W 2021 r. już ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet

Zaledwie 18% podatników zadeklarowało, że rozliczy się z urzędem skarbowym w kwietniu. Zdecydowana większość Polaków rozliczyła PIT wcześniej – w lutym oraz marcu. 81% podatników rozliczy się przez internet – co stanowi wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. Najpopularniejszą metodą składania zeznań podatkowych drogą internetową jest usługa Twój e-PIT, z której korzysta 57% Polaków. Blisko 8 na 10 podatników zamierza podzielić się swoim 1% podatku z organizacją pożytku publicznego, którą najczęściej wybiera w oparciu o sugestię znajomych lub rodziny. Z możliwości odliczenia w zeznaniu rocznym ulgi podatkowej chce skorzystać 46% respondentów badania, najpopularniejszą pozostaje ulga na dzieci.

Zdecydowana większość Polaków złożyła już swój PIT za ubiegły rok. W lutym rozliczyło się 31% Polaków, w marcu 48% podatników. 18% Polaków zadeklarowało, że roczne zeznanie złoży w kwietniu. 8 na 10 Polaków, którzy mają obowiązek rozliczenia się z urzędem skarbowym rozlicza się w miejscu zamieszkania, które jest jednocześnie miejscem zameldowania. Większość Polaków (57%) rozlicza się indywidualnie, 39% podatników składa wspólne zeznanie podatkowe ze współmałżonkiem, a 4% jako osoby samotnie wychowujące dziecko.

Usługa Twój e-PIT najpopularniejszym sposobem rozliczenia PIT

Każdego roku coraz większą popularność zyskuje rozliczenie się z urzędem skarbowym przez internet. Z takiej formy złożenia zeznania zamierza w tym roku skorzystać już 81% Polaków, co oznacza wzrost o 6 punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku. 57% podatników rozliczających się przez internet skorzysta z usługi Twój e-PIT, a 43% z systemu e-deklaracje. Warto zwrócić uwagę, że z usługi Twój e-PIT korzystają najchętniej najmłodsi Polacy – już 8 na 10 podatników do 24. roku życia rozlicza swój podatek w taki sposób. Praktycznie wszyscy podatnicy (98% wskazań), którzy złożyli zeznanie podatkowe PIT za 2020 rok za pomocą usługi Twój e-PIT, ocenili ją zdecydowanie lub raczej pozytywnie, uznając system za przyjazny i przejrzysty. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji badania KPMG, podatnicy najczęściej (59% wskazań) logowali się do systemu Twój e-PIT za pomocą profilu zaufanego. Oznacza to wzrost aż o 21 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego roku. 29% Polaków uwierzytelniało swoją tożsamość za pomocą danych identyfikacyjnych takich jak: PESEL, imię i nazwisko oraz kwota przychodu w zeznaniu za 2019 r.ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet (4)

 

Połowa podatników, która korzysta z usługi Twój e-PIT zaakceptowała w całości zeznanie przygotowane przez Krajową Administrację Skarbową, a 32% postanowiło zmienić lub dodać dane we wstępnie przygotowanym formularzu rocznego rozliczenia. Zaledwie 9% podatników odrzuciło przygotowane zeznanie i wypełniło je od początku.

Fakt, że już 4 na 5 ankietowanych deklaruje złożenie rocznego zeznania podatkowego za 2020 rok przez internet jest niewątpliwe wynikiem coraz bardziej popularnej wśród podatników usługi Twój e-PIT. Świadczy to o tym, że podatnicy docenili zalety tej formy rozliczenia się z fiskusem. Należy również zaznaczyć, że w rozliczeniu rocznym za 2020 r. z usługi Twój e-PIT mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się na formularzu PIT-37 lub PIT-38 oraz osoby fizyczne, rozliczające się na formularzach PIT-28 lub PIT-36, które nie prowadzą działalności gospodarczej, ale składają te zeznania z uwagi na uzyskiwane przychody z najmu, podnajmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze, rozliczanych poza działalnością gospodarczą – mówi Andrzej Marczak, Partner i Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Blisko co trzeci Polak zleca wypełnienie zeznania PIT

Wypełnienie zeznania PIT dla zdecydowanej większości Polaków (68% wskazań) jest bardzo łatwym lub raczej łatwym zadaniem. Dzięki temu systematycznie maleje odsetek Polaków, którzy zlecają wypełnienie zeznania PIT komuś innemu. W tym roku 30% podatników zadeklarowało, że zleca wypełnienie zeznania w całości, a kolejne 12% korzysta z częściowej pomocy innej osoby. Najczęściej w wypełnieniu zeznania pomagają księgowi (39% wskazań), znajomi (31% wskazań) lub członek rodziny (30%). Blisko 70% Polaków ocenia obowiązek wypełnienia formularza PIT jako bardzo łatwe lub raczej łatwe zadanie. Jeszcze więcej respondentów (86% wskazań) deklaruje, że coroczne rozliczenie z urzędem skarbowym nie jest źródłem stresu. Jednocześnie wypełnienie zeznania PIT nie jest czasochłonnym zadaniem – 61% Polaków potrzebuje na to maksymalnie 30 minut, a kolejne 26% osób wypełnia zeznanie PIT w ciągu godziny.

Blisko połowa Polaków skorzysta z ulg podatkowych

Z możliwości odliczenia ulg podatkowych w rocznym zeznaniu podatkowym za 2020 rok skorzystała lub jeszcze skorzysta blisko połowa podatników (46% wskazań). Najpopularniejszą ulgą podatkową, bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania, pozostaje ulga na dziecko, z której zamierza skorzystać 55% podatników odliczających w zeznaniu PIT ulgi podatkowe. 23% podatników zamierza skorzystać z możliwości odliczenia ulgi podatkowej na internet, a nieco mniej osób (19% wskazań) z ulgi z tytułu darowizn.

ponad 80% Polaków rozliczy swój PIT przez Internet (1)

W tym roku 78% Polaków deklaruje, że zamierza przekazać 1% swojego podatku na rzecz wybranej przez siebie organizacji pożytku publicznego. Oznacza to spadek o 6 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. Statystycznie najczęściej podatku nie przekazują najmłodsi Polacy, w wieku do 24 lat – zaledwie 39% podatników w tej grupie wiekowej deklaruje, że przekazuje swój 1% podatku. Z kolei grupą, która najliczniej przekazuje 1% swojego podatku, są Polacy w przedziale wiekowym 45-54 lata. 66% podatników rozliczających się z urzędem skarbowym, dokonuje wyboru organizacji pożytku publicznego w oparciu o sugestię lub prośbę znajomych lub rodziny. Oznacza to spadek o 2 punkty procentowe w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania. Co piąty Polak przyznaje, że wyboru organizacji pożytku publicznego dokonuje w sposób losowy, a kolejne 14% na podstawie informacji z mediów.

Zmiany podatkowe związane z przeciwdziałaniem COVID-19 pozytywnie ocenia zaledwie co trzeci Polak

W rozliczeniach podatkowych za rok 2020 podatnik może skorzystać z nietypowych ulg, które zostały wprowadzone w związku z pandemią COVID-19. Takimi ulgami są m.in. darowizna na walkę z pandemią oraz obniżenie dochodu uzyskanego w 2019 r. o stratę z powodu pandemii COVID-19 w 2020 roku.

Patrząc na wyniki najnowszej edycji naszego badania, na uwagę zasługuje bardzo mały odsetek podatników, którzy pozytywnie ocenili zmiany podatkowe związane z przeciwdziałaniem COVID-19. Skomplikowane warunki, jakie trzeba spełnić, żeby skorzystać ze specjalnych ulg podatkowych, tak jak w przypadku darowizny m.in. zróżnicowana kwota podlegająca odliczeniu w zależności od momentu dokonania darowizny czy ograniczona lista podmiotów, na które może być przekazana, powoduje, że tylko co trzeci Polak ocenia wprowadzone rozwiązania w tym zakresie pozytywnie – mówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director i Szef Zespołu Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

Eksperci audytów bezpieczeństwa ofiarami hakerów. Śledztwo prowadzi FBI

Agenci federalni w USA badają naruszenie bezpieczeństwa w firmie Codecov, zajmującej się audytem oprogramowania – poinformował Reuters. W swoim oświadczeniu, CEO Codecov Jerrod Engelberg przyznał, że doszło do ataku hakerów, wskazując, że niepowołane osoby uzyskały dostęp do skryptu Bash Uploader i zmodyfikowały go bez zgody firmy. Wśród 29 tys. firm korzystających z usług Codecov są m.in. takie marki jak The Washington Post, GoDaddy, Tile oraz Procter & Gamble Co.

Nasze dochodzenie wykazało, że od 31 stycznia 2021 r. miały miejsce okresowe, nieautoryzowane zmiany naszego skryptu Bash Uploader dokonane przez stronę trzecią, co umożliwiło im potencjalnie eksportowanie informacji przechowywanych w środowiskach ciągłej integracji (CI) naszych użytkowników – napisał w oświadczeniu CEO Codecov. – Ta informacja została następnie wysłana na serwer innej firmy poza infrastrukturą Codecov.

Według Codecov, modyfikacje skryptu Bash Uploader mogły potencjalnie wpłynąć m.in. na: wszelkie poświadczenia, tokeny lub klucze do runnera CI, które byłyby dostępne po wykonaniu skryptu Bash Uploader; usługi, magazyny danych i kody aplikacji, do których można uzyskać dostęp za pomocą tych poświadczeń, tokenów lub kluczy; zdalne informacje git (adres URL repozytorium pochodzenia) repozytoriów używających Bash Uploaders do przesłania pokrycia do Codecov w CI.

Zdaniem ekspertów z firmy Check Point, włamanie do Codecov (po niedawnym ataku SolarWinds Sunburst) to kolejny atak na łańcuch dostaw, który ujawnia luki w zabezpieczeniach oraz wyzwania bezpieczeństwa związane z cyklami błyskawicznego wydania, często spotykane podczas tworzenia nowoczesnych aplikacji.

Organizacje muszą mieć świadomość, że korzystanie z publicznych repozytoriów kodu i platform programistycznych, choć jest konieczne, niesie ze sobą nieodłączne ryzyko. W wielu przypadkach aplikacje są opracowywane albo bez odpowiednich kontroli bezpieczeństwa, albo w najlepszym przypadku z zabezpieczeniem włączanym dopiero na końcu cyklu rozwojowego – wyjaśniają specjaliści firmy Check Point.

Ze względu na najlepszą praktykę w zakresie bezpieczeństwa firma Check Point zaleca wszystkim swoim klientom zintegrowanie wykorzystania zautomatyzowanych narzędzi bezpieczeństwa z cyklem rozwoju aplikacji. Dzięki temu bezpieczeństwo staje się płynną i bezproblemową częścią procesu tworzenia oprogramowania oraz zapewnia dokładną identyfikację i naprawę wszelkich luk i zagrożeń.

Strata branży targowej na dziś to 1 942 450 000 złotych. Kłody pod nogi Targom Branżowym

– Pomimo szumnych zapowiedzi z początku kwietnia, cały czas brakuje nam koniecznego rządowego wsparcia, aby branża mogła przetrwać – ostrzega Komitet Obrony Branży Targowej, wskazując, że dziś, kiedy można już przewidzieć koniec lockdownu, firmy targowe pozostawione są same sobie. Nieliczne formy pomocy najczęściej okazują się jednak tylko teoretyczne, bowiem obwarowane są kryteriami, które zniechęcają tysiące potencjalnych beneficjentów – przedsiębiorców do ubiegania się o nie. Zmęczenie trwającym już ponad rok faktycznym zamknięciem targów i nikłą pomocą rządową skłaniają przedstawicieli branży do rozważenia kroków prawnych w stosunku do dysponentów środków pomocowych.

1 kwietnia, podczas informowania o zaostrzeniu lockdownu, premier Mateusz Morawiecki wymieniał formy pomocy, jakie rząd i podległe mu instytucje skierowały już i kierują do przedsiębiorców, a Jarosław Gowin – wicepremier, minister Rozwoju, Pracy i Technologii (MRPiT) sygnalizował: – Są także (inne) branże dotknięte głębokim kryzysem. Np. transport lotniczy czy organizacja targów. Te wydarzenia w ogromnej mierze, w ubiegłym roku nie mogły się odbyć, również wiosenne są odwoływane. Przygotowujemy dla tych branż plany szerokiego restartu dla tych właśnie branż, które zostały dotknięte tym kryzysem, niezawinionym przez siebie – kryzysem w sposób zagrażający funkcjonowaniu dużej cześć podmiotów gospodarczych reprezentujących te branże.

Jednak kilkanaście dni później, po spotkaniu z przedstawicielami ministerstw czy rządowych agend (np. PFR i GIS), nastroje przedsiębiorców tzw. Przemysłu Spotkań, a więc także branży targowej, pozostają minorowe. – Słów otuchy nie usłyszeliśmy. Dowiedzieliśmy się, że rząd – mimo przedłużonych obostrzeń – nie planuje dla branż zamkniętych żadnych nowych form wsparcia ponad to, co już dla nas „wygospodarował” – przeczytać można na fejsbukowym profilu TuGether, który zrzesza reprezentantów „branży spotkań”. – Usłyszeliśmy też, że na liście dodatkowych PKD do tarczy branżowej NIE ZNAJDĄ się tak ważne dla naszych branż kody 73.11.Z (m.in. projektowanie  stoisk targowych), czy 52.29C. Na spotkaniu padły słowa: „Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim”, a „pomoc ma być kierowana do strategicznych i najbardziej dotkniętych obszarów gospodarki”. 90% spadków i zamknięcie działalności od marca 2020 r. w przypadku m.in. kongresów czy targów nie kwalifikuje więc do uzyskania wsparcia!? – wynika z relacji na Tu Gether.

Do najnowszej tarczy 9.0 rząd dopisał kolejne kody PKD. Mają one dotyczyć branż „strategicznych” dla gospodarki. Wśród nich jest 96.09.Z, Podklasa PKD 96.09.Z obejmujący:

  • działalność astrologiczną i spirytystyczną,
  • działalność biur towarzyskich, biur matrymonialnych,
  • działalność agencji hostess,
  • działalność usługową związaną z opieką nad zwierzętami domowymi w zakresie wyżywienia, pielęgnowania, strzyżenia, pilnowania i tresury,
  • wyłapywanie bezpańskich zwierząt,
  • działalność organizacji badających genealogię,
  • działalność salonów tatuażu i piercingu,
  • usługi czyścibutów, portierów, pracowników wyznaczonych do parkowania samochodów itp.,
  • dorabianie kluczy,
  • działalność samoobsługowych maszyn na monety, takich jak: automaty fotograficzne, wagi, urządzenia do mierzenia ciśnienia krwi, szafki na monety itp.

Niestety, już kolejny raz, pominięty został zaś kod PKD 73.11.Z, któremu podlegają przedsiębiorstwa projektujące i budujące stoiska targowe. Zdaniem Komitetu Obrony Branży Targowej (KOBT),to wyraźny sygnał, że na finiszu lockdownu (jego koniec można już coraz łatwiej przewidzieć) rząd pozostawia przedsiębiorstwa związane z branżą spotkań same sobie i wymienia obecne formy wsparcia. – To jedynie namiastka tego, co powinniśmy dostać, aby móc przetrwać. Niemal od początku obecnego kryzysu żyjemy ładnie brzmiącymi, ale  pozbawionymi konkretów obietnicami – mówi Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej i wskazuje, co przedsiębiorcy jego branży mają do dyspozycji, najczęściej jednak tylko teoretycznej.

  • Ulga w opłatach na ubezpieczenie społeczne – ważna, ale niestety ZUS, błędnie interpretując przepisy ustawy, coraz częściej odmawia zwolnienia z opłacania składek. Mimo, że firmy spełniają warunek spadku obrotów oraz posiadania odpowiedniego PKD na dzień 30.09.2020 – ZUS odmawia ulgi z uwagi na niemożność określenia – uwaga – spadków obrotów w ramach danego PKD. – Tymczasem żadne przedsiębiorstwo nie prowadzi ewidencji przychodów w ramach numerów PKD zarówno wiodącego, jak i pomocniczych. Zasada wprowadzona przez ZUS niestety pozbawia wiele firm pomocy i mimo, że na drodze sądowej zostanie z pewnością uchylona – dla niektórych będzie to już za późno – konstatuje Krzysztof Szofer.
  • Postojowe – wprawdzie tutaj nikt nie nagina rzeczywistości, jednak przysługuje firmom tylko przez trzy miesiące w ciągu całego trwania pandemii. – W przypadku firm targowych, zamkniętych przez ponad 14 miesięcy, jest to pomoc mniej niż minimalna – tłumaczy Krzysztof Szofer.
  • Bezzwrotna dotacja z PUP – 5000 PLN na miesiąc – pomoc ważna zwłaszcza dla właścicieli firm, jednak tutaj, podobnie jak w przypadku postojowego, przyznawana tylko na trzy miesiące w czasie całego trwania pandemii – dla firm zamkniętych przez kilkanaście miesięcy – jak w przypadku branży spotkań, w tym targowej – to pomoc marginalna.
  • Subwencja PFR 1.0. – ważna pomoc na samym początku pandemii w 75% bezzwrotna. – Obecnie, między innymi w odpowiedzi na postulaty KOBT, umarzana całkowicie dla branż z listy poszkodowanych szczególnie przez COVID. Nadal nie podjęto jednak decyzji, czy opodatkowana czy też nie – dzieli się niepewnością przedsiębiorców targowych Krzysztof Szofer.
  • Subwencja PFR 2.0 – dla branż poszkodowanych umarzalna w 100% pod pewnymi warunkami, bez informacji o opodatkowaniu.

– Środki pomocowe, w zależności od wielkości firmy, starczyły na częściowe sfinansowanie kosztów utrzymania firm w okresie od 1 – 5 miesięcy. W przypadku firm z branży spotkań, zakładając wariant optymistyczny restartu branży od września, oznacza to finansowanie firm ze środków własnych przez okres ponad roku – wskazuje Artur Pawelec z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje, że przyjęte (niestety) z nadzieją słowa panów Premierów (z 1 kwietnia) okazały się obietnicami bez pokrycia. – Minister Semeniuk podczas ostatniego spotkania z Radą Przemysłu Spotkań w sposób jasny po raz kolejny potwierdziła, że żadna więcej pomoc do tej branży już nie trafi – przypomina Artur Pawelec
i przytacza użyty przez wiceminister Olgę Semeniuk argument, jakim miało być między innymi umorzenie 25% części subwencji z tarczy PFR 1.0. – Pan Prezes Bartosz Marczuk argumentował zaś, że skoro firmom pozostanie „W kieszeni” 25 % subwencji, to mogą one przeznaczyć ją na dalsze utrzymanie przez okres około 4-5 miesięcy – mówi zaś Paweł Montewka z Komitetu Obrony branży Targowej i przedstawia, jak jest w rzeczywistości.

– Umarzana właśnie 25% część zwrotna subwencji miała zostać zwrócona w 24 ratach, a zatem miesięcznie „odzyskana kwota” to około 1% otrzymanej w roku ubiegłym subwencji. Zważywszy, że kwota subwencji z tarczy PFR 1.0 starczała średnio firmie na pokrycie kosztów przez około 3-4 miesiące, możemy łatwo wyliczyć, że 25% subwencji to środki na utrzymanie przez około 1 miesiąc. A 1% kwoty subwencji to środki na utrzymanie około 1,5 dnia w miesiącu – wylicza Paweł Montewka i dodaje, że 99% przedsiębiorców spożytkowało już w całości subwencje PFR 1.0, licząc na to, że spłata części zwrotnej nastąpi po okresie restartu branży. – Ten jednak nie nastąpił. Szumne zapowiedzi przedstawicieli MRPiT, którymi byliśmy karmieni od początku o olbrzymim wsparciu po pandemii, które miało pochodzić z Recovery Found (czyli z UE) okazały się kolejnym mamieniem, a o kształcie Krajowego Planu Odbudowy, w którym brak choćby słowa o branży targowej, wypowiedzieliśmy się dosyć obszernie kilka tygodni temu – przywołuje marcowe stanowisko branży targowej Paweł Montewka, który – tak jak wielu innych przedsiębiorców targowych – ma cały czas duże wątpliwości, czy przedstawiciele rządu, z którymi targowi właściciele firm prowadzą rozmowy, mają jakiekolwiek pojęcie o sytuacji przedsiębiorców tego sektora, i jak ważny jest on dla gospodarki.

– Łatwo jest, biorąc co miesiąc stałą pensję, wypowiadać się w tonie: dostaliście dużo, wszystkich nie uratujemy. Kto dał tym urzędnikom prawo decydowania kogo ratować, a kogo nie? – pyta Krzysztof Szofer. Uważa on, że o ile jednak przez cały okres pandemii można było, oprócz własnej kreatywności, liczyć na chociaż niewielką, ale jednak, pomoc Państwa, tak w tej chwili widać wyraźnie, że będąc już tak blisko celu, bo lockdown w możliwej do określenia perspektywie czasowej się skończy, niestety będzie musiał się poddać. To samo dotyczy tysięcy podobnych mu przedsiębiorców. – Mniej więcej od pół roku dopominamy się od rządu polskiego pomocy sektorowej adresowanej typowo do branży spotkań – najbardziej poszkodowanej przez decyzje związane z zamknięciem gospodarki – przypomina i tłumaczy, że kolejne rozmowy to przekładanie decyzji, a to o włączeniu numerów PKD do tarcz pomocowych – do teraz nie doczekaliśmy się włączenia PKD 73.11.Z, a to o przygotowywanej dla branży targowej pomocy sektorowej stworzonej na wzór powstałych u naszych sąsiadów (w Niemczech kwota przeznaczona na ten cel to aż 642 mln Euro), a to  o utworzeniu nowego programu pomocowego dla branż szczególnie poszkodowanych, aż wreszcie o wydzieleniu odpowiednich środków w Krajowym Planie Odbudowy dla branż poszkodowanych umożliwiających albo przebranżowienie, albo podniesienie przedsiębiorstw po czasie całkowitego zamknięcia.

– Przysłuchiwaliśmy się temu z nadzieją i zrozumieniem. Zaciskaliśmy pasa, wyprzedawaliśmy majątek, zaciągaliśmy pożyczki tylko po to, żeby dotrwać. Wszystko jednak kiedyś się kończy i właśnie się skończyło – podsumowuje Krzysztof Szofer, deklarując brak dalszych środków, a także perspektyw udzielenia pożyczek przez banki

– Widząc na horyzoncie nadzieję, przyjdzie nam zamknąć nasze firmy i wyciągnąć ręce po zasiłek. Z pewnością taki scenariusz ma w oczach wiele osób – spodziewa się Krzysztof Szofer, którego zdaniem jest jednak duża grupa firm analizująca całą sytuację trochę w inny sposób. To przedsiębiorstwa, które mimo wszystko, chcą zachować dorobek całego życia i zastanawiają się, na jakiej podstawie zamknięto im firmy, uniemożliwiono pracę, ograniczono możliwości zarabiania. – Słysząc opinie kolejnych ekspertów – nawet z rządowej grupy doradczej – o tym, jak podejmowane są decyzje o zamykaniu i odmrażaniu branż i przedsiębiorstw, zastanawiają się, czy postulat KOBT-u o uzyskaniu rekompensaty z tytułu niemożliwości prowadzenia działalności gospodarczej może być jednak żądaniem opartym na całkiem solidnych podstawach prawnych – uważa Krzysztof Szofer i wraz ze zrzeszoną w Komitecie grupą przedsiębiorców rozważa już podjęcie działań prawnych, celem uzyskania należnych odszkodowań. Na koniec jednak apeluje jeszcze raz do ministrów o obudzenie się i zwrócenie uwagi na problemy branży targowej. Jej straty wynoszą dziś prawie miliard 943 milionów złotych.

Pracownicy sezonowi na 2021 – czy pandemia COVID-19 w tym roku pokrzyżuje zbiory jabłek?

W tym roku, tak jak w 2020, w związku z pandemią, sadowników czekają kolejne wyzwania m.in. możliwy brak rąk do pracy. Eksperci Unii Owocowej po wielomiesięcznych obserwacjach wyciągnęli pewne wnioski – kolejne fale COVID-19 są przyczyną długotrwałych, negatywnych skutków w branży, do których warto się odpowiednio przygotować. Znowu rosną obawy o dostępność pracowników sezonowych – czy pandemia COVID w tym roku pokrzyżuje zbiory? Jak COVID-19 wpłynął na sektor owocowo-warzywny?

W sezonie 2019/2020 siły roboczej w sadach brakowało już od czasu przygotowań do sezonu – problem ten trwał podczas pierwszej i drugiej fali pandemii. W rolnictwie i sadownictwie wciąż brakuje rąk do pracy. W 2020 roku wydano o ponad 38 000 mniej zezwoleń na pracę w porównaniu z rokiem 2019. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej do pracy w Polsce wciąż najwięcej zezwoleń dostają Ukraińcy – w 2020 roku wydano ich aż 296 491.

Trzecia fala pandemii i kolejne mutacje koronawirusa powodują, że znów rosną obawy o dostępność pracowników sezonowych. Utrudnione są podróże z państw spoza Unii Europejskiej, pomimo zaleceń Komisji Europejskiej z października 2020 roku w sprawie wdrożenia działań ułatwiających przemieszczanie się niezbędnych pracowników. Żadne z państw członkowskich UE nie podjęło kroków do priorytetowego zaszczepienia przeciw COVID-19 niektórych grup pracowników m.in. osób odpowiedzialnych za zbiory, pakowaczy czy kierowców ciężarówek.

Obawiamy się, że produkcja owoców miękkich ograniczy nam dostępność osób do pracy, ponieważ liczba plantacji borówkowych stale rośnie. W gospodarstwie pracownicy mogą świadczyć pracę podczas kwarantanny, natomiast w przypadku firm nie ma takiej możliwości. Z pewnością działa to na minus pod kątem pracy w przedsiębiorstwach w porównaniu do gospodarstw. Co do plantacji sadowniczych – na ten moment nie ma odczucia, że rąk do pracy będzie brakowało. W zeszłym roku dochodziło do sytuacji, w których sadownicy mieli pracowników wyłącznie na czas kwarantanny, co było dużym utrudnieniem organizacyjnym – po odbytej kwarantannie u gospodarza pracownicy sezonowi wyjeżdżali do docelowych miejsc pracy, gdzie odbycie kwarantanny wiązałoby się z brakiem zarobku– wyjaśnia Emilia Lewandowska z Fruit-Group, członek Unii Owocowej

Zmiany w sposobie pracy producentów widoczne są w wielu aspektach. W związku z rozprzestrzenianiem się brytyjskiego wariantu koronawirusa, w lutym zaobserwowano pewne opóźnienia w wewnątrzunijnym transporcie towarów. Została zablokowana jedna z najważniejszych alpejskich przełęczy na granicy Austrii i Włoch, co znacznie utrudniło sprawny przejazd ciężarówek. Pomijając pojawiające się sporadycznie podobne utrudnienia na granicach państw, na tę chwilę transport wewnątrzunijny działa sprawnie. Ze względu na niedobór kontenerów na całym świecie obserwuje się wzrastające koszty transportu międzynarodowego. COVID-19 ułatwia jednak wprowadzenie cyfryzacji do dokumentów transportowych i certyfikacyjnych – wirtualna inspekcja oznacza mniejsze koszty.

Producenci ponoszą jednak stale dodatkowe koszty, m.in. zapewniając pracownikom cały niezbędny sprzęt ochrony osobistej tj. maseczki oraz płyny dezynfekcyjne. Pracodawcy muszą także zapewnić swoim pracownikom możliwość zachowania dystansu podczas zbiorów, pakowania i produkcji. Wymagania te, choć są konieczne, zdaniem ekspertów spowalniają produkcję owoców i generują dodatkowe koszty. Proponowanym rozwiązaniem pozwalającym na zachowanie ciągłości pracy jest podział pracowników na stałe grupy i ograniczenie liczby osób przebywającej na kwaterze lub w pojazdach. Pracodawcy powinni być również przygotowani na konieczność przeprowadzania regularnych testów na obecność koronawirusa wśród pracowników.

Możemy przyjąć, że niepewność dotycząca własnej sytuacji finansowej będzie towarzyszyła klientom w czasie kształtowania się nowej rzeczywistości i może istotnie wpłynąć na decyzje zakupowe. Z jednej strony mamy do czynienia z tendencjami jeszcze większego przywiązywania wagi do stosunku wartości do ceny poszukując najlepszych dostępnych na rynku ofert. Konsumenci szukają produktów świeżych, dobrej jakości, o długim terminie ważności, który pozwoli im na robienie większych spożywczych zakupów rzadziej. Utrzymuje się stały popyt na świeże, naturalne i zdrowe owoce i warzywa – w tym jabłka.

Widać wyraźną zmianę w postrzeganiu owoców i warzyw wśród konsumentów, którzy zaczynają stawiać na ekologiczność produktu. Według raportu Komisji Europejskiej „Key Consumer Data 2020” ponad 67% badanych przyznało, że wybiera produkty przyjazne dla środowiska, nawet jeśli kosztują one więcej. Wskazuje to na zwiększanie się świadomości wśród konsumentów i wagi ich codziennych wyborów zakupowych. Z raportu wynika również, że wybierają oni produkty lokalne, wspierając tym samym małe przedsiębiorstwa i biznesy.

Mimo raportu Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) ze stycznia 2021 roku obalającego domysły o ryzyku przeniesienia wirusa SARS-CoV-2 przez żywność lub opakowanie, w obecnej sytuacji epidemiologicznej konsumenci wciąż boją się zarażenia COVID-19 poprzez kontakt z nieumytymi owocami lub warzywami. Z tego względu można zauważyć rosnącą tendencję do kupowania owoców i warzyw, które znajdują się w dodatkowym opakowaniu takim jak pudełko czy folia. Ze względu na wymagania konsumentów, zwiększa się automatyzacja produkcji, która tym samym ogranicza liczbę rąk potrzebnych do pracy.

–„W obliczu tych zmian, najważniejsze jest wyciągnięcie wniosków z obserwacji ekspertów i współpraca grup producenckich. Tylko łącząc wieloletnie doświadczenie i wiedzę producentów i dystrybutorów na temat branży sadowniczej, możemy przygotować się na kolejne wyzwania pandemii COVID-19” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej

Inovo ma już 245 mln zł na inwestycje w startupy

Inovo Venture Partners pozyskało rekordową kwotę 245 mln zł (54 mln euro), w ramach drugiego, zamkniętego właśnie funduszu. Osiągane wyniki plasują Inovo wśród 25% najlepszych funduszy venture capital na świecie, dlatego prywatni i instytucjonalni inwestorzy zdecydowali się na znaczące zwiększenie puli zainwestowanych środków. Do końca 2022 r. Inovo planuje 20-25 inwestycji w wiodące startupy z Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

W ramach dwóch funduszy Inovo Venture Partners zarządza aktywami o łącznej wartości 275 mln zł. Drugi fundusz powstał w 2018 r. z kwotą 54 mln zł (12 mln euro) i planami jej podwojenia do etapu zamknięcia (momentu, w którym fundusz przestaje już pozyskiwać środki z rynku). Finalnie zebrano ponad czterokrotnie większą sumę – 245 mln zł (54 mln euro). Dotychczasowi inwestorzy zdecydowali się bowiem na istotne zwiększenie swojego zaangażowania. Osiągane zwroty i dalsze perspektywy przyciągnęły też nowych inwestorów. Zgromadzony kapitał pochodzi od Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (19 mln euro), zagranicznych funduszy VC, podmiotów typu family office z Niemiec, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii oraz inwestorów prywatnych, w tym doświadczonych przedsiębiorców i założycieli spółek technologicznych.

Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners
Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners

Pod względem ludzi i projektów, polski rynek technologiczny w niczym nie ustępuje zachodnim ekosystemom. Brakowało jednak pieniędzy, które byłyby wystarczające na podbój globalnych rynków. To powoli się zmienia. Zagraniczni inwestorzy dostrzegają potencjał, który drzemie w Polsce, dzięki czemu przez takie fundusze jak Inovo coraz szerszym strumieniem napływa do naszego kraju zachodni kapitał. Pomagamy startupom wykorzystać ich potencjał, torując drogę na globalne rynki. W 2020 r. ponad 2 mld zł trafiło do 300 firm technologicznych, co stanowiło wzrost o 70% rok do roku. Dane wskazują, że to dopiero początek. Szacuję, że ta dekada zaowocuje 10 unicornami i kilkoma decacornami z naszego regionu, w większości z Polski – komentuje Tomasz Swieboda, Partner Zarządzający w Inovo Venture Partners.

W ramach drugiego funduszu Inovo Venture Partners zrealizowało już 13 inwestycji w startupy technologiczne na wczesnych etapach (Pre-Seed, Seed, Seria A). Były to spółki: Spacelift, Infermedica, Jutro Medical, AI Clearing, Zowie, Preply, Packhelp, Intiaro, Tidio, Allset i Eyerim, a także dwie nieogłoszone jeszcze inwestycje. Część rund sfinansowana została wspólnie z wiodącymi międzynarodowymi inwestorami, w tym z Andreessen Horowitz, Greylock Partners, Hoxton Ventures, Point Nine Capital czy Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). W 2020 r. Inovo wzięło udział w 40% największych rund Seed w Polsce. Aż 67% spółek portfelowych (od 2019 r.) zebrało kolejne rundy.

Tak zwana ‘ścieżka VC’ jest bardzo wymagająca. Korzystanie ze wsparcia funduszy venture capital wiąże się m.in. ze znacznie większą presją i tempem rozwoju niż ‘bootstrapping’, czyli finansowanie firmy z własnych środków. Umiejętność wygenerowania wyników, które pozwolą zebrać kolejne, większe rundy przy wyższej wycenie, to jeden z mierników sukcesu założyciela. Jeśli jednak founder myśli o szybkim skalowaniu i podążaniu śladami Booksy, Brainly czy Docplannera, dobry fundusz VC to jedyna opcja, która jest w stanie otworzyć odpowiednie drzwi. Dzięki naszemu podejściu do współpracy i międzynarodowej sieci kontaktów, jesteśmy w doskonałej pozycji, aby wspierać nową falę ambitnych lokalnych założycieli, którzy poważnie myślą o globalnej ekspansji – mówi Michał Rokosz, Partner w Inovo Venture Partners.

Pierwszy fundusz wygenerował już 3,2-krotny zwrot z inwestycji i wciąż rośnie, co plasuje Inovo Venture Partners wśród 25% najlepszych funduszy venture capital na świecie. Wyniki te zostały osiągnięte z portfela 15 spółek, z których większość została sprzedana z zyskiem, dwie zadebiutowały na giełdzie (Brand24 oraz ECC Games), a trzy najlepiej prosperujące pozostają jeszcze w portfelu. Jedną z nich jest Booksy, aplikacja mobilna do rezerwacji wizyt online, w którą Inovo zainwestowało na etapie Seed. Obecnie Booksy jest jednym ze 100 największych marketplace’ów na świecie z 10 milionami pobrań aplikacji. Spółka pozyskała niedawno 70 milionów dolarów w rundzie Serii C (prowadzonej przez CatRock) i jest powszechnie uznawana za jednego z polskich kandydatów do tytułu jednorożca.

Rozwój polskiego ekosystemu startupowego przyspieszy, kiedy będzie więcej historii sukcesu, dowodzących, że można budować globalne biznesy wywodzące się z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jestem przekonany, że Booksy będzie jednym z takich przykładów, a wtedy wielu pójdzie w nasze ślady. Jednak aby tak się stało, startupy potrzebują dostępu do funduszy VC, takich jak Inovo, które zapewniają nie tylko kapitał, ale także wsparcie merytoryczne i międzynarodowe koneksje, aby firmy mogły się szybko skalować – mówi Stefan Batory, współzałożyciel Booksy.

Wraz ze zwiększeniem drugiego funduszu do 245 mln zł (54 mln euro), wzrosła także liczba spółek, w które Inovo Venture Partners planuje zainwestować – do końca 2022 roku będzie to 20-25 spółek, z czego 6-7 w tym roku. Połowę stanowić będą polskie startupy.

W obszarze naszych zainteresowań są młode firmy z Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, zarządzane przez ambitnych founderów, którzy myślą o międzynarodowej ekspansji i potrzebują kapitału na szybkie skalowanie. Nie koncentrujemy się na konkretnych branżach ani grupach produktowych. Wręcz przeciwnie, patrzymy szeroko, co też obrazuje różnorodność naszych spółek portfelowych. Inwestujemy od ok. 2 do ok. 13 milionów złotych w rundzie, z możliwością dalszego dokapitalizowania na kolejnych etapach rozwoju. Jeśli w danej rundzie spółka potrzebuje więcej pieniędzy, jesteśmy w stanie pomóc pozyskać dodatkowy kapitał – podsumowuje Maciej Małysz, Partner w Inovo Venture Partners.

Inovo Venture Partners powstało w 2012 r. Partnerami Zarządzającymi funduszu są Tomasz Swieboda, Michał Rokosz i Maciej Małysz. W roli Venture Partner wspiera ich Damian Zapłata.

Pracodawcy masowo wysyłają pracowników na urlopy. To efekt pracy zdalnej

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłasza się szereg pracowników – głównie urzędów, instytucji publicznych lub pracowników biurowych – z prośbą o konsultacje czy pracodawca może zmusić pracownika do wykorzystania zaległego urlopu z roku 2020. Praca zdalna i pandemia koronawirusa spowodowała, że zdecydowanie rzadziej chodzimy na urlopy. Efektem jest ogromna kumulacja niewykorzystanych dni wolnych, która staje się kłopotliwa dla pracodawców. Nasze stowarzyszenie udzieliło porad w tym zakresie kilkunastu osobom, sprawa trafiła także do prawników kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

Jak jest praca zdalna, to nie ma urlopów. Pracownikom skumulowało się czasami nawet kilkadziesiąt dni wolnych

Sprawa skumulowanych urlopów jest poważnym problemem dla pracodawców. Jak się okazuje pracownicy niechętnie wykorzystują urlop podczas pracy zdalnej, nie czują wówczas presji brania dnia wolnego, skoro większość zadań domowych mogą wykonać w czasie pracy. Większość spraw urzędowych można załatwić online, a wyjazdy wypoczynkowe i rekreacyjne ograniczone są do minimum. Efektem pandemii są więc skumulowane urlopy, które pracownicy chcą jak najdłużej przetrzymać, by wykorzystać kiedy pandemia minie.

– Otrzymujemy wiele pytań o to, czy pracodawca może poprosić nas o wykorzystanie zaległego urlopu np. w ciągu miesiąca. Pojawiają się także informacje, że niektóre firmy wręcz wymuszają na pracodawcach wzięcie wolnego w czasie wiosennym, by w czasie wakacji wykorzystywać już wolne bieżące. Zgodnie z prawem pracy każdy pracownik ma prawo do 26 dni wolnego, pandemia trwa od marca 2020. Są więc pewnie przypadki, że niektórzy mają kilkadziesiąt dni urlopu do dyspozycji, który wykorzystany w niekomfortowym dla pracodawcy czasie byłby sporym problemem dla firmy – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska. – Pracodawca może sugerować i przypominać pracownikowi, że zaległy urlop należy wykorzystywać. Radzimy jednak dialog, a nie stawianie sprawy na ostrzy noża. Niestety zdarzają się sytuacje, że pracodawca wręcz wyznacza wygodne dla niego terminy na urlopy dla pracowników, a to niedopuszczalne – dodaje Prezes Grupy AVERTO.

– Pojawiają się również pytania o to, czy zamiast zaległego urlopu pracownik może otrzymać ekwiwalent finansowy. Owszem, ale to jest kwestia umowy między pracownikiem, a pracodawcom. Nie brakuje także pytań o „nadgodziny” w trybie pracy zdalnej. Zajmujemy się tym tematem – dodaje Prezes Marczulewska.

Ekspert: Tarcza Antykryzysowa daje pracodawcom możliwość „wysłania” pracownika na zaległy urlop, mimo jego niechęci

Sprawą zajmują się prawnicy kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, która współpracuje ze stowarzyszeniem STOP Nieuczciwum Pracodawcom.

–  Art. 15 gc tzw. „Tarczy antykryzysowej” wprowadził w tym zakresie regulację szczególną na czas obowiązywania stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego. Zgodnie z przywołaną regulacją, w tym okresie pracodawca może udzielić pracownikowi, w terminie przez siebie wskazanym, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego przez pracownika w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu, a pracownik jest obowiązany taki urlop wykorzystać – a zatem w takiej sytuacji niezastosowanie się do decyzji pracodawcy stanowiłoby naruszenie obowiązków pracowniczych – wyjaśnia mec. Marek Jarosiewicz.

– Z informacji przekazywanych nam przez Klientów z różnych branż wynika, że faktycznie w 2020 r. wiele osób nie wykorzystało przysługujących urlopów w całości lub w części zarówno z powodu wykonywania pracy zdalnej, ale też np. z uwagi na pogorszenie sytuacji materialnej w związku z pandemią, ze względu na niemożliwość wyjechania przez długi czas na wakacje z powodu zamknięcia przez długi czas hoteli i granic, czy np. z uwagi na przebytą chorobę COVID-19. Teoretycznie może to powodować kumulowanie się dni wolnych, pracodawcy mogą aktualnie skutecznie przeciwdziałać takiemu zjawisku „kumulowania” urlopów, wykorzystując opisaną powyżej regulację tarczy antykryzysowej – wyjaśnia mec. Jarosiewicz.

Specjaliści stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom podkreślają jednak, że pracodawca nie ma prawa ingerować w plany pracowników, co do urlopu za rok 2021.

Polska potrzebuje dużych inwestycji w przebudowę sieci przesyłowych

Jednym z głównym problemów, które stoją na drodze do dalszego dynamicznego rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce, są możliwości sieci energetycznej. Już na początku naszej przygody z Odnawialnymi Źródłami Energii okazało się, że sieć przesyłowa jest do tego całkowicie niedostosowana. Wtedy OZE opierało się głównie na powstających wszędzie wiatrakach. Energię z wiatru udało się włączyć do sieci dzięki współpracy deweloperów farm wiatrowych z dostawcami energii. Dzisiaj przed podobnym problemem stoją farmy słoneczne oraz prosumenckie panele fotowoltaiczne. I chociaż w przypadku pozyskiwania energii ze słońca łatwiej jest przewidzieć szczytowe momenty dostarczania prądu – to rozproszony charakter fotowoltaiki w Polsce dodatkowo utrudnia całą sprawę. Największe kłopoty pojawiają się tam, gdzie zapotrzebowanie w szczycie jest najniższe – czyli w małych miejscowościach i na wsiach. Tam sieć energetyczna jest tak słabo rozwinięta, że nie da się po niej przesłać energii produkowanej przez fotowoltaikę. To będzie powodowało wyłączenia tych instalacji i problemy z jakością prądu w sieci – na przykład przepięcia.

– Transfer środków finansowych od deweloperów projektów wiatrowych pozwolił firmom dostosować sieć do potrzeb OZE. W tym samym momencie jest teraz fotowoltaika. Obserwujemy bardzo dynamiczny rozwój instalacji fotowoltaicznych na każdym poziomie mocy. Znowu docieramy do momentu, w którym sieć energetyczna przestaje być dostosowana do nowych potrzeb – powiedział serwisowi eNewsroom Roman Karbowy, przewodniczący grupy roboczej ds. agrowoltaiki, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki. – Na szczęście farmy fotowoltaiczne są trochę łatwiejsze dla sieci. Produkują prąd tylko w dzień – można więc przewidzieć, kiedy pojawią się problemy z przesyłem energii. Mimo to problemy są zauważalne nawet w segmencie najmniejszych instalacji prosumenckich. Gdy przejdziemy na poziom średniego napięcia – sieć jest już praktycznie zapchana. Całą możliwość przyłączenia skonsumowały małe instalacje fotowoltaiczne, które są w Polsce bardzo popularne. Docieramy więc do momentu, kiedy kończy się możliwość przesyłania energii wytworzonej na większych farmach fotowoltaicznych. Będziemy mieć lato, coraz więcej osób ma klimatyzatory, pojawiają się samochody elektryczne. Zapotrzebowanie na energię w szczycie nie podąża za jej podażą. Stąd wynikają kłopoty. Co zrobić? Rozwiązaniem byłoby wyciągnięcie wniosków z tego, co kilka lat temu działo się z wiatrakami. W przypadku dużych farm fotowoltaicznych potrzebna jest większa współpraca operatorów z deweloperami. Jeśli chodzi zaś o niższe napięcia – to rozwiązania już istnieją, tylko że utknęły na etapie legislacji. Ustawa o magazynach energii jest już w sejmie, natomiast co się z nią dalej dzieje? Trudno powiedzieć – rozkłada ręce Karbowy.

Dane o sprzedaży kredytów w Polsce – marzec 2021 r.

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: o (+51,0%) więcej kredytów ratalnych, o (+21,9%) limitów na kartach kredytowych, o (+18,9%) kredytów gotówkowych oraz o (+12,8%) kredytów mieszkaniowych. Również w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: o (+73,2%) kredytów ratalnych, o (+27,8%) kredytów gotówkowych, o (+21,6%) limitów kartowych oraz o (+17,1%) kredytów mieszkaniowych.

W pierwszym kwartale 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 649,7 tys. kredytów gotówkowych (-14,8%) na kwotę 14,37 mld zł (-7,3%) oraz 891,4 tys. kredytów ratalnych (+14,5%) na kwotę 4,072 mld zł (+25,3%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 59,6 tys. (+0,2%) na kwotę 18,25 mld zł (+5,9%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK bierze pod uwagę trzy aspekty.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, marcowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w marcu 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym sprzedaż kredytów mieszkaniowych w marcu 2021 r. jest efektem wniosków składanych w styczniu 2021 r. i lutym 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w marcu 2021 r., w porównaniu do ubiegłego roku musimy pamiętać, że marzec 2020 r. to już pierwszy miesiąc pandemii. Wystąpiło wówczas ograniczenie akcji kredytowej, szczególnie w przypadku kredytów gotówkowych i kart kredytowych. Skutkiem tego, w marcu 2021 r. mamy efekt niskiej bazy. Stąd częściowo wynikają wysokie dynamiki r/r w przypadku wszystkich rodzajów produktów kredytowych.

Po trzecie, problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości, dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni. Trzeba również pamiętać, że część portfela kredytowego, o wartości 82,15 mld zł (około 11,7%) i w liczbie 957 tys. rachunków kredytowych, objęta była moratoriami kredytowymi i spłaty były zawieszone w większości przypadków na 3 miesiące. Większość moratoriów już się skończyła – najwięcej moratoriów było udzielonych w maju (478 tys. rachunków na kwotę 42 mld zł) i kwietniu 2020 r. (276 tys. rachunków na kwotę 25 mld zł).

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W pierwszym kwartale 2021 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Przy czym najwyższy spadek w ujęciu liczbowym oraz wartościowym dotyczył kredytów niskokwotowych tj. do 1 tys. zł: odpowiednio (-43,2%) oraz (-38,9%). Najniższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziałów wysokokwotowych: 30-50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł. Tak więc im wyższa kwota kredytu gotówkowego, tym niższa dynamika spadku. W przypadku kredytów gotówkowych powyżej 50 tys. zł ujemna dynamika liczby udzielonych kredytów wyniosła jedynie (-0,3%). Taka sytuacja może świadczyć o dużej ostrożności banków w udzielaniu niskokwotowych kredytów, służących m.in. pokryciu luki w bieżącym budżecie domowym. Kredyty na wyższe kwoty zazwyczaj udzielane są znanym już klientom. W przypadku kredytów gotówkowych nie mamy więc odbicia akcji kredytowej – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Hossa w kredytach ratalnych

W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić o trwającej hossie. W marcu 2021 r. w ujęciu liczbowym banki udzieliły ich o 51% więcej w porównaniu z marcem 2020 r., czyli pierwszym pandemicznym miesiącem.

– W przypadku kredytów ratalnych wzrost akcji kredytowej o ponad 73% w ujęciu wartościowym robi wrażenie. W tym przypadku, inaczej niż w kredytach mieszkaniowych, większą rolę odgrywa efekt niskiej bazy – z marca 2020 r. Niemniej, wzrosty są bardzo duże, a wynikają w głównej mierze z braku możliwości realizacji popytu na usługi, który w sposób naturalny przesuwa się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej (e-commerce). Zakupom na raty, podobnie jak kredytom mieszkaniowym, sprzyja środowisko ultraniskich stóp procentowych, które z jednej strony zachęcają do zaciągania kredytów ratalnych (0% RRSO), a z drugiej strony, niskie stopy procentowe zniechęcają do trzymania oszczędności na depozytach bankowych.

– Dodatnie dynamiki sprzedaży w pierwszym kwartale 2021 r., w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku, dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Przy czym najwyższe dodatnie dynamiki w obu ujęciach dotyczą kredytów z dwóch najwyższych przedziałów, to jest 3-5 tys. zł (+23,7%) – liczbowo oraz (+24,8%) – wartościowo oraz powyżej 5 tys. zł (+47,4%) – liczbowo oraz (+33,9%) wartościowo – stwierdza główny analityk BIK.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego w marcu 2021 r. kredytu to 22 854 zł – wzrost o 7,4% w stosunku do marca 2020 r. Średnia wartość kredytu ratalnego w marcu 2021 r. to 4 712 zł i jest ona wyższa niż w marcu rok temu o 14,7%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – marcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,22%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Marcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,81%.

Pomimo wcześniejszych obaw, dotyczących dużego wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych z uwagi na pandemię, marcowy odczyt potwierdza pozytywne zjawisko związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości w okresie 12 miesięcy. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach moratoriów kredytowych udzielanych klientom przez banki i jedynie niewielkim wzrostem liczby kredytów opóźnionych pow. 90 dni po zakończeniu moratoriów.

– W porównaniu do marca 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 1,19 pkt proc., najwięcej ze wszystkich produktów kredytowych. Wiąże się to bezpośrednio z faktem, że z wakacji kredytowych w największym stopniu skorzystali właśnie posiadacze kredytu gotówkowego (zawieszenie spłat zastosowano dla ponad 8% wszystkich kredytów gotówkowych). Niestety w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r. mamy już pogorszenie odczytu, o 0,31 p.p. Jest to już kolejny po lutym miesiąc ze wzrostem (pogorszeniem) Indeksu. Niewątpliwie główny wpływ miało na to zakończenie wakacji kredytowych.

– Z naszych analiz wynika, że z pierwszych moratoriów skorzystały osoby o większej wiarygodności kredytowej a tym samym niższym poziomie ryzyka kredytowego. Tak więc po zakończeniu moratoriów większość z nich wracała do normalnej spłaty. Większą szkodowością po zakończeniu moratoriów charakteryzują się kredyty gotówkowe objęte moratoriami w lecie i na początku jesieni 2020 r. W mojej opinii i tak wzrost szkodowości po zakończonych moratoriach jest dużo niższy od oczekiwanego. W przypadku kredytów gotówkowych 9 miesięcy po zakończeniu moratoriów poziom szkodowości tych kredytów wynosi 3,9%. Natomiast w marcu 2021 r. nieznacznie pogorszyła się w porównaniu do lutego 2021 jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu pogorszyła się (wzrosła) o 0,03. W przypadku kredytów ratalnych 8 miesięcy po zakończeniu moratoriów poziom szkodowości tych kredytów wynosi 4%. – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W marcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy dodatnie dynamiki zarówno wartości (+17,1%), jak i liczby udzielonych kredytów (+12,8%) w porównaniu z marcem 2020 r. W okresie styczeń – marzec 2021 r., już ponad połowa (52,3%) wartości udzielonych kredytów dotyczyła przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w pierwszym kwartale 2021 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których w tym okresie styczeń – marzec 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 14,6%, a w wartościowym o 17,8%.

Wyniki marcowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu stycznia 2021 r. oraz lutego 2021 r. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już zarówno styczniowy (+18,1%), jak i lutowy (+17,1%) odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

– W przypadku kredytów mieszkaniowych, odmiennie niż w przypadku innych produktów kredytowych, w marcu 2020 r., czyli już w pierwszym miesiącu pandemii w porównaniu do marca 2019 w ujęciu wartościowym odnotowaliśmy dodatnią dynamikę akcji kredytowej na poziomie (+17,6%). Marzec 2020 r. był ostatnim miesiącem, w którym dynamika roczna wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych była dodatnia. Później aż do listopada 2020 r. mieliśmy ujemne dynamiki z ogromnym spadkiem w kwietniu i maju i stopniową odbudową akcji kredytowej w kolejnych miesiącach, szczególnie jesiennych. Wynika to ze specyfiki tego produktu, bowiem akcja kredytowa w danym miesiącu jest efektem wniosków kredytowych składanych jeden – dwa miesiące wcześniej. Tak więc obecna 17,1% dodatnia dynamika, przy dodatniej bazie, świadczy o powrocie hossy na rynku kredytów mieszkaniowych. Źródłem hossy jest zarówno ogromny wzrost popytu, jak i większa skłonność banków do udzielania kredytów, widoczna w poluzowaniu wymagań między innymi w zakresie wkładu własnego. Widać to również w średniej wartości udzielanego kredytu, w marcu 2021 r. średnia wartość wyniosła 307,9 tys. zł i była wyższa o 3,8% od średniej z marca 2020 r. – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2021 r. wyniósł 0,59%.

W ostatnich 12 miesiącach (od marca 2020 r. do marca 2021 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,11). Pandemia nie wpłynęła więc negatywnie na jakość portfela kredytów mieszkaniowych. W dużej mierze jest to efekt „wakacji kredytowych”.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nadal nie odnotowujemy dużego spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. Co prawda, jakość w marcu br. podobnie jak w lutym 2021 r. pogorszyła się w porównaniu do poprzedniego miesiąca, wzrost Indeksu był jednak niewielki: o 0,04 p.p. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów, należy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Po 9 miesiącach od zakończenia moratoriów (najdłuższy obecnie możliwy okres obserwacji) poziom szkodowości objętych nimi kredytów mieszkaniowych wynosi 0,7% w przypadku kredytów walutowych i 0,4% dla kredytów złotowych. Tak więc nie materializuje się na ten moment negatywny scenariusz – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W marcu 2021 r. banki wydały 66,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 418 mln zł.

– W pierwszym kwartale 2021 r. widać dalszą kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego w całym ubiegłym roku, w ujęciu liczbowym wynosi ona (-16,9%), a w wartościowym (-20,6%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych (wartość Indeksu Jakości w marcu wyniosła 3,37%), stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego – mówi prof. Rogowski z BIK.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości, ale dostaną pomoc

Branży beauty unikającej przez zdecydowaną część pandemii pełnego lockdownu, tym razem się nie udało. Od zamknięcia salonów piękności za chwilę minie miesiąc. Po tym jak rząd wydłużył obostrzenia do 25 kwietnia oczekujący na wizytę u fryzjera w ten poniedziałek, musieli przełożyć strzyżenie o tydzień i nie ma pewności, czy na tym się skończy. Firmy dbające o nasz wygląd i bez pełnego lockdownu nie mają się najlepiej. Ich zaległości w czasie pandemii urosły o ponad 10 proc. do 95 mln zł – wynika z danych rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Z pomocą ma im przyjść kolejna tarcza antykryzysowa, dostępna od 26 kwietnia.

Fryzjerzy i kosmetyczki są jedną z tych branż, które mocno odczuły już pierwszy zeszłoroczny lockdown, wówczas salony nie działały od 1 kwietnia do 17 maja. Według wyliczeń jednej z platform rezerwacyjnych, wskutek pandemii przychody w salonach urody spadły o ponad 30 proc., a wiele z nich musiało w ogóle zamknąć swoją działalność. W konsekwencji wprowadzonych wtedy obostrzeń branża straciła ponad 7 mld zł, a każdy kolejny dzień lockdownu kosztuje ją ponad 127 mln zł przychodu. A nawet gdy salony mogą działać, to jednak inne ograniczenia jak zamykanie galerii handlowych, zakaz organizowania hucznych imprez rodzinnych czy towarzyskich, upowszechnienie pracy zdalnej i znacznie mniej wszelkiego rodzaju spotkań mocno odbijają się na tym biznesie.

Nastrojów przedstawicieli tego sektora z pewnością nie poprawiła informacja, że kolejne zamknięcie, wprowadzone 27 marca, zostało wydłużone o następne tygodnie, do 25 kwietnia. Na dodatek nie ma pewności czy po miesiącu blokada się zakończy i czy z usług fryzjerskich zdążą przed egzaminami skorzystać choćby maturzyści.

Średnia zaległość przekracza 29 tys. zł

Jak wynika z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w ciągu ostatniego roku, między pierwszym kwartałem 2020 r. a końcem lutego 2021 r. nieuregulowane zadłużenie firm oferujących usługi fryzjerskie i inne zabiegi kosmetyczne wzrosło z 86,1 mln zł do prawie 95 mln zł. Średnia zaległość firmy z tej branży podwyższyła się z 27,8 tys. zł do 29,4 tys. zł. Liczby te nie pozostawiają wątpliwości, że firmom fryzjerskim i kosmetycznym w pandemii dzieje się źle, choć są biznesy, które ucierpiały jeszcze bardziej.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

– Branża beauty zanotowała bardzo wyraźny, ponad 10-proc. wzrost zaległości. Na tle całości gospodarki, gdzie ten przyrost między pierwszym kwartałem minionego roku a lutym bieżącego roku wyniósł 2,2 proc. to naprawdę dużo. Choć w niektórych innych obszarach działalności było znacznie gorzej, np. artyści i twórcy odnotowali zwyżkę sumy przeterminowanych zobowiązań o 33 proc., obiekty sportowe o 30 proc., a przynależący do branży turystycznej, agenci turystyczni zwiększyli nieregulowane zobowiązania u dostawców i w bankach grubo o ponad połowę. Sama turystyka podwyższyła swoje zaległości o jedną czwartą – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Fryzjerzy i kosmetyczki mają 95 mln zł zaległości 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Wśród ogółu firm, zaległości widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wzrosły przez 11 miesięcy pandemii o 715 mln zł do 33,87 mld zł, podwyższyły się o 2,2 proc. Jakim obciążeniem są dla firm przedłużające się obostrzenia wynikające z COVID-19, pokazuje m.in. fakt, że niemal połowa nowej kwoty pojawiła się ostatnio, czyli w pierwszych dwóch miesiącach tego roku.

W sektorze beauty prawidłowość tę da się akurat zauważyć w przypadku liczby nowych niesolidnych płatników. Gdy przez niemal rok przybyło ich 127 do 3230, to aż 81 podmiotów doszło w styczniu i lutym br.

Opóźniających płatności kontrahentom i bankom przedsiębiorstw w całej gospodarce jest już 323,7 tys. (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych). To o 9,5 tys. więcej niż przed pandemią, z tego 3,2 tys. doszło w styczniu i lutym tego roku.

Jest tarcza dla salonów piękności i nie tylko

Promykiem nadziei jest umieszczenie firm fryzjerskich i kosmetycznych w przyjętej 16 kwietnia tarczy branżowej kierowanej do biznesów zamkniętych z powodu COVID-19 w marcu i kwietniu 2021 r. Wedle informacji celem kolejnej odsłony pomocy państwa, która będzie dostępna od 26 kwietnia, jest zapewnienie płynności finansowej firmom z branż najbardziej poszkodowanych wprowadzonym reżimem sanitarnym i obostrzeniami wskutek III fali pandemii.

Posługiwanie się kodem PKD 9602Z – Fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne na koniec marca br. będzie uprawniało do zwolnienia ze składek ZUS za marzec i kwiecień, do otrzymania świadczenia postojowego w wysokości 1300 zł lub 2080 zł oraz dotacji do 5 tys. zł na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia firmy. Przewidziane są też dopłaty 2 tys. zł do wynagrodzeń pracowników, a także wsparcie w zakresie regulacji czynszowych dla najemców. Tak jak we wcześniejszych Tarczach, aby otrzymać wsparcie należy wykazać spadek przychodów na poziomie 40 proc. rok do roku lub miesiąc do miesiąca.

Czesi wprowadzają kryteria środowiskowe w zamówieniach publicznych

Od początku tego roku w Czechach instytucje zamawiające muszą rozważyć, czy w każdym nowo publikowanym przetargu możliwe jest wprowadzenie kryteriów środowiskowych. Eksperci wskazują, że Polska również prędzej czy później będzie zobligowana do wprowadzenia takich kryteriów na krajowym, wartym ok. 300 mld zł rocznie, rynku zamówień publicznych. Zwłaszcza że zielone zamówienia, które stają się w ostatnich latach coraz powszechniejszą praktyką, zapewniają instytucjom zamawiającym nie tylko korzyści środowiskowe, lecz także oszczędności finansowe. Wybór odpowiednich produktów, które zmniejszają ilość zużytej energii czy gazów, może okazać się szczególnie istotny w medycynie, gdzie ratuje się życie, ale przy okazji generuje się ogromną ilość odpadów.

– Czechy wprowadzają kryteria środowiskowe w zamówieniach publicznych jako element szerszej układanki. To jest konsekwencja polityki klimatycznej ONZ trwającej już od ponad 26 lat. Trzeba będzie powalczyć o firmy, które będą realizowały zamówienia publiczne w takim trybie, żeby spełniały normy środowiskowe i żeby nie było potencjalnych kłopotów ze Wspólnotą Europejską i szerzej, z odium wizerunkowym, które mogłoby spaść na Czechy, gdyby nie realizowały tych przetargów publicznych w oparciu o właściwe kryteria – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes rady UN Global Compact w Polsce.

Czeski rząd wprowadził z początkiem tego roku nowelizację ustawy o zamówieniach publicznych, która nakłada obowiązek uwzględniania kryteriów środowiskowych, społecznych i innowacyjnych w zamówieniach publicznych. To oznacza, że od 1 stycznia 2021 roku w Republice Czeskiej instytucje zamawiające (zarówno publiczne, jak i prywatne, które są zobowiązane do przestrzegania prawa o zamówieniach publicznych) muszą rozważyć, czy w każdym nowo publikowanym przetargu możliwe jest wprowadzenie takich kryteriów.

– Każda firma, która chce uczestniczyć w przetargu publicznym, będzie musiała wykazać, że jest odpowiedzialnym podmiotem i może zostać dopuszczona do czeskiego łańcucha dostaw – tłumaczy Kamil Wyszkowski. – Chodzi o wskaźniki ESG i cały proces sustainable finance – zrównoważonego finansowania, czyli elementy związane m.in. z transparentnością i przeciwdziałaniem korupcji.

Czynniki niefinansowe ESG (environmental, social i governance, czyli środowisko, odpowiedzialność społeczna i ład korporacyjny) obejmują takie aspekty jak to, w jaki sposób firma neutralizuje swoje emisje CO2, zmniejsza zużycie wody, współpracuje z lokalnymi społecznościami, dba o sprawy pracownicze i jaką ma politykę w kwestiach etyki i przeciwdziałania korupcji. Są one głównym kryterium zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw. Takie dane mają coraz większe znaczenie dla inwestorów, szukają ich też ubezpieczyciele czy banki, które mogą dzięki nim ocenić, czy firma działa w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju i opłaca się udzielić jej finansowania.

W Polsce duże firmy po raz pierwszy w 2018 roku zostały zobowiązane do publikowania takich informacji w wyniku wprowadzenia unijnej dyrektywy 2014/95/UE z 2014 roku i nowelizacji krajowej ustawy o rachunkowości, która ją wdrożyła. Jak ocenia Kamil Wyszkowski, Polska jest również gotowa, aby uwzględnić takie kryteria na wartym ok. 300 mld zł (dane UZP) rynku zamówień publicznych.

– Polska jest gotowa, żeby przyjąć rozwiązania podobne do czeskich i to nawet w szerszym zakresie. Wynika to z faktu, że w Polsce tort do podziału jest znakomicie większy niż w Czechach, co oznacza większą motywację dla przedsiębiorstw, żeby dostosowywać się do tych kryteriów stawianych w ramach zielonych zamówień publicznych. Przykładem tego, jak mogłoby to oddziaływać, jest chociażby sektor zamówień powiązany z gospodarką odpadową i zarządzaniem strumieniem odpadów na etapie inwestycji. To jest polską piętą achillesową. Zielone zamówienia publiczne mogą pomóc w tym, aby uporządkować tę stajnię Augiasza w sektorze odpadowym – mówi prezes rady UN Global Compact w Polsce.

Jak wskazuje stowarzyszenie ICLEI (Local Governments for Sustainability), zielone zamówienia publiczne (GPP) stają się w ostatnich latach coraz bardziej powszechną praktyką. Poza korzyściami środowiskowymi zapewniają one organom publicznym oszczędności finansowe – zwłaszcza przy uwzględnieniu kosztów zamawianych produktów lub usług w całym cyklu ich życia, a nie tylko przez pryzmat ceny zakupu. Przykładowo zakup produktów o niskim zużyciu energii lub wody może znacznie obniżyć rachunki za media.

Ministerstwo Środowiska i Klimatu podkreśla, że organem odpowiedzialnym za kreowanie polityki zamówieniowej jest Urząd Zamówień Publicznych, niemniej jednak resort stara się wprowadzać do postępowań kryteria środowiskowe, gdy tylko jest to możliwe.

– Korzyścią wynikającą ze stosowania zielonych zamówień jest ograniczenie lub uniknięcie degradacji środowiska naturalnego, a nawet jego poprawa. Poprzez wprowadzanie wymagań dotyczących zastosowania ekologicznych rozwiązań w zamówienia publiczne przyczyniamy się do redukcji emisji CO2, ochrony zasobów naturalnych, zmniejszenia ilości substancji szkodliwych emitowanych do środowiska, a także wpływamy na efektywniejsze wykorzystanie zasobów naturalnych – wskazał resort w odpowiedzi przesłanej Newserii.

Jak informuje UZP, Komisja Europejska podjęła działania zmierzające do opracowania wspólnych kryteriów zielonych zamówień publicznych (GPP). Dotyczą one grup produktowych, które uznano za najbardziej odpowiednie do wdrożenia GPP zarówno ze względu na wartość zamówień, jak i wpływ na środowisko. To m.in. transport drogowy, usługi sprzątania, dostawy energii elektrycznej czy usługi gastronomiczne.

Jak zauważa dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare, Michał Kępowicz, zielone kryteria mają duże znaczenie nawet w przypadku tych branż, które nie są tradycyjnie kojarzone z degradacją środowiska. Dla przykładu gigantyczny wpływ wywiera na nie chociażby sektor ochrony zdrowia, który odpowiada za ok. 4,5 proc. globalnej emisji CO2. To więcej niż w przypadku przemysłu lotniczego czy okrętowego.

– Parametrem dotyczącym wpływu ochrony zdrowia na środowisko, który może zaskakiwać, jest średni wskaźnik odpadów generowanych w przeliczeniu na jedno łóżko szpitalne dziennie – to jest ok. 13 kg – ogromna ilość, która powoduje, że środowisko jest narażone na zanieczyszczenia powstające w wyniku leczenia pacjenta – mówi Michał Kępowicz. – Ochrona zdrowia ma na celu ratowanie życia człowieka, ale na ogół nie zwracamy uwagi na koszt tych działań na środowisko, koszt, który jest pochodną wykorzystania w tym procesie infrastruktury szpitalnej, wyrobów medycznych, substancji toksycznych, materiałów odpowiedzialnych za wzrost poziomu skażenia. Lecząc, często nieświadomie szkodzimy środowisku, to z kolei negatywnie wpływa na nasze zdrowie, zaczynamy chorować i musimy być leczeni… czyli powstaje tzw. błędne koło. Pamiętajmy także, że często tego typu rozwiązania przynoszą korzyści finansowe, bo w dłuższej perspektywie oznaczają oszczędności.

W Czechach – mimo że kryteria środowiskowe zostały oficjalnie wprowadzone do zamówień dopiero z początkiem tego roku – tamtejsze szpitale stosują je już od dość dawna, zachęcane odgórnie przez administrację publiczną.

– Dotyczy to bardzo różnych zakupów, od typowych – czyli sprzętu biurowego, eksploatacji budynków, mebli, środków czystości czy usług porządkowych – po systemy dedykowane ochronie zdrowia, czyli rezonanse, tomografy, ultrasonografie i inne urządzenia, które służą pacjentom i personelowi medycznemu do diagnostyki i leczenia – mówi dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare. – Tam bardzo konkretnie pokazano rozwiązania, które powinny być promowane, np. takie, które zmniejszają ilość zużytej energii potrzebnej do działania ww. urządzeń czy wykorzystanie toksycznych gazów/substancji. To faktycznie ma znaczenie w realizowaniu polityki klimatycznej – nie tylko na papierze, ale i w wymiarze rzeczywistym. Szpital może być miejscem leczenia pacjentów, w którym jednocześnie promujemy ochronę środowiska, w którym żyjemy.

Ekspert Philips Healthcare wskazuje, że również firmy – w tym te z branży MedTech – już od kilku lat starają się dopasowywać do tych proekologicznych trendów i wymogów, które prędzej czy później staną się na rynku standardem.

– Naszym celem od dłuższego czasu było zmniejszenie ilości zanieczyszczeń, energochłonności, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii – zarówno w procesie wytwarzania urządzeń, jak i w procesach biznesowych wewnątrz firmy – czy promowanie gospodarki obiegu zamkniętego, w której urządzenia medyczne wykorzystujemy ponownie do produkcji nowych, żeby zmniejszyć zużycie surowców. W ramach naszej koncepcji green hospital, czyli zielonego szpitala, tworzenie całego ekosystemu leczenia pacjenta powinno jak najmniej szkodzić otoczeniu zewnętrznemu – podkreśla Michał Kępowicz.

Rosnące ceny kryptowalut doprowadziły do ​​niedoborów kart graficznych

W ostatnich miesiącach kursy kryptowalut ethereum i bitcoin systematycznie rosną. Obecnie cena bitcoina wynosi 209 tys. zł, a kolejne osoby zaczynają inwestować w kryptowaluty. W efekcie rosną też ceny kart graficznych, zwłaszcza tych z wyższej półki, dzięki którym wydobywanie kryptowalut jest najefektywniejsze. Na rynku zaczyna więc brakować kart graficznych, a cena tych, które jeszcze są dostępne, wzrosła przynajmniej o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku miesięcy. – Istnieje ryzyko, iż ceny kart graficznych będą cały czas wzrastały, bo zapotrzebowanie jest naprawdę bardzo duże – ocenia Marcin Wituś, prezes Geco.one.

– Każda transakcja w sieci blockchain, zarówno bitcoina, jak i ethereum, musi zostać potwierdzona, a to zadanie kart graficznych, które na bieżąco wykonują skomplikowane obliczenia. Do 2017 roku w zasadzie każdy komputer mógł kopać kryptowalutę i na tym zarabiać. Obecnie jednak moc obliczeniowa niezbędna do wykopania kryptowaluty jest na tyle duża, iż zwykły komputer stacjonarny, nawet z najlepszą kartą graficzną, nie daje rady. Powstały bardzo duże farmy tzw. kryptowalutowe i to są olbrzymie moce obliczeniowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Wituś, prezes platformy Geco.one.

Pod koniec 2020 roku w obiegu było około 18,5 mln bitcoinów. Oprócz tych wytworzonych przez blok Genesis każdy powstał dzięki „górnikom”, czyli osobom zajmującym się kopaniem kryptowalut. Wraz z zainteresowaniem kryptowalutami rośnie potrzebna moc obliczeniowa. A​by kopać w sposób konkurencyjny, górnicy muszą teraz inwestować w sprzęt komputerowy z potężnymi procesorami graficznymi GPU lub specjalizowanymi układami scalonymi ASIC.

Kapitalizacja rynkowa kryptowalut przekroczyła już poziom 2 bln dol., tym samym rynek kryptowalut jest już większy niż amerykański system bankowy. Za ponad 52 proc. kapitalizacji kryptowalut odpowiada bitcoin. Wraz ze wzrostem zainteresowania rynkiem rośnie też zapotrzebowanie na karty graficzne, zwłaszcza te z wyższej półki. Popyt przewyższa podaż, w efekcie kart na rynku po prostu brakuje, rosną też ceny nieco starszych modeli. W przypadku większości ceny w ciągu kilku miesięcy wzrosły co najmniej o kilkadziesiąt procent.

– Karty graficzne zdrożały bardzo mocno w ostatnim czasie z uwagi na to, iż są one niezbędne do samego procesu kopania kryptowalut. To bardzo mocne i skomplikowane obliczenia, które wymagają bardzo silnej mocy obliczeniowej i tym właśnie zajmują się karty graficzne. To też wpłynęło na wzrost cen. W 2017 roku akcje Nvidii bardzo mocno rosły właśnie dzięki temu, że zapotrzebowanie na tę moc obliczeniową, na te karty graficzne na rynku było bardzo duże i ono się utrzymuje – wskazuje ekspert.

Obecnie kupienie karty graficznej Nvidii przez przeciętnego człowieka stało się prawie niemożliwe, chyba że jest on skłonny zapłacić kilkukrotnie wyższą cenę. Nierównowaga popytu i podaży stała się tak poważna, że ​​sklep internetowy Newegg na komputerach PC przeprowadza loterie kilka razy w tygodniu tylko po to, by klienci mogli kupić kartę z 60-proc. marżą.

– Istnieje ryzyko, że ceny kart graficznych będą cały czas wzrastały, bo zapotrzebowanie wciąż jest bardzo duże – ocenia Marcin Wituś.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 roku, kiedy rosnące ceny ethereum doprowadziły do ​​niedoborów kart graficznych. Kiedy cena kryptowaluty spadła, górnicy zalali rynek używanymi kartami, w efekcie ceny akcji producenta kart gwałtownie spadły. Nvidia chce ograniczyć kopanie kryptowalut za pomocą kart graficznych. Dlatego karta GeForce RTX 3060 była pierwszym modelem, w którym wprowadzono algorytm ograniczający wydajność przy kopaniu ethereum.

Boom na rynku kredytów konsumenckich. Marzec najlepszym miesiącem na rynku kredytowym od początku roku

Marzec okazał się najlepszym miesiącem na rynku kredytowym od początku roku – wynika ze statystyk BIK. Banki udzieliły więcej wszystkich rodzajów kredytów i na wyższe kwoty, a największą dynamikę zanotowały zakupy na raty. W marcu banki udzieliły ich o ponad 50 proc. więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zdaniem Waldemara Rogowskiego, prof. SGH i głównego analityka BIK, to zasługa m.in. niskich stóp procentowych i przesunięcia popytu z usług, które wciąż są zamrożone, na dobra trwałego użytku, które Polacy kupują w e-commerce. BIK prognozuje, że w drugim półroczu, po odmrożeniu gospodarki, można się spodziewać dalszych wzrostów akcji kredytowej.

– Na rynku kredytów dla gospodarstw domowych marzec niewątpliwie okazał się najlepszym miesiącem tego roku. Odnotowaliśmy bardzo wysokie, dodatnie dynamiki właściwie we wszystkich produktach kredytowych – od kredytów mieszkaniowych, poprzez ratalne, aż po karty kredytowe. Co ciekawe, te wzrosty dotyczą liczby kredytów udzielonych przez banki, jak i wartości akcji kredytowej – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak wynika z danych BIK, w marcu br. liczba udzielonych przez banki i SKOK-i kredytów ratalnych wzrosła o 51 proc. r/r, gotówkowych – o blisko 19 proc., mieszkaniowych – o 13 proc., natomiast limitów na kartach kredytowych – o 22 proc. Z kolei w ujęciu wartościowym najwyższą dynamikę zanotowały kredyty ratalne (ponad 73 proc.) i gotówkowe (blisko 29 proc.).

– Wysoka dynamika w marcu ma kilka źródeł. Po pierwsze, to efekt niskiej bazy marca 2020 roku, czyli pierwszego pandemicznego miesiąca. Po drugie, wzrost liczby osób zaszczepionych zwiększa bezpieczeństwo zdrowotne, a tym samym bezpieczeństwo ekonomiczne, skłaniając Polaków do większego optymizmu. Tym samym – przy ultraniskich stopach procentowych – zachęca do zaciągania kredytów, w szczególności kredytów celowych, czyli ratalnych i mieszkaniowych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Główny analityk BIK podkreśla, że środowisko ultraniskich stóp procentowych sprzyja nie tylko kredytom mieszkaniowym, lecz także ratalnym, których roczna rzeczywista stopa oprocentowania RRSO aktualnie często wynosi 0 proc., czyli kredyty udzielane są za darmo. Z drugiej strony niskie stopy zniechęcają też Polaków do trzymania oszczędności na depozytach bankowych, a przez to skłaniają do większej konsumpcji.

– W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić nawet o hossie. Wzrost akcji kredytowej w tym segmencie o ponad 73 proc. w marcu br. w ujęciu wartościowym robi duże wrażenie. Te wysokie wzrosty wynikają w głównej mierze z braku możliwości realizacji popytu na usługi, który naturalnie przesuwa się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej, ponieważ mamy e-commerce – tłumaczy główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

W pierwszym kwartale tego roku banki i SKOK-i udzieliły w sumie 649,7 tys. kredytów gotówkowych (spadek o 14,8 r/r) na kwotę 14,37 mld zł (spadek o 7,3 proc.) oraz 891,4 tys. kredytów ratalnych (wzrost o 14,5 proc.) na kwotę nieco ponad 4 mld zł (wzrost o 25,3 proc.). Z kolei kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 59,6 tys. (wzrost o 0,2 proc. r/r) na kwotę 18,25 mld zł (wzrost o 5,9 proc.).

– Widać pewne zróżnicowanie na poziomie poszczególnych produktów kredytowych. Chętniej zaciągane i udzielane są kredyty celowe, czyli mieszkaniowe i ratalne, natomiast mniej chętnie – kredyty gotówkowe i limity w kartach kredytowych. Oprócz czynnika popytowego duży wpływ ma na to również czynnik podażowy, ponieważ banki chętniej udzielają tych dwóch rodzajów kredytów z uwagi na ich stosunkowo niską szkodowość – mówi główny analityk BIK.

W marcu br. najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony Indeksem Jakości BIK, wciąż miały kredyty mieszkaniowe (0,59 proc.) i ratalne (1,22 proc.). Dla porównania dla kart kredytowych i kredytów gotówkowych wartość tego indeksu jest dużo wyższa i wynosi odpowiednio 3,37 proc. oraz 4,81 proc.

– Mimo wcześniejszych opinii – dotyczących możliwego dużego wzrostu szkodowości kredytów w następstwie pandemii – jakość spłacanych kredytów poprawiła się w porównaniu z marcem 2020 roku. Dotyczy to szczególnie kredytów gotówkowych – mówi profesor SGH.

Główny analityk BIK wskazuje jednak, że w ujęciu miesięcznym – czyli w stosunku do lutego br. – widać już pogorszenie we wszystkich segmentach rynku kredytowego i był to już kolejny miesiąc ze wzrostem poziomu szkodowości.

– W mojej opinii wpływa na to głównie zakończenie wakacji kredytowych przez większość kredytobiorców, którzy skorzystali z tego rozwiązania w trakcie pandemii. Trzeba też zwrócić uwagę, że początkowo z moratoriów kredytowych korzystały osoby o niższym poziomie ryzyka kredytowego, w późniejszych miesiącach – osoby o wyższym poziomie ryzyka. I właśnie tej grupie skończyły się moratoria, w związku z czym – biorąc pod uwagę 90-dniowe opóźnienia – w lutym i marcu widzimy już wzrost szkodowości właściwie na wszystkich produktach kredytowych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski.

Jak ocenia, prognozy dotyczące kondycji rynku kredytowego na kolejne miesiące są mimo tego optymistyczne. Po odmrożeniu gospodarki w drugim półroczu – i wzroście popytu konsumpcyjnego, który powinien temu towarzyszyć – można spodziewać się dalszych wzrostów akcji kredytowej.

– Warunkiem zaistnienia takiego scenariusza jest to, że nie wydarzy się nic złego, nie pojawi się jakaś nowa mutacja wirusa niewrażliwa na szczepionki, co mogłoby zmienić wektor pandemii. Natomiast nastąpi stabilizacja jakości kredytów i już niewiele z nich zacznie się opóźniać – wskazuje ekspert.

Jak rozpocząć projektowanie ubrań?

Znajdujące się w szafie ubrania, to istotny element życia każdego człowieka. Trudno sobie wyobrazić codzienne funkcjonowanie bez odpowiednio dopasowanej do pory roku, lub sytuacji garderoby. Duże zapotrzebowanie na kolejne elementy garderoby sprawia, że obecnie coraz więcej osób chciałoby samodzielnie projektować ubrania. Zanim jednak dana osoba się na to zdecyduje, powinna wiedzieć jak zacząć projektowanie ubrań.

Projektowanie odzieży – podstawowe zasady

Swoją przygodę z projektowaniem ubrań należy zacząć od określenia odbiorców, do których chce się trafić. Pozwoli to na szczegółowe określenie wieku oraz przykładowych sylwetek osób, które mają być potencjalnymi kupującymi projektowanej odzieży.

Kolejnym krokiem, odpowiadającym na pytanie, jak zacząć projektowanie ubrań, jest określenie podstawowej bazy kolorystycznej, która ma służyć przygotowywanym produktom. Projektowanie ubrań wymaga także chociaż podstawowych umiejętności plastycznych. Wynika to z tego, że tylko w ten sposób można szczegółowo odwzorować powstały w głowie projekt. Chociaż uważa się, że projektować ubrania może prawie każdy, to należy się do tego odpowiednio przygotować.

Przeczytaj o innych ciekawych zawodach na http://www.ludzie-biznesu.pl.

Śledzenie trendów to podstawa

Projektowanie odzieży wiąże się także z ciągłym śledzeniem aktualnych trendów modowych. Dzięki temu, można łatwo określić zapotrzebowanie konsumentów na chętnie kupowane:

  • materiały,
  • kroje,
  • wzory,
  • kolory.

Pozwoli to także zaoszczędzić środki finansowe na nietrafione pomysły. A jak wiadomo – początki w branży modowej nie są łatwe i mogą one pochłaniać ogromne koszty. Jest to też jeden z głównych powodów, dla którego na początku warto zdecydować się na sprzedawanie swoich projektów online, a nie wynajmować miejsce na showroom.

Należy pamiętać, że branża odzieżowa charakteryzuje się świadomością czasu oraz potrzebami klienta, dla którego najważniejsze jest to, aby poszukiwany przez niego towar był dostępny w niedalekiej lokalizacji oraz w przystępnej cenie. Tylko rozumiejąc te dwie kwestie, można odnieść sukces.

Projektowanie ubrań i ściągnie miar z manekina

Więcej na temat tego, dla kogo warto tworzyć ubrania i jak być na bieżąco z panującymi trendami, przeczytać można na http://www.trinet.com.pl/projektowanie-ubran-jak-zaczac-kariere/.

Kolekcje dziecięce

Obecnie, coraz więcej projektantów oraz domów mody decyduje się na projektowanie ubrań dla dzieci. Jak się okazuje, jest to dynamicznie zmieniający się dział mody, gdyż nie tylko rodzice chcą być modni, ale także ich dzieci.

W branży modowej funkcjonuje mnóstwo projektantów, którzy specjalizują się w ubieraniu niemowląt, małych i starszych dzieci a także tych, którzy mieszają w swoich markach różne grupy wiekowe.

Niektórzy specjalizują się w doborze ubioru dla dziewczynek, natomiast inni – decydują się na odzież chłopięcą. Jeżeli więc swój biznes chce się oprzeć także na projektowaniu ubrań dla dzieci, warto nawiązać w tym celu współpracę z doświadczoną szwalnią. Osoby, które zajmują się odzieżą dziecięcą już dłuższy czas, podpowiedzą jak projektować ubrania, które czasem wymagają jeszcze więcej poświęcenia, niż odzież dla osób dorosłych.

Projektowanie ubrań online

W czasach, kiedy większość zajęć naukowych oraz edukacyjnych odbywa się online, o tym jak projektować ubrania, można się przekonać także internetowo.

Projektowanie ubrań online cieszy się na tyle dużą popularnością, że nawet największe domy mody zdecydowały się na stworzenie kursów przeznaczonych dla osób, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w branży.

Pozwala to na domową naukę szycia na maszynie, tworzenia własnych kolekcji, ilustrowania mody i wiele innych, równie istotnych rzeczy. Aby zdobyć niezbędną wiedzę i umiejętności z zakresu projektowania, należy postawić także na książki, które przybliżą teoretyczne podstawy zawodu projektanta.

Ponadto, wiele osób decyduje się również na rozpoczęcie studiów w szkołach modowych. To właśnie tam można spotkać się z modowymi praktykami, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.

W Polsce, szkół zajmujących się projektowaniem odzieży jest kilkanaście – zarówno państwowych, jak i prywatnych. Następnie, warto pomyśleć także o odbyciu praktyk lub staży w branży modowej. W internecie można napotkać wiele ofert od butików, showroomów oraz projektantów, którzy chętnie podejmą się krótkiej współpracy z początkującymi designerami. Chociaż zazwyczaj takie staże są bezpłatne, to i tak stanowią cenną pigułkę wiedzy oraz zdobycie wymaganego minimum znajomości branży.

Źródło:

Ailleron finalizuje transakcję sprzedaży Software Mind z Enterprise Investors

Firma Ailleron podpisała z Polish Enterprise Fund VIII, funduszem private equity zarządzanym przez Enterprise Investors (EI) finalną umowę sprzedaży udziałów i inwestycji w Software Mind. Cały segment usługowy działalności Ailleron – Enterprise Services został przeniesiony do spółki Software Mind. Wartość wydzielonej części biznesu wyceniono na 150 mln zł (221 mln po wniesieniu środków). Enterprise Investors odkupił od Ailleron 26,7% akcji Software Mind za 40 mln zł i dokapitalizował spółkę kwotą 71 mln zł, co sumarycznie daje 50,2% udziału funduszu w kapitale zakładowym spółki.

Ailleron wspólnie z Enterprise Investors ma dostęp do kapitału, który umożliwi przejęcia o wartości na poziomie 200 mln zł.

– Naszą ambicją i celem długoterminowym jest zbudowanie wraz z EI wiodącej grupy na polskim rynku software house’ów o globalnym zasięgu, która będzie liderem w wybranych specjalizacjach – sektorowych i technologicznych – oraz osiągnięcie kilkukrotnie większej skali działalności. Pozyskany w Software Mind kapitał chcemy przeznaczyć na rozwój organiczny i akwizycje. Interesują nas podmioty zarówno krajowe jak i zagraniczne, które uzupełnią naszą ofertę, a także poszerzą geograficznie nasz obszar działania. Mamy już pierwsze efekty przyjętej strategii – podpisana przedwstępna umowa nabycia udziałów w spółce ValueLogic z Wrocławia, która również jest na etapie finalizacji. Mamy rozpoczęte zaawansowane rozmowy z kilkoma podmiotami, tak więc realizacja naszych planów nabiera tempa, co pozwala z optymizmem patrzeć na nasze plany rozwojowe – powiedział – Grzegorz Młynarczyk prezes Software Mind/ wiceprezes Ailleron.

Software Mind dostarcza kompleksowe rozwiązania informatyczne dla klientów z całego świata, wśród których są zarówno renomowane firmy z branży finansowej, telekomunikacyjnej i technologicznej jak również błyskawicznie rosnące „jednorożce” z Doliny Krzemowej. Spółka nawiązuje długoterminowe partnerstwa z klientami, pomagając im skalować dynamicznie rozwijające się biznesy. Ma bogate doświadczenie we wspieraniu cyfrowej transformacji firm na całym świecie, łącząc się z wewnętrznymi zespołami badawczo-rozwojowymi oraz pracując nad rozwojem produktów i nowymi kanałami komunikacji z końcowymi klientami. W ramach swojej strategii Software Mind skupia się na budowie wysoko skalowalnych rozwiązań chmurowych oraz automatyzacji procesów z wykorzystaniem uczenia maszynowego i elementów sztucznej inteligencji. Zakres usług pokrywa całe spektrum potrzeb klientów chcących przetransformować swoje organizacje i sposób oferowania produktów do nowoczesnych kanałów elektronicznych.

Ailleron będzie nadal sprawował kontrolę nad działalnością operacyjną Software Mind, zachowując prawo powoływania prezesa zarządu, większości składu zarządu spółki jak również będzie uprawniony do powoływania 2 z 5 członków rady nadzorczej.

Celem działań podjętych przez Grupę Ailleron jest dalszy rozwój części usługowej  i produktowej jako dwóch niezależnie działających podmiotów z jasno zdefiniowanymi, indywidualnymi strategiami działania. Pod marką Ailleron będzie rozwijany obszar działalności o charakterze produktowym działający obecnie w ramach dywizji FinTech. Natomiast w Software Mind zostanie skupiona działalność o charakterze usługowym świadczona obecnie w ramach dywizji Enterprise Services. Ailleron w segmencie FinTech dostarcza m.in. systemy bankowości internetowej i mobilnej, a także zdalne kanały obsługi klientów z wykorzystaniem videokomunikacji oferujące najnowsze technologie i najlepsze rozwiązania wspierające sprzedaż produktów finansowych – bankowych, ubezpieczeniowych i leasingowych.

Enterprise Investors jest jedną z największych firm private equity w Europie Środkowej i Wschodniej. Swoją działalność rozpoczęła w 1990 roku i od tego czasu utworzyła dziewięć funduszy o łącznym kapitale przekraczającym 2,5 miliarda EUR. Fundusze EI zainwestowały 2 miliardy EUR w 146 spółek działających w różnych sektorach gospodarki oraz zakończyły inwestycje w 134 spółkach, uzyskując przychody brutto w wysokości 4,1 miliarda EUR. Do tej pory zarządzane przez Enterprise Investors fundusze zainwestowały 112,5 mln EUR w 17 spółek z branży IT, takich jak m.in. AVG Technologies, BLStream czy intive.

Akcje TenderHut S.A. rosły o 34% podczas sesji na NewConnect

Inwestorzy długo oczekiwali na debiut jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się spółek IT w Polsce. Grupa TenderHut wystartowała z wyceną akcji na poziomie 47 zł, w szczytowym momencie akcje osiągnęły pułap 63, czyli o 34 proc. więcej w porównaniu do kursu odniesienia.  

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, która prowadzi działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcing, wdrażanie systemów laboratoryjnych oraz venture building. W obszarze outsourcingu spółka rozbudowuje i umacnia swoją pozycję poprzez spółki SoftwareHut (systemy IT), ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Sektor laboratoryjny reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W sektorze venture building spółka rozwija startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i EduTech – Grow Uperion.

  • Spółka TenderHutwzbudziła bardzo duże zainteresowanie inwestorów
  • Kurs akcji otworzył się w kwocie 63 zł, czyli o 34 proc. więcej w porównaniu do kursu odniesienia

– Cieszy nas dzisiejsze zainteresowanie inwestorów. Mamy nadzieję, że kurs akcji TenderHut niedługo odzwierciedli właściwą wartość spółki. Warto zwrócić uwagę na to, że podejście do wyceny naszych trzech linii biznesowych powinno się znacząco różnić. Inaczej należy ocenić linię outsourcingową, inaczej laboratoryjną i jeszcze inaczej nasze startupy. Jesteśmy dumni z naszego pierwszego dnia debiutu i liczymy na jeszcze wyższą wycenę w drugiej połowie 2021 roku – podsumowuje Robert Strzelecki, prezes zarządu TednerHut S.A.

TenderHut w przeddzień giełdowego debiutu opublikowała wstępne wyniki za pierwszy kwartał 2021. Marzec był dla spółki rekordowym miesiącem w całej historii pod względem przychodów. – Ze wstępnych danych wynika, że w marcu osiągnęliśmy poziom przychodów na poziomie 5,3 mln zł, co stanowi wzrost o 29% w stosunku do marca 2020 roku, kiedy wyniosły one 4,1 mln zł. Narastająco, w okresie styczeń-marzec 2021 roku osiągnęliśmy przychody na poziomie 14,2 mln zł, co stanowi wzrost o 32 % w stosunku do adekwatnego okresu roku 2020, kiedy to wyniosły one 10,7 mln zł. To najlepszy wynik z pojedynczego miesiąca w całej historii grupy. Planujemy regularnie dostarczać inwestorom nasze wyniki w cyklach miesięcznych – deklaruje Robert Strzelecki.

TenderHut po chwilowym spadku dynamiki wzrostu przychodów w 2020 roku związanym z pandemią, wraca do tempa wzrostu z 2019 roku. Wykorzystując swój potencjał zawarty w dużej elastyczności i szybkości działania, spółka odnotowuje z miesiąca na miesiąc wzrost przychodów. – Jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z marcowych wyników sprzedaży, jak i całego pierwszego kwartału. Wszystko wskazuje na to, że udało nam się powrócić do przed-pandemicznych dynamik wzrostu. Obserwujemy wzrost zapytań o możliwości świadczenia usług IT w praktycznie wszystkich liniach biznesowych, co pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Cyfryzacja świata postępuje, ostatni rok wręcz ją przyspieszył, co u nas będzie widoczne między innymi w liczbie wdrożeń naszych produktów Prop– i Med– Tech’owych. Chcemy być przygotowani do odbicia gospodarczego na świecie, dlatego podjęliśmy decyzję o zwiększeniu naszego potencjału. Wyrazem tego jest kilkadziesiąt otwartych procesów rekrutacyjnych w praktycznie wszystkich lokalizacjach, w których jesteśmy obecni – podsumowuje Strzelecki.

Millenialsi – główne paliwo rynku e-commerce

Badanie “Generacja #sfintechowani – millenialsi i fintech” przeprowadzone przez portal Fintek.pl jasno wskazuje na dużą popularność zakupów online wśród przedstawicieli pokolenia Y. Miażdżąca większość badanych, bo aż 98,5 proc. deklaruje kupowanie w sieci. Dane wskazują również na ogromną rolę, jaką odgrywają w procesie zakupowym smartfony.  

Uczestnicy badania w zdecydowanej większości wskazują na dokonywanie zakupów poprzez różnego rodzaju serwisy online. Odpowiedzi wskazujące na tego typu nawyki konsumenckie wybrało łącznie ponad 71 proc. respondentów. Co dwudziesty ankietowany twierdzi zaś, że kupuje wyłącznie online, zaledwie 1,5 proc deklaruje zakupy wyłącznie w formule offline.

O popularności zakupów w sieci świadczy udział e-commerce w polskim handlu detalicznym, który kształtuje się obecnie na poziomie 7 proc.[1] Przewidywania odnośnie wartości rynku mówią zaś o przekroczeniu granicy 70 mld zł do końca bieżącego roku.

Milenialsi to bardzo aktywna grupa zakupowa w sieci. Potwierdza to raport Fintek.pl, z którego wynika, że aż 7 na 10 ankietowanych Milenialsów deklaruje robienie zakupów online. Do podobnych wniosków prowadzi badanie Tpay przeprowadzone z agencją badawczą SW Research. Milenialsów z powodzeniem można określić także pokoleniem mobile. Dla wielu z nich, chwycenie smartfona jest pierwszą rzeczą, którą wykonują po przebudzeniu. Oczywistym wydaje się więc fakt, że także zakupy mobilne (a co za tym idzie płatności) są dla nich najbardziej intuicyjne. Badania wskazują, że to właśnie oni najczęściej sięgają po 6-cyfrowy kod BLIK, aby sfinalizować transakcję. Wniosek jest więc prosty – jeśli chcesz zatrzymać Milenialsa w swoim sklepie, płatności mobilne i BLIK to absolutny must have! – komentuje Marta Kwiatkowska, Senior Video Marketing and Communication Specialist w Tpay.

Większość przedstawicieli pokolenia Y do zakupów w internecie wykorzystuje smartfon. Ponad 3/4 ankietowanych potwierdziło, że kupuje online przy wykorzystaniu telefonu.

Duży odsetek millenialsów dokonujących zakupów w sieci za pomocą telefonu w ogóle nie dziwi. Pokolenie Y to w przytłaczającej większości ogromni entuzjaści smartfonów – co zresztą znajduje potwierdzenie w danych z naszego badania – komentuje Krzysztof Jędrzejczyk, Communications Manager w Fintek.pl i KLANG! Media. – Zakupy mobilne cieszą się dużą popularnością nie tylko ze względu na sprzężenie ze zjawiskiem podboju rynku przez smartfony. Nabywanie dóbr z poziomu telefonu jest oprócz tego, po prostu szybsze i bardziej wygodne – dodaje.

Odpowiedzi na pytanie mające na celu zbadać stosunek częstotliwości zakupów w mobilu do tych dokonywanych poprzez desktop wskazują na to, że millenialsi preferują model hybrydowy. Zarówno za pośrednictwem telefonu, jak i komputera kupuje ponad 82 proc. ankietowanych. Opcje wskazujące na silną preferencję jednej z metod wskazało niecałe 18 proc respondentów.

[1] https://www.forbes.pl/handel/wplyw-koronawirusa-i-kryzysu-na-polski-handel-i-e-commerce-mateusz-lukianiuk/cg8jf38

Rosyjski rubel traci, dolar znów w odwrocie

Waluta naszego wschodniego sąsiada po wyraźnym odbiciu z marca ponownie powróciła w okolice 5 groszy, gdzie znajdowała się ostatnimi miesiącami. Optymizm związany z rynkiem surowców osłabł i pociągnął notowania za sobą.

Odwrót rubla

Waluta Rosji znajduje się po szczytach z marca w wyraźnym odwrocie. Jeszcze w marcu za rubla płacono 5,3 grosza, dzisiaj kurs spadł poniżej 5 groszy. Głównym powodem jest sytuacja na rynku surowców energetycznych. Jeszcze w marcu ropa naftowa była w wyraźnym trendzie wzrostowym i analitycy zastanawiali się, gdzie jest granica tego szaleństwa. Teraz po spadku cen i stabilizacji na zbliżonym poziomie optymizm analityków spadł. W rezultacie patrzą oni również mniej przychylnie na rubla rosyjskiego, co powoduje spadki tej waluty.

Dolar znów w odwrocie

Po pewnej anomalii rynkowej w marcu, kiedy dolar niespodziewanie mocno umocnił się względem euro, szybko wróciliśmy powyżej poziomu dolara i dwudziestu centów za jedno euro. W ostatnich dniach nie widać za bardzo wpływu danych makroekonomicznych. Widać natomiast lepszą dyspozycję europejskich parkietów względem amerykańskich odpowiedników. W sytuacji rekordowo niskich stóp procentowych kapitał szuka rynków, gdzie jeszcze da się w cokolwiek inwestować z zyskiem. Proces ten może się jednak dla wielu z nas odbić czkawką.

Pensje na Wyspach wciąż rosną

Wynagrodzenia w Wielkiej Brytanii wciąż rosną. Dzieje się to pomimo brexitu i panującej pandemii. Wzrost płac o 4,5% jest, co prawda, o 0,3% niższy od oczekiwań analityków, ale to bardzo solidny wynik pokazujący, że gospodarka jest w dobrym stanie. Potwierdzają to dane o bezrobociu, które spadło do 4,9% przy oczekiwanym wzroście do 5,1%. W takiej sytuacji wzrost płac jest tym ważniejszy, bo spadek bezrobocia często wiąże się z zatrudnianiem pracowników o najniższych kwalifikacjach. Spada też liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W rezultacie między innymi tych dobrych danych funt był dzisiaj w nocy i nad ranem najdroższy od dwóch tygodni odbijając się tuż poniżej poziomu 5,30 zł za jednego funta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dott otrzymał 85 milionów dolarów w drugiej rundzie finansowania prowadzonej przez firmę Sofina

Dott, europejski operator mikromobilności, zakończył drugą rundę finansowania, w której otrzymał 85 milionów dolarów. Proces ten prowadziła spółka Sofina, belgijska firma inwestycyjna notowana na giełdzie Euronext Brussels, a udział w niej wzięli ponadto zarówno nowi, jak i istniejący inwestorzy, w tym Estari (jako agent współwiodący), Prosus Ventures, EQT Ventures, McRock Capital, Aberdeen Standard Investments, Invest-NL, Felix Capital, Expon, FJ Labs. 

Inwestycja obejmuje połączenie finansowania kapitałowego oraz finansowania dłużnego zabezpieczonego aktywami i zostanie wykorzystana do realizacji celów w kilku kluczowych obszarach działania. Istotnym tego aspektem jest szeroko rozumiane ulepszanie usługi, precyzyjne dopasowanie do rosnących potrzeb użytkowników elektrycznych hulajnóg na minuty poprzez wdrażanie niezawodnych i niedrogich rozwiązań na szeroką skalę. Kolejnym elementem jest rozwój multimodalności, czyli wprowadzanie nowych pojazdów. Będą nimi nowoczesne, innowacyjne rowery elektryczne, które już w tym roku pojawią się w kilku europejskich miastach. Finansowanie przede wszystkim pozwoli na rozszerzenie oferty Dott na nowe miasta i kraje, począwszy od Hiszpanii i Wielkiej Brytanii oraz w Polsce – w całym Trójmieście. Cel ten ma być osiągnięty przy zachowaniu tej samej zdyscyplinowanej i wydajnej pod względem kapitałowym strategii.

Dott nieustannie podnosi standardy w branży mikromobilności również w zakresie zrównoważonego rozwoju. W tym celu firma powołała Radę, która będzie wspierać realizację konkretnych działań przekładających się na oferowanie najbardziej zrównoważonej usługi zmieniającej oblicze mobilności europejskich miast. Dofinansowanie drugiej rundy w znacznym stopniu wesprze wdrażanie również i tych założeń.

 

Firma Dott od czasu jej utworzenia w październiku 2018 roku stała się jednym z głównych graczy w Europie z flotą ponad 30 000 elektrycznych hulajnóg w 5 krajach. Kolejna runda finansowania jest potwierdzeniem realizacji zróżnicowanej strategii.

Operator swoją wydajność kapitałową i rentowny wzrost realizuje m.in. poprzez skupianie uwagi na poszczególnych miastach, dopasowując usługi do konkretnych uwarunkowań i potrzeb oraz zarządzając wszystkimi operacjami w 100% we własnym zakresie. W efekcie Dott osiąga pozytywny wynik EBIT we wszystkich miastach, nawet podczas zamknięcia gospodarki w wyniku epidemii COVID-19. Spółka współpracuje z miastami, co czyni ją godnym zaufania usługodawcą. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Dott został wybrany w przetargach licencyjnych w Paryżu i Lyonie, czyli w dwóch zaliczanych do najbardziej złożonych miast pod względem działania w Europie.

W ciągu pierwszych dwóch lat udowodniliśmy, że możemy zaoferować użytkownikom doskonałą usługę, korzystną dla naszej planety i miast europejskich. Uważamy, że posiadamy formułę, łączącą operacyjną doskonałość, sprzęt i specjalistyczną wiedzę w zakresie oprogramowania ze współpracą z interesariuszami miast i wydajność kapitałową. Dzięki obecnym i nowym inwestorom naszym celem jest teraz przyspieszenie i obsługa możliwie większej liczby użytkowników i miast, w niezawodny i przystępny sposób – mówi Henri Moissinac, CEO i współzałożyciel spółki Dott.

Jesteśmy dumni z nawiązania współpracy z firmą Dott. Byliśmy pod wrażeniem zarządzania i osiągnięć spółki w ciągu ostatnich miesięcy i pragniemy pomóc jej w tworzeniu transportu miejskiego przyszłości, w kontekście, w którym oczywiste stało się, że nie da się zachować konwencjonalnego podejścia do mobilności miejskiej – powiedział Harald Boël, Dyrektor generalny firmy Sofina.

Gdy po raz pierwszy nawiązaliśmy współpracę ze spółką Dott w 2018 r., uznaliśmy, że ten zespół buduje trwałe, długoterminowe przedsięwzięcie, które wyróżniało się spośród innych w Europie i cieszymy się, że możemy towarzyszyć im w ich podróży. Dzięki zastosowaniu najwyższej klasy funkcji bezpieczeństwa i użyteczności w hulajnogach oraz rowerach elektrycznych, współpracując z lokalnymi władzami, aby zapewnić bezproblemową realizację swoich rozwiązań w społecznościach, w których działa, spółka Dott stała się prawdziwym liderem w branży mikromobilności w Europie – dodaje Martin Tschopp, Dyrektor generalny Prosus Ventures.

Jak wspierać psychicznie pracowników? Ogólnopolskie badanie HR

Wiele firm wspiera pracowników w czasie pandemii stosując dwa rozwiązania: wsparcie psychologiczne lub „odwrócenie uwagi” od sytuacji. „Najwyższy czas nauczyć ludzi brania odpowiedzialności za budowanie własnej siły psychicznej
i zamiast oferować nowe „atrakcje” wyposażyć ich w konkretne umiejętności” – podsumowuje Elżbieta Krokosz, dyrektor zarządzająca Talent Development Institute oraz autorka raportu „Jak wspierać psychicznie pracowników? Ogólnopolskie badanie HR”.

„Wciąż dajemy rybę a nie wędkę – rozwiązujemy problemy za ludzi, zamiast uczyć ich samodzielnego rozwiązywania problemów. Nie pokazujemy, że każdy kryzys niesie niesamowite możliwości  rozwojowe np. do budowania własnej odporności psychicznej. My wolimy jednak „usuwać” przeszkody z drogi naszych pracowników, zamiast zaangażować ich we wzięcie odpowiedzialności za ich własny stan emocjonalny. Dajemy ciągle rybę, a nie wędkę, dzięki której po okresie pandemii wiele osób może dojść do wniosku – „To był trudny okres, ale niesamowicie mnie rozwinął”. Dużo bardziej nam zależy na tym, aby pracownicy mówili – „To był trudny okres, ale firma mnie niesamowicie wspierała”. A gdyby oba te podejścia połączyć?” – zastanawia się Elżbieta Krokosz, master coach z 20-letnim doświadczeniem.

3 główne wyzwania związane z kondycją psychiczną pracowników

Z raportu widać wyraźnie, że są wyzwania, które są spójne dla wszystkich firm, bez względu na wielkość czy branżę. Przede wszystkim firmy zwróciły uwagę na brak integracji pomiędzy ludźmi (74,8%), przemęczenie i utratę work-life balance (72,9%) oraz ogólny marazm i brak pozytywnej energii (64,7%).

Zaburzenie work-life balance wynika z nadmiaru pracy, np. z powodu braków kadrowych lub z braku umiejętności ludzi do osiągnięcia równowagi. Czasem wynika to z konieczności łączenia obu ról – prywatnej i zawodowej np. matki opiekującej się dziećmi na nauczaniu zdalnym. Czasem z braku innych aktywności, bo siłownie i inne atrakcje są zamknięte i jedyne co  pozostaje to praca.

„Zdecydowanie obszar work-life balance wymaga mocnego zaangażowania się samego pracownika w monitorowanie własnych przyzwyczajeń i dbanie o to, aby ta równowaga mogła być lepiej zarządzana. Powiedzmy szczerze – w obecnych warunkach funkcjonowania może się okazać, że nie mamy żadnego rozwiązania organizacyjnego na to, aby lepiej te obszary funkcjonowały i potrzebna jest bardziej umiejętność psychicznego radzenia sobie przez pracownika we własnym zakresie” – podsumowuje Elżbieta Krokosz.

2 wyraźne trendy we wdrażanych rozwiązaniach

Z perspektywy stosowanych  i planowanych rozwiązań widać, że są dwa główne trendy, których celem jest nie tylko pomoc doraźna. Firmy już dziś myślą o tym, jak będzie wyglądać rzeczywistość po pandemii. Wdrażane są następujące działania:

  1. Wsparcie psychologiczne/ coachingowe/ rozwojowe dla pracowników i menedżerów w radzeniu sobie z sytuacją, np. webinary z radzenia sobie ze stresem (53,1%) czy z zarządzania zespołem zdalnym (46,9%).
  2. Podejmowanie inicjatyw, których celem jest „odwrócenie uwagi” od sytuacji pandemii, np. organizowanie wydarzeń integracyjnych online (42%) czy wyzwań sportowych (30,1%).

„Trudno jest ocenić efektywność podejmowanych działań. Rodzi się dylemat – czy najlepsze rozwiązania to te, w których bierze udział 100% pracowników? Czy może chodzi o to, aby sprawdzać czy potrzeby wszystkich pracowników są zaopiekowane?” – podsumowuje Elżbieta Krokosz.

Jak firmy zamierzają wspierać pracowników?

Firmy zdają sobie sprawę, że to co zrobimy teraz przełoży się na to, jak będzie wyglądać sytuacja po pandemii. Podkreślane są zdania, że pracownicy zdecydują się zostać z firmami, które w czasie pandemii stanęły na wysokości zadania.

„Jedno jest pewne – jak tylko skończy się ta sytuacja, to ludzie będą uciekać od firm, od menedżerów, którzy nie sprawdzili się w czasie kryzysu” – podkreśla Elżbieta Krokosz.

Wśród najczęściej pojawiających się działań, które warto tutaj wymienić pojawia się:

  1. Wsparcie psychologiczne – nadal jest bardzo wiele głosów za tym, że potrzebne jest wsparcie psychologiczne. Firmy zastanawiają się jednak, jak korzystać z tego efektywniej. Obecnie średnio 4% ludzi korzysta z tego rodzaju wsparcia, mimo, że na pewno potrzebuje go o wiele więcej osób.
  2. Wsparcie coachingowe dla kierowników, ale i pracowników – coaching brzmi mniej drastycznie niż „psychologiczna pomoc” i dlatego wiele firm dostrzega, że ta forma pomocy może być bardziej efektywna.
  3. Możliwość wolontariatu – pojawiły się pomysły, żeby angażować ludzi w inicjatywy, które mają wyższy cel niż cele biznesowe.
  4. Model pracy hybrydowej, w której pracownicy będą mieli możliwość bezpośredniego kontaktu choćby z częścią organizacji.
  5. Dalsze szkolenia/webinary/fora dyskusyjne

Dajmy wędkę a nie rybę! Jak rozwijać odporność psychiczną?

„Koncepcja budowania odporności psychicznej ludzi – model Mental Toughness 4C (Kontrola, Zaangażowanie, Podejście do wyzwań, Pewność siebie) pokazuje wyraźnie, że odporność psychiczna to kompetencja, którą można rozwijać. Gdybyśmy budowali w ludziach poczucie odpowiedzialności za swój dobrostan psychiczny, a potem dostarczyli narzędzi z self coachingu do pracy nad swoją siłą psychiczną, jestem przekonana, że mielibyśmy mniej marazmu, zmęczenia i zaburzonego work-life balance. Jeżeli ja umiem powiedzieć sobie: teraz gotuję obiad, a potem pracuje do 18 i nie powtarzam „ja ciągle pracuję” tylko uświadamiam sobie, że teraz 2 godziny byłam z dziećmi, a później pracuję. Jeżeli nauczymy się prowadzić taki dialog wewnętrzny, to zaczynamy zupełnie inaczej funkcjonować” – twierdzi Elżbieta Krokosz, master coach i prekursorka self coachingu.

Self coaching jest fundamentem inteligencji emocjonalnej. Daniel Goleman, twórca koncepcji inteligencji emocjonalnej, twierdził, że dobre relacje z innymi i bycie efektywnym jest efektem samoświadomości i samokontroli, czyli rozumienia, co się z nami dzieje i umiejętności zarządzania tym.

„Self coaching jest narzędziem do dawania ludziom wędki, a nie ryby. Po pierwsze, budujemy odpowiedzialność w ludziach za swój stan psychiczny i nie oczekują kolejnych atrakcji, które tylko chwilowo poprawią samopoczucie. Po drugie, budujemy odporność psychiczną poprzez self coaching i uczciwie pokazujemy, że w życiu są lepsze i grosze momenty i musimy zdobyć umiejętność radzenia sobie z nimi” – podsumowuje Elżbieta Krokosz i na koniec pyta – „Może okres pandemii to doskonały czas, aby zbudować nas od środka uniezależniając nasze samopoczucie, emocje od tego, co dzieje się na zewnątrz?”

Informacje o badaniu:

Badania i prace grup roboczych miały miejsce w kwietniu 2021. W grupach roboczych wzięło udział prawie 50 osób z pozycji zarządczych w rolach HR (Dyrektor HR, HR Manager, HR Business Partner), a ankietę wypełniło 150 osób w rolach HR, większość z dużych i średnich organizacji reprezentujących szeroki zakres branż. W ramach badań i prac roboczych dzieliliśmy się doświadczeniem w zakresie 3 kluczowych pytań dotyczących efektywności wsparcia psychicznego: Jakie wsparcie psychiczne zaoferowaliśmy pracownikom od początku pandemii i jaka była jego skuteczność? Jakie obecnie stoją przed nami największe wyzwania w zakresie wsparcia psychicznego dla pracowników? Kogo powinniśmy najmocniej wesprzeć i dlaczego? Jakie działania/inicjatywy są potrzebne, aby odpowiedzieć na powyższe wyzwania związane ze wsparciem psychicznym.

PZF: faktoring powrócił na drogę dwucyfrowego wzrostu

Pierwszy kwartał 2021 r. przyniósł zdecydowany wzrost obrotów branży faktoringowej w Polsce. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów nabyły w tym okresie wierzytelności o łącznej wartości 79,6 mld zł. To o prawie 12 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy wynik ten sięgał 71,2 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta obecnie 17,6 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 4,7 mln faktur.Faktoring powrócił na drogę

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych i 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania. Należy do niego także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Branża faktoringowa weszła w rok 2021 bardzo dynamicznie. Mimo trwającej pandemii i szeregu jej ekonomicznych skutków, objęliśmy finansowaniem większą liczbę przedsiębiorców oraz przyjęliśmy znacznie większą liczbę faktur. To potwierdza, że nasza usługa sprawdza się nie tylko okresie prosperity, ale także w czasie recesji. Dobre wyniki branży na początku tego roku, a zwłaszcza blisko 12 – procentowy wzrost obrotów, traktujemy też jako zapowiedź zbliżającego się powrotu do normalności, czyli do dynamicznego, konsekwentnego i systematycznego rozwoju branży w kolejnych kwartałach, tak jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.obroty faktorów

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 17,6 tys. przedsiębiorstw. Wystawiły one blisko 4,7 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.liczba klientów faktorów

– Za nami bardzo trudny czas. Spodziewamy się jednak, że to co najgorsze już minęło. Widzimy to choćby po wskaźnikach sprzedaży poszczególnych kategorii usług faktoringowych. W czasie pandemii widoczne były anomalie, takie jak spadek zainteresowania faktoringiem pełnym oraz faktoringiem międzynarodowym. Sytuacja zmuszała bowiem jednych przedsiębiorców do większej ekspozycji na ryzyko, a innym, jak choćby eksporterom, utrudniała prowadzenie normalnego biznesu. Dziś widzimy, że faktoring pełny ponownie zyskał znaczącą przewagę nad niepełnym (54 proc. wobec 46 proc.), co jest charakterystyczną cechą rynków rozwiniętych. Ponadto wzrosło zainteresowanie faktoringiem międzynarodowym. Obecnie stanowi on ponownie blisko 20 proc. obrotów branży, zaś faktoring krajowy – 80 proc. W czasie pandemii finansowanie eksporterów oraz importerów spadło do poziomu poniżej 17 proc. ogólnych obrotów naszej branży. Powrót do poziomu ok. jednej piątej świadczy o tym, że przedsiębiorcy uczestniczący w światowej wymianie handlowej ponownie zwiększyli swoją aktywność biznesową dodaje Jarosław Jaworski.

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa produkcyjne. Stanowią blisko połowę klientów sięgających po tę formę finansowania. Natomiast jedna trzecia to dystrybutorzy dóbr i produktów. Utrzymanie płynności finansowej w przypadku  tych dwóch sektorów decyduje o ich dalszym rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.obroty faktorów – struktura

Polacy uważają, że żyją ekologicznie, ale miesięcznie wyrzucają żywność o wartości blisko 3,3 mld zł

63 proc. Polaków uważa się za osoby żyjące ekologicznie wynika z badania zrealizowanego przez IQS na zlecenie Gumtree Polska na temat postaw ekologicznych Polaków. Pandemia oraz okres samoizolacji spowodowały, że 66 proc. respondentów ma więcej czasu na zachowania pro-ekologiczne i troskę o środowisko. Mimo to, wiedza o ekologii i realne działania Polaków wskazują, że przed nami długa droga do przebycia. A zmiany powinniśmy zainicjować jak najszybciej my, konsumenci.

Polacy nie znają dobrze filozofii zero waste

Zaledwie co trzeci Polak spotkał się do tej pory z pojęciem „zero-waste” i deklaruje, że wie co ono oznacza. To zaskakująco niski wynik, zważając na fakt, że w ostatnich latach popularne firmy i koncerny głośno zobowiązują się do funkcjonowania w zgodzie z filozofią „zero odpadów”. Co ciekawe, mężczyźni znacznie częściej wskazują na brak znajomości tematu – co czwarty z nich wskazał, że spotkał się z tym pojęciem, ale nie jest pewny, czy wie co oznacza. Wśród osób, które deklarowały znajomość „zero-waste”, prawie co druga z nich (46 proc.) wskazała, że zasady tej filozofii wdrożyła w swoim domu w ostatnim roku.

Miliardy złotych do śmieci

Mimo że w ostatnim czasie ceny wywozu śmieci były podwyższane kilkukrotnie – w Polsce drugi rok z rzędu usługa ta drożeje najszybciej w Europie, wciąż generujemy odpady na potęgę. Gumtree Polska poprosiło o oszacowanie, jakiej wartości produkty trafiają z domów Polaków do kosza. Okazało się, że przeciętny Kowalski miesięcznie wyrzuca do śmieci artykuły spożywcze o wartości 104,10zł. W perspektywie całego kraju daje to zatrważającą liczbę – dorośli Polacy[1] marnują 3,279 mld zł co miesiąc.

– Nasze badanie wykazało, że mężczyźni wyrzucają do śmieci żywność o średniej wartości o 25,51zł wyższej niż kobiety. Jednak największym marnotrawstwem wykazują się młodzi ludzie w przedziałach wiekowych 18-29 lat oraz 30-39 lat, do ich koszy trafia odpowiednio 128,42zł i 134,11zł w postaci produktów spożywczych – mówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.Najmniej odpadów generują osoby starsze po 50. roku życia, wyrzucają do kosza żywność o wartości 56,05zł. Młode pokolenia mają więc dobry wzorzec do naśladowania – dodaje Merska.

W badaniu Gumtree zbadano również, jaką wartość przedstawiają odzież, obuwie oraz akcesoria, które trafiają do kosza. Średnio Polacy wyrzucają produkty wyceniane na 159,02zł. Najwięcej śmieci z kategorii mody generują osoby o co najmniej dobrej sytuacji materialnej, wyrzucają artykuły warte 209,53zł rocznie. Dużą różnicę ze względu na płeć odnotowano w wycenie sprzętu elektronicznego trafiającego do śmieci. Kobiety zadeklarowały, że wyrzucają urządzenia o średniej wartości 105,22zł rocznie, z kolei mężczyźni aż o 50,03zł więcej.

Pandemia przyspieszyła wdrożenie dobrych nawyków

Z badania zrealizowanego dla Gumtree wynika, że miniony rok w pandemii pozytywnie wpłynął na zmiany postaw ekologicznych Polaków. 66 proc. badanych uważa, że lockdown spowodował, iż mają więcej czasu na zachowania pro-ekologiczne i troskę o środowisko. Wśród czynności, które częściej lub w ogóle zaczęli wykonywać w związku z pandemią wymieniano głównie: częstsze samodzielne gotowanie, dzięki czemu zamawiają mniej jedzenia na mieście (59 proc.) , kupowanie mniejszej liczby ubrań, butów czy akcesoriów (59 proc.), a także większa dbałość o segregację śmieci (48 proc.).

Najczęściej wymienianym powodem wprowadzania nowych nawyków była większa ilość czasu spędzanego głównie w domu oraz ograniczenie spotkań ze znajomymi (54 proc.). Niewiele mniej badanych po prostu dostosowało się do sytuacji (47 proc.). Jednocześnie Polacy odczuwają kilka barier we wdrożeniu zasad ekologicznego życia. Największą z przeszkód jest ograniczona zasobność ich portfela i zbyt wysokie ceny produktów eko – taką odpowiedź wybrało 55 proc. badanych. Wartość ta jednak spadła w porównaniu z podobnym badaniem Gumtree z 2019 roku – wtedy ograniczenia finansowe wskazało 61 proc. respondentów.[2] W dalszej kolejności badani jako barierę we wprowadzeniu pro-ekologicznych zmian wymieniali: 24 proc. trudność w przekonaniu do zmian najbliższych w moim gospodarstwie domowym (częściej kobiety – 29 proc., mają większy problem niż mężczyźni – 19 proc.), oraz 23 proc. brak wiedzy na temat tego, co mogliby zmienić.

Społeczeństwo i rząd powinni podjąć działania naprawcze

Oprócz podejmowanych działań w polskich domach, Gumtree sprawdziło, gdzie zdaniem Polaków tkwi globalny problem kryzysu klimatycznego. Najwięcej, ponieważ 56 proc. badanych wskazało, że to firmy i koncerny produkcyjne oraz usługowe znacząco wpływają negatywnie na obecną sytuację ekologiczną na świecie. Kolejnymi popularnymi wskazaniami były:  rząd i instytucje państwowe (50 proc. wskazań), a także społeczeństwo i konsumenci (49 proc.).

– Zapytaliśmy badanych o to, kto powinien podjąć działania naprawcze, zmierzające do poprawy sytuacji klimatycznej. Respondenci wskazali, że inicjatywa powinna rozpocząć się od społeczeństwa (69 proc.) oraz rządu i instytucji państwowych (69 proc.). Na podium znajdują się także szefowie firm i koncernów (55 proc.). – dodaje Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Badanie Gumtree.pl zostało zrealizowane przez IQS na początku kwietnia 2021 metodą wywiadów on-line (CAWI) na reprezentatywnej próbie 800 Polaków w wieku 18-65 lat.

[1] Na podstawie obliczeń własnych: Polacy w wieku produkcyjnym i poprodukcyjnym (18+): 31,497mln

[2] Badanie Gumtree.pl zrealizowane przez SW Research, luty 2019

Osłabienie dolara

Poniedziałkowa wyprzedaż dolara utrzymała się w nocy i choć nie widać bezpośredniego czynnika, nie ma zdziwienia kierunkiem zmian. W nocy rosnące ceny surowców, jak ruda żelaza i ropa naftowa, pomagają walutom surowcowym, ale też sugerują, że rynki finansowe dyskontują lepsze perspektywy dla globalnego ożywienia.

Napływające dane są dobre (jak choćby dzisiejsze odczyty z brytyjskiego rynku pracy), podczas gdy nic strasznego nie dzieje się w temacie walki z pandemią. Chociaż doniesienia z ubiegłego tygodnia o problemach ze szczepionką Johnson&Johnson mogły być niepokojące, nie wpłynęły silniej na nastroje, a inne firmy, takie jak Pfizer, szybko zareagowały, by uzupełnić lukę w dostawach, także w Europie. Od wczoraj wszyscy dorośli Amerykanie mogą zgłosić się na szczepienie. Szczepienia są kontynuowane w szybkim tempie poza USA; w Europie już ponad 20% mieszkańców zostało zaszczepionych. Dzięki temu ożywienie gospodarki światowej powinno z czasem stać się bardziej zsynchronizowane i tą drogą wspierać aktywa ryzykowne. Nawet jeśli po wczorajszych zachowaniu rynku akcji nie widać optymizmu, trzeba pamiętać, że w ubiegłym tygodniu rekordy indeksów były poprawiane, kiedyś musi przyjść na chwilę oddechu, podczas gdy waluty ryzykowne tylko mają czas na nadganianie.

W tym schemacie osłabienie dolara postępuje szybciej niż pierwotnie zakładałem. W ostatnich dniach zwracałem uwagę na utratę wsparcia przez USD ze strony rentowności obligacji USA, ale spodziewałem się więcej zawahania w odbudowie apetytu na ryzyko m.in. w związku z ryzykami trzeciej fali zachorowań w Europie. Globalnie rozwój wypadków wygląda na tyle dobrze, że można szeroko realizować strategię reflacyjną. Wzrost cen surowców sprzyja najmocniej walutom powiązanym, stąd mocna postawa AUD, NZD i NOK. CAD jest w tyle ze względu na bliskość geograficzną z USD oraz wyczekiwanie jutrzejszej decyzji Banku Kanady. Wreszcie wraca popyt na funta z inwestorami podłapującymi dołki po marcowej korekcie z oczekiwaniami przyspieszenia ożywienia gospodarczego. Najbardziej zaskakujący jest wzrost EUR/USD, w czym jednak bardziej widzę odzwierciedlenie negatywnego nastawienia do dolara niż silnego przekonania do siły euro. Ale jeśli w koszyku dolarowym DXY euro stanowi prawie 58 proc., nie można sprzedawać dolara bez kupowania unijnej waluty.

Tymczasem po złotym nie do końca widać wzrost apetytu na ryzyko. USD/PLN obniża się do 3,77 i jest najniżej do początku marca, ale EUR/PLN wrócił ponad 4,55. Do znudzenia można w tym miejscu przypominać, że złoty jest obciążony niepewnością o orzeczenia TSUE i SN w sprawie kredytów frankowych i ich wpływ na potrzeby banków do zamknięcia pozycji walutowych, co oznacza kupno walut obcych za złote. Nie pomagają jastrzębie komentarze z RPP. Dziś rano E. Gatnar w wywiadzie dla PAP stwierdził, że z powodu rosnącej inflacji (Gatnar spodziewa się 4 proc. w przyszłym miesiącu) Rada powinna zmienić retorykę i stopniowo podnosić stopę referencyjną o 0,10-0,15 pkt. proc. Członek RPP opowiada się za pierwszą podwyżką już w drugiej połowie 2021 r. Moim zdaniem jest bardzo mało prawdopodobne, aby wniosek o podwyżkę znalazł większość przed trzecim kwartałem 2022 r. Jakkolwiek rynek stopy procentowej (kontrakty FRA) wycenia 13 pb podwyżki do końca tego roku, w obecnym położeniu nie sądzę, aby złoty mógł skorzystać na wzroście oczekiwań dotyczących stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane GIP: Mniej kontroli u pracodawców. Ale problemów nie brakuje, zwłaszcza z BHP i wynagrodzeniami

W I kwartale br. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła o około 60% mniej kontroli pracodawców niż w analogicznym okresie 2020 r. Natomiast liczba decyzji, wydanych przez inspektorów, spadła o dwie trzecie. Ze statystyk wynika też, że głównym problemem wciąż pozostają kwestie dotyczące przestrzegania przepisów BHP. Ale widać także nieprawidłowości związane z wypłacaniem wynagrodzeń. Komentujący to eksperci mówią, że obecne regulacje są często nieudolnie skonstruowane i dość trudne do przestrzegania. A dziś pracodawcy walczą przede wszystkim o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. 

Jak wynika ze wstępnych danych, od początku stycznia do końca marca br. PIP przeprowadziła prawie 6,4 tys. kontroli. W analogicznym okresie 2020 roku było ich ponad 15 tys. Spadek ten to w głównej mierze wynik ogłoszonego stanu pandemii, co zaznaczają eksperci z Departamentu Nadzoru i Kontroli oraz Departamentu Planowania, Analiz i Statystyki GIP. I dodają, że PIP musiała wypracować nowe formy działań. One zaowocowały uregulowaniami pozwalającymi na prowadzenie kontroli zdalnych i hybrydowych.

– PIP planuje kontrole, ale też reaguje na skargi napływające od pojedynczych pracowników. Sytuacja gospodarcza ewidentnie pogorszyła się wskutek pandemii. Są firmy i sektory, które odczuwają poważne problemy. Pracodawcy szukają oszczędności, a to w większym stopniu skłania do naruszania przepisów prawa pracy. Oczywiście, to w żaden sposób ich nie usprawiedliwia – komentuje dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak podkreślają eksperci GIP, wyniki kontroli wskazują, że stan przestrzegania przepisów prawa pracy nadal odbiega od oczekiwań. Przyczyny tego stanu są różnorodne i mają związek z warunkami zewnętrznymi (makroekonomicznymi) i wewnętrznymi (mikroekonomicznymi) funkcjonowania przedsiębiorstw w Polsce. W pierwszym kwartale br. inspektorzy PIP wydali przeszło 18,8 tys. decyzji, a rok wcześniej – niemal 3 razy więcej, bo ponad 54,6 tys. W tym roku 18,2 tys. z nich dotyczyło przestrzegania przepisów BHP, a przeszło 600 – kwestii płacowych. W ub.r. było to odpowiednio powyżej 53,4 tys. i ponad 1,2 tys.

– Jak zawsze PIP skupia się na BHP. Główną przyczyną tego jest rozległość oraz niska jakość polskich regulacji prawnych z tego zakresu. Przepisy są często niejasne, konstruowane nieudolnie. To sprawia, że są trudne do przestrzegania. Pracodawcy działając w najlepszej wierze i tak narażają się na zarzuty, gdyż przepisy mogą być różnie interpretowane – mówi adwokat Bartłomiej Raczkowski.

Natomiast dr hab. Spytek-Bandurska zaznacza, że do podstawowych obowiązków pracodawców należy wypłacanie wynagrodzenia w pełnej wysokości i w ustalonym terminie. Tego nie zmienia siła wyższa, np. ograniczenie funkcjonowania poszczególnych branż. Ekspert FPP dodaje, że w ostatnim czasie nie zostały wdrożone żadne nowe przepisy, które mogłyby spowodować jakieś wątpliwości interpretacyjne czy niewiedzę pracodawców. To dotyczy zarówno wspomnianych kwestii płacowych, jak i BHP.

– Problemy pandemiczne ewidentnie przekładają się na kwestie płacowe. Pracodawcy sięgają częściej do różnych rozwiązań, dzięki którym mają nadzieję ratować miejsca pracy. Korzystają z instrumentów pozwalających zawieszać uprawnienia płacowe czy zmieniają zasady wynagradzania. I tu również otwiera się pole do błędów – dodaje mec. Raczkowski.

Z kolei eksperci z GIP zaznaczają, że prawie 93% wszystkich firm w Polsce to zakłady zatrudniające do 9 osób. Stąd też najwięcej nieprawidłowości jest stwierdzanych w sektorze mikroprzedsiębiorstw. Pracodawcy najmniejszych zakładów nie nadążają za zmianami prawa. Są skupieni na przetrwaniu firmy, szczególnie w czasie epidemii. Tym można tłumaczyć trudności w spełnianiu niektórych wymogów prawa pracy. Nie zawsze stać ich też na fachową pomoc prawną.

– Pracodawcy powinni znać przepisy i podstawowe zasady BHP, bo od lat są stosowane takie same. Jednak musimy pamiętać o tym, że w wielu firmach zmieniła się organizacja pracy, zostały wprowadzone mniej korzystne warunki zatrudnienia. Niekiedy szybko trzeba było przejść na zdalne wykonywanie obowiązków zawodowych. Teoretycznie mogły więc pojawić się problemy, wynikające z niewiedzy w tym zakresie – stwierdza ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.

W związku ze stwierdzonymi naruszeniami w ww. kontrolach, w pierwszym kwartale 2021 roku skierowano ponad 22 tys. wniosków w wystąpieniach. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było ich przeszło 57 tys. Ostatnio wydano prawie 1,3 tys. poleceń, a wcześniej – ponad 3 tys. Na początku tego roku inspektorzy pracy najczęściej stwierdzali naruszenie przepisów i zasad BHP. Taki był efekt ponad 2,2 tys. kontroli. Ponadto w przeszło 600 przypadkach ustalono nieprawidłowości w zakresie wypłacania wynagrodzenia. Natomiast w 2020 roku najczęściej nakazywano usunięcie stwierdzonych uchybień dotyczących przepisów i zasad BHP (przeszło 6,6 tys. kontroli).

– Przede wszystkim stwierdzano naruszenie podstawowych obowiązków pracodawcy. Mowa tu m.in. o niezapewnieniu bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, również poprzez niewłaściwą organizację pracy. Do tego dochodzi niepoinformowanie pracownika na piśmie, nie później niż w ciągu 7 dni od dnia zawarcia umowy o pracę, o warunkach wykonywania pracy. Tak było w ponad 2,4 tys. kontroli – wyliczają eksperci z GIP-u.

Natomiast mec. Raczkowski jest zaskoczony tym, że wielu pracodawców nie wywiązuje się z obowiązku zawarcia pisemnej umowy lub przynajmniej potwierdzenia warunków zatrudnienia na piśmie. Ekspert obawia się, że to nie wynika z nieznajomości przepisów, ale z lęków przed zaciąganiem zobowiązań związanych z zatrudnieniem. Decydują się oni więc na przyjmowanie personelu na czarno i są na tym przyłapywani. Dla inspektora osoba pracująca na czarno jest pracownikiem, z którym nie zawarto pisemnej umowy lub nie potwierdzono na piśmie warunków zatrudnienia.

– Problemy organizacyjne i ekonomiczne nie mogą tłumaczyć braku poszanowania prawa, w tym przepisów określających właściwy poziom BHP. W szczególności nie niwelują obowiązków pracodawców wobec osób świadczących pracę, bez względu na podstawę prawną tego świadczenia – podsumowują eksperci z Głównego Inspektoratu Pracy.

Aż 70% ankietowanych Ukraińców wróciło z pracy do kraju przez pandemię

W marcu ubiegłego roku, gdy w Polsce odnotowano pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem, a potem wprowadzano obostrzenia, część pracodawców kreśliła czarny scenariusz. Obawiano się, że w efekcie zabraknie rąk do pracy zza wschodniej granicy. A jak pokazuje badanie OLX Praca „Zatrudnianie pracowników z Ukrainy”, 60 proc. stwierdziło, że restrykcje związane z pandemią nie utrudniły poszukiwań chętnych do pracy.

Marzec i kwiecień to miesiące, podczas których wielu pracodawców szuka osób do np. pracy sezonowej. Właściciele sadów i szklarni w ubiegłym roku obawiali się, że zamknięcie granic i kolejne obostrzenia spowodują problemy z zapełnieniem kadry pracowniczej. Część z nich to obcokrajowcy, głównie obywatele Ukrainy. Okres wakacyjny był jednak czasem luzowania obostrzeń oraz restrykcji i poprawieniem sytuacji na rynku pracy – to właśnie w tym okresie część cudzoziemców, która ze względów pandemicznych opuściła Polskę kilka miesięcy wcześniej, wróciła nad Wisłę i ponownie rozpoczęła pracę.

Zestawienie roczne również nie wypada najgorzej. Jak wynika z oficjalnych danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców z grudnia 2020 r. – mimo trudnego roku – utrzymała się tendencja wzrostowa odnośnie do liczby wniosków dotyczących legalizacji pobytu w Polsce. Przez 12 miesięcy złożono o 12 proc. więcej wniosków niż w roku 2019. Łącznie było ich ponad 280 tysięcy. Najliczniejszą grupą ubiegającą się o udzielenie zezwolenia na pobyt byli obywatele Ukrainy (74 proc. wniosków – ponad 200 tys. osób). Większość osób (76 proc.) swój wniosek motywowała aktywnością zawodową.

Ukraińcy na polskim rynku pracy

Aby przeanalizować skutki pandemii z ostatniego roku, OLX Praca przeprowadził w marcu tego roku badanie „Zatrudnianie pracowników z Ukrainy”, podczas którego zapytano grupę, w większości składającą się z właścicieli firm oraz kierowników działu HR, o zatrudnianie w ich firmach obywateli Ukrainy. Ankietowani pochodzili głównie z branż: budowlanej, usług i gastronomii oraz logistyki i transportu. Ponad połowa z nich potwierdziła, że w swojej firmie zatrudnia obywateli innych państw.

Większość ankietowanych (60 proc.) stwierdziło, że restrykcje związane z pandemią nie utrudniły poszukiwań pracowników z Ukrainy. Duża część pracodawców szuka pracowników ze wschodu przez osobiste polecenia (54,3 proc.) oraz bezpośrednio przez wyszukiwarki ofert pracy (53,2 proc.). Wśród tych, którzy uznali, że utrudnienia jednak były, ponad 63 proc. za przyczynę wskazało biurokrację. Kolejnymi odpowiedziami były: potrzeba zachowania warunków kwarantanny (42,4 proc.) oraz uwarunkowania prawne (24,2 proc.). Z kolei 62,1 proc. uznało, że ich zdaniem mniej Ukraińców szuka pracy za granicą.

W firmach wprowadzano wiele nowych rozwiązań, aby spełnić wymagania wynikające z obostrzeń. W ponad 87 proc. przypadków pracowników wyposażono w środki ochrony osobistej (maseczki i środki antyseptyczne), niespełna 60 proc. respondentów wskazało na obowiązkowy wymóg zachowania 1,5-metrowego odstępu społecznego, a 21,8 proc. ankietowanych pracodawców zapewniło załodze możliwość pracy w systemie zmianowym.

Niemal 80 proc. pracodawców odpowiedziało, że osoby zza wschodniej granicy są zatrudniane na taki sam okres jak wcześniej. Ponad 89 proc. respondentów nie obniżyło wynagrodzenia zatrudnionym Ukraińcom, a w 87,3 proc. przypadków warunki pracy nie uległy zmianie.

Ukraińcy o pracy za granicą podczas pandemii

OLX zapytał nie tylko polskich pracodawców, ale również osoby z Ukrainy o kwestie związane z poszukiwaniem pracy za granicą. Niemal połowa z nich potwierdziła, że pracowała lub pracuje na terenie Polski, a głównym czynnikiem determinującym wyjazd za granicę jest wynagrodzenie, które ich zdaniem na Ukrainie jest dużo niższe (59,4 proc.).

Część ocen polskich pracodawców nie pokrywa się z wypowiedziami osób z Ukrainy. Mimo że większość pracodawców uznała, że pandemia koronawirusa nie utrudniła poszukiwań pracowników z Ukrainy, to inne zdanie mają cudzoziemcy. Aż 55 proc. respondentów podkreśliło, że COVID-19 wpłynął na ich pracę za granicą. Ponad 70 proc. z nich wróciło przez pandemię do swojego kraju, część z nich ma możliwość kontynuowania pracy w formie zdalnej. Zdecydowana większość chce nadal pracować poza ojczyzną. Niemal połowa ankietowanych ukraińskich pracowników, którzy wzięli udział w badaniu OLX, zapewniła, że ich wynagrodzenie nie zostało obniżone.

Co pracodawcy oferują Ukraińcom?

Na co mogą liczyć pracownicy z Ukrainy? Najpopularniejszą formą zatrudnienia ukraińskich obywateli jest zdaniem ankietowanych pracodawców z Polski umowa o pracę (65,8 proc.) oraz umowa zlecenie (28,8 proc.). Zdaniem ankietowanych najczęściej Ukraińcy zatrudniani są na stałe z możliwością stałego pobytu (42,3 proc.).

Większość ankietowanych przedstawicieli firm zapewnia stałe godziny pracy (66,3 proc.), ponad połowa respondentów wypłaca premie za dobre wyniki, a 27 proc. badanych zapewnia i opłaca zakwaterowanie. Ponad 88 proc. pracodawców podkreśliło, że w ich organizacjach nie ma żadnych różnic w warunkach pracy dla obywateli Polski i Ukrainy.

U ponad 41 proc. firm respondentów – oprócz wynagrodzeń – są dodatkowe środki motywacyjne dla pracowników – 68,1 proc. wskazało na premię i nagrody za dobre wyniki, a prawie 35 proc. wspomniało o możliwości podnoszenia kwalifikacji oraz o szkoleniach.

A jak wynika z danych płynących zza wschodniej granicy, cały czas pojawia się sporo ogłoszeń kierujących na rynek polski. W okresie od 1 marca 2021 do 15 kwietnia 2021 r. w serwisie OLX.ua pojawiło się 4050 ofert pracy dla Ukraińców chcących podjąć pracę za granicą, z czego 1700 dotyczyło pracy w Polsce. Na oferty w naszym kraju odpowiedziano blisko 7 tys. razy. Średnia pensja oferowana pracownikom z Ukrainy wynosi 4077 zł netto.

Zarówno badania zrealizowane w Polsce, jak i na Ukrainie pokazują, że mimo trudnej sytuacji pandemicznej ukraińscy pracownicy chcą nadal w większości pracować za granicą. Głównym czynnikiem jest wyższe wynagrodzenie. Jak rodzimy rynek pracy będzie oddziaływał na pracowników zza wschodniej granicy po zniesieniu wszystkich obostrzeń? O tym przekonamy się w niedalekiej przyszłości. Skoro jednak zdaniem większości pracodawców obostrzenia nie wpłynęły na zmniejszenie liczby pracowników z Ukrainy w ich firmach, to może oznaczać, że po uspokojeniu sytuacji polski rynek pracy zasili liczna grupa chętnych do pracy ze Wschodu.

Gazy używane w przemyśle i medycynie będą wytwarzane ekologicznie. Producenci rezygnują z paliw kopalnych i sięgają po OZE

Gazy przemysłowe wykorzystywane są w przemyśle chemicznym, rafineryjnym, metalurgicznym i spożywczym, a także w ochronie środowiska czy medycynie. Tlen medyczny podawany jest chociażby w szpitalach pacjentom chorym na COVID-19. Wodór z kolei jest postrzegany jako przyszłość ekologicznego transportu. Proces produkcji gazów przemysłowych jest jednak energochłonny, a przez to i wysoce emisyjny. Dlatego producenci stopniowo przestawiają się na bardziej ekologiczne metody i zamieniają energię z paliw kopalnych na źródła odnawialne. Jednym z przykładów takich inwestycji jest zakład produkcyjny Linde Gaz Polska pod Wrocławiem, który w 100 proc. do produkcji gazów wykorzystuje energię z OZE.

Gazy są wykorzystywane np. do saturacji napojów gazowanych, kriogenicznego zamrażania żywności, pakowania w atmosferach ochronnych, natleniania stawów hodowlanych, uzdatniania wody, chłodzenia reaktorów, w produkcji półprzewodników dla sprzętów elektronicznych czy paneli słonecznych oraz w produkcji tworzyw sztucznych. Tlen podawany jest chociażby w szpitalach pacjentom, azot i dwutlenek węgla są wykorzystywane w przemyśle wydobywczym, zaś wodór, stosowany w technologii czystych paliw, jest postrzegany jako przyszłość ekologicznego transportu.

– Gazy przemysłowe są wykorzystywane w bardzo wielu procesach, aby zwiększyć ich produktywność i oszczędzać energię – mówi agencji Newseria Biznes Eric Schulze, prezes zarządu Linde Gaz Polska. – Ale to prawda, że ich produkcja sama w sobie jest bardzo energochłonna. Są jednak dwa obszary, w których możliwa jest redukcja zużycia energii. Pierwszym jest zielony wodór. Megatrendem na rynku jest jego produkcja z odnawialnych źródeł energii, dzięki czemu możliwy jest bezemisyjny transport. Drugi trend polega na pozyskiwaniu tlenu, azotu i innych gazów powietrznych w sposób ekologiczny, wykorzystując OZE. Takie podejście wdrożyliśmy w zeszłym roku w naszym zakładzie pilotażowym w Niemczech.

Pierwszym w Polsce zakładem produkującym gazy przemysłowe w 100 proc. z energii odnawialnej została z kolei fabryka Linde w podwrocławskich Biskupicach Podgórnych, w tzw. Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wytwarza się tam tlen, azot i argon o obniżonym śladzie węglowym.

– W Biskupicach Podgórnych zdecydowaliśmy się przejść na odnawialne źródła energii ze względu na duży popyt ze strony naszych klientów w Polsce. Kiedy otworzyliśmy pierwszy taki zakład pilotażowy w Niemczech, byliśmy zaskoczeni, że największe zapotrzebowanie na gazy ze źródeł ekologicznych wykazywała właśnie Polska, a nie – jak można się było spodziewać – Niemcy czy Austria. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na pierwszy zielony zakład produkcyjny w Polsce – wyjaśnia Eric Schulze.

Proces separacji powietrza, który jest częścią produkcji gazów przemysłowych, jest bardzo energochłonny. Wykorzystanie w nim energii pochodzącej z OZE w zastępstwie paliw kopalnych pozwala uniknąć emisji CO2 o wielkości 60 tys. ton rocznie. To równowartość, jaką w ciągu roku pochłania 3 tys. ha lasu. Taka wartość odpowiada też rocznej emisji  generowanej przez ok. 7 tys. gospodarstw domowych.

– Znaczenie tej decyzji o wykorzystaniu energii odnawialnej do produkcji gazów powietrznych jest ogromne. Mówimy tutaj o redukcji emisji dwutlenku węgla rzędu 60 tys. ton rocznie. Ta wartość odpowiada emisji małego miasta, w którym mieszka 8–10 tys. mieszkańców. Osiągniemy taką redukcję wyłącznie dzięki przejściu zakładu w całości na zieloną energię. W ten sposób zmniejszymy redukcję emisji o około 300 kg CO2 na każdą tonę tlenu lub azotu. To z kolei przekłada się na korzyści dla klientów, którzy mają pewność, że wraz z każdą dostarczaną przez nas cysterną gazów przemysłowych oszczędzają ok. 6 ton CO2. To jest emisja, za którą odpowiada jeden człowiek przez cały rok – precyzuje prezes zarządu Linde Gaz Polska.

Firmy, które zaopatrują się w podwrocławskim zakładzie Linde, dostają certyfikaty o księgowej redukcji dwutlenku węgla na podstawie miesięcznego zużycia zielonego tlenu, azotu i argonu. Cały proces produkcji w Biskupicach Podgórnych jest akredytowany i certyfikowany przez TÜV SÜD, znanego na całym świecie dostawcę usług audytorskich i certyfikacyjnych.

– Dajemy klientom wybór, czy chcą korzystać z konwencjonalnych, czy z ekologicznych gazów. Nie da się ich jednak w żaden sposób odróżnić, więc jest to kwestia zaufania do producenta. Dlatego współpracujemy z TÜV SÜD, który jest wiodącą organizacją certyfikującą w dziedzinie energii, również rozliczania energii odnawialnej. Certyfikacji podlegają nasze procesy, rozliczenia i cały zakład produkcyjny, tak aby klienci mieli pewność, że rzeczywiście trafiają do nich produkty ekologiczne – podkreśla Eric Schulze.

Linde jest jednym z największych na świecie producentów gazów przemysłowych i medycznych na świecie. W ubiegłym roku sprzedaż firmy sięgnęła 27 mld dol., co daje jej znaczący udział w całym globalnym rynku. Wdrożenie ekologicznych metod produkcji to odpowiedź firmy na zmiany klimatyczne, pozwalająca ograniczyć ślad węglowy, wpływ na środowisko i spełnić oczekiwania ze strony organów regulacyjnych. Strategia Linde zakłada redukcję własnej emisji gazów cieplarnianych o 35 proc. do 2028 roku. Z drugiej strony, inwestując w ekologiczną produkcję, firma pomaga też w ograniczeniu śladu węglowego i wpływu na środowisko swoich klientów.

– Wartość i znaczenie tych zobowiązań podkreśla fakt, że 18. rok z rzędu znaleźliśmy się w notowaniach indeksu zrównoważonego rozwoju Dow Jones. To dla nas dodatkowa motywacja, żeby kontynuować ekologiczną rewolucję i transformację branży – mówi prezes Linde Gaz Polska.

Firmie już udało się zrobić duży krok w kierunku realizacji swojej proekologicznej strategii. Pod koniec ubiegłego roku ogłosiła zmniejszenie intensywności emisji gazów cieplarnianych (GHG) o 16 proc. w porównaniu z 2018 rokiem.

– Wykorzystanie źródeł odnawialnych nie kończy się na naszym pierwszym zakładzie produkcyjnym. Z wieloma naszymi klientami z sektora prywatnego – choć zapraszamy do współpracy również sektor publiczny – mamy wspólną wizję produkcji opartej w przyszłości w 100 proc. na energii odnawialnej – podkreśla Eric Schulze.

Raport firmy analitycznej Grand View Research pokazuje, że globalny rynek gazów przemysłowych w 2020 roku był wart ok. 92 mld dol. i według prognoz będzie rósł w średniorocznym tempie 6 proc., przekraczając 147 mld dol. w 2028 roku. Analitycy spodziewają się, że do tego wzrostu będzie przyczyniać się wciąż postępująca industrializacja i urbanizacja, a silny wzrost odnotują zwłaszcza elektroniczne zastosowania gazów przemysłowych ze względu na rosnące zapotrzebowanie na elektronikę, płaskie wyświetlacze panelowe i półprzewodniki.

Wartość kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom jest najniższa od pięciu lat

Wartość kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w 2020 r. jest najniższa od pięciu lat. Ich wartość spadła w stosunku do 2019 r. aż o 26,5%. A w konsekwencji spadła wartość portfela kredytowego mikroprzedsiębiorców, który wyniósł na koniec 2020 r. 73,03 mld zł. Z danych BIK na koniec 2020 r. wynika, że portfel wszystkich spłacanych kredytów przez właścicieli mikrofirm spadł o 1,8 mld zł r/r. Czyżby w dobie pandemii i lockdownu mały biznes nie potrzebował zastrzyku finansowego na rzecz rozwoju swojej działalności gospodarczej? A może banki obawiają się podwyższonego ryzyka?

Płynność finansowa jest ważna dla prowadzonej działalności gospodarczej w każdej sytuacji. To niczym tlen, który dla firmy oznacza utrzymanie ciągłości działania, zapewnienie wypłat dla pracowników oraz możliwość kontynuowania spłaty wszelkich zobowiązań.

W obliczu pandemii, która z powodu zamrożenia wielu obszarów gospodarki zagroziła utrzymaniu płynności finansowej firm, z pomocą ruszyły tarcze osłonowe (Tarcze Finansowe PFR 1.0 i 2.0). Pomoc dla firm dotkniętych pandemią zaoferowały także banki, umożliwiając skorzystanie z możliwości zawieszenia spłaty rat kredytu – moratoria kredytowe, powszechnie zwane „wakacjami kredytowymi”.

Z danych BIK wynika, że na 534 tys. mikrofirm w Polsce posiadających kredyty, 68 tys. skorzystało z moratoriów bankowych na kwotę 29,7 mld zł. Według stanu na 19.04.br. do bazy BIK zaraportowano umowne wakacje kredytowe dla przedsiębiorstw w liczbie 7,1 tys. kredytów na kwotę 5,8 mld zł. W porównaniu t/t, czyli do stanu na 12.04.br. liczba rachunków objętych wakacjami kredytowymi spadła o 219 szt., a kwota o 68 mln zł.

Skorzystanie z instrumentów pomocowych z pewnością pozwoliło złapać oddech niejednemu przedsiębiorcy oraz przetrwać trudny czas dla swojego biznesu. Tymczasem kredytów na finansowanie swojej działalności gospodarczej przedsiębiorcy zaciągają znacząco mniej.

Wartość udzielonych kredytów bankowych w całym 2020 r. wyniosła 17,33 mld zł, co oznacza spadek o 26,5% w relacji do roku 2019. Co więcej, wynik ten jest najniższy od pięciu lat, odkąd akcja kredytowa tylko pięła się w górę.

kredyty sla msp 2

kredyty sla msp

Od 2015 r. regularnie przyrastał też portfel kredytów udzielanych mikrofirmom. Na początku 2016 r. wynosił on 46,7 mld zł i rósł stopniowo, osiągając na koniec 2019 r. rekordową wartość 74,8 mld zł. Teraz portfel wart jest 73 mld, co oznacza koncentrację kredytobiorców firmowych na spłacaniu swoich rat niż zaciąganiu nowych zobowiązań.

– Z perspektywy banków, niską akcję kredytową można tłumaczyć ostrożnym podejściem do rozpatrywania nowych wniosków o kredyt. Dla bankowców kluczowe znaczenie ma dbałość o ograniczanie ryzyka w procesie kredytowym. Warto zaznaczyć, że poziom szkodowości kredytów, mikroprzedsiębiorców, w porównaniu z kredytami mieszkaniowymi czy ratalnymi osób prywatnych jest dużo wyższy – wynosi on ponad 16% – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Mówiąc o sytuacji małego biznesu trzeba dodać, że lockdown właściwie wyłączył z działalności część branż, jak chociażby gastronomię, hotelarstwo czy turystykę. Co więcej, w momencie korzystania z moratorium umownego, mikroprzedsiębiorca nie mógł zwiększać zadłużenia. Dlatego, z pewnością również obecnie, w trzeciej fali pandemii, bankowcy dokładnie przyglądają się jakości zobowiązań spłacanych zwłaszcza przez tych kredytobiorców, którzy powrócili do regularnej spłaty po zakończeniu moratoriów oraz w branżach najbardziej dotkniętych przez pandemię – uzupełnia główny analityk BIK.

Co się zmieniło w kodeksie pracy?

Ubiegły rok pandemiczny przyniósł nam wiele zmian w Kodeksie pracy. Kryzys spowodowany przez koronawirusa wymógł na ustawodawcy wprowadzenie rozwiązań, które pomogły w utrzymaniu pracowników i umożliwieniu im pracy z domów. W bieżącym roku resort nie osiada na laurach. Wprowadził już w życie kilka nowelizacji, które obowiązują od stycznia – a kolejne są w przygotowaniach. Najważniejszą zmianą, która oddziałuje na wiele elementów prawa pracy, jest podwyższenie płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2021 roku najmniejszą wypłatą za pełen etat pracy jest 2800 złotych brutto, a stawka godzinowa przy umowach cywilnoprawnych zwiększyła się do 18,30 złotych brutto. Jakie konsekwencje pociąga za sobą ta zmiana?

– Zmiana minimalnego wynagrodzenia zmienia wysokość innych świadczeń, ustalonych na podstawie płacy minimalnej. Między innymi stawkę godzinową dla umów cywilnoprawnych, ale także inne świadczenia. Wzrośnie na przykład dodatek za pracę w porze nocnej, jest bowiem kalkulowany w oparciu o stawkę godzinową, wynikającą z minimalnego wynagrodzenia za pracę – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Wyższe będzie odszkodowanie za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu oraz za mobbing. Osoba, która doświadczyła dyskryminowania lub mobbingu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Wzrośnie także pułap odprawy z tytułu zwolnień grupowych, które nie mogą przekraczać kwoty 10-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę. Pokłosiem tych zmian będzie również wzrost odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, który jest ustalany na podstawie przeciętnego wynagrodzenia. Kolejną równie ważną zmianą jest obowiązek zgłaszania do ZUS-u umów o dzieło. Budzi on sporo kontrowersji. W przypadku zawarcia umowy o dzieło z osobą, która nie pozostaje z firmą w stosunku pracy, pracodawca jest zobowiązany do zgłoszenia treści takiej umowy przez formularz RUD. Widzimy więc, że resort pracy nie próżnuje. Musimy przyzwyczaić się do zmian i spodziewać się kolejnych – wylicza Bocianowski.

Rekordowe wyniki w Grupie Plast-Box

Notowany na GPW producent opakowań z tworzyw sztucznych Plast-Box, osiągnął w 2020 roku historycznie najlepsze rezultaty zarówno na poziomie zysku EBITDA, jak i zysku netto. Grupa Kapitałowa  zamknęła ubiegły rok niemal z dwukrotnie wyższym zyskiem w porównaniu z odnotowanym w 2019 roku. W całym 2020 roku  zarobiła „na czysto” 15,3 mln zł czyli o 6,5 mln więcej niż rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 205,8 mln zł, a zysk EBITDA po wzroście o 59,2% r/r wyniósł 37,4 mln zł. W tym czasie Grupa kontynuowała kluczowe inwestycje rozwojowe, na które przeznaczyła łącznie 16 mln zł.

Mimo nadzwyczajnych okoliczności, w jakich przyszło nam funkcjonować w obliczu globalnej pandemii, roczna sprzedaż w Grupie uplasowała się na poziomie tylko nieznacznie niższym od poziomu wypracowanego w 2019 roku, co oceniam niezwykle pozytywnie – komentuje  Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Wypracowany w ostatnich latach model biznesowy, oparty na geograficznym, branżowym i asortymentowym zróżnicowaniu portfela, zdecydowanie się sprawdził. Pandemia pokazuje bardzo wyraźnie, jak istotna w takich sytuacjach jest dywersyfikacja biznesu. To szczególnie ważne mając na względzie, że pomimo wyjątkowo wymagającego czasu, udało nam się zrealizować wszystkie zaplanowane inwestycje i to w nakładzie znacznie większym niż w latach ubiegłych – podkreśla.

Na rezultaty roku 2020 w dużym stopniu miały wpływ korzystne ceny surowców na światowym rynku. Nie bez znaczenia była też utrzymana dyscyplina kosztowa, konsekwentnie realizowane założenia biznesowe, jak również działania optymalizacyjne podejmowane w spółkach Grupy w ciągu roku.

W ujęciu jednostkowym wyniki wypadają również imponująco. W ciągu 12 miesięcy 2020 roku spółka matka przy przychodach na poziomie 147,2 mln zł wygenerowała 23,5 mln zł wartości EBITDA i 16% marży EBITDA, co oznacza wzrost tych wartości względem ubiegłego roku o 6,4 mln zł (EBITDA) i 4,8 p.p. (marża EBITDA).

Plast-Box większość sprzedaży generuje za granicą. Na rynkach europejskich Grupa wypracowała 55% przychodów. W 2020 roku największymi zagranicznymi rynkami zbytu były Francja, Austria i Wielka Brytania.

Wydłuża się kolejka potrzebujących rehabilitacji postcovidowej. Czas rozpoczęcia zabiegów gra istotną rolę

Na początku kwietnia ruszył w Polsce szeroki program rehabilitacji postcovidowej. Mogą z niego skorzystać wszyscy pacjenci, który przechorowali COVID-19 i borykają się z problemami wydolnościowymi dłużej niż cztery–sześć tygodni. Usługi mogą świadczyć wszystkie placówki, które mają podpisane umowy z NFZ i odpowiednie zasoby kadrowe. – Rehabilitacja jest prowadzona przez trzy tygodnie, a po tym czasie badamy efekty. W większości przypadków następuje poprawa możliwości wysiłkowych, jakości życia pacjenta, zmniejszenie duszności i powrót do codziennej sprawności – mówi prof. Jan Szczegielniak ze Szpitala MSWiA w Głuchołazach, który rozpoczął pierwszy pilotażowy program takiej rehabilitacji.

Pomogliśmy do tej pory około 600 osobom, ale na rehabilitację w naszym szpitalu czeka trzy–cztery razy więcej pacjentów. Jej program jest związany z odpowiednią kwalifikacją chorego, ponieważ modele rehabilitacji różnią się intensywnością wysiłku fizycznego. Rehabilitacja jest ukierunkowana głównie na zwiększenie możliwości wysiłkowych chorego, w związku z tym kwalifikacja obejmuje ocenę tolerancji wysiłkowej, ocenę sprawności, duszności, czynności wentylacyjnej, pulsoksymetrię czy ocenę postawy ciała, ale zwracamy również uwagę na inne objawy – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Jan Szczegielniak, profesor Politechniki Opolskiej, krajowy konsultant w dziedzinie fizjoterapii, współautor pilotażu rehabilitacji po przebytym COVID-19, który jest realizowany w Szpitalu MSWiA w Głuchołazach.

Na podstawie tej kwalifikacji pacjent jest przydzielany do określonego modelu rehabilitacji. Codziennie otrzymuje od pięciu do ośmiu procedur medycznych, w zależności od potrzeb i możliwości – są one ukierunkowane na zwiększanie możliwości wysiłkowych, ale też zawierają elementy np. treningu relaksacyjnego. Program trwa trzy tygodnie, po których wykonywane są wstępne badania określające jego efekty.

– W większości stwierdzamy poprawę możliwości wysiłkowych, poprawę jakości życia pacjenta, zmniejszenie występującej duszności umożliwiające wykonywanie tych podstawowych czynności dnia codziennego – wyjaśnia profesor Politechniki Opolskiej.

W Polsce jest prawie 2,7 mln osób, które przechorowały COVID-19. Część z nich odczuwa znaczne pogorszenie funkcji płuc, obniżoną tolerancję na wysiłek fizyczny, zmniejszenie siły mięśniowej, przewlekłe zmęczenie lub powikłania neurologiczne i kardiologiczne. Dotyczy to zarówno pacjentów, którzy byli hospitalizowani, jak i osób, które przeszły koronawriusa skąpoobjawowo lub bezobjawowo.

Pomocy w powrocie do normalnego funkcjonowania wymagają zarówno osoby starsze, jak i młodzi pacjenci, a skala potrzeb jest coraz większa. W szpitalu w Głuchołazach wolne terminy na rehabilitację pulmonologiczną po COVID-19 są dopiero na sierpień 2022 roku. Dlatego 2 kwietnia Ministerstwo Zdrowia uruchomiło program rehabilitacji postcovidowej w całym kraju. W programie może uczestniczyć każdy podmiot medyczny, który świadczy usługi rehabilitacyjne i ma podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Świadczenia mogą być udzielane zarówno na oddziałach rehabilitacyjnych, jak i w warunkach ambulatoryjnych oraz w domu pacjenta.

– Są osoby, którym wystarczy rehabilitacja ambulatoryjna, są takie, które będą wymagały rehabilitacji stacjonarnej z opieką lekarską, pielęgniarską, konieczną szczególnie przy chorobach współistniejących, i specjalistyczną rehabilitacją zarówno neurologiczną, jak i psychologiczno-psychiatryczną – mówi krajowy konsultant w dziedzinie fizjoterapii. – Wyobrażam sobie także formy telerehabilitacji, które zostały już sprawdzone chociażby u pacjentów kardiologicznych.

Zgodnie z założeniami rządowego programu okres rehabilitacji po COVID-19 może trwać od dwóch do sześciu tygodni, przy czym powinien się rozpocząć nie później niż 12 miesięcy od zakończenia leczenia. Pacjenci mogą liczyć na co najmniej 96 zabiegów, w tym m.in. kinezyterapię ze szczególnym uwzględnieniem treningu wytrzymałościowego, ćwiczenia oddechowe, ogólnousprawniające, inhalacje indywidualne, treningi marszowe, balneoterapię, masaże, hydroterapię, fizykoterapię czy leczenie dietetyczne.

Konieczny jest także monitoring pacjentów po zakończeniu rehabilitacji. Niestety czasami trzytygodniowa rehabilitacja nie powoduje całkowitego ustąpienia dolegliwości. Dlatego informujemy naszych podopiecznych, gdzie mogą się zgłaszać i co mogą zrobić dalej, by kontynuować zabiegi – zaznacza prof. Jan Szczegielniak. – Bardzo ważny jest aspekt monitorowania pacjentów i nad tym myślimy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektóre objawy mogą utrzymywać się powyżej pół roku.

Zaznacza również, że należy uruchomić takie zasoby ludzkie, aby z jednej strony umożliwić pacjentom covidowym wczesne usprawnianie, a z drugiej strony nie przesłonić potrzeb tych pacjentów, którzy cierpią na inne schorzenia i również potrzebują wsparcia rehabilitantów.

Przesyłki kurierskie już w tym roku staną się bardziej ekologiczne. DHL powiększy flotę elektryków do blisko 150 aut, a w najbliższych latach do ponad 500

Sektor transportu ma znaczący udział w emisji dwutlenku węgla w Europie. Bez zdecydowanych proekologicznych działań może ona wzrosnąć w branży o 60 proc. do 2050 roku – wynika z szacunków Międzynarodowego Forum Transportu. Dlatego coraz więcej firm logistycznych i kurierskich decyduje się na zielone inwestycje w elektryczne auta dostawcze. Poza aspektem ekologicznym mają one także inne korzyści – są niemal bezgłośne, mogą korzystać z buspasów i pozwalają uniezależnić się od wahań cen na rynku paliw. Na samochody elektryczne stopniowo przesiadają się m.in. kurierzy DHL Parcel. Firma będzie sukcesywnie w kolejnych latach inwestować w zieloną flotę.DHL Parcel_odpowiedzialni z natury Eko-flota DHL Parcel Ładowanie samochodu elektrycznego

– Do końca roku planujemy mieć blisko 150 takich pojazdów, a w kolejnych trzech latach około 500 – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Wnęk, wiceprezes ds. operacyjnych DHL Parcel Polska. – Zgodnie z naszą korporacyjną strategią „Zero Emissions 2050” chcemy zredukować naszą emisję CO2 do atmosfery do zera, w związku z czym będziemy stale inwestować w takie samochody. Każdego roku będzie przybywać od kilkudziesięciu do 100 pojazdów w naszej flocie.

Jak wynika z „Barometru Flotowego 2020” Arval Mobility Observatory, już w tej chwili 30 proc. polskich firm wykorzystuje alternatywne technologie napędu (elektryki, hybrydy, LPG). Jednak jak na razie samochody elektryczne wprowadziło do swojej floty tylko 3 proc. przedsiębiorstw. Branża kurierska w coraz większym stopniu jest jednak świadoma, że inwestycja w elektryki powoli staje się koniecznością, która przynosi wiele korzyści.

– Pojazdy kurierskie realizują średnio od 100 do 200 km dziennie, jeżdżąc przez cały czas w zamkniętym terytorium aglomeracji danego miasta. Dojeżdżają do domów i realizują bardzo dużo dostaw, które rzeczywiście powinny być zeroemisyjne. Dlatego bardzo ważne, żeby krok po kroku elektryfikować tę flotę – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Elektryki, które w tym roku zasilą ekoflotę DHL Parcel, to eVAN-y produkcji MAN Truck & Bus Polska. W ramach wynajmu długoterminowego z pełną obsługą dostarczyła je firma Arval. Pojazdy cechują się nie tylko zerową emisją, lecz także bardzo niskim poziomem hałasu, co pomoże zwiększyć komfort pracy kurierów w trakcie długich tras.

– Jedną z cech modeli eTGE jest to, że są one wyposażone w silnik elektryczny z akumulatorem litowym, którego ładowanie odbywa się za pośrednictwem sieci zewnętrznej, ale także dzięki rekuperacji energii podczas hamowania. Zasięg pojazdu wynosi około 170 km. Możemy się również pochwalić imponującą ładownością 10,7 metrów sześciennych. Kolejnym aspektem jest to, że eVAN pomoże DHL znacznie ograniczyć koszty działalności, zmniejszyć koszty utrzymania, a także ograniczyć hałas i emisję dwutlenku węgla ze względu na zerową emisję. Warto też wspomnieć o niższych kosztach ubezpieczenia i ulgach podatkowych – wymienia Marc Martinez, dyrektor zarządzający MAN Truck & Bus Polska.

Jak podaje Komisja Europejska, sektor transportu wnosi około 5 proc. unijnego PKB i zatrudnia w Europie ponad 10 mln pracowników. Między innymi dlatego ma kluczowe znaczenie dla europejskich przedsiębiorstw, a także globalnych łańcuchów dostaw.

W Polsce – m.in. ze względu na szybki wzrost gospodarczy – emisje z sektora transportu rosną nawet szybciej niż w skali europejskiej. W latach 2005–2017 zwiększyły się w sumie aż o 76 proc., podczas gdy w UE w tym samym czasie nastąpił 3-proc. spadek – wynika z danych przytaczanych w raporcie przygotowanym w ramach projektu LIFE Climate CAKE PL.

– Emisje sektora transportowego są jednymi z najistotniejszych w łącznej liczbie emisji generowanych zarówno w całej UE, jak i w Polsce. Ten sektor odpowiada za ok. 15 proc. i cały czas jego udział rośnie, co wynika z faktu, że z roku na rok pojazdów przybywa w szybkim tempie. Przez ostatnich 10 lat liczba pojazdów w Polsce zwiększyła się nawet o 10 mln. Dlatego ważne jest, aby szybciej obniżać te emisje, zahamować ich wzrost – podkreśla Maciej Mazur.

Międzynarodowe Forum Transportu (ITF) wskazuje, że obecne działania na rzecz dekarbonizacji tego sektora są zdecydowanie niewystarczające, aby powstrzymać wzrost emisji, nie mówiąc już o odwróceniu trendu. Według ITF emisja CO2 z działalności transportowej wzrośnie o ok. 60 proc. do 2050 roku (w scenariuszu, który zakłada dalsze niewystarczające działania), co będzie wynikać głównie z silnego wzrostu popytu na transport.

Swój udział będzie mieć w tym również branża e-commerce. Dalszy szybki rozwój internetowego handlu może zwiększyć globalne wolumeny przewozów o 2–11 proc. do 2050 roku (w zależności od zastosowanego środka transportu). Emisje CO2 związane z przewozami paczek wzrosłyby zaś o ok. 4 proc. („ITF Transport Outlook 2019”).

– Każdy z nas, jeśli dotychczas nie korzystał w dużym stopniu z usług kurierskich, to w trakcie pandemii miał z nimi do czynienia dużo częściej. Te dziesiątki tysięcy przejazdów realizowanych w ramach miast mogą i powinny odbywać się przy użyciu pojazdów zeroemisyjnych. Dlatego branża kurierska ma istotną rolę w ograniczaniu emisji, a ostatni rok był tego potwierdzeniem – mówi dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Liczymy, że firmy działające w tych branżach będą przykładami pozytywnej zmiany.

DHL Parcel realizuje globalny program ochrony środowiska GoGreen i strategię „Misja 2050: Zero Emisji”, która przewiduje, że do 2050 roku firma ograniczy emisję CO2 w swoich procesach logistycznych do zera. Wiceprezes ds. operacyjnych firmy Bartłomiej Wnęk wskazuje, że inwestycje w ekoflotę to niejedyny sposób, w jaki branża kurierska może przyczynić się do redukowania emisji i poprawy stanu środowiska.

– To również m.in. poprawianie infrastruktury operacyjnej sortowni i terminali, inwestowanie w instalacje fotowoltaiczne oraz inne systemy przyjazne środowisku, jak np. odzyskiwanie wody deszczowej – wymienia Bartłomiej Wnęk.

Jak wynika z uruchomionego przez PSPA i PZPM Licznika Elektromobilności, na koniec grudnia w Polsce było zarejestrowanych łącznie 18 875 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W ubiegłym roku przybyło ich 9879 sztuk (czyli o 140 proc. więcej niż w 2019 roku). Z kolei park elektrycznych pojazdów dostawczych i ciężarowych wynosił na koniec grudnia 839 egzemplarzy, a liczba rejestracji wzrosła o 13 proc.

Eksperci prognozują, że w najbliższych latach rejestracje elektryków osiągną poziom kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy sztuk rocznie. Już w 2021 roku do wzrostu ich popularności powinny przyczynić się m.in. nowelizacja ustawy o elektromobilności, wprowadzenie e-taryfy czy uruchomienie systemu wsparcia dla pojazdów elektrycznych ze środków NFOŚiGW.

UE nie radzi sobie z przywracaniem ruchu lotniczego. Paszport szczepionkowy może się okazać ratunkiem dla europejskich przewoźników

Trwające w wielu europejskich krajach lockdowny nie sprzyjają zwiększaniu liczby połączeń lotniczych w ruchu regularnym i czarterowym. – Unia Europejska niestety najgorzej sobie radzi w lotnictwie ze względu na to, że jest tak duża niepewność – mówi Artur Tomasik, prezes zarządu Katowice Airport i Związku Regionalnych Portów Lotniczych. W konsekwencji europejskie linie lotnicze przeżywają głęboki kryzys. Ratunkiem może się okazać Cyfrowy Zielony Certyfikat, czyli tzw. paszport szczepionkowy, który umożliwi bezpieczne podróżowanie w sezonie wakacyjnym.

Każdy kraj wprowadza swoje obostrzenia, restrykcje, w związku z tym linie lotnicze, aby nie generować kosztów, po prostu uziemiają samoloty. Skutek jest taki, że mamy dzisiaj spadek w ruchu regularnym w Polsce sięgający ponad 90 proc. Nie jest to wina tylko Polski i naszych ograniczeń, ale całej Unii Europejskiej. Mamy kwiecień i w zasadzie wszyscy przesunęli swoje loty na maj, a nawet na czerwiec i lipiec – mówi agencji Newseria Biznes Artur Tomasik. – Musimy doprowadzić do takiego stanu procedury, aby one były jasne, obliczalne i czytelne dla wszystkich uczestników rynku.

Według prognoz Eurocontrol w zależności od rozwoju sytuacji epidemicznej i utrzymywanych restrykcji w Europie w maju br. ruch lotniczy będzie mniejszy o 55–70 proc. w porównaniu do maja 2019 roku. Rok temu spadki sięgały prawie 90 proc. Szansą na ożywienie ruchu w trzecim kwartale mają być paszporty szczepionkowe. Projekt wprowadzenia Cyfrowego Zielonego Certyfikatu Komisja Europejska przedstawiła w marcu br., a obecne plany zakładają, że będzie on funkcjonował już w czerwcu, czyli przed sezonem letnim. Kilka dni temu kraje członkowskie formalnie przyjęły mandat do negocjacji z Parlamentem Europejskim, który jeszcze w kwietniu ma uzgodnić swoje stanowisko w tej sprawie. Rozmowy pomiędzy instytucjami unijnymi a krajami członkowskimi mają rozpocząć się w maju.

Niestety Unia Europejska, co stwierdzam z przykrością, najgorzej radzi sobie z problemem latania po Europie i kryzysem w branży lotniczej – stwierdza Artur Tomasik. – Dlatego paszporty są bardzo dobrą inicjatywą Komisji Europejskiej.

Certyfikat ma ułatwić bezpieczne i swobodne przemieszczanie się między krajami Unii Europejskiej podczas pandemii. Paszport szczepionkowy będzie bowiem stanowił potwierdzenie, że dana osoba została zaszczepiona przeciwko COVID-19, uzyskała negatywny wynik testu na obecność koronawirusa lub przechorowała COVID-19 i jest ozdrowieńcem. Według projektu paszport będzie dostępny bezpłatnie w formie cyfrowej lub papierowej. Będzie zawierał ograniczony zestaw informacji, np. imię i nazwisko, datę urodzenia, datę wydania, informacje na temat szczepionki, wyniku testu oraz identyfikator. Poza tym Komisja Europejska planuje stworzenie specjalnego systemu, który zapewni weryfikację wszystkich certyfikatów.

Specjalny kod QR będzie identyfikował każdego pasażera od strony danych osobowych, a jednocześnie zabezpieczał te dane. Będzie także umożliwiał wprowadzenie do systemu informacji, które zwalniają z kwarantanny i dają możliwość swobodnego poruszania się po Unii Europejskiej. To wszystko spowoduje, że będziemy mieli jednolitą procedurę dotycząca bezpiecznego przemieszczania się w całej UE i na pewno to pozwoli na szybkie wznowienie ruchu lotniczego – zakłada prezes Katowice Airport.

Naszym głównym celem jest zapewnienie łatwego w użyciu, niedyskryminacyjnego i bezpiecznego narzędzia, gwarantującego pełne poszanowanie zasad ochrony danych. Nadal pracujemy też nad wypracowaniem z innymi partnerami spójnego podejścia w skali międzynarodowej – podkreślała w marcu br. Věra Jourová, wiceprzewodnicząca KE do spraw wartości i przejrzystości.

Jak podkreśla prezes ZRPL, podróżowanie samolotem jest bezpieczne pod względem epidemiologicznym. Tym bardziej że branża lotnicza jako pierwsza wdrożyła wszystkie niezbędne procedury, m.in. pomiar temperatury przy wejściu do terminala lotniczego, zachowanie dystansu społecznego, dostęp do środków ochrony osobistej oraz płynów do dezynfekcji.

Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do obsługi znacznej liczby pasażerów i liczę, że już od czerwca będzie to możliwe. Zapewne jeszcze w tym i następnym roku maseczki ochronne będą obowiązkowe i wejdą do powszechnego użytku, podobnie jak do tej pory było w Azji. Po pandemii będziemy pewnie nosić je profilaktycznie, według własnego uznania. Myślę, że to właśnie dzięki powszechnemu noszeniu maseczek i dezynfekcji rąk nie mamy problemu z innymi chorobami, np. z grypą – podsumowuje Artur Tomasik.

Paszporty szczepionkowe także mają być środkiem tymczasowym. Zostaną zawieszone, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosi koniec pandemii.

Nad wprowadzeniem paszportu cyfrowego pracuje także IATA, czyli Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych. Testy nowej aplikacji mobilnej IATA Travel Pass rozpoczęła właśnie linia Emirates, na razie na trasach między Dubajem a Barceloną oraz Londynem.

Polska ma szansę na wdrożenie czystych technologii węglowych obniżających emisyjność kopalni. Niezbędne jest jednak ich wsparcie finansowe

Węgiel można spalać tak, by praca elektrowni spełniała założenia niskoemisyjności – twierdzą eksperci z Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Technologie węglowe mogą też posłużyć do produkcji czystego paliwa czy odczynników chemicznych. Polityka Unii Europejskiej uniemożliwia jednak w dalszej perspektywie działanie energetyki węglowej w krajach wspólnoty. Szansą dla branży okołogórniczej może być jednak zapowiadane wsparcie dla Funduszu Badawczego Węgla i Stali na realizację projektów w zakresie czystej technologii węglowej.

– Węgiel może być innowacyjny. Producenci maszyn i górnictwo są wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt, wdrażana jest cyfryzacja, robotyzacja, internet rzeczy, to już działa od szeregu lat i mamy technologie na poziomie światowym. Szkoda by było tego know-how. Powinniśmy robić wszystko, żeby wspierać eksport do tych krajów, w których jest zapotrzebowanie na tego rodzaju maszyny, urządzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Transformacji górnictwa na Przemysł 4.0 pomagają rozwiązania takie jak opracowany przez polską firmę system e-kopalnia. Służy on do sterowania i monitorowania pracy maszyn. Pozwala na zdalne i lokalne sterowanie, agregację i transmisję danych, wizualizację procesów przemysłowych, a także archiwizację i analizę danych oraz generowanie raportów z pracy kopalni.

Cele klimatyczne obligują jednak Polskę do stopniowego wygaszania górnictwa węglowego. Tymczasem na przykład Chiny czy Japonia swoje bezpieczeństwo energetyczne opierają właśnie na węglu. Niechętnie do dekarbonizacji podchodzą też m.in. Stany Zjednoczone.

– W Polsce będziemy produkować węgiel jeszcze przez dwie dekady. Rynek zbytu jeszcze nie będzie całkowicie zamknięty. Ale żeby konkurować skutecznie z zagranicznymi producentami tego typu urządzeń, musimy być ekonomicznie konkurencyjni i innowacyjni – wskazuje Janusz Olszowski.

Założenia dotyczące dekarbonizacji wynikają przede wszystkim z promowania niskoemisyjnych lub zeroemisyjnych źródeł energii. Tymczasem do produkcji paliw uznawanych za niskoemisyjne, takich jak gaz, zbliżony pod względem właściwości do gazu ziemnego, również może posłużyć węgiel. Jest to także źródło, z którego można pozyskać inne ważne dla przemysłu surowce.

– Możemy produkować z węgla bardzo poszukiwane na świecie chemikalia czy benzynę. Do tej pory były to jednak technologie dość drogie. Opłacalność zależała oczywiście od cen na rynkach światowych, szczególnie gazu i ropy, ale istnieją takie możliwości. Co więcej, są też technologie do produkcji energii elektrycznej, dzięki którym możemy bardzo poważnie ograniczyć emisję dwutlenku węgla, nawet do takiego poziomu, jaki jest przy spalaniu gazu – podkreśla prezes GIPH. 

Komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego zdecydowała niedawno o utrzymaniu przez Fundusz Badawczy Węgla i Stali corocznego budżetu w wysokości 60 mln euro. Będzie z niego można finansować m.in. badania nad czystymi technologiami węglowymi, a także zagospodarowanie pogórniczych odpadów czy rekultywację hałd.

– Mamy szansę wdrożyć część tych czystych technologii do Polski. Może uda się trochę tego węgla zgazować czy wytworzyć z niego produkty chemiczne. Jest to pewnego rodzaju wyzwanie i szansa. Trzeba jednak znaleźć środki, inwestorów, kogoś takiego, kto by chciał w to zainwestować, bo to są drogie technologie – mówi Janusz Olszowski.

Z danych Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynika, że na koniec 2020 roku w polskim górnictwie zatrudnionych było ponad 80 tys. osób., z czego tylko w województwie śląskim ponad 71 tys. W ujęciu rok do roku zatrudnienie w tym sektorze spadło o ponad 3,2 tys. osób. Jednocześnie przemysł okołogórniczy zatrudnia około 400 tys. pracowników. Według Centrum Badań i Rozwoju Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach 88 proc. przedsiębiorstw dostarczających usługi i narzędzia dla górnictwa zanotowało w okresie trwającej transformacji energetycznej spadki przychodów, z czego u 26 proc. były to liczby zagrażające kontynuacji działalności.

Historyczny lot drona na Marsie zakończony sukcesem. Maszyna pomoże w poszukiwaniu życia na powierzchni planety

Dron NASA Ingenuity stał się pierwszym urządzeniem w historii, które wykonało napędzany, kontrolowany lot na innej planecie. To historyczne wydarzenie i dowód na to, że kontrolowany lot na innej planecie jest możliwy, chociaż powietrze na Marsie nie sprzyja lotom. Dzięki możliwości patrzenia z góry misja może przynieść rewolucyjne rezultaty. – Łazik marsjański jest w stanie pokonać stosunkowo małą odległość. Kiedy towarzyszy mu helikopter, który może bardzo szybko pokonać duże odległości, możemy zbadać dużo większą powierzchnię i zidentyfikować interesujące cele – tłumaczy Paweł Kicman, inżynier systemów AOCS w Centrum Badań Kosmicznych.

W poniedziałek śmigłowiec NASA Ingenuity Mars stał się pierwszym w historii, który wykonał kontrolowany lot na innej planecie. Zespół Ingenuity potwierdził, że lot się powiódł, po otrzymaniu danych z helikoptera za pośrednictwem łazika Perseverance. Dron uniósł się na wysokość 3 m i przez 30 s utrzymywał się w powietrzu. Łącznie lot trwał 39,1 s. Był całkowicie autonomiczny – pilotowany przez pokładowe algorytmy nawigacyjne i sterujące.

Ingenuity to pierwsza tego typu maszyna, która lata na obcej planecie. Pomoże w pracy łazika Perseverance, który ma za zadanie szukać dowodów na istnienie życia oraz badać klimat i geologię Marsa.

– To pierwsze tego typu urządzenie uruchomione poza Ziemią. Łazik marsjański jest w stanie pokonać stosunkowo małą odległość, rzędu kilkudziesięciu kilometrów w trakcie kilku lat trwania misji. Kiedy towarzyszy mu helikopter, który jest w stanie podlecieć i bardzo szybko pokonać duże odległości, jesteśmy w stanie zbadać dużo większą powierzchnię, zidentyfikować interesujące cele, których sam robot nie byłby w stanie znaleźć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Paweł Kicman, inżynier systemów AOCS w Centrum Badań Kosmicznych.

Helikopter ma 49 cm i nie zawiera żadnych instrumentów naukowych. Dron ma zademonstrować, czy przyszła eksploracja Czerwonej Planety może obejmować perspektywę lotniczą. Pierwszy lot był pełen niewiadomych. Czerwona Planeta ma znacznie niższą grawitację i bardzo cienką atmosferę z zaledwie 1 proc. ciśnienia na powierzchni w porównaniu z Ziemią. Oznacza to, że istnieje stosunkowo niewiele cząsteczek powietrza, z którymi mogą oddziaływać łopaty Ingenuity.

Podczas historycznego kontrolowanego lotu łazik Perseverance działał jako przekaźnik komunikacyjny między helikopterem a Ziemią i rejestrował całą operację za pomocą kamer. Łazik szuka śladów mikroskopijnego życia za pomocą PIXL, kamery zamontowanej na ramieniu robota, która widzi przedmioty wielkości ziarnka soli. Na Ziemi udało się w ten sposób znaleźć mikroskopijne skamieniałości bakterii w skałach mających ponad 3,5 mld lat. Narzędziami Perseverance do skanowania życia są spektrometry Ramana, które odczytują odbitą sygnaturę świetlną, a radar RIMFAX jest w stanie wykryć kieszenie wodne do 10 m pod powierzchnią.

– Sam łazik Perseverance ma swoją misję, jednym z jego celów jest dalsze poszukiwanie śladów życia na Marsie. To pierwszy etap długiej, wieloletniej misji, której celem jest zwrócenie próbek ziemi marsjańskiej na Ziemię. Łazik Perseverance ma za zadanie zebranie kilku takich próbek, pozostawienie ich na powierzchni Marsa, za kilka lat przyleci po nie drugi łazik, który je zbierze i przygotuje je do wysłania na orbitę. Trzecia misja zabierze z kolei te próbki z orbity Marsa i przywiezie je na Ziemię – tłumaczy Paweł Kicman.

Waluty emerging markets zwyżkują

Dość zaskakujący spadek rentowności amerykańskich obligacji w zeszłym tygodniu w połączeniu z bardzo dobrymi danymi ekonomicznymi to korzystny układ dla walut rynków wschodzących. Polepszyła się sytuacja również innych aktywów ryzykownych, m.in. akcji, surowców i instrumentów kredytowych.

W świetle powyższych nie dziwi, że dolar nie radził sobie dobrze i osłabił się w stosunku do pozostałych walut G10 i głównych walut emerging markets. Wysokie ceny ropy i miedzi są szczególnie korzystne dla walut Ameryki Łacińskiej i rubla, który zakończył tydzień na plusie mimo ogłoszenia nowych sankcji USA wobec Rosji.

W tym tygodniu uwagę skupi na sobie euro. W czwartek poznamy wieści z posiedzenia decyzyjnego EBC. Nasze przewidywania są zgodne z konsensusem – nie oczekujemy zmian w polityce monetarnej. Ponownie najważniejszy będzie sposób komunikacji, szczególnie w odniesieniu do programu skupu obligacji skarbowych PEPP (pandemic emergency purchase programme). W piątek opublikowane zostaną kwietniowe wstępne odczyty wskaźników PMI. Będzie to pierwszy poważny test raczkującego wzrostu wspólnej waluty, są to bowiem najważniejsze wskaźniki wyprzedzające aktywności ekonomicznej w strefie euro.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień osłabieniem w parze z euro – co wygląda na odreagowanie po wcześniejszej silnej aprecjacji – jego skala była jednak niewielka. Sytuacja epidemiczna w kraju ulega poprawie – liczba nowych zakażeń i hospitalizacji maleje, a szczepienia przyspieszają, choć ich tempo obecnie odbiega od średniej dla UE. Wszystko to daje nadzieję na stopniowe otwieranie gospodarki w perspektywie najbliższych tygodni, co wspiera nasze oczekiwania względem mocniejszego złotego.

Z krajowych publikacji makroekonomicznych najważniejszy w tym tygodniu będzie marcowy odczyt sprzedaży detalicznej, który poznamy w czwartek. Mało prawdopodobne jednak, że dane w istotny sposób wpłyną na złotego, który powinien nadal reagować przede wszystkim na zmiany sentymentu do ryzyka, nastawienia do aktywów europejskich oraz poprawiającą się sytuację z krajowego frontu walki z COVID-19.

EUR

Niższa presja na wzrost rentowności jest pozytywna dla Europejskiego Banku Centralnego, który stara się utrzymać warunki finansowe na bardzo korzystnym poziomie. W związku z tym nie spodziewamy się dużej zmiany w komunikacji EBC w najbliższy czwartek. Oczekujemy, że ton Lagarde w kontekście ewentualnego dalszego rozszerzenia programu skupu obligacji skarbowych PEPP będzie wymijający.

Wydarzeniem tygodnia będzie piątkowa publikacja danych PMI. Większość analityków spodziewa się spadku indeksów po zeszłomiesięcznych nadspodziewanie dobrych wynikach. Możliwe jednak, że firmy już czekają na stopniowe luzowanie restrykcji i odczyty ponownie pozytywnie zaskoczą, co wspomogłoby niedawne odbicie euro.

USD

Seria najświeższych danych z USA nie wywarła oczekiwanego wpływu na rentowności obligacji skarbowych, które zamiast wzrosnąć, spadły – w przypadku obligacji 10-letnich do 1,6%. Było wiele pozytywnych niespodzianek, w tym dane o inflacji, deklaracjach bezrobotnych, rozpoczętych budowach domów i duży wzrost sprzedaży detalicznej, co jest kolejną oznaką rosnącego popytu.

Dolar doświadczył wyprzedaży w wyniku rosnącego apetytu na ryzyko i niższych rentowności. Oczekujemy, że dane z tego tygodnia, głównie drugorzędne, będą dalej potwierdzać siłę ożywienia amerykańskiej gospodarki. Odgadnięcie zachowania rentowności obligacji w USA w kolejnych dniach jest obecnie nie lada wyzwaniem. Spodziewamy się jednak, że dalsze dobre dane makroekonomiczne będą paliwem dla kolejnego ich wzrostu do górnej granicy niedawnego zakresu.

GBP

Miesięczne dane o PKB Wielkiej Brytanii wpisują się w oczekiwania spadku w pierwszym kwartale, chociaż szczegółowe dane były lepsze, niż się obawiano. Rynki ignorują wsteczne odczyty, a szterling zachowuje się podobnie jak euro, wzrastając nieznacznie w stosunku do dolara ze względu na niższe rentowności amerykańskich obligacji.

Dane z rynku pracy nie powinny w tym tygodniu wpływać na rynki, ponieważ te odczyty nie pokażą jeszcze wpływu rozpoczętego niedawno procesu otwierania brytyjskiej gospodarki. Istotniejsze będą dane o inflacji, publikowane w środę, i wskaźniki PMI, które poznamy w piątek. Szczególnie te ostatnie powinny pokazać zdrowe odbicie, związane ze znoszeniem restrykcji w kwietniu.

CHF

Frank w zeszłym tygodniu doświadczył wyprzedaży względem euro i radził sobie gorzej od większości walut G10, ale skala tej słabości była ograniczona. Byłaby prawdopodobnie większa, gdyby nie spadek rentowności amerykańskich obligacji, który jest pozytywny dla aktywów o niskich (i ujemnych) rentownościach, takich jak frank. Niemniej sentyment wobec waluty staje się coraz mniej korzystny. Jednymi z danych to obrazujących są te publikowane przez CFTC (Commodity Futures Trading Commission) dotyczące zmiany w pozycjonowaniu spekulujących kontraktami futures. Długie pozycje netto spadły do najniższego poziomu od marca zeszłego roku, a wraz z poprawą sentymentu do ryzyka bardzo prawdopodobne, że w najbliższych tygodniach staną się one ujemne.

Danych makroekonomicznych ze Szwajcarii było w zeszłym tygodniu niewiele, dlatego prawdopodobnie najbardziej interesującą informacją było usunięcie kraju przez Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych z listy manipulatorów walutowych, na którą trafił w grudniu. Potencjalny powrót na listę wydaje się na razie mało prawdopodobny, szczególnie że Szwajcarski Bank Narodowy ostatnio jest coraz mniej aktywny na rynku walutowym.

Również w tym tygodniu będzie niewiele nowych danych, więc skupimy się informacjach z frontu walki z pandemią w kraju – większa liczba przypadków zachorowań nie przełożyła się na razie na znaczący wzrost liczby zgonów, a szczepienia nabierają tempa.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

ESG priorytetem w 2021 roku – tak twierdzi 3/4 dużych firm

Z badania przeprowadzonego przez firmę Grayling wśród 550 liderów biznesu wynika, że kwestie ESG będą w tym roku zyskiwały na znaczeniu. 2021 r. będzie też przełomowy ze względu na następstwa COVID-19 oraz zbliżający się szczyt COP26.

Blisko połowa (45 proc.) menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach przyznaje, że kwestie ESG będą ważniejsze niż w poprzednich latach. Po wybuchu globalnej pandemii COVID-19 i w obliczu zbliżającego COP26, 82 proc. badanych uważa, że decyzje, które podejmą w najbliższym czasie, będą miały szczególne znaczenie dla biznesu.

To wnioski płynące z ostatniego badania zleconego przez międzynarodową agencję PR i PA Grayling, opisane w raporcie The New Collectivism: Building Better Business. Opracowanie przedstawia zmieniające się postawy liderów biznesu, którzy przeszli drogę od popularnego w latach 70-tych i 80-tych podejścia liczy się tylko zysk do dzisiaj, kiedy firmy i korporacje są coraz bardziej świadome roli, jaką odgrywają w społeczeństwie.

W związku ze zmianą podejścia, prawie dwie trzecie (63 proc.) liderów zgodziło się ze stwierdzeniem, że firmy wspólnie ponoszą odpowiedzialność za społeczeństwo i środowisko, w którym działają. Spośród badanych, którzy zgodzili się z koncepcją zbiorowej odpowiedzialności, 94 proc. stwierdziło, że jest ona ważna dla zapewnienia rozwoju gospodarczego kraju, a 85 proc. uważa, że jest istotna dla przyszłego rozwoju ich firmy.

Tom Nutt, Head of Corporate, UK & Europe w Grayling, powiedział: Wyniki naszego badania potwierdzają to, co obserwujemy już od jakiegoś czasu – firmy na nowo poddają ocenie swój wpływ na otoczenie. Jest to spowodowane trzema czynnikami: obawami dotyczącymi zmian klimatycznych i środowiska, napięciami społecznymi na całym świecie oraz przekonaniem, że zrównoważony biznes to dobry biznes. Ostatni rok był przełomowy dla biznesu, jednak jego efektem było przyspieszenie i nadanie większego tempa istniejącym trendom, a nie pojawienie się nowych. Spodziewam się, że poczucie pilnej potrzeby zmian będzie silnie wybrzmiewać w tym roku na COP26 – bez wątpienia najważniejszej w historii konferencji ONZ w zakresie zmiany klimatu.

Badanie pokazało również, jak ważne w tych przełomowych latach są działania komunikacyjne wokół tematu zrównoważonego rozwoju. Dla prawie połowy (43 proc.) wszystkich zarządzających w dużych organizacjach będzie to główny cel działań komunikacyjnych, a kolejne 33 proc. twierdzi, że będzie to jeden z ich trzech priorytetów.

Jednak wielu liderów biznesu spodziewa się, że komunikowanie kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem będzie stanowiło wyzwanie, między innymi ze względu na: ciągły nacisk na temat COVID-19, który ogranicza możliwości skupienia się na zrównoważonym rozwoju (26 proc.), upolitycznienie tego obszaru (14 proc.) oraz presję ze strony klientów, konsumentów lub rządów, aby dokonywać zmian szybciej, niż jest to możliwe (14 proc.).

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone przez Opinium Research w dniach 3-8 lutego 2021 roku. Opinium przepytało 550 osób na stanowiskach kierowniczych w firmach z całego świata.

BioMaxima prezentuje raport roczny za 2020 r.

Ponad dwukrotny wzrost sprzedaży wyrobów własnych w stosunku do 2019 roku, wzrost sprzedaży towarów o ponad 50% procent, wzrost sprzedaży eksportowej o 246% oraz 65,5 mln złotych przychodów netto i zrównanych z nimi – to kluczowe liczby z opublikowanego przez BioMaxima SA raportu rocznego za rok 2020. Dzięki inwestycjom w infrastrukturę w latach 2018 i 2019 możliwe było skuteczne podjęcie wyzwań związanych z walką z pandemią COVID-19. Spółka zanotowała też duży wzrost rozpoznawalności międzynarodowej, a w 2021 roku planuje konsekwentny rozwój, m.in. inwestując w infrastrukturę produkcyjną.

W roku 2020 sprzedaż wyrobów własnych BioMaxima przekroczyła 40 mln złotych i wyniosła 40.442 tys. złotych. Jest to związane ze skuteczną realizacją przyjętej wcześniej strategii zarządu, zmierzającej do zastępowania sprzedaży towarów własnymi wyrobami. Sprzedaż samych towarów wzrosła z kolei w roku 2020 z kwoty 13.007 tys. złotych do kwoty 19.672 tys. złotych. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 9.660 tys. złotych, a zysk netto zamknął się w kwocie 7.644 tys. złotych. Niewielkie korekty zeszłorocznego zysku netto były związane z dokonaniem aktualizacji wartości aktywa finansowego związanego z zaangażowaniem w spółce BioAvlee SA, oraz zwiększeniem rezerw na odprawy emerytalno-rentowe i niewykorzystane urlopy wypoczynkowe.

Walka z COVID-19: szybko, skutecznie, międzynarodowo

– Rok 2020 rozpoczynaliśmy z dużym optymizmem, przygotowani do kontynuowania rozwoju m.in. dzięki poczynionym w 2018 i 2019 roku inwestycjom – budowie nowej powierzchni produkcyjnej oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego. Dzięki temu, gdy nieoczekiwanie wybuchła pandemia COVID-19, mogliśmy szybko i skutecznie włączyć się w walkę z zagrożeniem. W marcu 2020 roku bardzo sprawnie przeprowadziliśmy podwyższenie kapitału zakładowego o 2.000.000,00 złotych, uzyskując konieczny do spodziewanych działań kapitał obrotowy. To wszystko, w połączeniu z naszymi istniejącymi już więziami kooperacyjnymi i handlowymi, pozwoliło sprostać potrzebom mobilizującego się do walki z pandemią rynku – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Spółka szybko wprowadziła do oferty – początkowo jako dystrybutor, a później jako wytwórca – testy zarówno immunochromatograficzne, jak i genetyczne PCR w kierunku COVID-19. Wraz z szybkimi testami serologicznymi oraz dostępnymi od jesieni 2020 roku szybkimi testami antygenowymi były one kluczowym czynnikiem wzrostu sprzedaży zarówno krajowej, jak i zagranicznej. Co istotne, wyroby BioMaxima uzyskały bardzo dobre wyniki w testach prowadzonych przez wiodące na świecie ośrodki naukowe, m.in. Instytut Pasteura czy Uniwersytet Karola w Sztokholmie. Spowodowało to zwiększenie międzynarodowej rozpoznawalności marki BioMaxima i zainteresowanie nowych podmiotów współpracą ze spółką. W 2020 roku sprzedaż eksportowa wyniosła 19.480 tys. złotych, a blisko 35% eksportu przypadło na obszar Unii Europejskiej. Spółka pozyskała nowych odbiorców również na rynkach pozaeuropejskich, z których głównymi są kraje byłego Związku Radzieckiego oraz Bliski Wschód. Sprzedaż zwiększyła się również w Afryce oraz na Dalekim Wschodzie.

Więcej mocy, nowe projekty

Mimo poczynionych w 2018 i 2019 roku inwestycji, zwiększenie skali działalności spółki spowodowało całkowite zagospodarowanie istniejących w firmowych budynkach rezerw powierzchni. Dlatego w 2020 roku została zawarta umowa przedwstępna zakupu kolejnej nieruchomości, sąsiadującej z istniejącym zakładem produkcyjnym i ośrodkiem badawczo-rozwojowym spółki. Jej finalizacja planowana jest na II kw. 2021 roku. Pozwoli to m.in. zwiększyć zdolności produkcyjne w zakresie podłoży mikrobiologicznych.

Nowy zakład produkcyjny wykorzystamy do produkcji systemów AST, czyli pasków MIC służących do oznaczania lekowrażliwości. Wspólnie z lubelskimi uczelniami realizujemy w tym zakresie projekt rozwojowy, polegający na przygotowaniu własnej technologii produkcji testów MIC dla minimum 30 podstawowych antybiotyków. Dzięki nowej przestrzeni zyskamy także możliwość rozbudowy mocy wytwórczych szybkich testów immunochromatograficznch. W budynku umieszczona zostanie linia produkcyjna systemów diagnostyki molekularnej, w tym testów PCR, w przypadku których planujemy rozszerzyć zakres wytwarzanego asortymentu poza zastosowania kliniczne, przygotowując rozwiązania dla przemysłu spożywczego oraz kosmetycznego – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Na stabilnym kursie

Raport roczny BioMaxima S.A. za rok 2020 jest ostatnim raportem sporządzanym przez spółkę zgodnie z ustawą o rachunkowości. Od roku 2021 spółka raportować będzie zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej. BioMaxima S.A. na bieżąco rozlicza pozyskane fundusze unijne, które zmniejszają poziom zaangażowania kredytowego spółki. Korzysta ona także z ulgi w podatku dochodowym od dochodu osiągniętego z tytuł sprzedaży produktów wytworzonych w Specjalnej Strefie Ekonmicznej EURO – PARK MIELEC Podstrefa Lublin, co miało istotne znaczenie w roku 2020, gdzie dynamika wzrostu zysku spółki była bardzo duża. Przejrzysta, stabilna sytuacja pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Rok 2020, mimo olbrzymich wyzwań związanych z pandemią COVID-19, uznajemy za bardzo udany. Szczególnym optymizmem napawa nas fakt, że uzyskaliśmy wzrost sprzedaży prawie we wszystkich segmentach naszej aktywności – i to mimo faktu, że w 2020 roku nastąpiło ograniczenie diagnostyki w obszarze produktów niezwiązanych z walką z pandemią COVID-19. Traktujemy to jako dobry prognostyk na przyszłość – podsumowuje Łukasz Urban.

Globalne przychody z e-commerce wzrosły w I kw. 2021 o 58% r/r

Jak wynika z Indeksu Zakupów (Shopping Index) opartego na danych dotyczących ponad miliarda konsumentów z całego świata, obroty handlu elektronicznego nadal rosły. Globalne przychody z handlu elektronicznego wzrosły w I kwartale o 58% rok do roku. Co ciekawe, jedną z najbardziej zyskujących kategorii są luksusowe torebki, tuż obok sprzętu AGD oraz sprzętu sportowego. Wyraźnie rośnie także poziom zakupów dokonywanych przez urządzenia mobilne. Raport pokazuje, że sprzedawcy powinni posiadać na swoich witrynach dobrze działające wyszukiwarki produktów.

Śledzenie wywołanego pandemią gwałtownego wzrostu w obszarze handlu elektronicznego Salesforce zapoczątkował w ramach 2020 Q1 Shopping Index, kiedy to w marcu ubiegłego roku konsumenci przenieśli swoje zakupy do internetu. Wraz z opublikowaniem indeksu za pierwszy kwartał 2021 roku widzimy, jak pandemia przyniosła ze sobą nową falę kupujących online, którzy pozostaną z nami na dobre.

Główny wniosek, który pokazał Shopping Index za pierwszy kwartał 2021 to fakt, że globalne przychody z handlu elektronicznego wzrosły w I kwartale o 58% rok do roku. Złożyły się na to dwa czynniki: ogólny wzrost ruchu w sieci (27%) i zwiększenie kwoty pieniędzy wydawanej przez kupujących w przeliczeniu na wizytę w witrynie (31%).

W samych tylko Stanach Zjednoczonych przychody z handlu elektronicznego w wzrosły w I kwartale o 45% rok do roku, co nadal znacznie przewyższa poziom sprzed pandemii i stanowi nieznaczny wzrost w porównaniu z IV kwartałem (43%).

Jakie kategorie najbardziej zyskiwały w Q1 2021, a jakie najbardziej traciły? Wnioski wcale nie są takie oczywiste.

Kategorie produktów o największej dynamice wzrostu w I kwartale r/r:

    • Sprzęt sportowy (101%)
    • Urządzenia gospodarstwa domowego (96%)
    • Luksusowe torebki (95%)
  • Kategorie produktów o najsłabszej dynamice wzrostu w I kwartale r/r:
    • Odzież dla aktywnych (42%)
    • Dom, kuchnia, sztuka i dekoracje (40%)
    • Torebki i bagaż ogólnego użytku (8%)

Dane za I kwartał wskazują, że nawyki ukształtowane w ciągu roku i w sezonie świątecznym 2020 są trwałe, a sprzedawcy i konsumenci w odpowiedzi na pandemię przenoszą się do Internetu. W miarę jak kraje takie jak Stany Zjednoczone zaczynają się ponownie otwierać, sprzedawcy detaliczni i firmy będą musieli ponownie przemyśleć rolę sklepu (i pracowników sklepu) oraz to, w jaki sposób może on służyć jako kluczowy element obsługi klienta cyfrowego w 2021 roku.

Perspektywy na przyszłość

„W ubiegłym roku sprzedawcy detaliczni musieli wykazać się nie lada odwagą, reagując na napływ nowych, cyfrowych klientów i stosując nowe rozwiązania, takie jak odbiór towarów w sklepach przy zapewnieniu konsumentom bezpieczeństwa” — powiedział Rob Garf, wiceprezes i dyrektor generalny ds. handlu detalicznego w firmie Salesforce. „Wzrost obrotów w handlu elektronicznym w pierwszym kwartale jest sygnałem, że sprzedawcy detaliczni będą musieli kontynuować inwestycje w handel cyfrowy, jednocześnie koncentrując się na obsłudze w sklepie. W ostatecznym rozrachunku sklepy muszą zapewniać równowagę między obsługą bezkontaktową, a kompleksową. Wszystko to po to, aby zaspokoić zróżnicowane potrzeby konsumentów”.

Wydatki stymulowane przez państwo – przykład USA

9 marca w handlu elektronicznym na terenie USA zaobserwowano zauważalny skok, a miało to miejsce zaledwie jeden dzień przed uchwaleniem przez Izbę Reprezentantów ustawy o amerykańskim planie ratunkowym (American Rescue Plan Act). Wydatki rosły natychmiast po podpisaniu ustawy 10 marca i osiągnęły szczyt 17 marca (117% r/r), kiedy konsumenci zaczęli otrzymywać czeki stymulacyjne. Kolejny skok nastąpił 24 marca (56% r/r), kiedy to pojawiła się druga fala czeków stymulacyjnych.

Analiza wydatków w okresie od 15 do 19 marca, porównująca rok 2021 z 2020, wykazała, że najlepiej rozwijającymi się kategoriami były luksusowe torebki, odzież dla aktywnych oraz elektronika i akcesoria.

NAJWAŻNIEJSZE DANE PŁYNĄCE Z RAPORTU SALESFORCE SHOPPING INDEX Q1 2021

Rozwój handlu elektronicznego:

  • Światowy ruch w cyfrowych kanałach w I kwartale 2021 r. wzrósł o 27% w porównaniu od I kwartału 2020 r.
  • Światowe wydatki kupujących w I kwartale 2021 r. wzrosły o 31% w porównaniu od I kwartału 2020 r.
  • Globalny handel cyfrowy wzrósł o 58% licząc od I kwartału 2020 r. do I kwartału 2021 r.

W niektórych krajach nastąpił gwałtowny wzrost:

      • W Kanadzie handel cyfrowy wzrósł o 111%.
      • W Holandii handel cyfrowy wzrósł o 108%.
      • W Wielkiej Brytanii handel cyfrowy wzrósł o 91%.

W niektórych krajach i regionach wzrost był większy niż w poprzednich kwartałach.

      • Niemcy wykazały największy roczny wzrost w czasie trwania pandemii, wynoszący 61%. Poprzedni wysoki wzrost wyniósł 40% w IV kw. 2020 r.
      • Kraje skandynawskie wykazały największy roczny wzrost w czasie trwania pandemii, wynoszący 70%. Poprzedni wysoki wzrost wyniósł 51% w IV kw. 2020 r.

W niektórych krajach i regionach odnotowano spadek w stosunku do poprzednich kwartałów.

      • Australia i Nowa Zelandia (ANZ) wykazały najniższy roczny wzrost przez cały okres pandemii na poziomie zaledwie 58%, w porównaniu do 97% w III kwartale 2020 r.
      • Region APAC-EANZJ (Azja-Pacyfik, Azja Wschodnia, Nowa Zelandia i Japonia) wykazał jeden z najniższych wzrostów w czasie pandemii, wynoszący zaledwie 39%, w porównaniu z 90% w III kwartale 2020 r.

Wzrost ruchu i zamówień:

  • W I kwartale 2021 r. wzrost ruchu na całym świecie wyniósł 27% w porównaniu z I kwartałem 2020 r.: 28% na komputerach i 29% na urządzeniach mobilnych.
  • Przyrost zamówień (zmiana liczby zamówień złożonych z każdego urządzenia) wyniósł 46% w I kw. 2021 w stosunku do I kw. 2020 ogółem: 34% na komputerach i 59% na urządzeniach mobilnych. Jest to jednak najniższy ogólny wzrost procentowy od I kwartału 2020 r.
    • Ogólny wzrost ruchu w Kanadzie wyniósł 41%, co stanowi najwyższy wynik od początku pandemii. Ogólny wzrost zamówień w Kanadzie wyniósł 106%: 97% na komputerach i 124% na urządzeniach mobilnych.
    • W Holandii odnotowano największy wzrost ruchu od początku pandemii, wynoszący 40%. Odnotowano również ogólny wzrost zamówień o 84%, najwyższy od początku pandemii.
    • W Hiszpanii w I kwartale 2021 r. ruch wzrósł o 50%, co jest najwyższym wynikiem od początku pandemii. Jednak odnotowano również spadek zamówień o 13%, jedyny spadek od początku pandemii.
    • Wzrost zamówień na urządzeniach mobilnych w Niemczech wyniósł 58% w porównaniu do zaledwie 24% na komputerach.
    • Ogólny wzrost zamówień w regionie APAC-EANZJ był ogółem niższy o 12%, a w przypadku komputerów o 22%. Wciąż jednak był wyższy o 6% na urządzeniach mobilnych.

Udział w ruchu i zamówieniach według typów urządzeń:

  • Udział urządzeń mobilnych w globalnym ruchu wzrósł z 64% w I kw. 2019 r. do 69% w I kw. 2021 r.
  • Udział komputerów w globalnym ruchu zmniejszył się z 30% w I kw. 2019 r. do 27% w I kw. 2021 r.
  • W tym czasie udział urządzeń mobilnych w składanych zamówieniach wzrósł z 47% do 57%.
  • W tym czasie udział komputerów w składanych zamówieniach zmalał z 46% do 40%.

Stosowanie funkcji wyszukiwania:

  • Na całym świecie 8% sesji zakupowych korzysta z pasków narzędzi wyszukiwania na stronach internetowych, generując 24% wszystkich przychodów.
    • W regionie APAC-EANZJ tylko 4% użytkowników korzysta z paska wyszukiwania na stronie, jednak ta część kupujących generuje 16% przychodów.

Współczynnik konwersji w I kw.:

  • Najwyższy współczynnik konwersji w I kwartale odnotowano w Wielkiej Brytanii – 3,5%.
    • Holandia jest tuż za nią z wynikiem 3,3%.
    • Japonia, Włochy i Hiszpania mają najniższe współczynniki konwersji, wynoszące odpowiednio 1,2%, 1,1% i 1%.

Średnia wartość zamówienia:

  • Globalna średnia wartość zamówienia (kwota wydana przez kupującego) była najwyższa w ciągu ostatnich 8 kwartałów i wyniosła 94,72 USD (w porównaniu do 81,60 USD w II kwartale 2020 r.).
    • Średnia wartość zamówienia we Francji, Niemczech, krajach skandynawskich i Wielkiej Brytanii osiągnęła najwyższy poziom od 8 kwartałów.

Wskaźnik porzuconych koszyków:

  • Wskaźnik porzuconych koszyków (procent utworzonych koszyków, które nie zakończyły się złożeniem zamówienia) na urządzeniach mobilnych pozostaje najwyższy i wynosi 93%, podczas gdy wskaźnik dla komputerów jest porównywalnie wysoki i wynosi 87%. Oba wskaźniki pozostały jednak porównywalne z I kwartałem 2019 r.

Ruch generowany przez media społecznościowe:

  • Ogólny udział ruchu generowanego przez media społecznościowe (udział wizyt, w których źródłem odsyłającym są media społecznościowe) wzrósł z 7% do 9% od I kwartału 2019 r.
    • Udział tabletów wzrósł w tym czasie z 5% do 13,9%.
    • Udział urządzeń mobilnych wzrósł w tym czasie z 9% do 11,8%.
    • Udział komputerów spadł w tym czasie prawie o połowę, z 3% do 1,6%.

Bitcoin odbija się po gwałtownym załamaniu wartości

„Cena bitcoina w weekend spadła, osiągając w niedzielę najniższy poziom 50 000 dolarów, tuż przed odbiciem. Powodem tego jest gwałtowny krach, który wpłynął na główne kryptowaluty”.

„Bitcoin, ethereum i XRP, a także większość innych głównych altcoinów, zostały dotknięte nagłym załamaniem wczesnym rankiem w niedzielę, co spowodowało gwałtowny spadek cen”.

„Przerwy w dostawie prądu w Chinach, które w konsekwencji spowodowały ogromny spadek wartości hashrate bitcoinów, są wymieniane jako potencjalna przyczyna tego spadku ”.

„Ceny spadły do najniższych poziomów z dnia na dzień, ale bitcoin powrócił dziś rano do poziomu 56 000 dolarów, a pozostałe kryptowaluty, takie jak Cardano, również powoli odzyskują na wartości, chociaż w obu przypadkach są one około o 10 proc. tańsze od szczytowych wartości ”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Wystarczyła chwila, by bitcoin potaniał o 15 tys. dolarów! Co się stało?

Cena bitcoina nagle spadła z rekordowego poziomu blisko 65 tys. do poniżej 50 tys. USD. W weekend dość stabilny ostatnio rynek kryptowalut okazał swoje dynamiczne i ryzykowne oblicze. Czy za potężnym tąpnięciem może stać przerwa w dopływie prądu w jednej z chińskich prowincji?

Ceny bitcoina, lecz także pozostałych kryptowalut, runęły w weekend w skali, której nie widzieliśmy od blisko dwóch miesięcy. Wtedy, według danych CryptoQuant, w niedzielę 21 lutego na giełdy kryptowalut miało wpłynąć łącznie netto 37 tys. bitcoinów o rynkowej wartości (wg tamtejszych notowań) ponad 2 mld USD. Nadzwyczajna podaż doprowadziła wówczas do 20-procentowej obniżki cen.

Tropy wiodą do Sinciang

W tej chwili, szukając przyczyn ogromnych zmian cen kryptowalut, mówi się o napływie 9 tys. bitcoinów przed weekendem oraz potężnej awarii zasilania i blackoucie w chińskiej prowincji Sinciang – informuje Daniel Kostecki, główny analityk spółki Conotoxia Ltd., która świadczy usługi Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Raporty wskazujące na przerwy w dostawie prądu zostały opublikowane pod koniec zeszłego tygodnia, przy czym przerwy w dostawie prądu miały na celu ułatwienie inspekcji bezpieczeństwa w odpowiedzi na niedawny wypadek powodziowy w lokalnej kopalni węgla, w której 21 górników zostało tymczasowo uwięzionych pod ziemią, gdy padło zasilanie i komunikacja.

Region Sinciang, zajmujący blisko jedną szóstą powierzchni Chin, sąsiaduje z Tybetem, cechuje się niewielkim zaludnieniem, a słynie nie tylko z tradycyjnych kopalni, lecz także komputerowego „górnictwa” kryptowalut. Według Cambridge Bitcoin Energy Consumption Index region ten generuje niemal jedną czwartą globalnego wskaźnika hash rate, który pokazuje moc obliczeniową sieci bitcoin, co odpowiada za szybkość przetwarzania danych i bezpieczeństwo sieci blockchain.

Rekordowa likwidacja

W weekend, w którym doszło do przerw w dostawie energii elektrycznej, odnotowano natomiast największy dzienny spadek całkowitego hash rate sieci bitcoin od listopada 2017 r. Z dużym prawdopodobieństwem mogło to wpłynąć na obniżkę cen kryptowalut. Na dodatek, niemal jednocześnie inwestorzy bardzo szybko upłynniali lewarowane pozycje długie, czyli zakładające wzrost ceny, w kryptowalutach. Pozycja lewarowana to forma inwestycji na giełdzie, w której inwestując niewielką ilość środków, można obracać środkami o wiele większymi dzięki dźwigni finansowej. Wymaga to jednak utrzymywania zabezpieczenia w środkach na koncie. W przypadku, gdy zabezpieczenie się kończy, pozycje są automatycznie zamykane – dodaje Daniel Kostecki z Conotoxia Ltd.

Jak podaje serwis Bybt, w niedzielę padł nowy rekord w likwidacji takich pozycji. Ponad milion zostało wyczyszczonych z arkuszy zleceń na giełdach, a łączna suma upłynnionych pozycji wyniosła 10 miliardów dolarów. Pojedyncza największa pozycja straciła 68,73 mln USD.

Zdumiewająca obniżka cen bitcoina, ale także ethereum i innych kryptowalut, mogła skłonić inwestorów do zakupów w korzystniejszych cenach. W poniedziałek przed południem kurs BTC/USD szybko odrabiał straty, przekraczając już poziom 57 tys.

W Europie ruszają konsultacje na temat GOVSATCOM

19 kwietnia br. w całej Unii Europejskiej rozpoczynają się badania ankietowe, które pozwolą określić potrzeby użytkowników oraz przypadki zastosowania dla rządowej łączności satelitarnej (GOVSATCOM), w ramach projektu ENTRUSTED. Ankieta jest skierowana do podmiotów rządowych i  instytucji odpowiedzialnych za realizację, bądź nadzór nad misjami, operacjami lub infrastrukturą o  kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa i regionu. W Polsce za przeprowadzenie ankiety odpowiada Polska Agencja Kosmiczna.

Badania będą prowadzone w okresie od kwietnia do czerwca br., a ich wyniki dostarczą informacji na temat wymogów operacyjnych, jakim powinny odpowiadać usługi GOVSATCOM. Badania ankietowe, koordynowane przez Centrum Satelitarne UE (SatCen), pozwolą przeanalizować aktualne i zmieniające się potrzeby potencjalnych użytkowników GOVSATCOM oraz wykorzystywane obecnie technologie użytkownika. Wymogi użytkowników będą stanowiły podstawę tworzonych przepisów wykonawczych GOVSATCOM. Tym samym będą one kształtować dalsze działania rozwojowe w obszarze rządowej łączności satelitarnej w Europie.

– Zaprojektowanie wspólnej łączności satelitarnej dla państw członkowskich UE to ambitne przedsięwzięcie. Cieszę się, że POLSA może być jego częścią. Jednakże, aby zaprojektować coś dobrze należy najpierw zrozumieć wymagania. I temu ma służyć ta ankieta – powiedział prezes POLSA prof. Grzegorz Wrochna. Dlatego jednym z celów POLSA w konsorcjum jest zabieranie głosu w imieniu polskich podmiotów, w tym także użytkowników końcowych. – ENTRUSTED to projekt, który będzie również edukował o potencjale łączności satelitarnej i sposobie działania. Przed nami bardzo intensywne dwa lata i do zaangażowania w te prace zapraszam wszystkich użytkowników komunikacji satelitarnej – zarówno tych doświadczonych, jak i potencjalnych – dodał prezes Wrochna.

Konsorcjum projektu ENTRUSTED zidentyfikowało już ok. 350 potencjalnych respondentów na terenie Europy, a liczba ta powinna wzrosnąć w okresie prowadzonych badań. W ankiecie mogą wziąć udział zarówno użytkownicy korzystający z usług łączności satelitarnej, jak i potencjalni użytkownicy bez wcześniejszego doświadczenia w tym obszarze.

Nowe rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiające program kosmiczny Unii Europejskiej na lata 2021-2027 wprowadza GOVSATCOM jako nowy komponent programu kosmicznego. Jego celem będzie stworzenie niezależnego, autonomicznego i bezpiecznego systemu łączności satelitarnej dla administracji państw członkowskich i agencji Unii Europejskiej. W ramach projektu ENTRUSTED koordynowanego przez European Global Navigation Satellite Systems Agency (GSA), przeprowadzone zostaną ogólnoeuropejskie badania, które będą koncentrować się wyłącznie na perspektywie użytkownika.

W GSA łączymy przestrzeń kosmiczną z potrzebami użytkowników. Zarządzamy i wspieramy konsorcjum projektu ENTRUSTED, ponieważ wiemy, jak ważne jest, aby dotrzeć do użytkowników i zrozumieć ich wymagania dotyczące usług GOVSATCOM. Będzie to kluczowe dla realizacji naszej misji stworzenia GOVSATCOM, istotnego elementu programu kosmicznego Unii Europejskiej – powiedział Rodrigo da Costa, dyrektor wykonawczy GSA.