Jak pandemia wpłynęła na kobiety w IT?

Pandemia odcisnęła olbrzymie piętno na rynku IT i doprowadziła do licznych zmian, m.in. upowszechnienie się pracy zdalnej, zmianę zarobków czy wzrost zapotrzebowania na specjalistów. Coraz więcej kobiet decyduje się również przebranżowić i rozpocząć pracę w sektorze IT. Nie wszystko jest jednak tak kolorowe. Z powodu pandemii kobiety pracujące w IT mają do wykonania więcej pracy w domach. 41% programistek na całym świecie uważa, że praca zdalna negatywnie na nie wpłynęła. Natomiast aż 39% kobiet w Polsce, które chcą rozpocząć karierę jako programistki, twierdzi, że mają problem ze znalezieniem odpowiedniej oferty pracy.

Według raportu “Women in tech report 2021” sporządzonego przez serwis TrustRadius 57% programistek czuje się bardziej wypalona w swojej pracy, 43% z nich pracuje dłużej, a 42% wykonuje więcej obowiązków domowych niż ich partnerzy. Wpływ koronawirusa na pracę kobiet w IT i poza nią jest bardzo duży. Zmieniły się nie tylko takie kwestie jak zarobki czy wykonywanie pracy zdalnie, ale również aspekty życia prywatnego. W tym samym badaniu 47% pracowników IT wskazało, że bilans wykonywania przez nich obowiązków domowych zmienił się pod wpływem obostrzeń epidemiologicznych.

Również aż 41% kobiet w IT uważa, że praca zdalna wpłynęła na nie negatywnie. Tak samo myśli tylko 23% mężczyzn. Co ciekawe mimo to możliwość pracy zdalnej w obliczu pandemii staje się dla programistek w Polsce coraz ważniejsza. W raporcie firmy No Fluff Jobs  “Kobiety w IT 2021” 34% kobiet wskazało home office jako jedną z najważniejszych kwestii w pracy. W analogicznym badaniu z I kwartału 2020 r. 23% programistek możliwość podjęcia pracy zdalnej uważało za najważniejszy aspekt zatrudnienia. Według raportu No Fluff Jobs w pracy w IT najważniejsze dla kobiet są dobra atmosfera (66%), wysokie zarobki (65%), a także możliwości rozwoju (64%). Home office zajęło czwartą pozycję.

– Pandemia koronawirusa wymusiła na rynku IT szybkie wdrożenie pracy zdalnej. Wiele firm z sektora nowych technologii poradziło sobie z tym bardzo dobrze. Co ciekawe paradoksalnie COVID-19 pozytywnie odbił się na zarobkach programistów, zwłaszcza tych pracujących w trybie home office. Pokazują to badania firmy Inhire pt. “IT 2020 Market Snapshot”. Według nich juniorzy w segmencie IT w I kwartale 2020 r. pracując zdalnie, zarabiali średnio 7151 zł, w IV kwartale ich honorarium wyniosło już 9322 zł. Dla porównania w analogicznym okresie programiści pracujący stacjonarnie zarabiali 8938 zł w I kwartale i 8798 zł w IV –  mówi Marek Czyżewski, CEO PRAVNA.pl, serwisu specjalizującego się m.in. w pozyskiwaniu ulgi IP BOX dla programistów.

Prawie 1⁄4 programistek chce pracować na podstawie umowy B2B

Aż 21% kobiet pracujących w IT wykazuje chęć zawiązania współpracy z firmami na podstawie kontraktu B2B. Według raportu “Kobiety w IT 2021” aż 70% programistek pracuje w oparciu o umowę o pracę. Dzięki kontraktowi B2B kobiety mogłyby liczyć na wyższe zarobki. Te średnio dla juniorek zamykają się w granicach 3001-4000 zł netto, dla bardziej zaawansowanych – midów – 5001-6000 zł, a dla seniorek 10 001-15 000 zł. Badanie No Fluff Jobs pokazuje, że najbardziej usatysfakcjonowaną grupą pod względem zarobków w IT są seniorki. Ich oczekiwania finansowe najczęściej pokrywają się z realnymi wynagrodzeniami. To również przeważnie ekspertki i seniorki pracują w oparciu o kontrakty B2B. Łącznie 20% kobiet w IT ma umowy B2B.

Niecała 1⁄4 programistek pracuje na podstawie kontraktów B2B. To drugi najczęstszy – po umowie o pracę – rodzaj zatrudnienia w firmach IT. Przeważnie kontrakty B2B mają najbardziej wyspecjalizowane i wykwalifikowane programistki, których praca wiąże się z wysokimi, niekiedy kilkunastotysięcznymi miesięcznymi wynagrodzeniami. Takie zarobki to również duże podatki i opłaty –  dzięki uldze IP BOX, wiele kobiet pracujących w IT może dzięki temu rozliczać się na podstawie referencyjnej 5% stawki podatku CIT/PIT w odniesieniu do dochodów z kwalifikowanych praw własności intelektualnej – tłumaczy CEO Pravna.pl. – Nasza praktyka pokazuje, że do uzyskanie pozytywnej opinii wymagane jest zebranie odpowiedniej argumentacji, a cały proces bazujący na uzyskaniu interpretacji trwa około 3-4 miesięcy – dodaje Czyżewski.

Ulga IP BOX przewidziana jest dla firm (w tym jednoosobowych), które zajmują się badaniami czy rozwojem, a także szeroko określonej działalności innowacyjnej. Oprócz naukowców czy pracowników badawczych, do rzeczonej ulgi kwalifikują się również programiści i inni pracownicy sektora IT.

Kobiety chcą pracować w IT, ale mają problem ze znalezieniem pracy

W ubiegłorocznym raporcie “Kobiety w IT 2020” firmy No Fluff Jobs aż 58% respondentek odpowiedziało, że było zainteresowane pracą w IT. Przyjmuje się, że w Polsce obecnie 30% programistów stanowią kobiety i trend coraz większej feminizacji tego zawodu rośnie. Polki widzą potencjał w sektorze nowych technologii i chcą pracować. Jako główne motywatory najczęściej wymieniają wyższe zarobki (70%), możliwości rozwoju osobistego (51%) czy pasjonowanie się branżą IT (40%). Przeważnie kobiety, które chcą podjąć pracę jako programistki, po prostu przebranżawiają się i kształcą samodzielnie. 49% Polek, które dąży do rozpoczęcia kariery w IT jest na etapie samodzielnej nauki, 25% chce ukończyć specjalistyczne kursy, a tylko 7% myśli o studiach w tym kierunku.

Niestety, ciągle wiele kobiet napotyka spore trudności w swojej drodze do kariery IT. 39% ankietowanych badania firmy No Fluff Jobs z 2021 r. wskazało, że mają problem ze znalezieniem właściwej oferty pracy. 34% z kolei twierdzi, że nie wie od czego zacząć. Po drodze pojawiają się także takie problemy, jak niezdecydowanie co do wyboru specjalizacji (28%), strach przed zmianą pracy (24%) czy koszty nauki programowania (23%). Co zaś tyczy się samych specjalizacji, to okazuje się, że najpopularniejszą wśród kobiet IT jest testing (16%), który jeszcze w 2020 r. był na 3. miejscu w badaniu No Fluff Jobs. Polki również bardzo często dobrze radzą sobie w cyberbezpieczeństwie, na które także rośnie zapotrzebowanie.

Podczas pandemii rynek IT nieustannie mierzy się z nowymi wyzwaniami. Przejście dużej części pracowników na całym świecie na home office zwiększyło potrzebę korzystania z infrastruktury internetowej, co sprzyja pojawianiu się nowych cyberzagrożeń. Jednocześnie rola specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa każdego roku nabiera większego znaczenia ze względu na rosnącą liczbę ataków w sieci związanych nie tylko z pandemią COVID-19 –  mówi Wiktoria Olszewska, cybersecurity analyst w Accenture i dodaje, że obecna sytuacja dodatkowo zwiększyła zapotrzebowanie na pracowników zajmujących się cyberbezpieczeństwem, dlatego firmy aktywnie rekrutują specjalistów w tym obszarze i jednocześnie starają się rozwiązać już wcześniej zaadresowany problem, którym jest mała liczba kobiet w branży. – Wierzymy, że zdywersyfikowane zespoły są skuteczną odpowiedzią na wyzwania sektora. Jako Accenture aktywnie wspieramy kobiety pragnące rozpocząć karierę w cyberbezpieczeństwie oraz kobiety będące już doświadczonymi specjalistkami w tej dziedzinie – zapewnia Olszewska.

Skład podatkowy – wszystko, co warto wiedzieć

Składy podatkowe to miejsca o szczególnym statusie akcyzowym, pozwalające na odsunięcie w czasie obowiązku zapłaty podatku akcyzowego. Zawieszenie poboru akcyzy to sytuacja, gdzie pomimo zaistnienia obowiązku podatkowego nie powstaje zobowiązanie podatkowe, co w praktyce oznacza odroczenie zapłaty akcyzy.

W związku z tym działalność składów podatkowych jest ściśle regulowana przepisami ustawy oraz rozporządzeń. W szczególności uregulowana jest definicja składu podatkowego, warunki jego prowadzenia, a także proces uzyskiwania zezwolenia.

Definicja składu podatkowego

Definicja składu podatkowego została określona w art. 2 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku akcyzowym. Poprzez skład podatkowy należy więc rozumieć miejsce, w którym wyroby akcyzowe są:

  • produkowane,
  • magazynowane,
  • przeładowywane,
  • do którego są wprowadzane,
  • z którego są wyprowadzane – z zastosowaniem procedury zawieszenia poboru akcyzy.

Prowadzenie składu podatkowego związane jest z koniecznością uzyskania odpowiedniego zezwolenia. W zezwoleniu określone jest ww. miejsce w przypadku składu podatkowego znajdującego się na terytorium Polski.

Warunki techniczne prowadzenia składu podatkowego

Szczegółowe warunki prowadzenia składu podatkowego zostały określone w Rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 21 grudnia 2015 r. w sprawie szczegółowych warunków dotyczących miejsca odbioru wyrobów akcyzowych oraz prowadzenia składu podatkowego. (Dz.U. z 2018 r. poz. 55).

Zgodnie z rozporządzeniem miejsce prowadzenia składu podatkowego powinno spełniać następujące warunki:

  • Odrębność – wydzielenie od pozostałej części terenu (przez ogrodzenie) lub pomieszczenia (przez inne trwałe oznaczenie);
  • Oznaczenie – konieczne jest umieszczenie tablicy z napisem „Skład podatkowy” oraz nazwą lub imieniem i nazwiskiem podmiotu prowadzącego skład podatkowy;
  • Odpowiednia infrastruktura – techniczna, sanitarna i komunikacyjna;
  • Zabezpieczenie – techniczne lub elektroniczne, które gwarantować będzie nienaruszalność i niezmienialność wyrobów akcyzowych znajdujących się w składzie podatkowym;
  • Narzędzia, maszyny i przyrządy do:
  1. prowadzenia działalności określonej w zezwoleniu,
  2. weryfikacji ilości wyrobów w składzie podatkowym,
  3. dokonania kontroli.

Ponadto w przypadku wystąpienia jakichkolwiek braków ilościowych wyrobów akcyzowych prowadzący skład podatkowy zobowiązany jest do niezwłocznego poinformowania o tym fakcie właściwego naczelnika urzędu skarbowego.

Warunki prowadzenia miejsca odbioru wyrobów akcyzowych

Przepisy ww. rozporządzenia wskazują, jakie kryteria powinno spełniać miejsce odbioru wyrobów akcyzowych. W szczególności powinno być to miejsce wydzielone od pozostałej części terenu lub pomieszczenia za pomocą ogrodzenia lub innej trwałej przegrody. Ma to na celu ułatwienie kontrolowania oraz zapobieżenie mieszaniu się wyrobów akcyzowych z innymi. Dodatkowo takie miejsce winno być odpowiednio oznaczone tablicą zawierającą wyrazy „Miejsce odbioru wyrobów akcyzowych”, a także nazwę lub imię i nazwisko zarejestrowanego odbiorcy. Ponadto na potrzeby kontroli miejsce takie powinno posiadać odpowiednią infrastrukturę techniczną, sanitarną i komunikacyjną, a także powinno być wyposażone w odpowiednie urządzenia i przyrządy umożliwiające wprowadzenie wyrobów akcyzowych, określanie ich ilości, a także wykonywanie kontroli.

Zezwolenie na prowadzenie składu podatkowego

Zezwolenie na prowadzenie składu podatkowego wydawane jest podmiotom prowadzącym działalność mieszczącą się w zakresie działalności składu podatkowego, czyli polegającą na produkcji, przeładowaniu lub magazynowaniu wyrobów akcyzowych, które są zarejestrowane jako podatnicy podatku VAT (o ile nie są rolnikami wykonującymi działalność związaną z wyrobami akcyzowymi na własny użytek). Podmiot nie powinien też posiadać zaległości podatkowych, celnych, ZUS. Nie powinno być także prowadzone postępowanie egzekucyjne, likwidacja czy postępowanie upadłościowe w stosunku do wnioskodawcy.

Ustawodawca stawia także szczególne warunki podmiotom prowadzącym skład podatkowy, którzy nie powinni być skazani prawomocnym wyrokiem za przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, papierami wartościowymi lub przestępstwo skarbowe. Ponadto podmiotowi nie zostało cofnięte żadne z udzielonych zezwoleń, koncesji czy zezwoleń na prowadzenie działalności gospodarczej, a także nie była wydana decyzja o zakazie wykonywania działalności regulowanej.

Niezbędne jest też posiadanie tytułu prawnego do korzystania z miejsca, w którym prowadzony ma być skład podatkowy.

Wniosek o wydanie zezwolenia należy złożyć u naczelnika urzędu skarbowego właściwego ze względu na miejsce położenia składu podatkowego. W przypadku prowadzenia już innego składu albo posiadania innego zezwolenia akcyzowego wniosek należy złożyć w urzędzie skarbowym właściwym ze względu na siedzibę/miejsce zamieszkania. Do wniosku o wydanie zezwolenia na prowadzenie składu podatkowego należy dołączyć dokument potwierdzający tytuł prawny do miejsca składu, plan składu podatkowego, potwierdzenie statusu podatnika VAT, zaświadczenie o niekaralności i zaświadczenie o niezaleganiu w opłacaniu składek ZUS, a także dowód uiszczenia opłaty skarbowej (82 zł).

Przed wydaniem zezwolenia właściwy urząd skarbowy wzywa do złożenia zabezpieczenia akcyzowego w terminie 14 dni od daty doręczenia wezwania w jednej z form przewidzianej ustawą.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pandemia może wpłynąć na budżety samorządów na długie lata. Poznań tylko w ubiegłym roku stracił ponad 200 mln zł

Ubiegłoroczny budżet Poznania ucierpiał w wyniku mniejszej mobilności mieszkańców i ograniczenia działalności w wielu branżach lokalnej gospodarki. Straty do listopada wyniosły 200 mln zł. Największe ubytki po stronie dochodów dotyczą wpływów z komunikacji miejskiej oraz z podatku dochodowego od mieszkańców. – Udało się maksymalnie ochronić przed cięciami program inwestycji miejskich i duże przedsięwzięcia są realizowane zgodnie z planem – zapewnia Piotr Husejko, dyrektor Wydziału Budżetu i Kontrolingu Urzędu Miasta Poznania.

– Pierwsze szacunki dotyczące wykonania budżetu za 2020 rok, których dokonaliśmy na początku pandemii koronawirusa, czyli na przełomie marca i kwietnia 2020 roku, były dość pesymistyczne. Dzisiaj po podsumowaniu roku wiemy, że pandemia odcisnęła swoje piętno na budżecie, ale na szczęście nie tak bardzo, jak przypuszczaliśmy. Ubytki dochodów budżetowych są jednak faktem, a pandemia wciąż trwa, więc możemy się spodziewać jej wpływu także na tegoroczny budżet. Zakładamy, że negatywne skutki pandemii będziemy odczuwać jeszcze co najmniej przez kilka miesięcy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Husejko.

W budżecie Poznania na 2020 rok największe ubytki dochodów dotyczą miejskiej komunikacji zbiorowej. Powodem jest ograniczenie mobilności mieszkańców w wyniku pandemii i wprowadzonych obostrzeń. Wpływy ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej były w 2020 roku niższe o 67 mln zł, czyli około 1/3 zaplanowanych na cały rok.

– Niższe były również wpływy z  tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych. Do kasy miasta trafiło o 35 mln zł mniej, niż pierwotnie planowaliśmy. Mniejsze dochody niż przewidywane przyniosła także sprzedaż nieruchomości miejskich. Popyt na lokale przeznaczone na cele usługowe był mniejszy, bo wiele firm wstrzymało inwestycje. Zapewne dopiero za jakiś czas okaże się, w jakim stopniu pandemia wpłynie długoterminowo na funkcjonowania miasta. Będziemy to obserwować z niepokojem, bo obecna sytuacja gospodarcza może zmienić finanse miast na długie lata – dodaje dyrektor Wydziału Budżetu i Kontrolingu Urzędu Miasta Poznania.

Część wpływów uzyskanych w 2020 roku jest pochodną tego, co działo się w 2019 roku, np. wpływy z podatku dochodowego PIT lub CIT. Dopiero realizacja budżetu w 2021 roku pokaże skalę, w jakiej pandemia uszczupli dochody samorządów.

– Po stronie wydatków budżetowych związanych z pandemią największe kwoty dotyczyły polityki społecznej, czyli kosztów zakupu środków ochrony osobistej dla pracowników służb miejskich, pomocy społecznej, np. mieszkańców i pracowników DPS-ów czy pracowników żłobków miejskich. Znacznym obciążeniem były także zakupy komputerów i systemów informatycznych niezbędnych do świadczenia pracy zdalnej – wymienia Piotr Husejko.

W sumie tzw. koszty covidowe, które nie zostały zaplanowane w budżecie miasta, to ponad 20 mln zł. Z kolei pewna część wydatków zaplanowanych na 2020 rok nie doszła do skutku z uwagi na wprowadzone obostrzenia, np. sfinansowanie imprez, które miasto miało przeprowadzić, dofinansowanie koncertów czy spotkań. Podobnie było z działalnością sportowo-kulturalną. Mniejsze wydatki na obiekty i wydarzenia pozwoliły przeznaczyć więcej środków finansowych na ochronę osobistą pracowników lub koszty wdrożenia pracy zdalnej.

– Polityka inwestycyjna miasta nie zmieniła się w okresie pandemii i w zasadzie wszystkie najważniejsze inwestycje miejskie są realizowane. Miejski program inwestycyjny jest w znacznym stopniu finansowany funduszami unijnymi. Większość inwestycji jest w trakcie i trudno byłoby wstrzymać prace na budowach. W 2020 roku szukaliśmy oszczędności raczej na małych inwestycjach, np. w zakupach sprzętu dla jednostek samorządowych, które mogły poczekać. Ale patrząc na miliardowy budżet inwestycyjny rocznie, to jest niewielka kwota. Mieszkańcy z pewnością nie dostrzegli niekorzystnych zmian w usługach publicznych i funkcjonowaniu służb miejskich – zapewnia dyrektor w poznańskim UM.

Jak podkreśla, dla finansów samorządów problemem jest nie tylko pandemia i lockdown. Ich skutki tylko nałożyły się na systemowe kwestie, które od lat doskwierają miastom. Chodzi m.in. o dodawanie samorządom zadań, na które z budżetu centralnego nie płyną adekwatne środki. Tak jest m.in. w oświacie. W 2021 roku do zadań oświatowych Poznań dopłaci 551 mln zł (w 2015 roku było to 298 mln zł).

– Kolejna kwestia to obniżka podatku PIT z 2019 roku czy zwolnienie 26-latków z podatku dochodowego. To wszystko odbywa się kosztem samorządów i nakłada się na problemy finansowe wynikające z pandemii. Z pewnością jednorazowe przekazanie 93 mln zł z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych dla Poznania nie rozwiąże systemowych problemów finansowania samorządów, które są bolączką od wielu lat – podsumowuje Piotr Husejko.

Dochody Poznania w 2021 roku zaplanowano na prawie 4,36 mld zł. To nieco więcej niż w budżecie przyjmowanym w ubiegłym roku. Wydatki mają pochłonąć niemal 5,19 mld zł, także więcej niż rok temu. Najwięcej, bo aż 1,6 mld zł, miasto wyda w tym roku na drogi i komunikację zbiorową. Planowane wydatki na oświatę to prawie 1,4 mld zł, ponad 993 mln zł Poznań przeznaczy na politykę społeczną, zdrowotną i rodzinną, a niemal 238 mln zł zaplanowano na gospodarkę komunalną i ochronę środowiska. Inwestycje w tym roku zaplanowano na 1,3 mld zł.

Rośnie liczba zakażeń wirusem kleszczowego zapalenia mózgu. Problemu nie widać w statystykach

Pod względem liczby odnotowanych przypadków kleszczowego zapalenia mózgu ubiegły rok był rekordowy w krajach takich jak Czechy, Słowacja i Niemcy, gdzie zakażeń było nawet do 60 proc. więcej niż rok wcześniej. W Polsce, według danych PZH, odnotowano ponad 40-proc. spadek. Zdaniem ekspertów pokazuje to tylko, jak zmiany w funkcjonowaniu systemu opieki zdrowotnej wywołane pandemią wpłynęły na diagnostykę i raportowanie przypadków KZM. Jak podkreślają, rzeczywista liczba zakażeń wirusem KZM rośnie z każdym rokiem, a szczepionka jest jedynym sposobem, żeby się przed nim uchronić.

 W ostatnich latach obserwujemy większą liczbę zakażeń wirusem KZM przenoszonym przez kleszcze, co jest powiązane ze zmianami klimatycznymi. To zjawisko obserwowane w całej Europie. W tej chwili sezon aktywności kleszczy już się zaczyna, a przez pandemię więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu, ponieważ inne aktywności mamy ograniczone. To oznacza większe możliwości eksponowania się na pokłucia kleszczy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.

Szacuje się, że wirusem wywołującym KZM jest zakażone od 3 do nawet 15 proc. populacji kleszczy w Polsce. Ocieplenie klimatu przyczynia się do ich ekspansji na tereny, na których do tej pory nie występowały. Jak wynika z danych zebranych w publikacji „Jak zmiany klimatyczne wpłynęły na rozwój KZM i groźnych zakażeń wirusowych” (Crazy Nauka na zlecenie kampanii „Nie igraj z kleszczem – wygraj z kleszczowym zapaleniem mózgu” 2020–2021), w Polsce w 2019 roku średnia temperatura roczna wzrosła aż o 2°C, a w polskich miastach nawet więcej. Jednym z efektów jest wzrost populacji kleszczy i przenoszonych przez nie chorób.

Dobrze widać to na przykładzie innej groźnej choroby przenoszonej przez kleszcze – boreliozy. Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (PZH) w 2019 roku odnotowano ponad 20,6 tys. przypadków. Główny Inspektorat Sanitarny podaje z kolei, że w latach 2006–2016 w Polsce miał miejsce ponad trzykrotny wzrost zachorowań na tę chorobę (z 4,4 do ponad 13,8 tys. przypadków). Rokrocznie wzrasta też liczba osób zakażonych wirusem KZM.

– Od lat 90. zapadalność na kleszczowe zapalenie mózgu weszła na wyższy poziom i obserwujemy takich przypadków od 200 do 300 w całej Polsce. Połowa z nich przypada na województwo podlaskie i warmińsko-mazurskie. Natomiast według badań i aktualnych rekomendacji cała Polska jest uznawana za region endemiczny – mówi prof. Joanna Zajkowska.

Pod względem liczby odnotowanych przypadków zakażeń wirusem KZM ubiegły rok był rekordowy w krajach blisko sąsiadujących z Polską: Czechach, na Słowacji i w Niemczech, gdzie zakażeń było o prawie 60 proc. więcej r/r. Rekordowy przyrost zanotowano też w Szwajcarii, gdzie potwierdzono o 73 proc. więcej przypadków niż w 2019 roku. W Polsce – według danych PZH – odnotowano 158, a w roku poprzedzającym – 265, co oznacza ponad 40-proc. spadek liczby zgłoszeń. Nie oznacza to jednak, że liczba zakażeń wirusem KZM w Polsce faktycznie spadła. Jak sygnalizują eksperci, liczba zakażeń jest niedoszacowana, a pandemia jeszcze bardziej uwidoczniła ten problem.

 W sąsiednich krajach jest lepszy system raportowania, czyli liczenia i zgłaszania tych przypadków. W Polsce oddziały zakaźne, które zajmowały się leczeniem kleszczowego zapalenia mózgu, teraz zostały przeznaczone do leczenia pacjentów z COVID-19. W efekcie pacjenci z objawami KZM trafiają na oddziały internistyczne albo neurologiczne. Tam jest rozpoznawana neuroinfekcja ośrodkowego układu nerwowego, ale często niepotwierdzona badaniem serologicznym, a tylko to pozwala zaraportować takie przypadki do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Dlatego wydaje się być ich relatywnie mniej – wyjaśnia ekspertka Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Kleszcze rozpoczynają swoją aktywność wczesną wiosną i mogą atakować aż do późnej jesieni. Wbrew powszechnemu przekonaniu te pajęczaki żyją nie tylko w lasach, lecz także na innych terenach zielonych. Mogą ukłuć np. w przydomowym ogródku czy na miejskim trawniku. Dlatego narażona na KZM jest każda osoba spędzająca czas na łonie natury. Dotyczy to zwłaszcza osób aktywnych, nie tylko  biegaczy i rowerzystów, ale również grzybiarzy, wędkarzy, działkowców czy właścicieli psów albo rodzin z małymi dziećmi.

– Ryzyko zakażenia kleszczowym zapaleniem mózgu dotyczy wszystkich. Z badań wynika, że równie często chorują mieszkańcy obszarów wiejskich, jak i miejskich. To oznacza, że incydentalny wypad do lasu, bieganie czy jogging po lesie również wiążą się z ryzykiem. Osoby, które uprawiają sport na łonie natury, jeżdżą rowerem po lesie czy wychodzą z psem na spacer, też są narażone – wskazuje prof. Joanna Zajkowska.

Wirus KZM bytuje w gruczołach ślinowych kleszczy, dlatego do zakażenia dochodzi w momencie ukłucia przez pajęczaka. Wywołuje on kleszczowe zapalenie mózgu – ciężką, ostrą chorobę ośrodkowego układu nerwowego, która prowadzi do poważnych powikłań, a nawet śmierci.

– Zdarzają się powikłania w postaci porażenia splotu barkowego, niedowładu kończyn – jednej, a nawet wszystkich czterech, zaburzenia równowagi, w najgorszym przypadku zaburzeń oddechowych – wymienia ekspertka.

Około 5–10 proc. przypadków kleszczowego zapalenia mózgu ma ciężki przebieg, który wiąże się z poważnymi powikłaniami neurologicznymi i koniecznością późniejszej rehabilitacji. W przeciwieństwie do boreliozy, leczonej antybiotykami, czy wielu innych chorób wirusowych na kleszczowe zapalenie mózgu nie ma skutecznego leku. Leczy się je wyłącznie objawowo. Jedyną metodą przeciwdziałania chorobie jest szczepienie ochronne. Szczepionka na KZM jest skuteczna w 99–100 proc. i składa się z trzech dawek, które najlepiej podać już wczesną wiosną.

 Jeśli organizm ma przeciwciała, zidentyfikuje i unicestwi wirusa, więc nie dojdzie do rozwoju choroby. Szczepionkę, którą mamy na rynku, regularnie stosują pracownicy Lasów Państwowych, czyli grupa zawodowa, w której było najwięcej zachorowań. Natomiast dzięki szczepieniom leśnicy przestali chorować na kleszczowe zapalenie mózgu – podkreśla ekspertka Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Jak wynika z badania przeprowadzonego rok temu na potrzeby kampanii „Nie igraj z kleszczem – wygraj z kleszczowym zapaleniem mózgu”, Polacy w dużej części wciąż bagatelizują zagrożenie albo nie mają jego świadomości. Aż 35 proc. nigdy nie słyszało o kleszczowym zapaleniu mózgu, a podobny odsetek błędnie twierdzi, że przed chorobą można się uchronić, stosując antybiotykoterapię.

– Nawet na Podlasiu, gdzie zachorowań na KZM jest naprawdę dużo, ryzyko to jest wciąż trochę niedoceniane. Ludzie, jadąc na Zanzibar, boją się malarii i wirusa Ziki, a jadąc na Mazury, w ogóle nie myślą o kleszczowym zapaleniu mózgu. Natomiast COVID-19 trochę przewartościuje potrzebę szczepień i pokaże, że to jednak nic strasznego – przekonuje prof. Joanna Zajkowska.

Blisko 50 proc. rynku hazardu online to szara strefa. W ubiegłym roku budżet stracił niemal 600 mln zł z tytułu niezapłaconego podatku od gier

Wartość rynku gier hazardowych w Polsce wyniosła w ubiegłym roku prawie 40 mld zł, nie licząc szarej strefy na rynku stacjonarnym. W samym segmencie online obroty w szarej strefie sięgnęły 12,6 mld zł. Prawie połowa rynku hazardu online znajduje się obecnie w rękach międzynarodowych operatorów, którzy świadczą usługi poza polskim prawem. Tylko w ubiegłym roku sektor finansów publicznych stracił z tego tytułu 594 mln zł z samego podatku od gier – oszacowali analitycy firmy doradczej EY na podstawie specjalnie przygotowanego modelu ekonometrycznego.

Szara strefa na rynku hazardowym online odnosi się do gier i zakładów organizowanych bez wymaganych zezwoleń. W Polsce, zgodnie z naszymi szacunkami, obroty wygenerowane w szarej strefie online w 2020 roku wyniosły 12,6 mld zł. To oznacza, że szara strefa stanowiła w ubiegłym roku 46,7 proc. całego rynku online. Legalna część branży w tym czasie wygenerowała obrót na poziomie 14,4 mld zł. Natomiast legalne podmioty na stacjonarnym rynku hazardowym wygenerowały 11,7 mld zł obrotów. Sumując to wszystko, wartość całego rynku hazardowego w Polsce wyniosła w ubiegłym roku prawie 40 mld zł, nie licząc szarej strefy na rynku stacjonarnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY w Polsce.

Według ustawy hazardowej w Polsce część gier (np. turnieje pokera online) jest całkowicie zakazana albo objęta monopolem państwa (kasyna online). Międzynarodowe podmioty, działające poza polskim prawem, umożliwiają jednak udział w grach niedostępnych na legalnym rynku. Mimo nowelizacji ustawy hazardowej z 2017 roku, która wyraźnie poprawiła sytuację w sektorze i wprowadziła narzędzia przeciwdziałania szarej strefie na rynku online, problem nadal nie został rozwiązany. Każdego roku budżet państwa traci setki milionów złotych z tytułu nieodprowadzonego podatku od gier, CIT czy PIT.

Tylko w ubiegłym roku sektor finansów publicznych stracił na tym procederze blisko 600 mln zł z samego podatku od gier – wylicza dr Marek Rozkrut.

Jak wskazuje, ze względu na to, że to najczęściej podmioty zagraniczne oferują polskim graczom nielegalne gry hazardowe online, regulatorom w Polsce trudno jest sankcjonować przepisy i nakładać kary. De facto prowadzi to do transferu środków od polskich graczy za granicę. W 2020 roku z kieszeni polskich konsumentów do nielegalnych operatorów trafiło w ten sposób około 1,1 mld zł.

Brak rejestracji transakcji przez nielegalnych operatorów hazardowych pozwala im uniknąć opodatkowania i osiągać korzyści ze szkodą dla sektora finansów publicznych i legalnie działających podmiotów, które są narażone na nieuczciwą konkurencję – wskazuje główny ekonomista EY w Polsce.

O wprowadzenie bardziej zdecydowanych działań wobec nielegalnie działających podmiotów – w tym np. skuteczniejsze blokowanie stron internetowych i płatności na ich rzecz – od lat apeluje legalna część branży hazardowej, w tym m.in. Stowarzyszenie Graj Legalnie, na którego zlecenie powstał raport EY. Tym bardziej że w porównaniu z innymi krajami UE polski rynek hazardu online wciąż jest relatywnie mały, a więc wciąż ma spory potencjał rozwoju.

Jednocześnie ten rynek jest szczególnie narażony na działania szarostrefowe, więc – bez odpowiednich działań – niestety należy się liczyć z ryzykiem dalszego wzrostu szarej strefy w Polsce – mówi dr Marek Rozkrut.

Z analizy EY wynika, że zwiększanie barier wejścia na rynek hazardowy online prowadzi do spadku przychodów netto legalnych operatorów i jednocześnie stanowi zachętę do większej aktywności ze strony nielegalnych podmiotów. Ponadto im wyższy koszt prowadzenia legalnej działalności, np. z powodu opodatkowania usług hazardowych czy konieczności spełnienia innych wymogów regulacyjnych, tym większa jest przewaga konkurencyjna podmiotów, które funkcjonują w szarej strefie.

Duże znaczenie dla wielkości szarej strefy ma też skala i skuteczność działań podejmowanych przez regulatorów. Rynek hazardowy online niewątpliwie stwarza duże wyzwania związane z egzekwowaniem prawa, co wynika z transgranicznego charakteru usług internetowych i ograniczonej jurysdykcji krajowych organów regulacyjnych. Najczęściej stosowane w UE metody zwalczania szarej strefy na rynku hazardowym online polegają na blokowaniu stron internetowych oraz płatności otrzymywanych i kierowanych do nielegalnych operatorów. Takie działania ograniczają możliwości ich funkcjonowania – mówi dr Marek Rozkrut.

Co istotne, w publicznej debacie pojawiają się bardzo różne szacunki dotyczące wielkości szarej strefy na polskim rynku hazardowym. Na ogół nie towarzyszą im jednak żadne konkrety na temat metodyki czy zakresu wykorzystanych danych.

Dotyczy to także szacunków cytowanych przez Ministerstwo Finansów – podkreśla partner EY w Polsce. – Trudno je ocenić jako dobre lub złe, bo po prostu nie wiemy, w jaki sposób są one przeprowadzone i jak rozwiązywane są różne wyzwania związane z szacowaniem szarej strefy na tym rynku. Metodyka EY, służąca do szacowania szarej strefy, była wykorzystywana w analizach dla kilkudziesięciu krajów i została opisana w recenzowanym, międzynarodowym czasopiśmie naukowym. Szczegóły naszego podejścia, dostosowanego do rynku gier hazardowych online, są przedstawione w załącznikach technicznych do raportu. Stawiamy na przejrzystość, która jest nieodłącznym elementem wiarygodności analiz.

Praca zdalna i brak ruchu coraz bardziej doskwierają Polakom. To wzmaga zainteresowanie treningami w domu

Praca zdalna daje się Polakom we znaki, dlatego zaczynają szukać sposobów nie tylko na zrzucenie zbędnych kilogramów, lecz także na złagodzenie stresu i bólu kręgosłupa. Po ponad roku pandemii coraz chętniej ćwiczą w domach i przekonali się do treningów online. Potwierdzają to także dane pochodzące z platformy treningowej Yes2Move.com, której popularność w ostatnich miesiącach zwiększyła się aż pięciokrotnie. Dla wielu osób zajęcia online stały się sposobem na relaks i łagodzenie dolegliwości. Również tych związanych z wadami postawy i bólami kręgosłupa, które pogłębiają praca zdalna i siedzący tryb życia.

– Nasze ciało w bezruchu cierpi. Wielogodzinny home office powoduje, że cierpimy dwa razy bardziej, bo teraz, kiedy nie musimy wychodzić z domu, siedzimy jeszcze więcej niż przed pandemią. Dlatego tak bardzo potrzebujemy ruchu. Nie ma znaczenia, czy to będzie spacer, czy też zajęcia na kręgosłup lub ogólnorozwojowe, ważna jest aktywność. Musimy wstawać, chodzić, przemieszczać się, nawet pracując w domu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Galus, trener Zdrofit i Yes2move.com

Jak wynika z danych Benefit Systems, na początku zeszłego roku 65 proc. Polaków podejmowało aktywność fizyczną przynajmniej raz w miesiącu, ale  z powodu wiosennego lockdownu 43 proc. aktywnych osób ograniczyło treningi. Przedłużająca się izolacja, zamknięcie obiektów sportowych i home office sprawiają, że coraz więcej z nich boryka się np. z nadprogramowymi kilogramami czy bólami kręgosłupa, będącymi efektem nieergonomicznego stanowiska pracy.

 W trakcie pracy zdalnej siedzimy przy stołach i na krzesłach, które nie są do tej pracy przystosowane. Dodatkowo zaczyna działać grawitacja. Garbimy się, przestajemy skupiać się na tym, jak siedzimy, a nasz kręgosłup coraz bardziej zaokrągla się, zaś głowa wychyla się do przodu. Jeśli to trwa przez wiele dni czy tygodni, jest ryzyko, że w kręgosłupie pojawią się mikrourazy – tłumaczy Piotr Galus.

Dla 41 proc. aktywnych fizycznie Polaków sport stał się sposobem na łagodzenie stresu wywołanego pandemią. Jedną z najpopularniejszych obecnie kategorii ćwiczeń online na platformie Yes2Move jest Body & Mind, czyli joga i ćwiczenia relaksacyjne, wpływające na umysł i dobre samopoczucie. Jak podają twórcy platformy, od października jej użytkownicy wykonali już ponad 20 tys. takich treningów.

Aktywność fizyczna pomaga nam zwalczać negatywne skutki stresu. Treningi w domu poprawiają nastrój dzięki uwalniającym się endorfinom. Nawet 10–15-minutowa seria kilku prostych ćwiczeń albo pozycji jogowych może przynieść wymierne korzyści – dodaje Nicole Kiersnowska, trenerka Zdrofit oraz Yes2move.com.

W ubiegłym roku wielu aktywnych Polaków przeniosło sportowe przyzwyczajenia do domów, a treningi online stały się jedyną szansą na utrzymanie kondycji i sylwetki.

– Pandemia to często dodatkowe kilogramy, ale nawet w warunkach domowych można spalić tkankę tłuszczową i zredukować swoją wagę. Lockdown pokazał, że w domu także można znacząco poprawić kondycję. Pozostaje tylko wybór treningu, który nam najbardziej odpowiada, a następnie systematyczna praca i konsekwencja w działaniu – podkreśla Nicole Kiersnowska.

Wraz z przedłużającymi się restrykcjami ćwiczenia w domu coraz bardziej zyskują na popularności. Z badań Deloitte’a wynika, że wśród aktywnych fizycznie Polaków zainteresowanie ofertą zajęć fitness online sięga 50 proc. Potwierdzają to też dane z uruchomionej wiosną zeszłego roku platformy treningowej Yes2Move.com. Przez pierwsze pół roku jej użytkownicy wykonali w sumie 150 tys. treningów online.

– Platformę Yes2Move.com stworzyliśmy podczas pierwszego lockdownu, a jej głównym założeniem jest wspieranie aktywności użytkowników w warunkach domowych. Platforma jest dostosowana do potrzeb użytkowników, ich kondycji oraz wielu innych parametrów, które można zweryfikować dzięki dostępnym fit-testom bez względu na wiek, formę, w jakiej się obecnie znajdują, czy miejsce, w którym ćwiczą – wyjaśnia Tomasz Groń, dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Platformy treningowe online zdobywają popularność, bo odpowiadają na przeróżne indywidualne potrzeby osób aktywnych. Yes2Move.com zapewnia dostęp do bazy ok. 800 treningów online o różnym poziomie zaawansowania oraz fit-testów, dzięki którym można określić swój poziom i śledzić efekty ćwiczeń. Na platformie są też podcasty, artykuły poradnikowe dotyczące aktywnego trybu życia i prawidłowego odżywiania oraz instruktaże do prawidłowego i bezpiecznego wykonania ćwiczeń.

 Yes2Move to szeroki wybór treningów, od ćwiczeń typu Body & Mind po tabatę, interwały albo treningi siłowe ze sprzętem lub ciężarem własnego ciała. Jednym z bardziej popularnych i polecanych do wykonywania w warunkach domowych jest trening cardio, czyli bardzo proste ćwiczenia – typu pajace, podskoki, wykroki i przysiady – powtarzane z dużą częstotliwością – wskazuje Nicole Kiersnowska.

Co istotne, ćwiczyć w domu mogą też rodzice z dziećmi, bo na platformie Yes2Move.com znalazła się też baza treningów online, które można wykonywać w rodzinnym gronie.

 Zachęcam do ćwiczenia wspólnie z dziećmi, zarażania ich pasją do aktywności fizycznej. Natomiast jeśli dzieci są jeszcze malutkie, zawsze można zrobić trening z dzieckiem w pobliżu, mając je na oku. Początki bywają trudne, jednak nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy się nie zniechęcać i powoli zwiększać czas i intensywność treningów – podkreśla trenerka Zdrofit oraz Yes2move.com.

Druk 3D nadzieją onkologii. Polscy naukowcy wydrukowali trójwymiarowy model żyły zajętej nowotworem, co pozwoliło na skuteczną operację

Polscy naukowcy wydrukowali trójwymiarowy model żyły pacjenta ze zmianami nowotworowymi. Dzięki temu lekarzom udało się precyzyjnie i bezpiecznie zaplanować zabieg usunięcia guza. Technologie przyrostowe coraz częściej są wykorzystywane do obrazowania chorych tkanek i narządów przed planowaną interwencją chirurgiczną, a światowy rynek druku 3D w zastosowaniach medycznych do 2027 roku wzrośnie prawie czterokrotnie.

Technologia druku 3D coraz częściej jest wykorzystywana do modelowania zmian nowotworowych u pacjentów, którzy mają być poddawani operacjom. Lekarze z argentyńskiego Hospital Transito Caceres de Allende wykorzystali go w planowaniu operacji u kobiety zmagającej się z nowotworem, dającym przerzuty do wątroby. Operacja była bardzo złożona i wymagała precyzyjnego planowania. Pomógł w tym wielokolorowy trójwymiarowy model zajętego chorobą narządu, wydrukowany z dokładnością do 0,02 mm.

Naukowcy z Politechniki Opolskiej wydrukowali z kolei trójwymiarowy model żyły, w której znajdowały się zmiany nowotworowe.

– Celem było przede wszystkim zwizualizowanie zmian patologicznych w żyle na podstawie obrazów tomografii komputerowej. Wspieraliśmy bezpośrednio zespół medyczny przed wykonaniem operacji, która była dosyć skomplikowana. Tego typu operacji przeprowadzono na świecie zaledwie kilka czy kilkanaście. Operatorzy, którzy wykonywali zabieg, prosili nas o to, żebyśmy pomogli im to zwizualizować i zaplanować całą operację – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. inż. Mirosław Szmajda, profesor Politechniki Opolskiej, Wydział Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki.

Aby wizualizacja była możliwa, konieczne było przeanalizowanie 1,5 tys. obrazów żyły uzyskanych w badaniu tomografem komputerowym. Dokonał tego zespół inżynierów biomedycznych.

– Chcieliśmy zamodelować żyłę, a marker wprowadzany był do tętnicy i w momencie, kiedy trafił do żyły, to praktycznie podświetlał nam cały organizm. Nie sposób było automatycznymi algorytmami wyłuskać tylko tę konkretną żyłę. Po tej serii zaznaczeń można było już przystąpić do cyfrowego przetwarzania tych danych – tłumaczy dr hab. inż. Jarosław Zygarlicki z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki Politechniki Opolskiej.

Praca ta stanowiła punkt wyjścia do drugiego etapu, czyli wygenerowania trójwymiarowego modelu żyły, wraz z patologiczną zmianą, które opierało się na działaniu algorytmu maszerujących sześcianów i triangulacji. Finalnym etapem było wydrukowanie fizycznego modelu.

– Bardzo istotnym wymogiem było wykonanie wydruku dwumateriałowego, co nie jest jeszcze na dzisiaj techniką standardowo stosowaną. Należało stworzyć dwa niezależne modele i przejść do wydruków w technologii FDM. Filamentem była termoplastyczna żyłka roztapiana do temperatury około 200 stopni i nakładana warstwa po warstwie w ustalonej rozdzielczości. Jeden z materiałów nakładany na wydruk był przeźroczysty, pełniący funkcję izolacyjną żyły – po to, by móc zajrzeć do tkanki nowotworowej, która znajdowała się wewnątrz – tłumaczy dr inż. Mariusz Sobol z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki Politechniki Opolskiej.

Tkanka nowotworowa była drukowana drugim filamentem w kolorze czerwonym. Pozwoliło to uwydatnić kolorystycznie jej rozrost i rozmieszczenie oraz określić, w jakich miejscach dotyka ścian żyły i w jakim zakresie się rozmieszcza. Tak szczegółowe obrazowanie w powiększeniu pozwoliło dokładnie rozplanować przebieg operacji i określić jej szczególnie ryzykowne etapy.

– Mając w rękach ten model, zespół lekarzy mógł dokładniej przyjrzeć się z poszczególnych stron i zaplanować podejście, przewidzieć, gdzie należy spodziewać się problemu, bo np. może będzie trzeba chirurgicznie odcinać nowotwór od ścian – dodaje dr inż. Mariusz Sobol.

Pacjentka z rozległym nowotworem rozpoczynającym się od narządów rodnych i sięgającym aż do serca, wewnątrz dużej żyły, po zabiegu trafiła już do domu. Nie było komplikacji po zabiegu, a stan chorej szybko się poprawił.

Według analityków z Verified Market Research światowy rynek druku 3D w medycynie osiągnie do 2027 roku wartość 3,93 mld dol. W 2019 roku było to 1,1 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 17,1 proc.

Pandemia napędza sprzedaż laptopów. Coraz mocniejsze karty graficzne i sztuczna inteligencja zachęcają graczy do ich zakupu

Praca zdalna i edukacja domowa w czasie pandemii wpłynęły na rekordową sprzedaż laptopów. Z raportu Canalys PC Analysis wynika, że w 2020 roku sprzedano 297 mln komputerów, czyli o blisko 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż napędzały zwłaszcza laptopy (ponad 235 mln sztuk), które stanowiły 79 proc. wszystkich sprzedanych urządzeń. Taki trend będzie się utrzymywał, zwłaszcza że karty graficzne w laptopach nie ustępują tym z komputerów stacjonarnych, a coraz częściej w komputerach mobilnych wykorzystywane są też technologie deep learning i sztucznej inteligencji.

– Pandemia znacznie zwiększyła wzrost sprzedaży laptopów. Coraz więcej sprzedaje się ich w niższym segmencie, czyli w granicach 2,5–3 tys. zł, skierowanym przede wszystkim do pracy i nauki zdalnej, bez kart graficznych, z niższymi parametrami, które świetnie się właśnie do takich zastosowań sprawdzają. Natomiast spore zainteresowanie jest też laptopami, które jednak te karty graficzne posiadają. Najwidoczniej konsumenci używają komputerów w dzień do pracy, a wieczorami do gier – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Jarka, członek zarządu firmy Blue Technology, właściciela marki Hyperbook.

Z raportu Canalys PC Analysis wynika, że w 2020 roku sprzedano rekordowe 297 mln komputerów (według IDC było to nawet 302 mln). To wzrost o 11 proc. r/r, czyli o ok. 30 mln egzemplarzy. Silny wzrost zanotowano przede wszystkim w segmencie laptopów, na co wpłynęła częstsza praca zdalna i wprowadzenie domowej edukacji – w 2020 roku sprzedaż laptopów przekroczyła 235 mln, co stanowiło 79 proc. wszystkich sprzedanych urządzeń. Wzrosło też zainteresowanie tańszymi i bardziej mobilnymi notebookami (o 44 proc.), spadła za to sprzedaż komputerów stacjonarnych do blisko 62 mln (spadek o 20 proc. r/r).

– Niektórzy kupują po kilka laptopów, do firm, dla rodzin, dla dzieci, np. jeden sprzęt mocny dla siebie do pracy i drugi laptop słabszy dla dziecka do nauki zdalnej. W przypadku naszej firmy co roku odnotowywaliśmy znaczny wzrost sprzedaży, natomiast rok 2020 względem 2019 było to już nawet kilkadziesiąt procent wzrostu, więc zainteresowanie komputerami mobilnymi jest znaczące – ocenia Tomasz Jarka.

Jak przekonuje ekspert, choć na wzrost sprzedaży laptopów wpłynęła pandemia oraz przeniesienie pracy i nauki do domów, to taki trend będzie się utrzymywać, nawet jeśli sytuacja wróci do normy.

– Laptopy często już są bardzo zbliżone w zakresie wydajności do komputerów stacjonarnych, a ich ceny też nie są dużo wyższe. Obecnie cena podstawowych kart graficznych nowej generacji w komputerze stacjonarnym sięga 3 tys. zł, natomiast u nas cały laptop z kartą graficzną o podobnej wydajności można kupić za 5 tys. zł, więc te różnice są już całkiem spore, a wydajność jest naprawdę zbliżona – przekonuje członek zarządu Hyperbook.

Jeszcze kilka lat temu laptopy służyły niemal wyłącznie do pracy. Obecnie jednak mobilne komputery sprawdzają się także u graczy. W 2020 roku NVIDIA wypuściła swoje najnowsze procesory graficzne do gier i tworzenia treści oraz zaktualizowaną technologię Max-Q (obniżającą taktowanie procesorów, ale zwiększającą ich energooszczędność). Firma ogłosiła też, że ​​jej partnerzy OEM wypuszczają laptopy z procesorami graficznymi RTX, obsługującymi technologię ray tracing, która była kiedyś używana głównie przy efektach specjalnych.

Najnowsze mobilne procesory graficzne zapewniają już wydajność zbliżoną do komputerów stacjonarnych. Przykładowo GeForce RTX 3080 z układem Ampere może osiągnąć nawet ponad 40 klatek na sekundę przy rozdzielczości 1440p w grze Cyberpunk 2077, co jest imponujące nawet w świecie komputerów stacjonarnych.

– Głównym zainteresowaniem będą się jednak cieszyć mocne karty graficzne, mocne procesory, gdyż komputery mają już naprawdę bardzo dobre układy chłodzenia, radzą sobie z tym świetnie, przez co zainteresowanie wydajnymi laptopami jest bardzo duże – mówi Tomasz Jarka.

Jak przekonuje, laptopy coraz częściej wyposażone są w nowoczesne technologie, w tym deep learning czy sztuczną inteligencję. Technologia głębokiego uczenia może wykorzystać sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe do tworzenia obrazu, który wygląda jak obraz o wyższej rozdzielczości, bez narzutu renderowania. Algorytm uczy się z dziesiątek tysięcy wyrenderowanych sekwencji obrazów.

– Jest już wiele aplikacji, wiele funkcji, które wykorzystują nauczanie maszynowe i sztuczną inteligencję w laptopach. Technologia DLSS sprawia, że minimalnie obniżona jest jakość graficzna gry, natomiast znacznie zwiększona jest jej wydajność, do tego służy właśnie sztuczna inteligencja. Sztuczna inteligencja jest również wykorzystywana np. w aplikacji Windows Hello do rozpoznawania twarzy przez kamerę komputera – wymienia członek zarządu Hyperbook.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 5.04 – 9.04.2020

Jesteśmy po zamknięciu kwartału, który przyniósł burzliwą rewizję optymizmu w odniesieniu do przyszłego tempa globalnego ożywienia, kiedy Europą targa trzecia fala zachorowań. Ale proces szczepień postępuje, stąd otwieranie gospodarek tylko się opóźnia. Powrót na właściwe tory przywróci strategię reflacyjną w dalszym okresie, ale wcześniej wyróżniać się będzie wyjątkowość gospodarki USA, dając przejściową przewagę USD nad walutami ryzykownymi.

Wydarzenia tygodnia: ISM z USA, minutki FOMC, Sentix, PMI z Eurolandu/Wlk. Brytanii, RPP, RBA, CPI/PPI z Chin, rynek pracy z Kanady

USA

W USA oczekuje się silnego wzrostu indeksu ISM dla usług (pon). Sugerują to mocne wskaźniki regionalne, pozytywne zaskoczenie w ISM dla przemysłu oraz silny raport NFP. Razem dane wskazują na wyraźne przyspieszenie aktywności gospodarczej wraz z zakończeniem restrykcji. Wypłaty czeków pomocowych także znajdą swoje odbicie w indeksie ISM. Poza tym większa uwaga może dotyczyć protokołu z marcowego posiedzenia FOMC (śr), gdyż mogą dostarczyć treści do dyskusji na temat rosnących rentowności obligacji skarbowych. Oczekiwalibyśmy, że minutki potwierdzą przekaz z konferencji prasowej prezesa Powella, gdzie podkreślano brak zaniepokojenia rosnącymi rentownościami, które są odbiciem wzmacniającej się gospodarki. Nie oczekujemy dowodów szerszej dyskusji nad redukcją tempa skupu aktywów czy terminem pierwszej podwyżki. Silne dane powinny być wsparciem dla wyższych rentowności obligacji, na czym będzie korzystał USD.

Strefa euro

W strefie euro indeks Sentix (wt) będzie pierwszym barometrem nastrojów w obliczu zagrożeń trzeciej fali zachorowań na COVID-19. Wzrost indeksu będzie sygnalizował podtrzymanie nadziei na otwarcie gospodarki i łatwiejsze zwalczenie pandemii dzięki wyższym temperaturom i postępującemu (choć powoli) procesowi szczepień. Indeksy PMI dla usług z Hiszpanii i Włoch (śr) potwierdzą ogólnoeuropejski trend poprawy, który było widać w danych z Francji i Niemiec. Produkcja przemysłowa z Niemiec (pt) powinna wzrosnąć, potwierdzając prężny rozwój sektora. Wątpimy, aby dane mogły wpłynąć na EUR, a EUR/USD pozostanie barometrem nastrojów i funkcją nastawienia do USD.
W Wielkiej Brytanii finalny szacunek PMI dla usług (śr) oraz PMI dla sektora budowlanego (czw) powinny dowodzić poprawy sytuacji gospodarczej w otwierającej się gospodarce. Dane mogą być wygodnym pretekstem dla odnowienia długich pozycji w GBP po ostatniej korekcie wywołanej ogólnorynkową awersją do ryzyka.

Polska

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe bez zmian (śr). Nawet pomimo niespodzianki w wyższej marcowej inflacji (3,2 proc. r/r, prog. 2,8 proc.) nie sądzimy, aby zmianie uległo nastawienie RPP. Ostatnio prezes NBP Glapiński tłumaczył, że wyższa inflacja teraz i w kolejnych miesiącach będzie się brać z podwyżek cen administrowanych, na które polityka pieniężna nie ma wpływu. Wprost określił on rynkowe oczekiwania podwyżek za błędne. Jednocześnie trzecia fala zachorowań i nowe restrykcje dają silny argument przeciw zacieśnianiu monetarnemu. Podtrzymujemy prognozy, że stopy procentowe nie ulegną zmianie wcześniej, jak w drugiej połowie 2022 r. Bardziej interesujące niż posiedzenie RPP może być (o ile się odbędzie) wideokonferencja prezesa Glapińskiego, gdzie odpowie on na pytania dziennikarzy (prawdopodobnie w piątek). Szczególnie pytania o sytuację złotego oraz udział NBP w potencjalnej konwersji kredytów frankowych mogą mieć istotne znaczenie dla kierunku rynku walutowego. Biorąc pod uwagę preferowanie przez NBP słabego złotego, wątpimy, aby wideokonferencja mogła przynieść pozytywne impulsy dla PLN. Razem z rozwojem trzeciej fali zachorowań i niepewnością o wyrok SN ws. kredytów frankowych w najbliższych dniach ryzyka dla złotego przeważają po negatywnej stronie.

Australia

W Australii nie oczekujemy zmian w polityce monetarnej (wt). Komunikat powinien dalej stwierdzać, że gospodarka jest daleko od założonych celów, stąd polityka pozostanie akomodacyjna. Jednocześnie ostatni spadek stopy bezrobocia do 5,8 proc. – rok wcześniej niż bank prognozował – pozwoli na bardziej optymistyczną ocenę sytuacji. Ogólnie gołębi przekaz nie powinien istotnie ciążyć na AUD, który będzie podążał za generalnymi nastrojami.

Chiny

W Chinach po silnych danych z przemysłu sugerujących odbudowę popytu zewnętrznego oraz w reakcji na wzrost cen surowców interesująca będzie skala narastającej presji inflacyjnej w odczytach PPI i CPI (pt). Przyspieszająca inflacja będzie skłaniać władze monetarne do zaostrzania warunków kredytowych, co może mieć implikacje dla globalnych nastrojów rynkowych.

Kanada

W Kanadzie oczekiwany jest silny wzrost nowych miejsc pracy (pt) za sprawą otwierania handlu i restauracji po lockdownie. Jednak ponowny wzrost liczby przypadków i przywrócenie restrykcji (Ontario) zwiastuje ponowne zwolnienia w kolejnym miesiącu. Te spodziewane wahania mogą ograniczyć pozytywną reakcję CAD na lepsze od prognoz odczyty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jakiego stroju będzie potrzebować bizneswoman?

Każda bizneswoman ma w swojej garderobie eleganckie marynarki i garsonki, które stanowią podstawę stylizacji do pracy. Spotkania biznesowe wymagają odpowiedniego stroju, pierwsze wrażenie robi się tylko raz i zajmuje to dosłownie kilkadziesiąt sekund. Za pomocą właściwego ubioru można podkreślić profesjonalizm, dodać sobie prestiżu. W wielu firmach obowiązuje ścisły dress code, którego należy się trzymać, aby nie zostać źle odebranym. Mając do wyboru różne garsonki, marynarki, spodnie i spódnice, możliwe staje się stworzenie idealnej stylizacji na każdą okazję.

Odpowiedni strój na spotkanie biznesowe, czyli jaki?

Każda kobieta biznesu dobrze wie, jak ważny jest dobry wizerunek. Jego zbudowanie zajmuje trochę czasu, ale łatwo go nadszarpnąć czy zniszczyć. Odpowiednie zachowanie to jedno, ale niezwykle ważne będzie dobranie właściwego stroju. Powinien być on dostosowany nie tylko do okazji, ale też sylwetki. Sprawdzą się zarówno spodnie i spódnica, jak również sukienka. Idealne będą garsonki i marynarki. Każde spotkanie biznesowe może być nieco inne, dlatego strój zawsze należy dobierać indywidualnie, do okazji i rozmówcy. Inna stylizacja sprawdzi się w przypadku zaproszenia do eleganckiego miejsca niż do sali konferencyjnej. Dopasowanie ubioru do otoczenia to kwestia priorytetowa, aby zostać dobrze odebraną. Przy tworzeniu stylizacji powinno się mieć na uwadze dress code obowiązujący w danej firmie.

Uniwersalnym rozwiązaniem jest założenie eleganckiego garnituru. Ten w wydaniu klasycznym będzie pasować praktycznie na każde spotkanie biznesowe. Latem można pozwolić sobie nawet na zastąpienie garnituru kombinezonem, oczywiście w tylu formalnym, nie casualowym. Ma być przewiewny i lekki, jednocześnie elegancki. Do kombinezonu w jednolitym kolorze pasować będą klasyczne buty i marynarka. Śmiało można łączyć ciemną kolorystykę z jasnymi dodatkami. Nie trzeba stawiać na czerń, zdecydowanie lepiej nadaje się kolor granatowy, beże i szarości. Istotne jest to, aby barwy były stonowane, neutralne. Można nieco ożywić stylizację za pomocą dodatków w bardziej intensywnych kolorach, ale należy je stosować z umiarem. Zawsze mile widzianymi barwami w eleganckich outfitach będzie butelkowa zieleń i bordo. Z kolorem żółtym i czerwonym należy uważać, gdyż zbyt mocne zwracanie na siebie uwagi może zostać źle odebrane.

Jakie stylizacje sprawdzą się w przypadku bizneswoman?

Spodnie, koszula lub elegancka bluzka i marynarka to uniwersalna stylizacja na każde spotkanie biznesowe. Możliwości jest jednak zdecydowanie więcej. Świetnie sprawdzi się także spódnica, ale musi być ona dobrze dopasowana do sylwetki. Nie nadają się fasony typu oversize ani rozkloszowane. Zachować trzeba też odpowiednią długość, najlepiej do kolan i dłuższe, nawet do połowy łyski. Obowiązkowo należy ubierać rajstopy/pończochy, eksponowanie gołych nóg jest niemile widziane. Świetnym wyborem będzie prosta spódnica o kroju ołówkowym, w połączeniu z elegancką bluzką. Idealnie nadaje się elegancka sukienka, podkreślająca kobiece kształty, ale nieemanująca seksapilem. Najlepszy będzie klasyczny model w stonowanym kolorze, bez dekoltu, sięgający za kolano. Do tego wystarczy ubrać dobrze skrojoną marynarkę i stylizacja biznesowa gotowa. Wystarczy jeszcze umiejętnie dobrać odpowiednie dodatki w postaci torebki, butów i biżuterii. Zobacz więcej propozycji w serwisie https://manwoman.co/pl

Jedna czwarta wszystkich zakupów w e-commerce jest odsyłana

W 2021 roku wartość rynku e-commerce ma osiągnąć około 2,7 biliona dolarów, z tempem wzrostu wynoszącym około 6,3 proc. rocznie[1]. W związku z tym wielu przedsiębiorców chce działać w tej branży. Wszystko wskazuje również na to, że przyszłość będzie online, dlatego warto rozważyć założenie własnej działalności zajmującej się handlem elektronicznym. Sprzedawcy muszą się jednak mierzyć z wyzwaniami. Jednym z głównych i bardzo powszechnych są obciążenia zwrotne (tzw. chargebacki), które frustrują zarówno kupujących, jak i sklepy internetowe. Klienci i sprzedawcy mogą czekać nawet do 120 dni na zwrot pieniędzy na swoje konta[2]. Jak utrzymać płynność finansową, gdy praktycznie nad każdą sprzedażą wisi niebezpieczeństwo zwrotów?

Sklepowe zwroty to wyzwanie dla sprzedawców

97 proc. badanych e-klientów twierdzi, że zrezygnowało z zakupu, ponieważ proces zwrotu nie był dla nich wygodny[3]. Należy mieć świadomość, że nawet jeśli sprzedawcy uda się podnieść współczynnik konwersji i zmniejszyć liczbę porzuceń koszyka, nie oznacza to, że decyzja konsumenta jest ostateczna. Może on przecież zrezygnować z produktu już po jego otrzymaniu. Dane dowodzą, że kupujący online są trzykrotnie bardziej skłonni do zwrotu produktów zakupionych online w porównaniu do zakupów w sklepie (30 proc. vs 10 proc.)[4]. Średnio jedna czwarta wszystkich zakupów internetowych jest odsyłana, podczas gdy nawet jedna trzecia kupujących może celowo przesadzić z zakupami, aby wybrać tylko jeden przedmiot i zwrócić resztę zamówienia[5].

Oczywiście, problem może tkwić w tym, że kupujący nie są w stanie dotknąć lub obejrzeć przedmiotu, który zamawiają przez internet. Dopiero, gdy towar dotrze do nich fizycznie, są w stanie ocenić jego jakość i wygląd. Problem ten jest szczególnie obecny w branżach takich jak moda, która jest największym segmentem e-commerce. Kupowane przez nas ubrania czy dodatki mogą przecież wyglądać o wiele lepiej na modelu online niż na nas samych. W tym przypadku niekoniecznie winą klienta jest to, że decyduje się na odesłanie towaru, ponieważ trudno przewidzieć, czy dany ubiór będzie na niego pasować.

Liczba obciążeń zwrotnych rośnie, a to może generować większe straty

Nawet jeśli sprzedawca przygotuje dodatkowy budżet na potencjalne chargebacki, w dalszym ciągu musi poświęcić sporo czasu, aby wyjaśnić sprawę bankom lub dostawcom systemów płatności (w końcu te instytucje chcą wiedzieć, czy współpracują z zaufanymi podmiotami[6]), prawidłowo obsłużyć obciążenia zwrotne i przechować odesłane produkty. W efekcie jeszcze w 2018 roku globalna branża traciła na chargebacki i procedury z nimi związane nawet 31 mld dolarów[7]. Przy rosnącej popularności e-commerce w 2020 roku łatwo sobie wyobrazić, że wartości te jeszcze tylko wzrosły. Co więcej, dane dowodzą, że gdy klient z powodzeniem wypełni wniosek dotyczący chargeback, jest bardziej prawdopodobne, że złoży kolejny w ciągu 2 miesięcy[8].

Możliwe jest, że polski rynek czeka wielka walka sprzedawców o klienta i przejęcie części rynku e-commerce. Wejście do Polski Amazon.pl i świetne wyniki Allegro w czwartym kwartale 2021 roku oznaczają, że przed nami ciekawy czas. Allegro zanotowało wzrost wartości sprzedanych produktów (GMV) na platformie Grupy Allegro.eu rok do roku o ponad 57 proc.[9] Widać też, że jeśli Amazon wchodzi na jakiś rynek, to jest do tego bardzo dobrze przygotowany, a jego udział w nim szybko rośnie. Dlatego można się spodziewać, że polski sektor e-commerce nadal będzie się rozwijał na podobnym poziomie. Chargebacki i warunki zwrotu produktów mogą być ważnymi czynnikami dla klientów przy wyborze danego dostawcy.

Niektórzy sprzedawcy decydują się na rozwiązanie tej kwestii bez polityki obciążeń zwrotów. Tylko około jedna trzecia europejskich stron e-commerce oferuje jakąkolwiek gwarancję lub politykę zwrotu pieniędzy[10]. Inni sprzedawcy mogą zdecydować się na wprowadzenie rygorystycznej polityki chargeback lub polityki zwrotów. Takie rozwiązania, choć są korzystne dla budżetu sprzedawcy, mogą negatywnie wpłynąć na odczucia klienta i zniechęcić go do ponownego odwiedzenia sklepu internetowego. Według danych, nawet do 56 proc. użytkowników może zrezygnować z zakupu na danej stronie, widząc jej politykę zwrotów[11].

Dlatego z finansowego punktu widzenia przedsiębiorcy zajmujący się e-handlem powinni utrzymywać wystarczający budżet na zwroty. Jeśli przedsiębiorca nie posiada rezerwy finansowej, dobrze jest zawczasu zorganizować dostęp do zewnętrznego finansowania kapitału obrotowego. Warto również wcześniej rozpocząć negocjacje w sprawie finansowania i stworzyć historię kredytową z partnerem. Jeśli bank nie jest w stanie pomóc, na rynku istnieją inne opcje, takie jak np. Lidya, która zapewnia krótkoterminowe finansowanie obrotowe dla MŚP. Lidya analizuje głównie bieżące przepływy pieniężne firm i zwykle dostarcza środki w ciągu 48 godzin od złożenia wniosku.

Jakie jest więc idealne rozwiązanie, które pozwoli sprzedawcy pozostać finansowo wypłacalnym, zapewniając jednocześnie najwyższą jakość obsługi klienta? Kluczem jest zainwestowanie w przejrzystą politykę zwrotów, poświęcenie czasu na rozwiązywanie wszystkich kwestii związanych z chargebackami, a także zapewnienie wysokiej jakości szkoleń dla pracowników obsługi klienta, aby byli w stanie szybko i bezbłędnie rozwiązać każdy problem.

[1] https://www.statista.com/outlook/dmo/ecommerce/worldwide

[2] https://www.najlepszekonto.pl/procedura-chargeback-obciazenie-zwrotne-co-to-jest

[3] https://nrf.com/research/consumer-view-winter-2020

[4] https://recommend.pro/ecommerce-handling-returns-lockdown/

[5] https://www.pymnts.com/news/retail/2020/returns-come-back-to-haunt-ecommerce-amid-pandemic/

[6] https://www.statista.com/outlook/dmo/ecommerce/worldwide

[7] https://chainstoreage.com/operations/the-newest-factor-impacting-chargeback-losses-is

[8] https://www.getbankcard.com/blog/chargeback-stats-merchants-must-know

[9] https://www.dlahandlu.pl/e-commerce/wiadomosci/wyniki-allegro-wzrosly-o-kilkadziesiat-proc-spolka-chce-podwoic-srodki-na-inwestycje,96225.html?utm_source=gravitec&utm_medium=push&utm_campaign

[10] https://www.pymnts.com/wp-content/uploads/2020/06/Cross-Border-Merchant-Friction-Index-June-2020-1.pdf

[11] https://www.salecycle.com/blog/featured/ecommerce-returns-2018-stats-trends/

Oszuści atakują klientów Nest Banku – podszywają się pod specjalistów/ekspertów od cyberbezpieczeństwa

Nest Bank ostrzega przed oszustami, którzy podszywają się pod jego pracowników. Oszuści dzwonią do klientów, wyłudzają kody SMS, dane do logowania, kody BLIK czy dane karty płatniczej oraz zachęcają do zainstalowania „dodatku do aplikacji”.

Jak działają oszuści – krok po kroku

Oszuści dzwonią do klientów i podają się za pracowników Nest Banku – specjalistów/ekspertów ds. bezpieczeństwa. Zazwyczaj podają imię, nazwisko i fikcyjny numer pracownika. Scenariuszy rozmów jest klika. Jednak najczęściej oszuści informują klienta, że odnotowali podejrzany przelew z jego konta do osoby, która jest w banku zidentyfikowana jako oszust.

  1. Rzekomy pracownik Nest Banku zadaje klientowi różne pytania np. Czy ktoś oprócz Ciebie ma dostęp do karty lub konta osobistego? Czy masz przy sobie kartę do konta i dowód osobisty? Czy instalowałeś ostatnio podejrzane, aplikacje? Czy zabierasz potwierdzenia po każdej płatności kartą?
  2. Po uzyskaniu odpowiedzi na te pytania oszust informuje, że teraz podsumuje klientowi co się dzieje na jego koncie. Najczęściej klient dowiaduje się, że bank zablokował podejrzany przelew, a jego adresat jest znanym oszustem. Dlatego „bank” przekazał już zgłoszenie na policję, która wkrótce się z nim skontaktuje. Po chwili „pracownik” weryfikuje czy klient ma dobrze zabezpieczone dane do konta oraz czy posiada aplikację mobilną.
  3. Jeżeli klient ma aplikację to „pracownik” pyta: Czy posiada Pan dodatek do aplikacji służący do szybkiej pomocy? Klient zazwyczaj odpowiada, że nie. (Nest Bank nie ma takiej aplikacji). Wtedy „pracownik” prosi o instalację tej aplikacji/ oprogramowania, często oferując również swoją pomoc, są to zazwyczaj QuickSupport, TeamViewer, AnyDesk.
  4. Jeżeli klient zainstaluje aplikację to oszuści uzyskują zdalny dostęp do jego urządzenia. W ten sposób przejmują kontrolę nad komputerem/telefonem i przechwytują wrażliwe dane dzięki, którym będą mogli okraść klienta. Często w dalszej części rozmowy oszuści proszą także o podanie kodu BLIK oraz kodów sms.

Apelujemy do klientów, aby zachowali czujność. Scenariusze wykorzystywane przez oszustów dynamicznie się zmieniają. Są one coraz bardziej wiarygodne. Dlatego uczulamy klientów, że jeżeli nie mają pewności, że rozmawiają z pracownikiem Nest Banku to powinni natychmiast się rozłączyć i skontaktować się z naszą infolinią pod numerem telefonu 22 438-41-41 (od pon. do pt. 8.00-18.00).W ten sposób potwierdzimy, że osoba o wskazanym imieniu i nazwisku pracuje w banku i próbowała się kontaktować z klientem – mówi przedstawiciel Nest Banku.

Euro poniżej 4,60 zł

Mało kto spodziewał się, że po tym jak w środę zobaczyliśmy 4,66 zł za euro, już w czwartek będziemy poniżej bariery 4,60 zł. Splot rosnącej inflacji i poprawy nastrojów wywołanych programem szczepień pozwolił jednak polskiej walucie odrobić straty.

Kolejny dzień umocnienia złotego

Mamy właśnie trzeci z rzędu dzień nagłego umacniania się złotego na rynku. Dzisiaj nad ranem euro wyceniane jest już poniżej 4,59 zł, a biorąc pod uwagę, że Wielki Piątek jest świętem w wielu krajach zachodu można się dzisiaj spodziewać kolejnych niespodzianek. Brak inwestorów w pracy powoduje, że potrzeba mniej kapitału, aby zmienić ceny. Z drugiej strony wiedzą to również w NBP, który ostatnimi czasy wykorzystywał takie sytuacje do interwencji walutowych na rynku. Możemy zatem mieć dzisiaj zamiast typowego świątecznego marazmu na rynku bardzo ciekawy dzień.

Indeksy koniunktury z Europy

Wczorajsze dane na temat indeksów PMI w Europie potwierdziły dobrą dyspozycję europejskich gospodarek. Dla Unii Europejskiej było to niemal dokładnie zgodne z oczekiwaniami imponujące 62,5 pkt, pokazujące duży optymizm badanych menedżerów. Pół godziny później nie zawiedli Brytyjczycy, którzy po raz kolejny pokazali wynik lepszy od oczekiwań. 58,9 pkt to również bardzo korzystny rezultat. To wszystko działo się w cieniu kolejnych zapowiedzi przyspieszania programu szczepień. W rezultacie, nie może dziwić, że waluty europejskie zyskiwały wczoraj wyraźnie względem dolara.

Dane zza oceanu

Wczoraj był dzień dobrych danych z gospodarek światowych. Również Amerykanie pokazali dobre odczyty indeksów koniunktury. Szczególnie dobrze wypadł raport ISM dla przemysłu. Jest to bardzo podobne badanie do indeksu PMI, ale organizowany przez inną instytucję. Trochę słabiej wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że i tak był to trzeci najlepszy tydzień pod kątem tych danych w ciągu ostatniego kwartału. Nie można go zatem traktować jednoznacznie negatywnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych pomimo dni wolnych w wielu krajach warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

60% Polaków nie chce podnoszenia składek, żeby ratować służbę zdrowia

Wyższa składka zdrowotna za poprawę jakości służby zdrowia. Polacy są temu stanowczo przeciwni.

Niemal co czwarty Polak uważa, że rząd powinien podnieść składkę zdrowotną w celu poprawienia jakości służby zdrowia. Mogłoby to nastąpić nawet kosztem niższych zarobków pracowników. Opowiadają się za tym głównie osoby w wieku 30-39 lat, z wyższym wykształceniem i mieszkające w miastach liczących 100-200 tys. ludności. Takie wnioski płyną z badania opinii społecznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland.

Według 24,7% Polaków, rząd powinien podnieść składkę zdrowotną, żeby poprawić jakość służby zdrowia. I mógłby to zrobić nawet kosztem obniżenia pensji pracowników. Natomiast 60,2% rodaków jest przeciwnego zdania. Z kolei 15,1% respondentów nie ma stanowiska w tej kwestii.

– Gdyby badanie odbyło się przed pandemią, to prawdopodobnie jeszcze więcej osób nie chciałoby podniesienia tej składki. Większość pytanych była w momencie sondażu zdrowa i odbierała takie działania jako niepotrzebne zabieranie im pieniędzy. Wśród części ludzi panuje też przekonanie, że nawet jeśli zapłacą więcej, to i tak nic się nie zmieni. Na pewno brakuje reform. Ale nie ma też pełnego zrozumienia, że na ochronę zdrowia trzeba wydawać więcej i składka musi być podwyższona – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Wymienione wyniki są skutkiem utrzymywanej od lat dezinformacji obywateli, co stwierdza Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. I zaznacza, że nie jest to żadna składka zdrowotna, tylko czysty podatek. Ponadto wysokość wpłaty nie ma żadnego wpływu na zakres świadczonych usług medycznych. Wmówiono społeczeństwu, że można mieć nieograniczony dostęp do służby zdrowia przy ograniczonych pieniądzach. A tego nie oferują nawet najbogatsze kraje na świecie.

– Od lat ludzie nie lubią płacić podatków, a składka zdrowotna jest jedną z wielu pobieranych danin. Te same osoby, które są przeciwne jej podnoszeniu, prawdopodobnie dodatkowo się ubezpieczą. I kiedy to zrobią, to zmieniają postrzeganie tej kwestii, tzn. większe wydatki im nie przeszkadzają – mówi Wojciech Bociański, ekspert BCC ds. służby zdrowia.

Za podniesieniem składki opowiada się 28,3% mężczyzn oraz 21,3% kobiet. Natomiast patrząc na wiek, widać, że zwolennikami tego rozwiązania są przede wszystkim Polacy mający 30-39 lat – 27,3%, a także 40-49 lat – 27%. Na końcu zestawienia znajdują się osoby od 60. roku życia – 18,1%. Jak zaznacza Wojciech Bociański, ta ostatnia grupa obejmuje emerytów. Zdaniem eksperta z BCC, można było się spodziewać, że oni licznie opowiedzą się za podniesieniem składki zdrowotnej. Przecież nie płacą wprost na ubezpieczenie zdrowotne, tylko regulują podatek.

– Ci najstarsi respondenci wiedzą z doświadczenia życiowego, że służba zdrowia jest nieefektywna. I przewidują, że każde pieniądze zostaną zmitrężone bez zauważalnej poprawy jakości usług albo skrócenia czasu na oczekiwanie do specjalisty. Natomiast młodsze osoby mają nieprawdziwy obraz rzeczywistości, więc popierają kolejne nic niezmieniające, a coraz bardziej obciążające finansowo podatnika działania – dodaje prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Patrząc na miejsce zamieszkania badanych, można zauważyć, że największy odsetek zwolenników podniesienia składki jest w ośrodkach miejskich liczących od 100 tys. do 200 tys. mieszkańców – 33,3%. Natomiast najmniejsze poparcie występuje w miastach mających od 200 tys. do 500 tysięcy – 19,3%. Z kolei najwięcej przeciwników ww. rozwiązania jest w miejscowościach do 50 tys. ludności – 67,4%. Według prof. Orłowskiego, to może dać wyobrażenie o tym, gdzie ludzie czują się pewniej, jeśli chodzi o funkcjonowanie służby zdrowia. Nie jest również wykluczone, że głosy za podniesieniem składki to efekt większych problemów w danej okolicy. Ale to wymagałoby dokładniejszej analizy.

– W małych ośrodkach ludzie są bardziej związani ze swoją podstawową opieką zdrowotną i przeważnie mają o niej dobre zdanie. Im często się wydaje, że są zadbani, bo korzystają z lekarza rodzinnego. Ale to nie odpowiada prawdzie. Dzisiaj potrzebna jest możliwość natychmiastowego dotarcia do diagnostyki wysoko wyspecjalizowanej – stwierdza Wojciech Bociański.

Najwięcej zwolenników podniesienia składki widzimy wśród osób z wyższym wykształceniem – 25,9%. Dalej w zestawieniu są Polacy z podstawowym i gimnazjalnym – 25%, zasadniczym – 24,7%, a na końcu listy ze średnim wykształceniem – 23,3%.

– Decyzja o podniesieniu składki, czyli podatku, oznaczałaby brak jakiejkolwiek naprawy i zmiany w tym obszarze. Kilka lat temu pokazywaliśmy, jak w prosty sposób można zapewnić znacznie wyższy poziom opieki medycznej i to tymi samymi pieniędzmi, które są do dyspozycji rządu i obywateli. Natomiast w obecnym systemie one są najzwyczajniej marnowane bez efektu dla pacjenta – podkreśla Andrzej Sadowski.

Natomiast ekspert z BCC zaznacza, że na pewno w ochronie zdrowia jest zdecydowanie za mało pieniędzy w porównaniu z innymi krajami. W Europie jesteśmy na szarym końcu, nawet jeżeli wydatki na ten cel osiągną 6% PKB. A dziś to powinno być co najmniej 7-8%. Można to osiągnąć, m.in. podnosząc składkę zdrowotną.

– Przynajmniej od 20 lat mówię, że w Polsce należy podnieść składkę zdrowotną, ale pod warunkiem jednoczesnego przeprowadzenia gruntownych reform służby zdrowia. Powinniśmy wiedzieć, za co płacimy, a nie tylko ponosić większe koszty – podsumowuje prof. Orłowski.

Badanie zostało przeprowadzone w połowie marca 2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1001 dorosłych Polaków.

Małe zmiany o dużym zasięgu, czyli analiza projektu nowelizacji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych

PSPA opublikowało szczegółową analizę dziesięciu najważniejszych zmian zawartych w projekcie nowelizacji ustawy o elektromobilności. Sześć propozycji zostało ocenionych pozytywnie (w trzech przypadkach z zastrzeżeniem), dwie zdobyły ocenę neutralną, zaś kolejne dwie – negatywną. Zdaniem ekspertów, nowelizacja ma potencjał by przyspieszyć rozwój zeroemisyjnego transportu w Polsce, lecz sama w sobie jest niewystarczająca. Konieczne jest wprowadzenie dodatkowych rozwiązań.

Nowa treść projektu ustawy o zmianie Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw znacznie różni się od poprzedniej. Część nowelizacji ma charakter drobnych (w tym doprecyzowujących) zmian m.in. w przypadku przepisów odnoszących się do wykorzystania wodoru jako paliwa alternatywnego w transporcie. Nie zabrakło jednak również zmian znaczących, w tym dotyczących rozwijania budynkowej infrastruktury ładowania, nowej kategorii opłat za nadanie  kodów w rejestrze EIPA, czy warunków tworzenia i funkcjonowania stref czystego transportu. W opublikowanym dziś opracowaniu, PSPA i uznani eksperci prawni współpracujący ze Stowarzyszeniem dokonali analizy projektu nowelizacji.

Jedne z najważniejszych zmian na lepsze, jakie znalazły się w projekcie, są bezpośrednią pochodną postulatów wypracowanych w ramach projektu Biała Księga Elektromobilności PSPA – mówi Joanna Makola, Kierownik Centrum Legislacyjnego PSPA. Mowa o przepisach dotyczących  relacji między operatorem ogólnodostępnej stacji ładowania a dostawcą usługi ładowania (ocena pozytywna), wprowadzeniu dedykowanej procedury uzyskania zgody na instalację punktu ładowania w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych (ocena pozytywna z zastrzeżeniem), usprawnieniu procedur przyłączeniowych (ocena pozytywna z zastrzeżeniem). Są to najważniejsze, ale niejedyne dobre zmiany, na które mieliśmy wpływ.

Ocenę neutralną przyznano przepisom dotyczącym stref czystego transportu w nowym kształcie, a także regulacjom dotyczącym rozwijania infrastruktury tankowania wodoru. Ich wpływ na stopień rozwoju elektromobilności w Polsce będzie możliwy do oceny dopiero na etapie praktycznej implementacji.

Na jednoznacznie negatywną ocenę zasłużyły dwie zmiany: wprowadzenie nowej kategorii opłat za przyznanie operatorom ogólnodostępnych stacji ładowania i dostawcom usługi ładowania kodów w rejestrze EIPA oraz rezygnacja z dalszej realizacji mechanizmu budowy stacji przez OSDe, przy pozostawieniu stanu niepewności prawnej co do inwestycji znajdujących się na różnym etapie zaawansowania.

Zdaniem ekspertów, uwzględniając całkokształt planowanej nowelizacji, propozycje przewidziane w ustawie zmieniającej, są w dużym stopniu zmianami na lepsze. Tam, gdzie ocenę pozytywną opatrzono zastrzeżeniem, PSPA rekomenduje ich ponowną analizę i modyfikację (kwestia ekspertyzy w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych) lub poszerzenie o dodatkowe rozwiązania (kwestie przyłączeniowe). W końcowej części opracowania  przedstawiono propozycje wprowadzenia dalszych zmian o kluczowym charakterze, bez których polska elektromobilność nie ma szans na szybki rozwój.

Uznanie zidentyfikowanych barier i przyjęcie do realizacji naszej propozycji odpowiedzi na te problemy, to realna szansa na dynamizację rozwoju rynku e-mobility w Polsce. Niezbędny jest przegląd przepisów podatkowych, a zmiany w tym obszarze należy zacząć od wprowadzenia możliwości odliczenia 100% VAT od nabycia i eksploatacji pojazdów elektrycznych. Rynek niecierpliwie oczekuje także na uruchomienie mechanizmu dopłat do nabywania samochodów zeroemisyjnych przez przedsiębiorców i osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Sprawą najwyższej wagi jest ponadto odpowiednie sformułowanie polskiego Krajowego Planu Odbudowy, również w kontekście harmonogramu prac nad tym dokumentem. KPO powinien zawierać pakiet konkretnych reform i inwestycji o dużej sile oddziaływania, których brakuje w obecnej wersji dokumentu. Projekt KPO musi zostać zmieniony, jeżeli za pomocą środków z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności chcemy faktycznie wpłynąć na rozwój elektromobilności w Polsce. PSPA przygotowało i przekazało stronie rządowej konkretne propozycje w tym zakresie podsumowuje Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

Jeszcze NFP i już święta

Apetyt na ryzyko pozostaje solidny po rozpoczęciu nowego kwartału z nowymi rekordami na Wall Street i cofnięciem się dolara. Przy małej ilości istotnych wydarzeń, inwestorzy uczepiają się tego, co jest dostępne. Aktualnie obawy o trzecią falę zachorowań przykrywane są optymizmem wokół propozycji nowego pakietu fiskalnego USA. Dziś w centrum uwagi znajdzie się raport z rynku pracy USA.

Nie będę się kolejny dzień rozpisywał o planach inwestycji infrastrukturalnych i innych wydatków fiskalnych zaproponowanych przez prezydenta Bidena i podsumuję tylko, że pod dużym znakiem zapytania stoi to, ile uda się faktycznie zrealizować. Na razie jednak rynki są w trybie odbudowy optymizmu po burzliwym zamknięciu kwartału i każdy pretekst do reaktywacji hossy jest dobry. Na pewno łatwiej jest indeksom na Wall Street piąć się wyżej, gdyż z pakietem czy bez realizowane już przyspieszenie ożywienia i otwieranie gospodarki przemawia za kupowaniem akcji. Mniej jestem przekonany do ścigania proryzykownych ruchów na FX, głównie sprzedawania dolara. Bardziej skłaniam się ku opinii, że o zmianach cen wciąż decydują przepływy domykające pozycje po ostatniej fali awersji do ryzyka, a przed świątecznym długim weekendem. Przed nami obchody chrześcijańskiego święta z uczestnictwem w nabożeństwach i rodzinnymi zgromadzeniami. Pozwolę sobie na zachowanie sceptycyzmu wobec tezy, że problemy trzeciej fali już nie wrócą.

W Wielki Piątek co niektóre rynki są już zamknięte, toteż płynność systematycznie się obniża, a jeszcze przyjdzie się zmierzyć z raportem z rynku pracy USA. Konsensus rynkowy zakłada wyraźny wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w marcu – o 660 tys. nowych miejsc po 379 tys. w lutym. Stopa bezrobocia ma spaść do 6 proc. – najniżej od czasu pandemii. Marzec ma zapoczątkować okres systematycznej odbudowy miejsc pracy wraz z otwieraniem gospodarki po ostatniej fali zachorowań i przy wsparciu polityki fiskalnej. Aktywność gospodarcza jest silna, co wczoraj potwierdził indeks ISM dla przemysłu wzrastając do 64,7 (prog. 61,5, poprz. 60,8). Co istotne subindeks zatrudnienia na 59,6 znalazł się najwyżej od 2018 r. Nawet jeśli wczorajsze dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych za poprzedni tydzień rozczarowały (wzrost do 719 tys., prog. 675 tys.), to ten tydzień nie był brany pod uwagę przy kalkulowaniu raportu NFP. Oczekiwania przed dzisiejszym odczytem są ustawione wysoko, co automatycznie zwiększa wrażliwość na słaby odczyt. Paradoksalnie duże odchylenia niezależnie w którą stronę powinny być pozytywne dla USD. Albo dane wyraźnie rozczarują i awersja do ryzyka spowoduje wycofane kapitału w stronę bezpiecznego dolara. Albo dane będą wyraźnie mocne, podkreślając wyjątkowość ożywienia w USA i skok rentowności obligacji da wsparcie walucie. Pozostaje wąski zakres dla odczytów zbliżonych do prognoz lub nieco wyższych, który dla FX okaże się neutralny i pozwoli na podtrzymanie umiarkowanego optymizmu, z jakim wchodzimy w dzisiejszą sesję.

Wycena złotego „normalnieje” i dziś rano EUR/PLN schodzi pod 4,58. Pomagają czynniki wymienione w pierwszej części komentarza. Innymi słowy wątpię, aby nagle diametralnie odmieniło się postrzeganie złotego, czy innych walut rynków wschodzących. Wystarczy dodać, że wczoraj Ministerstwo Zdrowia poinformowało o nowym rekordzie w liczbie potwierdzonych zachorowań (35 251). Pozostaję przy zdaniu, że poziomy EUR/PLN powyżej 4,60 nie powinny być nowym, trwałym porządkiem, a są przejściową anomalią wynikłą z nagromadzenia negatywnych czynników. Niestety te czynniki (trzecia fala, wyrok SN w sprawie ustawy frankowej) jeszcze o sobie przypomną w najbliższych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Powstał Indeks Łukasiewicza INNOVATOR

  • Nowy indeks na warszawskiej giełdzie jest wspólnym przedsięwzięciem promocyjnym Sieci Badawczej Łukasiewicz oraz Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW)
  • Prezentuje i promuje spółki giełdowe, które rozwijają swój potencjał
    we współpracy z polskim sektorem naukowym, reprezentowanym przez Łukasiewicza
  • Notowania wg ustalonego modelu będą publikowane codziennie od 12 kwietnia 2021r.

Koncepcję Indeksu Łukasiewicza INNOVATOR zaprezentowali Piotr Dardziński, Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz i Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w grudniu 2020 roku podczas „Debiutu Łukasiewicza”. Dziś, 1 kwietnia 2021 r., w drugą rocznicę powstania Łukasiewicza została opublikowana lista uczestników indeksu oraz szczegółowe informacje na temat jego metodyki.

– Nastał czas, aby silniej niż kiedykolwiek wspierać i promować podmioty, które korzystają z wiedzy i kompetencji polskich naukowców. Spółki giełdowe kooperujące z Łukasiewiczem wiedzą już, że działamy nadzwyczaj sprawnie i elastycznie, bo nasz unikalny system Wyzwań Łukasiewicza pozwala w nie więcej niż 15 dni roboczych przygotować dla przedsiębiorcy propozycję opracowania skutecznego rozwiązania wdrożeniowego. Promując współpracę z polską nauką chcemy wzmocnić gen nowoczesności i innowacyjności w spółkach notowanych na giełdzie. Mamy nieosiągalny dla innych podmiotów na polskim rynku B+R zespół ponad 4500 kreatywnych ludzi (naukowców i inżynierów), którzy tworzą z pasją rozwiązania dla biznesu poszukującego innowacji. Indeks Łukasiewicza INNOVATOR już dziś skupia podmioty różnej wielkości i z różnych branż. Jednocześnie  ma potencjał do bycia znacznie szerszym, bo 4 kierunki badawcze Łukasiewicza: zdrowie, inteligentna mobilność, transformacja cyfrowa oraz zrównoważona gospodarka i energia mogą pracować na powodzenie wielu przedsięwzięć biznesowych – mówi Piotr Dardziński, Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

– W ostatnich latach kompleksowo został przebudowany system wsparcia innowacyjności w Polsce. Efekty widać w liczbach – nakłady krajowe brutto na badania i rozwój wzrosły z 0,94% PKB w 2016 roku do poziomu 1,32% w roku 2019 i wyniosły 30,3 mld zł, co z kolei jest wzrostem w stosunku do 2018 roku o 18,1%. Ambitny plan na zwiększenie nakładów na badania i rozwój do 1,7% PKB w 2020 roku wydaje się więc, jak najbardziej możliwy do zrealizowania. Wiele spółek giełdowych opiera swoje strategie konkurowania na rozwijaniu innowacyjnych produktów i usług. Chcemy te spółki pokazać inwestorom poprzez umieszczenie ich w nowym indeksie INNOVATOR tworzonym z Siecią Badawczą Łukasiewicz – podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Portfel Indeksu obejmuje spółki notowane na Głównym Rynku GPW oraz na rynku NewConnect, które współpracują z Łukasiewiczem. Wagi wszystkich spółek uczestniczących w Indeksie są równe na dzień okresowego przeglądu. Aktualizacja listy uczestników indeksu będzie przeprowadzana cztery razy do roku: po ostatniej sesji marca, czerwca, września oraz grudnia.

Indeks Łukasiewicza INNOVATOR jest kalkulowany w trybie jednolitym. Wartości Indeksu Łukasiewicza INNOVATOR będą udostępniane przez GPW Benchmark autoryzowanym agencjom informacyjnym, tak samo jak inne indeksy giełdowe.

Pierwszy portfel indeksu obejmuje 14 spółek giełdowych:Indeks Łukasiewicza INNOVATOR

Sieć bezprzewodowa w przedsiębiorstwach i jej zalety

Każda nowoczesna, rozwijająca się firma powinna obecnie działać szybko i terminowo. Jednym z czynników, które usprawniają funkcjonowanie przedsiębiorstwa jest sień bezprzewodowa WLAN. To system, która umożliwia podłączenie wielu urządzeń bez konieczności dodatkowego okablowania. Dzięki temu każdy pracownik może swobodnie przesyłać i mieć dostęp do danych z dowolnego miejsca w budynku. Jakie są zalety sieci WLAN i jak ją wdrożyć?

Sieć bezprzewodowa WLAN to obecnie standard w większości firm, ale warto mieć na uwadze fakt, że nie sama sieć jest istotna, ale prawidłowe zaplanowanie i wdrożenie. Tylko poprawnie działająca i zabezpieczona przyniesie w firmie pożądane efekty. W jaki sposób zła praca sieci bezprzewodowej wpływa na funkcjonowanie firmy?

  • znaczne spowolnienie działania firmy – brak dostępu do danych i urządzeń sprawia, że praca się opóźnia, wymaga przemieszczania się, kontaktowania z kilkoma osobami,
  • spadek wydajności pracowników – konieczność stałego przemieszczania się, przywiązania do konkretnego miejsca, w którym jest okablowanie, wpływa na stratę czasu, który mógłby być wykorzystany na kolejne działania,
  • opóźnienia w funkcjonowaniu firmy – przestoje w wysyłce faktur, zamówień, nieskończone projekty, powolne przekazywanie informacji wpływają na ogólne opóźnienia, a tym samym utratę klientów i przychodów,
  • straty finansowe – każde opóźnienie, niedotrzymanie terminu, nieprzesłanie faktury to realne straty w przychodach.

Zalety sieci bezprzewodowej WLAN w firmie

Brak prawidłowo skonfigurowanej i rozplanowanej sieci WLAN to realne straty poniesione przez firmę. Jednocześnie sieć WLAN to szereg zalet, usprawniających działanie przedsiębiorstwa, pracowników i kadry zarządzającej. W jaki sposób sieć wspomaga funkcjonowanie firmy?

  • gwarantuje szybką wymianę danych, informacji i dokumentów,
  • wygodne i komfortowe współdzielenie zasobów pomiędzy komputerami, serwerami i dodatkowymi urządzeniami, takimi jak drukarka, skaner czy fax,
  • komfortowe korzystanie z komputerów stacjonarnych i wszelkich urządzeń mobilnych (telefonów, tabletów) oraz pozostałych sprzętów, które zostały podłączone do sieci,
  • bezproblemowy dostęp do technologii z każdego miejsca w firmie, np. podczas spotkania lub w kryzysowej sytuacji,
  • sprawne działanie monitoringu z możliwością przesyłania obrazu i zdalnego zarządzania systemem,
  • swobodny dostęp do poczty mailowej, kalendarza spotkań oraz wspólnych folderów z danymi i dokumentami,
  • znaczne przyspieszenie i usprawnienie pracy pracowników, obsługi klientów i kontrahentów,
  • możliwość korzystania z nowoczesnych technologii, np. czytnika kodów QR na produkcji lub w magazynie.

Jak zabezpieczyć sieć WLAN – kontrola dostępu do sieci NAC

Wraz z planowaniem sieci dostawca IT powinien uwzględnić rozwiązania, zapewniające jej bezpieczeństwo i kontrolę dostępu. Wiąże się to nie tylko z zapewnieniem ochrony danych oraz dokumentów, ale także ewentualnymi atakami zewnętrznymi, zainfekowaniem sieci lub kradzieżą informacji. Za cyberbezpieczeństwo odpowiada m.in. kontrola dostępu do sieci NAC. System Network Access Control (NAC) łączy kilka różnych technik zabezpieczeń, dzięki czemu zapewnia kontrolę nad dostępem do sieci bezprzewodowej. Firmowe urządzenia (firmowe laptopy lub telefony komórkowe są często wyposażone w oprogramowanie antywirusowe, a ich użytkownicy, chcąc uzyskać dostęp do krytycznych zasobów, poddawani są procesowi uwierzytelniania. NAC pozwala na zastosowanie dwuetapowej weryfikacji (np. za pomocą e-maila lub SMS-ów) oraz wykorzystanie najnowszych metod szyfrowania Wi-Fi Protected Access 2 i standardów WPA3. W ten sposób możliwe jest ograniczenie dostępności zasobów sieciowych tylko do użytkowników uwierzytelnionych. Weryfikuje także nowe urządzenia, które chcą się połączyć z sieci poprzez sprawdzenie, czy spełniają postawione wymagania (najnowsze oprogramowanie antywirusowe lub brak luk).

Obecnie sieć bezprzewodowa WLAN w firmie to standard. Warto jednak pamiętać, aby stale weryfikować jej stan i bezpieczeństwo. Dzięki temu będzie ona spełniała wymagania rozwijającego się przedsiębiorstwa i działała zgodnie z jego aktualnymi potrzebami.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2021 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 39,5% rdr do 35,8 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 30,8% do 831,0 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 13,6% rdr do poziomu 1,5 mln szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 108,6% rdr do 42,5 mld zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 37,5% do poziomu 18,4 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 32,6% rdr do 10,0 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 133,6% rdr, do wolumenu 4,8 TWh

W marcu 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 40,9 mld zł, czyli o 57,2% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 39,5% rdr do poziomu 35,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 556,5 mln zł, o 33,5% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca wyniosła 58 081,50 pkt i była o 39,5% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 31,6% rdr do poziomu 837,7 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 30,8% rdr i wyniosła 831,0 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w marcu wyniósł 1,5 mln szt., czyli o 13,6% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 43,0% rdr do poziomu 654,1 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 11,4% rdr do 246,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 107,4% rdr do 606,1 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 53,4% rdr do 26,3 tys. szt.

W marcu zanotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 23,8% rdr do poziomu 282,2 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 51,7% rdr do 70,4 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 102,8 mld zł, wobec 95,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 18,2% rdr do poziomu 216,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 42,5 mld zł wobec 20,4 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 108,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 18,4 TWh, co oznacza spadek o 37,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 9,5% rdr do poziomu 3,2 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 42,7% rdr do poziomu 15,2 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 32,6% rdr do 10,0 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 2,2% do poziomu 3,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 42,1% rdr do poziomu 6,8 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 3,0 TWh, co oznacza wzrost o 33,5% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 25,0% rdr do poziomu 11,3 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 133,6% rdr, do wolumenu 4,8 TWh.

Kapitalizacja 382 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w marcu wyniosła 568,7 mld zł (122,0 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 433 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 135,1 mld zł (243,6 mld EUR).

Na rynku NewConnect w marcu 2021 r. zadebiutowały akcje spółki Genomtec S.A. (wartość oferty: 8,0 mln zł).

Na rynku Catalyst w marcu br. zadebiutowały obligacje miasta Puławy (wartość oferty: 24 mln zł), miasta Tarnobrzeg (wartość oferty: 27,2 mln zł) oraz miasta Konin ( wartość oferty: 26,2 mln zł).

W marcu 2021 r. na GPW odbyły się 23 sesje giełdowe, w porównaniu do 22 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Rząd zmienia programy antysmogowe. Eksperci apelują o wyższe nakłady na ten cel oraz większe wsparcie dla najuboższych

Wciąż 2,7 mln domów jednorodzinnych ogrzewanych jest za pomocą urządzeń, które nie spełniają wymogów uchwał antysmogowych – wynika z raportu Polskiego Alarmu Smogowego. Sytuację mają poprawić rządowe programy – Czyste Powietrze skierowane do właścicieli domów oraz Stop Smog dla gmin położonych na obszarze, gdzie obowiązuje uchwała antysmogowa. Oba programy zostały uproszczone, skrócono czas oczekiwania na wsparcie i wprowadzono dodatkowe zachęty, ale zdaniem ekspertów cały proces wymaga przyspieszenia i dalszych zmian. Powinny one dotyczyć m.in. zwiększenia nakładów oraz wsparcia dla najuboższych.

 Domów, które należałoby ocieplić, wyposażyć w fotowoltaikę i pompy ciepła, jest jeszcze blisko 3 mln. Dopiero wówczas można byłoby rozwiązać problem do końca – mówi agencji Newseria Biznes dr Andrzej Kassenberg, ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej.

Polskie miasta mają jedne z najgorszych wskaźników jakości powietrza i regularnie pojawiają się w rankingu Air Quality Index. 26 marca wśród siedmiu miast z największym zanieczyszczeniem powietrza znalazły się trzy polskie – Kraków, Warszawa i Wrocław (odpowiednio 3., 6. i 7. miejsce). Jedną z głównych przyczyn smogu są kopciuchy, czyli przestarzałe piece węglowe. Z raportu Polskiego Alarmu Smogowego „Domy jednorodzinne w Polsce” wynika, że od 2014 roku liczba używanych w domach jednorodzinnych w Polsce kopciuchów spadła o około 850 tys., wciąż jednak wykorzystywane są w 2,7 mln domów.

Sytuację miały zmienić rządowe programy. Czyste Powietrze, przeznaczony dla właścicieli domów jednorodzinnych, przewiduje dotacje na wymianę źródeł ciepła i termomodernizację w wysokości 30–37 tys. zł. Stop Smog skierowany jest zaś do gmin położonych na obszarze, gdzie obowiązuje tzw. uchwała antysmogowa, na wsparcie likwidacji lub wymiany źródeł ciepła na niskoemisyjne oraz termomodernizacji w budynkach osób najmniej zamożnych. Oba programy przeszły restart – uproszczono procedury, skrócono też czas oczekiwania na wsparcie.

– Jest część zmian, które należy uznać za dobre w programie Czyste Powietrze. Przede wszystkim jest to zachęcenie gmin do tego, żeby się tym zajęły. Każda gmina, która się zgłosi, a zgłosiło się już 1,2 tys., będzie dostawać 30 tys. zł rocznie na to, by tworzyć stanowiska specjalne temu poświęcone, aby ludzie z gospodarstw domowych mogli łatwiej wypełnić wszystkie formularze – wskazuje dr Andrzej Kassenberg.

W ramach nowego systemu zachęt dla gmin rząd przewidział nie tylko środki na uruchomienie punktów konsultacyjno-informacyjnych, lecz również wyższą refundację kosztów za złożone wnioski oraz premie dla gmin, z których wpłynie najwięcej wniosków. Łączny budżet na ten cel to 100 mln zł. Nowością jest także dołączenie banków do programu Czyste Powietrze. Wkrótce osiem instytucji finansowych wprowadzi ścieżkę kredytową. Dzięki gwarancjom Banku Gospodarstwa Krajowego banki będą mogły zaproponować lepsze warunki finansowania ekologicznych inwestycji, m.in. przez rezygnację z wymogu posiadania dodatkowych zabezpieczeń przez kredytobiorców. Zdaniem eksperta Koalicji Klimatycznej wprowadzane zmiany są jednak niewystarczające.

– Dla najbardziej ubogich jest to program nie do przyjęcia. Jeżeli chcemy coś zrobić i dostać tę dotację, to najpierw trzeba wydać te 30 tys. zł na termomodernizację albo zamianę starego pieca na nowy. A te rodziny po prostu nie mają zapasów gotówki – wskazuje.

Z końcem marca wystartowała z kolei druga odsłona programu Stop Smog. Wnioskodawcy (gmina, związek międzygminny, powiat) mogą uzyskać do 70 proc. dofinansowania kosztów ekologicznej inwestycji, a same muszą dołożyć 30 proc. Dzięki temu mieszkańcy tych obszarów mogą otrzymać w formie bezzwrotnej dotacji 100 proc. kosztów likwidacji lub wymiany źródeł ciepła na niskoemisyjne oraz termomodernizacji w budynkach mieszkalnych jednorodzinnych. Beneficjentem tego wsparcia mają być osoby, których nie stać na taką inwestycję.

Problemem jednak, jak zauważa ekspert, jest fakt, że nie zaproponowano zatrzymania wsparcia dla nowych kotłów spalających węgiel. Kontynuacja takiego finansowania jest niezgodna z celami polityki energetycznej państwa, która zakłada odejście od spalania węgla w gospodarstwach domowych w miastach do 2030 roku.

– Teraz wydamy pieniądze, a za dwa lata powiemy: panie, likwiduj pan, bo już nie wolno. Ponadto z punktu widzenia zmiany klimatu i ograniczenia emisji gazów cieplarnianych absolutnie nie powinno się zamieniać gorszych kotłów węglowych na lepsze kotły węglowe. Także dyskusyjna jest sprawa gazu, ale tu musimy wyważyć między zdrowiem a zmianą klimatu. Jest też problem związany z pelletem, którego też jest nie tak dużo, jak by się chciało, a ponadto jest drogi – wymienia dr Andrzej Kassenberg.

Polski Alarm Smogowy podkreśla także, że wsparcie przeznaczone na ocieplenie domów i walkę ze smogiem są niewystarczające. Eksperci wiązali duże nadzieje na zmianę tej sytuacji z Krajowym Planem Odbudowy, jednak przewidziana w nim kwota też nie jest satysfakcjonująca. KPO zakłada bowiem 3,2 mld euro na termomodernizację i wymianę kotłów w domach jednorodzinnych i wielorodzinnych, podczas gdy – zdaniem PAS – powinno to być 10 mld euro.

– Aby uzyskać znacznie wyższe tempo wymiany pieców, należałoby uprościć całą procedurę w jeszcze większym stopniu, pomóc rodzinom najuboższym tak, ażeby one były w stanie zrealizować to przedsięwzięcie. Ponadto trzeba przeznaczyć na to więcej środków – ocenia ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej. – Uważam też, że należy w większym stopniu wiązać to z fotowoltaiką i pompami ciepła niż tylko samą wymianą kotłów.

Przygotowanie stoków narciarskich do reżimu sanitarnego kosztowało 600 tys. zł. Przez zamknięty sezon przychody branży spadły o 60–80 proc.

Zamknięcie stoków w okresie świątecznym i na czas ferii zimowych znacznie ograniczyło działalność stacji narciarskich. Wiele z nich pracowało tylko przez połowę sezonu, a część stacji wykorzystało zaledwie 30 proc. zimowych dni. Przedsiębiorcy są rozgoryczeni i zapewniają, że ryzyko zarażenia koronawirusem podczas korzystania z wyciągów i jazdy na nartach było znikome. – Stworzyliśmy skuteczne zasady reżimu sanitarnego i nie znam przypadku potwierdzonego zakażenia na terenie ośrodka narciarskiego – zaznacza Piotr Rzetelski, wiceprezes stowarzyszenia Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne. Teraz branża apeluje o wsparcie do kolejnego sezonu zimowego.

Przedstawiciele branży informują, że skrócenie sezonu mocno wpłynęło na przychody stacji narciarskich – spadły średnio o ok. 60–80 proc., co postawiło cały sektor w dramatycznej sytuacji. Dodatkowo każdy dzień zamknięcia stoków kosztował w sumie 5 mln zł. Rozgoryczenie przedsiębiorców z branży narciarskiej pogłębia fakt, że ryzyko zarażenia podczas korzystania z wyciągów i stoków było znikome.

W wielu krajach na świecie przeprowadzono badania, w których sprawdzono możliwość zarażania się w ośrodku narciarskim. Okazało się, że przy zastosowaniu reżimu sanitarnego przebywanie na terenie otwartym powoduje bardzo małe, a wręcz znikome ryzyko zakażenia się koronawirusem – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Rzetelski.

W kolejkach gondolowych i na wyciągach wprowadzono ograniczenie do 50 proc. zajętych miejsc, a dodatkowo w wagonikach były otwarte okna. Z kolei badania przeprowadzone latem 2020 roku w miejscowościach turystycznych w Karkonoszach i Górach Izerskich pokazały, że nie ma korelacji między zwyżką zakażeń na COVID-19 a turystyką. Przedsiębiorców dziwią decyzje rządu o zamknięciu stoków, szczególnie w kluczowym momencie dla całej branży, czyli w szczycie sezonu zimowego na przełomie grudnia i stycznia. Także w styczniu i lutym ruch turystyczny jest o wiele wyższy niż średnia z pozostałych miesięcy.

Przebywanie na świeżym powietrzu buduje odporność i jest jak najbardziej wskazane, oczywiście z zachowaniem reżimu sanitarnego – podkreśla wiceprezes stowarzyszenia Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne.

Przy udziale PSNiT powstały zasady reżimu sanitarnego dla stacji narciarskich, które następnie zostały pozytywnie zaopiniowane przez sanepid. Samo przygotowanie do sezonu pochłonęło 32 mln zł, a koszty uruchomienia ośrodków narciarskich w reżimie sanitarnym to kolejne 600 tys. zł.

– Przez całe ubiegłe lato zbieraliśmy informacje o doświadczeniach ze stacji narciarskich w całej Europie. Bazowaliśmy na tym, jak inni przygotowują się do zimy i sezonu narciarskiego w różnych częściach świata. Zaproponowaliśmy m.in. dobrowolnie ograniczenie liczby turystów – jeden klient na 100 mkw. powierzchni ośrodka – oraz inne środki ochronne – maseczki, dezynfekcję w każdym możliwym miejscu oraz 50 proc. przepustowości na krzesełkach czy w gondolach. Do tego większość stacji wprowadziła automaty do bezobsługowej i bezgotówkowej sprzedaży oraz zwrotu karnetów. Stworzyliśmy izolatki dla ewentualnych zarażonych oraz wydzielone tunele prowadzące do wyciągów, aby w kolejkach został zachowany dystans społeczny – wymienia Piotr Rzetelski.

O zachowaniu zasad reżimu sanitarnego systematycznie przypominały komunikaty z głośników oraz pracownicy stacji, którzy w razie uchybień zwracali uwagę narciarzom. Niektóre stacje narciarskie przed rozpoczęciem działalności zwracały się do Inspekcji Sanitarnej o wsparcie w działaniach, aby reżim sanitarny został odpowiednio zaplanowany i egzekwowany. Sanepid odwiedzał stacje i kontrolował zachowanie zasad.

Kontrole sanepidu w moim obiekcie odbywały się codziennie, ale nie traktowałem ich jako formy nacisku, ale wsparcia w zachowaniu reżimu. Z każdej kontroli powstał protokół i w żadnym z nich nie pojawiły się uwagi lub zastrzeżenia. Wszystko zostało opisane i sfotografowane, a więc posiadamy dokumentację potwierdzającą, że nasze działania były właściwe. Nigdy nie było nawet podejrzenia, że u nas mogło dojść do zarażenia koronawirusem – zapewnia wiceprezes PSNiT.

Właściciele stacji narciarskich postulują do rządu o przygotowanie instrumentu wsparcia finansowego skierowanego do branży – wnioskują o rekompensatę do 60 proc. przychodów wyliczonych ze średniej z poprzednich sezonów. Chcą również, aby wachlarz PKD kwalifikujących się do wsparcia nie był ograniczony jak w tarczy PFR 2.0. Na liście postulatów są także: ulgi lub zwolnienia z podatku od nieruchomości i podatku od budowli na rok 2021 w drodze ustawy, dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników, umorzenia ZUS, postojowe do następnego sezonu narciarskiego oraz preferencyjne stawki kredytów pozwalające na pokrycie zobowiązań leasingowych i kredytowych gwarantowane przez Skarb Państwa.

Już wkrótce szczepienia na COVID-19 będą mogły odbywać się w aptekach. Farmaceuci gotowi na nowe obowiązki

– Duża część aptek i farmaceutów w Polsce jest przygotowana do procesu szczepień – podkreślają przedstawiciele Związku Zawodowego Pracowników Farmacji. Dzięki podpisanej właśnie przez prezydenta ustawie będzie to możliwe już w II kwartale. Kilka tysięcy farmaceutów rozpoczęło szkolenia w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego potrzebne do tego, żeby wykonywać szczepienia. Rozszerzenie listy zawodów, które mogą to robić, ma przyspieszyć proces wyszczepiania społeczeństwa. Dodatkowe szczepionki Pfizera, który dotarły do Polski pół roku przed terminem, będą więc mogły zostać szybko wykorzystane.

Bez pomocy farmaceutów oraz pozostałych grup nie jesteśmy w stanie tak szybko zaszczepić populacji, jak byśmy tego chcieli. Jednym z liderów w zakresie szczepień na świecie jest Wielka Brytania, gdzie farmaceuci się chwalą i szczycą, że tak naprawdę dzięki nim jest tak wysoka wyszczepialność, nie tylko na COVID-19, ale i na grypę – mówi agencji informacyjnej dr n. farm. Piotr Merks, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Farmacji, sekretarz generalny Europejskich Związków Zawodowych Pracowników Zatrudnionych w Aptekach. – Gospodarka jest w fatalnym stanie i jedyną szansą ratunku w tej całej sytuacji jest to, żeby jak najwięcej ośrodków mogło pacjentów szczepić.

1 kwietnia prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, która daje prawo do kierowania pacjentów na szczepienia zdecydowanie szerszej grupie zawodów medycznych niż tylko lekarze, którzy do tej pory mogli to robić jako jedyni. W gronie tym mają się znaleźć m.in. farmaceuci, dentyści, pielęgniarki, położne czy ratownicy medyczni. Szczegółowa lista zawodów ma być opublikowana w rozporządzeniu ministra zdrowia. Farmaceuci po przejściu dwuetapowego szkolenia także będą mogli wykonywać szczepienia. Kilka tysięcy z nich przechodzi już szkolenia, które kończyć się będą egzaminem. Zmiany w Narodowym Programie Szczepień zakładają także, że szczepienia będą również odbywać się w aptekach.

– Apteki są przygotowane do prowadzenia szczepień. Bardzo duża część aptek w Polsce posiada już specjalnie przygotowane pokoje konsultacji, bo my o tym projekcie właściwie mówimy od kilku lat, a pandemia była tylko kropką nad i – podkreśla Piotr Merks. – Nasze trzy projekty badawcze już dawno wykazały, że farmaceuci, zwłaszcza ci, którzy zostali przeszkoleni, są gotowi do szczepień, a trening spowoduje, że przełamią swoje obiekcje.

Włączenie farmaceutów i aptek do NPS pozwoli zwiększyć przepustowość szczepień w obliczu zakupienia przez Polskę dodatkowej puli szczepionek Pfizera, która miała dotrzeć jesienią – to niemal milion dodatkowych dawek. Odpowiedzialny za NPS minister Michał Dworczyk zadeklarował, że na koniec marca wolnych było niemal 2,3 mln terminów.

Trzeba zebrać potrzebne materiały: igły, strzykawki, przeprowadzić odpowiedni trening, co już trwa. Obecnie 1,5 tys. farmaceutów jest po części teoretycznej szkolenia, oczekujemy na część praktyczną, w której uzyskamy certyfikaty do tego, żeby wesprzeć ośrodki, w których się szczepi na COVID-19 – mówi przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Farmacji. – Z uwagi na to, że szczepionki są dobrze poznane, jest to wiedza bardzo udoskonalona przez wiele lat, dochodząca do perfekcji, to nie jest coś bardzo skomplikowanego w podaniu. Ryzyko z nimi związane, np. wstrząsu anafilaktycznego czy działań niepożądanych, jest dosyć niskie.

W Polsce do 1 kwietnia podanych zostało ponad 6,2 mln dawek szczepienia, co nie jest równoznaczne z liczbą osób zaszczepionych (wysoką odporność dają dopiero dwie dawki). Tego dnia został również pobity rekord zakażeń i zgonów – w ciągu doby przybyło 35 251 nowych chorych oraz 621 zmarłych.

W Europie ze szczepieniami najlepiej radzi sobie Wielka Brytania, która rozpoczęła szczepienia wcześniej niż Unia Europejska i postawiła na podanie pierwszej dawki jak największej liczbie osób. Dzięki temu już około połowy liczącego ok. 67 mln ludzi kraju ma przeciwciała na COVID-19; częściowo w wyniku przejścia choroby, ale w większości w efekcie zaszczepienia. We Wspólnocie najlepiej radzi sobie obecnie Malta, a najsłabiej – Bułgaria.

– Nie można porównywać przychodni do aptek czy innych miejsc, gdzie takie szczepienia są realizowane. Tu nie chodzi o współzawodnictwo, tylko o zwiększenie dostępności dla pacjentów. Na świecie obecnie nawet personel pomocniczy w aptekach czy przychodniach już zaczął podawać szczepionki – informuje sekretarz generalny Europejskich Związków Zawodowych Pracowników Zatrudnionych w Aptekach. – Na przykładzie Irlandii i Wielkiej Brytanii widać, że duże znaczenie ma edukacja i zachęcenie pacjentów przez farmaceutę w aptece do tego, żeby się zaszczepili. Jak pacjent nie chce tego zrobić w aptece, zawsze może pójść do przychodni, ale tam pewnie dłużej poczeka. Natomiast aptekę każdy ma w promieniu 5 minut od miejsca zamieszkania.

Pandemia przyspieszyła przejście na płatności cyfrowe. Transakcje w czasie rzeczywistym wzrosły w 2020 roku o ponad 40 proc.

Pod koniec 2019 roku 40 krajów miało już rozwiązania do przetwarzania płatności w czasie rzeczywistym, a kilka kolejnych ogłosiło swoje plany uruchomienia takiej usługi przed 2023 rokiem. Pandemia koronawirusa przyspieszyła te działania. W 2020 roku przetworzono ponad 70,3 mld transakcji płatności w czasie rzeczywistym, co oznacza wzrost o 41 proc. względem 2019 roku – wynika z raportu ACI Worldwide i GlobalData. – Kraje z rozbudowaną infrastrukturą płatności cyfrowych radziły sobie lepiej z ograniczaniem negatywnych skutków ekonomicznych pandemii niż te, które jej nie mają – przekonuje Jeremy Wilmot z ACI Worldwide.

Jak wskazuje Deloitte, płatności w czasie rzeczywistym zyskiwały na znaczeniu w latach poprzedzających wybuch pandemii. Na koniec 2019 roku 40 krajów miało rozwiązania do przetwarzania płatności w czasie rzeczywistym, a kilka kolejnych ogłosiło swoje plany uruchomienia przed 2023 rokiem.

Podczas pandemii dostęp do natychmiastowych funduszy stał się nadrzędny dla konsumentów i przedsiębiorstw z punktu widzenia utrzymania płynności finansowej. Terminowość wypłat świadczeń, takich jak ubezpieczenie społeczne, zasiłki dla bezrobotnych, pomoc rządowa i inna pomoc finansowa, stała się głównym problemem. Wybuch koronawirusa skłonił również konsumentów i przedsiębiorstwa do ograniczenia gotówki i zwiększenia wykorzystania płatności zbliżeniowych.

– Pandemia zwróciła szczególną uwagę na znaczenie płatności cyfrowych i infrastruktury płatniczej. Innowacje, które normalnie pojawiłyby się w trakcie całej dekady, zostały wdrożone w ciągu jednego roku. Zmieniły się także potrzeby konsumenta, które już nie wrócą do stanu sprzed pandemii, nawet po wyjściu z kryzysu – przekonuje Jeremy Wilmot, dyrektor ds. produktu w ACI Worldwide.

Z najnowszego raportu ACI Worldwide i GlobalData wynika, że w 2020 roku przetworzono ponad 70,3 mld transakcji płatności w czasie rzeczywistym, co oznacza wzrost o 41 proc. r/r. Z 25,5 mld transakcji płatności w czasie rzeczywistym niekwestionowanym liderem są Indie. Podium uzupełniają Chiny (15,7 mld transakcji) i Korea Południowa (6 mld). W czołówce znajdują się też Tajlandia (5,2 mld), Wielka Brytania (2,8 mld), Nigeria (1,9 mld) i Japonia (1,7 mld). Szybko rośnie liczba transakcji w czasie rzeczywistym w Brazylii (1,3 mld i wzrost o 58 proc. r/r)

Do krajów najszybciej rozwijających się w zakresie płatności w czasie rzeczywistym zalicza się Chorwację z oczekiwaną roczną stopą wzrostu na poziomie 374,4 proc. w latach 2020–2025, Kolumbię (112,7 proc.), Malezję (83,9 proc.), Peru (74,4 proc.) i Finlandię (71,4 proc.)

Regionem o najwyższym wzroście (CAGR 2020–2025) będzie Ameryka Północna (36,5 proc.), ponieważ zarówno Kanada, jak i Stany Zjednoczone modernizują systemy czasu rzeczywistego (RTR i FedNow).

– Kraje posiadające już rozbudowaną infrastrukturę płatności cyfrowych radziły sobie lepiej z ograniczaniem negatywnych skutków ekonomicznych pandemii niż te, które jej nie mają. Płatności w czasie rzeczywistym umożliwiły rządom i instytucjom finansowym przyspieszenie bardzo potrzebnych i oczekiwanych dopłat oraz wypłat środków z tytułu tarcz pomocowych dla obywateli. Umożliwiły również zachowanie płynności finansowej firmom, które musiały dostosować się do zakłóconych łańcuchów dostaw – wskazuje Jeremy Wilmot.

Ponieważ miliony ludzi na całym świecie zmieniły sposób, w jaki pracują, robią zakupy i płacą, adaptacja portfela mobilnego wzrosła do historycznego poziomu 46 proc. w 2020 roku. Dla porównania w 2019 roku było to 40,6 proc. i 18,9 proc. w 2018 roku.

– Płatności w czasie rzeczywistym globalnie wciąż znajdują się w początkowej fazie rozwoju. W wielu krajach koncentrują się głównie na oczywistym przypadku użycia płatności P2P – wskazuje Samuel Murrant, główny analityk ds. płatności w GlobalData. – Pandemia dała możliwość przyspieszenia ścieżki wzrostu dla tych instrumentów.

Udział w czasie rzeczywistym globalnych transakcji elektronicznych w 2020 roku wyniósł 9,8 proc., przy 7,6 proc. w 2019 roku. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 17,4 proc.

Znacząco wzrosła również wartość transakcji w czasie rzeczywistym – z 69 bln dol. do 92 bln dol. w ciągu roku (wzrost o 32,8 proc. od 2019 roku). Do 2025 roku średnioroczny wzrost wyniesie 12 proc.

– Gdy konsumenci przyzwyczają się do szybkości rozliczania płatności P2P w czasie rzeczywistym, w naturalny sposób przejdą do korzystania z nich w handlu elektronicznym, porzucając stosunkowo wolniejszy i mniej wygodny proces korzystania z kart płatniczych. Stąd już tylko krok do przejścia do szybkich płatności w sklepach – wskazuje Samuel Murrant.

Stanowisko PRCH ws. ustawowej regulacji czynszów w centrach handlowych

Jesteśmy zaskoczeni i oburzeni ogłoszonymi dzisiaj przez rząd, niekonsultowanymi uprzednio z branżą, kolejnymi planami wsparcia najemców kosztem wynajmujących. Ogłoszone zmiany dotyczące ustawowego regulowania sposobu kształtowania umów najmu między dwoma niezależnymi podmiotami są zaskakującym rozwiązaniem niezgodnym z prawem. Pogłębiają nierówność stron i antagonizują uczestników rynku. Ustawodawca proponuje kolejne już, po abolicji czynszowej – art. 15ze ustawy covidowej – nieadekwatne i niedopasowane do indywidualnych sytuacji uczestników wolnego rynku – ustawowe rozwiązanie.

Przypominamy, że wynajmujący powierzchnie handlowe zostali w ciągu ostatniego roku pozbawieni około połowy swoich rocznych przychodów – 5,5 mld zł – którymi sfinansowali pomoc najemcom, ponosząc koszty abolicji czynszowej i koszty dobrowolnych, czasowych upustów w czynszach. Obecnie , również ze względu na realizowane w stosunku do podmiotów zewnętrznych swoje zobowiązania finansowe, nie mają już środków na finansowanie pomocy najemcom. Nieruchomości handlowe są finansowane w 70-80 proc. z kredytów bankowych, a umowy najmu są zabezpieczeniem spłacanych kredytów. Obniżenie łącznej wartości umów najmu, nawet o 10- 20 proc. powoduje niewypłacalność wynajmującego. W propozycji rządu pojawiają się obniżki rzędu 80 proc. podczas lockdownu oraz 50 proc. przez kolejne trzy miesiące po nim, przy całkowitym braku rekompensaty, czy wskazania możliwych źródeł wsparcia wynajmujących, czy to ze strony tarcz rządowych, czy PFR.

Rząd po raz kolejny przerzuca koszty wprowadzanych lockdownów na właścicieli i zarządców centrów handlowych, jednocześnie nie proponując im żadnej pomocy. Wynajmujący  zostali wyłączeni z jakiejkolwiek pomocy państwa. Natomiast najemcy otrzymali tę pomoc na trzech poziomach – w postaci abolicji czynszowej (art. 15ze), upustów sfinansowanych przez wynajmujących oraz od rządu w ramach tarcz pomocowych.

Wprowadzenie z jednej strony znaczących obniżek czynszów, a z drugiej możliwości decydowania przez wynajmującego o wysokości opłaty w zależności od sytuacji najemcy, nie rozwiązuje problemu, gdyż najemcy będą wybierać niezależnie od swojej sytuacji finansowej, najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie. Wyniki, które osiągają w centrach handlowych są często zaburzone przez wykorzystanie infrastruktury obiektów handlowych, nie tylko do handlu offline, ale również  do obsługi handlu internetowego, w postaci na przykład zwrotów towaru, które obniżają całkowity wynik obrotowy sklepu.

Żądamy od rządu wycofania się z przedstawionej propozycji lub uruchomienia adekwatnej, do narzuconych przez ustawodawcę obciążeń, pomocy skierowanej do wynajmujących, która pozwoli udzielić najemcom ogłoszonych rabatów. Stoimy również na stanowisku, że najkorzystniejszym rozwiązaniem jest uruchomienie dopłat do kosztów stałych obejmujących czynsze dla najemców, tak jak ma to miejsce w demokratycznych państwach. Zwracamy się również do sektora bankowego, który jest najważniejszym elementem funkcjonowania branży centrów handlowych, o wsparcie naszych postulatów oraz wdrożenie programu pomocy dla właścicieli centrów handlowych uwzględniającego stałe zwolnienie z części kosztów obsługi długu bankowego.

Brak symetrycznego i adekwatnego wsparcia branży centrów handlowych oraz wdrożenie rozwiązań ogłoszonych podczas konferencji prasowej KPRM będzie skutkować negatywnymi konsekwencjami dla sektora bankowego, finansującego branżę centrów handlowych oraz procesami sądowymi wobec skarbu państwa.

ATAL zakontraktował 848 lokali w Q1 2021 roku

ATAL, ogólnopolski deweloper, w pierwszym kwartale 2021 roku zakontraktował 848 mieszkań, czyli o 14,28 proc. więcej niż przed rokiem. W analogicznym okresie roku poprzedniego sprzedaż plasowała się na poziomie 742 lokali. W marcu podpisano 400 umów deweloperskich – to rekordowy miesięczny wynik w historii spółki. Spółka zakłada, że kontraktacja w 2021 roku wyniesie co najmniej 3 200 lokali.

W poszczególnych miesiącach I kwartału 2021 roku spółka zakontraktowała następującą liczbę aktywnych umów deweloperskich i przedwstępnych: styczeń – 212, luty – 236 oraz marzec – 400.

 Na koniec zeszłego roku w ofercie mieliśmy ponad 4 tys. lokali. W pierwszym kwartale zakontraktowaliśmy 848 lokali mieszkalnych, usługowych i inwestycyjnych. Ponadto w marcu sprzedając 400 lokali osiągnęliśmy historycznie najwyższy wynik sprzedaży. W kolejnych miesiącach przewidujemy utrzymanie się tendencji sprzedażowych odnotowanych w pierwszym kwartale roku. Czynnikiem wspierającym ten stan rzeczy jest naturalnie wysoki popyt, ale także atrakcyjność naszych nieruchomości na rynku inwestycyjnym – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu  ATAL S.A.  

ATAL w 2020 roku przekazał klientom 3 002 lokale mieszkaniowe i usługowe. To rekordowy wynik w historii spółki i jednocześnie wzrost o 70 proc. w stosunku do poziomu wydań wypracowanego w 2019 roku (1 769). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) oraz we Wrocławiu (438).

W 2020 roku ATAL zakontraktował 2 896 lokali. To wynik zgodny z założeniami dewelopera, które uwzględniły korektę związaną z nadzwyczajną pandemiczną sytuacją. W samym tylko czwartym kwartale minionego roku nabywców znalazły 824 lokale.

W 2020 roku ATAL pozyskał 9 nowych gruntów inwestycyjnych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Trójmieście oraz w Katowicach. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 51 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to niespełna 600 złotych, co potwierdza realizację racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Tereny pozwolą na realizację 86 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Creepy Jar zadebiutuje na parkiecie głównym GPW już 8 kwietnia

GPW wyznaczyła datę pierwszego notowania Creepy Jar na parkiecie głównym warszawskiej giełdy na dzień 8 kwietnia 2021. Niezależny producent gier z gatunku survival simulation, o kapitalizacji wartej ponad 670 milionów złotych, będzie 16. spółką w sektorze gaming.

Creepy Jar jest wiodącym producentem gier, wyspecjalizowanym w gatunku premium indie survival simulation. Spółka jest obecnie szacowana na ok. 670 mln zł i posiada drugą najwyższą wycenę (po Columbus Energy) na rynku NewConnect i pierwszą w sektorze gamingowym. W ubiegłym roku spółka mogła pochwalić się przychodami na poziomie 18,6 mln złotych netto. Debiutowi Creepy Jar na GPW nie będzie towarzyszyła emisja ani split akcji.

Przejście na GPW jest przede wszystkim dowodem, że należymy do najważniejszych polskich spółek z sektora gamedev. Finansowanie działalności mamy już zapewnione, a celem przejścia jest utrzymanie tempa rozwoju Creepy Jar – komentuje Krzysztof Kwiatek, prezes spółki

Creepy Jar dalej rozwija swój flagowy produkt, Green Hell, poprzez aktualizacje, darmowe dodatki rozbudowujące zawartość gry oraz porty na pozostałe platformy. W 2020 roku Green Hell zadebiutował na Nintendo Switch, natomiast już w czerwcu premierę będzie miała wersja gry przystosowana do konsol poprzedniej generacji – PlayStation 4 oraz Xbox One.

– W najbliższych miesiącach naszym priorytetem jest czerwcowa premiera Green Hell na konsole. Później skupimy się nad wersjami na PlayStation 5 oraz Xbox Series X oraz kolejnymi częściami dodatku Spirits of Amazonia. Mimo, iż SoA jest darmowa dla użytkowników posiadających już grę, to nowe treści, wraz z odpowiednim modelem sprzedaży sprawiły, że blisko 2 lata od premiery, Green Hell ciągle zyskuje nowych użytkowników – komentuje prezes.

W produkcji jest również gra o kodowej nazwie Chimera, która będzie symulatorem tworzenia bazy z elementami survivalu.

Za oceanem znowu lepiej

Kolejny pakiet danych pokazuje lepsze odczyty po drugiej stronie Atlantyku. Nowe miejsca pracy w USA i lepsze dane z Kanady, a po drugiej stronie słabszy odczyt z Niemiec zachęcają inwestorów, by przenosić swoje zaangażowanie właśnie tam.

Nowe miejsca pracy w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat nowych miejsc pracy w USA. Analitycy spodziewali się bardzo dużej liczby 550 tysięcy nowych miejsc pracy. Dane wskazały na 33 tysiące mniej, aczkolwiek pamiętajmy, że nadal jest to bardzo wysoki wynik. W rok poprzedzający pandemię w żadnym miesiącu wskaźnik ten nie osiągnął nawet 300 tysięcy. Dane te zostały korzystnie odebrane przez rynki, co wsparło notowania dolara. Warto pamiętać, że przybyło miejsc pracy odpowiadających za ponad 0,3% pracujących, co sugeruje, że kolejne dane o bezrobociu mogą być istotnie lepsze.

Gospodarka Kanady przyspiesza

Gospodarka Kanady, zgodnie z wczorajszymi danymi, rosła w styczniu o 0,7% w ujęciu miesięcznym. Analitycy spodziewali się wyniku o 0,2% niższego. Ostatnimi czasy gospodarka Kanady zyskuje wraz z poprawą sytuacji jej głównego partnera handlowego na południu. Rynki przyjęły ten odczyt optymistycznie i dolar kanadyjski umacniał się, względem dolara amerykańskiego, po publikacji.

Słabsze dane z Unii Europejskiej

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy odczyt sprzedaży detalicznej w Niemczech. W ujęciu rocznym jest to imponujące 9% spadku wobec oczekiwanego 6,3%. Jest to kolejne potwierdzenie, że główna lokomotywa napędowa strefy euro ma pewne problemy obecnie. Rynki nie reagowały zbytnio na ten odczyt, gdyż w dalszej części dnia publikowane będą dane o indeksach PMI, które powinny mieć znacznie większy wpływ na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja w strefie euro przyśpiesza

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki inflacji HICP za marzec w strefie euro. Wg danych inflacja przyśpieszyła z 0,9% r/r do 1,3% r/r. Przede wszystkim ma na to wpływ wzrost cen ropy, która pomimo wyższych cen paliw, sprzyjała wzrostowi cen w różnych sektorach gospodarki. Kraje strefy euro również w najbliższych miesiącach spodziewają się stopniowego przyśpieszenia inflacji, chociaż najprawdopodobniej nie doczekamy się 2%, które zakłada EBC. Szacuje się, że wzrost inflacji nie będzie miał wpływu na politykę pieniężną. Inflacja nadal znajduje się poniżej poziomu docelowego. Niskie stopy procentowe mają również wspierać gospodarki, które dotkliwie doświadczyły koronakryzysu i odciążyć państwa w spłacaniu, w wielu przypadkach, dużych długów.

W tym tygodniu warto również wspomnieć o wynikach z rynku pracy w USA, które są ważnym wyznacznikiem ożywienia gospodarczego. Amerykański rynek pracy jest o wiele bardziej elastyczny niż rynek pracy w Europie, a jego wyniki mają często większe znaczenie. Warto wspomnieć o Krajowym Raporcie Zatrudnienia ADP, według którego w marcu pojawiło się 517 tys. nowych miejsc pracy, co potwierdza, że gospodarka USA zaczyna odżywać.

Ten tydzień złoty rozpoczął osłabieniem. Straty nadrobił w czwartek rano i jego kurs wyniósł 4,63 PLN/EUR. W tym czasie eurodolar był na poziomie 1,173 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Maciej Kornacki nowym prezesem home.pl

Od 1 kwietnia home.pl ma nowego sternika. Jest nim Maciej Kornacki, menadżer z ponad 25-letnim doświadczeniem na rynkach europejskich, amerykańskich i azjatyckich. home.pl patrzy w przyszłość i chce tworzyć dla swoich klientów warunki, w których po pandemii nie tylko odzyskają stabilność, ale także otrzymają perspektywy dalszego rozwoju.

Maciej Kornacki to ekspert w dziedzinie strategii biznesowych, Internetu, big data i analityki. Pracował między innymi w SAS Institute – firmie, która jest największym prywatnym producentem oprogramowania analitycznego na świecie. W jej ramach odpowiadał za rynki telekomunikacyjne w Europie i Azji, a następnie za rynek globalny. Współpracując z Sharp Corp., stał na czele innowacyjnego programu monetyzacji danych. Był też jednym z liderów transformacji cyfrowej w ProSiebenSat.1 Media, największym koncernie telewizyjnym w Niemczech, w okresie bezpośrednio poprzedzającym przyjęcie firmy do DAX (top 30 niemieckich spółek giełdowych).

home.pl to największy w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej dostawca usług internetowych. To zobowiązuje. Nowoczesna technologia, jakość, niezawodność oraz innowacja były i pozostają naszymi priorytetami. Jednak wiele usług internetowych stało się elementami codzienności i tym samym nie zapewnia już przewagi konkurencyjnej. Czas dzisiaj na nowe sposoby myślenia o roli Internetu w biznesie i ewolucję naszej oferty. Zamierzamy również przyspieszyć ekspansję międzynarodową – mówi Maciej Kornacki.

Nowy prezes home.pl podkreśla też wpływ pandemii na kształtowanie trendów na rynku usług internetowych: – Na naszych oczach COVID-19 zmienia reguły gry. W nowych realiach home.pl ma bardzo jasną i niesłychanie ważną misję do spełnienia – inspirowanie oraz współtworzenie nowej rzeczywistości i nowych szans, również w obszarach edukacji czy ochrony zdrowia. Oczywiście pozostajemy kluczowym partnerem biznesowym dla MŚP w czasach postpandemicznych. Nie tylko będziemy pomagać naszym klientom przetrwać czas burzy, ale także umożliwiać im odnoszenie sukcesów w Polsce i na świecie w dobie ulegających przeobrażeniu uwarunkowań prowadzenia biznesu. To z jednej strony możliwość rozwoju dla nas, z drugiej – ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Jesteśmy gotowi wziąć ją na siebie – dodaje Kornacki.

home.pl to największy w Polsce dostawca usług internetowych. Jest członkiem grupy United Internet i partnerem marki 1&1 IONOS, pod której szyldem sprzedaje usługi w Czechach, Rumunii, Bułgarii, na Węgrzech i Słowacji. Firma specjalizuje się w rejestracji domen internetowych, udostępnianiu hostingu dla serwisów WWW i utrzymywaniu kont poczty e-mail. Dostarcza też gotowe oprogramowanie w postaci sklepów online i sprzedaje aplikacje oraz programy poprzez swój marketplace. Do grona użytkowników usług oferowanych przez home.pl należą przede wszystkim firmy z sektora MŚP, ale nie brakuje wśród nich dużych międzynarodowych przedsiębiorstw, a także klientów indywidualnych, którzy realizują w sieci swoje własne pomysły.

Amazon i ABB łączą siły, by wspierać rozwój elektromobilności w biznesie

Firma ABB i Amazon Web Services (AWS), spółka zależna Amazon.com, Inc., rozpoczęły wspólne prace nad rozwiązaniem chmurowym do zarządzania flotami pojazdów elektrycznych. Nowa technologia ma przyspieszyć elektryfikację flot i pomóc firmom, które decydują się na ten krok, w zachowaniu ciągłości biznesowej.

Rozwiązanie, które ma zostać uruchomione w II połowie 2021 roku, będzie opierać się na jednolitej, dostosowanej do wymogów konkretnego użytkownika, platformie. Ma ona usprawnić zarządzanie flotą i zwiększyć niezawodność na każdym etapie – od punktu ładowania aż po jakość danych w panelu użytkownika. Projekt został zainaugurowany w Berlinie.

Obecnie wielu operatorów flotowych korzysta z oprogramowania charakteryzującego się ograniczoną funkcjonalnością i stosunkowo niewielką elastycznością – problem pojawia się, gdy trzeba dostosować system do wielu modeli pojazdów elektrycznych i infrastruktury różnego typy. Technologia ładowania rozwija się bardzo szybko i konieczność dostosowania własnych systemów do tych zmian może być kosztowna. W związku z tym operatorzy flotowi, również polscy, poszukują rozwiązań, które są skalowane, bezpieczne i łatwe w adaptacji. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na proste w obsłudze urządzenia do ładowania typu „plug and go”.

Efektem współpracy ABB i Amazon Web Services (AWS) ma być system do zarządzania kompatybilny ze wszystkimi modelami pojazdów i urządzeń do ładowania. Przy wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego i zaawansowanej analityki danych, narzędzie ma posiadać takie funkcjonalności jak planowanie ładowania, monitoring w czasie rzeczywistym łącznie z zaleceniami odnośnie serwisowania, oraz wytyczanie optymalnych tras w oparciu o porę dnia, pogodę i sposób użytkowania pojazdu.

– Nowe rozwiązanie zrewolucjonizuje elektryczną mobilność integrując oprogramowanie i urządzenia w jednolity, przyjazny użytkownikowi ekosystem – mówi Frank Muehlon, dyrektor biznesu elektromobilności w Grupie ABB. – Razem z AWS możemy dać operatorom koronny argument za transformacją w stronę elektryfikacji floty.

Obecnie sektor transportu odpowiada za 23 proc. globalnej emisji CO2 związanej z energią.[1] Elektryfikacja może znacząco obniżyć poziom tej emisji. Swoją rolę w tej redukcji mają do odegrania operatorzy flot – na drogach całego świata jeździ blisko 400 tys. elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarówek[2]. Z drugiej strony wiele flot może borykać się tymi samymi wyzwaniami: dostęp do informacji o zasobach w czasie rzeczywistym, utrzymanie i serwisowanie oraz zarządzanie infrastrukturą do ładowania.

– Branże intensyfikują działania w kierunku elektryfikacji flot. Użytkownicy potrzebują niezawodnych i intuicyjnych usług, które pomogą im dostosować się do nowych modeli operacyjnych i korzystać ze swoich zasobów w sposób optymalny – powiedział Jon Allen, dyrektor w Professional Services, Automotive AWS. – ABB i AWS zagwarantują to, co jest w stanie zagwarantować chmura: dostęp do odpowiednich danych, skalę i płynność. To pomoże naszym klientom w procesie zeroemisyjnej transformacji.

[1] Making electric transport the new normal by 2030 | The Climate Group

[2] Electric Vehicle Outlook 2020, BloombergNEF

PIU: Wyniki rynku ubezpieczeniowego w 2020 r.

W 2020 r. Polacy otrzymali 39,7 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Mimo pandemii, klienci nie rezygnują z ochrony ubezpieczeniowej.

W 2020 r. Polacy przeznaczyli na ubezpieczenia około 63,5 mld zł, czyli prawie tyle samo co rok wcześniej. Zachowanie przez klientów ochrony jest kluczowe, bo pandemia nie oznacza, że zwykłych, codziennych szkód zdarza się mniej – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).

­ Przykłady prawdziwych szkód ubezpieczeniowych z 2020 r.:

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Na życie 75 zł miesięcznie Śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas remontu (wybuch butli z acetylenem). Ubezpieczyciel wypłacił rodzinie zmarłego 211 tys. zł
Na wypadek nowotworu 92 zł miesięcznie Nowotwór piersi. Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanej 200 tys. zł

 

Moto Assistance (najszerszy zakres) 494 zł rocznie Czteroosobowa rodzina wybrała się autem na wakacje do północnych Włoch. Awaria sprawiła, że konieczne było holowanie auta do Polski. Ubezpieczyciel  zorganizował też transport lotniczy do kraju dla całej rodziny. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanych to 20 tys. zł

 

Turystyczna 200 zł (tygodniowy wyjazd) Zakażenie SARS-CoV-2 podczas pobytu w USA. Konieczność transportu poszkodowanego ambulansem na ostry dyżur. Pięciodniowy pobyt w szpitalu. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego: 140 tys. zł
Turystyczna 300 zł (dwutygodniowy wyjazd) Podczas pobytu w Niemczech ubezpieczony zaczął skarżyć się na dokuczliwy kaszel i gorączkę. Konieczna była hospitalizacja. Lekarze rozpoznali zakażenie SARS-CoV-2. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego (hospitalizacja, badania, tlenoterapia, antybiotyki) wyniósł 15,5 tys. zł
OC komunikacyjne 1000 zł rocznie Kierowca samochodu potrącił pieszego. Pieszy doznał wielu poważnych obrażeń i urazów. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanego wyniósł 100 tys. zł
OC w życiu prywatnym 30 zł rocznie Rowerzysta doprowadził do kolizji z samochodem osobowym. W aucie zostało zniszczone lusterko, maska i przednia szyba. Łączny koszt naprawy auta, za który zapłacił ubezpieczyciel, wyniósł 35 tys. zł
Mieszkaniowa 195 zł rocznie Zalanie mieszkania podczas nieobecności domowników. Zniszczone podłogi, zabudowa kuchenna, posadzki i drzwi z futrynami. Konieczne profesjonalne sprzątanie, dezynfekcja i osuszenie. Łączny koszt pomocy dla poszkodowanych wyniósł 31 tys. zł
Ubezpieczenie firmy 4200 zł rocznie Pożar hali serwisowo-magazynowej.

 

Odszkodowanie dla poszkodowanego przedsiębiorcy: 3 mln zł

 

 

W 2020 r. ubezpieczyciele wypłacili łącznie prawie tyle samo odszkodowań i świadczeń, co rok wcześniej. Różnica nie przekracza 3,5%. Wartość wypłat związanych z ubezpieczeniami komunikacyjnymi była bardzo podobna do tej z 2019 r., mimo mniejszego ruchu pojazdów. O ile średnia składka za ubezpieczenie OC ppm spadła z 523 zł do 500 zł, to wartość średniej szkody wzrosła z 7,8 tys. zł do 8,2 tys. zł – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

– Jeśli chodzi o ubezpieczenia na życie, wyniki odzwierciedlają niestety zwiększoną śmiertelność w Polsce w 2020 r. Wartość świadczeń z ochronnych ubezpieczeń na życie wzrosła rok do roku o ponad 10% – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Najważniejsze dane w 2020 r.:

  • 39,7 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 17,4 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym o 10% wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych)
    • 14,5 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • Około 7,8 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Ponad 87 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • Prawie 17 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu

Silna pozycja kapitałowa ubezpieczycieli

Polscy ubezpieczyciele wypracowali 6 mld zł zysku netto, czyli o 15,6% mniej niż przed rokiem. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 1,4 mld zł podatku dochodowego. – Ubezpieczyciele pełnią w gospodarce szczególną funkcję, łagodząc cykle koniunkturalne i będąc długoterminowym inwestorem. Ubezpieczają obroty handlowe o wartości 575 mld zł, co pozwala sprawnie funkcjonować przedsiębiorstwom w czasie pandemii. Ubezpieczyciele mają także bardzo silną pozycję kapitałową, która pozwala im prowadzić bezpieczną działalność, pomimo wahań koniunktury – podsumowuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczyciele wspierają walkę z pandemią

W 2020 r. branża ubezpieczeniowa mocno zaangażowała się w pomoc w walce z pandemią.

W kwietniu PIU opracowała 14 rekomendacji dla klientów w trudnej sytuacji finansowej. Obejmowały one posiadaczy pojazdów, kredytobiorców oraz posiadaczy polis oszczędnościowych i inwestycyjnych, ponad 4 tys. touroperatorów, kilkanaście tysięcy podmiotów gospodarczych, biorących udział w likwidacji szkód oraz lekarzy i ratowników medycznych.

W listopadzie 2020 r., 18 firm ubezpieczeniowych podjęło decyzję o sfinansowaniu dodatkowego call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Dzięki temu, przez pół roku 100 dodatkowych konsultantów jest do dyspozycji osób poszukujących informacji związanych z pandemią i zakażeniem koronawirusem. W przedsięwzięciu wzięli udział: Allianz, Aviva, Axa, Compensa, Credit Agricole Ubezpieczenia, Ergo Hestia, Generali, Interrisk, MetLife, PKO Ubezpieczenia, Grupa PZU, Saltus, TUW TUW, Uniqa, Unum, Vienna Life, Warta i Wiener. – Naszą społeczną rolą jest niesienie pomocy w najtrudniejszych sytuacjach życiowych – podkreśla Jan Grzegorz Prądzyński.

9% CIT dla spółki komandytowej

Popularność spółek komandytowych wynika z ograniczonej odpowiedzialności komandytariuszy do sumy komandytowej. Jednocześnie odpowiedzialność komplementariusza jest nieograniczona, dlatego w praktyce tę funkcję często pełnią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Podatnicy mogli więc korzystać z braku podwójnego opodatkowania (jak w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością czy akcyjnej), przy jednoczesnym ograniczeniu odpowiedzialności prowadzonej działalności gospodarczej. Ministerstwo zauważyło powyższą zależność i postanowiło objąć spółki komandytowe podatkiem CIT od 1 stycznia 2021 r., co w praktyce oznacza podwójne opodatkowanie spółki oraz wypłat zysku dla wspólników. W związku z powyższym pojawił się szereg pytań i wątpliwości odnośnie do tego, czy spółki komandytowe będą mogły skorzystać z preferencji w postaci obniżonej stawki opodatkowania do 9%.

Warunki skorzystania ze stawki 9%

Podatnicy podatku dochodowego od osób prawnych mogą skorzystać z preferencji w postaci 9% stawki podatku dochodowego. Stawka 9% ma zastosowanie do przychodów innych niż z zysków kapitałowych, po spełnieniu określonych warunków. Zastosowanie obniżonej stawki jest preferencją podatkową, dlatego urzędy skarbowe przykładają dużą wagę do kwestii wypełnienia warunków formalnych.

Głównym warunkiem skorzystania z ulgi jest odpowiednia wysokość rocznych przychodów ubiegłorocznych oraz bieżących. Podatnicy mogą skorzystać z ulgi w przypadku, gdy przychody osiągnięte w roku podatkowym nie przekraczają kwoty wyrażonej w złotych odpowiadającej równowartości 2 mln euro, przeliczonej po średnim kursie euro na pierwszy dzień roboczy roku podatkowego. Limit ten został podniesiony od 1 stycznia 2021 r. z 1,2 mln euro, które obowiązywało w latach poprzednich.

Ponadto spółka powinna posiadać status małego podatnika. Zgodnie ze słowniczkiem wskazanym w art. 4a pkt 10 ustawy o CIT małym podatnikiem są podatnicy, których przychody ze sprzedaży (wraz z podatkiem VAT) nie przekroczyły w poprzednim roku podatkowym równowartości 2 mln euro, przeliczonej wg średniego kursu euro ogłaszanego przez NBP na pierwszy dzień października poprzedniego roku podatkowego.

Dodatkowo ustawodawca wprowadził ograniczenie uniemożliwiające przekształcenie działalności gospodarczej, tak aby móc skorzystać z tej formy opodatkowania. Dlatego stawki 9% nie stosuje się w roku podatkowym powstania oraz w kolejnym roku w stosunku do podmiotu, który powstał wskutek:

  • połączenia, podziału, przekształcenia (poza przekształceniem jednej spółki w inną);
  • przekształcenia przedsiębiorcy, osoby fizycznej lub spółki niebędącej osobą prawną;
  • wniesienia na poczet kapitału uprzednio prowadzonego przedsiębiorstwa albo składników majątkowych tego przedsiębiorstwa o wartości przekraczającej 10 tys. euro;
  • wniesienia na majątek składników uzyskanych w wyniku likwidacji innego podmiotu.

Ustawodawca chciał więc zapobiec sztucznym transakcjom, których jedynym uzasadnieniem jest możliwość skorzystania z obniżonej stawki CIT. Oznacza to, że podatnicy będący spółkami komandytowymi nie mogą dokonać odpowiednich przekształceń działalności, aby już od pierwszego okresu skorzystać z obniżonej stawki.

9% podatku a spółka komandytowa

Do 31 grudnia 2020 r. niższy CIT mogły płacić spółki akcyjne, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz komandytowo-akcyjne. Od 1 stycznia 2021 r. spółki komandytowe stały się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych. Ministerstwo Finansów wyjaśniło, że pomimo iż spółki komandytowe prowadzące działalność zostały dopiero podatnikami CIT, to Ministerstwo nie traktuje takich spółek jako rozpoczynających działalność ani jako małych podatników, chyba że przychody brutto ze sprzedaży (łącznie z VAT) w 2020 r. nie przekroczą limitu 9,031 mln zł. Spółki komandytowe będą więc kontynuatorami wcześniejszej działalności, tj. prowadzonej przed 1 stycznia 2021 r. Spółka komandytowa zmieni jedynie swój status podatkowy.

Powyższe oznacza, że spółki komandytowe co do zasady będą mogły skorzystać z obniżonej stawki opodatkowania w wysokości 9% w przypadku spełnienia określonych powyżej kryteriów przychodowych. Stosunkowo późne objęcie spółek komandytowych podatkiem CIT uniemożliwiło wielu podatnikom skorzystanie z tej preferencji z uwagi na brak czasu na dostosowanie swojej działalności do kryteriów przychodowych, w szczególności do przychodów brutto z poprzedniego roku podatkowego. Należy zaznaczyć, że na potrzeby kalkulacji przychodów pod uwagę brane są różne kategorie wypłat i w konsekwencji spółki komandytowe chcące skorzystać z preferencji powinny dokonać dogłębnej analizy osiąganych przychodów brutto. Przykładowo przepisy przejściowe wskazują, że wypłata zysków wygenerowanych z działalności spółki komandytowej powinna być wliczana do przychodów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BADANIE: Jedna czwarta firm z sektora MŚP boi się utraty płynności finansowej i nierzetelnych kontrahentów

Jak wynika z badania „Sektor MŚP w czasie pandemii – edycja III”, zrealizowanego przez UCE RESEARCH dla Grupy Kapitałowej DGA, obecnie przedsiębiorcy najczęściej obawiają się utraty płynności finansowej – 25%. Boją się również nierzetelnych kontrahentów – 18%, a także rosnących kosztów prowadzenia działalności – 16%. Z kolei najrzadziej powodem niepokoju bywa biurokracja sprawozdawcza, konkurencja i ryzyko podejmowania złych decyzji biznesowych – po 1%.

Wyniki badania pokazują, że przedsiębiorcy z sektora MŚP obecnie najbardziej boją się utraty płynności finansowej – 25%. Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, ta kwestia znalazła się na pierwszym miejscu ewidentnie z powodu pandemii. Już wcześniej była podnoszona przez przedsiębiorców jako jedna z głównych obaw, ale ostatnio nabrała na znaczeniu.

– Przedsiębiorcy słusznie obawiają się utraty płynności, która może zagrozić ich istnieniu. Obecna sytuacja gospodarcza nieustannie budzi niepokój z uwagi na kolejne z rzędu tzw. zamrażanie gospodarki. Do tego wiele przedsiębiorstw nie ma odpowiednich rezerw finansowych. I tutaj tego typu obawy zaczynają nabierać bardzo realnego kształtu – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W drugiej kolejności ankietowani boją się nierzetelnych kontrahentów – 18%. Jak zauważa Marek Zuber, istnieje mała różnica procentowa między tą i największą obawą. Gdyby nie pandemia, byłaby ona na pierwszym miejscu, bo w Polsce faktycznie taki problem istnieje. Co więcej, jest mocno zakorzeniony, bo sięga czasów PRL-u, gdy oszukiwanie było przejawem zaradności życiowej i przedsiębiorczości.

– Przed pandemią rzeczywiście ten czynnik otwierał nasze zestawienia. Od 2019 r. zwiększyła się ilość sektorów, których on dotyczy. W związku z tym przedsiębiorcy zaczęli ostrożniej zawierać nowe kontrakty i dokładniej sprawdzać przyszłych partnerów. Szybciej też reagują na zaległości finansowe – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor z Grupy Kapitałowej DGA.

Na trzecim miejscu znalazły się rosnące koszty prowadzenia działalności – 16%. Adrian Parol uważa, że jest to jak najbardziej uzasadniona obawa. Mamy przecież coraz wyższą inflację. Ekspert przewiduje, że ten problem wkrótce będzie jeszcze mocniej odczuwany.

– Rosną też ceny produktów. Do tego firmy muszą gwarantować bezpieczeństwo sanitarne pracownikom i klientom, co ma związek z dodatkowymi zakupami. W mojej ocenie, jednak ww. obawa wiąże się nie tyle z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności, co z ryzykiem niezachowania właściwych proporcji między stałymi wydatkami a możliwymi i osiąganymi dochodami – dodaje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Spowolnienie gospodarcze znalazło się na czwartym miejscu – 12%. Zdaniem Adriana Parola, jest ono tylko jednym z kilku elementów wpływających na pogarszanie się sytuacji finansowej firm. Dlatego znajduje się poza pierwszą trójką. Według eksperta, przedsiębiorcy mają w tej kwestii większą swobodę działania, bo zawsze mogą szukać nowych rynków zbytu swoich usług lub towarów.

– Całe badanie jasno wskazuje, że właściciele firm najbardziej obawiają się tego, na co mają wpływ. Wtedy mogą być czujni i zapobiegać pewnym sytuacjom. Spowolnienie gospodarcze nie zależy natomiast od decyzji pojedynczego przedsiębiorcy – wyjaśnia Anna Szymańska, Wiceprezes Zarządu w Grupie Kapitałowej DGA.

Ponadto z badania wynika, że przedsiębiorcy boją się braku zamówień i klientów – 9%, jak również niedoboru odpowiednich pracowników – 7%. Podają też niestabilność polityczną – 7%, podnoszenie składek ZUS-owskich i podatków – po 6%, a także kontrolę ZUS-u – 5%.

Te obawy znalazły się w środku rankingu z uwagi na sytuację epidemiczną, która spowodowała głębokie i wielowymiarowe zmiany. Dlatego firmy zadecydowanie bardziej boją się utraty płynności niż np. braku odpowiednich pracowników, na których ogólnie spadło zapotrzebowanie – zaznacza mec. Parol.

Ranking zamykają takie kwestie, jak biurokracja sprawozdawcza, złe decyzje biznesowe, a także konkurencja – po 1%. Wcześniej ankietowani wymieniają zmiany w przepisach, kontakty z bankami lub firmami leasingowymi i kontrole skarbowe – po 3%. Jak podsumowuje Anna Szymańska, w większości są to czynniki, na które przedsiębiorcy nie mają realnego wpływu. Trudno więc uznać je za strategiczne dla prowadzonej działalności.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA S.A. Analizą objęto firmy z sektora MŚP, które w dniu badania zatrudniały do 50 osób. Ankieta była prowadzona w dniach 23.02-19.03.2021 r. Wzięły w niej udział 734 podmioty. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo.

Ile obecnie trwa wpis hipoteki do księgi wieczystej?

Bank, który pożycza pieniądze na zakup nieruchomości, zabezpiecza swoje interesy hipoteką. Jednak to nie bank, a kredytobiorca jest zobowiązany do złożenia wniosku o ustanowienie hipoteki w księdze wieczystej. Jak długo trzeba czekać na realizację wniosku przez sąd? Jakie są konsekwencje przekroczenia wyznaczonego przez bank terminu?

Finalizacja procedury kredytowej polega na wpisaniu hipoteki do IV rozdziału księgi wieczystej. Wniosek o wpis hipoteki składa się do sądu rejonowego właściwego ze względu na położenie nieruchomości. Konkretnie do tego, który prowadzi księgę wieczystą nieruchomości. Opłata za złożenie wniosku jest stała i wynosi 200 zł. Wniosek można złożyć samodzielnie lub przez notariusza, który jednak pobiera za to dodatkowe wynagrodzenie.

Oczekiwanie na wpis hipoteki jest uzależnione od obłożenia sprawami poszczególnych sądów. W jednych zajmuje to kilka tygodni, ale są i takie, gdzie trzeba poczekać aż kilka miesięcy. Jednym z najistotniejszych warunków decydujących o terminie, jest ilość i kolejność wpływów wniosków do sądów rejonowych.

W przypadku wpisów hipotek na rynku pierwotnym sprawa nieco się komplikuje. Należy mieć na uwadze, że wpis prawa własności lokalu i wpis hipoteki to dwie odrębne sprawy. To oznacza, że aby dokonać wpisu hipoteki, należy najpierw założyć księgę wieczystą dla lokalu i dokonać wpisu prawa własności.

W takich przypadkach zazwyczaj wszystkie sprawy dotyczące lokali wyodrębnianych z jednego budynku są dekretowane do referatu jednego referendarza i dokonywane przez niego według kolejności wpływu. Jeżeli w bloku mieszkalnym jest przykładowo 200 lokali, to czas oczekiwania na wpis hipoteki będzie dłuższy niż w bloku, w którym jest 20 lokali.

Ustanowienie hipoteki jest jednym z warunków realizacji umowy kredytowej. Jeżeli wpis nie zostanie dokonany w wyznaczonym terminie, bank musi zabezpieczyć się w inny sposób. Wtedy stosuje się tak zwane ubezpieczenia pomostowe. Niestety, wiąże się to z dodatkowym kosztem dla kredytobiorcy. Opłaty są różne i zależą od oferty, jaką zaproponuje bank. Zazwyczaj jest to od 5 do 100 zł miesięcznie, ale może to być znacznie więcej. Nie dziwi więc fakt, że kredytobiorcom zależy na tym, aby jak najszybciej ustanowić hipotekę na rzecz banku.

Aby usprawnić procedurę, można złożyć wniosek o przyśpieszenie rozpoznania sprawy poza kolejnością, co pozwala skrócić czas oczekiwania. Okazuje się, że kredytobiorcy wiedzą o takiej możliwości i często z niej korzystają, a wręcz nadużywają. W Sądzie Rejonowym w Łodzi takie wnioski stanowią aż 90% wszystkich. Dlatego w trybie przyspieszonym realizowane są wnioski tylko po wykazaniu wyjątkowych przesłanek.

Niektóre sądy rejonowe doskonale wiedzą o dodatkowych kosztach ponoszonych przez kredytobiorców, dlatego wnioski o wpis hipotek na zabezpieczenie kredytów są traktowane priorytetowo. W Sądzie Rejonowym Kraków-Podgórze, wnioski zawierające żądanie wpisu hipoteki bankowej mogą być kierowane na tak zwany dyżur hipoteczny i wówczas czas oczekiwania na jego rozpoznanie wynosi do 14 dni – o ile nie ma przeszkód do dokonania wpisu. W większość sądów nie ma wyjątków i wpisy są dokonywane w kolejności składania wniosków.

Czas oczekiwania na wpis hipoteki w księgę wieczystą zależy od obłożenia konkretnego sądu. Główną przyczyną takiej sytuacji jest oczywiście pandemia i związania z nią niepełna obsada kadrowa, w wyniku której wielu orzeczników i urzędników przebywa na zasiłkach opiekuńczych, na izolacji lub na kwarantannie. Wydłużony okres wynika również z organizacji pracy we wzmożonym reżimie sanitarnym.

Kolejnym powodem wydłużenia czasu rozpoznawania wniosków jest ciągły wzrost liczby składanych wniosków, spowodowany wpływem spraw wynikających z ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności gruntów.

Na przykład w Sądzie Rejonowym w Gdańsku-Północ, w roku 2017 Wydział III Ksiąg Wieczystych prowadził 76 646 spraw, w roku 2018 było to 81 223 spraw, zaś w roku 2019 aż 144 054 spraw. To oznacza wzrost aż o 77% prowadzonych spraw w roku 2019 w porównaniu do poprzedniego roku. Podobnie wygląda sytuacja w innych sądach, na przykład w Sądzie Rejonowym w Łodzi. Tu liczba wniosków w porównaniu do lat poprzednich wzrosła ponad dwukrotnie.

Tak długie okresy oczekiwania na wpis hipoteki są znane z przeszłości. Na przykład w latach 2003-2004 w Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy, okres wpisu hipoteki wynosił ponad rok, gdy obecnie jest to od 4 do 9 miesięcy. Były też „lepsze lata” 2012-2013, gdy wpisanie hipoteki maksymalnie trwało 2 tygodnie.

Przy analizie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że sądy nie prowadzą oddzielnych statystyk w zakresie ilości złożonych i rozpoznanych wniosków o wpis hipoteki, ponieważ system obsługi wydziałów ksiąg wieczystych nie pozwala na wygenerowanie takich informacji. Dlatego analiza dotyczy zarówno wniosków o wpis hipoteki, jak i wniosków o zmianę lub wykreślenie hipoteki. Jaki jest czas oczekiwania na realizację wniosków w wybranych sądach?Ile obecnie trwa wpis hipoteki do księgi wieczystej

Wnioskodawcy najszybciej uzyskają wpis hipoteki do księgi wieczystej w Opolu. Tam czas oczekiwania wynosi tylko miesiąc. Podobnie sytuacja przedstawia się w Sądzie Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie rozpatrzenie wniosku trwa od 1 do 2 miesięcy. Natomiast w Sądzie Rejonowym w Białymstoku, czas oczekiwania wynosi zaledwie 2 miesiące.

Najdłużej czeka się na realizację wniosku w największych miastach – Warszawie, Krakowie czy Gdańsku. Czas oczekiwania jest również uzależniony od poszczególnych wydziałów. Na przykład w Warszawie, w VI Wydziale Ksiąg Wieczystych na wpis oczekuje się 8 miesięcy, ale już w X Wydziale Ksiąg Wieczystych, czas oczekiwania na wpis wydłuża się do 11,5 miesiąca.

Autor: Marta Kubacka, ekspert portalu GetHome.pl

Bank Pekao S.A. sfinalizował transakcję z Tpay

Po zeszłotygodniowej decyzji Komisji KNF, która jednogłośnie stwierdziła brak podstaw do zgłoszenia sprzeciwu wobec planowanego bezpośredniego nabycia 38,33 proc. akcji Krajowego Integratora Płatności S.A., operatora systemu Tpay.com przez Bank Pekao, strony 31 marca br. sfinalizowały transakcję. W ten sposób powstało strategiczne partnerstwo na rynku e-commerce. Dzięki transakcji, Pekao zaoferuje swoim klientom biznesowym w pełni kompleksową ofertę akceptacji płatności, uzupełnioną o produkty dla dynamicznie rosnącego sektora sprzedaży internetowej. Zakup przez Pekao pakietu akcji KIP jest istotnym krokiem wspierającym realizację celów strategicznych banku w horyzoncie 2024 r., i przede wszystkim osiągnięcie pozycji jednego z liderów płatności e-commerce.

W grudniu 2020 roku Bank Pekao podpisał przedwstępną umowę nabycia pakietu 38,33 proc. akcji Krajowego Integratora Płatności – operatora płatności Tpay. Finalizacja transakcji była uzależniona od braku sprzeciwu KNF co do nabycia przez Pekao akcji Tpay. Po jego uzyskaniu, 31 marca br. strony zawarły umowę przyrzeczoną. Połączenie doświadczenia i zakresu oferowanych usług obu instytucji zaowocuje udostępnieniu klientom narzędzi i produktów potrzebnych do rozwoju biznesu online.

Pekao ma bogate doświadczenie w obszarze akceptacji płatności kartami i konsekwentnie wzbogaca ofertę o innowacyjne rozwiązania digital i mobile oraz obsługuje około 270 tysięcy klientów firmowych w segmencie mikroprzedsiębiorstw, SME i klientów korporacyjnych. Poprzez współpracę z Tpay, Bank będzie mógł wykorzystać potencjał wzrostowy sektora e-commerce, wzbogacając swoją ofertę akceptacji o płatności online tak, aby umożliwić w jednym miejscu szeroką ofertę, zawierającą bramkę płatniczą online, terminale płatnicze i usługi bankowe.

Bank Pekao wraz z przedstawieniem nowej strategii na lata 2021-24 rozpoczyna kolejny etap wzrostu, który będzie determinować działalność banku. Chcemy umocnić swoją obecność na rynku e-commerce, dlatego udostępnimy płatności odroczone oraz uruchomimy ofertę pożyczek gotówkowych dla klientów realizujących zakupy online. Zaoferujemy też usługi dla e-sklepów i platform online, umożliwiające sprzedaż na raty. Wraz z operatorem systemu Tpay wdrożymy bramkę płatniczą dla klientów e-commerce. Strategiczne partnerstwo Pekao i Tpay jest pierwszą współpracą tego typu w historii polskiego rynku. Z naszymi partnerami chcemy wyznaczać kierunek dalszego rozwoju płatności cyfrowych – mówi Leszek Skiba, prezes zarządu Banku Pekao S.A.

– Nawiązana bezprecedensowa na polskim rynku współpraca to połączenie doświadczenia i wiedzy banku, który jest częścią największej grupy finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej, z doświadczeniem w obszarze e-commerce jednego z wiodących fintechów w Polsce. Bardzo mnie cieszy, że zapewnimy klientom długoterminowe wsparcie stabilnego i zaufanego partnera. Dzięki tej współpracy wprowadzimy kolejne zaawansowane i kompleksowe rozwiązania płatnicze. Zapewnią one wysokiej jakości usługi w obszarze akceptacji płatności i wyjdą naprzeciw aktualnym potrzebom partnerów biznesowych oraz klientów końcowych – mówi Paweł Działak, prezes i współzałożyciel Tpay.

Transakcja

Umowa dotyczy zakupu przez Pekao strategicznego pakietu 38,33 proc. akcji KIP. Podpisane partnerstwo umożliwia bankowi wejście na rynek e-commerce jeszcze w tym roku. Doradcami Pekao w procesie zakupu akcji KIP byli: Rymarz-Zdort (doradztwo prawne), Deloitte (podatkowe i finansowe due diligence), PwC Polska (doradztwo transakcyjne).

Synergie

Działalność Pekao w obszarze e-commerce będzie obejmować oferowanie usługi płatności dotychczasowym i nowym klientom biznesowym banku, cross-selling usług acquiringu w zakresie terminali płatniczych, a także ofertę płatności odroczonych i pożyczek gotówkowych dla klientów indywidualnych, realizujących płatności online oraz ofertę usług bankowych dla dotychczasowych i nowych klientów Tpay.

Partnerstwo, wsparte zaawansowaną technologią i dostępem do zintegrowanych kanałów płatności Tpay oraz do innowacyjnych rozwiązań w mobile i digital Pekao, pozwoli na zbudowanie ekosystemu usług płatniczo-finansowych.

Rusza Narodowy Spis Powszechny – jak bezpiecznie przekazać swoje dane

1 kwietnia startuje Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań przeprowadzany przez Główny Urząd Statystyczny. Jednym ze sposobów wypełniania ankiet będzie telefoniczna rozmowa z rachmistrzem, podczas której zapyta on m.in. o  imię, nazwisko, datę urodzenia, numer PESEL oraz o dokładny adres zamieszkania. Ekspert serwisu ChronPESEL.pl radzi, jak bezpiecznie przekazać swoje dane.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań odbywa się raz na 10 lat i udział w nim jest obowiązkowy. Spisać muszą się wszyscy mieszkańcy naszego kraju, w tym również cudzoziemcy oraz żyjące w Polsce osoby, które w trakcie spisu przebywać będą za granicą. Wszystko do końca września 2021 r.

Wziąć udział w spisie będzie można na kilka sposobów. Jak podaje GUS, formą obowiązkową będzie spis za pośrednictwem specjalnego formularza, który należy wypełnić na stronie https://spis.gov.pl. Jednak doświadczenia z przeprowadzonego niedawno spisu rolnego, kiedy z takiej możliwości skorzystało tylko około 20 proc. respondentów, pokazują, że nie musi to być najpopularniejsze rozwiązanie. Dlatego do osób, które nie zrobią tego same, po 15 kwietnia zadzwoni rachmistrz spisowy, który na podstawie zadanych pytań wypełni odpowiednią ankietę. Ze względu na panującą epidemię koronawirusa nie będzie wizyt rachmistrzów w domach. Możliwe za to będzie wypełnienie spisu w siedzibie  urzędu gminy. Żeby to zrobić trzeba się będzie wcześniej umówić telefonicznie. Wówczas na miejscu przygotowane zostanie specjalnie zabezpieczone stanowisko.

Zachowaj czujność i sprawdź rachmistrza

60 proc. Polaków boi się, że w czasie pandemii ich dane osobowe trafią w niepowołane ręce. Aktywni od początku epidemii koronawirusa oszuści mogą w tym wypadku próbować wyłudzić nasze dane. Jak wynika z badań przeprowadzonych pod koniec 2020 r. przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej, w czasie pandemii 18 proc. Polaków doświadczyło próby oszustwa poprzez otrzymanie podejrzanego telefonu, SMS lub wiadomości e-mail. Dodatkowo 12 proc. respondentów przyznało, że nie ma pewności, czy w czasie rozmowy nie mieli do czynienia z oszustem.

W tej sytuacji, rekomendowany przez GUS, samospis internetowy wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Nie wszyscy jednak skorzystają z tej formy ankiety. Na co zwrócić uwagę?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że mamy prawo zweryfikować rachmistrza, z którym będziemy rozmawiać. Każdy uczestnik spisu może sprawdzić tożsamość swojego rozmówcy. Wystarczy poprosić o jego imię, nazwisko i numer legitymacji. Możemy je sprawdzić na stronie spisu w zakładce „Sprawdź rachmistrza” lub dzwoniąc na infolinię spisową na numer 22 279 99 99. Warto to zrobić, zanim odpowiemy na pytania. Dlatego, gdy otrzymamy telefon, weźmy potrzebne do weryfikacji dane od naszego rozmówcy i umówmy się z nim na inny termin. Wcześniej sprawdźmy, czy rzeczywiście jest tym za kogo się podaje. Możemy również sami zadzwonić na infolinię i umówić się na konkretny dzień na rozmowę – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Jeśli w późniejszym czasie spotkania bezpośrednie z rachmistrzami, w tym wizyty domowe, zostaną przywrócone, wówczas każdego odwiedzającego nas gościa powinniśmy wylegitymować. Oprócz odpowiedniego dokumentu, osoby odpowiedzialne za spis będą miały ze sobą również specjalne urządzenie spisowe.

Dlatego zwłaszcza w obecnej fazie pandemii zwróćmy  uwagę na to, że rachmistrz spisowy będzie się z nami kontaktował wyłącznie telefonicznie. W związku z tym wszystkie SMS-y lub e-maile zachęcające do kliknięcia w link lub wykonania połączenia powinniśmy potraktować jako próbę oszustwa. W ten sam sposób powinniśmy podejść również do wszystkich telefonów od rzekomych rachmistrzów w pierwszej połowie kwietnia. Śledźmy na bieżąco informacje na stronie spisu, żeby wiedzieć, kiedy przywrócone zostaną spotkania bezpośrednie. W przypadku wątpliwości zawsze możemy również zadzwonić na infolinię – dodaje Bartłomiej Drozd.

Pomóżmy seniorom

Jak informuje GUS, po zakończonym spisie, niezależnie od tego, czy zrobimy to sami, czy z pomocą rachmistrza, nikt więcej nie powinien się już z nami kontaktować.

W związku z tym nie reagujmy, jeśli po wypełnieniu spisu, ktoś będzie się chciał z nami umówić na uzupełnienie ankiety lub ponowne jej wypełnienie. Uczulmy na to również naszych bliskich i zadbajmy o to, by starsi członkowie naszej rodziny wiedzieli, jak postępować, a najlepiej sami pomóżmy im wypełnić formularz. Uważajmy też na wizyty domowe. Te w związku z panującą pandemią nie powinny mieć miejsca – mówi Bartłomiej Drozd.

Jak zapewnia GUS, wszystkie dane osobowe przetwarzane w ramach prac spisowych są poufne i podlegają szczególnej ochronie. Od momentu ich zebrania stają się danymi statycznymi i objęte zostają tajemnicą statystyczną, która ma charakter absolutny – jest wieczysta, obejmuje wszystkie dane osobowe i nie przewiduje żadnych wyjątków umożliwiających jej uchylenie. Za złamanie tajemnicy i udostępnienie tych informacji w celach innych niż przewidziane przez spis grozi odpowiedzialność karna.

Czego potrzebują innowacyjne firmy by odnieść sukces w post-pandemicznej rzeczywistości?

Druga edycja badania o innowacyjności w biznesie, przygotowana przez Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services, pokazuje, na jakie obszary firmy powinny zwrócić uwagę, jeśli chcą odnieść sukces w post-pandemicznej rzeczywistości.

Wzrost zapotrzebowania na cyfrowe rozwiązania i spersonalizowaną obsługę klienta, jaki miał miejsce w minionym roku, sprawił, że firmy położyły jeszcze większy nacisk na innowacyjność. Jak wynika z drugiej edycji raportu Become Index, przygotowanego przez Mastercard i Harvard Business Review Analytic Services, 53% dyrektorów wyższego szczebla umieszcza innowacje na wysokim miejscu w swojej hierarchii priorytetów, zaś prawie połowa (42%) ankietowanych przedsiębiorstw zwiększyła swoje budżety na ten cel. Firmy opracowały także nowe metody zapewniania bezpieczeństwa pracownikom oraz wprowadziły nowe elementy oferty i obsługi klientów, aby lepiej chronić ich zdrowie i dbać o ich poczucie bezpieczeństwa.

Become Index to doroczne badanie, którego partnerem jest Mastercard, bazujące na Indeksie Innowatorów Biznesu opracowanym przez Harvard Business Review Analytic Services. Ankiety wśród największych na świecie firm oraz ich klientów są podstawą rekomendacji dla menedżerów, którzy chcą pobudzić innowacyjność w swoich organizacjach. W drugiej edycji badania przeprowadzono wywiady z ponad 1,8 tys. liderów biznesu i przeszło 10 tys. konsumentów z całego świata.

Najnowszy raport pokazuje, że pandemia zmieniła konsumentów i ich podejście do innowacji. Ankietowani Europejczycy mniej chętnie niż przed pandemią przyjmują zmiany w ulubionych aplikacjach i stronach internetowych – tylko 22% konsumentów uznało, że poprawione doświadczenie użytkownika jest lepsze niż poprzednie. Najważniejsze są dla nich kwestie bezpieczeństwa – 55% klientów szuka firm i marek oferujących bezpieczniejsze zakupy w pandemii. Co ciekawe, mimo rozkwitu sektora e‑commerce, Europejczycy tęsknią za relacjami osobistymi, także tymi doświadczanymi w trakcie robienia zakupów.

Raport z drugiej edycji badania wskazuje na cechy charakterystyczne innowacyjnych firm, które najlepiej odpowiadają na nowe warunki rynkowe. Są to:

  • Cyfrowa zwinność: nadążanie za coraz szybszą cyfryzacją i reagowanie na wymagania klientów w czasie rzeczywistym, co w szczególności dotyczy ich zdalnej obsługi;
  • Kompleksowa analiza danych: decyzje biznesowe podejmowane w oparciu o dane jako kluczowy element funkcjonowania organizacji;
  • „Pancerna” ochrona danych, w szczególności danych klientów;
  • Inwestycje strategiczne: świadome podejmowanie ryzyka i akceptowanie porażek jako części procesu;
  • Bliskie relacje z klientami: utrzymywanie bliskich kontaktów z klientami i wykorzystywanie ich opinii podczas tworzenia innowacji.

„Świat zaczyna wychodzić z długiego cienia pandemii. Innowacje, które przyspieszyły w tym trudnym okresie, stworzyły nowe możliwości, ale też wyzwania. Wiele przedsiębiorstw udowodniło, że potrafi działać szybko i sprawnie oraz stawić czoła niepewnej przyszłości. Istnieją jednak rozbieżności między priorytetami firm a potrzebami ich klientów w trakcie pandemii i po jej zakończeniu. Uważam, że świat biznesu i społeczeństwo muszą znaleźć nową definicję innowacyjności, a firmy zastanowić się, czy mogą nadal wprowadzać zmiany w tak szybkim tempie” – mówi Alex Clemente, dyrektor zarządzający Harvard Business Review Analytic Services.

Jak wynika z raportu Become Index, firmy, które chcą osiągać sukcesy również w przyszłości, powinny ocenić obecne czynniki ryzyka i wymagania klientów, skupiając się na pięciu głównych obszarach:

  • Odbudowa z myślą o człowieku. Z badania wynika, że 71% konsumentów chętniej kupuje produkty marek, które odzwierciedlają ich wartości oraz wyróżniają się dbałością o klientów i pracowników.
  • Przełamywanie barier zdalnej współpracy. Ponad jedna trzecia (38%) dyrektorów uważa, że praca zdalna może być przeszkodą dla dalszego rozwoju ich organizacji i wprowadzania innowacji. Rozproszenie zespołu nie tylko utrudnia współpracę (zwłaszcza tę nieformalną, która może się zawiązać spontanicznie podczas przypadkowych spotkań), lecz także oddala pracowników od narzędzi i zasobów niezbędnych do tworzenia innowacji.
  • Określanie priorytetów dla inwestycji w innowacje. Mimo postępów w szczepieniach i leczeniu chorych do najczęściej wymienianych barier dla innowacyjności należą niepewna przyszłość gospodarcza (63%) i potencjalna utrata przychodów (46%). Utrudnia to firmom podejmowanie decyzji, które innowacje wprowadzić, a z których zrezygnować.
  • Dbałość o bezpieczeństwo i ochronę danych. Zaufanie i „spokój ducha” to dziś najważniejsze potrzeby konsumentów, obok zdrowia i bezpieczeństwa oraz wygody. Mimo to zaledwie 37% firm niedawno zainwestowało lub zamierza wkrótce zainwestować w ochronę danych i cyberbezpieczeństwo. Podobnie mało, bo zaledwie 35%, deklaruje, że ich niedawne inwestycje w tym obszarze miały związek z pandemią.
  • Personalizacja relacji z klientami. Ponad jedna trzecia (36%) konsumentów jest gotowa udostępniać więcej danych na swój temat, jeśli oznaczałoby to szybszą i bardziej spersonalizowaną obsługę. Aby być blisko klienta i dobrze poznać jego potrzeby, warto zainwestować w predykcyjne, zasilane danymi i działające w czasie rzeczywistym narzędzia cyfrowe.

Wybuch pandemii zmienił świat, zmienił też potrzeby konsumentów. Nasz najnowszy raport pokazuje, że dziś oczekują oni realnych działań. Wiele biznesów nie nadąża za tymi zmieniającymi się oczekiwaniami i musi dołożyć więcej starań, żeby sprostać nowej normalności” – podsumowuje Michael Miebach, prezes i dyrektor generalny Mastercard.

Pełne wyniki badania Become Index są dostępne w dwóch osobnych raportach, pt. „Wartość doświadczenia: Potrzeby klientów motorem innowacji” oraz „Z perspektywy prezesa: droga innowacji od kryzysu do odbudowy”. Oba są dostępne (w wersji anglojęzycznej) na stronach BecomeIndex.com oraz HBR.org.

HUB4Fintech S.A. połączy się z MINUTOR Energia Sp. z o.o.

Hub4Fintech S.A. (poprzednio CWA S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała z Minutor Energia Sp. z o.o. Plan Połączenia spółek. Po fuzji Emitent zmieni nazwę na Minutor Energia S.A. i będzie prowadził działalność przede wszystkim w branży odnawialnych źródeł energii.

Hub4Fintech S.A. podpisała w dniu 31.03.2021 r. z Minutor Energia Sp. z o.o. Plan Połączenia. Uzgodniono w nim, że planowane połączenie nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku Minutor Energia Sp. z o.o. na Hub4Fintech S.A. w zamian za nowo emitowane Akcje Emisji Połączeniowej. Wartość obu podmiotów została ustalona przez niezależnego biegłego rewidenta i zgodnie z otrzymanymi wycenami została oszacowana na kwotę 33.735.000,00 zł dla Minutor Energia Sp. z o.o. oraz na kwotę 5.265.000,00 zł dla Hub4Fintech S.A. W wyniku połączenia spółek Emitent dokona podwyższenia kapitału zakładowego o kwotę 8.650.000,00 zł w drodze emisji 86.500.000 sztuk akcji zwykłych na okaziciela serii C po cenie emisyjnej wynoszącej 0,39 zł za 1 akcję. Zarząd Hub4Fintech S.A. jest przekonany, że połączenie spółek pozwoli wykorzystać uzupełniające się kompetencje oraz status spółki publicznej do rozwoju nowej działalności w branży OZE.

„Jestem niezwykle zadowolony, że udało nam się podpisać Plan Połączenia spółek. Fuzja z Minutor Energia otworzy nowy rozdział w naszej historii i umożliwi nam rozwój w bardzo perspektywicznej branży odnawialnych źródeł energii. Bardzo podoba nam się filozofia prowadzenia biznesu przez Minutor Energia, a także ich ambitne plany ekspansji rynkowej i wiążemy ogromne nadzieje z połączeniem naszych potencjałów. Rynek NewConnect to obecnie jedno z najlepszych miejsc do rozwijania działalności w segmencie OZE, dlatego nasza fuzja powinna przynieść korzyści Akcjonariuszom.” – ocenia Tomasz Wielgo, Prezes Zarządu Spółki Hub4Fintech S.A.

„Stanie się spółką publiczną to ogromne wyzwanie i duża odpowiedzialność, ale jesteśmy dynamicznie rosnącą organizacją, więc ten kierunek był dla nas od początku głównym celem. Cieszymy się, że proces odwrotnego połączenia możemy przeprowadzać właśnie z Hub4Fintech. Rynek OZE będzie z pewnością dynamicznie rósł w naszym kraju w kolejnych latach i chcemy wykorzystać ten dobry trend oraz osiągnąć w tej branży jak najlepszą pozycję rynkową. Mamy nadzieję, że połączenie zostanie zakończone w najbliższych miesiącach i będziemy mogli pokazać rynkowi nową strategię rozwoju oraz komunikować pozytywne zdarzenia.” – zakończył Zbisław Lasek, Prezes Zarządu Spółki MINUTOR Energia Sp. z o.o.

Jeden dzień zwrotu to za mało

Apetyt na ryzyko poprawiał się w środę na zamknięcie kwartału, ale nie ma co się dać zwieść, że złe nastroje zostały rozwiane na dobre. Ogłoszony lockdown we Francji i kanadyjskiej prowincji Ontario przypomina o ryzykach dla globalnego ożywienia. Nowy plan Bidena nie spotyka się z energiczną reakcją.

Szczegóły nowego planu fiskalnego Bidena w większości potwierdziły wcześniejsze doniesienia prasowe. W ciągu ośmiu lat kwota 2,3 bln USD ma zostać wydana na budowę dróg i mostów, wzmocnienie sektora wytwórczego i inne inwestycje. Uwaga (i krytyka) skupia się wokół finansowania wydatków, które ma odbyć się poprzez podwyżkę podatków przez kolejne 15 lat. Dodatkowe 1 bln USD szykowany też jest na edukację i ochronę zdrowia. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA pozostają powyżej 1,70 proc., argumentując za siłą USD. Poza tym inne informacje ostatnich 24 godzin nie były nadzwyczaj optymistyczne, biorąc pod uwagę zarządzony we Francji jednomiesięczny lockdown i podobne restrykcje w kanadyjskiej prowincji Ontario. Stąd wczorajsze zastopowanie awersji do ryzyka i odbicie walut ryzykownych względem dolara nie powinno być odbierane jako punkt zwrotny. Jesteśmy w niewygodnym dla analizy zachowania cen czasie, kiedy zamknięcie kwartału nakłada się na przygotowania na świąteczny długi weekend. Niech nikogo nie zwiedzie jeden dzień realizacji zysków z pozycji, którego w kolejnych dniach mogą ponownie zarabiać.

Szczególnie, że wyjątkowość USA dalej może być solidnym argumentem zachęcającym do kupna dolara. Wspomniane wyżej rentowności to jedno, ale też napływające dane dowodzą, jak godne uznania tempo szczepień przeciw COVID-19 ułatwia otwieranie gospodarki. Dziś raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych ma pokazać podtrzymanie spadkowego trendu sugerującego wznowienie procesu zatrudnienia, co prawdopodobnie znajdzie też potwierdzenie w jutrzejszym raporcie NFP. Wczoraj dobrym zwiastunem był raport ADP, który wskazał na wzrost miejsc pracy w sektorze prywatnym o 517 tys. Podobnie optymistycznie powinien wybrzmieć indeks ISM dla przemysłu, kiedy popyt na dobra przemysłowe pozostaje silny i większym problemem sektora hamującym produkcję są trudności z dostawami komponentów.
W strefie euro finalny odczyt PMI dla przemysłu prawdopodobnie potwierdzi silne tempo aktywności, ale to za mało, by zneutralizować obawy o rozwój trzeciej fali zachorowań. Z taką kotwicą będzie trudno o prędkie odbicie EUR/USD i kurs może przeczekać święta blisko 1,17.

Za nami już odczyt PMI dla polskiego przemysłu i kolejny wzrost (do 54,3 z 53,4) powinien cieszyć, nawet jeśli wynik jest nieco niższy od oczekiwań (55,5). Polski przemysł korzysta na wzmocnieniu popytu w Europie, jednak przeszkodą dla rozwoju produkcji są zatory w łańcuchu dostaw. Wpływa to też na najszybszy od początku wprowadzenia badań w 1998 r. wzrost kosztów i cen wyrobów gotowych. W skrócie, dane dowodzą, że sytuacja gospodarcza nie odbiega od tendencji globalnych, a przynajmniej nie uzasadnia skali deprecjacji złotego. Powody słabości waluty leżą gdzie indziej (trzecia fala, wyrok ws. franków), ale są to czynniki przejściowe. Zatem i słabość złotego będzie przejściowa, nawet jeśli kwiecień zapowiada się na burzliwy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

70 proc. Polaków woli kupować jaja z wolnego wybiegu. Na preferencje konsumentów odpowiadają największe firmy z sektora spożywczego, w tym Lubella

Ponad 70 proc. konsumentów w Polsce zwraca uwagę na warunki hodowli kur przy wyborze jajek w sklepie – wynika z badań przeprowadzonych dla Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Dotyczy to także żywności, do której przygotowania wykorzystywane są jajka, np. makaronów. Co istotne, w ciągu ostatnich lat świadomość w tej kwestii wśród polskich konsumentów radykalnie wzrosła. Coraz więcej producentów żywności rezygnuje więc ze stosowania jaj pochodzących z chowu klatkowego. Wśród nich jest także Lubella – największy w Polsce producent makaronów. 

Nasza decyzja o rezygnacji przez Lubellę z wykorzystania jaj z chowu klatkowego podyktowana jest potrzebami Polaków poszukujących żywności wytworzonej z naturalnych składników, najwyższej jakości, która nawiązuje do tradycyjnych smaków z dzieciństwa. Ta zmiana to również element naszych działań w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu – mówi Dorota Liszka, manager ds. komunikacji korporacyjnej.

Według przytaczanych przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki badań CBOS w 2018 roku sposób chowu kur był najważniejszym kryterium podczas kupowania jaj dla 35 proc. Polaków. To aż trzykrotny wzrost względem 2006 roku. W tym samym czasie o ponad połowę spadło też znaczenie ceny jako głównego kryterium zakupowego (z 27 proc. w 2006 do 11 proc. w 2018 roku).

Ubiegłoroczne badanie Biostatu dla stowarzyszenia pokazuje z kolei, że warunki hodowli kur są istotnym czynnikiem przy wyborze rodzaju jajek już dla blisko 71 proc. polskich konsumentów. Niemal tyle samo deklaruje, że jest gotowych zapłacić nawet więcej za jajka lub produkty zawierające jajka, które pochodzą z ferm zapewniających kurom lepsze warunki niż hodowla klatkowa.

– Wolny wybieg to – obok chowu ściółkowego i ekologicznego – jedna z alternatyw wobec chowu klatkowego. Każda z nich jest lepsza dla dobrostanu kur niosek. W chowie na wolnym wybiegu, z którego pochodzą jaja tzw. jedynki, kury mają w ciągu dnia dostęp do pokrytego roślinnością wybiegu, mogą przebywać na świeżym powietrzu i swobodnie się poruszać. Mają też możliwość realizacji swoich naturalnych, gatunkowych zachowań jak grzebanie w ziemi, grzędowanie i aktywne poszukiwanie pożywienia – tłumaczy Maria Madej ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Oczekiwania i większa świadomość konsumentów powoli zmieniają cały polski rynek. Co prawda wciąż dominuje na nim chów klatkowy kur niosek, ale struktura systemu utrzymania kur stopniowo się zmienia.

Na ten moment ponad 140 firm działających w Polsce – w tym przedsiębiorstwa z branży spożywczej – wydało oficjalne zobowiązanie do wycofania jaj z chowu klatkowego z łańcucha produkcji lub swojej oferty najpóźniej do 2025 roku, kierując się właśnie oczekiwaniami konsumentów i troską o dobrostan zwierząt – mówi Maria Madej. – Rezygnacja z jaj klatkowych stała się niezbędnym elementem polityki CSR. Każde odpowiedzialne społecznie przedsiębiorstwo, chcąc pozostać konkurencyjne na rynku, powinno uwzględniać w swojej strategii kwestię dobrostanu zwierząt.

W gronie firm, które już zrezygnowały z jaj pochodzących z chowu klatkowego, są zarówno małe, lokalne, jak i bardzo duże polskie firmy. Dołączyła do nich także Lubella, czyli największy w Polsce producent makaronów. Marka zdecydowała się wprowadzić zmianę w recepturze, wybierając do produkcji swoich makaronów cztero- i pięciojajecznych jajka pochodzące od kur z wolnego wybiegu.

– Lubella już dwa lata temu zobowiązała się, że do 2025 roku całkowicie zrezygnuje z jaj z chowu klatkowego, ale udało nam się wyprzedzić tę deklarację. W efekcie już teraz w makaronie cztero- i pięciojajecznym wykorzystujemy jaja z wolnego wybiegu, natomiast w pozostałych produktach – z chowu ściółkowego – uściśla Dorota Liszka.

Lubella obecnie zakończyła proces wycofywania jajek pochodzenia klatkowego. Już teraz w produktach firmy znajdują się wyłącznie jajka z chowu bezklatkowego. Ten ważny krok marki popiera Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które od 2016 roku prowadzi kampanię Jak One To Znoszą?, w ramach której podkreśla, że troska o dobrostan zwierząt jest niezbędnym elementem odpowiedzialności społecznej biznesu. Wprowadzone przez Lubellę zmiany pozytywnie wpłyną na kształtowanie świadomości konsumenckiej i promocję dobrych praktyk w biznesie, co jest wspólnym celem marki i Stowarzyszenia Otwarte Klatki.