Wizja kwarantanny odstrasza przed robieniem testów. Budzi większy lęk niż hospitalizacja czy utrata pracy

Przeszło siedmiu na dziesięciu Polaków zgłosi się z własnej woli na test w kierunku SARS-CoV-2 w przypadku zidentyfikowania u siebie ryzyka zakażenia lub po wystąpieniu pierwszych objawów koronawirusa. Z kolei co szósta badana osoba nie zrobi tego kroku. Wpływ na to ma głównie niechęć do przechodzenia kwarantanny. Ale są też obawy związane z ewentualną hospitalizacją czy z samym pobraniem wymazu. Ponadto część rodaków nie wierzy w istnienie koronawirusa. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland.Obawa przed kwarantanną najbardziej zniechęca Polaków do testów na koronawirusa – INFOGRAFIKA

72,1% Polaków po zauważeniu ryzyka zakażenia lub po wystąpieniu pierwszych objawów koronawirusa zgłosi się z własnej woli na test w kierunku SARS-CoV-2. Natomiast 16% nie zdecyduje się na taki krok. Z kolei 11,9% rodaków nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

– Obawiam się, że w rzeczywistości więcej Polaków nie chce się badać. Z wywiadów, które zbieramy od hospitalizowanych pacjentów, wiemy, że całe rodziny chorują. Natomiast testowana jest jedna osoba, a pozostali członkowie uważają, że mają ten sam problem zdrowotny – komentuje prof. dr hab. n med. Joanna Zajkowska, zastępca kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

W społeczeństwie panuje przeświadczenie, że należy jednak wykonać test, co podkreśla Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH. Jednak zdaniem eksperta, wyniki nie odzwierciedlają rzeczywistości. I są mocno deklaratywne. To oznacza, że jeśli wystąpi konkretna sytuacja, część osób może zmienić zdanie, np. pod wpływem strachu.

– Często też jest tak, że objawy choroby nie są bardzo uciążliwe. W związku z tym następuje samoizolacja, bez zgłaszania się na badanie, ponieważ ludzie mają świadomość tego, że jest epidemia. Jeżeli nie muszą chodzić do pracy, a mają objawy choroby, to zostają w domu. O takich sytuacjach też wiemy z wywiadów z pacjentami – dodaje prof. Zajkowska.

Polacy, którzy twierdzą, że nie zgłoszą się na test z własnej woli, wskazują zasadniczy powód swojego zachowania. To przede wszystkim niechęć do przechodzenia kwarantanny – 37,5%, a także obawa, że narazi się na nią własną rodzinę – 28,6%.

– Mówimy o dość dolegliwej sytuacji, często ściśle powiązanej z ekonomią. Nie wszyscy Polacy mogą nagle przejść na pracę zdalną. Są zawody, których nie da się w ten sposób wykonywać. I one stanowią większość. Do tego dochodzi kwestia samopoczucia i zdrowia psychicznego. Z pandemią walczymy przecież od ponad roku. Znam osoby, które w tym okresie były już nawet 5 razy na kwarantannie – podkreśla ekspert z UCE RESEARCH.

Jak zaznacza prof. Zajkowska, ludzie mają różne aktywności. I często uważają, że można je bezpiecznie wykonywać, bo będą utrzymywać dystans i założą maskę. Przykładowo, ktoś ma działkę i chce na niej wykonać jakieś prace albo opiekuje się kimś starszym lub członkiem rodziny. Ewentualnie prowadzi firmę i ma coś istotnego do zrobienia. Natomiast kwarantanna wymusza bezwzględne pozostanie w domu i zmianę planów.

– Kwarantanna może mieć podtekst dochodowy. Tylko na podstawie tego badania nie stwierdzimy dla jak dużej grupy Polaków. Bo jednak część osób pracuje zdalnie od miesięcy i nie traci na tym finansowo. Dla nich zapewne inne czynniki są ważniejsze – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Trzecim najczęściej wybieranym powodem jest lęk przed ewentualną hospitalizacją – 20,2%. Według Krzysztofa Zycha, tutaj mniejsza liczba wskazań niż w przypadku kwarantanny może świadczyć o tym, że zdrowie schodzi na dalszy plan względem ekonomii. Z kolei 19,6% respondentów mówi o obawie przed samym badaniem, tj. pobraniem wymazu. Natomiast 15,5% nie wierzy w istnienie koronawirusa, a 12,5% ankietowanych nie uważa, że przez brak testu może im stać się coś złego.

– Polacy w ogóle niechętnie się badają. Gdyby każdy się testował, to wskaźniki zakażeń byłyby sporo wyższe. Natomiast to, że ludzie wciąż nie wierzą w COVID-19 czy ciężkie zachorowania, zdumiewa mnie. Patrzę na to z perspektywy szpitala, gdzie przebywają całe rodziny. Niekiedy w tej grupie jest pacjent np. onkologiczny i to właśnie on najciężej znosi chorobę – opisuje prof. Zajkowska.

Wśród kolejnych odpowiedzi pojawia się m.in. obawa o utratę pracy – 7,1%. Jak stwierdza prof. Gomułka, sytuacja jest zróżnicowana w poszczególnych branżach. Przykładowo, w budownictwie na ogół wykonuje się prace na otwartym powietrzu i z zachowaniem dużego dystansu. Ryzyko zachorowania jest mniejsze niż np. w biurach. Jednak ekspert BCC podkreśla, że wiele przedsiębiorstw jest zagrożonych bankructwem, szczególnie w sektorze usług. Ludzie tam pracujący boją się bezrobocia, niezależnie od swojej sytuacji zdrowotnej i skali zachorowań.

Badanie zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i SYNO Poland metodą CAWI w połowie kwietnia br. Ankietą objęto próbę 1050 osób, odpowiadającą strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech społeczno-demograficznych.

Handel nie wykupił się z długów. W pandemii zadłużenie wzrosło o ćwierć miliarda złotych

Przez cały ostatni rok sektor handlowy musiał mierzyć się na zmianę z ograniczeniami działalności i całkowitym zamknięciem, co wymagało od niego ogromnej elastyczności i poniesienia dodatkowych kosztów. Ponadto, palącym problemem handlowców są zatory płatnicze. W efekcie zadłużenie branży w ciągu roku wzrosło o blisko 245 mln zł i wynosi obecnie ponad 2,1 mld zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. 1/4 tej kwoty to wewnętrzne długi branży, zaś najwięcej, bo ponad 1,4 mld zł handlowcy muszą oddać instytucjom finansowym.

Jak pokazują dane KRD, w ciągu ostatniego roku niespłacone zobowiązania sprzedawców urosły o 13 proc. Grono zadłużonych firm powiększyło się o 405 podmiotów, do 48,1 tys. Średnie zadłużenie jednego dłużnika handlowego wynosi prawie 45 tys. zł.

Handel ucierpiał na obostrzeniach

Dane Polskiej Rady Centrów Handlowych wskazują, że w minionym roku ruch klientów tylko w centrach handlowych był o niemal 1/3 mniejszy niż rok wcześniej. Obroty placówek handlowych i usługowych spadły o 26 proc. Nawet w przypadku sprzedawców żywności w centrach, w których sklepy były stale otwarte, widać spadek o 5 proc. Z kolei z danych Polskiej Izby Handlu, dotyczących supermarketów powyżej 300 mkw. wynika, że tylko w pierwszym półroczu pandemii sprzedaż spadła w sumie o 2 proc. Znacznie lepiej poradziły sobie sklepy małoformatowe, o powierzchni nieprzekraczającej 300 mkw. Z danych CRM, które porównuje PIH wynika, że w pierwszych sześciu miesiącach pandemii ich łączne obroty były o 6 proc. wyższe niż przed rokiem, mimo że liczba transakcji spadła w tym czasie o 16 proc.

Z powodu utrudnień w handlu i skutków pandemii wielu sprzedawców zaczęło przenosić swoją działalność do Internetu. Z danych PwC wynika, że łączna sprzedaż online w 2020 roku urosła o 35% w porównaniu z rokiem 2019. Przed pandemią, z 2018 na 2019 rok taki wzrost wyniósł niemal o połowę mniej, bo 18%. Rośnie też liczba osób, które przekonują się do zakupów w sieci. Dane GUS wskazują, że odsetek konsumentów, którzy w ciągu ostatnich 3 miesięcy zamówili online towary i usługi, wzrósł o 5 proc. w ciągu roku.

– Stabilna sytuacja małych podmiotów handlowych i rozwój e-commerce, który obecnie obserwujemy, nie uchroniły branży przed problemami finansowymi. Mniejsze sklepy lub parki handlowe oraz sklepy e-commerce zyskały, ale duże centra straciły. W efekcie łączne zadłużenie handlu wzrosło o 245 mln zł, jednak warto zauważyć, że gdyby nie dobre wyniki małych sklepów, dług mógłby być jeszcze większy. Myślę, że nadchodzące miesiące powinny przynieść poprawę sytuacji branży, jako całości. Rosnąca liczba zaszczepionych osób, a tym samym malejąca liczba zakażeń, wciąż niskie bezrobocie i znaczne oszczędności gospodarstw domowych to czynniki, które pozwalają na prognozowanie wzrostu konsumpcji wewnętrznej. Nie można też nie wspomnieć o ogromnej potrzebie wśród konsumentów odreagowania miesięcy ograniczeń, co będzie dodatkowym pozytywnym bodźcem dla wzrostu sprzedaży – prognozuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Handel w pułapce zatorów

Według danych KRD, zadłużenie sektora handlowego rozkłada się mniej więcej po połowie: ponad 1 mld zł stanowią długi hurtowni i ponad 1 mld zł to długi detalistów.

Sytuacja w handlu detalicznym pogorszyła się głównie na skutek mniejszego popytu ze strony konsumentów, którzy ograniczyli zakupy stacjonarne z powodu obostrzeń czy strachu przez zakażeniem. Wzrost zakupów online, choć znaczny, nie był w stanie w pełni zrekompensować tych strat. Spadek handlu detalicznego odbija się oczywiście na hurtowniach, na które dodatkowo wpływ mają także problemy innych branż, na przykład hotelarstwa czy gastronomii. Zawieszenie lub ograniczenie działalności kontrahentów oznacza bowiem mniej zamówień do realizowania, a także wiąże się z pogorszeniem ich dyscypliny płatniczej. To kolejny przykład tego, jak głęboko pandemia dotyka system gospodarczy i bezpośrednio lub pośrednio wpływa na wszystkie branże – zauważa Adam Łącki.

Handel ma duży kłopot z kontrahentami, którzy nie płacą swoich faktur. Dłużnicy są im winni ponad 1,4 mld zł. To wartość, która odpowiada blisko dwóm trzecim sumy łącznego zadłużenia branży handlowej. Dodatkowo, w przypadku hurtowni, które sprzedają towar detalistom, pojawia się też problem wewnętrznych długów branży. Te ostatnie w sektorze handlowym wynoszą 352 mln zł. Kolejni najwięksi dłużnicy handlu to firmy zajmujące się budownictwem, które są winne handlowcom 229 mln zł oraz firmy z działu przetwórstwa przemysłowego, z zaległościami rzędu 128 mln zł.

Zdaniem ekspertów, ukrytym wrogiem branży handlowej są również długie terminy zapłaty w sytuacji, gdy nabywcą jest inna firma. Cierpią na tym zwłaszcza najmniejsze podmioty.

Wiele małych sklepów i hurtowni, niezależnie od pandemii, boryka się z odwiecznym problemem odroczonych płatności. Jest to standard w relacjach B2B, a dla właścicieli firm ogromne obciążenie finansowe. Handlowcy wystawiają kontrahentom faktury z długim terminem zapłaty za towar, nierzadko 30 lub nawet 60 dni. To sprawia, że mają stałych klientów, ale też realny problem z płynnością finansową, bo nie mogą korzystać z pieniędzy, które im się należą. To jeden z powodów, dla których sięgają po faktoring w ucieczce przed zatorami – zauważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Ponad 2,1 mld zł do zwrotu

Cały sektor handlowy największe zaległości ma wobec instytucji finansowych i ubezpieczeniowych, jak banki, firmy leasingowe i zarządzające wierzytelnościami. Jest im winien ponad 1,4 mld zł. Handel ma też problem z regulowaniem rachunków za media, czynsz, telefon – to łącznie 135 mln zł zaległości. Jest też głównym dłużnikiem wielu branż, w tym np. firm przewozowych i kurierskich, którym do oddania ma ponad 33,5 mln zł. Łączna kwota przedterminowych zobowiązań handlowców opiewa na sumę 2,1 mld zł.

Dane KRD pokazują, że 56 proc. tej kwoty mają do spłacenia jednoosobowe działalności gospodarcze, a blisko jedną trzecią z tej puli oddać powinny spółki z o.o.

Najbardziej zadłużonym handlowym rejonem kraju jest Mazowsze, gdzie firmy z sektora mają do oddania ponad 469 mln zł. Drugie miejsce zajmuje województwo śląskie, tu branża musi zwrócić 295,5 mln zł. Trzecia jest Wielkopolska z ponad 217 mln długów.

Niechlubny rekord zadłużenia należy do firmy z województwa kujawsko-pomorskiego, która ma do oddania swoim wierzycielom ponad 11 mln zł. Najwięcej jest winna przedsiębiorstwom z branży rolniczej i ogrodniczej – prawie 7 mln zł. Sporo musi także zwrócić firmom windykacyjnym (4,3 mln zł) oraz leasingowym (43 tys. zł).

Fiskus oskarżył firmę o nabycie pustych faktur, mimo że zeznania świadków wyraźnie stwierdzały co innego

Przedsiębiorca zlecił wykonanie usług i za nie zapłacił. Jednak fiskus zakwestionował rzetelność faktur dokumentujących ich wykonanie. W oparciu o część zeznań świadków zbudował teorię o udziale firmy w oszustwie i nabyciu przez nią tzw. pustych faktur, niedokumentujących rzeczywiście zrealizowanych usług, pomijając przy tym te zeznania, które o ich wykonaniu, a zatem i braku winy przedsiębiorcy, potwierdzały.

Ustalenia po blisko 5 latach

Naczelnik urzędu skarbowego decyzją z kwietnia 2017 r. określił firmie zobowiązanie w podatku dochodowym od osób prawnych za 2012 r. wraz z odsetkami. Podstawą decyzji było zakwestionowanie przez organ pięciu faktur zakupowych spółki, wystawionych firmie przez przedsiębiorstwo budowlane za prace ziemne i budowlano-transportowe.

W opinii fiskusa sprzedający usługi nie mógł ich wykonać w 2012 r., bo mimo iż był wówczas czynnym, zarejestrowanym podatnikiem VAT, to nie zatrudniał żadnych pracowników ani nie posiadał ciężkiego sprzętu transportowego, jak i sprzętu niezbędnego do wykonania robót ziemnych. Uwagę naczelnika urzędu skarbowego zwróciło również to, że formą płatności za owe faktury była gotówka, oraz fakt, że faktury w pierwotnej wersji miały dokumentować usługę transportową, jednak później – na prośbę spółki – zmieniono rodzaj usługi. Przedsiębiorstwo budowlane tłumaczyło, że prace na zasadach podwykonawstwa wykonała inna firma. Ale i to oświadczenie organ skarbowy uznał za nieprawdziwe, bowiem również wskazany podwykonawca nie zatrudniał w 2012 roku pracowników, jak i nie miał odpowiedniego parku maszyn.

Z podobnych przyczyn organ zakwestionował także sześć faktur wystawionych firmie przez spółkę z o.o., które miały dokumentować prace polegające na przygotowaniu terenu pod składowisko odpadów. W tym przypadku organ wskazał także na sprzeczne zeznania prezesa spółki z o.o. w zakresie współpracy z firmą zleceniodawcy prac, a sama spółka nie wykazała w deklaracjach VAT wykonanych na rzecz firmy usług.

W rezultacie dyrektor izby administracji skarbowej rozpoznający wniesione przez przedsiębiorcę odwołanie stwierdził, że obaj wystawcy zakwestionowanych faktur nie prowadzili rzeczywistej działalności gospodarczej, a więc i wystawione przez nich faktury nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych w postaci wykonanych na rzecz przedsiębiorcy usług.

Część zeznań potwierdzało wprost wykonanie zafakturowanych usług

Rozstrzygający w styczniu 2021 r. spór Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy podkreślił, że w toku prowadzonego przez siebie postępowania organy podatkowe zobligowane są podejmować wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz załatwienia sprawy. W postępowaniu tym materiał dowodowy powinien być zebrany w całości i w sposób wyczerpująco rozpatrzony. A sąd zauważył, że w aktach tej sprawy znajdują się protokoły przesłuchania świadków zatrudnionych, jak i niezatrudnionych w firmie. Rozpoznający we wrześniu 2020 r. skierowaną do WSA sprawę Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt II FSK 1316/18) stwierdził, że część tych zeznań pośrednio wskazuje na wykonanie usług wykazanych w zakwestionowanych fakturach przez ich wystawców, zaś część zeznań wprost to potwierdza. Organy podatkowe obu instancji nie mogły tych dowodów pomijać, bowiem podważają stanowisko organów co do tych faktur. NSA zaznaczył, że doniosłość tych zeznań wynika z faktu, że złożyło je kilka osób, a więc nie mają charakteru jednostkowego.

Dyrektor izby skarbowej w swojej decyzji ograniczył się jedynie do ogólnego przywołania zeznań wybranych świadków, pomijając zeznania złożone przez innych, potwierdzające wykonanie prac udokumentowanych na spornych fakturach. Przy czym organ nie wskazał motywów, dla których zeznań tych nie uznał za dowód potwierdzający wykonanie zakwestionowanych usług na rzecz firmy. Dlatego też sąd uchylił zaskarżoną przez firmę decyzję, orzekając:

„W odwołaniu skarżąca w szerokim zakresie przytoczyła zeznania świadków i podkreśliła, że zeznania te nie pozostawiają złudzeń, iż spółka dokonała zakupu usług od firmy M. i spółki D. (…) Zaskarżona decyzja oparta jest na ustaleniach faktycznych wskazujących na fikcyjny charakter zakwestionowanych faktur, które to ustalenia pozostają w opozycji do treści zeznań ww. świadków. W uzasadnieniu zaskarżonej decyzji organ nie wskazał przyczyn, dla których zeznaniom tym nie dał wiary. Brak jest stwierdzeń, które pozwalałyby na poznanie motywów nieuznania przez organ zeznań ww. świadków za dowód potwierdzający wykonanie zakwestionowanych usług” (wyrok WSA w Bydgoszczy z 26 stycznia 2021 r., sygn. akt I SA/Bd 843/20).

Podsumowanie

Wybiórczość – to najlepsze słowo opisujące postępowanie organów podatkowych wobec przedsiębiorcy w tej sprawie. Fiskus wybiera zeznania świadków, które pasują mu do jego teorii, pomijając te, które działają na korzyść przedsiębiorcy. Ta wybiórczość prowadzi do poważniejszej patologii – urzędniczego bezprawia, przed którym przedsiębiorcy muszą szukać ochrony w sądzie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek biurowy w Warszawie przekroczył 6 mln mkw. powierzchni

Najskromniejszy od 11 lat wolumen powierzchni w budowie i relatywnie niska aktywność najemców – tak przedstawiał się pierwszy kwartał w sektorze biurowym w Warszawie. Nadzieję na ożywienie daje rosnące zainteresowanie stolicą ze strony branży usług dla biznesu (SSC/BPO/ITO).

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec pierwszego kwartału 2021 roku.

Pierwsze trzy miesiące 2021 roku ponownie okazały się wyzwaniem zarówno dla gospodarki, jak i dla rynku nieruchomości biurowych. Kolejne obostrzenia wpłynęły na spowolnienie dynamiki stołecznego sektora biurowego.

Pierwszy kwartał 2021 przyniósł kontynuację trendów z 2020 roku, która przejawia się w niższej niż przed pandemią aktywności deweloperów i najemców. Wolumen powierzchni w budowie oraz popyt w ujęciu kwartalnym są najniższe od 11 lat. Warto jednak zaznaczyć, że trwające procesy, wraz z rosnącym zainteresowaniem warszawskim rynkiem ze strony sektora nowoczesnych usług biznesowych, mogą pozytywnie wpłynąć na wolumen transakcji najmu w kolejnych miesiącach. Ponadto, firmy coraz śmielej planują powrót do biur. Większość z nich zakłada jesień 2021 r. jako jego realny termin, komentuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

Popyt – ostrożna postawa najemców

W pierwszym kwartale 2021 roku warszawscy najemcy wynajęli blisko 110 000 mkw. co było wynikiem o 20% niższym niż w tym samym okresie w 2020 r.

Relatywnie niski poziom aktywności najemców był spowodowany przede wszystkim niepewnością dotyczącą wielkości biura po powrocie do tzw. nowej normalności. Jednocześnie jednak możemy zaobserwować delikatne spowolnienie dynamiki wzrostu liczby ofert podnajmu, który był jednym z dominujących trendów na warszawskim rynku w ubiegłym roku. Aktualnie w Warszawie dostępnych jest ponad 120 000 mkw. na podnajem, czyli o ok. 10 000 mkw. mniej niż pod koniec ubiegłego roku, wskazuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Do największych transakcji najmu w tym roku należały: umowa przednajmu Zarządu Transportu Miejskiego w Fabryce PZO na 9800 mkw., renegocjacja umowy na 7500 mkw. przez Credit Suisse w Atrium 2 oraz odnowienie umowy przez Royal Bank of Scotland na 5700 mkw. w Wiśniowy Business Park. Obecnie najemcy często decydują się na przedłużenie umowy na krótki okres i czekają na powrót do normalności przed podjęciem długoterminowych zobowiązań.

Flexy weszły w etap stabilizacji

Obecnie obłożenie biur elastycznych w centralnych dzielnicach Warszawy utrzymuje się na stabilnym, dosyć wysokim poziomie. Jeszcze w ubiegłym roku można było zauważyć mocne zawirowania w segmencie „flex”, które przekładały się na dynamiczne zmiany w stawkach za stanowisko pracy. Aktualnie mamy raczej do czynienia ze stabilizacją cen i można zakładać, że najtrudniejszy okres mamy już za sobą, tłumaczy Adam Lis, Doradca ds. Elastycznych Rozwiązań Biurowych, JLL.

Podaż – warszawskie biura oferują już 6 mln mkw. powierzchni

W pierwszym kwartale na warszawski rynek dostarczono osiem budynków o łącznej powierzchni ponad 167 000 mkw. W rezultacie całkowita podaż nowoczesnych przestrzeni biurowych w Warszawie przekroczyła poziom 6 mln mkw. Do największych nowych inwestycji należą Skyliner, zrealizowany przez Karimpol (48 500 mkw.) oraz kolejny etap Generation Park – wieża, czyli budynek Y (44 000 mkw.), którego budowę ukończyła Skanska Property Poland.

W ostatnich latach w realizacji pozostawało od 700 000 mkw. do 800 000 mkw., obecnie jest to jedynie 420 000 mkw. i jest to najniższy wolumen powierzchni w budowie od 2011 roku.

W Warszawie, po kilku latach stale rosnącej aktywności deweloperów, wolumen powierzchni w budowie uległ znacznemu obniżeniu. Deweloperzy ostrożniej podchodzą do rozpoczynania projektów, a w ciągu ostatnich miesięcy na terenie Warszawy uruchomiona została tylko jedna nowa inwestycja – The Bridge, realizowany przez Ghelamco Poland. W efekcie, w roku 2023 możemy spodziewać się luki podażowej. Będzie to szczególnie widoczne poza centrum miasta, komentuje Tomasz Czuba

Pustostany i czynsze

W I kwartale 2021 r. poziom pustostanów wzrósł do 11,4% (12,2% w strefach centralnych i 10,9% poza centrum). Ograniczona nowa podaż planowana na kolejne lata może mieć jednak pozytywny wpływ na tempo wzrostu współczynnika powierzchni niewynajętej.

Znaczna część właścicieli, przede wszystkim budynków najwyższej klasy, nadal realizuje relatywnie sztywną politykę dotyczącą oferowanych stawek i długości okresu podpisywanych umów. Niemniej jednak rośnie pakiet zachęt dla najemców, w szczególności dotyczy to budżetu na fit-out. Wyjątkiem wśród obiektów typu „prime” są niektóre biurowce będące w trakcie realizacji. Ich właściciele, chcąc zawrzeć pierwsze umowy, skłonni są na dużo korzystniejsze warunki dotyczące stawek, zachęt oraz innych elementów kontraktu, komentuje Tomasz Czuba

Najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości są stabilne i wynoszą od 18 do 24 euro/mkw./m-c w szerokim centrum i do 16 euro/ mkw./m-c poza nim.

Rynek inwestycyjny

Wartość transakcji na warszawskim rynku biur wyniosła w I kw. 2021 r. blisko 250 mln euro. Największą zrealizowaną umową była sprzedaż przez Echo Investment Biur przy Willi (część Browarów Warszawskich) za 86,7 mln euro do KGAL Group. Równie znaczące było przejęcie budynku Spark B przez Stena Realty oraz portfela czterech obiektów Immofinanz przez Indotek. Największą transakcją na Mokotowie było z kolei kupno przez Amundi Real Estate kompleksu Neopark.

Odpowiedzialny biznes w Polsce 2021. Dlaczego ważne jest, by nie tylko zarabiać, ale i dawać?

Doświadczenie wielu marek pokazuje, że prowadzenie działalności nastawionej jedynie na zysk w pewnym momencie obraca się przeciwko firmie, a w dzisiejszych czasach – na dłuższą metę – paradoksalnie się nie opłaca. W wielu przypadkach jest również nie możliwe. Nie tylko rynkowi giganci, korporacje, na które są zwrócone oczy wszystkich, ale i mniejsze firmy czują presję, by robić „coś więcej” i przysłużyć się społeczeństwu. O ile działania, które miałyby przynieść taki efekt, mogą pozostawać w sferze tzw. aktywności dodatkowych, to obecnie branie odpowiedzialności za swoje działania jest wymogiem biznesowym.

Na pierwszym miejscu jest zadbanie o zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Wraz z sukcesem employer brandingu, na rynku HR obowiązkiem stała się także troska o potrzeby pracowników, bo to oni stanowią o sile i pozycji danej marki na rynku. Korona-kryzys dodatkowo zintensyfikował te działania.

O tym, na czym powinien polegać odpowiedzialny biznes w Polsce w 2021 r. mówi Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum, firmy, której działania z obszaru CSR znalazły się w tegorocznym raporcie „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”.

Pierwsze „przykazanie” CSR – potrzebna jest oddolna chęć działania!

Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu to działania podejmowane przez firmy, w których uwzględniane są interesy społeczeństwa (w szerszej perspektywie lub przynajmniej lokalnej społeczności czy wybranej grupy), dbanie o środowisko naturalne i o odpowiednie relacje z interesariuszami, przede wszystkim
z pracownikami, inwestowanie w ich potrzeby oraz rozwój.

Takie działania nie tylko są mile widziane przez klientów czy partnerów. Coraz częściej są postrzegane jako obowiązek biznesu, co jest zdecydowanie pozytywny trendem. Jednak jak powinien wyglądać CSR, by odniósł zamierzone efekty, a firma mogła czerpać dodatkowe korzyści wynikające z prowadzenia takiej polityki?

Jak zaznacza Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum, najważniejsze są: wiarygodność, szczerość i chęć robienia czegoś „dodatkowego”. – Firma nie może po prostu narzucić pracownikom polityki CSR. Podejmowane działania powinny zdobyć akceptację zespołu i być w zgodzie z tożsamością oraz wartościami danej marki. Nikt nie uwierzy w to, że firma chce nieść pomoc i dokonywać realnych zmian na lepsze, jeżeli ma zupełnie odmienny wizerunek, np. jest znana z tego, że nie liczy się ze swoimi pracownikami lub nie przejmuje się negatywnym wpływem swojej działalności na środowisko. Dlatego przedsiębiorstwo, dla którego ważny jest CSR, musi podejść do sprawy kompleksowo. Nie wystarczą pojedyncze akcje, a długofalowy plan działania, który jest nastawiony na konkretny cel. Firma, która chce być odpowiedzialna społecznie, powinna mieć na stałe wpisaną taką postawę w swój model biznesowy.

I to się opłaca. Wśród działań z obszaru CSR, które były udziałem Intrum, i które zostały dostrzeżone przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu w raporcie „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2020. Dobre praktyki”, będącym największym i najważniejszym w Polsce przeglądem wysiłków polskich firm na rzecz CSR, jest dbanie firmy o zrównoważony rozwój, poprzez niwelowanie negatywnego wpływu działalności na środowisko. Do 2030 r. marka chce stać się firmą neutralną klimatycznie. – Osiągamy to przez serię drobnych, codziennych działań, które są oddolnymi pomysłami naszych pracowników. Korzystanie z ekopapieru, zmniejszenie zużycia energii w biurach, oszczędzanie materiałów biurowych, rezygnacja z używania plastiku, recykling baterii, uruchomienie platformy carsharingowej w firmie, kampanie edukacyjne uświadamiające w temacie ekologii, to tylko kilka z nich – dodaje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Drugie „przykazanie” CSR – przekuć działania biznesowe w wartość dodaną dla społeczeństwa

Jeżeli firma jest zainteresowana prowadzeniem działań z obszaru CSR, warto, aby zadała sobie pytanie, czy biznes, który prowadzi, jest nastawiony wyłącznie na zysk, czy może też nieść wartość dodaną, wprowadzać jakąś pozytywną zmianę w społeczeństwie. Tak jest w przypadku Intrum.

Firma jest liderem rynku zarządzania wierzytelnościami. Mogłaby poprzestać na osiąganiu zamierzonych celów finansowych, ale działa według misji, którą jest wyznaczanie drogi ku zdrowej gospodarce oraz umożliwianie zrównoważonych płatności (dobre praktyki ujęte w raporcie Forum Odpowiedzialnego Biznesu). W 2020 r. firma przeprowadziła blisko 1 mln rozmów z osobami zadłużonymi, pomogła 250 tys. konsumentów oraz przyjęła do obsługi ponad 1 mln spraw. Oznacza to, że miała realny wpływ na poprawę płynności finansowej wielu przedsiębiorstw w pandemii i pomogła wielu konsumentom uwolnić się od długów. Intrum nieustannie działa również na rzecz zwiększenia wiedzy na temat finansów osobistych w społeczeństwie, a więc w praktyce pokazuje, że można z powodzeniem realizować cele biznesowe firmy w sposób, który będzie pozytywnie oddziaływać na pewne grupy, a nawet pośrednio na całe społeczeństwo.

Trzecie „przykazanie” CSR – wyrabianie dobrych nawyków, czyli długofalowe działania mają największy sens

Przedsiębiorstwo, dla którego ważny jest CSR, musi działać w tym kierunku długofalowo. Pojedyncze akcje nie odniosą sukcesu na dłuższą metę. Chodzi o „przyzwyczajenie” pracowników, np. do tego, że pomaganie poprzez organizowanie akcji charytatywnych czy dbanie o środowisko, to działania, które są na co dzień obecne w firmie.
To wyrabianie dobrych nawyków w zespole. Po zorganizowaniu kilku akcji CSR, pracownicy będą chętni, by zgłaszać swoje propozycje aktywności w tym obszarze.

Konsekwencja i prowadzenie regularnie działań z obszaru CSR są szczególnie ważne, jeżeli chodzi o te, których odbiorcami mają być sami pracownicy. Odpowiedzialność społeczna biznesu zakłada również dbanie o zespół i jego potrzeby. Zrealizowanie pojedynczej akcji nie wystarczy, aby pracownicy zaczęli bardziej doceniać swojego pracodawcę, by wzrósł ich poziom zadowolenia z pracy w firmie.

Tym bardziej ma to znaczenie w pandemii. Sama sytuacja jest wystarczająco stresująca, a korona-kryzys dodatkowo sprawił, że wiele firm musiało zmienić swój dotychczasowy sposób działania. Pracownicy musieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości, jaką była praca zdalna i konieczność godzenia obowiązków służbowych z domowymi.

Nie zawsze przychodziło im to z łatwością. To kolei przyniosło nowe wyzwania dla pracodawców, którzy w szczególny sposób musieli zadbać o „nowe” potrzeby swoich zespołów. Ci, którzy na początku pandemii wprowadzili odpowiednie rozwiązania i trzymają się ich do dziś, są wygrani. Wśród wielu działań prowadzonych przez Intrum w tym obszarze znalazł się cykl dotyczący wellbeing, dzięki któremu pracownicy dostają regularnie wskazówki, jak walczyć ze stresem, jak zadbać o siebie i zachować motywację do pracy w korona-kryzysie.

Te działania są włączone w większą misję firmy, dotyczącą dbania o pracowników, którą jest rozwój poprzez dokonywanie pozytywnych zmian i poszanowanie różnic. Za to podejście Intrum także zostało nagrodzone przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

CSR – to nie kosztuje!

Wydaje się, że w obecnej rzeczywistości prowadzenie działań z CSR powinno być oczywiste. Firma, która postawi na rozwiązania z tego obszaru, może tylko zyskać: uznanie w oczach pracowników, lokalnej społeczności, a w niektórych przypadkach i całego społeczeństwa. Jest doceniania przez swoich klientów. Wpisanie CSR-u na stałe w model biznesowy pozwala zwiększyć konkurencyjność marki na rynku. Dlaczego więc mimo wszystko nie występuje on w każdej firmie?

Zdarza się, że firmę przed byciem odpowiedzialną społecznie powstrzymuje obawa, że takie działania wymagają sporo czasu i są kosztowne. Nic bardziej mylnego, ponieważ w tym przypadku bardziej od rozmachu i skali działań liczy się moc ich oddziaływania oraz skuteczność. Weźmy pod uwagę np. działania charytatywne.

– Jeżeli chodzi o pomoc dla najbardziej potrzebujących, skupiamy się na lokalnych społecznościach, fundacjach, firmach, itp. Nasi pracownicy ze wszystkich lokalizacji, w których działamy (Warszawa, Wrocław, Białystok, Tarnowskie Góry), angażują się np. w zbiórki pieniędzy dla tych mniej uprzywilejowanych lub po prostu dla osób, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, miejscowych schronisk dla zwierząt, itp. Działając w ten sposób, widzimy, kto w naszym otoczeniu potrzebuje pomocy, ponieważ znamy sytuację naszych „sąsiadów”. Możemy także na bieżąco kontrolować podejmowane kroki i sprawdzać, czy przynoszą efekty – zaznacza Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Przepis na udany CSR, który wpisuje się w „filozofię” sustainability, czyli zrównoważony rozwój przedsiębiorstwa, jest prosty. Chodzi o organizowanie działań, które mają znaczenie tu i teraz, które pracownicy chcą widzieć w firmie. To także pomoże im zbudować silniejszą więź z marką i z pewnością pozytywnie wpłynie na wyniki firmy. – Głównym celem podejmowania działań z obszaru CSR powinna być chęć dokonywania zmian, które mają znaczenie dla społeczeństwa, gospodarki, środowiska i tworzenie nowych rozwiązań, które w jakimś wymiarze ułatwiają życie innym – dodaje Agnieszka Surowiec, Intrum.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy

Pomocy! – nawołuje w stronę państwa niemal połowa sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. Wycieńczone firmy chciałyby otrzymać przede wszystkim zastrzyk gotówki w postaci dopłat, a dopiero w drugiej kolejności ulgi na podatki i składki ZUS. Część całkowicie zamkniętych chciałaby też rekompensat – wynika z badań. W poniedziałek, 26 kwietnia ruszyła kolejna tarcza antykryzysowa, tym razem skierowana do ponad 60 branż. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że w 11 miesięcy pandemii zaległości tych działalności wzrosły o 152 mln zł do 3,18 mld zł, a problemy ma 36,7 tys. firm.

Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez Keralla Research, połowie mikro-, małych i średnich firm wciąż nie udaje się przywrócić obrotów sprzed pandemii, choć nie zawsze są one ofiarami całkowitego czy choćby częściowego lockdownu. Poza narzuconymi obostrzeniami szkodzić może też nieodpowiednie usytuowanie czy też współpraca z zamrażanymi branżami. Efekt? Choć o całkowitym lub częściowemu zamknięciu wynikającym z obostrzeń pandemicznych mówi jedna piąta (21 proc.) ankietowanych firm, to dodatkowo co dziesiąta (10 proc.) cierpi dlatego, że działa na rzecz niefunkcjonujących biznesów. Koniec końców, aż połowa firm informuje, że w czasie pandemii ich obroty spadły, bo nawet podmioty działające w nieskrępowany sposób odczuwają skutki cięcia kosztów, na które w tym trudnym okresie decydują się zarówno firmy jak i konsumenci.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

– Z naszego badania wynika, że – pomijając niewielkie wyjątki – prawie wszystkie firmy deklarujące spadek obrotów z powodu pandemii, oczekują pomocy ze strony państwa. Najchętniej przyjęłyby bezpośredni zastrzyk gotówki w postaci dopłat, subwencji czy pożyczek, co pozwoliłoby im utrzymać się na powierzchni. W drugiej kolejności wsparciem mogą być wszelkie odciążenia: zwolnienie z opłacania składek ZUS, ulgi podatkowe, obniżenie danin czy innych opłat – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Co więcej, co piąty przedstawiciel całkowicie zamkniętych biznesów uważa, że należy im się rekompensata utraconych obrotów, zwrot kosztów działalności czy zwrot z ZUS – dodaje.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy 2
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Wsparcie chciałoby dostać 48 proc. ankietowanych mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wobec 50 proc. informujących o pogorszeniu sprzedaży w porównaniu z czasami przed pandemią. Na pieniądze i ulgi w największym stopniu liczą działalność usługowa (53,7 proc.) i transportowa (52,6 proc.) oraz najmniejsze podmioty. Najrzadziej o takiej potrzebie wspominają przedstawiciele sektora przemysłowego (37,1 proc.).

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy 3
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Ponad jedna trzecia firm osiągnie obroty sprzed pandemii za kilka lat

Pomocy wypatruje wielu, bo wiosenny lockdown okazał się sporym ciosem dla biznesu tracącego na ograniczeniach związanych z COVID-19.

Połowa MŚP chciałaby państwowej pomocy 4

O ile w 2021 rok przedsiębiorcy poszkodowani przez koronawirus wchodzili z umiarkowanym optymizmem i całkiem spora grupa, bo 40 proc. spodziewało się, że jeszcze w tym roku uda się znacząco zwiększyć sprzedaż, to po marcowym lockdownie takie nadzieje ma już tylko co dziesiąty przedsiębiorca. Natomiast co trzecia firma spodziewa się zmiany na lepsze dopiero za rok, dwa a nawet trzy lata.

Firmy są też na tyle niepewne przyszłości, że wiele już nie chce prognozować konkretnych terminów powrotu do kondycji sprzed pandemii. – Co czwarty mówi, że obroty wrócą, gdy zniesione zostaną obostrzenia związane z koronawirusem. W sumie nie jest to taką złą wiadomością, bo przecież nie w każdym przypadku sama likwidacja covidowych ograniczeń musi przełożyć się na natychmiastowy skok wzrostu sprzedaży – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Ponad 60 branż ma jedną dziesiątą sumy zaległości wobec kontrahentów i banków

Oczekiwania firm zdecydowanie przerastają zasięg uruchamianej w kwietniu pomocy. Nowa tarcza antykryzysowa, która rusza 26 kwietnia, skierowana jest do ponad 60 branż. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że z obszarów działalności przewidzianych do wsparcia kłopoty z terminowymi płatnościami dostawcom i bankom ma 36,7 tys. podmiotów, a ich zaległości wynoszą 3,18 mld zł. Oznacza to, że w całej puli zaległości, które dochodzą do 33,9 mld zł i w ogólnej liczbie niemal 324 tys. niesolidnych dłużników, te należące do branż objętych dofinansowaniem stanowią ok. 10 proc.

Nie ma jednak wątpliwości, że wskazanym w nowej tarczy branżom pandemia daje się we znaki bardziej niż reszcie. Tempo przyrostu liczby dłużników, jak i kwoty zaległości, było tu zdecydowanie wyższe niż w przypadku ogółu firm. Gdy suma nieopłaconych na czas faktur i rat kredytów ogółu przedsiębiorstw wzrosła w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK o 2,2 proc. wśród branż, które mają dostać pomoc było to 5 proc.

Komu poszło najgorzej? Na czoło wybija się „Pozostała działalność usługowa w zakresie rezerwacji, gdzie indziej niesklasyfikowana” oraz projekcja filmów, w obu przypadkach zaległości podwyższyły się ok. 30 krotnie, odpowiednio do sumy 34,3 mln zł oraz ponad 0,5 mln zł. W granicach 30 – 60 proc. wzrosły zaległości agentów turystycznych, wesołych miasteczek i parków rozrywki, sprzedających w detalu komputery i oprogramowanie, zajmujących się pozaszkolnymi formami edukacji sportowej, sklepów oferujących gry i zabawki oraz obiektów sportowych.

Z kolei, jeśli chodzi o wielkość kwot, to najbardziej zaległości przyrosły restauracjom i innym stałym placówkom gastronomicznym (56,6 mln zł), następnie „Pozostałej działalności usługowej w zakresie rezerwacji, gdzie indziej niesklasyfikowanej” (34,3 mln zł) oraz sklepom odzieżowym, 13,4 mln zł.

Jaka pomoc i dla kogo?

Pomoc, o którą przedsiębiorstwa będą mogły starać się od poniedziałku 26 kwietnia, przewiduje możliwość otrzymania świadczenia postojowego oraz dotacji do 5 tys. zł na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia firmy. Przewidziane są też dopłaty 2 tys. zł do wynagrodzeń pracowników, a także wsparcie w zakresie regulacji czynszowych dla najemców. Tak jak we wcześniejszych tarczach, aby otrzymać wsparcie, należy wykazać spadek przychodów na poziomie 40 proc. rok do roku lub miesiąc do miesiąca. Jak do tej pory na ochronę miejsc pracy i wsparcie gospodarki z budżetu przeznaczono ponad 212 mld zł. Do tego należy doliczyć 100 mld zł dodatkowych środków z dwóch tarczy finansowych.

– Nie ma wątpliwości, że nowa, wyczekiwana już w marcu pomoc, pozwoli wielu firmom uchronić się od dalszego pogłębiania problemów, powiększania zaległości, a w niejednym przypadku nawet upadłości. Choć oczywiste jest, że firmy najchętniej wróciłyby po prostu do normalnego funkcjonowania i pewnie już niedługo będzie to możliwe – uważa Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, przeprowadzane co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: marzec / kwiecień 2021 r.

Instytut Genetyki Człowieka PAN: W Wielkopolsce wciąż dominuje wariant brytyjski (ponad 95% wszystkich zakażeń)

Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu po miesiącu od ostatniego badania przeanalizowało odsetek zakażeń wersją brytyjską  wirusa SARS-CoV-2. Wyniki na podstawie badań materiału od osób z pozytywnym wynikiem badania zakażenia są jednoznaczne. W chwili obecnej na terenie Wielkopolski już za 95% zakażeń odpowiedzialny jest wirus SARS CoV-2 w wersji B.1.1.7. Nie stwierdzono natomiast występowania w naszym regionie wersji południowoafrykańskiej 501.V2.

Coraz więcej brytyjskiej odmiany w Wielkopolsce

Wariant brytyjski koronawirusa – B.1.1.7 znany jest od jesieni 2020, kiedy to został zidentyfikowany na terenie Wielkiej Brytanii i od tamtej pory obserwuje się wzrost odsetka jego występowania na całym świecie. Zakażenie wirusem B.1.1.7 ma cięższy przebieg, nawet u młodszych pacjentów.

Po miesiącu od ostatniego badania w Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu ponownie oceniliśmy udział wersji brytyjskiej koronawirusa w zakażeniach na terenie Wielkopolski. Obecnie 96% zakażeń wywołanych jest przez wersję brytyjską. W Wielkopolsce pojedynczy przypadek zakażeniem brytyjskim obserwowaliśmy na początku roku, a w połowie marca już ponad 80% zakażeń związanych było z wersją brytyjską. – przyznaje prof. Andrzej Pławski, Kierownik Laboratorium Diagnostyki COVID-19 Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu. – W ciągu ostatniego miesiąca nastąpiła dalsza ekspansja tej wersji, a obecnie stanowi on przytłaczającą większość źródeł zakażeń w regionie wielkopolskim. Wariant ten wyparł zakażenia innymi wersjami wirusa SARS -CoV-2 poprzez to, że w wyniku nabytych mutacji uzyskał przewagę nad innymi szczepami. Łatwiej się rozprzestrzenia, jest bardziej odporny na warunki zewnętrzne. Sukces ewolucyjny wersji brytyjskiej wirusa SARS-CoV-2 powinien być brany pod uwagę w planowaniu strategii zwalczania epidemii. – uważa prof. Pławski.

Sektor biurowy w Warszawie ostrożnie kończy I kwartał

Po 12 miesiącach walki z pandemią, jej skutki wciąż są widoczne na rynku biurowym. Ostrożnościowe podejście utrzymują zarówno deweloperzy, którzy wstrzymują się z rozpoczęciem nowym projektów, jak i najemcy, którym kończą się umowy najmu. Wskaźnik pustostanów w Warszawie po dwóch latach znowu osiągnął dwucyfrową liczbę i zakończył kwartał na poziomie 11,4%.

W pierwszym kwartale 2021 roku zasoby powierzchni biurowej na stołecznym rynku przekroczyły okrągłą liczbę 6 mln m kw.  Przyczyniła się do tego wyjątkowo wysoka podaż nowej powierzchni, która w ramach 7 inwestycji dostarczyła na rynek 167 000 m kw. Pozwolenie na użytkowanie otrzymały m.in. dwie wielkoskalowe inwestycje w okolicy Ronda Daszyńskiego, tj. Skyliner (48 500 m kw., Karimpol Polska) i ostatni etap kompleksu Generation Park – budynek Y (44 200 m kw., Skanska Property Poland). Wolumen nowej podaży w minionym kwartale był drugim najwyższym wynikiem w historii lokalnego rynku, a dla porównania w całym ubiegłym roku na rynek trafiło 314 000 m kw. powierzchni.

„Obserwowany w okresie przed pandemią boom deweloperski w sektorze biurowym zaczyna zwalniać. O ile ostatnie lata charakteryzowały się wysoką aktywnością deweloperów, to obecna sytuacja i zachowawcze podejście najemców do relokacji studzą pomysły o rozpoczęciu nowych budów. Obecnie wolumen projektów biurowych na etapie realizacji jest najniższy od dekady – 420 000 m kw., z czego niemal połowa ma zostać zrealizowana jeszcze w tym roku, a dodatkowo 3/4 podaży w budowie powiększy zasoby centralnych stref biznesu. ” – komentuje Bożena Garbarczyk, Starszy Konsultant w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Kontynuację mniejszej aktywności zanotowano również po stronie najemców, którzy w I kwartale roku wynajęli zaledwie 109 000 m kw. powierzchni. Największym zainteresowaniem najemców w I kwartale 2021 roku cieszyły się strefy Mokotów oraz Centrum.

„Wolumen popytu osiągnął najniższą kwartalną wartość w ostatnich 10 latach. W dalszym ciągu w strukturze podpisywanych umów znaczący udział posiadały renegocjacje, które stanowiły ok. 31% wolumenu popytu, a udział umów pre-let spadł w widoczny sposób do poziomu 10%, co ilościowo zamknęło się jedynie w dwóch transakcjach.” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Wysoka podaż nowej powierzchni i zachowawcze podejście najemców skutkowały kolejnym wzrostem współczynnika pustostanów. Nie bez znaczenia był tutaj poziom komercjalizacji biurowców, które zostały w tym czasie oddane do użytku, gdyż znajdował się on na poziomie zaledwie 50%. Współczynnik pustostanów, który na koniec marca 2021 roku wyniósł 11,4% daje niemal 700 000 m kw. powierzchni dostępnej od zaraz. Wolumen ten jest zdecydowanie wyższy, jeśli uwzględnimy powierzchnię oferowaną do wynajęcia w ramach podnajmu. W ciągu kwartału współczynnik pustostanów w Warszawie wzrósł o 1,5 pp., natomiast w ciągu roku, czyli w okresie trwania pandemii, aż o 3,9 pp. Największy wzrost współczynnika odnotowano w strefach centralnych, co bezpośrednio skorelowane jest z wysokim wolumenem nowej podaży w tym obszarze.

Pomimo zmieniającej się sytuacji rynkowej wywoławcze stawki czynszu na stołecznym rynku utrzymywały się dotychczas na stabilnym poziomie, jednak na początku 2021 roku odnotowano już niewielkie korekty, najczęściej w wysokości ok. 0,5 EUR. Zmiany te można zaobserwować głównie w projektach zlokalizowanych w centralnych lokalizacjach. Ze względu na szeroki pakiet zachęt, który właściciele budynków oferują przyszłym najemcom, szczególnie w dobie pandemii COVID-19 chcąc przyciągnąć najemców, stawki efektywne pozostają o ok. 20% niższe niż poziom wywoławczy.

Tadeusz Puchała nowym Dyrektorem ds. sprzedaży DHL Parcel Polska

Do zespołu zarządzającego DHL Parcel Polska dołączył Tadeusz Puchała.  Objął  stanowisko dyrektora ds. sprzedaży, zastępując dotychczasową dyrektor tego pionu – Elżbietę Gorayską-Mytych.

Nowy dyrektor ds. sprzedaży DHL Parcel uważa, że podstawą skutecznej strategii sprzedaży jest zaangażowany zespół oraz orientacja na wysoki poziom satysfakcji klientów. W biznesie kieruje się zasadą – zawsze o krok przed konkurencją. Główne cele, jakie stawia przed sobą na nowym stanowisku, to rentowne zwiększanie sprzedaży i zyskiwanie udziałów rynkowych.

Tadeusz Puchała to absolwent wydziału chemicznego Politechniki Gdańskiej oraz administracji Akademii Morskiej w Gdyni. Od ponad 21 lat jest związany ze sprzedażą – zarówno w strukturach centralnych, jak i regionalnych. W czasie swojej kariery zawodowej odpowiadał m.in. za tworzenie strategii cenowych, rozwijanie kanałów sprzedaży oraz budowanie zespołów sprzedażowych i dystrybucji. Kierował działaniami trade marketingowymi oraz realizacją projektów strategicznych, wdrażał nowe struktury organizacyjne i systemy bonusowe. Swoje doświadczenie zdobywał w wielu kanałach sektora FMCG, w tym przez blisko 15 lat w Grupie Żywiec S.A, będącej częścią globalnego koncernu  Heineken.

Prywatnie jest pasjonatem książek i miłośnikiem sportowej rywalizacji oraz aktywnego spędzania wolnego czasu.

Puchała wszedł do zarządu DHL Parcel Polska na miejsce przechodzącej na emeryturę Elżbiety Gorayskiej-Mytych, która od 2014 roku pełniła funkcję dyrektora sprzedaży i obsługi klienta DHL Parcel, zaś z samą firmą była związana od 2007 roku.

Black Pearls VC inwestuje w szwedzko-polski startup IamIP

IamIP, światowy lider rozwiązań własności intelektualnej (ang. Intellectual Property, IP) opartych na chmurze, ogłasza inwestycję od funduszu Black Pearls VC. Firma działa na dynamicznie rosnącym rynku związanym tworzeniem i zarządzaniem IP. Każdego roku na świecie zgłaszanych jest 3,3 miliona nowych patentów. Jednocześnie brakuje kompleksowych i wygodnych w użyciu rozwiązań dedykowanych dla tej branży. Z tego powodu blisko 17 miliardów Euro rocznie jest tracone na podwójną pracę działów B+R w samej tylko Europie. Platforma IamIP wychodzi naprzeciw tym problemom i umożliwia firmom technologicznym łatwy przegląd i ocenę ich portfela własności intelektualnej, monitorowanie konkurencji i uzyskiwanie cennych informacji strategicznych.

Dzięki przełomowej platformie IamIP wszyscy interesariusze związani z IP tj. inżynierowie w działach B+R, prawnicy w działach IP, menedżerowie produktu czy zarząd, mogą współpracować w jednym miejscu. Łatwość użytkowania, ogólnoświatowy zasięg danych patentowych i nowoczesne funkcje prowadzą do efektywnej współpracy, minimalizują ryzyka naruszeń innych patentów i pozwalają odzyskać pełną kontrolę nad procesem tworzenia własności intelektualnej w firmie.

Spółka została założona w Sztokholmie. IamIP szybko weszło na ścieżkę szybkiego wzrostu, najpierw w Skandynawii, następnie na rynkach niemieckojęzycznych (DACH). Spółka utworzyła także swoją siedzibę w Szczecinie, gdzie obecnie rekrutuje specjalistów R&D oraz osoby z obszaru IT. Spółce udało się stworzyć międzynarodowy i zróżnicowany zespół. Dimitris Giannoccaro skupia się na rozwoju strategicznym spółki, natomiast za rozwój technologii w IamIP oraz zarządzanie działem badań i rozwoju odpowiada światowej klasy specjalista w zakresie machine learningu Wojciech Nowicki. Szwedzko-polski zespół obecnie jest dostawcą rozwiązań do zarządzania własnością intelektualną dla firm na całym świecie.

„To dla mnie zaszczyt, ale również powód do dumy, że mogę obsługiwać ponad 100 międzynarodowych klientów – od startupów do firm z listy Fortune 500” – mówi Dimitris Giannoccaro założyciel i Prezes Zarządu IamIP. „Nasz sukces opiera się na wyraźnej koncentracji na klientach. Są oni naszym najważniejszym atutem, dzięki któremu możemy dalej rozwijać platformę zgodnie z ich potrzebami. W ostatnim czasie mocno wzmocniliśmy nasz zespół, a dzięki inwestycji Black Pearls VC jesteśmy gotowi, aby przyspieszyć nasz wzrost. Decydując się na inwestycję od Black Pearls VC chcieliśmy mieć na pokładzie partnera, który wie jak skalować i poprawiać efektywność spółek technologicznych. Zależało nam także na wzmacnianiu naszej obecności w Polsce i kontaktach do europejskich korporacji, z którymi fundusz ma świetne relacje.”

„IamIP to nasza pierwsza inwestycja w Szwecji. Ta firma idealnie wpisuje się w naszą tezę inwestycyjną: ma silny i dobrze wykwalifikowany zespół, rozwija technologię w oparciu o podejście deeptech budując przewagę konkurencyjną i jednocześnie dostarcza rozwiązania poprawiające ludzkie życie” – wyjaśnia Aleksander Dobrzyniecki, Partner w funduszu Black Pearls VC. „Ponadto oferta startupu adresuje jedną z ostatnich branż opartych na obsługiwanych manualnie – złożony rynek własności intelektualnej. Firma cieszy się zaufaniem najbardziej innowacyjnych firm na świecie i jest obecnie niezbędną platformą determinującą podejmowanie decyzji w zakresie innowacji. Czy to do wyszukiwania patentów, monitorowania konkurencji, czy do współpracy nad najbardziej krytycznymi aktywami IP – pomysłami pracowników: IamIP ma rozwiązanie” – dodaje Dobrzyniecki.

Inwestycja została wsparta przez Black Pearls VC z funduszu utworzonego z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Dzięki udziałowi BGK fundusz składa się ze środków programu Jeremie 2 finansowanego z RPO Województwa Zachodniopomorskiego na lata 2014-2020.

Jak zwiększyć zasięgi konta na Instagramie?

Instagram z dnia na dzień staje się coraz popularniejszą platformą społecznościową. Jeszcze do niedawna służył praktycznie wyłącznie publikacji zdjęć z krótkim opisem. Dziś można na jego łamach z powodzeniem promować i sprzedawać produkty znanych marek, komunikować się z innymi użytkownikami, a także publikować krótko dostępne , spontaniczne treści na Insta Stories.

Jak zwiększyć zasięgi konta na Instagramie?

Instagram z dnia na dzień staje się coraz popularniejszą platformą społecznościową. Jeszcze do niedawna służył praktycznie wyłącznie publikacji zdjęć z krótkim opisem. Dziś można na jego łamach z powodzeniem promować i sprzedawać produkty znanych marek, komunikować się z innymi użytkownikami, a także publikować krótko dostępne , spontaniczne treści na Insta Stories.

Wykorzystywanie wszystkich możliwych opcji zapewni użytkownikowi zasięgi na najwyższym poziomie. Czym są owe zasięgi? Krótko mówiąc, im większy zasięg, tym większa liczba odbiorców, do których docierają publikowane przez nas treści. Zasięgi kształtują się przez liczbę obserwujących nasz profil osób czy też przez lajki na Instagramie, pod dodawanymi przez nas postami – niby tylko cyferki, ale znacząco wpływają na zasięgi. Warto więc zadbać o to, by były na stae wysokim poziomie. Możesz tego dokonać już w czterech krokach!

Po pierwsze: systematyczność

Duże zasięgi na Instagramie osiągniemy przede wszystkim poprzez systematyczność. Publikując rzadko i nieregularnie powodujemy, że nasi obserwujący o nas zapominają, a gdy już się pojawi jakiś ruch z naszej strony, to nie budzi zaufania. Systematycznością bowiem budujemy więź między nami a odbiorcami. Sprawiamy, że stają się ciekawi, co tam u nas nowego i z czasem wyczekują naszych treści.

Dzięki temu nasze posty są częściej lajkowane, komentowane i udostępniane, to z kolei podoba się algorytmowi Instagrama, który, kolokwialnie mówiąc, popycha post do większego grona odbiorców. Najlepiej sprawdza się publikacja postów co drugi dzień, niemniej jednak na bardzo popularnych profilach zdjęcia dodawane są każdego dnia o określonej godzinie!

Po drugie: hashtagi

Hashtagi to funkcja, która umożliwia łatwe i szybkie odnalezienie interesujących nas zdjęć i treści. Dodając je pamiętajmy jednak, aby bezpośrednio nawiązywały zarówno do zdjęcia, jak i do ogólnego profilu naszego konta. Bardzo ogólne i popularne hashtagi zapewniają nam duże grono odbiorców, ale to te szczegółowe i niszowe zapewniają nam dostęp do nowych, zainteresowanych konkretnie tą, publikowaną przez nas treścią, użytkowników.

Hashtagi można umieszczać zarówno przy zdjęciach, jak i na Insta Stories. Pod zdjęciem na swoim profilu możesz ich dodać nawet aż trzydzieści, ale warto pamiętać, że i tu funkcjonuje zasada, że więcej nie koniecznie oznacza lepiej. Dlatego dodając hashtagi wybierz około piętnastu najbardziej interesujących. Zastanów się, które przyszły by Ci do głowy, gdybyś szukał właśnie takiego zdjęcia, jak Twoje.

Po trzecie: Insta Stories

Insta Stories to stosunkowo nowa funkcja Instagrama umożliwiająca publikowanie spontanicznych treści w czasie rzeczywistym lub prawie rzeczywistym. Oczywiście Stories może być przygotowane z wyprzedzeniem, ale nie zmienia to faktu, iż sprawia wrażenie publikacji spontanicznej. Właśnie dlatego narzędzie to stało się tak popularne. Umieszczone tutaj relacje, zdjęcia, filmy może łatwo i szybko obrobić. Można dodać do nich ankiety i pytania zachęcające innych użytkowników do interakcji, co z kolei w prostej linii prowadzi do zwiększenia zasięgów.

Warto wspomnieć, iż relacje można opatrzyć odpowiedniki hashtagami – możesz ich tutaj dodać nawet dziesięć. Jeżeli jednak pracujesz nad zbudowaniem zaufanej i silnej społeczności udostępniaj w relacjach posty innych użytkowników, publikujących podobne do Ciebie treści, polecaj je i zachęcaj swoich obserwujących, aby kliknęli w dany post. Dzięki temu również zyskasz wsparcie ze strony innych kont.

Po czwarte: inwestycja

Systematycznie prowadzone konto, na którym publikowane treści są wzbogacone w adekwatne hasthagi i wzbogacone o Insta Storier z pewnością z czasem zyska zadowalającą popularność. Proces ten, nie ma co ukrywać, będzie długotrwały i czasochłonny. Dlatego warto pomyśleć o dodatkowym wsparciu. Zakup followersów i lajków bywa krytykowany, ale gdy się nad tym dłużej zastanowimy, to co w tym złego? Przecież samo pozyskanie nowych obserwujących na Instagramie to nie wszystko, trzeba jeszcze umieć ich zatrzymać. Dlatego prowadząc rzetelny profil, dodając regularnie posty, warto zainwestować niewielką sumkę w pozyskanie nowych followersów w celu przyspieszenia rozwoju naszego konta.

Zanim jednak dojdzie do transakcji sprawdźmy co dokładnie oferuje usługodawca, jaką ilość obserwujących, lajków czy nawet komentarzy oferuje i jak wysokiej oczekuje za to zapłaty. Jeżeli już się bowiem zdecydujemy na ten krok, to niech odpowiada za niego rzetelna firma.
Praca nad zwiększeniem zasięgów tak naprawdę nigdy się nie kończy. Jeżeli z jakichś powodów przestaniesz publikować treści i nie będziesz aktywny na swoim koncie zasięgi szybko spadną. Każdy post jest najbardziej popularny zaraz po publikacji. Po kilku dniach już mało kto o nim pamięta, tym bardziej, iż użytkowników Instagrama z dnia na dzień jest coraz więcej, a tym samym coraz więcej jest dodawanych przez nich postów.

Czym jest innowacyjne podejście do sprzedaży? Poznaj agendę National Sales Congress

Jeden dzień, jedno miejsce i wiele możliwości – 14 września 2021 roku we Wrocławskim Centrum Kongresowym odbędzie się event dla tych, którzy o zarządzaniu sprzedażą chcą wiedzieć wszystko. Najbardziej merytoryczne wydarzenie dedykowane sektorowi handlowemu. Zmienia oblicze sprzedaży – a to dzięki sekcji wykładów, warsztatów oraz dedykowanej strefie networkingowej.

National Sales Congress jest dedykowany managerom i dyrektorom sprzedaży, a także specjalistom oraz przedsiębiorcom, którzy są świadomi konieczności nieustannego rozwoju i są sfokusowani na sukces zawodowy. Event skupia największych praktyków i najlepszych mówców w kraju. Kogo spotkacie we Wrocławiu?

NSC Wrocław – merytoryka przede wszystkim

Przystosowanie się do „nowej rzeczywistości” dotyczy wszystkich. Bezustanny rozwój oraz dostosowywanie się do trendów są – jak potwierdzają specjaliści – nie tylko wymagające, ale również opłacalne.

Kongres NSC Wrocław odpowiada na potrzeby i dostosowuje się do odbiorcy. Filarami wydarzenia są dwie ścieżki przewodnie – sprzedaż i zarządzanie sprzedażą. Dzięki takiemu holistycznemu podejściu, uczestnicy mają nie tylko skompresowaną dawkę wiedzy, ale również inspiracji. Prelekcję odnoszącą się do zarządzania sprzedażą wygłosi między innymi Jacek Walkiewicz – jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich mówców. Podejmie on temat istoty motywacji w sprzedaży i psychologii klienta. Wojciech Herra, trener sprzedaży i psycholog sportu, przedstawi natomiast, jak mapować i poznawać proces decyzyjny, który zachodzi w głowie klienta. Wśród prelegentów, którzy wystąpią we wrześniu we Wrocławiu jest również Krzysztof Sarnecki, zdradzając dlaczego domykanie sprzedaży nie istnieje w świecie wysokiej konkurencyjności. Artur Sójka podczas swojego wystąpienia powie między innymi o tym, jaka jest różnica między poleceniami a rekomendacjami, zaś Martin Lewandowski poruszy temat personal brandingu.

Pełna agenda dostępna jest na stronie: https://nationalsales.pl/nsc-wroclaw/

National Sales Congress – jeden dzień, wiele możliwości

Podczas National Sales Congress Wrocław na uczestników czekać będą nie tylko najbardziej merytoryczne wykłady w Polsce w dziedzinie sprzedaży. Wydarzenie to również strefa wystawiennicza i sesje networkingowe, które pozwolą rozszerzyć sieć kontaktów. Nad płynnym przebiegiem poznawania i pogłębiania relacji biznesowych będzie czuwał zespół profesjonalnych networkerów z Biznes Klub Polska.

National Sales Congress – wszystko, co najważniejsze w zarządzaniu sprzedażą

Różnorodność i merytoryka – to kluczowe elementy gwarantujące spełnienie oczekiwań uczestników eventu. Już 14 września 2021 roku przyjedź do Wrocławia i otwórz nowy rozdział w historiii Twojego biznesu!

National Sales Congress Wrocław
Termin: 14 września 2021
Miejsce: Wrocławskie Centrum Kongresowe

Bilety Silver, a także VIP dostępne są na stronie internetowej National Sales Congress.

Poświadczeniem jakości wydarzenia jest udział Partnerów – Koźmiński Executive Business School (Partner Merytoryczny) – lider programów MBA w Polsce oraz InStream Group – wiodący partner w zakresie sprzedaży dla 700 firm z całego świata.

Wydarzenia i transmisje online – jak się przygotować do ich organizacji?

Organizowanie różnorodnych wydarzeń online to wielkie wyzwanie dla wielu firm. Przed pandemią wiele osób nie decydowało się ani na ich organizację, ani na przybywanie na nie, gdyż osobista obecność na tego rodzaju wydarzeniach dla każdego była bardziej atrakcyjna. Obecnie jednak to właśnie konferencje i inne eventy online są jedyną opcją na ich organizacje – jak się jednak do nich przygotować?

Największym wyzwaniem może okazać się przygotowanie wydarzenia w taki sposób, aby jego transmisja była jak najprostsza i generował jak najmniej, również technologicznych, problemów. Warto pamiętać, że organizacja eventu stacjonarnego i eventu online to dwa zupełnie inne zadania a same wydarzenia będą się od siebie znacznie, różnic, podobnie jak ich prowadzenie.

Wybór odpowiedniej platformy do organizacji wydarzenia online

Kluczem do udanego wydarzenia jest wybór odpowiedniej platformy. Z jednej strony, musi być ona prosta i intuicyjna dla osób, które będą z niej korzystać, z drugiej – konieczne jest, aby spełniała ona wszelkie oczekiwania od strony technicznej. Kluczowa będzie jej stabilność, ale również jakość dźwięku czy obrazu, które będzie mogła ona zapewnić.

Można zdecydować się na wydarzenie na YouTube, Facebook, Twitch czy Vimeo, opcja alternatywną zawsze jest organizacja wydarzenia na swoim własnym serwerze, to jednak będzie najtrudniejsze zadanie pod kątem technologicznym.

Jest jednak jeszcze jedna opcja, a mianowicie zdecydowanie się na dedykowaną platformę. Jedną z nich oferuje agencja Szok, specjalizująca się w organizacjach nie tylko wydarzeń stacjonarnych, ale również eventów online. Więcej na jej temat można dowiedźcie się, klikając TUTAJ.

Odpowiednie studio do organizacji transmisji internetowych

Aby wydarzenie mogło się odbywać, musimy relacjonować je z jakiegoś miejsca. Dlatego, kluczowe jest, aby zadbać o to, by studio do transmisji online było do tego naprawdę dobrze przygotowane. Odpowiednia aranżacja, oświetlenie, dźwięk, estetyka samego miejsca, odpowiadająca temu, co chcemy prezentować – nie jest to zadanie łatwe. Całość musi wyglądać naprawdę profesjonalnie, a często ciężko to zorganizować, zwłaszcza w połączeniu z oświetleniem oraz miejscem na kamery.

Zamiast jednak aranżować podobne studio w biurze naszej firmy, warto postawić na profesjonalne studia, które może wynająć do przeprowadzenia transmisji online. Jedno z nich, w Krakowie, oferuje znów agencja Szok, a więcej o nim można dowiedzieć się TUTAJ.

Wybór odpowiedniej osoby prowadzącej wydarzenie

Olbrzymim wyzwaniem może też okazać się wybór odpowiedniej osoby do tego, by transmisję poprowadzić. Należy zdawać sobie sprawę, że prowadzenie wydarzeń z pełną widownią a prowadzenie ich w praktyce do kamery, to zupełnie inne zadania. Z tego powodu, osoby, które prowadzą standardowe wydarzenia z publicznością, niekoniecznie sprawdzą się w prowadzeniu eventów online. W tym drugim przypadku muszą oni nie być zależni od publiki, której nie będzie, muszą umieć skupiać się na kamerze i dobrze w niej wyglądać, ale również poruszać się tak, aby nie utrudniać pracy operatorom kamer.

Z tego powodu, idealnym wyborem będzie wybór osoby, która ma doświadczenie stricte w prowadzeniu wydarzeń online. W tym przypadku również łatwiej sprawdzić czyjeś kompetencje, ponieważ materiały z wydarzeń, które dana osoba prowadziła, na pewno będą do odnalezienia w sieci.

Odpowiedni sprzęt audio, wideo oraz oświetlenie

Kluczem do sukcesu każdego wydarzenia są właśnie odpowiednie kamery, mikrofony oraz światło. Nie należy oszczędzać na ich wynajęciu lub zakupie. Ta pierwsza opcja będzie oczywiście bardziej opłacalna, jeżeli poszczególne wydarzenia będą jedynie okazjonalne – wtedy nie opłaca się inwestować w zakup swojego sprzętu.

Jednocześnie, warto stawiać na profesjonalne osoby, które będą odpowiadać za ich obsługę. Dobry operator jest niezbędny zwłaszcza wtedy, gdy podczas transmisji będzie działo się naprawdę wiele.

Jeżeli nie chcemy przejmować się doborem odpowiedniego sprzętu, możemy zdecydować się na wynajem studia do transmisji internetowych, ono na pewno będzie od razu wyposażone w odpowiednie oświetlenie, kamery i sprzęt audio. Jednocześnie, będą one na starcie odpowiednio dostosowane i ustawione pod kątem konkretnego studia, dzięki czemu zmniejsza się szansa na zaistnienie problemów technicznych.

Partner materiału: Szok.biz

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 26.04 – 30.04.2021

Na rynkach mamy pierwsze oznaki wyhamowania optymizmu, a dyskusja przeniosła się na ocenę, jak dużo dobrych danych i poprawy perspektyw jest już w cenach. Wciąż jest przestrzeń do poprawy wyceny ryzykownych aktywów (akcji, surowców, walut), ale w kolejnych dniach może zacząć dominować podejście selektywne. Globalnie uwaga skupi się na komunikacie Fed. Dla złotego ważne będzie orzeczenie TSUE w sprawie kredytów frankowych.

Wydarzenia tygodnia: FOMC, Ifo, PKB z USA/Eurolandu/Kanady, CPI z Eurolandu/Polski/Australii, orzeczenie TSUE ws. kredytów CHF, Riksbank, BoJ

USA

W USA głównym wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie FOMC (wt-śr). Podczas ostatniego przemówienia w połowie kwietnia prezes Powell przypomniał, że Fed nie spieszy się z normalizacją polityki monetarnej i wpierw czeka na pełną odbudowę zatrudnienia i dowody utrwalenia się inflacji powyżej 2 proc. Oczekujemy podobnego tonowania jastrzębich oczekiwań w komunikacie. Nie spodziewamy się sygnałów dotyczących redukcji tempa skupu aktywów. Jeśli cierpliwość FOMC pchnie niżej rentowności obligacji, tym śladem podąży USD. Poza tym dowody odbicia aktywności powinny być widoczne w zamówieniach na dobra trwałe (pon) oraz indeksie nastrojów konsumentów (wt). Liczba nowych wniosków o zasiłek (czw) powinna maleć. Dwie rundy czeków stymulacyjnych powinny przełożyć się na solidny wzrost PKB w I kw. (czw).

Strefa euro

Przyszły tydzień przynosi sporo ważnych raportów ze strefy euro. Niemiecki indeks Ifo (pon) prawdopodobnie potwierdzi to, co już wiemy z innych badań (PMI, Sentix) – ostatnia runda restrykcji miała mniejszy wpływ na gospodarkę. Wzrost cen energii będzie windował inflację HICP w Eurolandzie (pt), ale inflacja bazowa powinna pozostawać poniżej 1 proc., czyli dużo poniżej celu EBC („blisko, ale poniżej 2 proc.”). Wstępne szacunki PKB za I kw. (pt) pokażą spadek w związku z lockdownami, nawet jeśli wpływ restrykcji był mniejszy niż przy poprzednich zakazach. Pozytywne zaskoczenia w danych mogą skutkować rewizją oceny fundamentów EUR.

Wielka Brytania

Pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oznacza, że funt pozostanie zdany na czynniki ogólnorynkowe. Oczekujemy, że funt powinien korzystać na generalnym optymizmie makro i lepszych perspektywach globalnego ożywienia. Podtrzymywany apetyt na ryzykowne aktywa powinien generować napływ kapitału w niedowartościowane aktywa brytyjskie (z powodu zeszłorocznej niepewności o brexit), co implikuje dodatkowy popyt na GBP.
Nic nie powinno się zdarzyć na posiedzeniu szwedzkiego Riksbanku (wt). Bank powinien utrzymać stopę procentową na 0 proc. i cel QE na 400 mld SEK. W obliczu trzeciej fali zachorowań, która w Szwecji przebiega gorzej od oczekiwań, Bank podtrzyma gołębie nastawienie. Z drugiej strony przed sygnalizowaniem dalszych obniżek bank powstrzymują rosnące ceny nieruchomości. SEK powinien być stabilny po decyzji.

Polska

Zanosi się na ekscytujący tydzień dla złotego, ale nie z powodu zaplanowanych odczytów stopy bezrobocia (pon) i inflacji CPI (pt). W czwartek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wydać orzeczenie w sprawie kredytów frankowych. W skrócie, w przypadku stwierdzenia nieważności umowy kredytowej lub nakazania konwersji kredytu na złotowy banki będą decydować się na zamknięcie transakcji zabezpieczających przed ryzykiem kursowym, do czego potrzebne będzie pozyskanie franków z rynku. O ile NBP nie włączy się w ten proces, udostępniając rezerwy walutowe, perspektywa dodatkowej podaży złotego będzie pożywką dla działań spekulacyjnych. W zależności od wydźwięku orzeczenia nie można wykluczyć, że EUR/PLN przejściowo sięgnie 4,70 lub szybko zejdzie pod 4,50.

Japonia

Posiedzenie Banku Japonii (pon-wt) najprawdopodobniej nie przyniesienie zmian w polityce monetarnej, gdyż dopiero co w marcu dokonał modyfikacji w oparciu o dokonaną rewizję strategii. W komunikacie BoJ prawdopodobnie podkreśli niepewność perspektyw gospodarczych wywołaną ponownym rozprzestrzenianiem się zakażeń COVID-19. USD/JPY jest w fazie korekty w ślad za cofnięciem rentowności na rynku obligacji USA i dalsza presja osłabienia dolara może ciągnąć kurs niżej.

Australia

W Australii w centrum uwagi będzie odczyt CPI (śr). Wyższe tempo wzrostu cen będzie podsycać oczekiwania na zmianę retoryki RBA, co rynek walutowy zacznie dyskontować z wyprzedzeniem.

Kanada

W Kanadzie pod obserwacją będą sprzedaż detaliczna (śr) i PKB (pt). Silniejsza reakcja powinna być przy lepszych odczytach, gdyż silniejsza postawa gospodarki (pomimo lockdownu w lutym) będzie wspierać ostatnią decyzję BoC odnośnie redukcji tempa skupu aktywów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Barbara Garlacz: Jak liczyć termin przedawnienia się roszczeń konsumentów: wyrok TSUE C-485/19 z 22 kwietnia

W dniu 22 kwietnia 2021 TSUE wydał wyrok w sprawie C-485/19 odpowiadając na pytania sądu słowackiego o to, od kiedy przedawniają się roszczenia konsumentów wynikające z postanowień nieuczciwych.

TSUE uznał, że:

  • termin przedawniania się roszczeń restytucyjnych konsumenta wobec przedsiębiorcy opartych na postanowieniach nieuczciwych rozpoczyna swój bieg od chwili, gdy konsument powziął wiedzę co do nieuczciwego charakteru warunków umownych;
  • przedawnienie roszczeń restytucyjnych konsumentów wynikających z postanowień nieuczciwych musi być zgodne z zasadą równoważności i skuteczności środków ochrony na gruncie prawa UE.

Wyrok TSUE ma wpływ na to, jak należy oceniać kwestię przedawnienia się roszczeń tzw. frankowiczów oraz banków z umów kredytów powiązanych z walutą – a więc będzie miał wpływ na pytania zadane do Sądu Najwyższego, o których Sąd Najwyższy będzie rozstrzygał 7 oraz 11 maja 2021 roku.

Po pierwsze, TSUE uznał, że przy umowach długookresowych – w których konsument stale świadczy usługi na rzecz przedsiębiorcy – uregulowanie prawa krajowego, zgodnie z którym świadczenia te przedawniają się z upływem 3 lat od ich dokonania (czyli od chwili powstania po stronie przedsiębiorcy bezpodstawnego wzbogacenia) może pozbawiać konsumentów możliwości dochodzenia zwrotu płatności dokonanych na podstawie nieuczciwych warunków umownych. Takie przedawnienie mogłoby nastąpić zanim skończy się umowa, zwłaszcza gdy konsument nie był świadom nieuczciwości postanowień umownych.

Kredytobiorcy mogą dochodzić rat, które przedawniły się – tj. zostały uiszczone ponad 10 lat od ich uiszczenia, o ile będą w stanie wykazać, że od chwili gdy dowiedzieli się o nieuczciwych warunkach, na których opierają te roszczenia, nie upłynęło 10 lat. Zatem termin ten liczymy nie od daty zapłaty raty, ale od uzyskania świadomości przez konsumenta o nieuczciwym charakterze postanowień umownych. Moim zdaniem wyrok potwierdza także, że przedawnienie się roszczeń banków należy liczyć od udostępnienia kapitału – a z całą pewnością nie  można pominąć chwili powzięcia przez banki świadomości co do zamieszczenia w umowach postanowień nieuczciwych jako tej od której należy liczyć termin przedawnienia.” – wskazuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20.

Po drugie, TSUE wskazał, że skutki restytucyjne konsumentów z powodu zamieszczenia postanowień nieuczciwych w umowach – czyli ich roszczenia wynikające z prawa UE – nie mogą mieć gorszego terminu i zasad przedawnienia niż podobne roszczenia wynikające z prawa krajowego, gdyż działa zasada równoważności i skuteczności środków ochrony.

„Wynika z tego pośrednio dla polskich frankowiczów, że skoro przy nieważności umowy wynikającej z polskiego kodeksu cywilnego w celu ochrony swoich praw mogą powołać się na zarzut przedawnienia się roszczeń banku od chwili udostępnienia kapitału, to takie samo prawo powinno im przysługiwać przy nieważności wynikającej z prawa UE. Zatem, jeśli w wyroku z 29 kwietnia 2021 TSUE potwierdzi, że umowa jest nieważna od daty jej zawarcia, a konsument może zrzec się tej sankcji nieważności, a nie powołać się na tę nieważność ze skutkiem wstecznym ex tunc – jak do tej pory wskazywał Sąd Najwyższy i co wg mnie jest niezgodne z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 – to Sąd Najwyższy będzie musiał uznać, że roszczenia banków o zwrot kapitału przedawniają się tak jak przy nieważności bezwzględnej z art. 58 k.c., czyli w terminie 3 lat od daty udostępnienia kapitału. Wymaga tego zasada równoważności i skuteczności środków ochrony na gruncie prawa UE” – dodaje mec. Barbara Garlacz.

W wyroku z 22 kwietnia 2021 TSUE wskazał także, że termin 3 lat przedawnienia się roszczeń konsumenta jest wystarczający dla podęcia dochodzenia roszczeń, a rozpoczyna swój bieg od daty powzięcia świadomości przez konsumenta.

„Jest to o tyle istotne, że nawet gdyby Sąd Najwyższy nie zgodził się z tym, że roszczenia banków o zwrot kapitału przedawniają się od daty udostępnienia kapitału – z całą pewnością nie może pominąć świadomości po stronie banków, że ich umowy zawierały postanowienia nieuczciwe i od tego momentu liczyć termin przedawnienia się ich roszczeń. Inaczej banki byłby uprzywilejowane bardziej niż konsumenci co do przedawnienia się ich roszczeń z nieważnej umowy, gdy nieważność ta wynika z postanowień nieuczciwych. Konsumentowi przedawniałoby się od chwili, gdy powziął świadomość co do nieuczciwych warunków – a bankowi od chwili, gdy konsument się na to powołał albo od chwili wyroku potwierdzającego nieważność umowy, jak chcą banki. Uwzględniając świadomość banków co do nieuczciwych postanowień – przykładowo dla Getin Noble początkiem biegu terminu przedawnienia byłby niewątpliwie rok 2009, gdyż wówczas bank rozpoczął zmianę aneksami nieuczciwych warunków umownych, dla Millennium byłby to podobny okres, gdyż wówczas bank w prospekcie z 2010 roku informował o potencjalnych roszczeniach kredytobiorców oraz rozpoczęło się postępowanie przed UOKiK” – wskazuje mec. Barbara Garlacz.

57% pracowników w Polsce dostrzega w technologiach więcej możliwości niż zagrożeń

57% aktywnych zawodowo Polaków, którzy wzięli udział w przeprowadzonym w lutym badaniu PwC „Upskilling Hopes and Fears”, jest zdania, że technologie stwarzają pracownikom więcej możliwości niż zagrożeń. Jednocześnie 2/3 respondentów przyznaje, że automatyzacja niesie pewne ryzyko dla niektórych miejsc pracy. Aby zachować swoją pozycję zawodową 86% polskich pracowników jest gotowych do ciągłego zdobywania nowych umiejętności, a nawet do przekwalifikowania. Jako idealny model pracy w przyszłości 77% badanych wybrało model hybrydowy.

57% aktywnych zawodowo Polaków jest zdania, że technologie stwarzają pracownikom więcej możliwości niż zagrożeń. Jednocześnie 2/3 respondentów przyznaje, że automatyzacja niesie pewne ryzyko dla niektórych miejsc pracy, ale pytani o to, czy obawiają się negatywnego wpływu automatyzacji na własną karierę zawodową, 45% badanych odpowiedziało przecząco, a 38% twierdząco. Jesteśmy zatem dużo bardziej pewni swojej zawodowej przyszłości niż pracownicy na świecie, gdzie te proporcje wyglądają odwrotnie – odpowiednio 31% i 45%.

Co więcej, 53% pracowników w Polsce twierdzi, że jest mało prawdopodobne, by w najbliższych 5 latach postęp technologiczny sprawił, że ich praca się zdezaktualizuje. Na świecie grupa wyrażająca takie samo przypuszczenie jest dużo mniejsza i wynosi 39%, czyli dokładnie tyle samo ile uznających ten scenariusz za prawdopodobny. Ponad połowa badanych w Polsce (52%; na świecie 59%) spodziewa się, że zmiany technologiczne pozytywnie wpłyną na perspektywę ich zatrudnienia w przyszłości.

Wnioski z naszego raportu pokazują jasno, że Polacy dostrzegają pozytywny wpływ nowych technologii na środowisko pracy. Większość z nas nie obawia się cyfryzacji i jest pewna swojej zawodowej pozycji, jednocześnie będąc świadoma, że zdobywanie nowych umiejętności jest koniecznością. – Katarzyna Komorowska, partner PwC, lider zespołu People & Organization

Praca hybrydowa, z misją i wartościami

55% polskich respondentów przyznaje, że już dziś część ich zadań może być wykonywana zdalnie. Dlatego myśląc o idealnym modelu pracy w przyszłości, 77% pracowników wskazuje na model hybrydowy – łączący elementy pracy zdalnej z pracą w biurze lub u klienta. 14% badanych widziałoby swoją przyszłość w tradycyjnym modelu pracy, takim jak przed pandemią. Co ciekawe, 9% pracowników w Polsce i 19% na świecie spodziewa się, że w przyszłości będziemy mieli do czynienia z całkowicie wirtualnym sposobem świadczenia pracy.

Badanie PwC potwierdza, że misja i wartości firmy są niezwykle ważne dla pracowników. 81% respondentów w Polsce (75% na świecie) chce pracować w organizacji, która ma pozytywny wpływ na społeczeństwo. Z kolei 52% aktywnych zawodowo Polaków (49% na świecie) chciałoby zostać przedsiębiorcą i założyć własną firmę.

Pandemia bardzo mocno zmieniła obraz modelu pracy, a duża część organizacji już dziś deklaruje, że praca hybrydowa zostanie z nami na zawsze. O ile na poziomie samej koncepcji wydaje się to proste, o tyle należy pamiętać, że każdy człowiek to zbiór indywidualnych potrzeb i preferencji. Model pracy hybrydowej wymaga zaplanowania odpowiedniego ekosystemu i nie uda się tego dokonać bez technologii, dlatego na znaczeniu zyskiwać będą narzędzia people analytics. – Dorota Dębińska-Pokorska, partner PwC, lider zespołu People & Change

O raporcie PwC „Upskilling Hopes & Fears 2021”

PwC przeprowadziło badanie w lutym 2021 r. na reprezentatywnej grupie 32 517 aktywnych zawodowo osób oraz takich, które poszukują pracy. W badaniu wzięli udział respondenci z 19 krajów: Polski (2001 osób), Niemiec, Francji, Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Australii, Chin, Indii, Japonii, Kuwejtu, Malezji, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Singapuru, RPA i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Bitcoin znowu w odwrocie. EBC nie zszokowało rynków

Inwestorzy czekający na przełom ze strony europejskiego nadzorcy mogą czuć się zawiedzeni. Posiedzenie potwierdziło to, co już wiedzieliśmy, a zapowiedzi wbrew pozorom nie wnoszą tak wiele na rynki.

Decyzja EBC

Biorąc pod uwagę, jak niewiele się wydarzyło wczoraj na konferencji EBC, aż dziwnym wydaje się, jak bardzo rynki na nią czekały. To, że stopy procentowe pozostały bez zmian, było oczywiste. Komunikat o utrzymaniu ich w przyszłości na tym samym lub niższym poziomie, o ile nie będzie nadmiernie zbliżać się do 2%, jest pewnym zaskoczeniem. Niby wiadomo, że banki centralne powinny tak czynić w ramach swojego mandatu, z drugiej strony ostatni odczyt był wzrostem z 0,9% na 1,3%. Biorąc to pod uwagę, perspektywa tego komunikatu wcale nie wydaje się taka odległa. Z drugiej strony od początku 2013 roku strefa euro nie widziała stabilnie inflacji powyżej tego pułapu, co sugeruje, że obecne wzrosty mogą mieć pewien przejściowy charakter.

Dobre dane zza oceanu

Wczoraj zobaczyliśmy kolejny rekord od początku pandemii w USA w sprawie najniższej liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 547 tysięcy to nie tylko o 39 tysięcy mniej niż przed tygodniem, ale również 78 tysięcy mniej od oczekiwań. Analitycy bowiem po bardzo dobrym rezultacie spodziewali się korekty, a zobaczyliśmy kolejne minimum. Po tych danych dolar wyraźnie umacniał się względem euro, jednakże podobnie jak w środę, nie udało się przełamać psychologicznej bariery dolara i dwudziestu centów za jedno euro.

Bitcoin znowu w odwrocie

Wczoraj wieczorem rozpoczął się gwałtowny ruch spadkowy na bitcoinie. Najpopularniejsza kryptowaluta świata, która jeszcze 14 kwietnia przebiła 64 tysiące dolarów, dzisiaj kosztuje 48 tysięcy. To nadal dużo, ale spadek w tak krótkim czasie o 25% robi imponujące wrażenie. Bezpośrednim powodem spadków była oczywiście przewaga chętnych do sprzedaży względem chcących kupić. To z kolei przez wielu analityków łączone było z informacjami na temat zmian w systemie podatkowym w USA, które to zmiany mogą mocno dotknąć również dużych inwestorów kryptowalutowych. Jest to prawdopodobnie jeden z powodów, jednakże realnie chodzi o to, że kilku dużych graczy zaczęło sprzedaż i rozpoczęła się lawina.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski przemysł przyśpiesza pomimo koronawirusa

W tym tygodniu zostało opublikowanych kilka ważnych danych z polskiej gospodarki. Przede wszystkim warto wspomnieć o danych z polskiego przemysłu. Ceny produkcji przemysłowej w marcu wzrosły o 3,9% r/r, a w ujęciu miesięcznym o 1,3%. Na ten wzrost głównie ma wpływ wzrost cen ropy, więc także cen paliw. Produkcja przemysłowa w marcu wzrosła o 2,3%, a rok do roku, biorąc pod uwagę korektę sezonową, wzrosła o 15,7%, co jest bardzo dobrym wynikiem. Pozytywne są również wyniki z rynku pracy. Płace w marcu średnio wzrosły o 8% w skali roku. Jedyne dane, które się pogorszyły dotyczą zatrudnienia. Zanotowało ono w marcu spadek o 1,3% r/r. Należy jednak zaznaczyć, że w kontekście wpływów sezonowych i sytuacji, w której znajduje się gospodarka europejska, spadek udziału pracujących osób nie jest zaskakujący. Wspomniane wyniki przemysłu i rynku pracy są jednak nie do utrzymania w dłuższej perspektywie, a tempo wzrostu przemysłu i płac niewątpliwie spowolni w niedalekiej przyszłości. Można również oczekiwać, że spadek wskaźnika zatrudnienia nie będzie trwały.

Przewidywano, że Europejski Bank Centralny miał w mijającym tygodniu znacznie wpłynąć na potencjał rynków walutowych. Ale EBC nie zmienił założeń swojej polityki pieniężnej, która nadal pozostaje bardzo luźna. EBC zapewni płynność na rynku finansowym, a stopy procentowe pozostaną na obecnym, niezwykle niskim poziomie, dopóki inflacja nie zbliży się do 2% w dłuższej perspektywie.

W tym tygodniu złoty osłabił się i w piątek rano jego kurs w stosunku do euro wynosił 4,57 PLN/EUR. W tym czasie para walutowa USD/EUR była na poziomie 1,204.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

ZPP: Europejska płaca minimalna – zduszenie unijnej gospodarki w kluczowym momencie wyjścia z kryzysu

Europejska dyrektywa w sprawie płacy minimalnej będzie szkodliwa dla rynku pracy i gospodarki europejskiej. Co więcej, dyrektywa może pogorszyć sytuację najbardziej narażonych pracowników, utrudnić UE wyjście z trwającego kryzysu i zakłócić dobrze funkcjonujące systemy rokowań zbiorowych – to główne powody, dla których Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wraz SME Connect oraz European Enterprise Alliance współorganizował dnia 23 kwietnia br. Okrągły Stół nt. Europejskiej Płacy Minimalnej.

Okrągły stół stanowił platformę wymiany doświadczeń i opinii dla polskich, europejskich i światowych organizacji, które rzuciły nowe światło na propozycję Komisji Europejskiej. Negatywny wpływ na firmy dotknięte kryzysem, marginalizacja najbardziej wrażliwych pracowników, a także rosnąca liczba zatrudnionych nieformalnie to jedynie część faktycznych skutków dyrektywy, które zostały zbagatelizowane przez Komisję. Dlatego w trakcie dyskusji poruszono także aspekt kompetencji Komisji w dziedzinie wynagrodzeń, kwestii braku płacy minimalnej w poszczególnych krajach Unii, czy też wpływ dyrektywy na konkurencyjność europejskiej gospodarki na światowych rynkach.

W trakcie wydarzenia opublikowany został list ws. Europejskiej Płacy Minimalnej, skierowany do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Davida Marii Sassoli oraz przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela. Sygnatariuszami apelu wyrażającego sprzeciw względem europejskiej płacy minimalnej jest 25 polskich i europejskich instytucji, wśród których znajdują się organizacje pracodawców, stowarzyszenia, a także think tanki.

Inicjatorzy listu stanowczo podkreślają, że Unia Europejska powinna pozostać miejscem wolności i współpracy, gdzie żadnemu państwu członkowskiemu nie są narzucane praktyki innych państw UE. Sygnatariusze wskazują również, że propozycja europejskiej płacy minimalnej jest nastawiona na realizację celów politycznych i przy tym nie uwzględnia rzeczywistych skutków wprowadzanych regulacji, które w negatywny sposób wpłyną przede wszystkim na tych, którym dyrektywa miała pomóc – czyli na osoby najmniej zarabiające.

Pół roku zamkniętej gastronomii. Skala bankructw restauracji i kawiarni może się ujawnić dopiero po odmrożeniu gospodarki

Pół roku zamkniętej gastronomii. Skala bankructw i upadków jeszcze trudna do oceny. „Nie wszystkie lokale wrócą wiosną”.

24 kwietnia 2021 roku minie sześć miesięcy od momentu kiedy w ograniczonym trybie działają lokale gastronomiczne i kawiarnie. W tym czasie pracę mogło stracić nawet ponad 200 tysięcy osób. Skala upadku restauracji jest jeszcze nieznana, bo wiele zawiesiło działalność i nie wiadomo czy uda im się wrócić do życia wiosną. Znak zapytania nad wieloma lokalami stawia również konieczność rozliczenia wsparcia z tarczy antykryzysowej, a to nastąpi już w najbliższych tygodniach. – Branża gastronomiczna znajduje się pod szczególną uwagą naszego stowarzyszenia od lat. To kwestia tego, że zawsze gastronomia miała pewne problemy np. z terminowością płacenia wynagrodzeń podwykonawcom czy pracownikom. Czas pandemii to jednak czas pacyfikacji tego sektora i nie mam wątpliwości, że restauracje i kawiarnie to największe gospodarcze ofiary pandemii koronawirusa – mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Sześć miesięcy zamkniętej gastronomii to najdłuższe „dwa tygodnie” w historii świata

Sześć miesięcy zamkniętej gastronomii to skala gospodarczych problemów trudna do oceny. Żaden przedsiębiorca bowiem nawet w najbardziej pesymistycznych scenariuszach nie zakładał, że ograniczenie tej branży potrwa tak długo. Lokale przestały działać w swobodnym trybie 24 października i do dzisiaj mogą serwować dania tylko na wynos i z dowozem. To powoduje gigantyczne starty i nie ma wątpliwości, że wiele firm już zbankrutowało, a wiele jeszcze może czekać ten los – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

– Wielu przedsiębiorców nie otrzymało wsparcia z tarcz finansowych, wiele zdecydowało się na zawieszenie działalności i nie wiadomo czy powrócą wiosną i latem, bo otoczenie gospodarcze nadal nie gwarantuje jakichkolwiek szans na zysk po odmrożeniu gospodarki. Nie bez znaczenia są również możliwe problemy z rozliczeniem tarcz finansowych. Żeby nie było konieczności zwracania pieniędzy to trzeba utrzymać status zatrudnienia, a wiemy, że lokale bankrutowały, a pracownicy często sami decydowali się na odejścia nie mając przed sobą wizji pracy i rozwoju. Myślę, że to nie jest koniec problemów gastronomii. Skala bankructw i upadków jest trudna do oceny – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Według szefowej szczecińskiego stowarzyszenia gastronomia mogłaby już działać w trybie sanitarnym. Mogłyby również działać ogródki przy lokalach. – Tak jest w Austrii, Czechach, Wielkiej Brytanii. Nie wiem dlaczego w Polsce wciąż trzymamy się kurczowo obostrzeń zapowiadając tylko enigmatycznie poluzowanie restrykcji na maj. To wszystko dzieje się za późno – mówi Marczulewska.

Gastronomia ma największe problemy. Opóźnione wypłaty, zwolnienia, lokale zamykane z dnia na dzień

Jaka jest sytuacja pracowników gastronomii w czasie pandemii? – Część straciła pracę, innym zostały suche etaty bez napiwków i premii, jeszcze inni działają jak mogą w trybie „z dowozem” i „na wynos” oferując klientom dania domowe i pizzę. Branża przeszła prawdziwą rewolucję i wiele firm stara się jak może i walczy o przetrwanie. Niestety nie brakuje zgłoszeń o problemach. Obecnie gastronomia jest najczęstszą branżą na którą skarżą się pracownicy. Mowa o zaległościach w wynagrodzeniach, płatnościach na raty, przenoszeniu pracowników z całych etatów na cząstki czy też po prostu o zamykaniu restauracji czy kawiarni z dnia na dzień bez rozliczenia się z pracownikami. Pojawiają się też wiadomości o mobbingu, gdyż pracodawcy nie wytrzymują napięcia związanego z tym, co się dzieje. Sytuacja jest naprawdę trudna – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Problemy mają także słynne lokale, restauracje z tradycjami i tłumem klientów dotychczas. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, ze gorzej mają się te, które serwowały luksusowe, dobrej jakości dania. Od nich jest więcej zgłoszeń o problemach – dodaje Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom oferuje bezpłatną pomoc prawną oraz windykacyjną. W I kwartale 2021 roku odpowiedzieliśmy na ponad 200 wiadomości od osób, które zgłosiły nam problemy. Zgłoszeń było przynajmniej dwukrotnie więcej, ale nie wszyscy pracownicy zdecydowali się na wnoszenie skarg wobec pracodawców.

W I kwartale 2021 r. trzy razy więcej restrukturyzacji niż rok temu

W pierwszych trzech miesiącach 2021 r. otwarto rekordową liczbę 407 postępowań restrukturyzacyjnych – wynika z raportu Kancelarii Tatara i Współpracownicy oraz spółki Alerion. W analogicznym okresie 2020 r. było ich tylko 121. Po raz kolejny prawie wszystkie otwierane restrukturyzacje to uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne (UPR).

Z raportu przygotowanego przez Kancelarię Prawa Restrukturyzacyjnego i Upadłościowego Tatara i Współpracownicy, spółkę Alerion oraz Sekcję INSO Instytutu Allerhanda wynika, że w I kwartale 2021 r. otwarto 407 restrukturyzacji, o blisko 100 więcej niż w dotychczas rekordowym IV kwartale 2020 r. W ubiegłym roku najwięcej (127) postępowań restrukturyzacyjnych otwarto w grudniu, tymczasem liczba restrukturyzacji otwartych w lutym br. wyniosła 134, a w marcu ogłoszono otwarcie aż 165 postępowań.

Od momentu wprowadzenia uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego w połowie 2020 r. UPR dominuje wśród otwieranych restrukturyzacji. W III kwartale ubiegłego roku uproszczone postępowanie stanowiło 63 proc. wszystkich postępowań, w kolejnym kwartale było to już 85 proc. Z kolei w pierwszych trzech miesiącach 2021 r. UPR stanowił już 91 proc. wszystkich otwieranych postępowań, ogłaszanych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. W ciągu 9 miesięcy funkcjonowania uproszczone postępowanie stanowiło 81 proc. wszystkich restrukturyzacji.

Tak jak w poprzednim badanym okresie najczęściej z uproszczonego postępowania korzystają jednoosobowe działalności gospodarcze (łącznie 365 ze wszystkich 765 otwartych od połowy 2020 r.). Ponadto, UPR został otwarty m.in. przez 239 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, z najbardziej pozasądowego postępowania restrukturyzacyjnego skorzystało też 89 gospodarstw rolnych.

Spośród 276 postępowań otwartych do końca listopada 2020 r. (z końcem marca 2021 r. upłynął czteromiesięczny termin na złożenie wniosku o zatwierdzenie układu w stosunku do tych postępowań) układ został zawarty w 166 przypadkach, czyli w 60 proc. wszystkich otwartych postępowań. Sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne zatwierdziły układy w 26 przypadkach (czyli w 16 proc. zawartych układów), z kolei tylko w 2 postępowaniach sądy odmówiły zatwierdzenia układu. W ramach UPR stosowany jest także układ częściowy – dotychczas złożono 9 takich wniosków, a sądy zatwierdziły już 2 takie układy.

W 110 przypadkach umorzono postępowania, przy czym w 28 przypadkach dokonano obwieszczeń w MSiG. Ta liczba może wzrosnąć wraz z publikowanymi kolejnymi obwieszczeniami, ponieważ postępowanie umarza się z mocy prawa, jeżeli w ciągu 4 miesięcy od obwieszczenia o jego otwarciu nie zostanie przyjęty układ. Należy podkreślić, że jak do tej pory 138 przyjętych układów, które zawarto w postępowaniach otwartych do końca listopada 2020 r., nie zostało rozpoznanych przez sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne.

System sądowy nie był przygotowany na wzrost liczby restrukturyzacji, mimo że w przypadku tego postępowania sąd jest niezbędny dopiero na etapie zatwierdzania układu. Sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne są obciążone sprawami upadłości konsumenckiej, których przybywa lawinowo. Dlatego na zatwierdzenie układu w UPR oczekuje się nawet 9 miesięcy, czyli dłużej niż trwa samo postępowanie – mówi mec. Karol Tatara, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i radca prawny.

– Mam nadzieję, że wdrożenie systemu informatycznego poprawi tę sytuację, ale konieczne są w tym kontekście dalsze reformy organizacyjne. Mogą być one wprowadzone przy okazji implementacji unijnej Dyrektywy Drugiej Szansy (2019/1023), dla której UPR może być modelowym postępowaniem – dodaje mec. Tatara.

Warto zauważyć, że choć zgodnie z założeniami Tarczy 4.0 z uproszczonego postępowania można korzystać tylko do końca czerwca br., to nowe narzędzie w nieco zmienionym kształcie zostanie w prawie restrukturyzacyjnym na stałe. – Nowelizacja ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych wprowadza do postępowania o zatwierdzenie układu kluczowe rozwiązania zawarte w UPR. Projekt ustawy został 20 kwietnia przyjęty przez Sejm i będzie przedmiotem dalszych prac legislacyjnych – mówi mec. Karol Tatara.

Mimo trudności firm przybywa

Koszty pracy (36%), nadmiar biurokracji (27%), ograniczenia związane z pandemią (25%) i skomplikowane prawo gospodarcze (25%) – to największe utrudnienia z jakimi borykają się polscy przedsiębiorcy – wynika z badania „Wizerunek i problemy polskich przedsiębiorców”, przeprowadzonego na początku kwietnia w ramach inicjatywy PSH Lewiatan pod nazwą „Urodzeni Przedsiębiorcy”.Grafika 2 Grafika 3 Grfaika 1

Sytuacja firm jest trudna, ale lepsza niż prognozowano na początku pandemii – 63% przedsiębiorców dobrze bądź neutralnie ocenia ogólną sytuację swoich firm (pozytywnie 33%, neutralnie 30%). Z kolei negatywnie widzi ją 36% badanych[1]. Kryzys wywołany pandemią, a za nim fala restrukturyzacji zatrudnienia w firmach i plany zwolnień spowodowały, że coraz więcej osób zastanawia się nad swoją zawodową przyszłością. Dane rynkowe nie wyglądają obiecująco. Aż 35% pracujących obawia się utraty pracy, a 33% chce zmienić miejsce zatrudnienia, przy czym większość z tych osób rozważa zmianę zawodu[2]. Nie jest to zaskoczeniem, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że 57% pracowników odczuło w swoim miejscu pracy konsekwencje wynikające z epidemii. Średnio jeden na trzech ankietowanych miał zmniejszone wynagrodzenie, a 16% badanych straciło pracę. Niepewna sytuacja na rynku sprawiła, że coraz więcej osób zastanawia się nad rozpoczęciem własnej działalności gospodarczej. Ten krok z jednej strony otwiera wiele nowych możliwości, z drugiej zaś, biorąc pod uwagę obecną sytuację rynkową, wiąże się z koniecznością podjęcia sporego ryzyka.

Z czym mierzą się przedsiębiorcy

Własna firma to niełatwy kawałek chleba – to wiedzą wszyscy. Na co dzień przedsiębiorcy borykają się z wieloma trudnościami. Działalność to ciągłe widmo niepewności oraz zależność od zmian rynkowych i trendów, potęgowane dodatkowo przez kosztowne skutki pandemii. Według badania „Wizerunek i problemy polskich przedsiębiorców” przeprowadzonego w ramach inicjatywy PSH Lewiatan „Urodzeni Przedsiębiorcy”, w opinii Polaków przedsiębiorcy borykają się z wieloma problemami, wśród których za najważniejsze uważają: podatki – 43%, nadmiar biurokracji – 36% i ograniczenia związane z pandemią – 32%. Co ciekawe, inaczej sytuację oceniają sami przedsiębiorcy. Narzekają oni w pierwszej kolejności na koszty pracy – 36%, nadmiar biurokracji – 27%, ograniczenia związane z pandemią – 25% i skomplikowane prawo gospodarcze – 25%.

Dobry pracownik to ogromna wartość – to ludzie decydują o jakości naszego biznesu, bez nich praktycznie nie istniejemy. Znaleźć i utrzymać go wcale nie jest łatwo. Dlatego rosnące koszty pracy to jeden z głównych problemów większości przedsiębiorców, którzy muszą czasem lawirować na granicy opłacalności – mówi Ireneusz Wróbel, właściciel sklepu Lewiatan w Brzeźnicy na Podkarpaciu.

Polski przedsiębiorca? Zaradny, pracowity i kreatywny

Jednak myśląc o własnym biznesie coraz częściej poza trudnościami dostrzegamy również korzyści, jakie się nim wiążą – to przecież mnóstwo możliwości, których nie mamy na etacie, niezależność, nieograniczona możliwość samorealizacji i decydowania o własnej przyszłości. Przy dobrym podejściu i odpowiednim przygotowaniu, może to być­­­ ciekawy pomysł na życie, dający poczucie spełnienia i niezależności. Polacy coraz przychylniej myślą o przedsiębiorcach i doceniają ich wkład w rozwój polskiej gospodarki.

Ostanie lata to powolna zmiana wizerunku polskiej przedsiębiorczości wśród społeczeństwa. W badaniu „Wizerunek i problemy polskich przedsiębiorców” polski przedsiębiorca jawi się przede wszystkim jako człowiek zaradny (40%), pracowity (34%) i kreatywny (30%). 23% Polaków widzi przedsiębiorców jako biznesmenów, co piąty badany uważa go za pożytecznego dla społeczeństwa.

Polacy zaczęli z jednej strony dostrzegać, że własny biznes to ciężka praca, ale dająca wiele możliwości rozwoju i poprawy sytuacji materialnej. Z drugiej strony współcześni biznesmeni sami ciężko pracują na swój wizerunek – to dziś eksperci i cenieni profesjonaliści, dający zatrudnienie i odpowiadający na nasze potrzeby. Dodatkowo ostatni rok pandemii pokazał, jak ważni w naszym codziennym funkcjonowania są drobni przedsiębiorcy. Tzw. „etatowcy” pracujący w pandemii z domu docenili, że np. właściciel okolicznego sklepu, mimo zagrożenia codziennie otwierał swój sklep, żebyśmy mogli zrobić niezbędne zakupy. Dzięki temu, w naszych oczach przedsiębiorcy stali się bohaterami dnia codziennego – mówi – prof. dr hab. Dariusz Doliński, Kierownik Katedry Psychologii Społecznej SWPS, partner inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Okazuje się, że smykałka do biznesu to nasz narodowy wyróżnik. Prawie 60% społeczeństwa uważa, że Polacy posiadają cechy, którymi powinien charakteryzować się dobry przedsiębiorca. Wśród głównych cech wymieniono decyzyjność (43%), umiejętność zarządzania (43%) i odpowiedzialność (42%). Zaraz za nimi istotną rolę grają inicjatywa i kreatywność (37%) oraz umiejętność reagowania w trudnych sytuacjach (34%). Na końcu rankingu cech dobrego przedsiębiorcy uplasowały się wytrwałość w dążeniu do celu (27%), zdolności przywódcze (22%) i samodyscyplina (19%). Badanie przeprowadzono w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy powołanej przez PSH Lewiatan, która promuje, docenia przedsiębiorców i pokazuje, że własny biznes to dobra perspektywa rozwoju.

Chcemy podejmować tematy ważne z punktu widzenia przedsiębiorców, dotyczące wyzwań z jakimi muszą borykać się na co dzień. Uważamy, że każdy może mieć własny biznes, to bardzo ciekawa droga dla ludzi, którzy mają pasję i są otwarci na wyzwania. Bo bycie przedsiębiorcą w dzisiejszych czasach to powód do dumy. Tacy są właśnie przedsiębiorcy zrzeszeni w naszej sieci – mówi Marcin Poniatowski, członek zarządu, Dyrektor ds. Marketingu PSH Lewiatan.

[1] Raport EY  „Rok z COVID-19 oczami polskich przedsiębiorców”

[2] Barometr Rynku Pracy Work Service

Prawie 480 tys. obcokrajowców z zezwoleniami na pobyt

W I kwartale roku liczba cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła o prawie 5 proc. Na początku kwietnia takie dokumenty posiadało 478,5 tys. osób. Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że najliczniej zwiększyła się grupa obywateli Ukrainy, Białorusi oraz Gruzji.

Cudzoziemcy chcący osiedlić się i zalegalizować swój pobyt w Polsce składają w urzędach wojewódzkich wnioski o zezwolenia na pobyt. Osoby spełniające warunki wydania zezwolenia otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju.

Z 478,5 tys. cudzoziemców, którzy 1 kwietnia 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 261 tys. osób, Białorusi – 30,5 tys., Niemiec – 20,2 tys., Rosji – 12,9 tys., Wietnamu – 10,8 tys., Indii – 10,3 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 8,4 tys., Chin – 6,9 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,5 tys.

W I kwartale roku liczba obcokrajowców posiadających ważne zezwolenia na pobyt zwiększyła się o 21 tys. osób. Największy wzrost wśród cudzoziemców osiedlających się w Polsce dotyczył obywateli: Ukrainy – o 16,8 tys. osób, Białorusi – o 1,8 tys. osób oraz Gruzji – o 0,5 tys. osób.

Większość cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy (maksymalnie do 3 lat). W I kwartale liczba osób z tego typu dokumentami wzrosła o 18,6 tys. do 291 tys. Grupa obcokrajowców uprawnionych do pobytu stałego zwiększyła się natomiast z 81,6 tys. do 83,7 tys. osób.

Widoczna jest koncentracja cudzoziemców w województwach z dużymi ośrodkami miejskimi, oferującymi największe możliwości podejmowania pracy. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 124,1 tys. osób, małopolskie – 57,7 tys., wielkopolskie – 43,5 tys. oraz dolnośląskie – 39 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii.

Urząd do Spraw Cudzoziemców przypomina, że w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, nadal obowiązują zmiany w prawie przewidujące m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie urzędu: www.udsc.gov.pl.

EUR/PLN najwyżej od 10 dni. Spadki Bitcoina

Aktywa ryzykowne osłabły wczoraj po doniesieniach, że prezydent Biden szykuje podwojenie stawki podatku od zysków kapitałowych dla najbogatszych. Ale ani informacja nie jest nowa, ani podatek finalnie nie przejdzie w tak wysokiej stawce. Wczorajsza reakcja więcej mówi o kruchości nastrojów i tradycyjnych wątpliwościach, kiedy aktywa sięgają rekordów.

W tym kontekście ma znaczenie, jak długo S&P500 czeka na poprawę szczytów. Spadki Bitcoina przez siedem z ośmiu ostatnich sesji (odejście od szczytu o ponad 20 proc.) podsyca wątpliwości, czy (przynajmniej krótkoterminowo) hossa się nie wyczerpała. W takich warunkach złe informacje są bardziej nośne, nawet jeśli nie powinny zachwiać fundamentami wzrostów i apetytem na ryzyko. Media donoszą, że prezydent Biden planuje zwiększenie podatku od zysków kapitałowych powyżej 1 mln USD do 39,6 proc., niemal dwa razy tyle, co obecnie. Zaskoczenie wydaje się jednak na wyrost. Po pierwsze, propozycja podwyższenia podatku była punktem kampanii Bidena w 2020 r. Prezydent nie mógł z niej całkowicie zrezygnować, jeśli forsuje ogromny plan wydatków, które muszą być jakoś finansowane. Po drugie, nie przywiązujmy się do stawki prawie 40 proc. O wysokość podatku będzie się toczyć zażarta walka w Kongresie i najprawdopodobniej będzie potrzeba wszystkich 50 głosów Demokratów w Senacie. Tymczasem już w przypadku propozycji podwyższenia podatku do przedsiębiorstw pojawił się sprzeciw ze strony bliższych centrum senatorów Partii Demokratycznej. Możliwe, że wysoka stawka ma otworzyć negocjacje, po których Demokraci i Republikanie spotkają się gdzie po środku. Podsumowując, wczorajsze doniesienia nie są czymś, co powinno wykoleić rajd ryzyka na rynkach. Wciąż w mocy pozostają silne przesłanki do wzrostów we wsparciu fiskalnym/monetarnym, odbiciu ożywienia i postępach szczepień. Ale dla zdrowia hossy dobrze, jak co jakiś czas emocje zostaną ostudzone.

Wczorajsza konferencja po posiedzeniu EBC była wyzwaniem dla ją śledzących… aby nie zasnąć. Nie dowiedzieliśmy się niczego nowego w kluczowych kwestiach: w tym przyszłości programu skupu aktywów oraz warunków rozważanych przy procesie normalizacji polityki. Usłyszeliśmy jedynie, że Rada Prezesów aktualnie nie dyskutuje o procesie wygaszania programu PEPP. Prezes Lagarde przypomniała, że EBC nie celuje w konkretny poziomu kursu EUR. Podobnie, jak w marcu, EBC dostrzega negatywne ryzyka w krótkim terminie, ale przy zrównoważeniu w średnim terminie. Ogólnie decyzja banku centralnego była neutralna dla EUR. Tempo skupu aktywów jest nieistotne dla rynku walutowego. Zakończenie QE otworzyłoby drogę do dyskusji o terminie podwyżki stóp procentowych, co już dla waluty jest bardzo ważne. Ale w sytuacji, gdy Europa dopiero co zostawia w tyle trzecią falę zachorowań, a restrykcje wciąż są obecne, nie jest to moment na dyskutowanie o strategii odejścia od ultra-luźnej polityki.

EUR/PLN dziś rano jest najwyżej od 10 dni, ale już mniej sensacyjnie zabrzmi, że na 4,5650 jest ledwo 1 grosz wyżej od średnich poziomów z ostatniego okresu. Pogorszenie okołorynkowych nastrojów najprościej tłumaczy osłabienie złotego, ale może też maskować stopniowe próby budowania pozycji pod przyszłotygodniowe orzeczenie TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia). Pomimo sennej stabilizacji złotego w ostatnich dniach nie można zapominać, że przed nami poważny czynnik ryzyka. Czynnik mający większe znaczenie dla spekulacji niż zachwiania fundamentami waluty, ale mimo wszystko może to być pretekst do skoku zmienności kursu. W kolejnych dniach wyższe poziomy EUR/PLN są bardziej prawdopodobne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

SAMITO zadebiutuje na NewConnect

SAMITO, twórca technologicznych rozwiązań dla e-commerce w modelu SaaS, planuje debiut na NewConnect. Wcześniej spółka przeprowadzi emisję akcji w formie kampanii crowdinvestingu, która zostanie zaprezentowana na platformie CrowdConnect.pl.

SAMITO oferuje sklepom i innym firmom pozyskujących klientów online szereg rozwiązań, które pomagają pozyskać użytkowników i skutecznie zachęcić ich do dokonania zakupów. Zestaw narzędzi, który zbiorczo można opisać jako marketing automation obejmuje m.in. silnik rekomendacji, trigger marketing, e-mail marketing, powiadomienia push, ratowanie koszyka czy dynamiczną zmianę layoutu.

– Zbudowaliśmy innowacyjne i efektywne narzędzie, które pomaga firmom sprzedawać online. Naszym celem jest wsparcie procesu sprzedaży, tak by zwiększyć jego efektywność i skalę. Systematycznie wprowadzamy nowe funkcjonalności i pozyskujemy nowych klientów. Aby przyśpieszyć nasz rozwój chcemy pozyskać kapitał od inwestorów. – komentuje Rafał Gawłowski, prezes SAMITO.

W tym roku SAMITO wprowadziło nowe narzędzie, które pomaga wydawcom monetyzować treści serwisów internetowych, poprzez zautomatyzowane działania content marketingu dla sklepów internetowych. Innowacyjność narzędzia SAMITO polega na automatycznym łączeniu treści artykułów na stronach wydawców z produktami ze sklepów internetowych. Przewagą narzędzia jest również efektywnościowy model rozliczenia. Spółka podjęła już współpracę m.in. z serwisami wydawnictwa Burda Media.

Debiut na NewConenct planowany jest na przełom 2021 i 2022 r. Już w najbliższych tygodniach spółka planuje przeprowadzić emisję akcji, z której chce pozyskać do 4 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na rozwój oraz marketing narzędzi SAMITO. Kampania crowdinvestingu zostanie zaprezentowana na platformie CrowdConnect.pl prowadzonej przez Dom Maklerski INC.

– Wejście na NewConnect pozwoli nam na zwiększenie rozpoznawalności oraz wiarygodności spółki w oczach obecnych i przyszłych kontrahentów, umocni również naszą pozycję na rynku pracy. Pozyskane finansowanie pozwoli nam natomiast na rozwój naszego autorskiego narzędzia SAMITO dla wydawców, m.in. wprowadzenie funkcjonalności umożliwiających samodzielną implementacje przez mniejszych wydawców. Pracujemy również nad narzędziem, które pozwoli na automatyczne tagowanie treści wideo – komentuje Rafał Gawłowski, prezes SAMITO.

Samito działa na globalnym, dynamicznie rozwijającym się rynku MarTech – według badania BDO z 2019 roku, jest on już wart 121,5 biliona dolarów.

Głównym akcjonariuszem SAMITO jest Piotr Płocharski. W akcjonariacie spółki jest również mAccelerator należący do MBanku. Firmy współpracują również w obszarze biznesowym – klienci firmowi banku, w ramach cyklicznych akcji promocyjnych, otrzymują dostęp do usług SAMITO które pozwalają im zwiększać sprzedaż online.

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2021 roku

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w pierwszym kwartale 2021 roku.

Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2021 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 6 043 300 m kw.

W I kwartale 2021 roku na stołeczny rynek dostarczono około 167 100 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ośmiu projektach. Największymi z nich były Skyliner o powierzchni 48 500 m kw. oraz Generation Park Y (44 300 m kw.), oba zlokalizowane w strefie Centrum. Ponadto na rynek dostarczono: Forest Kampus (19 700 m kw., w strefie Centrum), kolejne dwa budynki (M oraz N) kompleksu Koneser (17 700 m kw., w strefie Wschód), II etap kompleksu Moje Miejsce (15 200 m kw., w strefie Mokotów), X20 (13 700 m kw., w strefie Mokotów) oraz pierwszy budynek kompleksu Baletowa Business Park (8000 m kw., w korytarzu Puławskiej).

Na koniec I kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 11,4% (wzrost o 1,5 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 3,9 pp. w odniesieniu do porównywalnego okresu w 2020 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 691 600 m kw.W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 12,2%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 10,9%.

W pierwszym kwartale 2021 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął prawie 109 300 m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się niezmiennie strefy Mokotów oraz Centrum.W okresie od stycznia do końca marca 2021 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 66% (włączając umowy przednajmu). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 32% zarejestrowanego popytu, a ekspansje – 2%.

Największymi transakcjami I kwartału 2021 r. były: umowa przednajmu Zarządu Transportu Miejskiego w Fabryce PZO na 9800 m kw., renegocjacja umowy na 7500 m kw. przez Credit Suisse w Atrium 2 oraz odnowienie umowy przez Royal Bank of Scotland na 5700 m kw. w Wiśniowy Business Park.

Spółka TenderHut – debiutant na rynku NewConnect – opublikowała raport roczny za 2020

Po wtorkowym debiucie, na którym akcje urosły o 6%, spółka opublikowała dziś swój pierwszy raport roczny. Pomimo pandemii wartość skonsolidowanych przychodów TenderHut w 2020 roku wzrosła do poziomu 46,9 mln zł, tj. o 24% w porównaniu do roku poprzedzającego. Zdecydowanej poprawie uległ wskaźnik EBITDA, który za 2020 rok wyniósł 8,8 mln zł, co oznacza wzrost o 92% w stosunku do roku poprzedniego. Grupa TenderHut wypracowała zysk netto dwukrotnie wyższy niż w roku 2019, który osiągnął poziom 5,9 mln zł.

Rok 2020 zaczął się dla TenderHut optymistycznie. Po najlepszym w historii spółki, pod względem wyników, czwartym kwartale 2019 roku Grupa TenderHut weszła w 2020 rok z dobrym portfelem projektów. SoftwareHut został ujęty w rankingu Financial Times 1000 Europe Fastest Growing Companies, jako jedna z najszybciej rozwijających się spółek zajmując 32 miejsce w rankingu i 2 w Polsce. Na początku roku spółka ogłaszała bardzo ambitne plany w zakresie rozwoju i akwizycji.

W wyniku pandemii szeroko zakrojone plany akwizycyjne na 2020 rok zostały jednak istotnie zredukowane. TenderHut dokonała jedynie przejęcia 45% udziałów spółki Nordic Tech House AB, szwedzkiego akceleratora startupów, współpracującego z Grupą TenderHut już od kilku lat. Ta transakcja wzmocniła pozycję spółki na rynku szwedzkim. Plany kolejnych przejęć zostały jednak odsunięte na bardziej stabilne czasy. Rezultatem ograniczenia planów inwestycyjnych było podwojenie skonsolidowanego zysku, który na koniec 2020 roku osiągnął poziom 5,9 mln zł.

 To co nas wyróżnia wśród innych technologicznych spółek, to jest to, że nasz model biznesowy budujemy na trwałej relacji z klientem. Co powoduje, że rozwijamy się trochę, jak firmy z modelu Software as a Service, które w każdym miesiącu mają kolejnych subskrybentów na swoje usługi. Tak samo jest z TenderHut. Szczycimy się tym, że mamy bardzo niski wskaźnik rezygnacji klientów z naszych usług. Stajemy się dla nich miejscem, w którym mogą zaspokoić większość swoich technologicznych potrzeb – tak tajemnicę regularnych i dynamicznych wzrostów spółki tłumaczy Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.

Prezes spółki ogłosił podczas debiutu, że celem spółek z Grupy TenderHut na rok 2021 jest umacnianie się na rynkach Europy Zachodniej, Północnej oraz USA, a także ekspansja na rynki wschodzące, czyli Daleki Wschód. TenderHut ma już oddział w Chinach, a teraz planuje założenie oddziału w Japonii.

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, która prowadzi działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcing, wdrażanie systemów laboratoryjnych oraz venture building. W obszarze outsourcingu spółka rozbudowuje i umacnia swoją pozycję poprzez spółki SoftwareHut (systemy IT), ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Sektor laboratoryjny reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W sektorze venture building spółka rozwija startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i EduTech – Grow Uperion.

W I kwartale 2021 r. liczba niewypłacalności wzrosła o 105 proc.

W I kwartale 2021 r. w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano informacje o 538 niewypłacalnościach polskich firm, tj. o 105% więcej niż przed rokiem (263 niewypłacalności w I kw. 2020 r.). Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne stanowi 66% wszystkich niewypłacalności – w dużym stopniu zastępuje dotychczasowe formy niewypłacalności (upadłość likwidacyjna i postępowania naprawcze), na równi z nimi oznacza brak płynności firm ją przeprowadzających przy jednocześnie dużo prostszych procedurach formalnych, dostosowanych do obecnej sytuacji.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego – w tym wprowadzonym w tarczy 4.0 z 2020 r. uproszczonym postępowaniem restrukturyzacyjnym. Wiążą się z brakiem środków na pokrycie zobowiązań u dostawcy, powodując efekt domina – ich kłopoty z płynnością

 

  • W żadnym z sektorów gospodarki nie było spadku r/r liczby niewypłacalności (najmniejsza skala wzrostu – w budownictwie, „tylko” o 50% r/r)
  • Usługi – wzrost niewypłacalności w całym kwartale (o +174% r/r), ale skokowo w marcu (83 firmy vs. 33 w III 2020), po kolejnym zamknięciu gospodarki. Szerokie spektrum firm w kłopotach – usług dla ludności (gastronomia i hotelarstwo, ochrona zdrowia, edukacja czy warsztaty samochodowe), dla firm (doradztwo biznesowe, obsługa finansowa, obsługa rynku pracy), jak i dla szukających oszczędności podmiotów publicznych (utrzymanie czystości i zieleni, ochrona)
  • Rynek nieruchomości – duży popyt na rynku mieszkaniowym nie oznacza hossy dla całej branży. Oszczędności na porządku dziennym – niewypłacalności firm związanych z zarządzaniem procesami inwestycyjnymi i ich przygotowaniem (w samym marcu 6) a także efekt załamania rynku wynajmu: kryzys w obsłudze nieruchomości i pośrednictwie w obrocie nimi (10 niewypłacalności w marcu)
  • Spadek inwestycji i nakładów: przedsiębiorstw (niewypłacalności firm instalujących, serwisujących maszyny), ale także konsumentów (niewypłacalności warsztatów samochodowych, dotychczas bardzo rzadkie)
  • Postępująca fala niewypłacalności wielkotowarowych producentów podstawowych art. spożywczych: upraw rolnych, hodowli i chowu zwierząt (14 w styczniu, 18 w lutym i 26 w marcu). Podobny efekt i skala w otoczeniu rolnictwa – wyspecjalizowanych usługach, maszynach i środkach do produkcji, w handlu płodami rolnymi
  • Produkcja:
    • widoczne problemy części przetwórców żywności (owoców i warzyw, nabiał, sektory oparte na zbożach jak piekarnictwo)
    • najliczniejsze niewypłacalności w przemyśle ciężkim: sektorze metalowo-maszynowym, wyrobów elektrycznych oraz w produkcji na rzecz budownictwa
    • niewypłacalności także w przemyśle lekkim: odzież i obuwia; novum są pojawiające się problemy producentów tektury, opakowań, drukarni
  • Budownictwo – najlepiej nie oznacza, że dobrze: +50% r/r wzrost liczby niewypłacalności, także w marcu, pomimo rozpoczęcia sezonu budowlanego. Popyt na rynku mieszkaniowym oraz uruchomienie kolejnych inwestycji infrastrukturalnych nie wpłynęły na obydwie części rynku – równie dużo jest niewypłacalności firm budujących budynki, jak i tych prac specjalistycznych (elektryczne, dachowe, oświetleniowe, kanalizacyjne etc.)
  • Transport – pandemia i związane z nią utrudnienia, czy nowe regulacje (w tym te dotyczące płac) – w marcu wzrost niewypłacalności w transporcie (18 firm). Co więcej – pojawiają się niewypłacalności firm logistycznych i obsługujących transport lądowy (4 w marcu)
  • Regiony: kryzys najmocniej uderza w regiony najaktywniejsze w sektorze przemysłowym i usługowym (poza Dolnym Śląskiem – a więc wzrost niewypłacalności na Mazowszu, w Wielkopolsce, na Pomorzu czy w Małopolsce) ale także te związane m.in. z produkcją rolną, transportem i przemysłem lekkim (jak Lubelskie, Podlaskie, Łódzkie czy Lubuskie)

W I kwartale 2021 r. wzrost liczby niewypłacalności

Kryzys wywołany pandemią to kryzys firm MSP, zwłaszcza tych najmniejszych – firm rodzinnych

– Pomoc publiczna dla firm ma skalę niełatwą nawet do oszacowania – mówi się o nawet 230 mld złotych (za rzecznikiem MSP). Pomimo tego realia rynkowe: od tych oczywistych jak przerwy w funkcjonowaniu handlu i usług po czynnik psychologiczny – niepewność a może nawet strach oznaczające odkładanie wydatków prywatnych jak i firmowych uderzyły w bieżące finanse, jak i perspektywy dalszego funkcjonowania bardzo wielu firm rodzinnych. Firm bez takich zasobów jak duże, często międzynarodowe firmy, mające nie tylko zdolność kredytową, ale i pewne miejsce w łańcuchach dostaw wewnątrz korporacji. Stąd kryzys wywołany pandemią jest kryzysem firm małych – i nie należy tego lekceważyć, gdyż to one są podstawą gospodarki w przybliżeniu zatrudniając 70% pracujących w przedsiębiorstwach i tworząc 50% PKB – mówi Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Może więc nie wielkość firm, ale skala problemu niewypłacalności powinny zwrócić uwagę – niewypłacalności, gdyż duża część tych firm nie ma możliwości organizacyjnych ani finansowych na przeprowadzenie procesu upadłościowego. Na upadłość stać generalnie tylko firmy duże. Dlatego błędem jest ocenianie sytuacji rynkowej tylko na podstawie pojedynczego, wyrwanego z szerszego kontekstu niewypłacalności elementu, jakim są upadłości likwidacyjne. Obecnie niełatwe do przeprowadzenia także organizacyjnie, z powodu lockdownu i reżimu funkcjonowania instytucji publicznych.

Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes uważa, że „dziwne byłoby, gdyby firmy nie korzystały z prostszego narzędzia w postaci uproszczonego postepowania restrukturyzacyjnego, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji – nie tylko finansowo-popytowej, związanej z zamknięciami gospodarki, ale także ograniczonej możliwości spotykania się i rygoru sanitarnego w jakim działają sądy, urzędy etc.  Warunkiem powodzenia działań naprawczych jest ich rozpoczęcie bez zwłoki i uproszczone postępowanie to umożliwia.”niewypłacalności firm I kw 2021 2 niewypłacalności firm I kw 2021niewypłacalności firm I kw 2021 3

Łatwiej jest wygrać w tzw. sprawach polisolokat. Sądy ukształtowały jednolitą linię orzeczniczą

W sądach coraz częściej zapadają korzystne dla konsumentów orzeczenia w sprawach dotyczących tzw. polisolokat. Osobom wnoszącym pozwy zasądzany jest m.in. zwrot wszystkich uiszczonych składek z powodu nieważności umowy. Można też dostrzec pewne podobieństwa do rozstrzygnięć zapadających w kwestii kredytów frankowych. Skargi na umowy ubezpieczenia na życie z funduszem kapitałowym docierają też do UOKiK. Jego prezes wydaje istotne poglądy w sprawie, co przydaje się na sali rozpraw. I jak dodają eksperci, istnieje co najmniej kilka podstaw umożliwiających stwierdzenie nieważności takiej umowy.

Zwrot całości

Według prawników, sądy powszechne coraz częściej stwierdzają brak ważności ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (tzw. polisolokaty). Uznają nieważność umowy lub deklaracji przystąpienia do ubezpieczenia. W konsekwencji zasądzają na rzecz klientów zwrot wszystkich uiszczonych składek. Wcześniej ukształtowała się jednolita linia orzecznicza w sprawach o zwrot opłat likwidacyjnych. Zgodnie z nią, konsumentom należą się zwrotnie środki pobierane przez towarzystwa ubezpieczeniowe w związku z przedterminowym rozwiązaniem umowy. Postanowienia umowne dotyczące opłat likwidacyjnych są uznawane za klauzule niedozwolone.

– Kwestia nieważności umów ubezpieczenia stanowi swego rodzaju novum. Dla konsumentów otwiera to drogę do odzyskania całej kwoty zainwestowanej w tzw. polisolokatę. Dzieje się tak, nawet jeśli wcześniej już wytoczono powództwo przeciwko TU o zwrot opłaty likwidacyjnej i sprawa została prawomocnie zakończona – komentuje adwokat Milena Mocarska z warszawskiej Kancelarii MBM Legal.

Eksperci zwracają też uwagę na wyrok, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Warszawie 26 maja 2020 roku (sygn. akt XXV C 725/17). Sąd z urzędu zbadał abuzywność postanowień umowy ubezpieczenia na życie z UFK, choć ten argument nie był podnoszony przez stronę powodową w trakcie procesu. I uznał, że niedozwolony charakter mają postanowienia regulaminu UFK określające sposób wyceny aktywów funduszu.

– W konsekwencji postanowienia te nie wiążą konsumenta i nie mogą zostać zastąpione innymi zapisami. A bez tych zakwestionowanych, określających główne świadczenia stron, nie jest możliwe utrzymanie tego stosunku zobowiązaniowego. To z kolei prowadzi do jego nieważności – wyjaśnia mec. Mocarska.

Wyżej wskazane orzeczenie pokazuje również, że sądy coraz odważniej korzystają z instrumentów przewidzianych w Dyrektywie Rady 93/13/EWG ws. nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Podobnie dzieje się sprawach związanych z tzw. kredytami frankowymi. W nich sądy stwierdzają nieważność umów kredytowych.

– Argumentację sądu zawartą w ubiegłorocznym uzasadnieniu wyroku należy ocenić jako bardzo trafną. Jednak posługiwanie się nią w innych sprawach wymaga dokładniejszej analizy, nie tylko konkretnej umowy, ale również Regulaminu UFK – podkreśla Milena Mocarska.

Istotne poglądy

Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów docierają pojedyncze skargi na tzw. polisolokaty. Co do zasady dotyczą spraw przedawnionych, problemów indywidualnych, o czym informuje UOKiK. Konsumenci czują się wprowadzeni w błąd, ponieważ myśleli, że będzie to inny produkt. Urząd wykorzystał skargi na misselling w postępowaniu. W styczniu br. wydał decyzję dot. Open Life i nieuczciwej sprzedaży. W tym przypadku została nałożona kara w wysokości ponad 20 mln zł.

– Jak wynika z mojego doświadczenia, w sprawach sądowych o stwierdzenie nieważności tzw. polisolokat mocne wsparcie okazuje Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wydaje on korzystne dla konsumentów istotne poglądy w sprawie – mówi ekspert z warszawskiej kancelarii.

Od 2016 roku Prezes UOKIK wydał prawie 2,4 tys. istotnych poglądów, z czego 539 tylko w ubiegłym roku. Najwięcej jest tych związanych ze sprawami frankowymi, a drugą liczną grupę stanowią te dotyczące tzw. polisolokat.

– Po złożeniu pozwu, zainteresowana strona może się zwrócić do Prezesa UOKiK o wyrażenie opinii co do zasadności roszczenia. I wydawane są korzystne dla konsumentów istotne poglądy w sprawie. Jeśli Prezes UOKiK uzna, że przemawia za tym interes publiczny, przedstawia bezpośrednio sądowi swoje stanowisko na piśmie. Wskazuje w nim, czy i dlaczego w jego ocenie umowa ubezpieczenia na życie z UFK jest nieważna. To oczywiście nie jest wiążące dla sądu, jednakże niewątpliwie wzmacnia argumentację strony powodowej – opisuje adwokat Mocarska.

Nieważność umowy

Problem dotyczy wybranych umów ubezpieczenia. Znawcy tematu podkreślają, że istnieje co najmniej kilka podstaw stwierdzenia ich nieważności. W niektórych przypadkach nie doszło do określenia sumy ubezpieczenia. Tym samym czynność prawna jest sprzeczna z ustawą. Wymagane jest bowiem określenie, jakie świadczenie należy się osobie uprawnionej na wypadek zajścia zdarzenia. Przy tym brak sumy ubezpieczenia to nie tylko całkowite pominięcie tej kwestii w polisie czy deklaracji przystąpienia.

– Często uzależniano wysokość sumy ubezpieczenia od wartości rachunku w dacie zaistnienia zdarzenia ubezpieczeniowego. Zatem nie sposób było określić tej wysokości na dzień zawarcia umowy. Takie postanowienie nie spełnia wymogu określenia sumy ubezpieczenia – analizuje Mocarska.

Nieważność umowy wynika też z braku ryzyka po stronie zakładu ubezpieczeń. A to jest sprzeczne z samą istotą ubezpieczenia. Wspomniane wcześniej uzależnienie wysokości świadczenia od kwoty znajdującej się na rachunku ubezpieczonego powoduje, że ubezpieczyciel nie ponosi żadnego ryzyka. Środki wypłacone w przypadku zgonu ubezpieczonego lub w razie dożycia do końca okresu ubezpieczenia pochodzą bowiem w całości z wpłaconych przez niego wcześniej składek.

– Zastrzeżenia budzi także sposób obliczania wysokości środków znajdujących się w portfelu klienta. Sposób wyceny instrumentów finansowych, w które lokowane są składki, jest nieweryfikowalny. To bowiem zależy od czynników niejawnych dla stron umowy. A często przesądzają o tym arbitralne decyzje podmiotu trzeciego – wyjaśnia ekspert z MBM Legal.

W niektórych przypadkach można również mówić o próbie obejścia przepisów ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym przy zawarciu umowy ubezpieczenia. Podmiot wskazany formalnie w polisie jako ubezpieczający nie był odpowiedzialny za uiszczanie składek, a ponadto otrzymywał wynagrodzenie od ubezpieczyciela.

– Analizując kolejne sprawy, można odnieść wrażenie, że w części tzw. polisolokat całkowicie zabrakło elementu ubezpieczeniowego, ochronnego. Natomiast skupiono się wyłącznie na celu inwestycyjnym umowy. On zresztą w większości przypadków nie został osiągnięty – podsumowuje adwokat Mocarska.

Rynek pożyczkowy – dane za marzec 2021 r.

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły więcej pożyczek zarówno w ujęciu liczbowym (+8,1%), jak i wartościowym (+12,5%). Łączna wartość nowo udzielonych pożyczek wyniosła w marcu br. 500 mln zł. Średnia kwota udzielonej pożyczki pozabankowej wyniosła 2 319 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w marcu ub. r. o (+3,7%).

W marcu 2021 r., 39,9% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 10,6% sprzedaży. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 40,3% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty poniżej 1 tys. zł miały 10,4% udział w sprzedaży.

W pierwszym kwartale 2021 r. liczba nowo udzielonych pożyczek wyniosła 558,5 tys. sztuk i była niższa o (-11,5%) w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 r. Wartość nowo udzielonych pożyczek w okresie styczeń – marzec 2021 r. to 1,399 mld zł – mniej o (-9,9%) w zestawieniu do analogicznego okresu 2020 r.

W okresie pierwszych trzech miesięcy 2021 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały ujemne dynamiki. Najwyższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym oraz wartościowym w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 r. odnotowały pożyczki z przedziału kwotowego 2–3 tys. zł odpowiednio: (-16,1%) oraz (-16,8%). Najniższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym w okresie styczeń – marzec 2021 r. w porównaniu do stycznia – marca o 2020 r. odnotowały pożyczki z przedziału kwotowego powyżej 5 tys. zł (-7,9%). Natomiast w ujęciu wartościowym pożyczki z przedziału do 1 tys. zł (-3,1%).

Więcej szczegółowych informacji znajdziecie Państwo w załączonym poniżej Raporcie. Zapraszamy także do nowej sekcji w portalu BIK, pt. Analizy rynkowe, w której ilustrujemy istotne i aktualne trendy w trzech ujęciach i przekrojach.

E-doręczenie uwolni nas od kolejek na poczcie

Kolejne elementy administracyjne, z którymi ma do czynienia polski obywatel, powoli ulegają cyfryzacji. Taki los czeka już niedługo urzędowe listy polecone, które będzie można otrzymać przez e-doręczenie. Każdy z nas co jakiś czas musi odebrać list polecony z urzędu – co wiąże się z regularnym sprawdzaniem skrzynki i odstaniem swojego czasu w kolejce na poczcie. E-doręczenie zmieni formę dostarczania pism wymagających potwierdzenia doręczenia na cyfrową. Urzędy nie będą musiały tworzyć i wysyłać papierowych pism, które później przeszłyby całą drogę dostarczenia i odebrania przez adresata. Ważne jest jednak, by na pewno zadbać o równomierny rozwój tej usługi w skali kraju. Obecnie część usług – chociażby realizowanych na poziomie jednostek gminnych – w jednych samorządach jest już dostępne drogą elektroniczną, a w innych jeszcze nie.

– Proces przechodzenia na drogę elektroniczną doręczania pism poleconych jest rozpisany na kilka lat. Z pewnością będzie to jedna z usług, która odciąży zarówno urzędy, jak też obywateli. To pokazuje kierunek, w jakim idzie nasza administracja. Kolejne usługi są przenoszone do internetu – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w PIE. – Żeby od strony użytkownika ta administracja działała sprawnie, potrzebny jest rozwój oraz integracja systemów i rejestrów, które są po stronie administracji. To dużo skomplikowanej pracy, której często nie widzimy na co dzień. Ale żeby te systemy się sprawnie ze sobą komunikowały, żeby wszystko było bezpieczne i te usługi były osiągalne – jest niezbędna praca, która musi zostać wykonana. Dlatego na wprowadzenie usługi e-doręczenia jeszcze chwilę poczekamy – tłumaczy Święcicki.

Dynamika wynagrodzeń i produkcji sprzedanej przemysłu zaskoczyła analityków

Dynamika wynagrodzeń i produkcji sprzedanej przemysłu wyższa niż zakładano. Podobnie jak w USA mamy do czynienia z nową polityką na czas kryzysu, polegającą na zasadzie „wydawaj pieniądze i nie myśl co dalej”.

Nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw o zatrudnieniu powyżej 9 osób w marcu wyniosła 8,0 proc. r/r (wobec 4,5 proc. r/r w lutym). Według konsensusu rynkowego analityków ten wzrost miał być znacznie niższy, prognozowano 5,5 proc.

W ujęciu realnym, po skorygowaniu inflację, wynagrodzenia w firmach zwiększyły się w marcu o 4,7 proc. r/r. To dynamika najwyższa od maja 2019 r.

Zgodnie z informacją GUS, czynnikami oddziałującymi na przyspieszenie wzrostu płac w marcu były wypłaty premii kwartalnych, świątecznych, uznaniowych, motywacyjnych, nagród rocznych oraz wynagrodzeń za nadgodziny.

– Z tego wysokiego wzrostu wynika, że inflacja będzie ważnym tematem w polskiej gospodarce – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Do danych o wynagrodzeniach i produkcji przemysłowej w marcu powinniśmy jednak dodać łyżkę dziegciu w postaci nadal spadającego zatrudnienia, które może osłabiać prognozowany wzrost polskiego PKB.

W marcu dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wyniosła -1,3 proc. r/r (wobec -1,7% w lutym). W ujęciu miesięcznym zatrudnienie spadło o 3,7 tys. osób,

Produkcja sprzedana przemysłu w przedsiębiorstwach o zatrudnieniu powyżej 9 osób zwiększyła się w marcu o 18,9 proc. r/r (wobec wzrostu o 2,7% w lutym). Analitycy przewidywali wzrost o 13,1 proc. do optymizmu są jednak względne, ponieważ najistotniejszą przyczyną silnego zwiększenia dynamiki produkcji przemysłowej pomiędzy lutym i marcem był efekt bardzo niskiej ubiegłorocznej bazy – to w marcu 2020 r. odnotowano znaczący spadek produkcji spowodowany wybuchem pandemii i towarzyszącymi jej obostrzeniami oraz zerwanymi globalnymi łańcuchami dostaw.

– Dynamika wartości produkcji sprzedanej jest rzeczywiście dużym zaskoczeniem, a pokazuje, że polska gospodarka nie radzi sobie źle i jesteśmy powyżej trendu wzrostowego – przyznaje ekspert XTB. – Należy spodziewać się, że kwiecień i maj będą również bardzo dobre, właśnie ze względu na efekt niskiej bazy, jednak później ta dynamika wyhamuje.

Z optymizmem powinniśmy być ostrożni także z tego powodu, że na dynamikę wartości produkcji wpływa wysoka inflacja. Inflacja producencka jest wyższa od konsumenckiej (odpowiednio 3,9 proc. wobec 3,2 proc.), co jest przede wszystkim związane z cenami ropy naftowej.

Jednak aktualną sytuację w Polsce można przyrównać do tego co dzieje się w USA i wielu innych krajach, a wówczas przekonujemy się jak dziwny jest obecny kryzys w porównaniu do poprzednich. Sytuacja ta jest efektem polityki rządów i banków centralnych.

– Mamy do czynienia z czymś, co można nazwać nową polityką opartą na zasadzie: wydawaj pieniądze i nie myśl – dodaje M.Stajniak.

Ulga IP BOX – fiskus mnoży problemy. Programiści mają coraz bardziej pod górkę

Aż 39 dodatkowych pytań zadali urzędnicy Krajowej Informacji Skarbowej programiście, który starał się o udzielenie indywidualnej interpretacji podatkowej. Chodziło o ulgę IP BOX, która stała się dla wielu pracowników z branży IT „świętym Graalem”, bo łączy się z preferencyjną stawką podatkową. Mimo że ulga miała zwiększyć udział wydatków na badanie i rozwój w polskim PKB, to urzędnicy coraz dokładniej sprawdzają każdy wniosek.

Programiści masowo zaczęli korzystać z ulgi IP Box. Kusząca jest stawka podatku, czyli zaledwie 5%. Jednak jedna najnowszych interpretacji Krajowej Informacji Skarbowej z 6 kwietnia 2021 roku, nie pozostawia złudzeń. Fiskus nie uznaje prawa do ulgi „od ręki”. Co prawda wspomniana decyzja dotycząca indywidualnej interpretacji była ostatecznie pozytywna dla programisty, który starał się o uzyskanie preferencyjnej stawki podatku, ale urzędnicy zanim ją wydali zadali aż 39 dodatkowych pytań.

Ulga czy preferencyjna stawka podatkowa to przywilej, który państwo przyznaje nie dlatego, że kogoś lubi i szanuje. Oczywiście jest tak, że każda ulga fiskalna w dłuższej perspektywie ma przynieść również i państwu korzyści – niekoniecznie wprost zapisane w sekcji wpływów z podatków – ale nie oznacza to, że ulga będzie rozdawana na prawo i lewo. Żeby uzyskać jakąkolwiek preferencyjną stawkę podatkową trzeba wykazać, że rzeczywiście nam się ona należy. Nie możemy zapominać o tym, że jednym z głównych zadań fiskusa jest kontrola i dbanie o to, żeby podatnicy odprowadzali podatki w odpowiedniej wysokości i żeby nikt nie nadużywał swoich przywilejów – mówi Marek Czyżewski, CEO serwisu Pravna.pl, który przez internet świadczy usługi prawne dla biznesu.

Ulga IP BOX marchewką dla pracownika

Przypomnijmy, że ulga IP BOX w polskim systemie podatkowym istnieje od 2019 roku i mogą z niej skorzystać prowadzący działalność badawczo-rozwojową. Dzięki uldze podatnik może rozliczać z fiskusem na podstawie preferencyjnej stawki podatku CIT lub PIT, która wynosi 5%. Aby móc skorzystać z ulgi trzeba wykazać posiadanie tzw. kwalifikowanego prawa IP, które można uzyskać m.in. za prawo do wynalazku (patenty) i dodatkowe prawa ochronne na wynalazek, prawa z rejestracji produktu leczniczego i weterynaryjnego dopuszczonego do obrotu, prawa ochronne na wzór użytkowy i prawa z rejestracji wzoru przemysłowego.

Tymczasem ulga IP BOX bardzo chętnie wykorzystywana jest w sektorze IT. – Coraz częściej firmy z branży sektora IT walcząc o wyspecjalizowanych pracowników podkreślają, że są w stanie pomóc swoim nowym pracownikom w przejściu na tę ulgę, a to oznacza oczywiście znacznie więcej pieniędzy na koncie pracownika. Podstawą starań się o ulgę IP BOX jest fakt, że wielu programistów tworzy innowacyjne projekty – zaznacza Czyżewski.

Fiskus nie przymyka oczu

Założyciel serwisu Pravna.pl podkreśla jednak, że ostatnie miesiące są trudne dla programistów, którzy starają się skorzystać z preferencyjnej stawki. I to mimo tego, że samo wprowadzenie ulgi miało za zadanie rozruszać polski sektor innowacyjny i zwiększyć wydatki przedsiębiorców w tym obszarze.

Coraz dokładniejsze kontrole i coraz więcej pytań zadawanych przez urzędników odstraszają wnioskodawców. Cały proces otrzymania ulgi rzeczywiście jest bowiem skomplikowany. Najważniejszym jego elementem jest uzyskanie indywidualnej interpretacji podatkowej. Procedura trwa ok. trzech/czterech miesięcy i rozpoczyna się od sporządzenia wniosku o wydanie takiej interpretacji, który kierowany jest do Krajowej Informacji Skarbowej. W tym czasie należy spodziewać się ze strony organu podatkowego pytań dodatkowych do przedstawionego we wniosku stanu faktycznego. Wówczas na udzielenie odpowiedzi mamy tylko siedem dni. Brak odpowiedzi bądź nie udzielenie jej w terminie skutkuje pozostawieniem wniosku bez rozpoznania – wyjaśnia CEO Pravna.pl.

Czyżewski dodaje, że fiskus zadaje coraz więcej pytań i są one coraz bardziej szczegółowe, a dzieje się tak dlatego, że urzędnicy chcą w jeszcze większym stopniu przenieść ciężar dowodowy na wnioskodawców.

Nie tylko kancelarie prawne zdobyły doświadczenie w sprawie ulgi Również i urzędnicy z każdą sprawą poszerzają swoją wiedzę i mogą zadawać coraz bardziej merytoryczne pytania. Profesjonalnie przygotowany wniosek i rzetelnie prowadzone ewidencje budzą mniej wątpliwości i znacząco przybliżają do sukcesu w kwestii uzyskania preferencyjnej stawki podatkowej – podkreśla CEO Pravna.pl

Programisto – niczego nie ukrywaj

Zdaniem eksperta z serwisu Pravna.pl najważniejszym aspektem jest bardzo szczegółowe opisanie stanu faktycznego. Programista musi wskazać, że program komputerowy lub jego część rzeczywiście ma cechy działalności badawczo-rozwojowej (nie jest powielaniem już stworzonych aplikacji lub systemów), a także poniósł koszty kwalifikowane w związku z wytworzeniem, rozwinięciem lub ulepszeniem kwalifikowanego prawa IP, a także prowadził na bieżąco odrębną ewidencję zdarzeń gospodarczych obejmującą wszystkie operacje finansowe związane z dochodami z kwalifikowanych IP oraz ewidencję czasu pracy.

Doświadczone kancelarie mają już przygotowane procedury działania i cały zestaw pytań, który pomaga w zbieraniu dokumentacji potrzebnej do uzyskania pozytywnej interpretacji KIS. Samodzielna praca nad wnioskiem może być bezskuteczna. Stracimy czas i szansę na zdobycie ulgi – ostrzega Czyżewski, którego firma przygotowała już ok. 500 wniosków, z czego 100 proc. rozpatrzonych zostało pozytywnie.  W 2019 roku przyznano w Polsce blisko 2 tysiące praw do ulgi IP BOX, a choć dane za 2020 rok nie są jeszcze znane, to szacunki wskazują, że przyznano ich kilka razy więcej.

Warto pamiętać, że nie tylko negatywna interpretacja KIS stoi na przeszkodzie w uzyskaniu ulgi IP Box, osobom które pracują w sektorze IT. Z preferencyjnej stawki podatku nie skorzystają managerowie działów IT, programiści zatrudnieni w oparciu o umowę o pracę oraz podatnicy prowadzących działalność gospodarczą opodatkowaną ryczałtem.

2021 r. będzie przełomowy dla rozwoju fotowoltaiki w Polsce

Korzystne warunki klimatyczne, wzrost cen emisji CO2, coraz tańsza „zielona energia”, zalecenia po obowiązkowym audycie energetycznym, a także obowiązująca od tego roku opłata mocowa – to tylko niektóre z elementów, które mogą wpłynąć na rosnące zainteresowanie OZE w tym roku. W szczególności dotyczy to coraz bardziej atrakcyjnej cenowo instalacji fotowoltaicznej. Jak i ile firmy mogą zaoszczędzić korzystając z energii odnawialnej i nowoczesnych rozwiązań efektywnościowych? 

Opłata mocowa

Od 1 stycznia 2021 roku obowiązuje tzw. opłata mocowa, która ma wpływ na podwyżkę rachunków za prąd dla firm. Przedsiębiorcy będą musieli pokryć 80% jej wolumenu. Wzrost całego kosztu energii dla firm może sięgać nawet 17-20%.

Jednym ze sposobów uniknięcia dodatkowych kosztów jest zainstalowanie własnego źródła energii. Wysokość dodatkowej opłaty jest uzależniona od ilości energii pobranej z sieci w godzinach 7.00-22.00 od poniedziałku do piątku. Korzystanie w tym czasie z paneli fotowoltaicznych, zwłaszcza od wiosny do jesieni, kiedy nasłonecznienie jest większe, przekłada się na realne oszczędności i zapewnia bezpieczeństwo dostaw oraz niezależność energetyczną dla biznesu.

Dzięki instalacjom fotowoltaicznym najwięcej zaoszczędzić mogą podmioty biznesowe i firmy, u których zużycie energii elektrycznej jest największe w ciągu dnia. Opłata mocowa zależy od ilości energii pobranej z sieci, zatem korzystając z fotowoltaiki możemy ograniczyć wydatki – podkreślił Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce.

Rosnące ceny emisji CO2

Rekordowe zapotrzebowanie na prąd i gaz na początku roku oraz dopuszczenie do obrotu emisjami inwestorów finansowych spowodowało znaczny wzrost opłat za emisję CO2, które obecnie kształtują się na poziomie 40 EUR za tonę, a szacuje się, że mogą skoczyć nawet do poziomu 70 EUR za tonę. W dłuższej perspektywie, na wzrost cen dwutlenku węgla w całej Europie wpływ będą mieć unijne plany redukcji spalania paliw kopalnych oraz wdrożona polityka klimatyczna. Podniesienie cen uprawnień do emisji CO2 silnie oddziałuje zwłaszcza na polski rynek, gdzie mix energetyczny zależy od węgla praktycznie w 80%.

Instalacja paneli fotowoltaicznych to prosta i stosunkowo szybka droga do częściowego uniezależnienia swojego biznesu od niepewnej sytuacji na rynku cen energii i rosnących kosztów emisji. – dodał Maciej Kowalski.

Obowiązkowy audyt energetyczny

Ustawa z 2016 r. nakłada obowiązek przeprowadzania okresowych audytów energetycznych w dużych przedsiębiorstwach działających na terenie Polski. Pierwszy audyt trzeba było wykonać w terminie jednego roku od wejścia w życie ustawy, a następne powtarzać co cztery lata. Dlatego wiele firm będzie musiało pamiętać o tym obowiązku właśnie w tym roku.

Raport z audytu pomaga w identyfikacji obszarów, na których można zaoszczędzić poprzez zmniejszenie użycia lub strat energii. Jednym z jego elementów jest wskazanie rozwiązań optymalnych dla danego budynku – na przykład modernizacji oświetlenia lub instalacji paneli fotowoltaicznych. Popularność tych rozwiązań wynika m.in. z tego, że należą do tych zaleceń po audycie energetycznym, które można stosunkowo łatwo i szybko wdrożyć w swojej firmie – wskazuje Przemysław Pidek, Head of Energy Services, Enefit

Zielona energia się opłaca

Energia odnawialna jest coraz tańsza, a największe spadki cenowe odnotowuje właśnie fotowoltaika – nawet 15% względem ubiegłego roku.

 

Niskoemisyjność jest też promowana przez Państwo. – Opłata kogeneracyjna, wynikająca z uchwalonej 14 grudnia 2018 roku ustawy o promowaniu energii elektrycznej  z wysokosprawnej kogeneracji w 2021 r. ustalona została na zero. Stawka tej opłaty jest każdego roku ustalana przez ministra właściwego do spraw energii – obecnie Minister Klimatu i Środowiska – mówi Przemysław Kałek, Radca prawny i Partner w Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy.

W procesie kogeneracji zużycie paliwa jest niższe, niż w osobnym procesie wytwarzania ciepła w ciepłowni i osobnym procesie wytwarzania energii elektrycznej w elektrowni. To przekłada się na duże oszczędności finansowe i jednocześnie jest korzystniejsze dla środowiska.

Firmy inwestują w OZE

Z OZE chętnie korzysta biznes, a firmy coraz częściej inwestują we własne źródła energii. Dla wielu przedsiębiorstw i międzynarodowych korporacji proekologiczna polityka na stałe wpisała się w długofalową strategię działania. Wizerunek biznesu przyjaznego środowisku umacnia pozycję marki i zwiększa jej konkurencyjność na rynku, a korzystanie z „zielonej energii” pozwala znacznie obniżyć wydatki na energię elektryczną, rozszerzając perspektywy rozwojowe firmy. Minimalizacja wpływu na środowisko naturalne, a także inwestycja w OZE, to wartości istotne również dla coraz bardziej świadomych ekologicznie klientów.

Artur Popko nowym prezesem Budimex SA

Artur Popko – dotychczasowy Wiceprezes Budimeksu, związany z firmą od 17 lat, pokieruje Grupą Budimex S.A.

Artur Popko – obecny Wiceprezes Budimeksu – został powołany przez Radę Nadzorczą na stanowisko Prezesa Zarządu i Dyrektora Generalnego Budimex SA. Obejmie tę rolę 20 maja 2021 roku.

Zmiana personalna spowodowana moją rezygnacją z dotychczasowego stanowiska przebiegła bardzo sprawnie. Artur Popko świetnie zna przedsiębiorstwo, posiada wiedzę, kompetencje i doświadczenie budowane przez lata pracy w branży i Budimeksie. Współpracujemy ze sobą bezpośrednio od co najmniej 11 lat. W tym czasie wraz z podległym zespołem zbudował rolę lidera w branży budownictwa infrastrukturalnego i kolejowego. W ostatnim czasie przejął również odpowiedzialność za budownictwo ogólne i energetyczne a także zasiadł w Radzie Nadzorczej spółki FBSerwis i Mostostal Kraków. Powołanie Artura Popko to część całościowego programu sukcesji w firmie obejmującego wszystkie stanowiska menedżerskie – mówi Dariusz Blocher – dotychczasowy Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Budimex SA.

Obecnie Budimex jest liderem w branży drogowej i pozostaje w pierwszej dwójce największych wykonawców modernizacji linii kolejowych w Polsce.

Dziękuje Dariuszowi Blocherowi za wieloletnią współpracę i wsparcie oraz Radzie Nadzorczej i całemu Zarządowi Budimex za powierzone mi zaufanie. Grupa Budimex jest w stabilnej sytuacji ekonomicznej i rynkowej. Priorytety, wartości i plany biznesowe firmy wyznaczone w ostatnich latach i miesiącach nie ulegają zmianie. Tak jak dotychczas, pozostaniemy firmą transparentną i dotrzymującą obietnic. Naszym priorytetem pozostanie bezpieczeństwo, dbanie o dobro pracowników i społeczności lokalnych, w których funkcjonujemy – mówi Artur Popko – nowy Prezes Zarządu Budimeksu.

Artur Popko jest związany z Grupą Budimex (Budimex Dromex) od 2004 roku. Początkowo pełnił funkcję Kierownika Budowy, a następnie Dyrektora Kontraktu. W roku 2009 awansował na stanowisko Dyrektora Rejonu a następnie Dyrektora Oddziału. Od roku 2011 zarządzał obszarem budownictwa infrastrukturalnego Budimeksu SA. W 2019 r został powołany do roli Wiceprezesa obejmując odpowiedzialność za cały obszar operacyjny Budimeksu SA. Jest absolwentem Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki Białostockiej o specjalności Budownictwo Komunikacyjne.

Polskie firmy w Rosji czekają zmiany

Działalność polskich firm w Rosji: wydłużenie terminu na złożenie wniosku o zmianę danych w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej.

Według najnowszych ustaleń firmy działające na terenie Federacji Rosyjskiej będą musiały powiadomić urząd skarbowy o zmianach w informacjach zawartych w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej w ciągu 7 dni roboczych od daty ich aktualizacji. Taki sam czas będzie miał indywidualny przedsiębiorca na powiadomienie urzędu w celu skorygowania informacji w Jednolitym Państwowym Rejestrze Przedsiębiorców Indywidualnych Federacji Rosyjskiej. To ogólna zasada prawa, która zacznie obowiązywać już od 26 kwietnia 2021 roku. Jak wskazują eksperci JP Business Law Firm to kolejne zmiany  ułatwiające funkcjonowanie przedsiębiorstw i prowadzenie biznesu na terenie Federacji Rosyjskiej.

Obecnie w większości przypadków obowiązek ten musi zostać spełniony w ciągu 3 dni roboczych od daty zmiany danych. Zasada ta obowiązuje w szczególności przy zmianie adresu lub dyrektora osoby prawnej. Inne nowelizacje zaczną obowiązywać tego samego dnia. Na przykład, jeśli zostanie zarejestrowana nowa nazwa osoby prawnej, urząd skarbowy samodzielnie poprawi informacje o tej ostatniej w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej:

  • jako o założycielu lub członku zwyczajnym innej firmy;
  • o osobie, która może działać w imieniu innej firmy bez pełnomocnictwa;
  • o posiadaczu rejestru akcjonariuszy.

„Ostatnie miesiące to szereg zmian prawnych i administracyjnych mających na celu ułatwienie funkcjonowania biznesu na terenie Federacji Rosyjskiej. Są to zarówno zmiany w mikro, jak i makro skali jak np. postępująca liberalizacja w zakresie kontroli dewizowej. W dłuższym horyzoncie czasowym może zaowocować to poprawieniem wymiany handlowej Rosji z krajami sąsiedzkimi, w tym Polską, o ile oczywiście nie będzie innych przeszkód natury geopolitycznej” – wyjaśnia Valeria Jelenska, Prezes Zarządu w JP Business Law Firm.

Ekologia w pandemii – raport Green Generation 2021

Na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute w kwietniu 2021 roku na grupie ponad 2000 internautów. To już druga edycja badania i raportu. Pierwszy ukazał się w styczniu 2020 roku. Partnerem głównym inicjatywy jest Allegro, Partnerami branżowymi są GROHE Polska oraz Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris. Pozostali green partnerzy to: CCC S.A., InPost, Naturativ, Sephora Polska, TerGo, Tymbark. Patronat merytoryczny nad projektem objęli: Izba Gospodarki Elektronicznej, Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Polska Izba Opakowań, gazeta.pl wraz z zielona.gazeta.pl oraz Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego.

O ekologii… pomyśli się potem

Rok 2020 był dla nas wszystkich trudny. Doświadczenie pandemii zapewne zostanie w nas na długo. Covid-19 zmienił to, w jaki sposób żyjemy na co dzień, jak kupujemy, ale też co generalnie myślimy o życiu. Badania zrealizowane przez Mobile Institute wraz z psycholog Dorotą Mintą w lipcu i sierpniu 2020 roku wskazują, że 32% Polaków pandemia zmobilizowała do przemyślenia dotychczasowego stylu życia i wdrożenia zmian, ale 28% poczuło bezsens tego, co robią. 47% z kolei wskazało, że ograniczą konsumpcjonizm, ponieważ doszli do wniosku, że w życiu ważniejsze jest doświadczanie niż posiadanie i tym samym, będą kupować rozsądniej. Ale czy będą to produkty ekologiczne? To już oddzielne pytanie.

Przed pandemią zainteresowanie Polaków tematyką ekologii było niskie. W pandemii jeszcze spadło i obecnie informacje o środowisku śledzi 30% badanych osób. Nie jest to nic dziwnego. Mamy dużo innych tematów do wnikliwego obserwowania – rozwój pandemii na świecie i w Polsce, liczba zachorowań, szczepionki. To tematy, o które zapytania w wyszukiwarce Google wzrosły w ostatnim roku kilkunastokrotnie, podczas gdy te o ekologię kilkukrotnie zmalały. Pandemia jest zdecydowanie bardziej palącym problemem niż środowisko, ale niestety, jak już się z nią uporamy, będziemy musieli stawić czoła kwestii zmian klimatycznych, które przez tych kilka pandemicznych lat nie znikną. Owszem, spadło tempo produkcji przemysłowej, ludzie mniej podróżują i kupują, ale z drugiej strony pojawiły się odpady medyczne, trudne w utylizacji, mamy też w wielu przypadkach powrót do foliowych, jednorazowych (bezpieczniejszych pod kątem covid-19 opakowań). Dodatkowo, bez edukacji, będziemy wciąż na tym samym – niskim w Polsce – poziomie świadomości zagrożeń ekologicznych, a więc jakiekolwiek zmiany ciężko będzie wdrażać. Wśród badanych osób 46% jest zdania, że Polska jest obszarem zagrożonym ekologicznie, a 2/3 zdaje sobie sprawę, że klimat na świecie się nie ociepla. To nieco lepsze wyniki niż rok temu, ale wciąż niesatysfakcjonujące. Pozostaje też pytanie, jak konsumenci zachowają się po pandemii. Czy faktycznie będą konsumować rozsądniej, czy „odbiją” sobie chude lata zwiększonymi wydatkami.

Jak mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzająca w Mobile Institute: „Temat ekologii w tym roku nieco się przykurzył. Zajęliśmy się wszyscy bieżącymi działaniami i walką z pandemią, zapominając na chwilę o czyhającym za rogiem zagrożeniu. Jednocześnie zadziało się kilka pozytywnych rzeczy. Okazało się, że możliwa jest, przynajmniej częściowo, praca zdalna (czyli nie trzeba dojeżdżać codziennie do pracy), możliwe są zakupy w sieci (ograniczające dojazdy autem na zakupy do galerii handlowych), możliwe jest częściowe ograniczenie konsumpcji „zachciankowej”, czy zasięgu podróży urlopowych do własnego kraju. To oczywiście sytuacja tymczasowa i nie zawsze w pełni pozytywna (podróże zagraniczne poszerzają nasze horyzonty i uwrażliwiają na aspekty piękna przyrody i czystości środowiska), ale pokazująca, że pewne niekonwencjonalne rozwiązania są możliwe. Niestety, wyniki badania wskazują raczej na to, że znaczna część konsumentów po pandemii wróci do starych nawyków zakupowych. Jedynym sposobem, aby tego uniknąć, jest edukacja, zarówno przez instytucje państwowe, jak i marki. W tych dwóch podmiotach konsumenci upatrują najczęściej wsparcia w kontekście ekologii, rzetelnej informacji, a także wdrażania rozwiązań przyjaznych środowisku, z których konsumenci mogliby korzystać.”

E-commerce – bardziej zielony brat zakupów stacjonarnych

Pozytywną zmianą w kontekście ekologii może okazać się przeniesienie się polskich konsumentów do Internetu. Obecnie kupuje w e-commerce już ¾ internautów. Pandemia wymusiła na nas wypróbowanie zakupów internetowych w kategoriach, do których wcześniej mieliśmy spore obawy, w szczególności produktów spożywczych, leków oraz droższych sprzętów elektronicznych i produktów wyposażenia domu. Obecnie zakupy w tych kategoriach dla większości konsumentów nie stanowią problemu i są to jedne z najszybciej rosnących kategorii e-commerce.

Dlaczego e-commerce może być eko-pozytywnym zjawiskiem? Polacy kupujący w sieci wykazują większą wrażliwość na aspekty ekologiczne, zarówno w kontekście zakupów, jak i codziennych aktywności. Zacznijmy od świadomości. Informacje dotyczące stanu środowiska naturalnego śledzi 60% e-kupujących. 83% uznaje Polskę za obszar zagrożony ekologicznie, a 89% wie o zmianach klimatycznych na świecie. To znacznie więcej niż średnio wśród Polaków. Kupujący w sieci dostrzegają też 2-krotnie więcej różnorodnych zagrożeń związanych ze środowiskiem niż przeciętny badany, w tym zanieczyszczenie powierza, dużą ilość śmieci, zmiany klimatyczne, brak poszanowania przyrody i różnorodności gatunkowej oraz nadmierne wykorzystanie plastiku. 88% badanych e-kupujących dostrzega także nieekologiczne praktyki sprzedawców w e-commerce. E-konsumenci są przeciwni takim działaniom jak używanie folii do pakowania przesyłek, pakowanie małych produktów w duże paczki, używanie wypełniaczy, brak opcji eko-opakowania, czy eko-dostawy – dłuższej, ale z mniejszym śladem węglowym, czy brak opcji odbioru produktów w dedykowanych punktach. Tak świadomi konsumenci mogą zagłosować „klikami i portfelem” wybierając dostawców działających zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że, jak mówią wyniki badania „Co (u)gryzie e-commerce?” z początku 2021 roku, polscy konsumenci oczekują, że e-commerce jako nowoczesna i dynamicznie rosnąca gałąź gospodarki, będzie wyznaczał innym standardy.

W Allegro do tematu zrównoważonego rozwoju podchodzimy bardzo ambitnie. Chcemy być zarówno miejscem zrównoważonych zakupów i odpowiedzialnych wyborów dla naszych klientów, jak również wspierać zrównoważony rozwój naszych sprzedawców, czyli już ponad 128 tys. głównie małych i średnich polskich przedsiębiorstw. Chcemy wyznaczać trendy i dostarczać gotowe rozwiązania. Właśnie dziś, 21 kwietnia, do naszej oferty trafia 9 rodzajów ekologicznych, certyfikowanych, pochodzących z recyklingu, tekturowych opakowań i kopert. W ten sposób, odpowiadając na rosnące oczekiwania klientów, przygotowaliśmy atrakcyjną cenowo propozycję dla sprzedawców. Nasi klienci dzięki Naturalnie.allegro.pl jeszcze łatwiej mogą dotrzeć do przyjaznych środowisku, wegetariańskich, certyfikowanych produktów dla siebie i swoich rodzin – mówi Marta Mikliszańska, Head of Public Affairs & Sustainability w Allegro.pl.

Czy tak się stanie – konsumenci wymuszą zmiany w e-commerce? Wiele wskazuje na to, że tak. 45% e-kupujących jest w stanie poczekać dłużej na przesyłkę, jeśli ta będzie bardziej eko, czyli wszystkie produkty będą przesłane w jednej paczce. ¼ jest w stanie oczekiwać na taką przesyłkę nawet dłużej niż 5 dni. 32% e-konsumentów chce dopłacić za to, by sprzedawca zapakował produkt bez foli i zbędnych wypełniaczy albo zastosował naturalne, niefoliowe wypełniacze. ¼ jest gotowa zapłacić za to ponad 5 zł, chociaż najczęstsza odpowiedź to 1-2 zł (43%).

Dlaczego więc jeszcze nie świętujemy?

Gdy zaczynamy mówić o skłonności do dopłat i cenach, wkracza znów pandemia. Wyniki badania pokazują wyraźnie, że ostatni rok – niepewność jutra w kontekście zdrowia, gospodarki, naszych własnych finansów i pracy – spowodowała, że staliśmy się znów bardziej wrażliwi cenowo. Przed pandemią, Polacy zapytani o to, jakimi czynnikami kierują się przy wyborze różnych produktów, coraz częściej wskazywali jakość. Cena w pewnym momencie spadła już na drugie miejsce. W tym roku mamy powrót do zakupów oszczędnych, a więc niskie ceny i duże promocje grają znów „pierwsze skrzypce” podczas decyzji zakupowych.

Jest oczywiście grupa konsumentów bardziej świadomych, którzy na aspekty jakości i ekologii zwracają uwagę znacznie częściej niż pozostali. Są to właśnie kupujący online, ale też rodzice, przedstawiciele pokoleń Young i Old Millennials oraz Silver Power, a także mieszkańcy dużych miast. Zwiększeniu wrażliwości ekologicznej podczas zakupów sprzyja także wyraźnie zainteresowanie tematyką ekologii i świadomość zmian, jakie zachodzą w środowisku, więc edukacja Polaków w tym obszarze jest po prostu konieczna. Tym bardziej, że prawie połowa badanych (a 1/3 e-kupujących) uważa wciąż, że ekologia to moda, która przeminie, a nie postawa, która powinna trwać i odzwierciedlać nasz szacunek do środowiska.

„Woda jest ważnym zasobem naturalnym. Ma ona szczególne znaczenie dla firmy GROHE, w której pracuję. Wiemy, że jej zasoby są ograniczone, dlatego nieustannie rozwijamy innowacyjne produkty i technologie, pomagając konsumentom w świadomym osiągnięciu bardziej racjonalnego zużycia wody w codziennym życiu, przy jednoczesnym ograniczeniu ich niekorzystnego wpływu na środowisko. Ważny jest dla nas również proces, w trakcie którego wytwarzane są nasze rozwiązania. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak duża odpowiedzialność ciąży na producentach, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę zanieczyszczeń powstających w wyniku procesów produkcyjnych. Podstawę naszych ekologicznych działań stanowi jednak przede wszystkim opracowanie produktów łączących w sobie szczególne, kompromisowe podejście do ograniczania zużycia wody z komfortem użytkowania. Jednym z przykładów takiego połączenia jest wykorzystanie w naszych produktach technologii EcoJoy, dzięki której zużycie wody zmniejsza się co najmniej o połowę przy jednoczesnym zachowaniu komfortu korzystania z wody. Odpowiednio dobrane produkty łazienkowe umożliwiają również oszczędność energii, jak i pieniędzy – co jest istotne przy stale rosnących opłatach za wodę i energię potrzebną do jej ogrzania. Naszym celem jest zatem tworzenie rozwiązań, dzięki którym konsumenci mogą w prosty sposób uczynić swoje codzienne życie bardziej ekologicznym.” – mówi Cezary Kowalczyk, Project Sales Director w GROHE Polska.

Konsument mówi „sprawdzam”

Jak więc przekonać konsumentów, że ekologia to nie moda? Tu zadanie stoi między innymi przed markami, których komunikacja i oferta jest kluczowa. Warto zacząć od kategorii, gdzie wrażliwość konsumentów na jakość, aspekty zdrowotne i ekologiczne jest największa. Takie kategorie to przede wszystkim produkty spożywcze, produkty dla dzieci i kosmetyki. W przypadku kosmetyków, składem kieruje się co 4. konsument. Podobnie, co 4., zwraca uwagę na to, a jaki sposób kosmetyk powstał. Co 8. sprawdza certyfikaty ekologiczne. 1 na 10 zwraca uwagę na to, aby produkt był lokalny oraz nie testowany na zwierzętach. 18% klientów e-commerce oczekuje też, że będzie dokładnie opisany, tak aby można było wyszukać taki, który spełnia powyższe wymagania.

„Dbałość o naturę i środowisko, w którym żyjemy, jest dla nas szczególnie istotna – chcemy zostawić przyszłym pokoleniom czysty, ekologiczny świat. Jako producent kosmetyków skupiamy się na takich aspektach, jak np. zrównoważona gospodarka surowcowa, racjonalne gospodarowanie odpadami czy odpowiednie zużycie wody. Stawiamy na rozwój zaawansowanych badań naukowych, mając na względzie ich znaczenie w tworzeniu naszych produktów w taki sposób, aby móc zaoferować wartość dodaną otoczeniu. Wykorzystując technologie stworzone w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris, jesteśmy w stanie tworzyć innowacyjne rozwiązania, które podnoszą jakość życia. Jesteśmy zaangażowani w badania nad wykorzystaniem w opakowaniach surowców pochodzenia naturalnego, biodegradowalnego. Jako jedni z pierwszych w Polsce wprowadziliśmy też na rynku masowym koncept opakowania typu refill, a już teraz, w 2021 roku, realizujemy poziomy odzysku i recyklingu odpadów opakowaniowych, które Unia Europejska planuje osiągnąć w 2030 roku.” – wskazuje Joanna Łodygowska, Szef Działu Komunikacji, Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris.

Czynniki e-ryzyka

Niepokojącym aspektem e-commerce, który może znacząco wpłynąć na jego „zieloność” są zagraniczne dostawy oraz zwroty. Oba zjawiska rosną, szczególnie wśród młodszych konsumentów i, co ważne, badani e-kupujący nie widzą w nich nic złego, nawet jeśli uświadomić im, że ma to znaczny wpływ na ślad węglowy ich zakupów. Tutaj musimy zapalić „żółte światło” i zastanowić się jak przekonać konsumentów do bardziej przemyślanych zakupów oraz korzystania z lokalnych dostawców.

Po więcej informacji i danych, zapraszamy na stronę Mobile Institute, gdzie znajduje się raport do bezpłatnego pobrania https://mobileinstitute.eu/green

Inwestycyjna euforia na rynku mieszkaniowym! [Dane GUS]

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje wyniki, które wskazują na rynkową euforię inwestycyjną w pełnej krasie. Trudno bowiem o bardziej adekwatne określenie statystyk pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, wypracowane przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach br. 

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku, trudno nie odnieść ich do zakomunikowanych niedawno statystyk sprzedaży deweloperów giełdowych za analogiczny okres. Nieoczekiwanie bowiem okazały się one jednymi z najlepszych w historii rodzimego pierwotnego rynku mieszkaniowego, ustępując pola tylko dwóm kwartałom z rekordowego roku 2017. Kontraktacja szesnastki rynkowych tuzów z wolumenem w sumie grubo ponad 7 tys. lokali przewyższyła o blisko jedną czwartą wynik z analogicznego okresu roku poprzedniego, zaznaczmy – uznanego powszechnie jako zdecydowanie udany, a więc z poprzeczką bazy zawieszoną wysoko.

Tym samym, w sytuacji ewidentnego powrotu boomu i wysokiego prawdopodobieństwa kontynuacji tendencji wysokich parametrów popytu na nowe „M”, warto popatrzeć na dane GUS z punktu widzenia perspektyw zachowania względnej równowagi popytowo-podażowej polskiej mieszkaniówki. Jej poważniejsze zakłócenie byłoby bowiem jak najgorszą przesłanką rynkową, z trudno przewidywalnymi negatywnymi konsekwencjami.

Mocny marzec w mieszkaniówce

Szczęśliwie poziom danych inwestycyjnych, na jaki pierwotny rynek mieszkaniowy dosłownie wzbił się w marcu, znakomicie windując wyniki całego pierwszego kwartału, zdaje się rozwiewać wszelkie obawy o jakiekolwiek problemy deweloperów z równoważeniem rynku w przewidywalnej przyszłości.

Jak się okazuje, pomimo trwającej pandemii wciąż zdecydowanie dobrze prezentujące się statystyki budownictwa mieszkaniowego ostatnich miesięcy, nie stanowią dla inwestorów większej przeszkody w przekraczaniu kolejnych historycznych poziomów. Pierwszy kwartał br. okazał się bowiem nieporównywalnie bardziej owocny inwestycyjnie od analogicznego okresu 2020 roku. Ten ostatni, przed rokiem, także oceniany był jak najbardziej pozytywnie. W sposób szczególny widać to w przypadku rekordowych wolumenów rozpoczętych inwestycji oraz pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym.

Inwestorzy ruszyli z budową lokali

Pełen rozruch sezonu budowlanego zaowocował zwłaszcza w marcu wynikami budzącymi prawdziwy respekt. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową ponad 30 tys. mieszkań, co jest rezultatem nie tylko o ponad 60 proc. lepszym od uzyskanego w marcu ub. roku, ale i historycznie rekordowym. Tym razem to zasługa zarówno deweloperów, którzy rozpoczęli budowę imponującej w skali miesiąca liczby blisko 18 tys. mieszkań, jak i inwestorów indywidualnych z rezultatem prawie 12 tys. domów.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2021 roku w Polsce ruszyła budowa 63,7 tys. mieszkań i domów, o 21 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku, i najwięcej w historii kwartalnych wyników krajowego rynku pierwotnego.Tab. 1 – Wyniki deweloperów mieszkaniowych – IQ2021

Co bardzo istotne, rynkową euforię inwestycyjną w pełni potwierdzają gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie, w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano, bagatela, prawie 34 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem o ponad połowę wyższym od uzyskanego w marcu 2020 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń było ogółem aż z górą 84 tys., czyli o 42 proc. więcej w relacji rok do roku.

Co ciekawe, przy wyraźnie dodatniej dynamice prezentowanej w tej kategorii danych przez inwestorów indywidualnych na poziomie około jednej czwartej, deweloperzy zaprezentowali dosłownie statystyczną eksplozję. W samym marcu uzyskali oni 23,3 tys. nowych pozwoleń – o równo dwie trzecie więcej rok do roku, natomiast w okresie styczeń – marzec zgromadzili ich już ponad 56 tys., czyli o ponad połowę więcej niż w trzech pierwszych miesiącach ub. roku.

Jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. W tej sytuacji aktualny stan tego ostatniego nie wymaga komentarza.

W tym stanie rzeczy statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. Jednak i w tym przypadku mamy dobre wiadomości, satysfakcjonujące dane i optymistyczne perspektywy.

W marcu było takich mieszkań w sumie 19,5 tys., czyli dość imponujące 25 proc. więcej licząc rok do roku. Nieco gorzej prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie 53,3 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 7,4 proc.

Co dalej?

Lektura aktualnej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymiar niespotykanie dotąd optymistyczny, a w połączeniu z ogłoszonymi ostatnio wynikami kontraktacji deweloperów giełdowych wręcz zastanawiający.

Podstawowe dla bieżącej oceny stanu koniunktury statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji i pozwoleń na budowę, nie tylko bez problemu utrzymują się na bardzo wysokich poziomach, ale ponownie wybiły do absolutnie rekordowych wartości. Tym samym wszystko wskazuje na to, że koronakryzys nie tylko nie wyrządził większych szkód w stanie koniunktury pierwotnego rynku mieszkaniowego, ale wręcz podkręcił jej parametry do dawno nie notowanych wartości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zagrożenia i szanse dla rynku pracy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej

Największym wyzwaniem dla pracodawców obecnych w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech jest obecnie luka kompetencyjna oraz zachowanie elastyczności umożliwiającej szybkie dopasowanie się do zachodzących zmian. Jednogłośnie jako problematyczną określają niewystarczającą dostępność kompetencji na regionalnych rynkach oraz ogólną presję płacową. Jak wynika z raportu „How R U CEE?”, pandemia nie dokonała spustoszenia na rynku pracy i rynku nieruchomości w czterech największych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, chociaż nie pozostała bez wpływu na perspektywy rozwoju.

Jak na pandemię zareagowały rynki pracy w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech? Jak wpłynęła na terminowość prac deweloperów i oczekiwania ze strony najemców w czterech największych krajach Europy Środkowo-Wschodniej? Czy dla inwestorów dwie pierwsze fale pandemii objawiły się lekką zadyszką czy bardziej utratą tchu i w jakim stopniu kryzys mógł zachwiać strategiami biznesowymi? Odpowiedzi na te pytania podsuwa raport „How R U CEE?” opracowany przez agencję nieruchomości BNP Paribas Real Estate, we współpracy z Hays Poland oraz act legal Polska. Publikacja stanowi kompendium wiedzy na temat sytuacji obserwowanej w czterech krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej – prezentuje dane makroekonomiczne, sytuację na rynku nieruchomości, trendy inwestycyjne oraz perspektywę pracowników i pracodawców obecnych na poszczególnych rynkach pracy.

Rok w pandemii sporo nas nauczył. Dla wielu był rokiem zmian strategii oraz planów i to nie tylko tych zawodowych. Dotychczas w naszych raportach z cyklu „How R U CEE?” pytaliśmy kraje Europy Środkowej, jak się ma ich nieruchomościowy biznes. W ostatniej publikacji, do udziału w której zaprosiliśmy ważnych partnerów, musieliśmy zadać inne pytanie: jak przechodzicie koronawirusa i jak wpływa on na wasze działania? Zależało nam, żeby dane motywowały nas do refleksji, do lepszego wyciągania wniosków. Do zmiany. Bo właśnie od kierunku, w którym będzie zmieniał się rynek nieruchomości, rynek pracy i gospodarka w ogóle będzie zależeć przyszłość naszego regionu – mówi Patrycja Dzikowska, Head of Research & Consultancy Central & Eastern Europe, BNP Paribas Real Estate Poland.

Dwie perspektywy, cztery rynki pracy

Zawirowania związane z pandemią i wprowadzane obostrzenia wpłynęły na regionalne rynki pracy. Eksperci Hays na potrzeby raportu „How R U CEE?” przeanalizowali wpływ pandemii na aktywność specjalistów i pracodawców, mobilność pracowników, poszukiwane kompetencje, a także najbardziej atrakcyjne branże w czterech krajach Europy Środkowo-Wschodniej – Polski, Czech, Węgier i Rumunii. Przedmiotem badania była również perspektywa pracodawców, m.in. argumenty, które w nowych realiach rynkowych są pomocne w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, plany dotyczące trybu funkcjonowania firm po pandemii, a także najistotniejsze czynniki hamujące rozwój rynku pracy w danym kraju.

Chociaż każdy rynek pracy ma inną charakterystykę, przyjmuje inną strategię walki z konsekwencjami pandemii, jest regulowany odmiennymi przepisami prawa oraz obowiązującymi standardami rekrutacyjnymi, to kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej stosunkowo dobrze poradziły sobie z konsekwencjami pandemii. Jak wynika z danych Eurostatu, wszystkie cztery kraje notują poziom bezrobocia poniżej średniej dla Unii Europejskiej, wynoszącej 7,5 proc. Najnowsze dane z lutego 2021 wykazują, że stopa bezrobocia wynosiła 3,1 proc. w Polsce (+0,1 p.p. w porównaniu z danymi za luty 2020), 3,2 proc. w Czechach (+0,4 p.p.), 4,9 proc. na Węgrzech (+1,4 p.p.) oraz 5,7 proc. w Rumunii (+1,5 p.p.). Jednocześnie wszystkie cztery kraje cieszą się zainteresowaniem potencjalnych inwestorów, co zwiększa perspektywy zatrudnienia i daje szansę na szybsze odbicie gospodarcze po kryzysie wywołanym koronawirusem.

Mimo że firmy i pracownicy wciąż ostrożniej podejmują decyzje związane z zatrudnieniem, to polski rynek pracy wykazał się odpornością na zmiany wywołane pandemią. Rok temu część pracodawców wstrzymała realizację strategii HR, jednak wraz z upływem czasu obserwujemy stały przyrost rekrutacji na stanowiska specjalistyczne. Aktualnym wyzwaniem dla pracodawców pozostaje luka kompetencji, która niesie za sobą trudności w pozyskiwaniu ekspertów z unikatowymi umiejętnościami. Niedobór kompetencji jest problemem w skali globalnej i w najbliższej przyszłości będzie motywować firmy do inwestowania w programy szkoleniowe, podnoszenie kwalifikacji, a nawet opcje przekwalifikowania dla pracowników – komentuje Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Pracownicy cenią podobne aspekty zatrudnienia

Badanie wykazało, że w świetle obecnej sytuacji pracę najszybciej są w stanie zmienić Rumuni, za którymi ex aequo uplasowali się Polacy i Węgrzy. Najmniejszą gotowość do zmiany miejsca zatrudnienia zadeklarowali Czesi. Na pytanie o to, co jest główną motywacją przy zmianie pracy, respondenci we wszystkich krajach objętych badaniem najczęściej wymieniali poziom wynagrodzenia. W Polsce, Czechach i na Węgrzech o wyborze miejsca pracy poza zarobkami decydują również takie motywatory jak stabilność zatrudnienia, interesujące projekty, równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, a także elastyczność. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie pracownicy nad stabilnością zatrudnienia stawiają wyzwania i rozwój kariery zawodowej.

Najważniejsze czynniki brane pod uwagę przy zmianie miejsca pracy

Perspektywa pracowników

POLSKA CZECHY WĘGRY RUMUNIA
85% Poziom wynagrodzenia 89% Poziom wynagrodzenia 88% Poziom wynagrodzenia 74% Poziom wynagrodzenia
67% Stabilne zatrudnienie 63% Praca elastyczna 70% Stabilne zatrudnienie 57% Ciekawe projekty i wyzwania
60% Ciekawe projekty i wyzwania 61% Stabilne zatrudnienie 65% Work-life balance 56% Możliwości rozwoju kariery

Źródło: Raport BNP Paribas Real Estate, Hays Poland, act legal Polska „How R U CEE?”.

Jednym z ciekawych obszarów objętych badaniem jest również mobilność pracowników. Respondenci zostali zapytani m.in. o to, czy w momencie otrzymania atrakcyjnej oferty pracy byliby skłonni przeprowadzić się do innego regionu czy miasta w granicach obecnie zamieszkiwanego kraju. Największą otwartość na migrację zarobkową wewnątrz kraju deklarują pracownicy w Rumunii (73 proc.), natomiast najmniejszą na Węgrzech (30 proc.). W Polsce i Czechach odpowiedzi twierdzących udzieliło kolejno 43 i 45 proc. respondentów.

Polacy zapisali się na kartach historii jako naród niezwykle mobilny i skłonny do wyjazdów za pracą. Do niedawna wykazywali się jednak zupełnie odmiennym podejściem do migracji zarobkowej na terenie kraju. Bardzo często zapuszczali korzenie w mieście, w którym ukończyli edukację, pozostając niechętnymi wobec zmiany miejsca zamieszkania, nawet jeśli w innym regionie czekała na nich atrakcyjna oferta pracy. To podejście powoli ulega zmianie, o czym świadczą wyniki badania. Pozostaje jednak pytanie, czy w obliczu popularyzacji pracy zdalnej, otwartość pracowników na relokację – czy też jej brak – będzie istotna dla rekrutujących firm oraz inwestorów rozważających ulokowanie w Polsce swoich projektów.

Strategia na przyszłość

Pracodawcy w Polsce konkurują o ekspertów z cennymi kwalifikacjami i tworzą strategie HR oferujące atrakcyjne wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Badanie wykazało, że zdaniem pracodawców obecnych na polskim rynku, poza wynagrodzeniem (97 proc.) to właśnie interesujące projekty (60 proc.) i praca w firmie gwarantującej rozwój zawodowy (57 proc.) odgrywają kluczową rolę w pozyskiwaniu pracowników. Jednocześnie, w cieniu pandemii najbardziej cenionymi umiejętnościami na polskim rynku pracy są kompetencje techniczne, menedżerskie oraz szeroko rozumiane umiejętności cyfrowe, odnoszące się zarówno do praktycznych i uniwersalnych zdolności, jak i wyspecjalizowanych umiejętności pracowników branży IT.

W pozostałych krajach regionu – podobnie jak w Polsce – koronawirus największe piętno odcisnął na sektorze handlu, turystyki czy hotelarstwa. Nowa rzeczywistość spowodowała, że w Czechach na czele zapotrzebowania kompetencyjnego pracodawców znaleźli się specjaliści ds. e-commerce i online marketingu, a także analitycy zajmujący się sprzedażą w kanałach internetowych. W Rumunii sektorem najbardziej odpornym na koronawirusa okazał się sektor IT, co poskutkowało wzrostem zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się infrastrukturą informatyczną, rozwojem oprogramowania i cyberbezpieczeństwem. Podobna sytuacja ma miejsce na Węgrzech, gdzie na przestrzeni roku wzrosło zapotrzebowanie na pracowników z kwalifikacjami programistycznymi i informatycznymi, a także sprzedażowymi i inżynieryjnymi.

Eksperci Hays zapytali pracodawców również o czynniki, które ich zdaniem w największym stopniu hamują rozwój rynków pracy. Co istotne, niezależnie od specyfiki poszczególnych krajów i odczuwanych przez nie skutków pandemii, we wszystkich badanych krajach najczęściej wskazywane były dwa czynniki. Jako główne problemy pracodawcy z Polski, Czech, Rumunii i Węgier diagnozowali ograniczoną dostępność pracowników z poszukiwanymi umiejętnościami, a także ogólną presję płacową. Są to również czynniki, które biorą pod uwagę zagraniczne koncerny wybierające lokalizację dla swoich projektów inwestycyjnych.

Największe wyzwania dla pracodawców obecnych na poszczególnych rynkach pracy

Perspektywa pracodawców

POLSKA CZECHY WĘGRY RUMUNIA
69% Dostępność poszukiwanych kompetencji 68% Dostępność poszukiwanych kompetencji 50% Dostępność poszukiwanych kompetencji 63% Dopasowanie systemu edukacji do potrzeb pracodawców
56% Ogólna presja płacowa 62% Ogólna presja płacowa 50% Koszty pracy 55% Ogólna presja płacowa
51% Koszty pracy 40% Struktura rynku pracy 50% Dynamika zmian na rynku pracy 53% Dostępność poszukiwanych kompetencji

Źródło: Raport BNP Paribas Real Estate, Hays Poland, act legal Polska „How R U CEE?”.

Okiem deweloperów i inwestorów

Raport „How R U CEE?” jest przede wszystkim źródłem wiedzy na temat kondycji rynku nieruchomości. Badanie BNP Paribas Real Estate przeprowadzone wśród deweloperów i inwestorów nieruchomościowych w drugiej połowie minionego roku pokazało, że prawie połowa nie zauważyła negatywnego wpływu pierwszych miesięcy pandemii na swoje działania. Koronawirus nie zatrzymał deweloperów – 87 proc. zadeklarowało, że zamierza zakończyć projekty w terminie. Ewentualne przesunięcia miałyby natomiast wynikać ze spadku zainteresowania najemców (52 proc.), spełnienia wymogów stawianych przez banki i instytucje finansujące (36 proc.), wzrostu kosztów budowy, a w szczególności kosztów pracy i materiałów (21 proc.). Co istotne, odpowiedzi deweloperów objętych badaniem pokazują, że pandemia nie wywróciła też do góry nogami planów budowlanych.

Mimo że pandemia lżej lub mocniej zaciągnęła hamulec w wielu działaniach inwestorów na czterech największych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, to nie zatrzymała inwestycji na rynku nieruchomości. W prognozach dotyczących powrotu rynku do formy panuje umiarkowany optymizm. Największa część – 38 proc. – inwestorów przewiduje, że zajmie to więcej niż 12 miesięcy. W ocenie i przewidywaniach rynkowych graczy dotyczących warunków najmu w przyszłości da się zauważyć istotną rolę elastyczności kontraktów (29 proc.) i skracania okresu wynajmu (27 proc.).

Współautorzy raportu z act legal Polska zaznaczają, że pandemia uwypukliła problemy sektora tzw. tradycyjnych centrów handlowych. Poskutkowało to brakiem zainteresowania tego typu aktywami ze strony inwestorów, trudnościami w pozyskaniu finansowania i refinansowania oraz problemami płynnościowymi operatorów. Wyjątkiem są parki handlowe, których odporność na perturbacje związane z pandemią wynikała zarówno z faktu, że gros ograniczeń prawnych dotyczyło obiektów handlowych powyżej 2000 mkw. powierzchni sprzedaży, jak również z postrzegania parków handlowych jako bezpieczniejszego miejsca dokonywania zakupów.

W niełatwej sytuacji po pierwszych miesiącach walki z koronawirusem był też sektor biurowy. W każdym z czterech największych krajów regionu spadała liczba podpisanych umów najmu, powiększył się zasób pustostanów, a wysokość stawek czynszowych została skorygowana w dół. Eksperci act legal Polska zaznaczają, że wygranym w pierwszych potyczkach z koronawirusem okazał się sektor nieruchomości magazynowych. Intensywny rozwój tego sektora dotyczy nie tylko transakcji pozyskania lokalizacji pod inwestycje magazynowe, ale również transakcji najmu oraz sprzedaży aktywów logistycznych.

Sektor logistyczny postrzegany jest jako najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów – mówi Marek Wojnar, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska. – Dodatkowo, prawne ograniczenia dotyczące pandemii (poza oczywistymi problemami pracowniczymi) nie dotknęły graczy z sektora logistycznego w takim stopniu, jak innych uczestników rynku nieruchomości komercyjnych. To wszystko sprawia, że inwestycje magazynowe postrzegane są jako bezpieczne – dodaje Marek Wojnar.

Blockchain jako akcelerator transformacji cyfrowej w Polsce

Niewiele ponad dekadę zajęło blockchainowi przejście od fazy eksperymentalnej do wypracowania opcji praktycznego zastosowania nowej technologii w wielu dziedzinach gospodarki. Zastosowana w 2009 r., na potrzeby obsługi bitcoina rozproszona baza danych, obecnie jest wykorzystywana m.in. w bankowości, finansach, ubezpieczeniach czy logistyce. Systematycznie pojawiają się kolejne potencjalne obszary zastosowania technologii blockchain, a Polska jest jednym z liderów rozwoju inicjatyw, mających na celu akceleracje innowacyjnych rozwiązań blockchainowych.

Blockchain to technologia, która jest wykorzystywana do bezpiecznego przechowywania oraz przesyłania informacji, układanych w sekwencje bloków danych. Jej unikalnymi cechami jest decentralizacja oraz wykorzystanie mechanizmu konsensusu, które wykluczają możliwość dokonywania jakichkolwiek zmian czy ingerencji w zapisanych informacjach w sposób niezauważony przez innych użytkowników. Co więcej, ze względu na brak centralnego serwera przechowującego dane, jest wyjątkowo skutecznie zabezpieczona przed cyberatakami.

Blockchain przestaje być eksperymentem

Korzyści ze stosowania rejestrów rozproszonych pierwszy zauważył sektor finansowy, także poza obszarem tradycyjnie i niesłusznie utożsamianym z blockchainem czyli światem kryptowalut. Branża korzysta już np. z trwałego nośnika – narzędzia opartego na tej technologii, które umożliwia przekazanie dokumentów w wersji elektronicznej w sposób zapewniający ich trwałość i nieusuwalność. W polskim sektorze bankowym, rozwiązanie wykorzystujące trwały nośnik oparty na blockchain i macierzy WORM, dostarczane przez KIR, stosują już PKO Bank Polski oraz Bank BNP Paribas. Z czasem technologię tę dostrzegły także inne branże – blockchain wykorzystuje się dziś także w ubezpieczeniach, logistyce, opiece zdrowotnej czy kulturze.

Eksperci prognozują, że w najbliższych latach będziemy obserwować intensywny rozwój blockchain.

55 proc. światowej kadry zarządzającej zaliczyło inwestycje w blockchain do pięciu najważniejszych strategicznie obszarów rozwoju, a tylko 2 proc. ankietowanych uważa, że nie będą mieć one większego znaczenia[1]. 88 proc. uczestników Deloitte’s 2020 Global Blockchain Survey uważa, że uniwersalność tego rozwiązania przyczyni się do jego upowszechnienia. Zdaniem 83 proc. ankietowanych, firmy będą wprowadzać blockchain, żeby zachować konkurencyjność. Natomiast wg PwC’s Global Blochchain Survey 2018, 84% światowych organizacji rozpoczęło, nawet w niewielkim stopniu inwestycje w ten rodzaj technologii[2].

Polska wyprzedza Europę

Pod koniec 2020 r. KIR wraz partnerami – instytucjami i firmami od lat działającymi na rzecz rozwoju polskiego sektora technologicznego, uruchomił piaskownicę blockchain, czyli platformę technologiczno-biznesową oferującą unikalne rozwiązanie dla firm, w tym startupów, zainteresowanych rozwijaniem biznesu opartego na blockchain. Sandbox Blockchain to pionierski koncept całkowicie bezpłatnego środowiska przeznaczonego do akceleracji innowacyjnych rozwiązań opartych na tej technologii.

We wrześniu ubiegłego roku Komisja Europejska ogłosiła, że do 2022 r. wraz z European Blockchain Partnership (EBP) uruchomi piaskownicę regulacyjną skoncentrowaną na kryptowalutach i blockchainie[3]. Jest to część unijnej strategii Digital Finance, której celem jest m.in. zapewnienie równych warunków działania dostawcom usług finansowych: zarówno tradycyjnym instytucjom bankowym, jak i przedsiębiorstwom technologicznym.

Komercjalizacja nowych rozwiązań to wyzwanie

Globalne zainteresowanie blockchainem spowodowało wzrost liczby firm, które budują swoje usługi z wykorzystaniem tego rozwiązania. Tylko w Polsce działa obecnie ponad 40 startupów pracujących wyłącznie nad blockchainem. Liczba ta jest jednak w rzeczywistości znacznie większa, gdyż w raportach nie uwzględnia się przedsiębiorstw, których działalność skupia się także na innych technologiach[4].

Upowszechnianie się usług opartych na blockchainie w gospodarce wymaga dopasowania komercjalizowanych rozwiązań do obowiązujących regulacji. Decydenci twierdzą, że właśnie niepewność regulacyjna to największa trudność we wdrażaniu w organizacjach tego rodzaju technologii[5]. Stanowi to nierzadko wyzwanie, zarówno dla dużych jak i małych podmiotów, które muszą ponosić duże koszty testowania swoich nowych pomysłów biznesowych.

Skuteczność narzędzi typu piaskownica jest od lat obserwowana za granicą – badania przeprowadzone na brytyjskim rynku pokazały, że uczestnictwo w piaskownicy ma pozytywny wpływ na zwiększenie pozyskiwanego kapitału od inwestorów – aż o 15%. Funkcjonowanie środowisk testowych ma znaczenie także dla zmniejszenia asymetrii w zakresie informacji oraz kosztów regulacyjnych. Autorzy badań uznali, że piaskownice mogą stać się kluczowym narzędziem politycznym do czerpania korzyści z innowacji finansowych[6].

– Wiemy, jak dużym wyzwaniem biznesowym, operacyjnym, technologicznym i kosztowym jest wprowadzenie na rynek nowego rozwiązania. KIR, jako sektorowy hub technologiczny wdrażający innowacyjne narzędzia cyfrowe, ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie i chce się nim dzielić. Dlatego w ramach Sandbox Blockchain, wraz z partnerami projektu, oprócz dedykowanego środowiska technologicznego, zapewniamy uczestnikom kompleksowe wsparcie w procesie komercjalizacji – mówi Michał Pierzgalski, Ekspert z Obszaru Rozwoju Systemów i Sektor Publiczny w KIR. Użytkownicy platformy mogą nie tylko testować swoje pomysły pod względem technologicznym, ale również wymieniać się wiedzą oraz doświadczeniami z parterami projektu.

W budowę Sandbox Blockchain, oprócz KIR włączyli się: IBM i Chmura Krajowa, którzy odpowiadają za kwestie technologiczne, PKO Bank Polski w roli akceleratora, a także Fundacja FinTech Poland i Urząd Komisji Nadzoru Finansowego wspierające projekt w kwestiach związanych z regulacjami i otoczeniem prawnym. Funkcję koordynatora pełni Fundacja KIR na Rzecz Rozwoju Cyfryzacji Cyberium. Zaangażowanie w realizację tego przedsięwzięcia firm i instytucji o strategicznym rynkowym znaczeniu jest dowodem znaczenia technologii blockchain dla rozwoju współczesnego, nowoczesnego biznesu i całej gospodarki.

Szczegółowe informacje na temat projektu Sandbox Blockchain oraz informacje o możliwości dołączenia do inicjatywy dostępne są na stronie: https://www.sandboxblockchain.pl/.

[1] https://www2.deloitte.com/content/dam/insights/us/articles/6608_2020-global-blockchain-survey/DI_CIR proc.202020 proc.20global proc.20blockchain proc.20survey.pdf

[2] https://www.pwccn.com/en/research-and-insights/publications/global-blockchain-survey-2018/global-blockchain-survey-2018-report.pdf

[3] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/news/european-countries-join-blockchain-partnership

[4] https://tracxn.com/explore/Blockchain-Startups-in-Poland

[5] https://www.pwccn.com/en/research-and-insights/publications/global-blockchain-survey-2018/global-blockchain-survey-2018-report.pdf

[6] https://www.bis.org/publ/work901.htm