Hakerzy używają Telegrama do dystrybucji i kontroli złośliwego oprogramowania

Liczący ponad 500 milionów użytkowników komunikator Telegram jest wykorzystywany przez hakerów do zdalnej dystrybucji nowego złośliwego oprogramowania o nazwie „ToxicEye” – informuje firma Check Point Research, która wyśledziła ponad 130 ataków realizowanych za pomocą popularnej aplikacji. W momencie zainstalowania oprogramowania na komputerze ofiary, hakerzy mogli przejąć dane użytkownika, usuwać lub modyfikować pliki, przejmować dostęp do kamery lub mikrofonu, a nawet szyfrować pliki

Telegram, platforma komunikacyjna oparta o chmurę, cieszyła się w tym roku wzrostem popularności z powodu kontrowersyjnych zmian w ustawieniach prywatności swojego rywala – WhatsApp. Telegram był najczęściej pobieraną aplikacją na świecie w styczniu 2021 r., a dzięki ponad 63 milionom instalacji i przekroczył 500 milionów aktywnych użytkowników. Rosnąca popularność rozciąga się również na społeczność cyberprzestępców, bowiem twórcy złośliwego oprogramowania coraz częściej używają Telegrama, jako gotowego systemu dowodzenia i kontroli (C&C) dla swoich szkodliwych programów.

W ostatnich trzech miesiącach Check Point Research odnotował ponad 130 ataków przy użyciu nowego wielofunkcyjnego trojana zdalnego dostępu (RAT), nazwanego „ToxicEye”. Rozpowszechniany za pomocą wiadomości phishingowych ToxicEye, w momencie zainstalowania na komputerze ofiary może przejąć dane użytkownika, usuwać lub modyfikować pliki, przejmować dostęp do kamery lub mikrofonu, a nawet szyfrować pliki. To właśnie m.in. ten typ malware’u może być obsługiwany za pomocą komunikatora Telegram.

– Wykryliśmy wzrastający trend, w którym autorzy szkodliwego oprogramowania używają platformy Telegram jako gotowego systemu dowodzenia i kontroli w celu dystrybucji złośliwego oprogramowania do organizacji. System ten umożliwia złośliwemu oprogramowaniu otrzymywanie przyszłych poleceń i operacji za pomocą usługi Telegram, nawet jeśli Telegram nie jest zainstalowany ani używany na urządzeniu. Złośliwe oprogramowanie, które wykorzystali hakerzy, można łatwo znaleźć na portalach takich jak Github. – mówi Idan Sharabi, menedżer działu R&D w Check Point Software Technologies.

Co ciekawe, Telegram jako infrastruktura C&C dla złośliwego oprogramowania po raz pierwszy został wykorzystany już w 2017 r. tzw. stealera „Masad”. Przestępcy stojący za „Masadem” zdali sobie sprawę, że korzystanie z popularnej usługi komunikatora internetowego jako integralnej części ich ataków przyniosło im szereg korzyści operacyjnych. Zdaniem ekspertów najważniejszymi cechami przemawiającymi za wykorzystaniem Telegrama są anonimowość, legalność i stabilność usługi, która nie jest blokowana przez silniki antywirusowe, a także łatwa eksfiltracja.

Uważamy, że atakujący wykorzystują fakt, że Telegram jest używany i dozwolony w prawie wszystkich organizacjach, próbując w ten sposób ominąć systemy bezpieczeństwa. – dodaje ekspert Check Pointa.
telegram2

Kolejne dobre dane

Po wczorajszych danych o produkcji przemysłowej dzisiaj zobaczyliśmy lepszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej. Rynki przyjmują go jednak spokojnie, bo czekają na decyzję EBC.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Po wczorajszych dobrych danych z Polski przyszły dzisiaj kolejne odczyty. Tym razem była to sprzedaż detaliczna. Rosła ona w ciągu roku o imponujące 17,1%. Część osób podniesie oczywiście argument, że przecież punktem odniesienia jest dramatyczny marzec 2020 i początek pandemii. Rok temu sprzedaż detaliczna spadła o 7,1%. Oznacza to, że w dwa lata rosła o około 10%, co daje niemal 5% przeciętny wzrost. Nie jest to nic spektakularnego, ale pokazuje, że udało się nadrobić pandemię i powrócić na ścieżkę stabilnego wzrostu.

Czekając na EBC

Przed dzisiejszym posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego widać spory niepokój na rynkach. Od kilku dni inwestorzy podchodzą ostrożniej do publikowanych danych i pomimo dość wyraźnych odchyleń od oczekiwań w odczytach kursy europejskich walut są dość stabilne. Powodem jest oczekiwanie inwestorów na reakcję EBC na umocnienie się euro, które zyskało 3% względem dolara od początku miesiąca. Wątpliwe jest, żeby doszło do zmiany stóp procentowych. Wielu analityków spodziewa się natomiast werbalnych interwencji, a być może nawet zapowiedzi działań.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Teoretycznie analitycy byli zgodni – posiedzenie Banku Kanady miało nie wprowadzać zmian na rynku. Stopy zgodnie z tymi oczekiwaniami pozostały na niezmienionym poziomie 0,25%. Okazuje się jednak, że wielu inwestorów grało już pod ich obniżkę w okolicę 0%. Dowodem był gwałtowny ruch wzrostowy tuż po tej publikacji. Dolar kanadyjski umocnił się względem dolara amerykańskiego, będącego głównym punktem odniesienia dla tej waluty, o ponad 1%. Zmianę widać było oczywiście również względem złotówki, gdzie cena kanadyjskiej waluty podskoczyła z 3 zł do 3,03 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:45 – UE – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – UE – konferencja EBC po posiedzeniu,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Blisko 40% Polaków oczekuje od biznesu konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju

Polacy uważają zmiany klimatyczne za największe wyzwanie współczesnego świata, a blisko 40% z nas oczekuje od biznesu podejmowania konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju. Zdrowie i jakość życia (Cel 3) to – w opinii Polaków – cel Agendy, na który mamy największy wpływ. Wyniki badania Research Collective, przeprowadzonego na zlecenie CSR Consulting oraz Banku BNP Paribas w ramach partnerstwa w Kampanii 17. Celów, choć nie są zaskoczeniem, to wyraźnie pokazują, że niezbędna jest edukacja o sposobach na walkę z najważniejszymi problemami współczesnego świata. Konsumenci bowiem chcą być zaangażowani, ale potrzebują jasnych wskazówek, jak to zrobić.

Z badania zrealizowanego przez Research Collective na początku marca br. wynika, że Polacy spontanicznie za najważniejsze wyzwania współczesnego świata uznają: zmiany klimatyczne (28% respondentów), konieczność ochrony środowiska (28%.), trwającą pandemię (13%), biedę i nierówności społeczne (9%) oraz rasizm i brak tolerancji (9%).

Po zapoznaniu się z Celami Zrównoważonego Rozwoju, badani za najpilniejsze uznali te dotyczące Zdrowia i jakości życia (Cel 3), Wzrostu gospodarczego i godnej pracy (Cel 8) oraz Działania w dziedzinie klimatu (Cel 13). Z odpowiedzi wynika również, że ich zdaniem największy wpływ jako konsumenci mamy na wskazane już wcześniej Cele 3 i 13, ale w tym aspekcie pojawiają się także dwa dodatkowe cele środowiskowe: Cel 15: Życie na lądzie i Cel 12: Odpowiedzialna konsumpcja i produkcja.

Badani najgorzej oceniają działania rządu i biznesu w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (odpowiednio 40% i 31%), a jednocześnie w każdej z ocenianych kategorii podmiotów konsumenci często wskazują na brak wystarczającej wiedzy, aby dokonać takiej oceny (między 40 a 52% w różnych badanych grupach podmiotów).

To pierwsze takie badanie w Polsce obrazujące wiedzę, postawy i oczekiwania polskich konsumentów w odniesieniu do Agendy 2030. Pokazało ono kilka interesujących danych, które bardzo pomogą nam w planowaniu dalszych działań kierowanych po raz pierwszy właśnie do konsumentów – mówi Małgorzata Greszta Partner Zarządzająca CSR Consulting i inicjatorka Kampanii 17. Celów. Dla mnie szczególnie ciekawy jest aspekt oceny zaangażowania poszczególnych podmiotów w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. Niska ocena dla dwóch segmentów (rząd i biznes) pokrywa się absolutnie z oceną konsumentów na rynkach światowych i pokazuje, że nadal mamy wiele do zrobienia. Nasze szerokie partnerstwo w ramach Kampanii 17. Celów powstało właśnie po to, aby przyspieszyć szukanie i wdrażanie nowych rozwiązań na polskim rynku. Bardzo ich potrzebujemy, bo do końca realizacji Agendy 2030 zostało nam już niecałe 10 lat. Tylko 10 lat.

Polacy mało wiedzą o Agendzie 2030

Wyniki badania pokazały, że wśród Polaków świadomość pojęć tj. „Agenda 2030”, „zrównoważony rozwój”, „Cele Zrównoważonego Rozwoju” jest bardzo niska. Co prawda większość badanych osób deklaruje znajomość tych terminów, ale jest to wiedza powierzchowna i zazwyczaj ogranicza się do znajomości samego pojęcia. Najmniej rozpoznawalna jest „Agenda 2030”. W ciągu pięciu lat od przyjęcia „Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030″ faktyczna znajomość pojęć z nią związanych wynosi zaledwie 4-8% (odpowiedź „wiem bardzo dużo, interesuję się tym).

O niskiej świadomości badanych świadczy też to, jak wielu nie jest w stanie ocenić aktywności różnych podmiotów (organizacji naukowych, UE, rządów, biznesu) w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (w zależności od podmiotu od 28% do 40% osób wskazywało na odpowiedź „ani źle, ani dobrze”). W tym kontekście nieco zaskakujący jest odsetek osób, które nawet własnego pracodawcy nie potrafią ocenić pod kątem zaangażowania na rzecz realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju. Dotyczy to blisko połowy czynnych zawodowo osób (aż 43% badanych zaznaczyło odpowiedzi „trudno powiedzieć” oraz „ani źle, ani dobrze”). W tym samym czasie wyrażających pozytywne oceny jest prawie dwukrotnie więcej niż tych, mających odmienne zdanie (38% pozytywnych ocen versus 20% negatywnych).

Okazuje się, że ludzie nie wiedzą, co robią ich pracodawcy. Może nie są lub nie czują się o tym informowani. W Banku BNP Paribas nie tylko głośno mówimy o naszym zaangażowaniu i podejmowanych działaniach, ale też angażujemy w nie pracowników. Ważne jest, by firmy mówiły o swoich działaniach, co zaowocuje m.in. większym zaufaniem do nich – mówi Maria Krawczyńska, dyrektor Biura CSR i Zrównoważonego Rozwoju, Członek Zarządu Fundacji BNP Paribas.

Chcemy, żeby biznes robił więcej

Zapytani w badaniu konsumenci oceniali zaangażowania różnych podmiotów w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. Najbardziej aktywnymi podmiotami w oczach konsumentów są organizacje naukowe i badawcze, UE, obywatelskie ruchy na rzecz zmian społecznych oraz organizacje pozarządowe. Na drugim krańcu są rządy krajowe, firmy i korporacje oraz międzynarodowe instytucje finansowe. Sam biznes został oceniony nagorzej (średnia 2,6 punktu). 31% badanych ocenia zaangażowanie biznesu źle i bardzo źle, a 19 % dobrze lub bardzo dobrze. Dokładnie połowa nie jest w stanie ocenić tego zaangażowania i wskazuje odpowiedź – „trudno powiedzieć”.

Blisko 40% Polaków oczekuje od biznesu podejmowania konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju. 39% wskazuje konkretne projekty na rzecz Celów, a 29% tworzenie produktów i usług w odpowiedzi na wyzwania związane z celami. Kolejne grupy podkreślają edukacyjną role biznesu, w tym wobec pracowników i kampanie zachęcające społeczeństwo do działań na rzecz Celów. To bardzo jasna droga, którą może podążyć biznes.

Konsumenci nie znają pojęć, ale wiedzą jak być eko

Mimo niskiej znajomości definicji i samych pojęć badanie wskazuje, że polscy konsumenci wiedzą jak postępować proekologicznie. Większość segreguje śmieci, oszczędza wodę czy wprowadza w życie zasady zero waste. Widoczna grupa deklaruje dokonywanie racjonalnych zakupów, wybiera opakowania przyjazne środowisku, przedkłada rower nad samochód czy ogranicza spożycie mięsa. Blisko połowa co najmniej raz podjęła działania na rzecz społeczności lokalnej. Podobny odsetek co najmniej raz zaangażował się w walkę o prawa kobiet.

Część działań na rzecz zrównoważonego rozwoju już na stałe wpisała się w nasze życie i są to bardzo korzystne zmiany. Konsumenci są świadomi, że nawet drobne inicjatywy i decyzje mają sens. Jednak musi ich być więcej i powinny przybrać na sile – dodaje Maria Krawczyńska.

Na poziomie deklaracji niemal wszyscy są gotowi do działań na rzecz Celów Zrównoważonego Rozwoju. Społeczeństwo oczekuje jednak „podpowiedzi”, jak się zaangażować. Najczęściej, konsumenci nie wiedzą, co mogliby osobiście zrobić dla realizacji Celów, dlatego najwięcej osób oczekuje „konkretnej wiedzy, jakie działania mogą podjąć” (36% badanych). Dodatkowe zachęty finansowe wskazuje 28% badanych, a przykład innych 16%. Widać pewne różnice demograficzne i geograficzne. Kobiety chcą działać częściej niż mężczyźni, choć nie zawsze wiedzą jak, natomiast mężczyźni są bardziej pragmatyczni i potrzebują motywacji finansowych. Ten podział widoczny jest również wśród mieszkańców największych miast i wsi. Ci pierwsi chcieliby przede wszystkim wiedzieć jakie działania mogliby podjąć, natomiast dla mieszkańców wsi ważniejsze są zachęty finansowe.

O kampanii

Kampania 17. Celów mobilizuje polski biznes do podjęcia działań na rzecz realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju i wykorzystania szans biznesowych płynących z Agendy 2030. Prowadzona jest w szerokim partnerstwie firm i instytucji, a także jest przykładem, jak w praktyce może wyglądać międzysektorowa współpraca na rzecz Agendy 2030.

Rynek będzie się ścigać z czasem przy wdrożeniu reformy OFE

Choć reforma OFE ma, wedle projektu, wejść w życie już za kilka tygodni, wiele z jej szczegółów stoi pod znakiem zapytania. Jednym z nich jest czas, jaki Otwarte Fundusze Emerytalne będą miały na odebranie i przetworzenie korespondencji od tych klientów, którzy chcą przekazać środki do ZUS. Sejmowe zawirowania ws. daty jej wdrożenia pogłębiają niepewność. Na napięte terminy zwracają uwagę eksperci ArchiDoc, spółki zajmującej się masowym przetwarzaniem danych i dokumentów.

Kolejna planowana w Polsce reforma emerytalna zakłada likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) i przeniesie środków na Indywidualne Konta Emerytalne (IKE). Będzie przy tym pobrany podatek w wysokości 15 proc., ale w zamian zgromadzone środki będą dziedziczne. Ci którzy się na to nie zgadzają, mogą przekazać swoje środki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) – emerytura dla tych osób będzie wypłacana dożywotnio, a podatek od niej pobrany dopiero w momencie otrzymania świadczenia. Środki te nie będą dziedziczone.

Na pozór sprawa wygląda prosto: ten, kto chce, by jego środki trafiły do ZUS, musi wysłać deklarację do OFE, w którym ma otwarty rachunek. I tu zaczynają się problemy. Chętni mają na to tylko 2 miesiące, w dodatku w okresie wakacji. Wiele osób nie pamięta, w którym OFE ma zgromadzone środki. Poza tym, mogą to zrobić wyłącznie w formie papierowego dokumentu. Do 29 listopada musi on dotrzeć do OFE i zostać tam prawidłowo odczytany, przetworzony, a na jego podstawie OFE musi umorzyć składniki portfela inwestycyjnego i 1 grudnia przekazać środki do ZUS.

Wyścig z czasem

Ubezpieczyciele i firmy inwestycyjne prowadzące OFE nie są w stanie wykonać tego zadania własnymi siłami. Nie utrzymują dużego zespołu pracowników wykwalifikowanych w tej dziedzinie tylko na wypadek tego ważnego ale jednorazowego zadania. Takie podmioty jak ArchiDoc są w stanie skutecznie wykonać tę pracę, jednak muszą mieć czas na przygotowania. Z naszymi partnerami projektujemy rozwiązanie już od roku, kiedy rząd podjął pierwszą próbę reformy. Część OFE dopiero rozstrzyga przetargi i panuje duża niepewność. – mówi Konrad Rochalski, prezes ArchiDoc i dyrektor zarządzający OASIS Group w Polsce.

Ostatnie nagłe zdjęcie głosowania w tej sprawie z porządku obrad Sejmu jeszcze bardziej pogłębia niepewność.

Liczymy się z tym, że opóźnienie przyjęcia ustawy jeszcze bardziej skróci i tak napięte terminy – dodaje ekspert.

Ilu Polaków wybierze ZUS?

Pod znakiem zapytania stoi jak wielu obywateli zdecyduje się na pobieranie w przyszłości emerytury z ZUS, a co za tym idzie skala zadania przed jakim stoją OFE. A tu mogą być niespodzianki. W innej ważnej dla rządu reformie emerytalnej – powołania Pracowniczych Planów Kapitałowych – na koniec 2020 r. 70 proc. pracowników firm, w których Plany zostały prawidłowo wdrożone zdecydowało się wysłać list z rezygnacją. Pomimo faktu, że pozostanie w PPK wiąże się z dopłatami do przyszłej emerytury od pracodawców i państwa.

W tej chwili w OFE jest 15,54 mln członków. Jeśli na ZUS zdecyduje się połowa z nich, to przy założeniu, że deklaracje będą spływały równomiernie przez 2 miesiące, dziennie trzeba będzie odebrać, rozpakować, posortować i merytorycznie obsłużyć nawet 200 tysięcy listów. Oznacza to nawet kilkuset pracowników, by OFE mogły przeprowadzić ten proces.

To tylko jeden z wariantów. Rozmawiamy z wieloma OFE. Mamy przygotowanych kilka modeli, pracujemy nad nimi od ponad roku. W ostatnich latach sprostaliśmy kilku podobnym wyzwaniom tworząc nawet 300 osobowe zespoły w kilka tygodni. Przewidujemy, że większość deklaracji spłynie w ostatnich dniach i musimy być na to gotowi – wyjaśnia Konrad Rochalski.

Przyspieszenie? Diabeł tkwi w papierze

Ratunek tkwi w technologii. Ekspert zwraca jednak uwagę, że ze względu na brak ostatecznego kształtu ustawy, OFE czekały z przeprowadzeniem prac programistycznych. Pozwoliłyby one wykorzystać istniejące bazy danych i rejestry klientów, którymi dysponują Otwarte Fundusze Emerytalne, a w efekcie skrócić czas potrzebny na przetworzenie pojedynczej deklaracji. Nie było też wiadomo (i nadal nie jest) czy ustawodawca umożliwi składanie deklaracji w sposób elektroniczny, co także może przyspieszyć ich procesowanie. Jeśli ustawa wejdzie w życie 1 czerwca programiści nie zdążą wykonać tych prac.

Możemy wykorzystać technologię OCR, która pozwala na automatyczne rozpoznawanie druku w dokumentach papierowych. Musimy mieć jednak czas na jej skonfigurowanie. Wystartujemy, gdy będziemy znać cały proces, a więc dopiero, gdy poznamy ostateczny kształt przepisów. Dopuszczenie tylko formy papierowej generuje kolejną komplikację. Deklaracje papierowe, wypełniane pismem odręcznym trudno się automatyzuje a przy tym potrzeba więcej czasu na ich analizę manualną – mówi Konrad Rochalski.

Nieruchomości i rynek pracy w cieniu koronawirusa

Nieruchomości i rynek pracy w cieniu koronawirusa – perspektywy, zagrożenia i szanse widziane oczami deweloperów, inwestorów i ekspertów.

Jak pierwsze miesiące pandemii wpłynęły na terminowość prac deweloperów, zmiany w projektach i oczekiwania ze strony najemców w czterech największych krajach Europy Środkowej? Czy dla inwestorów działających w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii dwie pierwsze fale kryzysu zdrowotnego objawiły się lekką zadyszką czy bardziej utratą tchu i w jakim stopniu kryzys mógł zachwiać strategiami biznesowymi? A ponadto o tym, które sektory okazały się najbardziej odporne na wirusa i jak na to wszystko zareagowały rynki pracy mówi raport „HOW R U CEE?”. Jego pomysłodawcą jest agencja nieruchomości BNP Paribas Real Estate, a w opracowaniu go pomagały: Bank BNP Paribas, Hays Poland, act legal Polska oraz Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Holendersko-Polska Izba Gospodarcza i Belgijska Izba Gospodarcza.

Rok w pandemii sporo nas nauczył. Dla wielu był rokiem zmian strategii oraz planów i to nie tylko tych zawodowych. Dotychczas w naszych raportach z cyklu „How R U CEE?” pytaliśmy kraje Europy Środkowej, jak się ma ich nieruchomościowy biznes. W ostatniej publikacji, do udziału w której zaprosiliśmy ważnych partnerów, musieliśmy zadać inne pytanie: jak przechodzicie koronawirusa i jak wpływa on na wasze działania? Zależało nam, żeby dane motywowały nas do refleksji, do lepszego wyciągania wniosków. Do zmiany. Bo właśnie od kierunku, w którym będzie zmieniał się rynek nieruchomości, rynek pracy i gospodarka w ogóle będzie zależeć przyszłość naszego regionu. – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych BNP Paribas Real Estate Poland

Okiem deweloperów

Badanie przeprowadzone wśród deweloperów i inwestorów nieruchomościowych w drugiej połowie minionego roku pokazało, że prawie połowa nie zauważyła negatywnego wpływu pierwszych miesięcy pandemii na swoje działania – 38 proc. określiło je jako stabilne, a 9,5 proc. zwróciła nawet uwagę na wzrost dynamiki swoich działań. Po drugiej stronie znaleźli się ci, którzy wskazali na częściowe spowolnienie swojej aktywności (40,5 proc.). Autorzy raportu podkreślają, że jedynie 5 proc. ankietowanych zaznaczyło, że w swoich działaniach widzi znaczące spowolnienie.

Badanie pokazało, że koronawirus nie zatrzymał deweloperów. Aż 87 proc. zadeklarowało, że zamierza zakończyć projekty w terminie, a jeśli miałyby wystąpić opóźnienia, to nie będą one dłuższe niż 3 miesiące. Na pytanie o przyczyny ewentualnych przesunięć, najwyżej na liście znalazły się odpowiedzi dotyczące: spadku zainteresowania najemców (52 proc.), spełnienia wymogów stawianych przez banki i instytucje finansujące (36 proc.), wzrostów kosztów budowy, a w szczególności kosztów pracy i materiałów (21 proc.). Co istotne, znacząca większość deweloperów (83 proc.) była gotowa rozpocząć zaplanowane projekty zgodnie z wcześniej ustalonymi harmonogramami. Wyniki pokazały, że koronawirus nie wywrócił też do góry nogami planów budowlanych. Większość ankietowanych deweloperów (69 proc.) zaznaczyła odpowiedź, że w ogóle nie zamierza ich zmieniać, przy 14 proc., która rozważa budowę w etapach, 10 proc. skłonnych wdrożyć nowe rozwiązania techniczne i zaledwie 7 proc. planujących zmniejszenie swoich projektów.
Wartym odnotowania jest, że pierwsze miesiące pandemii mocno wpłynęły na spadek zainteresowania ze strony najemców. Odczuło go w sumie ponad 70 proc. deweloperów. Spora część, bo stanowiąca 17 proc., zwróciła uwagę na początkowe zmniejszenie popytu i powrót pod koniec roku do zainteresowania sprzed pandemii. Ważną, z rynkowego punktu widzenia informacją, jest utrzymanie stawek czynszowych lub niewielka ich korekta w przedziale 5-10 proc. W badaniu opowiedziało się za nią 81 proc. przebadanych deweloperów.

Okiem inwestorów

Pomimo tego, że pandemia lżej lub mocniej zaciągnęła hamulec w wielu działaniach inwestorów na 4 największych rynkach Europy Środkowej, to jednak wirusowi nie udało się zatrzymać inwestycji. Tylko 13 proc. badanych inwestorów całkowicie wstrzymała projekty, przy 20 proc. notujących ożywienie i 27 proc. deklarujących względną stabilność. Kryzys zdrowotny odciśnie jednak piętno na średnio i długofalowych strategiach inwestycyjnych, których rewizję zapowiedziało łącznie 54 proc. rynkowych graczy. W prognozach dotyczących powrotu rynku do formy panuje umiarkowany optymizm. Największa część – 38 proc. – inwestorów przewiduje, że zajmie to więcej niż 12 miesięcy, przy 21 proc. opowiadających się za okresem od 6 do 12 miesięcy i 14 proc. za czasem między 3 a 6 miesięcy. Prawie co 5 badany (18 proc.) nie wierzy w powrót rynku do kondycji sprzed pandemii. Większy optymizm dotyczy powrotu do normalności rynku wynajmu, gdzie przeważająca jest opinia inwestorów (36 proc.), że zajmie to między 6 a 12 miesięcy, a co piąty twierdzi, że jeszcze krócej, między 3 a 6 miesięcy. W ocenie i przewidywaniach rynkowych graczy dotyczących warunków najmu w przyszłości da się zauważyć istotną rolę elastyczności kontraktów (29 proc.) i skracaniem okresu wynajmu (27 proc.).
Współautorzy raportu z act legal Polska zaznaczają, że pandemia uwypukliła problemy sektora tzw. tradycyjnych centrów handlowych. Spowodowało to brak zainteresowania tego typu aktywami ze strony inwestorów, trudności w pozyskaniu finansowania i refinansowania oraz problemy płynnościowe operatorów.

Trendy obserwowane w ostatnich latach w Polsce, tj. słabnąca pozycja wynajmujących wobec tzw. kluczowych najemców, pociągająca za sobą ich oczekiwania w zakresie nakładów inwestycyjnych ze strony wynajmujących, oparcia czynszów o obroty czy też mechanizmów all-in czy capped fees, przeniesienie się handlu na platformy e-commerce, ograniczenia wynikające z zakazu handlu w niedzielę wraz z ograniczeniami w działalności centrów handlowych (zarówno prawnymi, jak i faktycznymi, wynikającymi z pandemii) zadały poważny cios branży. – Michał Wielhorski, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska

Wyjątkiem, cieszącym się coraz większą popularnością wśród inwestorów, są parki handlowe. Ich odporność na perturbacje związane z pandemią wynikała zarówno z faktu, że gros ograniczeń prawnych dotyczyło obiektów handlowych powyżej 2000 mkw. powierzchni sprzedaży, jak również z postrzegania parków handlowych jako bezpieczniejszego miejsca zakupów.

W niełatwej sytuacji po pierwszych miesiącach walki z koronawirusem był też sektor biurowy. W każdym z 4 największych krajów regionu spadała liczba podpisanych umów najmu, powiększył się zasób pustostanów, a wysokość stawek czynszowych została skorygowana w dół.

Eksperci act legal Polska zaznaczają, że wygranym w pierwszych potyczkach z koronawirusem okazał się sektor nieruchomości magazynowych. Intensywny rozwój tego sektora dotyczy nie tylko transakcji pozyskania lokalizacji pod inwestycje magazynowe, ale również transakcji najmu oraz sprzedaży aktywów logistycznych.

Sektor logistyczny postrzegany jest jako najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów. Dodatkowo, prawne ograniczenia dotyczące pandemii (poza oczywistymi problemami pracowniczymi) nie dotknęły graczy z sektora logistycznego w takim stopniu, jak innych uczestników rynku nieruchomości komercyjnych. To wszystko sprawia, że inwestycje magazynowe postrzegane są jako bezpieczne. – Marek Wojnar, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska

Rynek pracy

Zawirowania związane z pandemią i wprowadzane lockdowny w równie dużym stopniu co rynek nieruchomości, dotknęły też rynek pracy. Eksperci agencji doradztwa personalnego Hays, na potrzeby raportu „How R U CEE?” przeanalizowali wpływ, jaki miały one na aktywność specjalistów i pracodawców, mobilność pracowników, poszukiwane kompetencje, a także na najbardziej atrakcyjne branże w każdym z 4 przebadanych krajów.

Badanie pokazało, że w świetle obecnej sytuacji swoją pracę najszybciej są w stanie zmienić Rumuni (81 proc.), za którymi ex aequo uplasowali się Polacy i Węgrzy (57 proc.). Na końcu znaleźli się Czesi (45 proc.), którzy jednocześnie na pytanie o to, co jest główną motywacją przy zmianie pracy najczęściej wymieniali poziom wynagrodzenia (89 proc.). Podobną motywacją wykazali się pracownicy na Węgrzech (88 proc.) i w Polsce (85 proc.). Stawkę zamykają osoby pracujące w Rumunii (74 proc.). Z badania Hays wynika, że poza wynagrodzeniem, w Polsce, Czechach i na Węgrzech o wyborze miejsca pracy decydują również takie motywatory jak stabilność zatrudnienia, interesujące projekty, równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, a także elastyczność. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie pracownicy nad stabilnością zatrudnienia stawiają wyzwania i rozwój kariery zawodowej.

Po pierwszych miesiącach pandemii firma Hays przyjrzała się bliżej także perspektywie pracodawców. Badanie omówione na łamach raportu poświęcone jest m.in. argumentom, które w nowych realiach rynkowych będą pomocne w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, najbardziej poszukiwanym kompetencjom, a także najistotniejszym czynnikom hamującym rozwój rynku pracy w danym kraju.

Mimo że firmy i pracownicy wciąż ostrożnie podejmują decyzje związane z zatrudnieniem, to polski rynek pracy wykazał się odpornością na zmiany wywołane pandemią. Rok temu część pracodawców wstrzymała realizację strategii HR, jednak wraz z upływem czasu obserwujemy stały wzrost liczby rekrutacji na stanowiska specjalistyczne. Aktualnym wyzwaniem dla pracodawców pozostaje luka kompetencji, która niesie za sobą trudności w pozyskiwaniu ekspertów z unikatowymi umiejętnościami. Niedobór kompetencji jest problemem w skali globalnej i w najbliższej przyszłości będzie motywować firmy do inwestycji w programy szkoleń i podnoszenia kwalifikacji – komentuje Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland

W Polsce głównym polem konkurencji firm jest przyciąganie ekspertów z cennymi kwalifikacjami i tworzenie strategii zatrudnienia oferujących atrakcyjne wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Badanie wykazało, że zdaniem pracodawców obecnych na polskim rynku, poza wynagrodzeniem (97 proc.) to właśnie interesujące projekty (60 proc.) i praca w firmie gwarantującej rozwój zawodowy (57 proc.) odgrywają kluczową rolę w pozyskiwaniu pracowników. Jednocześnie, w cieniu pandemii najbardziej cenionymi umiejętnościami na polskim rynku pracy są kompetencje techniczne, menedżerskie oraz cyfrowe.

Koronawirus odcisnął piętno na rynku pracy w Czechach. Obostrzenia dały się we znaki tradycyjnym sektorom takim jak handel, branża wytwórcza, turystyka czy branża hotelarska. Nowa rzeczywistość spowodowała, że na czele zapotrzebowania kompetencyjnego pracodawców znaleźli się kandydaci władający językiem angielskim, specjaliści ds. e-commerce i online marketingu, a także analitycy zajmujący się sprzedażą w internecie. Zdaniem pracodawców najbardziej motywującym do zmiany pracy jest obecnie nie tylko stabilność zatrudnienia (62 proc.), ale także środowisko pracy (56 proc.) i wysokość pensji (55 proc.).

Pierwsze miesiące pandemii były testem dla rynku pracy w Rumunii. Z analizy Hays wynika, że najbardziej odpornym na koronawirusa sektorem okazał się sektor IT, co poskutkowało wzrostem zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się infrastrukturą informatyczną, rozwojem oprogramowania, cyberbezpieczeństwem i analizą danych. Co warte podkreślenia, pomimo spowolnienia w firmach z sektora usług dla biznesu, pracownicy z niszowymi umiejętnościami i znajomością rzadkich języków nadal są poszukiwani.

Badanie pokazało, że Covid-19 nie pozostał bez wpływu na rynek pracy na Węgrzech. W pierwszej fali pandemii zwolnienia dotknęły szczególnie osoby zatrudnione w turystyce i rekreacji. Sektorem, który tutaj również wykazuje się odpornością na wirusa jest sektor IT, co skutkuje zapotrzebowaniem na pracowników z kwalifikacjami programistycznymi i informatycznymi, a także sprzedażowymi i inżynierskimi. Poszukiwani są również pracownicy znający języki obce, co wynika ze zwiększonego zainteresowania inwestorów z Europy Zachodniej.

Eksperci Hays zapytali też pracodawców o czynniki, które ich zdaniem w największym stopniu hamują rozwój rynków pracy. Co istotne, niezależnie od specyfiki poszczególnych krajów i odczuwanych przez nie skutków pandemii, we wszystkich badanych krajach najczęściej wskazywane były dwa czynniki. Jako główne problemy pracodawcy z Polski, Czech, Rumunii i Węgier diagnozowali ograniczoną dostępność pracowników z poszukiwanymi umiejętnościami, a także ogólną presję płacową.

W gronie badanych deweloperów znaleźli się przedstawiciele wszystkich sektorów. Najwięcej, bo ponad połowę (55 proc.) stanowili deweloperzy budujący biurowce, nieco mniej budujący mieszkania na sprzedaż i na wynajem (43 proc.). W badaniu uczestniczyli też deweloperzy zajmujący się nieruchomościami logistycznymi (33 proc.), handlowymi (29 proc.), a także hotelami (21 proc.) i prywatnymi akademikami (10 proc.).

W poszukiwaniu wsparcia, czyli dwa podejścia do ścieżki rozwoju

Co trzeci pracownik czuje się niedoceniany w pracy. Ciekawy zakres obowiązków to drugi z czynników (poza finansami) brany pod uwagę podczas poszukiwania pracy. Zdaniem ponad połowy ankietowanych idealny pracodawca to taki, który umożliwia szkolenie się i rozwój. Jak wynika z danych z raportu Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”[1] – Polacy są otwarci na nową pracę, lecz ich motywacje nie zawsze są natury finansowej. Być może to odpowiednia polityka rozwoju ścieżek kariery może zatrzymać w firmie najlepszych specjalistów i menedżerów. Jakie narzędzia i metody można wykorzystać?

Pracownicy – opłacalna inwestycja

Pandemia zmieniła rynek pracy, przesuwając środek ciężkości z pracowników w stronę pracodawców, których pozycja rynkowa trochę się wzmocniła (względem lat poprzednich). Z badania Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy” wynika jednak, że mimo większej niepewności na rynku pracy, Polacy (86%) są otwarci na nowe oferty, a im młodsza grupa, tym ten odsetek jest wyższy (w grupach 18-24 lata i 25-34 lata wynosi ponad 90%). Dlatego pracodawcy mimo wszystko nie powinni osiadać na laurach, lecz aktywnie wspierać pracowników, tak aby porzucili oni ewentualne myśli o zmianie pracy.

Utrata specjalistów i menedżerów to dla firm duże wyzwanie: konieczność prowadzenia rekrutacji, proces onboardingu, niepewność związana z tym, czy nowa osoba odnajdzie się w zespole, będzie odpowiednio zaangażowana, spełni oczekiwania i czy za chwilę nie odejdzie. Z biznesowego punktu widzenia inwestowanie w obecnych pracowników obarczone jest o wiele mniejszym ryzykiem.

– Pracownik, który widzi, że pracodawca go ceni, wiąże z nim długofalowe plany i pozwala mu się rozwijać, jest bardziej związany z firmą, mocniej się angażuje i rzadziej odchodzi. Ważne aby stworzyć mu odpowiednie ku temu warunki. Pierwszym, moim zdaniem niezbędnym, elementem identyfikacji potrzeb rozwojowych pracownika jest rozmowa, na przykład podczas oceny rocznej. To doskonała okazja, aby wspólnie wyznaczyć kierunek rozwoju oraz krótkookresowe i długookresowe cele w tym zakresie – wyjaśnia Wojciech Miszewski, ekspert z zakresu SAP SuccessFactors w Quercus Sp. z o.o., firmie specjalizującej się we wdrożeniach rozwiązań SAP w obszarze HR.

Kariera na zakręcie – przydatne rozwiązania

Co prawda wciąż największym motywatorem zmiany pracy są zarobki, jednak skoro 33% ankietowanych twierdzi, że są niedoceniani w pracy, warto zastanowić się, czy zmiana podejścia do polityki rozwoju pracowników nie jest działaniem, które może pomóc zatrzymać w firmie największe talenty.

– Odpływ talentów to problem, z którym boryka się wiele sektorów, a jednym z nich jest branża IT. Można zatem powiedzieć, że poniekąd na sobie testujemy rozwiązania, które pozwalają ten proces ograniczyć. Narzędziem, które sprawdza się w tym przypadku, jest SAP SuccessFactors, stworzone z myślą m.in. o efektywnym zarządzaniu karierą personelu, wyłanianiu talentów i planowaniu sukcesji – twierdzi ekspert Quercus Sp. z o.o.

Program SuccessFactors jest narzędziem dla menedżerów, którzy mogą dzięki niemu ocenić wydajność pracowników w oparciu o różne kryteria, w tym obiektywne analizy wydajności i oceny roczne. System sam tworzy matryce potencjału pracowników (menedżer widzi więc od razu, w które osoby warto inwestować), pozwala także na identyfikację pracowników, w stosunku do których istnieje największe ryzyko odejścia (i określa, w jaki sposób ta strata może wpłynąć na funkcjonowanie organizacji).

– Może zdarzyć się tak, że menedżer nie zdaje sobie sprawy, iż pracownik posiada zbyt wysokie kwalifikacje na dane stanowisko, co może sprawić, iż czuje się niedoceniany. Z drugiej strony z oceny posiadanych przez niego kompetencji może wynikać prosty wniosek, że jest idealnym kandydatem na objęcie wyższej pozycji w przyszłości, jednak trzeba uzupełnić (wskazane przez system) luki kompetencyjne – podkreśla Wojciech Miszewski.

Rolą menedżera jest więc pokierowanie pracownikiem, wskazanie mu odpowiedniej drogi rozwoju, tak aby mógł w przyszłości objąć dane stanowisko. Jednak jest to możliwe pod warunkiem, że plan menedżera i cele pracownika podążają w tym samym kierunku. Menedżer powinien więc działać w tym przypadku trochę na zasadzie coacha kariery – pomagać pracownikowi świadomie budować ścieżkę kariery, zgodnie z jego potencjałem, wartościami i możliwościami.

Menedżer na zakręcie – coaching kariery

Praca powinna być źródłem satysfakcji, choćby z tego powodu, że spędzamy w niej 1/3 życia (w okresie, gdy jesteśmy czynni zawodowo). Dlatego wybory zawodowe są tak ważne i z tego też powodu… czasem konieczne są zmiany. O ile dobry menedżer jest w stanie wspomóc w tym zakresie podwładnych, o tyle sam może znaleźć się w sytuacji, kiedy poczuje, że jest na zawodowym zakręcie.

Funkcja menedżera obarczona jest dużym ryzykiem wypalenia zawodowego. Czasem kierownicy nie widzą przed sobą perspektyw, czują, że w danej branży osiągnęli już pułap, którego nie mogą lub nie chcą przekroczyć. Nie wiedzą, czy warto wprowadzać zmiany, gdzie szukać wyzwań zawodowych, czy może się przebranżowić. A jeśli czują, że obrali dobry kierunek, nie zawsze wiedzą, co robić dalej. Coraz więcej z nich korzysta więc z usług coachingu kariery, dzięki którym mogą świadomie kierować swoimi decyzjami zawodowymi.

– Coaching kariery cieszy się rosnącą popularnością dlatego, że nie jest klasyczną diagnozą, ale procesem rozwojowym, opartym na tym, aby uświadomić sobie własny potencjał, motywy, zasoby, aspiracje i odnaleźć drogi oraz rozwiązania, których na wcześniejszym etapie nie było się nawet świadomym. Nie musi dotyczyć to zmiany pracy, ale zmiany podejścia do obecnie wykonywanego zajęcia. I w tym kontekście może być narzędziem wsparcia dla menedżerów chcących lepiej wykonywać swój zawód i czuć się spełnionymi w tej pracy. Sesje z coachem kariery mogą też być jednym z elementów programu bonusowego dla menedżerów – podsumowuje przedstawiciel firmy Quercus Sp. z o.o.

Szeregowy pracownik, specjalista, menedżer wysokiego szczebla – każdy może znaleźć się na zawodowym zakręcie i szukać sposobów wyjścia z impasu. Dla jednych wsparciem mogą być narzędzia informatyczne, które czarno na białym pokażą kierunek, w którym warto się rozwijać. Dla innych bodźcem będzie rzeczowa rozmowa z przełożonym. A dla jeszcze innych – bardziej twórcze podejście oparte na kreatywnym odkrywaniu własnego potencjału i poszukiwaniu nowych rozwiązań. Ważne aby wszystkie te metody prowadziły do sukcesu: łagodnego pokonania zawodowego zakrętu i wyjścia na prostą, która bez przeszkód prowadzić będzie do nowych zawodowych celów.

[1] https://media.pracuj.pl/123872-polacy-gotowi-na-zmiane-pracy-badanie-pracujpl

GUS o detalu i e-handlu w marcu – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w marcu 2021 r. w porównaniu z lutym 2021 r. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 28,8%). Udział tej sprzedaży zwiększył się z 8,6% w lutym br. roku do 9,5% w marcu br.

Poniżej komentarze eksperckie do tych danych autorstwa Unity Group oraz PayPo:

  1. Unity Group (specjalizuje się w cyfrowej transformacji handlu (tzw. commerce transformation))

– Polski e-handel wcale nie łapie zadyszki, jak jeszcze niedawno oceniali niektórzy komentatorzy rynkowi. Po małych spadkach w lutym, w kolejnym miesiącu e-handel odbudował swoją pozycję, a jego udział w obrotach handlu detalicznego ponownie wyraźnie przekroczył 9%. Za jego dobrą kondycję odpowiada trwała zmiana przyzwyczajeń zakupowych Polaków oraz oczywiście pandemia, na równi z determinacją firm do zmian w sposobach sprzedaży. O ile lutowy spadek udziału e-commerce w obrotach handlu detalicznego to konsekwencja otwarcia sklepów w galeriach handlowych z początkiem miesiąca, to jego marcowe wzrosty z najnowszych danych opublikowanych przez GUS są wynikiem trwającego od kilku tygodni lockdownu – najpierw regionalnego, potem narodowego. Od roku obserwujemy wzrosty i spadki udziału e-handlu skorelowane z obostrzeniami – przedświąteczne zamknięcie sklepów kolejny raz przeniosło zakupy do online – od 20 marca funkcjonujemy w reżimie sanitarnym narzuconym przez III falę pandemii, co w przypadku galerii handlowych w całej Polsce oznacza prowadzenie bardzo ograniczonej działalności.

Mimo zapowiedzi premiera sprzed kilku dni o odmrażaniu „znacznej części gospodarki”, polskie firmy nie mogą pozwolić sobie już na onlinowy niebyt. Jak wynika z danych agencji badawczej Bisnode A Dun & Bradstreet Company: w pierwszym kwartale 2021 r. przedsiębiorcy zarejestrowali 3,4 tys. sklepów internetowych i wykreślili 1,4 tys. Zatem tylko w czasie pierwszych trzech miesięcy 2021 r. przybyło netto 2 tys. sklepów internetowych, a ich liczba osiągnęła w sumie 46,5 tys. W porównaniu do pierwszego kwartału ubiegłego roku stanowi to wzrost o ponad 70 proc. W Unity Group zaczynamy się jednak poważnie zastanawiać, jak długo jeszcze będziemy mierzyć rozwój samego e‑commerce? Idziemy w kierunku coraz większej integracji kanałów sprzedaży, gdzie patrzy się na efekt końcowy wysiłków sprzedażowych, a nie wkład każdego z kanałów dystrybucji. Po rozmowach z naszymi klientami, wiem, że prawdopodobnie już niedługo, może w przeciągu nawet 2 lat, nie będziemy już mówić o e-sprzedaży jako osobnym kanale – firmy coraz częściej zaczynają patrzeć omnichannelowo i rozważają nowe modele biznesowe.  Jest to zgodne z naszymi przewidywaniami z 2020 r. i wcześniejszych lat. Firmy handlowe coraz więcej inwestują za to w kanał mobile, to tu jest największe pole do rozwijania innowacji. Dlatego też podlega on teraz dokładnym analizom, gdzie wylicza się przyrosty i stopy zwrotu z poniesionych nakładów – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group. 

  1. PayPo (polski fintech, dostawca płatności odroczonych do finansowania zakupów w internecie)

– Po lekkim wyhamowaniu dynamiki w lutym, w marcu e-commerce znowu zanotował imponujące wzrosty i zagarnął jeszcze większą część handlu detalicznego. Silny trend zapoczątkowany w marcu zeszłego roku jest zatem kontynuowany, co może oznaczać, że ma charakter długoterminowy, niezależnie o zmian sytuacji pandemicznej. Na korzyść obrotów e-handlu w marcu zadziałały na pewno spore ograniczenia narzucone na działalność galerii handlowych, najpierw w wymiarze regionalnym, a następnie ogólnokrajowym. Ale tylko ten czynnik to za mało, by tak znacząco decydować o krajobrazie rynku handlowego w Polsce. Tu zadziałała trwała zmiana nawyków zakupowych i zbudowane przez Polaków w czasie pandemicznych miesięcy przekonanie, że zakupy w internecie są nie tylko bezpieczne pod względem minimalizowania ryzyka zarażenia się koronawirusem, ale przede wszystkim szybkie i wygodne. Dzięki gwałtownemu rozwojowi technologii w zakresie metod płatności internetowych, branża zrobiła też olbrzymi krok naprzód w polepszaniu doświadczeń zakupowych. Dziś, przy wykorzystaniu takich form rozliczania zakupu online jak płatności odroczone, można nie tylko zamówić towar, wypróbować go a dopiero potem zapłacić (w ciągu 30 dni). Gdy nie ma konieczności dokonania natychmiastowej płatności, możliwe są również bardziej spontaniczne zakupy i korzystanie z okazji cenowych. To razem sprawia, że robiąc zakupy internetowe z wykorzystaniem odroczonych płatności, klienci są skłonni robić je większe (średnia wartość koszyka zakupowego rośnie nawet o 20-40%) i częściej, bo po roku pandemii ta metoda płatności zaczęła być przez Polaków stosowana regularnie. Dla PayPo, czyli lidera tego rynku, oznacza to bardzo dynamiczny rozwój – w marcu nasi klienci zrealizowali ponad 4 razy więcej płatności przy użyciu odroczonych płatności niż przed rokiem, podobnie przyrosty wyglądają w okresie od początku roku do 19 kwietnia 2021 względem analogicznego okresu 2020. Z kolei dla sklepów internetowych to szansa na dynamiczne zwiększenie sprzedaży i dalszą poprawę satysfakcji klientów z zakupów – powiedział Piotr Szymczak, Dyrektor Operacyjny PayPo.

Dynamika sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku

Dziś GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Wiosna przywróciła optymizm wśród konsumentów. Miejmy nadzieję, że to trend, który pozostanie z nami na dłużej. Marzec br. przyniósł wzrost konsumpcji w ujęciu rocznym i miesięcznym. Solidna dynamika roczna to m.in. efekt bazy z roku poprzedniego. W marcu ur. został wprowadzony stan epidemii i odnotowaliśmy historyczne pierwsze „covidowe” spadki konsumpcji. Wysokie dynamiki roczne wzrostu sprzedaży detalicznej z poziomami przekraczającymi odczyt za marzec br. będą również widoczne w kolejnych miesiącach, w kwietniu i maju. Niezależnie od efektu bazy, odczyt sprzedaży detalicznej, a szczególnie jej wzrost w stosunku do lutego br. budzi optymizm i nadzieję na poprawę w sektorze handlu detalicznego. Okres świąteczny, jak również większa liczba dni roboczych bardzo pomogły w osiągnięciu tak dobrego wyniku. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS poziom konsumpcji wskazuje na jej wzrost o 15,2 proc. w ujęciu rocznym oraz 15 proc. dynamikę w stosunku do lutego 2021.

Największe wzrosty w ujęciu miesięcznym odnotowały kategorie żywność (19,5 proc.) – jako efekt zakupów przedświątecznych oraz większej ilości dni handlowych, meble (16,8 proc.), co jest już stałym trendem w czasach pandemii oraz samochody (13,4 proc.). Konsumenci szykują się na urlopy w kraju licząc na szybkie zniesienie restrykcji w działalności branży hotelowej. Najsilniejsze spadki sprzedaży w ujęciu miesięcznym dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w tej kategorii wyniosła 8,3 proc. Jest to efekt bazy w lutym br., kiedy to sprzedaż odzieży utrzymywała się na wysokim poziomie w związku z trudnymi warunkami pogodowymi, jak również otwartymi centrami handlowymi przez okres pełnego miesiąca. Marzec przyniósł dalszy rozwój e-handlu z dynamiką 28,8 proc w ujęciu miesięcznym. W obliczu wprowadzanych restrykcji klienci wrócili do zakupów on-line. Udział tego kanału wyniósł 9,5 proc wobec 8,6 proc. w lutym br.

Kwiecień nie przyniesie rewolucji w zakresie sprzedaży detalicznej. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika, że odwiedzalność klientów w galeriach handlowych w bieżącym miesiącu utrzymuje się w granicach między 30 a 44 proc. rezultatów odnotowywanych w 2019 czyli okresu, kiedy centra handlowe działały bez zakłóceń. Dalsze wzrosty konsumpcji w ujęciu miesięcznym oraz zbliżanie się do poziomów, jakie widzieliśmy w 2019, będzie uzależnione od harmonogramu znoszenia obostrzeń.

Cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po publiczne dane

W czasie pandemii COVID-19 media społecznościowe stały się dla wielu osób kluczowym narzędziem do utrzymywania kontaktu z bliskimi. Korzystanie z popularnych platform może być jednak obarczone pewnym ryzykiem, a cyberprzestępcy wcale nie muszą wykradać danych, bo użytkownicy sami podają im jak na talerzu wiele cennych informacji.

Dane publicznie udostępniane przez użytkowników, np. takie jak adresy e-mail czy numery telefonów, również są atrakcyjne dla cyberprzestępców. Każdy, kto podaje je w mediach społecznościowych, powinien mieć świadomość, że mogą one zostać wykorzystane do wysyłania spamowych SMS-ów czy e-maili. – Tego typu dane są sprzedawane na czarnym rynku, a następnie wykorzystywane w kampaniach phishingowych. Osoby, które podają do publicznej wiadomości numer telefonu, muszą szczególnie uważać na tzw. smishing, a więc próby wyłudzenia za pomocą SMS-ów – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Jak rozpoznać phishing?

Jakiego rodzaju wiadomości powinny wzbudzać szczególną ostrożność użytkowników? Eksperci Fortinet wskazują kilka elementów. Pierwszym z nich jest zachęta do natychmiastowego działania. Cyberprzestępcy lubią motywować odbiorców wiadomości do tego, aby od razu kliknęli w przesłany link lub otworzyli załączony dokument, a stosują do tego granie na emocjach. Phishing najczęściej odwołuje się do poczucia strachu (np. w mailach o niezapłaconych mandatach), ma też na celu wywołanie zaangażowania (np. przy okazji informacji o możliwości szybszego otrzymania szczepionki przeciw COVID-19) czy też litości (przy fałszywych zbiórkach charytatywnych).

Przestępcy podszywają się też chętnie pod firmy, które prowadzą częstą komunikację z klientami – kurierskie, sklepy internetowe czy dostawców internetu lub telewizji. Wówczas wysyłają informacje o dodatkowych lub zaległych rachunkach, promocjach czy konieczności wniesienia dodatkowych opłat, np. za dezynfekcję paczki.

Warto też zwrócić uwagę na niepoprawny język. Wiadomości wysyłane przez hakerów często są napisane niegramatycznie, z licznymi błędami i literówkami. Wynika to głównie z faktu, że cyberprzestępcy nie władający językiem polskim korzystają z niedoskonałych automatycznych tłumaczeń.

Gdyby mail wzbudzał wątpliwości, ale jednocześnie był napisany poprawnie, należy dokładnie sprawdzić, z adresu w jakiej domenie został wysłany oraz najechać kursorem na znajdujący się w treści wiadomości tekst linku (lub grafikę, pod którą znajduje się link), aby sprawdzić jego rzeczywisty adres.

Ostatecznie, w przypadku wątpliwości, których nie można rozwiać po zweryfikowaniu powyższych elementów, należy skontaktować się nadawcą maila np. telefonicznie lub za pomocą zweryfikowanego adresu mailowego i w ten sposób sprawdzić, czy otrzymana wiadomość pochodzi z prawdziwego źródła.

Chrońmy prywatność w internecie

Zachowanie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni w dużej mierze zależy użytkowników platform społecznościowych. Każdy z nich powinien ostrożnie podchodzić do publikowania informacji o sobie i swojej rodzinie, upublicznianiu danych takich jak data urodzenia, miejsce pracy czy wizerunków dzieci.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w realnym świecie. To tak jakbyśmy chodzili po ulicy z tabliczką, na której znalazłyby się wypisane wrażliwe informacje na nasz temat. Nikt tego nie robi i na myśl o tym pewnie wiele osób z niedowierzaniem się uśmiecha – mówi Jolanta Malak. ­– Warto więc sobie uświadomić, że bardzo podobne konsekwencje ma udostępnianie informacji o swoim życiu w cyberprzestrzeni.

Podczas korzystania z serwisów społecznościowych warto więc pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu konta za pomocą silnego hasła oraz weryfikacji wieloetapowej, a następnie o wyborze odpowiednich ustawień prywatności. Ostatecznie, podobnie jak w przypadku korzystania z każdego zasobu w internecie, wiele zależy od samych użytkowników i zachowania przez nich zdrowego rozsądku.

FPP: Uproszczenie weryfikacji rozliczeń z ZUS jest niezbędne

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że obecnie wnioski pracodawców o dofinansowanie PFRON podlegają kontroli wstecznej i są wielokrotnie korygowane – co wydłuża procedurę, a także marnotrawi czas i środki PFRON, ZUS oraz przedsiębiorców. FPP postuluje, by zmienić zapis legislacyjny tak, aby pracodawcy przedstawiali Funduszowi wraz z wnioskiem o dofinansowanie do wynagrodzeń zaświadczenie o braku zaległości w ZUS. Takie rozwiązanie pozwoliłby wyjaśniać na bieżąco ewentualne rozbieżności w rozliczeniach pracodawców z ZUS – których głównym powodem jest sposób automatycznego księgowania przez ZUS korekt deklaracji.

Zaświadczenie z ZUS można sprawniej uzyskać drogą elektroniczną, nie obciąża też dodatkową pracą pracowników ani PFRON ani ZUS. Brak załączenia zaświadczenia wiązałby się z wstrzymaniem wypłaty dofinansowania. Dopiero jego nieprzedstawienie w ciągu kolejnych 6 miesięcy oznaczałoby trwałą utratę prawa do wnioskowanego dofinansowania.

To ważne, że proponowane rozwiązanie spotkało się z zainteresowaniem strony rządowej, która ma świadomość istniejącego problemu i również szuka jego rozwiązania. Zbieg niefortunnego brzmienia art. 26a ustawy o rehabilitacji i ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych czyni z uczciwych pracodawców przestępców. Na dłuższą metę każdy pracodawca korzystający z dofinansowań musi naruszyć przepis. Często nawet o tym nie wie. Pracodawcy nie powinni żyć w ciągłej niepewności. Część z nich próbuje się zabezpieczać, nadpłacając składki ZUS i budując w ten sposób poduszkę, z której będzie można rozliczyć ewentualne korekty deklaracji. Tyle że przepisy ubezpieczeniowe celowego i systematycznego dokonywania wpłat wyższych niż zadeklarowane nie przewidują. Proponowane przez FPP rozwiązanie nie jest idealne, bo nakłada na firmy dodatkowy obowiązek, ale wydaje się najlepsze z dzisiaj dostępnych. Postęp cyfryzacji sprawi, że za jakiś czas przedkładanie zaświadczeń z ZUS przez pracodawcę stanie się zbędne. Przecież organ będzie mógł sobie wygenerować zaświadczenie sam” – podkreśla Tomasz Chudobski, ekspert ds. prawa gospodarczego Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Obecne brzmienie art. 26a ust. 1a1 pkt. 3) ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych miał służyć zapewnieniu, że pomoc publiczna będzie trafiać do przedsiębiorców, którzy wywiązują się z płatności na rzecz ZUS. Jego sformułowanie w połączeniu z przepisami o ubezpieczeniach społecznych całkowicie ten cel wypaczyło. Przepis zamiast motywować pracodawców do płatności składek – stał się pułapką na każdą firmę, która zatrudnia osoby niepełnosprawne i uzyskuje dofinansowania do ich wynagrodzeń. FPP proponuje zastąpienie obecnego sposobu weryfikacji – który jest wybiórczy, następuje ex post i nie daje szansy na naprawę ewentualnego błędu w rozliczeniach – rozwiązaniem znacznie prostszym.

Ozusowanie umów cywilnoprawnych – zwiększy bezrobocie czy szarą strefę?

Od 1 stycznia br. wszedł w życie obowiązek zgłaszania umów o dzieło do ZUS. Jak się okazało był to pierwszy krok mający na celu wprowadzenie obowiązkowych składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. 89,2 proc. pracodawców jest temu przeciwnych[1], ponieważ zmiana zamiast korzyści dla państwa może podnieść poziom bezrobocia lub zwiększyć szarą strefę.

Przedłużający się lockdown i ograniczenie funkcjonowania części gospodarki sprawiły, że wiele firm jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Najgorsza sytuacja występuje w branży HoReCa, gdzie aż 96,7 proc. przedsiębiorstw wskazuje na poważne lub zagrażające stabilności firmy negatywne skutki pandemii. Trudna sytuacja zauważalna jest również wśród firm handlowych, szczególnie z branży tekstyliów, odzieży i obuwia, gdzie 84,1 proc. przedsiębiorców wskazuje na problemy[2]. Niepokojące jest to, że sektory handlu i usług przed pandemią zapewniały w sumie 54 proc. miejsc pracy w małych i średnich przedsiębiorstwach w Polsce[3]. Przez ostatni rok ta liczba znacząco się zmniejszyła,
a proponowane przez rząd zmiany w księgowości mogą jeszcze pogłębić problem.Finiata inforgrafika ZUS

Umowy cywilnoprawne do ozusowania

Od 1 stycznia 2021 r. został wprowadzony obowiązek przekazywania do ZUS informacji o każdej umowie o dzieło. Nakaz ten nie powoduje, że wykonawca zostaje zgłoszony do ubezpieczeń społecznych ani ubezpieczenia zdrowotnego i nie wymusza odprowadzania składek. Gromadzenie informacji na temat umów o dzieło do ZUS ma przede wszystkim charakter statystyczny. Jak się okazało zgłaszanie umów o dzieło to był pierwszy krok rządu w kierunku ich ozusowania. Podobny obowiązek ma dotyczyć tez umów zlecenie.

– Jak pokazują badania aż 9 na 10 przedsiębiorców jest przeciwnych ozusowaniu umów o dzieło, które obecnie nie wymagają opłacania składek.[4] Jesteśmy w środku kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią, pracodawcy walczą o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. Wprowadzenie kolejnego obowiązku finansowego wydaje się zupełnie nieadekwatny do obecnej sytuacji przedsiębiorców – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group. – Właściciele firm będą zmuszeni albo do obniżania wynagrodzeń netto lub zmniejszania zatrudnienia. W efekcie doprowadzi to wzrostu bezrobocia, które w lutym wyniosło 6,5 proc. i jest najwyższym wskaźnikiem od trzech lat[5].

Z badania Business Centre Club wynika, że blisko 3 na 4 pracodawców obawia się wzrostu szarej strefy, czyli zatrudniania wykonawców na czarno.[6] W efekcie ZUS i państwo stracą, zamiast załatać lukę w budżecie i ograniczyć nielegalne praktyki. Z kolei po stronie pracodawców wzrosną koszty prowadzenia działalności gospodarczej, co dodatkowo pogorszy pozycję konkurencyjną spółek kapitałowych względem osobowych, które łatwo mogą wypłacać część lub całość wynagrodzenia w gotówce bez księgowania.

Rosną problemy z kontrahentami

Przedsiębiorcy, którzy boją się dodatkowych kosztów związanych z ozusowaniem umów cywilnoprawnych potrzebują obecnie wsparcia państwa w uregulowaniu problemów z nierzetelnymi kontrahentami. Badania wskazują, że prawie 80 proc. małych i średnich firm doświadczyło w czasie pandemii większej liczby nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. To właśnie pandemia stała się jedną z najczęstszych wymówek (30 proc. wskazań) takich działań, nawet wśród przedsiębiorców, którzy nie odczuli jej negatywnych skutków[7].

– Już co trzecia firma z branży usługowej (32 proc.) skarży się na problemy z uzyskaniem na czas płatności od kontrahentów. Wydłużenie lockdownu, a tym samym zamknięcia części biznesów, spowoduje, że w najbliższym czasie jeszcze bardziej wzrośnie liczba przeterminowanych zobowiązań. dodaje Jan Enno Einfeld. – 35 proc. przedsiębiorców zdecydowało się zaciągnąć dodatkowe zobowiązania finansowe, jednak ich regulowanie jest obecnie dużym wyzwaniem[8].

70 proc. przedsiębiorców poniosło w związku z pandemią dodatkowe koszty, m.in. związane
z odpowiednim zabezpieczeniem pracowników lub przebywaniem części z nich na kwarantannie lub zwolnieniu chorobowym.[9] Eksperci szacują, że podobnymi ponadplanowymi wydatkami przedsiębiorcy będą musieli się mierzyć jeszcze co najmniej do końca roku.

[1] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[2] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, marzec 2021

[3] Dane GUS, Działalność przedsiębiorstw niefinansowych w 2018 r., 2019

[4] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[5] Dane GUS, Stopa bezrobocia rejestrowanego w latach 1990-2021

[6] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[7] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

[8] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

[9] Dane z badania IMAS International „KoronaBilans MŚP”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, luty 2021.

Jak zmieniły się nawyki konsumentów? Rzadziej kupujemy pod wpływem impulsu

W 2020 r. już 7 na 10 osób zamówiło produkt przynajmniej raz w sklepie poza granicami swojego macierzystego kraju, wynika z raportu eShopWorld. Transgraniczne zakupy to głównie domena młodych pokoleń, ale okazuje się, że starsi użytkownicy sieci również przekonują się do tej formy zakupów. Zakupy bez granic wiekowych i terytorialnych? To nowa normalność handlu A. D. 2021.

Jak wyglądać będzie handel w postcovidowym świecie? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie wyspecjalizowana w handlu transgranicznym firma eShopWorld (ESW), przepytała 22 tys. konsumentów z 11 krajów. Wnioski trafiły do raportu Global Voices 2021: Cross-Border Insights.

Klient czeka wszędzie

W 2020 roku blisko 7 na 10 osób (68%) zamówiło produkty w e-sklepie, który zlokalizowany jest poza ojczyzną nabywcy – tak brzmi kluczowy wniosek z raportu.

Szacuje się, że już co druga osoba robiąca zakupy przez internet, przynajmniej raz w życiu zamówiła towar, który zlokalizowany był w innym kraju. W czasie trwania lockdownu wiele osób, zachęconych pierwszymi pozytywnymi doświadczeniami z zakupami online, ośmieliło się iść krok dalej i sprawdzić, co oferują “zakupy bez granic” – zauważa Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona. – Jak wynika z danych, do których dotarł Business Insider, już co czwarty sprzedawca wystawiający swoje produkty na Amazon, wysyła przedmioty za granicę. Start Amazona nad Wisłą, a co za tym idzie jego popularyzacja i wzrost świadomości, to nie tylko szansa dla konsumentów, ale przede wszystkich dla oferentów.

Zakupy bez granic… wiekowych

Kim jest sympatyk transgranicznych zakupów? Patrząc na preferencje i nawyki, ESW udało się wyodrębnić kilka różnic między pokoleniami.

Pierwsza grupa to tzw. cyfrowi tubylcy. Jak wskazuje nazwa, osoby te najchętniej dokonują zakupów w sieci, a to w jakim kraju zlokalizowany jest sklep, nie ma dla nich znaczenia. To konsumenci w wieku 25-34 lat, należący do dwóch pokoleń: młodszych Millennialsów i starszych przedstawicieli Generacji Z.

Kupujący w wieku 25-34 lat stanowili także najaktywniejszą grupę. W ciągu 12 miesięcy, 11 lub więcej razy zakupy zrobił co trzeci (33%) pytany z tej grupy. To o 1 p.p. więcej niż w grupie 35-44 lat (32%) i o 4 p.p. w konfrontacji z grupą 18-24 lat (29%).

W ubiegłym roku ponad 500 dolarów na crossgraniczne e-zakupy najczęściej wydawali Millennialsi. Tak przynajmniej deklaruje niemal co drugi (47%) z nich. Potem jest długo, długo nic i pokolenie X. 27% przedstawicieli generacji wydało przynajmniej pół tysiąca dolarów na towary w sieci. W przypadku starszych pokoleń: Z i Baby Boomers, odsetek wydających w sieci 500 dolarów lub więcej jest znacząco niższy i wynosi odpowiednio 15% i 11%.

Tor przeszkód

Młodych kupujących wyróżnia nie tylko to “co”, ale także “jak” kupują. Podczas gdy osoby z pokolenia powojennego wyżu demograficznego i pokolenia X preferują płatność kartą kredytową i PayPalem, młodsi klienci częściej skłaniają się ku globalnym systemom płatności i opcji „kup teraz, zapłać później”. Sygnalizuje to, jak ważne dla sprzedawców staje się oferowanie szerokiego wachlarza form płatności.

Największą przeszkodę w dokonywaniu zakupów online, zdaniem kupujących w każdym wieku, są obawy związane z kosztami (41% respondentów) i czasem dostawy (38%).

Według badania Offers.com, blisko połowa respondentów twierdzi, że obecnie rzadziej dokonuje zakupów pod wpływem impulsu i nie ma to nic wspólnego z przyjemnością (48%). Takie nastawienie sprawia, że klienci uważnie wertują ofertę, zanim dokonają zakupu. Zaufany partner, który wesprze nas swoją wiarygodnością, może okazać się na wagę złota – podpowiada Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje: – Z tego samego raportu dowiadujemy się także, że od początku trwania pandemii trzech na dziesięciu (31%) respondentów chętniej wybiera produkty tańsze lub szuka dóbr zapewniających atrakcyjny stosunek ceny do jakości. Dostęp do międzynarodowej oferty doskonale koresponduje z tym trendem.

Jak się reklamować, żeby nie zniechęcić?

Badanie przeprowadzone przez MarketingSherpa na dwóch grupach wiekowych: millenialsów (od 18-34 lat) i boomersów (powyżej 65 lat) wskazują jakie są preferencje użytkowników, gdy sprzedawcy chcą powiadomić o swoich nowych produktach czy promocjach. Millenialsi są zdecydowanie bardziej zainteresowani otrzymaniem wiadomości e-mail, które mogą odczytać na smartfonach (53%), a zaledwie co piąty senior preferuje taki sposób komunikacji. Bardziej mobilne młodsze pokolenie przychylniej patrzy na korzystanie z aplikacji i na reklamy pojawiające się w nich. Choć trzeba przyznać, że i tutaj reklamodawcy mają zgryz, bo zaledwie 10% millenialsów akceptuje komunikaty promocyjne pojawiające się w ich ulubionych aplikacjach, ale to i tak o… 10% więcej niż w przypadku boomersów.

Natomiast na reklamy wysyłane poprzez SMS przychylnie patrzy 30% młodszych i 15% seniorów. – Powiadomienia SMS mają jednak ostatnio słabą prasę. Nie ma jednak co się dziwić, bo co chwilę słyszymy o próbach wyłudzeń. Niestety najbardziej podatni są na nie seniorzy, którzy choć coraz lepiej poruszają się w środowisku online, to nadal nie są tak sprawni jak młodzi i często irytują ich dodatkowe rozpraszacze. Dlatego reklamodawcy nadal chcą docierać do boomersów w sposób tradycyjny – poprzez reklamę telewizyjną, radiową czy drukowaną – tłumaczy Wiktor Salamon, twórca Notipack, oprogramowania, które umożliwia administratorom stron internetowych wysyłanie powiadomień do osób przeglądających w internecie dany towar czy usługę.

Zdaniem Salamona przed sprzedawcami jeszcze sporo pracy, żeby przekonać klientów do różnego rodzaju powiadomień. – Wyniki ankiety pokazują, że nawet młodsze pokolenie z trudem akceptuje reklamy. Powiadomienia powinny pojawiać się w sposób intuicyjny, a sprzedawca musi wyprzedzać ruchy kupującego i np. w odpowiednim miejscu wstawić widget informujący o sposobie kontaktu. Nie może to być jednak nachalne, bo wtedy kupujący straci zainteresowanie produktem – podkreśla Salamon.

Rząd wesprze nieruchomościowych inwestorów?

Jeszcze niedawno wydawało się, że temat REIT-ów został definitywnie porzucony. Ostatnio sytuacja uległa jednak pewnym zmianom.

Niektóre osoby zainteresowane tematyką rynku nieruchomości, mogą jeszcze pamiętać o planach legislacyjnych, które dotyczyły ustawy o REIT-ach. W polskich warunkach takie specjalne firmy inwestujące w nieruchomości miały nosić nazwę F.I.N.N. Ten skrót można rozwinąć jako „firmy inwestujące w najem nieruchomości”. Zgodnie z założeniami rządu, tak zwane F.I.N.N-y miały być elementem strategii tworzenia kapitału emerytalnego Polaków. Dość szybko okazało się jednak, że rzeczywistość rozmija się z ambitnymi planami. Początkowo ustawa o polskich REIT-ach miała wejść w życie wraz z początkiem 2019 roku. Jednak dopiero 2 października 2018 roku została ona skierowana do prac w Komisji Finansów Publicznych (po pierwszym czytaniu w Sejmie). Później prace nad projektem zawartym w druku sejmowym numer 2855 po prostu zamarły. Ich wznowieniu nie sprzyjało między innymi zamieszanie związane z wyborami i pandemią koronawirusa, która rozpoczęła się w I kw. 2020 r. Trudno też ukryć, że pomysł przyznania spółkom typu REIT zwolnień podatkowych zaczął wzbudzać pewne kontrowersje. Mimo tych utrudnień, prace nad regulacjami prawnymi dla REIT-ów niedawno zostały wznowione.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Na razie trwają wstępne prace nad ustawą regulująca zasady inwestowania w nieruchomości przy pomocy spółek REIT.
  • Środowisko biznesowe liczy, że takich spółek będą dotyczyły preferencyjne zasady opodatkowania.
  • Niezależnie od kwestii prawnych, polskie REIT-y już działają, choć nie mogą liczyć na preferencje podatkowe.

Poniżej prezentujemy dodatkowe informacje na temat prac związanych z uregulowaniem działalności polskich REIT-ów. Warto też odnieść się do aktualnej sytuacji na rynku inwestycyjnym.

Ustawa o REIT stanowi element szerszego rządowego planu

Tytułem wstępu warto nadmienić, że nowa ustawa o REIT-ach, która na razie jest wstępnie opracowywana, prawdopodobnie będzie elementem szerszej strategii. Mowa o zmianach na rynku kapitałowym, których założenia opisuje między innymi Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. „Częścią planu rozbudowy rynku kapitałowego w Polsce oprócz ustawodawstwa dla REIT-ów ma być między innymi nowa ustawa o funduszach inwestycyjnych, a także realizowana reforma emerytalna (mimo problemów z partycypacją w pracowniczych planach kapitałowych)” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Niedawno pozytywne sygnały dotyczące nowej ustawy o REIT-ach popłynęły z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Daje to pewną nadzieję, że po okresie przestoju związanego z pandemią zostaną wznowione prace nad uregulowaniem kwestii REIT-ów oraz innymi zmianami wspierającymi rynek kapitałowy. „Oczywiście jakość nowych regulacji jest znacznie ważniejsza niż tempo ich ewentualnego wprowadzenia” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Środowisko biznesowe zwraca uwagę na kwestię podatków

Zmianę rządowego nastawienia do REIT-ów zauważyła między innymi Konfederacja Lewiatan. Ta najbardziej wpływowa polska organizacja biznesowa ma nadzieję, że nowe regulacje dotyczące inwestycyjnych spółek nieruchomościowych zapewnią inwestorom wypłatę minimum 80% – 90% zysku w ramach rocznej dywidendy. Warto wspomnieć, że rządowy projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości, który przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi utknął w Sejmie, przewidywał podobne rozwiązanie. „Zgodnie z tym projektem, firmy inwestujące w najem nieruchomości zostały zobowiązane do wypłaty zysku odpowiadającego 90% różnicy między przychodami z nieruchomości i wybranymi wydatkami” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Eksperci Lewiatan zwracają również uwagę na konieczność zwolnienia REIT-ów z podatku CIT pod warunkiem wypłaty odpowiednio wysokiej dywidendy. Ważna jest też kwestia samego opodatkowania dywidend z REIT-ów (zarówno na gruncie podatku PIT, jak i podatku CIT). Portal NieruchomosciSzybko.pl zwraca natomiast uwagę, że nowe przepisy nie powinny zbyt mocno wiązać REIT-ów z rynkiem mieszkaniowym. „To niestety była wada poprzednich regulacji, które proponował rząd” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Polskie inwestycje w nieruchomości nadal mają się dobrze …

Na razie trudno jeszcze powiedzieć, kiedy nowa ustawa o REIT-ach mogłaby wejść w życie. Inwestorom nieruchomościowym zależy przede wszystkim na dopracowanych oraz stabilnych regulacjach, a także na braku przykrych niespodzianek legislacyjnych w przyszłości. Nie można tutaj pominąć kwestii wprowadzonych niedawno obostrzeń podatkowych (patrz ustawa z dnia 28 listopada 2020 r. – Dz.U. 2020 poz. 2123). „Nowe przepisy będące nieprzyjemną niespodzianką dla inwestorów skutkowały stworzeniem definicji spółki nieruchomościowej i nałożeniem na taką spółkę obowiązku zapłaty podatku z tytułu zbycia udziałów, jeżeli zbywca nie jest polskim rezydentem podatkowym” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Mimo wspomnianych utrudnień prawnych, bieżący rok zapowiada się nieźle w kontekście profesjonalnych inwestycji nieruchomościowych (realizowanych przez spółki kapitałowe). Takie spółki działające w Polsce będą zainteresowane np. inwestycjami na rynku magazynowym oraz mieszkaniowym. Możliwe są również inwestycje w nieruchomości z branż mocno poszkodowanych przez pandemię (np. hotelowej i handlowej). „Wspomniane nieruchomości będzie można bowiem okazyjnie zakupić z myślą o zyskach w perspektywie długookresowej” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Company Management Congress już we wrześniu!

Wiedza jest podstawą do budowania marki! Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i weź udział w Company Management Congress już we wrześniu!

28 września w DoubleTree by Hilton Warsaw odbędzie się kongres dla tych, którzy chcą zwiększać swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. Company Management Congress rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje najlepsze dostępne drogi rozwoju. Wśród prelegentów między innymi Jacek Santorski i Krzysztof Sarnecki.

Myślimy o przyszłości biznesu, patrząc na teraźniejszość. Wiemy, z jakimi problemami zmagają się przedsiębiorcy i jak trudno jest większości z nich zniwelować straty poniesione przez pandemię covid-19. Dostarczamy rozwiązań, które pozwalają wyjść z kryzysu. Poprzez postawienie na rozbudowane case studies skupimy się na najlepszych metodach działania dla poszczególnych branży, a moderowane debaty będą okazją do wymiany myśli każdego uczestnika Kongresu.

Company Management Congress – program wydarzenia

Jedną z podstaw Company Management Congress jest nauka poprzez wymianę doświadczeń. Nacisk położony zostanie na nawiązywanie efektywnych relacji biznesowych, które mają pomóc w definiowaniu problemów współczesnego biznesu i znajdowaniu odpowiedzi w dynamicznie zmieniającym się środowisku.

Dlatego też wśród prelegentów, którzy wystąpią podczas eventu znajdują się sami eksperci biznesowi. Jacek Santorski powie o perspektywie przywództwa jutra. Bogdan Sosnowski w wykładzie „Rozwój kompetencji miękkich w zespole sprzedaży” skupi się na rozważaniu które  kompetencje warto rozwijać, aby dostosować się do szybko zmieniających się czasów. Wojciech Herra przeprowadzi prelekcję dotyczącą skutecznego zarządzania zespołem, zaś Krzysztof Sarnecki przybliży koncepcje myślenia transformacyjnego.

CMC – nie tylko wykłady

Podczas Company Management Congress na uczestników czekać będą nie tylko  merytoryczne wykłady w Polsce. To również bogata strefa wystawiennicza i sesje networkingowe, które w sposób skuteczny pozwolą rozszerzyć sieć kontaktów biznesowych.

W spotkaniu weźmie udział około 150 uczestników – właścicieli film, przedsiębiorców, managerów, a także doradców inwestycyjnych i inwestorów świadomych trendów i potrzeby nieustannego rozwoju. Profesjonalnie przeprowadzony przez Biznes Klub Polska networking ułatwi nawiązanie kontaktu.

Udział w wydarzeniu potwierdzony będzie certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia.

Złotym sponsorem wydarzenia została spółka Respect Energy. Partnerem Merytorycznym jest Quest Change Managers Sp. z o.o., Partnerem Wydarzenia KPR Kancelaria Restrukturyzacyjna, a Partnerem Strefy Networkingu Biznes Klub Polska.

Company Management Congress

Termin: 28 września 2021

Miejsce: DoubleTree by Hilton Warsaw, Warszawa

https://companymanagement.pl/

Dla wyższego opodatkowania firmy organ podjął nieprawidłowe i do tego nielogiczne rozstrzygnięcie

Spośród pięciu spółek tworzących podatkową grupę kapitałową jedna przyniosła stratę, a cztery dochody. Spółka dominująca pomniejszyła o tę stratę podatek dochodowy wykazany i zaliczkowany przez cztery rentowne spółki, zachowując powstałą na plus różnicę zaliczek CIT, a następnie rozdysponowując ją pomiędzy siebie i spółkę przynoszącą straty. Była pewna, że to działanie będzie obojętne podatkowo, ale fiskus stwierdził, że jest to przysporzenie majątku tych spółek i musi zostać opodatkowane jak zwykły przychód. Spór między przedsiębiorcą a Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej rozstrzygnął sąd, stwierdzając, że: „Stanowisko KIS jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Jest również wyrazem nadmiernego fiskalizmu państwa” (wyrok WSA w Krakowie z 29 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Podatkowa grupa kapitałowa złożona z pięciu spółek

Pięć spółek akcyjnych tworzy podatkową grupę kapitałową (dalej również PGK). Jedna z nich – spółka A – jest odpowiedzialna za rozliczanie oraz odprowadzanie podatku dochodowego całej grupy. To jej, jako płatnikowi CIT, pozostałe spółki przekazują do 19-ego dnia każdego miesiąca zaliczki na ten podatek, każda jedna indywidualnie, kalkulując dla siebie przychody i koszty ich uzyskania celem wyliczenia należnego CIT.

Spółka A, która jest jednocześnie spółką dominującą w grupie, sumując przychody podatkowe wszystkich spółek, odejmuje od nich sumę kosztów uzyskania przychodów wygenerowanych przez te wszystkie spółki tworzące PGK. W ten sposób oblicza podatek, który następnie odprowadza do urzędu skarbowego.

Strata jednej ze spółek pomniejszała podatek dochodowy całej grupy

Jedna ze spółek – spółka E – wykazuje stratę, co w świetle opisanego sposobu dokonywania rozliczeń podatkowych przez PGK powoduje, że pozostałe spółki mają do zapłaty niższy podatek dochodowy, niż to wynika z ich indywidualnych wyliczeń. Kwotę tej różnicy „na plus” dla spółek spółka A zatrzymuje, rozdysponowując ją zgodnie z procedurą ustaloną w umowie generalnej podatkowej grupy kapitałowej.

W 2018 r. taką nadwyżkę rozdzielono na cele inwestycyjne dla przynoszącej straty spółki E oraz dla spółki dominującej. Obie zakwalifikowały otrzymane środki jako pozostałe przychody operacyjne. W tych okolicznościach PGK wystąpiła do organu podatkowego o potwierdzenie, że tak uzyskane środki pieniężne nie zrodzą po stronie spółek, które je otrzymały, przychodu podlegającego uwzględnieniu przy ustalaniu dochodu bądź straty podatkowej.

W opinii podatkowej grupy kapitałowej zgodnie z art. 1a ust. 1 ustawy o CIT to ona jest podatnikiem w tej sprawie, a nie tworzące ją pojedyncze spółki. A jak stanowi ust. 7 tego artykułu, podatek dochodowy oraz zaliczki na ten podatek są obliczane, pobierane i wpłacane przez spółkę dominującą. Przepis art. 7a ust. 1 ustawy precyzuje, że w PGK dochodem ze źródła przychodów jest nadwyżka sumy dochodów wszystkich spółek tworzących grupę, uzyskanych z danego źródła przychodów nad sumą ich strat poniesionych z tego źródła.

Fiskus uznał, że spółki muszą zapłacić podatek

Organ podatkowy uznał jednak, że w opisanej sytuacji dochodzi do trwałego przysporzenia w majątku spółek A i E, które ma definitywny i bezzwrotny charakter, i którym obie spółki mogą rozporządzać jak majątkiem własnym. Dlatego powodujący to przysporzenie przychód powinny uwzględnić w rozliczeniu dochodów lub straty podatkowej.

Rozpoznający wniesioną przez PGK skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie zgodził się z przedsiębiorcą, że w przypadku tych dwóch spółek nie dochodzi po ich stronie do przysporzenia, o jakim mówi organ. Zwrócił uwagę m.in. na przepis art. 12 ust. 4 pkt 6a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych stanowiący, że do przychodów nie zalicza się zwróconych innych wydatków niezaliczonych do kosztów uzyskania przychodów. Sąd stwierdził, że zaprezentowane w tej sprawie stanowisko fiskusa podważa cały sens instytucji podatkowych grup kapitałowych. Dokonywane między tworzącymi taką grupę spółkami przepływy finansowe, dotyczące rozliczeń zobowiązań podatkowych grupy, są neutralne podatkowo w zakresie CIT. Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, orzekł:

„…przyjęta przez Wnioskodawcę metoda rozliczeń jest prawidłowa oraz zgodna z prawem. (…) Przyjęcie założenia proponowanego przez KIS, w którym uzyskane w ten sposób korzyści stanowiłby przychód podlegający opodatkowaniu, byłoby zaprzeczaniem celu instytucji podatkowej grupy kapitałowej” (wyrok WSA w Krakowie z 29 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Niekorzystna dla przedsiębiorcy interpretacja była nielogiczna i nadmiernie profiskalna

Niełatwe jest życie przedsiębiorców pod jurysdykcją fiskusa, którego organy tak często interpretują prawo na ich niekorzyść. A przecież liczne normy prawa podatkowego, także prawa przedsiębiorców, nakazują urzędnikom skarbowym zachowanie przyjaznego stosunku do przedsiębiorców, a nawet, w przypadku wątpliwości, rozstrzygać je na ich korzyść. Przedsiębiorcom trudno jednak wypatrywać ziszczenia się tych utopijnych postulatów, skoro w praktyce organy podejmują przeciw nim takie rozstrzygnięcia, jak w opisanej sprawie. Jak bowiem stwierdził krakowski sąd:

„Stanowisko KIS jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Jest również wyrazem nadmiernego fiskalizmu państwa” (sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek polskich energy-techów – jest dobrze, będzie lepiej

Polski rynek startupowy coraz częściej staje się obiektem zainteresowania zagranicznych mediów i zagranicznych inwestorów. Dzieje się tak za sprawą funduszy, takich jak Finch Capital, Rheingau Founders czy Runa Capital, które wchodząc do Polski odgrywają znaczącą rolę w największych transakcjach VC w Polsce. Coraz więcej inwestycji kierowanych jest do sektora energy-tech. Polska na arenie międzynarodowej wyrabia sobie w tym obszarze coraz silniejszą markę. SpeedUp Energy Innovation stworzył mapę polskich energy-techów, wyłaniając na polskim rynku ponad 100 już działających w tym obszarze podmiotów. Mapa pokazuje, że miejsca dla nowych firm w sektorze energii jest całkiem sporo.

Przyczyną rosnącego znaczenia Polski na międzynarodowej arenie technologii energetycznych jest nie tylko coraz większa liczba młodych, technologicznych spółek, opracowujących innowacyjne rozwiązania dla energetyki. Polska staje się atrakcyjna także jako zaplecze produkcyjno-inżynieryjne dla korporacji takich jak np. szwedzki NorthVolt – dzięki centrum produkcyjnemu, które firma planuje otworzyć w Gdańsku, Polska ma szansę stać się europejskim liderem w obszarze produkcji baterii do samochodów elektrycznych.

Polska energetyczna rewolucja już trwa

Według raportu przygotowanego przez PFR, w samym tylko 2020 roku ponad 300 polskich firm otrzymało łącznie 2,1 mld zł finansowania od funduszy VC. To wzrost o około 170% w porównaniu z rokiem 2019, a wszystko wskazuje na to, że inwestycje VC w polskie młode spółki technologiczne w 2021 znów podwoją swoja wartość względem roku ubiegłego.

  • Najczęstszymi obszarami inwestycji w 2020 były opieka zdrowotna (25% wszystkich inwestycji), programowanie dla przedsiębiorstw (15%) oraz sektor FinTech (9%).
  • Na 7. miejscu pod względem liczby inwestycji uplasował się obszar energetyki.

Sektor energetyczny i młode spółki technologiczne z obszaru energy-tech zaczynają odgrywać w Polsce ważną rolę tak w obszarze całej energetyki, jak i w inwestycjach venture capital. – „Może być to spore zaskoczenie dla wszystkich tych, u których nadal bardzo silne jest przekonanie, że “Polska węglem stoi” i w obszarze nowoczesnych technologii z tego sektora niewiele się nad Wisłą dzieje. Tymczasem oczy inwestorów zagranicznych coraz częściej zwrócone są w naszym kierunku. Skoro duże korporacje o ugruntowanej pozycji z obszaru energy-tech przenoszą do nas całość czy choćby część swojej produkcji, to dla inwestorów oznacza, że mamy tu zasoby, także ludzkie, w postaci wykwalifikowanej kadry, by technologie w tym segmencie tworzyć i rozwijać”. – komentuje Bartłomiej Gola, partner generalny SpeedUp Energy Innovation.

– „Na pewno brakuje u nas jeszcze firm energy-tech’owych z obszaru magazynowania energii, bo to trudny rynek, zagarnięty przez gigantów czy tych oferujących sposoby na stabilizację sieci elektroenergetycznej, co w najbliższych latach będzie jednym z największych wyzwań, wynikających z rozwoju rozproszonych źródeł odnawialnych.”dodaje Gola.

Energy-techy przeganiają sztuczną inteligencję

Fundusze inwestycyjne – tak polskie jak i zagraniczne – dostrzegają coraz większy potencjał w zakresie możliwości inwestycyjnych w spółkach technologii energetycznych – co już przekłada się na liczbę startupów opracowujących obecnie swoje rozwiązania. I choć inwestycje funduszy VC w spółki z obszaru energy-tech nie są jeszcze w Polsce tak popularne, jak rozwiązania związane ze zdrowiem czy technologiami w finansach, to ich wartość bardzo szybko rośnie. To trend obserwowany na całym świecie – według danych PWC inwestycje w szeroko rozumianą technologię klimatyczną wzrosły z 418 mln USD rocznie w 2013 r. do 16,3 mld USD w 2019 r. – zanotowały trzykrotnie większy wzrost, niż inwestycje w sztuczną inteligencję w tym samym okresie. Sam rynek europejski przyciągnął inwestycje w energy-tech’y o wartości 7 miliardów dolarów. Prawie jedna czwarta transakcji klimatycznych (24%) obejmowała inwestora korporacyjnego – firmy szukając innowacji coraz częściej decydują się na inwestycje w startupy. Dla wielu staje się to wręcz główny element w strategii biznesowej.

Z badania rynku przeprowadzonego w marcu i kwietniu 2021 przez SpeedUp Energy Innovation wynika, że w Polsce działa ponad 100 młodych firm związanych z technologiami energetycznymi, w tym:

  • 38 tworzy rozwiązania z zakresu elektromobilności,
  • 7 opracowuje rozwiązania w obszarze  magazynowania energii,
  • 14 postawiło na innowacje w dystrybucji energii,
  • 19 firm działa w obszarze smart city & sustainability
  • 23 za cel postawiło sobie opracowanie nowych metod wytwarzania energii.

Polski potencjał na międzynarodowe sukcesy

Na polskim rynku energy-techowym najlepiej rokujące obecnie obszary to rozwój technologii wodorowych, optymalizacja i zwiększanie efektywności fotowoltaiki oraz smart mobility. – „Obszar technologii energetycznych to główny sektor, na który kładziemy nacisk w zakresie inwestycji. Z tego powodu cieszy nas liczba firm, a także zróżnicowanie poszczególnych kategorii, w ramach których rozwijają swoje rozwiązania. Jako SpeedUp Energy Innovation poszukujemy obecnie firm posiadających gotowy produkt
i przychody z komercjalizacji rozwiązania. Inwestujemy ticekty na poziomie 0,5–1 mln euro”.
komentuje Bartłomiej Gola.  

To, co według Bartłomieja Goli najbardziej blokuje rozwój startupów energy-techowych to ich duża kapitałochłonność. – „Potrzeba sporo środków, żeby stworzyć i wypuścić na rynek produkt w pełni funkcjonalny, a u nas w Polsce większość funduszy inwestuje na etapie zalążkowym. Brakuje funduszy, które gotowe byłyby zainwestować po pierwszej rundzie w dalszy rozwój produktu/technologii spółki, która nie generuje jeszcze przychodów. Rosnące zainteresowanie polskimi spółkami wśród zagranicznych inwestorów może być przepustką dla wielu polskich startupów do dalszego rozwijania swoich projektów.” – dodaje Gola. 

Wśród zmapowanych przez SpeedUp Energy Innovation podmiotów znajdują się takie, które mają już na koncie spore sukcesy, jak spółka Lerta, a także te wciąż wymagające prac R&D, ale dające spore nadzieje na sukces jak Saule Technologies. Mapa ma w założeniu ewoluować i być poszerzana o kolejne podmioty, który nie znalazły się w jej wersji 1.0 – przykładem może być choćby Eko-Energetyka, produkującą duże stacje ładowania dla autobusów. – „Większość z widocznych na mapie firm ma potencjał rozwoju międzynarodowego. Dla nas to ważne kryterium inwestycyjne” – podsumowuje Bartłomiej Gola.SpeedUp_Energy_Innovation_Enerfy_Tech_MAP

Martwisz się likwidacją OFE? Pomyśl o ETF

Postępujący proces likwidacji OFE po raz kolejny przypomniał nam, że musimy samodzielnie odkładać na emeryturę. W długoterminowym portfelu powinny pojawić się fundusze ETF, które są jednym z najtańszych sposobów na inwestowanie. Na różnych parkietach jest notowanych prawie 8 tys. takich funduszy. W Polsce natomiast wciąż pozostają poza głównym nurtem inwestycyjnym.

Na świecie jest obecnie notowanych prawie 8 tys. funduszy ETF, podczas gdy 10 lat temu było ich zaledwie 2,5 tys. To znaczący wzrost pokazujący, że ten instrument cieszy się na świecie zasłużoną popularnością. W Polsce w fundusze inwestuje 3,5 mln osób (dane firmy Analizy Online o liczbie klientów TFI na koniec 2020 roku), 1,3 mln posiada rachunki maklerskie (dane KDPW na koniec 2020 r.), jednak tylko bardzo niewielki odsetek tych klientów inwestuje w ETF.

ETF (Exchange Traded Fund) to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie. Jego najważniejszą cechą jest to, że możemy go kupować i sprzedawać, jak akcje zwyczajnej spółki. Transakcje dokonywane są natychmiast, inaczej niż w wypadku standardowych funduszy inwestycyjnych, w przypadku których zakup lub umorzenie może zająć nawet kilka dni. Za zakup i sprzedaż ETF-ów płacimy prowizje, które są bardziej zbliżone do prowizji maklerskich (wynoszących 0-1 proc.) niż do prowizji pobieranych przez fundusze (1-5 proc.). Właśnie znacznie niższe opłaty to główna zaleta takich funduszy.

ETF-y czasem mylnie utożsamia się z „funduszami indeksowymi”, ponieważ historia tego instrumentu zaczęła się od pasywnych funduszy, których celem było odzwierciedlenie konkretnego indeksu. Dla wielu osób ETF cały czas oznacza po prostu fundusz odzwierciedlający indeks. Jednak w ostatnich latach sytuacja się zmieniła. W USA i Europie pojawiło się wiele aktywnych ETF, czyli takich w których zarządzający dobierają spółki do portfela i dynamicznie zmieniają jego skład zależnie od przyjętej strategii. Przykładem takiego funduszu jest ARK Innovation ETF, który dobiera do swojego portfela innowacyjne spółki technologiczne. Fundusz był hitem 2020 roku, potem na jego notowaniach doszło do korekty, teraz powoli odrabia straty. Inny przykład to US Global Jets ETF, którego portfel składa się z akcji linii lotniczych, firm transportowych i producentów samolotów. To fundusz, który może zyskiwać na powrocie gospodarki do normalności po pandemii.

Jednak wiele oferowanych ETF-ów to cały czas właśnie fundusze pasywne. Mogą one kopiować bardzo znane indeksy jak np. Vanguard S&P 500 ETF czy Lyxor WIG 20 UCITS ETF, ale mogą także te mniej popularne. Na przykład Horizons Marijuana Life Sciences Index ETF odwzorowuje North American Marijuana Index, w którego składzie znajdują się spółki związane z rynkiem marihuany w USA i Kanadzie. Warto rozważyć wykorzystanie takich funduszy w konstruowaniu naszych portfeli inwestycyjnych, bowiem okazuje się, że w długiej perspektywie strategie pasywne bywają skuteczniejsze od strategii aktywnych. Często wysiłki zarządzających funduszami po prostu idą na marne, a czasem nawet są źródłem strat. Zatem jeśli konstruujemy portfel inwestycyjny, szczególnie w przypadku długoterminowego oszczędzania na emeryturę, powinniśmy zastanowić się nad włączeniem do niego pasywnych funduszy ETF. Jak wspomnieliśmy wcześniej, ETF-y oferują niskie koszty, które w okresie długoterminowej inwestycji mogą dać nam dodatkowo od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zysku.

Czemu zatem ETF-y tak rzadko trafiają do portfeli inwestycyjnych Polaków? Przez długi czas największy problem stanowił ograniczona dostępność takich funduszy. Najłatwiejszy dostęp polscy inwestorzy mają do ETF notowanych na giełdzie w Warszawie. Jest tam obecnie notowanych 9 takich funduszy, które można kupować poprzez biura maklerskie. Ta oferta jest powoli rozszerzana, jednak trudno wyjść z błędnego koła, w którym mały popyt powoduje uboga ofertę, a uboga oferta nie sprzyja popytowi. Znacznie więcej ETF-ów mają do dyspozycji klienci biur maklerskich i niezależnych brokerów. Dotyczy to zarówno funduszy pasywnych, jak i aktywnych z różnych sektorów.

Drugim problem dla wielu inwestorów pozostaje kwestia ryzyka kursowego, bowiem ETF-y (poza lokującymi środki w spółki z giełdy w Warszawie) inwestują w zagraniczne spółki. Dostępne na giełdzie w Warszawie fundusze ETF na zagraniczne indeksy nie zapewniają eliminacji ryzyka kursowego, podobnie jest, gdy kupujemy ETF-y w biurze maklerskim lub u brokera. Warto jednak pamiętać, że dobrze skonstruowany i zdywersyfikowany portfel inwestycyjny może zawierać zarówno akcje zagraniczne, jak i fundusze ETF, bez konieczności zabezpieczenia walutowego.

Dostęp do funduszy ETF wreszcie jest obecnie w Polsce całkiem szeroki. Problem ryzyka kursowego dotyczy natomiast wszelkich inwestycji w walutach obcych. Bo jeśli można np. inwestować w kwotowane w dolarze akcje Apple czy Amazon, można robić to samo z funduszami ETF. Nic już zatem nie stoi na przeszkodzie, byśmy w Polsce bardziej zainteresowali się inwestowaniem w ETF-y. A jeśli kolejne perturbacje związane z systemem emerytalnym zachęciły Cię do myślenia o samodzielnym inwestowaniu na ten cel, rozważ włączenie ETF do swojego portfela.

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Wirtualna rzeczywistość wkracza do działów HR

W ciągu ostatniego roku duża część pracy tysięcy organizacji przeniosła się z biur do domów. Obecnie coraz więcej firm decyduje się na prowadzenie w modelu zdalnym również rekrutacji. Zmiana ta z pewnością wymaga zastanowienia się, jak procesy poszukiwania pracowników bez kontaktu bezpośredniego dostosować do nowych warunków i udoskonalić. Zwłaszcza, że przy odpowiednim podejściu e-rekrutacja może przynieść pracodawcy wiele korzyści.

Nowe możliwości

Polacy nie boją się rekrutacji prowadzonej online. Jak wynika z raportu „Pół roku nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rynku pracy”[1], aż 9 na 10 ankietowanych przyznaje, że weźmie w niej udział, a 38 proc. potraktuje tę formę, jako wygodniejszą i z większym prawdopodobieństwem złoży swoją aplikację na stanowisko. Dodając do tego fakt, że ¾ badanych twierdzi, że ten sposób pracy pozostanie z nami na dłużej, również zdalna rekrutacja wydaje się naturalnym krokiem dla większości pracodawców. – Dotychczas taka formuła poszukiwania specjalistów była w większości stosowana przez firmy, które ze względu np. na lokalizację nie miały możliwości innego kontaktu ze kandydatami. Dziś prowadzenie interview za pomocą platform i aplikacji staje się coraz bardziej popularne zarówno dla pracodawców, jak i pracowników – tłumaczy Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Kandydaci z otwartością podchodzą do narzędzi komunikacji online, takich jak komunikatory, czy platformy rekrutacyjne. Ponad 85 proc. nie obawia się rozmów kwalifikacyjnych w formie połączeń video, które coraz częściej, ramię w ramię z rozmowami telefonicznymi, stanowią alternatywę dla spotkań na żywo.

Szukaj nowych dróg

Brak obaw ze strony potencjalnych pracowników to jednak dopiero część sukcesu. Kluczowy okazuje się sposób wdrożenia nowej formy pozyskiwania specjalistów. Prowadzenie skutecznej zdalnej rekrutacji wymaga od firmy odpowiedniego przygotowania. Na pierwszy ogień idzie kwestia samego ogłoszenia i wskazania w nim przede wszystkim że szukamy pracowników do pracy zdalnej. Ta informacja jest kluczowa dla kandydatów. Według badań aż 36 proc. z nich szuka ogłoszeń z wyraźnym oznaczeniem formy pracy, a 29 proc. docenia, kiedy w ogłoszeniu znajduje się także informacja o zdalnej formie rekrutacji[2]. Przedstawiając benefity oferowane przez organizację warto w ogłoszeniu wymienić także te związane właśnie z home office.

Dbając o sprawny i komfortowy dla obu stron przebieg rekrutacji dobrze już podczas pierwszego kontaktu z kandydatem poinformować go jak będzie wyglądał cały proces. A więc w jakiej formie będzie prowadzony (np. czy rozmowa odbędzie się telefonicznie czy online), ile etapów zakłada, czy jakie narzędzia do komunikacji będą w nim stosowane. To ostatnie, a więc zaplecze techniczne pracodawcy jest szczególnie ważne. Działające bezbłędnie programy do komunikacji audio oraz video, ale także platformy służące do wypełniania zadań kwalifikacyjnych czy rozwiązania działające „w chmurze” nie tylko ułatwią cały proces pozyskiwania pracowników, ale także wpłyną na postrzeganie firmy, jako nowoczesnej i sprawnie funkcjonującej.

Specjaliści nie mają wątpliwości, że praca zdalna (w modelu częściowym lub hybrydowym) zostanie z nami na dłużej. E-rekrutacja to zatem doskonałe narzędzie do weryfikacji m.in. tych cech kandydatów, które ogrywają kluczowe znaczenie przy tym sposobie wykonywania obowiązków służbowych. – Mowa m.in. o umiejętności komunikacji cyfrowej, czy nawiązywania porozumienia bez możliwości bezpośredniego spotkania, a więc dokładnie w takich warunkach, w jakich nasz przyszły zatrudniony będzie pracował zarówno ze swoim zespołem jak i np. z kontrahentami – komentuje Tikhomiroff.

Efektywne pozyskiwanie odpowiednich talentów do firmy ma duże znaczenie dla całości organizacji. Pamiętajmy, że nietrafione rekrutacje przynoszą firmie nie tylko straty stricte finansowe, ale także te związane z zaangażowaniem i czasem potrzebnym na onboarding oraz wdrożenie nowego pracownika. Odpowiednie zaprojektowanie rekrutacji zdalnej otwiera więc przed pracodawcami nowe możliwości. Nie tylko pozwala zaoszczędzić czas czy pieniądze, ale przede wszystkim daje możliwość weryfikacji umiejętności kandydata w praktyce – już podczas spotkania.

[1], 2 https://media.pracuj.pl/111479-pol-roku-pracy-i-rekrutacji-zdalnej-dane-pracujpl

Optymizm wrócił na rynki

Apetyt na ryzyko wrócił na rynki, pozwalając na przerwanie dwudniowej serii spadków na giełdach. Podczas gdy obraz walki z pandemią wysyła mieszane sygnały, inwestorzy zdają się odczytywać sytuację od strony szklanki do połowy pełnej. W międzyczasie banki centralne skupiają uwagę – dziś decyzja EBC.

Na początku tygodnia spadki na Wall Street (a za nimi globalnie) wprowadzały zamęt, biorąc pod uwagę, że optymizm z początku kwietnia sugerował odżywanie strategii reflacyjnej. Za schłodzeniem nastrojów nie było widać konkretnego czynnika poza niepokojącymi statystykami zachorowań na koronawirusa, głównie w Indiach. Globalny rekord dziennego przyrostu nowych przypadków (prawie 315 tys.) jest nie do zignorowania, w szczególności na rynku ropy naftowej, gdyż Indie są trzecim na świecie importerem surowca. Jednak ostatecznie rynki akcji i walutowy przyjęły pozycję nettowania informacji. Przyspieszenie szczepień w Europie i w Kandzie czy poprawa sytuacji w Brazylii zdają się przykrywać obawy o Indie. Pomimo powrotu apetytu na ryzyko zawirowania z początku tygodnia przypominają, że nie jesteśmy całkowicie poza zagrożeniami związanymi z pandemią, co podtrzyma ryzyko szarpanego handlu w kolejnych tygodniach.

Dziś uwaga przeniesie się na politykę monetarną i posiedzeniem EBC. Nie oczekujemy istotnych zmian w czwartkowym przekazie EBC. Przy sile sektora przemysłowego i kondycji globalnego ożywienia jest prawdopodobne, że EBC podkreśli pozytywne ryzyka dla marcowych prognoz. Ryzyka inflacyjne będą dalej charakteryzowane jako przejściowe. Ponadto teraz jeszcze nie jest czas na podejmowanie decyzji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów. Opublikowane przed dwoma tygodniami minutki z marcowego posiedzenia EBC potwierdziły, że nie wcześniej jak w czerwcu Rada zadecyduje o wielkości tygodniowego skupu w trzecim kwartale. Nie oczekujemy, aby komunikat EBC (13:45) oraz późniejsza konferencja prasowa prezes Lagarde (14:30) miały istotny wpływ na EUR. Uważamy, że aprecjacja EUR jest wypadkową presji na sprzedaż USD oraz wyrazem dodatniej korelacji z apetytem na ryzyko. Póki te dwa czynniki będą silne, EUR/USD może iść wyżej, choć od strony fundamentalnej obawiamy się braku silnych argumentów za siłą EUR w porównaniu do walut ryzykownych.

Zaskoczeń dostarczył wczoraj Bank Kanady, czyniąc z CAD najsilniejszą walutę G10 (USD/CAD spadł poniżej 1,25). Zgodnie z oczekiwaniami BoC zredukował tygodniowe tempo skupu obligacji rządowych o 1 mld CAD do 3 mld CAD, ale dodatkowo w forward guidance przybliżył moment podwyżki stóp procentowych na druga połowę 2022 r. To w konsekwencji przybliża termin końca QE, stawiając CAD w silnym kontraście do USD i retoryki Fed. Dla Banku Kanady ważniejsze są zagrożenia z tytułu rosnących cen nieruchomości niż rosnącej w kwietniu liczby zachorowań na COVID-19. Bank jest przekonany, że gospodarka pozostaje na trajektorii wzrostowej. To zaufanie powinno teraz pozwolić CAD nadganiać inne waluty surowcowe.

Na rynku złotego bez zmian. EUR/PLN pozostaje blisko 4,55, tradycyjnie zważając na silne dane z polskiej gospodarki. Wczoraj GUS podał, że w marcu płace wzrosły o 8 proc. r./r, a produkcja przemysłowa skoczyła o 18,9 proc. To dobre prognostyki w kontekście perspektyw ożywienia, ale nie zmieniają nic w nastawieniu RPP. A skoro polityka monetarna pozostaje bez zmian, wpływ na walutę jest marginalny. Po dzisiejszych danych o sprzedaży detalicznej spodziewałbym się podobnej niewrażliwości kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rzecznik MŚP: Rząd nierówno wspiera zamknięte branże

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował, aby rozważyć postulat uruchomienia Tarczy Finansowej 3.0 w oparciu o środki które nie były wydane w dwóch poprzednich tarczach, z której będą mogły skorzystać pominięte dotychczas branże. Rzecznik MŚP zaproponował także, aby znowelizować rozporządzenie dotyczące Tarczy Branżowej, w taki sposób iż wszystkie podmioty otrzymałyby sprawiedliwą pomoc za cały okres lockdownu danej branży.

W piśmie do Premiera Morawieckiego Adam Abramowicz podkreślił, że pomimo dodania 17 nowych kodów PKD, pod którymi działają firmy poszkodowane przez epidemię COVID-19, pomoc w dalszym ciągu nie jest rozprowadzona równomiernie na wszystkie branże dotknięte restrykcjami, gdyż przedstawiciele tych firm nie dostaną rekompensat za wcześniejsze miesiące, mimo objęcia restrykcjami epidemicznymi.

Zdaniem Rzecznika MŚP należy rozważyć postulat uruchomienia Tarczy Finansowej 3.0 w oparciu o środki które nie były wydane w dwóch poprzednich tarczach, z której będą mogły skorzystać pominięte dotychczas branże i dodatkowo znowelizować rozporządzenie dotyczące Tarczy Branżowej, w taki sposób iż wszystkie podmioty otrzymałyby sprawiedliwą pomoc za cały okres lockdownu danej branży.

Niezrozumiała jest bowiem sytuacja, w której sklep działający w galerii handlowej sprzedający odzież może liczyć na większe wsparcie niż sklep sprzedający zabawki czy kosmetyki, mimo że jedna i druga działalność była dotknięta takimi samymi obostrzeniami, w tym samym okresie – pisze w liście Adam Abramowicz.

W ocenie Adama Abramowicza, w obecnej sytuacji zapowiadane wsparcie z Tarczy Branżowej może nie starczyć nawet do spłaty zwrotnej części subwencji z Tarczy Finansowej 1.0, gdyż jedynie firmy ujęte w kolejnej Tarczy Finansowej mają możliwość jej umorzenia.

Jako Rzecznik MŚP wielokrotnie zwracałem uwagę na możliwie jak najszersze ujednolicenie kodów PKD występujących w obu tarczach pomocowych. Nie ma żadnego powodu, dla którego firma która dostała subwencje PFR, nie mogła liczyć na świadczenie postojowe lub zwolnienie z ZUS lub odwrotnie. Dlatego w przypadku uwzględnienia kolejnych nowych kodów w Tarczy Branżowej, powinny one niemal automatycznie zostać uwzględnione także w Tarczy Finansowej i dotykać okresów faktycznego zamknięcia danych działalności – podsumowuje w liście Adam Abramowicz.

Pismo zostało wysłane do wiadomości:

  • Norbert Maliszewski – Szef Centrum Analiz Strategicznych Rządu
  • Jarosław Gowin – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii
  • Paweł Borys – Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Im mniejsza firma, tym większe opory przed odzyskiwaniem swoich należności

Najbardziej skrupulatne w dochodzeniu zapłaty od kontrahentów są firmy produkcyjne. Prawie co 5. z nich przekazuje do windykacji każdą przeterminowaną fakturę – wynika z badania „Jak MŚP korzysta z windykacji” na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Tymczasem w branży budowalnej, najbardziej narażonej na zatory płatnicze, robi to tylko 7 proc. przedsiębiorstw.  

Badanie zrealizowane przez Instytut Mands dla firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso daje obraz tego, jak małe i średnie przedsiębiorstwa radzą sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów. Widać w nim, że wiele zależy od branży oraz wielkości podmiotu. Ankietowani przedsiębiorcy w ciągu ostatnich 2 lat skierowali do profesjonalnej windykacji od 1 do 500 faktur. Najwięcej z nich (85 proc.) przekazało do 50 spraw, a 42 proc. – od 1 do 10. Więcej niż 51 spraw oddało zaledwie 15 proc. firm.

W handlu opóźnione płatności najmniej bolesne

Również nie więcej niż 15 proc. przedsiębiorców przekazuje do odzyskania każdą przeterminowaną fakturę. Są to głównie firmy z sektora produkcyjnego (19 proc.). Decyduje się na to również 16 proc. firm usługowych, 12 proc. handlowych i tylko 7 proc. budowlanych. Jednocześnie to właśnie branża budowlana najmocniej odczuwa skutki zatorów płatniczych. 11 proc. przedsiębiorstw w tego segmentu – najwięcej ze wszystkich badanych branż – przyznaje, że faktury opłacane po terminie stanowią u nich ponad połowę spośród wszystkich wystawianych w ciągu miesiąca. Najlepiej sytuacja wygląda w handlu, który jako jedyny nie sygnalizuje opóźnionych płatności powyżej 50 proc. faktur. Przedsiębiorcy pytani o to, po jakim czasie brak zapłaty zaczyna negatywnie wpływać na ich finanse, najczęściej podają 21-30 dni. Najmocniej opóźnienia te odczuwają firmy budowlane (54 proc. wskazań).windykacja

Według badania „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego dla Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów w marcu 2021 r., prawie 80 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP zauważyło, że w czasie pandemii wzrosła liczba nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. Ich najczęstsze grzechy to niepłacenie w terminie oraz niewywiązywanie się z umówi i zobowiązań na czas, a także próby usprawiedliwiania swoich zaniedbań i błędów koronawirusem. Jednocześnie aż ¾ z nich uważa, że od uczciwości w biznesie nie ma wyjątków.

Prowadząc windykację polubowną zauważyliśmy, że firmy, poza tymi z branż dotkniętych restrykcjami, jak transport, gastronomia czy turystyka, mają pieniądze. Pochodzą one między innymi z tarcz antykryzysowych. Przedsiębiorstwa nie są jednak skłonne płacić kontrahentom, stosując wymówkę na koronawirusa. Wielu przedsiębiorców decyduje się więc na odzyskanie należności poprzez profesjonalnych negocjatorów. Warto to zrobić, póki firmy mają pieniądze, bo odpowiednio zmotywowane są w stanie uregulować zaległe faktury – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

MŚP przekazują sprawy firmom windykacyjnym głównie dlatego, że samodzielne odzyskiwanie należności jest nieskuteczne. Przyczynę tę podaje ponad połowa badanych. W takiej sytuacji najczęściej współpracę z profesjonalną firmą windykacyjną nawiązują przedsiębiorstwa produkcyjne (52 proc.), a najrzadziej budowlane (39 proc.). Na czwartej pozycji wśród powodów przekazania spraw do windykacji – po nieskuteczności samodzielnej windykacji, wysokich kwotach na fakturach i opóźnieniu w spłacie dłuższym niż kilkadziesiąt dni – jest brak kontaktu z dłużnikiem (38 proc.). To problem najbardziej dokuczliwy dla branży budowlanej, narzeka na niego aż 62 proc. podmiotów z tego sektora. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą firmy windykacyjne, które dysponują odpowiednimi narzędziami w docieraniu do dłużników i mają w tym szeroką praktykę. Są zatem w stanie odciążyć przedsiębiorców i ich pracowników w dochodzeniu należności.

Większe firmy chętniej zlecają windykację

Patrząc na podejście do odzyskiwania należności przez pryzmat wielkości zatrudnienia, widać, że najczęściej z profesjonalnej windykacji korzystają średnie firmy (50-249 pracowników). Co 4. przekazała w ostatnich dwóch latach ponad 100 faktur.

Najmniej odważne w zlecaniu windykacji są mikorfirmy, bo tylko 13 proc. z nich decyduje się na przekazanie każdej przeterminowanej faktury. Najbardziej otwarte na to są przedsiębiorstwa średnie, spośród których 26 proc. windykuje każdą sprawę.

Zanim dojdzie do zlecenia windykacji, firmy próbują w różny sposób odzyskać pieniądze od kontrahentów, m.in. wysyłają wezwania do zapłaty i prowadzą samodzielne negocjacje. Jednak 13 proc. od razu, bez podejmowania innych kroków, przekazuje niezapłacone faktury profesjonalistom. Najbardziej zdecydowane w takim działaniu są średnie firmy – robi to 29 proc. z nich wobec 11 proc. małych i 12 proc. mikrofirm.

Przedsiębiorcy wybierają firmy windykacyjne do współpracy najczęściej pod wpływem dotychczasowej dobrej współpracy. To najważniejszy powód dla 61 proc. średnich podmiotów. Przedsiębiorstwa z tej grupy najwyżej oceniają też skuteczność firm windykacyjnych (aż 76 proc. wskazań).

Średnie firmy mają większą świadomość roli windykacji w zarządzaniu finansami firmy. Dopływ gotówki zapewnia stabilność, przedsiębiorstwo może płacić swoim kontrahentom, regulować podatki i składki ZUS, utrzymać miejsca pracy i myśleć o rozwoju. Średnie firmy przetarły szlaki w odzyskiwaniu należności, wiedzą, że zewnętrzna windykacja jest skuteczna, więc chętnie z niej korzystają. Tymczasem mikrofirmy ciągle mają opory przed upominaniem się o swoje pieniądze. Obawiają się, że stracą kontrahenta, dlatego wolą czekać, aż on sam zapłaci. Niestety to ślepa uliczka – podsumowuje Jakub Kostecki.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji” zostało przeprowadzone przez Instytut Badawczy Mands na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r. na reprezentatywnej grupie 300 małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich dwóch latach korzystały z usług firm windykacyjnych. Ankietę zrealizowano metodą CAWI/CATI.

Sektor budowlany spowalnia w całej Unii Europejskiej

Polska jest jednym z 3 krajów, który najmocniej rozwinął budownictwo w ostatnim pięcioleciu [1]. Dobra aktywność sektora utrzymuje się także w obliczu pandemii (wykres 1). W I kw. 2020 r. polskie budownictwo uniknęło gwałtownego spadku aktywności związanego z restrykcjami epidemicznymi. Zamrożenie działalności mocno uderzyło w sektor budowlany w Europie Zachodniej – zwłaszcza we Francji i Włoszech.

W drugiej połowie 2020 r. produkcja budowlano-montażowa spowolniła we wszystkich państwach UE. W Polsce była niższa w ujęciu rocznym. Wśród krajów Grupy Wyszehradzkiej sektor budowlany najszybciej rozwijają Węgry – to efekt rządowego programu budowy dróg lokalnych. Natomiast w Czechach i na Słowacji produkcja budowla-na miała wyraźnie mniejszy rozmach niż w Polsce.

Wykres 1. Produkcja budowlana w wybranych krajach UE w okresie pandemii (2015 r.=100)Produkcja budowlana w wybranych krajach UE w okresie pandemii

Luty przyniósł kontynuację spowolnienia w państwach UE. Produkcja budowlana obniżyła się o 5,4 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Eurostat raportuje produkcję budowlaną jako sumę nakładów na dwa typy budowli: 1) budynków mieszkalnych i niemieszkalnych, 2) obiektów inżynierii lądowej i wodnej, tj. infrastruktury transportowej, rurociągów, linii telekomunikacyjnych i energetycznych. Grupa zawiera też kompleksowe budowy na terenach przemysłowych oraz pozostałych obiektów. W odróżnieniu od polskiej klasyfikacji, dane nie obejmują robót budowlano specjalistycznych.

Najmniej spadło tempo budowy budynków (-4,1 proc. w ujęciu rocznym). Najmocniej aktywność ograniczyły firmy zajmujące się budową obiektów inżynieryjnych (-9,8 proc.). Budownictwo najbardziej spowolniło w krajach Europy Środkowej. Na Węgrzech spadek produkcji budowlanej względem ubiegłego roku wyniósł 16,1 proc., w Polsce 18,1 proc., na Słowacji 24,4 proc., a w Czechach 11 proc. To efekt ograniczenia robót związanych z projektami infrastrukturalnymi prowadzonymi w ramach Perspektywy Finansowej 2014-2020, narastania III fali pandemii, a także niekorzystnych warunków atmosferycznych, Średnia temperatura powietrza w lutym była w Polsce, wg notowań Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, o niemal 6 stopni niższa niż w ubiegłym roku.

Rokowania na kolejne miesiące są wyraźnie lepsze. Badania koniunktury gospodarczej GUS [2] wskazują, że w Polsce wskaźnik bieżącego portfela zamówień w budownictwie poprawił się w marcu o 6,5 pkt. proc., zaś wskaźnik przewidywanego portfela zamówień – o 8,4 pkt. proc.

Źródło: Tygodnik Gospodarczy PIE / Polski Instytut Ekonomiczny

[1] February 2021 compared with January 2021. Production in construction down by 2.1% in euro area and by 1.6% in EU (2021), “Newsrelease Euroindicators”, No. 47, Eurostat, 19 April,

https://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/11563043/4-19042021-AP-EN.pdf/74279a27-635b-21b0-03b7-91bd1969cf18?t=1618585341970 [dostęp: 21.04.2021].

[2] Koniunktura w przetwórstwie przemysłowym, budownic-twie, handlu i usługach 2020-2021 – marzec 2021 (2021), „Informacje Statystyczne”, GUS, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/koniunktura/koniunktura/koniunktura-w-przetworstwie-przemyslowym-budownictwie-handlu-i-uslugach-marzec-2021-roku,3,100.html [dostęp: 21.04.2021].

MŚP liczą na odbicie

52,4 pkt – tyle wyniósł Bibby MSP Index w wiosennej fali badania przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm. Oznacza to niewielką poprawę kondycji MŚP w stosunku do badania we wrześniu 2020 r. (wzrost o 4,3 pkt.). Jednocześnie, wynik indeksu powyżej 50 pkt. to podstawa do wnioskowania, że firmy liczą na odbicie w najbliższych miesiącach.
Koniunktura w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw nie wróciła jeszcze do poziomów sprzed pandemii, tym niemniej we wszystkich badanych branżach widać poprawę nastrojów. Największa poprawa, analogicznie do jesiennego pomiaru, dotyczy zamówień i sprzedaży. Przedsiębiorcy zakładają też wzrost wydatków na inwestycje.

– Relatywnie dobry wynik Bibby MSP Index w marcu 2021 roku zawdzięczamy po części efektowi niskiej bazy. Rok temu pandemia była dla wszystkich szokiem, stopniowo jednak przedsiębiorcy dostosowywali działania do nowych warunków. Uczyli się nie tylko zdalnych kanałów sprzedaży i kontaktów z klientami, ale także większej ostrożności w doborze partnerów biznesowych i stanowczości w egzekwowaniu należności. Obserwujemy to również w naszej branży: wzrosło zainteresowanie faktoringiem pełnym, czyli z ubezpieczeniem od niewypłacalności odbiorcy, monitoringiem płatności oraz weryfikacją kontrahentów. – wyjaśnia Ewa Gawrońska-Micuń, Dyrektor Zarządzający, Członek Zarządu Bibby Financial Services, firmy faktoringowej, która od dekady bada nastroje polskich przedsiębiorców, ich sytuację płatniczą oraz oczekiwania i plany biznesowe.

Oceniając klimat ekonomiczny w ciągu ostatniego półrocza, 60 proc. badanych przedsiębiorców stwierdziło, że nie sprzyjał on prowadzeniu firmy. Jeszcze we wrześniu 2020 r. twierdziło tak 45 proc. W odniesieniu do własnej firmy oceny są nieco bardziej wyważone: 43 proc. badanych uważa, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy kondycja ich firmy pozostała bez zmian, tyle samo – że się pogorszyła, a jedynie 12 proc. odczuwa poprawę. Przy czym o zdecydowanym pogorszeniu kondycji biznesu istotnie częściej informują przedstawiciele małych firm, zatrudniający od 10 do 49 osób.

Wyniki Bibby MSP Index pokazują zróżnicowaną sytuację w poszczególnych branżach. Niedawni optymiści notują teraz zaledwie niewielką poprawę nastrojów, zaś branże najbardziej dotknięte pandemią widzą przyszłość w jaśniejszych barwach.

Najlepsze nastroje w transporcie

Transport notuje największą poprawę wśród wszystkich sektorów badanych w ramach Bibby MSP Index – aż o 17 pkt. (aktualnie sub-index dla transportu wynosi 57,7 pkt.). Na wyniku zaważyły dobre prognozy sprzedaży. Wyraźną poprawę widać również w obszarze zatrudnienia oraz inwestycji. Transportowcy spodziewają się natomiast pogłębienia problemów finansowych: wzrostu zadłużenia i zaburzeń płynności finansowej.
– W pierwszej fazie pandemii branża transportowa obawiała się spadku zamówień i utrudnień w realizacji frachtów . Obecnie widać, że biznes działa normalnie, dlatego pojawiły się nawet pewne sygnały planowania inwestycji. Faktoring pozostaje wciąż istotnym narzędziem zabezpieczenia płynności finansowej w tej branży. – mówi Ewa Gawrońska – Micuń.

Branża usługowa wierzy w poprawę

Sub-index dla branży usługowej wzrósł do 55,3 pkt., czyli o 6,2 pkt. Badani przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim poprawy w obszarze zamówień i zwiększenia sprzedaży. Prognozują także nieznaczny wzrost wydatków na inwestycje. Obawy, nieco większe niż jesienią, wyrażają w odniesieniu do poziomu zadłużenia firmy.

Optymizm producentów

Przedsiębiorcy z branży produkcyjnej zakładają wzrosty we wszystkich badanych obszarach: sprzedaży, płynności finansowej, zatrudnienia i inwestycji. Na tle innych branż wyróżnia się poziom zadłużenia: producenci wierzą, że będzie topniał w nadchodzących miesiącach. Sub-index wyniósł 53,9 pkt. (wzrost o 5,9 pkt.) i odzwierciedla wyraźną poprawę nastrojów. Potwierdzają to również inne badania rynkowe, m.in. PMI dla polskiego sektora przemysłowego (w marcu PMI wzrósł z lutowego poziomu 53,4 do 54,3, sygnalizując najbardziej znaczącą poprawę kondycji polskiego sektora wytwórczego od stycznia 2018).

Niepewność w handlu

Handel to branża szczególnie często doświadczana skutkami pandemicznych restrykcji. A jednocześnie, wyjątkowo elastyczna w znajdowaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych, takich jak sklepy internetowe, usługi click & collect czy call & collect. To wszystko wymaga jednak nakładów finansowych, dlatego przedsiębiorcy z branży handlowej nerwowo spoglądają na poziom swojego zadłużenia i obawiają jego wzrostu w najbliższych miesiącach.

Na tle pozostałych branż badanych w ramach Bibby MSP Index, w handlu notujemy relatywnie najmniejszy wzrost sub-indexu: o 2,3 pkt. do poziomu 51,1 pkt. Symboliczną poprawę widać w prognozach zatrudnienia, inwestycji i płynności. Natomiast sprzedaż, w której dodatnią dynamikę uwierzyli przedstawiciele innych branż, tutaj pozostaje na poziomie z jesieni 2020 r. Obserwowane wzrosty cen zapewne hamują intencje zakupowe po stronie konsumentów i biznesu.

Wyzwania przed budownictwem

Sub-index dla firm budowlanych wyniósł 51,1 pkt., co plasuje ten sektor na równi z handlem i jednocześnie niewiele ponad obszarem uznawanym za kryzysowy (<50 pkt.). Niewielki wzrost w relacji do odczytu sprzed pół roku spowodowany jest przewidywaną poprawą w obszarze zamówień, choć wzrosną też inwestycje. Niestety, mniej firm liczy na poprawę lub stabilność w zakresie płynności finansowej. Stałym wyzwaniem pozostają kwestie pracownicze. Należy więc uznać, że najbliższe dwa kwartały nie będą wcale takie łatwe dla budownictwa.

Dywersyfikacja pomaga w osiągnięciu równowagi

Sub-index dla firm sklasyfikowanych jako działalność pozostała, czyli przede wszystkim niszowa lub rozproszona na kilka różnych aktywności, kształtuje się na poziomie 55,0 pkt. Uzyskany wynik po raz kolejny plasuje reprezentantów nisz i biznesów hybrydowych wyżej od większości pozostałych sektorów, co zdaje się potwierdzać ich zdolność szybkiej adaptacji do zmian i większą odporność na negatywne skutki pandemii. Analogicznie do produkcji – we wszystkich obszarach prognozowana jest poprawa sytuacji. Największą dynamikę przedsiębiorcy przewidują w sprzedaży.

Nieruchomości w kurortach turystycznych – co z cenami w czasach covidu?

Branża turystyczna z niepokojem czeka na rozwój sytuacji epidemiologicznej. Czy uda się choćby na kilka letnich miesięcy wrócić do społecznej normalności i uratować sezon wakacyjny? To kluczowe pytanie dla hotelarzy i właścicieli mieszkań na wynajem. Ci, którzy chcą wejść na ten rynek, zastanawiają się natomiast, czy nie lepiej poczekać na spokojniejsze czasy. My sprawdziliśmy, jak przedstawiają się ceny mieszkań i apartamentów w kurortach wakacyjnych nad Bałtykiem tuż przed sezonem 2021.

Do czasu wybuchu pandemii rosnący popyt na usługi turystyczne, zwiększająca się liczba wyjazdów i dobra zyskowność z inwestycji pod wynajem noclegowy „nakręcały” zakupy nieruchomości ze strony inwestorów.

Mieliśmy do czynienia z boomem na mieszkania pod wynajem krótkoterminowy. Wynikało to nie tylko z rosnącego rynku turystyki (w tym także rosnącej popularności Polski jako destynacji dla turystów zagranicznych), ale także z faktu, że dzięki upowszechnieniu takich platform internetowych, jak booking.com czy airbnb.com, wynajmowanie mieszkań turystom na międzynarodową skalę stało się bardzo proste, także dla pojedynczych właścicieli mieszkań.

Świetna koniunktura na tym rynku trwała przez kilka lat. Duża popularność tego biznesu zaowocowała wprowadzeniem na nasz rynek nowych produktów, takich jak conodhotele, gdzie inwestor partycypuje w kosztach budowy obiektu hotelowego, stając się jednocześnie właścicielem jednego z apartamentów. Deweloper następnie wynajmuje go turystom, gwarantując właścicielowi apartamentów zwrot na określonym poziomie. W przypadku condohoteli było to nawet 8 proc. Nic dziwnego, że tak wysokie stopy zwrotu pchały na ten rynek inwestorów.

Z tego też powodu, ze względu na niski próg wejścia, dużą popularnością zaczęły cieszyć się kawalerki i mikroapartamenty. Najmniejsze mieszkania pozwalają wystartować w tym biznesie przy stosunkowo niewielkim zaangażowaniu środków własnych.

Pytanie jednak brzmi: czy zainteresowanie inwestorów w czasie pandemii gwałtownie się nie zmniejszy? Jak wiadomo, lokcdown, odwołanie imprez masowych, obostrzenia, problemy z podróżowaniem – wszystko to musi odbić się na koniunkturze w segmencie noclegowym. Tak też stało się w przypadku rynku najmu długoterminowego. Analizy wskazują, że czynsze najmu mieszkań w kryzysowym 2020 roku poszły mocno w dół.

Wg Amron-Sarfin w Warszawie uśredniony, przeciętny czynsz najmu mieszkania wynosi aktualnie 1666 zł miesięcznie. W ciągu roku spadł o blisko 11 procent. O ponad 16 proc. Spadły natomiast przeciętne czynsze najmu w Krakowie.

Cześć analityków uważa jednak, że mimo wszystko zainteresowanie inwestycjami pod wynajem nadal będzie wysokie. W dobie skrajnie niskich stóp procentowych, wysokiej inflacji i dużej niepewności, nieruchomości są postrzegane jako względnie bezpieczne aktywa, które z jednej strony pozwolą zachować wartość zainwestowanego kapitału, z drugiej dają możliwość zarabiania na wynajmie.

Jest jeszcze jeden istotny czynnik, który może skłaniać do inwestycji – nawet w szczycie pandemii. W polskich warunkach, poza dużymi miastami sezon turystyczny trwa przez kilka miesięcy letnich i w górach – kilka zimowych. Otwarcie życia społecznego akurat w tym okresie sprawi, że branża zafunkcjonuje bez przeszkód.

Za ile apartament nad Bałtykiem?

Bałtycka riwiera to jedna z najdroższych lokalizacji w Polsce. Ceny mieszkań w małych miejscowościach nad morzem często wyraźnie przewyższają stawki z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia.

Już pobieżny przegląd ofert z pasa nadmorskiego wskazuje, że mimo pandemii mieszkania w nadbałtyckich lokalizacjach trzymają wartość. Stawki za świetnie położone nieruchomości apartamentowe kształtują się w przedziale 9500-12000 zł/mkw. W Trójmieście jedną z najbardziej prestiżowych lokalizacji jest Gdynia Orłowo, z piękną zabudową jednorodzinną, uroczą plażą i molo. 87-metrowy apartament w nowym projekcie przy ul. Wrocławskiej 41, to wydatek ponad 1,1 mln zł. Stawka za metr kwadratowy wynosi 10600 zł.

13 tys. zł/mkw. to minimalna stawka za apartament pod wynajem w centrum Gdyni – przy ulicy Jana z Kolna. Ceny luksusowych nieruchomości w Rezydencji Port Kaszubski kształtują się w zakresie od 719 tys. zł do ponad 2,8 mln. Koszt metra kwadratowego wynosi od 13 692 do 17 301 zł.

Z kolei w Łebie – jednym z najpopularniejszych letnisk nad morzem, ceny apartamentów wakacyjnych w projekcie Porto Łeba – umiejscowionym zaledwie 350 metrów od morza i 100 od Jeziora Sarbsko – zaczynają się od 12 tysięcy złotych netto/mkw.

I Pomorze Zachodnie obfituje w prestiżowe nieruchomości z przeznaczeniem pod wynajem. W Międzyzdrojach jeden z deweloperów zrealizował apartamentowiec Promenada Gwiazd. Ceny apartamentów wynoszą tu od 430 tys. do 1,8 mln zł. Stawka za metr kw. kształtuje się w przedziale od 10500 do 22000 zł.

Jedną z najbardziej prestiżowych lokalizacji w zachodniej części wybrzeża jest oczywiście Świnoujście. I tu nie brak nowych inwestycji apartamentowych z segmentu premium. 15,5 tys. zł/mkw. to minimalna stawka za apartamenty Seaside Garden Apartments & Wellness. Górna granica cen sięga ponad 30 tysięcy złotych, a więc tyle, ile w Warszawie trzeba zapłacić za nieruchomości ze ścisłego topu – np. apartamenty w Złotej 44.

Oczywiście, w ofercie deweloperskiej nad morzem znajdziemy nie tylko ultra drogie apartamenty, ale i tańsze nieruchomości, zazwyczaj w nieco gorszych lokalizacjach, bardziej oddalone od morza, co niekoniecznie musi się przekładać na niższą atrakcyjność inwestycyjną. Przykładowo – w Sianożętach, ceny apartamentów Błękitne Tarasy, oddalonych o kilkaset metrów od plaży, zaczynają się od nieco ponad 6000 zł/mkw. Ciekawą alternatywą dla inwestorów, którzy nie celują w górną półkę mogą być również apartamenty w dwóch 12 kondygnacyjnych budynkach mieszkalnych, które wyrosną przy ul. Wyspiańskiego w Świnoujściu, w odległości około kilometra od plaży. Ceny takich mieszkań zaczynają się od 8400 zł/mkw.

Podsumowując – apartamenty pod wynajem w kurortach wakacyjnych trzymają swoje ceny. Stawki często sięgają cen, jakie płaci się w największych metropoliach kraju. Na razie nie ma symptomów korekty cenowej w tym segmencie, a to oznacza, że deweloperzy i kupujący, mimo trudniejszych czasów, ciągle wierzą w dobrą koniunkturę w branży noclegowej i turystycznej.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Trend wzrostowy utrzymany. Początek II kwartału 2021 na rynku biurowym

W ciągu miesiąca w Polsce na rynku nieruchomości biurowych przybyło prawie 58 tys. mkw. powierzchni dostępnej do wynajmu – informują analitycy REDD.

Według najnowszych danych w Polsce, w oddanych obiektach, znajduje się 1 940 140 mkw. wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia. Dla porównania, w marcu 2021 w oddanych obiektach znajdowało się 1 882 190 mkw. wolnej powierzchni.  Oznacza to, że od marca w Polsce w oddanych obiektach biurowych przybyło 57 950 mkw. powierzchni wolnej do wynajęcia – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Ubywa z kolei wolnej powierzchni w obiektach w budowie. Od połowy marca wynajęto ok. 5 990 mkw. Zasoby wolnej powierzchni biurowej w obiektach w budowie wynoszą obecnie 647 910 mkw.REDD1

Ponadto nieustannie wzrasta liczba modułów biurowych dostępnych do wynajęcia. Według danych REDD, w kwietniu 2021 w ofercie do wynajmu jest 5715 modułów biurowych, które oczekują na nowych najemców.REDD2

Transakcje: Początek II kwartału 2021

– Przez pierwsze trzy tygodnie kwietnia zarejestrowaliśmy 335 nowych transakcji biurowych — zakładając obecny poziom popytu możemy przewidzieć, że do końca kwietnia liczba podpisanych umów najmu może zbliżyć się do marcowej. Tym samym utrzymując dotychczasowy trend wzrostowy. W sumie w marcu 2021 podpisanych zostało 634 umowy najmu – prognozuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. REDD3

TOP30: Wola Retro na pierwszym miejscu

TOP30 to wybór trzydziestu najpopularniejszych budynków spośród ponad 2000 obserwowanych przez REDD nieruchomości biurowych. To one cieszyły się największym zainteresowaniem wśród profesjonalistów rynku. Pod koniec marca 2021 najczęściej oglądaną nieruchomością przez użytkowników REDD została inwestycja Wola Retro w Warszawie, która przyciągnęła uwagę ponad 10% użytkowników.

Na drugim i trzecim miejscu znalazły się warszawskie biurowce Ambassador Office Building oraz Trinity One, które cieszyły się zainteresowaniem ok. 7% użytkowników.REDD4

Cena akcji w IPO Vercom została ustalona na 45 zł

Oferta publiczna akcji Vercom spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów. Cena emisyjna oraz sprzedaży jednej akcji w Ofercie została ustalona na poziomie ceny maksymalnej, czyli 45,00 zł. Oznacza to, że wartość oferty wyniesie 225 mln zł. Dzięki emisji nowych akcji Vercom pozyska 180 mln zł na dalszy rozwój.

Nasza oferta spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów. Podsumować IPO będziemy mogli po przydziale akcji, jednak już teraz mogę powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni z przebiegu roadshow i feedbacku ze strony inwestorów instytucjonalnych. Cieszy nas również bardzo duże zainteresowanie ze strony inwestorów indywidualnych. Chciałbym podziękować wszystkim za poświęcony czas, zaangażowanie oraz docenienie naszego biznesu. Ostatnie dni były dla nas niezwykle pracowite. Spotkaliśmy się z wieloma inwestorami, którzy są pod wrażeniem naszej działalności, dynamiki, strategii rozwoju i co najważniejsze widzą wciąż wysoki potencjał do wzrostu i skalowania.  – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Vercom to dynamicznie rosnąca spółka technologiczna, tworząca globalne platformy komunikacyjne w chmurze (CPaaS), które umożliwiają firmom budowanie i rozwijanie trwałych relacji z odbiorcami za pośrednictwem wielu kanałów komunikacji. Rozwiązania Vercom pomagają partnerom spółki przezwyciężyć złożoność komunikacji, automatyzować oraz zwiększać jej skalę, zachowując przy tym wysoką dostarczalność i efektywność – a wszystko to w szybki, bezpieczny i niezawodny sposób.

W ramach IPO zaoferowanych jest do 4.000.000 nowo emitowanych akcji serii D. Dodatkowo w skład Oferty wchodzi nie więcej niż 1.000.000 akcji istniejących zbywanych przez założycieli, stanowiących 6,91 proc. kapitału spółki. Spółka, akcjonariusze sprzedający oraz główny akcjonariusz (R22) zawarły umowę lock-up na 12 miesięcy od dnia debiutu giełdowego, który planowany jest w pierwszej połowie maja.

Poza określeniem ceny za akcję, ustalono również liczbę akcji w poszczególnych transzach. Zgodnie z dokonanym podziałem, w transzy inwestorów indywidualnych znajdzie się 600.000 walorów, stanowiących 12 proc. oferowanych akcji. Natomiast transza inwestorów instytucjonalnych obejmie pozostałe 4.400.000 akcji. Przydział akcji zaplanowany jest na 27 kwietnia. Wszystkie istniejące akcje Spółki oraz nowo emitowane akcje serii D mają w intencji Spółki zostać wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW.

Pozyskane środki chcemy w pełni wykorzystać na dalszy rozwój, a konkretnie akwizycje. Mają one na celu realizację strategii budowy silnego gracza na rynku usług CPaaS w regionie CEE. Szukamy jednokanałowych podmiotów wyróżniających się znaczną bazą klientów i potencjałem do sprzedaży kolejnych kanałów. Ważne dla nas jest również umiędzynarodowienie portfela klientów, a także posiadana technologia, która rozszerzy nasze kompetencje. – dodaje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Ulga podatkowa IP Box a prawo własności intelektualnej

Ulga IP Box daje korzyści podatkowe nie tylko podatnikom CIT, ale także rozliczającym się jedynie poprzez PIT. Zawiera jednak jedną, bardzo istotną pułapkę, dotyczącą praw do programów komputerowych.

Dzięki uldze IP Box można skorzystać z opodatkowania stawką 5 proc. dochodów uzyskiwanych z tzw. kwalifikowanych praw własności intelektualnej.

– Ta ulga jest szczególnie atrakcyjna dla programistów i producentów, którzy próbują wymyśleć i wdrożyć nowe rozwiązania – mówi w rozmowie z MarketNews24 Helena Bogdanowska, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Czym są kwalifikowane prawa własności intelektualnej? Ustawy podatkowe zawierają listę takich praw. I są to patenty, prawa ochronnych na wzór użytkowy, prawa z rejestracji wzoru przemysłowego, prawo z rejestracji topografii układu scalonego. Dotyczy to także praw z rejestracji produktu leczniczego i weterynaryjnego (dopuszczonych do obrotu), oraz autorskiego prawa do programu komputerowego.

Prawa te powinny zostać wytworzone, rozwinięte lub ulepszone w ramach prowadzonej przez podatnika działalności B+R.

Wielu informatyków (programistów) rozlicza się tylko poprzez PIT, prowadząc jednoosobowe firmy. Również mogą skorzystać z ulgi IP Box, ponieważ analogiczne przepisy znajdują się w ustawie o podatku dochodowym dla osób fizycznych.

Ta ulga wywoływała najwięcej emocji z powodu praw do programów komputerowych. Czy słusznie było to zmartwieniem podatników?

– Jak twierdzi Minister Finansów, w tym zakresie prawo do skorzystania z ulgi IP Box jest dość uznaniowe i dlatego powinno być potwierdzone w interpretacji podatkowej, natomiast uzyskanie takiej interpretacji jest coraz trudniejsze – wyjaśnia H.Bogdanowska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Nie jest to wymóg ustawowy, a jedynie zalecenie, jednak taka pozytywna interpretacja okaże się bardzo przydatna w przypadku sporu z organem podatkowym.

Kto będzie chciał skorzystać z ulgi, powinien zadbać o poprawne prowadzenie ewidencji, bo ta może być badana przy sprawdzaniu prawa do ulgi IP Box.

Warto pamiętać o uldze, zwłaszcza w kontekście przesunięcia terminu na złożenie deklaracji CIT do końca czerwca bieżącego roku – może to być dobra okazja na dla podatników, którzy nie zdążyli z niej skorzystać.

Czy wynagrodzenie powinno być jawne? Wyniki badania Pracodawców RP

Jawność wynagrodzeń nie rozwiąże problemu luki płacowej, a polski rynek pracy nie jest gotowy na wprowadzenie tej zmiany proponowanej przez Komisję Europejską. Tak uważa niemal 70 proc. przedsiębiorców badanych przez Pracodawców RP. – Firmy zostaną obarczone kolejnymi obowiązkami, które wygenerują dodatkowe koszty, a to nie jest wskazane w okresie wychodzenia z kryzysu po pandemii – mówi Katarzyna Siemienkiewicz z Pracodawców RP. Więcej zwolenników wprowadzenia jawności wynagrodzeń jest wśród pracowników, ale oni także dostrzegają wady takiego rozwiązania. 56 proc. zatrudnionych podkreśla, że może to spowodować nowe konflikty w firmach.

Komisja Europejska w marcu br. przedstawiła do konsultacji publicznych projekt dyrektywy w sprawie jawności płac. Zakłada on, że już osoby ubiegające się o zatrudnienie w danej firmie będą informowane o wysokości lub przedziale wynagrodzenia. Ponadto dyrektywa daje pracownikom prawo do informacji, które pozwolą im ocenić, czy w porównaniu z innymi pracownikami tej samej jednostki organizacyjnej wykonującymi taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości otrzymują wynagrodzenie w sposób niedyskryminacyjny oraz w razie potrzeby dochodzić swojego prawa do równego wynagrodzenia.

Z kolei na pracodawców zatrudniających co najmniej 250 pracowników miałby być nałożony obowiązek udostępniania sprawozdań na temat m.in. różnic w wynagrodzeniach pracowników płci żeńskiej i męskiej.

– Przedstawione przez Komisję Europejską propozycje mają na celu przede wszystkim zmniejszenie różnic w wynagrodzeniu między kobietami a mężczyznami. Powszechnie wiadomo, że kobiety zarabiają mniej i Komisja uważa, że pomysł jawności płac na poziomie jeszcze przed zatrudnieniem, a także w trakcie zatrudnienia pomoże ten problem rozwiązać – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Siemienkiewicz, ekspertka ds. prawa pracy.

Badania ankietowe pokazują, że pracodawcy są w większości odmiennego zdania – uważają, że jawność wynagrodzeń nie rozwiąże problemu luki płacowej. Prawie 70 proc. z nich uznaje, że polski rynek pracy nie jest gotowy na wprowadzenie tej zmiany. Tylko co piąty twierdzi, że aktualna sytuacja rynkowa na to pozwala. Zaledwie 40 proc. badanych firm uważa, że ujawnianie wysokości wynagrodzeń w ogłoszeniach o pracę to dobry pomysł.

– Problem różnicy płacowej między kobietami a mężczyznami jest godny uwagi, jednak propozycja w kształcie przedstawionym przez Komisję Europejską wydaje się zbyt daleko idąca. Oczywiście uwzględnia słuszny aspekt dyskryminacji płacowej, jednak tylko na tym się koncentruje, a nie bierze pod uwagę ekonomicznych warunków prowadzenia przedsiębiorstwa – zauważa ekspertka Pracodawców RP.

Jak podkreśla, poziom płac to często tajemnica przedsiębiorstwa i element know-how, na którym firmy budują swoją konkurencyjność.

– Te zmiany będą się wiązały dla pracodawców z licznymi obowiązkami, także sprawozdawczymi, które wygenerują dodatkowe koszty, a okres kryzysu i wychodzenie z pandemii to nie jest na to dobry czas – podkreśla Katarzyna Siemienkiewicz. – Ponadto jawność płac zakłada funkcjonowanie organu administracji publicznej, który monitorowałby tę kwestię, co będzie się wiązało ze wzrostem kosztów z budżetu państwa, za które oczywiście my wszyscy podatnicy zapłacimy.

Pracownicy ankietowani przez Pracodawców RP są podzieleni. 47 proc. zapytanych osób odpowiedziało, że chciałoby, aby ich współpracownik znał wysokość ich pensji, ale tych, którzy by tego nie chcieli, jest niewiele mniej (43 proc.). Ponad połowa pracowników (54 proc.) chciałaby wiedzieć, ile zarabia ich kolega z pracy, natomiast 34 proc. zatrudnionych nie potrzebuje tej wiedzy. Z kolei aż 75 proc. zatrudnionych chciałoby otrzymać informację o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę.

– Pytanie, czy jesteśmy gotowi na to, żeby poznać wysokość wynagrodzenia naszego kolegi z pracy, czy naszego sąsiada. Wydaje się, że są potrzebne pewne zmiany społeczne, które pozwolą zaakceptować taką wiedzę – uważa ekspertka Pracodawców RP.

Pracodawcy zauważają również zalety jawności wynagrodzeń. Prawie 50 proc. z nich wskazało, że umożliwi ona stworzenie przejrzystych zasad wynagradzania. Zdanie to podzielają pracownicy, jednak ich liczba jest zdecydowanie większa – z takim stwierdzeniem zgadza się 70 proc. zatrudnionych. Inna zaleta, na którą zwracają uwagę pracownicy, to wzmocnienie poczucia sprawiedliwości w miejscu pracy (53 proc.).

Z kolei 56 proc. pracowników podkreśla, że ujawnianie danych o wysokości wynagrodzenia może spowodować nowe konflikty w miejscu pracy. 80 proc. pracodawców obawia się, że jawność płac spowoduje niebezpieczeństwo uzyskania informacji o wysokości płac przez osoby postronne, np. podczas fikcyjnych rekrutacji, których celem będzie jedynie wyłudzenie danych o wysokości płac w firmie, a nie podjęcie zatrudnienia.

– Przykładem kraju w Europie, w którym obowiązuje jawność wynagrodzeń, jest Szwecja. Powszechnie wiadomo, ile kto zarabia na danym stanowisku. Jawność płac obowiązuje również w Wielkiej Brytanii i we Francji, gdzie istnieją dosyć wysokie kary za nieujawnianie tych informacji – informuje Katarzyna Siemienkiewicz. – Ten pomysł więc funkcjonuje, ale jest adekwatny do uwarunkowań tamtejszych rynków pracy. Można się zastanawiać, czy wprowadzenie go w innych krajach jest dobrym rozwiązaniem.

Jej zdaniem na pewno pozwala to na stworzenie jasnych zasad wynagradzania, ale z uwagi na wysokie kary pozostaje pytanie, czy pracodawcy ujawniają zarobki dobrowolnie, czy jednak pod przymusem.

Art. 20 propozycji KE nakłada na państwa członkowskie obowiązek ustanowienia kar w przypadku naruszeń praw i obowiązków związanych z równym wynagrodzeniem dla mężczyzn i kobiet. Mają one być „skuteczne, proporcjonalne i odstraszające”.

– Wszelkie kary ustanowione w państwach członkowskich powinny obejmować grzywny, których wysokość musi uwzględniać okoliczności obciążające, takie jak waga i czas trwania naruszenia, jak również wszelkie umyślne lub rażące zaniedbania ze strony pracodawcy. Artykuł ten zobowiązuje również państwa członkowskie do ustanowienia kar i sankcji na wypadek powtarzających się naruszeń praw i obowiązków związanych z zasadą równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Takie kary i sankcje mogłyby na przykład obejmować cofnięcie publicznych świadczeń lub wyłączenie na określony czas z przyznawania zachęt finansowych lub kredytowych – napisano w uzasadnieniu.

Potrzebna reforma zatrudniania cudzoziemców w Polsce

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) realizuje konsultacje na temat zatrudniania cudzoziemców w Polsce. Dotyczą one szczególnie sytuacji migrantów i uchodźców na naszym rynku pracy. Celem konsultacji jest wypracowanie metod, które pozwolą migrantom i uchodźcom na łatwiejsze znalezienie oraz utrzymanie pracy – a zarazem na zmniejszenie ich niepokoju społeczno-ekonomicznego, którego doświadczają częściej niż rodowici Polacy. FPP chce także wypracować propozycje zmian dla systemów rządowych i samorządowych, które mogłyby ułatwić wszystkim zainteresowanym zatrudnienie cudzoziemców. Liczba cudzoziemców w naszym kraju zwiększa się. Do ich obsługi potrzebne są coraz większe zasoby kadrowe. Jednak nie wszystkie instytucje zajmujące się problematyką zatrudnienia cudzoziemców są na to odpowiednio przygotowane.

– Konsultacje dotyczą wielu różnych zagadnień związanych z tym, co należy zrobić, aby zatrudnianie cudzoziemców było legalne i satysfakcjonujące. Chcemy rozwiązywać pojawiające się problemy. Nie tylko pomóc samym zainteresowanym pracownikom cudzoziemskim, ale też ułatwić procedury legalizacji zatrudnienia z punktu widzenia pracodawców i administracji zajmującej się tą tematyką – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy w Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Kluczowe okazują się wyzwania prawne. Należy dokonać przeglądu obowiązujących przepisów, aby procedury były sprawniejsze i efektywniejsze. Wielu uczestników konsultacji wskazuje na biurokrację i przedłużające się procedury uzyskiwania zezwolenia na pracę. Z tym wiążą się też kwestie dotyczące pobytu i zapewnienia bezpieczeństwa w Polsce. Pracodawcy zwracają zaś szczególną uwagę na stosowanie różnych ułatwień proceduralnych związanych z kontaktami z administracją. Sama administracja boryka się zaś z brakiem właściwego zaplecza finansowego i organizacyjnego. To powoduje opóźnienia i wzajemne niezadowolenie. Żeby temu zaradzić, potrzebna jest wspólna dyskusja, która zidentyfikuje główne kwestie sporne i poszuka rozwiązań – zaleca Spytek-Bandurska.

Elementy kute na solidne i ładne ogrodzenie

Każdy człowiek marzy o tym, by mieć własne miejsce na Ziemi. Własne mieszkanie albo wolnostojący dom to coś, do czego większość nas z pewnością dąży. Zwłaszcza domy wymagają sporych nakładów sił oraz pracy, gdyż ich zasięg nie ogranicza się tylko do samych murów. Dom stoi na działce, którą trzeba otoczyć ogrodzeniem. Można oczywiście zdecydować się tutaj na drewniany płot, ale dobrym rozwiązaniem mogą być solidne metalowe bramy i ogrodzenia. Są one bardzo estetyczne oraz wytrzymałe na działanie różnych warunków atmosferycznych. Inwestycja w ogrodzenie wykonane z dobrej jakości elementów metalowych, będzie z pewnością strzałem w dziesiątkę. Warto się przyjrzeć temu zagadnieniu z bliska.

  1. Ogrodzenie ma znaczenie
  2. Piękna stal rodem z naszych snów

Ogrodzenie ma znaczenie

Ładnie oraz porządnie wykonane elementy kute, które można wykorzystać do tego, by nasze ogrodzenie rzucało się w oczy oraz robiło dobre wrażenie, z pewnością wpłyną na estetykę naszego płotu. Elementy kute do ogrodzeń, elementy kute do bram, czy też np. elementy kute do balustrad, są produktami, których wykonanie wymaga odpowiedniej wiedzy oraz materiałów najwyższej jakości. Jeśli więc marzy nam się ogrodzenie z prawdziwego zdarzenia, powinniśmy koniecznie znaleźć firmę, która takiemu zadaniu będzie w stanie podołać. Warto w tym celu skorzystać z podpowiedzi, jakich może nam udzielić Internet. Jednym z dystrybutorów przed którym elementy kute do ogrodzeń, czy balustrad nie mają żadnych tajemnic jest przedsiębiorstwo Bonmario. Od dwudziestu pięciu lat dostarcza ono na polski rynek gotowe elementy metalowe, dzięki którym zwyczajne ogrodzenia zamieniają się w małe oraz funkcjonalne dzieła sztuki. Aby się o tym przekonać, trzeba koniecznie wejść na ich stronę w sieci. Można tam dokonać całościowych zakupów i zainwestować w ogrodzenie rodem z naszych snów.

Piękna stal rodem z naszych snów

Elementy, które tam będziemy mogli nabyć, są wykonane z dobrej jakościowo stali, dzięki czemu mamy pewność, że nasze ogrodzenie przetrwa całe lata, a być może nawet i wieki. Inwestycja w bezpieczeństwo oraz piękno naszego otoczenia jest tego warta. Oczywiście będzie się ona wiązać ze sporymi wydatkami, ale któż nie chciałby mieć w swoim pobliżu ładnego ogrodzenia metalowego. Na stronie internetowej kupimy także inne akcesoria, które pozwolą nam na zabezpieczenie tralek, bram, czy też balustrad. Kupimy tu, m.in. farby, patyny, blachy, itp. Ten, kto szuka rozwiązań z najwyższej półki, koniecznie powinien tam zajrzeć – to będzie dobry pomysł na własne ogrodzenie.

————————————————————————————-

Sklep internetowy BONMARIO

Najwyższej jakości stalowe elementy kute, akcesoria do bram, elementy ze

stali nierdzewnej, drut spawalniczy oraz wiele innych!

Bonmario

Elementy kute do balustrad, bram i ogrodzeń – gotowe elementy metalowe

W ofercie m.in:

  1. Elementy ozdobne
  2. Poręcze
  3. Zwieńczenia ozdobne
  4. Elementy spiralne
  5. Kule
  6. Rozety
  7. Blachy
  8. Koszyki
  9. Maskownice
  10. Pręty kute
  11. Profile zamknięte ozdobne
  12. Przekuwki
  13. Taśmy zakuciowe
  14. Tralki Kute
  15. Słupy metalowe

ZADZWOŃ
+48 510 915 915
+48 61 65 25 900

NAPISZ
[email protected]

SPRAWDŹ OFERTĘ
https://bonmario.com/

ATAL: emisja obligacji serii AX na kwotę 120 mln zł

W dniu 21 kwietnia 2021 roku ATAL – ogólnopolski deweloper – wyemitował dwuletnie obligacje serii AX na kwotę 120 mln zł. Termin wykupu obligacji nowej emisji przypada 21 kwietnia 2023 roku. Obligacje będą przedmiotem obrotu w alternatywnym systemie w ramach rynku Catalyst. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zakup gruntów oraz finansowanie wybranych przedsięwzięć deweloperskich.

Oferta dewelopera skierowana do inwestorów instytucjonalnych spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem, dwukrotnie przekraczającym liczbę oferowanych przez ATAL obligacji. Czynności związane z organizacją procesu emisji z powodzeniem prowadzi BNP Paribas Bank Polska S.A.
Zaproponowaliśmy obligatariuszom dwuletnie obligacje serii AX o zmiennym oprocentowaniu opartym o WIBOR6M i marży wynoszącej 215 pb. To kolejna udana emisja obligacji, co potwierdza atrakcyjności oferowanych walorów, ale także jest jasnym sygnałem, że model biznesowy ATAL spotyka się z pozytywnymi reakcjami inwestorów. Regularnie decydujemy się na korzystanie z finansowania pochodzącego z papierów dłużnych, dzięki czemu zbudowaliśmy zaufanie i jesteśmy wiarygodnym partnerem dla instytucji finansowych. Nie bez znaczenia jest także fakt, że mimo wpływu, jaki na sytuację gospodarczą wywiera globalna pandemia, ATAL może się pochwalić bardzo dobrą sytuacją finansową i zmniejszenie długu netto w relacji do kapitału własnego – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu ATAL S.A.

ATAL w pierwszym kwartale 2021 roku przekazał 794 lokale, co oznacza wzrost o 67,9% rok do roku (473). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (281), Łodzi (167) i Katowicach (140). Od stycznia do końca marca 2021 roku ATAL zakontraktował 848 lokali, czyli o 14,28 proc. więcej niż przed rokiem. W analogicznym okresie roku poprzedniego sprzedaż plasowała się na poziomie 742 lokali. Tylko w marcu podpisanych zostało 400 umów deweloperskich – to rekordowy miesięczny wynik w historii spółki.

ATAL w ubiegłym roku zorganizował największą w historii spółki emisję obligacji, dzięki której pozyskał łącznie 200 mln zł – z czego 50 mln zł pochodziło z zapisów złożonych na papiery w dodatkowej rundzie po tym, jak popyt na obligacje istotnie przekroczył pierwotnie zakładane 150 mln zł. Środki zostały przeznaczone na dalszą rozbudowę oferty oraz zakup nowych gruntów.

ATAL jest spółką dywidendową. W tym roku Zarząd rekomenduję wypłatę dywidendy w wysokości 3,03 zł na akcję, co łącznie daje kwotę 117,3 mln zł. Natomiast pozostałą część wypracowanego zysku w kwocie blisko 28,4 mln zł planuje przeznaczyć na kapitał zapasowy.
W 2020 roku ATAL pozyskał 9 nowych gruntów inwestycyjnych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Trójmieście oraz w Katowicach. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to niespełna 600 złotych, co potwierdza realizację racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Tereny pozwolą na realizację 86 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Kondycja złotego

Wystarczyły zaledwie dwa tygodnie, aby złoty wzmocnił się aż o 13 groszy wobec euro i 14 groszy wobec dolara. Czy kurs złotego jest zależny od sytuacji w polskiej gospodarce? Okazuje się, że jesteśmy na łasce rynków globalnych.

– To co się dzieje ze złotym nie jest oderwane od pandemicznej sytuacji w polskiej gospodarce i polityki pieniężnej NBP, jednak przede wszystkim jest to skutek zwiększonej płynności na rynku globalnym w wyniku działań amerykańskiego ministerstwa skarbu i finansów (Department of the Treasury) – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ministerstwo to miało zgromadzony od początku roku olbrzymi zapas gotówki, którą upłynniało, wykupując część krótkoterminowego długu.

Dla ekonomistów był to proces dość zagadkowy, bo wkrótce Treasury będzie musiało pożyczać ogromne ilości pieniędzy, aby sfinansować gigantyczny deficyt budżetowy USA.

I to właśnie te działania Treasury osłabiły dolara, pomimo wzrostu inflacji w USA.

– W takiej właśnie sytuacji, gdy jednocześnie giełdowe indeksy biją historyczne rekordy, dobrze radzą sobie waluty rynków wschodzących – wyjaśnia ekspert XTB. – Co także istotne, waluty z rynków wschodzących spoza Europy są już na dużo wyższych poziomach niż złoty.

W okresie ostatnich 52 tygodni minimalny kurs dolara wynosił 3,62 zł, a maksymalny 4,23 zł (obecnie jest na poziomie 3,80 zł).

Procentowo wzmocnienie złotego wobec dolara było wyższe niż wobec euro. Najciekawsze jest jednak, jak długo taka sytuacja mogłaby się utrzymać. Tym co powinno teraz pomagać złotemu, to złagodzenie trzeciej fali pandemii. Jednak przy zerowych stopach procentowych nie można spodziewać się napływu na większą skalę kapitału zagranicznego do Polski.

– Dla inwestorów zniechęcająca będzie polska inflacja, która wkrótce przekroczy 4 proc. – dodaje P.Kwiecień. – Inflacja będzie ciężarem dla złotego, jednak największe osłabienie wywoła dopiero wzmocnienie dolara na światowych rynkach.

Czy EBC przymierzy się do normalizacji polityki pieniężnej? Raport przed kwietniowym posiedzeniem

Od czasu posiedzenia EBC w marcu dane ekonomiczne ze strefy euro parokrotnie pozytywnie zaskakiwały. Panuje również optymizm względem postępów w europejskich programach szczepień. Pozostaje jednak kilka kwestii, które mogą przechylić ton czwartkowej komunikacji banku centralnego lekko w gołębią stronę.

Liczby nowych przypadków zachorowań na COVID-19 wzrosły w krajach strefy euro podczas trzeciej fali pandemii i wiele z nich, szczególnie Niemcy i Francja, rozszerzyło obostrzenia lub ponownie wprowadziło część wcześniej zniesionych. Wydaje się prawdopodobne, że większość krajów Europy będzie potrzebowała jeszcze kilku miesięcy, zanim istotnie poluzuje restrykcje. To opóźni ożywienie gospodarki. Mając to na uwadze, spodziewamy się, że prezes EBC Christine Lagarde określi perspektywy ekonomiczne Wspólnoty jako „zasadniczo zrównoważone”.

Od czasu posiedzenia w marcu dane ekonomiczne ze strefy euro w znacznej mierze wskazywały jednak na odporność gospodarki (Tabela 1). Wskaźniki PMI poszły w górę, sprzedaż detaliczna w lutym wzrosła bardziej, niż zakładał konsensus, w ujęciu ogólnym pozytywnie zaskoczyły też comiesięczne wskaźniki nastrojów. Obecnie panuje również szeroki optymizm co do programu szczepień w UE, który po niezbyt dobrym starcie powinien znacznie przyspieszyć w drugim kwartale tego roku. Do Unii ma wówczas trafić łącznie ok. 400 mln dawek, z kolei w pierwszym kwartale podano ich mniej niż 80 mln.

Tabela 1: Główne publikacje danych ekonomicznych w strefie euro (od 11/03/2021)

Opublikowane dane Miesiąc Aktualny Konsensus Poprzedni Wydźwięk dla

rynku walutowego

Produkcja przemysłowa r/r styczeń 0,1% -2,4% -0,2% Pozytywny dla EUR
Nastrój ekonomiczny ZEW marzec 74 65,1 69,6 Pozytywny dla EUR
Indeks cen konsumpcyjnych r/r luty 0,9% 0,9% 0,9% Neutralny dla EUR
Bazowy indeks cen konsumpcyjnych r/r luty 1,1% 1,1% 1,4% Neutralny dla EUR
Markit PMI dla usług marzec 49,6 46 45,7 Pozytywny dla EUR
Markit PMI dla przemysłu marzec 62,5 57,7 57,9 Pozytywny dla EUR
Indeks sentymentu ekonomicznego marzec 101 96 93,4 Pozytywny dla EUR
Indeks cen konsumpcyjnych r/r marzec 1,3% 1,3% 0,9% Neutralny dla EUR
Bazowy indeks cen konsumpcyjnych r/r marzec 0,9% 1,2% 1,1% Negatywny dla EUR
Sprzedaż detaliczna r/r luty -2,9% -5,4% -5,2% Pozytywny dla EUR
Nastrój ekonomiczny ZEW kwiecień 66,3 73,2 74 Negatywny dla EUR
Produkcja przemysłowa r/r luty -1,6% -0,9% 0,1% Negatywny dla EUR

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 20/04/2021

W związku z powyższym uważamy, że Rada Prezesów EBC potwierdzi swoje zobowiązanie do utrzymania większego tempa skupu aktywów w drugim kwartale, i widzimy niewielkie szanse na powrót do wcześniejszego poziomu 60 mld euro miesięcznie do czasu czerwcowego lub wrześniowego posiedzenia.

Uważamy, że nadal jest za wcześnie, by Bank rozpoczął dyskusję o normalizacji polityki pieniężnej. Dla przypomnienia, w marcu EBC zintensyfikował działania mające na celu powstrzymanie wzrostu rentowności europejskich obligacji i wsparcie ożywienia gospodarki w krajach strefy euro. Bank ogłosił, że aby uniknąć istotniejszego pogorszenia się warunków finansowania, które miałoby negatywny wpływ na inflację, przyspieszy tempo skupu w ramach nadzwyczajnego programu skupu obligacji w czasie pandemii (PEPP).

Program PEPP zgodnie z obecnymi założeniami ma trwać przynajmniej do końca marca 2022 r., ale ewentualne zmiany wytycznych zobaczymy raczej w późniejszej części roku. Bank będzie mieć wtedy znacznie większe pojęcie o stanie kryzysu zdrowotnego oraz szczególnie o jego wpływie na inflację w strefie euro. Utrzymuje się ona znacznie poniżej celu, niska pozostaje też inflacja bazowa uznawana za lepszą miarę wewnętrznej presji cenowej (Wykres 1). 

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013–2021)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 20/04/2021

Uważamy, że reakcja rynku na tegotygodniowe spotkanie EBC może być niewielka i nie spodziewamy się żadnych większych zmian w retoryce banku. Bardziej pozytywna komunikacja dotycząca rosnącego optymizmu wobec szczepień może jednak wesprzeć niedawne umocnienie euro, którego kurs względem dolara wzrósł powyżej psychologicznego poziomu 1,20.

Decyzje EBC poznamy w czwartek o 13:45, konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Fałszywe szczepionki Pfizera przeciw COVID-19 wykryte w Polsce i Meksyku

Pfizer poinformował o zidentyfikowaniu w Polsce i Meksyku przypadków pojawienia się fałszywych szczepionek na koronawirusa – informuje dziennik „Wall Street Journal”. Były to preparaty oferowane na czarnym rynku, a nie w oficjalnej dystrybucji.

Według doniesień „WSJ” znalezione w Polsce fałszywe szczepionki nie zostały nikomu podane – ich transport został przejęty w prywatnym mieszkaniu. Zatrzymano też mężczyznę, który został oskarżony o oszustwo. Inaczej było w Meksyku, gdzie 80 osób otrzymało niewłaściwie szczepienie (za cenę 1000 dolarów), jednak ich zdrowiu nic nie zagraża. Z informacji gazety wynika, że zatrzymane w styczniu br. w Polsce szczepionki zawierały preparat przeciw zmarszczkom.

Potwierdzenie firmy Pfizer o sprzedaży fałszywych szczepionek jest bardzo niepokojące i należy przypuszczać, że takie przypadki zdarzają się również w innych miejscach, o ile są ludzie, którzy wolą korzystać z niezaufanych źródeł medycznych. Wzywamy wszystkich do szczepienia się tylko w autoryzowanych placówkach i unikania nieoficjalnych sprzedawców produktów, które mogą stanowić dla nich zagrożenie – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies, która od początku roku informowała o pojawieniu się fałszywych szczepionek w Darknet.

Check Point Research (CPR) śledził trend fałszywych, negatywnych wyników testów COVID-19 i fałszywych świadectw szczepionek w darknecie, na forach hakerskich od listopada 2020 roku. Co więcej przestępcy reklamowali w ukrytej sieci sprzedaż szczepionek na COVID-19 w kwocie od 500 dolarów. Pod koniec marca 2021 roku liczba reklam fałszywych szczepionek w darknecie wzrosła trzykrotnie.

Złoty w odwrocie mimo dobrych danych

Czasem tak się dzieje na rynku, że pomimo dobrych danych z kraju pewne procesy zewnętrzne i tak okazują się silniejsze. Tak właśnie dzisiaj wydarzyło się w Polsce, kiedy pomimo dobrych danych złoty tracił.

Wynagrodzenia i zatrudnienie w Polsce

Dzisiaj Główny Urząd Statystyczny podał dane na temat przeciętnego wynagrodzenia oraz zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W firmach powyżej 9 pracowników średnia płaca osiągnęła 5929 zł i był to drugi najlepszy wynik w historii po grudniu 2020 roku. Biorąc pod uwagę, że płace rosną o 8% w skali roku, to już wkrótce zobaczymy, jak średnia płaca przekracza barierę 6000 zł. Zatrudnienie w ciągu roku spadło o 1,3%, ale biorąc pod uwagę, że obejmuje to okres od marca 2020 do marca 2021, nie można się temu dziwić.

Produkcja przyspiesza

Równolegle z danymi z rynku pracy opublikowano dzisiaj dane na temat produkcji przemysłowej. Ta w marcu wzrosła o imponujące 18,9%. To nie tylko bardzo dobry rezultat, ale również wynik o 5,8% powyżej oczekiwań analityków. Biorąc pod uwagę przyzwoite dane z rynku pracy oraz rosnącą produkcję przemysłową można się było spodziewać dzisiaj umacniania się złotego. Ruch ten jednak zderzył się w czasie z umacnianiem się dolara. Uciekający kapitał przełożył się jednak na osłabienie złotego i finalnie złoty zamiast zyskiwać nawet delikatnie stracił na wartości.

Rosną zapasy ropy w USA

Wczorajsze dane z USA zaprzeczyły pewnemu twierdzeniu, które od pewnego czasu przemawiało za wzrostami cen czarnego złota. Niedobór surowca na rynku miał być powodem wzrostów cen. Okazało się jednak, że wczorajsze zapasy ropy zamiast spadać wzrosły. W rezultacie inwestorzy zaczęli sprzedawać, a surowiec spadł z najwyższych poziomów od połowy marca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – USA – wnioski o kredyt hipoteczny,
16:00 – Kanada – posiedzenie BOC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Barbara Garlacz: Czy roszczenia banków o zwrot kapitału z kredytów frankowych się przedawniły?

29 kwietnia 2021 TSUE odpowie m.in. na pytanie nr 4 Sądu Okręgowego w Gdańsku od którego momentu umowa zawierająca postanowienia nieuczciwe jest nieważna, tj.:

  • czy od daty jej zawarcia
  • czy od chwili powołania się na tę nieważność przez konsumenta
  • czy od daty wyroku stwierdzającego nieważność umowy.

Od odpowiedzi na to pytanie zależy, czy roszczenia banków na gruncie art. 120 k.c. o zwrot kapitału się przedawniły. TSUE odpowiadając na pytanie nr 4 Sądu Okręgowego w Gdańsku może przyjąć, że umowa jest nieważna od początku jej zawarcia, a konsument nie musi się powoływać na tę nieważność lecz może się jej zrzec.

Jeśli TSUE potwierdzi, że umowa jest nieważna od daty jej zawarcia, a konsument może zrzec się tej sankcji nieważności, zaś Sąd Najwyższy oprze się na dotychczasowym swoim orzecznictwie na gruncie art. 120 k.c. regulującym kwestie przedawnienia się roszczeń – to konsekwentnie powinien przyjąć, że już od chwili udostępnienia kapitału bank mógł wezwać kredytobiorcę do zwrotu kapitału, a więc od tego momentu roszczenia banków zaczęły się przedawniać” – wskazuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20.

Odpowiedź TSUE:

  • może zmienić dotychczasowe orzecznictwo Sądu Najwyższego, wedle którego roszczenia banków przedawniają się od momentu powołania się przez konsumenta na nieważność umowy;
  • będzie miała bezpośredni wpływ na rozstrzygnięcia, które zostaną przyjęte w uchwałach frankowych Sądu Najwyższego zaplanowanych na 7 oraz 11 maja 2021 roku w kwestii przedawnienia się roszczeń banków;
  • ukształtuje ostateczne orzecznictwo sądów polskich co do tego, czy roszczenia banków o zwrot kapitału są przedawnione;

W wyroku z 11 grudnia 2019 roku VCSK 382/18 (sędzią – sprawozdawcą był SSN Roman Trzaskowski) Sąd Najwyższy wskazał, że „jeżeli niedozwolone postanowienie ma być uznane za nigdy „nieistniejące”, a bez niego umowa nie może być utrzymana w mocy, również umowę należy uznać za nigdy „nieistniejącą” (tzn. nieważną czy bezskuteczną ab initio albo ex tunc).” Ponadto także w tym wyroku jak i w uchwale z dnia 16 lutego 2021 roku III CZP 11/20 (tu sędzią sprawozdawcą był również SSN Roman Trzaskowski, a dodatkowo w składzie byli tzw. starzy sędziowie Sądu Najwyższego, tj. SSN Dariusz Zawistowski – przewodniczący, SSN Anna Owczarek) Sąd Najwyższy uznał, że z uwagi na „zastrzeżoną dla kredytobiorcy-konsumenta możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli albo powołania się na całkowitą nieważność umowytermin przedawnienia się roszczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie. Zdaniem Sądu Najwyższego dopiero po powołaniu się na nieważność umowy brak podstawy prawnej spełnianych świadczeń staje się definitywny. Spełnione świadczenia mają charakter zbliżony do świadczeń nienależnych uiszczanych do czasu odpadnięcia podstawy prawnej tych świadczeń (konstrukcja zbliżona do condictio causa finita). Tym samym Sąd Najwyższy uznał, że frankowicze nie mogą zakładać, że roszczenie banku uległo przedawnieniu w terminie 3 lat od udostępnienia kapitału.Stanowisko Sądu Najwyższego wynika z błędnego założenia, że sankcja ‘braku dalszego obowiązywania umowy’ na gruncie art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 – czyli nieważności umowy z powodu zamieszczenia w niej abuzywnych zapisów – działa nie od daty zawarcia umowy, tj. ab initio – ale ma moc wsteczną ex tunc od daty zawarcia umowy i uaktualnia się dopiero od pewnego momentu czasowego, czyli od chwili powołania się na nią przez konsumenta. Zdaniem Sądu Najwyższego konsument powołując się na nieważność miałby nadawać umowie sankcję nieważności z mocą wsteczną (ex tunc) od daty jej zawarcia. Tymczasem, z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 wynika, że sankcja nieważności umowy działa od daty jej zawarcia ab initio, a konsument może się jej jedynie zrzec rezygnując z systemu ochrony na gruncie dyrektywy 93/13, a nie ma obowiązku powoływać się na nią.”– wyjaśnia mec. Barbara Garlacz.

Dotychczasowa interpretacja Sądu Najwyższego skutkuje tym, że tym punktem czasowym, od którego powstaje nieważność umowy z mocą wsteczną ex tunc sięgającą daty jej zawarcia, jest powołanie się przez konsumenta na tę nieważność. Oznacza to na gruncie art. 120 k.c., że jest to także moment, od którego przedawniają się roszczenia banku.

Nadawanie sankcji nieważności z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 mocy wstecznej ex tunc jest sprzeczne z brzmieniem tego przepisu. Art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 stanowi, że na mocy prawa krajowego nieuczciwe warunki w umowach przedsiębiorców z konsumentami nie będą wiążące dla konsumenta, a umowa w pozostałej części będzie nadal obowiązywała strony, jeżeli jest to możliwe po wyłączeniu z niej nieuczciwych warunków. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TSUE postanowienia nieuczciwe nie wiążą już od daty zawarcia umowy. Data zawarcia umowy jest to więc moment, w którym następuje wyłączenie z umowy warunków nieuczciwych. Jeśli umowa bez tych warunków nie może obowiązywać – to jest ona nieważna również od tego momentu. W takim przypadku sankcja nieważności z umowy z powodu zamieszczenia w niej postanowień nieuczciwych działa ab initio – czyli od początku. Jeśli umowa jest nieważna od początku, to spełnione świadczenia mają charakter sine causa, a na podstawie art. 120 k.c. roszczenia banków przedawniły się z upływem 3 lat od udostępnienia kapitału. Ponadto, Sąd Najwyższy błędnie wywodzi, że konsument musi się powołać na całkowitą nieważność umowy – podczas gdy z orzeczeń TSUE wynika, że konsument może zrzec się powoływania się na system ochrony pod dyrektywą 93/13, w tym także na nieważność umowy– wskazuje mec. Barbara Garlacz.

W wyroku z 11 grudnia 2019 roku VCSK 382/18 oraz w uchwale z dnia 16 lutego 2021 roku III CZP 11/20 Sąd Najwyższy rozróżnił dyspozycje konsumenta co do postanowień nieuczciwych i samej nieważności umowy. Sąd Najwyższy wskazał, że konsument ma „możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuligodząc się na nią, albo możliwośćpowołania się na całkowitą nieważność umowy”.

Powyższe rozróżnienie nie ma podstaw ani w treści art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 ani w treści orzeczeń TSUE. Sąd Najwyższy odwraca działanie sankcji nieważności – tj. wskazuje, że konsument musi się na nią powołać, tworząc dopiero w ten sposób stan nieważności umowy z mocą wsteczną (ex tunc) a nie, że konsument może z tego stanu nieważności umowy obiektywnie istniejącej od początku umowy (ab initio) zrezygnować będąc świadomym skutków pozostania w nieważnej umowie i wyrażając na to wyraźną i wolną wolę. Wyroki TSUE, na które powołał się Sąd Najwyższy w komentowanych orzeczeniach nie wskazują na takie rozróżnienie, jakiego dokonał Sąd Najwyższy (możliwość sanowania postanowienia nieuczciwego albo powołania się na całkowitą nieważność umowy) lecz wskazują na możliwość rezygnacji przez konsumenta z systemu ochrony przewidzianego dyrektywą 93/13, który raz może oznaczać rezygnację z powoływania się na poszczególne postanowienia umowne a raz, gdy umowa bez nieuczciwych postanowień nie może się ostać, rezygnację z powoływania się na całą nieważną od początku umowę. Z pkt 55 i 56 wyroku w sprawie Dziubak wynika wprost, że konsument może następczo zrezygnować z nieważności umowy, a nie powołać się na nieważność” – wyjaśnia mec. Barbara Garlacz.

Fiskus bierze na widelec firmy kryptowalutowe. Czy będą uciekać za granicę?

W lutym 2021 r. cena jednego bitcoina przekroczyła wartość 50 000 dolarów, a łączna kapitalizacja całego rynku walut wirtualnych – wartość ponad 1 biliona dolarów. Podczas gdy w tym gigantycznym i rosnącym w błyskawicznym tempie rynku technologii blockchain wiele państw widzi swoją szansę na ekonomiczny i gospodarczy rozwój, w Polsce decydenci zastanawiają się, jak zakuć go w kajdany i przejąć nad nim możliwie jak największą kontrolę. Czy takie działania zamiast promować, wygonią z kraju największą innowację XXI wieku?

Rada Ministrów zatwierdziła 12 stycznia 2021 r. Projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu oraz niektórych innych ustaw (nr projektu UC24) autorstwa ministra finansów. Nowelizacja m.in. dodaje do listy instytucji obowiązanych, w rozumieniu tej ustawy, przedsiębiorców z branży obrotu dziełami sztuki, przedmiotami kolekcjonerskimi oraz antykami, w zakresie w jakim dokonywać oni będą transakcji o wartości co najmniej 10 000 euro, bez względu na to, czy będzie to pojedyncza operacja, czy kilka połączonych ze sobą transakcji. Doprecyzowuje także definicję beneficjenta rzeczywistego, wprowadza mechanizmy weryfikacji danych zawartych w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych, czy poszerza zakres informacji, jakie może gromadzić Generalny Inspektor Informacji Finansowej.

Działalność reglamentowana, kto będzie mógł obracać wirtualną walutą?

Ale nowelizacja dodaje do ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy nowy rozdział zatytułowany „Działalność na rzecz spółek lub trustów oraz działalność w zakresie walut wirtualnych”, stanowiąc, że działalność ta może być wykonywana wyłącznie po uzyskaniu wpisu odpowiednio: do rejestru działalności na rzecz spółek lub trustów oraz do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych. Zgodnie z projektem zmian, ww. działalność, w jednym i drugim przypadku, będzie mogła być wykonywana przez:

1)         osobę fizyczną, która nie została prawomocnie skazana za umyślne przestępstwo przeciwko działalności instytucji państwowych oraz samorządu terytorialnego, przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, przeciwko wiarygodności dokumentów, przeciwko mieniu, przeciwko obrotowi gospodarczemu i interesom majątkowym w obrocie cywilnoprawnym, przeciwko obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi, przestępstwo, o którym mowa w art. 165a Kodeksu karnego, przestępstwo popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej lub umyślne przestępstwo skarbowe;

2)         osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, w której wspólnicy, którym powierzono prowadzenie spraw spółki lub uprawnieni do reprezentacji spółki lub członkowie organów zarządzających, nie zostali prawomocnie skazani za przestępstwo, o którym mowa w pkt 1.

Ustawa wprowadza obowiązek rejestrowania „podmiotów świadczących usługi wymiany walut pomiędzy walutami wirtualnymi a fiducjarnymi” i „dostawców kont waluty wirtualnej”.

100 000 zł kary za złamanie obowiązku rejestracji

Organem właściwym w sprawach rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych będzie minister do spraw finansów publicznych. Ale minister ten będzie mógł wyznaczyć organ Krajowej Administracji Skarbowej do wykonywania zadań w zakresie prowadzenia tego rejestru.

Do zadań takiego organu w sprawach rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych należeć będzie:

1)         prowadzenie rejestru oraz określanie organizacyjnych warunków i technicznych sposobów jego prowadzenia;

2)         przetwarzanie informacji o podmiotach wpisanych do rejestru;

3)         rozpatrywanie wniosków o wpis do rejestru, dokonywanie aktualizacji tych wpisów oraz wykreślanie podmiotów z rejestru;

4)         nakładanie kar pieniężnych, o których mowa w art. 153b, na podmioty prowadzące działalność w zakresie walut wirtualnych, które nie dopełniły obowiązku uzyskania wpisu do tego rejestru.

Podmiot prowadzący działalność w zakresie walut wirtualnych, który wykonuje tę działalność bez uzyskania wpisu do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych, podlegać będzie karze pieniężnej do 100 000 zł.

Trzeba ujawnić szczegółowe informacje na temat prowadzonej działalności

Zgodnie z projektowanym art. 129t ustawy, rejestr działalności w zakresie walut wirtualnych zawierać będzie:

1)         numer i datę wpisu do rejestru;

2)         imię, nazwisko albo nazwę (firmę);

3)         numer w rejestrze przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym, o ile został nadany, oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP);

4)         wskazanie świadczonych usług, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 12;

5)         informacje o zawieszeniu działalności;

6)         informacje o zakończeniu działalności w zakresie walut wirtualnych.

A wskazanymi w art. 2 ust. 1 pkt 12 Ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. 2018 poz. 723, ze zm.) usługami są usługi świadczone przez, będące instytucjami obowiązanymi w rozumieniu tej ustawy, podmioty prowadzące działalność gospodarczą w zakresie:

  1. a) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi i środkami płatniczymi,
  2. b) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi,
  3. c) pośrednictwa w wymianie, o której mowa w lit. a lub b,
  4. d) prowadzenia rachunków, o których mowa w ust. 2 pkt 17 lit. e.

Jeśli nowelizacja wejdzie w życie, instytucje obowiązane będą zmuszone stosować środki bezpieczeństwa finansowego nawet w przypadku przeprowadzania transakcji okazjonalnej z wykorzystaniem waluty wirtualnej, jeśli jej wartość będzie równa lub przekraczać 1 000 euro.

Czy firmy zostaną w Polsce, czy przeniosą biznes za granicę?

Nie tylko bitcoin, również waluta wirtualna o nazwie ethereum zanotowała na początku lutego 2021 roku rekordowe zwyżki swojej wartości, wznosząc się ponad poziom 1500 dolarów. Łączna kapitalizacja całego rynku walut wirtualnych to już wartość ponad 1 biliona dolarów. Wiele państw i jurysdykcji wita kryptowalutowe firmy z otwartymi ramionami, oferując przyjazne środowisko do prowadzenia blockchainowego biznesu. Chyba najlepszym tego przykładem jest Malta. W listopadzie 2018 r. odbyła się konferencja pod nazwą Malta Blockchain Summit, po której Maltę okrzyknięto „Wyspą technologii blockchain”. To dzięki właśnie korzystnym dla przedsiębiorców z branży obrotu kryptowalutami regulacji.

Czy polskie dążenia do uczynienia z handlu bitcoinem działalności rejestrowanej są zagrożeniem dla przedsiębiorców z kryptowalutowej branży? Nie można tego przesądzać. Jednak akurat w przypadku polskiego fiskusa, jego skłonności do agresywnego uszczelniania systemu podatkowego, nadprodukcji prawa, i nieustannie pojawiających się nowych podatków i opłat, sprawiają, że każde działanie regulacyjne na wolnym rynku wzbudza w przedsiębiorcach obawy. A dostępnych w obrocie gospodarczo-prawnym opcji „ucieczki” przed obawami jest kilka, od przenosin działalności do spółki zagranicznej, po całkowitą zmianę rezydencji podatkowej.

Swoje obawy co do projektowanej ustawy wyraził m.in. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych: „Dodawany do art. 39 ust. 1a zakłada, że podmioty, o których mowa w art. 58 (podmioty obowiązane do zgłaszania informacji o beneficjentach rzeczywistych i ich aktualizacji), na żądanie instytucji obowiązanej stosującej wobec nich środki bezpieczeństwa finansowego udostępniają informacje lub dokumenty pozwalające na identyfikację tożsamości ich beneficjentów rzeczywistych. W ocenie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych przepis ten jest zbyt ogólny. Nie precyzuje bowiem, jakie informacje i dokumenty miałyby być udostępniane podmiotom obowiązanym” (opinia do projektu ustawy z 20 marca 2020 r.DOL.401.111.2020.WL.AG).

W 2018 roku z Polski na Maltę uciekła już duża giełda walut wirtualnych BitBay. Co znamienne, gdy w kolejnym roku przeniosła swój biznes do Estonii, prezes spółki zarządzającej tą giełdą zapowiadał, że nie wyklucza powrotu… na Maltę. W żadnym słowie nie padła jednak jakakolwiek deklaracja, aby firma rozważała powrót do Polski.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Od ponad 13 lat zarządza polskimi i międzynarodowymi spółkami z branży consultingu (doradztwo prawne, podatkowe, księgowość oraz inwestycje w nieruchomości). Laureatka wielu nagród i wyróżnień, m.in.: Top Polish Brands 2020, Menedżerowie roku 2017 i 2013, 100 Kobiet Biznesu 2014, Perły Polskiego Biznesu 2014 i 2012.

To nie jest jeszcze szczyt III fali pandemii?

Wczorajsza korekta na indeksach giełdowych przyczyniła się również do lekkiego umocnienia dolara. Kurs EUR/USD cały czas jednak znajduje się powyżej 1,20 i w średnim terminie notowania znajdują się na regularnej ścieżce wzrostowej. Kwietniowe osłabienie USD jest jednak nieco zaskakujące. Najnowsze dane ze Stanów Zjednoczonych potwierdziły bowiem optymistyczne oczekiwania rynku dotyczące gospodarki oraz inflacji.

Niedawne dobre dane dotyczące zatrudnienia i sprzedaży detalicznej w USA przekroczyły oczekiwania rynkowe. Wzrost wskaźników nastrojów sugeruje, że ożywienie nadal przyspiesza. Rentowności obligacji rządowych Stanów Zjednoczonych oraz siła dolara zostały jednak w ostatnim czasie skorygowane. Być może na rynku pojawiły się wątpliwości co do możliwości podjęcia przez Rezerwę Federalną kroków w kierunku mniej ekspansywnej polityki pieniężnej w dającej się przewidzieć przyszłości. Z kolei ostatnia korekta na dolarze i na rentownościach jest normalną reakcją na niedawne przegrzanie handlu reflacyjnego. Być może ostatnie komplikacje w globalnym procesie szczepień wywołały większy popyt na obligacje (co wynika z obaw o kryzys). To spowodowało wzrost ich cen i spadek rentowności.

Jeśli chodzi o sytuację pandemiczną, w Niemczech liczba pacjentów podlegająca intensywnej terapii nadal rośnie. Aktualnie wynosi 4966 osób. Z kolei zachorowalność 7-dniowa na 100 tys. mieszkańców nadal utrzymuje się na wysokim poziomie 160, choć wczoraj ta liczba nieznacznie się obniżyła. Z kolei w Indiach wirus zwiększa swoją dynamikę rozprzestrzeniania się. Odnotowano tam 17 nowych infekcji na 100 tys. osób, co jest wynikiem o 25 proc. większym niż tydzień temu. W USA liczba nowych przypadków COVID-19 nieznacznie spadła w ciągu ostatnich pięciu dni. Wirus działa inaczej w poszczególnych stanach. Koncentruje się głównie w pięciu regionach. Floryda i Pensylwania odnotowują rosnącą liczbę zakażeń. Wszystko wskazuje na to, że szczyt III fali pandemii jeszcze nie został osiągnięty.

Przechodząc do wydarzeń makroekonomicznych, dziś poznamy decyzję Baku Kanady dotyczącą stóp procentowych oraz tempa skupu aktywów. W Kanadzie liczba zachorowań na COVID-19 wzrosła ostatnio, czego konsekwencją było przywrócenie restrykcji dla biznesu. To podnosi ryzyko, że dzisiejszy przekaz może być bardziej gołębi niż oczkuje tego rynek. Miesiąc temu wiceprezes BoC, pan Gravelle dał do zrozumienia rynkom, że trwają dyskusje nad dostosowaniem programu skupu obligacji skarbowych do polepszającej się sytuacji gospodarczej w kraju. Co prawda BoC nie planuje zmieniać terminu podwyżki stóp procentowych, jednak z całą pewnością ograniczenie QE jest coraz bliżej. Patrząc jednak na statystyki dotyczące pandemii, ostateczna decyzja banku może zaskoczyć rynek. Za ograniczeniem QE przemawia również spodziewana aktualizacja prognoz gospodarczych, która powinna przynieść rewizję w górę prognoz wzrostu. Z całą pewnością możemy oczekiwać większej zmienności na USD/CAD. Z technicznego punktu widzenia należy zwrócić uwagę na budowanie się formacji oRGR (odwróconej głowy z ramionami), która daje większe prawdopodobieństwo wzrostów tego instrumentu w średnim terminie.

Jeśli chodzi o surowce, bardzo dobrze ostatnio w ostatnim czasie zachowuje się złoto, które dziś ponownie podeszło pod 1790 USD/oz. Wczoraj jeden z czołowych funduszy ETF – SPDR Gold Trust – odnotował napływ 2 ton kruszcu. To pozytywny sygnał zmiany sentymentu na surowcu. Przypomnijmy, że złoto od sierpnia 2020 roku znajduje się w korekcie spadkowej. W ostatnim czasie nastąpiło przełamanie ważnego technicznego poziomu (1755 USD/oz), które potęguje większe prawdopodobieństwo wzrostowego scenariusza w najbliższym czasie.

W przypadku polskiej gospodarki poznaliśmy dziś dane dotyczące produkcji przemysłowej (18,9 proc. zmiana r/r), cen produkcji sprzedanej przemysłu (3,9 proc. r/r) oraz dane na temat przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia. Widać, że lockdown omija przemysł a wpływa negatywnie na sektor usługowy. EUR/PLN jest jednak stabilny. Para walutowa notowana jest w okolicach 4,55. Kurs znajduje się w krótkim terminie w wąskiej konsolidacji między 4,5380 a 4,5660. W szerszym horyzoncie czasowym cały czas znajdujemy się powyżej linii poprowadzonej po dołkach liczonych od grudnia 2020 roku. Cały czas czynnikiem ryzyka dla PLN jest wyrok TSUE i SN dotyczący kredytów hipotecznych udzielanych przez banki we frankach szwajcarskich.

Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS

Mieszkania na wynajem wyzwaniem dla deweloperów

Ponad 22 000 lokali – to skala planów inwestycyjnych na rynku mieszkań na wynajem w Polsce. Dziś wielkość tego segmentu to przeszło 4 500 mieszkań*, co ilustruje jego duży potencjał do dalszego rozwoju. Przygotowanie gotowych do zamieszkania, uniwersalnych, przyjemnych, ale i odpornych na długotrwałe użytkowanie przestrzeni, dostosowanych do różnych odbiorców wymaga świetnego planowania, przemyślanego doboru materiałów i sprawdzonych podwykonawców. Na dopiero rozwijającym się rynku warto poszukać kompleksowej wiedzy i doświadczenia w tym zakresie.

W czasach zwiększonej niepewności inwestorzy zainteresowani rynkiem nieruchomości coraz chętniej zwracają się w stronę sektora, który jak do tej pory w niewielkim stopniu odczuł skutki pandemii. Jak wynika z danych JLL, inwestycje w prywatne akademiki i mieszkania na wynajem (zaliczane do tzw. segmentu living) w Polsce wyniosły w ubiegłym roku 260 mln euro.

Skąd ten wzrost zainteresowania inwestorów?

Na rozwój instytucjonalnego rynku najmu mieszkań w Polsce ma wpływ kilka procesów, które chociaż były widoczne już od dłuższego czasu, ulegają przyśpieszeniu w związku z pandemią COVID-19.

Pierwszy z nich to dostępność globalnego kapitału inwestycyjnego, w coraz większym stopniu alokowanego w bezpieczne inwestycje na rynkach mieszkaniowych. W całym regionie EMEA wartość transakcji na rynku mieszkań na wynajem wyniosła w ubiegłym roku ponad 49 mld euro i wzrosła w stosunku do 2019 r. o 9%. Jednym z powodów dużej atrakcyjności inwestycji w tym sektorze w Polsce jest wyraźnie wyższa niż w Europie stopa zwrotu, która w Warszawie kształtuje się pomiędzy 5,0 a 5,4%, podczas gdy w większości stolic europejskich wynosi między 2,5 a 3,5%. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL

Z drugiej strony w Polsce obserwujemy ten sam trend zmiany podejścia do własności mieszkania, który wcześniej pojawił się w Europie Zachodniej. Jeszcze do niedawna mieszkańcom polskich miast zależało przede wszystkim na zakupie własnego M. Dziś młodsze pokolenia chcą być bardziej niezależne, mobilne, elastycznie reagować na zmiany. Do tego dochodzi kwestia dostępności zakupu – dla niektórych barierą jest np. zgromadzenie kapitału własnego potrzebnego przy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Inni w ogóle nie biorą pod uwagę takiego wieloletniego zobowiązania. Jednocześnie zmiany demograficzne i społeczne pokazują, że dziś rzadziej niż kiedyś spotykany jest u nas model wielopokoleniowego domu. Młodzi ludzie chcą własnej przestrzeni i swobody.

Widzimy konsekwentnie rosnące zainteresowanie wynajmem mieszkań, zwłaszcza tych należących do funduszy inwestycyjnych. Jednocześnie działający zasób instytucjonalny stanowi mniej niż 4% rynku najmu. Są to wyłącznie nowe budynki, atrakcyjnie wykończone, wyposażone i umeblowane, w dogodnych lokalizacjach miast. Dominują w nich najbardziej poszukiwane typy lokali: studia i małe mieszkania dwupokojowe. Nic dziwnego, że przyciągają uwagę najemców i są alternatywą dla wielu Polaków, zwłaszcza tych na początku swojej drogi zawodowej lub samodzielnego życia w dużym mieście. Popularność i wysokie obłożenie w już działających projektach tego typu w Polsce – nawet w okresie zawirowań związanych z lockdownem – pokazują, że popyt na produkty z tego segmentu jest duży i stabilny. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego JLL

Chociaż w Polsce liczba projektów pod wynajem długoterminowy rośnie z roku na rok, dla deweloperów jest to wciąż raczkujący segment rynku, który zasadniczo różni się od standardowych inwestycji realizowanych z myślą o klientach indywidualnych. Więcej jest, niż w przypadku tradycyjnej mieszkaniówki, procesów do zaplanowania, większa jest liczba podwykonawców, inna specyfika produktu końcowego – to wymaga wypracowania innych metod zarządzania projektem.

Czego oczekuje polski rynek mieszkaniowy?

Chociaż dotychczasowe inwestycje w instytucjonalny rynek najmu różnią się od siebie lokalizacją, architekturą oraz jakością wykończenia, to możemy mówić o pewnych standardach. Poza segmentem premium, mamy do czynienia przede wszystkim z projektami ze średniej półki. W obu przypadkach często mieszkaniom na wynajem towarzyszą dodatkowe udogodnienia dla lokatorów, jak np. siłownia w budynku czy rozwiązania typu SMART.

Segment mieszkań na wynajem można porównać do hospitality, jeżeli chodzi o potrzebę standaryzacji, oczekiwanego poziomu jakości i trwałości zastosowanych rozwiązań. Jednak w przypadku mieszkań, które mają posłużyć lokatorom w dłuższym okresie, mniej jest miejsca na mocny, intrygujący design, a więcej na stonowane, ale estetyczne rozwiązania. Projektujemy i tworzymy przestrzenie uniwersalne, które indywidualnego charakteru mogą nabrać przez zastosowanie dodatków i pamiątek wniesionych do nich przez mieszkańców. – Hanna Ruszkowska-Świąder, Senior Architect w Tétris

Mieszkania na wynajem charakteryzują się funkcjonalnością oraz prostym i nowoczesnym designem, który trafi w gusta jak najszerszego grona odbiorców.
W niektórych inwestycjach projektujemy na przykład mieszkania w dwóch stylach: bardziej nowoczesnym, prostym albo klasycznym. To daje najemcom możliwość większego, zgodnego z indywidualnymi preferencjami wyboru, a inwestorom pozwala na poszerzenie grupy potencjalnych odbiorców. – Hanna Ruszkowska-Świąder, Senior Architect w Tétris

Wraz z rozwojem tego segmentu i ewolucją potrzeb mieszkańców polskich miast, prawdopodobne jest, że coraz częściej będą pojawiać się także budżetowe projekty typu living, co zwiększy gamę dostępnych i przystępnych propozycji.

Im wcześniej, tym lepiej

Patrząc z perspektywy inwestora, najważniejszymi elementami projektu są: optymalne metraże, wytrzymałość materiałów i wyposażenia oraz możliwość ograniczenia kosztów. Ważne, aby patrzeć długoterminowo – zadbać o jakość wykończenia, dzięki której po kilku latach nie będzie trzeba inwestować w poważne remonty lokali.

Żeby sprostać oczekiwaniom i inwestorów, i klientów końcowych, projektowanie oraz planowanie fit-outu obiektu na wynajem powinno się zacząć jak najwcześniej – na etapie prac nad shell & core budynku.

Aby mieszkania były jak najbardziej funkcjonalne i wymagały jak najmniejszych nakładów przy osiągnięciu dobrego standardu, zespół projektowy np. stanowiący część firmy wykonawczej może włączyć się do działania już w momencie projektowania budynku. Dzięki temu lokale są od razu dobrze przemyślane pod kątem ostatecznego ich wyglądu i funkcjonalności, co pozwala uniknąć czasochłonnych i kosztownych przeróbek na etapie procesu wykańczania. To przy liczbie np. 50 mieszkań w inwestycji daje spore oszczędności. – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Od początku trwania projektu warto zatem włączyć do prac zespół składający się z Project Managera, kosztorysanta i projektanta, który zapewni dobre przygotowanie pod ostateczne dostarczenie mieszkań gotowych na wynajem. Po zakończeniu działań generalnego wykonawcy, firma zajmująca się pracami wnętrzarskimi (design x build) dokonuje odbioru budynku przed dalszymi pracami, aby mieć pewność, że utrzymana jest odpowiednia standaryzacja lokali, która pozwoli na ich sprawne wykończenie bez generowania dodatkowych kosztów.

W prowadzeniu projektów fit-out w inwestycjach na wynajem bardzo przydają się nasze doświadczenia z realizacji dużych obiektów hotelowych. Dobrze wiemy, jakie materiały są nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim trwałe. Skala tego typu obiektów, przy kilkudziesięciu mieszkaniach wymaga także posiadania sieci zaufanych podwykonawców i producentów, którzy są w stanie zapewnić wymagane ilości materiałów w planowanym terminie. – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

W najczęściej spotykanym modelu współpracy inwestor zleca wykończenie firmie realizującej projekt. Taki proces obejmuje elektrykę, wentylację, biały montaż, wykończenie ścian, sufitów i podłóg, a także zabudowy kuchenne oraz wbudowane szafy. Niektórzy inwestorzy decydują się na powierzenie firmom z szerokimi kompetencjami, jak Tétris, koordynacji pełnego zaaranżowania wnętrz z dostawą mebli włącznie. Jest to dużym odciążeniem dla inwestora i pozwala na sprawną realizację złożonego projektu w zaplanowanym czasie i w ramach ustalonego budżetu.

Nie ma projektów, w których wszystko pójdzie gładko. Dla utrzymania inwestycji w ryzach czasowych i kosztowych liczy się szybkie podejmowanie przemyślanych decyzji m.in. co do przesunięć budżetu bez utraty jakości końcowego produktu, jakim jest tu mieszkanie na wynajem. Dlatego na każdym z prowadzonych projektów ściśle współpracujemy z inwestorem, proponując sprawdzone rozwiązania i stale szukając optymalizacji (kosztów i rozwiązań). – Rajmund Węgrzynek, Dyrektor Zarządzający Tétris w Polsce i CEE

Tétris jako firma projektująca i wykonawcza ma na swoim koncie realizacje zarówno z segmentu premium, np. apartamentów Złota 44 czy Cosmopolitan, jak i te kierowane do klasy średniej – przygotowywane dla firm takich jak: RealCo, Aurec czy Dom Development.
* JLL

Rząd powinien wydłużyć termin składania zeznań podatkowych

Już 30 kwietnia mija termin rozliczenia się z fiskusem za 2020 rok. Przedsiębiorcy, którzy rozliczają się za pomocą elektronicznych formularzy PIT-36 oraz PIT-36L, mieli na to w tym roku bardzo mało czasu – nie ze swojej winy. W tej sytuacji rząd powinien przedłużyć termin składania deklaracji.

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą i rozliczają się na zasadach ogólnych lub liniowo, dopiero w tym miesiącu dostali możliwość składania deklaracji podatkowych za zeszły rok za pomocą formularzy elektronicznych. W efekcie na rozliczenie się z fiskusem przez internet mają zamiast 11 tylko 4 tygodnie. W pandemicznej rzeczywistości może się okazać, że podatnicy nie będą w stanie dochować ustawowego terminu. Wynika to choćby z tego, że wielu przedsiębiorców i pracowników biur rachunkowych przebywa na zwolnieniach chorobowych.
Podatnicy korzystający z elektronicznych formularzy będą też musieli dłużej czekać na ewentualny zwrot nadpłaconego podatku – a w czasie pandemii i ograniczeń funkcjonowania wielu branż taka nadpłata może okazać się dla przedsiębiorcy bardzo pomocna. Tymczasem te środki zostały niejako „zamrożone” do momentu zatwierdzenia deklaracji przez fiskusa i wykonania przelewu na konto podatnika. Co prawda resort finansów zapewnia, że deklaracje PIT-36 oraz PIT-36L będą rozpatrywane w pierwszej kolejności, ale nie zmienia to faktu, że wielu przedsiębiorców mogłoby uzyskać zwrot nadpłaty o wiele wcześniej i podreperować firmowy budżet.

Dla przedsiębiorców i biur rachunkowych zaczął się więc wyścig z czasem. Ja sam, od chwili udostępnienia elektronicznych formularzy PIT, dzielę swój czas pomiędzy bieżącymi rozliczeniami klientów, przygotowywaniem rejestrów VAT i JPK oraz sporządzaniem zeznań rocznych. Sytuacja w żadnej mierze nie jest winą podatników, dlatego właściwym i uzasadnionym krokiem byłoby przedłużenie możliwości złożenia zeznania za 2020 r. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku fiskus wydłużył termin składania deklaracji do końca maja z uwagi na pandemię. Teraz powinien postąpić podobnie.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt