Południe Europy spowalnia

Nie pierwszy już raz kraje południa, strefy euro, czy Unii Europejskiej ciągną w dół wyniki gospodarcze. Nie inaczej jest tym razem w przypadku Włoch, które niemal samodzielnie pogorszyły łączny wskaźnik bezrobocia w strefie euro.

Rynek pracy z zadyszką

Analitycy spodziewali się spadku bezrobocia w strefie euro o 0,2% do 8,1%. Poziom się jednak nie zmienił. Jednym z ważniejszych powodów była niespodzianka we Włoszech, gdzie bezrobocie w lutym było aż 1,3% wyższe od oczekiwań. Potencjał ludnościowy tego kraju spowodował, że wynik całej unii walutowej wypadł zauważalnie słabiej. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na euro. Europejska waluta korzysta na korekcie wywołanej z jednej strony chęcią realizacji zysków po jej istotnym osłabieniu względem dolara w marcu, a z drugiej strony na poprawie nastrojów związanych z przyspieszeniem programu szczepień.

Banki centralne bez niespodzianek

Wczoraj poznaliśmy decyzję Królewskiego Banku Australii. Nie zmienił on stóp procentowych i pozostawił je na tym samym poziomie, co są w Polsce – 0,1%. Ostatni raz obniżano je na przełomie 3 i 4 kwartału 2020 roku z 0,25%. Rynki przyjęły tę informację lekkim osłabieniem dolara australijskiego, gdyż liczono na deklarację z naciskiem na wzrost stóp procentowych w przyszłości. Podobna sytuacja miała dzisiaj miejsce w Indiach. Tamtejszy bank centralny pozostawił stopę procentową na poziomie 4%, co również osłabiło rupię indyjską. Inwestorzy oczekiwali najwyraźniej jakiegoś sygnału sugerującego wzrost stóp w przyszłości.

Dzień decyzji RPP

O 16:00 odbędzie się konferencja Rady Polityki Pieniężnej, na której poznamy decyzję oraz (co wydaje się znacznie ważniejsze w obecnej sytuacji) komentarz do niej. Komentarz na konferencji prasowej wydaje się ważniejszy, gdyż patrząc na rosnącą inflację, bardzo wątpliwa jest zapowiadana jeszcze niedawno obniżka stóp procentowych. Z drugiej strony pomimo tego, że rosnąca inflacja sugeruje raczej podnoszenie stóp, ten kierunek wydaje się na razie zamknięty. Znacznie bardziej prawdopodobny jest scenariusz pozostawienia wszystkiego bez zmian i informacji o przejściowym charakterze wzrostu inflacji. W takim wypadku moglibyśmy usłyszeć, że przejściowość może nawet doprowadzić do wzrostu inflacji powyżej celu inflacyjnego. Tego typu deklaracja pozwoli Radzie podtrzymywać obecną strategię, nawet przy inflacji w okolicach 4% i nie wymusi opuszczenia strategii rekordowo niskich stóp.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Podsumowanie 1Q 2021 w Grupie Murapol: blisko 17 proc. wzrost sprzedaży, 12 proc. więcej przekazań oraz rozbudowana oferta o ponad 2 tys. mieszkań

W pierwszym kwartale br. Grupa Murapol podpisała 779 umów deweloperskich
i przedwstępnych, wobec 666 rok wcześniej. W analizowanym okresie deweloper przekazał klientom klucze do 452 mieszkań, a także wprowadził do oferty 2 099 lokali w 11 projektach inwestycyjnych, powiększając tym samym pulę lokali postawionych do dyspozycji klientów do ponad 4 tys.  

SPRZEDAŻ

W okresie od stycznia do marca 2021 roku Grupa Murapol podpisała 779 umów deweloperskich i przedwstępnych, tj. o blisko 17% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Największym zainteresowaniem mieszkania Murapolu cieszyły się w Krakowie i Wieliczce, a także Poznaniu, gdzie nabywców znalazło kolejno 122 i 109 lokali. Znaczącą liczbę umów dot. sprzedaży mieszkań Spółka podpisała także w Łodzi – 93, Warszawie – 84, Katowicach – 68 oraz Wrocławiu – 55. Po blisko 50 umów zawartych zostało w Bydgoszczy i Toruniu.

PRZEKAZANIA

W pierwszym kwartale br. Murapol przekazał klucze do 452 lokali mieszkalnych, wobec 402 oddanych właścicielom w analogicznym okresie 2020 roku.

Najwięcej kluczy do mieszkań zostało wydanych klientom w Katowicach – 122, w Warszawie – 97, Mikołowie – 79 oraz we Wrocławiu – 70.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W okresie od stycznia do końca marca Murapol zaoferował klientom 2 099 nowych lokali wobec 1 119 rok wcześniej. Wprowadzone do sprzedaży mieszkania i apartamenty inwestycyjne powstają w 11 projektach na terenie 9 miast. Są to zarówno kolejne etapy już realizowanych przedsięwzięć deweloperskich, jak i nowe projekty. Najwięcej, bo 531 mieszkań zostało zaoferowanych mieszkańcom Poznania, w tym w ramach nowej inwestycji – Murapol Zielony Żurawiniec realizowanej przy ul. Sielawy. Na rynek Krakowa i Wieliczki trafiła pula 529 lokali mieszkalnych i inwestycyjnych realizowanych w kolejnych etapach prowadzonych w tych miastach przedsięwzięć deweloperskich. Ofertą 299 nowych mieszkań Grupa powróciła do Gdańska, gdzie rozpoczęła komercjalizację nowego przedsięwzięcia deweloperskiego – Murapol Osiedle Zdrovo realizowanego przy ul. Niepołomickiej. W Łodzi do sprzedaży trafiło kolejnych 276 lokali mieszkalnych w ramach nowego etapu Murapol Nowej Przędzalni. Zaś do dyspozycji klientów z Gliwic deweloper postawił 189 mieszkań w kolejnych dwóch budynkach tamtejszego projektu – Murapol Osiedle Parkowe powstającego przy ul. Kozielskiej. Nowe lokale pojawiły się także w warszawskiej, toruńskiej i sosnowieckiej ofercie dewelopera.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec marca 2021 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 958 lokali o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 293,5 tys. mkw., powstających w 82 budynkach, w ramach 22 projektów na terenie 15 miast.

Największy udział w portfelu budowanych inwestycji ma Kraków z Wieliczką, gdzie powstają 1 494 lokale, dalej plasują się Poznań i Łódź z kolejno 1 137 i 858 mieszkaniami w budowie, a 691, 591 i 476 lokali realizowanych jest odpowiednio we Wrocławiu, Warszawie i Gdyni.

BANK ZIEMI

Na dzień 31 marca 2021 r. Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości ponad 645 mln zł, pod budowę ok. 18,7 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej 816 tys. mkw. Nieruchomości o wartości ponad 325 mln zł netto stanowią własność Grupy oraz posiadają decyzje o pozwoleniu na budowę blisko 11 tys. mieszkań o łącznym PUM przekraczającym 462,3 tys. mkw. Pozostała część aktywnego banku ziemi to tereny inwestycyjne objęte warunkowymi umowami przedwstępnymi, na których powstaną projekty nieruchomościowe, będące obecnie w toku postępowań pozwoleniodawczych, a zakładające budowę ponad 7,7 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej ok. 353,7 tys. mkw. Wartość zakontraktowanych tak nieruchomości wynosi ponad 320 mln zł.

– W pierwszym kwartale bieżącego roku wypracowaliśmy lepsze wyniki we wszystkich obszarach operacyjnych w porównaniu do analogicznego okresu ub. r. Blisko 17 proc. wzrost sprzedaży i ponad 12 proc. przekazań pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość. Sprzyja temu także rozbudowana oferta, która dzięki wprowadzonej do sprzedaży puli „2000 mieszkań na 20-lecie”, przekroczyła 4 tys. lokali na koniec pierwszego kwartału. Również nasz portfel projektów w budowie powiększył się o blisko 2,5 tys. mieszkań w porównaniu do stanu na koniec 2020 r. i obejmował blisko 7 tys. lokali. Przytoczone cyfry potwierdzają, że solidne fundamenty, wypracowany model biznesowy i know how sprawdzają się nawet w tak niepewnych czas jak obecne. Wspiera nas także oferowany produkt, którym trafiamy do najszerszego segmentu klientów kupujących mieszkania na własne potrzeby, jak również do nabywców inwestycyjnych – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

W ciągu 20 lat działalności Grupa Murapol zrealizowała 66 wieloetapowych inwestycji nieruchomościowych, w których powstały 303 budynki z 17,7 tys. lokali zamieszkałych przez ponad 53 tys. osób.

Marcin Banacki powołany na Członka Zarządu Millennium Goodie

W dniu 16 marca 2021 roku Marcin Banacki został powołany na stanowisko Członka Zarządu Millennium Goodie.

Marcin Banacki jest związany z Grupą Banku Millennium od 15 lat. Zarząd Millennium Goodie będzie wykonywał obowiązki w poszerzonym czteroosobowym składzie, w którym pozostają w swoich funkcjach: Wojciech Grudzień – Prezes Zarządu oraz Beata Krupińska i Honorata Byczyńska – Członkowie Zarządu. Marcin Banacki będzie odpowiedzialny za dalszy rozwój aplikacji goodie oraz bazy użytkowników.

Marcin Banacki jest absolwentem Politechniki Gdańskiej, na której ukończył studia na kierunkach Informatyka oraz Zarządzanie i Marketing. Pracę w Banku Millennium rozpoczął w Departamencie Rozwoju Aplikacji jako analityk IT, gdzie zajmował się rozwojem platform pożyczkowych dla Grupy Millennium, wdrażając innowacje w systemach zarządzania procesami kredytowymi. Od 2016 roku kierował projektem goodie, którego celem było stworzenie innowacyjnej platformy zakupowej, jako wewnętrznego start-upu Banku Millennium. Obecnie odpowiedzialny jest za rozwój aplikacji goodie, zarządzając multidyscyplinarnym zespołem specjalistów w dziedzinie rozwoju oprogramowania i usług online.

– goodie wchodzi w nowy etap rozwoju. Po wstępnym okresie typowym dla start-upów, czyli analizowania, testowania rynku i definiowania kierunku rozwoju, dzisiaj ma już precyzyjnie określoną strategię działania i wchodzi w etap jej realizacji i komercjalizacji usług. Ostatnie miesiące przyniosły gwałtowny wzrost zainteresowania cashbackiem, rozwija się biznes marketingowy i coraz większą popularnością cieszą się karty podarunkowe. Dlatego podjęliśmy decyzję o powiększeniu składu Zarządu z trzech do czterech osób i jeszcze większym skupieniu na poziomie Zarządu na kwestiach rozwoju biznesu i zaangażowaniu klientów, niezmiennie przywiązując dużą wagę do obszarów związanych z IT i komunikacją – mówi Antonio Pinto, Członek Zarządu Banku Millennium, Członek Zarządu Rady Nadzorczej Millennium Goodie.

– Gratuluję Marcinowi Banackiemu nominacji do Zarządu Millennium Goodie. To bardzo trafny wybór osoby. Marcin był z goodie od samego początku, a jego  bogate doświadczenie w kierowaniu rozwojem naszej platformy zakupowej oraz prowadzeniu kompleksowych i dużych projektów stanowi dla nas ogromną wartość. To wysokiej klasy specjalista, który świetnie odnajduje się w transformacji cyfrowej i dokładnie odczytuje trendy rynkowe. Jego znajomość specyfiki  rozwoju aplikacji w oparciu o rozwiązania chmurowe będzie wspierać identyfikowanie i wykorzystywanie synergii między goodie a Bankiem Millennium – dodaje Wojciech Grudzień, Prezes Zarządu Millennium Goodie.

– Cieszę się z nominacji do Zarządu Millennium Goodie. To dla mnie zaszczyt, że w tej roli będę miał możliwość uczestniczenia w dalszym rozwoju spółki i dziękuję Radzie Nadzorczej oraz Zarządowi za zaufanie. Rok 2021 będzie dla goodie bardzo ważny. Udostępnione na platformie usługi, w szczególności cashback i karty podarunkowe, rozwijają się, co pozwala na zwiększanie przychodowości. Coraz więcej klientów Banku Millennium korzysta z cashbacku, który pod koniec zeszłego roku został udostępniony jako usługa dodatkowa w bankowej aplikacji mobilnej. Ponadto uruchamiamy kolejne usługi płatnej reklamy na naszej platformie. Cieszy też ciągły wzrost liczby użytkowników przeglądających treści udostępniane na platformie. W 2021 roku naszym celem jest utrzymanie tego trendu – powiedział Marcin Banacki.

Praca nie gwarantuje młodym Polakom pójścia „na swoje”

Samodzielność mieszkaniowa młodych Polaków powinna zależeć od tego, czy wspomniane osoby pracują. Dane Eurostatu pokazują jednak, że praca mocno nie ułatwia wyprowadzki od rodziców.

Krajowe media dość często prezentują dane Eurostatu dotyczące udziału młodych Polaków mieszkających razem z rodzicami. Te statystyki nie wyglądają dobrze, bo Polska pod względem samodzielności mieszkaniowej młodych osób już od lat znajduje się pod koniec stawki krajów UE. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili nieco dokładniej przyjrzeć się danym Eurostatu. Dzięki temu można np. sprawdzić, jak praca na pełen etat zmienia poziom samodzielności mieszkaniowej młodych rodaków. Wyniki analizy nie są jednak optymistyczne.

W banku danych Eurostatu znajdziemy między innymi informacje na temat udziału młodych Polaków w wieku 18 – 34 lata, którzy pracują w pełnym wymiarze godzinowym i żyją razem z rodzicami.Tabela 1Zaprezentowane wyniki nie przedstawiają się optymistycznie, bo wzrost wskaźnika z lat 2014 – 2017 jest dobrze widoczny, a spadek odnotowany w 2018 r. nie zmienił sytuacji. Nie mamy jeszcze danych z 2020 roku, ale można przypuszczać, że nie będą one szczególnie dobre z powodu pandemii i kryzysu. Zaprezentowane wcześniej wyniki warto porównać z udziałem wszystkich niesamodzielnych mieszkaniowo i młodych Polaków (niezależnie od zatrudnienia). Tabela 2

Analizowane informacje Eurostatu wskazują, że praca na pełen etat zapewnia młodym Polakom nieco większą samodzielność mieszkaniową. Ta różnica zmalała jednak w ostatnim czasie.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Sieć Hebe rozpoczyna sprzedaż testów wykrywających przeciwciała przeciw wirusowi Sars-Cov-2

Sieć Hebe wprowadza do sprzedaży testy serologiczne wykrywające przeciwciała IgG oraz IgM, wytworzone przez organizm w odpowiedzi na infekcje, w tym Sars-Cov-2. Produkt marki Primacovid jest już dostępny w sprzedaży w drogeriach Hebe oraz na hebe.pl.Primacovid test serologiczny

Hebe, śledząc na bieżąco potrzeby i oczekiwania klientów, stale poszerza swój asortyment. Podczas pandemii szczególnie istotne stały się kwestie higieny i bezpieczeństwa oraz monitorowania stanu zdrowia – w trosce o siebie i innych. Wychodząc naprzeciw tym wyzwaniom, sieć drogerii Hebe rozpoczyna dystrybucję nowego produktu, jakim są testy na obecność przeciwciał IgG oraz IgM, wytworzonych przez organizm w odpowiedzi na infekcje, w tym SARS-CoV-2, we krwi.

Testy tego typu stosuje się, aby dowiedzieć się czy dana osoba miała kontakt z osobą zarażoną i są one przydatne w diagnostyce pomocniczej oraz w przypadkach objawowych ujawniających się z opóźnieniem, jako uzupełnienie, ale nie zamiast testów molekularnych (wymazów z nosa i gardła z następczym testem metodą PCR). Wykonuje się je także w badaniach przesiewowych, w celu wykrycia wcześniejszego kontaktu z wirusem.

Sprzedawane przez drogerie Hebe testy nie są jednoznacznie decydujące do wykrycia aktualnego zakażenia ze względu na to, że brak przeciwciał nie wyklucza możliwości wczesnego etapu choroby, pomimo negatywnego wyniku w badaniu serologicznym. Dodatkowo producent zaznacza, że testy te nie są w stanie odróżnić zakażenia aktywnego od przebytego, ponieważ przeciwciała utrzymują się długo po zakończeniu infekcji.

Narodowy Bank Węgier potroił rezerwy złota

Narodowy Bank Węgier poinformował o strategicznej decyzji zwiększającej aż trzykrotnie rezerwy złota. Wzrosły one z 31,5 ton do 94,5 ton, a za główną przyczynę takiej decyzji bank podaje kryzys związany z pandemią. Ruch Narodowego Banku Węgier, który skupuje złoto podobnie jak Narodowy Bank Polski, ocenia Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Na całym świecie rośnie zainteresowanie złotem. Przykładem może być informacja z marca br., kiedy to Narodowy Bank Polski wskazywał o możliwości wprowadzenia strategii, która zakłada dokupienie 100 ton złota do krajowych rezerw, w ciągu najbliższych kilku lat.

Podobną taktykę założył Narodowy Bank Węgier, który zdecydował o potrojeniu swoich rezerw złota. Bazując na długoterminowym działaniu i analizach ekonomicznych instytucja zdecydowała się na powiększenie swoich zasobów z 31,5 ton do aż 94,5 ton. Jako główny czynnik takiej decyzji podano wpływ pandemii na sytuacje ekonomiczną państw i rynków, obawy związane z rosnącą inflacją oraz coraz większe zadłużenie węgierskiego skarbu państwa. Działania te traktowane są jako zwiększenie bezpieczeństwa krajowych finansów i zgromadzenie wartościowego aktywa.

Posunięcie węgierskiego banku centralnego wpisuje się w ostatnio zaobserwowany przez nas trend powiększania rezerw złota. W czasie poprzednich dużych zakupów Węgrzy naśladowali NBP – mamy więc nadzieję, że w tym przypadku będzie odwrotnie i niebawem również nasze rezerwy powiększą się o kolejne zapasy tego kruszcu. Realizacja tak dużych zakupów przy aktualnych poziomach cenowych pokazuje, że banki centralne postrzegają cenę jako niezwykle atrakcyjną. Takie transakcje gwarantują utrzymanie się cen powyżej 1.700 USD i zachęcają inwestorów do wejścia na rynek – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Efektem zakupu takiej ilości złota jest awans Węgier w międzynarodowych rankingach państw z 56. pozycji na 36. pozycję. Dla porównania Polska z rezerwami złota w ilości 230 ton zajmuje 22. miejsce wśród banków centralnych na świecie – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego.

Kierując się długoterminową strategią Narodowy Bank Węgier zdecydował się zwiększyć rezerwy złota po raz pierwszy w 2018 roku. W tamtym okresie ilość przechowywanego kruszcu wzrosła dziesięciokrotnie – z 3,1 ton do 31,5 ton – osiągając poziom porównywalny do krajów Europy Centralnej i Wschodniej.

Zatrudnienie cudzoziemca w Polsce – z jakimi formalnościami się wiąże?

Pandemia zamyka granice, nakłada kwarantanny i utrudnia poszukiwania pracowników spoza kraju. Jak odnaleźć się w gąszczu formalności związanych z zatrudnianiem cudzoziemców w Polsce w dobie koronawirusa?

Koronawirus – wjazd do Polski dla obcokrajowców

W związku z sytuacją pandemiczną zasady przekraczania granicy przez obcokrajowców mogą się zmieniać, dlatego zawsze należy na bieżąco sprawdzać obowiązujące przepisy na stronach rządowych lub Straży Granicznej. Obecnie wjazd do Polski obwarowany jest wieloma obostrzeniami. Granicę zewnętrzną na wybranych przejściach granicznych z Rosją, Białorusią i Ukrainą mogą przekroczyć tylko wybrane grupy osób, pośród których znajdują się także cudzoziemcy, którzy mają prawo do pracy na terenie RP. Z obowiązkowej kwarantanny z kolei są zwolnione osoby zaszczepione, ozdrowieńcy (chorujący nie dalej niż 6 miesięcy wcześniej) oraz ci, którzy posiadają aktualny (do 48 h) wynik negatywny testu na covid-19. Oczywiście każdy z tych przypadków wymaga potwierdzenia stosownym dokumentem.

Pracownicy z Ukrainy

Zatrudnianie pracowników z Ukrainy nie jest tak skomplikowane, jak zatrudnianie Azjatów. Nadal obowiązują uproszczone formalności dla Ukraińców, a także Rosjan, Białorusinów, Gruzinów Mołdawian i Ormian. Dzięki nim wystarczy złożenie w odpowiednim Powiatowym Urzędzie Pracy oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. Na podstawie oryginału oświadczenia Twój nowy pracownik będzie mógł otrzymać wizę w celu wykonywania pracy. Po otrzymaniu potwierdzenia ze strony PUP, można już podpisywać umowę z Ukraińcem. Co ważne, na mocy oświadczenia można pracować tylko przez 6 miesięcy w ciągu roku, dlatego jeśli zależy Ci na pracowniku na stałe, wówczas musisz podpisać z nim umowę o pracę (nie zlecenie) i już po 3 miesiącach jej trwania należy uzyskać pozwolenie na pracę. Jeśli stanowisko pracy pozostaje takie samo, wówczas można korzystać także z uproszczonej procedury.

Pracownicy z Azji

W przypadku zatrudniania pracowników z Azji sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ tych cudzoziemców nie obowiązują skrócone procedury. Gdy zatem znajdziesz odpowiedniego kandydata, wpierw musisz uzyskać zaświadczenie od Starosty, które potwierdzi, że na lokalnym rynku pracy brak pracowników z odpowiednimi kompetencjami na Twoje stanowisko (starosta sprawdza to podległym Powiatowym Urzędzie Pracy, ponieważ pierwszeństwo pracy zawsze mają nasi rodacy). Kiedy masz już wspomniany dokument w ręce, wówczas możesz udać się do Urzędu Wojewódzkiego (lub zrobić to online), aby złożyć wniosek o zezwolenie na pracę wraz z wymagającymi załącznikami. Najczęściej będzie to zezwolenie typu A, odnoszące się do osób, które mają być zatrudnione w firmach, posiadających siedzibę na terenie RP (na stronach rządowych znajdziesz szczegółowe informacje o innych typach zezwoleń). Na odpowiedź będziesz czekać 30-60 dni w zależności od skomplikowania sprawy.

Outsourcing cudzoziemców

Jeśli nie masz doświadczenia w zatrudnianiu cudzoziemców na własną rękę i boisz się skomplikowanych formalności, albo zwyczajnie nie masz na to czasu, wybierz nieco inną formę pozyskiwania pracowników, jaką jest outsourcing pracowników. Dzięki temu zdejmiesz sobie z głowy zawiłe i długotrwałe procedury, zyskując solidnych pracowników z odpowiednimi umiejętnościami. 

Czy Polska nadal potrzebuje pracowników ze Wschodu?

Pandemia wywołała w 2020 r. pierwszy od lat spadek wydawania zezwoleń na pracę dla cudzoziemców, ale w wielu firmach imigranci zarobkowi nadal są sposobem na wyrównanie braków kadrowych. Niektóre sektory polskiej gospodarki czują się dużo pewniej niż inne. Na podstawie analizy rynku pracy w Polsce Centrum analityczne Gremi Personal wskazuje, iż największe zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu występuje obecnie w przemyśle i przetwórstwie spożywczym, e-commerce, logistyce, magazynowaniu, przy produkcji sprzętu AGD oraz w przemyśle drzewnym i budowlanym. Wzrasta również popyt na dobra luksusowe,  tym samy dobrze się ma przemysł jachtowy.

„W porównaniu do roku ubiegłego, w którym to na początku marca większość firm w zasadnie zawiesiła proces rekrutacji pracowników, ze względu na niepewną sytuację związaną z wprowadzeniem całkowitego lockdownu, można powiedzieć, że tendencja jest wzrostowa. Przedsiębiorstwa już zgłaszają do agencji zatrudnienia zapotrzebowanie na pracowników, ale za to zmniejszyła się rotacja. Jeszcze przed pandemią pracownicy ze Wschodu przyjeżdżali do pracy wahadłowo. Większość wymieniała się, co 3 miesiące, co zwiększało zapotrzebowanie na nowych pracowników. Obecnie po wprowadzeniu szczególnych rozwiązań dotyczących prolongaty dokumentów cudzoziemców oraz stabilizacją zatrudnienia średnio pracownik ze Wschodu zostaje nieprzerwanie w Polsce do 8 miesięcy, a nawet dłużej. Jak wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, 113,8 tys. obywateli Ukrainy otrzymało zezwolenia na pobyt (wszystkie rodzaje) w Polsce. Dotyczy to okresu od 1 marca 2020 do 28 lutego 2021 roku. Natomiast rok wcześniej było ich nieznacznie więcej – 114,5 tys. Analiza danych statystycznych prowadzonych przez Urząd do Spraw Cudzoziemców z ubiegłego roku pokazuje, że sytuacja epidemiologiczna i związane z nią ograniczenia w podróżowaniu zachęcały obcokrajowców do przedłużania pobytu.” – mówi Tomas Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal.

Które branże przetrwały pandemię i dobrze się mają, a które odnotowują straty?

Obecnie w Polsce dobrze się mają branże, których  działalności nie wstrzymały obostrzenia rządowe  oraz te, na które wzrosło zapotrzebowanie w pandemii, należą do nich: przetwórstwo i produkcja spożywcza, e-commerce, logistyka, budownictwo, przemysł drzewny i meblarski, produkcja sprzętu AGD, automotiv oraz wzrasta popyt na zakup dóbr luksusowych t.j.  luksusowe jachty czy campery.  Oczywiście jest kilka branży w Polsce, które w wyniku pandemii odnotowują straty i tym samym nie potrzebują pracowników. Zdecydowanie najgorzej kryzys znosi branża HoReCa oraz przedsiębiorstwa przetwórstwa spożywczego ściśle związane z dostarczaniem wysokiej jakości  produktów (np. wyroby ekologiczne) bezpośrednio do restauracji. Ponadto przedsiębiorstwa, które eksportowały swoje produkty do innych krajów, gdzie zwiększone zostały obostrzenia związane z eksportem produktów np. branża meblarska produkująca tylko i wyłącznie na rynek Niemiecki.

Co przyciąga cudzoziemców do Polski?

Polski rynek pracy konsekwentnie przyciąga i utrzymuje zainteresowanie Ukraińców z kilku powodów. Po pierwsze, Polska ma stabilną sytuację gospodarczą i według ostatnich danych Eurostatu ma najniższą stopę bezrobocia spośród krajów UE. Rok wcześniej bezrobocie w Polsce wynosiło 2,9%, obecnie 3,3%, co jest jednym z najlepszych wskaźników w UE. Średnia dla UE to stopa bezrobocia na poziomie 8,3%. I tak np. w Hiszpanii – 16,4%, we Włoszech – 8,9%, w Szwecji – 8,6%. Po drugie, Polska ma najmniej skomplikowane obostrzenia związane z przekraczaniem granicy z Ukrainą.  W porównaniu do innych krajów UE w okresie pandemii i związanych z nią obostrzeń Polska zapewnia najprostsze i najbardziej zrozumiałe zasady pobytu cudzoziemców, którzy przybyli w celach zarobkowych. W związku z tym Centrum analityczne Gremi Personal  przewiduje, że w 2021 roku zwiększy się liczba Ukraińców i Białorusinów pracujących w Polsce, pomimo sytuacji epidemicznej na świecie.

FPP: Przemysł gotowy do dyskusji o energii oraz kosztach obowiązków środowiskowych

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) w ramach powołanego Komitetu Energii i Środowiska opracuje pakiet rozwiązań dotyczących dekarbonizacji przemysłu oraz kosztów obowiązków środowiskowych. Propozycje obejmą możliwości zapewnienia niskich hurtowych cen energii elektrycznej, zaangażowania przemysłu – w szczególności energochłonnego – we wsparcie w osiągnięciu przez Polskę celów klimatycznych na 2030 rok oraz zapewnienie niskich kosztów obowiązków środowiskowych i usprawnienie procedur administracyjnych.

Komitet Energii i Środowiska FPP powstał w odpowiedzi na zauważony problem systematycznego tracenia międzynarodowej konkurencyjności przez polski przemysł – zarówno wobec konkurentów z krajów UE, jak i z krajów trzecich. Przyczyną są niewłaściwe regulacje, które skutkują miedzy innymi najwyższymi hurtowymi cenami energii elektrycznej w skali Europy. Tymczasem, czego jasno dowodzi obecny kryzys pandemiczny oraz czego dowiódł światowy kryzys finansowy 2008 r. – tylko silny i zdrowy przemysł gwarantuje, że Polska skutecznie wykorzysta swoją historyczną szansę wyrównania poziomu życia z krajami zachodniej Europy.

„Komitet Energii i Środowiska FPP podejmuje wyzwania związane z dekarbonizacją przemysłu. W tym zakresie kluczowe jest zapewnienie taniej, niskoemisyjnej energii oraz – w zakresie niezbędnych inwestycji – zaangażowanie finansowe Państwa. Ponadto ważne są obowiązki środowiskowe – w tym związane z gospodarką odpadami i nierównym traktowaniem konkurencji spoza UE. Obie powyższe kwestie powiązane są z problemem zachowania międzynarodowej konkurencyjności europejskiego przemysłu” – podkreśla Jerzy Kozicz, przewodniczący Komitetu Energii i Środowiska FPP, prezes zarządu CMC Poland.

Pakiet opracowany przez Komitet Energii i Środowiska FPP obejmie:

  1. Zapewnienie niskich hurtowych cen energii elektrycznej
  2. Obniżenie hurtowych cen energii elektrycznej przez znaczący rozwój mocy wytwórczych lądowej energetyki wiatrowej – obecnie najtańszej technologii produkcji energii elektrycznej. W tym celu niezbędne są zmiany łagodzące zasadę 10H oraz inne zmiany regulacyjne przyspieszające i upraszczające proces inwestycyjny w lądową energetykę wiatrową.
  3. Umożliwienie zaangażowania przemysłu, w szczególności energochłonnego, we wsparcie w osiągnięciu przez Polskę celów klimatycznych na 2030 r.
  4. Rozwój autoprodukcji z OZE poza miejscem prowadzenia podstawowej działalności – zmiany regulacyjne w tym zakresie przyczyniłyby się do wyjątkowo szybkiego rozwoju mocy OZE w Polsce w ciągu kilku lat.
  5. Wsparcie w ramach funduszy europejskich projektów celowych przemysłu, prowadzących do osiągnięcia korzyści środowiskowych, obniżenia emisji bezpośrednich oraz projektów autoprodukcji energii z OZE.
  6. Zapewnienie niskich kosztów obowiązków środowiskowych i usprawnienie procedur administracyjnych
  7. Racjonalizacja nadmiernych obowiązków przez zniesienie m. in. obowiązku monitoringu wizyjnego i zabezpieczenia roszczeń dla odpadów niepalnych.
  8. Reforma, uproszczenie i skrócenie terminów dla procedur administracyjnych w procesie inwestycyjnym.
  9. Przyśpieszenie wydawania decyzji administracyjnych przez odstąpienie / zawieszenie kontroli organów (WIOŚ i p.poż) w czasie epidemii wirusa COVID – 19.
  10. Potrzeba zahamowania dalszego wzrostu kosztów gospodarowania odpadami.
  11. Poprawa funkcjonalności Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO), przez uwzględnienie uwag przemysłu oraz konsultowanie nowych rozwiązań w BDO z jego użytkownikami.
  12. Opracowanie i wdrożenie racjonalnego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialność Producenta (ROP) uwzględniającego specyfikę przemysłu.
  13. Zapewnienie zachęt finansowych dla przemysłu gospodarującego odpadami zgodnie z Gospodarką o Obiegu Zamkniętym (GOZ).
  14. Stworzenie ram prawnych umożliwiających gospodarowanie odpadami zgodnie z GOZ przez wypracowanie z przemysłem m.in. nowych rozwiązań, np. zdefiniowanie „surowców wtórnych” oraz wprowadzenie ułatwień regulacyjnych dla nowej grupy surowców.
  15. Stworzenie mechanizmów przeciwdziałania eksportowi cennych surowców wtórnych z UE do krajów trzecich, w których normy środowiskowe nie są przestrzegane i egzekwowane.

Jest szansa na porozumienie rządu z górnikami

Proces odchodzenia od węgla nierozerwalnie związany jest ze społeczną kwestią zapewnienia zatrudnienia górnikom. Każda zmiana w sektorze wydobywczym, która miałaby mieć szansę wprowadzenia, musi być uzgodniona i przedyskutowana z górniczymi związkami zawodowymi. Inaczej istnieje duże ryzyko strajków i niezadowolenia społecznego – a w konsekwencji skutecznego blokowania reform w górnictwie. Tak dzieje się w Polsce od ponad dwudziestu lat. Kolejne rządy nie są w stanie wprowadzić reform sektora wydobywczego i energetycznego, ze względu na ciągnący się konflikt z górnikami. Możliwe jednak, że trwające teraz negocjacje ze związkami zawodowymi zakończą ten problem.

– Wszystko wskazuje na to, że toczące się w tej chwili rozmowy między stroną rządową i związkami zawodowymi zakończą się sukcesem. Jesteśmy w dosyć historycznym momencie, jeśli chodzi o transformację górnictwa w Polsce. Pierwszy raz w trwającym od ponad dwóch dekad procesie mamy szansę na wypracowanie konkretnej daty zakończenia działalności górniczej – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Szpor z Instytutu Badań Strukturalnych. – Z doniesień medialnych słyszymy, że górnicy są dosyć zadowoleni z negocjowanej umowy – w przynajmniej 95%. Oczywiście pozostałe 5% to pewnie najtrudniejsze kwestie. Wydaje się jednak, że ta umowa społeczna będzie osiągnięciem na miarę tego, co udało się rządowi AWS osiągnąć w latach ‘90. Wtedy w życie wszedł program transformacji, który uznaje się dotychczas za najbardziej skuteczny i udany. Nieprzymuszający górników do odchodzenia oraz oferujący im różne alternatywy. Jeśli negocjacje się udadzą, a Komisja Europejska zatwierdzi wypracowany projekt, proces odchodzenia od węgla w kolejnych latach będzie przebiegał bezproblemowo – przewiduje Szpor.

Inpost zawarł wiążącą umowę nabycia 100% udziałów w Mondial Relay

InPost po uzyskaniu jednomyślnej, pozytywnej opinii Rady Pracowniczej Mondial Relay zawarł wiążącą umowę nabycia 100% udziałów w Mondial Relay.

Transakcja zostanie sfinalizowana do końca drugiego kwartału 2021, po uzyskaniu zgód organów regulacyjnych. Tym samym InPost znacząco rozszerzy zakres działalności, przyspieszając rozwój międzynarodowy oraz umocni swoją pozycję jako wiodącego gracza na europejskim rynku dostaw dla e-commerce.

Firma Mondial Relay – założona w 1997 roku, jest wiodącym dostawcą przesyłek dla e-commerce na rynku europejskim. Posiada około 15.800 punktów odbioru i nadania („PUDO”) we Francji, krajach Beneluksu i na Półwyspie Iberyjskim (stan na luty 2021). We Francji jest drugą co wielkości siecią, obejmującą 11.000 punktów oraz 4 centra dystrybucyjne. W 2020 roku obsłużyła 131 mln przesyłek – co czyni ją największym niezależnym graczem we Francji pod względem wolumenu. Mondial Relay obsługuje wiele największych platform handlu elektronicznego we Francji, a także indywidualnych sprzedawców detalicznych. W 2020 roku Mondial Relay osiągnął przychody w wysokości 437 mln euro oraz EBITDA na poziomie 60 mln euro.

Polacy pokochali marki własne. Rynek urośnie o 6 mld zł

Rynek marek własnych w polskiej branży FMCG mierzony wartością zakupów gospodarstw domowych wart jest już 34 mld zł. Potencjał do dalszych wzrostów wciąż jest jednak ogromny – w ciągu najbliższych dwóch lat ten segmenty urośnie o kolejnych 6 miliardów złotych i znacząco zwiększy udziały rynkowe. Takie dane płyną z najnowszego raportu „GfK. Private Brands“ opracowanego przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia
Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia

Na przestrzeni ostatniej dekady marki prywatne (private labels) znacząco umocniły swoją pozycję na polskim rynku FMCG i ewoluowały w marki własne (private brands). Ta część rynku, obejmująca produkty spożywcze, kosmetyki i chemię gospodarczą w 2020 roku była warta aż 34 mld zł (biorąc pod uwagę wartość zakupów gospodarstw domowych). Udział marek własnych osiągnął tym samym 19,3% udziałów w całym polskim rynku FMCG, co stanowiło wzrost o 0,9 p.p. w stosunku do roku poprzedzającego. W najbliższych latach w tym segmencie rynku powinniśmy oczekiwać jednak dalszych wzrostów. – Z naszych szacunków wynika, że w ciągu najbliższych dwóch lat rynek marek własnych w Polsce wzrośnie prawie o 6 miliardów złotych, a ich udział w całym rynku FMCG wyniesie 21,2% – mówi Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Dyskonty motorem rozwoju

Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia
Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia

Rozwój sektora marek własnych w Polsce najbardziej napędza stały wzrost znaczenia kanału dyskontów (Biedronka, Lidl, Netto i Aldi). W tych sklepach private brands odpowiadają obecnie za 44% całej sprzedaży – Najdynamiczniej rośnie grupa tych nabywców, którzy wybierają dyskonty jako swój optymalny i preferowany format, a jego specyficzną cechą jest duży udział marek własnych w asortymencie. Ta grupa shopperów nie myśli w kategoriach – marka własna czy producencka. Są otwarci na nowe marki, na nieznanych producentów, a kraj pochodzenia produktu nie ma dla nich większego znaczenia. To właśnie oni są i będą w jeszcze większym stopniu siłą napędową marki własnej – wskazuje Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Niemal każdy Polak sięga po marki własne

W swoim raporcie GfK podkreśla, że po marki własne sięga dziś niemal każde polskie gospodarstwo domowe. Dzięki temu, penetracja w tej części rynku, czyli odsetek nabywców, którzy choć raz w roku sięgnęli po markę własną, wynosi aż 98%. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce w ciągu roku kupuje aż 171 unikalnych produktów pod markami własnymi sieci detalicznych (o 24 więcej niż w 2011 roku).

W opinii Rafała Dobrowolskiego jedną z przyczyn sukcesu private brands, jest rosnąca jakość oferowanych produktów, które coraz częściej pod tym względem w niczym nie odstają od markowych liderów rynku. – W czasach, gdy w Polsce pojawiły się pierwsze zachodnie sieci, marka własna miała być przede wszystkim tania i był to wymóg nadrzędny, osiągany często kosztem jakości. Obecnie marki własne nie mogą odstawać jakością od produktów markowych, a oczekiwania wobec nich są daleko szersze niż tylko niższa cena. Dlatego już teraz dostrzegamy proces zacierania się granicy między marką własną, a produktem markowym – podsumowuje Dobrowolski.

Dolar traci

Dolar traci kolejny dzień w ślad za spadającymi rentownościami obligacji USA. EUR/USD jest najwyżej od dwóch tygodni z podobną siłą obserwowaną w przypadku CHF i SEK. Zmiany na rynku sugerują domykanie krótkich pozycji w walutach europejskich i sprzedaż dolara pomimo wsparcia w danych, polityce fiskalnej i statystykach szczepień. Wszystkie dobre informacje są już w cenach?

Pozycja dolara na rynku walutowym zawsze była wyjątkowa. Z jednej strony USD ma swoje wewnętrze czynniki, od których jest zależy. Z drugiej strony jest walutą rezerwową i bezpieczną przystanią, innymi słowy w okresach podwyższonej niepewności staje się najlepszym miejscem do ukrycia. W ostatnim czasie mieliśmy mix obu grup czynników, co dawało dolarowi istotną przewagę nad innymi walutami. Ale w tym tygodniu nie widać świeżego popytu na USD, a korekta na rynku obligacji skarbowych jest katalizatorem dla realizacji zysków. Trudno inaczej, jak czynnikami technicznymi i związanymi z pozycjonowaniem, wytłumaczyć relatywnie silne odbiciem EUR/USD, biorąc pod uwagę, jak mało teraz przemawia na korzyść euro. Jednocześnie rynek mógł się nasycić pesymizmem związanym z trzecią falą zachorowań w Europie i w pełni zdyskontować odroczenie odbicia ożywienia. Podobnie kolejny pozytywny raport z USA nie jest już zaskoczeniem, a raczej potwierdzeniem solidnego wzrost gospodarczego.

Pozostaje też kwestia rynku długu. Tutaj także zmęczenie mogło się wkraść w krótkie pozycje w obligacjach i brak nowych szczytów rentowności skłania do realizacji zysków. Ponowny wzrost rentowności wymaga istotnego przyspieszenia inflacji albo nasilenia wątpliwości w determinację Fed do utrzymywania akomodacyjnej polityki na dłużej. Pierwsze wymaga kilku miesięcy wyższych odczytów inflacji. Drugie może szukać katalizatora w publikowanych dziś wieczorem minutkach FOMC. Oczekujemy, że minutki potwierdzą przekaz z konferencji prasowej prezesa Powella, gdzie podkreślano brak zaniepokojenia rosnącymi rentownościami, które są odbiciem wzmacniającej się gospodarki. Nie oczekujemy dowodów szerszej dyskusji nad redukcją tempa skupu aktywów czy terminem pierwszej podwyżki. Jeśli jednak w zapiskach dyskusji pojawią się fragmenty o obawach członków FOMC o ucieczce inflacji na wyższe poziomy wraz z silniejszym tempem odbudowy zatrudnienia, może to dać pretekst do podbicia rentowności i w rezultacie umocnienia USD.

Dziś decyzja Rady Polityki Pieniężnej, gdzie powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych bez zmian. Nawet pomimo niespodzianki w wyższej marcowej inflacji (3,2 proc. r/r, prog. 2,8 proc.) nie sądzimy, aby zmianie uległo nastawienie RPP. Ostatnio prezes NBP Glapiński tłumaczył, że wyższa inflacja teraz i w kolejnych miesiącach będzie się brać z podwyżek cen administrowanych, na które polityka pieniężna nie ma wpływu. Wprost określił on rynkowe oczekiwania podwyżek za błędne. Jednocześnie trzecia fala zachorowań i nowe restrykcje dają silny argument przeciw zacieśnianiu monetarnemu. Podtrzymujemy prognozy, że stopy procentowe nie ulegną zmianie wcześniej, jak w drugiej połowie 2022 r. Bardziej interesująca niż posiedzenie RPP może być wideokonferencja prezesa Glapińskiego, gdzie odpowie on na pytania dziennikarzy (piątek 15:00). Szczególnie pytania o sytuację złotego oraz udział NBP w potencjalnej konwersji kredytów frankowych mogą mieć istotne znaczenie dla kierunku rynku walutowego. Dziś natomiast jedyne pozytywne zaskoczenie miałoby miejsce, gdyby w związku z osłabieniem złotego z komunikatu RPP zniknął fragment o braku dostosowania kursu złotego do wstrząsu wywołanego pandemią i luzowania monetarnego. Jednak jeśli NBP chce słabego złotego, dlaczego miałby dawać pretekst do umocnienia waluty?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Barbara Garlacz: Banki zorganizowały medialną nagonkę na frankowiczów

Zbliża się termin wyroku Sądu Najwyższego w sprawie kredytów we frankach. SN odpowie na 6 pytań zadanych przez sądy niższej instancji, dotyczących orzecznictwa w sprawach wytaczanych przez kredytobiorców w całej Polsce. Na wyrok czeka wielu pokrzywdzonych klientów – ponieważ wciąż dużo sądów bierze stronę banków, sprzeciwiając się wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dopóki Sąd Najwyższy nie wytyczy jasnej ścieżki, jaką sądy niższych instancji będą musiały podążać – pokrzywdzeni kredytobiorcy będą zdani na ocenę pojedynczych sądów. Zbliżający się termin orzeczenia SN zmobilizował więc drugą stronę konfliktu. Banki boją się, że uchwała nie będzie dla nich wygodna. Próbują więc wpłynąć na opinię publiczną – a tym samym na Sąd, organizując nagonkę medialną na frankowiczów. 

 

– Od kilkunastu dni obserwujemy szeroko zakrojoną nagonkę medialną ze strony banków – związaną z uchwałą frankową Sądu Najwyższego, jaka ma niedługo zapaść. Praktycznie nie ma dnia, w którym nie widzielibyśmy wysokiej klasy eksperta finansowego, ekonomicznego, czy prawnego, który argumentuje, dlaczego Sąd Najwyższy powinien orzec na korzyść strony bankowej – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Jest to próba nacisku na orzecznictwo Sądu Najwyższego o niespotykanej skali. Wierzę jednak w to, że Sąd będzie kierował się argumentami prawnymi, a przede wszystkim orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Próby nacisku na Sąd Najwyższy ze strony różnych ekspertów wypowiadających się w imieniu sektora bankowego nie powinny w ogóle mieć miejsca. Zobaczymy jeszcze, czy uchwała Sądu Najwyższego zapadnie 13 kwietnia. Być może będzie tak, że SN będzie chciał poczekać na dalsze orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli tak się stanie, będziemy mogli czuć się bezpieczniej. TSUE już w przeszłości pokazał, że nie ulega lobby bankowemu – wskazuje Garlacz.

Answear.com ze sprzedażą online o 82 proc. większą rdr. w I kw. 2021 r.

Answear.com według wstępnych danych wypracował w I kw. 2021 r. 127 mln zł sprzedaży on-line, oznacza to wzrost o 82 proc. rdr., co przekłada się na równie dynamiczny wzrost przychodów ze sprzedaży, które w analogicznym okresie urosły o 76 proc. rdr. i wyniosły 122 mln zł.

Wprowadzone w pierwszym kwartale lockdown’y, na wszystkich rynkach, na których działamy, pomagają w osiąganiu wyższej dynamiki sprzedaży Spółki, przyczyniając się do utrwalania obserwowanego trendu przechodzenia klientów z zakupów offline do online.  Zamknięcie sklepów stacjonarnych skłania klientów do zakupów internetowych, więc pozyskujemy nowych klientów, jednocześnie poprawiając wskaźniki odwiedzin, średniego koszyka oraz konwersji i w efekcie wzmacniając dynamikę wzrostów sprzedaży. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Mroźna pogoda, której byliśmy świadkami w Polsce w I kw. br. również wsparła sprzedaż na platformie Answear.com. Sprzedaż kolekcji jesień-zima wypadła znacznie lepiej niż w ostatnim roku i powyżej celu sprzedażowego. Answear jest dobrze przygotowany na zbliżające się ocieplenie. W obecnej ofercie dominuje nowa kolekcja wiosenna, którą uzupełniają nowe marki m.in.: Elisabetta Franchi, Tory Burch, Penny Black, Max Mara Leisure, The Kooples, Liviana Conti, Stella McCartney, 4F, Wolford, Samsoe Samsoe, Uvex, czy CMP.

Jesteśmy platformą multibrandową działającą w interencie, taki model działania umożliwia nam elastyczne działanie i szybkie reagowanie na aktualne panujące trendy na rynku oraz dostosowanie oferty do aktualnych potrzeb kosumentów. Można było się o tym przekonać w ostatnim czasie, podczas kolejnych lockdown’ów, gdzie rósł popyt na ubrania casualowe, a spadał na ubrania formalne, a także podczas ostatniej przedłużonej zimy, kiedy klienci nawet w marcu chętnie kupowali ciepłe ubrania. Naturalnie Answear z racji dostępności w ofercie wielu marek mógł zaspakając zgłaszane potrzeby klientów, co w efekcie pozytywnie wpłynęło na sprzedaż Spółki. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Euvic inwestuje w agencję content digital

Grupa Euvic, w ramach realizacji długoterminowej strategii rozwoju Integratora 2.0, objęła udziały w FFW Communication, agencji digital z ponad 10-letnim doświadczeniem na rynku. W ramach Grupy, FFW, wspólnie z przejętą niedawno przez Euvic grupą reklamowo-martechową ClickAd S.A., ma tworzyć komplementarną ofertę usług cyfrowych i wspierać klientów w cyfrowej transformacji w obszarze marketingu. Docelowo Euvic ma stać się większościowym udziałowcem FFW Communication. Strony na tym etapie nie ujawniają wartości transakcji.

Euvic jest jedną z największych technologicznych grup kapitałowych w Polsce. Przychód spółek w grupie wyniósł w 2020 roku ponad 500 mln zł, a skonsolidowany zysk prawie 50 mln zł. Ambicje i aspiracje spółki sięgają jednak znacznie dalej. Euvic chce się stać jednym z wiodących w skali Europy podmiotów technologicznych o paneuropejskim profilu działania. Do tej pory skupiał swoją aktywność na 4 kluczowych filarach: software development, body/team leasing, IT infrastructure oraz innovations. Inwestycja w FFW Communication jest kolejnym krokiem do wzmocnienia kompetencji i oferty w zakresie usług digital – 5. filaru działalności Grupy – i rozszerzenia ich o digital marketing, czyli kompetencje w obszarze komunikacji i sprzedaży online.

Konsekwentnie realizujemy przyjętą strategię Integratora 2.0. Dzięki współpracy w ramach Grupy, FFW Communication wspólnie z ClickAd będą mogły zaoferować naszym klientom dodatkowe usługi w zakresie digital marketingu i martechu. Widzimy ogromne możliwości synergii między już funkcjonującymi w Grupie podmiotami oraz naszymi nowymi partnerami. Zależy nam na wspólnym zbudowaniu kompleksowej oferty, wspierającej cyfrową transformację, która dziś jest kluczowym elementem rozwoju każdej firmy – mówi Wojciech Wolny, współzałożyciel i prezes Euvic.

Doświadczenia ostatnich pandemicznych miesięcy przyspieszyły rozwój segmentu digital. Zauważamy zmiany społeczne i zmiany nawyków konsumenckich. Dzięki stworzeniu filaru marketingowego możemy dostarczać naszym klientom nie tylko rozwiązania technologiczne, ale także pomagać im je wdrażać, komunikować, generować na nie popyt i dystrybuować wśród klientów końcowych – dodaje.

Klienci Grupy Euvic otrzymają zupełnie nowe możliwości w ramach kompleksowej oferty cyfrowej transformacji i sprzedaży online. Dzięki dostępowi do wiedzy doświadczonych ekspertów oraz zaawansowanych narzędzi jak programmatic i remarketing będą mogli zrealizować cały, złożony projekt z jednym partnerem. Tak więc nie tylko zamówią stworzenie rozwiązania na podstawie technologii, ale także jego wprowadzenie na rynek.

– Dołączenie do grupy Euvic to dla nas znakomita szansa na zrobienie kolejnego kroku naprzód. Celem jest zbudowanie grupy reklamowej, a już teraz nasz potencjał połączony z możliwościami ClickAd S.A. daje zupełnie inną skalę i możliwości oferowania usług. Wierzę, że wspólnie będziemy mogli zaproponować klientom unikalną i kompletną gamę rozwiązań wspierających cyfrowy rozwój biznesu – wskazuje Krzysztof Małecki, założyciel i partner zarządzający FFW Communication.

W ramach Grupy Euvic, FFW Communication i ClickAd rozwijać będą ofertę najbardziej oczekiwanych obecnie przez klientów usług w ramach digital marketingu. Kompetencje obu spółek marketingowych w ramach budowanego 5. filaru koncentrują się wokół zagadnień związanych z content marketingiem, SEO, buzz marketingiem i performance.

Wspólnie możemy obsługiwać marki w sposób kompleksowy, począwszy od wizji i strategii, poprzez kreację i produkcję materiałów aż po dystrybucję, budowanie zasięgu i finalne zwiększanie sprzedaży klientów w modelu performance – dodaje Maciej Teliszewski, prezes zarządu ClickAd.

W ramach dalszego wzmacniania kompetencji w zakresie digital marketingu Grupa Euvic planuje kolejne akwizycje. Celem jest zbudowanie kompleksowej oferty, która będzie uzupełniać portfolio obecnie oferowanych usług i pozwoli na komplementarną obsługę zarówno klientów Grupy Euvic, jak i dotychczasowych klientów obu podmiotów marketingowych. Już teraz w ramach Grupy działać będzie FFW Communication – agencja digital zorientowana na Content, Re:buzz – agencja świadcząca usługi w zakresie buzz marketingu i ochrony reputacji w sieci, Oraganic Seach – agencja SEO, ClickAd Interactive – agencja i dom mediowy, All4Affiliate – agencja performance i  360 E-com – spółka technologiczna oferująca usługi omnichannel retargetingu.

Crowdway: w pierwszym kwartale br. platforma przebiła wynik z całego 2019 roku

Crowdway – jedna z największych w Polsce internetowych platform crowdfundingu inwestycyjnego – w pierwszym kwartale br. promowała emisje, których łączna wartość wyniosła ponad 14 mln zł. W całym 2019 roku było to 10,8 mln zł, a w ubiegłym roku 25,6 mln zł. W projekty realizowane od 1 stycznia 2021 roku zaangażowało się 2788 inwestorów społecznościowych, a średni ticket inwestycyjny wyniósł 5 tys. zł. Łączna kwota pozyskanych środków w ramach wszystkich kampanii wspieranych przez Crowdway wyniosła ponad 59,5 mln zł.

Od stycznia do marca br. Crowdway promował 4 projekty o łącznym celu emisyjnym na poziomie niemal 15,5 mln zł. W tym czasie zebrano od inwestorów ponad 14 mln zł –dwie emisje jeszcze trwają, więc kwota może ulec podwyższeniu – natomiast wskaźnik skuteczności wynosi obecnie 91%. Crowdway promuje w tym momencie dwie kampanie – Farm Fotowoltaiki SA, do celu emisyjnego pozostało już tylko ok. 500 tys. zł oraz Pora na Pola SA, do końca emisji zostało również ok. 500 tys. zł. Trwają przygotowania do uruchomienia kolejnych kampanii – Akardo SA, Balticus SA oraz filmu Król dopalaczy.

Dwie tegoroczne emisje już zostały zakończone pełnym sukcesem – CanPoland w 11 minut zebrał 4,4 mln zł, Tenczyńska Okovita w niespełna 8 godzin pozyskała niemal 4,44 mln zł.

Rynek crowdinvestingu znajduje się w dynamicznej fazie wzrostu. Można to zaobserwować zarówno ze strony podażowej – wiele firm zwraca się do Crowdway z propozycjami wsparcia planowanych emisji – oraz popytowej, wynikającej z rosnącego zainteresowania inwestorów społecznościowych projektami i sektorem crowdfundingu udziałowego. Pracujemy nad tym, by portfolio wspieranych projektów było silnie zdywersyfikowane. W związku z tym mamy projekty konopne i alkoholowe – niezwykle popularne wśród inwestorów, ale także nowe branże, m.in. fotowoltaikę i OZE, które spotykają się z dużym uznaniem rynku. Dalej wspieramy kampanie z sektora e-commerce, branża za sprawą pandemii koronawirusa rozwija się jeszcze dynamiczniej niż dotychczas. Dodatkowo przygotowujemy się do projektów medycznych, technologicznych czy gamingowych. Ważnym trendem wartym odnotowania jest fakt, że coraz więcej firm traktuje crowdfunding jako pre-IPO i etap przygotowań do debiutu giełdowego. Z pewnością należy spodziewać się kolejnych kampanii bazujących na takim modelu mówi Marcel Rowiński, dyrektor operacyjny w Crowdway.

Naszym celem jest dalsza profesjonalizacja sektora crowdfundingu udziałowego w Polsce oraz edukacja na temat tego sposobu pozyskiwania finansowania. Dzięki takim platformom jak Crowdway rynek kapitałowy staje się coraz bardziej demokratyczny, do którego spółki oraz inwestorzy indywidualni mają zdecydowanie łatwiejszy dostęp mówi Tomasz Kowcun, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Crowdway.

Praca w pełni zdalna w przyszłości ustąpi miejsca hybrydowym formom zatrudnienia

Praca w pełni zdalna – choć wciąż bardzo popularna – w bliskiej przyszłości może ustąpić miejsca hybrydowym formom zatrudnienia. Niemal połowa respondentów Pracuj.pl wykonuje obowiązki zawodowe przynajmniej częściowo poza biurem. Blisko 9 na 10 pracujących zdalnie chce utrzymać ten model zatrudnienia nawet po opanowaniu pandemii, ale większość – w modelu hybrydowym. Badani dobrze radzą sobie z organizacją pracy na tzw. home office, ale spora grupa osób zwraca uwagę na znużenie przedłużającą się pracą poza biurem.

Z materiału dowiesz się, że:

  • 9 na 10 pracujących zdalnie chce robić to także po zakończeniu pandemii.
  • Praca hybrydowa jest bardziej popularna od pracy w pełni zdalnej.
  • 67% pracujących zdalnie uważa, że są podczas niej tak samo efektywni.
  • Spośród osób pracujących w biurze 37% obawia się o zdrowie.
  • Co trzeci pracujący w biurze uważa, że mało kto stosuje się w nim do procedur.
  • 91% badanych jest nastawionych pozytywnie lub neutralnie do rekrutacji zdalnych.

Miliony zmienionych środowisk pracy

W marcu minął rok od kiedy COVID-19 wywrócił do góry nogami sytuację zawodową większości zatrudnionych osób. Jak pamiętamy, po raz pierwszy na taką skalę oddelegowano zatrudnionych do pracy w domach czy w systemie zmianowym, rotacyjnym czy hybrydowym. Wiele z miejsc pozostaje w tej sytuacji do dziś.

Jak przewiduje większość ekspertów, ostatni z wymienionych modeli będzie prawdopodobnie w przyszłości – po opanowaniu pandemii – najbardziej popularny. Opiera się on na dzieleniu grafiku pracowników na dni pracy zdalnej oraz dni wykonywania zadań z biura – dzięki czemu obowiązki można wykonywać bardziej elastycznie, przy zachowaniu jednak bezpośrednich spotkań ze współpracownikami i menedżerami.

By sprawdzić, jakie postawy wobec tego i innych modeli pracy przyjmują pracownicy w obliczu pandemii, Pracuj.pl przeprowadziło badania „Rok nowej normalności”. Analitycy sprawdzili jak po 12 miesiącach pandemii kształtują się poglądy zatrudnionych na pracę zdalną, hybrydową i z biura. Wyniki porównali ze wcześniejszymi pomiarami, dokonywanymi wiosną i jesienią ubiegłego roku.Praca zdalna raport

Praca zdalna popularna, ale… hybrydowo

Według najnowszego raportu niemal połowa (47,5%) osób uczestniczących w badaniu po roku pandemii wykonywała obowiązki zdalnie. Większość realizowała je więc z biur lub zakładów pracy (52,5%). Ponadto nieco ponad co piąty zatrudniony (22,5%) realizował zadania hybrydowo. Inaczej mówiąc, w pełni zdalna praca dotyczyła 25% respondentów. To oczywiście wciąż dużo więcej, niż przed wybuchem pandemii, ale mniej niż w jej pierwszych miesiącach.

Jednocześnie jednak wyniki po raz kolejny pokazują, że perspektywa przyszłości w postaci w pełni zdalnych firm nie do końca zgadza się z oczekiwaniami respondentów. Choć blisko 9 na 10 badanych pracujących zdalnie w trakcie pandemii chciałoby kontynuować ten model także po jej zakończeniu, chęć pracy poza biurem na pełen etat wyraża tylko 13% respondentów. Kolejne 27% chce pracować zdalnie w pojedyncze dni miesiąca. Liczba chętnych do pracy w pełni zdalnej, jak i w pełni stacjonarnej jest więc stosunkowo niewielka, podobnie jak w kwietniu i wrześniu ubiegłego roku.

Jak zauważają eksperci, praca hybrydowa dobrze odpowiada na potrzeby różnych grup pracowników. Na przykład, przy odpowiedniej organizacji pracy może ona umożliwiać zespołom korzystanie z biura w konkretnym dniu tygodnia lub po uprzednim zapisaniu się w kalendarzu. W takiej sytuacji pracownicy mogą mieć możliwość spotkania się z kolegami i koleżankami, przy ograniczeniu ryzyka pandemicznego – jeśli takie warunki stworzy dla nich pracodawca. Natomiast w dni pracy zdalnej odchodzi problem dojazdów, a członkom zespołu umożliwia się sterowanie godzinami pracy i elastyczne podejście do obowiązków zawodowych i rodzinnych.Praca zdalna raport 2

Przy przyjęciu tego modelu zachowane zostają potrzeby społeczne – kontakt ze współpracownikami, przy jednoczesnym zwiększeniu swobody pracy. Zyskują też pracodawcy, którzy wprowadzając ten tryb mogą dokonać oszczędności – zmniejszyć biuro, zlikwidować część miejsc postojowych, ograniczyć zużycie mediów.

Biura dzisiaj i jutro. Czas trudności i zmian

W porównaniu do początków pandemii znacząco wzrósł udział respondentów deklarujących pracę wyłącznie z biura (52,5%). W kwietniu 2020 r. było to 39,5%. Obie tendencje – wzrost udziału pracy wyłącznie z siedziby i utrzymująca się stosunkowo duża popularność „hybrydy” – mogą wskazywać na coraz bardziej udane próby dostosowywania się firm do nowej rzeczywistości, przy jednoczesnym utrzymywaniu środków ostrożności wywoływanych przez pandemię. Tendencje te będą mieć znaczący wpływ na przyszłość modeli pracy także po opanowaniu COVID-19.

Wszystko wskazuje na to, że przyszłość należy do modeli hybrydowych, w ramach których będziemy pracować w różnych miejscach, nie decydując się na tylko jeden styl. Choć praca zdalna jest powszechnie traktowana raczej pozytywnie, aż 60% naszych badanych uważa, że w obecnym natężeniu dla wielu pracowników staje się ona już nużąca. Kolejne 57% respondentów w wyniku pandemii bardziej docenia możliwość spotkań ze współpracownikami w biurze, jaką mieli przed pojawieniem się COVID-19. Zarówno pracowników, jak i pracodawców czeka więc prawdopodobnie kilka lat testowania modeli hybrydowych a co za tym idzie definiowania nowej roli biur
— komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej Pracuj.pl.

Jak dodaje Agata Grzejda, większość ekspertów rynku HR, nieruchomości czy zarządzania zgadza się co do opinii, że po pandemii biura stawać się będą coraz częściej przestrzeniami pracy zespołowej czy budowania relacji, a rzadziej stanowić miejsce wykonywania pracy od przysłowiowej godziny 9:00 do 17:00.

Jednak obecnie, w czasach COVID-19, biura bywają także miejscami konfliktu procedur bezpieczeństwa z codziennymi nawykami. Druga fala COVID-19 wywarła wpływ na zatrudnionych choćby częściowo pracujących w biurach. Obawy o zdrowie w związku z pracą z siedziby firmy w czasach pandemii wyraża ponad jedna trzecia respondentów (37%). Jest to zauważalnie więcej niż we wrześniu 2020 r, gdy podobnie uważało 32% osób. Warto zwrócić uwagę na fakt, że choć wśród badanych znalazła się spora grupa osób czujących się bezpiecznie w biurze dzięki wprowadzonym zasadom sanitarnym (46%), według blisko 1/3 respondentów  do takich wyznaczonych zasad w praktyce mało kto się stosuje (31%).

Praca zdalna to przyszłość, ale czasem… nuży

W badaniach Pracuj.pl zapytano także respondentów o to, co myślą na temat przyszłości zatrudnienia. 77% badanych uważa, że na rynku pracy będzie pojawiać się coraz więcej ofert umożliwiających pracę zdalną w pełni lub częściowo. Szereg takich ogłoszeń udostępniono kandydatom już w trakcie wiosennego Festiwalu Pracy JOBICON online.

Praca zdalna raport 3Warto zwrócić uwagę, że zdaniem 74% badanych w ich ocenie w najbliższej przyszłości będziemy coraz częściej pracować zdalnie. Jednocześnie jednak aż 60% respondentów uważa, że pracownicy są coraz bardziej znużeni pracą zdalną i po opanowaniu pandemii wiele osób chętnie wróci do pracy w biurach. To nieco zaskakujące dane w obliczu stosunkowo pozytywnego obrazu zatrudnienia w modelu zdalnym. Jednocześnie jednak dobrze wpisuje się w opinie większości respondentów twierdzących, że model hybrydowy jest najbardziej przyszłościową formą organizacji zadań.

Rekrutacja zdalna nadal popularna

Nie tylko biura czy zakłady opustoszały w wyniku pandemii. Podobnie jest także w przypadku… pokojów rekruterów. Rekrutacja zdalna utrzymuje swoją popularność, szczególnie w obliczu tzw. „trzeciej fali” pandemii koronawirusa. Na szczęście, jak wynika z badań Pracuj.pl, kandydaci nie mają zazwyczaj większych problemów z udziałem w tej formie aplikowania o pracę. Tylko co dziesiąty badany podchodzi niechętnie do rekrutacji prowadzonych zdalnie. Co więcej, 38% respondentów chętniej aplikowałoby na oferty, które umożliwiają ubiegania się o pracę bez „fizycznej” obecności przed rekruterem.

Po tego typu rekrutacje chętnie sięgają także pracodawcy. Tag „rekrutacja zdalna” pojawił się na Pracuj.pl już w marcu 2020 r, jako błyskawiczna reakcja na pierwszy lockdown. Pracodawcy bardzo chętnie zaczęli z niego korzystać, a na początku maja oznaczona nim była połowa ogłoszeń na portalu. Pierwsze tygodnie i miesiące pandemii były okresem nauki i błędów, ale także dużej kreatywności we wdrażaniu nowych rozwiązań rekrutacyjnych. Efekty można było obserwować już w III i IV kwartale 2020 r., gdy liczba ogłoszeń na Pracuj.pl i aktywność rekruterów znacząco wzrosła. Po roku z pandemią można stwierdzić, że rekrutacja zdalna przyjęła się dobrze, a wiele firm stosunkowo sprawnie wdrożyło ją w codziennej działalności.

Badani podobnie podchodzą do rozmów rekrutacyjnych przez połączenie wideo. Niechętnie odnosi się do tej formy spotkań tylko 12% badanych, a 64% respondentów ma pozytywny stosunek do kontaktu online z rekruterami np. w ramach rozmów rekrutacyjnych.

Nasze badania pokazują, że przez całą pandemię otwartość respondentów na nowe formy rekrutacji utrzymywała się na wysokim poziomie. Obserwowaliśmy, jak branża HR coraz sprawniej adaptowała nowe narzędzia, w tym platformy do zarządzania rekrutacjami, komunikatory i programy do połączeń wideo, a także wdrażała procedury wspierające weryfikację kompetencji kandydatów bez kontaktu „na miejscu”. Nie oznacza to, że praca w tym obszarze została zakończona. W rozmowach z rekruterami stale podkreślane jest między innymi wykluczenie cyfrowe części grup kandydatów czy ich niechęć do starania się o pracę za pośrednictwem komputera czy smartfona. Szczególnie często dotyczy to np. pracowników fizycznych czy osób starszych. Choćby z myślą o nich pracować trzeba stale nad przystępnym UX narzędzi rekrutacji zdalnej, ich przyjaznym dostosowaniem do różnych grup odbiorców – mówi Łukasz Marciniak, dyrektor sprzedaży w eRecruiter.

O BADANIU:

Raport „Rok nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rewolucji na rynku pracy” oparty został na wynikach badań przeprowadzonych przez dział badawczy Grupy Pracuj w dn. 10-18 lutego 2021. W pomiarze wzięło udział 1374 użytkowników portalu Pracuj.pl. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (profesjonalnego formularza internetowego). W celach porównawczych badacze odnoszą się w materiale także do wyników analogicznych pomiarów przeprowadzonych przez Grupę Pracuj w kwietniu 2020 (n=1894) oraz wrześniu 2020 (n=892).

360 lat polskiej prasy. Jak zmieniał się druk?

Dokładnie 360 lat temu wydano pierwszą gazetę na ziemiach polskich. Rocznica powstania „Merkuriusza Polskiego” to dobry pretekst do przyjrzenia się, jak na przestrzeni lat ewoluowały techniki druku.

„Merkuriusz Polski dzieje wszystkiego świata w sobie zamykający dla informacji pospolitej” – tak brzmi pełny tytuł najstarszej polskiej gazety. Jego pierwszy numer zszedł z prasy drukarskiej 3 stycznia 1661 roku. Korona Rzeczpospolitej Obojga Narodów należała wówczas do Jana Kazimierza, młody Isaac Newton miał właśnie rozpocząć studia, a w Gdańsku swoje obserwacje astronomiczne prowadził Jan Heweliusz.

Było więc o czym pisać! „Merkuriusz Polski” ukazywał się nieregularnie – raz albo dwa razy w tygodniu – przynosząc wiadomości z kraju i znanego wówczas świata. Jego historia nie jest jednak długa – periodyk zniknął z rynku zaledwie pół roku po powstaniu. Powody to zapewne niski poziom alfabetyzacji społeczeństwa oraz nastręczający wielu trudności skomplikowany proces druku.

Kilkaset lat tradycji ruchomych czcionek

– Kiedy z prasy drukarskiej schodził pierwszy numer „Merkuriusza Polskiego”, druk na ziemiach polskich cieszył się już niemal dwustuletnią tradycją – zauważa Michał Młynarczyk, ekspert od profesjonalnego druku małego formatu w Canon Polska. – Za pierwszą wydrukowaną w Polsce publikację uznaje się bowiem kalendarz ścienny na rok 1474: „Almanach Cracoviense ad annum 1474”. Jednakże, pomimo długich tradycji, technika druku nie zmieniła się od czasów samego Johannesa Gutenberga. W prasę drukarską montowało się zestaw ruchomych czcionek, które należało wcześniej odpowiednio przygotować – opowiada.

Trudno dziś powiedzieć, ile zajmowało wydrukowanie jednej strony „Merkuriusza Polskiego”,
ale z pewnością nie był to szybki i łatwy proces. Czasochłonne było nie zarówno samo stworzenie matrycy, jak i odpowiednie nasycenie jej atramentem, przygotowanie papieru, a wreszcie sam proces odciskania tekstu na podłożu. Prasa nie mogła być zbyt duża, bo większe jej rozmiary wymagałyby odpowiednio większej siły niezbędnej do odciśnięcia czcionek na papierze. Drukowało się więc mozolnie, strona po stronie.

Technika ruchomych czcionek i prasy drukarskiej była stosowana przez kilka stuleci. Dopiero na początku XIX wieku zaczęła się rozwijać inna technika druku przemysłowego, zwana litografią (pierwszą pracownię litograficzną na terenie Polski założono w 1818 roku). Z kolei w 1867 roku Amerykanin Christopher Latham Sholes stworzył pierwszą funkcjonalną maszynę do pisania (zawdzięczamy mu ponadto układ liter QWERTY, stosowany do dziś na klawiaturach naszych komputerów).

Dzięki wynalazkowi Sholesa, druk powoli zaczął się rozdzielać na techniki przemysłowe i „domowe”.

W 1876 roku powstała pierwsza napisana na maszynie powieść (były to „Przygody Tomka Sawyera” autorstwa Marka Twaina). A do Polski maszyny do pisania trafiły kilka lat później – na początku XX wieku. Twórcą pierwszej polskiej maszyny do pisania był Władysław Paciorkiewicz, późniejszy producent tego typu urządzeń.

– Niezależnie jednak od przeznaczenia i automatyzacji procesu druku, przez kilka stuleci techniki drukarskie polegały z grubsza na tym samym: na odciśnięciu nasyconej tuszem matrycy – mówi Michał Młynarczyk.

I dodaje, że z tego typu narzędziami nie pożegnaliśmy się zresztą do dziś. Techniki druku offsetowego, choć bezdyskusyjnie prostsze i szybsze, polegają przecież na odciśnięciu przygotowanej wcześniej matrycy.

Rewolucja XXI wieku

Prawdziwą rewolucję technologiczną przyniósł dopiero rozwój druku cyfrowego. Odejście od matryc sprzyja kreatywności konsumentów: dzięki wykorzystaniu maszyn cyfrowych możliwe jest drukowanie personalizowanych magazynów, książek i dokumentów (ze zmianą pewnych fragmentów w kolejnych egzemplarzach), a wydrukowanie dowolnego projektu choćby w jednym egzemplarzu jest już opłacalne. Co więcej, jak przekonuje ekspert Canon Polska, osiągi wykorzystywanych dziś maszyn są nieporównywalne ze stanem sprzed choćby dekady: – Najszybsza na świecie maszyna drukująca na papierze ciętym pozwala tworzyć aż 328 obrazów A4 na minutę i jest to urządzenie varioPRINT 6000 TITAN firmy Canon – informuje Michał Młynarczyk.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat maszyny drukarskie stały się nie tylko szybsze i wydajniejsze, ale też bardziej wszechstronne. Technologie drukarskie nie znają dziś granic – pokazuje to chociażby rosnąca rola druku w aranżacji wnętrz. W polskich drukarniach tworzy się dziś projekty na szkle, drewnie czy tapetach.

– 360-lecie wydruku pierwszej polskiej gazety to ważna rocznica, o której powinniśmy pamiętać. Warto jednak zwrócić uwagę, że choć od początków druku przemysłowego w Polsce mija już 360 lat, to historia rozwoju technologii drukarskich tworzy się właśnie teraz, na naszych oczach – podsumowuje ekspert.

Polska spółka IGS właścicielem Besiktasu Stambuł (e-sport)

IGS, spółka notowana na GPW, przejmuje e-sportową sekcję jednego z największych klubów piłkarskich w Europie. Licencja na turecki Beşiktaş kosztowała 400 tys. euro. IGS chce wspierać kolejne kluby piłkarskie w profesjonalizacji sekcji gamingowych.

Intelligent Gaming Solutions S.A. (IGS) – spółka notowana na NewConnect – zajmuje się trzema obszarami: e-sportem, loteriami i gamingiem. Nabycie praw do reprezentowania e-sportowej sekcji jednego z trzech największych tureckich klubów (tzw. wielka trójka, ang. Big Three, tur. Üç Büyükler) to pierwszy ruch tego typu.

– Chcemy korzystać z pewnej bazy fanów i ją rozszerzać. Zamierzamy pomagać tradycyjnym klubom piłkarskim w rozwijaniu sekcji e-sportowych. Ta odnoga mogłaby pomóc załatać im straty budżetowe w czasach, kiedy stadiony są zamknięte – mówi Ivan Hanamov, prezes IGS.

Beşiktaş został założony w 1903 r., a Beşiktaş Esports to pierwszy zespół e-sportowy na świecie powiązany z klubem piłkarskim. Baza wspomnianych fanów jest zatem ogromna. Mowa o kraju zamieszkiwanym przez ok. 83 mln mieszkańców, słynącym z fanatycznych i oddanych kibiców. W samym Stambule mieszka ponad 15 mln osób, a Beşiktaş posiada też liczne fancluby w innych miejscowościach.

– Klub posiada 99 sklepów stacjonarnych oraz e-sklep. To nieoceniona baza potencjalnych klientów – mówi Hanamov.

Pod przewodnictwem IGS-u Beşiktaş będzie rozwijał m.in. sekcje gier takich, jak League of Legends, FIFA, NBA, Valorant.

IGS inwestuje w sekcję e-sportową

W projekt zaangażowano specjalistów związanych z e-sportem oraz finansami. To pozwoliło wygenerować takie pomysły i stworzyć taki model współpracy, który – jak wierzą przedstawiciele IGS-u – pozwoli tradycyjnym drużynom piłkarskim nie tylko zarabiać, ale też poszerzać bazę kibiców oraz budować jeszcze większe przywiązanie obecnych fanów.
– Nawet najbardziej utytułowane kluby e-sportowe niekoniecznie odnoszą sukces jako przedsiębiorstwa. IGS chce nauczyć je skalować biznes, co staje się wyjątkowo ważne w czasie epidemii, podczas której e-sportowa część biznesu mogłaby zacząć przynosić dochody – tłumaczy Ivan Hanamov, prezes IGS.

Prócz Hanamova za tworzenie silnych e-sportowych podmiotów odpowiada Anders Holmsted. Szwed ma doświadczenie w zarządzaniu projektami i liczne koneksje w świecie e-sportu. Pracował m.in. w branży hazardowej. Dyrektorem operacyjnym polskiej spółki został Robert Nishioka, który w latach 2001-2004 był dyrektorem finansowym amerykańskiej NBA. Pracował też w licznych e-sportowych przedsiębiorstwach, takich jak Roar Sports Limited czy Roar Benfica Limited.

– Prowadzimy kolejne rozmowy z innymi topowymi klubami i ligami, słynącymi z zamiłowania do futbolu i e-sportu. Obecnie nie mamy planów inwestycji w polski e-sport, ale i ten rynek będzie przez nas analizowany – mówi Hanamov.

Akwizycja licencji Beşiktaşu wpisuje się w opublikowaną w styczniu strategią spółki na lata 2021-2023. Czytamy w niej, że Prostaker – spółka zależna od IGS – “został stworzony, aby wykorzystać rosnące możliwości w sektorze e-sport”. To nie jedyny zakres działalności IGS-u – posiada on też swoje odnogi związane z gamingiem i loteriami. W ostatnim tygodniu IGS S.A. podpisał wartą 1,3 mln funtów umowę, udzielając licencji do loterii BingoLotto na rynek brytyjski.

Bezpłatna Konferencja – HR Solutions Trends – wyzwania w świecie HR

Już 20 kwietnia w formule On-line odbędzie się konferencja, podczas której poruszymy i przeanalizujemy zagadnienia bieżących trendów oraz obecnych wyzwań w świecie HR. Porozmawiamy o wszelkich nowelizacjach kodeksu pracy i efektywnych rozwiązaniach w czasie kryzysu. Zostaną zaprezentowane również nowoczesne technologie dla departamentów Human Resources, a swoją wiedzą i doświadczeniem podzielą się eksperci branżowi oraz szefowie działów HR.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję

Dostarczymy moc inspiracji i sprawdzonych strategii zarządzania. W programie wydarzenia m.in.:

  • Praktyki budowania zaangażowania pracowników w nowej rzeczywistości
  • Jak umiejętnie stosować KPI rekrutacyjne?
  • Skuteczne zarządzanie zespołem w dobie zmian pracowniczych
  • Wyzwania komunikacji wewnątrzorganizacyjnej – jak doskonalić doświadczenia pracowników oraz optymalizować system współpracy i komunikacji?
  • Benefity pracownicze w nowym wydaniu – jak zadbać o financial wellbeing pracowników?
  • Procedura zawierania umów z pracownikami drogą elektroniczną. Jak to zrobić zgodnie z prawem?
  • Dlaczego warto badać opinię pracowników?
  • Candidate Experience – jak zadbać o kandydata zanim stanie się pracownikiem?

Zapraszamy na spotkanie wszystkich pasjonatów i praktyków zarządzania kapitałem ludzkim.

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji, wystarczy zarejestrować się na stronie: http://hrtrends.pl/#rejestracja

DLA KOGO?

  • Dla osób, których stanowiska są ściśle związane z branżą HR.

Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

9:30 | 20 kwietnia 2021 – ON-LINE
Strona internetowa wydarzenia: https://hrtrends.pl/

Image Power 7 kwietnia zadebiutuje na NewConnect

7 kwietnia na rynku NewConnect zadebiutuje Image Power S.A., polski producent gier wideo z Grupy PlayWay. Z przeprowadzonej w listopadzie emisji akcji firma pozyskała 1,6 mln zł.  Cena emisyjna wyniosła 30 zł za sztukę i była o 50 proc. wyższa niż przy poprzedniej ofercie. Przy tym kursie wycena Spółki przekroczyła 46 mln zł.

Debiut na NewConnect jest dla nas zwieńczeniem długiej i ciężkiej pracy, którą włożyliśmy w rozwój Spółki w ostatnich miesiącach. Zrealizowaliśmy do tej pory większość krótkookresowych celów, a przed nami kolejne wyzwania, na które jesteśmy w pełni przygotowani. Chcemy rozwijać portfolio swoich tytułów, aby zbudować marki, które będziemy mogli monetyzować w dłuższym czasie, na przykład poprzez sequele lub płatne DLC. Jednocześnie nie przestaniemy poszukiwać nowych ciekawych pomysłów, które pozwolą nam się rozwijać. Warszawska giełda to miejsce, gdzie szybko rosnące spółki mogą efektywnie budować wartość dla swoich akcjonariuszy. Debiut na „małym parkiecie” traktuję jako realizację kolejnego ważnego etapu rozwoju naszej firmy ocenia Paweł Graniak, prezes zarządu Image Power S.A.

W lutym br. Spółka z sukcesem zakończyła na Kickstarterze zbiórkę na rozwój autorskiej gry Yacht Mechanic Simulator 2021. Producent przekroczył planowany pułap 10 tys. dolarów kanadyjskich i planuje wydać grę w połowie roku.

Jesienią ubiegłego roku na platformie Steam odbyła się premiera pierwszej autorskiej produkcji – gry Dieselpunk Wars. Tytuł zebrał głównie pozytywne oceny. Po podpisaniu umowy z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd. – Dieselpunk Wars trafił do sprzedaży w Chinach. W planach jest przygotowanie do tego tytułu trybu multiplayer.

Z radością przyjmuję informację o debiucie kolejnej spółki z naszej grupy na NewConnect. Image Power wyróżnia się przede wszystkim ciekawą tematyką gier. Będąc częścią PlayWay, inspiruje się najlepszymi przykładami sprawdzonych sukcesów, na przykład serii mechanic simulatorów, a następnie wdraża autorskie pomysły w grach. To pozwala na osiągnięcie efektu synergii z najlepszymi hitami sprzedażowymi. Z drugiej strony spółka stara się znaleźć nowe obszary, które mogą stać się jej sukcesem. Najlepszym tego przykładem są Yacht Mechanic Simulator 2021 oraz Offroad Mechanic Simulator. Wierzę, że o tych produkcjach będzie bardzo głośno – mówi Krzysztof Kostowski, prezes zarządu PlayWay S.A.

Image Power kontynuuje prace nad planem wydawniczym i dalszym rozwojem portfolio. W lutym Spółka podpisała umowę z GameFormatic z grupy PlayWay na stworzenie swojej największej produkcji – Offroad Mechanic Simulator. Gra pozwoli modyfikować i serwisować wiele klasycznych pojazdów terenowych i przygotować je do trudnych zadań, którym nie mógłby podołać zwykły samochód. Wstępny budżet produkcji to 700 tys. PLN. W ramach współpracy powstanie również wersja na VR, w której specjalizuje się GameFormatic.

Rynek dobrze przyjął też ostatnią zapowiedź preprodukcji Creature Lab, w której gracz wciela się w genialnego, ale szalonego i zdolnego do wszystkiego naukowca. Wkrótce, według założeń polityki wydawniczej, z nowo powstałym zespołem wewnętrznym rozpoczną się prace nad produkcją wersji demo. W planach jest też projekt kolejnej preprodukcji z gatunku mechanic simulator. Z pozostałych tytułów dobrze wygląda budowa wishlisty dla Ambulance Simulator, w przygotowaniu jest także gra Archer: The Witch’s Wrath.

Vixa Games w drodze na NewConnect – wywiad z prezesem spółki, Juliuszem Mićko

W jaki sposób dywersyfikujecie ryzyko swojej działalności na dynamicznie rozwijającym się rynku gier?

Koncentrujemy się na tworzeniu średniobudżetowych gier indie premium, w szczególności z przeznaczeniem dla graczy konsolowych, gdzie konkurencja wśród twórców niezależnych nie jest tak duża. W ciągu dwóch najbliższych lat zakładamy sprzedaż co najmniej dwóch tytułów rocznie z tego segmentu na najpopularniejszych platformach dystrybucyjnych. Jeszcze przed premierą jednego tytułu, część zespołu rozpoczyna prace nad prototypowaniem kolejnej gry. Taki model biznesowy pozwala dywersyfikować portfolio naszych produktów, kanały sprzedaży oraz reagować na aktualne rynkowe trendy.

Rozpoczynamy aktywną współpracę z partnerami biznesowymi z Azji oraz platformami redystrybucyjnymi, aby dodatkowo zwiększyć zasięg naszych produkcji.

Który z tytułów Vixa Games spotkał się z największym uznaniem graczy?

Najpopularniejszym dotychczas wydanym tytułem z portfolio studia jest Jumping Joe & Friends, który sprzedał się łącznie w nakładzie około 150 tys. kopii na Nintendo Switch. W marcu 2021 gra miała swoją kolejną premierę na Nintendo Switch w Japonii, co mam nadzieję wpłynie pozytywnie na jej sprzedaż.

Plany spółki uwzględniają debiut na rynku NewConnect. Na jakim etapie są prace w tym zakresie? Kiedy to może nastąpić?

Vixa Games w lutym została zarejestrowana w formie spółki akcyjnej, co ma związek z planami debiutu na rynku NewConnect.

Rynek kapitałowy stanowi dla nas naturalną przestrzeń dla pozyskania środków na rozwój. Innym ważnym argumentem jest zwiększenie wiarygodności naszej spółki wśród inwestorów, instytucji finansowych oraz partnerów krajowych i zagranicznych.

Obecnie pracujemy nad Dokumentem Informacyjnym. Debiut na rynku New Connect planujemy pod koniec bieżącego lub na początku przyszłego roku.

Czy rozważacie pozyskanie finansowania od zewnętrznych inwestorów?

Rozważamy to, ale nie podjęliśmy jeszcze decyzji w tej sprawie. O takich kwestiach będziemy informowali na bieżąco.

Jakie są główne cele spółki do końca 2021 roku?

Aktualnie intensyfikujemy działania skoncentrowane wokół premier naszych projektów. Do połowy br. planujemy udostępnić graczom ‚Love Colors’ i ‚Dino Galaxy Tennis’ w wersjach na Nintendo Switch i PC.

Ponadto nie wykluczamy udostępnienia ‚Dino Galaxy Tennis’ na PlayStation 4 i Xbox One. W czerwcu, podczas festiwalu gier Steam pokażemy demo ‚The Crackpet Show’. Premierę pełnej wersji gry zakładamy do końca roku. Model biznesowy naszej spółki zakłada wieloplatformowość naszych tytułów. Oprócz już zapowiedzianych tytułów skupiamy się nad pracami nad kolejnymi dwoma grami, na następny rok.

Stanowisko sektora nowoczesnych usług biznesowych w zakresie pracy zdalnej

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) wskazuje na konieczność uwzględnienia w projekcie ustawy praktyki wypracowanej w ostatnich miesiącach w zakresie pracy zdalnej.

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) przekazał do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii stanowisko do projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw z dnia 19 marca 2021 r., dotyczącego wprowadzenia pracy zdalnej.

ABSL jako organizacja zrzeszająca ponad 230 firm reprezentujących sektor nowoczesnych usług biznesowych, który zatrudnia blisko 350 000 pracowników, pozytywnie ocenia inicjatywę uregulowania możliwości wykonywania pracy w formie zdalnej w sposób systemowy. Z perspektywy sektora, którego pracownicy w ponad 90 proc. obecnie pracują zdalnie, nowe podejście do relacji prawno-pracowniczych, ze szczególnym uwzględnieniem zmian społecznych i technologicznych mających miejsce w ostatnich latach, jest warunkiem efektywnego funkcjonowania całego sektora po zniesieniu stanu pandemii. Nowe rozwiązania powinny jednak uwzględniać wypracowaną i dobrze funkcjonującą praktykę ostatnich miesięcy, a nie jedynie modyfikować instytucje telepracy, która w praktyce miała marginalne zastosowanie.

Piotr Dziwok, Prezes ABSL podkreśla: – Jak pokazuje praktyka, praca zdalna przyjmuje różne formy i stosowana jest przez strony w różnym zakresie. Regulacje kodeksowe powinny być na tyle elastyczne, aby nie zamykać drogi do stosowania pracy zdalnej rożnej wielkości podmiotom, zarówno tym, których organizacja i fundusze pozwalają na wdrożenie rozwiązań skomplikowanych organizacyjnie i kosztownych, jak i podmiotom, które będą stosować pracę zdalną raczej okazjonalnie.

 

Proponowane obecnie rozwiązania regulacyjne zawierają rozwiązania zbyt sformalizowane. W rezultacie przepisy są mało czytelne i budzą uzasadnione wątpliwości interpretacyjne. Kluczowy pozostaje również aspekt konkurencyjności polskiego rynku pracy. Coraz więcej czynności wykonywanych jest obecnie za pośrednictwem elektronicznych form komunikowania się na odległość, niejednokrotnie przy całkowitej rezygnacji z tradycyjnych form zapisu. Niezbędne są zatem rozwiązania przyjazne rynkowi pracy, który szeroko stosuje nowe technologie, co jest jednym z podstawowych elementów zachęcających podmioty do inwestowania i tworzenia nowych miejsc pracy w Polsce.

ABSL w swoim stanowisku skierowanym do Ministerstwa zwraca uwagę na cztery obszary wymagające doprecyzowania: uelastycznienie warunków i przesłanek pracy zdalnej, usystematyzowanie zasad dotyczących wyposażenia stanowiska pracy i zwrotu kosztów związanych z pracą zdalną, odformalizowanie Projektu i usunięcie przepisów, które są zbędne, powtarzające się lub powielają kwestie już uregulowane w innych aktach prawnych, doprecyzowanie przepisów w obszarze bezpieczeństwa i higieny pracy.

Wioletta Bobryk, Legal and Compliance Director ABSL zwraca uwagę: – Mamy świadomość, że przepisy są tworzone z myślą o wszystkich uczestnikach rynku, jeśli jednak jako sektor mamy być konkurencyjni na międzynarodowym rynku, przyciągać kolejne inwestycje i tworzyć miejsca pracy to uelastycznienie warunków i przesłanek pracy zdalnej w tym wprowadzenie pojęcia pracy zdalnej incydentalnej, a także uelastycznienie warunków zaprzestania wykonywania pracy zdalnej i usystematyzowanie zasad dotyczących wyposażenia stanowiska pracy i zwrotu kosztów muszą zostać dopracowane.

Firmy z sektora każdego miesiąca oferują ponad 2 500 miejsc pracy, przy stałym wzroście zatrudnienia na poziomie 10 proc r/r. Zdecydowana większość podmiotów świadczy usługi dla klientów działających w skali globalnej. Doświadczenia z różnych rynków i rozbudowana infrastruktura teleinformatyczna, pozwoliły szybko przestawić się na tryb pracy zdalnej.

Aktywom ryzykownym nie wadzą wyższe rentowności obligacji

W ciągu krótszego, świątecznego tygodnia handlu aktywa ryzykowne doświadczały aprecjacji mimo wyraźnego trendu wzrostowego globalnych rentowności. Przewodziły im amerykańskie akcje. Dolar doświadcza zaś spadków względem głównych walut oraz istotniejszych walut rynków wschodzących.

Dobry raport non-farm payrolls z amerykańskiego rynku pracy nie pomógł dolarowi, który doświadczył wyprzedaży względem większości walut. Szczególnie dobrze radziły sobie waluty emerging markets na czele z turecką lirą – niemal każda z istotniejszych walut rynków wschodzących w zeszłym tygodniu umocniła się w parze z dolarem o ponad 1%.

Spodziewamy się, że pozytywne nastroje na rynkach finansowych zostaną z nami przez dłuższą chwilę. Zerowe lub ujemne stopy procentowe w krajach rozwiniętych, ogrom wsparcia fiskalnego na świecie i wyraźny, choć nierówny postęp w zakresie szczepień powinny wspierać aktywa ryzykowne. Jesteśmy szczególnie pozytywnie nastawieni do walut rynków wschodzących, są one bowiem tanie i zdaje się, że mogą wykorzystać obecną sytuację.

PLN

Miniony tydzień dla polskiego złotego był jednym z najciekawszych w ostatnich miesiącach. Rozpoczął się bowiem od paniki i wzrostu kursu EUR/PLN do poziomu 4,68 – najwyższego od 12 lat, po których nastąpiła z kolei wyraźna aprecjacja polskiej waluty. Istotnym elementem wspierającym ją była poprawa globalnego sentymentu, skala umocnienia złotego była jednak zdecydowanie większa niż innych walut regionu. Wierzymy, że złoty ma jeszcze spore pole do wzrostów, które wspierać powinna poprawa sytuacji covidowej tak w kraju, jak w Europie.

Niewykluczone jednak, że niedługo słabość złotego na krótko powróci. Rynek oczekuje podwyższonej zmienności w okolicy uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów (13.04), co dla banków posiadających portfele kredytów walutowych prawdopodobnie skończy się niemałymi kosztami. Biorąc pod uwagę, jak wyglądała sytuacja przed orzeczeniem TSUE z października 2019 roku, możliwe jest osłabienie waluty w dniach poprzedzających kwietniową uchwałę SN. Docelowo decyzja Sądu powinna jednak zbliżyć nas do rozwiązania tej kwestii i zmniejszyć ryzyko makroekonomiczne kraju. Ze względu na to sądzimy, że ewentualna słabość złotego powiązana z uchwałą będzie krótkotrwała. Naszym zdaniem powinna ustąpić niedługo po jej ogłoszeniu, niezależnie od tego, jak dotkliwa będzie ona dla banków i tego, czy w proces przewalutowania kredytów frankowych zaangażuje się NBP.

W kontekście złotego będziemy zwracać uwagę na sytuację covidową oraz globalny sentyment, w tym tygodniu czeka nas też decyzja RPP ws. polityki monetarnej. Środowe posiedzenie niemal na pewno nie przyniesie istotnych zmian parametrów polityki pieniężnej i prawdopodobnie przejdzie bez echa.

EUR

Główną informacją z zeszłego tygodnia był rozczarowujący odczyt inflacji w marcu. Jej bazowy komponent (nieuwzględniający najbardziej zmiennych cen) pokazał niższą niż miesiąc wcześniej dynamikę rzędu 0,9% w skali roku. Wyraźnie widać, że nowe lockdowny ograniczają konsumpcję i opóźniają pojawienie się presji inflacyjnej w strefie euro.

Najważniejsze w tym tygodniu będą minutki z posiedzenia EBC i dane o produkcji przemysłowej w Niemczech, Francji i Hiszpanii. Wiadomości powinny być całkiem dobre, ponieważ sektor przemysłowy jest mniej dotknięty lockdownami. Wpływ tych danych na rynek walutowy powinien być jednak niewielki.

USD

Szybki postęp szczepień w USA i stopniowe luzowanie covidowych restrykcji wywierają wpływ na gospodarkę szybciej niż zakładano. Marcowy raport z rynku pracy również był znacznie lepszy niż oczekiwano. W ciągu miesiąca przywrócono 916 000 miejsc pracy, co było wynikiem wyraźnie wyższym od konsensusu i najlepszym od sierpnia.

W obliczu wdrożenia ogromnego pakietu fiskalnego i zapowiedzi nowego pakietu infrastrukturalnego ekonomiści zaczynają spodziewać się szybszego powrotu amerykańskiej gospodarki do stanu sprzed pandemii. Naszym zdaniem warte uwagi jest to, że dolar amerykański nie zyskuje, a wręcz nieco traci pomimo wyższych rentowności obligacji i serii pozytywnych wieści z gospodarki USA.

GBP

Szterling radził sobie w zeszłym tygodniu lepiej niż inne waluty G10 i część walut rynków wschodzących. Dodatkiem do szybkiego postępu szczepień były nieznacznie zrewidowane w górę dane dotyczące PKB w zeszłym roku. Rynkowe pozytywne nastawienie do ryzyka okazuje się korzystne dla funta, który całkowicie odrobił pandemiczne straty względem euro, a względem dolara nawet się umocnił.

Ten tydzień handlu będzie krótszy i nie przyniesie żadnych istotnych danych ani zaplanowanych decyzji politycznych z Wielkiej Brytanii. Oczekujemy, że funt będzie kontynuował wzrost.

CHF

Będący walutą safe haven frank nadal oscyluje blisko lokalnych minimów względem euro. Szwajcarskie wskaźniki wyprzedzające opublikowane w zeszłym tygodniu pokazały gwałtowny wzrost w marcu, a kluczowy wyprzedzający wskaźnik KOF osiągnął najwyższą wartość od ponad dekady, co sugeruje, że gospodarka jest na skraju istotnego odbicia po pandemicznym wstrząsie.

Niemniej trudno przewidzieć, kiedy dokładnie będziemy świadkami znacznej poprawy, ponieważ wieści z frontu walki z koronawirusem są mieszane. Liczba nowych przypadków zachorowań wzrasta, ale nie tak bardzo jak w niektórych sąsiednich krajach. Dodatkowo liczba zgonów związanych z COVID-19 pozostaje niska, co daje nadzieję na szybkie złagodzenie ograniczeń.

Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii jest w tym tygodniu raczej pusty. Skupimy się głównie na danych dotyczących koronawirusa i globalnym sentymencie do ryzyka.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Software Mind z Grupy Ailleron wchodzi w segment e-commerce i przejmuje ValueLogic

Software Mind będąca częścią Grupy Ailleron podpisała przedwstępną umowę nabycia 70 proc. udziałów w ValueLogic  – dynamicznie rozwijającej się spółce działającej w modelu full-service software house w branży e-commerce.

Wrocławski ValueLogic zatrudnia ponad 80 inżynierów oprogramowania i ekspertów branżowych. Spółka współpracuje z ponad 30 renomowanymi klientami takimi jak  Immobilien Scout, Tier czy Zalando na rynku DACH  (głównie Niemcy).

Zmiana nawyków zakupowych klientów w ostatnim roku spowodowała dynamiczny rozwój branży e-commerce. Z tego też względu zależało nam, by do Software Mind dołączyła spółka ze specjalizacją w tym obszarze. Dokładnie taka jak ValueLogic, która m.in. tworzy kompleksowe, szyte na miarę i dostosowane do konkretnych potrzeb klientów rozwiązania dla branży e-commerce. Software Mind działa obecnie na całym świecie, ale bez dużej ekspozycji na rynek DACH. Inwestycja w ValueLogic otwiera nam więc nowe możliwości pozyskania klientów, przy wykorzystaniu uzupełniających się doświadczeń i referencji. Dodatkowym atutem ValueLogic jest biuro w Berlinie i doświadczenie  kadry menedżerskiej, która doskonale porusza się na rynku niemieckim i która nadal będzie operacyjnie sprawowała kontrolę nas spółką i ją rozwijała wspólnie z Software Mind. Współpraca z ValueLogic daje nam również możliwość wejścia na rynek specjalistów IT z obszaru aglomeracji wrocławskiej i tym samym rozbudowy zespołu Software Mind w kolejnej lokalizacji w Polsce poza Krakowem, Warszawą, Rzeszowem i Bielskiem-Białą – powiedział Grzegorz Młynarczyk, prezes zarządu Software Mind/wiceprezes zarządu Ailleron.

Akwizycja ValueLogic to kolejny krok w realizacji strategii rozwoju Software Mind – zarówno organicznie, jak również przez przejęcia. Naszym długoterminowym celem jest budowa wraz z Enterprise Investors wiodącej, globalnej grupy na polskim rynku software house’ów. Naszą ambicją jest stworzenie lidera w wybranych specjalizacjach – sektorowych i technologicznych, zwiększając kilkukrotnie skalę działalności – dodał Grzegorz Młynarczyk.

W 2020 roku ValueLogic na poziomie przychodów osiągnął dynamikę wzrostu 40% r/r, co bezpośrednio przełożyło się na wyniki operacyjne. Współpraca z  Software Mind to dla ValueLogic szansa na jeszcze dynamiczniejszy rozwój. Dołączamy do silnego partnera, wierzymy we wspólną  strategię rozwoju z Software Mind i jestem przekonany, że razem kilkukrotnie zwiększymy skalę działania i zbudujemy o wiele większą wartość dla udziałowców obu firm. Widzę wiele efektów synergii i cieszę się na wspólne projekty – powiedział Krzysztof Litwin, prezes zarządu ValueLogic.

Frankowicze-przedsiębiorcy nie muszą spłacać kredytu (prawomocne orzeczenie sądu)

Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w dniu 18.09.2021 r. wydał prawomocne postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia dla frankowiczów prowadzących działalność gospodarczą (sprawa o sygn. akt VIII Gz 1/21). Pozwali oni mBank S.A. o zapłatę i ustalenie nieważności umowy kredytu indeksowanego do CHF, którą zawarli z BRE-Bank S.A. Kredyt był przeznaczony na finansowanie bieżącej działalności gospodarczej w ramach spółki cywilnej.

Sąd postanowił udzielić powodom zabezpieczenia roszczenia o ustalenie nieważności umowy kredytu poprzez: 1) wstrzymanie obowiązku dokonywania przez powodów spłat rat kredytu w wysokości i terminach określonych w umowie kredytu, w okresie od dnia wydania niniejszego postanowienia do dnia uprawomocnienia się orzeczenia kończącego w sprawie, a ponadto: 2) zakazanie pozwanemu złożenia oświadczenia o wypowiedzeniu umowy kredytu oraz 3) zakazanie pozwanemu przekazywania informacji  o niedokonywaniu przez powodów spłat rat kredytu do: Biura Informacji Kredytowej spółka akcyjna w Warszawie i do systemu „Bankowy Rejestr” prowadzonego przez Związek Banków Polskich.

Sąd udzielił powodom zabezpieczenia wskazując na bardzo wysokie uprawdopodobnienie dochodzonego roszczenia o ustalenie nieważności umowy i wykazanie interesu przez powodów w udzieleniu zabezpieczenia.

Pełnomocnik powodów uprawdopodobnił roszczenie o ustalenie nieważności umowy kredytu, wskazując m.in. niezgodność z art. 69 ustawy Prawo bankowe, naruszenie granic swobody umów i równowagi kontraktowej oraz występowanie w umowie kredytu cech instrumentów pochodnych (SWAP-ów lub kontraktów na różnice CFD). Ponadto, sąd wskazał, iż postanowienia naruszające prawa konsumentów w umowie mają bezpośrednie przełożenie na ustalenie nieważności umowy dla przedsiębiorców.

Sąd uznał istnienie interesu prawnego powodów, gdyż dalsze spłacanie rat kredytu wynikającego z nieważnej umowy doprowadziłoby do niezasadnego obciążenia powodów i bezpodstawnego wzbogacania pozwanego, bezzasadnie zwiększając skalę prawdopodobnych przyszłych rozliczeń między stronami. W interesie powodów nie jest dalsza spłata rat na podstawie umowy kredytu, wobec domagania się stwierdzenia jej nieważności, przy jednoczesnym uprawdopodobnieniu żądanego roszczenia. W przypadku bowiem stwierdzenia nieważności umowy w wyroku kończącym postępowanie w sprawie, powodowie nie będą już zobowiązani do spłacania rat kredytowych.

Piotr Nazaruk, radca prawny, szef Kancelarii Radców Prawnych Prof. ucz. dr Piotr Nazaruk, pełnomocnik powodów

Popyt na kredyty mieszkaniowe w marcu 2021 r. wzrósł o 36,8% r/r

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Trzeci w tym roku dodatni odczyt Indeksu wyniósł + 36,8%, co oznacza, że w marcu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 36,8% w porównaniu z marcem 2020 r.

W marcu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 56,07 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 41,52 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +35%. W porównaniu do lutego 2021 r., liczba wnioskujących wzrosła o 19%, a w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. podwoiła się (+102%). Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w marcu br. wyniosła 315,5 tys. zł i była o 5,9% wyższa niż w marcu 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu przy dużej liczbie wnioskodawców. Rekordowa w całej historii jest wartość wnioskowana na wnioskach kredytowych (wartości bezwzględne). Rekordowa w okresie 10 lat jest również liczba złożonych zapytań kredytowych. Wyższą liczbę zapytań odnotowaliśmy w marcu 2011 r.- mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W marcu br. popyt na kredyty mieszkaniowe „odpalił” i jest wyższy od szczytu trendu wzrostowego z lutego 2020 r. (ostatniego miesiąca sprzed pandemii). Po serii ujemnych odczytów z okresu marzec – sierpień 2020 r. oraz listopada 2020 r. mamy bardzo wysoki dodatni odczyt w tym roku. Wartość Indeksu w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r. wzrosła aż o 19,7 p.p.

– Na szczególną uwagę zasługuje wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu oraz wzrost liczby składanych zapytań. Odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym, wzrost średniej ceny PUM-u oraz zakup większych nieruchomości. Fakt, że banki poluzowały wymagania odnośnie wkładu własnego (spadek wymaganego wkładu ponownie do 10%), przekłada się na akceptowanie wyższej wartości wskaźnika LtV. Co ciekawe, rekordy bijemy w samym szczycie trzeciej fali z jaką mieliśmy do czynienia w marcu br. Z drugiej strony wzrost liczby osób zaszczepionych powoduje, że optymizm rośnie. Rośnie również inflacja, która może spowodować jeszcze wyższy wzrost cen nieruchomości. Ponadto konieczność wpłat na fundusz gwarancyjny dla deweloperów (2%) również wpłynie na wzrost cen. Coraz częściej w dyskursie publicznym mówi się o ujemnych stopach procentowych na depozytach lub wprowadzeniu opłat za utrzymywanie dużych kwot na rachunkach bankowych. Wszystko to wpływa na jeszcze wyższe zainteresowanie nieruchomościami – dodaje prof. Rogowski.

– Trzeba również pamiętać, że Indeks opisuje jedynie stronę popytową rynku kredytów. Wartość akcji kredytowej jest determinowana polityką kredytową banków. W mojej opinii, w sytuacji wysokiej nadpłynności polskiego sektora bankowego i najniższego poziomu szkodowości kredytów hipotecznych, akcja kredytowa w zakresie kredytów mieszkaniowych wzrośnie – prognozuje główny analityk BIK.popyt na kredyty mieszkaniowe marzec 2021

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Zainteresowanie terenami inwestycyjnymi nie spada mimo pandemii, jednak wydłużyły się procedury. Największy popyt wykazuje branża logistyczna

 Branże logistyczna, transportowa i produkcyjna są w tej chwili najbardziej zainteresowane gruntami inwestycyjnymi, na które popyt nie zmalał nawet w czasie pandemii – informuje Katarzyna Rosa-Czubak z Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego. Przy wykorzystaniu funduszy unijnych park realizuje w tej chwili kolejną inwestycję, która ma wesprzeć i ułatwić przedsiębiorcom działalność biznesową. Nowy, wart przeszło 27 mln zł Inkubator Przedsiębiorczości pomoże w tym zarówno dużym firmom, jak i tym, które dopiero stawiają na rynku pierwsze kroki. 

– Zainteresowanie terenami inwestycyjnymi położonymi na terenie parku jest ciągle duże. Inwestorzy szukają wsparcia we wszystkich procesach administracyjnych – od przeprowadzenia ich przez proces kupna po pomoc w uzyskaniu pozwolenia na budowę. Można przyjąć, że na terenie parku w ciągu roku lokuje się od sześciu do ośmiu nowych inwestorów – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Rosa-Czubak.

Jak wskazuje, choć czas pandemii nie wpłynął na zmniejszenie zainteresowania terenami inwestycyjnymi, to jednak spowodował wydłużenie wielu procedur i decyzji, co miało negatywne przełożenie zarówno na sam park, jak i firmy ulokowane na jego terenie.

– Na szczęście inwestorzy nadal są zainteresowani i chcą lokować tutaj swoje firmy, co ma pozytywny wpływ na spadek bezrobocia i tworzenie nowych miejsc pracy – mówi kierownik ds. sprzedaży z Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego. – Odnotowaliśmy wzrost zainteresowania naszymi terenami szczególnie ze strony firm logistycznych oraz produkcyjnych. Zakładamy, że ta branża będzie miała znaczący wpływ na miejsca pracy i jednocześnie rozwój Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego.

BPPT to jeden z największych parków przemysłowo-technologicznych w Polsce, który zajmuje powierzchnię ok. 290 ha. Prowadzi działalność od prawie 17 lat, oferując tereny inwestycyjne na sprzedaż i pod dzierżawę, a każda działka może zostać objęta Pomorską Specjalną Strefą Ekonomiczną. BPPT stawia też mocny akcent na rozbudowę – przy wykorzystaniu funduszy unijnych – infrastruktury okołobiznesowej, szczególnie dla sektora MŚP i start-upów. Jedną z najnowszych inwestycji ukierunkowanych na ten cel jest budowa Inkubatora Przedsiębiorczości.

– W tej chwili jesteśmy już po zakończonym przetargu na wyłonienie generalnego wykonawcy. Zakończenie prac oraz uzyskanie pozwolenia na użytkowanie jest planowane na początek 2023 roku. To oznacza, że mniej więcej w połowie 2022 roku będziemy mogli rozpocząć poszukiwania zainteresowanych firm, które chciałyby się tam ulokować – wyjaśnia Katarzyna Rosa-Czubak.

Przetarg na budowę Inkubatora Przedsiębiorczości w Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym został ogłoszony w połowie stycznia br. Cała inwestycja, warta ponad 27 mln zł, jest współfinansowana z RPO województwa kujawsko-pomorskiego na lata 2014–2020. W ramach projektu powstanie część biurowa i hala magazynowo-produkcyjna, o łącznej powierzchni użytkowej ponad 5 tys. mkw., z której docelowo będą korzystały ok. 22 firmy rocznie. Inwestycja obejmuje też budowę dróg wewnętrznych, parkingów, przyłączy oraz zakup wyposażenia, oprogramowania i sprzętu IT dla nowego inkubatora.

 Celem jest przede wszystkim wsparcie przedsiębiorstw z sektora MŚP oraz stworzenie im możliwości rozwoju właśnie poprzez budowę infrastruktury okołobiznesowej, gdzie będą mogli prowadzić swoją działalność – mówi przedstawicielka BPPT.

Nowy inkubator to kolejna inwestycja BPPT współfinansowana z unijnych środków, po wartym ponad 23 mln zł Centrum Technologicznym oddanym do użytkowania w kwietniu ubiegłego roku, mimo trudnej, pandemicznej sytuacji.

– Właściwie od samego początku działalności parku korzystamy z funduszy unijnych. Infrastruktura, która znajduje się na terenie parku – czyli wszelkie drogi dojazdowe, ścieżki rowerowe etc. – powstała właśnie w ramach projektów unijnych. Budowa obiektów biurowych, IDEA Przestrzeń Biznesu oraz Centrum Technologiczne również powstały przy wsparciu funduszy unijnych, dzięki czemu możemy wspierać przede wszystkim start-upy i firmy z sektora MŚP. Środki unijne dają nam także możliwość przygotowania tych terenów dla inwestorów, dzięki czemu łatwiej jest wzbudzić ich zainteresowanie – mówi Katarzyna Rosa-Czubak.

Jak wskazuje, park liczy też na możliwość zrealizowania kolejnych inwestycji przy wsparciu funduszy, które mają trafić do Polski w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Na jego realizację Polska otrzyma ponad 58 mld euro, z których część ma być dostępna już w połowie tego roku.

– W tej chwili jest jeszcze dużo niewiadomych dotyczących Krajowego Planu Odbudowy. Jako Bydgoski Park Przemysłowo-Technologiczny złożyliśmy projekty, które mogłyby być dofinansowane w ramach tego planu, natomiast czekamy na dalsze wytyczne i kroki ze strony rządu – mówi przedstawicielka BPPT.

Ponad 70 proc. artystów teatralnych pracuje online. Mimo to wielu z nich ze względu na trudną sytuację rozważa zmianę zawodu

Trzy czwarte artystów teatralnych przeniosło swoją aktywność do sieci, najczęściej dramaturdzy, aktorzy i reżyserzy, a najrzadziej scenografowie – wynika z badania przeprowadzonego z inicjatywy Instytutu Teatralnego. Ci, którzy się na ten krok nie zdecydowali, najczęściej mówili o braku takiej możliwości. Problemem był brak odpowiedniego sprzętu, dobrego łącza internetowego lub kompetencji, wielu z nich internet kojarzy się z gorszą jakością. Praca online stała się sposobem na przetrwanie w czasie, gdy teatry są zamknięte, jednak badanie ujawniło niepokojący trend – wielu artystów nie widzi przyszłości w świecie sztuki i chce całkowicie zmienić branżę.

Prowadzenie działalności artystycznej online bez większych trudności zadeklarowała niemal co druga osoba uczestnicząca w badaniu (45 proc.), ale aż 55 proc. respondentów stwierdziło, że ta forma pracy przysporzyła im kłopotów. Spośród tych, którzy wskazywali na trudności z pracą zdalną, aż 57 proc. uznało, że online kojarzy się z gorszą jakością, 46 proc. wskazywało na brak odpowiedniego sprzętu do prowadzenia działań artystycznych online, a 41 proc. uznało, że ich praca artystyczna nie nadaje się do przeniesienia do sieci. Niemal 40 proc. artystek i artystów wskazało na brak dobrego łącza internetowego, a co trzecia badana osoba uznała, że nie ma kompetencji do prowadzenia takiej formy aktywności artystycznej.

Aktywność online jest dość popularna wśród artystów i artystek teatru, bo aż 74 proc. z nich zadeklarowało, że wykorzystuje internet w pracy artystycznej. Najczęściej korzystają z tego dramaturdzy i dramaturżki, a także aktorzy i aktorki lalkarze oraz scen dramatycznych. Grupa artystów, która najrzadziej pracowała w przestrzeni internetowej, to są scenografowie i scenografki, co wynika ze specyfiki pracy w tym zawodzie – mówi agencji Newseria Biznes Emilia Cholewicka, artystka, tancerka i doktorantka Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną Uniwersytetu SWPS, współautorka badania „Artystki i artyści teatru w czasach COVID-19”.

Z raportu wynika, że nastroje wśród artystów teatralnych dotyczące ich sytuacji zawodowej w czasie pandemii są pesymistyczne. W zasadzie każda grupa zawodowa ocenia ją źle lub bardzo źle, choć zmieniało się to w zależności o etapu pandemii.

– Na początku pandemii ponad 60 proc. respondentów przyznało, że odczuwało duży lęk związany z całą sytuacją, szczególnie podczas pierwszego lockdownu. Później, kiedy nastąpiło tzw. odmrażanie gospodarki, była to znacznie mniejsza grupa. Artyści wrócili do pracy, na próby, do teatrów, czekając na kolejne premiery, i nastroje się poprawiły – wyjaśnia Emilia Cholewicka.

W trakcie wakacji – kiedy odbywały się letnie festiwale, przeglądy, plenerowe spektakle – niepokój odczuwało ok. 28 proc. respondentów. Artyści i artystki liczyli na to, że jesienią wrócą do pracy w teatrze na stałe. Druga fala spowodowała jednak ponowne pogorszenie nastrojów – uczucie niepokoju towarzyszyło ok. 81 proc. ankietowanych.

Jeden z respondentów badania ocenił w bardzo wymowny sposób swoją sytuację, mówiąc, że dopóki jawi się przed nim premiera, będzie walczył. Jednak niewielu artystów ma takie podejście. Poprzednie badania środowiska artystycznego prowadzone pod kierunkiem prof. Doroty Ilczuk pokazywały, że artyści mimo swojej złej sytuacji finansowej i ekonomicznej wciąż chcą działać w sferze artystycznej. Nawet jeśli wykonywali dodatkowo jakiś zawód nieartystyczny, to zwykle po to, aby finansować pracę artystyczną. Teraz, jak wynika z badań, wielu artystów nie widzi szans na to, by dalej działać artystycznie – podkreśla ekspertka Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną.

Dyskusja na temat konieczności przekwalifikowywania się artystów trwa od lat. W sytuacji pandemii możliwość zmiany zawodu, a nawet branży nabrała nowego znaczenia. Ankieta pokazała, że kilkudziesięcioro artystów i artystek zastanawia się nad tym krokiem. Rzadziej formułowane są wypowiedzi explicite: „zamierzam zmienić zawód”, choć i te pojawiły się wśród odpowiedzi. Wiele osób wskazało na tę opcję jako odpowiedź na pytanie o to, jak przygotowują się na ewentualne wystąpienie takich kryzysów w przyszłości.

Badacze zauważają, że wielu artystów i artystek związanych z teatrem nie tyle z własnego wyboru podjęło się zmiany profesji, ile zostało do tego zmuszonych. W większości wybierają zawody niewymagające wysokich kwalifikacji, np. w piekarni czy na kasie.

– To pierwsza taka sytuacja, gdzie tak wielu z ankietowanych stawia na przekwalifikowanie i zaczyna pracować chociażby jako dostawca pizzy, traktując to zajęcie jako pracę dorywczą w momencie, kiedy nie można wrócić na scenę – dodaje Emilia Cholewicka. – Wielu z nich mówi, że nie widzi przyszłości w świecie kultury i stawia na stuprocentowe przekwalifikowanie i rozpoczęcie kariery w branżach nieartystycznych. To jest novum.

Jak pokazują badania Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną z 2018 roku, w Polsce grupa artystów liczy 60 tys. osób, z czego środowisko teatralne to niecałe 6 tys., a cały sektor kultury i sektor kreatywny – 300 tys. osób. Pandemia dotknęła jednak znacznie większą grupę, także tych, którzy prowadzą warsztaty czy uczą w szkołach. Lockdown ograniczył również im możliwość wykonywania swoich zadań.

– Artyści oczekują pomocy Ministerstwa Kultury. Ten resort jest podmiotem, który najczęściej był wskazywany jako właściwy do wprowadzenia zarówno tarczy antykryzysowej, jak i rozwiązań systemowych – podkreśla ekspertka.

Ponad połowa badanych korzystała ze wsparcia w okresie pandemii, z czego niemal wszyscy zadeklarowali korzystanie z pomocy finansowej. Jako źródło wsparcia najczęściej wskazywano na MKiDN (38 proc.) oraz tzw. tarczę antykryzysową i świadczenia postojowe (33 proc.), jednak blisko połowa oceniła je źle lub bardzo źle. Dobre lub bardzo dobre opinie o rządowym wsparciu miało 21 proc. respondentów. Prawie wszyscy badani oczekują stworzenia strategii dla swojej grupy zawodowej na okres wyjścia z pandemii. Tylko 6 proc. uznało, że nie jest to potrzebne. Na MKiDN jako podmiot odpowiedzialny wskazało 48 proc. badanych. Następnie wskazywano związki zawodowe, twórcze i organizacje artystyczne (16 proc.).

W Polsce brakuje rozwiązań systemowych. Mówi się dużo o ustawie o statusie artysty czy też o ustawie o artystach zawodowych. Niestety prace nad nimi trwają, podobnie jak dyskusje na temat opłaty od czystych nośników. Warto podkreślić, że to nie jest podatek od smartfonów ani podatek mobilny. Jest to opłata, która jest nakładana na wytwórców elektroniki, a nie na odbiorcę. We Francji czy krajach skandynawskich, w których artyści nie najgorzej radzą sobie w czasie pandemii, takie rozwiązania systemowe są znane od lat – zaznacza Emilia Cholewicka.

W czasie pandemii sklepy notowały sprzedaż rowerów elektrycznych większą nawet o 800 proc. W najbliższej dekadzie to elektryki będą napędzać cały rynek

Pandemia spowodowała, że wielu Polaków przesiadło się na rowery. Ponad 40 proc. osób wybiera jednoślad zamiast innych środków transportu, a co piąty rowerzysta jeździ obecnie więcej niż przed rokiem – wynika z badania „Rowerowa Rewolucja”. Blisko połowa nie zrezygnowała z jazdy nawet zimą. Rynek napędza zwłaszcza szybko rosnąca sprzedaż rowerów elektrycznych. Z badania YouGov wynika, że co czwarty Polak chciałby posiadać elektryczny rower. W czasie panujących obostrzeń coraz chętniej kupujemy je przez internet. Centrumrowerowe.pl zanotowało w 2020 roku wzrost sprzedaży e-bike’ów o 786 proc.

– Pandemia spowodowała, że wielu naszych dotychczasowych i nowych klientów zwróciło się w stronę roweru jako alternatywnego środka transportu. Stało się to bardzo silnym trendem, który stał się istotny w tej branży. Najważniejszym uczestnikiem tego rynku pozostają jednak ludzie, którzy uprawiają pasję rowerową będącą częścią ich stylu życia, czy to jazda na rowerze szosowym, MTB, czy rowerze miejskim – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Zieziulewicz, członek zarządu i dyrektor handlowy w Dadelo, do którego należy Centrumrowerowe.pl

W czasie pandemii Polacy masowo przesiedli się na rowery. Badanie „Rowerowa Rewolucja” przeprowadzone na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego wskazuje, że ponad 40 proc. osób wybiera jednoślad zamiast innych środków transportu. Blisko 20 proc. jeździło w 2020 roku więcej niż w poprzednich latach. Jak wynika z badania SW Research na zlecenie Dadelo, 46 proc. nie zrezygnowało z rowerów nawet zimą. Jednoślady częściej wybierają też osoby, które wcześniej preferowały inny rodzaj aktywności sportowej, niedostępny ze względu na koronawirusa.

 Pandemia przesunęła klientów z innych rodzajów sportów do kolarstwa. Drugim trendem jest na pewno to, że dużo trudniejsze stały się zakupy w sklepach tradycyjnych, czy to ze względu na zamknięte centra handlowe, czy to ze względu na okresowe lockdowny. W tym czasie bardzo mocno zyskiwał e-commerce i tym samym Centrum Rowerowe, które jest najsilniejszym e-commerce’em na polskim rynku rowerowym, zyskało bardzo duże i lojalne grono klientów – wskazuje Jacek Zieziulewicz.

Sprzedaż rowerów tradycyjnych w Centrum Rowerowym w całym 2020 roku wzrosła o 126,5 proc. Podobne wzrosty notują inne e-sklepy z rowerami.

– W dużej mierze to efekt rozwoju narzędzi ułatwiających zakup w e-commerce, czyli np. konfiguratory dostępne w sklepach Centrum Rowerowe i Dadelo. Umożliwiają one wybór roweru odpowiedniego do danego wzrostu, modelu użytkowego, ale też wybór odzieży, jej zwymiarowanie, pokazanie, do jakiego stylu jazdy i dla jakiego użytkownika się nadaje – wyjaśnia członek zarządu i dyrektor handlowy w Dadelo.

Największym zainteresowaniem cieszą się rowery miejskie – w I kwartale ubiegłego roku w Centrum Rowerowym wyniki sprzedaży w tym segmencie były o 300 proc. większe niż rok wcześniej. O ponad 185 proc. wzrosła sprzedaż rowerów trekkingowych. Polacy chętniej kupują też elektryczne jednoślady. Z danych Centrum Rowerowego za cały 2020 rok wynika, że wzrost ich sprzedaży w ujęciu rocznym wyniósł aż 786 proc. Według Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego elektryki odpowiadają za 10 proc. sprzedaży.

– Od dwóch–trzech lat obserwuję bardzo szybki rozwój kategorii rowerów elektrycznych, która jest w tej chwili najbardziej istotnym motorem wzrostu tej branży i z całą pewnością pozostanie nim w najbliższych 5–10 latach – przewiduje ekspert.

W serwisie Centrum Rowerowe największym zainteresowaniem cieszą się rowery w cenie do 10 tys. zł, a niewiele mniejszym jednoślady do 7 tys. zł. Jak przekonuje Jacek Zieziulewicz, segment elektryków szybko rośne, bo dzięki nim ten środek transportu mogą wybrać osoby, które np. ze względu na wiek nie mogą jeździć na tradycyjnych rowerach.

– Możemy na nich jechać szybciej i dalej, ale też możemy jeździć częściej. Dla większości użytkowników to nie znaczy, że się mniej męczymy, tylko to znaczy, że mamy więcej możliwości. Społeczeństwo rowerowe osiąga swoje cele w większym stopniu, przejeżdża dłuższe dystanse, bo rower elektryczny pozwala te granice wydolności organizmu przesunąć trochę dalej – tłumaczy. – Badania pokazują, że użytkownicy rowerów elektrycznych szybciej zyskują formę. Nie używają roweru do tego, żeby było im łatwiej, tylko żeby osiągać więcej. 

Tani rower elektryczny można kupić już za ok. 2 tys. zł. Te za 34 tys. zł oferują nieco lepsze osiągi. Osoby, które potrzebują elektryka na okazjonalne przejażdżki, np. do pracy, mogą kupić rower o słabszym akumulatorze. Ci, którzy stawiają na dłuższe wycieczki, powinni zwrócić uwagę na mocny akumulator i żywotność baterii. Wysokiej jakości modele mają tysiąc cykli ładowania, podczas których urządzenie utrzymuje 80 proc. pierwotnej pojemności.

– Na przestrzeni ostatnich kilku lat obserwujemy systematyczny wzrost średniej ceny kupowanego roweru. Mamy do czynienia z przyspieszeniem tego trendu, bo rowery elektryczne są dużo droższe niż rowery tradycyjne i ludzie kupują je na trochę dłuższy czas – wskazuje członek zarządu i dyrektor handlowy w Dadelo.

WHO w Polsce: Do 2022 roku możliwe jest zaszczepienie wszystkich ludzi na świecie. Do tego czasu tylko przestrzeganie restrykcji może pomóc zatrzymać pandemię

Na świecie podano już ponad 670 mln dawek szczepionek przeciwko SARS-CoV-2. W Polsce liczba szczepień przekroczyła 6,6 mln, z czego prawie 4,6 mln to szczepienia jedną dawką, a 2 mln – dwiema dawkami. WHO ocenia, że do 2022 roku zaszczepieni zostaną już wszyscy chętni. Tym bardziej że w fazie badań klinicznych znajduje się 85 szczepionek, a 184 – w fazie badań przedklinicznych. Do tego czasu konieczne jest jednak stosowanie dotychczasowych środków bezpieczeństwa. – Gdy zakończymy program szczepień, z pewnością czeka nas w coraz większym stopniu powrót do życia, które znamy sprzed pandemii – przekonuje dr Paloma Cuchi, przedstawicielka WHO w Polsce.

 Kiedy skończy się pandemia? To pytanie za milion dolarów. Oczywiście widać już światełko w tunelu. Mamy szczepionki, a szczepienia przebiegają w rekordowym tempie. Są trudności z dystrybucją, ale w miarę jak będziemy je pokonywać, będziemy szczepić szybciej. Wiemy już, jak zapobiegać COVID-19 oraz że noszenie maseczek i mycie rąk pomagają spowolnić epidemię, ale wciąż jest wiele niewiadomych. Mamy świadomość, że wirus może mutować. Dotychczasowe mutacje nie sprawiły, że wirus stał się groźniejszy, ale widzimy pewne trudności w procesie produkcji szczepionek. Ułożenie całej tej układanki wymaga szeroko zakrojonej koordynacji i głębokiej solidarności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Paloma Cuchi.

Na świecie podano już ponad 670 mln dawek szczepionek przeciwko SARS-CoV-2, najwięcej w liczbach bezwzględnych w Stanach Zjednoczonych, ale największy udział zaszczepionych obywateli mają Izrael (ponad 60 proc.) oraz Wielka Brytania (ok. 46 proc.) – wynika z serwisu Our World in Data. W Polsce liczba wykonanych szczepień wynosi ponad 6,6 mln: dwoma dawkami wykonano niecałe 2,1 mln szczepień, a co najmniej jedną – prawie 4,6 mln. Odsetek zaszczepionych Polaków przekroczył 10 proc.

– W miarę jak więcej osób będzie zaszczepionych, będziemy mogli pozwalać sobie na coraz więcej, nie obawiając się zakażenia i uważając przy tym, by nie przenosić wirusa na innych. Będziemy mieli także większą wiedzę na temat samych szczepionek. Teraz wiemy, że zapobiegają zachorowaniu, ale być może dowiemy się też, w jakim stopniu zapobiegają zakażeniu innych – mówi przedstawicielka WHO w Polsce.

Naukowcy Centrum Medycznego Uniwersytetu Columbia opublikowali na początku marca wyniki swoich badań, z których wynika, że obecne szczepionki i niektóre przeciwciała monoklonalne mogą być mniej skuteczne w neutralizowaniu brytyjskiego i południowoafrykańskiego wariantu koronawirusa. Badania potwierdzają m.in. wyniki Novavax. Firma poinformowała, że ​​jej szczepionka miała niemal 90 proc. skuteczności w badaniu w Wielkiej Brytanii, ale mniej niż 50 proc. w Afryce Południowej. Wraz z coraz większą liczbą dopuszczanych na rynek szczepionek sytuacja powinna się poprawić.

– Możemy zakładać, że zaszczepimy wszystkich w 2022 roku, ale tutaj też potrzebna będzie nam ogromna doza solidarności i zaangażowania. Solidarność jest potrzebna, aby szczepionki mogły otrzymać te osoby, które potrzebują ich najbardziej – wszyscy muszą brać w tym udział, poważnie traktując środki bezpieczeństwa i przestrzeganie zasad. Produkcja szczepionek będzie rosła w miarę podpisywania kolejnych umów i wprowadzania nowych preparatów. Obecnie prowadzone są testy ponad 200 szczepionek – wskazuje dr Paloma Cuchi.

Z danych WHO wynika, że w fazie badań klinicznych znajduje się 85 szczepionek, kolejne 184 są w fazie badań przedklinicznych. Ich liczba wciąż rośnie. Daje to szanse na szybkie wyszczepienie całej populacji i powrót do normalności z czasów sprzed pandemii.

– Wspólnie zbudujemy nową normalność. Gdy zakończymy program szczepień, z pewnością czeka nas w coraz większym stopniu powrót do życia, które znamy sprzed pandemii – przekonuje ekspertka.

Choć, jak wskazuje, szczepionki mogą skutecznie odciążyć służbę zdrowia, to obecnie wciąż jeszcze tylko łączenie wszystkich dotychczasowych metod zapobiegania zakażeniom może pomóc opanować trudną sytuację.

– Obserwujemy kolejne fale zakażeń, szczególnie w Europie Środkowej – obecnie borykają się z nimi Czechy i Polska, potrzebne są więc dalsze obostrzenia. Musimy utrzymywać restrykcje, realizować program szczepień i zapewniać odpowiednie środki ochrony osobistej. Te wszystkie działania trzeba uzupełnić o opiekę nad osobami, które przechorowały COVID-19, i ich dalsze leczenie. Niektórzy ozdrowieńcy mogą przez długi czas borykać się z problemami oddechowymi czy silnym zmęczeniem. Nie ma więc mowy o jednym rozwiązaniu. Tylko połączenie szeregu różnych działań może przybliżyć nas do rozwiązania tego problemu – podkreśla dr Paloma Cuchi.

Restrykcje wprowadzone w Polsce pod koniec marca w związku z gwałtownym wzrostem zakażeń koronawirusem obowiązują do 9 kwietnia, ale zapowiadane jest ich przedłużenie. Jak wynika z badań CBOS („Aktualne problemy i wydarzenia”), o ile jeszcze w lutym ponad dwie piąte ankietowanych oceniało obostrzenia jako nadmierne, o tyle obecnie maleje odsetek osób uznających istniejące obostrzenia za zbyt daleko idące (34 proc.), przybyło zaś osób oceniających je jako niewystarczające (15 proc.). Zdaniem 40 proc. istniejące ograniczenia są adekwatne do sytuacji.

– Nie ma innego sposobu niż słuchanie zaleceń rządowych, ze wszystkimi zmianami, jakie zostaną wprowadzone w zależności od sytuacji. Musimy monitorować rozwój pandemii, a społeczeństwa powinny pomagać rządowi i krajom w realizacji tych działań – przekonuje przedstawicielka WHO w Polsce.

Dr Andrzej Kassenberg: Energia atomowa jest rozwiązaniem niedobrym dla Polski. Energetyka odnawialna gwałtownie tanieje i to na nią powinniśmy postawić

Według raportu Połączonej Komisji do spraw Badań przy Komisji Europejskiej energetyka atomowa może pomóc w dążeniu do neutralności klimatycznej Europy do 2050 roku. Z drugiej strony Niemcy domagają się denuklearyzacji kontynentu. Program polskiej energetyki jądrowej zakłada z kolei, że do 2033 roku uruchomiony zostanie pierwszy reaktor jądrowy, a do 2043 roku działać będzie już sześć w dwóch elektrowniach. – Chociaż same elektrownie w zasadzie nie emitują gazów cieplarnianych, to w Polsce czas potrzebny na ich budowę może oznaczać wzrost ich emisji – uważa dr Andrzej Kassenberg, ekspert Koalicji Klimatycznej i Instytutu na rzecz Ekorozwoju​.

– Atom jest rozwiązaniem niedobrym dla Polski, a ponadto nie ma żadnych gwarancji, że taki obiekt powstanie w wymaganym terminie. Koszty budowy elektrowni są bardzo wysokie, w ostatnich 10 latach mówi się, że wzrosły o 23 proc., natomiast koszty energetyki słonecznej i wiatrowej spadły o 90 proc. W ostatnich kilku latach także koszty magazynów spadły o 70 proc. Czyli z punktu widzenia nawet tylko samych kosztów to jest to po prostu absolutnie niezasadne, żeby budować elektrownie atomowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Andrzej Kassenberg, ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej.

Program polskiej energetyki jądrowej zakłada, że do 2026 roku ruszy budowa, a do 2033 roku zostanie uruchomiony pierwszy polski reaktor jądrowy. Według założeń do 2043 roku działać będzie już sześć reaktorów w dwóch elektrowniach. Celem jest budowa w Polsce od 6 do 9 GWe zainstalowanej mocy jądrowej. Jak przekonuje ekspert Koalicji Klimatycznej, lepszym rozwiązaniem, także dla polskiej gospodarki, byłyby odnawialne źródła energii.

– Koszt energii atomowej jest znacznie, znacznie wyższy niż innych rozwiązań, które są tańsze, lepsze, a ponadto służą polskiej gospodarce, bo efektywność energetyczna i energetyka odnawialna to w większości to, co jest u nas w gospodarce, natomiast to, co jest w elektrowni atomowej, pochodziłoby głównie z importu – wskazuje.

Medialne przecieki najnowszego raportu Połączonej Komisji do spraw Badań przy Komisji Europejskiej (JRC) sugerują, że eksperci uznają energię atomową za neutralną dla środowiska, dzięki czemu może pomóc wypełnić cele klimatyczne zaplanowane do 2050 roku. Jako warunek komisja podaje jednak skuteczne zarządzanie i efektywne magazynowanie zużytego paliwa jądrowego, co wciąż stanowi duże wyzwanie. Kolejnym jest tzw. luka energetyczna, która grozi Polsce pod koniec lat 20.

– Elektrownia atomowa emituje znacznie mniej, żeby nie powiedzieć prawie w ogóle, gazów cieplarnianych. Natomiast, jeżelibyśmy spojrzeli na koszty i gdybyśmy spojrzeli na czas, jaki potrzebny jest do wybudowania takiej elektrowni, to okazuje się, że w Polsce ona by się przyczyniła do wzrostu emisji gazów cieplarnianych. Pod koniec lat 20. grozi nam tzw. luka. Chcąc tę lukę wypełnić w oczekiwaniu na pierwszą elektrownię atomową, musielibyśmy utrzymywać elektrownie węglowe lub gazowe – mówi ekspert.

Na odnawialne źródła energii stawiają m.in. Niemcy, które postulują całkowitą denuklearyzację Europy. W odpowiedzi 19 marca 2021 roku zawiązała się koalicja na rzecz energii atomowej. Siedem krajów, w tym m.in. Polska, Czechy, Francja i Węgry, wezwało w liście Komisję Europejską do niewykluczania energetyki jądrowej z unijnej polityki energetyczno-klimatycznej.

– Powinniśmy się skoncentrować przede wszystkim na efektywności energetycznej. Najtańsze jest nieużywanie energii, bo ją wówczas zaoszczędzamy. I to można szacować wstępnie na 50 proc. redukcji, czyli zamiast budować nowe moce, możemy oszczędzać w domach, w samochodach, fabrykach, rolnictwie. A druga rzecz to jest energetyka odnawialna, która gwałtownie tanieje i jeżeli do tego dołożymy magazyny energii, to jest to szansa na to, ażebyśmy dążyli do zaspokojenia naszych potrzeb energetycznych nie poprzez budowanie wielkich obiektów, ale właśnie poprzez prosumentów, małego i lokalnego bilansowania. To jest ta szansa, która stoi przed Polską – podkreśla dr Andrzej Kassenberg.

Odnawialne źródła energii, takie jak energetyka wiatrowa oraz słoneczna, także są obecne w długofalowej polityce energetycznej Polski. Moc zainstalowana lądowej energetyki wiatrowej w Polsce wynosi już 6,1 GW (dane za III kwartał 2020 roku), ale w ciągu kilku najbliższych lat powinna osiągnąć ok. 10 GW. Już od 2024 roku mają być oddawane także wiatrowe inwestycje zlokalizowane na Bałtyku. Według PSE w lutym 2021 roku moc zainstalowana w polskiej fotowoltaice przekroczyła z kolei 4 GW. Kolejną szansą na rozwój OZE może być też energetyka wodorowa.

– Mamy jeszcze nową technologię energetyki wodorowej, która dopiero raczkuje, ale za te 10–15 lat będzie już coraz bardziej powszechna. Dzięki sprzężeniu jej z energetyką odnawialną, tzn. produkowaniu wtedy, kiedy jest nadmiar słońca i nadmiar wiatru energii elektrycznej, która właściwie jest darmowa, można wtedy jej użyć do elektrolizy wodoru tzw. zielonego, czyli właśnie z OZE, a nie z paliw kopalnych. I to jest przyszłość, na którą powinniśmy stawiać – podkreśla ekspert Instytutu na rzecz Ekorozwoju i Koalicji Klimatycznej.

Naukowcom udało się pozyskać DNA z powietrza. Odkrycie może m.in. pomóc sprawdzić, jak rozprzestrzeniają się wirusy takie jak SARS-CoV-2

Naukowcy odkryli, że zwierzęce DNA można zbierać z powietrza. Badanie sprawia, że łatwiej będzie badać mało dotąd poznane gatunki zwierząt z trudno dostępnych miejsc, np. jaskiń. Odkrycie może mieć jednak znacznie większe znaczenie i pomoże zrozumieć, jak rozprzestrzeniają się różne choroby, m.in. COVID-19. – W tej chwili wytyczne dotyczące dystansu społecznego są oparte na fizyce i szacunkach, jak daleko mogą się przemieszczać cząsteczki wirusa, ale dzięki naszej technice moglibyśmy faktycznie zbadać powietrze i zebrać rzeczywiste dowody – mówi dr Elizabeth Clare z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie.

DNA środowiska zmieniło sposób, w jaki ekologowie badają środowisko. Tak zwane eDNA zwiększyło możliwość obserwowania gatunków zbyt nieuchwytnych lub zagrożonych, aby monitorować je tradycyjnymi metodami. Aby oszacować przetrwanie gatunku, ekolodzy mogą teraz pobierać próbki powietrza, wody, gleby wszędzie tam, gdzie żywa istota może zostawić swój podpis genetyczny poprzez wydzielinę czy skórę. W ten sposób naukowcy izolują DNA i porównują je ze znanymi sekwencjami genomu.

Ten rodzaj genetycznego śledztwa pomógł naukowcom monitorować zagrożone gatunki, jak wietnamskie krokodyle, australijskie lwy morskie czy kanadyjskie rysie. W 2019 roku naukowcy przeanalizowali nawet eDNA, aby wykluczyć teorie na temat mitycznego potwora z Loch Ness.

Teraz badacze po raz pierwszy wykazali, że zwierzęce DNA może zostać zebrane z powietrza.

– Wykorzystanie eDNA stało się przedmiotem rosnącego zainteresowania w społeczności naukowej, szczególnie wśród ekologów, poszukujących skutecznych i nieinwazyjnych sposobów do monitorowania środowisk biologicznych. Przedstawiamy pierwsze opublikowane dowody, które pokazują, że eDNA zwierząt można zbierać z powietrza, co otwiera dalsze możliwości badania społeczności zwierząt w trudno dostępnych środowiskach, takich jak jaskinie i nory – podkreśla dr Elizabeth Clare.

Naukowcy zbadali, czy eDNA można pobrać z próbek powietrza i wykorzystać do identyfikacji gatunków zwierząt. W tym celu pobrali próbki powietrza z pomieszczenia, w którym przebywały gryzonie, a następnie wykorzystali istniejące techniki sekwencjonowania do sprawdzenia obecności DNA w powietrzu. Naukowcy odkryli również ludzkie DNA w próbkach powietrza, co sugeruje potencjalne zastosowanie tej techniki pobierania próbek do zastosowań kryminalistycznych.

– To, co zaczęło się jako próba sprawdzenia, czy podejście to można zastosować do ocen ekologicznych, stało się teraz znacznie szersze, z potencjalnymi zastosowaniami w medycynie sądowej, antropologii, a nawet medycynie – wymienia ekspertka  z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie.

Technika ta może znaleźć zastosowanie w medycynie. Pozwoli zrozumieć rozprzestrzenianie się niektórych chorób, w tym również wirusa SARS-CoV-2.

– Ta technika może pomóc nam lepiej zrozumieć, w jaki sposób choroby, takie jak na przykład COVID-19, przenoszą się drogą powietrzną. W tej chwili wytyczne dotyczące dystansu społecznego są oparte na fizyce i szacunkach, jak daleko mogą się przemieszczać cząsteczki wirusa, ale dzięki naszej technice moglibyśmy faktycznie zbadać powietrze i zebrać rzeczywiste dowody na poparcie takich wytycznych – sugeruje dr Elizabeth Clare.

ZPP: jednolita stawka 5% VAT to ratunek dla gastronomii i niewielki koszt dla budżetu

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od miesięcy proponuje wprowadzenie jednolitej stawki VAT w wysokości 5% na wszystko w gastronomii. Wbrew pojawiającym się w przestrzeni publicznej opiniom, istotą tej zmiany nie jest zwiększenie popytu na usługi gastronomiczne przez obniżenie cen. Dzięki niższej stawce VAT zyskaliby restauratorzy, których działalności po otwarciu stałyby się znacznie bardziej rentowne, co umożliwiłoby im odbudowę mimo niższych obrotów.

Uważamy, że omawiany instrument może być nie tylko skuteczny, lecz również – w skali wydatków na ratowanie gospodarki – tani. Przytaczane w dyskusji szacunki kosztów jego wprowadzenia na poziomie 1,2 – 1,5 mld zł odnoszą się do dochodów budżetowych z VAT w gastronomii w 2019 roku, a więc wartości w tej chwili zupełnie niereprezentatywnej. Mając to na uwadze, przygotowaliśmy własną analizę ekonometryczną dotyczącą realnego kosztu wprowadzenia tej punktowej reformy. W zależności od przyjętego spadku obrotów w gastronomii w 2020 roku (oficjalne dane nie zostały jeszcze opublikowane), koszt ten mieścić się może w granicach od 350 do 700 mln zł, przy czym jako średnią wartość należałoby uznać ok. 500 mln zł. Poniżej przedstawiamy szczegóły naszej analizy.

Do pomiaru dodatkowych pozytywnych makroekonomicznych skutków obniżki i ujednolicenia stawki podatku VAT na usługi gastronomiczne proponujemy dynamiczny keynesowski model gospodarki otwartej, dwusektorowy-rozszerzony o wyróżnienie sektora usług gastronomicznych spośród pozostałych dóbr konsumpcyjnych. Punktem wyjścia jeśli chodzi o wielkość przychodów sektora usług gastronomicznych stanowią dane GUS, Bank Danych Lokalnych, Przychody z działalności gastronomicznej w 2019 roku (Tabela 1). Na ich podstawie oszacowano wpływy z tytułu podatku VAT i ważoną efektywna stawkę VAT, biorąc zarówno pod uwagę przychody ze sprzedaży towarów handlowych, przychodu z produkcji gastronomicznej, przychody ze sprzedaży napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych oraz pozostałej działalności.

Treścią scenariusza jest szok na efektywną stawkę VAT na usługi gastronomiczne nakładany w połowie 2021 roku.

Skutki wprowadzenia jednolitej 5% stawki VAT

  • Wzrost sprzedaży usług gastronomicznych: + 6,62%
  • Średnia zmiana ceny brutto usług gastronomicznych: – 4,36%
  • Wzrost PKB: + 0,10%
  • Konsumpcja gospodarstw domowych: + 0,16%

Dochody budżetowe z VAT na usługi gastronomiczne w stosunku rocznym: – 0,713 mld zł (przy założeniu 40% spadku przychodów sektora w 2020 roku) / -0,534 mld zł (przy założeniu 55% spadku przychodów sektora w 2020 roku) / – 0,356 mld zł (przy założeniu 70% spadku przychodów sektora w 2020 roku)

Obniżka VAT jako element łagodzenia negatywnych sektorowych skutków spowodowanych spadkiem sprzedaży wywołanym lockdownem i pogorszeniem nastrojów konsumenckich działa na gospodarkę trzema kanałami. Pierwszym z nich jest wzrost konsumpcji (0.16% w 2022 roku) i PKB (0.10% w 2022 roku) bezpośrednio związany ze spadkiem ceny brutto usług gastronomicznych o 4,32% i wzrostem sprzedaży usług gastronomicznych o 6,62% rocznie. Kolejnym kanałem, szczególnie istotnym z perspektywy utrzymania względnie dobrej koniunktury gospodarki, jest łagodzenie negatywnych skutków kryzysu na poziomu zatrudnienia w sektorze usług gastronomicznych. Zaproponowana w analizie obniżka VAT podnosi poziom zatrudnienia w sektorze usług gastronomicznych o 4,85% w 2022 roku (Tabela 1). Trzecim kanałem jest efekt dochodowy. Wynika on z pojawienia się w gospodarstwach domowych dodatkowego zasób gotówki, ponieważ ich opodatkowanie konsumpcji spada. Skutkiem czego obserwujemy wzrost konsumpcji innych dóbr jak i wzrost oszczędności gospodarstw domowych, które w późniejszym okresie przekładają się na niewielki wzrost inwestycji w gospodarce (0.01%).

Tabela 1. Dynamiczne ujęcie wpływu na zmienne makroekonomiczne wprowadzenia jednolitej 5% stawki VAT na usługi gastronomiczne od połowy 2021 roku. [Procentowe zmiany zmiennych w stosunku do poziomu odniesienia].
jednolita stawka 5% VAT
Obserwując dynamikę zmiennych w pierwszych latach trwania szoku widzimy silny wzrost zatrudnienia i sprzedaż usług gastronomicznych. Wynika on z relatywnie wysokiej cenowej elastyczność popytu na usługi gastronomiczne. Wartość ta waha się w przedziale od 0.8 do 1.5, a przyjęta na potrzeby analizy jej wartość dla Polski wynosi 1.157 (Grotkowski, 2018).

Sprawia to, że w tym konkretnym sektorze zaproponowana obniżka VAT jest bardzo skutecznym narzędziem do krótkookresowej walki ze spadkiem popytu wywołanym lockdownem i pogorszeniem nastrojów konsumenckich w sektorze. W dłuższym okresie średnia cena brutto usług gastronomicznych zaczyna rosnąć, po czym zatrzymuje się na niższym nim wcześniej poziomie równowagi. Odzwierciedlenie późniejszego wzrostu cen widzimy również późniejszym odbiciu spadku dochodów VAT ze sprzedaży usług gastronomicznych.

Dodatkowo warto zauważyć, że ujednolicenie stawki VAT przyczyni się również do uproszczenia systemu stawek VAT i pozytywnie wpłynie na ich prostotę i przejrzystość, co znacząco przyczyni się do poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze usług gastronomicznych, stanowiących ważną grupę mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich przedsiębiorców. Opodatkowanie wszystkich usług gastronomicznych jednolitą stawką VAT ułatwi korzystanie z przepisów prawa podatkowego i prawidłowe ich stosowanie w praktyce gospodarczej oraz wyeliminuje ewentualne praktyki wykorzystywania nadużyć w tym zakresie.

Krajobraz po świętach

Pomimo wątpliwości w święta nie doszło do większych zmian na rynkach. Wielkanoc to zawsze element ryzyka, ponieważ w Polsce mamy wolny poniedziałek po świętach w przeciwieństwie do najważniejszych gospodarek, gdzie świętowany jest Wielki Piątek.

Wielki Piątek na rynkach

Podczas gdy piątek był świętem w wielu europejskich krajach, na rynkach nadal trwał handel. Przy mniejszej liczbie uczestników był jednak potencjał na spore niespodzianki. Na szczęście dla osób zainteresowanych kupnem walut obcych złoty stracił zaledwie 1,5 grosza, kiedy inwestorzy podjęli decyzję o sprzedaży większej porcji złotówek w połowie dnia. Tym samym od 4 dni euro wyceniane jest w korytarzu pomiędzy 4,59 a 4,61.

Kolejne rekordy giełd europejskich

Od początku kwietnia widzimy powrót zainteresowania inwestorów z powrotem do Europy zza drugiej strony oceanu. Powodem oprócz realizacji zysków przez część z nich są również lepsze wyniki parkietów europejskich. Rekordy niemieckiego DAX-a, czy francuskiego CAC z pewnością mają tutaj sporo do powiedzenia. Tym samym jednak nie może pochwalić się polski WIG, który zachowuje się znacznie słabiej i to nie tylko przez silną zadyszkę na akcjach dwóch głównych spółek technologicznych z WIG20. Dowodem na słuszność tej tendencji są zresztą wzrosty na parze EURUSD, która w marcu była wyraźnie w odwrocie.

Dane z USA

Poniedziałek był dniem wolnym w USA, ale rynki funkcjonowały. Dane zza oceanu pokazały rosnący optymizm w branży usługowej. Indeks ISM dla usług wyniósł 63,7 pkt wobec oczekiwanych zaledwie 58,5 pkt. Jednym z głównych powodów wzrostu optymizmu jest relatywnie, względem Europy, sprawnie działający program szczepień przeciwko koronawirusowi. Nie bez znaczenia jest też coraz lepsza sytuacja amerykańskiego rynku pracy, która powoduje wzrost oczekiwanego popytu na usługi.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Marcowe zamieszanie na rynku złota

W marcu br. Grupa Tavex – jeden z czołowych dealerów metali szlachetnych w Polsce – sprzedał ponad 31 133 oz złota. To o ponad 20% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W analizowanym okresie mennica Perth Mint sprzedała ponad 130 000 oz złota (wzrost o ponad 30% w porównaniu z marcem 2020 roku), natomiast U.S. Mint 88 000 oz złota, co w tym przypadku oznacza prawie 60% spadek w porównaniu z ub.r.

W 2020 roku na całym świecie sprzedano rekordowe 1 773,2 ton złota bulionowego. To aż o 40% więcej niż przed rokiem. Natomiast cena kruszcu w 2020 roku wzrosła o 25%, kończąc rok na poziomie 1 887,6 USD – wynika z raportu Światowej Rady Złota.

W marcu br. sprzedaż w Grupie Tavex, U.S. Mint oraz Perth Mint nadal utrzymywała się na wysokim poziomie. Mennice mające przede wszystkim zasięg ogólnoświatowy wygenerowały sprzedaż na poziomie 88 000 i 130 000 uncji złota. Grupa Tavex działająca głównie na rynkach europejskich osiągnęła sprzedaż na poziomie 31 133 uncji złota, co w przeliczeniu daje ponad 200 mln zł.

Mennicom coraz trudniej sprostać ponownie rosnącemu popytowi na złoto. Podobnie jak na początku pandemii odnotowywane są opóźnienia produkcyjne oraz problemy z realizacją zamówień.

W naszym przypadku sprzedaż w marcu 2021 roku pobiła dotychczasowe rekordy, w tym ten z 2020 roku. Warto również wspomnieć o tym, że w pierwszym kwartale 2021 roku Grupa Tavex sprzedała ponad 73 028 oz złota inwestycyjnego (2.27 tony). To wzrost o 32% w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 roku ­– mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Dzięki naszemu modelowi działania nie mieliśmy problemów z realizacją zamówień. Staramy się utrzymywać wysokie stany magazynowe oraz sprzedawać wyłącznie produkty, które fizycznie posiadamy. W marcu br. roku sprzedawaliśmy produkty zakupione od mennic w lutym. Oczywiście obecnie odnotowujemy pewne opóźnienia w dostawach, jednak aktualnie nie wpływają one na bieżącą działalność. Stale uzupełniamy swoje zapasy i już czekamy na kolejne, kwietniowe, dostawy – dodaje.

BADANIE: Przez ujemne oprocentowanie banki mogą stracić głównie najzamożniejszych klientów

Jak wynika z badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, zastosowanie ujemnego oprocentowania skłoniłoby prawie 74% Polaków do wycofania oszczędności z banków. Głównie byłyby to osoby zarabiające ponad 9 tys. zł netto, z wyższym wykształceniem i z miast liczących 100-199 tys. ludności. Komentujący to eksperci tłumaczą, że banki już teraz osiągają ww. efekt, bez względu na dalsze działania. Podnoszą koszty prowadzenia rachunków, nie tracąc przy tym klientów. 

Łącznie aż 73,9% Polaków zrezygnowałoby z trzymania pieniędzy w bankach, jeżeli zastosowałyby one tzw. ujemne oprocentowanie. Klienci nie chcieliby bowiem dopłacać do tego, że ich środki leżą na koncie. 45,4% z tych osób jest o tym absolutnie przekonanych, a 28,5% raczej ku temu by się skłaniało.

– Żaden bank nie zastosuje ujemnego oprocentowania. Po pierwsze, jego klienci uciekliby do konkurencji. Po drugie, UOKiK wypowiedział się, że byłoby to niedopuszczalne. Po trzecie, banki uzyskują już taki efekt, podnosząc koszty prowadzenia bieżących rachunków – komentuje Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych.

Tylko 12,7% badanych deklaruje, że nawet przy ujemnym oprocentowaniu wciąż trzymałoby swój kapitał w bankach. Jednak tylko 2% osób w tej grupie jest tego całkowicie pewnych, a 10,7% raczej tak uważa. Natomiast 13,4% Polaków jest w ww. kwestii kompletnie niezdecydowanych.

– Osoby, które nie zlikwidowałyby swoich kont i lokat, wykazują największą racjonalność. Prawdopodobnie wiedzą o tym, że już dopłacają do swoich kont, ponosząc coraz wyższe koszty prowadzenia rachunków – mówi ekonomista Marek Zuber.

Patrząc na dochody ankietowanych, widać, że osoby zarabiające ponad 9 tys. zł netto w pierwszej kolejności wycofałoby swoje pieniądze z banków. Łączne aż 83,4% z nich tak deklaruje. Co ciekawe, ww. decyzję najrzadziej podjęliby Polacy o dochodach od 7 do 9 tys. zł – w sumie 53,9%.

– Polacy gromadzący największe nadwyżki finansowe mają wiele sposobów na ich lokowanie. Poza tym w ich przypadku straty byłyby najwyższe przy ujemnym oprocentowaniu. Naturalnie ci, którzy zarabiają od 7 do 9 tys. zł, odkładają mniejsze oszczędności. I są gotowi ponieść niewielką dla nich stratę finansową w celu zachowania wygody korzystania z usług bankowych – tłumaczy Marek Zuber.

Warto też dodać, że głównie osoby z wyższym wykształceniem wycofałyby swoje środki z banków w wyżej wskazanej sytuacji – 77%. Natomiast najrzadziej podjęliby ten krok absolwenci szkół podstawowych i gimnazjalnych – 60%.

– Wykształcenie często bywa powiązane z osiąganymi dochodami. Zazwyczaj im jest ono wyższe, tym zarobki są pokaźniejsze. Od ich wysokości zależą decyzje dotyczące finansów. Raczej nie łączyłbym tych deklaracji z kwestią większej lub mniejszej świadomości – stwierdza Marek Zuber.

Najwięcej osób wycofałoby pieniądze z banków w miastach liczących 100-199 tys. mieszkańców – 77,5%. Z kolei najmniej takich decyzji zostałoby podjętych w aglomeracjach mających co najmniej 500 tys. ludności – 71%.

– Wyniki są dość wyrównane. Niemniej można wnioskować, że w niedużych miastach ludzie mają mniejsze oszczędności i nie chcą niczego tracić. W największych aglomeracjach liczy się przede wszystkim wygoda korzystania z usług banku – wyjaśnia Marek Zuber.

Najmniej osób zrezygnowałoby ze swoich kont w woj. łódzkim – 61,2%, a najwięcej – w podkarpackim – 80,7%. Jak podsumowuje Marek Zuber, mieszkańcy łódzkiego zarabiają średnio 5-7 tys. zł. Nie mają tak wysokich nadwyżek finansowych, żeby masowo zabierać je z banków. I ujemne oprocentowanie nie byłoby dla nich dużym uszczerbkiem. Natomiast Polacy żyjący w woj. podkarpackim częściej osiągają dochody ok. 3 tys. zł. W ich przypadku jakakolwiek strata jest nie do zaakceptowania.

Badanie zostało przeprowadzone w drugiej połowie marca br. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla portalu Money.pl na reprezentatywnej próbie 1041 dorosłych Polaków.

Jak biznes zniósł rok COVIDU

Pandemia miała negatywny wpływ na gospodarkę. Większość branż ucierpiała, są jednak także takie, które radzą sobie dobrze, a niektóre w COVIDZIE nawet zyskały gospodarczo. Eksperci faktura.pl przeanalizowali liczbę faktur wystawianych w poszczególnych miesiącach przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Jakie branże chorują na COVID? Które są odporne, które „nabyły przeciwciała”?

Według wyliczeń Federacji Przedsiębiorców Polskich, gospodarka w naszym kraju straciła w wyniku pandemii koronawirusa 185 mld zł. PKB zmniejszyło się o 2,8 proc. a inwestycje o 8,4 proc. Jednak, jak wskazują doświadczenia z pierwszego lockdown’u, z problemów można się otrząsnąć, a wiele firm dostosowało model działania do gospodarki pandemicznej i dobrze się z tym czuje.Jak biznes zniósł rok COVIDU wykres Jak biznes zniósł rok COVIDU

– Wpływ pandemii na biznes w większości branż jest negatywny. Widać to szczególnie w szczycie trzeciej fali zachorowań. Najbardziej spektakularne są upadki przedsiębiorstw i ich ogromne straty, często oceniane przez pryzmat medialnych, choć pojedynczych przypadków. Ogląd z szerszej perspektywy i weryfikacja danych, jak biznes radził sobie w czasie roku COVIDU pokazuje jednak, że są branże, które ucierpiały jedynie w nieznacznym stopniu. Są też takie, które w ostatnich miesiącach rozwijały się. Firmy sklasyfikowane wg PKD podzieliliśmy na kilka grup: te, które COVID niemal „zabił”, które „przechorowały”, ale mówiąc w przenośni „nabyły przeciwciała” i radzą sobie nieźle. Ostatnie dwie grupy to biznesy, które na koronawirusa okazały się odporne i te, które zyskały i wzmocniły się – mówi Grzegorz Grodek, prezes faktura.pl

Branże, które ciężko chorują na COVID

– POZOSTAŁE POZASZKOLNE FORMY EDUKACJI, GDZIE INDZIEJ NIESKLASYFIKOWANE

– NAUKA JĘZYKÓW OBCYCH

 

Najwięcej mówi się obecnie o hotelach, które z małymi wyjątkami ponownie są zamknięte oraz o branży gastronomicznej, która nie może przyjmować gości w lokalach przez praktycznie cały okres pandemii. Z pewnością pandemia bardzo mocno dotknęła także pozaszkolne formy edukacji. Wiele zajęć sportowych, tanecznych czy hobbystycznych zostało zlikwidowanych lub czasowo zawieszonych. Jeśli się odbywały, gromadziły niewielką liczbę uczestników. Pierwszy lockdown spowodował spadek liczby wystawianych faktur o 56%, sytuacja obecnie nieznacznie uległa poprawie, jednak wystawianych faktur w lutym nadal jest dużo mniej niż rok temu – o 28%.

 

Przez większą część roku spadki notowane były w zakresie nauki języków obcych. Prawdopodobnie jest to efekt ograniczania kosztów przez firmy, które wcześniej płaciły za takie lekcje dla swoich pracowników, a także oszczędności gospodarstw domowych, które odczuwały niepewność zatrudnienia.

Branże, które „przechorowały i nabyły przeciwciała”

– ROBOTY BUDOWLANE ZWIĄZANE ZE WZNOSZENIEM BUDYNKÓW MIESZKALNYCH I NIEMIESZKALNYCH

– SPRZEDAŻ DETALICZNA KSIĄŻEK PROWADZONA W WYSPECJALIZOWANYCH SKLEPACH

Przedsiębiorcy zajmujący się robotami budowlanymi przeżyli dołek – „przechorowali COVID” w czerwcu 2020 r., kiedy wystawili o 27% faktur mniej niż w lutym. Być może związane to było z faktem, że po pierwszej fali pandemii Polacy myśleli już bardziej o wakacjach. W dalszej części roku w wystawianych fakturach widać wyraźne odbicie w robotach budowlanych – 224% faktur w porównaniu z lutym.

Zamknięcie w domach spowodowało, że czytaliśmy też więcej książek. W kwietniu widać dołek, ale już od czerwca zanotowano większą liczbę wystawianych faktur niż przed pandemią. Dobry czas w sprzedaży detalicznej książek utrzymuje się do dzisiaj.

Branże, które nie chorowały na COVID

– KONSERWACJA I NAPRAWA POJAZDÓW SAMOCHODOWYCH

– DZIAŁALNOŚĆ PRAWNICZA

Są branże, w których spadku liczby wystawianych faktur związanej z szokiem COVIDowym w pierwszej jego fali praktycznie w ogóle nie widać. Przez cały rok w podobnym zakresie funkcjonowały np. warsztaty samochodowe, co jest dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę, że pracując z domu wiele osób po prostu nie używało pojazdów (więc się nie psuły).

Nie zmalało także zapotrzebowanie na działalność prawniczą. Po niewielkim spadku w kwietniu zeszłego roku w kolejnych miesiącach faktur wystawiano tam nawet więcej niż przed wybuchem pandemii. Jednym z powodów jest analiza obecnych kontraktów i szukanie możliwości wyjścia z nich, wydłużenia lub możliwości zawieszenia realizacji umów. Takie analizy przedsiębiorcy zlecali obsługującym ich prawnikom.

Branże, które poszyły do góry w pandemii

– DZIAŁALNOŚĆ RACHUNKOWO-KSIĘGOWA; DORADZTWO PODATKOWE

– PRZETWARZANIE DANYCH; ZARZĄDZANIE STRONAMI INTERNETOWYMI (HOSTING) I PODOBNA DZIAŁALNOŚĆ

Branże, które na COVIDZIE zyskały, dosyć łatwo jest wskazać: z pewnością są to sprzedaż internetowa czy działalność kurierska. Dobrze w pandemii miało się przetwarzanie danych i zarządzanie stronami internetowymi, co wydaje się oczywiste w sytuacji, kiedy dystans społeczny przeniósł wiele aktywności do Internetu. Wzrost liczby faktur zauważamy szczególnie mocno w innej onlinowej kategorii usług hostingowych. Widać wyraźny zwrot polskich przedsiębiorców w kierunku online. Warto jednak zwrócić uwagę na mniej oczywiste kody PKD. Działalność rachunkowo-księgowa; doradztwo podatkowe – porównując luty do lutego, w tym roku faktur było o 153% więcej. Może to wynikać z tego, że wiele firm potrzebowało pomocy profesjonalistów z dziedziny podatków, w celu wnioskowania i pozyskania dofinansowania z różnych tarcz rządowych. Być może również trudna sytuacja w wielu branżach wymagała także wsparcia w szukaniu finansowania. Potrzebne były audyty przedsiębiorstw i szukanie oszczędności.

Pandemia spowodowała spore przetasowania wśród branż. Jedne stały się jej beneficjentem, inne wręcz odwrotnie. Wiele firm i całych branż jest w trudnej sytuacji, brakuje im środków na bieżące funkcjonowanie. Szukają pomocy u doradców finansowych, sprawdzają, jak odsunąć w czasie płatności, skąd wziąć gotówkę na przetrwanie. Podobną sytuację widzimy w naszej działalności faktoringowej – trafia do nas coraz więcej firm szukających finansowania. Biznes odrzucony przez banki, w niektórych przypadkach, może u nas znaleźć środki na przeżycie. Faktoring w roku covidowym, był jedynym rosnącym i szeroko dostępnym narzędziem finansowania firm. Firmy sprawdzały możliwości skorzystania z faktoringu, weryfikowały warunki i przekonywały się do niego. W 2021 roku to się nie zmieniło – mówi Marek Sikorski, dyrektor sprzedaży Finea.

Wall Street ma nowe szczyty, USD pozostaje w korekcie

Lepsze od oczekiwań odczyty raport NFP w piątek i ISM dla usług w poniedziałek zainicjowały optymizm, który pociągnął Wall Street na nowe szczyty, a na FX USD pozostaje w korekcie. Brak wzrostowej reakcji rentowności obligacji USA na dane jest ważnym elementem układanki.

Biorąc pod uwagę, że seria danych z USA zaskakiwała pozytywnie i potwierdziła narrację solidnego ożywienia podpartego szybszym tempem szczepień i wsparciem fiskalnym, brak nowej fali wzrostów rentowności obligacji skarbowych USA powinien dziwić.

Oprocentowanie 10-latek utrzymuje się blisko 1,70 proc., tj. poniżej szczytów z ubiegłego tygodnia (1,76 proc.). Zerwanie tego powiązania tłumaczy, dlaczego wyjątkowość USA nie pomaga w umocnieniu dolara. W zamian na powierzchnię wypychana jest interpretacja, że dobra postawa USA to zapowiedź równie dobrej sytuacji globalnej za jakiś czas, kiedy proces szczepień przyspieszy. W poprzednich dnach zaznaczałem, że USD może słabnąć mimo wysokiego tempa wzrostu USA, o ile ożywienie będzie miało charakter globalny. Wówczas strategia reflacyjna i rajd ryzykownych aktywów będą na powrót finansowane tanim USD. Zatem reakcja rynku FX z ostatnich kilkudziesięciu godzin ma sens w dłuższym horyzoncie. Mam jednak wątpliwości, czy trend oparty o strategię reflacyjną już teraz bez przeszkód będzie mógł się rozwijać. Systematycznie przypominane są nam zagrożenia wynikające z trzeciej fali zachorowań w Europie. Po okresie świątecznym z dużym prawdopodobieństwem za kilka dni przyniosą wzrost przypadków zakażenia. W Niemczech politycy nawołują do zaostrzenia restrykcji na najbliższe 2-3 tygodnie. Na tym tle bardziej optymistycznie podchodzę do utrzymania odbicia ryzykownych walut surowcowych, jak AUD czy CAD, aniżeli spieszyłbym się z gonieniem wzrostów EUR/USD. Niech potwierdzeniem tego, że EUR nie ma aktualnie swojej wewnętrznej, będzie powrót spadków EUR/GBP i zejście wczoraj pod 0,85 – pierwszy raz do roku. W przeciwieństwie do Europy, plany ponownego otwarcia gospodarki w Wielkiej Brytanii pozostają na dobrej drodze i rynek to dyskontuje.

Skrócony tydzień może nie przywrócić pełnej płynności, co może rzutować na wymowę zmian cen. Pracować też będziemy na małej puli istotnych danych i wydarzeń. W USA protokół z marcowego posiedzenia FOMC (śr) może dostarczyć treści do dyskusji na temat rosnących rentowności obligacji skarbowych, jednak oczekiwalibyśmy, że minutki potwierdzą przekaz z konferencji prasowej prezesa Powella, gdzie podkreślano brak zaniepokojenia rosnącymi rentownościami, które są odbiciem wzmacniającej się gospodarki. Nie oczekujemy dowodów szerszej dyskusji nad redukcją tempa skupu aktywów czy terminem pierwszej podwyżki. W strefie euro indeks Sentix (wt) będzie pierwszym barometrem nastrojów w obliczu zagrożeń trzeciej fali zachorowań na COVID-19. Wzrost indeksu będzie sygnalizował podtrzymanie nadziei na otwarcie gospodarki i łatwiejsze zwalczenie pandemii dzięki wyższym temperaturom i postępującemu (choć powoli) procesowi szczepień. W Wielkiej Brytanii finalny szacunek PMI dla usług (śr) oraz PMI dla sektora budowlanego (czw) powinny dowodzić poprawy sytuacji gospodarczej w otwierającej się gospodarce. Dane mogą być wygodnym pretekstem dla odnowienia długich pozycji w GBP po ostatniej korekcie wywołanej ogólnorynkową awersją do ryzyka.
W Polsce Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe bez zmian (śr). Nawet pomimo niespodzianki w wyższej marcowej inflacji (3,2 proc. r/r, prog. 2,8 proc.) nie sądzimy, aby zmianie uległo nastawienie RPP. Ostatnio prezes NBP Glapiński tłumaczył, że wyższa inflacja teraz i w kolejnych miesiącach będzie się brać z podwyżek cen administrowanych, na które polityka pieniężna nie ma wpływu. Bardziej interesująca niż posiedzenie RPP może być (o ile się odbędzie) wideokonferencja prezesa Glapińskiego, gdzie odpowie on na pytania dziennikarzy (prawdopodobnie w piątek). Szczególnie pytania o sytuację złotego oraz udział NBP w potencjalnej konwersji kredytów frankowych mogą mieć istotne znaczenie dla kierunku rynku walutowego. Biorąc pod uwagę preferowanie przez NBP słabego złotego, wątpimy, aby wideokonferencja mogła przynieść pozytywne impulsy dla PLN. Razem z rozwojem trzeciej fali zachorowań i niepewnością o wyrok SN ws. kredytów frankowych w najbliższych dniach ryzyka dla złotego przeważają po negatywnej stronie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.