Amerykanie coraz więcej budują

Piątkowe dane z rynku nieruchomości w USA pokazują, że obecne problemy gospodarcze mają znacznie większe oparcie na rynku pracy niż w branży nieruchomości, co mocno odróżnia obecny kryzys od tego z 2008 roku.

Silny rynek budowlany za oceanem

Ostatnie dane z rynku nieruchomości w USA zaskakują obserwatorów. Zarówno liczba wniosków o budowę, jak i liczba rozpoczętych budów są najwyższe od ponad 15 lat. Dane te są uważnie śledzone, gdyż to właśnie kryzys w branży nieruchomości jest uważany za źródło kryzysu gospodarczego z roku 2008. Dzisiaj jednak mamy dość specyficzną sytuację, pomimo problemów gospodarczych, ludzie jednak więcej czasu spędzają w domach. W rezultacie są skłonni większą część swoich wydatków przeznaczyć na wydatki mieszkaniowe. Nie można zatem od razu zakładać, że pozytywne odbicie na tym rynku świadczy o pozytywnych perspektywach dla gospodarki. Potwierdza tę teorię chociażby słabszy od oczekiwań raport Uniwersytetu Michigan.

Otwarcie rynków w Europie

W nocy poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne o handlu zagranicznym z Japonii. Spowodowało to wyraźne umocnienie się jena względem dolara. Ta sama słabość dolara przeniosła się jednak tuż po otwarciu rynków na europejskie parkiety. Dolar znajduje się wyraźnie w odwrocie względem euro. Doszło nawet do przebicia ważnego psychologicznego pułapu dolara i dwudziestu centów za jedno euro. W tle tych wydarzeń inwestorzy również ostrożniej spojrzeli na Polskę i naszą walutę. Złoty jest od rana w odwrocie względem euro.

Niespodzianka na rynku kryptowalut

Weekendy na rynkach to przeważnie bardzo spokojny czas, gdyż mało który walor jest wtedy kwotowany. Z reguły tej wybijają się kryptowaluty, na których obrót możliwy jest 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Dobitnie dało to o sobie znać w tą niedzielę. Tego dnia byliśmy świadkami imponującego przez chwilę ponad 15% spadku wartości bitcoina. Analitycy wskazują na kolejny gwałtowny spadek udziału bitcoina w ogóle kryptowalut. Stanowi on już ledwo połowę całego rynku, a jeszcze na początku roku było to 70%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Saule Technologies przyspiesza wejście na GPW, a Columbus Elite poczeka na giełdowy debiut

January Ciszewski, największy inwestor Blumerang Investors S.A., wesprze Saule Technologies w szybkim wejściu na giełdę. Równolegle przesunie się w czasie debiut giełdowy innej spółki z Grupy Kapitałowej – Columbus Elite.

Zarządy Columbus Elite S.A. i Columbus Energy SA podjęły decyzję o przesunięciu w czasie debiutu giełdowego Spółki. W związku z tym January Ciszewski, reprezentujący spółkę Blumerang Investors S.A., aktualizuje koncepcję na Spółke i zaprasza do niej Saule Technologies SA wraz z Olgą Malinkiewicz, która komercjalizuje ogniwa perowskitowe.

– Columbus Elite to bardzo ważne ogniwo w Grupie Kapitałowej Columbus Energy – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Elite S.A. – Dzięki technologii sprzedaży Pawła Bednarka i Rafała Kołłątaja, reprezentujących Zarząd Spółki, skalujemy się wszyscy równolegle. „Zielona Franczyza”, czyli nowa oferta, jaką teraz wspólnie wdrażamy, jest unikatowym systemem współpracy dla sieci sprzedaży i agentów. Rozumiem podejście naszych wspólników, że lepiej chwilę poczekać z debiutem na giełdzie i skupić się na rozwoju biznesu. Sam wiem jak wieloma informacjami musimy się dzielić z rynkiem, a gdybyśmy nie byli publiczni, wolelibyśmy zachować to jako informacje wewnętrzne.

– Wspólnie zdecydowaliśmy się dojść do porozumienia w sprawie rozwiązania umów z Blumerang – wyjaśnia Paweł Bednarek, Prezes Zarządu Columbus Elite S.A. – Tempo naszego rozwoju, wprowadzenie oferty “Zielonej Franczyzy” oraz ambicja konsolidacji rynku sprzedaży agencyjnej wymaga skupienia się przede wszystkim na działalności operacyjnej, aby cała Grupa mogła skalować się w takim tempie. Nie mamy dziś wystarczająco czasu, żeby go poświęcać na prace związane z budowaniem wartości Spółki z punktu widzenia rynku kapitałowego. Chcemy się skupić na pracy, która dzisiaj daje nam wszystkim efekty. W najbliższym czasie podpiszemy nową umowę inwestycyjną z Columbus Energy, jednak główne założenia naszej współpracy się nie zmienią.

– Istotne, abyśmy reinwestowali zysk, jaki generujemy – dodaje Rafał Kołłątaj, Wiceprezes Columbus Elite S.A. – Dlatego inwestycje kapitału w farmy fotowoltaiczne, długoterminowe aktywa, mogą dać w przyszłości świetną wartość również dla inwestorów z rynku kapitałowego. Teraz chcemy skupić się na rozwoju Spółki i agregowaniu sieci sprzedaży w ramach naszej oferty, ale nie wykluczamy – i jest to naszą ambicją – że w niedalekiej przyszłości zawitamy na warszawskim parkiecie. Czujemy, że nasze know-how i jego efekty, ktróre dajemy całej Grupie Kapitałowej Columbus, powinno jeszcze pozostać w sferze niepublicznej.

– Całkowicie rozumiem decyzję Columbus Elite, jest to rozsądna strategia rozwoju biznesu – komentuje January Ciszewski, Prezes JR Holding S.A., reprezentujący też Blumerang Investors S.A. – Grupa Columbus chce skonsolidować rynek nowoczesnej energetyki, a wejście na giełdę Columbus Elite może poczekać. A ponieważ JR Holding S.A. posiada umowę z Saule Technologies i wspólnie poszukiwaliśmy opcji wejścia na giełdę, zaproponowałem wejście przez Blumerang Investors S.A., zwłaszcza że Spółka była przygotowana do takiej transakcji. Liczę, że szybko będziemy finalizować pozostałe dokumenty.

– Saule Technologies zdecydowało się podpisać umowy z Columbus Energy i JR Holding widząc, jak wiele korzyści nasza firma może zyskać dzięki obecności na giełdzie – twierdzi Olga Malinkiewicz, Co-Founder&CTO Saule Technologies S.A. – Jestesmy w historycznym momencie, nie tylko dla nas, ale możliwe że również dla całego świata odnawialnej energetyki użytkowej. Ogniwa perowskitowe przenieśliśmy z laboratorium na linie produkcyjną. To światowy przełom, a możliwości zastosowania tej technologii są praktycznie nieskończone. Podchodzimy jednak z pokorą do procesu komercjalizacji, aby zrobić to w sposób właściwy. Wejście na giełdę da nam kolejny element, czyli transparentność i wiarygodność.

– Czekaliśmy z niecierpliwością na informację, którą spółkę zaproponuje nam JR Holding – dodaje Piotr Krych, Co-Founder&CEO Saule Technologies S.A. – Rozpoczynamy proces połączeniowy od termsheetu, który jest dla nas początkiem szeregu działań, o jakich na bieżąco będziemy informować rynek kapitalowy.

Polska w zasięgu 5G w ciągu trzech lat

W Polsce w 2023 roku już 90% populacji i 58% terytorium kraju znajdzie się w zasięgu 5G. Według raportu Analysys Mason, zrealizowanego
we współpracy z Ericsson i Qualcomm Technologies wynika również,
że inwestycja w 5G przyniesie Polsce w ciągu dekady korzyści rzędu
4,2 mld EUR, a do 2040 krajowa gospodarka zyska na wdrożeniu sieci piątej generacji blisko 17 mld EUR.

Raport podkreśla, że średnia częstotliwość 5G (3,5 GHz), która jest niezbędna do zapewnienia znaczących zmian gospodarczych, szczególnie w cyfryzacji przemysłu, obejmie 31% populacji kraju do 2025 roku. W ciągu kolejnych 5 lat w zasięgu sieci 3,5 GHz znajdzie się już ¾ Polaków i blisko połowa terytorium naszego kraju.

Dzięki temu, największe wpływy do krajowej gospodarki wygenerują inteligentne fabryki i górnictwo, odpowiednio 3,4 mld euro i 3,6 mld euro. Natomiast pokrycie siecią 5G obszarów wiejskich przyniesie zyski rzędu 8,6 mld euro, głównie w wyniku rozwoju rolnictwa oraz zapewnieniu szerokopasmowego internetu w miejscach do tej pory trudnodostępnych dla tradycyjnej infrastruktury sieciowej. Będzie to wymagało dodatkowych inwestycji w wysokości około 1 mld euro, z czego 0,3 mld euro pochodzić powinno z dotacji publicznych.

Polska i Europa stoją u progu nowej ery. Dzięki sieciom 5G, które mają napędzać falę cyfrowych innowacji, łączność ta ma kluczowe znaczenie dla ożywienia gospodarczego po pandemii. Aby w pełni wykorzystać te możliwości, konieczne jest wdrożenie sieci na szeroką skalę, szczególnie w częstotliwości 3,5 GHz” – mówi Gabriel Solomon, szef działu Government Industry Relations w firmie Ericsson w regionie Europy i Ameryki Łacińskiej. „Dlatego też, decydenci powinni przyspieszyć przydziały częstotliwości dla pasma 5G oraz zmniejszyć utrudnienia związane z wdrażaniem infrastruktury 5G. Dodatkowym motorem inwestycyjnym może być wprowadzenie określonych ulg podatkowych, czy też wsparcie sektora prywatnego przez ukierunkowane dotacje publiczne, szczególnie na obszarach wiejskich” – dodaje.

Gospodarki 27 badanych w raporcie krajów UE oraz Norwegii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, dzięki cyfrowej transformacji opartej na technologii 5G mogą zyskać w sumie 250 mld euro.

Polska u progu 5G

Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Raport Analysys Mason podkreśla korzyści płynąc z 5G dla polskich przedsiębiorców. Ericsson Polska razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje z działami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.

Polska jest już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą nowe możliwości dla gospodarki. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson posiada obecnie ponad 135 komercyjnych umów 5G, z których
83 to aktywne sieci działające w ponad 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

Fundusze inwestycyjne wybierają fintechy

W regionie EMEA inwestycje w fuzje i przejęcia spadły z 61,5 mld USD w 2019 r. do 14,4 mld USD w 2020 r., w opozycji do wyników stały finansowania dokonywane przez VC, które cieszyły się dużym zainteresowaniem. Osiągnęły rekordowy wynik 9,3 mld USD. Większość transakcji w Europie, z całej puli 4,8 miliardów USD, zostało ulokowanych w fintechy.

Raport “KPMG Pulse of Fintech 2020” przedstawia rosnące zainteresowanie fintechami i challenger bankami na Starym Kontynencie. Tym bardziej podczas pandemii, która przyspieszyła cyfryzację społeczeństwa. W raporcie eksperci wyjaśniają, że ekosystemy fintechów odgrywają coraz większą rolę w naszym regionie, ponieważ rządy i organy regulacyjne intensyfikują działania nad rozwojem rozwiązań technologicznych i ich wdrażaniem.

Brytyjski sektor technologiczny, który od lat dominuje europejską scenę technologiczną, również wykazał się odpornością na wydarzenia 2020 roku. Według raportu Tech Nation, fundusze VC zainwestowały w sumie 4,5 miliarda USD w fintechy pomimo pandemii. To znacznie więcej niż łączna inwestycja VC we Francji i Niemczech, która wyniosła około 1,77 miliarda USD. W Szwecji w tym obszarze zebrano 2,9 miliarda USD.

Kluczowe trendy napędzające fintech w regionie EMEA w 2021 roku

Podczas gdy w regionie EMEA występował znaczny niedobór aktywności w zakresie fuzji i przejęć, we Francji zaobserwowano duże inwestycje w fintechy. Nawiązano współprace pomiędzy uznanymi graczami i fintechami oraz nastąpiło szybsze przyjęcie tych rozwiązań przez rynek. KPMG zauważa, że Paryż był jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się ekosystemów fintech i preferowanym miejscem docelowym dla inwestorów VC, szczególnie na późniejszych etapach wzrostu.

Według Stephane Dehaies, partnera KPMG w Wielkiej Brytanii, we Francji można zaobserwować duże zainteresowanie płatnościami mobilnymi, w tym rynkiem „ kup teraz, zapłać później ”, platformami pożyczkowymi, regtech i cyberbezpieczeństwem ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na kanały cyfrowe i ich wykorzystanie w nowej rzeczywistości.

Tradycyjni gracze wdrażają teraz technologię w ramach nowej współpracy z fintechami, ponieważ muszą być bardziej wydajni i oferować lepszy UX klientom, ale muszą również wzmocnić swoje cyberbezpieczeństwo, ponieważ jest to kluczowy aspekt zapewniający przyjęcie się usług cyfrowych.

Kooperacje dużych graczy z fintechami są coraz popularniejsze, również na polskim rynku, gdzie w ostatnich tygodniach Bank Pekao nawiązał strategiczne partnerstwo na rynku e-commerce, finalizując transakcję zakupu 38,33% akcji Tpay, integratora płatności. Według Pawła Działaka, prezesa i współzałożyciela Tpay, ta nawiązana bezprecedensowa na polskim rynku współpraca, to połączenie doświadczenia i wiedzy banku, który jest częścią największej grupy finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej, z doświadczeniem w obszarze e-commerce jednego z wiodących fintechów w Polsce. Współpraca zaowocuje wprowadzeniem kolejnych zaawansowanych i kompleksowych rozwiązań płatniczych.

Nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy, również odnotowali zastój w fuzjach i przejęciach, ale osiągnęli nawet lepsze wyniki niż Francja w obszarze inwestycji VC aż 1,2 miliarda USD zainwestowano w bawarskie fintechy. Dodatkowo, Niemcy spodziewają się pojawienia większej liczby platform e-commerce, które będą potrzebować usług płatniczych.

Polskie inwestycje VC

Polska odnotowała prawie 70% wzrost finansowania VC w 2020 r., osiągając łączną wartość 567 mln USD (477 mln[1] EUR), które napłynęły do polskich start-upów. Jest to nowy rekord dla naszego kraju, który zaczyna być ważnym ośrodkiem start-upów w Europie. Podwoiła się również liczba rund finansowania serii A, było ich 26, a rundy serii B potroiły się, choć nadal są na niskim poziomie – sześciu transakcji.[2]

Jakub Sitarz, Prezes Venture INC, uważa, że polski rynek inwestycji różni się od europejskich trendów. Fundusze VC od zeszłego roku koncentrują się na szeroko pojętej branży healthtech oraz IT, w obszarze software. Pandemia i rozwój technologii wpłynął na zainteresowanie efektywnymi rozwiązaniami telemedycyny, genomiki ale również zwiększonym popytem na dopasowaną suplementację i podmioty oferujące takie rozwiązania online.

Według danych jedna czwarta polskich startupów, które otrzymały finansowanie VC w 2020 r., była z szeroko pojętego obszaru healthcare. Oprogramowanie dla przedsiębiorstw stanowiło (15%) a fintech (9%), co również podkreśla obecną koncentrację inwestorów. [3]

[1]  raport PFR Ventures i Inovo Venture Partners

[2] ibd

[3] ibd

Johnson&Johnson – dobre wyniki pomimo problemów ze szczepionką

„W minionym tygodniu uwaga rynku była skupiona na firmie Johnson and Johnson. Po wtorkowej wspólnej informacji Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) i Federalnej Agencja ds. Leków (FDA), że badają występujące po użyciu jej szczepionki na COVID-19 rzadkie przypadki incydentów zakrzepowo-zatorowych i rekomendują tymczasowe wstrzymanie jej używania, akcje firmy na otwarciu giełdy spadły o 3,2 proc. W kolejnych dniach ceny powoli odrabiały straty, by skończyć tydzień na poziomie 162,24 dolarów”.

„We wtorek 20 kwietnia J&J przedstawi swoje wyniki za 1 kwartał 2021 roku. Rynek spodziewa się, że kwartalny zysk na jedną akcję (EPS) wyniesie 2,31 dolara i będzie zbliżony do osiągniętego rok wcześniej w tym samym okresie (2,3 dolara). Będzie jednak wyższy od wyniku za IV kwartał 2021 roku, kiedy spółka uzyskała EPS wynoszący 1,86 dolara. Zysk na akcję w całym 2021 roku ma wynieść według prognoz od 9,4 do 9,55 dolara (w 2020 r. było to 8,03 dolara, a w 2019 r. 8,68 dolara). Do końca tygodnia, jak twierdzi dr Anthony Fauci, mamy poznać natomiast decyzje dotyczącą ewentualnego wznowienia dalszych szczepień przy użyciu produktu J&J”.

„Przychody J&J pochodzą z trzech działów: farmaceutycznego (55% przychodów w 2020 roku, produkcja leków na receptę), urządzeń medycznych (28%) oraz Consumer Health (17% – leki OTC i produkty do pielęgnacji). Wpływ pandemii i jej skutków na poszczególne działy w dużym stopniu wzajemnie się znoszą – spadek przychodów (2020 vs. 2019) o 11,6 proc. z działu urządzeń medycznych, związany z mniejszą liczbą planowych operacji, został skompensowany 8 proc. wzrostem sprzedaży leków działu farmaceutycznego. Wyniki działu Consumer Health pozostały na podobnym poziomie – wzrosły o 1,1 proc”.

„Przychody spółki w 2020 roku wyniosły 82,6 mld dolarów. W tym kontekście szczepionki nie mają bardzo dużego wpływ na wyniki spółki. Przy cenie wynoszącej 10 dolarów za jedną dawkę szczepionki, każde 100 mln sprzedanych dawek przekłada się na przychód wynoszący 1 mld dolarów. Stany Zjednoczone zamówiły w 2020 roku 100 mln dawek, a planowały wkrótce zamówić kolejne 100 mln. Unia Europejska zamówiła 200 mln dawek (cena dla UE była niższa i wyniosła prawdopodobnie 8,5 dolara). Unia Afrykańska zamówiła 220 mln dawek, z opcją na kolejne 180 mln. Te zamówienia stoją teraz jednak pod znakiem zapytania, zależnie od oceny bezpieczeństwa szczepionki. Szczepionka J&J jako jedyna jest podawana w formie pojedynczej dawki”.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Cudzoziemcy z obowiązkiem udziału w spisie powszechnym

Obowiązek udziału w spisie powszechnym nałożony został na wszystkie osoby, które w dniu 31 marca 2021 roku mieszkały – na stałe lub czasowo – na terytorium Polski, niezależnie od posiadanego meldunku. Pracodawcy zatrudniający cudzoziemców powinni zatem przypomnieć im o konieczności przekazania wymaganych informacji do Głównego Urzędu Statystycznego. Co więcej, osoby obcojęzyczne muszą dokonać samospisu internetowego, gdyż kontakt z rachmistrzem będzie możliwy wyłącznie po polsku.

Spis dla cudzoziemców – w jakiej formie?

Rysunek1
Rysunek 1 Źródło: https://nsp2021.spis.gov.pl/#/login?redirect=%2Fobligations

W związku z sytuacją pandemiczną główną formą tegorocznego spisu powszechnego jest samospis internetowy. Aplikacja Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 dostępna pod adresem nsp2021.spis.gov.pl umożliwia zalogowanie się także cudzoziemcom bez nadanego numeru PESEL. Aby przejść do spisu należy wówczas zaznaczyć odpowiednią opcję (rys. 1), która pozwoli zdefiniować hasło dostępu. Konieczne będzie podanie danych osobowych, takich jak nazwisko, imię, drugie imię (jeśli zostało nadane), płeć i data urodzenia. Następnie aplikacja poprowadzi do kolejnych kroków.

Rachmistrze spisowi rozpoczną swoją pracę 4 maja, lecz ze względu na aktualne obostrzenia epidemiczne będą kontaktowali się z wybranymi osobami wyłącznie telefonicznie. Osoby, które preferują właśnie taką formę spisu lub wykluczeni cyfrowo mogą sami skontaktować się z rachmistrzem za pośrednictwem specjalnej infolinii, uruchomionej pod numerem 22 279 99 99. Spis bezpośredni nie jest jednak dostępny dla osób nieposługujących się językiem polskim w sposób komunikatywny. W związku z tym cudzoziemcy bez znajomości języka polskiego powinni przystąpić do samospisu internetowego. Formularz dostępny jest opcjonalnie w języku angielskim, rosyjskim i ukraińskim.

Rola pracodawcy zatrudniającego cudzoziemców

Żaden akt prawny nie nakłada na pracodawców obowiązku informowania zatrudnionych cudzoziemców o konieczności dokonania spisu w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021. Mimo to, zakład pracy czy agencja pośrednicząca w zatrudnieniu często jest miejscem, z którego pracownicy – obcokrajowcy czerpią istotne informacje o zmianach prawnych czy ważnych wydarzeniach w kraju.

Warto apelować do pracodawców zatrudniających obcokrajowców, a także agencji pracy tymczasowej, by przypomnieli swoim pracownikom o spoczywającym na nich obowiązku oraz wyjaśnili wszelkie wątpliwości zaznacza mec. Piotr Pałucki, wspólnik Kancelarii Adwokackiej Pałucki & Szkutnik, specjalista z obszaru prawa pacy W interesie pracodawcy jest dbanie o bezpieczeństwo swoich pracowników, a jak wiadomo nieznajomość prawa szkodzi, zatem niewiedza o konieczności udziału w spisie nie uchroni od możliwych konsekwencji w postaci grzywny dodaje mec. Piotr Pałucki.

Odmowa udziału w spisie powszechnym nie jest jedyną sytuacją zagrożoną karą grzywny. Osoby, które podadzą dane, lecz niezgodne ze stanem faktycznym również mogą zostać ukarane w podobny sposób. Jeśli jednak waga oszustwa będzie większa, ustawa przewiduje również sankcje w postaci ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.

Spis powszechny a RODO

Główną wątpliwość w przypadku podjęcia się obowiązkowi spisowemu stanowi kwestia ochrony danych, których podania wymaga aplikacja internetowa bądź rachmistrz. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 roku o statystyce publicznej (Dz. U z 2020 r. poz.) dane, które uzyskuje Główny Urząd Statystyczny podczas narodowego spisu przetwarzane są wyłącznie w celach statystycznych. Następnie mogą być one użyte do opracowania analiz, o czym mowa w art. 7 tzw. „ustawy o NSP 2021” (Dz. U. z 2019 r. poz. 1775 z późn. zm.). Dane osobowe zebrane podczas spisu mogą być przetwarzane przez okres 100 lat.

Ustawa o Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021 mówi również o tym, że w przypadku przetwarzania danych osobowych w ramach narodowego spisu nie mają mocy zapisy wynikające z rozporządzenia RODO, mówiące o dostępie do danych, możliwości ich sprostowania, ograniczenia przetwarzania czy sprzeciwu wobec przetwarzania informuje mec. Piotr Pałucki Nie należy jednak się obawiać, gdyż Główny Urząd Statystyczny jest jedynym podmiotem, który ma wgląd do zebranych informacji – dodaje mec. Piotr Pałucki.

Podstawy prawne, jakimi są ustawa o statystyce publicznej oraz ustawa o ochronie danych osobowych zapewniają poufność wszystkich zebranych danych osobowych. Podane informacje podczas spisu stają się anonimowymi danymi statystycznymi i obejmuje je tajemnica statystyczna. Nie ma podstaw, by ochrona ta została uchylona w drodze jakiegokolwiek wyjątku.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 rozpoczął się 1 kwietnia 2021 r. i potrwa do 30 września 2021 r. Jest to obowiązkowe badanie statystyczne realizowane przez Główny Urząd Statystyczny raz na 10 lat.

European Energy i Eesti Energia podpisują największy kontrakt PPA w krajach bałtyckich

Estońska firma energetyczna Eesti Energia podpisała z duńskim dostawcą energii European Energy umowę na dostawę 3,8 TWh energii elektrycznej przez okres 10 lat począwszy od 2023 roku. Kontrakt zabezpiecza energię odnawialną odpowiadającą połowie rocznego zużycia energii w Estonii.

Eesti Energia jest wiodącym dostawcą energii odnawialnej w regionie działającym za pośrednictwem spółki zależnej – Enefit Green, a dzięki współpracy i długoterminowym umowom na zakup energii z innymi wytwórcami firma może dostarczać swoim klientom coraz większe ilości zielonej energii. W ubiegłym roku Eesti Energia wybudowała dla swoich klientów prawie 300 elektrowni słonecznych o łącznej mocy 8 MW. Obecnie około 2500 odbiorców, będących niezależnymi producentami sprzedaje do Eesti Energia prąd wyprodukowany we własnych domach lub firmach.

Naszą misją jest dążenie do wdrażania jeszcze bardziej inteligentnych rozwiązań dla klientów oraz czystszej produkcji energii. Nieustannie poszukujemy nowych sposobów na rozbudowę naszej oferty zielonej energii. Umowa PPA to kolejna ważna transakcja, która umożliwi naszym klientom w krajach bałtyckich szybsze wdrażanie ekologicznej transformacji oraz ustalenie kosztów energii elektrycznej na bardzo korzystnych warunkachmówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce i dodaje W tej chwili możliwe jest trwałe utrzymanie ceny do 2031 roku. Kurs giełdowy w ostatnich trzech miesiącach był bardzo wysoki i przewidujemy, że w najbliższych latach utrzyma się na podobnym poziomie lub wzrośnie. W porównaniu z obecną ceną giełdową, długoterminowy kontrakt na energię elektryczną pozwala firmie zaoszczędzić nawet do 30% na kosztach energii elektrycznej.

Umowy typu PPA pozwalają odbiorcy na długoterminowe ustalenie ceny energii elektrycznej na korzystnych warunkach, dostarczając kompletną wiedzę w zakresie jej źródła pochodzenia. Zainteresowanie takim rozwiązaniem przerosło oczekiwania Eesti Energia. W 2021 roku podpisano ponad sto umów z dużymi przedsiębiorstwami w całym regionie bałtyckim. Łączny wolumen energii sprzedanej przez Eesti Energia swoim klientom przekracza 2 TWh.

Energia będzie pochodzić z trzech farm wiatrowych, które European Energy buduje obecnie na Litwie. – Cieszymy się, że dzięki naszym farmom wiatrowym jeszcze więcej energii odnawialnej będzie mogło trafiać do krajów bałtyckich. Jest to jak dotąd największa umowa PPA podpisana w tym regionie i wierzymy, że rynek bałtycki jest pozytywnie nastawiony do zielonej transformacji swojego sektora energetycznego mówi Jonas Lau Forsberg Nihøj, dyrektor ds. handlu energią i PPA w European Energy.

European Energy jest producentem energii odnawialnej, który buduje i konstruuje farmy wiatrowe i słoneczne na całym świecie. Firma została założona w 2004 roku w Danii. Dziś jest obecna w ponad 11 krajach europejskich, a swoją działalność rozwija także w USA i Brazylii.

W sumie, w 2020 roku Eesti Energia wyprodukowała 1,5 TWh energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Stanowiło to 40% całkowitej produkcji energii elektrycznej tej grupy. Emisja CO2 spółki spadła od 2018 roku trzykrotnie. Strategicznym celem Eesti Energia jest oferowanie klientom wysokiej jakości usług z wykorzystaniem najnowszych dostępnych narzędzi cyfrowych oraz dotarcie do 1 miliona klientów w regionie Morza Bałtyckiego do 2024 roku.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Granice handlu zatarte. Dane zwiastują początek nowej ery?

Cyfrowy handel przekracza granice, zarówno wyobraźni – biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu w 2020 r. – jak i terytorialne. Jednym z powodów dobrych wyników na rynku e-commerce był gwałtowny wzrost sprzedaży w segmencie Cross-Border Commerce. Zdaniem ekspertów to właśnie ten element internetowego handlu w najbliższych latach rozwijać się będzie najprężniej. 

Cross-Border Commerce to nic innego jak sprzedaż produktów klientom, znajdującym się poza granicami kraju. Nie jest ona niczym nowym – kupcy od zarania dziejów podróżują, sprzedając produkty z odległych krain, takie jak: jedwab, bursztyn, orientalne przyprawy czy wełna. Różnica jest taka, że dziś handel dobrami z najdalszych zakątków świata jest prostszy niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko dzięki globalizacji, internetowi oraz popularyzacji międzynarodowych platform marketplace, do jakich zalicza się np. Amazon.

Rozwój tych ostatnich doprowadził do renesansu handlu transgranicznego. Sprzedaż do odbiorców zlokalizowanych w różnych krajach stała się prostsza niż kiedykolwiek wcześniej. Prosta do tego stopnia, że zajmować się nią może zwykły Kowalski i to bez wychodzenia z domu.

Internet skrócił dystans, jaki dzieli konsumenta od sprzedawcy, mało tego, dzięki sieci klienci mogą przebierać w ofertach. Drobni handlowcy mogą konkurować z dużymi i bogatymi, bo rozwój logistyki sprawił, że opłaca się wysyłać artykuły nie tylko do innego miasta, ale także kraju. Jest jeszcze trzecia składowa: wzrost znaczenia platform marketplace. To dzięki nim próg wejścia do świata międzynarodowego handlu jest akceptowalny dla przeciętnego człowieka, a konsumenci nie boją się dokonywać takich transakcji – podkreśla Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona.

Europa bez granic

Z wyliczeń ekspertów z CBCommerce dowiadujemy się, że w roku poprzedzającym pandemię obroty w ramach handlu transgranicznego w sieci wyniosły na Starym Kontynencie 143 mld euro. Czy to dużo? Dla porównania wartość polskiego e-commerce w 2020 roku wyniosła 100 mld, ale złotych – poinformowała firma PwC w lutym tego roku. A przypomnijmy, minione 12 miesięcy było znakomite dla zakupów online. Wszystko wskazuje na to, że w r. 2021 obroty nie będą mniejsze.

Paliwa, do rozwoju handlu transgranicznego, dostarczają platformy typu marketplace. Gdyby nie Amazon i spółka, które odpowiadają za 60% globalnych obrotów, czyli aż 84 mld euro, z Cross-Border Commerce mogłoby być krucho. Platforma założona przez Bezosa jest niepodważalnym liderem w tym segmencie, odpowiedzialnym za jedną czwartą (32 mld euro) transgranicznej sprzedaży online.

A to dopiero początek, bo eksperci przewidują, że w 2025 roku marketplace’y zwiększą swój udział w całym wolumenie sprzedaży transgranicznej do 65%. Co sprawia, że za ich pośrednictwem konsumenci ochoczo sięgają po towary wystawione przez zagranicznych sprzedawców?

Aleksandra Szarmach z Nethansy tłumaczy ten trend szerokim asortymentem międzynarodowych platform handlowych. – Marketplace’y pozwalają kupującym znaleźć i porównać produkty. Nie trzeba w tym celu odwiedzać setek sklepów internetowych. To właśnie ta wygoda jest jednym z głównych argumentów, który przekonuje internautów do zakupów na Amazonie. Jeśli produkt z zagranicy lepiej odpowiada oczekiwaniom klienta, a cena dostawy nie zwala z nóg, to błyskawicznie ląduje on w koszyku. To jedna strona medalu, bo korzyści z obecności na największym marketplace świata mają także sprzedawcy. Platforma daje im efekt skali, którego sami nie są w stanie wypracować – wyjaśnia ekspertka.

Reakcja łańcuchowa

W pierwszych miesiącach 2020 roku transgraniczne zakupy w sieci cieszyły się w Europie umiarkowaną popularnością. Zdecydowana większość Europejczyków (90%) pozostawała wierna krajowym sprzedawcom, podaje Eurostat. Jednak gdy pandemia przybierała na sile, wśród mieszkańców Europy rosło zainteresowanie e-handlem. W kolejnych trzech kwartałach odsetek zamówień transgranicznych zwiększył się aż trzykrotnie. – Wygląda na to, że spowodowana pandemicznym restrykcjami popularyzacja zakupów w internecie sprawiła, że klienci przesunęli swoje granice tolerancji na nowinki, oswajając się z handlem międzynarodowym – mówi Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje, że jeśli sklep nie wykorzystuje w pełni możliwości dotarcia na zagraniczne rynki, jakie dają międzynarodowe marketplace, to dużo traci. – Konkurenci zapewne już to robią – ostrzega Szarmach.

Wiatr odnowy

Analizując dane, jak kupowali Europejczycy z podziałem na wiek, trudno nie zgodzić się z ekspertką Nethansy. Okazuje się, że im młodszy klient, tym chętniej kupuje w sklepie zagranicznym. Nabywcy w wieku 16-24 najchętniej zamawiali produkty u sprzedawców z innych krajów UE (34%), a także spoza Wspólnoty (24%). W przypadku grupy w wieku 25-54 wynik był niższy, ale proporcje zachowane – starsi konsumenci częściej kupują w Europie (31%) niż poza nią (21%). Z największą rezerwą do handlu transgranicznego podchodzą ludzie w sile wieku i seniorzy. W grupie wiekowej 55-74 lata tylko co piąte (21%) zamówienie pochodziło ze sklepu zlokalizowanego w innym kraju UE, a 15% z innych części świata. – Widać tu jak na dłoni, że e-commerce nie zna granic, przynajmniej tych na mapie – kwituje Chief Marketing & Sales Officer Nethansy.

Eksperci o zachodniopomorskim rynku pracy po I kwartale roku 2021. Przemysł i magazyny w górę, usługi i turystyka ostro w dół

Zachodniopomorski rynek pracy 2021. Jakie są efekty pandemii? Eksperci: „Przemysł ciągnie naszą gospodarkę do góry”

W minionym tygodniu miało miejsce posiedzenie Zachodniopomorskiej Rady Rynku Pracy. Ponadto eksperci Północnej Izby Gospodarczej podsumowywali I kwartał roku 2021 na rynku pracy. Statystyki pokazują, że sytuacja nie jest tak zła, jak mogłaby być gdyby nie dobra kondycja przemysłu, logistyki i gospodarki morskiej. – Polscy przedsiębiorcy są mistrzami w odnajdywaniu się w trudnych sytuacjach. Improwizują, szukają rynków zbytu, dynamicznie dywersyfikują swoją działalność. Moim zdaniem dobre wyniki rynku pracy są efektem właśnie tej zaradności. Nie bez znaczenia jest również wsparcie finansowe ze strony Rządu, choć ono – jak wiemy – nie dociera ono do wszystkich – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

8,5% bezrobocia w regionie. Więcej niż przed pandemią, ale nie spełniły się czarne scenariusze

Statystyki dotyczące bezrobocia w naszym regionie pokazują, że od trzech miesięcy bez zatrudnienia pozostaje ok. 8,5% mieszkańców. To wynik wyższy niż przed pandemią, ale eksperci nie mają wątpliwości, że spodziewano się, że będzie zdecydowanie gorzej. Przypomnijmy, że pandemia trwa od ponad 13 miesięcy, a cały rok 2021 to dotychczas łagodniejsza lub silniejsza formuła lockdownu.

– Sytuacja takich branż jak turystyka, gastronomia, hotelarstwo czy usługi jest bardzo zła. Wyobrażam sobie, że w tych sektorach wiele osób straciło pracę. Jednocześnie branża e-commerce, TSL, magazyny czy centra usług wspólnych nadal zatrudniają u poszukują dla siebie pracowników. Oczywiście tutaj fluktuacja pracowników nie następuje w sposób naturalny, ale powinniśmy się cieszyć, że są rynku, które rekompensują zwolnienia, które następują w branżach objętych lockdownem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Miejsca pracy pomaga uratować rządowe wsparcie: – Tarcze finansowe, pożyczki płynnościowe czy rosnąca ilość kodów PKD kwalifikujących do pomocy oczywiście cieszy i jest wsparciem. Priorytet to jednak zaradność przedsiębiorców. Oceniam ją bardzo wysoko – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Dobra kondycja zachodniopomorskiego rynku pracy to efekt dużej ilości magazynów i firm przemysłowych?

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że póki co sytuacja nie jest tak zła jak można byłoby się spodziewać. Bezrobocie nie rośnie falowo, choć są oczywiście branże, które są narażone na poważne konsekwencje koronawirusa i lockdownów. Jak wyjaśnia Marcin Borowski z firmy LSJ HR Group na rynku można zaobserwować dynamiczne przebranżawianie się. – Kwitnie branża e-commerce, która wciąż ma ogromne potrzeby personalne i na pewno jest w stanie przyjąć mnóstwo nowych pracowników. Obserwujemy też szerokie zmiany w kompetencjach: widać, że zyskują na znaczeniu kompetencje związane z optymalizacjami procesywnymi czy pracą zdalną, zachodzą również zmiany związane z cyfryzacją przedsiębiorstw – mówi Marcin Borowski.  – Moment, gdy na rynku pracy było więcej osób do zagospodarowania to było pierwsze półrocze 2020 roku. Nie było to jednak tsunami ofert pracy, po prostu było więcej osób, które straciło prace lub część swoich etatów – dodaje Borowski.

Jak dodaje Anna Sudolska z Idea HR Group wysokość wynagrodzenia Polaków i ilość ofert pracy jest odzwierciedleniem bieżącej sytuacji gospodarczej: – Zdecydowanie nasz zachodniopomorski rynek pracy ciągnie do góry przemysł oraz sektor magazynowy, który rekrutuje, dobrze płaci i wciąż czeka na pracowników. Sytuacja w Polsce jeżeli chodzi o rynek pracy jest niewątpliwie jedną z najlepszych w Europie. Jest to fenoment, który pewnie przez lata będzie badany. Pozostaje nam się cieszyć i mieć nadzieję, że to się nie zmieni – mówi ekspertka Idea HR.

Ile osób w regionie „dobrze zarabia”?

Ostatni raport KPMG pokazuje, że w naszym regionie „dobrze zarabia” 58.5 tysiąca mieszkańców. W statystyce przyjęto wykładnik, że dobre zarobki to takie, które przekraczają 7 tysięcy złotych brutto.  – Uważam, że to dobra statystyka, która znajduje odzwierciedlenie w statystykach i ofertach dla kandydatów. Propozycje dla specjalistów zaczynają się zwykle od 7 tysięcy złotych brutto w górę. Mowa np. o specjalistach z branż: logistyka, transport, budownictwo, e-commerce czy ICT. Dobry specjalista na start zarabia takie pieniądze i one rosną wraz z doświadczeniem i umiejętnościami. Spodziewam się, że ilość osób dobrze zarabiających będzie rosła. Demografia jest bezlitosna i osób przybywających na rynku pracy jest mniej niż chętnych do zatrudniania. Oczywiście mowa ptrzede wszystkim o branżach na których ilość pracowników jest deficytowa – wyjaśnia Anna Sudolska, ekspert IDEA HR.

Według wspominanych statystyk „dobrze zarabia” 1,7 miliona Polaków. Patrząc z tego punktu widzenia to zarobki Polaków wciąż wyglądają gorzej niż np. naszych europejskich sąsiadów.

Na złotym cisza przed burzą

Tydzień otwiera się pustym kalendarzem, co daje możliwość do kontynuowania umiarkowanego optymizmu i przywracania strategii reflacyjnej. Nie przeszkadza rynek długu w USA, gdzie rentowności spadają, odbierając siłę dolarowi. W międzyczasie rynek walutowy najprawdopodobniej będzie odliczał dni do posiedzenia EBC w czwartek i odczytów PMI w piątek. Na złotym cisza przed burzą.

Na rynku akcji rozkręcać się sezon wyników kwartalnych, co może dostarczyć paliwa do poprawy rekordów na Wall Street. Dla FX to średnio istotny czynnik, choć pozwala ciepło myśleć o perspektywach globalnego ożywienia i nie przeszkadza we wzrostach ryzykownych walut. Większe znaczenie ma „znormalnienie” rynku długu USA i przerwanie rajdu rentowności, który w poprzednim kwartale wprawiał w zawrót głowy niejednego uczestnika rynku. Znika strach przed ucieczką inflacji poza kontrolę banków centralnych, co mogłoby prowadzić do wcześniejszego zacieśniania polityki i uderzałoby w rajd ryzyka czy spółki wzrostowe. Inwestorzy wyprzedający wcześniej obligacje zapędzili się z oczekiwaniami na zwrot w polityce Fed, a niskie wyceny długu przyciągają nowych kupujących. Spadek rentowności ma krótkoterminowo większe znaczenie dla USD niż lepsze dane z gospodarki USA, o czym w ubiegłym tygodniu przekonaliśmy się nie raz. W następnych dniach pozostaniemy przy nudnym wpatrywaniu się w ścieżkę rentowności, gdyż kalendarz makro z USA nie oferuje niż ciekawego. Cicho będzie też po stronie przedstawicieli Fed, którzy rozpoczynają okres zamknięty przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC.

Na słabości dolara EUR/USD ma szanse złamać 1,20, nawet jeśli nie mam przekonania do trwałości tego ruchu. Obecnie do strony fundamentalnej nic mocno nie stoi za euro i tylko dodatnia korelacja EUR/USD z hossą na rynku akcji przemawia za ciągnięciem kursu wyżej. Chciałbym zobaczyć w danych potwierdzenie pozostawienia w tyle lockdownowych klimatów i przyspieszenie ożywienia w strefie euro. Na to przyjdzie czas w drugiej połowie roku, ale w międzyczasie uważałbym na korekty w dół. W tym tygodniu nie spodziewam się nic przełomowego po posiedzeniu EBC, a odczyty PMI powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą.

Chyba nareszcie odżywa budowanie długich pozycji w funcie. Coś, co istniało przez sporą część lutego, pod koniec marca wyparowało wraz z globalnym prądem do redukcji ryzyka. Od początku kwietnia funt się męczył blokowany wypłukiwaniem krótkich pozycji na EUR/GBP, ale fala może się odwracać. Jeśli rynek uwierzy, że jest miejsce na rozkręcanie strategii reflacyjnej, GBP/USD będzie ciągnięty wyżej nie tylko na słabości dolara, a popyty na funta rozleje się po innych crossach. W tym tygodniu wspierające powinny być dane odzwierciedlające otwieranie gospodarki po lockdownie – rynek pracy (wt), sprzedaż detaliczna (pt) i PMI (pt).

Krótkie były epizody schodzenia EUR/PLN do 4,54 w piątek, mimo że wyższy EUR/USD i pozytywne nastroje są dobrym tłem do umocnienia walut wschodzących. Obawiam się, że pozostaje coraz mniej czasu na ostatnie umocnienie złotego przed nerwową grą pod posiedzenie TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia). Sądzę, że 4,52-4,53 będzie atrakcyjnym poziomem wejścia pod transakcje spekulacyjne na osłabienie złotego przed wyrokiem sądowym. W tym tygodniu mamy sporo danych z Polski, gdzie m.in. oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). Jednak dla złotego dane będą miały minimalne znaczenie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sąd Najwyższy powinien poczekać na wyrok TSUE w sprawach frankowych

W kwietniu zapadną trzy wyroki, bardzo ważne dla tak zwanych frankowiczów – którzy od lat walczą w sądach o unieważnienie umów kredytowych we frankach szwajcarskich. Sąd Okręgowy w Gdańsku wystosował pytania do Sądu Najwyższego, a także do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Posiedzenia obu tych organów mają się odbyć w tym miesiącu. SN spotka się dwa razy – w pełnym składzie 13 kwietnia i w niepełnym 15 kwietnia, a TSUE swoje orzeczenie ma wydać 29 kwietnia. Do Sądu Najwyższego zostało skierowanych sześć pytań, które pokrywają się z pięcioma pytaniami zadanymi Trybunałowi Sprawiedliwości. Prawnicy uważają, że SN powinien wstrzymać się z wydaniem swojego wyroku do czasu, gdy zapadnie wyrok TSUE. Dlaczego?

– Ważne jest, aby Sąd Najwyższy z obiema swoimi uchwałami poczekał do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sąd Najwyższy orzekał bowiem w przeszłości w sposób niezgodny z orzecznictwem TSUE. I tym razem może się okazać, że polski organ sądowniczy inaczej zinterpretuje standard obrony konsumenta na rynku wspólnotowym. W szczególności chodzi zaś o interpretację przepisów dyrektywy 93/13 – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Dyrektywa 93/13 wyznacza minimalny standard ochrony konsumenta, do którego zobowiązały się państwa członkowskie Unii. Natomiast jest ona jest tylko pewnym punktem wyjściowym. To znaczy, że sądy krajowe mogą przepisy prawa krajowego interpretować w sposób bardziej korzystny, niż wynikałoby to z postanowień dyrektywy. I tutaj powstaje problem – ponieważ dotychczasowe orzeczenia Sądu Najwyższego wskazują na to, że traktuje on standard ochrony wyznaczony przez dyrektywę jako pewnego rodzaju maksimum ochrony, które trzeba przyznać konsumentowi z konieczności – bo Trybunał zobowiązał do tego sądy krajowe. Nie spotkaliśmy się jeszcze po stronie Sądu Najwyższego z orzecznictwem prokonsumenckim – chociaż istnieją przepisy prawa krajowego, które by na to pozwalały. Dlatego Sąd Najwyższy – biorąc pod uwagę jego przeszłość orzeczniczą na gruncie spraw frankowych, a także fakt, że jeszcze nie tak dużo spraw frankowych do niego trafiło i argumenty stron w procesach są różne – powinien poczekać najpierw na zdanie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – przekonuje mec. Garlacz.

Grupa PGNiG zainwestowała w producenta ładowarek do e-samochodów

Spółka PGNiG Ventures, pełniąca w Grupie Kapitałowej PGNiG rolę funduszu typu corporate venture capital, objęła udziały firmy Enelion oferującej kompleksowe rozwiązania dla elektromobilności. Wartość pierwszego etapu inwestycji to 2,53 mln zł. Jej całkowita wartość może wynieść 6 mln zł.

Spółka Enelion dostarcza rozwiązania obejmujące m.in. inteligentne ładowarki dla pojazdów elektrycznych oraz system do zarządzania sieciami ładowarek, planami taryfowymi i rozliczaniem płatności oraz aplikację mobilną dla kierowców pojazdów elektrycznych umożliwiającą zdalne zarządzanie ładowaniem, kontrolę ilości zużytej energii i kosztów ładowania

– Niewątpliwie rynek elektromobilności, tak jak gazomobilności ma przed sobą perspektywę dalszego wzrostu. W transporcie rośnie zapotrzebowanie na pojazdy zasilane CNG i LNG oraz gazową infrastrukturę tankowania, ale też zwiększa się liczba samochodów elektrycznych, a co za tym idzie powstaje coraz więcej punktów ich ładowania. Enelion oferuje rozwiązania najwyższej jakości, które zostały już zweryfikowane przez rynek, w tym m.in. oprogramowanie kompatybilne z ładowarkami innych producentów. Patrzymy na tę inwestycję pod kątem zysków biznesowych, a jednocześnie jako Grupa Kapitałowa PGNiG wspieramy przedsięwzięcia, które pomogą zapewnić niskoemisyjną przyszłość. Dlatego cieszę się, że portfel PGNiG Ventures powiększył się o tę spółkę – mówi Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG ds. rozwoju.

Pierwsza transza inwestycji zakłada objęcie przez PGNiG Ventures udziałów w spółce Enelion o wartości ok. 2,5 mln zł. W kolejnych krokach PGNiG Ventures ma możliwość zainwestować w Enelion 6 mln zł. Horyzont inwestycji wynosi maksymalnie 5 lat.

– Jako PGNiG Ventures wspieramy innowacyjne firmy potrzebujące środków na rozwój produktów i usług, które mogą znaleźć zastosowanie w branży energetycznej. Bez wątpienia jednym z kluczowych kierunków dla energetyki jest właśnie elektromobilność
i dążenie do niskoemisyjności.
Niezbędne jest stworzenie odpowiednich warunków dla rozwoju tego obszaru, w tym inwestycje w rozbudowę infrastruktury, czyli przede wszystkim stacje ładowania. Enelion jest polską spółką, która oferuje ekspozycje na silnie wzrostowy rynek, przy modelu biznesowym gotowym na skalowanie, a opartym o rynkowo zweryfikowane ładowarki i wdrożony w grudniu 2020 roku system do zarządzania punktami ładowania, który może być oferowany bez ograniczeń operatorom, dlatego jestem przekonana, że inwestycja w spółkę jest dobrą decyzją – mówi Małgorzata Piasecka, Prezes PGNiG Ventures.

Enelion kieruje swoją ofertę zarówno do klientów biznesowych, w tym m.in. firm z branży energetycznej, samorządów, zarządców budynków, dealerów samochodowych, jak i do klientów indywidualnych. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat firma zwiększyła ponad czterokrotnie sprzedaż swoich produktów. Spółka umacnia swoją pozycję w Polsce i na rynkach europejskich. Aż 70 proc. wyprodukowanych przez Enelion ładowarek typu AC trafia na za granicę. Spółka zamierza zwiększyć produkcję z obecnych 400 do ponad 5 tys. urządzeń AC miesięcznie w 2025 roku i rozwinąć eksport do USA, Kanady, Europy Wschodniej, Ameryki Południowej, na Bliski Wschód oraz do Afryki. Spółka zamierza też wprowadzić do oferty szybkie ładowarki DC.

Inwestycja w spółkę Enelion to druga przeprowadzona przez PGNiG Ventures transakcja w tym roku. W marcu fundusz objął akcje ICsec, polskiego producenta systemów cyberbezpieczeństwa dla przemysłu. Wartość inwestycji to 4 mln zł.

Jak sprzedają Polacy: portret przedsiębiorcy e-commerce

Choć branża e-commerce bywa postrzegana jako pole rywalizacji gigantów, jest przede wszystkim miejscem, gdzie przedsiębiorcy mogą szybko uruchomić biznes, który sprzedaje i zarabia. Badanie “Nowy świat e-commerce” przeprowadzone przez platformę sklepów internetowych Shoper pokazuje, że polski e-handel to domena mikrofirm, z których te najskuteczniejsze stają się w ciągu kilku lat sklepami z prawdziwego zdarzenia.

Piotr mieszka pod Warszawą. Prowadzi sklep stacjonarny, ale z każdym rokiem coraz więcej czasu inwestuje w sprzedaż w sieci. Zamówienia kiedyś pakował sam i wysyłał wieczorami, teraz pomaga mu partnerka. Sprzedają akcesoria dla domu i ogrodu, głównie w swoim e-sklepie, a niekiedy też na Allegro i w serwisach ogłoszeniowych.

Krzysztof z Krakowa ma niezwiązaną z handlem pracę na cały etat, więc sklep internetowy założył wspólnie z kolegą – kto ma akurat więcej czasu obsługuje bieżące zamówienia. W pandemii wpadli na pomysł, że ludzi będą potrzebowali więcej odzieży sportowej oraz akcesoriów do ćwiczeń w domu i okazało się do strzałem w dziesiątkę. Dziś połowa ich dochodów to zyski ze wspólnego e-biznesu.

Anna ze Śląska działa w branży już 5 lat. Zatrudnia 8 osób. Sprzedaż naturalnych kosmetyków miała tylko być tylko przedłużeniem jej hobby, a sklep tak się rozwijał, że 2 lata temu musiała się przenieść z pokoju na poddaszu do osobnego biura i magazynu. Z czasem przestała też polegać na poczcie pantoflowej. Korzysta z zaawansowanych narzędzi promocji jak kampanie Google Ads i Facebook Ads.

Sprzedawców takich jak Piotr i Krzysztof jest najwięcej. Sprzedawców podobnych do Anny – kilkanaście procent.

Zaczynają od drobnych kroków

Jak wskazuje opublikowany w marcu raport “Nowy świat e-commerce” dla 66 proc. sprzedawców sklep internetowy stanowi dodatkowe źródło dochodu. 13 proc. właścicieli ocenia, że sprzedaż online odpowiada za połowę ich zarobków, a co piąty uznaje swój e-sklep za główne źródło utrzymania.

Sklep internetowy jako główne źródło dochodu

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commercePołowa sprzedawców internetowych (53 proc.) prowadzi swój biznes samodzielnie, a 28 proc. działa wspólnie z drugą osobą. Jeden na ośmiu zatrudnia do pomocy do 5 pracowników, a co czternasty zarządza zespołem liczącym więcej niż 5 osób.

Liczba osób zatrudnionych w sklepach internetowych

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 2– Warto mieć na uwadze, że dane, na bazie których sporządzany jest raport, pochodzą z przełomu 2020 i 2021 r., czyli zebraliśmy je zaraz po epidemicznym boomie na sklepy internetowe. W ubiegłym roku powstało ich na naszej platformie wyjątkowo dużo. To przekłada się na wysoką reprezentację na rynku nowych i samodzielnie prowadzonych firm, wciąż bardziej inwestycji niż dobrze zarabiających biznesów. W grupie sklepów ze stażem dłuższym niż 5 lat proporcje są już nieco inne i zdecydowanie więcej jest właścicieli, dla których sprzedaż online stanowi główną aktywność zawodową – zauważa Oliwa Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Znajdują swoją niszę

Niezmienna od kilku lat jest koncentracja sklepów internetowych w wybranych regionach Polski. Niemal połowa (48 proc.) znajduje się w województwach mazowieckim, małopolskim i śląskim. Wspólnie w woj. wielkopolskim to już 57 proc. sklepów. Najwięcej z nich znajduje się na Mazowszu – 21 proc.

Mapa polskiego e-commerce

Mapa polskiego e-commerceNiemal co czwarty polski sklep internetowy (23 proc) sprzedaje asortyment z kategorii Dom i Ogród. Do popularnych branży należą również Ubrania (17 proc.) oraz Zdrowie i uroda (13 proc.). Te trzy grupy asortymentu stanowią ponad połowę sklepów. Pozostałe kategorie notują kilkuprocentowy udział.

Udział poszczególnych branż w ogólnej liczbie sklepów

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 3Co trzeci sprzedawca internetowy poza swoim sklepem nie prowadzi już innej działalności handlowej. 35 proc. z nich ma sklep stacjonarny, a 44 proc. sprzedaje też w innych kanałach online, najczęściej za pomocą Allegro czy przez Facebooka.

– Interesujący jest fakt, że zarówno w podejściu do prowadzenia sprzedaży online, jak i wyborach co do asortymentu w ofercie nie widać jednej wiodącej metody działania. Nawet najpopularniejsza kategoria Dom i ogród to w rzeczywistości bardzo pojemna grupa różnorodnych produktów. To pokazuje jak bardzo elastyczne są narzędzia e-commerce i jak łatwo dostosować je można do własnych możliwości, ambicji biznesowych czy sytuacji na rynku – zauważa Oliwia Tomalik – W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy znaczny napływ nowych sklepów z branż, które w wyniku kolejnych lockdownu nie mogą normalnie pracować. Internet jest dla nich dzisiaj jedynym kanałem dotarcia do klienta – dodaje ekspertka Shoper.

Zadbaj o swój zarost na wiosnę!

Odpowiednio wypielęgnowana twarz to współcześnie nie tylko domena kobiet, ale także każdego zadbanego mężczyzny. Nieodłącznym elementem męskiego wizerunku jest zarost, który niezależnie od długości zawsze powinien wyglądać nienagannie. Na szczęście istnieje wiele sposobów, dzięki którym możliwa jest jego idealna stylizacja w domowych warunkach.

Najważniejszy pierwszy krok, czyli kilka słów na temat pielęgnacji

Przed rozpoczęciem zapuszczania zarostu warto zwrócić uwagę na kondycję skóry twarzy. Jej codzienne oczyszczanie i nawilżanie dobrej jakości kosmetykami to absolutna podstawa. Nawet najbardziej dokładnie przycięty zarost nie będzie wyglądać atrakcyjnie, kiedy jego tłem będzie zmęczona cera.

Zapuszczanie zarostu niekoniecznie musi pójść zgodnie z założonym planem. Podobnie jak w przypadku włosów na głowie, duże znaczenie mają tutaj czynniki genetyczne. Niektórzy mężczyźni bardzo szybko mogą cieszyć się bujną brodą, a inni muszą zadowolić się niewielkimi efektami na wybranych strefach twarzy. Kluczem do sukcesu (w każdej sferze życia) jest akceptacja naturalnych uwarunkowań i zaprezentowanie ich w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

Czy historia kończy się na zapuszczeniu zarostu? Zdecydowanie nie! Broda potrzebuje pielęgnacji przy pomocy dedykowanych środków, takie jak olejki czy sera nawilżające. Dłuższy zarost wymaga także regularnego czesania przy użyciu specjalnych szczotek.

Jaką golarkę wybrać?

To pytanie zastanawia wielu mężczyzn, którzy chcieliby zadbać o stylizację swojego zarostu, ale obawiają się samodzielnego wykonywania tego typu zabiegów. Zupełnie niepotrzebnie – w sieci można znaleźć wiele poradników i filmów instruktażowych, w których ten proces omówiony jest w najmniejszych szczegółach.

Nic nie uda się jednak bez odpowiedniej golarki. Ich jednorazowe wersje to zdecydowany przeżytek – są nie-ekologiczne i mają bardzo ograniczone możliwości. Inwestycja w golarkę elektryczną szybko się zwróci, a komfort jej użytkowania jest zdecydowanie wyższy.

Sprzęt dobrej jakości posłuży wiele lat, dlatego warto wziąć pod uwagę możliwość zmiany upodobań i wybrać opcję z trymerem. Dzięki wielofunkcyjnemu urządzeniu możliwe będzie zarówno zgolenie zarostu na gładko, jak i stylizacja dłuższej brody.

Warto zdecydować się na bezprzewodową wersję golarki, dzięki której swoboda ruchów nie będzie w żaden sposób ograniczona. Istotna jest także wodoodporność urządzenia, pozwalająca na bezpieczne korzystanie z niego w łazience, a nawet pod prysznicem.

Te i wiele innych opcji golarek wpływa na ich pozycję w rankingu jakości. Przed zakupem dobrze jest się z nim zapoznać i dokonać najlepszego wyboru.

Blisko połowa uczniów spędza w internecie ponad sześć godzin dziennie. Ruszają programy wspierające edukację cyfrową dzieci

Izolacja i nauka zdalna sprawiły, że prawie 50 proc. uczniów korzysta z internetu przez ponad sześć godzin dziennie. Wymuszone przez pandemię przeniesienie wielu aktywności do online’u z jednej strony może podnieść kompetencje cyfrowe dzieci, a z drugiej – może prowadzić do złych nawyków cyfrowych. Dlatego ważne jest, żeby nie zostawiać najmłodszych w sieci samych i przekazywać im potrzebną wiedzę już na etapie podstawówki. W Polsce rusza właśnie największa akcja edukacyjna skupiona na kształtowaniu umiejętności cyfrowych u dzieci, w której od września wezmą udział setki szkół w całym kraju. 

Jak wynika z badań ‪„Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” (czerwiec 2020 roku), zorganizowanych wspólnie przez Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej, Fundację Dbam o Mój Zasięg i Fundację Orange, 49,5 proc. uczniów oraz 51 proc. nauczycieli obecnie deklaruje, że korzysta z internetu ponad sześć godzin dziennie. Jeszcze przed pandemią te wskaźniki były wyraźnie niższe i wynosiły odpowiednio 7,2 proc. oraz 5,7 proc.

– Trwająca od roku edukacja zdalna mocno zaburzyła balans między życiem online i offline. Najmłodsi spędzają dużo czasu online, korzystając również z portali społecznościowych, kontaktując się z rówieśnikami, co jest bardzo istotne dla ich rozwoju. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób dzieci korzystają z narzędzi internetowych i czy przypadkiem nie natrafiają na treści, które mogłyby być dla nich szkodliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

W tej chwili coraz młodsze dzieci potrafią już obsługiwać smartfon czy tablet, instalować gry i aplikacje. Cyfrowe kompetencje nie ograniczają się jednak tylko do tego. Eksperci podkreślają, że dzieci powinny m.in. umieć krytycznie podchodzić do treści zawartych w internecie, odróżnić informację od reklamy i fake newsy od prawdy oraz znać zasady cyberbezpieczeństwa. Potrzebna jest im także wiedza na temat tego, jak chronić swoją prywatność w sieci, jakie treści mogą w niej udostępniać i na co pozwalają prawa autorskie. Równie ważne jest nauczenie dzieci, jak spędzać czas przed ekranem w sposób kreatywny i twórczy.

– Wielu osobom się wydaje, że kompetencje cyfrowe skupiają się tylko na obsłudze jakichś specjalistycznych urządzeń technicznych. W rzeczywistości to pojęcie jest bardzo szerokie. Najważniejsze kompetencje cyfrowe, których uczymy w programie HASHSuperKoderzy, to m.in. umiejętność dbania o swoją prywatność i bezpieczeństwo w sieci czy wyszukiwania i weryfikowania informacji. To są najważniejsze zagadnienia, które przekazujemy uczniom – mówi Monika Wrońska z Fundacji Orange, koordynatorka #SuperKoderów.

Dzieci i młodzież poświęcają w tej chwili czas przed ekranami nie tylko na zdalną naukę. Izolacja sprawiła, że internet stał się dla nich jedynym kanałem integracji i kontaktu z rówieśnikami, a w wielu przypadkach także głównym źródłem rozrywki. Przeniesienie tylu aktywności do sieci zwiększa ryzyko ukształtowania się niezdrowych nawyków cyfrowych. Dotyczy to zwłaszcza młodszych dzieci, uczniów podstawówek. Dlatego już od początku warto pokazywać im, jak korzystać z internetu odpowiedzialnie i mądrze.

– Dobrze jest rozmawiać z dziećmi na temat ich aktywności w sieci i proponować takie zajęcia, które mogłyby choć trochę poprawić równowagę między światem online i offline – wyjaśnia Krzysztof Kosiński. – Świat online jest dla dzieci bardzo ciekawy i wciągający, często tak bardzo, że same nie są w stanie się od niego oderwać. Dlatego warto, żeby czasami pojawił się dorosły i powiedział, że już czas zająć się jakąś inną aktywnością.

MegaMisja i #SuperKoderzy to dwa flagowe programy edukacyjne Fundacji Orange dedykowane nauczycielom i uczniom szkół podstawowych. Do tej pory wzięło w nich udział już ponad 1,7 tys. szkół i blisko 44 tys. uczniów w całej Polsce. Oba programy są skupione na kształtowaniu u dzieci kompetencji cyfrowych i pokazywaniu, jak twórczo korzystać z technologii w trakcie lekcji i w czasie wolnym.

– Zajęcia w programie MegaMisja przygotowują dzieci do świadomego i bezpiecznego korzystania ze świata internetu – wyjaśnia jego koordynator. – Najmłodsi uczą się poszukiwania informacji, dowiadują się, czym są prawa autorskie i dlaczego nie można korzystać z pracy innych bez zgody autora. Uczą się także, czym jest poczta internetowa i jak stworzyć bezpieczne hasło oraz jak wykorzystywać sprzęt do nagrywania dźwięku, robienia zdjęć czy nagrywania filmów. MegaMisja jest jednak nie tylko programem o edukacji cyfrowej. Duży nacisk położyliśmy na to, żeby dzieci mogły rozwijać swoje kompetencje społeczne, myśleć, zadawać pytania i rozwiązywać problemy. Poprzez zabawę uczą się rzeczy ważnych.

MegaMisja to 10-miesięczny cykl zajęć dla uczniów klas 1–3 oparty na fabule bajki. Jest przystosowany również do nauki zdalnej. Szkoła, która bierze w nim udział, otrzymuje zarówno pomoce naukowe w postaci tabletów, książek i audiobooków, jak i dostęp do gotowych scenariuszy zajęć, które są zgodne z podstawą programową.

– Nauczyciele w trakcie programu MegaMisja nie zostają sami. Dbamy o rozwój ich wiedzy i umiejętności. Dostarczamy im zarówno szereg webinarów i narzędzi, które umożliwiają poszerzenie warsztatu nauczyciela, jak i wszystko to, co jest niezbędne w trakcie realizacji programu – wymienia koordynator programu z Fundacji Orange.

Udział w programie jest dla szkół bezpłatny. Placówki, które chcą się do niego zgłosić, muszą do 10 maja br. wypełnić formularz online na stronie Fundacji Orange i dołączyć do niego pracę zgłoszeniową, która polega na wykonaniu – wspólnie z uczniami – prostego zadania, dostosowanego do obecnych warunków e-nauczania. Na tej podstawie zostanie wyłonionych 140 szkół, które od września zaczną cyfrowe zajęcia.

– Do programu MegaMisja może zgłosić się każdy nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej bądź nauczyciel wychowawca pracujący w świetlicy szkolnej – wskazuje Krzysztof Kosiński.

Dokładnie takie same zasady obowiązują też w przypadku #SuperKoderów, czyli drugiego z programów, który jest skierowany do nieco starszych uczniów z klas 4–8. W trakcie zajęć dzieci uczą się podstaw programowania – nie tylko na informatyce, lecz także na lekcjach matematyki, przyrody, historii, fizyki, muzyki czy języków obcych.

– Na języku polskim dzieci przygotowują reportaże, przeprowadzają wywiady, montują filmy i reportaże i poznają aplikacje do tego służące. Na biologii czy geografii budują własne stacje pogodowe, robią pomiary temperatury, ciepła i wiatru, a później tworzą wirtualne prezentacje obrazujące zebrane przez nich wyniki. Na lekcjach historii – ucząc się np. o dynastii Piastów – budują drzewa genealogiczne, tworzą gry albo umiejscawiają te wydarzenia na wirtualnych osiach czasu. W tym roku mamy też do zaoferowania nową ścieżkę edukacyjną opartą na druku 3D. Dzieci będą same projektować materiały, które później wydrukują w szkole – wymienia Monika Wrońska. – Dzieciaki uczą się pracy zespołowej i poznają nowe narzędzia cyfrowe. To bardzo kreatywny program, który pokazuje, jak w inteligentny, fajny i interesujący sposób wykorzystywać nowe technologie.

Do HASHSuperKoderów – podobnie jak do MegaMisji – placówki mogą zgłaszać się do 10 maja br. poprzez formularz na stronie fundacji. Także w tym przypadku wyłonionych zostanie 140 szkół, które od września zaczną realizować bezpłatny program. Do tej pory zrealizowało go już ponad 600 szkół w całej Polsce.

– Co ważne, nauczyciele biorący udział w programie nie muszą posiadać specjalnych umiejętności informatycznych czy programistycznych. Wystarczą dobre chęci i zgłoszenie do programu. Szkoła, która zostanie do niego zakwalifikowana, otrzyma grant na zakup zestawów robotów i innych niezbędnych materiałów – wyjaśnia koordynatorka tego programu z Fundacji Orange.

Polska będzie inwestować w poprawę jakości wody pitnej i ograniczanie jej strat. To pierwszy taki projekt w historii

Unijna dyrektywa w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia zobowiązuje Polskę do zaplanowania inwestycji wymaganych dla poprawy bezpieczeństwa wodnego. Prace nad stworzeniem takiego planu trwają. – Z jakością wody pitnej w Polsce nie jest najgorzej, ale wciąż istnieją obszary, w których straty wody pobieranej ze środowiska sięgają 50 proc. – mówi Jolanta Olbracht z firmy Arcadis, która odpowiada za te prace. Celem dyrektywy jest zapewnienie dostępu do wysokiej jakości wody wodociągowej także osobom w trudnej sytuacji, m.in. migrantom i bezdomnym.

Straty wody pozyskanej ze środowiska zostały określone przez Unię Europejską jako dosyć istotne, stąd wprowadzona w grudniu ubiegłego roku dyrektywa nakłada na państwa członkowskie obowiązek analizy tych strat, szczególnie wody przeznaczonej do picia. W Polsce ten problem nie jest duży, bo w większych miastach straty sięgają tylko około 5 proc. wody zebranej ze środowiska. Jednak istnieją obszary, w których wynoszą one aż 50 proc. Jest to uzależnione od materiałów, z jakich zbudowane są sieci wodociągowe oraz jakości tych wodociągów – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jolanta Olbracht, kierownik zespołu wodnego w Krakowie w firmie Arcadis.

Polska musi sprostać zobowiązaniom wynikającym z unijnej dyrektywy, dlatego Ministerstwo Infrastruktury realizuje projekt „Program inwestycyjny w zakresie poprawy jakości i ograniczenia strat wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi”. Jego celem jest wyznaczenie priorytetowych obszarów oraz kluczowych inwestycji, wymaganych w celu poprawy bezpieczeństwa wody.

Program jest realizowany w głównej mierze przez firmę Arcadis. Rozpoczął się pod koniec października 2020 roku, a zakończy w maju tego roku. Przeprowadzono już ankietę wśród przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, gmin, organów, urzędów, instytucji nadzorujących i regulujących, właścicieli lub administratorów dużych obiektów priorytetowych oraz przedsiębiorstw spożywczych, specjalistów, ekspertów związanych z zaopatrzeniem w wodę oraz konsumentów, a kolejnym krokiem jest analiza zebranych danych.

– W jej efekcie powstanie lista potrzeb inwestycyjnych, które pokażą, gdzie należy kierować środki finansowe, żeby w przyszłości coraz lepiej panować nad stratami wody – mówi ekspertka z firmy Arcadis.

Unijna dyrektywa ma wprowadzić tzw. zarządzanie ryzykiem w zakresie dostępu do wody o dobrej jakości według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia. Żeby zarządzać tym ryzykiem, trzeba wiedzieć, z czego ono wynika, jakie są problemy, gdzie się pojawiają i co trzeba zrobić, żeby uniknąć ich w przyszłości.

– Takie przedsięwzięcie jest realizowane w Polsce pierwszy raz i ma ono pomóc w kierowaniu pieniędzy tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Zadaniem programu inwestycyjnego jest określenie obszarów priorytetowych, takich jak: dział zaopatrzenia, uzdatnianie, jakość wody czy infrastruktura informatyczna, która reguluje, analizuje, informuje i zbiera dane dotyczące tego problemu. Niezbędne jest także wskazanie działań pilnie potrzebnych, które mają pomóc w osiągnięciu celu unijnej dyrektywy, czyli ograniczenia strat wody i poprawy dostępu dla każdego mieszkańca Unii Europejskiej do dobrej jakości wody pitnej – tłumaczy Jolanta Olbracht.

Obowiązek przeprowadzania oceny ryzyka dostaw wody dotyczy całego łańcucha – od punktu poboru do punktu zgodności, zapewnienia powszechnego dostępu do wody, wprowadzenia systemu certyfikacji materiałów i produktów mających kontakt z wodą przeznaczoną do spożycia przez ludzi oraz przepisów zobowiązujących państwa członkowskie do ograniczenia strat wody w sieciach.

– Wdrożenie programu inwestycyjnego w dużej mierze będzie zależeć od instytucji, które będą administratorami danego działania zaproponowanego w programie. Z kolei zakres działań będzie uzależniony od środków finansowych przeznaczonych na ten cel. W projekcie zostaną wskazane potencjalne źródła finansowania – dodaje kierownik zespołu wodnego w Krakowie w firmie Arcadis.

Nowe unijne przepisy to odpowiedź na inicjatywę obywatelską Right2Water na rzecz poprawy dostępu wszystkich obywateli do bezpiecznej wody pitnej. W ramach akcji zebrano 1,8 mln podpisów i jest to pierwsza europejska inicjatywa obywatelska, która stała się prawem. W praktyce państwa członkowskie mają zapewnić nieodpłatny dostęp do wody pitnej w budynkach użyteczności publicznej. Klienci restauracji czy stołówek powinni otrzymywać wodę do picia za darmo lub za niską opłatą. Szczególnie dotyczy to osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, czyli np. uchodźców, społeczności koczowniczych, bezdomnych i grup mniejszościowych.

– Unia Europejska kładzie nacisk na to, żeby tworzyć punkty poboru wody pitnej w każdym miejscu w Polsce, przynajmniej jeden w każdej wsi i mieście, aby każdy mógł mieć nieograniczony dostęp do wody dobrej jakości – uściśla ekspertka.

Ponadto woda z kranu powinna nadawać się do bezpośredniego spożycia i w tym celu zostaną wprowadzone bardziej rygorystyczne limity dla niektórych zanieczyszczeń, np. ołowiu. Według założeń UE dzięki większemu zaufaniu do wody z kranu obywatele mogą również przyczynić się do ograniczenia ilości plastikowych odpadów związanych z wodą butelkowaną, w tym odpadów morskich. Jak podaje Komisja Europejska, plastikowe butelki są jednym z najczęściej znajdowanych na europejskich plażach jednorazowych przedmiotów z plastiku. Dodatkowo mniejsze zużycie wody butelkowanej to możliwe 600 mln euro oszczędności dla gospodarstw domowych.

Panele fotowoltaiczne potencjalną furtką dla cyberprzestępców. Brak odpowiednich działań może doprowadzić do poważnych zakłóceń w dostawach energii

W piątek 9 kwietnia padł w Polsce rekord generacji mocy z fotowoltaiki – podały PSE. Niska temperatura i duże nasłonecznienie spowodowały, że systemy pracowały z mocą przekraczającą 2,7 GW. Fotowoltaika bije w Polsce rekordy popularności i stanowi jeden z motorów transformacji energetycznej. Okazuje się jednak, że może być podatna na zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem. W panelach PV wykorzystuje się urządzenia sterowane przez internet, które mogą być podatne na cyberataki. To zaś stwarza możliwość zakłóceń w przesyle energii czy nawet całkowitego blackoutu. Eksperci podkreślają, że rząd będzie musiał zająć się tym problemem, zwłaszcza w kontekście błyskawicznego rozwoju branży PV.

Boom na fotowoltaikę trwa w Polsce od kilku lat i napędziły go m.in. korzystne zmiany w prawie i rządowy program dopłat do zakupu paneli PV Mój Prąd. Jak podaje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, do tej pory dofinansowano z niego 220 tys. prosumenckich mikroinstalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW (ich łączna liczba w Polsce zbliża się już do 500 tys.).

Wkrótce polska energetyka może być w znacznym stopniu oparta na energii słonecznej, co z kolei zwraca uwagę na problem bezpieczeństwa.

– Wyobraźmy sobie sytuację, że za kilka czy kilkanaście lat polska energetyka będzie w dużo większym stopniu oparta na fotowoltaice i ktoś postanowi wyłączyć nam wszystkie panele. Będziemy mieli wtedy prawdziwy problem z niedoborem energii elektrycznej. Nie pomogą żadne zwiększenia dostaw jednego czy drugiego surowca, nasz system będzie zblokowany. Dlatego jestem zwolennikiem podejścia do kwestii bezpieczeństwa sieci energetycznej podobnie jak do sieci telekomunikacyjnej, czyli dywersyfikacji dostawców, ażeby uniknąć szantaży i ryzyka ingerencji w ciągłość działania sieci przez jednego z dostawców sprzętu – powiedział podczas debaty „Bezpieczeństwo energetyczne Polski” Michał Kanownik, prezes zarządu ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Przydomowe instalacje fotowoltaiczne stały się już popularnym sposobem na produkcję własnej, ekologicznej energii i obniżanie rachunków. Coraz chętniej inwestują w nie również firmy, motywowane podwyżkami cen i koniecznością cięcia kosztów, a od kilku lat – dzięki aukcyjnemu systemowi wsparcia – rozwijają się też większe farmy fotowoltaiczne. W efekcie fotowoltaika rozwija się nawet szybciej od rynkowych prognoz. Jeszcze na początku grudnia moc zainstalowana PV w krajowej sieci energetycznej sięgała 3,6 GW (wzrost aż o 181 proc. r/r), a już na początku lutego przekroczyła 4 GW.

Okazuje się jednak, że sektor OZE – zwłaszcza fotowoltaika – może być podatny na zagrożenia do tej pory kojarzone głównie z branżą telekomunikacyjną i cyfrową. W instalacjach PV powszechnie wykorzystuje się urządzenia sterowane przez internet, które mogą być podatne na cyberataki.

– Wyzwaniem jest postęp technologiczny i pojawienie się nowych elementów infrastruktury, np. optymalizatorów mocy wykorzystywanych w instalacjach fotowoltaicznych. W Europie ten temat nie jest jeszcze dobrze znany, ale w Stanach Zjednoczonych jest zagadnieniem poważnie podnoszonym już od 2019 roku. Tam ustalono, że ekspansję w tym zakresie prowadzą Chińczycy, a właśnie w tych optymalizatorach mocy mogą znajdować się urządzenia szpiegowskie albo elementy, które mogą bezpośrednio wpływać na działanie systemu energetycznego – mówi dr Marcin Kraśniewski, ekspert z Uniwersytetu Łódzkiego.

Optymalizator mocy to element instalacji PV, który steruje parametrami prądu generowanego przez panele. W teorii może on zostać zhakowany, co stwarza możliwość zakłóceń w przesyle energii czy nawet całkowitego blackoutu.

Te urządzenia w 2019 roku stały się przedmiotem poważnej debaty politycznej w Stanach Zjednoczonych, gdzie zarówno senatorowie republikanów, jak i demokratów wezwali departamenty energii i bezpieczeństwa do pilnych działań na rzecz ochrony krytycznych systemów infrastruktury elektroenergetycznej. Obecnie Chiny są światowym liderem w produkcji paneli fotowoltaicznych. W rankingach największych firm z branży i producentów paneli PV od kilku lat niezmiennie dominują właśnie firmy z Państwa Środka.

– W czerwcu 2019 roku Chińczycy zrezygnowali z produkcji na amerykański rynek optymalizatorów mocy, które pozwalają na efektywniejsze funkcjonowanie instalacji fotowoltaicznych. I to pomimo tego, że ich urządzenia są bardzo konkurencyjne do oferowanych przez innych producentów z uwagi na bardzo zaawansowaną technologię – mówi dr Marcin Kraśniewski. – W Polsce udział fotowoltaiki nie jest jeszcze aż tak duży, więc podobnie jak w innych krajach europejskich problem nie jest jeszcze zauważalny. Jednak z pewnością wystąpi.

Eksperci podkreślają, że cyberbezpieczeństwo – do tej pory podnoszone głównie w kontekście sieci telekomunikacyjnych – będzie mieć coraz większe znaczenie także w przypadku sieci elektroenergetycznych jako infrastruktury krytycznej, niezbędnej do zachowania ciągłości funkcjonowania państwa.

– Państwo będzie musiało poszerzać i edytować zakres swojej kontroli co do elementów, które pojawiają się na krajowym rynku – mówi ekspert Uniwersytetu Łódzkiego.

– Pojęcie infrastruktury krytycznej będzie się rozszerzać. Dzisiaj musimy o nim mówić już nie tylko w kontekście sieci telekomunikacyjnych, ale i sieci energetycznych – dodaje Michał Kanownik.

Jak podkreśla, Europa ma już doświadczenia w budowaniu systemu cyberbezpieczeństwa wyniesione z branży telekomunikacyjnej. Teraz te analizy, które pokazują m.in., jak na dany rynek wpływa uzależnienie od pojedynczego dostawcy, powinna wykorzystać również w branży energetyki i OZE.

– Europa zaczęła myśleć o fotowoltaice bardziej w kontekście ceł na szkło niż w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego. Jednak zrozumienie tego problemu jest niezbędne. Jakaś forma uniknięcia uzależnienia od jednego czy drugiego dostawcy jest niezmiernie ważna – podkreśla prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Kryptowaluty stają się alternatywą dla złota. Rosnące zainteresowanie inwestorów budzi wątpliwości nadzorów finansowych

– Bitcoin jest dziś alternatywą dla złota, atrakcyjną formą przechowywania kapitału, która pozwala uciec od procesów inflacyjnych – uważa Marcin Wituś, prezes platformy Geco.one. Najpopularniejsza cyfrowa waluta w zeszłym tygodniu ustanowiła nowy rekord wartości, podobnie jak ethereum, czyli wicelider rankingu kryptowalut pod względem kapitalizacji. W niedzielę na rynku cyfrowych walut doszło jednak do korekty, którą wywołały niepotwierdzone jeszcze pogłoski, że amerykański Departament Skarbu zamierza podjąć walkę z praniem pieniędzy na rynku cyfrowych aktywów.

 Bitcoin jest dziś traktowany jako aktywo do przechowywania wartości, dlatego zyskał miano cyfrowego złota. Każdy chce posiadać bitcoina z uwagi na to, że obserwujemy duże procesy inflacyjne dla zwykłej gotówki, duży dodruk gotówki i każdy szuka trochę alokacji kapitału właśnie po to, żeby uciec od inflacji. Właśnie na tym zyskał bitcoin. Inwestycje w złoto są problematyczne, ponieważ trzeba je gdzieś przechowywać, ciężko jest je sprzedać i zawsze są jakieś ryzyka z tym związane. Natomiast bitcoina łatwo można kupić, łatwo sprzedać i jeśli ktoś ma minimum wiedzy na ten temat, to sobie z tym poradzi – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Wituś.

W ubiegłym tygodniu cena najpopularniejszej kryptowaluty ustanowiła nowy rekord, osiągając w środę poziom zbliżony do 65 tys. dol. Jednak już w sobotę cena zaczęła spadać, a w niedzielę BTC taniał nawet o ponad 15 proc., do poziomu 51,7 tys. dol. Z kolei ethereum – po szczytach notowań z ostatniego tygodnia, kiedy cena zbliżyła się nawet do 2,5 tys. dol. – zaliczył w niedzielę prawie 18-proc. stratę.

Obie kryptowaluty opierają się na technologii blockchain, różnią się jednak zastosowaniem – bitcoinami można handlować na otwartym rynku lub użyczać moc obliczeniową swojego komputera w sieci i uzyskać za to wynagrodzenie, natomiast ethereum – jak wyjaśnia Geco.one – jest najpopularniejszą platformą do budowania projektów blockchainowych i tworzenia zdecentralizowanych aplikacji. W przeciwieństwie do bitcoina nie ma granicznej liczby eteru, która może pojawić się na rynku.

– Ether został stworzony przede wszystkim do przetwarzania transakcji i tworzenia smartkontraktów. Tak naprawdę do dziś wykorzystywany jest właśnie w tym celu – wyjaśnia ekspert. – Te dwie kryptowaluty są największe na rynku. Bitcoin cały czas jest numerem jeden, ale część osób twierdzi, że ether ma szansę go przegonić. Uważam jednak, że BTC zawsze pozostanie liderem, ponieważ jest pewnym wyznacznikiem całego tego rynku i jego wzrosty napędzają rynek altcoinów.

Zdaniem popularnego analityka i tradera kryptowalutowego Scotta Melkera ethereum może w tym roku przyćmić BTC pod względem procentowych wzrostów. Tak też było w ubiegłym roku – jak podaje platforma Geco.one, w ciągu ostatnich 12 miesięcy bitcoin podrożał o 1000 proc., a ethereum – o 1200 proc. Obie kryptowaluty niezmiennie pozostają na pierwszych miejscach pod względem kapitalizacji rynkowej. Według CoinMarketCap kapitalizacja BTC przekracza 1 bln dol., a ethereum – 246 mld dol. Trzeci na podium jest Binance Coin (BNB), którego kapitalizacja rynkowa jest sporo niższa i przekracza w tej chwili 72 mld dol.

 Inne waluty nie są zagrożeniem dla bitcoina i ethera, ponieważ na rynku jest na tyle dużo kapitału, że każdy projekt staje się wartościowy. Przez to, że dwie główne kryptowaluty mają tak dużą wartość, bardzo często inwestorzy przenoszą część swoich zysków, aktywów w mniejsze projekty, które mają szansę na wzrosty, czyli dają dużo większe pomnożenie kapitału aniżeli bitcoin czy ether – podkreśla prezes Geco.one, cyfrowej platformy obrotu instrumentami pochodnymi w kryptowalutach

Czynnikiem, który przyczynił się do ostatnich wzrostów na rynku cyfrowych walut, była m.in. upowszechniająca się akceptacja bitcoina przez instytucje finansowe i dużych graczy takich jak Elon Musk – Tesla niedawno wprowadziła płatności w kryptowalucie za jej samochody. Rosnąca popularność cyfrowych aktywów powoduje jednak zwiększoną czujność po stronie banków centralnych i rządów. Od 30 kwietnia bank centralny w Turcji całkowicie zakaże płatności w kryptowalutach, argumentując, że ich anonimowość sprzyja nielegalnym działaniom. Takie kroki zapowiadały też władze Indii. Kryptowalutom przygląda się również amerykański Departament Skarbu. Te niepotwierdzone jeszcze pogłoski, że zamierza on podjąć walkę z praniem pieniędzy na tym rynku i oskarżyć kilka instytucji o wykorzystanie cyfrowych aktywów w nielegalnych celach, przyczyniło się do niedzielnej korekty. Przed dużymi wahaniami notowań ostrzegał wielokrotnie także polski KNF.

Pandemia pomogła w rozwoju systemów smart city w polskich miastach. Nie obeszło się jednak bez problemów w ich wdrażaniu

Pandemia przyspieszyła rozwój systemów smart city w polskich miastach. Już teraz w najważniejszych globalnych zestawieniach można znaleźć polskie metropolie. Smart city to nie tylko technologie, które pomagają zarządzać ruchem, czy systemy lokalizujące pojazdy transportu publicznego. Nie brakuje też inwestycji w zieloną energię. Jednocześnie coraz większy wpływ na zmiany mają mieszkańcy. Problemem jest jednak brak długofalowych wizji i brak współpracy między inteligentnymi systemami różnych miast.

– Przewrotnie powiem, że pandemia wpłynęła pozytywnie na rozwój miast. Był moment, że miasta ze sobą konkurowały na technologiczne nowinki. Wydawały bardzo dużo pieniędzy, żeby trochę się pochwalić, żeby rozwiązania były spektakularne. Pandemia spowodowała, że tych pieniędzy jest mniej i trzeba stawiać na rozwiązania, które są konieczne, które będą generowały jakąś efektywność energetyczną, które będą ze sobą skorelowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Kamila Kotulska, dyrektor generalna ds. sprzedaży i marketingu w Gradis.

Urzędowe paczkomaty, zewnętrzne okienka z bezkontaktowymi dziennikami podawczymi, większa przepustowość i moc miejskich sieci internetowych, monitoring wizyjny oraz drony, ozonowanie ulic i mebli miejskich – to tylko przykłady systemów smart city, które pojawiły się w polskich miastach w związku z pandemią. Technologie, których często nie udawało się wdrożyć przez lata, dzięki pandemii zostały wprowadzone w ciągu kilku tygodni, a niekiedy dni. Standardem stały się usługi, które umożliwiają zdalny kontakt z urzędem. Przykładem może być CityBox w Otwocku, który pozwala na bezpieczne przekazywanie dezynfekowanych dokumentów i umożliwia wideokonferencję z właściwym urzędnikiem.

– Mam nadzieję, że ten trend inteligentnego zarządzania miastem, które przynosi oszczędności, się utrzyma. Miasta, które będą widziały, że tych pieniędzy w budżecie przybywa, mimo że je inwestują, tylko nakręci tę koniunkturę – ocenia Kamila Kotulska.

Polskie miasta już przed pandemią znalazły się w najważniejszych globalnych zestawieniach IESE Cities in Motion Index oraz Smart City Index. Wysoko plasuje się Warszawa, gdzie doceniono m.in. wymianę żarówek miejskich na LED, wymianę wysokoprężnych autobusów miejskich na pojazdy elektryczne, stworzenie wskaźnika jakości powietrza czy budowę ekologicznych chodników, które pochłaniają szkodliwe związki. Ekologiczne rozwiązania wdraża też np. Wrocław, gdzie nowoczesny system zarządzania siecią wodociągową SmartFlow tylko w pierwszym roku od wdrożenia pozwolił zaoszczędzić ok. 500 mln litrów wody i zmniejszyć straty sieci wodociągowej.

Polskie miasta zapowiadają też inwestycje w inteligentne oświetlenie, testowane już w innych europejskich metropoliach, które zmniejsza natężenie światła, jeśli na ulicach nie ma samochodów.

– Polskie miasta trochę idą za trendami, które przychodzą z Zachodu, i jak jest trend na czyste powietrze, na zieloną energię, na termomodernizację, tak miasta za tym podążają. Natomiast popełniają jeden podstawowy błąd – nie mają obszarów testowych. W miastach za granicą bardzo często wydziela się jakieś obszary, jakieś dzielnice, w których testuje się nowe rozwiązania, i jeśli działają poprawnie, to skaluje się je na całe miasto. U nas najczęściej po prostu pobiera się taką próbkę z zagranicy, zakładając, że u nas będzie to działać tak samo – mówi ekspertka.

Problemem w polskich miastach jest też wdrażanie części rozwiązań odgórnie, bez konsultacji z mieszkańcami. Powoli się to jednak zmienia i o kształcie miast decydują nie tylko politycy, lecz także przedsiębiorcy i mieszkańcy. Na przeszkodzie we wdrażaniu idei smart city nie stają pieniądze, bo te zazwyczaj na inwestycje udaje się znaleźć, ale brak długofalowej wizji i współpracy między ośrodkami.

– Brakuje spójnego programu, żeby połączyć wszystkie inwestycje w mieście w jeden system zarządzania, który by te procesy integrował, z których moglibyśmy się dowiedzieć jeszcze więcej o naszym życiu. I nie chodzi tu o żadną inwigilację, ale o korelacjach, które zachodzą między procesami. Tego trochę brakuje, a przede wszystkim brakuje też testowania tego na małą skalę. Jeżeli wdrażamy coś na dużą skalę, to od razu wkładamy w to bardzo duże pieniądze i ryzykujemy, że niekoniecznie to się sprawdzi. Trochę za daleko poszliśmy, adaptując rozwiązania z Zachodu, nie testując ich na naszym rynku – ocenia Kamila Kotulska.

Rekordowe wzrosty sprzedaży komputerów PC w pierwszym kwartale 2021 roku. Popyt może się utrzymać nawet po złagodzeniu pandemicznych obostrzeń

Dostawy komputerów osobistych na całym świecie wzrosły o 32 proc. w pierwszym kwartale 2021 roku w porównaniu do analogicznego okresu rok temu. To największy zanotowany w XXI wieku skok na tym rynku – twierdzą analitycy Gartnera. Jako powód eksperci podają przede wszystkim realizację skumulowanych dostaw, opóźnionych przez deficyt układów scalonych, takich jak procesory. Najprawdopodobniej jednak trend wzrostowy się utrzyma, a to za sprawą zmian przyzwyczajeń zakupowych ludzi, zarówno w czasie pandemii, jak i po jej wygaszeniu.

– Rekordowy wzrost sprzedaży komputerów PC jest efektem dwóch wyjątkowych czynników. Po pierwsze, porównujemy wyniki z rynkiem zamkniętym w wyniku pandemii, a po drugie, mamy do czynienia obecnie z globalnym niedoborem półprzewodników – wskazuje Mikako Kitagawa, dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Teoretycznie deficyt półprzewodników powinien wpłynąć na ograniczenie sprzedaży komputerów. W praktyce sprzedaż wzrosła, częściowo w wyniku skumulowania opóźnionych wysyłek towaru i oczyszczaniu stanów magazynowych. Analitycy są jednak zdania, że gdyby nie zaburzenia łańcucha dostaw, sprzedaż mogłaby być dużo wyższa. Wpływają na to ograniczenia pandemiczne i wynikający z nich wzrost popularności pracy zdalnej.

– Bez chaosu w łańcuchu dostaw na początku 2020 roku wzrost w pierwszym kwartale 2021 roku mógłby być niższy. Jednak niedobory półprzewodników znów niekorzystnie wpływają na łańcuch dostaw, a czas dostawy niektórych komputerów osobistych wydłuża się nawet do czterech miesięcy – twierdzi Mikako Kitagawa.

Wygaszenie pandemii powinno ograniczyć popyt na komputery osobiste. Zdaniem ekspertów może się jednak okazać, że wielomiesięczna izolacja doprowadzi do zmiany nawyków ludzi oraz przemodelowania rynku pracy. Dotychczas marginalizowana praca z domu najprawdopodobniej stanie się pożądaną formą realizowania obowiązków na rzecz pracodawcy. Jak informuje Staffing Industry Analyst, 80 proc. ankietowanych dyrektorów przedsiębiorstw twierdzi, że umożliwi swoim podwładnym pracę zdalną również po pandemii COVID-19.

– Można domniemywać, że popyt na komputery PC pozostanie wysoki nawet po złagodzeniu pandemicznych restrykcji – prognozuje dyrektor ds. badań w firmie Gartner.

Według analityków z firmy badawczej IDC wzrost dostaw komputerów w pierwszym kwartale był jeszcze wyższy i wyniósł 55,2 proc. Jak podają, dotychczas notowane wzrosty sprzedaży były wynikiem rosnącego rynku gamingowego i rosnącym zapotrzebowaniem na notebooki dla biznesu. W tym roku na znaczeniu zyskały też zamówienia z gospodarstw domowych.

W czasach kryzysu najlepiej sprawdzają się liderzy z wysokim poziomem inteligencji emocjonalnej

Liczba bankrutujących firm szybko rośnie. Aby zwiększyć swe szanse na przetrwanie trzeba wykorzystać inteligencję emocjonalną, która okazuje się być ważna nie tylko w życiu osobistym, ale i biznesowym. Emocje są bowiem kompasem i sterem naszego działania.

Dlaczego? Bo emocje informują nas o tym, czy to, co się z nami i wokół nas dzieje służy nam czy też nie, czy nasze potrzeby, począwszy od tych podstawowych po te bardziej wyszukane, są zaspokojone czy też nie. Gdy potrafimy dostrzec te sygnały, które mózg nam wysyła, możemy skuteczniej oddziaływać na swoje reakcje, a co za tym idzie podejmować decyzje i działania, które nam służą.

Inny scenariusz jest taki, że tak bardzo zanurzymy się w te emocje, które nami targają, że tracimy dystans do rzeczywistości, tworząc wyobrażenia negatywnie wpływające na nasz dobrostan, rezygnując z podjęcia wysiłku prowadzącego do zmiany. Dotyczy to zarówno naszego funkcjonowania w życiu osobistym, jak i biznesowym, zawodowym. Chodzi o to, żeby wykształcić w sobie nawyk, dzięki któremu będziemy mogli w taki sposób pokierować sobą, aby nie dać się „uprowadzić emocjonalnie”.

– Bernard Roth, dyrektor naukowy instytutu d.school na Uniwersytecie Stanforda opisał mechanizm działania tzw. „uprowadzenia emocjonalnego”, które polega na tym, że w momencie podejmowania wysiłku wydaje nam się, że już nie damy rady, nasze ciało chroniąc serce i mózg przed tym wysiłkiem wywołuje emocje negatywne, a nawet ból po to, abyśmy ten wysiłek porzucili mówi w rozmowie z MarketNews24 Marta Bańkowska, psycholog z Mentis EDUaction Akademia Rozwoju Edukacji.

Jak to się ma do życia zawodowego, do biznesu? Co można zrobić, gdy ten proces zaczyna się dziać? Po pierwsze: nie rób tego, co dyktuje ci pierwsza reakcja. Najczęściej jest to rezygnacja z działania, które planowałeś podjąć. Po drugie: zatrzymaj się, włącz oddech i uświadom sobie uczucia, które cię ogarniają. Może jest to strach, panika, może zniechęcenie, może frustracja, może niepewność. Samo uświadomienie sobie tego, co się z tobą dzieje jest ważnym krokiem do tego, aby odpowiednio tym zarządzić. A po trzecie: skoncentruj się na tym, aby zwizualizować sobie jak to będzie, gdy podejmiesz planowane działanie i jaki wówczas osiągniesz cel, co się wydarzy w momencie, gdy wprowadzisz planowaną zmianę, do czego doprowadzi cię ten wysiłek. Możesz tutaj odwołać się do wartości, które są dla ciebie ważne, takich jak miłość, rodzina, niezależność, odwaga, rozwój, bezpieczeństwo, odpowiedzialność, konsekwencja, czy kreatywność.

W obecnej sytuacji pandemii wielu przedsiębiorców, którzy latami budowali swoje biznesy stanęło przed koniecznością przeorganizowania całego życia biznesowego. Są osoby, które uległy uprowadzeniu emocjonalnemu i w konsekwencji poddały się lub spanikowały. Są też takie osoby, które w tej bardzo trudnej sytuacji nie uległy temu, co podyktowała im pierwsza reakcja, nie uległy strachowi przed tym, jak dalej będzie. Podjęły działania nie mając pewności, czy zakończą się one sukcesem, ale wierząc, że warto działać, poszukać rozwiązań, dokonać zmian w firmie lub nawet zmienić branżę, nauczyć się nowych kompetencji.

B. Roth mówi o nawyku osiągania, który, dzięki neuroplastyczności mózgu, każdy z nas może w sobie wykształcić.

– Myślami i emocjami jesteśmy w stanie oddziaływać na swoją korę mózgową i tym samym przyzwyczajać nasz mózg do sukcesu, rozumianego jako codzienne zwycięstwa nad strachem, paniką, zniechęceniem, poddaniem się, czy chęcią rezygnacji z działania – wyjaśnia M.Bańkowska.

Przyszłość rynku mieszkań na wynajem

Wyhamowuje spadek cen na rynku mieszkań na wynajem. Zmienia się też popyt, bo inne są oczekiwania z powodu doświadczeń z pandemią. Przyszłość rynku to budownictwo modułowe, skracające czas budowy nawet o połowę.

W porównaniu do cen sprzed roku w 15 największych miastach koszty najmu spadły o 3,9 proc. Ze względu na niższe stawki i dłuższy okres, gdy mieszkanie stoi puste, dochody wynajmujących spadły o 20 proc., a w Warszawie nawet o 25 proc.

– Wpływ pandemii na rynek jest taki, że prywatni właściciele mieszkań obniżyli ceny, a inwestorzy instytucjonalni są skłonni dawać wyższe rabaty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, dyrektor zarządzający funduszem Catella Polska. – Najważniejszą przyczyną jest to, że właściciele mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy przenieśli je na rynek wynajmu długoterminowego, a ponadto wiele osób wyjechało do swych miast rodzinnych ponieważ mogą pracować online.

Jednak są eksperci, którzy oceniają, że ten okres spadku cen wyhamował. Sytuacja właśnie stabilizuje się, a wpływ ma na to także rosnące tempo szczepień. Istotne będzie, kiedy Polska dołączy do grona krajów, w których przeprowadzanych jest bardzo dużo szczepień i zakończy się bałagan, który trwał do tej pory. Wówczas powrócimy do normalnego procesu podejmowania decyzji o zmianach miejsca pracy i wynajmie mieszkań.

Pandemia jednak zmieni rynek ze względu na oczekiwania. Na znaczeniu zyskają projekty wielofunkcyjne.

– Projekty wielofunkcyjne to takie mieszkania na własność bądź na wynajem, w których można nie tylko mieszkać, ale również wygodnie pracować, mając w pobliżu sklepy i restauracje i fitness, tworzące powierzchnię wspólną – wyjaśnia D.Węglicki. – Dla nas, jako funduszu wynajmującego mieszkania ważne jest, że w ten sposób zapewniamy większą komplementarność usług, a poszukując takich nowych lokalizacji myślimy o takich miastach jak Warszawa, Kraków, Gdańsk czy Wrocław, ale niekoniecznie w centrach tych miast bo ważne jest, aby łatwo dojechać do centrum.

Zmiany na rynku nieruchomości będzie kreował Private Rented Sector (PRS), który w Polsce pojawił się dopiero niedawno (pierwsza transakcja w 2016 r.) będzie kupował firmy deweloperskie bądź kupował od deweloperów gotowe już produkty. Dotyczyć to będzie zwłaszcza tej części rynku, jaką tworzą mieszkania o podwyższonym standardzie.

– Kupowanie deweloperów spowodowane jest tym, że posiadają oni atrakcyjne tereny pod budowę, a takich terenów do wykupienia bezpośrednio jest niewiele – dodaje ekspert. – Przyszłość PRS to jednak przede wszystkim budownictwo modułowe, które pozwoli skrócić okres trwania budowy nawet o połowę, a powstające mieszkania będą bardziej ekologiczne ponieważ budynki będą powstawać przy uzyskaniu certyfikatów green.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 19.04 – 23.04.2021

Dane są dobre, to i nastroje na rynkach są dobre. Przeważa optymizm związany z lepszymi perspektywami ożywienia globalnego przy postępującym procesie szczepień i niesłabnącym wsparciu fiskalno-monetarnym. Nowy kwartał jak na razie jest traktowany jako okazja do ponoszenia wyższego ryzyka, co widać po rynku akcji, surowców i walutach powiązanych. O ile nie pojawią się nowe ryzyka, umiarkowany apetyt na ryzyko powinien być kontynuowany. W przyszłym tygodniu uwaga skupi się na strefie euro – posiedzenie EBC i indeksy PMI.

Wydarzenia tygodnia: PMI z USA/Europy, EBC, rynek pracy/sprzedaż z Wlk. Brytanii, produkcja/sprzedaż z Polski, sprzedaż z Australii, CPI z NZ, Bank Kanady

USA

W USA po serii danych dużego kalibru kolejny tydzień zapowiada się mniej ekscytująco. Dane z rynku nieruchomości będą obciążone wpływem zmiany warunków pogodowych – spadek w finalizacji sprzedaży na rynku wtórnym (czw), ale odbicie na rynku pierwotnym (pt). Wstępny odczyt kwietniowego PMI (pt) powinien pokazać poprawę, co sugerowały regionalne wskaźniki z Nowego Jorku i Filadelfii. Nie otrzymamy nowych sygnałów od członków Fed, którzy rozpoczną okres zamknięty przed posiedzeniem FOMC 27-28 kwietnia.

Strefa euro

Nie oczekujemy istotnych zmian w przekazie EBC (czw). Przy sile sektora przemysłowego i kondycji globalnego ożywienia jest prawdopodobne, że EBC podkreśli pozytywne ryzyka dla marcowych prognoz. Ryzyka inflacyjne będą dalej charakteryzowane jako przejściowe. Ponadto teraz jeszcze nie jest czas na podejmowanie decyzji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów i na tę decyzję przyjdzie poczekać do czerwca. Wskaźniki PMI (pt) powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą. EUR potrzebuje potwierdzenia wyjścia z kryzysu w twardych danych, w przeciwnym wypadku potencjał aprecjacyjny pozostanie ograniczony.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii efekt otwarcia gospodarki powinien wpływać na wzrost zatrudnienia (wt) i odbicie sprzedaży detalicznej (pt). Kwiecień powinien przynieść dalszy skromny wzrost indeksów PMI (pt). Dane powinny wspierać funta w krótkim terminie, choć rynek zdaje się już w pełni zdyskontował efekt otwierania gospodarki, więc wzrosty prędzej będą skorelowane z generalnym sentymentem.

Polska

Z Polski napłynie porcja danych o aktywności gospodarczej. Oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). W pierwszym przypadku spodziewane jest nadganianie po rozczarowaniu w lutym, w drugim – spiętrzenie popytu przed świętami i nową falą obostrzeń. Nie spodziewamy się reakcji złotego na dane. Pozytywne nastroje na rynkach finansowych oferują potencjał do przejściowego umocnienia złotego, jednak spadki EUR/PLN będą kusiły jako potencjalny punkt wejścia dla spekulacji na rzecz sprzedaży złotego przed posiedzeniem TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia).

Australia i Nowa Zelandia

Rynek AUD będzie miał do przeanalizowania protokół z posiedzenia RBA (wt) oraz marcową sprzedaż detaliczną (śr). Po nowych fragmentach w komunikacie na temat rynku nieruchomości dodatkowe komentarze RBA dotyczące wzrostu cen mieszkań i związanego z tym ryzyka pozostaną w centrum uwagi. Sprzedaż powinna odbić po spadku miesiąc wcześniej. Ogólnie nie spodziewamy się znaczącego wpływu minutek i danych z większym oddziaływaniem nastrojów globalnych i apetytu na ryzyko. W podobnym stylu wzrost inflacji CPI w Nowej Zelandii (śr) nie powinien wpłynąć na zmianę postrzegania polityki RBNZ, a zatem i spokojnie wokół odczytu powinien zachowywać się NZD.

Kanada

W Kanadzie w centrum uwagi będzie posiedzenia banku centralnego (śr). Choć ostatni raport z rynku pracy za marzec był silny, powrót restrykcji covidowych w kwietniu będzie negatywnie rzutował na sytuację na rynku pracy. CAD wycenia oczekiwania na sygnał z BoC odnośnie redukcji tempa skupu aktywów, ale niepewna sytuacja gospodarcza sugeruje raczej gołębią otoczkę dla decyzji, podnosząc ryzyko negatywne reakcji CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozwój na Horyzoncie – eksperci o niepowtarzalnej szansie dla polskich innowatorów

To historyczna szansa dla polskich przedsiębiorców i naukowców na pozyskanie ogromnych środków i udział w międzynarodowych i przełomowych projektach. Tym bardziej że, mimo wielu osiągnięć, Polska wciąż aspiruje do innowacyjnej ligi mistrzów – wspólnym głosem mówili eksperci z kraju i zagranicy podczas konferencji inaugurującej w Polsce program Horyzont Europa 2021-2027. W wydarzeniu zorganizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w ramach którego działa Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE, wzięli udział m.in. Mariya Gabriel – komisarz UE ds. Innowacji, Badań, Kultury, Edukacji i Młodzieży, Jarosław Gowin – minister rozwoju, pracy i technologii, Przemysław Czarnek – minister edukacji i nauki oraz Wojciech Kamieniecki – dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Wydarzenie pod hasłem „Europa. Horyzont możliwości” odbyło się 16 kwietnia 2021 r. w formule on-line. Było adresowane zarówno do beneficjentów programów ramowych UE, jak i do wszystkich zainteresowanych realizacją innowacyjnych projektów.

– Dzięki rekordowo wysokiemu budżetowi w kwocie aż 95 mld euro Program Horyzont Europa będzie przez najbliższe 7 lat wspierał nasze wspólne wysiłki na rzecz budowania silnej, zdrowej, zielonej i cyfrowej Europy. To najbardziej ambitny program na rzecz badań naukowych i innowacji na świecie. Jednak należy zaznaczyć, że powodzenie jego realizacji zależy przede wszystkim od przedsiębiorców i naukowców. Dlatego zwracam się dziś do polskich innowatorów, których wyjątkowe osiągnięcia są mi znane i gorąco zachęcam do uczestnictwa w programie Horyzont Europa. Działajmy wspólnie na rzecz rozwoju innowacyjnego potencjału krajów członkowskich UE – mówiła Mariya Gabriel, Komisarz UE ds. Innowacji, Badań, Kultury, Edukacji i Młodzieży.

Cel: wzmocnienie polskiego ekosystemu innowacji

Program Horyzont Europa będzie w dużym stopniu kontynuacją programu Horyzont 2020, obecnego programu UE w zakresie badań naukowych i innowacji na lata 2014–2020. Zachowano takie elementy, jak: trzy filary, doskonałość jako centralny aspekt badań i utrzymanie sprawdzonych zasad i procedur dotyczących finansowania w ramach programu Horyzont 2020. Program został jednak udoskonalony, tak aby zmaksymalizować jego oddziaływanie, znaczenie dla społeczeństwa i potencjał w zakresie przełomowych innowacji. Oferta programu Horyzont Europa jest bardzo szeroka: od prestiżowych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych skierowanych do naukowców, poprzez Działania Marii Skłodowskiej-Curie wspierające rozwój kariery naukowej i mobilność, projekty dla samorządów i NGOs, aż po wysoko innowacyjne projekty badawcze i wdrożeniowe dla przedsiębiorstw.

– W Polsce, w ostatnich latach wprowadzono wiele zmian systemowych sprzyjających tworzeniu innowacji – to m.in. reforma nauki czy wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac B+R. Systematycznie rosną nakłady na badania i rozwój. Również w ramach Programu dla Pracy i Rozwoju realizowanego przez mój resort wspieramy przedsiębiorców, którzy stawiają na innowacje i modernizację. W tym kontekście program Horyzont Europa stanowi szansę na dodatkowe wzmocnienie polskiego ekosystemu innowacji, w tym przede wszystkim poprzez udział w takich nowych inicjatywach jak Europejska Rada ds. Innowacji czy Europejskie Ekosystemy Innowacji – zwrócił uwagę Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Uczestnictwo w programie to nie tylko wsparcie finansowe w realizacji projektów, ale przede wszystkim dostęp do wiedzy i nowych technologii, sieci międzynarodowych kontaktów, a także budowa marki i prestiż. Dla instytucji naukowych to możliwość uzyskania wyższej oceny parametrycznej, a co za tym idzie – wyższej subwencji.

– Realizacja programu Horyzont Europa z budżetem na poziomie 95 miliardów euro to zjawisko o skali nieporównywalnej z jakimkolwiek innym programem krajowym czy międzynarodowym. Ten ogromny budżet przez najbliższe lata będzie wspierać rozwój doskonałej europejskiej nauki oraz szanse rynkowe najlepszych innowatorów powiedział minister edukacji i nauki, dr hab. Przemysław Czarnek. – Horyzont Europa to przede wszystkim jeden z najważniejszych instrumentów, które posłużą nam w poszukiwaniu rozwiązań, z jakimi musi mierzyć się europejskie, a więc i polskie społeczeństwo i gospodarka. W Polsce mocno wierzymy w humanistyczny wymiar innowacji, która nie jest celem samym w sobie, ale ma służyć poprawie dobrostanu społeczeństw. Jestem przekonany, że dzięki środkom z Programu Horyzont Europa oraz doświadczeniu i zaangażowaniu rodzimych naukowców nasz wkład jako Polski w wypełnianie tego ambitnego zadania będzie znaczący dodał minister Czarnek.

NCBR już aktywizuje polskich innowatorów

Krajowy Punkt Kontaktowy PB UE, który od listopada 2020 roku jest częścią Narodowego Centrum Badań i Rozwoju będzie odgrywać kluczową rolę w procesie wsparcia polskiego udziału w programie Horyzont Europa.

– Przy realizacji działań związanych z programem Horyzont Europa wykorzystamy zarówno dotychczasowy potencjał i doświadczenie KPK jak i NCBR, wiodącej agencji pośredniczącej w naszym kraju – powiedział dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – Choć dziś oficjalnie inaugurujemy ten projekt, to przecież już od początku roku informujemy o tym jakie możliwości zaoferuje program. Jestem przekonany, iż informacja, doradztwo i wsparcie polskich innowatorów przyczyni się do zwiększenia naszego udziału w projektach Horyzontu Europa w porównaniu do Horyzontu 2020. W tych procesach będzie można liczyć także na pomoc i działanie  biura NCBR  w Brukseli – dodał dyrektor Kamieniecki.

W ramach aktywizowania innowatorów i zapoznawania ich z zasadami udziału w Programie Horyzont Europa, NCBR i KPK już 19 kwietnia br. rozpoczynają cykl spotkań pod wspólnym tytułem „Tydzień z Klastrami”. W ramach kolejnych webinarów eksperci zapoznają zainteresowanych z wyzwaniami jakie zidentyfikowała Komisja Europejska w ramach tzw. II filaru Programu HEU w obszarach: zdrowia, kultury, bezpieczeństwa cywilnego, technologii cyfrowych, klimatu oraz biogospodarki i zasobów naturalnych.

Warto również zaznaczyć, że ruszyły już pierwsze konkursy dla przedsiębiorców w ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji. Wnioski można składać już w instrumentach EIC Akcelerator i Pathfinder.

Inflacja w Polsce niespodziewanie przyspieszyła

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki marcowego indeksu cen konsumpcyjnych. Dane zaskoczyły znacznie wyższym niż oczekiwano wzrostem inflacji. W ciągu roku przyspieszyła ona z 2,4% do 3,2%, podczas gdy oczekiwano wzrostu cen na poziomie 2,6%. W porównaniu miesięcznym inflacja CPI wzrosła w marcu o 1%. Wzrost ten wynika głównie z wyższych cen ropy naftowej, które przekładają się na ceny paliw, a pośrednio na wiele innych sektorów gospodarki. Nie należy jednak oczekiwać, że zmiany te będą miały wpływ na decyzje NBP. Narodowy Bank Polski chce nadal wspierać gospodarkę i luzuje politykę pieniężną. Nawet jeśli tempo wzrostu cen będzie nadal przyspieszać, to interwencja i tak jest raczej mało prawdopodobna. Z punktu widzenia banku centralnego, wydaje się, że wspieranie gospodarki w tym trudnym czasie jest priorytetem, a jego członkowie są świadomi, że nie mogą mieć wpływu np. na wspomniane podwyżki ceny ropy naftowej.

Warto również wspomnieć o wynikach produkcji przemysłowej w strefie euro. W lutym spadła ona o 1,6%. Wśród dużych gospodarek strefy euro największe dla niej spadki widać było we Francji i Niemczech. Było to związane głównie z problemami z dostępnością środków wspierających walkę z pandemią, m.in. z dostawą szczepionek. Najbardziej palącym problemem dla Europy był w tym czasie jednak brak komponentów dla przemysłu motoryzacyjnego.

W tym tygodniu złoty osłabił się i w piątek rano jego kurs wynosił 4,55 PLN/EUR. Eurodolar zanotował natomiast poziom 1,197 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

7 przeszkód na drodze do globalnego ożywienia

Od Chin jako pierwszych ratujących świat po przejmujące od nich pałeczkę Stany Zjednoczone – światowy PKB wzrośnie o +5,1% w 2021 r., napotykając przeszkody łatwe do zidentyfikowania, ale już nie do przezwyciężenia – wynika z analiz Euler Hermes i Allianz Research.

Globalne ożywienie jest na dobrej drodze, chociaż jest uzależnione od kluczowych elementów – różnych w poszczególnych krajach, łącznie dając wzrost globalnego PKB o 5,1% w 2011 r., a w 2022 o 4%. Za jedną czwartą wartości tego ożywienia stoją Stany Zjednoczone, podczas gdy Chiny – które dały pierwszy impuls odbudowy jeszcze w 2020 – w mniejszym już stopniu przyczyniać się będą do wzrostu z powodu stopniowego odchodzenia od akomodacyjnej (wspierającej wzrost, m.in. tanim kredytem) polityki gospodarczej. Ekonomiści Euler Hermes i Allianz Research uważają, że za odbiciem stoi ekspansywna mieszanka polityk gospodarczych wielu krajów, ale powszechność planów wsparcia nie oznacza równomiernego odbicia – ryzyko wykonania założeń tych planów (m.in. szczepień) pozostanie kluczowym czynnikiem różnicującym między krajami. Dlatego Europa odrobi straty w Covid-19 dopiero w horyzoncie 2022 r. podczas gdy USA w drugiej połowie 2021 r.

Streszczenie:

  • Szczepienia – odporność oznacza otwarcie gospodarki. Wyjście z lockdownu jest kluczowym, ale jednak nie jedynym czynnikiem ryzyka dla perspektywy wzrostu gospodarczego
  • Wąskie gardła w globalnym łańcuchu dostaw są tak duże, jak podczas szczytu pandemii i powinny w II kwartale doprowadzić globalny handel do granicy recesji
  • Ostrożność i skłonność do oszczędności – perspektywa końca lockdownu niekoniecznie oznacza powrót do poziomu konsumpcji sprzed kryzysu, przynajmniej nie od razu
  • Perspektywa wycofywanie mechanizmów pomocy – na razie kluczowe jest to, iż Europejski mechanizm pomocy (NGEU) kładzie nacisk głównie na inwestycje, więc jego wpływ na rynek jest opóźniony i odłożony w czasie
  • Niepewny efekt pomocy publicznej – istotne dla trwałości impulsu wzrostowego jest podejście podatkowe i fiskalne „po”
  • Inflacja i reflacja – w tym przypadku duże ryzyko załamania cen aktywów (w sytuacji rozbieżności między cenami a wartością bazową oraz z powodu płynności –jej zasobu nie rekompensującego szybkości jej przepływu)

Przeszkoda 1: Wyścig ze szczepieniami jak w Formule 1

W opinii Euler Hermes i Allianz Research ryzyko związane z wykonaniem planu szczepień pozostaje kluczowym czynnikiem różnicującym między krajami, a tempo kampanii szczepień to powrót do zdrowia z różnymi prędkościami co utrzymuje rozbieżności pomiędzy krajami na wysokim poziomie. Przy obecnym tempie szczepień Stany Zjednoczone i Wielka Brytania osiągną odporność stadną w maju, ale w Europie przy obecnym tempie prawdopodobnie nie stanie się to przed jesienią. Z drugiej strony większość rządów przyspiesza tempo szczepień, aby osiągnąć odporność stadną w okresie letnim.

Przeszkoda 2: Ostrożność – niechęć do wydawania pieniędzy, zamiast konsumpcji – rosnące oszczędności

Nadwyżka oszczędności nadal będzie wynosić średnio około 40% powyżej poziomów sprzed kryzysu pod koniec 2021 r. W stosunkowo optymistycznym scenariuszu, dotychczasowe oszczędności gospodarstw domowych powinny częściowo przełożyć się na wydatki konsumentów na poziomie +1,5% PKB w Europie i ponad +3% w USA w 2021 r. Do tego można dodać prawie taką samą kwotę na inwestycje i konsumpcję za granicą (turystyka), jeśli na rynku będzie zaufanie. Ekonomiści Euler Hermes i Allianz Research szacują, że około 163 mld euro mogłoby zostać przekształcone w konsumpcję prywatną w strefie euro, co odpowiada 30% nadwyżki oszczędności Covid-19. W USA spodziewamy się, że w 2021 r. wydane będzie więcej – odpowiednio 50% zgromadzonych nadwyżek oszczędności z powodu wcześniejszego poluzowanie ograniczeń i silniejszych impulsów fiskalnych.

Oszczędności gospodarstw domowych w USA i Europie,% PKB
(oczekiwane uwolnienie w 2021 r.)

Oszczędności gospodarstw domowych w USA i Europie
Źródła:: FRED, Eurostat, Euler Hermes, Allianz Research

Przeszkoda 3: Wycofywanie mechanizmów pomocy: Chiny ich już nie potrzebują, USA wciąż hojnie wspierają gospodarkę, Europa wypada przy nich blado

W opinii Euler Hermes i Allianz Research wycofywanie mechanizmów pomocy nie jest grą o sumie zerowej, a ryzyko błędów politycznych pozostaje wysokie. W 2021 r. konsensus dotyczący robienia „wszystkiego, co trzeba” dla ratowania gospodarki ustępuje miejsca bardziej zróżnicowanym działaniom politycznym – w Chinach droga do normalizacji fiskalnej już się zaczęła. Globalny popyt przejdzie do Stanów Zjednoczonych z gigantycznym bodźcem fiskalnym w wysokości 1,9 mld dolarów (9% PKB). W porównaniu z nim reakcja fiskalna Europy blednie: fundusz Next Generation (NGEU) wyciągnie pomocną dłoń dopiero od drugiej połowy 2021 r., a wpływ na wzrost (skumulowany + 1,5 punktu procentowego do 2025 r.) jest umiarkowany i opóźniony, biorąc pod uwagę jego koncentrację na stronie podażowej – 2/3 z 313 mld euro dotacji zostanie prawdopodobnie wykorzystanych na inwestycje oraz na wypłaty.

Przeszkoda 4: Publiczne wsparcie – czy w średnioterminowej perspektywie będzie miało efekt wspierający (crowding-in) czy wypierający (crowding-out) dla produktywnych projektów i pobudzenia sektora prywatnego

Skutki wspierania bądź wypychania inwestycji – nie jest to jeszcze rozstrzygnięte pomimo wielkości publicznych planów wsparcia (w USA (potencjalnie 2,3 bln dol.), Unijny fundusz Next Generation o wartości 725 mld euro oraz chiński plan infrastrukturalny o łącznej wartości ponad 1,5 bln YUD do 2025 r.). Ich sukces zależy od tego, czy rządy mogą skierować nadmierne oszczędności na produktywne projekty i pobudzić sektor prywatny, a wiele będzie zależało od przyszłej polityki podatkowej i warunków finansowania (np. dostępność kredytów gwarantowanych przez państwo).

Przeszkoda 5: Wąskie gardła w globalnym łańcuchu dostaw

Wąskie gardła w globalnym łańcuchu dostaw są tak duże, jak podczas szczytu pandemii i powinny w II kwartale doprowadzić globalny handel do granicy recesji. Wzrost handlu światowego odbije do +7,9% w 2021 r., ale z wyłączeniem pozytywnych efektów bazowych z 2020 r. wzrost wyniesie „tylko” +5,4%. Co więcej, spodziewamy się tymczasowego spowolnienia w drugim kwartale 2021 r. Szacujemy, że wpływ zakłóceń w łańcuchu dostaw może zaważyć na wzroście światowego handlu o -1,7 pp. Ponadto ucierpi popyt na usługi z powodu opóźnionego ponownego otwarcia sektorów najbardziej dotkniętych ograniczeniami Covid-19 i utrzymującymi się barierami w podróżach transgranicznych.

Przeszkoda 6: Inflacja

Tymczasowe przekroczenie poziomu inflacji będzie spowodowane tymczasowymi efektami bazowymi. W związku z tym ekonomiści Euler Hermes i Allianz Research oceniają, że siła cenowa przedsiębiorstw pozostanie ograniczona, biorąc pod uwagę stłumioną dynamikę popytu z powodu:

(i) nadmiaru oszczędności gospodarstw domowych i przedsiębiorstw niefinansowych, który działa jak hamulec na prędkość pieniądza;

(ii) utrzymującej się ujemnej luki produktowej ze względu na niższe wykorzystanie mocy produkcyjnych

(iii) rosnącej stopy bezrobocia, co ograniczy wzrost płac (poniżej 3%).

Dlatego też nie spodziewamy się, aby banki centralne zmieniły kierunek swojej polityki w reakcji na tymczasowe przekroczenie przez inflację poziomu 3,5% w USA do połowy 2021 r. i osiągnięcie celu 2% przez kilka miesięcy w strefie euro.

Przeszkoda 7: Nie ma kresu reflacji na rynku

Ryzykowne aktywa działają w oparciu o założenie, że to, co jest dla nich dobre – niekonwencjonalna polityka pieniężna i rozrzutność fiskalna – jest koniecznie dobre dla realnej gospodarki, co ostatecznie potwierdza ich optymizm. Na razie jednak widzimy pogłębiającą się rozbieżność między cenami aktywów a ich wartością bazową. Rozbieżność ta, spotęgowana przez różne techniki zarządzania inwestycjami (ETF-y, przejrzystość ryzyka), które ustawiają alokację aktywów w trybie automatycznego pilota – ta rozbieżność jest zagrożeniem. Niezamierzona eskalacja napięć geopolitycznych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, gwałtownie rosnąca inflacja, która źle wpłynie na stonowane oczekiwania inflacyjne banków centralnych lub nacjonalistyczne impulsy przeważające nad wspólnym dobrem w Europie to czynniki zewnętrzne, które mogą spowodować odwrócenie tendencji wzrostowej. Zagrożenie pochodzi jednak raczej z wnętrza rynków kapitałowych. Jak pokazuje rozwój handlu opcjami i długu zabezpieczającego, inwestowanie z wykorzystaniem dźwigni finansowej jest wszechobecne, podobnie jak zamieszanie wokół płynności: szczególnie na rynkach kapitałowych prędkość pieniądza (przepływ płynności) jest o wiele bardziej zmienna niż jego ilość (zasób płynności). W przypadku lewarowania i overtradingu podejmowanie ryzyka jest podatne na wpadanie w amok, a nawet niewielki szok dla zaufania może prowadzić do nagłego wyczerpania płynności, wymuszonej likwidacji i / lub niewypłacalności..

FUNDACJA RODZINNA – planowane regulacje polskie a rozwiązania zagraniczne

Plan wprowadzenia polskiej instytucji fundacji rodzinnej – nadzieja na nowy, sprawny instrument planowania sukcesji.

Poniższy artykuł powstał we współpracy z kancelarią PLA.partners https://pla.partners/, posiadającą bogate doświadczenie w zakresie przygotowania Klientów, ich biznesu oraz bliskich do sukcesji międzypokoleniowej, między innymi przy wykorzystaniu zagranicznych fundacji prywatnych z Holandii, Liechtenstein czy Malty.

W drugiej połowie marca na stronie Rządowego Centrum Legislacji opublikowany został projekt ustawy o fundacjach rodzinnych. Rzadko kiedy projekt danej ustawy, której tematyka nie jest stricte podatkowa, jest poddawany tak skrupulatnej analizie. Nie ulega wątpliwości, iż projekt ten budzi duże zainteresowanie środowisk prawniczych jak i samego biznesu. Jak wskazuje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii projekt ustawy wprowadzający do polskiego systemu prawnego instytucję fundacji rodzinnej „ma zwiększyć szanse na skuteczną sukcesję w firmach rodzinnych, budowę silnych rodzimych marek oraz akumulację polskiego kapitału”.

Opublikowany projekt ustawy na pewno nie został przygotowany w pośpiechu. Pod kątem zakresu regulacji autorzy ustawy wyczerpująco podeszli do tematu i na 28 stronach opublikowanego projektu udało się umieścić wszystkie istotne aspekty związane z ustanowieniem fundacji, powołaniem organów, zasadami funkcjonowania, dokonywania wypłat na rzecz beneficjentów czy kwestii związanych z likwidacją fundacji oraz aspekty podatkowe. Ustawa ta będzie zmieniać szereg innych zapisów ustawowych takich jak przepisy kodeksu cywilnego w zakresie zachowku, ustawy o spadkach i darowiznach czy ustawie o PIT i CIT.

Polska fundacja – podstawowe wymogi, charakterystyka, zalety

Jak wynika z projektu ustawy, założenie fundacji wiązać się będzie z koniecznością wniesienia przez fundatora mienia o wartości co najmniej 100.000,00 zł. Fundacja będzie mogła przy tym być założona przez jedną lub kilka osób a także będzie mogła być powołana do życia w testamencie (co w tym ostatnim przypadku skutkować będzie tym, że fundacja będzie miała tylko jednego fundatora). Fundacja działać będzie oczywiście w oparciu o przepisy projektowanej ustawy jak i w oparciu o podstawowy akt organizacyjny, którym będzie statut fundacji. W jego ramach możliwe będzie doprecyzowanie zasad funkcjonowania fundacji jak i jej organów a także powołanie beneficjentów fundacji, którymi będą mogły zostać osoby fizyczne jak i organizacje pożytku publicznego.

W wielu postanowieniach wprowadzonych do treści projektu widać nawiązania do przepisów kodeksu spółek handlowych – przykładowo choćby w zakresie domniemania prawa łącznej reprezentacji fundacji przez zarząd (tzn. jeśli statut nie stanowi inaczej), prawa kontroli beneficjenta fundacji, skutków braku zgłoszenia utworzenia fundacji rodzinnej do sądu rejestrowego w terminie sześciu miesięcy od dnia sporządzenia aktu założycielskiego czy powództwa o uchylenie lub stwierdzenie nieważności uchwały organu fundacji. Pomyślano również od razu o organizacji prac organów fundacji – wprowadzono możliwość wykorzystywania środków komunikacji elektronicznej w trakcie prac organów, a także możliwość wykorzystania wzorca uchwały udostępnionego w systemie teleinformatycznym. Rozwiązania istniejące na gruncie kodeksu spółek handlowych zostały sprawnie przełożone na działanie fundacji rodzinnej.

Mankamenty polskiego projektu

Na uwagę zasługuje jednak kilka kwestii, które zostały przyjęte z zaskoczeniem i jak się wydaje powinny zostać poddane ponownej analizie. Jedną z nich jest wymóg, aby w zarządzie lub radzie protektorów fundacji beneficjenci nie stanowili więcej niż połowy członków tych organów. Trudno znaleźć uzasadnienie dla wprowadzania przymusu takiego rozwiązania. Co więcej, nie jest to rozwiązanie, które w takiej samej formie można spotkać powszechnie w prywatnych fundacjach działających w innych ustawodawstwach. Po pierwsze, naturalnym wydaje się uczestnictwo beneficjentów (lub wybranych beneficjentów) w prowadzeniu spraw fundacji i jej reprezentacji, w założeniu osób związanych z fundatorem, którym przynajmniej teoretycznie powinno najbardziej zależeć na prawidłowym funkcjonowaniu tego podmiotu. Po drugie, przymusowe ograniczanie liczebności beneficjentów w składzie zarządu lub rady protektorów na rzecz osób niebędących beneficjentami (a najczęściej w praktyce – niebędących bliskimi fundatora) przeczy istocie rodzinności fundacji. Skoro bowiem fundatorem ma być jedna osoba, w założeniu beneficjentami są m.in. członkowie jego rodziny. Zatem trudno oczekiwać, aby zarządzanie fundacji miało być obligatoryjnie powierzone w części osobom, które w skład tej rodziny nie wchodzą.

Inną kwestią, która pojawiła się w projekcie ustawy jest całkowity zakaz prowadzenia działalności gospodarczej przez fundację. Tutaj też trudno znaleźć uzasadnienie takiego rozwiązania, tym bardziej w kontekście tego, że taką działalność mogą prowadzić polskie fundacje charytatywne. Możliwość taką wprowadza wprost ustawa o fundacjach wskazując, że prowadzenie działalności gospodarczej przez fundację charytatywną jest możliwe o ile statut fundacji dopuszcza taką możliwość jak i wyłącznie w rozmiarach służących realizacji celów fundacji. Prowadzenie przez fundację charytatywną działalności gospodarczej w rozmiarach służących realizacji jej celów rozumie się przy tym jako sytuację, w której działalność gospodarcza fundacji nie wyczerpuje całości jej działalności, a ma charakter dodatkowy, pomocniczy wobec działalności statutowej. O ile więc można zrozumieć wprowadzenie w przypadku fundacji rodzinnych również pewnego ograniczenia co do rodzaju czy zakresu prowadzonej działalności gospodarczej tak całkowity zakaz jest zaskakujący. Wynika bowiem z tego, że fundacja będąc na przykład właścicielem nieruchomości nie będzie mogła wynajmować lokali, które na tej nieruchomości się znajdują i czerpać z niej dochodów. Być może dalsze prace nad ustawą doprowadzą do zmiany tego zapisu, która to zmiana wydaje się oczekiwana i pozwoli fundacji rodzinnej na prowadzenie działalności gospodarczej choćby w zakresie jakim umożliwiono to fundacjom charytatywnym.

Najistotniejszym mankamentem projektowanej ustawy wydają się jednak być aspekty podatkowe, które de facto mogą spowodować, iż posiadanie fundacji prywatnej wiązać się będzie z potencjalnie większymi obciążeniami podatkowymi niż np. posiadanie holdingu spółek kapitałowych. O ile wniesienie majątku do fundacji nie będzie podlegało opodatkowaniu podatkiem dochodowym tak inne aspekty podatkowe funkcjonowania fundacji w dotychczas zaproponowanym kształcie, faktycznie powodują, iż stanowić ona może mniej korzystną alternatywę dla innych form organizacyjnych. Przede wszystkim fundacja, która będzie wspólnikiem spółek kapitałowych będzie musiała płacić podatek dochodowy od dywidend wypłacanych przez te spółki. Fundacje nie będą korzystać więc z tzw. zwolnienia dywidendowego, które ma zastosowanie po spełnieniu określonych warunków w przypadku holdingów spółek kapitałowych. Projekt zakłada ponadto, że fundacja podlegać też będzie podatkowi od osób prawnych w standardowej stawce wynoszącej 19% i nie ma mowy o możliwości zastosowania preferencyjnej stawki podatku, która aktualnie wynosi 9%.

W dobie klauzul przeciwko unikaniu opodatkowania, raportowania schematów podatkowych nikt nie zakłada, że instytucja ta mogłaby służyć do jakichkolwiek optymalizacji, nie mniej jednak brak zwolnienia dywidendowego czy możliwości zastosowania preferencyjnej stawki podatku CIT to kolejne zaskoczenie, a zapisy te w połączeniu z zakazem prowadzenia działalności gospodarczej mogą zadecydować o tym czy fundacja stanie realnym narzędziem skutecznej sukcesji w firmach rodzinnych, czy wyłącznie kolejną ustawą wprowadzającą rozwiązania, których wdrożenie wiązało się będzie z większymi obawami niż realnymi korzyściami. Pozostaje żywić nadzieję, iż ostateczny kształt regulacji będzie pozbawiony opisywanych mankamentów.

Fundacja rodzinna – ważny instrument w planowaniu sukcesji

Podsumowując, należy pozytywnie ocenić inicjatywę oraz wysiłek osób pracujących przy opracowaniu założeń i projektowanych regulacji dotyczących instytucji polskiej fundacji rodzinnej. Treść sporej części projektu pozwala wierzyć, iż ostateczny kształt nowych przepisów przyczyni się do znacznej popularności polskiej fundacji rodzinnej w planowaniu sukcesji. Niemniej aby tak się stało, należy zaadresować kwestię wskazywanych mankamentów, które mogą zniechęcać do wyboru polskiej fundacji rodzinnej zamiast jej zagranicznych odpowiedników. Największym zawodem związanym z ostatecznym kształtem regulacji związanych z polską fundacją rodzinną byłaby sytuacja, w której – pomimo najbardziej szczytnych zamiarów – górę ponownie weźmie obawia przed nadmiernym wykorzystywaniem fundacji prywatnej do korzystnych podatkowo i prawnie działań. W takim wypadku ponownie okazałoby się, że z nowej, hucznie wprowadzanej regulacji niewiele osób będzie chciało skorzystać w praktyce. Jak pokazują przykłady zza granicy – fundacje rodzinne mogą funkcjonować stabilnie i z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych, nie tylko dla fundatora i beneficjentów. Warto, aby polskie rozwiązania okazały się co najmniej tak dobre jak zagraniczne, np. holenderskie. Rozwiązania pochodzące z Holandii, kraju będącego jedną z kolebek prawa korporacyjnego, może dać wiele dobrych przykładów jak powinno wyglądać skuteczne i pożyteczne uregulowanie funkcjonowania fundacji prywatnych.

Fundacja w Holandii – informacje ogólne o holenderskim Stichting

Fundacja (Stichting) to podmiot prawa, którego celem nie jest osiąganie zysków. Środki zgromadzone przez fundację pochodzą zwykle z darowizn, pożyczek i spadków. W zależności od sposobu ukształtowania fundacji jej celem może być realizacja prywatnego celu fundatora określonego w statucie (fundacja prywatna), administrowanie powierzonym majątkiem na rzecz powierzających (fundacja typu STAK) lub wspieranie określonego celu społecznego lub non-profit (fundacja charytatywna). Fundacja co do zasady nie prowadzi działalności gospodarczej, niemniej jednak ma taką możliwość.

Fundacja jest wyposażona w organy (co najmniej zarząd). Nie ma wspólników, akcjonariuszy czy udziałowców. W ramach fundacji można ustanowić radę nadzorczą lub jej odpowiednik w postaci protektora lub rady protektorów. Ustanowienie rady nadzorczej lub instytucji protektora odbywa się w obrębie statutu fundacji. Rada nadzorcza lub protektor zajmują się nadzorowaniem zarządu fundacji.

Fundacja jest uregulowana w holenderskim kodeksie cywilnym. Holenderskie prawo nie przewidziało wymogu minimalnego kapitału fundacji. Fundacja prywatna może być ustanowiona pośmiertnie w testamencie. Rejestracja fundacji odbywa się w rejestrze handlowym Holenderskiej Izby Handlowej (Kamer van Koophandel, KVK).

Fundacja holenderska – zarząd, reprezentacja Stichting

Zarząd fundacji jest organem odpowiedzialnym za prowadzenie jej spraw i reprezentację. W zależności od brzmienia statutu holenderskiej fundacji członkowie zarządu mogą samodzielnie lub wspólnie zawierać umowy oraz dokonywać innych czynności prawnych i składania oświadczeń w imieniu fundacji. Zarząd fundacji może ustanawiać pełnomocników. Ustanowiony pełnomocnik jest upoważniony do działania w imieniu fundacji. Ustanowienie takiego pełnomocnika może być odnotowane w holenderskim rejestrze handlowym (KvK).

Fundacja typu STAK (Stichting Administratiekantoor)

Celem uniknięcia rozdrobnienia udziałów w dużej firmie rodzinnej lub ryzyka przejęcia części udziałów np. przez podmioty konkurencyjne wielu przedsiębiorców rozważa wykorzystanie fundacji holenderskiej typu Stichting Administratiekantoor. Fundacja ta służy do oddzielenia własności prawnej od ekonomicznej. Podczas gdy własność ekonomiczna aktywów wniesionych do fundacji pozostaje po stronie wnoszących członków rodziny, własność w sensie prawnym (a tym samym możliwość podejmowania decyzji i kwestie organizacyjne) leżą po stronie fundacji, której reprezentacja jest uregulowana zgodnie z życzeniem fundatora. Instrument fundacji typu STAK pozwala utrzymać zarządzanie majątkiem zgromadzonym w fundacji przez ograniczone grono osób, podczas gdy własność ekonomiczna tego zarządzanego majątku przysługuje szerszemu gronu.

Fundacja holenderska jako narzędzie zabezpieczania spółek

Fundacje typu STAK wykorzystywane są celem ochrony korporacyjnej nie tylko w firmach rodzinnych, ale także w dużych spółkach, w których występuje liczne grono akcjonariuszy lub udziałowców, a także w spółkach publicznych, notowanych na giełdzie. W tym ostatnim przypadku fundacja typu STAK występuje często jako instrument ochrony przed wrogim przejęciem. Fundacje te są wykorzystywane nie tylko przez właścicieli firm rodzinnych, ale również przez inne podmioty jako instrument kontrolowania aktywów bez posiadania prawa własności lub narzędzie konsolidacji aktywów.

Fundacja w Holandii jako narzędzie planowania sukcesji

Fundacja prywatna jest wykorzystywana do planowania sukcesji. Jest również wyjątkowo przydatnym narzędziem wykorzystywanym w procesach tworzenia struktur korporacyjnych. Pozwala w sposób bardzo elastyczny i spójny z potrzebami natury biznesowej oznaczyć grono osób uprawnionych do korzystania z owoców majątku zgromadzonego w fundacji. Jednocześnie daje możliwość do niezależnego oznaczenia grona odpowiedzialnego za zarządzanie tym majątkiem lub nadzór nad tym zarządzaniem, a także określenia zasad sprawowania kontroli. Holenderska fundacja prywatna to wyjątkowo rozbudowane i elastyczne narzędzie do planowania sukcesji majątkowej pośród bliskich. Istnieje możliwość takiego kształtowania statutu fundacji, aby stała się ona podmiotem o celu charytatywnym.

Opodatkowanie fundacji w Holandii

Fundacja co do zasady nie powinna prowadzić działalności gospodarczej. Tak długo jak fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej to nie płaci holenderskiego podatku dochodowego.

Jeśli jednak fundacja prowadzi aktywność biznesową to zapłaci podatek od osób prawnych (vennootschapsbelasting) na takich zasadach jak zwykła spółka kapitałowa prowadząca przedsiębiorstwo. W rozumieniu przepisów holenderskich „przedsiębiorstwo” to każda organizacja wykorzystująca kapitał i siłę roboczą w celu osiągnięcia zysku poprzez działalność handlową i transakcje gospodarcze. To, czy fundacja musi zapłacić i naliczyć podatek VAT, zależy od jej konkretnego przypadku.

Fundacje a sukcesja firm rodzinnych – rozwiązania polskie czy zagraniczne?

Zapraszamy do kontaktu wszystkie osoby, które zastanawiają się nad przeprowadzeniem procesu sukcesji w swojej firmie rodzinnej. Wspieramy naszych Klientów w przygotowaniu ich biznesu oraz bliskich do sukcesji. Doradzamy oraz realizujemy projekty dostosowania aspektów prawnych prowadzonej działalności do przejęcia kontroli przez następne pokolenia. Wykorzystujemy rozwiązania polskie lub zagraniczne – zawsze te, które najbardziej pasują do Twojego przypadku.

Metrem na Dworzec Centralny? Analiza istotnego punktu przesiadkowego na mapie Warszawy

ILF Consulting Engineers Polska wykona analizę technicznych możliwości powiązania stacji Centrum na pierwszej linii metra z dworcami Warszawa Śródmieście/Warszawa Centralna. Na sporządzenie całej analizy przeznaczono 18 miesięcy.

Do obowiązków ILF Polska należeć będzie m.in. opracowanie raportu wstępnego oraz opracowanie analizy możliwych wariantów połączenia stacji metra Centrum (linia M1) z dworcem Warszawa-Śródmieście/Warszawa Centralna. Przygotowując opracowanie ILF Polska będzie musiał uwzględnić rozwiązania minimalizujące wpływ budowy łącznika na eksploatowaną I linię metra, a także otoczenie.

Celem działań jest pozyskanie analizy wariantów wykonania łącznika poprzez dostarczenie podstawowych założeń lokalizacyjnych oraz technicznych, które umożliwią prowadzenie dalszych prac przygotowawczych.

Analizie podlegać będą trzy rozwiązania. Pierwsze z nich zakłada połączenie nad tunelem średnicowym, drugie – pod tunelem średnicowym (wariant według koncepcji PKP PLK). Natomiast ostatnie z nich ma być wariantem autorskim firmy ILF Polska.

Cieszy nas fakt, że ponownie możemy przyczynić się do budowy i ulepszania warszawskiego metra. Nasze dotychczasowe doświadczenie w tym zakresie dało nam pozycję lidera na polskim rynku – wskazuje Rafał Blankiewicz, Dyrektor Działu Rozwoju Biznesu, ILF Consulting Engineers Polska. Koncepcja połączenia centralnej stacji pierwszej linii metra z najważniejszym przystankiem linii średnicowej nie jest nowa. Jest to bardzo istotny punkt przesiadkowy na mapie całej Warszawy, dlatego tak ważne jest stworzenie tego łącznika. Dołożymy wszelkich starań, aby analiza trzech wariantów dała solidne podstawy do wyboru optymalnego z nich. Wykonanie opracowania odpowie na szereg technicznych pytań dotyczących możliwości i uwarunkowań dla każdego z rozwiązań – dodaje.  

Zielona energia w firmie – fakty i mity

Na temat możliwości korzystania z zielonej energii w firmie powstało wiele mitów. Część z nich, jak konieczność inwestowania w kosztowne instalacje czy długi okres zwrotu inwestycji stały się barierami, przez które aż 95% przedsiębiorców nie decyduje się na OZE[1]. Jakie warunki faktycznie należy spełnić, by móc korzystać w firmie z zielonej energii? Co przedsiębiorca może na tym zyskać?

Popularność OZE w Polsce ciągle rośnie – z danych Agencji Rynku Energii wynika, że na koniec grudnia 2020 r. całkowita moc odnawialnych źródeł energii w naszym kraju sięgała 12,49 GW. Duży udział miały elektrownie fotowoltaiczne, których moc wyniosła 3,96 GW. To o 2,7 GW więcej niż rok wcześniej.

– Rosnąca popularność fotowoltaiki jest dowodem na to, że Polacy chcą korzystać z zielonej energii i przyczyniać się do transformacji energetycznej w kraju. Jej niezaprzeczalne zalety, np. poczucie niezależności, wpływają na wzrost zainteresowania OZE, także wśród przedsiębiorców. Niestety, nie jest to takie tempo, jakiego byśmy sobie życzyli. Wciąż panuje bowiem przekonanie, że inwestycje w zieloną energię są drogie, a stopa zwrotu niewystarczająca lub za bardzo odroczona w czasie. Tymczasem istnieje możliwość korzystania z zalet odnawialnych źródeł energii bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek dodatkowych kosztów – mówi Katarzyna Bienias, Dyrektor sprzedaży do małych i średnich przedsiębiorstw w Axpo Polska.

Eksperci Axpo Polska zebrali kilka najczęściej pojawiających się opinii na temat wykorzystywania zielonej energii w przedsiębiorstwach

Konieczność inwestowania w drogie panele fotowoltaiczne czy turbiny wiatrowe

MIT. Przedsiębiorca chcący korzystać z zielonej energii, nie musi decydować się na instalację paneli fotowoltaicznych lub turbin wiatrowych. Są to oczywiście najbardziej znane sposoby na pozyskiwanie prądu z odnawialnych źródeł, ale nie jedyne. Jeżeli firma nie dysponuje nasłonecznioną powierzchnią dachu czy gruntu lub nie ma funduszy na inwestycje, to może zdecydować się na zmianę sprzedawcy na takiego, który w swojej ofercie ma w 100% zieloną energię. Przedsiębiorca będzie kupował energię na tych samych zasadach, jak z poprzednim sprzedawcą, ale będzie ona w 100% odnawialna i to bez dodatkowych inwestycji. W ten sposób firma pośrednio wspiera rozwój OZE w Polsce.

Zielona energia w firmie buduje jej przewagę konkurencyjną

FAKT. Z raportu IBRiS „Zielony potencjał społeczny. Polska i Europa Środkowo-Wschodnia” wynika, że Polacy entuzjastycznie podchodzą do zielonej energii. Aż 78% (największy odsetek spośród wszystkich badanych państw) uważa, że OZE w najbardziej pozytywny sposób wpływają na ochronę środowiska oraz klimatu. Konsumenci coraz częściej wymagają od firm odpowiedzialności społecznej i proekologicznej postawy. Korzystanie przez przedsiębiorstwo wyłącznie z zielonej energii, zostanie więc dostrzeżone i docenione przez obecnych oraz potencjalnych klientów.

Zmiana sprzedawcy energii opłaca się jedynie dużym przedsiębiorstwom przemysłowym

MIT. Kolejnym mitem panującym wśród małych i średnich przedsiębiorstw jest przekonanie o tym, że sprzedawcy zielonej energii swoją ofertę kierują jedynie do dużych firm. Tymczasem, dostrzegają potencjał płynący ze współpracy z MŚP, dlatego nieustannie poszerzają swoje oferty, coraz częściej oferując im również warunki, z których do tej pory faktycznie mogły korzystać jedynie duże przedsiębiorstwa.

– Jedną z takich opcji jest zmiana ze stałej ceny za energię na cenę odzwierciedlającą aktualną sytuację rynkową. Produkt ten umożliwia klientowi zakup zielonej energii elektrycznej po zmiennych cenach wyliczanych w oparciu o notowania Rynku Dnia Następnego na Towarowej Giełdzie Energii S.A., bez konieczności śledzenia na bieżąco indeksów giełdowych. Opcja ta jest atrakcyjna przede wszystkim dla klientów, których zużycie prądu jest stabilne, możliwe do przewidzenia, oraz największe poza godzinami szczytowymi – dodaje Katarzyna Bienias z Axpo.

Kontrahenci coraz częściej wymagają przedstawienia dowodu wykorzystania zielonej energii

FAKT. Obecnie wiele firm w swoją strategię wpisane ma działania dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu. Coraz więcej uwagi poświęca się w nich ekologii i dbaniu o środowisko naturalne. W związku z tym, przy zawieraniu nowych relacji biznesowych, istotny staje się fakt, czy dany kontrahent posiada certyfikat wykorzystywania w firmie prądu mającego całościowe pokrycie w energii wytworzonej ze źródeł odnawialnych. Przejście na zieloną energię pomaga więc przedsiębiorstwu budować przewagę konkurencyjną i otwiera drogę do współpracy z firmami wymagającymi „dobrych praktyk” od swoich partnerów.

[1] Raport EFL „Zielona energia w MŚP”

Zagraniczna spółka kontrolowana (CFC) a zagraniczne fundacje

Od 2018 r. polski ustawodawca znowelizował przepisy dotyczące zagranicznych jednostek kontrolowanych (ang. Controlled Foreign Company – CFC). Przed nowelizacją przepisy o CFC nie obejmowały zagranicznych fundacji. Po objęciu zagranicznych fundacji przepisami o spółkach kontrolowanych pojawił się problem wypłaty środków na rzecz beneficjentów, ponieważ zasadniczo fundacje nie mogą wypłacać dywidendy, co prowadziło do podwójnego opodatkowania tego typu wypłat – raz opodatkowane w państwie źródła podatkiem dochodowym, a później u polskiego podatnika podatkiem od spadków i darowizn lub podatkiem dochodowym. Obecnie ustawa jasno wskazuje, że fundacje zagraniczne po spełnieniu określonych warunków będą spółkami kontrolowanymi, co jest korzystne dla przedsiębiorców rodzinnych (głównie z uwagi na zasady sukcesji majątku w takich podmiotach) i mniej korzystne dla podmiotów dokonujących optymalizacji podatkowych z wykorzystaniem fundacji zagranicznych.

Zagraniczne jednostki kontrolowane

Zgodnie z ustawami o podatku dochodowym PIT oraz CIT zagraniczna jednostka kontrolowana powstaje wtedy, gdy:

  • jednostka ma siedzibę, zarząd, rejestrację lub położenie w tzw. raju podatkowym, w kraju, z którym Polska nie ratyfikowała umowy międzynarodowej o unikaniu podwójnego opodatkowania lub nie zrobiła tego Unia Europejska;
  • jednostka zagraniczna, w której podatnik posiada pośrednio lub bezpośrednio samodzielnie lub wspólnie z innymi podmiotami powiązanymi ponad 50% udziałów w kapitale lub praw głosu w organach kontrolnych, stanowiących czy zarządzających, lub praw uczestnictwa w zysku albo podatnik sprawuje faktyczną kontrolę nad zagraniczną jednostką. Dodatkowo jednostka powinna spełniać drugi warunek, jakim jest kryterium przychodowe – co najmniej 33% przychodów w danym roku podatkowym powinny stanowić przychody tzw. pasywne, czyli przychody z dywidend i innych przychodów z udziału w zyskach osób prawnych, z wierzytelności, z poręczeń i gwarancji ze zbycia udziałów (akcji), z części odsetkowej raty leasingowej, z praw autorskich lub praw własności przemysłowej, w tym z tytułu zbycia tych praw, z odsetek i pożytków od wszelkiego rodzaju pożyczek, ze zbycia i realizacji praw z instrumentów finansowych, z transakcji z podmiotami powiązanymi, w szczególnych przypadkach z działalności ubezpieczeniowej, bankowej lub innej działalności finansowej. Konieczne jest także spełnienie trzeciego warunku, czyli faktycznie zapłacony podatek nie może być niższy niż różnica między podatkiem dochodowym należnym a zapłaconym.

Celem wdrożenia przepisów o CFC było ograniczenie optymalizacji podatkowych poprzez określenie, że podatnik posiadający zagraniczne spółki, których efektywne opodatkowanie jest znacząco niższe, jest odpowiedzialny rozliczyć przedmiotową różnicę w Polsce.

Fundacje zagraniczne

W polskim prawie fundacje mogą być tworzone w celach użyteczności publicznej, natomiast w niektórych krajach nie muszą mieć takiego charakteru. Fundacje zagraniczne stanowią zasadniczo odrębne osobowości prawne i podlegają wpisowi do rejestru. Zwane są także fundacjami rodzinnymi lub prywatnymi, głównie z uwagi na zasady sukcesji majątku takich fundacji, dzięki którym są często narzędziem pokoleniowej zmiany sterów działalności.

Fundacje zagraniczne co do zasady nie powinny prowadzić działalności gospodarczej. Mogą natomiast czerpać dochody z działalności pasywnej. Takie fundacje nie występują we wszystkich krajach – można je spotkać w Holandii, Austrii, Liechtensteinie czy Panamie.

Zastosowanie CFC do fundacji zagranicznych

W pierwszej kolejności należy rozpatrzyć sytuację „nieformalnych” fundatorów, tzn. podmiotów wyposażających fundacje w środki, którzy nie mają prawa głosu ani prawa do korzystania ze świadczeń fundacji, czyli nie są beneficjentami fundacji. W takich sytuacjach przepisy o CFC nie będą miały zastosowania.

Inaczej będzie w sytuacji, gdy podmiot będzie beneficjentem fundacji. W takich przypadkach po spełnieniu odpowiednich warunków CFC takie dochody fundacji będą opodatkowane w Polsce. W kwestii kwalifikacji zagranicznych fundacji do spółek kontrolowanych wypowiedział się także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 22 września 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 2089/19. W orzeczeniu tym WSA wskazał, że użyte w przepisie o CFC prawo do uczestnictwa w zysku jest bardzo szerokim pojęciem i obejmuje różnorodne prawa udziału w zysku, niekoniecznie w postaci dywidendy. WSA wyodrębnił trzy sytuacje, kiedy można realizować prawo do zysku w fundacjach. Pierwsza jest podobna do dywidendy, czyli prawo jest proporcjonalne do wkładów. Druga sytuacja obejmuje takie uregulowanie stosunków fundacji, gdzie prawo do zysków jest nieproporcjonalnie wysokie lub niskie w porównaniu do wniesionego wkładu. Trzecia sytuacja dotyczy braku wniesienia wkładu, a pomimo to możliwe jest otrzymywanie świadczeń pieniężnych lub niepieniężnych od fundacji. Jest to zatem przykład wykładni celowościowej. WSA uznał, że wypłaty od fundacji powinny umożliwić pomniejszenie podstawy opodatkowania CFC, przez co wyeliminowane zostanie podwójne opodatkowanie tych podmiotów.

Pomimo jednak objęcia beneficjentów fundacji zagranicznych przepisami CFC taka forma działalności nie straci na popularności, ponieważ przedsiębiorcy decydują się na nią nie tylko ze względu na optymalizacje podatkowe. Takie fundacje będą dalej narzędziem planowania sukcesyjnego. Celem jest w tym przypadku ochrona posiadanych aktywów i przekazywanie ich sukcesorom (kolejnym pokoleniom). Fundacje rodzinne pełnią rolę quasi holdingową, zarządzającą majątkiem rodzinnym. W sytuacji, gdy nie dojdzie do wypłaty fizycznej środków, do potwierdzenia z fiskusem pozostaje jedynie kwestia „zysków ukrytych”, co każdorazowo wymaga indywidualnej analizy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rośnie apetyt na ryzyko

Czwartek przyniósł kolejną sesję umocnienia apetytu na ryzyko przy silnych spadkach rentowności długu USA. Dane z amerykańskiej gospodarki były solidne, ale najwyraźniej straciły swój efekt wow. Przed weekendem nasila się redukcja ryzykownych pozycji, co pozwala na moment ulgi dla dolara.

Kolejny pozytywny raport z amerykańskiej gospodarki i dolar znowu traci. Marcowa sprzedaż detaliczna pokazała silny wzrost o 9,8 proc. m/m (prog. 5,8 proc.) podsycany realizacją czeków pomocowych. Raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych wskazała niższy odczyt (576 tys., prog. 700 tys.) sugerujący, że otwierająca się gospodarka zasysa pracowników zamiast pozwalać im odejść. Łańcuch przyczynowo-skutkowy między danymi a dolarem dopełnia rynek długu, gdyż wczoraj – podobnie jak we wtorek po wyższym od oczekiwań CPI – rentowności obligacji wyraźnie spadały. W przypadku 10-latek było to w pewnym momencie prawie 7 pb pod 1,56 proc. Potwierdza się wcześniejsza hipoteza, że inwestorzy przyzwyczaili się do bardzo dobre postawy gospodarki i teraz potrzebują czegoś naprawdę imponującego, by budować silniejsze oczekiwania dotyczące inflacji i jastrzębiej reakcji Fed. Ale jak dynamika sprzedaży na prawie 10 proc. nie jest wystarczającym katalizatorem, a nawet wywołuje reakcję przeciwną? Czyżby w kuluarach rynku liczono na jeszcze wyższy odczyt? Coś się zepsuło na rynku. Zmierza to do tego, że dane z USA zaczynają mieć malejące znaczenie. Dziś raport Uniwersytetu Michigan badający nastroje konsumentów i oczekiwania inflacyjne. Jeśli wyższy odczyt tych drugich nie poskutkuje wzrostem rentowności, śledzenie zachowania rynku długu można odłożyć do szuflady jak wspomnienie o wakacyjnym romansie.

Dolar dalej ma trudności obronić się przed odbudowywanym apetytem na ryzyko, a dziś „ratuje” go tylko perspektywa weekendu i skłonność inwestorów do redukcji ryzykownych pozycji przed przerwą w handlu. W skali tygodnia największymi beneficjentami odchodzenia od USD były waluty surowcowe: NZD, AUD i NOK. Odbywało się to w akompaniamencie wyższych cen surowców, m.in. ropy naftowej i miedzi, potwierdzając powrót strategii reflacyjnej. Słabszy dolar i spadające rentowności dały też silny impuls dla złota, które jest najwyżej do dwóch miesięcy (złoto już dawno temu przestało być bezpieczną przystanią). EUR/USD wciąż nie może sobie poradzić z 1,20, co jednak wydaje się uzasadnione, gdyż kurs po części wyraża siłę gospodarczą USA i strefy euro i na tej podstawie UER/USD nie może teraz iść w górę. Naszym zdaniem 1,19 jest aktualnie poziomem równowagi, dopóki ożywienie w Europie nie zacznie nadganiać USA.

Obniżyła się zmienność na złotym z EUR/PLN dryfującym przy 4,55. Ponieważ słabość dolara nie przejawia się w relacji EUR/USD, brak reakcji na walutach regionu. Dziś dane o inflacji bazowej z Polski mogą dołożyć negatywnych argumentów do oceny fundamentów waluty w średnim terminie, ale krótkoterminowo wpływ powinien być neutralny. Według informacji zawartych w raporcie o CPI, inflacja bazowa jest szacowana na 3,9 proc. w marcu po 3,7 proc. w lutym. Inflacja bazowa wyraźnie wykracza poza 3,5 proc., tj. górne ograniczenie dopuszczalnego zakresu wahań inflacji wokół celu. Przy jasno deklarowanym sprzeciwie NBP wobec podwyżek stóp procentowych pogłębia się ujemne realne oprocentowanie. W dobie pandemii, lockdownów i wahań cen administracyjnych szacowanie faktycznej presji inflacyjnej jest utrudnione, ale na dłuższą metę ocena złotego przez inwestorów będzie się opierać na prostym porównaniu inflacji do stopy banku centralnego. W tym świetle potencjał aprecjacyjny złotego w trakcie globalnego rajdu ryzykownych aktywów może być obniżony. Ale dla intraday’owej zmienności dane rzadko mają znaczenie i EUR/PLN może opadać z pomocą umiarkowanego optymizmu na europejskim otwarciu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dobre dane za oceanem

Wczorajsze odczyty z USA okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań. Tak dobre dane mogą spowodować, że obecny trend spadkowy dolara ulegnie odwróceniu lub przynajmniej wstrzymaniu.

Lepsze dane za oceanem

Wczoraj poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej w USA. Okazała się ona wyraźnie wyższa od oczekiwań. W marcu rosła o 9,8% wobec oczekiwanego wzrostu o 4,7%. Równolegle poznaliśmy lepszy od oczekiwań indeks NY Empire State. Kluczowe jednak były wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Było ich zaledwie 576 tysięcy w skali tygodnia. Należy pamiętać, że pomimo tego, że to ponad 0,3% wszystkich pracujących to również o ponad 100 tysięcy wniosków lepszy wynik od dotychczas najlepszego rezultatu w pandemii. Nie może zatem dziwić, że mimo bardzo niekorzystnego trendu dla dolara wczoraj amerykańska waluta nawet trochę zyskała na wartości.

Dane z Chin

Dzisiaj w nocy poznaliśmy dane z Państwa Środka. Produkcja przemysłowa w skali roku rośnie o 14,1%. To potencjalnie bardzo dużo, ale oczekiwano 3% więcej. Z drugiej strony sprzedaż detaliczna rosła o imponujące 34,2% to 6% więcej od oczekiwań. Dane te pokazują, że gospodarka chińska sprawnie nadrabia straty, jakie wywołał covid. Jednak widać nadal próbę przechodzenia chińskiej gospodarki na konsumpcję wewnętrzną. Potwierdzają to również dane o wzroście PKB, który w 1 kwartale wzrósł 18,3%.

Niespodzianka w Turcji

Po tym, jak odwołano prezesa tureckiego banku centralnego z powodu podwyżek stóp procentowych, wielu analityków spodziewało się, że jego następca na kolejnym posiedzeniu odwróci tę decyzję. Należy pamiętać, że w sprawę mocno zaangażował się sam prezydent Erdogan, znany zresztą w tworzenie niezależnego nurtu polityki monetarnej. Co ciekawe, na wczorajszym posiedzeniu Banku Turcji stopy procentowe pozostały niezmienione. Na rynkach zakończyło się to umocnieniem liry, jak to się często dzieje, kiedy to stopy procentowe wbrew oczekiwaniom analityków nie są jednak obniżane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Strategia marketingowa, jak wyznaczyć kierunek biznesu

Działania w Internecie mogą mieć różne cele. Niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz, czy chcesz ulepszyć obecne działania, potrzebujesz strategii pozycjonowania marki. To dzięki niej wyznaczysz konkretny kierunek działania.

Obecna sytuacja na świecie zmusiła wielu przedsiębiorców do przeniesienia biznesu do onlinu. Jest to o tyle ciężkie zadanie, że nagle konkurencja w postaci innych firm wzrosła o dziesiątki procent praktycznie z dnia na dzień. Chcąc więc zrobić to skutecznie, potrzebujesz wiedzieć co pokazać swoim odbiorcom, by chcieli skorzystać z Twoich usług lub produktów.

Co powinna zawierać strategia marketingowa?

Tak jak mamy wiele doświadczeń w naszej karierze, tak jest wiele opinii na temat tego, jak powinna wyglądać dobrze opracowana strategia marketingowa. W ramach tej publikacji opisze te najczęściej występujące.

Określ swoich odbiorców

Pierwszym krokiem jest określenie odbiorców. Nie mam tu na myśli opracowania person sprzedażowych, bo ten element powinien być zrobiony wcześniej. Tutaj bardziej skupiamy się ogólnie, kim jest lub będzie odbiorca treści marketingowych oraz jakie są jej potrzeby.

Tworzymy bardziej grupę odbiorców, która jednoznacznie mówi nam, kim są osoby należące do niej. Przykładem może być grupa kobiet lubiących sport.

Jakie są ich problemy?

Wiedząc, do jakiej grupy będziemy kierować nasze działania marketingowe, możemy określić, jakie mają cele i problemy w dotarciu do nich. Odkrywając wyzwania, jakie stoją na drodze do realizacji ich marzeń, celów wiesz, na jakie elementy postawić tworząc na przykład reklamy.

Zastanawiając się nad tą częścią, warto postawić się na miejscu takiej osoby. Wyjść z myślenia o tym, jakie mamy produkty, a przejść na myślenie, jakie emocje towarzyszą osobom z naszej grupy. Z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo to zrobić i czasem pomoc konsultanta marketingowego może być dużym ułatwieniem.

Dla naszej przykładowej grupy to, co może stanowić dla nich wyzwanie to np. praca na pełny etat, małe dziecko, a może obecny związek gdzie druga osoba woli spędzać czas na kanapie.

Co chcą osiągnąć?

Znając problemy, możemy określić, jakie są ich ostateczne cele. Może chcą zadbać o swoje zdrowie. A może chcą mieć ładną figurę. A to wszystko bez poświęcania swoich ulubionych potraw.

Ostateczny cel to ich marzenia to świat, do którego dążą i wizja, która ich motywuje.

Określ alternatywy na rynku

Jakie są opcje do wyboru poza Twoją firmą? Tutaj zastanawiamy się nad działaniami konkurencji bezpośredniej i pośredniej. Konkurencja bezpośrednia to firmy podobne do Twojej. Firmy, które prawdopodobnie znasz i wiesz, że są Twoją konkurencją.

Poza nimi istnieje jeszcze konkurencja pośrednia. Dla naszego przykładu, jeśli jesteśmy trenerem osobistym, a grupą są kobiety lubiące sport, to bezpośrednią konkurencją są inni trenerzy. Natomiast konkurencją pośrednią może być spędzenie czasu z rodziną albo pospanie dłużej zamiast wybranie się na trening.

Określenie alternatyw pozwoli nam na pozycjonowanie naszej oferty marketingowej na różnych etapach, pokazując odpowiedni przekaz.

Jakie są Twoje przewagi

Ostatni krok to przygotowanie własnych przewag. Znasz już wszystkie części układanki. Teraz możesz bez problemu określić, jakie są Twoje mocne strony, które przekonają odbiorców, by skorzystać z Twoich usług i produktów.

Niezależnie od tego, czy będziemy tworzyć materiały do mediów społecznościowych, na stronę, czy inne miejsce. Wszystkie opracowane elementy to szkielet do naszego przekazu marketingowego.

Nie ma magicznej reguły, która pomaga w budowaniu biznesu. Są za to konkretne strategie, które pomagają w pozycjonowaniu się na rynku.

Przemysław Olesiński – konsultant biznesowy

przemyslawolesinski.pl

Ceny usług rosną prawie 4 razy szybciej niż towarów

W marcu br. inflacja wyniosła 3,2% w ujęciu rocznym i 1% w porównaniu z poprzednim miesiącem – podał GUS.

Chociaż mieścimy się w granicach odchyleń od celu inflacyjnego, to jednak marcowy skok jest duży – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że punkt odniesienia analiz rocznych stanowi marzec 2020 roku, w którym część zjawisk pandemicznych znalazła odzwierciedlenie w danych.

Temat wysokiej inflacji w perspektywie nawet 2023 roku – a takie zjawisko prognozują NBP i ekonomiści – absorbuje wszystkich, ponieważ istnieje ryzyko wysokiego zakotwiczenia oczekiwań przez konsumentów (przekonania o trwale wysokiej inflacji, wkradającego się np. do negocjacji płacowych). Na ostatniej konferencji NBP prezes Adam Glapiński przekonywał, że odpowiadające za wysoką inflację czynniki mają charakter przejściowy, ale deficyty na rynku pracy czy typ nakładanych podatków podbijają inflację bazową (inflację po wyłączeniu cen żywności i energii, czynników które pozostają poza oddziaływaniem krajowej polityki pieniężnej). I choć padają argumenty, że wyższa inflacja przy wychodzeniu z pandemii nie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym (większa swoboda kształtowania cen przez firmy, optymizm napędzany nominalnymi zyskami), to linia bezpieczeństwa jest cienka.

W marcu notujemy wzrosty cen niemal we wszystkich analizowanych kategoriach, jednak największy wkład do inflacji mają ceny paliw – te wliczamy bezpośrednio, ale nie można zapominać o tych, które widzimy w cenach dóbr konsumenckich. Powrót cen paliw (7,6% r/r, 6,6% m/m) do przedpandemicznych poziomów jest nieuchronny – gospodarka światowa funkcjonuje na coraz wyższych obrotach, a nie ma obecnie realnej alternatywy dla ropy.

W kategorii żywność i napoje bezalkoholowe (0,5% r/r, 0,7% m/m) widzimy efekty wprowadzenia opłaty cukrowej (ceny samej żywności utrzymały się na poziomie sprzed roku). Notujemy wzrosty cen produktów zbożowych – w szczególności mąki i pieczywa (odpowiednio 4,4% r/r i 1% m/m oraz 5,8% i 1,1% m/m). W przypadku produktów podlegających obróbce termicznej należy dodać wzrost cen energii – tak jest również w przypadku nabiału (2% r/r). Spadki w horyzoncie roku notują mięso wieprzowe i drobiowe (odpowiednio -11% i -2,2%), których ceny były przed rokiem napędzane przez wybuch ASF.

Inflację niezmiennie napędzają wzrosty cen nośników energii (zwłaszcza energii elektrycznej – 9,5% r/r), oraz usługi zdrowotne (w tym lekarskie 7,8% i stomatologiczne 12,6% r/r), a także opieka społeczna (10,4%), usługi fryzjerskie i kosmetyczne (10,5%) oraz edukacyjne (5,5% r/r). Drożeją usługi ograniczone reżimem sanitarnym oraz takie, w których od dawna notujemy deficyty pracowników.

W ciągu roku usługi podrożały o 7,3%, podczas gdy towary o 1,9%. Innym przypadkiem są usługi finansowe (47,6% r/r). Banki szukają nowego źródła dochodów w związku z niskimi stopami procentowymi oraz ograniczoną akcją kredytową. Tu również nie należy spodziewać się powrotu do starych poziomów opłat.

Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Konkurs „Zagraj o mentoring”

inQUBE Uniwersytecki Inkubator Przedsiębiorczości, działający przy Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, oraz stworzony przez Sebastiana Kulczyka program mentoringowy InCredibles , zapraszają startupy do udziału w piątej edycji konkursu „Zagraj o mentoring”.

Inicjatywa skierowana jest do zespołów, które wprowadzają na rynek innowacyjne rozwiązania technologiczne. Organizatorzy poszukują startup’ów podchodzących w unikatowy sposób do technologicznych wyzwań oraz biznesowych problemów.

inQUBE to Uniwersytecki Inkubator Przedsiębiorczości, utworzony w celu wspierania aspiracji biznesowych studentów, absolwentów, pracowników naukowych oraz początkujących przedsiębiorców z branży ICT.

Z wrocławskim Inkubatorem współpracuje zespół ekspertów z różnych dziedzin. To zarówno naukowcy, jak i praktycy biznesu, którzy wspierają merytorycznie osoby planujące oraz rozwijające swoją działalność gospodarczą.

inQUBE to także nowoczesna przestrzeń, stanowiąca część kampusu największej ekonomicznej uczelni na Dolnym Śląsku, będąca miejscem spotkań, pracy i nauki.

InCredibles jest prestiżowym programem akceleracyjnym i mentoringowym, skierowanym do innowacyjnych startupów. Przedsięwzięcie ma charakter cykliczny, a wyróżnia je autorska formuła warsztatów, wykładów i konsultacji, prowadzonych przez uznanych ekspertów biznesowych.

Inicjatorem programu jest Sebastian Kulczyk – prezes Kulczyk Investments, inwestor, przedstawiciel młodego pokolenia polskich przedsiębiorców, aktywnie działający w obszarze nowych technologii.

W konkursie „Zagraj o mentoring” wyróżnione zostaną firmy, które rozwijają autorskie, nieszablonowe rozwiązania. „Liczymy na to, że w ramach piątej edycji uda nam się poznać nie tylko ciekawe startupy, ale i niezwykłych ich twórców. Incredibles wypromowało już wielu inspirujących przedsiębiorców. Cieszę się, że teraz również inQUBE będzie miał w tym swój udział” – mówi Patrycja Modrzejewska, Dyrektor inQUBE Uniwersyteckiego Inkubatora Przedsiębiorczości przy Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Podmioty zainteresowane wzięciem udziału w konkursie powinny do końca kwietnia wypełnić, znajdujący się na stronie internetowej www.inqube.pl, formularz zgłoszeniowy oraz przesłać prezentację, w której opiszą swój startup, przedstawią zespół, opracowane rozwiązanie oraz wytłumaczą na czym  polega jego innowacyjność i na jaki problem jest ono odpowiedzią.

Spośród nadesłanych propozycji, kapituła konkursu wybierze te, które zakwalifikują się do etapu finałowego. Głównymi kryteriami selekcji będą przyjęty model biznesowy oraz poziom innowacyjności prowadzonych prac. Finaliści otrzymają szansę bezpośredniego zaprezentowania swojej propozycji przed członkami kapituły.

Zwycięzca nagrody głównej weźmie udział w programie akceleracyjnym i mentoringowym,  organizowanym w ramach InCredibles.

Finał konkursu odbędzie się 15. czerwca 2021 roku.

Nowy język pokolenia Y

Polscy millenialsi to obecnie ponad 11 milionów osób! W 2021 roku kolejna grupa starszych przedstawicieli tej grupy będzie obchodziła swoje czterdzieste urodziny. Przekroczenie tej magicznej granicy wiekowej to dla większości z nas wejście w okres stabilizacji i świadomych  wyborów zarówno tych dotyczących kwestii zawodowych, jak decyzji czysto konsumenckich, obejmujących już także całe rodziny i coraz częściej dzieci. Jak zatem zmienić sposób mówienia, by dotrzeć do przedstawicieli generacji Y?

Stereotypy? Nie, dziękuję!

Millenialsi – tym mianem nazywamy osoby urodzone w latach 1980 – 1995. Jeszcze do niedawna pokolenie to było określane często, jako bardzo wymagające, nałogowo korzystające z internetu i skupione wyłącznie na własnych potrzebach. Czy tak jest naprawdę? Eksperci twierdzą, że nie do końca. Przedstawicieli pokolenia Y trafniej byłoby nazwać zdeterminowanymi, a także przywiązanymi do swoich celów i wartości. Osoby dorastające na przełomie wieków szybko wyczuwają nieścisłości, czy nieszczerości oraz częściej mówią „sprawdzam!” – stąd popularny pogląd o postawie roszczeniowej. Tak naprawdę, chcą być traktowani jak partnerzy. Za indywidualne podejście i szczerość płacą najlepszą walutą – lojalnością. Właśnie dlatego, jedną z najbardziej charakterystycznych cech generacji Y jest przywiązanie do marek. Jak wynika z badań, millenialsi są w stanie zapłacić więcej za produkty firm, z którymi się identyfikują i które postrzegają jako kultowe, cenią także marki transparentne, otwarcie komunikujące swoje wartości[1]. – To cenne wskazówki, z których warto korzystać, bo odpowiednie zdefiniowanie i znajomość oczekiwań klientów odgrywa istotną rolę w procesie adresowania swoich usług i produktów – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Nadążyć za zmianami

Jak w przypadku każdego pokolenia, charakterystyka millenialsów zmienia się z ich wiekiem. Obecnie, szczególnie wśród najstarszych z nich wyraźnie widać potrzebę bezpieczeństwa czy stabilizacji. Według raportu „Deloitte Global Millennial Survey 2020”, pandemia przyniosła niższy poziom stresu (wskaźnik spadł z 50% do 42%), co badacze powiązali z faktem, że życie zwolniło, a konsumenci więcej czasu spędzali z rodzinami. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że dla pokolenia millenialsów tak ważna jest niezawodność – dzięki temu nie tracą czasu na szukanie czy metodę „prób i błędów”. Co ciekawe, jak pokazują wnioski z badań „Millenialsi oraz generacja Z na zakupach w czasie pandemii COVID-19”[2] przedstawiciele pokolenia Y na początku pandemii, kiedy przed sklepami tworzyły się kolejki, rzadziej rezygnowali z zakupów. Przeciwnie, woleli poczekać, aby zrobić zakupy w ulubionym miejscu.

Millenialsi cenią także użyteczność, dlatego są wyczuleni na fałsz i przyjmują postawę oceniającą, wobec dostarczanych im treści – słuchają uważnie, ale błąd może zmienić ich nastawienie. Z tego powodu komunikaty kierowane do tej grupy powinny być nie tylko konkretne i nienachalne, ale przede wszystkim prawdziwe. Zwłaszcza, że swoją opinią przedstawiciele pokolenia Y szybko mogą podzielić się też w sieci, gdzie 67% z nich szuka specjalistów oraz recenzji[3]. Dla firm i marek chcących dotrzeć do millenialsów ważne jest więc, aby być widocznym w internecie biorąc pod uwagę m.in. fakt, że aż 36 proc. przedstawicieli tej generacji „przełącza” się na smartfony podczas przerw reklamowych w telewizji[4]. Stała obecność w kanałach social media – czy to własnych, czy w ramach współpracy z influencerami i mediami, wciąż stanowi cenne narzędzie, o którym przedsiębiorcy nie powinni zapominać. Warto pamiętać także o tym, że millenialsi nie boją się pytać: co masz dla mnie poza produktem? Cenią wartości wyzwane przez firmę, jej wizerunek i wierność w podążaniu za ideami.

Charakterystyka poszczególnych pokoleń nie jest stała i zmienia się w czasie. Jak pokazuje doświadczenie, regularna weryfikacja założeń na temat docelowych grup jest ważna dla tworzenia efektywnych koncepcji marketingowych i strategii przyjmowanych w kontakcie z klientem.

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/digital-marketing-newsletter-deloitte/digital-marketing-lipiec-2019/Millennialsi-a-pokolenie-Z-podstawowe-roznice.html

[2] https://www.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/rotator/millennialsi-oraz-generacja-z-na-zakupach-w-czasie-pandemii-covid-19/

[3] https://www.accenture.com/_acnmedia/PDF-150/Accenture-Postpandemic-Generation-Online-Czy-Offline-PL-New.pdf

[4] https://www.mediaplus.pl/pl/news/DIGITAL_NATIVES_STUDY.html

Północna Izba Gospodarcza apeluje o otwarcie hoteli w reżimie sanitarnym w Majówkę

Zachodniopomorscy hotelarze załamani decyzją o zamknięciu hoteli na majówkę. Prezes Mojsiuk: apelujemy o otwarcie branży hotelarskiej w reżimie sanitarnym.

Sytuacja zachodniopomorskiej branży turystycznej jest bardzo trudna – hotele na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy czynne były zaledwie trzy tygodnie w 50% reżimie sanitarnym. Północna Izba Gospodarcza otrzymuje liczne sygnały od przedstawicieli branży, że decyzja o zamknięciu hoteli i pensjonatów na majówkę jest dla nich boleśnie krzywdząca i doprowadzająca ich sytuację finansową do jeszcze większego kryzysu. – Jestem przekonana, że możliwe jest kompromisowe rozwiązanie, czyli otwarcie hoteli na majówkę przy 50% obłożeniu. W podobnym trybie mogłyby działać na przykład restauracje. Rozumiemy powagę sytuacji i fakt, że pandemia nadal nie ustąpiła, ale chyba nadszedł już czas, by poza względami medycznymi poważnie zwracać uwagę na względy ekonomiczne i sytuację przedsiębiorców. Zamykanie hoteli na majówkę uważam za nadgorliwość w sytuacji, gdy Europa podejmuje pierwsze decyzje o odmrażaniu gospodarki – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

„Kolejny raz powtórzę za Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem: koniec kwietnia to powinien być czas końca lockdownu”

Północna Izba Gospodarcza apeluje o ponowne przeanalizowane decyzji o zamknięciu hoteli na czas weekendu majowego. Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk do końca miesiąca zostały jeszcze dwa tygodnie, to czas, gdy może dojść do poprawy sytuacji epidemicznej: – Kolejny raz powtórzę za Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem: koniec kwietnia to powinien być czas końca lockdownu. Od maja powinniśmy wrócić do odbudowywania gospodarki po dramatycznym czasie pandemii. Nie mam żadnych wątpliwości, że zamknięcie hoteli na majówkę to wielki cios dla Pomorza Zachodniego. Wiem, że hotelarze są gotowi do otwarcia i bardzo czekają na turystów. Dla nich najbliższe tygodnie to będzie być albo nie być – mówi Prezes Mojsiuk.

– Jako przedsiębiorcy ocenami tą decyzję jako bardzo surową dla branży hotelarskiej. Dzisiaj jest wielu ozdrowieńców, jest już spora grupa osób zaszczepionych, dlatego wydaje się, że hotele mogłyby być częściowo otwarte – choćby dla tych klientów. Uważam, że hotele zdały egzamin wtedy, gdy były otwarte w reżimie sanitarnym. Firmy prowadzące hotele nie mogą opierać się tylko na tarczach antykryzysowych, bowiem nie wszyscy się spełniają warunki spadku obrotów w konkretnym okresie lub utrzymania poziomu zatrudnienia pracowników w 2020 r. – do końca 2021 r. – dodaje Michał Wojtas, skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Maj nie będzie rewelacyjny. Jak nastąpi otwarcie to spodziewamy się maksymalnie 50% klientów. Odbicie zacznie się w Boże Ciało”

Hotelarze bardzo krytycznie oceniają decyzję o tym, by hotele były zamknięte na majówkę. Jak mówią decyzja nie jest dla nich zaskoczeniem, ale poważnie odbija się na ich budżetach i możliwości planowania kolejnych miesięcy. Stan niepewności utrzymuje się bez przerwy: – Mamy stracone ostatnie 7 miesięcy. Sylwester, Święta, ferie, Wielkanoc, majówka. Nasze oczy zwrócone są teraz na weekend Bożego Ciała i spodziewamy się, że dopiero wtedy nastąpi odbicie w branży hotelarskiej. Pełniejsze otwieranie może nastąpić w maju, ale przecież w ciągu kilku pierwszych tygodni nie będziemy mieli także większego obłożenia. Nie liczymy, że maj będzie rewelacyjny. Może 30-40%, jak będzie 50%  to będzie świetnie – mówi ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie ds. hotelarstwa Roman Kucierski, zarządzający hotelem Hamilton w Świnoujściu.

Jak wyjaśnia ekspert Izby zapytań na sezony wakacyjne jest sporo, ale klienci przyznają, że ich rezerwacje warunkowane są tym, jak rozwijać się będzie pandemia. Brakuje także turystów z zagranicy, co jest dla zachodniopomorskiego pasa nadmorskiego wielką stratą: – Wszystko przesuwa się na lipiec, sierpień, czasami sezony jesienne. Nie wiemy także jak wyglądać będzie sytuacja  z turystami z Niemiec czy ze Skandynawii. Jest dużo niepewności – dodaje Kucierski.

W mediach pojawiają się informacje o masowym sprzedawaniu hoteli i pensjonatów. Nie potwierdza tego póki co windykator i Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska: – Hotelarstwo to jedna z najbardziej zadłużonych branż. Prowadzimy wiele spraw, które dotyczą przedsiębiorców, którzy na kredyt pobudowali swoje pensjonaty czy hotele, a teraz od wielu miesięcy nie mają jak regulować swoich zobowiązań. To także sytuacje z zachodniopomorskich kurortów nadmorskich. Nie możemy jednak potwierdzić, że przedsiębiorcy szykują się do masowej wyprzedaży hoteli. Zwykle wiedzą oni, że w wakacje może nastąpić odbicie i odrobienie strat, choć pewnie wychodzenie z długów wielu hotelom zajmie wiele miesięcy, a może nawet lat – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Od dziś farmaceuci zyskują nowe uprawnienia. Właścicieli aptek czeka szereg wyzwań

16 kwietnia wchodzi w życie większość zapisów nowej ustawy o zawodzie farmaceuty, która rozszerza uprawnienia tego zawodu. Magister farmacji będzie mógł przeprowadzić z pacjentem wywiad farmaceutyczny, doradzić mu w kwestii przyjmowanych leków, przeprowadzić podstawowe nieinwazyjne badania diagnostyczne i przeszkolić w używaniu prostego sprzętu medycznego, np. glukometru. Otwartą kwestią pozostaje to, kto będzie płacił za opiekę farmaceutyczną jako świadczenie – sam pacjent czy może NFZ. Z kolei dla właścicieli aptek wyzwaniem będzie stworzenie miejsca, gdzie takie konsultacje mogą się odbywać, oraz zapewnienie odpowiednich zasobów kadrowych.

– Od 16 kwietnia farmaceuci zyskają nowe uprawnienia. W życie wchodzą nowe regulacje, które dotyczą zawodu farmaceuty i sprawowania opieki farmaceutycznej. Jest to pierwsza część tej ustawy. Kolejna wejdzie w życie w połowie stycznia 2022 roku i będzie dotyczyła wystawiania recept farmaceutycznych – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Żuradzki, adwokat i wspólnik zarządzający w kancelarii KBZ Żuradzka & Wspólnicy Adwokaci i Radcy Prawni.

Do tej pory rola farmaceutów zazwyczaj była ograniczona w zasadzie tylko do wydawania i sprzedaży leków w aptecznym okienku. Ta grupa zawodowa – jako jedna z ostatnich – nie miała też dotąd swojej ustawy, dlatego środowisko aptekarskie wyczekiwało jej od lat. Ustawa o zawodzie farmaceuty to dla branży bardzo ważna zmiana. Nowe przepisy wzmocnią rolę farmaceutów w polskim systemie ochrony zdrowia (ustawa oficjalnie plasuje ich w gronie zawodów medycznych) i nadadzą im nowe uprawnienia, dzięki którym będą mogli szerzej uczestniczyć w profilaktyce, promocji zdrowia i farmakoterapii. Tym samym ustawa stwarza prawne podwaliny do zbudowania w Polsce modelu opieki farmaceutycznej.

– Nowa ustawa umożliwi farmaceutom przeprowadzanie konsultacji farmaceutycznych, dokonywanie przeglądów lekowych i wykonywanie nieinwazyjnych badań diagnostycznych, takich jak pomiary tętna, oddechu czy masy ciała – wymienia Krzysztof Żuradzki. – Ta ustawa stwarza możliwość, żeby można było przyjść do apteki i spotkać się ze specjalistą, który przeprowadzi konsultację farmaceutyczną poprzedzoną wywiadem. Opiekę farmaceutyczną będzie mógł sprawować wyłącznie farmaceuta posiadający wiedzę i umiejętności w tym zakresie. One muszą być potwierdzone tytułem specjalisty w dziedzinie farmacji aptecznej, szpitalnej, klinicznej czy też farmakologicznej, po specjalnym szkoleniu

Sprawowanie opieki farmaceutycznej będzie zarezerwowane tylko dla magistrów farmacji, z wyłączeniem techników farmaceutycznych. Rozporządzenie ministra zdrowia ma szczegółowo określić zakres tej opieki i wprowadzić katalog badań diagnostycznych, które farmaceuta będzie mógł wykonać w aptece. Rozporządzenie określi też kompetencje wymagane do świadczenia takiej opieki, czyli np. kursy kwalifikacyjne, po ukończeniu których farmaceuta zyska nowe uprawnienia. Co istotne, nowe przepisy przewidują też kary za świadczenie tego rodzaju usług przez osoby nieuprawnione, czyli techników oraz magistrów bez specjalizacji i wymaganych kursów.

– Opieka farmaceutyczna to nowa forma usługi, o której nie wiemy jeszcze do końca, jak będzie uregulowana pod względem płatności, czyli kto za nią na końcu zapłaci – pacjent czy Narodowy Fundusz Zdrowia. To też będzie zależało od rozporządzenia wykonawczego. Jednak postulaty były takie, aby to NFZ płacił za diagnostykę, przeglądy i konsultacje farmaceutyczne – mówi prawnik.

Ustawa o zawodzie farmaceuty stanowi rewolucję nie tylko dla przedstawicieli tego zawodu, ale również dla aptek, których – zgodnie z danymi GUS – jest w Polsce 12,3 tys. (nie uwzględniając punktów aptecznych). Dla właścicieli placówek, którzy będą mogli poszerzyć ofertę o nowe usługi farmaceutyczne, to szansa na zwiększenie konkurencyjności, ale i szereg wyzwań, związanych np. z zapewnieniem odpowiedniej liczby wykwalifikowanych pracowników w aptece oraz spełnieniem odpowiednich wymagań lokalowych w celu świadczenia opieki farmaceutycznej.

– Nie każda apteka posiada na tyle dużo pomieszczeń i rozmieszczonych w taki sposób, aby pacjenci mogli z nich korzystać. Dlatego należy umożliwić dostosowanie tych lokali w różnych wariantach, np. poprzez wydzielenie specjalnego pomieszczenia do sprawowania opieki farmaceutycznej albo wydzielenie jakiegoś obszaru, który będzie gwarantować jakąkolwiek intymność i poufność konsultacji. Wykorzystanie pomieszczenia tzw. administracyjno-szkoleniowego powinno być minimum. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby w aptece był osobny gabinet, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak wyglądają apteki i ile tam jest miejsca. Dla właścicieli placówek to będzie wyzwanie w zakresie czynszu czy też odpowiedniej organizacji miejsca – wyjaśnia Krzysztof Żuradzki.

Jak podkreśla, każda apteka bądź indywidualna czy grupowa praktyka farmaceutyczna, która w myśl nowej ustawy będzie świadczyć opiekę farmaceutyczną, musi też spełnić wymóg posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej.

– Podmiot prowadzący aptekę ogólnodostępną bądź farmaceuta prowadzący indywidualną praktykę farmaceutyczną, aby rozpocząć sprawowanie tej opieki, będzie musiał najpierw zawrzeć umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, aby – w razie jakiejkolwiek szkody – ubezpieczyciel mógł pokryć ewentualną szkodę – mówi wspólnik w kancelarii KBZ Żuradzka & Wspólnicy Adwokaci i Radcy Prawni.

W Polsce na ok. 87,5 tys. lekarzy przypada 26,1 tys. magistrów i 33,3 tys. techników farmacji – wynika z danych GUS i ubiegłorocznego raportu IQVIA („Opieka farmaceutyczna w Polsce”).

Pandemia ograniczyła aktywność fizyczną dzieci o ponad 30 proc. Wśród najmłodszych rośnie problem nieprawidłowej masy ciała i problemów z kręgosłupem

Już od ok. 20 lat poziom kondycji fizycznej dzieci i młodzieży systematycznie spada, a pandemia jeszcze pogłębiła ten problem. Nauka online, zamknięte szkoły, baseny, sale sportowe i boiska spowodowały, że aktywność fizyczna wśród najmłodszych spadła o 33 proc. – wynika z raportu „Aktywność fizyczna i żywienie dzieci w czasie pandemii”. – Możemy mieć przyrost populacji osób otyłych i z nadwagą, prawdopodobnie zwiększy się także częstotliwość występowania wad postawy i bólu  kręgosłupa – wymienia prof. Bartosz Molik, rektor AWF w Warszawie. Na zdrowie i kondycję dzieci przełożenie może mieć także coraz częściej diagnozowany zespół pocovidowy. 

– Bez zajęć wychowania fizycznego, mając zamknięte sale gimnastyczne, siłownie, pływalnie i inne ośrodki sportowe i rekreacyjne, mamy ograniczony dostęp do infrastruktury, jak i ograniczony dostęp do różnych form aktywności fizycznej. Nie pozostaje to bez wpływu na stan zdrowia i generalnie kondycję fizyczną Polaków, również dzieci – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Bartosz Molik, rektor Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie.

Przed pandemią 65 proc. Polaków podejmowało aktywność fizyczną przynajmniej raz w miesiącu. Wraz z wiosennym lockdownem blisko połowa znacznie ograniczyła treningi – wynika z badania MultiSport Index 2020 firmy Benefit Systems. Nauka zdalna pogłębiła też problem słabej kondycji fizycznej wśród najmłodszych. Raport „Aktywność fizyczna i żywienie dzieci w czasie pandemii”, zrealizowany w ramach programu „Lekkoatletyka dla każdego!” Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i Nestlé Polska, wskazuje, że tygodniowa aktywność dzieci spadła o 33 proc.

W czasie lockdownów dzieci realizowały wybraną formę aktywności fizycznej (rower, czas na podwórku, sportowe zajęcia zorganizowane, WF) przynajmniej godzinę dziennie średnio przez trzy–cztery dni w tygodniu. Przed pandemią było to prawie pięć dni w tygodniu. Mocno wzrosła liczba dzieci, które są aktywne dwa lub mniej dni w tygodniu – z 9 do 37 proc. Tylko co trzeci rodzic ocenił, że w trakcie pandemii dziecko poświęcało odpowiednio dużo czasu na ruch na świeżym powietrzu, a 61 proc. wskazało, że było go za mało.

– Ma to wpływ na poziom wydolności fizycznej, mówię tutaj głównie o wydolności tlenowej, także na masę ciała, czyli jest wielce prawdopodobne, że w związku z tym okresem hipokinezji u większości osób wzrosła masa ciała, co może mieć wpływ na przyrost populacji osób otyłych i z nadwagą – wskazuje rektor AWF.

Tym bardziej że co piąte dziecko przyznało, że w czasie pandemii ma większy apetyt i podjada. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w czasie pandemii statystyczny obywatel przytył o ok. 2 kg. Z powodu nieodpowiedniego trybu życia i ograniczenia aktywności fizycznej niemal do zera u części osób nasiliły się bóle pleców i kręgosłupa. Siedzący tryb życia może też przełożyć się na wady postawy u dzieci.

– Jeszcze przed pandemią dostawaliśmy informację, że dzieci coraz częściej skarżą się na takie objawy jak bóle kręgosłupa. Za moich czasów studenckich to była rzadkość. Wiążemy to z siedzącym trybem życia dzieci w szkolnych ławkach, ale teraz, kiedy uczą się w domu, siedzą o wiele więcej, bo nie poruszają się między zajęciami, więc liczba przypadków wad postawy, bólów kręgosłupa na pewno się zwiększyła – zauważa prof. Bartosz Molik.

Dodatkowo na zdrowie dzieci, które przeszły koronawirusa, nawet bezobjawowo, po kilku miesiącach od choroby wpływa zespół pocovidowy. Objawia się to pogorszeniem kondycji fizycznej i ogólnym osłabieniem, może też prowadzić do chronicznego zmęczenia, duszności czy zaburzeń snu.

– W niektórych krajach pojawiają się już propozycje, żeby po pandemii dzieci przeszły diagnostykę związaną z pracą układu krążenia, bo okazuje się, że występują także zaburzenia rytmu pracy serca – wyjaśnia rektor warszawskiej AWF. – Są to bardzo niepokojące informacje.

Jak podkreśla, aktywność fizyczną Polaków można zwiększyć poprzez uświadamianie – zarówno dzieciom, jak i dorosłym – jej znaczenia dla zdrowia i kondycji człowieka.

Chcemy ruszyć z promocją i budowaniem świadomości społecznej na temat potrzeby regularnej aktywności fizycznej, która ma wpływ na jakość życia. Chcemy te działania ukierunkowywać nie tylko w stronę dzieci i młodzieży, ale przede wszystkim rodziców. Jeżeli rodzic jest sprawny, co weekend idzie z dziećmi na spacer, gra w piłkę, biega, jeździ na wycieczki, jeździ na nartach, to i dziecko buduje w sobie potrzebę regularnej aktywności fizycznej. I to jest niezwykle potrzebne – wyjaśnia prof. Bartosz Molik.

Drugi ważny obszar działania to szkoła i zajęcia wychowania fizycznego.

WF to nie mogą być zajęcia, w których odliczamy, robimy tylko zbiórki, wyścigi bądź inne formy rywalizacji, bo nie wszystkie dzieci mają chęć ciągłego konkurowania. Musimy dotrzeć do tych dzieci, dać im możliwość zabawy. WF ma cieszyć. Dzieci powinny czuć radość z uczestnictwa w zajęciach ruchowych – wyjaśnia rektor AWF.

Na początku kwietnia ruszył program resortu edukacji i AWF z całej Polski „Aktywny powrót uczniów do szkoły po pandemii”. W pierwszym etapie nauczyciele WF-u otrzymają wskazówki, jak pracować z dziećmi po długim okresie nauki zdalnej. Do końca roku szkolnego trwa rejestracja zainteresowanych nauczycieli. W drugim etapie, który ma ruszyć od września, mają powstać Sport Kluby, czyli dodatkowe aktywne zajęcia dla uczniów.

Globalna pozycja węgla nie jest zagrożona w najbliższych latach. Popyt napędzają państwa azjatyckie, głównie Chiny i Indie

W ubiegłym roku światowe zapotrzebowanie na węgiel spadło o 5 proc. r/r, najmocniej od II wojny światowej. To w dużej mierze efekt globalnego spowolnienia w przemyśle wywołanego przez COVID-19. W tym roku wraz ze stopniowym powrotem gospodarek do normalności Międzynarodowa Agencja Energii spodziewa się wzrostu popytu na czarny surowiec o 2,6 proc., głównie za sprawą państw azjatyckich. – Energetyka światowa jest oparta na węglu i takie państwa jak Chiny, Indie, Indonezja nie odstąpią od tego najtańszego, najbardziej bezpiecznego nośnika energii. Czyli praktycznie świat poza Unią Europejską będzie nadal opierał swoje systemy energetyczne na tym paliwie – mówi Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Węgiel przez najbliższe dekady pozostanie podstawowym nośnikiem energii na świecie. Chociażby z tego powodu, że nawet tak bogatych krajów jak Chiny nie stać na wprowadzenie polityki zeroemisyjnej w 2050 roku. Oszacowano, że tam trzeba by w to zainwestować około 20 bln dol. i jednocześnie utracić dużą część bezpieczeństwa energetycznego, o czym w Unii Europejskiej zupełnie zapomnieliśmy – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Olszowski. – Chiny w ubiegłym roku wydobyły ponad 3,8 mld ton tego surowca. Dodatkowo zaimportowały jeszcze 300 mln ton węgla, produkując blisko 60 proc. swojej energii z tego paliwa. Przypomnę, że w Unii Europejskiej wydobywamy ok. 60 mln ton, więc dysproporcja jest duża. 

Jak prognozuje Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) w raporcie „Coal 2020”, w 2025 roku popyt na czarny surowiec ma się ustabilizować na poziomie ok. 7,4 mld ton. W samych Chinach konsumowane jest ok. 4 mld. Za cztery lata Azja Południowo-Wschodnia będzie trzecim największym konsumentem węgla, wyprzedzając USA i UE, które stopniowo z niego rezygnują. Zdaniem prezesa GIPH unijna polityka Zielonego Ładu – czyli odchodzenia od węgla i dążenia do neutralności klimatycznej w 2050 roku – zagraża konkurencyjności europejskiej gospodarki.

Unia Europejska nie bierze pod uwagę realiów, jakie są w innych państwach, nie bierze pod uwagę ubóstwa energetycznego na świecie. Paręset milionów ludzi nadal nie ma dostępu do energii elektrycznej i oni potrzebują taniego, bezpiecznego, powszechnie dostępnego paliwa. Tych państw nie stać na budowę bardzo drogich bloków energetyki jądrowej czy na importowanie gazu, którego ceny są bardzo niestabilne, również ze względów geopolitycznych – ocenia. – Taka polityka UE może sprawić, że staniemy się zieloną wyspą, może odrobinę czystszą niż reszta świata, ale bez przemysłu.

Długoterminowe prognozy dotyczące zużycia węgla na świecie są jednak jednoznaczne. Szacowany przez IEA wzrost popytu na węgiel w rozwijających się gospodarkach Azji jest znacznie niższy niż w poprzednich prognozach. Coraz więcej krajów regionu redukuje swoje prognozy popytu czy plany rozwoju energetyki węglowej. Wśród nich są m.in. Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Filipiny. Nawet władze Chin zadeklarowały, że chcą osiągnąć neutralność węglową do 2060 roku. Według „World Energy Outlook 2020” udział węgla w globalnym miksie energetycznym spadnie z 37 proc. w 2019 roku do 28 proc. z końcem obecnej dekady. Z kolei w 2040 roku będzie już wynosił poniżej 20 proc.

Jak pokazują dane Eurostatu, w 2019 roku produkcja węgla kamiennego w UE wyniosła 65 mln ton, z czego zdecydowana większość, bo aż 95 proc., przypadła na Polskę (61,6 mln ton), a reszta na Czechy (5 proc., czyli 3,4 mln ton). W porównaniu z 2012 rokiem, który był ostatnim szczytem produkcji węgla kamiennego w UE (123 mln ton), Polska zmniejszyła w tym czasie produkcję o 22 proc., a Czechy – o 70 proc. Eurostat wskazuje, że również konsumpcja węgla kamiennego w UE spada systematycznie od 2013 roku. Szacuje się, że w 2019 roku zużycie tego surowca w UE wyniosło 176 mln ton, a za 60 proc. tego zużycia odpowiadały Polska (39 proc.) oraz Niemcy (23 proc.).

– Wydobywamy bardzo mało węgla, z roku na rok coraz mniej, w ostatnich latach nie zainwestowaliśmy w nowe kopalnie, więc w naturalny sposób nasz potencjał spada. Będzie dobrze, jeżeli zapewnimy dostawy węgla dla polskich elektrowni, których też na pewno nie zlikwidujemy w ciągu kilku lat, jak się to niektórym wydaje – mówi Janusz Olszowski.

Z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) wynika, że w 2020 roku polskie kopalnie wydobyły o ok. 7,2 mln mniej ton węgla kamiennego niż rok wcześniej, a sprzedaż w tym czasie spadła o ok. 5,4 mln ton. Historycznie najniższe wartości wydobycia węgla w Polsce odnotowano w maju ub.r. (3,2 mln ton) oraz czerwcu (3,8 mln ton). Dla porównania w lutym i marcu br. było to po ok. 4,5 mln ton. Według prezesa GIPH całkowita rezygnacja z węgla może stanowić jednak duże zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego.

– Jestem gorącym zwolennikiem odnawialnych źródeł energii. To jest tania i dobra energia, ale jest z nią jeden problem. W styczniu–lutym w UE o mały włos nie doszło do blackoutu, bo została zachwiana stabilność całego systemu elektroenergetycznego. 30 tys. wiatraków w Niemczech przestało wytwarzać energię, bo nie było wiatru, a panele słoneczne i cała fotowoltaika pozamarzała, została pokryta lodem i śniegiem. Niemcy ratowali się energią z węgla, Szwedzi kupowali brudną energię z Polski, a Anglicy z Francji. A jakaż to była zima? Pamiętam takie, kiedy było po -30°C. Gdyby przyszła taka zima, padłby nam cały system elektroenergetyczny w UE – mówi.

Przyjęta w lutym przez rząd „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” zakłada, że do końca obecnej dekady polska energetyka będzie wciąż w ok. 56 proc. oparta na węglu (albo w 37,5 proc. w scenariuszu wysokich cen uprawnień do emisji CO2). W 2040 roku natomiast jego udział będzie wynosić jeszcze ok. 28 proc. (albo 11 proc. przy podwyższonych cenach uprawnień do emisji CO2). Zgodnie ze wstępnym porozumieniem zaproponowanym przez rząd górnikom jesienią ub.r. ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Polsce ma zakończyć działalność w 2049 roku. Rząd proponuje, by źródła węglowe zastąpić atomem. Zgodnie ze strategią ma powstać sześć bloków jądrowych, z których pierwszy zacznie działać w 2033 roku.

 Jeżeli chcemy zlikwidować elektrownie węglowe, to musimy coś w zamian wybudować. Nie wierzę, że powstanie w Polsce cztery czy pięć bloków jądrowych, ponieważ są to ogromne inwestycje, a poza tym energia nuklearna wcale nie jest tak do końca ekologiczna. Zresztą mamy przykłady państw, jak Niemcy, gdzie jest całkowity plan odejścia od energetyki jądrowej – mówi prezes GIPH. – Unia kreuje taką politykę, żeby gaz był pomostem między węglem a atomem. Tylko ilości gazu, które wydobywamy w Polsce, nie wystarczają, więc będziemy go importować. Czyli całkowicie się uzależnimy od dostaw tych nośników, równocześnie likwidując nasze rodzime źródła energii. Dla mnie to jest polityka naprawdę nieracjonalna.