dopiero na początku przyszłego roku, a nie – jak wcześniej zakładano – jeszcze w tym. Póki co, swoich propozycji nie zmienia.

 – Na tę chwilę zostajemy przy swoim zdaniu, ponieważ propozycje, które do nas wysłano nie przekonały nas do tego, żeby radykalnie zmienić nasze założenia – mówi Sławomir Neumann.

Jak podkreśla, więcej czasu jest potrzebne, by spokojnie przygotować projekt zmian, zebrać i przeanalizować uwagi uczestników rynku do propozycji resortu. Ministerstwo deklaruje, że jest otwarte na dyskusje.

 – Sztuką jest to, żeby wprowadzać zmiany, które będą akceptowalne społecznie, a nie zmiany, które staną przed pewnym murem oporu czy niechęci. Wolimy poświęcić parę miesięcy, żeby to dobrze przedyskutować niż wprowadzać to i dopychać kolanem te zmiany, bo one potem generalnie rzadko kiedy się udają – uważa wiceminister.

Projekt ustawy o instytucjach systemu ubezpieczenia zdrowotnego zakłada likwidację centrali NFZ oraz utworzenie nowego organu – Urzędu Ubezpieczeń Zdrowotnych, który ma zatwierdzać plany finansowe oraz wyceniać świadczenia oferowane w szpitalach i przychodniach.

 – Sama kwestia likwidacji centrali NFZ ma kilku oponentów, co jest naturalne. Odnośnie innych zmian, to jest kilka koncepcji, które są dalej idące niż my proponujemy, dotyczące większej decentralizacji czy np. przekazania marszałkom nadzoru nad oddziałami funduszu – mówi Neumann. – Tych pomysłów jest sporo, one wszystkie wymagają analizy, nie chcemy odrzucać żadnego pomysłu, bo uważamy, że on jest zły, tylko staramy się go przeanalizować i pokazać wszystkie zalety i wady także tym, którzy te pomysły zgłaszają.

Ministerstwo Zdrowia uważa, że decentralizacja NFZ jest konieczna. W ocenie resortu, zarządzanie centralne Funduszem powoduje, że urzędnikom pracującym w Warszawie trudno jest ocenić, jakie są realne potrzeby udzielania świadczeń zdrowotnych w poszczególnych regionach kraju. Stąd niezbędne jest przekazanie podejmowania decyzji w tych sprawach do osób w regionach, które te potrzeby znają.

Powstać również mają mapy zapotrzebowania zdrowotnego, które na podstawie zebranych danych oraz wcześniej podpisanych kontraktów pokażą, jakie jest zapotrzebowanie na dane świadczenia w konkretnym regionie. Kolejny punkt zmian proponowanych przez resort zdrowia to premiowanie jednostek leczących najszybciej, najbezpieczniej i najefektywniej.

 – Powstają grupy eksperckie, np. przy Pracodawcach RP, które opracowują może nie tyle alternatywne rozwiązania, ale takie, które mogłyby wspomóc proponowaną przez nas reformę. Za kilka tygodni mamy otrzymać efekt tych prac – mówi wiceminister zdrowia.  Moim zdaniem zmiany w systemie są nieuniknione. Nie da się na dłuższą metę akceptować takiego systemu płatnika, jaki jest w Polsce, bo on ma wiele wad i chyba wszyscy, którzy biorą udział w tych konsultacjach, te wady dostrzegają.

Komentarz dzienny, 31 maja 2013

Drugi odczyt PKB potwierdza pogorszenie koniunktury w I kw. W I kw. PKB wzrósł o 0,5% r/r. Zrewidowano zatem nieznacznie w górę odczyt flash (0,4% r/r). W ujęciu odsezonowanym PKB wzrósł o 0,1% kw/kw wobec stagnacji w IV kw. 2012.

Zwołanie Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia

0

W dniu 29.05.2013 r. Zarząd Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. postanowił zwołać na dzień 27.06.2013 r. na godz. 11:00, w siedzibie Spółki w Bogdance (budynek Zarządu) Zwyczajne Walne Zgromadzenie Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. w Bogdance.

Komentarz poranny, 22 maja 2013

Prezes Getin Noble Banku, Krzysztof Rosiński, powiedział, że bank w kolejnych kwartałach 2013 chce utrzymać sprzedaż kredytów z I kwartału, kiedy wyniosła ona 2,8 mld PLN. Dodał, że bank utrzymuje miesięczny przyrost nowych rachunków bieżących na poziomie 20-25 tys. i nie obserwuje negatywnych zmian w poziomie kosztów ryzyka. Nowa dla nas jest informacja o planowanej sprzedaży portfela detalicznych kredytów z utratą wartości.

World Trends, 22 maja 2013

Udana sesja na brazylijskim parkiecie oraz niewielka korekta w Budapeszcie sprawiła, że wtorkowa przecena na GPW znacząco straciła na znaczeniu. Gdyby w Sao Paulo doszło do przeceny, zaś BUX cofnąłby się pod linię wybitego już trendu spadkowego, wtedy można byłoby spodziewać się trzeciej z rzędu przeceny na warszawskim parkiecie, a tak to po próbie desantu na południe należy z optymizmem zapatrywać się na dzisiejszą sesję, szczególnie jeśli chodzi o największe spółki.

Komentarz dzienny, 29 maja 2013

Amerykański Indeks optymizmu konsumentów Conference Board wzrósł w maju o 7,2 p. do poziomu 76,2. Jest to najwyższy poziom indeksu od pięciu lat. Za wzrost indeksu odpowiadają zarówno wzrosty subindeksu bieżącego (o 5,7 p.), jak i indeksu oczekiwanej sytuacji (wzrost o 8,1p.). Pomimo, iż oczekiwania co do poprawy dochodu obniżyły się o 0,2p. systematyczne wzrosty obserwujemy w oczekiwaniach co do sytuacji na rynku pracy i klimatu do prowadzenia działalności gospodarczej.  40% respondentów oczekuje również dalszych wzrostów na amerykańskiej giełdzie (najwyższy odsetek od 2007 roku). Optymizm amerykańskich konsumentów wydaje się chodzić  właśnie w parze z sytuacją na giełdach i rynku nieruchomości (efekt majątkowy). 

Wniosek Zarządu w sprawie podziału zysku netto za 2012 rok

W dniu 28.05.2013 r. Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie oceniła wniosek Zarządu Spółki do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, dotyczący podziału zysku netto za rok obrotowy 2012.

Zgodnie z przedmiotowym wnioskiem, Zarząd proponuje wypracowany przez Spółkę w roku 2012 zysk netto w wysokości 287.026.808,52 zł (słownie: dwieście osiemdziesiąt siedem milionów, dwadzieścia sześć tysięcy, osiemset osiem złotych 52/100) podzielić w następujący sposób:

1. Kwotę 172.108.765,40 zł (słownie: sto siedemdziesiąt dwa miliony, sto osiem tysięcy, siedemset sześćdziesiąt pięć złotych 40/100) przeznaczyć na dywidendę, tj. 5,06 zł (słownie: pięć złotych 06/100) na jedną akcję.

2. Pozostałą kwotę, tj.: 114.918.043,12 zł (słownie: sto czternaście milionów, dziewięćset osiemnaście tysięcy, czterdzieści trzy złote 12/100) przeznaczyć na kapitał rezerwowy Spółki.

Zarząd proponuje ustalenie dnia dywidendy na dzień 15 września 2013 r., a dnia wypłaty dywidendy na dzień 1 października 2013 r.

Ostateczną decyzję dotyczącą podziału zysku za rok obrotowy 2012 podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A.

PTC zmienia nazwę na T-Mobile Polska SA

W dniu 27 maja 2013 r. spółka Polska Telefonia Cyfrowa Spółka Akcyjna zmieniła swoją nazwę na T-Mobile Polska Spółka Akcyjna. Zmianie uległa również skrócona nazwa spółki z: Polska Telefonia Cyfrowa S.A. na: T-Mobile Polska S.A. W dniu 27 maja 2013 r. zmianie uległ ponadto adres siedziby spółki z: Al. Jerozolimskie 181, 02-222 Warszawa, na: ul. Marynarska 12, 02-674 Warszawa.

Powyższe modyfikacje znajdują odzwierciedlenie w szczególności we wszystkich umowach o świadczenie usług telekomunikacyjnych i wzorcach takich umów, których wskazana spółka jest stroną, lub którymi się posługuje, bez konieczności podpisywania aneksu do poszczególnych umów lub dopełniania innych formalności.

Informacja o wskazanych zmianach nie stanowi zmiany warunków umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych, a tym samym nie powoduje powstania uprawnienia do wypowiedzenia przez Abonenta umowy zawartej na czas oznaczony, bez obowiązku zapłaty odszkodowania (kary umownej) tytułem zwrotu ulgi związanej z zawarciem tej umowy. Wszystkie pozostałe dane spółki, w szczególności dotychczasowe numery rachunków bankowych, pozostaną aktualne.

Powyższa zmiana ma na celu zsynchronizowanie nazwy spółki z głównym znakiem towarowym oferowanych przez firmę usług.

World Trends, 21 maja 2013

Poniedziałkowa słabość blue chipów jest złym prognostykiem na kolejne dni tygodnia i nie wykluczone, że korekta na GPW właśnie się rozpoczęła – co akurat nie powinno być zmartwieniem dla inwestorów, gdyż po każdym impulsie wzrostowym nadchodzi czas odpoczynku. Nie oznacza to jednak, że na Książęcą 4 ponownie nadejdzie z północy potop w wyniku czego WIG20 ukształtuje nowe tegoroczne denka – wręcz przeciwnie.

Komentarz dzienny, 28 maja 2013

Wbrew oczekiwaniom części analityków, drugi kwartał rozpoczyna się dobrze dla sektora przemysłowego w Stanach Zjednoczonych. Zamówienia na dobra trwałe wzrosły o 3,3% m/m (po spadku o 5,9% w poprzednim miesiącu), ale część tego wzrostu wynika ze wzrostu zamówień na sprzęt transportowy (o 8,1%). W mniej zmiennych kategoriach bazowych odnotowaliśmy kolejny z rzędu miesiąc wzrostów: zamówienia na dobra trwałe z pominięciem środków transportu wzrosły o 1,3%, zamówienia po wyłączeniu zleceń wojskowych wzrosły o 2,1%, a zamówienia na cywilne dobra kapitałowe z wyłączeniem samolotów zwiększyły się w porównaniu z poprzednim miesiącem o 1,2%. 

Komentarz poranny, 20 maja 2013

Zarząd ULMA Construccion zarekomenduje ZWZ Spółki wypłatę dywidendy z zysku za rok obrotowy 2012 w wysokości 10,5 mln PLN (2 PLN/akcję). Proponowana wysokość dywidendy w opinii Zarządu stanowi kompromis pomiędzy bieżącym interesem akcjonariuszy i potrzebą zabezpieczenia realizacji programu rozwoju Spółki w długim horyzoncie czasu. Przy obecnym kursie akcji spółki propozycja Zarządu implikuje DYield = 4,5%. Z zysku za 2011 rok Ulma wypłaciła 5,39 PLN/akcję.

World Trends, 20 maja 2013

Niestety lecz piątkowe zamknięcie się indeksu dwudziestu największych spółek poniżej pułapu 2400 punktów sprawiło, że niedźwiedzie z GPW wcale nie są bez szans na wyprowadzenie południowej kontry. WIG20 stanął w obliczu średnioterminowego testu oporu wyznaczonego przez układ średnich EMA, które niestety lecz ponownie są w ułożeniu takim, jaki obowiązuje podczas średnioterminowych okresów spadkowych.

Komentarz poranny, 21 maja 2013

Zarząd ZUE chce powtórzyć w 2013 roku ubiegłoroczne przychody. Wartość portfela zamówień grupy wynosi obecnie ok. 900 mln PLN, co według Zarządu pozwala zrealizować ten cel. Prezes Wiesław Nowak poinformował, że spółka chce wypracować w tym roku dodatni wynik finansowy. Wyniki Q1 2013 oraz widoczna przez Zarząd walka cenowa sugerują, że ZUE czeka trudny rok.

Komentarz dzienny, 27 maja 2013

Sprzedaż detaliczna spadła w marcu o 0,2% r/r (konsensus +1,0%, nasza prognoza -0,5%). W ujęciu realnym sprzedaż kolejny miesiąc praktycznie nie zmieniła się wobec ubiegłego roku (+0,1% r/r). Głównym winowajcą tak niskiego odczytu jest sprzedaż żywności, która przez przesunięcie efektu świąt wielkanocnych (w zeszłym roku obejmowała marzec i kwiecień, w tym tylko marzec) odreagowała w kwietniu aż do poziomu -3,6% r/r (co odpowiada miesięcznej zmianie -13,1%). Podobnie zachowała się także sprzedaż paliw (-8% r/r) oraz sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach (spadek dynamiki z 16,8% r/r w marcu do 4,9% w kwietniu). Te bardzo niskie odczyty złożyłyby się na znacznie niższy headline, gdyby nie dość zaskakujące wyniki sprzedaży dóbr trwałych – samochodów (+5,8% r/r), mebli, RTV i AGD (+8,9% r/r) czy odzieży i obuwia (+11,6% r/r). Podobnie zaskakujący okazał się aż 8,1% m/m wzrost kategorii pozostałe (markety budowlane) – wzorzec sezonowy sugerował wartość zbliżoną do 0%. Taki rozkład między poszczególnymi kategoriami przełożył się na istotny, bo aż 4,4% wzrost nominalnej sprzedaży bazowej (po wyłączeniu żywności i paliw), zaś realnej aż o 5,5%. Na razie trudno mówić o odwróceniu trendów (tego typu wybicia mogą być korektą związaną chociażby z lepszą pogodą czy dodatnim efektem dni roboczych) tym bardziej, że wskaźniki koniunktury konsumenckiej (dokonywanie ważnych zakupów, zmiany sytuacji finansowej) obniżyły się w kwietniu. Będziemy jednak obserwować czy kwietniowe wzrosty sprzedaży dóbr trwałych będą kontynuowane – oznaczałoby to niewątpliwie poprawę optymizmu konsumentów. 

Polish Weekly Review, 24 maja 2013

On fixed income market, we have local data, which can move the market some 3-5bp, and global trends, which can move the market 20bp per day. This week’s most important news was Bernanke’s comment about possibile Quantitative Easing Exit plan. Market reacted with panic selloff in long end bonds, yields went up some 20bp, investors realised that there is a risk for this ‘cheap money forever’ scenario. While we agree with steepening trend this maybe time to think about possible risk on short end of the curve and take profit on long end. Wibors are very low, already pricing fast 2 rate cuts and 9×12 fra at 2.27 is another 50bp lower. Definitelly, ‘no rate cut’ in June would be a surprise and while this in not our base scenario, possible payoff is worth betting on this. Keep in mind that volatility is huge and liquidity is very fragile at the moment.

Ostatnia szansa na dotacje w ramach projektu „Paszport do eksportu”

Do końca maja Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przewiduje ogłoszenie terminu ostatniego naboru wniosków na dofinansowanie promocji polskich przedsiębiorstw na rynku międzynarodowym w ramach projektu „Paszport do eksportu”. Jest to ogromna szansa dla wszystkich firm, które chciałyby zaprezentować swoją ofertę za granicą, lecz nie posiadają wystarczających środków na takie działanie. W tym roku w ramach dofinansowania można otrzymać nawet do 400 tys. zł.

„Paszport do eksportu” przeznaczony jest dla wszystkich firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, które nie prowadziły jeszcze działań eksportowych lub ich eksport wynosił mniej niż 30% w roku obrotowym poprzedzającym rok, w którym został złożony wniosek o dofinansowanie. Głównym celem tego programu jest zwiększenie i wzmocnienie pozycji konkurencyjnej polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych oraz promocja naszych rodzimych marek za granicą. O „Paszport do eksportu” powinny więc ubiegać się wszystkie firmy, które w przyszłości chciałyby zaistnieć na zagranicznych rynkach.

Dotychczas dofinansowanie promocji eksportu wynosiło 50% kosztów kwalifikowalnych, czyli podlegający refundacji z funduszy unijnych w ramach przyznanej dotacji, i maksymalnie 200 tys. zł. W ramach ostatniego naboru wniosków do „Paszportu do eksportu” planowana jest zmiana warunków przyznawania dotacji na korzyść przedsiębiorców. Tym razem dofinansowanie promocji eksportu obejmować będzie aż 75% poniesionych kosztów, a jego kwota zostanie zwiększona do 400 tys. zł. Poziom dofinansowania jest więc bardzo wysoki – mówi Jan Kordasiewicz, wspólnik zarządzający w Kancelarii Doradztwa Gospodarczego Cieślak & Kordasiewicz. – Ponieważ projekt może trwać nawet 2 lata, przedsiębiorstwa mają odpowiedni czas na rozsądne rozłożenie działań i zarządzenie otrzymanym wsparciem finansowym – dodaje.

Dotacje w ramach „Paszportu do eksportu” można uzyskać zarówno na działania marketingowe, jak i na szereg działań zmierzających do rozwoju eksportu danego przedsiębiorstwa. Pozyskane fundusze firma może więc przeznaczyć np. na zakup baz marketingowych, a także udział w międzynarodowych targach, w tym m.in. wynajęcie i zabudowę powierzchni wystawienniczej, obsługę techniczną stoiska, transport eksponatów etc.

Każde przedsiębiorstwo, które chciałoby uzyskać pomoc finansową w ramach projektu, musi przygotować Plan Rozwoju Eksportu, dołączany do dokumentacji aplikacyjnej. Wymogiem unijnym jest sporządzenie tego dokumentu przez zewnętrzną, niezależną firmę doradczą. Plan Rozwoju Eksportu to dokument określający strategię eksportową firmy i etapy jej realizacji, a jego sporządzenie jest warunkiem ubiegania się o otrzymanie dofinansowania w ramach programu. – mówi Jan Kordasiewicz z KDG Cieślak & Kordasiewicz. Sporządzenie dobrego Planu Rozwoju Eksportu powinno być więc priorytetem w całym procesie starania się o przyznanie dotacji na rozwój działań eksportowych.

Choć dla części firm stworzenie Planu Rozwoju Eksportu jest działaniem bardzo kosztownym, to jednak wydatek ten również zalicza się do kosztów kwalifikowalnych. Po przyznaniu dotacji przedsiębiorcy otrzymują zwrot nawet 80% kosztów przygotowania Planu Rozwoju Eksportu – maksymalnie 10 tys. zł – mówi Jan Kordasiewicz. – Aby otrzymać dotację, dokument ten musi uzyskać pozytywną ocenę merytoryczną Regionalnej Instytucji Finansującej, dlatego też jego stworzenie najlepiej powierzyć firmie, która ma w tej kwestii odpowiednie doświadczenie – nasza kancelaria na przykład podpisała niedawno umowę na przygotowanie już 100. Planu Rozwoju Eksportu.

Prawidłowo stworzony Plan Rozwoju Eksportu powinien zawierać m.in. opracowanie dotyczące analizy pozycji konkurencyjnej przedsiębiorstwa pod kątem produktów lub usług przedsiębiorcy, informacje o wybranych rynkach docelowych działalności eksportowej, a także opis bieżącej sytuacji przedsiębiorstwa i prognozy rozszerzenia działalności przedsiębiorstwa ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju poprzez eksport. Dzięki wszystkim informacjom zawartym w Planie Rozwoju Eksportu Regionalna Instytucja Finansująca może ocenić, czy dana firma posiada potencjał na rozwój działalności eksportowej.

Choć w ubiegłym roku podczas żadnej z edycji „Paszportu do eksportu” nie wykorzystano wszystkich środków przeznaczonych na dofinansowanie, to jednak istnieje duża szansa, że tym razem będzie inaczej. Planowana zmiana wysokości przyznawany dotacji jest bowiem niezwykle atrakcyjna dla wszystkich firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, które chciałyby zaistnieć i odnieść sukces na rynkach międzynarodowych.

Dofinansowania do nowych terminali płatniczych dla małych przedsiębiorców

Do 2015 r. może być w Polsce nawet pół miliona terminali umożliwiających płatności kartami Visa – obecnie jest to 300 tys. W tym celu organizacja o połowę zwiększyła dofinansowanie do nowych terminali zakładanych w mniej zaludnionych miejscowościach. Program jest skierowany głównie do małych przedsiębiorców, dla których koszt akceptacji kart jest barierą trudną do przełamania.

 – Chcemy doprowadzić do takiego efektu, że na koniec 2015 roku w Polsce będzie może nawet pół miliona terminali płatniczych umożliwiających płatności kartami VISA – deklaruje  w rozmowie Jakub Kiwior, dyrektor Visa Europe w Polsce.

W tym celu organizacja o 50 proc. zwiększyła dofinansowanie do nowych terminali zakładanych w ponad połowie powiatów o relatywnie najmniejszej gęstości zaludnienia. Z kolei dofinansowanie terminali instalowanych w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu i w Poznaniu zostało wyłączone. Uznano, że w tych miastach akceptacja kart rozwija się już w sposób naturalny i nie ma potrzeby wspierania jej dodatkowymi subsydiami.

 – Wszyscy wydawcy kart Visa w Polsce zgodzili się stworzyć budżet, z którego środki przekazywane są do agentów rozliczeniowych, zakładających terminale w małych miejscowościach, na terenach wiejskich. Ten program polega na tym, że każdy nowo założony terminal jest subsydiowany z tego budżetu – tłumaczy Jakub Kiwior.

Jak podaje Visa, od początku funkcjonowania programu dopłatami objęto ok. 130 tys. urządzeń, z czego 40 proc. to terminale zbliżeniowe. W 2010 r., kiedy liczba terminali nie sięgała jeszcze 200 tysięcy, założeniem Visy było podwojenie do 2015 roku sieci akceptacji kart w Polsce. Dziś liczba ta przekroczyła 300 tysięcy.

Zachęta dla małych przedsiębiorców

Program może stanowić dla małych przedsiębiorców szczególną zachętę, ponieważ to oni najbardziej narażeni są na koszty stałe związane z płatnościami bezgotówkowymi.

 – Akceptując karty ponoszą oni dwa rodzaje kosztów – prowizję od płatności kartowej i stały koszt, czyli czynsz najmu terminala. Dla wielu z nich ten stały czynsz jest barierą, z uwagi na bardzo mały wolumen i bardzo małą liczbę transakcji. Inaczej jest w przypadku dużych sieci handlowych, dla których prowizja jest podstawowym i najważniejszym kosztem – tłumaczy dyrektor Visa.

Jego zdaniem mali przedsiębiorcy, którzy już zaczną akceptować karty, staną się przedmiotem zainteresowania różnych agentów rozliczeniowych.

 – Wtedy otrzymują bardzo dobrą ofertę zarówno, jeśli chodzi o czynsz najmu, jak i o prowizję, którą płacą – tłumaczy.

Poza rozbudową sieci terminali program ma służyć popularyzacji płatności zbliżeniowych. Dlatego wszystkie instalowane od lipca ub.r. terminale  muszą obsługiwać karty Chip & Pin.

 – Powoduje to, że mali przedsiębiorcy rozpoczynają akceptację kart już z pełną gamą możliwych rozwiązań. Czyli mogą obsłużyć kartę z paskiem magnetycznym, mogą obsłużyć kartę zabezpieczoną pinem i mogą obsłużyć kartę zbliżeniową – wymienia Jakub Kiwior.

Poza sklepami, program Visy obejmuje wszelkie miejsca i urządzenia, w których można dokonywać płatności bezgotówkowych, w tym np. urządzenia samoobsługowe, takie jak parkomaty czy biletomaty.

Kredyty z państwową gwarancją od BGK robią furorę wśród małych i średnich firm

0

Ponad 1700 mikro, małych i średnich firm skorzystało z możliwości uzyskania kredytu bankowego gwarantowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Banki chwalą program, porównując jego popularność wśród firm do sukcesu „Rodziny na swoim” wśród klientów indywidualnych.

 – Ten program rozpoczął się raptem niecałe dwa miesiące temu. Już 1700 przedsiębiorstw z tego programu korzystało, a banki przyjęły portfele gwarancyjne, to znaczy jeszcze nie udzieliły tych kredytów, na kwotę 10 mld zł – podkreśla minister finansów Jacek Rostowski.

Program ruszył 4 marca. Do końca kwietnia suma gwarancji udzielonych przez Bank Gospodarstwa Krajowego wyniosła około 350 mln zł, co oznacza udzielenie przez banki kredytów obrotowych w wysokości 580 mln zł. BGK spodziewa się, że jeszcze w tym roku suma gwarancji sięgnie 5 mld zł, a skorzysta z nich 29 tysięcy firm. BGK dysponuje kapitałem, który umożliwia udzielenie gwarancji do kwoty 30 mld zł. Suma kredytów, które dzięki gwarancjom BGK mogą udzielać firmom kredytów obrotowych sięga 50 mld zł.

 – Widzimy duże zainteresowanie rynku, jeśli chodzi o tego typu produkt i wydaje mi się, że spośród tych pomysłów i produktów, które były ostatnio obecne na rynku, przedstawiane przez BGK, ten to naprawdę jest strzał, może nie w dziesiątkę, ale w ósemkę – mówi Krzysztof Rosiński, prezes Getin Noble Banku. – Zainteresowanie na rynku jest, przedsiębiorcy czekają na ten produkt. Produkt jest dobrze skonstruowany, więc atrakcyjny zarówno dla banku, który go udziela, jak i dla kredytobiorców.

Bankowcy porównują popularność wśród firm programu gwarancji de minimis do programu „Rodzina na swoim”, przeznaczonego dla indywidualnych klientów na rynku hipotecznym. Tylko Getin Noble Bank udzielił kredytów obrotowych 30 firmom na kwotę 11 mln zł,

 – Mam nadzieję, że to jest dopiero początek i będziemy co najmniej liniowo się rozwijać. Mam nadzieję, że kilkaset takich kredytów jeszcze udzielimy – deklaruje Rosiński.

Wsparcie małych i średnich firm to jeden z punktów rządowego programu walki z bezrobociem. Stopa bezrobocia w kwietniu spadła, ale minimalnie – z 14,3 procent w marcu do 14 procent. Rząd zakłada, że kredyty z państwową gwarancją wzmocnią sektor małych i średnich firm, bo to właśnie one zatrudniają 70 procent aktywnych zawodowo Polaków.

 – Jesteśmy na 15. miejscu w UE, czyli pozycja Polski, jeśli chodzi o bezrobocie poprawiła się w porównaniu z innymi krajami Europy aż o 11 miejsc – mówi minister finansów Jacek Rostowski. – Choć to oczywiście nikogo nie satysfakcjonuje.